Skip to main content

Full text of "Liga Narodów"

See other formats


Purchased for the 

LIBRARY of the 

UNIYERSITY OF TORONTO 

from the 

KATHLEEN MADILL BEQUEST 



LIGA NARODÓW 




OSKAR HALECKI 

PROF. UNIW. WARSZ. 



LIGA NARODÓW 



POZNAŃ o o c. o n WARSZAWA 

NAKŁAD KSIĘGARNI ŚW. WOJCIECHA 






('(■ APR25>196a .^ )| 



u I * ^:^i> 



CZCIONKAMI DRUKARNI ŚW. WOJCIECHA 



Przedmowa. 



Pierwszą obszerniejszą pracę polską o Lidze Narodów, 
pisaną w kwietniu b. r,, oddaję w ręce łaskawych czytelników 
nie bez pewnych obaw. Wpływa na to nie tylko wzgląd 
formalny, że wyjechawszy zagranicę dla dalszych prac na 
tern polu, nie mogłem sam przeprowadzić korekty. W wyższym 
o wiele stopniu ubolewam nad tem, że pisząc swoją książkę 
w kraju., nie mogłem korzystać z najświeższych publikacyj 
obcych i że szybki bieg wypadków już po krótkim czasie czyni 
poniekąd przestarzałem wszystko, co się pisze na ten temat. 
Moje wywody i przewidywania, poczęści już sprawdzone, 
opierają się głównie na materjałach i doświadczeniach, jakie 
zebrałem w Paryżu, w pierwszej połowie r. 1919, gdy powsta- 
wał Pakt Ligi na konferencji pokojowej, oraz na podróży do 
Anglji, Francji i Szwajcarji, odbytej z polecenia Rządu 
Polskiego w jesieni tegoż roku. Może ten zrąb najpo- 
trzebniejszych wiadomości o Lidze Narodów, ogłoszony 
w przeddzień jej pierwszego Zgromadzenia, przyczyni się 
chociażby w skromnej mierze do usunięcia niektórych uprze- 
dzeń i wątpliwości i zachęci do dalszych studjów w tej za- 
niedbanej u nas dziedzinie. 

Genewa, we wrześniu 1920 r. 

Oskar HaleckL 



Wstęp. 



Ponętnem byłoby zadaniem omówić przynajmniej 
w kilku uwagach wstępnych całą ideologię i teoretyczne 
przesłanki, na których podstawie powstał Pakt Ligi 
Narodów. Odpowiedź na pytania, w jakim stopniu go 
przygotował rozwój historyczny ubiegłych wieków, 
jakie miejsce zajmuje w ewolucji prawa międzynarodo- 
wego, jakie wreszcie wyraziły się w nim postulaty 
etyczne, taka odpowiedź niewątpliwie byłaby najlep- 
szem wprowadzeniem do systematycznego studjum 
zagadnienia Ligi Narodów. 

Pomijając jednak brak najniezbędniejszych badań 
przygotowawczych na tem polu oraz trudność należy- 
tego opanowania tak rozległych i różnorodnych dzie- 
dzin wiedzy, poruszenie tych spraw w krótkim z ko- 
nieczności przeglądzie wstępnym groziłoby niebez- 
pieczną pobieżnością i gubieniem się w nieuzasadnio- 
nych dość konkretnie ogólnikach. 

Najlepiej więc będzie pójść za przykładem twór- 
ców Paktu, którym również musiała nasunąć się po- 
kusa poprzedzić jego artykuły przez rozwinięcie zasad, 
na jakich się oparli, a którzy przecież, obawiając się 
ogólnikowej frazeologji, ograniczyli się do kilku za- 
iedwo zdań wstępnych. Łatwiej było sformułować 

Liga Narodów. • 



takie zasady, gdy chodziło o pewne zagadnienie spe- 
cjalne, które się wyłoniło z problemu Ligi Narodów, 
mianowicie o międzynarodową organizację pracy; dla- 
tego teź w jej ustawie, tworzącej odrębną część trakta- 
tów pokojowych, którą jednak przy rozważaniu samego 
Paktu Ligi ciągle uwzględniać trzeba, nie ograniczono 
się do zwięzłego wstępu, lecz w osobnej sekcji szerzej 
wyłuszczono »zasady ogólne« tej organizacji. Nato- 
miast układając Pakt Ligi, odczuwano doskonale, że 
całokształt objętych tu spraw nie dojrzał jeszcze do 
takiego zasadniczego, z natury swej nawpół filozoficz- 
nego komentarza. 

To teź najlepszym narazie wstępem do analizy 
Paktu będzie może skromna analiza tego nad- 
zwyczaj wstrzemięźliwego wstępu, w jaki 
go zaopatrzono. 

Zaczyna się on od wskazania celów całego dzieła. 
Są niemi rozwój współpracownictwa mię- 
dzy narodami, oraz zapewnienie im po- 
koju i bezpieczeństwa. 

Wyodrębnienie, a nawet wysunięcie na naczelne 
miejsce pierwszego z tych celów ma podstawowe zna- 
czenie dla wniknięcia w istotę Ligi Narodów. Trafnie 
podniosła już obfita literatura, zwłaszcza angielska 
i francuska, która ją przygotowała niemal od po- 
czątku wojny światowej, źe cele Ligi nie mogą być 
wyłącznie negatywne, ograniczając się do zażegny wania 
dalszych wojen; chociażby na razie pośrednio, musi ona 
jednak dążyć ostatecznie do rezultatu pozytywnego, 
do prawdziwego postępu cywilizacyjnego ludzkości. 
Wojna światowa najlepiej udowodniła, że nie jest on 
możliwy bez wyzwolenia z pod jarzma militaryzmu, źe 
nic go bardziej nie podkopuje od mogących się powtó- 
rzyć w każdej chwili krwawych przerw w pokojowej 
pracy narodów. Ale niemniej wyraźnie uwidocznił 
stan powojenny, źe w obecnych warunkach nie wy- 



— 3 — 

starcza juź praca każdego z narodów, dokonywana 
zosobna, lecz potrzebnem jest ich systematyczne 
współdziałanie, w porządku i porozumieniu, wzajemnem 
wspieraniu i wyręczaniu się. Nie brak też w Pakcie 
Ligi artykułów, które w formie co prawda raczej pro- 
gramowej zmierzają do osiągnięcia tego celu; są one 
w nim jednak umieszczone na końcu i przez nas też 
w ostatniej dopiero części rozpatrzone będą. 

Z natury rzeczy bowiem zadanie najbardziej na- 
glące, a zarazem najlepiej juź sprecyzowane, miano- 
wicie ustanowienie sposobów pokojowego zaźegnywania 
zatargów międzynarodowych, wysunęło się na pierwszy 
plan. Podyktowane najbezpośredniejszym nakazem su- 
mienia, zostało ujęte w najliczniejsze i najstaranniej 
opracowane artykuły Paktu, wypełniające jego główną, 
środkową część. W tem samem też miejscu, jako na- 
turalny środek całego studjum, w tej pracy je 
omówimy. 

Lecz jeszcze przedtem w Pakcie Ligi, a więc 
i w niniejszej jego analizie, musiało być potraktowane 
zagadnienie inne. Niedarmo jego wstęp zmierza do 
podstawowego oświadczenia, źe układające się strony 
ustanawiają Ligę Narodów, a więc tworzą systema- 
tyczną organizację, za pomocą której mają być 
osiągnięte owe dwa cele, podkreślone na początku. 

Było to bowiem zasadniczym błędem wszelkich 
w historji praktycznych prób pacyfikacji świata i pod- 
niesienia jego poziomu kulturalnego, źe nie tworzono 
w tym celu żadnych instytucyj, żadnych stałych orga- 
nów życia międzynarodowego. W ciągu przeszło pół- 
tysiąca lat daremnie je obmyślały teoretyczne projekty 
publicystów lub filozofów albo wreszcie polityków, nie 
mogących wcielić w rzeczywistość swoich koncepcyj. 
Teraz po raz pierwszy pomysł wielkiego męża, który 
niedarmo jest profesorem i dyplomatą zarazem, przy- 
oblekł się w kształty aktu prawnopaństwowego, zaczy- 

1* 



— 4 - 

nającego się właśnie od stworzenia takiej organizacji, 
od syntezy tak powszechnej dziś' włas'nie dąźnos'ci do 
zorganizowania wszystkich dziedzin życia. 

Aby sobie zdać sprawę z istoty tej organizacji, 
nad której formami zastanowimy się zaraz w pierwszej 
części tej pracy, należy się nasamprzód zatrzymać 
przy samej jej nazwie. W języku polskim utarła 
się nazwa Ligi, która w naszej mowie nie ma ściśle 
określonego znaczenia, tak samo zresztą jak słowo 
•»League<i w angielskim tekście Paktu. Jak jednak w ca- 
łym traktacie wersalskim, tak i w Pakcie Ligi obowią- 
zujące znaczenie ma również tekst francuski i otóż 
w tym języku po długich dyskusjach i dojrzałym na- 
myśle odrzucono nazwę ^Ligue«., która po francusku 
oznacza przedewszystkiem pewne częściowe skojarze- 
nie, zwrócone przeciwko innemu ugrupowaniu, a wy- 
brano ostatecznie wymowną i niedwuznaczną nazwę 
*Societe<i. Jak każdy naród jest społeczeństwem zor- 
ganizowanych jednostek, tak ludzkość cała, którą ma 
objąć ta ^Societe des Nations*, ma się stać społeczeń- 
stwem zorganizowanych narodów. 

Wobec wspomnianej przed chwilą lakoniczności 
wstępu, który tą nazwą się kończy, daremnie szuka- 
libyśmy w nim naczelnych zasad tej nowej społeczności, 
tak jak i sam Pakt nie daje jeszcze jej pełnej konsty- 
tucji. Wskazano tu tylko cztery środki, za po- 
mocą których ma ona umożliwić osiągnięcie celów, 
podkreślonych na samym początku, oczywiście tylko 
środki uznane za najważniejsze, takie, któreby głównie 
służyły celowi drugiemu, lecz najpilniejszemu t. j. za- 
bezpieczeniu pokoju. 

Wybrano więc niektóre z haseł, głoszonych naj- 
uroczyściej podczas wojny światowej, aby je w ten 
sposób formalnie usankcjonować w pierwszych zaraz 
zdaniach traktatów pokojowych. Z haseł tych najczęś- 



ciej powtarzanem, a zarazem najpopularniejszem u znę- 
kanych ludów, było zapewnienie, źe obecna wojna 
powinna być ostatnią, źe jej przetrzymanie aź do zwy- 
cięskiego końca okupi niezamącony juź pokój w przy- 
szłości. Istotnie też jako pierwszy i naczelny z środ- 
ków, mających znaleźć zastosowanie w nowej organizacji 
świata, uznano >przyjęcie pewnych zobowią- 
zań nieuciekania się do wojny«. 

Historyczne znaczenie uznania tej zasady polega 
na tem, źe sam fakt przyjęcia zobowiązań stałych 
i ogólnych, ograniczających prawo prowadzenia wojn}-, 
które dotąd stanowiło jedną z głównych atrybucyj suwe- 
renności państwowej, jest juź poważnym wyłomem 
w dotychczasowem pojęciu tej suwerenności, które 
w swej ciasnej bezwzględności było główną przeszkodą 
do praworządnego ustroju świata. Wyraźnie się też 
tutaj zaznacza koncepcja, źe wojna jest złem, którego 
należy unikać. 

Ale pomijając nawet, źe nie zdobyto się na bez- 
pośrednie potępienie wojny, przez jedno drobne na- 
pozór słówko zgóry zaznaczono, źe jej unikanie nie 
ma być bezwarunkowem, że zobowiązania w tej sprawie 
ograniczają się do części tylko wszelkich moźHwych wy- 
padków. Chodzi bowiem jedynie o przyjęcie >pewnych<, 
to znaczy niektórych {certaines) zobowiązań. 

Rzecz jasna, źe żadna, chociażby najdalej idąca 
koncepcja L'gi Narodów, nie może wykluczać wogóle 
posługiwania się orężem, które zawsze może być ko- 
niecznem jako sankcja praw Ligi w stosunku do ich 
gwałcicieli. Ale już ze stylizacji przytoczonego zdania, 
a zwłaszcza z konkretnych artykułów Paktu w tej 
sprawie jasno wynika, źe zachowano teź w pewnych 
wypadkach możliwość podjęcia wojny przez jedno 
z państw Ligi na własną rękę, a to nie tylko w doraz'- 
nej obronie przed nagłym napadem, lecz także, jak 



— 6 — 

dotąd bywało, dla rozstrzygnięcia swego zatargu 
z innem państwem. 

To, że Liga Narodów — według swej dzisiejszej 
ustawy — » prawo do wojny c tak pojętej tylko ogra- 
nicza, lecz go nie znosi jako bezwzględnego bezpra- 
wia, było przyczyną najdotkliwszych zawodów, jakie 
Pakt paryski sprawił najgorętszym właśnie zwolenni- 
kom idei Ligi. Blędnem zaś byłoby mniemanie, jakoby 
to był zawód tylko dla teoretyków — marzycieli, dla 
pacyfistów dawnego autoramentu. Przeciwnie, w ofi- 
cjalnych projektach, opracowanych dla konferencji pa- 
ryskiej z ramienia rządów, a to nie tylko rządów neu- 
tralnych, jak Szwajcarji lub państw skandynawskich, 
ale takie rządów wielkich mocarstw koalicji, mianowi- 
cie Francji i Włoch — nie mówiąc już o kontrpropozy- 
cjach delegacji niemieckiej i austrjackiej — chciano 
wszelką wojnę, któraby nie była środkiem policyjnym 
z ramienia całej Ligi, wykluczyć bezwarunkowo, podać 
sposób pokojowego, a bezwzględnie obowiązującego roz- 
wiązania dla wszystkich bez wyjątku zatargów między- 
państwowych. 

Ale na konferencji paryskiej ta koncepcja Ligi 
Narodów, wytworzona na kontynencie europejskim, 
spotkała się z koncepcją inną, mającą swe źródło 
w praktycznych i ostrożnych umysłach anglosas- 
kich. Zarówno w Anglii, gdzie już podczas wojny 
najwięcej może pracowano nad zagadnieniami Ligi 
Narodów, jak i w Ameryce, gdzie jeszcze przed jej 
wmieszaniem się do wojny potężna organizacja spo- 
łeczna *The League to enforce peace^ sformułowała sze- 
reg zasad programowych w tej sprawie, uznano tak 
sprecyzowane ograniczenie suwerenności państwowej 
za nierealne, jeśli nie wogóle niedopuszczalne. Licząc 
mniej na ścisłe przepisy prawne, aniźeH na siłę opinji 
w każdym poszczególnym wypadku, postanowiono ogra- 
niczyć się do tego, aby Liga za każdym razem wyma- 



- 11 - 

pozbawione własnej państwowości. Sprawa granic 
Austrji i sprawa Irlandji są pod tym względem typowe. 
To teź nawet ci, którzyby chcieli wprowadzić tę za- 
sadę do Paktu Ligi, słusznie podnoszą, źe równocześ- 
nie należałoby ustanowić „procedurę", jak to prawo 
samostanowienia ma być wykonane. 

Te i podobne trudności, do których zresztą po- 
wrócimy przy szczegółowych postanowieniach Paktu, 
nie zrażają jednak coraz liczniejszych zwolenników 
myśli umieszczenia na początku Paktu zamiast krót- 
kiego wstępu całkowitej deklaracji praw i obowiąz- 
ków narodów. Miałaby ona stanąć obok deklaracji 
praw, na której się oparła konstytucja amerykańska, 
i obok deklaracji praw człowieka i obywatela z czasów 
rewolucji francuskiej. Opracowaniem odpowiedniego 
projektu zajął się jeszcze podczas wojny Amerykański In- 
stytut Prawa Międzynarodowego, świeżo zaś głównie 
pacyfistyczne stowarzyszenie francuskie „La Paix par 
le droit'\ 

Mimo ideowej powagi, jakąby mogła mieć taka 
deklaracja, trudno zaprzeczyć, że jej ogólne nawet 
przyjęcie miałoby raczej teoretyczną wartość. Jak 
najszczytniejsze chociażby zasady pozostają czczym 
frazesem, jeśli brak szczerej woli i praktycznych orga- 
nów dla ich urzeczywistnienia, tego najlepszym przy- 
kładem jest osławiony akt św. przymierza. Całkiem 
błędnie złośliwi sceptycy zestawiają Ligę Narodów 
z owym traktatem, zapominając, że on nie zawierał 
literalnie niczego, żadnego nawet zawiązku jakichś 
instytucyj międzynarodowych, żadnych wogóle kon- 
kretnych postanowień, zmieniających dotychczasowe 
stosunki między państwami, a ograniczał się do wy- 
powiedzenia szeregu pięknie brzmiących myśli. Prawdą 
jest tylko, że ten przykład może zrazić do górnolot- 
nych oświadczeń, które nie przeszły jeszcze ogniowej 
próby czynnego zastosowania. 



— 12 — 

Nasuwa się tylko uwaga, źe o ile ów akt z roku 
1815 nadużywał imienia Bożego i ideałów religijnych, 
o tyle tym razem, z powodów niestety aż zbyt przej- 
rzystych, w przeciwną popadnięto ostateczność. Wszak 
słusznie niedawno jeden z kardynałów francuskich 
w pubhcznem os'wiadczeniu na rzecz Ligi Narodów, 
wykazawszy, że jej koncepcja jest nie tylko słuszną, 
ale poprostu chrześcijańską, wyraził żal, że w trakta- 
cie obecnym nigdzie niema imienia Tego, „od którego 
wszystkie zależą mocarstwa." 



Część pierwsza. Organizacja. 

1. Członkowie. 

Członkami Ligi N a r o d ó w są poszczególne pań- 
stwa. Tkwi w tern niewątpliwie pewna anomalja, gdyż 
mimo wszelkich dążeń, aby nowy ustrój państwowy 
świata odpowiadał stosunkom narodowościowym, nie 
udało się tego przeprowadzić w całej pełni. Początkowo 
zaproponowano nawet ze strony portugalskiej, aby dla 
uniknięcia tej nieścisłości wyrażenia nazwać nową 
organizację Ligą Państw. 

Z różnych powodów pomysł ten upadł odrazu. 
Przedewszystkiem w językach francuskim i angielskim, 
gdzie przyzwyczajono się oznaczać przynależność na- 
rodową i państwową jednym i tym samym wyrazem: 
nationalitc-nationality nie razi to pomieszanie pojęć 
tak, jak np. w języku polskim. Nadto chodziło o pod- 
kreślenie demokratycznego charakteru Ligi, której nie 
miały tworzyć rządy, lecz społeczeństwa. Wreszcie 
zaś, chociażby nieświadomie, wyprzedzono przez na- 
zwę, nie odpowiadającą dokładnie stosunkom teraźniej- 
szym, rozwój dalszej przyszłości, który powinien wszyst- 
kim narodom zapewnić własną państwowość i stano- 
wisko równorzędnych członków Ligi. 



- 14 — 

Chcąc zaraz w pierwszym artykule Paktu ustalić, 
jakie państwa należą od początku do Ligi. spotkano 
się z jedną bardzo znamienną trudnością redakcyjną. 
Wynikła ona z tego, źe Pakt, jak to postanowiono 
odrazu, gdy na plenarnem posiedzeniu konferencji po- 
kojowej z dnia 25 stycznia 1919 uchwalono utworzenie 
Ligi Narodów, wszedł do traktatu pokojowego z Niem- 
cami, a potem i do innych traktatów z państwami zwy- 
cięźonemi, jako integralna część składowa. 

Mimochodem należy tu zauważyć, źe wszelkie 
wątpliwości, czy to organiczne połączenie było właści- 
wem, czy w tych warunkach Liga mogła być poczęta 
w duchu zupełnej bezstronności, niezależnej od chwi- 
lowego układu sit politycznych, muszą umilknąć wobec 
niewątpliwego faktu, źe gdyby wówczas, na początku 
kongresu, prezydent Wilson zgodził się na odłożenie 
tego dzieła na czas po zawarciu pokoju, prawdopo- 
dobnie nie byłoby ono wcale przyszło do skutku. 

Ponieważ jednak nie chciano odrazu przypuścić 
państw zwyciężonych do udziału w Lidze, a one przecież 
wraz z całym traktatem musiały podpisać i jego część 
pierwszą t. j. Pakt Ligi, trzeba było zaznaczyć, źe jej 
członkami pierwotnymi nie są wszystkie układające 
się strony, chociaż wszystkie wygłaszają wstępne 
oświadczenia Paktu, lecz tylko te z nich, które imien- 
nie wyliczono w aneksie do Paktu. Tam w pierw- 
szej grupie pierwotnych członków Ligi wyliczono 
istotnie wszystkie 27 państw, które Niemcom wypo- 
wiedziały wojnę albo przynajmniej zerwały z niemi 
stosunki dyplomatyczne i uczestniczyły w konferencji 
pokojowej. 

Rzecz jasna, źe dzięki włączeniu Paktu do trak- 
tatu każde z tych państw stało się istotnie członkiem 
Ligi dopiero na mocy ratyfikacji traktatu pokojowego. 
To teź pierwsze zaraz państwo, w alfabetycznie upo- 
rządkowanym szeregu, t. j. Stany Zjednoczone 



— 15 _ 

Ameryki Półn o cnej, które dotąd nie uchwaliły 
owej ratyfikacji, pozostały teź narazie poza Ligą Na- 
rodów, która zresztą, jak wiadomo, jest głównym ka- 
mieniem obrazy dla przeciwników ratyfikacji. 

Zbytecznem byłoby rozwodzić się nad tem, jak 
szkodliwie się to odbija na sprawie pokoju wogóle, 
a Ligi Narodów w szczególności. Ściśle biorąc Liga 
Narodów nie mogła nawet rozpocząć swej działalności 
bez Ameryki, która musi być reprezentowana w jej 
Radzie, której Prezydent według brzmienia Paktu po- 
winien zwołać pierwsze zebranie zarówno Rady jak 
i Zgromadzenia Ligi. Z drugiej strony jednak cały 
traktat, a z nim i Pakt Ligi wchodził w życie z chwilą 
ratyfikacji przez Niemcy z jednej strony, a trzy tylko 
z wielkich mocarstw koalicji z drugiej strony. Gdy ta 
chwila nastąpiła dnia 10 stycznia 1920 r., ze wskaza- 
nej sprzeczności wybrnięto oczywiście w ten sposób, 
źe formę poświęcono treści: po paru dniach zaledwo 
odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Ligi, która we- 
dług 48-go artykułu traktatu w ciągu 15 dni po jego 
wejściu w życie musiała wyznaczyć trzech członków 
komisji dla rozgraniczenia zagłębia Sarry, odbyło się 
zaś bez względu na to, że miejsce przedstawiciela 
Ameryki pozostało próźnem, że nieobecnym był 
ten, który je zwołał: Prezydent Stanów Zjednoczo- 
nych. 

Uczyniono to niewątpliwie słusznie i słusznie już 
przedtem zapowiadano w iVnglji i Francji, źe Liga 
rozpocznie swą pracę chociażby bez Ameryki. Słusz- 
nem to było tem bardziej, że opozycja amerykańska 
w znacznej mierze ma charakter akcji osobistej, zwró- 
conej przeciwko Wilsonowi, jest więc objawem przej- 
ścio*vym, który prędzej czy póz'niej zostanie przezwy- 
ciężony na miejscu przez tak licznych właśnie w Ame- 
ryce zwolenników Ligi. Ze na czele ich organizacji 
stoi eks-prezydent Taft, przywódca stronnictwa repu- 



- 16 - 

blikańskiego, zasadniczo przeciwnego demokratom, 
kierowanym przez Wilsona, moie chyba służyć za 
najlepszy dowód, ie w sprawie Ligi zasadnicze róż- 
nice przekonań odgrywają co najwyżej drugorzędną 
rolę. 

Omawiając 10-ty artykuł Paktu, przeciwko któ- 
remu opozycja amerykańska główne wytacza argu- 
menty rzeczowe, przekonamy się, że, jak to nikt lepiej 
nie wykazał od samego Tafta, argumenty te polegają 
na zupełnem niezrozumieniu >ego treści. Natomiast 
już przy kwestji członków Ligi natrafiamy na jedyną 
sprawę, w której zarzuty amerykańskich przeciwników 
Paktu trzeba przynajmniej częściowo uznać za słuszne. 

Przeglądając bowiem spis pierwotnych członków 
Ligi, uderza nas, źe obok Anglji wymieniono zoso- 
bna jej główne dominja i koionjew liczbie pię- 
ciu, t. j. Kanadę, Australję, Afrykę Południową, Nową 
Zelandję i Indje, te same, które także na konferencji 
pokojowej były reprezentowane przez osobnych dele- 
gatów pełnomocnych. Chociaż je wyliczono po za po- 
rządkiem alfabetycznym, jak gdyby w dodatku do sa- 
mego imperjum brytyjskiego, nie ulega najmniejszej 
wątpliwości, źe mają być osobnymi, równorzędnymi 
członkami IJgi. Kwestję tę rozstrzyga zresztą zasad- 
niczo dalszy ciąg Igo artykułu Paktu, gdzie mówiąc 
o nowych członkach, wyraźnie zastrzeżono, że obok 
państw zupełnie samodzielnych, mogą nimi też zostać 
wszelkie dominja lub kolonje, które się swobodnie same 
rządzą (qui se gomerne librement — fully self sfover- 
ning). 

Rzecz jasna, źe z tego postanowienia będzie mo- 
gło skorzystać każde państwo, posiadające kolonje, 
nadając im pełny samorząd. Narazie zaś wychodzi 
na wyłączną korzyść Anglji, która w ten sposób roz- 
porządza w Lidze sześcioma głosami zamiast jednym. 
Usprawiedliwia się to tern, źe wszelkie zasadnicze 



- 17 — 

uchwały Ligi muszą zapaść jednogłośnie; zobaczymy 
jednak, źe w niektórych wypadkach wystarcza, zwłasz- 
cza w Zgromadzeniu, większość zwykła lub dwóch 
trzecich, a wtedy oczywiście reprezentacja kolonij, cho- 
ciaż może istotnie niejednej z nich słusznie się należy, 
będzie jednak w praktyce niesłusznem uprzjrwilejowa- 
niem danego państwa. Należałoby conajmniej zastrzec, 
że w zatargach, w których kraj macierzysty jest stroną 
interesowaną, żadna z jego kolonij nie będzie miała 
prawa głosu (i oczywiście odwrotnie), oraz, żekolonje 
nie będą mogły zasiadać w Radzie Ligi równocześnie 
z państwem macierzystym. 

Większą jeszcze jednostronnością w składzie Ligi 
groziło to, że ustanowiona przez uczestników konfe- 
rencji pokojowej mogła się łatwo ograniczyć do ich 
grona. Czując jednak doskonale, że wszelkie istotne 
„społeczeństwo narodów" musi dążyć do objęcia ich 
w całości, niebezpieczeństwa tego szczęśliwie uniknięto. 
Przeważnej bowiem części państw neutralnych 
podczas wojny światowej otworzono możliwość wejścia 
do Ligi równocześnie i na równych prawach z pań- 
stwami zwycięskiemi. Postanowiono mianowicie, źe 
państwa, wymienione w drugiej grupie aneksu jako 
„zaproszone do przystąpienia do Paktu", staną się rów- 
nież członkami pierwotnymi Ligi, jeśli w ciągu dwóch 
miesięcy po wejściu w życie traktatu złożą bez wszel- 
kich zastrzeżeń odpowiednią deklarację w Sekretarjacie 
Ligi. Państwa te, w liczbie trzynastu, mogły nawet, 
chociaż w bardzo skromnym zakresie, uczestniczyć 
w redakcji Paktu: dnia 20 i 21 marca 1919 r. ich przed- 
stawiciele zostali zaproszeni przez komisję kongresową 
dla Ligi Narodów celem wyrażenia swej opinji o pro- 
jekcie Paktu. Wprawdzie zgłoszone przez nich po- 
prawki, których np. Hiszpanja, Szwajcarja, Holandja 
i państwa skandynawskie opracowały cały szereg, zo- 
stały uwzględnione tylko w drugorzędnych szczegó- 

Liga Narodów. 2 



- 18 - 

łach przy końcowej redakcji gotowego już niemal 
tekstu, ale przynajmniej formalnie uratowano zasadę, 
że Liga nie jest wyłącznem dziełem zwycięskiej koalicji. 

Wszystkie te państwa, mimo poważnych nieraz — 
np. w Szwajcarji — prądów przeciwnych, zgłosiły 
w oznaczonym czasie swój akces do Ligi, która w ten 
sposób od początku, bez względu na abstynencję Sta- 
nów Zjednoczonych^), objęła większość obszaru i lud- 
ności kuli ziemskiej. Skwapliwe dostosowanie się do 
postawionego warunku tłómaczy się najoczywiściej 
przez doniosłe uprzywilejowanie członków pierwotnych 
Ligi w porównaniu z później przystępującymi. 

Chociaż bowiem w Pakcie zwyciężyła jedynie 
słuszna zasada, źe w przeciwieństwie do wszystkich 
niemal analogicznych projektów przeszłości dziejowej 
Liga Narodów musi wszystkim bez wyjątku państwom 
zostawić możliwość takiego przystąpienia, przyjęcie 
dalszych członków uzależniono jednak od pew- 
nych warunków. Nie tylko muszą się oświadczyć 
za ich przyjęciem dwie trzecie Zgromadzenia, ale nie- 
zależnie od wyniku tego głosowania muszą one „dać 
istotne gwarancje swego szczerego zamiaru przestrze- 
gania swych zobowiązań międzynarodowych i przyjąć 
ustanowioną przez Ligę umowę co do swych sił i zbro- 
jeń wojskowych, morskich i lotniczych". 

Pierwszy z tych warunków nie jest właściwie 
ściśle określony; niewiadomo bowiem, na czem mają 

') Wątpliwości mogłyby nadto zachodzić co do przynależności 
Chin do Ligi; nie tylko bowiem nie ratyfikowały traktatu z Niem- 
cami, ale z powodu sprawy Szantungu, rozstrzygniętej w nim na ko- 
rzyść Japonji z widoczną krzywdą Chin, nawet go nie podpisały w oso- 
bach swych przedstaydcieli. Należy jednak zaznaczyć, że stały się 
członkami L,igi przez podpisanie i ratyfikację traktatu z Austrją, który 
również obejmuje jako pierwszą część Pakt Ligi Narodów. Co do kilku 
państw bałkańskich i środkowo-amerykańskich, które dotąd (wiosna 
r. 1920) nie ratyfikowały żadnego z traktatów pokojowych, trudno 
wątpić, że jednak w niedługim czasie to uczynią. 



J 



— 19 - 

polegać owe „istotne gwarancje" i kto — zapewne 
chyba Rada Ligi — oceni ich dostateczność. Głównie 
jednak miano przy tern na myśli państwa zwyciężone 
w wojnie światowej, a w tym wypadku takiemi gwa- 
rancjami będą niewątpliwie ściśle wypełnione — co 
najmniej zaś wypełniane — warunki traktatów poko- 
jowych. 

Drugi warunek przyjęcia do Ligi jest całkiem 
jasny a niezmiernie ważny. Zobaczymy, że rządy 
członków pierwotnych same rozstrzygną, o ile przyjmą 
opracowany przez Radę Ligi projekt ograniczenia 
zbrojeń i dopiero, przyjąwszy go, nie będą mogły sa- 
mowolnie od niego odstąpić. Każdy natomiast czło- 
nek nowoprzyjęty — a to nie tylko państwa zwycię- 
żone, którym już w traktatach pokojowych wyznaczono 
maksymalną ilość sił zbrojnych — będzie musiał 
przeprowadzić wskazaną mu redukcję armji i mary- 
narki wojennej, aby móc należeć do Ligi. 

Konieczność tych zastrzeżeń tłumaczy się tem, 
źe, jak zobaczymy, naogół tylko takich państw nie za- 
proszono na członków pierwotnych, co do których 
miano mniej lub więcej wyraźne powody nieufności. 
Ale, uznając tę konieczność, powszechna niemal opi- 
nja w państwach koahcji, a zwłaszcza w Anglji, żąda 
z całą stanowczością, aby jak n a j p r ę d,z e j przyjęto 
do Ligi każde państwo, pragnące do niej przystąpić 
i mogące uczynić zadość omówionym przed chwilą 
wymaganiom. Żądanie to, zgodnie wyrażane w lite- 
raturze, pubHcystyce, uchwałach zjazdów i t. p., jest 
i^uszne nie tylko w idealnej teorji, ale i z punktu wi- 
dzenia praktycznego: wszak państwa, które wydają 
się niebezpieczne dla pokoju świata, mogą być o wiele 
łatwiej kontrolowane, należąc do Ligi, aniżeli wyklu- 
czone z niej,] coby je skłoniło prędzej czy później do 
złączenia się w innym, odrębnym związku państw. 



- 20 - 

a więc doprowadziłoby właściwie do powstania dwóch 
wrogich sobie koalicyj w dawnym stylu. 

Ten ostatni argument stosuje się w pierwszym 
rzędzie do państw zwyciężonych w wojnie świa- 
towej. Wśród nich zaś naturalnie najtrudniejszą, naj- 
draźliwszą, a zarazem najważniejszą jest sprawa Nie- 
miec, głównych winowajców wielkiej katastrofy wo- 
jennej. Wobec nikogo najdalej posunięta ostrożność 
nie jest bardziej usprawiedliwioną; ale nikt też nie do- 
pomina się z większą natarczywością jak najrychlej- 
szego przyjęcia do Ligi i — jak przyznać trzeba — 
udowodniły też Niemcy zarówno w swym kontrprojek- 
cie Ligi, który w pewnych punktach nawet we Francji 
znalazł uznanie, jak i w długim już szeregu prac teo- 
retycznych dużo zainteresowania dla zagadnień Ligi Na- 
rodów. Jeżeli w obecnym chaosie niemieckim na czoło 
narodu wysuną się takie jednostki, które hasłem Ligi 
przejęły się szczerze i bez śladu dawnych aspiracyj do 
hegemonji w świecie, wtedy Niemcy będą mogły być 
pożytecznym członkiem Ligi i nikt tego bardziej nie 
musi pragnąć od ich sąsiadów. Tę ewolucję należy 
jednak przeczekać i wtedy dopiero Niemcy mogą 
liczyć na to, że w Zgromadzeniu Ligi, wolnem od śle- 
pej i zaciętej nienawiści narodowościowej, znajdą po- 
trzebną większość, która się oświadczy za ich przy- 
jęciem. 

Dobrze byłoby, gdyby już przedtem można było 
przyjąć do Ligi dawnych sprzymierzeńców Niemiec, 
bez wątpienia mniej od nich winnych i niebezpiecznych, 
a natomiast może dotkliwiej ukaranych w traktatach 
pokojowych. To wcześniejsze przyjęcie byłoby zara- 
zem najlepszym środkiem zapobiegawczym przeciwko 
ich ponownemu zbliżeniu się do Niemiec. 

Najwidoczniejszem to jest w sprawie Austrji, 
której przyłączeniu się do Rzeszy niemieckiej ma prze- 
szkodzić L.iga Narodów, skoro według traktatów z Ver- 



- 21 - 

sailles i St. Germain niezależność Austrji nie może być 
usuniętą bez jednomyślnej zgody Rady Ligi. Otóż 
przyjęcie Austrji do Ligi byłoby nie tylko ułatwdeniem 
jej niezwykle ciężkiego położenia ekonomicznego, nie 
tylko spełnieniem jej zrozumiałego pragnienia, któremu 
tak wymownie dawał wyraz zmarły niedawno prol. 
Lammasch, dawny szermierz idei sprawiedliwości mię- 
dzynarodowej i autor cennych projektów, przedłożo- 
nych konferencji paryskiej, ale byłoby też najwyraź- 
niejszem i najskuteczniejszem oddzieleniem losu Austrji 
od losu Niemiec, poparciem tych najzdrowszych właś- 
nie w Austrji żywiołów, które same sprzeciwiają się 
jej zlaniu się z Rzeszą. 

Sprawa przyjęcia do Ligi Węgier, Bułgar j i 
i Turcji wtedy dopiero będzie miała aktualne 
znaczenie, gdy układy pokojowe z temi państwami 
będą ukończone i wejdą w życie. Należy otwarcie za- 
znaczyć, że Węgry chyba tylko wtedy będą się mogły 
pogodzić z niezmiernie niekorzystnemi granicami, na 
jakie je skazano, jeśli wejdą przynajmniej w skład 
wielkiej organizacji międzypaństwowej, w której obrę- 
bie kwestja granic nie będzie już miała tego samego 
co dawniej znaczenia, zwłaszcza pod względem strate- 
gicznym. W Bułgarji przyjęcie do Ligi ożywiłoby 
ruch, dążący do porozumienia z innem i narodami bał- 
kańskiemi, bez którego trudno myśleć o trwałym pokoju 
i bezpieczeństwie w tych stronach, gdzie w ostatnich 
czasach, aż do samego wybuchu wojny światowej, sku- 
piły się najgroźniejsze zarzewia wojenne, a drażliwe 
sprawy Macedonji i Tracji grożą niemi i na przy- 
szłość. Co do Turcji zaś, to jeśli Konstantynopol pozo- 
stanie pod jej nominalną chociażby władzą, niemożli- 
wem będzie, aby to właśnie miejsce o pierwszorzędnem 
znaczeniu międzynarodowem na dłuższą metę pozosta- 
wało po za obrębem Ligi; utraciwszy je zaś, Turcja 



_ 22 

etnograficzna trudnoby się mogła utrzymać bez pew- 
nej opieki ze strony I jgi Narodów. 

Pomijając nawet wszelkie niebezpieczeństwa realne, 
trudno się dziwić czysto uczuciowej niechęci twórców 
Ligi Narodów, aby odrazu dopuścić do swego grona 
tych, którzy świat cały narazili na taką otchłań cier- 
pień, a ich ojczyste kraje zniszczyli z takiem okrucień- 
stwem. Trudniej już zrozumieć, dlaczego, zapraszając 
do Ligi państwa neutralne, niektóre z nich pominięto, 
a to właśnie takie, które od zagadnień wojny świato- 
wej stały najzupełniej zdała. 

Oczywiście nie mamy tu na myśli kilku państewek 
tak mikroskopijnych, jak Lichtenstein, S. Marino, An- 
dorra, Monaco, źe nawet dotąd nie miały własnej re- 
prezentacji w życiu międzynarodowem; co prawda co 
do ostatniego z nich na posiedzeniu konferencji, które 
uchwaliło przyjęcie Paktu, min. Pichon oświadczył się 
za udzieleniem mu miejsca w Lidze, nie znajdując jed- 
nak nawet u innych delegatów francuskich należytego 
poparcia. 

Nie zapraszając do przystąpienia do Ligi całego 
szeregu państw neutralnych, nie ustępujących znacze- 
niem wielu jej członkom pierwotnym, a więc Afga- 
nistanu, A bissynji, Meksyku, Costa-Rica 
i S. Domingo, chciano zapewne dać milcząco do 
zrozumienia, że kraje te co do swego poziomu cywili- 
zacyjnego i ustroju wewnętrznego nie odpowiadają 
wymaganiom, jakie trzeba stawiać członkom zorgani- 
zowanej społeczności narodów. Trudno jednak za- 
przeczyć, źe wobec objęcia tą organizacją krajów 
o najróżniejszych cywiHzacjach i formach życia we- 
wnętrznego to kryterjum nie mogło być ściśle objek- 
tywnem; istotnie też w każdym niemal z tych wypad- 
ków nasuwa się domysł, że subjektywne stanowisko 
jednego z wielkich mocarstw, Anglji, Włoch lub Sta- 
nów Zjednoczonych było główną przeszkodą. Podnie- 



— 23 - 

siono nawet, że Costa-Rica bodaj dlatego nie otrzy- 
mała równorzędnego miejsca obok np. Salvadoru, źe 
przez zatarg z Panamą, ściśle zależną od Ameryki 
Północnej, naraziła się tej ostatniej. 

Zgoła inne oczywiście przyczyny wpłynęły na 
pominięcie Luxemburgu. W chwili bowiem, gdy 
Pakt układano, liczono się z możliwością, że ten kraj 
złączy się mniej lub więcej ściśle z Belgją lub Fran- 
cją. Obecnie, gdy utrzymanie pełnej suwerenności 
wielkiego księstwa nie zdaje się już ulegać wątpliwości, 
dalsze trudności w przyjęciu go do Ligi byłyby zgoła 
nieusprawiedliwione. 

Sprawa ta łączy się zaś poniekąd już z inną, 
o szerszem bez porównania znaczeniu, gdyż dotyczy 
całej dalszej kategorji państw, które narazie pozosta- 
wiono po za Ligą. Są to państwa świeżo powstałe 
lub na nowo utworzone podczas wojny, które, w prze- 
ciwieństwie do Polski, Czecho-Słowacji, Jugosławji albo 
nawet królestwa Hedżasu, w chwili ogłoszenia Paktu 
— a zresztą i w chwili obecnej — nie zostały 
jeszcze uznane lub co najwyżej uznane de facto, 
a nie de iure, przez wielkie mocarstwa. Państwa te 
oderwały się od Rosji, bądź to na zachodzie, 
jak Finlandja, Estonja, Łotwa, Litwa i Ukraina, bądź 
to na pograniczu rosyjsko-tureckiem, jak Gruzja, Aser- 
beidżan i Armenja; to też brak decyzji w sprawie ich 
uznania pozostaje w związku z ogólną chwiejnością, 
jaka cechuje politykę koalicji w sprawie rosyjskiej, 
a jeśli się uwzględni, że uchwalenie Paktu przypada 
właśnie na okres, kiedy przeważała tendencja do od- 
budowania wielkiej Rosji, to pominięcie tych państw 
w jego aneksie tłumaczy się samo przez się. 

Wiadomo, że w pewnych kołach owa koncepcja 
wielkiej Rosji i wiara w możliwość oraz właściwość 
jej przywrócenia i teraz jeszcze pokutuje. Pozostaje 
ona jednak w tak jaskrawej sprzeczności z zasadą sa 



— 24 — 

mostanowienia narodów, na której przecie owe pań- 
stwa powstały, źe tylko ich uznanie i jak najrychlejsze 
przyjęcie do Ligi byłoby zgodnem z jej podstawową 
ideologją. Bardzo być może, źe, jak to jeszcze omó- 
wimy niżej, państwa te, poczęści bardzo niewielkie 
i wyjątkowo zagrożone, będą się mogły utrzymać tylko 
w związkach federacyjnych pomiędzy sobą oraz — po 
części przynajmniej — z Polską; ale i wtedy wspólna 
polityka zagraniczna takiej federacji nie sprzeciwiałaby 
się wcale przynależności każdego z jej członków 
zosobna do Ligi Narodów, coby im się słusznie na- 
leżało. To samo należałoby powiedzieć o Białorusi, 
gdzie proces ukonstytuowania się w osobną jednostkę 
państwową, chociaż mniej daleko posunięty, w przy- 
szłości jednak niewątpliwie dalej rozwijać się będzie. 

Tam, gdzie dokonał się najprędzej, mianowicie 
w Finlandji, najwcześniej też uświadomiono sobie waż- 
ność Ligi Narodów i należenia do niej. Już na wiosnę 
r. 1919 powstało w łonie — nieuznanej oficjalnie — de- 
legacji finlandzkiej w Paryżu Stowarzyszenie, pracu- 
jące nad tem zagadnieniem, które też po początko- 
wych trudnościach uzyskało należne mu miejsce wśród 
pokrewnych organizacyj innych narodów. Świeżo zaś 
ruch ten rozpoczął się także w Estonji, Litwie, Ukra- 
inie, a nawet Gruzji, wyraźnie popierany ze strony 
angielskiej, co chyba jest pewną zapowiedzią, że przy- 
jęcie tych państw, jak i innych analogicznie powsta- 
łych, do Ligi Narodów nastąpi zapewne równocześnie 
z uznaniem ich niepodległości. 

Rzecz jasna, źe miejsce w Lidze będzie się nale- 
żało również i Rosji, skoro tylko nastaną tam pra- 
worządne stosunki wewnętrzne. Już w marcu r. 1919 
na londyńskiej konferencji Stowarzyszeń dla Ligi Na- 
rodów upomnieli się o to przedstawiciele Jugosławji, 
a na konferencję brukselską w grudniu tegoż roku 
dopuszczono już nawet świeżo utworzone Stowarzy- 



szenie rosyjskie. Do niedawna co prawda nadużywano 
ze strony niektórych przynajmniej Rosjan haseł wilso- 
nowskich, aby wykazać, że właśnie na podstawie tych 
zasad „inorodcy", wyjąwszy co najwyżej Polskę i Fin- 
landjc, winni się zadowolić autonomją pod panowaniem 
rosyjskiem. W każdym zaś razie, chociaż rozszerze- 
nie się Ligi na olbrzymie obszary Rosji byłoby nie- 
zmiernie poźądanera, trzeba będzie żądać od niej, zu- 
pełnie tak samo jak od Niemiec, szczególnie przeko- 
nywających gwarancyj stosowania się do zasad Ligi. 
Tych zaś rząd bolszewicki bezwarunkowo dać nie może. 
Zresztą, niechętny Lidze od samego początku, wcale 
też dotąd nie objawił pragnienia, aby go do niej do- 
puszczono. 

Chociażby jednak już nadeszła szczęśliwa chwila, 
że naprawdę wszystkie narody świata w Lidze się 
znajdą, czego pragnąć muszą wszyscy jej szczerzy 
zwolennicy, to jednak byłaby ona niezupełną, gdyby 
zabrakło w niej czynnika, najlepiej reprezentującego 
wszystko, co narody jedna i łączy, t. j. Stolicy 
Ap ostolskiej. 

Przyznać trzeba, że jest to czynnik tak zasadni- 
czo odrębny, że może forma jego reprezentacji będzie 
się musiała różnić od tej, którą mają „narody" w ścis- 
łem tego słowa znaczeniu. Ale jakkolwiek się ukształ- 
tuje udział papiestwa w Lidze, której ideały głoszono 
ze Stolicy Piotrowej nie tylko w zamierzchłem średnio- 
wieczu, ale i w najwcześniejszym, najmniej im sprzy- 
jającym okresie ostatniej wojny, będzie on dla urze- 
czywistnienia jej zadań nieocenioną pomocą, gdyż 
zjedna dla niej tych wszystkich, dla których głos Na- 
miestnika Chrystusowego pozostał jeszcze drogowska- 
zem życia. Tą drogą jedyna religja, która jest na- 
prawdę międzynarodową i od wszelkich czynników 
państwowych niezależną, spełni w rozwoju Ligi tę 
dobroczynną rolę, której wyznawcy zasad Paktu słusznie 



- 26 — 

się spodziewają — bez względu nawet na własne prze- 
konania — od czynnika religijnego wogóle. 

Zbytecznem byłoby przypominać wszystkie draż- 
liwe strony kwestji dopuszczenia Papieża do Ligi. 
Najdraźliwsza, t. j. stosunek jego do Włoch, dałaby 
się może jednak włas'nie na tej drodze, zabezpieczają- 
cej suwerennos'ć Stolicy Apostolskiej bez jakiejkolwiek 
ujmy dla interesów włoskich, w pożądany sposób wy- 
równać. 

W przeciwieństwie do papieża, któremu własna 
godność nie pozwala ubiegać się o przyjęcie do Ligi, 
wszystkie narody, jeszcze do niej niedopuszczone, któ- 
rych rozmaite kategorje rozpatrzyliśmy przed chwilą, 
rozpoczęły już mniej lub więcej usilne o to starania. 
Tem mniej aktualnem jest wobec tego faktu, świad- 
czącego, że przynależność do Ligi nie uchodzi za cię- 
żar, lecz za zaszczyt i korzyść, końcowe zastrzeżenie 
pierwszego artykułu Paktu, dotyczące wystąpienia 
z Ligi. Jako warunki postawiono uprzedzenie jej dwa 
lata przedtem i poprzednie wypełnienie wszelkich zo- 
bowiązań międzynarodowych. Poza tem zaś zosta- 
wiono członkom Ligi zupełną pod tym względem swo- 
bodę. Jako komentarz do tego postanowienia wystar- 
czy stwierdzenie, że w ostatecznej redakcji Paktu zja- 
wiło się ono w tak wyraźnej formie i zaraz na jego 
początku wskutek nacisku ze strony Ameryki, która 
już wówczas najostrożniejsze w sprawie Ligi zajmo- 
wała stanowisko. Nie ulega jednak wątpliwości, że 
skoro tam przezwyciężoną zostanie opozycyjna mniej- 
szość, która się ciągle jeszcze upomina o to prawo 
wystąpienia, jak gdyby nie było w Pakcie już dość 
wyraźnie zawarowane, skoro tylko raz Stany Zjedno- 
czone w Lidze się znajdą, to i one nie pomyślą nigdy 
o skorzystaniu z tego prawa. Naturalna dążność 
wszystkich narodów zmierza do wejścia w ich zorga- 
nizowaną społeczność, aby naprawdę się stała po- 



- 27 — 

wszechną, a nie do dobrowolnego wyłączenia się z niej. 
I do tego dążenia należy przyszłość. 

2. Zgromadzenie. 

Jako organy, za pomocą których Liga wykonywa 
swe czynnos'ci, drugi artykuł Paktu wymienia Zgro- 
madzenie i Radę, mające przy boku jako organ po- 
mocniczy stały sekretarjat. Pierwsze i naczelne miej- 
sce zajmuje więc Zgromadzenie i jemu też jest po- 
święcony następny zaraz artykuł. 

Składa się ono z przedstawicieli członków Ligi, 
z których każdy może mieć tych przedstawicieli naj- 
wyżej trzech, a rozporządza jednym tylko głosem. 
Zgromadzenie zbiera się w oznaczonych okresach oraz 
w każdej innej chwili, gdy tego wymagają okoliczności, 
w siedzibie Ligi lub w jakiemkolwiek innem miejscu. 
Zajmuje się zaś każdą sprawą, która wchodzi w za- 
kres działalności Ligi lub dotyczy pokoju świata. 

Umyślnie zaczęliśmy od dosłownego niemal przy- 
toczenia artykułu, w którym Pakt załatwia się z kwe- 
stjami składu, funkcjonowania i kompetencji głównego 
organu Ligi, aby uwidocznić jedną z cech charakte- 
rystycznych całego niemal statutu. Oto zarówno tutaj 
jak i w całym szeregu innych wypadków powiedziano 
i rozstrzygnięto tylko to, co było najniezbędniejszem, 
pozostawiając szerokie pole przyszłemu określeniu 
przez dokładniejsze przepisy i wogóle dalszemu swo- 
bodnemu rozwojowi całego dzieła. To też właśnie 
w takich wypadkach zadaniem naszem będzie nietyle 
prosta i łatwa naogół interpretacja tego, co Pakt wy- 
raźnie wypowiada, ile wskazanie zagadnień, których 
rozwiązanie będzie najpilniejszem, możliwości przy- 
szłego rozwoju i jego prawdopodobnego kierunku. 

Zaczynamy od sprawy reprezentacjic złon- 
k ó w w Zgromadzeniu. Z przytoczonego tekstu wy- 
nika przedewszystkiem, że wbrew wielu bardziej skom- 



- 28 — 

plikowanym projektom, rozróżniającym rozmaite ka- 
tegorje państw, zdecydowano sią na najzupełniej 
równą reprezentację wszystkich członków I .igi w jej 
naczelnym organie. Co najwyżej można przypuścić, że 
niektóre państwa bardzo drobne, chociażby ze wzglę- 
dów oszczędności i trudności w doborze odpowiednich 
ludzi ograniczą się dobrowolnie do jednego lub dwóch 
delegatów, tern bardziej, że ich liczba niczem nie wpły- 
wa na wynik głosowania. 

Decyzja ta była najzupełniej słuszną. Chociaż 
na pierwszy rzut oka może razić, że jakaś drobna re- 
publika Ameryki środkowej będzie reprezentowana 
i głosowała zupełnie tak samo jak olbrzymie Stany 
Zjednoczone lub ludne Chiny, trzeba przyznać, że nie- 
podobna znaleźć jakiegokolwiek całkiem sprawiedli- 
wego klucza, według któregoby przeprowadzono kon- 
sekwentne i praktycznie wykonalne rozróżnienie. 

We wszystkich projektach, które je mimo to 
chciały wprowadzić do ustroju Ligi, kierowano się 
przytem obawą, że przy całkiem równej reprezentacji 
rzesza drobnych państewek, tworzących nawet razem 
tylko znikomą mniejszość zorganizowanej ludzkości, 
jej terytorjum i sił cywilizacyjnych, mogłaby przegło- 
sować wszystkie inne. Licząc się z tern właśnie nie- 
bezpieczeństwem. Pakt Ligi w jednym z następnych 
artykułów, mianowicie piątym, żąda dla wszystkich 
decyzyj nie tylko Rady ale i Zgromadzenia jedno- 
myślności wszystkich obecnych członków. Ten 
sam jednak artykuł wyjmuje z pod tej zasady wszel- 
kie kwestje procedury, łącznie z wyznaczaniem spe- 
cjalnych komisyj, w których to sprawach rozstrzyga 
większość, a zobaczymy, że w niektórych innych miej- 
scach Paktu, a również innych częs'ci traktatów po- 
kojowych, dalsze jeszcze wskazano wyjątki, gdzie 
zwłaszcza w Zgromadzeniu, wystarcza większość zwy- 
kła lub dwóch trzecich. 



- 29 - 

Czy w tern trudnem zagadnieniu wybrano naj- 
lepszą zawsze drogę pośrednią, to okaże się dopiero 
w praktyce. Warto podkreślić, że w kilku wypadkach, 
gdzie nie obowiązuje jednomyślność, przynajmniej w ten 
sposób starano się uniemożliwić przegłosowanie wiel- 
kich mocarstw, że zażądano, aby poza zwykłą więk- 
szością, jednogłośnie się wypowiedziały te wszystkie 
państwa, które są reprezentowane nie tylko w Zgro- 
madzeniu, ale i w Radzie. Z drugiej zaś strony wła- 
śnie my, Polacy zbyt dobrze znamy z własnego do- 
świadczenia zgubne skutki zbytniego doktrynerstwa 
w sprawie jednomyślności, abyśmy nie mieli obowiązku 
zastanowić się poważnie nad głosami, które już pod- 
czas układania Paktu przestrzegały przed możliwemi 
następstwami tej zasady. 

Zanim jednak po odpowiedniem doświadczeniu 
znajdzie się wyjście z tego dylematu, trzeba będzie 
rozstrzygnąć kwestję inną, której Pakt zupełnie nie 
dotyka, mianowicie w jaki sposób mają być wyzna- 
czani czy dobierani członkowie Zgromadzenia i kogo 
oni właściwie mają reprezentować. 

W pierwszej chwili mogłoby się wydawać, że 
będą to według utartej praktyki stosunków międzyna- 
rodowych przedstawiciele rządów, przez nie mianowani. 
Przeciwko takiemu rozwiązaniu sprawy podniosła się 
jednak zgóry stanowcza opozycja, a to właśnie w pań- 
stwach o najlepiej wyr obionych formach ustroju demo- 
kratycznego, gdzieby się mogło zdawać, że rząd po- 
winien zawsze być wyrazicielem woli narodu. Nawet 
Anglicy, którzy naogół dość zazdrośnie pilnują su- 
werenności państwowej i uważają, że nie można tu na- 
rzucać żadnej reguły poszczególnym państwom, prze- 
cież oświadczyli się za usilną propagandą we wszyst- 
kich krajach, aby prawo mianowania delegatów do 
Zgromadzenia I .igi przyznano parlamentom; stron- 
nictwa lewicowe w Anglji pragnęłyby nawet, aby par- 



- 30 - 

lamenty wybierały tych przedstawicieli w głosowaniu 
proporcjonalnem. Jeszcze dalej idą pewne prądy opinji 
we Włoszech, żądając wprost, aby ich wybierały 
same narody w głosowania powszechn em. Również 
i we Francji i w Belgji przeważa pogląd, że charakter 
Zgromadzenia powinien być jak najbardziej demokra- 
tyczny, zapewnić reprezentację samym narodom jako 
takim, chociaż wprowadza się tutaj raczej pewne 
wnioski kompromisowe. 

Z nich najbardziej zasługuje na uwagę myśl, aby tylko 
jeden delegat do Zgromadzenia był mianowany przez 
dany rząd, a sposób wybrania innych został swobodnie 
określony przez Parlament. Powstałaby w ten sposób 
wcale szczęśliwa analogja ze składem międzynarodo- 
wej konferencji pracy, do której każde państwo obok 
dwóch delegatów rządowych wysyła po jednym przed- 
stawicielu pracodawców i pracujących. Takie rozwią- 
zanie kompromisowe byłoby tem bardziej wskazane, 
że z jednej strony te przynajmniej rządy, które nie 
mają przedstawiciela w Radzie Ligi, nie mogą się zrzec 
prawa wysyłania choć jednego delegata rządowego do 
Zgromadzenia, a z drugiej strony znowu niepodobna 
wcale nie dopuścić do bezpośredniego głosu samych 
narodów. Organizacje międzyparlamentarne, które po- 
wstały nawet juź przed wojną i podczas wojny, dowo- 
dzą zresztą, że jest to myśl najzupełniej realna. 

Za mato tylko, naszem zdaniem, uwzględniono 
dotąd w całej tej dyskusji, że nie tylko rządom, ale 
i parlamentom trudno będzie w obecnej chwili słabego 
jeszcze uświadomienia w sprawach Ligi Narodów zna- 
leźć ludzi najkompetentniejszych, rozumiejących nale- 
życie nową organizację i jej zadania, umiejących 
szczęśliwie pogodzić obowiązki wobec ojczyzny i wo- 
bec ideałów ogólnoludzkich. Dlatego byłoby może 
dobrze, aby w każdym kraju stowarzyszenia, pracu- 
jące dla Ligi i stojące najbliżej jej problemów, nie 



- 31 - 

ograniczały się, jak to dotąd postanowiły, do propa- 
gandy za demokratycznym sposobem wyznaczania 
tych delegatów, ale wprost wskazywały — w spo- 
sób oczywiście zgoła nieobowiązujący — najodpowied- 
niejsze ich zdaniem osoby, ułatwiając zadanie rządów, 
względnie ciał parlamentarnych. 

Sprawa ta stanie się aktualną z chwilą, gdy się 
zwoła pierwszą sesję Zgromadzenia, co ma na- 
stąpić już w jesieni w 1920 roku. Przy układaniu trak- 
tatu pokojowego, nie oznaczono terminu, kiedy się ma 
zebrać pierwsze Zgromadzenie Ligi, ale sądzono za- 
pewne, źe nastąpi to równocześnie z pierwszą sesją 
międzynarodowej konferencji pracy, o której odnośna 
część traktatu zgóry postanawiała, źe jeszcze w roku 
1919 odbędzie się w Waszyngtonie. Dotrz3mano tej 
zapowiedzi, chociaż w jesieni r. 1919 traktat nawet 
jeszcze nie zdołał wejść w życie, a już wyłoniły się 
wszystkie trudności co do jego ratyfikacji przez Stany 
Zjednoczone, których rząd miał zwołać konferencję 
pracy. Natomiast ze zwołaniem Zgromadzenia Ligi, 
którego termin nie był ustalony na piśmie, postano- 
wiono czekać w nadziei, źe przecież w niedługim cza- 
sie decyzja Ameryki zapadnie na korzyść ratyfikacji 
i prezydent Wilson będzie mógł to Zgromadzenie zwołać, 
jak to postanawiał 5-ty artykuł Paktu. 

Ale obechie, gdy owa nadzieja narazie zawiodła 
i trudno przewidzieć, kiedy w Stanach Zjednoczonych 
nastąpi pomyślna zmiana, gdy nadto już trzeba b^-^ło 
zwołać bez Ameryki Radę Ligi, obecnie — powta- 
rzamy — niema żadnego uzasadnionego powodu, aby 
dłużej zwlekać z odbyciem pierwszego Zgromadzenia 
Ligi. 

Nie zastąpią ich najczęstsze chociażby posiedze- 
nia szczupłego grona Rady. Jeśli naprawdę wszystkie 
narody świata mają się przejąć ideą Ligi, to musi 
wreszcie rozpocząć swą działalność ten jedyny jej 



- 32 — 

organ, w którym wszyscy jej członkowie mogą głos 
zabrać. Poza charakterem imponującej manifestacji 
to Zgromadzenie będzie jednak miało teź bardzo po- 
ważne zadania konkretne, które będą nawet prawdo- 
podobnie wymagały tego, aby stałe jego zebrania pe- 
rjodyczne, przewidziane w Pakcie bez ściślejszego 
określenia, były jak najczęstsze, a co najmniej coroczne. 
Rozległość tych zadań, dotąd powszechnie niedoce- 
niana, okaże się natychmiast, gdy trzeba będzie ustalić 
porządek dzienny owego zebrania pierwszego. I w tej 
kwestji sam traktat, w którym odrazu zapowiedziano 
porządek dzienny pierwszej konferencji pracy, co do 
samej Ligi niczego nie przesądził. Właściwie więc 
każde państwo, należące do Ligi, może i powinno na- 
wet zgłosić sprawy, jakie chciałoby widzieć na po- 
rządku obrad pierwszego Zgromadzenia, a chociaż za- 
pewne ostatecznie ustali ten porządek Sekretarjat Ligi, 
wolne wnioski poszczególnych członków nie powinny 
chyba być wykluczone. 

Aby się należycie przygotować pod tym wzglę- 
dem, co oprócz wyboru delegatów już obecnie za- 
prząta zapewne uwagę wielu rządów, aby zarazem 
przewidzieć, jakie wogóle sprawy na tym porządku 
dziennym stanąć mogą, należy przedewszystkiem zdać 
sobie sprawę z kompetencji Zgromadzenia. 

W tym punkcie artykuł Paktu, który się specjal- 
nie niem zajmuje, jest najbardziej ogólnikowy. Idzie 
to tak daleko, źe w tych samych zupełnie słowach 
określił też kompetencję Rady, która, jak zobaczymy, 
jest organem z gruntu odmiennym. To teź z najroz- 
maitszych już stron żądano, aby tę kwestję kompeten- 
cji dokładniej ustalono. 

W pewnej mierze, choć fragmentarycznie, a więc 
niedostatecznie, rozjaśniają tę wątpliwość inne artykuły 
Paktu, ubocznie wspominające o Zgromadzeniu. 
Wiemy już, że według pierwszego zaraz artykułu 



- 33 - 

Zgromadzenie rozstrzyga większością dwóch trzecich 
o przyjęciu nowych członków do Ligi. Dalsze arty- 
kuły dorzucą jeszcze cały szereg wyjaśnień co do jego 
roli. Zgromadzenie wybiera te cztery państwa, które 
obok stale reprezentowanych wielkich mocarstw mają 
mieć na pewien okres, oznaczony również przez Zgro- 
madzenie, swych przedstawicieH w Radzie Ligi; tą 
właśnie kwestję pierwsze Zgromadzenie będzie mu- 
siało załatwić na samym początku, gdyż dotąd ci czte- 
rej członkowie Rady są wyznaczeni tylko tymczasowo. 
Jego teź większość jest potrzebna do zatwierdzenia 
ewentualnej uchwały Rady co do pomnożenia liczby 
jej członków. Nieaktualnem narazie jest postanowie- 
nie, według którego Zgromadzenie będzie musiało za- 
twierdzać nominacje przyszłych Sekretarzy general- 
nych Ligi, skoro pierwszy w ich szeregu został już 
w samym traktacie pokojowym definitywnie wyzna- 
czony. Ważnem natomiast jest, że według końcowego 
artykułu większość Zgromadzenia jest potrzebną — 
obok jednomyślności Rady — do uchwalenia poprawek 
i zmian w przepisach Paktu; prawdopodobnie bowiem 
już na pierwszem zebraniu wypłyną różne wnioski 
tego rodzaju. 

W niektórych sprawach Pakt Ligi stawia Zgro- 
madzenie narów ni z Radą, nie rozgraniczając ich 
kompetencji. I tak wiemy już, że według artykułu 5 
oba organy mają prawo wyznaczania komisji dla zba- 
dania specjalnych zagadnień; każdemu z nich bez róż- 
nicy członkowie Ligi mogą zwrócić uwagę na wszel- 
kie okoliczności, grożące zamąceniem stosunków mię- 
dzynarodowych (art. U); jak Rada, tak i Zgromadze- 
nie może zasięgać opinji międzynarodowego Trybu- 
nału sprawiedliwości we wszelkich kwestjach (art. 14). 

Poza tem w dwóch jeszcze sprawach przyznano 
Zgromadzeniu osobną, a to bardzo doniosłą rolę. We- 
dług artykułu 15, który będzift musiał być przedmio- 

Liga Narodów ■* 



- 34 — 

tem szczególnie dokładnego rozbioru, wszelkie zatargi 
międzypaństwowe, które, niepoddane sądowi rozjem- 
czemu, będą przedłożone Radzie, mogą być jak gdyby 
w wyższej instancji rozpatrzone przez Zgromadzenie, 
jeśli albo sama Rada mu je przekaże albo zażąda tego 
w przeciągu 14 dni jedna z interesowanych stron. Od- 
kładając na później omówienie szczegółów tej proce- 
dury, już tutaj zwracamy uwagę, że właśnie w spo- 
rach najtrudniejszych do załagodzenia to odwołanie 
się do Zgromadzenia będzie bardzo częstem i bardzo 
się przyczyni do podniesienia jego powagi. 

Wreszcie całkiem samodzielne a niezmiernie ważne 
zadanie przeznacza Zgro madzeniu artykuł 19. Według 
niego może ono bowiem wzywać członków Ugi do 
rewizji traktatów, które się stały niewykonalne, i do 
zbadania wszelkich sytuacyj międzynarodowych, zagra- 
żających pokojowi świata. Jeśli się uwzględni szerzący 
się zwłaszcza w Anglji ruch za rewizją traktatu wersal- 
skiego i silnie tam również występujące dążenie, aby 
poruszyć przed forum Ligi Narodów całokształt pro- 
blemu rosyjskiego, jako głównej dziś przeszkody do 
pacyfikacji powszechnej, to zbytecznem byłoby dowo- 
dzić, jak pierwszorzędne wprost sprawy mogą być 
omawiane na pierwszej zaraz sesji Zgromadzenia. 

Ale też tylko omawiane i nic więcej. Nigdzie 
bowiem, gdzie Pakt przekazuje organom Ligi jakie- 
kolwiek pozytywne czynności, nie mówi o Zgromadze- 
niu, lecz o Radzie; gdzie w takich wypadkach projekt 
pierwotny, przedstawiony konferencji pokojowej już 
14 lutego r. 1919 mówił ogólnikowo o Lidze Narodów, 
tam tekst ostateczny z 28 kwietnia wstawił na to 
miejsce ściślejsze określenie: »Rada Ligie Gdziekol- 
wiek też inne części traktatów pokojowych odsyłają 
do decyzji Ligi Narodów, wyraźnie wspominają o jej 
Radzie, nigdy zaś o Zgromadzeniu, 



I 



— 35 - 

Widać stąd, źe nie tylko Zi!,romadzenie nie po- 
siada żadnej władzy wykonawczej, lecz że wogóle 
wyraźnie zaznaczało się dążenie, aby jak najbardziej 
ograniczyć jego kompetencję i zakres działania. 
Całkiem szczerze też przyznano w publikacjach i oświad- 
czeniach, które najsilniej wpłynęły na genezę Paktu 
albo też po jego uchwaleniu objas'niały go z najlepszą 
znajomością rzeczy, że narazie Zgromadzenie Ugi 
ma być tylko terenem dla nieobowiązującej w niczem 
wymiany zdania, jak gdyby szkołą przygotowawczą^ 
uświadamiającą przedstawicieli wszystkich narodów, 
a pośrednio opinję powszechną, w zakresie stosunków 
międzynarodowych. 

Mimo to byłoby bardzo niebezpiecznem i na- 
wskroś błędnem lekceważyć z tego powodu rolę Zgro- 
madzenia. Pomijając nawet, źe w pewnych podstawo- 
wych sprawach, jak przyjmowanie nowych członków 
lub wybory do Rady, glosowanie w tem szerokiem 
gronie będzie jednakowoż decydującem, trzeba się li- 
czyć z tem, że owe akademickie napozór dyskusje 
między delegatami wpłyną poważnie na samodzielne 
potem postanowienia poszczególnych państw i linje 
wytyczne ich dalszego postępowania. Może i w tym 
wypadku okaże się trafną koncepcja anglosaska, która 
przynajmniej początkowo chciała wpływać na rządy 
nie przez kategoryczne nakazy, wkraczające w prawa 
suwerenne danego państwa, a stąd zapewne nieraz 
niewykonywane ze szkodliwą kompromitacją Ligi, lecz 
przez nacisk moralny należycie oświeconej i uświado- 
mionej opinji. 

Wreszcie należy zwrócić uwa,i;ę, że umyślnie pod- 
kreśliliśmy tymczasowość takiej skromne j naoo- 
zór i nieokreślonej należycie roli Zgromadzenia. Na- 
razie tylko, na trudny początek takie niewdzięczne mu 
przeznaczono zadanie. Na przyszłość jednak jest ono 
niewątpliwie zawiązkiem stałego organu 

3* 



- 36 - 

prawodawczego zorganizowanej w Lidze spo- 
łeczności narodów. 

Jest to nie tylko postulatem tych śmiałych ideolo- 
gów, którzy już teraz w Lidze, jak w poszczególnych 
państwach, chcieliby przeprowadzić ścisły rozdział 
władzy prawodawczej, wykonawczej i sądowej, prze- 
znaczając oczywiście Zgromadzeniu rolę parlamentu 
międzynarodowego. Żądania co prawda skromniejsze 
i realniejsze, ale zasadniczo zmierzające do podobnego 
celu przyszłej ewolucji, wyrażono już urzędowo ze 
strony całego szeregu mniejszych zwłaszcza państw; 
i tak już na naradach marcowych r. 1919 kilka państw 
neutralnych, Norwegja, Szwajcarja, Holandja. a do 
pewnego stopnia również przedstawiciel Belgji wy- 
stąpili z projektem, aby przekazano Zgromadzeniu Ligi 
stopniowe określanie przepisów prawa międzynarodowe- 
go, zastrzegając tylko ich ratyfikację poszczególnym 
raristwom, oraz prawodawstwo w zakresie urzeczywist- 
nienia zasad Paktu i funkcjonowania organów Ligi. 

Podobne wnioski pojawią się niewątpliwie w toku 
obrad Zgromadzenia, chociażby przy układaniu regula- 
minu jego czynności. Zapewne nie od razu zostaną przy- 
jęte i wykonane w całości, stopniowo jednak będą 
przekształcały we wskazanym kierunku niewyraźny 
dziś jeszcze i wybitnie tymczasowy, przejściowy cha- 
rakter tego organu Ligi. Chcąc się przekonać, źe to 
już w dzisiejszych warur kach jest możliwe, chcąc prze- 
widzieć, w jaki sposób Zgromadzenie będzie funkcjo- 
nowało i według jakich zasad będzie się mogło doko- 
nać jego przekształcenie w istotne ciało prawodawcze, 
wystarczy przypatrzyć się przepisom traktatów poko- 
jowych, które dotyczą funkcjonowania generalnej kon- 
ferencji pracy. 

W międzynarodowej organizacji pracy zajmuje 
ona najdokładniej to samo miejsce, co Zgromadzenie 
w samej Lidze. W tym zaś właśnie wypadku stwier- 



- 37 — 

dza się w sposób niezwykle pouczający, jak przy orga- 
nizacji jednej specjalnej dziedziny życia międzj^naro- 
dowego można było stosunkowo łatwo wyprzedzić 
analogiczne unormowanie jego całokształtu. 

Także konferencja pracy w swym zakresie dzia- 
łania nie uchwala odrazu gotowych ustaw, któreby 
się stały obowiązujące dla wszystkich członków bez 
względu na ich suwerenność państwową. Ale propo- 
zycjom, które wpłynęły na jej porządek dzienny, na- 
daje większością dwóch trzecich głosów formę »pole- 
cenia< lub projektu konwencji międzynarodowej, które 
każde państwo w określonym czasie musi przedłożyć 
swym kompetentnym władzom do rozpatrzenia. Gdy 
chodzi o polecenie, zawiadomi Sekretarza generalnego 
Ligi, jakie środki postanowiono przedsięwziąć dla jego 
zastosowania; co do projektów konwencji zaś donosi 
temuż Sekretarzowi, czy zostały przez odpowiednią 
władzę narodową ratyfikowane, w którym to wypadku 
stają się dla tego państwa obowiązującemi, a Rada ad- 
mmistracyjna Biura Pracy pilnuje ich przestrzegania. 

W całkiem analogiczny sposób Zgromadzenie 
Ligi będzie mogło wziąć w swe ręce inicjatywę pra- 
wodawczą w szerszym o wiele zakresie. Jak konfe- 
rencja pracy w zakresie ustaw i konwencyj w spra- 
wach robotniczych, tak ono w całym zakresie prawa 
międzynarodowego będzie mogło opracowywać pro- 
jekty coraz to nowych przepisów i umów, które przy- 
jęte na posiedzeniu Zgromadzenia przez przedstawi- 
cieH poszczególnych państw, będą też mogły liczyć na 
ratyfikację przez ich rządy. Tą drogą najłatwiej się 
dokona owo uzupełnienie i usystematyzowanie prawa 
międzynarodowego, które już w świetle wstępu do 
Paktu Ligi okazało się koniecznem. Dyskusje w Zgro- 
madzenia, które będą poruszały wszelkie palące za- 
gadnienia stosunków międzypaństwowych, najlepiej 
wskażą praktyczne pod tym względem potrzeby, 



— 38 - 

a zwłaszcza wątpliwości i luki w dotychczasowem pra- 
wie międzynarodowem, któreby należało usunąć. Te- 
oretyczna zas' praca kodyfikacyjna bidzie mogła być 
dokonana zapomocą organów sądowniczych Ligi. 

W miarę doskonalenia się tych ostatnich oraz 
przepisów prawnych, na których się będą opierały, 
Zgromadzenie, jak zresztą i Rada, coraz rzadziej bę- 
dzie się potrzebowała zajmować pośrednictwem w za- 
targach, usuwających się z pod rozstrzygnięcia sądo- 
wego. Zawsze zaś, na wzór narodowych ciał repre- 
zentacyjnych, pozostanie najwyiszem forum, przed 
którem wytaczać się będzie najrozmaitsze niedomaga- 
nia stosunków światowych, gdzie przedstawiciele wszyst- 
kich narodów swobodnie je rozpatrzą i poszukiwać 
będą prawnych środków do ich usunięcia, zanim jesz- 
cze staną się powodem zatargu między interesowanemi 
stronami. 

3. Rada. 

Rada Ligi Narodów składa się z dziewięciu osób. 
Po jednym przedstawicielu i jednym głosie mają w niej 
wszystkie t. zw. wielkie mocarstwa w liczbie pięciu, 
a więc Ameryka (narazie oczywiście niereprezento- 
wana), iVnglja, Francja, Włochy i ]aponja, oraz cztery 
inne państwa, które wybiera Zgromadzenie, ilekroć 
zechce. Tak samo jak Zgromadzenie, tak i Rada zbiera 
się w siedzibie Ligi lub w jakiemkolwiek innem miejscu, 
ilekroć tego wymagają okoliczności, oraz perjodycznie; 
w przeciwieństwie jednak do analogicznego ustępu 
o Zgromadzeniu, Pakt wyraźnie przepisuje, że te ze- 
brania regularne muszą się odbywać conajmniej raz 
na rok. Do tych podstawowych przepisów 4 go arty- 
kułu Paktu w sprawie Rady należy jeszcze ustęp, do- 
tyczący jej kompetencji; już jednak wskazaliśmy, że 
jest on dosłownie identyczny z odpowiednim ustępem 
poprzedniego artykułu, mówiącego o Zgromadzeniu, 



- 39 - 

i wobec tego wcale nam nie tłumaczy istotnego cha- 
rakteru i konkretnych zadań drugiego organu Ligi. 

W tym jednak wypadku w stopniu o wiele w>'ź- 
szym, aniżeli przy Zgromadzeniu, przychodzą nam 
z pomocą inne artykuły Paktu, które wielokrot- 
nie wspominają o Radzie, ukazując ją w coraz to 
nowej roli. Oczywiście nie mamy tu na myśli tych 
omówionych już wypadków, gdzie Rada i Zgromadze- 
nie mają naprawdę identyczne funkcje. Rzecz jasna 
też, że prawo mianowania przyszłych Sekretarzy Ligi, 
przyznane Radzie, jest obecnie tak samo nieaktualne, 
jak zatwierdzanie tej nominacji przez Zgromadzenie; 
zatwierdzanie zaś przez Radę tych nominacyj, przez 
które Sekretarz generalny dobierze sobie innych urzęd- 
ników Sekretarjatu, będzie najczęściej tylko czystą for- 
malnością. Waźniejszem już jest, że Rada może w każ- 
dej chwili przenieść siedzibę Ligi do innego miejsca, 
jak to postanawia artykuł 7, a zaraz w nastł^pnym ar- 
tykule rozpoczyna się długi szereg przepisów, które 
przekazują Radzie sprawy o pierwszorzędnem zna- 
czeniu. 

W sprawie rozbrojenia Rada przygotuje jego plan 
szczegółowy, będzie czuwała, aby raz przyjęty nie zo- 
stał przekroczony, i zastanowi się nad środkami zapo- 
biegającemi niebezpiecznym skutkom prywatnej fa- 
brykacji materjału wojennego; jej też będzie wyrażała 
osobna komisja wojskowa Ligi swą opinję co do wy- 
konania odnośnych przepisów Paktu. W każdem zaś 
niebezpieczeństwie jednego z członków Ligi przed ata- 
kiem zewnętrznym Rada ma się postarać, ab}^ gwa- 
rancje, jakie na ten wypadek daje artykuł 10- ty, od- 
niosły swój skutek. 

Rada musi się natychmiast zebrać w każdem nie- 
bezpieczeństwie wojennem. Jeśli zaś zatarg nie zosta- 
nie rozstrzygnięty w drodze sądowej przez Trybunał 
międzynarodowy, którego projekt opracuje Rada, lub 



~ 40 — 

przez jakikolwiek wogóle wyrok rozjemczy, nad któ- 
rego wykonaniem taź sama Rada czuwać będzie, wtedy 
ona wogóle bierze w swe ręce szczególnie trudne za- 
danie uśmierzenia takiego zatargu. Omówimy na wła- 
ściwem miejscu sposób postępowania, jaki Pakt prze- 
pisuje w takich wypadkach; tu zaś zaznaczamy tylko, 
że nawet w razie, gdyby się w takim sporze odwołano 
do pełnego Zgromadzenia Ligi, rola członków Rady 
przy całej tej procedurze pozostaje wyjątkowo do- 
niosłą. 

Rola ta występuje jeszcze wyraźniej w razie po- 
gw^cenia zobowiązań Paktu przez jedno z państw 
Ligi. Wtedy bowiem Rada ma obowiązek polecania 
interesowanym rządom, w jakiej mierze mają się przy- 
czynić do akcji zbrojnej Ligi przeciwko winowajcy. 
Ona też sama rozstrzyga o tem, czy taki członek Ligi 
ma być z niej wykluczony, co szczególnie zastanawia 
wobec tego, że przecież o przjrjmowaniu członków 
rozstrzyga Zgromadzenie. Bardziej już jest zrozumia- 
łem, że do Rady należą wszelkie starania, aby także 
w zatargach, gdzie jedna lub obie strony wcale nie są 
członkami Ligi, doprowadzić do rozwiązania pokojo- 
wego według zasad Paktu. 

Wreszcie należy jeszcze wspomnieć, że Radzie 
składają swe sprawozdania roczne wszystkie państwa, 
które zarządzają pewnem terytorjum w charakterze 
mandatarjuszów Ligi; że Rada kieruje pracą mforma- 
cyjną Sekretarjatu Ligi i w pewnej przynajmniej mie- 
rze wpływa na zakres jego budżetu; że bez jej jedno- 
myślnej zgody żadna poprawka do Paktu nie może 
wejść w życie. 

Ale niedość na tem. Gdybyśmy oceniali rolę 
Rady tylko na podstawie 26-ciu artykułów Paktu, to- 
byśmy sobie bynajmniej jeszcze nie zdali sprawy z ca- 
łej jej rozległości. Trzeba ponadto uwzględnić te 
wszystkie postanowienia innych częścitrak- 



I 



- 41 — 

tatów pokojowych i związanych z niemi 
układów, w których jest mowa o Lidze Narodów, 
a to prawie zawsze o jej Radzie. Nie kusząc si^ na- 
wet o wyczerpanie tych spraw, do któ*"ych trzeba bi- 
dzie powracać, omawiając poszczególne dziedziny 
działalności Ligi, tutaj, gdzie chodzi tylko o wyjaśnie- 
nie istoty jej organów, przytoczymy jedynie charakte- 
rystyczniej? ze przykłady. 

I tak w traktacie wersalskim uderza, źe przy za- 
rządzie zagłębia Sarry przez Ligtj Narodów najważ- 
niejsze zadania, jak nommację komisji, która tam przez 
15 lat władzę wykonywać będzie, jak urządzenie ple- 
biscytu po upływie tego czasu i wprowadzenie w ży- 
cie postanowień Ligi, powziętych na jego podstawie, 
powierzono Radzie (aneks do art. 50 §§ 17, 34, 37, 39). 
Ona ustali przepisy konwencji polsko niemieckiej w spra- 
wie komunikacji Rzeszy z Prusami Wschodniemi, a Pol- 
ski z Gdańskiem, gdyby same interesowane strony 
nie doszły do porozumienia (art. 98). Ona będzie czu- 
wała nad ograniczeniem zbrojeń w Niemczech nawet 
po ich przyjęciu do Ligi (art. 164) i, póki tylko trak- 
tat będzie obowiązywał, będzie tam zarządzała wszel- 
kie dochodzenia w tej sprawie, jakie uzna za potrzebne 
(art. 213). Od niej będzie zależało, jak długo będą 
obowiązywały pewne jednostronne zobowiązania, na- 
łożone na Niemcy w sprawach handlowych i komu- 
nikacyjnych (art, 280 i 378). Ona wreszcie rozstrzyg- 
nie w ostatniej instancji o osobie przewodniczącego 
w mieszanych trybunałach rozjemczych, przewidzianych 
dla rozstrzygnięcia ekonomicznych kwestyj spornych 
między Niemcami a każdem z państw zwycięskich (art. 
304 a), a również i o uregulowaniu sprawy ubezpieczeń 
społecznych i państwowych w terytorjach odstąpionych 
przez Niemcy (art. 312). 

Zawarte już w traktacie wersalskim (art. 80) po- 
stanowienie, źe Rada Ligi czuwa nad utrzymaniem 



niezawisłości Austrji, powraca oczywiście w traktacie 
z St. Germain (art. 88), który nadto w liczniejszych 
jeszcze kwestjach, aniżeli tamten, wcześniej zawarty, 
zwłaszcza w zakresie spraw komunikacyjnych, odsyła 
do decyzji Ligi Narodów, a w szczególności jej Rady 
(np, art. 309 i 310). Przedewszystkiem zaś trzeba pod- 
kreślić, że wprowadzając szczegółowe postanowienia 
o ochronie mniejszości do traktatu pokojowego z Au- 
strją (art. 69) i do osobnych układów, zawartych rów- 
nocześnie z traktatami z 28 czerwca i 10 września mię- 
dzy wielkiemi mocarstwami a Polską, Czechosłowacją, 
Jugosławją i Rumunją, i oddając te postanowienia pod 
kontrolę Ligi Narodów, kontrolę tę wyłącznie przeka- 
zano jej Radzie, jak to jeszcze niżej dokładnie wy- 
jaśnimy. 

Z wszystkich przytoczonych szczegółów jasno 
wynika, że Rada Ligi w przeciwieństwie do jej Zgro- 
madzenia, jest co do istot)^ swojej w pierwszej linji 
organem wykonawczym. Ze taką też była intencja 
twórców Paktu, o tem najlepiej chyba świadczy fakt, 
że w pierwotnej redakcji, przedłożonej konferencji po- 
kojowej 14 lutego 1919 r., organ ten nazywano stale 
„Radą wykonawczą" (ConseiL executlf). W redakcji 
ostatecznej to określenie odpadło, co tłumaczy się 
w podwójny sposób. Z jednej strony zdano sobie 
sprawę i — dla zaspokojenia obaw o prawa suwerenne 
poszczególnych państw — umyślnie zaznaczano przez 
to opuszczenie, że przeważnie ta władza wykonawcza 
Rady nie dochodzi aż do samodzielnie przedsięwziętej 
akcji, lecz raczej tylko do pewnej inicjatywy, do pole- 
ceń pod adresem państw poszczególnych. Z drugiej 
strony natomiast jej kompetencja nie ogranicza się do 
strony wykonawczej, lecz sięga dalej, wkraczając 
zwłaszcza, a to o wiele bardziej jeszcze, aniżeh to 
stwierdziliśmy przy Zgromadzeniu, w dziedzinę sądow- 
n ctwa międzynarodowego. 



- 43 — 

Ze zaś ta rozległa kompetencja Rady nie jest 
tylko zadokumentowana na papierze, źe przeciwnie 
w praktyce bidzie może sięgała jeszcze dalej, na 
to mamy już bardzo wyraźne wskazówki. Nie tylko 
zwołano Radę zaraz w pierwszych dniacłi po wejściu 
w życie traktatu, co — jak wiemy — było koniecz- 
nem ze względu na jedno z jego konkretnych posta- 
nowień, ale od tego czasu jej posiedzenia odbywają 
się niemal regularnie co miesiąc, a więc bez porówna- 
nia częściej, aniżeli tego Pakt wymaga. Na tych zaś 
zebraniach poruszyła ona, a poczęsci też odrazu za- 
łatwiła cały szereg spraw, które jej wcale nie były 
formalnie przekazane, np. — że wymienimy tylko kwe- 
stje najbardziej nas obchodzące — ostateczną nomi- 
nację wysokiego komisarza Ligi dla Gdańska albo 
zwalczanie epidemji tyfusu w Polsce. 

Było to zresztą do przewidzenia, że zwłaszcza 
"na początku, gdy piętrzyć się będą zagadnienia posta- 
wione, lecz nierozwiązane przez kongres i likwidację 
wojny, gdy inne organy i specjalne komisje L"gi jesz- 
cze nie będą ukonstytuowane, zakres prac Rady bę- 
dzie omal nieograniczony, wymagając prawie nieustan- 
nego działania. Okazało się to zresztą długo przed- 
tem, zanim ona jeszcze formalnie weszła w życie. 
AYszak już w czasie między uchwaleniem Paktu a jego 
wejściem w życie zbierał się od czasu do czasu t. zw. 
komitet organizacyjny L'gi, zupełnie identyczny co do 
swego składu z jej pierwszą Ridą. Zaraz też na 
pierwszem posiedzeniu tego grona, które odbyło się 
w początku czerwca r. 1919, stwierdzono, że począt- 
kowo Rada będzie musiała funkcjonować niemal w per- 
manencji i że pożądanem będzie, aby należące do niej 
państwa wyznaczały jako swych przedstawicieli swych 
najwybitniejszych mężów stanu; postanowiono nawet, 
ze w razie potrzeby każdy z członków Rady może być 



— 44 — 

zastąpiony przez prezydenta ministrów lub ministra 
spraw zagranicznych danego państwa. 

Istotnie wynikało to już z przeważnie wykonaw- 
czego charakteru jej kompetencji, źe w Radzie będą 
musiały być bezwarunkowo i wyłącznie reprezento- 
wane rządy dopuszczonych do niej państw. Uznah 
to też od początku ci sami zwolennicy jak najszybszego 
postępu idei Ligi, którzy, jak widzieliśmy, w jej Zgro- 
madzeniu pragnęliby widzieć wyłącznie lub przeważnie 
przedstawicieli samych narodów, wybranych przez sej- 
my. Przy Radzie zaś chodzić będzie nie o wyrażenie 
woli narodów, którą jej właśnie Zgromadzenie wska- 
zywać powinno, lecz o jak największą sprawność jej 
działania i autorytet jej członków. 

Stwierdzenie tego faktu jest tern ważniejsze, źe 
ta sama konieczność wpłynęła też, jak zaraz zoba- 
czymy, na zasadniczy skład Rady. Wiemy- już, ja- 
kim on jest według brzmienia Paktu. Ale ze względu 
na pierwszorzędne w Lidze znac/enie tego organu, 
a jeszcze bardziej ze względu na zarzuty, jakie ten 
skład wywołał i jeszcze wywołuje, należy tę sprawę 
bliżej rozpatrzyć. Będzie to też potrzebnem dla zro- 
zumienia dodatkowych, nieprzytoczonych tu jeszcze 
przepisów odnośnego artykułu Paktu, które przewidują 
i umoźhwiają pewne wahania się, a nawet trwałe zmiany 
w składzie Rady. 

Niema zarzutu przeciwko Paktowi Ligi, któryby 
się częściej słyszało, — zarówno od osób najpowierz- 
chowniej tylko z nią obznajomionych, jak i od wielu 
najkompetentniejszych szermierzy jej idei — , jak ten, 
źe obecna jej organizacja zgoła niesprawiedUwie uprzy- 
wilejowała wielkie mocarstwa, a to właś- 
nie przez postanowienia co do składu Rady, której de- 
cydująca w Lidze rola jest tak widoczną. Istotnie to, 
źe każde z wielkich mocarstw ma zabezpieczone w Ra- 
dzie stałe miejsce, podczas gdy wszyscy inni członko- 



- 45 — 

wie ra/em wzięci, których juź obecnie jest (bez ko 
lonij) a"), mają w niej tylko czterech, dowolnie i nie- 
regularnie zmienianych przedstawicieli, wydaje się na 
pierwszy rzut oka jaskrawem pogwałceniem zasady 
równości narodów. W przekonaniu tem utwierdza 
jeszcze znana dość ogólnie okoliczność, źe to wyróż- 
nienie wielkich mocarstw było pomysłem niemal wy- 
łącznie anglosaskim, który nawet w innych uprzywile- 
jowanych tą drogą państwach, zwłaszcza we Francji, 
wzbudził poważne wątpliwości krytyczne, u t. zw. zaś 
>małych< narodów ogólne niezadowolenie i głośne pro- 
testy, a zwłaszcza stanowcze żądanie odpowiednich 
zmian w Pakcie. Zgóry też trzeba przyznać, że we 
wszystkich zarzutach, podnoszonych w tej sprawie, 
tkwi dużo słuszności, a jednak zobaczymy, że odnośne 
postanowienia Paktu przecież nie zasługują na tak 
bezwzględne potępienie, jakby się na pierwszy rzut 
oka zdawać mogło. 

Przedewszystkiem trzeba sobie zdać sprawę z tego, 
że było zupełnie niemożliwem, aby w Radzie byli stale 
reprezentowani wszyscy członkowie Ligi. W prze- 
ciwieństwie do Zgromadzenia, ustanowionego na zasa- 
dzie zupełnej równości tych członków, ale liczącego 
też wskutek tego już przy obecnym składzie Ligi stu- 
kilkudziesięciu delegatów, Rada o charakterze prze- 
ważnie wykonawczym mogła działać szybko i spraw- 
nie, bez straty czasu na długie dyskusje, tylko w bez 
porównania szczuplejszem gronie. Co najwyżej mogła- 
by hczyć kilkunastu członków, a i w takim razie tylko 
mniej więcej jedna trzecia część państw, należących 
do l.igi, mogłaby być równocześnie reprezentowaną 
w Radzie. 

Na to jest zgoda powszechna i dlatego wszelkie 
projekty, pragnące także w tem szczupłem gronie 
Rady uratować zasadę równości państw, przewidują 
kolejne zmiany w jej składzie, tak samo jak to czyni 



- 4(3 — 

i obecnie uchwalony Pakt. Różnica polega tylko na 
tem, że według owych napozórj słuszniejszych pro- 
jektów każde państwo byłoby reprezentowane w Ra- 
dzie równie często albo tez, o ileby o jej każdorazo- 
wym składzie miał rozstrzygać wybór, miałoby równe 
szanse przy tej elekcji. 

Czy jednak takie teoretycznie nienaganne rozwią- 
zanie sprawy odpowiadałoby istotnym, praktycznym 
potrzebom? Dwie się tutaj nasuwały wątpliwości. Po 
pierwsze słuszność wymaga, aby przy każdej decyzji 
Rady mogliby się wypowiedzieć ci, którzy w danej 
sprawie są bezpośrednio interesowani. Po drugie zaś 
leży to w oczywistym interesie L'gi, aby za jej orga- 
nem wykonawczym stała jak największa powaga i siła 
faktyczna; to zaś, póki nie powstanie stała międzyna- 
rodowa siła zbrojia, musi być zależnem od tego, jakie 
państwa w tej Radzie zasiadają, przyjmując bezpo- 
średnią odpowiedzialność za jej postanowienia i gwa- 
rantując w pierwszym rzędzie ich istotne wykonanie, 
chociażby z nakładem własnych sit swoich. 

I otóż zdawało się, że i jednej i drugiej potrzebie 
najlepiej uczyni się zadość, zapewniając t. zw. wielkim 
mocarstwom stałą reprezentację w Radzie. Wycho- 
dzono przy tem z założenia, że one są bezpośrednio 
interesowane we wszystkich bez wyjątku sprawach ży- 
cia międzynarodowego, że od ich stałego udziału bę- 
dzie zależał faktyczny autorytet Rady i że na nie 
z natury rzeczy spadną główne ciężary, związane z wy- 
konaniem jej postanowień. 

Słabą stroną takiego wnioskowania jest oczywiś- 
cie to, że samo określenie, jakie państwa trzeba uwa- 
żać za wielkie mocarstwa, jest raczej subjektywne 
i konwencjonalne. Daremnie szukalibyśmy w tej mie- 
rze ścisłej definicji prawnej. Oczywistem jest to tylko, 
o ile chodzi o Stany Zjednoczone, Anglję i Francję, 
ale już co do Włoch, a zwłaszcza co do Japonji mo- 



— 47 — 

głyby zachodzić poważne wątpliwości, czy one na 
prawdę zasadniczo przewyższają wszystkie inne pań- 
stwa rozległością i wszechstronnością swych interesów, 
oraz siłą i wpływem politycznym. Okazało się to 
chociażby na samej konferencji paryskiej, gdzie Naj- 
wyższa Rada Dziesięciu, złożona z przedstawicieli 
wszystkich pięciu wielkich mocarstw, zmieniła się rychło 
w Radę Czterech, bez udziału Japonji, a czasem na- 
wet faktycznie w Radę Trzech, bez udziału Włoch. 
Naogół jednak trzeba się zgodzić na to, że wszystkie 
te państwa, mimo różnic pomiędzy niemi, zajmują sta- 
nowisko dominujące, i należy pozostawić przyszłości 
rozstrzygnięcie pytania, o ile to wyróżnione stanowisko 
nadal się utrzyma. 

Poważnym zato argumentem, przemawiającym 
za słusznością tezy, że tym właśnie wielkim mocar- 
stwom należy się celowe uprzywilejowanie w Radzie 
przez stałą reprezentację, jest zastanawiający bądź co 
bądź fakt, że projekt ten nie wyszedł bynajmniej tylko 
od kilku notorycznych imperjalistów anglosaskich, któ- 
rych możnaby podejrzywać o nadużywanie idei Ligi 
dla mocarstwowych celów domowych. Teza ta jest 
przyjętą naogół w całej opinji angielskiej i amery- 
kańskiej, nawet i w tych kotach, które najszczerzej 
i najHberalniej pojmują hasło Ligi Narodów i jej za- 
dania, którym naprawdę chodzi o pomyślny rozwój 
całej organizacji. Na pierwszem miejscu trzeba tu 
naturalnie wymienić samego prezydenta Wilsona. 

Jego pierwotny projekt, przedłożony na pierw- 
szem zaraz posiedzeniu komisji kongresowej dla spra- 
wy Ligi, szedł nawet jeszcze dalej w tern uprzywile- 
jowaniu wielkich mocarstw. Ustanawiał bowiem, że 
do Rady Ligi powinny należeć wogóle tylko te pań- 
stwa, które mają powszechny i ogólny zakres intere- 
sów, i dodawał, że za takie uważa się owe pięć mo- 
carstw. 



— 48 - 

Ale dodawał teź jedno postanowienie o pierwszo- 
rzędnem znaczeniu, które miało usunąć wszelkie krzyw- 
dzące skutki tej zasady, a które weszło teź do osta- 
tecznego tekstu Paktu. Zgodnie bowiem z propozycją 
Wlsona, czytamy w przedostatnim ustępie 4-go arty- 
kułu, że ilekroć Rada zajmie się sprawą, specjalnie 
interesującą jakieś państwo, w niej niereprezentowane, 
to zostanie ono zaproszone do wysłania na ten czas 
swego przedstawiciela do Rady. 

W projekcie Paktu z 14 lutego dodano nawet, 
źe w takich wypadkach postanowienie Rady tylko 
wtedy bidzie obowiązywało dane państwo, jeśli takie 
zaproszenie istotnie nastąpi. Nawet zaś bez takiego 
wyraźnego podkreślenia wynika to logicznie z przyto- 
czonego tekstu. Z jego brzmienia angielskiego, we- 
dług którego ten nadzwyczajny delegat do Rady bę- 
dzie wówczas zasiadał w niej „jako jej członek" {sit 
as a member), wynika ponadto, źe będzie miał także 
prawo głosu, a ponieważ według następnego zaraz 
artykułu w Radzie, jak i w Zgromadzeniu, zasadnicze 
uchwały mogą zapadać tylko jednogłośnie. Rada nie 
będzie mogła narzucić żadnemu państwu jakiegoś po- 
stanowienia wbrew jego woli. Dla uniknięcia niepo- 
rozumień należy jednak już tutaj zaznaczyć, że według 
artykułu 15-go o zatargach międzynarodowych głosy 
stron interesowanych nie będą się liczyły, jeżeli bę- 
dzie chodziło o taki zatarg wzajemny. 

Wartość całego zastrzeżenia o zapraszaniu inte- 
resowanych stron do Rady będzie oczywiście zależała 
od tego. czy każde państwo dopilnuje jego ścisłego 
stosowania. Aby to zapewnić, byłoby pożądanem, by 
porządek dzienny każdej sesji Rady był przedtem za- 
komunikowany wszystkim członkom Ligi, którzyby 
w takim razie mogli się upomnieć na czas o wykona- 
nie tego przepisu. 



j 



- 49 — 

Bez względu jednak na kwestję zastosowania, 
państwa, których zakres interesów zgóry uznano za 
„partykularny", nie zadowoliły się takiem tylko za- 
bezpieczeniem swych praw. Istotnie narzucało się 
wprost spostrzeżenie, źe, zapewniając wielkim mocar- 
stwom stałe miejsce w Radzie, łatwo moźnaby po- 
mnożyć minimalną liczbę pięciu tylko członków, aby 
i innym państwom umożliwić regularną, chociażby 
tylko kolejną w niej reprezentację. Na ten wniosek 
rychło zgodzono się zasadniczo w komisji kongresowej. 
Chodziło tylko o oznaczenie liczby owych p e r j o - 
dycznych członków Rady. ' 

Po długich dyskusjach zgodzono się na liczbę 
czterech. Nie jest ona bynajmniej przypadkową. Po- 
nieważ w sprawach formalnych także w Radzie wy- 
starczy zwykła większość, a nadto traktat wersalski 
w szeregu ważnych spraw, jakie przekazał Radzie 
Ligi, zwłaszcza co do kontroli wypełnienia zobowią- 
zań niemieckich, zastrzegł, że wystarczy większość 
jej głosów, postarano się o to, aby przynajmniej w tycli 
wypadkach opozycja mniejszych państw nie mogła 
udaremnić uchwał Rady. Zapewniono więc wielkim 
mocarstwom, o ileby wszystkie były zgodne między 
sobą, przewagę jednego głosu. 

Wiemy już, źe wybór owych czterech niestałych 
członków Rady przekazano Zgromadzeniu Ligi. Mi- 
mochodem nasuwa się uwaga, że — na wzór całkiem 
analogicznej organizacji Rady administracyjnej Biura 
Pracy — przy tem głosowaniu nie powinny brać 
udziału te mocarstwa, które i tak mają zapewnione stałe 
miejsce w Radzie. Zanim jednak wogóle przyjść mogło 
do takiego wyboru,, konferencja pokojowa, chcąc umo- 
żliwić funkcjonowanie Rady jeszcze przed pierwszem 
posiedzeniem Zgromadzenia, zaraz przy uchwaleniu 
Paktu sama tymczasowo wyznaczyła państwa 

L'ga Narodów. ^ 



- 50 — 

które obok wielkich mocarstw miały być narazie 
w Radzie reprezentowane. 

Także wybór tych czterech państw, którego do- 
nioslos'ci nie trzeba chyba dowodzić i który napewno 
wpłynie na pierwszy wybór regularny przez Zgroma- 
dzenie, nie był oczywiście dziełem przypadku. Waźnem 
było zwłaszcza, że postanowiono odraza przyjąć do 
Rady przynajmniej jedno z państw neutralny eh; 
wybrano jedno z n aj znaczniejszych, które już przed 
wojną, dzięki tradycjom świetnej przeszłości zbliżało 
się nawet formalnie (dyplomatycznie reprezentowane 
przez ambasadorów) do stanowiska wielkich mocarstw, 
mianowicie H i s z p a n j ę. Konferencji, zdaje się zwłasz- 
cza prezydentowi Wilsonowi, zależało tak dalece na 
tym udziale neutralnych zaraz w tymczasowej Radzie, 
źe dopuszczono się nawet nieformalności, daremnie 
wytkniętej przez Portugalję, powołując do Rady pań- 
stwo, które w owej chwili wcale jeszcze nie należało 
do Ligi. 

Dla mniejszych państw koalicji pozostały wobec 
tego już tylko trzy miejsca. Poważnym precedensem 
dla ich obsadzenia był skład komisji kongresowej, 
która Pakt ułożyła. Początkowo, powołana do życia 
25 stycznia 1919 r., składała się z dwóch przedstawi- 
cieli każdego wielkiego mocarstwa, obok których po 
jednym reprezentancie miały Belgja, Brązy 1 ja, Chiny, 
Portugalja i Tugosławja (wówczas jeszcze Serbja); nie- 
bawem jednak, w związku z ogólną na kongresie akcją, 
aby mniejszym państwom zapewnić bardziej równo- 
rzędną reprezentację w komisjach, także do komisji 
Ligi Narodów dopuszczono dodatkowo jeszcze cztery 
państwa, które od posiedzenia z dnia 6 lutego brały 
udział w jej pracach: były to Czechosłowacja, Grecja, 
Polska i Rumun ja. 

Zgóry można było przewidzieć, źe z tych 9 państw 
napewno wejdą do tymczasowej Rady Belgja, któ- 



— 51 — 

rej raz jeszcze chciano oddać hołd za całą jej rolę pod- 
czas wojny, a nadto wynagrodzić zawód co do siedziby 
Ligi, oraz Brąz yl ja, najznaczniejsza na kongresie 
przedstawicielka łacińskiej południowej Ameryki, stale 
też wyróżniana, chociaż w wojnie nie wzięła czynnego 
udziału. Natomiast najmniej szans miały Portugalja, 
ponieważ półwysep pirenejski już był reprezentowany 
przez jej większą, choć neutralną sąsiadkę, oraz — jak 
przyznać trzeba — te państwa, które pozostawały 
w zatargu z jednem z wielkich mocarstw, a więc Chiny 
i Jugosławja. Z pozostałych zaś państw wschodnio- 
europejskich powołano do Rady Grecję, do czego 
w znacznej mierze przyczyniła się osobista popular- 
ność jej delegata, Venizelosa, który też zarówno w ko- 
misji, jak i przy każdej innej sposobności okazywał 
dla pracy Ligi Narodów jak największe zainteresowanie 
i zapał. Należy zaznaczyć, że podobno najpoważniej- 
szą kontrkandydatką Grecji była Polska. 

Postanowienie, ie cztery „mniejsze" państwa 
będą zawsze, zmieniając się per jody cznie, zasiadały 
w Radzie, zawarte już v/ projekcie Paktu z 14 lutego, 
bynajmniej tych państw nie zadowoliło. Żądały one 
przyznania sobie znaczniejszej liczby miejsc; Chiny 
np. chciały podniesienia tej liczby do 10. W tym sa- 
mym duchu wypowiadały się też państwa neutralne na 
obradach marcowych. To też ostateczna redakcja 
Paktu, przyjęta 28 kwietnia, zrobiła tym dążeniom 
jedną jeszcze koncesję. Wprowadziła do 4 go arty- 
kułu ustęp, według którego Rada, za zgodą większości 
Zgromadzenia, może pomnożyć liczbę swych człon- 
ków, zarówno stałych jak i perjodycznych. 

Nie należy przeceniać tej koncesji, gdyż to samo 
można było osięgnąć przez późniejszą do Paktu po- 
prawkę, która według jego artykułu końcowego na 
całkiem tych samych warunkach, t. j. za zgodą Rady 
i większości Zgromadzenia może przyjść do skutku. 



— 52 — 

Mimo to wyraźna zapowiedz takich właśnie poprawek 
w samym tekście ma swoje znaczenie, jako wytkniecie 
przyszłej linji rozwoju. Dlatego dążenie do zapewnie- 
nia mniejszym państwom bardziej równorzędnej repre- 
zentacji w Radzie obecnie wyraża się głównie w po- 
stulacie, sformułowanym np. na brukselskim zjeździe 
Towarzystw dla popierania Ligi, aby ten ustęp 4go 
artykułu jak najrychlej znalazł zastosowanie. 

Jedno tu tylko zachodzi niebezpieczeństwo. We- 
dług wszelkiego prawdopodobieństwa ten dodatek po- 
jawił się w Pakcie nie tylko jako koncesja dla ogółu 
obecnych członków Ligi, ale także jako zapowiedź 
szybkiego wprowadzenia do Rady takich państw, które 
przed wojną również zaliczały się do wielkich mocarstw 
i tylko dlatego nie występują w Radzie, bo wogóle 
jeszcze nie należą do Ligi. Z grona 8 wielkich mo- 
carstw przedwojennych, po zupełnem rozpadnięciu się 
Austro- Węgier, pozostały bowif.m jeszcze Niemcy 
i Rosja. I otóż już pojawiły się głosy, źe po przy- 
jęciu do Ligi i one w charakterze wielkich mocarstw 
będą musiały mieć stałe miejsce w Radzie. Mniejsze 
państwa skorzystałyby z tego tylko otyłe, ze dla zacho- 
wania dotychczasowej proporcji także liczbę perjo- 
dycznych członków Rady pomnożonoby wtedy o dwa. 

O ile jednak samo przyjęcie Niemiec i Rosji do 
Ligi, skoro tylko dadzą konieczne gwarancje, można 
uznać za potrzebne a nawet pożądane, o tyle takie 
ich wyróżnienie, na samej tylko zasadzie dużego ob- 
szaru, jaki zachowały mimo strat wojennych, trzebaby 
stanowczo potępić. Pod względem moralnym uprzy- 
wilejowanie takich właśnie państw, które ideje Ligi 
dotąd najjaskrawiej gwałciły, byłoby wprost sponie- 
wieraniem tych idej, a praktycznie biorąc, oba te 
państwa dowiodły właśnie, na jak kruchych podsta- 
wach spoczywała ich pozorna wielkość. 



- 53 — 

Przeciwnie, jeśli chodzi o pomnożenie stałych 
miejsc w Radzie, to zasługiwałyby na nie takie pań- 
stwa, które stały się źywemi symbolami idei prawa 
i, najdotkliwiej cierpiąc przez ich dotychczasowe gwał- 
cenie, dały dowody niespożytych sił żywotnych. Ta- 
kiemi zaś państwami są w pierwszym rzędzie niewielka 
obszarem, lecz przodująca we wszelkiej pracy kultu- 
ralnej Belgja, oraz zmartwychwstała Polska, 
która w dodatku jest największem dziś w Lidze pań- 
stwem słowiańskiem, jedyną przedstawicielką wschod- 
niej Europy w ściślejszem znaczeniu, a jest bezpośred- 
nio interesowana w tylu zagadnieniach, wynikających 
z traktatów pokojowych i całej wogóle likwidacji woj- 
ny, że i tak niemal ciągle trzebaby ją zapraszać na 
zebrania Rady. 

Co do periodycznych zaś członków Rady, 
których przez dłuższy czas należałoby również wybie- 
rać tylko z pierwotnych członków Ligi, to liczba ich 
powinna być pomnożoną tak dalece, aby zawsze mogły 
być reprezentowane wszystkie ważniejsze grupy te- 
rytorjalne mniejszych państw, a więc nie tylko — 
jak obecnie — półwysep Pirenejski i Bałkański, oraz 
Ameryka Południowa, ale także Skandynawja, Europa 
środkowa (aarazie Holandja, Szwajcarja i Czecho- 
słowacja), oraz Azja kontynentalna, chociażby ze wzglę- 
du na Chiny. Rada liczyłaby więc, obok 7 członków 
stałych, 6 perjodycznych, tak że utrzymałby się do- 
tychczasowy stosunek głosów, a liczba ogólna 13 nie 
byłaby zbyt wysoką. 

Pewne pomnożenie tej liczby byłoby pożądane 
i z tego względu, że zakres działania Rady w przy- 
szłości ciągle się będzie rozszerzał. Wprawdzie, jak 
przy Zgromadzeniu, z rozwojem organów sądowych 
Ligi zmaleją jej fankcje sądownicze, ale zato cały 
rozwój Ligi będzie się przecież odbijał przedewszyst- 



- 54 — 

kiem na jej faktycznie najważniejszym organie, którym 
jest właśnie Rada. 

W miarę zanikania ślepej wiary w rzekomy dog- 
mat suwerenności państwowej, charakter wykonawczy 
tego jak gdyby Rządu międzynarodowego stanie się co- 
raz bardziej realnym. Ale właśnie dzięki rozrastaniu 
się tych funkcyj, rola Rady będzie pod tym względem 
głównie kierowniczą, analogiczną do roli naczelnika 
państwa w życiu poszczególnych narodów, a technicz- 
ną stronę wykonania obejmie coraz wyraźniej inny 
organ Ligi, który wbrew skromnej nazwie, już dziś się 
do tego sposobi. 

4. Sekretarjat. 

O Sekretariacie Ligi dotąd wspominaliśmy tylko 
ubocznie. Ale nawet specjalny, b-ty artykuł Paktu, 
który się nim zajmuje, mało nam mówi poza tem, co 
już podnieśliśmy mimochodem, że mianowicie Sekreta- 
rza jeneralnego w przyszłości będzie mianowała Rada, 
z aprobatą większości Zgromadzenia, a innych sekre- 
tarzy z resztą personelu mianuje on sam z zatwierdze- 
niem Rady. Oprócz tego, pomijając kwestję formalną 
siedziby, którą trzeba będzie omówić osobno, dowia- 
dujemy się tu tyl^io jeszcze, że Sekretarz jeneralny 
Ligi, którego nazwisko jest podane w aneksie do 
Paktu, jest de iure sekretarzem Zgromadzenia i Rady, 
oraz że wydatki Sekretarjatu ponoszą członkowie Ligi 
w stosunku ustalonym przez Międzynarodowe Biuro 
Unji Pocztowej. Także następny artykuł, który w związ- 
ku ze sprawą siedziby powraca też raz jeszcze do Se- 
kretarjatu, przynosi tylko informacje o charakterze 
raczej formalnym, że mianowicie stanowiska w Sekre- 
tarjacie, jak zresztą wszelkie wogóle funkcje w Lidze, 
są dostępne zarówno dla mężczyzn jak i dla kobiet, 
i że jego funkcjonariusze, narówni z Delegatami człon- 
ków, cieszą się przywilejami służby dyplomatycznej. 



— bo — 

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że 
Sekretariat ma być tylko czemś w rodzaju kancelarji 
Ligi, a jego naczelnik istotnie tylko sekretarzem w zwy- 
kłem tego słowa znaczeniu, którego głównem zada- 
niem byłoby prowadzenie protokółów Zgromadzenia 
i Rady. Już jednak z ubocznych wzmianek w dal- 
szych artykułach Paktu wynika, że jego kompe- 
tencja jest bez porównania szersza. Mniejsza, że 
on to właśnie w razie niebezpieczeństwa wojennego 
zwołuje Radę; czyni to bowiem, według artykułu 11-go, 
tylko na żądanie jednego z członków Ligi. O wiele 
ważnie jszem jest, że w sporach nie poddanych sądowi 
rozjemczemu do niego należą wszelkie rozporządzenia 
celem przeprowadzenia dochodzeń i zbadania zatargu. 
Sekretarjat też według artykułu 18 go przeprowadza 
natychmiastową registrację traktatów i umów między 
członkami Ligi i ma obowiązek ich ogłoszenia. On 
też, na żądanie stron i za zgodą Rady, we wszystkich 
sprawach życia międzynarodowego, dla których nie 
istnieją osobne komisje lub biura, zbiera i udziela 
potrzebnych informacyj i wogóle wykonuje wszelkie 
czynności pomocnicze. Wreszcie, według tegoż arty- 
kułu 24-go, Rada może włączyć wydatki komisyj lub 
biur, podległych Lidze, do wydatków Sekretarjatu. Ze 
w ten sposób staną się one właściwie niczem innem 
jak oddiłiałami tego organu L'gi, na to mamy najlep- 
szy dowód w jedynem biurze tego rodzaju, które na- 
razie istnieje. Wszak z tego, że wszelkie koszta mię- 
dzynarodowej organizacji pracy, wyjąwszy jedynie wy- 
datki reprezentacyjne członków, pokrywa Sekretarz 
jeneralny Ligi, wynika nasamprzód, że Dyrektor Biura 
Pracy jest wobec niego odpowiedzialny za użytek tych 
funduszów; ale łączy się z tem także obowiązek Se- 
kretarza jeneralnego udzielania temuż Biuru wszel- 
kiej pomocy, a nadto pierwszorzędna jego rola nie 
tylko przy registracji konwencji w sprawach pracy, 



— 56 — 

ale i w badaniu wynikających z nich zatargów, gdzie 
on to rozstrzyga o składzie i przewodnictwie komisji 
ankietowej, do czego jeszcze powrócimy przy innej 
sposobności. 

Widać stąd, źe zakres działania Sekretarjatu 
zgóry był pomyślany bardzo szeroko, a w konkret- 
nych wypadkach, w miarę rozwoju całej organizacji 
międzynarodowej, z konieczności jeszcze rozszerzać 
się będzie. Nie ograniczając się bynajmniej do właś- 
ciwych czynności sekretarskich przy innych organach 
Ligi, ma przynajmniej w osobie swego kierownika 
funkcje całkiem samodzielne. Najlepszym zaś 
dowodem, źe tytuł tego kierownika jest użyty w tem 
znaczeniu, w jakiem się mówi o sekretarzach i pod- 
sekretarzach stanu, jest ciekawy szczegół, ie pierwot- 
nie przeznaczano mu tytuł kanclerza Ligi. 

Odstąpiono wprawdzie od tego zamiaru, aby unik- 
nąć wrażenia, źe tworzy się jak gdyby pierwszego mi- 
nistra nowego rządu międzynarodowego. Ale sam 
wybór jego stał się nowym dowodem, jak wysokie 
w istocie stanowisko tworzono. Jak, me czekając 
pierwszej sesji Zgromadzenia Ligi, zaraz przy uchwa- 
leniu Paktu na kongresie wyznaczono tymczasowo 
perjodycznych członków Rady, tak też, nie czekając 
nawet pierwszego posiedzenia Rady, równocześnie wy- 
znaczono — a to nawet nie tymczasowo, lecz defini- 
tywnie, — pierwszego Sekretarza jeneralnego Ligi. 
Nazwisko jego, do którego brytyjskim zwyczajem do- 
dano spory szereg hter, oznaczających różne wysokie 
ordery, tworzy samo jedno drugą (po spisie członków 
pierwotnych) część aneksu do Paktu. 

Dla niewtajemniczonych było ono niespodzianką. 
,,The Monourable Sir James Erik Drunimond" nie brał 
przedtem żadnego widocznego udziału w pracach nad ; 
stworzeniem Ligi Narodów; nie odegrał teź wybitniej- 
szej na zewnątrz roli na konferencji pokojowej, w któ- 



— 57 — 

rej uczestniczył jako członek Sekretarjatu Delegacji 
brytyjskiej. Przydzielony jako sekretarz ministrowi 
Balfour'owi, sam miał już stanowisko ministra pełno- 
mocnego, a w poprzedniej karjerze dyplomatycznej 
był sekretarzem osobistym kilku sekretarzy stanu 
w Foreign Office. Potomek starej rodziny angiel- 
skiej, wyznania katolickiego, stojąc obecnie w sile 
wieku, przedstawia czysty typ dyplomaty brytyjskiego 
imperjum. 

Powołany na nowy urząd w nowej organizacji, 
gdzie niezmiernie dużo zależało od tego, co pierwszy 
tu postawiony człowiek ze swego stanowiska zdoła 
zrobić, zabrał się do pracy szybko i energicznie. Za- 
czął już na wiosnę roku 1919 dobierać tymczasowy 
sztab współpracowników, podkreślając przy tem stale 
zasadę, źe przy nominacji urzędników Sekretarjatu 
nie może się trzymać żadnego klucza narodowościo- 
wego ani też kierować propozycjami poszczególnych 
rządów, gdyż jego urząd nie ma się składać z przed- 
stawicieli każdego narodu, lecz z funkcjonarjuszów 
Ligi, silnie przejętych duchem międzynarodowym a fa- 
chowo kompetentnych. Mimo to uwzględniał oczywiś- 
cie kandydatur}"^, na czas wysuwane przez rządy na- 
rodowe, a we wrześniu 1919 r., kiedy potrzebny na- 
razić komplet urzędników był osiągnięty, w Sekreta- 
rjacie Ligi pracowali już przedstawiciele U narodów, 
w tem i neutralnych. 

Z ich pomocą urzeczywistnił Już w lecie zarys 
tymczasowej organizacji Sekretarjatu, jaki na początku 
czerwca przedstawił komitetowi organizacyjnemu Ligi. 
Cały Sekretarjat podzielił na s e kej e, które, .jak to 
sam zaznaczał, miały odpowiadać minister j om 
poszczególnych rządów: powstała więc sekcja polityki 
międzynarodowej, czyli jak gdyby międzynarodowe mi- 
nister juai spraw zagranicznych, sekcja handlowa, fi- 
nansowa, komunikacyjna, zdrowia publicznego i t. d. ; 



— 53 - 

nadto trzeba było stworzyć sekcje, odpowiadające no- 
wym potrzebom życia międzynarodowego, jak sekcję 
informacyjną, sekcję mandatową, zaprojektowano sekcję 
dla spraw mniejszości i t p. 

Jasnem było, źe normalne funkcjonowanie tych 
sekcyj rozpocznie się dopiero po wejściu w życie Paktu, 
gdy przynajmniej Rada Ugi przystąpi do konkretnych 
prac. Ale już od początku Sir Drummond wyrobił 
sobie konkretny a bardzo charakterystyczny pogląd 
na przyszły stosunek głównych sekcyj swego Sekreta- 
rjatu do poszczególnych rządów. Uważa mianowicie 
za pożądane, aby w każdem ministerjum każdego rządu 
powstał osobny wydział, któryby się znosił bezpo- 
średnio z odpowiednią sekcją Sekretarjatu Ligi 
jako wspólnym ośrodkiem; powstałaby w ten sposób 
jak gdyby sieć — według jego własnego wyrażenia — , 
łącząca wszystkie na świecie organy, pracujące w tej 
samej dziedzinie życia, coby pozwoliło uzgodnić te 
prace i w każdej z tych dziedzin przygotować istotną 
wspólność wszystkich narodów. 

Dotychczas rządy nawet tam, gdzie zrozumienie 
konieczności Ligi i sympatja dla niej są największe, 
nie okazują skłonności do zgody na taką koncepcję. 
Stoją bez wyjątku na stanowisku, że w każdym kraju 
tylko ministerjum spraw zagranicznych może się zno- 
sić bezpośrednio z Sekretarjatem Ligi, wszelkie zaś 
inne władze i urzędy tylko za jego pośrednictwem. 
Powstają natomiast w ministerjach spraw zagranicz- 
nych osobne sekcje czy wydziały dla spraw Ligi Na- 
rodów, które znoszą się też w tych sprawach z odpo- 
wiedniemi organami w innych ministerjach danego pań- 
stwa. Zdaje się, że dotąd ta organizacja najdalej po- 
stąpiła we Francji. 

W przyszłości nie jest oczywiście wykluczonem, 
że zgodnie 2 projektem Sir Drummonda dojdzie do bez- 
pośredniego współpracownictwa analogicznych władz 



— 59 — 

i urzędów wszystkich państw pod naczelnem kierow- 
nictwem Sekretariatu Ligi, którego sekcje staną się 
wtedy naprawdę jak gdyby ministerjami międzynaro- 
wemi. Dzisiaj jednak daźe trudności sprzeciwiają się 
jeszcze urzeczywistnieniu tej myśli, której organizacje 
w rodzaju międzynarodowej konferencji pracy z jej 
Radą i biurem dopiero torują drogę. Nadto, jak wi- 
dzieliśmy, niektórym oddziałom Sekretarjatu Ligi nie 
odpowiadają żadne organy rządowe w poszczególnych 
państwach. To też chociażby z tego względu po- 
trzebną byJa inna jeszcze możliwość stałego ko - 
munikowania się Sekretarjatu z poszcze- 
gólnymi członkami Ligi, zwłaszcza tymi, któ- 
rzy nie mają stałego przedstawicielstwa w jej Radzie. 
I w tym wypadku nasuwała się pewna analogja 
z międzynarodową organizacją pracy. Dyrektor Biura 
Pracy z rządami a w szczególności z odpowiedniemi 
ministerjami takich państw, które nie są reprezento- 
wane w Radzie administracyjnej tego Biura, znosi się 
za pośrednictwem osobnego funkcjonarjusza, 
wyznaczonego przez dany rząd. Celem stworzenia 
podobnego stałego łącznika między Sekretarjatem Ligi 
a poszczególnemi państwami, już na pierwszych ze- 
braniach komitetu organizacyjnego pojawiła się myśl, 
zakomunikowana przez Sekretarza jeneralnego wszyst- 
kim rządom, aby tym łącznikiem był jeden z delega- 
tów danego państwa w Zgromadzeniu Ligi, względnie 
jego należycie upełnomocniony zastępca. Dodano też, 
źe powinien rozporządzać odpowiedniem biurem, per- 
sonelem sekretarskim, czyli, że powinny powstać — 
aczkolwiek samej nazwy się unika — pewnego rodzaju 
stałe poselstwa albo raczej sekretarjaty 
poszczególnych państw przy Sekretar ja- 
cie Ligi. Będzie to pożytecznem i pożądanem za- 
róvsno dla samej Ligi i jej Sekretarza jeneralnego, 
któremu ułatwi wspomniane wyżej zadania co do zba- 



- 60 - 

dania wszelkich sporów międzynarodowych oraz zbie- 
rania i udzielania najróżniejszych informacyj, jak i dla 
każdego państwa, które w ten sposób niezależnie od 
przedstawicielstwa w Radzie i od zbierania się Zgro- 
madzenia będzie w ciągłym kontakcie z Ligą. 

Rzecz jasna jednak, źe da się to praktycznie wy- 
konać dopiero z chwilą, gdy Liga urządzi się ostatecz- 
nie w swej siedzibie. Wogóle też, o ile Rada 
i Zgromadzenie mogą się ewentualnie zbierać w naj- 
różniejszych miejscach, kolejno zmienianych, o tyle 
organizacja Sekretarjatu, zakrojona na tak szeroką 
skalę, nie dała się nawet pomyśleć bez stałego miejsca 
pracy. Łączyło się to zresztą z inną jeszcze potrzebą, 
przewidywaną przez wszystkie, poza tem najróżniej- 
sze projekty Ligi Narodów, aby mianowicie to nowe 
społeczeństwo wszechświatowe miało, jak każdy naród 
zosobna, swoją stałą stolicę, któraby się stała wido- 
mym ośrodkiem i skupieniem życia międzynarodowego, 
siedzibą zarówno samych władz Ligi, jak i wszystkich 
możliwie urządzeń międzynarodowych z nią związanych. 

To też Pakt Ligi, zaznaczywszy już w artykule 
o Sekretarjacie, źe ustanawia się go w siedzibie Ligi, 
w następnym, siódmym artykule oznacza jej miejsce, 
zapewniając zarazem wszelkim budynkom i obszarom, 
zajętym tam przez Ligę i jej czynności, prawo niety- 
kalności. 

W projekcie Paktu z 14 lutego, tam, gdzie to 
miejsce miało być wymienione, pozostawiono miejsce 
puste. Długo bo wie n ścierały się w tej sprawie naj- 
rozmaitsze zdania. We Francji, nie wypowiadając tego 
otwarcie, żywiono jednak nadzieję, źe może zaszczyt 
ten przypadnie Paryżowi lub Wersalowi. Mówiono 
też o Hadze, siedzibie trybunatu rozjemczego, ustano- 
wionego przez słynne tamtejsze konferencje pokojowe. 
Pojawił się nawet projekt urządzenia siedziby Ligi 
w Konstantynopolu. Najwięcej szans zdawała się mieć 



— 61 — 

Bruksela, do ostatniej chwili wysuwana przez rząd 
belgijski; wszak przemawiały za nią względy zarówno 
ideowe, związane z rolą Belgji w wojnie, jak i prak- 
tyczne, wobec tego, źe łam już mają swą siedzibę 
bardzo liczne organizacje i związki międzynarodowe. 
Od początku jednak brano także w rachubę Szwajca- 
rję, a to nietyle niemiecki Bern, gdzie w marcu r. 1919 
odbyła się konferencja w sprawie Ligi Narodów z prze- 
wagą żywiołów, zbliżonych do mocarstw centralnych, 
ile francuską Genewę, związaną ze sprawą pokoju 
powszechnego chociażby przez organizację Czerwo* 
nego Krzyża. Za nią oświadczył się z całą stanow- 
czos'cią prezydent Wilson, pragnąc, aby Liga miała 
swą siedzibę w kraju neutralnym podczas wojny świa- 
towej ; ponieważ chodziło o sprawę formalną, zadowo- 
lono się w komisji kongresowej zwykłą większością 
głosów, która się oświadczyła za Genewą, i w tym 
duchu rozstrzygnięto sprawę przy uchwaleniu Paktu 
dnia 28 kwietnia. 

Zawiedzionej Belgji nie chciano jednak odebrać 
wszelkich nadzieji na przyszłość i dlatego dodano ustęp, 
wedle którego, jak już wspomnielis'my, Rada L''gi może 
w każdej chwili gdzie indziej przenieść jej siedzibę. Nie 
ustała też agitacja, aby z tego skorzystać i, zanim się 
jeszcze w Genewie tę siedzibę istotnie urządzi, prze- 
nieść ją jeśli nie do samej Brukseli, to w każdym ra- 
zie na teren belgijski, zakładając nowe zupełnie miasto 
jako stolicę świata i godne pomieszczenie organów 
i instytucyj L'gi. 

W każdym razie byłoby niezmiernie pożądanem, 
aby do ostatecznego urządzenia tej siedziby przystą- 
piono jak najprędzej. Będzie ona najodpowiedniejszem 
miejscem dla regularnych zebrań zarówno Rady, tu- 
łającej się dotąd po Londynie, Paryżu i Rzymie, jak 
i Zgromadzenia, któreby dla swej pierwszej sesji w pro- 
jektowanym zrazu Waszyngtonie znalazło atmosferę 



- 62 - 

równie nieodpowiednią jak pierwsza konferencja pracy. " 
Przedewszystkiem zaś wtedy dopiero będzie się mógt 
należycie rozwinąć aparat Sekretarjatu, pomieszczo- 
nego tymczasowo w londyńskim pałacu Sunderland 
House, i ułatwionem będzie nawiązanie stałego kon- 
taktu między nim a członkami Ligi, na wyłuszczonych 
wyżej zasadach. 

Jak silne są jeszcze prądy, pragnące nowy rozwój 
życia międzynarodowego zogniskować w Belgji, o tem 
świadczy uchwała zebranych w Brukseli, w grudniu 
r. 1919, Towarzystw, popierających Ligę, 
aby tam właśnie miała swą siedzibę ich świeżo zało- 
żona Unja wraz z Biurem central nem. Być 
może, że i w tej sprawie przeważy jeszcze wkońcu 
pierwotny wniosek angielski, aby w tym celu wybrać 
siedzibę Ligi, i nie jest wykluczonem, że owa uchwała 
miała być tylko jednym argumentem więcej, aby skło- 
nić samą Ligę do przeniesienia swej siedziby. Związek 
bowiem między jej organizacją oficjalną, a ową Unją 
związków społecznych jest tak istotny, że współdzia-' 
łanie na jednem miejscu okaże się zapewne nieodzo- 
wnem. Z tego samego zaś powodu tutaj, na zakoń- 
czenie tego ogólnego obrazu organizacji Ligi Naro- 
dów, także o organizacji owych Towarzystw, których 
Unję niedarmo porównano do nieurzędowego Sekreta- 
rjatu Ligi, parę słów powiedzieć należy. 

Na pierwszy rzut oka przypominają one dawne 
Towarzystwa pacyfistyczne i rzeczywiście Towarzystwa 
te w znacznej części, wraz ze swem dawnem Biurem 
międzynarodowem w Bernie, weszły już lub wejdą 
w skład nowej organizacji. W wielu też wypadkach 
nowe stowarzyszenia przyjaciół Ligi Narodów wprost 
powstały z dawniejszych stowarzyszeń przyjaciół po- 
koju, albo, jak np. właśnie u nas w Polsce, zlały się 
z niemi w jedną całość. 



— 63 — 

Mimo to zachodzi pomiędzy niemi podwójna róż- 
nica. Najpierw, w przeciwieństwie do dawnych Towa- 
rzystw pacyfistycznych, które niewątpliwie z dużą za- 
sługą torowały drogę zwycięskim dziś ideom, ale z ko- 
nieczności musiały się wówczas ograniczać do teore- 
tycznych jeszcze raczej i ogólnikowych haseł i dążeń, 
nowe organizacje społeczne, zgrupowane około sztan- 
daru Ligi Narodów, mają konkretne oparcie i zarazem 
program w jej Pakcie; propaganda dla niego w po- 
szczególnych państwach i praca nad jego wprowadze- 
niem w życie i udoskonaleniem jest też wspólnym celem 
wszystkich tych towarzystw. Po drugie zaś, o ile da- 
wniej koła urzędowe wobec prądów pacyfistycznych 
zachowywały chłodne stanowisko pobłażliwej tolerancji, 
a ilekroć dalej się posuwały, czyniły to nadzwyczaj 
ostrożnie, a nawet nieszczerze, o tyle teraz stosunki 
między owemi organizacjami społecznemi, samorzutnie 
stworzonemi i niezależnemi, a oficjalnemi organami 
Ligi są nadzwyczaj bliskie. Wielokrotnie w jednych 
i drugich spotykamy nawet tych samych działaczy, 
a zwłaszcza Sekretarjat Ligi będzie się niewątpliwie 
w znacznej mierze wyręczał temi stowarzyszeniami, 
zwłaszcza w zakresie propagandy, pracy informacyj- 
nej i publikacyjnej. To też widocznem było od po- 
czątku, że prądy, reprezentowane w stowarzyszeniach 
społecznych, wywierają i wywierać będą znaczny 
wpływ na ukształtowanie się Ligi i kierunek jej dal- 
szego rozwoju. Dlatego tylekroć powołujemy s:ę na 
ich stanowisko i poglądy, chcąc głębiej wniknąć w istotę 
Paktu i prawdopodobieństwo jego przyszłych losów 
i przekształceń. 

Taka rola i tak daleko sięgający wpływ owych 
towarzystw byłyby niemożliwe, gdyby każde z nich 
stało zosobna. Wtedy co najwyżej najpotężniejsze z nich, 
jak np. Associałion francalse poiir la Socićtć des Nations, 
z Lćonem Bourgeois, przewodniczącym Rady L'gi, jako 



- 64 - 

swym prezesem generalnym, albo wspomm'ana już ame- 
rykańska League to enforce peace, obecnie coprawda 
zajęte głównie zwalczaniem opozycji miejscowej prze- 
ciwko Paktowi, albo wreszcie — a to w pierwszym 
rządzie — angielska League of Nations Union mogłyby 
wydatniej działać, ale i one tylko w granicach swego 
własnego kraju. 

Temu właśnie postanowiła zaradzić ostatnia z wy- 
mienionych organizacyj, która powstawszy przez złą- 
czenie się kilku silnych Towarzystw^ angielskich, li- 
czyła już w jesieni r. 1919 około 30,000 członków, 
z tak wybitnymi mężami stanu jak Y^i^counte Grey 
i lord Robert Cecil na czele, wydaje niezliczone bro- 
szury, miesięcznik i kwartalnik o Lidze, urządza wspa- 
niałe manifestacje i posiada liczne komitety, odpowia- 
dające niemal zupełnie Sekcjom urzędowego Sekreta- 
riatu Ligi. Otóż przy jednym z tych komitetów, t. zw. 
Overseas Committce, powołała do życia przeszło 50 sub- 
komitetów dla poszczególnych narodów obcych ; każdy 
z nich, złożony poczęści z przedstawicieli danej naro- 
dowości, a poczęści z Anglików interesujących się 
nią, stara się rozbudzić w tym narodzie ruch dla po- 
pierania Ligi. Gdy zaś pod wpływem tej agitacji, ale 
i nie bez wpływu, wywieranego przez wspomnianą 
Association frarcaise na poszczególne delegacje poko- 
jowe w Paryżu, u coraz to liczniejszych narodów^), 
powstały samodzielne Towarzystwa, wzorowane na 
angielskiem i francuskiera, stworzono z nich jeden 
wielki związek, zrazu interaljancki z siedzibą w Paryżu, 
obecnie zaś ogólny, międzynarodowy. 



1) Mamj wi-idomość o ukoastytuowanycli jaż Stowarzyszeniach 
dla Ligi Narodów w Belgji, Chinach, Danji, Finlandji, Grecji, Hiszpa- 
nji, Holandji, Japon)!, Jogosławji, Norwegji, Portugalji, Rumunji, 
Szwajcarji, Szwecji, Włoszech, a również i w Austrji, Bułgarji, Niem- 
czech i Rosji. Razem jest ich podobno już 67 w 28 krajach. 



- 65 - 

Związek ten odbył coraz to liczniej obsyłane i in- 
tensywniej pracujące konferencje: w styczniu r. 1919 
w Paryżu, w ncarcu wLordjnie, w grudniu w Brukseli 
a na ostatniej z nich nastąpiło formalne ukonstytuo- 
wanie się Unji i przyjęcie tymczasowego Statutu. Jest 
on najwyraźniej wzorowany na ustroju samej Ligi. 
Znajdujemy tu więc również Zgromadzenie, które się 
będzie zbierało na regularnych konferencjach. Radę, 
w której jednak wszystkie narody są reprezentowane 
równorzędnie, oraz Sekretarjat. Każdy naród jest re- 
prezentowany przez jedno tylko Stowarzyszenie, około 
którego mogą się grupować inne pokrewne organiza- 
cje w danym kraju. Do tej Unji należy też Polskie 
Stowarzyszenie Przyjaciół Ligi Narodów w Warszawie, 
biorące coraz wydatniejszy udział w jej pracach, cho- 
ciaż niestety dotąd stosunkowo nieliczne. 



Liga Narodów. 



IL Zabezpieczenie pokoju. 

1. Rozbrojenie i gwarancje. 

Powszechne i możliwie jak najdalej idące rozbro- 
jenie byłoby właściwie najpewniejszą g«rarancją pokoju 
i bezpieczeństwa narodów. Rzadko kiedy utarty, ogól- 
nikowy frazes okazał się równie fałszywym, jak znana 
maksyma pseudoklasyczna »5/ vis pacent para belluniA 
Ciągłe przygotowania wojenne nie tylko narażają na- 
rody nawet w czasie pokoju na niezmierne ciężary 
i ciągły stan niepewności i podniecenia, lecz co gor- 
sza, dla rządów i armij stają się nieustanną pokusą, 
aby wreszcie celowo zużytkować to pogotowie zbrojne 
dla przeparcia swych dążeń wobec innych narodów 
drogą siły i przemocy. Obok tych dwóch najniebez- 
pieczniejszych skutków militaryzmu nie brak i innych, 
również bardzo dotkliwych pod względem moralnym 
i materjalnym, które już tyle razy były wykazywane 
tak przekonywająco, że zbytecznem byłoby dłużej się 
nad tem rozwodzić. Mimo to hasło rozbrojenia dotąd 
pozostało właściwie niepopularnem: właśnie wśród naj- 
lepszych, najwybitniejszych przedstawicieli każdego na- 
rodu naogół dziś jeszcze albo się je uważa za nie- 
realną utopję albo utożsamia się je z hasłami anti- 
narodowemi i antipaństwowemi. 



1 



- 67 — 

Wynikło to z tego, że także jedynie słuszna za- 
sada: >Jeieli chcesz pokoju, to przygotowuj pokój< 
bywała nieraz nadużywana. Wśród nielicznego zresztą 
do niedawna grona pacyfistów istniały dwa kierunki, 
z których jeden, dziś na szczęście przeważający, pra- 
gnął i pragnie tylko pokoju opartego na prawie i słusz- 
ności, podczas gdy drugi zadowalał się pokojem za 
wszelką cenę. Nadto zawsze trudno było rozróżnić 
tych, którzy potępiają wojnę i związane z nią okrop- 
ności z pobudek etycznych i w sumieniu swojem nie 
mogą się pogodzić z przymusem mordowania bliźniego, 
od tych, którzy tylko z egoizmu i tchórzostwa podszy- 
wają się pod te zasady. 

Mimo to trzeba sobie jasno zdać sprawę, że nigdy 
nie zapanuje na świecie prawdziwa moralność chrześci- 
jańska w teorji uznawana i przez tych, którzy poza 
tem daleko odstąpili od chrześcijańskiego światopo- 
glądu, póki w stosunkach między narodami nie zapa- 
nuje ta sama co w stosunkach między jednostkami za- 
sada, że siły wolno używać tylko dla istotnej samo- 
obrony lub dla zwalczenia zbrodni t. j. w charakterze 
policyjnym. Ograniczenie użytku siły zbrojnej do ta- 
kich tylko wypadków zachowuje to wszystko, co w tra- 
dycjach rycerskich każdego narodu jest prawdziwem 
bohaterstwem i ofiarną miłością ojczyzny, a oczyści 
te tak szlachetne objawy patrjotyzmu i poczucia obo- 
wiązku od naleciałości, okrucieństw, brutalności i buty. 

Należy przyznać, że dotąd trudnem było też roz- 
różnić sumiennie, gdzie się kończy konieczność obrony 
własnej lub obrony słusznej sprawy przed gwałtem 
i bezprawiem, a gdzie zaczyna się rozbój publiczny 
pod osłoną pewnych usankcjonowanych form. Nawet 
w teorji zawodziło tu zupełnie dotychczasowe prawo 
międzynarodowe i zaledwo nauka Kościoła starała się 
sprecyzować rozróżnienie wojny słusznej od niesłusz- 
nej; w praktyce zaś nigdzie nie wolno było obywate- 

5* 



- 68 - 

łowi rozstrzygnąć tego we własnem sumieniu, a mili- 
taryzm państwowy iądal bezwarunkowo ofiary nie 
tylko z życia i mienia, ale potworniejszych jeszcze ofiar 
z czystych przekonań, a nawet, gdy chodziło o narody 
ujarzmione, z istotnego uczucia narodowego. 

Byłoby to nawet w braku wszelkich innych argu- 
mentów dostatecznym powodem, aby dążyć do takiej 
właśnie reformy stosunków międzynarodowych, któraby 
pozwoliła ustalić kryterja słuszności lub niesłuszności 
wojny, a w wojnie słusznej i nieuniknionej zapewniła 
pokrzywdzonemu taką pomoc całego cywilizowa- 
nego świata, że nie potrzebowałby już utrzymywać na 
taki wypadek nadmiernego pogotowia własnego. Ale 
z tego wynika zarazem, że niepodobna zacząć od zu- 
pełnego rozbrojenia, lecz że może ono dopiero nastą- 
pić po takiej właśnie przebudowie życia międzynaro- 
dowego, czyli raczej, że trzeba je przeprowadzić stop- 
niowo, w miarę dokonywania i wprowadzania w życie 
owej reformy. Zanim rozbrojenie stanie się gwarancją 
dla praworządnego ustroju świata, taki ustrój musi być 
mocno ugruntowany. 

Częściowo taki właśnie ustrój stworzyła Liga Na- 
rodów i dlatego do pewnego stopnia już mogła wpro- 
wadzić do swego statutu owo ograniczenie zbrojeń, 
którego tak słusznie domagali się od początku wszyscy 
zwolennicy jej idei. Nie tylko garstka dawnych pacy- 
fistów, lecz całe udręczone narody, nie tylko powagi 
moralne z Papieżem na czele, lecz nawet najoporniej- 
sze dotąd czynniki rządowe sformułowały ten postulat 
tak wyraźnie jako cel wojenny, że poprostu musiał się 
odbić na Pakcie Ligi. Do jakiego jednak stopnia bę- 
dzie uwzględniony, tego nie można było określić zgóry 
przed praktycznem zastosowaniem innych przepisów 
Paktu, i dlatego odnośny jego artykuł, mianowicie 
8 my, sformułowawszy samą zasadę, we wnioskach 
praktycznych jest niezmiernie ostrożny. 



- 69 - 

Zasadą jest uznanie, że zachowanie pokoju wy- 
maga redukcji zbrojeń do minimum, które się da po- 
godzić z bezpieczeństwem narodowem i z wykonaniem 
zobowiązań międzynarodowych, wynikających ze wspól- 
nej akcji wszystkich członków Ligi. 

Jakiem jednak powinno być to minimum sił, które 
każdy członek Ligi utrzymywać nie tylko moie, ale po- 
prostu musi, aby móc odeprzeć nagły napad i aby 
Liga jako całość rozporządzała dostateczną egzeku- 
tywą, jakiem zaś maksimum, które nie powinno być 
przekroczone, to nie dało się odrazu określić, cho- 
ciażby nawet schematycznie. 

Słusznie zaznacza zaraz następny ustęp tego artykułu, 
źe zależy to od położenia geograficznego i specjalnych 
warunków każdego państwa; niemniej słusznie powie- 
dziano w dalszym ciągu, źe warunki te mogą się zmie- 
nić, tak, źe co najmniej co dziesięć lat trzeba będzie 
rzecz zbadać na nowo i wyniki pierwotne poddać re- 
wizji. Nadto zaś jasnem jest, że to określenie zależeć 
musi także od pewnych warunków ogólnych, a więc 
od należytego funkcjonowania innych środków Ligi, 
zmierzających do zabezpieczenia pokoju, jak również 
od tego, jakie państwa do niej należeć będą. 

To też konkretny plan ograniczenia zbrojeń, we- 
dług przytoczonej zasady naczelnej, nie mógł się zna- 
leźć w samym Pakcie, lecz przekazano przygotowanie 
takie planu Radzie Ligi. Niemniej trzeba było zdać 
sobie sprawę, że niemoźliwem było zgóry narzucić ten 
plan wszystkim członkom Ligi jako obowiązujący: bę- 
dzie on tylko przedłożony poszczególnym rządom do 
zbadania i decyzji i dopiero po jego przyjęciu dany 
rząd nie będzie mógł przekroczyć ustalonej granicy 
zbrojeń bez zgody Rady. 

Oczywiście nie jest to wiele, ale nawet najśmielsi 
optymiści uznali, źe narazie trudno było uczynić coś 
więcej. Zmusić do ściśle określonego, a to bardzo 



— 70 - 

znacznego ograniczenia zbrojeń można było tylko pań- 
stwa zwyciężone w wojnie światowej i to rzeczywiście 
uczyniono w poszczególnych traktatach pokojowych. 
Poza tem, jak już wiemy z przyjęcia normy zbrojeń, 
oznaczonej przez Ligę, można było •— według pierw- 
szego zaraz artykułu Paktu — uczynić warunek do- 
puszczenia nowych członków. O ile chodziło o sa- 
mych założycieli Ligi, oraz o państwa, które do przy- 
stąpienia zapraszano, przyjęcie planu, jaki pod tym 
względem opracuje Rada Ligi, trzeba było zgóry 
uznać za dobrowolne. Będzie ono jednak, narówni 
z samą treścią tego planu i szybkością jego opraco- 
wania, najlepszym probierzem szczerości, z jaką Ligę 
zawierano. Na szczęście nie zrobiono tu żadnej róż- 
nicy miedzy „wielkiemi" a „małemi" narodami. Upadł 
też pomysł, jaki chwilowo pojawił się w Anglji i na- 
wet na widowni konferencji pokojowej, aby przynaj- 
mniej t. zw. „nowym" państwom, a więc Polsce, Cze- 
chosłowacji, Jugoslawji i Rumunji w jej nowych gra- 
nicach narzucić odrazu pewną liczbę wojska, zgoła 
niedostateczną wobec szczególnie niebezpiecznego po- 
łożenia tych państw. 

Natomiast słusznie wyrażono przekonanie, że do- 
browolna decyzja wszystkich rządów tylko wtedy wy- 
padnie pomyślnie dla sprawy ograniczenia zbrojeń, 
jeśli się tego będzie domagała powszechna opinja, a to 
we wszystkich krajach jednakowo i równocześnie. Dla- 
tego to właśnie wszystkie stowarzyszenia narodowe, 
popierające Ligę Narodów, postanowiły rozpocząć, 
każde w swojem państwie, odpowiednią propagandą. Ce- 
lem jej ma być nie tylko przychylne usposobienie sze- 
rokiego ogółu dla propozycji, z któremi w tej sprawie 
wystąpi Rada Ligi, ale nawet nacisk na Radę dla 
przyśpieszenia odnośnych prac; chodziłoby mianowicie 
o to, aby pod wpływem ciał reprezentacyjnych same 
rządy zlecały delegatom narodowym do Zgromadzenia 



- 71 — 

Ligi, aby tam wystąpili z wnioskiem przystąpienia do 
rozważań nad środkami, umoźliwiającemi ograniczenie 
zbrojeń. 

Należy si^ spodziewać, że po strasznych doświad- 
czeniach wojny światowej, które najlepiej odsłoniły 
bezużyteczność t. zw. zbrojnego pokoju, narody nie 
pozostaną w tej sprawie obojętne i nie dopuszczą do 
tego, aby militaryzm, zgnieciony w Niemczech, zako- 
rzenił się z kolei w państwach zwycięskich. Oczy- 
wiście najgorętsi nawet zwolennicy śmiałych haseł po- 
kojowych nie myślą stosować w tej sprawie jakiejkol- 
wiek demagogicznej agitacji. Przeciwnie, wszelkie żą- 
dania co do ograniczenia zbrojeń muszą wypłynąć ze 
szczerego, świadomego przekonania i z pewności, że 
ojczyzna nie zostanie w ten sposób narażona na nie- 
bezpieczeństwo, lecz że nowy ustrój świata lepiej ją 
utwierdzi, aniżeli syzyfowy wysiłek zbrojeń bez końca. 

Wobec tego trzeba się zapytać, czy i o ile Liga 
taką pewność dać może. Do pewnego stopnia przy- 
czynia się do tego sam fakt, że szereg państw z naj- 
niebezpieczniejszemi Niemcami na czele już uległ przy- 
musowo bardzo znacznemu rozbrojeniu. Tylko ci człon- 
kowie Ligi, którzy sąsiadują nie tylko z Niemcami, ale 
i z innemi państwami, jeszcze nie należącemi do Ligi, 
zwłaszcza z Rosją, nie mogą się tem zaspokoić, tak, 
że ich szczególnie groźne położenie trzeba będzie naj- 
baczniej uwzględnić przy nakreśleniu planu redukcji 
sił zbrojnych. Naogół zaś w obrębie Ligi to rozbro- 
jenie nastąpiłoby równocześnie i równomiernie, tak że 
żaden naród nie będzie się potrzebował obawiać tego, 
że niebacznie przed innemi osłabi swe siły militarne. 

O ile w razie nieprzewidzianego niebezpieczeń- 
stwa opieka Ligi wynagrodzi mu to osłabienie, o tem 
pouczą nas dopiero dalsze artykuły Paktu, o gwaran- 
cjach bezpośrednich, o sprawiedliwości międzynarodo- 
wej i o sankcjach. Ale nawet, gdyby one nic nie po- 



- 72 - 

zostawiały do życzenia, już przy samej kwestji rozbro- 
jenia może się nasunąć obawa, czy mimo zasadniczo 
słusznego postawienia tej kwestji, przecież przy prak- 
tycznem przeprowadzeniu naród uczciwie postępujący 
nie zostanie w groźny sposób prześcigniony przez 
mniej skrupulatnego rywala. 

Pewne pod tym względem obawy musiał wywołać 
znany fakt, że obok zbrojeń, przeprowadzanych przez 
władze rządowe, siły wojskowe państwa mogą też być 
pomnożone przez prywatny wyrób amunicji i materjału 
wojennego. Tkwi w tem niebezpieczeństwo podwójne. 
Przedewszystkiem tej dziedziny prywatnej nie unor- 
mują plany ograniczenia zbrojeń państwowych, opra- 
cowane przez Radę Ligi, a państwo, mnożące tą drogą 
swe zasoby wojenne, łatwo militarnie przerośnie inne, 
chociażby zresztą wraz z niemi przyjęło i wykonało 
propozycje Rady. Nadto zaś wiadomo, że te jednostki, 
które się trudnią wyrobem amunicji i broni z naj- 
nikczem niej szych pobudek, stają się zagorzałymi pod- 
żegaczami do wszelkich przedsięwzięć wojennych. 

Dlatego według pierwotnego projektu prezydenta 
Wilsona, nie mówiąc już o wielu innych zgodnych gło- 
sach, prywatny wyrób materjału wojennego miał być 
w Pakcie Ligi bezwarunkowo zakazany. Uwzględniając 
jednak położenie tych państw, które nie mogą za- 
spokoić niezbędnego zapotrzebowania bez pomocy przed- 
siębiorstw prywatnych, ostatecznie artykuł 8 zlecił tylko 
Radzie Ligi, aby zastosowała środki odpowiednie dla 
imiknięcia niepożądanych następstw tej konieczności. 
Z tego samego względu w innym ustępie Paktu (art. 
23 d), który ściśle się łączy ze sprawą rozbrojenia, 
przekazano Lidze kontrolę nad handlem bronią i amu- 
nicją z krajami, gdzie taka kontrola jest niezbędną 
w interesie ogólnym. 

Możnaby postawić zarzut, że to ostatnie zastrze- 
żenie swym ogólnikowym, subjektywnym charakterem] 



- 73 — 

osłabia znaczenie tego ważnego postanowienia. Ale 
bez porównania ważniejszą byłaby kontrola przez Ligę 
samego przeprowadzenia redukcji zbrojeń. Nasuwa 
się bowiem obawa, że pewne państwo może pozornie 
przystać na ograniczenie swych sił militarnych, żą- 
dane lub polecane przez Ligę, a tymczasem, uśpiwszy 
czujność sąsiadów, tajemnie przekraczać będzie 
daną liczbę bardzo znacznie przez zręczną organiza- 
cję wojskową. Przykład Prus za czasów napoleoń- 
skich jest pod tym względem klasycznym, a niebez- 
pieczeństwo takiej taktyki dla pokoju świata aż nazbyt 
widoczne. 

Zdając sobie z niego doskonale sprawę, w sto- 
sunku do państw zwyciężonych w wojnie światowej, 
przedewszystkiem oczywiście do Niemiec, wyciągnięto 
odpowiednie konsekwencje. Wszak nie tylko określono 
najdokładniej dozwoloną im liczbę sił zbrojnych, lecz 
ustanowiono też osobną interaljancką komisję, kontro- 
lującą wypełnienie odpowiednich zobowiązań i jak już 
podnieśliśmy przy innej sposobności. Radzie Ligi przy- 
znano prawo zarządzania wszelkich wogóle dochodzeń 
w tym celu, za zgodą zwykłej większości swych człon- 
ków. Co więcej, nawet po przyjęciu Niemiec do Ligi 
Narodów ich zbrojenia nie będą mogły przekroczyć 
narzuconego im obecnie wymiaru i będą podlegały 
dalszym zmianom przez Radę Ligi. 

W stosunku do członków Ligi ograniczono się 
natomiast w końcowym ustępie 8-go artykułu do zobo- 
wiązania, że będą wymieniali między sobą, w sposób 
jak najszczerszy i jak najzupełniejszy, wszelkie informa- 
cje co do skali swych zbrojeń, swej organizacji woj- 
skowej i morskiej, oraz możliwości zastosowania swych 
zakładów przemysłowych do celów wojennych. 

Rzecz jasna, że spełnienie tego zobowiązania za- 
leży znowu tylko, jak samo przeprowadzenie rozbro- 
jenia, od dobrej woli i uczciwości danego rządu. Dla- 



— 74 — 

tego wielu zwolennikom Ligi od początku wydawało 
się niedostatecznem i wywołało liczne bardzo zarzuty. 
Na czele opozycji stanęła Francja, a w szczególności 
jej delegat w odnośnej komisji kongresowej, najkom- 
petentniejszy może w obecnej chwili znawca całego 
problemu Ligi, Leon Bourgeois. Ułożył on odmienną 
redakcję 8-go artykułu, której główna różnica polega 
na tem, że ustęp końcowy, wymieniwszy przytoczone 
przed chwilą zobowiązanie o wymianie wiadomości 
w sprawie zbrojeń, ustanawia osobną komisję, której 
zleca „potrzebne stwierdzenia urzędowe" {une Commis- 
sion chargee des ccnstatatlons officielles necessaires). 

O tę poprawkę toczyła się ożywiona dyskusja już 
na posiedzeniach komisji kongresowej. Francja miała 
poparcie całego szeregu państw, zwłaszcza mniejszych 
i neutralnych, ale trudność wyszła stamtąd, gdzie 
wzięła właściwie początek sama idea Ligi. Prezydent 
Wilson w imieniu Stanów Zjednoczonych oświadczył 
stanowczo, że taka kontrola nie dałaby się pogodzić 
z ich konstytucją, i podobne było też stanowisko 
Anglji. Wniosek wobec tego upadł, ale mimo to 
Bourgeois sformułował go raz jeszcze na plenarnem 
posiedzeniu konferencji z 28 kwietnia. Zarówno wów- 
czas, jak i przy późniejszych sposobnościach stanow- 
czo oświadczano ze strony Francji, że ona nie odstąpi 
od zamiaru wprowadzenia tej poprawki do Paktu Ligi. 

U innych wielkich mocarstw stanowisko urzę- 
dowe w tej sprawie jest wciąż nieprzychylne. Szersze 
koła opinji publicznej sympatyzują jednak nawet w kra- 
jach anglosaskich z myślą o takiej kontroli międzyna- 
rodowej, jak to się okazało w jednomyślnych uchwa- 
łach dotychczasowych konferencyj Stowarzyszeń po- 
pierających Ligę. Na ostatniej z nich, w grudniu 1919 
roku, gdzie Ameryka wskutek walki wewnętrznej o ra- 
tyfikację traktatu nie była reprezentowana, Anglicy 
nie sprzeciwili się ponownej uchwale w tej sprawie; 



- 75 — 

zaznaczyli tylko w swym obszernym memorjale, że jeżeli 
Rada Ligi, przystąpiwszy do zleconej jej pracy ułoże- 
nia projektu rozbrojenia, stwierdzi istotne niedomaga- 
nia 8 go artykułu, sama wystąpi z propozycją zmiany, 
a zresztą doświadczenie praktyczne najlepiej wykaże, 
na ozem ona winna polegać. 

Ale sprawa owej komisji kontrolującej nie jest je- 
dynym przedmiotem akcji francuskiej. Całkiem ana- 
logiczny spór toczy się o drugą z owych słynnych 
dziś już na Zachodzie „poprawek" Leona Bourgeois. 
Dotyczy ona następnego 9-go artykułu Paktu. W swem 
obecnem brzmieniu stwarza on tylko stałą komisję, 
któraby wyrażała Radzie Ligi swoje poglądy na wy- 
konanie poprzednich postanowień Paktu (1 i 8 artykułu) 
co do rozbrojenia i wogóle na kwestje wojskowe 
i morskie. 

I tutaj wbrew — urzędowemu przynajmniej — sta- 
nowisku anglosaskiemu, które określenie kompetencji 
tej komisji chciałoby pozostawić przyszłości, wymowny 
orędownik Francji żądał i żąda wyraźnych przepisów, 
któreby powierzyły tej komisji bardzo rozległy zakres 
działania. Według niego i jego licznych i w tym wy- 
padku zwolenników, artykuł 9 powinien ustanowić stały 
organ, podlegający Radzie Ligi, któryby „przewidywał" 
i przygotowywał we właściwym czasie środki wojskowe, 
morskie i inne, mogące zapewnić wykonanie zobowią- 
zań, nałożonych przez Pakt, oraz ich natychmiastową 
skuteczność we wszystkich nagłych wypadkach." 

Jak poprawka do art. 8 go ma zabezpieczyć na- 
rody przed obłudnem obejściem przepisów o ograni- 
czeniu zbrojeń, tak samo poprawka druga chce im za- 
pewnić szybką i sprawną pomoc Ligi w razie nagłego 
napadu. Trudno zaprzeczyć, że proponowany w tym 
celu organ byłby jak gdyby zawiązkiem mi ę d z y n a- 
rodowego sztabu generalnego. Logicznie 
wynika stąd projekt stworzenia wspólnej, międzynaro- 



_ 76 ~ 

dowej siły zbrojnej, armji Ligi Narodów. I otóż zwłasz- 
cza we Francji szerokie juź dzisiaj koła bynajmniej 
nie cofają się przed tą konsekwencją: pojawił się na- 
wet odpowiedni wniosek w Izbie deputowanych. Trzeba 
zaś podkreślić, że również i ostrożniejsza w tej spra- 
wie opinja angielska przewiduje taką właśnie ewolucję 
przyszłości i wywiera nacisk na władze Ligi, aby od- 
razu przystąpiły do zbadania kwestji poboru i organi- 
zacji sił, potrzebnych do zachowania porządku i po- 
koju, nie wyłączając przytem projektu stworzenia armji 
międzynarodowej. 

Różnica zdań dotyczy więc raczej sposobu postę- 
powania, mniej lub więcej szybkiej i radykalnej zmiany 
w samym statucie Ligi, nie zaś istoty celu, do którego 
należy dążyć. Rzecz zrozumiała, że silniej nalega 
w tej sprawie ciągle zagrożona Francja, aniżeli Anglja, 
zabezpieczona samem położeniem przed niespodzia- 
nym zamachem. Dlatego też nieraz podnosi się ze 
strony francuskiej, że jej żądania powinny poprzeć te 
właśnie narody, które jak ona łatwo mogą być nara- 
żone na nagłe, bezpośrednie niebezpieczeństwo i długo 
musiałyby czekać na ochronę przez Ligę, o ileby ona 
nie przewidziała i nie przygotowała zgóry odpowiednich 
środków. Wszystkie argumenty, na które powołuje 
się Francja, stosują się w wyższym jeszcze stopniu 
zwłaszcza do Polski. 

Ze zaś udzielenie takiej pomocy przez Ligę jest bez- 
warunkowem zobowiązaniem, wynikającem już z obec- 
nego brzmienia Paktu, tego dowodzi artykuł 10, który 
słusznie nazwano kamieniem węgielnym całej nowej 
organizacji świata. Tutaj już mamy do czynienia 
z gwarancją w pełnem tego słowa znaczeniu i takie 
lub inne rozwiązanie sprawy rozbrojenia i międzyna- 
rodowej siły zbrojnej może tylko osłabić lub wzmocnić 
jej skuteczność, niczego zaś nie zmieni w istocie zo- 
bowiązań zasadniczych. Dlatego też dla opozycji ame- 



— 11 — 

rykańskiej przeciwko Lidze Narodów ten właśnie arty- 
kuł jest głównym punktem obrazy, a natomiast obrońcy 
Paktu, czy to Wilson czy teź Taft, dowodzą, źe wszel- 
kie co do niego zastrzeżenia są niedopuszczalne, gdyż 
tym właśnie artykułem stoi lub pada cała konstrukcja 
Ligi. 

Wobec tego trzeba dosłownie przytocz}^ ten 
krótki zresztą artykuł: „Członkowie Ligi zobowiązują 
się szanować i zachować przeciwko wszelkiemu ata- 
kowi zewnętrznemu na nienaruszalność terytorjalną 
i istniejącą niezawisłość polityczną wszystkich człon- 
ków L^gi. W razie ataku, jego groźby lub niebez- 
pieczeństwa, Rada zastosuje środki, aby zapewnić wy- 
konanie tego zobowiązania." 

Znaczenie drugiego zdania, z konieczności ogól- 
nikowego, będzie zależało od tego, jakie środki Liga 
będzie miała do dyspozycji, zwłaszcza od rozpatrywa- 
nej przed chwilą kwestji sił zbrojnych narodowych, 
względnie międzynarodowych i od skuteczności sankcyj 
z któremi się zapoznamy przy omówieniu artykułu 16-go. 
Tutaj zaś podstawowe znaczenie ma zdanie pierwsze, 
o które się teź toczą wszelkie spory co do słuszności 
i co do interpretacji tego artykułu. 

Dwa tutaj słowa są decydujące dla należytego 
zrozumienia rzeczy. Po pierwsze całość i niezawisłość 
państw, należących do Ligi, jest gwarantowana tylko 
przeciwko atakowi zewnętrznemu {contrę 
tóiite agression exłmeure). Zupełnie błędnym jest więc 
pogląd wielu opozycjonistów amerykańskich, jakoby 
stan polityczny świata pod osłoną tej gwarancji miał 
skostnieć na wieczne czasy, jakoby ludy, dzisiaj włą- 
czone do pewnego państwa, miały przymusowo na 
zawsze w niem pozostać. Konkretny przykład, o jaki 
zwykle chodzi przy takich zarzutach, mianowicie 
sprawa Irlandji, jest pod tym względem bardzo po- 
uczający. Gdyby przemoc zewnętrzna, np. najazd 



- 78 - 

Niemiec, chciał Irlandję oderwać od Zjednoczonego 
Królestwa, wtedy Liga musiałaby bronić brytyjskiego 
stanu posiadania. Gdyby zaś Irian dj a sama stanęła 
do walki o niepodległość albo miała ją sobie przy- 
znaną w drodze pokojowej, artykuł 10-ty Paktu nie 
miałby żadnego zastosowania. 

Cóż jednak w takim razie oznacza drugie słowo, 
wzbudzające mniemanie, jakoby przecież chodziło 
o utwierdzenie status quo, mianowicie słowo ^^presente^ 
które w ostatecznej redakcji Paktu dodano do Jnde- 
pendance politigue.'^ Ze nie należy go tłumaczyć przez 
„obecna" t. j. dzisiejsza tylko niezawisłość, o tem 
świadczy drugi, narówni z francuskim obowiązujący 
tekst angielski Paktu. Nie czytamy tutaj „presenf\ 
tylko y,existlng^\ co dowodzi, źe także francuskie „pre- 
sent^ znaczy w tym wypadku „istniejący"; chodzi 
więc nie tylko o stan obecny, lecz o niezawisłość istnie- 
jącą w danej chwili, gdy taki atak zewnętrzny 
zagraża pokojowi. Wracając więc do naszego przy- 
kładu, należy stwierdzić, że gdyby Irlandja drogą sa- 
mostanowienia o swym losie albo w jakikolwiek inny 
sposób, z jednym wyjątkiem gwałtu zewnętrznego, za- 
danego Anglji, uzyskała niepodległość, to i ten z kolei 
stan rzeczy „istniejący" od owej chwili, byłby przez 
ów artykuł 10 ty gwarantowany przeciw każdej 
y^agression exterieure!''' 

W tym więc wypadku wszelkie zarzuty prze- 
ciwko Paktowi są najzupełniej nieuzasadnione. Prze- 
ciwnie, pogodził on bardzo szczęśliwie dwie sprzeczne 
napozór konieczności, z których jedna wymagała 
gwarancji dla prawowitego stanu posiadania, druga 
zaś domagała się umożhwienia przyszłych zmian w kon- 
fere ncji państw, gdyby stan rzeczy z chwilą stworzenia 
Ligi okazał się nieza da walającym. Pod jednym i pod 
drugim względem ten właśnie ostro krytykowany 
artykuł Paktu oznacza prawdziwy postęp w rozwoju 



— 79 - 

dziejowym. Gdy chodzi o zabezpieczenie przed za- 
borczym zamacheńi sąsiada, wtedy praktykowane do- 
tąd gwarancje przez poszczególne tylko państwa, gwa- 
rancje, których niedostatecznos'ć tak jaskrawo uwy- 
datniły rozbiory Polski, Pakt zastępuje gwarancją 
całego społecznie zorganizowanego świata. Gdy zaś 
chodzi o żywiołowe dążenia narodowe do lepszego, 
wolnego bytu, jakiemi były np. nasze porozbiorowe 
wysiłki niepodległościowe, wtedy Liga daleka jest od 
ich dotychczasowego — urzędowego przynajmniej — 
potępiania jako zdrady stanu i nawet swych członków, 
gdy taki ruch przeciwko nim się zwraca, nie osłania 
swą formułą gwarancyjną. 

Oczywiście jednak takie negatywne rozwiązanie 
tej drugiej sprawy nie jest wystarczające. Przy- 
znawszy chociażby milcząco, że zmiany terytorjalne 
w przyszłości są możliwe i dopuszczalne, niedość 
powiedzieć, że nie powinny przychodzić do skutku 
drogą napadu jednego państwa na drugie, lecz trzeba 
znaleźć sposoby, któreby umożliwiły przeprowadzenie 
takich zmian bez stosowania siły i bez zakłócenia 
pokoju świata. Dla nas Polaków w naszem obecnem 
szczęśliwem położeniu sprawa ta nie jest oczywiście 
tak aktualną i żywotną, jakby była w razie powsta- 
nia Ligi przed odbudowaniem Polski albo jak się zda- 
wało w chwilach, gdy przypuszczano, że całe dziel- 
nice polskie narazie pozostaną poza zjednoczoną 
Ojczyzną. Mimo to w chwili, gdy jeszcze nie wiemy 
dokładnie, jakie będą nasze granice polityczne, nie 
straciła dla nas znaczenia narodowego, a w każdym 
razie zachowała całe swe znaczenie ogólno- ludzkie, 
powszechno dziejowe, które nam nie może być obcem. 
Otóż pewne wyjaśnienia przyniosą tu już następne 
zaraz przepisy Paktu o zaźegnywaniu wojen, przede- 
wszystkiem jednak sprawa ta wchodzi już w zakres 
pozytywnych celów Ligi i łączy się z artykułami 
o traktatach międzynarodowych. % 



- 80 - 

2. Sądownictwo międzynarodowe. 

Niezwykle dokładne artykuły, które określają spo- 
soby uśmierzania zatargów międzynarodowych, poprze- 
dza oświadczenie zasadnicze, zawarte w artykule U. 
Tworząc jak gdyby ogólny wstęp do dalszych prze- 
pisów, wyjaśnia ono takie jedną z wątpliwości, którą 
nasuwa artykuł poprzedni o gwarancjach. Mogłoby 
się wydawać, ie jeśli nie chodzi o to, co w artykule 
10-ym oznaczono jako „agression exteneure" przeciwko 
całości i niepodległości jednego z członków Ligi, to 
może ona wogóle pozostać bierną. Tymczasem teraz 
dowiadujemy się, że „każda wojna lub nie- 
bezpieczeństwo wojenne bez względu na to, 
czy dotyczy bezpośrednio jednego z członków Ligi, 
obchodzi całą Ligę, i źe ona musi przedsięwziąć środki 
odpowiednie dla skutecznego utrzymania pokoju mię- 
dzy narodami." 

Nie tylko więc, jak juz wiemy, każda sprawa, do- 
tycząca pokoju świata, wchodzi w kompetencję głów- 
nych organów Ligi, jej Zgromadzenia i Rady, lecz 
Liga ma bezwarunkowy obowiązek nieustannego czu- 
wania nad tym pokojem i dokładania wszelkich sta- 
rań około jego utrzymania, bez względu na to, w jaki 
sposób został zakłócony lub zagrożony. Wracając 
znowu do przykładu o narodzie, pragnącym się wybić 
na niepodległość, dochodzimy do wniosku, że Liga 
w razie jego zbrojnego powstania, zamiast wystąpić 
w bezwzględnej obronie dotychczasowego stanu rze- 
czy, musi się starać o przywrócenie pokoju na zasa- 
dzie słuszności. 

Jeden konkretny środek spełnienia obowiązków, 
wynikających ze wstępnego oświadczenia 11-go arty- 
kułu, odrazu wskazano w tym samym jeszcze ustępie. 
Oto, jak już wspomnieliśmy przy innej sposobności, 



— 81 — 

sekretarz generalny zwołuje w takim wypadku posie- 
dzenie Rady na żądanie każdego członka Ligi. 

Ale każdy z tych członków ma jeszcze dalej 
idące prawo. Nie potrzebuje czekać, aż zagrozi wy- 
buch otwartej wojny, lecz może zwrócić uwagę Zgro- 
madzenia lub Rady na każdą wogóle okoliczność, 
która w swych następstwach może zamącić stosunki 
międzynarodowe. Prawo to jest właściwie moralnym 
obowiązkiem wszystkich członków, na których w ten 
sposób rozkłada się trudne zadanie ustawicznego czu- 
wania nad zgodą między narodami. Przedewszystkiem 
zaś czyni poważny wyłom w dotychczasowym poglądzie, 
według którego w ogólnej atmosferze wzajemnej nie- 
ufności, takie ostrzeżenie mogło być uważane za 
krok nieprzyjazny wobec jednej z bezpośrednio intereso- 
wanych strcn. Co dotąd mogło się wydawać miesza- 
niem się do nieswoich spraw, staje się wyrazem soli- 
darności między narodami. To pojęcie soHdarności, 
na które tak słuszny kładł nacisk wstęp do konwenc3rj 
haskich, wyraziwszy się już w artykule poprzednim, 
tutaj rozszerza się na wszystkie kwestje, które cho- 
ciażby pośrednio mogą zakłócić pokój. 

Zwróciliśmy już uwagę, że właściwie także wojna 
domowa, a to nawet w państwie wcale nie należącem 
do Ugi, musi być przez nią rozważana i nakłada na 
nią obowiązek zastosowania środków zaradczych. 
Rzecz jasna jednak, że dla tych, szczególnie drażli- 
wych wypadków nie można było zgóry podać do- 
kładnego planu postępowania. Nieobalona jeszcze 
zasada nieograniczonej suwerenności państwowej przy- 
najmniej na wewnątrz nie pozwalała nawet wspomnieć 
o tem, w jaki sposób Liga mogłaby się wdać w takie 
wewnętrzne zaburzenia. Pozostawiwszy tę kwestję 
dalszej przyszłości, wszystkie konkretne przepisy dal- 
szych artykułów poświęcono sprawie najbardziej na- 

Liga Narod6«v. O 



- 82 - 

glącej: zatargom między su werennerai p ań- 
st wam i. 

Oddawna prawo międzynarodowe rozróżniało 
dwie kategorje tych zatargów : takie, które doty- 
czą kwestji przewidzianej w tem prawie i dają się roz- 
sądzić na podstawie ich pozytywnych przepisów oraz 
takie spory polityczne, gdzie wyrok może podyktować 
tylko samo poczucie słuszności. Celem konferencyj 
haskich było stworzenie trybunału rozjemczego na- 
razie przynajmniej dla pierwszej kategorji sporów. 
Wówczas wyniknęły dwie trudności już przy samej 
organizacji tego trybunału, tak, że — jak słusznie za- 
uważono — zdołano tylko stworzyć stałe urządzenia 
kancelaryjne dla załatwiania ewentualnych propozycyj 
poddania pewnej sprawy pod sądownictwo międzyna- 
rodowe. Pomijając jednak to niepowodzenie formalne, 
zawodu doznano przedewszystkiem przez to, że wsku- 
tek oporu Niemiec i ich adherentów ani w r. 1899 ani 
w 1907 nie zdołano skłonić wszystkich uczestników kon- 
ferencji do przyjęcia obowiązku poddania każdego 
zatargu o charakterze prawnym pod sąd międzynaro- 
dowy. Nie udało się więc zawrzeć wspólnej w tej 
sprawie konwencji. Coraz częstsze stawały się wpraw- 
dzie konwencje między dwoma poszczególnemi pań- 
stwami co do obowiązkowego poddawania wzajemnych 
zatargów pod sąd rozjemczy; ale i w tych wypadkach 
prawie zawsze dodawano zastrzeżenie, że wyjęte będą 
z tego obowiązku zatargi, dotyczące honoru i intere- 
sów żywotnych danego państwa. Rzecz jasna zaś, że 
przy złej woli każdy poważniejszy zatarg można pod- 
ciągnąć pod takie zastrzeżenie i uznać zatargiem po- 
litycznym, a nie prawnym. 

To też słusznie uniknięto w Pakcie Ligi Narodów 
tego określenia, a optymiści spodziewali się, że i bez 
niego uda się zaprowadzić ogólny obowiązek podda- 
wania każdego sporu pod trybunał międzynarodowy. 



- 83 — 

Tymczasem Pakt w artykule 12-tym ustanawia wpraw- 
dzie bezwzględny obowiązek podjęcia w każdym zatargu 
pewnej próby rozwiązania pokojowego, ale rozróżnia 
również dwie kategorje sporów i postanawia dla każ- 
dej z nich odmienną procedurę. Oto członkowie Ligi 
zobowiązują się, że jeśli powstanie między nimi spór, 
mogący doprowadzić do zerwania, poddadzą go albo 
procedurze sądownictwa rozjemczego, 
albo też zbadaniu przezRadę Ligi. Przytem 
zaś wcale nie zwrócono uwagi na zasadniczą różnicę 
między obiema utartemi dotąd kategorjami zatargów 
międzynarodowych, prawnemi (justiciables) i politycz- 
nemi, a rozstrzygnięcie, czy spór nadaje się do proce- 
dury sądowej, pozostawiono opinji stanu; czując niedo- 
stateczną ścisłość dotychczasowej formułki o „honorze 
i interesach żywotnych", umożliwiono przy każdym 
wogóle sporze zastąpienie drogi sądowej tern, co na- 
zwano zbadaniem przez Radę {examen da Conseil). 

Na czem ono polega i jakie stąd wynikają nie- 
bezpieczeństwa, o tern pouczy, nas artykuł 15-ty, oma- 
wiający tę właśnie drogę zażegnania wojen. Zanim 
zaś jeszcze rozpatrzymy artykuły 13-ty i 14-ty, wyjaś- 
niające normalną drogę sądową, musimy jeszcze pod- 
kreślić jedną niezmiernie charakterystyczną cechę tego 
artykułu, który odnosi się do obu tych sposobów, mia- 
nowicie 12-go. 

Uznawszy zastosowanie jednego z tych sposobów 
za obowiązujące, dodaje jeszcze zobowiązanie dalsze. 
Oto w żadnym wypadku nie wolno uciec się do wojny 
przed upływem przeciągu trzech miesięcy po wyroku 
arbitrów lub po raporcie Rady. Z dodatkowego prze- 
pisu, że sąd rozjemczy musi wydać swój wyrok „w roz- 
sądnym przeciągu czasu" [dans un delai raisonnable) , 
a Rada ułożyć swój raport w przeciągu 6 miesięcyj 
wynika, że w każdym razie musi upłynąć około 9 mie- 
sięcy, zanim wolno chwycić za broń. Ale wynika za- 



- 84 - 

razem, źe w żadnym wypadku wojna nie jest 
stanowczo wykluczona, nawet przy ścisłem 
wykonaniu zobowiązań Paktu. Zgodnie więc ze spo- 
strzeżeniami ogólnemi, które nam nasunął już wstęp 
do Paktu, stwierdzamy raz jeszcze na podstawie kon- 
kretnych już przepisów, że zwyciężyła w statucie Ligi 
koncepcja anglosaska, według której przy obecnym 
stanie rzeczy nie można jeszcze wojny bezwarunkowo 
zabronić, lecz trzeba ją tylko uczynić nieprawdopo- 
dobną, ustanawiając dłuższe „m o r a t o r j u m* dla roz- 
patrzenia sprawy i ochłonięcia namięmos'ci. 

Zobaczymy, że z pomiędzy dwóch dróg, jakie 
Pakt pozostawia do wyboru członkom Ligi, droga są- 
dowa z natury rzeczy o wiele bardziej sprzyja poko- 
jowemu rozwiązaniu sporu, a jeśli wogóle dopuszcza 
wojnę, to w każdym razie tylko wojnę niewątpliwie 
słuszną, dla urzeczywistnienia prawomocnego wyroku. 
Trudno jednak zaprzeczyć, że redakcja 13-go artykułu, 
wyjaśniającego procedurę sądową, jest wielce niefor- 
tunna. 

I tak pierwszy, zasadniczy ustęp zawiera zobo- 
wiązania członków Ligi, że w całos'ci poddadzą sądowi 
rozjemczemu każdy zatarg wzajemny, który ich zda- 
niem nadaje się do rozstrzygnięcia, rozjemczego i nie 
dał się uśmierzyć w sposób zadawalający drogą dy- 
plomatyczną. Otóż pomijając nawet zbyteczność tego 
drugiego zastrzeżenia, które się rozumie samo przez 
się, musimy podkreślić, źe przez wstawienie słów »ich 
zdaniem" {d kur avis) całe zobowiązanie straciło swe 
istotne znaczenie. Niema bowiem istotnego zobowią- 
zania, gdzie o tem, czy je należy zastosować, roz- 
strzyga opinja stron interesowanych. Wystarczy, że 
jedna z nich oświadczy, iż „jej zdaniem* dany spór nie 
nadaje się do rozstrzygnięcia przez sąd rozjemczy, 
aby droga sądowa zgóry została wyłączoną. 



— 85 - 

W ten sposób nawet w sporach o charakterze 
ściśle prawnym widzimisie jednej strony może uniemo- 
żliwić rozwiązanie najprostsze i najpewniejsze. Zdając 
sobie z tego spraw-, w ostatecznej redakcji Paktu 
wstawiono tutaj osobny ust^p, gdzie w braku ogólnie 
przyjętej definicji dla takich właśnie sporów wyliczono 
przynajmniej przykładowo zatargi, nadające się 
do rozstrzygnięcia przez sąd rozjemczy. Idąc za pro- 
pozycją znanego prawnika amerykańskiego Roota, 
a wbrew wątpliwościom, jakie się nasuwał}^ komisji 
kongresowej przeciw takiemu z konieczności niewy- 
czerpującemu wyliczeniu, wskazano tu typy zatargów 
najprostszych, dla których rozstrzygnięcia wystarczałby 
stały sąd międzynarodowy. Chodziłoby więc o inter- 
pretację pewnego traktatu, o konkretne przepisy prawa 
międzynarodowego, o stwierdzenie faktu, stanowiącego 
naruszenie zobowiązania międzynarodowego, wreszcie 
o ilość 1 jakość odszkodowania, należnego za takie 
naruszenie. Chociażby się jednak nawet to wyliczenie 
uznało za dostateczne, to jednak wszelką wartość od- 
biera mu słówko „n a o g ó ł* {generakment), którego 
użyto, uznając takie wypadki za nadające się do sądu 
rozjemczego. Jak na to trafnie zwrócono uwagę ze 
strony portugalskiej, usunięcie tego słowa byłoby mi- 
nimalną poprawką, której wymaga artykuł 13- ty; ina- 
czej bowiem nawet przy zatargach tego rodzaju za- 
wsze będzie można powołać się na to, że tylko „na- 
ogół" powinny być rozwiązane drogą sądową, a w da- 
nym wypadku zachodzi właśnie — przewidziany przez 
10 słówko — wyjątek. 

Jeszcze zbawienniejszą byłaby jednak poprawka 
nieco bardziej radykalna, mianowicie zmiana pierw- 
szego zaraz ustępu przez opuszczenie słowa „ich zda- 
niem" i dodanie postanowienia, że jeśli jedna strona 
ma wątpliwości co do charakteru zatargu, czy miano- 
wicie nadaje się on do rozstrzygnięcia drogą sądową, 



- 86 - 

to wątpliwość tą rozsądza nieodwołalnie sama Liga 
Narodów. W tym też mniej wii^cej duchu oświadczyła 
się brukselska konferencja Stowarzyszeń, oddając de- 
cyzję co do charakteru zatargu w ręce Rady Ligi. 
Jeszcze właściwszem byłoby nioźe stworzyć — w myśl 
projektu szwajcarskiego — osobny dla takich decyzyj 
organ sądowniczy Ligi t. z w. izbę konfliktów (cour de 
conflits) albo teź poprostu przekazać stwierdzenie cha- 
rakteru sporu międzynarodowemu trybunałowi spra- 
wiedliwości. 

Stworzenie takiego trybunału następny zaraz ar- 
tykuł Paktu poleca Radzie Ligi; bez względu jednak 
na to, czy ten główny organ sądowniczy Ligi juź bę- 
dzie czynny, artykuł 13-ty zaznacza, ie w razie pod- 
dania jakiegoś sporu pod procedurę sądową intereso- 
wane strony nie są wcale skrępowane wyborem 
odpowiedniego trybunału. Mogą całkiem swobodnie 
wybrać sobie ad hoc osobny trybunał rozjemczy albo 
teź, o ile juź przedtem zawierały jakiekolwiek kon- 
wencje co do sądownictwa rozjemczego, zwrócić się 
do trybunału wówczas przewidzianego. 

W tym wypadku pozostawienie stronom swobody 
wyboru było najzupełniej uzasadnionem. Wszak nie 
chodzi o to, aby im narzucić pewną określoną insty- 
tucję sądową, lecz przeciwnie o to, aby je jak najbardziej 
zachęcić do wybrania drogi sądowej wogóle. Do tego zaś 
potrztba, aby dla sądu, mającego spór rozstrzygnąć, 
miały jak największe zaufanie. Nadto niepraktycznemby 
było wprost unieważnić lub zmarnować zawarte juź 
przedtem „traiłes d^arbitrage'^ których dzieje dyploma- 
tyczne ostatnich zwłaszcza lat kilkudziesięciu wykazują 
długi szereg, a które nieraz już oznaczały zgóry, w jaki 
sposób sąd rozjemczy ma być ukonstytuowany. To 
samo odnosi się w wyższym jeszcze stopniu do kon- 
wencyj haskich. Wogóle bowiem nieraz juź słuszny 
wyrażano żal, źe Liga Narodów uniknęła nawiązania 



I 



- 87 - 

do pracy, dokonanej na konferencjach w Hadze, o któ- 
rych Pakt nie wspomina ani słowem. Nie zdecydo- 
wano się na to, uważając widocznie te konferencje 
za precedens mało zachęcający. Utarty krytycyzm 
wobec dzieła, dokonanego w Hadze, idzie jednak bez- 
warunkowo za daleko; na ową chwilę była ona bądź 
co bądź wielkim postępem w życiu międzynarodowem, 
pozwoliła zażegnać kilka poważnych wcale konfliktów 
i zasługiwała na wdzięczne wspomnienie ze strony 
twórców Paktu Ligi, pracujących w tyle pomyślniej- 
szych warunkach. Daremnie się o to upomnieli ucze- 
stnicy obrad haskich na konferencji pokojowej w Pa- 
ryżu, trafnie jednak podkreśla się, że wzmianka Paktu 
o dawniejszych konwencjach także konwencje haskie 
sankcjonuje i utrzymuje w mocy. 

Nawet gdy brak w danym wypadku wcześ- 
niejszych umów między stronami i gdy one nie chcą 
skorzystać z trybunału haskiego, mają one do dyspo- 
zycji całe mnóstwo teoretycznych projektów, według 
których mogą sobie wybrać naj bezstronnie jszy ich zda- 
niem sąd rozjemczy. Bądź co bądź jednak jest to po- 
prostu obowiązkiem Ligi Narodów, jeśli nie chce po- 
zostać w tyle nawet za Hagą, stworzyć stały, w ł a s - 
n y organ sądowniczy, zawsze gotowy i najdogodniej- 
szy dla wszystkich, którzy pragną jakikolwiek zatarg 
na drodze sądowej rozstrzygnąć. Dlatego w osobnym 
14-tym artykule Paktu, który jest poniekąd uzupełnie- 
niem przytoczonego ustępu artykułu 13 go o wyborze 
trybunału, polecono Radzie Ligi opracowanie projektu 
stałego trybunału s pr a wiedli wo ści mię- 
dzynarodowej, który następnie przedłoży człon- 
kom Ligi. Kompetencja tego organu wynika właści- 
wie już z treści poprzedniego artykułu: obejmie wszel- 
kie zatargi międzynarodowe, jakie jej przedłożą inte- 
resowane w nich strony. Wydawanie opinji doradczej 
{avls consultalifs) we wszystkich kwest jach, w których 



- 88 - 

się zwrócą do niego Rada lubi Zgromadzenie Ligi, bę- 
dzie oczywiście miało tylko drugorzędne znaczenie, 
gdyż wtedy członkowie trybunału właściwie nie będą 
występowali w charakterze sędziów, lecz tylko jako 
rzeczoznawcy prawni. 

Wobec tego istotne znaczenie tego trybunału bę- 
dzie zależało od tego, czy jego organizacja będzie 
wzbudzała takie zaufanie, źe strony często będą wo- 
lały skorzystać z tego gotowego sądu aniżeli z prawa 
wybrania sobie osobnego sądu dla danej sprawy. Sam 
Pakt nie wszedł i nie mógł wchodzić w szczegóły tej 
organizacji, aczkolwiek żądano z różnych stron, aby 
przynajmniej pewne naczelne zasady zgóry wskazał 
Radzie. Natomiast Rada bez zwłoki, zaraz na swo- 
jem drugiem posiedzeniu w lutym 1920 r., przystąpiła 
do swego pod tym względem zadania, powszechnie 
uważanego za najpilniejsze. Rzecz jasna, źe żądanego 
projektu nie mogła opracować w swem własnem gro- 
nie, lecz wysunęła do tego osobną komisję, złożoną 
z szeregu najwybitniejszych na całym świecie znawców 
prawa międzynarodowego; wybrano ich z pośród kan- 
dydatów, zgłoszonych na zaproszenie Sekretarjatu przez 
wszystkie państwa Ligi. 

Nie uprzedzając wyników tej doniosłej pracy, na- 
leży tylko wskazać główny postulat co do organizacji 
trybunału, z jakim występowano już ze strony wielu 
państw na konferencji pokojowej, a który nieustannie 
podkreśla opinja powszechna. Chodzi mianowicie o to, 
aby w składzie sędziów, chociażby niezawsze wszyst- 
kie narody mogły być wśród nich reprezentowane, 
ściśle przestrzegano zasady równości narodów, 
a poza tem uwzględniano tylko fachową kompetencję 
i gwarancję bezstronności kandydatów. Nie wchodząc 
w szczegóły licznych pod tym względem pomysłów, 
zawartych np. w wielu bardziej drobiazgowych pro- 
jektach organizacji całej Ligi, wskażemy tylko treściwe 



- 89 - 

sformułowanie tego żądania na tylekroć już cytowanej 
konferencji brukselskiej : żądano więc, aby w Trybu- 
nale mógł zasiadać zawsze tylko jeden sędzia każdej 
narodowości i aby przy wyborze sędziów uszanowano 
zasadę równości państw, wybierając ich z listy kandy- 
datów, do której każde państwo będzie miało prawo 
zgłosić pewną maksymalną liczbę własnych obywateli 
oraz większą liczbę kandydatów innej narodowości. 
Często też już uzasadniano i rozwijano projekt, aby 
w razie niemożności równoczesnego ustanowienia sę- 
dziów z wszystkich narodowości, skład trybunału zmie- 
niał się perjodycznie według najrozmaitszych kluczy. 

Można się spodziewać, że komisja szczęśliwie 
rozwiąże tę trudność organizacyjną. Poza tem jed- 
nak z chwilą, gdy trybunał rozpocznie swą pracę, wy- 
łoni się trudność inna, którą już rozpatrzyliśmy przy 
omawianiu ustępu do Paktu, mianowicie brak zupeł- 
nego i ogólnie obowiązującego kodeksu prawa mię- 
dzynarodowego. Być może, że zajmie się wypełnie- 
niem tej luki ta sama urzędowa komisja Ligi; tym- 
czasem zaś, jak wspomniehśmy, pracuje nad projektem 
takiego kodeksu tylko komisja, wyznaczona przez Sto- 
warzyszenia, które uczestniczyły w konferencji bruk- 
selskiej. 

Kodeks taki pozwoli rozstrzygnąć z należytą ści- 
słością wszelkie spory o charakterze prawnym. Mało 
jednak pomoże w tych, coprawda zrazu zapewne nie- 
licznych wypadkach, gdy strony uciekną się do proce- 
dury sądowej w sporze o charakterze politycznym. 
Wtedy zadaniem Trybunału Ligi będzie właściwie 
tylko ukonstytuowanie specjalnego sądu rozjemczego 
dla danego sporu; sposób postępowania pod tym wzglę- 
dem będzie niewątpliwie przewidziany w projekcie jego 
organizacji. Pewna konkurencja z organizacją haską, 
która przecież głównie polega na złożonej tam liście 
arbitrów, będzie nieuniknioną; przyczyni się jednak 



- 90 - 

niewątpliwie do wydoskonalenia obu instytucyj, a może 
— co byłoby najbardziej poiądanem — do skoordy- 
nowania ich prac aź do zlania się w jeden organizm 
wspólny. 

Wynika to z samej istoty wyroku sądowego, że 
jest bezwarunkowo obowiązujący dla tych, którzy 
przed sądem stanęli. To też w końcowym ustępie 
13-go artykułu Paktu członkowie Ligi zobowiązują się 
wykonać w dobrej wierze wydane wyroki. W razie 
dotrzymania tego zobowiązania, wojna w sporze, pod- 
danym procedurze sądowej, będzie więc wykluczona. 
Co się jednak stanie, jeśli jedna strona nie spełni tego, 
na co wyrok ją skaże? 

Naogół Pakt mówi tylko, że Rada zaproponuje 
środki, które należy zastosować w tym celu. Nadto 
podkreślono specjalnie, że nie wolno uciec się do wojny, 
przeciwko stronie, która się zastosuje do wyroku. Aby 
należycie zrozumieć te postanowienia, trzeba rozróż- 
nić wyroki o treści negatywnej, np. odrzucenia pre- 
tensji do pewnego terytorjum, od wyroków o treści 
pozytywnej, np. uznających taką pretensję i skazują- 
cych jedną stronę na odstąpienie spornej ziemi. 

W pierwszym wypadku z natury rzeczy wynika, 
że za broń mogłaby chwycić tylko ta strona, która 
przegrała. Byłaby to wojna przeciwko stronie, która 
wyrok przyjęła, a więc wojna jaskrawo niesprawiedli- 
wa, przez Pakt niedwuznacznie zakazana, to też ścią- 
gająca na winowajcę wszystkie sankcje Ligi. 

W drugim natomiast wypadku, jeśli strona, która 
przegrała, wyroku nie wykona dobrowolnie, to jasnem 
jest, że może to skłonić do kroków orężnych tę stronę, 
której pretensje uznano za słuszne. Nie byłaby to 
wojna przeciwko stronie, która się dostosowała do 
wyroku, a więc Pakt Ligi jej nie zabrania. W takim 
razie wyrok dostarczy jasnego kryterjum sprawiedli- 
wości wojny, ale nie zapobiegnie prowadzenia wojny 



- 91 - 

na własną rękę, a nie z ramienia całej Ligi. Być może 
wprawdzie, że środkiem, którego zastosowanie zapro- 
ponuje Rada celem przeprowadzenia wyroku, będzie 
poparcie słusznej sprawy przez wszystkich członków 
Ligi. Ani jednak taka propozycja Rady ani zwłaszcza 
jej przyjęcie i wykonanie w ciągu 3 miesięcy nie jest 
pewnem i dlatego niestety niepodobna zaprzeczyć, że 
nawet po przeprowadzeniu przepisanej procedury są- 
dowej może zajść sytuacja, w której członek Ligi bę- 
dzie miał niewątpliwe prawo, a nawet znajdzie się 
w konieczności dochodzenia swych słusznych pretensyj 
przez siłę oręża. Pośrednio świadczy o tem juź omó- 
wiony poprzednio artykuł 12- ty, według którego także 
po wyroku rozjemczym tylko przez 3 miesiące podję- 
cie wojny jest bezwarunkowo zabronione. Wbrew więc 
utartemu przekonaniu sąd rozjemczy, jak go 
Pakt określa, niezupełnie wyklucza 
wojnę. 

Zwykle coprawda, jak zaznaczyć należy, inaczej, 
i to pomyślniej interpretuje się odnośne artykuły: 
ponieważ wykonanie wyroku jest zobowiązaniem każ- 
dego członka Ligi, to niewykonanie go przez jedną 
stronę byłoby pogwałceniem Paktu, naraźającem to 
państwo na środki przymusowe ze strony całej Ligi. 
Zobaczymy jednak przy omówieniu artykułu Paktu, 
który dotyczy takich sankcyj Ligi, że są one prze- 
widziane ,i ściśle określone tylko na wypadek, gdy ja- 
kieś państwo wbrew zobowiązaniom Paktu przystępuje 
do wojny. Samo więc niewykonanie wyroku sądo- 
wego nie ściąga jeszcze takich sankcyj na opornego 
członka. Poza tem dodatkowe postanowienia, że tylko 
przeciwko stronie stosującej się do wyroku wojny pro- 
wadzić nie wolno, że Rada zastanowi się dopiero nad 
tem, jakby można zapewnić jego skuteczność, bezwa- 
runkowo osłabiają zobowiązanie zasadnicze co do wy- 
konania wyroku przez obie strony. JeśH procedura 



- 92 - 

sądowa ma naprawdę wykluczyć wojnę na własną rękę^ 
chociażby sprawiedliwą, to oba te dodatki należy skre- 
ślić i skończyć 13-ty artykuł, z pominięciem zbytecz- 
nych a dwuznacznych komentarzy, na krótkiem zda- 
niu, że członkowie Ligi zobowiązują się wyrok wyko- 
nać. W artykule zaś 16-tym o sankcjach karnych 
Ligi trzebaby zaznaczyć, że niewykonanie wyroku 
równać się będzie aktowi wojennemu przeciwko wszyst- 
kim jej członkom. 

Mimo tych zastrzeżeń należy przyznać, że proce- 
dura sądowa według artykułu 12-go czyni wojnę wy- 
soce nieprawdopodobną, spór w każdym razie zupełnie 
rozjaśni, a w przeważnej części wypadków doprowadzi 
do pokojowego uśmierzenia. Wystarczyłyby zresztą^ 
niezbyt wielkie zmiany w stylizacji tego artykułu, usu- 
nięcie zbyt ostrożnych zastrzeżeń, aby go uczynić nie- 
nagannym. Dobre jego strony uwydatnią się zwłasz- 
cza w porównaniu z artykułem następnym, który się 
stosuje wtedy, gdy chociażby jedno państwo uważa 
spór za nie nadający się do rozstrzygnięcia sądowego* 

3. Pośrednictwo pokojowe. 

Wiemy już, że zależy to najzupełniej od woli in- 
teresowanych stron, czy wzajemny zatarg zechcą pod- 
dać postępowaniu sądowemu czy też rozpatrzeniu przez 
Radę Ligi. Ponieważ, jak zobaczymy, ta druga droga 
zostawia im o wiele większą swobodę w ostatecznej 
decyzji, na pewno państwa najczęściej do niej uciekać 
się będą, zwłaszcza w drażliwych sporach politycznych. 
Z tem większem zainteresowaniem zwracamy się do 15. 
artykułu Paktu, którego liczne a długie ustępy są wy- 
łącznie poświęcone tej sprawie. Nie można się dzi- 
wić, że tutaj sformułowanie przepisów wypadło napo- 
zór rozwlekle i że niełatwa jest ich interpretacja; w prze- 
ciwieństwie bowiem do sądownictwa rozjemczego, ten 



— 93 - 

rodzaj uśmierzania zatargów dotąd wogóle w prawie 
międzynarodowena przedstawia się o wiele mniej jasno. 

W całej procedurze można rozróżnić trzy sta- 
d j a. Pierwsze polega na jak najdokładniejszem zbada- 
niu sporu, w którym to celu strony muszą dostarczyć 
niezwłocznie wszelkich materjałów. Oczywiście po- 
dobne zbadanie musi nastąpić także przed rozstrzyg- 
nięciem sadowem; tutaj jednak, gdy niema trybunału 
sądowego, dochodzenia te zarządza, jak już wspom- 
nieliśmy w innem miejscu, Sekretarz generalny Ligi, 
skoro tylko jedna strona zawiadomiła go o zatargu. 

W drugiem stadjum sprawę bierze w swe ręce 
Rada Ligi, która też może nakazać natychmiastowe 
ogłoszenie obustronnych materjałów dowodowych. 
Główna akcja Rady polega na tem, ze ^usiłuje za- 
pewnić uśmierzenie zatargu*. Krótkie to postanowie- 
nie jest osią całego artykułu, tem bardziej, żejakzgóry 
zaznaczyć trzeba, jeśli to usiłowanie nie doprowadzi 
do celu, dalsze kroki nie dają już żadnych niezawod- 
nych gwarancyj co do uratowania pokoju. Wobec 
tego już teraz możemy stwierdzić, że cała ta druga droga 
uśmierzenia zatargów nie jest właściwie niczem innem, 
jak p ośr ednic twem pokojowem. Takie medjacje 
zawsze, a w szczególności przy każdym w dziejach 
projekcie pacyfikacji świata, odgrywały dużą, a często 
skuteczną rolę w stosunkach międzynarodowych. 
W Pakcie Ligi zostały jednak po raz pierwszy ujęte 
w pewne określone przepisy. 

Te przepisy dotyczą jednak przeważnie postępo- 
wania dalszego w razie, gdy medjacja się nie uda. 
Rzecz jasna bowiem, że jeśli ona pogodzi spierające 
się strony, to zadanie Rady jest spełnione, i może ona 
tylko, o ile to uzna za pożyteczne, ogłosić rodzaj 
sprawozdania (expose} , zawierającego zarówno faktyczne 
dane z ich objaśnieniem, jak i treść ugody. 



- 94 - 

W podobny zresztą sposób postępuje Rada w ra- 
zie bezskuteczności swych wysiłków, tylko, źe wtedy 
to sprawozdanie jej, bezwarunkowo konieczne, nabiera 
zupełnie innego znaczenia i wprowadza nas do trze- 
ciego stadjum całego postępowania. Wtedy mianowi- 
cie ten „raport" Rady zamiast treści ugody, do któ- 
rej nie doszło, podaje rozwiązanie sporu, „które po- 
leca jako najsłuszniejsze i najstosowniejsze". 

Jeśli pod tym względem którykolwiek z członków 
Rady ma swoje odrębne zdanie, to może również zgło- 
sić swój pogląd na kwestje sporne i swoje konkluzje. 
Wtedy jednak oczywiście raport samej Rady jest tylko 
uchwałą jej większości i ma znaczenie całkiem inne,, 
o wiele skromniejsze, aniżeli gdy został uchwalony 
jednomyślnie; jednomyślność należy tak rozumieć, że 
strony interesowane, czy to ex, officio reprezentowane 
w Radzie, czy też ad hoc do niej zaproszone, w tym 
wypadku nie mają prawa głosu — czyli raczej, jak 
czytamy w Pakcie, ich głosy nie liczą się. 

Ale nawet w razie uchwalenia raportu jedno- 
myślnego, znaczenie jego, a więc rezultat całej 
akcji jest bardzo nikły. I w tym najpomyślniejszym 
wypadku zobowiązania członków Ligi ograniczają się 
do tego, co po wyroku sądowym jest tylko zobowią- 
zaniem dodatkowem a właściwie, jak staraliśmy się 
wykazać, zbytecznem. Nie wolno im uciec się do 
wojny przeciwko stronie, która się stosuje do wnios- 
ków raportu. Skoro zaś tylko jeden głos padł w Ra- 
dzie przeciwko konkluzjom większości, to mają 
one wogóle jedynie teoretyczne, moralne znaczenie. 
Wtedy bowiem nie wypływa z nich żadne zobowią- 
zanie dla członków Ligi, którzy » zastrzegają sobie 
prawo postąpić tak, jak to osądzą za potrzebne dla 
zachowania prawa i sprawiedliwości". Innemi słowy^ 
zachowują zupełną swobodę działania. 



— 95 — 

Nic łatwiejszego jak krytyka wszystkich tych 
przepisów, która teź istotnie zaraz po ogłoszeniu Paktu 
wystąpiła z całą surowością z najrozmaitszych stron. 
Rzuca się w oczy, źe zwłaszcza w tych wypadkach, 
gdzie raport Rady nie zyska jednomyślności, cała akcja 
Ligi zawiedzie najzupełniej. Bez względu na wątpliwą 
nieco interpretację ustępu o wolności działania, czy 
mianowicie odniesiemy go do wszystkich wogóle człon- 
ków Ligi, czy też tylko do spierających się stron, 
Pakt w takim wypadku niczego nie zawiera, coby 
w czemkolwiek mogło przeciwdziałać wybuchowi wojny. 
Przy sporze bowiem tak zawiłym, źe nawet wśród 
Rady wywołał rozbieżność zdań, trudno liczyć na ła- 
godzący wpływ opinji publicznej lub owych trzech 
miesięcy, które trzeba przeczekać po ogłoszeniu ra- 
portu. Co gorsza zaś, Pakt dozwala nawet wojny, 
która według zdania większości Rady jest najoczywi- 
ściej wojną niesprawiedliwą, gdyż może się zwrócić 
także przeciwko stronie, której raport przyznał słusz- 
ność. Małą wobec tego wszystkiego jest pociechą, że 
po wybuchu wojny Liga będzie się musiała nią zająć 
i — według artykułu U -go — chwycić się wszelkich 
środków dla przywrócenia pokoju. Wszak w ten spo- 
sób wkracza się poprostu tylko w błędne koło, gdyż 
cóż ma uczynić Liga wobec zatargu, co do którego 
już się okazało, źe ona go nie zdoła rozwiązać? 

Ale także wtedy, gdy Rada doszła do konkluzyj 
jednomyślnych, prawo do prowadzenia wojny nie zo- 
staje przez to zniesione. W przeciwieństwie do prze- 
pisów o wyrokach rozjemczych brak jakiegokolwiek 
zobowiązania w sprawie wykonania poleceń raportu. 
Tutaj już bezsprzecznie tylko polecenie o treści nega- 
tywnej, np. odrzucenie pretensji do pewnego teryto- 
rjum, przyniesie korzyść sprawie pokoju, gdyż stronie 
która się trzyma wniosków raportu, a więc np. dane 
terytorjum zatrzymuje w swych ręku, wojny wydać nie 



- 96 — 

wolno. O ile zaś raport zawiera polecenie pozytywne, 
wykonanie zależy wyłącznie od tego, czy strona, któ- 
rej jednogłośnie słuszność przyznano, zdoła siłą wy- 
musić, co jej się prawem należy. O dobrowolnem bo- 
wiem ustępstwie przeciwnika mowy być nie może, 
gdyż przy gotowości do niego już medjacja Rady by- 
łaby wydała wynik pożądany. Nadomiar złego w ostat- 
niej redakcji Paktu opuszczono końcowe słowa, jakie 
do odnośnego ustępu dodane były jeszcze w projekcie 
z 14-go lutego 1919 r.; wówczas bowiem zaznaczono, 
podobnie jak w ustępie o wykonaniu wyroków roz- 
jemczych, że jeśli jedna ze stron nie zechce się dosto- 
sować do jednomyślnych poleceń Rady, wtedy ta Rada 
zaproponuje Lidze środki, któreby zapewniły skutecz- 
ność wniosków raportu. Ten dodatek byłby przynaj- 
mniej zabezpieczył stronie, pragnącej dochodzić swych 
praw uznanych za słuszne, współdziałanie, chociażby 
nieokreślone Ligi; przy obecnem natomiast brzmieniu 
tego ustępu niema nawet mowy o jakichkolwiek jej 
zabiegach po ogłoszeniu raportu. 

Subtelna analiza artykułu 15-go wykazała, ze przy 
pewnej zręczności dyplomatycznej każde państwo może 
znaleźć sposobność do bezkarnej wojny zaczepnej, ko- 
rzystając z wspólnego zamętu po ogłoszeniu raportu, 
który nie znalazł jednomyślności w Radzie. Nie wda- 
jąc się jednak w tak szczegółowe wywody o niebez- 
pieczeństwach tej najgorszej ewentualności, podkreśla- 
my, - że także w pomyślniejszych wypadkach, gdy do 
tej jednomyślności dochodzi, rezultat jest zgoła niedo- 
stateczny. Wobec tego trzeba sobie odrazu postawić 
pytanie, w jaki sposób możnaby złemu zaradzić, jakie 
poprawki 15-go artykułu byłyby najniezbędniejsze, 
jak się rozwinie akcja medjacyjna Ligi przy praktycz- 
nem zastosowaniu. 

Jedną przeszkodę, jedno niedomaganie swego tak 
niedostatecznego w tym wypadku dzieła chcieli usunąć 



- 97 - 

juź sami autorowie Paktu. Zdali sobie sprawę, ie na 
bezskuteczność właściwej, medjacji, a potem na opór 
przeciwko poleceniom Rady silnie może wpłynąć brak 
zaufania do jej bezstronności. W sporze, którego nie 
chciano nawet przedłożyć swobodnie wybranym ar- 
bitrom, jeszcze trudniej będzie zaufać gronu juź nie 
sędziów, lecz polityków, wśród których przedstawiciele 
wielkich mocarstw mają zapewnioną przewagę. Dla- 
tego dr dano w dwóch końcowych ustępach artykułu 
szereg przepisów, które umożliwiają zastąpienie Rady 
przez pełne Zgromadzenie Ligi, zarówno przy 
medjacji w ściślejszem znaczeniu, jak i przy opraco- 
waniu raportów. 

Postanowiono więc, źe sama Rada może odesłać 
zatarg do Zgromadzenia, co zapewne nieczęsto się 
zdarzy, a nadto, ie do tej jak gdyby wyższej instancji 
może się odwołać każda ze stron, byleby wyraziła to 
życzenie w przeciągu 14 dni po przedłożeniu sprawy 
samej Radzie. Trzeba jednak przyznać, źe istota rze- 
czy, zabezpieczenie pokoju, mało na tern zyska. Pro- 
cedura będzie bowiem całkiem identyczna, z tą tylko 
różnicą zasadniczą, ie zatarg rozpatrzy hczniejsze 
grono przedstawicieli wszystkich narodów, organ o bar- 
dziej demokratycznym charakterze. Poza tern za- 
strzeżono jedną jeszcze różnicę napozór formalną 
naprawdę jednak bardzo znamienną: aby raport Zgro- 
madzenia miał ten sam skutek co jednomyślny raport 
Rady, a więc zabezpieczył przynajmniej przed atakiem 
stronę stosującą się do niego, nie potrzeba jednomyśl- 
ności całego Zgromadzenia, lecz wystarczy, aby go 
przyjęły wszystkie państwa, które mają reprezentację 
w Radzie oraz większość innych członków Ligi. Nie- 
trudno dostrzec, że uzyskanie raportu, któryby miał 
choć cokolwiek mocy obowiązującej, jest mimo to 
w tym wypadku jeszcze trudniejsze, a decydujący 

Liga Narodów. / 



- 98 - 

wpływ członków Rady taki sam, jak przy zwykłej pro- 
cedurze. 

To teź ten dodatek w samym Pakcie^) zadowolić 
nie może, i potrzeba zmian lub uzupełnień narzuca się 
z całą stanowczością. Jest to przekonanie ogółu, przy 
którem trzeba jednak rozróżnić dwa stanowiska; oba 
wyrażono już, aczkolwiek bezskutecznie, na obradach 
komisji kongresowej, oba teź wystąpiły przy krytyce 
jej gotowego dzieła. 

Jednym chodzi o to, aby raport Rady, względnie 
Zgromadzenia, uczynić skuteczniejszym dla za- 
bezpieczenia pokoju, zbliżyć a może nawet zrównać 
jego znaczenie ze znaczeniem wyroku rozjemczego. 
Skromniejsi z pośród nich wysuwają postulat minimalny, 
a mianowicie przywrócenie pierwotnego tekstu, według 
którego w razie jednomyślnego raportu Rada postara 
się zapewnić jego wykonanie. Śmielsi — a warto za- 
znaczyć, że takiem było urzędowe stanowisko delegata 
belgijskiego, min. Hymansa, w komisji kongresowej — 
chciałby nadto na członków Ligi nałożyć zobowiąza- 
nie, źe takie jednomyślne polecenie wypełnią w dobrej 
wierze; wtedy moc obowiązująca jednomyślnego ra- 
portu byłaby całkiem równa mocy wyroku sądowego. 



*) Ubocznie tylko zwracamy uwagę na inny dodatek do 15-go 
artykułu, który dopiero w końcowej redakcji Paktu został wstawiony 
(niexbyt organicznie) między jego pierwotne ustępy. Jest to ustęp 
ósmy, głoszący, że jeśli jedna ze stron twierdzi a Rada uznaje, iż spór 
dotyczy kwestji, którą prawo międzynarodowe zostawia wyłącznej 
kompetencji tej strony, to Rada to stwierdsi w raporcie, lecz nie po- 
leci żadnego rozwiązania. Ustęp ten, niezbyt jasny, różne już wzbu- 
dził wątpliwości, a znaczenie ma raczej dragorzędne. Zdaje się, ie 
miano na myśli kwestje imigracji, a rzecz poruszono ze względu na 
Amerykę, która w tych kwestjach chciała zachować zupełną swobodę 
działania. W każdym razie samo stwierdzenie, czy chodzi rzeczywiście 
o kwestję tego rodzaju, jest zadaniem ściśle prawniczem i powinno 
być dokonane przez Trybunał międzynarodowy, na którego orzeczenie 
Rada mogłaby się powołać. 



- 99 — 

Równocześnie zaś wyrażono obawę, że postulat jedno- 
myślności zbytnio utrudni uzyskanie skutecznego ra- 
portu, i chciano zapobiec temu, aby sprzeciw drobnej 
mniejszości nie sparaliżował całej akcji; twierdzono 
więc, że powinna wystarczyć pewna kwalifikowana 
większość, nie tylko w Zgromadzeniu, ale i w Radzie. 

W teorji to stanowisko jest niewątpliwie słuszne, 
i potrzebne zmiany redakcyjne w 15- tym artykule da- 
łyby się łatwo przeprowadzić. Nasuwa się jednak 
bardzo poważna wątpliwość praktyczna. Ilekroć strony 
zamiast drogi sądowej wybiorą omawiany tutaj drugi 
sposób próby pokojowej, uczynią to głównie z tego 
powodu, aby uniknąć owych bezwarunkowych zobo- 
wiązań, które wynikają z procedury rozjemczej. Stąd, 
jeśli się wogóle wierzy w możliwość zaprowadzenia 
takich zobowiązań w każdym wypadku, to o wiele 
prostszem byłoby przekazywać wogóle wszelkie spory 
postępowaniu sądowemu. Trudno bowiem przypuścić, 
aby strony, wiedząc, że moc obowiązująca będzie ta 
sama, wolały się poddać orzeczeniu Rady aniżeli wy- 
rokowi trybunału lub arbitrów. O ile zaś chodzi o za- 
prowadzenie większości zamiast jednomyślności, to wy- 
nikłoby stąd wielkie niebezpieczeństwo rozdwojenia 
w Lidze, a konflikt między dwoma jej członkami mógłby 
poróżnić między sobą wszystkich członków Rady. 

Wobec tego rację mają może ci, którzy chcieliby 
nietyle zmienić przepisy o końcowym raporcie Rady, 
ile wydoskonalić drugie stadjum całej procedury t. j. 
samą medjację. Podnieśliśmy już, że tutaj spo- 
czywa punkt ciężkości postępowania, bo jeśli pośred- 
nictwo będzie skuteczne, raport wogóle stanie się zby- 
teczny. Takie zaś pośrednictwo, działające nie przez 
nakazy czy polecenia, lecz przez zręczną perswazję, 
może istotnie w drażliwych sporach być skuteczniej- 
szem nawet od postępowania sądowego, bo strony, 
która ma ustąpić, nie naraża na upokorzenie przegra- 



- 100 - 

nej sprawy. Dlatego, nie siląc się na umocnienie owej 
^ultima ratio^ ^ jaką jest raport Rady, najlepiej będzie, 
póki droga sądowa nie będzie mogła obowiązywać 
we wszystkich zatargach, zastanowić się nad szczegó- 
łami medjacji. Zadaniu temu sprzyja ta okoliczność, źe, 
jak wiemy. Pakt w odnośnym ustępie tych szczegółów 
wcale nie przesądza; postęp jest więc możliwy bez 
zmiany w tekście Paktu, w formie ewentualnej kon- 
wencji dodatkowej lub regulaminu uzupełniającego. 
Ponadto jest to zadanie wdzięczne, o trwałem na przy- 
szłość znaczeniu; sJusznie się bowiem przypuszcza, źe 
nawet, gdy poddanie każdego nieuśmierzonego sporu 
pod wyrok sądowy stanie się obowiązkowem bez za- 
strzeżeń, postępowanie sądowe będzie mogło być po- 
przedzone, a w razie sukcesu nawet zastąpione, przez 
pośrednictwo pokojowe. 

Powtarzamy, że Pakt stwierdza tylko, iż Rada, 
zanim przystępuje do redakcji owego raportu o wielce 
wątpliwej wartości, ma się postarać o uśmierzenie 
sporu. Nie powiedziano jednak wcale, że tę akcję po- 
średniczącą między stronami ma wykonać sama Rada, 
względnie — w razie wspomnianej apelacji — Zgro- 
madzenie Ligi. Stąd otwartą pozostaje możliwość 
usunięcia tej bezsprzecznej niewłaściwości, że zadania 
o charakterze sądowniczym przekazano w artykule 
15-ym organom wykonawczym, względnie reprezenta- 
cyjno-prawodawczym Ligi. Byłoby to tem bardziej po- 
źądanem, żeniezawsze ch>ba członkowie Rady, względ- 
nie Zgromadzenia będą kompetentni do tego zadania, 
odbiegającego daleko od ich zwykłych obowiązków. 

To też zamiast dodawać im w tych wypadkach 
cały sztab doradców prawnych lub innych rzeczo 
znawców, najlepiej byłoby pozostawić im tylko na- 
czelne kierownictwo akcji medjacyjnej, a jej przepro- 
wadzenie powierzyć osobnemu organowi Ligi 
Projekt stworzenia takiego stałego ciała czyli korni- 



4 



— 101 - 

s j i m e d j a c y j n e j, nieobcy zresztą dawniejszym 
już konwencjom międzynarodowym, wydawał się od 
początku najlepszą drogą do uśmierzania zatargów 
niepodJanych wyrokowi sądowemu, i do zaradzenia 
jaskrawym niedomaganiora 15-go artykułu. Wystą- 
piono z nim oczywiście już na komisji kongresowej, 
gdzie nie spotkał żadnej zasadniczej opozycji i tylko 
dlatego nie został zaraz uwzględniony, bo wogóle nie 
chciano obciążać Paktu przepisami o charakterze re- 
gulaminowym, przesąJzającemi o kierunkach rozwoju 
Ligi. Ze jednak w tym wypadku rozwój ten istotnie 
tylko we wskazanym kierunku pójść moie, o tem 
świadczy jednomyślna ,juź dzisiaj zgodność opinji, do- 
magającej się stworzenia takiego właśnie organu me- 
djacyjnego. 

Wyrażana już przedtem w licznych pismach i na 
zjazdach międzynarodowych, opinja ta wystąpiła zwłasz- 
cza bardzo silnie na brukselskiej konferencji Stowa- 
rzyszeń. Poruszyli wówczas tę kwestję nie tylko przed- 
stawiciele Szwecji i S/jwajcarji, gdzie odda wna chciano 
wprowadzić taki organ do ustroju Ligi, ale z podobną 
też propozycją wystąpiła angielska ^League of Nations 
Union*. Podkreśliła przy tem, że to stałe ciało po- 
średniczące po wiano sę składać z osób zupełnie 
niezależnych, a więc nie z politycznych przed- 
stawicieh rządów jak Rada Ligi, i powinno być 
wyznaczane przez Zgromadzenie na okresy kilkoletnie. 
Ostateczna rezolucja Zj-izdunie weszła w te szczegóły, 
Dświadczyła się jednak oczywiście za stworzeniem pro- 
ponowanego organizmu. 

Spełnienie tego dezyderatu jest tem prawdopo- 
iobniejsze, że także u urzędowych czynników w Li- 
ize, np. w Sekretarjacie, spotyka się z zupełnie przy- 
:hyinem stanowiskiem. Być może, że tej komisji 
względnie komisjom) meJjacyjnej przypadnie też za. 
ianie przeprowadzenia, na wniosek Sekretarza jene- 



— 102 — 

ralnego Ligi, wszystkich przedwstępnych dochodzeń 
i badań rzeczowych, które w myśl artykułu 15-go są 
punktem wyjścia dla całej procedury. 

Jeśli zaś chodzi o praktyczne urzeczywistnienie 
tej myśli, to najwłaści wszem byłoby może, aby komisja 
medjacyjna pozostawała w możliwie ścisłym 
związku z trybunałem międzynarodowym, 
przewidzianym w poprzednim artykule Paktu. Naj- 
kompetentniejszem dla ustalenia szczegółów jej organi- 
zacji będzie to samo grono, któremu już powierzono 
opracowanie projektu owego trybunału. Przy osta- 
tecznym zaś doborze ludzi dla obu instytucyj wybór 
przeważnie się skieruje na te same osobistości, któreby 
raz występowały w charakterze sędziów lub arbitrów, 
a raz w skromniejszej, lecz trudniejszej jeszcze roli 
medjatorów. 

Związek obu organów Ligi, których zadaniem 
będzie uśmierzanie zatargów międzynarodowych, nie 
tylko uprościłby jej konstrukcję ustrojową, lecz miałby 
poza tem i inne, głębsze znaczenie. Zbliżyłby do sie- 
bie obie drogi tego łagodzenia sporów, drogi, które 
obecnie wydają się tak rozbieżne i tak różne co do 
swej skuteczności. O ile bowiem komisja medjacyjna 
nie zdołałaby doprowadzić do polubownej ugody mię 
dzy stronami, to dążyłaby oczywiście do tego, aby 
choć w ostatniej jeszcze chwili skłonić te strony do 
poddania zatargu procedurze sądowej o decyzji obo- 
wiązującej, zamiast przekazania go Radzie lub Zgro 
madzeniu. W ten sposób wypadki, w którychby się 
trzeba ograniczyć do raportu nie mogącego zapobiec 
wojnie, stawałyby się z biegiem czasu coraz rzadsze. 
C^y zaś artykuł 15-ty nastręczający tyle poważnych 
wątpliwości, byłby tylko tymczasowem stadjum przej- 
ściowem do zaprowadzenia obowiązku, aby każdy bez 
wyjątku spór poddawać rozstrzygnięciu sądowemu. 



- 103 - 

Wtedy dopiero będzie można powiedzieć, że sto- 
sowanie przepisów Ligi Narodów naprawdę wyklucza 
wszelką wojnę, któraby [nie była wspólnie przedsię- 
wziętą akcją o charakterze policyjno-karnym. Wtedy 
też dopiero we współżyciu narodów siła będzie wy- 
łącznie oddaną na usługi prawa. Zanim to jednak bę- 
dzie możliwe, jednem z najważniejszych a zarazem 
na j wdzięczniejszych zadań tych wszystkich, którzy 
pragną pracować nad udoskonaleniem Paktu, byłoby 
częściowe przynajmniej zaradzenie niebezpieczeństwom, 
wynikającym z obecnego brzmienia 15-go artykułu, 
wypełnienie tej luki w praworządnym ustroju świata, 
którą artykuł ten pozostawia na wypadek, gdy medja- 
cja się nie uda, a zwłaszcza raport Rady nie zyska 
jednomyślności. 

Drugiem takiem zadaniem niemniej ważnem, a może 
jeszcze bardziej naglącem byłoby zapewnienie posta- 
nowieniom Paktu należytych sankcyj, mogących w ra- 
zie potrzeby wymusić ich zastosowanie. To też auto- 
rowie jego zajęli się tą kwestją zaraz w następnym 
artykule. Zanim ją jednak tutaj rozpatrzymy, należy 
dla wyczerpania poruszonych tu zagadnień — rzucić 
jeszcze okiem na dalszy nieco, 17-ty artykuł, który 
uzupełnia całą grupę artykułów od 12- go do 15 go. 

Aczkolwiek bowiem w artykule litym wszelkie 
wogóle niebezpieczeństwa wojenne bez względu na to, 
czy członkowie Ligi są zaangażowani, uznano za wcho- 
dzące w jej zakres działania, omawiane dotąd prze- 
pisy o pokojowem zażegnywaniu takich niebezpie- 
czeństw mówiły tylko o sporach między członkami 
Ligi. Istotnie też tylko na kontrahentów Paktu można 
było nałożyć jakiekolwiek pod tym względem zobo- 
wiązania. Niemniej jasnem jest jednak, że nie wystar- 
czy to do zapewnienia pokoju powszechnego, do któ- 
rego Liga dążyć musi tem bardziej, że w obecnych 
warunkach skutki najodleglejszej nawet lokalnej wojny 



- 104 - 

odbijają się na całym świecie, i że trzeba było przewi- 
dzieć możliwość sporu między członkiem Ligi a pań- 
stwem nie nałeźącem do niej, więc nie podlegaj ącem 
przepisom Paktu. 

Otóż w sporach, gdzie jedna lub obie strony 
nie należą do Ligi zaprosi się dane państwo lub 
państwa obce, aby dobrowolnie poddały się wszelkim 
zobowiązaniom, któreby w danym wypadku były prze- 
widziane dla członków Ligi. Wtedy oczywiście wszyst- 
kie przepisy poprzednich artykułów będą miały zasto- 
sowanie, tak, jak gdyby państwa, o które chodzi, cza- 
sowo do Ligi przystąpiły. Szczegółowe warunki lub 
zmiany, któreby się okazały potrzebne, określi Rada 
Ligi, które to zastrzeżenie, chociaż może konieczne, 
niezawsze jednak zachęci do przyjęcia zaproszenia. 
W każdym razie jednak zaraz po jego wystaniu Rada 
otwiera dochodzenia nad okolicznościami sporu i pro- 
ponuje najlepsze jej zdaniem rozwiązanie. 

W dalszych ustępach tego artykułu, licząc się 
z odrzuceniem zaproszenia, słusznie rozróżniono wy- 
padek, gdy strona nie należąca do Ligi wyda wojnę 
jej członkowi, od ewentualności uchylenia się obu stron 
od zobowiązań Paktu. W pierwszym wypadku Liga 
oczywiście ochrania swego członka, jak przy każdej 
innej wojnie bezprawnie wydanej, w drugim zaś Rada 
może poczynić wszelkie kroki, mogące zapobiec kro- 
kom wojennym i rozwiązać zatarg. 

Trzeba przyznać, że niemoźliwetn było ustano- 
wić w tym wypadku coś więcej od takiej ogólnikowej 
zasady. Wszak żadnym najsubtelniejszym chociażby 
przepisem nie można zmusić państwa, stojącego poza 
Ligą, aby się stosowało do jej wymagań. Wynika 
stąd jednak po pierwsze, że chociażby z tego względu 
poźądanem jest, aby takich państw było jak najmniej, 
a po drugie, że ich dobra wola do skorzystania z urzą- 
dzeń Ligi w razie mebezpieczeństwa wojny będzie za- 



— 105 - 

leżała od tego, czy te urządzenia będą należycie wy- 
doskonalone i czy będą funkcjonowały sprawnie i sku- 
tecznie. 

4. Sankcje. 

Gdy się rozważa przepisy prawne Paktu, doty- 
czące pokojowego uśmierzania zatargów międzynaro- 
dowych, ich dodatnie i ujemne strony, czasem mimo- 
woli nasuwa się dręczące pytanie, czy cała praca nad 
ich wydoskonaleniem nie jest jałową, póki się nie roz- 
wiązało ostatecznie kwestji innej, jak mianowicie 
zapewni się ich wykonanie. Cóż bowiem po- 
może najlepsze chociażby sądownictwo bez dobrej po- 
licji i możności ukarania albo przynajmniej unfeszkod- 
liwienia przestęocówl 

Świadomość ta nie powinna zniechęcać do jak 
najśpieszniejszej i najstaranniejszej organizacji urzą- 
dzeń sądowych Ligi, lecz tylko przypominać, że z tą 
pracą musi iść ściśle równolegle praca inna t. j. praca 
nad organizacją sankcyj Ligi. Na szczęście zdano so- 
bie z tego juź powszechnie sprawę; dość np. wskazać, 
że na porządku dziennym najbhźszej, czwartej konfe- 
rencji Stowarzyszeń Lgi Narodów, która w czerwcu 
bieżącego roku ma się odbyć w Rzymie, postawiono 
obok spraw, dotyczących akcji samych stowarzyszeń, 
te dwa właśnie uzupełniające się problemy: sprawied- 
liwości międzynarodowej i sankcyj. 

Ta ostatnia kwestja jest tem pilniejsza, że Pakt, 
poświc^ciwszy tyle miejsca prawnym przepisom o uśmie- 
rzaniu zatargów międzynarodowych, o sankcjach mówi 
w jednym tylko 16-tym artykule. Łączy się z tą sprawą 
wprawdzie znany nam już artykuł 9 ty, ustanawiający 
komisję wojskową Ligi, ale bądź co bądź pewna la- 
koniczność jest tutaj uderzająca; tłumaczy się zaś 
.tem, że dotknięto sprawy najdraźHwszej, gdzie Liga od 
formuł ma przejść do czynów, nakładając na swych 



- 106 - 

członków najcięższe zobowiązania. Należy tylko pa- 
miętać, że z tych zobowiązań, które niewątpliwie wy- 
magać będą największych ofiar, wynikną też najwięk- 
sze korzyści dla wszystkich narodów, o ile się je do- 
brze obmyśli i wiernie wykona. 

Na samym początku nasuwało się pytanie, które 
też już na konferencji pokojowej było przedmiotem 
długich dyskusyj, w jakich wypadkach Liga powinna 
czynnie wkraczać i wymuszać spełnienie zobowiązań 
Paktu, jakie ich naruszenie powinno być natychmiast 
karane i zwalczane. Nie mogło być mowy o tem, aby 
rozciągnąć tę groźbę na naruszenie wszystkich prze- 
pisów Paktu. Upadł nawet wniosek, aby przynajmniej 
usankcjonować w ten sposób postanowienia artykułu 
8 go w sprawie rozbrojenia. Wiemy też, że nawet 
bierny opór przeciwko wyrokowi rozjemczemu sam 
przez się nie ściąga jeszcze na winowajcę środków 
karnych Ligi. Artykuł ló-ty wyraźnie podkreśla, ie 
przewidziane w nim sankcje stosują się tylko przeciw 
takiemu członkowi Ligi, który nie tylko nie dotrzymrf 
zobowiązań artykułów 12, 13 i 15, lecz wbrew nim 
uciekł się do wojny. 

Jeśli sobie przypomnimy treść tych artykułów, 
określających obie drogi uśmierzania zatargów, to nie- 
trudno ściśle wyliczyć te wypadki, które autorowie 
Paktu tutaj mieli na myśli. Należy tu więc: 1) rozpo- 
częcie wojny bez zastosowania jednej z dwóch dróg, 
które mają stanowić przynajmniej próbę pokojowego 
rozwiązania, 2) rozpoczęcie wojny przed upływem trzech 
miesięcy po wydaniu wyroku sądowego lub raportu 
Rady, względnie Zgromadzenia, 3) wydanie wojny tej 
stronie, która się stosuje do wyroku sądowego lub do 
jednomyślnie uchwalonego raportu. Tylko te najja- 
skrawsze pogwałcenia zasad Ligi przez podjęcie wojny 
najwidoczniej niesprawiedliwej podlegają jej ustawo- 
wym sankcjom. We wszystkich innych wypadkach 



- 107 — 

Rada dopiero obmyśli środki zaradcze albo — co gor- 
sza — wogóle nie przewidziano żadnej akcji ze strony 
Ligi. W związku zaś z tem, co już przedtem zazna- 
czaliśmy, raz jeszcze trzeba podkreślić, jak wysoce 
byłoby poźądanem, aby Liga takie w mniej jaskra- 
wych wypadkach dokładnie przewidziała i zapowie- 
działa pewne, choćby mniej ostre środki nacisku; tylko 
wtedy uniknęłoby się tego, źe strona, której sama Liga 
przyznała słuszność, musi dochodzić swych praw własną 
siłą, jak również i tego, źe zupełnie bezkarne naru- 
szenie innych zobowiązań, np. co do rozbrojenia, ułatwi 
potem pogwałcenie elementarnych już zasad Ligi. 

Ale w każdym razie już w tem, źe Liga obiecuje 
pomoc całej społeczności narodów, gdy któremu z człon- 
ków wydano wojnę bezwarunkowo niesprawiedliwą, 
jest wielkim postępem w etyce międzynarodowej, 
najcenniejszem świadectwem poczucia solidarności 
w obrębie całej ludzkości, zaczątkiem bezpieczeństwa, 
jakie powinno wreszcie zapanować na świecie. Na 
czem więc ma polegać ta pomoc, czy będzie ona do- 
stateczną i skuteczną? 

Chcąc odpowiedzieć na te pytania, trzeba rozróż- 
nić za Paktem dwa rodzaje środków karnych. Aby 
prawnie uzasadnić ich zastosowanie, oświadczono, źe 
ktokolwiek podejmie wojnę z pogwałceniem zacyto- 
wanych artykułów poprzednich, uważa się, źe popełnił 
akt wojenny nie tylko przeciwko swemu bezpośredniemu 
przeciwnikowi, ale przeciwko wszystkim wogóle 
członkom Ligi. 

Wszyscy też zobowiązują się zastosować prze- 
ciwko burzycielowi pokoju pierwszy środek represji, 
którym jest bojkot. Najdokładniej wymieniono, na 
czem on ma polegać, pomijając tylko, jako oczywiste, 
zerwanie stosunków dyplomatycznych. Zrywa się więc 
z nim natychmiast wszystkie stosunki handlowe i finan- 
sowe, a to nie tylko w dziedzinie państwowej, lecz 



- 108 _ 

i między pry watnemi jednostkami; zakazuje się bowiem 
własnym obywatelom wszelkich stosunków z obywate- 
lami bojkotowanego państwa, przecina się zupełnie ko- 
munikację finansową, handlową i osobistą między oby- 
watelami tego państwa a mieszkańcami wszystkich in- 
nych państw, chociażby nawet nie należących do Ligi. 

Po doświadczeniach ostatniej wojny zbytecznem 
byłoby dowodzić, jak potężnym środkiem, potężniej- 
szym nieraz nawet od siły zbrojnej, jest takie izolo- 
wanie wroga. Wszak wiadomo dziś powszechnie, że 
mocarstwa centralne długoby jeszcze nie uległy na 
polach bitew, gdyby nie została wyczerpaną wytrzyma- 
łość za frontem, a to nastąpiło właśnie przez blokadę 
Niemiec i ich sojuszników. Właśnie zaś po tych do- 
świadczeniach nikt nie będzie się chciał na podobny, 
a właściwie jeszcze ściślejszy bojkot narażać, ugnie się 
więc pod samą jego groźbą. A gdyby przecież jakie- 
kolwiek państwo nie zawahało się ściągnąć na siebie 
tej pierwszej sankcji, to można się spodziewać, że 
zmusi je ona rychło do zaniechania kroków wojennych, 
zanim zajdzie potrzeba zastosowania sankcji jeszcze 
groźniejszej, jaką, jak zobaczymy, jest oczywiście akcja 
wojenna z ramienia Ligi. 

Wojna światowa dowiodła również, że bojkot eko- 
nomiczny może być bronią bardzo okrutną, narażającą 
na dotkliwe cierpienia wielu niewinnych, nawet ko- 
biety i dzieci, że wogółe izolowanie pewnego państwa 
odbija się szczególnie ciężko na ludności prywatnej, 
którąby w pierwszym rzędzie należało oszczędzać. 
Mimo to trudno zaprzeczyć, że jest to jednakowoż 
środek przymusowy mniej nieludzki od samej walki 
orężnej, gdyż jego straszne skutki występują dopiero 
wtedy, gdy trwa przez dłuższy czas np. przez szereg 
lat. A skoro tylko winowajca się przekona, że jego 
odcięcie przyszło do skutku w zupełności, to zdając 



- 109 — 

sobie sprawę do czego to niechybnie doprowadzi, 
w przeważnej części wypadków odrazu ustąpi. 

Aby jednak bojkot był tak skuteczny, musi być ogól- 
ny. Każda luka w obręczy paraliżuje całą akcję i może 
ją udaremnić lub co najmniej ogromnie opóźnić jej re- 
zultat. Dlatego to właśnie zastosowanie tego środka 
karnego jest bezwzględnym obowiązkiem 
wszystkich członków Ligi, który musi być 
spełniony odrazu, jako automatyczne następstwo 
zgwałcenia Paktu, nie czekając specjalnych poleceń 
Rady. Dlatego też gwałciciel pokoju ma być odcięty 
także od państw nie należących do Ligi, co oczywiście 
tylko wtedy da się wykonać, jeżeli nie będzie z niemi 
bezpośrednio graniczył. 

Okazało się jednak z bojkotu Niemiec, źe takie 
przedsięwzięcie, jeżeli nie ma narazić na straty i nie- 
dogodności tej również strony, która je wykonywa, 
musi być przeprowadzone wspólnemi siłami i należy- 
cie zorganizowane. Dopiero odkąd koalicja stworzyła 
pewne wspólne organy dla walki ekonomicznej, zaczęła 
ona naprawdę spełniać swój cel, a porozumienie i po- 
moc wzajemna między sojusznikami umożliwiły im 
samym wyjść w bez porównania lepszem położeniu, 
aniżeli zwyciężeni, z kryzysu ekonomicznego, jaki 
wojna sprowadziła na świat cały. Dlatego w Pakcie 
wyraźnie zastrzeżono, źe każdy członek Ligi będzie 
udzielał drugiemu swego poparcia przy stosowaniu 
obowiązkowych środków ekonomiczno - finansowych, 
aby szkody, wynikające z nich dla samych państw 
Ligi, zredukować do minimum. Szczegóły tego wza- 
jemnego wspierania się powinny być zgóry obmyślane 
na wszelki wypadek. 

Łączy się z tem zastrzeżenie drugie, źe miano- 
wicie członkowie Ligi będą się też wzajemnie wspo- 
magali, aby odeprzeć specjalne środki, jakie państwo, 
karane za pogwałcenie Paktu, wymierzy przeciwko 



- 110 - 

któremukolwiek z nich. Ale tutaj chodzi już nie tylko 
o odwetowe represje ekonomiczne, ale takie o możli- 
wość, że państwo to, bezprawnie chwyciwszy za oręż 
przeciwko jednemu z członków Ligi, zwróci go także 
przeciwko innym, którzy się za nim ujmą, chociażby 
dla przerwania kordonu izolacyjnego. 

W tym wypadku, jak wogóle zawsze, gdy sam 
bojkot nie zmusi burzyciela pokoju do zaprzestania 
wojny, Liga będzie musiała zastosować także ze swej 
strony śr o dki oręż n e. Nie brak poważnych gło- 
sów, które twierdzą, że w razie ścisłego wypełniania 
przepisów Paktu i dobrego funkcjonowania organów 
Ligi do tej ewentualności wogóle nie dojdzie. Po pierw- 
sze — jak sądzą -- sam bojkot wystarczy dla przeła- 
mania oporu, po drugie zaś sama pewność, że w razie 
dalszego prowadzenia wojny będzie się miało prze- 
ciwko sobie siłę całej Ligi, odstraszy od narażenia się 
na tak nierówną walkę. 

Właśnie jednak, aby i ten drugi argument mógł 
znaleźć zastosowanie, trzeba było także tę drugą sankcję, 
orężne środki karne, wyraźnie w Pakcie zapowiedzieć. 
Przedstawiało to dwie trudności, tak, że niektórzy 
sceptycy, schodząc się tutaj z najskrajniejszymi uto- 
pistami, chcieli wogóle pominąć w statucie Ligi wszelką 
wzmiankę o wspólnych krokach wojennych. Trudność 
polegała głównie na tera, że z jednej strony taka akcja 
wojenna powinna być ogólną i solidną narówni z akcją 
ekonomiczną, z drugiej zaś strony wydawało się obec- 
nie niemożliwem zobowiązać bezwarunkowo wszystkich 
członków Ligi, że dla spraw ewentualnie zupełnie 
obcych poświęcą nie tylko korzyści materjalne, ale 
nawet życie swych obywateli. 

Zdecydowano się ostatecznie na kompromis. 
Nie zaniechano wprowadzenia do Paktu pewnych po- 
stanowień o sankcjach orężnych, pamiętając, jak czę- 
sto podkreślano, że np. w lipcu r. 1914 mocarstwa cen 



- 111 — 

tralne nie byłyby się zdecydowały na wojnę, gdyby 
były wiedziały, jak licznych będą miały przeciwników. 
Ale liczono się teź ze stanowiskiem wielu państw, 
które zgóry oświadczyły, źe nie mogą się zobowiązać 
bezwarunkowo do udziału w kaźdem wspólnem przed- 
sięwzięciu wojennem Ligi, tern bardziej, źe ich niewielkie 
siły własne i niebezpieczne położenie mogłyby w ra- 
zie wmieszania się do wojny narazić je na katastrofę, 
zanimby cała Liga pośpieszyła im z pomocą. Z ta- 
kiemi zastrzeżeniami wystąpiły zwłaszcza państwa, 
które dotąd cieszyły się neutralnością, uznaną 
przez traktaty międzynarodowe, i mimo smutnego do- 
świadczenia Belgji nie chciały się zrzec swego uprzy- 
wilejowanego stanowiska. W zasadzie uznano wpraw- 
dzie neutralność, czyli raczej wyłączenie się z obo- 
wiązku solidarności międzynarodowej, za niezgodną 
z istotą Ligi i nie dającą się pogodzić z przynależ- 
nością do niej, i dotąd, jak zobaczymy, jeden tylko 
pod tym względem zrobiono wyjątek; mimo to jednak 
z konieczności zrobiono pewne koncesje, licząc się 
zresztą i z tem, źe niezawsze udział wszystkich człon- 
ków Ligi dla akcji wojennej w pewnem terytorjum 
musi być potrzebnym. 

Dlatego artykuł o sankcjach poza obowiązkiem 
udziału w bojkocie winnego państwa jedno tylko jesz- 
cze formułuje postanowienie, które odnosi się do wszyst- 
kich wogóle członków Ligi. Wszyscy mianowicie mają 
ułatwiać przejście przez swoje terytorjum siłom każ- 
dego członka, który bierze udział we wspólnej akcji 
Ligi, mającej zapewnić uszanowanie jej przepisów. 
Oczywiście i ten juź obowiązek oznacza zasadniczy 
wyłom w dotychczasowem pojęciu neutralności w woj- 
nie; ale z samej jego stylizacji wynika, źe niekażdy 
członek Ligi bierze udział w każdej jej akcji. 

Jeszcze jaśniej to wypowiada ustęp 16-go arty- 
kułu, specjalnie dotyczący tego drugiego rodzaju sank- 



- 112 — 

cji. Następuje on zaraz po przepisach o bojkocie. 
„W tym wypadku" — jak czytamy — a więc ilekroć 
jakieś państwo rozpoczęło wojnę niedozwoloną, zmu- 
szającą członków Ligi do zerwania z niem stosunków, 
„Rada ma obowiązek polecenia różnym rządom inte- 
resowanym, jakiemi kontyngentami wo jskowemi lub mor- 
skiemi członkowie Ligi przyczynią się do sil zbrojnych, 
mających zapewnić uszanowanie zobowiązań Ligi." 

W tym tekście trzeba podkreślić zwłaszcza dwa 
słowa. Nsjwaźniejszem jest, że niema tu mowy o zo- 
bowiązaniu, zgóry przyj^tem przez członków, lecz 
przewiduje się t>lko „polecenie" Rady. Wiemy 
z artykułu 15-go, że polecenia Rady, nawet gdy cho- 
dzi o uniknięcie wojny, nie mają mocy obowią/tującej. 
Tern bardziej nie mogą jej mieć, gdy chodzi o udział 
w wojnie. Spełnienie polecenia t j. dostarczenie ozna- 
czonego kontyngentu wojskowego pozostawiono więc 
dobrej woli wezwanych. Jeśli one go me spełnią, to 
Liga będzie bezsilną, gdy zajdzie konieczność zastąpie- 
nia nacisku ekonomicznego naciskiem zbrojnym. Tylko 
w razie, gdy państwo, wykraczające przeciwko Pak- 
towi, zagrozi całości i niepodległości jednego z człon- 
ków Ligi, Rada będzie mogła powołać się na gwaran- 
cje artykułu 10-go i wtedy będzie obowiązkiem wszyst- 
kich członków wystąpić w jego obronie. Ale i w ta- 
kim wypadku pozostanie nieokreślonem, czy i w jakim 
stopniu poszczególne państwa są zobowiązane do wy- 
stąpienia orężnego. 

Drugiem osłabieniem całego przepisu jest słowo 
„interesowane", dodane do rządów, do których 
Rada się zwróci. Prawdziwa solidarność międzynaro- 
dowa wyklucza interpretację, jakoby chodziło tylko 
o rządy interesowane w danym zatargu. Należy przy- 
puścić, że Pakt ma na myśli rządy interesowane w pro- 
pozycji Rady, a więc te, o których Rada sądzi, źe ze 
względu na swoje położenie, zasoby sil lub inne oko- 



- 113 - 

liczności powinny się przyczynić do ewentualnej akcji 
zbrojnej Ligi. Ale i przy takiej interpretacji określe- 
nie to pozostanie subjektywnem, wybór Rady będzie 
mógł podlegać szkodliwym dyskusjom, a pewne względy 
oportunistyczne nie dadzą się wykluczyć. 

Druga ta wątpliwość dałaby się usunąć przez to, 
że zgóry i na wszelki wypadek obliczono i ustalonoby 
wyn-iar świadczeń wojennych, które każdy członek 
Ligi ma dostarczyć, skoro tylko zajdzie potrzeba tego 
rodzaju sankcji. Moźnaby chyba zastrzec, źe sąsie- 
dzi państwa, bezprawnie zaatakowanego w danym 
wypadku, przyczynią się np. w podwójnym wymiarze 
do akcji Ligi, gdyż prędzej i wygodniej od innych 
członków będą mogli pośpieszyć z pomocą. Decyzję, 
czy taka akrja jest potrzebną, należy pozostawić Ra- 
dzie Ligi, gdyż każde inne rozwiązanie tej kwestji po- 
zbawiłoby Ligę możności szybkiego działania. Im pew- 
niejszem zaś będzie spełnienie groźby Paktu, źe Liga 
w razie potrzeby siłą stłumi niesumienne zakłócenie 
pokoju świata, tem poważniej będzie ta groźba skut- 
kowała sama przez się, czyniąc zbytecznem jej wyko- 
nanie. 

Można się spodziewać, źe we wszystkich zagad 
nieniach, związanych z kwestją zbrojnego wystąpienia 
Ligi, Rada jej będzie kierowała się opinją komisji 
woj s k ow e j, przewidzianej w 9-tym artykule Paktu. 
Wsp cmnieliśmy przy jego omówieniu, jak bardzo by- 
łoby pożądanem, aby w myśl propozycji francuskiej 
kompetencję tej komisji ściśle oznaczono i znacznie 
rozszerzono. Tutaj zaś mamy sposobność przekonania 
się, jak pomyślnie odbiłoby się to na sankcjach Ligi. 

Gdyby komisja wojskowa stała się czemś w ro- 
dzaju międzynarodowego sztabu generalnego, mogłaby 
ona odrazu objąć kierownictwo wojskowe każdego zbroj- 
nego wystąpienia Ligi i rozstrzygnąć kwestję na- 
czelnego dowództwa. Że to dowództwo musi 

Liga Narodów. ^ 



— 114 - 

być bezwarunkowo jednolitem, o tern znowu wymow- 
nie świadczy historja ostatniej wojny, która mimo 
przewagi liczebnej sprzymierzonych wtedy dopiero 
została rozstrzygniętą na ich korzyść, gdy wreszcie 
zdecydowali się poddać wszystkie swe siły zbrojne 
jednemu wodzowi naczelnemu, bez względu na małost- 
kowe draźliwości narodowe. Będzie to też nieodzow- 
nym warunkiem powodzenia dla sił zbrojnych Ligi, 
które zapewne będą jeszcze róinorodniejsze co do 
swego składu. 

Ale nie dość na tem! Omawiając takie właśnie 
przekształcenie komisji wojskowej Ligi, zwróciliśmy 
uwagę, źe prędzej czy później wyniknie z niego ko- 
nieczność stworzenia międzynarodowej siły 
zbrojnej. Jeśli to mogło się wydawać nieaktualną 
jeszcze utop ją, to teraz, w świetle przepisów o san- 
kcjach Ligi, musimy w stworzeniu chociażby zawiązku 
takiej własnej armji Ligi Narodów uznać dezyderat 
o pierwszorzędnem znaczeniu. Wtedy trudność ozna- 
czania za każdym razem udziału poszczególnych człon- 
ków w akcji wojennej L'gi, truiność, której przy obec- 
nym stanie rzeczy możnaby zaradzić tylko przez wska- 
zany przed chwilą półśrodek, odpadłaby zupełnie. 
Przede wszystkiem zaś odpadłaby też trudność jeszcze 
poważniejsza, którą jeszcze przedtem podnieśliśmy, nie 
mogąc nawet podać środka zaradczego, mianowicie 
to, że dostarczenie żądanych przez Radę kontyngen- 
tów zależnem jest w ostatniej instancji od dobrej woli 
wezwanych. 

O ileby Liga miała swą własną armję, w kon- 
kretnym wypadku jej użycia Rada zwracałaby się do 
członków co najwyżej o posiłki dodatkowe. Rdzeń siły 
policyjnej byłby zawsze gotowy. O wiele łatwiej by- 
łoby ją zgromadzić w spokoju i bez pośpiechu jako 
organizm stały o celach zasadniczych, aniżeli wykoła- 
tać wojska w ostatniej niemal chwili dla pewnego 



- 115 — 

konkretnego przedsięwzięcia. Nadto części składowe 
tej armji, pochodzące z różnych narodowości, bez po- 
równania lepiej zestroiłyby się wzajemnie, gdyby nie 
tylko łączyły się doraźnie w obliczu niebezpieczeń- 
stwa, lecz stanowiły już w długich latach pokojowych 
międzynarodową straż bezpieczeństwa na świecie. Po- 
nieważ zaś, jak zobaczymy, według Paktu, a również 
i według innych części traktatów pokojowych, Liga 
będzie wykonywała mniej lub więcej bezpośrednią wła- 
dzę na znacznych obszarach, warto zaznaczyć, źe i tam 
taka armja samej Ligi lepiejby mogła spełniać zadania 
stałej milicji czy załogi, aniżeli oddziały poszczegól- 
nych armij narodowych. 

I w tym wypadku widzimy, jak jedna z dawnych 
mrzonek pacyfistów zaczyna przybierać kształty realne. 
Charakterystycznem jest, źe najdokładniejsze w tej 
mierze projekty opracowywują teraz właśnie zawodowi 
oficerowie, że wymienimy tylko niestrudzonego propa- 
gatora tej myśli, angielskiego majora Ddvida Davis. 

W zakończeniu 16-ty artykuł Paktu przewiduje 
też sankcję karną za przekroczenia zobowiązań Paktu, 
nie stanowiące jeszcze kroku wojennego. Polega ona 
na wykluczeniu z Ligi, a decyduje o tem jej Rada. 
Zarówno ta forma wykluczenia jak i skuteczność tej 
groźby podlega oczywiście dużym wątpliwościom. To 
też ten ustęp wskazuje tylko, ile jeszcze pozostaje do 
zrobienia, aby uzupełnić system środków przymusowych, 
jakim rozporządza Liga. 



8* 



III. >3^spółpracownictwo narodów. 

1. Traktaty. 

Odwieczną formą urzędowego współdziałania na- 
rodów, zorganizowanych w państwa, są traktaty. Ich 
sumienne przestrzeganie wymieniono teź już we wstę- 
pie do Paktu wśród podstawowych zasad Ligi. I arty- 
kułami o traktatach (18-21) rozpoczyna się część 
Paktu, która dotyczy już pozytywnych, twórczych za- 
dań Ligi, i może właśnie dlatego te artykuły są ujęte 
w bardzo krótkie, programowe przepisy. Ale obok 
postanowień, które mają umożliwić podjęcie nowych 
zadań przyszłości przez wydoskonalenie dotychczaso- 
wych form konwencyj międzynarodowych, spotykamy 
tu — może nawet hczniejsze — przepisy o innym ponie- 
kąd charakterze. Okazało się bowiem, że w praktyce 
dyplomatycznej traktat, zamiast być czynnikiem zbliże- 
nia narodów, stawał się niejednokrotnie źródłem za- 
targów, a nawet wojen, stwarzając sytuacje i nakła- 
dając zobowiązania, zagrażające pokojowi powszech- 
nemu. Dlatego pomyślano takie o reformie, odbie- 
rającej traktatom to niebezpieczne ostrze. Stąd od- 
nośne artykuły stanowią jak gd>by przejście między 
środkową częścią Paktu, o negatywnym celu zapobie- 



- 117 - 

gania wojnom, a trzecią, dotyczącą wspólpracownictwa 
cywilizacyjnego w świecie. 

Najniebezpieczniejsze były zawsze traktaty tajne. 
Okazało się to nie tylko w całej historji aź do wybuchu 
wojny światowej, lecz nawet jeszcze podczas jej prze- 
biegu i przy jej likwidacji. Jako typowy przykład 
może służyć znany traktat londyński w sprawie gra- 
nic Włoch. To też widzieliśmy, źe już we wstępie do 
Paktu położono nacisk na jawność stosunków między- 
narodowych i zaraz pierwszy artykuł w grupie, mó- 
wiącej o traktatach, tej kwestji poświęcono. 

Według niego każdy traktat, jaki w przyszłości 
zostanie zawarty przez członka Ligi, musi być natych- 
miast zaregestrowany przez Sekretarjat i jak 
najrychlej przezeń ogłoszony. Żaden układ nie 
będzie obowiązujący przed zaregestrowaniem. 

>;Tyle sam króciutki — jak widzimy — artykuł. Spy- 
tajmy się teraz, czy przewidziany tu środek można 
uważać za dostateczny i skuteczny. Zrazu, juz pod- 
czas obrad kongresowych, jeden najczęściej przeciwko 
niemu podnoszono zarzut. Wytykano, że nie rozciąga 
obowiązku regestracji i publikacji na wszystkie wo- 
góle traktaty, a więc i dawniejsze. Zasadniczo 
zarzut jest niewątpliwie słuszny; takie dopiero rozsze- 
rzenie tego postulatu byłoby gruntownie oczyściło całą 
atmosferę międzynarodową od wszelkich pozostałości 
niedawnego okresu tajnej dyplomacji. Z drugiej strony 
jednak nietrudno zrozumieć, dlaczego się nie posunięto 
tak daleko. Chciano uniknąć całego szeregu drażli- 
wych kwestyj, mogących się nasunąć, gdyby zażądano 
ujawnienia takich traktatów, które, zawarte w czasie, 
gdy nikt nie mógł przewidzieć takiego zobowiązania, 
może nawet przez samą formę swoją nie nadawałyby 
się do wydobycia na widownię świata. Zresztą o ile 
chodzi o traktaty niezgodne co do swej istoty z za- 
sadami Ligi, to załatwia się z niemi jeden z następ- 



- 118 — 

nych artykułów, a to, jak zobaczymy, w sposób bar- 
dzo radykalny i o wiele skuteczniejszy aniieli sama re- 
gestr ac ja. 

Wiadomo zresztą, źe i tak długi szereg dawniej- 
szych układów (np. osławiony pokój brzeski) został 
unieważniony w świeżych traktatach pokojowych z Niem- 
cami i ich sojusznikami. Dłużej natomiast trzeba się 
zatrzymać przy dotkniętej właśnie kwestji, o ile wo- 
góle zapisanie, a chociażby nawet ogłoszenie traktatów 
istotnie pozwoli osiągnąć cel, o który chodzi. Otóż 
pod tym względem również wyrażono pewne wątpli- 
wości. Nie bez słuszności zwrócono uwagę, źe jeśli 
obowiązkowi poszczególnych państw co do zgłaszania 
każdego traktatu, będzie odpowiadał obowiązek Ligi 
przyjmowania każdego traktatu do regestracji, to może 
właśnie traktaty całkiem sprzeczne z duchem Ligi 
będą przez nią bezkrytycznie usankcjono- 
wane. Jawność takich zobowiązań nie wynagrodzi 
wynikającej stąd szkody moralnej. Nie zapobieże też 
takiej sytuacji postanowienie 20 go artykułu, zakazu- 
jące członkom Ligi przyjmowania zobowiązań, nie- 
zgodnych z przepisami Paktu; wszak łatwo taki układ 
może nie sprzeciwiać się jego konkretnym artykułom 
(termes), a jednak pozostawać w rażącej sprzecz- 
ności z zasadami słuszności. Dlatego francuskie Sto- 
warzyszenie »/-fl Paix par le DrotU sformułowało na 
konferencji brukselskiej inną redakcję 18 go artykułu, 
według której regestracja powinna nastąpić tylko w ta- 
kim razie, gdy w przeciągu 6 miesięcy po zgłoszeniu 
traktatu żaden z członków Ligi nie podniesie zastrzeżeń 
przeciwko niemu. W przeciwnym razie Rada ma 
rozstrzygnąć w ostatniej instancji, czy traktat może 
być zapisany. 

Wskazano wówczas nawet na konkretny przykład 
traktatu, którego Liga nie powinna zapisać bez za- 
strzeżeń, mianowicie na traktat brytyjsko- perski z 9 go 



Ęm 



— 119 - 

sierpnia 1919 r. Nie wchodząc oczywiście w meritum tej 
sprawy, trzeba przyznać źe istotnie trudno sobie wyobra- 
zić mechaniczne przyjmowanie do wiadomości wszyst- 
kich układów międzynarodowych przez Ligę. Zdaje 
się jednak, źe zaradzi temu już sama praktyka; 
tak np. gdy Rada Ligi zaraz na jednem z pierwszych 
posiedzeń postanowiła zaregestrować traktat z 28 czerw- 
ca 1919, zawarty między Polską a Głównemi Mocar- 
stwami, do którego niżej powrócimy, to przedtem wy- 
słuchała osobnego referatu jednego ze swych człon- 
ków o postanowieniach tego układu. 

Sposób, w jaki ma nastąpić ogłoszenie zarege- 
strowanego traktatu, nie jest w Pakcie przewidziany. 
Prawdopodobnie będzie temu służył urzędowy Dzien- 
nik Ligi Narodów, który już zaczął wychodzić 
Bez względu jednak na tę kwestję formalną, wątpli- 
wość wzbudza pewne przemilczenie na samym końcu 
artykułu. Moc obowiązującą traktatu uzależniono tu 
bowiem tylko od tego, czy został zaregestrowany, nie 
mówiąc już nic o ogłoszeniu. Właściwie jednak ro- 
zumie się samo przez się, że zaniechanie publikacji 
zapisanego traktatu pozbawiłoby obowiązek regestracji 
wszelkiego znaczenia, ograniczając jawność dyplomacji 
do bardzo szczupłego grona tych, dla których archiwa 
Ligi będą stale otwarte. 

Jeśli wreszcie chodzi o istotną skuteczność 
całej procedury, to z natury rzeczy wyniknął jeden 
niedostatek. Liga mogła narzucić wszelkie pod tym 
względem obowiązki własnym tylko członkom, a inne 
państwa nadal będą zawierały układy tajne, ze szkodą 
członków Ligi. Warto jednak podkreślić, źe, jak to 
jasno wynika z brzmienia tekstu, także traktat, przy 
którym tylko jedna strona należy do Ligi, musi być 
przez tę stronę zgłoszony w Sekretarjacie. 

Bardziej jeszcze zasadniczą jest wątpliwość, czy 
groźba, że traktat tajny nie obowiązuje, będzie sku- 



- 120 - 

tecznie działała. Jeżeli bowiem obie strony uchylą się 
od zastosowania artykułu 18 go, to widocznie będą 
miały w tem wspólny interes, który je teź skłoni do wy- 
konania traktatu, chociaż nieo bo wiązującego w oczach 
innych. Na to oczywiście rady niema, i można tylko 
mieć nadzieję, ie solidarność w złem nie okaże się 
trwałą i, jak to zwykle bywało w dziejach, wspólnie 
dokonane pogwałcenie prawa rychło poróżni samych 
wspólników, gdy przyjdzie do dzielenia się korzyścią. 
Może się jednak zdarzyć, że także traktat prawi- 
dłowo podany do ogólnej wiadomości i — co więcej — 
nie nastręczający w danej chwili żadnych zastrzeżeń, 
w dalszym rozwoju wypadków okaże się niewłaści- 
wym. Liczyło się z tem już dawne prawo międzyna- 
rodowe, wprowadzające nieraz do układów między 
państwami znaną klauzulę yrebus sic stantibus<. Ale 
oczywiście to zastrzeżenie, że umowa obowiązuje tylko 
o tyle, o ile się nie zmienią okoliczności, w jakich ją 
zawarto, pozostawiało rozstrzygnięcie samym intere- 
sowanym stronom i stąd dawało sposobność do łat- 
wych nadużyć. To też Pakt w następnym zaraz, 19-tym 
artykule inny na ten wypadek przewiduje środek za- 
radczy: Zgromadzenie Ligi, a więc ogół należących 
do niej państw, może od czasu do czasu zaprosić jej 
członków do rewizji traktatów, które się 
stałyniemożliwe do zastosowania. Dodano 
ponadto, że może ono także zaprosić do zbadania czy 
teź rozważenia takich stosunków międzynaro- 
dowych (situations Internationales), których utrzyma- 
nie mogłoby zagrażać pokojowi świata. Obie części 
tego postanowienia, aczkolwiek zasadniczo słuszne, są 
jednak tak ogólnikowe, że mogą nasunąć poważne 
wątpliwości, które rozstrzygnie dopiero praktyka. Tu- 
taj wkraczamy też już w całej pełni do dziedziny po- 
zytywnej działalności Ligi, której ściślejsze określenie 
będzie zadaniem najbliższej przyszłości. 



- 121 - 

Kiedy na początku konferencji paryskiej sformu- 
łowano postanowienie, zachęcające do rewizji niewy- 
konalnych traktatów, nie przewidziano zapewne, źe to 
hasło stanie się niebezpieczną bronią w ręku tych, 
którym miano narzucić wszystkie wogóle uchwały kon- 
gresu. Niemcy, godząc się pod przymusem na pod- 
pisanie traktatu wersalskiego, odrazu zaczęli rozgła- 
szać, źe jest on niewykonalny, a twierdzenie to już 
zaczęło trafiać do przekonania pewnej części opinji 
w krajach należących do Ligi, bądźto neutralnych 
bądź teź nawet wśród zwycięzców. Odrazu więc 
powstał konkretny przykład, o pierwszo- 
rzędnem znaczeniu, w którym się może okazać 
w jakich warunkach i w jaki sposób pierwszy postulat 
19 go artykułu, już cytowanego w tej sprawie całkiem 
wyraźnie, może znaleźć zastosowanie. 

Zdaje się jednak, ie niebezpieczeństwo nie jest 
tak wielkie, jak sądzą ci, którzy już obawiają się, źe 
w ten sposób całe mozolne dzieło konferencji pary- 
skiej ^moźe być przekreślone i rozpoczęte ab ovo. Do 
rewizji traktatu, a więc w danym wypadku do nowej 
konferencji pokojowej z udziałem wszystkich intereso- 
wanych państw, może wezwać tylko Zgromadzenie. 
Ponieważ zaś taka zasadnicza uchwała Zgromadzenia 
według artykułu 5-go może zapaść tylko jedno- 
myślnie, mogłoby przyjs'ć do tego tylko za zgodą 
wszystkich bez wyjątku członków Ligi. Otóż bardzo 
być może, źe jakieś państwo, sprzyjające Niemcom, lub 
one same po przyjęciu do Ligi wywołają dyskusję 
w tej sprawie. Jednomyślna uchwała jest jednak zu- 
pełnie nieprawdopodobna; może przyjść do skutku 
tylko odnośnie do tego lub owego konkretnego prze- 
pisu traktatu wersalskiego, któryby się naprawdę 
w oczach całego świata okazał jaskrawo niesłusznym 
lub nierealnym. 

Zdając sobie sprawę z nieprawdopodobieństwa, 



^ 122 - 

aby pełne Zgromadzenie rychło doszło do zgody co 
do takiej rewizji chociażby w szczegółach, autorowie 
traktatu tam, gdzie konieczność rewizji, ewentualnie 
nawet na niekorzyść Niemiec zgóry się dawała prze- 
widzieć, mianowicie co do długości trwania pewnych 
zobowiązań ekonomicznych Niemiec, decyzję przeka- 
zali (w art. 280) samej tylko Radzie Ligi, względnie 
nawet większości tej Rady. 

W świetle tych wyjaśnień, postulat poddania re- 
wizji takiej umowy, którą jednomyślna opinja całej 
Ligi uzna za niewykonalną, można uznać za uzasad- 
niony i sprawiedliwy. Trzeba będzie tylko dokładniej 
określić, czy takiej rewizji mają dokonać tylko strony, 
które umowę zawarły, czy też ten lub inny organ 
Ligi, albo wreszcie powołana ad hoc komisja. Najwła- 
ściwszem byłoby może przekazywać takie wątpliwości 
trybunałowi międzynarodowemu lub przyszłemu orga- 
nowi medjacyjnemu. 

W podobny sposób powinno być sprecyzowane, 
jak ma nastąpić badanie niebezpiecznych sytuac}^] mię- 
dzynarodowych, zalecane w drugiej części artykidu. 
Sprawa ta, o znaczeniu dziś ledwo dającem się ogar- 
nąć, łączy się z podstawowem zagadnieniem, które się 
nam nasunęło już przy omawianiu artykułu 10-go, 
o gwarancji stanu posiadania członków przed zew- 
nętrzną napaścią. Chodzi mianowicie o to, aby ko- 
nieczne zmianywstanieposiadania, chociażby 
nawet w granicach państwowych, mogły przychodzić 
do skutku drogą pokojową, zanim jeszcze wywołały 
otwarty konflikt, grożący owem tak słusznie potępia- 
nem stosowaniem gwałtu zewnętrznego. 

Rzecz jasna, że tutaj niemożliwem było znaleźć 
gotową formułę dla rozwiązania podobnych zagadnień, 
przewidzieć w Pakcie jakąśkolwiek procedurę. 

W dalszych częściach traktatów pokojowych 
z Niemcami (art. 80) i Austrją (art. 88) poruszono jedną 



— 123 — 

taką konkretną kwestję, mianowicie możliwość, że 
w Austrji zwycięży prąd, domagający się przyłą- 
czenia do Rzeszy Niemieckiej. Na ten wypadek, tak 
niepożądany dla sprzymierzonych, zgóry zastrzeżono, 
ie niepodległość Austrji może być zniesiona tylko za 
zgodą — oczywiście jednomyślną — Rady Ligi. Ta- 
kie negatywne postawienie kwestji nie da się jednak 
wszędzie zastosować. 

Różnorodność owych niebezpiecznych S)rtuacyj 
będzie tak wielka, że chyba w każdym wypadku, gdy 
Zgromadzenie stwierdzi tę konieczność, trzeba będzie 
stworzyć ad hoc osobną komisję badawczą. JeśH inge- 
rencja Ligi do tego się ograniczy, wystarczy nawet 
zgodnie z artykułem 5 tym zwykła większość Zgroma- 
dzenia. 

Nie rozpatrując wszystkich możliwości, które po 
przeprowadzeniu badania mogą się wyłonić, na jedną 
tylko trzeba zwrócić uwagę, bo może się pojawiać 
bardzo często, a poruszy momenty bardzo drażliwe. 
Chodzi o te wypadki, gdzie się okaże, że część lud- 
ności pewnego państwa pragnie się od niego odłączyć, 
aby utworzyć państwo osobne lub do innego się przy- 
łączyć, gdzie jednem słowem stwierdzi się istnienie 
.irredenty" w najszerszem tego słowa znaczeniu. Do- 
tąd znamy tylko jeden środek pokojowego zastosowa- 
nia zasady samostanowienia w takich typowych dla 
niej wypadkach. Jest nim plebiscyt. Ale znamy 
też z własnego, bolesnego doświadczenia wszystkie 
niedostatki tego środka. Wobec tego wydoskonalenie 
procedury plebiscytowej trzeba uznać za jedno z naj- 
pilniejszych pozytywnych zadań Ligi Narodów. Tym- 
czasem zaś powinna ona co najmniej roztaczać kon- 
trolę nad plebiscytami, odbywającemi się przyjętym 
dotąd trybem. Chociaż tej kwestji w Pakcie wyraźnie 
nie poruszono, zdawano sobie z tego sprawę przy ukła 
daniu reszty traktatu pokojowego, gdzie tylek roć po- 



— 124 - 

stanowiono urządzić plebiscyty. Niestety, nie postą- 
piono przy tern konsekwentnie. Naogół bowiem ich 
przeprowadzenie oddano jeszcze w ręce pięciu wiel- 
kich mocarstw i tylko przy plebiscytach na drobnych 
stosunkowo obszarach Eapen i Malmedy decyzję prze- 
kazano Lidze Narodów. Szerszą ingerencję, dotyczącą 
także sposobu przeprowadzenia plebiscytu, przekazano 
jej tylko w sprawie zagłębia Sarry, którą jednak wo- 
góle całkiem osobno będziemy musieli rozpatrzeć. 

Zrozumiałem jest, źe przed określeniem sposobuusu- 
nięcia niebezpieczeństw międzynarodowych, któreby 
w przyszłości najaw wyszły. Pakt musiał się zająć 
temi niebezpieczeństwami, które nowy świat powojenny 
objął w spadku po poprzednim okresie dziejowym. 
Ponieważ chciano uniknąć ogólnego rachunku sumie- 
nia z wcześniejszych umów międzynarodowych, posta- 
nowiono przynajmniej zgóry usunąć takie ich następ- 
stwa, które nawet bez poprzedniego zbadania musiałyby 
być uznane jako zagrażające pokojowi powszechnemu. 
Zobowiązując się przez przystąpienie do Ligi, źe nie 
podejmą wojny bez zastosowania ściśle określonych 
prób jej uniknięcia, członkowie zgóry właściwie unie- 
ważniali ewentualne zobowiązania dawniejsze co do 
orężnego wkroczenia w pewnych wypadkach. 

To niewątpliwie miano na myśli, układając arty- 
kuł 20. Stwierdza on bowiem, źe Pakt unieważnia 
wszelkie zobowiązania i p or o zum i enia 
między członkami Ligi, sprzeczne z jego 
przepisami. Członkowie zobowiązują się nie za- 
wierać takich umów w przyszłości, a uwolnić się na- 
tychmiast od ewentualnie dawniej zawartych. 

Oznacza to unieważnienie i wykluczenie na przy- 
szłość wszelkich w pierwszym rzędzie przymierzy za- 
czepnych. Źe jednak tę zasadę pojęto jak najszerzej, 
nie ograniczając się do najjaskrawszych wypadków, 
i jak sobie wyobrażono jej wykonanie, o tem świadczy 



- 125 - 

art. 289 traktatu wersalskiego. Wprowadzając znowu 
w życie dawne konwencje z Niemcami w sprawach 
ekonomicznych, sprz) mierzeni ograniczą się do tych 
tylko z pośród nich, które są zgodne z traktatem wer- 
salskim, a więc i z za wart) m w nim Paktem Ligi; 
wątpliwości rozstrzygnie sama Liga Narodów. Ona 
więc też niewątpliwie rozstrzygnie podobne wątpli- 
wości co do konwencyj między innemi państwami. 

Jedną zaś taką wątpliwość rozstrzygnięto już 
w samym Pakcie. Artykuł 21 wskazuje najogólniej, 
jakie kategorje traktatów, napozór zbyteczne po za- 
warciu Ligi, przecież „nie są uważane za nie- 
zgodne z jakimkolwiek przepisem Paktu." 
Są to takie „zobowiązania międzynarodowe jak trak- 
taty w sprawie sądownictwa rozjemczego i porozu- 
mienia lokalne w rodzaju doktryny Monroe'go (les 
ententes regionales comme la Doctrine de Monroe) które 
zapewniają utrzymanie pokoju." 

Krótki ten artykuł wstawiono dopiero do osta- 
tecznego tekstu Paktu. Nie było go jeszcze w projek- 
cie z 14 lutego. Jest to właśnie najznaczniejsza róż- 
nica między oboma tekstami. Geneza zaś i treść ar- 
tykułu są równie pouczające. 

Z wymienionych jak gdyby dla przykładu kate- 
goryj umów, uznanych za zgodne z Paktem, pierwsza 
wcale nie potrzebowała takiego uznania. Wszak rzeczą 
jasną jest, źe jeśli dwa państwa zobowiązują się specjał 
nie pomiędzy sobą, że swoje spory wzajemne poddadzą 
sądowi rozjemczemu, to układ taki tylko ułatwia za- 
danie Ligi Narodów. Co więcej, jak po konferencjach 
haskich tak i po uchwaleniu Paktu, niektóre państwa 
będą zapewne zawierały specjalne w tej sprawie kon- 
wencje, idące dalej w kierunku wykluczania wojny, 
aniźeh umowa powszechnie obowiązująca. Wreszcie 
przypominamy, że w artykule 13, mówiącym specjalnie 
o sądach rozjemczych, wyraźnie już powiedziano, źe try- 



- 126 - 

bun^ może być przewidziany przez poprzednie umowy 
specjalne stron, które tem samem uznano za dopuszczalne. 

Wobec tego powracanie do tej jasnej zupełnie 
kwestji w artykule 21-ym było całkiem zbyteczne. Ina- 
czej się ma rzecz z drugą kategorją, z owemi *ententes 
rigionales.< To już jest pojecie, aczkolwiek o wiele 
mniej ścisłe, bezwarunkowo dalej idące. Chodzi nie tylko 
o ewentualne sądy rozjemcze między stronami, lecz 
o pewne szczególniejsze zbliżenie w obrębie danej 
grupy członków Ligi. Podkreślenie, że takie związki 
ciaśniejsze w ramacii związku powszechnego są zgodne 
z Paktem, było istotnie potrzebnem. Wszak początkowo 
nikt inny jak sam prezydent Wilson podkreślał, że po- 
wszechny związek narodów wyklucza wszelkie przy- 
mierza czy związki partykularne. Ta zasada mogła 
była jednak tylko wtedy utrzymać się w całej czysto- 
ści, gdyby stworzono Ligę o tak sprężystej organizacji 
i niezawodnej egzekutywie, że byłaby dała każdemu 
z członków pełną gwarancję bezpieczeństwa. Wobec 
tego zaś, że narazie ograniczono się do koncepcji 
kompromisowej, nie wykluczającej możliwości, a na- 
wet konieczności prowadzenia wojny na własną rękę, 
nie można było zabronić członkom, aby łączyli się 
w pewne grupy państw, zobowiązanych do ściślejszej 
jeszcze solidarności. 

Przykładem takiej ^entente regionale*^ uzupełniają- 
cej gwarancje Paktu powszechnego, a zawartej niemal 
równocześnie z jego uchwaleniem, jest przymierze 
Francji z Anglją i Stanami Z je dn oczonemi. 
Nie ono jednak stało się powodem poruszenia tej kwe- 
stji w samym Pakcie. O co właściwie chodziło, to 
mimo wszystkich mniej lub więcej potrzebnych obsło- 
nek wynika z jedynego konkretnego przykładu, jaki przy- 
toczono w jego tekście. Chodziło poprostu o zaspo- 
kojenie opinji amerykańskiej w sprawie, którą 
ona od początku przeciwko projektowi Ligi wysuwała. 



— 127 - 

Trudno jednak zaprzeczyć, że zaliczenie doktryny 
Monroe'go do umów, zabezpieczających pokój, jest 
w gruncie rzeczy bardzo naciągane; jej istotna zaś 
treść, to znaczy niedopuszczanie interwencji europej- 
skiej w Ameryce i naodwrót, jest sprzeczna z pod- 
stawową dla Ligi zasadą solidarności między naro- 
dami, która nie może się ograniczać do narodów jednej 
tylko części świata. 

Kompromis ten celu swego, uśmierzenia opozycji 
amerykańskiej, nie osiągnął wcale, a pociągnął za sobą 
drugi. Oto na samym końcu traktatu wersalskiego 
(art. 435) jako umowy międzynarodowe, >dla utrzyma- 
nia pokoju* uznano także traktaty, gwarantujące neu- 
tralność S zwajcarji. I w tym wypadku popeł- 
niono pewną niekonsekwencję, gdyż albo trzeba było 
stać przy zasadzie pierwotnej, że przynależność do 
Ligi wyklucza neutralność, albo też zrobić podobną 
koncesję wszystkim wogóle państwom o prawnie uzna- 
nej neutralności. Korzystając i tutaj z ogólnikowej 
stylizacji artykułu 21 -go, uczyniono z niego jak gdyby 
furtkę dla omijania niedogodności, które mogą wynik- 
nąć z zasad Ligi dla interesów partykularnych. 

Żałować tego trzeba tern bardziej, że sama myśl 
porozumień lokalnych, mniej oportunistycznie zużytko- 
wana, może mieć duże znaczenie dla Ligi. Jest to po- 
prostu stara a zawsze żywotna myśl federacyj, 
któreby stanęły jako pośrednie ogniwo między jednost- 
kami państwowemi a związkiem powszechnym, wzmac- 
niając jego budowę. S>mpatyzuje z tą myślą silny 
prąd w opinji francuskiej, a ze strony angielskiej pod- 
noszono co najmniej w półurzędowej formie, że zawie- 
ranie lokalnych związków federacyjnych ułatwiłoby 
mniejszym zwłaszcza państwom uzyskanie miejsca w Ra- 
dzie. Nigdzie zaś ta idea nie ma tak poważnych podstaw 
tradycyjnych i takiego uzasadnienia aktualnego, jak na 
ziemiach, objętych już przed wiekami ideą jagiellońską. 



128 



2. Mandaty i ochrona mniejszości. 

Wśród artykułów Paktu jeden jaskrawo się wyró- 
żnia z pomiędzy wszystkich innych. Jest to artykuł 22-gi 
o systemie mandatowym. Widać na pierws2y rzut 
oka, że jest to najdłuższy z wszystkich artykułów. 
Pod tym względem zbliża się do niego tylko artykuł 15 ty 
o uśmierzaniu zatargów, nie poddanych sądowi roz- 
jemczemu. W tym ostatnim wypadku długość arty- 
kułu tłumaczy się koniecznością ścisłego określenia 
dość zawiłej procedury i różnych ewentualności, które 
się mogą nastręczyć. Co do artykułu 22-go mogłoby 
się zdawać, że tutaj trzeba było dłuższych wywodów 
dlatego, bo chodziło o rzecz zupełnie nową, nieznaną 
dotychczasowemu prawu międzynarodowemu. Ale 
przyczyniły się do tego raczej dwa zupełnie inne 
powody. 

Przede wszystkiem ten artykuł, w przeciwieństwie 
do wszystkich innych niezwykle rzeczowych i unikają- 
cych wszelkiego nawet pozoru frazeologji, w przeci- 
wieństwie nawet do niezwykle lakonicznego wstępu 
Paktu, uzasadnia swoje postanowienia konkretne dłuż- 
szemi rozważaniami, w których nie brak szumnej za- 
powiedzi, że chodzi tutaj o spełnienie „świętej misji cy- 
wilizacji." Każdy niemal przepis praktyczny poprzedza 
pewne teoretyczne umotywowanie. 

Z tem większą ciekawością pyta się czytelnik, na 
czem polega ta „święta misja", na które to określenie 
zasługiwałoby z równem co najmniej prawem niejedno 
też inne zadanie Ligi. Chodzi o zapewnienie dobro- 
bytu i rozwoju takim ludom, które „nie są jeszcze 
zdolne kierować się same w szczególnie trudnych wa- 
runkach nowoczesnego świata." Otóż stwierdzono, że 
najlepszym sposobem urzeczywistnienia tego celu jest 
powierzenie opieki {tutelle) nad temi ludami narodom 



— 129 - 

rozwiniętym {developpees) ^ któreby sprawowały ją w cha- 
rakterze mandatarjuszów Ligi i w jej imieniu. Zadanie 
to trzeba powierzyć w każdym wypadku temu naro- 
dowi, który dzięki swym zasobom, doświadczeniu lub 
położeniu geograficznemu najlepiej się do tego nadaje 
o ile się sam na to zgadza. Taki mandatarjusz musi 
nadsyłać roczne sprawozdania Radzie Ligi, która je 
będzie przekazywała do zbadania i zaopinjowania osob- 
nej stałej komisji. Zakres władzy mandatarjusza bę- 
dzie określony przez konwencję między członkami Ligi 
(niewiadomo, czy wszystkimi, czy też tylko specjalnie 
interesowanymi) albo też przez samą Radę. 

Tyle właściwie tylko pozytywnych, a ogólnie obo- 
wiązujących przepisów. Ich tendencja jest tak oczy- 
wiście słuszną, że nie wymagałaby wcale owego wy- 
jątkowego w Pakcie motywowania, które robi wraże- 
nie, jak gdyby autorowie zgóry chcieli uprzedzić pe- 
wne wątpliwości i zarzuty. Dlaczego się one nastrę- 
czają, łatwe do przewidzenia; to nam tłumaczy właś- 
nie drugi powód, który przedłużył redakcję artykułu. 

Oto znowu w przeciwieństwie do wszystkich in- 
nych, które mają całkiem ogólne zastosowanie i żad- 
nego państwa lub narodu, wyjąwszy tylko członków 
Rady, nie wymieniają zosobna, artykuł 22-gi ma moc 
obowiązującą zgóry ograniczoną, a nawet i w tym 
zakresie przeprowadza rozróżnienia, odnośnie do 
poszczególnych terytorjów. 

Na samym początku zaznaczono, że jego zasady 
stosują się do »kolonij i terytorjów, które wskutek 
wojny przestały podlegać suwerenności państw, które 
niemi rządziły poprzednio*. Już stąd wynika, że te 
szlachetne zasady postanowiono zastosować tylko 
do ziem, odebranych państwom zwyciężo- 
nym w wojnie światowej. Mamy więc poprostu 
do czynienia z urządzeniem ad hoc stworzonem, aby 
pogodzić chęć pozbawienia tych państw pewnych ob- 

Liga Narodów. ^ 



- 130 - 

szarów z zasadą pokoju bez aneksyj i z Wilsonowskim 
punktem o sprawiedliwem unormowaniu problemu ko- 
onjalnego. 

Posłużyła do tego celu piękna w istocie i rów- 
nież przez samego Wilsona wysuwana myśl, aby lu- 
dom tubylczj-^m w kolonjach zapewnić lepsze warunki 
bytu. System mandatowy, mający służyć do tego celu, 
jest natomiast wynalazkiem angielskim, który w kon- 
kretnej formie, wyrażonej potem w Pakcie, został 
przedstawiony we wspomnianej już broszurze jenerała 
Smutsa. Także przeciwko temu systemowi nic nie 
dałoby się powiedzieć, gdyby tylko postanowiono za- 
stosować go do wszystkich w ogóle ludów o niższym stop- 
niu rozwoju cywilizacyjnego, a przedewszystkiem do 
wszelkich kolonij. Trudno bowiem zaprzeczyć, że 
także w kolonjach, należących do tego lub owe- 
go z pośród państw zwycięskich, położenie tubyl- 
ców dużo pozostawiało do życzenia. Kontrola Ligi 
Narodów i stopniowe wychowanie tych ludów do doj- 
rzałości kulturalnej i politycznej, do przyszłej wolności 
i niepodległości, powinny więc były objąć wszystkie 
obszary kolon jalne. Tymczasem pod tym względem 
Pakt przyniósł tylko gołosłowne zobowiązanie człon- 
ków Ligi, wyrażone w innym zupełnie artykule (23 b) 
„że zapewnią godne traktowanie {le traitement eguitable) 
ludności tubylczej w tery tor j ach poddanych swej ad- 
ministracji". Zbytecznem byłoby wskazywać, co to za 
ogromna różnica. Uwydatni się ona najlepiej, gdy się 
zapoznamy ze szczegółowemi przepisami dla różnych 
kategoryj ziem, mających przejść pod zarząd manda- 
tarjuszów Ligi. 

Nie zadowalając się bowiem wstępnem oświadcze- 
niem, że chodzi tylko o dawne posiadłości państw 
zwyciężonych, omówiono zaraz konkretne wypadki, 
chociaż w samej komisji kongresowej wyrażano po- 
ważne wątpliwości, czy takie załatwianie w Pakcie 



- 131 - 

Ligi doraźnych kwestyj politycznych jest właściwem, 
czy nadto to wyliczenie będzie mogło być zupełne. 
Wszak w chwili wprowadzania tych szczegółów do 
artykułu o mandatach, który w pierwotnym projek- 
cie prezydenta Wilsona był zredagowany całkiem 
ogólnie, wiedziano tylko, że Niemcy będą pozbawione 
wszystkich kolonij ; natomiast, jak zresztą i dziś jeszcze 
nie zadecydowano ostatecznie, jaki ma być los posia- 
dłości tureckich, oraz rosyjskich, co do których już 
wówczas zaznaczano, że będą może poczęści wyma- 
gały zastosowania systemu mandatowego. 

Mimo to jednak już w projekcie z 14-go lutego, 
który pod tym względem me uległ zmianie w redakcji 
ostatecznej, zaznaczono najpierw, że charakter man- 
datu musi być różny, zależnie od stopnia rozwoju da- 
nego ludu, warunków geograficznych, ekonomicznych 
i t. p., a po stwierdzeniu tej zasady odrazu na kon- 
kretnych przykładach zapowiedziano jej zastosowanie 
praktyczne według trzech kategoryj. 

Najtrudniejszą była sprawa ziem, które zamie- 
rzano odebrać Turcji, jako zamieszkałe przez nie- 
tureckie ludy. Nie można było ich wyliczyć, nie wie- 
dząc dokładnie, co się właściwie Turkom zostawi 
głównie miano oczywiście na myśli Armenję, Mezopo- 
tamję i Syrję, chociaż na tę ostatnią rozciągały się 
też pretensje sprzymierzonego króla Hedżasu. Nadto 
niepodobieństwem było zastosować da tych ziem o pra- 
starej cywilizacji i tradycjach państwoyyych zasady po- 
dobne do tych, jakich musiały wymagać kolonje we 
właściwem znaczeniu. Pierwszej trudności uniknięto 
w ten sposób, że Pakt mówi tylko, bez imiennego wy- 
liczenia, o pewnych społecznościach {communaiites)^ 
które przedtem należały do cesarstwa ottomańskiego. 
Charakter zaś mandatu określono bardzo oględnie. 
Stwierdzono, że te społeczności mogą już być uznane 
prowizorycznie jako niepodległe narody (nations)^ pod 

9* 



— 132 ~ 

tym tylko warunkiem, źe rady i pomoc mandatarjusza 
będą kierowały ich administracją aź do chwili, gdy 
będą mogły kierować się same. W komisji kongreso- 
wej odrzucono wniosek, który się domagał określenia 
sposobu, w jaki te narody będą mogły uzyskać zupełną 
niezawisłość i równorzędność państwową. Zastrzeżono 
natomiast w Pakcie, że ich życzenia mają być uwzględ- 
niane w pierwszym rzędzie przy wyborze mandatarjusza. 

Do drugiej kategorji zaliczono „specjalnie" ludy 
Afryki centralnej. Miano więc na myśli Nie- 
miecką Afrykę Wschodnią, Kamerun i Togo. Tutaj 
mandatarjusz sam powinien mieć w ręku administrację 
powierzonego mu obszaru. Zgóry mu tylko narzu- 
cono szereg warunków i zobowiązań: zabronić musi 
takich nadużyć, jak handel niewolnikami, bronią i al- 
koholem; 2;apewnić wolność sumienia i religji, byleby 
nie naruszały porządku publicznego i dobrych obycza- 
jów; nie wolno mu wznosić twierdz lub podstaw ope- 
racyjnych wojskowych i morskich, ani też wyćwiczać 
wojskowo tubylców, chyba dla celów policyjnych lub 
obrony lokalnej; wreszcie musi przyznać innym człon- 
kom Ligi równe prawa ekonomiczno-handlowe. 

Zastrzeżenia zrobione tutaj w interesie tubylców 
obowiązują też przy trzeciej kategorji mandatów. Po- 
za tem jednak — i oczywiście poza obowiązkiem 
składania raportu Lidze, taki mandat jest poprostu 
inkorporacją, gdyż dane terytorjum ma być „za- 
rządzane pod prawami mandatarjusza jako część inte- 
gralna jego obszaru". Uzasadniono to tem, źe istnieją 
kraje, które z powodu rzadkiego zaludnienia, małej 
rozległości, odległości od centrów cywilizacji, a łącz- 
ności geograficznej z państwem mandatarjusza w ża- 
den inny sposób „nie mogłyby być lepiej administro- 
wane". Podkreślono zaś całkiem wyraźnie, źe tutaj 
należą Afryka południowo-zachodnia i pewne wyspy 
w południowej części oceanu Spokojnego. 



- 133 — 

Przy tej trzeciej grupie juź przejrzysty argument 
o łączności geograficznej wskazuje, że mają te ziemie 
przypaść imperjum brytyjskiemu, w szczególności Afryce 
Południowej, względnie Australji. Poza tem jednak 
przydzielenie mandatów jeszcze obecnie, w rok przeszło 
po uchwaleniu Paktu, nie jest załatwionem. Nietrudno 
to zrozumieć, jeśli się uwzględni, ile tu wchodzi w grę 
trudnych i zawiłych zagadnień, że wymienimy tylko 
pretensje Belgji do mandatu w części Afryki wschod- 
niej albo spór francusko-angielski o rozgraniczenie 
sfery wpływów w Syrji. Zdarzało się też, że pewne 
państwo odmówiło przyjęcia mandatu, który propono- 
wała mu sama ludność, jak Armenja Stanom Zjedno- 
czonym; tam oczywiście opozycja przeciwko całemu 
Paktowi nie dopuściła teź do objęcia jakiegokolwiek 
mandatu, i zdaje się, źe opieka nad Armenją przypad- 
nie Szwecji i Norwegji. 

Walna korzyść z całego systemu przypadnie jed- 
nak oczywiście Anglji. Tam teź cieszy się on naj- 
większą popularnością. The Leagve of Nations Union 
zgłosiła na konferencji brukselskiej rezolucję, źe Liga 
powinna zasady nowej instytucji jak najrychlej zasto- 
sować i zapewnić ich rozszerzenie wszędzie, gdzie tego 
zajdzie potrzeba. Chociażby jednak z tej ostatniej 
uwagi zdaje się wynikać, źe szczerzy w Anglji zwo- 
lennicy Ligi nie kierują się tutaj samym tylko impe- 
rjalizmem narodowym: skoro bowiem kolonje niemieckie 
i tak juź wszystkie podpadają artykułowi 22- mu, jak 
zresztą i posiadłości tureckie, skoro przycichły rzad- 
kie i tak głosy, żądające jego zastosowania do pew- 
nych części byłej Rosji, postulat rozszerzenia kontroli 
Ligi może się chyba tylko odnosić do kolonij samych 
mocarstw sprzymierzonych, nie wyjmując Anglji. Trzeba 
teź przyznać, źe dopiero w takiem ogólnem zastoso- 
waniu system mandatowy, co najmniej trzeciej lub dru- 
giej kategorji, stanie się naprawdę „świętą misją" 



134 



zastąpi niedostateczną klauzulę o traktowaniu tub^ 
ców we wszystkich kolonjach. 

Konferencja brukselska nie postawiła tej kwestji 
jeszcze całkiem jasno. Podniosła jednak, a to przez 
usta angielskie, źe zarząd mandatarjusza w dawnych 
posiadłościach niemieckich i tureckich nie powinien ro- 
bić żadnych rozróżnień rasowych przy korzystaniu 
z praw pry watnych i publicznych, i w miarę możności 
wciągać tubylców do organów doradczych i ciał re- 
prezentacyjnych. 

Uzasadniając projekt systemu mandatowego, pod- 
noszono, że taką opiekę, chociaż z ramienia całej Ligi, 
powinno wykonywać jedno specjalne państwo. Chciano 
w ten sposób uniknąć sporów, zwykle wynikających 
z każdej administracji wspólnej, jak również i koniecz- 
ności tworzenia osobnych organów administracyjnych 
samej Ligi. Ale w toku prac konferencji pokojowej 
wyłoniły się sporne zagadnienia terytorjalne, których 
przy układaniu Paktu Ligi, wcale nie brano w ra- 
chubę, gdzie jednak zastosowanie myśli, pokrewnej 
poniekąd systemowi mandatowemu, umożliwiło kom- 
promisowe rozwiązanie zapomocą Ligi Narodów. Trak- 
tat wersalski zdecydował się na nie, aczkolwiek w róż- 
nych formach, w sprawie Sarryi Gdańska. 

W obu wypadkach sporne tery tor jum oddano 
pod zarząd i opiekę Ligi Narodów, która ją sprawuje 
nie przez osobnego mandatarjusza, lecz sama, przez 
własne organy. Różnice są jednak bardzo znaczne. 
Gdańsk z przyległym obszarem stał się definitywnie 
wolnem miastem z własnemi władzami, a wysoki ko- 
misarz Ligi, w Gdańsku rezydujący, ma tylko uczest- 
niczyć w opracowaniu jego konstytucji i rozstrzygać 
spory między Polską a wolnem miastem, mogące wy- 
niknąć z traktatu i późniejszych umów. Zato w za- 
głębiu Sarry mamy do czynienia z rozwiązaniem co 



- 135 — 

prawda tymczasowem tylko, lecz przekazu jącem Lidze 
Narodów o wiele szerszą rolę. 

Jej to bowiem Niemcy musiały odstąpić ten ob- 
szar, rozgraniczony z jej udziałem, na lat 15, i ona nie 
tylko przeprowadzi plebiscyt po upływie tego czasu, 
lecz będzie teź tymczasowo rządziła Sarrą przez ko- 
misję, reprezentującą Ligę. Co więcej, przy plebiscycie 
ludność będzie miała do wyboru nie tylko wcielenie do 
Francji lub powrót do Niemiec, lecz także utrzymanie 
zarządu przez Ligę Narodów. 

Komisja dla zarządu Sarry, złożona z jednego 
Francuza, jednego niefrancuskiego mieszkańca Sarry 
trzech ob3rwateli innych krajów — ani Francuzów 
ani Niemców — jest już mianowana przez Radę Ligi 
Sam zaś traktat wersalski dokładnie określił jej zadania 
i stanowisko. Wejdzie ona we wszystkie prawa, do- 
tąd wykonywane w zagłębiu przez Rzeszę Niemiecką, 
Prusy i Bawar ję; poza tem zaś postarano się, aby 
położenie mieszkańców pod > panowaniem* Ligi było 
jak najpomyślniejsze. Z odnośnych postanowień jedno 
jest szczególnie charakterystyczne dla jej zarządu, 
gdyż jest jak gdyby wzorem czy zwiastunem nowej 
ery pokoju i bezpieczeństwa, jaką Liga ma stworzyć 
stopniowo na całym świecie. >Nie będzie na obszarze 
zagłębia Sarryc — tak czytamy w § 30 Aneksu do 
odnośnej sekcji traktatu — „żadnej służby wojskowej, 
przymusowej lub ochotniczej; budowa fortyfikacyj jest 
tam zabroniona. Tylko źandarmerja lokalna zostanie 
zorganizowana, dla utrzymania porządku". 

Dopiero przyszłość okaże, czy skutecznem jest kom- 
promisowe rozwiązanie sporów terytorjalnych przez 
powierzenie spornego obszaru Lidze Narodów i za 
pewnienie stronom interesowanym tych tylko praw 
na danem terytorjum, o które im najbardziej chodzi, 
a więc np. Francji użytkowanie kopalń Sarry, a Polsce 
korzystanie z ujścia Wisły. Ale odrazu nasunęła się 



- 136 — 

myśl zastosowania tego samego środka w innych jesz- 
cze wypadkach. Stąd wynikł projekt rozwiązania 
sporu o Rjekę w ten sam sposób, jaki wynaleziono dla 
Gdańska, albo też plan oddania Konstantynopola 
i cieśnin pod opiekę samej Ligi lub jej mandatarjusza. 
Natomiast niefortunna próba, by Galicję Wschod- 
n i ą oddać Polsce tylko w mandat na lat 25, była nie- 
zbyt zręczną kombinacją systemu mandatowego z za- 
sadą ochrony mniejszości narodowościowych 
i wyznaniowych w poszczególnych państwach. 

I ta ostatnia zasada jest niewątpliwie słuszną i naj- 
ściślej związaną z ogólną zasadą sprawiedliwości mię- 
dzynarodowej. Ale i ona narazie została jaskrawo 
spaczoną, bardziej jeszcze aniżeli koncepcja man- 
datów. Przechodząc zaś do tej sprawy, dla Polski tak 
wyjątkowo przykrej i drażliwej, jedno należy z nacis- 
kiem podkreślić. W sprawie mandatów pewna nie- 
właściwość wkradła się, jak widzieliśmy, już do sa- 
mego Paktu, chociaż i pod tym względem najbardziej 
rażące dla nas pomysły, jak zwłaszcza co do Galicji, 
wyłoniły się niezależnie od niego i od organów Ligi. 
Natomiast sprawa ochrony mniejszości właśnie dlatego 
została obecnie fałszywie postawiona, ponieważ zamiast 
w powszechnym Pakcie związkowym, gdzie było je- 
dyne odpowiednie dla niej miejsce, umieszczono ją 
w specjalnych traktatach z poszczególnemi państwami. 
Błędnem więc byłoby winić o to Ligę, cho- 
ciaż te traktaty do niej się odwołują. 

Jeszcze błędniejszem byłoby zwalanie winy na 
rzekome doktrynerstwo haseł Wilsonowskich. Łatwo 
to udowodnić, odsłaniając chociażby jeden szczegół 
z genezy Paktu. W projekcie jego, przedłożonym 
konferencji 14 lutego, artykuł o mandatach był 19-ym 
z rzędu. Pierwotnie zaś w projekcie, z jakim przyszedł 
na komisję prezydent Wilson, pod tym właśnie nume- 
rem figurował artykuł całkiem inny, jedyny, który 



- 137 - 

wbrew całemu autorytetowi prezydenta został z jego pro- 
jektu wykreślony bez śladu. Artykuł ten miał zapewnić 
ochronę praw jednej przynajmniej kategorji mniejszości, 
mianowicie mniejszości religijnych we wszystkich 
bez wyjątku państwach, należących do Ligi. 
W ten sposób kwestja była zrazu postawiona całkiem 
słusznie i wymagała tylko rozszerzenia tej gwarancji na 
mniejszości narodowościowe. Niestety komisja, po dłu- 
gich dyskusjach, uznała taką ingerencję Ligi za nie- 
dopuszczalne naruszenie suwerenności państwowej. 

Tem słuszniej można piętnować, że nie zawahano się 
przed naruszeniem tej suwerenności w stosunku do nie- 
których, słabszych narazie państw. Nasuwa się tu cie- 
kawa analogja ze sprawą przymusowego rozbrojenia. 
Jak widzieliśmy, podyktowano je wszystkim zwyciężo- 
nym, upadł zaś plan podobnego potraktowania t. zw. 
,,państw nowych" wśród samych sprzymierzonych. Na- 
tomiast ochronę mniejszości narzucono niektórym tylko 
zwyciężonym, pomijając ją np. właśnie w warunkach po- 
kojowych dla Niemców, a zato od owych państw rzeko- 
mo „nowych"t.j. od Polski, Czechosłowacji, Jugo- 
sła wji, i Rumunji zażądano, aby równocześnie z trak- 
tatami z Niemcami i Austrją podpisały każda osobny trak- 
tat z 5 głównemi mocarstwami, zawierający m. i. także 
upokarzające, bo wyjątkowe gwarancje dla mniejszości 
narodowościowych i wyznaniowych w ich granicach. 

Trudno było o krok bardziej fałszywy w tej 
sprawie. Wszak właśnie taki przymus zewnętrzny, 
zastosowany wobec kilku tylko państw, a pozostawia- 
jący innym zupełną swobodę w tej samej sprawie, mu- 
siał u dotkniętych tą krzywdą narodów wzniecić tę 
właśnie niechęć do obcych mniejszości, którą chciano 
uśmierzyć. Szczególnem upokorzeniem był traktat taki 
dla Polski, która, o ile tylko sama się rządziła, da- 
wała klasyczne wprost dowody tolerancji narodowej 
i religijnej. Rzecz znamienna też, że właśnie Polska — 



- 138 _ 

nie wchodzimy w kwestjc, czy słusznie lub niesłusznie — 
najłatwiej się ugięła pod wolą wielkich mocarstw, cho- 
ciaż jej narzucono nie tylko równouprawnienie mniej- 
szości, rzecz przynajmniej merytorycznie słuszną, lecz 
nawet uprzywilejowanie jednej z nich. Niesprawiedli- 
wość tych specjalnych traktatów o mniejszościach jest 
tem większą, źe dotkniętym nią narodom nie zapew- 
niono nawet wzajemności tych gwarancyj t. j. opieki 
nad rodakami, pozostającymi poza granicami ich „no- 
wego" państwa. 

Nie wchodząc w szczegółowe przepisy tych trak- 
tatów, dostosowanych do odrębnych warunków w kaź- 
dem państwie, lecz ułożonych wszędzie bez żadnego 
udziału nieistniejącej wówczas jeszcze Ligi Narodów, 
zwrócimy tylko uwagę na rolę, jaką Liga w nich od- 
grywa. Oto w końcowym artykule każdego z tych 
traktatów zaznaczono, że nad dotrzymaniem zobowią- 
zań czuwać będzie Liga Narodów. W pierwotnej re- 
dakcji było to oświadczenie całkiem ogólnikowe. Póź- 
niej zaś sprecyzowano je w tym sensie, że zadanie to 
spełniać będzie Rada Ligi, której każdy członek może 
zwrócić uwagę na pogwałcenie lub niebezpieczeństwo 
pogwałcenia tych zobowiązań przez dane państwo. 

Podkreślamy, że prawo do takiego apelu mają 
tylko członkowie Rady. Zanim na tem stanęło, 
toczyła się jednak na konferencji długa dyskusja, 
w której Stany Zjednoczone i "Włochy (w przeciwień 
stwie do Anglji, Francji i Japonji) żądały, aby prawo 
to rozszerzono na wszystkich wogóle członków Ligi, 
a nawet samym mniejszościom, czyto zrzeszemom 
czy też jednostkom, przyznano prawo zwracania się 
z podobnemi skargami do Rady Ligi. 

Póki ochrona nad mniejszościami rozciąga się 
tylko na kilka państw, którym arbitralnie przezna- 
czono rolę kozłów ofiarnych za nadużycia popełniane 
pod tym względem na całym świecie, wszelkie zastrze- 



— 139 — 

zenie tej gwarancji byłoby tylko podkreśleniem krzywdy, 
i dlatego dobrze się stało, źe ten dalej idący postulat 
upadł. Z chwilą jednak, gdy sprawę ochrony mniej- 
szości skieruje się na jedynie właściwą drogę normy 
ogólnej, wprowadzonej do Paktu Ligi, poźądanem 
i słusznem będzie, aby ją postawiono jak najliberal- 
niej. Należałoby wytaczanie wszelkich skarg i żalów 
powierzyć nie szczupłemu gronu członków Rady, zda- 
jąc się ślepo na ich sumienność i dobrą wolę, lecz 
samym mniejszościom otworzyć drogę do orga- 
nów Ligi. To też we Francji powstał projekt, aby do 
ustępów Paktu, określających kompetencję Rady i Zgro- 
madzenia Ligi, dodać w obu wypadkach, źe dany organ 
może »w szczególności odbierać skargi mniejszoś^ci 
etnicznych co do ich losu politycznego". 

Rezolucja ta, przedłożona zjazdowi brukselskiemu, 
miała na myśli nie tylko zabezpieczenie praw tych 
mniejszości w obcem państwie, ale także wskazanie 
drogi pokojowego uwolnienia z pod obcych rządów. 
Jest to problem, który, jak już widzieliśmy, najściślej 
się łączy z Paktem Ligi ; ale właśnie ponieważ sięgała 
tak daleko, rezolucja ta nie została uchwaloną. Uchwa- 
lono natomiast rezolucję inną, przedłożoną przez Sto- 
warzyszenie szwedzkie, według której „wzywa się Ligę 
Narodów, aby jak najrychlej sformułowała zasady, mo- 
gące zabezpieczyć narodowościom, objętym terytorjum 
każdego państwa, równość obywatelską, wolność 
religijną i swobodny użytek swego języka*. 

Zbytecznem dowodzić, jak ze wszech miar słusz- 
nem jest to żądanie, wskazujące niedwuznacznie, w ja- 
kim kierunku powinien iść w tej sprawie przyszły roz- 
wój Ligi Narodów. Popierając te dążenia najgorliw- 
szych bojowników za sprawę Ligi, Polska wierną po- 
zostanie swym zaszczytnym tradycjom przeszłości, 
a zarazem najskuteczniej zwalczy narzuczone jej gwa- 
rancje wyjątkowe. Skoro bowiem te same zasady co 



- 140 — 

do praw mniejszości będą obowiązywały we wszyst- 
kich państwach Ligi, dawniejsze traktaty specjalne 
staną się zbyteczne, a może nawet sprzeczne z normą 
ogólną, i jako takie niewątphwie zostaną unieważnione 
przez tę właśnie Radę Ligi, pod której kontrolę je 
oddano. 

3. Praca i życie ekonomiczne. 

Widzieliśmy, że artykuły o traktatach poczęści 
łączą się jeszcze z kwestją zażegnywania wojen i two- 
rzą dopiero formalną podstawę dla współpracownictwa 
narodów. Przekonaliśmy się również, że system man- 
datowy, mający w zasadzie służyć cywilizacyjnemu 
współdziałaniu ludzkości przez pomoc dojrzalszych 
ludów dla słabiej rozwiniętych, narazie tylko poło- 
wicznie, a nawet oportunistycznie spełnia to szczytne 
zadanie. Obie te dziedziny, jak również i sprawa 
ochrony mniejszości, w obecnych warunkach pozostają 
w bliższym jeszcze związku z życiem politycznem ani- 
żeli z życiem społeczno kulturalnem. Do tego ostat- 
niego wkraczamy w całej pełni dopiero z 23 cim arty- 
kułem Paktu. 

Nie jest to przypadkiem ani winą autorów, że 
zadanie, które wstęp do Paktu postawił na pierwszem 
miejscu, w jego konkretnych artykułach zostało ze- 
pchnięte na sam koniec. Przyczyna jest zupełnie inna 
Okazało się mianowicie, że poszczególne dziedziny 
życia cywilizacyjnego, wszystkie zgoła odrębne od 
zagadnień czysto politycznych, wymagają też odręb- 
nego zupełnie traktowania, na które w Pakcie nie 
mogło być dostatecznego miejsca. Nie mogło być 
tem bardziej, że te dziedziny, bardzo różnorodne także 
pomiędzy sobą, nie dały się też załatwić zapomocą 
jednego wspólnego schematu, lecz wymagają kaida 
zosobna swej organizacji i specjalnych przepisów. 



— 141 - 

Wreszcie tutaj w wyższym stopniu, aniżeli w zanied- 
banej dotąd dziedzinie zwalczania wojen, trzeba było 
liczyć się z tem, czego już przedtem dokonano dla kultu- 
ralnego zbliżenia narodów, przez dawniejsze konwen- 
cje i ustanowione już biura, komisje i związki między- 
narodowe. Dlatego programowe zasady 23-go arty- 
kułu poprzedzono zastrzeżeniem, że mają wejść w ży- 
cie z zachowaniem i w zgodzie z postanowieniami kon- 
wencyj międzynarodowych, obecnie istniejących albo 
później zawartych. 

Ten ostatni wzgląd, wzgląd na poprzednio już 
stworzone organizacje, najmniej zawadzał w tej spra- 
wie, która się wydawała najpilniejszą, t. j. w sprawie 
pracy. Dla niej bowiem, chociaż oddawna była 
polem działania najskrajniejszych właśnie haseł inter- 
nacjonalizmu, żadnej dotąd nie było urzędowej orga- 
nizacji międzynarodowej. Twórcy Ligi byli więc pod 
tym względem swobodni. Natomiast inne uwagi ogólne 
które podnieśliśmy przed chwilą, znajdują konkretne 
potwierdzenie właśnie w genezie postanowień o mię- 
dzynarodowej organizacji pracy. 

Chociaż na konferencji pokojowej zaraz na po- 
czątku dla spraw pracy powołano do życia osobną 
komisję, przecież zrazu zasadnicze postanowienia o jej 
organizacji międzynarodowej chciano pomieścić w sa- 
mym Pakcie Ligi. Istotnie też w projekcie z 14 lutego 
osobny tej sprawie poświęcono artykuł, który nie tylko 
zawierał ogólne zobowiązania co do ludzkich warun- 
ków pracy, ale ustanawiał też w tym celu pewne spe- 
cjalne organy, a mianowicie Konferencję Generalną 
i Międzynarodowe Biuro Pracy. Jeszcze w marcu 1919 
roku, na londyńskim zjeździe Stowarzyszeń dla Ligi 
Narodów, zażądano tylko staranniejszej i jaśniejszej 
redakcji tego artykułu. 

Ale przed ustaleniem ostatecznego tekstu Paktu, 
komisja Ligi Narodów doszła do przekonania, że 



- 142 — 

sprawa ta w samym Pakcie, gdzie jeden tylko artykuł 
można jej było poświęcić, nie da się należycie zała- 
twić. Gołosłowne ustanowienie konferencji i Biura 
Pracy nie mogło mieć poważnego znaczenia bez do- 
kładnych przepisów, wyjaśniających organizację i spo- 
sób działania tych instytucyj. Nadto już wówczas 
zaznaczał się prąd, aby im nadać w stosunku do Ligi 
jak najszerszą autonomję. Było to tem słuszniej- 
sze, że w takiej specjalnej dziedzinie można było za- 
cieśnienie stosunków międzynarodowych posunąć znacz- 
nie dalej, aniżeli w drażliwszych jeszcze kwestjach po- 
litycznych. Niewątphwie też przyboczne jak gdyby 
organy życia międzynarodowego o specjalnych funk- 
cjach prędzej się będą mogły rozwijać aniżeli sama 
budowa centralna, organy rozstrzygające o politycz- 
nych losach świata. 

To też w redakcji przyjętej dnia 28 kwietnia, po- 
stanowienia o pracy tworzą już tylko pierwszy z sze- 
ściu ustępów (a— f) artykułu 23-go. Ograniczają się 
zaś do zobowiązania członków Ligi, że będą się sta- 
rali o godne i ludzkie warunki pracy dla 
mężczyzn, kobiet i dzieci na własnem terytorjum, jak 
i we wszystkich krajach, dokąd sięgają ich stosunki 
handlowe i przemysłowe. Poza tem obiecano tu tylko 
ustanowić i utrzymywać w tym celu potrzebne orga- 
nizacje międzynarodowe; tych zaś nawet nie wymie- 
niono, pozostawiając wszelkie szczegóły innej zupełnie 
umowie. Ta um o wa, opracowana przez ko- 
misję kongresową dla spraw pracy, rów- 
nież stała się integralną częścią traktatów pokojowych 
mianowicie XIII- ta. Ale związek jej z częścią I-szą 
tj. zPaktemLigi jest bardzo ścisły i ogrom- 
nie p ouczający. 

Co prawda, na pierwszy rzut oka uderzają znaczne 
różnice w układzie. Część XIirta dzieh się bowiem 
na dwie sekcje, z których druga (art. 427 traktatu wer- 



- 143 — 

Salskiego) zawiera tylko pewne „zasady ogólne", cho- 
ciaż już we wstępie do części pierwszej, konkretnej, 
podano dość obszerne umotywowanie zasadnicze. W obu 
tych niesłusznie rozdzielonych ustępach związek z Ligą 
wyraźnie podkreślono: stwierdzono, że pokój, do któ- 
rego ona dąży, musi się opierać na sprawiedliwości socjal- 
nej, że cała organizacja, stworzona w tym celu, jest skoja- 
rzona ^cssofż^^ z ustrojem Ligi, że wyłuszczone zasady, 
aczkolwiek niezupełne, powinny kierować polityką Ligi. 

Ale także sama sekcja I-sza, gdzie ten związek 
starano się uwzględnić, dzieli się — w przeciwieństwie 
do Paktu — na cztery osobne rozdziały, gdyż zawiera 
ai 40 artykułów z aneksem. Te większe rozmiary 
nie są przypadkowe. Wynikły bowiem z tego, że 
statut pracy swój ciaśniej szy o wiele zakres działania 
unormował bez porównania bardziej szczegółowo, ani- 
żeli to uczynił Pakt Ligi. Nie miejsce tutaj na jego 
wszechstronną analizę. Na trzy tylko kwestje pra- 
gniemy zwrócić uwagę. 

Jednej już dotknęliśmy, mówiąc o organizacji sa- 
mej Ligi i o funkcjach jej władz. Podnieśliśmy wtedy 
kilkakrotnie, że statut pracy może pod niejednym 
względem służyć jako komentarz do Paktu, 
a co najmniej pozwala przewidzieć, w jaki sposób będą 
sprecyzowane i rozwinięte jego nieraz tak ogólnikowe 
przepisy. Wynikło to z tego, że organizacja pracy 
jest najściślej wzorowana na organizacji Ligi, a przy- 
tem dokładniej obmyślana w szczegółach. Konferen- 
cja generalna Pracy zupełnie odpowiada Zgromadze- 
niu Ligi, Rada administracyjna —Radzie Ligi, a Biuro 
Pracy — jej Sekretarjatowi. I tutaj w Konferencji 
wszyscy członkowie są reprezentowani na równych 
prawach, a natomiast w Radzie pierwszeństwo mają 
państwa najznaczniejsze pod względem przemysłowym. 
Podczas gdy jednak w Pakcie kompetencja i funkcje 
trzech organów Ligi nie są należycie wyjaśnione, tutaj 



— 144 — 

spotykamy pod tym względem przepisy o wiele bar- 
dziej wyczerpujące. Przewidziano więc sposób powo- 
ływania przedstawicieli każdego państwa, rolę eksper- 
tów, sposób głosowania, zadania Biura, nie wyjmując 
pracy wydawniczej, a w osobnym rozdziale najdokład- 
niej unormowano ustalenie porządku dziennego Konfe- 
rencji i zapewnienie jej uchwałom jak największej sku- 
teczności. Chociaż starano się uszanować zasadę su- 
werenności państwowej, przewidziano jednak także do- 
chodzenia i sankcje na wypadek, gdy jakieś państwo 
wykroczy przeciwko przyjętej przez siebie konwencji. 
I przy tej procedurze niejeden szczegół przypomina 
postanowienia Paktu w razie zatargów międzynaro- 
dowych. 

Zaznaczyliśmy już w odpowiednich miejscach, ile 
śmielszą jest pod niejednym względem organizacja 
pracy, dopuszczając np. do Konferencji przedstawicieli 
robotników i pracodawców, którzy głosują niezależnie 
od przedstawicieli swych rządów. To też niekażdy 
z owych szczegółów statutu pracy da się odrazu za- 
stosować do organizacji samej Ligi. Wpływ jednak 
wzajemny będzie napewno działał bardzo silnie, a wy- 
nika to z organicznego związku obu insty- 
tucyj. To jest właśnie druga kwestja, którą tu mu- 
simy poruszyć. 

Pomijając analogję w konstrukcji, związek ten jest 
zapewniony chociażby przez to, że obie organizacje, 
ogólna i specjalna, mają tych samych członków. Człon- 
kowie pierwotni Ligi są zarazem członkami pierwot- 
nymi organizacji pracy, a kto w przyszłości stanie się 
członkiem Ligi, stanie się tem samem też członkiem 
drugiej instytucji. Poza tem łączność zapewni przede- 
wszystkiem Sekretarz generalny Ligi przez swój sto- 
sunek do Biura Pracy, które będzie urządzone w sie- 
dzibie Ligi i „będzie częścią całokształtu jej instytucji*. 
Wszak Sekretarz generalny Ligi ma udzielać Biuru 



— 145 — 

swej pomocy na każde żądanie; przed nim dyrektot 
Biura będzie odpowiedzialny za użytek funduszów, za- 
czerpniętych z budżetu Ligi; na jego ręce będą skła- 
dane polecenia i projekty konwencji, przyjęte przez 
Konferencję Pracy; przez niego będą zaregestrowane 
wszelkie konwencje ratyfikowane przez ogół, albo też 
część członków; on zadecyduje o składzie komisyj ba- 
dawczych w sprawach spornych, wyznaczy ich prze- 
wodniczących i zakomunikuje ich raporty interesowa- 
nym rządom. Pewne znaczenie odgrywa jednak w or- 
ganizacji pracy także Rada Ligi, która rozstrzygnie 
wątpliwości, które państwa są najznaczniejsze pod wzglę- 
dem przemysłowym; bez zgody państw, w niej repre- 
zentowanych, żadna zmiana w statucie pracy nie 
stanie się obowiązującą. Wreszcie także międzynaro- 
dowy trybunał Ligi spełnia w organizacji pracy bar- 
dzo ważne zadanie, gdyż do niego może się zwrócić 
każde państwo, które nie przyjmuje raportu komisji 
badawczej lub które stwierdzi naruszenie przepisów 
statutu przez państwo inne. Wyroki trybunału w ta- 
kich wypadkach nie dopuszczają apelu, i on też wska- 
zuje sankcje ekonomiczne, któreby należało zastosować 
wobec winowajcy. Zanim zaś trybunał Ligi będzie 
zorganizowany, jej Rada utworzy w razie potrzeby 
trybunał specjalny dla rozsądzenia spraw związanych 
z pracą, złożony z 3 osób. 

Ten ostatni przepis znajduje się już w rozdziale 
o przepisach przejściowych, i tutaj też nasuwa się trzecj 
moment, zasługujący na uwagę, jeśli się zestawia samą 
Ligę z organizacją pracy. Co do tej ostatniej starano 
się przygotować jak najrychlejsze wejście w ży- 
cie, ustalając zaraz termin pierwszej konferencji, bez 
względu nawet na wejście w życie organizacji Ligi, 
a w aneksie podano nawet skład komitetu organiza. 
cyjnego i punkty porządku dziennego pierwszej sesji. 
Dzięki temu, jak to już przy innej sposobności pod- 

Liga Narodów. '^ 



- 146 - 

kreśliliśmy, organizacja pracy rozpoczęła swe działa- 
nie jeszcze przed wejściem w życie traktatu pokojo- 
wego i mimo opozycji amerykańskiej przeciwko temu 
traktatowi po raz pierwszy zebrała się właśnie w Wa- 
szyngtonie. 

Znane juz pozytywne rezultaty tych obrad i ukon- 
stytuowanie się Rady administracyjnej, gdzie i rząd 
polski ma swego przedstawiciela, przyczyniły się nie- 
wątpliwie do osłabienia sceptycyzmu wobec planów 
organizacji międzynarodowej wogóle i zostały teź po- 
witane ze szczerą radością przez wszystkich zwolen- 
ników Ligi. Zgodnie z rezolucjami poszczególnych to- 
warzystw, zwłaszcza angielskiego i szwajcarskiego, 
wypowiedziała się teź w tym duchu konferencja bruk- 
selska. 

Z drugiej strony jednak pewne wyprzedzenie samej 
Ligi przez organizację pracy musiało wzmocnić ten- 
dencje partykularystyczne tej ostatniej. To teź z ca- 
łym naciskiem podniesiono z jej strony, źe nie jest ona 
bynajmniej jedną z sekcyj Sekretarjatu Ligi, lecz insty- 
tucją samodzielną, chociaż związaną z Ligą. Stanowisko 
to jest oczywiście słuszne, jego dobitne jednak zaznacza- 
nie w znacznej mierze tłumaczy się tem, źe w organi- 
zacji pracy, jak to zresztą było do przewidzenia, prze- 
ważny głos zdobyły sobie żywioły o wiele radykalniej- 
sze i bardziej lewicowe aniżeli te, które narazie kie- 
rują Ligą i od których wskutek tego tamte pragnęłyby 
się jak najbardziej uniezależnić. 

Może to mieć oczywiście swoje ujemne skutkiJ 
zasadniczo jednak tworzenie odrębnych organizacyj 
międzynarodowych dla poszczególnych dziedzin życii 
trzeba uznać za pożądane. To też mnożą się głosyj 
aby za wzorem organizacji pracy stworzyć zaraz jesz-- 
cze i inne podobne, któreby otaczając swemi 
warsztatami działania główny zrąb Ligi Narodów, 



- 147 - 

urzeczywistniały takie inne zadania kulturalne, wska- 
zane w Pakcie. 

Dotyczy to w pierwszym rzędzie spraw ekono- 
micznych, ws'ród nich zaś znowu głównie zagadnień 
handlu, komunikacji i tranzytu. Pod tym 
wzglejdem Pakt jest nadzwyczaj lakoniczny. To tez 
po ogłoszeniu projektu z 14 lutego zaraz odezwały się 
głosy, żądające pewnego uzupełnienia odnośnego (ów- 
czesnego 21 -go) artykułu a nawet wprowadzenia arty- 
kułu dodatkowego, któryby stworzył sekcję ekono- 
miczną Ligi. W dosłownem znaczeniu urzeczywist- 
niono to ostatnie życzenie przez stworzenie sekcji eko- 
nomicznej w jej Sekretarjacie. Zdaje się jednak, źe 
juź wówczas intencja wniosków sięgała dalej, źe miano 
na myśli stworzenie dla spraw ekonomicznych takiej 
samej organizacji międzj^narodowej, jaką stworzono 
dla pracy. Świeżo zaś na zjeździe brukselskim cał- 
kiem wyraźnie juź sformułowano życzenie, aby przy- 
najmniej dla spraw handlowych taką właśnie osobną 
organizację powołano do życia. 

Jest to tern konieczniejsze, że także ostateczna 
redakcja Paktu nie rozszerzyła wcale artykułu, odno- 
szącego się do tych spraw, lecz i z niego, jak z ar- 
tykułu o pracy zrobiła tylko jeden ustęp (e) w ogól- 
nym artykule programowym o zadaniach kulturalnych 
Ligi. I tutaj ograniczono się do gołosłownego i ogól- 
nikowego zobowiązania, źe członkowie Ligi postarają 
się zapewnić „wolność komunikacji i tranzytu, oraz 
słuszne traktowanie handlu wszystkich członków"; za- 
strzeżono tylko, że specjalne potrzeby okolic spusto- 
szonych podczas wojny z r. 1914 do 1918 będą uwzględ- 
nione. 

Oprócz wskazanych już powodów ogólniejszych 
była jeszcze jedna przyczyna, która właśnie przy omó- 
wieniu tych kwestyj wpłynęła na lakoniczność Paktu. 
Oto bowiem w zakresie komunikacji jedno nasuwało 

10* 



- 148 - 

się zagadnienie, którego nie chciano nawet dotknąć. 
Była to sprawa wolności mórz. Tylko w pro- 
jektach Ligi, które wyszły ze strony niemieckiej, od- 
grywa ona bardzo doniosłą rolę. Występuje tez 
w słynnych 14-tu punktach Wilsona. Ale wiadomo, 
że co do tego punktu koalicja, a w szczególności Anglja, 
od początku wyrażała swoje zastrzeżenia, które nie 
pozwohły na to, aby wogóle został uwzględniony przy 
ustalaniu warunków pokojowych. Tern bardziej chciano 
uniknąć w Pakcie Ligi wszelkich drażliwych szczegó- 
łów w sprawie komunikacji. 

Wynikła stąd chociażby ta niedogodność, ie 
w czę-« lach traktatu pokojowego, specjalnie poświę- 
conych tym i podobnym zagadnieniom, nie można było 
zacytować ani zastosować jakichkolwiek ogólnych za- 
sad. Właśnie dlatego jednak cały szereg kwestyj, za- 
łatwionych tylko połowicznie, trzeba było przekazać 
Lidze Narodów, która już z tego względu także w dzie- 
dzinie gospodarczej będzie musiała się rozwinąć i roz- 
szerzyć swój program. 

Najwyraźniej to występuje w części traktatu, zaj- 
mującej się portami, drogami w o dnem i i k o le- 
jo wemi. Tutaj narazie trzeba było ograniczyć się 
do dawnej praktyki uznania pewnych rzek jako mię- 
dzynarodowe. Kilkakrotnie jednak odwołano się przy 
tern do nowej instytucji Ligi Narodów. I tak, gdy 
jedno z państw, położonych nad daną rzeką, zaniedba 
robót potrzebnych dla zabezpieczenia nawigacji, albo 
jej w jakikolwiek sposób przeszkodzi, inne państwa 
interesowane będą mogły odwołać się do juryzdykcji, 
ustanowionej w tym celu przez Ligę Narodów. Wszyst- 
kie spory, które będą mogły wyniknąć z odnośnych 
przepisów traktatu, uśmierzy się tak, jak to przewidzi 
Liga. Ona będzie mogła proponować rewizję tych 
postanowień, i jej Rada po upływie 5 lat rozstrzygnie 
o dalszem trwaniu pewnych zobowiązań niemieckich 



I 



— 149 — 

bez prawa wzajemności (art. 3o6, 337, 376, 377, ^388 
traktatu wersalskiego). Wreszcie w jednym konkret- 
nym wypadku, nas właśnie żywo obchodztjcym, miano- 
wicie co do umiędzynarodowienia Niemna, Lidze Na- 
rodów przekazano jeszcze ważniejszą rolę. Oto Niemen 
wtedy tylko zostanie poddany zarządowi komisji mię- 
dzynarodowej, gdy jedno z państw nadbrzeżnych zwróci 
się o to do Ligi Narodów, która wtedy zamianuje 
trzech członków tej komisji, zasiadających w niej 
obok przedstawicieli państw nadniemeńskich (art. 342). 

Już ze stylizacji wszystkich niemal przytoczonych 
artykułów widać całkiem jasno, że Liga będzie musiała 
stworzyć specjalne organy dla załatwiania tych 
spraw. Organ sądowy dla rozstrzygania sporów o ta- 
mowanie żeglugi rzecznej będzie musiała stworzyć 
tern spieszniej, że pod jego kompetencję podpadną też 
spory w sprawie wolności żeglugi w kanale kilońskim 
(art. 386). Wogóle jednak cały sposób traktowania 
tych zagadnień, przewidziany w traktacie wyraźnie, 
uznano jako tymczasowy. Będzie on zastąpiony 
przez konwencję ogólną w sprawie dróg wodnych 
o międzynarodowym charakterze, którą ułożą mocar- 
stwa sprzymierzone i stowarzyszone, a zatwierdzi Liga 
Narodów (art. 338). Plan opracowania takiej konwencji 
międzynarodowej jest szczególnie ważny dla Polski. 
Wszak w jej osobnym traktacie z Głównemi Mocar- 
stwami także co do Wisły, która w traktacie z Niem- 
cami nie figuruje wśród rzek między narodom h, na- 
rzucono jej pewne bardzo uciążliwe zobowiązania, 
które dopiero z chwilą wejścia w życie takiej konwencji 
ogólnej będą zniesione. 

Pracowano nad taką konwencją już na konferencji 
paryskiej. Zdaje się jednak, że plan ten nie zostanie 
wykonany, zanim nie powstanie przy Lidze Narodów 
międzynarodowa organizacja dla spraw handlowych 
i tranzytowych, o której potrzebie wspominaliśmy przed 



- 150 - 

chwilą. Potrzeba ta jest tern widoczniejszą, że juź 
w traktacie wersalskim powołano się na autorytet Ligi 
także w sprawach tranzytu lądowego: jeśli mianowicie 
Niemcy i Polska nie będą się mogły porozumieć co do 
konwencji, ułatwiającej komunikację między Rzeszą 
a Prusami Wschodniemi, oraz między Polską a Gdań- 
skiem na prawym brzegu Wisły, to ustali warunki tej 
umowy Rada Ligi Narodów (art. 98). Nadto w trak- 
tacie z Austrją (art. 327), który jak juź zaznaczyliśmy, 
wogóle może jeszcze bardziej liczy się z Ligą Naro- 
dów, aniżeli wcześniejszy wersalski, odwołano się do 
niej m. i. także w sprawie komunikacji telegraficznej 
i telefonicznej między Austrją a Czechosłowacją. 

Wobec rozległych zadań, które spadną na mię- 
dzynarodową organizację handlowo- komunikacyjną, na- 
wet jeśli kwestja wolności mórz nierychło stanie na 
porządku dziennym, bardzo być może, że dla innych 
dziedzin życia ekonomicznego inne jeszcze trzeba bę- 
dzie stworzyć organizacje specjalne przy Lidze Na- 
rodów. 

Na pierwszy plan wj^suwają się tutaj kwestje 
finansowe. Liga, a co najmniej jej Rada, będzie 
miała z niemi do czynienia chociażby dzięki temu, że 
już traktat wersalski (a na jego wzór także inne trak- 
taty pokojowe) odsyła do jej decyzji, gdy chodzi o wy- 
znaczenie przewodniczącego mieszanych trybunałów 
rozjemczych dla zatargów na tle ekonomicznem i o roz- 
patrzenie poleceń komisji dla spraw ubezpieczeniowych 
(art. 304a i 312), Narazie są to oczywiście szczegóły, gdzie 
rola Ligi będzie co najwyżej pomocniczą; prawdopodob- 
nie jednak okaże się wogóle, że bez jej pomocy, a to zor- 
ganizowanej na szeroką skalę, nie znajdzie się wyjście 
z obecnego powszechnego kryzysu finansowego. Trudno 
jeszcze przewidzieć, czy uda się wtedy urzeczywistnić 
tak śmiałe pomysły, jak zaprowadzenie waluty między- 
narodowej. W każdym razie jednak słuszność mają 



- 151 ~ 

może ci, którzy sądzą, źe niejeden sceptyk w stosunku 
do Ligi, a nawet całe narody przekonałyby si^ do niej, 
gdyby właśnie na polu finansowem okazała się przy- 
datną i stopniowo stała się niezbędną. Może tez mię- 
dzynarodowa konferencja finansowa, którą zwołała 
Rada Ligi, stanie się istotnie zawiązkiem stałej orga- 
nizacji. 

Zarówno przy niej, jak i przy międzynarodowej 
organizacji handlowej, statut pracy będzie naturalnie 
służył jako wzór, wymagając jednak odpowiednich mo- 
dy ti kacy j. Znaczniejsze jeszcze będą musiały być te 
same zmiany w gotowym schemacie, gdy także dzia- 
łalność Ligi na innych polach zostanie ujętą w pewien 
system. Co prawda dotychczasowe postanowienia 
Paktu nie grzeszą zbytnią systematycznością. I tak 
w swym programowym artykule 23-m, gdzie w ustępach 
a) i e) wskazano zadania Ligi co do pracy i komuni- 
kacji, znajdują się ustępy, które łączą się właściwie 
z innemi zupełnie artykułami; dlatego też ustęp b) 
o traktowaniu tubylców w kolonjach, omówiliśmy już 
wyżej w związku z artykułem o mandatach, a ustęp 
d) o kontroli handlu bronią — w związku z artykułem 
o rozbrojeniu. Pozostałe zaś ustępy c) i f), jako do- 
tyczące spraw, związanych z higjeną, łączą się orga- 
nicznie z artykułem 25, określającym stosunek Ligi do 
organizacji Czerwonego Krzyża. 

Artykuł ten został dodany dopiero później, przy 
ostatecznej redakcji Paktu, tak, że w środku pozostał 
artykuł o najogólniejszym charakterze, mianowicie 24 ty. 
Według niego wszystkie dawniejsze i przyszłe biura 
i komisje międzynarodowe będą, za zgodą interesowa- 
nych stron, poddane pod zwierzchność Ligi, a Rada jej 
może włączyć wydatki każdego z takich biur do bud- 
żetu Sekretarjatu Ligi. W ten sposób wszystko, co 
dotąd zrobiono w tej dziedzinie, będzie przez Ligę 
przejęte, a wszelkie zaś dalsze wysiłki przez nią 



- 152 — 

skoordynowane. Gdzie zaś jakąś kwestją, będącą przed- 
miotem konwencyj międzynarodowych, nie zajmuje się 
żadne stałe biuro lub komisja, Liga zaradzi temu bra- 
kowi w ten sposób, że jej Sekretarjat na życzenie 
stron i za zgodą Rady, będzie udzielał wszelkich inior- 
macyj i pomocy. 

Prędzej czy później jednak nie wystarczy takie 
doraźne załatwianie tych spraw przez organ ogólny, i tak 
obarczony pracą, ani nawet istnienie samego tylko 
biura międzynarodowego dla danej kwestji. O ile cho- 
dzi o kwestje, dotyczące pracy lub zagadnień ekonomicz- 
nych, zostaną one oczywiście objęte organizacjami 
międzynarodowemi, z których jedną juź poznaliśmy 
jako gotową i działającą, drugą zaś w jej zawiązkach. 
Dla ; innych zaś spraw powstaną również organizacje 
analogiczne, gdzie obok biura stanie Rada i perjo- 
dyczna konferencja. Dwie zaś z tych organizacyj są 
juź zaprojektowane, tak samo jak handlowa. 

4. Higjena i życie umysłowe. 

Smutnoby było, gdyby Liga miała się zająć tylko 
materjalną stroną cywilizacji, dziś tak jaskrawo i po- 
wierzchownie przecenianą. Potrzeby ludzkości w za- 
kresie pracy i stosunków gospodarczych są może na- 
razić najpilniejsze i na j natarczywiej się narzucają; jeśli 
jednak nie ma zupełnie podupaść wszelka prawdziwa 
kultura, to musi znowu nadejść epoka, kiedy nieznisz- 
czalne wartości ducha zdobędą sobie wreszcie znowu 
należne im uznanie i rolę w życiu ludzkości. Liga 
zaś, której nic ludzkiego nie może pozostać obcem, 
powinna tym lepszym i piękniejszym czasom torować 
drogę. 

Nie straciła jednak swego znaczenia odwieczna 
prawda, że zdrowy duch tylko w zdrowem ciele roz- 
wijać się może. Dbałości o h i g j e n ę, w najszerszem 
tego słowa znaczeniu, nie zastąpią ani pomyślne wa- 



— 153 - 

runki pracy ani rozwój handlowo-finansowy. Z tego 
teź już przy układaniu Paktu zdano sobie sprawę 
i w dwóch ustępach 23 go artykułu przekazano Lidze 
poważne zadania co do zdrowia publicznego. 

Pierwszy z tych ustępów (c) zaraz początkiem swoim 
dowodzi jeszcze czegoś więcej. Dowodzi trafnej świa- 
domości, źe dbałość o zdrowie ludzkości musi wycho- 
dzić z założeń etycznych, musi sięgnąć do tych 
najgłębszych przyczyn upadku fizycznego, któremi są 
nietyle słabość organizmu ludzkiego i warunki ze- 
wnętrzne, ile wszelkie objawy moralnego zepsucia. Na- 
czelnem bowiem postanowieniem Paktu, dotyczącem 
higjeny, jest oddanie pod kontrolę Ligi umów w spra- 
wie handlu kobietami i dziećmi. Dodano tu jeszcze 
bardzo słusznie handel opjum i innemi szkodliwemi 
wyrobami, ale nie zawadzało też dodać w najkrótszych 
słowach wyraźne i stanowcze potępienie tych rażących 
objawów zwyrodnienia. Ścisłe spełnienie tych zobo- 
wiązań moralnych jest zasadniczym warunkiem po- 
wodzenia wszelkiej organizacji międzynarodowej w dzie- 
dzinie zdrowia; mimowoli jednak nasuwa się uwaga, 
źe podobne oparcie się o podstawy słuszności etycz- 
nej będzie niemniej potrzebnem, jeśli Liga sprecyzuje 
swoje wyżej omówione zamierzenia w zakresie sto- 
sunków ekonomicznych. 

Bezpośrednio higjeny dotyczy już ostatni (f) ustęp 
23-go artykułu, niepotrzebnie oddzielony od stresz- 
czonego tu przed chwilą. Według niego członkowie 
Ligi „postarają się powziąć wszelkie środki o charak- 
terze międzynarodowym, aby zapobiegać chorobom 
i zwalczać je". Zobowiązanie to niestety bardzo ogól- 
nikowe, i może właśnie dlatego unormowano przy- 
najmniej przez dodanie artykułu 25-go stosunek Ligi 
do najpoważniejszej pod tym względem organizacji 
dawniejszej. Jej członkowie zobowiązują się bowiem 
popierać ustanawianie i współdziałanie narodowych 



- 154 — 

organizacyj Czerwonego Krzyża.. Podkreślając 
przytem, źe celem tych organizacyj jest „poprawa 
zdrowia, obrona zapobiegawcza przed chorobą i zła- 
godzenie cierpienia na świecie", wskazano zara- 
zem wzniosłe cele, które samej Lidze przy jej 
pracy na tern polu przyświecać muszą. Końcowe słowa 
o „złagodzeniu cierpienia** wprowadzają wogóle do ca- 
łego Paktu najcieplejszą, najwznioślejszą nutę. 

Jeśli jednak ten cel ma być osiągnięty, to nie wy- 
starczy ani gołosłowne postanowienie 23-go artykułu, 
ani pomoc dla Czerwonego Krzyża. I tutaj zasadni- 
cza reforma, ze spożytkowaniem istniejących już insty- 
tucyj, jest możliwą tylko przez ogólną i syste- 
matyczną organizacjęmiędzyn arodową 
h i g j e n y, wzorowaną na gotowej już organizacji 
pracy, z biurem centralnem, stałą Radą i konferencją 
generalną, której działalność byłaby jak gdyby urzę- 
dową syntezą rozmaitych zjazdów i kongresów lekar- 
skich. 

Z takim też postulatem, aby mianowicie obok 
organizacji handlowej stworzono na wzór statutu pracy 
taką samą organizację dla zdrowia publicznego, wy- 
stąpiła konferencja brukselska; zwłaszcza ze strony 
angielskiej stale na to wywierano nacisk. Otóż z ra- 
dością można stwierdzić, że urzędowe organy Ligi 
doskonale oceniły ważność i pilność tego zadania. Nie 
zadowalając się odnośną sekcją w Sekretarjacie, Rada 
zaraz na drugiem swojem posiedzeniu z 13. lutego 
1920 r. powzięła decydującą w tej sprawie uchwałę. 
Postanowiła skorzystać ze zwołanej już do Londynu 
narady międzynarodowej w sprawach higjeny, aby ją 
przez pewne rozszerzenie przekształcić w komisję, 
któraby opracowała projekt międzynarodowej organi- 
zacji zdrowia. Nie czekając zaś urzeczywistnienia tego 
planu, Rada, mimo nawału zadań politycznych, przy- 
stąpiła też już na następnej, marcowej sesji do jednej 



— 155 - 

konkretnej sprawy w zakresie higjeny, mianowicie do 
zwalczania tyfusu w Polsce. Jest to pierwsza 
czynność Ligi, przez którą zaskarbiła sobie szczerą 
wdzięczność naszego narodu. Ona też stała się po- 
wodem, że wreszcie na piąte, majowe zebranie Rady 
zaproszono po raz pierwszy przedstawiciela Polski, 
jako specjalnie interesowanej w tej sprawie. 

Praca Ligi w zakresie higjeny weszła więc od 
początku na dobrą i obiecującą drogę. Nacisk opinji, 
zwłaszcza tak wpływowej opinji angielskiej i konkretne 
przepisy Paktu szły tutaj w tym samym kierunku. 
Mniej pomyślnie przedstawiają się oczywiście te sprawy, 
o których Pakt milczy, obejmując je co najwyżej ogólną 
wzmianką o wszelkich biurach i komisjach. Tu na- 
razić działa tylko głos opinji, związków nieurzędo- 
wych, wychodzący głównie z Belgji i Francji, iale już 
rozbrzmiewający coraz ogólniej i donośniej. Są to 
sprawy, należące już wyłącznie do życia umysłowego, 
sprawy nauki i wychowania. 

Już na pierwszym zjeździe Stowarzyszeń, pracu- 
jących dla Ligi, pod koniec stycznia r. 1919, zanim 
więc jeszcze opracowano projekt Paktu, zapadły re- 
zolucje, żądające ustanowienia międzynarodowej ko- 
misji wychowania. Wniosek ten, podany przez przed- 
stawicielkę Ameryki, znalazł uzupełnienie w dru- 
gim, który podkreślił konieczność współdziałania re- 
ligji (do czego jeszcze wrócimy) i ciał wychowawczych 
dla ciągłości postępu Ligi Narodów; rzucono nawet 
myśl, poczęści już urzeczywistnioną w różnych kra- 
jach, m. i. i u nas w Polsce, aby na uniwersytetach 
odbywały się wykłady o nowych problemach organi- 
zacji świata. 

Pokrewną i uzupełniającą myśl poruszył na obra- 
dach samej komisji kongresowej delegat Belgji, min. 
Hymans. Zaproponował bowiem, aby Pakt odrazu 
ustanowił komisję dla badań naukowych. Wobec na- 



— 156 - 

wału pilniejszych zagadnień wniosku tego nie załat- 
wiono ; zwrócono tylko uwagę na istniejący już w Rzy- 
mie międzynarodowy instytut rolnictwa, któryby przy 
stworzeniu takiej organizacji należało uwzględnić. 
Rzecz jasna jednak, źe takich instytutów naukowych— 
a to nawet bez przymieszki celów praktyczno-gospo- 
darczych — jest tak długi szereg, źe dowodzi to chyba 
najlepiej ważności tej potrzeby, a zarazem koniecz- 
nos'ci pewnej systematycznej koordynacji. 

Mimo to jednak i mimo źe przy przeważnej części 
delegacyj kongresowych istniały, jako niezbędne organy, 
naukowe biura i komisje, atmosfera na konferencji po- 
kojowej nie sprzyjała takim napozór teoretycznym 
tylko planom i przedsięwzięciom. Nawet drugi zjazd 
Stowarzyszeń, w marcu 1919 r. podkreślił tylko ko- 
nieczność badań statystycznych dla celów ekonomicz- 
nych. Na tę teź tylko, najbardziej praktyczną stronę 
zagadnienia zwrócono uwagę przy początkowych pra- 
cach Sekretarjatu Ligi. Zorganizowanie jego bibljo- 
teki, któreby siłą rzeczy zwróciło uwagę na pewne 
zagadnienia naukowe, pozostało narazie w skrom- 
nych zawiązkach, chociażby dla braku ustalonej sie- 
dziby. 

Stanowczy krok naprzód przyniósł dopiero trzeci 
Zjazd Stowarzyszeń w grudniu 1919 r. Chociaż rezo- 
lucje, zgłoszone przez poszczególne Towarzystwa, 
sprawy tej wcale nie poruszały, ze wspólnych obrad 
wyłonił się wniosek, jednomyślnie przyjęty, aby obok 
organizacyj międzynarodowych dla higjeny i handlu 
żądać teź takiej samej dla wychowania i nauki. Wnio- 
sek ten uzasadnił znany pacyfista belgijski Paul Otlet, 
który już przedtem wielokrotnie zwracał uwagę na tę 
potrzebę; zapoznawszy się z nią jako sekretarz gene- 
ralny Unji wielkich stowarzyszeń międzynarodowych, 
jak również i przez pracę w Instytucie Bibljograficz- 



- 157 - 

nym, naszkicował teź w ogólnych zarysach bardzo 
daleko idące projekty w tej mierze. 

Z wnioskiem tym łączył się drugi, referowany 
przez F. Buisson, jednego z przedstawicieli Francji, 
gdzie najwybitniejsze umysły zajmują się zagadnieniem 
zbliżenia narodów w dziedzinie nauki i pracy umysło- 
wej wogóle. Wniosek ten podkres'lił specjalnie po- 
trzebę reformy wychowania w duchu zasad Ligi Na- 
rodów, która w tym celu powinna ustalić pewne mi- 
nimalne wymagania, stworzyć sobie odpowiednie organy 
i propagandę, zająć się wymianą uczniów i nauczycieli 
i t. d. Oczywiście wszystkie te myśli dałyby się urzeczy- 
wistnić w obrębie organizacji ogólnej, projektowanej 
w pierwszym wniosku. 

Zainteresowanie się tą sprawą odtąd niewątpliwie 
wzrosło. Zamiast mnożyć w dalszym ciągu luźne lub 
specjalne międzynarodowe instytuty i związki naukowe, 
których chociażby zaraz w pierwszym roku powojen- 
nym tyle powstało, z Unją Akademij na czele, zaczęto 
się zastanawiać nad konkretnemi próbami zastosowa- 
nia przepisów organizacji pracy dla analogicznej orga- 
nizacji życia umysłowego. Już z rozległości i różno- 
rodności tej dziedziny, do której słusznie się włącza 
także literaturę i sztukę, wynika potrzeba szybkich 
i usilnych starań na tern polu. Ale wypływa ona i z tego, 
że mało jest nadziei, aby — narazie przynajmniej — 
zajęły się tą sprawą urzędowe władze Ligi. Zmuszone 
zwrócić się nasamprzód do tych, zresztą i tak bar- 
dzo licznych zadań, które Pakt wyraz'nie na nie nało- 
żył, pochłonięte sprawami politycznemi i ekonomicz- 
nemi i w nich teź najbardziej kompetentne, organy te 
niewątpliwie pozostawią cały ten problem inicjaty- 
wie społecznej i fachowej. Nigdzie może 
rola pomocnicza nieurzędowych stowarzyszeń, 
pracujących dla Ligi, nie będzie ważniejszą i bardziej 
pożądaną. 



- 158 - 

Pożądaną dlatego, bo byłoby bardzo pożałowania 
godnem, gdyby chociaż tylko przez pewien czas umy- 
słowe podstawy Ligi Narodów zostały zaniedbane. 
Błędnem jest bowiem mniemanie, jakoby tu chodziło 
tylko o postęp teoretycznej wiedzy i umiejętności, choć 
przecież i to nie może być zlekceważone. Przeciwnie, 
międzynarodowa organizacja naukowa, bezpośrednio 
służąca nauce samej, jej potrzebom systematyzacji, 
syntezy i popularyzacji, bezpośrednio stałaby się nie- 
ocenioną wprost pomocą dla krzewienia zasad Ligi 
przez zbliżenie narodów. 

Jeżeli chodzi o samą sprawę wychowania, to 
nie potrzeba chyba bliższego uzasadnienia. Wszak 
właśnie ono, jeśli jest fałszywie pojęte, zaszczepia juź 
w młodociane serca ślepy szowinizm, nienawiść do 
innych narodów, złowrogi kompromis między suro- 
wemi zasadami etycznemi w stosunkach prywatnych 
a amoralnością w stosunkach między państwami i na- 
rodami. Bezkrytyczny kult siły ma tutaj swoje naj- 
niebezpieczniejsze źródło. 

Z reformą w tym kierunku łączyłoby się ułatwie- 
nie wymiany profesorów i studjów zagranicznych przez 
konwencje międzynarodowe; zwalczanie zaś propa- 
gandy nacjonalistycznej, dochodzącej nieraz aż do 
oszczerstwa, należałoby stopniowo rozszerzyć na pu- 
blicystykę i prasę. 

Byłyby to zresztą jedyne drażliwe strony między- 
narodowej organizacji życia intelektualnego. Poza 
tem bowiem, w przeciwieństwie do wszystkich niemal 
innych organizacyj, związanych z Ligą, ona nietyle 
potrzebowałaby usuwać, co narody dzieli, ile uwy- 
datniać i ożywiać, co jełączy. Przekony- 
wamy się o tem zwłaszcza, gdy od spraw wychowania 
przechodzimy do sfery n a u k i, w głębszem tego słowa 
znaczeniu. 



— 159 — 

Mimo nadużywania badań i odkryć naukowych 
do celów walki i zniszczenia, jak to widzieliśmy w woj- 
nie światowej, każda praca umysłowa już jako taka, 
rozszerzając widnokręgi, zmuszając do korzystania 
z dorobku innych narodów, odsłaniając wieczne prawdy 
poza codzienną małostkowością, toruje drogę do ogólno- 
ludzkiego zrozumienia i porozumienia. Ale zwłaszcza 
cały olbrzymi dział wiedzy, który niedarmo nazywa się 
humanistycznym, może i powinien odegrać pierw- 
szorzędną rolę w pojednaniu narodów. 

Na dnie każdego sporn tkwi niemal zawsze jedno 
wielkie nieporozumienie, które prawda objektywna 
mogłaby wyjaśnić i usunąć, gdyby mu nie pozwolono 
rozniecić namiętności, zanim się sięga do jej argumen- 
tów. Słusznie według samego Paktu Ligi każdą akcję 
pośredniczącą ma poprzedzić zbadanie faktycznej 
strony zatargu. Lecz czy nie byłoby lepiej, gdyby te 
fakty były ustalone i powszechnie znane, zanim zatarg 
powstał? Czemu wtedy dopiero roztrząsa się pre- 
tensje historyczne, potrzeby geograficzne, stosunki na- 
rodowościowe, kiedy w wirze sporu już tak trudno 
o objektywne dane? 

Niezmiernie pouczającem jest pod tym względem 
doświadczenie konferencji paryskiej. Nie 
brakło na niej szczerej i dobrej woli objektywnego 
zbadania faktów metodą naukową i oparcia decyzji na 
wynikach takiego badania. Z konieczności jednak ba- 
dano tylko takie kwestje, które były przedmiotem naj- 
zaciętszych zatargów; materjał dostarczany przez in- 
teresowane strony, miał charakter propagandowy i po- 
lemiczny, ci zaś, którzy mieU spór rozstrzygnąć, tak 
mało byli do tego przygotowani, nie słyszawszy nie- 
raz nawet przedtem o spornej ziemi lub mieście, że 
mimo znacznych wysiłków nie byli w stanie wyrobić 
sobie całkiem jasnego, samodzielnego poglądu. Wsku- 
tek tego nauka nie mogła jeszcze spełnić tej poważ- 



- 160 - 

nej roli, którą jej przeznaczano, a na decyzje wpły- 
wały zwykle względy polityczne, lekceważące sprzeczne 
i tak argumenty rzeczowe. 

Liga Narodów, która objęła niewdzięczny spadek 
po konferencji pokojowej, nie powinna popaść w po- 
dobny błąd. Mając przed sobą trudniejsze i szersze 
jeszcze zadania, bo wszystkie kwestje, których przesz- 
łość, nie zdołała rozwiązać, i wszystkie, które wysunie 
przyszłość, powinna od początku mieć do rozporzą- 
dzenia pełny materjał naukowy dla każdego zagadnie- 
nia. To zaś będzie moźliwem tylko wtedy, gdy w wiel- 
kiej organizacji badań naukowych na tych właśnie po- 
lach, które tu wchodzą w rachubę, a więc historji 
i prawa, geograf ji i etnograf ji, przygotuje sobie jak 
gdyby jedną olbrzymią encyklopedję świata, do 
której w razie potrzeby jej organy polityczne i są- 
dowe będą sięgały po gotową zawsze i bezstronnie 
opracowaną odpowiedź. W razach zaś, gdyby nie wy- 
starczyło, co zgóry będzie przygotowane, znajdzie 
się wśród współpracowników tej organizacji najbardziej 
zaufania godnych i kompetentnych rzeczoznawców dla 
dalszego zgłębienia rzeczy. Wtedy tylko wyroki roz- 
jemcze i „polecenia" Ligi będą miały za sobą cały auto- 
rytet prawdy i gruntowności, jaki tylko nauka dać może. 

Ale projektowana organizacja przyniosłaby inną 
jeszcze, nieocenioną korzyść. Badając nie tylko to, co 
jest lub będzie spornem między narodami, lecz cało- 
kształt ich kultury w historycznym rozwoju i w stanie 
obecnym, stwierdzi i odsłoni się, ile obok sporadycz- 
nych momentów spornych jest czynników wspólnych 
między narodami, wspólnych podstaw cywilizacji, wspól- 
nych potrzeb i celów przyszłości. Wykaże się przemija- 
jące znaczenie tego, co w chwilach zatargu podnieca 
umysły i wydaje się kwestją życia lub śmierci, a przeciw- 
stawi mu trwałe wartości pozytywne, które przynosi 
wszystkim narodom razem wziętym prawdziwy postęp 



— 161 — 

cywilizacyjny każdego zosobna. Co najważniejsze 
zaś, dzięki sieci zorganizowanych badań międzynaro- 
dowych, każdy naród będzie naprawdę znał narody 
nne, bez potrzeby hałaśhwej propagandy z ich strony. 
Dzięki równomierności i systematyczności studjów bę- 
dzie znał syntezę ich ducha, powagę ich tradycji, urok 
ich ziemi, piękno ich literatury i sztuki ; zrozumie, dla- 
czego to wszystko tak silnie przemawia do umysłów 
i serc danego narodu obcego. Wtedy wreszcie znik- 
nie ów smutny przeżytek pojęć starożytnych, według 
którego i dziś jeszcze to co obce wydaje się zarazem 
niezrozumiałe i wrogie. 

Z biegiem czasu będzie można pójść jeszcze o krok 
dalej. Właśnie z terytorjów mieszanych pod wzglę- 
dem narodowościowym, które dotychczas były polem 
najzaciętszy eh waśni danych narodów, będzie można 
uczynić wspólne warsztaty pracy, gdzie możliwość 
szczególnie gruntownego zapoznania się wzajemnego 
i współdziałania różnych kultur pozwoli im uzupełnić 
się nawzajem i stworzyć ogniwo między sąsiadującemi 
narodami, bez względu na to, komu na obszarze mie- 
szanym przypadnie suwerenność państwowa. Możnaby 
do tego doprowadzić, urządzając w centrach takich 
terytorjów wspólne dla obu narodów dwujęzyczne za- 
kłady pracy umysłowej. Specjalne placówki badawczo- 
wychowawcze powinny też powstać w tych nierozwi- 
niętych jeszcze krajach, które podlegać będą zarzą- 
dowi przez mandatarjusza Ligi. 

Nie gubiąc się jednak w tych śmiałych projektach 
dalszf j przyszłości, warto nakreślić choć w głównych 
zarysach plan samej organizacji centralnej, któraby 
mogła być odrazu stworzoną. Zgodnie z ogólnym 
schematem składałaby się z Konferencji, Rady i Biura, 
z pewnemi tylko modyfikacjami. 

Konferencje służyły by z jednej strony do opra- 
cowywania konwencyj międzynarodowych w sprawach 

Liga Narodów. * 1 



— 162 - 

nauki i wychowania, podobne pod tym względem do kon- 
ferencji pracy, a z drugiej strony do omówienia naj- 
ogólniejszych zagadnień wiedzy i twórczości ludzkiej, 
reasumując jak gdyby wyniki kongresów naukowych, 
urządzanych przez specjalistów, sprzęgając wyspecja- 
lizowane kierunki pracy umysłowej do wspólnej sluźby 
wielkich celów cywilizacyjnych i stawiając przed niemi 
nowe zagadnienia- Przedstawicielami zaś poszczegól- 
nych narodów powinni być nie tylko delegaci rządów, 
np. ministerjów oświaty, lecz także wysłańcy instytucyj 
naukowych i wychowawczych, oraz stowarzyszeń pra- 
cowników umysłowych. 

Stałej Radzie przypadłoby podwójne zadanie 
przygotowywania prac Konferencji i nadzoru nad pra- 
cami Biura. Skład jej wtedy mógłby być najodpo- 
wiedniejszym, gdyby każde państwo zorganizowało 
przy swem przedstawicielstwie w siedzibie L'gi swoje 
narodowe biuro naukowe, którego stały kierunek 
wszedłby do międzynarodowej Rady naukowej, współ- 
pracowników zaś dostarczaliby zmieniający się kolejno 
rzeczoznawcy. Tym ostatnim, jak zaraz zobaczymy, 
przypadłoby jedno jeszcze bardzo ważne zadanie. 

W Biurze międzynarodowe m dla spraw 
nauki skupiłaby się naczelna administracja tych wszyst- 
kich centralnych urzędów naukowych, które powinny się 
znajdować w siedzibie Ligr Narodów w mniej lub więcej 
ścisłym związku z jej Sekretarjatem. Tych instytucyj 
nasuwa się cały szereg, który oczywiście uzupełniałby 
się w miarę rozwoju całej organizacji. W początku było- 
by potrzebnem międzynarodowe biuro informacyj 
naukowych, któreby śledziło ruch umysłowy całego 
świata, a Sekretarjatowi Ligi niezmiernie ułatwiłoby 
bardzo szerokie zadania informacyjne, wspomniane 
w 24-ym artykule Paktu; rzecz jasna, że i poza tem 
powinno być najogólniej dostępne. Niezbędnem okaże 
się też zorganizowanie na jak najszerszą skalę bibijo- 



- 103 - 

teki i archiwum Ligi Narodów, dla których właś- 
nie w ramach ogólnej organizacji naukowej byłoby 
najwłaściwsze miejsce. Bibljoteka miałaby dział za- 
gadnień międzynarodowych i osobne działy dla po- 
szczególnych narodów, nad których skompletowaniem 
czuwałyby one same ; poźądanem byłoby złączenie tego 
księgozbioru z instytutem bibljograficznym, któryby 
dostarczał wiadomości o wszystkich nieposiadanych 
przez samą bibljotekę publikacjach i o miejscach, gdzie 
je można znaleźć; do archiwum zaś przechodziłyby 
wszystkie załatwione akty Sekretarjatu Ligi. Rychło 
też wyłoni się potrzeba podjęcia publikacyj z ra- 
mienia Ligi, których redakcja również powinna 
być związana z międzynarodową organizacją nauki. 
Krótki dziennik urzędowy, obecnie wychodzący w rzad- 
kich odstępach czasu, może się łatwo bez tego obejść; 
ale wydawanie poważnego pisma codziennego, biule- 
tynu miesięcznego i rocznika, broszur propagandowych 
z ramienia samej Ligi, przeglądu naukowego i osobnych 
dzieł o zagadnieniach życia światowego, mogłoby idei 
Ligi oddać niezmierne usługi, musiałoby zaś być sku- 
pione przy jednym, fachowo przygotowanym warszta- 
cie pracy. Wreszcie ukoronowaniem całego dzieła 
byłby uniwersytet międzynarodowy, któremu 
biura naukowe poszczególnych narodów dostarczy- 
łyby zmieniających się perjodycznie profesorów. 

Nie poruszamy już szeregu dalszych projektów, 
poczęści nawet już realizowanych, jak muzeum między- 
narodowego i wszechświatowej kasy pomocy naukowej, 
które łączą się organicznie z naszkicowanym tu 
planem ogólnym. Jedno tylko pragniemy podnieść na 
końcu. Przy tem rozszerzeniu Ligi Narodów na ol- 
brzymie pola pracy umysłowej, gdzie tyle zależeć bę- 
dzie od inicjatywy poszczególnych narodów i zrzeszeń 
społecznych, otwierają się ^niezmiernie wdzięczne za- 
dania właśnie dla Polski. Wszak ona, pozbawiona 

11* 



- 164 - 

tak długo bytu państwowego, musiała z konieczności 
pozostać w tyle za szcz^s'liwszemi narodami co do 
wyrobienia politycznego, ale właśnie w tym smutnym 
i ciężkim czasie tak rozwinęła swoją naukę i literaturę, 
że śmiało może stanąć do światowego współzawodnic- 
twa, wnosząc do niego samodzielne i nowe pierwiastki 
twórcze. 

Zamknięcie. 

Zamknięcie Paktu tworzy artykuł 26-ty o z m i a- 
nach w jego postanowieniach. Poprawki takie wejdą 
w życie, gdy zostaną ratyfikowane przez wszystkich 
członków Ligi, którzy mają przedstawicieli w Radzie, 
i przez większość Zgromadzenia. Członek, który ta- 
kiej poprawki nie przyjmuje, przestaje należeć do 
Ligi. 

Z tych przepisów wynika, że niełatwo będzie 
taką zmianę przeprowadzić. Trudno będzie o jedno- 
myślność Rady, a w Zgromadzeniu nawet z oporem 
mniejszości trzeba będzie poważnie się liczyć, skoro 
jej przegłosowanie może grozić osłabieniem Ligi przez 
odpadniecie szeregu członków. To też dzisiaj nawet 
wśród tych, którzy czują niedostatki Paktu i pragnę- 
liby go udoskonalić, przeważa pogląd, że narazie 
należy się trzymać tego co jest i nie wzniecać trud- 
ności przez żądanie zmian. Sama giętkość i ogólniko- 
wość wielu ustępów pozwala zresztą na pewien postęp 
faktyczny bez wprowadzania formalnych poprawek. 
Zwłaszcza Anglja, nie tylko urzędowe koła, ale nawet 
szeroka opinja wśród najgorętszych zwolenników Ligi, 
stoi na tem ostroźnem i wstrzemięźliwem stanowisku. 

Mimo to jednak można przewidzieć, że chociaż 
nie zaraz, jednakowoż pewne przynajmniej zmiany 
przyjdą do skutku. Ich potrzeba, juź teraz widoczna, 
w praktyce jeszcze lepiej najaw wyjdzie. Dlatego 
nie można się też dziwić, że w niektórych krajach, np. 



- 165 - 

we Francji, prowadzi się całą kampanję w sprawie 
zmian, które się wydają szczególnie ważne i pilne. 

Takich zmian i myśmy w poprzednich rozdziałach 
wskazali cały szereg, starając się wyczuć, w jakim 
kierunku pójdzie rozwój przyszłości. Ale nie myślimy 
powracać tutaj do tych spostrzeżeń i przewidywań 
w szczegółach. Jeśli Anglicy podnoszą, że przyszłość 
Ligi będzie zależała metyle od samych przepisów 
Paktu, ile od ich praktycznego stosowania, to nam 
niech wolno będzie wyrazić podobną myśl w innem 
tylko ujęciu. Nie forma będzie rozstrzygała o powo- 
dzeniu i skuteczności Ligi Narodów, lecz treść, którą 
jej członkowie w tę formę wleją. 



W całem naszem przedstawieniu rzeczy nigdy 
nie ukrywaliśmy wad i brauów Paktu. Nie zawaha- 
liśmy się przed krytyką jego nieścisłości i oportuni- 
stycznych niedomówień, poziomych nieraz i strc nnych po- 
budek, które zaciężyły już nad genezą niektórych prze- 
pisów i, zanim jeszcze Liga weszła w życie, pozwoliły 
nadużywać jej haseł. Podnieśliśmy zarówno zbyt skwap- 
liwe wyzyskanie przewagi wielkich mocarstw, jak i brak 
stanowczości w tem, czego ludzkość najbardziej ocze- 
kiwała od Ligi, w wojnie z wojną. 

Sądzimy jednak, że niemniej wyraźnie wystąpiły 
dwie cliarakterystyczne cechy Ligi w obecnem już 
stadjum rozwoju, które w żadnym razie nie pozwalają 
jej zlekceważyć. Zakresem swoim, sięgającym daleko 
poza bezpośrednie cele pacyfizmu, obejmuje ona już dzi- 
siaj wszystkie niemal wielkie sprawy ludzkości, czyniąc 
zadość tak silnie odczuwanej potrzebie syntezy i orga- 
nizacji. Mimo to zaś powstała odrazu jako instytucja 
nawskroś realna, wprowadzając do życia mitjdzy- 
narodowego nowe konkretne instytucje i organy o prak- 



— 166 — 

tycznych celach, tak źe niepodobna nie liczyć się z nią. 
Już teraz, gdy jeszcze nie zwołano pierwszego Zgro- 
madzenia, nie przeniesiono Sekretarjatu do stałej sie- 
dziby, zaledwo zapoczątkowano prace nad stworzeniem 
trybunału międzynarodowego, Liga coraz szersze roz- 
tacza kręgi działania, coraz głośniej o niej na świecie, 
a jej Rada zastępuje stopniowo zanikający przeżytek 
konferencji pokojowej, t. zw. Radę Najwyższą. 

Ten szeroki zakres i realność Ligi wynikły głów- 
nie z tego, że była ona nieodzownie potrzebną. 
Wojna światowa tak wykazała kruchość i niebezpie- 
czeństwo dawnego porządku, źe konieczną była re- 
forma stosunków międzynarodówkach od podstaw; ta 
sama wojna wśród krwawych zmagań się narodów tak 
uwydatniła jednak i zacieśniła ich wzajemną zależność 
na całym obszarze kuli ziemskiej, źe koniecznem było 
stworzenie wspólnych dla nich organów nawet w za- 
kresie polityki; ta sama wreszcie wojna tyle nowych 
zagadnień postawiła na porzi^dku dziennym, źe żadna 
jednorazowa konferencja pokojowa nie była w stanie 
ich załatwić, lecz koniecznem było jej przedłużenie 
w stałych formach ustrojowych. 

Innego sposobu zaspokojenia tych konieczności, 
jak tylko przez Ligę Narodów, nikt dotąd nie potrafił 
wskazać. Niewiadomo, czy ona okaże się środkiem 
skutecznym, ale to już dzisiaj można uważać za pewne, 
źe jest środkiem jedynym. Jeżeh ten zawiedzie, 
wtedy narody naprawdę będą skazane na to, aby mor- 
dować się nawzajem co pewien czas i niszczyć bez- 
myślnie własny dorobek cywilizacyjny. To jest argu- 
mentem nie do odparcia, jaki można przytoczyć na ko- 
rzyść Ligi Narodów. Któż bowiem chciałby wziąć na 
siebie potworną zaiste odpowiedzialność, źe nawet nie 
spróbowano na serjo jedynego możliwego środka, któ- 
ryby oszczędził ludzkości takich niewymownych cier- 
pień i niepowetowanych szkód. 



— 167 — 

Jakież mają argumenty przeciwne dwaj najniebez- 
pieczniejsi wrogowie Ligi Narodów, którymi są scep- 
tycyzm i egoizm narodowy? Sceptycyzm, który 
tutaj jak i w wielu innych wypadkach jest właściwie 
tylko kwestją mody i miłości własnej, nie chcącej się 
narazić na zawód, przewiduje rzekomo, źe całe przed- 
sięwzięcie się nie uda, więc szkoda marnować na nie 
siły. Coś innego znowu przepowiada egoizm naro- 
dowy: sądząc wszystkich po sobie, nie wątpi, źe idealne 
hasła Ligi są tylko osłoną dla tych, którzy zapo- 
mocą Ligi, gdzie będą mieh przewagę, chcą osiągnąć 
swoje samolubne cele, źe więc Liga będzie tylko inną 
formą nie współpracownictwa, lecz bezskrupulatnego 
współzawodnictwa narodów; należy więc albo wogóle 
zwalczać L'gę, chociażby przez bierny opór, albo tei 
pracować w niej z tą samą również intencją wy- 
walczenia sobie jak największych korzyści ze szkodą 
innych. 

Odpowiadamy na to bez wahania, źe przewidy- 
wania jednych i drugich mogą się spełnić bardzo 
łatwo. Nie będzie to jednak winą Ligi, lecz winą tych 
dwóch właśnie usposobień czy światopoglądów, które 
staraliśmy się scharakteryzować. Liga musi się stać 
czczą formą bezsilną, jeśli nikt w nią wierzyć nie bę- 
dzie; musi ulec spaczeniu, jeśli się w niej będzie pra- 
cowało obłudnie i nieszczerze. Stąd jednak jasny wy- 
pływa wniosek, źe zwalczać trzeba nie Ligę, lecz scep- 
tycyzm i egoizm narodowy. 

Innemi słowy, powodzenie Ligi i jej treść istotna 
zależeć będą od tego, jacy będą ludzie, którzy ten je- 
dyny środek ratunku dla skołatanej ludzkości wezmą 
w swe ręce, jak również i od tego, jakie mieć będą 
poparcie w społeczeństwach. Problem Ligi Narodów, 
w swem najgłębszem, najistotniejszem znaczeniu, nie 
jest więc ani zagadnieniem prawniczem, ani historycz- 
nem, ani ekonomicznem, jakby się na pierwszy rzut 



- 168 - 

oka zdawać mogło, lecz przedewszystkiem zagad- 
nieniem etycznem. 

Przy utworzeniu Ligi współdziałały także pobudki 
etyczne ze względami oportunistycznemi na dotych- 
czasową nieufaość w stosunkach międzynarodowych 
i na interes kilku zwycięskich mocarstw. Wynikł stąd 
kompromis, a rozstrzygnięcie, czem naprawdę będzie 
L'ga, zostało odroczonem. Decyzja ta nie jest jeszcze 
przesądzoną w żadnym kierunku. Wszak skład oso- 
bisty Rady jeszcze się nie ustalił, żadnych delegatów 
do Zgromadzenia nie mianowano jeszcze, personel Se- 
kretarjatu dopiero się uzupełnia, a urzędy sądowe Ligi 
długo jeszcze nie będą obsadzone. Praca zaś uświa- 
damiająca w szerokich kołach wszystkich narodów 
również dopiero się rozpoczęła, gdyż w ciągu roku 
nie przerobi się przecież ideologji miljonów, a o to 
ostatecznie chodzi. 

Decyzja wtedy wypadnie pomyślnie, jeśli w coraz 
to liczniejszych sumieniach odezwie się nakaz ka- 
tegoryczny, którym się kierował Kant, gdy chciał 
wskazać drogę „do wiecznego pokoju", nakaz moralny, 
źe jest to bezwarunkowym obowiązkiem, aby każdy 
dopomógł w miarę sił, skoro wyraźniej niż kiedykol- 
wiek wahają się losy świata. Mimo skromnych i wa- 
dliwych napozór początków dokonano już niezmiernie 
wiele. Przedewszystkiem ruszono wielką sprawę z mar- 
twego punktu, na którym czekała przez wieki, aż 
wreszcie uczyni się przynajmniej próbę wprowadzenia 
w życie teoretycznych dotąd tylko prt jektów pokojo- 
wej i sprawiedliwej organizacji świata. Następnie już 
w pierwszym zarysie tej organizacji przez mrok prze- 
sądów i niekonsekwencyj przebijają się jednak złote 
myśH przyszłości, jak gdyby kamienie węgielne osta- 
tecznej budowy. Wreszcie we wszystkich niemal kra- 
jach starego i nowego świata już powstały coraz licz- 
niejsze zastępy, które tę przyszłą budowę mają przed 



— 169 — 

oczyma i wszystko czynią, aby obecne kształty do 
niej upodobnić. 

Mówiliśmy, że kaidy ma dopomóc w miarę sił, 
źe do apelu stanęli członkowie najróżniejszych naro- 
dów a nawet ras. Chodzi bowiem o sprawę ogólno- 
ludzką, o taki nakaz etyczny, który bez względu na 
różnice teoryj i praktyk moralnych do każdego serca 
człowieczego przemawiać powinien. 

Zestroiła je jak nigdy w dziejach, jedna siła prze- 
potężna, przez wszystkich jednakowo odczuwana, dla 
wszystkich równie zrozumiała w swej grozie i maje- 
stacie. Siłą tą jest cierpienie. 

Wielka wojna wzniosła mu jeden olbrzymi tron 
od ruin kwitnących miast nad Somme'ą i Aisne'ą aż 
do wyrżniętych wiosek Armenii; od fal oceanu, pogrą- 
żających ofiary łodzi podwodnych, aż do szczytów 
Alp, które patrzyły na krew, plamiącą ich dziewicze 
śniegi, i nigdy jeszcze niewidziane zapasy w cichych 
przestworach ponad niemi. Nie była to już epopeja 
rycerskich bojów średniowiecza lub orłów napoleońskich, 
lecz cicha męka rowów strzeleckich, obozów koncen- 
tracyjnych, głodu kobiet i dzieci, tortur bolszewickich. 

A to wszystko nastąpiło po najwspanialszym na- 
pozór rozkwicie cywilizacji, tak powierzchownej, jak 
się okazało, tak pozbawionej mocnych podstaw mo- 
ralnych, że w jednej chwili ustępowała zdziczeniu, 
któregoby się nie powstydziły ludy pierwotne, i stępieniu 
zmysłu etycznego, którego nawet pokój nie zdołał 
już powstrzymać. 

Musiało to obudzić we wszystkich myślących jed- 
nostkach uczucie strachu, nie o własne już życie 
lub mienie, lecz o przyszłość rodzaju ludzkiego, 
o wszystko, co dotąd wśród bólów i niebezpieczeństw 
życia uważano za stałe czynniki ładu i dobrobytu, 
piękna i szczęścia. Na Zachodzie i na Wschodzie za- 



— 170 — 

częły się walić trony, które oszukanym tłumom zdawały 
się do niedawna oparte na b( jaźni Bożej, a gdy te 
tłumy gdziekolwiek dochodziły do władzy, nadużyły jej 
odrazu, tak samo jak wyniośli poprzednicy, do gwałtu 
i wyzysku. Gdzie nawet już umilkły działa, tam przez 
to nie ustąpiły jeszcze drożyzna i niepokój, wzniecony 
przez ogólnyzamęt poj<,ć społecznych, a nad olbrzymiemi 
przestworami Europy piekło bolszewickie, wbrew poko- 
jowi powszechnemu, dalej szaleje i nowe wojny płodzi. 
Z nich i z niezliczonych niezaiatwionych spraw spornych 
nowa wyniknąć może wojna światowa, która poprzednią 
jeszcze przewyższy okropnością. Gdy bowiem ustał 
wszelki postęp inny, nie wstrzymało się ani na chwilę 
doskonalenie środków zniszczenia. 

We wszystkich jednak sercach, które jeszcze nie 
zamarły dla dawnych ideałów, obok poczucia strachu 
musi się zbudzić niemniej silnie inne jeszcze uczucie 
na widok wstrząsającego dramatu ludzkości. Uczuciem 
tem jest litość. Ona jedna może okupiła, skuteczniej 
od porywów bohaterstwa, ogrom moralnego zła, które 
przeszło przez świat. Okupiła zbrodnie wojny, okupi 
może omyłki pokoju. 

Ale wtedy litość ta nie może już pozostać zam- 
kniętą w murach szpitalnych, nato tylko lecząc rany, 
aby armatom nowego nie brakło pokarmu. Nie może 
się ograniczać do datku pieniężnego, którego wartość 
zmaleje już w dzień po odebraniu. Musi zaradzić złemu 
zamiast łagodzić jfgo skutki, musi przekształcić świat 
zamiast tylko przedłużać jego wytrzymałość na mękę. 

Czyż ona może się zawahać, wid?ąc przed sobą 
chociażby możliwość takiego przekształcenia, chociażby 
zamglony początek nowych dróg? Nie zatrzyma jej 
myśl dręcząca, że i ten wysiłek może pójść na marne, 
bo stokroć boleśniejszą byłaby później myśl inna, że 
nie dźwignęła go garstka ludzi dobrej woli, ponieważ 
im zabrakło ogólnej pomocy. 



- 171 - 

Kogo okrutny los wojenny we własne serce ugo- 
dził, ten podwójnie musi zrozumieć, że wszystko należy 
uczynić, aby go innym zaoszczędzić. Kto tylko zdała, 
jako widz zdumiony, patrzył na orgję szaloną, na tym 
podwójny spoczywa obowiązek, aby bardziej dotkniętym 
ułatwić pracę wielkiej odbudowy i przebudowy. 

Pracę tę rozpoczęła śmiało, wbrew sceptykom 
i krytykom. Liga Narodów. Dla całej ludzkości stała 
się symbolem nowych obowiązków, źródłem nowycli 
uczuć, przenikających do głębi każdego, którego do- 
tknęło ich tchnienie. Ale na szczęście ta praca nie 
zaczyna się w próżni, i dawne stulecia, chociaż się 
zapadły w krwawym kryzysie, przecież pozostawiły 
ludzkości ideały niezniszczalne, inne obowiązki, które 
istnieć nie przestały i nie przestaną, inne jeszcze uczucia 
wzniosłe i szlachetne, które właśnie przeszły swą próbę 
ogniową. Jaki więc będzie stosunek najcenniejszej 
spuścizny dawnego świata do tego, co stać się powinno 
ideą przewodnią świata nowego? 

W pierwszej chwili ta wielka idea ogólno-ludzka 
może się wydawać sprzeczną z jednym przekazanym 
przez przeszłość pierwiastkiem, szczególnie szanownym 
i drogim. Jest nim idea narodowa, miłość własnej 
Ojczyzny. Dla nas Polaków, którzyśmy poprostu żyli 
dotąd uczuciem narodowem, dla których patrjotyzm 
jest szczytem wszelkiego ziemskiego ideału, stosunek 
obu tych idei jest zagadnieniem pierwszorzędnem. Od- 
powiedź na nie rozstrzygnie o naszym, polskim sto- 
sunku do wszystkiego, co zawiera w sobie hasło Ligi 
Narodów. 

Otóż nasamprzód musimy sobie uświadomić, że jak 
jedna tylko jest prawda, tak wogóle ideały, naprawdę 
zasługujące na to miano, nie mogą być sprzeczne po- 
między sobą. Jak uczucie rodzinne nie sprzeciwia się 
narodowemu, tak i to ostatnie nie sprzeciwia się soli- 
darności ogólno- ludzkiej. Dobro ludzkości nie jest niczem 



- 172 — 

innem jak sumą dobra wszystkich narodów i naodwrót 
samo na wszystkie s\ą rozkłada. Stąd pracując dla 
jednego, zarazem drugie si^ pomnaża. 

Należy się tylko porozumieć co do tego, czem jest 
dobro ludzkości i czem jest dobro narodu. Pierwsze 
nie polega na zatarciu wszelkich różnic w jej obrębie, 
jak siła państwa wcale nie polega na bezwzględnej 
centralizacji. Przeciwnie, potęga cywilizacji tkwi w jej 
różnorodności, piękno świata w rozmaitości, a harmonja 
idealna z różnych właśnie pierwiastków się składa. 
Tylko absurd komunizmu widzi braterstwo narodów 
w tem, że narody wogóle przestałyby istnieć jako takie. 
Samo pojęcie pokoju na tem polega, ie różne istnieją 
czynniki, które jednak ze sobą się godzą. 

A dobro narodu ? Nie jest niem wywyższenie się 
ze szkodą innych, po czem następuje nieunikniona fala 
upadku. Nie jest poniżenie sąsiadów, których rozstrój 
odbija się prędzej czy później na narodzie zwycięskim. 
Nie jest wreszcie podbój, który tylko wprowadza do 
stworzonego w ten sposób państwa czynniki niezado- 
wolenia i osłabienia w przyszłości. Dobrem narodu 
jest natomiast wolność wśród innych narodów wolnych 
i rozkwit wśród równie szczęśliwych, a stąd nieza- 
wistnych sąsiadów, przodowanie innym w tem tylko, co 
jest trwałą zasługą dziejową w oczach całego świata, 
przyczynkiem indywidualnym do postępu ogólnego. 

Samochwalczą przesadą byłoby twierdzić, ie naród 
polski zawsze trzymał się konsekwentnie tych wzniosłych 
zasad. Ale zgodnie z prawdą historyczną można pod- 
nieść, że stosował je częściej od wielu innych narodów, 
a to właśnie w czasach najpomyślniejszych i naj- 
świetniejszych. Zwłaszcza zaś niezaprzeczonem jest, że 
nigdzie tych haseł nie wyrażano wcześniej, częściej 
i wyraźniej, aż stały się podstawą specyficznie 
narodowego poglądu na dzieje. 



I 



' — 173 — 

Podwójną pod tym wzglądem Polska przeszła 
szkołę, najpierw w szczęściu, potem w nieszczęściu. 
Za pierwszym razem, w złotych wiekach swej historji 
złożyła wyznanie wiary narodowej w idei jagiellońskiej, 
przez usta królowej Jadwigi i Pawła Włodkowica, 
królów Zygmuntów i ich hetmanów. Po raz drugi, 
w wieku klęski, tę samą poprzez stulecia wiarę, ten 
sam, wysubtelniony boleścią pogląd na świat po- 
świadczyła w swej poezji romantycznej i filozofji na- 
rodowej. 

Wytykano jej chorobliwe napięcie, które dopro- 
wadziło aź do złudzeń mesjanizmu polskiego, a jednak 
ta szkoła polskiego idealizmu szczęśliwie przeprowadziła 
duszę narodową przez okres najcięższych prób, pokus 
i męczeństwa. Ona, a nie trzeźwe, lecz wcale nie specy- 
ficznie polskie nauki pozytywizmu i realizmu w myśli 
i czynie politycznym, wsławiły imię Polski w świecie, 
gdy wymazane było z karty Europy. Tą ideologją 
krzepiliśmy się w dniach niedoli, z niej dziś możemy być 
dumni w dniach zwycięstwa. 

Ale dumni tylko pod warunkiem, źe jej pozosta- 
niemy wierni. Jak my, badając dzieje przodków naszych, 
szukamy ich i z zadowoleniem znajdujemy wszędzie, 
gdzie chodziło o wolność i słuszną sprawę, o wielkie 
porywy narodów, tak samo przyszłe pokolenia nas 
szukać będą w dziejach największych, najgórniejszych 
wysiłków naszych dni. Z odległości wieków znikną 
z przed oczu skazy w budowie Ligi Narodów, a świecić 
będzie jej czysta idea. Czy chcielibyśmy, aby wtedy 
ze zdziwieniem się pytano : gdzież wtedy b>la Polska, 
ów symbol ostatecznego triumfu prawa nad siłą ? Jeśli 
nie uczucie ludzkie, to sama duma narodowa niechaj 
nam nie pozwoli stać zdała, a sumienie narodowe niech 
nam nie pozwoli obciążyć się odpowiedzialnością za 
krew przyszłych wojen, której przelaniu nie staraliśmy 
się zapobiec. 



— 174 — 

Obowiązek Polaka godzi się więc, jak wszędzie 
tak i tutaj, z obowiązkiem człowieka i raczej go jeszcze 
podkreśla. Ale nie dość na tern. Tradycja przeszłości, 
z której postęp przyszłości wyróść musi, przekazała 
nam inny jeszcze — obok narodowego — ideał, wyższy 
ponad wszystkie inne pierwiastkiem wieczności i nad- 
przyrodzoności, ideał religijny. 

Oto przesiliły się w cierpieniu uczucia ludzkie, 
i zwykłe słowa litości stały się jak gdyby zdawkową 
monetą. Oto triumf sprawy narodowej wydaje się 
zbyt ciężko okupiony krwią i łzami, a za mało zasługą 
własną. Wtedy przez pobojowiska wszechświatowej 
zbrodni i nędzy idzie postać Chrystusowa i u krzyża 
grobów żołnierskich powtarza swoją nadziemską naukę 
o ukrytym sensie wszelkiego cierpienia i ofiary. Cichy 
a wymowny płynie Jego głos z ciemni zhańbionych 
kościołów, wznosi się ponad protesty bluźiierstwa i za- 
przeczenia i powtarza dobrą nowinę : Pokój Mój 
daję wam. Pokój ludzi dobrej woli, który dzierży 
miecz tylko dla odparcia zła, pokój, którego szukając, 
zdobywa się miano synów Bożych. 

Nauka Jego, nauka miłości i przebaczenia, nie zna 
kompromisów. Tylko ludzka słabość i niekonsekwencja 
mogła równocześnie stosować ją w życiu prywatnem, 
a gwałcić bez wahania w stosunkach między narodami. 
Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie przebrzmie- 
wata bezskutecznie napozór, a jednak wreszcie po 
20-tu wiekach ludzkość zdaje się powoli uświadamiać 
sobie objawioną wówczas prawdę, że i wróg nasz 
jest naszym bliźnim. 

Nie może ulegać wątpliwości, ie zasady Ligi Na- 
rodów nie są niczem innem, jak zasadami chrystjanizmu, 
zastosowanemi do życia międzynarodowego. Unikano 
dotąd stwierdzenia tego faktu, unikano zwłaszcza, gdy 
Ligę tworzono. My jednak, chrześcijanie, nie pytajmy się 
o słowa, lecz o rzecz. Gdyby nas zabrakło przy tem 



— 175 - 

dziele, gdyby tylko nieświadomie urz3czywistnialy się 
tutaj postulaty chrystjanizmu, to cięższa na jego wy- 
znawców spadłaby odpowiedzialaość, aniżeli za od- 
mówienie pokarmu głodnym i napoju pragnącym, za 
obelgę rzuconą bliźniemu. 

Wprowadzenie czynnika religijnego do idei Ligi 
Narodów może jej zapewnić zwycięstwo. Wzmocni jej 
bojowników ilościowo i jakościowo. Ilościowo, bo wtedy 
trafi ona wszędzie, gdzie nie zagasła dawna wiara, 
i serca pałają pragnieniem zastosowania jej nakazów. 
Jakościowo zaś, bo nikt nie stanie do pracy z taką siłą 
przekonania i czystością intencyj, jak ci, co wierzyć 
będą, źe przez to pełnią służbę Bożą i przybliżają 
przyjście Królestwa Jego. 

Może to przeważyć szalę przeznaczeń, a tem samem 
wszelkie pod tym względem zaniedbanie może spowo- 
dować nieudanie się cał''go dzieła. Ale może też spo- 
wodować coś innego. Może wtedy pokój da nam 
świat, lecz świat bez Boga. Byłby to naj- 
większy triurnf wszystkich wrogów krzyża, hasło od- 
stępstwa dla zwątpiałych i obojętnych, odroczenie 
zwycięstwa Galilejczyka do ostatecznego dnia. Nie- 
bezpieczeństwo to istnieje, a gdyby się spełniło, to i za 
to odpowiedzialność na nasby spaść musiała. 

Ale jeszcze nie minął czas! Jeszcze ci, którzy od 
niedawna Królowę Niebios i Królowę Korony Polskiej 
nazywają także Królową Pokoju, mogą stanąć w nie- 
licznych dotąd szeregach oddanych bojowników za 
sprawę pokoju, opartego na sprawiedliwości dziejowej. 
Wtedy szlachetne uczucia humanitarne, które są bez- 
pośrednią pobudką całej akcji, zgodne z dobrze pojętem 
uczuciem narodowem, uświęci i natchnie swą mocą 
uczucie religijne i wyrastające zeń niewzruszone prze- 
konanie. 

Cierpienia wojny światowej, szczególne cierpienia 
Polski w tej wojnie i w całem stuleciu, które ją przy- 



- 176 - 

gotowało, będą może tą krwawą ofiarą, która ubłaga 
błogosławieństwo Boże dla — bodaj czy nie ostatniej — 
próby ratunku dla świata. Niezmierna siła moralna, 
która z tej nadziei wyrasta, może zastąpić wszelkie 
niedostatki przedsięwzięcia, rażące, jeśli się próbuje 
spojrzeć na Pakt przez „mędrca szkiełko", — znikające 
wobec majestatu idei, jeśli się w niej widzi odblask 
wiekuistego dobra i próbę spełnienia woli Bożej. 



TRAKTAT 

między 

Głównemi Mocarstwami sprzymierzonemi 
i stowarzyszonemi 

a 
POLSKĄ 

podpisany w Wersalu 28 czerwca 1919 r. 



Liga Narodów. '2 



STANY ZJEDNOCZONE AMERYKI, IMPERJUM 
BRYTANII, FRANCJA, WŁOCHY i JAPONJA. 

Główne Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone 

z jednej strony, 
i POLSKA 

z drugiej strony. 

Wobec tego że Mocarstwa sprzymierzone i sto- 
warzyszone dzięki powodzeniu swego oręża przywróciły 
Narodowi Polskiemu niepodległość, której był niespra- 
wiedliwie pozbawiony; 

Wobec tego źe Rząd rosyjski odezwą z 30 marca 
roku 1917 zgodził się na przywrócenie niepodległego 
Państwa Polskiego; 

Źe Państwo Polskie, faktycznie sprawujące teraz 
zwierzchnictwo nad częściami dawnego Cesarstwa 
Rosyjskiego, zamieszkałemi w większości przez Polaków? 
już zostało uznane przez Główne Mocarstwa sprzymie- 
rzone i stowarzyszone jako Państwo zwierzchnicze 
i niepodległe; 

Wobec tego źe na zasadzie Traktatu Pokoju, 
zawartego z Niemcami przez Mocarstwa sprzymierzone 
i stowarzyszone, Traktatu podpisanego przez Polskę, 
niektóre terytorja dawnego Cesarstwa Niemieckiego 
będą wcielone do terytorjum Polski; 

Że według brzmienia wspomnianego Traktatu 
Pokoju granice Polski, które w nim jeszcze nie zostały 

12* 



— 180 - 

ustalone, mają być wyznaczone później przez Główne 
Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone; 

Stany Zjednoczone Ameryki, Imperjum W. Brytanji, 
Francja, Wiochy i Japonja z jednej strony, potwier- 
dzając swe uznanie Państwa Polskiego, ustanowionego 
we wspomnianych granicach, jako członka rodz'ny 
narodów zwierzchniczego i niepodległego, oraz chcąc 
zapewnić wykonanie artykułu 93 wspomnianego Traktatu 
Pokoju z Niemcami; 

Z drugiej strony Polska, pragnąc przystosować 
swe urządzenia do zasad wolności i sprawiedliwości, 
oraz dać niezawodną rękojmię wszystkim mieszkańcom 
tery tor jó w, nad któremi objęła zwierzchnictwo; 

W tym celu WYSOKIE UKŁADAJĄCE SIĘ 
STRONY w osobie swych Przedstawicieh, którymi są: 

za PREZYDENTA STANÓW ZJEDNOCZONYCH 
AMERYKI PÓŁNOCNEJ: 

Wielmożny Woodrow WILSON, PREZYDENT 
STANÓW ZJEDNOCZONYCH - działający tak 
w swojem własnem imieniu, jak i z tytułu posiadanej 
władzy ; 

Wielmożny Robert LANSING, Sekretarz Stanu; 

Wielmożny Henryk WHITE, były Ambasador 
nadzwyczajny i upełnomocniony Stanów Zjednoczonych 
w Rzymie i w Paryżu; 

Jenerał Tasker H. BLISS, Przedstawiciel Woj- 
skowy Stanów Zjednoczonych w Najwyższej Radzie 
Wojennej ; 

za JEGO KRÓLEWSKĄ MOŚĆ KRÓLA ZJE- 
DNOCZONEGO KRÓLESTWA WIELKIEJ BRY- 
TANU I IRLANDJI I TERYTORIÓW BRYTYJSKICH 
POZA MORZAMI, CESARZA INDYJ: 



- 181 - 

Jaśnie Wielmożny David LLOYD GEORGE, M. P., 
Pierwszy Lord Skarbu i Pierwszy Minister; 

Jaśnie Wielmuźny Andrew BONAR LAW, M. P., 
Lord Pieczęci Prywatnej; 

Jaśnie Wielmożny Wicehrabia MILNER, G. C, 
G. C M. G., Sekretarz Stanu dla Kolonji; 

laśme Wielmożny Arthur James BALFOUR, 
O. M. M. P., Sekretarz Stanu dla Spraw Zagranicznych; 

Jaśnie Wielmożny George Nicoll BARNES, M. P., 
Minister bez teki. 

Oraz : 

za DOMINIUM KANADY: 

Wielmożny Pan Charles Joseph DOHERTY 
Minister Sprawiedliwości ; 

Wielmożny Artur Lewis SIFTON. Minister Ceł; 

za COMMONWEALTH AUSTRALI)SKI: 

Jaśnie Wielmożny William Morris HUGHES, 
Prokurator Jeneralny i Pierwszy Minister; 

Jaśnie Wielmożny Pan )oseph COOK, G. C. M. G., 
Minister Marynarki ; 

za ZWIĄZEK POŁUDNIOWO- AFRYKAŃSKI: 

Jaśnie Wielmożny Jenerał Louis BOTHA, Minister 
Spraw Wewnętrznych i Pierwszy Minister; 

Jaśnie Wielmożny Jenerał- Porucznik Jan Christian 
SMUTS, K. C, Minister Obrony Krajowej ; 

za DOMIN JUM NOWEJ ZELANDJI: 

Jaśnie Wielmożny William Ftrguson MASSEY, 
Minister Pracy i Pierwszy Minister; 

za INDIE: 

Jaśnie Wielmożny Edwin Samuel MONTAGU, 
M. P., Sekretarz Stanu dla Indyj; 

Jego Książęca Mość Jenerał-Major Maharadża Sir 
Ganga Singh Bahadur Maharadża BIKANERU, G. C; 
S. I., G. CLE, G. C. V. O., K. C B., A. D. C; 



— 182 - 

za PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ 
FRANCUSKIEJ: 

Pan Georges CLEMENCEAU, Prezydent Rady 
Ministrów, Minister Woin\; 

Pan Stephen PICHON, Minister Spraw Zagra- 
nicznych; 

Pan Louis- Lucien KLOTZ, Minister Finansów; 

Pan Andre TARDIEU, Komisarz jeneralny do 
Spraw wojennych francusko amerykańskich; 

Pan Jules CAMBON, Ambasador Francji; 

za JEGO KRÓLEWSKĄ MOŚĆ KRÓLA WŁOCH: 

Baron S. SONNINO, Deputowany; 

Margrabia G. IMPERJALI, Senator, Ambasador 
T. K. M. Króla Włoch w Londynie; 
^ Pan S. CRESPI, Deputowany; 

zaJEGO CESARSKĄ MOŚĆ CESARZA JAPONII: 

Margrabia SAIONZI, były Prezydent Rady Mi- 
nistrów; 

Baron MAKINO, były Minister Spraw Zagra- 
nicznych, C?łonek Rady dyplomatycznej; 

Wicehrabia CHINDA, Ambasador nadzwyczajny 
i upełnomocniony J. C M. Cesarza Japonji w Londynie! 

Pan K. MATSUI, Ambasador nadzwyczajny 
i upełnomocniony J. C. M. Cesarza Japonji w Paryżu; 

Pan K. IJUIN, Ambasador nadzwyczajny i upełno- 
mocniony |. C. M. Cesarza Japonji w Rzymie; 

za PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POL- 
SKIEJ: 

Pan Ignacy J. PADEREWSKI, Prezydent Rady 
Ministrów, Minister Spraw Zagranicznych; 

Pan Roman DMOWSKI, Prezes Komitetu Naro- 
dowego Polskiego; 

Po wymianie przez nich pełnomocnictw, uznanych 
za dobre i za należyte co do formy, zgodziły się na 
następujące postanowienia: 



— 183 — 

ROZDZIAŁ I. 
ARTYKUŁ 1. 
Polska zobowiązuje się, źe postanowienia, zawarte 
w artykułach 2 do 8 niniejszego Rozdziału, będą uznane 
za prawa 'zasadnicze (fondamentales) ^ źe żadna ustawa^ 
żadne rozporządzenie, ani żadna działalność urzędowa 
nie stanie w sprzeczności lub w przeciwieństwie do tych 
postanowień, że żadna ustawa, żadne rozporządzenie 
ani też żadna działalność urzędowa nie będzie miała 
wbrew nim mocy. 

ARTYKUŁ 2. 

Rząd Polski zobowiązuje się udzielić wszystkim 
mieszkańcom bez różnicy urodzenia, narodowości, ję- 
zyka, rasy czy religji zupełnej i całkowitej ochrony 
życia i wolności. 

Wszyscy mieszkańcy Polski będą mieli prawo 
swobodnego wykonywania praktyk {exercice)^ zarówno 
publicznie jak i prywatnie każdej wiary (foi)^ religji 
{religwn) lub wierzenia {croyance)^ o ile te praktyki nie 
będą w niezgodzie z porządkiem publicznym i dobremi 
obyczajami. 

ARTYKUŁ 3. 

Polska uznaje za obywateli polskich, z samego 
prawa i bez żadnych formalności, tych obywateli 
niemieckich, austrjackich, węgierskich lub rosyjskich, 
którzy, w chwili uzyskania przez Traktat niniejszy mocy 
obowiązującej, posiadają stałe zamieszkanie {domicUies) 
na tery tor jum uznanem lub które będzie uznane za część 
składową Polski, jednak z zastrzeżeniem wszelkich 
właściwych postanowień Traktatów pokoju z Niemcami 
lub Austrją co do osób, posiadających stałe zamieszka- 
nie na tem terytorjum po pewnej określonej dacie. 

W każdym razie osoby wyżej wymienione, ma- 
jące więcej niż lat 18, będą mogły na warunkach, prze- 
widzianych w wymienionych Traktatach, dokonać wy- 



— 184 — 

boru (opłion) każdej innej przynależności, dla nich do- 
stępnej. Wybór dokonany przez męża, rozciągnąć się 
będzie również na żonę, podobnież wybór rodzicó«r 
rozciągać się będzie na dzieci poniżej lat 18. 

Osoby, które wykonały powyższe prawo wybom, 
będą musiały w ciągu 12 następnych miesięcy, o ile 
Traktat pokoju z Niemcami nie zawiera postanowień 
temu przeciwnych, przenieść swe stałe miejsce za- 
mieszkania do Państwa, za którego wyborem się wy- 
powiedziały. Będzie im wolno zachować majątek nie- 
ruchomy, jaki posiadają na terytorjum Polski. Będą 
mogły zabrać ze sobą wszelkiego rodzaju majątek ru- 
chomy. Żadne celne pobory wywozowe nie będą na 
nie z tego tytułu nakładane. 

ARTYKUŁ 4. 

Polska uznaje za obywateli polskich z samego 
prawa i bez żadnych formalności osoby przynależności 
niemieckiej, austrjackiej, węgierskiej czy rosyjskiej, uro- 
dzone na wspomnianem terytorjum z rodziców tamże 
stale zamieszkałych, chociażby w chwili, gdy niniejszy 
Traktat nabierze mocy obowiązującej, same nie miały 
tam stałego zamieszkania. 

W każdym razie w ciągu dwóch lat od chwili 
uzyskania przez niniejszy Traktat mocy obowiązującej 
osoby te będą mogły oświadczyć przed właściwemi 
władzami polskiemi w kraju swego miejsca zamieszka- 
nia (residence) y że się zrzekają przynależności polskiej, 
i wtedy przestaną być uważane za obywateli polskich. 
Pod tym względem oświadczenie męża będzie uważane 
za mające moc dla żony, podobnież oświadczenie ro- 
dziców będzie uważane za mające moc dla dzieci 
poniżej lat 18. 

ARTYKUŁ 5. 

Polska zobowiązuje się nie czynić żadnych prze- 
szkód w wykonywaniu prawa wyboru, przewidzianego 



— 185 — 

w Traktatach zawartych lub tych, które mają być za- 
warte przez Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone 
z Niemcami, Austrją, Węgrami lub Rosją, i pozwalają- 
cego osobom interesowanym nabywać przynależność 
polską lub też jej nie nabywać. 

ARTYKUŁ 6. 
Przynależność polską nabywa z samego prawa, 
przez sam fakt urodzenia się na terytorjum Polski, 
każdy, komu nie przysługuje pierwszeństwo korzystania 
z innej przynależności. 

ARTYKUŁ 7. 

Wszyscy obywatele polscy bez różnicy rasy, ję- 
zyka lub religji będą równi wobec prawa i korzystać 
będą z tych sam>ch praw cywilnych i politycznych. 

Różnica co do religji, wierzeń (croyance — creed) 
lub wyznania nie powinna szkodzić żadnemu obywate- 
lowi polskiemu w korzystaniu z praw cywiliych i poli- 
tycznych, mianowicie gdy chodzi o dopuszczenie do 
urzędów publicznych, obowiązków i zaszczytów, lub 
o wykonywanie różnych zawodów i przemysłu. 

Nie będzie wydane żadne ograniczenie swobodnego 
używania przez obywatela polskiego jakiegokolwiek 
języka, czy to w stosunkach prywatnych lub handlo- 
wych, czy to w sprawach religijnych, prasowych lub 
w publikacjach wszelkiego rodzaju, czy to na zebra- 
niach publicznych. 

Bez względu na ustanowienie przez Rząd polski 
języka urzędowego, mają być poczynione obywatelom 
polskim języka innego niż polski odpowiednie ułatwie- 
nia w używaniu ich języka w sądach zarówno ustnie 
jak na piśmie. 

ARTYKUŁ 8. 

Obywatele polscy, należący do mniejszości etnicz- 
nych {etnigues — racial), rehgijnych lub językowych, będą 



- 186 - 

korzystali z takiego samego traktowania i z takich 
samych gwarancyj ustawowych oraz taktycznych, jak 
inni obywatele polscy. Mianowicie będą mieli równe 
prawa do zakładania, prowadzenia i kontrolowania 
własnym kosztem instytucyj dobroczynnych, religijnych 
lub społecznych, szkół i innych zakładów wychowaw- 
czych, oraz prawo swobodnego używania w nich wła- 
snego języka i swobodnego w nich wykonywania praktyk 
swojej religji. 

ARTYKUŁ 9. 

W miastach i okręgach {disłńcts)^ zamieszkałych 
{ou reside) przez znaczny odłam {proportion) obywateli 
języka innego niż polski, Rząd polski udzieli w sprawach 
nauczania publicznego odpowiednich ułatwień, aby za- 
pewnić w szkołach początkowych udzielanie dzieciom 
takich obywateli polskich nauki w ich własnym języku. 
Postanowienie to nie przeszkodzi Rządowi polskiemu 
uczynić w tych szkołach nauczanie języka polskiego 
obo wiązko wem. 

W miastach i okręgach, zamieszkałych przez 
znaczny odłam obywateh polskich, należących do mniej- 
szości etnicznych, religijnych lub językowych, mniej- 
szościom tym zostanie zapewniony słuszny udział w ko- 
rzystaniu {benefice — enjoyment) oraz w przeznaczaniu 
(affecłation — appUcation) sum, które budżet państwowy, 
budżety miejskie lub inne przyznają z funduszów pu- 
blicznych na cele wychowawcze, religijne lub dobro- 
czynne. 

Postanowienia niniejszego artykułu będą miały za- 
stosowanie do obywateli polskich języka niemieckiego 
tylko w tych częściach Polski, które dnia 1. sierpnia 
1914 r. stanowiły terytorjum niemieckie. 

ARTYKUŁ 10. 
Komitety szkolne, wyznaczone na miejscu przez 
gminy żydowskie w Polsce, zapewnią pod ogólną kon- . 



- 187 - 

trolą Państwa rozdział stosunkowej części funduszów 
publicznych, przeznaczon>ch na rzecz szkół żydowskich, 
zgodnie z artykułem 9-ym, zarówno jak organizację 
i kierownictwo tych szkół. 

Postanowienia art> kułu 9 co do używania języków 
w szkołach stosować się będą do wymienionych szkół. 

ARTYKUŁ 11. 

Zvdz[ nie będą przymuszani do wykonywania 
jakichkolwiek czynności, stanowiących pogwałcenie 
szabasu, i nie powinni doznawać jakiegokolwiek umniej- 
szenia swej zd( Iności prawnej, jeżeli odmówią stawienia 
się w sądzie lub wykonania czynności prawnych w dzień 
szabasu. Jednakże postanowienie niniejsze nie zwalnia 
żydów od obowiązków, nałożonych na wszystkich 
obywateli polskich ze względu na konieczności służby 
wojskowej, obrony narodowej lub utrzymania porządku 
publicznego. 

Polska wyraża zamiar niezarządzania i nieudzie- 
lania zezwolenia na wybory — czy to ogólne, czy 
lokalne — które miałyby się odbywać w sobotę; żadne 
wciąganie {inscrlption) na listy wyborcze lub inne nie 
powmno się odbywać obowiązkowo w soboty. 

ARTYKUŁ 12. 
Polska zgadza się, aby postanowienia artykułów 
poprzednich, o ile d( tyczą osób, należących do mniej- 
szości rasowych, religijnych lub językowych, stanowiły 
zobowiązanie o znaczeniu międzynarodowem i zostały 
oddane pod gwarancję Związku Narodów. Nie będą 
one mogły być zmienione bez zgody większości Rady 
Związku Narodów. Stany Zjednoczone Ameryki, Im- 
perjum Brytanji, Francja, Włochy i Japonja zobowią- 
zują się me odmawiać swego przyzwolenia na jaką- 
kolwiek zmianę powyższych artykułów, któraby uzyskała 
w należytej formie zgodę większości Rady Związku 
Narodów. 



- 188 - 

Polska zgadza się, aby każdy Członek Rady 
Związku Narodów miał prawo zwracać uwagę Rady 
na przekroczenie lub niebezpieczeństwo przekroczenia 
któregokolwiek z tych zobowiązań, oraz, żeby Rada 
mogła postąpić w taki sposób i dać takie instrukcje, 
jakie uzna za wskazane i skuteczne w danych oko- 
licznościach. 

Poza tem Polska zgadza się, aby w razie różnicy 
zdań w kwestjach prawa lub czynów, przewidzianych 
niniejszemi artykułami, zachodzącej pomiędzy Rządem 
polskim a którem z Głównych Mocarstw sprzymie- 
rzonych i stowarzyszonych lub jakiem innem Mocar- 
stwem, Członkiem Rady Związku Narodów, ta róźmca 
zdań uważana była za spór o charakterze między- 
narodowym zgodnie z brzmieniem artykułu 14 Umowy 
Związku Narodów. Rząd polski zgadza się, aby wszelkie 
spory tego rodzaju były na żądanie drugiej strony 
przekazywane stałemu Trybunałowi Sprawiedliwości, 
Decyzje stałego Trybunału będą bezapelacyjne i będą 
miały tę samą moc i wartość, co decyzje, wydane na 
zasadzie artykułu 13-go Umowy. 

ROZDZIAŁ II. 
ARTYKUŁ 13. 

Każde z Głównych Mocarstw sprzymierzonych 
i stowarzyszonych z jednej strony, a Polska z drugiej 
strony będzie mogła mianować Przedstawicieli dyplo- 
matycznych we właściwych stolicach, zarówno jak 
Konsulów jeneralnych, Konsulów, Wice-Konsulów i 
Ajentów konsularnych w miastach i portach swych 
terytorjów. 

W każdym razie Konsulowi e jeneralni, Konsulowie. 
Wice-Konsulowie i Ajenci konsularni będą mc gli wejść 
w urzędowanie dopiero wówczas, gdy w zwykłej f jrmie 
zostaną dopuszczeni przez Rząd, na którego terytorjum 
są wysłani. 



— 189 - 

Konsulowie jeneralni, Konsulowie, Wice-Konsu- 
lowie i Ajenci konsularni korzystać będą ze wszystkich 
przywilejów, zwolnień i wszelkiego rodzaju immunitetów, 
które są lub bqdą zapewnione ajentom konsularnym 
narodu najbardziej uprzywiltjowanego. 

ARTYKUŁ 14. 

Do czasu, zanim Rząd polski nie uchwali taryfy 
celnej, towary pochodzące z Państw sprzymierzonych 
i stowarzyszonych nie będą podlegały przy wwozie do 
Polski wyższym poborom, aniżeli wynoszą najkorzyst- 
niejsze pobory, stosowane przy wwozie tych towarów 
według czy to tar>fy celnej niemieckiej, czy austro- 
węgiersbiej, czy rosyjskiej, obowiązujących w dniu 
1 lipca 1914 roku. 

ARTYKUŁ 15. 

Polska zobowiązuje się nie zawierać żadnego 
Traktatu, Konwencji ani porozumienia i nie przedsiębrać 
nic takiego, coby jej przeszkodziło uczestniczyć we 
wszelkich Konwencjach ogólnych, któreby mogły być 
zawarte pod przewodnictwem Związku Narodów w celu 
sprawiedliwego traktowania handlu innych Państw 
w ciągu pięciu lat od chwili uzyskania przez Traktat 
niniejszy mocy obowiązującej. 

Polska zobowiązuje się również rozciągnąć na 
wszystkie Państwa sprzymierzone i stowarzyszone 
wszelkie ulgi czy przywileje, jakichby w sprawach 
celnych udzieliła przez czas tego pięcioletniego okresu 
któremukolwiek z Państw, z któremi od miesiąca sierpnia 
1914 roku Państwa sprzymierzone lub stowarzyszone 
były w stanie wojny, lub jakiemu innemu Państwu, 
któreby zawarło z Austrią specjalny układ celny, 
przewidziany w Traktacie Pokoju, który będzie zawarty 
z Austrją. 



— 190 - 

ARTYKUŁ 16. 

Aż do zawarcia powyżej wzmiankowanej Kon- 
wencji ogólnej Polska zobowiązuje się traktować na- 
równi ze statkami narodowemi, lub ze statkami Narodu 
najbardziej uprzywilejowanego, statki wszystkich Państw 
sprzymierzonych i stowarzyszonych, które udzielają 
statkom polskim analogicznego traktowania. 

W drodze wyjątku od tego postanowienia wyraźnie 
przyznaje się Polsce, oraz wszystkim innym Państwom 
sprzymierzonym i stowarzyszonym prawo zastrzeżenia 
swego handlu przybrzeżnego dla statków narodowych. 

ARTYKUŁ 17. 

Dopóki nie nastąpi zawarcie pod przewodnictwem 
Związku Narodów ogólnej Konwencji, mającej zapewnić 
i utrzymać swobodę komunikacji i tranzytu, Polska 
zobowiązuje się udzielić na terytorjum polakiem, włą- 
czając w to wody terytorialne, swobodę tranzytu dla 
osób, towarów, statków, wozów, wagonów, i transpor- 
tów pocztowych, przejeżdżających tranzytem od lub 
do któregokolwiek z Państw sprzymierzonych i stowa- 
rzyszonych, oraz co się tyczy ułatwień, ciężarów, 
ograniczeń i wszelkich innych spraw, traktować je 
przynajmniej z równemł względami, jak osoby, towary, 
statki, wozy, wagony, pojazdy i transporty pocztowe 
Polski, lub innej najbardziej uprzywilejowanej narodo- 
wości, pochodzenia, importu lub własności. 

Wszystkie ciężary, nakładane w Polsce na ten han- 
del tranzytowy, powinny być umiarkowane, z uwzględ- 
nieniem warunków tego handlu. Towary tranzytowe 
będą wolne od wszelkich opłat celnych lub innych. 
Taryfy ogólne dla handlu tranzytowego przez Polskę^ 
oraz taryfy wspólne między Polską i któremkolwiek 
Państwem sprzymierzonem lub stowarzyszonem, do- 
puszczające bezpośrednie bilety lub frachty, będą usta- 



gała przynajmniej próby nieobowiązującej, czy konflikt 
nie da s\ą zażegnać pokojowo, i wstrzymania się z dzia- 
łaniami orcznemi przez pewien jeszcze czas, podczas 
któregoby sprawę gruntowniej i spokojniej rozważono. 

Już w tym wypadku okazało się, że z tej właśnie 
strony, z której samą ideę Ligi najusilniej wysuwano, 
co do szczegółów jej ustanowienia najwięcej pojawi 
się zastrzeżeń. Rezultatem był oczywiście kompro- 
mis, a to — jak zwykle bywało na kongresie — ze 
stanowczą przewagą koncepcji anglosaskiej. Roz- 
strzygnął o tem już fakt, że komisja, utworzona przez 
kongres dla opracowania projektu Paktu, wzięła jako 
substrat projekt, przedłożony w imieniu Ameryki przez 
prezydenta Wilsona, a w szczegółach oparty przewa- 
żnie na » praktycznej suggestji* delegata Afryki po- 
łudniowej, angielskiego jenerała Smutsa, którą w przed- 
dzień konferencji ogłosił w poczytnej broszurze. 

Już tutaj też przyznać trzeba, że może dobrze 
się stało, iż Liga postawiła sobie na początek zadania 
skromniejsze, łatwiej wykonalne. Ale z drugiej strony 
trzeba sobie uświadomić, że rozwój przyszłości, wbrew 
przewidywaniom sceptyków, pójdzie najprawdopodob- 
niej w kierunku urzeczywistnienia koncepcji konsek- 
wentniejszej, prawnie ściślejszej a ideowo głębszej. Ze 
takim naprawdę jest postulat coraz szerszych kół 
przeważnej części cywilizowanych narodów, o tem 
najlepiej świadczą konferencje wzrastających w liczbę 
1 znaczenie stowarzyszeń narodowych, popierających 
Ligę, na których obrady i uchwały wielokrotnie nam 
przyjdzie się powołać. 

Drugiem hasłem, które się utarło podczas wojny 
i z którem już we wstępie do Paktu Ligi chciano się 
liczyć, było potępienie tajnej dyplomacji. Zbytecznem 
byłoby przypominać, że konferencja pokojowa nie po- 
została mu bynajmniej całkiem wierną; nawet roko- 



— 8 - 

wania, których wynikiem był Pakt Ligi, bvły tak dalece 
tajne, źe do odpowiedniej komisji kongresowej, w prze- 
ciwieństwie do innych, wcale nie dopuszczono rzeczo- 
znawców. To też zobaczymy, źe Liga Narodów nu 
gwarantuje urzeczywistnienia drugiej z kolei zapowie- 
dzi wstępu, która dotyczy „utrzymywania jawnyidh (aii 
grand jour) stosunków międzynarodowych opartych na 
sprawiedliwości i honorze". Ale zobaczymj-^ zarazem, 
źe i pod tym względem uczyniono przynajmniej po- 
czątek: nie znalazłszy narazie sposobu, aby konkret- 
nie zapewnić jawność samych rokowań, zastrzeżono 
przynajmniej jawność ich obowiązujących rezultatów, 
przyobleczonych w formę traktatów. Wypadnie tylko 
ocenić, o ile takie postawienie kwestji może — cho- 
ciażby narazie — być wystarczającem. 

Poza temi dwoma hasłami — wykluczania wojen 
i jawności dyplomacji, najprzystępniej szemi dla szero- 
kiego ogółu, cała ideologja, z której koalicja uczyniła 
swój sztandar bojowy, streszcza się w zasadzie >p r a w o 
przed siłą" czyli w postulacie „ścisłego przestrzegania 
przepisów prawa międzynarodowego". Dlatego i tę 
zasadę wprowadzono do wstępu Paktu Ligi. Trudno 
jednak zaprzeczyć, źe uznanie tych przepisów „jako 
reguły istotnego postępowania rządów", które „odtąd" 
ma nastąpić, nie jest właściwie niczem nowem. Wy- 
jąwszy niektóre cyniczne powiedzenia, które niebacz- 
nie się wyrwały jednostkom, a których typem stał się 
osławiony „świstek papieru" Bethmanna Hollweg'a, 
oddawna zgodnie uważano w całym cywilizowanym 
świecie, źe należy się trzymać przepisów prawa mię- 
dzynarodowego. Jeśli zaś mimo to wpływ tego prawa 
na istotny bieg polityki był niedostateczny, to wyni- 
kało to może w pierwszym rzędzie z niedostatków sa- 
mego prawa narodów. Ani bowiem nie obejmowało 
ono w systematycznej całości wszystkich zagadnień, 
nastręczających się w stosunkach międzynarodowych, 



■I^Ą 



ani nawet w swym istniejącym zrębie nie było skody- 
fikowane w jakimkolwiek urzędowym, ogólnie uznanym 
zbiorze. Dlatego wszystkim szczerym zwolennikom 
Ligi chodzi z jednej strony o uzupełnienie i rozwinię- 
cie prawa międzynarodowego za pomocą organów 
ustawodawczych Ligi, a z drugiej strony o stworzenie 
kodeksu tegoż prawa. Ostatnia konferencja stowarzy- 
szeń, popierających Ligę, uchwaliła wyznaczyć stałą 
komisję, któraby z pomocą Instytutu Prawa Między- 
narodowego zajęła się tą pracą. Zanim ona nie bę- 
dzie dokonaną i nie zyska oficjalnej sankcji członków 
Ligi, odnośny ustęp wstępny jej Paktu pozostanie nie- 
stety ogólnikiem. 

Ogólnikiem, który się właściwie rozumie sam przez 
się, jest też czwarta i ostatnia z owych wstępnj-ch za- 
sad, mówiąca o panowaniu sprawiedliwości i poszano- 
waniu zobowiązań traktatowych w stosunkach między 
narodami. 

Tem bardziej uderza, źe obok tych koniecznych 
zapewne, ale mało mówiących komunałów brak jakiej- 
kolwiek wzmianki o dwóch zasadach, które podczas 
wojny tak głośno rozbrzmiewały, źe stały się jak 
gdyby dogmatami współczesnej ideologji demokratycz- 
nej. Brak uroczystego uznania równości 
narodówiichprawasamostanowienia. Nie- 
trudno jednak wytłumaczyć to zadziwiające na pierw- 
szy rzut oka przemilczenie. 

Od zasady równości narodów najzupełniej odstą- 
piła konferencja pokojowa, przeprowadzając ścisły po- 
dział między >głównemi« mocarstwami o „interesach 
ogólnych", a mocarstwami „o interesach specjalnych", 
czyli — jak to prościej a szczerzej wyrażano w mowie 
potocznej — między wielkiemi a małemi narodami. Oma- 
wiając skład Rady Ligi, będziemy mieli sposobność 
wyjaśnić, jakie były przyczyny uprz||p/ilejowania wiel- 



- 10 - 

kich mocarstw nawet w organizacji Ligi, przyczyny, 
które, jak przyznać trzeba, tkwią o wiele głębiej ani- 
żeli w samym egoizmie narodowym interesowanych 
stron. Zresztą te różnice w praktycznych funkcjach 
nie byłyby może jeszcze uniemożliwiły teoretycznego 
uznania prawnej równości narodów we wstępie do 
Paktu. Uczyniła to dopiero inna okoliczność, miano- 
wicie związek tej sprawy z kwestją uznania równości 
ras. 

O ile z jednej strony uznanie równości ras szło 
tak daleko, że Japonji przyznano bezspornie miejsce 
wśród owych uprzywilejowanych wielkich mocarstw, 
o tyle z drugiej strony nie udało się tej samej Japonji 
wprowadzić tej zasady formalnie do Paktu Ligi, ani 
w formie osobnego artykułu ani nawet ubocznej 
wzmianki we wstępie. Wniosek jej w tej sprawie zy- 
skał wprawdzie zwykłą większość w komisji, układa- 
jącej Pakt, ale jej przewodniczący, prezydent Wilson 
takiej większości nie uznał za dostateczną w sprawie 
zasadniczej. Opozycję wywołały wątpliwości wszyst- 
kich niemal państw, posiadających kolonje, gdzieby 
z tej zasady musiało wyniknąć zrównanie ludności tu- 
bylczej we wszystkich prawach, a zwłaszcza obawy 
Ameryki i Australji, że w takim razie musiałyby być 
zniesione wszelkie ograniczenia immigracji rasy żółtej, 
co do Ameryki zaś takie sprawa murzyńska. 

O wiele bardziej skomplikowaną jest sprawa sa- 
mostanowienia narodów. Hasło to, utarte w ustach 
wszystkich, przez nikogo jeszcze nie zostało sprecy- 
zowane; podczas wojny naciągali je śmiało mężowie 
stanu mocarstw centralnych, a po zwycięstwie koalicji 
i ona nie myślała wyciągnąć z niego wszystkich konse- 
kwencyj. Niewiadomo dotąd, jak je pogodzić przy 
ustalaniu granic państwowych z potrzebami ekono- 
micznemi lub strategicznemi, a zwłaszcza w jakiej mie- 
rze i w jaki sposób mają z niego korzystać narody, 



- 191 - 

nowione, jeżeli tego rzeczywiście zażąda dane Mocar- 
stwo sprzymierzone lub stowarzyszone. 

Swoboda tranzytu rozciągać się będzie na służbę 
pocztową, telegraficzną i telefoniczną. 

Rozumie się, że żadne Państwo sprzymierzone lub 
stowarzyszone nie będzie miało prawa domagać się 
dobrodziejstwa tych postanowień dla jakiejkolwiek 
części swego terytorjum, na którem względem tego 
samego przedmiotu nie udziela wzajemnego traktowania. 

Jeżeli w ciągu okresu 5-letniego od chwili uzy- 
skania mocy obowiązującej przez niniejszy Traktat, 
Konwencja ogólna, wyżej przewidziana, nie zostanie 
zawarta pod przewodnictwem Związku Narodów, to 
Polska w każdej chwili będzie miała prawo położyć 
kres postanowieniom niniejszego artykułu pod wa- 
runkiem, że zgóry uprzedzi o tem na 12 miesięcy Se- 
kretarza Jeneralnego Związku Narodów. 

ARTYKUŁ 18. 

Do czasu, zanim nie nastąpi zawarcie Konwencji 
ogólnej co do urządzenia międzynarodowego dróg 
wodnych, Polska zobowiązuje się stosować do systemu 
rzecznego Wisły (włączając w to Bug i Narew) po- 
rządek, określony w artykułach 332 do 337 Traktatu Po- 
koju z Niemcami dla międzynarodowych dróg wodnych. 

ARTYKUŁ 19. 

Polska zobowiązuje się przystąpić w ciągu 12 mie- 
sięcy od dnia zawarcia niniejszego Traktatu do między- 
narodowych Konwencyj, wyszczególnionych w Aneksie I. 

Polska zobowiązuje się przystąpić do wszystkich 
nowych Konwencyj, zawieranych z aprobatą Rady 
Związku Narodów w ciągu pięciu lat od chwili uzy- 
skania przez niniejszy Traktat mocy obowiązującej 
i mających zastąpić którą z Konwencyj, wyszczegól- 
nionych w Aneksie I. 



- 192 — 

Rząd Polski zobowiązuje siq zawiadomić w ciągu 
12 miesi(jcy Sekretarjat Jeneralny Związku Narodów, 
czy Polska życzy sobie lub nie życzy przystąpić 
do jednej czy obu Konwencyj, wyszczególnionych 
w Aneksie II. 

Aż do czasu przystąpienia do dwóch ostatnich 
Konwencyj, wyszczególnionych w Aneksie I, Polska 
zobowiązuje się, pod warunkiem wzajemności, zapewnić 
skutecznemi środkami gwarancje własności przemy- 
słowej, literackiej i artystycznej obywateli Państw 
sprz> mierzonych i stowarzyszonych. W wypadku, 
gdyby jedno z Państw sprzymierzonych lub stowarzy- 
szon>ch nie przystąpiło do powyższych Konwencyj, 
Polska zgadza się i nadal zapewniać w tych warunkach 
rzeczywistą ochronę aż do czasu zawarcia traktatu 
lub specjalnego w tym celu porozumienia się obU' 
stronnego ze wzmianko wanem Państwem sprzymie- 
rzonem lub stowarzyszonem. 

Do czasu, zanim Polska nie przystąpi do innych 
Konwencyj, wzmiankowanych w Aneksie II, zapewni 
ona obywatelom Mocarstw sprzymierzonych i stowa- 
rzyszonych korzyści, któreby im były przyznane na 
mocy powyższych Konwencyj. 

Poza tem Polska zgadza się, pod warunkiem wza- 
jemności, uznać i ochraniać wszystkie prawa, dotyczące 
własności przemysłowej, literackiej i artystycznej, na- 
leżącej do obywateli Mocarstw sprzymierzonych i sto- 
warzyszonych, które to prawa przysługiwały lub przy- 
sługiwałyby im, gd>by nie rozpoczęto kroków nie- 
przyjacielskich na calem tery tor jum, które się staje 
polskiem. W tym celu Polska przyzna im dobrodziej- 
stwo terminów, udzielonych w artykułach 307 i 308 
Traktatu z Niemcami. 



- 193 - 
ANEKS I. 

KONWENCJE TELEGRAFICZNE I RADJO-TELE- 
GRAFICZNE. 

Międzynarodowa Konwencja telegraficzna, pod- 
pisana w St. Petersburgu 10/22. lipca 1875 roku. 

Regulamin służby międzynarodowej i taryfy usta- 
lone przez Międzynarodową Konferencję telegraficzną 
w Lizbonie 11. czerwca 190S r. 

Konwencja radjo-telegraficzna z dnia 5. lipca 
1912 roku. 

KONWENCJE DOTYCZĄCE KOLEL 
Konwencje i porozumienia, podpisane w Bernie 
14. października 189J r., 20. września 1893 r., 16 lipca 
1895 r., 16. czerwca 1898 r. i 19. września 1906 r., oraz 
bieżące rozporządzenia dodatkowe, wydane na pod- 
stawie powyższych Konwencyj. 

Porozumit-nie z 15. maja 1886 r. o sposobie zamy- 
kania wagonów, mających przejść przez komorę celną 
i protokuł z 18. maja 1907 r. 

Porozumienie z 15. maja 1886 roku o jednolitości 
technicznej dróg i raaterjału kolejowego, zmodyfikowane 
18. maja 1907 r. 

KONWENCJE SANITARNE. 
Konwencja z 3. grudnia 1903 r. 

KONWENCIE INNE. 

Konwencja z 26. września 1906 r. o zakazie pracy 
nocnej dla kobiet, zajętych w przemyśle. 

Konwencja z 26. września 1906 roku o zniesieniu 
używania białego fo-foru przv fabrykacji zapałek. 

Konwencja z 18. maja 1904 r. i z 4, maja 1910 r. 
o ściganiu handlu żywym towarem. 

Konwencja z 4. maja 1910 r. o zakazie pubUkacyj 
przeciwnych moralności. 

Lisa Narodów. ' ^ 



- 194 - 

Międzynarodowa Konwencja paryska z 20. maja 
1883 r., przejrzana w Waszyngtonie w 1911 r., o ochro- 
nie własności przemysłowej. 

Międzynarodowa Konwencja Berneńska z 9. wrze- 
śnia 1886 r., przejrzana w Berlinie 15. listopada 1908 r. 
i uzupełniona przez Protokuł dodatkowy, podpisany 
w Bernie 20. marca 1914 r. o ochronie utworów lite- 
rackich i artystycznych. 



ANEKSU. 

Porozumienie madryckie z 14. kwietnia 1891 roku 
o zakazie podawania fałszywie pochodzenia towarów, 
przejrzane w Waszyngtonie w 1911 r. 

Porozumienie madryckie z 14. kwietnia 1891 r. 
o międzynarodowem rejestrowaniu znaków fabrycznych, 
przejrzane w Waszyngtonie w r. 1911. 



ARTYKUŁ 20. 

Wszystkie prawa i przywileje, przyznane Państwom 
sprzymierzonym i stowarzyszonym, będą przysługiwały 
narówni wszystkim Państwom — Członkom Związku 
Narodów. 

ARTYKUŁ 21. 

Polska weźmie na siebie odpowiedzialność za część 
rosyjskiego długu publicznego i za wszystkie inne zo- 
bowiązania finansowe Państwa rosyjskiego, odpowie- 
dzialność, którą określi osobna Konwencja między 
Glównemi Mocarstwami sprzymierzonemi i stowarzy- 
szonemi z jednej strony i Polską z drugiej strony. 
Konwencję tę przygotuje Komisja, wyznaczona przez 
wspomniane Mocarstwa. W razie, gdyby Komisja nie 
doszła do porozumienia, kwestje sporne będą natych- 
miast przedłożone na sąd rozjemczy Związku Narodów. 



— 195 - 

NINIEJSZY TRAKTAT, którego teksty francuski 
i angielski będą obowiązującemi, zostanie ratyfikowany. 
Otrzyma moc obowiązującą równocześnie z Traktatem 
z Niemcami. 

Ratyfikacja zostanie złożona w Paryżu. 

Mocarstwa, których Rząd ma siedlisko poza 
Europą, będą mogły ograniczyć się do zawiadomienia 
Rządu Rzeczypospolitej Francuskiej przez swego przed- 
stawiciela dyplomatycznego w Paryżu, że ich ratyfikacja 
została udzielona, i w tym wypadku powinny dostarczyć 
akt, skoro to tylko będzie możliwe. 

Zostanie sporządzony protokuł złożenia ratyfikacji. 

Rząd francuski dostarczy wszystkim Mocarstwom, 
które podpisały Traktat, kopję protokułu złożenia 
ratyfikacji. 

NA DOWÓD CZEGO wymienieni pełno- 
mocnicy obecny Traktat podpisali. 

Działo się wWersalu dwudziestego ósmego czerwca 
tysiąc dziewięćset dziewiętnastego roku. Jedyny egzem- 
plarz zostanie złożony w archiwach Rządu Rzeczy- 
pospolitej Francuskiej, zaś odpisy autentyczne będą 
wydane każdemu z Mocarstw, Traktat podpisujących. 

(L. S.) WOODROW WILSON. 

(L. S.) ROBERT LANSING. 

(L. S.) HENRY WHITE. 

(L. S.) E. M. HOUSE. 

(L. S ) TASKER H. BLISS. 

(L. S.) D. LLOYD GEORGE. 

(L. S.) A. BONAR LAW. 

(L. S.) MILNER. 

(L. S.) ARTHUR JAMES BALFOUR. 

(L. S.) GEORGE N. BARNES. 

(L. S.) CHAS. J. DOHERTY. 

(L. S.) ARTHUR L. SIFTON . 

(L. S.) W. M. HUGHES. 

13» 



- 196 - 

L. S.) JOSEPH COOK. 

L. S.) LOUIS BOTHA. 

L. S.) J. CHR. SMUTS. 

L.S) 

L. S.) ED. S. MONTAGU. 

L. S.) GANGA SINGH, 

MAHARAJA DE BIKANER. 
L. S.) G. CLEMENCEAU. 
L. S.) S. PICHON. 
L. S.) L. L. KLOTZ. 
L. S.) ANDRE TARDIEU. 
L. S.) JULES CAMBON. 
L. S.) SIDNEY SONNINO. 
L. S.) IMPERIALL 
L. S.) SILYIO CRESPL 
L, S.) SAIONZL 
L. S.) N. MAKINO. 
L. S.) S. CHINDA. 
L. S ) K. MATSUI. 
L. S.) H. IJUIN. 
L. S,) L J. PADEREWSKI. 
L. S.) ROMAN DMOWSKI. 

Zgodne z zaświadczoną kopją: 
Minister Spraw Zagranicznych. 



SPIS RZECZY. 

Str. 

Wstęp 1 

Część I. Organizacja. 

1. Członkowie 13 

2. Zgromadzenie 27 

3. Rada 38 

4. Sekretarjat 54 

Część II. Zabezpieczenie pokoju. 

1. Rozbrojenie i gwarancje bb 

2. Sądownictwo międzynarodowe 80 

3. Pośrednictwo pokojowe 92 

4. Sankcje 105 

Część Iii. Wspófpracownictwo narodów. 

1. Traktaty 116 

2. Mandaty i ochrona mniejszości 128 

3. Praca i życie ekonomiczne 140 

4. Higjena i życie umysłowe 152 

Zamknięcie 164 

Tekst Traktatu między Głównemi Mocarstwami a Polską 177 



JX Halecki, Oskar 
1975 Liga narodów 
H3^5 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 

UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY