(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Kurjer warszawski: książka jubileuszowa 1821-1896"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



V. 



u 






fc^.'- '* 






y ' <-•*•' 






*W. 






^ 






»f'. 



X'V 



\ ^ 



mm JUBILEUSZOWA. 



KURJER WARSZAWSKI. 




Jl 



Li 




ozdobiona 2il ffsunkanii w iehcie. 



1821 1896 



WARSZAWA 

Wydanie własne ,Kurjera Warszawskiego', 

-1896. 






^oaBOJCHO UeBsypoio. 
Bapmasa, 31 HaBapii 1896 foaa. 



2Dria.3c S. Z-ieT^eaatala, łToT^37--Ś"w^la.t łTr. -41. 



Okresy i epoki czasa^ kti^re w obec nieskończoności... żadnego nie 
mają znaczenia i niby kropelki drobne w otchłani oceanu nikną, zajmują 
jednak ważne w życiu i w działalności ludzkićj stanowiska. Tworzą one 
albowiem pewne łamy dziejowe, przechowujące w sobie pojedyncze ogniwa 
wielkiego łańcucha umysłowej i fizycznej pracy, jaką ludzie, narody i poko- 
lenia całe zaznaczają swoje przejściowe istnienie na ziemi... 

Historja zbiera te ogniwa — łączy je i gatunkuje ich wartość rozmaitą. 

Rozumie się^ że pola działalności ludzkiej, zwłaszcza od chwili gdy 
postęp i cywilizacja rozszerzają je bezprzestannie — są rozmaite: ciasne lub 
obszerne, ograniczone lub bezbrzeżne; ze wszystkich jednak pióro dziejopisa, 
lub choćby skromnego sprawozdawcy tylko, musi zebrać i obliczyć plon, jaki 
pola te pod uprawą jednostek, czy sił zbiorowych, wydały. 

. Z tego się tworzy z czasem wielki kalejdoskop dziejowy, w którym 
przesuwają się kolejnie różnobarwne i różnej treści obrazy i obrazki, sta- 
nowiące całość działalności społecznej. 

Jeden z takich obrazów, skromny z pozoru, bo ujawniający tylko miej- 
scowe dzieje i stosunki zamknięte w obrębie trzech ćwierci bieżącego stu- 
lecia^ zamierzamy odtworzyć tu, posługując się materjałami zebranemi 
skrzętnie. 

Obraz to ciekawy, albowiem zawiera w sobie całą, acz pobieżnie 
uchwyconą, działalność społeczeństwa warszawskiego na wszystkich życia 
szlakach. 

W istocie, począwszy od wydarzeń ważnych i prac doniosłych, od 
ruchu naukowego i umysłowego w ogóle aż do... zabaw, strojów, widowisk 
i rozrywek wszelkich — słowem, wszystko, co miasto nasze przeżyło, co 
wynalazło lub przyswoiło sobie, czemkolwiek odznaczyło się w ciągu osta • 
tnich lat siedemdziesięciu pięciu — mieści się i odżywa niejako w tym obra- 
zie jednym. 

Aparatem, który, niby najnowszy przyrząd fotograficzny, chwytał 
w przelocie i zapisywał szybko całą działalność Warszawy w ciągu tej 

K«l%ika Jnbllatttsowa. I 



epoki^ był organ prasy publicznej; Kurjer Warszawski, który w tym rokii wła- 
śnie obchodzi jubileusz, trzy ćwierci wieku już trwającego swojego istnienia, 

Kurjer Warszawski, to nie arystokrata, zrodzony w kołysce złotej i bio- 
rący do ręki gotowe już po przodkach dziedzictwo: to dziecko naszego 
bruku, to sumienny pracownik, który swoje oszczędności zbierał grosz po 
groszu i gromadził coraz obszerniejsze mienie — administrując niem umie- 
jętnie — aź wreszcie wyrósł na wydawnictwo poważne, najpopularniejszy 
organ prasy tutejszej. 

Długo jednak pracować on musiał dla wyrobienia sobie pozycji takiej ! 
Trzy ćwierci wieku w ludzkich stosunkach — to przestrzeń wielka, w prze- 
ciągu której trzy pokolenia nikną i jawią się z kolei, i dziś, nie pozostał 
już chyba na ziemi nikt, ktoby pełnoletniem już okiem czytał ową malutką, 
miniaturową ówiarteczkę zadrukowanej bibuły, stanowiącą pierwszy numer 
Kurjeraj w dniu 1-ym stycznia 1821 roku... 

Otóż, opowiadając dzieje i kreśląc długoletni rozwój tego organu prasy, 
przypominamy zarazem ogółowi społeczeństwa i dzieje Warszawy, która 
w pierwszej połowie bieżącego, a raczej ubiegającego już, stulecia, miała 
całkiem inną niż dziś fizjonomję zewnętrzną i psycliiczną. 

Zanim jednak rozpoczniemy to ciekawe, a po części może i pouczające 
opowiadanie, musimy wpierw rzucić okiem na ową epokę, w której Kurjer 
Warszawski założony został. 

W poglądzie tym znajdzie się i przyczyna, dla której pismo to, dziś 
tak rozwinięte szeroko, pojawiło się w tak ubogiej i ciasnej sukience. 



Kcdalic/a l\urjcra ^ arszawsliicgo. 



Warszawa, w Orndiiin 1895. 



CZĘŚĆ I. 



Wydawcy Redaktorzy- -Współpracownicy. 



1. Narodziny „Kurjera"'. 

Już to w ogóle prasa publiczna, iiietylko u nas, lecz i w Europie całej, 
nie odznaczała się w owej epoce ani wyglądem imponującym, ani też treścią 
bogatą. 

I nie dziw! boć ta prasa, którą teraz nazwano trafnie szóstem wiel- 
kiem mocarstwem, nie ma dalekiej za sobą przeszłości — i dopiero w koucn 
18-go wieku we Francji, a w ogóle w pierwszej połowie bieżącego stulecia, 
poczęła rozszei'zać swoje zaciśnione ramy i programy. 

Było to zresztą rzeczą naturalną, choćby ze względu, iż w owym cza- 
sie, nietylko u nas, lecz i w najbardziej ucywilizowanych krajach, nie było 
jeszcze ułatwionych komunikacjj, za pomocą których dziś rozsyłamy szybko 
i stosunkowo tanio, setki tysięcy egzemplarzy gazet i i)isni wszelakich. 

Wówczas żaden wydawca nie mógł liczyć na znaczną liczbę abonen- 
tów, szczególniej też na prowincji, która, w odleglejszych zwłaszcza dystan- 
sach, nie miała żadnych, wprost ją łączących z głównein ogniskiem życia, 
dróg i stosunków. 

Dlatego też wydawcami, rzadkich zresztą, ówcześnie pism oficjalnych, 
były zazwyczaj rządy, które za pomocą takich monitorów swoich publiko- 
wały i rozsyłały rozmaite wiadomości i przepisy z dziedziny administracji 

3 



lub jurysdykcji, dopełniając je tylko rubryką, w której podawano niekiedy 
ważniejsze, ogólnej polityki dotyczące, fakta. 

Podczas wielkiej epoki wojen „Napoleońskich", na początku bieżącego 
wieku działalność w tym kierunku roz\vinęła się znacznie. Ciekawość 
wszystkich narodów, interesowanych silnie w wielkich tych wojen wypad- 
kach, domagała się wiadomości częstych i wyczerpujących — chociaż na 
wiadomości takie w owych, przed-telegraficznych czasach trzeba było cze- 
kać dość długo — przewozili je bowiem zwykle od dworów lub gabinetów 
umyślnie wysyłani tak zwani „kurjerzy", pędzący drogami pocztowemi, na 
zmienianych, co stacja, wierzchowcach. 

Po dobroczynnym dla ludów spragnionych pokoju, a dla nas tak pa- 
miętnym roku 18I5-ym, gdy ucichł huk dział i szczęk oręża i gdy na kon- 
tynencie całym zapanowała cisza, zmniejszyła się i u nas także liczba cieka- 
wych polityków domowych... a w ślad za tćm również i poczytność gazet 
politycznych. 

Natomiast jednak rozbudziło sic w ogóle społeczeństwa zamiłowanie 
do literatury pięknej. Szczególnity też poezja, dla której u nas zwykle mło- 
dzież i kobiety żywiły kult gorący, poczęła zajmować coraz szersze społe- 
czeństwa koła. 

Możnaby mniemać, że duch tej Muzy, wcielony wtedy właśnie w utwory 
wielkich poetów zachodniej Europy: Schillera i ftoethego, Byrona i Moora, 
Wiktora Hugo i... Laniartine'a, powiał i nad krajem. Plejada gwiazd talen- 
tów, z tak zwanej „Wileńskiej szkoły", ze słońcem Mickiewiczem na czele, 
już wynurzyć się miała na horyzoncie naszym, a słowicza, tęskna pieśń 
„Rusałek" Zaleskiego Bogdana i spiżowy dźwięk arfy autora „Zamku Ka- 
niowskiego", już drgały w powietrzu stepów. 

Snąć delikatna, lecz przenikliwa woń tych kwiatów natchnienia już po- 
częła napełniać atmosferę, zwiastując ich rozkwit rychły. W oczekiwaniu 
na nie, zaspakajano się przedś>vitem rodzącego się Romantyzmu w rzewnych 
poezjach Brodzińskiego lub też śpiewano sentymentalnie serdeczny romans 
Filona, Kar|)ińskiego, z którego pięknych, cłioć później bezczelnie ośmiesza- 
nych strofek o malinach w koszyku, plecionce różowej i o jaworze, zrodziła się 
jednak mickiewiczowska „Świtezianka"... także z koszykiem malin, z kwieci- 
stym ufiankiem i z zastąpionym przez modrzew — jaworem.,. 

Szyby w drobnych okienkacli szlacheckich dworów i zaścianków 
drżały wówczas ciągle od dźwięku klawikortów i brzdąkania gitar, przy 
których akompaniamencie tęskniące za obrączką ślubną dziemce śpiewały 
te romanse dawne. 

Dla tych dworów i dworków, zawierających rdzeń społeczeństwa w so- 
bie, literatura poważna, dzieła naukowe i gazet}'^ polityczne były rzeczą nie- 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

potrzebną zgoła. Zastępowi^ je kalendarze lub takie^ wielee poczytne wów- 
czaSy a licho tłómaczone utwory^ jak: „Historja o Meluzynie", ^Rinaldo Riual- 
dini", .Kartuz" lub „Zbójca w Wenecji czyli okropny Abellino". 

Lecz, jeżeli owiana zapachem kwiatów, aromatem zbóż, 8ianoź(^^ci 
a upojona tchnieniem poezji, prowincja ówczesna nie łaknęła żadnej umy- 
słowej karmi; jeżeli dziejami powszedniego życia Warszawy nie zajmowano 
się tam zgoła, chyba w okazalszych już, szlachty karmazy nowej rezyden- 
cjach — natomiast ludność samej Warszawy, aczkolwiek cztery razy niż dzió 
mniejsza, uczuwała dotkliwie brak takiego skorowidza i sprawozdawcy; 
któryby wskazywał jej zawczasu — spodziewane ważniejsze lub mniej 
ważne: zdarzenia, fakta, obchody, czy artystyczne widowiska, i zarazem 
opisywał te, które się już spełniły. 

Prócz tego, coraz liczniejsi wszelkiego rodzaju kupcy i przedsiębiorcy 
przemysłowi potrzebowali coraz pilniej popularnego organu, w którymby 
swoim towarem lub produkcją pochwalić się i zalecić je ogółowi publiczno- 
ści mogli. 

Wreszcie też, i najpoważniejsze nawet instytucje, jak np. ówczesny 
uniwersytet Aleksandryjski, Towarz. Przyjaciół Nauk, Liceum i Gimnazja, 
za nimi zaś „Teatr" wraz z całą korporacji naukowych, literackich i arty- 
stycznych rzeszą — wszystko to potrzebowało i świadomości szybkiej o dzia- 
łaniach wzajemnych, i sprawozdań z faktów ważniejszych, jakie się już 
spełniły w intelektualnym świecie miejscowym i zagranicznym. 

Nakoniec i miłosierdzie, chrześciańskie, czy w ogóle ludzkie, które 
w Warszawie z dawien dawna mieszka i do dziś dnia w niej gości, pragnęło, 
by mu ktoś pośredniczył w odszukaniu ubóstwa, kalectwa i nędzy; te zaś 
wzdychały gorąco za tem, aby o ich egzystencji miłosierdziu onemu ktoś 
wiadomość dawał. 

W obec takiej ogólnej potrzeby, i wobec świadomości o istnieniu za gra- 
nicą pism pośredniczących w zaspokajaniu tylu rozmaitych żądań, założenie 
Kutjera Warszawskiego było już kwestją czasu tylko. 

Myśl pierwsza utworzenia w Warszawie pisma codziennego w małym 
formacie, któreby notowało skrzętnie, zarówno ważniejsze, jak drobne zda- 
rzenia, wypadki i w ogóle wszelkie objawy życia miejskiego, bądź na szer- 
szej, publicznej drodze, bądź w handlowych, artystycznych i społecznych 
stosunkach^ kiełkowała już na lat kilka przed powstaniem tego organu. 

Zrodziła się ona niebawem po roku 1815, gdy Warszawa poczta 
wzrastać zarówno w ludność, jak w dobrobyt ogólny. 

Już w roku I8l8-ym nosili się z tą myślą, najpierw: Franciszek Salezy 
Dmochowski i Ordyniec, lecz wjTiikłc pomiędzy niemi jakieś osobiste nie- 
snaski przeszkodziły urzeczywistnieniu wspólnie powziętego zamiaru. Nic- 



''Kur/er ^Yarszawski, 

snaski te ąjawiiiły się nawet w znaDym podówczas powszechnie wierszowa- 
nym epigramacie^ któr}' Dmochowskiemu przypisywano^ choć autorem jego 
był Zaleski: 

„Stojąc w ordynku, z Ordynata łaski, 
Ordyniec śmiało patrzy w ogród saski" — 

lub według poprawniej szego tekstu (Klost/ Ji 1041, Tom XL): 

„Odyniec i Ordyniec z Ordynata laski 
Ordynkiem osadzeni, patrzą w Ogród Saski" — 

na który Ordyniec miał odpowiedzieć: 

ffTon koncept płaski, wcale nie parnaski 

Wydmucłinąl pan Dmocliowski, recenzent warszawski". 



Równocześnie prawie, lub teź i)óźniej cokolwiek, zamiar wydawania 
Kurjera powziął był znany krasomówca, profesor uniwersytetu Ludwik 
Osiński; organowi wszakże miejskiemu, który chciał wzorować na wychodzą- 
cym w Dreźnie Stadt-Anzeigerze, zamierzał dać tytuł, nie Kurjera^ lecz Oońea. 

Ażeby założyć właściwy organ miejski i prowadzić go umiejętnie, po- 
trzeba było, nie literata z talentem, ani też poważnego publicysty — żaden 
z nich bowiem nie znalazłby na dwóch króciuchnych szpaltach tej drobnej 
ćwiarteczki dostatecznego do popisu pola. Tam trzeba było obytego z ru- 
chem miejskim, doświadczonego i i)Opularnego wśród mas całych człowie- 
ka, któryby wiedział o tem, że założone przezeń pismo ma być podobne do 
Rossini'owskiego Figara, gotowego na usługi wszystkich i nie narażającego 
się nikomu. 

Redaktor i wydawca takiego organu powinien był stać się „przyjacie- 
lem miasta", wyrozumiałym, łagodnym i zadowolonym z wszystkiego. 
W przeciwnym razie nie mógłby liczyć na żadne poparcie ze strony ówcze- 
snego społeczeństwa, które, jako potrzebujące przebaczać wzajem sobie 
wiele, nie mogło lubić ani pożądać złośliwego wśród siebie „Zoila". 

Rozumie się, że nakład takiego pisemka nie wymagał wiele: parę izde- 
bek ciasnych, drukareńka podręczna, dwócłi zecerów, pewien zapas czcio- 
nek; kilku, gotowycłi do znoszenia nowin, pomocników, pełuiącycłi eon amore 
ten obowiązek bezpłatny; wreszcie, ryz kilkadziesiąt szorstkiego, bibułastego 
papicni — oto i wszystko, czego potrzebował założyciel tego Kurjera^ który 
dziś wymaga kosztownycłi niacłn*n parowycłi, systemu rotacyjnego, zatrudnia 
setki ludzi i wycłiodzi w formacie czterdzieści razy większym ! 

6 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Jak skromne zresztą cele miał przed sobą ów organ nowy^ przekony- 
wa o tern jego prospekty poniżej w bzęści Il-ąj książki^ w całości przy- 
toczony. 

„Każda znaczniejsza stolica w Europie ma pismo perjodycznC; jej do- 
godności i zabawie poświęcone. Warszawa takiego pisma nie miała dotąd; 
lecz teraz^ gdy ludność jej coraz wzrasta^ gdy gmachy w niej się mnożą 
i t. d., potrzeba takiego pisma uczuwać się daje. Pismo wykładające {ąic) 
najmniejsze szczegóły, oswaja z nią każdego, tak, iż przybywający do niej, 
łatwo się z nią obeznać może. W tym zamiarze wychodzić będzie od dnia 
1 stycznia 1821 roku nowe pismo perjodyczne p. t. „Kurjer Warszawski". 

Zaraz w pierwszym numerze nowozalożonego Kurjera czytamy rodzaj 
artykułu wstępnego, w którym autor, a właściwie, jakby to dziś powie- 
dziano, „Redakcja" tego organu, pragnie sprawić przyjemność mieszkańcom 
Warszawy, chwaląc ich gród hojnie; powiada bowiem: 

„Nie masz podobno miasta w Europie, któreby w ostatniej połowie 
zeszłego wieku więcej odmian od Warszawy doznało..." 

I dalej, „odmiany" te przytoczywszy, ciągnie redakcja rzecz swoją: 

„...Burze, które całą Europą wstrząsnęły, nic pomijały Warszawy, lecz 
to ognisko wyniesione zostało znowu na dostojność stolicy Królestwa ręką 
wspanii^omyślnego Monarchy (Cesarza Aleksandra I-go), prawodawcy ziemi 
naszej; rośnie teraz w zamożność i wielkość pod tarczą błogiego pokoju 
i pod dzielną opieką rządową. 

„Założenie uniwersytetu, ustanowienie wolnego jarmarku, coraz liczniej 
kupców do Warszawy ściągającego, wzniesienie tylu publicznych gmachów, 
któreby nie powstydziły większych nawet stolic Europy, rozszerzenie ulic, 
wzorowe oświetlenie miasta, przerobienie pierwszych ogrodów — będą nie- 
zatartym pomnikiem pieczołowitości Króla i rządu krajowego, uwieńczonej 
najpomyślniej szym dla Warszawy skutkiem. Dobroczynne zapewnienie 
wieczystego funduszu dla chcących murować wzrost Warszawy ustala, a lu- 
dność stolicy, w przeciągu kilku lat o dwadzieścia przeszło tysięcy wzrosła, 
dobry jej postęp rokują." 

Ten często w rozterce z gramatyką napisany artykuł zakończa autor 
już wprost, jakby tylko uzupełnieniem wydanego poprzednio prospektu, 
powiada bowiem: 

„Celem Kurjera (prócz wiciu innych rzeczy), jest, aby był przewodni- 
kiem po Warszawie; z tego powodu jeden, a czasem dwa numera w tygo- 
dniu — jeśli innych ciekawych wiadomości zbraknie — poświęcone zo- 
staną opisowi stanu Warszawy pod względem jej handlu, przemysłu i... za- 
bawy. Numera: Niedzielne i Czwartkowe zawierać będą najwięcej wiado- 
mości zagranicznych". 



^B^urjer Warszawski. 

Jakoż wkrótce potem w jednym z takich numerów (z dnia 1 6 stycznia 
1821 r.) spotykamy kilka wiadomości; choć nie wszystkie zagranicy się 
tyczyły. Jedna z nich opiewa; że na początku tegoż miesiąca i roku Józef 
Tomasz Królikowski, profesor literatury polskiej w Poznaniu, ogłosił pro- 
spekt na nowe pismo perjodyczne-naukowe p. t. „Mrówka Poznańska". 
Pismo to wychodzić zacznie od I-go Kwietnia, co miesiąc po sześć arkuszy 
dtuku na pięknym papierze. Prenumerata w Poznaniu złp. 36, a w Króle- 
stwie złp. 40. 

Druga, już z odległej obczyzny, wiadomość brzmi następnie: „Podług 
ostatnicli wiadomości z wyspy 8<tej -Heleny, Bonaparte był przez niejaki czas 
chorym, ale powrócił do zdrowia. Wyznaczono mu 14 mil angielskich 
(około 3-ch naszych) do przechadzki. Niedawno miał długą rozmowę z je- 
nerałem Donetem.'' 

Pomiędzy temi dwiema zagranicznemi nowinami mieści się jedna już 
czysto miejscowa, którą dla numizmatyków dzisiejszych powtarzamy: f,Jutro 
przypada święto Trzech Króli. Jan Kazimierz zwykł był dawać w tyra 
dniu do poświęcenia biskupowi nowe monety krajowe, na początku roku 
wybite. U nas w końcu zeszłego roku (1820) ukazi^y się piękne 10-cio 
złotówki z napisem: „z srebra krajowego". 

Kto te „nowości" zbierał i układał, kto je redagowi^, jednem słowem, 
kto Kurjera stworzywszy, był pierwszym jego wydawcą i redaktorem?... 




(JedfUff portret Brumna hkiAsiiego inajdiije ńf fe thiorach po Kratieictkim, w Suchej 

V kr. itranickich; otrzymalimy go dńikiuprt&jmośH iustosza hihijolehii zhioróm w Sn- 

chej, p. źimigrodiiiego}. 

Z. Bruno Kicii!iski. 

„fYafBO iprateda". 
Źródła: Ar;liiwani roifzinno w Biatopolii. — Zbiury Ossolińskich. — K!«ii;b'i bjpo- 
teciiio f.irochowu i iiipruulioiiioad J6 SJ286 przy uli<'y Gęsioj. — Sylwetki, Bkrrśloiio pnez 
pp. Stanisława ScbnUr-Peplowskiego i Juljana Hoppenii, na ziiraónrjenia difisinjKzoj rc- 
dakqji Kurjera. — Praoe wspiilozesuo Dmochowskiego i Wójcickiego. — Rouzniki Enriera 
z lat 1821-1845. 

Gdy Fryderyk hr. Skarbek obejmował katedrę ekonoii\ji w uniwersy- 
tecie warszawskim, nie chciano uszom wierzyć, że hrabia, człowiek zamożny 
chciał zostać... bakalarzem. Teść jogo, (Jzowski, zamożny ziemianin z Ku- 
jaw, podobno namatriał córkę, by z tego po^vodu rozwiodła się z in^żem... 



l^ur/er Warszawski. 

Jak Skarbek był pierwszym hrabią na katedrze profesorskiej^ tak 
pierwszym hrabią-dzieuuikarzem był Bruuo hr. Kiciński. 

Ojciec jego, IMus, kasztelan Połaniecki, w r. 1794 wyjechał do Gali- 
cji, gdzie 23 maja 1804 roku, wywiódłszy się z ośmiu herbów szlache- 
ckich, zaliczony został w poczet hrabiów. 

Niewątpliwym więc hrabią był i Bruno Kiciński, jedyny syn Piusa 
i Franciszki z Cieciszowskich, podkomorzanki Łukowskiej. 

W bibljotecc rodzinnej w Białopolu zachował się dotąd rękopis, wła- 
snoręcznie przez Kicińskiego przygotowanych do druku .Poezyj'', w którym 
znajdujemy w ^przedmowie" dość dokładną autobjografję. Przytaczamy 
z niej ważniejsze ustępy. 

Ród swój Kicińscy wyprowadzali od y^Ktcinów, ludu w Pomeranji za- 
mieszkałego", a należącego do pokolenia Słowian zwanego WUey. Wieś 
Kicino w Poznańskiem, jeszcze w r. 1603 własnością Kicińskich będąca, 
była icli gniazdem rodowem. 

Dziad Brunona, Walerjan Kiciński, najwyższy pisarz skarbu koronne- 
go, za lat 50 służby publicznój starostwem Krzeszowskiem nagrodzony zo- 
stał. Brat Walerjana, Stanisław, łowczy orszański, był regimentarzem nad 
50-u chorągwiami przeciw Szwedom. 

Ojciec, Pius Rogala Kiciński, urodzony d, 5 maja 1752 r. w Sławko- 
wie, oddał sic zawodowi cy\vilncmu i rozpoczął służbę publiczną w gabinecie 
Stanisława- Augusta. Tu, pod naczelnictwem pisarzy koronnych Ogrodzkie- 
go i Cieciszowskiego, dosłużył się stopnia sekretarza, a następnie szefa gabi- 
netu królewskiego. Dwukrotnie posłował na sejm z ziemi czerskiej i liw- 
skiej; w r. 1783 był jednocześnie sekretarzem sejmu i króla, a w r. 1786 
otrzymał wielką wstęgo orderu św. Stanisława, zaś na sejmie czteroletnim 
kasztelanję połaniecką. „Przyczynił się do zniesienia liberum veto i do ule- 
pszenia wielu form w obradach i ustawach". Po roku 1815 został senato- 
rem i kasztelanem Królestwa; sprawował też urząd sędziego najwyższego. 
Zmarł 23 kwietnia 1828 r. 

Bruno Kiciński urodził się w d. 7 października 1794 r. w Lachowi- 
cach, później własnością przyjaciela jego, Izydora Pietruskiego, będących, 
w obwodzie stryj skim, niedaleko Karpat, w okolicy, o której mówią: „tam 
orzą przy świecy, przepływa ją bowiem rzeka tego imienia". 

AV piątym roku życia, zostawszy sierotą po matce, trzy lata spędził 
w Ijucku, w domu stryjecznego dziada swego, księdza Kacpra Cieciszowskie- 
go, a pod dozorem emigranta francuskiego, księdza MadroUe. W ósmym roku 
życia „za wolą ojca" oddany został do Teresianum w Wiedniu, zkąd wy- 
niósł, jako pamiątkę, nagrodę szkolną w dziele Kwintyljana, osobiście 
wręczoną mu przez cesarza Franciszka I-go. 

10 




KSIĄŻKA JDBILEUSZOWA. 

Po utworzenia Księstwa 
Warszawskiego młody Bruno 
przeniesiony zostE^ do konwi- 
ktu Pijarów w Warszawie, 
gdzie lat kilka przebywał. 
„Tej szkole winieuem wszyst- 
ko — pisze w powołanej wy- 
żej przedmowie — co umiem, 
winienem ojcowskiemu dozo- 
rowi patrjarchy zgromadzenia 
tego, księdzu Kamieńskiemu; 
tej szkole winieuem stosunki 
szczerej i stałej i pewnie już 
dozgonnej przyjaźni z tyloma 
znakomitemi dziś obywatela- 
mi i urzędnikami, która to 
przyjaźń stanowiła najprzyje- 
mniejsze chwile mego życia". 

Kształcony w retoryce 
przez prof. Romana, w gre- 
ckim - przez prof. Wolilkiego Piw Kiciński, 
i w łacinie — przez „pierwsze- 
go łacinDika" księdza Andraszlut, Bruno w chłopięcym już wieku objaiviaI 
poetyckie zdolności, odziedziczone po ojcu. I Pius Kiciński bowiem, w cłiwi- 
lacłi wolnycłi od zajęć publicznych, uprawiał niwę poezji, acz utwory jego 
mnzy nosiły w przeważnej części oliarakter okolicznościowy, jako przezna- 
czone dla rodziny lab przyjaciół i znajomych. 

W r. 1810 ojciec skreślił dla IC-letnicgo podówczas Brunona wiersz 
p. t. „Wiąsanic dla syna", kończący się temi słowy: 

Masz wiĘi', serce w cnoti; wpniwiaci, 

Umyel nauliit zabawiai3, 

Z grzecznemi ludźmi przebj-wai^ 

rracą talentów nabywać, 

I przez usiluoSó wytrwałą 

Okrjć BJĘ swych przodków cbwułi(. 

Gdy raeknii: syn nieodrodny, 

Wyss&l z mlekiem milośi; cnoty 

I przodków następca gudny. 

Posiadł ich chlubne ])rzjniioty, ~ 

Uatue, która cię własną piersią wykarmila, 

Jak ta pochwala syna w grobie będzie mila! 

„Wiersz ten wpłynął na dalsze moje życie" — jiisze Bruno w przedmo- 
wie do zbiorowego wydaniu dziel swoicli... 



'Kiurfcr Warszawski, 

Słuchając wykładów u Pijarów, w roku 1811 tłómaezył sielanki Gess- 
nera, w r. 1812 przemiany Owidjusza, zaś w roku 1813 opuścił we Lwowie 
prasy drukarskie ^Przekład homerowskićj Batracłiomyomacłiii'' jego pióra. 

W aspiracjacli literackicli utwierdzał też niewątpliwie uzdolnionego 
młodzieńca Joachim Lelewel, blizki jego kuzyn, t którym Bruno po ukoiiczc- 
niu nauk szkolnych w ścisłej pozostawał zażyłości. O wi)lywie uczonego 
łiistoryka na przyszłego redaktora Kurjera zdawałyby się świadczyć listy 
togo ostatniego, pisane w latach 1814 — 1815 z Galicji, dokąd się udał 
w owym czasie, w celach regulacji interesów majątkowych, młody Kiciński 
wraz z ojcem, który posiadał pod Lwowem wieś Sichów, jako dożywocie. 
Za podnietą Lelewela krzątał się gorliwie Kiciński około założenia pisma 
literackiego w stolicy Galicji. Nie było to rzeczą łatwą, gdyż, prócz trudno- 
ści w uzyskaniu rządowego pozwolenia na wydawnictwo tego rodzaju, 
pierwsze we Lwowie, należało znaleźć wydawcę, i co ważniejsza, współ- 
pracowników dla publikacji projektowanćj. I tych brakło w owym czasie 
na lwowskim bruku. „Ale wiedz —pisze Bruno do Lelewela — że wszędzie, 
a osobliwie pod austrjackim rządem, trzeba mieć cierpliwość, której prawic 
codzień po dobrej dozie zażywani. Podarłem już kilka par butów, latając 
po literatach tutejszych, a pozwolenie wydawania Pamiętnika jeszcze nie 
nadeszło. Chociaż mi to wszystko kością w gardle staje, nie uważam na 
nic, ale podwoiwszy natężeń, im więcćj mam trudności, tem chciwiej je po- 
konać żądam '^. 

Słowa powyższe kreślił Kiciński w październiku 1814 roku, zaś 
w kilka miesięcy później sądził, iż blizkim już jest celu swych zabiegów. 
„Spełniły się życzenia Twoje — pośpiesza donieść kuzynowi — będziemy 
mieć we Lwowie Famiętnik. Ja może bcdę redaktorem i)ierwszego numeru. 
Wydawaniem dalszem zatrudni się p. Małkowski, obywatel galicyjski. Pa- 
miętnik będzie wychodził u księgarza AVilda na pięknym papierze. Pierw- 
szy numer, jak się spodziewam, wyjdzie z początkiem lipca. Obiecałeś 
wspierać nasze zamysły. Chciej dopełnić Twoich obietnic i cokolwiek 
masz, przcsełaj. Lataj po Wilnie, zbieraj literatów, których u was kopami, 
namawiaj, zachęcaj, pobudzaj wszystkich, niech wesprą słabe usiłowania 
nasze. Proś Góreckiego o co pięknego, proś Sniadeckicli i innych. Ale nic 
z polityki, nic z teologji..." *) 

lióżowe nadzieje Kicińskiego ziściły się nieco później, gdyż dopiero po 
jego wyjeździe z Galicji, w styczniu 181G roku, pojawił się pierwszy zeszyt 
Pamiętnika Iwowskiei/o, wydany przez miejscowego księgarza Karola Wilda, 



*) W bibljotoco rodzinnej w Białopolu znajduje t^ig oryginał listu Lelewela do 
Kicińskiego z d. I marca 1815 r. 



'O' 



12 - - 



Książka jubiłsusźo^^a. 

pod redakcją Adama Ghłędowskiego. Był to miesięcznik literackie zapełnio- 
ny, niestety, w przewaźnćj części przekładami z niemieckiego języka. 
W braku prac oryginalnych upraszała redakcja piszących po niemiecku, by 
nadsyłali jćj swe prace, obiecując zajęcie się przekładem. Nawet sprawo- 
zdania o dziełach polskich podawał Pamiętnik w tłómaczeniu z wiedeńskiej 
Oazety Tdterackuj. Oryginalnych artykułów prozą najwięcej dostarczał sam 
Chłędowski, podczas gdy w dziale poezji, prócz przekładów Kicińskiego 
z OwiĄjusza, Anakreonta, Szyllera, spotykamy też oryginalne bajki jego 
pióra, tudzież utwory Antoniego Góreckiego, Ferdynanda Chotomskiego 
i Józefa Brykczyńskiego. Prace Kicińskiego i jego późniejszych współ- 
pracowników znajdujemy też w drugim roczniku Pamiętnika, który istniał do 
roku 1820. 

Tymczasem młody poeta przeniósł się w roku 1816 do Warszawy, 
gdzie za pośrednictwem starosty Kickiego uzyskał posadę sekretarza Komi- 
sji luindlowej, ze znaczną, jak na owe czasy, płacą szesnastu dukatów mie- 
sięcznie. 

W r. 1816 został sekretarzem komisji trzech dworów do uregulowania 
stosunków handlu i żeglugi z mocy traktatu Wiedeńskiego, za którą-to pracę 
otrzymał w nagrodę w r. 1817 order św. Stanisława. 

Następnie jako sekretarz towarzyszył Kiciński w r. 1817 ministrom 
Sobolewskiemu i Węgleńskiemu do Petersburga i nagrodzony został sto- 
pniem wice-referendarza przy Radzie Stanu, za pracę w czasie kilkumie- 
sięcznych posiedzeń komitetu do spraw polskich. W komitecie tym prezy- 
dował minister skarbu Gurjew, zasiadali zaś: Węgleński, starosta Kicki 
w zastępstwie Sobolewskiego, Nowosilcow i Nesselrode, późniejszy kanclerz. 

Z czasów pobytu Kicińskiego w Petersburgu zachowało się kilka 
cennych listów, pisanych przeważnie do]ciotki Cieciszowskiej i do ojca, ba- 
wiącego we Lwowie. 

Podróżni stanęli w Petersburgu d. 1 czerwca 1817 r. i zajęli lokal na 
Newskim Prospekcie za 1500 rubli kwartalnie (8 pokoi umeblowanych). Ki- 
cińskiego droga nic nie kosztowała. „Spodziewam się— pisze do ciotki — że 
oprócz sprawunków, kąpieli, cukierników, księgarzy i t. p. ludzi i rzeczy, 
które i których zawsze serdecznie kocham, na nic więcej nie wydam ani 
grosza". Jechali pocztą na Pułtusk, Suwałki, Rygę i t. d., starosta Kicki 
z ministrem Węgleńskim, Brzostowski sam, Kiciński z pułkownikiem Jabł- 
kowskim, adjutantem namiestnika. Listy wysyłano przez kurjera Wielkie- 
go Księcia. Pisywał je Kiciński raz na tydzień, kreśląc szczegółowe relacje, 
dzieląc się wrażeniami i spostrzeżeniami. 

Petersburg zainteresował go wielce; nie szczędził też miastu pochwał, 
a na ich usprawiedliwienie przytacza słowa Węgleńskiego, „który jedna- 

18 



%urf€r Warszawski. 

kowo był w Niemczech, we Francji i we Włoszech", a który wyraził się 
doń, że „nic niema równego w okazałości Petersburgowi i Ne^vie w pię- 
knych widokach Krestowskoy" (jednej z wysp). Opisuje tedy ciotce mia- 
sto, przytacza ceremonjał wjazdu królewny pruskiej, kreśli obraz iluminacji 
stolicy, opisuje fabryki, statki i t. d. 

Ze spraw osobistych, których echa w listach petersburskich znajduje- 
my, godzi się zaznaczyć, że Kiciński marzył podówczas o „promocji dalszej" 
w urzędowaniu i o uregulowaniu spraw majątkowych przez osiedlenie się 
ojca w jakim majątku pod AYarszawą, do kupienia którego usilnie go 
namawia. 

Co do „promocji", pewne nadzieje dawało mu zbliżenie się do Węgleń- 
skiego, którego względy starał się, nie bez dobrego skutku, pozyskać. 
Ułatwiały mu to zadanie stałe stosunki z członkami komitetu, Kiciński bo- 
wiem prowadził wszystkie sprawy gospodarcze podróżnych. A pobyt trwał 
dość długo. Delegaci przybyli do Petersburga d. 1 czerwca 1817 r., opu- 
ścili zaś go w końcu września. Najpierw pracowano nad czynnościami 
przygotowawczemi, później w komitecie. Kiciński brał udział w niektórych 
posiedzeniach, jak np. na „sesji prywatnej u Węgleńskiego, na której radzi- 
liśmy nad taryfami" (list z d. 17 lipca). 

Co do spraw majątkowych — Kiciński usilnie pracuje nad utworze- 
niem ogniska rodzinnego w kraju. Oto co pisze w liście do ojca z dnia 
2 lipca 1817 roku: 

„Już od trzech tygodni jestem w Petersburgu. Przybyliśmy szczęśli- 
wie i zdrowo. Podróż mieliśmy dość wesołą, w miłej kompanii pana staro- 
sty Kickiego, pana ministra Węgleńskiego, pana Brzostowskiego — młodego 
człowieka, kamerjunkra dworu Króla Polskiego, i półko wnika Jabłko wskie- 
go, adjutanta Namiestnika. 

„Jakem miał szczęście pisać do Papy na odjezdnym z Warszawy; 
byłem prezentowany Namiestnikowi i panu Nowosilcowowi, komisarzowi 
Cesarza Rosyjskiego w Królestwie naszem, który teraz ma być członkiem 
komitetu, do którego i ja należeć będę. 

„Komitet nasz składa sie z prezesa JW. Gurjewa, ministra skarbu 
państwa Rosyjskiego, i z 5-u członków, t. j. z polskiej strony z ministra 
Węgleńskiego, ze starosty Kickiego i z ministra sekretarza stanu Sobolew- 
skiego; zaś z rosyjskiej strony— z Nowosilcowa i z JW. Nesselrodego. Praca 
pod takienii osobami nie może być, tylko miłą i pożyteczną. 

„Poznawszy sie dobrze podczas drogi z panem ministrem Węgleńskim, 
stojąc z nim teraz razem i sprawując obowiązki sekretarza i rządcy w ca- 
łym domu, staram sie wszelkiemi sposobami wkradać sie do jego serca. 
Jakoż widzę z ukontentowaniem wielkieni, iż mic codziennie bardziej lubi. 

14 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Pan minister Węgleński jest w naszem Królestwie prawą ręką Namiestnika. 
Będę się starał, ażeby mi dał ten stopień, na który byłem podany, t. j- 
Wice-Referendarstwo, i ażeby mię przy swoim boku umieścił. Tym sposo- 
l)em najlepiej wyjść mogę. 

^Mam nadzieję, że Papa jeszcze tej zimy przeniesie się do Warszawy. 
Przytomność Papy, nie tylko najmilszą sercu memu, ale nawet bardzo po- 
trzebną będzie promocji. 

„Dochód, który Papa ma z Sichowa, złączony z pensją, którą mam na- 
dzieję pobierać, zostawszy V. R., w sumie 6000 zł., pomoże nam nietylko 
do mieszkania i bawienia przyzwoitego w Warszawie, ale nawet do uzbiera- 
nia jakiejś sumki. 

„Nadzieja życia razem z Papą na łonie familji stanowi już teraz 
szczęście moje. Niech Papa stara się zrobić ją rzeczywistością, a uczyni 
mię tym najszczęśliwszym. 

„Życzyłbym bardzo i radziłbym z serca Papie kupno Arciechowa, choć- 
by się też i zadłużyć. Majętność o cztery mile od Warszawy leżąca, rozle- 
gła w polach, pani dwóch rzek: Buga i Narwi, dająca łatwość spuszczania 
zboża do Gdańska, teraz żle ugospodarowana, obfita w łąki i lasy, mogąca 
dostarczać łatwo wszystkie potrzeby do życia do Warszawy, nie potrzebu- 
jąca tak nagłej wypłaty, przy tem nie droga, zdaje mi się, że jest najdo- 
godniejszą położeniu naszemu. Niech się stara Papa dobrodziej ułożyć się 
jak będzie można najlepiej z sukcesorami xiężny. Niech zbierze wszystkie 
swoje kapitaliki, zadłuży się jeszcze i kupi Arciechów. Im prędzej tym 
lepiej, bo dobra bliskie Warszawy, z przyczyny jarmarków ustanowionych 
i już szczęśliwie zaprowadzających się, dając sposobność zbywania płodów- 
ziemi za najlepszą cenę, pewno wkrótce pójdą w górę. Aby dobrze zrobić, 
trzeba pośpiechu. 

„Jeżeli Papa zobaczy obiecanego mego dobrodzieja, możnaby mu 
z lekka natracić nasze projekta i potrzebę pożyczenia gotowizny. Może się 
poruszy i coś zrobi dla tego, o którym obiecał nie zapomnieć. 

„Papie, przybywszy do Warszawy, najłatwiej będzie zostać nazad Se- 
natorem, a do tego może się jeszcze Papie dawna nominacja rachować, 
a tak będzie Pana kasztelanem najstarszym. Powie się słówko panu Wę- 
gleńskiemu, a będzie miał sie za najszczęśliwszego, kiedy się Papie będzie 
mógł przysłużyć, którego szanuje. 

„Wszystko się temu projektowi uśmiecha. Niech się Papa do niego 
przyłoży, i wszelkiemi siłami stara się jak najprędzej umówić się z Sukceso- 
rami, i już życie dla siebie miłe prowadzić, uszczęśliwiając dzieci przyto- 
mnością swoją. 

15 



i\ar/er *W arstau^ski , 

^Całuję rączki i nóżki Papy Dóbr. Zaklinam !Papę kupić Arcichów (nć) 
cho<5by się zadłużyć. Będziemy żyli szczęśliwie." 

Winnym liście (z d. 16 lipca), oprócz Arcicliowa, podaje projekt 
kupna Pęcie pod Warszawą, od Zaborowskich. Fundusze rodziny nic mu* 
siały być skromne, skoro sumę szacunkową Pęcie, 300,000 złp., Bruno 
przytacza bez zastrzeżeń. 

Osobie autor listów nie często wspomina. W jednym z listów do 
ciotki, panny Antoniny Cieciszowskiej, czytamy: -Teraz powiem kilka 
słów o sobie. Jestem zdrów, tyję, ale i łysieję niezmiernie, tak dalece, że 
jestem przymuszony ogolić się i wdziać perukę, ażeby mi włosy lepiój odróść 
mogły. Dziś (16 lipca 1817) jest dzień przeznaczony na uroczystą instal- 
lację peruki mojej. Spodziewam sic jednak, że do AVarszawy już z włosa- 
mi nowemi powrócę." W innym znowu oświadcza „Ciotce Dobrodziejce" 
z humorem, iż już nie jest „świstakiem", nie gra w karty, a wino pije 
z wodą... 

Mimo atoli projektów co do urzędowania, Kiciński w Petersburgu 
i muzom pozostał wiernym; bo oto z pod jego pióra wychodzi poemat 
w trzech pieśniach p. t. „Kobiety", dedykowany ciotce: 

O Ty, co w jednej osobie 
Złączyłaś wdzięki cnoty i zalety, 
Ozdobo kobiet! pozwól, ze „Kobiety* 
['oświccf,^ Tobie... 

Chwilowy urzędnik a literat urodzony, nic przypuszczał jeszcze Ki- 
ciński, że zostanie ojcem jednego z najpierwszych w kraju dzienników, skoro 
w liście do ciotki z d. 8 lipca 1817 r. pisze: Ja, który niejesteffi gazectarzemy 
a zatem kłamać nic pomnienem"... w trzy lata został gazeciarzem, lecz nie 
kłamał nigdy, gdyż był dziennikarzem sumiennym... 

Zajęcia urzędowe nie trwały długo. Po powrocie do Warszawy Kiciń- 
ski rzuca się w wir ruchu literackiego, puszcza w świat przekład ^Rinalda- 
Rinaldiniego" Yulpiusa, zostaje w r. 1818 członkiem Tow. naukowego Kra- 
kowskiego, wkrótce potem Tow. przyjaciół nauk w Warszawie, wreszcie 
debiutuje jako wydawca pisma literackiego. 

Nie była to pora sprzyjająca tego rodzaju wydawnictwom. Obojętność 
publiczności wobec literatury była przerażająca i wycliodzący od roku 1815 
pod redakcją Bentkowskiego Pamiętnik warszawski zdawał się zaspakajać 
w zupełności potrzeby duchowe miasta i kraju. Do Pamiętnika pisywali 
wszyscy starsi pisarze, lubo redaktor tego pisma zamieszczał chętnie i i)race 
młodszych autorów. Tu pierwsze stawiali kroki Kazimierz Brodziński 
i Górecki, tu pokazywały się przekłady z Szyllera. Nie brakło też 

16 - 



-^ i 



Książka jtBiLfitJSżoWA. 

Pamiętnikaun cennych rozpraw literackich i historycznych, że wymienimy 
tylko pracę Brodzińskiego „O klasyczności i romantycznosci", która zrazu 
przyjęta przez czytający ogól obojętnie, zyskała następnie zasłużony rozgłos 
i wpłynęła niemało na wyrobienie się nowych pojęć o poezji w jaknajszer- 
szych kołach. Z tem wszystkiem Bentkowski, zasłużony bibljograf i znawca 
literatury, nie odznaczał się ruchliwością jako wydawca. Brak oryginal- 
nych artykułów usiłował zastąpić przekładami z pism zagranicznych, mniej 
interesującemi ogół polskich czytelników. 

To też prawdziwą sensację wywołało pojawienie się Ttfgodnika polskie- 
go i zagranicznego w dniu 3 stycznia 1818 roku. Wydawcą i redaktorem 
Tygodnika był Bruno Kiciński, który, nabywszy dom przy ulicy Gęsiej, zało- 
żył w nim drukarnię i z otwartą przyłbicą wystąpił w zapasy z Pamiątni- 
kimn i z Gazetą Warszawską. Świadczy o tej bojowej tendencji Tygodnika 
ironiczny prospekt tego ^vydawnictwa, rozrzucony po Warszawie już w gru- 
dniu 1817 roku, a noszący tytuł: Odezwa Tygodnika do swych starszych braci, 
innych pism perjodycznych. 

Odezwę rzeczoną zamykała następującą apostrofa: „A wy, inni bracia, 
nie bójcie się; nowy przybysz nie pozbawi was chleba, nie walczy on z wa- 
mi w jednym zawodzie. Ci tylko na niego prenumerować będą, którzy się 
zechcą zabawić"... 

Tygodnik powierzchownością i treścią wyróżniał się korzystnie wśród 
ówczesnych wydawnictw. Formatu ósemkowego, w niebieskich okładzin- 
kach, zawierał arkusz druku. Wychodził co sobotę. Trzynaście numerów 
tworzyło tom, ozdobiony kolorowaną ryciną, przedstawiającą artystki i ar- 
tystów sceny warszawskiej, tudzież dwiema kompozycjami muzycznemi. Co 
ważniejsza jednak, redakcja zobowiązała się płacić honorarja autorskie po 
trzydzieści złotych polskich od arkusza pracy oryginalnej, po piętnaście za 
przekład. 

Ciężkie wydawnictwa — Pamiętnika i Gazety Warszawskiej — zachwiały 
się w posadach. Chciały, co prawda, zdławić odrazu intruza, lecz dowcipny 
feljetonista Tygodnika, Brykezyński, z miejsca zdystansował zatabaczonego 
^Pustelnika z Krakowskiego-Przedmieścia'"; winieta Tygodnika podała gry- 
zące się psy i kota, który zdaleka pomrukuje i parska śmiechem. Kotem 
miał być w mniemaniu powszechnem — Kiciński. 

Całe młodsze pokolenie piszących skupiło sie koło Tygodnika, który 
lekką swą treścią wyrobił sobie w krótkim stosunkowo czasie wielką po- 
czytność. Liczba prenumeratorów Tygodnika doszła niebawem do nie- 
słychanej w owych czasach liczby 800, z oczywistą szkodą dla Pa- 
miętnika warszawskiego, który, nie mogąc wytrzymać współzawodnictwa 
z publikacjami Kicińskiego, przestał wychodzić w roku 1821. 

Ktfąika Joblleatzowa. _ ^y ^-- . 2 



1\iirjer Warszawski, 

Główną zaletą Tygodnika, jednającą mu ogólne wzięcie, była wielka 
rozmaitość artykułów, mieszczących się w każdym numerze tego yryda- 
wnictwa. Obok powieści i poezji znajdują się tu anegdoty, myśli, nowinki, 
sprawozdania teatralne, logogryfy, szarady, zagadki, a nawet mody pa- 
ryskie. Z powieści ogólne zajęcie obudziły, zaraz w pierwszych numerach 
umieszczone: „Przypadki wojenne przyjaciela pokoju", tlómaczone z nie- 
mieckiego, podczas gdy w dziale poezji rozrywano sobie bajki, dumy i śpie- 
wy Antoniego Góreckiego. Obok Góreckiego z powodzeniem próbował 
swych sił w dziedzinie poezji Ferdynand Chotomski, i)orucznik gwardji 
grenadjerów, autor „Encidy" trawestowanej oraz satyry p. t. „Pojedynek", 
która zasłużonym cieszyła się rozgłosem. Bezimiennie zamieszczał swe 
poezje w Tygodniku Tymon Zaborowski; i)isywali też do wydawnictwa Kiciń- 
skiego: Ludwik Dmuszewski, Aloizy Feliński, Leon Potocki i inni współ- 
cześni, że wymieniamy tylko bardziej znane nazwiska. Kronikarzem i felje- 
tonistą był przedwcześnie zgasły Józef Brykczyński, pisujący pod pseudoni- 
mem Bywalskiego. On-to staczał zacięte spory z anonimowymi polemi- 
stami Pamięłnikay i z pod jego to pióra wyszła bardzo dowcipna rozprawka: 
,0 jsposobach nabycia sławy i stopni w możnowładztwie literackiem", za- 
mieszczona w pierwszym tomie Tygodnika, 

W kwietniu 1820 roku, po wyjeździe Brykczyńskiego do Włoch, po- 
mnożyli grono redaktorów Tygodnika Franciszek Dmochowski i Dominik 
Lisiecki, zaś w połowie tegoż roku Tygodnik przeobraził się w Wandę, pismo 
płci pięknej i literaturze poświęcone. AV części prozaicznej owego tygodni- 
ka pojawiały się, obok powieści i opisów podróży, także sprawozdania lite- 
rackie, rozmaitości i wspomnienia. Dział poezji reprezentowały utwory 
Korsaka, Konopackiego, Dmochowskiego, zaś dodatek humorystyczny 
Wandy tworzyło wesołe „Pot-Pourri" Żółkowskiego. 

Punktem zbornym dla młodszego pokolenia autorów i artystów drama- 
tycznych była kawiarnia „pod Kopciuszkiem", świeżo wówczas otwarta 
w domu Baldego przy ulicy Długiej. Tam niemal co >\'ieczór przychodzili: 
Ludwik Osiński, Kazimierz Brodziński, Kiciński, Brykczyński, Dmuszewski, 
Żółkowski, Kudlicz i Zdanowicz, z muzyków: Kurpiński i Elsner. AV tej -to 
kawiarni toczyły się żwawe dysputy o teatrze i literaturze, zaś duszą zebrań 
był Aloizy Żółkowski, który ożywiał namiętne si)ory niewyczerpanym swym 
dowcipem. Że jednak różnica zdań oraz walka polemiczna miedzy pi- 
smami nie naruszały przyzwoitej harmonji wśród literackiego grona, dowo- 
dem tego obiad wspólny, wyprawiony w maju 1820 roku przez redaktorów 
Wandy i Tygodnika muzycznego, w ogrodzie Schucha, istniejącym pray alei 
Mokotowskiej. Inicjatorem uczty był Kiciński i na jego też wniosek po- 
stanowiono zaprosić na obiad Brodzińskiego listem wierszowanym, w którym 

18 



ftSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

każdy wiersz był utworem innego autora. Improwteacja ta, spisana przesft 
Morawskiego, opiewi^a jak następuje: 

„Qdy już przeminął czas ostry i zmienny, 
Zebrane kółko młodych literatów 
Clice razem spędzić pierwszy dzień wiosenny 
Wśród Jip cienistycli i wśród woni kwiatów. 

Lecz bez śpiewaka Wiesława 

Poszłaby na nic zabawa: 
WiQC pan Kazimierz niecli prośby wysłucha 
I w dniu jutrzejszym dorożką, czy pieszo, 
Na skromny obiad przybędzie do Szucha, 
Gdzie z wierszopiską połączy się rzeszą. 

Co wyraziwszy, 

Każdy będzie najszczęśliwszy, 

Jeśli od niego dozna tej łaski, 
(podpisano) Dmochowski, Morawski, 

Lisiecki, Kurpiński 
I Bruno Kiciński.* 

Wierszowany był również adres na liście: 

Do Wielmożnego Brodzińskiego 
Pamiętnika Warszawskiego 
Światłego Współredaktora 
I poezji Profesora. 

Mieszka ten poeta 

Przy ulicy Freta; 
Wszedłszy w kamienicy wnętrze, 
W podwórzu na pierwszem piętrze. 

Brodziński; przeczytawszy tak dziwnie stylizowany adres, nie chciał 
zrazu otwierać koperty, domyślając się w niej ukrytego paszkwilu, i dopiero 
wyjaśnienie posłańca, iż przychodzi z drukarni Kicińskiego, zniewoliło poetę 
do odebrania listu oraz do przybycia na ów obiad, któiy szczegółowo opisał 
Dmochowski w swych , Wspomnieniach". 

W roku 1822 Wanda przestała wychodzić, opuszczona już poprzednio 
przez Kicińskiego, który z dziedziny literatury i poezji przerzucił się już 
w roku 1818 na pole publicystyki. 

I w tym kierunku panował zupełny niemal zastój. Warszawiacy nie 
znali jeszcze pism codziennych i zupełnie im wystarczały: Gazeta Warszawska 
i Korespondent Warszawski, wychodzące dwa razy tygodniowo. 

W owej dobie spokojnej, jaka nastąpiła po Kongresie Wiedeńskim, 
było dla publiczności rzeczą zupełnie obojętną, czy się dowiedziała o jakiem 

- 19 



l^urjer ^arsiawski. 

zdarzdniu w cztery dni prędzej, czy później. Po gorączkowym oczekiwaniu 
na wieści polityczna z czasów wojen napoleońskich nastąpiła reakcja. Go 
się stało, to się nie odstanie — myśleli wszyscy — i cóż nam przyjdzie 
z prędszych lub późniejszych wiadomości! O obrotach handlowych^ giełdo- 
wych, przemysłowych zaledwo większe firmy handlowe otrzymywały wia- 
domości przez osobne sztafety. Nawet wypadek tak interesujący ogół, jak 
pojawienie się komety w roku 1816, nie zwrócił na siebie uwagi dziennika- 
rzy warszawskich, którzy dopiero w kilka tygodni później, tłómacząc z nie- 
mieckiego artykuł o owej komecie, uznali za stosowne zanotować, że zjawi- 
sko to oglądano także w Warszawie. Były to złote czasy dla dziennikarzy 
nic lubujących się w zbyt gorliwej pracy. Kilkuset prenumeratorów wy- 
starczało w zupełności do utrzymania pisma wobec znacznych stosunkowo 
dochodów z ogłoszeń sądowych, administracyjnych i prywatnych, tudzież 
wobec szczupłych wydatków redakcyjnych. O płatnych artykułach, powie- 
ściach, korespondencjach i telegramach nikomu się wówczas nie śniło. 

Niepożądaną przeto dla wydawców warszawskich nowością było uka- 
zanie się w dniu 1 października 1818 r. Oazety Codziennej Narodowy i Obcej, 
wydawanej przez Kicińskiego i Teodora Morawskiego. Gazeta wychodziła 
codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt, w formacie in folio i w objętości 
pół arkusza druku. W poniedziałki, piątki i soboty otrzymywali prenume- 
ratorowie Oazełę o godzinie czwartój po południu, w inne dnie tygodnia o go- 
dzinie dziesiątej rano. Kiciński pomieszczał w niśj wiadomości krajowe 
i rządowe, tudzież sprawozdania literackie i artystyczne. Dotykając wielu 
kwestji żywotnych, Oazeła starła się kilkakrotnie w sposób niezmiernie 
ostry z Gazetą Warszatoską, lecz już w dniu 19 maja roku następnego zakoń- 
czyła swój żywot, gdyż z powodu artykułu Skomorowskiego i w ogóle z po- 
wodu artykułów o stanowisko władzy policyjnej w państwach konstytucyj- 
nych uległa zawieszeniu. 

O sprawie tej czytamy w Gazecie, co następuje: 

Do Prenumeratorów Gazety Codzieniuj, 

Raczyliście nas, Szanowni Premimeratorowie, zaszczycić ufnością Waszą. Zawie- 
dlibyśmy ją, gdyby^y nie starali się uniewinnić przed Wami z przeszło trzech tygo- 
dniowego opóźnienia Gazety Codziennej, Drukarnia nasza zapieczętowaną została w nocy 
we Środę dnia 19 Maja. Nie oszczędziliśmy żadnycłi starań, ażeby zabrana własność 
wróconą nam była, ażebyśmy mogli dopełnić obowiązków względem publiczności za- 
ciągnionycb. I nie płonne były usiłowania nasze. Z woli Jaśnie Oświeconego Xiccia 
Namiestnika Królewskiego odpieczętowano nam Drukarnię dnia onegdajszego wieczorem. 

Od dnia 19 Maja zaległo Numerów 18, nie rachując Świąt, w których Gazeta 
Codzienna nigdy nie wychodziła. Obowiązkiem naszym będzie wydaniom zaległych 
Numerów, już to w dniach Świątecznych, już to po skończonym Kwartale, Szanownym 
Prenumeratorom opóźnienie nagrodzić; nie omieszkamy oraz wiadomości najciekawsze 

- 20 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

z 25 dni, w których Gazeta Codzienna nie wychodziła, zebrać w krótkości i te publiczno- 
ści udzielić. 

Ody postanowienie Jaśnie Oświetlonego Zięcia Namiestnika Królewskiego, po- 
niżej umieszczone, ustanowiło Cenzurę Rządową na wszystkie pisma periodyczne, a fizy- 
czna niemożność zachodzi odsyłania do Cenzora codziennie Artykułów w Gazecie umiesz- 
czać się mających, przeto Gateła Codzienna z końcem bieżącego Kwartału i po wydaniu 
zaległych Numerów ustaje. W następstwie tejże Gazety wychodzić będzie dzi^o nie 
peijodyczne, a zatem na mocy postanowienia JO. Xięcia Namiestnika Królewskiego 
Cenzurze nieuległe, pod tytułem: Kronika drugiej połowy roku 1819. Dzieło to składać 
się będzie ze 100 Tomików. Pierwszy Tomik wyjdzie z początkiem Lipca, ostatni 
w końcu Grudnia. 

W następujących numerach Gazety Codziennej ogłoszony zostanie Prospekt i Pre- 
numerata na to nowe dzieło. 

Dalej; w dziale „Wiadomości Krajowe", czytamy rozporządzenie 
(o którem Gazeta w przytoczonej cytacie wspomina) ustanawiające po raz 
pierwszy w kraju cenzurę, osnowy następującej : 

„Gdy artykuł 16 Konstytucji krajowej dotąd w zupełności rozwiniętym być nie 
mógł, a Jego Cesarsko-Królewska Mość w odpowiedzi swojej na uwagi Izby Poselskiej 
nad Rapportem Rady Stanu z 23 Sierpnia (4 Września) 1818 najłaskawiej oświadczyć 
raczył, iż chce, aby nadużycia wolności druku podlegały dawnemu prawodawstwu Pol- 
skiemu, przy zachowaniu status quo; póki nowe prawo nie przepisze środków jej ukró- 
cenia, chcąc zapobiodz wszelkim aż do tego czasu wydarzyć się mogącym nadużyciom, 
postanowiliśmy i stanowimy: 

Artykuł 1. 

Komissji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia publicznego poruczamy 
przedsięwzięcie wszelkich środków, jakie za potrzebne uzna, do ukrócenia nadużyciów 
wolności druku, stosując się do dawnego prawodawstwa Polskiego i urządzeń za Rządu 
Xięztwa Warszawskiego wydanych. 

Artykuł 2. 
Wszystkie Gazety i Pisma perjodyczne, bez żadnego wyjątku, podlegać odtąd 
mają Cenzurze Rządowej. 

Artykuł 3. 
Wykonanie niniejszego postanowienia Komissjom Rządowym Wyznań Religij- 
nych i Oświecenia Publi«znego, tudzież Spraw Wewnętrznych i Policji, umieszczenie 
zaś w dzienniku Praw Komissji Rządowej Sprawiedliwości polecamy. 

Działo się w Warszawie na posiedzeniu Rady Administracyjnej dnia 22 Maja 
roku 1819. 

(podpisano) Zajączek 
Minister Wyznań i Oświecenia (podpisano) 5. Potocki, 
Radź. Sekretarz Stanu Jen. Brygady (podp.) Kossecki, 
Zgodno z oryginałem: Radź. Sekr. Stanu Jen. Brygady (podp.) Kossecki. 

W następującym z kolei numerze Gazety czytamy takie „Uwiadomie- 
nie do prenumeratorów Gazety Codziennej'^: 

21 



%urjer ^arsiawski. 



W Gazecie wczorajszej uoiewinDiliśno}' się Wam, Szanowni Prennmeratorowie, 
z przeszło trzechtygodniowego opóźnienia i zobowiązaliśmy się wydaniem zaległych 
Numerów to opóźnienie nagrodzić. Posłuszni postanowieniu JO. Xięcia Namiestnika 
z dnia 22 Maja r. b., wczoraj w Gazecie umieszczonemu, poddaliśmy to nasze Peijodyczne 
Pismo pod Cenzurę rządową. Gdy drugi Numer już był prawie gotowy, odbieramy 
rozkaz Urzędu Municypalnego, wyłączający nas z pod powyższego ogólnego dla wszyst* 
kich Pism Peijodycznych przepisanego prawa. Rozkaz ten brzmi jak następtge: 

Urząd Municypalny miasta stołecznego Warszawy. 

Do Wielmożnego Hrabi Kicińskiego, Właściciela Drukami. 

Gdy stosownie do postanowienia JO. Xięcia Namiestnika Królewskiego z dnia 
22 z. DL wszelkie pisma peijodyczne bez cenzury nie mogą wychodzić, więc nim dalsze 
w tej mierze przez władzę właściwą wydane będą przepisy, w skutku Roskr^-ptu Kom- 
missji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z daty dzisiejszej 
Nro 3375, zaleca W-mu Hrabi Kicińskiemu Właścicielowi Drukami, którą w dniu 
onegdajszym z woli Rządu otworzono, ażeby żadnego Pisma Perjodycznego nie ważył się 
bez Cenzury wydawać, z wydaniem zaś Gazety Codziennej zupełnie się wstrzymał, do- 
póki do jej wydawania dalszego nie otrzyma wyraźnego pozwolenia Rządu. 

(podpisano) Woyda. 

Lenkiewicz S. J. 

Odebrawszy taki rozkaz, uciekliśmy się natychmiast pod Opiekę i Sprawiedli- 
wość JO. Xięcia Namiestnika, a lubo pewni jesteśmy, iż rozkaz ten, jako przeciwny 
Artykułowi drugiemu wyżej wspomnianego Postanowienia JO. Xięcia Namiestnika, 
cofnionym zostanie, może jednak nastąpić jaka przerwa, o której, dla uniewinnienia się^ 
Szanownych Prenumeratorów i Publiczność uprzedzamy. 

Działo się w Warszawie dnia 15 Czerwca 1819 r. 

Wydawcy Gazety Codziennej 




T. Morawski. 



ZsLmkn^WBzy ]^Oazełę Codzienną, zapowiedział Kiciński wydawnictwo 
Kroniki drugiej polowy 1819 roku, lecz po wydaniu jednego tomu odstąpił od 
swego zamiaru, i w dniu pierwszym A>TZQ8nia 1819 roku rozpoczął nowe 
wydawnictwo pisma Orzet, które pierwiastkowo ukazywało się trzy 
razy tygodniowo, w formacie małej ósemki. Program obejmował zarówno 
historjc współczesną, literaturę, sprawozdania sądowe i z rozmaitych insty- 
tutów, jakoteż politykę, oraz wzmianki o ważniejszych wypadkach w mie- 
ście pod ogólnym tytułem: Warszawa, 

Jak bylyjpodówczas prowadzone wydawnictwa, a w szczególności, jak 
sicl^ył^urządził Kiciński— daje nam miarę list Brunona do ojca, Piusa, w d. 
17 ym czerwca 1820-go r., z Warszawy (Archiwum w Białopolu). Zanim 



23 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

list ten jednak przytoczymy, dodajmy, że według akt hypotecznych nieru- 
chomości N. 2286 przy ul. Gęsiej w Warszawie, na mocy kontraktu z d. 6 
maja 1818 r., zdziałanego przed rejentem Engelke, Fryderyk i Fryderyka 
małżonkowie Glawe sprzedali tę nieruchomość hr. Piusowi Kicińskiemu za 
32000 zł. i porękawiczne czerwonych złotych 32, oraz — że w rok później, 
aktem darowizny przed notarjuszem Engelke, sporządzonym d. 3 marca 
1819 r., hr. Pius nieruchomość tę darowi^ synowi Brunonowi. 

Otóż w liście wspomnianym Bruno opisuje ojcu, jak się w domu na 
Sw.-Jurskiej urządził: 

„Najukochańszy Ojcze Dobrodzieju! 

„Z nąjwyźszem ukontentowaniem odebrałem list Papy Dobrodzieja, 
pisany z Orchowa, bo mnie on przekonał o ciągiem zdrowiu Papy i całe 
kochanej rodziny. — Pyta mnie się Papa Dobrodziej: jakem urządził intcresa 
moje? 

9 

„Oto tak: Nająłem na S-to Jurskiej ulicy w domu Andrychiewicza mie- 
szkanie z ulicy na dole dla drukarni pokojów 3 i schowanie na papier, a zaś 
od ogrodu Krasińskiego 4 pokoiki dla Papy i dla mnie, których rozkład jest 
następigący: 



okno 



okno 



I I 



Pokoik 
: dla 
Moraw. 



Przed- 
pokój 



Pokój 
bawialny 



Pokój 
— sypialny 
dla Papy 



U i dl» 



mnie 



I I 

wchód 



Szczupłe wprawdzie, okno okno 

ale dość wygodne. 
Zgodziłem całe mie- 
szkanie rocznie i z gó' 
ry zapłacę na Ś-ty 
Jan. To co do mie- 
szkania; kupiłem zaś 
sobie wioseczkę o 3 
wiorsty od Pragi z do- 
mem murowanym i oficyną murowaną, dobremi zabudowaniami, z inwenta- 
rzem złożonym z 13 wołów, 2 buhajów, 38 krów, 3 cieląt, 3 jałoszek, z 4 
koni, 2 źrebiąt, 2 wozami, płużycami, sochami, bryczką, sieczkarnią, młyn- 
kiem, siecią, sierpami, ulami 2, słowem ze wszystkiemi ruchomościami za 
69,000 (zł.), rachiyąc już w to i porękawiczne. Wioseczka ta jest dość 
obszerna, ma do 16 włók chełmińskich, z karczmą 1,500 złotych czyniącą. 
Nie ma gospodarzy tylko 10 komorników czyli 15 dni pańszczyzny. Łąk 
jest bardzo wiele. Można teraz śmiało trzymać 70 krów, a postawiwszy 
browar i gorzelniczkę, do 100. Od krowy płacą tam paktu duk. 5. 

9 Wioseczka ta nazywa się Grochów, kupiłem ją od kupca Giersza, 
który, nabywszy Dom Zajezdny po Polcu na Podwalu i zaciągnąwszy na to 
kupno dług, Grochowa swego pozbyć się był przymuszony. 

,iZgodziliśmy się o następujący sposób wypłaty: 

33 



>-■- 



%urjeT Warszatęski. 

„Przy podpisie kontraktu dałem mu zł. 3,000, które mi przepadają, 
jeżeli w 4 tygodnie po Ś-tym Janie nie zapłacę zł. 47,000. 

„Na przyszły S-ty Jan czyli r. 1821 mam zapłacić zł. 10,000 a w r« 
1822 resztę czyli zł. 9,000. 

„Tym czasem posłałem Goliata do Grochowa, ażeby mi pilnował i bro-' 
nił od szkody, sam też często się tam albo przechodzę albo przejeżdżam. 

„W Grochowie są wszystkie wygódki. Ogród można zrobić ładny, jest 
kilka sadzawek i w nich rybki. Lasu jest tylko na spacer i na swoją po- 
trzebę, ale tanio kupić można drzewa w boru Okuniewskim. 

,0d trzecli tygodni wychodzi u nas przy Tygodniku Afomtu, pismo żar- 
tobliwe, pod Redakcyą Żółkowskiego. Rozkup mam na nie wielki. Posyłam 
Papie trzy pierwsze numera. 

„Nowi Redaktorowie Tygodnika krzątają się jak mogą. Do Orla przy- 
był Skarbek, Prof. w Uniwersytecie Warszawskim, i Jordan. 

„O wiadomościach warszawskich nic nie donoszę, do szczęśliwego wi- 
dzenia. Kretowiczów, Potockich ściskam serdecznie. Co do Papy pisałem, 
to i do nich. Papinę nóżki ściskam i całuję, prosząc Boga, ażeby zawsze 

statkowały. Do zgonu najprzywiązańszy Syn 

Bruno.^ 

Gospodarstwo w Grocłiowie z jednej, wyda^vnictwa w Warszawie 
z drugiej strony, zniewalają Kicińskiego do szukania sobie pomocy. Pisze 
więc do przyjaciela swego, Jana Leszczyńskiego we Lwowie (list w Arch. 
w Białopolu): 

„Kochany Przyjacielu. Długo nie pisałem do Ciebie, bo nie miałem 
Ci nic donieść pomyślnego. Liczne zatrudnienia, tysiączne mozoły, i prze- 
śladowania, niepozwalały mi przyśpieszyć tej odezwy do Ciebie. Teraz 
zmieniły się na lepsze okoliczności moje, i jest nadzieja co dzień lei>szćj 
przyszłości. 

„Przykro było dla serca mojego, kiedyś się rozłączał z ojcem moim, 
który o tobie zawsze z szczerą przyjaźnią wspomina, a niebyliśmy wówczas 
jeszcze w stanie wynalcść Ci takiego miejsca, które mogąc być dogodne dla 
Ciebie, nasby nie rozdzielało. Niewiem, jak ci się teraz powodzi. Jeżeli 
jednak niemasz jakich korzystnych widoków a chciałbyś los swój ze mną 
dzielić, ofiaruję Ci 1,800 złotych rocznie i mieszkanie w domu moim. Wiesz, 
że mam własną Drukarnią i że w niej wydaje dwa pisma periodyczne: 
Tygodnik przy Tobie zaczęty i Orła Gazetę 3 razy w tydzień wychodzącą. 
Dozór tych pism i ludzi do nich użytych byłby twojem zatrudnieniem, które 
by mi najmilej było przyjacielowi powierzyć. Oba pisma łącznie z dnikar- 
nią już mi dochód nie mały przynoszą; na Orla mam przeszło 500 prenume- 
ratorów, na Tygodnik do 800. Do wydawania tych pism należą z nami To- 

24 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

bie dobrze znani Brykczyński i Morawski. Jeżeli przyjmiesz tę pi-zyjaciel- 
ską ofiarc; daj zaraz znać i donieś mi^ ilebyś potrzebował na drogę, a żądaną 
kwotę przysłałbym Ci na ręce Wilda. Proszę Cię, przyszlij mi zaraz odpo- 
wiedź, jak tylko ten list odbierzesz. Adresuj w Warszawie przy ulicy 
Gęsiej w domu własnym." 

Szeroką ręką kreślone plany i tym razem jednak zawiodły Kicińskie- 
go. Zawiodły, lecz nie zraziły. 

W dniu pierwszym grudnia 1820 r. dowiedziała się Warszawa z roz- 
rzuconych po całem mieście ogłoszeń, iż od przyszłego Nowego Roku zacznie 
wychodzić Kurjer Warszawski. W nowem tem wydawnictwie postanowił 
Kiciński „o to tylko starać się, aby umieszczać jak najwięcćj nowości". 

Jakoż w dniu pierwszym stycznia 1821 roku ukazał się pierwszy 
numer Kurjera Warszawskiego. Była to kartka poprzecznego kształtu, zapeł- 
niona drobnym drukiem, w trzech szpaltach, licząca tylko dwie strony. Na 
czele widniała rubryka p. t. Nowości Warszawskie, zawierająca w sobie, 
oprócz wiadomości urzędowych, zapiski kronikarskie, tudzież mniej lub wię- 
cej zręczne reklamy. Dalsze działy Aur/era tworzyły „Nowości zagraniczne", 
w których w pewnych odstępach czasu powtarzały się wiadomostki czerpa- 
ne z pism obcych. Od czasu do czasu po „Nowościach warszawskich" po- 
jawiały się: jaki artykulik nadesłany lub sprawozdanie o świeżych modach. 
Rubryka „Nowości warszawskich" odznaczała się w rzeczy samej wielkiem 
urozmaiceniem. Obok opisu egzekucyj karnych, dokonywanych w owym 
czasie przez ścięcie mieczem na Czystem, mieściły się wzmianki o najnow- 
szym wynalazku profesora Hoffmana, który wymyślił „przyrząd służący do 
chodzenia po wodzie", o „ślimaku żyjącym", którego jakiś człowiek wyrzu- 
cił z siebie, wreszcie nekrologi, zapowiedzi widowisk i sprawozdania tea- 
tralne. Te ostatnie zbywał Kurjer lakonicznemi, kilkowierszowemi wzmian- 
kami, z wyjątkiem tak ważnych przedstawień, jaką była między innemi 
benefisowa reprezentacya Żółkowskiego, dana w dniu 14-ym czerwca 1822 

roku. 

Wracając do Kurjera, nadmienić wypada, że wychodził codziennie 
z wyjątkiem soboty, w którym to dniu opuszczały i)rasy drukarskie: Wanda, 
Momus i Tygodnik Muzyczny. Nie omieszkał też Żółkowski zauważyć w Mo- 
musie, iż Kurjer Warszawski jest dobrym katolikiem, gdyż cały tydzień biega 
a w sobotę szabasuje. 

Wtem miejscu przytaczamy facsimile listu Kicińskiego (archiwum 
w Białopolu). Dokument ten wybornie charakteryzuje zarówno postać zało- 
życiela Kurjera, jak i jego stan majątkowy. List pisany w r. 1821-ym, 
a więc w pierwszym roku wydawnictwa Kurjera, do przyszłego teścia Kiciń- 
skiego, brzmi jak na następnej stronicy: 

- 25 



%ur/er Warszawski. 



Jo^^Pu^jt /rceO^u^zny ^^ytoJcc ^^^a^^t^rJzJc/^u^ / 






'ż^i 



'/"^'^^^^ ^^ćU^Lt**^ /e^ 4^&^C/t^cC^^t</^ ^ći^^A-wpt^ ć/^^%C4tĄ^, *^^6^ 














C»/ltJi^iM/hc/ ^^'^^y^ ^^^T9ęM>f ^HUA^^ 

^ ft4^^ yr^i,^^»i.^uy ^ c* ^^o^^^^^^ZjuP i/^^^ę^ią^ ^$^/^Jg^ ^^em^^ls.^...^ 










if^ac^A^ ći^^^^ttf^ , 




- 2G 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



^^f-y ^ a/lCJ^'^^^*^' 



fUk^ 













27 



%urjer Warszawski, 





^ z^:^'^-^ 



C0id,£4^^ 








/ , 










/g^^ Xy<t.>ci^/c^ 4^^ ^^*^ i/^^ A^^^^^~ 






^/e^tH^Cir^yf"^ 




^l^t 




■y^ 



OL/ 




<2^ 



Zmiana stanu powoduje zmianę zajcć. Kiciński w r. 1821-ym likwi- 
duje swoje interesy w Warszawie, sprzedaje drukarnię i Kwrjer^ sam zaś 
osiada na roli w Grochowie. Dom na Gęsiej sprzedał w r. 1820 d. 19-go 
kwietnia Ignacemu Zielińskiemu, referendarzowi rady stanu, wraz z ogrodem, 
za 45,000 zł., oraz porękawiczne 40 zł. (księga hypoteczna poscsyi N. 2286). 



28 



KSIĄŻKA JtJ1lŁEtJ6Ż0WA. 

Kurjer nabywa towarzysz w zawodzie literacko-dziennikarskim, obecny 
przy urodzinach dziennika, prawie jego współtwórca — L. A. Dmuszewski, 
a nabywa za 1,000 dukatów. Czy suma ta, którą przytacza Wójcicki, była 
ostateczną sumą szacunku, nie wiadomo. Zdaje się atoli, że i po akcie ku- 
pna pozostały jakieś rachunki pomiędzy Dmuszewskim a Kicińskim. W liście 
swym z d. 9 czerwca 1823 r. pisze Bruno do ojca w sprawie nabycia wie- 
czystćj dzierżawy jeziora wGocławicach: ^ Raczy papa zalicytować na swoje 
imię i gdyby wypadało dać yadium lub wkupne, raczy papa udać się z tym 
listem do pana Dmuszewskiego, a on a konto drukami wiem, że nie omiesz- 
ka zapłacić sumy przypadającej." (Archiwum w Białopolu.) Jakiego rodzaju 
jednak były te rozrachunki — dziś trudno dociec. Dmuszewski zapewne 
spłacał drukarnię ratami, że zaś Kurjer odrazu na trwałych stanął podsta- 
wach — spłacił ją niewątpliwie bardzo szybko. Potwierdza to i wiersz, odna- 
leziony w papierach w Białopolu, świadczący o stosunkach właściciela do 
zakładu drukarskiego. Jest to ćwiartka papieru z takim tekstem na d. 6-y 
października (bez roku): 

Drukarnia Brunonowi Hrabi Kicińskiemu w dzień Jego Imienin. 

Hrabio! już czas dosjd długi 

Kasze Ci świeciem usługi, 

Coraz w innym rzeczy stanie, 

Niesiera ci powinszowanie. 

Przestawszy pisad o czynnosciacli rządu, 

Szczęśliwie z łódką przybiłeś do lądu, 

Mniej bacząc na to, co działają trony, 

Myśli i czucia poświęcasz dla Żony; 

Niechaj więc zawsze w twym miłym Grochowie 

Służy ci szczęście i zdrowie. 

W pierwszych chwilach po osiedleniu się w Grochowie Kiciński wy- 
daje jeszcze Pamiętnik zagrardczny, tygodnik w formacie ćwiartkowym, umie- 
szczający jedynie przekłady z obcych pism literackich i z gazet zagranicz- 
nych, tudzież tłómaczone wyjątki z pism pani de Stael, Byrona i Pradta, 
z pamiętników cesarzowej Józefiny i z życiorysu Carnota. Po roku zwinął 
Kiciński wydawnictwo Pamiętnika i, oddany zajęciom ziemianina, poświęcał 
wolne od pracy chwile poezji. 

Z okresu tej, jakby rzec można, sielanki poetyckiej w Grochowie po- 
siadamy ciekawy dokument (Archiwum w Białopolu): mianowicie, list Bruno- 
na, pisany d. 27 go sierpnia 1822 r. z Grochowa do ojca. Przytaczamy go 
tu w odpisie dosłownym: 

„Najukochańszy Ojcze i Dobrodzieju ! 

Piszę do Najdroższego Papy Dobrodzieja na papierze, który W. Xiąże, 
będąc u mnie w Grochowie, na stoliku przez przypadek zostawił. Zdziwi 

29 . 



. %ur/er 'Warszawski. 

się zapewne Papa niepomałU; jakim sposobem W. Xiążę dostał się do mego 
domu; ale to nie dość na tern: jeszeze się Papa musi moeniej zadziwić^ bo 
bjł i Najjaśniejszy Pan z Xięciem Wołkońskim i Pułkownikiem Tamo. 
Ofiarowi^ Jolisi; którą kilka razy w rękę pocałować raczyła piękny brylan- 
towy fermóar^ a mnie pierścień brylantowy^ także bardzo piękny, a do tego, 
oddał te podarunki Julisi własnoręcznie i z najgrzeczniejszemi wyrazami, co 
jest niepospolitą łaską. 

Szczęście to ztąd nam się trafiło, że N. Pan, przyjeżdżając do War- 
szawy, raczył wybrać nasz domek za miejsce przebrania się. Zabawił 
w domu naszym prawie godzinę. Było to wczoraj, między godziną trzecią 
i czwartą po południu. 

Przedonegdaj wieczorem przyjechali do nas kamerdynerowie Cesarscy 
uprzedzając nas, iż za dwa dni N. Pan wstąpi do nas i przebierać się będzie. 
Mieliśmy więc czas wszelkie poczynić przygotowania. Przysposobiliśmy 
maleńki podwieczorek, to jest lody, tort, ciasta, wina, wodę selcerską, ana- 
nasy, owoce; mieliśmy nawet gotową illuminacyę, na przypadek, gdyby się 
był Cesarz spóźnił z przyjazdem aż do wieczora. Ale Monarcha przybył 
wcześniej. Jak tylko zajechał przed dom, wybiegłem, podałem rękę, i scho- 
dzącemu prezentowałem żonę moją, czekającą na schodach przede drzwiami, 
którą Monarcha, podawszy jej rękę, poprowadził do pokojów, i przez parę 
minut grzecznie z nią rozmawiał, dopytując się o jej i moje imię, jak dawno 
w Grochowie mieszkamy, czy jestem na Urzędzie, czy Posłem, wreszcie po- 
szedł Monarcha przebrać się. Przebrawszy się, kazał prosić mojej żony, 
pytał się jej powtóniie, czy nie jestem na jakim Urzędzie, oświadczył, iż ma 
nadzieje, że więcej przeciw Rządowi pisać nie zechcę, nakoniec ofiarował 
Julisi podarunki i przeprasza! ją za mniemaną subjekcję. Wychodząc, jak 
najłaskawszemi słowy raczył N. Pan mówić ze mną, jeszcze i mnie prze- 
praszał i rzekł nakoniec: 

Monsieur! J'ai prió Madame Votre Epouse d'6tre Tinterprgte de ma 
reconnaissanee pour Taccucil obligeant que vous avez bien voulu me faire. 
Je crois que vous n'ćcrirez plus contrę le Gouvernement et que nous n'aurons 
plus de rancune. 

Żegnając się z żoną, rzekł: 

Si je peux vous Stre utile en ąueląue chose, veuillez bien vou8 adresser 
a moi. 

Rozmowę z W. Xięciem opowiem Papie ustnie. Gdy się Cesarz 
przebierał, zadawał mi X. Wołkoński różne zapytania. Oto jest w krót- 
kości rozmowa nasza: 

X-tę Wołkoński Vous n'Stes donc plus employć? 

Ja. Non, mon Prince. 

^ 80 



KSIĄŻKĄ JUBIŁBUSŻCWA. 

X'źę WółkońsJd. Et poarqaoi pas? 
Ja. On m'a donnć ma dćmission ! 

X-ię Wołkańaki. Quand? (opowiedziałem X-ciu Wołkońskiemu całą 
przyczynę). 

X-źę Wołkański. Et poarqnoi ne reprennez-vous pas k prćsent un 
emploi? 

Ja. Mon Prince! Je n'en ambitionne^aucun. 

X'ię WotkońJikt. Et pourąuoi donc? vou8 Stes si jcune, vous deyriez 
servir le Gouvernement. 

Ja. Je n ai pas assez de talent. Puis je suis trop heureux avec mon 
śpouse, dans mon petit mćnage, et ma vie retirće pour vouloir la ąuitter. 

Oto są wszystkie szczegóły. Papieru już brak; więc dodam to tylko 
że Julisia jest tak zawsze zdrowa, jak była, że tęskniemy oboje za po>vrotem 
Papy, i przykro nam, że nie możem osobiście ucałować tak całego rodzeń- 
stwa, jakbyśmy sobie życzyli. Racz więc, najlepszy Papo, uściskać wszyst- 
kich za nas. Całując nóżki Papy, zostajemy dozgonnie 

D. 27 Sieri)nia nąjprzywiązaósze dzieci 

1822 Grochów. Kicińscy.^ 

Dla wytłómaczenia rozmowy ICiciuskiego z ks. Wołkońskim, dodać 
wypada, że ks. Zajączek dał dyniisyę Kicińskiemu z urzędu wicereferen- 
darza w r. 181 9-m. Reskrypt ten, zadiowany w archiwum w Białopolu, tak 
opiewa: 

„Gdy przez umieszczenie pisma Jmć Pana Skomorowskiego w Gazecie 
Codziennej, pod redakcyą WWPana zostającej, dowiodłeś, ile sobie lekcewa- 
żysz Rozkazy Rządu, i że nawet takowe haniebnemi w piśmie publicznem 
nazwać poważyłeś się: a które chociażby najostrzejsze, cnotliwego Obywa- 
tela, a tem bardziej Urzędnika powinnością jest szanować, która to lekko- 
myślność, jeżeli przez niejakie względy zasług Ojca Wć Pana i młodego 
wieku Jego nie ściąga na niego surowszej odpowiedzialności, na jaką zasłu- 
żyłeś; to jednak staje się dostatecznym powodem do usunięcia go od Urzędu 
Vice-Referendarza, którym zaszczycony zostałeś. 

Urzędowanie to bowiem wyciąga [wymaga] zaufania Rządu, któremu 
odtąd, WWć Pan, godnie odpowiedzieć niezdołasz 

w Warszawie dnia 17 Maja 1819 

Zajączek. 
Radca Sekretarz Stanu 
Do JPa Kicińskiego Generał Brygady 

Vice-Referendarza Kossecki. 

J\S 2315. 



31 






Ojciec Branona^ z którym w tak częstej i szczerej pozostawał kore- 
spondencji, hr. Pius, zmarł d. 21 kwietnia 1828 r. w Warszawie. Bruno 
Kiciński pamięci ojca poświęcił wiersz następujący: 

Ojciec mój kończył ósmy dziesiątek, 
A bystrem okiem czytał bez szkła; 
Zdolna zawiły od wikłać wątek, 
Z zdrowego ciała śmiała myśl szła. 
Ręcząc za skromny życia początek, 
Nie zasłaniała pamięci mgła, 
A głowy, w której wre dusza śmiała, 
Jeszcze siwizna pokryć się bała. 

Świetna powaga czoło zdobiła. 

Wzrok uięzki w czarnej źrenicy stał. 

Ale na ustach słodycz tak miła, 

Uśmiecłł tak luby siedlisko miał. 

Że mnie się zawsze ta myśl marzyła, 

Iż uśmiech matki fióg dobry dał 

Ojcu dla togo, aby w tęsknocie 

Po matki śmierci ulżyć sierocio. 

Wszystkie swoje utwory ogłosił Kiciński w zbiorowem wydaniu, które 
opuściło prasy drukarskie w Warszawie w latach 1840 — 1844. W edycji 
tej, prócz zbiorku poezyj ojcowskich, pomieścił Kiciński własne dumy, sie- 
lanki, powieści, alegorje, tudzież poezje myśliwskie, do których, jako ko- 
mentarz, dołączył słowniczek, zawierający ciekawą terminolo^ę myśliwską. 
Znajdujemy tu również dwuaktową komedjo-operę jego pióra, p. t. „Myśli- 
wy", tudzież antologjc niemiecką i grecką. 

Z przekładów Kicińskiego największein cieszył się uznaniem przekład 
„Przemian" Owidjusza, zalecony już w roku 1826 przez komisję oświecenia 
publicznego jako podręcznik dla nauczycieli szkół wydziałowych i woje- 
wódzkich. Mniej szczęśliwy w oryginalnych utworach, był Kiciński wzoro- 
wym tłómaczem; jako wydawca odznaczał sie pomysłowością, jako publi- 
cysta — ruchliwością. 

Jako próbę autografu przytaczamy fragment z „Brewiarza Świeckie- 

« 

go", zachowany w bib^jotece Ossolińskich: 

„Świecki brewiarz" naśladował Kiciński z poematu „Laienbrevier" 
lirycznego poety, podróżnika i kompozytora, Leopolda Scheflfera, zmarłego 
w roku 1862. W przedmowie do pierwszego zeszytu, obejmującego pier- 
wszy kwartał 1840 roku, pisze Kiciński co następuje: „Piszę podług Scheffera 
dlatego, że to nie jest dosłowny przekład, że gdzie niegdzie pozwoliłem sobie 
myśli Scheflfera skrócić, rozszerzyć lub zmienić, a nakoniec i zupełnie zastą- 

d2 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



r/r 



^e^^ ,4»»«łi«e««^ ^Wf 



•rvi-^ ''^'^ 



cj^L^. 










^ >-« 



y^to^u. 






pić własnemi". Wydany, pierwszy zeszyt tego poematu a raczej zbioru 
okolicznoseiowycli wierszyków na każdy dzień miesiąca, obejmował ró\Miieź 
Cadmdarium na styczeń, luty i marzec 1 840 roku i t^yor/ył bezpłatny dodatek 
do drugiego oddziału poczyj Kicińskiego. Wiersz, w tekście przytoczony, 
me znajduje etę to tym zeszycie, 

Przedsięwziąwszy wydanie zbiorowe pism, Kiciński usilnie starał się 
o ich rozpowszechnienie. Rozpisywał więc listy do możnych a życzliwych 
przyjaciół domu, do znajomych i krewnych. Jeden z takich dokumentów 
znąjdąje się w Bibljotecc Ossolińskich, zkąd przytaczamy ^o na stronicy na- 
stg)Qej w odbiciu fotograficznem. 

Kil«ita Jttbilfwiowa. 83 8 



l^^lil^l KII 




& 






\ 



^^""^i 



kSIĄŻJtA JtJBILEUSZOWA 

t*o sprzedania Grochowa, w r. 1826-yni i po zgonie ojca (Grochów, 
według księgi hypotecznej, sprzedany został d. 18 lipca 1826-go r. Janowi 
Nepomucenowi Hermanowi za 51,300 złp.; obecni posiadacze Grochowa: 
Zofja Teofila z Wolskich Hennanowa wdowa, teraz zamężna Złotarzewska — 
w połowie, Władysław Paschalis Herman w drugiej połowie, i Tow. dr. żel. 
War. Terespol.) Kiciński mieszkał prawie stale w majątku rodzinnym 
Ojrzeń, który wtedy był olbrzymią fortuną, prawie większą niż są dziś dobra 
Opinogórskie. Ładny pałacyk stał tu nad kanałem w ogromnym, starannie 
utrzymanym ogrodzie; Brunon bowiem był nietylko literatem, lecz i wielkim 
miłośnikiem przyrody. W ogrodzie tym spędzał on najprzyjemniejsze 
chwile z ukochaną córką najmłodszą, Haliną. Nie był szczęśliwy w po- 
życiu rodzinnem, — ukochana żona zdziwaczała, córka starsza, Wanda, bie- 
dna kaleka, była garbata, a syn jedynak, Bronisław, nie cieszył rodzica. 
Całem jego szczęściem i pociechą były chwile spędzone ze śliczną jasno- 
włosą Halinką, acz i te musiały być odkradane przed dziwaczką hrabiną, 
która pannom wyznaczała zawsze jakieś zajęcie i bez upoważnienia dziew- 
czynkom nie pozwalała ruszyć się z pokoju. 

Dziś na cmentarzu koło kościoła w Kraszewie skromny i dość znisz- 
czony pomnik kryje zwłoki ś. p. Brunona i tej jego ukochanej pociechy — 
lialinki. Na cmentarzu zaś grzebalnym, opodal wsi, dwa żelazne, ażurowej 
roboty, krzyże, stoją na dwóch obok siebie grobacli ś. p. Juljanny z Zabo- 
rowskich hr. Kicińskiej i córki, Wandy. Bronisław hr. Kiciński, po śmierci 
ojca, w ciągłych procesach, zadłużył dobra Ojrzeńskie, tak, że dziś z tej 
olbrzymiej niegdyś fortuny pozostał zaledwie folwarczek Ojrzeń, i ten jest 
przeciążony długami, sam zaś Bronisław umarł prawie w nędzy i opuszcze- 
niu w Warszawie, nie mając nikogo, ktoby go pielęgnował w ciężkiej cho- 
robie; w Warszawie też zosti^ pochowany. 

Rękopisy po Piusie i Brunonie Kicińskich pozostałe przeniesiono z cza- 
sem do domu p. Tadeusza Kicińskiego, stryjecznego bratanka Brunona, 
do Białopola w gub. lubelskiej. Tam też znajduje się większa część bibljo- 
teki ojrzeńskiej, niegdyś bardzo zasobnej. Resztę bibljoteki, w której podo- 
bno były rzadkie „białe kruki" i drogocenne obrazy z ojrzeńskiego pałacyku 
(dziś ani śladu po nim nie pozostało), nabył od plenipotenta, czy też rządcy 
hr. Kicińskich, niejakiego Antoniego Wolskiego (mieszkającego obecnie 
w Bronisławiu, folwarku utworzonym z dóbr ojrzeuskich), Drałiol, który 
mieszkał dawniej stale w Warszawie; podobno już nie żyje. 

Bruno miał zamiar z olbrzymieli, pokrytych lasami, dóbr swoich 
potw^orzyć piękne folwarki; w tyra celu dzielił grunta i folwarkom nada- 
wał nazwy od imion swoich dzieci: ,, Bronisław", — „Wandowo", — ^Halinin" 
i wreszcie „Kicin", od rodzinnego nazwiska. Tego zamiaru nie zdążył przy- 

35 — — 3» 



%urfer ^arszatęski, 

prowadzić do skutku. Lasy zostały wytrzebione, a z wymarzonych folwar- 
ków są dziś ludne kolonje niemieckie. 

U jednego z mieszkańców powiatu cieclianowskicgo, ś. p. Feliksa 
Szawłowskiego, znajdował sio, skreślony ręką Brunona, katalog wszystkich 
jego utworów; pozostała po nim wdowa, p. Anna Szawłowska, mieszkająca 
w Nasiorowie (poczta Ciechanów), zapewne katalog ten mawswojem zaclio- 
waniu. Istnieje również bardzo ładna sylwetka, przedstawiająca ojca Bru- 
nona, Piusa lir. Kicińskiego, w szambelańskim mundurze z czasów Stani- 
sława Augusta. Sylwetka ta znajduje sie obecnie w posiadaniu córki ś. p. 
Wiktora Potockiego, Felicji Potockiej, zamieszkałej w m. Nieźynie, gub. 
Czernihowskiej. 

Istniała tam szkatułka drewniana, rzeźbiona, w środku której na aksa- 
micie było umieszczonych pięć medaijonów srebrnych. Na czterech rogach 
czterech kolegów, z Brunonem Kicińskim na czele, a w środku medal z napi- 
sem „Redakcja Kurjera Warszawskiego^ i daty odpowiednie. Kto jednak 
był przedstawiony na trzech innych medaljonach, nie wiadomo. Prawdopo- 
dobnie musiała to być jakaś pamiątkowa szkatułka, i dla tego przypuszcza- 
my, że zapewne było więcej eijzemplarzy... 

Jako rys charakterystyczny godzi się zanotować jeszcze jeden szczegół, 
dziś już czysto archaicznego znaczenia: Kiciński należał do rozpowszechnio- 
nego podówczas wolnomularstwa. W papierach rodzinnych znajdujemy 
garstkę materjałów odnośnych, z których dowiadujemy się, iż należeli też do 
tej ligi: St. K. Potocki, Dmuszewski, Teodor Morawski, Osiński, Tymowski. 
Zachowała się też nominacja, udzielona przez ^Mistrza, przełożonych^ i t. d. 
Kicińskiemu na „deputowanego pełnomocnego". W papierach masońskich 
znajdujemy znak n •'• będący wyrazem loży. Znak ten spotykamy jedno- 
cześnie na rękopisach wielu osób, do masonerji należących. 

W Ojrzeniu (dziś własności p. Wolskiego), w po\viecie [przasnyskim, 
w dniu 23 marca 1844 roku, Bruno Kiciński życia dokonał. Wolterjanin 
z przekonań, drwił on zawsze z życia przyszłego. To też nie mało zdziwił się 
Kazimierz Wójcicki, który, spotkawszy Kicińskiego w Warszawie w począt- 
kach 1844 roku, usłyszał z ust jego opowieść, iż we śnie widział zmarłego 
ojca, zapraszającego go do puli niarjasza... 

Kiciński tłómaczył ów sen jako zapowiedź rychłego zgonu. 

— Jeszcze młodym jesteś, hrabio, i czerstwym — pocieszał go Wój- 
cicki. 

— Baj, baju — będziesz w raju: toć już kończę piąty krzyżyk! — 
brzmiała odpowiedź Kicińskiego. 

Niebawem doszła do Warszawy wieść o jego zgonie. 



86 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Zgon Kicińskiego odbił się na szpaltach Kurjera nierozgłośnem, lecz 
serdecznem ecłiem. 

Wprawdzie w pierwszej wzmiance pośmiertnej, z d. 26-go marca 1844 
r. (N. 83), znajdujemy tylko skonstatowanie faktu; „nader smutną dla licz- 
nych przyjaciół otrzymaliśmy wiadomość, że Bruno hr. Kiciński, znakomity 
literat i poeta, tłómacz „Przemian" Owidjusza, autor kilku dzieł scenicznych, 
należący daumiej do un/daioania różnych pism czasowych^ pełen cnót, w nocy 
z 22 na 23 b. m. przeniósł się do wieczności w dobrach dziedzicznych Ojrze- 
niu w guberni Płockiej; żył lat tylko 48". 

I nic więcej. 

To przemilczenie samego faktu, iż Knrjer nie komu innemu, jak tylko 
zmarłemu, żywot swój zawdzięczał, jest wysoce charakterystyczne, świadczy 
bowiem, że Kiciński istotnie zbyt krótko był kierownikiem dziennika, ażeby 
po za ojcowstwem większe przypisywać mu zasługi. 

W następnej wzmiance, już obszerniejszej i na „życiorys" formalny 
zakrawającej, czytamy wprost, że Kiciński ^należał do założenia Kwijera^ . 
A więc nie wyłącznie własnym pomysłem i własnemi funduszami nasz dzien- 
nik założył ? 

Z przytoczonych słów „życiorysu", skreślonego piórem Adrjana Krzy- 
żanowskiego, lecz, naturalnie, z wiedząDmuszewskiego, który przecież wprost 
od Kicińskiego pismo nabywał, — z powyższych słów, powtarzalny, tak-by 
sądzić należało. 

A jednak tak nie było: Kiciński dał i pomysł i pieniądze. Tylko, że 
Kiciński zbyt wiele miał pomysłów, a kolebkę każdego z nich zbyt wielu ota- 
czało przyjaciół założyciela, doradców i współpracowników — ażeby koleją 
czasu silniejszy z nich, czy bardziej na dziennik wpłjrwająey, nie miał przy- 
pisywać sobie zasług wyłącznycli, zwłaszcza, gdy pierwszy pomysł Kiciński 
zbyt prędko na wyłączną własność innym odstępował. Dmuszewski, który 
objął był Kurjera w pierwszym roku po założeniu, przez 22 lata prowa- 
dził, poniekąd miał w 1844-ym roku wszelkie prawo uważać się za współza- 
łożyciela, jak mógł uważać sio L. Osiński w chwili powstawania pisma, jak 
inni jeszcze, przy narodzinach Kurjera czynną odgrywający rolę. 

Lecz oto ów życiorys Kicińskiego, na szpaltach Kurjera (1844, N. 86). 

„Nauką i wzorowym charakterem duszy słynął za czasów Stanisława 
Augusta Pius Kiciński. Żywym cnót ojeowskicli obrazem był Syn jego, ś. p. 
Bruno Hr. Kiciński, zgasły z żalem powszechnym z d. 22-go na 23 b. m. we 
wsi dziedzicznej Ojrzeniu w Płockiem, przeżywszy niespełna 48 lat, zl)yt 
wcześnie dla potomstwa swcgb, którera są 2 Córki i Syn, dla tycli, którzy go 
znali, i dla zamierzonych prac swoich. Dzieła iego, w 12-stu tomach, wła- 
śnie za parę tygodni miały opuścić prassę, bo iuż tylko 2-cb lub 3-cb arku- 

37 



lyur/cr 'W arsiau^ski, 

szy braknie do 12-go czyli ostatniego. Te dzieła zamyślał Szanowny Autor 
ozdobić imieniem i wizerunkiem Ojea swoiego. Nie można wątpić, że ich 
wydania dokończy ta, która ie rozpoczęła, prassa Józefa Ungra. W Kurie- 
rze Warsz., do którego założenia także należał ś. p. Bruno, śpieszemy po- 
nieść łiołdy cnotom i zasługom zgasłego, nim ie poniesie i złoży odpowie- 
dniejsze pióro. Niech spoczywa w spokoju wiecznym. Z ogółem łączy to 
westchnienie Adr. K.". 

„Pogrzeb śp. Brunona Kicińskiego odl)cdzie się jutro w Kraszewie.^ 
Wreszcie z powodu pogrzebu taką, już ostatnią, o zmarłym wzmiankę 
zamieścił Kurjer (1844, N. 100) w formie „art. nad.", a właściwie korespon- 
dencji z miejsca obrzędu żałobnego. 

„Pogrzeb zwłok ś. p. JW. Hrabi Kicińskiego, odbył się w tych dniach 
27 i 28 z m. w dobrach Jego dziedzicznych Ojrzeniu i Kraszewie, wśród 
nieukoionego żalu Małżonki, dzieci i rodziny; niemego, lecz widosznego, smut- 
ku licznie zebranych przyjaciół, znaiomych i sąsiadów zmarłego; iedni 
bowiem stracili w osobie Jego najlepszego Małżonka, Ojca i Krewnego; dru- 
dzy rzadkiej otwartości, gościnności i dobroci sąsiada i przyjaciela, u które- 
go tak otwartą i dobrą znajdowali radę i pomoc w każdej potrzebie; który 
wreszcie iakimciś tak rzadkim otoczony był urokiem, że wszyscy, co Go tyl- 
ko znali, musieli podziwiać tyle, tak szczęśliwie połączonych przymiotów, 
cechuiących szlachetną duszę Jego. Parę słów naj życzliwszego Kuzyna 
i przyjaciela zmarłego, nad grobem Jego powiedzianych, zbyt małą były po- 
chwałą tego, którego pięknych czynów («tc) tak iest trudno wyliczyć, iak trudno 
wyrazić powszechnego żalu, iakim nagły zgon Jego wszystkich nas okrył. 
Ileż to rozpoczętych prac, pięknych zamysłów, ile, iedynie szczęście Rodziny 
na celu maiących zamiarów, tak nagła śmierć wstrzymała, a może i zmie- 
niła ! Ale nie... śmierć drogiej nam Osoby prędzej leszcze urzeczywistnić 
powinna Jej zamiary, życzenia i clięci, bo kto zgasłego kochał za życia, po 
śmierci za święty obowiązek uznać powinien spełnienie życzeń Jego, życzeń, 
z taką zawsze bezstronnością, wyrozumiałością i rozsądkiem powziętych, 
a na tak rządkiem poznaniu ludzi, okoliczności i następstw opartycli. Usilna 
praca i ciągłe natężenie umysłu, z iakim kończył iuż piękną swą literacką 
pracę, maiąc wkrótce przysłużyć się światłej powszechności naszej wyda- 
niem reszty poezji swoich, i pełnego rzadkich, nowych i nader pięknych 
myśli Brewjarza Suńeckiego, przyczyniła się do tak zawczesnego, i tyle nam 
dotkliwego pod każdym względem zgonu tego znakomitego w kraiu, litera- 
turze i całej naszej społeczności męża. Pokój wieczny drogim nam cieniom 
i pamięci zmarłego ! Cześć czynom i praconfj które równie iak one są nie- 
śmiertelne, a zranionym duszom naszym to iedyne niech wskaże pocieszenie, 
że chwila śmierci jest tylko czasowem rozstaniem się serc, związanych sil- 

- - 38 - 



K8LĄŻEA JUBILEUSZOWA. 

nemi węzłami stosunków i uczoć. Każdy więc, ktokolwiek godnie tym odpo- 
wie związkom, iakie go ze zmarłym łączyły, kto życzeń iego dopełni, zamy- 
sły ziści, zną{dzie Go równie powolnym, przywiązanym i życzłiwym w przy- 
szłem, innem, łepezem życin!" 

Zwłoki Brunona Kicińskiego spoczywają w Kraszewie. 

Oto podobizna grobowca, z<^ęta w r. 1895-m na zamówienie redakcji 
przez zakład fotografi(»ny p. Bromirekiego w Ciecbaiiowie; 





3. Ludwik Adam Bmuszewski. 



.Kttidemu pomagać, nit ttkoitiń — nikomu'. 



Żródta: Akta OBObisto wDfrekcji Teatrów — Księga hypoteoEna nieruch o mości 
W 473c. — ŻjcioryB skreślony przez Losziiowitki^o w Gaz, Wam., 1847 r., Jfi 342 — 
Roczniki K%ujera 1821 — 1667. — Wspomnienia Juljan& Heppena i Aleksandra Nie- 
wiarowskiego. 

„ . . . Miody i bujnej wyobraźni (lierwazy redaktor, nie miał cierpliwo- 
ści i wytrwi^ości w prowadzenia i utrzymaniu zaczętego pisma; dostrzegł to 
czterdziestopięcioletni Datenczas, utalentowany aktor i autor dramatyczny, 
Ludwik ]>mu8zew8kł, przeniknął wszystkie korzyści, ktńre ua tem polu 
otrzymati było można, odgadł, co temu pisemku brakuje, łatwo naliył prawa 
do niego i drukarnię od Kieińekiego zakupił; a dobrze plan rozważywszy, 
znając doskonale publiczność warszawską, nowy ruch Kurjerowi nadal." 

Przytaczamy tu Słowa F. M. Sobieszczańskiego („Rys bistor.-statyst. 
wzrostu i stanu m. Warszawy", Bibl. Wamz., t, Iłl, str. 291, rok 1848), wy- 
bornie cłiarakteryzujące {łostacie olm pierwszycli kierowników Kurjera. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

W istocie! Lubo faktycznie L. A. Dmiiszewski przejął był gotowe 
i już w biegu będące od hr. Br. Kicińskiego pismo, słusznie jednak poniekąd 
za głównego założyciela Kurjera uważanym być może, tern bardziej, że 
i piórem własnem i rozległemi stosunkami swemi w artystycznych i litera- 
cldcti kółkacli, umii^ go urozmaicać i ożywiał stopniowo, a z czasem wyro- 
bił mu w Warszawie popularność wielką. 

W epoce założenia Kurjera^ nie tylko w takich, drobnych rozmiarem, 
ale i w większych, bogatszym oi)atrzonych programem, organach prasy 
europejskiej nie istniał wcale dział literacki, dziś tak rozwielmożniony 
silnie. Poezja, i)owieść i artykuły luźne, dotykające najżywotniejszych 
kwestyj społecznych, nie wchodziły zgoła do programów gazet ówczesnych 
i pism perjodycznych. Nie było też w nich rubryk poświęconych krytyczne- 
mu rozbiorowi dzieł naukowych lub utworów sztuki, a jeśli nawet niekiedy 
pojawiały się jakieś „wycieczkowe" sprawozdania w tym kierunku, to już 
chyba musiał wywołać je jakiś wypadek ważny lub zrodziła je pochopność 
do zwady polemicznej. 

Ponieważ zaś o tak zwanych „odcinkach", które w pismach dzisiej- 
szych cliłoną w siebie całą wytwórczość powieściopisarzy, nowelistów, re- 
cenzentów i w ogóle feljetonistów rozmaitego rodzaju — nie mogli nawet 
marzyć wydawcy i redaktorowie ówczesnych gazet, które same, w całości 
wzięte, tak prawie jak dzisiejsze ,^ odcinki" wyglądały — nie dziw przeto 
iż zmuszeni posługiwać się materjałem bardzo ubogim^ mieli trudność nie- 
małą w wyszukiwaniu go pośród powszedniego ruchu miejskiego, tcm bar- 
dziej, iż pozbawieni byli zupełnie pomocy reporterów, nieznanych wtedy 
jeszcze... 

Wobec takiego położenia rzeczy redaktor, nawet tak małego jak pier- 
wotny KwjeTj pisma, miał z niem kłopotu i zatrudnienia wiele! 

Rozglądając sic w nic nazbyt licznym personelu publicystów ówcze- 
snych w Warszawie, trzeba przyznać, że, prócz może tylko jednego z nich — 
Franciszka Salezcgo Dmochowskiego — Dmuszewski był najodpowiedniej- 
szym na takiego redaktora człowiekiem. 

Przypatrzmy się tej postaci z blizka... 

Dla małej już dziś liczby tych, którzy (rękopis Al. Półkoziea) mieli 
sposobność poznać bliżej i obserwować nieboszczyka Dmuszewskiego w jego 
działalności publicznej — prawda, że już w ostatnich jego życia latach — 
postać tego twórcy Kurjera Warszawskiego jest wielce oryginalną i cieka- 
wą postacią. 

Wprawdzie, przy schyłku życia, złamany wiekiem i znużony pracą, 
Dmuszew^ski zatracał już był w sobie to rzeźkość fizyczną i tę łatwość 
w stosunkach z ludźmi, jakiej go odznaczały w młodości; pomimo to jednak, 

- 41 



2\ur/cr ^Warszawski, 

w pewuych chwilach lepszego uastroju ducha^ podniecony zwłaszcza wspo- 
mnieniami^ ujawniał do ostatka życia widoczne przebłyski tych swoich 
przymiotów z lat młodszych. 

O tych jego przymiotach, jak również o bystrości umysłu i o niektó- 
rych oryginalnych — rzec-by można — dziwactwach, nasłuchaliśmy się nie- 
gdyś niemało, bądź od rówieśników i przyjaciół, których Dmuszewski po- 
siadał wielu, bądź od młodszych wprawdzie od niego, lecz dawniej znają- 
cych go artystów sceny tutejszej. 

Sławny ongi miniaturzysta, Marszałkiewicz; uczony profesor, entomolog 
Antoni Waga; pamiętny dobrze starym już dziś ludziom z ich wspomnień 
szkolnych, wizytator, referendarz stanu, Radomiński; Minasowicz, także 
referendarz a słynny tłómacz libretta^Niemej z Portici" i „Precjozy"; po- 
wszechnie przez pół wieku znany w całem towarzystwie warszawskiem szam- 
belan Skibicki; wreszcie Franciszek Grzymała, którego poznaliśmy (rękopis 
Półkoziea) w r. 1847, rzeźkim jeszcze starcem w Paryżu — radzi opowiadali, 
przy si)osobności zwłaszcza, rozmaite z życia Dmuszewskiego fragmenty. 

Panczykowski, Żółkowski i Cobrski, tudzież słynna niegdyś artystka 
sceny, Leontyna Halpertowa, podawali także wiele charakteryzujących 
postać Dmuszewskiego rysów. 

Najbogatszy jednak materjał anegdotyczny zżycia jego posiadali trzej 
najdawniejsi i najczynniejsi współpracownicy Kwjera Warsztnoskiego: Vidal, 
Kucz i Stanisław Bogusławski, i po nich też pozosti^ najobfitszy, spisywany 
różnocześnie, spadek bjogi*aficzny, w którym Dmuszewski występiye mniej 
wprawdzie jako aktor i kierownik sceny, lecz za to wybitniej jako redaktor 
najpopularniejszego już wówczas pisma. 

A trzeba przyznać, że do uorganizowania i redaktorstwa Kurjera za- 
brał się był Dmuszewski w sposób najpraktyczniejszy: zręcznie i... do- 
wcipnie nawet. 

Lecz, zanim opowiemy tę, głównie nas obchodzącą, część działalności 
jego, wypada wpierw przypomnieć tu czytelnikom dzisiejszym ogólną bjo- 
grafję tej, tak popularnej niegdyś w Warszawie, postaci. 

Ludwik Adam Dmuszewski urodził się w dniu 24 grudnia 1777 roku 
w miasteczku Sokółka pod Białymstokiem, gdzie ojciec jego Jan, rotmistrz 
pułku kawalerji nadwornej Stanisława Augusta, stał wtedy garnizonem. 

Pierwsze wykształcenie szkolne pobierał młody Ludwik w Zyrowi- 
cach, w konwikcie ks. Bazyljanów; następnie zaś, gdy ojciec jego, wziąwszy 
dymisję z wojska w r. 1790-ym, przeniósł się do Warszawy, gdzie miał po- 
sesję własną na Pradze, — kończył nauki w sławnej naonczas w Warszawie 
szkole ks. Pijarów. 

W r. 1794-ym, jako młodzieniec 18-letni, Dmuszewski wstąpił do 

42 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

słażby rządowej w kancelarji „Rady Najwyższej". Nie długo jednak po- 
zostawał ua tym urzędzie, wkrótce bowiem z powodu stosunków domowych 
opuszcza służbę publiczną i zamieszkuje na wsi przy ojcu, któremu w go- 
spodarstwie rolnem pomaga. 

Co spowodowało Dmuszewskiego do porzucenia roli i przyjazdu do 
Warszawy — trudno dziś dociec. Najprawdopodobniej rwał się młody umysł 
do karjery, której zaród nurtował w nim od dzieciństwa i która miała mu 
życie całe wypełnić... 

W Warszawie poznaje się przedewszystkiem z założycielem teatru, 
Wojciechem Bogusławskim. Zaproszony raz na obiad, po wesołej i ocho- 
czej uczcie, gdy do pieśni i on głos swój przyłączył, Dmuszewski zadziwił 
Bogusławskiego czystością i wdziękiem tego głosu, choć jeszcze niewyrobio- 
nego. Ujęty powierzchownością młodzieńca nestor sztuki zaczął go nama- 
wiać do sceny, i Dmuszewski zachęcony, długo prosić się nie dając, wnet się 
zapisuje w poczet artystów, grywając odtąd role pierwszych kochanków 
w komedjach i tenorowe w operach. 

Karjera sceniczna odpowiada wrodzonym uzdolnieniom i upodoba- 
niom młodzieńca. 

Jakoż wystąpił po raz pierwszy na scenie teatru na placu Krasińskich 
d. 15 czerwca 1800 roku w komedji tłómaczonej z niemieckiego p. t. 
Dwóch w jednym" i dotrwał na tej scenie aż do roku 1826-go (ostatni wy- 
stęp d. 15 czerwca w dramacie „Karol XII pod Benderem"; stan służby 
w aktach Dyrekcji opiewa, że pozostawał jako aktor do d. 30 czerwca 
1826 roku). 

Już w pierwszej połowie tej scenicznej pracy Dmuszewski pozyskał 
był sobie takie u Wojcieclia Bogusławskiego zaufanie, iż tenże podczas nie- 
obecności swojej powierzał mu w zastępstwie kierunek teatru. 

Po śmierci żony, ZoQi zPetraszów, która odumarła go bezdzietnie 
w d. 14 sierpnia 1807 r., Dmuszewski w r. 1811 wybrał się na czas dłuższy 
za granicę, gdzie zwiedził główniej sze teatry europejskie — w Berlinie (tu 
z Ifflandem się zaprzyjaźnił), Dreźnie, Paryżu i Wiedniu. 

Wróciwszy, w powtórne wstępuje związki małżeńskie, zaślubiając, 
d. 25 listopada 1812 r., artystkę teatrów warszawskich, Konstancję Pię- 
knowską, liczącą podówczas lat 28. Według aktu zaślubin, zachowanego 
w archiwum Dyrekcji Teatrów, prócz nowożeńców stawili się do aktu 
tego: wdowa-matka Pięknowska, wdowiec-ojciec Jan Dmuszewski, liczący 
w r. 1812-ym lat 62 (Matka Dmuszewskiego, Magdalena z Sobolewskich, 
zmarła w Łodziu w Stanisławowskiem w r. 1798); oraz świadkowie: Bona- 
wentura Kudlicz i Adam Dąbrowski. Z aktem zaślubin połączony jest akt 

43 



e.^ 



l\urj'cr ^V arszuti^^ki. 

przyznania zrodzonej przed ślubem kilkomiesiceznej córki, Ludwiki, która 
też pozostała jedynem dzieckiem Dmuszewskiego. 

W roku 1814-ym, gdy antrcpryzę teatrów objął po Bogusławskim 
zięć jego, Ludwik Osiński, Dmuszewski był akcjonarjuszem tego artystycz- 
nego przedsiębiorstwa i jego pierwszym reżyserem, a gdy w lat dziesięć 
później, t. j. w r. 1824-ym, opuścił je i Osiński także, wtedy artyści wybrali 
z pomiędzy siebie komitet do kierowania losami teatru, a stanowisko prze. 
wodniczącego w tym komitecie powierzyli Dmuszewskiemu. 

Wprawdzie niedługo potem Dmuszewski jako artysta zakończył swoją 
karjerę, pozostawiając po sobie tysiąc ról, pomimo to jednak węzły łączące 
go z teatrem nie rozerwały się ostatecznie, albowiem od 1 lipca 1826 r. do 
15 czerwca 1827 r. jjelnił bezpłatne funkcje członka komitetu gospodar- 
czego teatru, zaś później, gdy rząd, dla podtrzymania opuszczonego przed- 
siębiorstwa, wyznaczył ze swego ramienia dwóch dyrektorów, Dmuszewski 
obok Ludwika Osińskiego został d. 15 czerwca 1827 r. drugim dyrektorem, 
z pensją 5,000 złp. rocznie. 

Nakoniec w roku 1832, najpierw zaproszony d. 15 maja do komitetu, 
zostającego pod przewodnictwem prezydenta miasta, a „którego powołaniem 
było przekonać się, tak o stanie samej budowy nowego teatru, jako i fundu- 
szów na nią wydanych", Dmuszewski, mianowany członkiem utworzonej 
wówczas , Dyrekcji rządowej teatrów warszawskich", pozostał już na tern 
stanowisku, nawet po uzyskaniu emerytury, do końca życia, t. j. doroku 
1847-go. 

Nietylko jednak jako artysta i dyrektor zasłużył się Dnmszewski sce- 
nie tutejszej, albowiem jako autor i tłómacz wzbogacił jej repertuar 144-ma 
sztukami, bądź oryginalnemi, bądź „naśladowaniami", bądź przekładami 
wreszcie. 

Z pomiędzy utworów scenicznych (komedja wierszem: „Aktorowie na 
polach Elizejskich", opera „Kruk biały", dramat „Oblężenie Odensy", kro- 
tochwila , Stryjowie i stryjenki", komedja wierszem ^, Gaduła nad gaduła- 
mi", dramat „Wezbranie Wisły" i „Oclirona ubogich dziatek"; opery: „Ale- 
ksander i Apelles", „Łokietek"; komedje: „Bajki Krasickiego" i „Pięć sióstr 
a jedna"), — najwięcej mu rozgłosu zjednała komedja wierszem z fran- 
cuskiego naśladowana p.t. „Barbara Zapolska", a poczęści także i opera 
oryginalna p.t. ^Cecylja Piaseczyńska", przedstawiona podczas pobytu 
w Warszawie Cesarza Mikołaja I-go, za którą autor obdarzony został dnia 
31 maja 1829 r. przez Monarchę pierścieniem z brylantami. 

Takiż i)ierścień otrzymał był Dmuszewski wcześniej jeszcze, od Cesa- 
rza Aleksandra I-go, zaś „w latach późniejszych, na przedstawienie Namiest- 
nika, księcia Paskiewicza, Cesarz Mikołaj kilkakrotnie swą łaską Dmuszew- 

44 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

skiego zaszczycał, a ostatnio przesłał, w nagrodę prac długoletnich, koszto- 
wną tabal^ierc brylantową z inicjałami swego imienia'*. 

Kończąc z działalnością teatralną Dmuszewskiego, zaznaczyć jeszcze 
wypada, że z tłómaczeń najdłużej trwała opera „Westalka'^; ostatnim zaś 
przekładem była opera „Robert Djabeł" (trzy pierwsze akty), dotąd na sce- 
nie warszawskiej grjrwana. 

Dorobek literacki pozostawił Dmuszewski najpierw w czterech to- 
mach tak zwanego „ogólnego zbioru" dzieł swoich, które wyszły w roku 
1821-ym we Wrocławiu, i w dodatkowych, w lat dwa później wydanych 
w Warszawie,' siedmiu tomach jeszcze. Spis tych dzieł podał w bibljografji 
swojej Estreicher (Tom I, str. 324—325). 

Do tylu innych zasług położonych w teatrze warszawskim, dodać tu 
jeszcze należy fakt, mało komu znany, iż Dmuszewski pierwszy wprowadził 
na scenę tutejszą tak zwaną ^krotochwilę^. Inowacja ta podobała sie 
bardzo publiczności i przetrwała w repertuarze teatru Rozmaitości szereg 
lat długi. Pierwsza z takich krotochwil, pióra Dmuszewskiego, nosiła tytuł: 
„Siedm razy jeden" i była — rzec-by można — protoplastką wprowadzonej 
tu zuacznie później, przeszczepionej ze scen paryskich — farsy. 

Już po opuszczeniu sceny, będąc tylko członkiem dyrekcji teatrów rzą- 
dowych, Dmuszewski przedsiębrał niekiedy takie rzeczy, które dowodziły, 
iż jako artysta i autor sceniczny, pracował nad sobą wiele i że zdobył nie- 
małą w tym kierunku wiedzę. Tak naprzykład, w ciągu lat trzech z kolei, 
to jest od d. 1 marca roku 1836 do 1838 włącznie, miewał w szkole drama- 
tycznej prelekcje, których przedmiotem była krytyka, historja i literatura 
sceniczna wszystkich krajów i historja „wszystkich" starożytnych i nowo- 
czesnych teatrów. Przedmiot tak obszerny i tak bogaty, chociażby nawet 
traktowany „prelekcyjnie" tylko, w każdym razie wymagał i studjów pra- 
cowitych, i umiejętności skupienia go w jasnym, logicznym, na tak długą 
epokę dziejową, poglądzie. 

Mówił zwykle z pamięci, posiłkując się w potrzebie notatkami. 

„Stan służby", sporządzony w d. 1 lipca 1838 r., podpisany przez 
prezesa Dyrekcji generała Kautenstraucha i członka Dyrekcji J. Kossa, za- 
chowany w aktach Dyrekcji Teatrów, w rubryce „sprawowanie się" głosi 
o Dmuszewskim: „naychwalebnieysze i służba pod wszelkiemi względami 
nay pozy tecznieysza" . 

Jako ilustrację do przytoczonych wyżej nagród i odznaczeń podamy 
tu w kopji fotograficznej z akt Dyrekcji pismo Stanisława hr. Potockiego: 



46 



MTM^I* 



%xŁr/ćr "Warszdmkh 







yyy 



• / « (^^ye^.<y^^ 'tyt^yp.CjfKfJi^e.C<ĆAy 9 y.rPffX'Jt ..:^^*y />L 



'T 



:^ ^ 











*^-9/<r^ ■łe^^ 






'^y^^^Zr 






^--</-^/ 




Q.jy'^^y^:/^C^^ 



.J. 




u. 



Według tychże materjałów (stan służby), największa płaca, jal^ą Dmu- 
szewski pobierał jako aktor w latach od 1 stycznia 1824 r. do 30 czerwca 
1826 r. wynosiła 6,480 zł. rocznie, i od tej -to sumy pobierany był procent 
na fundusz emerytalny. Emeryturę wyjednał sobie Dmuszewski od dnia 
18 lutego 1839 r. w kwocie 972 rs. (wdowa od 9 grudnia 1847 r. pobie- 
rała 486 rs.), co do czego w aktach Dyrekcji zachował sie ciekawy doku- 
ment, własną ręką przez Dmuszewskiego podpisany. Jest nim: 



46 



KSIĄŻKA JOBILEUSZoWa. 



^.''^>0''^^^<s^«Sv^;ł>> 




Zje.*^<yf>^^ćc.^Z''^f^^ 








O y/ ^y,a.. ^^^S 







Ażeby wyczerpać materjal do charakterystyki Dmuszewskiego jako 
aktora, dyrektora teatru i autora sceniczuego, przytaczamy jeszcze kartę ty- 
tułową z rękopisu jednej z prac jego, znajdującej się w bibljotece teatral- 
nej. Jest to karta jednoaktowej komedjo-opery p. t. „Wezbranie Wisły". 
Zaczyna się od znaków masońskich, które spotykamy na kilku pierwszych 
stronicach rękopisu i które stale w papierach Dmuszewskiego figurują, dalej 
jego notatki własnoręczne o datach wystawienia i wznowienia, wreszcie 
stemple i noty bibljoteczno-reżyserskie. 

Łagodnego charakteru, wyrozuniiałj'^ i uprzejmy zwykle, Dmuszewski 
był człowiekiem religijnym wielce, a dla ubogich zawsze dobroczynnym. 
Znali go dobrze wszyscy potrzebujący wsparcia, którego udzielał chętnie 
a nawet z pełną delikatności dyskrecją, takim zwłaszcza, którzy ujawniać 
swej biedy nie chcieli (od d. 11 czerwca 1833 r. był członkiem Rady Głó- 
wnej Opiekuńczej Instytutów Dobroczynnych). A już cała korporacja że- 
braków ulicznych, których wówczas nie brakło Warszawie, uwielbiała jego 
dobroczynną rękę, w której zawsze znalazła się gotowa już pieciogroszówka 
srebrna. 

„Wiadomo, jaką w życiu L. A. Dmuszewskiego — pisze Kurjer w je- 
dnem z licznych wspomnień o Dmuszewskim, jakie po jego zgonie przy ka- 

47 



źdej sposobności przytaczał — grała role piątka (picciogroszówka). Wszyscy 
przyjaciele i domownicy tego szanownego nieźa, kasjerzy teatralni i inni, 
odkładali mu piątki i wymieniali grube jego pieniądze na tę zdawkową mo- 



/ I. «>c 





'óom^ Wló 






>cct/. 



r^A^,Ut/, 



7<v 



/1'^A/*...^ ** ^i^A^-M /X---- ^^*'Y"'^^<L 



dxr:ekc 

iDMTBOW, 










*^ 4"^'?. 






^ 



netę. Dmuszewski także skutecznie wpłynął na rozwiniecie dobroczynnego 
poboru ptędogroszówek na rzecz ubogich, przy kupnie biletów na widowiska 
i zabawy dodawanych. Bez kieszeni wyładowanej pięciogroszówkamij bez 
piątki takiej w ręku, nasz redaktor nie puszczał się na ulicę, nie ruszył się 



48 - 



■ t 



kŚlĄŹKA JUBILEUSZOWA. 

Z domu. W miarę jak spotykał ubogiego^ piątka przenosiła się ż kieszeni 
do ręki nędzarza^ przechodząc przez miłosierną rękę Dmuszewskiego. 
Śmiało można powiedzieć, źe o tych darach prawej nie wiedziała lewa ręka; 
ba ! nawet sam Dmuszewski nie wiedział, ile pieniędzy tą drogą wydawiJ. 
Tak było przez rok cały; ale w poście, krom iKyności zwyczajnej, Dmuszew- 
ski, pomnąc, źe post to czas jałmuźn większych, robił rozmaite kombinacje, 
aby więcej wydawać piątek. Jakoż ilość ich przeznaczona na wydanie 
rosła w miarę postępu Niedzieli postnych, a największa wypadała na Niedzielę 
Kwietnia- (1852, Nr 59). 

A oto jeszcze wybornie charakteryzujący Dmuszewskiego epizod z je- 
go życia, jak zwykł był ol>chodzić dzień swoich imienin; znajdujemy go 
w Kurjerze z r. 1849, Nr. 222: 

i» Bogobojny, gorliwy wyznawca wiary i zasad CHRYSTUSOWYCH, 
L. A. Dmuszewski, rozpoczynał zawsze z Bogiem, kończył dobrym uczyn- 
kiem, ściśle zachowując napomnienie, że Wiara bez dobrych uczynków 
martwą jest. Jakoż w dniu tym, wcześnie z rana, można było spotkać 
Dmuszewskiego na Tamce. Tu, w Kaplicy Sióstr Miłosierdzia, przed wize- 
runkiem Ś-go Króla Bohatyra, Patrona swojego, składał on gorące modły 
do BOGA, dziękując za otrzymane już dary, i błagając o dalsze błogo- 
sławieństwo Nieba. Tego też dnia hojne zawsze jałmużny Dmuszewskiego 
były jeszcze hojniejszemi. Oprócz mnogich piątek, rozdawanych u drzwi 
Kaplicy oczekującemu na wyjście jego żebractwu, Dmuszewski miał zwy- 
czaj w dzień swoich imienin wspierać tyle osób niezamożnych, ile lat życia 
swojego BÓG mu już na tej ziemi użyczył. Starzec, kaleka, nieszczęśliwa 
wdowa obarczona dziatwą, pracująca szczerze na utrzymanie rodziców 
młodzież, wychodzący ze szpitala chory: oto były rodzaje potrzebujących, 
z którymi Dmuszewski w dzień Ś-go Ludwika mienie swoje dzielił. Razu 
jednego zdarzyło się, że obdarzywszy tym sposobem 62 potrzebnych (było 
to w roku 1839, w którym 62 lat życia dobiegał), spotkał Dmuszewski o go- 
dzinie trzy kwadranse na 7-mą, na Miodowej ulicy, ubogiego człowieka, 
w wieku wprawdzie średnim, ale wycieńczonego słabością. Miał on w ręku 
kartkę wyjścia ze szpitala, stał pod murem, nic nie mówiąc, ale widać było 
boleść rozlaną na jego twarzy i łzę cichą roszącą lica. — „Co ci to?" spytał 
Dmuszewski. — ^Ach, łaskawy panie! jestem ubogi rzemieślnik, mam żonę 
i 4-ro drobnych dziatek. Wszystkie mi chorowały..., pracowałem na nie 
póki mogłem, aż oto i mnie tyfus powalił na ziemię..., musiałem iść do szpi- 
tala. Teraz, dzięki BOGU, mani się lepiej; cóż z tego: robota mnie przecież 
mija, bo nie mam o czem nawet na nowo ją rozpocząć." Wszystko to, co 
powiedział poczciwy podupadły rzemieślnik, dostatecznem byłoby dla wzru- 
szenia serca każdego z dobroczynnych mieszkańców Warszawy; Dmuszew- 

Kflfika Jubilennowa. - ^g ^-- . .. ^ 



l\urj'er ^arszan^iki. 

ski, wyrzekłszy swoje zapytanie, już począł był szukać po kieszeniacli. 
Mid on wprawdzie w ręku piątko, ale kieszenie do dna wysuszone były 
obfitemi jałmużnami dnia imienin. Z jednej strony niepodobna było zbyć 
biedaka piątką; z drugiej systematyczność Dmuszewskiego nie pozwalała 
mu wracać do domu po nowe fundusze, bo zbliżała się godzina obecności 
w Teatrze. W mniej czasu, ile nam potrzeba na powtórzenie słów 
nędzarza, Dmuszewski dobył z za pasa kiesld z dukatami, którą zawsze 
w komplecie nosił, wyśliznął z niej 5 czerwonycłi złotych i rzekł do nie- 
szczęśliwego: -Na ci. Przyjacielu, kup sobie materjał potrzebny, posil żonę 
i dzieci, a jak ci BOG pobłogosławi, daj na mszę do S-go Ludwika na moją 
intencję." 

Literatom młodym — właściwie zaś poetom, których od roku 1840 
już spora garstka pojawiła się w Warszawie, z Romanem Zmorskim i Wło- 
dzimierzem Wolskim na czele, Dmuszewski okazywał współczucia i przy- 
jaźni wiele, chociaż miał całkiem odmienne od nich na literaturę i na spra- 
wy społeczne poglądy. I nie dziw! Człowiek stary, wychowany na 
klasycznych wzorach, który zresztą wszystkie czynności swoje już raz na 
zawsze usystematyzował porządnie, nie mógł bez niepokoju, a może i pe- 
wnego przerażenia nawet, patrzeć na młodzież należącą do znanej wówczas 
licznej cyganerj i warszawskiej, która, obok talentów rzeczywistych, ujawniała 
jednak w powszedniem swojem życiu rozmaite ekscentryczne wybryki, 
a drwiła zwykle bez ceremonji z wszystkiego, co jej nie przypadło 
do smaku. 

„Wszyscy przecież, ilu nas było — pisze Półkozic — w tej cygańskiej 
gromadce, lubiliśmy .szanownego pana dyrektora '^ i ^kochanego redaktora, 
kolegę", któremi-to tytułami darzyliśmy go zwykle przy spotkaniu rannem — 
latem zwłaszcza, gdy ogolony, w okularach złotych i vice-raundurowym 
fraku, z kapeluszem usuniętym na tył głowy i z ustami otwartemi nieco 
z bramy swego domu pod filary teatralne wchodził. Spotkania takie ^urzą- 
dzaliśmy" naumyślnie niekiedy, zwłaszcza w dniach zupełnej kieszonkowej 
suszy... albowiem „przyłapany" w tym przesmyku wązkim , szanowny dy- 
rektor i kochany kolega ** zawsze z miłym uśmiechem zapraszał nas tuż 
obok do cukierni Loursa, na świeżutkie, jak ma\\iaJ, ciasteczka. Wpra- 
wdzie likier słodki, w minjaturowych wydawany kieliszkach, którym nas 
przy bufecie przed ciastkami częstowano, nie zastopował ulubionego przez 
cyganerję ostrego .szpagatu'*; zawsze jednak przyjmowaliśmy te „koleżeń- 
skie* ugoszczenia z należnem dla fundatora uznaniem. Zresztą trzeba 
przyznać, że Dmuszewski dawał nam niekiedy inne, poważniejsze swej 
życzliwości dowody. Pamiętam, iż jednemu z nas, podczas lekkiej zresztą 
choroby, zaraz przez „Stasia" (Bogusławskiego) bilet stuzłoto^yy Banku 

--— 50 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Polskiego na kurację przysW. Zdaje się, że ów pacjent ^wesoły'' już n^ 
sam widok takiego, o potrójnej, względnie do dzisiejszej, wartości biletu 
wyzdrowiał cudownie, albowiem ani jedna z owej setki złotówka do apteki 
nie poszła!...'' 

„Że Dinuszewski rad był każdemu z młodych zwłaszcza autorów w jego 
pracy dopomódz, miałem tego przykład na sobie — pisze dalej Półkozic. -^ 
W roku 1843, czy 44-ym, nie pamiętam dokładnie, napisałem był do spółki 
z nie1)oszczykiem Mieliałem Morzkowskim (pier>vszym mężem pani Walegi 
Marrenó) dwuaktową komedję p. t. „Dwie szkatułW. 

„Sztukę tę, zaimprowizowaną prawie (stworzyliśmy ją w przeciągu 
trzech wieczorów), po odegraniu jej przez amatorów na wsi, z powodu uro- 
czystości jakiejś — przywiozłem do Warszawy i dałem do przeczytania Jó- 
zefowi Komorowskiemu. Znakomity ten aktor sztukę naszą — dość błahą 
zresztą — pochwalił i Dmuszcwskiemu, do jego oficjalnej już jakby apro- 
baty i... protekcji, złożył. Otóż, pomimo zwykłej naówczas w teatrze mi- 
tręgi, najpierw z przyjęciem, następnie z przedstawieniem sztuk nowych, 
początkujących zwłaszcza autorów, — Dmuszewski tak gorliwie się zajął 
losami owych „Dwóch szkatułek'', że wkrótce potem na scenie Rozmaitości 
przedstawione zostały, i to w najlepszej trzech ról głównych obsadzie. Wy- 
stąpili w nich bowiem: Żółkowski, Jasiński i Teresa Damse. Xa domiar 
uprzejmości, « szanowny pan dyrektor" zaraz nazajutrz polecił wydać mi 
asygnację, na mocy której z kasy teatru otrzymałem 200 złotych, czyli po 
100 za akt. 

„Znając łagodny charakter Dmuszewskiego i pobłażanie, z jakiem zno- 
sił osobiście mu wyrządzane przykrości, niektórzy z artystów teatru wypra- 
wiali mu czasem rozmaite figle. Sam nawet Żółkowski, występując raz 
pierwszy w jakiejś wznowionej komedji, przebrał się i ucharakteryzował 
za Dmuszewskiego, tak wybornie, że publiczność, zaraz po ujrzeniu go na 
scenie, głośnym wybuchnęła śmiechem. W istocie bowiem, pomiędzy akto- 
rem, który wszedł na scenę, a dyrektorem teatru, który w krześle, pośród 
widzów siedział, nie było żadnej różnicy. Dmuszewski, choć na razie zaże- 
nowany widocznie, oprzytomniał jednak zaraz potem zupełnie i wraz z pu- 
blicznością śmiał się i oklaskiwał aktora, który go naśladował tak dobrze." 

Dmuszewski był ekscentrycznym, ale to były niewinne dziwactwa. 
Napróżno znajomi prosili, aby przypuścił ich do cleuzyjskich tajemnic. Od- 
powiadał: „Dowiecie sio po mojej śmierci". Umarł i niczego się nie do- 
>viedziano. Tioh, a raczej tioczek, tioteczek (stosownie jak stopniował się 
wyraz kawałek) stoi na czele długiego szeregu ekscentryczności Dmuszew- 
skiego. 

. Był jeden wyraz, który nigdy nie wyszedł z ust Dmuszewskiego, 

— 51 4* 



l{urjer ^ arszan^ski, 

który tez nigdy nie postał w kolumnach Kurjera. Zaciętą wypowiedział 
mu Wojnę redaktor! Wyrazem tym był kawałek. Ilekroć kto w rozmowie 
użył tego wyrazu^ przypadkiem czy naumyślnie^ Dmuszewski ciskał z ust 
swych poważnie: Tioke, 

Gdy na scenie artysta w djalogu wymówił wyraz kawałek^ Dmuszewski 
z krzeseł odpowiadał: Tioke, Co znaczyła ta antypatja dla kawcUkat Wyja- 
śnienia nie mógł nam nikt udzielić. Dopiero przy przeglądaniu dawnych 
roczników iftir;Vra, już za czasów Kucza^ w N-rze 330 z dnia 12 grudnia 
1852 roku taką znaleźliśmy notatkę: 

^Ś, p. L. A. Dmuszewski, ile razy ktoś użył w rozmowie wyrazu kauał 
lub kawałek, gdziekolwiek to miało miejsce, w jakiemkolwiek towarzystwie, 
o którejbądź porze, zawsze na to odpowiadał swojem tajemniczem: Ttoke. 
Napróżno go proszono o wyjaśnienie tej mistyfikacji; nieugięty Ludwik od- 
syłał wszystkich do pośmiertnych notatek. Niemało czasu strawiliśmy, 
przerzucając niezliczone jego papiery, chcąc zaspokoić ciekawość Publiczno- 
ści, ale nigdzie nie mogliśmy natrafić na ślad. Gdy oto niedawno jeden 
z naszych pracowników Redakcji, przeglądając jakąś starą i kurzem po- 
krytą księgę, napadł na małą cząstkę papieru, w której szczęśliwym trafem 
zdobył rozwiązanie zagadki. Owóż rzecz tak się miała: Ludwik Adam, bę- 
dąc jeszcze młodym, miał małą, czarną pudliczkę i nazwał ją Tioke\ wesoło 
biegającą psinę po podwórzach dawnego Teatru napadli warezawscy uliczni- 
cy i przez swawolę ucięli jej sam koniec ogona. Biedna Tioke pobiegła 
skowycząc do domu, a służący oznajmił Taudwikowi, że ktoś uciął pudlicy 
kawałek ogona. Zacny Ludwik zmartwił się, polecił, aby pokrzywdzonej 
faworytce opatrzono ranę; jakoż wkrótce wygoiła się i długo mu jeszcze 
służyła wiernie; ale litościwy Um^juzewski, od dnia tego wypadku aż do 
skonu swego, nie użył ani w piśmie, ani w mowie, ani nawet w Kurjerze, 
wyrazu kawał lub kawałek, a jeżeli go od kogo usłyszał, przypominał sobie 
poczciwą pudliczkę i jej ucięty kawałek ogona, a .Tioke'' mimowolnie z ust 
mu się wymykało. My, idąc torem naszego protoplasty, użyliśmy w celu 
objaśnienia Publiczności dziś po raz pierwszy tego wyrażenia, zaręczając 
przecież, że i ostatni. Ś. p. Ludwik był wielkim lubownikiem zwierząt, 
a szczególniej psów\ na kilkanaście lat przed śmiercią miał kasztanowatego 
Fedora, który mu wszędzie towarzyszył, a nawet w Teatrze obok niego 
krzesło zajmował. Medor był widzem bardzo przyzwoitym, nie przeszka- 
dzał nikomu, spał przez cale widowisko, jak się to niejednemu zdarza, ale 
przespawszy się, nie krytykował dzieła i artystów, co się, na nieszczęście, 
czasem niektórym widzom trafia.'^ 

Wielu, zwłaszcza w teatrze, wiedziało o antypatji Dnuiszewskiego; 
nieraz więc, przez swywolę, robiono wielką przykrość sympatycznemu dzi- 

— — ri'-? 



KSIĄŻKĄ JUBILEUSZOWA. 

wakowi, wtrącając wciąż przy rozmowie z nim ów ^kawałek'' i zmuszając 
go w ten sposób do ustawicznego... łiokania. 

Ukłony, na ulicy wiatrom przesyłane, zajmują drugie miejsce w tej 
litanji oryginalności i dziwactw. Czy słońce paliło, czy deszcz padał, w da- 
nych punktach kapelusz znikał z jego głowy. 

O tej ekscentryczności Kurjer już po śmierci Dmuszewskiego takie 
raz dał wyjaśnienie: 

„Chwalebny to zwyczaj oddawać cześć Bogu w wizerunkach świętych, 
odsłaniać czoło przed świątyniami Jego. S. p. L. A. Dmuszewski, Redaktor 
Kurjera, święcie zawsze tej praktyki dopełniał, a nawet odsłaniał głowę 
i w tych miejscach, gdzie dawnemi czasy cześć Bogu oddawaną była. To 
tłumaczy owe ukłony jego na Długiej ulicy przed domem, gdzie kiedyś była 
kaplica X. X. Teatynów; na Miodowej, przed gmachem dawniej kaplicy 
Collegium Nobilium; przed Teatrem, gdzie była niegdyś kaplica Marywilu 
i t. d., kłaniał się także Dmuszewski i przed domem własnym, ale to w wy- 
laniu wdzięczności swojej ku Stwórcy Wszech Światów, za zesłane mu do- 
statki, z których dla siebie i swoich, i dla licznych rodzin biednych, tak pię- 
kny robić umiał użytek.'' (1852, Nr. 103.) 

Sakiewka znowu z 300 dukatami nigdy nie odstępowała Dmuszew- 
skiego. 

W domu rano, do pierwszego domownika, którego spotkał, mówił. 
„Gąska płynie w Niebie", — drugiego dnia: „Piękna panno moja", — na- 
stępnych dni wyczerpywał wszystkie kombinacje wyrazowe z tych dwóch 
formułek i znowu wracał do: „Gąska płynie w Niebie". 

Jeżeli miał pisać albo tylko podpisać się, to wprzódy na samym górnym 
brzegu papieru kreślił jakieś kropki tajemnicze, znaczki hieroglificzne. 

A ten nieład pieniędzy, to złoto, te bankocetle porozrzucane po półkach, 
książkach i kątach, czyż to nie dziwactwa?... 

Dmuszewski całą swoją redaktorską czynność załatwiał codziennie 
w ciasnym kąciku, będącym podówczas głównem biurem dziennika... „Ga- 
binet" zaś redaktorski, t. j. ów mały kącik, zastawiony szklanym parawa- 
nem, gdzie mieściły się wizerunki ludzi zasłużonych, zapełniony był mnó- 
stwem różnej wartości pamiątek i zabytków sztuki, a przedewszystkiem 
zakurzony, zawalony stosem papierów, notatek, dzienników, afiszów, roz- 
rzuconych bez ładu i symetrji po wszystkich kątach, stolikach i stoliczkach. 
„Któż nie zna — pisze w obszernym życiorysie Lesznowski — tych ścian 
zakopconych, napietrzonych sztychami, litografjami, obrazami, obrazkami, 
po większćj części przedstawiającemi historyczne postacie uczonych i arty 
stów ? Któż nie widział tych gratów i gracików, tych pudełek, dzwonków, 

53 



%urjer Warszawski, 

figurek i tego wysłużonego krzesła redaktorsldego?" Krzesło to dotąd znaj- 
duje się w zachowaniu Kurjera, jako drogocenna spuścizna. Lecz co się 
stało ze zbiorami sztycliów, o kiórycli pisał Kur jer (1854, Nr 172), że „Dmu- 
szewski, wzhogSiOSLjąc gabinet Redakcji Kwrjera, pozostawił w niej osobliwości, 
które nieraz już poszukiwane i kopjowane były przez tegoczesnycłi arty- 
stów?" Ze zbiorów tych nic nie pozostało, a dzisiejsza redakcja śladu ich 
nawet nie znalazła... 

Mieściła się ta pracownia o jednera oknie w małej izdebce na parte- 
rze, w jednopiętrowej oficynce, dotąd istniejącej (posesji podówczas wła- 
snej Dmuszewskiego przy ul. Wierzbowej), a wchodziło się do niej przez też 
same drzwi, które i dziś służą... stróżowi domu, jako entrie do jego lokalu. 

Otóż w tej stancyjce, po za którą, tuż obok, znajdowała się zecernia 
i drukarnia, zasiadał codzień, od wczesnego poranku — wstawał o 4-ej — 
Dmuszewski, najczęściej w szlafrok tylko ubrany, i położywszy na starem, 
wykoszlawionem biurku tabakierę, w której oprócz tabaki mieściły sic na 
karteczkach drobnych pilniejsze notatki, spisane dorywczo na mieście, a nie- 
kiedy i wierszyki, przygotowane zawczasu na... improwizacje przy okazji 
najbliższej, pisał lub obrabiał tylko przeznaczone dla Kurjera małe artyku- 
liki bieżące, przyjmował współpracowników lub interesantów, — słowem: za- 
łatwiał tam całą swoje redaktorską czynność. 

Przez ten czas cały palił wciąż, powolniuteńko fajkę, osadzoną na 
giętkim, plecionym cybuchu, z bursztynem na końcu. 

Każdy potrzebujący wiedział, kędy droga do tego zakurzonego gabi- 
neciku publicysty-filantropa. Co piątek na podwórzu przed drukarnią i re- 
dakcją Kurjera, t. j. przed tym warsztatem, co wyrabiał fortunę filantropa, 
zbierał się tłum żebraków. Dmuszewski nigdy progu domu nie przekroczył, 
nie mając pełnej ręki piątek, których rulonik kasjerowie teatrów zawsze 
dla niego odkładali. 

Ranne czynności swoje Dmuszewski kończył zazwyczaj po 10-ej, albo- 
wiem około godziny 11 -ej przed południem >vychodził z domu, już przebra- 
ny, i sze^ do biura „dyrekcji" teatru; wyszedłszy zaś z domu, obchodził 
codzień plac Teatralny, i zatrzymawszy się przy dwóch jego rogach od stro- 
ny ulicy Senatorskiej, wystawał tam przez chwilę z głową odkrytą. 

W życiu punktualny, nigdy się nie spóźnił; zawsze na czas stawał, 
chociaż nigdy się nie śpieszył. Rzadko bardzo można go było spotkać jadą- 
cego powozem, na którym mieściła się cyfra jego L. A. D. 

W drukarni dwie stare prasy tłoczyły z jękiem popularne pismo. 
Dmuszewski nigdy nie oddalał z drukarni pracowników. Zapamiętały 
stronnik status quOj nie pozwalał nawet zakopconych ścian z kurzu i paję- 

- 54 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

czyn oczyszczać. Łagodny i wyrozumiały, nigdy się nie gniewa^, jedna 
tylko okoliczność mogła go z tej powolności wytrącić: opóźnienie Kurjera. 

Najciekawszym egzemplarzem, typem najdawniejszym w drukami 
Dmuszewskiego był Hilary, merkury Kurjera^ ułatwiający tysiączne interesy. 
Znany był ongi w Warszawie Famulus Żółkowskiego, ale Hilary Kurjera 
zaćmił jego pamięć... 

Dmuszewski, choć pisał i obrabii^ codzienny tekst do swego Kurjera, 
w owym przy drukarni kąciku, przynosił już tam z sobą materjał całkiem 
gotowy. 

Po materjał ten, złożony oczywiście z najświeższycli nowinek miej- 
skich, rozmaitego rodzaju, nie potrzebował chodzić daleko, ani też zbierać 
go mozolnie i długo: znajdował go już przygotowany w dość licznem kółku 
znajomych, którzy codziennie na po obiednią kawkę (z arakiem białym) 
schadzali się w znanej wówczas kawiarni „Na Suchym lesie" przy ulicy Dłu- 
giej, nieopodal od Krasińskiego Placu, później zaś na tak zwanej „kawie 
wiejskiej". 

Na Suchym-lesie Dmuszewski od r. 1795-go miał kącik, jakby własny, 
w którym zasiadał codzień o 5-ej po południu wśród grona, również jak on, 
stałych gości, i tam słucht^ najrozmaitszych nowinek bieżących, znoszonych 
z różnych stron miasta, notując je zaraz skrzętnie. 

Ludwik Osiński, Marszałkiewicz i Radomiński zasiadali tam również 
codzień i właśnie od ostatniego z nich, w trzydzieści lat później, gdy już 
jako emeryt osiadł był na wsi w donacyjnym majątku w powiecie ostro- 
łęckim, i tam próbowsJ pisać pamiętniki swoje, dowiedział się Aleksander 
Niewiarowski o owych posiedzeniach guaai literackich na „Suchym lesie", 
z których Dmuszewski stałą i bezpłatną reporterję dla swego Kurjera 
utworzył. 

Magier w swojej „Estetyce m. Warszawy" wspomina Dmuszewskiego 
przy opisie tej kawiarni, zdziwiony jego obszerną pamięcią, z jaką wyliczd 
na palcach wszystkie, jakie są na świecie ordery i jaki każdego początek. 
Tam przyjaciele i znajomi już z zebranemi nowinkami dla Kurjera oczeki- 
wali, Dmuszewski zakładał umbrelkc na oczy, siadał na swojem miejscu, 
a bijąc palcami po stole, zapytywał: 

— Co słychać nowego? 

Zebrane grono zdawało sprawę z tego, co z różnych stron miasta lub 
kraju zachwycić mogło; Dmuszewski układał sobie w pamięci te wiadomości, 
poczem sam jakąś nowostkę powiedział; ale w tera był skąpy, żeby w Ku- 
rjerze strony ciekawej nie osłabiał. 

Siedział tu do czasu otwarcia teatru; wtedy wolnym krokiem prze- 
szedłszy ulice miasta, cale przedstawienie przesiedział. 

55 



%:urjer ^ arsiawski. 

Inne jego stacje były; cukiernia Loursa i restauracja dawniej Poziom- 
kiewiczowej, potem Karczewskiej i Brajbisza. U Loursa był o 11-ej godzi- 
nie rano, a o 8-ej wieczorem u Karczewskiej. 

Żadna też zabawa, żadna uroczystość nie obeszła się bez tego koniecz- 
nego jej historjografa. 

Redakcja Kurjera — pisze we wspomnieniu życiorysowem Leszno w- 
ski — żadnym budżetem nie była oznaczona, a wydatki były znaczne. Na 
kojarzenie stosunków wpływały liojne pieniężne wynagrodzenia. Kurjerem 
zdobył jednak majątek Dmuszewski i wywalczył sobie popularność między 
wszystkimi. O tym majątku w tem miejscu słów kilka godzi się powie- 
dzieć, a raczej odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób Dmuszewski doszedł 
do posiadania tak rozległej posesji, jak nieruchomość N. 473c? Wyjaśnie- 
nie znajdujemy w aktach hy potocznych. 

Czytamy oto najpierw kontrakt, sporządzony w d. 31 stycznia 1820 r. 
(a więc blizko na dwa lata przed kupnem Kurjera) przed pisarzem aktowym 
Królestwa Polskiego i rejentem województwa mazowieckiego, Walentym 
Skorochod-Majewskim, zawarty pomiędzy Ludwikiem Adamem Dmuszew- 
skim, w domu N. 1790 przy ul. Święto-Jerskiej zamieszkałym, a Zarządeni 
Municypalnym m. Warszawy, reprezentowanym przez Radnego tegoż Zarzą- 
du Kazimierza Miecznikowskiego. W kontrakcie tym, zawartym w wyko- 
naniu uprzedniej deklaracji protokularnej Dmuszewskiego z d. 9 sierpnia 
1818 r., potwierdzonej postanowieniami Księcia Namiestnika z d. 12 wrze- 
śnia 1818 r., Ludwik Dmuszewski prawem „wiecznej dzierżawy emfiteutycz- 
nej" za czynsz doroczny w kwocie złp. 409, płatny do kasy ekonomicznej 
miejskiej, nabył od miasta plac, z ogrodu ks. Reformatów uformowany, 
przy ulicy Wierzbowskiej («c) sytuowany, do posesji Chaiderów przypiera- 
jący, powierzchni łokci kwadratowych 4,814 obejmujący. 

Z treści rzeczonego aktu widzimy, że plac, o którym mowa, był po- 
dówczas zasłonięty od ulicy Wierzbowskiej murem księży Reformatów, mur 
więc ten Dmuszewski zobowiązał się, po uprzedniem wynagrodzeniu zań 
księży Reformatów, w drodze dobrowolnego z nimi porozumienia, własnym 
kosztem rozebrać i uprzątnąć, a wystawić natomiast „dom mieszkalny ma- 
siw murowany wedle planu przez urząd zatwierdzonego, w którym to za- 
miarze fabrykę natychmiast rozpocząć i w roku bieżącym całkowicie ukoń- 
czyć deklaruje". 

Powyższy kontrakt był wykonaniem uprzedniej tranzakcji, zawartej 
rejentalnie dnia 2 października 1819 r. pomiędzy Urzędem Municypalnym 
m. Warszawy z jednej a zgromadzeniem 00. Reformatów konwentu war- 
szawskiego z drugiej strony, w przedmiocie ustąpienia przez toż Zgromadze- 
nie „części ogrodu narożnie od ulic Wierzbowskiej i Senatorskiej". 

- 56 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Faktycznie zresztą Dmuszewski podobnież, jak Petiscus, który współ- 
cześnie z nim nabył z tegoż samego źródła plac przyległy, znacznie wcze- 
śniej, bo jeszcze w r. 1818, t. j. od czasu swojej deklaracji protokularnej, 
wszedł był w posiadanie nabytego placu i do zawarowanej w kontrakcie bu- 
dowy domu przystąpił. Już w dwa tygodnie po sporządzeniu powołanego 
powyżej aktu z r. 1820, a mianowicie d. 16 lutego 1820 r., przed tym sa- 
mym rejentem Majewskim staje budowniczy rządowy, Hilary Szpilowski, 
i zeznaje akt, stwierdzający „w celu intabulacji do akt hypotecznych Woje- 
wództwa Mazowieckiego", że ^wykaz kosztów kamienicy przy ul. Wierz- 
bowskiej pod liczbą 473 lit. C. stojącej", a podówczas nie zupełnie jeszcze 
wykończonej, wynosi złp. 150,000. Ta też suma wciągnięta została do 
Działu II wykazu hypotecznego, jako ujawniony w hypotece szacunek wznie- 
sionej przez Dmuszewskiego kamienicy. 

Z księgi wieczystej nieruchomości N. 473 C. i jej załączników przeko- 
nywamy się o źródle znacznej części funduszów, użytych przez Dmuszew- 
skiego na wybudowanie na nabytym emfiteutycznie placu owej jego nieru- 
chomości. Znacznej ich części dostarczyła pożyczka w sumie 50,000 złp. 
„sposobem wsparcia na wybudowanie kamienicy" w d. 8 kwietnia 1820 r. 
ze skarbu publicznego Dmuszewskiemu udzielona i spłacalua w ciągu lat 20 
drogą spłaty co rok 6% (czyli zł. 3,000), w tem 5% sposobem zwrotu kapitału 
i 1% na fundusz żelazny. Suma ta, zabezpieczona pod N. 1 Działu IV Wy- 
kazu Hypot., została wykreślona z hypoteki w r. 1844-ym, jako spłacona. 

Drugą i z tej samej doby pochodzącą pozycję tworzy suma „5,000 złp. 
z prowizją po sześć od sta stypulowaną, corocznie decurawe (z dołu) w ku- 
rancie płacić się winną", zapożyczona przez Dmuszewskiego na mocy obli- 
gu urzędowego z d. 20/IV 1820 r. od Dyrekcji Teatru Narodowego z fun- 
duszu dla wysłużonych aktorów. Suma ta pod N. 2 Działu IV zapisana — 
spłacona i wykreślona w r. 1848-ym, a więc już po śmierci Dmuszewskiego. 

Dalej w tymże czasie (1820) od Józefa Wolskiego zapożyczył Dmu- 
szewski 4,500 zł., zahypotekowane pod N. 3 Wykazu i wykreślone w r. 
1824-ym. 

W dwa lata później, mianowicie w r. 1822, Dmuszewski dopożycza 
z Dyrekcji Teatralnej, znowu z funduszu dla aktorów wysłużonych, 9,000 
zł.; która to kwota, zapisana pod N. 4 Działu IV, wykreślona została w r. 
1848-ym. 

Oto są źródła, z których pomocą Dmuszewski na posesji poreforma- 
ckiej, na miejscu ogrodu murem obwiedzionego, dźwignął kamienicę z małą 
oficyną, dziś posesję N. 9-y na ul. Wierzbowej stanowiące. 

Dodajmy jeszcze, że aktem z d. 17 listopada 1831 roku Dmuszewski 
sposobem darowizny zahypotekował na swoim domu sumę 25;000 zł. na 

57 



%urjer Warszawski. 

rzecz jedynej wnuczki 8wej Natalji Sauvan, córki d-ra Ludwika Sauvan 
i Ludwiki z Dmuszewskich^ nakazując płatność tej sumy dopiero po swoim 
zgonie. 

Jakkolwiek Kurjer przez cały okres ćwierćwiekowy, w którym pozo- 
stawał pod kierownictwem Dmuszewskiego, nie oddalał się od swego pierwo- 
tnego programu, mimo to przecież powoli rozwijał i ulepszał ten skromny 
zakres swojej działalności; a od czasu do czasu powiększa! także i format 
swój, zrazu tak miniaturowy. 

Większe bogactwo materjału i staranniejsze opracowanie widać mia- 
nowicie od r. 1 826, w którym Dmuszewski, usunąwszy się ze sceny, przestał 
być aktorem. 

Wprawdzie i potem, a nawet aż do końca redaktorskiej działalności, 
strzegł się on od wypowiadania własnego o czemśkolwiek zdauia, a działu 
krytyki, cłiociażby teatralnej tylko, nie wprowadzał do Kurjera wcale; pomi- 
mo to jednak czuć już było niekiedy w drobnych artykulikach a raczej w no- 
tatkach o jakichś faktach spełnionych, zwłaszcza w dziedzinie literacko- 
artys tycznej — chęć do ich oceny. Chęć ta jednak, hamowana zapewne zde- 
cydowanym konserwatyzmem w charakterze samego redaktora, w czyn 
jawny nie przeszła. 

Tylko w relacjach ze spraw teatralnych pozwalał sobie Kurjer oceniać, 
a raczej tylko chwalić, jakieś objawy działalności tej instytucji artystycznej. 

Natomiast chętnie i niekrępując się wcale, Dmuszewski zamieszczał 
w Kurjerze wiadomości o postępie i ulepszeniach w fabrycznym przemyśle 
warszawskim i w handlu. Wiadomości te, zamieszczane nie w anonsach 
płatnych, lecz w samym tekście popularnego pisemka, świadczyły z jednej 
strony o życzliwem usposobieniu redakcji dla pożytecznej pracy fabrykantów 
i kupców krajowych, z drugiej zaś o poradności samego wydawcy, który 
przewidywał słusznie, iż takie wyróżnienia i pochwały publiczne, bezintere- 
sowne zwłaszcza, jednać będą Kurjeroun życzliwość i sympatje wśród zamo- 
żniejszych sfer mieszczańskich i do popularności pisma przyczynią się 
wielce. 

Oto próbka jednego z takich artykułów: „Pojazdy różne wyrabiane 
w Warszawie są licznie wyprowadzane za granicę. Wśród wielu doskona- 
łych rzemieślników odznacza się powoźnik Krause, którego koczyk, w ni- 
czem nieustępujący angielskim, będzie zapewne pokazany na tegorocznem 
wystawieniu publicznem płodów kunsztu i przemysłu krajowego"; 

W podobny sposób, pochwalą i to już zbiorową, nagradza zaraz potem 
Dmuszewski i modniarki warszawskie, pisząc: „Liczne magazyny dostar- 
czają strojów damskich, nietylko stolicy i królestwu, lecz nadto wysyłają je 

58 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

za granicę. Oby jak najprędzej nadeszła chwila, w którejby obeszły się 
Polki bez sprowadzania wątłych towarów z Paryża!" 

Pomimo tak hojnego szafowania eksportem ówczesnych powozów war- 
szawskich i modniarskich wyrobów tutejszych za granicę i pomimo pewnej 
sprzeczności pomiędzy uwydatnieniem eksportu tych ostatnich za granicę 
a westchnieniem do chwili, w której warszawianki przestaną sprowadzać 
sobie wątte towary z Paryża, — niewątpliwie przecież z takich pochwał cieszyli 
się wielce obdarowani niemi, a i ogół czytelników Kurjera zadowolony był 
pewnie z intencji redaktora, podnoszącego tak krzepko wartość i wziętość 
szeroką wyrobów budzącego się do życia przemysłu krajowego. 

W ogóle Dmuszewski, wierny głoszonej zasadzie „każdemu pomagać, 
nie szkodzić nikomu", stosował ją w Kurjerze ściśle i tym sposobem wytwa- 
rzał ciągle atmosferę zażyłości serdecznej pomiędzy publicznością a organem, 
który jej interesom tak życzliwie służył. 

W ostatnich latach życia Dmuszewskiego, gdy w dwóch gazetach. 
Warszawskiej i Codzienfiejy a bardziej jeszcze w kilku nowozalożonych perjo- 
dycznych pismach tutejszych: Przegląd Warszawski, Bihljoteka Warszaw- 
ska, Pielgrzym, Przegląd Naukowy i t. d. ujawnił się postęp bardzo znaczny ; 
gdy działy : literacki, naukowy, filozoficzny i krytyczny wprowadziły tam 
i podniosły wysoko pióra zdolnych i utalentowanych i)isarzy i poetów — Ku- 
rjer Warszawski skrzętnie notowd wszelkie tego ruchu objawy, aczkolwiek 
sam czynnego w nim długo jeszcze nie brał udziału. 

Dmuszewski, obejmując świeżo założone pismo, nie ogłosił żadnej zgoła 
w jego pierwotnym programie zmiany, a nawet swego w dzienniku udziału; 
owszem akceptował zupełnie program Kicińskiego, który nakazywał Kurje- 
rowi być : przewodnikiem po Warszawie, informatorem dokładnym dla ogółu 
czytelników i wreszcie — pośrednikiem pomiędzy miłosierdziem a nędzą. 
Dmuszewski skrupulatnie stosował się do takiego programu i wypełniał go 
pracowicie i skrzętnie. 

I miał słuszność zupełną. W owej epoce takie drobne rozmiarem 
pismo informacyjne potrzebne było, jako podręcznik najtańszy, w którym 
każdy, zarówno tubylec jak przyjezdny, znalazłby łatwo wszelkie wiadomo- 
ści, informacje, niezbędne w interesach i stosunkach życiowych. 

Niezbędność takiego właśnie organu stwierdził najwymowniej fakt, iż 
pomimo zaznaczonego już wyżej postępu w rozwoju i wydawnictwie innych 
gazet i pism, wychodzących wówczas obok Kurjera w Warszawie, żadne 
z nich nie dosięgło ani połowy tej liczby abonentów, jaką posiadał za życia 
Dmuszewskiego a utrzymał i po zgonie jego popularny ^Kurjerek^. 

Za główną jednak zasługę oddaną przez Dmuszewskiego i prasie war- 
szawskiej i pewnej warstwie jej czytelników dzisiejszych uważać należy to, 

59 



l^jirjcr Warszawski. 

iź przez wydawanie takiego wJaśuie, nie po literacku pisanego i drobne no- 
winki miejskie zbierającego Kurjera wytworzył on najpierw sobie a w ślad 
za teni i innym może organom prasy nowych zupełnie czytelników, należą- 
cych przeważnie do tej warstwy ludności miejskiej, która przedtem nic 
zgolą, prócz może książek do nabożeństwa, nie czytywała. 

Rzeczywiście, całe massy wdrażały się coraz bardziej do czytywania 
takiego pisemka, które im i rezultaty ciągnień tak ponętnej ówcześnie Lote- 
rji Liczbowej podawało; i przypominało terminy uroczystości i nabożeństw 
kościelnych, a w którem, nadto jeszcze, prócz mnóstwa informacyj, wskazó- 
wek i opowiadań o najciekawszych z dnia każdego wypadkach, znajdowały 
się ogłoszenia o zabawach wytwornych i ludowych, począwszy od resursy aż 
do „Srebrnej sali". 

Trzeba było koniecznie czytać to, co w „XMr;Vr^^ atojalo^, chociażby 
przyszło sylabizować każdy wyraz prawie!,.. 

Raz wdrożeni do takiej codziennej a zajmującej lektury, ci czytelnicy 
nowi nabierali z czasem nawyknienia do niej, i bardzo być może, iż z mno- 
giej ich liczby pewna część, bardziej inteligentna z natury, przeszła nastę- 
pnie z tego ważkiego toru na szersze, drukiem wybrukowane drogi, lub 
wprowadziła na nie dzieci swoje. 

Tak więc Kurjer Warszawski, w dawnii jszej swojej treści, był po- 
niekąd krzewicielem czytelnictwa w szerokich warstwach ludności Warszawy, 
i to mu w ^stanie" jego „służby" raz mniej, to znów więcej zdolnej, zawsze 
jednak „nieskazitelnej", zapisać koniecznie należy. 

Zkądinąd Dmuszewskiemu na pomysłach nie zbywało. Ażeby rozpo- 
wszechnić Kurjera w jak naj rozciągłej szych rozmiarach i zrobić to pismo 
poczytnem przez ogół, użył bardzo dowcipnego sposobu. Uorganizowawszy 
to młodzież teatralną, to rzemieślniczą w gromady, puścił ją na miasto. 
Każdy taki zastęp miał wyznaczoną sobie dzielnicę miasta; w tej wbiegali 
hurmem do kawiarni, cukierni i traktyjerni, wołając tłumnie o kawę, poncz, 
piwo i jadło, a kiedy właściciel zakładu, uradowany natłokiem gości, pośpie- 
szał z usługą, zapytują razem: „A Kurjer Warszawski jest?" Otrzymawszy 
odpowiedź, że gospodarz nie trzyma tego pisma, jednozgodnie wołali: „Kiedy 
tak, to my pójdziem dalej, gdzie Kurjera przeczytamy!" I jak weszli tłu- 
mem, tak razem wychodzili... 

Skutek spodziewany uwieńczył dowcipny sposób: w ciągu dni kilku 
już wszystkie nawiedzione zakłady pośpieszyły z prenumeratą na Kurjera. 
Wspomina o tern Wójcicki w dziele swojem „Cmentarz powązkowski", nie 
w celu bynajmniej, ażeby takie użycie środków miało cień niepochlebny rzu- 
cać na pamięć Dmuszewskiego, ale dla objaśnienia drogi, którą umiał swego 
Kurjera rozpowszechnić. 

60 



t^lĄŻKA JÓBILEUSŻoWa. 

Mówiąc o poradności^ z jaką Dmoszewski gromadził materji^ bieżące 
do swego Kuryera, nie twierdzimy jednak, ażeby sam tylko wyłącznie zajmo- 
wał się tą pracą, owszem, pomagali mu w tem, z początku najczęściej po 
amatorsku, rozmaici znajomi i koledzy. Następnie, skoro pismo zyskało już 
wziętość i coraz znaczniejsze przynosiło dochody, Dmuszewski przybrał so- 
bie szczupłe gronko współpracowników stałych, nie w dzisiejszem jednak 
takiego tytułu znaczeniu, pod względem materjalnym zwłaszcza. W istocie 
bowiem jeden z nich tylko, który w późniejszych już znacznie od założenia 
Kurjera latach pisywał doń codziennie tak zwaną rubrykę polityczną — 
w której, pod tytułowemi nazwami państw zagranicznych zamieszczano 
w kilku wierszach same li tylko ważniejsze wiadomości dworskie— -otrzy- 
mywał za to honorarjum stałe, pobierane miesięcznie; wszyscy inni, dostarcza- 
jący faktów czy wiadomości przygodnych, przygodnie też tylko wynagradzani 
byli. Tak np. Karol Kucz (jak sam Niewiarowskiemu opowiadał) za napi- 
sanie nie krytyki ani oceny — broń Boże! lecz krótkiego, naj treści wszego 
sprawozdania z jakiejbądź nowo przedstawionej na scenie sztuki, otrzymy- 
wał, jako honorarjum, bilet na parter lub nawet na galerję tylko... 

Inni, jak hr. Skarbek, dr. Jarocki, sędziwy Antoni Waga, z których 
podpisem lub inicjałami dość często spotykamy się na szpaltach Kurjera 
w okresie pierwszego 25-lecia — wspierali dziennik swemi fachowemi nota4;- 
kami, wyrabiając Kurjerowi obok popularności i — powagę. Magier np. nad- 
syłał notatki co do miejscowości Warszawy, zabaw dawniejszych i uroczy- 
stości obchodzonych. To też Kurjer z owych lat zażywał i u współczesnych 
„autorytetu", jako źródło, na które powoływali się też często rozmaici pisa- 
rze, że wspomnimy tu choćby Łukasza Gołębiowskiego, tak w opisie Warsza- 
wy, jak i w dziełach „Lud", „Domy i dwory", „Ubiory", „Gry i zabawy" i t. d. 

Pomocnikami Dmuszewskiego w ostatnich kilku latach przed jego 
zgonem byli głównie: Vidal, Kucz i Bogusławski (Stanisław), a jeszcze 
i niejaki Rubinstein, który pisał po polsku bardzo dobrze. Ten ostatni 
umarł niedawno dopiero, jako ajent giełdowy, sprawozdawca działu eko- 
nomicznego w Słomę. 

Dział anonsów płatnych, zamieszczanych na końcu każdego numeru 
Kwrjeray otaczał Dmuszewski troskliwością wielką. Jakkolwiek niezbyt 
liczne, z powodu małego formatu tego pisma, doniesienia te przynosiły je- 
dnak dochód stały i dosyć znaczny. Otóż, ażeby je uwydatnić bardziej, 
a zarazem określić doraźnie dla oka ich jakość, Dmuszewski opatrywał je 
w bardzo drobne, umyślnie w tym celu ulane w giserni, winiety. Tak np. 
przy anonsie szewca umieszczony byl zaraz na początku but lub trzewik. 
Siodlarz otrzymywał winietę powozu i t. p.; zaś anonsy donoszące o zamia- 
rze sprzedania koni i psów naprzykład, lub też poszukujące, za nagrodą, 

61 ' 



%urjer Warszawski. 

zaginionych, otrzymywiJy miniaturowe wizerunki tych zwierząt na czele. 
Pomysł ten, który następnie zużytkowały inne pisma do swoich rubryk 
anonsowych, a który obecnie rozwinięty i ulepszony widzimy po wszystkich 
organach prasy w rozmaitych, fantazyjnych i starannie wykonanych kli- 
szach — był wówczas u nas świeżym, bodaj czy nie oryginalnym Dmuszew- 
skiego pomysłem i przyczynił się nie mi^o do pomnożenia nadsyłanych 
Kufjerom doniesień. 

Sam dobroczynny, hojny dla ubogich, Dmuszewski polecał chętnie 
w swem piśmie miłosierdziu publicznemu każdą prawdziwą niedolę, każde 
nieszczęście potrzebujące ratunku. To pośrednictwo jego wytworzyło z cza- 
sem stałą w Kufjerze rubrykę, zapisując liczne i ciągle dla ubogich nad- 
syłane ofiary. Rubryka ta otarła łez niemało przez szereg lat długi. 

Ówczesne stosunki redakcyjne Kurjera charakteryzuje obrazek napi- 
sany w r. 1879-ym przez Juljana Heppena, który dziś jest bodaj jedynym 
z żyjących współpracowników Kurjera jeszcze z czasów Dmuszewskiego. 
Obrazek ten p. t. „Pierwsze honorarjum literackie— ze wspomnień mojej 
młodości" przytaczamy w wyjątkach: 

„...Ojciec mój był człowiekiem ukształconym, miłującym nauki i literaturę, to też, 
o ile mu na to pozwalały dochody, prenumerował pisma czasowe i kupował książki. Od 
dzieciństwa zatem miałom dobry przykład i sposobność nabywania pożytecznych wia- 
domości. 

„Oprócz dzienników, prenumerował ojciec Magasyn PorcsKchny, pismo redagowane 
pierwotnie przez Brodzińskiego, z drzeworytami wychodzące. 

„My, dzieci, oczekiwaliśmy niecierpliwie co sobota Magazynu^ wychodziliśmy na- 
wet na spotkanie służącego posyłanego po owo pismo w dzień pomioniony; dalej prenu- 
merował ojciec Muzeum Domowe^ redagowane przez Franciszka Salezego Dmochowskiego 
i Magazyn dla dziecię staraniem Jana GlUcksberga wydawany. 

„Bibljotekę miał ojciec sporą, z niej też czytad nam było wolno. Pamiętam wie- 
czorami w ogródku, a zimową porą przy dużym stole w jadalnym pokoju, przeglądaliśmy 
książki przez ojca nam udzielone, czytaliśmy na głos niektóre z pisni ustępy, albo uwa- 
żnie przysłuchiwaliśm}' się opowiadaniom, jakiemi ojciec niekiedy nas darzył. 

„To ciągłe życie wśród pism i książek wyrodziło w nas chęci wydawania pisma 
domowego, które wspólnemi siłami, t. j. moją i brata, przez czas pewien prowadziliśmy. 
Obrazki brat robił, ja zajmowałem się tekstem, najczęściej przepisując gotowe już arty- 
kuły z gazet i pism, jakie otrzymywaliśmy. 

„Poczciwy ojciec uśmiechał się, patrząc na zaimprowizowanych redaktorów, nie 
ganił nam jednak togo, wiedząc, że lekcjo, jakie pobieraliśmy, przy niewinnej tej zabawie 
nie szwankowały. Edytorstwo nasze po odbytych naukach stanowiło dla nas rozrywkę, 

„Pewnego razu wyjechałem z ojcem na miasto i gdy ojciec ukończy! interesy, po- 
wóz nasz zatrzymał się przed kolumnadą teatralną. „Pójdź, — zawołał ojciec, — napijemy 
się kawy w cukienii*'. Była to cukiernia Lours'a. 

„Kiedy wysiadłem z powozu, ojciec dał mi znak wzrokiem, abym uważał jakiegoś 
pana, który szedł pod kolumnadą. Był to słusznego wzrostu mężfzyzna, niemłody, w zło- 
tych okularach, w peruce, na której mieścił się kapelusz nie(*o w ty\ włożony, zresztą 

„. _ G2 



KSIĄŻKA JtJBrLfiUSZOWA. 

obserwowany mężczyzna ubrany był wo frak granatowy z żółtemi guzikami, takież pan* 
taliony,— w ręku zaś trzymał chustkę fularową. 

„Na zakręcie do podjazdu teatralnego, kilku ubogich oczekiwało widocznie przy- 
bycia owego jegomościa; jakoż, gdy ich spostrzegł, wszystkich obdai*zył datkiem pienię- 
żnym, wreszcie wszedł do podjazdu gmachu i zniknął nam z oczu. 

„ — Kto to był, proszę ojca? — zapytałem. 

„ — To Ludwik Adam Dmuszewski, redaktor Kurjera Wantawskiego — odpowie- 
dział ojciec 

„ — Dmuszewski! — wykrzyknąłem z zadziwieniem i czcią pewną — to to on, co 
pisze tego Kurjera, który tyle daje nam nowin? 

«Gdym przeszedł do szkół, wśród grona kolegów moich był jeden poeta, Henr>'k, 
wielki zbytnik i figlarz, dobrze dający się we znaki nauczycielom szpryncami, jakie wy- 
prawiał. Henryk pisywał satyry na professorów wyśmiewające ich nawyknienia, kreślił 
piosnki okolicznościowe, które młódź ochotnie powtarzała; owocem takiego postępowania 
było: że wierszopis studencki miał stopnie małe a obyczaje notowane. Ale nie dbał o to 
nieletni pustak, i wifulząc, że promocji nio otrzyma, zaczął wydawać pismo pcrjodyczne 
gimnazjalne p. t. Mała rozrywka. 

, Przepisy wał mu numery, co dziesięd dni ukazujące się, jeden z kolegów, ładnie 
piszący (później artysta rzeźbiarz), a prenumerata wynosiła na miesiąc groszy dwadzie- 
ścia, lecz przyjmowaną była i w naturze, np. w kilku bułkach z masłem, które redaktor 
zjadał z apetytem, dzieląc się niemi z kopistą jego utworów. Henryk bowiem sam pisał 
i zamieszczał w swej publikacji swoje artykuły mową wiązaną i niewiązaną. Wszystko 
obracał w żart, każdemu łatkę przypiął, a i mnie się tam dostało w tej Małej rozrywce — 
za to, że choć byłem studenckim literatem, pisma jego nie zasilałem swemi pracami. 
Pierwsza ta krytyka srodze mnie ubodła i postanowiłem zaimponować koledze. 

,Z liczby moich młodocianych utworów wybrałem jeden wierszyk czy bajeczkę, 
już tego niepamiętam, i zgadnijcie co?... postanowiłem utwór ten wydrukować! Przepi- 
sałem go pięknie i poniosłem Dmuszewskiemu do Kurjera, Z bijącem sercem zbliżałem 
się do redakcyjnego sanctuarium na ulicę Wierzbową. Wszedłem na podwórze i skiero- 
wałem kroki swe ku oficynie, w której mieściła się redakcja i zarazem drukarnia . 
W otwartym lufciku spostrzegłem siedzącego Dmuszewskicgo, — wszedłem tedy do dru- 
kami i zapytałem: „Czy jest pan redaktor?" Stary zecer p. Maciej, z którym sio później 
dobrze poznałem, usunąwszy się po za kasztę, wskazał mi drzwi do gabinetu redaktora. 
Wszedłem. Dmuszewski w szlafroku palił fajkę na wielkim oybuchu, był tym razem bez 
peruki i czytał książkę. Ukłoniłem się,— odkłonił mi się grzecznie i przyzwyczajony wi- 
dać do podobnych moim wizyt, sięgnął po papier, który trzymałem w ręku. 

„Zaczął czytać, a ja rozejrzałem się w przybytku — kurjerowej wiedzy. Na szafie 
stał biust, zdaje się Bogusławskiego, założyciela sceny naszoj, tu i tam mieściło się staro- 
świeckich krzeseł kilka, w głębi stał parawan wyklejony różnemi obrazkami, portretami 
przeważnie. 

4 Po chwili usłyszałem głos: 

, — Czy to kawaler napisałeś? 

„ — Ja, panio Dyrektorze (Dmuszewski był także i dyroktorcMu teatrów war- 
szawskich). 

„To dobre, kawalerze, będzie drukowane w rozmaitościach — i skinął głową na znak 
pożegnania. 

.Wyszedłem cały zarumieniony i szczęśliwy. 

63 



%urjer Warszawski. 



♦,W kilka dni utwór mój ukazał się w szpaltach Kurjera. Henryk znał go dobrze, 
bom mu go dawniej czytał; gdym mu pokazał egzemplarz Kurjera, w którym wierszyk 
mój był wydrukowany, uważałem, źem w opinji jego stanął wyżej niż przedtem. 

„To była moja zemsta literacka za żarty, któiych stałem się celem. 

„Odtąd zacząłem częściej odnosid Dmuszewskiemu artykuliki i nowiny, stosując 
się do życzeń jego, albowiem wierszy (mówił) do Kurjera nie potrzebuję i rzadko je toż 
dawał. Aż razu jednego, kiedym opisał jakieś zdarzenie i poniósł opis ten do Kurjera, 
sędziwy redaktor przeczytiił go, uśmiechnął się łagodnie i wyrzekł; 

n — Kawaler zawsze pamięta o Kurjerku, bardzo za to mu dziękuję i — ciągnął 
dalej — czy kawaler lubi teatr? 

„ — O i bardzo — odpowiedziałem. 

„ — No, to może kawaler, jeżeli ma czas wolny dziś, pójdzie do teatru, pewno 
kawaler nie zna komedji „Żywy nieboszczyk", wesoła to i moralna sztuka, służę zatem 
kawalerowi biletem na parter. 

„Uradowany podziękowałem i wziąłem bilet: było to pierwsze moje honoraijum 
literackie." 

Pomimo, źe Kurjer przez cały czas wydawania go przez Dmuszcwskie- 
go wychodził w formacie bardzo małym, lubo zwiększanym postępowo 
znacznie, w porównaniu z formatem jego z lat pierwszych; pomimo, źe pro- 
gram miał tak skąpy w porównaniu do programu dzienników teraźniejszych; 
pomimo nawet wreszcie i tego jeszcze dość ważnego faktu, iź obrobienie 
artykulików w nim zawartych było zwykle dorywcze —pomimo to wszystko 
jednak, czytelnik dzisiejszy, przeglądając obecnie cały komplet tego wyda- 
wnictwa, szczególniej z lat dawniejszych, doznaje przyjemności prawdzi- 
wej. Co krok albowiem spotyka na szpaltach tego drobnego pisma jakieś 
nazwisko, niegdyś dobrze znane, a nierzadko i sławne w owym czasie; na 
każdej prawie kartce witają go wspomnienia dawne, opromienione słońcem 
młodości, które świeciło wówczas nad jego gładkiem, pogodnem — dziś bruz- 
dami lat pooranem czołem! Lada fakcik di*obny, lada nowinka brukowa, 
przywodzi mu na myśl tę epokę życia, w której pozostawił tyle pamiątek, 
rozsiał tyle uczuć lub zebrał tjie złudzeń słodkich... 

Z dziwną zręcznością — pisze Lesznowski — skupił Dmuszewski w dzien- 
niku i wydal najrozmaitsze pierwiastki. Literat z Kurjera naprzód dowia- 
dywał się o wyjściu nowego dziełka, rzemieślnik strudzony pracą szukał 
rozrywki w rozmaitościach, — dla spekulanta doniesienia były strawą najpo- 
żądańszą, — smakosz spoglądał na koniec Kurjera, dowiadując się o rozbra- 
tlach, flakach, pieczeni baraniej ó la sama i szynkach wiedeńskich Majew- 
skiego,— zakonnik w skromnej celi odczytywał wiadomości o odpustach, 
nabożeństwach, muzykach kościelnych i t. p., — gryzetka dumną się czuła, 
kiedy nazajutrz po wirze maskaradowym odczytywała opis swojego kostiu- 
mu, — przyjaciel starożytności napotykał tu często podania i krótkie wywo- 
dy historyczne o zwyczajach miejscowych, o gmachach publicznych i pry- 

G4 - - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

watnych, — zwolennik sceny naprzód dowiadywał się z Kurjera, co wieczora 
następnego grać będ% a kogo poprzedniego wywołano. Płci pięknej z ry- 
cerską zalotnością wysławiał wdzięk^ z drobiazgową troskliwością opisu- 
jąc mody i stroje na balach^ na przejażdżce do Bielan, na szlicfatadzie do 
Wilanowa. I tym sposobem Kurjer stał się kroniką zabaw i uroczystości 
miasta; na kartach jego zapisany był każdy obchód radosny, publiczny, 
a nawet domowy. Nazajutrz po zawartym ślubie czerwony Kurjer z po- 
winszowaniem dochodził nowożeńców i zawsze razem z dobrą wiadomością, 
z pomyślną nowinką, z nominacją, z pochwałą, z pierwszym debiutem roz- 
biegli się czerwony świstek. 

Kurjer się nigdy nie tłumaczy, mawiał Dmuszewski, i miał słuszność, 
Ik) wszystkie wiadomości warszawskie i nowiny z kraju sam pisał, a wiado- 
mości polityczne były w treści podawane. Nic większego w nim zdziwienia 
nie mogło obudzić, gdy kogo spotkał i przekonał się, że Kurjera nie czytał. 
^Jakto, to nie czytałeś Kurjerkal^ — pisze Wójcicki w wyżej wymienioneni 
dziele, z którego podajemy te szczegóły — wykrzyknął do mnie, podnosząc 
okulary na czoło, gdy raz pytałem go o przedmiot, o którym była wiado- 
mość we wczorajszym Kurjerze, — Nie czytałeś? a czy to się godzi? — i mówił 
do mnie z takiem poruszeniem, jak gdybym mu przez to uchybił. 

Że to „czytanie" Kurjera nie było bezowocnem, przekonywa szereg 
faktów. Przytaczamy najbardziej charakterystyczny. W r. 1852 wycho- 
dziły w Oazecie Codziennej obrazki pióra Antoniego Wieniarskiego. Jeden 
z takich obrazków p. t. „Św. Antoni Badecznicki" przytoczył Kurjer w re- 
cenzji o pismach A. Wieniarskiego (1852, N. 290). 

.Skończywszy szkoły w m. Radomiu — pisze Wieniarski — powziąłem zamiar 
udania się do Uniwersytetu; otrzymawszy więc z rąk szanownego Uoktora patent i świa- 
dectwa, z błogosławieństwem ojca i szczupłym bardzo zasiłkiem pieniężnym, na jaki się 
mój ojciec, dzierżawca małej wioski, mógł zdobyć, z czterema kolegami szkolnoroi, wybra- 
łem się do Warszawy, Ani ja, ani moi koledzy nie znaliśmy jej zupełnie, i traf zrządził, 
że wszyscy nie mieliśmy w tern mieście, ani krewnych, ani znajomych, jednem słowem: 
sądnego znikąd wsparcia i protekcji. Przybywszy, stanęliśmy na drugiem, czy na trze- 
ciem piętrze przy ul. Ttjibackiej^ w jednej izdebce, i pierwszą rzeczą, która nam w oczy 
wpadła, był afisz teatralny. Grano jakąś trajedję, poszliśmy razem i, jak pamiętam, dość 
wysoko. Sztuka była wybornie przedstawioną, myśmy nic podobnego w życiu nie wi- 
dzieli, uniesienie więc nasze było wielkie. Gorąco było nieznośne i tłok nadzwyczajny; 
znużony, roztargniony, rozpiąłem surduta aby się ochłodzić, i ciągle musiałem się oglądać, 
aby mnie nie potrącono. Wreszcie wydostaliśmy się z tłumu i wdrapali do naszej izdeb- 
ki. Pierwszą myślą, która po ochłodnięciu przeszła przez moją głowę, była myśl o pa- 
pierach, o tym jedynym skarbie, który miał mi zastąpić wszystkie protekcje i starania. 
Któż opowie moją rozpacz, gdy ich nie znalazłem w bocznej kieszeni surduta, gdzie 
przed wyjściem do teatru były razem z pularesem, zawierającym cały mój majątek. Wy- 
biegłem na miasto, obleciałem kilka ulic, napastowałem kilku przechodzących, którzy 

Riląilui Jubfleunowa. 65 f) 



%urfer Warszawski, 



l^oga ducha byli winni, i około [>^odziuy pierwszej w nocy wróciłom do stancji. Gorzki 
żal zalewał mi piersi. Co się stanie z moją przyszłością, z mojemi pięknemi nadziejami? 
Nie amiałem sobie dać rady, całą noc oka nie zmrużyłem; okropne udręczenia sprowadzały 
mi najstraszniejsze obrazy. Jak tylko słońce weszło, ubrałem się i wyszedłem na miasto; 
nie udałem się pod teatr, ale poszedłem Trjjbaćką ku Krakowskiemu- Przedmieściu^ bez 
myśli, bez celu, bo moja głowa była tak zmącona, myśli tak tłumne, że nic z nich wybrać 
nie mogłem. Przechodząc koło kościoła XX. Karmelitów^ jakieś natchnienie szepnęło mi: 
wejdź! wszedłem i pierwsze spojrzenie moje padło na ołtarz Ś-go Wincentego Fererjusza, 
Ukląkłem na stopniach ołtarza i przez dwie godziny modliłem się nąjszczerzej, najgorę- 
cej. Modlitwę tę do dziś dnia pamiętam, bo modliłem się całą duszą, bo łzami oblewa- 
łem każdą prośbę za sobą i moją przyszłością niesioną. Kiedy wyszedłem z kościoła^ 
uczułem, że mi się lżej zrobiło na sercu, mogłem zebrać myśli, i zastanowić się nad tern, 
co mi w najgorszym razie czynić wypadało. Podziękowawszy Bogu i Ś-temu Wincen- 
temu za tę widoczną łaskę, dla nabrania sił i odctchnienia świożem powietrzem, do któ- 
rego przywykłem, poszedłem za Prag§ na pola i łąki, i dopiero nad wieczorem potrzeba 
posiłku przywołała mnie napowrót do Warszawy, Koledzy wzięli mnie z sobą do ka- 
wiarni, którą utrzymywała głośna wtedy Czarna Marysia. Pomimo tego, że byłem zgło- 
dniały, wszedłszy tam, wziąłem naprzód do ręki Kurjerka^ przejrzałem pierwsze szpalty, 
i już miałem go położyć, gdy spojrzenie zabiegło na ostatnią stronę, pomiędzy ogłoszenia. 
Patrzę i nie chcę oczom wierzyd; czytam, a litery mi rosną i najrozmaitsze przybierają 
kształty. Zdaje mi się, że jestem we śnie i może po raz dziesiąty czytam: «Pan "* uczeń 
z Radomia^ zechce zgłosić się do Redakcji Kurjera po odbiór zgubionych papierów". Gdy- 
bym teraz przeczytał, że jakie Sumy Neapolitańskie mnie czekają, tobym nie doznał takiej 
radości, jak wówczas. Uściskałem po kolei wszystkich kolegów, Czarnę Marysi§^ i gdyby 
mi nie było t^ik pilno, to byłbym pewnie wszystkich gości w kawiarni uściskał, i rozpy- 
tawszy się, gdzie jest Redakcja Kurjera^ pobiegłem. W redakcji powiedziano mi, że mam 
się udać do samego Redaktora, i wskazano di-zwi jego gabinetu. Wszedłem. Szanowny 
P. liUdwik DtnuszefDski siedział w fotelu i przerzucał jakieś notatki. — ,A cóżeś to Wać 
Pan zgubił?" — zapytał, gdym mu powiedział moje nazwisko i cel przybycia. Wymieniłem 
najdokładniej wszystkie papieiy, listy i monetę w pularesie. — „Dobrze, bardzo dobrze; oto 
są papiery i pieniądze, ale to jeszcze nie koniec." Dobyłem sakiewkę^ w której miałem 
kilka złotych drobnemi, sądząc, że pewno chodzi o zapłatę, ale starzec spojrzał na mnie 
groźno i rzekł: — „Nie o to tu idzie, o czem Wać Pan myślisz. Z nami nie koniec na tern, 
bo z papierów Wać Pana pięknych rzeczy się dowiedziałem: byłeś najpierwszym uczniem, 
masz wszystkie stopnie celujące, nauczyciele ze łzami cię żegnali; takie chęci należy 
wspierać, i Ludwik Dmusze9vski w podobnych razach nie był nigdy ostatni. Dom mój 
będzie dla Wać Pana otwarty, a co czwartek czekać oię będę z obiadkiem". Uściskałem 
serdec^znie podaną mi rękę, aP. Ludwik mówił dalej: — „To dopiero z mojej strony, a i zna- 
lazca tych papierów, człowiek bardzo szanowny, i Urzędnik znakomity, pragnie Wać 
Pana poznać. Oto jego adres, znajdziesz go codziennie do 10-ej z rana w domu. Nateraz 
już koniec, bądź Wać Pan zdrów i nie zapominaj, że masz w Ludwiku Dmuszewskim 
szczerego estymatora". Nazajutrz poznałem wskazanego mi przez Pana Ludwika zna- 
lazcę. Godny, szanowny, zapoznał mnie zaraz ze swoją rodziną i do bywania w swoim 
domu zachęcił. Tak więc w jednej chwili odzyskałem moje papiery i znalazłem dwa 
domy, w których wśród różnych kolei i wypadków przyjmowano mnie jak członka 
rodziny, jak domownika. Nie byłem więc już sam jeden w ludnem mieście, a wiecie, jak 
to miło młodemu powiedzieć sobie: nie jestem już dla wszystkich obcy. Chwilo te, któ- 
rych nigdy nie zapomnę, były dla mnie chwilami prawdziwego szczęścia. Podziękowa- 

66 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

łem za nie serdecznie Ś-mu Wincentemu, i do dziś dnia nie ominę nigdy kościoła XX. 
Karmelitów, abym nie wszedł i nie westcłinął przed obrazem dawcy tej pierwszej, a tak 
zbawienną] w skatkach pociechy." 

W pisowni swoje zmiany zaprowadzić Dmnszewski samowolnie i upor- 
czywie się ich trzymid. Gazeta literacka często wykazywida tak błędy 
w pisowni... jak i w języku. 

Kiedy się dowiedział Dmuszewski^ że napisaną była rozprawa wyka- 
zująca jasno te błędy i przeznaczona do Bibljoteki Warszawskiej (było to na 
lat trzy czy cztery przed jego zgonem), zatrzymał Wójcickiego na 
ulicy i w te słowa przemówił: „Ty, którego byłem przyjacielem, nimeś się 
urodził (żył w stosunkaoli przyjaźni z ojcem Wójcickiego od lat dawnych), 
nie dozwól, aby mnie szykanowano za moją pisownię!" — Wójcicki chętnie 
to zrobił, patrząc ze spółczuciem na starca, co mało się nie rozpłakał, pro- 
sząc za swoją pisownią ! 

A te właściwości językowe wistocie były wielce oryginalne. 

Przedewszystkiem, posuwając zasadę „tak pisać, jak się mówi" — do 
absurdum, Drauszewski prawie wcale nie używał w Kurjerze litery ó, zastę- 
pując ją tt. Spotykamy więc co krok takie dziwactwa gramatyczne, jak 
„wrużki" (1842, 330), „ruża" (1844, 14), ^piuro" (1844, 17), ^gura" (1844, 
22) „cura" (1844, 27), ^puźny" (1844, 117), „pułnoc" (1844, 137). 

Za to na pochwałę tradycji przyznać musimy, że litera; przechowała 
się do chwili obecnej i Kur jer bez zmiany w tytule swoim literę j zachował 
w ciągu 75-ciu lat istnienia. 

Drugiem dziwactwem było spolszczanie nazwisk obcych, znowu do 
przesady posunięte. Czytamy więc np. nie 5m^, nazwisko powieściopisarza 
francuskiego, lecz Siu lub Sy, Vieuxtemp8 znowu brzmi w Kurjerze Dmu- 
szewskiego Wjetam (1838, 41), a Fanshawe = Fencz. 

Kategorję trzecią stanowią nazwy geograficzne, w których Dmuszew- 
ski trzymi^ się własnej nomenklatury, zalecającej np. Serbję nazywać Ser- 
wją (1839 rok). 

Osobną grupę tworzą specyficzne Dmuszewskiego zwroty. Pisze on 
np. ^złapawca kaczki", „odpołudnie wczorajsze" (1841, 123), ^odgadywacz 
zagadki" (1843, 263), ^gwaracz rrf kaczucza" (1844, 107), „żniwiak" (1835, 
192), „publiczność przyjęła artystów grzecznie^, „krytyka uczona^ (1 838, 1 07), 
„czytająca powszechność" (1840, 272), y^pikmik tańcujący^ (1844, 51) i t. d. 
Gdy zaś szło o spopularyzowanie jakiej arji, utworu muzycznego i t. p. — 
wnet znajdował się epitet ulubiony, które czytamy co numer, jako nie- 
odstępnego towarzysza nowych kompozycji — mazurów, polonezów, galopad. 
Epitet ten w końcu wszedł w nałóg. Jednego dnia dawano w teatrze operę 

67 6^ 



Kur/cr %/^ arsiawJikL 

(np. „Napój miłosny" w d. 26/1, 1839), a nazajutrz już czytamy o „ulubio- 
nych śpiewach" z tej opery (27/1 1839). 

Znajdujemy też w Kurjerze lekkie echa usiłowań polonizowania no- 
menklatury nowej, jak np. z powodu omnibusów, wielojazdami czas jakiś 
mianowanych (1835, 120—124), lecz tocząca się podówczas polemika do ża- 
dnego rezultatu nie doprowadziła. 

Wreszcie słuszność i ścisłość przyznać nam każe, że w przekładach 
nie zawsze Dmuszewski zwracał uwagę na poprawność języka. Spotykamy 
np. takie dziwolągi, jak ^w głównej polowej prowiantskiej komisji" (1838, 
49), gdzie wszystkie przymiotniki zgoła nie przynależne sobie zajmują 
miejsce. 

Dmuszewski skoncentrował całą treść swego pisma w jednej rubryce 
— wiadomości tj. informacyj, i w tym względzie pozostał wiernym progra- 
mowi przez Kicińskiego wydawnictwu nakreślonemu. 

Że zaś prowadził je umiejętnie, oględnie, i że uczyniwszy je popular- 
nem i korzystnem, oparł na materjalnej podstawie, to również za zasługę 
poczytać mu należy, choćby ze względu, że „postawiwszy" Kurjer na grun- 
cie trwałym i wyrobiwszy mu wziętość wielką, dał następcom swoim środki 
do stałego ulepszania pisma w przyszłości. 

Jedynym cieniem, który mroczy jego publicystyczną działalność, była 
kara, wymierzona w dwa lata po objęciu Kurjera, a o której czytamy na 
czele działu bieżącego relację w formie komunikatu urzędowego (1823, N. 90 
z d. 17/IV): „Wydawca Kurjera Warszawskiego, Aktor Dmuszetoakij do- 
zwolił sobie umieścić w powyższem piśmie perjodycznem, bez otrzymania na 
to stosownego upoważnienia, artykuł, w którym miał jedynie na celu widoki 
osobiste. Za takowy postępek wymierzona została przeciw Aktorowi Dmu- 
szewskiemu kara Policyjna. W Warszawie d. 17 Kwie: 1823. Vice-Prezydent 
Miasta Warszawy L u b o w i d z k i". 

Za co municypaluość karała Dmuszewskiego i w jaki sposób? — trudno 
dziś dociec. Czytając zaś powyższe rozporządzenie, zaznaczamy jednocze- 
śnie, że jest to jedyna wzmianka w Kurjerze od r. 1821 — 1847 -go, iż Ku- 
rjer był własnością Dmuszewskiego, przez te pierwsze bowiem 26 lat w je- 
dnym tylko N-rze później spotykamy nazwisko redaktora dziennika: oto gdy 
Kurjer w N. 57-ym z r. 184 I-go pisał: „Wczorajsza Gazeta Rządowa donio- 
sła co następuje: „NAJJAŚNIEJSZY PAN, maiąc sobie doniesionem przez 
Namiestnika Król: o gorliwości, z iaką P. Ludwik Dnmszewski, Członek 
Towarzystwa Dobroczynności i Redaktor Kurjera Warsza:, przyczynia się 
do niesienia pomocy ubogim, raczył najłaskawicj udarować go kosztownym 
pierścieniem''. 

68 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Mimo sędziwego wieku Dmuszewski do ostatnich niemal chwil życia 
czynnie zajmowi^i się sprawami redakcji. 

Przeczuwał jednak zgon swój blizki... 

Kreśląc d. 20-go sierpnia 1847-go r. wspomnienie dla zmarłego przy- 
jaciela^ Tomasza Lubicz Gościckiego (sędzia pokoju pow. płockiego^ właści- 
ciel dóbr Trembki, zmarł w 73-im r. życia), Dmuszewski takim wierszem 
(Kur jer 1847, N. 231) zamyka nekrolog towarzysza lat młodzieńczych: 

Od lat młodzieńczych Twój Przyjaciel stały; 
Drogie pamiątki w sercu mem zostały! 
Byłoś mi jak brat szczery, wspólne nasze dusze, 
Towarzyszu luby, godny, dziś już wyznać musz(,*, 
Że ceniąc twe przymioty, okryty żałobą, 
Wkrótce pośpie8z§ za Tohą... 

Dmuszewski zmarł d. 9-go grudnia 1847-go r., a jego zgon bolesnem 
ecłiem odbił się w szerokicli kołach społeczeństwa. 

Najlepszym wyrazem tej chwili będzie niewątpliwie sam Kwjer: dajmy 
ma też głos w tem miejscu. 

W papierach redakcji zachowi^ się oryginał klepsydry, wykonanej 
w drukarni Kurjera, którą tu, w formacie zmniejszonym, lecz w wiernej ko- 
pji fotograficznej, przytaczamy na następnej stronicy. 

Nazajutrz po zgonie swego twórcy Kurjer (1847, N. 330) pisze: 

„Wczoraj o godzinie 2 7a po południu, opatrzony ŚŚ. SAKRA^IENTA- 
MI, otoczony stroskaną Rodziną, przeżywszy lat 70, oddał BOGU ducha ś. p. 
Ludwik Adam Dmuszewski, Redaktor niniejszego pisma, Dyrektor Teatrów 
Warszawskich, Członek Rady głównej Opiekuńczej Instytutów Dobroczyn- 
nych Król: Pol:. Te trzy tytuły stanowią treść życia tego sędziwego i czci 
godnego Męża. Jemu początkowe rozwinięcie. Jemu wzrost popularny Ku- 
rjer Warszawski winien; był czas, kiedy sceny krajowej był ozdobą a do 
końca szczerze ją miłował; był nareszcie Ojcem i Opiekunem niedoli, o tem 
wszyscy, co go bliżej i zdała nawet znali, wiedzą. Zanim więcej szczegó- 
łów o życiu i pracach tego znamienitego Męża do wiadomości ogółu Czytel- 
ników naszych podamy, niechaj wolno będzie współpracownikom Jego 
w imieniu swoim i w imieniu Rodziny, którą w tej chwili ciężka boleść 
obarcza, te pierwsze wyrazy żalu i najżywszego szacunku poświęcić; wiemy, 
że żal ten wszystkie prawe serca z nami podzielą, wiemy, że na zgon Dniu- 

69 



szewskiego obojętnemi nie będą ani zwolennicy sceny^ ani Czytelnicy pisma^ 
które się umiało nieledwic z codziennymi Ich potrzebami zespolić, wiemy, że 
tę stratę podzielić potrafią również ci, z których ręki jałmużna płynie, iak 
i ci, którzy niezaprzeczonych i nieustających dobrodziejstw Dmuszewskiego 
doznali. BÓG, który w imieniu ubóstwa każdy grosz przyjąć obiecał, nie- 
zapomni o słudze swoim, który tak wiernie przepisów zakonu JEGO słowem 



LUDWIK ADAM DMUSZEWSKI, 

DYBRKI^CIR TKATRÓW WARSZAWSKICH, rZLONKK UIKLt 

ZAKŁADÓW DOBROCZYNNYCH, 

Kr.DAKTOB KUBJBBA W ABSmAWSK I EGO. 

W «lniu U Crudoia 1847 r o godzinie w pół do 3''*'< po potudniu, 
w 70'»* roku życia, rozstał «ip z lym światerit 

« 
Niciiliiluiia w ialu Zona, Córka i rafa Piiiiiilj,i, zaprasza Prz>j.ii-iót 

i Znajomych, na Exportacjc zwłok w dniu VI b. m n godzinie 
w pół do '^"*i po południu, z domu ułasnrgo przy ulicy Wierz- 
bowej Nro 473 lit: C\ oa Smętarz Powązkowski odbyć sic mającą. 



w nRrR«nin urniFR* n«R57*WNtiFf.o 



i czynem zachować umiał. l]x])ortacja zwłok ś. p. L. A. Dmuszewskiego (na 
litórą nieutulona w źalu Zona^ Córka i cala Famiłja, Przyjaciół i Znaiomycb 
zaprasza) odbędzie się w dniu 12-m b. m., to jest w przyszłą Niedzielę, 
o godzinie w pół do 3-e,j po południu, z domu własnego przy ulicy Wierzbo- 
wej Nr. 473 lit: C, na Smętarz Powązkowski." 



70 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Powtarzając zapowiedź eksportacji, która faktycznie odbyła się w Po- 
niedziałek, d. 13/XII, Kurjer (1847, N. 332) dodaje, że: ^W dniu tym, Tea- 
tra Warszawskie będą zamknięte'^, i zaraz dalej przytacza wiersz: 

Na ozeóó Ł. A. Dmuszewskiego. 

w każdoj chwili pamiętał o bliźnich niedoli, 
Wspierał, ludzkości czucie budził w sercach świ^^te. 
A kiedy świat opuścił z PRZEDWIECZNEGO woli, 
Zostawił słodką pamięć i łzy nieoschnięte. 

Z obszernym życiorysem Kurjer wystąpił dopiero po pogrzebie, we 
wtorek (Nr 334), artykuł zaś ten poprzedził opis żałobnego obcliodu, przez 
Stanisława Bogusławskiego skreślony: 

„W dniu wczorajszym smutny, nader bolesny obrzęd zajął całą War- 
szawę, był to pogrzeb ś. p. L. A. DmuazewsUego, Na godzinę przed cxpor- 
tacją cały plac przed teatrem i przyległe ulice natłoczone były Przyjaciółmi 
i Znajomemi, bo kto też nie znał Dnmszewskiego, komu był obcym ten typ 
popularności, ten ojciec nędzy i ubóstwa? Grdzieś się obrócił, słyszałeś we- 
stclmienie; gdzieś spojrzał, widziałeś łzy; a te westchnienia — to harmonja 
miła BOGU, a te łzy — to namaszczenie do Jego wiekuistego tronu. O go- 
dzinie 2i z południa zwłoki DmuszewakiegOj zniesione przez Członków Komi- 
tetu Wsparcia Artystów muzycznycłi (którego był Wice-Prezesem), umiesz- 
czono na karawanie, za którym postępowała w nieopisanym smutku pogrą- 
żona Rodzina i Znakomite Osoby, tak Wojskowe, jako i Cywilne. Kondukt 
rozpoczynały Wychowańcy DZIECIĄTKA JEZUS, Dzieci i Starcy z Towa- 
rzystwa Dobroczynnością Instytut moralnie zaniedbanych dzieci, Ochrona ubogich 
dziatek, Bractwo NIEPOKALANEGO POCZĘCIA XX. Beimardynów i Brać- 
two S-go ROCHA. Duchowieństwu przewodniczył JW. X. Fijałkowski, Bi- 
skup Sufragan i Administrator Archidyecezji Warszawskiej, przed którym 
postępowały Zakony: XX. Kapucynów, Bernardynów, Reformatów, Karmeli- 
tów, AugiLstjanów i Braci Miłosierdzia (Bonifratrów). Kondukt postępował 
przez ulice: Senatorską, Miodową, Długą, Nalewki i Gęsią. W niektórych 
domach pozamykano sklei)y, a po chodnikach, w oknach, na balkonach, 
mnóstwo ludzi ze smutkiem patrzało na tę ostatnią przysługę, iaką oddawa- 
no mężowi, którego pamirć nigdy nie zaginie. Gdy kondukt przebył ro- 
gatki. Artyści dramatyczni, którym przez tyle lat był Dyrektorem, Ojcem 
i Przyjacielem, ponieśli trumnę na miejsce wiecznego spoczynku. Dość było 
spojrzeć na ich smutne twarze, aby przeniknąć, ile stracili w człowieku, 
który całą duszą był dla nich wylany! W czasie pochodu od rogatek do 
katakumb Artyści opery i orkiestra Teatrów wykonali marsz pogrzebowy; 

71 



a przy poświęceniu zwłok Salve Regina kompozycji Dyrektora opery Nidę- 
ckiego. Piękna, wzni(»8ła jest harmonja tej kompozycji, ale zarazem jakźc 
smutna, jak rozdzierająca dla serc, które otaczały zmarłego swoiiii szacun- 
kiem i miłością! — i tylko w tej boleści, nadzieja w BOGU, w Jego nieogra- 
niczonej litości pocieszyć nas może. Przyjmie ON cię Ludwiku na łono 
Swoje z całcm pobłażaniem i miłosierdziem Ojcowskiem. A teraz śpij spo- 
kojnie w twoim cichym grobie, w tem ostatnicm scłironieniu człowieka, kędy 
go już nic docłiodzą ani gwar, ani złość ludzka; śpij snem wiecznym, który 
BÓG w swojej mądrości przeznaczył człowiekowi, nad twoini grobem będą 
czuwać Anieli, a na kwiatacli na nim porosłych, nie przestaną błyszczeć łzy 
sierot jak czyste krople rosy, w których słońce kąpie swoje złociste pro- 
mienie. 5. jtf." 

Bezi)ośrednio po tym artykule szedł wiersz bez podpisu: 

i 

Połowa szła Warszawy w smutku i tęsknocie, 
■ Druga połowa cicho zasyłała modły. 
I czogoż to oznaki wymownie dowiodły? 
Zo Indzie cześć należną zawsze złożą cnocie. 

Pomijamy szereg nabożeństw, jakie Kurjer opisywał lub zapowiadi^, 
a jakie odbywały się przez czas kilku tygodni po zgonie DmuszewskiegOy 
z inicjatywy własnej zarządów paraCjalnych i towarzystw, oraz instytucyj, 
których był członkiem. 

Zaznaczymy natomiast, że złożone najpierw w katakumbach zwłoki 
Dmuszewskiego w dniu 15 listopada 1848 roku przeniesione zostały do 
„przygotowanego grobowca rodzinnego". 

Na pomniku wiersz następujący czytać można: 

Użyteczną swą pracą dzielił dc z bliźniemi, 
Błogosławi go wdowa, starzec i sierota; 
A kto takie pamiątki zostawia na ziemi, 
Godzien wiekuistego w Niebiosacli żywota. 

„Grób ten — pisze Kurjer (1848, 306) — w ziemi wymurowany, cio- 
sem pokryty i schludną kratą żelazną obwiedziony, mieści się naprzeciwko 
(>-go łuku krużganku katakumb Powązkowskich, licząc od ściany najbliższej 
Warszawy." 

Jak dalece w redakcji późniejszej pisma panowid kult prawdziwy dla 
wspomnień Dmuszewskiego, świadczą kolumny Kur jera. Bo najpierw, przez 
długi czas nie wymieniano nazwiska jego następcy, przeciwnie, czy to 

12 



KSIĄŻKA JUBILBDSZOWA. 

W wierszach okolicznościowych^ czy w ]>rzeglądach c^oroezuycL od r. 1847 
w Kurierze stale w ostatnim dniu grudDia zaniieszczaiiych, czy w notatkach 
drukowanych z teki nieboszczyka i t. d. i t. d., — ifawsze i wszędzie imię 
twórcy Ktirjera miało byó tym drogowskazem wytycznym dla piema, który 
je do świetnej prowadził przyszłości. 

Kolt ten sięgał tak daleko, iż „redakcja ])oleciła wykonać w Paryżu, 
ze znanej popiersia Bryxa, drzeworyt Dmnszewskiego i umicsz<'zać go 





^^M 









w piśmie swojem corok, w dzień św. Ludwika", a zamieszczając portret po 
raz pierwszy w N-rze 222 z d. 25 sierpnia 1850 roku, „ażeby i tym i pó- 
źniejszym pokoleniom zachować ryfty tego Redaktora Kurjera", redakcja 
pisze: „dziś więc zaczynamy ten ciąg pamiątek, życząc szczerze wieczno- 
trwałośei Kurjerowi, a przez to |)amięci Tego, który z takiem zamiłowaniem 
i staraniem uprawiał to pismo". 

„Myśl Kurjera — czytamy dalej w motywach do scrji corocznych por- 
tretów — wypiastowana przez Dmuszewskiego, przy niezmordowanej jego 



'l\_ur/cr 'Warsiaifski, 

pracy i \vzglcda('h czytelników, wzrosła do tego stopnia, że dziś Kwjei- War- 
uzawaki »tai m- pożytkiem i codzJcnuą rozrywką tnieszkauców Warszawy 
i prowincji, a nadto roznosiciclem nowinek tutejszego miasta na krańce 
ucywilizowanego świata. Dość powiedzieć, że w Feteraburgu i w RzymU 
w Londynie, Paiyiu, Kaiiyxie, Konttantynnpolu i Kairze, nawet na drugicm 
pólsferzu świata, jako to: w New- Yorku, można spotykać Kurjera War- 
tzawekieffo, a, gazety wszelkich krajów cytują go niejaz jako iiódło nowinek 
warszawskich." 

„Na takie stanowisko wyprowadziwszy L. A. Dmuszewski swojego 
Kurjera, zapragnął w nim żyć i po śmierci, o to prońt tych, którym prowadze- 
nie dalsze praey twej powinrzył.^ 

W spełnieniu woli zmarłego, Kwjer pracz czas 18-tu lat, to jest do 
r. 1867-go włącznie {oprócz jedynie roku 1863-go, w którym poprzestaną 
wzmiance bez portretu), stale w dzień Ś-go Ludwika numer sierpniowy por- 
tretem swego twórcy zdobił. 




KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA 



4. ludwik Yidal. 



Z chwilą zgonu Din usze wskiego kończy się ten okres w historji Kurje- 
ray w którym własność dziennika i jego kierownictwo w jednych pozostawa- 
ły rękach. Od r. 1847 tytuł własności Kurjera przechodzi swoje koleje, 
kiero>vnictwo — swoje; naturalnie obie te sfery oddziaływają na siebie, 
a wpływ ten cliwilami jest nawet bardzo poważny, raz na jedną, to znowu 
na drugą przechylając się stronę. 

Słówko najpierw o własności Kurjera, 

W życiorysie Dmuszewskiego zaznaczyliśmy szczegóły z księgi liypo- 
teeznej nieruchomości Nr. 473 c, która i teraz dostarczy nam materjału. 
Owóż nieruchomość ta, po Dmuszewskim, przepisana została na wdowę, 
Konstancję z Pięknowskich Dmuszewską w jednej części, w drugiej — na 
jedyną ich córkę Ludwikę, /-fwo voto Sauvan, 2-do voto Zabłocką (z drugim 
mężem, Ludwikiem Zabłockim, również rozwiodła się). 

Gdy Konstancja Dmuszewską zmarła w d. 20 września 1854 r., poło- 
wę jej własności odziedziczyli: 1) córka, Ludwika Zabłocka i 2) Wojciech 
Stanisław Bogusławski, jako— według brzmienia ksiąg hypotecznych — syn 
naturalny Dmuszewskiej, urodzony w czasie przed zamążpójściem Konstancji 
Pięknowskiej za Dmuszewskiego, a mianowicie w d. 28 grudnia 1804 r. 
i przez nią następnie aktem urzędowym uznany. 

Na mocy aktu z d. 25 października 1854 r. ów Stanisław Bogusławski 
odstąpił Ludwice Zabłockiej prawa swoje do odziedziczonej po matce '/e 
części połowy, czyli 7i2 nieruchomości Nr. 473 c za 21,000 złp., czyli 
rs. 3,150, z których rs. 150 otrzymał wtedy gotówką, a reszta, czyli 
rs. 3,000, pozostała na hypotece. Wraz z tem sprzedał Bogusławski Zabło- 
ckiej za rs. 500 swe prawa do */« części ruchomości spadkowych i pokwi- 
tował z odbioru przypadającej dlań części pozostałej w spadku gotowizny. 
Od dzii^ i cessji wyłączono natomiast w owym akcie prawo współwyda- 
wnictwa Kurjera Warazawskiego, wyjaśniając tylko w tej mierze, iż wszelkie 
prawa do Kurjera Warszawskiego i jego dochodów w 'Y^^ należą do Ludwi- 
ki Zabłockiej, a w 7^ ^ do Stanisława Bogusławskiego. 

W tymże akcie zastrzeżono, że opłata za lokal redakcji Kurjera w su- 

75 



J\ur/er "Warszawski, 

uiie rs. 225 cią/.yć będzie nadal wyłącznie na Zabłockiej, jako właścicielce 
samej nierucliomości, w której sic Redakcja mieściła. 

Tak wiec w r. 1855 prawo własności domu Nr. 473 c przepisano wy- 
łącznie na Ludwikę z Dniuszewskicb 1-mo roto Sauvan, 2-do roto Zabłocką. 

Umarła Ludwika Zabłocka d. 26 marca 1871 r. 

Tu jeszcze własność Kur jera i własność posesji łączą sie w ręku rodzi- 
ny po Dmuszewskim, lecz juz na krótko, niebawem bowiem i Kwjer, i nie- 
ruchomość zmieniają właścicieli. O tćj zmianie odnośnie do Kurjera po- 
wiemy w rozdziale o Szymanowskim, tu zaś, dla ścisłości, zaznaczymy 
jeszcze losy domu Nr. 473 c po dzień dzisiejszy. 

Po śmierci Zabłockiej jako właścicielka nieruchomości wylegitymo- 
wała się jedynie jej córka z pierwszego małżeństwa, Natalja-Konstancja 
z Sauvan'ów Wysiekierska. 

Od Wysiekierskiej w r. 1883 nabył całą nieruchomość za 240,000 rs. 
Antoni Stępkowski, który w r. 1 884 skupił czynsz wieczysty, płacąc jedno- 
razowo 1,533 rs. i zamieniając tym sposobem własność emfiteutyczną na 
dziedziczną, i po którym nieruchomość przeszła na jego sukcesorów, jako to: 
wdowę Julję Stępkowską w ^H-^i^y^lJ; tudzież Józefa Stępkowskiego, Ma- 
tyldę ze Stopkowskicłi Czyżewiczową i Pauline ze Stępkowskich Źołyńską 
w 7h- ^ chwili obecnej, po przeprowadzeniu wzajemnych układów i dzia- 
łów, nieruchomość ta należy do wdowy Pauliny ze Stępkowskich Źołyuskiej 
w '^7h«o ^ ^^ Antoniego Czyżewicza w ^7«io częściach. 



Już z powyższego zestawienia dat, charakteryzujących stan majątko- 
wy Dmuszewskich, widzimy, że w rodzinie tej nie było nikogo, oprócz może 
Bogusławskiego, ktoł)y mógł stanąć na czele Kurjera^ jako jego kierownik. 
Rozejrzano się w otoczeniu najbliższem, i wybór padł na przyjaciela zmar- 
łego, Ludwika Yidala, który już w ostatnich latach Dmuszewskiego był jego 
współpracownikiem najeży nniejszym i spraw dziennika dobrze świadomym. 

Ludwik, herbu Szranki, de Vidal, syn obywatela państwa Francuskiego 
Józefa de Yidal, i jego małżonki, Alicy i -Katarzyny z Rcdhead'ów, angielki, 
urodził się w Krzewinie na AYołyniu 1811 roku. 

Po otrzymaniu wychowania domowego i w domu książąt Jabłonow- 
skich, wszedł do szkół Pijarskich w Warszawie, które clilubnie ukończył. 

Po wyjściu ^e szkół poświęcił się służbie rządowej i zajął urząd 
w b. Banku Polskim. Gorliwem spełnianiem obowiązków a nadto głęboką 
>viedzą i nauką (włndał 8-ma językami) zwrócił na siel)ic uwagę swej wła- 
dzy, tak, że w ciągu hit kilku powierzano mu zastępczo obowiązki naczel- 



76 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

nika wydziel korespoodencji zagranicznej, a następnie stanowisko naczelni- 
ka tegoż wydzi^u. 

Oprócz uciążliwych obowiązków biurowj'cli ]>racował w doinu nad ró- 
żnego rodząjn dziełami heraldyczneiiii. Owocem tej )>racy była: „(.ienealog^a 
donin królewskiego Bonrboaów, Panny i Obojga Sycylji", 1 857 r. 

Za dzieło to Ludwik de Yidal otrzymał dostojne znaki honorowe od 
wszystkich prawie dworów europejskich, i tak: zasiadający podówczas na 
Stolicy Apostolskiej Ojciec Śłvięty Pius IX-ty dal mu medal zloty na- 
grodowy, — cesarz austrjacki 
Franciszek Józef nadesłał ró- 
wnież Yidalowi duży medal zlo- 
ty nagrodowy, a królowa hi- 
szpańska Izabela ll-ga order 
Św. Karola 3-6J klasy, — i w. i. 

Nadto Yidat miał order 
Św. Stanisława 3-eJ klasy, znak 
nieskazitelnej służby i medal za 
lata 1853— 185«. 

W rękach rodziny znajda 
je się nadto rękopis gotowy do 
druku, p. t. „Genealogja Domu 
Bawarskiego i Greckiego", do. 
prowadzona przez autora do ro- 
ku 1861. Pióra próbowi^ wcze- 
śnie, bo już w r. 1833 wyszła 
bezimiennie jego powieść p. t. 
„Zygmunt Znamietyński" (Kur, 
HV«., 1B62, Nr. 90). 

W rokn 1858 ś. p. Ludwik 
de Yidal wstąpił w związki ma)- 
ż( iJskie z Anną z Pielicbos'ów, 
a z małżeństwa tego pozostawi! dwóch synów: Ludwika I Maksymiljana. 

Zmarł w r. 1862 dnia 24 stycznia; zwłoki spoczywają w grobie ro- 
dzinnym na cmentarzu Powązkowskim, przy kałjikumbacli. 

Nie od rzeczy będzie przypomnieć wypadek, jaki zaszedł w sam dzień 
pogrzebu, który oi)isal ówczesny redaktor Kurjei-a Warszawtkieyo, Karol Kucz 
(Nr. 19 Kwyera 1862 r.). 

Skromny i niesznkający rozgłosu, Ludwik de Yidal zastrzegł sobie 
w testamencie więcej niż skromny pogrzeb, zwracając uwagę, że stan fun- 
duszów jego do żadnych nndkoniecznych wydatków nie upoważnia. To też 




Ludwik de Vidal. 



'Kw/er 'Warszawski. 

pragnął dwukonnego karawana. Gdy jednak koledzy jego sprzeciwili się 
temu zamiarowi, rodzina zamówiła czterokonny karawan. 

Po złożeniu trumny ze zwłokami na żałobnym wozie, pierwsze 
konie lejcowe nagle stają dębem i zerwawszy grube pasy rzemienne, przez 
nikogo niezatrzymywane, z pidacn zwanego Kaźmirowskim, zkąd kon- 
dukt wymazał, pobiegły na plac Warecki do ówczesnego domu przedpogrze- 
bowego. 

Wypadek ten na obecnych sprawił niemałe wrażenie, jako spełnienie 
woli zmarłego. 

Wiele osób dziś jeszcze żyjących wypadek ten dobrze pamięta. 

Zmarły miał brata Maksymiijana de Vidal'a, 
b. naczelnika w Warszawskim Okręgu Naukowym, 
referendarza b. Rady Stanu, który w latach 18Cf) 
do 1864 pebiił obowiązki sekretarza przy boku 
y)*^^. margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. 

•Jnj^^ Vidal był redaktorem Kwrjera przez kilka mie- 

V^|F sięcy, w latach 1K47 i 1848, później zań „jednym 

^^^B* ^B^ 7. najgorliwszych współpraco woików." 

^^^ft ^^B We wspomnieniu pośmiertnem tak o Yidalu 

^^^Bf^P pisał Kucz w N-rze 19 Kurjem z r. ]8G2-go: 

„Wczoraj o godzinie 2-ej z południa rozstał się 
z tym światem ś. p. Ludwik Yidal, Naczelnik Wy- 
działu zagranicznego w lianku Polskim, i od lat 
przeazlo dunidzieHu, jfden z najgorliwizt/ch wtpótjM-a- 
eotomj^cftc niniejszego pisma, to jest Kurjera War- 
szawskiego. Z prawdziwą boleścią w sercu zapisujemy ten fakt do Kro- 
niki naszej; z boleścią tym większą, iż ś. p. Ludwik żywił dla tego pisma 
życzliwość, gotową wywołać wszelkie z jego strony poświecenie dla 
niego. Przyjaciel ś. p. Ludwika Adama Umuszewskiego, niegdy Reda- 
ktora i Właściciela Kurjera Warszawskiego, umiłował całą duszą to pi- 
smo, jako napiękniejszą pamiątkę po zmarłyiu, a pragnąc ciągle jego roz- 
woju i dobra, oddal mu się ze wszystkiem, widząc w utrzymaniu jego speł- 
nienie najświętszych życzeń swego poprzednika. Mówimy tn poprzednika, 
ho zaraz jio śmierci ś. p. Adama l)musz(^wskicgo, zmarły Ludwik Yidal 
olij^ główne Itcdaktorstwo Kurjera i pełnił je do czasu zastą])ienia go 
pr/ez tego, który z szczerym żalem kr<.'śli ma to pośmiertne wsiwranicnie, 
nie przewidując nigdy tak smutnego ohowiązku dla siebie. Ś. p, Ludwik 
Yidal, jako Naczelnik w Itankn Polskim, zyskał sobie ))OWKzcchny szacunek 
i poważanie zwierzchników, a miłość wspóltowarzyszów i podwładnych; jako 
Mąż i Ojciec, zasłużył na uwielbienie; jako Syn niezbyt dawno złożonąj 



Maksymiljan de Yidal.' 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

W grobie Śto-Krzyzkim Matki^ mógł służyć za przykład dla innych; a jako 
nasz współpracownik i towarzysz był prawdziwą podporą pisina, które 
nader wiele artykułów pióru jego zawdzięcza. Cicliy i skromny, daleki od 
wrzawy świata, jedynie tylko w zaciszu domowem i w powodzeniu Kurjera 
szukał całej dla siebie rozkoszy. Prawość chcarakteru, jego szlachetność 
i poczciwość godna była zaprawdę wejść w nasze staropolskie przysłowie, 
bo rzeczywiście nikt zawiedzionym nie został, kto tylko zaufał jego sumie- 
niu i tej godności człowieka, jaką nie przestawał odznaczać się całe 
życie swoje." 



?9 




5. Karol Kucz. 



Ma t orj aly: Roczniki K**rjera. — Życiorysy Kucza w prasie warszawskiej x r. ISfti,— 

.Wspomnienia o Kuiizu" (ri.-kąpi.i), skrMIoiiu praez Al. PulkezirA na ziimówieiiic Kurjera_ 

Ws pomni CII iii J[iljana Hopponn. 

Vidal losami i powodzeniem Kurjera zajmował się żywo i wtajemni- 
czony byl dobi7.e, tak w materjaliią sytuację, jak i w sposoby kierowania 
pismem; byłby przeto najcliętiiiej pozosta) na stanowisku redaktora główne- 
go, gdyby nic pr/cszkoda, której iisiiiiąt- nie mógł. (ilównie cliodziło ma 
o ta, ażeby, redagując de /oćto organ już wtedy impularny bardzo, nie brać 
odpowiedzialności za jakiebądż, chociażby wypadkowe tylko, przekroczenia 
przepisów i zarządzeń, które względem pisma rozpowszechnionego były 
obserwowane bardzo ściśle; że zaś Vidal byl urzędnikiem dońć znacznym, 
wolał przeto wyr/ee się całkiem redaktorstwa, niż jawnie i oficjalnie za nie 
odpowiadać. 

Z tego to powodu stanowisko odpowiedzialnego redaktora Kurjera 
Warasawakifgo objął p<i Uniuszewskim w r. 1 848 yni, z rąk \'idalA, Karol 
Kucz, który, lubo także byl urzędnikiem w Najwyższej Izbie obrachunkowej, 
nie wahał się jednak przyjąć pozycję nową, która tak wybornie zresztą 
usposobieniu jego odpowiadała i w każdym razie lepnze przedstawiała na 
przyszłość widoki. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Zresztą Karol Kucz był wówczas znanym już nieco literatem, od r. 
bowiem 1839 uprawiał niwę poezji i komedjopisarstwa. Utwory jego za- 
mieszczał Przegląd Warszawskij czasopismo wydawane i)rzez Budziłowicza 
i Skimborowicza, poświęcone literaturze, historji, statystyce i rozmaitościom. 
W tomie I-yra tego pisma z r. 1840 mieszczą się pióra Kucza: „Zaiysy po- 
życia," „Niebezpieczna zemsta" czyli „Siedm dni," „Szczęśliwa" (powieść), 
„Dzieło świata" (powieść), „Wieszcz" (wiersz dość długi), zaczynający się 
od słów: 



,Tam po za światy, tam po za groby 
Led, moja gwiazdko, myśli mej lotem 
I wciąż od jednej do drugiej doby 
Złotego słońca przyświecaj zlotem." 



Dalej z utworami Kucza spotkać się można było w Nadwiilaninie Se- 
weryna Filleborna, w „Niezapominajkach", noworoczniku Korwela, w Maga- 
^zynie mód, czasopiśmie redagowanem od r. 1835-go przez Joannę Widuliń- 
ską a nakładem księgarza Jana Gltlcksberga wydawanem. Wreszcie, na sie- 
dem lat przed zgonem Dmuszewskiego, w r. 1840, z drukarni b. Banku 
-Polskiego wyszły Kucza „Próby poetyckie," stanowiące jeden tom duży. 

Na jednej z tytułowych stronic tej, dziś już rzadkością bibljograficzną 
'będącej, edycji widnieje dedykacja w wyrazach: „Ludwikowi Halpert, 
w dowód szacunku poświęca autor". Te „Próby poetyczne" zakończa dwu- 
. aktowa, wierszem napisana komedja, p. t. ^Zapomnienie chwilowe". 

Jednocześnie prawie współpracował Kucz stale w ówczesnej Gazecie 
Codziennej (dziś Polskiej), redagowanej z kolei przez Krupskiego i Miaskow- 
• skiego, zamieszczając tam swoje recenzje teatralne. 

Kucz miał wrodzony pociąg do zajęć literackich, a redaktorstwo Kiarje- 
ra uśmiechało się ponętnie zarówno jego ruchliwej a energicznej naturze, jak 
i wesołemu, żądnemu rozrywki i czynu usposobieniu. 

Życiorys Kucza, w fakty nie obfity, da się zamknąć w kilku wierszach, 
któremi też poprzedzamy bogatą w rysy charakterystyczne fizjognomje mo- 
ralną tej tak popularnej niegdyś w społeczeństwie postaci. 

Karol Kucz urodził sie w miasteczku Brzezinach, dawniej w powiecie 
rawskim, a obecnie powiatowem, w dniu 31 stycznia 1815 r. 

Do szkół początkowo uczęszczał u Benedyktynów w Pułtusku, a koń- 
.czył je u Pijarów w Warszawie. 

Jak wielu jego towarzyszy szkolnych, garnących się wówczas do służby 
publicznej, wstąpił do b. komisji rządowej spraw wewnętrznych i duchow- 
nych na aplikację, a następnie pracował też jako urzędnik etatowy, w końcu 

Ksląika jub!leuszown. 81 ~ 6 



l(^iir/er 'Warszewski. 

przeszedł ilu b. Najwyżs/.ąj Izby Obrachunkowej, ^zie dosłużył »ię stanowi- 
ska iia(ve)iiil(a sełicji, a wreszcie emerytury. 

Objąwszy Itierunek dziennilia, czynności nrzędowycti nie porzucił. 
Co Kucz wniósł do Kurjeivf. 

W rozdziale o Dmuszewsliini przytoczyliśmy tę „przysięgę" czy „przy- 
rzeczenie", jaltie wydawnictwo Aurjfra złożyło w ręce swoieli czytelników, 
według którego Kurjer na krok nie mii^ odstępować od drogowskazu, wy- 
tkniętego przez zmarłego poprzednika. Przysię^'i tej dotrzymał Kncz, pie- 
czętując ją corocznie portretem Dmuszewskiego, w rocznicę jego zgooa za- 
mieszczanym ii:i szpaltach dziennika. 

Czy dla tegn, czy dla innycli przyc7-yn osobistych, dość, że indywidual- 
ność nowego kierownika na Kurjerze nie odbijała sic zbyt mocno: dziennik 
po/OKtiił takim, jakim go Iłmuszewski z Kicińskim stworzyli. 

Zyskiwał tylko stale na popniarności, i to już wyłącznie mi „dobro" 
sympatycznego Kucza zaliczyć wypada. 

Bo istotnie, młody, łatwy i zręczny w stosunkach z ludźmi, a przy- 
tem i)racowity i taktowny wielce, Kncz byl jedynym może w Warszawie 
człowiekiem, zdolnym utrzymać popularność takiego, jak Kwjtr, organu... 

Wkrótce po objęciu redakcji zamieszkał w domu Dmuszewskiego, 
na ź-m piętrze, w lokalu, który następnie zajmował Wacław Szymanowski, 
a jeszcze później biura redakcyjne Kurjera. Otóż, w pierwszym, zaraz od 
WKchodów na lewo, pokoju mieściła się ówcześnie rzecby można i „cała" 
redakcja tcf;o pisma, z wyjątkiem dawnegct, na dole w ołicynie, kantoru, 
gdzie przyjmowano prenumeratę i ogłoszenia i gdzie, po drugiej znowu stro- 
nie, Hkładano i odbijano codzienny nakład pisma. 

Wyrażenie: „cala redakcja" jest tu zupełnie właściwe, albowiem 
współpracownicy Kucza spisywali „na mieście" lub w mieszkaniach wła- 
snycli, zebrane dla Kurjera nowiny czy relacje, które 
następnie on już sam tylko przeglądał, segregował, 
UKupetniał i wraz z artykułami wlasnemi do zecenii 
wyprawiał. 

Tymi współpracownikami i towarzyszami pra- 
cy byli: Ludwik \'idal, Stanisław Bogusławski, 
Władysław Janczewski, a później kilku młodych 
jeszcze wótvczas ludzi: Micliał .Szymanowski, Jnljan 
Heppcn i inni. 

Natomiast za czasów Kucza powiększało się 
grono wBpiiłpracowników Kwjeia t. z. zewnętrznych, 
t. j. nie należących do stałego składu redakcji, lecz 
„niosących zawsze chętną i korzystną pomoc". Li- 




si. Szym. 




RSli^ŻKA JDBIŁEDSKOWA. 

8tę ich wymienia! Kucz w sprawozdaniach rocznych, 
jakie zwykle drukował w numerze z ostatniego dnia 
grudnia. 

I tak w r, 1851-yin wymienia w naukach pi-zy- 
rodzonych d-ra Jarockiego, dyrektora gabinetów nau- 
kowych, prole»«ura Antoniego Wagę, i naturalistę, 
księdza Jóitefa ^\'y8zyl'lsk.iego; w tutronotnji dyre- 
ktora obserwatorjnm I. HaraiiowHkiego i starszego 
jego pomocnika Adama Prażniowskiego; w hietorji 
Adrjana Krzyżanowskiego, .Vii. Kucharskiego i Do- 
minika Szulca; w opisach ttaiożytnoici K. Wl. Wójcic- 
kiego, F. M. Sobieszczańskiego, Aleksandra Waj- 
nerta, Edwarda barona Kastawiei-kiego, Tymotens?^ J- Heppen. 

Lipińskiego, Bolesława Podczaszyńskiego niosącego Kurjerowi „chętną po- 
moc w części technicznej"; dalej .Stanisława Jachowicza, B. Aleksandrowicza, 
M. Bayera, Ludwika Niemojewskiego, dr. hlozoQi Franciszka Nowa- 
kowskiego, Macieja Berleńskiego (1851, X. 346). 

W następnych latach do grona tego przybywają: ,\]eksander hr. Praez-^ 
liziecki, Ktyetan Kożmian, inżenier Bartmański, Władysław ClarbińłRti 
Hieronim Łabędzki (18.52), Deotyma, Karol Bayer, Michał Gliszczyński, 
Kajetan Kraszewski, Oluzińaki (ISriS), Heppen, T. X. Dylczyński (1854); 
przyczem jaku korespondenci podani są: Glnziuski zgub. wołyńskiej, Maciej 
Berleński z Lublina, L. Xiemojewski ■/. wieluńskiego, Fr. Nowakowski z lu- 
belskiego, A. Heppen i Dylczyński (18.'»4), ks. rektor Szczygielski, Maciej 
Bayer /. Radomia, Juljait Heppen, Adam Mieczyński (1855); nadto reda- 
kcja zapowiada, iż Niemojewski będzie w r. 1856 korespondentom z Woch, 
a Nowakowski „z zagranicy' (1855, 346), „radca" Braun, O. li. Domher 
z Wilna(1856), Jan Papłoński (1858), Polujański, Antoni Wieniawski (186*1). 
Istotnie, ślady wspólpracownictwa wyszczegóhiionych pisarzy i puhlicysttiw 
spotykamy <;zc8to na szpaltach Kurjera. 

We wspomnianym pokoju, a raczej tylko w jednej jego polowie, od- 
dzielonej forsztnwauiem lekkiem i ruchomcm, Kucz odrabiał codziennie, 
zazwyczaj w rannych bardzo godzinach, całą czynność redaktorską; tam 
rówDteż przyjmował pragnących rozmówić się z nim osobiście literatów, 
artystów i wogóle interesantów. 

Ileż tam codzień przesuwało się osobistości znanych, wydsitnych, a nie- 
kiedy i znakomitych nawet ! 

Nieraz w jednym i tymże samym dniu artysta pokazywał mu swój 
najnowszy obraz, rzemieślnik chwalił się pr/i'd nim swoim wyrobem ulep- 
szonym, kupiec przedstawiał l)o;-"aty asortyment świeżo sprowadzonego to- 



'Kjarfer 'Warszawski. 




Ka. J. Wysi,viifiki. 



waru, przemysłowiec — nowy fabry- 
kat krajowy, a iiiagiiat zapraszał 
iia bal lub uczto do pałacu swego. 

Znali Kucza również i cisnęli 
się doń ubodzy i nieszczęśliwi, oble- 
gający zwykle redakcje [piKui, popu- 
larnych zwłaszcza. I mieli go bło- 
gosławić za co, albowiem Karol 
Kucz byl naj czynni ej szym i zawsze 
chętnym pośrednikiem pomiędzy 
m i (osierdziem a nędzą. 

Wracając do „gabinetu" Ku- 
cza, dodamy jeszcze, iż, pracowi^ 
on tam tylko do g. 10-ej zrana. 
W tej porze bowiem zmuszony był 
pośpieszać na swoje urzędowe sta- 
nowisko w Najwyższej Izbie obra- 
clmnkowej, gdzie, pomimo pewnych 
przywilejów, wj'nikającycli z n- 
względnienia jego redaktorskiej go- 
dności, miał jednak zatrudnienia 
sporo. 

Idąc do tego oficjalnego zaję- 
cia, Karol Kucz nnikał, ile możno- 



ści, spotkań ze ZDajomymi, których miał takie 
mnóstwo. Każdy albowiem, spotkawszy „ko- 
chanego redaktora", zapraszał go zaraz na- 
tarczywie na śniadanko smaczne, na które Kucz 
w takiej porze ani czasu, ani apetytn nie mie- 
wał. Że zaś nie lubił sprawiać i)rzykrości ni- 
komu, wol^ ostrożnie przemykać się z domu do 
biuru, by uniknąć potrzeby odmawiania ciągle 
takim zaprosinom, bard/.o serdecznym, lecz i na- 
trętnym bardzo... 

Z biura, jeżeli nie miał zaproszenia nu 
jakąś inaugurację publicituego zakładu lub na 
obiad prj'watny, wracał wprost do domu, 
gdzie po południu wypoczywał nieco, by wzmoc- 
nić siły przed wyjściem n.i jakiś obiad uroczy- 




li. Todozasaj li^ki. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Sty, zabaw*;, Inb widowisko 
ciekawe. 

Kucz wzmocni! by] dział • 
nowin i wiadomości mińskich 
w Kurjerze i odświeży! łbrmtf 
tycli drobnych artykułów pió- 
rami kilkuzdolniąjszycli współ- 
pracowników. Ale wspólpraco- 
wnictwo nie zmniejs;e^o dzia- 
łalności samego redaktora, ża- 
den bowiem z pomocników 
Kucza nie mógł go wyrcczyi: 
w najtrudniejszym obowiązku: 
asystowania przy najroKinait- 
szyeli, codzieii prawie wyda- 
rzającycli sii; zebraniacli, uro- 
czystościacli, zabawach, ob- 
chodach, inauguracjach i t. d., 
jakie wytwarziJ ciągle wzma- 
gający się wtedy w Warsza- 
wie ruch towarzyski, artysty- 
czny i przemyBłoivo-handlowy. 

Na każdem z takich ze- 
brań Kucz zmuszony by! 

znajdować eią osobiście, był ich duszą... Tn wypowiedział mówkę, zazwy- 
czaj zgrabną i błyskotliwą, w której mimochodem uczcił czyjąś zasługę 
lub "podniósł jakąś działalność pożyteczną; tara znowu zaimprowizowanym 
w samą porę wierszykiem rozcieplił stygnącą atmo- 
sferę towarayszką, pogodzi] waśń jakąś, a często i pod- 
niecił, samolubów nanet, do spełnienia jakiegoś szla- 
clictuego czynu — słowem, ożywiał i podnosił nie- 
jako do ntoralnego, społecznego znaczenia każde 
z takich zebrań. 

1'osiadając dar szybkiego orjentowania się 
wśród zawiłych nawet sytnacyj, bystry w ołwjmo- 
waniu wszelkich przedstawianych mu interesów, 
przedmiotów, sporów czy kwestyj, łatwy w stosun- 
kach, uprzejmy i wymowny, Kucz umi^ być poważ- 
nym, gdy tego wymagała potrzeba — chociaż... rad 




F. M. Sobieszczański. 




K. Wł. Wójcicki, 



aa 



Hur/er 'Warszau'slii. 

zawsze [lowracał do j-wl';:©, wesołe- 
go /. natury, iis|>osobieiiia. 

Kacz, ilekroć wybierał sio na 
taltie obcliody inauguracyjne, które 
kończyły się nieodzownie ueztą zbio- 
rową, przywdziewał jcamitur, wie- 
czorowy wprawdzie, lecz przezna- 
czony wyłącznie na nroczystości, 
Za/.wyezaj, na ten niesm^zęsny gar- 
nitur, •/, półmisków riiznoszouycli 
pncez mniej zręcznych Inb potrąi-a- 
uycL w ścisku lokajów, spłJ^vały 
rozmaite sosy, a czasem, pr/y toa- 
stach zbyt serdec/nycb, pryskały 
nań i krople musującego szampana. 
Otóż, po powrocie do domu zmy- 
wano zaraz z owejro „paradnego" 
kostiumu takie gastronomiczne pla- 
my i nazajutrz był już gotowy na... 
przyjcie no wy cli. 

To ustawiczne, codzienne pra- 
wie stykanie się z przedstawicie- 
lami wszystkich warstw spolecz- 
nawet, wyrobiło jednak ICuczowi sto- 
sunki szerokie, jednało mu sym])atjc, i sprawiło, iż niebawem stal się 
najpopularniejszym w AVarszawie człowiekiem. Itez przesady rzec można, 
iż znano go i kochano wszędzie: od warsztatu rzemieśhiika, sklepu knpea, 
pracowni artysty, aż dn salonu łinansisty i pałacu historycznego magnata; 
Kucz był wszędzie pożądanym, u|)ragnionym gościem. 
Znużony obchodami publieznemi, lubił liar- 
dzo dalsze za miasto, i to i)iesze, wycieczki wio- 
senne. Zwykle też, co rok w maju. każdej niedzieli, 
o g. '>-ej zraiia, przy początkn alei l.jnzdowskiej 
schodziło się punktualnie kilku przyjaciół Kucza 
i, zastawszy go tam, odbywało pospołu wesołą i saiii- 
tamą majówkę, której pierwszą wy|)oei!yiikową sta- 
cję stanowił Marcelin, z wyboruą na śniadanie, 
świeżcm masłem i rogalikiimi przystrojoną kawą. 
Dragą był Czerniaków lub Wilanów, a czasem i Na- 
tolin nawet. I,. Nip 




A. Waga. 
nycli, jakkolwiek nużące i 




8S 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Ma tych przechadzkach 
niedzielnych Kucz bawił się 
lepiej i swobodniej, niż na 
owych, plamiących tradycyj- 
ny jego garnitur, ucztach war- 
szawskich. Źródłem tej za- 
bawy nie był wszakże j^ pro- 
gnia, zazwyczaj dość jedno- 
stajny, lecz tylko wesoły i ra- 
źny nastrój całego grona. Ło - 
wiono więc ryby na wędkę 
(z rzadkim, co prawda, sukce- 
sem), goniono się po łąkach, 
za odnogą Wisły leżących, Inb 
w „niorysińskim" lasku pły- 
wano w łodzi, a nawet niekie- 
dy spacerowano po ślicznym 
wilanowskim ogrodzie — uni- 
knąć samego pałacu wszakże, 
albowiem pewnego razu, złvie- 
^Izających owe historyczne 
unzeam, towarzyszów Eucza 
z nim samym na czele, zdybal 
„na gorącym — jak się wy- 
raził — uczynku" Maurycy hr. 

Potocki, i ugościł ich tak serdecznie, iż ta slcromnn, niedzielna majówka 
atracila w tym dniu swój zwykły charakter. Hr. Alaurycy znitjdo^ał się 
wtedy w pałacu sam tylko, przybywszy tam na chwilę. Ze zaś lubił nie- 
zmiemie Kucza, głównie za to, iż był, równie jak on, dobrym i zapalonym 
myśliwym i że... lubił sam także zabawić się w kółku wcswlcm — wyprawi! 
więc jemu i przyjaciołom jego zaimpi'owi/,owaiią iiczti;, po klórcj już tym 
razem pieszo do Warszawy powrócić nie mieli siłv. 

Z tego małego kolka iiiajówkowycli towarzyszów Kucza, poraiijdzy 
którymi ulubionym mu i najweselszym był l^ocio Lebriui, d/iś już ivis/ysrv 
prawie nie żyją. 

Wieczorami znowu, w dniach oznaczonych zwłaszcza, cały dom Kuc/a 
otwarty był dla licz-nego kola jego przyjaciół i znajomych, przyjmowanych 
zawsze z gościnnością serdeczną. Wtedy sjiotkać tam tiylo można, obok 
migscowych ludzi talentu, nauki, znaczenia i wysokiego rodu, znakomitości 
obce, zagraniczne, szczególniej z artystycznego świata. Wszystko to szu- 




Karol Błtyer. 



Iśjirjer 'Warszawski. 

kało znajomości, bądź z człowiekiem .sympatycznym niezmiernie, bądź z re- 
daktorem najpopularniejszego w Warszawie organu. Xa tych wieczorach 
podczas karnawału tańczono ochoczo, a muzyka, śpiew i deklamacja wy- 
twarzały bogaty program świetnego koncertu, w którym brali udział naj- 
słynniejsi artyści ówcześni. 

Raz nawet i sam gospodarz, rad zawsze gościom, a szczęśliwy, gdy ich 
czemkolwiek rozweselić zdołał, wystąpił także w programie, chociaż wystą- 
pienie było tylko luźnym, zaimprowizowanym fragmentem. Stało się to 
w ten sposób, iż znajdujący się tam właśnie hrabia Maurycy Potocki, zasły- 
szawszy, że Kucz umie parodjować wybornie grę i deklamację słynnej tra- 
giczki włoskiej, Ristori, która podówczas właśnie występowała wraz z towa- 
rzystwem swojem na scenie warszawskiej, poprosił go usilnie o [)opis iskL 
Prośbę hrabiego poparły jaśniej^ wdziękiem damy, jakie salon Kucza 
ozdabiały często, więc zgodził się chętnie na żądanie gości, z warunkiem 
wszakże, iż za przedstawienie to zapłaci inicjator onego dobrowolną ofiarą 
na korzyść ubogich uczniów gimnazjalnych, których spora garstka kołatała 
ówcześnie do redakcji Kurjera o pomoc na wpis i na książki szkolne. 

Po tym warunku, zaakceptowanym chętnie, Kucz znikł natychmiast 
za drzwiami prowadzącemi do pokojów zajmowanych przez jego rodzinę, 
a gdy po jakimś czasie wyszedł ztamtąd, przebrany w tunikę klasycznej 
heroiny. Mirry, którą dnia poprzedniego właśnie Ristori znakomicie odtwo- 
rzyła na scenie, i wzniósłszy do góry obnażone ramiona, wypowiedział 
z „amfazą" cały szereg wyrazów ...włoskicli... złożonych przeważnie z na- 
zwisk znanych cukierników warszawskich, i gdy nakoniec zamkn^ tę 

tyradę, wyrzuconym z piersi silnie i ponuro, wyrazem: sempitema! którym 
istotnie Ristori także jeden z ustępów w roli Mirry kończyła, wybuchł śmiech- 
homeryczny w całem audytorjum. 

Po skończonym popisie Kucz, wróciwszy do swojej normalnej postaci,- 
przechwalał się głośno, że jest nierównie wyższym od Ristori artystą, gdy 
tej bowiem, za cały wieczór ciężkiej na scenie prący, płacono tysiąc franków 
w złocie — on za drobny fragment tejże samej roli, wypowiedziany w kilka 
minut tylko, aż tysiąc złotych otrzymał. 

Salon Kucza dosadnie określił jeden z publicystów lwowskich, który 
w artykule, napisanym z powodu 50-cio-letniego jubileuszu literackiej jego* 
działalności, tak o nim powiada: ^Dom Kuczów przez kilka lat dziesiąt- 
ków był ogniskiem towarzyskiego życia w Warszawie w najobszerniejszem 
i najszlachetniejszem znaczeniu. Literaci, arystokracja, przemysłowcy, 
finansiści, kupcy — młodzież inteligentniejsza o niepewnej jeszcze przyszło- 
ści — wszystko to w salonach Kuczów spotykało się, bawiło, dysputowało, 
sprzeczało, tworząc towarzystwo różnorodne, barwne, i)ełne życia i wdzięku^ 

88 



KSIĄŻKA JUIłlŁECSZOWA. 

oie sztywne, nie krępnjące si« nudaą salonową etykietą. Najpiękniejsze^, 
dowcipne i p^e wytwornych form towarzyskich kobiety były zawsze ozdo- 
bą salonu Koczów." 

Raz, a byJo to d. 28 Stycznia 1853 r., obchodzono imieniny Kncza 
w formie „Krakowskiego wesela", na którem miody Bonawentura Chrzań- 
gki, znany z dowcipu i humoru, w owej epoce u^odzieniec, występując 
w charakterze organisty, wygłosił adhoc przemówienie do gospodarza. Przy- 
taczamy je w całości. 

„Niech będzie pochwalony! >[oszterdzieju! Łaskawe państwo i Szano- 
wne zgromadzenie! Osobiście tu wyrażony i uniżony, ja, Bonifacy Pedał, sta- 
rożytnego herbu Tołumbas, szlachcic, organista tej oto tu paratji, przytem- 
pierwszy we wsi bakf^arz, impressyj- 

nie uproszony i jednogłośnie delego- ^ — '— , 

wany, abym jako i illuminai'z wszel- ^-^ ■* , 

kich uroczystości, szlachetnemu nam 
wielce miłościwemu: 

Panu i Panu Karolowi Kuczowi, 
Hetmanowi wielkiej bnławy Kwjera, 
promotorowi i mecenasowi sztuk wy- 
zwolonych, łaskawemu Panu i Dobro- 
dziejowi. 

Abym powtarzam, Moszterdzieju, 
w imieniu mych paratjan solenizacją 
ich powinszowań procesjonalnie wy- 
deklamowf^, Moszterdziejn! mógłbym 
ta, szlachetny Panie, wonnych kadzideł 
dymem z trybularza mej elokwencji 
personę twą otoczyć, mógłbym, mówię, Karoiowa Kuczowa (t 1872 r.). 

irfoszterdzieju, zagrać ci wielkie pre- 

Indjnm, rioione z akordów animuszem podsycanych uczuć — jakoby na so- 
lenną i uroczystą wotywę — powtarzam, mógłbym, Moszterdziejn, lecz wolę 
subniitować sio tutaj na fundamencie misternego rymu pierwszego filai-a 
naszych poetów, nieśmiertelnego Baki. Słuchajcie, Moszterdziejn! 
Słońce estyiiiy, Żjwco autorów, 

Dla naszej klimy, Pnyjm tę prajpiśniĘ, 

Z różanej strugi Co się w umyślnie 

Samsonie drugi. Do nóg twyuli ciśnie 

Centrum honorów, A djabel ni piśnie. 

Ani piśnie, Moszterdziejn! żaden także z moich tu przytomnych jeszcze 
parafjan ani piśnie, Moszterdziejn! bo odłogiem leżą ich głowy, Moszterdziąju, 




Isurjtr ^V arszaii^sku 

bo mówię i powiadani, żaden z nich tak, jak ja, nie rozumie, Moszterdzioju. 
Ale też ja, Moszterdzieju, wiem, do jakiej persony fcjtrzelistą gębę mej armaty 
wycelowałem, bijąc z niej huczną salwę, jakoby na rezurekcją uniwersalnej 
wesołońci, Moszterdzieju! fundując się na tern, Moszterdzieju! że Twe serce 
i głowa pełne oleju, jak lampa przed obrazem, Moszterdzieju, potrafią mnie 
zrozumieć, Moszterdzieju! 

ho w jrłcbokoś(!i 

Twych wiadomości 
\Vie.>z, co się dzieje na krańcach świata, 
Naprzykład wiesz, jaka w dniu dzisiejszym data 
I wiesz drbrze z kalendarza, 
Ozem to jutro nas obdarza. 
Wiesz, co się w kościele dzieje, 
Jacy prawią kaznodziejo. 
Czyją mszę tam odśpiewali 
1 z jakieg:o tonu jjrali. 
Wiesz na strony świata cztery, 
Jakie kto tam ma ordery, 
Czem zasłużył sobie na nie, 
Czyli męstwem czy przez granie <). 
Wiesz, co rada zatwierdziła, 
Co dobrego uchwaliła, 
Jaki kościół gdzie stawiają. 
Komu recuiem zaśpiewają, 
I nie wclłodząc w cudze progi, 
Wiesz, kto wczoraj zadarł nogi. 

Nogi mówię, Moszterdziejul 
Kawet komu z laski Heskiej 
Dał co wygrad Jakubowski >;. 
I zkąd statki skutkiem pary 
Pi*zy holują nam galary. 
Wiesz, kto polki komponuje, 
Komu one dedykuje^ 
Jaki mazur wyjść zamierza, 
Utwór księcia Kazimierza. *; 
I wiesz dobrze, miły punie, 
Co u Riodla na śniadanie, 
Jaka w handlu Koelichena 
Na ostrygi jtjst tam cena, 
Czy francuska okowita 
Dobra jest u Koznianitha, *) 



<j Wówczas Apolinary Kątski otrzymał order, jako znukonur\ .skrzypek. 

') Salwjan Jakubowski, administrator lotorji klasycznej. 

') Książę Lubomirski — meloman i wyborny kompozytor. 

*) Kupiec kolonjałny Uozmanith miał handel nu Nowym Śwjooie. 



[){) 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Jaki obiad i dla czego 

Jest w Resursie u Gontego, ' ) — 

U Gon tego, Moszterdzieju! 

Miewasz także wiadomości, 
Grdzie wykopią w urnach kości, 
Lub gdzie kura się urodzi, 
Go na czterech łapach chodzi. 
Zbierasz takie dziwolągi, 
Pasternaki jakby drągi, 
I kapusty i cebule, 
Jak działowe wielkie kule. 
Wszystkie dziwne te rośliny, 
Czy ogórki, czy jarzyny, 
Ozy selery, czy pietruszki, 
Byle zwabić grosz do puszki. •) 

Serce dobre Twe bez miary 
Ghętnie zbiera też ofiary. 
To na światło, to na kraty. 
To na ciężkie jakieś straty. 
Każdy chętnie przyjmiesz datek, 
Gzy to szarpie, czy to płatek, 
Gzy dla turka, czy dla żyda. 
Byle ulgę miała bieda. 
Giągle także masz staranie, 
By ta nasza szlachta, panie, 
Miała codzień doniesienie, 
W jakiej zboże jest też cenie. 
Go za wełnę w Anglji dają. 
Jakie targi tam bywają, 
A dla lepszej wiarj^ w mowie. 
Dajesz podpis w tej osnowie: 
„Gdańsk od handlu promotora, 
Makowskiego i Kendziora"". *) 
Dużo też wiesz z polityki: 
Jaki spleen mają Angliki, 
Jakie w Austrji kwaśne wina. 
Jaka Francji teraz mina; 
Że w Australji drogie życie, 
Że kortezy są w Madrycie, 
Że w Berlinie nie po grecku, 
Tylko mówią po niemiecku, 
Że w Bawarji piwo piją, 
A we Włoszech zbójcy żyją, 



*) Restaurator Resursy kupieckiej. 

^) Puszki na rzecz biednych za obejrzenie osobliwości w redakcji. 

•ł Dom handlowy w Gdańsku. 



01 



%vrjer "Warszawski, 

Że w Sycylji każdy słucha. 
Jak tam ogniem Etna bucha. 
Skutkiem chęci do nowości, 
Znasz dobrze Rozmaitości, ^) 
Bo któż nie wie? jakie to Ty 
Rozpowiadasz anegdoty, 
I dla większej też parady, 
Dajesz w tydzień dwie szarady. 

Znając dobrze wszystkie sprawy, 
Wiesz, kto przybył do Warszawy, 
I kto wczoraj z niej wyjechał, 
Aby potem znów przyjechał. 
Artystyczne masz natchnienia. 
Gdy rysujesz doniesienia. 
I jak komu tam co zginie, 
Wymalujesz konia, świnię... 
Przytcm robią efekt wielki 
Błąkające się pudelki. 
Wiesz, co mówi dziś pogoda, 
I na Wiśle jaka woda, 
I w teatrze jaka sztuka. 
Czy to .Wąsy", czy .Peruka". ») 

Słowem wiesz rzeczy tysiące, 
Gdzie napoje są gorące, 
Gdzie przekąski, gdzie jedzenia, 
Lub gdzie z rożna jest pieczenia. 
Gdzie szparagi, albo raki, 
Gdzie zające, gdzie kurczaki. 
Gdzie polardy, gdzie kapłony. 
Chlebek dobrze wypieczony. 
Gdzie karmelki, konfitury, 
Wszystko za wolą cenzuiy. 

Choć dodatek niekoniecznie 
Dla mnie dorabiać jest grzecznie, 
Pozwól jednak, miły panie. 
Złożyć to powinszowanie, 
Wśród parafjan moich krzyku: 
Wiwat Kuijer na Indyku! 

Swego czasu „Przemówienie^ to krążyło po mieście w nader licznych 
odpisach. 

Kucz był niezmordowany i celujący w pomysłach^ ilekroć szło o wyszu- 
kanie zasiłku, doraźnego zwłaszcza, dla potrzebujących go pilnie biedaków. 



^) Dawniejsza rubryka, odpowiadająca dzisiejszej „Ze świata". 
*; Komedja Korzeniowskiego „W^sy i peruka". 

— 92 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Tak, naprzykład, nauczywszy się kilku sztuk kuglarskicb, od składających 
mu „obowiązkowe" wizyty słynniejszych prestidigitatorów zagranicznych, 
którzy, przybywszy do Warszawy na występy publiczne, jako profesorowie 
różnokolorowej magji, potrzebowali rozgłosu, popisywał sie później, przy 
sposobności, na poufidych zebraniach w kółkach zamożniejszych, z temi 
sztukami, które dość zręcznie wykonywał. 

Oczywiście, że na żądanie takiego sympatycznego , kuglarza" uczestni- 
cy tych kółek składali chętnie ustanowioną przezeń opłatę, niekiedy i hojną 
nawet, która natychmiast potem, a czasem nawet wprost od suto zastawio- 
nego stołu i od wesołych biesiadników grona, szła na ubogie poddasza, by 
tam nakarmić głodnych i pocieszyć niedolę. 

A propos kuglarstwa i pomysłów dobroczyimych Kucza Aleksander 
Półkozic przytacza w swoich wspomnieniach fakt następujący: 

,,Kiedy8 — lat temu trzydzieści kilka, w roku 1857-ym, choć za ści- 
słość zupełną tej daty nie ręczę, bodaj czy nie w pierwszych dniach czerwca, 
wychodząc z Kuczem z jakiegoś koncertu czy tak zwanego poranku, który 
się odbył w sali redutowej, spotkaliśmy przed cukiernią Lourse'a liczne gro- 
no znajomych, złożone z dwóch hrabiów (Maurycy Potocki i Suchodolski), 
jednego rejenta (Stanisław Jasiński), jednego adwokata (Gustaw Wołowski), 
i dwóch artystów (Królikowski i Dobrski). Wśród tego grona stały dwie 
znane z talentu i urody artystki (Emilja Ziemińska — nazwiska drugiej autor 
wspomnień nie przytacza). 

„ — A! witajcież! — zawołał, spostrzegłszy nas hrabia M. wesoło — 
i pomóżcie nakłonić te panie do wyruszenia, ale ztąd zaraz, na zaimprowi- 
zowaną majówkę. Uparły sie i ani rusz! choć przysiągłbym, że obie 
mają szczerą zabawić się ochotę. 

„ — O ! — wyrzekła, śmiejąc sie, Ziemińska — przybycie panów zmie- 
nia postać rzeczy, bo pod poważną strażą redaktorów i... krytyków poje- 
dziemy chętnie. Ale... tylko na Saską Kępę, bo tam jest jeszcze wieś 
prawdziwa. 

„I pojechaliśmy: w pierwszym powozie Kucz i rejent dla wcześniejsze- 
go zamówienia miejsca i uczty na tak zwanej „Górce"; w drugim — damy 
w towarzystwie swych kolegów sławnych; reszta zaś kompanji wyruszyła 
na końcn, zatrzymana nieco zakupem u Kremkiego zapasów. 

„Gdy po obiedzie, złożonym z trzech „sakramentalnych'' o tej porze 
nowalij, wszczęła sic rozmowa wesoła, dowcipna i ciepła, której nawet lody 
i zamrożony Roederer oziębić nie zdołały, do stołu naszego, umieszczonego 
w obszernej ze szpaleru altanie, zbliżył się, acz nieśmiało, znany kuglarz 
Gecel, — nie ten jednak, co dotąd podobno jeszcze po Warszawie się tuła, 
lecz ojciec jego, a syn słynnego niegdyś eskamotera, którego wyborny por- 

93 



tret olejny przez szereg lat długi poglądał z ram obrazu wiszącego na ścia- 
nie w sławnej „Ojca Piotra" (Krzjrmiuskiego) winiarni na rozpromienione 
oblicza amatorów francuskiej i węgierskiej Jagody''. 

„Lecz ani na nizkie ukłony kuglarza^ ani na jego uśmiech smutny nie 
zwracano uwagi. 

„Dopiero Kucz, spostrzegłszy wlepione weń błagalnie smutne oczy 
Gecla, przywołał go do stołu, a w tejże chwili, pochyliwszy się do siedzącej 
obok Ziemińskiej, przeprowadził z nią szybko jakąś cichą ożywioną 
rozmowę. 

„Na twarzy artystki odbiło sic widoczne wzruszenie. Spojrzała ze 
współczuciem na wybladłe oblicze kuglarza, a potem, zwracając się do hra- 
biego S., rzekła: 

„ — Lubię jego sztuki i bawię sie niemi. No! panie Geclu — dodała 
z uśmiechem — pokaż nam, co masz najlepszego w repertuarze swoim; bę- 
dziesz wynagrodzony hojnie, ja ręczę za to! 

„I stało sie, jak rzekła, bo gdy pokorny kuglarz zakończył swój popis, 
nieszczególny zresztą, Ziemińska na rozpostartym wachlarzu położyła od 
siebie i od swej koleżanki dwa dziesięciorublowc banknoty, a potem obeszła 
całe towarzystwo dokoła. 

„Oczywiście, że w obec takiego przykładu każdy nolens volen8 musiał 
okazać się hojnym, niektórzy zaś tak dalece, że biedny kuglarz, pobladł}'- 
ze wzruszenia i zachwytu, aż dwieście rubli zgórą otrzymał w darze. 

„A przyszły mu one w porę! bo ledwie przed kilku dniami powstał 
z cit^^żkiej choroby/o którą przyprawiła go okrutna, także kuglarka, śmierć, 
zeskamotowawszy mu niespodzianie dwoje jedynych, ukochanych dzieci i zo- 
stawiwszy tylko chorobę i nędzę w opustoszałej izbie." 

Przytoczony przez Półkozica epizod, w którym Kucz występuje, nie 
jako redaktor i literat, lecz jako człowiek dobroczynny, należy już do „ane- 
gdotycznego" z jego życia działu. 

Otóż dział ten jest tak bogaty, że możnaby zeń wytworzyć księgę, tak 
wielką rozmiarem i objętością, jak... „Album", który ten arcy-popularny 
dziennikarz po sobie zostawił. Album to, jako zbiór portretów, autografów, 
szkiców malarskich, rysunków, urywków melodyj i fragmentów poezji — 
wszystkich prawie współczesnych Kuczowi znakomitych pisarzy i artystów 
polskich, pracujących chlubnie w rozmaitych sztuki gałęziach, już dziś nawet 
stanowi rzadką u nas pamiątkę, z czasem zaś stanie się drogocennym skar- 
bem, w którym historyk, opisujący dzieje literatury i sztuki w półwiekowym 
prawie okresie XlX-go stul., znajdzie materjał bogaty, a często nawet 
może i ważną dla siebie wskazówkę. Literaci, malarze, rzeźbiarze, uczeni, 
artyści (dramatyczni także), arystokraci rodu i potentaci finansowi — słowem 

1*4 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

wszyscy wybitniejsi talentem, nauką i pozycją społeczną ludzie z owej 
epoki zapisali się w tym olbrzymim ^Albumie" Kucza, świadcząc już tern 
samem najwymowniej o sympatji, jaką zdobyć sobie potrafił. 

Z tej tak obfitej dziedziny anegdotycznej przytoczymy tu jeden już 
tylko epizod, w którym ujawni się stanowisko, jakie zajmował Kucz 
w ówczesnem dziennikarstwie warszawskiem, i zarazem czytelnik znaj- 
dzie może choć skrawek zanikłego już horyzontu i odczuje powiew tej 
atmosfery, jaką oddychali pracownicy pióra w owej epoce. 

Epizod ten zapisany jest obszerniej w pamiętnikach Aleksandra Nie- 
wiarowskiego (Półkozica). 

„W roku 1858-ym, w którymś z letnich miesięcy, otrzymałem od Ka- 
rola Kucza, krótki, dorywczo, bez daty napisany bilecik następującej treści: 
„Przygotuj się na przyjęcie dostojnego gościa! Wincenty Pol, który, jak 
ci zapewne wiadomo, onegdaj przybył do Warsza>vy, a wczoraj odwiedzał 
redakcje Bibljoteki i Gazety Warszawskiej, dziś chce się poznać z Codzienną, 
W tej chwili znajduje sie u ranie, lecz za godzinę do was go przywiodę.^ 

„Otrzymawszy taką wiadomość, spodziewaną zresztą, gdyż, jako wy- 
dawcy i redaktorów, należała się mnie, a raczej redakcji wydawanej przeże- 
ranie gazety, taka zwyczajowa wizyta, zakrzątnąłem się zaraz, ażeby gościa, 
tak znakomitego i tak pożądanego zarazem, przyjąć jak najlepiej. Jednocze- 
śnie więc zawiadomiłem kolegów moich, stałych współpracowników gazety, 
a byli nimi wtedy: Roman Zmorski, Włodzimierz Wolski, Aleksander Mini- 
szewski (Cześnikiewicz), Adolf Hennel, Edward Sulicki i Ludwik Brzozow- 
ski — o oczekującym nas zaszczycie, a zarazem posłałem „na górę" do mie- 
szkania mego rozporządzenie, by przygotowano dla Pola tak sute, domowe 
przyjęcie, iżby się ten apostoł „gościnności staropolskiej'' za nas nie po- 
wstydził. 

„Trzeba przyznać, że AVincenty Pol na odwiedzenie Warszawy wybrał 
był wtedy najkorzystniejszą chwilę. Wiadomo, że w owym czasie pe- 
łen humoru autor „Przygód pana Benedykta Winnickiego" stał właśnie 
u szczytu twórczości i sławy. „Wit Stwosz" na rok prawie przedtem uka- 
zał się w księgozbiorach tutejszych, a niebawem też i sławny „ptak pancer- 
nego znaku" — „Mohort" rozwinął szerokie skrzydła. Ogromna popularność 
i serdeczna całego społeczeństwa miłość otaczały wtedy właśnie szlacheckie- 
go barda, tera bardziej, że już wszystkie pisraa tutejsze zapowiedziały wów- 
czas właśnie, iż Wincenty Pol napisał świeżo nowy, większych rozmiarów 
poemat, pod tytułem: „Hetmańskie pacholę", i że ten znamienity, niecierpli- 
wie oczekiwany utwór do AVarszawy przywiezie i tu nań szukać wydawcy 
„hojnego" zamierza. 

„Szczęśliwy to był, acz krótkotrwały, dla i)oetów moment! Nakładcy 

95 



Isjirjer Warszawski, 

warszawscy, którzy przedtem i później stronili zdała od rękopisów i-ymo- 
wanych, chociażby nawet opatrzonych firmą już znaną, lub kupowali je nie- 
<5hętnie i tanio — w owe czasy szczęśliwe przepłacali ten „towar'', nieomal 
wydzierając go sobie. Prawda, że moment taki stworzył — i to wyłącznie 
dla siebie tylko — Władysław Syrokomla (Ludwik Kondratowicz), który 
w owej epoce przez lat kilka zasypywał Warszawę poematami ślicznemi, 
począwszy od „Kęsa chleba'' i „Wrót starych", aż do ^Dęboroga" i „Mar- 
giera". Poematy te, pomimo, iż cząstkowo, we fragmentach dość dużych, 
zamieszczane już były w Gazecie Warszawskiej, Codziennpj i w Bihljołece, 
skoro jednak wydano je w oddzielnych, cienkich zwykle, tomikach, publi- 
czność rozchwytywała chciwie i szybko, bez względu na to, iż za takie 
niepokaźne objętością książeczki-broszury po rublu płacić jej kazano. 

„Rozumie się, że towar aż tak popłatny urósł też wkrótce w cenę do- 
tąd niesłychaną. Dość powiedzieć, że Syrokomla, który, zdobj^wszy szybko 
sławę, za pierwsze swoje poematy otrzymywał w Warszawie po dwa złote 
od wiersza, — w owym szczęśliwym roku 1858-ym za przywiezioną tu 
w rękopisie ^Stellę Fornarinę" (najsłabszy z utworów jego) wziął, wytar- 
gowane przez Kucza i przezemnie, honorarjum ogromne, niebywałe — pół ru- 
bla za każdy wiersz wynoszące ! 

„Wprawdzie ruchliwy, przedsiębiorczy i wielce sympatyczny Sa- 
muel Orgelbrand, który był głównym wtedy(?) w Warszawie wydawcą i księ- 
garzem, niezbyt twardo oponował stawianej przez nas, w imieniu poety, 
cenie, wiedząc z otrzymanych już, z wydawnictwa poprzednich utworów Sy- 
rokomli, rezultatów, że pomimo tak wysokiego honorarjum zarobi dobrze 
także i na „Fornarinie"; zawsze jednak cena ta, bajeczna istotnie dla 
autorów polskich, narobiła wówczas dużego w świecie literatów i czytelni- 
ków hałasu, a jego następstwem było, po części, przybycie Wincentego 
Pola do Warszawy i chęć sprzedania tu rękopisu nowego poematu- 

„Zdaje się, że Syrokomla uwiadomił poufnie Pola o pośrednictwie na- 
szem, i dlatego-to pewnie autor „Mohorta" z wielką serdecznością zwrócił 
się do Kucza i do mnie, zaraz po swojem do Warszawy przybyciu. 

„Wprowadzony przez Kucza do redakcji (w ówczesnym domu Henryka 
Toeplitza, przy ulicy Daniłowiczowskiej), zaraz na wstępie uściskał nas 
wszystkich kordjalnie i w wyrazach prostych lecz ciepłych każdenm powie- 
dział jakiś kompliment stosowny: Zmorskiemu dziękował za jego „Wieżę 
siedmiu wodzów". Wolskiemu winszował „Wielkiego Pana", z powodu za- 
mieszczonej tam głównego bohatera postaci i obrazu pojedynku na szable — 
a już Miniszewskim nacieszyć się nie mógł ze względu na jego, furorę isto- 
tnie wówczas robiące, drukowane co tydzień w Gazecie Codziennej „Listy do 
Marszi^ka" przez „Cześnikiewicza" pisane. 

96 — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

^Wincenty Pol, który z fizjognomji i z całego wzięcia się swego nie 
na poetę, lecz raczej na szlachcica-rolnika, podszytego starym wiarusem, wy- 
glądał, podobał się nam bardzo, przyniósł bowiem z sobą tę atmosferę ser- 
deczną, szczerą, która odrazu zbliża ludzi wzajem ku sobie; takiej zaś żaden 
z dostojników literackich, odwiedzających w owej epoce redakcję naszą, 
jak np. J. Kremer, J. I. Kinaszewski, Antoni Odyniec, a pierwej już J. Ko- 
rzeniowski, z sobą nie wnosił... Częstszy od innych gość nasz i ukochany 
Syrokomla, po bliższem poznaniu go, miał wprawdzie zawsze, jak to mówią, 
„serce na dłoni", lecz ten „Lirnik wioskowy'', pomimo niepospolitego talen- 
tu, a i humoru przedziwnego często, okazywał w obejściu się z ludźmi jakąś 
zbyteczną skromność i — rzec-by można — potuluość fałszywą, nie licującą 
z jego postacią moralną, otoczoną wielkim rozgłosem. Milczący też bywał 
najczęściej i jakby smutny, a dopiero rozmowa o jakimś wielkim poetyckim 
utworze, uśmiech pięknej kobiety, zwłaszcza „dramatycznej", lub... gawęda 
przy kieliszku „starki" — ożywiały go silniej. 

„Jeden tylko z potężnych talentów ówczesnych, Zygmunt Kaczkowski, 
który także w owej mniej-więcej epoce Warszawę odwiedził, pozostawił 
nam jeszcze przyjemniejsze, niż Wincenty Pol, po sobie wzpomnienie. Ale 
bo też pan Zygmunt, oprócz sławy szerokiej i talentu wyższego, posiadał 
wtedy skarb wielki: młodość, dowcip i jakąś szczególną rzcźkość ducha; 
a że był nadto jeszcze prawdziwie pięknym mężczyzną i serdecznym 
w obejściu kolegą — nie dziw przeto, że jego odwiedziny, rozpoczęte w re- 
dakcji, zakończyły się w „handlu" par exceUence literackim poczciwego 
pana Tomasza Kajtarskiego, gdzie w oddzielnym kąciku, przy kieliszku wy- 
bornego węgrzyna, na pogawędce o poezji i w ogóle o piśmiennictwie spę- 
dziliśmy z autorem „Braci ślubnych" wieczór, jeden z najprzyjemniejszych 
w życiu — wieczór, który się przedłużył aż do dnia białego... 

w Wróćmy jednak do owej Wincentego Pola wizyty i do Karola Kucza, 
który podczas długiego jej trwania rej wśród nas wszystkich wodził — szcze- 
gólniej też po obiedzie, gdyśmy już w ściślejszem kółku około pólgąsiorka 
starego „maślacza" zasiedli. 

„Pol przeczytał nam wtedy kilka fragmentów z nowego poematu^ 
a gdy wyjawił chęć znalezienia nakładcy, któryby zań zapłacił suto, stra- 
sznie suto I bo po pół dukata od wierj>za, Kucz zaproponował, byśmy na- 
tychmiast wybrali z pośród siebie dwóch delegatów, którzyby stante pede 
pana Samuela Orgelbranda bogdaj przemocą tu przywiedli. Projekt ten, 
clioć pełen nieograniczonej w dobry jego rezultat ufności, po bliższem obga- 
daniu go upadł — zastąpiony rezolucją, iż nazajutrz, i to koniecznie na 
<5zczo... Kucz wraz ze mną odbędzie konferencję przygotowawczą z Orgel- 
brandem i sprawozdanie z jej przebiegu Polowi następnie złoży. 

Kiffilu jBbllennowA. - 97 — 7 



%urjer Warszawski. 

„Tymczasem pod wpływem gawędy rozjaśniały się coraz bardziej 
oblicza biesiadników, a więc i toasty na część gościa poczęły iść rzędem. 

„Pierwszy wzniósł Kucz, obdarzony darem improwizacji nieprze- 
branej: 

Zdała przybywasz — zblizka nam znany, 
Z Karpackich krain, gościu kochany ! 

Ztamtąd pieśni twych kohorta 

Spływa w nasze strony; 

Za ^Wit-Stwosza", za „Mohorta" 

Bądź błogosławiony ! 

„A gdy Pol, dziękując mu, nadmienił skromnie, że „ton" jego pieśni 
nie jest ani tak silny, ani tak wysoki, by zasługiwał na takie aż uznanie, — 
Kucz, wznosząc nowy toast, przerwał mu słowami: 

„Tona dziełnych twoich pieśni 
Nikt z nas nio zapomni; 
Ukochali cię współcześni, 
Uwielbią — potomni. 

„Potem, wśród wzmagającej się serdeczności, a może i... natchnienia, 
inni także współbiesiadnicy przemawiali z kolei. 

„Roman Zmorski, który — jak >viadomo — idei szlacheckiej, w książ- 
kach zwłaszcza, nienawidził i był nawskroś ludowym poetą, zwyciężony na 
razie jakimś ślicznym, pełnym myśli i uczucia fragmentem z ^Hetmańskiego 
pacholęcia", trącił swój kieliszek z autorem poematu, mówiąc: 

• 

a Oj I panie Wincenty, dokazałeś cudu... 
Boś— choć bard szlachecki, a jam grajek z ludu, 
Przecież, wspólność celów w pierwszym mając względzie, 
Piję na część twoją i... Jakoś to będzie". 

„Ostatni ten frazes z djalektyki szlacheckiej wymówił ironicznie, 
z uśmiechem, któryby może dotknął był Pola niemile, gdyby w tejże chwili 
prawie nie naprawił harmonji Włodzimierz Wolski, wołając, zwrócony 
do Pola: 

a Choć w bucie szlacheckiej, w rycerskiej brawurze 
Rad maczasz twe pióro-^masz ten cement w piórze. 

Co delję z siermięgą 

Spaja jedną wstęgą. 

„A już rozjaśnił zupełnie Pola i rozbawił wszystkich toast Miniszew* 
skiego, następujący: 

98 - 



RSrĄŻRA JUBILEUSZOWA. 

^1^3*8 wielki, jam mały — ledwie, że się znamy, 
A jednak ideję obaj wspólną mamy; 
Ty widzisz ją jasno, ja — szukam omackiem, 
Więc ci cześnikiewicz pada do nóg^plackiem. 

„I rzekłszy to, przykląkł przed Polem, który, pochwyciwszy go w ra- 
miona, uścisnął serdecznie. 

„Karol Kncz odzywał się też jeszcze kilkakrotnie, lecz ponieważ steno 
graf naszego kółka, Hennel, tych jego toastów nie notował, przepadły więc 
bez śladu. 

.Pozostał natomiast toast Ludwika Brzozowskiego, młodziutkiego, po- 
czynającego wówczas dopiero poety. Przemówił on na ostatku, ośmielony 
przez Wolskiego, i rzekł: 

« 

, Ciarki mi chodzą po skórze, 
Gdy mam się ozwać w tym chórze; 
Wśród majstrów — czeladnik cichy 
I... skry ben t lichy... 
Lecz obawę mą zwycięża 
Obecność takiego męża, 
Co nas — od góry do dołu, 
Wszystkich —uszlaohcił pospołu! 

„Na te wszystkie toasty i mowy Wincenty Pol odpowiedział prozą, 
którą, miejscami tylko, przeplataj rymem. Odpowiedzi tej jednak steno- 
graf nasz nie znotował, lub i... znotował może, lecz tak się gdzieś jakoś za- 
wieruszyła... pomiędzy foljałem kartek pamiętników moich, że jej odszukać, 
a więc i przytoczyć tu, nie mogę. 

„Dopiero wieczorem zakończyła się ta pierwsza i... ostatnia poety- 
gawędziarza wizyta, i Pol, odprowadzony przed bramę domu, wsiadł do po- 
wozu wraz z Kuczem, który go powiózł wprost od nas do hrabiego Leona 
Łubieńskiego, znanego mecenasa literatury i sztuki, u którego, w lewem 
skrzydle pałacu przy ulicy Królewskiej, co niedziela odbywały się słynne 
tak zwane „serdelkowe poranki", gromadzące cały ówczesny personel lite- 
racko- artystyczny i całą arystokrację męską. '^ 

W parę dni potem, hrabia Leon, który był wtedy prezesem komitetu 
Resursy Kupieckiej, uorganizował w tejże resursie na cześć Pola wielki 
składkowy obiad, podczas którego Karol Kucz znów, jak z rękawa, sypał 
iwieże dowcipne toasty. 

Wspomniany hrabia Łubieński, syn generała Tomasza, należał także do 
wielce popularnych w Warszawie postaci. Zamożny, podstarzały już do- 
brze kawaler, mieszkał samotny w skromnym apartamencie rodzinnego pała 

-" 99 • 7* 



%urjer Warszawski. 

CU, złożonym z saloniku, gabinetu i sypialni tylko. Ale w tym, dość szczu- 
płym i skromnie urządzonym lokalu leżały na stołach lub kryły się po 
szafach wszystkie najświeższe europejskie pisma literackie, z ilustracjami, 
nic mówiąc już o komplecie najnowszych książek i pism polskich. Każdy 
młody człowiek, najuboższy nawet, byleby tylko odznaczył się jakimś talen- 
tem, lub zdolnością wyższą, miał wstęp otwarty do tego tak zasobnego 
w materjał instrukcyjny lokalu i mógł przychodzić tam, pewny uprzejmego 
przyjęcia. Jako jeden z założycieli Bibljołeki Warszawskiej i stały członek 
redakcji, hrabia Leon zajmował się żywo literaturą krajową i wyróżnisJi 
zdolniejszych jej pracowników: więc też i tę młodzież ubogą, która 
w owej epoce z piór swoich żadnego prawie nie mogła mieć zarobku, nie- 
tylko przyjmował serdecznie i karmił sławnemi serdelkami w niedzielę, lecz 
często wspierał stosunkami swemi lub i kieszenią. 

Był 011 wielkim przyjacielem Kucza i zwolennikiem Kurjera Warszaw- 
skiego , którego chwalił zawsze za to, iż się „nikogo nie czepia". 

A słynął hrabia z dowcipu ostrego, którym nierzadko smagał niemiłe 
sobie osoby. Znaną była powszechnie krótka odprawa, dana przezeń lubią- 
cemu się bratać z hrabiami l)ankierowi X., który, spostrzegłszy hrał>iego 
Leona na jakiemś zebraniu publicznem, podszedł, by go powitać, i zapytał 
o zdrowie. 

-- Dziękuję; zdrów jestem. A ty, panie X.? 

— Ja — odrzekł bankier — nie powiem tego; od kilku dni jestem 
Kiepski,,. 

— Cóż to? czyś został szlaclicicem w tym czasie? 

— Dlaczego pan hrabia tak myśli? 

— No ! bo słyszałem przed chwilą, żeś dodał y^ski^ na końcu twego 
nazwiska... 

Pewnego razu, po skończeniu dorocznych wyborów dyrektora i człon- 
ków komitetu w Resursie Kupieckiej, Kucz, podczas wieczerzy składkowej, 
wniósł wierszowany zgrabnie toast na cześć hrabiego Leona, jako ponownie 
wybranego na dyrektora resursy. Hrabia, chcąc zaambarasować improwiza- 
tora, zarzucił mu brak bezstronności, dlatego, iż uczcił jego samego tylko, 
pominął zaś pana H., którego również w tym dniu ponownie wice-dyrekto- 
rem resursy obrano. Wtedy Kucz, nie namyślając się ani chwili, podniósł 
kielich i rzekł: 



,A więc ten toast odwracam na nico: 
I piję zdrowie dyrektora- wico. 



100 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Pamiętamy także dowcipne; choć jaż złośliwe nieco^ bon mot Kucza na 
jednym z „serdelkowych" poranków u Łubieńskiego. 

Zjawił się tam niespodziewanie, świeżo po powrocie z >\'ycieczki za 
granicę, znany i kochany powszechnie obywatel ziemski, Józef Komierowski, 
który, z powodu, że znał osobiście Juljusza Słowackiego i Krasińskiego Zyg- 
munta, nabrawszy chęci do zostania także poetą, napisał był ówcześnie i na- 
kładem własnym wydał u Zupańskiego poemat mistyczny pod tytułem: 
j^Aufftut z Kości^, martwiąc się tem jedynie, że utwór ten nie znalazł spo. 
dziewanego pokupu. 

Otóż Kucz, zaledwie spostrzegł Komierowskiego, zawołał: 

— A czy wiesz o tem, Józefie, że cały nakład twego j^ Augusta z Kośei^ 
zakupiono odrazu? 

— Kto taki i na co? — zapytał zdziwiony i ucieszony autor. 

— Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności na zupę rumfordzką — 
odrzekł Kucz, lecz dodał natychmiast cicho: — To nie mój koncept: wymy- 
ślił go ten garbus złośliwy, Gąsiorowski, i to przez zazdrość tylko... 

Jakoż istotnie dowcipny kalembur uchodził potem dhigo za koncept 

Gąsiorowskiego, jednego z założycieli Bibljoteki Warszawskiej. 



Zatrudniony ciągle redakcją, a bardziej jeszcze reprezentacją Kurjera, 
mając nadto jeszcze połowę dnia zajętą w biurze Najwyższej Izby Obra- 
chunkowćj, gdzie dosłużył się stopnia naczelnika sekcji, Kucz nie mógł 
poświęcać wiele czasu na prace literacką. Więc też cały jego dorobek na 
tem polu składa się: najpierw, ze wspomnianych już raz tu „Prób poety- 
cznych", następnie zaś z kilkunastu utworów scenicznych, różnej wartości, 
z których kilka, jak np. „Przebiegły kuzynek", „Suknia balowa", „Ulica nad 
Wisłą", „Rodzina Mazurów" i „Godzina u dziennikarza" utrzymywały się 
przez lat kilka na repertuarze Rozmaitości. 

Przytaczamy tu notatko bibljograficzną prac jego literackich, oddziel- 
nie wydanych. I tak: w r. 1840 wyszły Kucza „Próby poetyczne", w któ- 
rych także znajduje się komedja dwuaktowa wierszem, p. t. „Zapomnienie 
chwilowe". Dalej wydał w r. 1853 „Pamiętnik m. Warszawy z r. 1853-go", 
tom jeden. Zawiera książka ta zarysy z życia społecznego miasta. Dal- 
sze tomy nie wyszły. Nakoniec w r. 1857 u No wóleckiego (druk Jawor- 
skiego) wyszła gawęda Kucza, p. t. „Jasna góra Częstochowska". 

W roku 1865 krótko był także redaktorem tygodnika, wydawanego 

101 



ISjirfer ^V arszawski. 

przez księgarza KauiTmana^ p. t. Bazar. Pablikacja ta^ illastrowana, przezna- 
czoną była dla płci pięknej. 

Dorobek dla sceny rozpoczyna dramat p. t. „Marynarz'', oryginalnie 
napisany w r. ]838 i tegoż roku, d. 13 czerwca, po raz pierwszy wystawiony. 
Szereg innych utworów scenicznych Kucza jest następujący: komedja ze śpie- 
wami „Przebiegły kuzynek" (wyszła z druku w r. 1840 u Sąnewalda, 
a muzykę do śpiewów napisał X. U.); — z kolei ukazały się w teatrze Roz- 
maitości: komedja „Nowa miłość", „Rodzina Mazurów" (d. 21 października 
1844 r.), „Ulica nad Wisłą" w r. ]859, „Suknia balowa", „Tajemnice Sta- 
rego Miasta" (grana w teatrze Dobroczynności przez amatorów, z muzyką 
L. Steckiego, w r. 1859), „Godzina u dziennikarza", krotochwila w 1-ym 
akcie ze śpiewkami (wyszła wr. ]859 z drukarni Jaworskiego), „Król 
dziewosłębem" w feljetonie Kroniki toiadofności krajowych i zagranicznych, 
Tłómaczył także dla sceny naszej lepsze dzieła francuskich pisarzy, jak np. 
znacznego we właściwym czasie rozgłosu używający dramat, p. t. „Piętno 
hańby" Meilhaca. 



Kucz nie wytrwi^ na stanowisku redaktora Kurjera do końca życia. 
Po latach 15-tu opuścił kraj w r. 1863, a gdy w r. 1865 powrócił, nie mo- 
gąc się porozumieć z właścicielami pisma co do dalszego swego w niem 
udziału, założył własny dziennik— ^ur/^Cbrf«ttfnny (prospekty zapowiedziały 
wydawnictwo od d. 1 lipca 1865 r.. Kur, Waraz,, 1865, Nr 104). 

Nastała epoka przejściowa w historji naszego wydawnictwa, w ciągu 
której na stanowisku kierownika przewinęło się kilka postaci, zkądinąd na- 
wet nieraz wielce zasłużonych, które jednak nie odpowiedziały tym warun- 
kom, jakie od dziennikarza zawsze i wszędzie są wymagane. 

Dmuszewski i Kucz mogliby wyrazić się o Kurjerze tak, jak ongi 
Ludwik XIV-ty o państwie francuskiem: TJEtat desi moil Szczególniej 
Karol Kucz mógł śmiało zastosować to określenie do swojego stosunku 
z Kurjerem, który, zasilany wyłącznie pra\vie wiadomościami zebranemi lub 
opracowanemi przez redaktora głównego, a reprezentowany przez niego 
tylko, zawsze i wszędzie był istotnie jego organem. 

To też Kur jer, pomimo ustalonej już wtedy popularności, skoro tylko 
zabrakło^mu energicznego, ruchliwego i wciąż niezmordowanie identj^kują- 
cego się z nim redaktora, zaczął się opuszczać, chwiać i upadać stopniowo. 

I kto wie, jakich losów zaznałby dziennik, gdyby w porę jeszcze nie 
podźwignęła go umiejętna, ręka doświadczonego dziennikarza wyższej miary, 
jakim był Wacław Szymanowski... 

102 - — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Kończąc sylwetkę Kucza, zamkniemy ją przytoczeniem jeszcze dwóch 
z jego życia faktów, mianowicie dwóch jubileuszów, z których pierwszy 
ujawnił całą popularność sympatycznego publicysty. 

Odbył się on w dniu 23 kwietnia 1873 r. z okoliczności 25-letniej 
działalności redaktorskiej Kucza. Nietylko koledzy z wszystkich organów 
prasy polskiej, lecz także wszyscy znakomitsi literaci, artyści i przedsta- 
wiciele wszystkich warstw społecznych wzięli żywy udział w tym obcho- 
dzie, nadając mu cechę uroczystości poważnej i serdecznej zarazem. Ogromna 
sala koncertowa Resursy Obywatelskiej zaledwie zdołała pomieścić ten 
orszak imponujący, który biesiadą, ożywioną mowami a wypełnioną podar- 
kami cennemi, wieńcami ze srebra i kwiatów, uczcił ów pierwszy jubileusz 
ćwierćwiekowy. Deputacje od wszystkich pism polskich, wychodzących 
gdziekolwiek, telegramy od osobistości znakomitych, serdeczne toasty i wre- 
szcie hojne na cel dobroczynny ofiary uświetniły tę pamiętną ucztę. 

Ofiarowany wtedy prezent pamiątkowy opatrzony był stosownym ry- 
sunkiem i wierszem Chęcińskiego następującym: 

^,Jak ów, robotnik w biblijnem polu, 
Ćwierć wieku prawdę siałeś wśród braci; 
Dziś redaktora twa trudy, Karolu, 
Warszawa ucztą ci płaci. 
Mówią: przez jego Kurjera wieści 
Imiona zacnych urosły w części, 
Biednym nie braknie chleba. 
Więc hołd mu teraz i w długie lata 
Przyjaźń serc prawych, uznanie świata. 
Błogosławieństwo nieba!** 

Kucz stał wówczas u szczytu powodzenia. Niestety, nie było ono już 
długotrwałem!... W ten pogodny umysł i wesoły, żywy temperament za- 
częły uderzać ciosy — jeden za drugim. 

Najcięższym, który go złamał moralnie i pozbawił nazawsze pogody 
myśli i szczęśliwego humoru, był niespodziewany zgon ukochanej małżonki, 
wiernej przyjaciółki i doradczymi światłej. Jeżeli salon Kuczów przez lat 
blizko trzydzieści był jednym z najvsympatyczniejszych w Warszawie, przy- 
czyniała się do tego niemało sama gospodyni domu, słynąca niegdyś z urody, 
i wdzięku, artystka sceny tutejszej, z domu Złotarzewska. 

Gdy po tem nieszczęściu rodzinnem nastąpiło drugie: utrata słuchu, 
która rozpoczynającemu siódmy krzyżyk starcowi utrudniła bezpośredni 
z publicznością stosunek, tak dlań zawsze drogi, Kucz, zniechęcony ostate- 
cznie, zdał cały kierunek Kurjera Codziennego w r. 1877 na swego zięcia, 

' — 103 



'l\iirjcr ^Warszdwskt, 

Józefa łliża; sam zaś usunął sio zupełnie z pola dziennikarskiej i w ogóle 
literackiej pracy. 

Pomimo jednak usunięcia się Kucza z widowni publicznej, w szerokicli 
niegdyś kołach kolegów i przyjaciół nie zapomniano o nim, i gdy w roku 
1889-ym przypadła pięćdziesiąta rocznica od cliwili, w której Kucz 
rozpoczął swój liłeracko-dziennikaraki zawód, po\>'inszowano mu doczekania 
tycli godów „złotych''. Tylko ze względu na brak słuchu i na wiek sędzi- 
wego juz jubilata, obchód tych „godów" odbył się bez rozgłosu i bez osten- 
tacji wszelkiej. W pismach jedynie przypomniano jego zasługi dawne, 
o których zapomniało juz nawet nowe, młodszych literatów plemię. 

Jeden z tych hołdów koleżeńskich ucieszył bardzo Kucza. Ze wzru- 
szeniem widoczncm i z uśmiechem chluby pokazj^vał numer jednej 
z gazet, w którym, obok portretu, zamieszczono całą biografję zasłużone- 
go jubilata i skreślono z uczuciem serdecznem jego życie domowe i pu- 
bliczne. 

Niestety! wkrótce potem, bo zaraz na początku 1892 roku, na/.wisko 
Kucza ukazało się znowu we wszystkich polskiej prasy organach, otoczone 
wjTazami powszechnego żalu i uznania. 

Tym razem — był to już hołd ostatni, złożony na świeżej mogile. 
. Kucz umarł w Warszawie d. 9 lutego 1892 roku. 






Dotychczasowa historja Kurjera dzieli się na dwie e|)oki: Dmuszcw- 
skiego i Szymanowskiego. Do pierwszej zaliczamy czasy od 1821 — aż po 
r. 1868, następcy bowiem Dmuszewskiego szli niewolniczo śladem swego 
poprzednika. 

Otóż w chwili, gdy dobiegamy do kresu ei)oki pierwszej, wypada nam 
wspomnieć też i o tych cichych pracownikach, którzy pracą długoletnią 
a wytrwałą do ])owodzenia Kurjera za czasów Dmuszewskiego i Kucza się 
przyczyniali. 

Do takich należy przedewszystkiem zarządzca drukarni Michczyuski, 
któremu Kurjer takie poświecił (1858, N. 30) wspomnienie: 

„Trzydzieści ośm lat ciągłej i niezmordowanej |)racy, której sami 
przez lat dziesiątek byliśmy świadkami; tyleż trzydzieści ośm lat na jednem 
i tem samem miejscu spcdzonycłi, z przywiązaniem się do swych obowiąz- 
ków, i z calem poświęceniem dla dzieła wspólnych naszych trudów: oto za- 
słnga, godna zarówno uwielbienia, jak i serdecznej z nasz(j strony wdzięcz- 
ności, którą zamknąć dziś chcemy w tych krótkich słowach, unoszących sio 

104 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

po nad świeżo usypaną w dniu wczorajszym mogiłą. Wczoraj bowiem, 
wspólnie z Eodziną, odprowadziliśmy na ostatni ziemski spoczynek zwłoki 
8. p. Józefa Radwan ilichczyńskiegO; Dyspozytora Drukarni Kurjera War- 
szataakiego, a który od samego zawiązku tego pisma, to jest od 1820 roku, aż 
do ostatniej godziny śmierci (w wilję bowiem dnia skonu jeszcze ze zwykłą 
gorliwością z nami pracował), nie rozdzielał się z niem na chwilę. Przy- 
wiązany całą duszą do dzieła, które ś. p. L. A. Dmuszewski na własnych 
wypiastował rękach, a ogrzał, że tak powiemy, własnem sercem i przychyl- 
fiością Warszawy, ś. p. Michczyński dwie części życia swego, bo od dzie- 
ciństwa prawie swojego, poświęcił dla niego, ale poświęcił z calem odda- 
Dicui, wylaniem się, zamieniwszy niejako swój obowiązek w potrzebę życia 
i przychylność nie do naśladowania. Takiemi to były cnoty jego w obszer- 
nym i trudnym nader zakresie pracy, a które po za tym obrębem przyświe- 
cały również zaszczytnie w stanowisku człowieka i obywatela, oraz małżon- 
ka i przyjaciela. Nie dziw przeto, że w chwilach oddania mu ostatniej 
Chrześcijańskiej przysługi, liczny, bo parę tysięcy osób wynoszący, orszak 
otoczył zwłoki ś. p. Józefa, mało komu nieznanego z powodu swych ciągłych 
stosunków z każdym niemal stanem, opierającym się o Kw*jera, Śpieszył 
tu zarówno duchowny jak świecki, śpieszył zamożny jak biedny, czcząc 
w nim poczciwość i pracę, te najpiękniejsze cnoty żywota, w każdym usza- 
nowane człowieku, jeżeli tylko były go^em jego, jak były godłem zmarłego. 
Liczny orszak Duchowieństwa zakonnego i świeckiego, złożony z zakonów 
XX. Kapucynów, Bernardynów, Reformatów, Franciszkanów, Karmelitów 
obu zakonów, Augustjanów i Dominikanów, poprzedzał Exportanta, W.J.X. 
Kanonika Sliwowskiego, Proboszcza Parafji Sgo Ducha, umyślnie na ten 
obrzęd z Łowicza przybyłego, i towarzyszył aż na smetarz Powązkowski, 
gdzie zwłoki ś. p. Józefa złożone zostały." 

O innym pracowniku zakładu drukarskiego Kurjera, również przez 
Dmuszewskiego jeszcze na zecera pasowanym, czytamy w Kurjerze (1850 
N. 326) te słowa: 

„Jeden z liczby tych, których ś. p. L. A. Dmuszewski, otaczając swo- 
j% opieką i dobrocią, umiał zjednać serce i przywiązać, tak do swojej osoby, 
ja.lL0 i zakładu drukarskiego Kurjera Warszawskiego, onegdaj rozstał się 
2 tym światem. Był nim Antoni Zdobiński który lat przeszło kilkanaście 
strawił na posługach niniejszego pisma. Zdobiński był sierotą, sam jeden- 
j^k to mówią, na świecie, i w osobie ś. p. L. A. Dmuszewskiego znalazł 
'^'^'azystko odrazu, bo i pomoc i opiekę. Do końca też życia szanując pa- 
mięć swego dobroczyńcy, nie opuszczał tych progów, do których przywiązała 
go wdzięczność, a gasnąc, jeszcze i w ostatniej chwili wspominał ze czcią 
^^c swego Opiekuna, za którym na dzień jeden przed rocznicą śmierci Jego 

105 



*}{urjer 'Warszawski. 

pośpieszył. Zwłoki Zdobińskiego pocłiowaue będą dziś o godz. 2 z połu- 
dnia na 8mętarzu Powązkowskim.'^ 

Ze współpraco) wników, których śladu napróŻAO szukalibyśmy w rocz- 
nikacli pism, Kurjer wspomina o Wincentym HJabickim Józefowiczu, star- 
szym pisarzu senatu, znawcy sztuk pięknych, „stałym od lat wielu współ- 
pracowniku", zmarłym d. 30/VII 1867 r, (1867, N. 170). 

Wreszcie najobfitsze wzmianki spotykamy w Kurjerze o wielce typo- 
wej postaci, owym wspomnianym jaź w życiorysie Dmuszewskiego famu- 
lusie Hilarym. Znała go cała Warszawa; w jego to bowiem osobie ześrod- 
kowywały sio najrozmaitsze obowiązki: służącego, woźnego, roznosiciela 
i t. d. Najczęściej czytamy o nim wiadomości w opisach ruchu noworocz- 
nego w mieście, Hilary bowiem śpieszył tu zawsze ze zręcznie ułoźonem po- 
winszowaniem, k torem lios^nycli zwolenników pisma obdzielał. 

^Odźwierny" Hilary — czytamy w N. 2 z r. 1847-go — ten sam, co 
zrana najpierwszy m* do czynienia z Kurjerkiem i „pierwszy-by mógł czy- 
tać jego nowiny, gdyby czytać umiał'', obiecał: (w powinszowaniu uoworocz- 
nem) „Służyć Panom zawsze pilnie"; nie wątpim — dodaje Dmuszewski — że 
równie „gorliwy i zwinny" jak dawniej, tak i nadal dotrzyma słowa. 

Bywał Hilary nieraz i przypadkowym współpracownikiem pisma. 

„Wczoraj ^czytamy w N. 198 z r. 1849-go — Hilary (Merkury Kuriera), 
przyniósł do Drukarni naszej zwitek papieru, zawiązany różową wstążeczką 
i zaadresowany: „Do I^anny Konstancji, nazwanej Kotką". Nie wiedząc, 
gdzie odesłać Wierszyk wspomuiony, drukujemy go poniżej, w nadziei, że 
tym sposobem pewnie do adresu swego trafi: 



Zowią cię, Pani, Kotką! to słusznie, jak wnoszę; 
Locz ja prawdziwą Kotkę nad Ciebie przenoszę, 
Bo ona drapie ręce, gdy się rozswawoli, 
Ty zaś drapiesz po sercu !.. a to bardziej boli. 

5. W. 



A już podczas imienin, zaślubin lub tym podobnych okoliczności, Hila- 
ry był niestrudzony, biegając po mieście z różowenii Kurjeramil 

W przywiązaniu zaś do pisma, dopuszczał się nieraz przesadzonych 
pochwał, tak, iż należało go hamować i strofować. „Nie zaspał pola i stary 
Merkury Kurjerowy, alias Hilary— pisze Kurjer w N. 2 z r. 1857— a zaopa- 
trzywszy się w kilkaset drukowanych półarkuszków (powinszowań), rozsypy- 
wii wszędzie takowe, brzmiące między innemi, po przymówce, rozumie się 
o rubelka: 



106 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Tu Hilara zachęci, 
Ze Was mając w pamięci. 
Każdej chwili, godziny, 
Da Karjerskie nowiny. 

Jakich żadne nic mają Gazety... 

;, Jakoś stary Hilary— dodaje Kucz — bardzo pochlebił Kurjerom^ ale 
my, w dowód bezstronności naszej, oponujemy temu jak najzupełniej, prze- 
praszając naszych Kolegów, a braci Dziennikarzy, za ten wybryk dobrego 
humoru starego Przyjaciela Kur jera, Hilara." 

Na posługach przy dzienniku zmarł ten, ostatni bodaj, przedstawiciel 
typu dawnej służby po biurach, dożywszy późnej starości i zawsze pełniąc 
swoje czynności „odźwiernego" i woźnego redakcji... 

Z nim też zgasła pierwsza epoka pisma: dawni pracownicy powoli wy- 
mierali, a na ich miejscu formował się zastęp ludzi nowych, nowy zwiastu- 
jących okres. 



107 



i 



''K.wfer "Warszawski. 



6. Zygmunt Zal)orowski. 



(hi a t e r j a I y: „Autobioijrafja" — rękopis zauhowany w archiwmu Kwrjera.) 

Po wyjeićdzie Kucza z krajn w r. 1863-im redakcję Kwjera objął p. 
Zaborowski, jedyny z dawnych redaktorów naszego pisma, dotąd przy ży- 
ciu będący, a w Kaliszu stale zamieszk^y. Zwróciliśmy się do niego 
z prośbą o skreślenie, dla wydawaiotwa jnbileuszowego, wspomnień wła- 
snych, które też otrzymaliśmy w początkach r. 1895-gu. W tern miejsca 
druknjemy je w catości, tak, jak je cierpiąiy na oczy p. Zaborowski żonie 
swojej podyktowaJ, a podpisem własnym i uzupelDieniami własnoręcznemi 
autentYCznoHĆ ich stwierdził: 

„Po wyjeździe Kucza wła- 
ścicielka KtiTJera, Lndwika Za- 
błocka, w trudnem znalazła 
się położeniu. Ze współpraco- 
wników Kurjera Stanisław Bogu- 
sławski, w pewnej części współ- 
wla^iciel pisiim, wiekiem i cho- 
robą zmęczony, nie mógł podołać 
zadaniu redaktora. Janczewski, 
co dawał „politykę" do Kurjera, 
pracował w Diurmiht WarBzaw- 
gJeim. KeferendarK stanu, Maksy- 
miljan Vidal, którego Kucz pra- . 
gnąl mieć swoim zastępcą, nie 
chciał podjąć się tego zadania, 
jakkolwiek i z zięciem Zabłoc- 
kiej, Wysiekierskim, w przyja- 
cielskich zostawał stosunkach. 
Kiiczowa radaby była te obowiązki redaktorskie po mężu, zięciowi, Ignace- 
mu Mrozowskiemu, nrzędnikowi wydziału dóbr w b. komisji skarbu, powie- 
rzyć, aJe Zabłocka zgodzić się na to nie chciała. Czy byli inni konkurenci 




Zygmunt Zaborowski 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

do tej godności — nie wiem, ale to pewna, źe godność ta podówczas pożądaną 
nie była. 

„Z Kuczem dobrze żyłem, gościnności i uprzejmości jego nieraz dozna- 
łem; dawałem mu też od czasu do czasu jakieś wiadomości do Kurjera. 
Z właścicielł^ą Kurjera także łączyły mnie stosunki, albowiem żona moja 
była siostrą cioteczną Wysiekierskiej, córki Zabłockiej z pierwszego mał- 
żeństwa z drem Sauvan, rodzonym jej ^vujem. Przez życzliwość zatem dla 
jednego i drugiej ofiarowałem się czasowo zastąpić Kucza, w przypuszczeniu, 
że nieobecność jego krótko potrwa. ^ 

„Do piśmiennictwa zawsze miałem, niemal od dzieciństwa, ochotę, 
wcześnie bowiem zacząłem czytywać poważniejsze utwory, widując w domu 
rodziców moicłi literatów dawnej szkoły: F. S. Dmochowskiego, ożenionego 
z siostrą mojej matki, Dominika Lisickiego, Brunona Kicińskiego. U tego 
ostatniego znowu spotykałem Skimborowicza, Witego. Dla mnie literat 
każdy był jakby aureolą otoczony. Niestety, sam na tem polu niewiele 
zdziałałem. Zaczynałem pisywać powieści, komedje, ale nie miałem nawet 
cierpliwości wykończać ich i niszczyłem te niedojrzałe płody pióra mego... 

„Po powrocie z uniwersytetu do Łomży, około r. 1849 czy 1850, da- 
wałem do „Księgi świata" Merzbachowi przekłady różnych artykułów z nie- 
mieckiego i francuskiego. „Księga świata" wydawana była pod kierunkiem 
T. Dziekońskiego, mojego dawnego dyrektora gimnazjum, który wygładzał 
moje przekłady. W r. 1856 przeszedłem na urzędowanie do Warszawy. 
Tu prędko poznałem się z ówczesnymi literatami, spotykałem się zaś z nimi 
w tak zwanej gospodzie literacko-artystycznej, której byłem sekretarzem. 

„Literaci i artyści dawno uczuwali potrzebę wzajemnej wymiany myśli 
i spostrzeżeń i większego zespolenia we wzajemnych interesach. Głównie 
myśl tę podejmowali: Józef Kenig z Gazety Warszawskie^ Kamionoski, 
współpracownik tejże Gazety, a później członek komisji sprawiedliwości. 
Marein Olszyński, znany miłośnik sztuki i przyjaciel malarzy, > należał wów- 
czas do administracji Hotelu Europejskiego; za jego to pośrednictwem najęty 
został obszerny numer z dwóch pokojów złożony; postawiono najęty forte- 
pian, wszystkie redakcje dostarczyły pism bezpłatnie; co wieczór schodzili 
się tam wszyscy dziennikarze, literaci, artyści, i gawędka szła ożywiona, 
a muzyka lub śpiew przyczyniały się do rozweselenia zebranych. Posiłków 
dostarczała restauracja miejscowa. Składek żadnych nie było, tylko pusz- 
ka, w którą każdy wrzucał ofiarę według możności, i tem się opłacało świa- 
tło, posługę i lokal; wszyscy członkowie decydowali o przyjęciu nowego 
towarzysza. Z początku jedna czarna gałka unieważniała wj^bór, później 
atoli, gdy dwóch powszechnie znanych i szanowanych mężów nic dopuszczo- 
no do wyboru, ogólne zebranie wszystkich postanowiło przyjmować kandy- 

109 ' — 



l\ur/er "^ arsiawskL 

datów większością dwóch trzecich głosów. Ułożono następnie ustawę, ozna- 
czono wysokość składki, wybrano urzędników, a tymi byli: profesor Gerson, 
Alfred Schouppe, Piotr Umiński, Edward Siwiński i ja. Urządzano wieczo- 
ry tygodniowe, miesięczne, ze śpiewem, muzyką i deklamacją. By wa^ 
i odczyty, między innemi prof. Aleksandrowicza z dziedziny botaniki. Przy- 
jeżdżający artyści i uczeni zawsze podejmowani byli w gospodzie ze szcze- 
gólną uroczystością. Podejmowano kanonika Sztulca z Pragi. 

„Po paru latach gospoda tak się zaludniła, że jej w hotelu Europej- 
skim było już za ciasno. Wtedy porozumiano się z resursą Obywatelską, 
i ta ofiarowała do użytku gospody swoje salony, naprzód w domu Orano w - 
skiego, a potem we własnym gmachu, za co gospoda zobowiązała się kilka 
razy do roku urządzać dla resursy bezpłatne wieczory muzykalne. W no- 
wych salonach wszakże gospoda straciła swój pierwotny charakter i stała 
się jakby klubem, w którym większość żądała ciągłej zabawy od mniejszo- 
ści. Wypadki krajowe rozproszyły gospodę, która lat kilka istniała bez 
formalnej sankcji, lecz za zezwoleniem dyrektora głównego komisji spraw 
wewnętrznych Muchanowa, wyjednanem przez Sobieszczańskiego, ówcze- 
snego cenzora. 

„Wacław Szymanowski zaciągnął mnie do Kroniki *), której redakto- 
rem był Antoni Ostrowski, a jednym z najpoważniejszych spółpracowników 
Juljan Bartoszewicz. Pisywałem recenzje w rubryce „Nasz stół redakcyj- 
ny", kroniki zagraniczne, mianowicie paryskie, sprawozdania z procesów, 
tak żywo zajmujących wtedy, jak sprawy o testament Świdzińskiego, Brzo- 
stowskiego i in. 

„Byłem przy narodzinach Tygodnika lUustrowanego, pisywałem ekono- 
micznej treści artykuły: o lichwie, o żebractwie; w Ruchu muzycznym dawa- 
łem recenzje teatralne i jako przedstawiciel tego pisma należałem do sędziów 
konkursu pod przewodnictwem hr. Skarbka, kiedy to nagroda przyznana 
została za komedję „Konkurent i mąż" J. Korzeniowskiemu, który sam ją 
czytał jako sędzia, zamilczawszy o tem, że był jej autorem. 

„W Gazecie Warszawskiej dałem szereg artykułów o więzieniach, skut- 
kiem czego wezwany byłem do wzięcia udziału w komitecie do rewizji 
więzień i aresztów z polecenia Jego Cesarskiej Wysokości Wielkiego Księcia 
Konstantego Mikołaj ewicza, pod prezydencją nominalną hr. Kellera, a rze- 



*) Szymanowskiemu pomagałem w niektórych jego pracach, mianowicie w kore- 
spondencjach; tłómaczyłem też niektóre dramata włoskie, w jakich występowała Ristori 
a mianowicie: ^Medeę** i «Pia dei Tolomei". 



— 110 



kSIĄZKA JUBlt&CS20WA. 

Czywistą prezesa dyrekcji szczegółowej towarzystwa kredytowego Ziemskie- 
go Kretkowskiego utworzonym *). 

„Przyjmowałem też czynny udział w posiedzeniacti komitetu chole- 
rycznego pod prezydencją jenerała Witkowskiego, dalej w urządzeniu za- 
bawy na korzyść mieszkańców Warszawy klęską powodzi dotkniętych, jak 
również na pogorzelców Siedlec, do której to zabawy dałem inicjatywę; 
w komitecie zabawy na pogorzelców prezydował także jenerał Witkowski. 

^Ta pewna wprawa w dziennikarstwie ośmieliła mnie do zajęcia tymcza- 
sowego redaktorskiego fotelu *). Nie oznaczyłem bynajmniej wysokości 
wynagrodzenia, oświadczyłem wyraźnie, iż pragnąłbym, aby Kucz skut- 
kiem objęcia przezemnie redakcji żadnego nie poniósł uszczerbku. Istotnie, 
całkowita pensja, jaką Kucz pobierał, wypłacana była jego żonie i pozosta- 
wiono jej zajmowane przez nią w domu Zabłockiej mieszkanie. Mnie prze- 
znaczono 50 rs. miesięcznie. 

.Redakcja mieściła się w oficynie, w dwu pokoikach na lewo od wej- 
ścia, gdzie także stary Maciej Brochnocki miał swój stolik i kaszty zecer- 
skie. W pierwszym pokoju przy oknie stał stolik i ów fotel redaktorski, 
który po poczciwym Kuczu zająłem. Tu przyjmowaliśmy wszystkich inte- 
resantów i tu, zwykle od 10-ej a czasem 11-ej do 2-ej, t. j. do czasu wyjścia 
Kurjera siedziałem, drobniejsze wiadomostki podawałem, robiłem kore- 
ktę i t. d. Częścią administracyjną zajmował się Józef Łyszkiewicz, pod kon- 
trolą Wysiekierskiego. Ofiary dla biednych przyjmowała, zapisywała i od- 
syłała do pomieszczenia Aniela Bogusławska. Janczewski dawał „politykę^, 
Stanisław Bogusławski pisywał szarady, i wesołe koncepta, np. listy W^ 
Kruka do Bonusia (Bonusiem był Vidal), w których wzajemnie narzekali na 
swoje magnifiki. Yidal umieszczał wspomnienia o dawnych czasach i zwy- 
czajach, czerpane często z Maciejowskiego lub Wójcickiego. 

„Byli i przygodni współpracownicy, między nimi tacy, jak F. S. Dmo- 
chowski, Adam Grąbczewski, któremu wiele ciekawych artykułów technicz- 
nych zawdzięczałem. Kucz przysyłał także od czasu do czasu artykuły, ale 
te nie zawsze umieszczane być mogły. 



^) Komitet ten składali: prezes sądu kryminalnego Wieczorkowski, referendarz 
stanu Roman Bierzyński, wiceprezes towarzystwa Dobroczynności Aleksander Preis, 
dr. Helbich, Matemicki, intendent więzienia karnego, i adjutant Wielkiego Księcia Kon- 
stantego pułkownik Amasow, mój kolega uniwersytecki. Zwiedzaliśmy wszelkiego ro- 
dzaju areszty. W aresztach tych po większej części panował wielki nieporządek. Po 
kaźdem obąjrzeniu spisywałem oddzielny protokół. Kretkowski miał z nich opracować 
raport o stanie aresztów. 

') Razem z Dmochowskim wydawałem pismo Światy ale i to, jak wszyskie przed- 
siębiorstwa Dmochowskiego, upadło. 

111 






l\urjer Warszawski. 

„Mieliśmy także i urzędowego współpracownika w osobie Krajewskie- 
0, naczelnika kancelarji zarządu oberpolicniajstra, ustanowiona bowiem 
została kontrola policyjna wszelkich doniesień o nabożeństwach, o zgonach^ 
oraz ogłoszeń prywatnych, za które osobna opłata na rzecz policji pobierana 
była. Krajewski wykonywał tę kontrolę, a jako współpracownik za wyna- 
grodzeniem dostarczał nam wiadomości o wypadkach. 

„Z pomocą w rachunkach Łyszkiewiczowi przychodził Netto, obecnie 
kasjer dyrekcji głównej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. 

„Dyspozytorem drukarni był Czerniej ewski, zeceranii: Pilatowski, 
Czerwiński, Niemiera, Kwiatkowski, Holtstein. Oprócz Brochnockiego 
preserem był Berent. Nad chłopcami i rozdawnictwem Kurjera stał Antoni 
Gniazdowski. 

„Drukarnia mieściła się na dole po prawej stronie od wejścia w jednej 
obszernej izbie, za którą był pokoik dyspozytora. 

„Wstąpienie moje do redakcji było przychylnie przyjęte przez prasę 
i przez publiczność. Z literatami i artystami byłem oddawna w stosunkach, 
spotykając się z nimi w redakcjach, na częstych zebraniach u Ungra, wy- 
dawcy Tygodnika lUustroufanego, i w gospodzie literacko-arty stycznej. Na do- 
wód uznania i życzliwości artystów wybrany byłem do komitetu Towarzy- 
stwa Zachęty sztuk pięknych, a Resursa Obywatelska zaszczyciła mnie go- 
dnością członka honorowego. Obowiązki moje, referenta w radzie stanu, 
dużo mnie zostawiały czasu; mogłem je łatwo poświęcić Kurjerom. 

„Zwierzchnikiem prasy i redaktorem Dziennika Warszawskiego był 
wówczas R. Pawliwszczew *). Kurjera cenzurował Funkenstein. 

„Hr. Berg sprowadził wyborną trupę włoską, sam bowiem był wielkim 
zwolennikiem włoskiej muzyki. Impresarjem był Merelli. Trudno mi wyli- 
czyć wszystkich śpiewaków, którzy przez kilka zim z rzędu śpiewali. Trebelli 
była ulubienicą publiczności, jak również Ciampi (basso buffo). Obok opery 
włoskiej była bardzo dobra trupa francuska z lirukselli. Wyborni byli 
I. Marc i Condheil, pierwszy kochanek, Brindeau z Komedji Francuskiej. 

„Jako redaktor Kurjera musiałem bywać na balach i w teatrze i pisać 
o tem sprawozdania. Jenerał llaukt*, prezes dyrek<*ji teatrów, z którym 
zawsze łączyły mnie stosunki, ułatwił mi to zadanie, dając wolny wstęp do 
teatrów. Na żądanie Ilaukego przetłómaczyłoni dramat Dumasa Les idfes 
de M-e Aubray, ale, chociaż mi za to zapłacono, Chęciński wziął dla sceny 



•j Tajny radca l*awlis3joao\v, »/.wiitrior l*u»/kinu, b\ I prftWonnn j^/.yka ruskiego 
i historji ruskiej nu kursach tioilatkos\\vrh, nj\sti,«|>iuo prokuratonMu ojrólncu^i zebrania 
Rządzącego iSenatu^ wn*niioii»^ po uirx^inaniu iMucr,\ tur,v, ur/v:dnikiem do sz-ozeirólnych po- 
ruczeń przy główuo-dowodiąi^*iii ariąją, 

na 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

przekład Umiastowskiego, przez siebie poprawiony, Umiastowski go bowiem 
woził za granicę i Chęciński w ten sposób swoją wdzięczność cłiciał mu oka- 
zać i zadowolnić jego dyletantyzm literacki. Tłómaczyłem również przy- 
wiezioną przez Haukego farsę niemiecką „Maskarada w kantorze^, do której 
iipiewki dorobili Chęciński i Bogusławski, ale farsa ta spoczęła w pyle zapo- 
mnienia na półkach bibljoteki teatralnej! 

.Powoli publiczność zaczęła chodzić do teatru, a nasi ulubieni artyści 
umieli ją przyciągnąć. Później sprowadzono Modrzejewską. Pierwszy 
Chęciński widział ją w Krakowie i podał tę myśl, którą i ja gorąco popiera- 
łem w sferach, od których to zależało. Występy Modrzejewskiej zelektry- 
zowidy Warszawę. Ona pierwsza do koncertów wprowadziła deklamacgę, 
co również żywo zalecałem. (M. wystąpiła po raz pierwszy d. 4 paździer- 
nika 1868 r.). 

y^Foyyoli Kurjer ożywiać się zaczął. Zabłocka nieprzychyluem okiem 
patrzs^a na wszelką innowację, — chciała^ al)y Kurjer szedł tym samym 
trybem, co za Dmuszewskiego: wszystko chwalił a nic nie ganił, i miał to 
przekonanie, że, jak to mówią francuzi: wszystko najlepiej idzie na tym 
najlepszym ze światów. 

„Siekaczyński, inspektor urzędu lekarskiego, mieszkając w jednym ze 
mną domu, zajmując się z urzędu i z upodobania kwestjami hygjeny, nieraz 
mi dawał artykuły w tej materji. Między innemi raz mi dał artykuł o fał- 
gzowaniu piwa i wskazywał, jak znaczne ilości sprowadzane są rybiej trutki 
do zaprawy piwa. Na artykuł ten piwowarzy, a głównie Lentzki, podnieśli 
wielki gwałt i ze skargą do Zabłockiej poszli, kt^ira ich sprawę do serca 
wzięła; ale, jakkolwiek Lentzki zaprzeczył, aby tej szkodliwej dla zdrowia 
zaprawy miał używać, i jego zaprzeczenie umieściłem, publiczność Sieka- 
czyńskiemu wierzyć wolała. 

„W rubryce wiadomości zagraniczny(;h donosiłem o różnych wynalaz- 
kach, wypadkach i t. p. Szarad dostarczał Bogusławski, ale kiedy przez 
pewien czas czynić tego nie mógł, a Chęciński nie zawsze miał czas go za- 
stąpić, musiałem i ja szarady układać; pomagałem wszakże sobie w tem, 
przerabiając szarady Kuirjerotoe z przed lat 20-tu. 

„Trzykrotnie musiałem odrywać się od moich zajęć, lecz Kurjer na 
tych mimowolnych wydaleniach niewiele cierpiał: Łyszkiewicz i Czemie- 
jewski radzili, jak mogli. 

^Po upływie roku, kiedy o powrocie Kucza nic słychać nie było, płaca 
moja podwyższona została do 60 rs., a na prośby moje do redakcji wstąpił 
Juljan Heppen, istny kronikarz Warszawy. Przez cały ciąg wspólnej naszej 
pracy stosunki nasze nie były zachwiane ani na chwilę i takiemi dotąd po- 
zostały. 

Ktląik« JubileunowR. 113 8 



Tsjirjer Warszawski. 

„Jakkolwiek sporo w Warszawie liczyłem znajomych, Kwjer liczbę 
ich w różnych sferach powiększył, tak w ś^viecie przemysłowym i handlo- 
wym, jak i za kulisami. W teatrze niemal codzień bywałem, tak, źe w koń- 
cu już mi się to uprzykrzyło, i rad byłem, gdy mi się udało którego wieczora 
nie być w teatrze. Jak' pan Stefan z Pokucia powiadał o sobie: żadna feta, 
kulig, albo imieniny nie uszły mej uwagi, wszędzie czynny byłem. Trzeba 
było isć w ślady Kucza, bawić się nawet czasem w improwizacje, a źe nie 
miałem się kim wyręczać, sam więc chodziłem na otwarcie różnycli zakładów 
przemysłowych, na oględziny różnych wynalazków i osobliwości. Byłem na 
otwarciu kolei terespolskiej i łódzkiej; chodziłem na pogrzeby, wesela i bale; 
posyłałem różowe Kurjerki. Ze wszystkiemi artystami i artystkami przy- 
jezdnymi i miejscowymi musiałem się zaznajamiać, klaskałem Włochom 
i Francuzom, świetnym ballerinom Couąui i Bogdanowej... 

„Skrzętnie prowadziłem kronikę miejscową, a jak to powiedziałem 
wyżej, między innymi dostarczał do niej wiadomości Krajewski, redaktor 
Gazety policyjnej, 

„Tak pchałem taczkę Kurjera aż do powrotu Kucza w r. 1865-ym. 

„Ani Wysiekierscy, którym Zabłocka dalszy kierunek Kurjera powie- 
rzyła, ani Kucz sam żadnych mi propozycyj co do współpracownictwa 
w Kurjerze nie uczynili, ani ja też ich się o to nie pytałem. Kucz tylko po- 
dziękował mi za zastępstwo, prosząc, abym, dopóki on pozwolenia do prowa- 
dzenia Kurjera nie otrzyma, jak dotąd, pismem dalej sie zajmował. Kuc« 
się cieszył rodziną, witał znajomych, bawił się — a ja pisałem. 

„Tymczasem Wysiekierski powzi^ niefortunną myśl zastrzeżenia Ku- 
czowi przy projekcie do kontraktu, aby mu służyło prawo wstrzymania arty- 
kułu, jaki-by uznał za niewłaściwy lub szkodliwy dla pisma. Dotąd odbitka 
Kurjera, posyłana do cenzury, w drugim egzemplarzu zawsze była komuni- 
kowana Wysiekierskim, ale nie było wypadku, aby ci z tej, że tak powiem 
atencji dla właściciela pisma, jakikolwiek użytek czynić chcieli, i nie wątpię, 
znając delikatność i ostrożność Kucza^ że gdyby istotnie jaki artykuł nie po- 
dobał się im i prosili Kucza o wycofanie go, pewno nie wahałby się zadość 
uczynić prośbie. Warunek atoli taki, wstawiony w ramy kontraktu, ubliżał 
długoletniemu doświadczeniu i powadze redaktora i czynił go nazbyt zależ- 
nym od osób, które zapewne czcił i szanował, ale którym kompetencji 
w dziennikarstwie nie mógł przyznać. Popularność Kucza, rady przyjaciół, 
mianowicie mecenasa Majewskiego, Ungra, wydawcy Tygodnika iUustrowa- 
nego, i innych, którzy stanowczo namawiali Kucza, aby, zamiast być cudzym 
parobkiem, sam na siebie pismo założył, sprawiły, że p. Karol istotnie, 
pomimo perswazji Yidala, propozycji Wysiekierskieh nie przyjął i nowe 
pismo założyć postanowił. 

114 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

„Podczas tych wszystkich pertraktacyj zacłiowywałem się zupełnie 
biernie i, nie proszony o pomoc hib radę, z nią się nie narzucałem, nie 
chcąc, ażeby mnie o jakie intrygi przeciwko Kuczowi posądzano. Tak samo 
j>óźniej, kiedy żądano odemnie, abym wpływów moich użył na niedozwole- 
nie Kuczowi wydawania innego pisma, wręcz odmówiłem. 

„Zdaje się, że wtedy W. nie znaleźli nikogo, któryby podjął się pro- 
wadzenia Kurjera, prosili więc mnie, abym nadal pozostał. Czasu miałem 
wówczas wiele, a zajęcia w gasnącej już wtedy Radzie Stanu i w zarządzie 
budowy Ratusza zbytnio mnie nie absorbowały; przyjąłem tedy ofertę, 
tern bardziej, że owa walka z Kurjereni Codziennym, której doniosłość pojmo- 
wałem, nie przerażała mnie wcale; liczyłem bowiem, że właściciele, w do- 
brze zrozumianym swoim interesie, postarają się o wytrzymanie konkurencji 
i ułatwią mi moje zadanie. Proponowałem powiększenie sił redakcyjnych, 
zjednanie korespondentów z prowincji, sprowadzenie maszyny pośpiesznej, 
nowych czcionek, syednanie sobie kantorów i nieszczędzenie wydatków dla 
podtrzymania wszelkiemi sposobami pisma. Nie usłuchano mnie jednak 
a wszelkie zabiegi ograniczono na skargach na niewdzięczność Kucza, cho- 
4łzeniu po kantorach i jednaniu ich sobie pięknemi słówkami. 

^Tymczasem przyjaciele Kurczą rozszerzali najfałszywsze wieści 
-o przyczynach zerwania, rozpowiadali, że mu tylko połowę dotychcza- 
sowego wynagrodzenia ofiarowano, i że miatf być zupełnie zależnym 
od Wysiekierskiego. W kantorach przekupywano subjektów i chłopców, 
tak, że prenumeratorom Kurjera Warszawskiego posyłano Codziennego. To 
samo działo się i na prowinc\ji. Przyjaciele Kucza formalną prowa- 
dzili propagandę, zbierając między znajomymi prenumeratorów dla Co- 
deiennego. Wielu moich znajomych odsunęło się odemnie, biorąc mi za złe, 
że nie cofnąłem się od redakcji. Moje wyjaśnienia nie znajdowały wiary, 
i formalna wojna wypowiedziana została Kutjerom Warszawskiemu. Wysie- 
kierski sam schodził do redakcji i układał porządek artykułów, przyjmował 
interesantów. Nic to wszystko jednak nie pomagało. Kiedy Kur jer Co- 
dzienny coraz więcej zyskiwał prenumeratorów, Warszawski icli tracił, a ja, 
.zniechęcony, że w^szystkie moje projekty i uwagi nie były przyjmowane, tra- 
ciłem coraz więcej ochotę i odwagę do zajęcia. 

^W takim stanie rzeczy Wysiekierscy myśleli, że znajdą sposób pod- 
niesienia pisma, powołując do steru sędziwego A. E. Odyńca, znowu bez ja- 
kiegokolwiek porozumienia się ze mną, tak, że na mieście dopiero od senatora 
Karnickiego dowiedziałem sie, iż Odyniec ma być moim następcą. Napisa- 
łem więc do Wysięki orskich, że wiedząc, iż komu innemu mają zamiar po- 
wierzyć pismo, usuwam się dobrowolnie. 

^Wysiekierscy tyle pkazali się względnymi na moją dotyczcza^^ową pracę, 

115 8" 



T^ur/cr %l^ arszawski, 

że prosili, abym nadal do poinofy Odyńcowi po/ostoJ. Znowu wiec pozo- 
stałem w Kurjerze, ale nowa firma nic nie pomogła. Odyniec był za stary, 
nie rozumiał zupełnie potrzeb i wymagań dziennikarstwa. Oddany pracy 
nad porządkowaniem swoieli listów i w^spomnień, wizytom i wieczorom, dla 
Kurjera zamało miał czasu; dawał jakieś bajeczki, opowiadania i wierszyki, 
które nikogo nie bawiły; przychodził późno, i to po to, aby jaki artykuł lub 
korektę oddać; z publicznością i interesantami nie spotykał się wcale, 
a w tej sferze przemysłowców i kupców, która wiele treści Kurjerouń^ dostar- 
czała i w^śród której Kucz przebywał ciągle, Odyniec nie ol)racał się wcale. 
Poeta bawił się czasem w poprawianie nawet własnych artykułów , kiedy 
wracały z cenzury i miały iść na prasę, piv.ez co numer bieżący nieraz, zamiast 
o 2-ej, wychodził o ()-ej po południu, a roznosiciele Kurjera Warszawskiego^ 
często przekupywani albo napadani przez rnznosicieli rywalizującego pisma? 
późno w nocy, lub na drugi dzień d<ipiero egzemplarze praynosili prenumerato- 
rom. Przy Odyńcu okazał się jeszcze większy upadek w prenumeracie. Wi- 
dząc, że nic nie poradzi, O. cofnął się; zastąpił go St. Bogusławski, ah» i ten, 
dając tylko swoją firmę, nic dla pisma nie zrobił. 

^Proponi)wałeni wtedy, iż obejmę redakcję bez żadnego wynagrodze- 
nia i że dzielić się l»ędę z właścicielami zyskiem, po poti*ąceniu kosztów, ale 
cliciirfem pismo prowadzić zupełnie niezależnie. I to się nie podobało. Do- 
wiedziałem się wkrótce o nowej kominnacji z Mironem, Szymanowskim i in- 
nymi. Ustąpiłem wtedy już bezpowrotnie. 

„Jeżeli zaś żadnego udziału w dalszych pracach nie przyjmowałem- 
innemi obowiązkami służby publicznej zajęty, nie przestawiałem przecież 
żywo śledzić postępów Kuriera i cieszyć się jego rozwojem, rad, że to, 
o czem ja marzyłem, inni ziścić mogli... 

„W rozwoju pisma tą tylko maleńką pochwalić się mogę zashigą, że 
Kurjera na pow^ażniejsze wprowadziłem tory." 



„Uzupełniając niniejsze wspomnienie, winienem dodać tu kilka jeszcze 
szczegółów o osobach w niem wzmiankowanych. 

„Ludwika Zabłocka była córką L. A. Dmuszewskiego i słynnej z uro- 
dy i talentu artystki l^ięknowskiej, a tem samem siostrą przyrodnią Stani- 
sława Bogusławskiego, syna tejże Pięknowskiej i twórcy teatru polskiego, 
Wojciecha Bogusławskiego. Portrety Pięknowskiej i Dnuiszewskieg(» po- 
zostały w zbiorach Wysiekierskiej. Wartoby niemi ozdobić foyer teatru. 

„Pierwszym mężem Zabłockiej a ojcem Wysiekierskiej był dr. Ludwik 
Sauvan, przyjaciel i towarzysz podróży Zygmunta Krasińskiego, założyciel 

116 



KSIĄŻKA JUBa.KUSZOWA. 

zakładu Lydropatyc.zuego w Wierzbnie |)od Warszawą. Ojciec Sauvana, 
Dawid, pochodził z rodziny hugonotów, osiadłej w Królewcu. Jak wielu 
cudzoziemców, szukał szczęścia w służbie wojskowej rosyjskiej, odbywał 
kampaDJe turecką ])od Suworowem i z nim w r. 1794 i)rzybył do Warszawy; 
tu sie ożenił z panną Danielską, siostrą późniejszego dyrektora poczt. Opu- 
ścił służbę wojskową, został jeneralnyni nadleśnym lasów rządowych i do- 
służył się emerytury. 

^Zabłocka obdarzona była bardzo pięknym głosem; kształciła się 
w muzyci* i śpiewie pod kierunkiem Nieolai^ego, twórcy ^Wesołych kumo- 
szek z Windsoru", który dość długo mieszkał w Warszawie. 

„O Stanisławie Bogusławskim wspomnę tylko, że służył wojskowo, był 
oficerem grenadjerów gwardji, potem wszedł na scenę, którą zasilił wybor- 
uerai komedjami, jak: „Krewni", „Stara romantyczka", „Opieka wojskowa". 
Ostatnią jego pracą były „Stoliki magnetyczne". IComedje te były czerpa- 
ne z ówczesnego społeczeństwa i starały się odwzorować j(*go przywary 
i upodobania. W „Opiece wojskowej" wybornie uchwycone były tyi)y da- 
wnych wojskowych, a stara panna, zachwycająca się romansem 8ue'go „Żyd 
wieczny tułacz", wywoływała śmiech publiczności. Bogusławski żywy brał 
udział w i)iśmiennictwie współczesnem i obracał się w kółku młodszych od 
siebie literatów: Zraorskiego, Filleborna, Dziekońskiego, do których grona 
należs^ i Niewiarowski (Półkozic), i nazwał je „cyganerją warszawską". 

„Wspominając o innych, musze jeszcze wspomnieć i o sobie. 

„Jestem dzieckiem Warszawy. Kodziłem się d. 30 listopada 1827 r. 
w domu zwanym Rosleni, z Teofila Zaborowskiej, właściciela dóbr Szwu- 
rocin w powiecie sochaczewskim, wówczas sędziego trybunału, i Elżbiety 
z Soderów. Od ojca mego odnajmował mieszkanie krewny jego, Cyprjan 
JZał)orowski, ])óźniejszy senator, u którego częstym ł)ywał gościem Romuald 
Hubę, wówczas profesor prawa i prokurator Sądu kryminalnego, późniejszy 
senator i członek rady państwa. W kilka godzin po mojem prayjściu na 
świat ojciec mój zaprezentował mnie tym dwóm jjrzyjaciołom, którzy tym 
sposobem byli... najdawniejszymi moimi znajomymi. Następnie byli oni 
moimi profesorami w uniwersyt(»cie petersburskim i wiele im w życiu za- 
wdzięczam. 

„Toczatkowe wykształcenie pobierałem w domu, a niemalvm w niem 
czynnikiem była księgarnia F. S. Dmochowskiego, mieszcząca się wtedy 
w kamienicy, w której rodzice* moi mieszkali, przy ulicy Nowo-śenatorskiej. 
Wyry^yałem się tam i czytywałem, co mi w rękę wpadło: i i)Owieści dziecin- 
ne, i romanse Koka, Waltcr-Scotta lub Bronikowskiego. 

„Po skończeniu gimnazjum, tak zwanego Kaźmirowskiego, w r. 1842 
byłem jeszcze przez rok w Weimarze dla kształcenia się w języku niemie- 

117 



K^ur/er ^W arszawski. 

ckim. Tam uczęszczałem do gimnazjum; oprócz tego brałem prywatiie- 
lekcje języków i zachwycałem się Scliillerem, Goethem. W r. 1843 udałem 
się do Petersburga na wydział prawny, gdzie liczne pozawiązy wałem sto- 
sunki. Wielu miałem kolegów, z którymi ściślej żyłem, źe wymienię Apol- 
lona Korzeniowskiego, ze starszych odemnie: szanownego profesora Jurkie- 
wicza, zmarłych już profesorów: Kurjerowa, Prokopowicza, Cienkowskiega- 
i Aleksandrowicza, senatora Małkowskiego, który na rok przed wejściem 
mojem do uniwersytetu ukończył go i pracował wtedy w komisji prawo- 
dawczej przy senatorze Hubem, wreszcie Walentego Zakrzewskiego, na^ 
stępnie współpracownika Oazety Warszawskiej, 

„Życie studenckie było wtedy dość hulaszcze; młodzież grała w karty 
i chodziła na tak zwane tancklassy (bałiki z damami arcy-wesołemi). Wię- 
kszość Polaków / Królestwa, będąca na koszcie rządu, mieszkała w uniwer- 
sytecie. Wychodziła wtedy gazeta, pisana po polsku, w której jeden z po- 
ważnych dziś dygnitarzy umieścił satyrę na kolegów, zbyt gorliwie liołdują- 
cych Bachusowi i Wenerze. Tytuł jcvj był: „Gabinet anatomiczny^. W tym 
gabinecie dozorca opowiada dzieje innych indywiduów, których preparata 
anatomiczne były przechowane w gabinecie. Hyło o to wcielę hałasu, ale- 
hałas skończył się na niczem. 

„Studenci z gubernij zachodnich i południowych zupełnie oddzielnie 
trzymali się od nas. Mieli stowarzyszenie na wzór niemieckich Burschen- 
schaftów, pod nazwiskiem „Lithuania^. Niemcy, tak jak nieniey, mieli swo- 
ją „Baltikę", a Rosjanie ^Ruteuię". Scnjorem tej korporacyi był hr. Uwa- 
row, syn ówczesnego ministra oświecenia. 

„Pojedynki w tych korporacjach były dosyć częste, korporacje narzu- 
cały swoje ustawy i wyroki wszystkim studentom. Owoż z powodu nałoże- 
nia tak zwanego Yerschiessu na jednego ze studentów, ogół i)owstał prze- 
ciwko tym arbitralnym sądom i ustanowiono wtedy sądy honorowe. Do- 
zredagowania ustawy dla tych sądów byłem wybrany przez kolegów i ra- 
zem z późniejszym senatorem Markusem statut redagowaliśmy. 

„Za moich czasów, oprócz wykładów obowiązujących na wydziale- 
prawnym, uczęszczaliśmy tłumnie na wykłady prof. Poroszyna z ekonomji 
politycznej, prof. Kutorgina z historyi l)Ow^szechnej, i brata tegoż — z historji 
naturalnej człowieka. 

„Po powrocie z Petersburga w r. 1847 przebywałem w Łomży, gdzie 
ojciec mój był |)rezesem trybunału i gdzie w r. 1849 rozpocząłem aplikację 
sądową. W r. 1852 otrzymałem pierwszą posadę: podpisarza sądu pokoju 
w Tykocinie. Miłe bardzo ztamtąd wyniosłem wspomnienia: bywałem 
wiele w okolicy, byłem częstym gościem w domu hr. Jana I^otockiego. 
Ciekawa to postać wielkiego pana z dawnych czasów. Następnie prze- 

lis 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA 

niesiony zostałeui na takiż sam urząd do homży, a w r. 1856 przeszedłem 
stąd do Warszawy na sekretarza prokuratora sądu apelacyjnego. Kolejno 
pełniłem obowiązki podpisarza tego sądu^ referenta wydziału krymi- 
nalnego w komisji sprawiedliwości, pisarza X-go departamentu Senatu, 
referenta kaucelarji rady stanu, pisarza IX-go departamentu. Jednocześnie, 
obok tych urzędów, zawiadywałem kancelarją komitetu budowy Ratusza. 
W r. 1871 mianowany byłem prezesem trybunału w Siedlcach, zkąd w roku 
1876, przy nowej reformie sądowej, przeszedłem na wice-prezesa sądu okrę- 
gowego w Warszawie, a w r. 1888 otrzymałem emeryturę za 35 lat słuihy 
etatowej. Po opuszczeniu redakcji Kur jera obowiązki sądowe nie pozwo- 
hły mi już dalej zajmować się pracą dziennikarską. 

,Dziś, kiedy z ka/dym dniem zwiększa się zastęp pracowników pióra 
i dziennikarstwo tak silnie się rozwinęło, my, starsi pracownicy, spokojnie 
ustępujemy z pola i ze wspomnień tylko możemy dostarczyć materjałów 
do historji naszego piśmiennictwa*. 



\ 



119 — 



l\urjer 'Warszawski, 




7. Antoni Edward Odyniec. 



Xie tu mieJBi^e na kreślenie życiorysu |ioety, lub sylwetki literackiej 
przyjaciela i towarzysza Adama Mickieivieza; Odyniec będzie mia! za- 
szczytną kartę w historji literatury, tak dobnie zasłużoną. 

Mając na względ/ie przedewszystkieni dzieje Kurjera, wspominamy tu 
o Odyńcu o tyle, o ile Idlknuastoiniesięoznie jego redaktorstwo tego wjmaga- 

Odyiiiec objął redakĘJe po Zaborowjikim w r. 186fi-ym, na krótko; 
bowiem obo\viązki naczelnego kierownika piumii sprawował tylko do Integn 
roku ISfiT-go. Właśnie podówczas przybył ou do nas z Wilna, po długiej 
nieobecności w ^^'^arazalvie, na stały tu ])obyt. Odyńcowi poczęści obce bvh\- 
stosunki warszawskie, po częstsi ziiś nie mógł się oswoić z gorąezkowem 
życiem, jakie^'0 wymagało kierownictwo pisma codziennego. Kychło mec 
porzuci! redakcję, tern meccj, że jednocześnie stal sie ^wnym współpraco- 
wnikiem eziisopisma Kronika rodzinna. 

( )dyniec urodził sic w r. ] 804 d. 2.5 styc-znia ■/. ojca '1'adeusza, obywa- 
tela jrubernji Wileńskiej, we wsi Oejstunacli, w powiecie oszmiańskira. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Nauki odbywał w Boninach u Bazyljauów i w uniwersytecie wileńskim 
(1821 — 3), gdzie kolegował z Mickiewiczem. 

Na polu literackiem wystąpił po raz pierwszy w r. 1822, z powieścią 
wierszem: „Strachy". 

Bibljografja Estrejchera wylicza 40 prac Odyńca drukowanych, a z nich 
niektóre w kilku powtarzały się edycjach. Główniejsze przytaczamy: 
„Izora", dramat 3-aktowy (Warszawa 1828), przekłady: Schillera „Dzie- 
wicy Orleańskiej"; — Walterskota „Dziewicy Jeziora" i „Pieśni osta- 
tniego minstrela" ; — Byrona: „Korsarza", „Mazepy "^ i innych; — Moore'a 
<„Raj i Peri") i t. d. Przekłady te wychodziły w 6-u toniach z początku 
w Lipsku, a następnie w Wilnie (1838 — 1843). 

Pisywał także dowcipne satyry, pod pseudonimem Innocentego Sta- 
ruszkiewicza. 

Powróciwszy z zagranicy do Wilna, redagował „Encyklopedję po- 
wszechną", wydawaną przez Gltlcksberga (nieukończoną), zaś w r. 1840 
wszedł do redakcji Kurjei^a Wileńskiego, przy którym przez lat 20 pracował. 
W Wilnie ogłosił szereg utworów w formie dramatycznej: „Felicyta" (1849), 
„Barbara Radziwiłłówna" (1858) i część „Jerzego Lubomirskiego". Należał 
do wydania „Albumu Wileńskiego" w r. 1858. Drobniejsze jego poezje 
wyszły w 2-ch tomach 1859 r. W Kromce rodzinnej zamieścił „Listy z po- 
dróży", pełne cennych szczegółów do dziejów literatury z epoki Mickiewi- 
cza, — nakoniec w r. 1874 wydał przedruk swych przekładów i zbiór no- 
wych oryginalnych poezyj. Odyniec był również redaktorem i wj^dawcą 
noworocznika „Melitele", którego od r. 1829-uka/ały się w Warszawę 
trzy tomy. 

Utwory Odyńca tłómaczone były na inne języki, jak np. „Barbarę Ra- 
dziwiłłównę" przełożył w r. 1870 na język czeski Wacław Sztulc, a na nie- 
miecki Antoni Wojcke, — ;,Lzy", w przekładzie T. J. na język ross}'jski, 
w r. 1 859 zamieściła Illustracja Petersburska, 

Zmarł w Warszawie d. 15 stycznia 1885 r. 



121 



Kurie "^ arsiawiki. 




8. Stanisław Bogusławsłd. 

Po Odyńcn objął obowiązki glówoego redaktora Kitrjfra Wartzaw- 
tkUgo Stanialaw Koatka Bogualawaki, od i-. 1847 współpracownik tego pi- 
sma, — pisarz rzeczywistego talentu i dowcipu, władający przytem wierszem 
starannie i umiejętnie. 

Był on synem Wojciecha założyciela naszej sceny, któi-y, jak napis us 
pomniku w Powązkach powiada: 

„Kraywdzącc gto»y Hceiiy na zaweze uiuortył, 
Pisał, grał i srająiyuh na c«aa jłóźny stworzjt" 'j- 

Stanii^w Bogusławski urodził się w A\'arszawie d. 18 grudnia 1805 r. 
Nauki pobierał w szkołach księży pijarów, a obrawszy sobie następnie za- 
wód wojskowy, wstąpił na prostego żołnierza do pułku gwardji grenadjerów 
b. wojska polskiego. W r. 1827 awansowany był na porucznika w tymże 
pułku. 

W r. 1833 wszedł, za namową i nauką Kudlicza, słynnego wtedy arty- 



<) Jako szuiegół mniłij znany zamaczamy to, ii wiersz poniiuniony, w przekla- 
daie na jęsyl< niemiecki, zanieidła od r. 1866 proez czaii pewien wychodząca w WarBia- 
wis Wartchmer Zntttng, klórej gtfiwnym współpraco wnikiom by) ostatecznie Christian 
Petzet dobnp polski język znająoy, pćżniąjaay wspótreii aktor Sekłaifche Zeitwig. 



KSIĄŻKA JUBILBUSZOWA. 

Sty dramatycznego, do składu aktorów sceuy Warszawskiej i ukazał się na 
deskacli teatralnych poraź pierwszy d. 8 maja t. r. w roli Edgara Rawens- 
wood w dramacie „Oblubienica z Lamermooru''. 

Mimo jednak tradycyj rodzinnych, w jakich wyrósł, Stanisław Bogu- 
sławski chętniej pracował dla sceny piórem, niż w rolach mu powierzanych, 
przytem zasilał utworami swemi prozą i wierszem pisma perjodyczne, jak 
np. Oazetę teatralną^ w r. 1843 przez Kissewetera wydawaną, i inne. 

Komedyj napisał znaczną ilość. Oddzielnie ukazi^ się: ^Adwokaf^^ 
komedjo-opera w 1-m akcie z muzyką Edwarda Wolffa (1833), — „Tak się 
dzieje" i „Urojenia'' (w r. 1834), „Stara romantyczka" wyszła z drukarni 
Kwjera Warazawalciego (1838) — wreszcie w r. 1840 w zbiorze Merzbacha 
p. t. „Teatry warszawskie", komedja „Krewni", wierszem skreślona 
z ryciną, przedstawiającą Żółkowskiego w roli głównej; — dalej w r 1854 
do 1860 u Orgelbranda wyszły cztery tomy komedyj Bogusławskiego, — tu 
oprócz wyżej wymienionych: „Adwokata", „Starej romantyczni", „Kre- 
wnych", „Tak się dzieje" czyli „Życia nad stan" i „Urojeń", mieszczą się 
nadto: „Lwy i Lwice", „Pod strychem", „Opieka wojskowa", „Serdeczna 
przyjaciółka", „Dwie bramy" i „Stoliki magnetyczne". Nakoniec u Ge- 
bethnera w r. 1867 wyszła komedja „Złoty młodzieniec" i monodram 
„Blagier". 

Wszystkie te komedje są pełne wartości i stawiają autora w rzędzie 

prawdziwie utalentowanych pisarzów. 

Wiele utworów poetycznych Bogusławskiego porozrzucanych jest 
w różnych pismach czasowych, — humorystyczne zaś, pełne satyry, budzące 
śmiech szczery a nadewszystko zdrowy, bo poecie zawsze przewodniczyła 
myśl zacna i uczciwa, zazwyczaj drukował w Kurjerze Warszawskim 
w ciągu lat 30-tu przeszło współpracownictwa swego przy tem piśmie. 

Jako próbę humoru Bogusławskiego w przygodnych wierszach, poda- 
jemy tu z rękopisu wierszyk niedrukowany, a napisany do jednego z kole- 
gów redakcyjnych, Juljana Heppena, zbierającego łebki od cygar dla ubo- 
gich, którzy następnie tarli je na tabakę: 

.,Mój Juljanie, widz<; przecie, 

• 

Ze roasz z Nieba misję taką, 

Abyś nędzę na tym świecie 

Rozweselał choć tabaką! 

Przyj ra więc łebki na schowanie 

Czero bogata ma skarbnica, 

— Iz nicli także proch powstanie 

Sam pan tre de la donica. 

- — 123 



Ej mój Julku, z ujmą chwały, 
Głów dziś takich co niemiara, 
Któro nawet sit; nie zdały 
>Ja te łebki od cygaral" 

Wracąjąr sit; jeszc/e do [)rac lio^iisławskiego dla sceuy, zanotować 
winniśmy, iż napisał libretto do 0|)ery z muzyką Józefa Damse^o, \)s t. 
„Kontrabandzista'^ (w r. 1S44) i do ojiery ..Flis"^ (Moniuszki). Oba libretta 
wyszły w r. 1 858 na \vidok publiczny. W rękopisie pozostawił libretto 
do opery „Mistrz Twardowski^ i szkic wierszem j). t. ^Córka lichwiarza*'. 

Jako artysta dramatyczny posiadał zasłużona opinję aktora myślącego 
i użytecznego; jako redaktor popularnego pisma był lubiany bardzo, jako 
l)()wi(*ściopisarz pozostawił 2-u tomowy szkic obyczajowy ]). t. „Prześla- 
dowca" (1844 r. wydany). 

Zmarł łiogusławski d. 10 czerwca 1870 roku. 

R('daktorstW() Kurjera trwało bardzo krótko; kierownictwo pisma objął 
Bogusławski w d. 9-m lutego 1867-go r., ustąpił je w rcce Szymanowskiego 
w d. 28-ym stycznia 1868-go r. 

liogusławski zamyka sobą pierwszą dobę w historji naszego dziennika, 
okres Dmuszewskiego, którego tradycje żyły aż po jego czasy, którego zasad 
i kierunku niewolniczo trzymali się wszyscy redaktorowie aż do Szmanow- 
skiego, czy to wskutek nacisku właścicieli pisma, pra«;*nących rodzinne 
względy [irzenosić nad grunt publicystyczny, czy też dla braku osobistycłi 
uzdolnień dziennikarskich, takich przynajmniej, któreby sprostać mogły no- 
wym potrzebom dziennikarstwa. 

Jak pojmował swoje stanowisko Bogusławski, najlepiej poucza jego 
odezwa, pomieszczona p. t. „Od redakcji Kurjera Warazawakiego^ w N. 33 
z d. 9 lutego 1867-go roku: 

,,Obejmując z dniem dzisiejszym główny kierunek Redakcji Kurjera 
Warszawskiego, którego od lat 30-tu stałym jestem współpracownikiem, uwa- 
żam się w obowiązku zawiadomić o tem łaskawych naszych Czytelników. 
Doświadczenie zyskane w literackim zawodzie, tyloletnia i)raea pod okiem 
założyciela Kurjera, znajomość stosunków i potrzeb rodzinnc<;o miasta, po- 
winny służyć za rękojmię dla Czytelników, że Kur jer Warszawski, y<xk dotąd, 
tak i nadal, ściśle trzymać się będzie w\i:kniętego mu przez je^o założyciela 
kierunku. Wierny wskazanym i)rzez ś. p. L. A. Dmuszewskiego zasadom^ 
które przez lat 46 pismo nasze ożywiały, wierny tradycjom miłości bliźnie- 
go, poszanowania wszystkiego, co szlachetne, piękne i dobre, jakim ś. p. 

124 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Ludwik Adam całe swe życie hołdował, święcie przechowywać je będę, 
i wszellcich dolcładać starań, aby to pismo przez niego stworzone, i nadal po- 
zostało kroniką Warszawy. Każda myśl zacna, każdy czyn szlachetny, 
znajdzie odbicie w kolumnach Kurjera Warszai^skiego, zarówno jak drobne 
fakta bieżące, rodzinne i społeczne zdarzenia. Dziękuję tym, co dotąd 
Kurjera w jego zadaniu wspierać raczyli; upraszam ich, aby mi i nadal swe- 
go poparcia odmawiać nie chcieli. Stanisław Bogusławski 

Redaktor odpowiedzialny. 

I tu więc, jak w okresie \ldala, Kucza i t. d., ma być wyryta na Ku- 
rjerze pieczęć Dmuszewskiego: pismo ma pozostać takiem, jakiem było przed 
pół wiekiem blizko! 

Ale Bogusławskiemu przyszło redagować Kurjera w trudniejszych niż 
Kuczowi warunkach, bo i konkurencja niespodziana, wprost pi-zeciw nasze- 
mu pismu wymierzona, wzmagała się silnie, i ruch dziennikarski w Warsza- 
wie naglił do postępu. Zadanie swoje Bogusławski odczuwał, lecz nie 
umiał mu sprostać. W rocznikach z 1866 — 67 widzimy pewne dążenia na- 
przód, lecz jeszcze częściej spotykamy ślady cichych skarg i żalów. 

Dążenia naprzód zaznai^zyły sic rozszerzeniem grona współpracowni- 
ków, wprowadzeniem liczniejszych korespondencyj, rozwinięciem sieci kan- 
torów prenumeracyjnych, — i t. d. Za Bogusławskiego też spotykamy pierw- 
sze własne korespondencje zagraniczne: z wystawy paryskiej. Ale też na 
tern i koniec. 

Jako dokument charakterystyczny przytaczamy zawiadomienie, pierw- 
sze tego rodzaju od czasu istnienia Kurjera, o wstąpieniu do redakcji 
Chęcińskiego. 

„Pragnąc urozmaicić treść pisma naszego, jako też powiększyć rubry- 
kę wiadomości bieżących artykułami budzącemi zajęcie Szanownych Czytel- 
ników naszych, zobowiązaliśmy P. Jana Chęeińakiego, znanego autora w lit(»- 
raturze krajowej, na stałego współpracownika Kurjei^a Warszawskiego. Nie- 
mniej zamówiliśmy licznych Korrespondentów, a to w celu obznajomienia 
Czytelników z faktami i stosunkami na prowincji". — (1867, N. 175). 

Echa walki natomiast, a raczej dowody nieudolności ówczesnych 
redakcyj, szeroko rozbrzmiewają na szpaltach dziennika. 

Oj! i na ciebie strach „Kurjerze" stary ^ 
Tj także sobie roisz coś bez miary, 
Ty marzysz zawsze z rozkoszą prawdziwą, 
Że drogą prawą i pracą uczciwą, 
Służąc ochoczo przez tak długie lata, 
Zyskałeś jakieś współczucie n świata! 

125 



Kur/er ''Warszawski. 

Tak odzywa się redakcja z nietajonym żalem vr wierszu prima aprilit'- 
owym w r. 1867 (N. 75). 

W inDem zdowu miejscu, we „Fraszkach" — które Bogusławski wpro- 
wadzi! — czytamy taką apostrofę (1867, N. 167). 

— Jak się przedstawia po- 
stęp? „Pójdziesz do redakcji JTu- 
rjera Warsżaiośkiego^ ,—^u\óviil oj- 
ciec do syna. — „Nie wiem gdzie 
oua jest". — „W domu ś-p. Dmo- 
szewskiego". — „I to nie wiem". 
— ^„Niech cię licho!.,. Tam, gdzie 
handel Stępkowskiego". — Aha! 
teraz wiem". 

Do tego sarkazmu bezwąt- 
pienia były powody uzasadnio- 
ne, skoro redakcja nie wahała 
się w tychże, „Praszkach" ttaką 
zamieścić wzmiankę już^wprost 
pod adresem, uie przebierającej 
w środkach, konkurencji (1867, 
N. 55): 

— „Ile kosztuje umiesz- 
czenie tego doniesienia przez 
trzy razy?" — „Siedemdziesiąt 
pięć kopiejek". — ,Oto są, a te- 
raz idę dać toż samo do dru^e- 
go pisma"... — ,,A to na co? nie 

-dawaj Pan tam, ja Panu za rubla sześć razy go umieszczę". 

O szlachetna konkurencjo! jak wzniosłe są twoje drogi ! dodaje Ku- 
rjer, a W nawiasie zaznacza, że fakt ten jest „autentyczny". 

NajjaskrawBzym zresztą dowodem walki, nietjlko jawnej, ale i ukry- 
tej — była następująca odezwa, grubym drukiem na czele numeru pomiesz- 
^^^ona (1867, N. 99) „Od redakcji Kurjera Warszawskiego": 




.fan Chęciński. 



.Czujemy się w obowiązku wyprowadzić z błędu Szanownych Obywa- 
teli Ziemskich, zamieszk^ych w dalszych gubemjacłi Królestwa, co do po- 
głoski, jakoby „Kurjer Warszawski", jednocześnie z pojawieniem się „Co- 
dziennego", przestał wychodzić. Oświadczamy zatem, że „Kurjer War- 
szawski" bez przerwy wychodził, wychodzi, i nadal wychod/,ić będzie. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

"Źródła tej bajeczki nie pojmujemy; nie pochodzi ona bowiem niezawodnie 
^ Głównej Expedycji Gazet w Warszawie, a tembardziej z łona Redakcji; 
przypisać cłiyba ją należy wpływowi jakiegoś arcy-dowcipnego pomysłu 
iratersko-sumiennej emulacji". 

Skargi jednak i biadania nie wiele ^pomagały, bo nie skarg potrzeba 
było Kufjerom, lecz czynu... 

A do kategorji czynów chyba nie można zaliczyć takich zabiegów, jak 
notowanie w piśmie tych restauracyj warszawskich (1867, X. 151), które 
Knrjera prenumerowały. 

W takich warunkach, czyż można si(j dziwić, że „Stary" Kurjer „roił" 
i „marzył" tylko, lecz od szranków życia i jego potrzeb odbiegał? Pomimo 
widocznych oznak i wskazań czasu, że coś przecie zrobić nowego potrzeba, 
redaktorowie potrafili jedynie przywoływać echa tradycyi Dmuszewskiego 
W 46 lat po założeniu pisma tradycje te jeszcze na Kurjerze ciążył}' 
, przypominając lub dając poznać rysy jego oblicza — czytamy we wspo- 
mnieniu dorocznem, przy nieodłącznym portrecie, na sw. Ludwika, w 1866 
r. N. 192 — którego najwybitniejszą niegdyś cechą za życia, obok myślącego 
wyrazu, była ])Ogodna i ujmująca uprzejmość. I temu to właśnie górują- 
•eemu w nim u(*zuciu, Kurjer rzeczywiście winien był 8w<5g początek (?). S. p. 
DmuBzewskiy szacowany i kochany powszechnie, interesował się też nawza- 
jem wszystkiemi i wszystkiem, co tylko miało związek z moralnem i prak- 
tycznem życiem ogóhi, co mogło komu przynieść pożytek albo przyjemność. 
Zakładając Kurjera, czynił to, nie w przewidywaniu samych tylko jego po- 
wodzeń, a swoich uiaterjalnych korzyści, lecz raczej dla zadość uczynienia 
potrzebie jakiego publicznego organu, jakiegoś pośredniczącego ogniwa, 
przez któreby mieszkańcy obszernego miasta mogli codzień niejako do^via- 
dywać się wzajem o sobie, lub obwieszczając swoje potrzeby, łatwiej ich za- 
spokojenie znajdować. Brak takiego właśnie organu czuli wszyscy spółcze- 
śni, ale potrzeba było tak kochającego serca i tak czynnego umysłu, jakie 
miał ś. p. Dmuszewaki, aby temu chcieć i umieć zaradzić. Nie szło mu 
w tem o żadną sławę literacką, bo jej miał dość na wyższem i poważniej - 
szem polu; nie szło o żadne koteryjne widoki, ażeby za pomocą własnego 
swojego pisma sławę albo interes zwolenników tylko swoich popierać; 
chciał on uczynić je pożytecznem i przyjemnem dla wszystkich, i przeto 
otwierając jego kolumny dla wszystkich, mogących interesować ogół, wiado- 
mości, dla wszystkich uczuć szlachetnych, i dla wszelkich potrzeb prywatnych; 
polemikęy satyrę i sarkazm, od samego początku i nazawsze, wyrainie z progra- 
matu jego ipyłączył, Póhoieczne jui prawie do^oiadczenie przekonało, że zasadni 

127 



l\urjtr ^Warszawski. 

ta, f/rzez założyciela przyjęta, zyskała uznanie publiczności, a utrzymanie jej nadal 
jak doitfd, uwaiamy za obowiązek względem Tego, którego dzisiaj pamięci hotd 
naleiny z naszej strony oddajemy^. 

Ta formalna niewola zaczynała wydawać z^bne rezultaty. Zbliżał 
się czaS; albo upadku zaśniedziałego w dnsznem powieti*zu zmurszi^eh tra- 
dy<^XJ dziennika^ albo przebudzenia się do nowego źyoia pod sterem sH 
nowych... 



128 




9. Wacław Szymanowski. 



- Papiery rodzinne. — aWspomDienia*, skreślone pizez 
aa zaiDÓwicnie redakcji. — Roczaiki kurjera. 



W roKwojn naszego d/,ienQikart<tvvu lata 1858 — 1861 prawdopodobnie 
nznane będą kiedyś przez przyszłego historyka prauy za Dąjważniejsze. 
Zaakcentowały się w tej dacie po raz pierwszy w gazetach naszych pewne 
Htronnit:twa, nowe tendencje społeczne, i otworzyło się pole dotąd nieznaDe 
dla prawdziwych temperamentów dzieunilutrskicłi: Gazeta Warszawska miała 
już sztab redakcyjny gotowy; Codtimna, przerodzona w Połtką, dostała no- 

K.I41H juiiLiMtMiwŁ 129 9 



l\vr/er Warszawski. 

wego kierownika w osobie J. I. Kraszewskiego, którego samo nazwisko wy- 
starczyło do zjednania jej szerokiej popularności. 

AVobec rozwoju i postępu tych dwóch gazet KwFJer Warszawski nie 
mógłby się utrzymać w dotychczasowym swoim zakresie. Czytali go mie- 
szkańcy miasta^ bo nic inneg:o do czytania nie mieli; ale jasną było rzeczą, 
że takie pismo byt swój zawdzięczało tylko zupełnemu brakowi konkurencji, 
temu, że posiadiJo monopol warszawskiego bruku. Dużo też tu znaczyła 
osobistość redaktora, jego stosunki z arystokracją, finansistami, zamożniej- 
szymi kupcami, wśród lekarzy i adwokatów, a wreszcie i w kółku artysty- 
czno-literackiem. 

Kucz doskonale się do takiej reprezentacji Kurjera nadawał. Wyśmie- 
wano wprawdzie, szczególniej w późniejszych czasach, wierszyki Kucza, 
któremi trząsł jak z rękawa na cześć każdego ze współbiesiadników, wyma- 
wiano mu i ów tak Osławiony toast: 

A zatem boz czasf/ stratu 
Pijmy zdrowie magistratu ! — 

ale żarty zaczęły się wtedy, kiedy Kucz już swój czas odbył, kiedy schodził 
z pola, kiedy spostrzeżono^ że improwizator, dobry kolega, sympatyczny 
człowiek i wesoły towarzysz zabawy ~to jeszcze nie dziennikarz. Wystar- 
czało to do czasu, ale potem, gdy się już mniej bawiono, gdy zaczęto trochę 
więcej myśleć, trochę się uczyć i trochę naprawdę pracować, słońce takich 
ludzi, jakim był Kucz, zamgliło się i gasło powoli. Nie trzeba ztąd brać 
podniety, aby obwiniać o coś lub sądzić surowo tego prawdziwie dobrego 
i uczciwego człowieka. Utrzymywał on w Kurjerze tiBdycje Dmuszewskiego, 
robił to, co mu zostawił jego poprzednik. I dobrze się z tem działo wy 
dawcom, czytelnicy sio nie skarżyli, Kurjer szedł ubitym szlakiem po utar- 
tym gościńcu, po którym szło też drzemiące społeczeństwo Sen się skoń- 
czył, przyszła troska, nastąpiło przebudzenie; ale nie trzeba Kucza winić, jak 
to robią dziś niektórzy, że do drzemki dopomagał, że do snu kołysał Kurje- 
rem i toastami. To nie on wpływ wywierał na miasto, ale społeczność na 
niego. Pisał tak, jak tego żądali jego czytclnicy-przyjaciele, bo każdy czy- 
telnik Kurjera był przyjacielem Kucza. Ale gdy ubył ten przyjaciel, pismo 
przez niego redagowane straciło j)rzyczyne bytu. Daremnie sukcesorowie 
Dmuszewskiego, wydawcy Kurjera^ szukali dla Kucza zastępcy; wątpię na- 
wet, ażeby i sam Kucz, kiedy w roku ISGó-ym z dłuższej i)odróży po- 
wrócił, mógł był długo utrzymać pismo przy dawnem jego materjalnem 
powodzeniu. Ze Kurjer Codzienny zyskał odrazu 6.000 i)renumeratorów, 
a Warszawsld utracił do paruset, to jeszcze rezultat dawnej popularno- 
ści Kucza. Czy jednak ta popularność byłaby utrzymała Kurjer War- 

- — i;Jo - — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

fzawaki, czy nie byłby on upadał tak samo, tylko powolnie), gdyby szedł 
dalej za tradycją Dmuszewskiego, przy której tak uparcie trzymać się chcieli 
jego spadkobiercy, a do której Kucz tak doskonale się nadawał?... 

Rzecz prosta, że nowym zadaniom dziennikarstwa nie mogli też spro- 
stać ani Odyniec, ani Stanisław Bogusławski, którzy po ustąpieniu Zygmun- 
ta Zaborowskiego przez krótki czas obowiązki redaktorów spełniali. Kurjerj 
jakim był do roku 1866, takim pozostał i w r. 1867, cłioć tak poważne firmy 
dwócłi rozgłośnych pisarzów u steru swej nawy postawił. Przewaga 
w walce dziennikarskiej chyliła się ku stronie przeciwników, bo nawet akto- 
rzy ze sztandarem i trąbami teatru w całym komplecie z placu Teatralnego 
na Czystą do Kucza zbiegli. Mało to obchodziło Odyńca, a i Stanisława 
Bogusławskiego niebardzo ! 

Najgorzej zżymał się na upadek Kurjera Fr. Sal. Dmochowski, (ur. 1 4/111 
1801— zm. 3/\TlI1871) ostatni klasyk, syn tłómacza „Ujady", autor „Odpo- 
wiedzi na pismo Pana Mickiewicza'^, nadzwyczaj zajmująca postać staruszka. 
Wysoki, tłusty dobrze siwy, z twarzą zupełnie wygoloną, zawsze we fraku czar- 
nym, czasem granatowym, pod szyję opięty, Dmochowski szczególnie zajmu- 
jąco się przedstawiał w zestawieniu z Odyńcem i starym Bogusławskim. Były 
to trzy odmienne typy literackie z naszej przeszłości. Nie można ich z sobą 
porównywać, ale obserwacje nastręczały się same, gdy ci trzej ludzie razem 
zebrali się w oficynie domu Zabłockiej w dwóch pokoikach z lewej strony 
na parterze, które cały lokal redakcyjny dawnego Kurjera Warszawskiego 
stanowiły. 

Odyniec, maleńki, chudy, wygolony tak samo, jak Dmochowski, w koł- 
nierzykach wysokich, modnych przed trzydziestu laty fatermOrderach, z szyją 
zaciśniętą w szeroką czarną chustkę albo halstuch, przychodził późno do re- 
dakcji, a że był ruchliwy jak żywe srebro, więc chwilki spokojnie na miej- 
scu usiedzieć nie mógł, Bogusławski, jeżeli przychodził do redakcji, co mu 
się zdarzało bardzo rzadko, — bo już wtedy chodził z ciężkością z powodu 
reumatyzmu w nogach, na kiju wsparty, — zasiadał spokojnie przy biurku, 
w kącie, z prawej strony pokoju, i pisał najczęściej humorystykę do Kurjera' 
Dmochowski, przy końcu wielkiego stołu, z lewej strony pod oknem, tempe- 
rował pióro i zabierał się do pisania jakiejś wiadomości o wypadku miej - 
kim, a Odyniec przez ten czas biegał 1 5 razy do drukarni w drzwi na- 
przeciwko, to znów zasiadał i)rzy środku stołu, niby do poprawiania manu- 
skryptów. 

Ni ztąd, ni zowąd, wyskakiwała pierwsza iskra. Któryś z nich trzech 
powiedział jakieś zdanie, wyraz jeden, który przypomniał jakiś wiersz. To 
było dostateczne do wywołania wybuchu. Dmochowski był wtedy w stanie 
recytować parę tysięcy rymów swojego ojca. Osińskiego, Kniaźnina lub 

X3l 9* 



Tsjirjer ^V arszatpski. 

Trembeckiego, na co Odyniec replikował Mickiewiczem, Schillerem albo swo- 
jcmi poezjami. Bogusławski pokrząkiwał zawzięcie z początku ze swego 
kąta, ale gdy mu się cierpliwości przebrało, mruczał, a w końcu rzucał ja- 
kieś energiczne słowo protestu z zapasów wyrażeń, które mu z czasów żoł- 
nierki w słowniku pozostały. 

Do plastyczności takiej sceny, która przez parę miesięcy redakcji 
Odyńca dość często się powtarzała, dodać trzeba, że Odyniec mówił cieniu- 
tkim głosem, prawie dyszkantem, Dmochowski miał wspaniały organ dekla- 
matorski, wysoki baryton, a Bogusławski — tubalny głos basowy, przy szyb- 
kiej i energicznej dykcji. 

Dawni ludzie, dawne czasy, dawni poeci; czasem i dawne dzieciaki - 
starcy ! W literaturze mogli błyszczeć, we trzech w tem ugrupowaniu mogli 
stanowić cenny obraz do poematu, powieści, a nawet komedji, ale do redakcji 
dziennika, pisma miejskiego, ruchliwego, byli chyba negacją wszystkiego, co 
w redakcji robić należało. 

Nic tu nie pomagały ani wiadomości teatralne Chęcińskiego, ani za- 
graniczne nowinki Yidala, eleganckiego salonowca, który obracał się głó- 
wnie w sferach urzędowych i miał tam sposobność dużo z dzienników obcych 
korzystać. Przeciwnicy tymczasem tryumfowali na całej linji. 

Grywano wtedy często w teatrze komedję Antoniego AYieniarskiego, 
p. t. „Ulicznik warszawski". Lubiony to był wodewil przez publiczność, bo 
Panczykowski grał w nim świetnie role szewca, a Damse bawił figlami, ja- 
kie wyprawiał w tytułowej roli chłopca pana majstra. Ulicznik znajduje 
pugilares ze znaczną kwotą pieniędzy i zwraca go prawemu właścicielowi, 
który w nagrodę uczciwości daje mu sporą sumę na założenie warsztatu, 
czem ułatwia małżeństwo z panną majstrówną. Dobroczyńca, ulicznika obie- 
cuje mu jeszcze, że sławę jego czynu w Kurjerze szeroko światu rozgłosi. 
Otóż Damse robił sobie dodatek na scenie, umówiwszy się z aktorem, grają- 
cym rolę „nieznajomego". 

— A w którym Kurjerze mnie pan ogłosi ? — pytał. 

— Naturalnie, że w Codziennym — odpowiada tamten. 

— W Codziennymi No, tak to dobrze, bo Warazawskiego dzisiaj pies 
czytać nic chce — mówił wtedy Damse, wyskakując wesoło pr/ed publi- 
czność, która ten niewybredny koncept przyjmowała huczuemi oklaskami, 
szczególniej paradyzu. 

To podobno dopełniło miary zniechęcenia Zabłockiej i Wysiekierskich; 
i Stanisław Bogusławski również uczul się dotkniętym tak niesmacznym kon- 
ceptem dawnego kolegi. Łatwo to zrozumieć, gdy się przypomni, że Kurjer 
Warezawaki wtedy był blizko związany z teatrem, boć Zabłocka była córką 
Dmuszewskiego, artysty i dyrektora dramatu, a BoguBławski niedawno 

132 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

przedtem wziął emeryturę z aktorstwa, nie zrjrwając jako komedjopisarz 
przyjaznych z kolegami stosunków. Deficyt w kasie i straty matcrjalne 
były już dość dotkliwe, a gdy się jeszcze i przykrości moralne dołączyły, 
postanowiono Kurjer oddać w inne ręce, w formie dzierżawy lub zupełnego 
pozbycia się własności. 

Wtedy-to rozpoczęto poszukiwania nabywcy. Nie będziemy tych za- 
biegów opisywali szczegółowo, zaznaczymy tylko, źe w r. 1867 Zabłocka 
zawezwiJa listownie jednego z głównych wtedy współredaktorów Kurjera, 
Juljana Heppena, i zaproponowała mu nabycie pisma lub dzierżawę. 
Ueppen, nie mając odpowiednich środków materjalnych, oświadczył, iż 
propozycji przyjąć nie może, ale postara się o osobę, któraby zadosyć uczy- 
niła życzeniu właścicielki pisma. Jakoż niebawem udał się do Wacława 
Szymanowskiego, z którym łączyły go długoletnie stosunki przyjacielskie, 
i po naradzie obaj postanowili wyszukać wydawcę, na warunkach bliżej 
określić się mających. Poszukiwania te wszakże chybiły. 

Zwrócono się wówczas do dobrego znajomego rodziny, Aleksandra 
Michaux, młodego poety, już znanego pod pseudonimem Mirona, zamożnego 
z siebie i z żony, która była wdową po Hóhrze, kupcu, utrzymującym handel 
win i restaurację w teatrze. Miron jednak nie posiadał jeszcze ani firmy 
literackiej tak ustalonej, ani dostatecznego doświadczenia dziennikarskiego, 
aby rzucać się w ryzykowne przedsiębiorstwo, jakiem było ratowanie toną- 
cego pisma. Czuł dobrze, że sam nie podoła, i postanowił też, na drugi plan 
się usuwając, złożyć losy Kurjera w silniejsze i pewniejsze ręce. I on też 
zwrócił się wkrótce do Wacława Szymanowskiego, a zjednawszy go sobie, 
rozpoczął rokowania z Zabłocką, z początku o całkowite nabycie Kurjera 
Warszawskiego i drukarni na własność. Gdy Szymanowski zdecydował się 
objąć redakcję, cała sprawa przybrała cliarakter poważniejszy w oczach 
właścicielki pisma, ale zagmatwała się we wzajemnym stosunku dwóch 
przysdych wydawców, którzy, jak zwykle literaci, a w dodatku poeci, pra- 
ktyczności w interesach nie mieli żadnej. A nuż będą straty na Kurjer ze, 
które pocliłoną skromne zasoby Szymanowskiego, równie jak względną za- 
możność Mirona'?... Szymanowsld piórem tylko na uti-zymauie rodziny za- 
rabiał. Poświęcając cały swój czas redakcji Kurjera, nmsiałby się wyrzec, 
przy zdwojonej pracy, wszelkiego udziału w innych wydawnictwach. Była 
to rzecz poważna, nad którą wypadało się zastanowić. Po walnej naradzie 
starszego z młodszym poetą zapadło postanowienie przedyskutowania stro- 
ny finansowej przedsiębiorstwa z firmą księgarską Gebethnera i Wolfla, 
która już wówczas zajmowała wybitniejsze stanowisko na rynku handlowo- 
wydawniczym. Gustaw Gebethner i Robert WolflF, dwaj spólnicy firmy, 
dobrze pojmując, że pismo codzienne dla księgarni nakładowej jest zawsze 

133 



j\uTJtr wafszdu>ski. 

korzystnym interesem, objawili odrazn wielkie do całego przedsięwzięcia 
zanfanie, o ileby Wacław Szymanowski na jego czele stanął. 

Teraz znowu znalazły się trudności ze strony literatów. Aby nabyć 
Kurjera na własność^ zawiązać spółkę w tym celu, trzebaby ryzykować 
jakiś kapitał, z którego zyski dzieliłyby się w odpowiednim stosunku do 
wkładów. Tu firma handlowa miałaby przewagę nad Szymanowskim i Mi- 
ronem, bo mogła zawsze znacznym, jeśli nie własnym kapitałem, to kredy- 
tem, rozporządzać. A jakże ocenić na pieniądze popularność Szymanow- 
skiego lub wyrzeczenie się współpracownictwa w innych pismach przyszłe- 
go redaktora Kurjera t Stanęło więc na tem, że na poczekaniu zawiązana 
spółka w osobach: Szymanowskiego, Aleksandra Michaux, Gustawa Ge- 
bethnera i Roberta Wolffa nie kupi od Zabłockiej Kurjera Warazawekiego 
wraz z drukarnią, ale wydzierżawi na lat 10 prawo do prowadzenia pisma 
i użytkowania z zakładu typograficznego. 

Akt dzierżawy, zawarty d. 13 lutego 1868 r., w kancelarji Włodzimie- 
rza Kretkowskiego rejenta, zeznany jest między Zabłocką i Stanisławem 
Bogusławskim z jednej strony, a z drugiej stają do niego tylko: Gustaw Ge- 
bethner iJRobert Wolff. Jaki był układ tych dwóch nominalnych dzierżaw- 
ców z Szymanowskim i Mironem — wiedsdeć trudno, bo nastąpił on w drodze 
umowy prywatnej i trwał, równie jak akt dzierżawy, wszystkiego przez 
cztery lata. Dzierżawcy zobowiązali się płacić czynsz roczny w wysokości 
rs. 600, w ratach miesięcznych po rs. 50, który Zabłocka przekazywała 
w całości Stanisławowi Bogusławskiemu, a na wypadek jego śmierci — Kata- 
rzynie z Frejlichów Bogusławskiej, jego żonie. Ponieważ te 600 rs. repre- 
zentowały równie prawa wydawnicze, jak i użytkowanie z drukarni, już 
sama skromność tej sumy dowodzi, jak właścicielka mało na Kurjer liczyła 
i jak była do prowadzenia pisma na własny rachunek zrażona. Tym sa- 
mym aktem Zabłocka wjiiajmowała jeszcze i mieszkanie Kwrjeroun Warszaw- 
skiemu, owe cztery, w swoim czasie tak popularne, pokoiki na parterze 
w oficynie, której podobiznę podajemy. I tych pokojów cena względnie 
nizko ustanowioną była, bo wszystkiego 300 rs. rocznie, i to z przyjęciem 
warunku prze^użenia najmu lokalu po tej samej cenie, równocześnie z trwa- 
niem dzierżawy pisma. 

Ostatecznie losy wydawnictwa Kurjera Warazaurakiego ustalił dopiero 
formalny akt kupna i sprzedaży przed Janem Masłowskim rejentem, w dniu 
27 czerwca 1872 r. zeznany. Zabłocka już T;etedy umarła, a jej sukcesorka, 
Natalja z Sauvan'ów Wy Siekierska, sprzedała wszystkie prawa swoje do 
Kurjera Wacławowi Szymanowskiemu oraz Gebethnerowi i Wolffowi wraz 
z drukarnią za sumę ogólną rs. 10,000, płatną w dwóch ratach: 6,000 rs. 
przy sporządzeniu aktu, a 4,000 rs. w cztery lata od tej daty, t. j. w r. 1876, 

134 



KSL\ŻEA. JOBttBDSZOWA. 

łfadto, maHonkowie Wysiekierscy zastrzegli sobie rentę dożywotnią 600 rs. 
rocznie do r. 1878, od tegoż zaś roku aż do końca ich życia, do 900 rs. pod- 
wyższoną. Stanisław Bogusławski już wtedy nie żył, a że wdowa po nim 
mi^ pobierać 600 rs. renty rocznej z dzierżawy Kurjera, który przeką- 
si jej Zalrfocka, więc tę eumę i w dalszym ciągu obowiązali eię j^acić 
i nowi właściciele, uznając nadto '/, ^ część wydawnictwa Kurjera War- 
izawtiaego za własność rodziny Bogusławskich. 

Spółka zatem własności Kurjera WarazatMkitgo tak' się przedstawiała 
pięciu i pół dwunastych właścicielem zoBtf^ Wacław Szymanowski, naczelny 
redaktor pisma; drugie 5 i pół dzielili między siebie na dwie połowy: 




Gustaw Gebethner i Robert Wolff, a '/u-ą wydawnictwa, ale bez drukarni, 
otrzymf^a rodzina Boguslawskicli. 

Ponieważ całkowity szacunek Kurjera zapłacono z czystych zysków, 
jakie przyniosło wydawnictwo, więc rezultat wykazał, że pismu w owem 
6-ciołeciu przejściowem (1863 — 18(i8) brakowało tylko talentu kierownicze- 
go i sil do nowych zadai) dziennikarstwa usposobionych. 

Ale też trzeba było trafić tak szczęśliwie, uaprzód na Wacława Szyma- 
nowskiego, a potem na redakcję, składającą się z ludzi młodych, energi- 
cznych, rwących się do pióru, ludzi, w któryiih kiełkowały tiilenty literackie 



l^urjer Warszawski. 

i aziennikarskie; rozwinięte później z wielką korzyścią, nietylko dla Kurjera^ 
ale i dla całego naszego dziennikarstwa i literatury. 

Z początku Kur jer dawał wynagrodzenia wprost deryzorj;jne. Pół ko- 
piejki, kopiejkę płacono od wiersza druku, a gdy do 3-ch groszy za wiersz 
honorarjum w r. 1874 podniesiono, był to już taki wyskok łiojnosci wydaw- 
ców, że go się uroczystemi libacjami na bibce, wyprawianej dla kolegów, 
oblewało. 

Nie łionorarjum zatem, nie zarobek pociągał ludzi młodych i wy- 
kształconych do Kurjera, nie pieniądze wiązały ich z pismem, którego trzy- 
mali się, jak żołnierz swojej chorągwi. Na dziwne przywiązanie współpra- 
cowników do Kurjera składało się wiele przyczyn, ale między niemi jedną 
z głównych była osobistość redaktora i stosunek jego do towarzyszów 
pracy: chociaż spory zacięte wrzały czasem w redakcji, wywołane różnicą 
poglądów na drobniejsze kwestje, to Szymanowski umiał zawsze wy wołać 
wzajemne ustępstwo i zwaśnionych pogodzić. Ztąd żaden dysonans nie wy- 
biegł nigdy po za mury redakcji. Gdy zdarzyło się, że wydrukowano jakiś 
artykuł nawet wbrew zdaniu mniejszości, ta mniejszość przyjmowała soli- 
darność na siebie, broniła nawet błędów, nieświadomości autora, nawet po- 
myłek zecera lub korektora. Kiedy się nawarzyło piwa, pili je wszyscy, 
i nikt się nie cofnął, choćby trunek był gorzki i źle przyrządzony. Były to 
jednak wypadki wyjątkowe owych sporów i różnic w poglądach, bo 
w Kufjerze grupowało się kółko ludzi jednakowych przekonań i wierzeń. 
Szukali oni szerokiej areny, trybuny rozgłośnej, z którejby to, co było według 
nich dobrem, nczciwem i dla kraju pożytecznem, wypowiadać mogli. Znaj- 
dowali takie pole w Kurjerze i pracowali na niem, nie pytając o zapłatę, 
związani z pismem miarą własnego nakładu pracy i zdolności, ceniąc i ko- 
chając gospodarza tej gleby, który zdania swojego nie narzucał nigdy ni- 
komu, a dawał zawsze starszym koleżeńską życzliwość, młodszym pieczoło- 
witość staranną, radę i poparcie w chwiejnych nieraz początkach pracy. 



n. 



^Przy pomocy Bożej rozpoczynamy mozolną pracę dziennikarską''... 

Tak się zaczyna odezwa, opatrzona wprawdzie nagłówkiem „od reda- 
kcji, ale właściwie będąca tylko orędziem do czytelników osobistem Wacława 
Szymanowskiego, który też jako redaktor główny na niem się podpisuje. 

Pomieszczona w N-rze 21, z d. 28 stycznia 1868 r., brzmi ona do- 
słowniC; jak ńastępiye: 

- 186 — 



Książka juBiLEtiszoy^A. 

OD REDAKCJI. 

Przy Boiej pomocy rozpoczynamy mozolną dziennikarslcą pracę. 

Obejmując Redakcję Kur jera Warszawskiego, dołożymy wszelkich możli- 
wych atarań, aieby uczynić zadość zobowiązaniom, jakich spełnienia czytająca 
publiczność ma prawo wymagać od codziennego popularnego pisma, 

Kurjer Warszawski, zachowując głównie swoją cechę miejscowo-kronikarską, 
postara się o rozszerzenie zakresu ogólnych wiadomości z różnych punktów oświe- 
conej społeczności zbieranych. 

Spieszne i o ile możności dokładne sprawozdania z ruchu społecznego, 
naukowego, literackiego, artystycznego, Jiandlowego i przemysłowego] kronika 
wiadomości zakrajowych czerpana z dobrych źródeł, zawsze jednak z uwzglę- 
dnieniem miejscowych stosunków i potrzeb; artykuły oryginalne i tłómaczone^ 
treściurie, o ile możności najśpieszniej zbierane nowiny polityczne ^ — stanowić będą 
tło, na którem Redakcja swą działalność rozioinie. 

Nie dajemy czytelnikom listy ulepszeń, jakie zamierzamy wprowadzić w pi- 
smo nasze, bo jeżeli dobry skutek odpowie usiłowaniom^ czytelnicy sami o tych 
ulepszeniach, w miarę postępu wydawnictwa, przekonać się będą mogli. 

Redakcja będzie się starała popierać wszystko to, co zasługą, pracą i rze- 
czywistą wartością poparcia jest godnetn, uważając irszakże, iż zasada bezwa- 
runkowego chwalenia rzeczy niezasługujących nawet na wzmiankę jest szkodli- 
wą, - w sądach swoich kierować się ł>ędzie wymaganiami sumienia i bezstron- 
ności, tak ażeby czytająca publiczność w prawdę słów jej zawsze uwierzyć 
mogła. 

Skład Redakcji Kurjera Warszawskiego stanowić będą, oprócz niżej pod- 
pisanego, P. P.: Jan Clięciński, Juljan Heppen i Miron (Alex. Micliaux), Dotych- 
czasowy główny redaktor Kurjera Warszawskiego, zasłużony na polu literackiem^ 
dziennikarskiem i artysty cznefn, p, Stanisław Bogusławski, uważając obowiązki 
prowadzenia pisana codziennego za zbyt uciążliwe dla swojego, już teiekiem 
i pracą nadwątlonego, zdrowia, zapragnął oddalić się od nich, W każdym jednak 
razie nie odmawia obecnemu składowi Redakcji swojego czynnego spółdzia- 
łania, które zawsze szacoumem dla niej będzie. 

Redaktor Główny 

Wacław Szymanowski. 

Takim był dokument w dziejach Kurjera prawdziwie historyczny. 

Przytoczyliśmy go dosłownie, stanowi on bowiem granicę dwóch epok 
naszego dziennika: dawnej Dmuszewskiego i Kucza, a nowej — Szymanow- 
skiego, dwóch epok tak różnych i tak sprzecznych, jak różne były i stosunki 
krajowe do i por. 1868-ym, 

187 - - 



%urjer warszawski, 

A więc Kurjer Warszanoski na przyszłość nie będzie już chwalił wszy- 
stkiego i wszystkich, i nie drogą pochleb8t>va i popierania tego, co nawet 
wzmianki niegodne, zjednywać sobie będzie przyjaciół i czytelników. Pra- 
gnie on wypełniać sumiennie względem społeczeństwa obowiązki codzien- 
nego, popularnego pisma. 

Według odez\vy głównego redaktora, Kurjer zachowa tylko jedną 
cechę z przeszłości: miejscowo-kronikarską; ale wchodzą tu już rubryki 
nowe sprawozdań krytycznych z „ruchu społecznego, naukowego, literackie- 
go, artystycznego, handlowego i przemysłowego". Jest to zatem zmiana ra- 
dykalna drobnego dziennika na pismo, stawiające sobie pewien program 
poważniejszy i poczuwające się do obowiązku służenia społeczeństwu 
prawdą i światłem, przy bezstronnem ocenianiu dorobku dziennego bogactwa 
wiedzy i sztuki. 

Jeszcze więcej, niż to „orędzie", charakterystycznem było wspomnie- 
nie, poświecone Dmuszewskiemu — przez Szymanowskiego. Tu już wprost, 
oko w oko, stanęły wobec siebie dwie typowe epoki, reprezentowane przez 
dwóch swoich przedstawicieli. Przytaczamy ten artykuł (1868, Nr. 186) do- 
słownie, podkreślając w nim ustępy tak jaskrawo odbiegające od dawniej- 
szych wspomnień, na świętego Ludwika Dmuszewskiemu poświęcanych. Oto 
co pisał Wacław Szymanowski w parę miesięcy po powyższej swojej do 
czytelników odezwie: 

Obejmując redakcję „Kiirjera Warszawskiego", wypowiedzieliśmy czytelnikom 
zakres, jaki naznaczamy temu zadaniu, i sposób, w jaki zamierzyliśmy je spełnić. 

Potrzeby czasowe^ fDym4igania ogółu i postąp piśmiennictwa znaglały do zapr (wadze- 
nia niektórych modyfikacji w przyjętym przez założycieli .Kurjera" program macie, którego 
się następne redakcje stale trzymały. W miarę krótkości czasu i ograniczonej liczby 
środków staraliśmy się uczynić zadość temu niełatwemu zadaniu. 

Czyśmy choć w części wywiązali się z naszycli przyrzeczeń, nie do nas sąd należy. 

Usterki i niedokładności, jakie jeszcze spotkać można, czytelnicy zecłicą wybaczyć 
przez wzgląd na szczerą clięć dążenia ku lepszemu. 



« 



Mamy jednak jeszcze do wypełnienia jeden obowiązek, jaki na nas wkłada ko- 
nieczność wyspowiadania się otwarcie przed czytelnikami ze zdań i pojęć naszych. 

Dzień dzisiejszy (25 Sierpnia, S-ty Ludwik) poprzednio redakcje poświęcały co- 
rocznie uczczeniu wspomnienia człowieka, któremu „Kurjer Warszawski" w dawniej- 
szym swoim zakresie winien był, wprawdzie nie pierwszy poczqtek^ a,\o głównie istmonie 
i powodzenie swoje. 

Tym człowiekiem jest ś. p. Ludwik Adam Dmuszewski, 

Działalność ś. p. Dmuszewskiego^ w długim i czynnym jego zawodzie, w różnych 
rozgałęziała się kierunkach. 

138 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Ale «Karjer Warszawski** był najulubieńszem jego dzieckiem, najbardziej wypiesż^ 
czoną pracą. 

Główny trud i zadanie swojego życia włożył on w to pismo, starając się odwzoro- 
wać w niem pojęcia swoje o ówczesnych potrzebacłi miasta i jego mieszkańców i zadość 
im uczynić wedle sił swoich i środków, jakie miał pod ręką. 

Pojęcia te zależały przede wszy stkiem na uczczeniu chwały Bożej, nakłanianiu do 
miłosierdzia i cnót chrześqjańskich, a przy tem na zbieraniu cz^to bez foyhoru jak najobfit- 
szej liczby warszawskich i krajowych nowości dziennych. 

Wszystko, co wychodziło po za zakres tych granic^ jakie sam sobie naznaczij/ł, ś. p. 
Dmuszewski uważał, albo jako sprawy podrzędnej wartości, albo też jako niepotrzebne 
hołdowanie zbytecznym wymaganiom. 

,Kurjer* więc, albo „Kurjerek**, jak go ogólnie nazywano, jako najpopularniejsze 
w swoim czasie pismo, trzymał sip uparcie tef raz mu 9iaznaczonej normy. Zaznaczano 
fo nim fakta^ ale unikano wydamfania zdania o nich, notowano objawy tycia^ iadnych z nich 
wniosków nie wyprowadzający starano sif wszystko widzieć w najlepszem łwietle, i tak przed- 
stamó czytelnikom^ w których optymizm wierzono niezachwianie. 

Nagany strzeiono si§jak ognia. 

I może w tym systemacie, w tej wierze, było dobre zrozumienie czasowych pojęć 
publiczności, która w pewnym względzie pragnęła tylko tego, co wygodę i dogodność jej 
czyniło, unikając kłujących szorstkości. 

Ś. p. L. A. Dmuszewski nie pragnął wyprzedzać ogólnego usposobienia, ale szedł 
za niem, notując każde uderzenie pulsu. 

Jak praktyk dbały o nieprzeraianie pacjenta, nieraz osłabienie mianował siłami do- 
brze rotwini§temi^ a stan chorobliwy nazywał zdrowiem, 

1 nie pochodziło to ani z braku wiedzy, ani ze złej woli, był to człowiek bowiem 
gruntownie znający czas, w którym żył, i ludzi, z którymi obcował, a dowiódł tego nieje- 
dnokrotnie. G^łównych powodów przyjęcia tego systematu szukać należy w szczerem 
pragnieniu pomyślności i spokoju dla siebie i dla .drugich, tak, ie at ch§ć brało się za 
uczynek. 

Nie należy jednak ani przesadzać wpływu^ jaki wywierała ani też lekkomyślnie 
puszczać mimochodem tej wybitnej na swoje czasy osobistości. Ś. p. Dmuszewski znajdo- 
wał, że dla niego i dla wszystkich dogodniej tak i korzystniej. ,Eurjer" wówczas do- 
pełniał sumiennie swojego zadania i wyrobił sobie przeważne tu stanowisko. 

Wpoił się w życie warszawskie i stał się główną jego potrzebą. 

Osobistości, która trudnego tego zadania dokonała, łokciem dtisi^szych naszych 
wyobrateń mierzyć żadną miar,} nie można. Człowiek czy rzecz, instytucja czy pismo, 
wszystko, co tylko uzyskało trwałe i na stałych zasadach oparto powodzenie, musiało 
z konieczności odpowiadać potrzebom i wymaganiom swojego czasu. Każda urządzająca 
się nowość szuka próżnego miejsca i w niem się sadowi. 

,Kuijer Warszawski" utrzymał się i żył. 

Żył nawet silnie. 

Nie wywierał sam przeważnego wpływu, bo nie dbał o to. 

W każdym razie ś. p. Dmuszewski miał pewną myśl zasadniczą i trzymał się jej 
systematycznie. 

Po jego śmierci Kurjer szedł ślepo po tej drodze, nie rozglądając siff, czy ciągle jeszcu 
pozostaje ona na dobie i odpowiada potrzebom ogółu. 

Tor raz wyłamany zdawał się wygodnym, więc pismo toczyło się nim; przyzwycza- 
jenie, raz powzięte, starczyło za konieczną potrzebę. 

139 



\%ur/ćr ^arstau^ski. 

A jednak zmieniały się wyobrażenia, modyfikowały wymagania, i publiczność od 
najpopularniejszego swojego organu pragnfła czegoś m§c(j jeszcu.,. 

Skorzystaliśmy ze sposobności rocznicy dzisiejszej, aby wypowiedzieć szczerze na- 
sze zdanie o przeszłości „Kurjera", i obecnem stanowisku, jakie on przybrać usiłuje; aże- 
by oddać sprawiedliwość zasługom człowieka, któremu pismo nasze winno je^t głównie 
swoje istnienie i popularność, jaką się tak długo cieszyło. 

Kiedyś może joszcfee, przy sposobnych okolicznościach, skreślimy dokładniejszy 
obraz działalności tego człowieka, który w swoim czasie w życiu miasta naszego zajmo- 
wał stanowisko wyrobione pracą, w różnych kierunkach łożoną, i najpiękniej szcm zasto- 
sowaniem cnót miłosierdzia chrześcijańskiego. 

Ś. p. Dmuszewskiego błogosławili ubodzy, a to najpiękniejsze, najchwalebniejsze 
może echo, jakie ze sfery działań ludzkich do tronu Najwyższego wznieść się zdoła. 

Jakże inaczej brzmią te słowa po owycli hyiimacłi bezwzględnej ule- 
głości, jakie Dmuszewskiego następcy przez 20 lat wygłaszali ! To pierwsze 
wspomnienie— krytyczne, świadczące, że Szymanowski wybornie znał i prze- 
szłość Kurjera, i te nowe potrzeby, jakim w zmieniających się stosnnkach 
dziennik powinien czynić zadość. Znał — i z młodzieńczym zapałem porwał 
się do czynu, rozważnie licząc się ze środkami moralnemi i materjalnemi, 
w jakicli pismo prowadzić mu wypadło. 

Faktem jest, że nowa redakcja od dawnej wzięła w spuściznie paru- 
set prenumeratorów i dwóch współpracowników, na których nie bardzo 
liczyć było można: Jana Chęcińskiego i Stanisława Bogusławskiego. Bogu- 
sławski temperamentu dziennikarskiego nic miał ani trochę. Schorowa- 
ny na schyłku życia, dawał od czasu do czasu jakiś feljeton wierszo- 
wany, i na tem się ograniczało jego współpracownictwo w odrodzonjTii 
Kurjerze, Toż samo Chęciński, mający czas zajęty teatrem i całą fabryką 
literacką, którą wtedy prowadził dla... chleba. Ten także był aktorem, re- 
żyserem, literatem, poetą, nauczycielem; więc trudno było od niego żądać 
czegoś więcej dla Kurjera nad wzmiankę o teatrze, jakąś nowino z za kulis, 
wiersz jakiś lub gawędę łeljetonową. Juljan Heppen, wymieniony jako 
stały współpracownik pisma, był doskonale obeznany ze stosunkami miej- 
skiemi, wiedział wiele rzeczy ciekawych o przeszłości i podziśdzień obfity 
zbiór materjałów do historji Warszawy od początku bieżącego wieku posia- 
da. Ale Heppen był zajęty gdzieindziej posadą i udziałem w zarządzie 
dobroczynności. 

Właściwie zatem Kurjer Warszawski wchodził w nową dla siebie erę 
tylko przy współudziale Mirona, którego zapał Szymanowski hamować mu- 
siał, gdy poeta rwał się gwałtownie do pisania we wszystkich rubrykach 
Kurjera, albo znów podniecać, gdy nim owładnęła apatja i zniechęcenie. 

Otóż tu właśnie leży wielka i poważna zasługa Szymanowskiego, że 
umiał wyszukiwać ludzi, że przyciągnął do siebie i młodzież ze Szkoły Głó- 

140 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

wnej i całe pokolenie kiełkujących dopiero literatów i dziennikarzy. W pier- 
wszycłi czasacti szczególniej nie szli przecie wszyscy ci współpracownicy do 
Kwjera po zarobek pieniężny. Dość powiedzieć; że Stanisław Krzemińskie 
człowiek z wysokiem wykształceniem naukowem i literackiem^ za prowadze- 
nie działa polityki^ redakcję depesz i t. d. pobierał pensji miesięcznej 30 rn- 
bli, później w ciągu lat kilku do 42 rs. podwyższonej. Więc cliyba nie inte- 
res materjalny pociągnął do Kurjera Krzemińskiego, Walickiego, Łuniew- 
skiego, Anczyca, Gomułickiego i Fryzego, a potem kolejno, od 1869 i. 
w ciągu trzecłi lat: Kazimierza Zalewskiego, Władysława Bogusławskiego, 
Edwarda Lubowskiego, Józefa Blizińskiego, Bronisława Bajchmana, Feliksa 
Szobera, Kazimierza Filipowskiego, jako współpracowników stałych, bo do 
przygodnycłi któż choć raz jeden się nie zapisał? W literaturze, dziennikar- 
stwie, w nauce i sztuce nie było chyba ani jednego nazwiska, któregoby na 
szpaltach Kurjera podpisanego na jakimś artykule wskazać nie było można. 

Ale to dopiero z czasem wyrobiło sobie pismo tę popularność, która 
rosła ciągle siłą danego rozpędu. 

Otóż te początki KiMrjera, boć to właściwie nazwać można początkami 
owo wskrzeszenie Feniksa z popiołów, były tak nadzwyczajnem i tak skom- 
plikowanem zjawiskiem, że aby je wytłómaezyć, trzeba dobrze znać stosun- 
ki z przed lat dwudziestu siedmiu i różne przyczyny, jakie się na to powo- 
dzenie odłożyły. Zdawało się, że jakaś wróżka dobroczynna rzuciła pismu 
na drogę swoje najlepsze życzenia, bo to nawet, co zadać-by mogło 
cios śmiertelny istnieniu dziennika, jego byt materjalny podkopując, sta- 
wało się źródłem jeszcze większej popularności. 

Zanim jednak czasy zatargów ze Statkowskim nadeszły, już w owym 
pierwszym roku Kurjer Warszawski stanął na silnem oparciu szerokiej po- 
czytności. 

Jakkolwiek pismo było małych rozmiarów, mis^o jednak faktycznie 
redaktora głównego i redaktorów pojedynczych dzików, którym on zupełną 
pozostawili swobodę. Oprócz reporterji, kontrolowanej starannie, każdy 
sprawozdawca miał zapewnioną, nietylko niezależność zdania i formy, w któ- 
rej je wypowiadał, ale mógł wprost nie liczyć się z sympatjami i gustami 
naczelnego redaktora. Delikatność w tej mierze Wadaw Szymanowski po- 
suwał do ostatnich granic bezstronności. Umiarkowany w sądach, łagodny 
i pobłażliwy nie godził się w duchu szczególniej na bardzo ostre wystąpienia 
Mirona, który zapalał się łatwo do polemiki, bardzo poczytnej podówczas, 
ale nie dobrze zawsze skierowanej. Michaux występował wtedy w charakterze 
współwydawcy, tłómaczył Szymanowskiemu, że ostre wystąpienie, dowcip 
zjadliwy przeciw osobie dobrze w mieście znanej przyciąga czytelników 
i pomimo oporu zawsze łagodnego i wyrozumiałego redaktora walczył 

141 — - — 



%urj€r ^ arszawski. 

ostro piórem z zarządem Przytuliska, z Józefem Zeltem, a i Kurjer Codzienny 
do pierwszych polemik wj^zwać mu się udało. Michaax wiec prowadził 
kampanję wojowniczą Kurjera, gdy tymczasem Szymanowski organizował 
redakcję i rozszerzał coraz więcej koło współpracowników. 

Pierwszym z tej długiej listy, którego znajdujemy już w lutym 1868 r., 
był Aleksander Walicki. Walicki był wielkim miłośnikiem muzyki a łą- 
czyły go ze Stanisławem Moniuszką stosunki najbliższej przyjaźni i koleżeń- 
stwa z lat dziecinnycłi. Objął on dział krytyki muzycznej w Kurjerze z wy- 
łączeniem jednak opery, bo Micłiaux krytyką teatralną nie chciał się podzie- 
lić z nikim. Nadto tenże Walicki robił ostatnią korektę i pracował jeszcze 
w administracji Kurjera^ aby dojść w ten sposób do jakiegoś zarobku na 
utrzymanie. Wysoki, kościsty, z twarzą ściągłą i bardzo energiczną, nosił 
Walicki w tył odrzucone siwe gęste włosy i długą srebrzystą brodę, zdaną na 
wolę wiatrów. Michaux nazywał go „grzmiącym Zeusem", inni w redakcji 
Wajdelotą lub królem Learem. Rzeczywiście był to poczciwy człowiek, 
dobry i łagodny w gruncie rzeczy, choć w formach szorstki i opryskliwy 
przy pierwszem spotkaniu. W pierwszych latach znajdują się jego artykuły 
pod literami A,Ż\ PF wielkie, bo małe — § — przewrócone było znakiem wy- 
łącznym Wacława Szymanowskiego. Pisał on także krótkie sprawozdania 
literackie, a wiele notatek o Jiibljotece Warszawskiej jest jego pióra. 

Drugim z rzędu nabytkiem Kurjera był Juljan Miłkowski, który do ro- 
ku 1870 prowadził dział polityki w Kurjerze, 

Zaraz potem pojawił się w dziale reporterji Sobolewski, student Szkoły 
Głównej z wydziału prawnego. Czwartym z rzędu był Kazimierz Łuniewski, 
także student prawa, dziennikarz wyjątkowych zdolności, wytworny stylista, 
który jednak sposobem życia przypominał zgasłe już bractwo literackiej cy- 
ganerji. W pierwszym roku redakcji Szymanowskiego artykuły Łuniew- 
skiego oznaczane są cyfrą Q, później jednak cyfra ta służyła i dla innych 
współpracowników, choć jej zawsze przeważnie używał Łuniewski, przy- 
brawszy tylko drugą: Ł albo czasem k małe. 

Łuniewski sprowadził do redakcji Wiktora Gomulickiego, którego kil- 
ka feljetonów Kwrjer w 1868 r. pomieścił. 

W dziale ekonomicznym pojawiają się pierwsze artykuliki ekonomicz- 
ne z cyfrą Stat.y pisane przez b. urzędnika rządu gubernjalnego w Płocku, który 
wkrótce miał tak wielu Ku/rjerotti Warszawskiemu napędzić kłopotów. 

Redakcja zatem pod koniec pierwszego roku tak się przedstawiała: 
Michaux, niezmiernie czynny i ruchliwy, pisze sprawozdania teatralne, po- 
daje krytyki beletiystyczne, szczególniej z utworów poetycznych, drukuje 
rodzaj feljetonów prozą i wierszem o świętach wielkanocnych, o kończącym 
się karnawale, wśród których nierzadko błyszczą kilkunastowierszowe strofy 

142 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

prawdziwego poetyckiego talentu, wreszcie prowadzi zawzięte polemiki, nie- 
rzadko na osobistej ant^^atji oparte; sprawozdania z książek i muzyczne 
pisze Walicki, prelekcje publiczne, a było ich wtenczas wiele, streszcza Ka- 
zimierz Łuniewski; on także pisze sprawozdania sądowe z rozgłośniej szych 
spraw kryminalnych. Politykę zagraniczną, ograniczoną do samych tylko 
wiadomości z gazet zagranicznych, prowadzi Miłkowski. Statkowski pisze 
rzeczy ekonomiczne i społeczne. Sobolewski jest reporterem, a feljeton, któ- 
ry jeszcze nie mieścił się w odcinku Kurjeraj lecz w środku numeru albo na 
zakończenie, zapełniają naprzemian Wacław Szymanowski z Mironem, Łu- 
niewski, Gomulicki, Stanisław Bogusławski (w 1-m półroczu) i współpraco- 
wnicy przygodni. Jan Chęciński dostarcza tylko wiadomości repertuaro- 
wych. 

Przy tych siłach redakcyjnych wziętość Kurjera i poczytność jego ro- 
sły w sposób zadziwiający nawet, bo już pod koniec pierwszego roku druko- 
wano do 4000 egzemplarzy. Powodzenie zawdzięczało pismo przedewszy- 
stkiem zasługom Szymanowskiego, rucłJiwości Mirona i temu, że najdrobniej- 
szy artykulik był obrobiony lub poprawiony przez redakcję starannie, że 
znać na nim było rękę literata. Artykułów poważniejszych, głębszej treści, 
przystępnie opracowanych, Kurjer W^ar«;?air*Ai jeszcze wtedy nie pomieszczał, 
ale to, co drukował, miało ładną formę i było poczytne. 

Zresztą w owym roku 1868 potężnym prądom przypadła rola wjrwar- 
cia silnego wpływu na naszą literaturę i dziennikarstwo. Ruch zawrzał 
między młodzieżą uniwersytecką, naprzód w audytorjach Szkoły Głównej, 
w sporach, na koleżeńskich zebraniach prowadzonych, a później przeniósł 
się do szpalt dziennikarskich. Trudno w treściwem opowiadaniu historji 
Kurjera od lat kilkunastu opisjrwać homeryczne walki „pozytywistów" 
z ^idealistami", „starych" z „młodymi", „postępowców" z , konserwatysta- 
mi". Dziś inaczej się patrzymy na te zapasy — z odległości lat kilkunastu, 
gdy już wojownicy ustąpili z pola, jedni do grobu, drudzy, przerzucając się 
do zawodowych zajęć, nie mających nic wspólnego z dawną szermierką 
pióra, a inni wreszcie, ochłodzeni powagą dojrzalszego >vieku, zmoderowali 
się, porzucając młodzieńczą krańcowość. 

Zaciekła ta polemika, która rozpoczęła się w 1868 r., trwała w na- 
szem dziennikarstwie przez lat 10, gorączkując umysły i pobudzając do 
pracy na polu naukowem. W zapasach tych Kurjer odegrał rolę jedną z naj- 
czynniejszych, począwszy od r. 1868-go, w którym ukazała się pierwsza 
replika na zaczepkę Przeglądu tygodniowego, wyszła z pod pióra Wacława 
Szymanowskiego. . . 

Dwa lata następne sprowadzają tylko dwóch nowych stałych współ- 

143 



l\urjcr 'Warszawski. 

pracowników do Kurjera — Feliksa Fryzego i Kazimierza Zalewskiego, obu 
wychowaiieów Szkoły Głównej. 

Z początkiem 1870 r. weszli do redakcji Kurjera Warszawskiego: Sta- 
nisław Krzemiński, obejmując rozszerzony dział polityki po Miłkowskim, 
i Władysław Bogusławski, syn Stanisław a, który także cłiwilowo opracowy- 
wał wiadomości polityczne; aż później Micliaux, zniechęcony do teatru, odds^ 
mu sprawozdania teatralne, a Walicki, wychodząc z Kurjera — koncertowe, 
tak, że Bogusławski aż do śmierci Wacława Szymanowskiego prowadził 
krytykę teatralną i muzyczną. Jakkolwiek równie Krzemiński, jak Bogu- 
sławski liczyli już wówczas po lat 30, to jednak w dziennikarstwie pierwsze 
stawiali kroki. I oto wtedy, kiedy Przegląd tygodniowy miotał zarzutami 
ignorancji i obskurantyzmu na Kurjer Warszawski, redakcja właśnie składsda 
się z ludzi, którzy po większej części posiadali dyplomy najwyższych zakła- 
dów naukowych i w dodatku studjowali specjalnie filozofję w uniwersytetach 
zagranicznych! 

Jeszcze ciekawszym syptomatem w walce Przeglądu z Kurjerem jest 
to, że w r. 1870 wszedł do redakcji Kurjera Warszawskiego liromslaw Rajch- 
man, który w r. 1869 wyd^ odczyty Bttchnera o Darwinie, a była to podo- 
bno praca, jak przynajmniej opowiada Chmielowski w swym „Zarysie", jedy- 
nem źródłem, z jakiego przeważna część Darwinistów przeglądowych wiado- 
mości o wielkim przyrodoznawcy czerpała. Rajchman pisywał dość cUugo 
do Kurjera kroniki przyrodnicze, wiadomości o nowych wynalazkach i oce- 
niał książki z zakresu swojej specjalności. 

Przechodzimy do r. 1871. Organizator utworzonego w Warszawie 
komitetu cenzury, członek zarządu prasy a późniejszy senator Fuchs stawili 
objekeje przy zatwierdzeniu redaktorów obu Kurjerów, t. j. Szymanowskiego 
i Kucza, na zajmowanych stanowiskach. Po długich pertraktacjach Szyma- 
nowski znalazł, jak mu się zdawało, zupełnie odpowiedniego do podpisywa- 
nia pisma zastępcę w osobie Juljana Statkowskiego, osiadłego na emeryturze 
w Warszawie, który żywo się zajmował sprawami ekonomicznemi miasta. 
Był on założycielem stowarzyszenia „Merkury", należał do redakcji Ekano- 
mistyj wreszcie, jak już >viemy, i do samego Kurjera pisywał artykuły ekono- 
miczne, świadczące o jego zdolnościach popularyzatorskich i o obznajomieniu 
się praktycznem z wieloma kwestjami gospodarki miejskiej. 

Redakcja w numerze 57 z d. 14 marca 1871 r. krótką odezwą w ten 
sposób zapowiada zmianę: Z zatwierdzenia wyższej władzy na przedstawie- 
nie wydawcy Kurjera Warszawskiego p. Juljan Statkowski, założyciel stowa- 
rzyszenia „Merkury" i współpracownik pism ekonomicznych, w dniu dzisiej- 
szym objął obowiązek redaktora odpowiedzialneg^o Kurjera Warszawskiego. 

Z początku Statkowski nie mieszał się wcale do redakcji, bardzo 

144 



KSIĄŻKA JUBlŁBtT820WA. 

rzadko przychodził na krótkie odwiedziny, i to do kantoru, po pensję, a nigdy 
prawie do w^łaściwego lokalu redakcyjnego nie zaglądał. Artykuły swoje 
przysyłał zawsze pod ocenę Szymanowskiego i w ogóle przez półtora roku 
stosunki z nim były jak najlepsze. Jakkolwiek jego pensja, dość znaczna, 
jak na ówczesne stosunki, obciążyła niezupełnie ustalony budżet Kurjera, 
wydawcy jednak nie bardzo skarżyli się na nią, tóm >vięeój, że Statkowski 
wystarał się o pozwolenie powiększenia formatu, które tóż w tym samym 
roku, 1871, Kurjer Warazatoaki uzyskał. 

Przeszedł szczęśliwie rok 1871 i dopiero od połowy 1872 zaczęły się 
swary i nieporozumienia z powodu artykułów, które Statkowski zaczął pismu 
narzucać, a Szymanowski drukować ich nie chciał. Przez parę dni sprze- 
czał się Statkowski ustnie i piśmiennie z Szymanowskim o swoje redaktor- 
skie prawa, które mu pozwalają drukować w dzienniku podpisywanym to 
wszystko, co za stosowne uznaje. Szymanowski bronił się umową ustną 
i dobrą wiarą stron obu w tćj umowie. Spór się zaognił, a że współpraco- 
wnicy dolali oliwy do ognia, traktując trochę ostro pretensję Statkowskiego, 
ten wniósł podanie o uwolnienie go od obowiązków redaktora, ale posłał 
je, nie uwiadamiając o tem nikogo, wprost do Głównego zarządu prasy, 
w warszawskim zaś komitecie cenzury oświadczył, że Kurjer podpisywać 
przestaje. Stało się to d. 21 listopada 1 872 r., od którćj to daty i&ir/gr 
Warazawaki, z powodu braku zatwierdzonego redaktora, uległ zawieszeniu 
wydawnictwa. 

Rocznik Kur jera z 1872 r., ])rzerwany na N-rze 259-ym z d. 21/XI, 
zamyka karta formatu pisma, na której tylko te wypisano słowa: 

U 259 





zakończa 

Z powodu zmiany redaktora 

Rok 



Przerwa w wydawnictwie trwała do dnia 14-go stycznia 1873 r., 
Kurjer więc nie wychodził [)rzcz z górą 7 tygodni. 

Kflfikajublleaizowa. 145 10 



%tir/er "Warszawski. 

Trudno fiobie wyobrazić strapienie i głęhoki ból Wacława Szymanow- 
skiego po tym, prawdziwie tragicznym dla nie^. obrocie wypadków. CaJy 
byt swój moralny i materjalny związał on z Knrjtrem: a tii nagle grunt z pod 
nóg się wysuwa, pi^mo wychodzić |)r/.estaje. Najwięcej go bolało to, że za- 
wiodło go doświadczenie, bo sam przecież wprowadził do redakcji człowieka, 
który tak nieopatrznie krzywdził metylko wydawców, ale i wszyatkicti tych, 
którjTn Kuijer Wtxmawski dawał chleb i zajęcie. — Tak eię zawieść, tak się 
oszukać! — wyrzekał sklopotany ^ pan Wacław", czyniąc zabiegi na wszystkie 
strony. Trzeba było wysznkać nowego redaktora, ale przedstawiało to 
tyle trudności, że wobec nich nieraz nadzieja wskrzeszenia pisma wy- 
dawała się wszystkim bardzo słabą. AVspólpracownic'y zbierali się codzien- 
nie po południu po nowiny, pocieszali, jak mogli, i redaktora i siebie. Fryzę 
sKczególnićj , który niial dużo humoru, wymyślał oodzicfi nowe koncepty 
i podawa! genjalne pomysły wydawania Kurjfra cuand tnime, ale to kwestji 
nie posuwało naprzód ant trochv. Postanowiono tylko wejść w nkład z Ga- 
zetą PoUką, której redaktor, Sikorski, wyjedna! od wydawcy, Leopolda Kro- 
nenberga, wysyłanie gazety dotychczasowym prenumeratorom Kvrjera po 
cenie znacznie zniżonej. 

Nareszcie lektor Uriiwersytetn Warszawskiego, Weinberg, współcześnie 

redaktor Wartzawtkiego Bniewnika, zaproponow^ wydawcom kandydata. 

Byl nim jego kolega w uniwersytecie, lektor do języka angielskiego, Hennan 

Benni. Po zasięgnięciu odpowiednich informacyj i umówieniu się dokladneni 

o warunki przyszłego redaktorstwa z następcą Statkow- 

skiego, Szymanowski pojechał do Petersburga i po kilko- 

© tygodniowym pobycie wróci! z pomyśluemi wiadomościami. 
Istotnie, formalności trwały niezbyt dłu^o i d. 14 stycznia 
1873 r. wyszedł N-er pierwszy Kurjera WarszawiiHego 
z podpisem nowego odpowiedzialnego redaktora, Hermana 
Benniego. Tym razem wypadek posłużył lopiąj Kuyjerowi, 
niż dawniejsze długie namysły, bo Benni sumiennie S|)ełnił 
ermaii Benni. przyjęte zobowiązanie niemieszania sio w nfczom do re- 
dakcji, a przejście swoje przez Kurjer zaznaczy! kilkoma 
zaledwie sprawozdaniami z odczytów publicznych i habilitacyj uniwersy- 
teckich. 

Na czele N-ru I-go z dnia 14 stycznia 1873 r. czytamy takie zawia. 
domienie: „ P. Herman Benni, lektor angielskiego języka pr/y Cesjirsko-^Var- 
szawKkim Uniwersytecie, zamianowany został w duin dzisiejszym Redakto- 
rem odpowiedzialnym Kurjera Warszawskiego", Z kolei redakcja podała 
zwykle warunki przedjilat w mieście i na poczcie, dalej zaś wystosowała do 
swoich |H-euunieraIorów odezwę następującą: 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

„Przez czas przerwy, jaka nastąpiła w wydawnictwie Kurjera w osta- 
tnim miesiąca r. z. skutkiem zmiany redaktora, Panowie Prenumeratorowie 
Warszawy mieli sobie codziennie dostarczane egzemplarze Gazety Polskiej. 
Z dniem dzisiejszym skutkiem wyjścia Kurjera Warszawskiego zamiana ta 
już ustaje. Ponieważ jednak doszło do wiadomości Redakcji, źe w wielu 
kantorach Gazety Polskiej nie dostarczano, ani nawet zawiadomiono o tej 
zamianie prenumeratorów, uprzedzamy o tem czytelników Kurjera War- 
szawskiego, donosząc im, że redakcja przedsięwzięła stosowne kroki, ażeby 
od dnia dzisiejszego za złożeniem opłaty prenumeracyjnej tak w kantorze 
głównym, jak w dotychczasowych kantorach, „Kurjer" mógł już być regu- 
larnie dostarczany prenumeratorom. Nadmieniamy przy tem, że można 
Kurjera prenumerować od połowy miesiąca za pół ceny, 

„Panowie prenumeratorowie z prowincji, którzy w dniu dzisiejszym 
otrzymali Kurjera za markami według zeszłokwartalnego wykazu, zechcą 
jaknaj spieszniej, dla uniknienia zwłoki w ekspedycji, przesłać opłatę prenu- 
meracyjną na kwartał 1-szy r. b., albo też zawiadomić redakcję listownie, iż 
nadal Kurjera prenumerować nie będą. Nadmienia się zarazem, że każdy 
z panów prenumeratorów zeszłokwartalnych będzie mógł z ceny prenumera- 
cyjnej na kwartał pierwszy r. b. odtrącić 50 kop. jako zwrot prenumeraty 
za przerwę w nadesłaniu Kurjera w ostatnim miesiącu, zmianą redaktora 
spowodowaną." 

Zawieszenie kilkotygodniowe ATt/rj^a sprowadziło znaczne straty, nietyl- 
ko w kosztach łożonych na utrzymanie licznego już personelu administracyjne, 
go, ale, co rzecz główna, i w prenumeracie. Przy podaniusię Statkowskiegodo 
dymisji, dosze^ był już Kurjer do 5,000 prenumeratorów, a w styczniu odebrał 
ich wszystkich od Oazety Polskiej zaledwie 3,000. Trzeba było wzmocnić pracę 
i energję i odzyskać abonentów, po raz drugi utraconych. Teraz już je- 
dnak walka była łatwiejsza, bo nieprzewidziana katastrofa w Kurjerze ogól- 
ne w mieście obudziła sjmpatje. Już też i współpracownicy się Wyrobili do 
pisania artykułów krótkich, zwięzłych, poczytnych dla szerokiej publiczności, 
a każdy pomysł urozmaicenia pisma, choćby ze znaczniejszym nakładem, 
w lot chwytali wydawcy. Reporterów, rzecz przedtem nieznana w Warsza- 
wie, oddano pod komendę Fryzego, a skromna oficyna domu Zabłockich 
stała się prawdziwem ogniskiem ruchu literackiego i dziennikarskiego w mie- 
ście. Życie tam wrzało i ruch nieustanny; znajomi i nieznajomi przycho- 
dzili szukać wiadomości albo sprawdzać u źródła, czy informacje, jakie otrzy- 
mali zkądinąd, nie są fałszywe. Stosunek redakcji z czytelnikami przera- 
dzał się w jakiś związek serdeczny, coraz ściślejszym węzłem wzajemnego 
odczucia jednakowych dążeń i celów zaciskany. Były to piękne czasy dla 
Kurjera, czasy posiewu, który tak szybko bogaty plon wydał. 

U7 10* 



%urjtr Warszawski 

Spełniło się też wkrótce najgorętsze życzenie Szymanowskiego, bo 
wraz z rozszerzeniem programu otrzymał Kurjer prawo drukowania odcinka, 
a więc umieszczania feljetonu na właściwem miejscu. Teraz już mógł się 
bronić skutecznie przeciw zarzutom, że Kurjer je&t tylko pismem brukowem, 
że w poważniejszym kierunku prowadzonym być nie może. Wszakże miał 
wszystkie działy też same, co i inne pisma w programie, a w dodatku jeszcze 
tak pożądany odcinek, którego brak bardzo przy układaniu numeru krępował. 
Z początku w tym odcinku pojawiają się tylko pod różnemi tytułami kroniki 
tygodniowe, pisane przeważnie przez Wiktora Gomulickiego, potem staje on 
się wyłącznym przytułkiem beletrystyki, krytyki teatralnój i literackiej; z r. 
1874 datują się pierwsze nowelle i powieści. Ten sam rok sprowadza do Ku- 
rjera nowego współpracownika w osobie jednego z najbardziej utalentowa- 
nych powieściopisarzy: Bolesława Prusa (Aleksandra Głowackiego), który 
z początku zamieszcza w Kurjerze obrazki warszawskie i parę artykułów po- 
pularnych z dziedziny nauk przyrodniczych, a potem, pod tytułem „kroniki 
tygodniowej", prowadzi rozgłośny feljeton Kur jera. 

Wreszcie w r. 1874-ym wstąpił do redakcji, młody wówczas dzienni- 
karz lwowski, Tadeusz Gzapelski, który, dzięki istotnie wybitnym zdolno- 
ściom dziennikarskim, wkrótce poważne w piśmie zajął stanowisko. Gza- 
pelski w tej szkole dziennikarzy warszawskich, jaką Szymanowski stwo- 
rzył — był najlepszym uczniem, a tak umiejętnie przejął się zasadami i po- 
mysłowością mistrza, iż w myśl jego wskazań wybornie dalej i częstokroć 
samodzielnie Kurjera prowadził. 

Ideałem dziennika dla Szymanowskiego był paryski Figaro. Ghodziło 
mu o współudział przedewszystkiem najpierwszych sił piśmienniczych w kra- 
ju, a przytem starał sie, aby każdy numer Kurjera odznaczał się literackiem 
opracowaniem nawet wiadomości brukowych. Zasadę tę starał się utrzy- 
mać i sekretarz redakcji Gzapelski, który dokładał też usilnych starań 
o szybkość informacyj. Sam pisał stylem telegraficznym i w tym tonie dział 
informacyjny utrzymywał: jak najwięcej wiadomości, faktów, nowych szcze- 
gółów wypadku, podanych zwięźle i krótko, tak, aby czytelnik Kurjera zna- 
lazł w piśmie zawsze najwcześniejsze i najautcntyczniejsze wiadomości. 
Za modłę służyły mu już wyrobione w tym typie dzienniki zagraniczne. 

Zresztą i u nas gust czytającego ogółu zmienił się zupełnie. Na schył- 
ku wieku pary i elektryczności nikt już przy lulce i czarnej kawie albo wie- 
czornej herbacie nie ma czasu poświecić paru godzin na spokojne odczytanie 
wielkiego arkusza druku od początku do końca. Szuka on w gazecie tylko 
tego, co go może zająć, rozgorączkować lub rozśmieszyć, więc przedewszyst- 
kiem — i)olitycznych telegramów, a potem informacyjowypadkacli dziennych, 
krótkich sprawozdań z tego, co się stało w ciągu doby najbliżej niego i naj- 

148 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

dalej. Chce, żeby tych wiadomości miał jak najwięcej, a wszelkie artykuły 
rozumowane mniej już obchodzą przeciętnego czytelnika... 

Pod ten czas kilku z dawniejszych współpracowników ustąpiło z Ku- 
rjśra, zachowując jednak z redaktorem naczelnym zawszę najlepsze stosunki. 
Jedni przeszli do iunych redakcyj, drudzy założyli nowe dzienniki lub nabyli 
dawne, byli wreszcie i tacy, którzy porzucili literaturę i gazety dla innych 
zajęć zawodowych. Politykę po Krzemińskim objął Marjan Gawalewicz, któ- 
ry z kolei przekazał ją Bronisławowi Zawadzkiemu w r. 1880. Już od r. 
1875 Fryzę przeniósł się z Kurjera Warszauoikiego gdzieindziej, Sobolewski 
wyjechał z Warszawy, Chodorowicz objął posadę na kolei, Gomulicki i Łu- 
niewski przestali pracować w Kurjerze: tak, że z pierwotnej doby redakcyj- 
nej jeden tylko Władysław Bogusławski dotrwał na stanowisku, z roczną 
przerwą, podczas której pełnił obowiązki reżysera w teatrae rządowym. 

I tak około roku 1880 oblicze Kurjera mało już przypominało pier- 
wotne czasy nowej redakcji, ową Sturm-und Drangperiode, ktćrej kłopotli- 
we często, a częściej wesołe i jowialne, opowiedzieliśmy dzieje. Rosnące, 
jak na drożdżach, powodzenie pisma poczęło budzić w nowem gronie ludzi, 
którzy z dalszych i bliższych stron przybyli snuć dalej wątek poczętej przez 
Szymanowskiego pracy, szersze ambicje. W owym pierwszym okresie 
KufjśT zdobył sobie Warszawę: był już w rękach wszystkich, a zwłaszcza 
całej inteligencji miejskiej i całego mieszczaństwa. Ale na prowincji, z wy- 
jątkiem kilku miast większych, na wsi zwłaszcza, na plebai\ji — pisma tego 
prawie nie znano. Wkorzenione— i słusznie— od paru pokoleń sympatje do 
dwóch czy trzech gazet, które szeroko prawiły czytelnikom wiejskim, mają- 
cym dużo czasu w długich wieczorach zimowych, o rzeczach społecznych 
i politycznych, zamykały im oczy na rozprzestrzeniający się zwolna widno- 
krąg Kurjera. Uważano go zawsze jeszcze za własność bruku warszawskie- 
go i z pewną magnacką pychą spozierano nań z po za długich i szerokich 
szpalt własnego organu ziemiańskiego, który od dziesiątków lat, czasem od 
kilku pokoleń, prenumerowano we dworze. Kurjer jednak, który przez tak 
długie czasy ograniczał się na rejesti-owaniu wypadków, w owej epoce na- 
wyka już do roszczenia sobie pewnego wpływu na umysły, do popularyzo- 
wania, już nietylko jednostek, ale idei i pojęć, do wyrabiania opinji publi- 
cznej w duchu, jaki wydawał się jego nowym współpracownikom dla ogółu 
pożytecznym. Myśl utorowania sobie drogi na szeroką prowincje była na- 
turalnem następstwem wewnętrznego spotężnienia pisma. 

W tym celu podniesienie i rozszerzenie działu politycznego w Kurjerze, 
który aż dotąd nie miał odwagi do rzucenia rękawicy ^gazetom", wydało się 
jednym z postulatów najpilniejszych i najniezawodniej wiodących do celu. 
Kiedy Bronisław Zawadzki obejmował kierownictwo tego działu, mieścił 

149 



on się na samym końcu dziennika a składał z treściwej kroniki naj- 
nowszych wypadków i z biuletynu telegraficznego, dostarczanego za rs. 30 
miesięcznie przez Ajencję warszawską, która zasilała podówczas 
wyłącznie wszystkie gazety warszawskie telegiamami, czerpanemi z gazet 
zagranicznych, a kraszonemi skąpo i nie zawsze jakąś wiadomością nagiej- 
szą, istotnie drutem elektrycznym podaną. Mogło to zadowalniać długo po- 
trzełjy czytelnictwa, zwłaszcza w epokach spokojniejszych, ale musiała 
przyjść chwila, kiedy wypadało te rzeczy urządzić więcej po europejska. 
Długo trwały zabiegi nowej generacji współpracowników Kurjera, aby prze- 
konać Szymanowskiego, źe ta metamorfoza rozstrzygnąć może o nowej fazie 
rozwoju pisma. Szymanowski nie był upartym konserwatystą: i owszem, 
bystry i rączy jego umysł szybko orjentował się w nowych potrzebach no- 
wych czasów, ale trwożył się o ryzyko kosztów. Otrzymyivanie depesz 
oryginalnych, istotnych, nie tłómaczonych z gazet zagranicznych, ale przesy- 
łanych iskrą elektryczną i informujących istotnie czytelnika dzisiaj o tern, co 
dzisiaj się stało w Paryżu, Londynie, Wiedniu lub Berlinie, przedstawiało 
koszt tak wielki, że istotnie hołd złożyć potrzeba wzrosłemu w innych tra- 
dycjach i niemłodemu już człowiekowi, iż potrafił przemódz wszelkie w so- 
bie skrupuły i rzucić się na hazard, który, gdyby się nie powiódł, mógł- 
by o bankructwo przyprawić ukochane jego pismo, kość z kości, krew 
z krwi jego. 

Reforma ta — obok przeniesienia rozumowanego „Przeglądu polityczne- 
go" na pierwszą stronicę pisma — sięga roku 1882. Nawiązano wówczas 
bezpośrednie stosunki z głównemi ogniskami życia europejskiego, wyszu- 
kano albo zdolnych korespondentów politycznych za granicą, którzy telegra- 
fowali codziennie o ważniejszych wypadkach, albo zawarto umowy z ajen- 
cjami Havasa, Wolffa i t. d. Codzienny biuletyn telegraficzny Kurjera 
przedstawisz odtąd istotnie chwilę ostatnią w ruchu ])olitycznym Europy. 
Szybko zorjentowało się w tym nowym zwrocie rzeczy czytelnictwo war- 
szawskie: kto pragnął dowiedzieć się o istotnych nowinach dnia politycznego, 
ten musiał odtąd sięgnąć po Kurjer Warszawski, który w ten sposób zdobył 
sobie uietylko nowy tytuł popularności, nowy talizman powodzenia, ale stał 
się poprostu dla wszystkich, żyjących szerzej i sięgających potrzebami umy- 
słowemi po za węgły własnego domu, nieomal niezbędnym. 

Za impulsem Warszawy dała się porwać snadnie i prowincja. Prze- 
widywania Zawadzkiego ziściły się nader szybko: prenumerata prowincjo- 
nalna Kurjera, która przed nowem przekształceniem pisma nie przechodziła 
1,300 egzemplarzy, w ciągu jednego kwartału wypchnęła się do 4,000 
i odtąd już rość nie przestała. W tej samej mierze wzmogła się i prenume- 
rata miejscowa, która po roku już podniosła się do wysokości nie marzonej do 

150 — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

niedawna nawet w złotych snach redaktora i wydawców, trwożących sio 
jeszcze ciągle widmem kosztów. Koszty te mogły istotnie przejmować bla- 
dą trwogą, jeżeli zważymy, że cena depesz z 360 rs. rocznie skoczyła na 
kilkanaście tysięcy. Dobry duch opiekuńczy, czuwający nad Kur jerem, po- 
zwolił mu jednak przebyć szczęśliwie i ten ciężki moment hazardu finanso- 
wego, i owszem znaleźć w nim nowe źródło powodzenia i rozkwitu. 

Potrzeba było widzieć rozpromienienie Szymanowskiego, uienawykłe- 
go do tak częstych rendez'Vou8 z iskrą elektryczną, gdy co chwila woźni 
przybywali do skromnych pokoików redakcyjnych z nowemi depeszami, 
a Szymanowski, zajęty partją szachów z Prusem, mógł z nich wyczytać 
czarno na białem, co przed godziną zrobił Bismarck, Gladstone albo An- 
drassy. Kiedy o zwycięstwie pod Tel-el-Kebirem, odniesionem przez angli- 
ków nad egipskim Arabi-baszą o godzinie 10-ej zrana, Kurjer j\xi o godzinie 
3-ej po południu przyniósł depesze swoim czytelnikom, to Szymanowski nie- 
tylko nie zmartwił się przegraną oczywiście z chłodniejszym nieco Prusem 
partją szachów, ale wyściskał wszystkich obecnych kolegów w redakcji 
i zafundował bogdaj komuś nawet „ósemkę'' kawioru u Stępkowskiego, co 
przy wrodzonej jego oszczędności nie należało do częstych improwizacyj 
dobrego humoru.. Gorącą miał tylko zawsze suplikę do Zawadzkiego, aby 
nadchodzące w lapidarnym, skróconym języku drutowym depesze rozszerzał 
w druku. Szczęśliwym czuł się nad miarę, gdy się przekons^, że depesza, 
złożona z dwudziestu wyrazów, po zredagowaniu jej dla pisma dała ich 
czterdzieści, co jest przecież rzeczą tak naturalną dla każdego, kto z techni- 
ką telegraficzną jest bliżej obeznany. 

W ciągu owego roku 1882 poczęła w pogadankach redakcyjnych kieł- 
kować jeszcze śmielsza i hazardowniejsza myśl: wydawania pisma na wzór 
zagraniczny, dwa razy dziennie. Tutaj liczyć się trzeba było już nietylko 
z kosztami wydawnictwa, ale — co gorsza i zawodniejsza — z pugilaresem 
czytelników. Podwójne wydanie dziennika, którego prenumerata miesię- 
czna kosztowała podówczas w Warszawie 50 kop., musiało wywołać ko- 
nieczność podwyższenia ceny prenumeracyjnej. Czy publiczność, nawykła 
przez lat wiele do półrublowej prenumeraty, zniesie jej podwyższenie choć- 
by nieznaczne? Wiadomo przecież, że u nas oszczędności domowe zaczy- 
nsyą się zwykle od wyrzucenia z domu książki albo czasopisma. Tutaj już 
pomyślny wynik hazardu nie był tak namacalnie pewnym, przyszłość nu- 
rzała się w mgłach; w razie odepchnięcia reformy przez czytelników robiło 
się fiaaco nietylko moralne, ale i materjalne. A jednak szala zdań przewa- 
żna na korzyść reformy. Szymanowski urządzał formalne ankiety buchal- 
terów i administratorów, w ciasnym pokoiku parterowym buchalterji wy- 
siadywał długiemi godzinami, patrząc na łamigłówki cyfr, jakie rozwijał 

151 - 



przed nim główuy podówczas buchalter pisma, Emiljan Konarski; wzdycha! 
ciężko w chwilach upadku animuszu, a prostował się i krzepił, gdy wyszedł 
z buchalterji na górę i zetknął się z różowym optymizmem Czapelskie- 
go i nowej generacji współpracowników, którzy utrzymywali, że i tę 
^kwadraturę koła" już rozwiązano za granicą bez szwanku dla przedsię- 
biorstwa. 

W marcu r. 1883 projekt dojrzał, skrystalizował się i w polowie mie- 
siąca, w formie odezwy do czytelników, objawił światu. Nie można twier- 
dzić, aby nowinę powitano w mieście przychylnie: ten i ów czuł się zachwia- 
nym w swej równowadze budżetowej, gdy mu kazano dopłacić 10 kop. do 
tradycyjnej opłaty pólrublowej. Inny utrzymywał, że nie ma czasu czytać 
przez cały dzień Kurjera\ inny, że strumień życia naszego za wazki, lub, że 
nie podołamy ogromowi pracy i trudności technicznych. Złe wróżby ziściły 
się zbyt rychło. W d, 1 kwietnia pojawił się pierwszy numer ranny Kurje- 
ra, który nie zadowolnił snadż i nie przekonał niedowiarków, uważających 
takie dążenia ad astra za grzech przeciw rutynie dziennikarskiej Warszawy, 
skoro liczba prenumeratorów zaraz poczęła spadać. Naturalnie, że rolę 
.czarnego charakteru" w tym dramacie odegrały przedewszystkiem owe 
dziesięciokopiejkówki, które dopłacać było potrzeba. A tu jeszcze na do- 
miar złego pokazało się wkrótce, że cena 60 kop. za dwa wydania dziennie 
nie pokryje kosztów wydawnictwa! Ponieważ jednak rozpęd był raz wzięty 
a zasada lecznicza nmilia similibus zdobyła sobie dobrą markę na świecie, 
więc we wrześniu tegoż samego jeszcze roku podniesiono powtórnie cenę 
podwójnego Kurjeray tym razem do 80 kop. miesięcznie. Albo skręcić kark, 
albo przemódz szatana! Publiczność, podżegana przez nienawistne żywioły, 
odpowiedziała jeszcze silniejszą dezercją: liczba prenumeratorów w ciągu 
półrocza spadła z 20,000 do 15,000. I tu znowu niejeden wj^dawca stracił- 
by głowę i zrobił głupstwo. Szymanowski podniósł w górę stroskane czoło 
i powiedział, że nie da się w kaszy zjeść, ani złamać burzy. Miał rację! 
Podwójne wydanie stało się wkrótce potrzebą powszechną, prenumeratoro- 
wie wrócili i reformę uznali za to, czem była: za prawdziwy coup de maitre 
ze strony wydawnictwa. 

Takie zwiększenie pisma wywołało też i potrzebo pomnożenia perso- 
nelu redakcyjnego. W owym czasie grono redakcji wewnętrznej, kiero- 
wniczej, stanowili, oprócz Szymanowskiego i Czapelskicgo: Władysław Bo- 
gusławski, zawsze ateuczyk, zawsze spokojny a wykwintny mistrz pióra, 
kochanek i smakosz piękna w sztuce; Bolesław Prus, stojący wówczas, po 
zainicjowaniu i wprowadzeniu w życic kas rzemieślniczych, u zenitu swojej 
popularności, nie obałamucony jeszcze dziwactwami estctycznemi i ekono- 
micznemi, które niezrównanego humorystę i bystrego obserwatora życia wy- 

152 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

trąciły z jasno wytkniętej i tylu wonnemi różami powodzeń wysłanej 
ścieżlci talentu^ ku ogromnemu strapieniu Szymanowskiego i Bogusławskie- 
go; dalej Marjan Gawalewicz, wyzwolony z pęt polityki i dostarczający 
trzeźwo, ciepło i łatwo pisanych artykułów ze wszystkich dziedzin; Bronisław 
Zawadzki; koncentrujący się coraz wyłączniej w dziale politycznym; Włady- 
sław Sabowski, sprowadzony ad hoc dla zdwojonego Kurjera do Warszawy 
ze Lwowa, i uprawiający z równą rzutkością pióra i wszechstronnością ru- 
tyny dziennikarskiej wszystkie niwy; Franciszek Olszewski, tworzący 
wKurjerze systematycznie uprawiany dział ekonomiczny, w którym przedtem 
gospodarzyły różne pióra, doraźnie i dorywczo; Czesław Jankowski, rozpo- 
czynający w Kurjerze karjere literacką zgrabnego, dowcipnego, przez kobie- 
ty wypieszczonego fejletouisty; Teodor Jeske-Choiński, wprzągniety do ru- 
bryki „Ze świata", nie dającej mu ani pola, ani zadowolenia, lecz mający 
się wkrótce wybić na szerszy gościniec krytyczny; Kazimierz Filipowski, zda- 
jący sprawę z prasy rossyjskiej; Adam Niemirowski, oryginał w życiu a bi- 
bljofil i zbieracz drobiazgów literackich w rodzaju przez nikogo nienaślado- 
wanym, niewyczerpana kopalnia cennych wiadomości naukowych i staty- 
stycznych, których zgromadzić nikt-by się inny nie podjął; Józef Włoskiewicz, 
uprawiający dział handlowy; Henryk Nagel, Antoni Skrzynecki i Franciszek 
Reinstein, dostarczający wiadomości miejskich, a wreszcie młody poeta, 
Edmund Bogdanowicz, który już ku samemu końcowi epoki Szymanowskie- 
go, wszedł do redakcji Kurjera, lecz rozwinął skrzydła do wzlotu i dowiódł 
swej pożyteczności wielostronnej przy stoliku redakcyjnym dopiero w nowej 
już fazie pisma. 

Rewizję wydania porannego prowadzili: młody wówczas latami, ale 
poważny usposobieniem akademik, dzisiaj adwokat w Łodzi, Karol Łaga- 
nowski, następnie zaś, młodszy jeszcze a wiełe obiecujący, Juljan Łętowski, 
dzisiaj urosły w niepośledni talent poetycki i beletrystyczny. 

Szymanowski już na lat kilka przed śmiercią, t. j. od r. 1885, zdawał 
coraz więcej obowiązki redakcyjne na Czapelskiego, a w ostatnim roku, po 
ustąpieniu tegoż, na Sabowskiego (Wolodego Skibę), nie mogąc, z powodu 
stanu zdrowia, zajmować się nawet urzedowemi stosunkami pisma. W osta- 
tnim roku już nawet do redakcji przychodzić nie mógł; myślał jednak ciągle 
o tym Kurjerze, który był całym majątkiem jego licznej rodziny, a wyrósł 
tak szczęśliwie pod jego kierunkiem. 



153 



l\ur/er '^ arsz^iwski. 



III. 

Kiedy Szymanowski obejmował redakcję Kurjera^ miał już lat 46, bo 
urodził się właśnie w tyra samym roku, w którym Kurjer Warszawski zało- 
żonym został, co toż a posteriori za przepowiednię przyszłości w rodzinie 
i wśród najbliższycli redaktora uważano, d 9 lipca 1821 r., w Warszawie, 
z ojca Jakóba i Anny z Zawadzkich. 

Ukończywszy gimnazjum w Warszawie, wszedł Szymanowski na apli- 
kację do Komisji Skarbu, gdzie wkrótce otrzymał posadę etatową. Ponie- 
waż jednak młody poeta na papierze rządowym więcej wierszy, niż refera- 
tów pisał, wiec też po pewnym czasie usunął się sam z pierwszego i jedy- 
nego oficjalnego stanowiska, jakie w życiu swojem zajmowsd. Pisanie 
jednak wierszy nie dawało chleba, a dramaty i komedje także nie przyczy- 
niały wiele dochodu: więc się Szymanowski podejmował z początku różnych 
prac dla księgarzy warszawskich, a przytem brał udział w rozmai- 
tych wydawnictwach równie poważnych, jak humorystycznych. Należał 
nawet do „Wolnych Żartów'', a pisał i tlómaczył wszystko, co u niego za- 
mówiono: równie bajki dla dzieci, jak ^Nowe ramoty i ramotW dla doro- 
słych, z ilustracjami Kostrzewskiego wydane. Gdyby to wszystko zebrać 
razem, z samych oryginalnych utworów Szymanowskiego złożyłoby się, nie 
pięć, jak w wydaniu dzieł jego, ale pewno z pięćdziesiąt tomów. 

Początki miał trudne, jak każdy literat u nas, gdy z pióra żyć potrze- 
buje. Za poezje płacono wtedy, i nawet bardzo dobrze, ale tylko Polowi 
i Syrokomli. Powieściopisarze wszyscy mieli dochody znaczne, bo beletry- 
styka w książkach lepiej się opłacała, niż w dziennikach; ale księgarze i na- 
kładcy, płacąc dobrze rozgłośnym już firmom autorskim, odbijali się zato na 
młodszej braci literackiej, wyzyskując jćj pracę w sposób gdzieindziej nie- 
znany. Płacili po parę złotych za arkusz druku, i to jeszcze często nie 
w gotowiznie, lecz w egzemplarzach drukowanych. 

Szymanowskiego dopiero Henryk hr. Rzewuski poparciem swojem 
i życzliwą opieką wyprowadził na szersze pole. Autor „Listopada" ocenił 
talent młodego człowieka, rwącego się do pióra, poznał w nim i uczucie liry- 
ka, i dowcip humorysty w szerszem, szlachetniejszem słowa znaczeniu. 
Stosunki między Rzewuskim a Szymanowskim zawiązały się tak serdeczne, 
że nawet przyszły redaktor Kurjera mieszkał razem z autorem „Zamku Kra- 
kowskiego'' za swoich kawalerskich czasów i wszedł też do redakcji Dzien- 
nika, kiedy to pismo Rzewuski w r. 1851 zakładał, z udziałem Jul. Bartosze- 
wicza, Wilkońskiego i Szymanowskiego, sekretarza redakcji. 

Rozgłos Szymanowskiego i szeroka popularność, jaką sobie zdobył, da- 

154 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

tiyą od chwili; w której uwieńczono ^Dzieje serca" pierwszą nagrodą na 
konkursie warszawskim i kiedy prawie współcześnie autor „Sędziwoja" 
w nowozfJoźonjrm przez Ungra Tygodniku lUustrotcanym (1859) objął dział 
kromki tygodniowej. Pojawienie się pierwszego pisma obrazkowego u nas 
wywołało w całym kraju ruch niezwykły i wielkie wrażenie. Pierwsze 
egzemplarze Tygodnika rozchwytywano, równie w Warszawie, jak na pro- 
wincji, z niesłychanym zapałem; radość była powszechna, że się sztuka kra- 
jowa na ilustracje własne zdobyć może, że mamy rysowników, drzeworytni- 
ków, a przy tern pierwszy, szeroko zakrojony, organ literacki. Feljcton był 
także nowością, która nęciła do pisma, a traktowany przez Szymanowskiego 
z humorem i uczciwą myślą przewodnią, zaćmił nawet popularność dawnej 
gwiazdki w Gazecie Warszawskiej. Jego talent feljetonisty zyskał rychło 
powszechne uznanie, a jego kroniki najszerszą poczytność w kraju. 

To wrodzone usposobienie feljetonisty było najlepszą kwalifikacją Szy- 
manowskiego na redaktorstwo ^uf7>ra, ajak się pokazsdo, odpowiedniej- 
szego literata i człowieka na fo trudne stanowisko nikt-by w naszym kraju 
nie znalazł. Nawet obóz walczący z Kurjerem nigdy nie zaprzeczył Szyma- 
nowskiemu ani talentu poety, ani literackiego wykształcenia, ani najzacniej- 
szego serca i szlachetnego charakteru. 

Ożenił się z Michaliną z Naimskich w młodym wieku, z czystej miło- 
ści; w domu był mężem i ojcem wzorowym. Wychowany w zasadach reli- 
gijnych, wiernie się ich trzymał aż do grobu, a przytem wierzył we wszyst- 
ko, co było pięknem, dobrem i uczciwem. W sztuce był zapalonym ideali- 
stą, a jak ją kochid, za najlepszy dowód posłużyć może jego entuzjazm dia 
każdego talentu, pojawiającego się na jakiemkolwiek polu. Wszakże on 
tym talentom pierwsze kroki ułatwiał, on z niemi zapoznawał szerszą publi- 
czność. Przychylna ocena, bodaj wzmianka w Kurjerze, stanowiła nieraz 
o losie poczynającego muzyka, malarza, literata lub artysty dramatycznego. 
Ale Szymanowski nigdy się na tem nie ograniczał: miał stosunki, wpływy, 
znajomości, zużytkowywał je wszystkie dla młodego artysty, gdy tylko 
w nim dopatrzył choćby najmniejszy odbłysk iskry Bożej. Każdy tryumf 
w dziedzinie sztuki radował go tak, jakby był jego własnym, jak najszczęśli- 
wsze zdarzenie jego życia. Zazdrości, zawiści nie było w tym człowieku ani 
siadu. W stosunkach redakcyjnych był najlepszym starszym kolegą dla 
swoich młodszych współpracowników, gotów zawsze zrobić dla nich to, 
czegoby dla siebie nie zrobił; chodził za ich interesami gorliwiej, niż za swo- 
jemi. Skromnie, i bardzo skromnie nawet, wynagradzał ich pracę, szczegól- 
nie w pierwszych latach: ale tu trzeba sięgnąć pamięcią do stosunków finan- 
sowych odrodzonego Kurjera, 

155 



Rzecz zakrawałaby na zabawną anegdotę^ gdyby kilku świadków na- 
ocznych jeszcze teraz opowiedzieć jej nie mogło. Kiedy Szymanowski 
z Michaux'em i Gebethnerem i WolflFem objęli Kurjer Warszawski w dzierża- 
wę, złożyli do kasy jako fundusz zakładowy po rs. 100, razem rs. 300 ka- 
])itału. Pod koniec pierwszego miesiąca Szymanowski, który miiJ jedynie 
maleńki procent od posagu żony i na utrzymanie licznej rodziny tylko pió- 
rem zarabiał, udaje się do Kurjera w gwałtownej potrzebie, z zapytaniem: 
czy nie mógłby otrzymać jakiejś kwoty zaliczenia na pensję? 

— A ile pan redaktor sobie życzj ? — odpowiada, z zachęcającym 
uśmiechem, ówczesny jedyny kasjer Kurjera, Netto. 

— Ile? jakto ile? — powtarza zdziwiony Szymanowski, bo nie przy- 
puszczał, ażeby po opędzeniu bieżących wydatków znalazła się jakaś zna- 
czniejsza pozostałość — a ileż pan masz w kasie? 

— Ośmset rubli. 

„Wyskoczyłem z radości, jakby mnie kto na sto koni wsadził" — opo- 
wiadał poczciwy pan Wacław po kilku latach te pierwsze przebłyski for- 
tuny. — „A że pieniędzy bardzo mi było potrzeba, więc wycofiJeni odraza 
mój wkład i wziąłem od Netta całe 100 rubli. W godzinę po mnie przy- 
szedł Michaux, a doAviedziawszy się, żem ja swoje sto rubli zabrał, upomniał 
się i on także o swoje. Wieczorem tegoż dnia Gebethner wycofał trzecią 
storublówkę, i w ten sposób spólnicy . cały kapitał zakładowy odebrali 
w ciągu pierwszego miesiąca." 

Michaux nie potrzebował bardzo gwałtownie tych pieniędzy, może 
więcej firma handlowa księgarska; ale, że dla Szymanowskiego były one nie- 
zbędne, o tern wątpić trudno wobec jego skromnych podówczas zasobów. 
Pobierał on, według umowy ze spólnikami, 1,000 rs. rocznej pensji; 
ale nie trzeba zapominać, że był przecie właścicielem połowy, z której 
musiałby pokrywać ewentualne straty, a wobec przejść tak dotkliwych dla 
Kurjera w pierwszych czasach, jak dwukrotne zmiany redaktora i zawiesze- 
nie pisma, nigdy też spokojnego jutra pewnym nie był. Dlatego-to tak się 
obawiał obciążenia budżetu stałemi wydatkami większemi. Chodziło mu 
o przyszłość, o niezaciąganie zobowiązań, którychby dopełnić nie był 
w możności. 

Kiedy pismo stanęło na pewnym gruncie, kiedy Piotrowski, sprowa- 
dzony do buchaltcrji, nareszcie rozrachował spólników i dowiódł im czarno 
na białem, że wydawnictwo znaczny dochód przynosi, wtedy i wynagrodze- 
nie współpracowników poczęło rość z roku na rok, aż doszło do najwyższej 
normy, nicpraktykowanćj dotąd w naszem dziennikarstwie. Zaznaczyć też 
należy, że Szymanowski delikatność względem spólników posuwał do tego 
stopnia, iż od chwili objęcia redak(\ji aż do śmierci grosza jednego za swo- 

156 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA, 

je artykuły, póózje i feljetony wynagrodzenia nie pobrał. A jednak ileżby 
mu się tam na ractiunek wierszy w ciągu lat ośmuastu uzbierało, gdyby je 
sobie płacić kazał? 

Jak każdy artysta, praktycznym Szymanowski nie był wcale, a za naj- 
lepszy dowód posłużyć może to, że przy znacznych dochodach, jakie wyda- 
wnictwo od 1873 r. dawało, Szymanowski, choć grosza nie marnował, bo 
żadnych ni^ogów nie miał i oszczędnym był dla siebie, pomimo to, umiera- 
jąc, majątku nie zostawił żadnego wdowie i dzieciom, oprócz dobrze zaprą, 
cowanej współwłasności Kurjera Warszawskiego, którą nawet niedostatecznie 
zabezpieczył od przewagi kapitału. Pomijając kwestje finansowe, Kurjer, 
jako pismo wzniesione na dawnych ruinach, wszystko zawdzięcza Szyma- 
nowskiemu. Pomysły i temperament dziennikarski Czapelskiego oddały 
Kurj&rowi poważne usługi, ale to był już dalszy rozpędy rezultat świetnych 
początków Szymanowskiego: on-to założył silne podstawy, na których budo- 
wać już było można dziennik popularny w znaczeniu europejskiem, bo było 
o ozem i na czem wznosić gmach wysoki, 

Szymanowski zmienił system dotychczasowy redaktorów, nie uznając 
godła: Płtat e'est mai, Kurjer Warszawski — to ja. Wprowadził on pierwszy 
kolektywizm, zbiorowość, naradę wspólną redakcji w każdej poważnej 
kwestji. Pierwszy też pozostawiał swobodę zdania współpracownikom, bro- 
niąc ich opinj] najzawzięciej, choćby się z jego przekonaniem wewnętrznem 
nie zgadzała. Ileż-to przykrości, sporów, napaści, wyzwań pojedynkowych 
przeniósł Szymanowski, szczególniej w pierwszych latach, przyjmując zawsze 
na siebie odpowiedzialność za to, co w Kurjerze drukowanem było ! Książka, 
obraz, sztuka w teatrze były zganione przez recenzenta, — klamka zapadła ! 
Od tej chwili były to dzieła bez wartości dla Szymanowskiego. Pocichutku, 
na cztery oczy, przed najbliższymi mógł się czasem pożalić na surowość 
lab złośliwą formę krytyki, ale przed autorem i czytelnikami zawsze solida- 
ryzował się ze swoim współpracownikiem, gotów nawet w ostateczności 
strzelać się za niego. 

Powiadają dzisiaj, że miał szczęście w wyborze współpracowników. 
Czy tylko szczęście ? Oto przykład Bolesława Prusa. Wydawał podówczas 
księgarz Eauffman pismo humorystyczne p. t. Mucha, Zmieniało ono często 
redaktorów, bo niezbyt zamożny jego nakładca wobec przeważnej konku- 
rencji Kurjera Śunątecznego nie mógł się zdobyć na nakład poważniejszy, 
a dowcip anemiczny szedł w parze z suchotami tinansowemi księgarza. Był 
j^o redaktorem 1 Edward Lubowski, i Kazimierz Zalewski, przez parę tygodni, 
biorąc redaktorstwo w spadku po Gomulickim. Po nim prowadził pismo Łu- 
niewski, aż je w końcu w r. 1 875 nabył Fryzę. Ową Muchą mało kto czytał 
i niewiele pism nawet zamieniało z nią egzemplarze. Otóż w tym humory- 

157 



j^urfer Warszawski, 

stycznym świstku ukazał się w roku 1873 wiersz p. t. „Strofy na śmierć 
Azorka". Że to było dowcipne i bardzo zabawne, że uderzało oryginalno- 
ścią formy i świeżością Iiumoru, zaprzeczyć trudno; ale tak niewielu ludzi 
czytało Muclię, że rzecz przeszłaby bez zwrócenia uwagi, gdyby jej Wacław 
Szymanowski nie dopatrzył. Wiedział on, że Zalewski i Łuniewski byli 
w stosunkach z Kauffmanem (Gomulicki był wtedy w fazie nieporozumienia 
z Kurjerem^ która powtarzała się clironicznie): więc zwrócił się do nicłi, aby 
mu koniecznie autora „Testamentu Azorka" wyszukali i sprowadzili. Po- 
średnictwa podjął się Łuniewski, i oto jakim sposobem przyszły kronikarz 
Kurjera zaciągnięty został do redakcji. Gdyby się był nie zgodził przyjść 
L Łuniewskim, Szymanowski byłby go z pewnością szukał tak długo, ażby 
go gdzieś spotkał przecie i namówił do współpracownictwa, bo gdy raz sobie 
upatrzył siłę dla Kurjera odpowiednią, to ją zdobyć musiał. 

Stworzyć redakcję dla pisma — to zadanie nadzwyczaj trudne, nawet 
t^m^ gdzie dziennikarstwo chleb daje, gdzie traktowane jest jako zawód 
zarobkowy, lub wstęp do karjery politycznej. Szymanowski miał tnidnośei 
stokroć większe z powodu odmiennych warunków, a że je tak szczęśliwie 
pokonał, to właśnie jego największa dla Kurjera zasługa. Od r. 1880 Cza- 
pelski, nominalny sekretarz Kurjera, był już faktycznym kierownikiem pi- 
sma, i tylko w kwestjach najważniejszych zięć i zastępca odwoływał się do 
zdania Szymanowskiego. Król niby panował, ale pierwszy minister rządził; 
a że prowadził pismo ruchliwie, że podniósłszy znacznie skalę zarobku, roz- 
szerzył koło stałych współpracowników, że dochody z pisma i poczytność 
jego ciągle wzrastały, więc stary lew drzemał, choć zawsze na zewnątrz 
Kurjera reprezentował. 

Zresztą Szymanowski, zdając codzienne kłopoty dziennikarskie na 
swego zastępcę, chciał powrócić do literatury, pisać jeszcze i tworzyć dzieła 
trwalsze od bieżących artykułów dziennika. Tłómaczył wtedy dużo, a z rze- 
czy oryginalnych napissd poemat donioślejszego znaczenia społecznego: 
„Jedna z wielu", komedję p. t. „Ostatnia próba" i dramat 3-aktowy : 
„Posąg". Śmierć zastała go nad nowym dramatem p. t. „Janko", do któ- 
rego treści zaczerpnął z dziejów walki słowiańszczyzny z Islamem w cza- 
sach pogromów Ibrahima-paszy. 

Doświadczony pisarz, dziennikarz wytrawny, odczytywał, pomimo to, 
zawsze swoje artykuły przed wydrukowaniem całemu gremium redakcyjne- 
mu, a pomysły do dramatu, każda scena nowego utworu, przechodziły przez 
tysiączne dyskusje, dopełniane jeszcze osobnemi konferencjami. I uwzględ- 
niał wtedy Szymanowski wszystkie uwagi, jakie mu robili jego życzliwi, po- 
prawiał, przerabiał sceuarjusz, zawsze opowiadając potem z całą skromno- 
ścią, do czyjej rady się zastosował. Nawet wiersz, którym władał tak 

• 158 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

umiejętme, z rymem zawsze wykwintiiyni i wyszukanym, zmienili i popra- 
wiał, gdy mu Łnniewski Ih1> Goraulicki nie pochwalili skouczenie pięknej 
formy. Z siebie dumoym nie byl on wcale, ale istotnie, jak ojciec nkocha- 
nem dzieckiem, tak Szymanowski pysznił eię Kurjerem. O nim, o jego ta- 
lencie, można było mówić, co kto cbci^, ale o Kurjerze!... Wszystko, co 
się w KaijtTze drukowało, było nąjlepszcm, najpiękniejszem, nieomylnem. 
Nawet kiedy reporter fakt jakiś zmyślił, to Szymanowski, zaintcrpelowany, 
bronił I^ędnej wiadomości, i za nic na ówiecie nie pozwoliłby wydrukować 
zaprzeczenia w formie kategoiycznej. PrzekoDany stanowczemi dowoda- 
mi, amieszczd sproRtowanio, ale zawsze w ten spoHÓb zredagowane, że, da- 




KedHki'j» Kwrjtra. 

jąc satysfakcję skrzywdzonemu, broniło dobrej wiary reportera. Gorąco 
leżała mu na sercu godność pisma, poważanie czytelników, równic jak uczci- 
wość zasad, z jakiemi fiiiy«r miał służyć pod jego kierunkiem sprawie pu- 
blicznej. Tę służbę cenił on wysoko, a prędzej, niż dopuścić plam na sztan- 
darze, zamknąć był gotów pismo, choć tak świetne dawało rezultaty. 

Po latacb walki do 1878-go r. mógł Szymanowski spocząć na 
laurach, i rzeczywiście odpoczywał po długim znoju dwudziestopięcioletniej 
ciężkiej pracy. Z pierwotnej redakcji nikt już prawie nie pozostał: Mi- 
cbaus, przedwcześnie stargawszy nerwy, wegetow^ gdzieś z daleka; Zalew- 
ski i Fryzę własne pisma założyli; Łnniewski po ciężkiej chorobie wyjechał 



i\urjer ^ arszawski. 

na prowincję, Walicki był bibljotekarzem w Nieświeżu, Krzemiński prze- 
niósł się do Bluszczu i Kłosów, Kazimierz Filipowski do Wieku, tylko Prus 
z Bogusławskim pozostali do końca Szymanowskiego redaktorstwa. Przy- 
szedł cały szereg współpracowników nowych, dla których było za ciasno 
w dawnych pokoikach redakcji Kurjera, tu obok przedstawionych, dla pa- 
mięci, na rycinie. I z tymi nowymi Szymanowski był w jaknajlepszych 
stosunkach, kochał ich i po koleżeńsku traktował, przesiadując w redakcji 
najczęściej z Prusem przy szachach, a do teatru chodził z Bogusławskim, bo 
ci dwaj najdawniejsi z pozostałych towarzysze pierwszej kampanji Kurjera 
byli świadkami. Od r. 1884 choroba, która go zabrać miała, już rozpoczną 
swoje dzieło zniszczenia. Wyniósł sic wtedy Szymanowski ze swego mie- 
szkania, które od r. 1885 zajmowała redakcja Kurjera^ do lokalu przy ulicy 
Iterga i wkrótce potem przy placu Resursy Kupieckiej, i już tylko przez tele- 
fon zrzadka jego zastępcy odwoływali się do redaktora w sprawach wy- 
jątkowej ważności. Pobyt kilkomiesięczny za granicą nie przyniósł pomo- 
cy na nieuleczalne cierpienia, i Wacław Szymanowski zmarł w nocy z dnia 
20 na 21 grudnia 1886 r., dobrze zasłużony literaturze krajowej, a Kurjera 
Warszawskiego istotny odnowiciel. 



IV. 

Aleksander Michaux, znany jako poeta pod pseudonimem Mirona, uro- 
dzi! się w Warszawie około r. 1840, a szczegółów z jego dzieciństwa i pier- 
wszej młodości od niego dowiedzieć się nie było można; 
już na kilkanaście lat przed śmiercią, gdyż w roku 
1874 z redakcji Kurjera się usun^. 

Pierwszy tomik poezji wydał w r. 1866, 
a w Kurjerze Warszawskim ostatnie jego artykuły 
z cyfrą >^ znajdują się w r. 1874. Życie nerwo- 
we zwęgliło przez 8 lat tę płomienistą duszę. Wielki 
bezsprzecznie talent poetycki szukał niezdrowej 
l)odniety w mętnem źródle, które, zamiast krynicy 
natchnienia, stało sie dla niego martwem morzem. 
A jednak ileż pięknych rzeczy stworzył ten człowiek 
A. Michaux. w ciągu względnie tak krótkiego czasu ! W samym 

Kurjerze znaleźć można kilkadziesiąt strof Mirona, 
które siłą i uczuciem za całe poematy starczą. Mistrzami jego byli: Byron, 
Musset, Heine, tak, jak Wacława Szymanowskiego: l)elavigne, Ponsard, a pó- 
źniej Wiktor Hugo. 

160 - 




KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Pesymizm Mirona był z początku zupełnie oryginalnym, nie zapoży- 
czał się u swoich misti-zów, później dopiero naśladownictwem nasiąknął zu- 
pełnie. Poezje Mirona, równie jak jego dramat: „Bez Boga"^ drukowany 
w Przeglądzie Tygodniowym w r. 1 867, należą do historji literatury. 

W historji Kurjera Aleksander Michaux odegrał ważną rolę. On-to 
był twórcą pierwszej spółki wydawniczej, on najenergiczniejszym współ- 
pracownikiem w pierwszych latach odrodzonego pisma. Jasny blondyn, 
wzrostu prawie wysokiego, miał Michaux twarz dziwnie energiczną, można- 
by powiedzieć, namiętną. Liryk, grający na strunach uczucia, miał rysy 
ostre, nozdrza rozdęte, i oczy, w których naprzemian błyszczał ogień albo 
chłodny połysk stali. Prawdziwy syn wieku pod względem newrozy, nie 
odznaczał się Miron towarzyskiemi przymiotami. Gwałtowny był, impetyk 
i w koleżeńskich stosunkach niezbyt uprzejmy. Stałego zajęcia nie znosił 
nigdy, więc też i oznaczonych godzin w redakcji nie miał. Wpadał i wy- 
biegał z oficyny Kurjera po kilkanaście razy dziennie, zawsze podniecony, 
czy to wiadomością, jaką przynosił, czy sporem rozpoczętym ze znajomym 
na ulicy. W redakcji pisi^ gorączkowo, przekomarzając się z dyspozytorem 
drukarni, Czerniejewskim, który istotnie krzyż Pański z nim cierpiał. Szy- 
manowski, najzgodm*ejszy i najłagodniejszy z ludzi, z Michaux'em nigdy 
nie mógł sobie dać rady. Docinał każdemu, a w rozdrażnieniu nerwowem 
bywał nawet bardzo zjadliwym, nie oszczędzając nikogo. 

Z postępem czasu rosło jego rozgoryczenie na świat i ludzi. Kiedy 
uwikłał się w smutną intrygę teatralną, która pociągnęła za sobą najprzy- 
krzejsze przejścia nietylko dla niego samego, podniecał się potem, odurzał, 
aż i skończył na zupełnej prostracji. Trzeba mu jednak oddać sprawiedli- 
wość, że w pierwszych czasach Kurjera był siłą bardzo poważną w redakcji. 
Artysta, miał poczucie piękna, wyrobiony zmysł estetyczny, a jako dzienni- 
karz, umiał się doskonale zastosować do wymagań pisma. Jego recenzje 
teatralne, sprawozdania z wystawy i krytyki belletrystyczne, zawarte nieraz 
w kilkudziesięciu wierszach, odznaczi^ się zawsze trafnością sądu, jasnem 
i jędrnem sformułowaniem zdania. Zaletą wielką jego krytyk było to, że po- 
dawał w nich zawsze treść utworu do pewnego stopnia objektywnie. Później 
już oceniał rzecz według własnych wrażeń, nie wdając się w szersze wywo- 
dy, nie motywując swoich sądów Dopóki organizm był zdrów— i wrażenia 
odbieri^ normalne; gdy się w nim rozpanowała nerwowość — i krytyki Mi- 
cbaux'a nabrały charakteru chorobliwego podniecenia. Najwięcej obiecu- 
jący talent z poetów młodszego pokolenia, zmarnował się pod wpływem 
Mussefa, którym się tak przejął, że chciał zostać „dzieckiem wieku", Rollą 
czy Don Paesem w życiu. Usposobienie, powierzchowność miał po temu, 
a czas, w którym pisać zacz^, odpowiadał zupełnie owej predestynacji ca- 

Ksłąłkajablleotiowa. 161 11 



%urfer "Warszawski, 

]ych pokoleń młodzieży, o której mówi Musset we wstępie do „Dziecka 
wieka". 

Dzieła zniszczenia dokonały okoliczności i wypadki natury czysto pry- 
watnej, o których dotychczas publicznie mówić nie należy. W każdym ra- 
zie talent poetycki Micliaux'a zasługuje na to, ażeby kiedyś obszerniej roze- 
brano przyczyny upadku artysty i człowieka. Zostawił on po sobie niewielki 
na ilość zbiór poezyj, ale przemówią one zawsze do duszy i serca przyszłych 
pokoleń, bo w nich Miron ból prawdziwy swojego serca wypowiedzitd. 



Aleksander Walichi, z pseudonimem „Żeleźniak", zmarły w rokn 1893 
w Warszawie, urodził się w Wilnie w 1826 r. Wychowaniec szkól w Slucku, 
a następnie uniwersytetu charkowskie- 
go, kszt^oi! się przytem w muzyce, 
kt^rą uprawiał z wielkiem zaroiłowa- 
niem, szczególniej grę na skrzypcach 
i fortepianie. Koleżeństwo i przyjaźń 
z Moniuszką wprowadziły go w stosu- 
nek z Gebethnerem, który Walickiego 
zamianował na początku administra- 
torem Rurjera. Wkróice jednak admi- 
nistrator objął i obowiązki krytyka 
muzycznego w redakcji, a przytem 
prowadził ostatnią korektę, to jest tak 
zwaną rewiiyę numeru. 

Walicki przebył wszystkiego trzy 
lata w redakcji; w r. 1872 przeniósł 
się do Krakowa, gdzie administrow^ 
drukarnią Anczyca, a potem i księgar- 
nią Gebethnera w Warszawie. Od r. 
1890 był bibljotekarzem w Nieświeżu 
u księcia Radziwiłła, zkąd przyjechał do Warszawy w roku 1893, aby tu 
życie zakończyć. 

Był trochę szorstki w obejściu z ludźmi i szczególniej z Michaux'em 
nigdy pogodzić się nie mógł, ale człowiek przytem najzacniejszy, wielkiej 
pracy i wielkiego poświęcenia, w zasadach i ])rzekonaniach swoich nie- 
ugięty. W redakcji widywano go rzadko, bo zawsze przesiadyiTał w kan- 
torze na dole, a i tam nie lubił, żeby mu przeszkadzano w pracy. Gdy mu 
ktoś przerwij robotę, wpadał w pasję, z której się nic łatwo uspokajał, a że 
głos miał donośny, więc eclia częstych jego wybuchów rozlegały się po całej 
oficynie. Michaus cieszył się wtedy, że Jowisz grzmi. I grzmiał istotnie 




A. Walicki. 



KSIĄŻKA JtJBILEtJSZOWA. 

poczciwy Wajdetota, rzucał pioruny, którcmi jednak bałby się skrzywdzić 
oawet muchy. Postać to była istotnie wspaniała, w sam raz na model do 
króla Łear'a, bo, pomimo że liczył zaledtvie 42 lata, siwą mi^ zupełnie głowę 
i brodę. 

Uważano go w redakcji za starszego niż był w istocie, więc „mło- 
kosy" redakcyjne trzymidy się od niego zdaleka. Przytem Walicki, wielki 
purysta językowy, oburzf^ się na wprowadzanie jakichkolwiek cudzoziem- 
skich wyrazów Inb zwrotów. Barbaryzm językowy był jedynym powodem 
który go z kantom na pierwsze piętro ściągał. Wpadał wtedy jak burza 
i zwrac^ się wprost do autora przestępstwa: „Gdzie-to pan uczył się po 
polsku pisać? Odjakiegoż-to czasu używa się wyrazu „rajtszula", kiedy 
mamy swój własny, taki śliczny, „igeżdżalnia"?" I nie czekając odpowie- 
dzi, żachnąwszy się jeszcze parę razy, zbiegał Walicki z piętra na dół z impe- 
tem w powrotną] drodze po wschodach, łając i wyrzekając. Takie zajścia 
powtarz^y się, często, a choć zwykle bawiły tylko, jednak nie każdy 
przyjmowłU napomDienia Walickiego z jednakiem pobłażaniem i ztąd wy- 
tworzyły się nieporozumienia głównie między nim a Micbaus'em. Później 
rosło to rozdrażnienie wzajemne, aż doprowadziło do wyjścia Walickiego 
z Kurjtra, w którym jednak pozostawił ślady uczciwej i umiejętnej ])raGy. 
Krytyki jego muzyczne były poważne i z rzetelnem znawstwem sztuki 
pisane. 

Feliks Szober (zm. 1 5/VIII 1879) pierwszy prowadził w Kwrjerze dzi^ wia- 
domostek teatralnych, po zreformowaniu tegoż przez Czapelskiego. Byl to 
młody człowiek, natnra zapalna, trawiąca się szybko, ustrój zdenerwowany, 
talencik niewielki, ale oparty na dokładnej znajomości 
„lodku" warszawskiego i zdobywający sobie łatwym, bru- 
kowym humorem pewną popularność w mieście. Przez 
lat parę, niestety, ostatnich młodego, przedwcześnie za- 
mkniętego żywota, należał Szober do najpopularniejszych 
ludzi na bruku warszawskim, jako autor krotochwili „Po- 
dróż po Warszawie" i dwóch następnych, które zapełniły 
kilkaset wieczorów w teatrzykach ogródkowych i nazwisko 
Szobera położyły na wszystkich ustach. Szerszego odde- Feliks Szotier. 
chu ta pierś nie mi^a, w swoim zakresie jednak był 
Szober robotnikiem winnicy dziennikarsko-humorystycznej 
sprytnym i zdolnym. Lubiono go powszechnie. Z udzii^em w Kurjerze 
i w prasie poświęconej śmiechowi dzielił Szober zajęcia w teatrze warszaw- 
skim, w którym prfnil pewną funkcję inspekcyjną za kulisami i grywał msla 
rólki. Oprócz kilku krotochwil mieszczańskich i wiązanki konceptów, prozą 



9 



%ur/er "Warszawski. 

i rymem rozsypanych w prasie miejscowej, nie pozostało nic po Szoherze 
trwalszego — ale też zgasi zbyt rycbfo ! 

Kazimierz Zaiewslci wszedł do grona współpracowników Kurjfra 
w pierwszycłi zaraz początkacti ;edak<^'i Szymanowskiego. Młodziatki pod- 
ówczas student Szkoły Głównej, kształcący się nrzędowuie na adwokata, ale 
wtedy już lgnący całą duszą do literatury i sztuki, a zwła- 
szcza do teatru, który miał stać się sztandarem jego zawo- 
^^1^ du pisarskiego, próbował na łamach Kuńtra, otwieranych 
^^^^Bj tak chętnie przez Szymanowskiego młodym, rwącym eię do 
^ET'ł!9i pierwszego wzlotu zdolnościom, pióra już wtedy ciętego, 
^■£^V dowcipnego i wyrazistego. Drobne artykuliki, zwłaszcza 
^^^^ z dziedziny malarstwa, które się rychło wśród szpalt co- 
dziennego pisma zgubiły, stanowią jakby pr/egry wkc, kie- 
Kai. Zalewski. dyś dawno wykonaną, do poważnej działalności krytycz- 
nej, jaką rozwija od lat kilku Zalewski w Kwjerze, obją- 
wszy w r. 1889 dział sprawozdań teatralnych. 
Urodził się w r. 1848 w Płocku, z ojca Stanisława, dzisiejszego nestora 
palestry warszawskiej, i Balbiny z Wołowskich. Po przeniesieniu się rodzi- 
ców do Warszawy, odbywał tu stu^ja prawne w Szkole Głównej i poświęcił 
«ię zawodowi obrończemu. Zawód ten opuścił wszakże po reformie sądo- 
wej w r. 1876, wpierw już objąwszy po F. II. Lewestamie redakcję Wieku 
i zarysowawszy j)iż swą indywidualność literacką przekładami Moijera, 
a przedtem jeszcze napisaniem kilku komedyjek jednoaktowych, z których 
„Wycieczka za granicę" do dzisiaj chętnie bywa graną w teatrach amator- 
skich. Sukces teatralny w r. 186!) jednego z tych drobiazgów rzucił go na 
niwę komedjopisarską. Pierwszym utworem większych rozmiarów Zalew- 
skiego była pięcioaktowa komedja wierszem „Z postępem", odegrana w tea- 
rze Rozmaitości z powodzeniem, zachęcającem autora do dalszych studjów 
życia i przyoblekania ich w barwny kostjnm obrazu scenicznego. Komecya 
„Przed slabem", wystawiona w r, 1874, naprzód we Lwowie a potem 
w Warszawie, zdecydowała o przyszłości i naturze talentu, wzorowanego na 
współczesnej szkole francuskiej, na maeitrji technicznej Wiktora Sardou, 
a wyposażouego w dar orygiualnej, przenikliwej obserwacji zboczeń i grze- 
chów towarzysko-obyczajowych własnego społeczeństwa, W ślad za tą 
głośną w swoim czasie komedją, która postawiła młodego autora odrazu 
w pierwszym rzędzie naszej szczupłej drużj-ny komedjopisarskiej, poszły 
„Złe ziarno" (1875), „Marco Poscarini" (1876), „Dama treflowa" (1877), 
„Artykuł 246" (1878) i t. d., aż do najnowszych „tezowych" sztuk, owia- 
nych już wpływem Ibsena: „Jak myślicie" i „Prawa serca". Nie do historji 

- 164 



KSIĄŻKA JUBIŁBUBZOWA. 

Stmjtra należy ta strona działalności pisarskiej Zalewskie-; wszakże, reje- 
strując w kronice pisma przesunięcie się jego przez nie w pierwszej mlodośei, 
niepodobna nie zatrącić o szersze horyzonty, na których rozpostarła się 
zawsze wybitna dzi^alność pisarza, który scenie naszej di^ tyle impulsów 
i zdobył sobie trwałą kartę w swojskiej literaturze dramatycznej. Wniósł 
on do niej pierwiastki a nas niewątpliwie nowe. Kome<^'e Zalewskiego za- 
haczają się zawsze o żywotne prądy i przejawy w życiu społeczeństwa; ^a- 
gnoza błędów i chorób towarzyskich jest u niego zawsze bystra i trafna; 
a że typów i postaci do rozwinięcia swoich tez ogólnych czerpał zblizka, 
częstokroć bardzo zblizka, nie może byó poczytanem za winę, gdyż chara- 
kter moralny spdeczeństwa krystalizuje się zawsze w typowych jednostkach, 
i nie można malować życia, nie ezerpiąc barw do palety z materjidu, który 
to życie nastręcza. Chodzi tylko o utrzymanie miary i perspektywy. 

Do zaszczytów naszego pamiętnika redakcyjnego zaliczamy możnońó 
wpisania weń nazwiska najznakomitszego z naszych dramatopisarzy współ- 
czesnej doby, Józefa BlizilSskiego. Był on w pierwszych kilku latach redt^cji 
Szymanowskiego st^m niemal współpracownikiem Kurjera, o ile pojęcie 
stiUośoi da się pogodzić z kapryśnym nastrojem 
jednostki, szakf^ącej wypowiedzenia się przede- 
wszystkiem w formie belletrystycznej lub soenicz- 
niy. Z owych czasów ściślejszego zbliżenia się do 
Kurjera przechował Bliziński na zawsze sympatję 
dla pisma i zasilał je perjodycznie, do samego 
scbyłkn żywota, drobuiejszemi utworami swojego 
pióra, w których pasmo nawiązała się niejedna 
perdka najczystszej wody. Józef Bliziński uro* 
dzii się d. 10 marca 1827 r. w Warszawie i tu 
ukończył gimnazjum guberąjalne, poczem uczęsz- 
ozi^ przez rok jeden na ówczesne t. z. „kursą pra- j6zof Bliziński. 

wne". W r. 1845 przeniósł się do odziedziczone- 
go majątku w powiecie włoclawsłdm i oddał się 

gospodarstwu. Pierwszym Jego debiutem literackim był jednoaktowy obra- 
zek sceniczny wierszem, pod tytułem „Imieniny", drukowany w roku 1860 
w Oazeeie Codtiennpj, chorujący jeszcze na wszystkie niedomagania po- 
dobnych pierwocin talentu, aczkolwiek już najmujący niektóremi rysami 
charakterystycznemi naszego /.iemiaństwa. Po kilku drobuiąjszycb pró- 
bach belletrystycznych, rozrzuconych po czasopismach, ukazuje się w ro- 
ku 1871-ym w odcinku Gazety Polskiej pierwszy utwór Blizińskiego 
w szerszym pokroju, komei^a trzyaktowa: „Przezorna mama". Tryska 




z niej już szczery komizm zarówno w postaciach, jak sytuacjach. W ro- 
ku 1873 powstaje drobne arcydzieło: „Marcowy kawaler", w którem po- 
staci szlachcica i Pawiowej zarówno w przepysznie zaobserwowanym sto- 
sunku wzajemnym, jak w szczegółach charakterystyki, przedziwnie swoj- 
skich i serdecznie odczutych, utrwaliły się na zawsze w galerji figur rodzi- 
mych, przeniesionych na scenę. Po słabszych drobiazgach, „Ojczulek" 
(1874) i „Chleb ludzi bodzie" (1875), przerobiony później na „Mosko we 
swaty", przeniósł się Bliziński w r. 1876 do Galicji, gdzie nabył wieś Bóbrkę 
pod Liskiem i przeżył w niej lat dwanaście, trapiąc się kłopotami gospodar- 
skienii, którym po raz drugi już sprostać jego natura niepraktyczna nie 
zdołała. Tutaj, w owej Bóbrce, dojrzał i stworzył się najwybitniejszy 
utwór Blizińskiego, czteroaktowa komedja „Pan Damazy", która otrzymała 
w r. 1877 pierwszą nagrodę na konkursie dramatycznym w Krakowie, do- 
kąd autor jej, zrywając z pługiem i rolą na zawsze, przeniósł się w r. 1878 
na stały pobyt, przeciągający się aż do zaszłej w ubiegłym roku śmierci. 
Komedja „Rozbitki" (1884), uważana za najgłębszy utwór Blizińskiego, ce- 
luje wprawdzie głębokością i szerokością pomysłu, rzuconego na tło objawów 
psychopatycznych rozprzęgającego się społeczeństwa, nie sprawia jednak 
tego harmonijnego pod każdym względem wrażenia, co «Pan Damazy", typ 
genialnie odczuty i galerją wybornych postaci otoczony; co „Mąż od biedy" 
(1878), jednoaktowy obrazek sceniczny, pod względem misternego doboru 
artystycznych szczególików w charakterystyce niewątpliwie najprzedniej- 
szy, acz skromny rozmiarami utwór tego pisarza. Swojskość i serdeczność 
wszystkich typów tego drobnego, szlacheckiego światka przekonywa i wzru- 
sza głębiej, aniżeli pewien egzotyczny pesymizm, wiejący z niektórych 
figur „Pana Damazego". Z późniejszych dzieł scenicznych Blizińskiego 
najbliżej tych dwóch szczerych arcydzieł stanęła komedja jednoaktowa 
„Ciotka na wydaniu" (1883); o wiele już słabszcmi były komcdje cztero- 
aktowe: „Szach i mat" (1886) i „Lekkoduch" (napisany do spółki z Sarne- 
ckim), a wreszcie „Chwast", ostatni, dany na scenę owoc gasnącej już 
wyobraźni, przedtem tak czerstwej i rumianej. 

W chwili, gdy Bliziński wszedł do redakcji Kurjera, mirf po za sobą 
dopiero parę humoresek, drukowanych w Tygodniku Illuałrowanym, i „Prze- 
zorną mamę", której zalety uwypuklić miał niebawem na scenie Żółkowski. 
Ale w wyobraźni Blizińskiego rysował się już zapewne mglistemi konturami 
cały ten rojny, jowialny, wesoły światek typów ziemiańskich, jaki wypełnił 
szerokie ramy późniejszych jego kreacyj scenicznych. Kto wie nawet, czy 
nie miał już wówczas w tece luźnych scen z późniejszych komedyj; tworzył 
bowiem bardzo pracowicie, przerabiał po kilka i kilkanaście razy nietylko 
plany utworów, ale każdą nieomal scenę, ba, nie dał nawet spokoju tytułom 

166 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

swoich komedyj, które zmieniał często po kilka razy wówczas jeszcze na- 
wet, gdy weszły już do repertuaru. Nieszczęśliwym bywał reżyser lub re- 
daktor, który otrzymał do wystawienia albo wydrukowania utwór Bliziń- 
skiego. Skazany był on na ciągłą, zkądinąd znowu bardzo sympatyczną, 
korespondencję z autorem, który szturmował go listami o ustawiczne mody- 
fikacje scen, figur, nazwisk, djalogu, stylu... Wyrażała się w ten sposób, 
graniczący częstokroć z dziwactwem, niezmierna sumienność autora, który 
usiłował dążyć w najdrobniejszym nawet szczególiku kompozycji do skoń- 
czonej doskoniJości. A do tego robiły swoje i rady przyjaciół. Poczciwy, 
skromny, dobroduszny, niełatwo oswajający się z poczuciem swojej warto- 
ści Bliziński nasłuchywał pożądliwie cudzych rad, ulegał wpływom i w ślad 
ich przerabiał swoje utwory. Może niejedna z tych rad wyszła mu na dobre, 
inna może zepsuła to, co wytrysło z pierwszej, szczęśliwej intuicji; w ka- 
żdym razie tą drogą benedyktyńskiej iście pracy nad każdym drobiazgiem 
dochodził on do tego wysoce artystycznego wyrzeźbienia szczegółów, jakie- 
mi celują wszystkie jego dzieła sceniczne. 

Sporo musiał pierwej odnieść Bliziński tryumfów na scenie i w litera- 
turze, zanim uwierzył w swoją wielkość. W gruncie rzeczy do końca, nie- 
wesołego zresztą, skazanego na wieczne pasowanie się z biedą, żywota, miał 
się za większego lingwistę, niż komedjopisarza, a dopełnienie słownika Lin- 
dego uważał za pożyteczniejszą pracę czy rozrywkę, aniżeli pisanie ko- 
medyj. Ile skarbów humoru swojskiego, ile przenikliwej obserwacji życia 
złożył w tych kome^jach, opromienionych jakąś słoneczną pogodą umysłu, 
ogrzanych ciepłem serca, pełnego miłości, nie przeczuwał nawet ! Wiedział 
natomiast cyfrowo, ile odkrył barbaryzmów językowych w tem, co się do- 
koła niego pisało, ile dodał do skarbca wyrazów Lindego. Śmiali się 
z tej ^maroty" Blizińskiego jego przyjaciele, brali go na fundusz w po- 
gawędkach redakcyjnych Kurjera, ale Bliziński nie obrażał się wcale, gdyż 
drobny ten, słodki, wyrozumiały na wszystko człowiek nie znał urazy 
w sercu, nie pamiętał krzywdy, nie płacił nią nigdy. Była to jedna z naj- 
zacniejszych, najprostszych i najserdeczniejszych postaci, jakie się przesu- 
nęły w literaturze i — w izdebkach Kurjerawych, 

Jan Chęciński, zapowiedziany jako współpracownik w pierwszej ode- 
zwie redakcyjnej, bardzo małą w Kurjerze odegrał rolę. Dawał tylko wia- 
domości teatralne, i to niedługo, potem polemizował parę razy jako reżyser 
na łamach Kurjera z recenzentem teatralnym, aż wreszcie, dotknięty zbyt 
ostrą krytyką, wycofał się zupełnie od współpracownictwa. 

Juljan Heppen, długoletni za Kucza współpracownik, a po Kuczu czas 
jakiś i kierownik pisma, za Szymanowskiego czas krótki pisywsJ do Kurjera 

167 



%urjer ^ arsiawski. 

Cenne współpracownictwo wybornego kronikarza miasta i nieocenionego 
znawcy jego przeszłości rozwinęło się dopiero za czasów dzisiejszej redakcji. 

Jan Gauthier, podówczas jeszcze urzędnik Banku Polskiego^ gdzie był 
kasjerem i w ciągłej styczności z publicznością zdobywał łatwo nowiny 
miejskie, stale je Kurjerowi natychmiast przesyłał. Po wzięciu emery- 
tury ograniczał się tylko do nowin z Dobroczynności. 

Emil Sobolewski, urodzony w r. 1 845, skończył Szkołę Główną war- 
szawską na wydziale prawnym. Dostarczał on wiadomości bieżącycli, no- 
tował skrzętnie ceny produktów na targach warszawskich, znosił nowiny 
z sądów, jeździł jako korespondent specjalny na jarmark do Łowicza. Mi- 
chaux nazwał go „Urbasiem^^ od jednej z powszechnie znanych postaci 
z ^Safandułów" Wiktoryna Sardou. Przyjęło się to przezwanie w redakcji 
i nie gniewał się o nie, bo w ogóle był bardzo łagodnego usposobienia. Miał 
też zresztą często i małe grzeszki na sumieniu, t>o nie widział tego, co zape- 
wniał, że widział, i zdarzało mu się fabrykować wypadki, których świad- 
kiem była tylko jego imaginacja. Z pokorą znosił wtedy redaktorskie wy- 
mówki, a w parę dni, gdy wierszy zbrakło, wymyślał nowy wypadek miejski. 
Naturalnie, trzeba go było zawsze powstrzymywać w zapędzie, bo każda 
kradzież była dla niego rozbojem, iskry z komina pożarem, a w bójce uli- 
cznej zaraz się znalazło kilku ciężko rannych, jeżeli nie trupów jeszcze. 

Ponieważ szczupłe wynagrodzenie za wiersze małe daw^o dochody, 
główny i jedyny reporter urzędowy Kurjera układał wspaniałe rachunki ko- 
sztów, poniesionych na zdobycie jakiejś wiadomości. Przepyszne wtedy od- 
grywały się sceny rozpraw nad taką likwidacją między redaktorem i bro- 
niącym każdej pozycji z oratorską swadą „Urbasiem''. Wszyscy współpraco- 
wnicy ówcześni pamiętają np. dotąd sławne jego śniadanie ze śledziem 
poczto>vym w Łowiczu. Zamienił się ten śledź na Fredrowskiego śledzia 
z „Dożywocia", o którym-to mówi jeden z braci Lagenów: 

„Śledzia lubię, iść musiałem, 
Toż-to sobie śledzia dałem !" 

Istotnie owego śledzia wymawiano Sobolewskiemu co najmniej przez 
rok i sześć niedziel, a wspomnienia o nim miały przywilej bawienia kolegów 
jeszcze przez długie lata. Sobolewski przed reorganizacją sądową otrzymał 
posadę na prowincji, a dziś, wyszedłszy na poważnego ojca rodziny, pewno 
także z przyjemnością młodzieńcze lata ^Urbasia" wspomina. 

Do innego rodzaju współpracowników zaliczał się Kazimierz Łuniewski, 
jedna z najoryginalniejszych postaci w dziennikarstwie warszawskiem* 
Po ukończeniu gimnazjum przebył on lat kilka w Petersburgu jako student 
wydziału prawnego, później przeniósł się na ten sam fakultet do Szkoły Głó- 

168 



KS[V'KA JUBILEUSZOWA. 

wnej warszawskiej. W r. 1868, zaledwie w jtarc miesięcy po objęciu re- 
dakcji pnez Szymanowskiego, ziiala/.ł się w Kurjerze. Istotuie, wyrazu „zna- 
lazł się" użyć należy, ilekroć mówić przychodzi o Łnniewskim, bo człowiek 
tCD, niezawodnie i bardzo utalentowany i wykształcony gruntownie, nie mógł 
się zdobyć nigdy na żadną akcję stanowczą w swojem życiu. li^ADiinu 
żadnego w nniweraytecie nie zd^, bo do niego nigdy nie przystąpił, a nic 
przystępowi, nie dlatego, ażeby ])rzygotowanyin nie był, bo rzeczywiście 
przerastał zdolnościami wielu swoich kolegów i zawsze dużo czytał, ale dla 
tego, że mu się przed stołem profesorskim stanąć nic chciało. W Warsza- 
wie wymawia eię przed kolegami, że nie będzie zdawid przed takim lub 
innym profesorem, bo mu się albo wykład, albo sam człowiek nie podoba. 

Od czasu wejścia do Kurjera rozwijała się coraz więcej w Łuniewskim 
wrodzona ocięż^ość, która sprawiła, że go w redakcji „słoniem" nazywano. 
Były czasy, kiedy pisywał dużo, a przechodziły 
mów c^e miesiące, w których litery jednej nie 
dał do pisma. 

Średniego wzrostu, z tuszą, która przybrała 
później charakter chorobliwy, nosił Łaniewski 
długie włosy, z powodu braku, jak utrzymywał, 
czasu do ich objęcia; twarz miał t»ardzo inteli- 
gentną, której duże oczy wypukłe i krótkowzro- 
czne nadawały charakter jakby ciągłego rozma- 
rzenia. Ocięż^ość jego była przysłowiowa, ró- 
wnie jak zaniedbanie we wszystkiem, co dotyczyło 
powierzchowności. 

Mieszko nie w dwóch pokoikach, ale można- 
by powiedzieć: w norze przedzielonej na dwie k. Łuniewski. 

części, przy ulicy Aleksandrja. Jeżeli nie szedł 

do Kurjera, lub na kawę poobiednią do cukierni pod teatr, można go było 
zawsze zastać w domu, ale zawiniętego w kołdrę, na łóżkn, z którego 
wszystko, co-by wymagało zetknięcia z wodą i mydłem, wyłączone było raz 
na zawsze. Był to istotnie pod wieloma względami typ .Cygana", zapóżnio- 
nego w naszej literaturze po Wolskim, D7:iekońskim, Fillebornie u jakieś lat 
dwadzieścia: ale różnił się od tamtych brakiem awiuiturniczego temperamen- 
tu, równie jak wazelkich nałogów i namiętności, a przytem poważnią) pa- 
trzył na życie. Jakim sposobem łączyło się w tym człowieku, tak zaniedba- 
Dym, wielkie poczucie piękna i uwielbienie poezji, dla której żywił kult pra- 
wdziwy — zrozumieć tradno. Idealizowid on wszystko, nawet gastronomję; 
którą także do godności sztuki podnosił. Na bliższem poznaniu Łuniewski 
zyskiwał bardzo, bo się w nim wtedy oceniało inteligencję niezwykłą, do- 




%UTJCT Warszawski. 

wcip i humor, bliższy jednak Tamizy niż Wisły, wielką pobłażliwość dla 
ludzi, serce poczciwe, ])essymizmem nie zgorzkniałe, i talent. 

Bo istotnie Łuniewski miał talent; był to pierwszorzędny stylista, taki, 
jakich niewielu, szczególniej dzisiaj, się spotyka. W każdym jego arty- 
kule, nie mówiąc już o rzadkich, niestety, feijetonach, znaleźć można jakiś 
zwrot oryginalny, a zawsze piękny i)od względem formy, tak jak wszystko, 
co z pod pióra Łuuiewskiego wyszło. Ale znał też swój język, jak mało 
kto u nas, nie ze studjów, bo wyrazu tego użyć nie można, gdy o Łuniew- 
skim mowa, lecz z zamiłowania do odczytywania kilkakrotnie tego, w czem 
piękność upatrzył. Ze złotego wieku naszej literatury umii^ na pamięć 
z połowę Kochanowskiego, a z „Dworzanina" Górnickiego całe okresy. 
O poetach z bieżącego wieku już nie mówimy: Łuniewski mógł recytować , 
prawic z każdego wyjątki, gdy mu się tylko parę wyrazów poddido, ale 
z prozaików, szczególnie z wybitniejszych, każdego styl umiał doskonale 
naśladować. Był on też istnym wirtuozem językowym, mającym własne 
wyrobienie, ale umiejącym równie łatwo zastosować się do innych, do cha- 
rakteru epoki. 

Jako autor, Łuniewski prawie nic dla literatury nie pozostawił; parę 
tylko feljetonów i nowel w odcinku Kurjera mogłoby ubiegać się o nazwę 
utworów literackich. Pisał też dramat p. t. „Antoś", którego przez lat dzie- 
sięć zdążył pierwszy akt wykończyć. A jednak Łuniewski był właściwie 
tylko literatem, zaciągniętym wypadkowo i wbrew przeznaczeniu w szeregi 
dziennikarstwa. Pisał w Kurjerze naprzód sprawozdania z prelekcyj, po- 
tem z posiedzeń sądów kryminalnych, a potem już tylko zrzadka rozbiór ja- 
kiejś książki, do której się zapalił, recenzję teatralną sztuk grywanych 
w ogródkach, parę feljetonów w listach z Szymanowskim, naprzemian 
w stylu archaicznym pisanych, wreszcie poruszał w artykułach wstępnych 
różne kwestje społeczne.; zawsze jednak, nie ze stanowiska nauki czy pra- 
ktyki życiowej, aJe jako artysta, tworzący obraz, który według swego po- 
czucia tu rzuca światło, tam cień dla efektu kompozycji. Toż samo było 
w jego sprawozdaniach kryminalnych, które pissd jak powieść, zabarwioną 
własnemi obserwacjami nad przestępcą, a nieraz nad obrońcami. 

Oprócz współpracownictwa w Kurjerze, Łuniewski pisał jeszcze kronikę 
w Tygodniku Romcauów i pomeś^ i „Pokłosie" w Klasach, po Lubowskim. 

Dotknięty jakąś ciężką chorobą, której i lekarze dokładnie określić nie 
mogli, Łuniewski nagle zaczął tracić siły, tusza znikła odrazu i w krótkim 
czasie zamienił się nieborak w cień samego siebie. Wyniósł się wtedy do 
brata, rejenta w Błaszkach, gdzie pielęgnowany starannie, przez lat kilka 
jeszcze wegetował. Był nawet sędzią gminnym z wyborów, ale dziennikar. 
stwo porzucił zupełnie, nie dając o sobie znaku, nawet najbliższym w War- 

170 




KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Nzawie. I jako inteligencja, i jako talent, zmarnował się Luniewski z winy 
swojego asposobienia, którego nie cticild, czy nie umiał, przemódz i do KysŁe- 
matycznej pracy nakłonić. 

Wiktor Gomulicki jako poeta należy więcej do literatury, niż do 
dmennikarstwa. Choć do Kurjera pisał bardzo dużo, jednak w redakcji 
czynnego ndziału nie brj^, a przycłiodził do oficyny rzadko, porozumiewać 
się tylko z Szymanowskim o zamieszczenie artyku- 
łów i feljetonów. Gomulicki pierwszy w 1872 r. 
rozpoczął fe^eton tygodniowy p. t. „Z tygodnia", 
i jego kronika stanowi pierwszy odcinek Kuriera. 
Pomieszczt^ on, w pierwszych latach szczególniej, 
całą serję obrazków, szkiców z Warszawy i mniej- 
szych poezyj także zbiór nicm^y. W Kwjene też 
jest drukowany jeden z najpiękniejszych poema- 
tów Oomulickiego p. t. ^ElmoU raefmam' wr. 1879. 
W stosunkach Gomuliokiego z Kurierem za- 
chodziły przerwy nieraz kilkoletnie, a pośredniczył 
w razie nieporozumień między redaktorem i poetą 
zwykle Luniewski, zapalony wielbiciel wszystkiego, 
co z pod pióra Gomulickiego wyszło. Nowele 
i obrazki Gomuliokiego podpisane są jego pełnem 
iiniem«B i nazwiskiem, a feijetony i krytyki malarskie podznaczone cy- 
frą O. lub g, 

Feliks Fryzę urodził się w Warszawie 1843 r. Ukończywszy gimna- 
zjum realne w r. 1861, wszedł do Instytutu Politechnicznego w Nowej-Ale- 
ksandrji, z którego po roku przeniósł się do szkoły przygotowawczej w War- 
szawie. Fotem był przez krótki czas urzędnikiem Dyrekcji Ubezpieczeń 
rządowej, a następnie wstąpił do Szkoły Głównej na wydział matematyczny 
i ksztfdcił się specjalnie na... astronoma. Powołanie jednak zrobiło swoje, 
a o nikim słuszniej' nie można powiedzieć, jak o Fryzem, że z usposobienia 
i temperamentu przeznaczony był na dziennikarza. Oazeta Wamatotka, do 
której wszeiU z początku, nie dawała mu pola do rozwinięcia wszystkich 
jego pomysłów, których miał raczej za wiele, niż za mało. I w Ku- 
rjerze, szczególniej z początku (wszedł do Kurjera w końcu 1 868 r.), spoty- 
ka się z opozycyą wojującą bardzo stanowczym argumentem koniecznej 
oszczędności, ale w krótkim czasie Fryzę już byt panem sytuacji, bo tak 
umiał opanować Szymanowskiego, że ten opierał się tylko dla formy temu, 
co mu współpracownik przedstawili. 



Wiktor Ckiiniilicki. 



1\ur/cr '^ arsiawski. 

Pierwszy wpływ Fryzego odbił się na relormie drukaroi, gprowadzeuin 
nowej maszyny i zmianach teohniczuydi pisma. Potem nastąpiła reforma 
w ultladzic numeru, wreszcie najważniejsza — roicszerzenie działu informa- 
cyjnego, pośpiech w podawaniu wiadomości, sprawdzanych zawsze w War- 
szawie przez współpracownika, a z czasem i na prowincji przez wysłanego 
ad hoc l(oreS]>ondenta. Fryzę był wszędzie, ruchliwości i energji miid za 
dziesięciu, a pod względem pomysłowości chyba 
z reporterami amerykańsłiimi ponJwnaó-by go 
można. Do każdego pożarn jeździł na wo- 
zie ze strażakami, a gdy i tam miejsca nie było — 
na sikawce lub na beczce. I tak przyzwyczwl 
komendę pożarną, że przysyłano po niego, jak po 
osobę do ratunku niezbędną. Dwa razy puszczał 
się balonem tylko po to, aby wrażeń podróży do- 
starczyć Kurierowi. Jnż w r. 1873 pojechał jako 
6pe<^alny delegat na wystawę powszechną do 
Wiednia, co było nĄJlepszyni dowodem, jak amiał 
przezwyciężyć oszczędność wydawców, kiedy się 
na tak znaczne i niebywałe, jak na owe czasy, 
wydatki hazardowali. Ale też ze wszystkich 
współpracowników Kurjera jeden Fryzę po Szymanowskim cały czas swój, 
wszystkie myśli i energię wyłącznie pismu pośmęci^. Powodzenie Kurjera 
było jedyną jego ambioją. Fryzę reporterję doprowadził do wyżyn sztuki 
i pod tym względem pozostanie niedoścignionym wzorem dla młodych dzien- 
nikarzy. Usposobienie jego można porównać tylko z namiętnością myśliwe- 
go, który w łowach nie sznka ani pożytkn, ani sławy. Toż samo było 
z Fryzem, który gotów był się narazić na poważne niebezpieczeństwo, byle 
tylko zdobyć wiadomość dla pisma ni^lepszą, najświeższą, dumny z tego, że 
przez niego zostiUa dla Kurjera zdobytą. 

Fryzę w Kurjene Warazawalam przebył do r. 1875. Przez ten czas 
nabył pismo humorystyczne Muchę od Kaufmana i wydał w r. 1873 „Prze- 
wodnik po Warszawie", na spółkę z kolegą redakcyjnym, Ignacym Cho- 
dorowiczem. 

Drobno artykuliki podznaczał Fryzę w Kurierze co , do większych uży- 
wał liter F.,d, a pisał także pod literą Q, która ogólny znak redakcyjny 
stanowiła. 




Feliks Fryzę 



Stanisław Krzemiliski, urodzony w Warszawie d. 16 grudnia 1839 r., 
liczył się zawsze do poważnitjjszych sił Kurjera. Ukończył gimna^um real- 
ne, t. z. Kaźmirowskie, w r. 1856. W roku 1860 rozpoczął studja uni- 



172 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

wersfteckie w Heidelbergu, gdzie Bitotkal się 7. Asnykiem, Olędzkim, Frit- 
Bcbem, Karłowiczem i wielu iDuymi. Ściągnęły tam tak licznych polaków 
świetne wykłady Cbeliuea, Helmholtza, Buiisena, Kirchhoffa, Vangerowa, 
Goldschmidta, Roberta Mohla i innych. Wszechnica Ileidelberaka używała 
wtedy sławy najpierwszego uniwersytetu niemieckiego i nigdy już potem 
nie miała tak znakomitego składu profesorów, jak w owych najlepszych 
swoich czasach. 

W r. 1864 wstąpił Krzemiński do Szkoły Głównej Warszawskiej 

na wydział prawny, zkąd w r. 1867 wszedł jako nauczyciel prywatny do 

pp. Siekluckich we Wronowie w lubelskiem. Po roku 

jednak porzucił nauczycielstwo i już w r. 1869 zaczął pra- 

©cować na ati^e w Kjtrjene. 
Pierwsze artykuły Krzemińskiego są sprawozdaniami 
literackiemi, które odrazu zwróciły na niego uwagę, bo 
jakkolwiek krótkie i treściwe, wykazywały i erudycję 
niepowszednią, i wyrobienie ich autora poważne w kie- 
runku filozoficznym. Objął też w 1870 Krzemiński dzi^ 
S. Kixt:uiius)c. polityczny w Kurjerze i prowadził go przez lat 6, nie 
streszczając gazet zagranicznych, ale na zasadzie wła- 
snych poglądów i przekonań krytykując materjał dziennych wypadków. 
Przynosił do tej pracy, oprócz gruntownego wykształcenia w historji, 
filozo^i i prawie międzyuarodowem — i zasady niewzruszone, od któ- 
rych nie odstąpił nigdy, bo żywił najwyższy wstręt do oportunizmu, 
wstręt, który przetrw^ u niego aż do tćj chwili. Nie zawsze to było dogo- 
dnem w redakcji popularnego organu; ale, pomimo sporów i przykrości, 
Krzemiński nie zrobił nigdy ustępstwa, i wolał zrzec się uczestnictwa w re- 
dakcji, aniżeli się zgodzić na najmniejszą koncesję nawet w tonie swoich 
przeglądów. Wyszedł też z Kwjera Wamauiakugo w r. 1876, szanowany 
przez wszystkich, z wielkim żalem Szymanowskiego, który do śmierci dla 
niego najserdeczniejszą przyjaźń zachował. 

Władysław Bogusławski, urodzony w Warszawie w r. 1839, po ukoń- 
czeniu gimna^um, ksztacił się w Moskwie i Petersburgu na wydziale pra- 
wnym, później odbywid dalsze stutjja w uniwersytecie Heidelberskim, a po 
długich podróżach zapistd eię do warszawskiego dziennikarstwa, naprzód 
do Oazeii/ Polskiej w r. 1870, a następnie do Kurjera Wartzateakiegoy/r. 1 871. 

Bogusławski był poważną siłą w Kurjerze, jako człowiek istotnie wy- 
kształcony, wyrobiony życiowo i literat z rzeczywistym talentem. Talent 
przejawia się u niego głównie w bardzo pięknej formie stylowej, jaką solne 
zdobył samodzielnie, na nikim się nie wzorując. Bogusławski jest pierwszo- 

— 178 



%ur/er '^arizawsU. 

tzędnym stylistą, istnym rzeźbiarzem słów i pięknych zwrotów. W Kurierze 
objął dział krytyłci teatralnej po Mirouie i sprawozdania muzyczne po Wa- 
lickim. Pisywał też czasem krytyki literackie, ale głównie dzi^alnośó jego 
do teatru się odnosiła. 

W r. 187G został reżyserem dramatu i komesi, ale, nie posiadając 
jeszcze należytej wprawy, po roku, zniechęcony przeszkodami, jakie mu 
głównie stawiali w pracy niektórzy artyBci, zrzekł się za~ 
jętego, w najlepszej intencji dla teatru i sztuki, stanowiska. 

©Krytyki i feljetony teatralne Bogusławskiego odrazo 
odskoczyły tonem i powagą od fantazyjnych recenzyj Mi- 
rona. Zakrojone były szeroko rozmiarem i treścią. Raz 
obrawszy sobie kierunek teatralny, oddał ini;,.8ię Bo- 
gusławski całą dnszą, etndja prowadził sumienne, ezytfd 
W. Bogusławski, wszystko, CO ptsano O sztuce dramatycznej i muzyce, od- 
bywał liczne podróże do teatrów zagranicznych, i wyrobił 
się też na znawcę teatralnego i krytyka pierwszorzędnej miary. 

W wydawnictwie JTur/ił-a reprezentował Bogusławski %, część wła- 
sności. W redakcji stale nie przesiadywał, przynosił tylko swoje artykuły 
rano, na drugi dzień po przedstawienia, i dlatego też nie nawiązały się 
z nim bliżsite koleżeńskie stosnnki wspiMpracowników Kurjera. Za to z Szy- 
manowskim był bardzo błizko, tio redaktor żywił dla krymka SMrjera serde- 
czną życzliwość. 

Kazimierz Filipowski, urodzony w 1840 r., po ukończeniu gimnazjum 
piotrkowskiego, kszttUcił się na prawnika w uniwersytecie moskiewskim. 
Stałym współpracownikiem Kttrjera został w r. 1871. W redakcji opraco- 
wywał dział gazet rosyjskich i zagranicznych i poprawiał korespondencje 
prowincjonalne. Zresztą należał on do kategorji tych pra- 

O cewników sumiennych, którydi zasługi tylko koledzy i lu- 
dzie błizko obznajomieni z robotą redakeyjnąocenić mogą; 
boć trudno, żeby wiedział czytelnik, pod czyim kierunkiem 
zostaje pewna rubryka w dzienniku, kto ją prowadzi z pe- 
wną obmyńlaną z góry tendencją. Na to, żeby wiedzieć 
o czem pisać, trzeba być nieraz wytrawniej szym dzien- 
nikarzem, niż na to, żeby napisać błyskotliwy feljeton lub 
K. Filipowski, efektowny artykuł na dobie. Nie błyszczy się też tego ro- 
dzin pracą, nie zyskuje rozgłosu, ani wyraźnego uznania; 
ale tacy współpracownicy, jak Filipowski, są zawsze punktem oparcia, pra- 
wdziwemi filaranii redakcji. Sfożna im powierzyć do prowadzenia każdy dział 
bezpiecznie, bo przy wiedzy i wyrobionej rutynie wszędzie będą na swojeni 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

toiejacn, otrzymując miarę i ton właściwy dziennikowi. Takim też był 
Kazimierz Filipowski, który przez lat wiele liczne rnbryki Kurjera prowa- 
dził, a i redaktora zastępował później nieraz, jako najbliżej „zżyty" z całą 
maszynerją redakcyjną. 



d 



Głowacki (Bolesław Prus) gimnazjum kończył w Lublinie 
i wstąpił do SzkcJy Głównej na wydział matematyczny. Wszedł do Kwjfra 
w r. 1874 i rozpocz^ dmkować serję szkiców warszawskich, które już w po- 
czątkach 1875 r. zmieniły się na kronikę tygodniową. Oryginalna i nowa 
forma, humor pokrewny Dickensowi, ale pomimo to nawskroś rodzimy w jo- 
wialności swojej, a nawet jaskrawości, w prostej linji legitymujący się od 
figlików i trefnych żartów, klejnotów polskiego humoru, równie jak od auto- 
ra „Monachomacł^i". Indywidualizm Prusa, posunięty nieraz aż do ekscen- 
tryczności, w połączeniu z powyższemi przymiotami jego talentu sprawił, że 
kroniki przyszłego autora „Lalki" były przez lat jedenaście najpoczytniej- 
szym dziidem Kurjera. Rozchwytyw^a je ludność miej- 
ska, fizytywł^a je równie czeladź warsztatu, Jak i pan 
nu^ster, subjekci i pryncypał w sklepie, czytał bankier 
i arystokrata, — wszystkich one zajmowały. Hył to praw- 
dziwy felietonista z fiożąj laski, którego umysł zachował 
zawsze najcenniejszy dar talentu — pogodę bez cienia go- 
ryczy. Różnie się można zapatrywać na teorje społeczne 
Pmsa, — nie wszystkie rady jego były praktyczne, nie 
'Wszystkie sądy doświadczeniem stwierdzone — ale prze- A. Głowacki, 
konania jego były szczere, a co pisał, pis^ w najlepszej 
■wierze. Humor Prusa nie był nigdy zjadliwym, kostycznym. Kronikarz 
.kurjera nawet w zapale polemicznym nigdy nie ranił nikogo najnic- 
l>ezpieczniejszym pociskiem — szyderstwem. Dowcip miał czasem trochę 
Yubaazny, ale nigdy cynicznego, tvyuzdanego, zresztą wiedział, że ludzi 
łatwiej przekonywać żartami, niż perorą; a że śmiech przychodził mu 
na zawołanie, więc jego żarty nieraz poważniejsze osiągały rezulaty, niż 
nawoływania cal^ prasy w kwestjacb pierwszorzędna dla krajn doniosło- 
ści. Wadą późniejszych fcljetouów Prusa była chęć popularyzowania naj- 
nowszych nabytków wiedzy, przewaga dydaktyzmu, szczególniej w rze- 
czach ekonomiki i łilozo(ji, w których za niewzruszone pewniki stawiał 
dalekie od niewzruszalności nowe hypotezy i teorje. Statystyka była dla 
niego nauką nauk, alfą i omegą ludzkiego rozumu, i wyprowadzał też 
z niej wnioski ze ścisłością matematyczną, przekonany, że stoi na opoce. 
Ale Pras, kiedy się mylił, wierzył święcie, że prawdą jest to, co twierdzi, 
i podawłU ją zawsze po pracowitera obeznaniu się z przedmiotem i obszer- 

176 - - 



%ur/er Warszawski. 

nej dyskusji argumentów pro i coniraj ale z samym sobą. Przygotowywał 
się jak adwokat do sprawy, przewidywał wszystko, co mu zarzuci przeci- 
wnik, i bronił też każdej kwestji tak przez siebie przetrawionej z uporem 
równym jego dobrej wierze. 

Jeżeli jednak zdarzały się Prusowi pomyłki, to te nikną wśród zasług, 
jakie w feljetonach swoich dla sprawy publicznej położył. Przemysł i łian- 
del, rozwój bogactwa krajowego miały w nim najgorliwszego rzecznika 
a w wielu wypadkach inicjatora spółek i stowarzyszeń. Prus popierid pra- 
cę, naukę ścisłą, stojąc zawsze na realnym gruncie potrzeb społeczeństwa. 
Kurjer Warazawaki zawdzięcza mu wiele, ale i Prus znalazł w piśmie tak 
poczytnem najodpowiedniejsze warunki popularnej trybuny, z której głos 
jego rozchodził się tak szeroko. Przywiązał się też do redaktora i kolegów 
tak, jak oni do niego. Przesiadywał w redakcji codziennie w godzinach 
południowych, a z Szymanowskim, szczególniej przez pierwsze lata, nie roz- 
dzielał się prawie. Bezustanny turniej szachowy, ożywiony humorem i do- 
wcipem stron walczących, trwał w Kurjerze po kilka godzin dziennie, dając 
ciągle nowy materjał wesołości dla zmieniających się przy szachownicy 
graczy i rozbawionej szermierką słów galerji widzów. Redakcja za owych 
czasów aż do choroby Szymanowskiego była prawdziwym przybytkiem do- 
brego humoru, do czego Prus głównie się przyczyniał. To także do jego za- 
sług dla Kurjera policzyć należy, że wytwarzał wraz z Szymanowskim po- 
godną atmosferę w redakcji, do którój ludzie tak lgnęli. 

Tu też wspomnieć należy o wstąpieniu do redakcji Aleksandra Rajch- 
mana (1873), wyszukanego przez Szymanowskiego śród młodzieży, nadsyła- 
jącej Kurjerom nowelle, poezje i „głosy obce". Jedna z takich nowelli 
zwróciła uwagę redaktora, który wezwał Rajchmana i powierzył mu róźno- 
litą pracę w piśmie: sprawozdania z instytucyj, streszczanie nowych książek; 
wysyłał go na posiedzenia prowincjonalne, a przyszły redaktor Echa muzy- 
cznego był naprzemiany sprawozdawcą giełdowym, targowym, referentem 
ekonomicznym i recenzentem teatralnym. 

Tadeusz Czapelski, wr. 1874 sekretarzem redakcji mianowany. Dzien- 
nikarz z temperamentu, Czapelski z początku pracował we Lwowie, pi- 
sywał feljetony humorystyczne, ale pole tu było dla niego za małe, gdyż 
krewny jego, Jan Dobrzański, pomysłowości młodego współpracownika nie 
dal się rozwinąć. 

Po krótkiej karjerze dziennikarskiej Czapelski przez pewien czas mie- 
szkał w Krakowie, gdzie znalazł jakieś zajęcie w teatrze, a ztamtąd przeje- 
chał do Warszawy, zaopatrzony w listy polecające Koźmiana do Lubowskie- 
go. Późniejszy autor „Jacusia", podówczas również z Kurjerem w zażyłych 

176 - — 




KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

będący stosunkach, wyjednał u Szymanowskiego przyjęcie Czapelskiego do 
grona współpracowników w dziale ogólno-informacyjnym. 

Jakkolwiek redakcja Kurjera przez Szymanowskiego uorganizowana 
była starannie, to jednak zdarzały się zapomnienia i przeoczenia czasami 
nawet waźnycli wypadków dnia. Ażeby takim grzechem per 
omissionem nadal zapobiedz, Szymanowski starał się juź 
oddawna o sekretarza, któryby mu ulżył w pracy, wymaga- 
jącej energji, ruchliwości, a przedewszystkiem niezmęczo- 
nej wiekiem pamięci. Młodzieniec wykazał te wszystkie 
warunki: więc wkrótce Szymanowski powierzył nui obo- 
wiązki nowo-kreowauego w Kurjerze sekretarza. Czapcl- 
ski pracowitym był bardzo i odrazu rozwinął zdolność 
organizacyjną niepowszednią. Z redakcji prawie że nie '^* ^ zapelski. 
wychodził, przez cały dzień aż do późnej nocy załatwiał 
korespondencje, które od dawniejszych czasów zalegały. Uprzedza! spra- 
wozdawców o godzinach ich zajęcia, a sformowawszy prawdziwą armję re- 
porterów, rozsyłał ich w razie wjT)adku na wszystk*c strony miasta. Zała- 
twili się z interesantami, których zawsze kilkudziesięciu dzieimie przycho- 
dziło do oficyny Kurjera z listami, reklamacjami, artykułami, lub tak sobie 
tylko po nowiny, czuwał nad drukarnią i t. d. Praca tak życzliwa i poży- 
teczna zjednała mu wielką przychylność Szymanowskiego, który rozszerzał 
coraz bardziej jego atrybucje, aż w końcu prawie cały ciężar prowadzenia 
pisma na jego barki złożył. Redaktor zabierał tylko glos w kwe8tja(»,h wa- 
żniejszych. 

Pismo podwoiło wówczas objętość, rozszerzyło dział korespondencyj 
krajowych i zagranicznycli. Podwyższono znacznie wynagrodzenie współ- 
pracowników, którzy opracowywali według swojej specjalności kwostje na 
dobie przez redakcje im wskazane. Potem przyszła kolej na telegramy 
własne, a wreszcie i na podwójne wydanie Kurjera. 

Pomysły swoje Czapelski przeprowadzał powoli, ale każdy gruntownie 
wprzód obmyślił, a do wprowadzenia ich w życie nieraz wiele trudu zużyć 
musijJ. Ze współpracownikami redakcji także nie szło nm łatwo: przyzwy- 
czaili się oni do patrjachalnego redaktorstwa Szymanowskiego. Większość 
z nich rekrutowała się z literatów, którzy już wyrobili sobie firmy, a, jak 
wiadomo, jest to irritMle genu8\ niektórych, jak Łuniewskiego np., do syste- 
matycznej pracy nie można było skłonić; niektórzy wreszcie, dziennikarze 
już znani, rościli, może i w pewnej mierze słuszne, pretensje do większego 
wynagrodzenia pracy za przeszłość, Z pierwszej redakcji Kurjera za Szy- 
manowskiego już w r. 1876 niewielu pozostało; ich miejsca zajmowali 
nowi... 

KifąikA JubllennowR. 177 - 12 




Marjan Gawalewicz nr. we Lwowie w r. 1850; skończył tainż-e gimna- 
^um, a. następnie kształcił się na tecliiiika w Krakowie, gdzie dał się poznać 
jako poeta i literat, drukując swoje prace w miejscowyoli czasopismacti. 
Przybyl_do Warszawy w r. 1876 i /.araz też wszedł do Kurjera, zaciągnięty 
przez Czapelskiego, którego był kolegą i przyja- 
cielem. Z początku drukował w Kurjerze dro- 
bniejsze poezje liryczne, podpisane imieniem i na- 
zwiskiem albo cyfrą n. W odcinku pisma ukazało 
się także parę jego nowelli. W tym samym roku 
objął^dział polityki po Krzemińskim, i prowadził 
go dn r. IS^O sam, a potem jeszcze czas jakiś na 
przemiany z Bronisławem Zawadzkim. Wyszedł 
z redakcji Kurjera w r. 1883. 

Oawalewicz jest jednym z naj płodniej szyi>Ii 
literatów i dzieimikarzy warszawskich. Pisze du- 
żo i z niesłychaną łatwością. To też dział poli- 
tyczny Kttrjera przedstawiał tylko drobuą cząstkę *'■ 'Ja''*'^^"^^' 
jego dziennej pracy. Nie traktował jej z wielkiem zamiłowaniem, bomu 
się daleko wicHiej uśmiecliala sztuka dramatyczna, powieści, feijetony, poe- 
zje, które mn zjednały rozgłos i |)OwodzCDie. Nic byt zapalonym do polityki, 
jak jcfio poprzvdnik Krzemiński lub następca liroiiisiaw Zawadzki. Kome- 
djo- i powieście- pisarza nic tutaj miejsce oceniać. Jako współpracownik 
Kwjera żyt Oawalewicz w blizkich stosunkach z kolegami, a w Szymanow- 
skim, jak każdy miody talent poetycki, zyskał najżyczliwszcgo doradcę i po- 
plecznika. Talent rymotwórczy młodego człowieka pociągnął starego poetę. 
Poczciwy pan Wacław szczycił się Oawalewiczcm, jakliy wła-^nym synem. 
Stiisunek ten nic ustawał i po wyjściu (iawalewicza z redakcji. Jakkolwiek 
już nie tak czę-sto, spotkać przecież można było pana Wacława z jego ulu- 
bieńcem, z którym nawet dwukrotnie na kongresy literackie jeździł za 
granicę. 

Bronisław Zawadzki urodził się w r. 184!> we wsi Iwanówce, majątku 
swoich rodziców w Oalicji. Wtudja gimnazjalne i uniwersyteckie odbywał 
we Lwowie pod troskliwą opieką starszego brata, Władysława, znanego lite- 
rata i pui)licysty, W r. 1872 wydawał prz<'z czas pewien w temże mieście 
tygodnik literacki Świt, a w r. 1874 ołijął redakcję tygodnika naukowo-lite- 
rackiego p. t, liuch titfi^acld, który zgromadził takie siły, jakich już ani 
przedtem ani potem żadne pismo w Oalicji w gronie wsjiólpracowiiików 
swoicli nie liczyło. Na szpaltacli Ruchu lUerarkUyo jiojawily się nazwiska: 
Asnyka, Kraszewskiego, Lenartowicza, Szujskiego, Stanisława Tarnów- 

178 



KSIĄŻKA Jt!BIŁB0SZOWA. 

skiego. Klaczki, Koźmiaiia, Dziediiszyckiego i wszystkich najwybitni^jszycli 
w naszej literaturze pisarzy. Ruch literacki pod redakcją Zawadzkiego pierw 
8zy dmkowal listy Słowackiego. 8am redaktor wydal książkę o Reju z Na. 
głowic, tlómaczyf „Estetykę" Lemkiejio i „Historję literatury powszechnej" 
Scherr'a. We Lwowie Zawadzki pisywał kryty- 
ki teatralne za najlepszych czasów tamtejszej sce- 
ny, a współcześnie hyJ korespondentem kilku 
pism: BibljoUld Warszawskiej, Tygodnika lUtutro- 
waneffo, Bitutczu, Wieku, Echa (Sarneckiego). 

W roku 1879 przeniósł się do Warszawy, 
zaciągnięty początkowo do redakcji ^ieku. Xa- 
^cbmiast po przyjeździe Zawadzkiego zgłosił się 
do niego Czapclski, zapraszając go imieniem Szy- 
manowskiego do współpracownictwa w Kwjene. 
W tydzień po przybycia do Warszawy nowa siła 
drukowała już pierwszą recenzję teatralną w ^u- 
rjerze Z dramatu Heisego p. t. „Sabiuki". Bogu- 
sławski i Gawalemcz wyjechali byli wtedy na 
letDie wakacje i Zawadzki odrazu rozpoczął swój 

współudział w redakcji od zastępstwa obudwóch ^v działach przez nich pro- 
wadzonych. Potem pisał sprawozdania z wystaw sztuk pięknych i pracii- 
w^ wspólnie z Gawalewiczem w rozszerzonym dziale politycznym pisma. 
Za jego staraniem nastąpiła zmiana w układzie numeru Kurjera: .Przegląd 
jtolityezny" znalazł się na czele pisma. Wogóle wszystkie reformy i zmiany 
w tej części pisma wprowadzone z()Stały do Kurjera z inicjatywy Za- 
wadzkiego, który, wyłącznie politjce oddany, traktuje dział swój jirawdziwie 
eon omore. 




Bronisław Zawadzki. 



Niebawem zapisał na sz|)nltacli Kurjera swoje na- 
zwisko Adam Niemirowski, prawnik-poliglota, który z po- 
czątku pisywał tylko krytyki dziel |irawnyeh, ale pó'iiniej 
stale w redakcji pracował, tłóinacząc i streszczając wia- 
domości literackie i naukowe z czasopism anjriclskicli. 
hiszpańskich, \v'łoskii'l), t'rancnski<'l) i iiieniłcckicłi. 

W roku 1882 wszedł do redakcji Au^i/w-a Czesław A. Niemirowski. 
Jankowski, znany jako poeta pod pseudonimem Czesława. 
Rozpoczął tak samo jak tiawak-wicz drukowaniem w Kurjerze drobniej- 
szycli utworów poetyckich; później pisywał krytyki literackie i prowadził 
rubrykę zatytułowaną „Ze świata", streszczając wiadomości gazet niemiec 



9 



lywfer 'narszowski. 

kich i francuskich. Wrażliwy na piękno i wy- 
kształcony estetyk, Jaiikon-ski stiitljował specjal- 
nie sztuki plastyczne, sam malując weale nieźle; 
odbywa! podróże do Wfocli i do ojczyzny Ru- 
1>onsa, aby hi8toi;ię sztuk! poznać gruntownie. 
Wrażenia z ty(Oi swoich wyciec/.ek podawał tak- 
że w fe^etonic Ktirjera i wogólt; do roku 188fi 
byl najpłodniejszym współpracownikiem pisma 
w dziale beletrystycznym. Oprócz przeglądósv 
ze sztuk i)icknycii, próbowi^ jeszcze Jankowski 
wprowadzić do Kurjera rubrykę wieczorów tea- 
tralnych według wKoru Arnolda Mortier z pa- 
ryskiego F^ara. 




Czfsluw Jankowski. 



Do działu handlowego i przemysłowego miał wtedy Ktarjer Józefa 
Włoskiewicza, kłury prowadził S])rawozdania z giełdy warszawskiej, oraz 
informacje handlowe i jtrzemysłowc z rynków zagranicznych. 



Władysław Sabowski (Wołody Skiba) wszedł do Knrjera w r. 1884. 
Był to c/lowick obdarzony wyjątkowemi i dziwnie wszechstronncmi zdolno- 
ściami. Z powołania i skłonności był matematykiem. Największą przyje- 
mność dla niego stanowiło rozwnązywauie iiaj zawikłaiiszycti zagadnień 
algebraicznych, wyszukiwanie nowych formuł, o którjch nawet pisał me- 
morjały do Akademji. To była jego rozrywka, odetchnienie po pracy 
dziennikarskiej. ]>o pijania wierszy miał także łatwość iiiesł^Thaną. Sta- 
wiał sobie istne łamigłówki w doborze trndnych rymów albo trudnycli zwro- 
t»')w wiersza. Pamiętnym jest jego wiersz drt Aer(»niiuty, drukowany w Kol- 
cach, X którejto zwri)tkę przytaczamy na próbę: 



Kto z nkh większy? pyta sii; pootii. 
Ul) liyi! iiio cliri> )>rzi;z kr;t.vk(.' zltos/taii: 
TroiJiu, MiKiiiarck, Tanii, rzy tffk Gniiibottn- 

l(istiiim'.k, Trochu, (iiinilietta, czy tv.i TaiiriV 



Zwrotek tycli było kilkanaście, a każdy czwarty wiersz był powtórzeniem 
trzeciego tylko w odmiennym porządku wyrazów. 

Układał Sabowski te wiersze swoje w gwiazdki, w krzyże i w najroz- 
maitsze figury symetryczne, a wszystko z taksj łatwością, że w i)odziw 
wprawiał tem wyjątkfiwcm uzdolnieniem. Równie szybko pisał wierszem, 
jak prozą, i pozostawił też kilka dramatów i komedyj wierszem tłómaezo- 



180 



e 



H8IĄŻKA JUBIŁKU8Z0WA. 

iiyob, których prKekhul uie zabnU mu nigdy więcej uad tydzień cxasii. Ko- 
welli i powieści pisał Sabowski bardzo wiele, Cliarakteryatyczną jest 
w Dich ukloiiuość do pomysłów zawiklanycli, do rozwią- 
zywania tradnoici, tak ijamojak w zagadnieniacli mate- 
matycznych. Jest nawet jego jedna nowella wprost na 
zagadnieniu matematycznem osnuta. Inna /.iiowu, p. t. 
„Grześ" — w którąj Grzegorz up.i^dza si*; za żoną, widzianą 
raz tylko w życiu przez chwilę, i ciągle do połączenia się 
z nią na swojej drodze nieprzewidziane znajduje przeijzko- 
dy — zdumiewa pomysłowością w wynajdywaniu tych prze- 
szkód. W. Sabowski. 

Sabowski dla każdej redakcji był nieoszacowauym 
nabytkiem. Ołiodząca cncyklopedja, każdą rubrykę raógl prowadzić z po- 
żytkiem dla dziennika, a że i»racow^ % szybkością maszyny jmrowej, nie 
męcząc się nigdy, zawsze w jednakowo dobrem usposobieniu, mógłby i całe 
pismo zapełnić, gdyby o to chodziło. On-by się uapewno takiemu żądaniu 
nie sprzeciwił, bo się nigdy przed żadną pracą nie cotał. Kobil korektę, i to 
bez błędu, jak najwprawniejszy tępiciel i>omyłek zecerskich. Artykuł poli- 
tyczny w pcUgodziny był gotowy, bo Sabowski był obeznany z polityką ł)ie- 
żąeą równie dobrze, jak z algebrą. Rolnictwo, przemysł, handel, technołogja 
i nauki przyrodnicze — wszystko znał, wszystko umiał i o wszystkiem mógł 
pisać artykuły, w których naj wytrawniej szy publicysta błędów-by nie dopa- 
trzył. Nawet medycyna nie była mu obcą, i tytko do prawnictwa przekonać 
się nie mógł, a nauka nauk, filozofa, stanowiła jego piętę achillesową. Był 
za to filozofem, dziwnym abnegatem w życiu, które, clioć spędzone w tak cięż- 
kiej pracy, przeszło jednak bez poważniejszych śladów dla literatury. Kil- 
ka powieści: to cala spuścizna, jaka po Sabowskim została. Wielkie zdol- 
ności rozproszyły się na zbyt wiele kierunków w pracy dziennikarskiej, 
talent twórczy skoncentrować się nie niógl, ale i)Ozostał sumienny, wytra- 
wny dziennikarz. 

Franciszek Olszewski urodził się w Płocku, w grudnin J 859 r. To 
ukończeniu ginniazjnm miejscowego wszedł na wydział prawny uniwersy- 
tetu w Warszawie, na którym sluc^owal speigaliiie Iiisfcnję prawodawstw 
słowiańskich i ekononiję polityczną. Pióra próbował już za czasów uniwer- 
syteckich, do których odnieść należy monogra^e; „Policja lekarska w da- 
wnej Polsce" (I87fl r), „l'roi'cdnra w sprawach o czary w dawnym procesie 
karnym" (1880), „Przyczynki do dawnego ustawodawstwa miąjskiego" 
(1878), „Historja cechów" (1880). Artykuły okononiicznc, w ówczesnym 
Blconomiieie zamieszczane, zwróciły na niego uwagę Szymanowskiego, który 

181 



'K.ur/er 'W arsiaicski. 

też zjedn^ go do stałego wapółpracownictwa w Kurjene od r. 1882-go. Od- 
tąd /.araz po ukończeniu wydziału prawnego przyszły redaktor Kwje- 
ra wyłącznie poświ^ił się dzieunikarijtwu, zarzucając jioczątkową my^I 
u karjerze uaukowej, do której zachęcała go i nagroda za pracę konkurso- 
wą i) Fryczu Modrzewskim, na wydziale filologicznym zdobyta, 1 namowy 
profesorów. Jaku wB]»ółpracownik Kurjera pisywał artykuły ekonomiczno- 
ypołcczne, którycłi zasady częstokroć w czyn wprowadzał, powołując do ży- 
cia »pótki spożywcze w Żyrardowie i Dąbrowie górniczej. Biorąc 
czynny udział w pracacb różnycłi instytucyj tutejszycli, przez dwa lata był 
sekretarzem sekcji lolnej w Towarzystwie popierania przemysłu i łiandlu, 
z wyboru na tę godność honorową powołany. 

Teodor Jeske-Choitiski, ur. 1854 r. w Poznańskiem, do Warszawy 
przybył na stałe 1*^82 r., od r. 1883-go prowadził praez czas krótki rubrykę 
„Ze świata" w zajjtępstwie za Czesia* 
wa Jankowskiego; potem objął dział 
krytyki literackiej. Wycbowauiee szkół 
niemieckich i uniwersytetów wrocław- 
skiego i wiedeńskiego, wkrótce po 
przybyciu do Warszawy zaciągnął sio 
Cłioiński pod sztandar konserwaty- 
stów, wybijając się w rycerskim ani- 
muszu na pierwszy plan jako krytyk 
i polemista. Dzieunikarz z tempera- 
mentu, broni Cboiiiski zasad swoich 
i przekonań unguibug et roatro. Cięty 
polemista, krytj'k sumienny a przyleni 
obdaraony prawdziwym talentem lite- 
rackim, Jeske-Choiński posiada tem- 
perament zapalny, który udziela się czytelnikom. Gdy mu się utwór podoba, 
chwali go z entuzjazmem prawdziwego artysty; gdy rzec/, nic ti-afia mu do 
przekonania, jest surowym, ale nigdy zjadliwym i dogryzającym krytykiem. 
Jako powiesciopisarz zna dobrze trudności tworzenia, a szanując pióro, nie 
pastwi się też nad tymi, którzy go używają nawet nieudolnie. 

Dr. Gustaw Fritsche (zmarły w r. 1801} zaopatrywał Kurjer przez dłu 
gie lata (pomiędzy 1875 — 1886) w artykuły z pola hygieiiy, pisane żywo, 
barwnie i w samą miarę popularne. Był on gorącym przyjacielem Hzyma- 
nowskiego i pisma. Posiadając rozległe stosunki towarzyskie, bywalec sa- 
lonów i posiedzeń filantropynych, kierownik popularnych kolonij letnich, 
uczestnik wszelkich organizacyj mtyących opiekę nad nędzą i upośledzeniem 




Teodor Jeske-Choiński. 



KStĄZKA JUBILEUSZOWA. 

spidecznein na trela, atuuuwil on dla pisma ceuny łącznik z żywiołami tuwa- 
rzysltiemi tego ruchliwego u nas i pożytecznego świata. Kwjer zawdzię- 
cza mu dobre informacje z tego pola działaluuści, a nawzajem po|UcraI życz- 
liwie i gorliwie wuzclkii^ jego zabiegi i przedsiębiorstwa filantropijne. Oprócz 
miłego, pełnego nowinek z niiaata i wybrednego gawędziarza miał w nim 
Szymanowski jeszcze doskonałego towarzysza do ulubionych Hwoieh sza- 
chów. 

Mieczysław Bierzyński (18'»7 — 1889) pisywał przez pewien czas (około 
r. 1882) w Kwjerze artykuły z działu adininistmeji i Htowarzyszcu. Później 
rozwinął się w nim wdzięczny talent nowelistyczny (Mieczysław Czerueda, 
„Szkice", 1892). Ukończywszy wydział prawny na uniwersytecie warszaw- 
skim, przeniósł się na posado adwokata do Kielc i tam wątły płumyk tego 
suchotniczego życia rychło zgasi dla literatmy, która zdobyła na nim tomik 
nowel, a mogłaby zdobyć plon obfitszy, gdyby nie choroba, która go w 33 -im 
już roku życia zżarła. 

W Kurierze również drukował podówczas pierwsze swoje drobiazgi be- 
letrystyczne młodziutki Ursyn (Zamarajew), który uczestniczył także !w ru- 
bryce wiadomości bieżącycłi. Zbiorek tych nowel p. t. „Pyłki i szkice" 
wyszedł w r. 1889 z druku, drngi p. t. „Na palecie" w r. 1892. 

Franciszek Nowodworski, urodzony w r. I8ó5 w Warszawie, wychowa- 
niec uniwersytetu warszawskiego, zanim jeszcze otworzył kancelarję adwo- 
Icacką, był przez lat kilka (od r. 1882—1886) stałym spra- 
wozdawcą sądowym Kuriera i prowadził len dział (do któ- 
rego poważny już dzisiaj autor cennego dzieła „O lichwie" 
znowu w r, 1892 powrócił) z wytrawnym taktem i przy- 
kładną sumiennością, nic narażając nigdy |)isma na sytua- 
cje drażliwe. 

Dział ten objął po nim w r. 1886 Emil Waydel, który 
kończył podówczas studja prawne, a który przez lat pice 
kierował działem prawnym Kuriera aż do czasu, kiedy f. Nowodworski. 
rozległa praktyka adwokacka pióro z ręki mu wytrąciła. 

Edmund BogdanAWlcz, ur. w Warszawie r. Itia9, po nkuńczenin gimna- 
zjum kształcił się w Politechnice Drezdeńskiej, następnie w Uniwersytecie 
Warszawskim i Petersburskim, na wydziale matematycznym. W Petersburgu 
pracowni w Kraju. Przyjechawszy do Warszawy w 1880 r., wszedł do Ku- 
rjera, gdzie objął dział giizet rosyjskich, korespondencje prowiucjonalne, 
a nadto pisywał feijetony tygodniowe hteraekic p. t. „Świstki". Matematyk 
przyrodnik z powołania, autor wielu artykułów popularno-naukowych, Bog- 



6 



%xirjer ^ars^awsku 

danowioz przedewszystkiem jednak jest poetą, i w tym cliarakterze znany 
szerokim kołom pod pseudonimem Bożydara. Przeważna część jego eroty- 
ków i poezyj lirycznych zdobiła szpalty Kurjera^ a strofy na śmierć Kraszew- 
skiego pewno na długo przetrwają w sercu i pamięci czytelników jako 
utwór prawdziwego poetyckiego natclmienia. 

Antoni Skrzynecki zasilał wiadomości bieżące najobficiej i odznaczył 
się istotnie niezwykłą ruchliwością i uzdolnieniem w tym kierunku. Stałe 
pensjonowane miejsce w Kurjerze, w tymże samym dziale, zajął wkrótce 
obok niego Franciszek Reinstein, znany humorysta. 

Jeżeli dodamy jeszcze jowialnego Aleksandra Zygmunta, rodzaj re- 
dakcyjnego fac-totum, piszącego listy według wskazanego tekstu, reportera od 
wiadomości kościelnych, i wspóhsawodnika Arona Tenenbauma w szaradach 
i logogryfach, będziemy mieli prawie cały skład redakcji w różnych jej 
zmianach przez lat osiemnaście. 



V. 



Nie na samych współpracownikach stjjych, których poczet, przynaj- 
mniej wybitniejszych, rozdział poprzedni przedstawia, opierał się Kurjer, 
Z cliwilą wprowadzenia odcinka i rozszerzenia rozmiarów pisma wszyscy auto- 
rowie polscy pomieszczali w Kurjerze swoje prace. Poczynając od Nestorów 
naszej literatury: J. I. Kraszewskiego, T. T. Jeża (Miłkowskiego), Adama Pługa 
(Antoniego Pietkiewicza), Jana Zacharyasiewicza; poetów, jak: Norwida, Le- 
nartowicza, Asnyka, Faleńskiego, Szujskiego, Anczyca, Deotymy; profesorów 
Szkoły Głównej, wszechnicy krakowskiej, lwowskiej — nie masz prawie ani 
jednego nazwiska opromiem'onego aureolą sławy i zasługi, któreby na łamach 
Kurjera nie błyszczjJo, choć raz jeden szpalt pisma nie przyozdobiło. Znaj- 
dzie każdego tu czytelnik w spisie bibljograficznym, równie ze starych jak 
i z owych młodych, którzy z nimi tak zawziętą przed laty rozpoczęli walkę. 
Możnaby powiedzieć, że pismo zamożne, które wywalczyło sobie świetne po- 
wodzenie niaterjalnc, miało środki na to, by nabywać powieści, poezje 
i artykuły najznakomitszych w kraju i)isarzy. 

Niezawodnie stać było Kurjer na to, ale Szymanowski nie zasklepił 
się w tem gronie znanych i uznanycli powag nauki i literatury. Przyjąwszy 
za zasadę niewzruszoną, że tylko utwory oryginalne w łamach pisma druko- 
wać będzie, wyszukiwał młode talenty, które faktycznie w świat wprowa- 
dzał, dając, przez drukowanie ich pierwszych utworów, najskuteczniejsze 

184 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

poparcie moralne, a i raaterjalny, jak na nasze stosunki, zasiłek znaczny. 
Uśmiechida sie też każdemu z autorów rayśl wielkiej popularności, jaką dać 
mógł Kurjer, Dwadzieścia i)rze8/lo tysięcy abonentów ! toć to co najmniej 
dziesięć razy tylu czytelników, którzy dziś poznają nazwisko do wczoraj 
nieznane nikomu. 

Ale właśnie ta poczytność Ktsrjera wprowadziła niezawodnie nie nowy 
czynnik w nasze stosunki literackie i dziennikarskie, lecz w każdym razie 
po raz pierwszy z tak potężnerai środkami działania: reklamę. Nie miejsce 
tu zastanawiać się nad samem pojęciem rzeczy i wyrazu, nad charakterem, 
dodatniemi i ujemnemi stronami reklamy. Siła to wielka, bron potężna, 
mogąca oddać istotne przysługi społeczeństwu, gdy wpływowym dzienni- 
kiem kierują ręce uczciwe; wstrętna i szkodliwa, gdy nią rozporządza dzien- 
nikarz złej wiary, przedajny niekler sławy, charakter nizki lub podły. Dziś 
już doszliśmy do tego, że żadna praca społeczna, żadna instytucja użytecz- 
ności ogólnej bez reklamy obejść się nie może; potrzebuje jej każda myśl 
nowa, dzieło wiedzy czy talentu, równie genjalny wynalazek, jak nędza 
wzywająca ludzkiego miłosierdzia. 

Kurjer Warazawiki, wzrastając w tak wielką liczbę prenumeratorów, 
rozporządzić też i najszerszemi środkami reklamy. Nie o ogłoszeniach tu mo- 
wa, które do działalności redakcji się nie liczą; ale Kurjer mógł pomagać 
i szkodzić, kierować do pewnego stopnia opinją publiczną, fabrykować sławy 
i wielkości, zrzucać posągi z cokołów. Mógł nawet zabijać milczeniem we- 
dług gadzinowej formuły niemieckich dzienników y^TodUcliweigenP . Że prze- 
dajnem pismo nigdy nie było, że ręce Szymanowskiego pozostały do śmierć^ 
równie czystemi, jak jego sumienie, o tem najzaciętszy wróg jego nie wątpił. 
Przez parę lat współiiracownicy szli zwartym szeregiem, ale nie trzy- 
mali się krańcowo dewizy: kto nie z nami, ten przeciwko nam. Reklamo- 
"Wali się trochę przez poczucie koleżeństwa, a niepi-zychylność swoją za- 
znaczali w sposób zakrawający bardziej na młodzieńcze figle, niż na zawzię- 
tość wrogów. Szymanowski i przeciwko temu protestował, ale uledz mu- 
siała gdy starsi współpracownicy dali się pociągnąć do koleżeńskiej koterji 
i nawet komendę w niej objęli. Wina za te grzechy Kurjera, które zresztą 
nigdy nie były zbyt wielkie, nie jego obciąża, a choć może dotkliwie uczuć 
Hię dała niektórym autorom, artystom, wydawcom i na odwrót zniżyła nieco 
poziom krytycznego sądu publiczności, szkód większych w społeczeństwie 
nie przyniosła. 

Jeżeli bezstronność każe się przyznać do win i błędów, to wolno mówić 
o cnotach i zasługach, które je stokrotnie okupują. Kurjer Warszawski pod 
redakcją Szymanowskiego przerodził się w dziennik poważniejszego znacze- 
nia, a jak u nas, prawie w instytucję publiczną. Wypełnił zobowiązania, 

- - 185 — 



l\ur/er "^Warszawski, 

jakie przyjął względem ogółu w pierwszej odezwie redakcyjnej. Służył 
uczciwie, sumiennie i wiernie sprawie publicznej. Wykształcił dziennikai^zy^ 
wyrobił współpracowników, całe pokolenie piszących, którzy, z powołania 
oddając się piśmiennictwu, odtąd znaleźli w niem, przy zadowoleniu potrzeb 
moralnych, i chleb ])owszedui, byt materjaluy, jakiego dawniejsi zdobyć nie 
mogli. Prawdą jest, że dziennikarstwo zbogaciło się u nas kosztem litera- 
tury, ale objaw to ogólny w całej Europie. W bogatszych krajach dwie 
odrębne gałęzie piśmiennictwa mogą jednak żyć obok siebie, wspomagając 
się tylko wzajemnie. U nas dzienniki powoli pochłaniają siły literackie 
i w miarę wzrostu poczytności pism perjodycznych, pokup na książki upada. 
Niestety, nawet i w sztuce prawo o popycie i podaży sprawdza się jako pe- 
wnik niewzruszony: literatów coraz mniej, ale za to ilość reporterów wzra- 
sta. Nic jest to jednak wina A^wr/^ra, że literatów zamieniał w dziennika- 
rzy, kto wie, czy w naszych stosunkach grzech główny nie spada na wadli- 
wą organizację handlu księgarskiego, na naj fatalniej szy stosunek autorów 
do nakładców? Zresztą łatwo jest powiedzieć, że jakiś talent zmarnował się 
w pracy dziennikarskiej, że byłby więcej tworzył, albo lepiej, gdyby nie mu- 
siał codzień pisać artykułów, obrabiać jakiejś rubryki w gazecie. Tak 
twierdzić można, ale trzeba dowieść prawdy twierdzenia. Gdyby ono na- 
wet nie było gołosłownem, to jeszcze Kurjerom najmniej-by zarzucić można 
zmarnowanych talentów, wyssanych do cna przez dziennik ludzi nauki lub 
natchnienia. Pismo nasze nie wytwarzało sobie beletrystyki specjalnej, tak, 
jak to robią do dziś dnia dzienniki francuskie. W wyborze powieści pano- 
wał zawsze kierunek zdrowy, nie narzucano autorom formy i treści dla mas 
najpoczytniejszej. We wszystkich rocznikach Kurjera mogą się znaleźć rze- 
czy lepsze lub gorsze: niemasz ani jednego utworu pozbawionego wszelkiej 
wartości literackiej, rażącego skandalem lub podniecającego niezdrową cie- 
kawość tłumu. Szymanowski dbiJ wielce o godność literatury i nie szedł 
też drogą schlebiania ziemu gustowi czytelników. Nie marnowały się więc 
talenty . w Kurjerze zniżaniem poziomu twórczości, a że się nie wyczerpy- 
wały przy stałych zajęciach w piśmie, najlepszy dowód wyliczonych nazwisk 
współpracowników, z których ani jeden w Kurjerze tworzyć nie zaprzest^. 

' W samem piśmie za to — jakież zmiany przez lat 18! Objętość po- 
większona parokrotnie, dwukrotna edycja, codzienny numer bez przerwy 
niedziel i świąt, korespondenci właśni w głównych europejskich stolicach, 
obsługa telegraficzna, dorównywająca, nietylko szybkością telegramów, ale 
i wiernością informacyj, wielkim dziennikom europejskim — cała maszyna re- 
dakcyjna zorganizowana i funkcjonująca wzorowo. Oto rezultaty pod 
redakcją Sz^Tnanow skiego. 

Pierwsza redakcja Kurjera Warszawskiego z czasów Szymanowskiego 

- 186 



KSIĄŻKA JUBIŁBUSZOWA. 

mieściła się na górze w oficynie doinu^ którą później zajmowały ekspedycje 
i maszyny. Na dole był wtedy kantor do przyjmowania ogłoszeń i prenu- 
meraty z lewej strony sieni, na prawo stała maszyna drukarska. Na pier- 
wszem piętrze, na prawo, była zecernia, a na lewo pierwszy pokoik także 
zajmowali zecerzy, drugi i trzeci redakcja. 

W pokoju środkowym stał wielki stół, przy którym pisali razem 
wszyscy współpracownicy, a w ostatnim, małym, pokoiku stało biurko reda- 
ktora i parę stołków, wspaniale wytartą skórą krytych. 

Pierwszą osobą, którą spotykał interesant, wchodzący do redakcji, był 
Czemiejewski, dyspozytor drukarni, a zarazem mctrampaź [{metteur en payes) 
a właściwie po polsku: łamacz w szpalty] Kurjera. Drugim przedstawiał nm 
się pan Maciej, najstarszy towarzysz sztuki drukarskiej w Warszawie, zawsze 
od świtu do mroku przy kaszcie, od chwili założenia Kurjera przez Kiciń- 
skiego nie opuszczająccy swego stanowiska. P. Maciej doczekał się 50- 
letniego jubileuszu, ale też aż do śmierci przez wydawców trzymany byl 
na łaskawym chlebie, upozorowanym jakiemś łatweni zajęciem, bez którego 
poczciwy starowina nie byłby przyjmował swej dobrze zasłużonej eme- 
rytury. 

Co innego Czemiejewski. Był to uczciwy człowiek i dobrze z zawodem 
swoim obznajoniiony, ale narzucający się, nieznośny, nudny jak lukrecja; 
nwaiaA się za najgłówniejszą w Kurjerze osobę. Michaux tytułował go „pa- 
nem redaktorem", co mu wielce do przekonania trafiało... Rolę redaktora 
Stanisław-Eostka Czemiejewski przyjmował zupełnie na scrjo, i zaczepiał 
każdego wchodzącego, badając: jaki ma do redakcji interes? 

Dopiero Fryzę, przemierzywszy sznurkiem miejsce, zajmowane przez 
zecerów w pierwszym pokoju, przekonał Szymanowskiego, że można ich 
przenieść do towarzyszów na prawo, że redakcja zyska w ten sposób jeden 
pokój a straci drugiego redaktora w Czerniejewskim, co jej z pewnością na 
złe nie wyjdzie. Została więc redakcja uwolniona od „pana redaktora", 
w owych dwóch kletkach z przedpokojem, który później zniknął także, bo 
ścianę zniesiono dla powiększenia głównego pokoju. Czemiejewski za to 
przewędrował najprzód do zecerni, a j)óźniej do pokoiku z prawej strony, 
na dole około maszyn. Żeby się uchronić od jego ciągłej obecności, bo co 
chwila miał nowe jakieś wątpliwości co do manuskryptów, urządzono mu 
tubę z dołu i przez nią sic z redakcją rozmawiał, wkraczając uroczyście 
tylko około godziny 2-ej po południu z numeracją. 

Długo jeszcze po usunięciu się Czemiejewski ego z drukarni kursowały 
anegdoty o nim w redakcji i zecerni. Dawał on do Kurjera wiadomości ko- 
ścielne i tak się przejął stylem, w jakim je z calem namaszczeniem składał, 
źe już wszystkie artykuły dawane mu do składania sądził w sposób wielce 

- 187 



l\ur/€r "Warszawski. 

oryginalny ze swego punktu widzenia. Dla niego rzecz była napis$ana albo 
])obożnie, albo niepoboźnie: innych określeń nie znał. Wiec wiersze Mirona 
były pobuźne, krytyka teatralna była pobożna, nawet reklamacje i ogłosze- 
nia, o ile Czerniejev^ski dobrze dla autora i interesanta był usposobiony. 
Jeżeli tylko pokłócił się z Mironem lub któryś z redaktorów mu dociął tak, 
że to odczuł, wtedy już wszystko było niepobożnem, nawet cały numer Ku- 
rjera. Wyłączał wtedy z niepobożności tylko wiadomości kościelne. Ale 
zdarzały się wypadki, że jakiś reporter przyniósł dane o restauracji ko- 
ścioła lub też, że ktoś ze współpracowników w artykule o sztukę kościelną 
lub ceremonje religijne zatrącił. Wtedy trzeba l)yło widzieć oburzenie Czer- 
niejewskiego na podobne wdzieranie się w jego atrybucje. Bezbożnym byl, 
kto to napisał, bezbożnym jego artykuł, Kwjer wydrukował blużnierstwo 
godne tylko pogan lub heretyków. Świat się kończy, ziemia się zapada! 
Michaux wtedy dolewał mu oliwy do ognia, jątrzył go, drażnił, a kończył 
pytaniem, które do wściekłości biedaka doprowadzało: 

— „Dlaczego pan masz czerwieńszy nos niż zwykle, panie Czerniejew- 
ski? Pewno się i y,pod Gwiazdą" wypiło więcej niż zwykle.'' 

Wtedy nagle podniecenie Czerniej ewskiego ustawało; sapał tylko 
i wzdychał, i z miną prześladowanej ofiary powracał do zecerni, zostawiając 
spokój redakcji na parę godzin. 

Ale sławne też były pytania Czerniej ewskiego przez tubę: „Czy niema 
tam śmierci?" albo .przydałoby się parę małżeństw" — to znaczyło, że po- 
trzebuje nekrologu, albo doniesień o ślubach, dla zapełnienia numeru. Mel- 
dował też często: że „ Angl ja już za stara" i trzeba ją rozebrać, albo znów, 
opierając się na podobieństwie kilku wyrazów, że jakiś artykuł już był dru- 
kowany i że teraz drugi raz redakcja przysyła go do składania. Przytem 
wyrazy, których nie rozumiał, przekręcał w si)Osób naj komiczniej szy, a przed- 
miot, który wywołał jego interpelację, zawsze już był bezbożny, równie 
stara Anglja, której mu rozebrać nie dano, jak „elekotryka" (elektrotechnika), 
wynalazek najwyraźniej szatański. 

Kiedy się już minęło szczęśliwie Czerniej ewskiego, istnego inkwizyto- 
ra, dalszy przybytek redakcyjny nie budził podziwu swoją wspaniałością. 
Ruch zato i gwar panował ciągły przy wielkim stole. Właściwie głównem 
źródłem wiadomości Kurjera była z początku sama publiczność, znajomi re- 
daktora i współpracowników, a często nawet i nieznajomi, którzy właśnie 
po te wiadomości przychodzili. Wchodzi jakiś pan X. do redakcji: 

— Przepraszam, czy państwo macie już bliższe szczegóły o wypadku... 
Nikt nie wie o żadnym wypadku, ale Fryzę, z niezrównanym tupetem, 

zapewnia tego pana, że redakcja wie wszystko, a za chwilę powróci repor- 
ter z nowemi szczegółami. Przez ten czas X. opowiada wszystko, co wie. 

188 



KSIĄŻKA JUBIŁEUdZOWA. 

O wydarzeniu, które go zaciekawia^ i formuje się pierwsza wersja jakiejś 
wiadomości bieżącej, którą nowi przybysze uzupełnią, nic spostrzegłszy sie 
wcale, źe się z nich ściąga dziennikarski protol\ół. 

Z jakim trudem wyrabiały si<> wtedy pierwsze zaczątki reporterji 
u nas, jeden przykład przekona. W pociągu kolei źel.iznej miedzy Radzi- 
wiłłowem a Skierniewicami wydarzył się tajemniczy wypadek, który zajmo- 
wał całe miasto równic ze względu na sam fakt, jak i na osobistość ofiary. 
Obywatel ziemski C. wypadł przez uchylone drzwiczki wagonu tak nie- 
szczęśliwie, źe po kilku miesiącach zmarł, nie odzyskawszy ani na chwilę 
przytomności. Czy to była zbrodnia, czy elięć samobójstwa, lub tylko 
skutki nieostrożności— dotąd pozostało tajemnicą, ale chodziło o szczegóły, 
które-by reporter posłany na miejsce mógł zbadać i tem samem Kur jerom 
ściągnąć znaczną ilość zacieka^vionych faktem czytelników. Pomysł podaje 
Fryzę, żeby wysłać takiego reportera na miejsce wypadku — rzecz dotąd 
w pismach warszawskich niebywała! Wyprawa taka jest rzeczą o tyle wa- 
żną, że prowadzi się o niej obszerną dyskusję, zastanawia się nad wybo- 
rem osoby korespondenta, planem podróży, a nadewszystko nad kosztami, 
zawsze jeszcze wtedy najdrażliwszą stroną dla wydawców. Znalazł się nare- 
szcie współpracownik, który za sześć rubli, w połowie zgóry zaliczone, pod- 
jął się tak poważnego posłannictwa. O wypadku przyszła wiadomość tele- 
graficzna do teścia pana C, zkąd ją otrzymał Kurjer tego samego dnia, 
pozostawało więc dosyć czasu do wyprawienia reportera i otrzymania od 
niego wiadomości do następnego numeru. Według rozkładu kolejowego 
obliczono, że jeżeli ów korespondent wyjedzie pociągiem, czy to o G-ej rano, 
czy o 8-ej z minutami, zawsze jeszcze może być z powrotem przed oddaniem 
pisma na prasę. Ponieważ jednak na oba te pociągi mógłby się spóźnić, 
przyjęto jeszcze w racliubę i trzeci pociąg, wychodzący z Warszawy o 11-ej 
rano. Tu już pozostaje tylko telegraf, z którego musiałby korzystać, aby 
wiadomości na czas do Kurjera doszły. 

Wziąwszy zaliczkę i tak dokładną instrukcje, delegat przyrzeka się nie 
spóźnić i szybko opuszcza redakcję, aby się wywczasować przed podróżą 
i nie zaspać pierwszego pociągu. Na drugi dzień od rana cisną się tłumy 
ciekawych do redakcji, rozpytując o dopełnienia wiadomości wczorajszej. 

— Spodziewamy się lada chwila depeszy. Współpracownik Kurjera 
pojechał na miejsce wypadku — odpowiadają wszystkim znajomym i nie- 
znajomym współpracownicy, przejęci słuszną dumą ze znaczenia pisma, 
które sobie na wysyłanie własnych korespondentów pozwolić może. Mijają 
jednak godziny za godzinami, tłok coraz większy, nawet rodzina żony 
pana C. co chwila przysyła, czy już nadeszły owe zapowiedziane depesze: 
a tu wieści od wysłańca ani śladu! 

189 — 



O 4-ej po południu trzeba było oddać numer do drukarni, bo dhiżej już 
czekać nie sposób. Szymanowski z Fryzem robią najrozmaitsze przypusz- 
czenia: co-l)y się stać mogło z korespondentem czy depeszą, aź nareszcie, 
bardzo markotni z nieudanego pomysłu, wychodzą na Plac Teatralny już po 
wydrukowaniu numeru, około ó-ej po południu. Pierwsza osoba, jaką spo- 
tykają ])rzed bramą, jest zagubiony reporter. 

— (^0 to jest? co się stało? pociiig się spóźnił z powrotem? 

— Nie. 

— A wiec cóż? Dlaczego pan tak późno powracasz? 

— Ja nie powracam; ja dopiero idę na kolej. 

— Jakto? więc pan nie jeździłeś? 

— Spóźniłem sie i na trzeci pociąg... 

To jedno nie było przewidziane w pomyśle L^ryzego, ani instrukcji re 
dakcyjnej ! Fakt ten maluje do pewnego stopnia trudności, jakie napotykał 
Szymanowski w prowadzeniu pisma w pierwszych czasach. Z reporterami 
był zawsze kłopot, a wtedy znów jeszcze większy, niż dzisiaj. 

Jeżeli dużo czasu potrzeba było, aby wyrobić sobie reporterję ruchliwą 
i sumienną, zato prędzej daleko pozbywano się współpracowników pra- 
wdziwie^ zajileśniałych w dawnej rutynie Kurjera. Politykę, naprzykład, 
opracowywał dawniej urzędnik sądowy, zdaje się tłóniacz przysięgły, Jan- 
czewski. Ponieważ to był człowiek bardzo sumienny i obawiał się, aby 
przez niedostarczenie w porę jego polityki Kurjer opóźnieniu nie uległ, więc 
w niedzielę jirzygotowy wał ją na cały tydzień, i w poniedziałek rano przy- 
nosił do drukarni parę arkusików z napisem: na dziś, na wtorek, środę i t. d. 
W ten sposób i)od rubryką ostatnich wiadomości, w sobotę naprzykład, czy- 
telnicy Kurjera znajdowali to, co w gazetach zagranicznych drukowanem 
było na tydzień przedtem. Miłkowski, co prawda, pisał politykę z dnia na 
dzień, ale ^biały murzyn'^ był wielkim amatorem wszelkiego rodzaju spiry- 
tualjów, a że pijany wierszy nie składa, więc trudno było być pewnym, czy 
w zamroczeniu alkoholicznem i Miłkowski jakiejś bn^dni, mogącej skompro- 
mitować i)ismo, nie napisze. 

Czuwano też starannie nad Miłkowskim, szczególniej w godzinach ran- 
nych, ale niestety ! zdarzało się, że przychodził on przed południem z wido- 
cznemi śladami spędzonej w bawarji nocy. Trzeźwiono go forsownie oblewa- 
niem wodą zimną, a czujną straż pełnili przy nim liUniewski i Walicki, żeby 
nie chodził dolewać. Ody jednakże nie można ł)yło odratow^ać Miłkowskie- 
go, Szymanowski zwracał się do Wincentego Korotyńskiego, który z Oazety 
Warszawskiej przysyłał politykę na poczekaniu, a był także współjiracowui- 
kiem Kurjera aż do śmierci, pisując pod literą Q w pierwszych latach i pod 

- - 190 



KSFĄŻKA JtJBaEUSZOWA. 

rozmaitemi pseudonimami. Z wejściem Krzemińskiego dopiero dział poli- 
tyczny przyprowadzono do porządku. 

Z pierwszych czasów Km jera, gdy humor i wesołość panowały naj- 
większe^ odznaczali się dowcipem szczególniej Szymanowski, Fryzę i Mi- 
chaux, choć ten ostatni zawsze był kostyczny i docinkowy. 

Z dowcipem Szymanowskiego można się najlepiej zapoznać w kro- 
nikach Tygodnika IHuatrowanego, oraz w „Nowych ramotach" i w „Obraz- 
kach Warszawy", gdzie jest historja o owej przekupce ze Starego Mia- 
sta, która, pomimo wyparzonego języka, nie mogła przegadać literata. Fakt 
podobno był autentyczny. Szymanowski założył się z Kostrzewskim, źe 
sławetną panią Madejową przegada. Powracali do domu nad ranem i poszli 
na Stare Miasto, wyczekując przybycia Sana Gefie warszawskiej. Szyma- 
nowski stanął przed straganem, na którym rozkładała pieczywo i owoce, 
i powtarzał ciągle żądanie, aby nm dała bułko za grosz, nic ustępując pod 
gradem obelg, jakiemi go pani Maciejowa bombardowała. Kostrzewski 
całą tę historje sportretował, i siebie z Szymanowskim oraz panią Ma- 
ciejowa, dla przyszłych pokoleń, przy humorystyczn}Tn tekście Szymanow- 
skiego, uwiecznił. 

Próbę dowcipu Mirona znaleźć można w polemikach Kurjera, a ł)yły 
one w swoim czasie rozgłośne. Tu odmieniał przez wszystkie przypadki 
nazwisko p. Józefa Zelta, tam łączył jubileusz dziennikarza z baletnikiem, 
owdzie ąjadliwe zapytanie dyrektorowi orkiestry stawiał: co robił na zebra- 
niu w resursie, jeżeli tam nie przygrywał? 

Inny rodzaj dowcipu miał Fryzę. Oto próbka: Kiedy zakładano tanie 
kuchnie (w czem, nawiasem mówiąc, znaczną ma zasługę Kurjer Warszawskij 
bo pismo to było ich inicjatorem i popierało je najusilniej), damy filantroi)ijne 
zapisywały się do nich na dyżury, aby pilnować równic zakupów, jak przy- 
prawiania potraw i obsługi. Z początku było aż za wiele tych opiekunek, 
tak^ że zmieniały się co godzina lub dwie w ciągu dnia. Wkrótce jednak, 
jak to zwykle bywa u nas, pierwszy zapał ostygł i dam dobroczynnych co- 
raz mniej zgłaszało się do pełnienia filantropijnych obowiązków. Kurjer je- 
dnak nie przestawał oięłaszać tabelki dyżurów, tylko w rubryce imion i na- 
zwisk pod niezajętemi godzinami drukował: żadna. Otóż Fryzę pisze 
o tem mały artykulik i robi uwagę, że uajwytrwalszą z dam dobroczynnych 
warszawskich jest pani ^Zadna", bo ją najczęściej na dyżurach w Tanich 
Kuchniach spotykamy. 

Fryzę także podawał genjalny projekt w czasie zawieszenia Kurjera, 
żeby redakcja obchodziła z katarynką domy warszawskie i żeby każdy ze 
współpracowników recytował swój artykuł zebranym na podwórku słucha- 
czom. W każdym razie był to pierwszy pewno pomysł „mówionego dzień- 

-- 191 



%urjtr ^arszaicski, 

nika", nim go jeszcze, jako zabawkę na cel filantropijny, Francuzi w Paryżu 
wynaleźli. 

W redakcji życie płynęło wesoło, i nic w teni dziwnego, gdy przewa- 
żnie składała ją młodzież, dla której smiecli od smutku właściwszy. Po po- 
łudniu |)ijano czarną kawę, za którą Icolejno ktoś płacił, a przynoszono ją 
od L^errari e^o z rogu Senatorskiej, bu była tańsza, niź u Loursa. Natural- 
nie, w redaktora wmawiano najczęstszą kolejkę. l*onieważ się od niej usu- 
wał, wymawiając się interesem na mieście, czy jakiemś zajęciem w domu, 
więc złożono mu raz likwidację do kasy, a drugi raz posłano pozew, najfor- 
malniej na papierze stemplowym i przez woźnego trybunalskiego wręczony. 

Gustawowi (rcbethnerowi, który był dla redakcji reprezentantem wy- 
dawców, a jako człowiek uczynny i uprzejmy, bardzo przez wszystkicli lu- 
bionym, także płatano nieraz niewinne figle. Kiedy pojechał za granice oglą- 
dać maszynę, którą Knrjer miał sprowadzić, przygotowano dla niego numer 
spegalny, odbity w kilkunastu egzemplarzach. Numer ten zawierał wiado- 
mość o powrocie Gebethnera, znakomitego pszczelarza, który jeździł do Nie- 
miec, Francji i Anglji studjować sprawę ulepszonycli ułów. Wysłano 
egzemplarze w dniu jego powrotu do mieszkania, do księgarni, do cukiernia 
do której uczęszczał, i do kantoru Kurjera, uprzedziwszy wszędzie, żeby mu 
go na żądanie podano. Z początku istotnie (jebethner przypuszczał, że to 
figiel, ale gdy zobaczył taki sam numer wszędzie, gdzie się obrócił, uwierzył 
naprawdę, że to dla wszystkich czytelników podobną wieść ogłoszono. 
Wpadł też zadąsany do redakcji z wymówkami, oburzony na podobny wy- 
bryk co do jego osoby względem prenumeratorów. Naturalnie, że w końcu 
mistyfikacja się wydała, a rezultatem jej była wesoła bibka, tegoż wieczora 
przez p. Gustawa na przeprosiny wyprawiona. 

Już-to tych bibek było wogóle dużo w Kwrjerze^ ale miały one zupełnie 
odmienny charakter od dawniejszych dziennikarskich ])ijatyk lub knajpiar- 
skich posiedzeń przy wódce i piwie, Z początku był to rodzaj gratyfikacji, 
zachęty dla współpracowników. Wydawcy nie wiedzieli jeszcze, jak stali, 
czy i jakie zyski przynosi im pismo, nie mogli też i pensji dawać większych, 
ani podwyższać wynagrodzenia od wiersza. J^atwiej im było wydać kilka- 
naście rubli na obiad lub kolaeję w restauracji, a taka wspólna biesiada, 
której daleko było od nazwy lukullusowej, łączyła w węzeł ściślejszej zaży- 
łości kolegów między sobą. Z początku odbywało się to bardzo skromnie 
w sąsiednich z Kurjerem restauracjacłi drugorzędnych, a ryba, kawałek 
mięsa i dwa kieliszki wina na osobę zadowalniały wymagania nie przyzwy- 
czajonej do zbytków drużyny dziennikarskiej. Potem — każdy tysiąc przy- 
bytku prenumeratorów, rocznice, ważniejsze święta obchodzono w ten sam 
sposób, aż z upływem czasu, gdy Kurjer i pod względem finansowym dawał 

— - 192 — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

rezultat materjaluy pomyślny, były to juź przejęcia okazalsze, wciągane 
w budżet Kwjera jako stały ciężar w rubryce reprezentacji. Utrzymywały 
się głównie dwie takie daty w Kurjerze: wigilja Wigilji i Wielki Piątek, 
z powodu postu obie , rybkami kurjerowemi" zwane. Zbierali się na nich 
nietylko stali współpracownicy, ale i goście: literaci i dziennikarze, bliżej 
z Knrjerem związani. Dobrą stroną tych zebrań było to, że stanowiły spój- 
nię towarzyską warszawskiego dziennikarstwa, a zbliżenie się przy jednym 
stole powstrzymywało od jaskrawych wyskoków polemiki i zbyt ostrych 
manifestacyj konkurencyjnych. 

Jednem z ciekawszych wydarzeń w Kurjerze było powiększenie for- 
matu w r. 1871. Szymanowski nie był temu przeciwny, ale lękając się 
zwiększenia kosztów wydawnictwa, pomimo upominau się redakcji, odwle- 
kał sprawę od miesiąca do miesiąca. Kiedy wreszcie oznaczył dzień owe<ro 
powiększenia formatu, a później znów się waiiał z wykonaniem obietnicy, 
cała redakcja in gremio wyemigrowała na podwórko, żądając dotrzymania 
słowa. Było to humorystyczne bezrobocie, któremu jednak dziwny zbieg 
wypadków dodał poważniejszą pieczęć. Jak wiadomo, właścicielka Kurjera 
Zal)łocka sprzeciwiała się ciągle powiększeniu i reformom pisma. To s|)0- 
wodowało głównie wyzucie się jej z własności Kurjera. Otóż tego samego 
dnia, kiedy współpracownicy pisma siedzieli na podwórku, domagając się 
powiększenia formatu, właśnie sukcesorka Dmuszewskiego umarła. A kiody 
pierwszy numer powiększony wychodził z pod prasy i przyniesiono go do 
rąk Szymanowskiego, pogrzeb jej przechodził przez plac Teatralny. Szyma- 
nowski poczytywał to za złą wróżbę i utrzymywał też, że się sprawdziła, 
gdy wkrótce zaczęły się przejścia ze Statkowskim, które istotnie bytowi 
pisma groziły. 

Dział dobroczynności w Kurjerze reprezentowała Aniela Bogusławska, 
prowadząc go przy pomocy sióstr miłosierdzia. Nie było jeszcze wówczas 
licznych instytucyj filantropijnych, które później dopiero powstały, może i nę- 
dza nie była tak wielka w mieście; ale w każdym razie posada „panny Anieli" 
wcale do synekur liczyć się nie mogła... Wysoka, silnie zbudowana, z twa- 
rzą niepiękną, bo ospą zeszpeconą, ale zato bardzo sympatyczną, nie była 
już panna Aniela zupełnie młodą, kiedy ją wydawcy do czynności dobro- 
czynnej szafarki powołali. Panna Aniela ze swoim nierozłączonym pinczer- 
kiem Bijou codziennie pojawiała się w redakcji, zawsze orędując sprawę 
jakiegoś biedaka. Przekomarzano się z nią, Luniewski i Prus opowiadali 
niestworzone historje o różnych podstępnie zastawianych sidłach na Bijou, 
na którego zawziął sic jakiś anglik, żeby j:o wykraść właścicielce, i panna 
Aniela tak wierzyła szczególniej historjoin zmyślonym j)rzez Prusa, że zamy- 
kała się w mieszkaniu ze swoim faworytem, nie wychodząc na miasto nie- 

Ktląika JubilMUSowA. 198 - 18 



taz przez całą dobę z obawy, aby jej agenci owego milorda psa nie ukradfi, 
lub nie odebrali przemocą. 

Jakkolwiek panna Aniela administrowała fundoazsmi złoźonemi przez 
prenumeratorów i czytelników, jednak zdarzało się często, źe kasa była wy- 
czerpaną, a pomocy dla biedaka potrzeba było doraźnej. Wystarczało wte- 
dy, żeby opowiedziała rzecz Pruso>vi, a ten zawsze pierwszy z datkiem po- 
śpieszał, zacłięcając innych kolegów słowem i dobrym przykładem. Wtedy 
sypały się, nie ruble, bo o nie było ciężko między dziennikarską ))racią, ale 
czterdziestówki i dziesiątki, w ręce panny Bogusławskiej. W takich chwi- 
lach arkadyjska pogoda panowała w stosunkach panny Anieli z jej wro- 
dzonymi prześladowcami, harmonja zupełna guiłtes a ricammencer nową histo' 
rję humorystyczną o Bijou na drugi dzień od rana. 

To wszystko stwierdzałoby tylko wesołość i dobry humor w redakcji; 
praca pomimo to szła raźnie, a choć w lokalu redakcyjnym prędzej figlarny 
Momus, niż smętna nimfa Melancholja wybrała sobie siedlisko, to jednak 
serca biły tam żywo, współczując dla wszystkiego, co z ogólnem dobrem 
związane było. Później już Kurjer Warszawski zmienił się, przybrał we- 
wnątrz fonny biura redakcyjnego. Zniesiono przepierzenie w pierwszym 
pokoju, który, powiększony, zamienił się na salon rozmowy. Zasiadał 
w nim Szymanowski, Prus, goście redakcyjni i współpracownicy niestali; 
tam też załatwiano interesantów. W drugim pokoju siedział Czapelski. Po 
kręconych wschodach utworzono komunikację z drugiem piętrem, a właści- 
wie z poddaszem, na którym zlepiono kilka pokoików dla zwiększonej zna- 
cznie liczby współpracowników. Pierwszy z nich zajmował Franciszek 
Olszewski, drugi — Bronisław Zawadzki z Czesławem Jankowskim, w in- 
nym siedzieli Nieuiirowski, Bogdanowicz, Sabowski, wreszcie w najwię- 
kszym — reporterzy, korektorzy i współpracownicy przygodni. 

Na dole warczała maszyna od północy do świtu i od zmierzchu do wie- 
czora, a połowę podwórka zalegały legjony roznosicieli. Jakiż to postępu 
jakie zmiany od owego Kur jera z 1867 roku! W samej drukarni, jaki prze- 
skok od pras ręcznych do maszyny rotacyjnej, bijącej ze stereotypów 14,000 
egzemplarzy na godzinę! Zanim drukarnia do tej maszyny doszła, zrobiono 
kilka eksperymentów, nie zawsze wieńczonych dobrym skutkiem, ale zato 
mających każdy swoją legendę. 

Nad tą częścią >vydawnictwa panował wyłącznie Gustaw Gebethner. 
Gdy rosła liczba prenumeratorów, wybierał on się zwykle za granicę, aby 
obejrzeć w fabrykach odpo>viednią do powiększonych wymagań szybkości 
i wielkości nakładu maszynę drukarską. Kiedy już ją wynalazł, drugą po- 
dróż eksploracyjną odbywali we dwóch z Szymanowskim. Po kilku miesią- 
cach przyjeżdżała nareszcie nowa maszyna do Warszawy, a po ustawieniu 

- 194 



KSIĄŻKA JOBItBtJSZOWA. 

jej przez montera, sprowadzonego ad hoe, odbywało się uroczyste jej poświę- 
cenie, zakończone ogoszczeuiem współpracowników i drukarzy. Otóż jedna 
z tych maszyn była istotnie wybrana pod jakąś nieszczęśliwą gwiazdą. 
Szła zwykle od poaiedzitJka do czwartku, a w piątelt, dzień feralny, regu- 
larnie odmawif^ posłuszeństwa. Wzywano wtedy niemca maszynistę z za- 
kładów t^ograficznycli Ungra. Niemiec przychodził i stale podawał jeden 
sposób na puszczenie w rucłi opornej prasy: Men mu»B puUm! — i zabierz 
się do czyszczenia, które trwało do niedzieli rana. Przez ten czas drukowa- 
no Kurjera ua dawn^ maszynie zapasowej; czasem trzeba było i pomocni- 
czej od Ungra pożyczać, a sprowadzano nawet i lokomobilę, gdy się gazowy 
motor popsnl. Niemiec robił swoje, a maszyna swoje: on pueowri i htal 




szeóć inbli co poniedzit^ek, a maszyna psuła się co piątek, jak o zakład. 
Wreszcie, za karę została zdeportowaną do zakładów Ungra na Nowolipki, 
a Gebethner nowe rozpoczął podróże, sani i w towarzystwie Szymanowskie, 
go, aż eię przecie porządnej prasy Marinoni'ego z Paryża dobili. Nad ową 
kapryśną maszyną odbywały się przepyszne narady rzeczoznawców, wśród 
których górował Fryzę swemi konceptami. Gebethner zato trudu nie żało- 
wał, raz nawet pracowi^ noc całą z młotem i obcęgami, a jak utrzymywał 
Szymanowski, wodę kubłami z pompy nosił. 

Przechowiuą się dotąd grupy tbtograficzue, które 28-go września ua 
imieniny redaktorowi co lat parę składali w upominku wsp(^pracownicy 
KuTJera wszystkich działów, nie wyłączając drukarni. Dwie z nich podaje- 
my obok: jedna z r. 1874, druga z r. 1885. Szkoda, że myśl nikomu nie 
przyszła, zamiast medaijonów, zrobić jakiś obrazek, rysunek lub akwarelę 
z tycb Indzi we właściwym ich charakterze, na tle redakcyjnego lokalu. 
Dawalołiy to o nich jakieś wyobrażenie, przedstawiałoby przyimjniiiifj mo- 



hu^nty z ich wspólnego życia, bo totogralja uigdy nie daje pojęcia o właści- 
wej fizjognomji człowieka, tylko o pozie przez niego przybranej. 

Oto Szymanowski siedziałby na wprost Prasa przy stoliku szacho>vym, 
nie z poważną twarzą^ jaką ma na fotograiji, ale nawpół uśmiechniony, 
z tym poczciwym wyrazem małych piwnych oczu, czasem wpatrzonych w prze- 
strzeń, w głębokiej zadumie, to znów lśniących wesołością i dowcipem. 
Ubrany w szary garnitur, zawsze, jak utrzymywał, z najlepszego materjału 
i najświeższej mody, w jednej ręce trzymałby cygaro, osadzone w codzieu 
zmienianej pamiątkowej cygarnicy; drugą dłoń oparłby na stole, i bębniąc 
przytem palcami takt melodji, którą nucił, zawsze jedne i tę samą i zawsze 
fałszywie, bo już-to do muzyki stanowczo nie miał powołania. Z drugiej 
strony Prus, cieńmy szatyn, chudy, wysoki, twarz ściągła, w ubraniu za- 
niedbany, pali swoją .papierówkę^ i śpiewa tę samą co Szymanowski me- 
lodję, ale ponieważ nie falszige, więc się pogodzić nie mogą. Przy nich na- 
leżałoby umieścić, gdyby grupę robiono w pierwszym okresie redakcyjnym 
Szymanowskiego, — Kazimierza Łuniewskiego^ ^słonia'', zroszonego potem, 
sapiącego, deklamującego najnowszą poezję Wiktora Gromulickiego, której 
słucha z wielkiem przejęciem Józef Bliziński^ ciemny blondyn, trochę już 
szpakowaty, ale mimo skończonej pięćdziesiątki nie wyglądający jeszcze 
na czterdziestkę. Jeżeli to godzina południowa, to znalazłby się tam Fryzę 
z Gustawem Gebethnerem i Bronisławem Rajchmanem w jednej grupie roz- 
prawiający o najświeższych zdobyczach mechaniki lub chemji. „Urbaś'' So- 
bolewski opowiadałby Filipowskiemu i Chodorowiczowi jakiś najświeższy 
wypadek, którego był naocznym świadkiem. I co za skandal ! On opisał 
to^ co widział na własne oczy, a redaktor wiadomości pomieścić nie chce, 
podejrzewając, że jest zmyślona i przesadzona. ^Urbaś^ mógłby coś 
zmyślić, twierdzić, że był tam, gdzie nie był? Świat się kończy! Filipowski 
uśmiecha się złośliwie, ale Chodorowicz słucha z przekonaniem skarg po- 
krzywdzonego reportera. Czapelski w drugim pokoju. Chudy, średniego 
wzrostu, pozujący na anglika, w odchylonych szerokich kołnierzykach, z roz- 
wianym fontaziem kunsztownie zwijjzanej chustki na szyi, gromi Czernie- 
jewskiego za opóźnienie numeru. Krzemiński kreśli przed Bogusławskim 
mapę przyszłych zaborów Francji w wojnie odwetowej, a dla całości obrazu 
z pierwszych kilku lat nowej redakcji, należałoby umieścić gdzieś i Mirona, 
podnieconego, zirytowanego jakimś teatralnym ewenementem. Szober, mil- 
czący i w^ ciągłej gorączce, trzęsący się jak galareta, wyczekuje, rychło jego 
wiadomości repertuarowe zyskają cyfrę redaktora, prawo do druku i hono- 
rarjum, a Gomulicki z Aspisem gdzieś przy oknie prowadzą rozprawę 
o poezji wschodniej i rozpływają się w uwielbieniu „Pieśni nad pieśniami". 

Byłaby to mniej-więcej cala kurjerowa falanga z pierwszych lat ośmiu, 

\m • 



KSIĄŻKA JUHILEL-SZOWA. 







l\urjer Warszawski. 

kiedy pismo wywalczało Robie wpływ i stanowisko przebojem. Potem się 
już obraz zmienia; za cięźko-by było w najszerszycłi ramach pomieścić 
wszystkich, którzy Kttrjerom pracą swoją służyli; trzeba-by wyliczać całą 
literaturę współczesną, całe dziennikarstwo polskie. Ale ci przychodzili do 
Kurjera JUŻ jako do pisma, płacącego najwyższe wynagrodzenie z pism pol- 
skich, jako do dziennika, w którym pomieszczony utwór najszerzej się roz- 
chodzi. Stosunek zatem wydawnictwa do tych współpracowników opierał 
się na wymianie wzajemnych usług i korzyści. Tamci dawni, a szczególniej 
najdawniejsi, — to siła młodości i rozpędu, która dała pismu życie, stworzyła 
to, co jest dzisiaj. Borykali się oni z tysiącznemi trudnościami, a jeżeli po- 
mimo to piór swoich nigdy nie zakazili, jeżeli, przygnieceni lichwiarskiemi 
długami (a któż ich nie miał przy marnym zarobku pierwszych czasów ?), 
nigdy, nawet z wrogiego obozu, na zar/ut przedajności nie zasłużyli, toć 
trzeba im oddać sprawiedliwość i przyznać, że musieli mieć zdolności dzien- 
nikarskie wybitne, bo o tem rezultat — powodzenie Kurjera — przekonywa i że 
pewno nie oni osłabili to poważanie, jakie u nas wogóle społeczeństwo 
dla literatów i dziennikarzy żywiło. 

Przyjętym w Kurjerze Warszawskim zwyczajem, każdy rok nowy lub 
każdy przybywający nowy tysiąc prenumeratorów przynosił współpracowni- 
kom wspólną biesiadę, gdzie każdego zasługi czczono odpowiednim toastem. 
W siedemdziesięciopięcio-lecie Kurjera właściciele jego obecni dziś książkę 
jubileuszową wspomnieniu tych dobrze zasłużonych pismu święcą. Eilkn 
z nich wybiło się na naczelne miejsce w literaturze^ sławą okryło swe na- 
zwiska, inni w dziennikarstwie zajęli wybitne stanowisko; ale iluż-to dało 
Kurjeroun wszystko z siebie ! Wypisali się, utonęli na łamach Kwrjera, gdzie 
śladu po nich — któż odszuka? I po co miałby wertować jakiś mól bibjo- 
teczny komplety dziennika, aby w nich znaleźć artykuły na dobie w danej 
chwili, ale dziś bez żadnego znaczenia i w dodatku nie podpisane, tylko cy- 
frą, co najwyżej, podznaczone? O tych to ludziach można powiedzieć, że 
choć użytecznymi byli w Kurjerze/ gĄy w nim przetrawili długie lata lub ży- 
cie całe, jednak nie pozostawili nic po sobie — umarli w całości. 

Niech-że tym zapomnianym dziennikarzom niniejsza książka zastąpi 
doroczną biesiadę, niech im niesie gratyfikację wspomnień i toast dobrej 
pamięci ! 



198 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



10. Okres bieżący. 



Po zgonie Wacława Szymanowskiego właścicielami Kurjera byli 
snkcesorowie zmarłego z jednej strony w ^Ys^ częściach f iSrma 6er 
bethnera i Wolffa z drugiej, również w * 7a 4 "y^^*; wreszcie Władysław Bogu- 
sławski w 7s4; ^^2 ^^2 udziału w tytule własności zakładu drukarskiego. 
Redaktorem, po zgonie Szymanowskiego, został p. Franciszek Olszewski, 
o czem wydawnictwo zawiadomiło czytelników w artykule „Od redakcji" 
(1886, N. 355) w następujący sposób: 

„Po zgonie ś. p. Wacława Szymanowskiego pismo nasze za Re- 
daktora, na mocy upoważnienia władzy, podpisuje zięć Nieboszczyka 
i reprezentant interesów jego Rodziny, jako współwłaścicieli Kurjera, 
kand. pr. Franciszek Olszewski. 

„Wobec tej zmiany formalnej, spowodowanej ciężką stratą, jaką 
ponieśliśmy przez zgon długoletniego Redaktora i kierownika naszego 
pisma, winniśmy Czytelnikom wyjaśnienie warunków, w jakich to pi- 
smo nadal prowadzonem będzie. 

„Wyjaśnienie to zawrzeć możemy w najkrótszych i najprostszych 
wyrazach: w programie Kurjera Warszawskiego, w jego dążnościach 
i zasadach, w kierownictwie ogólnem pisma i wszystkich jego działów, 
żadna, najmniejsza nie zajdzie zmiana. 

„Pismo nasze iść będzie torem, jakim je przez lat 19 ś. p. Wa- 
cław Szymanowski prowadził, a więc dro^^ą ciaslycli, w miarę potrze- 
by, ulepszeń materjalnych i wytrwałej, niezłomnej obrony wyznawa- 
nych zasad i przekonań. 

_ - 199 



l\iLrjcr '^^"^ arsia\{fski. 

„Tem łatwiej dla nas będzie wy trwać na tej drodze, że już w osta- 
tnich czasach, a zwłaszcza w ciągu całorocznej choroby, ś. p. Wacław 
Szymanowski prowadzenie pisma zastępczo powierzył Władysławowi 
Sabowskiemu, do niego tez, z udziałem Franciszka Olszewskiego, sta- 
łego współpracownika od lat kilku, należeć będzie i nadal kierownic- 
two Kurjera Warszawskiego, przy dalszym wsiiółudziale wszystkich 
dotychczasowych naszych współpracowników." 

Wobec dwóch ważnych okoliczności: I-o, że udział Szymanowskich 
przeszedł w ręce 6-ciu spadkobierców, i 2- o, że poprzednia spółka nie była 
uregulowana żadnym kontraktem urzędowym — przedstawiciel rodziny Szy- 
manowskich wystąpił do firmy Gebethner i Wolff z propozycją zawarcia 
kontraktu rejentalnego spółki na zasadach równych praw, t. j. z powołaniem 
syna Szymanowskiego, p. Wacława Szymanowskiego, na współwydawcę. 
Jak wiadomo bowiem, od r. 1870 -go podpisywał AMr;>ra jako wydawca wy- 
łącznie p. Gebethner, co wobci; władz i praw prasowych dawało mu tytuł 
zupełnej własności pisma. 

I^ropozycja natrafiła na niechęć ze strony firmy G. i W. Układy 
przewlekały sie bez widoków pomyślnego rezultatu. W dodatku, gdy 
firma Gebethner i Wolff okazywała p. Olszewskiemu nieprzychylnosć i brak 
zaufania do jego zdolności w charakterze redaktora pisma — w łonie redakcji 
dziennika wytworzyły się dwa wrogie ol)Ozy, z których jeden miał na czele 
pretendującego o krzesło redaktorskie Władysława Sabowskiego. 

W takim stanie rzeczy o piorun nie było trudno! Uderzył on też nieba- 
wem w cliwili, gdy p. Gustaw Gebethner, korzystając ze swojego tytułu wy- 
dawcy dziennika, odwołał jako redaktora w głównym urzędzie do spraw 
prasowych, w Petersburgu, Olszewskiego i podał na jego miejsce p. Józefa 
Wolffa. 

Kości były rzucone. O dalszem istnieniu spółki dotychczasowej nie 
mogło być jnż mowy, — chodziło tylko o to, kto się przy Kurjerze ma zostać 
i w jaki sposób udziały oszacować? Pierwsze pytanie znalazło rozwiązanie 
w żarliwem przywiązaniu wszystkich spadkobierców do dziennika: nic 
dziwnego! Szymanowski dzielił swój <*zas, życie swoje pomiędzy rodzinę 
a Kurjera^ więc rodzina ta zżyła sie z pismem, uważała je poniekąd za 
nieodłączną swoją cząstkę. Kwestję drugą rozstrzygnęli pp. Gebethner 
i Wolff, szacując każdy z 24-ch udziałów na 7,000 rs. Termin, gdy już ten 
szacunek był oznaczony, firma wyznaczyła 8 -dniowy, w ciągu którego nale- 
żało stanąć do aktu kupna-sprzedaży u rejenta w d. 2-im maja 1887 r.; 
gdyby Szymanowscy w terminie tym żądanej kwoty nie złożyli, tą samą 
kwotą miała ich spłacić firma. 

200 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Szymanowscy majątek cały mieli w Kurierze, chcąc [więc nabyć 
ndziiJy firmy^ musieli jednocześnie wynaleźć spólnika, któryby te udziały od 
nicłi odkupił. Że zaś szacunek postawiony sine qua non wynosił (11 udzia- 
łów p.p. Gebetlmera i WoWFa i 2 p. p. Bogusławskich, — te dwa udziały szaco- 
wane były na równi z innemi) 91,000 rs., chodziło tu (więc o sumę po raz 
pierwszy w naszych stosunkach dziennikarskich tak wysoką, poważny ma- 
jątek stanowiącą. 

Przed terminem, do aktu rejentalnego wyznaczonym, Szymanowscy 
takiego spólnika znaleźli w osobie hr. Ludwika Krasińskiego, z którym 
zrobiono układ następujący: hr. Ludwik Krasiński zawarł z sukcesorami 
Szymanowskimi umowę, której mocą kupował 12 udziałów po 5,000 rs. każdy 
za sumę 60,000 rs., brakująca zaś kwota 31,000 rs. miała obciążyć udział 
Szymanowskich pożyczką amortyzacyjną, przyczem tak hr. K., jak Szymanow- 
scy w nowej spółce mieli posiadać równą liczbę udziałów, t. j. po 12 każda 
strona. Tytuł wydawniczy mieli reprezentować: ze strony hr. K.— inżenier 
p. Edmund Diehl, ze strony sukcesorów — p. Wacław Szymanowski-syn; re- 
daktorem pozostawał p. Olszewski. Na rękojmię swych zobowiązań hr. K. 
przy kontrakcie wypłacił Szymanowskim tytułem zadatku rs. 10,000. 

Układ ten, jakkolwiek w formę aktu urzędowego ujęty, w ostatniej 
niemal chwili się rozchwiał... 

Po rozbiciu układu z hr. Krasińskim należało szukać nowego spólni- 
ka. Właśnie podówczas powrócił z zagi-anicy właściciel tutejszej księgami 
nakładowej, wydawca i redaktor, p. S. Lewental, do którego z kolei zwrócił 
się p. Olszewski. Termin się zbliżał za parę dni, na pertraktacje nie było 
czasu: to też umowę zawarto na jednem posiedzeniu, p. S. L. bowiem zgo- 
dził się, nie wchodząc w roztrząsanie ksiąg i bilansów, całkowicie przejąć 
gotowy już układ, proponowany przez hr. Krasińskiego. 

Nadszedł dzień 2-gi maja. W kancelarji rejenta Jackowskiego sta- 
\nli się o godzinie 10-ej rano pp. Bogusławski, Gebethner i WolflForaz rodzina 
Szymanowskiego — do aktu, którego mocą Szymanowscy gotówką, dostarczo- 
ną przez Lewentala, wypłacili 91,000 rs. ustępującym spólnikom za ich 
13 udziałów. Bezpośrednio zaś potem w kancelarji tegoż rejenta zawarta 
zostida spółka własności Kurjera pomiędzy sukcesorami Szymanowskiego 
i p. Lewentalem, a w kontrakcie tej spółki wartość całego Kurjera (24 
udziały) oznaczono na sumę 120,000 rs., t. j. odpowiadającą szacunkowi 
w umowie z hr. Krasińskim ustanowionemu, przyczem połowa udziałów po- 
została w ręku rodziny Sz., druga przeszła na własność p. L. Różnicę, po 
uwzględnieniu otrzymanej przez Szymanowskich od hr. Kr. kaucji, zapisano 
jako obciążenie udziałów Szymanowskich, spłacalne z zysków do końca roku 

201 



l\urjer 'Warszawski, 

1895-go, w którym też pożyczka ta istnieć przestała. W nowym tym ukła- 
dzie, jako wydawcy pisma, występują: p, S. Lewental i p. Wacław Szyma- 
nowski-syn; p. 8. Lewental do zastępstwa uprosił długoletniego swego towa- 
rzysza pracy i przyjaciela, Antoniego Pietkiewicza (Adama Pługa). 

Zdawałoby się, iż po akcie kupna-sprzedaży z d. 2-go maja wszelkie 
rozrachunki pomiędzy rodziną Sz-ich a firmą G. W. raz na zawsze ustaną; 
stało się jednak inaczey.. 

Zwyczajem handlowym jest, iż właściciel firmy, sprzedający ją nowo- 
nabywcy lub spólnik z firmy ustępujący — przyjmują na siebie zobowiąza- 
nie, że analogicznej firmy, dla łatwo zrozumianej konkurencji, przez czas 
pewien prowadzić nie będą. Jest to zastrzeżenie aż nadto usprawiedliwione 
i etyką kupiecką uświęcone, niezmiernie ważne dla firm starych, uznanych: 
wziąłeś ode mnie majątek za swój udział, nie obracaj-że tego majątku na 
moją szkodę. 

Firma Gebethner i WolflF, dyktująca swoje warunki stałe pod za- 
strzeżeniem „albo — albo", t. j. „nie zgadzacie się — a więc my was skupuje- 
my" — nie zgodziła się na wprowadzenie powyższego zastrzeżenia do umowy 
kupna-sprzedaży i w parę dni po ustąpieniu ze spółki rozpuściła cyrkularze 
i prospekty zawiadamiające ogół o nabyciu Kurjera Codziennego^ którego 
też pod względem wyglądu i układu na podobieństwo dopiero co przez sie- 
bie sprzedanego Warszawskiego wydawać zaczęła. 

I rozpoczęła się nowa walka konkurencyjna. Do pisma współzawo- 
dniczącego przeszedł cały niemal sztab redakcji Kurjera Warszawskiego, po- 
większony jeszcze przez dawnego sekretarza redakcji, p. Czapelskiego. 

Dziś, gdy się spokój nem okiem patrzy na owoce tych, tak niedawnych, 
jeszcze zapasów — jakież olbrzymie zmiany! Wymierzone przeciwko ir«f7«- 
rowi po raz drugi pismo konkurencyjne od lat paru konkureucyjnem być 
przestało, w dobrze zresztą zrozumianym interesie wła8n)Tn, a ludzie — je- 
dni, jak: Sabowski, Aniela Bogusławska, Konarski, zeszli do grobu, inni, jak 
Wład. Bogusławski i Czapelski, porzucili bojowy sztandar, inni wreszcie — 
wrócili na dawne w naszym Kurjerze stanowisko... 

Jako przyczynek historyczny do tych walk, pozwolimy sobie przyto- 
czyć relację Przeglądu Tygodniowego — którego nikt chyba o stronność na na- 
szą korzyść nie posądzi — z procesu, rozegranego w latach 1888 — 189 I-go. 
Oto co pisze Przegląd w N-rze 23 im z d. 6-go czerwca 189 I-go r., w dziale 
„Kronika sądowa": 

W tych dniach izba sądowa warszawska w I-ym departamoncle cywilnym rozpa- 
trywała sprawę rzucającą charakterystyczno światło na pownc stosunki literackie naszej 
prasy codziennej, ^a początku 1888 r. adwokat przysięgły Stanisław Zalewski wyto- 

202 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

cajl przed sąd okręgowy warszawski sprawę z powództwa p. Michaliny Szymanowskiej, 
wdowy po Wadawie Szymanowskim, działającej w swojem własnem imieniu i na rzecz 
Maiji Olszewskiej, żony redaktora, Franciszka Olszewskiego, Jadwigi Kowalskiej, żony 
art^sty-malarza Alfreda Kowalskiego, Wacława Szymanowskiego, spółwydawcy Kurjera 
WantawskiegOy i córek swoicli: panny pełnoletniej Bronisławy i nieletniej Heleny, — prze- 
ciwko pp. Gustawowi Oobetłinerowi i Robertowi Wolffowi, księgarzom, Władysławowi 
Bogusławskiemu, literatowi i urzędnikowi drogi żelaznej warszawsko -wiedeńskiej, i Zo- 
^i Bogusławskiej — o rs. 4,508. W skardze powodowej adwokat Zalewski oświadczył, 
20 Kwrjer Warsumski kiedyś stanowił własność w ^^{,4 Gebetlinera i Wolffa, prowadzą- 
cych administrację pisma, a w s|,4 — Bogusławskich, Po śmierci Wacława Szymanow- 
skiego, podług p. Zalewskiego, wynikły pomiędzy spólnikami nieporozumienia, ponie- 
waż Gebethner i Wolff nie pozwolili Szymanowskim mieszać się nawet do najdrobniej- 
szych kwestyj administracyjnych i krępowali swobodę działania redaktora Olszowskiego. 
Zaprzeczając następnie Szymanowskim praw wydawców, oddalili oni Olszewskiego od 
obowiązków redaktora, wyjednawszy poprzednio nominację urzędową na to stanowisko 
Józefa Wolfifo. Wobec takich stosunków, nie pozostawało nic innego, jak tylko prze- 
prowadzenie działu, albo też, aby jeden spólnik drugiemu sprzedał udziały swoje. Tuk 
się też stało: 18 kwietnia 1887 r. Gebethner i Wolff, na mocy aktu przyi-zeczenia sprze- 
daży, odstąpili Szymanowskim swoje udziały, a 2 maja tegoż roku sprzedali je im osta- 
ocznie. Podstawą tych umów była cena, na którą się strony zgodziły, przyjmując za 
normę *|24 części Kwrjera i bilans sporządzony przez Gebethnera i Wolffa, jako admini- 
stratorów, bez udziału Szymanowskich. Szymanowscy przejęli aktywa i pasywa przed- 
siębiorstwa. Za aktywa zapłacili, jak gdyby stanowiły one gotówkę w kasie Kwrjera. 
Tymczasem części aktywów, mianowicie rubli 4,508, Siymanowscy odebrać w żaden spo- 
sób nie mogą. Suma ta składa się z wielu pozycyj, z których główniejsze za p. Zalew- 
skim przytaczamy: 

„1,509 rs« 99 kop.", odebrane i niowniesione do kasy Kwrjera przez inkasenta Ko- 
strzewę; 

«302 rs. 66 kop.", należne kasie Kwrjera od p. Tadeusza Gzapelskiego, który na 
pisane w tej mateiji listy nie odpowiada; 

,598 rs.**, należne tejże kasie od p. Głowackiego; 

,825 rs.", należne od p. Emila Konarskiego, który na list odpowiedział, że teraz 
płacić nie może; 

,560 rs.", należne od Agencji Hayasa w Paryżu, która odmawia zapłaty tej sumy; 

.234 rs.", należne za ogłoszenia od p. Korpaczewskiego; 

.784 rs.", za to samo od magistratu m. Warszawy; 

,58 rs.", za to samo od Muzeum pszczelniczego; 

,117 rs.", za to samo od Rady miejskiej dobroczynności; 

,80 rs. 50 kop.", które miał wnieść do kasy Włoskiewicz za ogłoszenia, ale czego 
nie sp^ił, dla braku środków. 









Wszystkie te należności, podług p. Zalewskiego, powinny były wpłynąć, zgodnie 
z bilansem, bez środków przymusowych, wywołujących rozdrażnienie stosunków; Ge- 
bethner i Wolff zatem winni pomagać Szymanowskim do odebrania tych należności, 
wskazać majątek dłużników, a w najgorszym razie dostarczyć pieniędzy na prowadzenie 
prooesn. Za należności co są oni wobec Szymanowskich odpowiedzialni, jako spólnicy 

— ' 203 



%urjer ^ arsiuwski. 

biorący udział w stratach, a równio jako prowadzący adDiiuistraeję, z których winy naj- 
bardziej wątpliwe długi pomieszczono w bilansie jako pewno. Wobec tego wszystkiego, 
p. Zalewski żądał zasądzenia Szymanowskim od pozwanych sumy 4,508 rs. z procentami 
i kosztami. Podług protokółu sądowego z d. 6 czerwca 188S r., podczas rozpraw w są- 
dzie okręgowym, oświadczyli pp. Gebethner i Wolff, przez obrońcę s\^ego, adwokata 
przysi(,>glego Leona Krysińskiego, że odstąpili oni ryczałtem wszystkie aktywa Szyma- 
nowskim, nio obowiązując się specjalnie do żadnej rękojmi za nie, mogliby więc tylko 
być odpowiedzialni z art. 1694 Kod. Cyw. Frań. — za byt zobowiązania, — nigdy zaś za 
wypłacalność dłużników. Szymanowso^', nie skarżąc dłużników, do żadnej rękojmi ule 
mają prawo. Zresztą, nie można uważać za niewypłacalnych: Magistratu m. Warszawy 
i Rady miejskiej dobroczynności. P. Czapelski nie zaprzecza długu; p. Głowacki również 
nie zaprzecza. Z tego więc widać, że Szyoianowscy pisali tylko listy do dłużników, nie 
przedsiębrali zaś żadnych środków przymusowych. — Na to p. Zalewski w imieniu Szy- 
manowskich odpowiedział, że Gebethner i Wolff powinni odpowiadać za wszystkie długi, 
;ako zajmujący się administracją: nominowali oni Kostrzewę na inkasent-a, nieżądając od 
niego kaucji, p. Czapelskiemu dali zaliczkę na pensję i mogliby ją od niego, jako obecne- 
go współpracownika Ku* jera Coitiennego, odebrać łatwiej aniżeli Szymanowscy. 1*. Gło- 
wacki, będąc współpracownikiem Kuriera Warszawskiego ^ otrzymał zaliczkę na powieść, 
która miała być drukowana w tym właśnie Kurjerze. Tymczasem przeszedł on do Kurje- 
ra Codziennego^ wydawanego następnie przez Gebethnera i Wolffa, i powieść ta w Kurjerze 
Codziennym została wydrukowana, a Szymanowsi^ nie posiadają dokumentu, z mocy 
którego mogliby skarżyć Głowackiego o tę należność. Pozycje wskazane, jako należne 
od władz, były niedokładne, nic się bowiem od władz nie należało. 

Sąd okręgowy, wyrokiem z d. G Czerwca 1888 r., z uwagi, że Szymanowscy nie do- 
wiedli, jakoby aktywa weszły w obrachunek przy sprzedaży, że nie dowiedli, jako aktywa 
te były wątpliwe, że nabyli wszystko ryczałtem i rachunki zostały raz na zawsze przez 
kontrakt sprzedaży załatwione, a Gebethner i Wolff nie ręczyli za odpowiedzialność dłu- 
żników^ — zasądzenia żądanej sumy od pozwanych na rzecz »Szymanowskich odmówił, 
skazując ich na zapłacenie pozwanym kosztów. 

Od tego wyroku Szymanowscy apelowali do warszawskiej izby sądowej. Izba są- 
dowa w I-ym departamencie cywilnym w d. 25 z. m. uznała, że Szymanowscy, kupiwszy 
za 91,000 rs. ryczałtem udziały Gebethnera i Wolffa, skończyli z nimi raz na zawsze 
wszystkie rachunki i pomiędzy stronami nastąpiła zupełna likwidacja wzajemnych sto- 
sunków, bilans zaś z d. 1 stycznia 1887 r., ustanawiając stosunek własności stron, zała- 
twił skutki administracji. Dlatego izba sądowa wyrok pierwszej instancji w całości 
zatwierdziła. 

Nie do nas należy ocena ubiegłych lat 8-iu w dziejach Kurjera. Wy- 
bitniejsze fakty, jakienii ta świeża karta w rocznikach pisma się zazna- 
czyła — znajdzie czjiehiik w drugiej części niniejszej książki, gdzie z obo- 
wiązku zarejestrowane zostały. 

Tu zaznaczymy tylko dwie odezwy, jakienii nowa spółka Kurjera 
działalność swoją zapoczątkowała. Są one niejako hasłem t<^go okresu, jaki 
po zgonie Wacława Szymanowskiego w Kurjerze się rozpoczął, a jako takie, 
w bistorji pisma stanowią dokument. 

204 



roku: 



kSTĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Pierwsza z nich ukazała się w N-rze 122-iin z d. 4-go maja 1887-go 



OD KUR JERA W^AR8ZAAVSKIEGO 



W dniu 2-im maja r. b. pp. Gebethner i Wolff, właściciele księgarni, 
sprzedali dotychczasowy udział swój w Kuf^jerze Warszawskim wdowie i dzie- 
ciom po ś. p. Wacławie Szymanowskim, Redaktorze i kierowniku pisma w cią- 
gu lat 20-tu, któremu Kurjer głównie swój rozwój, kierunek, wpływ i stano- 
wisko zawdzięcza. 

Sukcesorowie ś. p. Wacława, obejmując dzisiaj w całości spuściznę po 
drogim im Mężu i Ojcu, przy udziale wiernych jego współtowarzyszów pracy, 
nadal Kurjera Warszawskiego w duchu przez niego im przekazanym prowa- 
dzić będą. 



Odezwa druga ukazała się w N-rze 140-ym Kur jera z d. 22-go maja 
1887 roku: 



OD KURJERA WA RSZA^VSKlEGO. 

Główny zarząd Prasy zatwie«^dził jako Wydawców Kur jera Warszawskiego 
PP. Antoniego Pietkiewicza (Adama Pługa) i Wacława Szymanowskiego, syna, 
jako redaktora zaś p. Franciszka Olszewskiego. 

Donosząc o powyższej decyzji Wydziału do spraw prasowych, powo- 
łajemy się na odezwę, którą zamieściliśmy w N-rze 122 im Kur jera War- 
szawskifgOj zapewniając, że pismo nasze wiernem pozostanie i nadal łiasłoni, 
którym wiek prawie cały niezachwianie służy. 

W ciągu tego długiego czasu całe pokolenia piszących przesunęły się 
przez łamy Kwjera Warszawskiego i nie było w tym lat okresie jednego może 
pióra celniejszego w kraju, któreby nie korzystało z uznania i popularności 
naszego pisma, aby za jego pośrednictwem porozumiewać sic ze społeczeń- 
stwem. 

Mijały i zmieniały się w ten sposób pokolenia piszącycli i czytelników, 
lecz nie zmieniał się w przywiązaniu gorącem do kraju i w niestrudzonej 
pieczołowitości o jego szersze i drobniejsze interesa Kurjer Warszawski, 
rozwijając się i doskonaląc stopniowo wedle wskazówek i potrzeb czasu. 

205 



j\ur/er yiarsiawski. 

Oto poczet osób, które i nadal przyrzekły nam swoje wspÓłpraco- 
wnictwo: 

Adam Asnyk {El-y), Alrys$a, Michał Bałuckie dr. Adam Belcikawskif 
Władysław Bełza, prof, un, dr, Leon Bilińskie Józef Blizińaki, Boiydar 
{Edmund Bogdanowicz), prof, un. dr. Stanisław Budzyński. Piotr Jaksa Bykow- 
ski, Edward Chiopicki, dr. Piotr Chmielowski, Teodor Jeske-Choiński, Michał 
Chyliński, Mieczysław Czemeda, Deotyma, Ludwik Dębicki, S. Dickstein, Fran- 
ciszek Dobrowolski, Józef Dobrski, Seweryna Duchińska^ Adolf Dygasiński, 
dr. Karol Estrajcher, dr. Aleksander Fabjan, Karol Filipowicz^ dr. Oustaw 
Fntsohe, Franciszek Gliński, Zygmunt Gloger, Wiktor Gomulicki, Bronisław 
Grabowski, Jan Grzegorzewski, Michał Grzymała, Hajota, Hodi (Tokarzewicz), 
Marja Unicka, Leopold Janikowski, Kazimierz Jarochowski, Edward JeUnek, 
T. T. Jei, KUtnens Junosza {Szaniawski), prof. un. dr, Karol Jurkiewicz, 
Zygmunt Kaczkowski, Józef Kaczyński, Jan Maurycy Kamiński, Maurycy Ka- 
rasowski, Kazimierz Kaszewski, Józef Kirszrot-Prawnicki, Jan Kleczyński 
Zygmunt Komar, MarjsL Kompnicka, Tadeusz Korzon, WHa Kościalkowska, 
JózeJ Kptarbiński, Jan Kowerski, Kajetan Kraszewski, Aleksander Kraushar^ 
Stanisław Krzemiński, prof. dr. fjuduAk Kubala, Teofil Lenartowicz, dr. W. 
Łebiński, Wincenty hr. Łoś, prof dr. Heni*yk Łuszczkieuncz, Walerja Marreni 
{Morzkowska), Frań. Ksawery Martynowski, Zofja MeUerotca, Władysław 
Mickiewicz, Antoni Mieszkowski (A. J. Sęk), Adam Niemirowski^ Franciszek 
Nowodworskie prof. dr. Juljan Ochorowicz, Franciszek Olszewski, Or ot, Eliza 
Orzeszkowa, Ostoja, Gustaw Plewako, Adam Fług, Poczwarka, ks. kanonOc 
Ignacy Polkowski, Aleksander Półkozic, Teresa Praźmowska, Franciszek Rein- 
sztein, Bronisław Rajc/tman, Józef Bogosz, int. Stefan Roguski^ ini. FeUks 
Rycerski, Stanisław M. Rzętkowski, Zygmunt Sarnecki, Sewer (Maciejowski), 
Antoni Skrzynecki, Antoni Sokołowski, ini. Józef Sporny, prof. un. dr. Hen- 
ryk Struve, Al/red Szczepański, Stanisław Szczutowski, ini. Szepczyński, Ste- 
fanja Ulanowska, Aureli Urbański, Ursyn, Emil Weidel, Henryk Wernic, 
Roman Wierzchlejski, Albert Wilczyński, dr. Tadeusz Wojciechotoski, Hugo 
Wróblewskie Tomasz Zaborowski, Włodzimierz Zagórski, Kazimierz 2!alewski, 
Witold Załęski, Bronisław Zawadzki i wielu innych. 

Nie ograniczając się stałą pomocą literacką wymienionych pisarzy, 
wzywamy niniejszem uprzejmie do wspólpracownictwa wszystkich naszych 
czytelników, prosząc ich zarazem, aby Kurjera Warszawskiego niezmienną 
otaczali życzliwością i nie skąpili mu swego po])arcia; aby ta nić serdeczna, 
która ich w złej i dobrej doli z redakcją łączyła, i nadal nierozerwalnie 
w najdłuższe mogła przetrwać lata. 

^ 206 



kSTĄ^KA JUBILEtSŻoWA. 

Na zakończenie przytaczamy skład osobisty głównego sztabu redakcji 
od r. 1 887-go. 

Sekretarz redakcji: Wiktor Gomiilicki; Edninnd Bogdanowicz, Antoni 
Mieszkowski, Kazimierz Filipowski (od r. 1890). 

Sekreta>'z drugi: Henryk Sadowski (od r. 189 1). 

Dział polityczny: Bronisław Zawadzki. 

Dziait literacki: Adam Pług i T. J. -Choiński. 

Dział teatralny: Kazimierz Kaszowskie St. M. Rzętkowski, Teodor 
Choińskie Kazimierz Zalewski (od r. 1892). 

Dział muzyczny: Jan Kleczyński, Stan. Ciechomski (od r. 1892). 

Dział sztuk pięknych: Wiktor Gomulicki, Stanisław Witkiewicz, Cze- 
sław Jankowski, Wojciech Gerson. 

Dział pratopy: Emil Waydel i Franciszek Nowodworski. 

Dział techniczny: inź. Emil Sokal. 

Dziat arclieologicznO'8taty$tyczny: Adam Niemirowski i Juljan Heppen. 

Dział numizmatyczny i Iieraldyczny: H. Sadowski. 

Dziat lekarski: dr. Fritsehe, dr. Stanisław Narkiewicz, dr. Fabjan, dr. 
Józef Zawadzki. 

Mały feljeUm: Edward Łabowski, Bożydar, Gomulicki, W. Jasieńczyk, 
Czesław Jankowski i Jan Rutkowski. 

Dział liondlowy: Hugo Wróblewski i Wacław Orłowski. 

Dział prounncjonalny: Benedykt Filipowicz. 

Dział sprawozdawczy (obrady w instytucjach): Ignacy Chodorowicz. 

Dziat sportowy: Michał Romiszowski, Michał Wołowski i W. Orłowski. 

Dział szachowy: Józef Żabiński. 

Dział humorystyczny: Jan Rutkowski i Włodzimierz Piaskowski. 

Dział zagadek: Emiljan Skowroński. 

Rewidenci nocni: M. Romiszowski, Jan Rutkowski, W. Karczewski (Ja- 
sieńczyk), Antoni Mieszkowski, Aleksander Łętowski, (od r. 1 888) Bene- 
dykt Filipowicz. 

Korektorzy: Andrzej Stonko, Konrad Sulicki, Franciszek Walczakie- 
wicz i Tadeusz Patek. 

Beporterja. W dziale tym wszystkich nazwisk podawać nie możemy. 
Lista korespondentów miejskich, stałych, obejmuje około 50 nazwisk. Ja- 
ko współpracownicy zawodowi dział informacyj miejskich uprawiają: 
Antoni Skrzynecki, Franciszek Reinszteiu, Władysław Zaleski i Aleksander 
Kenig. 

Korespondentów prowincjonalnych lista wynosi 72 nazwiska. 

Korespondentów zagranicznych stałych w miastach stołecznych liczy 
Kurjer 13-tu. 

'1 n 907 — 



Kur/er Warszawski. 

Powyższe rozdziały ^Książki Jubileuszowej" zamykamy dwiema tabel- 
kami: pierwsza z nich obejmuje właścicieli Kurj&ra, druga — redaktorów. 

WZaśoioiele Kuijera Warszawskiego: 
Bruno Kiciński (1821) 

Lud. Adam Dmuszewski (1821 lub 1822) 

(t 9/XII 1847) 

Konstancja Dmuszewska 

(t 20/IX 1 854) 



\ 



\ 



Stanisław Bogusławski Ludwika Zabłocka 

(t 9/VI 1870) (t 26/III 1871) 



Natalja Wysiekierska 



Władysław Bogusławski 

"' Gebethner- WolflF Wacław Szymanowski 

; "'^d r.T868 

i 

Szymanowscy — — * ^ — ^"' Szymanowscy 

Oa XjCwent<ij 

^ odT887 

Hedaktorowie Kurjera Warszawskiego. 

1821 Bruno Kiciński (t 23/111 1844). 

1822—1847 Ludwik Adam Dmuszewski (f 9/XIT 1847). 
1847—1848 Ludwik Vidal (f 24/11 1862). 
1848— 18()3 Karol Kucz (t 9/11 1892). 
1863—1866 Zygmunt Zaborowski. 
186()— 1867 Antoni Edward Odyniec (t 15/1 1885). 
1867—1868 Stanisław Bogusławski (f <)/Vl 1870). 
1868—1886 Wacław Szymanowski (t 20/XII 1886). 
od r. 1886 Franciszek Olszewski. 

Koniec części I-ej. 
- - - 208 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



CZĘŚĆ II. 



Aułobiopafia „Kurjera Warszawskiej. 



ii 



w pierwszej części naszej książki mó wiliśmy o — ludziach, t. j. o reda- 
ktoracb; wydawcach i współpracownikach Kurjera, w części drugiej z kolei 
wypada nam mówić o ich — czt/nach. Z uwagi zaś na główny cel naszej pu- 
blikacji jubileuszowej^ za czyny te poczytujemy 75 roczników Kurjera, które 
w rozmaitych fazach rozwoju pisma poniżej odtworzyć zamierzamy. Będzie 
to więc próbka „autobiograf) i dziennika": na dalszych stronicach tej książ- 
ki Kurjer sam o sobie powie- od czego zaczął^ w jaki sposób się rozwijał 
i ulepszał i do jakich ostatecznie doszedł rezultatów... 



1. Eodowód „Kurjera Warszawskiego*'. 



Kwjer nasz przyszedł na świat w d. 1-ym stycznia 182 I-go r. i od tej 
też daty historję swoją wywodzi. Wzrastając w popularność; sam się nazy- 
wa Kurjerkiem] z czasem powiada^ że już jest „dwudziesto-letnim młodzień- 
cem", doszedłszy zaś do roku 1850^ uważa się za poważnego Kurjera. 
Zawsze jednaka czy to w wierszyku noworocznym, czy w przeglądach za rok 
ubiegły, czy wogóle przy nadarzonej sposobności, powołuje się na metrykę 
gwoją z d. l/I 1821. 

Dwa razy tylko wspomniał, raz pierwszy nawiasem, drugi bardziej 
pretensjonalnie, o swoim antenacie z zeszłego stulecia, lecz po tej próbie he- 
raldycznej, do niczego zresztą nie obowiązującej, o koligacjach dawnych 
milczał uparcie. 



Ktłfślui Jabneanowa. 



209 U 



/^ 



%urjer Warszawski, 

Było to w r. 1837-ym. 

Ówczesna 6Sa2«to Warszawska, chełpiąc się już wtedy swoją jMrzeszło- 
ścią, zaczęła przytaczać wyjątki z dawnych swoich roczników^ co dało po- 
wód Kur jerowi do takiego wystąpienia (1837, N. 135): 

^W zeszły PoniedzisJek doniosła Gazeta Warszawska, że przypadkiem 
dostał się w jej ręce exemplarz Gazety Warszawskiej z r. 1785; umieściła 
z tejże owoczesne nowiajr, i dodała, że Gazeta Warszawska ]t^i najdawniej- 
szą z pisift polskich. Jeśli tak sądzi o pismach czasowych, tedy donosimy, 
iż posiadamy znaczną ilość exemplarzy pism czasowych wychodzących 
w Warszawie nie równie dawniej, bo w r. 1 730 i następnych, jako to: Ku- 
rjer, oraz Uprzyunlegowane wiadomoM. Bentkowski w historji literatury 
mniema, że Gazeta Warszawska, wydawana przez Łuskinę, zaczęła wycho- 
dzić około r. 1770. Umieszczamy także parę wyjątków z r. 1730, z 0¥^ch 
Uprzywilejowanych Wiadomości i Kurjera, nawiasem wziętych." 

Tu następują wspomniane wyjątki, zupełnie obojętne, zamknięte 
uwagą: 

^Podobne exemplarze ciekawym w Redakcji Kurjera okazane być 
mogą." 

Jak wspomnieliśmy, było to nawiasowe wystąpienie. 1 słusznie bardzo, 
bo niedość ścisłe. Ów Kur jer z 1730-go r. nie był Warszawskim, lecz 
Polskim, wychodzącym od d. 1 grudnia 1729 r. do 1799 r.; w latach 
1730 — 1767 dodawano doń Wiadomości uprzywilejowane z obcych, krajów, 

Ale i nasz Kurjer miał współimiennika w ubiegłem stuleciu. Od r. 
1761 (Nr. 1-y d. 3 stycznia) do r. 1764 wychodził w4-ce JTur/^r Warszawski 
(od 2 listopada 1763 r. co środa i sobota). Dodatkami do niego były Wia- 
domości uprzywUejowane warszawskie (od 7 stycznia 1761 — 1763), oo środa 
wyołłddzące, i Suplement do wiadomości warszawskich, co sobota. W r. 1768-im 
od N. 88 Kurjer Warszawski wychodził sam co środę. 

Z Wiadomości uprzywilejowanych w r. 1765 powstały Wiadomości war- 
sMowskie, wydawane to r. 1772 przez Bohomolca, zaś od 1773 przez Łu- 
skinę. Te to Wiadomości warszawskie, od N. 2 w r. 1774 zmienione na Oa- 
zetę Warszawską, daiy początek dziennikowi dotąd istniejącemu. 

Jako zabytek bibijograficzny podajemy podobiznę jednej z kart ty- 
tułowych tego z przed 130-tu lat Kurjera, w zmniejszeniu, wyjętą z roczni- 
ka, zachowanego w archiwum redakcji. 

210 



KS[V'KA JCBFLEUSZOWA. 




ry ■•»■ pgaro4»iilu ■(•■•'iiłiiiiipadtflalini HnM 

_ ln>fH><««n Cyftji- ii l/Utir. Onta pan-,tm%* 

MM^łsaMiiHi*. HrtUit.u<- knlłiiUaKit^»Tr°'*J1>i>l>s4> 

>lk jrir~Sf4Hi>«'>"X<<ii> IwM- DntauinoEłitląu 

iS ncaml^iiitinDylłfłPrii- pritM I f^lil nitAkt^ ^'I 

kurtlonn S. Mirki, ikiłrty B<^tD»l ui>]fI>>t rAŁn* liltr 

staiyl priu tny inlfoUliuiy Hiynlti. Many wUsnsM.tl 

W późniejszych wzmiaDkacb wspomina Kw-jet- o tern wydawaicŁwie 
lew JDŻ bez oroszoseu rodowodowych, jak sp. w r. 1845 (N. 278) w snchej 
notatce bib^ograficznej lub w r. 1859 (str. 1147), gdy wprost zaznacza, iż 
.„saBZ Kurjer dopiero od r. 1821 zac2^ wyohodzić". 

Bardziej prettuujoDalne było drugie występienie, w r. 1877. 

Ówczesna redakcja, zajrzawszy do swego archiwam i znalazłszy 
T jDiem roczniki z I8-go stnleoia, zamieściła szer^ ar^knłdw p. t. „Hietoija 
Swjtra Waruamlaego'" . MoaograQa ta, wielce pobieżnie kreślona (1877 r. 
N. N. 284, 286 i 288; 1878 r. N. N. 3 i 23). Pierwsze artykuły poświęcone 
tą azczegiUowemn opisowi Kurjerów z lat 1760 — 1765, następne oharaktery- 
^roe kolejno Dninszewskiego, Vidala, Kncza, Odyńca i St. Bogu^awskiego. 
■Otóż w pierwszym zaraz z tych artykułów redakcja tak się dała unieść od- 
kryoin archiwalnemu, iż zapowiada szumnie, że odtąd rodowód Kiujera od r. 
1760 wyprowadzać będzie i że „od uowegu roku zamierza zmienić liczbę 
-dat, która stoi za]>ieana na naszym tytule". 

I tym razem jednak w porę snadż przyszła refieksja, zapowiedź bowiem 
-w czyn nie została wprowadzona... 



l^urjer 'Wanszawski, 



2. Prospekt. — Uuiner pierwszy. — Eocznik pierwszy. 



Kur jer Warszawski ukazał się po raz pierwszy w d. 1-ym stycznia 
1821 -go roku, jako kartka perjodyczna, której format w załączonej obok 
kliszy w drobnem zmniejszeniu przedstawiono. Numer dziennika zawie- 
rał tedy dwie stronice^ podzielone każda na trzy szpalty. 

Skutkiem tak drobnego formatu komplet Kurjera z tego pierwszego 
1821 -go roku tworzy zaledwie książkę jednotomową. 

Drukowany był na papierze bibulastym, grubym, zwykle podówczas 
w księgarstwie używanym. 

Prospekt Kurjera ukazał się w d. 1-ym grudnia 1820-go roku w for- 
macie całego numeru. Redakcja zakreślała w nim sobie dość szerokie ramy 
działalności. , Każda znaczniejsza stolica w Europie— czytamy tu — ma pi- 
smo perjodyczne, jego dogodności i zabauńe szczególniej poświęcone. Warszawa 
nie miała go dotąd: lecz gdy teraz jej ludność coraz bardziej wzrasta^ gdy 
wznoszą się prawie codziennie gmachy, które jej dalszy postęp wróżą, oka- 
zuje się potrzeba tiikiego pisma." I zaraz dalej redakcja jeszcze dodaje, 
że „nie dla samych tylko mieszkańców Warszawy byłoby takie pismo uży- 
tecznem, ale dla wielu innych osób, których interes, ciekawość lub chęć 
zabawy do Warszawy sprowadza. Pismo, wykładające najmniejsze szcze- 
góły zdarzone w stolicy, oswaja z nią każdego tak, iż, przybywszy do niej, 
łatwo z nią obeznać się może''. 

Usprawiedliwiwszy w ten, tak ogólnikowy, sposób potrzeby swojego 
istnienia, ówczesna redakcja Kurjera tak dalej w prospekcie przemawia: 

^Kvrjer Warszawski dogodność publiczności (ostatnie dwa wyrazy pod- 
kreślone) obrawszy sobie za cel, postanowił nie mieszać się nigdy do nauki 
(sic!), nie udzielać nigdzie zdania swego, ale tylko o to starać się będzie, 
ażeby umieszczać jak najwięcej nowości, opisywać zdarzenia prosto i bez 
żadnego postrzeżenia, a że ważną bezwątpienia dla publiczności dogodnością 

212 



-. >-■.' ^.^A 



KSIĄŻKĄ JUBILEUSZOWA. 

jest częste wydawanie i taniość^ Kurjer Worgsawski wychodzić więc będzie 
szeóó razy w tydzień, to jest: w niedzielę, poniedziałek, wtorek, środę, 
czwartek i piątek; opuszcza się sobota dla tego, że w tym dniu oprócz gazet 
krajowych, wychodzą trzy pisma perjodyczne, t.j. Wanda, Momus i Tygo- 
dnik muzyczny. Cena prenumeraty wynosić będzie w Warszawie na kwartał 
cały zł. 8, z przesełaniem pocztowem zł. 9. Cena numeru oddzielnego gr. 4. 
Każdy numer składać się będzie z ćwiartki drukowanej na pięknym papie- 
rze w formacie i drukiem niniejszego prospektu.'^ 

Prospekt ten najzupełniej odpowiadał potrzebom ówczesnego życia 
umysłowego, towarzyskiego i społecznego Warszawy. Pismo, będące dziec- 
kiem tego miasta, ściśle z jego sprawami związane, nie mogło dawać więcej 
nad to, czego od niego żądano, a że żądano mało — najlepszym dowodem 
przytoczony prospekt, wybornie charakteryzujący pierwociny dziennikarstwa 
warszawskiego. 

Prospekt zamyka wykaz „główuiejszych i)rzedmiotów (rubryk, dzia- 
łów) Kurjera", który to wykaz w całości powtarzamy: 



PROSPEKT 

do Nowego Pisma Perjodyoznego pod tytułtau 

KURJER WARSZAWSKI. 



1. Wiadomości warszawskie. Pod tym tytułem umieszczać się będą wszelkie zda,- 
Txenia, zaszłe w Warszawie, przypadki ciekawsze, ważniejsze spraWy sądowe, wiadomo- 
ści i doniesienia o teatrze polskim i francuskim w Warszawie, doniesienia kupieckie, 
jarmarczne, loteryjne, ceny targowe warszawskie i praskie, kurs pieniędzy, wyjazd znacz" 
niejszycłi osób i ich zamieszkania, doniesienia o nowych zukładacłi w Warszawie, jako 
to: magazynach, sklepach^ restauracjach, kawiarniach, domach zajezdnych, cukierniach 
i t. p., wiadomość o nowych <rmachach, domach i innych ozdobach miasta; doniesienia 
o nowo wyszlych dziełach, nutach, rysunkach, kopersztydiach; wiadomości o zabawach, 
o modach, o nowoprzybyłych towaracłi; o zmianach micsikunia kupców, przcdsiębierców 
i innych osób publicznomi obowiązkami trudniących się; o pogłoskach biegających w mie- 
ście; o temperaturze dziennej powietrza, wysokości Wisły i t. p. 

2. Wiadomości z prowincji. Drukarnia Kurjera Warszawskiego uzyskała obie- 
tnice korespondencyj z prowincji, stosownych do celów Kurjera. 

3. Nowości zagraniczne. Pod tym napisem udzielać się będzie treść główniejszych 
zdarzeń w innych krajach boz czynienia uwag nad niemi. Pod każdą wiadomością donie- 
sionem będzie pierwszemi literami, z którego pisma perjodycznego wiadomość rzeczona 
jest wyjęta; naprzykład, jożeli będzie wyjęta z Gazety Hamburskiej, pod))i»&nem będzie 

213 



l\ur/er Warszawski. 

(G. H.)t jeżeli z Dostrzegacza Austijackiego: (D.A.)t jeżeli z DzleDnika Konstytnęyjnegcr 
Paiyskicgo (D. K. P.) i t. p. Nadto doniesienia naukowe o kunsztach, sztakach nado^ 
bnych i teatralne. Nowości zagraniczne udzielane będą regoż samego dnia, któr^o do 
"Warszawy przyjdą gazety zagraniczne." 

Oto i wszystko. 

Niema tu ani słówka nawet o depeszach^ boć wówczas prasa earopejska 
drutem jeszcze się nie posiłkowała; niema mowy o specjalnycli korespon- 
dencjach; wogóle niema mowy o tem wszystkiem, co dziś stanowi podstawę 
dzienikarstwa. A mimo to^ jeżeli postawimy się na stanowisku ówczesnych 
warunków, przyznamy chętnie, że ten pierwszy prospekt naszego pisma 
ogarnął cały program poważnego dziennika, program tak umiejętnie i rozu- 
mnie nakreślony, że i dziś jeszcze z pomocą tych urządzeń i środków, jakie 
technika i postęp dziennikarstwu zapewniły, a bez których obejść się już 
gazeta nie może — program ten może przyjąć redakcja największej publika- 
cji codziennej w Europie. Tylko że dziś wydawnictwo przemawia w swoim 
prospekcie do publiczności nie tą skromną zapowiedzią, której święcie do- 
trzyma, lecz szumnemi frazesami błyskotliwych obietnic, które w setnej 
części nawet ziszczone nie będą... 

Podwaliny Kurjera były gruntowne. Szczerze, może prostodusznie, lecz 
z należytem zrozumieniem celów dziennika, redakcja 1820-go roku kreśli 
plan kampanji, kreśli go na podstawie doskonałej świadomości swoich 
obowiązków, wybornej znajomości stosunków miejscowych, kreśli go przy- 
tem niejako instynktownie odczuwając przyszłe potrzeby i dążności. 

Na takich fundamentach budowany gmach musiał przetrwać lata... 

Lecz wracajmy do ^Prospektu '^, w którym redakcja jeszcze zapowiada: 

y^Kurjer wychodzić będzie o godz. 5-ej poobiedniej; o 6-ej już go dosta- 
nie po wszystkich kantorach. 

„Doniesienia prywatne przyjmowane będą w cenie groszy trzech od 
wiersza drukiem drobnym." 

Dalej idzie wykaz 8-iu kantorów, przyjmujących prenumeratę. 

Wreszcie „Prospekt" zaznacza, że j^Kurjer Warszatoski drukować sie 
będzie w drukarni przy ulicy Ś-go Jerzego pod Nr. 1782", która to drukar- 
nia kilka pism wydawała podóf^ozas; prospekt wszystkie przytacza, z wa- 
runkami prenumeraty. 

Prospekt nosi podpis: „Wolno drukować 1 grudnia 1820 X. Szaniaw- 
ski C. R. W, M." 

Zgodnie z zapowiedzią, numer pierwszy* ukazał się d. I-go stycznia 
1821 go roku, po zamknięciu zaś pierwszego półrocza redakcja wydiJa 
kartę tytułową, na której stronie odwrotnej powtór/ono prospekt. Obok na 
str. 215 i 219 przytaczamy kolumny pierwszą i ostatnią N-ru z pierwszego 
rocznika. 

1^4 



ś i= K Ś 3 -S 



■II 



< 

c/3 



UJ 



to -o 3 



iiyji^jiiiyniiyj 



^ ' 2 » 5 r s I- : ! s • i 5 !■ > ". ■! I 



i- liliś-tltś. 

i = 4 T I i ł *• i ' 8 -s 
- 






iii 






■= = » " ■•■ I i I 






■Ł 1 ? :• .- t i « 8 i li 




^ t J C I J li?.?* ►• * - "I " .5 






■S f I 



ii 

ii 

! I 

'^ 

ii 

'i 



.u 



H 

M 
I 



l^urfer Warszawski. 

W porównaniu z Kurjerem dzisiejszym numer pierwszy naszego j)isma 
stanowił: co do wysokości Yj część dzisiejszój stronicy Kurjera, co do szero- 
kości 7* stronicy obecnej, co do objętości zaś (przyjmując, że numer obecny 
liczy 16 kolumn, t. j. 4 rano i 12 wieczorem, liczy ich zaś daleko więcej, bo 
często po 20 i więcój stronic) co najmniej 740 część. 

W numerze pierwszym redakcja w artykuliku wstępnym jeszcze raz 
wraca do swojego programu, a przewidując, iż nie zawsze może mieć „cie- 
kawsze wiadomości", zapowiada dwa numery w tygodniu, „poświęcone 
opisom stanu Warszawy pod względem jej handlu, przemysłu i zabawy. '^ 
Natomiast Kwrjer — niedzielny i czwartkowy najwięcąj zajmować się miały 
nowościami zagranicznemi. 

Przerzucając roczniki iTiir/^ra, przekonywamy się, że w pierwszym roku 
redakcja nie wyczerpała swojego programu, w prospekcie zakreślonego. 

Nie wszystkie przytem rubryki ukazywały się systematycznie w każ- 
dym numerze.- Jeden numer rozpoczynał się od „Wiadomości warszaw- 
skich", drugi od „Wiadomości zagranicznych", inny od „Nowości literackidi" 
i t. d. — a wszystkie te rubryki były prostą rejestracją faktów. 

Kwrjer z r. 182 I-go był najściślej reporterskim. 

Od czasu do czasu tylko spotykamy wzmiankę lub ustęp, świadczące 
o powolnem zdobywaniu sobie praw obywatelstwa wKwyerze żywiołu dzień- 
nikarsko-literackiego. Świadczą o tem podawane od czasu do czasu wier- 
szyki okolicznościowe (jak np. Śpiewki z komedji p. t. „Wilja nowego, 
roku" w numerze 9-ym, lub wiersz Molskiego, przysłany do redakcji z po- 
wodu wyjścia tomu jego poezyj, w N. 188-ym), króciutkie, bo kilko-wierszo- 
we. recenzje literackie i teatralne. 

Wszystko to jednak drukowane było bezimiennie, jak i sam Kurjer 
zresztą, który w pierwszych latach swego isnienia wychodził bez podpisu, 
czy to redaktora, ozy wydawcy, czy drukarza. Dane wiadomości podawał 
Kurjer i firma ta dla czytającego ogółu wystarczała. Nawet ukazujące się 
już w 1821-ym roku t. z. „artykuły nadesłane", odpowiadające dzisiejszym 
„głosom publicznym", w których redakcja zamieszczała uwagi i spostrzeże- 
nia, komunikowane jej przez czytelników — drukowane były najczęściej 
bez żadnego podpisu. A głosy te coraz ;^bardziej zdobywały sobie prawo 
obywatelstwa w gazecie, której niewątpliwie w pierwszych chwilach zape- 
wniały popularność i uznanie. 

Starannie też Kiirjer ówczesny unikał polemiki. W całym roczniku 
pierwszym dziennika właściwie artykułu polemicznego nie spotykamy, chy- 
ba w tak |)08redniej formie, jak charakterystyczny „artykuł nadesłany" 
w N. 243-im, podpisany S, w którym czytamy dosłownie: „wielkie w czy- 
telnikach sprawił zadziwienie umieszczony w dodatku do Gazety Warszaw- 

216 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

skiąj w N. ] 62 pozew z d. 30 wrześaia r. b. z Siedlec^ nie podpisany nawet 
przez woźnego, z powodu niedorzecznej jego w każdym względzie osnowy 
i niewłaściwego do gazet podania'^. 

Gałą dążnością redakcji było gromadzenie możliwie obfitego i różnoro- 
dnego materjałn informacyjnego. Powoli więc spotykamy w Kwjene coraz 
to nowe wiadomości. WN-rze 183-lm ukazaje się ^Knrs wekslarski"^ odtąd 
prawie stale podawany co dni kilka, a notujący kurs ^dukatów holender- 
skich^, „fiydryksdorów", „aaygnat rosyjskich', dalej ceny zboża w Warsza- 
wie i za granicą (N. 204), specjalnie ceny gdańskie (N. 264), które również 
co dni kilka Kurjer notować zaczyna, wreszcie sprawozdania sądowe, dośó 
sznmnie przez redakcję zapowiedziane (N. 286) i in. 

W myśl też zapowiedzi w programie wyrażonej, Kurjer wydaje od 
czasu do czasu numery specjalne, jak np. N. 27-y, obejmujący listę imienną 
wszystkich członków rzeczywistych, składających zgromadzenie kupców m. 
Warszawy, lub numery, zawierające opisy fabryk krajowych (np. N. 128). 
Nnmerów takich jednak w r. 1821-ym wyszło bardzo mało. 

Redakcja atoli, zwłaszcza pod koniec roku, stara się, ażeby uczy- 
nić zadość potrzebom czytelników, praktyką dziennikarską ujawnionjrm — 
i wprowadza stopniowo ulepszenia techniczne. 

Tak w N. 233-im z d. 30-go września 1821 czytamy w ^Nowościach 
Warszawsldch^ takie zawiadomienie: „Redakcja Kurjera Warazawakiego ma 
zaszczyt uwiadomić swoich łaskawych czytelników, iż odtąd spoczynek ty- 
godniowy tegoż Kurjera przeniesionym został z Boboty na środę^. Istotnie, 
począwszy od kwartału czwartego, Kurjer wychodzi 6 razy w tygodniu, t. j. 
codziennie oprócz środy. Przez czas świąt Bożego Narodzenia wcale nie 
wyszedł, y^leoz za to czytelnicy i prenumeratorowie mieli następny numer 
we środę" (N. 306). 

W numerze znowu 305-ym,zd. 23-go grudnia, zapowiada Kurjer: „Re- 
<3akcja od nowego roku umieszczać jeszcze będzie czasami wiadomości 
ucieszne na wzór Spektatora angielskiego; dogadzając oraz swoim łaskawym 
<2zytelnikom na wsi mieszkającym, donosić o cenach wszelkich produktów 
i wszelkich okolicznościach handlowo-rolniczyoh". 

Dalej spotykamy coraz częściej tytuliki, którenii redakcja udznacza 
^waftniejsze „nowości", jak np. „Nieroztropna zabawka- (N. 277: opis wy- 
padku z dzieckiem, które przy świecy bawiło się „bańkami pukającemi"), 
Inb „Nowe dzieło muzyczne" (N. 286-y: Zasady harmonji Kurpińskiego), 
lub też „Msza wiejska" (N. 298-y: o pieśniach Felińskiego z muzyką Kur- 
pińskiego) i inne, że pominiemy „Mody", które co kilka tygodni stale pod 
takim tytidem w piśmie się ukazywały. 

Występują też powoli znaki drukarskie, któremi rcdjikc ja oddziela je- 

- 217 



dną grupę wiadomości od drugiej, t. z. pauzy (pierwsza w N. 208-ym), dioć 
one są wciąż jeszcze rzadkością: Kurier w pi^wszym roku przedstawia 
zbitą masę czcionek, gdzieniegdzie tytulikiem oddzielonych. O estetycznym 
wyglądzie pisma drukarnia Jri4r;>ra z r. 1821 -go słabe miała wyobrażenie, 
chociaż na jej usprawiedliwienie to przytoczyć można, że cały nialeijid 
i krajowy i zagraniczny zmuszona była zamknąć na dwustronicowej ćwiartce 
papieru. Doprawdy, na estetykę nie było miejsca!... 

Dzięki tej ruchliwości redakcji Kurjer odrazu zjednał sobie poczy- 
tność, a co za tem idzie, i powodzenie. Świadczy o tern następująca, z koń- 
cem roku zamieszczona (zawsze w ^nowościach warszawskich"!) odezwa 
od wydawnictwa, mogąca być dowodem zarówno wzrostu przenumeratorów, 
jak i porządku w piśmie: 

„Redakcja Kurjera WarszauBkifyo uprasza swoich szanownych prenu- 
meratorów, osobliwie mieszkających po województwach, aby raczyli wcze- 
śnie w Warszawie w dotychczasowych kantorach, a na prowincji po pocz- 
tamtach, oświadczyć; czy będzie ich wolą w roku następnym utrzymywać to 
pismo. Nie więcej bowiem drukować się będzie egzemplarzy nad ilość 
zgłaszających się do ostatniego dnia grudnia. Usilnem będzie staraniem re- 
dakcji, oprócz rozmaitych pism, jakiem! jest zaopatrzoną, wszelkiego rodzaju 
nowinami krajowcmi i zagranicznemi przysługiwać się swoim łaskawym 
czytelnikom. Cena zwyczajna'' (N. 293 z d. 9-go grudnia 1821 -go r.). 

Ażeby wyczei^pać szczegółowy przegląd pierwszego rocznika Kurjeniy 
naszkicigmy jtszcze treść przeciętnego numeru pisma. 

Po nagłówku, powyżej (str. 215) wkopji odtworzonym (kolumnalN. 39), 
numer zaczynał się zazwyczaj od „Nowości warszawskich''. Tu redakcja 
podawała najrozmaitsze informacje — od Dworskich poczyniyąc, literackie, 
teatralne, wypadki z kategorji policyjnych, sądowe, mody, własne zawiado- 
mienia, „artykuły nadesłane", wiadomości z miast krajowych i t. d., 
a wszystko w paru lub kilku wierszach, przyczem się częstokroć usprawie- 
dliwia, jak np.: 

„Redakcja Kurje*'a odebrała aż 4 pisma w jednej materji, wszystkie 
wymierzone przeciw wystawieniu pomiędzy płodami krajowemi (na ówcze- 
sne- wystawie) wzorów drukarskich przez J. P. GlUcksberga, że zaś te pisma 
są obszerne i przenosiłyby objętość Kurjera, redakcja najmocniej przepra- 
sza, iż umieścić ich nie była w stanie" (N. 221). 

W dziale tym wszakże przeważa zawsze materjał lokalny, warszaw- 
ski. Wiadomości z kraju spotykamy dorywczo, nie systematycznie — po- 
prostu w miarę tego, jak przypadkiem jaki list z prowincji na biurku rcda- 
kcyjnem się znalazł. 

Potem idą z kolei „Nowości zagraniczne^, * które cz&^ami wprost nu- 

- - ai8 



£1 

|i 

e -. 



ittli! 
nmt 

• £ •t.-i 



isii^i-- 






-^ ^ B-a Ł-^ o I* I 

= =- : f i I n S - i 

S S *- n -a ■= "2 !i 



1^ 


Minuta * 'i 


1 


Godłin. 




WIATR ^ 




piM uloni! o 




l.r.>iki 


6 


S,:.,„.. .. j 


.-• 


Si^ cfli > 




Dtoń S" 



I ii^ 



iii-ii 
■i ■! I S s I 

ai«s Ini: 
rlpi « -s-i |i i 

i 4 a < I • " - - ■ 



Im i 



■!• i I -I ^ I 

13 liiS: 



Mi'? liH 

z i .. -i Ł dl Ł - 



? I 
I Ł 
g > 

li 

ii 



Ul 



a -s s " i o 

t « © I 3 I 

Hm i 

1" i. = l 5 



i-i I-i " ł 



■J I ! r s, 5 ś .! ■; 

r I . S I , -e ' « 

I I « ^ -5 , e 



fi; 



- i^ I t i s > I 



' 1-st.Jii- 
■ś o i ą ■■ ° 3 

M 4 ^ H^ « n 



TKjirfer ^arsiawski. 

mer zaczynają, lecz które w numerach od półrocza pierwszego stale prawie 
zajmują miejsce drugie, a nawet trzecie, Kurjer bowiem od N-ru 265-go 
wprowadza dział „z Petersburga", rejestrujący ważniejsze wiadomości ze 
stolicy nad Newą. Wiadomości zagraniczne, czerpane wyłącznie z dzienni- 
ków, bardzo obszernie były traktowane. Tu tez spotykamy notatki z Kra- 
kowa, Lwowa i Poznania. 

W braku materjiJu do „Nowości zagranicznych" redakcja dzii^ ten 
zastępowała „Rozmaitościami", odpowiadającemi dzisiejszej rubryce „Ze 
świata". Znajdujemy je dość często, obficie podawane, o treści najróżno- 
rodniejszej. 

Wreszcie następowała rubryka przyjezdnych, „Doniesienia" (ogłosze- 
nia), repertuar teatru, notatki meteorologiczne i rezultaty ciągnienia loterji. 

Powyżej przytoczyliśmy na wzór stronicę pierwszą Kurjera z d. 14-gó 
lutego 1821 -go r. Opis powyższy ilustrujemy kliszą, odtwarzającą stronicę 
ostatnią pisma, a za przykład bierzemy stronicę tę z N-ru 75-go z d. 28-go 
marca 1821 r. 

Na zakończenie jeszcze słówko w sprawie: o której godzinie Kurjer 
z r. 182 I-go wychodził z druku i ukazywał się na mieście? 

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w dwóch doniesieniach od re- 
dakcji: 

W N-rze 75-ym, z d. 28-go marca czytamy: 

„Z powodu zbliżającego się końca kwarti^u redakcja Kurjera Warszaw- 
skieffo ma zaszczyt uprzedzić czytelników swoich, że dziennik ten i nadal 
w zwyczajnej formie i za też samą cenę codziennie o godzinie 6-ej wieczo- 
rem wychodzić będzie." 

Zaś w N-rze 159-ym z d. 5-go lipca znajdujemy taką zapowiedź: 

„Kurjem odtąd po kantorach, nie o godzinie szóstej, lecz o piątej popo- 
łudniu dostać można, wyjąwszy gdyby w dnie pocztowe gazety cudzoziem- 
skie, jak się czasem zdarza, później niż zwykle nadeszły." 

Przed 75-u latj*^ Kurjer w punktualności swojej zależał od „dni pocz- 
towych", gazety „cudzoziemskie" przywożących — dziś zależy od całej sieci 
drutów telegraficznych, z linją berlińską, przesyłającą codziennie kursy gid- 
Aowe, na czele... 

W r. 1821-ym redakcja Kurjera wydała NN. 312. Ostatni, z datą 
d. 31-go grudnia, zamyka się podpisem: 

Eonieo roku 1821. 



220 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



3. W miąjsce prospektów. 



Przez czas 75-ia lat istnienia Kurjer ani razu nie wydał swojego pro- 
spektu. 

Zmieniali się redaktorzy, zmieniali wydawcy, lecz każdy z nich miał to 
przeświadczenie, że najlepszym prospektem jest staranne kierownictwo pi- 
sma, że Kurjer swoją wewnętrzną wartością tak przemawiać powinien do 
czytającego ogółu na swoją korzyść, aby to codzienne zetknięcie sie z publicz- 
nością wszelkie prospekty zastąpiło. 

Unikając jednak zapowiedzi przedkwartalnycli lub przednoworocznych^ 
Kurier niemniej dość często przemawiał o sobie — do czytelnika. A przemó- 
wień tych były trzy formy: najpierw odzywało się pismo do swoich przyja- 
ciół i zwolenników z powodu dorocznego zwyczaju powinszowań na rok 
nowy; powtóre, z wprowadzeniem sprawozdań całorocznych, ogólno-krąjo- 
^ych — Kurjer zamieszczał w nich ustępy własnej działalności dotyczące; 
"Wreszcie — redakcja zwracała się do prenumeratorów z treściwem przypo- 
mnieniem terminów odnowienia przedpłaty. 

Trzem tym formom odezw redakcyjnych, które w Kurjerze prospekty 
następowały, przyjrzyjmy się bliżej. 

a) Numery noworoczne. 

Jak wiadomo, Kurjer początkowo wychodził codziennie, o|)rócz soboty 
(potem środy), ukazywał się więo i w dzień nowego roku. Wprawdzie nu- 
mery te niczem się nie odznaczały od >vydawanych każd(>dziennie, z uwagi 
jednak na ich treść, przeważnie będącą odbiciem chwili, można je uważać 
za okolicznościowe. 

Naturalnie, w pierwszych latach istnienia redakcja nie mogła tu jesz- 
cze przemawia^- od siebie, poprzestawała wice na przytoczeniu wiersza „pe- 

221 



wnego ojca" na kolędę, córce ofiarowanego, obok wiersza „małżonki tego 
obywatela'' synowi na nowy rok (1826 r.), opisów zabaw, maskarad i t d., 
tudzież strof okolicznościowych, śpiewanych w teatrze na wieczorze maska- 
radowym o 12-ej w nocy (1827), wiersze Stanisława Augusta z powinszowa- 
niem 1761 r., wyjęte „z jednego z almanachów tegorocznych paryskich" 
.(1828) i t. d. 

Stopniowo tylko ośmielony powodzeniem. Kur jer zaczyna przemawiać 
od siebie: 

Na Now^y Rok 



Źjrczym z seroft, życzym szczerze, 
By w Gazetach i w Kurjerze 
Nasi zaoni Ozytelnicy, 
Wsselkioh nauk Lubowniey, 
Wśród rófcnyoh aowośei tłoku, 
Da BÓG w oałym Nowym roku 
Czytali, źe po złem, przecie 
Dobrze dzieje się na świecie. 
Że już nie iłycłiad o szkodzie, 
Którą zrządziły powodzie. 
Rolnik ma niwę obfitą, 
Omiija go oiągla strata^ 
Podniosło się w cenie Żyto 
Z Talara aż do Dukata, 



A chociaż się to wydarzy, 
Nie zmieni się targ Piekarzy. 
Ci co chciwie na nowiny 
Czekają z obcej krainy. 
Niech zamiast nowin o wojnie 
Czytają, źe już spokojnie, 
Ludy nie dręczą się bojem; 
Świat obdarzony pokojem. 
Jeśli zaś z wyroków Nieba 
Jeszcze gdzie walczyć potrzeba, 
Niech ten ma zwycięstwo, sławę, 
Kto walczy za dobrą sprawę. 

(1825, Nr. 1.) 



albo: 



tto znowu: 



W codziennej nowin podruży (9ic!) 
Z życzeniem prośbę przynosiem: (sic!) 
Niech Wam jeszcze Kurjer służy. 
Tak jak służył przez lat osiem. 

(1829, Nr. X.) 



Czytelników zyskać względy, 
To Kwrjera głównym celem; 
Nikomu nie przypiąć łatki. 
Ogłaszać wszelkie nowinki, 
Czasami smutne wypadki 
Lieoz ehętniąj dobre uczynki; 
W codziennej pisma podróży — 
Te były jego zamiary; 
Sprzyjał mu dosyć rok stary, 
Niech więc i nowy posłuży. 

(1880, Nr. 1.) 



222 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

albo (1834, Nr. 1): 

A gdyś w Kwrjerku miewał do gniewa przyczyny, 
Czytaj w nim odtąd same przyjemne nowiny. 

Innym razem zapewnią, że żjozeniom Kurjera stanie się zadość, Jeżeli 
jego wezwanie, cierpiącym pomoc przyniesie" (1835); innem znowu — dość 
często powtarzanem, życzeniem było: „odtąd czytajcie w Kurjerze, że się 
wznod oena żyta" (1836), wreszcie coraz częściej zamieszcza dłuższe wier- 
szyki okolicznościowe, jak djalog alegoryczny p. t. „Eurjer i dziecko" (1839) 
lub „Pierwszy stycznia 1846" (1846), albo takie niefortunne zresztą poró- 
wnanie z Figarem (1840): 

Czemże jednak Figaro przy Kuijerka znoju, 
Co prawdą oodzień żyje, prawdę musi głosić? 
Który skłamać nie może, a wszystko donosić. 
Wiedzieć o ślubaołi, zejśoiaoli, wojnie i pokoju? 

Usilnie się też poleca względom płci nadobnej: „Niestety, półarkusza 
papieru, garstka czcionek, wałek drukarskiego czernidła^ są ci^ym materja- 
łem Kutjerha. Póki iednak ćwiartka papieru znajdzie się, póki literjstarczy, 
Siifjerek zawsze ^osió będzie pochwi^y Płci pięknej Warszawskiej , która 
^ tylu cnót, z tylu powabów, z tylu zalet tak słusznie ma do tego prawo 
(1843)". 

Rozpoczynając rok 25-ty istnienia, Kurjer prawie nic o tym pierwszym 
swoim jubileuszu nie wspomina, tylko w wierszu z życzeniami nazywa siebie 
^Kurjer atary"^ {IMb). 

We wszystkich tych przemówieniach uderza pewna dobroduszność 
i niejako familjarność w stosunkach z czytelnikami. Są to życzenia przyja- 
ciela domu, w przyj acielskiem kółku wyrażane. Typowym w tej mierze 
jest wiersz L. A. Dmuszewskiego (1847), kończący się w ten sposób: 

To dość będzie (spełnienia życzeń) każdy powie, 
By to było z Bożej łaski, 
Tego życzy wara panowie 
L. A. D. Kurjer Warszawski. 

I następcy Dmuszewskiego obracali się w podobnem kole żądań i ży- 
czeń, z tą tylko różnicą, że po zgonie twórcy dziennika coraz częściej opiece 
<»ytelników Kurjera polecają. 

W r. 1865 redakcja chełpi się, iż prospektów nie wydaje: 

228 



l^urfer *W arsiawsJii. 

Kurjer, druch {sic!) sUry, dawnym obyczajem. 
Pomija wszelkie słówka błyskotliwe, 
Któremi ladzie uwodzą sie wzajem, 
Puszczając fałsze za uczucie żywe, 
Kurjer druch stary, obcy tym wybrykom, 
A przytem zawsze sumieuny w tej mierze. 
Palnie słów kilka swoim Czytelnikom, 
Ot, tak po prostu otwarcie i szczerze. 

Zaś w r. 1866-ym, w roku zapasów konkarencyjny eh, zamieszcza 
taką apostrofę do Nowego roku: 

Ty co wszystko masz w dłoni, za czem człowiek tu goni, 

Nie bądźźo skąpy jak sknera, 
Syp nam pieniądz w szkatuły, a dobre artykuły 

Dla czytelników Kurjera. 

Niftch sięgając pamięcią, przed lat czterdziestu pięcia (sic!) 

Wszystkie to cliwilo policzą, 
Jakie mieli z tej daty z jego prenumeraty 

I niech sto lat mu dziś życzą. 

Jest to pierwszy wiersz w Kurjerze, od redakcji, napisany już z preten- 
sją do poezji... 

A przecież, mimo całej prostodusznosci tych przemówień okolicznościom 
wy eh, ogół zżył się z niemi i gdy w r. 1862-im, w myśl uchwały wszystkich 
redakcyj warszawskich, co do święcenia niedzieli, numer noworoczny się nie 
ukazał, sypnęły się zażalenia, których echo znajdujemy w odpowiedzi „Panu 
A.R.''(1862,Nr.2),udzielonej wtychsłowach: „Na słuszne uwagi jego, uczy- 
nione w imieniu Prenumeratorów Kurjera, oświadczamy, iż Redakcja dla 
tego tylko nie wydała na Nowy Rok pisma, ażeby się nie odróżniać od in- 
nych swoich współtowarzyszek. Może jednak Redakcja zapewnić swych 
Czytelników, że wypadek ten pierwszy i ostatni raz miał miejsce w tym 
roku". Pomimo tego zapewnia Kurjer przez wiele lat w dzień nowego roku 
nie wychodził, usprawiedliwiając się wspomnianą w powyższej odpowiedzi 
solidarnością koleżeńską: „Z powodu, iż żadne z pism codziennych, w dniu 
jutrzejszym nie wyjdzie, Kurjer Warszawski przeto, składa w dniu dzisiej- 
szym zwyczajem corocznym, szczere Czytelnikom swoim i Czytelniczkom 
życzenia na nadchodzący Rok Nowy" (1 862, Nr. 298 i toż samo 1863, Nr. 298). 

Odtąd Kurjer przez lat szereg na Nowy rok się nie ukazywał, przeno- 
sząc swoje tradycją uświęcone powinszowania do numerów z ostatniego 
dnia grudnia lub pierwszych styczniowych. Nie były to już wierszyki, ani 

- 224 



KSIA/,KA JUBrLKUPZOWA. 



apostrofy osobiste, lecz zwiezie życzenia, w rodzaju np. takiej (1870, X. l'^ 
karty wizytowej: 

V •• 'I 



IMakfojnw />, I \ 'Hpółpracoicnini 

i Reporterzy 

Kur jera I Varszatpgkiego 

Z I' o w i UH z o w ani e in 

ycnceqo Roku, 



Przewrót formalny w ^vy(lawnictwie Noworoczników dokonany został 
r. 1881-yrn, kiedy w d. l-yin stycznia ukazał sio zeszyt o kilkunastu stro- 
ik icach, zawierający wiązankę prac atatycJi współprucotonikóio pisma. W od- 
i-cjźnieniu od zwykłych numerów, zeszyt ten miał okładkę. 

Pierwsza okładka Kurjera miała wygląd taki: 

KURJER WARSZAWSKI. 



T01Vr I. 



Styczeń, Luty, Marzec, Kwiecień, Maj] 1 Czerwiec. 



w WARSZAWIE. 



w DRUKARNI pray CUCY Sgo, JERZEGO pod Nr; 1182. 

1821. 



\^Ożniejszc zaś karty tytułowe tak si(» przedstawiały: 

o k- V teł » 

Ks^ikijublleiiszown. :12b 15 



i 



l\ur/er ''War.t:iaH'.<!ki. 



ROK LXV. 




2>nla 1 BtTOznia (30 grudnia) 



Ukazanie się nameru z r. 1881-go |iopr/.ed/.ilu odezwa ^nd redakcji" 
{1880, N. 2fl'> /, d. lil/XII)-. „Milo nam zapowiedzieć rz^-telnikom iiaszjTii, iż 
w dniu jutrzejszym łyyjątkowo w godzinaeb pnraiiiiycU ruzeslaiiy zostanie 
nadzwyczajny nnmer KiirjeraWarszawskicfro. Numer ti'ii "hejiiiie artykuły 



i'2fi 



KSIĄŻKA JUBIŁBUSZOWA. 

■wszystkich naszych główoiejazycli a łaskawych współpracowników, z do- 
•daniem Kałendarza na rok 1881". 

Drogim krokiem na drodze tej reformy z przed łat 15-tu był Nr Nowo- 




•"Oe^ny z 1888 r., którego ramy rozszerzono przez powołanie, już uietylko 
stałycii współpracowników, lecz wogóle najwybitniąj szych sił na polu litera- 
"^fy i malarstwa. I tego numeru ukazanie się poprzedziła odezwa: „Od 



l\wrjer ^ arsiawski, 

wydawców^ (1887, N. 334): „Zwyczajem dorocziiyni Kur jer Wanzuubki 
w d. 1-yin stycznia r. p. wydaje niuncr noworoczny, na który składają sio 
niemal w^szyscy nasi pisarze, i)ul)licyści i dziennikarze. Przyszły numer 
Kur jera będzie nadto ozdobiony ilustracjami i rysunkami „najeclniejezych 
l»ol8kich malarzy/ Odezwę tę uzupełniały: wzmianka o części anonsowej 
i przypomnienie ogłoszonego właśnie podówczas konkursu dramatycznego. 

Noworoeznik 18b8 r., mogący się poszczycić poezjami Mickiewicza 
i Słowackiego, przedtem nigdzie nie drukowanemi, wogóle doborem treści 
literackiej, zawierał nadto kilkadziesiąt oryginalnych rysunków malarzy jiol- 
skich z wyborną karlą tytułową, pomysłu Stacliicwicza, która do r. zeszłego 
służyła Kurjf^oici za okładkę stalą. 

W r. z. na nowy rok Kurjfr wydał imnier zwyczaj i;y, zeszyt zaś lite- 
racki ukazał się wyjątkowo tym razem — na Wielkanoc, przyczem dawaną 
winietę zas.ąpił nowy rysunek, również kompozycji Piotra Stacliiewicza. 



b) Sprawozdania roczne. 

Ten dział w Kwjerze ma już swoją kartę zamkniętą. Wprowadził go 
Dmuszewski w r. 1837-ym, zaniechał Kucz w r. 18(32-im. 

Czem były owe sprawozdania V 

liył to treściwy, lecz wielce dokładny przegląd ważniejszych wydarzeń 
krajowych, od rozporządzeń urzędowych, faktów z życia instytucyj, rnchu 
na polu literatury i sztuki, aż do kroniki nekrologicznej i budowlanej w mie- 
ście. Dawano go w numerach z ostatniego dnia grudnia, bez tytułu, zwykle 
drobnym drukiem petitowym, (.bejmowal zaś 3—5 kart dziennika. 

Dla autobiograłjł Kurjera jest to dział nicoszacowany, każde bowiem 
sprawozdanie roczne redakcja zamykała ustępem, dłuższym lub krótszym, 
poświęconym opisowi tycli zmian i ulepszeń, jakie w ciągu roku sprawo- 
zdaw^czego zostały dokonane. Gdyby te sprawozdania prowadzone były 
systematycznie od początku istnienia dziennika, sam ich i)rzedruk już-hy 
wytworzył względnie dokładną, a bezwzględnie autentyczną historję Kurjeiu, 

Niestety, sprawozdania ciągną sic nieprzerwanie tylko przez lat 25, 
i to w okresie szczególnie spokojnym i bezbarwnym. Te z nich, które 
odnoszą się jeszcze do jjaru lat ostatnich redaktorstwa Dmuszewskiego, 
noszą na sobie wszystkie cechy tego starczego już wtedy umysłu; dalsze, 
Kucza, mają wybitne ślady niewoli tradycyj, jaką spadkobiercy Dmuszew- 
skiego jego następcom na Ibtehi redakcyjnym narzucali. 

A przecież zarówno do charakterystyki osól), jak i samego Kurjera^ 
sprawozdania te są źródłem wysokiej wartości. 



1^8 



KStĄZKA JUBILEUSZOWA. 

Oto ni>. praeglądy, jeszcze ręką twórcy Kurjpra kri-ślunc: 

„Bez C^tdnikóte xa<lo wolenia, bez leli pomocy hurji^r ni,' nió^rłby aw 
ntr/.ymać, ONI »ą iego podporą, ONI sami nu po nyśluośij tcjo dziada War- 




A KURJER 

f WARSZAWSKI 




■azatoy wpływać iedynic inopi, Niocli wice j;o nie opuszczają i Warszawia- 
jiie i IjOakawcy z prowincji, nietrliaj nigdy iiii' doitna losu sieroty, niecl)i>j 



l\ur/er ^Warszawski. 

żaduego z Czytelników .swoich nie straci. Niech obok pism innych utrzyma* 
się Kurjer, a starać się będzie, rok w rok tymże postępuiąc torem, który mu 
laskę Czytelników zjednał, na dalsze zasługiwać względy. Wierny przyjętej 
przez się zasadzie, nie przestanie udzielać nowineezki dla wszystkich^ a ieśli 
niezaprzeczenie za szczególny sobie zawsze poczytnie zaszczyt mieścić się 
i w znakomitych domach, równą uczuwa radość, kiedy go w bramie na 
ławie, w reku na ulicy, albo na poddaszu czytaią (1840, N. 347)." 

„Go iest każda Gazeta?... Jest to książka 24 godzin istnienia najpeł- 
niejszego maiąca, gość pożądany, domownik, więcej rzekniem, poufały Przy- 
jaciel domu; nikt się iej nie wystrzega: dziecię, dziewica, biorą ią śmiało do 
ręki, Matka nie zabrania córce, Rodziny ją czytają wspólnie. Sąsiad pożycza 
sąsiadowi: przechodzi z rąk do rąk, przemawia sam na sam albo publicznie, 
iest przedmiotem nicpowściągnionej ciekawości: bo któż oprzeć się może 
temu wrodzonemu pociągowi do wiedzy, z którym rodzi się każdy człowiek ! 
Dopełnionem byłoby szczęściem Kurjerka, gdybj^ przekonano się, że w nim 
nie mieściło się nic takiego, coby rozum skazić, serce zepsuć, szlachetne 
uczucia zwichnąć, do złego przez zapomnienie obowiązków doprowadzić mo- 
gło; że <*zyny chwalebne wskazywał ile możności, usiłował zabawiać i roz- 
weselać, ale przy tej zabawie nikogo nie obraził i nie naprzykrzył się niko- 
mu. Takich zasad trzymał się Kurjerek, te zasady miał zawsze na celu. 
Styl iego iest prosty, bo cLce być rozumianym od wszystkich; wiadomości 
potoczne, bo te pewną liczbę Czytelników obchodzą; sposób pisania treściwy, 
bo pisze i dla tych, co przy pracy nie maią czasu wiele czytać. Ale pisząc 
po prostu, o rzeczach potocznych, treściwie, poświęcając kartę wyłącznie 
wiadomościom miasta, Kurjerek niepominął i niepominie żadnej z ważniej- 
szych zagranicznych nowin. Na 2-ch skrzydełkach Kurjerka, iak podobało- 
się łaskawie jednemu z recenzentów naszych wysłowić, mieści się cafaspofeczr 
no^ć (1841, N. 348)." 

^Ile razy myślim o sobie, myślim tylko o Czytelnikach naszych, bo Ku- 
rjerek bez Czytelników, bez łaskawych zwłaszcza Czytelników, byłby ciałemr 
bez duszy, dzwonem bez serca, instrumentem bez tchu lub smyczka, trójno- 
giem wyroczni bez wieszczki, słowem owym jiosągiem Prometeusza, nim go 
ten ogniem z Olimpu wziętym ożywił. Do ^Czytelników zatem Kurjerek osta- 
tnią myśl swoją w r. 1843 obraca..." (1843, N. 346 ) 

„Dla Kurjerka — czytamy w przeglądzie z r. 1844, N. 389- kladziera 
za najpierwsze życzenie, zachow^anie szacownych względów wszystkich bez- 

230 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

warunkowo Czyteluikuw naszych, Ich pobłażliwości, opieki, Kurjerek 
szczycący się względami rreiiumeratorów, tak w Warszawie jak i na pro- 
wincji, wzrósł z latami z laski OPATRZNOŚCI najprzód, potem Czytelni- 
ków swoicłi. Z dniem jutrzejszym zacznie on dumdziesty piąty rok życia, 
a za rok od dzisiaj, obcłiodzić będzie viaty jubiUusz swoiego istnienia, ieśli 
się to OPATRZNOŚCI i czytelnikom iego podobać będzie. Tym więc Czy- 
telnikom swoim poleca się w dalszym zawodzie. Ich pomocy wzywa, Ich 
opiece się oddaie. Oby za tyle łask doznanych, mógł się zarówno dobrze 
zawsze wy>viązywaćl Oby wszystkie kartki Kurjerka mogły być zawsze 
dla Łiiskawych Czytelników iego kartkami wesela i szczęścia; nigdy zaś 
kartkami żałoby i snmtku.^ 

I stylem i treścią — są to typowe przemówienia Dmuszewskiego, a tak 
wysoce charakterystyczne, że w tych kilku wierszach odrazu poznajemy 
człowieka, jego zasady, przekonania, jego przeszłość i jego stan duchowy 
u schyłku życia. 

Jeszcze bardziej charakterystycznym jest ustęp w sprawozdaniu na- 
stępncm (1845, N. 347) z powodu 25-lecia Kurjera: 

„Dziś Kurjer zamyka starą Księgę swoją, a iutro, z początkiem roku 
1846-go, otwiera nową kartę dziejów i wypadków, Warszawę, Królestwo 
i świat cały w treściwym zakresie swoim obejmować maiącą. Szczęśliwym 
nazwie się, ieżeli przy tym dniu, tyle ważnym dla siebie, znajdzie równie ku 
sobie życzliwych, tych wszystkich łaskawych, zacnych i względnych Czytel- 
ników, którym przez lat dwadzieścia pięć, z gorliwością, z ciągiem zamiło- 
waniem swoiego zawodu, poświęcał czas i pracę. Dotąd Bóg błogosławić 
raczył tej pracy naszej, w imienin Jego codziennie rozpoczynanej. Dotąd, 
dzięki Protektorom i Czytelnikom, Kurjer, stanąwszy na dniu srebrnego we- 
sela swoiego, z chlubą i zadowoleniem odrzucić może te słowa: oleum et 
operam perdidi. Oby tak było zawsze, oby rozpoczynająca się z dniem iu- 
trzejszym nowa era nasza, zarówne pobłażanie, zarówne względy u Czytel- 
ników znalazła. Niechaj nas nie opuszczają, niechaj to pismo, od ćwierć 
wieku pod opieką Czytelników klas wszystkich społeczeństwa zostaiące, 
z pod tej Ojcowskiej opieki nie wychodzi. Za tę opiekę Kurjer dozgonnie 
wdzięczny, zawsze przywiązany do Czytelników swoich, których sam sobie 
zobowiązał, których łaskawe względy własną pracą swoią pozyskał, starać 
się będzie również niezmordowanemi zachody, również gorliwą pracą, wy- 

231 



l\urjer ^'W arsiawski. 

wiązywać się z obowiązków swoich, mieniąc sic szczęśliwym zupełnie, 
jeżeli ta praca i poświęcenie zarówno nadal cenionenii będą. Jeszcze słów 
kilka. Zwyczaj po wszecliny uświęcił wznawianie w dniu jutrzejszym No- 
worocznych życzeń szczęścia i radości. Nie masz nikogo w kraiu cał}'m, 
ktoby nie misrf Przyjaciela, i od tego przynajmniej życzeń nie odbierał; 
do tych więc życzeń najszczerszych niech każdy przyiąć raczy zarówno 
szczere życzenia Kurjerka.^ 

W ścisłym związku z powyższem pozostaje wyborna charakterystyka 
ówczesnego Kurjeray przytoczona przez Dmuszewskiego, w ostatniem jego 
sprawozdaniu (1846, N. 347): 

„Przy zakończeniu dzisiejszym Starego Roku Redaktor Kurjera War- 
szawskiego ma sobie za obowiązek złożyć wszystkim Szanownym Protekto- 
rom i Czytelnikom swoim najczulsze dzięki za doznawane łaski, tak 
w r. b., jako i w latach poprzednich, a zarazem najszczersze życzenia z po- 
wodu rozpoczynaiącego się z dniem iutrzejszym Nowego Roku. Przy teni 
ośmiela się iak najpokorniej upraszać tak Protektorów iako i Czjielników 
swoich o ciągłe względy dla tego dziecka Warszawy, co zowie się Kurjerem. 
Już go iednak Kurjerkiem zwać nie śmie; młodzieniec ten albowiem, skoń- 
czywszy dziś lat dwadzieścia sześć, doszedł do wieku zupełnej dojrzałości. 
I^onieważ to iiiż przyjęte, że Rodzice dzieci chwalą, powiemy o naszjiii 
dziecku, to iest o Kurjerze, że dobry z niego chłopiec, ma zasady pobożne 
i moralne, zna uszanowanie dla wszystkich i takt potrzebny. Ocierając się 
pomiędzy ludźmi przez lat dwadzieścia sześć, łaskawie pr/yjiiiowany u mo- 
żnych, witamy iak kamrat u prostego ludo, nabrał iakie^o takiego poloni, 
nie tracąc przecież rodowej cechy i pochodzenia swoie^o: Kurjer urodził się 
na bruku Warszawskim, nie może więc nigdy i nie powinien wyglądać na 
wielkiego Pana. Mowa iego zatein m:isi być koniecznie i)ro.sta, zrozumiała 
dla wszystkich, ale godna we wszystkiem. Chociaż z niego nic Filozof, nie 
żaden wielki Literat, iednak rezonować może o wielu przedmiotach, bacząc 
wszakże, aby nikomu nie szkodzić. I nauki ścisłe nie sa m.i ob::% i dzieła 
często czytuie, i zna się na pięknych sztukach iako tako. Rozprawia o za- 
bawach, o teatrze, o dużym i małym świecie, i niby z niego elegant, bo i na 
modach znać się ma pretensją. Umizgalski on też także, i)łeć piękną w mło- 
dości uwielbia, w starości szanuie. A chociaż rad bard/o widzieć Pannę 
Młodą u Ołtarza, aby o iej ślubie zaraz nazaiutrz słów kilka powiedzieć, 
spieszy z równym zajęciem na ślubny kobierzec, gd/Je szanowne złote we- 
sele 50 letniego przykładnego pożycia swoiego w Błogosławieństwie Re- 

232 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

ligji szuka nagrody. Słowem, Kurjer Warszawski ma chęć, wolą i zamiar 
dobry, trzymając się jakiiajściślej i bezprzestaiinie raz przyjętych zasad, za- 
słu«|:iwać i nadal na względy wszystkich, podobać sio wszystkim. Przy 
wielkiej pobłażliwości i względności Czytelników swoich, zdaje sie, >?fe do- 
piął tego celu. Oby tak było i dalej, oby w roku 1847 Kurjer tyle zyski- 
wał łaski i względów, i tak ochoczo był czytywanym, ink go czytywać łaska- 
wie raczono, od r. 1821 do 1846-go włącznie." 

Już z powyższych przytoczeń widzimy, iż ^kronika całoroczna" Ku- 
rjera dawała redakcji możność odwoływania się do koła czytelników w spo- 
.sól) w prospektach przyjęty, z tą tylko odmianą, iż prospekty wyłącznie 
obejmują zapowiedzi ua przyszłość, gdy kronika zdaje sprawę z prze- 
szłości, ale tę przeszłość uważa jako zadatek na przyszłość... 

Następcy Dmuszewskiego urozmaicali sprawozdania roczne. Rzecz 
l)ro8ta, iż najbliższe z nich, w kilka dni po zgonie Dmuszewskiego pisa- 
na (1847, N. 349), głównie jemu jest poświecone: 

„Silni piękną spuścizną przykładów, które nam zostawił, ufni, że pra- 
wda i prostota trafiają również do wykształconych umysłów, jak do naj- 
skromniejszych pojęć, lieząi*, nareszcie na wypróbowane współczucie społe- 
czności tutejszej i dla zmarłego L. A. Dmuszewskiego i dla Kurjera War- 
szawskiego, w którym tak gorąco odżyć pragnął, postanowiliśmy tym samym 
ti-ybem postępować, tym samym językiem przemawiać, boć wola je^o dla nas 
świętą być powinna, a spełnienie jej będzie dla nas najgorętszym życzeniem 
i obowiązkiem. Szczęśliwemi, stokroć szczęśliweini nazwiemy się, jeśli do- 
prowadziwszy jusemko niniejsze do dnia 31 Grudnia 1848 roku, zdołamy 
nie dać zapomnieć Cz\'telnikom naszym, nie tylko, że żył, ale, że i żyje cią- 
gle L. A. Dmuszewski w Kurjerze Warszawskim. 

W odwiecznym życia ludzkiejro odmęcie, 

Grób chłonie ludzi, nikną pokolenia; 

Tylko myśl prawdy i cnót się nie zmienia, — 

Tych drog-ich podań dochowujmy święcie! 

Bodajby my^l ta, co lat szereg: długi 

Temu skromnemu pismu prz^^świecała, 

Myśl skromnych uciech i bliźnich przysługi, 

Ludwiku, pod Twym Cieniem, wiek się przechowała. 

Wy zaś, co pamięć jetro macie w cenie, 

Wasz Kurjerkowi niechaj wzgląd zajaśni. 

A on, jak Feniks starożytnej baśni, 

W własnych popiołach znajdzie odrodzenie!'' 

Dalsze jednak już potrącają o nowe struny, jakkolwiek zawszi* i)0(l 
hasłem tradycji zmarłego, a często i z odwoływaniem sie do „łaskawych 
protektorów^, jak |)odówczas prenumeratorów swoich Kurjer nazywał. 

- - 233 



W sprawozdaniu za rok 1848 (Xr 348) znajdujemy po raz pierwszy 
wzmiankę o współpracownikach: 

„Składając życzenia swoje noworoczne wszystkim Prenumeratorom 
i Czytelnikom Kurjerka, Redakcja poczytuje sobie za najświętszy obowią- 
zek złożyć zarazem wyraz prawdziwej wdzięczności Tym wszystkim, którzy 
pomocą lub radą, sprawiedliwą a ])r/ycbylną krytyką, stałem i uprzejmem 
nadsyłaniem wiadomości, wsparli jej usiłowania. Względy te Redakcja 
z wdzięcznością ocenia, i o zachowanie ich nadal jak najmocniej uprasza.^ 

Jest to wzmianka bezimienna. Niebawem jednak spotykamy się już 
i z nazwiskami tych „stale i uprzejmie nadsyłających wiadomości", nazwi" 
skami istotnie przynoszącemi clilube dziennikowi. „Do rzędu tych Osób 
należą WW.: J. Baranowski, Dyrektor Obserwatorjum Astronomicznego; 
W. II. Gawarecki, znakomity badacz i historyk; Dr. Jarocki, Dyrektor Ga- 
binetów Naukowych; F. M. »Sobieszczański, Autor nader ważnego dzieła: 
Starożytności m. Warszawy i innych; A. Waga, Profesor; Al. Wcjnert, Wy- 
dawca Starożytności Warszawskicli; i nakoniec wielu innych życzliwycli i)0- 
wodzeniu niniejszego pisemka, których względy i clięci zamawiamy s(th\er 
dla wspólnego dobra i na rok naste|)ny, to jest 18o0-ty.^ (1849, 345). 

W życiorysie Kucza przytoczyliśmy nazwiska „znakomitycli i znanycli 
w świecie naukowym mężów, oraz miłujących literaturę lub też język osób, 
którzy łaskawością swoją śpieszyli chętnie już to z udzielaniem wiadomości, 
już uwag, lub wreszcie rad swoich, tak korzystnie na to pismo oddziaływu- 
jących" (1850, 345): tu więc powtarzać się nie będziemy. Poprzestaniemy 
na zestawieniu wybitniejszych ustępów ze sprawozdań okresu redakcyjne- 
go Kucza. 

W r. 1850 (Xr. 345) Kurjer p\sze: „Od jutra zaczyna się nowa era, pa- 
miętna rozpocząć się mającą drugą |>oh)wą XIX-go stulecia. Oby więc ci 
sami zacni Czytelnicy nasi, którzy dziś przebiegają te karty, po upływie 
owej drugiej polowy stulecia, powitali Kurjera starca, jak dziś żegnają 
młodziana." 

W r. 1853 (Xr. 344) Kucz zamyka kronikę w to słowa: -Nigdy nie 
mieliśmy i nie mamy zicycsoju uy stępować z aztimne^ni zapofciadaniami^ co do 
poprowadzenia pisma niniejszego w tym lub owym kwartale; alt» zamykn jąc 
sprawozdanie nasze z końcem roku każdego, zwykliśmy poszczególniać te 
rwszystkie Imiona, które już to radą, już wypnieowaniami swojemi, w«pie- 
aliIto'pism o, 7ii> mając innych na celu widoków, jak tylko przysłużenia się 
ogólnemu dobru, przez podtrzymanie kroniki, tak ściśle zespolonej z życiem 
mieszkańców Warszawy i kraju. Zamilczeć bowiem o tych Imionacli w tak 
stanowczej chwili, byłoby to przypisać samym sobie dobre |)Owodzenie. ja- 
kiem to pismo od lat kilku sie J^zczyci, nie przestając ciąj^le jednać licznych 

'2U — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA 

zwolenników; dlatego też niech nikt nie obraża się naszą podzięką, którą 
niesiemy z całego serca, za wszystkie w ciągn tego rokn wyświadczone dla 
Kurjera przysługi. Historja, Astronomja, Nauki przyrodzone i tyle rozmai- 
tych pobieżnych wiadomości, które tylko specjalna znajomość rzeczy zdolną 
jest obrobić, we wszystkiem tem Kurjer znalazł silnych wspieraczy w przed- 
stawicielach rozlicznych gałęzi nauk i sztuk pięknych, i dziś poczytuje sobie 
za powinność, wyznać to i)ublicznie. Wyliczone tu imiona nie będą żadną 
nowością, bo pomiędzy niemi znajdą sic i takie, które oddawna zasłużyły 
się piśmiennictwu naszemu. (Tu następuje wykaz nazwisk.) Niechaj ni- 
kogo nie zadziwia liczba; myśmy zbierali ziarnko do ziarnka, i z tego utwo- 
rzyli całoroczną kronikę; każda przeto litera, każdy drobny wierszyk, nie 
wyłączając z tego ])ięknych Deotymy natchnień, które tylokrotnie zajęły 
karty pisma niniejszego, są nam bardzo pamiętne i każdy zarówno tak 
z naukowych jak i)obieżnycli datków zapijaliśmy w sercu i pamięci naszej, 
pragnąc tą wzmianką dzisiejszą wyjłłacić się choć w cząstce za każdą naj- 
mniejszą literkę. Tvle dla zacnych pracowników, dorzucających w cichości 
do naszego zbioru przez cały rok po cząstce ; a co się tyczy naszych Czytel- 
ników, tych zapewnić możemy, że gdy te same usposobienia i przyjazne 
chęci zapewnione nam zostały i)rzez wymienione powyżej osoby, i nadal 
przeto nie wątpim, że i w roku nowym, który powitamy od jutra, potrafimy 
ich zadowolić pod każdym względem i od])owiedzieć żądaniu, jakie się nam 
dostało w podziale. Kończąc, dodajemy, że dziś upływa 33 ci rok istnienia 
Kurjera i że jutro rozpoczyna on rok 34; przy tej zatem sposobności prosi- 
my od scliodzącego już z pola starca 1853 roku, przyjąć pożegnanie, a od 
jutrzejszego 1854 młodziana, najszczersze życzenia.^ 

I tak dalej, i tak dalej, prawie stereotypowo powtarzały się następnie 
„wspominki^ Kucza, od czasu do czasu tylko odbiegające od pierwowzoru, 
jakim był ustęp powyżej z rocznika 1853-go r. przedrukowany. 

Zanotujemy wice tylko ustępy ciekawsze. 

Oto np. echo zaciętych podówczas napaści Gazety WayszcnosHej, które 
najczęściej pozostawały bez odpowiedzi: „Niejednokrotnie złość ludzi rzu- 
cała się śmiało piórem na potarganie tego węzła, który Kurjera zespolił z ży- 
ciem naszycłi mieszkańców; ale t^w głos zawiści nie znalazł najmniejszego 
w powszechności odgłosu, i iirzebrzmiał jak echo wśród bezludnych pustek, 
któremu nikt nie nakłonił ucha. Dowodem tego, jakby naprzekór owym 
płytkim wybuchom, staje dla nas zawsze cyfra Prenumeratorów, czem ośmie- 
leni z większem jeszcze poświęceniem i zamiłowaniem bierzemy się do pra- 
cy, aby i nadal odpowiedzieć zupełnie zaufaniu, jakiem przez lat tyle 
szczyciło się to pismo, i da lióg, dłużej nie przestanie się szczycić, (^o 
utrwalił czas, wsparła praca usilna, a uświęciła względność Czyteluików, 

- 2*^5 



l\urjer ^ arszawski. 

tc^o nie zniszczą bezkorzystne zamachy, które obejrzawszy się kiedyś po za 
siebie, ze smutkiem dopatrzą, iż więcej samym sobie jak nam krzywdy 
zrządziły... Nie zmieniając w uiczem właściwej formy, idąc za wymaga- 
niami i duchem czasu, obrawszy sobie nakoniec za dewizę słowa ś. p. L. A. 
Dmuszewskiego: 

«A jak pszczółka ze wszystkich kwiatków luiodok zbiera. 
Tak ja dla wszystkich stanów chcę pisać Kurjera" — 

uprawiać będziemy dah\j swoją niwę, ufni w sąd światłycli czytelników na- 
szych, a milczący zawsze na wszelki głos zawiści^ (^1854, Nr. 344). 

^Jeżeli kiedyś wysunie się czasem z pod pióra naszego drobna pomył- 
ka, to jedua ta uwaga, iż z pracą naszą winniśmy pospieszać z dnia na 
dzień, i że tak powiemy z chwili na chwilę, powinna nas usprawiedliwić 
w oczach Czytelników^ (1855, Nr. 346). 

^Kurjer, którego zadaniem jest obejmować wszystko i służyć wszyst- 
kim, rozpoczyna nową od jutra erę w dziejach swego istnienia, a zamawia- 
jąc ob;)k tej pomocy (wyszczególnionych wspóli)racowników), jeszcze i ży- 
czliwe ze strony Czytelników współczucie, pójdzie dalej wskazanym mu od 
dawna torem, w nadziei wywiązania się z nader w|)rawdzie trudnego zada- 
nia dla siebie, ale zarazem i najmilszego, zwłaszcza gdy zdoła odi)Owiedzieć 
wymaganiom współziomków i wszystkim ich życzeniom" (1858, Nr. 346). 

„Zadaniem Kurjera, od samego założenia jego było odpowiedzenie 
wszelkim wymaganiom {^'iyi2i]9^{it^o o^()\\i na jakiemkolwiekhądi polu. Obok 
tego główną zasadą pisma niniejszego było, przestrzeganie tradycyjnych 
zwyczajów, zamiłowanie w tem wszystkiem, co tylko jest swoje, rodzinne, 
postępowanie zawsze z całą otwartością dla zmierzania prosto do celu i na- 
koniec stawienie czoła współzawodnikom, nie zwykłemi polcuiikanii, ale 
czj/nerfij opat'tym na pracy, zabiegach i szlachetnych dążnościach. Od tej przeto 
zasady, jako |)rzekazanej nam w spuściżnie w tem piśmie, nie odstępowali- 
śmy i nigdy nie odstąpimy. Być może, że ukochawszy swój rodzinny 
gród, Kurjer czasami daje pierwszeństwo Warszawie i)rzed inue.ni miasta- 
mi, ale nie idzie za tem, ażeby mu były obojętne i inne w kraju wypadki, 
zwłaszcza dotyczące dobra całego ogółu. Dowodem tego są korespondencje, 
które zawiązawszy na wsze strony Królestwa i dalej, postawił sic w możno- 
ści przedstawiania przed oczy swoich Czytelników, wszelkich bez wyjątku 
zaszłych zdarzeń w kraju, a do tego godnych uwagi... Sami mieszkańcy 
Warszawy i kraju to najlepsi Redaktoroiaie ninieJHz^ijo pisma, lo najdzielniejsi 
współpracotonicy jego^ (1859, Nr. 346). 

W ostatniej kronice (1861, Nr. 307), Kurjer wymienia w ten sposób- 
swoich współpracowników: „Przed zamknięciem tego ogólnego obrazu 

236 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

winniśmy jeszcze złożyć prawdziwą podziękę tym wszystkim, którzy już to 
swoją pracą, już światłemi radami przyczyniali sie do rozwoju niniejszego 
pisma, a którymi byli: Dyrektor Obserwatorjum Astrononiic/nego bara- 
nowski, Antoni Waga, K. Wł. Wójcicki, Dr Jarocki, Bolesław Podczaszyń- 
ski, Aleksander Wejnert, Jan Papłouski, Adam Praźmowski, Karol ł^ayer, 
B. Alexandrowicz, Alexander hr. Przezdziecki, X. Rektor Szczygielski, X. J. 
Wyszyński, Wł. Garbiński, Dr Filozofji Franciszek Nowakowski, Juljusz 
Heppen, Ludwik Nicmojowski, Mieczyuski, Gluziński, Maciej Bcrleński, jako 
stały korespondent , i B. S. Domlier. Z grona tego straciliśmy także kilku 
życzliwych nam współpracowników, jak uczonego Dominika Szulca, 
Macieja Bayera z Radomia, poświeciwszy im w swoim czasie właściwe 
wspomnienie. Obok przeto podzięki dla wyżej wymienionych osób, zama- 
wiamy sobie i nadal ich przychylność, tylko .bowiem i)rzy takiej pomocy 
możemy dojść do celu i wywiązać się z zadania względem (-zytelników, któ- 
rzy dając nam ciągle dowody swego współczucia, nietylko nie zmniejszają 
sie, ale nawet z każdym rokiem zwiększają." 

Jaka była przyczyna zaniechania przez redakcję sprawozdań rocznycli? 
Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w jednym z N-rów (2-gi) dopiero w ro- 
ku 1 867-ym: „Założyciel Kurjera Warszawskiego ś. p. Dmuszewski — 
czytamy — stopniowo rozwijając i ulepszając i)ismo swoje, przed laty wypro- 
wadził zwyczaj dawania kroniki rocznej w numerze z d. 31 (i rudnia każde- 
go roku. Kurjer Warszawski i po skonie założyciela zwyczaj ten utrzy- 
mywał. Gdy jednak przy rozwinięciu się i)iśmiennictwa perjodycznego 
zeszytowe Pisma, a następnie Kalendarze niektóre, podobne roczne kroniki 
drukować zaczęły, co jest ichścitoszem dla mrhj tńipli dla pism codziennych ^ 
przeto też Kurjer Warszawski podobnych kronik zaniechał. Od lat już 
kilku „Kalendarz 1 Ilustrowany" Jaworskiego stale podobną zamieszcza kro- 
nikę. Wartość tej pracy między innenii świeżo oceniła (iazeta Polska 
z dnia 28 b. m. i r., wyraziwszy, iż jest to materjał nieoceniony i pracowi- 
cie co dnia zbierany. Dziś podobne kroniki i przeglądy bieżące są specjal- 
nością tyle upowszechnionego między Publicznością Kalendarza Jawor- 
skiego.'' 

Obecnie, po latach 30-tu, zwyczaj „Kronik rorziiyclf' zanieL*hany został 
zarówno przez i)rasę, jak i przez wydawnictwa kalendarzowe. A szkoda ! 
Odnośnie bowiem do Kurjera, jedynie dzięki jego kronikom możemy dziś 
z zupełną ścisłością odtworzyć sobie wewnętrzne dzieje pisma w^ okresie ca- 
jych lat 25-u: poznajemy z nich sposób przemawiania do publiczności, do- 
wiadujemy się o każdem ulepszeniu, o każdym nowoprzybyłym ws|)ółpraco- 
wniku, słowem, możemy uprzytonniić sobie cały ruch dziennikarski w ów- 



l{urfer Warszawski. 

-czesnej „oficynie"^ kurjerowej. Pod tym wzgk^dcm owe sprawozdania ro- 
czne są dokumentem nieoszacowanym. 

Porzuciwszy w r. 18i)2-ira „tradycyjny zwyczaj" umieszczania w końcu 
roku „wspominek", Kur jer raz jeden przecież do zwyczaju tego wrócić pró- 
bował: w N-rze 289-ym z r. 187 I-go spotykamy „roczne sprawozdanie za 
r. 187P, które następnie ukazało sio w osobnej odbitce p. t. „Rok 1871" 
i prenumeratorom nowoprzybyłym na r. 1872 bezpłatnie rozesłane zostało. 
W sprawozdaniu tern jednak o Kurjerze znajdujemy tylko Avzmiankę kilku- 
wierszową: że zmienił format i sprowadził nową maszync. 

o) „Od redakcji." 

Od pierwszego roku swojego istnienia Kurjer^ przed upływem każde- 
go kwartału, a więc w miesiącach: marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu, za- 
mieszczał kilkakrotnie przypomnienia o terminie opłaty prenumeracyjnej 
i warunki tej prenumeraty przytaczał. 

Były to w prostych słowach kreślone wezwania, początkowo zamiesz- 
czane bez żadnej intytulacji, w tekście pisma, pomiędzy rożnorodnemi wia- 
domostkami bieżącemi. 

Po raz pierwszy przypomnienie takie, z nagłówkiem „Od redakcji", spo- 
tykamy w r. 1 847-ym (Nr 337), stale zaś z nagłówkiem i na czele numeru 
od r. 1852 (Nr 324), jak znowu po raz pierwszy przytoczenie warunków 
przedpłaty znajdujemy w r. 1822 (293), choć później często tylko w sło- 
wach: „cena dotychczasowa" albo „cena zwyczajna" (1833, 166), bowiem 
wyszczególnianie ceny weszło w zwyczaj dopiero od r. 1852 (324). 

I w tych zwięzłych odezwacli redakcja nieraz zwracała się do czytel- 
ników, czy to z wyznaniem swoich zasad, czy z zapowiedzią ulepszeń i t. p., 
dlatego też uważamy je za trzecią z kolei formę wystąpień kurjerowych — 
„prospektj-" zastępujących. 

Zresztą, i te odezwy są tak dalece charakterystyczne, że po przeczyta- 
niu którejkolwiek, odrazu można odgadnąć, do jakiej należy epoki Kurjera, 

Dmuszcwski, z właściwem sobie ugrzecznieniem i z właściwą jego cza- 
som uniżonością, zwraca się stale do czjiielników „z prośbą^' o łaskawe 
oznajmienie, czy „będzie ich wolą" i nadal, od przyszłego kwartału, „pisem- 
ko to utrzymywać (stcY^. Wyraz prenumerować spostrzegamy po raz pierwszy 
dopiero w r. 1847 (Nr 71). Kucz zrówna grzecznością odwołuje się do 
.swoich j)rzyjaciół czytelników; toż samo Zaborowski, Odyniec i Bogu- 
sławski. Szymanowski wreszcie poprzestaje w tyełi przedkwartalnych ode- 
zwach na prostem sformułowaniu warunków przedpłaty, z przypomnieniem 
terminu jej wnoszenia. 

- - :>ns 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Przyjrzyjmy się bliżej tym „orędziom", w ich porządka chronolo- 
^cznym. 

Oto jedno z pierwszych, które, jako typ dla późniejszych, w całości 
przytaczamy: 

„Redakcja Kurjera Warszawskiego ma zaszczyt donieść swym łaska- 
wym Czytelnikom, iż w nasto[)UJącym roku toż pisemko wychodzić będzie. 
Ile tylko możność dozwoli, najusilniejszem będzie staraniem Redakcji 
umieszczać (stosownie do pierwszego prospektu) wszelkiego rodzaju nowiny 
Krajowe i Zagraniczne. W Warszawie cena kwartalna jest taż sama, to jest 
id. 8, a na prowincjach — stosownie do urządzenia Dyrekcji Jeneralnej Poczt 
Król. Polsk. Uprasza się najusilniej o wczesne zapisanie na Pocztsuntach, 
Redakcja bowiem tyle tylko egzemplarzy na pocztę dostarczać jest w sta- 
nie, ile (sic) Łaslcawych Prenumeratorów zgłosić się raczy do ostatniego 
dnia Grudnia roku bieżącego" (1822, 293). 

Powodem, dla którego Kurjer z tego rodzaju odezwami występował, 
była niewątpliwie, nie tyle chęć poszczycenia się wobec czytającego ogółu za- 
mierzonemi ulepszeniami, ile wzgląd na warunki ekspedycji pocztowej, wów- 
czas bowiem prenumeratę zamiejscową i)rzyjmowały urzędy pocztowe, któ- 
rym należało tyle wysłać egzemplarzy, ile podały w pierwszym dniu nowo- 
rozpoczynającego się kwartału. W r. 1834-ym (Nr 334) Kurjer wprost po- 
wiada: „Gdy na początku bieżącego kwartału później zgłaszający się na 
pocztamtach o prenumeratę Kurjera Warszawskiego nie mogli otrzymać 
-eiemplarzy kompletnych, Redakcja najuprzejmiej uprasza swych Łaska- 
wych Prenumeratorów, a szczególniej tych, którzy nigdy nie opuszczali tego 
pisma, aby raczyli wcześnie oświadczyć na pocztamtach, czy będą również 
łaskawi i od następnego, daj BOŻE szczęśliwie rozpocząć się mającego, No- 
wego roku, utrzymywać toż pisemko. Usilneiu będzie staraniem Redakcji 
zasługiwać na względy swych Czytelników." 

Z czasem zwyczaj się utarł, wszedł w system, dla urozmaicenia wiec 
•odezw, kilkanaście razy do roku powtarzanycłi, zaczęto je zabarwiać roz- 
maitemi dodatkami, w rodzaju np. takich : 

„Wszelkie wiadomości krajowe, postanowienia rządowe, nowiny za- 
graniczne i artykuły mogące zabawić będą umieszczane, (llorliwem będzie 
staraniem, aby Łaskawi Czytelnicy, przyzwyczajeni do Kurjerka, nie mieli 
przyczyny żałować, iż są nieodstępnemi Jego wspieraczami" (1837. N. 342). 

„Najtroskli wszem będzie usiłowaniem Redakcji uiścić życzenia szano- 
wnych Czytelników i Czytelniczek, objawione w kilku lista,eh^ (1838. 
N. 79). 

„Nowemi literami zaczęto wczoraj drukować, a gdy zapas dotychcza- 
sowego paiueru wyjdze, będzie lepszy papier'' (1840. N. 342). 

- - 239 



l\ur/er ^arszawslii. 

„Trzymając sic stale od lat 20-tu zasady, redakcja nie przyjmuje ar- 
tykułów mogących komu bąć być szkodliwemi lub dokuezającemi^ (1841. 
N. H31). 

Niezmiernie charakterystyczną jest ostatnia Dmuszewskiego odezwa: 
„Łaskawi Czytelnicy Kurjera Warszawskiego! Z początkiem zbliżającej 
sie wiosny rozpoczyna się kwartalna Prenumerata Kurjera Warszawskiego. 
Prawie wszystkie Kalendarze europejskie i wróżby meteorologów przepo- 
wiadają, że tegoroczne urodzaje rolnicze bcdą pomyślne, a o tem już prze- 
konywamy sie, że koleje żelazne dla handlu stają się korzystne, zaś Marzec, 
z umiarkowanem powietrzem bez zawczesnej wilgoci, posłużyć może do 
utrzymania zdrowia. Jeżeli BÓG WSZECHMOriĄCY uiści te dobrodziej- 
stwa, tedy niezawodnie i pisma czasowe staną się przyjemniejszemi. 
Kurjer przypomina się swym łaskawym i przyzwyczajonym do niego 
Czytelnikom, aby raczyli wcześniej oświadczyć nsT Pocztamtach, tudzież 
w Kantorach, czy będzie ich wolą toż pisemko prenumerować" (1847. 
X. 71). 

Następcy Dmuszewskiego do tego zbioru dorzucili niewiele nowych 
myśli, — zmienili tylko formę, styl i ton przemówień. 

„Z początkiem roku 1855-go rozpoczynamy rok 35-ty istnienia Kurje- 
ra Warszawskiego. Nie znajdujemy potrzeby ogłaszać nowego prospektu ne 
niniejsze pismo. Kurjer będzie dalej Kurjerem Dmuszewskiego" (1854. 
N. 319). 

^Redakcja nie zwykła czynić przy i)odobnych ogłoszeniach (cennika 
prenumeraty) żadnych zapewnień i obietnic; postępuje ona ciągle, o ile jej 
tylko warunki dozwalają, tą samą drogą, jaka przez jej poprzednika wy- 
tkniętą została, nie cofając się wszakże przed żadnym krokiem postępu, 
czyli, mówiąc jaśniej, zatrzymała ona tę samą kanwę, tylko desenie odpo- 
wiednio potrzebom swych Czytelników i ducha czasu odmienia" (1860. 
N. 153 i 307). 

Po skasowaniu zaś przeglądów rocznych Kurjer w odezwach „od re- 
dakcji" parokrotnie używał zwrotów wielce owe kroniki przypominających: 
lecz w tych ustępach nie znajdujemy już wartościowego matcrjału do histo- 
rji dziennika. Do takich należą odezwy — Zaborowskiego (1865. N. 296) 
i Bogusławskiego (1867. N. 292). 

System odezw przetrwał do dnia dzisiejszego, z tą tylko różnicą, że 
dziś są to przypomnienia y,od administracji" w sprawach czysto pieniężnego 
stosunku pomiędzy wydawnictwem a ogółem jego prenumeratorów, przypo- 
mnienia i dziś najzupełniej usprawiedliwione, bo i obecny tryb zdawania 
kompletów dziennika na trakty pocztowe wymaga ścisł(»go unormowania 
ilości egzemplarzy. 

240 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



d) Premja. 

Uznając niewłaściwość prospektów, w przeświadczenia, że tylko war- 
tością wewnętrzną pisma redakcja zdobyć sobie może wziętość i popular* 
ność, Kurjer unikał też starannie wszelkich premjów, które zresztą, tak u nas 
jak i za granicą, nie zjednały sobie w poważnej prasie uznania. Do tego 
środka zacłięty wobec ogółu uciekały się i uciekają wydawnictwa począt- 
kujące lub te z dawniejszych, które w premjach szukają środka do zwalcze- 
nia konkurencji. 

System, ośmieszony w Ameryce przez ^nagradzanie" prenumeratorów... 
np. zegarkami, które chodzić nie chcą, w Europie polega głównie na 
premjach i książkach lub wydawnictwach artystycznych. Te, jeżeli już może 
być mowa o premjowaniu abonenta, istotnie bardziej celowi odpowiadają 
i lepiej licują z powagą prasy wogóle. 

Lecz — powtarzamy — system to zaledwie przez część tej prasy 
uprawiany. I słusznie bardzo: dziennik powinien być dla czytelników co- 
dziennem premjum — w doborze starannych artykułów, w pełnej kronice 
telegramów, w wykwintnym feljetonie, jednem słowem, w każdorazowej 
swojej edycji. 

Eufjer Warszawski, od urodzenia niemal będący dziennikiem popular- 
nym, całą uwagę skupiał zawsze na tej właśnie staranności redakcji. 

Premjów w rocznikach naszego pisma nie znajdujemy prawie. 

Boć nie możemy poczytywać za premja przysług koleżeńskich, z któ- 
rych racji Kurjer, dla spopularyzowania danego pisma czy wydawnictwa, 
brał je pod swoje skrzydła opiekuńcze. 

Do takich wypadków popierania rzeczy nowych, lecz zgoła nie do ka- 
t^gorji premjów, zaliczamy przedewszystkiem przyjęcie Nowin pod protekto- 
rat Kurjer a, w r. 1876-ym. 

W spi-awie tej czytamy (1876. N. 273 z d. 3 grudnia) „od redakcji" 
co następuje : 

Donosiliśmy jnź czytelnikom, że czasopismo polityczno-literackie p. t. Noniny 
NMnelne przechodzi z Nowym-Rokiem na własność i pod kierunek p. Erazma Piltza, 
znanego z prac literackich, głównie w kienmka ekonomicznym i społecznym. 

Obecnie w dopełnieniu podanej przez nas wiadomości, pośpieszamy donieśd czytel- 
nikom, że na skutek zawartej z Panem Piltzem umowy, prenumeratorowie Kwrjera War^ 
szawskiego otrzymywać będą mogli Nowiny po cenie znacznie obniżonej, jak o tern prze* 
konywąją zamieszczone poniżej ceny prenumeracyjne. 

Nowiny wycliodzid będą każdej Niedzieli o godz. 12-ej w południe, w formacie 

Kifąika JubneiiuowH 241 16 



Tiurjcr ^ arszawski, 

Kwrjera Warszawskiego i obejmować będą następujące działy. (Tu następuje wykaz.) 
Wydawca poczynił odpowiednie kroki celem uzyskania pozwolenia na wydawanie Nowin 
tiietylko w Niedzielę, ale zarazem w dni Świąteczne i Galowe. 

Nowiny prenumerować można od dnia dzisiejszego w Kantorze Kwrjera WarssąW' 
skiego (Plac Teatralny Nr. 5), gdzie mieścić się będzie Kantor Główny Nowin^ niemniej 
we wszystkich Kantorach pism peijodycznych, za okazaniem kwitu z opłaconej prenume- 
raty na Kwrjer Warszawsku Za odnoszenie do domu żadna dodatkowa opłata pobieraną 
nie będzie. Pierwszy Nr. Nowin w nowej formie i pod nową redakcją, wyjdzie w dniu 
31 grudnia r. b., w ilości kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, i rozesłany zostanie bezpłat- 
nie przy wszystkich pismach codziennych. Ogłoszenia tak do numeru próbnego, jak i do 
następnych, przyjmować będzie Kantor Kwrjera Warszawskiego, 

Stosunek z Nowinami nie był długotrwały: ślad jego ginie już w ro- 
ku 1878. 

Do tej samej kategorji zaliczyć też wypada rozpowszechnienie wyda- 
nego przez Ungra obrazka Kossaka „Pup-puk w okieneczko/ które Kurjer 
sprzedawał swoim prenumeratorom po cenie zniżonej do 2 rs. za egzem- 
plarz (1879. N. 57). 

Raz tylko jeden spotykamy w rocznikach coś^ co może być za właści~ 
we premjum uznane. Powiadamy eoi^ tego premjum bowiem Kurjer nie za- 
powiedziaJ w odezwie od redakcji^ lecz di^ o niem wzmiankę w dziale ogło- 
szeń, drobnym drukiem petitowym. Oto co dosłownie w niej czytamy (1877. 

Nr. 275): 

Na mocy zawartego układu z dostawcami zagranicznymi Wydawca ,Kurjera 
Warszawskiego* znalazł się w możności dostarczenia każdemu z Prenumeratorów nasse- 
go pisma po jednym egzemplarzu wielkiej, wytwornie wykonanej ryciny se sławnego 
obrazu Murilla, znanego pod nazwą: Niepokalane Poczęcie. 

Egzemplarz tej ryciny w formacie mierzącym 37 cali długości a 24 szerokości, na 
pięknym papierze, będzie wydany w kantorze Administracji .Eurjcra Warszawskiego* 
oraz we wszystkich kioskach, każdemu okazicielowi zamieszczonego poniżej kuponu, za 
bezprzykładnie nizką opłatą jednego rubla srebrem. 

Kupujący zamiejscowi otrzymigą prengum franco, starannie na wałku opakowane 
za nadesłaniem wspomnianego kwitu i rubla jednego kopiejek 50. 

Rycina będzie wydaną tylko za okazaniem poniższego kuponu. 

Nadsyłający kupon zechcą na takowym wypisad swój dokładny i czytelny adres. 

Ktoby z odbiorców życzył sobie dad oprawid rycinę w ramy, zechce się zgłosió do 
kantoru drukarni J. Ungra (Nowolipki Nr 3), która zawarła umowę na dostawę odpo- 
wiednich ram po najniższych możliwie cenach. Próbki s:\ do obejrzenia w Kantorze. 

Opis obrazu: — Obraz Murilla .Niepokalane Poczęcie" należał do znakomitego 
zbioru marszałka Soult'a, który go otrzymał jako dowód wdzięczności za darowanie ży- 
cia dwom mnichom hiszpańskim, skazanym na śmierć za podburzanie ludu przeciw woj- 
skom francuskim. Następnie został nabyty przez rząd cesarski francuski za olbrzyn ią 
summę: 615,000 franków, czyli 215,0)0 rubli. — Obecnie znajduje się w Paryżu, w sła- 
wnej galerji obrazów Luwru. — Obraz przedstawia Matkę Boską z okiem wzniesionem 

242 - 



K8IĄŻKA JUBILEUSZOWA 

ka niebu, z rozpuszczonym włosem, ręce nabożnie na piersi skrzyżowane, nogami opiera 
się o sierp księżyca wychylającego się z obłoków, otoczona grapą aniołów, wznosi się ku 
niebu. — Wyborne wykonanie ryciny daje dokładne pojęcie o piękności oryginała. 

Adresować: Administracja Kurjera Warszawskiego, 
w Warszawie, Plao Teatralny N. 5. 

Jaż sama forma; w jakiej wiadomość o premjnm została podana, prze- 
konywa, iż redakcja nie wysuwała go na plan pierwszy. 



6) Jubllensze. 

Gdy mowa o prospektach, odezwacli od redakcji i t. d., mimowoli na- 
stręcza się pytanie: w jaki sposób uczcił Kurjer dwa swoje jubileusze, 25-u 
i 50-n lat istnienia?... 

Nie obchodził ich woale ! 

dożyły się na to przyczyny uzasadnione. Jubileusz 25 -letni, w odez- 
wach redakcyjnych „srebrnem z publicznością weselem'' nazwany, wypadł 
w roku 1 845-ym, a więc na dwa lata przed zgonem Dmuszewskiego, który 
liczył podówczas siedmdziesiąty krzyżyk i który, będąc z natury usposobienia 
cichego, w sobie i w kole najbliższych zamknięty, stronił stale od wszelkich 
owacyj i zebrań uroczystych. Drugi znowu jubileusz przypadł w latach 
1870— 71, t.j. wkrótce po objęciu redakcji przez Szymanowskiego, który 
pod ten czas zbyt wiele miał kłopotów z dziennikiem, ażeby myśleć o uro- 
czystościach kurjerowych. 

Obie więc daty jubileuszowe przebrzmii^y bez echa, jedynem zaś ich 
uczczeniem były wierszyki okolicznościowe, z których wiersz na 50-lecie 
(1870 r.) zręcznie i trafnie uprzytomnia historję natszego pisma. Napisał 
go sam Szymanowski: 



Lat już pięiSdziesiąt, Czytelnicy mili, 

Koijer na Wasze usługi się ściele; 

Przez ten czas różnie różni ludzie żyli, 

Bo lat pięćdziesiąt! to nie bagatele. 

Pół wieku w Krymie, w Pekinie, ozy Chili, 

Zawsze ma swoich zasług rubiycele; 

Tem bardziej, gdy się biegło naprzód żartko 

I w arkusz wzrosło, rzecz począwszy dwiartką. 

Gdy wszczęli Kuijer Kiciński z Dmuszewskim, 
Drukarskiej wielo nie zużyli farby. 
Papier był żółtym, szarym lub niebieskim. 
Litery w różne pokrzywione garby. 



H^ - 16* 



l^urfer Warszawski. 

Taka Gazeta dziś ledwie u eskim- 
osów wychodzi — i presser dziś zmarłby, 
Gdyby mu przyszło poraszaó napowrót 
Ówczesnej prassy odwieczny kołowrót. 

Potem Dmuszewski, sam jeden zostawszy. 
Począł odwijać pierwotne obsłonki, 
I obszerniejszy Eurjer, a ciekawszy, 
Przystroił w nowe rycinki i czcionki. 
Zbieracze wieści snuli się na jaw szy- 
bując po mieście, jak z wiosną skowronki, 
I walcząc znawstwem, na tem tle osnutem, 
Gały się Kurjer drukował solutem. 

Tak to się Kurjer rozwiał z kołyski. 
Dziś nowy perjód drogi swej oznacza: 
Maszyny z Wiednia, a druk raa paryski. 
Farbę sprowadza od „Kladderadatscha* 
I do ogłoszeń ma piękne odciski. 
Które na różne kształty przeinacza; 
Papier kosztowny, cliociaź niepozorny, 
Jest arcydziełem fabryki z Jeziorny. 

Co zaś się mieści na owym papierze. 
To juź nie nasza rzecz jest sądzić o tem; 
Każdy z nas pragnie usłużyć wam szczerze 
I z krwawym kuje artykuły potem. 
Jest też ich codzień moc wielka w Kuijerze, 
A choć nie wszystkie one szczerem złotem, 
Dajcie nam nadal zaufania vołum.,, 
Si finis honuSj lauddbiU totum. 

W związku z tcmi strofami pozostaje późniejsza wzmianka^ będąca 
bezpośredniem ich uzupełnieniem. Jak gdyby w przeświadczeniu^ że bądź 
co bądź krzywda się stała dacie jubileuszowej^ Kurjer wraca jeszcze do tycli 
zestawień i porównań, których tak pobieżnie dotknął się wiersz z 1870-go 
roku, i tak je w dałszym ciągu rozwija (1876, N. 1): 

„Z dniem dzisiejszym pismo nasze rozpoczyna pięćdziesiąty siódmy 
rok swojego istnienia, wydawnictwo bowiem Kurjera Warszawskiego podjął 
w roku 1820 hr. Bruno Kiciński wraz z Ludwikiem Adamem Dmuszewskim, 
ten zaś następnie od 1 Stycznia 1821 (?) roku sam Kurjera prowadził. 

p Ciekawą byłaby historja istnienia tych pierwszych lat naszego pisma, 
w której po części i kronika Warszawy znalazłaby swoje odbicie. Ale rów- 
nież ciekawą byłaby historja wydawnictwa Kurjera, zestawiona z potrze, 
bami, wymaganiami i wzrostem pism tegoczesnych. 

244 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

„Dla porównania więc ówczesnego stanu wydawnictwa pism perjo- 
dycznych z teraźniejszym dołączamy dziś dla czytelników wierne facaimile 
jednego z początkowych numerów Kurjera z roku 1821, w epoce jego wy- 
łącznie pod redakcją L. A. Dmuszewskiego/ (Tu następuje szczegółowy 
opis fammile N-ru z duia 17 Stycznia; nie przechowało się ono w zbiorach 
Kurjera), 

„Zwracamy uwagę czytelników, źe cena prenumeraty pisma naszego 
od owego czasu nie zmieniła się wcale. 

„Redakcja, administracja i drukarnia mieściły się w dwóch antresolo- 
wych pokoikach tegoż samego domu, w którym dziś Kurjer zajmuje c^ą 
piętrową oficynę. I pomieszczcDie to nie przedstawiało żadnej trudności, 
redakcję bowiem i administrację sprawował ówczesny redaktor i wydawca 
Kurjera, L. A. Dmuszewski, cały zaś skład drukarni stanowił jeden zecer, slż 
nadto wystarczający do złożenia dziennie 120 toierszy, tworzących tekst Ku- 
iijera, oraz y^d^prM««r, który x\2l ręcznej drewnianej prasie starego systemu 
<irukowiJ kilkaset egzemplarzy, stanowiących podówczas nakład Kurjera 
Warszawskiego. 

„Dzisiaj (t.j. w roku 1876) skład Redakcji, Administracji i drukarni 
jest następujący: 

Redakcja, osób 10 

Reporterów 11 

Administracja 5 

Drukarnia, zecerów 13 

„ chłopców 4 

Presernia, osób 10 

Służba ogólna 6 

Roznosicieli 33 

Razem . . 92 
„Wychodziło wówczas papieru ryz około 100. Obecnie, według ra- 
chunków z roku 1875, tegoż papieru wychodzi rocznie ryz 6,610. 

„Kurjer wraz z dodatkami drukuje się na dwóch maszynach pośpiesz- 
nych, z których niemiecka, systemu KOniga i Bauera, dostarcza 3,000 egzem- 
plarzy na godzinę, zaś francuzka, systemu Mariiioniego, odbija na godzinę 
5,000 egzemplarzy. Obie maszyny wprowadzane są w ruch przez motor 
gazowy systemu Hugona. 

„Nie mówimy już nic o zmianach zaszłych w samej treści pisma i jego 
powierzchowności. Czytelnicy, mając pod ręką numer Kurjera z przed pięć- 
dziesięciu pięciu lat i dzisiejszy, sami te zmiany najlepiej ocenić będą 
mogli. Dodamy wszakże, iż w przeszłych latach, jak i obecnie, Kurjer nie 
bawił się i nie bawi w żadne prospektowe obietnice i że redakcja ule- 

245 



T(urfer Warszawski. 

pszenia już poczynione, oraz te^ które poczynić jeszcze zamierza, uważa jako 
wypełnienie swojego obowiązku względem Czytelników, oraz wywdzięczenie 
się za współczucie i zachętę, których dowody znajdąje w ciągle zwiększają- 
cej się liczbie prenumeratorów. 

^Cena Eurjera i nadal pozostaje taż sama jak w roku 1821." 
Jakie zmiany zaszły w organizacji pisma od tego czasu, t. j. w okre' 
sie ubiegłych lat 25-iu, przekona się czytelnik z dalszych rozdziałów auto- 
biografii kurjerowej. 



246 



RRTĄŹKA JUBTLEUSZOWA. 



4. Prenumerata. 



Jak przystało na .wiek pary i elektryczności", prasa rozporządza dziś 
najrozmaitszemi ulepszeniami technicznemi, dzięki którym praca ręczna pra- 
^e najzupełniej zastąpioną została przez pracę maszyn. Jakże pierwotne- 
mi wydać się muszą teraz środki, któremi dziennikarstwo przed laty się po- 
siłkowało !... 

Właśnie do rozpatrzenia tych środków, tycłi prawdziwych zabytków 
sircheologicznych, teraz z kolei przechodzimy. 

Na wstępie tylko zaznaczamy w paru słowach warunki przedpłaty. 

Kurjer rzadko warunki te zmienia. 

Od założenia, t. j. od r. 1821, do końca 1878 prenumerata miejska 

"^^ynosiła: 

rocznie rs. 4 kop. 80 

kwartalnie ^ 1 ^ 20 

miesięcznie , — „ 40 

[jprzyczem zaznaczyć należy, iż prenumerata wnoszona była początkowo tyl- 
^0 kwartalnie, od r. 1868 dopiero miesięcznie, i że z chwilą wprowadzenia 
"własnych roznosicieli w r. 1854-ym ustanowiono opłatę dodatkową za odno- 
szenie do domów po 5 kop. miesięcznie. 

Od r. 1879-go prenumerata miejska podnosiła się i dziś wynosi: 

rocznie rs. 9 kop. — 

półrocznie ^ 4 ^ 50 

kwartalnie „ 2 „ 25 

miesięcznie „ — » '5 

i za odnoszenie do domu 5 kop. 

W tym samym mniej więcej stosunku zmieniła się i prenumerata pocz- 
towa wewnętrzna: 

247 — 



%urjer W arszaufski. 

Od roku 1821 — 1851 wynosiła: 

rocznie rs. 6 kop. 60 

kwartalnie „1 j, Qo. 

Od r. 1851 — 1868, t. j. w okresie przesyłania pism w kopertach: 

rocznie rs. 10 kop. 60 

kwartalnie „ 2 ^ 6'} 

można jednak było prenumerować i bez kopert, według skali z r. 182). 
Od r. 1868 — 1881, po reformie pocztowej: 

rocznie rs. 8 kop. — 

półrocznie „ 4 „ — 
kwartalnie » 2 ^ — 

Od roku 1881 — 1883: 







rocznie 


rs. 


9 


kop. 


1 










półrocznie 


1 


4 


V 


50 










kwartalnie 


n 


2 


n 


2.^ 










dwuraiesięczn 


• .• 


1 


łł 


70 










miesięcznie 


T) 


1 


7) 


— 






Od 


czasu wprow 


adzenia dwóch 


edy 


cyj po 


dzień 


dzisiejszy wynosi 


pro 


numerata 


pocztowa: 

















rocznie rs. 12 kop. — 

półrocznie ^ '* ti ~~ 

kwartalnie ^ 3 „ — 

miesięcznie „ 1 „ — 

Co do prenumeraty zagranicznej, pierwszą o niej wzmiankę spotyka- 
my w r. 1875 (N. 142), z której dowiadujemy się, iź oplata zagraniczna, 
oprócz do Francji, wynosiła rs. 1 miesięcznie. Ile wynosiła do r. 1875 i ile 
w r. 1875 do Francji? — roczniki Kujera nie zaznaczają. Od r. 1881 taż 
prenumerata czyniła wogóle dla wszystkich odbiorców zagranicznych rs. 1 
kop. 20, zaś od r. 1 883 czyni rs. 1 kop. 50 miesięcznie. 

W jaki sposób redakcja dostarczała swoim czytelnikom Kwjeraf 
Faktem jest, że w pierwszych latach swojego istnienia Kurjer nie miał 
ani własnego kantom administracyjnego, ani roznosieieli, pierwszym zaś po- 
średnikiem pomiędzy redakcją a publicznością były kantory zakładane po 
rozmaitych sklej)ach, — a co najciekawsze, przeważnie po handlach win, 
które bez żartu odegrały w Warszawie rolę krzewicieli prasy — częśiMą zaś 
po składach materjałów piśmiennych, handlach wiktuałami i t. d. 

•248 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



a) Kantory Euijera. 

Umawiano się z właścicielem sklepu czy handlu^ który do drukarni po 
egzemplarze pisma posyłała prenumeratę od abonentów pobierał, procent ko- 
misowy sobie odliczał i kwartalne z redakcją prowadził rachunki. 

Prospekt Kurjera kantorów takich wymiem'a 9: 

Petrykowicz na ul. Freta (handel) 
Langner , „ Gołębiej (księgarnia) 

Ciechanowski „ , Podwal (sklep) 
Czaban ^ „ Senatorskiej (sklep) 

Skład sztuk pięknych na Miodowej. 
Zieliński na ul. Długiej (sklep) 
Wilkowa Tł 71 T) (księgarnia) 

Łuczyńska „ „ Krak.-Przedm. (handel) 
Szmidt „ ^ „ (sklep) 

Raz podawszy do wiadomości publicznej wykaz swoich kantorów. Ku- 
rjer nie powtarzał go już wcale, zaznaczając tylko w dalszym ciągu kantory 
Dowoprzybywające lub zmiany adresów już istniejących. Miasto było małe, 
życie w niem nie rozwinięte: wystarczało więc powiedzieć w r. 1820-ym, że 
„w sklepie Czabana na Senatorskiej raczą oznajmić łaskawi czytelnicy, czy 
będzie ich wolą utrzymywać pismo'^, ażeby ta garstka inteligencji, która się 
sprawami publicznemi i dziennikarstwem interesowała, o sklepie Czabana 
przez lata całe pamiętała; wystarczało z upływem kwartału napisać, że 
„prenumerata na następny kwartał przyjmuje się w tychże wszystkich co 
-dotąd kantorach, ażeby każdy do nich trafił (1823, N. 7(5). Zmiany adre- 
sów większą odgrywały rolę, to też częściej spotykamy takie up. zawiado- 
mienia: 

„Gdy JP. Wołowski, dotąd mający Kantor Kurjera Warszawskiego 
przy ulicy S. Jerskiej, zmienia mieszkanie, przeto łaskawi Czytelnicy, któ- 
rzy tamże prenumerowali, raczą od pojutrza stosownie do bliskości miejsca 
prenumerować albo u JP. Zielińskiego na rogu ulicy Długiej i Miodowej 
lub u JP. Ciechanowskiego na rogu Podwala przed Zygmuntem, u JP. 
Zalewskiego naprzeciwko Kościoła P. Marji, i Wilkowej naprzeciw arse- 
nału; w innych wszystkich dotychczasowych Kantorach także przyjniiye 
się zwyczajna prenumerata (1822, N. 154)." 

249 



T{urfer ^ ar.%zawski. 

Ti samego wreszcie zestawienia ulic^ na których pierwsze kantoiy 
powstały, widzimy, jak mi^ą przestrzeń przed 75-ia laty zajmowała wła- 
ściwa Warszawa. 

Ruch w zmianacłi kantorów nie był znaczny. Rozszerzały się one 
bardzo powoli w miarę rozszerzania się miasta, które na wielkie ognisko 
życia społecznego wyrosło dopiero w okresie ostatnich lat 20-tn. Ale 
w każdym razie nie było stagnacji, i ten drobny ruch w rozwoju sieci kanto- 
rów bądźcobądż jest najlepszym dowodem wzrastającej popularności dzien- 
nika. 

Ponieważ wykazy kantorów obejmują ulice, a rodzaj handlu przez ich 
właścicieli uprawianego charakteryzuje epokę, nie wahamy się poniżej 
przytoczyć w porządku chronologicznym wybitniejsze zmiany w urządze- 
niach kantorowych. 

Tak więc, od chwili powstania Kurjera tworzono kantory nowe lab 
przenoszono dawne, jak następuje: 

1821. Brodnicki, magazyn żelazny, Wierzbowa w domu gdzie Kurjer, 

1822. Wołowski Św. Jerska. 

Zalewski, naprzeciw Kościoła P. Marji. 

1823. Szmit, handel win Elektoralna. 

Kauto, rog Krak. Przedm. i Trębackiej (do 1/X, 1823 r.). 

1824. Wilkowa, ul. Długa (do 1/IV, 1824). 
Zieliński róg Długiej i Miodowej (do 1/X, 1826). 
Giecłianowski róg Podwala i ul. Długiej (do Lipca). 

Zaleski Andrzej, liandel na przeciw Kość Panny Marji, w Kwietniu prze- 
niesiony na Nowe Miasto N. 836. 

Kelichen, sklep korzeń., Długa wprost arsenału. 
1826. Ciechanowska (sklep) ul. Długa. 
1832. Rum, przy ul. Freta (do 1/IX). 

Kierzkowski, sklep, Freta 255 (do 1/X 1837 r.) 
1834. Frj'dland, Now}- Świat, N. 1274. 

1836. Handel korzenny, Krak.- Przedm., N. 404, na wprost Kość. Św. Krzyża 

(Augustyńskiego i Tapina od 1/IV objęty). 
Szteblera księgarnia, Nowy Świat na przeciw ul. Ś: Krzyskiej. 
Biuro informacyjno, Krak. Przed, w pał. Potoc 

1837. Moritz, Nowe miasto, N. 326 (od 1/X). 

(Za pośred. roznosicieli). 

1838. Somerfeld, kantor loterji naprzeciwko ul. Miodowej (do 1/X 1843). 
Daszkiewicz, Długa. 

Galaszyńska, Długa. 

Plajch, Przejazd. 

Drinier naprzeciw pałacu Zamoyskich (do 1/X, 1840). 

Rajcli, Chłodna (do 1/X, 1841). 

Szmidt, Granioina. 

25u 



KSIĄŻKA JUBTLF^USZOWA. 

1838. Ro, Krak. Przedm. 

Biaro poniczeń (Tomczjckiego), pałac Krasińskich (do 1|X 18 iO). 

Balcer, na przeciwko Kość Św. Krzyża. 

Bnidkowski, Nowy Świat 

Zaleski A., skład papieru z Jeziorny, Wierzbowa. 

Biaro zleceń, w domu gdzie Kwrjer. 

Zwrócić nam wypada uwagę, że informacje o kantorach rzadko poda- 
wano w tym okresie w dziale redakcyjnym^ lecz najczęóciej ~w dziale ogło- 
szeń^ tadzież, że przypomnienie o kantorach powtarzano tylko cztery razy 
do roku — na 2 —3 tygodnie przed upływem kwartału. Wyjątek uczynił Ku- 
rjer w r. 1838-ym, ogłaszając po raz drugi, od r. 1820 t. j. od prospektu, cał- 
wi ty wykaz swoich kantorów, których wtedy było już 19, oprócz bowiem 
podanych wjrżej pod rokiem 1838 wykaz ten obejmuje i 6 dawniejszych, 
jak Biura Informacyjnego, Ciechanowskiego, Moryca, Kelichena, Szmidto- 
wej na Elektoralnej i Szteblera (1838, N. 4). Wykaz tych 19 -tu kantorów 
powtórzył Kurjer kilkadziesiąt razy, drukiem wydatnym, na pierwszej stro- 
nicy dodatków ogłoszeniowych. 

1848. Kowalski, sklep (od 1|X). 

1844. Sztebler ZygnL przeniesiony z Nowego Świata do pałacu Krasińskicli na 
Kraków. Przedm. 

1846. Schnajdra przy Granicznej (N. 968) przeniesiony od lipca na Twardą 
1085 B. (dom Paprockich), gdy jednak okazało się, że za odległy, utrzyma- 
no przy Granicznej. 

1848. Staliński Leon, łiandel win (od 1|II) Nowy Świat 
Morkowski Jan^ skład mater. pism. (od l|yill). 

Ze W 30 lat po założeniu Kurjer jeszcze nie prowadził własnego kan- 
toru, przekonywa następujące za>viadomienie w N. 144-yra z 1850-go roku 
„Od wczoraj otworzony został, zamknięty chwilowo z powodu zaszłej śmier- 
ci właściciela ś. p. Antoniego Zalewskiego, Skład materjałów piśmiennych 
przy ulicy Wierzbowej w domu L. A. Dmuszewskiego. Wzorowy ten za- 
kład; tak powszechnie znany od całej publiczności naszej, i nadal tymże 
samym porządkiem, jak dotąd, prowadzony będzie. Przy tej więc sposo- 
bności uprzedzamy szanownych Prenumeratorów pism perjodycznych w tym- 
że kantorze prenumerowanych, iż odtąd raczą już odbierać w nim tak Ku- 
ijera, jak i inne Gazety, które przez ^zas zamknięcia aktadu odUerali w Drti- 
tami Euijera Warszawskiego.'' 

1861. Hngnes, KsiQg:aruia, przeniesiona z domu hr. Stanisł. Potockiego do domu 
Górskiego, róg Miodowej i Długiej (do l|X 1856 r.). 

- 251 ~ - 



T{urfer Warszawski. 

1853. Sztebler Zygm., Księgar. przenieś, na Kr.-Przedm., wprost. Św. Krzyża. 

1854. , , pod fiJaiy, N. 1320 (od 28 IX 1854 r.). 

Milewska, sklep korzenny, róg Nowomiej. i Mostowej, N. 166 (od 1|IV). 

1857. Kantor Gregorowicza, Nowy Świat, od 1| X przenieś, do handla na przeciwko 
Rozmanitha. 

1858. Handel Wiśniewskiego, N. Miasto, przenieś, do handlu Paryczki, róg No- 
wego Miasta i Freta od (1{XII). 

1860. Sztyblowski, handel win, Freta, N* 275, od Nowego roku. 
Staszewski, , , Elektoralna, N. 772, od 1| XI. 

1861. Staliński, , , przeniesiony na róg Now. Świata i Książęcej. 
Szuba, , , Nowy Świat, róg Jerozol. (od 1|XII). 

W tjrmźe czasie przybywają kantory na przedmieścia Praga. O otwar- 
ciu pierwszego z nich czytamy (1860), N. 71, 80 w Kurjerze: „Dogadzając 
w każdym razie ogólnym życzeniom mieszkańców Pragi, już to listownie, 
już ustnie nam objawionym, Redakcja postanowiła założyć stały kantor 
Kurjera Warszawskiego na Pradze i w tym celu otwiera takowy w zalda- 
dzie gastronomicznym p. Michała Bilskiego przy ulicy Brukowej N. 404, 
jako mniej więcej w środku przedmieścia Pragi położonym. Tym więc spo- 
sobem mieszkańcy tamtejsi, w razie życzenia przedłużenia nadal prenume- 
raty, lub też zapisania się na nową, zechcą od nadchodzącego kwarti^ za- 
mówić sobie toż pismo za opłatą, jak dotąd w Warszawie, u tegoż P. Bil- 
skiego, który znowu, dla doręczania owym Prenumeratorom Kurjera, utrzy- 
mywać będzie przy Kantorze odpowiednich Roznosicieli, dla roznoszenia 
tegoż pisma''. 

Drugi kantor praski otwarto w domu Rubinszteina N. 399 przy tejże 
ulicy Brukowej, w zakładzie Sierzputowskiego, od Nowego roku 1862 
(1861, N. 304). 

Iluż też Praga miała podówczas Prenumeratorów? Pewną w tej mie* 
rze wskazówkę daje nam notatka Kurjera z r. 1862 (N. 231): 

.Reklamacji Pana R. o nieoględność Redaktorów pism wychodzących 
w Warszawie i zapomnienie ich o mieszkańcach Pragi nie możemy brać do 
siebie, albowiem oddawna Redakcja Kurjera przedsięwzięła odpowiednie 
środki i około pięćdziesiąt exemplarzt/ Kurjera Warszawskiego dostarcza co- 
dziennie na Pragę, za pośrednictwem upoważnionych do tego osób. Ktoby 
więc nie otrzymywał jeszcze dotąd Kurjera, u życzył wejść w liczbę Prenu- 
meratorów, winien tylko zawiadomić o tem Redakcje, a otrzyma skutek." 

Z wykazów powyższych okazuje się, że w r. I8C0-ym prenumerata 
Kurjera sięgała już rogatki Wolskiej, Pragi, alei Jerozolimskiej. 

Spójrzmy na dalszy rozwój poczytności Kurjera w mieście, w rozwoju 
sieci kantorów uwidoczniony. 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA 

1862. Winawer, Skład koloDjal. obok Kopernika. 
SchUIler, handel, róg Marszałk. i Widok, (od 1{XII). 

1863. Janiszewski, kupiec, Nalewki N. 2257c (od II kwartału;. 
Weronika Łaska, handel korzenny, Zórawia—Marszałkowska. 
Handel kolonjal. i win. Twarda— Ciepła N. 1117c. 

„ Sp.-komisowy, Czerniakowska, K. 2993 (od IjK). 

W r. 1864 (N. 144) Kwrjer po raz 3-ci ogłasza wykaz wszystkich swo- 
ich kantorów^ które upoważniono zostały do przyjmowania prenumeraty 
(powtórzono ten wykaz z małemi zmianami w r. 1865^ N. 141); w liczbie 
35-iu, a mianowicie: 

1864. Ciechanowska, Podwal. 
Kamiński, Wierzbowa. 
Kwaśniewski, Elektoralna. 
Koelichen, Długa. 
Potrzebski, Nowy-Świat, 
Szuster, Wierzbowa. 
Achcik, Twarda. 
Brodzki, Ś-to Jerska. 
Chodubski, Nowy Świat. 
Dąbrowski, Marszałkowska. 
Grabowski, Graniczna. 
Jamiołkowski, Czerniakowska. 
Janiszewski, NalewkL 
Kędzierzawski, Chłodna. 
Krajewski, Mazowiecka. 
Loewenhard, Krakowskie-Przedmieście. 
Łaska, Żórawia. 

Michałowicz, Elektoralna. 

Paiyczko, Freta. 

Popowicz, Freta. 

Pawłowski, Bracka. 

Stanisław Rozmanith, Nowy Świat. 

Florjan Rozmanith, Zapiecek. 

Ruźniecki, Mostowa. 

Segredy, Długa. 

Szyler, Marszałkowska. 

Szadurski, Leszno. 

Sztebler, Nowy-Świat. 

Sztapf, Przejazd. 

Tytz, Miodowa. 

Tybuchowski, Chłodna. 

Winawor, Krakowskie- Przedmieścir'. 

Winkler, Nowy-Świat. 

Kierzkowska, Senatorska. 



253 



%urjer ^ arszaa^skL 

1864. Hąjss, róg Kruczej i Jerozolimskiej. 

1865. Sztence], Czerniakowska. 
Mac Donald, Nalewki. 
Sommer,'Długa. 
Szuba, Nowy-Świat 

Riidiger, rógjMokotowskiej i Placu Św. Aleksandra. 

Rosenblum, skł. cygar, Nowy-Świat, N. 1246 k. 

Drzewiecki, skł. win. Długa, ». 587, od 1 lipca. 

Skład:cygar,'Długa, N. 489 d. 

Skład mat. pism. Wojczyński, Wierzbowa, od 1 lipca. 

Handel win Grabowskiego, Graniczna, przenieś, do kantoru loterji Rothan- 

ba, Graniczna, N. 1077 o. 
Toż do hand. win Adamkiewicza za ŻoI. Bramą. 
Skł. hurt. cygar Szczepankiewicza, Nowy-Świat, N. 1271 wprost Izby 

Obrach, (od 1|X). 

1866. Z handlu win Sztapfa, Przejazd^przenies. do księgami Karlsbad a, tamże 

odl|X. 

1867. Handel win Szczerbińskiego, Rynek St. Miasta, N. 43. 

„ „ Dynkowskiego, N. Miasto, N. 826. 

Skład cygar Kutnera, Senatorska. 

Handel win^Wisnowskiego, Marsz. -Chmielna. 

Ze skł. Lewenhardta, Kr. Przedm. N. 417 -^ do han. win Skorupskiego, 
Kr. Przedm, N. 416.^ 

Sklep Falęokiego, Kr. Przed, w gm. T. Dóbr. 

Ze skl. Majewskiego, Miodowa — Nowomiejska, do dystrybucji Cybulskie- 
go, Długa— Freta,'N. 592 5. 

Z han. win Riidigera, Mokotowska — PI. Al8ks.~do tegoż na Now. Świecie 
róg^Pl. Aleksandra. 

Handel win Muchowicza na Sewerynowie. 

1868. Handel Brodzkiego, Biała— Ogrodowa, N. 879. 

Od Muchowicza z Seweryno wa do han. win. Biuro Alcksandrja — Tamka. 
Od Golików z dystryb. Senator., do skł. zabaw, dziec Łaskiego w tymże 

domu. 
Od Popowicza z ul. Freta do Frzysieckiego przy ul. Św. J orskiej i Freta. 
Handel win Redlą, Chłodna— Żelazna. 
Handel Kosowskiego, N.-Świat obok straży ogniowej. 
Skł. papieru Ottona Flecka, Kr.-Przed. N. 427. 
Skł. papieru Ryllego, Św. Krzyska wprost Włodzimierskiej. 
Handel win Szadurskiego, Gołębia, N. 171: ,Jak to karta przez Redakcję 

udzielona oznajmia". 

1869. Z han. korzeń. Chodubskiego, Książęca — N.-Świat — do hand. korzeń. Rlldi- 

gerk naprzeciw. 
Skł. wikt Żeligowski, N.-Świat, N. 1303. 
Skł. norymb. Staniszewski, PI. Aleks. , N. 10. 

1870. Handel win, Wisnowski, zmienił firmę na Tyrankiewicza; kantor został 

(Marszałkowska). 
Handel Rydigera, Twarda— Marjańska. 



251 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Instytucja kantorów^ będąca kolebką prenumeraty miejskiej, jest do 
brze zasłużoną w dziejach prasy tutejszej. Przetrwi^a ona do dnia dzisiej* 
szegO; a w ciągu 75 lat jej istnienia raz tylko jeden zaszedł w jej dzia- 
łalności wypadek drobną plamę kładnący na to jasne^ harmonijne tło 
stosunku kantorów z redakcją. Mówimy tu o zajściu z kantorem na Nowym 
Świecie w r. 1877, które Kurjer w taki opisuje sposób (1877, N. 4): 

,Pan S. Winiarski, utrzymujący na Nowym-Świecie pod K. 62 handel galante- 
ryjny i zarazem kantor pism peijodycznych, rozesłał w dniacłi ostatnich grudnia r. z. 
okólnik litografowany do prenumerujących „Kurjera Warszawskiego** w jego kantorze. 
W okólniku tym pan S. Winiarski, użalając się na późne dostarczanie mu naszego pismu, 
zachęca prenumeratorów .Eurjera Warszawskiego", ażeby składali przedpłatę na Kurjer 
Oodiienny." 

Przytaczamy tu charakterystyczny ten dokument w dosłownem brzmieniu: 

„Wielmożny Panie. 
Ponieważ zamykam u siebie kantor tylko Eurjera Warszawskiego, a to z powo- 
clu, że bywa mi tak późno nadsełany, bo zawsze po 8-ej w wieczór, z czego tylko mam 
nieprzyjemność od służby przychodzącej po odbiór takowego i wyczekującej godzinami 
-^r moim Sklepie, nadal więc w Redakcji wypisywać go nie będę. Jeżeli więc W-y Pan 
^yczy sobie nie być bez podobnego pisma, to proponuję prenumerować u mnie od N-go 
^Eloku Kurjer Codzienny, który niczem się nie różni w treści, a format jego jest znacznie 
^^riększy i kosztuje to samo, co Kurjer Warszawski, t. j. 40 kop. miesięcznie, a najgłó- 
'^rniejsza, że Kurjer Codzienny regularnie bywa mi przysyłany zaraz o 5-ej a w lecie 
c» 4-ej po południu. Jeżeli propozycję moją W-y Pan podziela, to uprzejmie proszę 
c» wnoszenie prenumeraty nie inaczej jak z góry każdego I-go miesiąca po 40 kop. za 
Kaijer Codzienny. 

Z uszanowaniem 
St Winiarski." 

Jesteśmy przekonani, że list ten wystosowany został z własnej inicjatywy pana 
^. Winiarskiego, bez wpływu, a nawet wiedzy Redakcji „Kurjera Codziennego*. Pan 
^ Winiarski, jeżeli już pragnął ograniczyć albo nawet całkiem zwinąć u siebie prenume- 
ratę na „Kurjer Warszawski", to prosta uczciwość kupiecka nakazywała mu odsyłać 
prenumeratorów do kantoru głównego lub jednego z kantorów sąsiednich, a nie działać 
Yia krzywdę pisma, którego dotychczas był urzędowym i publicznie ogłoszonym składni- 
liciem. W skutku więc togo Redakcja postanowiła zwinąć zupełnie od dnia dzisiejszego 
kantor „Kuijera Warszawskiego" u p. S. Winiarskiego, przenosząc go do handlu win 
i korzeni p. Czerskiego, mieszczącego się w sąsiednim domu podvN. 64 na Nowym- 
SŚwiecie i zastrzegając zarazem pociągnięcie p. S. Winiarskiego na właściwej drodze do 
odpowiedzialności za działanie na szkodę interesów naszego pi8ma." 

Z zestawienia dat wy])ada, że w r. 1821-ym Kwyer liczył 9 kantorów, 
M r. 1838-ym 19, w r..l864-ym 35, dziś zaś posiada ich 179. 

W roku jubileuszowym przytaczamy wykaz wszystkich dziś czynnych 
kantorów miejskich: 

- 255 - - 



'l\ur/cr "Warszawski, 



Adamski, Twarda 28 
Artzt, Leszno 30 
Arasz, Nowy-Świat 58 
Andziak, Ogrodowa 19 
Bielecki, Ś.-Krzyska 14 
Boitz, Senatorska 2 
Brzozowski, Targowa (Praga) 34: 
Borc.hart, Złota 38 
Babakin, Pańska 58 
Buroff, Nowy-Świat 43 
Bom, Trębacka 11 
Bukowska, Elektoralna 15 
Baron, Średnia (Praga) 2 
Baorski, Chłodna 24 
Baranowska, Okopowa 73 
Borkowski, Stare-Miasto 22 
Baranowski, Hoża 51 
Bromirski, Bracka 13 
Bursztyn, Chłodna 23 
Bielecki, Wspólna 19 
Brzezicki, Marszałkowska 97. 
Berta, Złota 32 
Bazar Wiejski, Bracka 2 
Biernacki, Marszałkowska 77 
Czerniawski, Plac Witkowskiego 1 
Czerwiński, Żelazna 33 
Chadek, Sienna 82 
C/aban, Plac Św. Aleksandra 13 
Czajkowska, Chmielna 29 
Czerski, Marszałkowska 148 
Chodorowicz, Grzybowska 23 
Czeplicka, Żelazna 48 
Dąbrowski, Święto-Jerska IG 
Drzewiecki, Freta 27 
Długokęcki, Marszałkowska 7v^ 
Dajkowski, Miodowa 15 
Dilnstman, Marszałkowska 8ii 
Dobrowolski, Nowogrodzka 18 
Ederlin, Złota 60 
Eizenberg, Twarda 10 
Falęcka, Marszałkowska G9 
Fdiks, Sienna 3 
Fijałkowska, Pańska 88 
Godzińska, Nowy-Świat 23 
Gutkowski, Twarda 14 
Gronau, Chłodna 52 

• 

Grzywiak, Żelazna 45 
Górecki, Towarowa 6 



Eiolewiński, Kraków. -Przedni. 18 
Hentzel, Żelazna 4G 
Hofman, Grzybowska 58 
Jankowski, Chłodna 53 
Jastrzębski, Nowy-Świat 21 
Jabłoński, Daniło wieżowa ku 4 
Janikowski, Marszałkowska 71 
Jaroszyński, Ś-to-Krzyska 3 
Jarmulska, Chłodna 54 
Kuźmin, Marszałkowska 52 
Kozakiewicz, Marszałkowska 149 
Kosiński, Marszałkowska 91 
Korytowski, Grójecka 1 
Knowiakowski, Wspólna 22 
Kędzierski, Stare-Miasto 1 
Kierer, Chłodna 10 
Kornecki, Marszałkowska 107 
Kotuliński, Elektoralna 33 
Karwowska, Krakow.-Przedni. 5 
Koliński, Marszałkowska 122 
Kamińska, Chłodna 4 
Kieślowski, Bednarska 14 
Kobyliński, Krakow.-Przedm. 3^ 
Kretti, Złota 44 
Karwowski, Elektoralna 28 
Kotłowski, Smolna 11 
Kiliński, Nowogrodzka 30 
Kudła, Wilcza 32 
Korowa, Chłodna 50 
Kieroszyński, Ogrodowa 30 
Lijewski, Krakow.-Przedm. (> 
Langowski, Aleksandrja 2. 
Langowski, Szkolna 1 
Lewy, Czoniiakowska 85 
Lejzerowicz, Mokotowska 51 
Ługowski, Twarda 61 
Mucharska, Zórawia 7 
Merkury, Marszałkowska 115 
Merkury, Krucza 22 
Merkury, Nowy-Świat 70 
Merkury, Podwale 17 
Morkury, Nowo-Senatorska 8 
Merkury, Elektoralna 37 
Merkury, Srebrna 2 
Markowska, Rogatki Wolskie — 
Marcinkowski, Marszałkowska 117 
Muller, Senatorska 24 
Makowski, Brukowa rPraga) 



266 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



Marek, Kraków. -Przedm. 13 
MowczaDowski, Freta 39 
Mowczanowski, Długa 1 
Naacke, Wolska 5 
Nowakowski, Bielańska 3 
Kodzeński, Browarna 2 
Olszewska, Żórawia 23 
Osnchowski, Smolna 13 
Popko wski, Ogrodowa 11 
Potrzebski, Nowy-Świat 20 
Pollack, Nowy-Świat 1 
Pawłowski, Ohmielna 22 
Piladński, Gołębia 21 
Popławski, Kraków.- Przedm. 22 
Połątkiewicz, Tamka 49 
Płoński, Grochowska (Praga) 1 
Prasałek, Marszałkowska 92 
Roiniecki, w Targówku 
Roliński, Targowa (Praga) 16 
Raeińska, Pelcowizna 
Rando, Marszałkowska 123 
Rokowski, Żabia 9 
Rataj czyk, Żórawia 29 
Rokicki, Krucza 15 
Rąjewski, Chłodna 62 
Rosenfarb, Nowy-Świat 28 
Słomczyński, Miodowa 8 
Szyszko, Wspólna 26 
Soszko, Widok 16 
Siemiec Leszno 87 
Sędzimir, Królewska 37 
Szleifsztein, Elektoralna 1 
Starzyński, Nowolipie 48 
Strzelbicki, Wolska 11 
Szuwalski, Plac Zamkowy 89 
Szuster, Wierzbowa 9 
Silelfsztein, Długa 11 
Sowiński, Długa 61 
Szram, Ogrodowa 50 
Szafner, Żelazna 91 
Szczygielski, Sosnowa 8 
Stodulska, Bednarska 28 



Słupski, Chłodna 28 
Słobodzka, Nowe-Miasto 23 
Starzyński, Tamka 21 
Szmale, Elektoralna 80 
Sędzimir, Zielna 1 
Szubert, Chmielna 22 
Szadkowski, Szmulowizna 
Strzyżewski, Wspólna 8 
Tokarski, Elrochmalna 48 
Tchorzewski, Smocza 58 
Tchorzewski, Leszno 48 
Truskolawski, Biała 1 
Turków, Marszałkowska 67 
Wiland, Marszałkowska 86 
Wilanowski, Nowy-Świat 7 
Welman, Mokotowska 56 
Wilkaniec, Plac Św. Aleksandra 9 
Werner, Elektoralna 53 
Winiarski, Nowy-Świat 53 
Wnorowski, Nowolipie 17 
Wnorowski, Długa 27 
Wnorowski, Twarda 8 
Wileński, Wilcza 13 
Witkowski, Plac Św. Aleksandra 12 
Wasilewska, Elektoralna 23 
Wiktorja, Marszałkowska 77 
Werner, Bednarska 8 
Wodzyński, Krakow.-Przedm. 41 
Werner, Prosta 36 
Wołowski, Brukowa (Praga) 1 
Wertum, Mokotowska 59 
Zalewski, Długa 33 
Zermer, Żelazna 44 
Zapałkiewicz, Zapiecek 30 
Zaborowski, Ś-to Jorska 20 
Zieliński, Śliska 10 
Zbikowski, Żórawia 5 
Zielonacki, Długa 8 
Zielska, Ś-to Jańska 6 
Zachowski, Bednarska 10 
Zokowski, Bracka 21 



- 257 



17 



l\urjcr "W arsiawski. 



b) Roznosioiele. 

Jeżeli kiedykolwiek, czytelniku łaskawy, znalazłeś się w okolicach re- 
dakcji w porze pomiędzy godzinami 5 — 7 po południu, niezawodnie uderzył 
cię widok wybiegających co sekunda z dziedzińca redakcyjnego wyrostków, 
ze stosami Kur jera pod pachą, pędzących siłą strzały w najrozmaitsze 
strony miasta. 

To roznosiciele Kur jera, będący — po kantorach — drugim lodkiem roz- 
powszechniania pisma pomiędzy czytającym ogółem. 

Jak powstała, kiedy i jak się rozwinęła instytucja roznosicieli? — zaraz 
wam opowiemy... 

O ile „kantory" były pomysłem Kurjera od chwili założenia pisma 
o tyle „roznosiciele" są wynalazkiem przedsiębiorczości piywatnej. 

W czwartem dziesięcioleciu bieżącego wieku prasa o tyle się już rozsze- 
rzyła, dzięki wzrastającej poczytności gazet, iż okazała się potrzeba wytwo- 
rzenia takiego środka pośredniczącego pomiędzy redakcjami, jako dostaw- 
cami pism, a publicznością, jako ich odbiorcami, któryby w rękach swoich 
to pośrednictwo ześrodkował i ów stosunek dwustronny ujął w prawidłową 
organizację. Potrzebę tę odczuł i w czyn wprowadził niejaki Kaczanowski, 
który też w r. 1835-ym założył w naszem mieście, w tym celu, przy ^Biurze 
informacyjnem" oddział roznosicieli. 

Ponieważ w owym czasie kantory były już należycie zorganizowane, 
redakcje, jakkolwiek myśl nowej instytucji przyjęły życzliwie, gwoli jednak 
niewytwarzaniu kantorom współzawodnictwa i niezrażaniu ich wogóle, po- 
traktowały „Biuro" dość wstrzemięźliwie. Kurjer np. zamieścił o niem wia- 
domość, nie wprost od siebie, lecz w formie „Artykułu nadesłanego", który 
przytaczamy tu w całości, jako ciekawy dokument do historji roznosicieli 
warszawskich: 



(Art. nad.) Nie zawsze i nie każdy może wielkie przynieść usługi, 
i małe maią swoię wartość. Bióro Informacyjne oddawna miało zamiar roz- 
noszenia Pism perjodycznych tak dziennych iako i tygodnioioych do mieszkań Pre- 
numeratorów. W samym zakładzie Bióra była myśl, ustanowienia małej 
poczty miejskiej, okoliczności same tylko niedozwoliły dopełnić, tak tego, 
iak wielu zamiarów; iednakże dziś, kiedy iuż iedno z pism (Dziennik po- 
wszechny) rozsyła codziennie do domów numera, i Bióro Informacyjne po- 
spiesza donieść: że od I-go Kwietnia r. b. ustanawia roznoszenie Pism do 
mieszkań każdego Prenumeratora w obrębie miasta lub przedmieścia Pragi 
zamieszkałego. Korzyści dla prenumeratorów są znaczne, nie będzie nadal 

258 - — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

potrzeby posyłania codziennego^ uniknie się nadto balamustwa (sic) i straty 
czasu służących; w godzinie właściwej pisma będą donoszone, a to wszystko 
za bardzo szczupłe wynagrodzenie. Dla ocenienia korzyści wynikaiących 
z roznoszenia pism, dosyć iest porównać to przedsięwzięcie z pocztą. Przed 
istnieniem tej ważnej instytucji, ile to było trudów w przesyłaniu listów 
i pakietów w odległe strony: trzeba było albo umyślnego wysyłać, albo 
rzadko zdarzającej się czekać okazji. Dziś za małe wynagrodzenie, korres- 
ponduiemy z najodleglejszemi kraiami, i to z pośpiechem i pewnością. 
W mniejszym nieporównanie, a iednakże w podobnymże rodzaiu, roznosze- 
nie pism perjodycznych, przyniesie przysługę i zamiast posyłania 30 razy, 
czyż nie lepiej opłacić wynagrodzenie 10 groszy? Bióro, na mocy zezwo- 
lenia Władzy, zaprowadza kilku posłańców, którzy w rannych godzinach 
będą czekać w Redakcjach, na odbiór pism. Każda redakcja iest uproszo- 
ną, aby o ile możności przed południem chciała numera im wręczyć. Koło 
godziny 12 wszyscy się zbiorą w Kantorze głównym, a o 1-ej z południa 
rozbiegną się po mieście, każdy do swego wydziału, i w przeciągu 2-ch 
a 9ajdalej 3-ch godzin pisma rozniesionemi zostaną. W razie gdyby które 
pismo nie mogło wyjść w oznaczonym czasie, posłańcy 2-gi raz wysyłanemi 
będą, ale wówczas nie może być winą Rióra, ieśli odesłanie w parę godzin 
później nastąpi. Prenumeruiący ieduo pismo opłaci za odnoszenie wyżej 
nad cenę prenumeraty miesięcznie gr. 10; dwa pisma biorący, opłaci tylko 
gr. 1 5; za trzy pisma nie tylko że gr. 20 wniesie do Kantoru, ale może żą- 
dać, aby czwarte pismo bezpłatnie przynoszone było, a to bez względu iak 
daleko mieszka, byle tylko w obrębie miasta. Za roznoszenie pism co ty- 
dzień wychodzących, za cały rok opłaci prenumerator zł. 1. Każdy posła- 
niec będzie miał na kapeluszu Numer, a to dla tego, aby wszelkie rekla- 
macje bąć z powodu poplamienia pism lub iakiegobąć rodzaiu przekroczenia 
były ściśle dochodzone, a Bióro pospieszy korzystać z wszelkich uwag i za- 
stosnie ie do dobra Publiczności. Życzy ćby należało, aby osoby, których 
mieszkania nie zawsze są otwarte, alboliteż Urzędnicy, pragnący otrzymywać 
Dzienniki w miejscu urzędowania, zawczasu wskazali, gdzie posłańcy maią 
składać exemplarze w razie ich niebytnośei; najlepiej byłoby, aby Szwajcar 
lab iaki Mieszkaniec dolnych lokali miał komis ie odbierać. Posłańcy są 
obowiązani wszelkie reklamacje na piśmie, albo inne zlecenia do Bióra przy- 
syłane odnosić do głównego Kantoru bez żadnej zapłaty, byle z tad nie wy- 
nikła potrzeba oczekiwania. Niemniej posłaniec nie może sic domagać ża- 
dnego wynagrodzenia albo tryngieldu. Nie w samem tylko Bi(')rze Infor: 
akładać należy opłatę za roznoszenie pism; można ią i w Redakcjach zosta- 
wiać; wtenczas i ci będą korzystać z roznoszenia, co bezpłatnie trzyniaią 
Dzienniki, i ci, co w innych składach popłacili prenumeraty. Prenumeruiący 

259 17* 



J\ur/er Warszawski, 

na Magazyn Powszechny lub Magazyn Mód, albo nakoniec na Magazyn dla 
dziecię na każde żądanie, będą mieli odnoszone do domów exemplarze bez 
żadnego wynagrodzenia, byle tylko w Kantorze głównym, w Księgarni szkół 
publicznych Jana Gltiksberga, lub w Biórze Informa: życzenia swe oznajmili. 
W ogólności Bióro wszelkich dołoży usiłowań aby zadowolić Publiczność 
i zasłużyć na iej względy." 

Do tego, bezwątpienia wprost od Biura pochodzącego, komunikatu, za- 
mieszczonego w N-rze 68 z d. 11 marca 1835 r., Kurjer dalej od siebie do- 
dał w nawiasie uwagę: 

„(Redakcja Kurjera Warszawskiego, umieszczając powyższe ogłoszenie, 
zawiadamia swych łaskawych Prenumeratorów, że nie zmienia swych do- 
tychczasowych Kantorów, do których; iak zwykle, ciż Prenumeratorowie po- 
syłaią po Kurjera; tyczy się to iedynie tych, którzy życzą, aby im exempla- 
rze do domów odnoszono." 

• 

Biuro rozesłsJo posłańców w terminie oznaczonym: „Posłańcy Bióra 
Informacyjnego, roznoszący do domów pisma perjodyczne za opłatą gro- 
szy 10 miesięcznie, dziś iuż w obieg rozesłani zostali. Łaskawi prenumera- 
torowie, życzący mieć odstane pisma, raczą dokładnie wskazać miejsca, 
gdzie składać należy, w razie gdyby mieszkania były zamknięte" (1835, 88). 

Początkowo o „posłańcach" Biura spotykamy wzmianki dość częste. 
Ważniejsze przytaczamy: 

„Bióro Informacyjne, widząc z pociechą, że zaprowadzenie roznoszenia 
pism perjodycznych do mieszkań podobało się Publiczności, ma zaszczyt zło- 
żyć podziękowanie codziennie wzrastającej liczbie abonuiących, i zarazem 
przypomnieć, że i na przyszły kwartał z równą akuratnością wszelkie pisma 
rozsyłanemi będą. Prenumeratę składać można albo w Biórze Informacyj- 
nem albo w Redakcjach pism, albo nakoniec na ręce roznosicieli, ale tylko 
za kwitem, każdy bowiem z nich będzie posiadał pokwitowania drukowane. 
Prenumerata miesięczna z odnoszeniem jest: Kurjera Warszawskiego zł. 3, 
Gazety Warszawskiej zł. 3, Gazety Codziennej zł. 2 gr. 20, Dziennika Po- 
wszechnego zł. 5 gr. 10, Korrespondenta zł. 3 gr. 10. (Redakcja Kurjera 
donosi, że na to pismo we wszystkich dotychczasowych Kantorach można 
prenumerować, miesięcznie zł. 2 gr. 20, kwartalnie zł. 8)" (1835, Nr 166). 

^Posłańcy Bióra Informacyjnego mogą ważną uczynić przysługę osobom 
obszerne znaiomości maiącym, bilety bowiem z powinszowaniem Nowego 

260 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA . 

roku, byle opatrzone właściwym adresem^ odniosą za groszy dwa w najodle- 
glejsze miejsce" (1835, Nr 348). 

Biuro doznało powodzenia- Po roku J. Kaczanowski składa w Kurjerze 
„podziękowanie" publiczności (1836, Nr 86) i donosi, źe „nadal prenumeraty 
na pisma codzienne bez odnoszenia przyjmować nie będzie i tylko dla osób 
w okolicach mieszkających wyjątek od tej reguły uczyni"; zapewnia przy- 
tem, że drobne usterki będą usunięte. 

Rzecz atoli była nowa, więc bez „usterek* odbyć się nie mogło, zwła- 
szcza przy formowaniu z posłańców— inkasentów, bo oto w r. 1837 (Nr 114) 
Biuro zawiadamia: „aby nadal zapłatę za pisma, nie na ręce posłańców, ale 
albo w Redakcji, albo też w Biórze luformacyjnem opłacano** i że „Opłaty 
uskutecznione na ręce posłańców nadal przyjmowane nie będą*'. 

Musii^ to jednak być nieporozumienia chwilowe, skoro w tymże roku 
(Nr 231) czytamy w parę miesięcy zawiadomienie: „Szanowni Prenumera- 
torowie Kurjera Warszaw:, chcący, aby im toż pismo było odnoszone do ich 
mieszkań, raczą wnieść prenumeratę do Bióra Informacyjnego, lub na ręce 
Boznosicieli za kwitami, przed 5 Września r. b." 

Tylko nie wiadomo, czy tu mowa już o roznosieielach własnych Kur je- 
raf— jakby sądzić wypadało choćby z tego, że zawiadomienie powyższe skie- 
rowane jest wyłącznie do prenumeratorów Kurjera, Zdaje się wszakże, iż 
podówczas Kurjer jeszcze własnych „posłańców" nie utrzymywał, a utwier- 
dza nas w tym domyśle następująca wiadomość z roku 1842-go (Nr 130): 

„Jeden z Roznosicieli Kurjera umarł onegdaj, zostawiwszy ubogą Wdo- 
wę i troje drobnych dziatek. Dwie z dobroczynnych Prenumeratorek niniej- 
szego pisma, dowiedziawszy się o tem, nadesłały wczoraj do Redakcji 
Kurjera 2 ruble sreb: dla tejże Wdowy; złożył oraz D. zł. 20. (Z powodu 
nagłej choroby tegoż Roznosiciela, niektórzy Szano^iii Prenumeratorowie 
nie otrzymali regularnie Kurjera, a gdyby, broń BOŻE, zdarzył się podobny 
przypadek, raczą posłać do Kantoru Informacyjnego na Krako: Przedm: w Pa- 
łacu Potockich, gdzie natychmiast otrzymała zaległość.** 

Wydział roznosicieli własnych Kurjera powstał około roku 1852-go. 
O organizacji tego wydziału da nam dokładne pojęcie odezwa redakcji 
w N-rze 83-ym z r. 1858-go: 

„Redakcja Kurjera, stosownie do życzenia wielu Prenumeratorów, po- 
stanowiła od nadchodzącego kwartału z d. 1-ym Kwietnia ten zaprowadzić 

261 



Kurjcr Warszawski. 

porządek, że będzie tylko d-ch głównych Roznosicieli, w osobach: Anto: Gwiaz- 
dowskiego, Józefa Siedlińskiego, Józefa Jackowskiego i Leopolda Przedpeł- 
skiego; ci zaopatrzeni będą w xiążeczki sznurowe na prenumeratę kwartalną 
i miesięczną i prócz, że prenumerata z roznoszeniem do domów przyjmowaną 
będzie, jak dotąd, w ustanowionym Głównym Kantorze przy Drukami mieszczą- 
cym się, ciż roznosiciele są upoważnieni do przyjmowania prenumeraty mie- 
sięcznie lub kwartalnie, od osób, które na ich ręce będą sobie życzyły zło- 
żyć prenumeratę, na co obowiązani będą natychmiast na otrzymaną należy- 
tość doręczyć kwitek, z tejże xiążeczki sznurowej wycięty, wystawiony na 
okaziciela, opatrzony numerem bieżącym, podpisami roznosiciela i dozór nad 
tą sluibą mającego, tudzież pieczęcią Redakcji. Kwitki te odróżniać się będą 
na miesięczną i kwartalną prenumeratę, oddzielnym kolorem papieru, i za 
prenumeratę za takiemi kwitkami uiszczaną, Redakcja odpowiedzialność 
przyjmuje; wszelkie zaś inne, jako niewłaściwe uważane będą. Na ostatek 
uprasza Redakcja Szanownych Prenumerujących w ten sposób Kurjera, żeby 
pod żadnym względem prenumeraty na ręce pomocników poicytej wynńenionych 
Roznosicieli bez otrzymania natychmiast powyżej opisanych kwitków nie 
uiszczali. Co do prenumeraty Kurjera po kantorach na mieście, w tej nic 
zmienionem nie zostaje.'' 

Tak więc w r. 1858 czynne już były przy Kurjerze: Kantor główny, 
własny, dozorca roznosicieli, 4-ch inkasentów i grupa roznosicieli, „pomocni- 
kami" tychże nazwana. 

Powtórzoną powyżej odezwę swoją Kurjer przedrukowywał z pewne- 
mi zmianami, a przypominał ją dlatego, „ponieważ zdarza się jeszcze, że 
szanowni Prenumcratorowie Kurjera Warszawskiego, odbierający pismo to 
za pośrednictwem roznosicieli, składają prenumeratę na ręce osób nieupo- 
ważnionych do tego i za kwitkami niewłaściwemi, pomimo, iż o tem stoso- 
wne obwieszczenie w Kurjerze z d. 30 Marca r. b. Nr 85 ogłoszonem było, 
a przez to, narażeni bywają na zawód w regularnem odbieraniu pisma tego, 
lub że ich wcale nie dochodzi" (1858, Nr 113). 

Jednocześnie z ustanowieniem własnych roznosicieli Kurjera, zniknęli roz- 
nosiciele Biura, o czem Kurjer wprost donosi (1859, N-ry 159, 169): „Ponie- 
waż doszło do naszej wiadomości, iż niektóre osoby, podszywając się pod roz- 
nosicieli upoważnionych od Redakcji Kurjera, odbierają należność prenumc- 
racyjną za toż pismo, a nie będąc następnie w możności dostarczenia potrze- 
bnych exemplarzy, narażają tem samem opłacających na zawód: powołując 
sie przeto na dawniejsze ogłoszenia, przypominamy, iż Kantor Roznosicieli 
niniejszego pisma, jest tylko w RedaJc^ Kurjera, przy ulicy Wierzbowej w do- 

262 



KSIĄŻ K A JUBILEUSZOWA . 

mu dawniej L. A. Dnuiszewskiego, i że każdy z uiszczających prenumeratę, 
otrzymuje kwit opatrzony pieczęcią Redakcji, oznaczoną literami L. A. D., 
za które to kwity jedynie redakcja Kurjera jest odpowiedzialną". 

Tradycje Dmuszewskiego, o których w pierwszej części książki obszer- 
nie mówiliśmy, sięgały tak daleko, że w 12 lat po jego zgonie kwity pre- 
nnmeracyjne jeszcze inicjałami L. A. D, oznaczano!... 

Oprócz kłopotów z inkasowaniem należności, roznosiciele dawali po- 
wód jeszcze do innych nieporozumień, które musiały być dość częste i dość 
krępujące prawidłowe rozsyłanie dziennika, jeżeli doczekały się publicznego 
skarcenia. 

„Bardzo często spostrzegać się daje, — czytamy w „Od redakcji" 
w N-rze 5-ym z r. 1860 — iż osoby przechodzące ulicą nabywają od rozno- 
sicieli pism gazety z uszczerbkiem dla tych, którzy prenumerują takowe^ 
albowiem chłopiec po sprzedaży jakiego exemplarza nie jest już w możno- 
ści dostawienia drugiego właściwemu Prenumeratorowi. Że zaś w liczbie 
*ych pism wypadki takowe wydarzają się i z Kurjerem, przeto Redakcja ma 
honor jak najuprzejmiej upraszać pomienione Osoby, ażeby ze względu, je- 
żeli już nie na wyrządzaną niedogodność Prenumeratorom, to przynajmniej 
na powstrzymanie od demaralizauKmia chłopców roznoszących gazety, raczyły 
nabywać żądane przez nich piama w właściwych Redakcjach Gazet, zwła- 
szcza, że w każdej z nich codziennie zostawia się odpowiedni zapas pojedyn- 
czych exefnpłarzy dla sprzedaiy tychże na kaide żądanie.^ 

Mimo tych drobnych usterek i kłopotów, instytucja roznosicieli przyję- 
ła się na gruncie warszawskim i sti^ą śród publiczności cieszyła się sym- 
patją, rosnącą w miarę rozszerzania zastei)ów tych „Merkurych Kurjero- 
wych^. Objawy tej sympatji uwidoczniały się zwłaszcza [)odczas powinszo- 
wań noworocznych, kiedy tradycyjne dyski, hojną a nieprzymuszoną rozda- 
wane dłonią, sypały się do kieszeni roznosicieli. 

Pierwszą wzmiankę o takich powinszowaniach dt^ukowanych, któremi 

„roznosiciele pism perjodycznych" darzyli swoich klijentów, spotykamy w r. 

1844-ym (Nr 2), zaś w r. 1846-ym (Nr 2) pierwszy wiersz roznosicieli kurje- 

rowy chi 

Ile Kurjer i Dodatek 
Liter, punktów, kom zawiera, 
Tyle szczęsnych masz żyd latek, 
Zdrów, wesoły — et caetera. 

Typową między nimi postacią był, wspomniany w I-ej części, Hilary. 
Wzmianki o nim spotykamy na szpaltach Kurjera co chwila. Ale-bo też 

268 



Tsjirjcr ^arsiawski. 

nie był on roznosicielem zwyczajnym ! Do niego należały^ ważne w owe 
czasy, funkcje roznoszenia Kurjerów „różowych", które, przez Dmuszewskie- 
go wynalezione — w długie później przetrwały czasy. Puszczano je w obieg 
przy każdej sposobności: czy się kto żenił, czy awans w urzędowaniu 
otrzymywał, czy wogóle święcił radosny jakiś wypadek w swem życiu; 
Kur jera z odnośną wiadomostką odbijano w jednym exemplarzu na papie- 
rze różowym i Hilary niósł go osobie interesowanej. Dlaczego na różo- 
wym papierze ? 

Bo Kurjerek jak dziewica, 
Kiedy składać ma życzenia, 
Wtedy zwykle blade lica 
Na różowy kolor zmienia. 

(1850, Nr 76.) 

Szczególniej mnóstwo takich Kurjerów szło w świat w r. 1850-ym,gdy 
z okoliczności i nowego roku, i rozpoczęcia drugiej połowy stulecia rozno- 
sicicle i afiszerzy prawdziwe żniwo zbierali z powinszowali, które tym razem 
napisał im nie byle kto, bo sam... Józef Damse (1850, Nr 5). Moc musiała być 
tych egzemplarzy, skoro Hilary doczekał się wtedy nazwy „liweranta różo- 
wego kurjerka" (1850, Nr 2). 

Hilarego znało całe miasto, a znało tylko z imienia. Gdy w r. 1849 
pod[)isał się pod powinszowaniem noworocznem z nazwiska, Kurjer dowo- 
dził, iż „Hilary wszystkich zmistyfikowsi** (Nr 2) i że „całe życie nazywać 
się powinien tylko Hilary**. 

Gdy starość a nieudolność zajrzały mu w oczy, zapragnął, obok do- 
zgonnej służby w Kurjerze, spróbować jeszcze zawodu kramarskiego, do 
którego zachęcał go Kucz dobrze zapracowanemi przez wiernego sługę wy- 
razami reklamy: 

„Wiadomo, że stary Merkury był bożkiem handlu; nie wiemy wpra- 
wdzie, czy miał pod swoją opieką także i stragany z bułkami, ale to wiemy, 
że Merkury Kurjera (Hilary), pomny na swą starożytną nazwę, rzucił się 
eon am&re na łono handlu, i w tym celu wybudował w bramie domu Re- 
dakcji Kurjera potężną budę, pomalowaną straszliwie zielonym kolorem. 
A że nasz Merkury, pozostając i nadal przy dotychczasowych obowiązkach, 
nie mógłby zarazem jedną ręką rozrzucać różowe Kurjerki, a drugą rozda- 
wać rumiane bułki, zlał przeto tę część zatrudnienia na Panią Merkurową, 
swoją małżonkę, która już od onegdaj znajduje się w bufecie, wśród fcsto- 
nów wędzonych przysmaków i stosów świeżych bułek i rogali. W tym także 
straganie znajdige się skład tyle poszukiwanego zawsze w mieście chleba 
wiejskiego" (1850, Nr 71). 

264 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

„Stragan" jednak nie musiał prosperować, skoro między ofiarami no- 
worocznemi zaczynamy spostrzegać i datki na „starego Hilarego" (1852,N. 1). 

Zmarł on w r. 1859 (Nr 272), a K%irjer poświęcił mu takie, szczerem 
sercem Kucza kreślone, wspomnienie: „Wczoraj rozstał się z tym światem Hi- 
lary Gajewski, Pomocnik w Drukarni Kurjera Warszawskiego, znany zwykle 
pod nazwą Merkurego Kurjera, i całą duszą przywiązany do tego pisma. 
Blizko ćwierć wieku, poczynając jeszcze z czasów ś. p. L. A. Dmuszewskie- 
go, Redaktora Kurjera, spędził on na posługach Redakcji, dając zawsze jak 
największe dowody przycłiylności i wierności swojej. Mały na pozór był 
zakres działań jego, a jednak upamiętnił on się w Redakcji Kurjera gorli- 
wością swoją i dal się poznać Czytelnikom niniejszego pisma zwiastowa- 
niem im pomyślnych nowin, z któremi przy każdej sposobności dążył, niosąc 
w ręku różowego Kurjera. Dziś, gdy go śmierć już rozdzieliła z nami, po- 
święcamy mu tę skromną wzmiankę, jako wiernemu i przychylnemu praco- 
wnikowi w zakresie swoim, nie szczędząc mu z całego serca westchnienia 
za spokój duszy jego. Exportacja zwłok nastąpi w dniu jutrzejszym o go- 
dżinie 5-ej po południu, z Szpitala S-go Rocha, na smętarz Powązkowski." 

Musiała to być postać wyjątkowo typowa, skoro nietylko Kur jer, lecz 
i kronikarz Tygodnika lUuatrawanego pamięci Hilarego słów kilka poświęcił... 

Niech mu ziemia lekką będzie! a wspomnienie o nim niechaj przy- 
świeca wzorowym przykładem jego następcom, których rzesza, ze skromnej 
tradycji Hilarego wyrosła, liczy dziś 130-tu roznosicieli Kurjera, 

o) Kantor własny. 

Przegląd działalności kantorów wykazuje przedewszystkiem, iż 
w pierwszych chwilach prenumerata Kurjera owarunkowana była rozmaite- 
mi względami, które nie mogły pisma uprzystępniać. Dość powiedzieć, że 
np. prenumeratę przyjmowano tylko kwartalnie. 

Redakcja jednak wcześnie odczuwała potrzebę ulepszeń. Już w roku 
1824'ym (Nr 100) Kurjer od zasady krępującej odstępuje, ogłaszając, że 
^Jeśliby kto z ł^askawych Czytelników Kurjera Warszawskiego życzył prenu- 
merować w Warszawie tożj pismo na 2 miesiące, to jest od I-go Maja do 
końca kwartału za zł. 6, raczy w ciągu bieżącego tygodnia uwiadomić naj- 
bliższy swego mieszkania Kantor" — i dodaje, że: ^W kantorze JP. Ciecha- 
nowskiego, na rogu Podwala i ulicy Senatorskiej, dostać można wszystkich 
Numerów od I-go Kwietnia i kwartalnie za zł. 8 prenumerować". 

Lecz tego rodzaju udogodnień dawano bardzo mało, kantory bowiem; 
dla ułatwienia sobie czynności, niechętne były rozdrabnianiu prenumeraty 

265 



l\urjcr ^V arszaxi^ski. 

na miesiące. Zdaje się też, źe usiłowania w r. 1824-ym czynione nie roz- 
winęły sic należycie, sikoro jeszcze w r. 18o0-ym (Nr 84) Kurjer w taki spo- 
sób odzywa się do swoich prenumeratorów: „I^onieważ doszło do naszej 
wiadomości, iź nielttóre osoby, mianowicie zamieszkałe w Warszawie, a ży- 
czące sobie zaprenumerować Kurjera od nadchodzącego kwartału, chciałyby 
się (?) z niego przed terminem I-go Kwietnia korzystać, zwłaszcza źe już 
tylko idzie o dni kilka; przeto Redakcya, uprzedzając Ich chęci, oświadcza: 
iż atosotcnie do przyjętego przez dzienniki zagraniczne zwyczaju, wszyscy nowo 
od przyszłego kwartału zapisujący się Prenumeratorowie nabierają już pra- 
wa do odbioru tego pisma, od daty zaprenumerowania." 

Mniej-więcej to samo oznajmia redakcja w r. 1851-ym (Nr 119): „Je- 
żeliby kto z Szanownych Czytelników Kurjera, zapisanych powtórnie od 
I-go Maja w liczbę prenumeratorów pisma tego, życzył sobie dla kompletu 
Kurjera, posiadać exemplarze za czas jedno-miesięcznej przerwy, czyli za 
miesiąc kwiecień r. b., w takim razie objawić zechce życzenie swoje Re- 
dakcji Kurjera, a ta nie omieszka zadosyć uczynić takowym, bez roszczenia 
żadnej za to pretensji." 

Do tej kategorji ułatwień odnieść należy także, dość często w owym 
czasie spotykane, navStępujące uwiadomienie redakcji (1852, Nr 83): „W Re- 
dakcji Kurjera są złożone exemplarze tegoż pisma, całkowite, oprawne, 
z lat: 1832, 1833, 1834, 1836, 1837, 1838 i 1839; nadto drugie półrocze 
z roku 1835 i pierwsze z roku 1840. Życzący sobie takowe nabyć, mogą 
je otrzymać za dobrowolną ofi<irą dla Zecerów najdawniejszych tejże Redakcji." 

Komplety te musiały mieć amatorów, skoro nie pozostał z nich ani 
jeden... 

Pierwsze wzmianki o kantorze własnym znajdujemy od r. 1854, kiedy 
utrwalił się system roznosicieli i odkąd wprowadzono cennik 5-koi)iejkowej 
opłaty za odnoszenie egzemplarzy do domów. W odróżnieniu od kantorów 
miejskich po handlach nazywano go „Kantorem Głównym". 

„Ponieważ od dnia I-go Grudnia r. b. — czytamy w NN. 308 i nast. 
1856 r. — utrzymywany przez Pana Iluguesa, przy rogu ulicy Długiej i Mio- 
dowej, Kantor Roznosicieli Kurjera Warszawskiego, przenosi się do Kantoru 
Głównego w domu L, A. Dmuszewskiego, przy ulicy Wierzbowej , gdzie jest Ite- 
dakcja Kurjera: uprasza się zatem, aby nikt z pragnącycli nadal prenumero- 
wać Kurjera nie udzielał żadnych za miesiąc Tfrudzień zaliczeń w Kanto- 
rze P. Hugucsa, lecz takowe wnosił wprost do Kantoru Głównego przy Re- 
dakcji Kurjera.^ 

266 - — 



KSIĄŻKA JLBIŁBUSZOWA. 

Zawiadomienia o kaatorze wlasnjnn przytrafiają aię w Kttrjerze coraz 
czi;śeiej od r. 1864 {Nr 14.j) w tych słowach: „Łaskawych CaytelDlków 
Pisma iiaazego zawiadamiamy, iź Kantor Główny rozselania „Kurjera" 
w tejże Redakcji i nadal prowadzonym będzie. Prenumerata, z roznosze- 
niem na wszystkie punkta miasta, wynosić będzie: miesięcznie złp. 3, 
kwartalnie zip. y. Uitrauzamy zarazem PP. Prenumeratorów, aby od Roz- 
nosicieli, z Eedakcji wy»ełanycfa, na dowód zapłaty, żądali kwitów, gdyż 
za takowe tylko odpowiadamy, za wszelkie zaś inne, jako nie z Redakcji 
pochodzące, żadnej odpowiedzialności nie przyjmujemy." 

Jaka była organizacja tego „Kantora (Jłównego" ? 




Pierwsze binro adminietnuji Kwrja 



Nie będziemy dalecy od prawdy, jeżeli powiemy, że początkowo składał 
się on z jednej osoby, że za córki Dmuszewskicgo, Zabłockiej, zarządzał admi- 
nistracją czas pewien Wysiekierski, zięć jej, że po nim urząd administratora 
pełnił Lyszkiewioz, którego można uważaó za pierwszego zarządcę kantoru 
w istotnem tego słowa zuaczeuiu. 

Powoli kantor rozszerza! zakres swojej działalności, która na dwa roz- 
winęła się działy: ogólno-buehalteryjny i właściwej administracji, obejmują- 
cej nadzór nad roznosicielami, maszynami, zecernią i prowadzenie kasy. 



%urjcr "^Warsiawóki, 

Ale ła spegalizacja działów administracji zaczęła się dopiero za czasów 
Szymanowskiego, i to i)0 r. 1880-ym, przedtem bowiem i rachunkowość, 
i zarząd techniczny prowadzono dość chaotycznie. Dość powiedzieć, źe 
pierwszy Ułam Kurjera według zasad buchalterji podwójnej sporządził do- 
piero Emiljan Konarski za rok 1882-gi. 

Dziś „Kantor główny" Kurjera sidada się z działów następujących: 

1) administracja ogólna, 

2) wydział korespondencji, 
wydział ogłoszeń, 
kasy, 
ekspedycja miejska, 

„ pocztowa, 

wydział kontroli, 

„ dobroczynności, 
buchalterja. 

Wszystkiemi temi wydziałami, wyjąwszy N. 8, zawiaduje naczelnie 
pan S. Lewental. 



3 
4 

o 

6 
7 
8 
9 



* * 



Na zakończenie jeszcze słówko o... egzemplarzach gratisowych. 

W swoim rodzaju są one osobliwością, w tym zakresie właściwą tylko 
chyba Kurjerom, Dziś jeszcze są czasopisma, których liczba prenumerato- 
rów nie dorównywa ilości darmo rozdawanych egzemplarzy Kurjera I Ale 
bo rozdawnictwo to ma swoją tradycję. Początkowo wydawano gratis pi- 
smo osobom najbliżej redakcji stojącym; do tego grona przybywały insty- 
tucje dobroczynne. Z czasem, w miarę rozszerzania się stosunków, szedł 
Kurjer gratis do rozmaitych osób i biur, z któremi redakcja pozostawała 
w częstszych interesach, tak, iż dziś liczba egzemplarzy gratisowych, łącznie 
z egzemplarzami współpracowników, doszła do kilku setek. 

Charakterystyczne było rozdawanie tych numerów w epoce Dmuszew- 
skiego. Oszczędny i rachunkowy, D. niezbyt chętnie przyznawał egzempla- 
rze gratisowe, usprawiedliwiając odmowę kosztami papieru. Wówczas pe- 
tenci zaofiarowali się dostarczać papieru własnego. I oto schodzą sie do 
drukarni w porze kończącego się druku, — ten z papierem od cukru, ów 
z bibułą sklepikową i t. d. Stary Maciej Brochnocki nanowo smaruje czcion- 
ki farbą drukarską, dostarczony papier kładzie pod prasę i... w ten s[)Osób 
formują się egzemplarze gratisowe dla rozmaitych wysłużonych oficjalistów, 
dla wdów po pracownikach Kurjerowych i innych. 

Normalne egzemplarze darmo otrzymywały tylko instytucje dobroczyn- 
ne (1852, Nr 164), które i dziś jeszcze po większej części z przywileju tego 
korzystają. 

268 



KSIĄŻKA JtJBILEtJSZOWA. 



d) Kioski. 

o działalności kiosków jako pośredników pomiędzy redakcją a ogó- 
łem niewiele możemy powiedzieć, raz tylko bowiem spotykamy o nich 
^vramiankę. 

Mówimy tu o odezwie „Od Redakcji"; osnowy takiej: 

„Dla dogodności naszych prenumeratorów, urządziliśmy w kioskach 
sprzedaż pojedynczych numerów i prenumeratę pisma naszego. W kioskach 
również można się zapisywać na ogłoszenia po cenach redakcyjnych." 
(1877, N. 153). 

Z daty tej odezwy wynika, że kioski, jako organ pośredniczący, wy- 
stąpiły w d. 13-ym lipca 1877 -go r. 

W porównaniu z innemi czynnikami, jak kantory i roznosiciele, nie- 
odegrały one w Warszawie roli wybitniejszej, takiej np., jak w Paryżu. Po- 
chodzi to niewątpliwie ztąd, że za granicą rozwinięta jest przedewszystkiem 
sprzedaż egzemplarzy pojedynczych, gdy u nas utrwaliła się prenumerata 
miesięczna, kioski zaś, z natury rzeczy, bardziej do pierwszego niż do dru- 
giego systemu są powołane. 



e) Ekspedycja pooztowa. 

Późne utworzenie kantoru własnego po części tłumaczy się i tem tak- 
że, że przez ^ugi szereg lat prenumeratę zamiejscową przyjmowały urzędy 
pocztowe. W końcu każdego kwartału poczta komunikowana redakcji, iż 
na kwartiJ nadchodzący potrzebuje tyle a tyle egzemplarzy, za komplet ten 
wnosiła należność i sprawa prenumeraty prowincjonalnej była już załatwio- 
na, Redakcji nie obchodziło zgoła, kto, gdzie i ile egzemplarzy otrzymy- 
wał. KuTjer potrzebował tylko jednej wiadomości: liczby egzemplarzy, i tę 
regularnie co kwartał otrzymywał z biura pocztowego. 

System ten trwał do r. 1868. 

Oto szereg odezw od redakcji w dziale „nowości warszawskich'' stale 
w pewnych terminach podawanych. Najlepiej one odmalują ówczesne 
urządzenia ekspedycji pocztowej. 

„Redakcja Kurjera Wanzatoahiego, odbierając wprost od rozmaitych 
osób mieszkających na prowincji żądania, aby im przysyłała tego Kurjera, 
ma zaszczyt zawiadomić, iż w tej mierze jedynie z Ekspedycją Gazet w War* 

— - 269 



s/awie ma do czynienia, a Prenumeraty przyjmują się nie to Redakcji, lecz na 
pocztamtach'^ (1822, N. 23). 

„Redakcja Kurjera dla codziennego i spiesznego wydawania tego 
pisma nie może, jak pewną liczbę egzemplarzów drukować, gdy zaś w ciągu 
kwartału jeszcze z poczty nadsyłane są prenumeraty, oświadcza, iż przyj- 
mować jej nie jest w stanie aż do 1 kwietnia. NajusiJniej przytem prze- 
prasza łaskawych Prenumeratorów, że dla tejże przyczyny (pomimo wcze- 
snego ostrzeżenia) ci, którzy \^o pierwszym stycznia nadesłali żądania prenu- 
meraty, pierwszych numerów nie dostali" (1822, N. 30). 

„Redakcja Kurjera Warszawskiego najusilniej uprasza swoich Szano- 
wnych Prenumeratorów, osobliwie na Prowincji, aby wcześnie oświadczyli 
na Pocztamtach, czy będą łaskawi nadal utrzymywać toż pismo. Redakcja 
bowiem nie może męcej drukować egzemplarzy nad taką liczbę^ ile dnia osta- 
tniego Marca Główny Pocztami Warsz. wydać sobie zaleci. Cena kwartalna 
taż sama, jak dotąd, to jest w Warszawie zł. 8, a z pocztą zl. 9" (1822, 
N. r,3). 

W myśl tych uwiadomieu Kur jer zapełniony jest „przypominaniami" 
w ostatnich tygodniach kwartału, podawanemi niezmiernie treściwie, z przy- 
toczeniem ceny lub bez tegoż, a często nawet wprost tylko na końcu numeru 
(np. 1823, N. 233 z d. 30/IX) w tej formie: 



Dziś kończy się Kwartalna Prenumerata na Kurjera Warszaw- 
skiego, 

Tego rodzaju system, pozornie usuwający kłopoty administracyjne, 
nie był dogodny ani dla prenumeratorów, ani dla redakcji. Pierwsi wciąż 
zwracali sie do Kurjera z prenumeratą i przy prenumeracie z rozmaitemi 
sprawami, Kurjer zaś nie mógł ich żądaniom uczynić zadość, bowiem znał 
tylko jednego prenumeratora po za obrębem Warszawy, a tym był Urząd 
Pocztowy. 

Redakcja usiłowała łagodzić system opłat kwartalnych. Na zapyta- 
nia nadsyłane z prowincji, czy „tr ciągu bieżącego kwartału przyjmuje się pre- 
numerata na Kurjera Warszawskiego", odpowiadała, „iż jeszcze mix kilka 
kompletnych exemplarzy, które, zapisane za cenę zwyczajną na wszystkich 
Pocztamtach Królestwa Pols., niezwłocznie żądającym przesiane będą, z na- 
stępnem dołączeniem wychodzących Kurjerów aż do 1 Października" (N. 180 
z d. 31/VII, 1823 r.). Lecz te półśrodki złego nie usuwały: 

270 



KSIĄŻKA JUBIt.£US20WA. 

^Redakcja Kurjera Warszawskiego ogłosiła na początku grudnia r. r., ie 
tylko tffe moie wt/dawaó egz^nplarzy tego pisma. iU Prenumeratorów zapisze się 
nm Pocztamtach do dnia Pierwszego Stycznia: przeto uwiadamia te Szanowne 
Osoby j które póiniej oświadczyły, że jest ich wolą utrzymywać (sic) toż pismo ^ ie 
Prenumerata na bieżący kwartał jtiź jest zamkniętą^ (1825, N. 29). 

W jednym tylko wypadku system ten mógł być wygodnym: uwalniał 
Kurjer od wszelkiej odpowiedzialności za nieregularne dostarczanie egzem- 
plarzy: j^Redakcja Kurjera Warszawskiego, odebrawszy list od W. J. God... 
o nieotrzymanie egzemplarzy tego pisma, ma zaszczyt odpowiedzieć, źe od 
siebie nikomu nie prenumenije; Szanowny więc Prenumerator od Pocztamtu, 
na którym prenumerował, powinien odebrać swą należytosć" (1829, 
N. 121). 

Otwarcie kolei warszawsko-wiedeńskiej nie zmieniło tego stanu rzeczy, 
oddziałało tylko o tyle, iż Kurjer przyśpieszył godziny wyjścia numerów 
z pod prasy, celem wydążenia na pociągi. 

Przytaczamy tu charakterystyczną odezwę z r. 1848 (N. 74), będącą 
zarazem i programatem pisma i echem tych wątpliwości, jakie po zgonie 
Dmuszewskiego właścicieli przejmowały, i materjałem do urządzeń ekspe- 
dycyjnych: 

^Za dni kilkanaście skończy się kwartał pierwszy roku 1848-go. 
Okoliczność ta podaje nam sposobność wynurzenia Szanownym Prenumera- 
torom i Czytelnikom Kurjera Warszawskiego wdzięczności naszej za zacho- 
wanie nam tych względów i tego łaskawego przyjęcia, jakimi pismo niniej- 
sze, pod redakcją ś. p. L. A. Dmuszewskiego, zaszczycać raczyli. Redakcja 
dzisiejsza, przedsiębiorąc dalsze prowadzenie pracy poprzednika swego, 
miała i ma zamiar nie odbiegać w niczem od wskazanego sobie tym przykła- 
dem i doświadczeniem ładu, nie zmieniać ani ducha, ani zasady, ani formy 
pisma.... Sąd łaskawych Czytelników wyrzec raczy, czy zamiarowi swemu 
uczyniła zadość. Uprasza się Łaskawych Prenumeratorów, aby raczyli 
wcześnie oświadczyć na Pocztamtach i Kantorach, czy będzie ich wolą utrzy- 
mywać {sic) i nadal to pisemko. Ale niechajźe nadchodzący początek kwar- 
tału będzie dla nas tylko pierwszym Kwietnia, a nie Prima Aprilis! Re- 
dakcja Kurjera Warszawskiego dołożyła wszelkiego starania, aby exempla- 
rze tego pisma były oddawane codziennie na Pocztę w Warszawie, tak wcze- 
śnie, iżby mogły być expedjowanymi jeszcze tego samego dnia na Poczty 
odchodzące, oraz pociągiem kolei żelaznej o godzinie 10-ej zrana, wypra- 
wianym z Warszawy do Skierniewic, Rokicin, Piotrkowa, Radomska i Czę- 
stochowy." 

271 



J\urfer ^ arszawski. 

Odezwę tę powtórzono kilkakrotnie, z pewnemi zmianami (NN. 79, 
161, 247), później zaś poprzestawano jnź tylko na wznowieniu dawnych 
przypomnień (1849, NN. 72, 76, 155, 247) lakonicznych, na czele numerów 
drukowanych. 

System, o którym mowa, dotyczył nietylko prenumeraty krajowej, 
lecz i zagraniczną obejmowi^. „Na odebrany list z zagranicy, o wpisanie 
Hr. K. w listę prenumeratorów pisma naszego, Redakcja Kurjera ma honor 
oświadczyć, iż stosownie do przyjętych w tym celu formalności pocztowych, 
każdy z życzących sobie zaprenumerować to pismo winien zapisać się na 
poczcie w tem mieście lub miejscu, gdzie albo zamieszkuje stale, albo też, 
zkąd życzy sobie takowe odbierać" (1850. N. 101). 

Pomimo utrwalenia systemu, nieporozumienia musiały przytrafiać się 
nieraz, skoro jeszcze w r. 1849-ym (N. 293) znajdujemy ich siady w formie 
np. takiego usprawiedliwiania się redakcji: „Gdy wydane w tych dniach 
exemplarze Kurjera nie doszły niektórych Szano: Prenumeratorów na pro- 
wincji zamieszkałych, przeto Redakcja, dla przekonania, iż to nie z jej winy 
wynildo, ma honor upraszać tychże o zgłoszenie się na jej koszt, o brak 
exemplarzy, które bezzwłocznie przesłane im zostaną." 

W r. 1850 w systemie zaszła zmiana formalna: Zarządy pocztowe za- 
żądały przesyłania egzemplarzy w kopertach. Warunek ten jednak nie był 
wyłączny. Pragnący otrzymywać pismo w kopertach dopłacali po 1 rs. na 
kwartsJ, czyli płacili 2 rs. 65 kop. kwartalnie wraz z prenumeratą, odbiera- 
jący zaś bez kopert wnosili po dawnemu rs. 1 kop. 65 (1851, N. 243). 

W odnośnem zawiadomieniu Kurjer po raz pierwszy stawia kategorję 
prenumeratorów miejscowych obok „zamieszkałych na prowincji", do któ- 
rych dotąd stale się zwracał; po raz pierwszy też wspomina o prenumerato- 
rach „w Cesarstwie" i „za granicą". 

Drugą zmianą, jaka pod ten czas zaszła — lecz bliżej nie wyjaśnioną — 
było udostępnienie Kurjerowi bezpośredniego stosunku z prenumerator?fmi, 
o czem zdaje się świadczyć ustęp odezwy z r. 1851 (NN. 331, 338): 
„Szanowni Prenumeratorowie, mianawicie zamieszkali na prouAncji, raczą, dla 
uniknienia wszelkiej zwłoki w odbiorze pisma, poczynić wcześnie zapisy na 
właściwych stacjach pocztowych, a w razie doznania jakiegokolwiek zawo- 
du, zechcą zgłosić się listownie na koszt Redakcji, która nie omieszka jak 
najśpieszniej wszelkie pomyłki lub nieporozumienia sprostować. Co się zaś 
tyczy osób zamieszkałych w odleglejszych prowincjach Cesarstway lub tet za grani- 
cą, a nawet w Królestwie, i otrzymujących już w urządzonych w tym celu 
kopertach, albo pragnących otrzymywać w nich to pismo, takowe niech 

212 — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

raczą zgłosić się listownie wprost do Redakcji Kurjera lub do Expedycji Cazet 
przy Pocztamcie Warszawskim, z dołączeniem do żądania swego rs. 1 kwar- 
talnie za koperty, oraz kosztów prenumeraty w ilości rsr. 1 kop. 65 również 
kwartalnie, a życzeniom ich zadosyć się stanie". Nazywamy tę zmianę nie 
dość ścisłą, jakkolwiek zdaje się być rzeczą niewątpliwą, że pierwszy wy- 
łom w dotychczasowym systemie uczyniono na korzyść prenumeratorów 
„prowincyj odleglejszych", tudzież prenumeratorów, otrzymujących Kurjera 
w kopertach. 

Potwierdzeniem naszego domysłu jest odezwa z r. 1852 (N. 6), będą- 
ca zarazem dowodem nowj^h powikłań prenumeracyjnyeh: „Kilkakrotnie 
w miesiącu Grudniu r. z. Redakcja Kurjera ogłosiła, już, iż osoby życzące 
prenumerować pismo niniejsze w oddzielnych kopertach raczą przy zgłosze- 
niu się listownie do Redakcji Kurjera, obok należności za prenumeratę roczną 
rs. 6 kop. 60 (a w tym stosunku i kwartalną), nadesłać jeszcze na koperty 
po rublu sr. 1 kwartalnie, czyli rocznie rs. 4; wogóle zatem na rok rs. 1 
kop. 60. Tymczasem przy nadchodzących ciągle do Redakcji wezwaniach, 
od zandeszkałyeh w odleglejszych stronach osóh^ dołączane bywają zwykle rs. 10. 
Redakcja Kurjera, przez wzgląd na odległość miejsca tych osób, nie chcąc 
narażać Szanownych Prenumeratorów na zwłokę, dopłaca za nich na poczcie 
po kop. 60, i stara się o jak najśpieszniejsze wysłanie im pisma. Z tego 
więc powodu ma honor upraszać wszystkie te Osoby, aby pomienioną do- 
płatę po kop. 60 raczyły, za odebraniem pierwszych numerów pisma tego 
i kwitów pocztowych z uiszczonej należności rocznej, odesłać Redakcji Ku- 
rjera". 

Dalszem i już pewnem potwierdzeniem jest odezwa — pieticsza w spra- 
wie prenumeraty pod nagłówkiem „Od redakcji Kurjera Warszawskiego" 
zamieszczona — w N. 161 z r. 1852, w której obok zapewnienia — również 
pierwszego w tym rodzaju— że , pomimo podwyższenia ceny papieru i zwię- 
kszonej opłaty portoryjncj, opłata prenumeracyjna na Kurjera Y^arszawskie- 
go pozostaje niezmiennie («tc)", czytamy nadto wyjaśnienie: „Opłata ta wynosi 
kwartalnie: w Warszawie rsr. 1 kop. 20; w Królestwie i Cesarstwie, kwar- 
talnie rsr. 1 kop. 65. Życzący odbierać Kurjera w oddzielnych kopertach, 
tak w Cesarstwie jako i Królestwie, dopłaci rs. 1 na kwartał, i z żądaniem 
swojem uda się listownie do Redakcji Kurjera Warszawskiego, albo do 
Eipedycji Gazet w Warszawie". 

Wyjaśnienie zaś swoje popiera Kurjer przykładem, jaki mu się wkrót- 
ce nastręczył. „Onegdaj otrzymaliśmy list bezimiennie z Petersburga, z cy- 
frami J. K. K., pr/y którym dołączono rs. 3 na Ołtarz Matki Boskiej Czę- 
stochowskiej, w Kościele po-Paulińskim S-go Ducha. Szanowny dawca, 
który już tylokrotnie podzielał z nami, choć w oddaleniu, wszystkie cele 

KsiąikAjublleunowa. "^ — 273 18 



%ur/er ^ arszawski, 

chwalebne, zapytuje nas w tymże liście swoim: jaką drogą najregularniej 
mógłby odbierać w Petersburgu Kurjera Warszawskiego? Niemając innej 
sposobności zawiadomić go o tern, jako bezimiennie zgłaszającego się, 
oświadczamy tu, iż najlepiej jest zaprenumerować Kurjera w kopertach, to 
jest: za opłatą roczną, półroczną i kwartalną, w stosunku rocznym rs. 10 
kop. 60. Żądanie zaś swoje listowne w tym przedmiocie, wraz z kwotą od- 
powiednią czasowi prenumeraty, moie nadesłać albo wprost do Redakcji Ku- 
rjera WarszatcshUgo, albo też do Expedycji Gazet w Warszawie" (1852^ 
N. 313)". 

Odezwy Kurjera i^. i. ^ Od redakcji" odr. 1852 ukazują się stale. 
Kurjer przytacza w nich warunki prenumeraty, poprzedzane częstokroć uwa- 
gami ogólnemi, w rodzaju następujących: 

y^Ohejmując wszystko dla wszystkich, począwszy od wiadomości miejsco- 
wych, aż do zagranicznych, niemniej obchodzące ogół szczegóły pod tytułem 
Rozmaitości, i nakoniec ogólne potrzeby mieszkańców pod rubryką Donie- 
sień, starać się będzie i nadal zasłużyć sobie na te względy u Czytelników, 
jakiem! dotąd się szczyci" (1852, N. 224). 

„Pomimo powiększenia oddawna, skutkiem rodzących się potrzeb, 
rozmiaru pisma, przedpłata na Kurjera Warszawskiego pozostaje niezmien- 
na" (tamże). 

„Względem odebranych reklamacji, o nieregularny odbiór pism perjo- 
dycznych, a w ich liczbie i Kurjera Warszawskiego, Redakcja czyni stoso- 
wne do Expedycji Gazet w Warszawie przedstawienie, która, czuwając z tro- 
skliwością nad śj)iesznem i regularnem expedjowaniem pism krajowych? 
nieomieszka tego usunąć" (1853, NN. 73 i 145). 

„Niektórzy z Prenumeratorów, zamieszkałych tak w Królestwie jako 
i w Cesarstwie, nadsyłają należność za Kurjera pod adresem Redakcji Ku- 
rjera lub Pocztowej Eypedytyi Gazet, bez dopłaty na koperty, a źe z tego po- 
wodu przez odwrotne korrespondencye bywają narażeni na niejaką zwłokę 
w odbiorze pisma, przeto Redakcja zawiadamia, że hez dopłaty na koperty, 
f nożna prenumerować tylko na najbliższych Urzędach lub Stacjach pocztowych"^ 
(1855, N. 143). 

„Można także za opłatą kopertową jednego rubla, czyli w jednej ko- 
percie, otrzymywać i kilka exemplarzy Kurjera" (1855, N. 304). 

Zażalenia na nieregularny odbiór Kurjera wzmagały sic. Z samych 
wyjaśnień, jakie z tego powodu w rocznikach spotykamy, możnaby skreślić 
osobny rozdział. Szukano przyczyn na wszystkie strony, zarządzono kwe- 
rendy; nic jednak nie pomogło: pomogła dopiero reorganizacja systemu eks- 
pedycji dzienników za pośrednictwem poczty, w r. 1867 rozpoczęta. 

274 



ttSIĄŹKA JUBILEUSZOWA. 

2Janim jednak przejdzieiHy do treści tej reformy, zanotujemy jeszcze 
kilka dat. 

W r. 1854-ym (N. 114) Kurier uprasza prenumeratorów o nadsyłanie 
dokładnych adresów, tak pod względem stałego zamieszkania, jako też 
imienia i nazwiska, oraz miejsca czyli stacji pocztowej, z której pragną od- 
bierać Kurjera; zaszło bowiem ^ kilka takiego rodzaju wypadków, dla któ- 
rych ani Redakcja, pomimo nadesłania pieniędzy, nie jest w możności wyex- 
pedjowania Kurjera, ani udzielenia odpowiedzi listownej z powodu braku 
adresu". 

W tymże roku 1854 (N. 162) Kurjer zamieszcza list następujący: 

PoTiieważ niektórzy Abonenci pism i gazet zagranicznych użalają się, iż nie otrzy- 
mują takowych w należnym komplecie: przeto Zarząd Okręgu Pocztowego ogłasza 
niniejszym, iż przyczyną tego jest jedynie późne zapisywanie takowych przez samych 
Abonentów: życzący więc sobie otrzymywać gazety i pisma perjodyczne kompletne, winni 
zapisywać je przynajmniej na miesiąc przed rozpoczęciem każdego kwartału; w przeci- 
wnym bowiem razie sami sobie winę przypiszą, jeżeli nie odbiorą gazet w komplecie. — 
Naczelnik Okr§gu, X, Golicyn. 

Treść tego listu, bez podpisu, lecz w formie komunikatu, Kurjer po- 
wtarza w r. 1856-ym (N. 223), przyczem dowiadujemy się, iż urzędy poczto- 
we pobierały opłaty prenumeracyjne według cenników, jakie otrzymywały. 

Wreszcie w r. 1862-im (N. 110) Kurjer wprost oświadcza: „Pomimo 
przedsiębranych przez Redakcję środków w celu zadosyó uczynienia żąda- 
niom Czytelników swoich zamieszkałych na prowiu(yi, co do akuratności pod 
względem odbioru prenumerowanego przez nich Kurjera Warszawskiego, 
nie przestają nas dochodzić zażalenia, już nietylko na opóźnienia w przesył- 
ce, ale nadto na brak niektórych numerów na różnych stacjach pocztowych. 
Oświadczamy przeto szanownym abonentom, iż brak takowy nigdy nie może 
mieć miejsca, albowiem ilość żądanych przez pocztę exemplarzy jak najaku- 
ratniej expedjowaną bywa z Redakcji. Wszelka więc niedokładność w tym 
względzie pochodzi z winy miejscowych Stacji pocztowych, z których abo- 
nenci odbierają to pismo, i dlatego upraszamy jak najmocniej o każdej ta- 
kiej nieakuratności donosić Redakcji Kurjera, która nieomieszka zapobiedz 
temu przez zaniesienie zażalenia do expedycji pocztowej Gazet w War- 
szawie". 

Te ustawiczne zażalenia, wzrastające w miarę rozrostu prenumeraty 
prowincjonalnej i wzrostu ilościowego pism w Warszawie, nie mogły pozo- 
stać bez skutku. 

Nadszedł czas reformy. 

Miała ona trzy chwile, dwie pierwsze bardziej formalne, niż istotne, 
trzecią zasadniczą. Pierwsza zmiana weszła w wykonanie z d. 1 stycznia 

275 18* 



JSjirjtr yJ^ arsiawski. 

l868-go r., druga zaczęła obowiązywać od Nowego roku 1869-go, trzecia od 
roku 1870-go. 

Na czem polegała reforma z r. 1867-go, — pouczy nas dokładnie za- 
wiadomienie Kurjera z d. 23 grudnia 1867 r. (Nr. 287): 

„Od dnia I-go Stycznia roku przyszłego wszystkie Gazety i pisma tu- 
tejsze obowiązane są przesyłać każdy pojedynczy numer w kopercie, opa- 
trzonej drukowanym adressem, obejmującym nazwisko i miejsce zamieszka- 
nia prenumeratora, albo też w opasce obejmiyącej takiź sam adress. Stacje 
pocztowe, tak jak dotąd, obowiązane są prenumeratę na pisma krajowe 
przyjmować. Na zapisach, przesyłanych do Expedycji Gazet, wyszczegól- 
niać dokładny adres każdego prenumeratora, na każdy rodzaj pisma. Pisma 
w ten sposób na Stacjach prenumerowane mogą być przesyłanemi tylko 
w kopertach. Pod opaską zaś mogą być przesyłanemi te pisma i dla tych 
prenumeratorów, którzy się po nie do Redakcji wprost zgłosili. 

y^Sf/stem więc nowy nie zmienia wcale stosunku między prenumeratorami 
a stacjami, nie opóźni w niczem odbioru, jeżeli tylko prenumerata wcześnie 
wniesioną została. Owszem przedstawia on tę korzyść, że prenumerator 
pismo żądane otrzymuje czyste, a przytem z tą pewnością, że nikt inny po- 
przednio z niego użytkować nie mógł. Zmiana ta dotyka ^ tylko stosunków 
Redakcji z Expedycją Pocztową, a każdej Redakcji, dbałej o swój interes, 
staraniem będzie i być musi, aby o ile możności, prenumeratorowie ztąd naj- 
mniejszej nie poczuli niewygody. 

^Wprawdzie w kwartale bieżącym, z powodu spóźnionej pory i spó- 
źnienia w zapisach, mogłyby zajść pewne w przesyłce zwłoki, ale zwłoki 
te w znacznej bardzo części usuniętemi zostaną, jeżeli prenumeratorowie 
zechcą przyśpieszać o ile możności zapisy, które Stacje Pocztowe z szybko- 
ścią jak największą przysyłać do Expedycji Gazet będą. Nowy system 
wkłada na nas ciężar i koszt większy, obciążając Redakcje obowiązkiem 
kopertowania i adiesowania każdego exemplarza; uważając jednak nasze 
poprzednie ogłoszenia jako niewzruszone względem naszych Czytelników 
zobowiązanie, obecnie cen naszych nie zmieniamy. 

„Ponieważ koledzy nasi z pism tygodniowych nie będą mogli tak ry- 
chło, jak my, do swoich Czytelników przemówić, pragnąc więc, by ich pre- 
numeratorowie nie cierpieli na zwłoce, zażądali od nas (czas bowiem jest 
krótki), byśmy im przyszli w pomoc i ogłosili warunki ich przedpłaty. Czy- 
niąc zadość temu słusznemu życzeniu, zamieścimy warunki przedpłaty tych 
pism, których Redaktorowie zgłoszą się do nas." (W wykonaniu tej zapowie- 
dzi Kurjer, powtarzając raz jeszcze swoje wyjaśnienie, przytoczył w N-rze 
288-ym wykaz pism tygodniowych wraz z warunkami przedpłaty.) 

- - 27C - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Istotnie; zmiana była czysto formalna: wprowadzono opaskowanie 
egzemplarzy, koperty zaś, będące przywilejem ekspedycji redakcyjnej, od- 
dano ekspedycji za pośrednictwem urzędów pocztowych dokonywanej. To 
też zwykłe przedkwartalne odezwy Zur/^a, drukowane w r. 1868-ym, ni- 
czem zgoła nie różnią się w treści od odezw z przed r. 1867-go (porównać 
1868, NN. 58, 121, 197 i nast.). 

Głębiej sięgnęła reforma w rok później przeprowadzona. 

Była ona następstwem zastosowania w Królestwie przepisów poczto- 
wych ogólno-państwowych. 

Oto co pisał w tym przedmiocie ówczesny Dziennik Warszawski (w prze- 
druku Kurjera 1868, Nr 247): 

Rozporządzenie -departamentu pocztowego. 

W ogłoszeniu departamentu pocztowego, zaraieszczonem w N-rze 217 Siew. Pocz. 
i w N-rze 268 Birż. Wied. (patrz numer 229 Dziennika Warszawskiego), powiedziauem 
było, że począwszy od I-go stycznia 1869 roku, przy przywiedzeniu do skutku nowej 
taksy za przesyłkę pocztą, prenumeratorom innych miast, gazet i innych pism perjody- 
cznych, wydawanych w Rosji, zaprowadzony także zostanie nowy porządek, tak co do 
prenumeraty na te pisma, jak również co do przyjmowania ich od redakcji, dla rozsyłania 
pocztą. Ułożywszy obecnie szczegółowe w tym względzie przepisy i poleciwszy władzom 
pocztowym, ażeby stosowały się do nich ściśle, począwszy od I-go stycznia roku przyszłe- 
go, departament pocztowy podaje do powszechnej wiadomości wszystkich redakcji, że 
te z pomiędzy nich, które iyczyó sobie h§dą korzystać z nomo zaprowadzonego w tym nfzgl^- 
dzie porządku y będą obowiązane stosować się do następujących przepisów; 

A) Prenumerata na wszystkie gazety i pisma perjodyczne, wydawane w Rosji, 
przyjmowaną będzie nietylko w ekspedycjach gazet, lecz także we wszystkich urzędach 
pocztowych w Cesarstwie, na prawie komisowem, w porządku następującym; 1) Przy 
przyjmowaniu u siebie prenumeraty, władze pocztowe pobierają od prenumeratorów taką 
opłatę za prenumeratę, jaka będzie ustanowiona przez same redakcje za ich wydawnictwa 
wraz z przesyłką. 2) Z tej opłaty za prenumeratę wniesionej przez prenumeratora, 
władze pocztowo potrącają: a) zgodnie z nową taksą za przesyłkę gazet i pism perjody- 
cznych 207o z opłaty za prenumeratę, ustanowionej przez redakcję za jej wydawnictwa, 
bez odnoszenia i przesyłki, b) 57© za komis, od tejże opłaty prenumeracyjnej, na korzyść 
władzy pocztowej. 3) Po potrąceniu tych* dwóch sum z opłaty prenumeracyjnej, ustano- 
wionej przez samo redakcje za ich wydawnictwa z przesyłką, pozostałe pieniądze mają 
być odsyłane niezwłocznie do redakcji w dotychczasowy sposób, za opłatą od asekuracji 
i wagi, oraz za kwit, na rachunek prenumeratora, któremu wydaje się kwit z księgi sznu- 
rowej. 4) Jednocześnie z odesłaniem pieniędzy należnych redakcji, władza pocztowa 
żąda od tej ostatniej posyłania wydawnictwa i zawiadamia o tem żądaniu właściwą oxpe- 
dycję gazet lub władzę pocztową, stosownie do miejsca, w którem znajduje się redakcja. 

B) Na zasadzie pomienionych żądań, redakcje oddają na pocztę swe wydawnic- 
twa w rachunku ryczałtowym, ze specyfikacjami podług formy, jaka zakomunikowaną 
zostanie wszystkim redakcjom przez miejscowe władze pocztowe; 1) Specyfikacje te 
mają być składane w dwóch egzemplarzach: na jednym z nich ekspedytor daje pokwito- 
wanie i zwraca go posłańcowi redakcji, drugi zaś egzemplarz, za podpisem zawiadującego 
biurem redakcji, pozostawia się władzy pocztowej, jako dowód. W specyfikacjach tych 

277 



liw-jcr ^arsiawsku 

mają byd wyszczególnione wszystkie zmiany co do liczby posyłanych egzem pi aray, jakie 
nastąpiły od czasu poprzedniej posyłki, podług formy, jaka wskazana zostanie w samycb- 
że specyfikacjach. 2) Wszystkie redakcje, jednocześnie z pierwszym numerem posyłane- 
go wydawnictwa, obowiązane są dołączać do każdego egzemplarza osobne blankiety na 
otrzymanie tego wydawnictwa przez prenumeratora, z wykazaniem wszystkich numerów, 
które zostały zaprenumerowane. Na tych blankietach władze pocztowo, które wydają 
interesantom pisma perjodyczne, mają wypisywać nazwiska prenumeratorów i doręczać 
takowe tym ostatnim z tymże pierwszym numerem pisma, który to blankiet ma być oka- 
zywany przy odDieraniu następnych numerów pisma, przyczem numora te będą kolejno 
wykreślane. 3) Jeżeli redakcja, która przyjęła prenumeratę, nie za pośrednictwem wła- 
dzy pocztowej, lecz wprost u siebie, życzyć sobie będzie posyłać takim także prenumera- 
torom egzemplarze swoich wydawnictw podług nowego trybu. t. j. bez kopert i adresów, 
w takim razie powinna ona oświadczyć o tem miejscowej władzy pocztowej, której odda- 
wać będzie takie egzemplarze dla odsyłania ich, i złożyć pieniądze, należące do dochodu 
pocztowego, w stosunku 20% opłaty prenumeracyjnej za wydawnictwo (bez odsyłania 
i bez przesyłki) i 5% tejże opłaty tytułem komisowego na korzyść władz pocztowych. 
Oprócz tego redakcja składa w tejże władzy pocztowej na pierwszy raz listy imienne po- 
mienionych prenumeratorów z dokładnemi ich adresami, osobno co do każdego miasta) 
w dwóch egzemplarzach. 4) JeUli zaś redakcja nie zechce korzystać z nowego trybu pru- 
sy lania ' takich egzemplarzy, to moie oddawać je po damnemu w kopertach zaklejonych 
i z adresami drukoroanemi, lecz nieinaczej, jak za opłatą pieniędzy należnych jako dochód 
poczty, podług terminów prenumeraty, w stosunku 20% opłaty prenumeracyjnej za pi- 
sma (bez odsyłania i bez przesyłki). 5) Przed początkiem każdego roku i przy zjawie- 
niu się nowego wydawnictwa, redakcje obowiązane są kommunikować władzom poczto- 
wym swego miasta wiadomości o wysokości opłaty prenumeracyjnej za swe wydawnictwa 
i o czasie, w którym one będą wychodzić, oraz o terminach, na jakie może być przyjmo- 
wana prenumerata, które to termina mogą być oznaczone na rok, na 6 miesięcy i na 3 
miesiące. Z wiadomości tych władze pocztowe układają jedną ogólną listę wszystkich 
wydawnictw miejscowych i przedstawiają takową departamentowi pocztowemu dla dal- 
szych rozporządzeń. Uwaga: Każdy egzemplarz takiego pisma porjodycznego, które 
wychodzi z osobnemi dodatkami, jako to z wzorami, formami i c. p., powinien być odda- 
wany przez redakcję na pocztę w kopercie krzyżowej, dla zapobieżenia uronieniu do- 
datków. 

Proponując wyż wyjaśniony sposób, jako nowy środek dla rozwoju dziennikar- 
stwa ruskiego, departament pocztowy uprasza uprzejmie wszystkie redakcjo, ażeby za- 
komunikowały departamentowi, w jak najprędszym czasie, dla wydania stosownych roz- 
porządzeń, wysokość prenumeraty na swe wydawnictwa (to jest cenę bez odsyłania i bez 
przesyłki; oraz cenę z przesyłką pocztową, na wszystkie trzy termina prenumeraty, jak 
czynią obecnie). Te zaś redakcje^ które znajdą proponowany nowy sposób niedogodnym dla 
siebie^ obowiązane są zawiadomić o tem niezwłocznie departament, dla uprzedzenia władz po- 
cztowych^ ie prenumerata na te wydawnictwa nie ma być przez nie przyjmowaną. 

Cechą tej reformy, jak widzimy z tekstu urzędowego, było utrzymanie 
władz pocztowych w charakterze komisanta i — wobec przyznania wyda- 
wnictwom prawa swobodnego wyboru jednego z dwóch wskazanych w roz- 
porządzeniu sposobów ekspedycji — wprowadzenie do tejże ekspedycji 
dualizmu. 

278 



KSIĄŻKA JUBII^USZOWA. 

Kurjer Warszawski wybrał system drugi, t. j. dostarczanie egzemplarzy 
prenumeratorom bezpośrednio przez redakcję, a wybór swój uzasadnia 
w taki sposób: 

„Stosownie do Rozporządzenia Departamentu Pocztowego, nowy sy- 
stem ekspedjowania gazet z dniem 1-m stycznia ma wejść w wykonanie. 
Podług tego systemu urzędy pocztowe mogą przyjmować prenumeratę, 
z której po potrąceniu należności przypadającej za przesyłkę i komisowe, 
resztę pozostałą przesłać mają Redakcji. Ponieważ przy takiej manipulacji 
wypadną koniecznie kopiejki do przesyłki, której koszt prenumerator winien 
ponieść, przeto Redakcja zwraca uwagę, iż korzystniej dla szanoumycli Prenu- 
meratorów będzie, jeżeli z żądaniem swem odniosą się wprost do Redakcji" 
(1868, Nr 273). 

lub też wprost oświadczając: „Uważamy za najwłaściwsze, ażeby Sza- 
nowni Prenumeratorowie nadsyłali wprost do redakcji przedpłatę na Kurjer 
Warszawski. Wpłynie to na zmniejszenie kosztów, oraz na przyśpieszenie 
przesyłki „Kurjera", która w przeciwnym razie uległaby znacznemu opó- 
źnieniu" (1868, Nr 277). 

i tylko przy sposobności, mianowicie w odpowiedzi na zapytanie kilku 
prenumeratorów: z jaki^o powodu nie przysyła egzemplarzy w kopertach? 
objaśnia, że „w tym względzie stosuje się do nowo wydanych rozporządzeń 
zarządu poczt, które więcej przedstawiają rękojmi, niż popraednie, regular- 
nego dochodzenia numerów do rąk prenumeratorów. Ekspedytorowie poczt 
obecnie ze ekspedycję pism otrzymują przepisany procent komisowego i są 
obowiązani prowadzić ścisłą kontrolę. W razie jednak niedojścia którego- 
kolwiek numeru, co jest prawie niemożebnem, ekspedytor stacji ^vinien się 
urzędową drogą po brakujące egzemplarze odnieść bezzwłocznie do Re- 
dakcji" (1869, Nr 19). 

Reforma ekspedycji pocztowej, w drugiej swej fazie, wywołała pomysł 
na polu wydawnictw warszawskich nowy, pochodzący od ówczesnego 
wydawcy Kłosów, p. Lewentala — t. z. ,jlisty zwrotne", dziś ogólnie pra- 
wie rozpowszechnione, a wiec i ogólnie znane. Pomysł ten Kurjer, bę- 
dący właśnie wtedy w okresie ulepszeń pod nową redakcją Szymanowskiego, 
natychmiast w swojej ekspedycji zastosował — po raz pierwszy z d. 31 -go 
grudnia 1868 r. (Nr 289). 

Przechodzimy do trzeciej i ostatniej fazy reformy, której treść odtwo- 
rzą nam dwa następujące rozporządzenia {Kurjer 1869, NN. 203 i 237); 

279 — -— 



%urjcr Warszawski. 

1. Rozporządzenie departamentu pocztomego. Wskutek Najwyższych rozkazów 
z dnia 7-go sierpnia 1869 roku, ogłoszonych w numerze 80 , Zbioru praw i rozporządzeń 
rządu", departament pocztowy, z polecenia ministra spraw wewnętrznych, ma zaszczyt po- 
dać do wiadomości powszechnej, że 1. Prenumerata na gauty i czasopisma, które będą 
wydawane w 1870 r. w Rossji, nie bidzie przyjmowaną we władzach pocztowych. 2. Pre- 
numerata na pisma perjodyczne, wychodzące za granicą, przyjmowaną będzie w tych wła- 
dzach pocztowych, w których takowa jest przyjmowaną obecnie, mianowicie; w pocztam- 
tach petersburskim, moskiewskim i warszawskim, oraz w urzędach pocztowych; wileń- 
skim, ryskim i mitawskim. 3. Prenumerata na pisma perjodyczne finlandzkie przyjmo- 
waną będzie w pocztamcie helsingforskim na dawnej zasadzie. 4. Począwszy od 1 gu 
stycznia 1870 roku, w pocztamtachy oraz urzędach, oddziałach i stacjach pocztowych* 
w których przyjmowaną jest korespondencja, przyjmowane także b§dą w opaskach^ dla od- 
syłania wewnątrz Cesarstwa; a) oddzielne numery pism perjodycznych^ wychodzących 
w Rosji i za granicą, i b) katalogi, ogłoszenia i inne podobno przedmioty drukowane, 
litografowane lub w inny jaki sposób odbite, łatwe do przesłania pocztą listową, z wy- 
jątkiem takich, które odbite są za pomocą zwykłej prasy do kopjowania. Za posyłkę 
w opasce, ważącą do 3V4 łutów, pobieraną będzie opłata po 2 kop., ważącą zaś więcej jak 
374 łutów do f)Va łutów po 4 kop., i tak dalej, ze stopniowem zwiększaniem opłaty 
o dwie kopiejki z każdą przewyżką w wadze, wynoszącą do 374 łutów. Obok tego a) wa- 
ga całej posyłki nie może wynosić więcej jak 20 lutów; b) przesyłka powinna być opa- 
sana jedną lub dwiema na krzyż banderolami, zrobionemi z trwałych opasek papierowych 
lub płóciennych, tak, ażeby można było widzieć z łatwością przedmioty, znajdujące się 
pod opaską; c) na opasce znajdować się powinien adres szczegółowy adresanta; d) prze- 
syłka nie może zawierać w sobie nic rękopiśmiennego, z wyjątkiem adresu adresanta, 
podpisu podającego, oraz oznaczenia miejsca i czasu podania. Napisy mają być w języku 
ruskim. Jednocześnie departament pocztowy, z polecenia ministra spraw wewnętrznych, 
podaje do wiadomości pp. wydawców i redaktorów pism perjodycznych, że przesyłanie 
takich pism za osobną opłatą, ustanowioną Najwyższym rozkazem z 7-go sierpnia r. b. 
za pośrednictwem władz pocztowych (w pocztamtach za pośrednictwem ekspedycji gazet, 
na zasadzie nakreślić się mających przepisów szczegółowych co do manipulacji gazet), 
dozwolone będzie na następujących zasadach; 1. Przysyłka pism perjodycznych wycho- 
dzących w Rossji, z wyłączeniem Finlandji, przyjmowana będzie tylko na terminy; 
a) miesięczny od I-go dnia każdego miesiąca; b) trzy- miesięczny— od I-go stycznia, od 
I-go kwietnia, od I-go lipca i od I-go października, i d) roczny — od I-go stycznia. 
2. Pisma perjodyczne, dla przesyłki prenumeratorom zamieszkałym w innych' miastach, 
przyjmowane będą na poczcie jedynie w banderolach, pojedynczej lub podwójnej (na 
krzyż), zrobionych z trwałych opasek papierowych lub płóciennych, z wypisaniem na 
banderoli nazwy pisma i adresu szczegółowego adresanta. Opaski powinny być włożone 
tak, ażeby można było widzieć z łatwością samą posyłkę. Napisy mają być w języku 
ruskim. 3. Redakcja (lub wydawca) każdego pisma perjodycznego powinny podać miej- 
scowej władzy pocztowej cenę swego wydawnictwa na dozwolone przez tę władzę termina 
prenumeraty. 4. Opłata za przesyłkę powinna być wnoszona do władz pocztowych z gó- 
ry za cały czas przesyłania każdego pisma perjodycznego. 

2. Departament poczt — Przez Najwyższy rozkaz z 7-go sierpnia r. b. w przedmio- 
cie niektórych zmian co do przesyłania gazet w r. 1870, podanych do wiadomości po- 
wszechnej w N. 80 „Zbioru praw i rozporządzeń rządowych" pozostawionem zostało re- 
dakcjom wydawnictw perjodycznych naznaczać, podług własnego uznania, jedynie cenę 
za samo wydawnictwo na wyznaczone przez nie termina. Za przesyłkę przez pocztę wy- 

280 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

dawnictw perjodycznych, redakcje nie mogą oznaczać opłaty wyższej od tej, jaka została 
ustanowioną, a mianowicie w stosunku do ceny za prenumeratę wydawnictwa: a) 107o 
za przesyłkę wydawnictw wychodzących nie więcej jak jeden raz na miesiąc, b) 15% za 
wydawnictwa wychodzące nie więcej jak raz na tydzień Inb pięć razy na miesiąc; 
o) 20®|o za wydawnictwa, wychodzące więcej niż pięć razy na miesiąc, jak również za pi- 
sma oodzieune. Tymczasem w ogłoszeniu zamieszczonem w N. 218 Gońca Urzędowego 
i podanem przez „Ruski handel księgarski"*, co do wanmków prenumeraty na czasopismo 
miesięczne „Bibljograf*, cena prenumeracyjna nar. 1870 oznaczoną została: na rok bez 
odnoszenia do domu i bez przesyłki 7 rs., z przesyłką do wszystkich miast Cesarstwa 
8 rs. 40 kop., t. jest z dodaniem 207o ^^ cei^J prenumeraty, podczas gdy za przesyłkę cza- 
sopisma miesięcznego, opłata na korzyść zarządu pocztowego oznaczona została tylko na 
107o od ceny prenumeraty. Skutkiem tego departament poczt dla zapobieżenia mogą- 
cym wyniknąć, z następstwem czasu, nieporozumieniom, uważa za stosowne podać do wia- 
domości redakcji i wydawców gazet i wszelkich czasopism, że przesyłka przez pocztę wy- 
dawnictw perjodycznych dozwoloną będzie za ustanowioną opłatą procentową w takim 
jedynie razie, jeżeli redakcje lub wydawcy, w ogłoszeniach swych o prenumeracie na wy- 
dawane przez nich gazety i wszelkie czasopisma, będą wymagać od prenumeratorów, wła- 
ściwie za przesyłkę czasopisma przez pocztę, opłaty nie wyższej od tej, jaka należy się za- 
rządowi pocztowemu, zgodnie z wyż powołanym Najwyższym rozkazem. W przeciwnym 
zaś razie, czasopisma ich przyjmowane będą do przesyłki przez pocztę nie inaczej, jak 
podług taks i przepisów, ustanowionych dla ekspedycji w opaskach, lub też za listy albo 
posyłki. Czasopisma takie mają być oddawane w urzędach pocztowych do przesyłki, nie 
w ekspedycji gazet, lecz w ekspedycji posyłek lub prostą] korrespondencji. 

Reforma z 1870-go roku wywarła wpływ na ekspedycję pocztową 
w kilka kierunkach. Dla prenumeraty zagranicznej np., z powodu zniże- 
nia opłaty pocztowej, oddziałała o tyle dodatniO; że np. Kurjer zapowiedział 
^znaczne zmniejszenie ceny" dla zagranicy^ ^^ Kurjer hoYfiem Warszawski 
ekspedjowany do wszystkich krajów, oprócz Francji, kosztować będzie mie- 
sięcznie 1 rs." (1875, Nr 142). 

Lecz, co najważniejsza, reforma, usuwając pośrednictwo komisowe 
urzędów pocztowych, otworzyła szerokie pole inicjatywie redakcyj przy za- 
kładaniu kantorów prowincjonalnych. Wistocie, dopiero z chwilą wprowa- 
dzenia tej reformy spotykamy się z kantorami po miastach ruchliwszych. 
Kurjer skwapliwie rzucił się do ich otwierania. 

Oto wykaz pierwszych kantarów naszych na prowiiicji (1869, NN. 276 
i 279,-1870, Nr. 14): 

w Kaliszu księgarnia Hurtiga, 

„ „ n Mittwocha, 

„ Częstochowie u L. Kocha, 

„ Piotrkowie „ „ 

„ „ dom komisowy Tchorzewskiego, 

„ Włocławku u M. Lewińskiego, 

„ Radomiu w magaz. wyrób, galant. W. Surmackiego, 

281 



W kilka lat po tych pierwszych występują kantory dalsze — a przede- 
wszystkiein w Petersburgu, w księgarni Józefa Uugra, na placu Kazańskim 
pod N. 7, założony od IV-go kwartału 1879 r. (Nr. 210). 

Wszystkie te kantory były urządzone na wzór kantorów miejsł^ich 
w Warszawie: urządzano je po biurach i sklepach prywatnych, Ictóre podej- 
mowały się pośrednictwa na warunkach Itomisowych. 

I tych kantorów działalność szybko się rozwinęła, tak, iż w lat kilka- 
naście później mamy już miasta liczące po 2 — 3 i więcej kantorów. 

Przyszła wreszcie chwila na otworzenie pierwszego na proicincji własnego 
kantoru, a stało się to w r. 1891-ym w Łodzi, na wzór „Kantoru Głównego" 
w Warszawie. O otwarciu filji łódzkiej Kur jer zawiadomił swoich czytelni- 
ków w tej formie (1891, Nr. 344): 

„Niepomiernie szybki wzrost liczby prenumeratorów Kurjera Warszaw- 
skiego w Łodzi spowodował, iż wydawnictwo nasze, pragnąc zapewnić od- 
biorcom możliwe udogodnienia, otwiera w tem mieście w połowie bież. mieś. 
Kantor Łódzki Kurjera Warszawskiego przy ulicy Piotrkowskiej Nr 7. 

„Zadaniem kantoru będzie wejść w stosunek bezpośredni z tamtejszymi 
prenumeratorami i przyjaciółmi pisma naszego, przyjmować prenumeratę 
i ogłoszenia do Kurjera Warszawskiego, oraz przyśpieszyć ekspedycję pisma 
prenumeratorom łódzkim. 

„Filję tę łódzką polecamy gorąco poparciu przyjaciół Kur jera, }Qf^t ona 
bowiem pierwszym posterunkiem próbnym w rozwoju udogodnień prowin- 
cjonalnych dziennikarstwa krajowego. 

„Niezależnie od naszego własnego kantoru ogłoszenia i prenumeratę 
na Kurjera przyjmować będą i nadal następujące firmy księgarskie łódzkie: 
W. W. Kazimierz Bilck, L. Fischer, R. Schatke i Gustawa Kemblińska. 

„Kantor własny Kurjera, służąc wyłącznie interesom i potrzebom na- 
szego pisma oraz szerokiego koła osób, w stosunkach z nami pozostających, 
będzie miał na celu utrwalić te związki, jakie zadzierzgnięte zostały już od 
lat kilku pomiędzy potężnem ogniskiem przemysłu krajowego, jakiem jest 
Łódź, a redakcją Kurjera Warszawskiego,^ 

I jeszcze w jednym kierunku reforma z r. 1870-go oddziałała na sto- 
sunki prenumeracyjne: od tego czasu Kurjer już stale wprowadził system 
prenumeraty miesięcznej, równouprawniając w tym względzie prowincję 
z Warszawą. 

Zapewne, zarówno sama reforma, jak i te wszystkie ulepszenia były 
wypływem ożywionego ruchu intelektualnego, jaki w połowie siódmego dzie- 
sięciolecia się rozpoczął; niemniej przecież trudno zaprzeczyć tego przyczy- 

282 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

nowego związkU; jaki dostrzegać się daje pomiędzy zwrotem dziennikarstwa 
ku prowincji a zmianą w systemie ekspedycji pocztowej. 

A nieporządki w ekspedycji?.. 

O tych przez czas dłuższy prawie że słychać w Kurjerze nie było. Na- 
tomiast innego rodzaju „nieporządek" odbił się przykrem echem na szpal- 
tach naszego pisma. 

„Redakcja Kur jera Codziennego — czytamy w N-rze 205 z r. 1872 — 
w numerze wczorajszym tego pisma stawia nam zarzuty iż nasze listy 
zwrotne na prenumeratę zostały dołączone do numerów Kurjera Codziennego, 
W poparciu tego twierdzenia, redakcja powołuje się na jeden taki list zwro- 
tny, nadesłany przez p. S. z B. 

^Protestując stanowczo przeciwko temu zarzutowi, jako fałszywemu, 
zapytujemy przedewszystkiem redakcję tego pisma: na jakich podstawach 
ośmiela się formułować czyn przestępny, prawem karnem zakazany, nie wy- 
mieniwszy ani przez kogo, ani jakim sposobem czyn ten dokonany został? 

„Zmuszeni więc jesteśmy odwołać się do jedynej drogi, jaka nam po- 
zostaje, t. j. do drogi sądowej,— w której „Kurjer Codzienny" będzie zobo- 
wiązanym złożyć dowody pozytywniejsze, niż oparte na półsłówkach i po- 
czątkowych literach. Na tej drodze powstać jedynie może jasne przekona- 
nie, kto właściwie nie przebiera w środkach, gdy mu idzie o współzawod- 
nictwo." 

O właściwych zaś nieporozumieniach przy ekspedycji pocztowej spoty- 
kamy wzmianki dopiero w r. 1878, i to raz jeden, gdy Kur jer (Nr 271) w te 
słowa usprawiedliwiał się z własnej winy: „Od pewnego czasu do ekspe- 
dycji na pocztę Kurjera Warszawstdego wkradły się pewne nieporządki. 
Skutkiem tego redakcja, zmieniwszy swoje biuro ekspedycyjne, ma zaszczyt 
upraszać Pp. prenumeratorów zamiejskich, ażeby zechcieli ją listownie za- 
wiadomić o niedokładnościach, jakie w odbieraniu przez nich Kurjera uka- 
zrfy się, a to celem natychmiastowego zapobieżenia złemu. Ci z panów pre- 
numeratorów, którzy, opłaciwszy Kurjera, dotychczas nie otrzymują go, 
raczą nas o tem zawiadomić listownie". 

Natomiast już w r. 1881-ym (Nr 278) redakcja zapewniała: „Miło 
nam jest zapowiedzieć przy tej sposobności szanownym prenumeratorom na 
prowincji, że w celu dokładnego i szybkiego zadośćuczynienia żądaniom 
zwiększającej się coraz bardziej liczby czytelników, oraz dla usunięcia wszel- 
kich z naszej winy wynikać mogących niedokładności, wzmacniamy z Nowym 
Rokiem siły naszej ekspedycji i zaprowadzamy znacznie ulepszoną kontrolą prze- 
syłki pocztowej. Zapewniając więc ze swej strony o jak największej pun- 
ktualności w przesyłce pocztowej, redakcja ma zaszczyt upraszać szano- 

283 — — 



T^urjcr ^arsiawski. 

wnych prenumeratorów o wczesne nadsyłanie zamówień z dokładnem i wy- 
rażnem wypisaniem imienia i nazwiska, oraz ostatniej tylko stacji pocztowej, 
do której Kurjer Warszawski ma być wysyłany. Stali prenumeratorowie, 
którym z powodu odległości stacyj pocztowych z trudnością przycliodzi 
szybkie uskutecznienie przesyłki pieniężnej na prenumeratę, raczą nas tylko 
listem otwartym zawiadomić wcześniej, że życzą sobie i nadal pozosta43 na 
liście naszych prenumeratorów. Tym sposobem nie doznają przerwy w od- 
bieraniu pisma naszego, a następnie przy przesyłaniu pieniędzy raczą tylko 
łaskawie nadmienić, że dołączona przesyłka stanowi uiszczenie się z należy- 
tości za prenumeratę poprzednio już listem otwartym zamówioną". 

Słowem i ulepszenia, i ułatwienia techniczne szły teraz ręka w rękę, 
do czego pobudzał wydawnictwo istotnie szybki, nadspodziewanie szybki, 
wzrost zapisów prenumeracyjnych. Wobec tego wzrostu, tak niespodziewa- 
nego, jaki czasy Szymanowskiego w historji pisma odznaczył, dalej wobec 
nieprzygotowania urządzeń kurjerowych do takiego rozwoju, częstokroć 
przechodzącego ramy oddziału maszynowego i drukarskiego, nic dziwnego, 
iż mogły nieraz powstać nieporozumienia w wysyłce nakładu. W ta- 
kich razach redakcja zawsze śpieszyła z wyjaśnieniem, którem wtaje- 
mniczała czytelników nawet w szczegóły swojej administracji. Oto np, typo- 
wa z owego okresu odezwa, już nie redakcji, lecz sformowanej wtedy nale- 
życie administracji: 

„Od czasu do czasu otrzymujemy z prowincji skargi, bądź na nieregu- 
larne przesyłanie Kurjera, bądź też na brak tego lub owego numeru i t. p. 
Poczuwamy się do obowiązku oświadczyć, iż winy za tego rodzaju niedo- 
kładności pod żadnym względem przyjąć na siebie nie możemy. Kaźdo- 
dziennie bowiem, po dopełnieniu co najmniej poczwórnej kontroli adresów 
wysłać się mających egzemplarzy, odsyłamy takowe w swoim czasie, tak, 
ażeby najbliższą pocztą odchodzić mogły, wraz z wykazem (nakładnaja) ilo- 
ści >vysyłanych na każdą stację egzemplarzy, do warszawskiej ekspedycji 
gazet, która znowu ze swej strony kontroluje zgodność nadesłanych przez 
nas egzemplarzy z wykazem. 

„Jeżeli więc np. do Radomia wysyłamy stale 99 egzemplarzy, liczbę tę 
oznaczamy każdodziennie w wykazie, a zarazem liczba oddanych przez nas 
egzemplarzy, kontrolowana przez warsz. ekspedycję gazet, nie może być ani 
większa, ani mniejsza. 

„Jakim sposobem dzieje się, że oto z Radomia właśnie otrzymujemy 
od p. Domaszewskiego zażalenie, iż z wielu stron zanoszą prenumeratorowie 
na jego ręce skargi na nieregularne odbieranie Kurjera, a prócz tego on sam, 
prenumeruj ącjdwa egzemplarze, nie otrzjinał Nru 28 wcale, a Nru 29 tylko 
jeden egzemplarz? 

284 



ItSIĄŹKA JUBltiEUSŻOWA. 

„Nic innego, tylko że po za obrębem Warszawy szukać należy nieaku- 
ratności lub nadużycia. 

„Zmuszeni zatem byliśmy wnieść w tym wypadku zażalenie do p. na- 
czelnika ekspedycji gazet w Warszawie, i odtąd każde tego rodzaju uchybie- 
nie komunikować mu będziemy z prośbą o zarządzenie śledztwa. 

„W tym celu upraszamy szan. naszych prenumeratorów o łaskawe do- 
noszenie nam o każdej niedokładności, a spodziewamy się, że tym sposo- 
bem może się nam uda uchronić nareszcie, tak czytelników naszych od do- 
znawanych zawodów, jakoteż nas samych od niesłusznie spotykających nas 
zarzutów" (1882, Nr. 33). 

Na takiej otwartości swojej Kurjer nie tracił, przeciwnie — zyskiwał 
zwolenników i popularność: wtajemniczany w podobne drobiazgi czytelnik 
powoli zżywał się z pismem, aż w końcu zaczął żyć— jego życiem. 



286 



liurjcr warszawski. 



5. Zakłady Kurjera. 



Przez długi szereg lat Kurjer wychodził bez oznaczania swego adresa^ 
bez wskazania, gdzie się mieści redakcja, gdzie drukarnia — ba, nawet bez 
podpisu wydawcy i redaktora. Ztąd trudność niezmierna w poszukiwa- 
niach. 

Faktem jest, źe Kiciński w r. 1817-ym założył własną drukarnię przy 
uliey Oęaiej w domu N. 2286, „nie wielką", a przeznaczoną głównie do wy- 
dawania pism tygodniowych, która „później stała się własnością redakcji 
Kurjera Warazawsldego^ . Tak pisze Encyklopedja Orgelbranda (VII, N- 466), 
tak utrzymuje Sobieszczański. 

Więc przy ulicy Gęsiej? 

Otóż nie, skoro prospekt Kurjera wyraźnie podaje drukarnię przy uUey 
Św, Jerzego, N. 1782. Rzecz prosta, że zapowiedzi prospektowej należy 
ufać przedewszystkiem: to też, odrzucając wszelkie bałamuctwa historyków 
i bibljografów, tak konstatujemy przebieg dziejów lokalu kurjerowego: 

Pierwsza drukarnia Kicińskiego mieściła się przy ul. Gęsiej, zkąd na- 
stępnie około r. 1819-go przeniesiona została do domu przy ul. Św. Jerskiej. 
Tu też urządzona była redakcja — w gabinecie lokalu prywatnego Kiciń- 
skiego. 

Po sprzedaniu Kurjera i drukarni Dmuszewskiemu Kurjer w r. 1 822-im 
przeniesiono do domu tegoż Dmuszewskiego przy ni. Wierzbowej, N. 473 c, 
zdaje się bowiem, że i po kupnie pisma przez Dmuszewskiego Kurjer druko- 
wał się czas jakiś w oficynie przy ul. Sw. Jerskiej i dopiero w r. 1822 zmienił 
swój lokal. Pierwsze wzmianki o zakładach Kurjera przy ulicy Wierzbowej 
spotykamy dopiero w r. 1823-im, nie w tekście dziennika jednakże, ale 
w ogłoszeniach. 

Czytamy np.: ^Pantaljon i t. d. jest do sprzedania... dowiedzieć się 
można w sklepie żelaznym u JP. Brodnickiego, p'zi/ ulicy Wierzbowej w domu 
redakcji Kurjera'^ (1823, N. 44), albo: ^... znalazca raczy oddać za nadgrodą 
do Drukarni Kurjera przy ulicy Wierzbowej N. 473 Lit. C." (1824, N. 33). 

W r. 1823 otwarto w sklepie żelaznym Brodnickiego, któiy to sklep 
powstał w domu Dmuszewskiego w r. 1821 (1821, N. 287) -kantor Kurjera, 

286 



kSTĄŹKA JUBILEUSZOWA, 

który, acz nie własny, zapewne skutkiem tego jedynie, że się w domu wła- 
ściciela mieścił — za własny uważano: „w domu N. 473C na rogu ulicy Se- 
natorskiej i W ierzbowej, gdzie jest kantor Kurjera Wantzawakiego^ i t. d. 
(ogłoszenie, 1823, N. 89). 

W tym to domu rozlokowały sio biura Kwjera, w I części szczegółowo 
opisane. Wizerunek tradycyjnej oficyny podaliśmy w tejże części w roz- 
dziale o Szymanowskim. 

Unikając powtarzania, zaznaczymy tu tylko, że w posesji omawianej 
Kurjer rozszerzał się — z oficyny do domu frontowego, z parteru na piętro; 
gnieździł się nawet czas jakiś w antresoli; wreszcie zajął całą oficynę i pra- 
wie całe drugie piętro frontu, aż i tu w końcu zaciasno mu się zrobiło. 
W r. 1890 urządził Kurjer własny kantor w sąsiednim domu Brajbisza^ 
zaś w roku jubileuszowym przenosi się do posesji S. Leweiitala na Krakow- 
skiem Przedmieściu, N. 40 (389), gdzie dla biur redakcji, administracji, ma- 
szyn i drukami zajmie cale pierwsze piętro, sklep frontowy o trzech otwo- 
racli oraz parter i pierwsze piętro całej oficyny lewej. 

Pomieszczenie to zawiera trzy razy więcej powierzchni, aniżeli lokal 
dotychczasowy, a mianowicie 3,000 przeszło łokci kwadratowych, kiedy 
obecny ma tylko 1,100. 

Kantor Kurjera przy ulicy Wierzbowej pozostaje i nadal, niezależnie od 
otworzyć się mającego w domu N. 389 na Krakowskiem Przedmieściu. 

a) Drukarnia. 

Jak skromne były początki Kurjera, tak drobna też musiała być jego 
pierwsza drukarnia: poprostu obsługiwał ją jeden zecer, aż nadto wystar- 
czający do złożenia paruset wierszy tekstu na dzień. 

Stopniowo, w miarę powiększania formatu Kurjera i przybywania ogło- 
szeń, liczba pracowników kaszty powoli się rozwijała. W r. 1828-ym dru- 
karnia Kurjera miała już dwóch zecerów. 

Dziś zecernia Kurjera liczy 32-ch towarzyszów sztuki drukar- 
skiej, w tej liczbie I-go dyspozytora. I-go metrampaża nocnego (mówiąc 
w żargonie drukarskim, to jest f układającego szpalty tekstu w kolu- 
mny, po polsku łamacza), i-go do ogłoszeń; dalej, stosowanie do gatunku czcio- 
nek — 12 zecerów garmontowych, 3 burgosowych (do pisma .bourgeois"), 
3 petitowych, 9 do ogłoszeń, 2 preserów do odbijania korekt. 

Jedną z postaci typowych, której pamięć dotąd w naszym zakładzie 
się przechowała, był „Pan Maciej''. Nazywał się on Brochnocki, a w dzie- 
jach Kurjera wydatną odegrał rolę. 

Urodzony w 1800 r., Brochnocki wszedł do drukarni Kurjera w r. 1828 

287 



« 



%urjer Warszawski. 

1 tu energiczny a pomysłowy młodzieniec szybko zagarnął wszelką czyn- 
ność. Pan Maciej sam składał Knijera^ sam odbijał na prasie ręcznej, sam 
ekspedjował na miasto, a nadto przyjmował ogłoszenia, załatwiał interesan- 
tów, zbierał drobne do działu redakcyjnego nowinki. Śmiało rzec można, 
że w osobie ^p^i^a Macieja", za czasów Dmuszewskiego, jednoczyło się kilka 
urzędów, od gwcwt-sekretarza redakcyjnego do ekspedytora. On wreszcie 
pośredniczył pomiędzy interesantami, zastępując skrzynkę do nieznanych 
jeszcze wtedy ofert. Większość bowiem ogłoszeń zazwyczaj kończyła się 
uwagą: „wiadomość w drukarni Kurjera", „znalazca raczy odnieść za na- 
grodą do drukarni'^, „zgubione kluczyki można odebrać w drukarni'^: a że 
tą drukarnią był właściwie „p. Maciej", on więc te najróżnorodniejsze spra- 
wy, drobne i większe, załatwiał. 

Mniej niż średniego wzrostu, krępy, o różowej twarzy i rysach wyda- 
tnych, Brochnocki zajmował miejsce ze swoją kasztą tuż przy drzwiach 
wchodowych, tak, iż każdy obok niego przejść musiał. 

Ten pan Maciej — jakiż to wyborny dokument dziejowy w historji 
Warszawy i prasy tutejszej! W jakim-bo stanie rozwoju musiało znajdo- 
wać się miasto w okresie lat 1830 — 1860, jeżeli w redakcji najpopularniej- 
szego dziennika taki „pan Maciej"^ mógł odegrać rolę wyłącznego pośredni- 
ka w dziale jej codziennych interesów?... 

Na nieszczęście jednak dla Maciusia przyszły wkrótce inne czasy 
i rozspecjalizowany na działy Kwtjer wyznaczył mu właściwe stanowisko — 
przy kaszcie. W tej drugiej epoce jego karjery kurjerowej nie wiodło się 
Brochnockiemu. Młoda generacja współpracowników nie zbyt ceniła jego 
dawne zasługi, a i pan Maciej śród nowych maszyn, w zgiełku pras i ludzi, 
nic czuł się na swoich śmieciach. W dodatku, gdy jeden z prestidigitatorów, 
którzy zwykle przed występami publicznemi popisywali się w redakcji, spo- 
strzegłszy na sali Brochnockiego twarz czerwoną, przesunął po niej palcami 
i pokazał zebranym... pomarańczę, skonfundowany pan Maciej już odtąd 
rzadko po za progi zecerni wychodził. 

Pod koniec życia, dziwnem zrządzeniem losu, prześladowały go niesz- 
częścia! W r. 1879 przejechała go dorożka, w dwa lata później — powóz. 
Wprawdzie rany nie były groźne, w każdym razie uczyniły go do pracy nie- 
zdolnym, do czego też i osłabienie wzroku się przyczyniło. 

Zmarł w d. 31-ym maja 1882 r., w 82 im roku życia, po blizko pół- 
wiekowej pracy w Kurjerze — już jako emeryt na dobrze wysłużonym 

chlebie. 

AutobiograQa Kuryra^ t. j. roczniki naszego pisma do dziejów zakładu 
drukarskiego bardzo skąpe zawierają materjały. Dowiadujemy się z nich 
tylko, że mniej więcej co 2 lata zmieniano czcionki i że czcionki te w czwar- 

288 



KSFAZKA JUBILEUSZOWA. 
\ 

tein i piatem dziewecioleciu pochodziły z istniejącej podówczas w Warsza- 
wie „gii^erui liter drukarskich Konrada Benecke^ przy ul. Solnej pod N-rem 
805* (1849, X. 235), od maja 1887 roku począwszy, czcionki pochodzą 
z lejni S. Lewentala i są co rok zmieniane na nowe. 

Charakterystyczne natomiast były motywj^, dla których Kurjer zmie- 
niał pisnio, a o każdej takiej zmianie prawie zawsze czytelnikom swoim 
obwieszczał. Oto wprowadzano nowe czcionki, nie dlatego, źe pismo się 
niszczy, ściera i po kikunastu miesiącach wyrazistość traci, lecz albo ,dla 
dogodzenia życzeniu wielu osób, aby na nadchodzącą porę dni didtystych i dłu- 
yieh wieczorów Kurjer wyrazistszym drukiem wychodził" (1852, N. 237), 
albo pdla zadośćuczynienia powszechnym życzeniom czytelników, zwłaszcza 
oM doikmątifch osłabieniem wzroht^ (1856, N. 114) i t. d. 

Napotykając te istotnie wyjątkowo częste zawiadomienia, mimowoli 
zadajemy sobie pytanie: czy Warszawa nie była może w owych czasach do- 
tknięta epidemją chorób ocznych!... 

Od roku 1858 tego rodzaju motywy w zawiadomieniach o zmianie 
druku — znikają. 

Inną kategorję tworzą zawiadomienia o papierze, do druku Kurjera 
używanym, lecz i te są nad ^yraz skąpe. 

Możemy tylko zaznaczyć, że redakcja od początku swego istnienia już 
miida kłopot z dostawcami papieru. W roczniku np. z r. 1824-go uderzają 
egzemplarze w samej rzeczy na ohydnym papierze wydane (NN. 120 — 128), 
co do których Kurjer przepraszał „swych Łaskawych Czytelników, iż przez 
zawód Fabrykanta dostarczającego dotąd papieru, kilka Numerów tego pi- 
sma musi wyjść na odmiennym papierze, nim nowoobstalowany dostarczo- 
nym będzie" (1824, N. 121). 

Pierwsze zawiadomienie o zupnej zmianie papieru przez drukarnię 
czytamy dopiero w N. 342 z r. 1860: „Dogadzając ogólnym życzeniom 
Czytelników swoich, Redakcja Kurjera^ bez względu, iż ceny papieru, wyra- 
bianego w fabrykach krajowych, nietylko się nie zmniejszyły, ale nawet 
znacznie podniosły, postanowiła od Nowego Roku 1861 zmienić dzisiejszy 
papier na inny, ściślejszy i nieprzeb^jający, tak, aby druk był daleko wyra- 
źniejszym, jak to dotąd bywiJo. Pomimo zaś tego ulepszenia. Redakcja ża- 
dnej zmiany nie zaprowadza w prenumeracie, i ta utrzymuje się w tej samej 
cenie, jaka dotychczas praktykowaną była". 

Papieru dostarczała Kurjerowi przez lat dziesiątki fabryka w Jeziornie. 

Jako szczegół dla historyków papiernictwa w kraju przytaczamy wia- 
doDDieść z Kurjera, iż fabryka w Jeziornie już w r. 1839-ym posiadała ma- 
szynę, wyrabiającą papier ^bez końca" (1889, N. 122), t. j. rolowy, dziś do 
maszyn drukarskich rotacyjnych używany. 



Ktląika Jobtlrunowa. 



289 — 19 



lytir/cr ''WarszawfJii. 

Oświetlenie gazowe '/aiirowadi;oiio w drukarni w jwczątkacli 1 8fi6 r., 
a. o doniosłym tym na owe czasy wypadku fCnrjei- zamieśi-ił taką notatkę 
(1866, N. 56): 

„Pracownie w Drukarni Kiirjera Warszawskiego oświetlone matBiy 
w tych dniach gazem. Wszyscy współpracownicy nasi bardzo są zadowo- 
leni z tego nowego a ze wszech miar dogodnego nrz%dzenia. Kóżiie są zda- 
nia pod względem dogodności różnych systematów oświetlenia: 

Jan gustuje w oleju, Jacek w stearj-nif^, 

Rorouś w świecy woskowej, W&wrek w iiofialinio. 

Piotr zaś nekł: — Sporu z watni wieśi- tiie mam oclioiy, 

Pul jak cliue'<i, locz unikaj brudu i uiciiiiiotj'.'' 

Ta gazem oŃwietloiia drukarnia za czasów Szymanowj>kiego tak się 
przedstawiała: 




Kli8/.a odtwarza tylko exą»& zakładu drukarskiego, mianowicie dwie 
kaszty pr/y pierwszem oknie, stolik dyspozytora i stoły podręczne. 
Reszta kaszt nstawioua była w dalszym ciągn, zaś korektura miała pomie^S' 
czenie w sali redakcyjnej. 



KSIĄŻKA JUfilLRUSZOWA. 

Stówko O korekturze. 

Jest to jeden z najważniejszych działów drukarnia od niego bowiem 
zależy czystość pracy zecerskiej w ostatniej jej formie, t. j. w odbitych dla 
czytelników egzemplarzach. 

Dzięki gadatliwości dawnych korektorów możemy dać w tern miejscu 
otatentyczne sprawozdanie, w jaki sposób prowadzona była korekta w Kn- 
.rjerze przed 30-ma latj'. 

Korrektą, jak to ogromna większośi^ naszych czytelników wie oddawna, nazywa 
się nwaine czytanie ukazać się mającego pisma, dwu-, a jeżeli czas pozwala, trzy- i wię- 
cej krotne, ażeby poprawić błędy, jakie w składaniu nieczytelnego zazwyczaj rękopismu 
wcisnąć się koniecznie muszą, a zarazem, ażeby wygładzić szorstkie niekiedy wyrażenia, 
lub usunąć usterki, nieuniknione następstwo pośpiechu. 

Korrektor zatem jest arcy- ważną sprężyną redakcyjnego mechanizmu; musi znać 
jak najgruntowniąj swój język i przynajmniej ortograQę wielu cudzoziemskich; musi 
mieć wzrok wyborny i rzadką przytomność umysłu, aby skutkiem prześlepienia nie 
ustrzelić, jak to mówią, bąka, któryby powagę pisma na śmieszność, a niekiedy na odpo- 
wiedzialność, naraził. 

Znaną jest powszechnie anegdotka o jednym z korrek torów, który kaxał ś. p. Pal- 
merstonowi zasiadać na ^bankrucie", zamiast na „bankiecie"; inny znów, miłujący czystość 
Języka, poprawił mot% propno wiadomość, iż «Ron wylał na dwanaście metrów", wyra- 
żeniem, ii .Ren wylał na dwunastu nauczycieli* {mMres), Podobnych anegdotek krąży 
tysiące; zawsze one dają obfity materjał do śmiechu i zabawy, sama jednak praca korre- 
ktorska nie jest ani śmieszną, ani zabawną. 

Weźmy np. naszego Eurjera, wydającego mtwyczaj 16 stronnic bitego druku, liczą" 
.egeh ratem stpalt 32, wierszy prteszło 2,000 (przecięciowo), a liter z górą 80,000 (także 
w pnedędu}. Wzięliśmy tu za zasadę ^garmont", czyli druk bi^'niej8zy, a trzeba prze- 
cież pamiętać, że ogłoszenia, których jest więcej, niż tekstu, idą drukiem drobnym, t j. 
.petitem". I te 80,000 — 100,000 liter trzeba uważnie przeczytać, przyjrzeć się każdej 
s osobna, czy rzeczywiście ta, co w tem miejscu być powinna, czy nie zbita, czy nie bra- 
kuje kropki nad i, albo ogonka u ^, które przy codziennym nacisku silnej maszyny na 
miękki metal kruszą się setkami. Te 2,000 wierszy trzeba przeczytać głośno, z uwagą, 
powoli, zatrzymać się przy każdym spostrzeżonym błędzie, aby mu dać odsyłacz i po- 
.prawkę na marginesie; trzeba czasem pomyśleć nad wynalezieniem właściwszego wyraże- 
nia, zgodniej szego z duchem języka, gramatyką i eufonją, pilnować znaków pisarskich, 
o których zwykle szybko piszący nie pamiętają, i takie podwójne, a czasem potrójne, 
czytanie odbyć w pięciu godzinach: wypada więc na każdy 10- wierszowy artykuł 1^|| 
minuty, a nawet ani połowy, jeżeli powiemy, że trzeba czytać jeszcze na dobitkę tyle 
Tóżno-charaktemych rękopismów, z ilu cząstek składu si§ calośó numeru, a cząstek takich 
naliczyliśmy, w pierwszym na chybi trafi wziętym numerze, sto czterdzieści jeden; potrzeba 
w miąjscach, gdzie przypadają cyfry, sprawdzić je z najwyższą ostrożnością, bo od fałszy- 
wie podanego numeru głównej wygranej, cen licytacyjnych, wadjalnycb, targowych i t. p., 
• często zależy los całych rodzin i osobista odpowiedzialność. 

W pismach tygodniowych, miesięcznych, w kwartalnikach, a nawet dziełach dru- 
ki^ąoyoh się zwolna, gdzie jest czas do obejrzenia niemal każdej litery przez szkło po- 
^ększająre... znajdują się często błędy: cóż więc dziwnego, 'jeżeli w piśmie codziennem, 

291 - 19* 



l\urjer ^Warsz<iwski, 



wrzawy, tysiącznjoh inte* 
jom pomyłki purnimo naj- 



reda go Wilnem i koi rygowmiem wśród ciąglfgo clinosu^ rur 
reaaiitAw, przy pjckiotnym huku skoro- tłoczni, wkradną się 
lepnzynb chęci, iiąjgorliwazych usiluwań korrektork? 

horrekłor Kuryera Waru. 
f 1868, S9J." 



Zacytowane „usiirawiedliwienie" korektora z przed Jat 30-tii prawie 
i dziś jeszcze odczytają wszyscy... korektorzy dziennikarscy z prawdziwą 
przyjemnością!... 



Przez pierwsze 
praną ręczną. 



b) Maszyny, 

O-lecie swego istnienia Kwjer posiłkował się starą 




Wzrastała liczba prenumeratorów, powiększała się objętość dzienni ka, 
lecz do ciUego nakłada używano stale prasy, poruszanej silą ręki ludzkiej. 
Preser tyle razy musiał korbą obrócić, ile egzemplarzy na miasto i pocztę 
prnsa >vydać miała... 

Dmuszewski, bezwzględny wielbiciel tradycji, snąć był stanowczym 
pneciwnikiem innowacyj mechanicznycli w Kwjerze, skoro „podziwiał" wy- 
nalazki, notow^ skrzętnie każde ich w Warszawie zastosowanie, lecz sam 
ich starannie unikał. 



KSr^^KA JUBfŁKUSZOWA. 

. To też gdy Bank Polski sprowadził „przyśpieszoną prasę" angielskiej 
fabryki Coopera, poruszaną małą macłiiną parową o sile dwóełi koni, z za- 
kładu Szteinkelera w Zarkacli (na tej prasie odbito tabele wygranych w 4-ej 
ki. Loterji i dołączopo ją do Kurjera, IS3S, N. 126), gdy drukarnia Chmie- 
lewskiego zaopatrzyła się w f^maszj^nę KOniga i Bauera z Kloster Oberzell 
pod Wflrzburgiem w Bawarji", bijącą 1200 — 1500 arkuszy na godzinę, t. j. 
12 — 15,000 d/iennie, czyli działającą „8 razy szybciej niź dotychczasowe 
ręczne" (1842, N. 123), — Kurjer mimo tych przykładów na miejscu pozostał 
przy prasach starych. 

Ijeszcze wtedy, gdy w dwa lata po zgonie Dmuszewskiego ostatecznie wła- 
ściciele Kurjera musieli zdecydować się na krok stanowczy, w redakcji powstał 
huczek nielada! Oddawna wyczekiwanego gościa — pierwsza maszyna po- 
chodziła z firmy berlińskiej Sigla — witano w osobnych artykułach i szu- 
mnie przybycie jego zapowiadano. 

„Dogadzając powszechnym życzeniom Szanownych Czytelników Kurje- 
ra Warszawskiego co do wcześniejszego wydawania tego pisma — czytamy 
w N. 71 z r. 1850-go — Redakcja zniosła się z jednym z pierwszych domów 
zagranicznych, pod firmą P. 6. Sigl w Berlinie, i zapisała pośpieszną ma- 
szynę czyli tak zwaną Schnellpresse. M<uzyna tajui zjechała koleją żelazną 
do Warszawy, i wkrótce ustawioną zostanie. O pierwszym zaraz dniu wyj- 
ścia z pod nowej prassy, nie omieszkamy uprzedzić Szanownych Czytelników 
naszych, a to w tym celu, aby tak kantory, jako i prywatnie prenumerujące to 
piimo otohy, raczyły od dnia tego wcześniej przysyłać posłańców swych do Re- 
dakcji, po odbiór onego. Dążeniem naszem jest, aby do południa wszyscy 
Prennmeratorowie zaopatrzeni zostali w Kurjera, zwłaszcza, gdy czytanie 
-onego przy świecy, wiainawicis dla osób z osłabionym wzrokiem, często bardzo 
nastręczi^o przykrą dla nas sposobność słyszenia zażaleń. Odtąd więc 
Kuijer, gdy lotem kurjera obiegać będzie, za pośrednictwem Roznosi-kurje- 
rów, ubranych w czasie słoty, jakby na bekasy, cało miasto do koła, jedno- 
cześnie przy poświście maszyny, pędzić będzie koleją, albo pr/.y odgłosie 
pocztyljońskiej trąbki toczyć się będzie po bitym gościńcu w znanej ze swej 
wygody dla podróżnych Sztejnkellerce, zwiastując po wsze strony, najpo- 
myślniejsze ile można, dla swych Czytelników, co daj Boże, nowiny. Dwie 
stare prasy, które lat tyle tak wiernie służyły, już to za kolebkę, kiedy ów 
Kurjer był jeszcze dziecięciem, już za twardsze posłanie, kiedy wyrastał 
ir młodziana, już na koniec za tłocznię, kiedy doszedłszy pełnoletności, po- 
sunął się aż do lat 30-stu; przechodzą na clileb łaskawy. Ręka bowiem na- 
«za nie ośmieli się targnąć na zniszczenie pamiątek, w objęciach kt<)rych 
ś. p. L. A. Dmuszewski wypiastował swoje ukochane dziecko, swojego Ku- 
gerką, i obok, życia dokonał. Nieraz jeszcze nawet odezwą się one i za- 

293 



l{vr/er ^ arsiaw^ki. 

kręcą śrubą, ale^ui tylko dla odcinku horrekty^ lub jakiej kilkuwierszowej od- 
bitki, tęskniąc może za tem^ co iui postęp i cywilizacja maszynowa wydarły. - 
Temu - to postępowi winniśmy, że juz dziś w Warszawie prawie wszystkie 
ręczne prassy zastąpione zostały po Drukarniach pośpiesznemi, i po wię- 
kszej części z tejże samej fabryki, to jest „P. G. Sigler" wyszłemi w Berlinie. 
Zakłady jego (drugi bowiem exystuje w Wiedniu) są uajpierwszemi w Niem- 
(rzecli w tym rodzaju, i nietylko kraje tameczne, ale nawet i zagraniczne 
zaopatrują się w podobne maszyny." 

Zgodnie z ta zapowiedzią pierwszy numer Kurjera (80-ty z tego roku) 
z pod maszyny pośpiesznej ukazał się w d. 23-im marca 1850-go r. 

l^yła to prawdziwa dla ówczesnej redakcji uroczystość. ^Pożegnawszy 
się czule ze staremi prassami, przyjąwszy serdeczne, udzielone mu przez 
obecnych błogosławieństwo, Kurjer wczorajszy z całem zaufaniem położył 
głowę swoją na łonie nowej postępowej maszyny i wyszedł na świat, i szyb- 
ko i rzeźko, jakby z igły zdjęty. Dzień ten był dlań próbą i zarazem dniem 
tryumfu. Maszyna przeszła wszelkie oczekiwania; Berlińsko - Wiedeński. 
Sigl, jak zwykle, popisał się; przestany przez niego Mechanik Ferdynand Sznej- 
der wywiązał się zaszczytnie z ustawienia takowej, a Kurjer Warszawski 
zdumiał się sam nad sobą, ujrzawszy się tak wcześnie w kompletnej swej 
edycji jednocześnie w mieście i za jego obrębem" (N. 81). 

Lecz w wieku pary i elektryczności wynalazki zdają się nie mieć- 
krcsu. Już w rok po dokonaniu pierwszego wyłomu w tradycjach Dmu- 
szewskiego Kurjer podziwiał dalsze postępy na polu maszyn drukarskich^ 
zazdrosnem spoglądając na nie okiem. 

^Najpierwsza prassa drukarska — pisze w N. 54 z r. 1851, — która 
na godzinę wybijała 1,000 exemplarzy dziennika, zyskała ogólny poklask; 
później zadziwienie wzrosło, gdy doprowadzono do wybijania 3,000 na go- 
dzinę, a kiedy jeden z Amerykanów, ulepszywszy zupełnie ten rodzaj me- 
chanizmu, zaczął na nowo-wjmalezionej przez siebie prassie drukować od 6 
do 8,000 exemplarzy na godzinę, wówczas sądzono, że sztuka ta do najwyż- 
szego już doszła stopnia! Tymczasem olbrzymia maszyna drukarska Pana 
de Hoe, o jakiej wspomina obecnie Kurjer New-Yorkski, wydaje 20,000 
exemplarzy na godzinę, i już pomieszczoną została w drukarni Dziennika 
„Sun"; kosztuje ona 20,000 dolarów..." 

Mimo, że nowe maszyny ulepszone wielką w Kurjerze wzbudzały po- 
żądliwość, pierwsza prasa pośpieszna przetrwała do r. 187 1 -go. Pod koniec 
jednak swego żywota tak dalece kaprysić zaczęła, że wydawnictwo po kil- 
kanaście dni znacznemu ulegało opóźnieniu (1869, N. 144). 

Tym razem atoli nie namyślano się długo, i już w r. 1871-ym Kurjer 
zaczął się drukować na ,jedynej ył kraju pratfie podwójnej r fabryki bauera^ 

294 



KSIĄŻKA JUiiIŁEUSZOWA. 

bijącej ua yoihintt do 3,000 arkuszy, «!;dy wszystkie inne pośpieszne mogą od- 
tłoczyć najwyżej 1,500 arkuszy"; prasa ta wprowadzaną była w ruch za po- 
mocą moiaru gazoiceyo z fabryki Huggona (N. 289). 

Niestety, ta pierwsza maszyna K5niga i Bauera nie powiodła się A^ti- 
fjerawij bo oto od r. 187 I-go rozpoczyna sie cały szereg prób z maszynami, 
które wieńczy )>omyśiuyni rezultatem dopiero rok 1878. 

Pierwsza katastrofa wybucłiła w r. 1 874, gdy skutkiem i)sucia się ma- 
szyny Kurjer wycliodził ze znacznem opóźnieniem, tak, iź częstokroć prenu- 
meratorowie otrzymywali numery zaledwie na drugi dzień. Zaradzono złe- 
mu przez sprowadzenie ^^ Paryia inatzyng pośpiesznej reakcyjnej, która odbi- 
jida 5,000 egzemplarzy na godzinę'^ (IB'74, N. 269). Mowa tu o maszynie 
Marinoniego, czynnej w zakładacli kurjerowych od r. 1875-go. 

Był to okieS; kiedy Kurjer ze wszystkicłi trosk swoicłi i kłopotów we- 
wuętrznych szczerze spowiadał się przed czytelnikami. A że kłopoty te 
były uieraz istotnie poważne, że narażały wydawnictwo na liczne przykrości, 
że w poszukiwaniu środków zaradczych stawiano projekty najróżnorodniej- 
8ze, — dowodem tego następujące „wyjaśnienie" z r. 1877 (N. 6), które przy- 
taczamy w cidości, opisuje ono bowiem jak najszczegółowiej urządzenia 
techniczne w Knrjerze za czasów Szymanowskiego. 

.Czytelnicy Kuijera War8zawi>kiego wiedzą z doświadczenia, że jakkolwiek 
tMMittiMf foszelk%$go rodtaju zapowiedzi ulepszeń^ programmatów i obietnic, to jednak nie 
aaniedbujemy obznajamiać ich z wcwnętrznein urządzeniem pisma naszego, ile razy tego 
zajdzie potrzeba. 

Powiększenie znaczne objętości Kuijera, który obecnie zajmuje cztery do pięciu 
kolumn tekstu (od 1,2C0 do 1,500 wierszy druku), pociągnęło za sobą niektóre techniczne 
tradoo^. 

Właściwy Kurjer (oprócz dodatków; drukuje Hf na dmóck maszynack, z któryckje- 
etmOf JMmtMia, Koniga i Bauera, wybija około 3,400 egzemplarzy na godzinę, druga zaśy 
/rmąnuka, Marinoniego, odeśamia na godzinę 4fi00 egzemplarty. 

Z tego wynika, iż ażeby te dwie edycge się zr^wsały, pierwszy arkusz, przoznaczo* 
ny na maszynę niemiecką, musi być dostarczony z zecemi około godziny ll-tj przed połu- 
dniem^ drugi zaś, idący na maszynę francuską, o godzinie S-dej z południa. 

W miarę wychodzenia egzemplarzy 2-go arkusza z pod maszyny Marinoniego, do- 
łączane one bywają do pierwszego arkusza, złożonego już wraz z dodatkiem lub dodatkami 
wcuśniej wyekspedjowanemi, i dokompletowane w ten sposób egzemplarze rozdzielają się 
l)euwłocznie na pocztę, pomiędzy roznosicieli i kantory. 

Składanie to egzemplarzy dopełnia się za pośrednictwem roznosicieli odpowiedział^ 
nyck sa oddane im numera, 

Ale nie można się dziwić, że pięćdziesięciu roznosicieli, porządkując 12^000 egzem- 
plarty t kilku nieraz arkuszy złoionych, nie mogą dopełniać tej czynności z należytą ści- 
•lo^cią. 

Z tego wypada, że arku*<zo Kurjera układano bywaji^ bez syniotiji i drugi arkusz, 
idący zawsze po pierwszym, używany bywa często na obwohiti,», a proiiumeratorowio mu- 

295 



%urfcr Warszawski. 

szą kilka chwil poświęcać dla przyprowadzenia egzemplarzy do porządku, roznosiniele 
zaś czynią to dla pośpiechu, gdyż tCwrjer^ pomimo tak potnych maszyn^ wpranxuiumfeh 
w ruch motorem parowym^ częstokroć i tak sif spóźnia. To wywołało nawet i wywołuje 
zażalenia, których pragniemy uniknąć przez przedstawienie czytelnikom jasnego stanu 
rzeczy. 

Dla ułatwienia, o ile możności, prenumeratorom przyjścia do ładu z egzemplarcani, 
postanowiliśmy uiznaczaó na kaidym arkuszu u góry^ grubym drukiem, numer jsgo po- 
rządkowy. 

Zdaje się, że na tymczasem przynajmniej zaradzi to małej niedogodności, wywoła- 
nej znacznem pomnożeniem i urozmaiceniem tekstu Kuijera, a której, jak na teraz, w inny 
sposób zapobiedz nie podobna. 

Idzie tylko o spóźnianie się w ekspedycji i roznoszeniu, dopókąd zamówiona prmi 
nas nńelka maszyna, odbifajęca na papisrze bez końca dwanaście do piętnastu tysięcy Uaio- 
nychjut egzemplarzy y nie będzie zdolna wszystkich niemal czytelników Kuijera odnum 
obsłużyć. 

Na opóźnienie ekspedycji i roznoszenia Kuijera wpływają dwa główne powody: 

Pierwszym jest niedostateczna siła i szybkość maszyn, jakkolwiek jedynych, jak do- 
tychczas, w kraju naszym, nie obrachowanyoh wszakże na tak wielką ilość prenumerato- 
rów, jaką nas zaufEinie publiczności czytającej obdarzyło. 

Nowa maszyna, która w bieżącym roku jeszcze funkcjonować zacznie, usunie sta- 
nowczo tę przeszkodę. 

Drugim powodem opóźnienia /»/ wadliwe urządzenie domów w Warszawie, 

Kaidy z chłopców roznoszących Kurjera ma do rozdania sto do stu pięćdziesifciu 
egzemplarzy i obsługuje pewną ilość domów. 

Owóż gdyby w tych domach znajdowali się w bramach lub sieniach odźwierni, 
któiyoh obowiązkiem byłoby przyjmować listy i pisma dla lokatorów, czynność ta rotno- 
szenia byłaby wielce ułatwioną. 

Ale roznosiciel w każdym niemal domu ma kilka ogzemplai-zy Kurjera do roida- 
nia. Lokatorowie mieszkają na różnych piętrach. Zanim więc chłopak wszystkie te 
piętra obiegnie, zanim się dodzwoni, zanim drzwi mu otworzą i Kurjera od niego przyj- 
mą, upływa zawsze spory przeciąg czasu, tak, że nieraz dom jeden dla każdego z naszych 
rosnosicieli zajmuje tyle czasu, ile go za granicą roznosiciel użyć potrzebuje na przebie- 
gnięcie całerj uliąy, zostawiając po drodze odźwiernym odrachowane egzemplarze pisma. 

Nie dziwić się, że w takim stanie rzeczy ci, na których ostatnia kolej wypadła, 
otrzymają Kurjera późno, i bardzo słusznie skarżą się na to. 

Najskutectniejsz/ym środkiem zapobieżenia ztemu byłoby zaprowadunie odźwiernych, 
którzyby przyjmowali dla lokatorów listy i pisma, i tym sposobem nieszczęśliwym listo- 
noszom i roznosicielom pism oszczędzali sporo ciężkiego trudu i czasu, na darmo straco- 
nego, a lokatorom nie mało przez to przyczyniliby wygody. 

Ponieważ jednak trudno się spodziewać, ażeby właściciele domów zgodzili się na 
ten heroizm, gdyż wszelkie tego rodzaju ulepszenia chyba tylko jakim kataklizmem 
administracyjnym wywołane u nas być mogą, dodać musimy, że istnieje jeszcze drugi 
środek zapobieżenia złemu. 

Dla czegóż przed każdą bramą, albo w bramie, znaczniejszych przynajmniej do- 
mów, nie miałaby znaleźć pomieszczenia skrzynka na pisma i listy f 

Koszt sprawienia skrzynki mógłby wynieść dwa do trzech rubli. Gdyby już wła- 
śddel domu uważał, że to zbyt dotkliwy dla niego wydatek, lokatorowie prenumerigąoy 
j>isma lub odbierający lisl^ dołożyliby się z chęcią dla dokom pieto wania tej sumy; klucz 

296 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

od sknynki znajdowałyby się w posiadaniu stróża, a każdy lokator w uajdo^^oduiejszej 
dla siebie obwili mógfłby wysłać sługę po owe pisma i gazety, w razie, gdyby stróż nie 
uznał za właściwo dostarczyć ich na górę. 

Łaskawi panowie, wszak to stosunkowo nie wielki wydatek, zaledwie po kilka- 
naście kopiejek na każdegoby wypadło, a dogodność nie mała! 

Z pomnożeniem się ludności w Warszawie, urządzenie takich skrzynek jest koniecz- 
nem, nie można przecież trzymać się wiecznie starego systematu, żeby nam wszystko 
w rękę samo wchodziło. Trochę inicjatywy, a za skrzynkami pójdą i inne dogodności, 
które za granicą każdy prawie mieszkaniec miasta posiada, a których my, warszawiacy 
najzupełniej jesteśmy pozbawieni/ 

Z tej odezyfy do prenumeratorów i do... właścicieli domów przekony- 
wamy się, że w r. 1877 Kurjer odbyał 12^000 egzemplarzy, że miał dwie 
czynne maszyny i że... stale się opóźnili. 

Zi^wiedziana w niej trzecia maszyna nadeszła w r. 1878-ymy a usta- 
wienie jej znowu wywołało nieporozumienia • 

Od kilkunastu dni — czytamy w N. 2^1 z r. 1678 — w ekspedycji Kurjera czuć 
się dąjo powna nieregulamość. 

Powodem togo josc ustawienie i wprowadzenie w ruch maizpiiy rotacyjna stereoty- 
powej nąfnowstego effitemu^ której sprowadzenie administracja Kuijera uważała za ko- 
nieciney ponieważ zwykłe maszyny pośpieszne^ nawet o kilku cylindrach^ nie mogły już 
starczyć liczbie egzemplarzy, jaką codziennie odbijać nam przychodzi. 

Maszyna rotacyjna, w regularny bieg wprawiona, odbija na godnnff od ośmiu do 
d^ieaifdm tysigcj/ arkuszowych egiemplarty Kurjera, które leyckodzą ful ziotone i wysatyno- 
foam. Spóźnienie zaś obecne pochodzi raz z powodu konieczności uregulowania ostatecz- 
nego Biasiyny^ które bardzo wiele czasu zajmuje, a po wtóre z winy niedostatecznej siły 
świeżo sprowadzonego do poruszania jej motoru atmosferyeuto-gasoweco, który za kilka 
dni zastąpiony będzie innym, tegoż samego systematu, ale o podwójnej sile. 

Trzeba było przytom zastosować do biegu maszyny tak zwany papier bez konca^ 
który jedna tylko z fabryk tutejszych (Jeziorna) podjpla si§ na ubytek Kurjera wyrabiać, jak 
również oswoić z wykonywaniem stereotypów i ob^^ługą maszyny robotników miejscowych, 
którzy wyłącznie do tej trudnej, a zupełnie nowej dla nas czynności są użyci. 

Dotychczasowa ekspedycja Kuijera grzeszyła zbyt długą przewłoką w wypusz- 
czaniu go na niisisto i na prowincję, a to skutkiem nadmiernej ilości czasu, jaką odbijanie 
pisma na zwykłych pośpiesznych maszynach, następnie zaś składanie go zabierało. 

Sprowadzona obecnie maszyna rotacyjna w pełnym już rozwoju, Vt6ry najdalej za 
dna tygodnie nastąpią zaradzi tej niedogodności, cała bowiem edycja Kurjera będzie mogła 
jednocześnie prawie być wypuszczoną na miasto, a tem samem ustaną skai'gi o spóźnione 
dostarczanie pisma, które tylko z kolei kilkugodzinnego odbijania na maszynach dawniej- 
szych, mogło być dostarczane kantorom. loznosicielom i poczcie. 

Upraszamy więc czytelników naszych o kilka dni jeszcze cierpliwości, dopóki 
ekspedycja, w należyty porządek wprowadzona, nie zaradzi słusznym żądaniom, jakie ze 
wszystkich stron dochodzą do na.^. 

Tak więc, ta nowej konstrukcji maszyna rotacyjna zaczęła być czyn- 
ną we wrześniu 1 878. 

297 



i\ur/er 'We 



awskl. 



Stcieotyiinta zaś w Kurjrze, t. j. wydz-ial techniczny do odlewania ko- 
luiiiu d/ieniiika w ołowiaue stereotypy, urządzoim była w sierpniu r. 1878. 
Stereotypniu w r. 1895-ym otrzymała piec drogi, zsb w r. 1896 w nowo- 
urządzanycłi zakładach Kwjera staną dwie stcreoty]niie, przy zastosowaniu 
najnowszyiii ulepszeń. 

Oto maszyna, która miała zaradzić wi^zystkim dolegliwościom ekspe- 
dycji i która istotnie czas długi kładła tamę ^ nieporządkom": 




Już to wogóle nie wiodło sit; dawniej Kurjerotoi z nowemi wynalazka- 
ań\ Jeżeli prawidłowo funkcjonowały matczyny — ))sut sit; motor, gdy nio> 
tor był czynny — maszyny wypowiadały posłuszeństwa... 

Wrl882-imnp. (N. 08): ^Wskutek migle^o zepsucia się motoru ga- 
lEowego, wprawiającego w ruch |iriwy drukarskie, fCurjer uie mógł wypnści<S 
c^ego nakładu pisma, tak, że pewna tylko część prenumeratorów Kurjera 
otrzymafa". Ponieważ zaś Kurjei- nie może być odbity na innych maszy- 
nach, jak na cylindrowych, nie było przeto możności ukończenia druku nu- 
meni w żadnej innej z drukarni tutejszych, maszyn takich nie posiadają- 
cych. Radzono sobie przez sprowadzenie, na czas naprawy motoru gazowe- 
go, lokoniobili parowej, z (lomoeą której drnkowano numer bieżący, a zara- 
zem skompletowano nakład poprzedniego. 



3V8 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Dopiero od roku 1883-go w królestwie naszem zapanował spokój,, 
a i motor zdołano ostatecznie do zupełnego doprowadzić porządkn. 

Dalszym nabytkiem Kurjera była maszyna^ również z fabryki Kóniga- 
Baaera pocliodząca, rotacyjna, kupiona w r. 1890-ym. Drnkuje ona 14,000 
egz. na godzinę. 

Obecnie Kurjer odbija się na trzecli maszynach rotacyjnych, które je- 
dnak nie są już wystarczające, a to z powodu zwiększającej się ciągle- 
liczby prenumeratorów, oraz objętości pisma, która nieraz do 3 — 3^ arku- 
szy dochodzi, kiedy dawniej 1 — li wynosiła. 

Dla umożliwienia przeto szybszego ukończenia druku i tem samem 
wcześniejszego dostarczania Kurjera naszym at)onentom, właściciele onego 
zamówili podwójną maszynę rotacyjną, najnowszej konstrukcji, o sile^ 
12 — 14 koni, bijącą 24,000 arkuszy na godzinę. 

Eapno tej maszyny, która dopiero w kwietniu 1896 roku funkcjono- 
wać zacznie, motoru odpowiedniego, rekonstrukcja i powiększenie stereoty- 
pni i drakami, jak nie mniej wprowadzenie najnowszych ulepszeń i wyna- 
lazków technicznych na polu typograficznem uczynionych, pochłonie powa- 
żną snmmę, bo 40 do 45,000 rubli. 

Zakłady drukarskie Kurjfra, od maja 1887 r. począwszy, zostają podi 
naczdnem zawiadywaniem pana S. Lewentala. 



299 



%urjcr Warszawski. 



6. Format. — TTkład. — Terminy. 



o Kurjerse w okresie jego 75-leeia tak się inoźna wyrazić: w pienoszjfefŁ 
iataefi pumo rozwijało się na zsumąirz, w ostatnic/i — na toeumątrz. 

Drobna ćwiartka papiera^ stopniowo, w mierze tak nieznacznej, iż 
w zestawienia lat bezpośrednio po sobie następujących prawie niedostrze- 
galnej -— powiększała się wzdłuż i wszerz, a gdy doszła do rozmiarów^ 
jakie w tym kiemnku rozwoja pisma stanowią punkt kulminacyjny, t j. 
w r. 1871-ym, dalszy rozrost zewnętrzny ustał i odtąd Kwjer, stałe już 
trzymając się swojego formatu, który w dziennikarstwie europejskiem 
markę indywidualności pozyskał, — rozrasta się na wewnątrz — przez roz- 
szerzanie ilości kolumn: w r. 1871-ym kolumn tych na numer pojedynczy 
wypadało 4 — 8 wraz z dodatkami; dziś wypada ich 12 — 16. 

W poprzednich rozdziałach przytoczyliśmy na okaz naczelną kolumnę 
z r. 1821-go, wraz z pierwszym tytułem, jaki nagłówek Kurjera stanowił. 
Tytuł ten nie był długotrwałym, bo oto zaraz w następnym roku, t. j. 
z d. 1 stycznia 1822-go r., spotykamy w nagłówku nowe pismo: 



800 



.2 i 

•5 "i 

S « 

o S 






a. •© *«^ CO 



o 
U) 



o 
o 



a 

O 

s 

CD 

s 



s 

s 

M 






1 

5 
co 

4 

s. 

e 



1^2 



co 

00 



.2 
g « 

co 
Ol 




S) 




p 






o 



68 



O/* 




Ol p 



• CD 



Z, 



C 






c 






tc 

cc 



O 



-o 



00 



i • 



O* 



o 
co 



o 



■ 

00 



O 

•a 

Ol 

3 



I 

CO 

00 



• Orf 

co gl 

^ i 



i 

k 



2 S 

- s 

«. s 






o <A 
M o 

d CX4 



u 



co 

00 






O 



s 

es 
as 

O 



a 

O) 

'Sb e 

a 



a 

ECO 
09 00 

e ^ 

'3 



.^ 



I 



CO 







co 

• • 



c6 • 

dcc 






CC 

O 

.2 

'5 



o 
o 

o 



r 

a 

O 
-5. 



I 



su ^ 

.2 tp 



•o 

Ol 

C g 
09 o 

00 *^ 



^ 



00 



Zif 

t/3 - 

.9 

ca t 



|:1J 



Qff ^ 








co 



5 td 



s 



c<i *• o 



Cd 



d02 



« 



■B 



00 



o 

■'O 



(N 

X 



•5* 

o. 

3 

C 

g- 

^» 

K 

CD 

e 



OD 



> -< 



M 




Ę II 










C/2 



32 






K 

o 

C) 



o 

i 

o 



00 



•o 



o 

s 

.2 



00 



o 

00 







»o 



o •• 








cc ^- 

'fi *• 

2_ s 
(. ■ 

■0) C 






O 
cc 

C 

•4mt 

OD 



0) 

.2 
'S 

I 

o 
S 

00 










00 

co 

00 



•s 



00 



o 



s 

o 
c^ 

■fi 

Ze 

B -S 

00 

Q> O 

r^ 00 

i/* 







I 

I 



«> 



s 





ig 




ps; 




•!•* 






«o 



^c 



H03 



^Kur/cr ^ arszawski. 

Wreszcie od chwili objęcia pisma przez Szymanowskiego w d. 1 lutego 1863 r. 
Knrjer po dzień dzisiejszy, a więc już od lat 28-u, stale używa nagłówka, który poniżej 
przytoczymy, wraz z całkowitemi kolumnami pierwszych numerów z r. 1870 i 1895. 

Ogółom więc, pismo w tytule swoim hurjer zmieniał 10 razy, w tom do r. 1840-go 
aż 7 razy. 



Zmiany w formacie pisma były systoinatyczne^ lecz łagodne. Zasadnicze miał 
Knrjer dwie: 

1) w d. 1-ym kwietnia 1824 r. przeszedł z formy pojedynczej kartki, podzielonej 
na trzy szpalty — na formę arkuszową, t. j. o 2*ch kartach a czterech stronicach (kolu- 
mnach) podzielonych na dwie szpalty; 

2) w d. 28 maroa 1871 r. z formatu książkowego przeszedł na gazetowy, t j. na 
format wielkiego arkusza o kolumnach trzyszpaltowych. 

Jak wyglądał hurjer po pierwszej reformie formatu, okazuje nam załączona podo- 
bizna N-ru 79-go z r. 182i r. 



KUMJJER 



m' 79- 

0# !• Kwietnia* 
CZWARTEK. 






V* « 



Wczoraj w Sali Głównego Ratusza JWiąsta 
Stolepzn: Warszawy, J,W-*^''dca Stand Pre- 
zydent Woyda rozdał kilJiadzicsiąt Meda- 
lov7 zJoiych i srebrnych, tudzież Listy po- 
chwalne, Fabrykantom którym przy /Jianą zo- 
Mała ta zaszczytna nadgroda za przedstawio- 
no jiłody Przemysłu Narodowego na ostatniej 
Putlicznej wystawie. 

Wzeszły Wtorek na ^Zgromadzeniu" Poli- 
iTczncm Pragi czyli Cyrkułu VIII Miasta 
Warszawy, pobyłem pod Laską Mai^szałkow- 
Rk^ JW. 1" cli: Gumowskiego, Radcą Obywał: 
frybranym został W, Dominik Cichocki. 

"w tych dniach daną bądzie wznowiona Opc - 
i*fl J a a w i g a Królowa Polska. JPani. oJct- 
}Hi^ska ma grać rolę K rólówe j. Kompozytor 
it-j •jii^knejMnzykiJP. Kurpiiiski, przejizał 
teraz te partycją, w wielu miejscach wzmo- 
mił harmonj.-; i odświeżył śpiewy. 

w Zeszłą Niedziele dwaj rrzyiaciele znaj- 
dniący się na .zaproszonym Obiedzie, gdy wy- 
wodzili, wroztargnieniu zamienili swe sur- 
duty, i tak wTsui na ulice. Jeden z nich 
wstąpiwszy na Kawę i' chcąc za nią płacić, 
■dziwił się znaiduiąc w kieszeni woreczek 

5s mu 
kwo- 
odebra- 
tvszy ten woi*cczek włożył g^ w surdut| n- 
dcMony niespodzianą gratką, spieszy %vypła- 
cić pewną nalepy tośó o która iui miał pyó 



pozwanym, a tak roztarghlenienic wyszło mii 
nadóbrc. Lecz drugi Przy iacicl idąc prfrz 
ulic^, zpstaicwstr/ynianjW pizcz służącego 
,,^tój Jegomo&ć (kr/ykuiesłu/.jcy) ten surdut 
ićstinólego Pana, oddaj go VVPi«n naWcbmiast 
icśU nieclicesz abym go oskar7*yl " Tu^inod- 
krj'la omyłka, udano się do pierwsz^oro wła- 
ściciela Surduta, ktjjry znowu doznał przy- 
krości zostaiąc dłużnikiem i ni oodbleraipc dłu- 
gu. To doniesienie sami podali ci Przyiacic- 
Ic' dla przestrogi innych roztargnionych. 

D, 26 Lut : na Sejmiku Ptu firzeskirgo pod 
LaskąJW. Bbnaw: Raczyńskiego^ *obrano na 
Członków Rady Woicw: JWW. Józ<v;Zaga. 
iewskiie^o* dotychczasowego R.ideę •? pion> 
>v Radzie ObywatHrikiej trz>'maiącego,i£ii- 
gcnicgo Słubickifgo, Assesorami byli JVV^V. 
liesiekicrski i Józ; Sokołowski, a Sekreta- 
rzem Józ Zajj.iicWskT. — D 



p. 16zn9i: naSef- 
od Laską JW. An- 




mikuPow: Kad/yDskiejgopi _^ 

gusta Sztetnera, obrani Radcami Ob w:, JW. 
Leonard Targoński i tenże Marszałck,^ Ass«* 
loramibyli WW. Piotr ChruScikowskii Swł- 
dcnki z Ostrowa, jeSekre: 4ó:RadomyskL 

Czwarty Numer Pisma: Piozrywki dta 
Dzieci wysicdł z druku w dniu dzisiejszym. 
Ozdobiony iest Portretem ftlarji x Lecscayń- 
shich^ Królowe) Francuzkiej. 

Walc uo«ro*ołołonj naFortepjiino sOpcry Tawik 
«ve l^łottrch tkomponowany prftfs J. hossjnicgp 
wyit^dl ft IKAgr«f|l ff Skl«dxi« Matyc^aya Pr«»; 
KUłkowtkltgo prty flllcjtf io4ow«j Nr 489 Mot cr:1M. 



304 - 



w długim okreaielatf-bo^od' 1821' do' 1871 r.^ prawie co rok przybywało pisma^ co 
rok bowiem dobienuso corai więksse arkusze, tak, it rółnica ostatecsna miedzy punktami 
krańeewenii tej 48 -letniej epoki wy padnii; bardzo znaczna; przeglądając atoli rocznik za 
rocznikiem, różnicy tej w tak wydatnych konturach nie dostrzegamy, przyrost z roku na 
rok wynosił po 3, 4, 5 wierszy na 8troni(gr i po tyleż punktów (liter) w jej szerokości... 

Dla uwydatnienia różnie w formacie Kwrjera podajemy obok siebie trzy kolumny 
naszego dziennika z jego dat jubileuszowych, t. j. w 25«, 50- i 75-lecie. Nadmieniamy 
pnytem, że podobizny z r. 48i5-go izr, 1870>go uległy bardzo drobnemu w reprodukcji 
zmniejszeniu, zaś podobizna z r. 1895-go zmniejszona została do ^i 



KI]R.II:R WARSZilWSHI. 



o. 2^. SłT<'CT)ia. — Rok if^kh. 



M 25. 



Jutro,' SS. Jkii Cliry;«o«luin a Ju1j«n. 



■i 



ti1»Lr9lon« Ko»ciol.i pnrMf: m^ mu, Paii%^ŁC*^ X. Michl 
iJuzdzirUkitijtOy Pioboaxc»trjii tr^oji 1i«MM:f«ł4. 

l);ti<iwixnc iiA rsrCA 4ch Wł4».<U:iaa r.dóbi'-rIiir»nY0wn 
« C>rf|xł<$tkun^ })OchoiUi}circli, któł«yby |*'i«cs «;łloctwo 
lul>-«»ick podc«»ły nic byli wsunie mapracAwania Jia 
«'re ailntymoriifc: Douiu o ktM ialtack «r« w«t Jataiit{»- 
«<^»> nn jiciiiicszkairie 4lla lydiic « ^oitcaaB: 3c)|.inoi;góif 
|;;;.4j«Ui loi.iry 4:h«łiiiii)sUiej, wbliAa44*i4-xcc<onri^0 U9* 
•na )>oto/.oii>ck; tocstncj *>pł'Aly x (lubi- i;iraiitow« iii. 
'><y^, y\'iscł.lółxij^ •i.}\\ł.yt\\M^Vi\.\% itadŁ»Htką^ ac«yiu^ 
bij, Ii.it1;i Aduiiiiixlr;łC^jiM imlwicrdulM. 
*'j|uti-rt jg x®*^*- ^'•*j * »a»»»ł ł' Kołicici* XX. AUjgm* 
Mtjttuuw cidbjwać ftir hi'<J%ir juiłobtie ^'.tbny.ciistwo aia 
du»2j* «. P>JMm ary ergo fiwt^ckivgo^ Ti-jtednika SoKTyU 
l^n.i!: ny.i}d: S. ^V. i D. , Mi;?.4 pHncgo cnol rcl^^ij- 
iiT' Ii i Iuilxkoi(ci-. ^Konfratra uitln Zakonów, orax do 
•kłMui Pi-ziioi-a Arry-łiraclwa ]'0C1i:SXR?lU N. M. P. 
pi i.y lymlc Kotf4:icl« «>:y.stttjj)c«-^o. Zgi otnads^nitj XX. 
Au>;o>ljanóir pi,«cx wd^czuwić, Ki-cwnych i.lPi-ayia* 
ci(»ł tak sacn^o Wętcraan, aa witpólmm modły uptzcj* 
tfńc ;iapraą^i^ 

,. ^''l> pi7^c<^ koHccm sapUNt n»jw»cc^j odb^w* nic ta- 
śU^*<"i ^ńylaccainy «tot«««e bai-dxo«]avtjio cgłosxnn« 
tł;»,i|{i. O tii;iłxrń«lwłe jiumi J*n:mjasi Tnjlori „Żo- 
i>rf 4it..i.-|ca iiis|di'fgo ivfft», nrcch stitiM wic usbud/.ić 
fr tijtt Kvitcxnć. prxj wiata nńc ca^foii.'} skrontDOMi, */a- 
iłOuiM cayMoścł ca;!!;; i łnj^odnojici oy.dob:), .klrja >ta* 
iiii ortioAii i dobinct. Miech nieann innc(^o iuiiiiri>i> 
«ll,ł, jiitiCK H-Jiljrdo; iwietnnści;} ioj iiki być pi-;łivoKĆ, 
"Li.ti^ U)ti-«<rjinc pł-yjrwłj^aaDir, "a niił^ wtcdjr będ/ic 
liH-kii«i i x%;iiii>nnną od obcycłi. I,fc* iAraxriii iiió- 
»i, y.i- iiiciii.*i&» ^:|ditrj jłOwiiinn«ci ini^diCY in;tł>.oiika* 
iłil, itói-rfby fcif do obujga .jkpóliiic me śct^g^łu : rci/nJ 
fic t\łho nawKaiein iiti«^iitii odcicniartti; ro « iediicj 
«tf« i'.v /oWio fir jiiił|).'iaA\ X drugtrj po«;<*>.aiiioiii ; co 
• '$.«*|iiv |ius|a«atmtmi, %% lucjio |iowiniio^i. On s|.-»- 
C^ »:ę o HjUjsJi)co,' onu roy porx.^(]M ; on *»>d-i« iox- 
|ka«^, ona ió« pełnia; oiii ni.^ l^^tUi powag:}, ona min 
?»»pi| li|iło»rtj}; ona powinna ulanić »ic wnfrlki.mi 
«|>«vo)iaiii'i podobać «i^ tc'ii>u^-aon iic^inicn na »o ta* 

Trinłiu^jrjr fłC finNS«laciii««Ai^ ^ir/zt w d.nio 4ljin J/o- 
Jiyo r. b* na Vongr.U |[>uffiu S^%r'ćgp CTiiiny EWangif>. 
pc^icj dai $i.' t]fi»*ij|tfg<i. fu^i.} Vooói' cawi^dóimr, •« 
•id^djjjBdooścj S/;łtó t>W« iuóre śabaw^ (^ nbccoo- 



jlci.^ swą aastcKjrcić racf.a, dolychcy.»K>wylokat mmcj 
ł)csui'«j, prsc/pt/y branie i4*sAc«c icdn^j Sali do laticÓH, 
|-oftpi'««.stt*acnionytn xoi(tnł. 

.Olrsymano "w ffafsznwie wiadomość o naal.-jpionjm 
.Wt^chJniach aaf^mnic) Rgonio i. p.' Hiiłbicjjo T.ideu!«m 
Moiłowtkr^go, Syna nirgdy Ilia: TadrM«/.H Mosiów 
sUt^Oy ')i. Scun\i%i'.t Woicwinly i Miiiintra Prcajrdui^* 
cego w Koihisji U/r-jd: Spr.ivv Urwn^t: i Pohcjł.. 

, ^yiąlki z CftzrlYPof^y /**''/- ( ()iiHC!«acxaiiiy w Ire"**-')- 
Wc«Vii«no OhOby utr>:ymui.uo powoKjr i W'ła4cjcli do* 
roick, ilhj ołtrłcgli swych s4ii/.!jcych, re pi*»y sfn*- 
tk;«aifi «ic *« kondiiklem pogr*«b»Mvym, pbowiąaani .*ą 
»]ejid).ić X drogi i 'zastanowić- nic dwł:)d, póki takoMry 
nie pi-/.rjd/.ie; tudaici, ie atniowntc do postanowi^iM 
JO. Xcia N.iłnic«tnikii Król: głun.liui)crgo ain u» uk»tw 
V. PAN;V, pr/.«« riskiypt Koni: .in/.i)d: S. W. i I). 
objawioiK^o, SlaM«»reci jm Mtepn»ło««cńH|wo przeciwko 
innAwmoin lub innym lirKinlnikoni Policji, du uti*sy- 
niania poraadkii prA«'xn.'»cv'.oiiyHi, oddawani będą Ima 
saticacnia do ftacia(^ nojskowrgo. '• — Hyła wiadoniuść 
o powiciu prara Kłconnrę a Oi-ocbul^kicb Sotąowską 
3^Ji d«iccł'; obecnie duditie »ic , i.e icdno x dxieci. ló 
jfst Syn , pr«<»d parą dniami uih«rl; poaosliiłc MŚ Sya 
i CórkA, aoslalą prKy iycia. Ojciec rzeczonych d*it>- 
ći, ina lat 03 i irsl w powlÓ4-«ych iiiołiciikicb y.uiąn. 
knch. Zona zaśiei^o-ma lat 40; poloiiislwu to ie»t pitu* 
wsacm od ctwu pobycia , a a pierwaz.) Hiwtuą M^łionką 

Sosnowski daieci nic miał. TomaM-riU*aesy/i#Ał, 

popraednio karany iuł ai^iownie, w domu Nr 46J< przłfł 
odkrrceiiic kłódki od draiyi na poddasze wiodących, do- 
konał kiMdzicJty birli-Any na tcmlc xn:»jdniącrj »ic, war- 
tości piKCSzłoiUr. 150; nli;ty alołi na ncaynku, |>od S.vl 
odflatiy, Ji biffiana skradziona Właścicicłoni zwrótAiką 
została. ~ JHP. mhfer Foi tepjanisla i Pi<Uti Wio- 
)onr/.« li^la, d^d/..^ wkiólce Kjmii-i 1. — Z.mnegdąj •▼Ku- 
aciflo XX. Bonifralrów, odb^ł sic ^.bizęd Mcbinego 
aliłba, niiędyy Wincentym a Ziiaannij Sl#»|Vłnowic». Tcn- 
ie iej»t M;>j*ticm >to|ar.^kjiis maiący lal 56, aaś Zoiw i'i. 
*— K.I ostatnich targach W^r**; i Prajjsk ich płacono aa 
knrf^-c 4io ćwiei*cio«%>y ^vl.i Hsr: *i k. 6fi(zł. i7 g. 22). 
P»acńicy Rs: 3 k. 2(l<xr. 21 gr. 2H). Giwrbo polncjfo 
łici: 3 k. 71 (zł. 24 gr. 22), cukit>wrgoAa: 4 k. 57'/* 
(/.ł. 40g. li), fasoli *B..»i: 5 kop. 80(zł. 4^ ^r, 
20). Jrczmicnio Bubli srebr: 2 kop. 23 (zł. 14 f^., 
;e3). Owsu Rubli ar: I 4»op. 3S (zł. 9.gr. fi). ^ia«» 
fura icdltokcniM vii lor. 3 k. 15 Ąx» flar. (> k. 110 4«4 



Ktląlka JabilouMwa. 



805 



20 



' ""'^ ^' Ik 142. 

KUBJER WARSZAWSKI. 

Dnia 1 lipca 1870. Piątek ^ Dnia W Czerwca (I lipca) 1870. 



Dnia 1 lipca 1870. 



BUn buoBUnu IwwliM SMca i. 



'JjJutro, Nawled: N. M. P, i S. OUoni. 



..wi. iT"?^'' HBrieiŁ Wurnwitlffla wTOOil: w Vłnu«la rocinit n. t ksp. lo, pdlriKui* n t ket. ta kw4r. 
• K«tiiF.e Bid.k^ kop. s. ir. pMwlB^II I K CtMratwI. .Ydoi) kcmIb b a, (w tS ai^l m^i ^ISu 
5Sii*r iX^M3^* ^ ' "" " •»^""" ' Etaprir4ł H,. , kop. u,; p„«B(r;u pT.B«»j. u, ^1^,.^ 



Ukaz no Rz*dz*cecio Sehatu. 

Wriika bieUtjm upłjw» pittóiiesiecioletnie ietoie- 

Die f;bi7k suIidb. iiłotonjcb pnez adichciu WUhel- 

ma ZicberU, i od tcgocEHUioeUjicfch podoBobiet^m 

Jego Mn^ilcm. ' 

Na pamiątkę tego wypadku i dle wynagrodictiit zt- 
s)ug ZacbcrU, jak rówoiet dis lacb^ccnis i innycb do 
ttk chwalebnej, niezniordowanH diiiłalooSci, Nsjini- 
łoieiwirj nadnjem; szlachcicowi Wjlhelmoici Zacber- 
towi godność barooa Naszego Cesaratwa. 

Scmt rzad/ąc; nie zaoiedbł w}d(i£ wlaSdwego roi- 
porzfdzeais co do sporządzenia dla Zacherta djplo- 
IDU na godnoff barona i przedstawić ai a go do Nisiego 
podpisu. 

Na orjgioale WhBDą Jego Cciartkiej 
Mości Tąk% podpisaiić: 

,ALEXANDEE." 
Jugenheim, 4 flG) czcrwcs ;S7C r. 

(D. W,) 

— Magutrat miatŁa Wartrnm^ podaje do publicz- 
Dfj wiadomości, te biaro Uri;du Lekarskiego Mia- 
sta Waniatiy przeniesioDen zostslo do gmachu Ra- 
(uEza w antreBotach, wchodząc z bramy oa prawo.— 
P. o. Prezydpota Jenerelnego Sztabu Jenerał -Major 
WiUaiBiii.— p. o. Inspektora Unadu Lekarskiego, 

= Jutro, Hościći obchodzi Nawiedzenie N. MARji 
PaDDj,— Yisilalio, 

= Jutro, w kośririe Opieki Sgo Józefa oa Krakow- 
Aicm-FizcdmicJciu, obok pałacu Hr: rotockieh. przy- 
uda pierwszo- rządny Odjiust Nawiedzenia y, MAIUI 
P^oy, w połączeniu z ^abaieD;twe^l, jako w pierw- 
szą sobotę bielącego miusi^ea, bractwa Matek chrze- 
ścijafiskicb; edbjdzie si; rdwnieł Nabożeństwo aa pa- 
miątkg N'awicilzFDin N. HARJI Panny, w kościele Pao- 
ny MARJI. tiaNgwfm-Mifście. 

— d — Od Itilku dni odbywały nig publiczaie w tu- 
tejszym Ins^tucie Głuchoniemych i Ociemniałych 
zwykłe doroczne egzaminy, kidre wczoraj o godzinie 
5-tej po południu zakończono aktem urocajEtym w o- 
bec JW, Kuratora Okrjgu Naukowego Warszawskie- 
go Senatora Wilti', Rektora Cesarskiego Waraziw- 
■kiego (Joiwersytetu Ławrowskiego i mndi^twa osdb 
Mproszonych na t; nroczystoff. 

Akt rozpoczęto modlitwą wypowiedzianą przez je- 
dnego z głucho niemych, dalej orkiestra zlotona z dwu- 



dziestu kilku ociemniałych wychowańcdw Instytutu 
zoatającjch"w nim lub wyszlych już z niego, wykona- 
ła uwertur" z .Niemej z Portid," pociem ksiądz Ja- 
godziński, prefekt Instytutu dat poznać zgromulzo- 
nym sposób ;:aszczepiaDia gtucbouiemym pojfć reli- 
gijnych i umyślonych, wreszcie (gzaminowano gło- 

' ■ oych lak chłopcńw jak i '"' " ' ' ' 

fo. rachunkdw. ieoHrafii : 

Z oclemniałemi nieodbywano jui e,tzamiaów dli 
braku czasu, gdyt nauczanie ich nie mk\e rdtni sig 
od nauczania zwyczajnego uatnegn, i po deklamaqi 
wypowiedzianej priez ociemniałą p. Ż^Gjg Benedykto- 
wicz, przystąpiono do popisu muzykalnego oddziału 

Dla braku czasu nie wyko a&no całego prognimc, 
ale ograniczouo si{ na niektórych jego Dcmeracb, 
mianowicie p. Z. Beoedyktonicz cdegrcifi kaprys L;s- 
bergi „Li balancello," wychoaćcy {ale tylko obeeoie 
zostsjący w Instytucie) odegrali na orkiestrę pod kie- 
runkiem swego nauczyciela p. A. SloczyAskiego □- 
werturę z opery , Sroka Złodziej;' p. K. Sotuzkon- 
eki i W. Plocer wykonali pierwszy koncert Beriota, 
due*. na skrzypce i fortepian; p. W. Pl-icer odegra! dk 
f6rtepie.Die ćintaijg Liszta .Remioiscencesi': wrencie 
cbdr z ottiiestrą odśpiewał kantatg zestoEcwaaą do 
uroczystości. Wykonanie iaidegn z tycb lutfpdw 
śwladczyło o pracy nauczycieli i O zdohościacn dc- 
muzyki w rodzony en ociemniałym. 

Po ukoAczeniu popisu muzycznego, za odinac;.:^- 
jąeą sig pilność, poatf p w naukach i wzorową sprawo- 
wanie si{, następujący wychowaficy i wycbowanicc o- 
trzymali nagrody z rąk JW. Karatorio—Woddaiale 
€lKkmi>IIlTIib z Klasy I-ej: Czapski Sylwin, Iwaszkie- 
wicz Ludwik, LeHzczyński Wincenty, I4owakowski 
Franciszek, Rykoczewski Wiadyslaw, StirzyiSki Alfons 
Biernacka Wiktorja, Krokoszy^ka Kamilla, Olichon- 
aka Rozalija, Ulicka Sianisławs. —Z Klasaj II-ej. 
Szytitr Bronisław, Szydorowski Antoni, Górak* Ste- 
fanija, Kostro Julijanoa. - Z Klnssy Ut ej. Borecki Jd- 
zef, Deflinsylitr Józef, Nowicki Franciszek, Uazyńsfai 
Aleksander.— Z Kkssy IV tej; Dłuski Stanisław. Łu- 
pidski Michał, &ranisłavska Kazimiera, DeflausTlier 
."Bijjnua, SoColewska Kronciszka. — ZKIassy\.tej 
L,K -kowski Ignacy, Osucbowsici Franciszek, Wasilew- 
ski .'.ctoDi. — Z Kl65^y VI-tei: Cborzelski Erazm. 
Muhiiird Henz-Becr, Pissecki Franciazek, Ktilciycka 
Zolija, Kulidska Eufrozyoa, Perkowska Helena. S^.ctT 



Hr. 279. (z tfo. por.). Dnia 9 października, Środa. Dnia 27 września (9 paidziernilca) 1895 r. 



>«rta ■•• r». 3 4*^ 1^ Hl» 






^' « ■ ar 

^ a. 



99' M0^^^ 



NIIUER WJUimWSKl 







ROK SIEDEMD7IE5^IĄTY PIĄTY. 






oaŁOSZBNI A. 

RcMainr n i*i.s wi<im, 
rmna««towr alM Ji«7* aUti:* 

■{Mf nu sepk 'Jl 

ZwyosAła* •;■•«-»« 44 

Mała o(4i>«*<MiK M i»iaa 

•ftovnAi« utatiaiata 9> k*a 

(Vad««laa« m i«4« «i«n» 
pm«nt*«f n. L 

■■)• latcM IŁmIm «lMay Ka^ 



irICMNU. 



i JDruJkamUi; Jfor 'WratriUny nr. ». — Trtrfon Mirdaktjl 'iiiH. — Telefon ailwfniatr,Ai7, 
M'ioirkaWBha7!!6tit. Ot/louamta do ..tturjern §i ara: ttwMkirgo*' mięt/ sy lnitt;mi prstij- 

yMoMMe, Mouarnsteini 9 ogier A, ti., imdziea wajtyalUicpieru-Bzorsękne 
biurm antuoure cif prmnicą. 



tw. K«xłalem (paaim nknantek) 

hcdłie eał«dii«aM nbetemtwo adpa- 

m« km -emA K Saicnamtm. &■■» wjjim a gadiiate 

— W kedeWa aRUkatadnlayM iv. Jau Jatra, g«> 
!•» 9-^ sraaa, otfmmtamt będnc Mlaaaa ubaiciataa 

•C3(.ar*ia Pnaaąjńn^taofO Sakr — ■!% 

— W 4Bła imtnamrm. « ffaWila §•«( maa, « ka- 
er Matki Batktat C n n a <» taai k^i w kaidaU lv. 
»-paaua>ki«) adynwtaaa Hkfa ka Jąi aa 



— W 

'.ro *<dpram 



— Wkaiaeia 
«dvala 9-ti ir 



Marilaa (pa-aa(«gateMBi) jałia^ 
adpraaiaoa b^iia aalaaaa v«CF*a 
N. Paaay UaijŁ 
~ Jatra^ « kaMala lv. Jaaka (pe-4»Biaikańakiai), 
pavada arfpaata X. Paaay Maiji IUia*cav4 vyjdą 
tfvy a gvA*. » > 10-«| iraaa, aaaa a ll-ti pna4 pohi> 
•ai Biaaapary > kaiaaina Tiapociaą rt< a fodiiaia 

— W kaściaia św. Aataoiaga (pa-ralbraadiia) jalra, a 
liiBM «1 F« |i*ta<ai«, prani otlanam K. Paaay Maf^i 
9tevaaa ' b^tMa aaboleaMaa RaliAeawi^ pny wyata* 
K« V. fi altrł»aotfc j 

PRZEGLĄD POLITYCZNY. 

I :aja mi;, aąfiaąt s białatynuw tala(iT*ileuyefa, śa | 
skrotaif* »x w oWaisiyiii t7;;odiMn pnedaUwleiale | 
rv»tw w Kaitalaotyiiopeia koDaaikowaJi ^ , 
^ P^rtą w aprsiria krwairych ekaeaN^w, którfoh : 
r«.^a« paaao dotąd aif nie wrcrwalo. Pieraraqr 
Tfatowaweay knafc jcieli aobia dokm Maaaezj- ■ 
' ta*, w ypadków— ' O e y iapo la poiradsietwas I 
fo^As^w. draci mtai charaktar ioMa an^/iowj. | 
MfijCMoia aM7 pH*Ki we pn/tiło, BatooiiMit 



, Daatapila cMorowa asiiw wmnoA dyplomatycraych 
. pnedatawieu i nraicdowjflk wyia«.awii. Najcrdooto 
wjcbodAi, ety auta jRt aHtaą esy pt<iaan, * bylr hyia 
« tym raaia tbiorowj). Otóż. ten uatatai jej cbaraLler 

{'aat aien^tpliwy. Poata«vie eurapejaey lAządaii po- 
ozenia kr- -mi aadiisyeiaiB wUdsy, akrtecnia rocpa- 
aaoago faiutysma, zabrz])icca«oia cadzotienców, 
których mleuie i tyai« wiiUi kIc tagrotoneia, a wr*- 
ncłd aar«vc,;o akarmnia wszystkich wiBayek. 

W. Porta odpnwiedrjahi, te pon^dak pnywróei 1 
reforny w Armaoji, a sAWol v Maecdoaji pnepro- 
wadti. Wydala utotaie odeswr do ładBowa maml- 
Biańakic) i aicmnułaaiiat^iej, wiy wijącą do nasane- 
waoia prawa.- carltowania porz^dkn i aapokojeoia 
'•4> Ę,f^^ pneaCcpeem aarowemi karamL Dotąd 
Bio Uyaieiiimjr w«sak4e • apeloieoiu trzoeiego wa- 
ranka .aoty aławoej" pnetUtawieiaii mocaracw, a 
miaao wicie akaraoia wiasyeb. WiąaaBka lebrała 
bn; icb apora: dsikia roi)»Aaaoie aif faoatysniH waeho- 
dnia^ wywołało tea^y. których swierz^ooć pnekra- 
csa waaalką mlarn^ Kara powinna d>ye aarową i nia 
aiezfduc xyeta tyab bijea, ktdra putwily •!<; oad 
laaoyrai, dobij^O^^lc ^K 1 oad zwłokami, ćwirmuac ja 
i wrsa«aji}0 do Bo«fora. Uaoniąde wielkiego wezyra 
HaiUa bA»/y i niaiatra apeaw 'zewnętranyeb Turk* 
bana baaty jaat taianą oayato polityczna; cloienie 
leb z arecdn uio może być nważane ta akt „sorowej 
kary aa wtzyśtkicfa winnych^ Wogólo w akcji mo- 
eantw daje aii^' apootrce^ai. pewna powśdągliwoM, 
rzoklibyiiay. k.kliwoM-, która nie pa«Bjc z energii, 
z jaki^ naotakane przrz oało łato W. Portę, osłabia- 
jąc jej władzję i ))««rafc, kaebcc^ąc lywioly rawoliL- 
cyjoe do wybia'hn. 

Ważny nrczmiamie fakt zwiactnią aaoi depeaia 
rzyniakia Jenerał Barataen, komendant włoakicfa aił 
abrojayeb w koluoji srytrajtkicj. rozpoczął juz kroki i 



4vojenofl przeciw .\lii«ynji. Ae2k»I'.vick -na razie ar* 
nija włoak.i ;rruuia<J<ąra ti^; pod Aiłi;;r.it«ni, m.i na cela 
akcję przeciw wieiki>rzą4<*V prowincji pułoocnej Ti* 
cn, Raaowi Mangatsy, tó nic iilcf^a wątpliwotiei, ia 
akcja to rozwinie aic w laknajkrAiazym ćzaair w for- 
niulną wojiir z króltfta Wutecbctiopji, nei^aeu ne^e- 
atti Mearlikieni. /.carłomcznc cwyci(;»tw.k fUralie- 
rego pod Scnare i Coalitem, tryumfalni- poebuil jago 
az do Adny w aamo aaree prowincji ubity ńakiej Ti* 

Se, wakazały iziak. którym Włochy i«c kamicrząi^ 
:cać owej prowincji już pnyłączooo do aąałedaiaj 
kołonji eryirejakjej, obecnie ehodzi c aawojowasia 
reazty. Wmirazaoia nłi^* Menelika, k^'>ry z woj^iegi 
awajcm ciągnie na odniecz Raaowi Mancaazy, moi 
doprowadzić do biapolredniego zetknięcia. Wojna 
z Meaełikiem jaz sif przeto rozpoczyna na dobte. 
KweM^a ałńayńaka wchodzi w ok rca krytyczny dla 
Enropy. 

W Bukaraeide grozi pnaaileaie mininiorjaloe. Nic 
będzie to zmiana o«ób tylko, ale cby>»a pewayeh za* 
aadnieąyefa podątew •yateaia, Hkoro z iooa dzi.iiejaie* 
go rząda naawa aic przedatAWiciel jun^ntsmn Karp, 
główny filar, główna inteligencja gabinetu i^aaana 
Katardżio. Ctabioet atamzaebowawczy r/ądzl Rama* 
nją od r. I888-go. przysrąpicnie do niego młodokon- 
•erwatyatów ci..vli jtinituistuw, vsy<'!)rażąjących ideę 
poatępn w eU^zie zaohowawczya-, nadało mu lc oie> 
Bpoiyb) silę, jaka zdoiłkla ;:o ufny 111 a«: napowierzohni 
pomimo ciągłych aztbrmuw -/c ctrony narodowo-libc- 
ralnego atroniiictwa Dymitra Siurd/y. .la&ic są po* 
wo<ly wewoęCrzaeJ natury— gdy;\ oor tylko fitajĄ ta 
rol5|---Mgo wrajemitega wypowiedzenia afiółki. do- 
tąd nicwtadArao. To pewna, ie azDnirrie aic p. Kar- 
pa i je^o towarzy»/:ów z łona mini»toijaro położy 
kres rtądora Katurd/ia albo zaraz' alha nieeo pó/niej. 
Opierały aic oaa ua filarze jaalmizrou. Może Karp 



jasnące słońce. 

TecMlora Jmke-Choiuskleco^ 

^Mnzz. w/iąwezy do pamecy azIKowaay mna* 
d, wiAirwat 'tt; owaław w te błyaki. 
- Ida w"'.'k1 C^madąi debrze ozbrojeai. Zeła> 
e«tr7a włuczai mienią iię w ałonca — odezwał 

> V •« »ua£ sftd bncogami rzeki pntaA petadAicn — 
wazy i ,K >a a młodasych trybnnów. — Mamy 
I 

tJ^wo dooiwwił tych aKw, lahoeaały iaar, eia- 
aa t^i wadNi Dcaaja, po atronie g«rmań«kioj,' 
by >.^ Mr.a łnrafiaoów. zarwało aagle w pnaiety. 
irawo. aa l«wa, wekołtf zadrgała powietrze wrea- 
uk r .>.Vgł&, ae doAwtadczeai we^wnicy apojnaii 
t« Cli pc •"ubie. 

za' I 'O' >>.\rdzo dobne I; wnawe, któia poj^ne- 
la \.L.'ć* rapad germaaów, ąle fak potetaego ło- 
ti ■f-:ńt iati^a z nkh nic alysuł. l^aremoie 
ar«i P«v j'i«x ucbA 10 w ic, to w ową atronf. Nie 
31 byt" 'Airutnić, zkąd idzie okrzyk wojeaay 
)mr;y\i^j^. ^Uuzwaió ^, że wazyatkie draawa 
TjH*. wTzyatiiłc i^ł^tie* •zamL'). 'że aic laay ra< 
y i imM^naj^ ka ' gratiicy rzymakim. Grmćna 
M rad^ływ^ła wwaząd. płoaiac miemkaćców 
•u <»gT.*iarrł atada ptaków 4Hro wały Bad Wier? - 
kam^odwic^aareb dębdw i «oeen, aie wiedząc, 
(a'ą atroar ocMKać. Orły i wrony, arpy i kraaki, 
rłfiM*- 1 M/jki. drapieżaiey 1 aptewacy le^ni zta- 
i aii^w )«duą cresade, pogodzeni wi-^óloym 
amebo B- Z- borów. aaJbliiaKycb Dnaą;owi wv< 



padały eałe alada iabrów, loaiów, Jeleei i tMWoi<)w 
I wakakiwaiy na oźłep do wody, pod strzały lu- 
cznikuw. 

Pnbijnaz apojrzał ka gómm, aa owe liwiateika, któ- 
ra mnuzyły aie z każda ebwilą, na laa, coraz glo- 
iniaja^y, poiem akiuą) na iiąjstarzzcgo z chorążych 
i zapytali go fzeptaui- 

— ("ty rozumicM, eo ń^ dzieje? 

— }i4)Ziimiem — mmknął chorąży. — Takiego aa* 
jazda germaóakiego jeazeze ceaantwo nic widr.iało. 

— Pojt>diie8z uatychmiaA! do łUyma — uio bc* 
dzieaz o»zo/.^dzał ani koni ani kiebie— nie apoezaieaz 
dopóty, dopóki nie atanieaz przed prefektem preto* 
rjaoów I oia upowieaz ma. c0 oczy twoje widziały 
a aazy ałyazatv. .S/czr»liwej drogi! 

— Nieapocznę, wod/a — wyrzekł chorąży i zbiegł 
a^bko z wiety. 

A wrzawa izla ka obozowi coraz grozuieiiza 
ij>liżaza. Ko zlała aif uk azaroko wokoło, że wcłiło- 
Dęła w siebie wszyaCkie odgłoay daia. Nawet Oanaj 
zdawał się milczeć. 

Publjaai przechylił aic nrte^ baijorc, uleczającą 
darb, zasłonił oczy ręką od słoAca 1 patnyŁ Wtem 
przedarły się przez jeiineatajaą wrzawę krótkie na- 
woływania rogów i prawie jńlnoefeinie nkazal sii} 
na skraja lasu nieprzejrzany łaitcuch konnych. Wy- 
padli, przebiegli prseatrzeA, oczyazciooą z dr/.rw, 
wypnżcili o;i łączników i proeowników, rotsLawio- 
nycb po cJrugiej strunie rzeki, grad atrzał, colo<;Ii aie 
i roiłaiiiawaiy aio na dwie połowy, popędzili wzdłuż 
Dunaju, ledni na waehód, dmdzy na zachód. 

Jłziwnie wyirlądali ai jeźdźcy. Pokryri o<i eznba 
do pii;t jak.-iś njirą akorapą, przylegającą szezcloic 
d<i ciała, aed/ieii aa małyeb, y. winnych kontach, za- 
bezpiccxonyct) lak Mitno, jak oui, przed pociakami. 
I n ludi.1 t u /wici-ząt było widac tyłko duże oti^ory, 
zostawione dla ocza. 

I5yli to jatygowie, piemlt^ tlowiai>kie, najlepbi 
iueaniry pomi<j<d7v bartwrzyócami. Tkwiąc w pan- . 
renn. •• ' i'- •" nyiu a kofirt k<^r'»Uicb pr,'JcLo'j<iIi ' 



•miało pod atrzaly kreboiu-zykón, n^dzwynaj poiy* 
tcczni w wake podjazdowei. 

Pobij us/. /marmu-zył brwi, ujnal bowiem przed 
sobą pr/cciwuik'>M, kt-irydi się oie spodziewa]. .Sie- 
dząc i«-li rucłiy, o«lgadi natychmiast ich plaa; cłicieU 
przejió ilunaj, zdjła od raicjae, bronionych przez 
atraż r/yinaku. 

Jiiż. otwierał ułla, alof wyalar naprzeciw iiioh ja- 
zdę }Mibiłkówą. kuJy kif za łaui ucJicm pierwszym 
n kazał drngt 1 tnoci. Ihaui wykonał lakic sama 
zwroty, jak plerwm, sas trzeci /Liczył się w dzie- 
»i(^- wtękK/yrli oddziałów 1 ustAwi) »i^- wpro»t bro- 
dów, iłujhluwyih wbozowi. 

Icraz suhli si^ / l.-ran piesi wojownicy, Bzbrojeni 
w miecz, tarcz 1 wlóeznl*;. Olbr2.ini wzroet. atle-» 
tyczna budowa ciała \ złociste ^/ot-y zdradzały ich 
pocłii>d2«i>ic. To nadci^^ati german^wie, aacli w ta* 
kim porządku. łak:dyl>y nie barbar:>ury nlf zbliżait, 
lec.-, rctrrilame wi/,i»ko r/yinsKif. ł'niwadxili ich byli 
leRjuniiiei. Pubijan jnitniii uh z<ialcka po małych, 
okrągłych tarczac-li 1 po Uniąeych r'..*pier»n1kHch. Na- 
wet pióropnazów nie Zf^^fJi z f<Vysza!,ów,. 

Jo^ dotarły |>icrw*ize szeregi do lewego brzef^n Do* 
Bajo, już wypełnił »ię ealy pas po;.-rauiczny, jak go 
daleko naj bystrzejsze oko mogło o«;arnąó. gtowasii 
Indzkiemi i koókkjcjiii, a laa al^kał ' ciągle pod sto- 
pami okrytych jesicze naje/dze .w ł ńzdłnz htoków 
g(ir błyszczała bez.pnerwy nieprzejrzana liof^ świa- 
tełeL 

Więc to mrewiako. które' Pobij as*" widział przed 

I sobą a które pncawyz»zało liczbą dziCKięe m/.y jego 

' lejyon. nszrfłplony pr/M rokowz Srrw|u-ti, hylu 

triko dfołjnu c/..ir>tK.') j>owodzł, cu sjudAla na ceaar* 

atweV... 

- Ii<. to nie zwykły najaid... To /y.\a f>.iwórtri.,. 
To iilzie nare«tic na Krym owa zemsta Laroar/yu- 
c>w, 7a|H>Hiadaua pr/e< p,ilijotuvr od I it stu. . «wa 
olbrzymia lala, ktura straszjkla Pahljatza n. saanyck 
T>'i<izcni.icU. 

D. a a.) 



l\ur/er ^ arszfiwski. 

Ktoś kiedym powiedział; że społeczeństwo ma takie dziennikarstwo^ ja- 
kiego potrzebuje. Je/eli to spostrzeżenie ogólne zastosujemy do tak popu- 
larnego pisma, jakiem zawsze był Kurj^r Warszawski, i jeżeli na rozwój ua- . 
szego drieonika spojrzymy ze stanowiska dziejów ogólno-krajowych^ łatwo 
dopatrzymy się przyczynowego związku pomiędzy życiem publicznem a— je- 
go odbiciem w dzienniku. 

Oto rok 1 81 5-ty i utworzenie Królestwa. Społeczeństwo się organi- 
zuje; powstają instytucje publiczne, budzi się ruch społeczny, a śród tegi» 
rucliu budzi się i prasa, jeden z czynników życia publicznego, najważniej- 
szy. W takiej atmosferze narodził się Kwjer. 

Lecz sprawy społeczne zakreślają coraz szersze kręgi. Powstaje bank, 
powołane zostają do życia — wystawy gospodarskie i jarmark na wełnę, co- 
raz częściej odzywa się w swoich kwestjach miejscowych prowincja. I oto 
dziennikarstwo, ażeby objąć cały obszar interesów publicznych, rozszerza 
swoje ramy, a Kurjer tym hasłom daje posłuch i w r. 1824-ym przekształca 
swój format. 

Społeczeństwo dźwiga się do nowych z życiem zapas<'»w. To okres 
długi cichej, spokojnej pracy Avewnętrznej. Z tej doby Kurjer jest jakby 
tego spokoju i tej pracy echem. 

Wreszcie— okres ostatni, walką „młodych" ze „starymi" rozpoczęty, 
okres rozbudzonego we wszystkich kierunkach życia intelektualnego. 
A w Kufjerzef —okres największej w jego dziejach reformy z r. 1871 -go. 

Słowem, każde drgnienie, każda zmiana w piśmie znajdują usprawie- 
dliwienie w warunkach życia społecznego. Kurjer czujny by I na potrzeby 
ogółu, nie zatrzymywał się w miejscu, szedł naprzód ręka w rękę z postę- 
pem czasu, i dlatego doszedł dziś do rezultatów, jakiemi nie każdy dziennik 
poszczycić się może. 

Sam zaś o reformach w samym sobie dokonywanych tak się zawsze 
odzywał, iż zdawać-by się mogło, że na razie właściwej ich doniosłości nale- 
życie nie ocenia. O pierwszej np. zmianie formatu, która przecież dała 
podstawę do ulepszeń systematycznych przez lat blizko 50, w tak skromny 
odezwał sie sposób: „Gdy znaczna część Łaskawych Czytelników Kurjera 
życzyła, aby toż Pismo wydawanem było obszerniejszym drukiem, Redakejft 
dogadzając temu życzeniu, oświadcza, iż Kurjer Warszawski mieć t>ędzi6 
druk obszerniejszy i łatwy do (czytania; format zaś tak zostanie ułożonym, 
iż przez to nie umniejszy się obszerność pisma wogóle" (1824, Xr. 70, z dnia 
•21 marca). 

Kurjer zapewnia w tej odezwie, że ,» obszerność pisma się nie umniej- 
^zy," gdy faktycznie odtąd właściwie stale się rozszerzały rozmiary jego!... 

Albo opinja własna Kurjera o reformie 1871 r. Pomijamy, że woale 

308 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

nie była poprzednio rozgłaszana, lecz oto co czytamy w odezwie od redakcji^ 
po fakcie: „Dokonana w dniu wczorajszym zmiana (odwrócenie) formatu 
pisma naszego, dozwala nam przy pozostawieniu Kurjerowi dotychczasowe- 
go jego zakresu i dążności, obracać więcej miejsca na wiadomości war- 
szawskie, kroniczkę zagraniczną, oraz artykuły feljetonowe. Skutkiem tej 
zmiany czytelnicy zyskują około 100 wierszy dziennie, a więc rocznie przy- 
bywa im 30 numerów Kurjera bezpłatnie. Usilnie starać się będziemy, aże- 
by przy tym samym, co i dotąd, kierunku pracy i usiłowań naszych, przyby- 
tek ten poszedł na korzyść zwiększającemu się ciągle kółku czytelników 
Kurjera^ (1871, Nr 69 z d. 29 marca). 

I nic więcej!... 

Równie skromna była zapowiedź dalszych ulepszeń przez powiększenie 
liczby arkuszy. ^Kurjei* Warszawski wychodzić będzie — czytamy w N. 274 
z r. 1876-go — począwszy od dnia dzisiejszego, w podwójnej objętości. 
Czytelnicy zyskają na tem, otrzymując znacznie większą ilość tekstu, a ogło- 
szenia, które sic dotąd w „Dalszym ciągu Kurjera" mieściły, będą mogły 
wszystkie zająć miejsce w samym juź Kurjerze. Dodatki do Kurjera wy- 
chodzić będą w tym samym porządku, jak i dotychczas. Format nasz da- 
wny zachowujemy, uważamy go bowiem za najwłaściwszy i uajpraktyczniej- 
szy dla pisma tego rodzaju, jak Kurjer Warszauski, a cały arkusz dostarcza- 
ny już rozcięty dla wygody czytelników." 

I w tych więc przemówieniach Kmjer pozostał wierny zasadzie unika- 
nia samochwalstwa przez prospekty lub szumne zapowiedzi. Faktem jest, 
że dwie zasadnicze reformy dokonane zostały niemal pocichu, bez najmniej- 
szego rozgłosu. A przecież nie można powiedzieć, że przeszły one niepo- 
strzeżenie, bo jeśli dziś rzucają się one w oczy objektywnego historyku całą 
wyrazistością swoich rozmiarów, to chyba nierównie silniejsze wi*ażenie mu- 
siały wywierać na współczesnych. 

W przytoczonych powyżej kilku cytatach spotykamy się z wyrazem 
^Dodatek". Czem właściwi** były i w jaki sposób powstały „Dodatki" 
Kurjera!^ llistorja ich jest współrzędną z historju formatu naszego pisma: 
wytworzyły się one [)od wpły^vem rosnącego niaterjału, jakiego dostarczało 
życie publiczne. 

Dodatki przedewszystkiem podzielić można na dwie grupy: dodatki zwy- 
azajney ukazujące się normalnie^ a będące poprostu zwiększonemi numerami 
dziennika, i dodatki nadzwyczajne, w^^liodzące w chwilach wyjątkowych, gdy 
redakcja dzieliła się otrzymaną wyjątkowej doniosłości wiadomością z ogó- 
łem swoich czytelników — natychmiast po zasiągnięciu tej wiadomości, a więc 
nie czekając na wydanie zwykłego numeru. O dodatkach nadzwyczajnych, 
jako stanowiących i)rzedewszy.stkiem część działu politycznego, mówić bo~ 



}\urfer 'W arsiawjihi. 

dziemy niżej, w rozdziale o przeglądach polityczitych^ tu zai^ zatrzymamy się 
dłuźoj tylko na dodatkach zwyczajnych. 

Ukazały sie one juz w roku 1823-im, a poprzedzono Je następuj ąceni 
zawiadomieniem: ^Redakcja Kurjera War: ma zaszczyt uwiadomić Swych 
Łaskawych Czytelników, iź w następnym Kwartale to pismo nowym dru- 
kiem wychodzić będzie. Aby nie zabierać mifjsca na prywatne doniesienia tak 
ituUo co więcej nad ostatnią kolumnę^ dołączanemi będą Dodatki, ilekroć takowych 
doniesień lub innych wiadomości toiększa znajdzie się liczba. Cena Prenumeraty 
jak dotąd^ — i dalej przytacza redakcja zwykle przypomnienie o wczesne 
zapisywanie się na pocztamtach (Nr 135 z d. 8 lipca 1823 r.). 

Dodatki początkowo ukazywały sie, to z tekstem dziennikarskim 
(Xr 180 i już formalny tekst Nr 205), to wyłącznie z ogłoszeniami. Druko- 
wano je czas długi na odmiennym, lichszym od zwykłego numeru, papie- 
rze (zwłaszcza do r. 1845, odkąd spotykamy większą różno litość w czcion- 
kach i wogóle staranniejszą szatę typograficzną Kurjera). W miarę powię- 
kszania się ilości ogłoszeń. Dodatki wychodziły prawie co 2-gi lub 3-ci dzieu, 
a w miesiącach zwiększonego ruchu handlowego, jak np. w okresie ś^o^iąt 
Wielkanocnych lub Bożego Narodzenia — codziennie nawet. 

Jak tytuły pisma, tak i tytuły dodatków ulegały zmianom. Oto głó- 
wuiejsze z nich: 



«•%";" EODATEh do huijfra Warszawskiego ^^u i.i6. 

DODATEK 

Do N2! 175 

KUR JER y4 ^' yfRSZ ^W S KIEGO. 

Pni* 25 Lipca iSjffr. 



DODATEK PIERWSZY do KURJERA WARSZAWSKIEGO Nm i65. 

D. ^2. Cicrwra RuŁu 1827. 



DODATEK tiRCCl db'KtJJ[JWlA>'WARSZAWSlfIEGO Nro-fl6S^. 

D. 22 O/.erwca Roku 1827. 



KSIĄŻKA JUBILKU8Z0WA. 

DODATEK 

do 
hURJERA WARSZAWSKIEGO Nru 116. 



DODATEK 
Do Nm 125 

KURIERA 
WARSZAWSKIEGO 



»««b.>^_aai^^ ' r 



DODATEK DRUGI 
Do Nru 125 



K 



uriera 



Warszawski ego. 

Z PUARSZAfVY D\ 9 !\TAIA i828 R. w PlATElC 



NADZWYCZAJNY DODATEf^. do KUB.lERA. WARSZAWSKIEGO 

dma IS CitTłiJta |S2'> .. 

DODATEK do KURJER A WARSZAWSKIEGO Xim 335. 

Puiek Dnia 16 Giiidni.i Kok 1S36. 



;ni 



Hurjer Warszawski. 

System Dodatków przetrwał dłu*»:ie lata^ ginie bowiem dopiero pa 
wprowadzenia edycji podwójnej, odkąd zamiast dodatków Kurjer wydaje 
poprostu numery zwiększone. Normalny numer Kurjera wieczorny wynosił 
1 arkusz (8 str.), częstokroć zaś; stosownie do liczby ogłoszeń lub materjała 
dziennikarskiego— 1 % arkusza (12 str.), jak dziś znowu 2 arkusze (16 str.). 

Jeszcze jednak i przed reformą zasadniczą z r. 1883-go, mianowicie za 
czasów pierwszej redakcji Szymanowski^o, Kurjer zwiększał nieraz swoją 
objętość, o czem każdorazowo zawiadamiał prenumeratorów w taki mniej- 
więcej sposób: 



Dzisiejszy numer ^Kurjera Warszawskiego'^ składa się z trzech 
półarkuszków; podobnie jak zeszłej soboty (1868, Nr 266). 



;!• 



Dążeniem dziennika, bezwątpienia jednem z zasadniczycłi, jest wy- 
tworzenie własnego typu. A na typ składają się — właściwe danemu dzien- 
nikowi format, czcionki, układ materjału z jednej strony, z drugiej — jego 
tendencja. 

Zanim Kurjer doszedł do wytworzenia typu dzisiejszego, który wyró- 
żnia go z pośród wszystkich organów prasy, nietylko krajowych, lecz i prasy 
międzynarodowej, przetwarzał się kilkakrotnie, lecz i w tych fazach zawsze 
dążył do utrzymania właściwych tylko sobie cech typowych. Poznaliśmy 
wyżej przekształcenia formatu; teraz z kolei mówić nam Mrypada o układzie. 

Początkowo, cały materjał dziennikarski pod względem technicznym 
przedstawiał zbitą masę czcionek, źadnemi znakami drukarskiemi nie odzna- 
czona i tylko przedzieloną paroma tytułami działów głównych. Nie znano 
ani pauzy ani a capite,., 

Z czasem, stopniowo materjał systematyzowano, aż w końcu doszedł 
Knrjer do tej wyrazistości swoich działów, która — tuszymy sobie — stanowi 
jego zaletę pierwszorzędną. 

W latach do r. 1868-go układ materjała dzielił się na 4 grupy: wiado- 
mości (nowości) warszawskie, wiadomości zagraniczne, rozmaitości i donie- 
sienia. Te 4 działy urozmaicano wprowadzanemi rubrykami — szarad, mód, 
rozporządzeń rządowych i t. d. W miarę zaś powiększania formatu i w miarę, 
jak materjał dziennikarski się zwiększał, dział bie/ący, t. J. nowości war- 
szawskich, rejestrowano w kilku grupach, oddzielanych pauzami (^ kościelne^ 
nekrologja, literackie i ogólne). 

Oto kilka dat, które scharakteryzują nani rozwój systematyczny ukła- 
du działów Kurjera: 

- — 312 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

a ra;nVowanic wiadomości untaloiio od r. 1845-go; 

pismo (czcionki) garmontowe ustalono od N-ni 165 w r. 1846-ym 
a właściwie od N-ru 236 w r. 1849-ym; 

rozdział materjała bieżącego według treści na grupy^ lecz jeszcze prze- 
ważnie bez tytułowania, wprowadzono od N-ru 95-go w r. I852-im; 

próbę odznaczania tłustym drukiem głównych wyrazów w tekście ogło- 
szeń spotykamy w r. 1849, od N-ru 238 z d. 11 września; 

numerowanie ogłoszeń (nekrologów) znajdujemy po raz pierwszy w r. 
1864-ym (Nr 86), przedtem bowiem dawano nekrologiczne zawiadomienia 
wprost w tekście, jako materjał redakcyjny; 

pierwsze interlinje spotykamy w roku 1865, Nr. 192 z d. 25 sierpnia> 
w dorocznym, na św. Ludwika, artykule o Dmuszewskim; 

pierwsze znaczki (pauzy — ) przed wiad. bieżącemi znajdujemy w X. 
99 zd. 2 maja 1865 r.; 

rok w nagłówku Kurjera wprowadzono od N-ru 123 z d. 1 lipca w ro- 
ku 1865-ym; datę podwójną, t. j. obu kalendarzy, od d. 2 stycznia 1852 r.; 

pierwszą nowellę, lecz w „Rozmaitościach^, bez tytułu i bez podpisu, 
czytamy w N-rze 253 z r. 1 866-go; 

pierwsze „dokończenie nastąpi'' — przedtem bowiem każdy artykuł 
zamykano w jednym ciągu, oprócz konmnikatów urzędowych — spotykamy 
w N-rze 259 z r. 1 866-go, w nowalii w „Rozmaitościach'' zamieszczonej; 

jako przejście od bezimienności artykułów do podznaczania ich imie- 
niem i nazwiskiem autora spotykamy inicjały, a pierwszy z nich (odwróco- 
na litera T w ten sposób: — x — ^ bieżących) w N-rze 241 z d. 28 paździer- 
nika r. 1867-go; 

pierwszy łeljelon (odcinek) znajdujemy w \-rze 86 z dnia 28 kwie- 
tnia r. 1873 (o Królikowskim, pióra Szymanowskiego); 

po wprowadzeniu maszyny pośpiesznej, gdy wypadło odbijać numer 
każdy pojedynczemi arkuszami, dla pośpiechu zamykano pierwszy arkusz . 
przed ukończeniem całości, skutkiem czego ten pierwszy arkusz z polityką, 
feljetonem i artykułem wstępnym kończył się rubrykami, t. z. nieruchome- 
mi, jak np. tabelą meteorologiczną, wykazem Biura nędzy wyjątkowej, 
lub odpowiedziami od redakcji, poczem dopiero następowały właściwe dzia- 
ły (1877 rok): 

i t. d. i t. d. Wszystkich dat nie przytaczamy, znajdzie je bowiem 
czytelnik poniżej, gdy z kolei rozwiniemy przed nim historję poszczególnych!, 
działów. 



S: ^ 



313 



-*.! 



l\ur/er ^^ arszatęski. 

Jak jiiź wspominaliśmy. Kurj^r wychodził poi^/.ątkowo '> razy na ty- 
dzień, t. j. codzieimie, oprócz najpierw soboty, później środy. Wyjątku 
nie stanowiły tu nawet święta uroczyste. Dopiero z cza«em redakcja za- 
częła uwzględniać dni świąteczne, a pierwszą wzmiankę: ^utro jako w pier- 
wsze święto, Kurjer Warszawski nie wyjdzie*' czytamy w N-rze 75 z r. 1823, 
przyczem w drugie święto Wielkiej Nocy, dnia 31 nuarca t. r. numer Kur jera 
się ukazał. Toź samo i w czasie Bożego Naro<i7.enia 1823 r.: Kurjer wy- 
szedł, jak zwykle, we wtorek, następnie zaś nie ukazał się we środę, bowiem 
we środy stale pauzował, i we czwartek, jako w pierwszym dniu świąte- 
cznym, wyszedł wirc dopiero w drugie święto, w piątek (Nr. 305). 

Takie „terminy^ zacłiowały moc obowiązującą do r. 1827-go, to jest 
przez lat (i. 

W r. 1 82(>-ym Kurjer zapowiedział ukazywanie się codzienne. Jak- 
kolwiek zmiana ta była więcej formaJną, święcenie bowiem środy pochodziło 
z przyczyn (•zysto drukarskich, redakcja jednak o tej pierwszej swojej re- 
formie rozpisała się dość obszernie: 

^Redakcja Kurjera Warszawskiego — czytamy w N-rze 287 z r. 1826 — 
uzupełniając życzenia znacznej części swych łaskawych Czytelników, ma za- 
szczyt donieść, że od Nowej;o Koku 1 827 to pisemko i we środy wi/chodzić 
będzie a za ty w codziennie, ^yją^^zy święta uroczyste. Cena dotychczasowa, 
to iest: w Warszawie na cały kwartał złp. 8, a na Prowincji z Pocztą 
złp. 1 0. Moina w Warszawie, i miesięcznie prenumerować po zip. 3. Oddzielny 
egzemplarz sprzedawać się hędziś po groszy 4, Od tegoż czasu druk będzie nowy, 

„Według pierwszego prospektu umieszczane będą wszelkie wiadomo- 
ści krajowe i zagraniczne, stosownie do objętości formatu; dla szanownych 
Czytelnie (tak!) kiedy niekiedy wyjątki z Dzienników Mody, a w Rozmaito- 
ściach i weselsze artykuły, zdarzenia historyczne, zwłaszcza narodowe, w kró- 
tkości, anegdoty i t. p/ 

Dalej szło wezwanie zwykle o , wczesne zapisywanie się po Pocztam- 
tach.'' 

W myśl powyższego, już w numerze wigilijnym Kurjer obwieszcza: 
,,Jutro, jako w I^ierwsze Święto, Kurjer nie wyjdzii\ lecz zato wyjdzie 
w następującą Środę, i odtąd codziennie wyjąwszy Święta uroczyste, 
wychodzić będzie, polecając się względom [^askawych Czytelników" 
(1826, Nr 305). 

Zapowiedzi przedświąteczne o niewydaniu numeru w dniu uroczystym 
odtąd stale spotykamy. 

Dalszą zmianę w terminach wydawniczych znajdujemy dopiero w ro- 

314 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

fcu 1861-ym, a więc po latach 35-ii. Zmianą tą było wprowadzenie s^ wiece - 
nia niedzieli: 

,0d dawna już — czytamy w X-rze 74 z d. 19 marca 1861 r. — Re- 
daktorowie Dzienników Warszawskich, najbliżsi świadkowie i współuczest- 
nicy prac Zecerów^ często nie zostawiających im ani dnia^ ani nocy dla Mo- 
dlitwy, Rodziny i spoczynku, pragnęli, aby w innych krajach święcony dzień 
niedzielny i u nas przez j)racowitych Braci naszych był obchodzony. Zwy- 
czaj tylko stał na przeszkodzie, lecz obowiązkiem było przełamać go, dla 
pobudek religji i Ludzkości. Odezwy Duchowieństwa i Zecerów skłoniły 
nas wszystkich do zastosowania sic do powszechnie dziś przyjętego w wię- 
kszej części Europy zwyczaju. Dzienniki odtąd w niedziele wychodzić nie 
będą. Starając się swoim Czytelnikom wynagrodzić to w inny sposób, ma- 
my nadzieje, że pojąwszy pobudki, Publiczność nasza podzieli uczucie, któ- 
rem powodowani byliśmy." 

Jak widzimy, deklaracja w sprawie święcenia niedzieli była aktein 
ogólno-dziennikarskim. Czy zadowolniła publiczność? Odpowiedź prze- 
czącą zdają się usprawiedliwiać dość częste, w pierwszych chwilach, wzmian- 
ki o „wynagradzaniu czytelnika w inny sposób." Pod koniec tegoż r. 186l-p) 
Nr. 307) redakcja pisze: 

„Zaprowadzone w tym roku, a przyjęte przez wszystkie bez wyjątku 
Redakcje, święcenie Niedzieli i powstrzjTnanie wydawnictwa pism w owe 
Niedziele staramy nę wynagrodzić Czytelnikom innym sposobem, poprzedza- 
jąc Niedziele arkuszowemi Numerami; to ciągu zaś roku -przyazteyo mole i inne 
eszezp ulepszenia wprowadzimy a tymczasem, rozpoczynając od jutra dalsze na 
rok 1862 wydawnictwo, zamawiamy sobie pobłażliwość Czytelników na- 
« zych, i puszczając się dalej w imię Boże na tę drogę trudu i pracy, może- 
my ich zapewnić, że zaspokojenie ich wymagań i zadosyćuczynieuie ich ży- 
czeniom jest najgłówniejszym naszym celem i dążnością." 

Bądź-co-bądż, zwyczaj się utrwalał, z czasem zaś zaczął nawet szersze 
zakreślać kręgi, obejmujące nietylko ś>vięta uroczyste, lecz i drugorzędne... 

Trzecim wreszcie zwrotem, dokonanym jm) latach 22 eh, była reforma 
2 roku 1883-go, t. j. wprowadzenie dwóch wydań dziennie, przy święceniu 
jedynie 5-u dni rocznie. Przygotował się do niej Kurjer dość rozważnie, 
gdy bowiem pozwolenie z Głównego Zarządu do spraw prasowych w Peters- 
burgu wyjednał Szymanowski w r. 1880-ym (odezwa z dnia 7 (19) lipca 
Nr. 2546), pozwolenie, którego mocą Kurjer otrzymał prawo „wydawania 
Dodatków ptjrannych codziennych dla druku depesz i ogłoszeń'^ — Dodatki 
te, czyli edycja poranna, ukazały sie dopiero od d. 1-iro kwietnia 1883-go 

315 



%tLrJer Warszawski. 

r., przyczem wydawnictwo Kur jera uzyskało dla nich program rozszerzony, 
t. j. ^wogóle program dziennika^ (odezwa Gł. Zarządu do spr. pras. z dnia 
17 (29) sierpnia 1883 r., Nr. 3046). 

Reformę z r, 1883-go zapowiedział Kurjer w odezwie „od redakcji" 
w N-rze 62 z tegoż roku, w tych słowach: 

, Kurjer Warszawski, poczynając od dnia ]-go kwietnia r. b., wycho- 
dzić będzie dtca razy na dzieii, w dwóch wydaniach: rannem i wieczornem. 

„W święta Bożego Narodzenia, Wielkiejnocy i Zielonych Świątek 
Kurjer wydawanym nie będzie; w inne święta i niedziele wychodzić będzie 
tylko wydanie poranne, w następujący zaś po święcie dzień tylko wydanie 
wieczorne tak, iż, przecięciowo w ciągu tygodnia ukaże sie razem 12 wy- 
dań, mianowicie 6 porannych i 6 wieczornych. 

„Do ceny prenumeraty Kurjera, wynoszącej 50 kop. miesięcznie, do- 
datek na koszta administracyjne porannego wydania wynosić będzie 10 kop. 
miesięcznie dla prenumeratorów warszawskich, odbierających Kurjera 
w kjoskach lub kantorach pism. Dla prenumeratorów zaś życzących sobie, 
ażeby Kurjer był im dostarczany do mieszkań wprost z redakcji, dopłata za 
dwukrotne odnoszenie do domu rano i wieczorem wynosić będzie, niezale- 
żnie od powyższego dodatku, również 10 kop. miesięcznie. 

„Na prowincji, aż do chwili uzyskania możności ekspedjowjuiia gazety 
dwa razy dziennie, prenumeratorzy otrzymywać będą poranne i wieczorne 
wydanie razem codziennie, nie wyłączając niedziel i świąt, po tej samej ce- 
nie co dotychczas." 

Godzi się zwrócić uwagę na szczęśliwą myśl wydawania pisma co- 
dzień, nie wyłączając niedziel, przy zachowaniu zasady święcenia niedzieli! 
Kurjtr w święta ukazuje sie od r. 1883-go tylko w edycji rannej, w dnie 
poświąteczne— tylko w wieczorowej, dzięki czemu cały dzień niedzielny (lub 
świąteczny) jest dla personelu na wypoczynek pr/.eznaczony. Wyjątek sta- 
nowią tylko te, rzadkie zresztą, wypadki, kiedy się przytrafiają dwa lub trzy 
dni świąteczne jeden po drugim: w takich razach Kurjer wychodzi codzien- 
nie, leez tylko w wydaniu porannem — praca więc zaczyna się dopiero 
o godz. 6 ej wieczorem, do której personel jest wolny od zajęć, ostatni zaś 
dzień takich świąt kolejnych znowu jest na zupełny wypoczynek prze- 
znaczony. 

Drugą uwagą, jaką odezwa nastręcza, jest zapowiedź ekspedjowania 
Kurjera pocztą dwa razy dziennie: możności takiej ekspedycji dotąd pismo 
nasze nie uzyskało. 

316 



KSIĄŻKA JUBILKUSZOWA 



Zanim ustalił sio typ wydaniu porannego, numery ranne Kurj^m uka- 
zywały się poc/ątkowo wprost jak edycja zwykła, a więc miały objętość' 
jednoarkuszową (jak i r>wczosne NX-ry wieczorne) i zawienJy wszystkie 
działy tali w tekście, jak i w ogloszeniacłi; właściwe edycji zasadniczej. 
XX -ry ranne zdwojone ukazy wały sie jeszcze w r. 1891-ym. Dziś ATuiTir 
wypuszcza je tylko w razacli wjjątkowyeli, t. j. w razie istotnej potrzeby, 

a więc gdy niaterjał dziennikarski rozszerztmia ram zwykłych dziennika 
wymaga. 



« 



lic 



Wydawnictwo Kurjera odznaczało sie zawsze wzorową punktualnością. 
Ud czasu swojego założenia, a więe w ciągu Tó-u lat, Kutjer nie wysiedl 
tylko 4 nr/y w terminie właściwym, mianowicie: d. 30-go listopada 1830 r. 
(Nr jeden, zaraz po tej przerwie, wydany ))ył na papierze i czcionkaBi* al 
róźnemi od zwykłych, iź nie ulega wątpliwości, że drukowano ge ▼ ^Anc- 
drukarni), d. 10 października 18(U r., ^z powodu pogrzebu ś. p. S 
niejszego Arey-hiskupa, a teni samem przyjęcia w nim udziałn pns 
kich współ-pracowników tak samej Redakcji Kurjera Warszawskie .i 
teź i Drukarni'' (1861, Nr 241), d. 1 września 1863-go r.. fUkwa^ 
dnia 2 września ukazały się dwa N-ry, 198 i 199, w jednya^imHBrćS: 
grudnia 1886-go r. O tej ostatniej jirzerwie czytamy w N- 
z tegoż roku: 

y,'A powodu śmiorci redaktora Kurjera Warszawskiego, i. fu 
skie^^Of pismo nasze wczoraj rano nie wyszło. Wynikło to % 
ne być mnsiały przy ustanawianiu zastępcy redaktora. Po 
weg^o telegramu, natychmiast, chociaż w spóźnionej porze, 

,Dziś o ^''odzinic 11-ej odbędzie się pogrzob Zi 
w oddaniu ostatniej posłu<]^i dłuj.^oletniemu ki(*rownikoiri 
się odpowiednio: z teg^o powodu wydajemy diiś irana iw/U^ 
bie zaś wieczorem wyjdzie tylko numer mni<*jRzy. 

.,Z dniem jutrzejszym wydawnictwo nunierdw 
zwykłejro porządku." 

Oprócz tych 4 -cli wypadków, Kurj€r ntife 
w terminach, jakie programami swojcmi 

Nie wspominamy tu o dłuźszem zawi 
Statkowskiego, nie należy ono bowiem do 

kowych, jakie w powyższej wzmiance iiiMi^i^^^^^ * ' , 

/.inv 






rniej 



'powodu 
prz>^)a(I 



W — 



('ls:>o. 



A 



T^urjcr ^ arszawski. 

O której godzinie ukazywał sie Kurjer na mieście V 

Z pytaniem tern łączy się drugie: o Jakiej porze zaczyniła się praca 
redakcyjna? 

Na oba te zapytania damy odpowiedź łączną^ według materjałów, ja- 
kicli bardzo obficie d(»8tarczają roczniki naszego pisma. 

W r. 1821-ym, w doniesieniu o nowo-otwartym kantorze, czytamy 
(Nr 310), iż Kurjer wycliodził o godz..4-ej po południu. 

Z powodu maszyn, które podówczas kilku godzin czasu wymagały na 
odbicie paru tysięcy egzemplarzy, robota redakcyjna zaczynała się — nieza- 
leżnie od przygotowanych w przeddzień materjalów — bardzo rano, prasy 
bowiem zaczynały pracować już o y-ej lub 10-cj rano. 

Charakterystyczne w tym przedmiocie wyjaśnienie znajdujemy w na- 
stępującem zawiadomieniu z r. 1833-go (Nr 2): 

j^Gdi/ do yodziny kwadrans na 10-tą, to jettt do chtcili, w które} zwykle 
Kurjer zaczyna się d^nikaujać, Poczta Berlińska (zapewne z powodu nowych 
urządzeń pocztowych) dziś nie przybyła, przeto wiadomości zagraniczne do- 
piero jutro będziemy mogli donieść. 

„NB. NB. Poczta przybyła o godzinie 1 O-ej. Kapitulacja cytadelli 
Antwerpskiej podpisaną została d. 23 z. m. Francuzi osadzili bramy. '^ 

albo: 

riGdy jutro, jako w Święto Uroczyste, Kurjer nie wyjdzie, łaskawi 
Prenumeratorów ie raczą przebaczyć, iż dziś później wychodzi, dla te*;o, aby 
z dzisiejszej Poczty, przybyłej po południu, niektóre wiadomości mogły być 
doniesione" (1833, Nr 3J ); — albo: t)t'dy pojutrze, jako w Święto uroczy- 
ste, Kurjer nie wyjdzie, przeto dla zamieszczenia główniejszych wiadomości 
z jutrzejszej poczty, ]»rzychodzącej około południa, Kurjer jutro wydawany 
będzie o godz. 4." (isa:^, Nr 122 z d. (> maja). 

Ostatnia wzmianka zdaje się świadczyć, iż w r. 1833-im Kurjer wy- 
chodził wcześniej, skoro zwlokę do godziny 4-ej czuje sic w obowiązku 
usprawiedliwić. 

W istocie, dalsze wzmianki utwierdzają w przypuszczeniu, iż Kurjer 
ukazywał sic w godzinach południowych. Czytamy np.: „Gdy w następu- 
iącą Sobotę, jako w święto uroczyste, Kurjer nie wyjdzie, chcąc zaś łaska- 
wym Czytelnikom z iutrzejszej Poczty, przybywającej około południa, udzie- 
lić ważniejsze wiad(»niości, tenże Kurjer jutro wyjdzie dopiero po południu^' 
(1835, Nr 214). Mniej więcej to samo („wyjdzie nieco później, niż zwy- 
kle'') w r. 1836, Nr. 4. ' 

W związku z tem pozostają ^godziny redakcyjne." Wszystkie zda- 
rzenia, które się przytrafiły po godz. 9-ej rano, już notowane w dzienniku 
nie bvłv. 

31-8 



KSIĄŻKA JUBIŁEUBZO^TA. 

„Dziś raiio w Starem Mieście w kamieuicy Nr 61, w piwnicy wszczął 
się pożar: ^w fpj ehrili (o yodzime 8) gorliwy ratunek oddala niebezpieczeń- 
stwo" (1834, Nr. 193). 

lecz natomiast: ,,statek parowy ujrzy Warszawa dziś około 1 -ej z po- 
łudnia" (1840, Nr 137). 

W N-rze Noworocznym z 1836 r. Kwjer daje wiersz Niewiadomskiego 
i pisze: „dziś przed świtem otrzymalUmy następującą poezją" i t. d., a to 
„przed świtem" za czasów Dniuszewskiego spotykamy bardzo często. 

Oto kilka wybitniejszych cytat z okresu Dmuszewskiego i Kucza: 

„Ponieważ Kurjerek to pisze (o balu Sylwestrowskim w resursie) 
w chwili; kiedy i jedni i drudzy (uczestnicy zabawy) spoczywają, życzy im 
przy obudzeniu dnia dobrego i szczęśliwego roku" (1844, Nr 1). 

„3 godzin upłynęło zaledwo od chwili, w której ostatni z bawiących 
się opuszczali pokoje zamkowe, a już prasa drukarska tłoczy artykuł niniej- 
szy: jeżeli od Kurjera wymaga się chyżości, przyznać należy, że tym razem 
Kurjerek uwinął się rączo" (1844, Nr 13). 

„Dziś o świcie złożono w red. Kurjera dla wychowańców Tow. Dóbr. 
i t. d. w 33 rocznicę zaślubin..." (1845, Nr 314). 

Toż samo dla sierot Tow. Dóbr. (1846, Nr 346). 

„Kurjer szedł już na ])rasę drukarską, aby yf chwili przebudzenia pię- 
knych tanecznic balu (u Potockich) razem z ocknieniem powitać ich opisem 
tej czarującej zabawy" (1848, Nr 57). 

„Jeżeliśmy coś pominęli w powyższym opisie (maskarady), przypo- 
mniawszy sobie, ogłosimy w następnych Numerach Kurjerka, bo dziś już 
późno — piszemy rano — pracujący wołają — mógłby się Kurjerek spó- 
źnić" (1849, Nr 14). 

„Spijcie spokojnie, szanowni nasi czytelnicy, a gdy się po tylu trudach 
(ostatnia zabawa w karnawale) zbudzicie, przeczytajcie łaskawie Kur jer ka, 
któremu przebaczcie, iż takie się jut oczy kleją^ (1849, Nr 50). 

Staraniem redakcji było zawsze wydawać numery jak najwcześniej; 
że jednak starania te i)ozostawały zawsze w związku zarówno z siłą ma- 
szyn, jakiemi pismo się posiłkowało, jak i z potrzebą udzielenia czytelniko- 
wi niezbędnych codziennii inłbrmaeyj, które znowu nie w jednakowych, ró- 
żnemi czasy, przychodziły do samej redakcji terminach, — więc i godziny 
wyjścia Kurjera znacznym ulegały zmianom. 

Tak np,, po sprowadzeniu maszyny pośpiesznej Kurjer pisał (18.>(), 

319 



l\urjer %arszawski. 

• • • ■ ■ 

Nr'.81), iż ;,odt%d juA codziennie ckspcc^jowany hi^yAe przed południem na, 

wszystkie Kantory i miejsca,'' zaś w r. 1871 (Nr 32), upraszając prename- 
ratorów o zawiadamianie redakcji o kaźdem opóźnieniu w dostarczaniu pi- 
sma, Kurjer nadmienia, iź „na najodle<;;Iejsze ulice miasta dochodzić jiowi- 
-nien nie póxniej, jak o god^, 8 wieczorem.^ 



W pierwszym okresie Kurjera (do r. 1868) indywidualność redakto- 
rów wydatnie odbijała się na piśmie. Było to rzeczą naturalną, gdy t>owiem 
całą redakcję stanowiła jedna osoba, jej ceełiy charakteru, umysłu musiały 
w dziennika znaleźć wyraźne odzwierciedlenie. Później, w miarę rozsze- 
rzania ram współpracownictwa, ten bezpośredni, w kaźdąj niemal szpalcie 
pisma widoczny wpływ kierowników z natury rzeczy musiał się zmniejszać. 
Do r. 1868 „zapisywał Kurjera^ jeden człowiek, dziś „zapisuje^ go kilka- 
dziesiąt osób, redaktor zaś najczęściej nic pisze wcale, odzy wająe się tylko 
w razach wyjątkowo ważnych. 

Do czasów Stanisława Bogusławskiego Kurjer nie był |)odpi«ywaQy 
. ani przez wydawcę, ani przez redaktora, ani przez cenzurę. Przegląd tez 
roczników pisma nie poucza nm, kiedy kończyła się redakcja Kucza lub 
Odyńca, kiedy zaczęła Dmuszewskiego i t. d. Do roku 1867-go wychodził 
Kurjer, źe tak się wyrazimy, najzupełniej bezimiennie. Wobec zaś tej bez- 
imienności dość oryginalnie wyglądają takie zwroty, czysto osobiste, jak 
np.: „Dziś zrana, kiedyśmy zasiadali do codziennej pracy (dobrzeście spali 
jeszcze P.P. Czytelnicy), zakolatala klamka u drzwi Drukarni, wszefi 
stróż i t d." (1846, Nr« 26), — albo przy opisie cytryny-olbrzyma, złożonej 
w redakcji do oglądania: „takiej wielkości, jakiej sumiennie mówiąc, w cią- 
gu 70-letni6go życia naszego nie widzieliśmy nigdy "(1847, Nr 242), lob 
wreszcie z okoliczności imienin, kiedy sypały się ze szpalt Kurjera wiersze 
i wierszyki lub powinszowania prozą, najczęściej zupełnie osobiste: „miasto 
jakichciś tam bilecików z amorkami lub wieńcem i lutnią składamy na pi- 
śmie nasze powinszowanie^ (Józefom — i dalej szedł wierszyk, 1849, Nr 75), 
albo np., gdy z okoliczności zgonu dyspozytora drukarni, Plichczyńskiego, 
Kurjer pisał (1858, Nr 30): „Zgasł on w 5J-ym roku życia swego, a nie- 
spodziewanie, bo w sile wieku i w pełnem zdrowiu, skutkiem uderzenia apo- 
plektycznego. 2igasł w pamiętny przynajmniej dla nas jednych dzień, bo 
28 Stycznia, to jest w« dzień Ś-go Karola. Była to dla nas jedna z owych 
chmur, która i w najpiękniejszych porankach życia zasępia czoło, odnawia- 
jąc na długo potem tę ranę bolesną, wywołaną pierwazem a tak smutnem 



wrażeniem." 



320 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Tak przemawiał Kurjer, który przeeioź w r. 1847-yin nie miał za sobą 
^70-letiiiego'' żywota, ani tern bardziej nigd\' nie był , Karolem" i dzień 
28 stycznia mógł być dla niego najzupełniej obojętnym... 

Oryginalność ta razi dziś teni bardziej, źe np. nazwisko Dmuszewskie- 
gOy jako redaktora, wystąpiło na szpaltacli Kurjera dopiero po śmierci; 
o Kucza jako o redaktorze pisał Kurjer dopiero po powrocie jego do War- 
szawy, źe nie wspomnimy o innych, jak o Odyńcu np., o którycli ani słowa 
wamianki doszukać się niepodobna. Jedynie Zygmunt Zaborowski, za cza- 
sów jego redakcji, wymieniony raz został z tytułem redaktora, w notatce^ 
przytaczającej skład komitetu pomocy dla pogorzelców (1865, Nr. 184). 

Zaznaczona przez nas oryginalność pochodziła naJAvyłączniej z zupeł- 
nego utożsamiania pisma z redaktorem w pierwszym okresie dziejów Kurjera. 
Wybornym objawem tego utożsamiania było np. powinszowanie noworoczne 
z 1847-go r., którego wiersz ostatni zamykał się w słowach: 

„L. A. D. Kurjer Warszawski." 

Podpis redaktora na Kurjerze spotykamy po raz pierwszy d. I O lutego 
1867 r., w N-rze 33-m (Stanisław Bogusławski). 

Po raz pierwszy podpis wydawcy (Gustaw Gebetlmer) znajdujemy 
w N-rze 100 z d. 9 maja 1870 r. 

Pierwszy podpis i wydawcy i redaktora (Gebethner i Wacław Szyma- 
nowski) na końcu numeru spotykamy w N-rze 225 z d. 1 2 października 
1870 r. 

Stanisław Bogusławski podpisywał Kurjera od d. 10 lutego 1867 r. do 
d. 27 stycznia 1868 r. 

Wacław Szymanowski zaś od d. 28 stycznia 1868 r. do d. 21 grudnia 
1886 r., z dwiema przerwami, podczas których Statkowski podpisywał 
Kurjera od d. 14 marca 1871 do d. 21 listopada 1872 r., zaś Benni od 
d. 14 stycznia 1873 do d. 12 maja 1876 r. 



:ic 



Obok podpisu wydawcy i redaktora na Kurjerze dzisiejszym czytelnik 
znajduje jeszcze akcept cenzury. 1 ten ostatni jest nabytkiem późniejszym. 

W życiorysie Kicińskiego przytoczyliśmy mało znane materjały do hi- 
storii cenzury i przekonaliśmy się zarazem, iź Kurjer od początku swego 
istnienia był cenzurowany. Lecz, jak nie znajdujemy śladów, kto wydawał 
i kto redagował nasze pismo, tak tez niema wskazówek, kto je cenzurował. 
Jedynie z dawnych kompletów (1824 rok, str. 518, 266, 8; tudzież roczniki 
1840 — 1850) przekonać się moźeiny, jak był cenzurowany. 

Podpis cenzora ukazuje sie dopiero w r. 1849-ym: w X-rze 12.") z dnia 



lUIfika JubiK UMOWA. 



321 - - 21 



'J\ur/er ^W arsiawski. 

13 maja ziiajdujcm\' formułę: „wolno drukować (data); w drukarni Kurjcra 
Warszawskiego, starszy cenzor L. T. Tripplin". 

Po Trippliuie czas dłuższy podpisywał pismo, jako cenzor, Sobieszezań- 
ski, ostatnie zaś podpisy cenzorskie były takie: Komana Koziekiego od 
N-ru 79 do 106 w r. 1861,— T. Hertza od N-ru 106 do 131 w tymże r. 1861. 

Od N-ru 132 w r. 1861 znika nazwisko cenzora w podpisie, a od 
N-ru 225 t. r. i data eenznry, pozostaje zaś tylko formuła tego sarnio 
brzmienia, jak dzisiejsza; w tekście rosyjskim ukazuje się ona po raz pier- 
wszy w Nrze 82 z d. 14 kwietnia 1870 r. 

Jak wiadomo, w r. 1 870 nastąpiła reorganizacja cenzury warszawskiej 
przez utworzenie z wydziału prasy perjodyczne j — komitetu warszawskiego 
cenzury. Echem tych zmian było następujące zawiadomienie urzędowe, za- 
mieszczone w N-rze 103 z 1870 roku: 

Warszawski Komitet Cenzury. — Z otwarciem Warszawskiego Komitetu Cenzarj 
wchodzi w wykonanie arr. 2 Imiennego Najwyższego Ukazu do rządzącego Senatu z 18 
Września 1869 r., na mocy którego do pomienionego Komitetu rozciągnięto zostały prze- 
pisy ogólnej dla Cesarstwa ustuwy o cenzurze (T. XIV Zb. P. wyd. 1857 r.) jako teś po- 
stanowień dodatkowych do tejże ustawy, umieszczonych w dalszym ciągu Zb, 1868 roku. 
Skutkiem czego, jako też mając na uwadze: 1) Że na zasadzie arC. 5 i 6 rozdz. 2-go tym- 
czasowych przepisów o cenzurze i prasie (dodatek do uwagi 4-ej art. 5-go ustawy u cen- 
zurze w dalszym ciągu Zb. Pr. 1868) Głównemu zarządowi do spraw prasowych złożone 
byd winny, pomiędzy innemi, programy pism perjodycznych, jako też dowody o osobistości 
tak wydawców, jako też i redaktorów odpowiedzialnych. 2) Ze nie wszystkie wspomnio- 
ne dowody znajdują się w aktach b. wydziału prasy perjodyoznej, a niektóro z nich pisane 
8ą tylko w języku miejscowym, przeto Warszawski Komitet Cenzury uważał za potrzebne 
zawiadomić w dniu 17 (29) z. m. marca piśmiennie pp. redaktorów tutejszych gaset 
i pism perjodycznych o koniecznej potrzebie bezzwłocznego skompletowania powyższych 
dokumentów, z dosłownem ich tłómaczeniem w języku russkim. Komitet jednocześnie 
objaśnił pp. redaktorom, że od wykonania tychże form prawem przepisanych zależy wy- 
łącznie prawność istnienia wydawnictwa w jakiejbądź miejscowości kraju, w oblicza Głó- 
wnego zarządii do spraw prasowych, od uznania którego, w razie niedostawicnia żądanych 
dokumentów, zależeć będzie przedsięwzięcie prawem przepisanych środków. Ponieważ 
do chwili obecnej zażądane według prawa programy i świadectwa przez pp. redaktorów 
po większej części nie zostały złożone, przeto Warszawski Komitet Cenzury widzi się 
w konieczności wezwania pp. redaktorów do pośpiesznego złożenia tychże dokumentów, 
które Głównemu Zarządowi do spraw prasowych wedle przepisów przesłane być winny. 

Kurjer złożył wymagane przez komitet dokumenty, w następstwie cze- 
go ogłosił w formie zawiadomienia „od redakcji" w N-rze 116 z d. 27 maja 
1871 r., co następuje: 

Pan Minister Spraw Wewnętrznych pod d. 23 kwietnia (5 maja) r. b. na wniosek 
głównego zarządu prasy zatwierdzić raczył nowy program Kurjera Warszawskiego, któ- 
dy tu w dosłownym przekładzie dla wiadomości czytelników i prenumeratorów naszych 
o dajemy. 

322 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

1. Wiadomości Uraędowe. Najwyższe Ukazy, postanowienia rządowe, rozporzą- 
•dzenia i przepisy władz miejscowych; — te ostatnie w streszczeniu. 

2. Wiadomości miejscowe. Krytyczne artykuły o teatrach, koncertach i wszelkich 
innych publioznych przedstawieniach, o publicznych odczytach; sprawozdania z posiedzeń 
ogólnych zebrań różnych miejscowych instytucyj, cechów rzemieślniczych, dobroczynności 
publicznej i o postępach elementarnej edukacji, wystawacli sztuk pięknych, rolniczych, 

. przemysłowych i t. p. 

Uozbioiy i wiadomości bibljograficzue o różnych książkach i dziełach miejscowych 
i zagranicznych, dozwolonych przez cenzurę; wiadomości o ważniejszych procesadi krymi- 
nalnych (bez roztrząsania wyroków), oraz tygodniowe wokandy ważnych procesów cy- 
wilnych, mających być sądzonemi ^ miejscowych instancjach sądowych. Krótkie arty- 
kuły wstępne z dziedziny: nauk, sztuk, ruchu ekonumicznego i społecznego, finansów, 
.prawa, literatury, hygieny popularnej, opieki nad pracą kobiet i dzieci, ochrony zwie- 
rząt i t. p. 

O nadzwyczajnych wypadkach; wiadomości o ślubach i pogrzebach różnych osób; 
nekrologi; o ważniejszych uroczystościach kościelnych, nabożeństwach zwykłych i żało- 
bnych. Pobieżne artykuły o potrzebach miasta. 

Wiadomości statystyczne. Listy osób przyjezdnych i wyjezdnych, ze wskazaniem 
hotelu. O cenach handlowych i targowych; kursą giełdy miejscowej i zagranicznych; 
'Wiadomości meteorologiczne, reklamy, korespondencje miejscowe i z innych gubemij, i tym 
podobne komunikacje. 

8. Wiadomości ogólne. Krótkie wyjątki z gazet stołecznych, dzienników guber- 
njalnych i różnych innych pism prowincjonalnych, w przedmiotach dotyczących życia spo- 
łeoznegOj postępów ekonomicznych, oświecenia publicznego, dróg, spławów; sprawozda- 
*nia z Instytucyj ziemskich gubemjalnych i powiatowych i tym podobnych wiadomości. 

4. Dział polityczny. Ostatnie wiadomości polityczne z krótkim poglądem i wnio- 
skami. Wiadomości telegraficzne z gazet zagranicznych i telegramy. 

5. Rozmaitości czyli feljeton. Krótkie poezje, powieści, opisy, opowiadania, tak 
oryginalne, jak i tłómaczone. Anegdoty, szarady, rebusy; wiadomości o nowych wyna- 
lazkach na polu sztuk, rzemiosł, przemysłu i t. p. 

Wszelkie anonsa i ogłoszenia płatne, licytacje, sprzedaże i t p. ulegające cenzurze 
v1?olicyjnej. 

Według materjałów, w ar(!liiwum Kurjera zachowanych (odezwy ko- 
;mitetu cenzury), od Szymanowskiego najdłuższy czas cenzurowali nasze pł- 
-smo członkowie tutejszego komitetu, pp. Czystiakow, Lachmanowicz, Kru- 

powicz, Worszew młodszy i Emmauski (do dnia dzisiejszego od r. 1892-go). 
'W przerwach z powodu urlopów i t. p. czytali tez nasze pismo od roku 

1891 -go, t. j. po przeniesieniu p. AVorszewado Petersburga, pp. Dragomire- 
• cki, Kuzniecow, Iwanowski (dłuższy czas w r. 1892, w styczniu lcS93 i w sty- 
M^zniu 1894 r.) i F^agodowski flatcMu 1894 r.). 



223 21' 



l\ur/er ^arszaicshi. 



7. Dział bieżący. 



Najciekawszym rozdziałem książki niniejszej był-by niewątpliwie ten^ 
w którym przedrukowalibyśmy cały dział „nowości warszawskich," później- 
szych „wiadomości," ze starych kompletów Kur jera. Początkowo mieściło 
się tu wszystko; redakcja w „nowościach" notowała każdy fakt życia pu- 
blicznego. To też z okresu lat kilkudziesięciu roczniki Kurjera tworzą 
w tym dziale barwną kronikę kraju, opowiedzianą treściwie a bezstronnie. 

Charakteryzując daty w rozwoju Kurjera najwydatniejsze, poprzestać 
musimy na przytoczeniu tu przedewszystkiem tych ustępów, które do scha- 
rakteryzowania tego lub innego okresu wydawały się nam najwłaściwszemi. 

W pierwszem dziesięcioleciu Kurjer w dziale „bieżącym" drgał pełnią 
życia, a pod względem dziennikarskim zapowiadał rozwinięcie się w ruchli- 
wy, czujny na objawy życia, do inicjatywy skory — organ polityczno-społe- 
czny. Postęp i ulepszenia prawie z roku na rok są widoczne, a każdy kwar- 
tał, nawet dzień każdy, przynosi czytelnikowi coś nowego. 

W następnych dziesięcioleciach aż do r. 1865— 1868 Kurjer zamyka 
sie w ciasnych ramkach drobnych objawów życia publicznego, z roku na 
rok stereotypowo się powtarzających. 

Dział „bieżący" Kurjera najwymowniej usprawiedliwia znany frazes: 
taka prasa, jakie społeczeństwo, — i pod tym względem pismo nasze zaró- 
wno w okresie pierwszym swego istnienia (pierwsze lat 10), jak w drugim, 
do r. 1868, i trzecim, od tegoż roku 1868, przedstawia zwierciadło, w któ- 
rem społeczeństwo odnajdzie własną fizjognomję, wiernie uchwyconą przez 
najczulsze na objawy działalności społecznej klisze dziennikarskie... 

Lecz przejdźmy do cytat. 

- 324 - 



KSIĄŻKA JUB1LKU8Z0WA. 

W jaki sposób redagowauo wiadomości i czein Kur Jer się interesowała 
pokażą nam poniższe wyjątlci, które w porządku chronologicznym z roczni- 
ków wypisąjemy dosłownie: 

• 

Od lat sześciu zawiązane u nas towai'zyst\vo j)rz3'jaciót muzyki utrzymiiio si<^ 
ciągle. W każdą Niedzielę o godzinie jedenastej w Kościele XX. I^iiarów wielka nisza 
preez toż towarzystwo jest graną. 

Wczoraj pierwsza Reduta, iak zwykle /^i^np^^af l>yla nie liczna. Jod/jMiia i nHpoie 
bardzo umiarkowaną mają cenę. 

. W przyszłym miesiącu Marcu pi-zy ciągnieniu Loterji liczbowej mohin wy<.M'n(i 
folwark Zacisze^ leżąciy o dwie mile od Warszawy. Trocz togo są pieniężne kwory do 
wygrania, to iest dziewię<S losów wygraią po złotych 180^), a 88 ios«'iw po zło. 15. Je* 
den bilet kosztuje złoty i gr. 20 (1821, Nr 7). 

Dziś Warszawa ma rozmaito zabawy. Widowiska w tOittrze naszym i tran ruski ni, 
Keduta, Piknik i pięć balów. 

Benofis p. Zielińskiego w dochodzie był średnim. Drama pud nazwiskiem (Junta 
anożeby się bardziej podobała, gdyby była starownioj wystawianą (1821, Nr. 18). 

Wyszło urządzenie Policyjne, aby wszystkie Karety, Kocze :i niiwct Dorożki^ miały 
Xatamie i odtąd wieczorami nikt bez oświeconej Latarni na ulicy pokazać się nie może 
x<1821, Nr 53). 

Licznie rozkupują nowe ryciny litografuwanc, wystawiające oryginały Wiirszaw- 

-■cikie. luż ich wyszło 4 numera^ pierwszy wystawia znanego w mieście Famulusa^ drugi 

ma podpis 1^', jD/i^', trzeci Przekupkę Warszawską, a czwarty scenę fdcjendurską, iodną 

z tych, takie się bardzo często wydarzają, zwłaszcza w miejscu zwaneni Pociejoweni. Do- 

.Btaó tych wizerunków można na Krakowskiem l'rzedni., w doiniiJP. helera, tm dole 

u handlującego rycinami. Artyści zamyślają jeszcze wiele podobnycłi wystawić obrazów? 

«4o czego mają obszerne pole. — W składzie sztuk pięknych są wystiiwiono na pi-zotlaż 

sryciny, wystawiające okrucieństv\'a Turków wywierane teraz nad Chrześcianami. 

Podług ostatniej taxy Policyjnej funt mięsa wołowego w Warszawie kosztuje 
gr. 18 (1821, Nr 28?). 

Wyszczególnienie I*isiu perjodycznycJi już wychodzących lub podluL; prosp«jktów 
wychodzić mających w rii^gu roku 182- w Królestwie Polskiem: 

Sześć razy na tyiizieu: n) hurjer Warszawski. Cztery razy na tydziuń: l») Gazeta 
^Varszawska^ c) Gaz.ta Korespondenta Warsz, Dwa razy na tydzień; dj SUcha War- 
nafDska. Uaz na tydzień: e) Gazeta Lekarska^ \) Wanda^ g) l\imif;tuik zngrankzny. 
Trzy razy ii!i miesią'*: h) Dziennik. Sadwiślauski. Dwa r.izy na miesiąc: i) Astrea. llaz' 
>na miesiąc: k) Pami§lnih Warszawski, I) Itys Niska. Itaz na kwartał: ł) Sylmań. 
Prócz togo w każdem województwie wychodzą raz liib dwa razy w tygodniu dzienniki 
iirzędowe. W ogóle pism pcrjodycznych 20 (1822, Nr 19). 

325 - 



%urjer "Warszawski. 

W Garwolinie pod Laską Marszałkowską J. W. Franci. Olnewskieg o oiirKnemi zo^ 
stali Radcami Woie: WW. Anto. Pnimski i Miko. Kamiński (1822, Nr 39). 

Ogłoszono wyrok Najjaśniejszego Pana, wydany d. 1 stycznia 1822 r.^ znosząoy 
wszystkie Kahały żydowskie w Królestwie Polskiem (1822, Nr 42). 

Rodzina Izraelska Brani przyjęła wczoraj Chrzest św« w Kościele 00. Kapucynów, 
Obrzędowi temu towarzyszyła nader wielka liczba osób wszelkiego stanu. Kilka par 
było Rodziców Clirzestnych; pierwszą z nich składali JW. Radca Stanu Prezydent M. S*^ 
Warszawy Wajda z W. JPanią Kiślańską (1822, N 101). 

Sala teatru łazienkowskiego ozdobioną wczoraj była obecnością dość licznych wi- 
dzów. Uważano, iż znakomite Damy znajdowały się w krzesłach, przykład ten znajdzie- 
zapewne naśladowców (1822, Nr 1^8). 

Przysłano Redakcji Kurjera zapytanie, dla czego gdy było publicznie doniesionem, 
że w łazienkach 3V, Kozłowskiego płacić się będzie od kąpieli półtora złotego, teraz pła- 
cić trzeba zł. 2, a nie jest to również Publicznie odwołanem? (1822, Nr 167). 

Przez trzy dni stawiano pod pręgierzem w starem mieście Małgorzatę Kozielankę 
młodą Dziewczynę, która $i(,' dopuściła zbrodni podpalenia wsi Czerwonki w powiecie 
Sochaozcwskim. Skazaną nadto została na Id-letnie warowne więzienie i iuż onegdąj 
z pod pręgierza przykuta de taczek odprowadzoną była. Licznie zebrana publiczność 
przypatrywała si*^^ tej młodej zbrodniarce; płeć i wiek wzbudzały w niektórych widzacli 
litość, w {sic) dowód której wrzucano: ser, bułki i t p. w taczkę. Przytem wydarzył się 
zabawny przypadek: kogut i kura towarzyszyły Małgorzacie z placu starego miasta prawie 
aż do prochowni, niewiadomo dla czego; co zabawiło wszystkich obecnych (1822, Nr 179). 

Ze zdania sprawy, które Rektor tutejszego Uniwersytetu JW. Szwejkowski uczy- 
nił na publicznem wczorajszem posiedzeniu, pokazuje się, że ten Instytut liczył w tym 
roku Akademików aktualnych około sześciuset, z których około stu po ścisłych o\ami- 
nach otrzymało w różnych wydziałach stopień Magistra (1822, Nr 237). 

Redakcja Kurjera odebrała artykuł z podpisem J. S. P. o wczorajszym koncercie 
JP. Kuczkowskiego z żądaniem, aby boz zmiany całkoAvicie był uniieszczonym. Przepra- 
sza się najusilniej autora artykułu, iż Redakcja życzeniu jego zadosyć uczynić nie jest 
w stanie, bo ten artykuł tak iest długi, iż zaiolby (sic) aż trzy Kurjery (1822, Nr 242). 

Z roczników Kurjera przekonywamy się, że sprawa kapeluszy dam- 
skich w teatrze istnieje... od lat stu! Oto co pisze Kurjer w r. 1822-im: 

W wczorajszym Numerze Gazety Warsz. jest umieszczona prośba do Dam, aby ra- 
czyły zmienić modę bywania w Teatrze w ogromnych kapeluszach, któro i zasłaniają 
wdzięki twarzy i nie dopuszczają spektatorom widzieć rzecz przedstawianą na scenie^ 
Oby ta prośba, podana od licznych amatorów, wzięła pomyślny skutek! (1822, Nr 179). 

326 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

• Walka o kap^u8ze^ w r. 1822-im podjęta, na razie poskutkowała, pi- 
sząc bowiem o przedstawienia w teatrze Dobroczynnością Kutjer zaznacza: 

Do dokładnegfo widzenia przyłączyło się bardzo, iź Damy, zajmujące Krzesła, uie 
miały ogromnych Kapelaszów, lecz Czepectki talowe, koronkowe lab krepowe (1824, N. 1). 

Wprawdide dotyczyło to teatru w sali Tow. Dobrocz., lecz oto co pisze 
Kufjer w notatce o modach: 

* Na widowiska rzadko juz która Dama bierze Kapelusz, natomiast używa się 

toczek asamitny a la Galatchee, ozdobiony z boku kirką puszkową (1824, Nr. 9). 

i w kilka lat potem: 

Przoz pisma publiczno upraszano Damy, bywające w Krzesłach w Teatrze RotnuUiO' 

'MCi, aby były łaskawe na siedzących za niemi i nie mogących widzieć sceny z powoda 

ogromnych Kapcluszów; wysłuchano prośby i na ostatniem widowisku w tymże teatrze 

Już prawie nie znajdował się taki Kapelusz, przez co pomnożył się przyjemny widok, bo 

i wszystkie piękne twar/e widziano (1829, Nr 282). 

Tak staia kwestja przed laty 7 O -ma. A dziś?... Panie nasze mogą 
-powinszować sobie wytrwałości w... uporze. 

Jak widzimy, wiadomości szły w numerze jedna za drugą, bez ścisłej 
systematyzacji, bez tytułów i znaków odznaczenia. Pisane były stylem zwię- 
dym, prostym i treściwie. 

Czasami jednak redakcja pozwalała sobie na wydatek miejsca i uroz- 
maicała notatki humorystyką, np. wiadomość o. upadku z konia szynkarki 
Kurjer poprzedza aforyzmem: 

Jeśli nie umiesz Je:dzi('\ chodź lepiej pieckotą\ 
Zrodzona do wrzeciona, ńedźie nad robotą. 

(1822, Nr 2:57.) 

Ti-zy stopnic zimnu w dniach 1 i 2 Listopada zdawały się zapowiadać utratę ciągle 

•wającej łagodnej pory, Jęcz dzień wczorajszy jakby przywrócił wiosnę. W południe 

gród Krasińskich był naj»ełniony tak zwanym jpt^^^»y»r iwio/^wf, niektóre Damy prze- 

adzały się nawet ł)ez salop, połowa drzew jeszcze nie utraciła liśda, okna pootwierane, 

wszystko wystawiało jakby jaką ki-ainę południową (1822, Nr 264). 

Wczoraj umarł Berek Szfntd^ najbogatszy Izraelita w Warszawie i bezwątpienia 
wrólostwie Polskiem. 13ył powielekroć przedsiębiorcą milionowycłi Dzierżaw i Liwe- 
;6w. Żył lat 58, zostawił żonę i kilkoro potomstwa (1822, Nr 277). 

Towarzystwo Król; Warsz: Przyjaciół Nauk odebrało rzadki upominek. Jest to 

327 



%urjer ^arsiawski. 

własnoręczny List naszego Dziejopisarza Długosza, pisany po łacinie w r. 1477, od 
lat 346 jest zachowany i niemal ciUy wyczytanym być może (1822, Kr 279). 

Do dnia wczongszego było w Warszawie sanelc do wynajęcia 571. Wiele jesiese 
przybędzie sanek, zwłaszcza, źe dzisiejszej nocy śnieg znowu upadł (1823, Kr 1]}« 

W razach wyjątkowych^ dla wyróżnienia danej informacji^ drukowano 
ją odmiennem pismem, jakkolwiek informacja była mocno spóźniona^ jak w^i 

Miasto Rogotno n> W, X. Poznamkiem d. ń Maja przez gmaUowi^y potar utracUo 
278 domów mieszkalnych (1823, Kr 126 z d. 29 maja). 

W wczorajszym Kumcr/e Korrespondenta Warszaw: znajdąje się wyszczególnienie 
ile w każdym roku, zacząwszy od 1817, w Warszawie wymurowano nowych domów i ile 
dawnych odnowiono; w ogólności w przeciągu tych 7 lat stanoło nowych domów 200, 
a odnowiono.769 (1823, Xr 140). 

Komisja Wojew: Mazowioc* ogłosiła, iź Damy, które raczyły w wielki tydzień 
trudnić się kwestia dla ubogich, zebrały tego roku zł. 16,074 gr. 25, która to suma podzie- 
loną została między Szpitale i Klasztory Warszawskie (1823, Kr. 176). 

W Rcdakąji Kurjera Warsza: złożono Oryginalny Dyplomat, wydany w r. 1623 
<200 lat temu) na dostojność Barona rodzinie 8 1 a i n, z własnoręcznym podpisem Cesa- 
rza Ferdynanda. Kogo się to dotyczę może ten dyplomat odebrać^ Uprasza się oims 
Redaktorów zagranicznych, biorących wiadomości z Kurjei-a Warszaws., aby byli łaskawi 
ten artykulik umieścić (1823, Nr 203). 

Drakując w tekście mnóstwo reklam — księgarskich^ dla lekarzy^ apte- 
karzy, przemysłowców i t. p., — redakcja sama przyznaje, źe to są nie „wia- 
domości'', czy jak podówczas nazywano, „nowości", lecz „doniesienia'' • 
^y notatce „ Wody mineralne w Warszawie", podanej na czele rubryki bie- 
żącej, Kurjer pisze, niejako oddzielając te notatkę od tekstu redakcyjnego: 
«Do powyższego ogłoszenia wiimiśmy dodać, iź te kąpiele są teraz bardzo 
odwiedzane! t. d." (1823, Nr 211). 

A swoją drogą wkrótce w „Nowościach" spotykamy często zresztą po- 
wtarzana wiadomość: 

Amatorom donosimy, iż wczoraj do MdiW^Ui Jóufa ZielhUkiego \\9. ro^w n\, ^io- 
dowtrj i Długiej przysłano śnieie Ostrygi (1823, Nr 263). 

Juz jest blizko ukończenia Galerja w Ogrodzie W. Dykierta przy ulicy Długiej, 
przeznaczona do przecl^adzki dla używających Wód Mineralnych sztucznych. Ta gaieija 
jest długa na 148 łokci. Ogród ozdobnie urządzony służyć będzie na przechadzkę w cza- 
sie pogody, będzie także furtka do Ogrodu Krasińskich. W przyszłym miesiącu już bę- 
dzie można takowych Wód używać (1824, Nr 119). 

328 - 



KSIĄŻKA JU0(ŁKUSZOWA. 

Instytut wód miueralnych Kurjer usilnie popierał. Znajdujemy częste 
wzmianki o nim, 8prawozdania, a nadto Kurjer drukuje na czele ^Nowości'^ 
odezwy właścicieli, w których liczbie spotykamy nazwiska Spiessa, Elsnera, 
Żelazowskiego, Ulbrychta i Lesińskicgo (1825, Xr 132). To i tym podobne, 
jakbyśmy dziś powiedzieli, „reklamy" Jjiczą się z wiadomościami ogólnemi: 

Jeszcze wo Fraurji składane są pieniężne ofiary m\ pomnik dla króla Stan. Lesz- 
czyńskiego. Król francuski do juz na ten cel przeznaczonych pieniędzy znowu przezna- 
czył 2^2 franków (1825. Nr 45). 

Od Nowego roku 1825 następujące pisma perjodyczne wychodzą w Warszawie: 
Gauia Warszawska 4 i-azy na tydzień. (iUueia Korespondenta Warszawskiego 4 razy na ty- 
dzień. Monitor Warszawski 2 razy na tydzień. Kurjer Warszawski 6 razy na tydzień. 
Dostrtegacz NadtciślaMi raz na tydzień. Izys raz na miesiąc Astrea raz na miesiąc. 
^azrprki dla dzieci raz na kwart^tł. Lutnia (z Muzyką; laz na tydzień i Dziennik Woje- 
99Ódzki (1824, Nr 23). 

W zakresie statystyki Kurjer jest prawdziwą kopalnią. Oto np. dwie 
ziiezmiernie ciekawe wiadomości: 

W Jednoj z Kamienic na Nowem Mieście znajduje się dokładnie zachowany rejestr, 
Sie Gospodarze brali za Komorno od lat 100, za pierwsze piętro, złożone z 5 Pokoi, ku- 
'^ni, stajni etc, z cze^o można sądzić o progresie lub upadku Komomeg^o w naszej sto- 
licy. Roku 1725 na Kwartał 150 tynfów, r. 1734 120 tynfów; r. 1738 80 tynfów, 
». 1744 70 tynfów, r. 1758 100 tynfów, r. 1764 25 dukatów, r. 1772 30 dak., r. 1780 
24 duk., r. 1788 30 duk., r. 1790 40 duk., r. 17J»3 25 duk., r. 179G 18 duk., r. 1800 
32 duk., r. 1804 8 duk., r. 1807 14 duk., r. 1814 18 duk., r. 1815 20 duk., r. 1817 
duk., r. 1820 45 duk., r. 1823 35 duk. (1824, Nr 101). 



.Jaka jest różnica Ludności Warszawy w ciągfu 3 części wieku dowodzi następują- 
cy wykaz, podług spisu domów przez JP. Dawidsona, Ławnika miasta Starej Warszawy 
'W r. 1750 sporządzony. Wymienia on liczbę różnych rzemieślników i innych stanów po- 
dług Alfabetu, i tak: Aptekarz 1, Architekt 1, Bednarzy G, Bibliopołów (sic) 3, Blacharzy 6, 
Oerulików 10, Cieśli 2, Cukierników 2, Doktorów 3, Drukarzy 2, Karbiarz 1, Ghirbarzy 2, 
Oarkuchni 11, (Juzikarzy G, Introligatorów 2, Jubiler 1, Kamieniarz 1, Kapeluszników 2, 
Konwisarzy 4, Kolodzioi 4, Kotlai-zy 8, Kowali 18, Krochmalników 3, Krawców 116, 
Empiarzy 5, Kupców 85, Kuśnierzy 10, Lakierników 2, Mączai-zy 3, Malarzy 8 (z któ- 
rych Szymon Czechowicz i Łukasz Smuglefuicz mieszkali w domu teraz N. 59), Mieczni- 
ków 8, Mosiężników 3, Mularzy 3, Ostrograrz 1, Pasamonik 1, Tatronów 5, Perukarzy 10, 
Piwowar 1, Piekarzy 17, Powroźników 2, Przekupni 4, Puskarzy 3, Uękawiczników 6, 
Rybaków 4, Rymarzy 9, Rzeźników 5, Siodlarzy 12, Śklarzy 7, Ślusarzy 8, Sraukleizy 5, 
Snycerz 1, Stelmachów 6, Stolarzy 20, Szewców 124, Szlifierzy 4, Szpadników 2, Szynka- 

329 



^Kur/er ^Warszawski. 

r»y 54, Tandociarz}' 2, Tapicer 1, Traktjerów 4, Winiarzy 7, Zegarmistrzów 5, Zdu* 
nów 3, Złotników 19, Zwierciadlnik 1 (1825 Nr 191). 

Ktoby zechciał czynić porównania, znajdzie obfity materjał w Kurjerze^ 
np. w r. 1826-ym (Nr 12) czytamy statystykę, jak wyżej, dla Warsmwy 
w r. 1824. 

Twmrzystito Królem: Warszawskie PrzyjacióŁ Nauk odb(,'dzie posiedzenie /^/iczM^ 
pojutrze, na któreiu: Prezes Towarz: Minister Stanu Staszic zagdi posiedzenie. Joachim 
Lelewel czytać będzie rozprawę O starych pieniądzach^ znalewonych w roku zeszłym 
w okcIicy^P/ocA«. Członek Tow. Ele: Łukasz Gołfhiwcski krótki rys życia Krzysztofa 
Szydłowieckieg j i Alberta Xifcia Pruskiego^ tudzież bratoretwa pomiędzy nimi zawartego. 
Frofe: Uniwers: Król; Wareza; Fryderyk hr. Skarbek Rys zasług naukowych zmarłego 
Jii^cia Adama Czartoryskiego, Sekre: Jener: Kom: Rząd; Przychodów i Skarbu Jan Kru- 
szyński Od^ lAftnonosofta o Bogu, z Rosyjs. języka na Polski przez niego przełożoną 
wierszom miarowym i rymowym. Zacznie j-ię o godz. 10 z rana (1825, Nr lO.*!). 

Jakkolwiek dążeniem Kurjera było podawanie „nowości" możliwie naj- 
szybsze, nieraz jednak uderza nas... powolność. O otwarciu np. sejmu dnia 
13-go maja 1825 r., o godz. 9 rano nabożeństwem i t. d. Kurjei', wycho- 
dzący o godz. 4-ej po poł., dał sprawozdanie dopiero nazajutrz (Nr 1 14), mo- 
wę zaś prezesa senatu, na temże otwarciu wygłoszouą, — zaledwie d. I7-g(> 
maja (Nr 117). Lecz zato obrady sejmowe traktował poważnie i stale prze- 
bieg rozpraw podawał, wprawdzie w dziale „Nowości Warszawskich'', ale 
pod osobnym tytulikiem (NN-ry 124, 127, 130, 133, 136, 139), lub na czele 
rubryki (jak o zamknięciu sesji. Nr 140), o wieczerzy wigilijnej w 1760 r. 
(wrzesień 1825, Nr 305). 

Wspaniała kopuła kościoła Efcan. Wyzd: Aus: przy ulicy KróUfCSkicJ jt^st teraz cał- 
kowicie miedzią pokry w»na. Wkrótce ten piękny gmach odsłoniętym zostanie przez ro- 
zebranie starach domostw, przez jo ta część stolicy nowe przyozdobienie otrzyma n82S 
Nr 131'. 

.IW. JX. Si»'strzcńczewicz Aroy-Biskup d. 7 Maja poświęcił w Petersburgu przez 
niego fundowany nowy Kościół katolicki Ś Stanislatca (1825, Nr 13G). 

Wczoraj zaczęto rozłuerać Zabudowanie zwano Stary Marywil przy ulicy Senator- 
skiej i Wierzbowej. Omach ten, niegruntownio w początkach stawiany, a z cza.sem coraz 
bardziej rujnujący się, już w wielu miejscach zagiażał upadkiem. Kozebranie tego zabu- 
dowania przyczyni się do utworzenia najpiękniejszego i najobszorniejsze<;ro Placu w War- 
szawie (1825, Nr 170), 

Stary Mary wił już jest rozebrany prawie w trzech częściach ("1825, Nr 194). 

380 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Oddawna Saska K§pa nie bjU tak uczęszczana, jak tego lata. Onegdąj znajdo- 
mlo się tam gości pneszło 2.000. Tamecznemu Gospodarzowi zabrakło napojów, gdyi: 
nie mógł przewidzieć, że tak liczną obecnością rozmaitych osób uszczęśliwiony zostanie - 
(1825, Nr 2 18;. 

X. Diehl, Jeneralny Superintendent Wy z: Ewangelicko Refor: oznajmia swym* 
przyjaciołom i znajomym, że przybył z podróży, w nocy z dnia 13 na 14 b. m. szczęśliwie 
do Warszawy (1825, Nr 219). 

Dopomogła wczoraj pogoda do zakończenia przyjemnie i wesoło przechadzek Nie. 
dzielnych tego lata w Instytucie Wód Mineralnych sztucznych; mnóstwo przybyło gości 
dłd obiej, oprócz tych którzy w tym dniu ostatni raz szukali polepszenia zdrowia przez 
Wody nasze. Dwie wyborne orkiestry na przemian w stosownych muzykach żegnały Pu- 
blicsność. Goście, opuszczając to pizyjemne miejsce, oświadczyli wdzięczność zacnym- 

założycielom tego użytecznego lASiyiutu, Tego lata pnących Wody Warszawskie w Insty- 

ncie było 900, oprócz biorących wody do domu (1825, Nr 223;. 

Teraz w Warszawie panienki mają dostateczną sposobność brania nauk i bjć sta- 
lownie wychowanemi na Pon^«jach. coraz bardzioj pomnażających ^ię i wydoskonalanych. 
i^tmąji takowych w stolicy jest wielo, a są nawet urządzone i w miastach wojewódzkich* 
Od jak dawnego czasu istnieją Pensje takowe w Warszawie^ niema pewnego śladu. (Da- 
lej następuje opis pensji p. Strunile z przed 80 latj (1825, Nr 2.^6;. 

Między drobnemi sprz»>tanii, od dawnych czai>ów zachowanemi w Warszawie^ uwa- 
^6 można za jeden z najdawniejszych Dzwonek spOawy, będący dotąd w Głównym Ratu- 
««ik Blisko przez 200 lat służy on Prezydentom StoHcy i jest dotąd bez uszkodzenia za- 
chowany. Napis Stanislaus Baryczka Pro Consul 1628, z jednej strony herb Boryczki 
9L Z drugiej Syrena (1825, Nr 289;. 

Spiesznie postępuje robota fundamentów oficyny, która przy nowym Teatrze skła- 
dać będzie drugi pawilon, zupełnie tego kształtu, jaki ma już istniejąca oficyna z kolu- 
Hinami na miejscu iiieirdyś /^^/owa. Aiiędzy tciui pawilonami stać będzie wspaniały 
i dogodny Teatr, Fronton jego zdobić błędzie 10 ogromnych kolumn, a na attyku umiosz- 
czony zostanie Apollo otoczony muzami Wtyścia na wszystkie mi«*jsca wewnątrz teatru 
l>ędą urządzone oddzielne, dla zachowania porządku i bezpieczeństwa. Sale Redutowe^ 
'W stykającym się pawilonie tak będą moi-:ly by(= połączono z Sceną, że w czasio najli- 
czniejszego zgromadzenia pomieszczą osób 8.000, zaś w samym Teatrze w lożach i w in- 
nych miejscach na zwykłem widowisku nii«fś«'ić się będzie mogło 2.500 widzów. Nie za- 
pomniano o wygodach wszelkit^o rodzaju, a co jc<t najdogodniojszem, wszystkie miejsca 
mogą być ogrzane i od ognia ubezpieczono (1825, Nr 245;. 

Wczoraj o godz. 2 popołudniu odbył się obrzęd założenia Węgielnego kamienia dO' 
nowej budowy Teatru N. na placu Marywilskim (1825, Nr 276 z d. kO listopada;. 

Tu następuje szczegółowy oins uroczystości. W imieniu wszystkich; 

r>3i 



%ur/er "^^W arsiawski. 

artystów cegłę położył L. A. Dmuszewski. Do skrzynki kamiennej włtr/o- 
DO i Kurj&ra. 

Uwiadamia się wszystkich obywateli właścicieli Dóbr Wdztv/a Mazowieckiego, któ- 
rzy do towarzystwa kredytowego ziemskiego przystąpili, iź pierwsze posiedzenie (*złoiików 
tegroź towarzystwa odbędzie się na dniu 10 b. m. w salach Ratusza Głównego Miasta War- 
o godz. w pół do 10-ej rano (1825, Nr 292 z d. 9 g^rudnia). 

Szampan krajowy sprzedaje się przy nlicy Podwal pod N. 583 butelka 
po zł. 7 (1825, Nr 303). 

Przerywamy na chwili-* dalsze cytaty, charakteryzujące pierwsze 10-Ie- 
cie Kurjera, ażeby zwrócić uwagę na kwestję dla dziennikarstwa jedną 
z najważniejszych, która już podówczas miała tę siłę, z jaką i dziś podważa 
ilieraz równowagę najlepszej nawet organizacji dziennikarskiej. Mówimy 
tu o informacjach, bezimiennie nadsyłanych redakcji. 

Ogół ma zaufanie do prasy, zwraca się do niej w swoich sprawach du- 
żych i małych, dzieli się z nią wrażeniami i spostrzeżeniami, komunikuje 
swoje informacje. Nie mniej jednak cała ta korespondencja prowadzona 
jest— bezimiennie. Jest to okoh'czność zupełnie obojętna we wszystkich 
wypadkach, oprócz jednego, — gdy chodzi o informacje, w którym-to właśnie 
wypadku bezimienność informacji udaremnia zużytkowanie jej jjrzcz re- 
dakcję. Objaśnijmy to przykładem. Jeżeli czytelnik X. zapytuje się re- 
dakcji o adres biura poi ad prawnycli w I^ondy nie,, jeżeli prcnumeratorkji Y. 
prosi o wskazanie podręczników do nauki krawiecczyzny, jeżeli fabrykant 
zapytuje o ceny materjdów surowych swego zakładu za granicą i t d.— ko- 
respondencja ta może być bezimienną. Lecz jeżeli ])renumerator Z. dono- 
si, że firma K. K. w Łodzi zbankrutowała lub że w AYarszawic tworzy się 
spółka udziałowa, albo że samobójstwo Xa miało takie a takie pobudki, — 
tego rodzaju informacje o tyle mogą być zużytkowane przez redakcje, o ile 
są podane imiennie, — nie dlatego, ażeby redakcja w tym lub innym wy- 
padku ujawniła nazwisko swego korespondenta-informatora — bron Boże, 
redakcja zawsze na siebie bierze odpowiedzialność za podawane wiadomo- 
ści — lecz dlatego, ażeby umożliwić redakcji 8])ra\vdzenic informacji 
i wogóle dla nadania jej cech autentyczności. 

Otóż zdarza się najczęściej, że redakcje otrzymują wiadomości od 
swoich prenumeratorów bezimiennie. Dobr/e, jeżeli są one tego rodzaju, iż 
można je sprawdzić; lecz co ma począć redakcja z informacją, naw(»t ważną, 
lecz zupełnie pozbawioną źródła swego pochodzenia?... Ten dział informa- 
cji musi pozostać bez zużytkowania ! 

W pierwszych chwilach rozwoju dziennikarstwa, gdy i życie s()ołeczne 
toczyło się wązkiem łożyskiem, tego rodzaju kwcstja nie mogła posiadać tej 

382 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

doniosłości; jaką dziś przedstawia^ a jednak już w tych pierwocinach publi- 
cystyki odzywała się dość silnie^ wywołując szereg odpowiednich zarządzeń. 

Ciekawą jest historja kwestji informacyj bezimiennych na szpaltach 
naszego Kurjera. Jak każda kwestja^ powstała ona niespodziewanie. 

W N-rze 224 z r. 1 823-go Kurjer pisze: 

Re4ak<ya Eurjora Warszawskiego na usiltu iądanie ogłasza list następujący: 
•W* Konst. SUek wyjeżdża za granicę i ma się żenić z bogatą nawet Panną z familji An- 
gielskiej. Znajomość zabraną była przed 3 laty w Londynie. P. Konst Sztek istotnie 
jest godzien tego losu. Urodził ^ię w Warszawie, od natury obdarzony urodą i ieniuszem, 
pny tem, odebrawszy jak najobszerniejszą edukacją, wkrótce znalazł wstęp do najpierw- 
siych domów w Paiyźu i Londynie. W Uniwersytecie Paryż, zostawał przez lat 2 i ty- 
leż przepędził w Londynie, objecbał Wielką Brytanifiy Danif, Szwecfff^ Niemcy etc etc etc 
Prócz ję2;yk6w klassycznych posiada dokładnie ojczysty, tudzież Francuzki, Angielski, 
l^iemiecki. Jest autorem Trajedji Ryszard III, z Angielskiego SzeJupira na wiersz 
Francuzki w 5 Aktach przełożonej; w Londynie napisał kilka sztuk dla Teatru Londyn: 
napisał również kilka Broszur oraz należał do redakcji wielu pism peijodycznych Angiel: 
Ktoby teraz JD^ł sądzić, że Wojażer, przez lat 6 kraje zagraniczne zwiedzający, Autor 
dzieł w języku Francuzkim, Angielskim, Niemieckim, a natvet i Polskim, wyzwoleniec 
Akadengi Franc, Profesor Londyński, Członek kilku towarzystw uczonych w Ang^ji 
i Francji, ma dopiero lat 2211 Co za piękna i szczęśliwa młodość! cóż dopiero w pó- 
źniejszym wieku spodziewać się można! Wieki rzadko wydają podobnych młodych lu- 
dzi !" (Oryginał tego listu znajduje się w redakcji i amatorom może być okazany.) 

Wprawdzie i we wstępie i w zakończenia notatki powyższej redakcja 
czyni silne zastrzeżenia^ niemniej wątpliwości zdaje sie nie ulegać, iż padła 
ta ofiarą jakiejś sprawy prywatnej, lub może na pastwę plotki miejskiej nie- 
winny żart puścić chciała. Musiała też mieć wiele z tego powodu nieprzy- 
jemności, skoro w parę dni czuła się zmuszoną drażliwą sprawę w sta- 
nowczy sposób zakończyć. I oto czytamy: 

Redakcja Kurjera Warszawsk: odebrała kilka listów pro et contra z powoda So- 
botniego listu o JP. Konst. Sztek\ lecz źe te wszystkie listy były bez podpisu, a podług 
wyższej Instrukcji wszelkich podobnych pism autorowie powinni być wiadomi Redakcji, 
przeto umieszczouemi dotąd być nie mogły. Na list zaś Amitora leniuszón N.y żądające- 
go, aby Redakcja wskazała miejsce i sposobność poznania P. Konst. Sztekai2i\io Feniaa^ 
jako tego, który w cieniu swych laurów spoczywali nie powinien, lecz być powszechnie 
znanym etc, oświadcza Redakcja, żo JP. Ko: Sztek przyśpieszył swój odjazd, udając się 
do Gdańska (1823, Nr 227). 

I w ten sposób historja cudownego Szteka — o której niewątpliwie 
wiele podówczas w mieście mówiono — na bruku warszawskim wygasła... 

- 333 - 



^KyiTJtr Warszawski. 

Przytaczając powyższe dwa ustępy z Kurj^raz 1823 r., uczyniliśmy to 
nietyle dla charakterystyki ówczesnego materji^n dziennikarskiego; ile dla 
ważnej wzmianki w ustępie drugim o j^Instrukeji wyiszej^ . Daje nam ona 
wiadomość, źe istniały dla prasy przepisy, w formę ^Instrnkcji^ ujęte, któ- 
remi redakcje kierować się były obowiązane, że w „Instrukcji" tej znajdo- 
wał się przepis, obowiązujący do świadomości autorstwa każdego artykułu. 
Tylko, że redakcja z r. 1823-go przepis ten niewłaściwie zastosowała do wy- 
padku, w którym bezimienność mogła być śmiało uwzględniona! Dokuczył 
widocznie JP. Sztek Kurjerowiy więc go co prędzej wyprawiono do Grdańska, 
.a interpelantom zamknięto usta przepisetn wyUzej InMłrukcji... 

Przepis, którego mocą redakcja obowiązana jest wiedzieć, co drukuje 
(t. j. czyją powagą dana informacja dostaje się na szpalty pisma), a więc 
w każdej chwili informacje swoje usprawiedliwić, dotąd obowiązuje. Doty- 
czy on wiadomości faktycznych, bo tylko fakty w każdej chwili skontrolo- 
wać się dadzą. Doświadczył tego zaraz Kurjer na sobie już w październiku 
tegoż 1823 r. W N-rze 245-ym ogłosił wypadek, że do kapelusznika przy- 
szło dwóch ichmościów, ubrało się w nowe kapelusze, pokłóciło i w zapale 
walki, niby do policji, wybiegło ze skradzionym towarem. Wprawdzie Kurjer 
nie podał wcale ani nazwisk, ani adresów, lecz w Warszawie {)odówczas tak 
mało było magazynów z kapeluszami, że gdy po sprawdzeniu okazało się, 
iż żaden z nich w podobny sposób oszukany nie został, Kurjer w X-rze 258 
• odwołanie zamieścił. 

Widocznie pi-zykrem było redakcji takie , odwołanie", bo w następ- 
stwie spotykamy zbyt już dla korespondentów krępujące zastrzeżenia: 

Ody wiolu czytelników wątpi o zdarzeniu BąfAi Mośkomej w Nasielsku^ OLrloszonem 
wczoraj, Redakcja prosić będzie tamecznogfo Urzędu o doniesienie czyli to jest w istocie, 
o czem uwiadomić swych Czytelników będzie miała za obowiązek (1823, Kr 2C7). 

Mowa tu o karmieniu wnuczki przez 73-letnią babkę bezdzietną— z „li- 
:stu odebranego wczoraj". Wbrew atoli zapowiedzi, w dalszych XX-rach ani 
potwierdzenia, ani zaprzeczenia nie znajdujemy. 

Stosunki te charykteryzuje też następująca notatka, w rodzaju odpo- 
wiedzi od redakcji: 

NB. Nadesłany Artykuł o Popiersiu chętnie w Kurjerte będzie umieszczony, gdy 
zacny Autor tegoż Artykułu zechce Redakcji wymienić swe nazwisko, a to stosownie do 
instrukcji, do której się Redakcja stosować winna (1824, Nr 24). 

I odtąd stale po kilka razy rocznie, stosownie do potrzeby, spotykamy 
tego rodzaju zastrzeżenia. 

334 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Oto kilka z nich, bardziej charakterystycznych, w porządku chronolo- 
.^cznym: 

Redakcja Kurjera Warsz: oświadcza osobie, której się to tyczyd może, iż nadesła- 
negro powtórnie uwiadomienia ze wsi zwanej Stolec w powiecie Sieradzkim^ w wojew: 
kaliskiem ogłosid przez swoje pismo nie może (1824, Nr 157). 

Gdy wszelkie Artykuły Nadesłane do Kurjera Warsz: muszą hyc podpisane^ a przy- 
Jiajmnicrj nazwisko Aut&ra powinno być Redak^ wiadome, przeto uprasza się szanowne- 
.^o Antora artykału wczoraj przysłanego z podpisem Z. wzg-lędem Zagadki Literackiej ^ aby 
ł)yi łaskaw zastosować się do tegoż urządzenia (1825, Nr 67). 

Wedługf urządzenia, lledakcja nie może umieszczać Artykułów nadesłanych, p^dy 
tutorowie tychże Artykułów nie są Redakcji wiadomi. Szanowny Autor przysłanych 
^wczoraj Artykułów z podpisem ii., tudzież S, P. o Operze Cyrulik Sewilskie raczy łaska- 
'wie przebaczyć, iż Redakcja, stosując się do urządzeń, nie umieściła tychże Artykułów. 
-Oświadcza przy tern, iż życzenie z podpisem S, P. okaże zarządzającym Scenc^ a z podpi- 
«em A. Autorowi Artykułu umieszczonego w Enrjerze Czwartkowym z podpisem R. 
<1826, Nr 275). 

Redakcja Kurjera Warsza: odebrawszy od bezimiennego autora uwagi o dziełach 
•sialarskich ziomka naszego Statlera^ oświadcza, iż chętnie je w swem piśmie umieści, gdy 
stosownie do pnsepisów, imię Autora będzie wiadoniem Redakcji (1827, Nr 123). 

Redakcja Kurjera Warszatos: ma za obowiązek ponowić już po kiikakroć ogłaszane 
uwiadomienie, iż według wyższego polecenia, wszelkie nadsyłane artykuły bezimienne, 
nie mogą być umieszczone, jeśli Autor ich nie uwiadomi Redakcję {sic) o swem rzeczy wi- 
watem nazwisku i zamieszkaniu (1828, Nr 3^. 

Redakcja Kurjera }^%ZQ2.^ ponawia, już kiikakroć powtarzane uwiadomienie, że 
umieszczać nie może bezimiennie nadsyłanych artykułów, a jeśli z podających takowe nie 
^yczą, aby ich podpisy wyrażono, nazwisko ich rzetelnie podane, musi być Redakcji wia- 
<dome, stosownie do rozporządzenia właściwej władzy (1829, Nr 36). 

Takie zastrzeżenia, jak: „Redakcja Kurjera ponawia dawniejsze 
-ośmadczenie, iż nadsyłanych artykułów, których autorowie nie są znani 
Redakcji, umieszczać nic może^ — ciągną się ju-zez cały szereg lat (1832, 
Nr 16; 1833, Xr 213; 1840, Xr 197 i 248; 1842, Xr 40)f 

Z tych zastrzeżeń widzimy, iż w owe czasy wymagano, ażeby wszelkie 
artykuły były ijodpisywane, nie wyłączając np. recenzyj z przedstawień 
operowych lub literackich ! Powoli jednak warunek ten, jako bezzasadny, 
słabnął, aż w końcu zupełnie moc swoją utracił. 

Bądź-co-bądź przetrwał on do r. 1871 -go, w dalszych bowiem roczni- 
!kach czytamy jeszcze: 

335 



l\urjer Warszawski. 

Redakcja Kiirjera ponawia ogłoszenie, iż według zasad, nadsyłanycli artykułów 
bezimiennie przyjmować nic może; pi'zoto wczorajszą pocztą przesłanego z podpisem 
S . . . i D . . . łaskawi Antorowie raczą zapewnić czy Redakcji są znani (1842, N. 196). 

Redakcja Kwrjera Warsz: ponawia oświadczenie, iż bezimiennie przesyłanycli arty- 
kułów umieszczać nie może; ieśli zaś ^nadsyłający nie życzy, aby Jego nazwisko było 
umieszczono, raczy udowodnić, że jest znanym Redakcji. (1842, Nr 341). 

Od początku istnienia Kwrjera Wantaiwskiego zasadą jest przyjmować z wdiięcz- 
nością artykuły przysyłano Redakcji, zgodnie z zadaniem tego pisemka, lecz umieszczać 
ich nie może, gdy Autor nie jest znanym Redakcji. Przeto Łaskawi nadsyłający rao^ 
przyjąć to usprawiedliwienie, jeśli ich artykułów nie umieszczono (1844, Nr 58). 

Redakcja Kurjera Warszawskiego, celem usunięcia wszelkich wątpliwości w za- 
mieszczaniu w piśmie swojem nadsyłanych jej przez nieznajomych Korespondentów, ró- 
żnych artykułów; ma zaszczyt upraszać o wymienianie na tychże imion i nazwisk auto- 
rów. W razie zaś nicżyczenia sobie, aby imię autora było wyszczególnione w druku, Ła- 
skawi Korespondenci, raczą o tem dodatkowo w kilku słowach uprzedzić Redakcję Ku- 
rjera, Ji ta nieomioszka zastosować się do Ich życzenia. (1850, Nr 231). 

Jedno z ostatnich przypoinnieu w tej materji, lecz już w odmiennej od 
powyższych zredagowane formie, czytamy w N-rze 198 z r. 1871 — wyda- 
tnem pismem na czele działa bieżącego: 

Z powodu otrzymjinia listów w różnych przedmiotach bez podpisów autora i wska- 
zania miejsca jego zamieszkania, Kedukrja czuje się w obowiązku oświadczyć, że podo- 
l»nych listów ani drukować ani toż odpowiadać na nie nie będzie. 

Zasada odrzucania artykułów bezimiennych bezwzględnie stosowana 
być nie mogła. Jak już zaznaczyliśmy, powinna być ona stosowana tylko do 
jednej grupy: inłbrmacyj. To też w dawnych rocznikach Kurjera^ pomimo 
tak częstych przypominań, zastrzeżeń i t. d., znajdujemy mnóstwo artykułów 
od... „nieznajomych korespondentów" (1849, Nr 332; 1850, Xr 17). Ta 
sprzeczność, na każdym spotykana kroku, najlepiej charakteryzuje pierwsze 
kroki młodego dziennikarstwa. 

Wracamy do dalszego ciągu raszych cytat z roczników Kurjera 
w pierwszem dziesięcioleciu jego istnienia: 

Szanowne zwłoki ś. p. Ministra Stanu, Stanisława Staszica jutro o godzinie 
w pół do 10 przed południem wyprowadzone będą z domu Towarzystwa Przyjaciół Nauk na 
Bielany^ gdzie, podług woli nieboszczyka, złożone zostaną na wieczny spoczynek, obok 
Kościoła po prawej stronie. — Celem powszechnej rozmowy w Stolicy był wczoraj Te- 
stament ś. p. Staszica. Więcej niż G00.000 złp. przeznaczył na Instytuta użyteczne 

336 — - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

krajowi i ludzkości, a szczególniej na urządzenie i powiększenie dochodu Maniek karmią- 
c^k siiroif, na Dcm sarobJ^owjf^ który stać się możo nicocenioncm dobrodziejstwem dla 
Iadxi pozbawionych stałego wsparcia lub zarobku, dla Instytutu Głucko- Niemych i t. p* 
a826, Nr 20). 

O testamencie podał Kurjer szczegóły: 1826, Nr 33. 

Spotykamy też w dziale bieżącym obwieszczenia urzędowe, jak np. 

Urtad Municypalny M. S. Warmmy. Podaje do publicznej wiadomości, że z powo- 
du nastąpić mającej Konsekracji Kościoła S-go Alexandra plac zwany około Złotych 
Arzyiów całkowicie dla przejeżdżających pojazdami lab konno zamknięty będzie, począw- 
szy od godziny 3 po południa w Sobotg^ to jest: dnia 17, aż do godziny 4-ej po południu 
IW Niedsul§ dnia 18 t.. m. Kommunikacja między Aleami a Nowym Światem i innemi czę- 
ściami miasta wolną będzie przez ten czas, tylko górą przez ulicę Marszałkowską, a dołem' 
prses Solee i Ziąigcą, — Warszaima dnia 15 Czerwca 1826 r. — Wice Prezydent Lubo- 
s^idgku — Za Sekretarza Jeneralnego Wiemieki (1826, Nr 141). 

Są już i wiadomości osobiste: 

Andruj Śńiadecki wysłużony Profesor C!ft«»i/t w Uniwer: W ileńs: Członek wielu 
'feiowarzystw uczonych, od kilku dni znajdnje się w Warsta/wie (1826, Nr 176). 

A oto notatka historyczna do nrządzeń służby: 

Ogłoszono Postanowienie nader użytecznego urządzenia Biura słuięcycft 'ir Mieście 
Warstawie (1827, Nr 6). 

Stosunki towarzyskie w mieście doskonale odzwierciedlają dwie na- 
stępujące wiadomostki: 

Od r. 1800 zaczęły być w modzie w Warszawie Herbaty taiicujqce; narzekali na tę 
Hiodę dawni amatorowie uczt staropolskich, utrzymując, że Herbata tylko służy dla cbo- 
^eh, ubolewali, że zniknęły Rottruckany z stuletniem winem i suto wieczerze. Od lat 
kilkunastu bywały w modzie Wieczory muzyczne; szkoda, że ta moda, ta nader przyjemna 
zabawa nie została upowszechnioną, nie zamieniła się w zwyczaj, przeminęła zwykle jak 
^oda, i ledwo teraz w kilkunastu domach stolicy jest wznawianą. Na teraźniejszy Kar- 
Tiawał mają być modne wieczory Pączkowe, a Gospodynie same ten przysmak sporządzać 
postanowiły (1827, Kr 15). 

Można z pewnością twierdzić, że nigdy w Warszawie w tak krótkim przeciągu 
czasu nie było tyle rozmaita eh widowisk, ile w upłyniouym pół roczu. 1) Teatr narodo- 
'wy. 2) Teatr francuzki. 3) Koncert JTani Szymano^oskiej. 4) Koncerta Józia Krogv.l- 
^kieffo. 5) Koncerta Braci KątskicL 6) Śpiewacy niemieccy Hubert, Herz i Wotke. 7) Sy- 

Kti4ŚkAjublleuwow*. 337 - - Ji 



l\urjtr ^Warszawskim 

stemat Kopernika T. Szar/f, 8) Doświadczenia fizyczne i liidrauliczne I*. Miszo. 9) Pano- 
rama Petersburga. lOj Kosmorama V, Pik. 11) Kosmommsi ?. lYiłiczipe. 12) Kosmo- 
ra m a P. Orm i. 13) Jezózcy V, Stć fani. 14) Doświadczenia mechaniczne. V, H^nryeK 
15) Takież P. Mnczype. 16) Doświadczania gimnastyczne i pantomimiczne. P. Robba. 
17) Mnich morski. 18) Gabinet figur woskowych P. PersaŁ 19) Szybkobiegacz Al- 
tcłowski. 20) Szybkobiegacz HorL 21) l*antomimy i tańce łQ'arynich. 22) Gabinet hi- 
storji naturalnej P. Gu€S,' 23) Mechanik P. Habit z kanarkami. 24^ Feohtowauie P. Remy, 
Spodziewani są P. BoskOy znany z swych doświadczeń mechanicznych, P. Bekker z machi- 
ną askutyczną (sic) i \*. holter gimnastyk (1827, Nr. 27). 

A Z działalności filautropynej ? — Oto odpowiedź: 

Zupa RwnfordzkOn — W miesiącu Stycz. wydano biletów na Zupę Ruiafordską ubo* 
gim 1.296. Gotowana była na osób 1.885. Przychodziło ją pozywać za biletami i bet 
biletów 2.414. Funduszu stale zapewnionego jest dopiero na osób 930 miesięcznie 
(1827, Nr. 32). 

Jak Kurjer opisywał zabawy maskaradowe z przed lat 70-ciu? 

Maski piękne, gustownie ubrane, zabawne, dowcipne, w znacznej liczbie zebranoi 
ożywiały wczorajsze zgromadzenie na Maskaradzie; w ogólności było osób 1,450. Chwa- 
lono 2 maski w czarnych sukniach z stalowemi perełkami i ozdobami, tudzież inne w do- 
minach popielatych z różowemi wstążkami. Byli oraz Omijanie, Tyrolciycy^ mieszkańcy 
Grenlandji w bardzo stosownych ubiorach. Znajdowało się kilkanaście masek równie 
grzecznych lak hojnych, a szczególnie zgrabne Ogrodniczki rozdające kwiaty, Murziyn ofia- 
rujący pomarańcze, Pstry Fircyk obdarzający karmelkami, i zwinny Spekulant wszystkich 
częstujący tabaką. Widziano kilka osobliwości, i tak: Turczyn był dla dam niesmiemie 
grzeczny, i^(f jedzący z apetytem szynkę, Ohory w szlafroku, zręcznie wywijający w ma- 
zurku, Dwoje Cyganów prawie ciągle milczących, Podagryk biegający, Gruby Żarłok 
mówiący piskliwie a chudy i cienki Elegant mruczący basem. Podobały się bardzo 2 Ba^ 
bunie w staroświeckich, półrobronach, pamiętają one dawne czasy. Maseczka bardzo 
zgrabna w błękitnym i różowym stroju, trochę była uszczypliwą, niepomnąc, że to przy 
tak ślicznych oczętach jest uiestosownem. Tl 827, Nr 41). 

Wreszcie — notatki, interesujące i dziś każdego, w rodzaju następu- 
lacYch: 

Wczoraj członkowie tutejszej Resursy Kupieckiej obchodzili 7- mą rocznicę istnie- 
nia tejże Resursy. Przeszło 100 osób znajdowało się na stosownej do obchodu uczcie 
(1827, Nr 69). 

Kawiarnia P. Lursa przy ulicy Miodowej od kilku dni jest oświecana gazem (1827- 
Nr 126). 

338 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Wypadek, zupełnie analogiczny z tyra, jaki w r. z. przytrafił się ar- 
tystom Teatru Nowego: 

Przed kilką dniami w lokala tutejszej Resursy zosfawiono niemowlę płci żeńskiej, 
mające kilka tygodni. Wszyscy Członkowie Resursy przyrzekli opiekować się tern dzie- 
cięciem, któro na staro wne wychowanie odesłane zostało do Szpitala Dzieciątka 
JEZUS. Tej dziewczynce ma być dane przezwisko Resurska (1827, Nr 269). 

Znaczna liczba Sanek uwija się na okrytej mocnym lodem Wiśle między Warszawą 
JL Pracą; niektóre mają urządzoną drogę dla szlichłady^ a Karuzel, czyli Sanki bez koni, 
>w 10 sekundach obiega 180 łokci, a w jedynastu minutach całą milę. — Dziś zimna sto- 
i)ni 4. — Śnieg. (1828, Nr. 49). 

Model na pomnik Kopernika, zawieziony wodą z Rzymu do Hamburga^ już 
.znajduje al^ w drodzo do Warszawy, Odlaniem w Warszawie ma się trudnić JP. Jan 
Norblin (1828, Nr 59). 

U XX. hommunistów w Wdowie znajduje się w Zakrystji zwierciadło, które, 
Jak okoliczna wieść niesie, pochodzi od sławnego Twardowskiego, Uczynionoby przysłu- 
gę miłośnikom rzeczy Polskich, gdyby ogłoszono historją i opis tego zabytku (1828, 
l^r 64). 

Wyszło z druku dzieło pod tytułem: Projekt Drogi pod rzeką Wisłą dla połączmia 
'Warszawy z Pragą, z dołączonem opistniem i porównaniem systematu drogi pod rzeką Ta- 
.misą w Londynie. Ob^mujący razem priwidla i sposoby upowszechnienia dróg podziemnych 
w naszym kraju^ z wykazaniem ich korzyścią jako najbezpicczniejszychj najtrwalszych i nij* 
tańszych, z dwiema tablicami, przez Idikowskiego Architekta. Sprzedaje się w drukarni 
Łątkiewlcza, przy ulicy Senatorskiej w domu Kr 467. Exemplarz na dobrym papierze 
poał. 9 (1828, Nr 71). 

Staiek Parowy, od onegdaj znajduje się na Wiśle pod Bielanami; wczoraj wiela 
•osób z miasta pośpieszyło widzieć tę nowość (1828, Nr 214). 

W tych dniach umarł Maciej Reszke^ jeden z najdawniejszych sług króla Stanisła- 
wa Augusta. IJył on stangretem królewskim i odbył z swym Panem ostatnią podróż, po- 
czem ciągle mieszkał w Warszawie. Przeżył lat 78 (182^, 279j. 

Ze i w kraju naszym znajdowały się ogromne zwierzęta zwano Momu^ł^ teraz wcale 
nie istniejące, dowodzi szczęka tego zwierzęcia, znaleziona w r. z. we wsi Jn;vicach pod 
Miechowem^ która do tutejszego gabinetu Zoologicznego przysłaną została przez W. Ja- 
tumskiego, tamecznego Dzierżawcę (1829, Nr 71). 

W Warsmwie ma byii organizowaną Komenda ogniowa taka, jak jest w Pitershur- 
yu, złożona z 409 żołnierzy pieszych i konnych (1820, Nr 289). 

Ustawę, urządzającą straż ojrniową, podał Kurjer w N' rzc \\\ z inku 
J835-go. 

339 1>2" 



%urjer Warszawski. 

Onojrdnj Depatacja Profesorów Uniwersytetu tutejszego składała imieniem kolio- 
gów łiołd głębokiego szacunkn i poważania tajnemu Radcy l^aronowi Humboldt, zapra- 
szając go do zwiedzenia tatejszycb instytutów. Sławny ten uczony i wędrownik mocno 
się w uprzejmej rozmowie interesował szczegółami przyrodzenia naszego kraju, życzył dła 
spólnego dobra umiejętności ściślejszych stosunków i związków naukowych z niemiecki* 
mi badaczami, i okazywał odwiedzającym ułomki wulkanicznych skał Araratu^ które wła» 
śnie co był otr7yroał w darze od naszego MONAUCHy (1830, Nr 142). 

IHki ternz do Warszmcy przywiezione z jarmarku Lipskiego^ brane na modne Ka- 
mizelki, są zasiane wy obniżeniami ptaków, owadów, zwierząt; jeśli kilkunastu elegan* 
tów znajduje się rnreni, można widzieć na ich piersiach jakby gabinet całej bistorji nata* 
ralnej. Także i wielo Kapeluszów Damskich ukazało się z atłasu lub batystu, na któ- 
rych są litografi>wano, nietylko kwiaty, zwierzęta, ale całe krnjomdoki^ bitwy, polowania 
etc. — ^'a ryżowych kapeluszach najmodniejszych jedyną ozdobą jest luikiet hortensji 
(1830, Nr 153). 

Wszystkie przytoczone powyżej cytaty świadczą; że w 1-szem dzie- 
sięcioleciu Kufjer rozwijał się w dziale bieżącym na dziennik rnchliwy, do- 
brze informowany^ zarówno w sprawach kraju, jak i miasta- że sprawy spo- 
łeczne i wypadki życia publicznego znajdowidy w nim właściwe odbicie. 
Informacje swoje podawał treściwie i bez omówień; które przytrafiały się 
bardzo rzadko. 

Na stronę zewnętrzną zwracał mało uwagi. Wiadomości podawano 
w ciągU; bez klasyfikowania ich w grupy według treści, tak, iż obok infor- 
macyj poważnych z Towarzystwa przyjaciół nauk spotykamy t. z. wypadki 
(^bójka, nieostrożność i t. d., 1822, Nr 10), drukowane w ciągu i bez żadnycli 
tytułów, które znajdujemy w tych lO-u rocznikach zaledwie parę razy (np. 
„Nowina przysłana z ulicy Freta", 1882, Nr 289). Ze zaś Kur jer ówczesny 
po za polityką i działem bieżącym innych rubryk nie wyróżniał, więc takie^ 
jakbyśmy dziś powiedzieli, ^artykuły", jak np. obszerne dość opisy zabaw, 
bali, corsa na Bielany (1822, Nr 127), tudzież rozporządzenia urzędowe lub 
artykuły informacyjne (Taryfa celna i Statystyka dawnej Warszawy, 1823 r.) 
drukowano w dziale ^Nowości Warszawskich". 

Na ten dział składały się przedewszystkiem informacje własne re- 
dakcji, skrzętnie zbierane, tudzież informacje pism innych, z których naj- 
częściej w okresie pierwszym cytowane są: Izyda, Dziennik tcarezatoBki, 
a zwłaszcza liozn/tcki dla dzieci. 

Takie rubryki informacyjne, które dotąd przetrwały, jak np. wykazy 
imienne uczniów kończących szkoły publiczne, spotykaujy już w r. 1 825-ym, 
odkąd podawano je stale. Za czasów Dmuszewskiego wykazy te również 
były podstawą do owych tradycyjnych Kurjerków rózoim/chj do niedawna 

— 340 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

jeszcze odbijanych na pamiątkę dla osób, o których w dzienniku była 
wzmianka. 

Stale też spotykamy w Kur jerze wiadomości o księgarniach (Gittcks- 
berga, Brzeziny, którego firmę przejął w r. 1832 (Nr 327) Sennewald), skła- 
dach rycin (Dal Trozzo), o miejscach rozrywek ówczesnych, a wiec o Fila- 
deIQi z jej foką, kosmogramie Michała Angelo Princzype, gabinecie fizyczno- 
optyczno-mechanicznym Miszo (1828), okazie psa Fido (1829), — co wszystko 
wtedy było dla warszawian nowością, wielce popularną; wreszcie o firmach 
handlowych i przemysłowych, które szukały w prasie poparcia, a do którycli 
w pierwszym rzędzie należała cała rodzina rozmaitych Goeblów, o nazwi- 
sko to bowiem co krok w Kurjerze potrącamy: Rozaija polecała się wzglę- 
dom publiczności z własnego wyrobu struclami, babkami, plackami i t. d ; 
Karol przypominał się jako nauczyciel tańców, zaś Fry dery k-Gotlib— re- 
komendował swój zakład restauracyjny na Czystem (później przy Kaskadzie; 
popularny ten swego czasu właściciel restauracji zmarł w czerwcu 1840 r.). 

Wspomnianemi w powyższym ustępie nazwiskami zapełnione są szpal- 
ty Kurjera w dziale „nowości". Obok nich występują notatki o kawiar- 
niach, magazynach i t. d., drukowane częstokroć wprost ż podpisami firm. 
Pochodziło to ztąd niewątpliwie, iż nie rozróżniano jeszcze wtedy reklamy. 
Jako ogłoszenia prywatnego, dotyczącego interesu danej firmy — od infor- 
macji dziennikarskiej, dotyczącej instytucji publicznej lub spraw ogólnych. 
Zarówno dla miasta, jak i dla prasy wszystko było nowem, wię;^ wszystko 
poparcia i uwagi godnem... 

Zwyczaj ten zamieszczania ogłoszeń w dziale bieżącym przetrwał aż 
•do czasów Szymanowskiego. Szczególnie uwydatnia się on w Kurjerze 
w następnych dziesięcioleciach, kiedy zawiadomienia firm liandlowo-przemy- 
słowych Btsiy się wprost jednem ze źródeł stałych informacyj dziennikar- 
skich: drukowano je najpierw w dziale „nowości", potem zaś dopiero prze- 
noszono do „doniesień", t. j. do działu ogłoszeniowego. Ani Dmuszewski, 
ani Kucz nie krępowali się w tym wypadku ani formą, ani treścią „donie- 
sienia". Drukowano wszystko! Na usprawiedliwienie to bezwątpienia 
przytoczyć tu można, iż zarówno Dmuszewski jak Ivucz w ogóh* nie mogli 
rozporządzać zbyt obfitym materjałem informacyjnym. 

Ażeby dać dzisiejszemu czytelnikowi pojecie, jakie wiadomości drukcj- 
wano wówczas w dziale bieżącym, wybieramy poniżej dla przykładu kilka- 
naście, odznaczając w pierwszej rubryce Nr., w którym daną informacje po- 
dano w tekście, w rubryce drugiej zaś— Xr., od którego też informację, do- 
jsłownie, przeniesiono do ogłoszeń: 



B41 



'Jiurjer Warszawski, 



Skład herbaty chińskiej 

Pensja dla młodzieńców^ Bernarda . 
Lekcje śpiewu FubrmaDa z Drezna . 
Blaszki do wyrobu biletów wizytowych, znaczenia bielizny 

i t. d. , rzeźbiarza" Akwaraaryny . 
Apteka Bogumiła Zimmermana 
Fabryka pozlotnika Fiszera .... 
O okularach zawiadom, optyka Bachmana 
Zawiadom. Gustawa Manna (skład narzędzi chirurg.) ^dla 

osób lubiących przyjemnie się golić" 
Holendernia założona ]ia Foxalu (Fauxhal) 
Zawiad, S. Orgelbranda i Sp. o założeniu księgarni . 
Zawiad. Ant. Misiewicza, portrecisty, ucznia Bacciarellego 
Awizacja w sprawie ordyn. Kleckiej i Dawidgrodzkioj 

ks. Radziwiłłów 

Zawiad. Phanhausena malarza o włas. wystawie 

Dent. Oppenheima anons .... 

Skolskiego ogł. o posznk. herald. 

Noże fabr. Mintera do wycinania szparagów 

Dent. Liebreicha zawiadomienie 

Sieczkarnie fabr. Steinkellera w Żarkach . 

Biuro techn. Khestaodta o otrzym. teleskopów z Monachjum 

Nowy skład i)łótna webow., kopowego i holend. Salinge- 

ra i Sp. ....... 

Dyrekcja młynów i)arow. Markowskiego . 

T. Ćwikieł, Bogumił Fritsch, J. Artzt, Ludwik Thiel pole 

cają strucle 

Pułk. Abramowicz, administrator Cesarskich pałaców, za 

wiadamia o drogach w parku Łazienkowskim . 
Biuro techn. Eliestaedta zawiadamia o probierzach do spi 

rytusu ... 

Latarnie Waltera (fabr. na Nowolipiu} zabezp. od ])ożara 
Aparat kuchenny Laascra ..... 
Zawiad. dyrektora instyt. gimn. Roberta Eichlera 
Wyższa pensja roęzka Henry Ferguson . 
Stancja dla uczniów K. Birnbauma .... 
Ostrzeżenie z fabryki wapna .Piekło" 



1832,312! 316^^ 
317 321 
337 345 






71 



1833,113 115^ 
114! 115 
115 119 
329! 332 



1836, 80, 83 

„ .85 88 

„ 116 119 

. 133' 139 



m 



179 186 

„ 207 211 

„ 275 278 

1837, 34 37 
„ 120 \23 
^ 120 125 

1838, 25 31 

1839, 136 140 



m 



147 149 



1840, 181' 188 



r. 338 340 



1841,234; 236 






28-i 28& 

293 297 

338 343 

1842, J40 142 

T, ^^^ 191 

188j 191 

185 192: 



n 



7) 



342 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



ZawiadoDiicnic fabrvki Mintera o odlewach Hjerbu Króle- 
stwa w płaskorzeźbie^ przygotowanych z powodu 
ujednostajnienia herbu 

Adama Zeltta zawiadom, o powrocie i przyjmowaniu robót 
rzeźbiarskich 

^Wyszedł z druku Kalendarz ścienny ^ .... 

£eklania fabryki kapehiszy męzkich Jak. Matu^zewicza . 

"Wydawnictwo składu papierów pana Dal Trozzo: „Zbiór 
projektów architektonicznych Henryka Markoniego^. 

Seklama Ludwika Gładys/.ewskiego dla „Zacisza^ . 

O sprzedaży 8-u tom. Volvm, Ufjvm z 2 inwentarzami za 
600 zip. ........ 

Ogł. składu rycin Fiettii w domu I^oeslera 

Ogł. optyka Zeislcra 

O masie do smarowania machin i pojazdów—8. Iludschona 

O wyrobach chemicznych fabr. S. Iludschona . 



1842, 


,197! 


209 


T) 


205; 


209 


J) 


321 


322 


1843, 


,120 


124 


Tł 


139 


143 


n 


145 


151 


71 


125; 


131 


77 


306: 


310 


77 


307 


310 


ł7 


325i 


336 


1844, 


151: 


15G 



Że te wzmianki były wprost ogłoszeniami, nie ulega wątpliwości. Zre- 
sztą mamy na to dowody: niektóre osoby, gdy zawiadomienia ich z działu 
^nowości" przenoszono do ^doniesień", zaczynały te swoje dalsze zawiado- 
mienia od słów: „powołując się na poprzednie ogłoszenie moje" (Fr. Kittcl, 
nauczyciel, 1846, Nr 188 i 191). 

A jednak trudno zaprzeczyć, że bardze wiele z tych, że tak je nazwie- 
my, wiadomości mieszanych w swoim czasie posiadały istotną wartość infor- 
macyjną, jak dziś mają niezaprzeczenie wartość historyczną: ustalają daty 
powstania wielu tirm i wyjaśniają wiele faktów ze stosunków ówczesnych. 
Czyż nie ciekawą jest np. wiadomość o cenie, jaką VoL leg, miały w roku 
1843-imV... 

Lecz zestawienia nasze prowadzą już do charakterystyki Kurjera w na- 
stępnych dziesięcioleciach jego istnienia. Ażeł)y charakterystyka ta była 
dokładną, poprzedzimy ją znowu cytatami z dzii^lu bieżącego. 

Sposób podawania wiadomości uległ tu znacznym zmianom. Uo naj- 
pierw, przez czas długi drukowano je w ciągu, dzięki rzenm zyskiwano na 
miejscu, a więc na obfitości informacyj, lecz skutkiem czego niesłychanie 
utrudniono poszukiwania, jakie dziś oto czj^iić nam wypadło. 

Oto fonna, w jakiej dział „nowości'' odtąd Kurjer stale zamieszczała 
według cytaty dosłownej z X-ru 10 w r. 1832-im: 

343 



T^urfcr ^ ar Sławski, 

Oncgdaj przybył do Warszawy z Petersburga Rzeczywisty Radca stanu Żukow- 
ski. — TrybuncJ woiewództwa Krakowskiego ogłosił, że iest wakans na urząd Sędziogo 
w tymże Trybunale z płacą roczną zł. 4.500. — Według kursą wczoraj ogłoszonego. 
Dukaty łiolenderskie nowe przedaią po zł. 19 gr. 2i; Assygnaty Ross. 100 Rubli kupnią 
po zł. 180; Listy zastawne przedaią po zł. 85 gr. 5. — Nowe licytaqje dochodów Konsum- 
oyjnycłi niektórych miast woiewództwa Alc7»7ffH^cili^^o odbędą się d. 18 b. m. w biórze 
tejże Kommissji. — W Wrocławiu w 3-ch zeszłych miesiącach na tiCmecznym teatrze czę- 
sto dawano z upodobaniem przyjmowaną zabawę tancerską pod tytułem Wesele Kraków- 
skif^ na afiszu iest wyrażono, iż ten balecik iest ułożony przez panią S^hrittger (tancerkę 
z teatru Warszawskiego, dawniej pannę Sanders) a z muzyką PP. Kurpińskiego i Gerne- 
ra» '' — Dyrekcja Szczegółowa Tow: Kred: Ziemskiego woiewództwa Krakowskiego ogło- 
siła, że dobra Szreniawa w powiecie Olkuskim^ sprzedane będą przez publiczną licytacją 
w Kielcach dnia 9 Kwietnia, r. b. — - Sąd policji poprawczej wydz: Łomżyńskiego wezwał 
o uięcie Eljosta Herszkowicza za kradzież, na 3 lata ciężkiego więzienia skazanego; ma 
lat 30, rodem z Zambrowa. Takiż sąd wydz. Piotrkowskiego wezwał o uięcie Filipa Man- 
teckiegoy także obwinionego o kradzież; ma lat 24, rodem z Ihieleckowa, — Ubiory Kostiu- 
mowe i Domina na Zabawy Karjiawaiowe są do naięcia u Pani Polkowskiej przy ulicy 
Święto Jerskiej pod N-rem 1772, w officynie na pierwszem piętrze. — Służąca z ulicy 
Piwn^ w ostatniem ciągnieniu Loterji liczbowej wygrawszy zł. 14, połowę tej wygranej 
oddała Sierotom ubogim, a połowę Wieśniakowi, któremu ukradziono z woza worek z ka- 
szą, którą przyniósł na sprzedanie, aby za to opłacił czynsz należny 1 

Jeżeli zważymy, że to wszystko drukowano petitem, możemy sobie 
łatwo wystawić, ile trudności przedstawia odszukanie danej informacji w tej 
zbitej masie czcionek, która na 2-ch do 4-ch kolumnach Kurjera stanowiła 
ówczesny dział bieżący! W tej masie —jak przedtem, tak i tu układanej 
bez isystemu, — czytamy i zawiadomienia urzędowe, w rodzaju następującego: 

(Jrzad Municypalny M. 5. Warszawy. Dostrzegłszy, żo mimo oddawna exystuiące< 
go zakazu, niektóre osoby pozwalaią sobie palenia lulek lub cygarów na ulicach, przymu- 
szonym się byd widzi ponosić w tej mierze dawniej wyszle przepisy z ostrzeżeniom, iż 
ka/.dy pa]ąc.v na ulicy lulkę lub cygaro, sam sobie skutki ztąd nieprzyiemne przypisać bę- 
dzie musiał, gdyż Kommisarze Cyrkułowi ku przestrzeganiu tego nadużycia surowe ode- 
brali rozkazy. — Referendarz Stanu Wice Prezydent Gerlicz, Sekretarz T. Kowalski 
(1832, Nr 105). 

i drobne wiadomostki w rodzaju np. poniższych: 

Od rodziny Pólskiej\ bawiącej od niejakiego czasu we Włoszech w mieście NizziSy 
gdzie prawie zawsze jest wiosna, odebrano wiadomośd, że teraz iest tam tak zimno, ii 

314 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

kilku mieszkańców odmroziło uszy, co iest w tamecznej okolica* niesłychancni zdarzę- 
niem (1883, Nr 3B). 

W Kawiarni Literackiej przy ulicy I^odwale wieczory muzykalno w iiastcpujn(^y 
sposób są teraz urządzone: w Niedzielo i Środy grywają Artyści tutojsi w liczbie 8; wo 
Wtorek i Piątek muzyka wokalna i instrumentalna z 4-cli artystów Czeskich złożona 
(1833, Nr llOj. 

Widzący sławne ślizgawki w Ros^ i Anglji^ mówią, ie przy takowycti zabawach 
towarzyszy odgłos muzyki, co może i u nas naśladowanem będzie. Słychad, źe tak w Fo- 
Hfczkaeh iak pod Marymoniem Amatorowie odbędą kursą na łyżwach o zakład. W tych 
dniach prawie wszystkie łyżwy, będące w sklepach żelaznych, rozkupiono (1834, Nr 50). 

Amatorom Wista donosimy iako rzecz szczególną, iż onegdaj ieden z graiących 
^vw Resursie Kupieckiej, miał razem 5 honorów i 4 assy (1834, Nr 306). 

i rodzaj dzisiejszych ^^głosów publicznych'^^ a wtedy wielce rozpo- 
"^szechnionych ^^artykułów nadesłanych^: 

(Art. nad.) Odwiedzaiąc naszego przyiaciela w Hotelu Drezdeńskim w domu Dy- 
sterta na Długiej ulicy, sciągnieni piękną muzyką w będącym tamże przyiemnym chód 
małym Ogródku, przez Panią Nejman utrzymywanym, wstąpiliśmy dla przysłuchania się; 
aupełnie zadowoleni oiekucją różnych Uwertur i wyiątków z ulubionych sławnych Oper, 
mianowiciej zaś piękną grą pierwszego skrzypka, P. Dudulewieza^ który trudne nawet sola 
2 pnyiemnością wykonywał; uczuliśmy w końcu dobry apetyt, widząc na iadłospisie zna* 
^aną ilość potraw w cenie umiarkowanej, kazaliśmy sobie dać raków, szparagów i kur- 
<SMąt^ które znalazłszy i smaczno przyrządzone i w dobrej objętości, donosimy o tym sa- 
^rzym przyjaciołom, lubownikom, iak my, dobrej kuchni i dobrej muzyki na świeżem po- 
wietrzu. P. T.-^. S.— W. J. B. Z. (1833, Nr 127). 

dalej listy rozmaitych osób, w tej lub innej własnej sprawie zaintere- 
sowanych; a które dziś przedstawiają szacowną wartość przyczynków do 
liistorji miasta^ jak np. poniżej cytowany list o Dolinie Szwajcarskiej^ no- 
szącej taką nazwę, jak się okazuje, już od r. 1834-go: 

Podpisany właściciel domu przy ulicy Aleia Nr 1713 lit. B., zawiadamia Publi- 
czność, że uzyskawszy pozwolenie miejscowej władzy do nazwania Ogrodu mojego: Doti- 
mą Szwajcarską^ takowy wraz z uaj porządniejszym lokalem urządzonym w Dolifiie na za- 
łożenie gospodarstwa dla publiczności szukającej zabawy i spokojnego ustronia, połączo- 
nego z wszelkiemi rozr^^wkami, zamyśla wydzierżawić od Wielkiej nocy r. b. z nadmie- 
nieniem, że Dolina Szwajcarska położona w środku wielkiej Alei w bliskości Łazienek 
Królewskicli i Wiejskiej Kawy, w miejscu zwykłych spacerów, będzie miała oraz i te 
dogodność, że naturalne Wody Mineralne z handlu Pani Gordonowej w rannych godzinach 

34r> 



%urjer Warszawski* 

potrzebując^^m dostarczane będą za ceny zw^-kło. Piękność położenia og^rodu, juieszka- 
nia, dogodność, chcącym wydzierżawić nastręcza wszelkie korzyści, Wiadoro^ć o dzier- 
żawie powziąść można u niżej podpisanego właściciela, w Dolinie Szwajcarskiej zamie- 
szkałego. Stanisław Śleszyński (1834, Nr 9). 

wreszcie opisy zabaw 1 bali, z których dwa powtarzamy w całością 
tak dla i)rzedstawienia formy, w jakiej Kurjer i)()czątkowo ten dział trakto- 
wał, jak i dla |)rzypomriieiiia ówczesnych strojów: 

Nader świetny był wczorajszy wieczór muzyczny w Resursie Kupieckiej; przeszło- 
800 słucłiaczów zadowoliło wykonanie Symfonji Ig. DobrzfffiSkiegOy Koncertino Webera na 
klarynecie, Śpiewu Polskiego z warjacjami, kompozycji Ig. Dobrzy Ńs kiego i pierwszej czę- 
ści Oratorjum Hejdena Stworzenie świai^ z słowami Poiskiemi. To arcydzieło wielkiego 
Mistrza wykonało tym razem 80 Artystów i Amatorów płci obiej, pod dyrekcja JP, DO' 
hrzyńskiego, Lubownicy muzyki przejęci są prawdziwą wdzięcznością dla szanownego- 
Komitetu Jiesursy, iż z tuką gorliwością usiłuie uprzyjemninć pobyt słuchaczom, i roz- 
krzewiać zamiłowanie istotnie pięknej i wzniosłej harmonji. Między wczorajszemi słu- 
chaczami znajdowała sit^ polowa Dam\ ubiory ich acz skromne, odznaczyły się gustem 
i świeżością; kolory sukien l)yły rozliczne, z rozmaitych materji, fularowe, atłasowe, mo- 
rowo i t. p., ubiór głowy Panien był po większej części bez żadnych ozdób, włosy zupeł- 
nie gładko uczesane, niektóre miały wązkie prżcpaaki, łańcuszki, plecionki lub malutką 
^irlandkę. Mężatek głowy zdobiły stioiki zwano czepkami salonowemi, z kokardą błę- 
kitną, różową lub szamoa; żadnego kapelusza i piór niewidziane (183i, Nr 2S4). 

Na onegdajszym wieczorze u JGXtwa Ichniość Warszawskich^ wiele ozdobnych 
ubiorów uważać było można; po większej części suknio były gazowe a kilka tylko mate- 
rjalnych, z tych ostatnich wiśniowa z szorokiem garnirowaniem blondynowem (volant> 
i kosztownym naszyjnikiem brylantowym; odznaczała się nowym krojem, świeżością i gu- 
stem suknia gazowa biata z podobnemże garnirowaniem blondynowem i ubraniem na gło- 
wie kwiatów grenadowych, biała z błękiinem garnirowaniem, różowa zupełnie gładko 
zrobiona, z bardzo sturownem ale nader skromnem ubraniem głowy; w końcu dwie suknie- 
błękicno złotem przerabiane i kilka innych nader powabnych ubiorów stanowiły strój naj- 
pierwazych naszych elegantek. Nasz3'jnik z dużych brylantów i turkusów, kosztowny 
i starannie wypracowany zdobił ubiór znakomitej Damy. Mężczyźni tym razem z powo- 
du uroczystości galowej, znjłjdowali się w mundurach, nowo dekretem CI'].SAIwSKIM dla^ 
Urzędników i Szlachty przepisanych; kilka haftów pierwszego rzędu bardzo starannie wy- 
robionych, wyszły z haftami Pana Richtera, (1836, }^r 236). 

Słowem: w d/iaL* bieżącym zamicszc%aiio cały materjal inlormacyjuy^ 
stosunków miejscowyck dotyczący. Jak wspomnieliśmy^ zmieniła się tylko 
forma dziennikarska tych wiadomości; a ze zmianą stosunków — uległa znowa 
zmianie i treść informacyj. 

346 • 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Z okresu dwóch dziesięcioleci następnych Kurjera, obejmujących dzieje 
pisma za czasów Dmuszewskiego^ mniej już wiadomości nadaje się do po- 
wtórzenia w tern miejscu. To jednak, co powtórzenia jest godnero, przyta- 
czamy znowu w porządku chronologicznym: 

Rozpoczęto budowę Szpitala Starotakonnych w dziedzińcu teraźniejszogo przy uli- 
tj Pokomąj; ma byd urządzony na wzór sławnego Hamburskiego (1835, Nr 116). 

O uroczystości założenia kamienia węgielnego na nową budowlę ob- 
szernie pisał Kurjer w N-rze 163 z r. 1835-go. 

Wczoraj o godzinie w pół do 7 wieczorem po 10 dniowej chorobie, przeniósł się 
do wieczności ś. p. WJP. Bazyli Pacłaipski^ Szef wydziału Cenzury. Przyiadele tego za- 
eaego człowieka zbyt dotkliwie uczuli tę bulosną stratę. Wieczny pokój jego cnotliwej 
duszy (1837, Nr 56). 

W wczorajszym Kurjerze ogłoszono nazwiska Terminatorów rozmaitych profeseji 
i nemiosl, którzy na teraz odbytych examinach szkół rzemieślniczo-niedzielnych w War* 
•ąuiwie, otrzymali nagrody i pochwały. Każdy z nich niech przybędzie do redakcji Kuije- 
1^ a otrzyma exemp]arz iako upominek (1837, Nr 244)* 

Wzmianka poniższa świadczy, że „tradycje" niektóre, nawet złe, do- 
tąd od lat wielu pr/etrwały. Do takicli należy bezwątpienia epidemja prze- 
IkoBU), rąjnująca lokatorów. Oto co w tym przedmiocie pisiJ Kurjer 
tirzed 60*ma laty: 

Rozpoczęcie kwartałów w Warszawie zwykle iest nowością. Światy Michała oktawa 
^^nuuyi, przynajmniej 10-tą część mieszkańców w poruszenie wprawia; co tu wyiawia się 
^i«kretów domowych? ileź to gratów przez cały kwartał, pół roku, rok, nawet lat kilka lub 
kilkanaście w najciemniejszych kąt^ich pomieszkań ukrytych, w iednym dniu jak oliwa 
^» wiench wychodzi. Trudno wyjść z domu, przejść przez ulicę, żeby się nie spotkać 
^ ogromną furą sprzętów, długim konwoiem tragarzy, albo nieszczęśliwą dorożką, napeł- 
nioną z górą i uginaiącą się pod ciężarem ogromnego kufra, pierzyny, piernata i właści- 
^Sielld tych rucJiomości. Komu czasu zbywa, kto chce się tanim kosztem ubawić, niech 
^obie wyjdzie na ulicę, izuci się w prawo lub lewo, a idąo (tak się mówi), gdzie go oczy 
^lonioBą, spokojnie spogląda na frasunek drugich. W tym czasie nieładu, 2 razy więcej 
^ak kiedy umyka na ulicach, 8 razy t^lo powozów zaczepionych, a złorzeczeń i prze- 
Idfltitw bez Ii](u. Kiedy się tak każdy z miejsca porusza, kiedy nikomu nie dobrze, kiedy 
^tąj^Ęfij Panów sobie rzucała, życząc wszystkim szczęścia w odmianie, nie od rzeczy bę- 
^fliif^piiypomnieć dawne przysłowie: t kamUń na miejscu porasta (1837, Nr 2G4> 

Wyśmiewając w sposób bardzo niewinny ów zwyczaj rugów mieszka- 
Hipwycb, Kurjer nazywa go „grą gotowalni": 

347 



'Kur/er ^ar^ZAW^ki. 

Przez cu\s ubiegłego tygodniu, zdawało sip, źe Warstawa^ około 140,000 ludnością 
gra \y znaną Isażdema grę gotowalni. Z początku 8zło to z wolna. Lokatorowie mniejsi 
i więlcsi zmieniali swoie siedziby podług dogodności; ale gdy dotarł termin S-go, gdy ka- 
żdy z wyprowadzających się miał ledwo kilka godzin czasu, ruszyło się łiurmero miasto 
całe. Uważano powszechnie, że inż dawno nie było tyle rumacji ile na Ś-ty JAN tego- 
roczny; zdaie się, że pogoda poprzedzająca ten termin, pozwalała wyszukiwad mieszkań, 
bez tych utrudnień, deszczu, błota lub zimna, które zwykle kwartały N(W$go Roku i Wiel- 
kiej Nocy poprzedzają (1841, Nr 183). 

Szczupłe rozmiary nie pozwaliby Kurjercwi wchodzić w szczegółowe 
opisy wystaw, notował je tylko ogólnikowo, zdając jednak sprawę w dal- 
szych wzmiankach z działów bardziej interesujących: 

Wczoraj otworzono salony Ratusza^ mieszczące w sobie wyroby i płcdy sztuki, 
przemysłu i kunsztów tych nie wyczerpanych źródeł bogactwa, istnienia, cywilizacji i po- 
stępu kraiów. Od lat około 10 nie było wystawy. Dobroczynne zamiary Rządu, opieka 
władz administracyjnych, współdziałanie Banku, bogactwa w błogich chwilach pokoia 
wzniosły rękodzielnio i zakłady fabryczne. Podniesienie się temi czasy przy tak dziel- 
iłem wsparciu tychże rękodzieł, dozwoliło nie tylko rokować najpiękniejsze nadal nadzie- 
je ale nawet pomyśleć o wskrzeszeniu konkursu emulacji, o publicznej trystame C1838 
Nr 159 z dnia 18 czerwca). 

Poniższy znown ustęp przypomni te czasy^ kiedy w porze karnawału 
życie uliczne gorączkowem biło tętnem: 

Przez cały dzień i wieczór rozchodziły się liwerunki na wszystkio strony miasta, 
a chłopaki z koszykami kręcili się po ulicach, zachęcaiąc przechodniów do kupna: iedcn 
z nich w poetycznym zapale, ogłaszał rabat ceny swoiogo towaru na.stępiui\o*'>i wier- 
szykiem: 

Panowie, Panic, mam pączki tanio, 

Para trzy grosze, kupcie Państwo proszę (1841, Nr 48). 

Albo opisy miejsc przechadzek ulubionych ! Do takich należały ptnlów- 
czas w pierwszej linji — Bielany na wiosnę i latem, dalej ogród Krasińskich 
i Saski. Opisywano je w właściwy epoce sposół): 

Rozpoczęły się w najlepsze wszystkio spacery triosemie. Wszędzie wzrastająca 
ućloHOŚć miłe wrażenia sprowadza. Tysiące Dam i l*anien od dni kilku, a szczogólniąj 
wczoraj, wysypało się na miasto. Uważano, źe i tej pory wiosennej, jak przy kaźdem. 
odnawianiu się roku, wzrosły nowe róU pipktiości, zaświeciły tiadohne twarzyczki. Rzecz, 
ta zastanawiać nic powinna: nie napróżno Warszawa zdobi się w herbio Syreną. A iak. 
poczciwość po mieczu, tak piękność po kjdzieli, wstałem dziedzictwie przoi^hodzą. 1 19 

348 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

jeszcze na pochwalę Warszawianek przjdać należy, że chociaż io natura hojnie we wdzięki 
uposażyła, one te skarby wrodzone, starownem i skromno wykwintnem abraniem, co iest 
oech% prawdziwej elegancji, podnosić ieszcze umieią. Nikt nam nie zaprzeczy, że wczo- 
rajsze wystąpienie było prawdziwie godnem Bielańskiej przeiażdżki (1841, Kr 111). 

■ 

Jak Saski ogród w ciągu lata napełnia się tak zwanym eleganckim światem, tak 
ogród Krasiński iest miejscem, w którem mieszkańcy Warszawy, obarczeni podeszłym 
wiekiem, spokojnie uży waią świeżego powietrza i gawędkami uprzyiemniaią chwile spo- 
czynku. Wczoraj na iednejie ławce usiadło 5-ciu dawnych przyiaciół, których połączone 
lata składały liczbę 365, to iest tyle, ile dni iest w roku (1841, Nr 135). 

Unikając z zasady wszelkiej krytyki; redakcja przecież od czasu do 
czasu uie wabaia się gromić nawet wielce rozpowszechnionych przesądów. 
' W taki np. sposób walczy Kwrjer przeciwko niechęci do trzynastki: 

Czteiy lata minęło, iak w iednym z domów w Warszawie tnynałeie osób biesia- 
'.dowido nader wesoło, nie zważaiąc bynajmniej na złowróżbną liczbę ^oiici. Od tego 
czasu nie tylko, że nikt z towarzystwa (iak przesąd niesie) nie nmarł^ ale owsteiii 
wszystkim wiedzie się dobrze. Młoda para weszła w związek małżeński. Rodzice docze- 
kali się Wnuka, Kawalerowie zaawansowali na wyższe stopnie, a reszta osób do dzil 
dnia źyie i ma się dobrze. W temże gronie znajdowała się Dama, która przed laty 20 
dla podobnej liczby 13, nie przybyła na inny obiad. Obecny wówczas Poeta Molski taki 
do niej nazaiutrz (d. 28 Sierp. 1818) napisał bilecik: 

f Stół wczorajszy przez iakiś czarodziejski sposób, 

Przemienił się z trzynastu na dwanaście osób, 
Każdy z goszczących dziwił się niemało. 
Że obok innych ciebie brakowało. 

Czy to iest artykuł wiaiy, 

Być przy obiedzie do pary? 
Wiem, że rano, wieczorem, miło żyć pospołu; 
Lecz po co szukać pary koniecznie u stołu? 
A ieźli wierzysz w parę, iedzmy w tym sposobie; 
Kto iej nie ma, niech wyjdzie, ia siądę przy Tobie. 

Szczególnem rozrządzeniem niedościgłych wyroków z obecnych na owym, dwu- 
nasto-osobowym obiedzie, iuż od lat kilku zaledwie 2 tylko do grona żyiących należy 
0841, N. 117). 

W okresie słabo rozwiniętego życia publicznego instytucje częstokroć 
8% zastępy wane przez— osobistości. Rozpisywał się też często Kurjer o oso- 
bach wybitniejszych przy każdej nadarzonej sposobności. 

349 



l^urjer Warszawski. 

Onegfdaj o ;,'odzinie w pół do 7-moj wieczorom odbył się w Kościele ParafjalDym 
iś-go ANDRZEJA u XX. Reformatów^ obrzęd zaślubin W. Willielma Hau (Belgrijcsyka;, 
Administratora wielkiego Zakładu Fabryki Machin Banku Polskiego — na Soleu^ z Pan- 
ną Stefanji\ Lnską^ Córką W. Aleksandra IJiskiegOj Bankiera tutejszego, Właściciela 
dóbr ziemskich. Kościół był wspaniale oświecony, mnóstwo Osób wszelkiego stanu na- 
pełniało nawę, kolumnady, oraz przystępy do Świątyni. Liczny Orszak godowy skła- 
<lały najznakomitsze Osoby. Pannę Młodą prowadzili do stóp Ołtarza JWW. Sz^belan 
Tfnw9vski^ Sekrctai-z Stanu, i Hrabia Edward Łubieńskie Drużbów i Druchn było do 30. 
Błogosławił Młodej parze W. J. X. Zarzeckie Wikarjusz tej Parafji; a przed wyrzeczeniem 
ślubów Chór zebranych Artystów wykonał Veni creator na same głosy. Po ukończeniu 
religijnego obrzędu, JWW, Radca Stanu Luhowidzki^ Prezes Banku Polskiego, i b. Jene* 
rat Hrabia Tom. Łubieński, odprowadzili nową zaślubioną. Następnie wszyscy zapro- 
szeni w licznych ekwipaźach udali się do domu Rodziców Panny Młodej, gdzie był świe- 
tny wieczór. Kwiaty w ogromnych massach ozdabiały wejście, niemniej pokoie aparta- 
mentu nader starannie oświetlonego; obecnym Kawalerom i Damom rozdawano bukiety 
z świeżych i najpiękniejszych roślin oranżeryjnych złożone, a ubiory Dam odznaczały się 
tą świetnością, która zwykle cechuie zebrania Warszawy (1841, N. 292). 

lub w 4-y lata później: 

Wczoraj w Kościele Ewangelickim, w obce licznie zgromadzonych Krewnych 
i Przyjaciół, odbył się obrzęd zaślubin W. Leopolda Kronenberga Administratora Docho- 
dów tabacznych, z Panną Rozalją Leo, Córką Doktora. Obecni składali najszczersze 
życzenia młodej uszczęśliwionej Parze. Krewni i życzliwi Przyiacielc, śniadali wspólnie 
z Nowożeńcami w przyiemnym Wierzbnie; poczem Państwo młodzi odjechali na kilka 
dni do Tomaszowa. (Oprócz powyższego uwiadomienia, otrzymaliśmy co następnie: 
.Wielu Znaiomych i Przyiaciół Pana Młodego, nie mogąc być uczestnikami tej uroczy- 
stości, poczytują za miły dla ich serca obowiązek przosłać przez Kurjorka najszczersze 
swe żyęzenia tej zacnej Parze, kończąc je słowami Pisma Świętego: „l^ożc! wspieraj ich 
zawsze i wszędzie**) (1845, N. 235). 

Dopisek w nawiasie jest dowodem popularności pisma^ które już wów- 
<$zas było pośrednikiem w szerokich kołach czytelników: jego szpalty zastę- 
powały telegraf i pocztę... 

Takie fakty, jak przenosiny biur i t. d., stale uwzględniane były 
w Kronice kurjerowej: 

Jui Archiwum i wszystkie Biura Najwyższej Izby Obracliunkowoj Król. Pola. 

przeniesione zostały z ulic\>' Miodowej na Sowy-Śtviat przy drodze Jerozolimskiej, do 

■obszernego domu zwanego dotąd Jasińskick^ a nabytego przez Rząd dla tejże Magistra- 

- 360 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

tnrj; gdzie od kilku dni iud mieszka J. W. Hr. Grabowski Ciłonok Uaiiy Adm;, Kontro- 
Jer liny Krćl. (1841, N. 290> 

A oto przyczynek do dziejowy jednego z utrapień mieJ8kieh... dorożek 
-warszawskich. Z dorożkami miasto nasze od lat 70 jakoś uporać się nie 
może^ a cytata poniższa raczej na rachunek przesadnego optymizmu Dmu- 
szewskiegO; niż szczerego uznania wątpliwego postępu zapisana być winna: 

Kto znał przed laty 20 nasze poczciwe Warszawskie doroiki, a iest z nich ieszcze 
kilka, co kiedyniekiedy, iak starożytny zabytek, ukaznie się czasem w zimie na saniach, 
ten przyzna, że i w tej gałęzi przemysłu ku wygodzie publicznej skierowanego^ powsze- 
chna dążność postępu i ulepszeń skutecznie działanie swoie wywarła. Zamiast kolko- 
"watego pudła, w którera środkowo ifiedzenie płytkie i ciasne, przednio z ławeczki kilku- 
<«alowej utworzone, miejsce na nogi krótkie, nakrycie nizkie, skąpo i ciasne, słowem 
^wszystko iakby dla plemienia Liliputów albo Pigmęjezyków zbudowane, mamy dziś ele- 
-ganckie koczyki, w rozmiarach długości 1 szerokości siedzenia wygodne, z kapturami 
coraz wyiszemi i więcej naprzód zachodzącemi, w ochrony od deszczu zaopatrzone. Od 
niedawna nawet zaszła ieszcze inna reforma: Dorożkarze drzwiczki powyjmowali, resztki 
.zawiasów znieśli^ a z dorożek porobiły się piękne faetony (1842, N. 115). 

Wszyscy dobrze pamiętamy ostatnie zaćmienie słońca. Instytucje 
naukowe wyznaczyły punkty obserwacyjne, do których delegowały swoich 
członków; redakcje traktowały zjawisko z całą świadomością jego doniosłości 
naukowej, a Kurjer niemal do wszystkich punktów kraju w pasie zaćmie- 
niowym rozesłał własnych korespondentów, których telegramy zap^niły 
•edie szpalty rozchwytywanego z tego powodu Kurjera. Tak było w roku 
1887-ym. 

Przed laty 50-iu zainteresowanie ogółu nie było mniejsze, a prasa na 
swój sposób i temi skromnemi środkami, jakie wtedy miała w rozporządze- 
niu^ stara- sic zadość uczynić potrzebie ogólnej: 

— r*rawie cala Warszawa zbudziła się wcześniej iak kiedy, w uuzokiwaniu na 
saómienie. Na słowo sumiennych kronikarzy wszelkich wypadków Miasta naszog^o doty- 
cz(vcycb, zaręczyć możcm, że iuż oddawna bardzo, tyle razem Dam nifopuśdło łoża spo- 
czynkn, iak wczoraj, nie wyłączuiąc nawet najliozniejszych zebrań porannych w Ogro- 
ozie wód miiierahtyck. Okna, iranki i dymniki wystawione na wschód, zalegli obserwu- 
jący płci obioj. Lokka cłnnura iak wual dobr/o zahaftowany, okrywała zrazu oblicze 
słońca; wkrótce zaczął go zakrywać xi(;żyr. Ktokolwiek niemiał wedle siebie dystrakcji 
ciałami zietnskienu spowodowanych i wytrwał w cinr])liwej i ciągłej obserwacji, mógł wi- 
delec dosyć dokładnie r/adki (bu tak komplctnyj fenomen ciał niebieskich. Chwilami 
aaćntienie ł)yło nawet podwójne, raz zaćmienie słońca przez xictyc; powtóre zaćmienie 

351 



%urjcr Warszawski. 

MÓmienia przez chmury. Zmrok był dosyć mocny; w kilku miejscach uiousŁaiinie pracu- 
iący zapalili świece. Wszakże spodziewano się mocniejszej ciemności, byłaby ta w części 
zaległa nasz horyzont, gdyby chmury nie odbgały promieni słonecznych. Tyle widzie- 
liśmy gołem okiem przez szkła zakopcone; co ^vidzieU więcej Astronomowie zapomocą na* 
rzędzi optycznych, może nam łaskawie powiedzą Tl 84 i, N. 177j. 

Powiedzieli; a Kurjer obserwacje ich zamieścił w szeregu sprawozdań 
jaz zapełnię naukowych. 

Rozporządzenia urzędowe zamieszczał Kurjer przeważnie w całością 
i w tej formie, w jakiej były mu komunikowane, np.: 

— Ober Policmajster M, Warszawy. Na zaonegdajszej Maskaradzie dwie damy 
zamaskowane zbierać raczyły dobrowolno składki na cel dobroczynny, i przy wyjściu 
uzbierane zł. 86 gr. SO, czyli rubli sr. 13 złożyły na ręce Urzędnika Policyjnego służbę 
tamże pełniącego. Odesławszy iednocześnie powyższą kwotę do Warsz: Towarzystwa 
Dobroczynności, oświadczam niniejszym Damom, które składką tą zaiąć się raczyły, po- 
dziękowanie; lecz zarazem wypada mi uprzedzić Osoby, któreby na przyszłość podjąć się 
zechciały zbierania składek podczas Maskarad, że zamiar swój doprowadzić będą mogły 
do skutku za poprzedniem dopełnieniem przepisanych formalności, to icst: po uzyskaniu 
pozwolenia od miejscowej Władzy i po odebraniu na ten cel opieczętowanych puszek 
z Towarz. Dobroczynności. Jenerał-Major Sobolew. P. o. Naczelnika Wydz., A. Puc^ 
(1843, X. 17). 

Dzisiejszy czytelnik, przeglądając dawne roczniki Kurjer a, mimowoli 
występuje w roli arcłieologa, co chwila odnajdującego na tym bogatym tere- 
nie poszukiwań dziennikarskich wykopalisko pierwszorzędnej wartością jakiś 
zabytek nieoszacowany lub szczegół jakiś, wyjaśniający przedmiot w hi- 
storji mato znany lub nie znany zgolą. 

Niepodobna nam wszystkich tych zabytków w tern miejscu odtwai*zać^ 
bo, jak zaznaczyliśmy na wstępie, przyszłoby nam całe roczniki przedruko- 
wywać. Znowu więc poprzestajemy na wyborze najciekawszych, pozo- 
stawiając ich ocenę samemu czytelnikowi. 

— W numerze 151 zeszłorocznego Kurjer ka wspomnieliśmy o pamiątkach po Ja- 
nie Kochanowskim w Czarnoleńu pozostałych, a między innemi o krześle poręczowem do 
mieszkania Ojca Poetów naszych naleźąccm. Krzesło to było w tych dniach w Warszawie 
i odnowione zostało z zachowaniem wszelkich cech sprzętów XVI wieku, pi-zez znanego 
z talentu i gustu Snycerza JP. Lindner. Herb Kochanowskich (Korwin) skopiowany 
z modelu herbu istniejącego na drzwiach żelaznych w Czarnolesiu zdobi to krzesło; obicie 
jest ze skóry złoconej hiszpa^hskiej (z Korduby) dwa wieki dawności liczącej, którą klasz- 

352 — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

tor w Wysokiem' hole sąsiedni Czarnolasu, Wlak-iciolt-o ciekawej pamiątki po hochatiotr- 
skim o fiarować raczył (1843, Nr 295). 

Jeden z najpłodniejszych Autorów naszych tegoczesnych J. I. Kraszewski, znany 
% tylu diieł wartości prawdziwej, spodziewany iest tej iosicni w Warszawie; a w tych 
dniach ma tu przybyć Radca Stanu Korzeniowski, Autor wielu dzieł dramatycznych, 
które z takiem zajęciem temi czasy na scenach obu Teatrów Warsz: widziane bywały 
a844« N. 264). 

Dawna moda noszenia sukien z ogonami, przed laty kilku za granicą i w Warsza- 
wie wznowiona, zaczyna znowu powracać. Uważano iuż w salonach kilka sukien, \cIo- 
kących się na parę cali po ziemi, co zapewne w ciągu zimy przedłuży się ieszczc (1844, 
I^r 382). 

W Wiedniu teraz bardzo jest w modzie, dawać do herbaty lub kawy cukier w ko- 
steeskaoh sześciennych od pół do jednego cala wielkości mających. Cukier taki nie jest 
sąbasy ale w foremkach wytłaczany. Jest on w tem dogodniejszy, że pakuje się łatwo, 
nie potrzeba go rąbać, a ufarbowany na różowo, niepospolicie wygląda. W Warszawie 
w jednym miejscu przy herbacie dawano cukier podobny (1845, N< 4). 

Członkowie Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego, najmłodsze- 
go z klnbów sportowych n nas, z przyjemnością zapewne dowiedzą się z Ku- 
rjera, iż zabawy łyżwowe mają w Warszawie swoje historję, sięgającą jesz- 
cze połow}' zeszłego stulecia. 

Ślizgawki, są tej zimy w Europie najmodniejszą zabawą; Gazety Londyńskie 

ieszcse donoszą, że X-źe Albert Małżonek Królowej Wikto iji, prawie codzieu używa tej 

pr^emności; za jego przykładem idą Lordowie, młodzież elegancka i mnóstwo ludu. 

Ślizgają się w l^aryżu, co rzadko wydarzało się w tej stolicy; a co iost nadzwyczajnością, 

ttizgi^ą się teraz w Madrycie, Turynie, Medyolanie, etc. U nas w przyjemnych Po- 

wątkach, w miejscu zwanem Izabelin, urządzono bardzo starownie ślizgawkę, a na tę 

zabawę licznie przybywała Warszawianie, zwłaszcza, że w przyległych pokojach można 

dostać różnych posiłków potrawowych i napoiowych. Widziano iuż w Izabelinie ślizga- 

iących się, nietylko Kawalerów, ale nawet i Damy. W Kronice wychodzącej niegdyś 

w Dreźnie, pod rokiem 1755, taka była wiadomość z Warszawy: Wisła całkowicie okryła 

się lodem. Król (August 3-ci) dla urozmaicenia zimowych zabaw, kazał urządzić drogę 

flizgawkową od Saskiej -Kępy do Solca, i polecił, aby młodzież dworska odbywała na 

iyłwach wyścigi, naznaczając 200 tynfów nagrody temu, który naprzód dośliźnie się do 

mety oznaczonej chorągwią. Jakież było zadziwienie, gdy codzień przez cały tydzień 
wnystkich ślizgających prześcigała jedna z garderobian dworu Królowej, a zatem co- 

liień otrzymywała nagrodę, co przez tydzień wyniosło 1,400 tynfów (iak w owe czasy 



KtląikA Jablleawowa. 



353 - - 23 



bardzo znaczna kwota). Ta g^ardcrobiana nazywała się Szarlotka. Ostatnieg^o dnia 
ślizgawki miodz^' ścig^aiącemi się i goniącemi Szarlotkę był ieden z Kamerdynerów Kró- 
lewskich, miody, przystojny i powszechnie lubiony; iuż prawie dościgał Szarlotkę, lecz 
upadł i złamał rękę. Szarlotka bardzo martwiła się tym przypadkiem, i oświadczyła, że 
nowemn kalece odstępuje całą nagrodę, otrzymaną za wyścigi. Król, dowiedziawszy się 
o teni oświadczył, że da znaczny posag Szarlotce, a kalece przeznaczy dożywotnią pensję, 
ieżeli ta ]>ara połączona zostanie związkiem małżeńskim. Co zostało dopełnionem w osta- 
tni Wtorek zapustny (1845, N. 15). 

Cechą wybitną działu bieżącego w Kur jerze — była zwirzłość. Od cza- 
su do czasu jednak pismo^ w ostatnieli latacli Dmui^zewskiegO; zaczęło i)oda- 
Avać wiadomości dłuższe, ogólniejsze, w formie feijetonowej. 

Jeden z takich feljetonów bieżących przytaczamy w całości, i dlatego, 
że doskonale scharakteryziye styl ówczesny Kurjera i że może służyć za wy- 
czerpującą odpowiedź na zapytanie, jak i gdzie przed óO-ma laty bawiła się 
Warszawa? 

„Co tam masz nowego?" — zapytał wczoraj zraiia ieden z bawić si«: lubiącycłi War- 
szawian, lokaia swoiego, który wchodząc z rana do pokoju sypialnego Pana, trzymał 
w ręka pęk różnorodnych afiszów. «Af sze. Jasny Panie, a iest ich dosyć; są i czarne, 
i czerwone, dażemi i małemi literami drukowane i z jakiemiś maszkarami także." «Po- 
każ no mi czerwony?.* Jegomość rzucił okiem na podany sobie afisz z Rozmaitości, 
a wyczytawszy głośno tytuł nowego dzieła «Chcę sobie pohulać"^ rzekł sam do siebie: -Do- 
bra rada..., dziś Niedziela Zapustna..., za 2 dni Popielec., post..., stare przysłowie mówi: 
• Hulaj dusza, pókiś młoda.*." a więc kiedy t^k, skoczył równemi nogami z łóżka i w ko- 
stiumie Adama wykrzyknął radośnie: „ Chcę sobie pohulać!" 

Jak powiedział, tak się stało, 
I ubawił się nie mało. 
Zaraz z rana wyprawił Jana po bilety do Sal Redutowych na Koncert DeL^rii 

i PiattegOy do krzeseł na Rozmaitości, do loży 2-go piętra Wielkiego Teatru na Maskara- 
<]ę, a nawet tak się rozhulał, że kazał kupić bilet do Nowej Resursy na bal dla Starców 
Ewang:, chooiaż ten dopiero za 2 dni przypadał (iutro). Biła !^wlaśnio 11-a na zegarze 
zamkowym, kiedy Janek powrócił do domu z wszystkiemi biletami i złożył Panu resztę 
20 stu-złotowego papierka w kwocie złp. 67 gr. 15. Jegomość ubrał się elegancko: 
wdział pantalony kortowe od Woje Maiewskiejro, kamizelko od Urbana, rajtrok od So- 
kołowskiego, przepyszny krawat spioty kosztowną szpilką z pod filarów, surdut watowa- 
ny z (Uugim stanem podług ostatniego żurnalu, wdział na głowę ufryzowaną przez Wicu- 
sia, kapelusz niski od Madalińskiego, uchwycił w rękę laskę ze złoconą gałką od Czaba- 
na, a schowawszy do kieszeni fular walter-skotowy, dobrzy nadziany biletami bankowemi 
puljares i woreczek brzemienny dusiami, ruszył na miasto z rękawiczkami żółtemi, nie.., 
fizatirowemi... tak, tak, szafirowemi, pomrukując sobie w duchu tytuł sztuki w Rozmaito- 

1?54 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

-^iaoh: Chcę sobie pohulać. A żo go Mama za młodości napominała często, aby w Nie- 
dzielę o obowiązkach swoich niezapominał, nicpomiiąiąc zbawiennej radj, był najprzód 
w Kościele, i nieoglądaiąc ani na prawo ani na lewo, Mszy Ś-tej wysłuchał. O 12-tej, 
dopadłszy Stejnkellerki, ruszył spacerem do Alei, aby odetchnąć swieżem Mokotowskiem 
.powietrzem, co wielką przyiemność sprawiło po niewczasach karnawałowych, chociaż to 
azczerze wyznać musimj', w rzeczywistości powietrze warszawskie nadewszystko cenił. 
O 1-ej był na koncercie, rozpływał się melodją czarownej artystycznej spółki fortepjanu 
z basetlą, powiedział dzień dobry znaiomym Damom i Kolegom, a że świeże powietrze 
saostrzyło apetyt, zasiadł u Marego do dnbeltowego kotletu, i od niechcenia zjadł sobie 
objadek* Przez całe popołudnie ieździł po spacerach; był na Wiejskiej kawie, w Zielo- 
nym i w Wiejskim ogródku^ u Ohma, a nawet i do Izabelina poicchał, wszędzie lizną- 
W8^ to filiżaneczkę kawy, to szklaneczkę pączyku, to znów pączków, lubiakąś przekąskę. 
O 7-ej poszedł na Teatr widzieć iak hulaią w Niemczech, podhulawszy iuż sobie nieźle 
w Warszawie. Z teatru, nie wychodząc z pod iednego dachu, przeniósł się na maskara- 
-dę, a chociaż to było ieszcze dość wcześnie, nie pożałował tego, bo nadobne czarne domino 
zaintrygowało go wielce. Spacerował z niem wieczór cały, podał rękę do Teatru, i iuż 
zapraszał na kolacyjkę do Poziomkiewiczowej, kiedy w tern domino, spostrzegłszy z daleka 
iakąś niepocieszną figurkę, co na męża wyglądała, puściło rękę szczęśliwego Jegomości 
i znikło wśród natłoku masek. Było to wielkiem przeciwieństwem dla naszego Jegomo- 
ści, ale zniósł ie mężnie; sowita kolacja Hertego, którą spożył z przyjaciółmi, i kilka bu- 
telek szampana wróciły dobrą harmonję myśli, a gdy nad ranem wracał iuż do domu 
s przyjacielskiego baliku, przyznał sobie w duchu, że pohulał w istocie (1845, Nr 32). 

Jako pendant do powyższego powtarzamy za Kurjerem: 

Uwagi dane przez Matkę Córce, udaiącej się pierwszy raz do stolicy. 

Niech cię Córko wszyscy Święci 

Zachowają od złych chęci; 

Unikaj hucznych balików, 

I wymuskanych fircyków. 

Gdy cię młokos gdzie powita. 

Dość „JCs^^tem zdrowa"* i kwita, 

Nie zważaj na modno słowa, 

To twa dusza będzie zdrowa. 

Przede wszy stkicra nie chodź sama, 

O to prosi cię twa... Mama. 

(1845, Nr 85.) 

Mówiliśmy obszernie o „doniesieniach'' prywatnych w dziale bieżą- 
cym. Do typowych należy bezwątpienia następujące, a zwłaszcza jego 
-dopisek: 

305 - 23' 



l{urjer Warszawski. 

Mani zaszczyt donieść Szanownej Publiczności, iż z dniem Ś-go Michała r. b. prze- 
niosłem moie mieszkanie z ulicy Podwal na ulicę Bielańską pod ^'r 598, naprzeciw pała- 
cu KcssowskicL; polecam się więc łaskawej pamięci, zapewniając, że iak dotąd, tak 
i nadal starać się będę akuratnością i rychłcm wykończeniem robót zasługiwać na wzglę- 
dy. Jan Bednarski, Krawiec męzki. (Właśnie gdy to uwiadomienie przysłał podpisany do 
ogłoszenia, Eedakcja Kurjera otrzymała od osób, dla którycli ta pracownia dostarczała 
różne ubiory męzkie, Artykuł dziękuiący za wybornie wykonaną robotę, prędkie ukończe- 
nie i cenę umiarkowaną) (1845, Nr 309>. 

Kur jer Dmuszewskiego odznaczał się wyjątkowem ugrzeczDieniem. 
Czy to gwoli tej uniżoności, czy też z powodu dziwactw stylowych i języko- 
wych, Dmuszewski nawet nieboszczyków tytułował .Jaśnie Wielmożnymi''; 

Według odebranej wiadomości z Kamieńca Podolskiego, umarł tamże w nocy 
z dnia 17-go na 18-ty Listopada roku zeszłego zasłużony i powszechnie poważany JW. 
X. Marczyński Wawrzyniec, Doktór Teologji, Kanonik i Kanclerz Kapituły katedralnej 
Kamienieckiej, Kawaler ordeiu S-tej Anny. Autor Statystyki Podola iinnycli dzieł uczo- 
nych (1845, Nr 5). 

Kobieta — miała zawsze w Kurjerze stałego praw swoicli obrońcę 
W sprawie kobiecej roczniki naszego pisma przedstawiają wielce bogaty 
materjał, Kurjer bowiem szedł w niej nieraz dalej, niż organy najbardziej 
postępowe. 

Rzecz prosta, iż początkowo, gdy sama „sprawa" nie istniała jeszcze, 
i Kurjer zajmował zgodne z duchem czasu stanowisko. Jakie zań było to 
stanowisko i jaki ten duch czasu — pouczy nas charakterystyczne usprawie- 
dliwienie się redakcji z roku 1846: 

W chwilach znużenia po balach i maskaradach tegorocznego karnawału, który 
żwawo postępuie naprzód, wcisnął się nam do Hozmaitobci wtoikowego Kurjerka arty- 
kulik z pisma obcego, zdaiąoy się mieć na celu zaprzeczenie Damom, którym 5-ty krzy- 
żyk żjcia zachodzi, piawa do nazwy płci pięknej. Taka herezja, w^znaienj, nie zgadza 
się z zasadami Kurjeika, który niepizeiwanie tchnie uwielbieniem dla wdzięków Dam 
młodych, wdzięcznością dla wzorowych Żon i Matek pizyszlego pokolenia naszego, 
a uszanowaniem dla tyth zacnych Matron, którym BÓG dla pocitchy Dzieci, Wnuków 
i Prawnuków sędziwego wieku doczekać pozwolił. Po tem szczerem wyznaniu, zgodnem 
z niezachwianemi od lat tylu uczuciami, mamy prawo spodziewać się, że mimowolne- 
wkradnięcie się nienaszego artykuliku wybaczonym zostanie. I uczony Homer drzymał 
czasem, czemużby Kurjerkowi choć raz* zmrużyć oka nie było wolno? Powiemy więcej: 
Homanso-pisarze dzisiejsi najsławniejsi, nie w samych tylko pączkach róż, szukali Boba- 
tyrok swoich; Balzak ubóstwił trzydziestoletnią, a Bernard równy mu w wziętości pisar- 

856 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

skiej, czterdziestoletnią kobietę. Znajdzie się zapewne niebawem autor, który zarzuci 
zupełne kłamstwo owemu Młodzieniaszkowi mniej rozważnemu zagranicznych Rozmaito- 
ści, przyjmując za wzór do dzieła swego pięćdziesięcioletnią kobietę, niejako zwolennicz- 
kę myśli płochycłi i postępowań nierozważnych, ale iako wzorową Żonę, przywiązaną 
matkę, zacną Obywatelkę. Gdyby mu brakło wzorków, niech zjedzie do Warszawy, a ta 
notatki jego zapełnią się niebawem. (Zbytecznym prawie znajdujemy nadmienić, że ty- 
tuły romansów Balzaka i Bernarda, do których wyżej zastosowanie uczyniliśmy, są: La 
Pemme de trente ans, pierwszego, a La Femme de quarante aus, drugiego) (18^, Nr 22). 

Opisując znowu zebrania towarzyskie w ogrodzie Avód mineralnych, 
Kurjer powiada: ,Jeden z biegłych statystyków obliczył na prodce, że na 
100 kobietach w Polsce jest 50 pięknych, 30 pełnych wdzioku, 20 które 
albo pięknemi, albo miłemi były i t. d." (1841, Nr 196). 

Więcej nawet! Bo oto w epoce, kiedy Kurjer nie miał współpracowni- 
ków, już współpracownikami przygodnymi były— kobiety: 

Kurjer co jak niegdy Djabel kulawy (Losaża) wszędzie się wkręci i musi wie- 
dzieć, co się jednocześnie nawet na stu punktach Warszawy dzieje, Kurjer tym razem 
^90d posładą ciekaw^ kobietki zauważał i notował „toalety na zabawie" (1848, Nr 17). 

W każdej sprawie, mniej lub więcej ogół interesującej, naturalnie, 
Kurjer brał udział czynny: 

Za lat 3 Wiejska Kawa obcłiodzid będzie 50-letni Jubileusz swego istnienia. Na 
dzień ten, w którym zapewne cała Warszawa życzliwość swoią okaże, niech PP. Wła- 
ściciele sklepów korzennycti przysposobią zawczasu zapas najlepszej moka, takiej, iaką 
^Iko smakowało podniebienie Wielkiego Inbondokani, albo tureckiego Mamamuczy. My 
obiecaiemy z naszej strony napisać stosowny do okoliczności dytyramb, wydrukować go 
własnym kosztem w Drakami Kuijerka, i rozdać wszystkim przybywaiącym dnia tego na 
Wiejską Kawę, nb;, ieśli Ciż te wierszyki przyiąć raczą (1816, Nr 55j. 

Liczono się też zawsze z jego zdaniem, nawet w kwestjach... mody: 

Na odezwę Szanownych Starszych Zgromadzenia Kapel uszniczego, publicznie do 
Redakcji Kurjerka wczoraj uczynirną, z zapytaniem, na iakim źródle opiera się uwaga 
naiiza nawiasowa (obacz N. ICO Kurjerka), .że moda kapel uszów mężczyzn uległa nieia- 
kiej zmianie*; i że „kapelusze te nie robią się iuż tak nizkie ani z brzegiem tak wązkim 
iak ie noszono dotąd"; liedakcja ma honor zawiadomić, iż wyrzeczenie swoie oparła na 
uwadze żurnalu Petit Courrier des Dames z dnia 30-go z. m. Nro 18, w tych słowach 
zawartąj: , Kształt Kapeluszów, zdaie się, zmienił się nieco; ronda są więcej szerokie, 
płaśdejsze, a głowa wyższa" (1846, Nr 104). 

- 357 



l\urjer Warszawski, 

Notując skrzętnie wszelkie objawy przyrody, Kur jer Dmuszewskiega 
czynił zbyt często takie naiwne spostrzeżenia, które jednak w owej epoce 
chętnie czytywano: 

Nigdy leszcze, o ile zapamiętamy, w tak opóźnionej porze roku, iaką iest teraźniej- 
sza, mucby tak gęsto nie latały lak teraz. Onegdaj d. 9 Grudnia!! na stole iadalnym 
iednego z Czytelnikó\v Kurjera, zjawiło się aż kilkanaście żywych much, domagaiąc się- 
natarczywie swoiej bułki i kawy (1846, Nr 329). 

obok których przytaczał i informacje poważne: 

Komisja Rz: Spraw Wew: i Duch:, d. 11-go z. m. zezwoliła na zaprowadzenie - 
w Warszawie Zgromadzenia Pryncypałów kunsztu drukarskiego, pod nazwą: ^Zgroma- 
dzenie Drukarzy Warszawskich"; nadto zezwoliła, aby Czeladź używała nazwy Snbje* 
któw. Magistrat Miasta Warszawy przeznaczył na Komisarza do tegoż Zgromadzenia- 
W-go Stan; Mazurkiewicza, Ławnika Magistratu Wydziału Kass (1847, Nr 91). 

Pałac Nr 493 przy ulicy Miodowej (zwany Pałacem Paca), własnością Skarbu Kró- 
lestwa będący, wystawionym zostaje na sprzedaż w drodze licytacji publicznej, poczy- 
uaiąc od summy rs. 80.000 (/łp. 533.333 gr. 10). Licytacja na sprzedaż takową odbędzie 
się w d. 2 (14) Stycznia 1848 r. o godz. 12-ej z południa, w pałacu Komisji Rządów; Przy-- 
chodów i Skarbu, na ogólnem tejże Komisji posiedzeniu (1847, Nr 322;. 

lub podawał wskazówki etykiety współczesnej: 

Donosim Czytelnikom i Czytelniczkom, że wedle przyiętych zasad etykiety kores-- 
pondencyjnej w świecie eleganckim, nie można przysyłać bileciku nawet z kilku słów zło- 
żonego bez włożenia go w kopertę i zapieczętowania lakiem. Opłatki ślinione, listy 
i bileciki składane bez koperty, z użycia wywołane zostały; iedynie tylko opłatki z wierz- 
chu przykleiane, są cierpianemi (1847, Nr 180;. 

A czynił to wszystko z wrodzoną Dmuszewskieniu skromnością: 

Nasze pisemko szczupłe, lekkie, ile zdoła, wszystko pragnie objąć, obejrzyć, a co* 
uzbiera w swym przelocie, pokazać i sprawiedliwie pochwalić łaskawej Publiczności. 
Kurjerek obiega dalekie strony, ale najmilej mu w Warszawie, w rodzinncin swem gnia- 
zdeczku, gdzie pielęgnowany pożywnemi względy czytelników, wyrósł na 261etniego mło- 
dzieńca: tu dla niego wszystko miłe i drogie iak w domu. Zaledwie wyjdzie z pod 
prassyt ieszcze rcUgotny, chwieiący si§ od nieśmiałości i obawy, iak przyjyną iego żniwo, owoc 
całodzienni i całonocnej pracy^ aliśoi postrzega nowe kłosy, których wczoraj nic dojrzała 
lab które dziś dopiero i jakby cadem wyrosły z ziemL I w tej chwili, o czemże to Kuije* 
rek doniesie, co wczoraj dopiero zabłysło? oto o nowem cacku przeslicznem, świeżem, 

3n8 • 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

a znanej iuż dobrze wartości ! Nie chcemy długo roziątrzać ciekawości czytelników; oto 
iest sklep galanteryjny P. Popczyńskiego, na Krakowskiem Przedm:, wprost gmachu To- 
warzystwa Dobroczynno^(;i (1847, Nr 237). 

Powyźs/emi cytatami zamykamy czasy Dmuszcwskiego. 

I tu powstaje pytanie: jakie były źródła informacji Kurjerowychf Od- 
powiedź prosta, już z samej treści i stylu przytoczeń powyższycłi wynika- 
jąca: Kurjer jeszcze nie miał wtedy stałych współpracowników biurowych, 
nie znał jeszcze reporterji, a wyłącznym dostawcą ^nowin" — był jego re- 
daktor. 

Na owe czasy wystarczało to najzupełniej, a zarazem, zapewniając pi- 
sma ścisłość i prawdomówność, wyrabiało w publiczności zaufanie do dni- 
kowauego w Kurjerze słowa. 

To też J)muszewski mógł śmiało pisać, „że myśliwi maią bardzo złą 
reputatyę pod względem prawdy. Iły w iiaszem powołaniu nie iesteśmy 
zwolennikami polowania; a chociaż Kurjerek zabawia się codzień poUnocardeni 
iia nowinki, przecież to rodzaj inakszy i nieszkodliwy" (1842, Nr 236). 

W braku zaś korespondentów za granicą, Kurjer posiłkował się infor- 
macjami, otrzymywanemi przez znajomych i przyjaciół redaktora, i w takich 
razach pisał ogólnikowo, np. że j^ Listy z Wiednia w Warszawie odebrane przy- 
niosły smutną wiadomość o nastąpionym w tych dniach zgonie ś. p. Xię- 
inej Marji Czartoryskiej, Małżonki JO. Xięcia Kons: Czartoryskiego" (1842^ 
Hr 325). 

Lecz ogół inteligencji nie pozostawał obojętnym dla swego organu. 
^Nieieden z łaskawycłi Czytelników „Kurjerka** — czytamy w N-rze 195 
z r. 1846 — nadsyła ttain czasem stooie trzy grosze do pomieszczenia w tem 
pisemku. Jedne z tych artykulików są dohre, i te skwaplitme umieszczamy^ te 
zaś; które zakres naszego pisma przechodzą, albo nie stosuią się do iego za- 
sad, aczkolwiek z równą co i pierwsze wdzięcznością, reponniemy ad acta. 
Przeglądaiąe tym sposobem odłożone na bok materjały, znajduiem w papie- 
rach z roku 1820 niewiadomo iakim sposobem zawieruszoną a nieumieszczo- 
ną wiadomość^ i t. d. 

Powtarzamy, zapewniało to pismu autentyczność jego informacji. Dla 
jej zachowania, Kurjer unikał najusilniej wiadomości, które mu się niepe- 
wnemi wydawały, a gdy już zdecydował się podać jaką (np. o dobrym 
uczynku służącej Kasi, gdy ambo wygrała), zaraz zaręczał, iż ^wiadomość 
ta została udzielona przez osobą szanowną*^ (1830, Nr 9); innym razem, pisząc 
o zorzy północnej, zaznacza własną powagą, że to „wiadomość dokładna" 
(1838, Nr 35); innym jeszcze rozpoczyna informację słowami: ^osołni wiary- 
godna opowiadała nam wypadek i t. d." (1843, Nr 72)^ wreszcie, donosząc np. 

359 



T\urjer ^Waraiawski. 

o ukazaniu sio bobrów ua Wiśle pod Warszawą, dodaje w nawiasie: „tę 
wiadomość mamy od osób unary godnycli^ (1841, Nr 3). 

Wreszcie, za czasów Dmuszewskiego spotykamy jeszcze jedno źródło 
informacyjne. Oto Dm. miał szczególne upodo))anie do starych ręko- 
l)ismów ! Skoro więc tylko do rąk jego dostały się takie notatki, czy pa- 
miętniki, czy rejestry, czy listy, czy rzadkie druki — wybierał z nich cieka- 
AYSze ustępy i w Kurjerze drukował. Nie gardził nawet zwitkami papie- 
ru, po sklepikach do zawijania pieprzu uźywanemi, jeżeli znalazła się ua 
nich jaka notatka (1846, Nr 127). 

Cz^iiamy więc bardzo często wiadomostki np. w rodzaju następującej: 

W i\'kopiśinie Palostranta Lo<^i czytaliśmy, żo w dniu Ś-toj Korduli r. 1746 (polu- 
trze lat 100) był ślub na Pradzo Kowalczanki, maiąctej 3 nogi, z ljogat\ m Przekupniem 
niaiąoym 2 nosy (18415, Nr 279). 

Było to źródło bardzo obfite, a składały się na nie najpierw notatki 
Dunczewskiego, później „rękopis'' palestranta Logi, „wydawany w kształcie 
kalendarzyka" (1847, Nr 281), nakoniec notatki Dekerta. 

Idąc śladem tych swego rodzaju „kronikarzy", i Dmuszewski prowa- 
dził pamiętnik, z którego jednak jego następcy bardzo słaby zrobili użytek, 
(1848, Nr 342 — 1850, Nr 15), a który dziś zaginął bez śladu... 

To upodobanie do poszukiwań kronikarskich sprawiło, iź Kurjer przed- 
stawia jedyny bodaj materjał historyczny do dziejów, nietylko miasta, lecz 
i >vielu instytucyj, przedsięwzięć i t. d. Materjał ten mieści sic, nietylko 
w dziale bieżącym, w którym Kurjer podawał wiadomości świeże, dzienni- 
karskie, lccz wprost w formalnych opracowaniach, jakie od czasu do czasu 
również w tymże dziale dnikował. 

Pod tym względem pismo nasze bezwarunkowo ma zasługę niezaprze- 
czoną i pod tym też względem niewątpliwie jest w prasie jedynem. 

Zwyczaj zaś rejestrowania w formie, że tak powiemy, treściwych mo- 
iiografij faktów z przeszłości danego wypadku współczesnego przetrwał po 
dzień dzisiejszy: Kurjer^ zanim posiadał stałych współpracowników, przede- 
wszystkiem miał takiego kronikarza miejskiego. Był nim najpierw sam 
Dmuszewski, potem, lecz jeszcze za jego redakcji, Ignacy Zagórski, „które- 
mu Kurjer niejednokrotną winien ciekawą wiadomość" (1845, Nr 294), da- 
lej Wejnert, Sobieszczański i t. d., dziś wreszcie jest nim Ileppen... 

Nad tą grupą informacyj zatrzymujemy się tu dłużej, przez cały bo- 
wiem szereg lat— bo do r. 1870-go, stanowi ona jedno z najobfitszych źró- 
deł działu wiadomości warszawskich (bieżących), jak od r. 1870-go znowu 
jeden z tematów najczęściej opracowywanych w dziale artykułów wstępnych, 

360 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Ażeby nprzytomnić całe bogactwo tego materjału, zadaliśmy sobie pra- 
cę sporządzenia wykazu główniejszj^ch notatek kronikarskich^ zawartych 
w rocznikach z lat oO-u, t. j. do r. 1870-go, późniejsze bowiem znajdzie czy- 
tdnik w „Skorowidzu" niniejszego dzieła. Wykaz podajemy w całości, 
przeświadczeni, iż nadługo będzie on jedyną wskazówką bibijograficzną dla 
histoiyków naszego miajsta i jego insfytucyj lub dla historyków zwyczajów, 
obyczajów i t. d. w ogóle. 

Oto przedmioty, jakie zostały przez Kurjer szczegółowo pod względem 
dziejowym opracow^ane: 

Dawne obchody weselne . . r. 1825 Nr 158 i ]826 Nr 36 i 243 

Szybkobiegacze w XVin w. (laufry) 

Jarmarki łowickie 

Pensjonaty żeńskie • 

Polowania pod Warszawą . 

Burze i trąby powietrzne . 

Morowe powietrze 

Balony w r. 1731 i 1785 . 

Karły i karzeł Bebe . 
Padarki noworoczne 1638 r. 
Targi gołębie na Zapiecku . 
Teatr w pałacu Saskim 

(Od r. 1828-go przez czas pewien notatki tej kategorji zamieszczano 
w dziale ^Rozmaitości" (dzisiejszym „Ze świata''), rozszerzonym, co środa, 
pdźniej co sobota). 

Sklepy i wystawy sklepowe . 1840 Nr 295 i 1841, 229. 

Pałac Saski (z powodu restauracji 

tegoż) .... •„ 331 

^Gościnny Dwór" . . . 1841 270 

Groby po kościołach przed Wiel- 
ką Nocą .... 1842 84 

Spis kościołów według porządku 
lat ich wzniesienia . 

Gkdary na Wiśle 

Szczepienie ospy 

Ulica Jasna .... 

Dom Uruskich 

361 



%) » 


215 


}> 


230 


}} 


236 


ff 


264 


;? 


289 i 1826, Nr 162 


1826 


149 


;; 


27 i 1841, 318, 1850, 




174,202,212. 


;; 


300 


1827 


różne 


• ł> 


182 i 1848, 136. 


» 


194 



1843 


101 


;; 


263 


1844 


130 


» 


171 


;> 


127, 192. 



l^urjcr Warszawski. 



77 
77 



77 
77 
» 

77 



1845 



Wylewy Wisły .... 
Dom na rogu placu Zygmunta 

i ilariensztadtu 
Restauracje warszawskie 
Ulica Gęsia (zkąd nazwa Vj 
Ulica Żelazna ,, ,, 
Oświetlenie gazowe . 
Ulica Foksal 
Szyldy sklepowe 
Ratusz (wybudowany na wiano 

ks. Czartoryskiej z domu 

Jabłonowskiej). 
Rynsztoki (dawniej środkiem ulic) 
Posesja ^Karczoch" . 
Podanie o Bazyliszku 
Taniec „Polka" 
Loterja u nas . 
Wilanów . 
Resursa Kupiecka (pałac Ossoliuskicli) „ 
Zabawy ludowe na pi. Krasińskich 
Trynitarze .... 

9 

Pałac Branickich na Now. Świecie 
Kawiarnie .... 
Plac „pod Lwem" 
Budowle Corazziego . • 
Teatru bistorja 

Monet dziejie .... 
]tfagazyny rycin 
Ulica Jerozolimska . 

Mokotów 

Historja Warszawy . 

Instytut nioral. zaniedb. dzieci . 

* 

Bractwo 8-go Roclia . 
Łabędzic w Warszawie 
Akrobaci ..... 

Gisernie 

Parasoli bistorja 
Obserwacje Magiera . 
Numizmatyka .... 
Saska Kępa . . 



1844 Xr 198 i 1850, 26 



77 



;; 
;? 
;> 
;? 
;; 
?; 
?> 

'.7 

1846 

77 

;^ 

1847 

77 

1848 



213 

216 i 1846, 6. 

225 

281 

226 

260 

265 i 1845, 104, 



1849 



268 
274 
283 
287 
315 

24 

84—91 

98, 290. 
112 
116 
261 

266 i 1851, 81. 
267 
271 

277, 288 i 1846, 31 
283 
285 
294 
332 
336 
342 

24 i 1848, 90. 
131 
170 

239 i ] 849, 235, 
261 
172 
185 
189 



362 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



Lokal władz gubern. . 






1849 Xl 


r265 


Teatry amatorskie 






1850 


15 


AYystawy krajowe 






ff 


21 


Szlichtady 






1851 


17 


Pałac Szymanowskich 






yt 


111 


Monarchowie W Warszawie 




}} 


137, 150 


Królikarnią 


• 




jf 


141 


Instytucje dobroczynne 


w Warszawie „ 


167 


Instytut szlachecki 






7P 


200 


Wodociągi 






77 


222 i 1852, 306 


Ulica Mazowiecka 






>7 


229 


Źeglaga . 






;? 


256 


Sztukmistrze 






7? 


318, 321. 


Instytut oftalmiczny . 






1852 


230 


Marywil . 






?; 


241 


Opera (Elsner) . 






;; 


251 


Litografja. 






?; 


296, 303, 324. 


Folwark Śto-Krzyzki 






1853 


228 


Kościół ewanijielicki . 






1854 


264 


Teatry prowincjonale 






1855 


40 


Dziennikarstwo. 






1859 


213 


Hotele 






1865 


218. 



W wykazie tym pomijamy dział mód, jako systematycznie prowadzo- 
ny od początku istnienia Kurjera, Możemy tylko zaznaczyć, iż z opisów 
Kurjerowych, jako niezmiernie dokładnych, dałyby się ułożyć formalne ta- 
bele i wzory strojów damskich i męzkich od r. 1821 -go!... 

Po r. 1865 na czas krótki notatki historyczne ustają, by odżyć w arty- 
kułach wstępnych, które zapoczątkował Sobieszczański w r. 1877-ym, dru- 
kując cały ich szereg, obejmujący dwie monografje; „Kamienice Starego 
Miasta^' i „Stara Warszawa". Była to podobno ostatnia praca tego historjo- 
grafa Warszawy... 

Jeżeli w drugiem i trzeeiem dzicsi(;cioleciu istnienia Kurjera rubryka 
irspomnień i notatek historycznych w d/iale bieżącym stanowczo się utrwa- 
liła, to w tymże czasie inna znowu rubryka tegoż działu powoli utrwalać się 
zaczynała. Mówimy tu o artykułach okolicznościowych: początkowo Kurjer 
tylko notował wypadki i fakty, z czajsem zaś — dany fakt poprzedzał stoso- 
wną charakterystyką. Tak więc w dzień Zaduszny podał opis cmentarzy 
(1844 Nr 294 i 1846 Xr 291), na jubileusz Guttenber-a, obchodzony uro- 
czyście w Niemczech d. 24 czerwca 1840 r., — zamieścił wykaz dat wprowa- 



363 



I^ur/er Warszawski, 

dzenia drukarń w kraju (1840, Xr 163), z powodu AYiclkiego Tygodnia 
i zwyczaju odwiedzania Grobu Zbawiciela — wydrukował chronologię świą- 
tyń warszawskich (1843, Nr 101) i t. d. 

Takie wzmianki okolicznościowe roz[)Owszechniają się w ogóle od ro- 
ku 1837-go, kiedy Kurjer nie poprzestaje w dziale bieżącym na suchej reje- 
stracji i na stylu kronikarskim, lecz usiłuje barwnem piórem feljetonisty 
kreślić obrazki z życia miejskiego. Spotykamy więc: na Nowy Rok opis 
ruchu ulicznego, zabaw, sklepów i t. d. (1837, Nr 2), opisy rozrywek Prima 
Aprilu'o\yych (Nr 87), opis zabawy dobroczynnej w resursie Kupieckiej z lo- 
terją fantową „od lat kilku zaniedbanej" (Nr 98), wycieczek na Bielany 
(Nr 126), obchodu Św.-Jańskiego (Nr 164), spacerów w ogrodzie Dikerta 
i Krasińskiego, z którego to powodu Kurjer pisze o sobie: j,gdzie się udać? 
tu nęcą Łazienki, tu Królikarnią, tu ogród Unrua... Figaro tu, Figaro łam I 
trudny wybórl ale Figaro aniator muzyki po wszystkicli tych miejscach cliuńlowo 
tylko baunł, Sihy jedynie powiedzieć, że wszędzie raniej waęcej było gości • 
i t. d. (Nr 169), opis niedziel warszawskich (Nr 220) i w. in. Wszystkie te 
cytaty odnoszą sie do r. 1837-go, w którym redakcja Dmuszewskiego zapo- 
czątkowała zwrot w dziale bieżącym. 

Odtąd już stale rubryka ta się rozwijała, aż ją w końcu do ])rzesady 
doprowadził Kucz, a na umiejętnie zorganizowaną reporterję przekształcił 
Szymanowski. 

Omawiając tutaj jej pierwociny, zaznaczmy jeszcze dalsze [)Osunięcie 
jsię na tej bardzo jeszcze wówczas nieśmiało kształtującej się placówce 
dziennikarskiej. 

AV następnym zaraz roku 1838-ym czytamy w Knrjerze artykuł p. t. 
„Nowy Rok'', w N-rze 1-ym, z opisem zabaw po resursach, poprzedzonym 
uwagami ogólnemi o życzeniach noworocznych; wspomnienie o zwyczaju 
odwiedzania Bonifratrów w poniedziałek Wielkanocny (Nr 85); opisy maska- 
rad (Nr 34), święconego (Nr 102), zabaw Wielkanocnych na placu Krasiń- 
skim (Nr 103) i t. d. 

Jako próbkę stylu ówczesnego w tych feljetonowych wzmiankach 
przytaczamy następujący wstęp do artykułu na 1-y kwietnia: ^Dziś o świ- 
cie obudził się najpopularniejszy świata żartowniś; jego dowcipy, szybsze 
od płynu elektromagnetycznego, kursują jednocześnie na wschodzie, zacho- 
dzie, północy i południu" i t. d. „nazywa się PAma aprilis'^ (1840, Nr 89). 

Szczególnie obfitego materjału do tej rubryki dostarczały Bielany, 
o których Kurjer powiadał: ,, spacer bielański jest wyrocznią mód warszaw- 
skich" (1842, Nr 126) i przyznawał, że „Bielany to żniwo Kurjera** (1848, 
Nr 150). Istotnie, Bielany podówczas wszechwładnie panowały! Dość- 
przypomnieć, że na spacerach wiosennych bywało w lasku „karet, koczów^ 

864 



KSfĄŹKA JUBILEUSZOWA. 

landów^ faetonów 803^ dorożek 805^ bryczek 398^ konno 8G, omnibusy obró- 
ciły 7 razy, kareta kurjerska 7 razy — przez rogatkę marymoncką" (] 842, 
Nr 126). Nic dziwnego, że Kurjer pisah „bo jeśli muzułmanin raz w życiu 
w Meece, to warszawianin na Bielanach przynnjmniej raz do roku znajdo- 
wać się musi" (1841, Nr 143). 

Bielany długi czas walczyły o wyłączność zabaw warszawskich, cho- 
ciaż już i w owe czasy ujawniał się zlekka zwrot ku innym miejscowościom, 
a przedewszystkiem ku Łazienkom. W N-rze 135-ym Kurjera z r. 1845-go 
czytamy: „Łazienki wczorajsze były piękniejsze od tegorocznych Bielan^. 
Słowem, od r. 1837 -go — a w tym czasie właśnie Dmuszewski ustąpił 
z teatru jako artysta czynny — Kur jer opracowuje materjał l)ieżący, pragnie 
podać go w formie staranniejszej. 

Grupę trzecią materjału bieżącego stanowią sprawozdania z prac 
w rozmaitych instytucjach. 

O Towarzystwie Dobroczynności, założonem w r. 1814-ym, dnia 24 
grudnia (początkowo w gmachu konwiktu Pijarów na Miodowej, od roku 
zaś 1819-go— na Krak. Przedm. R. 1837, Nr 253), Towarzystwie Przyjaciół 
Nauk^ Banku Polskim, Towarzystwie Kredytowem Ziemskiem Kurjer poda- 
wał notatki już dawniej; teraz jednak, odr. 1837-go, coraz obszerniejsze. 
Do nich lub na ich miejsce przybywają instytucje nowe, jak Towarzystwo 
.Wyścigów Konnych (pierwsze wyścigi w d. 20 czerwca 1841 r., patrz N. 162 
z t. r.), o którem Kurjer pisze w N-rze 158 z r. 1845 go, wystawy (opisy 
1838, Nr 159 i nast., w sali giełdy 1841, Nr 168 i 171) i t. d. 

Sprawozdania te, zamieszczane wtedy w dziale bieżącym, dziś tworzą 
rubrykę samodzielną p. ii. Z sali obrad, pozostającą w spe- 
cjalnym referacie stałego członka redakcji, p. Ignacego 
Chodorowicza. 

Wreszcie, kategorją czwartą informacyj są t. z. wia- 
domości sezonowe, ukazujące sie w pewnych porach roku 
i z roku na rok niemal stereotypowo. Przejrzawszy 1 — 2 
roczniki Dmuszewskiego, możemy być pewni, że w dal- 
szych znajdziemy: w maju całe szeregi wzmianek o zakła- ign. Chodorowicz. 
dach wód mineralnych, w sierpniu — całe szeregi wiadomo- 
ści o penąjonatach i szkołach; że w grudniu Kurjer będzie opisywał koleń- 
cly, podarki świąteczne i bilety wizytowe, a w karnawale polecał rozmaite 
zakłady fryzjerskie; że w kwietniu znowu ze szpalt jego przypomną się pu- 
Uiczności rozmaite „ogródki"... 

A informacje te prowadzone były tak systematycznie, że gdyby dziś 
kto poszukiwał wiadomości, jakich używano biletów wizytowych, jak obeho 
dzono Nowy Rok, a jak Wielkanoc, jakie były najmodniejsze magazyny 

— 365 




^Kurfer Warszawski. 

mód i fryzjerskie i t. d., — odpowiedź wyczerpującą znajdzie w rocznikach 
Kur jer a, 

I jeszcze jedną kategorje w dziale bieżącym podkreślić nam wypada, 
lecz była ona wyłączną własnością Umuszewskiego i trwała tylko lat kilka. 
Oto twórca Kurjera pod koniec swego życia bawił sic snadź w zbieranie 
przysłów, Kurjer bowiem z tego okresu prawic w każdym numerze literal- 
nie zasypany jest przysłowiami ! Nie przesadzimy, podając ich liczbę co 
najmniej na 3.000. 

Wszystkie te kategorje, jak widzimy, bardziej literackie niż dzienni- 
karskie, zajmowały wydatną część działu „nowości warszawskicli'', który 
po za niemi obejmował już materjał różnorodny, początkowo bardzo ubogi... 

Możemy w nim odróżnić informacje własne i wiadomości nadesłane. 

Do pierwszych zaliczamy notatki o teatrze, kursach giełdowych i ce- 
. nach towarów, spostrzeżenia meteorologiczne, opisy zabaw. 

Do drugich zaś — zawiadomienia władz, rozporządzenia, doniesienia 
księgarskie, nekrologi, doniesienia restauratorów, piekarzy, perukarzy, ma- 
gazynów mód, pensjonatów i t. d. Zwłaszcza w pierwszycli latach drugiego 
dziesięciolecia Kurjera, gdy wiadomości wogóle brakowało, wiadomością 
było wszystko — i doniesienie dentysty, i zawiadomienie menażerji, i odezwy 
sortjerów owiec, operatorów odcisków, kapeluszników, fajerwerkerów i t. d. 
Wszystko to dawano w tekście dziennika, zkąd z czasem przenoszono do 
dziahi ogłoszeń. Ba! nawet dołączenie do Kurjera cennika, anonsu i t. p. — 
już było wiadomością... 

Wypadków miejskich nie notowano prawie wcale. W r. 1845-ym 
zaczęto je bardzo obficie powtarzać z Gazety policyjnej, lecz już w następnym 
rokn zaniechano tych pożyczek. 

Przechodzimy do okresu Kucza. 

Jeżeli już koniecznie mamy się dopatrywać różnicy pomiędzy redakcją 
Kucza a Dmuszewskiego, to możemy zaznaczyć dwie cecliy charakterysty- 
czne: 1) Kucz rozwinął system opisów zabaw, uroczystości, zebrań towa- 
rzyskich, imieninowych i t. d., 2) udoskonalił aż do... przesady zwyczaj po- 
pierania zakładów przemysłowo-handlowych za pośrednictw^em prasy. Dla 
Kacza wszystko, na cokolwiek, proszony, patrzył — było doskonałością... 

Spójrzmy, dla przykładu, na rozpowszechnienie tak wielce powinszowa- 
: nia. Dmuszewski pisał skromnie: 

— 366 . 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Józefowie Szanowni, Józefy nadobne, 

Dziś obchodziemy wasze lube Imieniny, 

Ten Festyn między miłe liczemy Festyny; 

Pędźcie lata pomyślne, błogie i łagodne, 

Niecił każde z Was chwil tjOe najszczęśliwszych liczy, 

Ile w Was Czytelników Kurjerek dziedziczy. 

L. A. D. (1840, N. 76.) 

Jest to ^V2,y tern jedyny przez Dmuszewskiego podznaczony jego artykuł. 
Kucz zaś odzywał się i pretensjonalnie i wielomównie: 

W dnia wczorajszym znakomita, jak wiadomo liczba Józefin i Józefów ze wszecti 
«tron odbierała powinszowania już to w zakresie słownych, a zatem ulotnych życzeń, już 
to pod dotykalniejszą postacią Tortów, Cukierków, Flakoników, galanteiji i butelek. 
Kilka serenad wśród wiclko-postnego milczenia słyszed się dało, rzekłbyś według poe« 
tyosnego wyrażenia, że nad głuchą puszczą śpiewnych rój ptaków przeleciał, chwilę zanó« 
cit i dalej niepowrotnie powędrował. Improwizatorowie również sadzili się na uczczenie 
dnia tak powszechnie obchodzonego; jeden z nich, z kielichem w ręku, oddawszy dauk 
-dobroci, serca i wdziękom zacnej Solenizantki, skończył na zjeinoczeniu sentymenttL 
a gastronomją i naprędce znaną nutę zaśpiewał: 

O Pani, twa gościnność jakże niezrównana! 
Odzież szukać uprzejmości i milszej zabawy? 
Tu się leją potoki węgrzyna, szampana 
Tutaj szczera otwartość. 

.pausa..- ale nietracąc kontenansu dodał: 

i.... smaczne potrawy. 

27ie sapomniano i o Solenizantach na wsi zamieszkujących: 

Ty Józiu, któryś rozbrat wziął z miejskiemi wrzaski. 

Próżno cię od nas dzielą i piaski i laski. 

Dziś Twoje imieniny, przeddzień lubej wiosny. 

Nie zasłonią nam Ciebie ni dęby, ni sosny. 

My Cię i tam znajdziem}^ a stary piwniczy 

Zjo djabła, czy sio jutro z flaszkami policzy. 

Rym jak rym, ale sens jest, a przy szczerei gościnności wszystko dobrze, bo, jak mówi 
przysłowie, powiedział jak wiedział, gdzie siadł, tam siadł, byle tylko zjadł (1848, N". 78). 

- 367 



l:{urjer Warszawski. 

albo z powoda imienin Elsnera: 

Kurjer^ óro przechonywacz lUnn^conych od lat tylu zwyczajófu miejscowych, odda- 
wszy należną wczoraj cześć jednema z solenizantów, nie moie dziś zaspać gruszek w popiele 
i nie wcisnąć si§ do kaidego rodzinnego koia, obchodzącego dzień Ś-tego Józefa, aby swo* 
jem życzeniem, pochodzącem z serca, nie wywiązał się z długn, jaki policzeniem go za 
domownika i przyjaciela nie w jednem kole Józefów zaciągnął. Jest to dla niego naj* 
piękniejszem wspomnieniem, że wcielając się w patryarchalne tajemnice rodzin, dziś temu 
samemu, a dojrzałema już solenizantowi, niesie dań swoją, którema niegdyś jako Józio* 
wi winszował imienin; co więcej, jeszcze tej samej on Józefinie, bije jaż dziś czołem, która 
mu niegdyś djobnemi rączętami wykluwała oczy, orząc po nim skazówką od sylabizówki, 
sporządzoną najczęściej z zęba od grzebienia. Tak tedy zaledwie przetarł oczy swoje, 
czyli mówiąc jaśniej, zaledwie zdołał wymknąć się z pod tłoczni, która go w dniu dzisiej- 
ssym, skutkiem pośpiechu niemiłosiernie dusiła, rusza galopem ku swym staiym znąjo* 
mym, Józefom i Józefinom, i małym Józkom,- bez względu na wiek i płeć, a nawet i odle- 
głość miejsca, i składa wszystkim tyle naraz życzeń, ile w dniu dzisiejszym, sam mieści 
w sobie liter, nie wyłączając doniesień. 

I gdy czcigodnej naszej matronie. 
Ze czcią należną niesie życzenia; 
Wnet jednocześnie na starca łonie, 
Składa mu hołdy w tjm dnia imienia. 
Tu chciałby życzyć zdrowia dostatek. 
Ta znowu złotem sypnąć jak gradem. 
Tu życzyć pójścia przykładem Matek, 
A tam znów pójścia za Ojców śladem. 

Gdyby zaś w tem zespoleniu starości z młodością nie zdołał zawrzeć wszystkich 
swych życzeń, chętnie podążyłby z wyrażeniem innych, bo to życzenie, a zwłaszcza dla 

swych zacnych Czytelników i Czytelniczek, i całego grona drobiazgowego, co na widok 

Kuijerka już łaskawie uśmiechać się zaczyna, jest jednym z najmilszych obowiązków 

jego. A znalazłszy coś do powiedzenia i dla czarnookiej, gdziekolwiek by ją doszło to 

życzenie, i dla jasno-włosej, z ognistym spojrzeniem, i dla młodziana pełnego rzeźkości 

i dla dziatwy małej, której zamiast codziennej piosenki: 

.Rószczką DUCH Święty dziateczki bić radzi, 
dziś zacząłby od tego: , 

Święcić imienin Józia nie zawadzi"*. 
Kuijer bowiem, chciałby ogromem życzeń obsypać każdego z Solenizantów, i nie zapo- 
mnieć o nikim. 

Od pałacu więc do strzechy, 
Dziadkom, Babkom i Rodzicom 

368 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Życzy z malców dziś pociechy, 
A mężów młodym dziewicom. 
I tak dalej na wsze strony, 
By nie stracić dziś na czasie, 
Dobrym chłopcom, ładnej żony, 
I z posagiem! (to w nawiasiej. 
Zaś Artyście i Poecie, 
Dzieciom Muzy i natcbuienia, 
Co za szczęściom gonią w świecie, 
Blaslcu, sławy, powodzenia! — 

(1851, N. 75.) 

W zakresie znowu opisów kulinarnycli Kucz był poprostu nieocenionym. 
CDto typowy jego artykuł i jeden z tych setek, jakie redakcja jego wydała: 

SU^ się w Warszawie wielki fakt... nastąpiła wielka epoka fluido-gastronomicz- 
^K^a.^ Wielka Bawarja, przy ulicy Trębackiej (w domu Piotra Steinkellora) ku wielkiej 
"^^rygodzie Publiczności, pojutrze otwartą zostanie. 

(Byłaby otwartą jutro, gd^by nie feralis Poniedziałek.) 

Wdzięczny Bachusie! przowódzco bankietów 
Komusie! bożku polędwic, kotletów, 
Wy co zmieniacie bożkom przy obiedzie 
Szkło i fartu rę... Hebe, Ganimedziel 
Przybądźcie w pomoc nieudolnej wenie, — 
I wy zarówno nieśmiertelne cienie 
Twórcy Bawura, zmyślnego Gambryna, 
Luk lilia, znawcy na sosy i wina, 
Przybądźcie wszyscy, a ty cny Pistory 
Przyjm hołd nuleżny .. twe śpiewam}' twory. 

Owóż żart żartem, ule tak wykwintnego, tak troskliwego, dla dogodności publicz- 
nej obmyślanego zakładu, śmiało rzec można, Warszawa jeszcze nie miała. Zakład sam 
okłada się naprzód ze sklepu, gdzie się sprzedają spirytualia. Jest tam bufet z drzewa 
"knahoniowego w stylu maurytańskim, zwierciadłami i rzeźbą zdobny; stół z ogromną 
taflą, sześć łokci długości, z marmuru Sziąskiego z pod Neisse, przystrojony w najsmacz- 
liiąjsse i najrozmaitsze przekąski. Malowanie tegoż sklepu również w stylu maurytań- 
skim, zastosowane jest do architektury bufetu. Zęby zaś z tą częścią zakładu skończyć 
i przejść do opisu dalszych osobliwości tego przybytku gastronomicznego, winniśmy nad- 
mienić, żo zacząwszy od likworów, które w niczem francuskim nie ustępują; przechodząc 
etłą skalę araków i rumów, któreby Jamajka i Goa chętnie za swoje wyroby przyjęły; 



K«ląik* Jabllennowa. 



- 369 24 



l\ur/er ^^ arsiawski. 

skosztowawszy iiaroszcie genieVru liollen(ierski«^i.'0 (Shiodani), fjcotch- whisky (wódki 
szkockiej), raspberry cordial, brandy bittors, eng^lisb g^in, wódki gdańskiej dubeltowej na 
winnym i żytnim spirytusie, przychodzimy nareszcie do naszych odwiecznych anyźówek, 
kmiiikówek, kalmusówek, na których myśl samą, zdrowie i humor si(,» poprawia. 

Dajno uści kminkuwki; człeku coraz raźniej, 
Po śniadaniu i kminie sprawy nie poblaźni. 

(1851, N. 24.) 

Kiu!z lubił się bawić, więc te jego upodobania odbijały aic, odbijać sie 
musiały, w okresie, gdy na sztandarze redakcyjnym mogło ])yć wypisane 
hasło VHat cest moi — i na Kur jerze. 

Przepełnione tez jest pismo opisami bali, wieczorów, herbat tańcują- 
cych (w Resursie Kupieckiej były juz w r. 1839), maskarad i t. p. Co do 
zabaw, Kucz us|)rawiedliwiał się zręcznie: „Takim zabawom i wrażeniom 
po nich najchętniej otwieramy miejsce w tej kronice, bo są odbiciem i życia 
miasta, z którem każde wesele chętnie Kurjer dzieli, i jogo zarazem także 
obyczajów, które kiedyś może nie jedną jeszcze obudzą ciekawość'' (z powo- 
du balu u hr. Aug. l^otockiego; 1853, N. 84). 

Tylko, że te zabawy, w stosunku do innych informacyj, niepomiernie 
wiele zajmowały miejsca, tak, iż czytelnik dzisiejszy, przeglądając roczniki 
Kucza, słusznie co chwila może stawiać sobie pytanie: dlaczego, jeżeli na 
opis maskarady lub balu znalazł Kurjer dwie szpalty jednego numeru, nie 
mógł ich w drugim poświęcić sprawom bieżącym miasta i kraju?... 

Wogóle z okresu redakcyjnego Kucza niewiele udało sic nam wybrać 
informacyj charakterystycznych. Wybrane przytaczamy: 

Podług" urzędowych rapportów, poczty Królestwa przewiozły w r. 1843 listów pry- 
watnych i expedycji rządowych 1,330,670 sztuk (1848, N. 218). 

Donosim Pięknym Czytelniczkom Kur jera, że w Hull w Anj>:lji, w tej krainie 
wszelkich excentryczności, zawiązało si<: pod prezydencją szanownego P. Dabbine, Towa- 
rzystwo, które serjo ma się zając? zapobieganiem wszelkiemi możliwemi środkami, używa- 
niu sznurówek, gorsetów, rogówek i bryklów. Towarzystwo to nosi nazwę; Anti-Stay- 
and-Corset-Society, i utrzymuje, że większa częśd chorób piersiowych u młodych Dziewic 
i Kobiet, przypisaną być winna noszeniu sznurówek. Zurnale mód Paryskich powstały 
jak olbrzymy na objarw tych zasad angielskiego Towarzystwa przeciw-gorsetowego; nie 
objawiając swego zdania Kurjerek, sądzi jednak w duchu, że LT. Dabbine i Spółka, może 
mają rację (1848, N. -224). 

370 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Sklep Pana S. Fordona za Żolaziią Bramą wprost Gościnnego Dworu, znowu 
-wzbogacony został nowostką, dla Dam bardzo przyjemną. Są to wzory z robotą poczętą 
na haft}', stanowić mogące umbrclki przed świocelab ozdoby do ram, prawdziwe paryzkie, 
wyobrażające pejzażyki, gnippy, i t. d.; niemniej podobne prace już ukończono z rzadkim 
gustem co do dobom kolorów i zachwycającego uroku. Do tegoż sklepu nadeszły także 
bardzo piękno wyroby alabastrowe, porcelanowe, mianowicie prześliczne wazonj" (1849, 
N. 194). 

Po¥rjrŻ8zą wiadomość przytoczyliśmy jako próbkę ówczesnych infor- 
macyj dziennikarskich. 

Ciekawe też są niezmiernie bardzo częste wzmianki o przedmiotach 
zgubionych. Wobec ich mnóstwa^ doprawdy, pytamy się, czego- bo wówczas 
Judzie nie gubili! Od peruk, gorsetów począwszy, a na kluczach, portmo- 
netkach i t. d. skończywszy, — na serjo wszystko... Czytamy też co chwila 
w Kurjerze, 

Trzy sukienki zgabione odebrać można za udowodnieniem w Drukarni Kurjera; 
\r przeciwnym razie, stosownie do woli znalazcy, oddane będą na korzyść Starców wy- 
znania Ewangielickiego (1849, N. 192). 

Pierwsze maskarady stale w Warszawie chybiały, bo oto i teraz czy- 
tamy: 

Niedzielna Maskarada, jak zwykle pierwsza, nie była bardzo liczna; o ile nam je- 
^doak wiadomo, następne mają przedstawiać więcej interessu, bo wiele onób wybiera się 
•tak dla zabawy, jako też w celu obejrzenia gustownie urządzonych sal Redutowych 
<1851, N. 6 i to samo 1849, N. 2). 

Trwał tylko wciąż zwyczaj „gotowalni" ! 



ze 



i 



Wczoraj był 8 Lipca. Kto nie zdążył od Ij^^o zmienić mieszkania, który lub która 
służących, nie przeniósł się na f-łużbę nową, ten wczoraj przeprowadzał swe meble, 
jdbo przewoził lub przenosił kuferki i pościel. Oby to było na większe doliro gospoda- 
rzy i lokatorów, panów i sług, Kurjor z serc«i życzy (1851, N. 177). 

Wiadomości z kraju najczęściej drukowane były w dziale nowości 
warszawskich: 

Doszła do nas smutna wiadomość, że w nocy z d. 18 na l'J stycznia o god/.. 3 z rana 
j»^ac modrzewiowy w Czarnolesie (w P-cie Kozienickim), dziedzictwie JO. Xięcia Włady- 
jiawa Jal^onowskicgo, bogaty w pamiątki po Janie Kochanowskim, spalił sic. Ogień 

-- 371 - 24' 



l\urjer ^ arsiawsTii. 

był tak gwałtowny, żo z wielką usilnośoią ledwo ocalii? zdołano s:\siediiia Kaplicp, na da- 
wnycli niuracłi Jana Kochano wbkiego wzniesioną; oraz krzesło tegoż Poety z pałacu ura- 
towane. Pożar, jak się zdaje, wszczął się ze zbyt zbliżonej bolki do murów ogniowych 
i tym boleśniejsze wypadelc ten pociągnął skutki, gdyż się stał w chwili, gdy wszyscy 
mieszkańcy pogrążeni byli we śnie głębokim. Nikt jednak nie poniósł szwanku na 
zdrowiu (1853, N. 22). 

Będące wówczas w modzie „stoliki tańcujące" niewiele zaprzątały pi- 
smo, jakkolwiek dały Kurjerowl powód do kilkakrotuycli wzmianek (1853, 
N. 102, 105). Kucz iinikal nieporozumień, więc ani za, ani przeciw sic nie 
wypowiadał. Jak zaś iirzekonywa cytata poniźszn, w bezstronności sw(*j 
byl konsekwentnym: 

Wczoraj rano Redakcja Kurjera otrzymała Het podpisany literą T., z dołączeniem 
rs. 4 Da sieroty po cholerycznych, z warunkiem wszakże zamios;|czenia w Kurjerze tegc 
]i8tu "ci^yiiiiorzonego przeciw osobom wirującym stołami. Jakkolwiek Redakcja nie pra- 
gnie pozbawiać sieroty nadesłanego datku, gdy jednakże nictylko młódź sama, ale i Oso- 
by poważne wiekiem, przywiązywały wiarę dó potęgi stołów: zaś nadesłany artykuł, do- 
tyka, żo tak powiemy, ich osobistości, z tych przeto powodów, Redakcja Kurjera, daleka 
jak zawszo od ubliżania wszelkiego rodzuju Czytelnikom swoim, chcąc i obecnie utrzy- 
mać bezstronność, ma zaszczyt upraszać niewiadomego dawcę P. T. o łaskawe przynaj- 
mniej zmodyfikowanie tego artykułu, jeżeli nie o zupełne wstrzymanie onego, bez pozba- 
wiania sieroc nadesłanej ofiary (1853, N. 114). 

Nie przeczuwając nawet przyszłych losów Kurjera, Kucz zamieścił 
w N. 200 z r. 1855 taką wiadomość: 

Wczoraj przed wieczorem, w Kościele Ś-go Aleksandra, pobłogosławiony został 
związek małżeński, zawarty przez W. Wacława Szymanowskiego, Współ-Redaktora 
Dziennika Warszawskiego, z Panną Michaliną Kaimską, Córką W. W. Józefy i Józefa 
małżonków Naimskich, Obywateli tutejszych. Związek ten, w obec licznej Rodziny 
i Przyjaciół pobłogosławił WJX. Kanonik Przewłocki; poczem cały orszak godowy udaŁ 
się do mieszkania Rodziców Nowo-Zamężnej, dla ponowienia tamże obojgu Nowożeńcon. 
8W3'ch życzeń. 

Zaś w N. 313 z r. 1857-go wydrukował w „bieźącycłi^ list poniższy: 

Z dniem 24-tym b. m. otworzyliśmy przy ulicy Krakowskie Przedm: K. 415, xit 
grarnic i skład nut muzycznych, pod firmą; Gustaw Gebethner i Spółka. Księgainia t« 
została zaopatrzoną w stosowny dobór dzieł polskich, niemieckich, francuskich i innycA, 

B72 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

bąć naukowych, bąć należących do literatury picknerj, oraz w całkowity zbiór tak da- 
wniejszych jako i najświeższych publikacji muzycznych. Obznajmicni dostatecznie z za- 
wodem zięgarskim, pochlebiamy sobie, że z całą gotowością będziemy umieli zadosyć 
nca^jnió wszelkim wymag^aniom szanownej Publiczności i utrzymać nasz zakład na dro- 
dze dągłego postępu. — Gmtaw Gebethner i Robert Wolff, 

Zwolennicy Ogroda Saskiego zapomnieli j aż może^ źe w jednej z alei 
rośnie j^ Kasztan Kurierowymi 

Wczoraj zasadzono w Saskim Ogrodzie, w miejscu, gdzie przed dwoma laty runą 
rażony od gromu wielki kasztan ^pierwszy z porządku w alei bocznej na prawo;, nowy 
18'l6tui kasztan, dotąd rosnący w ogródku dziedzińca domu, w którym mieści się Rodak- 
-cja i Drukarnia Kurjera Warszawskiego. Operacja wykopania, togo już znacznej wiel- 
kości drzewa, przywiezienia onego do Saskiego Ogrodu i zasadzenia na nowcm miejscu, 
trwała ze trzy godzin. Dokonana z wiclkiem staraniem, daje nadzieję, że kasztan Ku- 
rjerowy w Saskim Ogrodzie przyjmie .się, długie lata przetrwa i da miły cioń i ochłodę 
Jiiejednemu Czytelnikowi Kurjera (1860, N. 339). 

W dziale bieżącym spotykamy też i wszelką korespondencję od reda- 
Icji^ w rodzaj n np. takich zawiadomień: 

P. Roman Zmorski zechce się zgłosić do Redakcji Kurjera po odbiór zgubionego 
j)ugilaresiku (1861, N. 172). 

Prowadząc znowu mniej więcej systematycznie wykazy uczniów koń- 
^^zących szkoły^ Kurjer poprzedza je uwagami: 

Z prawdziwą przyjemnością Kurjer zamieszcza w kolumnach swoich imiona celu- 
Jącyoli uczniów Gimnazjum Siedleckiego, w nadziei, że wszyscy ci młodzieńcy, ukoń- 
czywszy kiedyś nauki, staną się chlubą szkoły, którą opuszczą, i pr/yniosą pożytek spo- 
ieczeństwu, do którego należą (1863, N. 161). 

Na zakończenie tych przytoczeń przedrukowujemy pierwsze w naszem 
piśmie powinszowanie wigilijne: 

Dziś od rana niezwykły ruch ożywiał Warszawę, a to z powodu Wigilji Bożego 
Narodzenia, tyle pamiętnej i uroczystej dla całego Chrześcijańskiego świata. Dziś to 
z pierwszem ukazaniem się wieczornej gwiazdki na Niebie, która Pasterzy wiodła do Be- 
tleeiB, gdzie w skromnej stajence miało narodzić się Dzieciątko Jezus, rozpocznie się pa- 
miątkowy obchód Narodzenia Chrystusa; dziś w bratniej jedności, zespolą się koła rodzin- 
ne, i dziś nakoniec skruszony zostanie nie jeden Opłatek przy połamaniu go z czeladką 

373 



liiirjcr Warszawski. 

lub domownikami, dla zamienienia wzajemnych życzeń. W chwilach rodzinnych tych 
uroczystości, znajdzie się zapewne i tu i owdzie, dzisiejszy Knrjcr Warszawski, dla tego 
do zamienionych przez zacnych Czytelników życzeń, dołącza swoje dla każdego koła 
i każdej rodziny, życząc, by łzy smutku nie rosiły im lic, ni czarne chmury nie zasępiały 
ich czoła (1862, N. 294). 

Otóż i jesteśmy u kresu naszych poszukiwań. Daliśmy czytelnikoiD 
cały szereg cytat, naszem zdaniem, najzupełniej wyczerpująco charaktyzu- 
jących dawnego Kurjera jako pismo informacyjne. 

Dla wyczerpania tylko obrazu, pozostaje nam jeszcze zastanowić się, 
o ile Kurjer odpowiadał swoim zadaniom dziennikarskim. 

Zapewne, że odpowiadał, skoro wzrastał w poczytność i popularność, 
które dają najlepszą odpowiedź na zapytanie: o ile Kurjer czynił zadość po- 
trzebom ogółu? Jeżeli więc, po zastosowaniu do Kurjera miary obecnych 
wymagań, okażą się znaczne uchybienia, ba, grzechy nawet reportetskie, 
zapisać je wypada w całości na karb tych nieznanych jeszcze w owej epoce 
środków techniki dziennikarskiej, jaką dziś rozporządza. 

Dziś powiedzielibyśmy: Kurjer stale się opóźniał z wiadomościami. 
Tak, z dzisiejszego punktu widzenia, bowiem z owoczesnego — szybciej in- 
formować nie mógł!... Takich przymusowych opóźnień naliczylibyśmy ci^ 
szereg; dadzą się one jednak aż nadto usprawiedliwić zarówno brakiem tele- 
grafu, jak i slabem rozwojem urządzeń pocztowych, lub wreszcie brakiem 
nieznanej jeszcze podówczas w dziennikarstwie tutejszem rcporterji. 

W każdym razie, jako przyczynek do dziejów tego dziennikarstwa, kil- 
ka przykładów przytaczamy. 

W N. 78 z r. 1835 Kurjer pisze: „o okropnem morderstwie, popełnio- 
nem wczoraj (b. adw. Stan. Malinowski zamordował prezesa trybuni^. 
Piotra Brzozowskiego) doniesiemy po zebraniu dostatecznych wiadomości", 
które ukazują się na 3-ci dzień, w N. 79-ym. 

Sprawozdanie z targu na wełnę, trwającego od 15 czerwca do 18^ 
czerwca, Kurjer umieścił w 9 dni, t. j. d. 27 (1835, N. 168). 

O zgonie Samuela Bandtkego, historyka i profesora, dziennik zasięgnął 
informacji z Gazety szląskiej (1835, N. 165). 

W d, 5 listopada czytamy, że ^doszła z Drezna smutna wiadomość, iż 
d, 10 z. m, zasłużony w literaturze Kazimierz Brodziński, przeniósł się do- 
wieczności" (1835, N. 295). 

„O kolei żelaznej z Warszawy do Krakowa zapeuniiają doniesienia 
z Wrocłauńa'' (1838, N. 254). 

Ludwik Osiiiski, członek dyrekcji teatrów, kolega DmuszewskiegOv 

374 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

poeta- mówca, profesor, zmarł d. 27 listopada, a Kurjer zawiadomił o zgonie 
dopiero d. 30 listopada (1838, X. 320). 

Gazeta Itccncska podała pogłoskę o zgonie Korzeniow^skiego (1840, 
N. 3C6) i zaprzeczenie jej (N. 311), zaś Tygodnik petersburski wyjaśnił, iż 
zmarł Wincenty Korzeniowski, ojciec (1841, N. 29). Przytaczając te wia- 
domości, Kurjer jeszcze nie posiadał informacyj własnych. 

O burzy w sandomierskiem i lubelskiem d. 10 kwietnia czytamy w Ku- 
rjerze wiadomość dopiero d. 2 lipca 1843 r. (N. 170). 

Wyjątek z listu z Rio de Janeiro z d. 30 marca 1843 r. podał Kurjer 
d. 3 listopada (X. 291), t. j. w 7 miesięcy! W 50 Jat później listy Dygasiń- 
skiego dochodziły nas z tegoż Kio de Janeiro w 22 dni... 

Wiadomość o zgonie Ludwika Krópiuskiego, d. 17 sierpnia w Woron- 
czynie w gub. wołyńskiej, czytamy w Kur jerze dopiero d. 19 września 
(1844, N. 250). 

O morderstwie Onuszkiewiczowej, dokonanem w sobotę, czytamy — 
we wtorek (1846, X. 286). 

O kradzieży gwałtownej ^w handlu Konopackiego, spełnionej w nocy 
z d. 27 na 28 listopada" — czytamy w d. 1 grudnia (1849, X. 318). 

Wypadek na kolei pod Gorzkowicami, d. 27 maja, ujawniony dopiero 
d. 29 maja (1847, X. 141). 

W d, 24 pażdzi^nika 1849 r. czytamy: ,, wczorajszą pocztą listy ode- 
brane z Paryża donoszą nam o bolesnej stracie naszego ziomka Fryderyka 
Szopena (Chopin), zmarłego w d. 47 -ym b. m. w objęciach kochającej go sio- 
stry" (X. 281). Listy tedy paryskie były w drodze do Warszawy cały 
tydzień. 

O śmierci Zygmunta Krasińskiego jednak już „doszła tu z Paryża <^'V- 
^afefu smutna wiadomość'^: zmarł d. 24 lutego, Kurjer podał wiadomość 26 
t. m. (1859, X. 54). 

Tego "rodzaju przykładów moglibyśmy [przytoczyć więcej. Wybra- 
liśmy część z rozmaitych działów informacyj, dla okazania, iż dziennikar- 
stwo owych czasów nie zawsze było... dzie nnikarskiem, bo być nie mogło. 
Pamiętajmy, że: 

pierwszy korespondent delegowany przez Kurjera (do pożaru Siedlec) wy- 
stępiye na widownię dopiero d. 14 lipca 1874 r. (X. 152), 

pierwszy telegram własny Kurjera zjawia się d. 21 września 1868 r. 
(z Łowicza o jarmarku). 

Xi6 mniej jednak niektórym usterkom już i w okresie Kucza można 
było zaradzić. Dmuszewski utrzymywał, że ^Kurjer stara się nigdy nie 
przychodzić z musztardą po obiedzie" (1 847, X. 87) i słusznie, bowiem 
Dmuszewski usilnie dbał o szybkie informacje. Kucz znowu zapewniał, że 

375 - 



l\urj'er ^Warszau^ski. 

y^Kurjer lubi aktualność, %vięr, lubi... sygara, bo sygara teraz sa aktualnością 
w Warszawie" (1853, N. 10). 

To tmcc jest typowe, jalc cała przytoczona notatka!... 

„Lubił aktualność", a przecież czynił ustępstwa, z temi upodobaniami 
zgoła nie licujące. Oto np. charakterystyczne usprawiedliwienie się Kucza: 

yagleni wyrażneni iądaniem rodziny^ powstrzymaliśmy siQ od srautnogo ogłoszenia 
o skonie ś. p. Adryana Krzyżanowskiego, zmarłego w 65 roku życia, aby cios ton dotkli" 
wy, nie przeraził nagle oddalonej z Warszawy rodziny, i nie stał ń^ powodem smutnego 
iiastgpstrDa {?): Dziś jednak, kiedy już przeszły pierwszo A^rażenia, i kiedy smutna dla 
wszystkich pogłoska, doszła nareszcie jak S2^óz\my przez listy ^ ty cli wszystkich, którym 
śniierr. t^go męża nie mogła być obojętną, dopełniamy i my bolesnego z naszej strony obo- 
wiązku, zapisując do kroniki miasta naszego zgon tego, którego imię tak pięknie i dłago 
na horyzoncie piśmiennictwa krajowego jaśniało. Niech nas nikt nie posądza o jakąkol- 
wiek opieszałość^ lub zapomnienie si§ nasze. Ceniliśmy za wiele ohomiązki pokrewiefistwa, 
aby bez względu na prośby, uderzyć w najsłabszą ich stronę. Być może, że wymagania 
te, wyrządziły nawet krzywda zwłokom ś. p. zmarłego, gdyż dla braku wiadomości o sko- 
nie. Szanowny Autor , Dawnej Polski", oraz różnycli dzieł historycznych, i pierwszy 
z obrońców narodowości nieśmiertelnego naszego Kopernika; za cały orszak pogrzebowy 
miał kilkunastu zaledwie świadków^ wtedy, gdy wszyscy współziomkowie jego, powinni 
b^li sypnąć garścią piasku, dla wzniesienia mu tak szczytnej mogiły, jak szczytnami były 
zasługi jego. Ale jak powiedzieliśmy ludzkość i wzgląd na prośby pokrewieństwa^ po- 
wstrzymały pióro nasze^ dla oddania wcześniej należnej czci zmarłemu. Ś. p. Adryan 
Ki*zyżanowski, nie tylko na swojej niwie zajaśniał, imię jego znane było i dalej, głównie 
łiczonym francuskiej ziemi. Kiedy jednak spodobało się BOGU osierocić nas z jednego 
z przedstawicieli epoki Alexandrowskiego Uniwersytetu i Towarzystwa Przyjaciół Nauk, 
spieszemy ponieść imieniem wszystkich współziomków naszych to ostatnie wspomnienie 
i pożegnanie, dla tego, który całe swojo życie poświęcał dla kraju, do którego należał, 
i któremu chlubę przynosił. Pokój duszy jego, oto oi>tatnie i serdeczno słowa nasze! 
<1852, N. 225). 

lizis, gdy na usługi redakcji są telegrafy, telefony, w ostateczności — 
posłańcy, jakże śmiesznemi wydać się muszą ówcześni* kłopoty redakcyjne! 
Lecz za lat 100 moźo i z nas się śmiać będą dziennikarze 20-go stulecia, jak 
my się śmiejemy z takiego np. wynurzenia Kucza: 

Dziś rano przyszła nam myśl, którą może nie jedrn uj»o/yteczniii zedico. Merkury 
Kurjera, wszyscy Pomocnicy i cały tabor Roznosi-Kurjerów byli już na mieście biegając 
w interesach pisma i jego Czytelników, aż tu wypadło nam koniecznie wyprawić jeszcze 
posyłkę. Sam Kurjer nóg nie ma, chociaż na koniec Warszawy, kraju, ba nawet, na ko- 
niec świata zabiega. Co tu robić? Periculum było in mora. Wyszliśmy na ulicę, deszcz 
padał uczciwie, nawet parasol redakcyjny był w usłudze bliźnieiro. W tern nawija się 

876 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

dorożka, a razem z nią myśl genjalna, posłać dorożkarza z exped3'cją Kurjerową, dla od- 
dania jej w naznaczone miejsce. Dorożkarz był niebity w ciemię, zrozumiał, że czy mu 
wieźd człowieka, czy dwie ćwiartki zapiocz^^towanego papieru, to wszystko jedno. "Wsa- 
dził więc eipedycjr, nie do dorożki, tylko w zanadrze, zaciął konie i pojechał. W kwa- 
drans wrócił z odpowiedzią, wziął 2 złote i ukłonił się. Z togo fortelu Kurjera, może być 
jtoiytek dla wszystkicłi, bo łatwoby można w potrzebie użyć dorożkarzy, dla doręczenia 
posyłek, oo prawie tyle kosztuje, co pieszy (w braku własnego służącego) posłaniec 
z reaztą, Dorożkarz nie na 2-ch, ale na S-miu nogacli bieży (1850, N. 240). 

Badanie przyczyn, dla których Kurjer częstokroć ważne nawet wiado- 
mości podawał ze znacznem opóźnieniem, prowadzi nas do stosunków komu- 
nikacyjnych, jakie podówczas istniały. 

Stosunki te przejrzymy pobieżnie, o ile na to ramy niniejszego roz- 
dzi^u pozwalają, chociaż na podstawie roczników Kurjera moglibyśmy ich 
historję z całą dokładnością odtworzyć... 

W czasach, kiedy kraj nie znał ani dróg żelaznych, ani poczt, prawi- 
dłowo zorganizowanych, komunikację wewnętrzną i zagraniczną utrzymy- 
wali przedsiębiorcy, którzy w pewne dni do danych miej- 
scowości wvsvlali powozy. Był to wynalazek niemiecki. 
a woźnica taki, zabierający podróżnych, nazywał sie land- 
kuczer. Często też spotykamy w Kurjerze ogłoszenia, że 
takiego to a takiego dnia landkuezer wyjedzie z Warszawy 
do Drezna, Poznania lub Gdańska. Ogłoszenia te od roku 
1834-go(X. 68) zdobił stereoty[)owo już odtąd powtarzany wizerunek woźnicy. 

O stosunkach komunikacyjnych dadzą nam także pojecie ogłoszenia 
następujące, również często spotykane; 

Podróż extra*pocztą na pół kosztu do Wro- 
cławia, Drezna, Karlsbadu, aż do Akwizgranu; 
ktoby życzył przedsięwziąć najdalej do 16 b. m. 
niech się raczy zgłosić do podpisanego, który 

własnym poiazdem w tę podróż udaje się. — N. S. B r y n e r 

pod Nr 1800, ulica Nowiniarska. 

^ Osoba wyjeżdżająca do Petersbur- 
ga własnym powozem Pocztą, ży- 
czy sobie mieć kogo do kompanji 
na wspólny koszt, lub przeciwnie, 
gdyby ktoś swoim powozem iechał, toby życzyła sobie zabrać się 
z nią do połowa- kosztów. Wiadomość u Pliszewskiego w do- 
mu Karmelitów, przy ulicy Bednarskiej, 25 r 2677, do godziny 
8 z rana i od 3 do 4 po południu każdego dnia. 

377 






l^urjer ^ arszawski. 

Pierwsze znajdujemy w N. 147 z r. 1834, drugie w N. 169 z r. 1837. 

Tego „landkuczera", te wyjazdy okazyjne można spotykać na szpal- 
tach Kur jera jeszcze nawet po wprowadzeniu kolei ! 

Pewnem ulepszeniem w komunikacji był ^związek karetą kurjerską'' 
pomiędzy Warszawą a Krakowem, wprowadzony przez Piotra Steinkellera 
w r. 1838 (N. 256); karety wychodziły codziennie, oprócz niedziel, i pobie- 
rały 1 zł. ] 5 gr. za milę. Po raz pierwszy taka Steinkellerka z Warszawy 
wyruszyła d. 1 października. Kurjer donosi, że wyjechali wtedy: konsul 
angielski, naczelnik inź. górn. Girard i inni, i że .okręcik zniknął z widoku 
patrzących", którzy bardzo licznie na tę nowość zgromadzili się przy rogat- 
ce (N. 263). Odtąd Kurjer nawet zaczął podawać stale wykazy osób, które 
przybywały lub odjeżdżały karetkami Steinkellera. 

W r. 1842 Piotr Steinkeller wprowadził też karety w komunikacji 
z Petersburgiem (NN. 89 i 90). 

Steinkellerki zapanowały wszechwładnie i ustąpiły miejsca dopiero 
wagonom kolejowym. 

Stosunki pocztowe były jeszcze gorsze. Tak np. extra-poczta listowa 
odchodziła do Petersburga tylko dwa razy tygodniowo, w środy i niedziele 
(1839, N. 125), poczta listowa na trakt poznausko-berliński — w poniedział- 
ki, środy i soboty, a na wrocławski — w środy i soboty (1840, N. 285). 

Dróg bitych miał kraj wtedy 291 mil = 2,057 wiorst (1841, 
N. 331). 

Miarą zaś ruchu może być notatka, że w r. 1841 karetki kurjerskie 
na traktach kaliskim i krakowskim przewiozły 13,522 osób (1842, N. 62). 

Nie lepszą była komunikacja wodna, Wisłą, chociaż jedyną przy trans- 
portach odleglejszych. Do Petersburga np. przeznaczone na wystawę >vy- 
roby fabryk Banku Polskiego szły Wisłą na Gdańsk (1839, N. 112). 

I w dziejach żeglugi pierwszy Steinkeller zapisał swoje imię. Kurjer 
z r. 1840 (N. 54) opisuje dwa statki, w Anglji zbudowane, które w Gdańsku 
zimowały w oczekiwaniu żeglugi wiosennej dla dostania się do Warszawy. 
Jeden z nich przybył pod Nowy Dwór d. 23 maja, a do Warszawy nazajutrz 
o I-ej godz. (1840, N. 137), z Gdańska zaś szedł ogółem 5 dni (N. 138). 
Drugi sprowadzono 18 sierpnia t. r. (N. 219). Statki otrzymały flagę stat- 
ków Banku Polskiego, t. j. taką, jaką miała ^flota ładogska": kolor bii^ 
z herbem Cesarstwa, brzeg dolny oznaczony szerokim pasem w kolorze sza- 
firowym i ponsowym (N. 253). 

Pierwsza próba jazdy parowcem z Warszawy do Gdańska (5-dniowej) 
odbyła się w kwietniu 1841 r. (Nr 106). W roku zaś 1842 regularnie wy- 
chodził do ( jdańska statek osobowy z Nowego Dworu za opłatą 1 rs. od 
osoby (Nr 130). 

378 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

O kolejach zaczynają się wzmianki w Kur jerze od r. 1836-go. Naj- 
pierwsza istotnie zasługuje na powtórzenie, tyle w niej jeszcze naiwności: 

Wieleśmy słyszeli i czytali o nowości tyle zadziwiaiącej jak użytecznej, to iest 
o iolćiach ielaznych; będziem ią mieć i w Warszawie; wczorajsze wiadomości handlowe 
doniosły, że bankier Warszawski Piotr Stęjnkellcr zaięty ciągle wprowadzaniem nowych 
dla kraiu pożytecznych wynalazków, w tych dniach ustawił w Młynie parowym wóz na 
koleiach żelaznych z Anglji nadeszły cti, a wkrótoo od młyna parowego aż do Wisły uło- 
ioną będzie kolej żelazna do różnych transportów. Pierwszą t^ drogę żelazną w Króle- 
stwie Polskiem winni będziemy niezmordowanym usiłowaniom Pana Stejnkellora, spo- 
dziewać się należy, że za tym przykładem na większą nierównie skalę kolcie żelazne 
w kraiu naszym zaprowadzone zostaną. Młyn parowy Warszawski, w ręku dzisiejszego 
właściciela Bankiera Stejnkellera, stanie się tyle użytecznym, ile spodziewać się kazało 
początkowe przeznaczenie iego, w naszym zbożowym kraiu; obecnie zaś wyrestaurowauy 
i wydzierżawiony dwom znakomitym domom handlowym Warszawskim, zacznie przera- 
biać zboże na handel wewnątrz i zewnątrz. W młynie parowym można oraz widzieć ma- 
szynkę (nakształt kołowrotka używanego do przędzenia), również przez Pana Stejnkelle- 
ra z Anglji sprowadzoną do rżnięcia fornirów dla stolarzy i innych wyrobów podo- 
bnych, która przy nadzwyczajnej łatwości i regularności, w momencie przerzyna sztukę 
drzewa lub kość wedle upodobania prostopadle, albo ukośnie' (1836, Nr 259). 

Zanim jednak Kur jer rozwinął dział informaeyj o projekcie kolejowym, 
bawił jeszcze z całą powagą czytelników opowieściami, w rodzaju np. na- 
słępąjącej: 

Most między Wanzawą a Fragą dziś ma być przywrócony. Doniesionem było, że 
w^ tzasie gwałtownego zerwania tegoż mostu w czasie ostatniej powodzi, nie zdążyło ujść 
kilka osób; także pozostał na części mostu wóz wiejski z drwami, ciągniony przez konika. 
Ta część mostu uniesiona, zatrzymała się w znacznej odległości, oparłszy się o jedne 
z kęp Wisły; właściciel konika zmartwiony strata tej znacznej części iego chudoby, po- 
szedł nad brzegiem Wisły, azaliż nie ujrzy tej zguby; iakoż z niewymowną radością po- 
strzegł swego konika na szczycie owej części mostu, z której go sprowadzić było niepo- 
dobna; wieśniak przeto codzień w czółenku dopływał do owej części mostu, dostarczając 
siana swemu konikowi, co trwało przez dni 16, a teraz odzyskał go przy sprowadzeniu 
na dawne miejsce części mostu (1837, Nr 140). 

Wiadomości systematyczne o drodze Wiedeńskiej podaje Kur jer do- 
piero od r. 183 9-go. Na ich czele czytamy zawiadomienie, źe: „zamierzo- 
na oddawua droga ielazna od Warszawy do granicy Krakowskiej, a ztamtąd 
ku Oświecimowi, aź do żelaznej drogi z Wiednia do Bochni prowadzonej, 
o której (sic) P. Steinkełler zawarł umowę, przycliodzi do skutku. Inżynje- 

H79 



T^urfer Warszawski. 

rowie iuż całą linję zniwellowali, i ostatecznie udecydowanie iej kierunków 
zależy tylko od układów z właścicielami gruntów" (1839, Nr 26). 

W poparciu tej informacji Kurjer w N-rze 31 z r. 1839-go przytacza 
szczegóły .Statutu zawiązanego za pośred. Pana Steinkellera Tow. do budo- 
Avy drogi żel. pomiędzy Warszawą a granicą Austrjacką'', zaś d. 20 listopa- 
-da t. r. ^z przyieninością pospiesza donieść Czytelnikom, że wczoraj nad- 
szedł Wisłą do Warszawy pierwszy transport z Anglji nzyn żelaznych, na 
10-ciu berlinkacłi naładowanych, które do budowy Kolei żelaznej Warszaw- 
sko- Wiedeńskiej są przeznaczone. Ta okoliczność usuwa nakoniec wszelką 
wątpliwość, jaka w tej mierze nastręczała się dotąd, a natomiast ustala tę 
pożądaną pewność, że wreszcie przyjdzie do skutku ów szczęśliwie poczęty 
pomysł utworzenia u nas Kolei ielozruj, pomysł, którego rozwiniecie, kraj 
nasz pięknem, olbrzyniiem, a nadewszystko pożytecznem zbogaci dziełem. 
Będzie to nowy pomnik, świadczący o troskliwości opiekuńczego Rządu, 
a zarazem stanowić on będzie chlubne świadectwo niezmordowanych usiło- 
wań gorliwych w tej mierze Przedsiębiorców, którzy, zwalczywszy wszyst- 
kie napotykane przez nich trudności, przekonaią wreszcie przesądami oto- 
czone umysły, że i nasz kraj może posiadać to, czem się inne od tylu lat 
szczycą" (1839, Nr 309). 

Jak wiadomo, kapitałów na budowę kolei szukano za granicą, gdzie 
akcje odrazu chętnych znalazły nabywców. W Wiedniu np., w kilka dni po 
ukazaniu się ich na giełdzie, płacono za 100-rublowe d. 20 maja rs. 110, 
stale zaś notowane były 108 (1840, Nr 139 i 149). 

Odwrotnie znowu, dyrekcja kolei projektowanej wtedy pomiędzy Ber- 
linem a Hamburgiem poszukiwała akcjonarjuszów w Warszawie, gdzie zapi- 
sy przyjmował dom handlowy Józefa Epsteina... (1841, Nr 78). 

Na razie jednak pierwszy projekt chybił, mimo tylu już przygotowań. 
W r. 1842 (Nr 226; Kurjer ogłasza następujący komunikat : 

Zało/jciele Towarzystwa drogi Ulaznej Warszawsko- Wiedeńskiej, w uczyiiioneni do 
imiie podaniu wynurzyli niemożność dalszego prowadzenia tego przedsięwzięcia, oraz 
osiągnięcia zamierzonego celu. Z tego powodu Kząd Królestwa Polsk: niaiąc na wzglę- 
dzie z iednej stiony prawa akcjonarjuszów nieoliecnycb, z drugiej zaś połączony z tera 
przedsięwzięciem ważny udział Skarbu, znalazł się w konieczności ustanowić oddzielny 
komitet dla przyjęcia akt i rachunków, dla ich rewizji, sporządzenia inwentarza maiątko- 
wego, słowem dla przedsięwzięcia wszystkiego, coby się t^lko okazało być potrzebnom do 
zupełnego wyiaśnienia tego interesu i nadania mu dalszego prawnego biecru. We wszyst- 
kich tych przedmiotach liząd oczekuje od Komitetu szczegółowego raportu, tymczasem 
Jiaś zarcf!zony przez NAJJAŚNIEJSZRjO l'AX A procent po 47^ ol sum m za akcje 

380 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Towarzystw^a otrzymanych, wypłacany będzie iak dotąd w czasie właściwym. O czem 
z woli Wyższej podaic do wiadomości Akcjonarjuszów, oraz innych osób w tern intere- 
sowanych. Dyrektor Q\: Proz: w Kom: Rząd; Przych: i Skarbu Król: Pol:, Radca 
Tajny Fuhrman. 

Były to jednak nieporozumienia chwilowe, bo oto od r. 1844-go spra- 
wa pierwszej w kraju linji kolejowej wchodzi na tory, juź odtąd w szyb- 
kiem tempie prowadzące do jej szczęśliwego rozwiązania. 

W d. 28 kwietnia 1844 r. (Nr 117) przybywa z Gdańska na 7-u ber- 
linkach nowy transport szyn, roboty prowadzone są na całej linji, a cały 
ruch spacerującej publiczności zwraca się ku alejom Jerozolimskim (Nr 259). 
W Kasjerze i prasie toczą się już nawet spory, czy lokomotywę — która 
tymczasem zdobi juź wiele szyldów w mieście — nazywać „parogonem", 
czy „parojazdem", czy wreszcie „parowozem^ (Nr 267). 

Zbliża się chwila stanowcza — otwarcia linji... 

Wczoraj o godzinie w pół do 3 z południa, odbyła się próba drogi żelaznej War- 
szawsko- Wiedeńskiej, na przestrzeni kilku werstowoj, od głównej stacji w Warszawie. 
JJ.OO. Xztwo Iclimość Karaiestnikostwo w towarzystwie znakomitych Osób byli obecni 
tejże próbie, wykonanej za pomocą machiny parowej, pochodzącej z zakładów Jana Co- 
ckerill w Seraing, którą prowadził Mechanik Ward. Machina przebiegała kilkakrotnie 

po szynach w rozmaitym stopniu prędkości biegu; a właśnie gdy to działo się, przejeż- 
dżała drogą Jerozolimską kareta Kurjcrska, tak, że obecni mogli zaraz ustanowid stosu- 
nek odpowiedni prędkości tych dwóch rodzaiów środków komunikacyjnych. Kowośd ta 
pożądana i mnogie rokuiąca korzyści dla kraiu tutejszego, będzie na zawsze pamiątką. 
Cała częśd drogi żelaznej w obrębie miasta, była otoczoną mnóstwem ciekawych wszel- 
kiego stanu; a na Jerozolimskiej alei panował ruch niezwyczajny. W ogólności było 
osób kilkanaście tysięcy (1844, Nr 261). 

Bylo to d. 21) września. 

Wd. 23 listopada 1844 r. odbyła się próba jazdy do Pruszkowa 
(Nr 31.5), zaś otwarcie linji Warszawa-Pruszków nastąpiło d. 28 listopada. 

Dla Kolei żelaznej Warszawskiej wczorajszy dzień będzie zaszczytnie pamiętny. 
JO. Feldmarszałek Xżę Warszawski, Namiestnik Król:, o godzinie pierwszej z południa 
odbył tą koleią podróż do Pruszkowa, w czasie 26 minut wiorst 16 (dwie mile i 2 wior- 
sty). Słonce świeciło i podróż odbyła się najpomyślniej. Towarzyszyli Xciu Jegomości 
JW. Jen. -Inżynierów Dehn, 10-ciu Jenerałów, Konsul Angiel:, 25-ciu Członków Komi- 
tetu, wielu Sztabs i Ober-Oficerów, z Dam: JWna Pisarew, Małżonka Gubernatora 
woien: z Córką; odbyło oraz tęż podróż przeszło 100 mieszkańców Warszawy. Teraźniej- 
szy Właściciel Pruszkowa W. Skwarcow, gościnnie przyjmował przybyłych; JO. Xżę 

381 



I^urjcr ^ arsiawslii. 

l^amiestnik raczył znajdować się na świetnem śniadaniu o Gospodarza. Podróż z po- 
wrotem do Warszawy również była przyjemna, a nawot krótsza, bo odbyła się tylko 
w ciągu 20 minut Ileż to będzie blojrich korzyści! (1844, Nr 320). 

Nie będziemy przytaczali wszystkich dat. WspomDimy tylko, że z dzi- 
siejszego dworca pociągi zaczęły odchodzić d. 27 listopada 1845 r.; że do 
Piotrkowa pierwsze pociągi odeszły d. 2 września i d. 7 listopada 1846 r., 
do Częstochowy zaś d. 17 listopada 1846 r; że jazda próbna do dranicy od- 
była się d. 22 listopada 1847 r. (1847, Xr 322), otwarcie zaś całej linji — 
w kwietniu 1848 r. 

Przystanki we Włochach i Brwinowie otwarło d. 13 sierpnia 1845 r. 
(Nt 212), stację w Łowiczu d. 1 listopada 1845 r. 

Ogłoszenia o otwarciu kolei do użytku i)ublicznego rozlepiano na ro- 
gach ulic d. 15 czerwca 1845 r. 

Wszystkie te daty upamiętniły się w Kurjerze mnóstwem wiadomości, 
które niemal osobny dział informacyjny odtąd tworzą w dzienniku. Re- 
dakcja opisywała wszystkie wycieczki, kreśliła obrazy miast i miejscowo- 
ści, informowała o nowopowstających zakładach przemysłowo-handlowych 
])0 stacjach, słowem — odtwarzała cały ruch, jaki otwarcie kolei w kraju 
wywołało. 

Bo po za tem, że pierwszą w kraju kolej upamiętniano kompozycjami 
muzycznemi („Przejażdżkę koleją" odegrała orkiestra w teatrze; 1845, 
Nr 111), popularyzowano wyrobami cukierniczemi (tort „Kolej żelazna" 
u Lursa, 1845, Nr 76), lub okoliczności o wemi dowcipami, w rodzaju np. 
„porównania pary małżeńskiej z parochodem", jakie „ktoś na galerji przed 
domem kolei żelaznej, spoglądając na przybywające cugi, uczynił": 

Jeśli, jak to często bywa, 
Zona męża za nos wodzi. 
Ona, jak Lokomotywa, 
On, jak Tender, za nią chodzi. 

Liczne dzieci, to Wagony, 

Zaś kłopoty, to Brankarty, 

Które mąż od tkliwej żony 

Znosić musi nie na żarty. 
A gdy z właściwej kolei, 
Lokomotywa wyskoczy. 
Wtenczas zamknijcie już oczy, 
Bo żadnej niema nadziei. 

(1850. Nr 58.) 

382 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Po za teni; jiowlarzainy, budowa kolei zaznaczyła się w Kurjerze .sz<*- 
regieni artykułów i)0 ważniej szych, otwierając przed redakcją nQwe, wielce 
bogate źródłu wiadomości. 

Więc obok opisów wycieczek (do Grodzisku 184,"), Nr 155) i miast 
(Pruszkowa, Grodziska; 1845, Nr IGO) spotykamy rozkłady jazdy kolejowej 
(pierwszy w N-rze 174 z r. 1845), taryfy . (1845, Nr 152); w dodatku ogło- 
szeniowym do N-ru 185 z r. 1845 czytamy ogłoszenie, zapewne Dyrekcji 
kolejowej, podane w formie „art. nadesl.*' (o taryfach kolei Warsz.-AYied. 
i kolei zagranicznych), wiadomości o nowych przedsiębiorstwach, że nie 
wspomnimy już o umożliwieniu szybszych i obfitszych informacyj z kraju. 

Otwarcie kolei było faktem jednym z najpoi)ularniejszych. 

W r. 1847, w ciągu trzech miesięcy, od 1 stycznia do 1 kwietnia, prze- 
jechało koleją wiedeńską 31.400 osób (Nr 90). W jnerwszym zaś zaraz 
roku kolej-to niewątpliwie spowodowała, iż zaczęto się rozpisywać o potrze- 
bie poczty miejskiej (1845, Nr 8) i wprowadzono komunikację omnibusową, 
przedtem za miastem tylko czynną. (Pierwszego dnia, 21 czerwca, przeje- 
chało omnibusami 110 osób, 22 czerwca — 340, 29 czerwca— 811; 1845, 
Nr 172.) 

Wiele też obiecywano sobie na wzroście Warszawy. W niedziele 
i święta tysiące ciągnęły „do ulubionych miejsc spacerowych Pruszkowa 
i Grodziska, które od czasu otwarcia naszej Kolei Żelaznej atahj się iakhy 
Prtedndeid&in Warszawy-^ tym sposobem sprawdził się już w części wiersz 
Poety, lat temu kilka napisany: 

Gdy się kolej nasza ziści, 
Krakowskie-Frzedmieście wtedy 
Będzie mieć od biedy 
Jakie mil czterdzieści. 

(1845, Nr 204)." 

Kurjer zaś, jakby w przeczuciu przyszłego znaczenia kolei dla handlu 
Warszawy, z powagą donosił, że „statki parowe, koleje żelazne i ulepszone 
środki komunikacyjne zbliżają coraz więcej do siebie i)unkty najodleglejsze 
kuli ziemskiej. Wiadomości z Kalkuty z d. 20 grudnia r. z. doszły już do 
Warszawy onegdaj, to jest tylko tv 2-ch miesiącach'^ (1845, Xr 54). 

A przecież te ówczesne urządzenia kolejowe jakże wiele pozostawiały 
do życzenia! Oto np. wiolce ciekawy opis komunikacji (1847, Nr 135) 
między Warszawą a Wiedniem: 

„Jeden z Korespondentów Kurjera tak nam opisuie marszrutę odbytej 
•drogi koleianii żelaznem! z Warszawy do Wiednia. Wyiechawszy z War- 

383 - 



l.{ur/er Warszawski. 

szawy o 11-ej godzinie zrana^ pędzisz iak strzała drugą khissą do Często- 
chowy za z]p. 23 gr. 10, i staiesz tam o godzinie 7^4 wieczorem. Tegoż 
dnia o 9-tej wieczorem za złp. 7 iedziesz dyliżansem do Lublińca i staiesz 
tam o 3 ciej po północy; tu płacisz złp. 10 za dyliżans Pruski do Opelu 
(Opola), który cię przed w pół do jedenastej zrana dostawia do tego mia- 
sta. Zkąd za 1 talara porywa cię para Pruska o 11-ej zrana do Kosel 
(Kozielska). A\' Kosel płacisz zł. 2 do Raciborza, gdzie jesteś o godzinie 2 ej 
po południu; iesz obiad, używasz przyjemnego widoku z dworcu kolei żela- 
znej na góry Karpaty {sic) i miasto, i o ó-ej wieczorem za zł. 3 pędzą z tobą 
do Anneberg i Danenberg, i za to ])lacisz aż do dworcu kolei żelaznej austrja- 
ckiej 31 krajcarów (zl. 2gr. 2). W Danenbergu Komora. Nie uwierzysz 
co to za rwetes między Anneberg i Danenberg; to z kolei pakować się trzeba 
na dyliżans, z dyliżansu do komory, z komory napowrót do dyliżansu, po- 
tem znów do kolei, że aż traci się głowa {sic) od tego pośpiechu; ale jak się to 
skończy, płacisz aż do Wiednia 9 reńs. i 18 kr. (około 38 złp.), i spokojnie 
całą noc śpisz aż do Perat (Prerau=Przerów). Tam ciebie budzą i przesa- 
dzają w inny powóz, który cię o 7-ej zrana dostawia do Wiednia. Tak, wy- 
iecliawazy z Warszawy o godzinie H-ej zrapa^ naprzyhtad we Środę ^ iesteś iut 
w stolicy Austrji w Piątek na śniadanie,^ 

Takie były warunki komunikacyjne przed 5()-u laty, już po otwarciu 
kolei... 

To też, jeżeli wpływ kolei na treść dziennika jest na każdym kroku 
widoczny, wpływu tego na technikę redakcyjną dopatrzyć sie niepodobna: 
tak jak dawniej, tak i długie jeszcze lata po r. 1845-ym Kurjer podawać 
będzie informacje swoje po kronikarsku, spokojnie, bez tego pośpiechu go- 
rączkowego, jaki cechuje obecną robotę dziennikarską. 

Najlepiej uwidocznia się to na grupie informacyj działu bieżącego, po- 
dawanych pod osobnym nagłówkiem: 

Z ostatniej ohwlli. 

Mieszczą się tu zwykle wiadomości, które redakcja otrzymuje w chwili 
zamykania numeru, skutkiem czego nie może ich zamieścić na właściwem 
miejscu, w odpowiedniej rubryce: drukuje je przeto na ostatniej stronicy 
tekstu, jeszcze maszynie nie oddanej. 

Otóż wiadomości tej kategorji tworzyły swoją rubrykę samodzielną 
dopiero od N-ru 85-go w r. 1881-ym. 

To nie znaczy, żeby nie było ich przedtem. Owszem, lecz w dawniej- 
szych warunkach przytrafiają się tylko w wyjątkowych razach, pomimo że 
właśnie wtedy, gdy Kurjer posiłkował się prasami recznemi, wyraagającemi 

384 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

ukończenia numeru już około 9 — 10 godziny rano, by go wydać o 4-ej po po- 
ładnin, rubryka ta właściwie powinna była być najobfitszą. Oto popro- 
sta — nie było materjału ! 

Wyjątek stanowi jedynie pierwsze dziesięciolecie Kurjera, gdy bardzo 
często spotykamy takie informacje — na samym końcu numerów, po oglo- 
szeniadi. 

Oto pierwsza z nicl].- 

Most, jeśli nie dziś wieczorem, to jutro w południe ukończony bodzie (kursy wrv- 
X8S2, Nr 49). 

Na wzór, kilka dalszych przytaczamy: 

NB. NB. NB. w obwili gdy dzisiejszy Kurjer miał wychodzić, od jbrai doniesie- 
^lie, le najwyższa wygrana, to jest zip. 150.000, dziś padła na Nr 7.190. Los wzięty 
Xl kolektora J. Knhen przy ulicy Senatorskiej, u któroj^o już było wyjjrano zł. 100.000; 
"^rłaśdeielem wygranej iest ieden z mieszkańców Skierniewic (1822, Nr 300). 

W tej cliwili doszła wiadomość, że Algierczycy podniośli bunt przeciw Francuzom, 
^ czem jutro obszerniej (1830, Nr 228). 

NB. NB. Dzisiejsza Poczta doniosła, iż w Berlinie z powodu policyjnego areszto- 
"^rania kilku Czeladników krawieckich zebrały się tłumy, które uspokojono, o czem jutro 
"będzie obszerniej (1830, Nr 254). 

W następnych rocznikacli to źródło informacji wysycha. Spotykamy 
je znowu dopiero w r. 18G0-ym, już nawet z pewnym planem, co do którego 
JCunjer uczynił takie zawiadomienie: 

„Ponieważ bardzo często się zdarza, iż drukując Kurjera arkuszowe- 
go w chwili położenia formy drugiej na prassę, przychodzą nowe wiadomo- 
ści dzienne, które z tego powodu ze szkodą Czytelników, odkładane być mu- 
8zą do dnia następnego; dla zapobieżenia więc temu. Redakcja Kurjera 
postanowiła w każdym arkuszowym Kurjerze poy>vięció takim wiadomo- 
ściom, o ile potrzeba tego wypadnie, jedną jeszcze z kolumn Kurjera, to jest 
iLolumnę ostatnią, czyli ósmą, w której pod riil)ryką: DODATKOWE WIA- 
DOMOŚCI BIEŻĄCE, zamieszczać będzie te nowiny, jak to już w numerze 
dzisiejszym ma miejsce" (18()0, Nr 83). 

Właściwie jednak, nie były to nigdy informacje z o.statnity chwili. 
Chcąc urozmaicić półarkusze, redakcja poprostu dzieliła matcrjał bieżący, 
którego część zasadniczą podawała bez tytułu, w numerze głównym, mniej- 
szą zaś — pod owemi tytułami „wiadomości dodatkowy eh" — na ostatniej stro- 



KiląikA Jabllennowa. 



S85 - 25 



T^urfer ^ arszawsku 

iiicy. Dość powiedzieć, że np. wiadomości literackie o nowościach książko- 
wych bardzo często stanowiły wyłączną treść rubryki. 

Rok 1881-y nietylko w stosunku do „ostatniej chwili" jest w roczni- 
kach Kurjera datą pamiętną: gdy pierwszy nagłówek „Nowości warszaw- 
skie" znikł z numeru i gdy materjał podawano bez tytułu, dzisiejszy nagłó- 
wek „Wiadomości bieżące" ukazał się w r. 1881-ym, w N-rze 264. 

Wystawa redakcyjna. 

Redakcje dzienników francuzkich wprowadziły nowość pod nazwą 
Salle des depiclies — której jednak prasa innych krajów nie naśladuje. SaUe 
des depiclies — jest to poprostu wystawa tych wszystkich aktualności; jakiemi 
w danej chwili publiczność się interesuje. 

W Warszawie mamy coś w tym rodzaju — na wystawach redakcyj- 
nych, okazujących przechodniom wizerunki osób, o których się pisze, portre- 
ty artystów, widoki wystaw, wszelakie oryginalności, jak wykopaliska ar- 
cheologiczne i t. d. 

Wystawa Kurjera datuje od bardzo dawna, tylko że początkowo mie- 
ściła się, nie w oknie frontowem biur kurjerowych, lecz — w gabinecie re- 
daktora. 

Jakich-bo osobliwości nie zgromadzono tu przez czas istnienia pisma! 

Oto wykaz zupełny z okresu lat 50-ciu, przyjętym przez nas systemem , 
ułożony chronologicznie: 

Okazy włókna ua papier i inno wyroby, do oglądania w redakcji (1823, Nr 332). 
Pietraszka, 8 cali w obwodzie, 30 długości, z Radzymina, do oglądania w drnkan^^ 

(1824, 271). 
^''Wtót sandała'', jaki używają damy paryzkio, gdy wychodzą w czasie wilgotnym 

(drukarnia; 1826, 196). 
Jląje kurze, bez żółtek (sic!)^ ugotowane (drukarnia; 1829, 124). 
Marchew z ogrodu z pod Warszawy, «mająca bardzo wiele podobieństwa do prawi- 

całego składu człowieka" (1829, 279). 
Urzewo genealogiczne domu Ossolińskich, w oryginale od ri^^ki na arkuszu 1% 

łokciowym wypracowano— do obejrzenia w drukami i do nabycia na rzecz nbo* 

gich (1830,40). 
Próbki nasion baraków cukrowych (1830, 315). 
Hnźa kość zwierzęca, znaleziona na piasku, nad Wiblą, wprost ogrodu Jabłonn/ 

(1835, 136). 
Rysunek konch skamieniałych (1835, 201). 

GWy w Warszawie powstał „sklep ubogich" i gdy otwarto salę ochron— 
część okazów składano w tych dwóch instytucjach, Kury er zaś poprzestawri 

386 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



«ia zawiadamianiu czytelników, jakie osobliwości tam przybywały. A były 
•one ciekawe, pierwsze bowiem dagerotypy np. ukazały się w sali ochron, 
w roku 1839-vm (Nv 274\ 



— ^ -^ ^ 

w roku 1839-ym (Nr 274). 



WiMwtofet ntak duży iak łeb iagnięcia i mający zupełne do takiegoż łba podobieustwO| 

oczy, uszy, nozdrze etc", wykopany w Stanisławo wskiem (1835, 276). 
■■•tyl biały, w lutym złapany UB36, 39). 
Barak ^fenomen botaniczny*, który wyrósł pod krzakiem kartoflanym, ma zapach 

i smak buraka, a kształt kartofla" (1836, 288). 
Stere roczniki Kurjera z r. 1730 (1837, 135> 
Jiarak 20Vs ^^"^-i marchew SYi^ kalarepa 12Vsi pietruszka 7, z Chodowa 

Micliała Jeziorańskiego (1837, 301). 
dikamienialość: kamień piaskowy, z którego .rak skamieniały się wynurzał". Pusch 

opisał ten ważny okaz w pis. zagr. i uznał za astaCHS lencoderma (1837, 333). 
Meczarlui, wagi 1 f. 26 łut., z ogródka przy ul. Nowolipie (1838, 203). 
Ayeina kolorowana agawy ameryk, (aloes) w Szarlotenburgu (1838, 241). 
Motyl źdttjr, złapany w mieście, w lutym, jako oznaka wiosny (1839, 34). 
#rsecii wtoald, monatrom składające się aż z trzech orzechów (1843, 252). 
^I^feczko karze połączone z drugiem, oba tak duże tylko, jak gołębie i mają kształt 

litery O a844, 98). 

Kallizębjr z płetwy ryby Ieszc2^owej (1844, 110). 

IMia, z której rozkwitłego kwiatu wyrósł pączek drugiej róży (1844, 188). 

Głowa kapuatjr, wagi przeszło 12 funtów (1844, 236). 

Urajr czarnej cząstki, wykopane w Brudnie (1844, 262;. 

nzodkiew z gatunku murzynek tak wielka, jak głowa najotylszego człowieka (1844, 

285). 
Maliny szczególnie rozkwitło (1844, 290). 
Medal na cześć ks. rektora Fortalupi (1845, 24). 
Rycina przedst. zawalenie się mostu w Dreźnie (1845, 102). 
Szczęka zwierzęca ze wsi Rego w (1845, 157). 
#|^órki ogromne dwa, zrośnięte w literę Q. ("1845, 159). 
JfUjeezko 3-miesięcznogo kurczęcia (odesłano prof. Wadze, 1845, 178 i wyjaśnienie 

w N-rze 189). 
Bobak gruby .dotąd żywy" w kartoflu (1845, 239). 
Martofei w formie koralu z 7 odnogami (1845, 250). 
Criowa kapusty z 10 małemi główkami (tamże). 
Ckpzyby spiętrowane w poscad niewiasty (1845, 272). 

Portret notarjusza apostolskiego Kolegjaty łowickinj— o 4-cli oczaoli (1845, 327). 
Biały motyl w grudniu złapany (1845, 347). 
JTaJko ptasie (1846,48). 
JTąfe kurze (1846, 85). 
Bza chińmUego dwie kity (1846, 134). 
Jliąfa koloru laki florenckiej ( « 161). 

Bzodkiew osobliw. kształtu: rączki dziecka z 5 palcami (ramżo). 
Bzodkiew mająca postad dziewczynki (1846, 167). 
JToarnal de 9t-Petersbonrg NX-ra próbne (184*7, 177). 
Ceranka osobliwszej odmiany (1846, 190). 

387 - 25* 



l^iirjcr Warszawski. 

Kartofel-wino^rono (1846, 247). 

Tykwa z Białołęki (1846, 248). 
eiowa kapusty ( , 264). 
Jaje dubeltowe (tamże). 
Zęby wykopane w Jędrzejowie (1846, 266). 
'Borak-olbrzym (1846,267). 
Kapusta- olbrzym (1846, 271). 
Oruszkt i Jabłka ^przeogromne^ (1846, 273). 
Kartofel osobliwy (1846, 275). 
Olowa kapusty z 14 główek (1846, 297). 
Burak-olbrzym (1846,305). 
Kwiat Tillandsia tli^rtda (1846, 311). 
Kwiat wiśni— zimowy (1847, 17). 
JTaJe kurze z cyfrą ,9" (1847, 50). 
INotyl źóIty w marcu ( , 72). 
JTaJe-olbrzym (1847, 107). 
Kaliendarz dla ociemniałych (1847, 165). 
Purchawka-olbrzym (1847, 210). 

z Lublina ( , 219). 
JTąfe-i^ruszka (1847, 237). 

Cytry na-olbrzym (1847, 242). Dostała się później «na wystawę Fioraliów w ognK 
dzie saskim" (1847, 247). 

Rzodkiew, kształtu rączki dauiskiej lub nóżki chiuczyczki (1847, 267). 

Jiaja kurze (1848, 73). 

maik-owad ( „ 93). 

Gąsiątko podwójne (1848, 132). 

Gruszka-olbrzym ( . 234). 

Pasternak-olbrzym ( „ 295). 

Kartofel-olbrzym ( « 302). 

Motyl-pokrzywnik pospolity (1849, 47). 

Motyl biały (1849, 62). 

Próbki złota z Kalifomji (1849, 81; opis tej próbki 1849, 103). 

l¥izerunek Zbawiciela w drzewie mikroskopijnie wykonany (1849, 105). 

Tulipany-bliźnicta (1849, 185). 

{■szparagi „w esy floresy" („Mieliśmy posiadać wielką roślinną osobliwość: była 

olbrzymia rzodkiewka, mówimy była, bo już jej niemal Jeden z szan. naszjclk-. 
prcnumeratoróNV przosłał nam z własnego ogrodu ten egzemplarz, wraz z listem^;' 
iilo nie wypróbowany w wstrzemięźliwości chłopak zjadł przez drogę rzodkiewkę^ 
cieszymy się tylko, że nie przekąsił listem...** i t. d. 1849, 145). 

Jak widzimy, osobliwości przeważnie należały do t. z. wybryków Mi- 
tury. A tego rodzaju okazami interesowano się wtedy bardzo! I nietylko 
u nas: w r. 1849-ym Times londyński wielce szczegółowo opisywał nade- 
słane sobie „fenomenalne kłosy jęczmienia", wyrosłe na gruncie, użyźnio- 
nym poniyjami kuchennemi (Nr 157). 

Za czasów Kucza szczególnie obfitowała wystawa Kvrjera w tego ro- 
dzaju osobliwości, przytaczając zaś ich wykaz, Kucz zawsze zaopatrywał 

388 - — 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

odnośną notatkę W jakiś Żarcik; uwagę humorystyczną i t. d.^ w rodzaju 
np. ^ktoś; oglądając w Redakcji Kurjera ową cytryno-pomarańczę, zawo- 
IbI: „To tak^ jak i między nami: niejeden weźmie sobie dozgonną poma- 
rauczę, a później przekona się, źe to była dozgonna, arcy-kwaśna cytryna" 
(1860, Nr 63). 

CSc^iYiiąla— bracia Sjamsoy (1849, 206). 
Parclmwka-olbrzym (1849. 213). 

jtliwka- olbrzym (pH^akcja ])08iada kilka małoletnich indywiduów^, w których zauwa- 
żyła nieczysto zamiary względem tej smacznej osobliwości" 18łl>, 231;. 
Azepa wagi 3Vj f. (1849, 257;. 
Marchew osobliwie gruba (1849, 277). 
Kuropatwa Mata (1849, 282). 
JTaMonka o 2 eh pieńkach (1849, 302). 
MJom iyitk piccioraki 1849, 334). 
Kartofel-serce (1850, 40). 
JKnrczę czworonożne (1850, 129). 
Urny ze wsi Skibice (1850, 158). 
JBez i akacja— powtórne kwiaty (1850, 188). 
Makówka ze 100 bliźniakami (1850, 202). 
Proso 3-łokciowe (1850, 240). 
Kiiknr^'dza- żyrandol (tamże). 
Faun podchmielony, marmur. (1850, 239). 
JKartofel-sfinks (1850, 245). 
Gruszka- szyld (tamże). 
-Próbf kartofli z odrostków (1850, 262). 
Kurczę 4-nożne (1850, 27G). 
=Cytry na- tulipan ( „ 279). 
Gruszka lVs i'- ( „ 280;. 
Kartofll-i^roDo (tamże). 
JPietrnszka 21okciowa (1850, 289). 
lieler karłowaty (tamże). 
K^artofel-serce (1850, 308). 
Cytryna w cytrynie (1850, 3361. 
CykorJI koi*zeń olbrzymi (1850, 343). 
Jąje-olbrzyin (1851. 5). 
Motyl żywy ( „ 7). 
C^tryna-kurza łapka (1851, 16). 
Kły dzika (1851, 33). 
•Chrabąszcz (1851, 40). 
Pomarańcza w pomarańczy (1851, 78). 
Kurze Jąfa (1851, 104). 

Jla^nlc zrośnięte, o 1 głowie i 8 nogach 1851, 112). 
Kapelusz drewniany (1851, 118). 
iSzparafi^l osobilwe^^o kształtu (1851, 154). 
CAito, nowa roślina (1851, 187). 
J&oński zab, nowa roślina (1851, 188). 

389 - 



HuTJer Warszawski, 

INleko zakousci w. „do próby dla wszystkich* (1851, 193). 

l¥iśiiia z wąsami (1851, 198;. 

HLurczę o 4 nogach i 4 skrzydłach (1851, 213). 

Rzodkiew murzynka (1851, 218). 

HLwiat georgriiąji ( „ 220). 

Rysunek maszyny do kierowania balonem (1851, 232). 

Byplom Stefana Batorego (1851, 233). 

Rączka kartoflana i grupa grzybów (1851, 235). 

Pieczarka-olbrzym (1851, 244). 

Marchew wą-sata (tamże). 

Kartoflana dewizka (1851, 252). 

Kartofel „pałka Herkulesa"* (1851, 253). 

„ picciogłowy (1851, 259). 

Ryplom z 1458 r. (1851, 266). 
Ogórek-olbrzym (1851, 274). 
Kartoflana flgra 1851, 291). 
Rycina z pożaru w San-Francisco (1851, 294). 
Cytryna-olbrzym (1851, 327). 
Cytryna z grzebieniem (1851, 331). 
Rog^l olbrzymio (opisał je dr Jarocki w N-rze 342). 
.Ifnmlzmaty Kątskiego (1852, 39). 

zXVniw. (1852,43). 
Monia pszenicy belgijskiej (1852, 64). 
Rada srebmo-miedziana z Kielc (1852, 94). 
Rybka-koluszek (1852, 102). 
Pierwszy chrabąszcz (1852, 106). 
JTaJc z naroślą (1852, 118). 
Wyroby domanikowe (1852, 128). 
Rysunek kwestarza (1852, 189). 
Indyczęta o 4-ch nogach (1852, 153). 
Mamuta szczątki z Narwi (1852, 170). 
Ryngraf z Kobełki (1852, 193). 
l¥zory wyrób. glin. ks. Jabłonowskich (1852, 194)» 
Tnllpann cebulka (1852, 207). 
Chltoa nasienie (1852, 214). 
ŚUwki „Waszyngtony" (1852, 235). 
Pnrchawka-olbrzym (1852, 236). 
Orzechy- grono (1852, 246). 
liltograOa z obrazu Scheffera (1852, 274). 

„ Portret Kraszewskiego (1852, 275). 

Rosówki I komary (1852, 318). 
Numizmat z 1627 r. (1853, 20). 
Rerto z kości słoniowej (1853, 31). 
Jląja kacze koloru stali (1853, 94). 
Chrzanowa nóżka (1853, 99). 
Obrazy z galeiji Rusieckiego (1853, 113). 

Obraz Fr. Kostrzewskiego: „Wnętrze chaty krakowskiej" (1853,11(5).. 
Pomarańcza w pomarańczy (1853, 149). 

390 - 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

ItoUar kalifoniijski (1853, 150). 
Tri|llka szparagowa (1853, 156). 
•w4H3 mmmnj piniołj (1853, 170). 
Parchawka-olbrzym (1853, 181). 
•bras .yMojżesz" Zarzeckiego (1853. 182). 
JTąJka-palwersak (1853, 187). 
Gfsleiiica kartoflowa (1853, 217). 
Smgm&y ananasowe (1853, 228). 

głowa barania z rogami („oglądać można codziennie, nie wyłączając i świcU^, 
które redakcja już wtedy była otwarta, 1853, 253). 
6-stopowy (1853,255). 
jnia (nie przyjęta! „zbyt szczupłe miejsce w gabinecie redakgi Kurjera nie dozwo- 
liło nam pomieścić..." 1853, 257). 
iWatki bronzowe (1853, 265). 
rchew-olbrzym (1853, 289). 
-olbrzym (tamże). 
ffiąg z buraka i marchwi (1853, 295). 
ońaki mąh, kłos (1853, 306). 
aaraceńskie (tamże;. 
Vaaola olbrzymia (tamże). 
Kamień znaleziony we wsi Baby (1853, 317). 
m^ykopaliaka z pod Radomia (tamże). 
Cteiazdo pieczarek (1854, 25). 
KamMnacJa raelinnkowa Tonenbauma z okoliczn. 400 wystawy balet j „Weselo 

w Ojcowie" (1854,43). 
liliput kurzego rodu (1854, 180). 

Criowa wolu przedhistoryczn. (opisał ją dr Jarocki w N-rze 203. 1854,202). 
Jąfe-olbrzym (1854,224). 
lalUko-olbrzym (1854, 253). 
Bania 174-fantowa (1854, 260). 
Itereiiew o 12-u odnogach (1854, 271). 
Uelieh szklany jakby srebrny (1854, 277). 
iUipnata z szerszeniami (1854, 281). 
^^trjrna do tykwy podobna (1854, 282). 

^hraz „Pod Beresteczkionr Kossaka i Brodowskiego (1854, 288». 
Cl^Wiazda morska (1854, ^05). 
*ilaffdalena» Guido-Ucniego, (1854, 312). 
^razld ebińakie (1854, 317). 
^owa Blednzy, Konopackifigo (1854, 334). 
^•kosowa szkatułka (tamżcj. 
zbytki z kości słoniowej (1854, 341). 
^eczarlLi w koszykach (1855, 10). 
^yaunld kas ogniotrwałych (1855, 11). 
*ilfnic-potworek (1855, 34). 
„ „ (1855. 90). 

*^e «»•• olbrzym (1855, 113). 

„ kurze liliput (tamże). 
)9%dpnat parafialny'^ Kostrzewskiego (1855, 12C). 

391 



%Mrj€;r Warszawski. 

Żyło wyjątkowo bujne (1855, 141). 

H^rce SE rzodkiewki (1855, 151). 

Kaprysy kurzych Jaj (1855, 166). 

Kombinacje matematyczne Tenenbauma (1855, 198). 

Grono pomidorów (1855, 221). 

Rzodkiew 12-faDt. (1855, 287). 

Poziomki październikowo (tamże). 

Rzodkiew-mnrzynka 12-fant (1855, 291). 

CUtowa liapnaty z 5-ciu główek złożona (1855, 807). 

Tabakierka Kndlicza (1855, 324). 

Kaiąźka do nabożeństwa z r. 1513 (1856, 20). 

Cytryna w kształcie tulipana (1856, 43). 

IStara rycina, „ Ja^^^]*!^ ^ Siedmiogrodzie" (1856, 54). 

Pieczarlui-olbrzym (1856, 55). 

l¥Mkno topoli piorunem rażonej (1856, 117). 

Hubeltówka ofiarowana przez cesarzową Katarzynę II Stanisławowi Augustowi 

cała z kości słoniowej (1856, 137). 
Obicia przedstawiające monety (1856, 207). 
Burak 22-fantowy (1856, 272> 
Kartofel 3-fiint. (1856, 276). 
Olowy kapusty olbrzymie (1856, 303). 
2Rąb przedpotopowy (1857, 4). 
Miniatura Tadeusza Czackiego (1857, 70). 
lil'yobraienie Zbawiciela z kości słoniowej (1857, 74). 
J^aje gcaie-olbrzym (1857, 141). 
S^zparai^i zrośnięte (1857, 147). 
Bnrak-gęś 23-ftintowy (1857, 278). 
^l^yroat kłosowy (1857, 328). 
Z^b mamuta (1858, 29). 
Kom i^pau skrystalizowany- (1858, 74). 
Szezftki przedpotopowego wołu Bonaza (1858, 203;. 
Żaba skamieniała (1858, 215). 

•Ręczna robota damaka, wyobrażająca ks. Józefa Poniatowskiego (1858, 244 j. 
Burald dwa po 13 i 14 fun. (1858, 288). 
Kalarepa-olbrzym (i wiersz o niej Piotra Skibki z pod góry Ś-to Krzyzkiej — 

1858, 291). 
Zbiór medali polskich (1859, 163). 
Pleczarkl-olbrzymy (1859, 171). 
Zabytki zbroi archaicz. (1859, 207). 
t% ktoaów na jednej słomie (1859, 231). 
Pieczarkl-olbrzymy (1859, 236). 
Kartofel niezwykłej postawy (sic) (1859, 297). 
Żywa szarańcza (1860, 235). 
Jląfa szarańczy (1860^ 242). 
Oliazy szarańczy w spirytusie (1860, 252). 
Kartofel przypominający kształty dziecka (1860, 269). 
Kzawnica archaiczna (1861, 29). 
Okaz wtosleńca, </« łol^^ia (1861, 132). 

392 



KSfĄŹKA JUBILEUSZOWA. 

^ą|e zorawia (1861, 166). 

M^ka z młyna parowego w Lublinie (1861, 174). 

Kwiat i owoc powtórny wina (1861, 223). 

C^rsyli na gnyhie (1861, 227). 

Jainaię-potwór o 8- u nogach (1862, 108) 

Rzodkiew o 5-u palcach (1862, 147). 

Agawy kwiat (1862, 202). 

Medal 1.000-lecia Teplitz w Czechach (1862, 204). 

i£too owaianjr o 395 ziam. (1862, 217). 

Knrezę o 4-ch nogach (1863, 66). 

BatellLi archaiczne (1863, 184). 

Bnrak-olbrzym (1863,229). 

Owoc powtórny jabłoni (1863, 250). 

Cytrjraa-olbrzym (1864, 106). , 

W związku z tern szczególnem zamiłowaniem do zjawisk natury^ jakie 
cechowało ówczesne społeczeństwo; pozostają systematyczne notatki Kurje- 
ra o pogodzie, żniwach, siejbie, zaznaczanie wszelkich prognostyków dla 
rolnika— od przylotu bocianów i dzikich gęsi zacząwszy, i przepowiednie 
dla gospodyń, czy pieczywo Wielkanocne będzie dobre (1847, Nr 90) i t. d. 
Wszystkie tego rodzaju „^awiska" skrzętnie w Kurjerze były rejestrowane. 

Zwyczaj przesyłania Kurjerowi ciekawych okazów roślinnych i t. p. 
przetrwał dotąd; na wystawie jednak redakcyjnej zajmują one już nie tak 
wydatne miejsce: ustąpiły pierwszeństwa rysunkom i fotografjom. 

Rysunki. 

Rysunki ilustrujące wybitniejsze artykuły spotykamy w Kurjerze od 
bardzo dawna, bo od roku 1834-go. 

Początkowo były to drzeworyty prawdziwie artystyczne, innych bo- 
wiem sposobów ilustrowania tekstu dziennikarskiego nie znano. 

Teka rysunkowa Kur jera obejmuje rzeczy następujące: 

pomnik cesarza Aleksandra I w Petersburgu, ^przerysowany z pism 
warszawskich", 1834, Nr 295; 

kościół Karola Boromeusza, właśnie podówczas się budujący, 1849^ 
Nr 291; 

plan zakładów przemysłowych Bohma we Włocławku, 1 850, Nr 26; 

balon ^Samson" Tardini'ego, 1850, N-ra 168 i 174; 

bazar obok Dworu Gościnnego, 1850, Nr 206; 

portret D musze wskiego, 1850, Nr 222, powtarzany do r. 1867-go, 
oprócz tylko r. 1863; 

dwa rysunki maszyny do karczowania, w ruchu będącej, wynalazku 
Wagnera, 1861, Nr 226; 

393 



'Kjirjer Warszawski. 

aparat do oświetlania gazem w biurze iiowo-otworzonein technicznei» 
Krafta i Kuksza, 1867, Nr 138; 

plan miejscowości, w których spadły acrolity (Pułtusk, Maków, Ostro- 
łęka), 1868, Nr 36; 

plan terenów zalewu Wieliczki, 1868, Nr 287; 

W następstwie znajdujemy już rysunki czysto drukarskie, mapy i pla- 
ny. Drukarskich sposobów próbowano i dawniej (nagrobek ks. biskupa Ko- 
towskiego, 1845, Nr 299), lecz tak rzadko, iź wspominać o nich nie warto^ 
Rozpowszechniły się dopiero po r. 1870. 

Do godniejszych uwagi zaliczamy plany wystaw na Placu Ujazdo- 
wskim w r. 1880 (Nr 128) i 1881 (Nr 128), plan Ring-theatru wiedeńskiego 
(1881, Nr 279), mapę Egiptu dolnego (1882, Nr 167 i w dodatku specjal- 
nym Nr 187) i in. 

W ostatnieni dziesięcioleciu zamieszczano teź od czasu do czasu nuty; 
pierwsze — walc Straussa — ukazały się w N-rze 183 z r. 188 I-go. 

W tem miejscu kończymy historję działu bieżącego w Kurjerie, 

A reporterja, ta słynna reporterja warszawska?! — zapytacie. 

Otóż właśnie... 

Vf Kurjerze reporterja datuje od roku 1870-go, liczy więc obecnie do- 
piero lat 25. Jest to przecież czas zbyt krótki, działalność zbyt świeża, by 
się można było o niej swobodnie rozpisywać, tembardziej, że prawic wszyscy 
pracownicy, którzy utworzyli pierwsze zastępy reporterskie, dotąd są czynni 
na rozmaitych polach pracy publicznej. Niech nam więc wolno będzie o tej 
sferze współpracowników redakcyjnych, z okoliczności 75-lecia pisma, za- 
milczeć, pozostawiając ten bezwątpienia interesujący rozdział naszej histo- 
rji — przyszłemu dziejopisowi, da Bóg szczęśliwie doczekać, za lat 25, gdy 
Kurjer święcić będzie swój jubileusz 100-Ietni... 

Wtedy okres ^reporterji warszawskiej", w tem znaczeniu, jakie 
jeszcze dziś, lecz już coraz bardziej słabnącem echem, bywa jej nadawane — 
należeć będzie całkowicie do epok historycznych. Powtarzamy „jeszcze 
dziś", bowiem dziś właśnie w dziennikarstwie warszawskiem odbvwa sio 
wewnętrzna reforma, może nie przez wszystkich kierowników pism należycie 
odczuwana, a w opinji publicznej jeszcze nie uświadomiona— reforma, dą- 
żąca do zasadniczych zmian w stosunkach reporterskich, usuwająca całko- 
wicie z widowni dziennikarskiej typ reportera takiego, jaki był bohaterem 
pierwszego dwudziestopięciolecia. Dzieje sic to w drodze rozwoju zupełnie 
naturalnego. W latach od 1820 — 70 nie było reporterji, bo jej stosunki nie 

39i 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

wytworzyły: redaktor pisma, obok kilka referentów st^cli, nąjznpefniej po- 
trzebom dzicunika czynili zadość. Rozszerzano tylko zastęp sprawozda- 
wców, powołojąc do współpracownic twa ładzi nanki. Nic byli to dzienni- 
karze, lecz literaci, dla których było rzeczą zgoła obojętną, czy dany artykuł 
• wydrukowany będzie zaraz, czy za tydzień... Po roku 1865, gdy dzienni- 
karstwo tatejsze nagle zbudziło się <Io ezerokicb lotów, okazała się przede- 
wszystkiem potrzeba dziennikarzy. I powstał icli cały zastęp, a współcześnie- 
zjawili się i reporterzy, zrazn wielce wybitną w pismach odgrywający rolę,- 
„W8p(%racownicy od wszystkiego", pisujący z równie lekkiem sercem o ma- 
larstwie, jak i o ekonomice. 

Dziś, gdy to młode z roku 1870 dziennikarstwo sic utrwaliło, na siłach 
wzmogło, musiało i musi zadanie swoje traktować coraz poważniej. Kie 
chcemy powiedzieć, ażeby nie traktowido go tak i dawniej, lecz dobrj'ni 
chęciom nie zawsze siły sprostać mogły, bo te siły dopiero wyrobić należało. 
Teraz przyszła chwila, że „współpracownicy od wszystkiego" stali sio cał- 
kiem bezużyteczni. Ich miejsce zajęli sprawozdawcy specjaliści, odpowiednio 
w zawodzie swoim wykształceni, i oto dlaczego typ dawnego reportera znikł' 
jaż prawie zupełnie. 

Reforma, o której mowa, bardzo szybkie i bardzo owocne dla naszej 
prasy wydałaby rezultaty, gdyby nie jeden brak, będący teraz chroniczuem 
liem w dziennikarstwie warszawskiem: brak dziennikarzy. Współpraco- 
wników mają redakcje, i to uzdolnionych, bardzo wielu, lecz ilu między nimr' 
doliczylibyśmy się — dziennikarzy? 

Ale to już nie wyłączna wina kierowników pism codziennych... 



W dziale „wiadomości 
współpracownikami są pp.: 



bieżącycir dzisiejszego Kmjera głównymii 




Otosy publiczne. 

Na jednej z poprzednich stronic wyliczyliśmy te ubogie, zaiste, źródła, 
Av których pierwsze redakcje Kurjera czerpały swój materjał informacyjny. 
JDo nich zaliczyć wypada jeszcze jedno — w notatkach i artykułach, nadsyła- 
nych Kurjerowi przez czytelników. Mówimy o nich osobno; materjiJ ten 
{bowiem, dawniej tytułowany „art. nadesł.", dziś wytworzył stałą rubrykę 
samodzielną, znaną pod nagłówkiem: „Głosy publiczne^ i w dziejach nasze- 
go pisma odegrał poważną rolę, jak i dziś odgrywa rolę bezpośredniego, 
•ciągłego łącznika pomiędzy ogółem a redakcją i pomiędzy ogółem a powo- 
ianemi dla jego interesów i potrzeb instytucjami. 

W pierwszych latach istnienia, gdy Kurjer starannie unikał WA^głasza- 
nia własnych uwag i spostrzeżeń, gdy strzegł się polemiki, jak ognia, gdy 
nikogo i nic nie krytykował, dział „artykułów nadesłanych" był dla tak po- 
-^YŚciągliwej redakcji niezmiernie wdzięczną formą i... sposobnością do wy- 
rażenia przecież jakiejś uwagi krji;ycznej. Podejrzewamy też mocno 
i Dmuszewskiego i Kucza, że pod temi „art. nad.'^ zamieszczali nieraz wła- 
sne wiadomości, za które, dzięki tej formie właśnie, pośrednią tylko brali 
na siebie odpowiedzialność. Na takie podejrzenia naprowadza nas dopisek* 
uczyniony do jednego z „art. nad." w N-rze 176 z roku 1839. Oto, druku- 
jąc artykuł, z podpisem Wdoioa A, 5., Dmuszewski dodaje w uwadze na- 
wiasowej: y^znsLueL przynoszącemu tę wiadomość'^ . Dalecy jesteśmy od mnie- 
mania, że już w 1839 r. była reporterja, przynouząca madomości! Poprostu, 
Dmuszewski, dla nadania większych cech autentyczności swojej własnej in- 
formacji, dodał do niej przytoczone omówienie, a dla uniknięcia zapytań 
i nagabywań, ujął ją w formę artykułu nadesłanego. 

Znaczenie głosów publicznych, czy, jak je dawniej nazywano, „arty- 
kułów nadesłanych" wybornie pojmowali założyciele Kurjera, Istotnie, jest 
ono głębsze, niżby się napozór zdawać mogło. Każdy człowiek inteligentny 
pragnie znaleźć w dzienniku zadośćuczynienie własnym upodobaniom, a gdy 
je odnajduje, nazywa ten dziennik „swoim", uważa go za najlepszego 
swego towarzysza codziennego, zżywa się z nim, daje mu od siebie uwa- 
^i i spostrzeżenia, zwierza sie mu ze swoich trosk i kłopotów, rad i wskazó- 
wek u niego zasięga, traktuje go za swego powiernika. Dziennik, który ten 
naturalny popęd swoich czytelników odczuwa, który go rozumnie roz- 
wija, nie może nie liczyć na popularność. 

Nie samochwalstwo, lecz bezstronność przyznać nam każp, iż w tym 
zakresie Kurjer zawsze był wierny swojej tradycji, chętnie otwierając szpalty 
-dla swoich czytelników, a wyrazem tej gościnności są dziś rubryki : „gło- 
sów publicznych", „skrz\Tiki do listów" i „odpowiedzi redakcyjnych". 

396 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Artykuły nadesłane ukaząją się w Kurjerze jednocześnie z ukazanient 
się samego pisma. Pierwszym z nicli był wydrukowany w N-rze 9-m z ro- 
ku 1821-gO; list z powodu żartu^ jakiego dopuścił' się ktoś w Warszawie^ 
rozsyłając do różnych osób bilety z życzeniami noworocznemi, podpisane 
inicjałami jednego z poetów. I odtąd ciągnie się ta rubryka bez przerwy... 

Podnoszono w niej sprawy najrozmaitsze. A. Chodkiewicz pisze o po- 
mocy sąsiedzkiej dla pogorzelców (1822, Nr 1); ktoś bezimienny daje „prze- 
strogę dla zdrowia" (1822, Nr 4), S. Z. z pułtuskiego w liście „Mości Panie 
Redaktorze!'^ rozpisuje się o stosunkach rolniczych i rzemieślniczych i ich 
dolegliwościach (1821, Nr 32); Aleksy Rawicz Kosiński opisuje meteor 
(1822, Nr 159); bezimienny podnosi kwcstję dawnych imion polskich (1821,, 
Nr 275); J. Baudouin de Courtenaj {sic]), kreśli wezwanie do okulistów 
(1821, Nr 278); znowu bezimienny rzuca projekt utworzenia kantoru mamek 
na wzór Sztokholmu (1830, Nr. 110); inny wzywa o założenie sklepu z do- 
brą śmietanką w śródmieściu (1823, Nr 82; skutek tego wezwania był 
pomyślny: sklep powstał zaraz na Trębackiej — 1823, Nr 147) i t. d. 

Ponieważ pismo wychodziło bezimiennie, więc też bardzo często czy- 
telnicy zwracają się don wprost: „Mój Panie Kurjerze!" (1822, Nr 76), lub 
„...upraszam przeto Pana Kurjera" (1822, Nr 91). 

A „pan Kurjer" był tyle uprzejmy, iż drukował prawie wszystko, o ca 
tylko go proszono, a więc podziękowania osobiste lekarzom (1822, Nr 1 15); 
zawiadomienia o zgubionej bransoletce (tamże), portmonetce (Nr 117) 
i wogóle wszelkie „oświadczenia wdzięczności" — wszystko to szło pod ty- 
tułem „art. nadesłanych". Spotykamy nawet takie... artykuły: „Gdy mój 
służący wczoraj zachorował, przeto upraszani wszystkich moich łaskawców, 
przyjaciół i znajomych, aby, zamiast biletów, raczyli przyjąć moje i)owin- 
szowanie Nowego Koku przez Kurjer. Jan Henr. Sa..." (1823, Nr 1). 

Jeżeli zaś wypadło, iż dany list nie był zamieszczony, to w każdym 
razie był załatwiony. W N-rze 34 z roku 1823 Kurjer donosi, iż otrzymał 
wezwanie, by teatr urządził maskaradę nadliczbową, i oświadcza, że żąda- 
nie to zakomunikował dyrekcji, z zapewnieniem (Dmuszewski był wtedy 
w Dyrekcji czynnym), iż stanie się zadość życzeniu. Jeżeli zbyteczny mróz 
dozwoli"; maskarada istotnie odbyła sie d. 10 lutego. To znowu w popar- 
ciu listu obywatela z pod Warszawy, oznajmiającego, iż ma wodę, las, 
gmach na rękodzielnie, Kurjer oświadcza gotowość udzielania bliższych 
wyjaśnień zainteresowanym w jej założeniu (1824, Nr 47). Gdy dawniej 
ceny drzewa były tak ważne, jak dziś węgla, Kurjer drukuje „projekt, 
jakby tanie mieć drzewo" i po dalsze informacje do redakcji zaprasza 
(1833, Nr 129). 

397 



''J^urjcr ^ ar Stawski, 

I oto zawiązuje się powoli uić trwałego stosunku pomiędzy ogółem 
a redalvcją, litóra w potrzeby tego ogółu tale troskliwie wgląda. 

Artykuły nadesłane przypadły, rzecz prosta, wielce do gustu wszyst- 
.kim. , Mości Panie Redaktorze Kurjera! — czytamy na czele jednego 
z nich — chicalehny zwyczaj W. Pana umieszczania w Kurjerze Warszawskim 
listów do siebie pisanych... i t. d." (1829, Nr 118); z czasem zaś, za tę go- 
ścinność, Kurjer zdobywa sobie rozmaite przydomki, jak j^słary galant^ i ^nie- 
jsmordmoany nowiniarz^ (1848, Nr 176), lub y^warszawald wszyaikoudedz^ 
(1849, Nr 324), albo „Kurjerek życzliwy, chcący wiedzieć wszystko dla 
tego, aby z naiwną (?) szczerotą zaspokoił ciekawość swoich czytelników" 
(1842, Nr 37). 

Pierwsze „głosy" w Kurjerze tak wyglądały: 

UST DO REDAKCJI KURJERA. 

Trzech nas, lubowników zabaw karnawałowych, choruje na katar; dostaliśmy tej 
^przykrej choroby z przyczyny, iż w nocy musieliśmy powracać do domu z odkrytemi gło- 
wami, będąc bowiem na jednym z publicznych balów, zabrano nam kapelusze; dla lepszej 
.ostrożności prosiemy o umieszczenie tych kilku wierszy. S. J., M., H. M. (1822, Nr 30). 

Ka przyjacielskiej ochotnej i wesołej biesiadzie, odbytej w poniedziałek u jednego 
z urzędników, który oraz jest znakomitym poetą, ułożono naprędce wiersz do małżonki 
gospodarza a solenizantki dnia tegoż. Obecni przyjaciele proszą, aby Kurjer je umieścił. 
.(Tu następuje wiersz, podpisany J. H., 1822, Nr 44). 

W interesie pozbywania Assygnacyi po upadłych Bankach, Redakcja Kurjera 
Warszawskiego proszoną tylko była, aby zgłaszającym się wskazała pobyt tego Obywa- 
tela, który ma zamiar nabywania takowych Assygnacji, co już przeszło 100 osobom 
oznajmiła, lecz gdy coraz więcej z Prowincji odbiera listów w tymże interesie, oświadcza, 
iż to wszystkie listy odsyła natychmiast temuż Obywatelowi, od którego, a nie od Re- 
■dakcji interesanci mogą się spodziewać odpowiedzi (1823, Nr 60). 

Artykuł nadesłany. Zszedłszy się z jednym z Kollegów moich, zaczęliśmy mówić 
•o różnych nieszczęśliwych przypadkach. Ja z tego powodu ubolewałem nad śmiercią 
14 dziewcząt^ o których zasypaniu Kurjer Warszawski w N-rze 259 i Monitor Warsz, 
w N-rze 131 wspomina; dowodziłem, ile ta strata dotkliwą jest dla ludzkości. „Ale to 
nie dziewcz§ta^ lecz chłopcy zasypani zostali", odpowiedział mi na to mój Kollega, stąd 
sprzeczka i zakład. Poszliśmy do miejsca, gdzie każdy z nas dowody na swoje twier- 
dzenie i sposób zapłacenia zakłada znalazL Stawiono przed nami butelka wina, którą 
przegrywający miał zapłacić i która wypróżniona została prenumerando. Ja złożyłem 
dwa pisma periodyczne Warszawskie, a mój antagonista trzecie, również Warszawskie- 
^pokazuje się tedy żeśmy obadwa twierdzeń naszych dowiedli, bo dwa pisma ogłaszają 

- — 398 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

«tratę 11 dziewczęta a trzecie zgon 14 chlopc&tv. Któż z nas zapłaci butelkę wina? Niech 
4io Szanowni Kedakto rowie rozstrzygną. — Bedakrja Kurjera czyniąc zadość życzeniu za- 
wierających zakład i umieściwszy powyższy artykuł, ma zaszczyt oświadczyć, że wiado- 
Jiiość o tem smutnem zdarzeniu wyjęła z N-ru 219 Gazety Berlińskiej (Vossa)^ w której 
Jest wyrażono „Das 14 Scholkinder^^ co można tłumaczyć: albo chłopcy, albo dziewczęta; 
Jęcz w dalszym opisie tegoż wypadku znajduje się: ,,wo ^iQSQl4i Madchen confirmirt werden 
sollten, standen die 14 serge {sic) in der Kirche" etc.; zd a j e się więc, że to były dzie- 
wczffta. Jeśliby zaś dowiedziono, że powyższy wyraz Schulkinder koniecznie znaczy chlo- 
jKów, przeto Redakcja Kurjera wyznając, że się omyliła, najchętniej zastąpi podwójnie 
warunek zakładu, i uprasza zacnych zawierających zakład, aby ją uwiadomić jakiego 
mna są amatorami (1826, 267). 

(Art nad.) Wieśniak o nowych lazienkack. Wielmożny Kurjerze! Czy przyj- 
miesz, czy odrzucisz me pismo, ia zaczynam z góry. A cóż to Panowie koncepciści!... 
A cóż tol czyście już pisać i drukować zapomnieli? Prawda, że nas obznajmiacie (sic) z wia- 
domościami kraiowemi, urzędowem!, zagranicznemi, użytecznemi i bawiącemi; lecz miesz- 
czą się w tychże pismach i drobnostki, o których w doniesieniach rozmaitych czytać mo- 
żna, jako to: o zgubionym piesku, o zabłąkanej krówce, dalej o pieczeni samskryckiej (sic)^ 
gęsi duszonej, o kaczkach, flaczkach, a o pięknych nowych Łazienkach przy moście ani 
•dudu; w tej kawiarni kwintet, w innej znowu kwartet, tam Szwajcar śpiewający, owdzie 
na skrzypeczkach grający, ale cóż to wszystko jest? drum, drum, drum, dyl, dyl, dyl, 
iednym uchem przyjdzie, drugim wyjdzie, a ty Panie słuchający płać, gazety o nich 
brzmią; pracowali i oni na swoie talenta, ale miły Boże! wiele ten wydał grosza, nim 
taką chałupiną wjazd do Warszawy ozdobił?... i t, d. (1835, Nr 324). 

Że w głosach publicznych z okresu Dmuszewskiego i Kucza przeważały 
interesy prywatne, łatwo się domyśleć po tem, cośmy o tym okresie powie- 
dzieli wyżej. Tak np. Józef hr. Ledóchowski dziękuje w liście do Kurjera 
Andre'mu za aparat do gorzelni (1837, Nr 142); S. hr. Aleksandrowicz pisze 
•podziękowanie kupcowi Dutowowi przy uL Wierzbowej, za oddanie zgubio- 
nego ze 100 dukatami woreczka (1840, Nr 143); hr. Tarło poleca wina szam- 
pańskie Marego (1842, 294); Stanisław hr. Męciuski składa dzięki operatoro- 
wi odcisków (1843, Nr 113); J. baron Kotwic wygłasza pochwały na rzecz 
» 

krawca Śliwińskiego (1843, Nr 320), a Paweł książę Sapieha rozpisuje się 
o zaletach pojazdów Weisshejta (1847, Nr 64)... 

Większość atoli listów, zwłaszcza w pierwszych latach, drukowana 
"była bezimiennie. Później pokazują się pod niemi inicjały, aź w końcu zja- 
wiają się pscudonymy. Tych ostatnich kolekcja jest wielce charakterysty- 
czna! I tak: o czekoladzie zdrowia Belli^cgo rozwodzi się Smacznińsld 
(1842, Nr 311); czystość w razurze Bychowieckiego na Krak. -Przedmieściu 

399 - - 



podnosi z uznaniem Prawdztcki (1843, Nr 225), wiersz na cześć brzos- 
kwiń w cukierni, utrzymywanej przez cukiernika Tosio, pisze Łakotnicki ze 
Szmacznojadła (1 843, Nr 266); nowe restauracje wylicza i zachwala Ghiato- 
mcz (1844, Nr 133); o kurach przysyła artykuł Kurkietncz (1844, Nr 272); 
na brak planu m. Warszawy skarży się Wszędobylski (1845, Nr 305, aGlicks- 
berg mu zaraz odpowiada, iż plan jest w robocie); dalej przemawiają: o pi- 
wie -^nto/btc^icz (1845, Nr 315), o polowaniach — Hubert de Nemorino Silmua 
(1845, 334), o potrawach— (ywriwoii^fa* (1846, Nr 10), o ptactwie dzikiem— J?«Ara- 
«;U*i(1846,Nr 122), o jadłodajniach— Jada&K (1848, Nr 147) i t. d. Wystę- 
pują też pseudonymy w rodzaju Sprawiedliwskiego (1847, Nr 27), Prawdziw- 
sldego (1847, Nr 30), Smakosza z Brzuchotca (1848, Nr 160), Rzetelnickio 
z Praiodomotoa (1850, Nr 119). Wreszcie zjawia się w podpisie pod listem 
„24-letni prenumerator" (1847 Nr 36), którego dystansuje w roku 1850-m 
(Nr 25) „30-letni prenumerator", a więc czytelnik Kur jera od początku 
istnienia pisma. 

Tak rozpowszechnione teraz X, F., ŹT., lub A'. W. występują na wido- 
wnię w r. 1850-ym. 

Jeżeli redakcja Kurjera dawała bardzo rzadko powód do nieporozu- 
mień, to „artykuły nadesłane" nieraz były ich źródłem. Tylko że wówczas 
już nie redakcja była odpowiedzialną. Zresztą nieporozumienia takie zgoła 
nie były groźne, jak nas przekona zaraz przykład poniższy: 

Tego samego dnia, w którym zamieszczony był artykuł w Kurjerze od Pana Z., co 
do osoby lubiącej się trudnić ploteczkami, z zamówieniem dla niej różowego Kuijerka, 
była także wzmianka i o innej osobie, rozumie się z zupełnie innego stanowiska, i mogąca 
sprawić jej przyjemność. Z tego powodu jeden z prayjaciół, chcąc temu ostatniemu spra- 
wić niespodziankę, zamówił w najniewinniejszej myśli różowego Kurjera, i wziąwszy 
oxemplarz, a następnie przejrzawszy ten tylko artykuł, który go obcłiodził, zaniósł mu 
go osobiście. Nie zastawszy go zaś w domu, prosił, ażeby oddano jego żonie, i oddalił si^, 
wymieniwszy swoje nazwisko. Trzeba wypadku, że pani domu, odrazu właśnie, zamiast 
na artykuł gdzie była uczyniona wzmianka ojej mężu, trafia na ten, który dotyczył owoj 
plotkareczki, a widząc w swem ręku różowego Kurjerka, cały ten opis bierze do siebie. 
Można sobie wyobrazić jej oburzenie, i słuszne, bo nie poczuwając się do niczego, tak bo- 
leśnie obwinioną została. Za przybyciem jednak męża, a następnie i Przyjaciela, cała rzecz 
wyjaśnioną została wśród śmiechu ogólnego wszystkich, a jakiego powodem stał się ów 
różowy Kuijerek (1856, Nr 310). 

Dziś, wobec przestrzegania ścisłej systematyzacji materjału dzienni- 
karskiego, chaotyczny dawniej dzisi „artykułów nadesłanych" rozwinął się 
w dwie samodzielne rubryki: „Głosów publicznych", w których podnoszone 

- - 400 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA, 

są kwestje ogólne, dotyczące spraw i potrzeb ogółu oraz „Skrzynki do 
.listów", w której drukowane są listy, przedewszystkiem dotyczące osób, i)od 
niemi podpisanych. 

Skrzynka do listów. 

O tej drugiej rubryce, jako jednej z najnowszych, i po tern, cośmy wy- 
żej o „glosach publicznych'' powiedzieli — nie wiele już inamy do napisania. 
Istniała ona również od początków pisma, lecz mieściła się w owych „na- 
desłanych". 

„Skrzynka" obejmuje jedynie listy osób, znanych z pracy zawodowej, 
naukowej lub artystycznej. Jeżeli więc początków jej szukać będziemy 
w dawnych rocznikach, odnajdziemy je przedew^szystkicm w licznej i częstej 
korespondencji księgarzy i wydawców, jak Jana GlUcksberga, Augusta-Ema- 
nuela Glicksberga (1837), Radwańskiego (1837), właściciela magazynu ry- 
-cin Dal Trozza i innych, którzy przemawiali o własnych interesach lub także 
w korespondencji osobistej, zawierającej przeważnie podziękowania i t. d. 

Te listy przedewszystkiem są miarą poczytności pisma, do którego i)0- 
średnictwa zwracają się rozmaite osobistości w sprawach własnych, o ile te 
sprawy ujawnienia publicznego wymagają. 

Jako więcej ciekawe, przypomnimy tu listy: L. Osińskiego o benefisie 

Al. Żółkowskiego (1822, Nr 138), ks. Diełila, oświadczenie z powodu ano- 

nymów, iż „mając ważniejsze zatrudnienie w swem powołaniu, nie może się 

wdawać w cudze niesnaski" (1824, Nr 116), Józefa Hermana, dyrektora 

.orkiestry wrocławskiej (1837, Nr 115). 

Doprawdy, nie przesadzimy, twierdząc, że w tym dziale spotkamy na 
szpaltach Kurjera niemal wszystkie nazwiska artystów, koncertantów i t. d., 
jacy kiedykolwiek w mieście naszem publicznie występowali i z tytułu tych 
występów uważali za właściwe ogłosić później przez Kurjer swoje „oświad- 
.czenia wdzięczności". 

Odpowiedzi redakcji. 

Przechodzimy do rubryki może najcharakterystyczniejszej w naszem 

piśmie... 

Początek jej skromny, jak wogóle skromne były pierwociny Kurjera, 

a mieścił się, jak większość zresztą rubryk jego — znowu w nowościach war- 
szawskich, z których, jak z chaosu świat — całokształt dzisiejszego pisma po- 
woli się wytwarzał. 

Zrazu dwa tylko były powody, dla których Kurjer dawał swoim czy- 
'telnikom odpowiedzi: albo gdy nadesłany artykuł był dla pisma zanadto 



Kuąika Jubtleuszowa. 



401 26 



U{urjer ^ arsiawsku 

obszerny, lub teź gdy był „wbrew instrukcji" niepodpisany. Słowem, odpo- 
wiedzi swoje Kurjer traktował jako listy do nieznanych sobie koresponden- 
łów, w sprawach wyłącznie ich stosunku do redakcji. Odpowiedzi te dru- 
kowano wprost w dziale bieżącym, bez wyróżnienia ich czemkolwiek. 

A więc „redakcja prze])raszała autora artykułu nadesłanego z nad 
brzegu Warty o herbacie tańcującej w I^oninie, iż go umieścić nie moźe'^ 
(1822, Nr 246), lub „przepraszała autora nadesłanych uwag krytycznych 
nad piernikiem, będącym na wystawie publicznej, iż dla obszerności tychże 
uwag umieścić ich nie jest w stanie" (1823, Nr 263). 

Dla scharakteryzowania dawnej korespondencji reddikep kilka z tych 
od[)Owiedzi w całości przytaczamy: 

Nadosłaiio z prowincji ostrzeżenie Męża, aby w iogo nieobecności nie oddawano 
wizyt iego nowpj Małżonce; umieszczono w Kurjerzo być nie może (1834, Nr 147). 

Redakcja Kiirjera oświadcza bezimiennemu autorowi przysłanej Ody o płcipifknejy 
iż dla obszerności tej poezji, w niniejszem piśmie umie.szczoną być nie może (1836, 
Nr 160). 

Redakcja Kurjera odebrawszy wczorajszą pocztą list z Zamościa, z podpisem 
S. K., oświadcza, iż artykułu w tymże liście przysłanego umieścić nie może, nie wie bo- 
wiem, od kog-o jest przysłany (1837, Nr 342). 

Towoli odpowiedzi redakcji zaczęły dotykać i spraw nietylko redakcyj- 
nych, innenii słowy, do redakcji zaczęto się zwracać w kwestjach ogólniej- 
szych. Pierwsze takie zapytanie i pierwsza na nie odpowiedź wybornie 
ilustniją ówczesne stosunki: 

Odebraliśmy wczoraj bilecik na papierze różowym, skreślony drobniuchnem] pi- 
smem kobiecem: „Mości Redaktorze! W wilję Ś-go Andrzeja, śniło mi się dwóch Męż- 
czyzn, ieden stary, drugi młody; co to znaczy, i którego dostanę za męża?" Nie mamy 
zwyczaju odpisywać na bileciki bezimiennie nadsyłane, ale płeć piękna, chociaż w anoni- 
mie, może mieć prawo do wyjątku. Pytającej więc nas Damie, oświadczym: „Na wiek 
nie zważaj, ale na cnoty, i serca przymioty" (1846, Nr 321). 

Również charakterystyczną jest odpowiedź, udzielona w formie arty« 
kuliku od redakcji: 

Oddając zawsze i to najpierwsi, hołd pracy i zasłudze, czy to na polu piśmien- 
nictwa, czy przemyslowości, lub innem, nigdy nie było myślą naszą ubliżanie tym, którzy 
są przedstawicielami takowych. Z zadziwieniem przeto wyczytaliśmy w liście J. L. 
z Guzowa, zarzut, jakoby śmy w uczynionej wzmiance w Kurjorze, o drogości cukru, mieli 

402 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

zamiar rzaceuia złego światła na ludzi, którzy mają pewne zasługi w iudiistrji krajowej. 
Byłoby to z naszej strony lek ce ważeniem , gdybyśmy uwagi Pana J. L., odznaczają<;e się 
godnością i umiarkowaniem, pokryli milczeniem. Tylko bowiem na sarkazmy nie zwra- 
camy uwagi, ale w tym przypadku bierzemy za pióro w własnej naszej obronie. Pisząc 
poprzedni artykuł, w Kurjerze, wzięliśmy za zasadę gazety niemieckie, i przytoczyliśmy, 
i to nawet w cudzysłowie wyrazy, zamieszczone w jednej z nich, a która posądza o koali- 
<gę w tym względzie zagranicznych fabrykantów. Gzyliź nasza wina, że podoba się ko- 
mu naciągać koniecznie te uwagi, do fabrykantów krajowych? Zostawiając przeto na 
strome kwestję drogości cukru, która coraz żywiej tocząc się w zagranicznych gazetach 
niezadługo zapewne wyświeconą zostanie; raz jeszcze powtarzamy i oświadczamy publi- 
cznie, że o fabrykantach krajowych, najmniejszej w artykule naszym, który wywołał 
dyskussję, nie było wzmianki, zwłaszcza, gdy przecież wiadomo wszystkim, że ceny tu- 
tejsze, są tylko echem czyli odbiciem cen zagranicznych, i jeżeli kto cliętnie spieszył 
i spieszyd zawsze będzie z oddaniem należnej sprawiedliwości przemysłowcom krajowym, 
to bezwątpienia najpewniej Kurjer (1855, Nr 321). 

Wybraliśmy materjał najciekawszy, jak widzimy, niebogaty. Przez 
lat z górą 50 odpowiedzi Kurjeroioe obracały się w jednych i tych samych 
granicach i dzis^u stałego nic tworzyły. Wprawdzie w r. 1858 spotykamy 
kilka odpowiedzi informacyjnych, zaś w r. 1869 parę numerów (np. 50), 
obejmujących naraz kilka odpowiedzi, były to jednak wyjątki. 

Odpowiedzi, jako rubryka samoistna, ukazują śie kilkorazowo w roku 
1873 (od N. 133 z d. 27 czerwca), ustalają się w r. 1875 (od N. 92 z d. 28 
kwietnia), zaś po r. 1880 występują jako bogaty dział informacyjny. 

Dziś, po wskazówki i radę do Kur jera zwracają się chyba wszyscy je- 
go czytelnicy. Dość powiedzieć, że redakcja otrzymuje listów z zapytania- 
mi, tak z miasta jak z poczty, codziennie po 20 średnio, t. j. okrfo 7,300 
zapytań rocznie. Ponieważ listy te dotyczą spraw najrozmaitszych, od le- 
karskich i najzawilszych prawniczych lub heraldycznych i numizmatycznych, 
szkolnych i t. d. począwszy, a kończąc na sprawach zwyczajów towarzy- 
skich i mody, przeto do ich załatwiania powołani są wszyscy współpracowni- 
cy pisma, częstokroć zaś redakcja zmuszona jest także, dla zadośćuczynie- 
nia pytaniu prenumeratora, odwoływać się do specjalistów i z po za gro- 
na swoich pracowników. 

Takie zaufanie do rad i wskazówek iTwr/^ra, jest dla naszego >vydawni- 
ctwa wysoce zaszczytnem, to też dział odpowiedzi uważamy za jeden z naj- 
ważniejszych i staramy się go prowadzić jaknajpoważniej. Jednemu tylko 
sprostać już dziś nie możemy: odpowiadaniu na listy w ciągu 24-ch godzin, 
wobec bowiem zarówno mnóstwa zapytań, jak i żmudnych częstokroć po- 
szukiwań, których skreślenie jednćj odpowiedzi wymaga — jest to wprost 

403 26* 

f 



"lCur/er 'Warszateski, 

niepodobieiistwein. Sądzimy atoli, że pytajiioyin iiie tyle zależy na po- 
śpiechu, ile na wiarogodiiości odpowiedzi... 



Sprostowania. 

Niema róży bez cierni!... 

Przychodzi nam pisać o rubryce dla każdej redakcji uieprzyjeinucj. 

Tylko są dwa jej źródła: pomyłki techniczne i błędy z pośpiechu. 
Hoże być jeszcze trzecie : tendencyjne przeinaczenie faktu, lecz to źródło, 
na szczęście, w prasie naszej jest tak miilo znanem, iż śmiało możemy 
o niem zamilczeć. 

Z usterkami teehnicznemi w dzieuniku walczy kilka rąk i kilka par 
oczu; lecz olo zecer przy składaniu rękopisu błąd zrobił literalny, korektor 
setki błędów wytroi)ił, lecz ten właśnie przeoczył, w jego ślady wszedł rewi- 
dent jeden i drugi — i oto dziennik wychodzi z pomyłką. l!o właśnie naj- 
częściej się zdiirza, że gdy w robocie gorączkowej na jeden i ten sam wy- 
raz patrzy kolejno kilka ócz — nikt nie dostrzega błędu : występuje on 
w całej swej wyrazistości dopiero na ostatecznie sformowanej kolumnie go- 
towego numeru ! Dawniej, gdy te kohimiiy wychodziły z pod prasy ręcznej, 




AtuirzeJ Stmiio 
(najstarszy korektor tekstowy). 



Franciszek Walczakiewicz 
(niystnrsuy korektor ogloszeniowyj. 



błąd, jaki sie zakradł w pierwszych egzem]ilarzaeh, można było ]iui}rawić 
w następnych : należało tylko na 1 minutę maszynę zatrzymać i błąd skory- 
gować, dziś, maszyna rotacyjna puszcza na minutę 200 egzemplarzy, a po- 
prawka najdrobniejsza wymaga zmian w stereotypie, t. j. co najmniej pót 
godziny czasu. Więc, czego się nie naprawi przed łiddiiniem dziennika na 
maszynę, to już staje -się w druku uwiecznioneni. . 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 



Ażeby dać pojęcie, zkąd się biorą usterki tecluiiezne, podajemy prób- 
kę korekty współczesnej : jest to urywek złożonego przez zecera rękopisu 
wraz z poprawkami korektora. 



Ptied ntmioiem krdla Wadomfra artały ctierj vry^ /^ 
aokle krze«ł« c poręczami. NaJeJnem z oicb, po^ . ^ 
krjtem pkoen psrporowemfipo^zywał władca luar^ /«^ '/ 
komaców, mąi w §»[t wieku, z korooą na 6zyBzakir> 
pnjodziaoj w dłufą soknię, obramowaoą koAzto» /^ 

wDem fotrem; na(przeciw Diego siedzieli trzej scDato- / 

rowie rzymscy, wysłańcy Marka Aareljasza. 

To grooo dostojne otacaał obszerny widnieć, sple- i 

ciony z naczelników po8zetegi!»lQyeb plemion kwadf 'a I 

akich i marko^Łańskicb. 1 książę /^ylów stawił się // ^^^^ (^ If 



na wezwanie. 



2^ 



I wezwanie. ^ r . • A) J^ cj7 

Kiedy 4»ę Serwjntz/złączyK^^swoimi^panami^ko- ^f* ' / 
łeo, kończył f^łaśnie senator Piao praemowę w języ- 
ku germańskim. # # xa^^ 

— Boski imperator — prawił — ż^wiłj oo c^ze dla 5/^^^- ( iL 
f>le, F-olężny królu, przyjaźj^ życzliwą i pragnąłby . ^1 . 
^trzymać cadol stosunkf za w iązaoe z nami jeszcze/^ f^' 
przez wiclkJ6£0 Marboda. Ponieważ doszło do aasząj . . 
wiadom(>>cł, Je dzierżawy luoje nie wystarczają już / Y' 
do wyżywienia całego narodu, przeto zgadza się bo* '^ 
ski imperator w lasce swojej na otwaraie dla pewnej' .. i ^^ J 
czciei twoieb poddanych prowinqti oadd^najskii^ //y/ ^ ^ / 
pozwalajnc i kwadom korzystać z^go dobrodziej- 
stwa. 

Zamilkł i obrzocii koło spojrzeniem uwaźneok 
A kiedy ma odpowiedzią) szmer zadowolenia, płyną-/, 
cy od jnęźa do męża, mówił dalej/ ''* ^^ ^ A^^^^^///*/ 

— CsnnśnTBay (e^ kamiep niezgody, nie l>ędzieJDż I ' 
między nami powodu do sporów granicznych. My 
wrócimy do Kzymu, przejęci dla was nczueiami są- 
aiedzkicmi, wy zaś wrócicie za Dnnaj z tern prze- / . 
^iadczeoiem, je znajdziecie w nas zawsze sprzymia- / ^ 
rzeńców, cbętoych do rady i pomocy, której wam nie 
odmawiamy na wypadek, gdyby W8s ludy wędrowna- 
znów zaniepokoiły, f wasze i nasze dobro wyooagar t JD 
byśmy mieszkali obok siebie zgodniej i odpieraj t- i y 
wspólnemi siłami najazdy dziczy półnoenej. Zagra - 
ia ona tak samo wam jak naoL 



Lecz pomyłki techiiicznc, jak. każdy błąd - niei)rzvjemne, są drugo- 
rzędnemi w porównaniu z pomyłkami dziennikarskiemi. ^ Jak wspominali- 
śmy, pochodzą one prawie wyłącznie z pośpiechu, i nie mają nic wspólnego 

• 405 



%urj'er Warszawski. 

z dobrą lub złą wiarą redakcji. Nie ma teź chyba dziennika, któryby w tj-m 
zakresie nie padał ofiarą swoje^ro zawodu... 

Nie możemy powtaraać tu wszystkich pomyłek Kurjera] że jednak przy- 
kład najlepiej rzecz ilustruje, więc kilka najgłośniejszych przypomnimy. 
Oto w {)ewneni towarzystwie ktoś przynosi wiadomość o śmierci pani X., 
ogólnie i zaszczytnie znanej w całem mieście; obecny przy tem Szyma- 
nowski nie chcąc się spóźnić z wiadomością, spieszy do redakcji, pisze ży- 
ciorys rzekomo zmarłej i — Kur jer w najnie^vinniojszy sposób uśmierca 
osobę żyjącą!... 

Inny wypadek. Telegram paryski przynosi wiadomość o zgonie Se- 
weryny Duchińskiej. Tekst depeszy jest wprawdzie trochę nie wyraźny, 
nazwisko jednak z końcówką a wątpliwości nie pozostawia. Przy tem na 
sprawdzenie, nawet w drodze telegraficznej, nie ma już czasu. Lecz oto 
listy na trzeci dzień otrzymane z Paryża przekonywują, że umarł — Duchiń- 
ski. Za nim Kurjer zdążył podać wyjaśnienie, pani Dnchińska przez dwa 
dni otrzymywała depesze kondolencyjne... 

Ani słowa ! Obie pomyłki były nad wyraz przykre, a przecież obie 
pośpiechem dziennikarskim tak dalece usprawiedliwione, iż z powodu za- 
równo pierwszej jak drugiej, redakcja nie miała najmniejszych nieporozu- 
mień. Ogół inteligentny bowiem aż nadto dobrze rozumie, że gdyby dzien- 
nik chciał sprawdzać każdą informację ze ścisłością bibljografa lub histo- 
ryka — przestałby być dziennikiem. Bo tu niema żadnego ^albo — albo", 
dziennik musi dążyć do szybkiego, najszybszego informowania ogółu, choćby, 
kosztem 2 — 3 pomyłek na lat kilka. Tego rodzaju błędy nie mogą się 
znowu przytrafiać zbyt często ! Wprawdzie taki gruby casus, w rodzaju je- 
dnego z wyżej przytoczonych, utrwala się w pamięci dłużej; lecz coby ci pa- 
miętający usterki redakcyjne, ściśle dziennikarskie, powiedzieli, gdyby pi- 
smo, idąc za ich radą, zechciało kontrolować własne wiadomości? Obowiąz- 
kiem dziennika jest stworzyć sobie taki dobór korespondentów i współpraco- 
wników, którzyby na zupełne zaufanie zasługiwali, przy takim zaś komple- 
cie sił swoich, nie powinien już się lękać gorączkowego pośpiechu, bo ten 
chyba przypadkiem na przykrość pomyłki narazić go może. 

W początkach Kwjera, gdy pismo sie dopiero organizowało, a w kra- 
ju dziennikarstwo w ogóle było sprawą nową, pomyłki mniej lub więcej wa- 
żne z natury rzeczy częściej przytrafiać się musiały. To też pierwsze spro- 
stowanie, w formie listu do redakcji właściciela Mniszewa, Herynga, z powo- 
du wiadomości o zerwaniu mostu mniszewskiego, znajdujemy już w roku 
1821 (N. 18). Gdy zaś w rok potem redakcja wprost padła ofiarą błęd- 
nych informacyj jakiegoś przygodnego korespondenta, czytamy w Kurjerze, 
na końcu numeru takie oświadczenie : 

406 



KSUZKA JUBILEUSZOWA. 

NB. Redakcja w chwili wyjścia dzisiejszego Kurjera odebrała wiadomość, iż 
wieść amieezcsona onegdaj o zdarzeniu w lesie pod Opocznem, jest fałszywą. Oświad- 
<sa oraz, iż podobnych Doniesień nadsyłanych bez podpisów i stwierdzenia ui*z(,>dowego 
omieszczad nie będzie (1 822, N. 87). 

Kurjer zaufał bezimiennemu korespondentowi i — źle uczynił. Już 
to w ogóle, gdyby szerokie sfery czytelników pism codziennych miały i)ojecie, 
ile sieci jest zastawionych na dobrą wiarę redakcji — z pewnością trochę 
łagodniej sądziłyby zawód dziennikarski, niż to się nieraz przytrafia. W po- 
wyższym wy[)adku Kurjer padł ofiarą anonymu, lecz co powiedzieć o listach, 
zaopatrzonych w najformalniejsze podpisy osobistości powszechnie znanych, 
podpisy... sfałszowane? Trzeba mieć bardzo wiele doświadczenia i jeszcze 
więcej sprytu, a najwięcej tego, co siew żargonie redakcyjnym nazywa no- 
isem dziennikarskim, ażeby plewy od szczerego ziarna odróżnić!... 

W ogóle jednak, w rocznikach Kurjera spotykamy .s])ro.stowań stosun- 
kowo bardzo niewiele. 

Oto wydatniejsze, z pominięciem sprostowań pomyłek zecerskich : 

Redakcja Kurjera Warszawskiego prostując omyłkę popełnioną w N-rze 287 te- 
goż pisma, umieściwszy (lubo zawcześnie lecz z dobrego serca) wiadomość o dopełnionym 
-obrządku zaślubin W. Jerzego Kurtza^ gdy tenże obi-zęd odłożonym został, przeto uprzej- 
mie przepraszając Osoby, którym to za wczesne doniesienie nieprzyjemnorść sprawie* mo- 
::gło, odwołać je widzi si.^ być zniewoloną (1822, N. 290). 



Sprostowanie — w Kilku wcześniej wyszłycli exemplarzach Wtorkowego, 

'to jest N. 209 Kujjera w doniesieniu o Licytacji w Lombardzie Pierścienia, majj^cego 

wartości wewnętrznej dukat* 3.000, przez omyłkę w druku jest wyrażono w pól do 4 z 

j)ohidnia, powinno zaś być jak w innych exemplarzach, w pół do 12 Połiidiiiowej (1823, 

JN. 210, w , Doniesieniach"). 

Artykuł w N-rze 58 Kurjera Wan na stronicy 291 uniieszrzony, donoszący o uto- 
-pieniu się Obywatelki, był podany Redakcji przez osobę, której ufać mogła, gdy zaś kil- 
ka osób zapewnia, że ta wiadomość jest zupełnie mylną, Redakcja odwołuje umieszczo- 
ną, w N-rze 58, upewniając sumiennie, iż to doniesienie, nie wymieniające miejsca i osób 
nie było w celu uczynienia komubądź najmniejszej przykrości (1830, N. 63). 

W Kurjerze Warsz; Nro 340 roku zeszł: była umieszczoną następuiąea wiadomości 
.Jest doniesionem, że w zeszłym miesiącu w Powiecie Marjampolskim, Kobieta utopiła 
5-cio*letnią córeczkę, a w badaniu sadowem oświadczyła, że głód ją zniewolił do tej zbro- 
-dni". Teraz powziąwszy Redakcja urzędowe uwiadomienie o tem zdarzeniu, prostuie 
-swój aitykuł w następuiących wyrazach: „Gubernator Cywil: Augustowski, objaśnił ra- 

407 



l^urjer Warszawski, 

portem z dnia ^Vst ^r^d- ^' z., że chociaż Auiia Brazajtis, służąca w folwarku Potomu- 
szle Pcie Marjampolskiin, będąc oddaloną ze służby, gdy nie mogła znaleśó innej, wy- 
stawiona na niedostatek żywności, cliciała utopić córeczkę ócio-letnią, lecz ta została 
uratowaną, i iest przy życiu, a nadto Wójt Gminy tamecznej, w raporcie swoim w tym 
przedmiocie Gubernatorowi złożonym, nadmienił, że dziecko wspomnione wzięte zostało 
przez pana liergmana Dzierżawcę folwarku Rudopie, i ma w domu iego zapewnioną 
opiekę, a nawet Brazajtis, lubo była odprawiona ze służby, pozwolono iej jednakże kil- 
kanaście dni w miejscu pozostać, dla wyszukania innej; być więc może, że inne powody 
skłoniły ią do tego czynu, co bliżej z badania sądowego okaże się (1846, N. 32). 

Charakterystyczne jest sprostowanie z r. 1847, świadczące o czerpaniu 
przez ówczesne dzienniki informacyj własnego kraju dotyczących — z pism^ 
zagranicznych. Dotyczyło ono Henryka Wieniawskiego : 

W znacznej liczbie cxcmplarzy pisma naszego z dnia 30 z. m. w artykule o Roku 
1846, wcisnęła się pomyłka druku w nazwisku 10-letniego Wirtuoza Skrzypka z Lubli- 
na, który w roku zeszłym otrzymał pierwszą wielką nagrodę w Konserwatorjum Pa- 
ryzkienj. Imię i nazwisko tego Wirtuoza iest Henryk Wieniawski (nie WinnickiJ. Mniej 
wyraźne wydrukowanie nazwiska tego młodzieńca w iednej z gazet zagranicznych, stało 
się powodem przekształcenia liter i u nas. Skłonni zawsze do sprostowania pomyłek, 
iakie mimowolnie i pomimo usilnycti starań ustrzeżenia się od nich, wcisnęłyby się do 
naszego pisma, tym bardziej czujemy się w powinności sprostowania powyższej, że na- 
zwisko Wieniawskiego już głośne w świecie muzycznym, czyni zaszczyt ziomkom swoim 
a przeto dokładnie od nich wiedziano być powinno (1847, N. 8). 

Ofiarą fałszerstwa padł Kurjer po raz pierwszy w r. 1862 i fakt ten 
potraktował względnie dość łagodnie : 

W Nrzo 12 Kurjera Warszawskiego, zamieszczony został artykuł z podpisem 
J. W. o zawarciu związków przez dwie rodziny zamieszkałe w Pcie Przasnyskim. Po- 
nieważ oprócz użycia cyfry mojej, jeszcze nadużyto dobrej wiary Fiedakcji, przeto jako 
znający bliżej te rodziny, w całym szanowane l*owiecie, oświadczam niniejszem, iż fakt 
ten co do zawarcia związków, nie miał miejsca. Artykuł zamieszczony był tylko pod 
wpływem podstępu i nikczemnej złośliwości zasługującej na publiczne ukaranie. W tym 
więc celu lledakcja przechylając się do życzeń naszych złożyła nam oryginalny rękopism, 
z którego dochodzić będziemy winowajcy. — /. IV. (1862, X. 22), 

Któryś z ekonomistów powiedział, może nie dość .ś:'iśh\, Wv'a w każdyn 
razie bardzo trafnie, iż ilość spożytkowanego przez dany kraj mydła jet^ 
miarą jego cywilizacji. My-l)yśmy odważyli sie i)o$tawić tu inne i)orówm 
nie: iż liezba siu-ostowań dzienuikarskicli jest miarą poezneia moralnej 

408 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

W danem społeczeństwie. Boć jeśli prasa jest organem życia publicznego, 
jeśli społeczeństwo znajduje w niej swoje odzwierciedlenie, a pomyłki 
dziennikarskie, jeśli mają źródło w anonymaeh i listach sfałszowanych, to 
ilość tych ostatnich, taką plamą ciążąca na dziennikarstwie, może być 
chyba miarodajną wskazówką etyczną... 

W odpowiedzi każdy może powiedzieć : paradoks ! każdy, lecz nie — 
dziennikarz, który szuka pulsu społecznego zarówno w wielkich sprawach 
życia, jak i w tych drobnych jego strumieniach, jakie spływają co dzień na 
stół redakcyjny w formie „korespondencji z publicznością'^. 



409 



f^urfer Warszawski 



8. Korespondenci. 



H<mo snm et nil humani a me alie* 
num esse puto,.. 

Obowiązkiem inteligentnego człowieka jest zarówno znać wybornie 
kraj własny, jak i wiedzieć dokładnie, co się dzieje za jego miedzą. W speł- 
nienia tego obowiązku dopomaga każdemu w pierwszym rzędzie — prasa. 
Dziennikarstwo od początku swego istnienia należycie pojmowało tę rolę 
swoją, informatora wszechświatowego, ćwiczyło się też w niej systematy- 
cznie, aż w końcu doszło do mistrzowstwa. Jednem z najważniejszych zadań 
współczesnego dziennika — to zdobycie sobie zastępu korespondentów, 
wyrobionych w szkole swego zawodu i dokładnie informujących czytelnika 
za pośrednictwem poczty i drutu telegraficznego. 

Ileż to jednak czasu potrzeba było na udoskonalenie tego działu in- 
formacyj ! 

W Kurjerze dość wybitnie wyróżniają się między sobą cztery okresy 
historji korespondencji: 1) w pierwszem dziesięcioleciu istnienia pisma 
mamy ślady korespondencja stałych z kraju i przypadkowych z zagranic}^, 
2) w dalszych latach aż do roku 1850 spotykamy tylko korespondencje 
przygodne; 3) lata od 1850—1880 nazwalibyśmy okresem przygotowa- 
wczym, organizacyjnym, w którym czynną już jest prawidłowa obsługa ko- 
respondencyjna, z wielkiemi jednak lukami, wreszcie 4) ostatnich lat pię- 
tnaście, w ciągu których Kurjer pod względem korespondentów stanął w rzę- 
dzie pism najlepiej informowanych. 

Przyjrzyjmy się tym fazom trochę baczniej. 

_ 410 



KSIĄŻKA JUBILEUSZOWA. 

Już W jednym z jioprzednich rozdziałów akcentowaliśmy, iż Kurjer 
w pierwszych 10-u latach olbrzymie czynił z roku na rok postępy, iż tych 
dziesięć roczników ma nieporównanie wyższą wartość dziennikarską od 
wszystkich następnych aż do Szymanowskiego. Uwidocznia się to najlepiej 
w dziale korespondencji. 

Oto obok nowin warszawskich mamy tu stałą rubrykę ,, Wiadomości 
z Województw^', w wiadomościach tych, obok listów przygodnych, i własne, 
coraz częstsze, dalej - stałe notatki z Krakowa, Lwowa, Poznania i t. d., 
obok listów przygodnych z Paryża i in. — słowem: Kurjer stara sie być pismem 
informowanem wszechstr