(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Mazowsze; obraz etnograficzny"

This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 




rMus s^ff-s. £o. zz(T) 



■ ») )» )» ») - >» - >» - ») e 8«< - (« ■ «< «( «( ■ «< ■ «< ■ 




THE MUSIC LIBRARY 

OFTHE 

HARVARD COLLEGE 
LIBRARY 



• ») • ») • >» ■ >» ■ ») )» )»88«0 «< ■ (« ■ <« (« ' (« ■ (« ■ 



■ I ■ t. 



•5--. 



. ^V^ *_*! 



DATĘ DUE 



GAYLORD 






A 



PRINTEDINU.ft.A. 



■■•■*. 



.MAZOWSZE, 



OBRj^Z ETisroanA-iniczNY 



Bkreilił 



OSKAR KOLBERG 

Glonek kor. Akademii amiejętnoici w Krakowie oraz Towarzystw naukowych 
w Paryżu, Petersburga, Lizbonie i muzycznego we Lwowie. 



2 BYCINAMT PODŁUG KYSUNKÓW V 


r. GEBSONA. 




TOM J.J 


B. K L U II A 
Rokicie-Stare 


MAZOWSZE POLh 

CZąŚĆ PIERWSZA. 


fE. 


Wydanie z zapomogi kasy pomocy dla osób pracujących 
na pola naukowem imienia Dra Józefa Mianowskiego. 


KRAKÓW. 

DRUK WŁ. L. ANOZYCA 

pod zarządem Jana Oadowskiej 

1885. 


1 SPÓŁKI, 

50. 



^ / /" 



'■--(') 



v^ 



HARVARD UNi -'-■•'.; .Y 
£DA Ali.'..'. — > -'••--'•>^ LiuSAfts' 



ZASŁUŻONEMU 

BADACZOWI NA POLU ANTROPOLOGII 

CZCIGODNEMU 

Dą. Józefowi Majerowi 

^ PREZESOWI AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE, 

CZŁONKOWI WIELU TOWARZYSTW NAUKOWYCH i t. d. 

CZŁOIEOffI mi Pildff I POSŁOWI li SEII IRAIOWT, 

KAWALEROWI OBBEBÓW, 



pracę niniejszą poSwięca 



i -j n .i-'- 



Obszary ^iem, na których osiadł lud mazowiecki 
były niejednokrotnie przedmiotem badań i opisów, 
mających na celu przedstawić historyę, przyrodę, geo- 
grafiję, statystykę, handel, stosunki i urządzenia prawne 
i administracyjne tych prowincyj, tak w całości ich, 
jako i w pojedynczych częściach. W pośród prac tego 
rodzaju, górowały — jak to z natury rzeczy oraz więk- 
szej źródeł obfitości i dostępności wypływało — mono- 
grafije dotyczące stolicy tych ziem. Warszawy. Dzieła 
te, — których poczet podają Encyklopedye przy artyku- 
łach o Mazowszu, — mniej lub więcej szeroko i dokła- 
dnie rozwijając główny badań swych wątek, wcale nie 
dotykały etnografii, lub w nader tylko szczupłym po- 
dawały ją zakresie. I w ogóle, Ludem, w znaczeniu 
słowa etnograficznem, zajmowano się u nas bardzo mało. 
Ztąd też i wiadomości o nim, o jego zwyczajach i wła- 
ściwościach, podawane były skąpo i pobieżnie ; snaó ani 
potrzebę takich sprawozdań uważano za naglącą, ani ich 
doniosłość powszechnie i dostatecznie została uznaną. 
Doniosłość tę atoli zrozumieli rychło i gruntownie Go- 



łębiowski i Wójcicki. Niepożytą też położyli oni zsl- 
sługę, juźto sami umiejętnie do dzieła przykładając 
rękę (przez wydawnictwa nader cennycli swycłi mate- 
ryałów, między któremi szczegóły o ludzie mazurskim 
niepoślednie zajmują miejsce), już też słowem i przy- 
kładem własnym zachęcając i zagrzewając nowo-zacięż- 
nych pracowników do kroczenia po wskazanej i dobrze 
już przez nich utorowanej drodze; — wprawdzie mo- 
zolnej, lecz obiecującej, i w istocie też przynoszącej nad- 
spodziewanie obfity plon naukowy, jak tego dowiodły 
powstałe za ich podnietą n. p, baśni zebrane przez 
Zmorskiego i Balińskiego, i znakomita K. Kozłowskiego 
monografija ludu zamieszkującego okolice Czerska, 

Korzyści tak dla nauki widoczne, stały się i dla 
nas samych bodźcem do podjęcia prac podobnych. 
Więc już około r. 1840, .czy też rokiem wcześniej, 
poczęliśmy zbierać pieśni i muzykę ludową w okolicach 
Warszawy. Wkrótce dostrzegliśmy ścisłą tych utworów 
z obrzędami, zwyczajami i całym bytem ludu łącznośd. 
Wzgląd ten nakazywał nam przy spisywaniu pieśni 
i ich melodyi, notowaó także i ich akcessorya (wedle 
ówczesnych naszych pojęó) t. j. uwydatniać całą sytu- 
acyę, która je zrodziła, lub do działania powoływała. 
Powoli, w miarę rozrostu zbiorów i różnorodności na- 
bywanych materyałów, siłą rzeczy parci, nadaliśmy 
wydawnictwom naszym kierunek i zakrój, jaki nam 
dyktowało doświadczenie i który im dotychczas przewo- 
dniczy. W roku 1840 atoli, w zaraniu prac naszych 
etnograficznych, wzgląd na muzykę ludową, jakeśmy to 
powiedzieli wyżej, przeważał i stanowił główne docie- 
kań naszych podścielisko. Wtedy to, wychylaliśmy się 



często za miasto w porze letniej, by świeżem, ożywczem 
na wsi odetchnąwszy powietrzem, zaczerpnąć też i świe- 
żej melodyi z tryskającego tam bezustannie narodowej 
muzyki źródła. A znaleźli się (zwłaszcza gdy horyzont 
badań się rozszerzał) prawie zawsze do wędrówek 
naszych towarzysze, tymże samym ku rzeczom sielskim 
ożywieni duchem, przelewający dosadnie na papier 
dziarskie włościan typy i fizyognomije, lub kreślący 
z zamiłowaniem myśli i wyrażenia poetyczne tak szczo- 
drze w tych pieśniach i tych przysłowiach rozrzucone. 
Taką to wędrówkę czterodniową z Warszawy do Czerska 
odbyliśmy w Zielone świątki r. 1841 w towarzystwie 
ś. p. Józefa Konopki, ś. p. Walentego Zakrzewskiego 
i ś, p. Emila Jenikiego. Takie też i w następnych la- 
tach, zwracając się w inne Warszawy i Pragi okolice, 
razem z T. Lenartowiczem, ś. p. Norwidem, ś. p. Ign, 
Komorowskim, jak niemniej z malarzami : W. Gersonem, 
ś. p. Karolem Markonim i ś. p. bratem mojim Anto- 
nim; — że już zamilczymy o wycieczkach w później- 
szym dokonywanych czasie. 

Pamięć tych miłych druhów i ich prac pomocni- 
czych, jest nam dotychczas równie drogą, jak nią była 
ich przyjaźń i życzliwa w swojim czasie dla nas usługa. 
Wiąże też ona, niby złocista wstęga wspomnień, ideały 
lat młodzieńczych, dawno ubiegłych, z szarą obecnej 
chwili rzeczywistością, — więc błogo nam z nią i z niemi. 
Niektórzy z przezacnych tych towarzyszy zniknęli nam już 
z oczu, wielu innych dotknęła zimna i nieubłagana 
Śmierci kosa. Zanim tedy w nieuniknionej czasu kolei, 
spuści ona i na naszą posiwiałą głowę swe ostrze, niech 
nam jeszce danem będzie, posłać żyjącym nasze przy- 



jacielskie pozdrowienie a nieboszczykom, z tego tu 
padołu ostatnie słowa podzięki za icłi trudy, wraz 
z pokorną do Pana Zastępów prośbą, aby im lekką 
uczynid raczył tę ziemię, którą za życia tak gorącem 
miłowali sercem! 



O. K. 




od Nadarzyna, Piaseczna . 



KRAJ. 



Mazowsze. Tom 



Mazowsze obejmowało, podług dawnego podziału, 
za Rzeczypospolitej, województwa: Mazowieckie, Raw- 
skie i Płockie, ciągnąc się nadto na północ aż po ba- 
gna i jeziora Prus książęcych, po za któremi osiadła 
Litwa. Jako księztwo istniało ono pod berłem jednej 
z młodszych linii Piastów od r. 1207 do 1526. W prze- 
ciągu tego czasu księztwo rozpadało się kilkakrotnie 
na mniejsze dzielnice, do których wchodziły chwilowo 
Kujawy, ziemia Dobrzyńska i ziemia Bełzka; spajało 
się znów następnie, skutkiem sukcessyj, w mniejsze lub 
większe kompleksa^ pod lennem zawsze królów polskich 
zostające zwierzchnictwem; aż nakoniec w jedną spły- 
nęło całość, którą Zygmunt I, po wygaśnięciu ostatniej 
mazowieckiej Piastowiczów linii , wcielił do Korony. 
Stolicą tej całości, a następnie (od r. 1696) i całej 
Polski była Warszawa. (Obacz Kozłowskiego : Dzieje Ma- 
zawszay Warszawa 1858, i wydany przez księcia Tad. 
Lubomirskiego: Kodeks dyplomatyczny ksieztwa Mazowiec- 
kiego, Warsz. 1863). 

Wedle podziału za Rzeczypospolitej, składały Ma- 
zowsze trzy województwa (obacz: Starożytna Polska Baliń- 
skiego i Lipińskiego) a mianowicie : 

1. Województwo Płockie. Miasta i osady ważniejsze 
w niem były: Płock, Bielsk, Raciąż, Sierpc, Płońsk, 
Szreńsk, Niedzborz (Neidenburg), Mława, Bieżuń, Ra- 
dzanów, Kuczbork, Lubowiz. 

1* 



2. Województwo Rawskie, które się dzieliło na $ 
ziemie mianowicie: 

a) Ziemia Rawska. Miasta i osady w niej znaczniejsze t 
Rawa, Biała, Skierniewice, Jeżów, Łęgonice, No- 
wemiasto nad Pilicą, Mogielnica. 

h) Ziemia Sochaczewska. Miasta i osady w niej zna-^ 
czniejsze: Sochaczew, Łowicz, Arkadya, Nieborów,. 
Bolimów, Miedniewice, Wiskitki, Jaktorów, Gro- 
dzisk, Mszczonów, Radziejowice. 

c) Ziemia Gostyńska. Miasta i osady w niej: Gosty- 
nin, Gombin, Kutno, Iłów, Kiernozia. 

3. Województwo Mazowieckie dzieliło się na 10 
ziem, mianowicie: 

a) Ziemia Czerska. Miasta i osady w niej: Czersk,. 
Grójec, Warka, Góra- kał wary a, Goszczyn, Kar- 
czew, Osieck, Otwock, Garwolin, Siennica, Lato- 
wicz, Mińsk, Paryszew. 

h) Ziemia Warszawska. Miasta i osady w niej: War- 
szawa, Ujazdów, Czerniaków, Wilanów, Wola, Ma- 
rymont, Bielany, Raszyn, Piaseczno, Tarczyn, Bło- 
nie, Praga, Jabłonna, Nieporęt, Kobyłka, Radzy- 
min, Okuniew, Stanisławów. 

c) Ziemia Liwska. Miasta w niej : Liw, Dobre, Kałuszyn. 

d) Ziemia Wyszogrodzka. Miasta i osady: Wyszogród 
Czerwińsk, Bodzanów, Orszymowo. 

e) Ziemia Zakroczymska. Miasta i osady : Zakroczym,. 
Serock, Nowemiasto nad Soną, Nasielsk, Modlin,. 
Pułtusk. 

f) Ziemia Ciechanowska. Miasta i osady: Ciechanów,. 
Sochocin, Prasnysz, Rostkowo, Chorzele, Janów. 

g) Ziemia Różańska. Miasta i osady: Rożań, Maków^ 
Sieluń. 



h) Ziemia Nurska. Miasta i osady: Nur, Wyszków, 
Kamieńczyk, Ostrów, Brok, Andrzejów. 

i) Ziemia Łomżyńska. Miasta i osady: Łomża, Kolno, 
Zambrów, Ostrołęka, Nowogród, Myszeniec. 

k) Ziemia Wizka. Miasta w niej : Wizna, Wąsosz, Ra- 
dziłów, Szczuczyn. 



Ażeby w należytym porządku przedstawić własci- 
TVOŚci etnologiczne kraju tak rozległego, który z tego 
«amego już względu znaczne w charakterze i typie 
mieszkańców wykazywać musi różnice, podzieliliśmy 
bogaty materyał etnograficzny ztamtąd pozyskany na 
4 części, wedle geograficznego ziem mazowieckich po- 
łożenia, z których każda da obraz mniej lub więcej 
T7 szczegóły obfity, życia mieszkańców część tę zalu- 
dniających. 

Części te są następujące: 

1. Mazowsze polne, t. j. kraj zachodni, mimo 
niemałych jeszcze obszarów leśnych, przeważnie rolni- 
<5zy, szeroko po lewej stronie Wisły rozłożony. Za- 
wiera ono części dawnych ziem: Warszawskiej i Czer- 
skiej, ziemie: Sochaczewską, Rawską i Gostyńską, oraz 
-część powiatu Brzezińskiego, niegdyś do województwa 
Łęczyckiego należącego, a później (od r. 1815) do ob- 
wodu Rawskiego w wojew. Mazowieckiem (gubernii War- 
szawskiej) przyłączonego. 

2. Mazowsze leśne, podlaskiem także zwane, 
{wschodnie) po prawej stronie Wisły, a lewej Bugu 
położone, obejmujące części ziem : Warszawskiej i Czer- 
skiej, ziemię Liwską, a nadto części województwa Pod- 
laskiego z r. 1815 t. j, ziemię Łukowską, dawniej do 



województwa Lubelskiego, i ziemię Stężycką dawniej 
do wojew. Sandomierskiego należącą. 

3. Mazowsze stare, po prawej stronie Wisły^ 
prawej Bugu i obu brzegach Narwi rozłożone; obej- 
mujące w sobie byłe województwo Płockie i dawne zie- 
mie: Wyszogrodzką, Zakroczymską, Ciechanowską, Ró- 
żańską, Nurską, Łomżyńską i Wizką, oraz części ziem 
Mielnickiej, Drohickiej, województwa Podlaskiego. 

4. Mazowsze pruskie, obejmujące powiaty: Wę- 
goborski, Janowski, Gołdapski, Lecki, Łęcki (Ełk), Mar- 
grabowski, Sęsborski, Szczytnicki i Niborski. 



WARSZAWA. 



Warszawa- miasto dziś tak ludne i do tak znacznych wzro- 
słe rozmiarów, starożytnością bynajmniej pochlubić się nie może. 
Mimo to, powstanie jej, stosunkowo dość późne, w legendowej 
już kryje się mgle podań. Ł. Gołębiowski (w Kalendarzyku po- 
litycznym na r. 1826, wydanym przez prof. J. Netto) powiada: 
,Łudów i miast początki, giną zwykle w głębokiej starożytności, 
8% wątpliwe, baśniami upstrzone, i trudno jest wyrzec, kiedy 
powstały? I Warszawa podobnież, lubo nie sięga dawnością 
owych' miast pierwotnych na polskiej ziemi wyrosłych : Gniezna 
Krakowa, Poznania i Kalisza, lubo późniejsza od nich, początek 
jej przecież ukryty i zawikłany. Ta, która później inne prześci- 
gnąć miała, nietylko w stosunku do potężniejszych miast kraju 
całego nikczemna i błaha, ale w prowincyi swej nawet, w Ma- 
zowszu, gdy Czersk, Sochaczew, Błonie, Wiskitki, Grodziec 
czyli Grójec, dziś pozbawione dawnego blasku słynęły, może 
wioską była zaledwie" ^). 

Wspomnieć wszakże należy, jakie co do początków tego 
miasta- były zdania znakomitych pisarzy. Sarnicki (w opisaniu 
Polski) za założycieli jej podaje Awarów (!), szukając dowodu 
w samem brzmieniu wyrazów. Inni (a między nimi Albertrandy 



<) ^isy Warszawy podali z dawniejszych autorów: Jarzemski, 
Sciiultz; z nowszych: Ł. Gołębiowskie F. M. Sobieszczański, Alex, 
Wejnert i inni. O bacz także opisy w Encyhlopedyach Orgelbran- 
da (większej i mniejszej) i Ungra, w Starożytnej Polsce M. Ba- 
lińskiego, w Przyjacielu ludu (Leszno) z lat 1834, 1841 i 1843, 
gdzie są i Wspomnienia historyczne. 



^ 8 

w Pamiętniku warsz. na r. 1809), opierając się na tern podaniu, 
że Kraków od Krakusa, a Kijów od Kija nazwany, szuka twórcy 
w jakimś Warszu, czy Warcisławie kasztelanie krakowskim i łą- 
czy bezzasadnie nazwę jej z Wrocławiem, co zbija znów J. S. 
Bandtkie. (Obacz także: Atheneum, Wilno 1851, tom 2, podanie 
o Warszu przez A. O.) 

Sobieszczański twierdzi, że zawdzięczać ona może początek 
swój rodzinie czeskiej Werszowców, uszłej dobrowolnie czy też 
wygnanej z ojczyzny w XI czy Xn wieku, z którego to źródła 
nazwę także przedmieścia Pragi, jak i wielu pobliskich miastu 
wiosek, wywodzi. 

To pewna, że szczupła ta przedtóm rybaków osada, wzra- 
stając bezustannie, ściągnęła na siebie tOczy książąt mazowieckich, 
którzy się z czasem przenieśli tu z Czerska. Przywilej Kon- 
rada I księcia mazowieckiego (obacz Paprockiego: Herby)j dato- 
wany w Warszawie r. 1224, dozwala z prawa polskiego na teu- 
tońskie przenieść wioski: Ślepowrony, Drozdów, Wola, Strachowo. 
Tenże wspomina o Warszawie r. 1241, nadając Gotardowi synowi 
Łukasza herbu Radwan, wieś Służewo w nagrodę męztwa w bi- 
twach przeciwko Jazygom okazanego. Albertrandy twierdzi, iż 
Bogufał, poznański biskup w dyplomacie 1252 r. , udzielonym 
kościołowi parafijalnemu w Górze (Kalwaryi), nakazuje, aby 
dziesięcina zbożowa jak z innych włości tak -i ze wsi Warszawy 
do tegoż kościoła oddawaną była. (Twierdzenie to prostuje jednak 
Starożytna Polska, I. 396, mówiąc^ iż odnosi się to do wsi War- 
&zawice za Wisłą naprzeciwko Czerska leżącej.) W r. 1339 już 
była Warszawa opasana murem, miała warownię, a w r. 1379 
przez księcia Janusza za stolicę warszawskiej dzielnicy Mazowsza 
uznaną została. (Ob. Bihliot. Warsz. z marca 1870 r.: Ślady da- 
wnych murów Starej Warszawy, p. Wilh. Kolberg.) Odtąd 
częste bywały tu sejmy i zjazdy. Most na Wiśle kazał zbudować 
Zygmunt August; most ten Jan Kochanowski uczcił rymem. 
Zygmunt III przeniósł do Warszawy rezydencyę swą z Krakowa 
w roku 1596, którą także zachowali i jego następcy, skutkiem 
czego miasto to stało się odtąd stolicą Polski. 

Herbem Warszawy (a pierwotnie Starej -Warszawy) jest ko- 
bieta (dziewica) z rybim ogonem zamiast nóg, czyli Syrena. Go- 
dło to wskazuje na rybackie i żegludze oddane życie jej mie- 
szkańców. Kobieta z rybim ogonem przypomina nadto myty 



L^ 9 

wodne o pływających i tonących w nurtach rzek dziewicach, 
jak i o tonącej w Wiśle pod Krakowem Wandzie. 

Warszawa leży na wyniesionćm obszernćm płasko-wzgórzu, 
z jednej strony ku rzece lekko się pochylającćm, z drugiej, prze- 
ciwnej, wydłużającym się w rozległą równinę. Zajmuje obszar, 
złożony pierwiastkowe z różnych cząstek, które się z postępem 
czasu zespoliły w jedność. Najstarszą z nich było Stare-miasto, 
obok zamku książąt zbudowane i otoczone murem (ob. Magazyn 
fowszechny, Warszawa 1837, str. 42: Rynek Starego-miasta^ 
opisał K. W. Wójcicki. — Biblioteka Warszawska 1870, marzec: 
Ślady murów dawnych, przez Wilh. Kolberga). 

Nowe -miasto zaczęto budować po przyłączeniu Mazowsza 
do Korony. Inne części były: Rybaki, Danaj i przedmieścia, jak 
n. p. Krakowskie^ Nowy-świat; dalej Leszno, Grzybów, Solec, 
i na prawym brzegu Wisły położona Praga, dziś wcielona do 
miasta, oddzielne przedtćm miały one ratusze, herby i przywileje 
osobne. Jurydyki (szlacheckie) później również do miasta wcie- 
lone, były: Dziekanka, Bożydar, Kałęczyn, Ordynacka, Tamka, 
Sułkowska, Wielopole, Alexandrya, Bieliny, Gołubska, Oboźna, 
Skaryszew, Szymanowska, Maryensztad i t. d. Włączono w jego 
obszary także: Ujazdów, Łazienki i wiele ogrodów i folwarków. 
W północnej stronie , gdzie były Zdroje i Żoliborz (Joli-bord), 
zbudowano nowszemi czasy cytadellę. Po za rogatką Jerozolimską 
leżała niegdyś osada zamieszkana przez Żydów, którzy późniój 
do miasta na: Pociejów, Nalewki i t. d. się przenieśli (ob. 
BihlioU Warsz. 1845, listopad: Wiadomość o Nowej- Jerozolimie, 
miasteczku niegdyś pod Warszawą, podał Tymot. Lipiński). 

Jedną z najdawniejszych budowli jest niewątpliwie Zamek, 
początkowo drewniany, którego jedno skrzydło z muru wzniósł 
dopiero 1403—6 r. Jan książę mazowiecki. Główną część zbu- 
dował Zygmunt III i ukończył w roku 1622. Trzy ma wielkie 
skrzydła i dziedzińce ten przybytek monarchów. W sali marmu- 
rowej są portrety królów polskich. Przy zamku od strony Wisły 
na tarasie ogród, na śmiałych zawieszony arkadach. Przed Zam- 
kiem, od Krakowskiego - przedmieścia , wznosi się kolumna ze 
spiżowym posągiem króla Zygmunta III. Do Zamku należy i tak 
zwany pałac „pod blachą^, w którym mieszkał książę Józef Po- 
niatowski. Obok niego ciągnie się ku Wiśle wspaniały Zjazd do 



J.0_ . 

wielkiego mostu żelaznego, kratowego. Z Zamkiem połączony 
jest galeryą kościół katedralny czyli dawniejsza : 

Kollegiata ś. Jana. Założony około r^ 1250 przez książąt 
mazowieckich kościół, przekształcił książę Janusz r. 1390 na 
wspaniałą koUegiatę. W roku 1402 przeniesiono tu kanoników 
z Czerska i Aindusz na 12tu obmyślono. Jest tu kaplica z figurą 
Pana Jezusa i), której w r. 1602 nie uszkodził wcale gwał- 
towny wicher, gdy sklepienie i wieżę powalił. W ołtarzu wiel- 
kim znakomity obraz N. Fanny z Fanem Jezusem i aniołami, 
pędzla słynnego Palma nuovo, Wenecyanina. Spoczywają tu 
zwłoki Stanisława , Janusza i Anny, ostatnich książąt mazo- 
wieckich, jako i wielu innych znakomitych ludzi (ob. Tygodnik 
illusłr. 1865, n. 285. — Kościoły warsz, p. J. Bartoszewicza). 

Kościół po - Augustyjaóski (ś. Marcina) zbudowany został 
r. 1355 przez Ziemowita księcia mazowieckiego (na Rawie) dla 
Augustyjanów, sprowadzonych przezeń z Pragi czeskiej w roku 



1) Krzyż i Wojak, legenda o krzyżu w katedrze warszawskiej 
ś. Jana, przez Jadwigę Łuszczewską (Deotymę). Improwizacyje 
i poezyje, poczet drugi. Warszawa 1858, str. 321. Treść: 

Wojownik z grodu warszawskiego, gdy król nakazał iść na 
wroga chrześciaństwa^ pociągnął na wojnę, lecz w pierwszej za- 
raz bitwie dostał się do niewoli. Nad Bosforem, basza rządzący 
dał jeńcowi nadzór nad końmi i pojić mu je kazał. Wojownik 
ujrzał, jak obok studni postawiono krzyż z wizerunkiem Zba- 
wiciela; u tej Bożej -męki wiązali muzułmanie swe konie, zawie- 
szali swe czapraki i siodła, z krzyża się naśmiewając. Oburzony 
tóm chrześcijański wojownik, gdy nocą został przy studni samo- 
tny, ukląkł, a przeprosiwszy Boga i chcąc nadal uchromć krzyż 
od zniewagi, wyciągnął go z ziemi i w studnię wpuścił, po- 
czem sam uciekł i tułając się długo po obcych krajach,* wrócił 
po wielu latach do Warszawy, do swego dworku (w miejscu 
gdzie dziś kolumna Zygmunta). Wtem, jednego poranku, dają 
mu znać; że cud się stał na Wiśle i że środkiem rzeki płynie 
w stojącej postawie krzyż z wizerunkiem Zbawiciela. Spuszczono 
ku krzyżowi czółno z kapłanami, lecz czółno stanęło jak wryte; 
dopiero gdy weń wsiadł wojownik, ruszyło się ku krzyżowi; 
krzyż wtedy lekko się pochylił i spadł lekko na ramiona wojo- 
wnika, a ten poznał odrazu, że to jest ten sam krzyż, który 
on zanurzył przed laty do studni u Bosforu, a który snąć prze- 
płynął przez morskie głębie , czy też przez wodne żyły pod 
ziemią. (Ob. Przypisy). 



_J1 

1353. Pożar r. 1478 zniszczył go; jeden tylko obraz Matki Bo- 
skiej cudownej z wielkiego ołtarza ocalał. Tu były groby mu- 
zyków królewskich. 

Kościół Panny Maryi, postawiony r. 1392, w r. 1411 na 
żądanie księżnej mazowieckiej Anny na parafijalny został prze- 
znaczony. 

PP. Sakramentki, kościół i klasztor fundacyi Maryi Kazi- 
miry, żony Jana III. Są, tu grobowce dwóch księżniczek z domu 
Sobieskich (Pamiątnik relig. moral.j 1833, t. 24 n. 1). 

-Kościół i klasztor po-Bernardyński, fundowała r. 1454 Anna 
księżna mazowiecka. Jarzemski w opisie Warszawy za Włady- 
sława IV powiada: „Ten kościół ma wiele ołtarzy cudownych, 
nad grobami powiewają, świetne proporce, huczne w nim organy; 
tam dzwony biją we dwie oktawie tak ślicznie, jakem nigdzie 
nie słyszał, lubo bywałem w Warce, w Goszczynie, w Garwoli- 
nie, a nawet i w Czersku''. 

Kościół i klasztor po-Karmelicki (opieki ś. Józefa) na Kra- 
kowskiem przedmieściu, z kwesty i darów Eadziejowskiego zbu- 
dowany. Tu w r. 1705 Karol XII i Stanisław Leszczyński pod- 
pisali umowę i zapewnienie wzajemnej pomocy. 

Kościół i klasztor ks. Pijarów, poświęcony r. 1643. Ci mieli 
tu gimnazyjum. Dziś cerkiew katedralna obrządku greko-rossyj- 
skiego. Pijarów przeniesiono do kollegium po-jezuickiego obok 
katedry. 

PP. Wizytki, sprowadzone z Prancyi w r. 1667 przez Maryję 
Ludwikę, żonę Władysława IV, mają kościół i klasztor. {PamiąU 
relig. morał. 1856, tom 31). 

Kościół ś. Krzyża. Przedtem stała tu kaplica i szpital 
z ogrodem pod tem godłem. Po sprowadzeniu z Francyi księży 
Missyjonarzy, królewicz Jakób Sobieski położył węgielny kamień 
w r. 1682 do dzisiejszej okazałej świątyni. Jest tu grobowiec 
kardynała Radziejowskiego, relikwijo ś. Felicyssymy i t. d. Ko- 
ściół dzieli się na górny i dolny; ten ostatni oparty na 30 ka- 
miennych słupach. 

Kościół ś. Jerzego przy ulicy Święto -jerskiej, najstarszy 
może co do budowy. Jest podanie, jakoby w r. 1133, kiedy to 
miejsce było puszczą, wystawiono kaplicę, poświęconą śś. Anio- 
łom Stróżom, aby ci strzegli podróżnych od napaści. Wkrótce 



12 

powstał w tern miejsca kościół i parafija ś. Jerzego. Od r. 1450 
należał do kanoników regularnych. Dziś nie istnieje. 

Inne kościoły, zwłaszcza dawniejsze, po Bupprymowanych 
zakonach pozostałe, jak: po-Jezuicki (z obrazem N. Panny Ła- 
skawej), Paulinów, Dominikanów przy ulicy Freta (z obrazem 
Matki Boskiej słynącym cudami), Franciszkanów, Karmelitów na 
Lesznie (z obrazem Matki Boskiej cudownym). Reformatów, 
Kapucynów, Bazylijanów, Bonifratrów (ze szpitalem obłąkanych) 
i t. d. posiadają niemałą liczbę dzieł sztuki, jako i gitobowców 
znakomitych ludzi, o których czytelnik znajdzie wzmiankę w ązcze- 
gółowych opisach miasta i jego świątyń. (Kościoły warsz. p. Bar- 
toszewicza.) 

Jezuici mieli tu swe koUegium i dwa klasztory. Kollegium 
wystawione w r. 1725, nazwane było Gymnasmm Zaluscianum, 
od Ludwika Załuskiego, biskupa płockiego, założyciela znanej 
biblijoteki, przewiezionej w roku 1795 z pałacu Załuskich do 
Petersburga. 

Kościół mały TJjazdowski, pierwotnie na Solcu przez Wła- 
dysława Łokietka wystawiony, gdy wylewem Wisły zniszczał, 
w r. 1493 przez księżnę Annę przeniesiony został w miejsce 
gdzie dziś Belweder i). 

Na Solcu zbudowano także kościół i klasztor Trynitarzy 
w r. 1693. August II oddał pod ich dozór założoną tu przez 
siebie Kalwaryję , inaczej Nową Jerozolimą czyli drogą Krzyża 



1) Stanisław Herakliusz Lubomirski otrzymał r. 1683 wieś Jazdów 
(Ujazdów), niegdyś zameczek myśliwski książąt na Czersku. Mó- 
wią, że nie wierzył on w nieśmiertelność duszy, i gdy przeciwko 
temu artykułowi wiary pisał dyssertacyję w domku łowieckim 
(gdzie dziś Łazienki), ukazał mu się duch wieśniaka, który wy- 
rzekł głośno, iż: Dusza jest nieśmiertelną. Odurzony tern zjawi- 
skiem , padł bez zmysłów, lecz nazajutrz przyszedłszy do zmy- 
słów, wyszedł z domu i biegnąc po gaju, doszedł do kościółka 
(gdzie dziś Belweder); tu ujrzał zwłoki owego wieśniaka złożone 
w trumnie , gdy poprzednio dał był wdowie po nim pozostałej 
sakwę złota na pogrzeb. Skruszony tem, podarł swój rękopis 
i założył klasztor Bernardynów, gdzie też i ciało jego pochowano, 
gdy zmarł 1702 r. Legendę tę opowiedziała wierszem Deotyma 
w Tygodniku illmtr. Warszawa 1866, n. 328 pod tyt.: Potęga 
jałmużny. 



13 

nazwaną (ztąd nazwa ulicy Jerozolimskiej). W ołtarzu wielkim 
statua Zbawiciela kosztowną okryta suknią, słynąca niegdyś cu- 
dami (jak mówi Sobieszczański). 

Kościoły warszawskie w ogóle nie są tak starożytne jak kra* 
kowskie i innych miast dawnych Polski. Ztąd też mniej ó nich 
krąży podań i legend niż o tamtych. Nie tak też suto jak w Kra- 
kowie bywają tu odprawiane processyje w dni uroczyste, lubo 
processyja w oktawę Bożego Ciała na Lesznie ściąga niemal 
całe miasto. 

Z liczby nowszych świątyń wspomnimy tu tylko o kościele 
ewangielickim, wielkiej rotundzie w r. 1781 zbudowanej z ko- 
pułą (po wieży święto-krzyzkiego kościoła w mieście najwyższą, 
i z której widok na miasto i okolicę rozległy i wspaniały), o ko- 
ściele ś. Kiirola Boromeusza, o kościele Wszystkich Świętych (na 
Grzybowie), o nowym kościele wyznania reformowaliego , o ko- 
ściele ś. Barbary na Koszykach i o nowej wielkiej synagodze. 

Niemałą też Warszawa posiada liczbę szpitali i domów 
przytułku. Do największych należy szpital Dzieciątka J^zus. za- 
łożony za Augusta III z prywatnych ofiar, żebranych przez ks» 
Baudoin; prócz niego starożytny szpital ś. Ducha, ewangielicki^ 
ochronka ś. Kazimierza, dom dobroczynności, Żłobek, Zakład 
ś. Marty i t. d. 

Teatr wielki i Rozmaitości wraz z salą koncertową mie- 
szczą się w gmachu przebudowanym z dawnego MarywlLu (Ma- 
rieville), który był rodzajem bazaru '). W wydrążeniu kamienia 
węgielnego kaplicy Marywilskiej były relikwije i tablica srebrna 
z napisem^ że „Maryja Kazimira, żona Sobieskiego, na pamiątkę 
zwycięztwa pod Wiedniem i na Cześć Najświętszej Matki, której 
obraz Jan III miał zawsze przy sobie i której opieki wzywając, 
pokonał nieprzyjaciół, budowlę tę wystawiła r. 1696." 

Ratusz, naprzeciwko wielkiego teatru położony, po opaleniu 
w r. 1863 odbudowany został. 

Ulica Krakowskie-przedmieście, Nowy-świat i inne, mają 
mnóstwo pałaców, po większej części po dawniejszych magna- 



^) O teatrze warszawskim podali wiadomości M. Karasowski, K. 
Estreicher i inni. F. M. Sobieszczański pisał o cechach czyli zgro- 
madzeniach rzemieślniczych, o żegludze parowej na Wiśle (hr. 
And. Zamojskiego) i t. d. 



14 

tach pozostałych; niektóre z nioh uległy restauraoyi. Do nich- 
należą: pałac Radziwiłłowski, później namiestnika królewskiego 
(Zajączka), pałac Saski (dziś dwa domy z kolumnadą w pośrod- 
ku), przerobiony z rezydencyi Augusta III przy ogrodzie i placu 
Saskim, pałac Brylowski, pałac dawniej obszerny i wspaniały 
E[azanowskich (dziś dom Towarzystwa dobroczynności), pałace 
Potockich i Uruskich, pałac Eazimierowski, później koszar ka- 
deckich z obszernym placem i ogrodem; tu umieszczono później 
Uniwersytet, biblijotekę i gabinety przyrodnicze. Dynasy (pałac 
ks. de Nassau, dziś Uruskich), pałac na Tamce, na Ordynackiem 
(od ordynatów, ks. na Ostrogu i Zasławiu), jakoby ufortyfikowany 
zamek; dziś w nim instytut muzyczny '). Dwa pałace Krasiń- 
skich; przy jednym z nich (gdzie dziś sąd apelacyjny) ogród pu- 
bliczny zwany iCrasińskich. Pałac Zamojskich, Bank polski, pałac 
b. komisyi skarbu, pałac Mostowskich czyli b. komisyi spraw 
wewnętrznych, pałac Prymasowski czyli b. komisyi wojny, pałac 
Towarzystwa kredytowego, pałac Kronenberga, pałac drogi żel. 
warsz. wied. , pałac Branickich (Frascati), pałac Ujazdowski, pałac 
obserwatoryjum astronomicznego w ogrodzie botanicznym i t. d. 
Od placu Trzech Krzyży, przy którym wznosi się kościół 
ś. Aleksandra^ rozpoczyna się długa aleja Ujazdowska, w wille, 
piękno domy i ogrody bogata. Tędy odbywają się ulubione War- 
szawian przechadzki do Szwajcarskiej doliny, do ogrodu bota- 
nicznego, do pałacu i ogrodu Belwederskiego, wreszcie idąc na 
dół ku Wiśle, do wspaniałego parku: Łazienki, z pałacem 
(zbudowanym przez Stanisława Augusta), amfiteatrem, pomarań- 
czarnią, z licznemi innemi zabudowaniami. (Ksiąga świata r. 1856, 
str. 147, przez J. Bartoszewicza.) Nad Wisłą ciągnie się przed- 
mieście zwane Solec, gdzie ostatniemi czasy wiele pobudo- 
wano fabryk. 

Z zakładów naukowych wymienimy tur Uniwersytet, prze- 
kształcony w r. 1865 (co do dawnego, obacz: Przyjaciel ludu, 
Leszno, 1845, rok 11 n. 39, 41—46, rok 12 n. 5—14: Obraz 
histor, Uniw. Warsz* przez J. J.) i kilka gimnazyjów, z których 



^) W piwnicach tego gmachu i w głębiach pod niemi mają być 
nieobliczone skarby, których pilnuje jakaś księżniczka w kaczkę 
zaklęta (ob. Przypisy). 



15 

jedno mieści się w pałacu b. Towarzystwa przyjaciół nauk, przed 
którym stoji pomnik Kopernika dłuta Thorwaldsena. Do zakła- 
dów dobroczynnych naleźłj: Instytut oftalmiczny (ob. Tygodnik 
iUustr. r. 1865 n. 282), Instytut głucłioniemych (ob. Pamiętnik 
rdig. morał Warszawa 1842, t. 1, str. 243, 335, 489. Kalendarz 
Ungra na r. 1861 artykuł T. Dziekońskiego) i kilka innych. 

Ł. Gołębiowski w dziele Gry i zabawy str. 119 pisze: 
„W Warszawie za Stanisława Augusta, na Hollandyi, przy ulicy 
Pańskiej, koło czerwonego wiatraka, był zwyczaj strzelania do 
tarczy okrągłej białej z czarnym punktem we środku. Kto naj- 
bliżej środka strzelił, ten wyższą odbierał wygraną, kto w sam 
środek, wszystko. Składka według upodobania bywała; z po- 
czątku strzelano o pieniądze, naczynie cynowe, później o gęś 
karmną. Za Augusta III, król sam i znakomitsze osoby w Sa- 
skim ogrodzie, strzelały do tarczy pro proemUs*^. (I w nowszych 
także czasach była strzelnica obok ogrodu Saskiego). 

Na prawym brzegu Wisły, połączone z Warszawą dwoma 
mostami, leży przedmieście Praga, stanowiące 12-ty cyrkuł 
miasta. Niegdyś wieś, należąca do rodziny Praskich, została w r. 
1648 miastem. Po klęsce, w r. 1794 doznanej, podniosło się 
to przedmieście znacznie, osobliwie od czasu wybudowania trzech 
dworców koleji żelaznych (petersburskiej, terespolskiej i nadwiślań- 
skiej). Ma kościół parafijalny, cerkiew w roku 1867 zbudowaną 
i obszerny park nad brzegiem Wisły. W północno - zachodniej 
stronie powstała osada Nowa-Praga. 

Kościół parafijalny mieścił przy sobie domek Loretański 
z obrazem Matki Boskiej, r. 1642 ze składek królów, książąt 
i magnatów wzniesiony przez ks. Bernardynów (podług Sobie- 
szczańskiego) na Pradze, która wówczas była własnością bisku- 
pów kamienieckich. Co sobota odbywały się do niego pielgrzymki 
z Warszawy, osobliwie studentów ze szkół pijarskich i jezuickich 
pod przewodnictwem profesorów. W porze zimowej, kiedy Wisła 
stanęła, odbywał się uroczysty pochód przez rzekę z muzyką, 
chorągwiami i światłem. Niekiedy zakłady naukowe, współzawodni- 
czące zawsze między sobą, starały się w okazałości jeden dru- 
giego prześcignąó, zkąd powstawały -nieraz kłótnie i bójki na 
lodzie. Ołtarz domku Loretańskiego z wizerunkiem Matki Bo- 
skiej stanowi też główną część herbu miasta Pragi, którego 



16 



drugą częścią jest herb Ogończyk (rysunek herbu podaje Wej- 
nert w II. tomie Starożytności). 



Przysłowia i zdania 

dotyczące Warszawy. 

Gazeta Warszawska z r. 1860 n. 137 podaje kilka przysłów 
tyczących się Warszawy, zebranych przez Tymoteusza Lipiń- 
skiego. A mianowicie: 

1. Kraków pan, — Poznań (v. Lwów) ojciec 
Warszawa matka, — Lublin siostra 
każdemu Polakowi. 

Tak mówi w kazaniu ksiądz Bratkowski na początku XYII 
wieku. Przysłowie to, co do Warszawy, tłumaczy Duńczewski 
w Kalendarzu na r. 1730: „Matka Warszawa, gdyż najwięcej 
tam matek ^. 

Inne przysłowia i zdania, nieco dawniejsze, mieszkańców 
tyczące się, wyrobów wsławionych lub ulic, są następujące: 

2. Lepsza wody szklanka 
niźli Warszawianka. 



3. Warszawiak w pracy, a wilk u pługa, 
jednaka z nich posługa. 



4. Warszawski trzewiczek. 
Toruński pierniczek, 
Gdańska wódeczka. 
Krakowska dzieweczka^ 

są u nas najsławniejsze, powiadali jeszcze w XYI wieku, co do- 
wodzi, jakto już dawno słynie warszawskie obuwie. 

5. Jak cię zwalę, 

to polecisz na Podwale. 



6. Na Gołębiej ulicy 
mieszkają miłośnicy. 
Z Wierzbowej wieści dają, 
gdzie tańcują albo grają. 

Przysłowie nowożytne, od czasu wychodzenia Euryera War- 
szawskiego Dmuszewskiego, na tej ulicy mającego swą redakcyę. 



17 _ 

7. Na Ciepłej mieszkasz , — nie masz się z c^em chwalić, 
Ciepła nie ciepła, — jak niema czem palić. 

W jednym liście z XVL wieku, szlachcic miazowiecki, 
pisząc z Wilna do swego przyjaciela w Warszawie, powiada, że 
znalazł wówczas na Litwie cztery dziwy, a mianowicie: 

8. Wiele pościeli bez piór (materace), 

wiele trzewików bez skór (łapcie, chodaki)^ 
wiele miast bez murów (z drzewa), 
wiele panów bez gburów (poddanych). 



OKOLICE WARSZAWY. 



Z prawego brzegu Wisły. 

Kępa Saska (niegdyś Kawcza i Kępą solecką zwana) jest 
naprzeciw Solca, na wybrzeżu prawem Wisły, przedzielona łachą 
wiślaną od Pragi i mostem z nią połączona. W czasie wojny 
z Karolem XII, kilka tysiący wojska saskiego miało tu swoje 
stanowisko (Załuski, tom III, str. 278). August II częste tu da- 
wał hulanki i jednemu ze swych pokojowców sute tu wyprawił 
wesele. Teraz, w niedzielę, letnią zwłaszcza porą, udaje się mnó- 
stwo ludu niższej warstwy miejskiej na Saską Kępę , gdzie urzą- 
dzone są gospody i szynkownie z huśtawkami i karuzelami i spa- 
cerujący raczą się chłodnikami, śmietaną lub piwem w folwar- 
kach i ogródkach kolonistów. W pobliżu wsie Grochów, 
Gocław, pamiętne (podobnie jak i na północ od Pragi poło- 
łoźona wieś Białołęka) bitwą r. 18S1. 

Tarchomin z pięknym wiejskim domkiem, naprzeciwko 
Młocin. 

Jabłonna z pałacem i ogrodem przez Michała Poniatow- 
skiego , arcybiskupa gnieźnieńskiego, założonym ; później wła- 
sność księcia Józefa Poniatowskiego. 

Nieporęt, wieś, o 3 mile od Pragi, własność dawniej Praż- 
mowskich, ulubione niegdyś króla Jana Kaźmierza mieszkanie. 

Ma7.owsze. Tom I, 2 



18 



Z lewego brzegu Wisły. 

Czerniaków, z kościołem i klasatorem Bernardynów w roku 
1691 wystawionym przez Stanisława Lubomirskiego; tu spoczy- 
wają, w dolnej krypcie poza wielkim ołtarzem w szklannej tru- 
mnie zwłoki ś. Bonifacego, ofiarowane w Rzymie miejsca tego 
właścicielowi w r. 1694. Do Czerniakowa wielka część mie- 
szkańców Warszawy w maju odbywa przechadzki a (na trzydniówk^ 
śś. Pankracy, Serwacy i Bonifacy) odprawia pobożne pielgrzymki, 
zwłaszcza na czas odpustu w dzień ś. Bonifacego {Ksiąga świata^ 
Warszawa, 1651, str. 10, opis przez Jul. Bartoszewicza). — Nie- 
którzy ze zwiedzających używają osiadającego na szklannej tru- 
mnie potu z zaduchu, jako lekarstwa na ból oczu, i oczy 
nim sobie pocierają. 

Mokotów, wieś, a przy niej piękny ogród z pałacem i wielu 
domkami, dziś na yillegiaturę urządzonemi, założony w r. 1775 
przez Izabellę z Czartoryskich Łubomirską. 

Królikarnią, piękny, niegdyś Tomatysa, później ks. Radzi- 
wiłłów pałacyk, ozdobnej architektury z kopułą, na wyniesieniu^ 
z widokiem na Wilanów i Łazienki ; ma staw i ogród z kwia- 
ciarnią. Za Augusta II była tu hodowla królików. (Ob. Bibioteka 
Warszawska^ 1852, marzec: Królikarnią z podania ustnego, napi- 
sał A. Waga). 

Służew^ wieś. W pobliżu leży: 

Ursynów, dawniej Roskosz, dom (willa) i ogród naprzeciw 
bażantarni na wzgórku blisko Służewa, przez księżnę Łubomir- 
ską wystawiony, później w posiadaniu Julijana Ursyna Niem- 
cewicza. 

Gucin, pałacyk z ogrodem, w którym osoby, ceniące pamięć 
Staniaława hr. Potockiego (ministra oświecenia) mnóstwo drzew 
posadziły. 

Wilanów, wieś, przedtem Milanowem zwana, z pałacem^ 
r. 1677 przez króla Jana III. wzniesionym, niegdyś nad samą 
Wisłą, dziś nad jej odnogą czyli łachą leżącym. Drzewa pięk- 
nego ogrodu tutejszego sadzone ręką Jana III. Wiele też pamią- 
tek po tym królu, który tu zmarł r. 1696. Dziś jest własnością 
hr. Potockich i ma biblijotekę i galeryję obrazów. (Ob. Album 
Willanomkie wydania Orgelbranda, 1878). W pobliżu ogrody 
i pałace w Morysiuie i Natolinie. 



19 

Raszyn, wieś, pamiętna bitwą r. 1809. (Ob. Przyjaciel ludu^ 
Leszno, 1847, rok 14, n. 8: Wspomniema wędrówek). 

Falenty, wieś o 1 Yj mili od Wajrgzawy, w pobliżu Raszyna, 
gniazdo niegdyś Palęckich. Stojący dotąd pałacyk zbudował 
około r. 1620 Opacki, podkomorzy warszawski. W roku 1787 
posiadał wieś tę bankier warszawskie Piotr Tepper. (Ob. Księga 
świata. Warszawa, 1852, str. 145, opis Jul. Bartoszewicza). 

Pruszków z pałacykiem i ogrodem. Stacyja drogi żelaznej. 

'Wola^ wieś, na równinach której było miejsce elcfkcyjne 
czyli wyboru królów polskich. Tu był pałac i ogród starosty hr. 
Brtlhla, później przez Ponińskiego nabyty. Bywały tu odpusty 
na Św. Stanisław. Słynie zaciętą bitwą w roku 1831, sfeutkiem 
czego nastąpiło poddanie Warszawy. Dziś tu cerkiew i cmentarz 
obrządku prawosławnego. 

Czyste, ogród spacerowy, gdzie okazywano jasełka, pu- 
szczano balony i palono sztuczne ognie. Urządzoną także była 
strzelnica. 

Górce, niezbyt od Woli oddalone, ma pałacyk i lasek, nie- 
gdyś do Tyszkiewicza należący. 

Powązki, wieś z ogrodem i pałacykiem, niegdyś przez ry- 
motwórców sławiona; dziś mało już śladów okazują tych ozdób, 
któremi je niegdyś wzbogaciła księżna Czartoryska. W pobliżu 
był tu w r. 1815 — 1830 obóz wojska pollkiego. , 

Między tą wsią a miasteni znajduje się założony w r. 1790 
obszerny i znany cmentarz katolicki (ob. Wójcickiego : Cmentarz 
Poiffązkowski)] dalej nieco leżą cmentarze innych wyznań, z któ- 
rych mianowicie ewangielicki odznacza się wzorowym porządkiem. 

Marymont (Marie*mont) , pałacyk, przez Maryję Eazimirę 
Sobieską wystawiony. August II. to miejsce lubił, a August III. 
tu myśliwskie stanowisko miewał. Później była tu szkoła rolni- 
cza. Młyny tutejsze wyrabiały sławną niegdyś mąkę marymoncką. 
W pobliżu piękna Kaskada i ogród z mieszkaniami letniemi i sta- 
wem, zwany Ruda. 

Bielany. Nad Wisłą, na górze zwanej Półkową, pod^ którą 
zdrój i grota. Władysław IV. wzniósł r. 1639 w lasku kościół 
i, dopełniając uczynionych ślubów, postawił i domek przy nim, 
w którym sam przebywać lubił. Wkrótce za przykładem monar- 
chy, osoby możniejsze zbudowały na Bielanach do 20 domków. 
Jan Kazimierz dokończył budowy klasztoru r, 1667. Michał Ko- 

2* 



20 

rjbut też to miejsce upodobał i serce swe w nim złożyć roz- 
kazał. Dawniej w drugim tylko dniu Zielonych Świątek odwie-' 
dzały kobiety bielańską świątynię; zaraz potem ławki i podłogi 
myto ; już teraz zwyczaj ten ustał. iKTa cmentarzu kościelnym po- 
chowano w r. 1826 zwłoki Stanisława Staszyca. 

Gazeta Codzienna (Warszawa 1853, n. 129, 132) powiada: 
,Na wzniosłym pagórku, którego stopy obmywa Wisła, a wierz- 
chołek opina sosnowego lasu wianek, wznoszą się mury świątyni 
i klasztoru, za któremi już ciągnie się lasek aź do głównej drogi 
(a który przedłuża się wzdłuż Wisły ku Młocinom). Lasek ten 
nazwano Bielany; w cichym zaś klasztorze mieszkają pustel- 
nicy Św. Romualda — Kameduli. D,wie drogi, jedna z Kaskady 
druga z Marymontu, prowadzą do Bielan. Druga jednak, tocząca 
się po piaszczystych wybrzeżach Wisły, urozmaicona pięknómi 
widokami, daleko jest dogodniejszą ^ krótszą i przyjemniejszą. 
Zbliżając się do celu wycieczki^ napotyka się zdrój świeżej i zi- 
mnej wody (obmurowany w r. 1853); od samego zdroju pod górę 
prowadzi szeroka ; wygodna droga przed kościół i klasztor Ea- 
medułów, fundowany przez Władysława IV. i uposażony niegdyś 
wsiami Polko wem i Rudą, dziś 13 celek i domków zakonników 
obejmujący. Ustronie to słynie odpustami w drugi dzień Zielo- 
nych Świątek; w dzień ten, od czasu mianowicie Stanisława 
Augusta, podobnie jal^ krakowskie Bielany przez Krakowian, 
licznie aż po dziś dzień odwiedzane było przez mieszkańców 
stolicy*. . 

(Obacz także: Lud. Ser. V, str. 31^ 293). (Dziennik War- 
szawski z r. 1851, n. 68 — ^70, opis Bielan i uroczystości w Zie- 
lone Świątki, wraz z legendą przez Sz.). 

Młociny, wieś, pałac i ogród niegdyś Brtihla, późuiej Po- 
nińskiego, miała starostwo. Położenie nad Wisłą zwabia tu nie- 
kiedy gości z Warszawy. 

Ćwikowa Góra. O 3 mile od Warszawy, w lasach rządo- 
wych straży Sieraków '(ku wsiom : Łomna i Kazuń) ciągnie 
się więcej jak na milę^ wysokie wzgórze piaszczyste, podobne 
do długiego wału. Wał ten , ręką przyrody wysypany, nazywają 
Mazury Ćwikową-górą, bo tu przebywał zbójnik wielki 
Ćwik, tak nazwany dla tego, że ludziom w ciało i w pięty 
zabijał ćwieki. Różne o nim prawią powiastki. Jednego , co na 



21 

fnayję przysiągł a nie dotrzymał przysięgi, miał on rozszarpać 
dzikiemi końmi. 

Za wzgórzem wśród olszowego gaju , w nizinie i po łące, 
rozrzucone są gęisto wielkie kamienie granitowe ; na samym czele 
leży głaz ogromny, a przy nim jakby przytulony, o dziesiątą 
część mniejszy kamień. Podanie mówi, że opodal, na miejscu, 
gdzie stoji stary krzyż drewniany, mieszkał w dworku ksiądz 
bardzo nabożny i świątobliwy. Chciał on murowany zbudować 
kościół^ choćby z kamienia, na chwałę Panti Bogu. Z drugiej 
strony Ćwikowej-góry leżały właśnie w kupach kamienie , 
o których sprowadzenie począł się modlić gorąco. Na serdeczną 
modlitwę świętego człeka, kamienie ruszyły się same i prze- 
szły przez górę Ćwikową ; na przodzie toczył się ów wielki ka- 
mień, a mały tuż przy nim. Już było na świtaniu rannóm, jak 
doszły do gaju i łąki; wtóm im baba drogę zaszła, a kamienie 
jak stanęły na miejscu ^ tak leżą i leżeć będą do sądnego dnia 
(K. W. Wójcicki: Album literackie na r. 1848). 



KRAJ DALSZY, 

z lewego brzegu Wisły. 

Piaseczno, osada nad rzeką Jeziorną, była od r. 1492 mia- 
stem erygowanem przez Jana ks. Mazowieckiego i miała staro- 
stwo niegrodowe. Starożytny, murowany kościół tutejszy wznie- 
siony był w początkach XIV wieku. 

Jeziorna, wieś nad rzeką Jeziorną, ma wielką fabrykę pa- 
pieru^ niegdyś bankową. 

Jazgarzew y. Jazgorzew, wieś nad rzeką Jeziorną; z ko- 
ściołem Św. Wawrzeńca r. 1479 zbudowanym. 

Góra Ealwaryja (o której wspomina i Ejrasicki w swej Po- 
dróży jpo kraju) nad Wisłą , o ćwierć mili od Czerska odległa. 
Tu na wzgórzu, które zwano Kalwaryją, wybudował w r. 1670 
biskup "Wierzbowski kościół św. Krzyża , który z początku ks. 
Filipinom^ a później księżom świeckim Komunistom oddany, zu- 
pełnie zniszczał. Wierzbowski urządził" stacyje i kaplice i miasto 



22 

V 

Nową Jerozolimą przezwał. Prócz tego zbudowano ta klasztory 
dla Dominikanów na górze zwanej Syon, dla Pijarów przy ko- 
ściele Betleem, a Bernardynów osadzono przy kościele Wnie- 
bowzięcia N. P. Gazeta Codzienna (Warszawa 1853, n. 211) po- 
wiada: « Trądy cyja niesie, że statua św- Antoniego (dziś 
w ołtarzu kaplicy ks. Bernardynów w Górze . Kalwaryi) w czasie 
wylewu Wisły wyrzuconą z wody została na Górę, przed dziśiej* 
8zym ogrodem ks. Bernardynów ^). Inna tradycyja , co do wyata- 
wienia kościoła, mówi, źe: „Gdy raz żydowi w podróiy za 
handlem skradziona konie, a szukającego ic^ w gęstwinie napo^ 
tkał zakonnik i wskazał mu miejsce, gdzie się znajdują jśgo 
konie, które tóż znalazł; żyd ucieszony tern, chciał podziękować 
dobroczyńcy swemu i pobiegł do klasztoru, gdzie mu o. gwar- 
dyjan wszystkich przedstawił zakonników. Lecz żyd oświadczyła 
że żaden z nich nie był jego dobroczyńcą, ale wskazał na figurę 
Św. Antoniego, mówiąc, że ta jest s^upełnie do jego dobrodzieja 
podobną. Cudowny ten wypadek skłonił żyda do przyjęcia wiary 
Chrystusa, a dla świętego wybudowano kaplicę". 

„Dawne trakty, prowadzące do Góry, odznaczają się mno- 
gością pomników i figur świętych, ustawionych po drogach. Są 
one prawie wszystkie murowane z wyobrażeniem świętego we 
framudze, i z dawnemi, po większej części już nieczytelnemi na- 
pisami. Początek ich odnieść należy do czasów erekcyi miasta 
Góry (w r. 1670), jak to styl budowy okazuje". 

(Ob. Biblioteka Warszawska r. 1842, grudzień: Miasto Góra- 
Kalwaryją, opis historyczny, skreślił Tymot. Lipiński. — Staro- 
żytna Polska (Warszawa, 1844, str. 397. — Gazeta Codzienna 
1853, n. 194—215: Wiadomość historyczno - statystyczna o m. 
Gór ze -Kalwaryi) . 

Czersk, jedno z najstarożytnieJBzych miast polskich (z€^o- 
żone być miało już za czasów Lecha , a według innych dopiero 
przez Bolesława Chrobrego), dziś niewielka osada na wyniesieniu 
nad Wisłą. Było niegdyś stolicą ziemi- Czerskiej , odktól'ej da- 
wni książęta Mazowieccy tytułowali się także książętami na 



^) !N^a jednym z dzwonów ^-bernardyńskich czytamy: „Deum 
lando, popuium coutoco, demones fugo, nebula spargo, defunctos 
deploro, anno D-ni 1663*. 



28 

Oaersku. Są tu szczątki staroź^rtnego zamku, z którego pozostały 
trzy baszty i). 

Mikołaj z Czerska napisał Kroniką mazowiecką przy końcu 
XV wieku, której ułamki znajdują się w historyi Monasterii Pio* 
^ensis Ordinis s. Benedicti Stanisława Szczygielskiego. 

Opis Czerska przez Eornelego Kozłowskiego mieści się 
w dziele jego ojca: Dmje Mazowsza za panowania książąt, War- 
szawa 1858. Obacz nadto: 

Starożytna Polska (Warszawa 1844, str. 389). Tygodnik 
mustr. Warszawa, 1864 n. 231. — r. 1868 n. 2 i 5: Zamek 
€zer8ki. — Xiosy, Warszawa, 1871 n. 335: Wiosenna wycieczka 
w Czerskie, przez Edwarda Ohłopickiego. 

Księga ziemi Czerskiej (sądowa, Warszawa, 1879, str. V). 

Sobikow, wieś z kościołem św. Krzyża , istniejącym już 
r. 1437. 

Chynów t. Chinów, wieś z kościołem ś. Trójcy, założo- 
nym r. 1434. 

Pieczyaka, wieś z kościołem Matki Boskiej, słynącej cu- 
dami. Dziewce jednej, która w święto Matki Boskiej Zielnej 
źgła, przyrósł sierp do. ręki, i odpadł dopiero po gorącej 
modlitwie w Pieczyskach. Niedaleko ztąd jest kamień-), na 
którym pokazują ślady stóp Matki Boskiej , gdy z kotkiem cho- 



1) W księgach parafijalnych m. Czerska jest pod r. 1603 przy wi- 
zy tacyi wzmianką, aby proboszcz pozbierać kazał włosy kobiece 
przywiązane do postronków od dzwonów i nie dopuszczał, aby 
na przyszłoić dziewki warkocze swe wiązały do postronków tych 
dzwonów (Ad funes eampanarum tam intra quam extra eccle* 
siam^ puellarum crines non alligentnr, et si qui alligati fuerint, 
abscindantur et in ignem conjiciantur. Wizytacyja kościoła paraf, 
w Czersku nad Wii^ą r. 1603 z rozkazu Gośiickiego, biskupa 
poznańskiego, w Decreta Vi$itat), 

J» I. Kraszewski w Ikonothec^ polskiej wspomina, iż: najstar- 
szy u nas dzwon jest koUegiaty św. Piotra i Pawła w Czersku, 
w którym jednak data 1004 roku może być niedokładnie wyczy- 
taną. — I tak też jest w istocie, gdyż data ta nosi r. 1664 (Księga 
ziemi Czerskiej^ str. V). 
^) Księga ziemi Czerskiej (Warszawa 1879, str. LXX) daje podo- 
' bizńę tego kamienia granicznego , na którym zwykle wykuwano 
stopę ludzką , gdy go cechował sąd kmiecy (p o d k o W ę zaś, 
gdy sąd szlachecki). ,, Kamień ten graniczny (Markstein), znaj- 



24 

dziła po świecie (ob. Kornela Kozłowskiego: Lud w Czerskieni, 
Warszawa, 1867, str. 386). 

Konary^ wieś nad Wisłą, z kościołem ś. Trójcy^ niegdyś 
dziedziczna biskupów Poznańskich. 

W pobliskiej wsi Magierowa Wola ma być dół, któ* 
pego zasypać ziemią wcale nie można , gdyż za każdym razem, 
skoro te^o kto chce dokonać, zapada się na nowo. Kapłan 
bowiem , — gdy lud, zamiast w kościele w Konarach odprawiad 
modlitwę, rozgadywał się i lżył, -— miejsce to przeklął. 

Ostrołęka, wieś z kościołem starym, murowanym w r. 1429, 
którego akt erekcyi przez biskupa Poznańskiego przytacza autor 
Ksiągi ziemi Czerskiej (Warszawa 1879, str. XXII). Akt wspo- 
mina o potrzebie niesienia rychłej pociechy religijnej mieszkań- 
com z powodu częstych w tem miejscu (przy ujściu Pilicy do 
Wisły) wylewów, a ztąd przypadków i nieszczęść. 

Pilica; wieś o milę od Warki odległa, dziś mająca kościół 
ewangielicki, niedaleko ujścia rzeki Pilicy, z pięknym parkiem 
i ogrodem, założonym przez ks. Maryję z Czartoryskich Wtlr* 
tembergską, dziś własność hr. Prozor'a. W parku jeden cypel 
nad parowem, dzielącym ten park od kościoła, zowie się Łysa- 
Góra. Dają się tu widzieć ślady zgliszcz pogańskich; dziś* 
wzniesiono tu krzyż wysoki, panujący nad okolicą (ob. Kłosy y. 
Warszawa 1871, n. 306). 

Warka nad Pilicą, niegdyś stolica jednej dzielnicy mazo- 
wieckich Piastów, było jednem z najznaczńiejszych w księztwie 
Czerskiem, a później Warszawskiem. Miało 7 kościołów; docho- 
wały się parafijalny i po-franciszkański , spłonął zaś dominikań- 
ski, w których były groby kilku książąt Mazowieckich. Ucier- 
piało wielce od przechodu Szwedów, jak i od pożaru w r. 1650. 
Słynęło niegdyś z browarów, a piwo wareckie na całe rozcho- 
dziło się Mazowsze. 

WrociszeW; wieś. Założenie parafii, wedle podań, sięga wo* 
jen krzyżowych. Rycerz, pan licznych włości tutejszej okolicy^ 
dostawszy się w niewolę, zagnany w dalekie kraje, kiedy stracił 



dujący się w parafii Pieczyska, samotny, położony wśród łąki i lasu 
wyciętego^ jest przedmiotem czci z pobożnej miejscowej tradycyi 
wynikłej^ złączonej z kultem obrazu N.P.Maryi w Pieczyskach**. 



25 

nadzieję powrotu na łono rodziny^ poślubił, źe w razie wolności 
założy parafiją i wzniesie przybytek Panu. I stało się! Bóg ry- 
cerza z niewoli wybawił, wrócił on do kraju, założył parafiją, 
a na uposażenie duchowieństwa odciął część swoich gruntów od 
folwarku Palczew i nazwał Wrociszewem. "W dzisiejszym kościele 
jest w wielkim ołtarzu obraz Matki Boskiej, który z Sokala 
sprowadził starosta różański, Hipolit Michałowski (tu pochowany); 
jest tóż list jego własnoręczny w aktach kościoła z opisem, zkąd 
obraz pochodzi i jaki się stał cud przy jego sprowadzeniu {Księga 
ziemi Czerskiej^ str. XXV). 

Boglewice, wieś kościelna, dziedzictwo możnej niegdyś ro- 
dziny Boglewskich. 

Promna, wieś kościelna, siedziba możnej niegdyś rodziny 
Biejkowskich. 

Przybyszew, osada nad Pilicą, dawniej miasteczko. Mie- 
szkańcy są rolnikami. Kościół śś. Piotra i Pawła. Podanie twier- 
dzi, źe kościół pierwotny był założony przez Piotra Pawła, Be- 
nedyktyna, niby-to brata ś. Wojciecha (brat ś. Wojciecha nazy- 
wał się Radzyń, towarzysz zaś apostoła, Benedykt). W Wy- 
śmłerzycaohna prawym brzegu Pilicy jest kościół ś. Woj- 
ciecha, założony przez Arnolda, opata płockiego w 1378 r. 

Mosidinfca, miasteczko nad rzeką Mogielanką, przeważnie 
przez żydów zamieszkane. Należało wraz z pobliską wsią Otałąż 
do Cystersów Sulejowskich. 

Goszczyn ^), miasteczko, należące niegdyś do wsi Batko wa, 
dawniej stolica starostwa niegrodowego , z kościołem ś. Michała. 
Mieszkańcy trudnią się rolnictwem, a dawniej wyrabiali słynne 
sita, któremi rozległy prowadzili handel. 

Łęczeczyce, wieś kościelna. Jan Głowacz, starosta, założył 
tu parafiję w r. 1392. 



1) Encyklopedya mniejsza Orgelbranda (Warszawa, 1873) powiada: 
Goszcz, z sanskr. g o s h t h a , znaczącego zgromadzenie po- 
kolenia i hurt na krowy u Indów, na równi z wik, wejta 
(ojkos, vicus, wieś), mir, gród i inne, stanowi zakończenie wielu 
nazwidk miejscowych w Stowiańszczyźnie : Mała-goszcz , (Byd- 
goszcz), Wolo-goszcz (Wolgast), a szczególniej Redi-gost, brane 
fałszywie za nazwisko bożka, którym jest Retbra (Rudra) i od 
którego całe pokolenie Radarów bierze nazwisko. 



26 

Lewiczyn, wieó, miała już w XI Y wieku kościół pod we- 
zwafiiem ii. Wojciecha i Marcina. Początek parafii podanie* od* 
nosi do zwycięstwa; otrzymanego na tern miejscu: wojsko na 
pamiątkę usypało górę i postawiło kościół. Ażeby dać środki dla 
naprawiania kościoła i budynków i spriawiewia aparatów, 12 kar* 
dynałów z kardyąałem - biskupem Albano na czele, udzieliło sto 
dni odpuszczenia pokuty tym, którzy w uroczyste święta odwie- 
dzą tę świątynię (tak opiewa dokument z r. 1499). Kościół od- 
budowano w r. 1608. Ma on cudowny obraz Matki Boskiej ^), 

Lipie z klasztorem po -karmelickim. 

Jezioro y. Jeziorka, z kościołem Podniesienia ś. Krzyża. 
Dobra były własnością Benedyktynów. 

Grójec dawniej Grodziec, miasto, niegdyś stolica starostwa 
niegrodowego, nad strugą Molnica zwaną. Przedtem zamożne 
i ludne, słynęło z wyrobu piwa i strun muzycznych. Miejsce. uro- 
dzenia księdza Piotra Skargi (r. 1536) jezuity, kaznodziei i pisa- 
rza. Kościół parafijalny ś. Mikołaja na wzgórzu, obszerny, ma 
starożytną chrzcielhicę. (Obacz Tygodnik illustr. Warszawa, 1867, 
n.' 381. 

Drwalaw, wieś kościelna, ma dzwon najstarszy w ziemi 
Czerskiej, bo z r. 1806. 



1) Pierwsze laski . przy obrazie pojawiły się w czasach klęsk za 
panowania Jana Kazimierza, mianowicie poczynając od r. 1665. 
Szereg łask stwierdziły komisyje z r. 1678 i 1679 za rządów ks. 
Andrzeja Golkowskiego , a za biskupstwa Stefana Wierzbow- 
skiego, sławnego mistyka z czasów króla Jana III. Wśród 
otchłani nieszczęść, zarazy, ognia, wojen, pobożne serca zwra- 
cały się nieraz ku ^ wieżom czerwonym^ kościoła. Lewiczyńskiego. 
^Szalony człowiek (mówi kronika cudów pod r. 1721), aż do 
Poznania nago biegał, na cmentarzu w piasku zagrzebanym, nieraz 
znaleziony, po spowiedzi zeznał, jako od roku biegając tak bez- 
rozumnie po świecie, dzwony tuteczne słyszałem, które echo na 
to ta miejsce święte przyprowadziło, to zkąd z łaski Boga zdrów 
na ciele i na duszy odchodzę, niech Bogu będzie chwała^. Inne 
opowiadania, jak Anton. Zaborowskiego, oboźnego W. ks. L. 
z r. 1745, o przygodzie, jaka mu się zdarzyła w Boglewicach 
w roku 1702, odmiennego od poprzedniej charakteru, w sposób 
ciekawy malaje czasy i ludzi, niby ustęp z pamiętników Kitowicza 
(^Księga ziemi Czerskiej, str. XXXIV). 



27 _^- 

PraŻmÓW, wieS, gniazdo rodzioy Prażmowskicfa , miał na 
wzgórzu naćL łąkami kościół ś. Wita. Tryczowie, dwaj księża 
i ich synoWieć, wydzielili z parafii praźmowskiej trzy wsie (ich 
własność): : Pieczyska, Wolę Pieczyską i Barcice i utworzyli 
^ Pleczyskfich r. 1452 nową parafiją z kościołem pod wezwa- 
niem Poczęcia N.. Panny i ś. Maryi Magdaleny (obacź.: Pieczyska)^ 

Tarczyn, miasto od i;. 1353 nad r^ką Tarczanką. Kościół 
tutejszy parafijalny ś. Mikołaja, wielokrotnie przebudowywany^ 
jest jednym z tiajdawnięjszych w ziemi mazowieckiej. (Obacz Pa- 
miętnik relig. nwrah Warszawa, 1852, tom 23, str. 358, jprzez 
W. H. Gawareckiego.) 

Nadarzyn, osada, niegdyś miasteczko rolnicze, starożytny 
kościół murpwany. 

Grodzisk t. Grodzisko^ wyniesione do rzędu miast w roku 
1522; ma pałac i ogród. Dziś jest tu stacyja drogi żelaznej. 
Miejsce urodzenia Grzegorza Enapskiego, autora, słownika pol- 
sko-łacińskiego. (Obacz Pamiętnik rdig, morał Warszawa, 1854, 
tom 26, str. 225, p. W. H. Gawareckiego). 

Błont6; miasteczko nad rzeczką Utratą, z kościołem, fun- 
dowanym około r. 1290 przez Konrada,, księcia Mazowieckiego. 
Niegdyś stolica starostwa niegrodowego; miejsce urodeenia Miko- 
łaja z Błonia, teologa, i Macieja z Błonia, lekarza nadwornego 
króla Aleksandra. -^ W pobliżu pod wsta Utratą znajdują się 
okopy, które lud szwedzkiemi nazywa (Pamtętnik relig. morał. 
1848, tom 14, str. 457). 

Rokitno, wieś kościelna. Wielki odpust na Matkę Boską 
Zielną^ gdzie (jak powiada Gołębiowski), zgromadza się do 6000 
pieszych i do 600 pojazdów i bryczek. 

Badaiejowico, wieś, gniazdo głośnej w dziejach polskich ro- 
dziny fiadziejowelkich, z zamkiem dziś zrujnowanym i ogrodem, 
w którym podejmowano królów i królowe w r. 1637, 1642 i 1646. 
(OhsLCz: Księga śmdta^ Warsz. 1859, część I, str. 83, opis p. Jul. 
Bartoszewicza). -^ (Pamiętniki o dawnej Polsce, tom 4). 

Mszczonów, miasto nad strugą zwaną Obszesza, niegdyś 
ładne i handlowiB^ później > podupadło zniszczone przez pożary, 
morową zarazę i wojny. Do staro8twa,.mszczonowskiego>, niegro^ 
dow^o, należało miasto z wójtostwem i wieś Zator z wybra- 
ntectwem. W okolicy mnóstwo znajdowało ; się 4robnej szlachty, 
o którąj niekorzystnie wyraża się Święcicki. O milę ztąd wieś 



28 

Korabiewice, dalej Eorabiewska Wola, Puszcza i Za- 
klasztorne. • 

Ruda guzowska^ osada i stacyja drogi żelaznej. Jest tu fa» 
bryka wyrobów chemicznych. W przyległej osadzie: 

Żyrardów (tak zwanej od założyciela swego F. Girarda); 
jest wielka fabryka płócien, która obecnie (w r. 1882 — 3) produ- 
kuje rocznie towaru za 6,000,000 rsr., a działalność jej i sto- 
sunki z każdym rozszerzają się rokiem. 

Wiskitki, osada, dawniej (od r. 1595) miasto wśród lasów 
i stolica starostwa niegrodowego, niegdyś ulubione miejsce ksią* 
źąt Mazowieckich, którzy się tu łowami zabawiali. Władysław 
Jagiełło, wracając po zwycięztwie Grunwaldzkiem, bawił tu 4 dni 
u siostry swojej Aleksandy, żony księcia Ziemowita, polując na 
żubry i tury. Za Stanisława Augusta było w posiadaniu 
Ogińskich. 

Jaktorów, wieś nad rzeką Tuczno, wśród dawnej puszczy. 
Mieszkańcy winni byli utrzymywać i żywić turów, które to zwie- 
rzę, mimo- to, wygasło tu około r, 1620. 

Bolimów Y. Bolemów nad rz. Rawką, założone przez Zie- 
mowita, księcia Mazowieckiego około r. 1370, z kościołem farnym 
ś. Anny. Niegdyś otaczały je rozległe lasy, siedliska rozlicznego 
zwierza, a między innemi i turów. Dziś znacznemu lasy te uległy 
zniszczeniu. Za miastem dwór drewniany z wieżą (ma nazwę 
zamku) i ślady dawnych bruków. Podanie mówi, iż na przyle- 
głych łąkach istniało niegdyś miasto, które się dla grzechów 
mieszkańców zapadło. Na piaszczystych wydmach są tak zwane 
groby aryańskie (mogiłki, z których wydobywają urny). 

Miedniewice^ wieś nad Suchą -Strugą, z klasztorem księży 
Reformatów, fundowanym r. 1676 przez starostę Grudzińskiego. 
Słynie odpustami i cudownym obrazem Bogarodzicy, który się 
objawił r. 1675 w stodole na sosze u kmiecia Jakóba Trojań- 
czyka, i w r. .1757 ukoronowanym został. Ambroży G-rabowski 
podaje do pisma: Biblioteka Warszawska (z r. 1849, lipiec, str. 171) 
wiadomość następującą: Ks. Koralewicz w dziele Additamenł do 
kronik Braci mniejszych i. Franciszka (Warsz. 1722 na str. 120) 
takie zamieścił podanie: ^W Miedniewicach na fundamenta kia* 
sztorne kamienie sprowadzając, znaleźli ludzie niektóre mogiły 
na niwach wsi Woli; więc gdy tamże głazy brali, doszli, że to 
były dawnychr cieków pogańskie groby i żale, bo w jednej takiej 



29 

mogile pod kamieniami, znaleziono jakieś z popiołami naczynie, 
mieczami starodawnemi obłożone, które rdza od dawności zepso- 
wała; oprócz co u jednego nieco się dobrego znalazło żelaza, to 
odkupił JP. starosta Gołubski, a potem zakazał tycb śmiertel- 
nych ruchać mogił, przestrzegając odpoczynku umarłych^. Tamże 
jest wzmianka o znalezionym kotle z starą monetą pod korze- 
niem wielkiej olszy w strudze wsi Kozłowie e. 

Szymanów, wieś, ma cukrownię i rafineryę cukru (pierwszą 
co do .czasu w naszym kraju). Cukrownię ma także i pobliski 
Guzów. 

Sochaczew, miasto nad rzeką Bzurą, jedno z najstaroży- 
tniejszych w Mazowszu. W początkach XIV wieku było stolicą 
udzielnego księztwa (jednej z dzielnic Mazowsza), a później sta- 
rostwa grodowego. Tu Ziemowit starszy, książę Mazowiecki, w r. 
1377 rozkazał spisać pierwotne zwyczajowe prawa mazowieckie 
i nadał im sankcyję. Był tu zamek na wyniesieniu^ nad Bzurą, 
którego drobne tylko pozostały jeszcze szczątki. (Obacz Pamiętnik 
relig. morał, Warsz. 1848, tom 15, str. 111: Miasto i fundo- 
wany w roku 1245 klasztor księży Dominikanów, p. W. H. Ga- 
wareckiego) ^). 

Żelazowa Wola, wieś, miejsce urodzenia Fryderyka Szopena. 

KromnÓW, wieś nad Wisłą, naprzeciw Czerwińska. Legenda 
mówi, iż święty Jacek, chcąc pod Czerwińskiem przebyć Wisłę, 
gdy nie znalazł łodzi, płaszcz swój rzucił na wodę i po 
tym płaszczu przeszedł suchą nogą całą rzekę. 

Łowicz, miasto nad rzeką Bzurą, którego nazwa ma po- 
chodzić od łowów lub łowienia ryb (ma ono w herbie: pelikana), 
oddawna głośne jarmarkami na ś. Mateusz (21 września) w sta- 
rom i nowem mieście naprzemian odbywanemi. W r. 124Ó wieś 
Łowicz darowaną była arcybiskupom Gnieźnieńskim przez Kon- 
rada, księcia Mazowieckiego, na odpokutowanie grzechu za zabi- 
cie Jana Czapli, scholastyka płockiego, za co obrzucony był klą- 



^) Bielski (Kronika) mówi: „Roku 1555 trafiło się było, że w So- 
chaczewie deiewka jedna, uboga ziemianka, we dni wielkanocne 
u Dominikanów Ciało Pańskie w usta ^ziąwszy ukraść chciała 
y potym dostawszy go (z ust), w chustkę schowała i do żydów 
przyniosła y im za pieniądze wydała. Co gdy się wynurzyło, 
była na gardle karana i kilku żydów spalono^. 



30 

twą. Arcybiskup Gnieźnieński, Jarosław Skotnicki, wystawiwszy 
zamek (na pobliskiem błoniu, dziś zburzony) ^), wyniósł {d da 
rzędu miast r. 1366. Teraz miasto to z przedmieściem Brutko- 
wice, porządnie zabudowane, zdobi szczególnie wspaniała koUe- 
giata, fundowana r. 1100, w której spoczywają zwłoki 10 pry- 
masów ^). Prócz tego jest tu parę innych, kościołów (dawniej . 
z klasztorami było ich 11), gmach misyjonarski , r$iuBz, szkoła 
realna, kanonije i pałacyk, z ogrodem po> generale Klickim po- 
zostały. (Obacz: Pamiątki histor.' Łowicza , yredlng^ W. H. Ga- 
wareckiego, Warszawa, 1844 (Orgelbrand). — Athenaeumy Wilno, 
1845, tom 2, recenzyja Kraszewskiego.— Przechadzka po Łowiczu 
(Łowicz, u księgarza Oczykowskiego). . 

Arkadya, wieś o milę od Łowicza, nad brzegiem rzeki Skier- 
niewki położona, niegdyś nędzna wioska zwana Łupią, na pła- 
szczyźnie piaszczystej rozrzucona, w r. 1777 przez ks. Michała 
Radziwiłła od arcybiskupa Ostrowskiego nabyta, dziś we wspa- 
niały przeistoczona ogród. Helena z Przeździeckich ks. Radzi* 
wiłłowa postanowiła z tak opuszczonego z natury zakąta, zrobić- 
ułomek owej . greckiej krainy^ tak opiewanej przez poetów dla 
piękności położeń, żywości pastwisk i szczęścia mieszkańców, 
i zamiar ten choó w części z wielkim kosztem doprowadziła do 
skutku. Ogród zdobią budowle w stylu klasycznym ówczesnej 
mody wzniesione. Domek wiejski, świątynia Dyanny lub przy- 
jaźni, grota pustelnika, cyrk rzymski, amfiteatr (robiony z rudy 
żelaznej, kopanej w okolicach Łowicza), wreszcie wyspa, gro- 
bowiec z piaskowca i t. d., zdobiące te miejsca, każą podziwiać 
wytrwałość: i hojność twórczyni. (Klementyna z Tańskich HoflF- 
mailowa opisała to obszernie w Rozrywkach, a następnie powtó- 
rzył Przyjaciel ludu, Leszno, 1836, rok 3, n. 5). 



^) Ad. Am. Kosiński (przy opisie miast i wsi) pisze, że w ruinach, 
zamka łowickiego przeszkadzało, to jest: pokutował kanonik ka- 
tedralny bez krzyża na piersiach. 

^) Kardynał Lippoman zwołał r. 1556 synod w Łowiczu, który 
uwięził Luterankę stanu szlacheckiego, ubogą Dorotę Łążec^ 
i kilku żydów, oskarżonych o to, że kłuli ho s ty ją, którą im 
taż Łążecka wydać miała potajemnie, a z której butelka krwi 
naciekła. Skutkiem wyroku tego synodu, zbór Łążecką spalił, 
a żydów kazano wrzącą smołą po karkach polewać, aż w- mę- 
kach pomarli (Berwiński: Studya, II, 162. — Lud, Ser. IX, str. 9). 



31 

Nieborów, wieś z pałacem, w XIY wieka należąca do Nie- 
mierzów, a od roku 1774 do ks. Radziwiłłów. Koło pałacu jest 
ogród w staroświeckim francuskim i włoskim guście założony. 
Ulice proste, szpalery obcinane pod liuiją. Przy wejściu do ogro- 
du dwa piękne kamienne stoły, wyrobione z krajowego granitu. 
Słynna tu była pomarańczamia (dziś w Łazienkach w Warsza- 
wie). W oranżeryi mnóstwo jest rzadkich roślin. Biblioteka i ga- 
lery a obrazów sprzedana do Paryża. Piękna, wysadzana drzewami 
droga prowadzi ztąd do sąsiedniej wsi Arkadyi. 

Skierniewice; miasto to nad Skierniewką, od r. 1463 było 
własnością arcybiskupów Gnieźnieńskich , i miało rezydencyję, 
w której często przesiadywali osobliwie prymasi Łubieński 
i Ostrowski. Dziś należą one do księztwa Łowickiego, mają pałac 
i ogród cesarski i piękny dworzec kolei żelaznej. (Obaoz: Księga 
miałami Warszawa, 1859, cz. II, str. 45, 117, opis J. Bartosze- 
wicza). 

Rawa nad rzeką Rawką, niegdyś stolica jednej z dzielnic 
księztwa Mazowieckiego; miała warowny zamek, później na wię- 
zienie przerobiony. Ostatnim księciem rawskim był Władysław, 
syn Janusza Starszego (Warszawskiego), zmarły bezpotomnie 
roku 1461^ poczem przeszło księztwo to do Korony, i utworzono 
z niego województwo rawskie. Z 5ciu kościołów obecnie w dwóch 
tylko odprawia się nabożeństwo; najcelniejszym jest po-jezuicki. 
Na. północ miasta o 1^2 i^ili; l^^y wieś Stara-Rawa. (Obacz: 
Magazyn p(m)szechny^ Warsz. 1840, str. 82, p. W. H. Gawarec- 
kiego. — Starożytna Polska (Warsz. 1844). — (Przyjaciel ludu, 
Leszno 1845, rok 11, n. 39. Zamek w Rawie, p. W. H. Ga wa- 
reckiego). 

Biała, dawniej (od r. 1521) miasto nad rzeką Białką, . dziś 
osada, należąca do gminy Maryjanów. Święcicki .nader niekorzy- 
stnie wyraża się o jej mieszkańcach. 

Nowe-^miasto nad Pilicą, miasteczko z klasztorem Kapucy- 
nów. Pałac z ogrodem hx\ Małachowskich. 

Łęgonice, wieś nad Pilicą, własność niegdyś kapituły gnie- 
źnieńskiej. Tu Jan Kazimierz zawarł ugodę z wojskami Lubomir- 
skiego r. 1667. 

InowłedZ; osada nad Pilicą, ma zwaliska murów i zamku, 
zbudowanego przez Kazimierza W., w którym królowa Bona 
przebywać lubiła. Kościół ś. Michała i drugi kościółek ś. Idziego 



32 

na górze^ wystawiony r. 1082 przez króla Władysława Hermana. 
Jest tu kopalnia kamienia wapiennego i wody żelazne, opuszczo- 
ne. Dziś mieszkańcy trudnią się rolnictwem, rybołówstwem i spła- 
wem drzewa (Pamiętnik relig. moraL Warsz. 1849, tom 16, str. 
522, Inowódz^ stary kościółek ś. Idziego, nowy kościół ś. Mi- 
chała i kaplica Matki Boskiej w puszczy Giełzowskiej, przez ks. 
Elarola Jasieńskiego). Obraz Matki Boskiej^ objawionej cudownie, 
z Giełzowa (w gubern. Radoms.)^ gdzie przy pożarze kaplicy jej 
pozostał nietkniętym, przcDiesiono do kościółka ś. Idziego, a na- 
stępnie do kościoła ś. Michała. 

Lubochnia, wieś z kościołem, w którym obraz cudowny 
Matki Boskiej, Czasopismo Kronika (Warsz. 1858, n. 230) taką 
w liście zamieszcza legendę o źródle wśród łąk tej wsi. Gdy nad 
wsią i okolicą, tak wielka raz panowała posucha, że ludzie i by- 
dło i cała natura obumierała z pragnienia choć kropelki rosy lub 
dżdży, ojciec jeden wybiegł zaczerpnąć dla chorej dzieciny 
wody u stoku, lecz mimo trzykrotnego zanurzenia wiadra, ani 
kropelki wydostać nie mógł, — biegnie on do chaty, porywa 
krzyżyk ze ściany^ całuje go i zanurza, modląc się: 

Boże! zanurzam Cię w głąb cembrzyny. 

Panie! swemi ramiony wydobądź wody z gtębiny! 

Wówczas wytrysnęła woda, która do dziś dnia płynie i le- 
czy chorych; w głębi zaś źródełka, gdy kto w nie spojrzy, 
błyszczy światełko z tego krzyża. Zdrój zowią Bożą Męką. 

Pod bliską wsią M a ł e c z (do dóbr Tomaszowa należącą), 
stoją w przyległym lesie szczątki modrzewiowego kościółka, 
w pośrodku których wyrosła róża. Kwiat ten wyrósł (jak lud 
twierdzi) z woni modlitw dawnych gorących i kadzideł kościel- 
nych. Strzegą tych ruin dwa posągi z piaskowca. 

Tomaszów, miasto nad rzeką Wolborką, założone przez 
Tomasza Ostrowskiego, prezesa senatu, wyniesione zostało roku 
1818 do rzędu miast staraniem jego syna. Antoniego Ostrowskie- 
go, który tu liczne założył fabryki^ głównie sukna i żelaza. 

Pośród wielu gmachów przemysłowych wznosi się pałac 
Ostrowskich i kościół w r. 1863 zbudowany. 

Ujazd , osada , dawniej miasteczko , po pożarze r. 1613 od- 
budowane przez Piotra Tłoka, miecznika Łęczyckiego. Kościół 
z grobowcem prymasa Olszowskiego. 



3S^ 

Będków, osada; dawniej miasto, ma piękny kościół gotycki 
i ruiny rozpoczętej a niedokończonej budowy giełdy. 

Brzezkiy, miasto powiatowe (niegdyś należało do wojewódz- 
twa Łęczyckiego^ nad rz. Mroźycą^ z przedmieściami: Szydłowiec 
i Łasocin siedliskiem fabrykantów Niemców), dawniejsza siedziba 
rodziny Lasockich, których zamek wznosił się w miejscu, gdzie 
dziś kościół ś. Ducha ^ i łączył się podzienmemi drogami z dwo- 
rem na Eałowiznie; wśród nich miały być schadzki Aryanów, 
czy też klasztorek, mieszkanie jakiegoś inkluza lub inkluzki. Tuż 
obok kościoła parafijalnego jest źródło zdrowej i ozdrawiającej 
wody; a przy niem figura ś. Jana Nepomucena. Kościółek ś. Anny 
posiada dzwon z r. 1123. — Słynęły niegdyś brzezińskie piwa. 
(Obacz Pamiętnik relig. morał. Warsz. 1851, tom 20, str. 1, 93, 
189, p. ks. A. Szeleckiego). 

Jeżew, miasteczko, miało klasztor Benedyktynów. 

Stryków, osada starożytna nad rz. Moszczenicą, niegdyś 
miasteczko znaczne, dziedzictwo Łaskich. Miejsce urodzenia hi- 
storyka Macieja Stryjkowskiego. 

Główno, osada z ludnością rolniczą, niegdyś miasteczko. 

Bielawy, osada nad rz. Mrogą (dawniej w ziemi Łęczyckiej), 
z murowanym kościołem farnym. Głównym mieszkańców przemy- 
słem był w XVI i XVn wieku wyrób piwa. 

Piątek, osada nad rz. Moszczenicą, w ziemi Łęczyckiej. 
Należało do dóbr stołowych arcybiskupów gnieźnieńskich. Ja- 
giełło potwierdził przywileje jego w roku 1429. Słynęło wyro- 
bem piwa. 

Sobota, osada o milę od Łowicza, nad rz. Bzurą, dawniej 
(od r. 1451) miasteczko w ziemi Łęczyckiej rodziny Sobeckich. 
Mieszkańcy trudnią się rolą i drobnemi rzemiosłami. 

Orłów przy ujściu Ochni do Bzury, wieś, niegdyś mia- 
steczko w województwie Łęczyckiem. 

Kutno nad rz. Ochnią, miał , założyć , przybywszy z Czech 
do Polski, w r.997 Piotr z Eutna, na pamiątkę swej majętności 
w Czechach. 3^ego potomkowie przybrali nazwę Eucińskich. Mia- 
sto miało wiele swobód i jarmarków. Eościół św. Wawrzeńca. 
Dotknął je mocno pożar w r. 1763. 

Gostynin (Gostynia)^ miasto nad rzeką Skrwą, w Xin wieku 
należało do dzielnicy książąt Eujawskich^ a następnie do książąt 
Mazowieckich, częstokroć przemieszkujących na tutejszym zamkU; 

Maaowsze. T. I, 3 



34 

który odebrał Krzyżakom r. 1286 książę Konrad. W zamku 
tym osadzono w r. 1611 jeńców wojennych^ trzech braci Szuj- 
skich) z których dwóch tutaj zmarło. Zamek . istoiał do końca 
XVin wieku. 

Gombin v. Gąbin (Gambijn), miasto obdarzone prawem nie- 
mieckiem przez Ziemowita, księcia na Rawie^ przywilejem danym 
w Sanikach r. 1437. Zniszczył je pożar r. 1545 i Szwedzi 
w r. 1656. 

SłubioO; wieś z pałacem i ogrodem, niegdyś Mikorskioh. 

Iłów. Król Aleksander przywilejem r. 1506 pozwala synom 
Badzanowskiego, stolnika płockiego, zamienić wieś ich Gylów 
na miasto, t. j. przenosi ją z. prawa polskiego na niemieckie. 

Kiernozia. Gminne podanie niesie, iż przed wieki polując 
w tutejszych kniejach jakiś książę, zabić miał ogromnej wielkości 
dzika (kiernoza) i ztąd powstała nazwa miasta. Przywileje jego 
(dla starostów Łączyńskich) odnowił w r. 1 784 Stanisław August. 
Z obszernego rynku wnosić można, iż drewniane mmsteczko było 
niegdyś nierównie ludniejsze i rozleglejsze; a że każdy rynkowy 
dom miał wyniosły murowany fronton, przyznano przeto miejscu 
temu w żartobliwym sposobie jedyny w całym kraju zaszczyt że: 
w niem przed każdym domem stój i kościół murowany, — co na- 
wet w przysłowie weszło: 

W Kiernozi — 
przed każdym domem kościół Boży. 



LUD 



3* 



L TJ ID. 



Mazury, szeroko rozsiedleni po obu brzegach Wisły (u środ- 
kowego jej biegu)> Narwi i dolnego Bugu, liczne na Podlasiu 
i Kusi mający osady, stanowią jedno z najwybitniejszych i naj- 
dzielniejszych plemion polskiego narodu. Początek ich nazwy 
rozmaicie bywa tłumaczony^). To pewna, że nazwa ta, w poję- 
ciach ogólnych innych dzielnic Polski, oznacza — odnośnie do 
ludu — człowieka silnój budowy, barczystego, odważnego i rześ- 
kiego, ale zarazem nieco ograniczonego umysłowo, nieokrzesa- 
nego i hałaśliwego w obejściu towarzyskiem. 

Zdania takie lub tem podobne napotykamy w relacyach 
wielu dawniejszych autorów, z których tu kilka przytaczamy 
wyjątków. 

Ł. Gołębiowski w dziele: Lud polski (Warszawa 1830, 
str. 59) mówi: „Mazury oddzielną składały prowincyją; cemeni 



^) Autor artyki^tt w Eneyldopedyi mniejszej Orgelbranda (Warsza- 
wa, 1874) powiada: „Mazury, plemię słowiańskie, pod nazwą 
Manimi (Tacyt, Germ. c. 43) i Omani (Ptolomeusz U) 
liczeni w starożytności do Łigijów, a przez Nestora pod nazwą 
Mazowszan do Łachów, nazwę swą wzięli od mas (manuca, 
menseh, mas-culinns), człowiek. Naruszewicz, Maciejowski i Le- 
lewel Uędnie (?) wywodzą indę Mazurów od Massa-getów, Mos* 
bach i Kętrzyński od ma z u ras (litews. „krępy'), Chodakow- 
ski od wsi Mazowsze w Łipnowskiem^. 

Sądzimy, iż wywód od żródlosłowu mas, na lingwistycznych je- 
dynie oparty dociekaniach, nie wykluczałby bynajmniej pochodze- 
nia od Massagetów, ale owszem stwierdzałby je; lubo i lud 
Mezów nasuwa się tu także do porównania. 



38 

byli, czego dowodem przysłowie (znane już Bysińskiemu) , cztery 
najlepsze rzeczy wyliczające: 

Koń Turek, — chłop Mazurek, 
czapka magierka (krakowska), — szabla węgierka. 

„Nazywano ich jeszcze prawowierne Mazury *). Spotykała 
ich wszakże i nagana; tak mówiono: „ślepy Mazur od cie- 
mnej gwiazdy", — a nawet kiedy powiadano „mądre Ma- 
zury^, to w szyderskim sposobie, że innych oszukać umiejąc). 
Inni utrzymują o Mazurach, że po urodzeniu, jak szczenięta, do 
9 dni nie widzą (;;ślepy Mazur**) ^). Zarzucano im także i ich 
ubóstwo *). 

O Mazurach Święcicki w dziele swojóm: Topographa Mazo- 
viae tafcsię wyraża: „Lud wiejski hoży, wesoły, odważny i bitny, 
w rozrywkach swych dźwiękiem jedhostrunnego (P) instrum^itu 



^) Obacz: Colloąuium oharitatwum albo: „Rozmowa braterska Po- 
laka reformata (protestanta) z Mazurem stiaarym katolikiem*^, 
przez X. Alb. Sikrańskiego, plebana Swinołożęckiego; w Krako- 
wie u Cezarego r. 1652, in 4to. 

^) Stanisław książę Jabłonowski, objaśniając (r. 1740) to przysło- 
wie, mówi: „I Mazurek w końcu, kiedy się przetrze, przyznać, 
że dobry bywa żołnierz i prócz tego do wszystkiego są Maznro- 
wie sposobni. Żartują z nich insze nasze województwa i powia- 
dają, że się ślepi rodzą. Ale ja i z relacyi starych i z własnego 
doznałem przekonania, że gdy ślepy Mazur przejrzy, głębiej pa- 
trzy podczas, niż Włoch albo Hiszpan. Powiadają i to o Mazu- 
rach, że gdy go oddadzą do dworu, to pierwszego roku wszyscy 
drwią z niego, drugiego roku on drwi z drugicfli, a trzeciego 
i z samego pana. Co zaś do żołnierstwa, naturalne mają serce, 
i ran i śmierci lekceważenie, bo się sami między sobą jak psy 
biją. Zły jarmark, kiedy tylko pięciu zabiją. Co zaś rani o^ych 
„pęknij-no mięl^ — to jest jak chlób z tmasłem. Ja mM piszę 
(mówi w końcu Jabłonowski) 9a Busi zrodzony, ale sobie mam 
za honor, żem purissimus Mazowita z przodków moich, na gra- 
nicy płockiej i ziemie Ciechanowskiej, kędy Jabtonów^. 
>^) We^ug Grajnerta (Studya nad podaniami, Biblioteka Waraz, 
1859, lipiec, str. 99), wyrażenie ślepoty Mazura powstało za 
czasów Władysława ,Hermana, kiedy Mazowsze trwi^o jeszcze 
w bałwochwalstwie. Urodzonych w bałwochwalstwie do esasu 
przyjęcia chrztu świętego, kroniki także ślepymi zowią. Wy- 
rażenie to i po dziś dzień słyszeó się daje: ślepy Mazur od 
ciemnej gwiazdy. 

*) Obacz pieśni o nUh: Lud. Serya V n. 371. — Ser. XII n. bW, 



_39_ 

lub trąby (ligawkip) zabawia się. Strzelbę aa odpusty i jarmarki 
każdy z sobą nosi; ztąd wiele kalectw i zabójstw się zdarzyło^. 

Wiadomości tu podane przez Gołębiowskiego, do których 
dołączono kilka słów o tańcach, mowie i ubiorze mazowieckim, 
nazbyt są ogółowe, gdyż zapatrują się jednakowo na wszystkich 
Mazurów z tej i tamtej strony Wisły, Bugu i Narwi mieszkają- 
cych, zbyt też krótkie^ aby jasne o właściwościach pojedynczych 
tego plemienia odrośli dać mogły wyobrażenie. Tem bardziej, 
^dy maluje ou ludzi dawniejszych a nie dzisiejszych; lud bo- 
wiem, lubo istotnie zachowawczy w utrzymaniu wielu cech po 
ojcach odziedziczonych, przepomniał niektóre i odstępuje od nich 
stopniowo, a zwłaszcza w tem, co się bytu fizycznego dotyczy, 
ulegając równie jak i stany wyższe, acz mniej szybko i sta- 
nowczo, wpływom czasu, mody i różnych innych okoliczności. 
Że mamy tu głównie na uwadze Mazurów w ścieśnionym obsza- 
rze po lewej stronie Wisły osiadłych, do których oczywiście 
słowa Gołębiowskiego w części tylko zastosować się dadzą, więc 
dorzucić nam tu wypada spostrzeżenia bardziej szczegółowe, ja- 
kiB o ludzie tym posłyszćć i zebrać nam się udało ^). . 

Otóż o Mazurze, na tym obszarze mieszkającym, powie- 
dzieć można; iż ma on w ogóle oblicze pogodne, oko wesołe 
i przenikliwe, przytomność umysłu i bystrość w odpowiedziach 
niemałą; duch także religijny nieskażony. Niemal wszędzie je- 
szcze pozdrowi cię też kmiotek „p o c h w a 1 o n y m^, co rzadko już 
usłyszysz w dalszych ku zachodowi, okolicach miast fabrycznych, 
a rzadziej jeszcze w samej Warszawie, lubo ludność jej za nie- 
religijną bynajmniej uważaną być nie może. 

Wzrost Mazura wysokim nazwać wypada; w okolicach War- 
szawy wynosi on częstokroć 170 do 180 cm. Barwa oczu siwa 
lub piwna, barwa włosów zwykle blond w rozmaitych odcieniach, 
chociaż trafiają się niezbyt rzadko szatyni, a nawet i bruneci. 
Włos u dzieci zawsze prawie jasno-blond, ciemnieje z postępem 
czasu. Brodę i faworyty mężczyźni starannie golą; wąsy pod- 
strzy^ują, zostawiając atoli niekiedy maleńki pasek włosów pod 



^) Pisali między innymi także o Mazurach i Mazowszu: W. A. Ma- 
ciejowski (Tygodnik Literacki Poznań, 1840, nr. 9.) — Jul. 
Bartoszewicz {Kalendarz J. Ungra, Warszawa, 1865, str, 97). 
(Obacz Przypisy). 



nosem. Dziewczęta splatają włos we dwa wstęgami strojne war- 
kocze, które po rozpuszczeniu ich w czasie wesela, bywają nie- 
kiedy obcinane po szyję, a częścićj w jeden warkocz ujęte i za- 
kryte czepcem. 

Kornel Kozłowski (w dziele swóm: Lu^ w Czerskiem, 1867) 
powiada: „Włosy na głowie chłopi noszą dość długie, z tyłu ob- 
cięte równo z karkiem, z przodu również pod liniją tuż nad 
brwiami, tak, że całe czoło niemi jest zakryte. Twarz golą cał- 
kowicie ; wąsów nie noszą, tylko niektórzy, i to już stateczniejsi, 
pozostawiają sobie wąziutki pasek włosów przystrzyganych tuż 
nad wargą. Kobiety zamężne zaplatają włosy z tyłu w jeden 
warkocz, starannie ukrywany pod czepcem lub pod chustką; włosy 
zaś z boku twarzy czeszą na skroniach w tak zwane muscki 
(zapewne od słowa: muskać) ^), i zakładają zą uszy, obcinając 
równo z szyją. Dziewki noszą podobneż muscki i zaplatają sobie 
dwa warkocze, które w znacznej części wyprowadzają na widok 
z pod chustki za uszami*. 

W ruchach swych Mazur mniej okazuje się zwinnym niż 
Krakowiak, lubo ociężałym nazwać go wcale nie można. We 
dworze, wobec pana, zachowuje się bez zbytniej dlań uległości, 
lubo z należytem uszanowaniem; w odpowiedziach stara się być 
grzecznym, acz doborowych wyrazów na wyrażenie tej grzeczno- 
ści nie używa. W ogóle, Mazur od Warszawy i Łowicza powścią- 
gliwszym zwykle w wyrażeniach swych bywa od pobratymca z pra- 
wego (płockiego) brzegu Wisły. Raz, gdy chłop wszedł z towarzy- 
szem do pokoju pańskiego, gdzie było kilka osób, a towarzysz ten 
wkrótce znaglony potrzebą, z pokoju wyszedł, pan zaś pozosta- 
łego chłopa o powód wyjścia towarzysza zapytał, chłop, by się 
grzecznie znaleźć, odpowiedział zaraz: Z przeproseniem 
Najwyzsego Boga i państwa godnych osób, posed 
z wodą na- dwór! 

W karczmie za to, puszcza on wodze swej krewkości, a gdy 
jest podchmielony, staje się prawdziwym zawadyaką. Klątwy 
i pogróżki najrubaszniejszej natury sypią się wówczas jak grad 
między uczestników swawoli, miotane przez niby-to pokrzywdzo- 



^) Czy nazwa ta nie jest raczej reminiscencyją nazwy owych ki- 
tajkowych muszek (mouches)? z zagranicy przejętych, u naszych 
dam niegdyś przylepianych na twarzy, osobliwie koło skroni. 



_41 

nych i obrażonych i są zapowiedzią obelg czynnych, z niezwykłą 
applikowanych siłą, którym straż miejscowa położyć tamę zale- 
dwie jest zdolną. Dawniej, gdy policyja była mniej oznjną i sprę- 
żystą, zawsze prawie kończyły się one krwawo. 

W chorobie i kalectwie ucieka się po pomoc włościanin, 
tak tutaj jak wszędzie u nas, do wyleczyć go mających bab, 
zażegnywaczy, owczarzy i cyganów (Obacz: Przesądy). 

Włościanie, zwłaszcza w okolicy Warszawy mieszkający, są 
zamożni, a zarzut ubóstwa, nieszczędzony Mazurom przez Wiel- 
kopolan, dotyczę głównie Zawiślaków, t.j. mieszkańców prawego 
brzegu Wisły, a lewego Bugu i Narwi. 

Gazeta Warszawska z r. 1871 n. 164 powiada: „wiadomo 
o tóm każdemu, że włościanie z dóbr Willanowskich są w ogóle 
dosyć zasobni w gotówkę. Niektórych z nich można nawet za 
względnie majętnych uważać. Niedawno gospodarz z Willanowa, 
nazwiskiem Lepianka wydał córkę za mąż i wypłacił za nią 
1650 rubli posagu. Trzecią to już córkę Lepianka za mąż wydaje, 
a dwie pierwsze zostały takąż samą sumą wyposażone. Kapitał 
ten Lepianka zebrał po większej części na handlu drobiem. Zięć 
Lepianki nazywa się Malec i posiada przeszło 2000 rsr. majątku, 
które to pieniądze Malec zarobił głównie na sianie*. 

K. Wł- Wójcicki wyraża się: „Mazury jest-to lud prze- 
myślny, zabiegły i zwykle dosyć zamożny. Znają się na wartości 
rzeczy i na targu oszukać się nie dadzą. Owszem, sami, gdzie 
mogą, wszystko na korzyść sWoją obrócić umiejąc. Jako próbkę 
ich oględności, przytacza Wójcicki (Przejażdżka chwilowa w Ma- 
zowszu, Album Literackie^ Warszawa, 1848) sposób, w jaki na- 
stroszą fury sianem, na sprzedaż do Warszawy zwożonćm, by 
miały pozór niezmiernie ładowny, pełny i ważny. Podobnież 
umieją ładować fury szczapami drzewa lub też wiązkami dre- 
wek krótkich na łokieć, powiązanych rokiciną lub wierzbiną 
cienką. Wiązki te małe drzewa rąbanego z gałęzi i grubszego 
chrustu, które sprzedają na kopy lub pojedynczo do Warszawy, 
zowią kuropatwami. 

Gazeta Codzienna (Warszawa, 1853, n. 258) zamieszcza list 
z okolic Łowicza, w którym powiedziano, iż : ^Niedaleko Łowi- 
cza leży kraina tak zwanych Budników, owe niegdyś słynne 
z olbrzymich drzew i mnóstwa zwierza grubego, tudzież świetnych 
łowów, puszcze Eampinowska i Jaktorowska, zkąd rozrodzone 



42 

na trzebi^kach i popiołach plemię rozsypało się i po Polesiu 
litewfikiem^ wołyńskiem i ukraińskiem. Budmcy u nas tworzyli 
jakby oddzielną kastę przemysłową, która miała sWe właśoiwe 
zwyczaje, a nawet i język techniczny, jaki osiadły w puszczy 
lud> przy wyrabianiu klepek i paleniu drzewa na węgiel, potaż 
i popiół, utworzyć musiał. Nikt nie zwracał na lud ten uwagi; 
sam tylkio Kraszewski- skreilił piękny obrazek Budnika *> Pole- 
szuka, który jest tylko cienistóm odbiciem pierwotnego mazowiec- 
kiego typu* Budnicy nasi tutejsi pochodzą z miejscowych Ma- 
zurów i z przybyszów litewskich, a w cząstce małój i z niemie- 
ckich. Słomka^ Dudek, Eurek, Mężeński i t. p. są tubylcami. 
Spuda lub Szpuda, Rydel, Szmit, Łigtmund i inni są przyby- 
szami. Budnicy ci słyną z umiejętności niszczenia najobszerniej- 
szych i naj zamożniejszych w budulec lasów. Eto chce widzieć 
budpika naszego, już nie owego mieszkańca i niszczyciela lasów, 
lecz przemysłowego rolnika na jałowój ziemi, bo na trzebiskaoh 
boru osiadłego , niech zajrzy w okolice Eampinosa , Jaktorowa 
i Wiskitek- Tam obaczy pracę ze swobodą połączoną; tam je- 
szcze przeszłe życie przemysłowca leśnego przebija się w typie 
rolnika; tam jeszcze panuje chętka do wycinania, godziwie lub 
niegodziwie, ostatków zapasu drzewa, które połupane drobno 
i w wiązki zebrane pod nazwiskiem kuropatek, w wysmu- 
kłych furkach, co piątek do Warszawy przywożą i po sklepikach 
zbywają się. Lecz i tu już są znaki gospodarza rolnego, bo na 
tychże furkach niejednokrotnie dostrzeżesz: garnuszek masła, 
kilka sorków, korczyk żyta lub grochu, albo inne produkta wiej- 
skie. Grunta tutejsze niepszenne, więc rośnie tylko żyto, karto- 
fle, groch, o^ies; który często po dołkach zamaka, i siano nie 
złe bo wcześnie zbierane, mimo łąk po większej części mokrych. 
Myślistwo również ulublonem bywa zatrudnieniem budnika, który 
więcej od innych włościan ma wprawy do strzelania. Zresztą, 
tryb. ich życia mało się różni od tryba innyoh współbraci i współ- 
towarzyszy osadników". 

Lubo Mazur od Warszawy i Łowicza jest w ogóle zabiegły 
i przemyślny, co mu dobrobyt przynosi, to jednak i na Mazowszu, 
jak wszędzie, napotykają się ludzie pieniactwem ^), próżniactwem 



^y Ifgięga sądowa ittsmi Czerskiej (Warszawa, 1879) pokazuje, że 
i za dawnych czasóst skarżyć i procesować się labiono; wszakże 



43 

i nałogami do wielkiej doprowadzeni biedy. A zdarza się to nie- 
tylko wśród włoćcian, ale i wśród drobnej szlachty, któr«i ezę» 
stokroć, utraciwszy całe mienie,, chłopieje. 

Kornel Kozłowski (Lud, str. 14) powiada o niej: „Dopóki 
szlachcic mógł utrzymać najdrobniejszą choćby fortunkę, poty 
trzymał się swojej szlacheckiej ambieyi , — skoro wypadki loso- 
we lub nędza wygnały go z ostatniego kawałka ziemi, porzucał 
szlachectwo, szedł w służbę za parobka, a jego dzieci traciły 
wszelką pamięć dawnego pochodzenia. Mieszkając przez jakiś 
czas w okolicy, w której się jeszcze dosyć zaścianków utrzymało, 
widziałem tego liczne i codzienne prawie przykłady. Drobny 
szlachcic, żyjący w nędzy i ciemnocie, dopóki ma choć parę 
morgów własnej ziemi, zachowuje całą staroszlachecką ambicyę, 
która głosiła, że: „szlachcic na zagrodzie^ równa się nawet wo- 
jewodzie'^. Przyszedłszy do ostatniej nędzy, skóro juź utrzymać 
swego kawałka roli nie może, wyprzedaje wszystko cokolwiek 
posiada, nie sieje, nie orze, wyprowadza ostatnie ziarno, ostatnią 
słomkę do ludzi, płot pali, dach ze stoły obdziera^ i dopiero 
spuściznę swoją sprzedaje, zostawiając następcy tylko niebo i zie- 
mię. Wówczas wynosi się gdzieś o parę mil na komorne, dopóki 
ostatnia potrzeba nie zmusi go wejść w służbę i tym sposobem 
nie przemieni go w chłopa. Nędza i ciemnota, w połączeniu ze szla- 
checką hardością, doprowadza biednych tych ludzi do zepsucia i wy- 
stępku, stosunkowo daleko częściej niż chłopów. Ogromna masa 
szlachty tym sposobem przeszła w chłopów i z niemi się pomie- 
szała; są w kraju okolice^ niegdyś zaludnione prawie wyłącznie 
zaściankami, jak okolice Czerska i Góry-Kalwaryi, w których 
dziś nawet nie posłyszy o zagonowym szlachcicu. Gdzież są 
resztki albo wspomnienia, jakie szlacheckość w pieśni albo tra- 
dycyach powinna była pozostawić? — Spuścizna, jeżeli jaka 
była, powinna była przejść do ludu wiejskiego, i rzeczywiście 
przeszła, jak tego dowodzą szlacheckie pieśni i melodye, tu 
i owdzie pomiędzy ludem powtarzane. Żyją wreszcie szczątki 
ostatnie tego społeczeństwa, czekając rychłej zagłady — i może- 
my przekonać się naocznie , że takowe w domowóm pożyciu, 



procesa te były krotce i mniej od dzisiejszych kosztowne, a wy- 
konanie wyroku następowało raźno. 



44 

w obyczajach, niczćm się nie różnią od chłopstwa, niczego się 
nie nauczyły, ani też — prócz szlacheckiej ambicyi — niczego 
z przeszłości nie zapamiętały ^). 

Ludność ta wraz ze zbiedniała wieśniaczą , przyjmując obo- 
wiązki i służbę u zamożniejszych gospodarzy i rzemieśkiików, 
gdziekolwiek takowa się nastręczy, przenosi się częstokroć do 
miast, i tu niemały także dostarcza kontyngens proletaryatowi 
miejskiemu. Napływ z tego źródła, oprócz miejscowych żywio- 
łów, wytworzyły niewątpliwie z czasem i warszawski także pro- 
letaryjat, którego typy dosadnie i wiernie w niektórych pismach 
swych przedstawił nam wprawnem piórem Wacław Szymanow- 
ski i inni, a kredką zillustrował Eostrzewski (obacz: Tygodnik 
illmłrowany, Kłosy ^ Tygodnik powszechny j Kalendarze i t. p-) 

Do ludności takiej zaliczyć trzeba całą niższą warstwę mie- 
szczaństwa, wielu rzemieślników ze swą czeladzią, służących 
obojga płci, dorożkarzy, woziwodów, przewoźników, tragarzy, 
przekupniów i przekupki, rybaków, ogrodników, handlarzy, szma- 
ciarzy, drwali i traczów (pi łat ów), muzykantów (katarynka- 
rzy), kuglarzy, szynkarzy, najemników wszelkiego rodzaju i t. p. 
Są tu i f aj ery ki, zajęci w browarach opalaniem; są i w er e- 
ciarze, t. j. najemnicy, którzy nad Wisłą przesiadują i naj- 
mują się do dźwigania ciężarów i do różnych robót przy statkach 
na Wiśle; biedacy ci, okryci zwykle tylko workiem (w er etą) 
z dziurami na przetykanie rąk, są nierzadko żywym nędzy i ze- 
psucia obrazem. A niebrak też w tem społeczeństwie żebraków, 
rzezimieszków i złodziei ^). 

Żebracy, którym policya utrudnia przemysł żebraczy na 
każdym kroku, pokątnie jedynie chodzą po mieście po proszo- 
nym chlebie. Za miastem za to, tem jawniej i natarczywiej pu- 
kają do serc litościwej publiczności. Więc tóż cmentarni osobli- 
wie żebracy i kalecy (czy to prawdziwi czy udani), wyciągając 
rękę i czarkę po jałmużnę, odzywają się nieraz napuszysto do 



^) Obacz także Księga ziemi Czerskiej, str. XXXIX. 

^) Złodzieje ci, równie jak i osoby nierządem żyjące, mają swoją 
gwarę; o złodziejskiej mówi E. R. Rusiecki w dziele: Maie ta- 
jemnice Warszawy (Warsz. 1843, tomów 4). Wiadomość szcze- 
gółową o tej gwarze wraz ze słowniczkiem podał także E. 
Estereicher. 



45 

przechodniów: ^Cudowna łaska b oska posilająca!'^ — 
^Błagam wedle miłosiernego najświętszego zasi- 
lenia^ i t. p. Dziady znów i baby, zalegający drogę do Czer- 
niakowa i progi klasztorne podczas odpustu na św, Bonifacy, 
w przerwach od zawodzonych kanty czek, z większą jui logiką 
i doniosłością starają się kruszyć serca pobożnych: „Na miłość 
Boską, na gorzkie rany Chrystusowe, proszę też 
pięknie o wspomożenie!^ — lutościwe państwo! — 
zęby wam Pan Bóg stokroć odpłacił! — żeby Bóg 
pomagał w każdóm pomyśleniu, żeby Bóg ratował 
w każdóm poćciwem poruszeniu, w każdem poćci- 
wćm 'stąpnięciu, w każdóm poćciwem słowie, w ka- 
żdóm poćciwóm spor-zieniu!'' ^). 

Wśród proletaryjatu takiego napotyka się częstokroć i dzieci 
także, które, by żebractwo ich zamaskować, przez rodziców do 
rozmaitego użyte i wytresowane bywają przemysłu; najczęściej 
do noszenia piasku ^), 



^) Złośliwe bowiem spojrzenie, zly rzut oka, rzuciłby na kogoś urok 
i chorobę. 

*) Kuryer Warszawski z r. 1848 n. 18 pisze: „Hej piasku bia- 
łego wiślanegol wołał mały chłopczyk, dźwigając na ramie- 
niu woreczek. Biedne to stworzenia! ich całym majątkiem silne 
piersi i piasek^ one w samej wiośnie swojego życia uginają się 
pod ciężarem piasku, jakby po śmierci do tego ostatniego mało 
mieli czasu. Właśnie wtenczas przechodzili dwaj młodzi ludzie, 
do których drżący od zimna chłopezyna zbliżył się , częstując 
swojim towarem; młodszy z nich gniewnie fuknął, mówiąc: „Idź 
precz! a mnie co po piasku P^' Ale starszy dając 10 groszy 
chłopcu, rzekł: „Masz, moje dziecko, dziesiątkę, a piasek sprze- 
daj gdzie-indziej^. Gdy chłopak cokolwiek oddalił się, młodszy 
zaczął żartować ze swego przyjaciela, że bardzo kosztowne to- 
wary skupuje po ulicach, a jeszcze ich nie bierze. Na co mu 
tenże odrzekł: „Mój przyjacielu, to dziecię może jcEzcze dziś nic 
nie jadło; co do wartości towaru, bardzo się mylisz; — albo- 
wiem piasek ściśle jest z przeznaczeniem człowieka połączony, 
bo tylko rozważ: Człowiek gdy jest dzieckiem, bawi się pia- 
skiem; gdy chodzi do szkół- potrzebuje piasku; gdy wyrośnie na 
młodzieńca^ miłosne listy przysypuję piaskiem; w dojrzałym wie- 
ku pragnie także złotego piasku; — a w starości, gdy skoń- 
czy tę doczesną pielgrzymkę na ziemi, spokojnie zasypia pod 
piaskiem^. Młodszy, zawstydzony dowodzeniem swojego przyja- 



46 

W ogóle lud Warszawy (jak mówi Gołębiowski w r* 182&) 
jest pobożny; liczne kościoły i w powszedni dzień w niektórych 
przynajmniej godzinach nie są pró^.ne, a w niedziele i święta 
przepełnione. Czterdziesto -godzinne nabożeństwa ^ passyje, kaza^ 
nią zwłaszcza postne, obrzędy wiełko- tygodniowe, obehodzenie 
grebdw i muzyki wtenczas kościelne, rezttrekcya, prócessyje Bo^ 
źego Gk9ivL z róihiych kościołów przez całą oktawę, z których 
celniejszym towarzyszą cechy z chorągwiami i władze rządowe, 
piękność ołtarzy wtenczas na ulicach stawianych, roraty i ju- 
trznia, czyli msza pasterska przed Bożem Narodzeniem, zawsze 
mnóstwo ściągają osób. Pogrzeby niekiedy są wspaniałe, a cmen- 
tarze (za miastem): Powązki i Ewangielicki, a w mieście Swięto- 
krzyzki (dziś zniesiony) niemało pięknych liczą grobowców. Od- 
pusty i w kościołach stolicy i w przyległych miejscach bywają 
ludne. Takiemi są: Emaus u Bonifratrów w Warszawie, odpust 
u Eąmedułów na Bielanach nad Wisłą w drugi dzień Zielonych 
Świątek, we wsi Woli na ś. Stanisław (dziś tu cerkiew i cmen- 
tarz greko-rossyjski); we wsi Czorniakowie na ś. Bonifacy, w ko- 
ściele ś. Karola, za rogatkami Powązkowskiemi w ostatnią ka- 
żdego miesiąca niedzielę; wreszcie we wsi Kobyłce i we wsi 
Rokitnie o 3 mile od Warszawy na N. Pannę Zielną. 

Mówiąc o ludności warszawskiej, nie od rzeczy może będzie 
wspomnieć i o dziwakach , ukazujących się od czasu do czasu 
na horyzoncie tej stolicy i powszechną na siebie zwracających 
uwagę. Ci — wyznać trzeba — jeśli osobą swą i zachowaniem się 
dawali nieraz pochop do uszczypliwych spostrzeżeń i żartów^ to 
z drugiej strony pobudzah też zawsze mieszkańców i do litości- 
wej dla nieszkodliwych tych oryginałów względności i hojnego 
wsparcia. O jednym z nich wspomina Dominik Magnuszewski, 
mówiąc: „Warszawa miała wówczas (około r. 1790) trefnisia 
swego; siadał on najczęściej w bramie Saskiego ogrodu i zaga- 
bywany^ dowcipnemi odśpiewywał krakowiakami. Podobno zwał 
się Jacuś; jednak za historyczność nazwy nie rączę. Za mojej 



cielą, a bardziej poruszony tą myślą, że dziecko może jeszcze 
dziś nic nie jadło, doścignął chłopczyka i ofiarował mu dwa złote. 
Litość w młodćm sercu może tylko zadrzymać, ale nigdy zasnąć 
na zawsze. 



pamięei, ^równym pnreedmioiom diekawośoi i żarfeów miejskich 
był — o i o, półwiGiryttt, migąoy niekiedy -^^atf l»r;|riai!ltmi;be| Wi- 
mioe^ eb^le pooiesziłyeb żftHAir^* (Tytfodnik likraehij Fozzmń, 
1640, Bi^. 50, Btr. 389). ^B^tstn^majm jeinśk był tak zwany 
Niebieski '^lts€i«c-e, o którym sisefoko rożfpisuje się Wój* 
ekU^); A był tćź i Czerwony płfiszcz* Ińilym ^nów był 
tak ^^atty Ser m afrodyt a, łączący z silną postawą 4 męark^ 
twarzą ) na której bujny wykwitał wąs i ZMtwt (któte rzad^ 
-kiedy golił), wzięcie się kobiece, skromne i nieśmiałe; -ten, opa- 
sany Uałym fai^tuszkiem , ti»y«iał prawie zawsze bukiet zrół 
i .kwiat6:w w rękn, którydl pęczek czasami i we wlo^fy sobie także 
wplatał, a dyg i uśmiech wiecznie jego towarzyszyły rozmowie. 
Gazeta Codzienna (Warszawa, 1853, nr. 113, 114) wspomina 
o trzech jeszcze tego rodzaju osobistościach. Pierwszą z nich 
był tak zwany Kożuszek barani, na imię Walenty; około 
roku 1790 przybył on z Podola czy Ukrajiny i różne płatał tu 
figle; ubrany w krótki kożuszek, w czapkę przystrojoną piórami, 
i zwykle chodząc boso ^. Wesoły i psotny, sprzeciwiał się prze- 
kupkom, terminatorom, niekiedy i damom; a sekundowany był 
przez chłopaków, którzy mu w pomoc z pełnemi konewkami 
przychodzili. Biegając po ulicach, śpiewy wał: 

Kożuszek barani, 
czapeczka z piórami, — 
nie zastawszy jegomości, 
figle piata jejmości. 
(Obacz Lud, Ser. II, n. 305). 

Ser. XVn D. 136). 

Był dowcipny i prawdy różnym osobom trafnie, lubo nie do 
smaku, gadał. W roku 1801 rząd pruski osadził go w domu za- 
robkowym, a w r. 1806 w Spandau, gdzie zmarł, mając nie- 



1) Dziennik Warszawski z r. 1853, nr, 210, daje także artykuł: Nie- 
bieski płaszcz, ostatni lirnik warszawski, z rękopisu: Domowe 
wspomnienia i powiastki R. Z morskiego (Wójcicki w Starych 
gawędach jako datę śmierci jego podaje lata 1816^18, Zmor- 
ski zaś 1826—29). 

^) J. I. Kraszewski wprowadził także tę postać do jednej ze swych 
powieści. 



48_ 

spełna lat 40. — Drugim był Staś trefniś z tejże epoki; ten 
znów przeciwnego był uspoBobienia; chodził snąutny, nie zacze- 
piał nikogo, lecz sam sobie wyśpiewywał. Dostał pomieszania 
zmysłów z miłości, Nosił kapelusz damski, a na ręku miał kilka 
kotków, które suknią damską przykrywiU:. Za jiU:muinę dzięko- 
wał w imieniu swojich kotków. Umarł r. 1809, — Trzecim był 
Stefanek, właściwie Stefan Wyszotrawka z Wołynia, z dóbr 
starościny Ohodkiewiczowej. Był to marnotrawny błazen, który 
otyłym tylko pannom dawiU: bukiety, a sam chodził w bia- 
łym fraku, czarnych spodniach i pończochach, i w kapeluszu 
z dużemi skrzydłami. Trudnił się krawiectwem i koncepta palił. 
Uszedł do Pękałowa na Wołyń w r. 1806, 




(fd Warszawy 
(Sluźew-Willanów.) 



XJ B I Ó I^. 



Ubiór wieśniaka mazowieckiego > osobliwie gospodarza osia- 
dłego na roli, przedstawia się dosyć dostatnio; jest więc oznaką 
istotnej jego zamożności. Na przestrzeni Mazowsza, będącej 
przedmiotem naszych badań, jako dość rozległej, ukazuje ubiór 
ten wedle okolic niemałe różnice, które w opisie naszym posta- 
ramy się uwydatnić, o ile z notatek, jakie mamy pod ręką, usku- 
tecznić to można. 

Z okolic bliskich Warszawy, podaliśmy już wizerunki wło- 
ścian wraz ze szczegółowemi ich ubioru opisami w seryi lej, 
wydanego w roku 1857 dzieła: Lud (Pieśni ludu). Zawiera ono 
9 tablic, przedstawiających typy chłopów z Ołtarzowa^ Rakowa, 
Czerniakowa, Willanowa i Obór, oraz dziewcząt i niewiasty 
z Czerniakowa i Raszyna. 

Do niniejszego zaś dzieła dołączamy 4 tablice wizerunków. 

Tablica 1 przedstawia ubiór włościan z okolic Nadarzyna 
i Piaseczna. Chłop tu ma buty czarne juchtowe, z wyłożoną 
nieco cholewą żółtą. Pas niezbyt szeroki z zielonej i czerwonej 
włóczki. Gacie płócienne zgrzebne białe, a na gacie wyłożona 
koszula płócienna z dosyć szerokim kołnierzem leżącym, podwią- 
zanym kolorową (zwykle różową) chusteczką perkalikową z ko- 
kardką. Na koszulę przywdziewa on na święto sukmanę grana- 
tową długą aż pó kostki. Sukmana ta (y. żupan) ma sukienne 
wyłogi u kołnierza^ i rabaty (klapy) na piersiach czerwone 
(w różnych odcieniach: amarantowe, ciemno-karmazynowe i t. d.), 
u brzegu obszywane lub dzierzgane tasiemieczką białą lub jasno- 
błękitną. Takież wyłogi u rękawów u dołu z podobnćm-źe ob- 

Mazowgzo. Tom I. 4 



50 

szyciem. Sukmanę zapina 5 guzików białych lub żółtych (mo- 
siężnych) na dziurki obszyte pętliczkami białemi. Kapelusz nizki 
z czarną aksamitką, obszytą brzeżkiem wazką czerwoną i białą 
tasiemką. 

Baba ma na sobie suknię sukienną zieloną aż po kostki. 
Suknia ta^ zwana przyjacółka, podbita jest u góry futrem; 
z boku także futerko przy kieszeniach. Na głowie czepek duży 
biały z falbankami. Na nim zawiązana suto chustka kolorowa, 
której końce spadają na plecy. Na nogach trzewiki filcowe ko- 
lorowe (różowe, amarantowe, fijołkowe) z kokarką i podeszwą 
skórkową. 

Tablica 2 przedstawia parobka i dziewczynę ze Służewa 
i Wilanowa. Parobek ma kaftan, a raczej żupanik sukienny bez 
rękawów, długi po kolana, granatowy; pod szyją dwie małe wy- 
łożone klapy, obszyte wazką białą tasiemką; pięć guzików meta- 
lowych zapina sukmanę na dziurki obszyte biało. Koszula biała 
z szerokiemi rękawami, ściśniętemi przy dłoni i z wyłożonym koł- 
nierzem, związanyni chusteczką na szyję (lila) z fontaziem. Gracie 
pod żupanem. Kapelusz niski z aksamitką obszytą taśmą. W dzień 
powszedni, letnią porą, chodzą boso. 

Dziewczyna ma białą płócienną lub perkalową koszulę z rę- 
kawami ściśniętemi przy dłoni, i wyłożonym dość szeroko koł- 
nierzem. Na koszuli gorset ^) niebieski lub pstry (z materyi) 
z 8ma klapkami czyli kaletkami u dołu, obszyty czerwoną ta- 
siemką i ściągnięty na przedzie na krzyż czerwoną tasiemką lub 
sznurkiem. Pod nią spódniczka perkalową różowa w kwiatki lub 
kratki; na niej szeroki fartuszek kolorowy (żółty, orzechowy, 
jasno-brunatny) w paski białe lub ciemne. Na szyji sznurek lub 
dwa sznurki paciorków czerwonych. Na głowie chustka suto za- 
wiązana, z wiszącym na plecach (na warkoczu) końcem; najczę- 
ściej żółta w niebieskie i innej barwy kwiaty. Trzewiki zielone 
(filcowe lub pluszowe) z czerwoną kokardką i skórkową podeszwą. 

Tablica 3 przedstawia grajka (skrzypka wiejskiego) z Po- 
wsina, którego ubiór podobny jest do ubioru chłopa, podanego 
na tablicy 1. 



^) Gorset u wieśniaczek niema w sobie owych sprężystych fiszbi- 
nów, używanych w wyższych społeczeństwa warstwach. 



Gazeta Codzienna (Warszawa, 1853 n. 213) powiada: 
„Kmiotek z okolic Góry-Kalwaryi i Czerska nosi włosy nie- 
strzyżone, z przodu nad czołem równo podcięte. Na głowie ka- 
pelusz z dość szerokim rondem, z czarną tasiemką i sznureczkami 
do koła czerwonemi, białemi lub szychowemi, z pod których wy- 
stają zwykle pawie piórka. Kołnierz u koszuli jest nizki, czasem 
misternie wyszywany, zapięty pod brodą spinką lub związany 
wstążką amarantową na kokardę. Kapota granatowa z wąziutkim 
kołnierzem odkładanym, z klapami lub rękawami czerwonemi; 
stan u niej szeroki, długi i nierozcinany ; niekiedy małe, płaskie^ 
mosiężne guziki służą do zapinania kapoty, ujętej w stanie pa- 
sem wełnianym**. (Suknia ta zdaje się być przyjętą od kapoty 
dawnych mieszczan czerskich). 

„Kobiety noszą kapotki majowego (jasno -zielonego) koloru, 
obszyte tasiemkami. Spódniczka w paski najczęściej białe lub 
amarantowe z odmiennej barwy fartuszkiem. Na głowie zwykle 
czółko dość wysokie, róźnokolorowemi wstążkami opięte; z po-za 
wstążek wystają pawie pióra, liczniejsze tu jak u kapeluszów 
męzkich. Inne, mniej strojnie ubrane, mają na głowie chustki 
upięte wieńcem kwiatów"* 



Kornel Kozłowski (Lud z Czerskiego, Warszawa 1867, str. 
371) z ten sposób opisuje ubiór włościan z okolic Czerska (Cza- 
plin, Czaplinek, Wągrodno, Sobików i t. d.): Ubiór włościanina 
jest następujący: 

„Letnią porą w dnie robocze chłopi najczęściej chodzą boso, 
a jeżeli w butach, to z cholewami wywiniętemi i opuszczonemi 
aż do kostek, w spodniach płóciennych z wyciągniętą na wierzch 
(spodni) koszulą, zapiętą w biodrach paskiem skórzanym, u któ- 
rego wisi na rzemyku cyganek albo kozik, to jest nożyk 
w drewnianej osadzie. Na głowie kapelusz nizki, filcowy, obcią- 
gnięty u dołu białemi i czerwonemi sznurkami, złotym, szychem 
i przyozdobiony na przedzie pawiem piórkiem**. 

„Kobiety zamężne noszą spódnice w białe i niebieskie pasy, 
z tak zwanego szorcu, takież fartuchy. Na szyji kolorowa ba- 
wełniana chustka; głowa zawiązana w chustkę białą lub koloro- 
wą. Tak samo chodzą i dziewki; nadto kładą na ramiona fartuch 
szorcowy, na podobieństwo płaszcza, zawiązując go na piersiach*. 

4* 



r: 



52 

.„Dzieci nieodmiennie zimą i latem chodzą w jednej tylko 
koszuli, bez czapki i boso; starsze dopiero, które zaczynają by- 
dło lub świnie pasać, odziewają się fartuchami matczynemi, kła- 
dąc je na głowę, zawiązują pod szyją; tym sposobem robią 
sobie rodzaj płaszcza, mając zarazem i nakrycie na głowę. Na 
nogi wdziewają (w zimie) stare ojcowe buty, ztąd chód wie- 
śniaków od lat najmłodszych staje się powolnym i ociężałym^. 

„Zimową porą chłopi na codzień kładą kożuchy, na które 
wdziewają sukmany z grubego siwego sukna. Kobiety ubierają 
się w długie kaftany kolorowe, na wacie ; zresztą ubiór ich mniej 
jest ciepły od męzkiego". 

„Na święto używają chłopi granatowej kapoty, długiej do 
kolan, z czarnemi guzikami, bez żadnej innej ozdoby ani czer- 
wonych klapek, jak to ma miejsce u sukman i żupanów pod 
Warszawą. Na wierzch przepasują się wełnianym pasem w kilku 
kolorach, najczęściej w czerwonym, niebieskim i zielonym. Ko- 
szula kartonowa (z rzadkiego perkalu), zawiązana u szyji na fa- 
wor ek czyli wstążeczkę, zwykle pensową. Buty z długiemi cho- 
lewami, ściągnięte u kolan rzemykiem jak podwiązką. Na głowie 
kapelusz powyżej opisany; czasem barania wysoka czupka, a do- 
syć często tak zwany kaszkiet (casquette) czyli furażerka, to 
jest zwyczajna czapka (miejska) z daszkiem. W ogóle strój ten 
nie jaskrawy, wygląda poważnie i porządnie**. 

„Strój kobiet świąteczny jest taki: Spódnica albo kiecka 
powinna być kwiecista; na kartonowej koszuli gorset pensowy 
lub niebieski, albo innego koloru byle jaskrawy, najczęściej 
z wełnianego adamaszku. Na szyji kilkanaście sznurków korali 
i paciorków z bursztynu lub szkła kolorowego, szkaplerz na czar- 
nej tasiemce i men ta lik (medal, medalik). Chustka kolorowa 
na ramionach. Na głowie u kobiet zamężnych duży czepiec z bia- 
łego tiulu, — u dziewczyn chustka czasem biała, a zwykle ko- 
lorowa z puszczonym z tyłu końcem, za którą w lecie zatykają 
pęki kwiatów, żółtych nagietków, włoskiej piwonii , bzu i t. p. 
W zimie bogatsza gospodynie używają tak zwanych przyjació- 
łek sukiennych, jasno-zielonych i takąż taśmą bramowanych, 
z mosiężnemi guzikami, podbitych barankiem, z klapami i koł- 
nierzem lisowym. Uboższe noszą przyjaciółki bez futra, granato- 
we, lub — jak pod te drogie czasy — używają najczęściej dłu- 
• gich watowanych kaftanów''. 



53 

„W innych okolicach kraju, wiejskie kobiety gospodarniej-: 
sze są niż w Czerskiem; wyrabiają same płótno, pasy dla męż- 
czyzn, a nawet sukna na sukmany i szorc dla siebie na kiecki. 
Ale w okolicy Czerska rzadko która z kobiet umie robić płótno, 
a wszelkie odzienie kupuje się na jarmarkach w Górze-Ealwaryi, 
Grójcu i Warce. Dostarczycielami są Żydzi; cena zaś odzieży 
w czasach obecnych (1867) nieproporcyjonalnie się podnosi. Za 
sukmanę, za którą płacono przed laty kilkunastu złp. 18, dziś 
potrzeba dać złp. 40; buty męzkie kosztują dziś złp. 24, trzewiki 
skórzane dla kobiety złp. 8 do 9 ; kożuch barani złp, 80 i więcej; 
pas złp. 18 do 22; kapelusz złp. 2 gr. 10. Jeżeli mieszkańcy 
miast narzekają na drożyznę, widzimy, że wieśniacy tem bardziej 
drogo muszą opłacać swoje potrzeby. Parobek służący, biorący 
dziś w Czerskiem rocznie gotowizną (oprócz ordynaryi) złp. 150 
obecnie, t. j. 1866 — mówi Kozłowski — (parobcy płatni są po 
złp. 180, a w innych okolicach kraju po złp. 120^ a nawet i ta- 
niej), — w żaden sposób nie jest w stanie za jednoroczną płacę spra- 
wić sobie całkowitego ubrania". 



Przyjaciel ludu (Leszno, 1846, rok 13, nr. 18) ^) mówi 
w ogóle o ubiorze mazowieckim (bez wskazania miejsca), że: 

^W dni świąteczne noszą chłopi Mazowsza sukmanę nie- 
bieską, która dochodzi do kolan, z wyłogami i sznurkami koloru 
amarantowego. Spodem mają kamzelę z sukna niebieskiego lub 
zielonego, obszytą na przodku aksamitem czarnym lub białym. 
Spodnie są zawsze z płótna w paski. [Naokoło ciała noszą pas 
czerwony. W dnie robotne noszą sukmanę białą, czarną lub szarą; 
koszula spada na spodnie, i nogi są bose. Czapki nizkie i w ró- 
żnych kolorach, są obszyte barankiem. Latem noszą kape- 
lusz słomiany, lub z wełny białej lub szarej , zwyczajnego (!) 
kształtu**. 

„Kobiety noszą spódnice w różnych kolorach, fartuch 
w kwiatki lub paski, gorset koloru jasnego, kaftan niebieski lub 
zielony. Reszta ubioru podobna krakowskiemu (?)**. 



^) Dołączono tu i kopiję wizerunku Mazurów ze zbioru ubiorów 
ludu polskiego L. Zienkowicza, wydanego w Paryżu r. 1841. 



54 

Tablica 4 naszego dzieła przedstawia wizerunki mężczyzn 
i niewiast, spieszących na jarmark do Łowicza. Według tego 
obrazka, chłopi z okolic Łowicza noszą najczęściej sukmanę (ka- 
potę) z białego dukna długą po kostki; kołnierz wyłożony ob- 
szyty błękitną lub białą tasiemką; zapinana na pętlice; klap 
szerokich i kolorowym podszytych suknem na piersiach niema. 
Niektórzy, majętniejsi, mają sukmany granatowe z granatowem 
obszyciem; u rękawów na dole niekiedy czerwony płatek lub pod 
spodem rękawów kawałek czerwonej podszewki. Spodnie a raczej 
gacie białe lub z żółtego albo różowego płócienka, niekiedy fał- 
dziste. Kapelusz wysoki, czasami stożkowy i jakby zgnieciony 
z wierzchu. Buty czarne juchtowe. 

Baby mają katanki czyli sukmanki bez obszycia, długie po 
kostki niemal, również z sukna granatowego, spięte na haftki, 
z wyłożkami czerwonemi u rękawów. Mają też i kaftany grana- 
towe^ po biodra sięgające. Pod sukmanką spódnica kolorowa 
w paski (zwykle białe z czerwonem). Trzewiki skórkowe czarne, 
i białe pończochy. Na głowie chustka (czerwona zwykle), zwią- 
zana ściśle, z węzłowatym na wierzchu głowy czubkiem, małą 
na przedzie kokardką i wiszącym na plecy końcem. 



Ksiądz Szelewski, w artykule o mieście Brzezinach 
i okolicy (w Pamiętniku religijno-moralnym^ Watbz, 1851, tom 20, 
str. 11) powiada: 

„Niema lud tutejszy ogłady miast wielkich, ale niema też 
i ich zepsucia. Jest on pobożny, pracowity, cierpliwy i powolny, 
przestająay na małem i nie szukający zbytku. Mężczyźni noszą 
starodawny swój ubiór: kapotę ciemno-zielonego sukna własnej 
roboty, kamizelkę sukienną aż pod szyję^ chustkę na szyji białą 
lub kolorową, spodnie dawnym krojem (t. j. fałdziste) w buty 
wkładane, i czapkę rogatą (czarną lub ciemną). Kobiety w ubio- 
rach swojich więcej się stosują do dzisiejszej mody". 

„Niemcy tutejsi używają sukna granatowego na odzież. 
Niemki noszą tuniki z takiegoż sukna^. 



źj^sr^w^osrośó. 



śniadanie^ często tjlko z kawałka chleba złożone, jedzą 
włościanie bardzo rano, gdy idą na robotę w pole. Czasem, gdy 
jest ciepłe, niosą im dzieci na pole w dwojakach. Obiad około 
południa (z dwóch złożony potraw), wieczerza po zachodzie 
słońca. 

Pożywienie wieśniaka mazowieckiego (pod Czerskiem^ Grój- 
<sem, Mszczonowem), mało się różni od tego, które i innym służy 
prowincyom. W przyrządzaniu jedynie potraw, są pewne, 
odrębne nieco sposoby ; nie tak jednak wybitne, aby, o ile zau- 
ważyć mieliśmy sposobność, zmieniały smak i naturę danej po- 
trawy. Bliższych wszakże szczegółów co do przyrządzania tych 
potraw powziąść nam się nie udało. Do najpowszechniejszych 
należą: żur, barszcz, kluski, zacierki, kartofle (gajdaki), ka- 
pusta, kasza i bączka czyli bącka (kasza jaglana z serwatką 
lub maślanką). Nabiału (prócz sera i serwatki) niezbyt wiele 
używają, woląc takowe spieniężyć, gdy do tego mają łatwość, 
niż skonsumować bez korzyści. Mięso i rosół jadają zwykle tylko 
w niedzielę, a miejsami i po dwa razy na tydzień (we czwartki) ; 
jak również, i wtedy bardzo obficie, w czasie pewnych uroczy- 
stości, jak np. wesela. 

Z mięsiwa najulubieńszą jest wieprzowina, a prosiak pra- 
wdziwćm łakociem. Lubią także kiszki, a osobliwie kiełbasy, 
które pragnęliby mieć tak długie, aby się niemi opasać można. 
Dowodzi tego piosnka (od Mszczonowa): 

Kiełbasa bez pasa (przez pas), 
nadziana kicha (kiszka); 
osolić, opieprzyć, 
' będzie pełna micha (miska). 



56 

Wielce też pożądaną (jak i w całej Polsce) jest tu kapu- 
sta, którą udeptaną chowają w beczkach najczęściej w sieni ^). 

Za napój słu/y dzisiaj włościanom powszechnie woda i go> 
. rzałka. Piwo piją jedynie (przeplatając je gorzałką) podczas we- 
sela lub innej jakiej uroczystości. 

Piwo było oddawna w powszechnóm, tak u szlachty jak 
i u włościan użyciu. Wr. 1543 już mamy wzmiankę o Wareckiem 
i Piątkowskiem piwie (mówi Gołębiowski), a od 1654 r. Łowic- 
kie, Skierniewickie, Głowaczowskie , Białobrzegskie, Gielniow- 
skie. Skaryszewskie, Jeżowskie , Drzewickie , Końskowolskie, 
Eaźmierskie, Brzezińskie , Mławskie zaczyna być znanem i spro- 
wadzanem do Warszawy; z obcych zaś: Wrocławskie, Czarne 
pruskie, Gdańskie i Toruńskie. Później słynęło z krajowych: 
Bielawskie, Wilanowskie, a od r. 1826: Staropolskie warszaw- 
skie, Eaźmirusa, Jałowcowe, Łomiankowskie w gatunkach: mar- 
cowym, dubeltowym i ordynaryjnym. 

Prócz tego wyrabiano po prowincyi młody, a na Pradze 
wisniaki i maliniaki (miody). Wódka dopiero w XVII stuleciu 
w powszechniejsze weszła użycie, kawa u szlachty w XVIIItem 
a herbata w XIX stuleciu. 

Co się tyczy pieczywa^ nadmienimy tu tylko, iż około roku 
1820—30 słynęły w Warszawie bułeczki tak zwane poznańskie 
(z dwóch spojonych z sobą wałeczków złożone) i siedleckie czyli 
montowe. Później zastąpiło je pieczywo zwane wiedeńskie (kej- 
zerki), rożki, pieczywo angielskie i t. d. 



^) Kurt/er Warszatcski z r, 1849 n. 311 pisze: „Nie próżno to, 
już oddawna , przesuwają się po ulicach miasta , widywane co 
rok i to o tej porze figury, z maszynami na plecach do szat- 
ko w anią (cięcia) kapusty. Widać, że czas po temu, i ze 
skrzętne gosposie, jak zwykle tak i w tym roku, zaopatrują się 
w ten tak użyteczny i niewyczerpany w swej rozmajitości przy- 
smak na zimę. O ile jednak sięgamy pamięcią, to zdaje się, 
że i owe maszynerie i towarzyszące im ubijaki, niezbyt dawno 
weszły w modę, i że za czasów prababek naszych prosty nóż 
i para, ale tęgich nóg, odbywały tę czynnośó, pierwszy kra 
jąc, a drugi depcąc ową krajaninę, że aż beczkę rozsadzały. 
I dziś jeszcze znajdziemy takich, którzy oddają pierwszeństwo 
kapuście deptanej. Eto ma racyę^ nie wiemy, albowiem przy- 
słowie łacińskie mówi: de gustibus non est disjputandum. 



57 

Wiadomo, iź na pewne dni uroczyste pieczono tak po mia- 
stach, jak i na prowincji zwyczajem uświęcone ciasta i mięsiwa. 
I tak: Boże -Narodzenie nie obejdzie się bez sfcrucli^ zapusty bez 
pączków, Wielkanoc bez święconego^ a ś. Marcin bez gęsi. 

Ł. Gołąbiowski (Opis Warszawy, str. 187) pisze: „Strucle 
z mąki, ciasto w podłużnych bochenkach, używane w wigiliją 
Bożego Narodzenia, pomiędzy ludem od tego dnia aż do 
Trzech Króli chleb zastępują. Wyraz to i zwyczaj niemiecki 
(Stritzel). Kacper Janicki pod r. 1732 wspomina, że dwóch cze- 
ladzi od piekarza Szyleona (w Warszawie) struclę na ramionach 
dźwigało^ j&kby jednego cielca, którą on darował podmarszał- 
kowi królewskiemu p. Kropnitz, a ludzie nad tern się dziwowali. 
Bywają i teraz (1&26 r.) po dwa i po trzy łokcie długie, ceny 
od jednego do dziesięciu złotych. W r. 1823 miało ich wyjść 
17.000 sztuk". 

„W Zapusty (mówi dalej Gołębiowski), ku końcowi na- 
dewszystwo, są rzeczą niemal powszechną pączki z konfitura- 
mi wewnątrz lub powidłami tylko. Tych w tłusty Czwartek 1822 
roku (jeżeli rachuba statystyczna Kuryera Warszawskiego jest 
dokładną) sprzedano 31.000 u (w cukierni) Lours'a, Minie'go 
na rogu Freta ulicy, u Calstelmur'a w Starem -mieście, u Fer- 
rari'ego i t. d. nie licząc smażonych w prywatnych domach ; 
cena ich od 4 do 6 groszy za sztukę''. 

Święcone. ^Ten zwyczaj w kraju całym i w stolicy trwa 
od kilku wieków (mówi Gołębiowski); najuboższy człowiek cho- 
ciażby jeden placek, jaj kilka i trochę wieprzowiny postawi na 
stole. Był dawny zwyczaj, że miasto Warszawa rozsyłało kołacze 
wielkanocne siedmiu osobom znakomitym : kanclerzowi, marszałko- 
wi i podskarbiemu koronnemu, biskupom : Poznańskiemu i Inflanckie- 
mu, referendarzowi koronnemu i pisarzowi dekretowemu koron- 
nemu (na co w r. 1672 dozwolono podskarbiemu miasta wydać 
300 złotych), nadto dziekanowi albo suffraganowi warszawskie- 
mu *)• Wr. 1826 najokazalsze były Święcone wielkanocne u księ- 
cia namiestnika (Zajączka), hrabiów ordynatów Zamojskich, pre- 
zydenta miasta i po wielu innych domach**. 



^) Podobnież na wiliją Bożego Narodzenia rozsyłano tymże oso- 
bom ryby i t. d. 



58 

O piwie wspomina Gołębiowski; iż w Warszawie było ro- 
bione na miejsou, lub zkądinąd przywożone; pierwszego te były 
gatunki znane: dwuraźue, czarne szmelcowane, a w roku 1685 
pierwszy raz wspomniano szlacheckie. Robiono je na Lesznie, 
Grzybowie, Nowem-mieście i Pradze (w Golendzinowie). Z dwóch 
korcy pszenicy i 10 korcy jęczmienia war piwa, beczka 36 garcy 
powinna trzymać; kara na szynkarzy fałszujących piwo 14 grzy- 
wien. Prócz tego robiono miody, a od r. 1687 pędzono i wódkę. 



it^iESZKi^^nsriE. 



Wieś mazowiecka, tak w okolicy Warszawy jak i w dal- 
szym od niej promieniu, o ile stara, pobudowaną jest na sposób, 
jakiego w ogóle trzymali się' dawni Polski mieszkańcy, a o któ- 
rym napomknęliśmy już w poprzednich Seryach naszego dzieła, 
osobliwie przy opisie Kujaw. W szczegółach dopiero spostrzegać 
się dają pewne różnice. 

Wieś np. Czerniaków, ciągnie się (idąc od Warszawy) dłu- 
gim szlakiem z północy na południe, równolegle prawie od ko- 
ryta niezbyt ztąd oddalonej Wisły. Droga czyli ulica wsi piasz- 
czysta, dosyć jest szeroką. 

Po prawej, a dalej i po obu jej stronach pobudowane chaty 
włościańskie czyli chałupy, szczytami obrócone do drogi, prze- 
grodzone są jedna od drugiej płotem lub parkanem, w którym 
umieszczono wrota, wiodące na podwórko ^). Z podwórka wchodzi 
się drzwiami po prawej ręce (niezbyt nizkiemi i o żelaznej 
klamce) do sieni chałupy, a ztąd drzwiami na prawo do' izby 
(zwykle z podłogą), której okno jedno (o 4 lub 6 szybkach), 



1) Obacz także: Konstrukcya budowli wiejskich (z widokiem chaty 
z przyzbą w Nieborowie) w Encykhpedyi rolniczej (Warsz. 1874) 
tom II, str. 1107, 



59 

umieszczone naprzeciwko drzwi, wygląda na ulicę, gdy drugie^ 
po lewej stronie, patrzy na podwórko. Tak pod jednem jak 
i pod drugiem oknem stoji ława, a ławy te łączą się niekiedy 
pod kątem prostym w rogu izby. Przed ławą okna przeciwległe- 
go drzwiom, stoji stół niewielki na krzyżowych nogach, a przed 
nim niekiedy mniejsza ławka lub parę stołków pomalowanych 
ciemną fiarbą. W tejże izbie, po lewej ręce ode drzwi, mieści się 
piec i komin z przypieckiem, zapieckiem i czeluścią, idącą do 
komina, wyprowadzonego po nad dach. Obok pieca bywa czasa- 
mi i szabaśnik. Dalej na lewo idą drzwi prowadzące do komory, 
a za niemi łoże lub łóżka gospodarzy, zasłane pierzynami i po- 
duszkami. Obok nich kołyska dla niemowląt. Na ścianach izby 
obrazy świętych, a czasami i parę światowych rycin warszaw- 
skich^ i lusterko bez ram zwykle. W komorze z okienkiem stoji 
skrzynka z odzieniem, łóżko lub tapczan dla dziewcząt i młod- 
szych dzieci, i różne faski i sprzęciki na ziemi i na półkach po- 
ustawiane. Po drugiej stronie sieni, jest druga izba i komora, 
z gratami i sprzętami gospodarskiemi i zapasami, w której mie- 
szkają niekiedy parobcy lub komornicy. W głębi podwórka na- 
przeciw wrót wchodowych, jest szopa na wóz i drzewo, a tuż 
obok stodoła lub spichrz ; bliżej chaty zaś obora, stajenka i chlew. 
Wśród podwórza bywa piwnica czyli dół, ziemią osypany, na 
przechowanie kartofli i t. d. Niektórzy mają obok domów ma- 
leńkie ogródki i). 

W środku wsi tej wznosi się kościół i klasztor ks. Bernardy- 
nów. Od niego rozciągają się na południe dwie niemal równo- 
ległe ulice, z których prawa okazuje oberżę i restauracyę z ogro- 
dem spacerowym, obwiedzionym murem i prowadzi ku Wilanowu, 
gdy lewa, ciągnąca się i rozszerzająca znacznie dalej ku studni, 
zabudowaną jest po obu stronach chałupami, w podobny jak wy- 
żej opisane, urządzonemi sposób. 

Wieśniacy, chałup tych mieszkańcy, jakkolwiek mają grunta 
dosyć lekkie, są w ogóle zamożni, a zamożność swą winni oni 
bliskości stolicy, która nastręcza im sposobność zarobkowania 
w rozliczny a intratny dla nich zawsze sposób. — Pomna- 



1) Ogrodów owocowych w ogóle nader bywa mało przy zagro- 
dach kmiecych. 



I 



60 



żają też te korzyści spacery częste Warszawian, jak i pielgrzym- 
ka tychże do Gzerniakowa w dzień ś. Bonifacego. 



Kornel Kozłowski (Ludy 1867, str. 369) opisuje mieszkania 
w ziemi Czerskiej (głównie w Czaplinie) temi słowy: 

^Spojrzawszy na chałupę, poznać to zaraz można, jeżeli 
w niej jest dziewka mająca chęć pójścia za mąż. Są to białe 
znaki, któremi dziewki całą chałupę od dołu do góry, pod po- 
szyciO; dokoła wapnem obznaczają. Około takiej chałupy zdale- 
ka widnej, bywa zwykle dość porządnie. Przede drzwiami co- 
dzień zamiecione, pod okienkiem kilka kwiatków, najczęściej 
żółtych nagietków albo malw, chruścianym płotkiem ogrodzo* 
nych. Porządek ten bywa w oczach parobka, szukającego żony 
gospodarnej, rekomendacyą dobrych przymiotów dziewki*'. 

^Na progu chałupy przybitą być powinna podkowa koń- 
ska, dla ochrony mieszkańców domu od uroków i czarownic. 
Zwyczajem też jest, w wigilią ś. Jana wtykać gałęzie bylicy 
w poszycie chałupy, czyli w kryty słomą dach ; takowej kilka 
wiązek wraz z piołunem rzuca się także i na poszycie ** ^). 

„Wewnątrz takie jeift mieszkanie gospodarza : Wchodząc 
z sieni, po jednej stronie jest mieszkanie ludzie po drugiej by- 
dląt, zwłaszcza krowy, a zwykle świnki lub wieprzka. Prosto 
z sieni wchodzi się do izby; tu znajduje się komin, piec do 
chleba czyli szabaśnik, murek czyli zapiecek, będący w zi- 
mie siedzibą kur, opłacających się za to wczesnćm niesieniem 



^) W opisie podróży uczniów Instytutu agronomicznego (Kalendarz 
Warsz. Jaworskiego na r. 1854) czytamy: „We wsi Ożaro- 
wie znaleźliśmy zabudowania dobrze utrzymane, dachy pokryte 
słomą targaną, czyli dokowane. Dekowanie uskutecznia się 
zwykle w tych miejscach, w których słoma otrzymuje się z młoc- 
karni, i sposób ten pokrywania dachów uskutecznia się prędko, 
lubo potrzebuje wielkich przygotowań. Przeciwnie zaś poszywa- 
nie czyli pokrywanie budowli wykręcanemi snopkami, którego 
prawie wszędzie lud nasz używa, jest z tych względów dogo- 
dnem, że łatwo się wykonywa przez mało usposobionych ludzi, 
oraz iż nie wymaga tyczek i wici, bez których się przy deko- 
waniu obejść nie można, a wreszcie źe naprawa jest bardzo 
łatwa. 



fil 

jaj i wysiadywaniem kurcząt. Stoji tu łóżko zasłane niebieską 
lub różową pierzyną, czasem dwa; parę stołków czerwono malo- 
wanych, stół na krzyżowych nogach, pułki albo szafka malowa- 
na wewnątrz niebiesko z wierzchu czerwono, do zatykania łyżek 
i stawiania mis i garnków, a na ścianach kilka okopconych Czę- 
stochowskich obrazków, palma z Ewietniej niedzieli, tudzież 
wianki z Bożego Ciała, mające swoje lekarskie , zwłaszcza dla 
dobytku, przeznaczenie. Jest-to dla chłopa wystarczające ; w tej 
izbie on przesiaduje, sypia, jada wraz z żoną, z dziećmi i pa- 
robkiem, a codziennym bywa tam gościem i wieprzak, Ictóremu 
gospodyni ładuje szaflik ciepłych pomyjów. Jeżeli przytem przy- 
będzie gospodarzowi wśród zimy cielę lub gromadka prosiąt, wy- 
chowują się one wspólnie, korzystając wzajemnie z ciepła, z je- 
dnego pochodzącego ogaiska^. 

„Z tyłu chałupy za izbą, jest komora czyli alkierz, 
zwykle ciemny, bez okna, tylko wpuszczający światło przez wy- 
ciętą dziurę w ścianie, zamykającą się odpowiednim kawałkiem 
bala, osadzonym na czopie. Komora ta jest właściwie tak, jakby 
skarbcem włościanina ; tam się przechowuje odzienie, płótno, 
przędziwo, zboże w worku, beczka z kapustą, często pieniądze 
w garnku w kącie piaskiem przygrzebane ; stoją tam skrzynki 
na kółkach lub bez nich, malowane pstro w żółte i czerwone 
kwiaty ; tam sypiają dorosłe dziewki, jeżeli te znajdują się w cha- 
łupie^. 

„Wychodząc z mieszkania na robotę, zwłaszcza wśród lata, 
lub do kościoła, albo na jarmark lub wesele, zamykają chałupę 
na kłódkę. Jeżeli w izbie są małe dzieci, bywa to często dla 
nich powodem nieszczęśliwych wypadków śmierci z oparzelizny 
lub spalenia, przez rozgrzebanie ognia przysypanego popiołem na 
kominie, i brak ratunku. (Ulegają temu najczęściej ś ty rak i, 
t. j. dzieci na czworakach się czołgające). Zamykanie to nie 
chroni nawet mieszkania od złodzieja, gdyż takowy dostaje się 
najczęściej do izby, wystawiwszy okno, słabo na zewnątrz wsa- 
dzone i tylko gwoździem ze dworu przybite**. 

Tuż za chałupą pod oknem, znajduje się piwnica zwana 
dołem, ziemią obsypana, w której zamożniejsi gospodarze trzy- 
mają produkta takie, których w izbie lub alkierzu pomieścić 



62 

niepodobna, jak np. kartofle i kapustę. W pewnem zas oddale- 
niu od chałupy jest stodoła i obórka ^). 



1) Księga ziemi Czerskiej (Warsz. 1879, str. LXVII) powiada: , Do- 
my (szlachty) stawiano (w. XY stuleciu) na sposób zagraniczny 
i te się zwały domy wielkie, jaki np. znajdował się w Tarnowie 
(blisko Łaskarzewa) w r. 1449, i domy te na sposób wieśniaczy 
(rustioana), nazywane „chicze^ (g^^^? caza, thola). Stawianie 
domów pozwalali sobie tylko możniejsi; szlachta i kmiecie mie- 
szkali w chyżach. Chicz miała izbę z piecem (stuba cum fornace), 
sień (palacium) i komnatę (comnata). 

„Chyź kmiecia, pokryta dranicami, miała 10 łokci długością 
spichrz (granarium) długości od 8 do 10 łokci, stodoła (ollo- 
dium, hoUodium) mieściła do 30 kóp zboża, obora (stabulum) 
i chlew z chrusta; ogrodzenie z przęsł, od ulicy nazywane prze- 
dni em, w niem brama (yalra). Osiadłośó tak urządzoną nazy- 
wano „chicz oprawna*^ lub ^zacutha^ (zakuta). 

„Ruchomości skromne: pierwsze miejsce zajmowała broń, u nie- 
wiast — perły. Wszeborka z Głoskowa wzięła w posagu łokci 
siedm pereł w r. 1439, a Paweł Warsze wieki dał po łokci 17 
córkom w r. 1482. Po perłach szło srebro; rodzina szlachecka 
niemal każda posiadała łyżki srebrne. Resztę ruchomości skła- 
dały szaty (sukna wyszywane srebrem), futra (lisie i królikowe), 
ubranie na zwójki (zwójki), pościel (pierzyny, poduszki, przeście- 
radła, kołdry, ręczniki) i t. d. (o koszulach nie znajdują się zmian- 
ki), woźników parę i wóz i t. d. Ruchomości nazywano jednym 
wyrazem „szebrzuchi^ (alias omnia domus supellectilia), cho- 
wano w kufrach (cista apostata). Kmiecie miewali po dwa kułry 
ruchomości. Z czego się składały rachomości kmiece, osądzić 
można z roty, którą zaprzysięgła Wigandowa z Ostrołęki (nad 
Pilicą) kasztelanowa czerska w r. 1455 (dzisiejszą pisownią): 
Jakom ja nie zwiała (nie wzięła) Wincentemu z Starej Warki dwu 
wołu i konia, dwu owcu, wieprza karmnego, połcia mięsa, dwu ko- 
szu, siedmi korcy żyta i trzech korcy pszenice i trzech wozów siena 
(siana), ośmi korcy owsu, wszego za cztery kopy (groszy pragskich). 

„Drogi, po kredycie drugi warunek należytego powodzenia 
handlu, dzielono na stegny (calles), idące w obrębie gruntów 
wsi; przecznice pomiędzy wsiami, i gościńce czyli drogi ludzkie 
(viae luthczkie) pomiędzy miastami. Na Wiśle przeprawy były 
dwie ; właściciele byli obowiązani mieć łodzie, przewoźników, oraz 
pozwolić na brzegu pastwiska długości 10 prętów i dwa razy tyle 
szerokości ; na Pilicy most jeden pod Brankowem^. 



I> H, A. o A.. 



Rola. Służba. Przemysł. 

GFłównem zajęciem włościanina, tak tu jak i w całym kraju, 
jest uprawa roli. Zajęcie to, jak wiadomo, wedle prowincyj, 
rozlicznym ulega odmianom, jako uwarunkowane klimatem, na- 
turą i urodzajnością gleby, uzdolnieniem i gęstością ludności i t. d. 
nie mówiąc już o warunkach historyą, prawem i zwyczajami 
nałożonych ^). Gospodarstwo rolne tej części Mazowsza, którąśmy 
nazwali polną, mimo znacznych jeszcze w niej obszarów leśnych 
(szczątków dawnych puszcz), znakomity już wśród szlachty przed- 
stawia stopień rozwoju w stosunku do innych części Królestwa, 
acz nie jest ono jeszcze tak systematycznóm i racyonalnóm jak 
w Ks. Poznańskióm. Włościanie, lubo miejscami, zapatrując się 
na korzyści z tak ulepszonego gospodarstwa płynące, poczynają 
i u siebie w pewnych szczegółowych gałęziach zaprowadzać 
zmiany, trzymają się jednak w ogóle jeszcze dawnej gospodaro- 
wania rutyny. Sądzimy przeto, że i oni, siłą okoliczności parci, 
wezmą się do ulepszeń i ptodozmianu, tem bardziej, gdy ziemia 
tej części, jak i całego prawie Mazowsza, mimo nader urodzaj- 
nych pasów, tu i owdzie rozrzuconych, jest w ogóle lekką i wy- 
magać będzie coraz sztuczniejszych użyźnienia sposobów, by 
sprostawszy rosnącym wciąż na niej ciężarom, zysk odpowiedni 
wyłożonemu nakładowi i pracy, przynieść dla rolnika była w mo- 
żności 2). 



1) Księga ziemi Czerskiej (str, XL) poucza, w jakiej mierze wa- 
runki te dotyczyły własności ziemskiej i stosunku stanu kmie- 
cego do innych stanów w Xy stuleciu. 

2) Encyklopedya rolnicza (Warsz. 1874, t. II, str, 1105) zamie- 
szcza szczegółowy opis gospodarstwa włościanina Stanisława 



G4 

Grumta na wyżynie w okolicy Warszawy dosyć urodzajne, 
jałowieją cokolwiek, gdy się posuwamy na zachód ku stronie 
Wiskitek i Łowicza, Trzebież świeża znacznych lasów dała pod 
uprawę grunt, którego produkcyjność z czasem dopiero w ko- 
rzystnóm wykaże się świetle. Notatka z podróży uczniów Insty- 
tutu agronomicznego (w Kalendarzu warsz. Jaworskiego na rok 
1854) mówi: „Opuściwszy Bolimów, po kilku godzinach podróży 
stanęliśmy w Nieborowie. Na okolicznych równinach spo- 
strzegliśmy wielką, ilość kamieni granitowych, mikowych i gnej- 
sowych , które — można powiedzieć — stanowią niemal wierz- 
chnią powłokę gruntów tutejszych. Widzieliśmy też wiele budyn- 
ków z tychże kamieni poustawianych, a wieśniacy, grodząc sobie 
niemi swe osady^ podwójną ztąd odnoszą korzyść; nietylko bo- 
wiem że zabezpieczają swój kawałek ziemi od szkód, ale oczy- 
szczają grunt' i czynią go łatwiejszym do uprawy. Grunt we 
wszystkich polach Nieborowa jest piaszczysty, ale troskliwa 
uprawa dobre sprowadza urodzaje^. 

Bolnicy w okolicach Warszawy orzą wszędzie końmi* Sieją 
po większej części żyto, a rzadziej pszenicę i inne ziarno. Siej ba 
na polach zwykle odbywa się w dni suche, w miesiącu Wrze- 
śniu przypadające. Dzień sobotni, jako dzień Matki Boskiej, 
głównie bywa n,^ dopełnienie tej czynności, starą trądy cyą uświę- 
conego zwyczaju nakazanej, przeznaczony. 

Gospodarz w Czerniakowie tak się wyraził o urodzajach : 
„U nas to lato suche JQ(st) lepse; bo tu na Cyrznia- 
kowie grunta misko (nisko), to chociaż tą wy s ech nie, 
tonie tak źle; gorzy, jak je mokro, co wygnije. 
Ajak zasie deso, to zboże tak zbuja, ale nie tak 
będzie rzęsiste (ścisłe) ino letkie. Oj, desc to tak pla- 
netami idzie; jakeśmy byli w boru (za Wisłą), ,to 
woda była po kostki, a o staje dalij, to ani kanuni! 
(ani kapki, kropelki). 

Miejscami uprawiają len , lubo nie na wielkie rozmiary. 
Kalendarz Jaworskiego z roku 1855 zawiera obszerny artykuł 



Orzyńskiego w Wilanowie pod Warszawą. Dalej (t. II, str. 1103) 
opis gospodarstwa Sl:ani8}awa Sitarka w Malejwsi (gmina Boiska 
powiat Grójecki). Wreszcie (t. II, str. 1108) opisuje ona gospo- 
darstwo małe w blizkośei Warszawy. 



65 

o uprawie i obrabianiu lau (w Mazowszu), gdzie autor radzi 
uważać na zmiany powietrza i gatunek ziemi, i dopełnić należy- 
cie uprawy roli, siewu, plewienia, rwania, zbioru; a następnie 
na przyrządzanie lnu, zależne głównie od trzech ozynnosci, to 
Jest: moczenia czyli roszenia, tarcia i trzepania. 

Gdzie jest rzeka, rosi się go w rzece. W btaku stosownej 
wody rzecznej, odbywa się moczułach czyli dołach, umyślnie 
na ten cel kopanych i czystą napuszczanych wodą. 

Po zasiewach wiosennych, pierwszą pracą, jaka na polu 
spotyka rolnika, jest zbiór siana, zwany zwykle podług okolicy 
siano źęcie'm albo sianokos'em. Czasopismo Kłosy (War- 
szawa, 1871, n, 307) mieści artykuł: Zbiór siana w okolicach 
"Warszawy, i mówi przy tej sposobności: „Lud nasz utrzymuje, 
a ta wiara jest powszechną w całym kraju rolniczym, że są pe- 
wne zioła, które ścięte kosą^ deszcz ulewny, a często i burze 
sprowadzają. Z dawnych przesądów, które sięgają pewnie czasów 
Piastowskich, pozostało przysłowie wiejskie : 

Kiedy człowiek łąkę kosi, 
lada baba deszcz uprosi, — 

wysnute z zabobonu, że niemasz wsi, w której -by nie było cza- 
rownicy, a taka baba dla szkody ludzkiej, łatwo w czasie siano- 
żęcia deszcz sprowadzi, ażeby ten zmoczył pokosy, i nie 
dał pogodzie zebrać siana, by je ułożyć w stogi, lub zwieźć ńa 
poddasza. Rycina (w Kłosach) załączona przedstawia chwilę, 
kiedy skoszoną trawę i wysuszoną zgrabiają dziewuchy wiejskie 
w kopice. 

W okolicach Warszawy, gospodarze godzą wspólnie pastu- 
cha na całe lato dla gromadzkiego bydła, który je pasie aż do 
pierwszego upustu (pierwszego upadnięcia śniegu). Zgodziwszy 
go, zganiają potem co rano wszyscy swe bydło, na jedno umó- 
wione miejsce, a pastuch następnie bydło to pędzi na pastwisko. 
Jest on zwykle komornikiem u któregoś z gospodarzy, a zdarza 
się nawet, że miewa swoją własną także chałupę. 

Do żniwa, czyli zbioru zżętych snopów z niewielkiej swego 
poła przestrzeni, rzadko kiedy chłop bierze najemnika, mogąc 
sam 2 parobkiem i synami (jeżeli ich ma) robocie tej podołać. 
Większe tylko obszary pól dworskich, bez najemnika obejść się 

Mazowtze. Tom I. ^ 



66 

Bie mogą, i takowego, gdy trudność jest pozyskania ludzi xniej->^ 
scowyoh, poszukują, i zwabiają* w rozliczny sposób. 

Tygodnik iUustrowany (Warszawa, 1865, n. 293) powiada: 
„W poszukiwaniu prac rolniczych, ludność (wędrowna za zarob- 
kiem), z małym wyjątkiem, nie puszcza się nigdy daleko; ca 
najwięcej z okolic ludnych przechodzi do mniej zaludnionych* 
Przybysze tacy zowią się zwykle Bandochami, zapewne dla- 
tego, iź zbierają się w pewne bandy czyli gromady z jednej wsi^ 
z jednej okolicy i w niedzielę po kościele wylęgają, na jar- 
marki do pobUzkiego miasteczka. Obozują na rynku, czasami dni 
kilka, póki obywatele i oficyaliści nie ugodzą ich, czy to razem 
czy częściowo. Zwykle odbywa się to w porze żniwa. Bandochy 
ugodzeni, ładują się na furmanki, lecz żadne z robotników lub 
robotnic nie siądzie bez obfitego litkupu, czyli poczęstnego wód- 
ką. fTa czele takiej kawalkady pędzi wóz z grajkami, rzępolą- 
cemi od ucha, przy głośnych śpiewach reszty orszaku. Tak wjeż- 
dżają do wsi wesoło i tańcami dzień kończą, aby nazajutrz roz- 
począć znojną pracę z sierpem lub kosą^. 

^Mistrzami w robieniu tą ostatnią są Górale, lud przyby- 
wający zdaleka, z ubogich górskich okolic Podtatrza, tęskniący 
za swemi halami, ale potrzebujący zarobku, aby w biednej swej 
ojczystej zagrodzie spędzić zimę na łonie rodziny. Próbowano- 
górala osiedlić, zachęcając go nęcącómi ofiarami : napróżno ! po- 
wracał zawsze do swoich. Górale ze swych hali i połonin scho- 
dzą także gromadami, pod przewodnictwem tak nazwanego maj- 
stra, który jak watażka posiada prawo zarządu, rozsądzania spo- 
rów i umawiania się o robotę. Najmują się do żniwa i do* 
sianokosów na wymiar lub hurtem, i wtedy pracują z godnyn^ 
podziwu zapałem, sumiennie, ale bez przeciążania siebie, z oględ- 
nością na siły, stanowiące cały ich kapitał^. 

„Ubieganie się wiejskich gospodarzy o górali, wywołała 
spekulacyę sprowadzania podgórskiej ludności galicyjskiej. Nędz- 
ny to jednak i niemoralny robotnik, gorszy od naszego bandocha 
w Królestwie Polskiem. O ile więc góral stosunkowo tanim jest ro- 
botnikiem, o tyle owe włóczęgi podgórskie drogim. Górale roz- 
chodzą się na wszystkie strony, a każda partya, raz dobrze przyjęta, 
ma już swoje okolice, których stale według możności się trzyma^* 

„Niepodobna nareszcie pominąć coraz liczniej w ostatnich 
czasach przybywającej do Królestwa ludności rolnej (polskiej) 



5L 

z w. Es. Poznańskiego y jakkolwiek ona ma tylko cechę półwę- 
drownej, gdyż łatwo się osiedla, jeżeli warunki sprzyjające znaj- 
dzie po temu. Immigraoya ta, o ile jest dobrowolną, a nie pod- 
szeptami przemysłowych handlarzy ludźmi wywołaną, przynosi 
korzyść krajowi ; robotnik to bowiem wykształceńszy umysłowo, 
a gdy trzeźwy, to porządny i użyteczny**. A. W. 

Handlem i przemysłem, w szerszćm wyrazów tych znacze- 
niu, włościanie się nie zajmują, nie mogąc pod tym względem 
współzawodniczyć z zalegającymi wszystkie niemal targi żydami. 
Pojawiają się jednak i wśród włościan przemysłowcy. Takiemi 
są np. gońce czyli ci co skupują i spędzają do Prus świnie; 
ubierają się oni w kurty czyli kuse kaftany różnej barwy i po- 
chodzą zwykle z okolic Mszczonowa. 

W lasach znów pracują tak zwani budnicy, których tryb 
życia opisaliśmy na str. 4h Osadnicy ci, skutkiem znacznego 
przetrzebienia już lasów, po większej części w rolników zamie- 
nieni, mało już zachowali cech wyróżniających ich od okolicznej 
lud;Qości mazurskiej. Wielu z nich oddało się rzemiosłu, osobli- 
wie tkactwu, gdy inni przyjęli służbę po dworach i miastach. 
O dzieciach takich osadników tkaczy, krąży następująca przypo- 
wiastka, dowodząca jak czułemi są ich starania o wychowanie 
t^ch dzieci. 

W niedzielę — dzieci w kościele 

w poniedziałek „ na watek 

we wtorek ^ we worek, 

we środę „ we wodę (kąpać), 

we czwartek „ na bartek, 

w piątek „ w kątek, 

w sobotę dzieci kończą robotę. 

Kury er Warszawski z r. 1864 (n. 75) podaje co następuje: 
^W miesiącu kwietniu, mówi stary manuskrypt, słońce wstępuje 
w konstellacyję Byka; owoż i woły w jarzmo wstępują, a orka 
na dobre się rozpoczyna. Owce myj i strzyż około niedzieli, 
którą zowią Exaudi; karpie sposobne wpuszczaj na tarlisko 
w dzień ś. Grzegorza ; melony i inne delikatne frukta siej w dzień 
Św. Jerzego, groch rzucaj na rolę w Wielki Czwartek, konopie 
siewaj w dzień św. Marka". W tym miesiącu, przy otwarciu że- 
glugi rzecznej, wspomnieć nam należy o głównych produktach, 
które niegdyś gdański handel stanowiły, a które ,industria ludzka 

6* 



zwykła dla swego zysku i pożywienia zbywać, a temi były: 
zboża^ prowianty różne, woski, miody, łoje, przędza^ płótno, po* 
taże, gahnon (sic), glejta, ołów^ minia, żelazo, stal, woły, skóry, 
klepki. Jednak wprzód kródką obliczyć koszt i zysk porachować, 
dopiero w Imię Pańskie z swoim na deflaitacyją pośpieszyć ła- 
dunkiem*. Statki, którómi odbywały się te transporta, były: 
„Szkatuły, dubasy, komięgi, byki, kozy, wiciny, lichtony, galery, 
*czołny, płytko wedłhg czasu budowane, udychtowane, osmalone 
często, aby się podczas wielkiego gorąca nie zsychały. Naczynia 
przy tych statkach: maszt, roja, karnaty, sztak-tryl, to jest: 
polna-lina, obceje, trysk, prysk, kluby, powrozy, kotew, żagle, 
wory, szelki, koty, poberły, stroisze, tarcice do futrowania, po- 
jazdy, laski, drągi, szufle, maty, goździe, siekiera, świder, piła, 
dłuto i toporek. Prądu i haka, aby rotman i sternik pilnie prze- 
strzegał dla szwankowania (uchowaj Boże) statków. Sztembarku, 
bakortu, środka pilnować. Cła mają być słusznie odprawione, 
aby do juramentu niewinnych ludzi nie przywodzić (chcesz-li by 
cię Bóg błogosławił)*. 

'Nadbrzeżni mieszkańcy Wisły oddają się niekiedy flisac- 
twu czyli orylstwu, i łączą się nierzadko dla wspólnej że- 
glugi z flisami krakowskimi. 

Wójcicki (Stare gawądy^ III, 100) powiada, co czynią flisy, 
gdy chcą wiatr uprosić, a co sam widział na Wiśle pod Wyszo- 
grodem 1). Kiedy wychodzą z Gdańska, kupują piszczałki i skrzypce, 
a gdy ich długa cisza pod tę porę zachwyci i żaglem wiatru 
ułapić nie mogą , w on-czas płachtę umaczaną w smole za- 
paliwszy, rzucają na wodę, i zaraz grają na fujarkach 
i skrzypicach, bo takim sposobem można jeno wiatr uprosić, 
by gwiznął w żagle. (Obacz także str. 29. Kromnów). 

Rybołówstwo w Mazowszu podług dawnej dokonywane 
bywa rutyny. Pora tarcia się ryb z wiosną, zręcznym rybakom 



^) Prąd w języku flisowskim znaczy drzewo wyrwane z korze- 
niem i sterczące na powierzchni wody, — wilk zaś drzewo 
przegniłe. Stare podanie mówi, że Narew nie mogąc pogodzić 
się z Wisłą, po przepłynięciu prawym jej brzegiem, oddziela się 
ed niej, przybierając nazwę Nogaju; ztąd miejsce rozdziału 
nazywa się (>niewem (patrz: F/ts Klonowicza. — Bibliot, Warsz, 
1854 (listopad) poemat S. z Ż. Prnszakowej: Powiśle). 



69 

obfitego dostarcza połowu. W miejscach, gdzie ryby gęsto prze- 
pływają, rybacy uzbrojeni ością żelazną, dopatrzywszy większą 
rybę, ość w nią wbijają, i tym sposobem piękną zdobycz do do- 
mu przynoszą. Podziwiać tu trzeba nietylko zręczność i siłę rzutu, 
kcz i wyborny wzrok naszych rybaków. Nieraz także w czasie 
tarcia myśliwi czatują na ryby zbliżające się do brzegu i kulami 
biją nieprzywykłe do tego rodzaju łowów; często zatem żarłoczny 
szczupak co nie jedną przebił matnię , lub chyżo uszedł ości, 
ginie od strzału. 

Od maja rozpoczyna się także i połów raków, kilka trwa- 
jący miesięcy. Kury er Warszawski z 25 kwietnia 1865 r. mówi: 
„Dotąd nie widzieliśmy jeszcze ogłoszeń o ogródkach szparago- 
wo-rakowych, tyle zawsze wziętości u Warszawian mających* 
Znajdą się jednak bezwątpienia przedsiębiorcy, którzy czy to 
w samej Warszawie, czy na Pradze urządzą wkrótce stosowne 
ku temu zakłady*'. 

Szczególna rzecz, że u nas dawniej rymopisowie na raki 
powstawali. Dowodem tego stary wodwil: 

Indyk z sosem, — zraz z bigosem, 

jadły dawniej pany, 
dzisiaj raki — i ślimaki 

jedzą jak bociany. 

A dalej znowu przysłowie: 

Kto nie jada — jeno raki, flaki a ślimaki, 
nie chowa — tylko kozy, koty i kaczki, 
nie sieje — oprócz jarmużu , jarkę i tatarkę , 
a do tego ma jeszcze żoneczkę Barbarkę, 

nie pytaj go, jak się ma, 

jeno: jeśli jeszcze żyw! 



ZWYCZAJE. 



Wigilia Bożego Karodzenia 

24 Grudnia. 

Dzień ten w całym świecie chrześcijańskim, a osobliwie 
słowiańskim ) obchodzony bywa biesiadą, wieczorną postną, ale 
nie snchą. Aby zachować przepis postu, raz tylko na dzień, i to 
dopiero gdy się ukazały gwiazdy (lub gdy się ściemniło) jadano 
wieczerzę^ strzegąc się wszelkiego nabiału; co dotąd lud prze- 
strzega ściśle. Do potraw koniecznych należą także kluski i ła- 
zanki z makiem. Jabłka, orzechy, pierniki muszą być i u naj- 
uboższych. 

Do obchodu wilii należy strucla czyli kołacz pszenny 
podługowaty, na końcach palczasty, przez środek plecionką z cia^ 
fitą obłożony i posypany czarnuszką. W Krakowie i innych mia- 
stach tak je wielkie pieczono, iż na saniach ciągnione być mu- 
siały. £. Gołębiowski, przy opisaniu miasta Warszawy, jest tego 
zdania, że i zwyczaj i wyraz przejęty jest od Niemców. U ludu 
prostego, od wilii Bożego I^arodzenia aż do Trzech Króli, strucla 
miejsce chleba zastępuje. Bywały, i jeszcze gdzie - niegdzie by- 
wają, strucle po 2 i 3 łokcie długie (obacz str. 56 Żywność). 

Izba jadalna słomą, a stół do jedzenia sianem pospolicie 
był zasłany lub podesłany, dla pamiątki, iż narodzony Chrystus 
na słomie był złożony. Dnia tego zaścielane nawet były słomą 
i podłogi w kościołach^ która tak w nich przez wszystkie święta 
aostaws^. 

Przy rozpoczęciu zachowywano zwyczaj łamania się 
opłatkami (to jest podawano sobie wzajem opłatki białe do 



72 

przełamania) , życząc jedni drugim dosiego wieku, to jest 
(jak wielu sądzi) lat życia starej Doroty (obacz: dzień 6 Lute- 
go). Łamanie takie pamięć braterstwa chrześcijańskiego w pier- 
wiastkach kościoła zawiązanego odnawia i piękny gościnności 
słowiańskiej wystawia obraz ^). Przestrzegano tćż, aby u stołu 
było osób do pary. 

Przy końcu wieczerzy, panny i chłopcy wyciągali z pod 
obrusa źdźbło siana; jeśli zielone, w zapusty dziewica przy- 
wdzieje wieniec ślubny, ożeni się kawaler; gdy zwiędłe, mu- 
szą jeszcze na męża lub żonę czekać, a kiedy całkiem żółte^ 
zła wróżba — umrze starą panną lub kawalerem do zgonu po- 
zostanie. Ze snopów kłosy wyciągano, wycierano ziarnka i liczo- 
no je; do pary, związek małżeński oznaczały; nieparzyste^ dłuż- 
szą samotność. 

Ł. Gołębiowski (Lud polskie str. 317) mówi: Przejęty od 
Prusaków jest zwyczaj w Warszawie, upominkiem dla dzieci 
stawiać na wiliję: sosenkę z orzechami włoskiemi . złocistemi, cu-^ 
kierkami; jabłuszkami i mnóstwem świeczek lab kawałków stocz- 
ka różno-kolorowego. Czasem pomiędzy gęstwiną wyrobiona 
szopka i w niej Narodzenie Pańskie, czyli z wosku starannie 
wyrobione dziecię w żłobku leżące, patrząca nań czule K Panna 
i ś. Józef; chuchają na dziecinę wół i osioł, przybiegają paste- 
rze, ulatują anioły, a wszystko jak najbogaciej oświecone. 

Kołyska Pana Jezusa. „Za Augusta III był jeszcze 
ten zwyczaj (jak nas rękopis ks. Kitowicza uwiadamia), że 
w celi ks. Bernardynów w Warszawie, przysposabiano kołyskg 
Pana Jezusa, w bogate materye i kwiaty ubraną; w niej hjlo 
wyobrażenie dziecięcia, fT. Panna i ś. Józef obok. Zakonnicy 
klękali w około, śpiewali pieśni z kantyczek, dewoci i dewotki 
były obecne. Kiedy po wszystkich krajach przedtem starano się 
religijne uroczystości zmysłowo przedstawiać, i ludowi takie wi- 



^) Proboszcz i z pobliźszych miejsc duchowni, albo ich organista^ 
roznoszą jak przedtóm po domach pęk opłatków białych, żół- 
tych i czerwonych; teraz i inne kolory przydają. Na tacy przy- 
krytej serwetką je ofiarują, i dostają za to nagrodę, a za p e- 
rorę i życzenia, podziękowanie. Łamiący i pożywający opłatki 
życzą sobie nawzajem doczekać drugiej wilii, w jak najlepszem 
zdrowiu i powodzeniu. 



73 

dowiska czyniły upodobanie, nie dziwmy się, że i u nas był ten 
zwyczaj- ^). 

Gdy się ludzie ^obrzy dłużej i ochoczo w wiliję bawili, 
wtedy źli używali niegdyś tej doby do korzystania z nieostro- 
żności cudzej, by cos porwać, co się nazywało: szczęścia 
próbować. Zwyczaj ten tak się był upowszechnił, nietylko 
w kraju naszym ale i u obcych, iż stolica Rzymska i sobory ko- 
ścielne, jako- to: Antyziodoreński, Turoneński i t. d. użyć grozy 
klątwy na przestępnych przymuszone były. 

Jest jeszcze u ludu prostego w zwyczaju, iż drzewa owo- 
cowe w sadzie obwiązuje gospodarz domu przewrćsłem, którćm 
związana była słoma pod stół ^obrus) podesłana, aby lepiej ro- 
dziły i nie przmnarzły od mrozów. Gospodarz idzie wtedy z sie-^ 
kiera do sadu swego, przystępuje do drzew, które mało lub wcale 
owoców nie rodzą, zamierza się jakoby je chciał ścinać, lecz od- 
stępuje, gdy żona lub czeladnik prosi za niemi i ręczy, że się 
-prawią, — i dopiero powrósłem drzewa obkręca. 



Boże Narodzenie 

25 Grudnia. 



Jedno z najprzedniejszych świąt. Gody niegdyś zwanych. 
W świecie katolickim radość powszechną kapłani trzema mszami, 
lud pobożny okazuje śpiewami, które już od północy (od mszy 
pasterskiej) zaczynać się zwykły. 

Przepowiadano, że gdy nióma zimy (mrozu) na Boże Na- 
rodzenie, zima pokaże się na Wielkanoc, i przeciwnie. Mówi to 
przysłowie : 

Jeśli pola zielone, gdy się Chrystus rodzi, — 

to gdy zmartwychwstaje, 

śnieg z mrozem kołaczom przeszkodzi. 



. ^) Urządzano je po wszystkich w ogóle klasziorach Bernardynów 
i Bernardynek. 



u 

Starzj gospodarze uważali długiem dońwiadczeniem, iż wró-* 
żyło to nieurodzaj, gdy: 

Zielone Boże Narodzenie ^ 
a Wielkanoc bii^a , 
z poła pociecha mała. 

Gdy inne znów powiada: 

Jakie święto Go d, takie też ostatki (zapusty), 
taka Wielkanoc, — i takie Świątki (Zielone;. 

Do wesołości świąt należały dawniej komiczne d y a 1 o g i, 
które żaki i publicznie i po domach wyprawiali ^). Ciź bawią 
dotąd jeszcze lud jasełkami, w których wystawiają w niezgra- 
bnych osóbkach narodzoną dziecinę na łonie matki lub tóź zło- 
żone na słomie, trzech królów z darami, starego Józefa, skoki 
i przygrywania pasterzów i wszystkie okoliczności tych dziejów; 
towarzyszyć im zawsze winien wół i osieł, żyd z żydówką, 
dyabeł i baba z maślnicą. Wyraz jasełka znaczy kolebkę 
przykrytą, budkę. 



Ś. Szczepan 

26 Grudnia. 



Świętego Szczepana, pierwszego wiary Chrystusa męczen- 
nika, pamięć jest czczona zaraz po !N'arodzeniu Bożem. Lud da- 
wniej owies na ten dzień święcić dawał, i gdy kapłan miał go 



^) Od Bożego Narodzenia rozpoczynają się zabawy karnawałowe, 
trwające aż do Zapust. Pieką wówczas i smażą na smalcu ciasta 
karnawałowe okrągłe zwane pączki, i podtugowate, kruche, 
zwane chrust czyli faworki. Pączki, ciasto kuliste, wielko- 
ści jabłka (zwykle dużego), z konfiturami lub powidłami we- 
wnątrz, spożywane bywają w największej liczbie w tłusty Czwar- 
tek i ku końcowi Zapust. 

Gdy szlachta i mieszczanie zamożniejsi zimą w Warszawie 
dają bale, kuligi, zabawy tańcujące, pikniki i t. d., lud w dnie 
świąteczne w mnogich zgromadza się szynkowniach, gdzie przy 
odgłosie katarynki (Dreh-orgel), albo innej okazalszej muzyki, 
wywija ochocze tany. Sala Wrocławską zwana, za koszarami Mi- 



75 

kropić święooną wodą idąc środkiem kościoła, rzucano nań gar- 
ściami owsa, jakoby dla pamiątki ukamienowanego męczennika. 
Dzień ten jest też i dla czeladzi ważnym, zwłaszcza w Ma- 
zowszu, iż w tym czasie tak po dworach jak i chatach zmienia 
się ona. Starający się o nowego sługę gospodarze i gospodynie 
zmawiają do siebie upatrzonych służących i raczą ich wódką. 
Że parę dni upływa, nim parobek zgodzi się do którego z go- 
spodarzy i te dnie spędza swobodnie, a jeszcze prosić się go 
trzeba, by objął obowiązek, więc mówią, że: 

1. Na święty Szczepan — każdy parobek pan. 

lub też 

2. Święty Scepdn — każdy se pda. , 

3. Święty Scepdn — więcej sługa (znaczy) jak pin. 



Jasełka C2yli Szopka. 



Początek Jasełek czyli Szopek odległych sięga wieków. 
Powstały one bowiem najprzód w kościele katolickim z samego 
obrazowania wydarzeń, będących podstawą świąt w okresie Bo- 



rowskiemi zwabiała służących około r. 1820 muzyką janczarską; 
miiUa galeryę dla widzów, kiedy inni bawili się tańcem^ graU 
w bilard lub karty. 

Latem zaś, gdy zamożniejsi rozjeżdżają się na wieś lub za 
granicę kraju, lud w dnie świąteczne zbiera się do wycieczek 
na Saską Kępę, na Czyste i t. d., gdzie wabią karuzele i huś- 
tawki, lub zabawia się w licznych ogródkach w mieście i na 
przedmieściach, gdzie bywają kręgielnie (dziś i teatrzyki), do za- 
silenia żołądka przekąski i napoje niekosztowne. 

Ł. Gołębiowski (Opis Warszawy^ str. 220) wspomina o odby- 
wanych w Warszawie zabawach z tańcami i maskaradach (za 
Augusta n maski wchodzić mogły na każdą zabawę w czyjim- 
kolwiek domu, trzy tańce jeden po drugim przetańcowały i de- 
maskowały się albo odjeżdżały). Dawano reduty, renelagi, pikniki , 
bale i baliki, bale płatne, bale gminne z widowiskami, włoskie 
śpiewy (koncerta), ognie sztuczne. Teatr stały otworzono dla 
publiczności dopiero za Stanisława Augusta. 



76 

źego Narodzenia oznaczonych. Otóż owe wydarzenia, ściągające 
się do narodzenia, dziecięctwa i młodości Chrystusa, uważano 
za stosowne dla pojęcia ludu i dzieci, plastycznie uwydatnić 
w urządzonych po kościołach jasełkach ^). 

Pierwszy do nich pomysł podał św. Franciszek z Assyźu, 
żyjący we Włoszech od 1182 do 1226 roku. Zjawiły się one 
tedy najprzód w całej Europie po kościołach, będących pod za- 
rządem zakonników reguły św. Franciszka, a z nimi przeszedł 
ten zwyczaj i do nas. 

Podług notat, jakie posiadamy do historyi Warszawy, naj- 
dawniejsze jasełka wystawiane były w kościele św. Anny przy 
Krakowskiem-przedmieściu, gdzie pokazy wano nadto już nie w ko- 
ściele, ale w izbie gościnnej przy furcie klasztornej kołyskę 
Chrystusa Pana. Była to kolebka suto w kwiaty i bogate mate- 
rye przystrojona. W kolebce leżała osóbka Pana Jezusa^ miary 
zwyczajnego dziecięcia, 'a nad nią stały figury N. Panny i św. 
Józefa. Wystawiano ją raz w rok w sam dzień Bożego Narodze- 
nia, w którym to czasie odbywały się przy niej śpiewy i grała 
muzyka. Najpiękniejsze atoli jasełka ruchome pokazywano je- 
szcze na początku zeszłego stulecia w kościele św. Antoniego 
(Reformatów) przy ulicy Senatorskiej. Była tam urządzona szop- 
ka, w której lalki na sprężynach wyprawiały rozmaite sceny 
z historyi Narodzenia Pańskiego. Lecz gdy często zaczęto przy- 
tem pokazywać niesmaczne dziwolągi, obrażające przybytek 
święty, z tego względu zakazał je najsurowej biskup Czartoryski, 
nietylko w Warszawie po wszystkich kościołach, ale i w całej 
dyecezyi, dekretem wydanym w r. 1711. Za jego przykładem 
zakazywali podobnych przedstawień i inni biskupi. Zaczóm, ru- 
chome jasełka zupełnie z kościołów usunięte, przeniosły się do 
prywatnych domów i zakładów przemysłowych. Takie prywatne 
jasełka były w r. 1749 na Pradze pod Warszawą w domu oby- 
watela tamtejszego Zawadzkiego. Składały się one z tysiąca 



^) Obacz Gołębiowskiego: Gry i zabawy. — Pamiętnik religijno" 
moralny, Warsz. — Kalendarz warsz. Jaworskiego na rok 1856: 
Szopka przez Sewerynę z Żochowskich Pruszakową. — Tygodnik 
illustr, Warsz. 1860, n. 15: Szopka warszawska p. Wacł. Szy- 
manowskiego. — Pamięłnik muzyczny i teatralny. Warsz. 1862. 
2 — 15: Jasełka p. Józefa Sikorskiego. 



K^J 



77 

figur, wyprawiających obok nabożnych i świeckie najzabawniej- 
sze sceny, na których oglądanie spieszyła cała Warszawa. 

Przeistoczone w ten sposób jasełka, zmieniły się z czasem 
na obnoszone po ulicach szopki, które właściwie są pomysłem 
francuzkim ^). Niejaki bowiem Jan Brioche, dentysta w Paryżu, 
będący w krytycznóm położeniu, aby się z kłopotów wydź#ignąć, 
wpadł na myśl nowego zarobkowania, urządzając w roku 1680 
przenośne jasełka, i z takiemi szopkami zwiedzał Francyą i kraje 
okoliczne, gdzie dużo zarobił pieniędzy. Tak zaś były zręczne 
i sztuczne w tych szopkach przedstawienia, że w Szwajcaryi 
oskarżono go o czary i wzięto do więzienia, z którego wtedy do- 
piero został uwolniony, gdy wyjaśnił mechanizm swojich lalek. 

Brioche umarł w r. 1700, lecz szopki jego miały już wzię- 
tośc ustaloną, a coraz dalej rozpowszechniając się, ukazały się 
obnoszone po ulicach Warszawy pierwszy raz w r. 1701, jak to 
zapisał w swojich notatach obywatel warszawski Janicki. Z po- 
czątku współzawodnicząc z jasełkami po kościołach , przedsta- 
wiały one także wyłącznie sceny religijne, ale gdy tamte upadły, 
zaczęły włączaó rzeczy świeckie, przeplatać je śpiewkami, naśla- 
dować przedstawienia teatralne i t. p. Wreszcie stopniami z rąk 
do rąk przechodząc, zeszły na rodzaj przemysłu, który teraz 
wyzyskują dowcipni i obrotni ulicznicy warszawscy. 

Ł. Gołębiowski (według Kitowicza) mówi: „Był zwyczaj, 
że po kościołach ruchome pokazywano jasełka. Najpiękniejsze 
w Warszawie bywały u ks. Kapucynów, Reformatów, Bernardy- 
nów, Franciszkanów; okazywano je od obiadu do nieszporów. 
Wyobrażały narodzenie Pańskie, trzech króli, inne przytóm sce- 
ny : to wojskowych, to pochód, zabawy, miłostki i tańCe ; to 
szynkarkę, dojące krowy dziewczęta; to dziadów, żyda nareszcie 
oszusta, którego porywał i unosił diabeł. Że sceny i deklamacye 
pokazujących, za-nadto silne wzbudzały śmiechy, uniesienia ra- 
dością hałasy, a czasem bywały gorszące, przychodziło do tego, 
że zgromadzenie widzów i pokazujących sztuki, rozganiali słudzy 
kościelni. Zakazał nareszcie jasełek ruchomych po kościołach 
Czartoryski, biskup Poznański. Wszakże gdzie -niegdzie pozostały 
doborniejsze, więcej pobożne, nieruchome szopki; i te spowsze- 



1) Tygodnik illmłr. Warsz. 1867 n. 381. 



^ 73 

dniały atoli; przeniosły się jednak, zwłaszcza pierwsze, do par- 
tykularnych domów, do szynków. Okazywano je w stolicy, po 
miastach, miasteczkach i po wsiach od Bożego Narodzenia aż do 
Zapust; bawiły lud i dzieci; czasem i możniejsi przypatrywać 
im się lubili, a przedsiębiorcy okazując je, śpiewali pieśni z kan- 
tyczek, prawili oracye, brali nagrodę, która niemały czasem przy- 
nosiła im dochód z całej pielgrzymki'^. 



Szopka warszawska. 



Szopki pokazują się już w pierwsze, a bardziej jeszcze 
w drugie święto Bożego Narodzenia na ulicach Warszawy, zkąd 
są wzywane do domów prywatnych dla uweselenia dzieci i słu- 
żebnej gawiedzi. Kuryer Warszawski z r. 1848, nr. 18, pisze: 
,, Wyjrzyj tylko ze zmierzchem na ulicę, a spotkasz się niewąt- 
pliwie w krótkiem bardzo czasie, z niejednem towarzystwem ża- 
ków, z których najsilniejszy, jak ów Atlas, co podług podań 
bajecznych, kulę ziemską dźwigał, dźwiga ogromną szopkę 
z jasełkami; reszta zaś jego towarzyszy, cudacznie ubrana, 
otacza tę główną figurę, niosąc różne rekwizyta do szopki przy- 
należne. Wezwani do domów, żaki owe, przy okazywaniu szopki 
i figurek w ruch wprowadzonych, recytują niekiedy oracye, 
a głównie nucą pieśni rozmajitej treści^. 

„Szopki warszawskie (jak twierdzi Anczyc) nie dorówny- 
wają krakowskim. Składają się zwykle z dwóch czworobocznych 
wieżyczek, niezgrabnie z papieru uklejonych, pomiędzy któremi 
dach zwyczajny papierowy się wznosi ; długość ich i wysokość nie 
przechodzi trzech stóp, i zwykle jeden człowiek na plecach je 
nosi. Przybór wewnętrzny niedbały, firanki nie odznaczają się 
czystością, ani ozdobnością sukienek. Przedstawienie samo ró- 
wnież niema wartości pod względem pamiątkowym ani w dyalo- 
gach ani w pieśniach* (obaoz: Lud^ Serya Y, str. 209). 

Nadmieniamy, iż jakkolwiek sąd Anczyca surowy, do ogółu 
szopek warszawskich zastosowany, może być słusznym, to jednak 
w szczegółach bardzo liczne widzimy .wyjątki, gdyż wśród mało- 



79 



znaczących ukazują się szopki większe, ozdobniejsze, a i dyalogi 
dosyć przy nich bywają zajmujące ; lubo nie przeczymy, iź — 
dawniejszymi mianowicie czasy — często i niedorzeczne także 
słyszeć się wśród nich dawały elukubracye. Okoliczność ta spo- 
wodowała niektórych literatów i nauczycieli warszawskich do za- 
stąpienia ich utworami lepszej faktury; wszakże w drugą yrpa- 
dnięto ostateczność, dając dyalogi gładkie wprawdzie i rozunme, 
ale najczęściej bez interesu dla badaczy, jako pozbawione na- 
turalnego wdzięku i dziecięcej nieraz prostoty w pieśniach zawar- 
tej i gadkach tradycyjnych. 

Przedstawienie rozpoczyna zawsze jedna z pieśni kolendo- 
wych, narodziny Chrystusa opiewających, znanych z kanty czek. 

Po jej ukończeniu, podnosi się zasłona szopki, i występuje 
na scenę kominiarz, który śpiewa: 



U 



M 



^^ 



^^ 



^^eK 



vŁ— U— V- 



Choć'em czarny choć'em brzydki a— lem chłopiec grzeczny, nie dbam wcale 



|iLcJL.gJluJ^ ^^ 



na dźwięk mamy kiedy^m po~zy— teczny. 

1. Choć' em czarny, choć' em brzydki 2 
ale'm chopiec grzeczny, 
nie bdam wcale o dźwięk marny, 
kiedy^m pożyteczny. 

3. Za cóż ja wam tak niemUy, 
za co wam obrzydłem? 
Kogo zbrodnie oszpeciły, 
ten-to jest straszydłem. 



Co-by to na świecie było, 
gdyby nas nie stało? 

Dla tej myśli wszystko miło, 
ruszam w komin śmiało. 



Potem ukazuje 
cach i śpiewa: 



się chłopiec z woreczkiem piasku na ple- 



^Ł 



X f r r JJS^M- i r r r 1 1 f^ ^ 



Piaskarz Jestem 



^LS^n^^^^m^ , 



swego ro— du, nacier— pię się zimna, gło— da, 



Pia-ska 



bia ~ łe— go 



wi 



— śla 



ne^go. 



80 



Piaskars jestem swego rodu, 
nacierpię się zimna ^ głodu. 
Czy mam narzókaó dla tego, 
ton glos leci z gardła mego: 

piasku białego, 

wiślanego! 
Piaskarz jestem z mego rodu, 
z piasku żyję i dla niego, 
nacierpię się zimna, głodu; 
czy mam narzekać dla tego. 

Piasku białego, 

wiślanego. 



2. Niech alegant głodny, modny, 
błyskotkami bidę kryje; 
ja wytropię i pokażę 
i opowiem, jak on żyje. 

piasku białego, 

wiślanego ! 
4. Niech alegant płacze, śiocha 
przed ołtarzem modły wznosi, 
że pod pachą złego nosi, 
każdej powiem, co go kocha* 

Piasku białego, 

wiślanego! 



Po nim wychodzi na scenę druciarz Góral i śpiewa pieśń 
rzewną, zamieszczoną w Seryi XIII n. 98. 



Druciarz. 



m 



^a: 



-0-=F- 



8to— ji mała 
mieszka moja 



is^ 






btai 



-R- 



i^i 



-V— V- 



S.-M 




Tam da— l<t — ko sa gó— ra— mi 

a w uiej k dwiema siostrzyczka — mi 



chatka, Wssystkie tny się 
matka, wszystkim w oczach 



^li^ ^g^ 



zasmu— ciły 
łzy stanęły, 



e miał po — rzucić, 
bo Jak się nie smucić. 



Po druciarzu wpada rześki Krakowiak w czerwonej roga- 
tywce, z peleryną u sukmany, zdobną w świecące blaszki i z mo- 
sięźnemi kółeczkami u pasa, i śpiewa: 



Nuta Ser. VI, nr 659. 



t 



^ 



e 



^^ 



^ 



^~~rv- 



la-d 



^^ 



Kra— ko— wiacek ci ja nie la— da nie la— da, 
niecłi za mn% za — świadcy ca— lut— vka gro— ma— da. 

fH h 



Jak do karcimy 
Jak sie za łby 



J 



5 



^^ 



ł— dc Jak gorzał— kę P»— Jc* 
wodzę, Jak się w karczmie bi— Ję. 



tekst ob. Lwd, Ser. VI n. 271. 
Niebawem wsuwa się tóź i pożądana przezeń Krakowianka^. 



81 



m 



fc 



Lzj. g--M-D =uSagrf- H+7X ^"^ 



I 



Od te— re— ma do te-— re— ma je— sce mo— ji Ja-gny niema. 
Wychodź Jagna, wychodź żywo, bo cię ce— kam nie— cierpli— wo. 




O— li da da -li da 



je -sce mojl 
bo cię celiain 



Jagny nie — ma. 
niecier— pli — wo. 



Kiedy rola zaorana, 
będą dobre żniwa. 
Ja się roboty nie boję, 
jestem tęga dziwa. 



Cyli w piątek, cy w sobotę, 
nie będzie mitręga, 
ja się roboty nie boję, 
Krakowianka'm tęga. 



Poczem ucałowawszy się , stają obok siebie , a dotykając 
się bokami, intonują razem: 

6, 



f^Tj -f f^;-fe ^t^ aa^pr ^ ^ 



Al— boimy to ja— cy ta — cy, toć— ray kra— ko— wia~cy, Cerwo — na 

fartueh o - 



:^ 






ca - pe— cka 
ko-ii-sty 



i bia-ła snk— ma— na, 
i wianek ster— dzi— sty. 



Złożywszy publiczności ukłon, odchodzą. Czasami jednak, 
nim odejdą, wpadnie na scenę małe krakowskie wesele, które 
wraz z niemi skacze, a muzyka przygrywa: 



. I Imo I I 2do 



^ 



Imo ^ 2do 



Gdy się wesele wyniosło, pojawia się majtek w kurtce 
i gatkach z płótna żaglowego, z wiosłem w ręku, któróm wciąż 
machając, śpiewa: 



XMOWtz«. Tom I. 



82 
8. 



i 



:*:li 



m^ 



fi^^-^-wm 



m^iłlL^ 



mxZSd 



f= 



kami. 



l£ą| — tek abogi pościł się da morse, sostawił ioD— kę slicinicjssą jak zonę. 
Żono kocha— na, ccyjei tojestdsitoe. Mciu kocha — ny, Pan Bóg mu dal iycie. 

tekst obaoz Ltid^ Serya XVII, nr. 13. 
Po nim wychodzi Niemiec, Francuz, lab też Węgier z olej- 



^ 



r=¥=^ 



^ 



Po -lak Węgier dwa bra— tanki, i do ssabli i do asklanki. 



f 



fiSrrrri 



, ^.krf,rr. l i^.^r.K:^^T^y^ff ^ 



Czy w Warszawie czy to w Badzie, zawsze mysmo do— brzy ladzie. 

Po odejściu węgierskiego olej karzą, wyskakuje dziarski 
Mazur i Mazurka i tańczą mazura, do czego przygrywa muzyka. 



Ob. Ser. XIII. nr 112, Ser. VI. nr 586, 



10. 



Ł 



H fi m I) j7]\ nrm^fr^ 



ic 



(lub w D dar) 



^^ fj r-^ rzit.!' ■"" ^^^ Lj 



'J Śf •^"' 



Po Mazurze wychodzi Wielkopolanin w szarej kapocie 
i wysokim kapeluszu. 




i > dc (sobie) do m^J lu— b*J bei bo-ry bez U— sy. 



Teraz wpada na scenę w podskokach i pi;y9iudach Kozak 
i śpiewa: 



8S 



12. 



^^ g^^S^Ll^ ^ g gi 



Jedaie koza^ a IT— kr«— Jiny pod— ków — ka 



kr»t— sxe. 




1. Jedzie kozak z Ukrajiny, 

w podkóweczki krzesze, 
jedzie za nim grzeczna panna 
zloty warkocz czesze. 

2. Gzesi^a go grzebieniem, 

ezesala go szczotką, 
smarowała miodem gębę, 
żeby miała i^odką. 



3. Siedzi baba na dachu, 
trymaje tabak u, 
przyjechali kozaki: 

dawaj babo tabaki! — 
— Ja tabaku ni -maju; 
dawaj babu samuju! 
Obacz Lud, Ser. V, str. 217, n. 24. 



13. 



I^ł t r r ''(■ \ i f- 



-^-v- *t 



^m 



: Ma t&i góiae 



mo — gi — la, 



"^5 

sta— ja— ła tam daiewcsyi^a. 



^[^rr/inT^ 



1. Na tej górze mogiła, 2. Pójdź krozaku Zawoju, 

stojała tam dziewczyna, ja ci konia napoju, 

ówiet kaliny łamała, i siana mu założę, 

na kozaka kiwała. i wody mu naleję. 

! ' 3. I wieczerzę zgotuju 

i sama się najedżu.: 
Białe łożer ^ścielę, 
i sama. się układę. 



14. 



— 'Miała matd *- linka iste—den córek la — .z«mf Je— dn^ by— Jo> . i 



«Re— d^ by— ło 
6* 



84 



U~li— J*iina, dru— gi by — ło Ma— ryjanną, by— ło 



^ 



Ma — ry— Jan— na 

Ka— tii7— na, ccwaily by — ło Podpe— ryna, by— lo Pod — pe— ly— na 
T«— o— (lora, ał— «ty by — ło Naaia— bryna, a •iódm^J Ko — tty-Ja. 

MMa matulińka Biedmiu synów razem: i Uryś i Baryś i HryU i Baryła, 

i Iwan i Dywan i Nikita sam. 
Ser. Xni n. 402. 

Wchodzi następnie na scenę odstawny żołnierz, i (niby -to 

po rossyjsku) śpiewa: 

15. 



^ 



^ 



^ 



)' A U-m;, 



^ 



^^ 



^ 



Szto ja bl— dny 



sołdat, seto Ja na— ro — dii sla, ko— nik wrody 



3^ 



^ 



ja mo— ło— dy seto ja nie ie — nlł sia. 



1. Szto ja bidny solda t, 

szto ja narodił sia, 
konik wrody, ja mołody, 
szto ja nie żenił sia. 

2. Kazała mi maty 

konika predaty, 
a mnie maty, a mnie maty 
na wojnu wysłaty. 

3. Jedź synu na wojnu, 
wojnu niespokojnu, 



4. Z wojny pryjicbaty, 

nima szczo kuszaty; — 
nad haziajką, nad haziajką 
szablą wytręsaty. 

5. Haziajką sia boji, 

pry kominku stoji, 
a kozaczek w lustereczki 
wuśiki se stroji. 

6. Wuśiki (wąsy) se stroji ^ 

czuprynę czku musce: 
a daj -że mi^ Panie Boże, 
do Bossyji jesce. 



a skoro sia skończy wojna, 
to pryjiżdźaj do mnia. 

7. Boć ta w tej Rossyji 
jest - ta chleba dosió , 
a w tej w Polszce jeszce sie trza 
o karto^ki (kartofle) prosić. 

Zaledwie żołnierz zeszedł ze aeeny, a już wskakuje na ni% 
wąsaty huzar i śpiewa: 

16. 



|i'ti.f,rn(;,rnitj.f; i i^jfti 



Jestem ei ja u — sar 



społku «e-8ar — akie— go. 



l^if]^ \ pl^^ \ n'f}M,r^^: \ I 



ale znaj— ^ie na fwie^ele drugie -go ta — kiego. 



1. Jestem-ci ja uzar 

z piUku cesarskiego y 
nie znajdzie na świecie 
drugiego takiego. 

2. Kędy ja stojalem 
dwa dni na kwaterze 

w Warszawie u żyda, — 
dziś zaśpiewam scórze. 

3. Tam to przy ulicy 
onej Ogrodowej, 

u staro-zakonnej 
Sury Abramowy. 

4. Slicną-ci kwaterę 

przez te dwa dni miałem , 
szczęście, że z drabiny 
karku nie złomalenu 

5. A ja uzar miody, 
chcąc swojej wygody, 
proszę ją o wódOkę, 
ona dała wody. 

6. Ja się rozgniewałem 
na żydówkę młodą, 
wąsa podkręciłem, 
tupn^em se nogą. 

7. Ściany się zatrzęsły, 
szyba w oknie pękła, 
aż się Abramowa 
klassycznie przelękła. 

8. — O co panu chodził 
cokolwiek szabasu, 
zlituj-że się waspan, 
nie rób mi hałasu. 

9. Dam waspanu wódki, 
na przekąskę chały, 
aby te strzelania 

w domu poprzestały. 



85 



10. 



12 



13 



U, 



— Ja'm się wódki napił, 
jeszcze^m bardziej hojny, 
aż Abram wychodzi: 
,bądź waspan spokojny! 

11. — O co panu chodził 
cokolwiek szabasu, 
zlituj-że się waspan, 
nie rób mi hałasu!'' 

— Ja'm się barszczu najad(ł), 
znowu po swojemu: 

— idź-że z Panem Bogiem^ 
daj pokój każdemu. 
Już się szabas kończy, 
trzeba nam się cieszyć, 
świczki pozapalać, 
do bóżnicy spieszyć. 
Albo wór na plecy, 

handel! — handel! — śpiewać, 
Surę z bubrem wysłać, 
choć się będzie gniówać. 

15. Na to nie uważaj, 
niech śledziem handluje, 
niech żyd jako może, 
gojmów oszukuje. 

16. Na to nie uważaj, 
chociaż w kark dostanie, 
zawsze trza pochlebić: 
kup, wielmożny panie ! 

17. Żyd-ci, żyd, żydem był, 
i żydem zostanie, 

choć mu brodę zgolą, 
już ma odwołanie. 
Tu do żydówki: 
Daj buzi! bo już sie siabes kończy. 
(Uzar ją ciUuje i ucieka) ^). 



Zaledwie huzar zeszedł ze sceny, wpada kilku chłopców 
z dziewczyną, i skaczą przy śpiewie: 



^) Prócz tych śpiewów, wtrącają często różne aryjki z oper, pieśni 
rzewne i czułe melancholików i więźniów i t. d., Uóre wkła- 
dają w usta różnym figurkom, ubranym z miejska lub ze szła* 
checka, występującym na scenę między wyżej opisanemi. 



8&- 



i 



^p 



17. 



^^ 



=t=fC 



Za gó — r»- 



i=^ 



^^- 






ca la — sa— mi 



Ifał— go— rsatka s chłopi — ka-mi 



»-- tr-S- 



^BE^^^ 



tan -ł co— va— ła 



3. 



4. 



Za górami, 5 

za lasami 
tańcowała Małgorzatka 
z cblopakami. 

PrzyszecU ojciec, 6, 

przyszła matka: 
pójdź da domtt, pójdź do doma 
Malgorzatka. 

Oj nie pójdę, 7 

daję słowo- 
mam czepeczek, mam czepeczek , 
suknię nową. 

Mam sukienkę 8< 

z falbanami, 
i czópeczek i czepeczek 
z wstąieczkami. 



Małgorzatka 

tańcowała, 
póki się nie, póki się nie 
podstarzała. 

Nie ma już pięknej 

kochanki ; 
Baba nosi, Baba nosi 
obwarzanki. 

Ojciec, matka 

leżą w grobie; 
Małgorzatka , Małgorzatka 
ślocha sobie. 

Pocznie w zimno 

w palce dmuchaó: 
oj trza było, oj trza było 
matki słuchać. 
Lud, Ser. IV n. 247. 



Po ich odejściu, wchodzi na scenę żyd i wyrzeka wciąż: 
aj waj, aj waj! (o weh!). Wkrótce potem przybywa zgrabna jak 
panienka Żydóweczka^ a chłopcy za sceną śpiewają: 



W 



18. 



^^^^^^^^ 



dtzi 



T-^JE 



W—^- 



-V — u — \/- 



Indzie iy — dek drogą płaece lamen-ta-^Je. 



Gt^^ iyd— kn płaesMsK 



^P^^^^l^^^^ 



Rad— by ja. 



$S-^ 



Panna go się do— py — ^tu— Je. ie— by ie— by 8niadH~neetko ? 



m^4-r^ą-i^ 



Jad— by ja. 



Jad — by ja, 
Źyd ska— C7.e 



źvd ska— cse. 



2. Idzie żydek drogą, 
Płacze, lamentuje. 
Żeby do pokoju? 

Radby ja. 
Panna go się użaliła, 
do pokoju go wpuściła. 
Żyd płacze. 
Idzie źydek drogą, 
płacze, lamentuje. ' 
Żeby do łóżeczka? 

Radby ja. 
Panna slużeezkę posłała, 
łóżeczko mu słać kazała. 
Żyd skacze. 

Poczem tańczą tak zwanego Ghussyta (Chassydym). 

19. 



1. Idfiie żyd^k drogą ^ 
plaeze, lamentnje. 
Czego żydku płaczesz? 

Radby ja. 
Panna go się dopytuje: 
żeby, żeby śniadaneczko ? 
Jad(ł) by ja, 
3 




I=j7l77ffa^f3:^t4fr I H^f^S^ 




Żydzi stawaj ą W tym tańcu naprzeciwko żydów, a żydówki 
naprzeciwko żydówek, i kiwając się robią do siebie lekkie pry- 
siudy, wreszcie obracają się jedni koło drugich, nie dotykając 
się rękami. Wreszcie biorą się wszyscy za ręce i formują koło. 
Po kilkokrotnym obrocie koła w prawo i w lewo, chwyta każdy 
żyd swoją żydówkę w pas i rozpoczynają polkę szybką (Choj- 
nackiego), zwaną Fajgełe-Bajgełe. 



Polka. 



20. 




S^^M 



88 



■~J .rf r^f, 



^ 



k- 




Gdy tancerze znikli ^ ukazuje się król Herod w purpuro- 
wym płaszczu f złotej koronie na głowie i z berłem w ręku, 
i śpiewa: 

21. 



Jnrrrr^TTTTc^irr.rrr |/7Ł 



i 



Dziś dzień Herodzie, dziś dzień Bogaczu, dziś dzień wesela, a — le nie płaczu. 



^^ 



^^=f^ 



S=^=fn=F 



^S=^JIrf>rrrlf rJ-OJ 



i/— i/- 



Jak słońce 8w 6 — ci ir słonecznym ko— le nj— -rzy TO«ko~8zy na swyitt pa— do— le. 

Dziś dzień Herodzie, dziś dzień Bogacza 
dziś dzień wesela, ale nie płaczu. 
Jak słońce świeci w słonecznym kole, ^ 
ujrzy (użyj ?) rozkoszy na swym padole. 

21. 

Herod (mówi): Jestem król Herod, z miesiącem, gwiazdami, 
cały fermanent pod memi nogami. 
Nie ! — dochodzi mnie jaka-taka nowina , 
co jest w Betlejem dziecina, 
że ma za mnie panować, 
i w tej Judeji królować. 
Nie dozwalam tego! 
Proszę mi zawołać ferdmarssałka mego, 
lub syna mojego. (Dzwoni). 

Wódz czyli feldmarszałek wchodzi i zapytuje: 

Stoję' ci królu mości 
i słucham jak dzwonka powinności. 
A co królu rozkażesz, i Panie , 

natychmiast się stanie. 

Herod. Dobrze! ferdmarssałku ! 

wszystkie małe dziatki rąbajcie, siekajcie, 
i memu synowi także pardonu nie dajcie I 



89 



Wódz wychodzL Herod się przechadza niecierpliwie^ 
Po chwili wódz wraca i mówi: 

Już wyrąbane i wysiekane wszystkie małe dziatki. 
Jedenaście tysięcy na placu złożyli, 
i twojego syna ze świata zgładzili. 

Herod: Cóż za mama godzina, 

co'm stracił swojego syna. 
Z tego smutku i frasunku 
niech mi przyjdzie straszliwa śmierć do poratunku. 

Śmierć się pokazuje z kosą w ręku. Herod zadrzai i poczyna 
iaiowaóf że jej wzywał. Glos z poza szopki odzywa się. 

Tak nierychła pora, 

wychodzi śmierć skomora (y. skora). 

I już chciałaby się* porwać na króla mocnego, 

który ma pałasz u boku swego. 

Śmierć się zamierza^ podnosząc kosę* 

Herod: Acht stój! damo jasnej kości 
i utamuj swoje złości. 
Dam ci purpurę złotą. 
Żebym był wiedzii^ o tóm, 

że mnie masz tak marnie z tego świata zgładzić, 
wolałbym cię na swój tron posadzić. 

Śmierć: Nie wtenczas królu do wyroku, 

kiedy straszliwa śmierć przy boku. 

Nie pomogą złote purpury, 

kiedy śmierć weźmie w swoje pazury. 

Herod: Ach, stój! damo jasnej kości, 

dam ci złotą purpurę, okryj swoje kości. 
Chciałaż-byś się porwać na króla mocnego, 
który ma pałasz u boku swego. 

Śmierć: Dziś ja od ciebie mocniejsza, 

królu Herodzie! 
bo miesiąc z gwiazdami, 
cały fermanent pod memi nogami* 

Tu ucina głowę Herodowi* 

Śmierć: Wychodź czarcie, bierz co swego, 

nabrojił on tu dosyć złego. 

Wchodzi djabei, 

Djabel: Dręczyłeś, męczyłeś niewiniątka swoje, 

teraz będę dręczył, męczył, w piekle duszę twoje. 



^0 

Chodź na łyse-góty, 
tam ja ściągnę z ciebie skóry. 

A potom chodź do piekła, 
tatk)'oi się juł kukiełka upiekła. 

Djabei porywa i unagi ciało Heroda. 



Wchodzi dziad .w zakonnym kapturze, i potrząsa torbeczką 
prosząc o datek: 

22. 

i 



rii(rr,Jr ; J I JT- j J I J J j^ill^ 



Berna— dyn— cł 



• n ITT 

niemam uic go — dne --> go, 



niemam nic godnego; 
tylko pantofelki 
z drzewa lipowego. 



u— bo — gi 
tylko pan— to — fel — ki s drzewa li— po — we — go. 

1* Bemardyn-ci ja ubogi, 2. Paciorki kokowe^ 

co u pasa noszę, 
. a ja państwa dobrodziejstwa 
o pieniążki pros^. 

Serya XIII, n. 413. 
Wlaz(ł) do jeziora, — i umaczał się, 
właz do komina, — i ususzył się. 
Spalił sobie rękawice 
. i półtory nogawicy. 

23. 



i 



— ^ — ■ 



^ 



^ 



\ i f J f. 



??=?= 



?= 



V— + 



Wiem Ja će ko— len — dece — kę " w tym do— mu do— sta — nie — my. 



^m 



^ 



-ł- 



w tym domu do— sta 



nie — my. 



Wiem ja że kolendeezkę w tym domu dostaniemy; 
i z wielką tóż radością do drugich ztąd pójdziemy. 
'A. jak nie dostaniemy, 
to w smutku odeódziemy, 
i będziemy rozgłaszali, 
że nam państwo hic nie dali* 
Hej kolenda! 
koleńda ! 



91 _^ 

Ś. Jan Ewangelista. 

21 Grudnia, 

Pamiątkę świętego Jana zachowują w niektórych kościo- 
łach w ten sposób, iż gdy wedle dawnego podania, nic świętemu 
HeArn nie szkodziła na. zdrowiu wpadła w napój trucizna, kapłan 
z^ kielicha . wina kosztować daje. 

i , , .. . ^ 

Młodzianki. 

28 Grudnia. 

Trzeci dzień świąt Bożego Narodzenia, obchodzono niegdyś 
przed laty, równie solennie jak trzeci dzień Wielkiej -nocy i Zie- 
lonych świąt. W czwartym dniu Bożego Narodzenia, na pamiątkę 
krwi młodzianków przez Heroda rozlanej, po mszy z kielicha 
winem obecnych napawa kapłan. 

Młodzianków święto, czyli dzień młodziankowy, raczej -by 
dniem niewiniątek (festum Innocendum) zwać się powinien. Ba- 
dowały się zawsze w tym dniu dzieci z upominków, które im 
W tym dniu dawano, z zabaw różnych, i z widoku wystawują- 
cego wprawdzie okrucieństwo Heroda, ale z tysiącznómi pomię* 
szanego śmiesznościami. 

Ś. Sylwester. 

31 Grudnia. 

Wigilia Nowego roku. 

Święto Sylwestra czyli Lasoty, na ostatni dzień roku przy- 
pada. W wielu domach jest w używaniu niemiecki zwyczaj ob- 
chodzenia go zabawą, i czekania w licznej drużynie godziny 
dwunastej północnej^ by słowem i kielichem uczcić przybycie 
roku nowego. 

Wójcicki mówi, iż: Wigilia Nowego roku i dzień jego 
pierwszy, jako radosna chwila saezęśłiwie pcz«hytego,<a iladzteja 
przyszłego, życzemom powodzeń i upoiainkom rodzimtjm prze- 
znaczona. 

£>; Qołębiaw8ki (Lud polski, str. 315) mówir ^We^my na 
ttwa^, że podobnież jak Bzym zaczyna rok kościfriny od Bo;^ 



92 

iego Narodzenia, i my go zaipewne tak kiedyś zaczynaliśmy. 
To nam wyjaśni, dla czego wiele zwyczajów spólnych jest wilii 
Bożego Narodzenia i wilii Nowego roku. Na łowach i w karty 
szukają w oba tych dniach szczęśliwej na rok przyszły wróżby ; 
inny obyczaj (miłości, datku) już samej tylko wilii Nowego roku 
służy; może przedtóm i pierwszej należał. Szczęścia w miłości 
szukają, pozyskując od ulubionej osoby łaskawe słowo albo po- 
darunek jaki; pomnożenia dostatków, przez jakiś datek od mę- 
żniej szych. Ztąd może pochodzi i żartobliwe przywłaszcze- 
nie sobie w tym dniu cudzego sprzętu jakiegoś^ który potem 
zwracają uczciwi , — zachowują zaś, co politycznie i niby-to go- 
dziwie ukradli, źli ludzie**. 



8 T Y C Z E j>^. 



Kalendarz warsz. Gałęzowskiego na r. 1880 mówi: 
<„Możeby naród żaden lepiej od nas źrócUosłowa każdego 
z 12tu miesięcy wyprowadzić nie mógł. Tak Styczeń można 
brać z Kopczyńskim od stykania się roku starego z nowym; 
albo wedle Gołębiowskiego od życzenia w dniu tym niegdyś po- 
wtarzanego: „Bóg cię stykaj!* albo nareszcie z wyrazu Sty- 
dzeń lub Studź eń, który w języku sławiańskim zimny lub 
mroźny znaczy; wszak i teraz: studzić i ziębić są jedno- 
znaczne wyrazy. Styczeń jest u nas miesiącem najtęższej zimy. 

Nowy-rok. 

1 Stycznia. 

Ten dzień, iż nietylko miesiąc ale i rok nowy zaczyna, odda- 
wna w narodach uobyczajonych, chrześciańskich^ świetnie i z na- 
bożeństwem był obchodzony, jako czas upominków, oświadczeń 
i życzeń, o których spełnienie łaski Niebios się uprasza. U nas 
bardzo wygodną modą są świstki (kartki czyli bilety), znaczone 
nazwiskiem, godnością osób i pierwszćmi zgłoskami życzeń. 

Ł. Gołębiowski {Lud polskie str. 291) mówi: .Przedtćm 
na Nowy rok spotykano się z życzeniem: .Bóg cię stykaj!* 



93^ 

Polecano się tym sposobem błogosławieństwu ^Wszechmocnego. 
Znakomitszym członkom rodziny, osobom, dla który<^h były obo- 
wiązki, albo komu przez to uszanowanie okazać chciano, dzieci 
prawiły oracye, żaki perory, sadzili się na koncepta 
dworscy, i ksiądz z ambony kończył swe kazanie , dziedzicowi 
i wszystkim parafijanom winszując. Podobnież za powrotem z ko- 
ścioła, na obiad zaproszeni goście oświadczyli życzenia, by rok 
zaczęty przepędzony był w zdrowiu i szczęściu i nawzajem od- 
bierali powinszowanie. Ci^ których się spodziewano, a przybyć 
nie mogli^ wyrażali to na piśmie przez umyślnych posłańców 
i listowną otrzymywali odpowiedź. Wiedziano każdemu co życzyć: 
tym dostatków, tym wyższych dostojeństw, rodzicom pociechy 
z dziatek, pannom i kawalerom dobrego zamęźcia i ożenienia, 
a wszystkim błogosławieństwa niebios i długiego wieku (życia). 
Dziś (1829) to wszystko wyszło z mody. W mieście biletami i) 
wizytowemi (w kopertach) z wyrażeniem swego imienia, nazwiska, 
urzędu i z dodaniem początkowych tylko liter po francusku 
p. f. 1. n. a. (pour fćliciter la nouyelle annće) albo po polsku 
z p. n. r. (z powinszowaniem nowego roku), które służący roz- 
nosi lub powozem pańskim rozwozi, cały ten obrzęd się odbywa. 
Nie sili się tu dowcip, unika się trudu wszelkiego^ ale tćż grze- 
czność i uprzejmość starożytna niknie; dopełnienie jej lokajom 
i próżnej karecie przekazane; pan się tem nie zmęczy ani pani. Co 
do prowincyi: tam się tylko jedzie na nowy rok pospolicie, gdzie 
się wielkiego zebrania, wspaniałej uczty i tańców spodziewać 
można, jak np. bywało to w domu Steckiego , chorążego wiel- 
kiego koronnego. Mruknieniem słów kilku za przybyciem odbywa 
się powinszowanie, i jak gdyby to ciężyło niezmiernie; jeszcze 
z tego pokątnie szydzą* (P). 

Furmani, rozwożący piwo po szynkowniach w Warszawie, 
kładą w nowy rok na siebie odświętny ubiór i zebrawszy się po 
kilku, chodzą od szynku do szynku, a stanąwszy na ulicy prze- 
de drzwiami sklepowemi, obwieszczają klaskaniem z biczów, iż im 



^) Obecnie w miejsce rozsyłania szczególowego biletów i kartek, 
ogłaszają niektórzy ogóhiikowo te życzenia w jednóm z pism 
publicznych, dołączając do ogłoszenia datek pieniężny dla 
ubogich. 



94 



flię należy wynagrodzenie za całoroczne trudy. Elaskaiiie to jest 
zarazem powinszowaniem noworocznćm. 

Przesąd. To, oo w nowy rok robiłeś, będziesz robił 
przez cały rok. Jak ci się wiedzie w nowy rok, tak ci się bę- 
dzie wiodło przez cały rok. Jeśli odbierasz (lub wydajesz) pie- 
niądze, będziesz je odbierał (lub wydawał) przez rok cały. 

Wójcicki przytacza kilka przysłów, odnoszących się do 
przyrostu dnia i wróżby urodzajów: 

1. Na nowy rok, — przybyło dnia na zajęczy skok ^}. 

2. Nowy rok pogodny, — zbiór będzie dogodny (y. dorodny). 

3. Na nowy rok pogoda, -^ będzie w polu uroda. 



4. Na nowy rok jeśli jasno, 
i w gnmnach tóż będzie ciasno. 



5. Gdy nowy rok mglisty, — jeść ci będą glisty. 



24. 



Nuta nr. 33. 

1. Witaj króle wicu, 
niebieski dziedzicu. 
Nowy rok nastaje, 
nam kolędę daje. 

Hej kolęda, kolęda. 

2. Każ spichlerz otworzyć, 
ndm wory przysporzyć. 
Bzuć groehu białko, 
barana do tego. 

Hej kolęda, kolęda. 

3. Dajcie ndm jędora 
z tutejsego dwora. 
Jak jędora zjemy 
łaskę wyświadcemy. 

Hej kolęda, kolęda. 



Od Czerska. 

Dajcie nam pieconkę,^ 
włozemy w kiesonkę. 
Jak pieconkę zjemy, 
łaskę wyświadcemy. 

Hej kolęda, kolęda. 
Dajcie nśm kiełbaskę, 
włozemy pod paskę (pachę). 
Jak kiełbaskę zjemy, 
łaskę wyświadcemy. 

Hej kolęda, kolęda. 
Edz stoły naki^ywać, 
talerze rozgrzewać, 
zęby nie skrzypiało 
to wołowe cii^o. 

Hej kolęda, kolęda.,, ,. 



1) Obacz Lud, Ser. V, str. 25. — Ser. XVn, str. 167- n. i:^ 



95 



7. Dij nńm talar bity, 8. Pani gospodyni, 

bo)l pńn wyśmienity. nie bądź taka sknera; 

I cerwony zloty, daj nam bochen chleba 

dla lepsej ochoty. i półkopy sćra. 

Hej kolęda, kolęda. Wódki flaską i kiełbaską 

rac(z) nas pocęstować. 
Hej kolęda, kolęda! 
Lud. Sejr. IX, str. 117. 
K. Kozłowski: Lud, str. 184. 
(Początek podaje Maciejowski w BibL Warsz. 1860). 



KOLENDA. 

Od święta Bożego Narodzenia poczyna się kolenda. Wy- 
wód pospolity wyrazu kolendy, od źródłosłowu grecko-łacmakń^o 
Kalendae, znaczącego pierwszy dzień miesiąca, jest najstoso- 
wniejszy i najpodobniejszy do prawdy, ^- a nie zaś, jak cheą 
niektórzy, od zginania kolan przed szopką, co miewało miej- 
sce. W^zak na początku roku , pierwszych dni (Oalendae Ja- 
nuarii) niektórzy z cesarzów rzymskich odbierali pospolicie po* 
darki, inni je i ludowi szczodrze rozdawali, na pamiątkę złotych 
wieków Saturna^ w których ludzie datniejsi być mieli. 

Zwyczaj nazwał wyrazem kolendy wszelkie upominki, jakie 
gospodarze czeladzi, rodzice dzieciom, sąsiedzi sąsiadom w tym 
czasie dawali. Czeladź bowiem domowa, kcmiiniarczyki, rzemieśl- 
niczki, muzykanci, woźni, woźnice, królewska nawet liberya cbo- 
dziła przedtóm po kolędzie, jak niemniej duchownie słudzy ke- 
ściebi i żaki (szkolne), — ci ostatni zwykle nucąc pieśni kol^ 
dowe o Narodzeniu Ghrystusowóm. 

£. Gołębiowski (Lud polskie str. 816) powiada: ,)£olęda 
kywała czasem znacznej wielkości i wartości. Magnat dawttł nicr 
kiedy wieś, konto z sutym rzędem, puhar srebrny, albo kiesę 
napełnioną złotemr^ Inni raczyli ofiarą flaszki wódki gdańskiej, 
-piemikdw. toruńskich, albo usposobili się w tychże zapas. Aa 
]^l«yjmeAirania odwiedzających siebie (ich) wtenczas. Tentz-J en- 
Uemie,^ stitegany, sklepy z lalkami, almanaki czyli kalendai- 
i^zyki 'is łacinami cudzoziemskie, a nadewiszystko modmftfki, do- 
>#feteżą}ą :upemiilk6w na kolędę** : . / . - m 



96 

Zajmowała tedy u nas kolęda plebanów, którzy podług roz- 
porządzenia Boborn Piotrkowskiego z r. 1628 odwiedzać wszyst- 
kie domy swych parafijan, obeznawać się z nimi^ spisywać ludność, 
badać o naukę chrześciańsk§ powinni byli. Zwyczaj ten był bar- 
dzo pożyteczny, póki go nadużycie nie skaziło. Pleban gdy miał 
przybyć do wsi z kolędą, organista w przeddzień uwiadamiał 
mieszkańców, obchodząc wieś całą z dzwonkiem. Ksiądz ubrany 
w szaty kościelne, dzwonkiem też ogłaszał swe przybycie do ka- 
żdego domu, i stanąwszy przed drzwiami izby, zaczynał pieśń 
kolędną z organistą i żakami, których brał z sobą, kończył ją 
wchodząc do izby; poczóm dawał krzyż do pocałowania domu 
tego mieszkańcom, i na przygotowanym stole go stawiał. Po prze- 
mowie krótkiej, pytał się domowników o katechizm, a poczęsto- 
wany i obdarzony, odchodził do drugiego domu. Dwory, zwła- 
szcza zamożne^ okazalej przyjmowały kolędujących plebanów, 
i owszem, przyjęcie ich dawało powód w domu szlacheckim do 
wieczornej uczty. Często plebani lub organiści na kolendę wy- 
stępowali z nową swego układu pieśnią, ztąd tyle ich o Bożem 
•Narodzeniu mamy, W wielu miejscach nadania pierwiastkowe 
udzielają wolności plebanom pobierania dani kolędneji zwanej 
Columbatio, nieforemnie przekształconej wyrazem łacińskim, 
a którego i stare prawa krajowe używają. 

Enapski Grzegorz wspomina w swych przyjsłowiąch o zwy- 
czaju, jaki był za jego czasów^ iż wieśniacy złapawszy wilczątko, 
niedźwiadka lub co podobnego, obnosili je po domach, aby coś 
w nagrodę otrzymali, i to się mówiło: z wilczęty (1^^ ^ ^^~ 
^czą skórą) po kolędzie chodzić. Przysłowie; nosić co po 
kolędzie, stosowało się tóź do tych, którzy radzi z domu do 
domu nowiny roznoszą. 

-Jeszcze pamiętam (mówi Wójcicki w Przy słomach), jak 
w Warszawie chodzili od domu do domu małe chłopcy, śpiewa- 
jąc pieśń nabożną z kantyczek: „W żłobie leży^ i t. d. 
i otrzymywali za to nagrodę. W wieczór, służący przebierali się 
dziwacznie, to za wilków^ wdziawszy skórę tego zwierza na sie- 
bie, to za barany, niedźwiedzie i t. d. Tak przestrojeni obcho- 
dzili różne domy, w każdym otrzymując jakowy podarek. Z tego 
zwyczaju powstało starożytne przysłowie: Sięga z nim, by 
z wilczą skórą po kolendzie (Rysiński). Na wsiach po- 
dobnież wieśniaki i parobcy przebrani dziwacznie przychodzą 



91 



z muzyką do domu pana, a śpiewając pieśni o Narodsreniu Chry- 
stusa, proszą o kolendę^. 

Es. Eitowicz w swyoh Pamiętnikach powiada: „Kolenda 
trwała od Nowego roku aź do wielkiego postu. Uwiadomiwszy 
dułem wprzódy przez kogo^ który wieś całą obszedł z dzwon- 
kiem, objeżdżali parafijan ksiądz z organistą, zaśpiewali piosnkę, 
czasem bakałarz i chłopcy winszowali, odchodząc znowu śpie- 
wano. Dzieci i służących kapłan przytem egzaminował z kate- 
chizmu; dziewczęta ubiegały się do stołka, na którym ksiądz 
siedział, w tóm przekonaniu, że która pierwsza usiądzie, ta tego 
roku za mąż pójdzie. Po wsiach dawano księdzu słoninę, groch, 
ser, grzyby, orzechy, owoce, kokosze, po kilka groszy, we dwo- 
rach sporszy pieniądz i raczono księdza^ ^). 




^1? i^ "^ ^ C 9 

PMt«-8skó— wie przyby— wajde, J«mawd7.fęexBłe przygrywajcie jako P»na 

1. W ^dbte leży,*— któż pobieży 3. Najprzód tedy — niechaj Wszędy 



koleń do wać małemu 
Jezusowi — Chrystusowi , 

dziś do nas zesłanemu? 
Pastuszkowie, przybywajcie. 
Jemu wdzięcznie przygrywajcie, 

jako Panu naszemu. 



zabrzmi świat w wesołości, 
że posłany -^ nam jest dany 

Emmanuel w niskośoi. 
Jego tedy powitajmy, 
z aniołami zaśpiewajmy: 

Chwała na wysokości. 



2. My zaś sami— ^z piosneczkaimi 4. Witaj Panie! — cóż się stanie. 



za wami pospieszymy, 
a tak tego -^ malćińkiego, 

niech wszyscy zobaczymy: 
Jak ub6|^o narodzony, 
płacze w stajni położony, 

więc go dziś ucieszymy. 



że roskoszy niebieskiej 
opuściłeś, — a zstąpiłeś 

na te niskości ziemskie? — 
Miłość moja to sprawiła, 
by człowieka wywyższyła 

pod nieba empirejtkie. 



1) Buch muzyczny y Warsz. 1860 nr. 51 : Kolendy p, Józ. Sikor- 
skiego. -^ Oa^eM^^a FoUh% z r. 1868 n. 181. 

Hftzowsze. Tom I. 7 



98 

5. Czem' w żlobeczku, — nie w.tóżeozkn, 

na sianku'! położony? 
ozem' z bydlęty, — nie z panięiy 

w stajni jesteś złożony ? — 
By człek sianu przyrównany, 
grzesznik bydlęciem nazwany, 

przezemnie był zbawiony. 

6. Twoje państwo — i poddaństwo 

jest świat cały, o Boże! 
Tyś polny kwiat, — czemuż Cię świat 

przyjąć nie chce, choć może? — 
Bo świat doczesne wolności 
zwykł kochać, mnie zaś z swej złości 

krzyżowe ściele łoże. 

7. W Ramie *) głosy — pod niebiosy 

wzbijają się Racheli, 
gdy swe Syny — bez przyczyny, 

w krwawej widzi kąpieli! 
Większe mnie dla nich kąpanie, 
w krwawym czeka oceanie, 

zkąd niebo będą mieli. 

8. Trzej królowie, — monarchowie 

wschodni kraj opuszczają, 
serc ofiary — z trzema dary. 

Tobie Panu oddają. 
Darami się kontentujesz, 
bardziej serca ich szacujesz, 
za co niech niebo mają. 
Es. Mioduszewski: Śpiewnik kościelny (Krak. 1838), str. 30. 
Es. Keller: Zbiór pieśni nabożnych katolickich (Pelplin 1871), 
str. 123. 

E. Kokowski: Lud w Czerskiem, str. 175. 



26. 



od GsMTSkiu 



1. Z tamtej strony dwora 2. W ogródeczku była, 

zielenią się zioła, dwa wianeczki wiła. 

przechodzi się śliczna panna Jeden Panu Jezusowi 

z niebieskiego dwora. na główkę włożyła. 
W. ogródeczku była, W drugim sama chodzi 

dwa wianeczki wiła. I dzieciątko wodzi. 

Hej kolędia, kolęda. Hej. kolęda, kolęda. ^ 



^) Rama było miasteczko w Ziemi świętej, w pokoleniu Benjmnin. 



99 



3. Przyleciało do niej 
niebieskie ptaszątko, 
zwiastowało tej Maryji, 
że będzie dzieciątko. 
Maryja się zlękła, 
na kolana klękła. 
Hej kolęda, kolęda. 



5. Do klasztoru weszła, 
oczki w niebo wzniesła: 
A dayie mi Panie Boże, 
bym tej chwały doszłal 
Jak tej chwały dojdę, 
Bogu służyć będę. 
Hej kolęda, kolęda! 
E. Kozłowski: Lud^ str. 179. 



4. Maryjo, nie lękaj się, 

bez (przez) Ducha świętego! 
Goś poczęła, to porodzisz 
Boga prawdziwego. 
Poczniesz i porodzisz 
Boga przedwiecznego. 
Hej .kolęda, kolęda. 



27. 



Warscawa. 



i 



Pastossko — wie bra— oia mi — li. Chdci— lilmy do Betle— «m 



-N— S- 



£ 



^ 



iN^-rf. 



m 



^itl± 



} / V ■ 



Ja— ki ta— U swojim stro— jem 

1« Powiedzcież nam bracia mili 
kędy-źeście to chodzili? — 

— Chodziliśmy do Betleem, 
jaki taki swojim strojem, 

szukać Jezusa miłego. 

2. Powiedzcież nam bracia mili, 
co-żeście tam robili? 

— Cześć i chwałę oddawali 
i wesoło zaśpiewali 

dzieoiąteozku maleńkiemu. 

3. Jakie-ście dary przynieśli, 
kiedy-ście do szopy weszli? 
^— Ja barana, wiązkę siana, 
Maciek kaszę, Jan kiełbasę, 

dla Jezusa maleńkiego. 

tak staniecie w Nazarecie, 
ztąd pół mili do Betleem. 
Es. Mioduszewskiego: Pastorałki i kalendy. 
Es. Keller: Zbiór pieśni nabożnych katolickich. Pelplin, 1871, 
str. 132 nr. 47 (waryant). 

(Symfonije anielskie albo kolenda i t. d. Kraków, 1631. M. 
Wiszniewski: Hist. lit. VI, 495). , 

7* 



«>iikaó Je— za— 8s ma — łe— go. 

4. A jak-że wam dziękowano, 
gdy te dary przyjmowano? 

— Józef stary, osiwiały 
odebrawszy od nas dary, 
„Bóg wam zapłać! ^ podziękował. 

5. I my-byśmy tam bieżeli, 
gdybyśmy drogę wiedzieli. 

— Idźcież tędy i owędy, 

a znajdziecie czego chcecie : 
Jezusa malusieńkiego. 
7. W którą stronę mamy bieżeć? 
Chciejcie nam szczerze powie- 

[dzieć. 

— Przez Pokucie w prawo 



100 



28. 



lIsKCSOoÓW. Rawa. 



^m 



i-fif I f.t.ri'> \ ^fJ'>fi\ii m 



Ach Wi--taJ^i6 
gdy cały świąt 



po^ifr— da — na 
uprą— gnio — ny 



per— ło dfo— ga 
a>-iiiel8ki6— go 



dile— ba. 



Wcielę ladiEklem Bóg jest tkryty, na pokarm hi-dsiomob— fi— ty, ciałem karmi 



m 



krwi% na— po— ji, by ciłowie^kaw chwale swoj^, mi^sy wybra— ne-mi po-ll— ciył. 

2. 17iddoś6-ie to, Boskie dstieelę, ieś na świecie z nami? 
ale jeszcze zimno eierpiea międy bydlętami. 
Malusieńki Jezd w ilebie, 
00 za wielka mitośó w Tobie! 
Czyliż nie są wielkie dziwy, 
w ludzkiem ciele Bóg prawdziwy 
przyszedł na zbawienie człowieka. 
Ks. Mioduszewski: Śpiewnik kościelny. Krak., 1838, śtt, 408. 
Es. Eeller: Zbiór pieśni nabożnych. Pelplin, 1871, str. 145. 



i 



^m . 



Czerni tkow. 



^^ 



i ^ 

1. W Be — tie-Jem 
tę — 8kU-we 



ttTfrnrr 



^ V V 



tlt 



1^ 



mieście Je— Eoa się na — ro— daił| We- 
ser- ca a ia — In o — swo — bo— daii. 



4- 



t 



m 



? 



^ 



#=P= 



T^ 



V— k 



V— ^ 



ło te— dy jo— ie — 1! kiedy dsiś być potrae — ba. 

2. Pasterze Jemu wesoło śpiewali, 

wół z osłem parą w zimnie zagrzewali. 
My z wesołością, 
z szczerą miłością, 
czołem Mu bijmy. 
Ks. Eeller: Zbiór pieśni nabożnych katolickich. Pelplin, 1871, 

•łr. im. 



i 



30. 



Baw*. 



fffrriff r f i ;J ^ 



F^ 



1. W^taj— ie dzie— ciąt— ko z Panny na — ro — dsone, 
w ja— sełkach na mroscie na — go po — fo — io— u 



i 



kTJ. r 



Wi — taj 



m 



101 • 



=t:S= 



kró— lu s n'eba, królu aieskoń 



=^ 



^g 



cao— ny, TRrl-taJ 



^S 



:^t=M 



3±=3t 



monar— cho 



nieprzeswy— cię — źo — ny. 



1. Chwalcie Go dziś wszyscy niebiescy duohowie, 
sławcie pod niebiosa^ cni Serafinowie. 

Bo Jezus maleńki, Jezus ukochany, 

z nieba na świat ludziom zstąpił pożądany. 

2. Chwalcie go dziś wszyscy powietrzni ptaszkowie, 
chwalcie czołgający ziemni robaczkowie, 
chwalcie dzieciąteczko , Jezusa małego , 

dziś z przeczystej Panny nam narodzonego. 
3. Chwalcie go wraz wszystkie po lasach zwierzęta, 

chwalcie i domowe praco wne zwierzęta. 

Bo Król i Monarcha, Pan nieba i ziemie, 

tak bardzo ukochał nędzne ludzkie plemię ^) i t. d. 
Ks. Mioduszewski: Śpiewnik kościelny, Krak., 1838, str. 410. 



31. 



Iz 



Rawa. 



^ 



;^;^££H-^-S^ 



I ? s f, i j-n 



1. Je— zu sli— czny 



kwiecie zjawiony na świecie. 



czemu się 




w zimie ro — dzisz, ciężki mróz na się przywo— dzisz nie na ciepłem le — cie. 

2. Jezu niepojęty, — czemu nie z panięty, 

nie w pałacu jest złożony, 

w lichej szopce narodzony, 

i między bydlęty (:). 

3. Niewinny Baranku, — drżysz na goł^m sianku; 

czem' nie w złotej kolebeczce (:) 
niewinny Baranku (:). 
Ks. Mioduszewski: Śpiewnik kościelny^ Krak., 1838, str. 435. 
Ks. Keller: Zbiór pieśni nahozn. katoL Pelplin, 1871, str. 152. 



^) Konsekwencyi wprawdzie w tśm niema ^ aby zwierzęta chwa- 
liły Boga za to, że ludzkie wybawił plemię , które im właści- 
wie dokucza, ale jest dowód wiary, że cała natura żyjąca. 



102 



i 



32. 



Wanuwa. 



r iP i JrfrFS 



^^ 



H^, heij, hej, 



^ 



^ 



We»el-my się, raduj — my sif, po— i%— da—ny 



i^ 



^ 



^ 



dl 



na— ro— dsil się, hej he) hej, hej hej hej. 

1. Weselmy się, radujmy się, 2. Anieli się w niebie cieszą, 
pożądany narodził się, pasterze do szopy śpieszą, 

hej, hej, hej! hej, hej, hej! 

3. Opuścili swe bydlęta, 
a pobrali instrumenta, 
hej, hej, hej! 

4. Do Betleem gdy przybiegli, 
szopę z wszystkich stron obiegli. 

5. Po-usiawiali się w szyki, 
i wzięli się do muzyki. 

6. Stach najpierwszy na swym rogu 
rozpoczął rznąć chwałę Bogu. 

7. Nuż w swe dudy, — Wałek chudy, 
Wit w multanki, — Jach w organki. 

8. Banach w parze, — na fujarze, 
Bartek z Senku, — na bębenku. 

9. Eopet kraje — w szałamaje. 
Wach na lirze — rześko gmyrze. 

10. Jacek Krupa — w dromlę chrupa, 
Jaros bzdurzy — na bańdurzy. 

11. Sobek sobie — w kobzę skrobie, 
Wojtek ryczy — na basicy. 

12. Wawrzko mały — tnie w cymbały, 
Knapik wali — na regali. 

13. Szczęsny chełce — po surmerce, 
Kacper goli — na wijoli. 

14. Kuba Łyczek — złamał smyczek, 
Grześ wpadł w dołek — zgubił kołek. 

15. Szymek Chruściel — kwintę spuścił, 
wciąż od ucha — smyczkiem rucha. 

16. Nićma czem smyczka smarować, 
kolofonii nie chciał schować. 

17. Ruśniaczkowie, śpiewaczkowie 
Fiedor, Jantor pierwszy kantor. 

18. Hawrył hoży — podkantorzy. 
Petr z Banasem — ryczą basem. 



organiczna, narodziny Boskie odczuwa i nićmi wespół z ludźmi 
się raduje (ob. Lud^ Ser. V, str. 245. — Ser. X, str. 119. — 
Ser. XVI, str. 101). 



103 



19. 



Zaś dyszkantem Jur z Wolantem. 
Dymitr Warga — w uszy targa. 

20. Eonira-alty i tenory, 23. Kurantów z konwie dobywa, 
podzielili na dwa chóry. temu, owemu nalówa. 

21. I trębaczów na partyje, 24. Tomek lamie — na puzanie, 
ów nad tego lepiej wyje. Furgal doji — na oboji, 

22. Stasiek z Dębni — wkottybębni, 25. Filip plecie — na kornecie, 
Fabijanek — trąbi w dzbanek. Krzyś bełkoce — na fagocie. 

26. Misiek dzwoni — na bBssoui, 

Jaś wybornie — na waldhornie. 

Piotr na sztorcie — trze paznokcie, 

Michner cmyrze — na fajfcrze. 

Marcin z Górce — na amorce , 

Stefko smutny — gra na lutni. 
29. Harfy z sobą nie przynieśli, 

naprawić ją dali cieśli. 

Z Tub Marynę i) — Bartek dostał; 

idąc przez wieś, w karczmie został. 

A gdy się już dość nagrali, 

pokłon Panu oddawali. 

Potem każdy do swej trzody 

wrócił, nie doznawszy szkod)\ 

Na to Boże Narodzenie, 

wesel się każde stworzenie. 

I my się dzisiaj weselmy, 

Wypijmy po szklance pełny. 

Ks. Mioduszewski: Pastorałki i kalendy. 



27. 



28. 



30. 



31. 



32. 



33. 



34. 



33. 



od Czerska (CziipliD). 



^ 



2^ 



O f, r, I u m^ 



W-V- 



Florek niebo — ra 



\&^^^ 



t^-^■ 



cek, właz na swo— ją 



bu — dc. 



I? 
Mys mu sie 






^^=^1^=^ 



-V— u^ 



zakradła 



ladła. 



kiełbasę nm zjadła, kiełbasę ma zja — dla. 

1. Florek nieboracek, widz na swoją budę , 
wyglundał z pod strzechy, na te swoją trzodę. 

Mys mu sie zakradła, 
kiełbasę mu zjadła. 

2. Florek nieboracek, gonił mys po budzie, 
przewróciuł sie przez kij, stłuk se nogę w udzie. 

A bodaj -ześ ty przepadła, 
kiedyś mi kiełbasę zjadła! 



^) Nazwa ludowa kontrabasu. 



104 



3. Ale i tej mysie ^ wy sio na zły kuniec, 
wyleciał bury kot, poprosiuł jom w taniec. 

To ją łapoł, to jom puscal, 
a do reśty, az jom sehrustal. 

4. Pani gospodyni, nakraj tygiel aadła, 
usmoz te kiełbasę, co mys nie dojadła. 

Po kiełbasie — napij wa sie, 
z tyj flasecki — gorzołecki. 

5. Panie gospodorzu, ze swoji ochoty, 

za tdką kolende — doj-ze nśm ze złoty. 
Jemu złoty, mnie półtora, 
bedziem śpiwaó do wiecora. 

K. Kozłowski: Lud, str. 183. 



34. 



i 



ii" 



^=pf- 



V— V- 



-V— V- 



^f=tp 



od Czerska (Czaplin). 
^-r-s g 



-1 ^ l> 1^- 



W^ 



- ^ )Ą 



Wziun Ku— ba Siaska, Stasko Ba-uaska, po— s li u pańską 



^i 



U-8kc. 



5^ 



^^ 



=9^: 



53= 



r?=-fr- 



V- 



m,u^'^ 



V — )/, — u^ — \M- 



^-z'^'— id-rf-i^-iŹ: 



Dla Jó-Ee— fa dla stare— g> dajcie u:iin wi— na dobre— go, hej wi-na' 

1. Wziun Kuba Staśka, — Staśko Banaśka, 

pośii w pańską łaskę ; 
z tej kompanii — do batalii 

wzienl wina flaskę. 
Dla Józefa, dla starego, 
dajcież nam wina dobrego, 

hej wina dobrego. 

2. Napiut sie wina^ — stary dziadowina 

i tak bardzo zasnął, — 
w kościele siedzioł, — a nie opowiedział 

Pan Jezus sie rozśmioł. 
Gdzie Aniołów siła — 
tam Panna Syna porodziła, 

wesoło głosiła. 

3. A idź-ze do Krzycha, — aby nie dycha, 

ucies nom dziciuntko, 
a ty Michale — idź-ze po wale, 

przynieś nam prosiuntko. 
A ty Janie, multanecki, 
a ty Kuba, weź skrzypecki, 

ucies nam dziciątko. 



do — 'brego. 



105 



4. Jan skrzypce stroji , — Łabas ochpji (obój), 
Kuba na forgocie (fagot). 
Panna mówi; dalij, dalij! 
oz-eśmy fiię dziwowali 

w tyj wielkij ochocie. 

E. Kozłowski: Lud^ str. 183. 



35. 



od Czersk (Ccaplin) 



^ 



s 



^^ 



U-SJ/zi^rTf 



5£ 



B= 



Kaz my 



pastusko — wie 



I 



t 



?4'-ih'Vf i f, f, / XU 



nie tylko kró—lo— wie 



^ 



mrp — zie. 



IS 



stój dziecię, az se bas ostroję i smy — cek. 

ja prostak. 
Ddł mi Wach fularę, 
i bez łeb gandziarę 
na siastak. 
Ze-6 Micho! nie bul tak uparty, 
zdjon gatki, zrobiut z nich wal- 
" i trąbi. [tamie 

5. A ón choć pijany, 
zdjun lirę ze ściany, 

siurmuje. 
I un po francuzku, 
i un po rusku 

tańcuje. 

6. Wojtek dla swych basów, 
rozpion seśó kiełbasów 

wesoło, — 
złapał mendel kotów, 
bo jem nie buł gotów, 

nu w koło. 
A dyl, dyl, dyl, a po mojich basach 
a kotki mu ham, ham, po kiełba- 

otó-z mśs! [sach, 

7. Bo-ó num panie młody, 
juz nam cas do wody 

z trzudecką. 
Jezus mrygo brewką, 
daj wino z konewką 

i z becką. 



Je—ZUS wo— la: nuz ty fiariku swoje, 

1. Nuz my pastusko wie ^ 
nietylko królowie 

na wozie, 
jechali z kapelą, 
niech nas rozweselą 

na mrozie. 
Jezus woła: „nuz ty Bartku swoje! 
Stój dzicię, az se bas ostroję, 

i smycek. 

2. A Wojtek sie troska, 
źe-ć nimo i włoska 

na smyku. 
To-ć nie myślał wiele, 
siast ogon kobyle, 

dla krzyku. 
Jak krzyknie w swoje sałamaje, 
az Jezus Pan paluskami łaje , 

powoli. 

3. Kuba na swe dudy 
wyr-zi coraz z budy: 

boje się. 
Dali Józef stary, 
porwałsy gandziary: 

połóż się! 
Jak zacnie swe dudy od ucha, 
śz urwał rękaw u kożucha, 

u kożucha. 

4. Mikołaj się lęka, 
na kolanach klęka: 



_J06 

Dziękując pokornie pastuchy, 
naleli po garła w swe brzuchy. 
Chwała na wysokości! 

E. Kozłowski: 



Lud, str. 182. 



1. Paśliśmy owiecki pod borem, 
przyleciał wilcysko z ozorem. 

Owiecki nam pokąsał, 
kudłami sie potrząsał, 
kudłami, kudłami, 
nad nami. 

2. Juz są owiecki w stajence, 
pokazują rany panience... 

Ze nas wilcek pokąsał, 
kudłami się natrząsał, 
kudłami, kudłami, 
nad nami. 

3. Idzie wilcysko do pana, 
niesie na plecach barana. 

Prosi o pokutę, 
zęby mu dali w d... 
u, Pana, w Betleem 
na gnoju. 

4. Położyli wilka na gnoju, 
i biją w d... do znoju. 

Owiecki się uwijają, 
jesce kijów dodawają 
na wilka , na wilka ^ 
na wilka. 



36. od Czerska. 

5. Posed wilcysko po kweście, 
i spotkał bracią na moście. 

V Pospiesajcie bracią, 
bo tam dobrze płacą 
u Pana, w Betleem 
na gnoju. 

6. A wilcyska tez z ochotą, 

do Pana w Betleem z robotą. 
A pastuska do nich, 
jesce kijów na nich, 
a ciu, ciu, a la la, 
a la, la! 

7. A bodaj-ze tego brata, 

a cóz nam tu za zapłata! 
Jak go dogoniemy, 
to go rozerwiemy 
na polu, na polu, 
na polu. 

8. Dogonili wilka w pół pola, 
obstąpili go do koła. 

O dla Boga! rata! 
Stwórco nieba i świata, 
juz zginę, juz zginę, 
juz zginę! 

Lud, Ser. V. Krak., str. 231. 

K. Kozłowski: Lud, str. 190. 

Ks. Mioduszewski: Kolędy, str. 124. 



37. 



W pole pasterze zaśli, 
tam gdzie owiecki paśli. 

"Woły, barany, 

wraz pozganiali; 

a na przylanie, 

paśli i konie 
drudzy. 

Gdy o północy, 

Kuba wyskocy: 



A wy pasterze mali, 
gdzieście tę nockę spali F 

A wy pasterze, 

otwarte zorze; 

ze snu powstajcie 

Pana witajcie 
z nieba. 



107 



I Btracli mu dać trzeba, 

przywitać Pana z nieba. 
Weź ty Kuba koszyk gruszek, 
drugi mas^a garnuszek. 

Trzeci plastr miodu ^ 

jabłek z ogrodu 

Pana Iwana, 

wsadzić barana 
trzeba. 



4. O bracie, nie tak, nie tak^ 
orzechów przetak, przetak 

dosyp do worka, 
a do pudełka 
reszta. 

5. Jezu maluśki, 
bez twe pieluski, 
odpuść nam wiarę, 
daj wiecną chwałę 

w niebie. 
K. Kozłowski : Lud^ str. 180. 



Kolenda na skrzypcach. 



38. 



mW^ \ Wh- 



od Piaseczna (Słomczyn). 



"SnT -j TP?^ 



I 



4 S *~W 



glg^T^^^^ 



w 






m 



E=® 



^E^ 



I 



^^ 



m 



39. 



od Czerska. 



1. Poszedł Jasieńko Lwowa dobywać, 
i raczył- ci mu Pan Jezus szczęście dać. 
I wynieśli mu buciki czerwone. 
A on to brał, nie dziękował, 
za dary se nie przyjmował, — 
hej kolęda, kolęda! 
(W ten sposób śpiewają strofy: 2gą, 3cią, 4tą, 5tą, 6i;ą i 7mą, 
zmieniając tylko buciki czerwone na: surducik czerwony, chu- 
steczkę czerwona, pasiczek czerwony, kamizelkę czerwoną, 
czapeczkę czerwoną, rękawiczki czerwone). Wreszcie : 
8. Poszedł Jasieńko Lwowa dobywać, 
i raczył-ci mu Pan Jezus szczęście dać. 
I wyprowadzili mu sześć koni w karecie, 
I Marysieńkę w czarnym aksamicie. 
A on to brał, podziękował, 
wziął za rękę, pocałował. 
Hej kolęda, kolęda! 
Lud^ Ser. V, str. 232 n. 35. 36. — K. Kozłowski: Lud^ str. 188. 



108 



. Z cicha panny przystępujcie, 
do tego dwora po kolędzie. 
Bo w tym dworze grzeczna pani, 
po sto złotych suknia na nij. 
po sto złotych, po czerwonych. 



40. Qd Gzerskft. 

2. Z cicha panny przystępujoie , 
do tego dwora po kolędzie. 
Bo w tym dworze grzeczna pani, 
po sto złotych ciźmy na nij. 
Po sto złotych , po czerwonych, 
kolędniczkom obiecanych. 



kolędniczkom obiecanych 

(W ten sposób śpiewają i dalsze strofy: Scią, 4tą, 5tą i Btą^ 
zmieniając tylko części ubrania; więc w miejsce sukni i ciżm, mó- 
wiąc : pończochy, koszulka, perły, czepek). 

Lud, Ser. V, str. 234 n. 41. 
E. Kozłowski: Lud. str. 187. 



41. 



od Czerska (Czaplin). 



^^^^^ ^dM^^M 



Hej I rzez po— le, przez szóro— sieńkie 



ko Ic — da. 



" r g ; J aW^^ ^ 



X 



=t 



bie— źy in» bieży 
1 



wro — ny ko— ni— czek ko— lę — da. 



Hej przez pole^ przez szyroceńkie, — kolęda, 
bieży mi, bieży, wrony koniczek, — kolęda. 

2. Bieży mi na nim, grzeczny młodzieniec, — kolęda, 
grzeczny młodzieniec, nadobny Jasionko — kolęda. 

3. Hej zkąd się wzięna — grzecna dziewczyna ? — kolęda, 
grzecna dziewczyna, — nadobna Marynia — kolęda. 

4. Wzięna konika — za uździenicę , — kolęda, 
i poprowadziła — do stajenki, — kolęda. 

5. Posłała koniowi — owsa i siana, — kolęda! 
a Jasieńkowi, — chleba i sóra, — kolęda. 

6. Ej ! śpij młodzieńcze, — bądź wesół! — kolęda, 
a ty Maryniu — dobrą kolędę — obiecuj. 

7. Talar na piwo, — dwa na gorzałkę, — kolęda, 
żebyśmy mogli — upojić szynkarkę , — kolęda. 

K. Kozłowski: Lud^ str. 186. 



Trzej-Króle. 

6 Stycznia, 

Dzień świąteczny Trzech -króli, jako i poprzedzający go 
wieczór, szczodrym był dawniej zwany, bo w tym czasie (jak 



^09^ 

mówi Gołębiowski) najwięcej rodzice dzieciom, gospodarze ćeela-' 
dzi, możni sąsiadom, parafianie plebanom rozdawali kolendy (ob. 
Lud Ser. V, str. 229). 

W obrządku łacińskim do zwyczajów dnia tego należy 
święcenie złota, mirry i krćdy, którą to kredą po wielu domach 
piszą na drzwiach rok i pierwsze głoski imion trzech królów: 
£acper, Melchior, Baltazar <n. p. Anno 1830. Gt. M. B.) 

Ł. Gołębiowski mówi: „W dniu tym kładziono zwykle na 
ołtarzu złoto, mirrę i kadzidło, które kapłan poświęcał; przyda- 
wano do tego i kródę. Król Jan Kazimierz miał zwyczaj wten- 
czas ofiarować gatunek wszelki tego roku bitej monety (Kuryer 
Warsz. 1820 nr. 5). Inni pospolicie kremnickie czerwone- złote 
(dukaty) z wizerunkiem Jf. Panny temu obrządkowi gwoli starali 
się nabyć, jeśli być mogło z poprzedniczego roku, i ciąg ich 
przez całe utrzymywali życie. Kogo nie starczyło na złoto, kładł 
Bi^ebrny tiakiź pieniądz natomiast (albo węgierskie trojaki) i z bło- 
gosławieństwem rozdawał je potomstwu swojemu. Złotem świę- 
oonem określano szyję na ból gardła, — kadzidłem 
i mirf ą nakadzano domy, obory, bydlę chore, — kredą pro- 
boszcz kolendując, właściciel albo dyrektor domowy pisał na 
każdym uszaku (węgieł) mieszkalnego domu, stodoły, spichle- 
rza i obory litery G. M. B. tudzież rok (Gaspar, Melchior i Bal- 
tazar)". 

„W domu, na końcu obiadu roznoszono ciasto^ którego 
tyle sztuk było, ile osób przytonmych; w jednem z tych ciast 
zfiajdował się migdał. Kto z migdałem ciasto otrzymał, kró- 
lem tej rodziny został i królowę mianował, ofiarując jej ko- 
sztowny wieniec lub piękny bukiet, z prawdziwych, starannie 
przygotowanych (co powinnością było ogrodników, mimo niesto- 
sowną roku porę), lub sztucznych kwiatów. Jeśli znaczna była 
liczba osób płci obojga, jeden półmisek ciast roznoszono wtenczas 
mężczyznom, drugi kobietom, a los zarówno króla, jak i królowę 
stanowił (t. j. obdarzał migdałem). Wszyscy pili ich zdrowie, 
<;ześć im oddawali, i w rodzinie tej trwało rok cały ich pano- 
wanie*' {Lud, Ser. V, str. 249). 

Wójcicki powiada: ,, Zwyczaj obierania króla migdało- 
wego czyli grochowego był i jest po części zachowywany 
w Polsce, osobliwie u mocniejszych. Rozdają ciasta zebranej 
drużynie; komu się ciasto z migdałem (w nióm ukrytym) dosta- 



nie, ten królem zostaje, biesiadę sprawić mnsi i nowe ciasto 
z migdałem dla nowego króla* Król migdałowy oddaniem wiązki 
kwiatów dobierał sobie królowę; ztąd dziś w wielu miejscach 
bukiet jawnie ofiarowany zastępuje ukryty migdał**, 

y,Że święto Trzech-króli dało powód tej igraszce, nie po- 
trzebujemy tego dowodzić (mówi Gołębiowski); nie sam wszakże 
religijny tu jest obyczaj, lecz familijny i narodowy poniekąd. 
Patryarchalne zawsze dostrzegamy przodków naszych obyczaje, 
lud władzy dobrych monarchów ulegać pragnący i przywiązujący 
gię do nich z upodobaniem. Zbierała się cała gromadka jednego 
plemienia ze stron rozmaitych do najznakomitszego w tym ro- 
dzie; zbierała się nie na jedną dobę, lecz na czas dłuższy, 
z nim i z sobą wspólnie rok dawny kończyć, rok nowy zaczy- 
nać, przyjemnie było ; tak więc zjechawszy się przed wiliją nieco, 
razem przepędzali święta Bożego Narodzenia, rok nowy i trzy 
króle; rozjeżdżali się potem. Że to była ostatnia zwykle uczta 
familijna, ożywić ją chciano tą zabawą niewinną. Ciasta, w da- 
wnych osobliwie czasach, ręką rodzihy wyrobione, jej były za- 
szczytem, i stawały się przez to milszemi i przyj emniejszemi. 
Zręczna gospodyni umiała nakierować losy, ażeby się migdał 
dostał temu, komu go przeznaczała, to najsędziwszemu, to naj- 
waleczniejszemu, to mężowi kochanemu, to najmilszemu z dzieci, 
to najszanowniejszemu z przyjaciół i tóm samom członkowi 
jakoby tej rodziny; to dziewicy, którą synową ujrzóć chcia- 
no. Czasem, gdy przewidywano trudność i lękano się, by 
wybór nie padł mniej właściwie, wszystkie ciasta były z migda- 
łami; lecz słowo dano sobie to ukryć, a pilnować i okrzyknąć 
umówionego tylko. Zwykle król migdałowy zapraszał do siebie 
na dzień pewny, zasiadała obok niego królowa, częstowali wszyst- 
kich, raczyli, upominki rozdawali. Nie dość było na tóm, i w wa- 
żniejszych wypadkach każdej osobie z rodziny dopomagać byli 
powinni, i czynili to chętnie. 

Jest u Mazurów przysłowie: 

Królowie pod szopę, — 
dnia na kurzą stopę. 
(Ob. Lud, Ser. V, etr. 25. Krak.) 



111 



G w i a X d a. 

W przededniu i w święto Trzech-króli chodziły i chodzą 
dotąd żaki po domach z latarnią w kształcie ruchomej gwia- 
zdy i śpiewają kolendy. 

Kuryer Warsz. z r. 1869 n. 17 pisze: ^Oprócz szopek, po 
domach naszego miasta obnoszone są tak zwane Gwiazdy ko- 
leń do we, przy obracaniu się których, chłopcy okazujący ta- 
kowe grają na harmonijce pieśni „W żłobie leży*, „Dnia jedne- 
go o północy'' i inne kanty czko we. ISa gwieździe wewnątrz 
oświetlonej, wyobrażonóm jest Narodzenie Pana Jezusa^ (obacz 
Lud, Ser. V, str. 249. Krak. — Ser. IX, str, 116). 

Ś. Antoni Opat. 

17 Stycznia. 

Dzień ten poświęcony ś. Antoniemu, ojeu pustelniczych za*. 
konów, patronowi od choroby wielce zaraźliwej i u nas ogniem 
świętego Antoniego zwanej. 

Ś. Piotra i Ś. Pryski. 

18' Stycznia, 

Dzień pamiętny przysłowiem: 

Dziś święta Pryska — 
przebije lód pliska (ptak; pliszka). , 
(Bywa to, ale tylko w latach nadzwyczaj łagodnej zimy). 

SS. Fabijana i Sebastyana. 

20 Stycznia. 

Święty Sebastyan czczony był jako patron od morowej za- 
razy, która kraj nasz często nawiedzała. Trwa dptąd pamięć 
wdzięczna w- świecach ogromnych na jego ołtarze składanych. 

Jeśli dzień chmurny w Sebastyan święty, 
powietrzem takiem będzie rok przejęty. 

Ś. Agnieszka. 

21 Stycznia. 

Tu należą przysłowia: 

1. Agnieszka łaskawa, 

* puszcza skowronka z rękawa. 



(Atoli, rzadki rok bywa, aby w tym dniu już się ukazały 
skowronki) *). 

Źe jednak słońce niekiedy zagrzewa ziemię i topi lody 
zimowe, ztąd przysłowia: 

3. Świata Agnieszka — ^ zagrzeje kamyszka. 

3. Na świętą Agnieszkę 

wychodzi woda na ścieżkę. 



4. Po świętej Agnieszce, 
napije się wół na ścieżce. 



Mazury mówią: 5. Święta Jagna — idzie do bagna* 

Dawna rada gospodarcza: 

6. Od świętej Agaiesski 
juA Sprzątaj t drzów liszki, 
A jeżeli mróz tęgi, 
szczóp gonty i dęgL 
Badś o drzewie i stodole, 
nawozy tóż wywoź w pole. 

SS. Wincenty i Anastasy. 

22 Stycznia. 

W święty Wincenty — i Pawła dzień jasny- 
zboża i wina — czyni nam znak jasny. 

Nawrócenie ś. Pawła. 

25 Stycznia. 

Znaczny to dzień, bo jaka chwila w ten dzień się zdarza, 
takie czasy gmin zapowiedział na cały rok. Jasny, — dobre i po- 
myślne znaczył; wichry i burze, wróżyły wojny; mgła i śniegi, 
wróżyły choroby i śmieró. 

Przysłowia: 1. Nawrócenie świętego Pawła, 
połowa zimy przepadła. 



^) Przysłowia na ten dzień jak i na następne^ potówtiaj z przy- 
słowiami w Seryi VIII, str. 284, i w Seryi XVn, str. 167. 



(Rzadki taki rok bywa, gdyż od stycznia silne trzymają 
mroiy.) _ 

2. Święty Paweł nawrócił się do Boga, 
a dzień do nas. 
(Bo dnia więcej przybywa). 

S. Gdy na święty Paweł jasno, 
po żniwach w stodole ciasno. 

Ś. Karol Cesarz. 

28 Stycznia. 

Ka świętego Karola 
wyjrzy z pod śniegu rola. 

d. Franciszek Salezy. 

29 Stycznia. 

Przysłowie (porównaj z dniem 18 Stycznia): 

Na świętego Franciszka — przylatuje pliszka, 
(W cieplejsze lata pokazuje się ona prędzej). 



L TJ T Y. 



Miesiąc ten od mrozów wielkich jest mianowany, czyli mu 
przyznamy pochodzenie od wyrazu łuty, znaczącego dawniej: 
srogi i okrutny, czyli od luta, to jest: lodu, jak niegdyś mó- 
wiono (P). Równie jak Styczeń mroźnym on bywał i bywa, skąd 

dawne przysłowie: 

1. Spyta się Luty — 
masz-łi buty? 

2. Kiedy Luty — obuj buty. 

Niedziela starozapustna. 

Smęto ruchome, 21 Stycznia — 27 Lutego. 
Od niedzieli starozapustnej zaczynał się dawniej w Polsce 
wielki post. 

Mazowiae. Tom I. ^ 



ML 

Oczyszczenie N. Fanny. 

2 Lutego. 

Dzień ten jest pamiątką oczyszczenia N. Panny, gromni- 
czną zwanej, dlatego, iż wtedy święcone bywają duże woskowe 
świece, malowane często lub przystrajane różnobarwnie, zwane 
gromnice, iż lud pokłada w nich nadzieję ochrony od gromu 
piorunów. Takowe zapalają się w czasie wielkiej burzy i bicia 
piorunów, jak również dają je do rąk konającego. Dawniej w ten 
dzień, z zapaloną gromnicą, obchodzono kąty domowe, gumna 
i obory *). 

Koniec to kolendy i obchodów kolendowych, przeto nie- 
gdyś jasełka dnia tego, jako na zakończenie, w całej ukazywały 
się wystawności. 

Wójcicki mówi: Wróżba ludowa, że gdy w dniu tym zima 
dotrzymuje, to wiosna będzie wczesna i niedźwiedź budę swoją 
rozwala; — gdyby zaś mróz zwalniał, to wiosna jeszcze daleko, 
i niedźwiedź budę poprawia. Ztąd przysłowie: 

1. Na gromniczną Maryją 
niedźwiedź budę rozwali, — lub poprawi ją. 

2. Gdy w Gromnice z dachów ciecze, 
zima jeszcze się przewlecze. 

Dawniej właściwie w dniu tym liczono połowę zimy: 

3. Na Gromnicę — masz zimy połowicę, 
(gdyż w Marcu siano owsy i grochy) 

Wróżono zarazem, iż: 

4. Gospodarz woli wilka widzieć w oborze, 

niż słońce na Gromnicę. 



^) Pamiętnik naukowy (Kraków, 1837, II, 57) powiada: „W nie- 
których okolicach Polski stawiają po domach w dzień M. B. 
Gromnicznej zapalone świeczki woskowe z imionami całej rodzi- 
ny; czyja prędzej zgaśnie, ten pierwszy umrze. Niektórzy zapa- 
loną gromnicę niosą z kościoła do domu; kto płomień przed 
wiatrem ustrzeże, albo komu trzy krople wosku na ręce padną, 
szczęśUwą ma wróżbę. Z taką gromnicą gospodarz polski rozpo- 
czynał niegdyś wszystkie ważniejsze pierwsze w roku prace ; wy- 
pędzał bydło w pole, odkładał pierwszą skibę ziemi na wiosnę, 
rzucał w nią pierwsze ziarno zboża, otwierał i zamykał żniwo 
i t. d. Zwyczaje te wszakże wyszły powoli z użycia^. 



115 



Przypowieść też ludowa mówi: 

5. Owczarz w owczarni woli widzieó wilka 

jak słońce w dzień gromnicy, chociażby chwil kilka. 

W razie bowiem okazania się w tym dniu słońca, gospo- 
darze wróżą sobie nieurodzaj a owczarze rok zimny i mokry, 
a ztąd i przypadłości motylic na owce, Z przypowieścią tą łączy 
się jeszcze inne ludowe, a to z powodu, iź Zapusty nie długo 
już potem trwają i na żeniaczkę nie pora. Dla tego też wiejskie 
dziewczęta zwykły mówić : 

6. W dzień Panny Gromnicznej, 
bywaj zdrów, mój śliczny! 

S. Błażej, 

3 Lutego. 

Wyraz błaźej znaczy po sławiańsku: szczęśliwy, błogi. 
Tym sposobem Błazen od — błogiego czyli wesołego poszedł 
usposobienia i niesłusznie wyszedł na krzywdzący go przydomek. 

S. A g a t a. 

5 Lutego. 

W dzień ten kmieć nasz niesie sól do kościoła dla poświę- 
cenia i takową nazywa: solą świętej Agaty, przyznając jej 
moc gaszenia pożaru. Ztąd dawne przysłowie: 

Sól świętej Agaty, 

broni z (od) ognia chaty. 

S. D O r O t a. 

6 Lutego* 

Św. Dorota przypomina dawne życzenie dosiego roku 
czyli wieku Doroty. Według niektórych, była powodem do tej 
powiastki cnotliwa niewiasta Dorota, mieszkająca w okolicach 
Krakowa, która w późnej starości, w przeddzień Bożego Naro- 
dzenia zgasła. We^ug innych, była Dorota takoż z cnót i sę- 
dziwości głośna, którą w r. 1410 Władysław Jagiełło w Kwi- 
dzynie odwiedził (Ob. Lwd, Ser. V, str. 192). 

Cieplejsze coraz słońce wniosło przysłowia: 

8* 



116 

1. O świętej Dorocie 
wyschną chusty na plocie. 

2. Wedle świętej Doroty 
naprawiaj czlecze płoty. 

B. O świętej Dorocie — pójdziesz po błocie. 

S. Scholastyka. 

10 Lutego. 

Tu Błuźy przysłowie: 

1. Scholastyka — mróz utyka, 

a nim Wałek (14 Lutego) nam zaświecie 
obaczyma, mróz kark skręci. 

S. Walenty. 

14 Lutego. 

Dzień to ś. Walentego, patrona od choroby dawniej wiel- 
ka -niemoc albo rzucanka zwanej. Wstręt i bojaźń przed tą 
chorobą, nie dozwalały imienia jej wymówić; okrążano je więc 
inszemi słowy, lubo przy wspomnieniu dodawano: Niech śpi 
jak święta ziemia! albo tóż: Boże jej strzeż! 

Przysłowie mówi: 

1. Na święty Wałek 

nióma pod lodem halek (belek, desek). 

2. Święty Wałek tych powali, 
co patronem go nie zwali. 

(Gdyż często już lód jest wtedy tak słaby, że często ani 
przejeżdżać ani przechodzić po nim nie można.) 

Ale za to: 

3. Gdy na Walka są deszcze 
będzie ostry mróz jeszcze. 

S. Maciej apostoł ^). 

24 Lutego. 

Dzień Św. Macieja uważany u gospodarzy jako zapowiada- 
jący bliskość wiosny. Ztąd przysłowie: 



1) Pamiętnik naukowy (Kraków 1887, U. 58) mówi: , Wieczorem, 
w przeddzień ś. Macieja, wieśniacy niektórych okolic Polski 



iiL 

1. Święty Maciej — zimę traci 
albo ją bogaci. 

J, £. Haur, nasz pisarz ekonomiczny wyraża « że: 
2. Święty Maciej — z rzek i stawów rusza lody. 

Inni mówią: 

3. Święty Maciej, 

lód z rzek i stawów porasza i traci. 

4. Na święty Maciej lody 
wróżą długie chłody. 

A gdy płyną już strugą, 
to i zimy niedługo. 

5. Ody święty Maciej lodu nie stopi, 

będą długo chuchali w zimne ręce chłopi. 



TŁUSTY CZWARTEK. 

Ruchomy. 
4 Lutego — 4 Marca. 

Dzień ten weselej i huczniej niż inne w czasie mięsopust 
był w Warszawie obchodzony. Dawano bale z tańcami i sutą 
zastawiano kolacyę, przy której niezbędnemi były pączki 
i faworki, w niezwykłej obfitości na ten dzień smażone. 

Wielkiej i osobliwszej ochocie oddawał się w ten dzień 
stan rzemieślniczy, tak w Warszawie jak i po mniejszych mia- 
stach, a gmin i przekupki spędzały go na ulicy i w rynku (oso- 
bliwie tóż w w rynku Starego-miasta) wśród krzyku, skoków, plą- 
sów i figli różnego rodzaju. 



(których?) biorą liście, znaczą, i na święte miejsca niosą- 
kto swój liść nazajutrz dziurawym znajdzie^ umrze; kto 
zwiędłym, w chorobę wpadnie. Dusze zmarłych odprawiają 
tej nocy uroczystą przechadzkę, a za niemi idą dusze tych osób, 
żyjących jeszcze, które wkrótce umrzeó mają. Nie pocieszy się 
łatwo, kto swój cień, albo cień żony, męża, syna, córki, kre- 
wniaka lub przyjaciela zobaczy**. 



118 



e: TJ L I O- 1). 

Szlachta po wsiach, oddawała się, osobliwie ku końcowi 
karnawału, zabawom kuligowym. Zmówili się sąsiedzie jaką 
na kuligu rolę ma każdy z uczestników odegrać (starosty, orga- 
nisty, weselników i t. d.), oraz do czyjego domu najprzód zje- 
chać się mają; tu ułożyli kolej dalszej jazdy, od której żaden 
z sąsiadów wymówić się nie mógł. Zarządzał wszystkiem obrany 
gospodarz kuligu. Zebrani wjeżdżali (saniami) przy odgłosie 
muzyki, do dworu najpierw przez zarządcę wskazanego. Gro- 
madę kuligową poprzedzał arlekin; ten maszkarnie przybrany, 
pierwszy do domu wpadłszy, machając i uderzając trzepaczką 
po stołach i ścianach, ogłaszał przybycie kuligu. Gospodarz domu 
witał wchodzących z kielichem wina, który duszkiem spełniał: 
Wiwat kulig i łaskawi sąsiedzi! Goście wchodząc, 
mianowicie młodzi z parą weselną na czele, rozpoczynali taniec 
z muzyką i śpiewem, nie czekając częstokroć na wygłoszenie 
oracyi powitalnej organisty, który, jako figura poważna, zwolna 
się przed gospodarza przytoczył i opóźnienia tłumaczył. 

Po sutej biesiadzie i tańcach przez noc całą, rad-nie-rad 
zabierał się nazajutrz gospodarz domu z kuligowymi w dalszą 
sąsiadów kolej, gdy mu spiżarnię i piwnicę wypróżniono. 

Oto jedna z oracyj kuligowych ociężałego organisty (z r. 
1850, z pod Mszczonowa), gdy tenże daje przytyk niecierpliwym 
do tańca, a wyprzedzającym jego krasomówcze wywody we- 
selnikom : 

Jako Abram czo szukał przeczystej dziewiczy, 
znalazł Sarę gdy wodę czerpała z kryniczy, — 
rozradował się w duszy i z wielką szczerością 
jak węgiel rozpalony, rozgorzał miłością. 
I tandem tedy zatem z woli Pana Boga, 
przy której na człowieka nie nadejdzie trwoga, 
poją^ ją za małżonkę i ludzie ich wsparli, 
żyli usque ad mortem, póki nie umarli. 
Owoż i Magdalena Antka pokochała, 
a Antek Magdalenę, eodem res czała 



O Wyraz kulig zdaje się pochodzić od laski u wierzchu w kulę 
zakrzywionej i zwanej kula, którą obsyłano od domu do domu, 
gdy zwoływano gromadę. 



119 



finita eszt w kościele, — a małe weszółko 

et cum spiritn tuo, Ńoszter Deusz kółko 

już ta było beze mnie. Bo człek w intereszach, 

toż to z plebanem, z wikarym, w rozlicznych koncessach, 

owoź tandem i nie mógł w Jaśnie Państwa domu 

stanąć i oddać reszpekt jak należy komu. 

Hodie dies, hę, jako w owe oczepiny, 

(podaj Wać kubek miodu, bo mi zbrakło śliny!) — 

owoż tedy i zatem, w oczepiny owe, 

poruszyłem mój rozum ^ nasztrojiłem głowę , 

i w obecz Jaśnie Państwa zniżam mą posadę, 

i całą klawiaturę nw)jich uczuć kładę 

u Wielmpżnych Pedałów, prosząc ża młodemi, 

by im tu wolno było z przyjaciółmi szwemi 

wyskoczyć krakoszkiego , — a przy mnie, Moszpanie, 

nunąuam error yel malum, ręczę, nie posztanie. 

Zaś za tę afikczyją i konwalenczyją, 

pokąd ja, pleban i wikary żyją, 

złożem za Jaśnie Państwa modlitew egzamen. 

a wy żyjta szczęśliwie in szekula! Amen. 

Do państwa młodych: 

I wy tćź państwo młodzi nadstawcież tu ucho! 

(daj-no Wać jeszcze kubek, bo mi w gardle szuchot). 

Owóż mówię i do Wasz, quinque słów przemawiam: 

sit longa et bona yita, — szczerze Was pozdrawiam! 

Kochajcie się szyrdeoznie jak szy nogarlioze , 

i strzeżcie jedno drugie jak w oku źrenicze, 

a dajcie dziesięciny, a dla mnie kolendę, 

za to Wasz cum omnibusz animować będę. 

A kiedy mendel dziatek Bóg wam spuści z nieba, 

przy chrzcie każdemu włożę za płachtę kęsz chleba, 

(daj-no Wać jeszcze kubek, bo połykam ślinę!) 

Oratias yobis et tibi, Domine! 

A teraz już skończyłem moją oraczyję, 

świat jej nie będzie słyszał, — bo rozum się kryje, 

ale-ć można zpamiętać, — boć to nicz wielkiego. 

Tymczasem grajki, zacznijta polszkiego! (dla nas starszych), 

a wy pueri (młodzież), — po nasz (nas) krakoszkiego! 



J20 

Raohome. 
Niedziela zapustna, 7 Lutego — 7 Marca. 

^Wyraz zapust — jak sądzi P. Żochowski— idzie pewnie od 
wyrazu Pust, który znaczył Bachusa (P); ztąd może i rozpusta 
i pustota i dzień ostatni pusty, a post jakoby po-pustu^. 

^Trzy dni (niedziela, poniedziałek i wtorek) aż do Po- 
pielca, Ostatki i dnie szalone są zwane. Huczna wesołość 
od innych dni je odróżnia ; żarłoczne biesiady, uczty, jak mó- 
wiono dawniej: na trzy zbyty, wesołe zabawy, maszkary, 
tańce i widowiska, zajmowały czas szalony, a ostatni wtorek był 
najweselszy. Są i dziś rozmajite maskarady, reduty, teatra, bale, 
herbaty tańcujące i t. p. lubo zapewne nietyle wesołe, co przed- 
tem« (ob. Lud, Ser. V, str. 262). 

„Dawniej do tych zabaw zapustnych należały dyalogi, 
które żaki szkolne wyprawiały z intermediami, na teatrach ku 
temu wystawionych lub po domach prywatnych; zwano je ko- 
medyja, a po łacinie od czasu zapustnego bacchanalia. 
Wystawiały dyalogi, przypadki z dziejów; naprzykład: budowa- 
nie wieży Babilońskiej, podróż Tobijasza, opanowanie Smoleń- 
ska i t. p. Ale najwięcej bawiły krotofilne intermedia, które akt 
jeden komedyi od drugiego oddzielały, a bywały komedyje 
o lOciu aktach. Śmiano się do rozpuku, gdy widziano leżącego 
w znak drągala, po którego brzuchu dwie lub trzy pary chło- 
piąt skakały; albo gdy zapalona z rurki papieru finfa, wąsy pod 
nosem śpiącego osmaliła i t. p. Lecz przedtem widzowie byli 
łatwiejsi do rozśmieszenia niż teraz^. 

Ł. Gołębiowski (Gry i zabawy, Warsz. 1881; str. 331) mówi: 
„W kuse dni (tak nazywano trzy dni ostatków czyli za- 
pustne) przebierali się mężczyźni za żydów, cyganów, olejkarzy, 
chłopów, dziadów: niewiasty podobnież za żydówki, cyganeczki, 
wiejskie dziewki i kobiety: mową i gestami udając osoby, ja- 
kich postać brały na siebie. Przybierano snaó, u gminu zape- 
wne, i zwierząt rozmajitych postaci, dla rozśmieszenia obe- 
cnych skokami ich. Mięsopustnego Tura dzieci się strachają, 
powiada Fredro. Rzucania się wyobrażających to zwierzę, mu- 
siały być gwałtowne, iż porównano skok tura do śmiertelnego 
skoku. — W ostatni wtorek jeden ze społeczeństwa ubrał się za 



m 

księdza, włożywszy na siebie koszulę zamiast komży, pas za- 
wiesiwszy na szyi zamiast stuły, stanął w kącie pokoju na stoł- 
ku przybitym do ściany, kobiercem w pół-pasa zasłonionym i wy- 
dawał się jak gdyby na ambonie. Ztamtąd miał kazanie jakieś 
śmieszne; to było po skończonych tańcach, nakształt pożegnania ^). 
Po wieczerzy mięsnej w ostatni wtorek, około godziny 12 
północnej, mlóko, jaja i śledzie dawano, tómi potrawami przy- 
grywając niejako postowi nadchodzącemu, i po stopniach od mięsa 
przez nabiał do niego przystępując. Ta kołacya zwała się Pod- 
kurek i wszędzie była używana, tak w wielkich domach jak 
w małych*. 

Dalej mówi Ł. Gołębiowski (Gry i zabawy, str. 832, z rę- 
kopisu ks. Eitowicza) iż: „W ostatni wtorek było zwyczajem, 
że parobezaki obwoziły po chałupach kurka drewnianego, 
na dwóch kółkach osadzonego z dyszlem, czyli raczej pro- 
stym kijem (obacz także: Kogutek na str. 143). Zapraszali dziewki 
na tego kurka, jakby na prawdziwego. Te, obeznane z obrząd- 
kiem tego rodzaju, dawały im: ser, masło, kawał szperki, kieł- 
basy, jaja; do czego^ dokupiwszy gorzałki i piwa, mogli zrobić 
ucztę nie ladajaką^. 

. Chłopcy wiejscy (pod Mszczonowem, Białą) w ostatni wto- 
rek, przebierają się za niedźwiedzi. Jeden z nich jest 
niedźwiedziem, drugi chodzi z tyczką, na którą nadziewa otrzy- 
maną po chałupach słoninę i szperkę, — trzeci machając wciąż 
skręconą ze słomy, długą na parę łokci pytą, okłada nią wszyst- 
kie dziewczęta^ które tego roku nie wydały się za mąż. Grzym- 
k o wice (ob. Ludj Ser. IX, str. 123). 



W podobny sposób przebierają się i chodzą po wsi chłopcy 
w Nieborowie i wsiach okolicznych. Jeden z nich jest turem; 
z dużym łbem bawolim, odziany płachtą, chodzi na czworakach 
i podskakuje, gdy drudzy dopomagają mu i zbierają datki, a kto 
nic dać nie chce, smagany jest słomianą pytą przez mistrza ce- 
remonii towarzystwa. 



1) Gdy kto wówczas prawi i gada wiele a nie do-rzeczy, otrzymuje 
miano: ksiądz Klituś-bajduś, Zaremba-Wojtuś! 



§roda popielcowa^ 10 Lutego, — 10 Marca. 

Wstępna środa, pierwszy dzień postu. W dzień ten 
rano, w kościele, kapłan sypie nabożnym popiół na głowę, te 
pamiętne mówiąc słowa: „Proch jesteś i w proch się 
obrócisz**. 

,)Dawniej był zwyczaj po naszych wsiach i miastach, iż 
i w ten dzień jeszcze wyprawiano mięsopustne maszkary. Sądzo- 
no (wydawano sąd na) mięsopust, zamiast którego stawiano 
bałwana w kajdanach; ścinali go potom i różne uciechy 
czynili, zwłaszcza że i to do zwyczaju należało, by trunkiem 
zęby po mięsie po płukać*. 

„Dziś chłopcy przypinają tak zwane klocki do sukien ka- 
walerów i panien, przekomarzając im się, że nie zmienili 
stanu, to jest nie zawarli ślubów małżeńskich z czasie zapust*^. 

„Warszawianie mają nadto zwyczaj gonienia mięsopu- 
stu w Wilanowie. Kiedy pora jest wczesna i dobra droga 
(sanna), niezwykły humor uprzyjemniać zwykł tę przejażdżkę*. 
Ł, Gołębiowski (Opis Warszawy, str. 226) mówi: „W dzień po- 
pielcowy ulubiona przejażdżka do Wilanowa. Przed kilkudziesiąt 
laty, kiedy w poście wcale nie używano mięsa, pozostałe zapasy 
rzeźnicy wywozili do Wilapowa i tam bal sprawiali. Ciekawość 
oglądania ich zabawy, sprowadzała coraz więcej osób; weszło to 
nareszcie w modę, chociaż i rzeźnicy przestali już balować ostat- 
kami, które później i w poście równie dobrze mogli sprzedawać. 
Tam karet, koczów, dorożek i sanek od 450 do 1000 jeździło; 
ogromne sanie w 1821 r. zaprzężone ośmią białemi końmi, przy- 
pominały kuligi staropolskie**. 

^I bliższa też, bo wmieście będąca kawa wiejska 
(przy ulicy Wiejskiej) obficie wtenczas odwiedzaną bywa (mówi 
Gołębiowski), 630 do 850 liczą przy niej powozów, a wszystko 
aż do natłoku przepełnione. Ci, którzy jechać nie mogli (do Wi- 
lanowa), na tej przechadzce zwykle poprzestają i świadkami są. 



^) „Powiadają, że Muzułmanin jeden, będąc w Wenecyi świadkiem 
tego obrzędu, a widząc później jaka spokojność zastąpiła szaleń- 
stwo zapustne, osądził, że kapłan rozumem posypał głowy**. 



równie jak patrzący w oknach ulicy Nowego -światu, nieustają- 
cego ruchu jadących tam i wracających ztamtąd powozów*. 

Czasopismo Kury er Warszawski z d, 1 Marca r. 1865 n. 48 
pisze: ,,IQocki popielcowe, odwiecznym zwyczajem i w tym roku 
rolę swoją odegrały. Spotykaliśmy panny i kawalerów, nawet mar- 
cowych, ustrojonych na plecach w przeróżne addytamenta, poczyna- 
jąc od eleganckiego papierka służącego za osłonę do Łursowskiego 
cukierka, aż do skórki z prozaicznego obciągniętej serdelka. Jak 
dawnych sięga czasów ten zwyczaj, niewiadomo; nieznany je- 
dnak zbieracz, który w r. 1614 wydał: j, Pieśni i tańce zabawom 
uczciipym gwdi*^ zamieszcza w tóm dziełku wiersz, zapewne da- 
wniejszy, w którym z okazyi klocków powiedziano : 

U której panny w tym roku 
mąż nie będzie podle boku^ — 
taka musi już kloc ciągnąć, 
albo kury z kwoką lągnąó. 
Musi jadać i kapustę, 
siać ogródki rutą, puste. 
Musi ją zżąć w Wielkiej -nocy, 
musi suszyć środy, piątki, 
msze kupować w każde świątki. 

Kuryer Codzienny (Warsz. 11 Lutego 1869, nr. 32) zaś po- 
wiada: „Wczoraj, jako w środę popielcową, dawnym zwycza- 
jem, tak pannom jak i kawalerom ^ co po upływie zapust nie 
połączyli się w stadła, przypinano z tyłu klocki z drzewa. — 
Oprócz klocków, tu i owdzie, przypięto kacze lub indycze nogi, 
albo z jaj skorupy. Dostawiono nam dwa autentyki wierszowe, 
dołączone obdarowanym klockami; przytaczamy tu obadwa. Je- 
den ze starzejących się kawalerów, przez posłańca otrzymał jako 
klocek fujarkę drewnianą na haczyku ze szpilki i wiersz: 

Panie Antoni! karnawał skończony. 
Wstępna- środa , popielec, — a ty nie masz żony. 
Za to więc, żeś ciemięga i kawaler stary, 
dźwigaj-że dziś fujarę — i bądź z nią do pary. 

„Zniecierpliwiona luba, dla której karnawał upłynął po- 
śród westchnień, a nie spełnił życzenia, przysłała swemu wiersz^ 
z którego jedne strofę zamieszczamy: 



124 



Toż ptaki na niebie 
już śmieją się z ciebie 
wołając: „żeń, żeń się I* — „żeń, żeń się!*' 
Rzuć więc stan bezźenny 
i odtąd odmienny 
wiedź żywot, — i dla mnie tóż zmień się. 
„Poezya jak poezya, ale zapewniamy, że obadwa wiersze 
są autentyczne^. 



S-eJCiEiE.IDlSri. 

10 Lutego — 16 Marca. 

W drugiej połowie Lutego lub pierwszej Marca przypadają 
dnie suche czyli ściśle postne, gdyż słowa suszyć, być 
z suchotami, twardy post oznaczają. 

Zachowywano je cztery razy do roku, a główne przy- 
padały w czasie wielkiego postu. W Mazowszu z łacińskiego wy- 
razu quatuor tempera, lud suchedni nazywał Kent o pory. 

W dawniejszych rachunkach nie liczono na kwartały w wy- 
płacaniu pensyi czyli rat rocznych, ale na Suchedni, przypa- 
dające, jak powiedziano, cztery razy do roku, w odstępach bli- 
sko trzech - miesięcznych (w Lutym, Maju, Wrześniu, Grudniu) 
(ob. Ludf Ser. V, str. 271). Ztąd tćż i zasługi, wypłacane 
wówczas czeladzie nosiły nazwę suche-dn,i. 



PÓŁPOŚCIE. ŚRODOPOŚCIE. 
1 Marca — 1 Kwietnia* 

W środę przed niedzielą środopostną wypada półpoście. 
Zwyczaj chce, aby w ten dzień odbywało się tak zwane wybi- 
janie półpościa. Po wielu bardzo miejscach dopełniano tego 
zwyczaju, a stare garnki, miski, ryneczki i t. p. naczynia napeł- 
nione popiołem, tłukły i rozbijały się o drzwi domu, trwożąc 
mieszkańców, nieprzygotowanych bardzo często na takie niespo- 
dzianki. Wielu przypisuje to pamiątce kmszenia bałwanów przy 
wprowadzeniu do kraju wiary chrześciańskiej; inni utrzymują, że 
jest-to tylko prostem przypomnieniem upłynienia połowy czasu 
postu wielkiego. 



125 

Niedziela ćrodopostna była (wedle kronik) dniem topienia 
bałwanów pogańskich po wsiach za Mieczysława I. 

Ks. Kitowicz w swych Pamiętnikach pisze: „W styczności 
poniekąd z Popielcem był zwyczaj po wsiach i miastach taki, 
iż młokos przed niewiastą przechodzącą albo też za nią, dziewka 
podobnież za mężczyzną, rzucała o ziemię garnek popiołem su- 
chym napełniony, trafiając tak blisko, ażeby popiół z garnka 
rozbitego wzniesiony na powietrze, pbsypał i olairzył. Zawołał 
wtenczas swawolnik lub swawalnica: „Półpoście mośoi pa- 
nie! — mościa pani lub panno!* — i uciekł. Że nie każdy 
mógł to znosić cierpliwie, zwłaszcza kiedy pomiędzy osobą czy- 
niącą i cierpiącą żadnej nie było znajomości i przyjaźni, i nie- 
przyjemnie było mieć okurzoną suknię i zasypane oczy — po- 
wstawały ztąd zwady i bitwy. Ustała więc ta ceremonija świa- 
towa, niekośeielna ; spotykała żydów tylko, któryeh garnkiem 
popiołu i w plecy zwalono, a czasem jeszcze i kijem wyprano; 
wszakże sądy marszałkowskie, karząc za to na worku lub skó- 
rze wedle stanu, i to także powściągnęły. Po wsiach uderzano 
jeszcze niekiedy zmrokiem garnkiem podobnym o drzwi, okien- 
nicę lub ścianę, budząc śpiących odgłosem tym i krzykiem na- 
głym: półpoście!^ 

Trafiały się z tego powodu i przypadki. I tak: Janicki 
Kacper, warszawski kupiec^ w swych notatach pod rokiem 1732 
wyraża, jako na Podwalu w Warszawie szewczyk chciał ude- 
rzyć garnkiem z popiołem we drzwi piernikarza; w tćm, siedmio- 
letnia dziewczynka otwiera drzwi, garnek ją trafił w głowę i zo- 
stała bez duszy; chłopca złapano i oddano do p. marszałka. 
(Kuryer Warszawski z r, 1823 nr. 55). 



]M[ A^ R Z E C- 



„Ten miesiąc może jak u Łacinników od Marsa pochodzić, 
ale i słowo nasze marznąc (mar-znąć) do tej nazwy i do chwili 
którą przyi^osi, jest stosowne. Przytćm, czemużby nie miał brać 
początku od sławiańskiej Marzanny?^ 



J26^ 

Miesiąc ten najwięcej odbiera przygan dla chwil zmiennych; 
ztąd przysłowie: 

1. W Marcu — jak w garncu. 

Zmienność ta osobliwie starcom daje się uczuć; to tćż nie- 
jeden : 

2. W Marzec — zadrze brodę starzec. 

Słabą tćź i nietrwałą jest : 

3. Pojednana przyjaźń — by marcowy lód. 

Jednak lubowników trunków: marcowe piwko, — a płeć 
piękną: marcowa woda, pogodzić-by z nim powinny. 

Przysłowie gospodarskie uczy, iż suchy Marzec naj- 
lepsze urodzaje zapewnia. 

4. Suchy Marzec — mokry Maj, 
będzie żytko jako gaj. 

Najlepszy tóż siew grochu w tym miesiącu, zaraz, jak tylko 
na rolę wjechać można: 

5. Eto sieje groch w Marcu, 
będzie go gotował w garcu. 
A kto w Maju — w jaju, 

S. A 1 b i n. 

1 Marca. 
Sławianie przed samym świtem się zgromadzali dnia tego 
na cmentarze z pochodniami i tam na pamiątkę umarłych ofiary 
i modły czynili. 

S. Kazimierz. 

'4 Marca. 
Jest przysłowie: 

1. Na świętego Kazimierza, 
wyjdzie skowronek z pod pierza. 

Często w cieplejsze czasy, wybijają skowronki w górę. 
A dzionek też rośnie, więc: 

2. Na świętego Kazimierza 
dzień się z nocą przymierza. 

S. Tomasz z Akwinu. 

7 Marca. 

W tym dniu nastąpił chrzest Mieczysława I czyli Mieszka 
r. 965. Dziejopisowie twierdzą, iż przez pięć wieków tę wielką 
pamiątkę obchodzono topieniem bałwanów. 



127 

SS. Cyryl i Metody, 

9 Marca. 
Dzień poświęcony czci Cyrylla i Metodego, apostołów sła- 
wiańskich. Oni sprawili, że przyjęły Morawy wiarę chrześciań- 
ską, a przy nich odebrała oświatę i Polska (Chrobacya). Cyrylle- 
mu pierwszy przekład biblii w języku sławiańskim (staro - buł- 
garskim) winniśmy. 

Czterdziestu Męczenników. 

10 Marca. 
Dzień ważny, bo jest powiastka, że jeśli w tym dniu od- 
wilż, to potrwa ona dni 40 i już się zima skończyła; jeśli zaś 
mróz, to ich jeszcze 40 takich będzie. Teraźniejsi jednak pro- 
gnostykarze, łatwi do ugody, pozwalają uzupełnić tę liczbę mro- 
źnych dni w Październiku i Listopadzie. 

S. Grzegorz. 

12 Marca. 
Przysłowie powiada: 

1. Na świętego Grzegorza — idą rzeki do morza, 
(gdyż Wisła i inne rzeki naszego kraju, puszczają w tej dobie). 
Dzień świętego Grzegorza był niegdyś świętem żaków szkol-' 
nych. Dnia tego wiedli rodzice dzieci do szkół ; mamy tego pa- 
miątkę w śpiewach, jako-to: 

Gre-gre-gre-gory, 
pójdźcie dzieci do szkoły. 

Szkoły poczynające zwały się tćź gregoryanki. Dzień 
ten dzieci wesoło, w szkołach obchodziły. Dzielił z niemi weso- 
łość ich bakałarz, którego długim sznurem nawleczonym obwa- 
rzankami opasywały tyle razy, ile wystarczał. Uciekał bakałarz 
tak opasany, a dzieci, szarpiąc obwarzanki, za nim goniły. 

Albo tóź, według Eomonieckiego, dawniejsze żaki przyby- 
szów nowych ezęstowaU, nalawssy im piwa w misę i obwarzan- 
ków weń nadrobiwszy. A gdy zjedli, przynosił kalefaktor gar- 
niec cegły tłuczonej i wodą rozmieszanej, i między siedzące na 
ziemi żaki go rzucił, a wtóm uciekał; oni gonili za nim mó- 
wiąc, że miód szkolny rozbił (ob. Ludj Ser. Y, str. 366). 



128 

S. Józef. 

19 Marca. 

Że zbliża się czas wiosenny, przeto mówią: 

1. Święty Józef kiwnie brodą, 
idź-że zimno na d62 z wodą. 



2. Święty Józek — wiezie trawy wózek, 

ale czasem smuci — bo śniegiem przyrzuci. 

S. Benedykt 

21 Marca. 

Wtedy przysłowie głosi: 

1. Benedykt w pole z grochem, 
Wojciech z owsem jedzie; — 
Marek ze lnem, 
Filip tatarkę wywiedzie. 

Zwiastowanie N. P. 

25 Marca. 
Święto N. P. Maryi Zwiastowania^). Zowią ją także wio- 
senną. 

Podług dawnych gospodarzy, w dniu tym jaskółki wra- 
cają do życia, ukazywać się poczynają i wiosnę zwiastują, lubo 
przysłowie ostrzega, że: 

Jedna jaskółka nie czyni lata. 



K^yriECIEN. 



Miesiąc ten winien piękną swą nazwę przyjemnej porze^ 
strojącej ziemię kwieciem. 

1. Na Kwiecień 

lada z czego wianek upięciem. 



1) Gdy święto to wypada w czasie Wielkiego tygodnia, przekła- 
dają je na czas *po przewodniej niedzieli. 



129 

Pociesza on nadzieją gospodarzy, że bjdło już karmy 
domowej potrzebować nie będzie, oo dało powód przysłowiu: 

2. Przyjdzie Kwiecień, 
ostatek z gumna wymięciem. 

Kiedy ten miesiąc ciepły i mokry, wtedy obfite urodzaje 
obiecuje, podług przysłowia: 

3. Suchy Marzec, Maj niechtodny, 
Kwiecień mokry, rok niegtodoy. 

1 Kwietnia. 

Dawny zwyczaj zwodzenia ludzi w dzień ten dotąd zacho* 
wany, nie jest naszym narodowym zwyczajem^). Właściwego po- 
czątku naznaczyć mu trudno. Kto się dał zwieść czyli złapać na 
cudze kłamstwo, temu zwodzący, wyznając prawdę, rzuca słowo : 
Prima Aprilis! — nie słuchaj bo się omylisz! 

Ł. Gołębiowski mówi: „Zwyczaj dozwala w tym dniu zwo- 
dzić i kłamać dla śmiechu. Zkądby on wszedł w utycie, niewia- 
domo. Być może, iż na pamiątkę, że w tym dniu żydzi kazali 
mówić żołnierzom, stojącym u grobu Chrystusa ^ jakoby Zba- 
wiciel nie zmartwychwstał. Chrystus bowiem ukrzyżowany 
80 Marca, wstał z grobu 1 Kwietnia-. 

Z dniem tym, jako rozpoczynającym drugi kwartał roku, 
rozpoczyna się pora przeprowadzeń czyli zmiany mieszkań, jako 
i zmiany służących. 

S. Franciszek k Paulo. 

2 Kwietnia. 

Przypowieść powiada z powodu przylotu bocianów: 

Na świętego Franciszka zielenią się lany, 
i z zimowiska swego wracają bociany. 



Mimo to, zdarza się, że bywa jeszcze: 

Na święty Wincenty (5 Kwietnia) 
nieraz mrozek cięty. 



1) Zwyczaj ten atoli w całym jest znany kraju, lubo ściślej zacho- 
wywany bywa w Mazowszu (i w Warszawie) niż w Krakow- 
skiem i Galioyi. 

Mazowtse. Tom Ł ' 



^30 

Kwietnia Niedsiela. 

18 Marca — 14 Kwietnia. 

Niedziela kwietnia zwana, gdyż najczęściej przypada 
w Kwietniu, stanowi początek Wielkiego tygodnia i dłuższego 
po kościołach nabożeństwa, na uczczenie ważny cli dla chrześcia- 
nina pamiątek. 

Dawniej, ażeby dodać obchodowi świetności i żywsze w pro- 
stych umysłach wzbudzić uczucie, grywane były dyalogi o męce 
Pańskiej. Jeden z nich, dominikański, zaczynał się od wjazdu 
w dniu tym Zbawiciela do Jerozolimy, a kończył się we środę 
pochowaniem jego. Kraków i Częstochowa były stolicą aktorów 
męki Pańskiej, którzy z przenośnym teatrem jeździli po mia- 
steczkach, a nawet po wsiach, i ludowi widowiska pokazywali 
za opłatą. Trwało to do roku 1603, w którym ^kazał ich jakp 
gorszących obyczaje Bernard Maciejowski, biskup krakowski. 

Z rękopisu ks. Kitowicza powiada Ruryer Warszawski 
r. 1822 nr. 77: ^Niedziela, poprzedzająca święta pożądane, obu- 
dzała radość; po skończonćm nabożeństwie młodzież szkolna 
w kościele uszykowawszy się we dwa rzędy, miała o r a c y e 
wierszem. Następnie prawili perory o śledziu, poście, biedzie 
szkolnej, kołaczach i plackach poświęconych. Po nich wysuwały 
się chłopaki dorosłe miejskie lub ze wsi przybyłe; poprzebierali 
się za pastuchów, pielgrzymów, olejkarzy, huzarów i innych żoł- 
nierzy. Jedni strój mieli ozdobiony pętlicami, z złotego papieru 
wysokie kołpaki, za oręż młotek na długim osadzony kiju, dru- 
dzy wąsy przyprawne i brody z konopi, infuły z papióru, obu- 
chy i szable drewniane (Winkler w swym rękopisie wyraża, że 
w r. 1738 takich chłopców było 500. Kuryer Warsz. r. 1828, 
nr. 78). Zdobywali się na rozmajite oraoye podobnież jak 
uczniowie, lecz gdy takowe wiersze i mowy przez lichych czę- 
stokroć poetów i retorów napisane, śmiech tylko wzniecały, za* 
bronił ich w swym kościele wizytator Missyonarzy ks. Śliwicki: 
za jego przykładem i inni poszli. Tak więc od panowania Au- 
gusta in już tylko po domach prywatnych bywały oracye chłop- 
ców, którzy co trzeci wyraz uderzali młotkiem o podłogę, włó«* 
czyli się i po domach warszawskich po kilkunastu razem. Chłop- 
stwo dłużej zachowało ten obyczaj, nachodząc pomieszkania osób 
z gminu, rozśmieszając po szynkowniach^ a kiedy gdzie podobnyż 



131 



spotkali oddział, przychodziło do walki, w której nie obeszło się 
bez guzów. Teraz ustało to zupełnie^ ^). 

Rolnicy mówią: Pogoda w kwietnia niedzielę, 
wróży urodzajów wield 



Wielki tydzień 2). 

Ł. Gołębiowski mówi: „Wszyscy Polacy w duchu pobo- 
żności w Wielki tydzień odrzuciwszy dzieła światowe, zajmowali 
się nabożeństwem, przygotowaniem do spowiedzi wielkanocnej 
i żadnego nie opuszczali nabożeństwa. Taką była i Eonstancya 
Austryjaczka, żona Zygmunta III, która przez cały Wielki ty- 
dzień zwiedzała ubogich i chorych, udzielała wsparcie, a w Wielki 
piątek obchodziła groby i całą noc przepędzała w kościele aż do 
zaśpiewania w sobotę o północy Alleluja! 



Środa wielka. 

21 Marca — 17 Kwietnia. 

Po jutrzni, w kościele odprawionej, która się nazywa cie- 
mną dla tego, że po jednej świócy za każdym psalmem odpra* 
wionym gaszą; jest zwyczaj, na znak tego zamieszania, które 
powstało przy męce Chrystusowej, że księża psałterzami i bre- 
wijarzami uderzają o ławki, robiąc tym sposobem łoskot mały. 
Swawolne chłopcy, naśladując księży, pozbiegawszy się do ko<- 
ścioła z kijami, tłukli niemi o ławki z całej mocy, czyniąc 
grzmot jak największy, póki dziady i słudzy kościelni , przypadł- 
szy z batożkami, nie wypędzili ich z kościoła; wszakże, jako 
młodsi i zwinniejsi, zarwawszy tego i owego kijem po plecach, 
zdążyli umknąć. Nie przestali wszakże na tem; zrobiwszy bo- 



^) Za Władysława lY w ten dzień panięta, synowie znakomitych 
rodzin w białe szaty ubrani przynosili królowi palmy. Następca 
jego, Jan Kazimierz, nigdy prawie na Wielkanoc nie znajdował 
się w stolicy, i przez to usti^ ten zwyczaj. 

2) Pamiętnik relig. morał. Warsz. 1847, tom 12, str. 330: Wielki 
tydzień. — Gazeta Pohka, Warsz., 1865 nr. 80 — 85: Opis zwy- 
czajów kościelnych Wielkiego tygodnia. 

9* 



ia2 

wiem bałwana ze starych gałganów, wypchawszy go słomą, 
i włożywszy mu w zanadrze szkło potłuczone na znak srebrni- 
ków, za które sprzedał Judasz Chrystusa, chcieli mieć przez to 
wyobrażenie (postać) Judasza do wypędzenia. Wyprawili z nim 
na wieżę kościelną jednego lub dwóch z pomiędzy siebie, a dru- 
dzy z kijami na pogotowiu pod wieżą stanęli. Skoro Judasz zo- 
stał zrzucony, jedeii z nich porwawszy za. postronek ^ uwiązał go 
u szyji tego bałwana, włóczył po ulicy, biegając z nim tu 
i owdzie ; drudzy goniąc za nim, bili go nieustannie, wołając z ca- 
łej siły: Judaszl Judasz! — dopóki owego dziwoląga w ni- 
wecz nie popsuli >). Jeśli im żyd jaki wtenczas się nawinął, rzu- 
cali zmyślonego Judasza, a prawdziwego Judę pomiędzy siebie 
pochwyciwszy, tak długo i szczerze kijami okładali, póki im się 
nie wymknął. Swawola ta chłopców, jako pokrzywdzająca domy 
boskie, sług kościelnych i biednych zwykle źydków^ za wdaniem 
się władz duchownych i osób rządowych, zniesioną została. 



Wielki Csswartek *^). 

22 Marca — 18 Kwietnia. 

Podobnie jak biskupi tego dopełniali i dopełniają, tak 
i królowie nasi w wielki czwartek ubogim starcom umywali nogi. 
Zygmunt III statecznie obrządek ten dopełniał. Za Stanisława 
Augusta urząd jałmużnika zwykle odbywał ks. Naruszewicz. — 
Baz się trafiło, że każdy z 12 starców miał 100 lat z okładem> 
a jeden 126, tak, że wszyscy razem 1300 lat mieli. Sadzano ich 
potom do stołu, a król i znakomitsze osoby im usługiwali. Każdy 
starzec otrzymywał zupełny ubiór; łyżkę, nóż i grabki srebrne^ 
tudzież serwetę, w której dukat był zawiązany. Następowała po- 



^) Ł« Gołębiowski mówi: „Przed czterdziestu kilku laty w War- 
szawie by} zwyczaj, że dzieci z pospólstwa ustrojily bałwana za 
Judasza, w kieszenie kładli mu worek z 30 kawałkami szkła, 
jakoby tyluż srebrnikami, oprowadzali po ulicach, potom wcią- 
gali na wieżę kościoła P. Maryi na Nowóm-mieście , ztamftąd 
zrzucali, za włosy targali^ bili, i w Wiśle topili, ale działo się 
to w wielki piątek. 

2) Tygodnik illustr. Warsz., 1860, nr. 28: Wielki czwartek, opis 
Magiera o Warszawie. 



tern wieczerza Pańska , do której król wzywał wszystkie znako- 
mite osoby, poczóm było oratorium (drama pobożne) i kwesta 
przez jedne ze znakomitych dam w asystencyi panien, w kościele 
lub kaplicy, przy tacy srebrnej dopełniana. 



Grzechotki. 

Ł. Gołębiowski (Xwd polski, str. 129) mówi: „Mają one 
początek w wielki czwartek, koniec w wielką sobotę i trwają 
przez ten czas, kiedy kościół nie używa dzwonów, tylko kleko- 
tek do kołatania. Jak tylko na wieży kościelnej przedtem ode- 
zwała się klekota, chłopcy natychmiast nie omieszkali biegać po 
ulicach ze swojemi grzechotkami, czyniąc niemi przykry hałas. 
Narzędzie to spore drewniane, w którem cienka deszczułka, obra- 
cając się na walcu drewnianym pokarbowanym także, donośne 
czyni terkotanie; im tężej ta deszczułka do walca przymocowa- 
na, obracając silnie grzechotką za rękojeść trzymaną, tem gło- 
śniejszy czyniono łoskot. Jedni robili je sami, drudzy kupowali 
gotowe; na rynku bowiem wystawiano je kupami, jako towar pożą- 
dany. Klekotka kościelna większa była, osadzona na kółkach 
jak taczki, dla łatwiejszego toczenia jej po ulicy około świątyni 
Pańskiej, i oznajmienia ludowi zbliżającego się nabożeństwa^. 

-Teraz nocni stróże w Warszawie i po innych miejscach 
grzechotkami oznaczają godziny; szybkiem, oiągłem i mocnem 
ich wstrząsaniem, ostrzegają o pożarze, do ratunku lub czujno- 
ści wzywają**. 

Wielki Piątek. 

Groby. Kapnicy. 
23 Marca — 19 Kmetnia. 

Dzień ten poświęcony rozpamiętywaniu męki Pańskiej. Po 
nabożeństwie odbytem, zaczynało się obchodzenie grobów. Tak 
mężczyźni jak i kobiety ubrani byli czarno. Pani de Guebriant, 
która żonę Władysławowi IV, Maryę Ludwikę przywiozła do 
Warszawy (obaoz Pamiętnik Niemcewicza), znajdowała groby 
wielkopiątkowe w Polsce kształtniejszemi niż we Francyi. Wsz'ę- 
dzie niemal było wyobrażenie (wizerunek) P. Jezusa i N. 



134 

Panny bolesnej przy nim, rozpadała się ziemia, obroty niebios 
były wystawione, mnóstwo lamp i świec jarzących objaśniało to 
wszystko. U Jezuitów grób cały z szyszaków, pałaszów i innej 
broni, wszędzie łagodna i smutna przygrywała muzyka. 

Naucza nas Pamiętnik ks. Eitowicza, źe w ciągu panowa- 
nia Augusta III groby „jaką historyę z starego lub nowego te- 
stamentu wyobrażały, często ruchomą i przesuwającą się; naj- 
piękniejsze bywały u Jezuitów i Missyonarzy, najskromniejsze 
u Pijarów, U grobu w kollegiacie ś. Jana wartę odbywały dra- 
banty królowej, u 6. Trójcy artyllerya konna. Karabiny rurą na 
dół obrócone być musiały. Król, źe otyły był niezmiernie, gro- 
bów nie obchodził ani objeżdżał, bywał tylko na lamentacyach 
uAugustyjanów, gdzie się jego muzyka i śpiewy słyszeć dawały*^. 
„Do pięknych i teraz (r. 1830. mówi Gołębiowski), policzyć mo- 
żna grób u Missyonarzy (ś. Krzyża) w kościele dolnym (pod- 
ziemnym), u Kapucynów z wytryskującą fontanną, w starożytnym 
8. Jana, metropolitalnym dziś gmachu, w kościele ś. Aleksandra 
gdzie marmurowy posąg Zbawiciela w grobie leżącego, — jak 
i po niewieścich klasztorach; tam albowiem kwiatów i krzewów 
bywa mnóstwo, a gust lepszy i słodkie ich śpiewy pomnażają 
wzruszenie. Wszędzie niemal w pewnych godzinach wdzięczna 
odzywa się muzyka. Piękne kwestarki, czarno ubrane, w ka- 
żdym kościele siedząc, potrząsają tackami, wzywając dobroczyn- 
ności dla sierót, ubogich i kalectwa^. 

„Groby po wsiach nie ustępowały miejskim; sadzono się 
w ich ubraniu na przepych i okazałość; tu wśród morskich bał-, 
wanów straszny wieloryb coraz połykał i wyrzucał Jonasza ; tam 
cudowna łówka ryb św. Piotra była wystawiona; tu inny jaki 
przedmiot pobożny. Ogródek przed grobem wzorzysty z pięknie 
wzrosłego owsu, rzerzuchy, bukszpanu, próżne miejsca koloro- 
wym piaskiem wysypane; po stronach drzewka cytrynowe, po- 
marańczowe i kwiaty, lampy z kolorowemi zasłonami. Domowni- 
ków i rodzinę spisano, i do klęczenia u grobów przeznaczonych, 
ciągle przywożono i odwożono; muzyka na części podzielona, 
przygrywała nieustannie, lub przyjemne dobranych niewiast 
i mężczyzn pobożne śpiewy nucących, słyszeć się dawały głosy ^. 

Dawniej był to dzień najliczoiejsirych nabożnych widowisk. 
Słynęły długo dyalogi wielko-piątkowe Mrzygłodowicza : Z dra- 



A^ Judasza. Zaparcie aię Piotra. Skarga ludu. Ze- 
znania fałszywych świadków. Sądy Kajfasza, An- 
nasza i Piłata. 

,P4) południa w miastach, a nawet po wsiach zaczynały 
się processye. Że wszystko do rzeczywistości wyobrażać chciano^ 
bywał udający Pana Jezusa w koronie cierniowej z łańcuchami, 
i dźwigał krzyż wielki; dopomagał mu Cyreneusz, otaczali ich 
żołnierze Judzcy, a kiedy upadał pod tem brzemieniem, płazo- 
wano go, mówiąc: „Postępuj Jezul* — Eapnicy w sza- 
rych lub kolorowych kapach, na pamiątkę ran pięciu, w tyluż 
kości(^ach, albo w jednym tylekroć biczowali się przez całe Mi- 
sę r e. Dawali im znak marszałkowie, kiedy krzyżem leżeć, sma- 
gać się, krzyż całować, dalszą procesyę rozpoczynać mają. W pó- 
źniejszych czasach, że to widowisko zbyt rażąco było, zniesiono 
kapników** (Ludj Ser. IX, str. 131). 

Niech nam wolno będzie przytoczyć pełen uczucia wiersz, 
w którym Andrzej ze Słupia, w roku jeszcze 1470, kreśli ciężką 
boleść Matki Bożej ^): 

Synu miły i wybrany, 

podziel z Matką twoje rany; 

przemów Ty do Matki, by się pocieszyła, 
bo już odchodzisz odemnie, moja nadziejo miła! 

O Aniele Gabryelu, gdzie owo wesele? 

któregoś mi obiecywał tak wiele, 

mówiąc do mnie: „Panno, pełnaś miłości!^ 

A ja tu pełna smutku, pełna żałości, 
zdrętwiało we mnie ciało, ból przejął me kości! 



Sledż i żur. 

W wielki piątek albo w wielką sobotę, przedtem, dworska 
przy małych dworach drużyf^a, uwiązawszy śledzia na długim 
powrozie, do którego imaką nicią był przyczepiony, wieszała na 
suchej wierzbie alba lonem drzewie nad drogą, 4carząc go, że 
przez siedm niedziel pAorzył ich żołądki. 



1) Straszne i rozdzierające te rymy wygłosił ten sam Andrzej ze 
Słupia, który zkądinąd pełne rzewności składał pieśni „ku czci 
Bożej Matachny, ze wszystkich róż rajskich najkraśniejszej^. 



136^ 

Zur wynosili równie z kuchni, jako już niepotrzebny ; było 
to sidłem dla jakiego prostaka. Namówili go^,ieby garnek z żu- 
rem w kawałku sieci wziął na plecy i niósł gp tak, a}bo na gło- 
wie trzymając, et quidem do pogrzebu. Za nim frant szedł 
z rydlem, jako mający dół kopaó, w którym żur pochowają. 
Gdy się wyprowadzili z kuchni na dziedziniec z orszakiem nie- 
małym, ów co szedł z tyłu z rydlem, uderzył w garnek i po- 
tłukł go, a żur oblał niosącego i sprawił radoóc powszechną 
i śmiech długotrwały (Lwd, Ser. V, str. 281). 



Wielka Sobota. 

24 Marca — 21 Kwietnia. 

Woda święcona. Alleluja. Resurrekcya. 

Ci, którzy od wieczerzy Pańskiej aż do święconego nic nie 
jedli, napili się tylko wody święconej w sobotę wielką, braU ją 
wszyscy do domów w flaszeczkach i zasilali się z rodziną całą 
i domownikami; do majętniejszych roznosiły ją dziady i babki 
szpitalne, za to otrzymywali podarek. 

Prócz wysłuchania dłuższego nabożeństwa, zajęte jeszcze 
były i są tego dnia gospodynie ustawieniem święconego po- 
żywienia, to jest tego, które ksiądz przy krótkiej modlitwie już 
pokropił, lub ma pokropić w tym dniu święconą wodą. Niekiedy 
święci on je dopiero po resurrekcyi. Któż nie czytał zadziwiają- 
cej obfitości pieczywa święconego? Kołacze krakowskie najwięcej 
słynęły. 

Gdy ksiądz w czasie mszy pierwszy raz Alleluja zaśpie- 
wał, wtedy uściśnieniem ręki, ukłonem głowy i cichym głosem 
winszowali sobie wszyscy obecni wesołego Alleluja. Podo- 
bnież, przy spotkaniu się na ulicach i w domu. 

Zawsze pobożni Polacy i ich Królowie z rodziną swoją, — 
czytamy w opisie podróży pani Guóbriant/— większą połowę 
nocy w sobotę wielką przepędzali w kościele. W stolicy, w mia- 
stach i po wsiach, w czasie resurrekcyi strzelano z armat, 
moździerzy, organków, z fuzyj i pistoletów przez beczkę próżną 
dla większego odgłosu, palono w około kościoła i cerkwi (lub 
na bliższych przynajmniej miejscach) beczki . smolne. Jedno i dru- 
gie przez niezręczność lub nieostrożność zrządzało przypadki. 



1?L 

.^Podobiiieź jak poprzednicy jego, August III bywał na re- 
surrekeyi w koUegiacie s. Jana; artylerya ^00 razy dawała ognia 
na gnojowej górze (dziś ulica Oboźna i Sewerynów). Eról, że. 
był otyły, raz tylko dla niego kościół obchodziła procesgyja. 
Ministrami, dworem i senatem otoczony, bywał na resurrekcyi 
Stanisław August* Po rzezi Humańskieji i kiedy o podobnejźe 
na początku czteroletniego sejmu rozeszły się wieści, ażeby uni- 
knąć nocnego napadu wroga, w wielu miejscach przeniesiono 
resurrekcyę z północy do poranku. G-dzie kościołów jest wiele, 
o różnych godzinach bywa resurrekcya, a lud pobożny z jednej 
udaje się na drugą, i wszystkie niemal obejdzie^. 



WIELKANOC. 

Niedziela icielka^ 25 Marca — 21 Kwietnia. 

Długie były spory o czas obchodzenia tego święta. Sobór 
Nicejski go ustalił roku 325, stanowiąc: iż Wielkanoc ma być 
zawsze obchodzoną w niedzielę w kwadrze pełni księżyca, 
po porównaniu dnia z nocą. Pełnia ta wielkanocna 
ani rychlej jak 22 Marca, ani później jak 19 Kwietnia przypaść 
nie może. 

Dzielenie się święconóm jajkiem i winszowanie wzajemne, 
wspólne jest całemu chrześciańskiemu światu. 

Po wsiach jest, i na Mazowszu jak wszędzie, zwyczaj po 
wyjściu z kościoła po nabożeństwie, ścigania się wzajemnego, by 
co-rychlej przybiedz do domu i wziąść się do spożycia przygoto- 
wanego śwęconego jadła. 

ŚWIĘCONE. 

Stary to kraju naszego obyczaj. W tym dniu kmiotek 
i najuboższy nawet człowiek zdobędzie się przynajmniej na ka- 
wał wieprzowiny, kiełbasę, placek i jaja, oświecone na cmenta- 
rzu kościelnym; majętniejszy, okazalsze wystawia święcone. Po 
nabożeństwie, odbytom z rodziną i domownikami, dzielą się 
uprzejmie z gośćmi i każdym w dom. przybyłym, wśród życzeń 
jak-najlepszego zdrowia i pomyślności, święconóm jajkiem. 



^138 

którego nikt odmówić tiie może; potom imiómi, a^tawionómi 
suto na stołach, częsl^ją i raozą się zapasami. 

Gołębiowski mówi, że każda część święconego w ówćsze- 
snych . wyobraźeniacli miała jakąś moc szczególniejszą; tak 
Rey w Postylli P. p. 5 powiada żartobliwie: „W dzień wiel- 
kanocny kto święconego nie je, a kiełbasy dla węża, chrzanu 
dla płech (pcheł), jarząbka dla więzienia (chowa), już zły chrze- 
ścianin''. — Jemu^śmy obowiązani, że nam, jak wiele innych 
zwyczajów, tak i to mniemanie z swych czasów zachował. 

Eto resurrekcyę zaspał, utrzymywano, że nićma pra- 
wa jeść święconego. Baranek na sucho pieczony, placki pełne 
szafranu, jaja (wśród których są pisanki niekiedy), to główna 
zasada święconego ^). Kosztowano wszystkiego po-trosze; resztę 
zostawiano służącym (ob. Łydy Ser. Y, str. 282). 

Uginają się i teraz (powiada Gołębiowski w r. 1830) stoły 
pod ciężarem szynek, mięsiw, kiełbas lub placków, mazurków, 
jaj (z żółtek tych ostatnich robi się jako podścielisko do jadła, 
zaprawa przy pomocy octu i oliwy). Rzadko już gdzie, dają się 
atoli widzieć starożytne ciast gatunki, kołacze, obertuchy, jaje- 
czniki. Jaka, muno to, w owych wiekach, taka i teraz radość, 
kiedy się udały ciasta; smutek w przeciwnym razie. Są ciasta 
parzone, baby petynetowe, dla równości w dziurkowaniu tak 
nazwane. Słyną pod tym względem dobre gospodynie, w piecze- 
niu ciast wybornych trafne; do nich inne udają się o przepisy. 
Gdzie większą chcą mieć okazałość, po miastach nadewszystko, 
cukiernicze zastawiają ciasto, lukrowaniem po wierzchu ozdo- 
bne: baby migdałowe, z razowego chleba, trójkolorowej massy 
(białej, różowej i ciemnej), torty królewskie i t. d. 



*) Pani Stefania Ulanowska powiada w Tygodniku illustr, (Warsz. 
1884^ nr. 68)^ iż „w ziemi Czerskiej mają także pisanki, a piszą 
po nich żelazkiem podobnem do igty, zmaczanćm w rozpuszczo-* 
nym zasklepię, to jest w wosku; potem farbują je w bra- 
zylii na czarno i w cebulaku na żółto, a wzory, zasklepem 
napisane, białe mi pozostają. Ta odmiana kolorów musi tćź 
mieć symboliczne swoje zastosowanie do rozmajitości barw wio- 
sennych, następującej po. jednostajnej białości zimy^. 



139^ 
Wielkanoc. 

Dyngus. 
Poniedziałek, 26 Marca — 22 Kwietnia. 

W kaźdem prawie mieście jest ulubiona jaka okolica, do 
której lud dla rozrywki zwykł się zgromadzać, co się zowie : i s ć 
na Emmaus, z powodu, iź w drugie święto wielkanocne kościół 
obchodzi pamiątkę^ jak Chrystus z uczniami szedł z Jerozolimy 
do EmmauB. Warszawianie schodzą, się przed klasztorem ks. Bo- 
nifratrów, gdzie w ten dzień wolno jest odwiedzać ob łąka- 
nych (których zakład znajduje się przy pomienionym klasztorze). 

Zwyczaj dyngusu czyli śmigusu ^), który do wesołych 
żartów i igraszek pochop daje, jak wiadomo, niezmiernie staro- 
żytny, ma mieć (wedle kronikarzy) początek od Jagiełły dopiero, 
kiedy król ten chrzcić kazał w ten dzień gromady Litwinów, po- 
lewając je wodą. 

Po wsiach parobcy i dziewki dorosłe, oblewają się wzajem 
wodą,, ile 'możności znienacka, jak to w powszechnym jest zwy- 
czaju, podczas ^dy chłopcy i dziewczątka-podrostki (tamci z ko- 
gutkiem a te z gajikiem chodzą od domu do domu i dyngu- 
Bują, t. j. śpiewając i winszując, zbierają podarki, złożone z jaj, 
BĆra, kukiełek, drobnych pieniędzy i t. d. 

Wtorek. 

Niektórzy jeszcze dzień ten święcą, a raczej świętują odby- 
waniem przechadzek^ jakkolwiek trzecie to święto oddawna znie- 
flionem zostało. 



1) Wejnert w Starożytnościach Warszawy (t. III, str. 196) mówi: 
„Zwyczaj był w starej Warszawie, iż kantorowi w kościele iw. 
Jana, dawało miasto kolendę na Wielkanoc, która nazywała się 
s z m i g u 8. Chcąc go zachęcić do równej gorliwości w czasie 
akta uroczystego wesela królewicza Jakóba, syna Jana III, mia- 
sto wynagrodzenie podobne udzieliło mu w kwocie zl. 1 gr. 20 
(około pól rubla na dzisiejszą monetę). 



140 



z pleśni wielkanocnych prsytaoiamy nMtf pująoe : 

42. 



jjrrrJ j J iif ir J | ^^+f=ir/7yiJ J J j 



Chrysfcas cmartwych-wsUn jett, nam 



^g 



M pnykład dan JMt, U 



^ 



S 



i 



^ 



ia TL i.._ 



twychpowstaó zPaoem Bogiem królo ~ waó Al- la ^ lu— Ja. 

Chrystus smartwjch-wstan jest 5. Powiedz n&m Maryja, 
nam na przykład dan jest, 
iż mamy z martwych powstać, 
z Pan^m Bogiem królować. 



Alleluja ! 
Łeźal trzy dni w grobie, 
bok dał przebić sobie; 
bok, ręce, nodze obie 
na zbawienie (człowiecze) tobie. 

Alleluja I 
Trzy Maryje poszły, 
drogie maści niosły. 
Chciały Chrystusa pomazać. 
Jemu cześć i chwałę dać. 

Alleluja! 
Gdy na drodze były, 
tak sobie mówiły: 
Jest tam kamień niemały, 
a któż nam go odwali? 

Alleluja! 
9. 



Gdzieś Pana widziała? 
Widziałam Go po męce, 
trzymał chorągiew w ręce. 
Alleluja! 

6. Gdy nad grobem stały, 
rzekł im Anioł biały: 
Nie^ bójcie się dziewice, 
ujrzycie Boże lice. 

Alleluja! 

7. Jezusa szukacie? 

tu go nie znajdziecie. 
Wstał-ci z wartwych, tu Go nie, 
tylko Jego odzienie. 
Alleluja ! 

8. Łukasz z Kleofasem, 
oba jednym czasem 

szli do miasteczka Emaus, 
Posłał-ci ich Pan Jezus. 



Alleluja! 
Bądźmy wszyscy weseli, 
jako w niebie Anieli. 
Czegośmy pożądali, 
tegośmy doczekali. 
Alleluja ! 
Es. Mioduszewski: Śpiewnik kościelny (Krak. 1838, str. 129). 



Chodząc po dyng^Ie. 4(j. 

1.. Chrystus zmartwychwstaje, 3. 

^. . noma przykład daje. 

«. I my. mamy zmartwychwstać 

z Bogiem Ojcem królować. 
Alelijo. 
2. Łezał trzy dni w grobie , 4. 

d^ bok przebić sobie. 

Dał bok przebić i ręce, 

na zbawienie cłowiece. 
Alelijo. 



od Czerskft (OiapUn). 

Trzy Maryje posły, 
drogie maście niosły. 
Chcidły Boga nśmozać. 
nie chcioł jem sie pok&zać. 

Alelijo. 
I nad grobem stały, 
tak sobie godały: 
Jest tam kamień niemały, 
a chtóz go ndm odwali? 

Alelijo. 



141 



5. Jest tu Anioł Boży, 
to num go odwozy. 
Patrzcie, patrzcie dziewice, 
njzyjoie boskie lice. 

Alelijo. 

6. Maryja z Janasem 
śli o jednym casem, 
śli do miasta AmełuS; 
napotkał ich Pńn Jezus. 

Alelijo. 

7. Maryja z Józefem, 
gdzieś Boga widziała? 
Widziałam go na męce 
trzymoł chorungiew w ręce. 

Alelijo. 

8. Buńdźmy se wesieli, 
jak w niebie anieli. 
Oegośmy docekali, 
tegośmy pozundali, 

Alelijo. 

9. Jajecka święconego, 
dzisioj dnia wesołego. 

Alelijo. 



10. Chwała Bogu Ojcu, 
siedzi kura w kojcu. 
Jajecek nam naniesie, 
dziwecka nam przyniesie. 

Alelijo. 

11. Gospodyni wstaje^ 
dyngusik n&m daje. 
A gospodorz piniązki 
ze swój i baniuski. 

Alelijo. 

12. Klucykami brzunkń, 
gorzoliny suko. 

Alelijo. 

13. A dajcież nńm co macie dać, 
bo num zimno za oknem stać*. 
Jedni nago, drudzy boso, 
powłazimy na piec w proso. 

Alelijo. 

14. A jok num nie docie, 
to cudu doznocie. 
Miski, gńrki potłucemy, 
co na pułce nańdziemy. 

' Alelijo. 
E. Kozłowski.* Ludy str. 193. 



1. Prześlicna lelija 

w ogródku zakwita — 
Panna Maryja 
Jezusa się pyta: 

2. Jezu Chryste Panie, 

co będzie na śniadanie? — 

3. Będzie rybka z miodem, 
nie umorzy głodem, 

i kapłon pieeony. 

Niech będzie pochwalony! 

4. Ja państwu winsuję 
w te pokorne święta. 
Posed^em do chliwa, 
i&m były prosięta. 



44. od Czerska. 

5. Wzione^m j& se jedno, 
&no mi kwicało; 

zaro sie sumsiadów 
do mnie nazlotało. 

6. Matka z córką^ ojciec z zięcieni| 
jak me zacną bić prosięciem, 
dz jo ich sie i uprosiiU , 

ze nie będę prosiąt nosłuł. 

7. A jo mały z&cek, 
wlozem se na krzocek. 
Az krzocka na wodę, 
potiuk^em se brodę. 

8. A jo mały dyrląg, 
za piecem sie wyląg. 

A mnie państwo znójcie, 
dyngusik mi dójcie. 
E. Eozłowski: Lud, str. 194. 



U2 



45. 



od Czerska (Czaplin). 



MiMcfsna, niato^tna godainacka była, kiedy sif dasycka a dałem roałącyła. 



Miescfsna, nieao^ena 

1. Niescęsna, metcęsna 
godzinecka była, 
kiedj 8io dasycka 

z ciałem roztącyła. 

2. Wzięła se dzbanusek; 
posła z nim na łąekę 
po zdrojową wódeekę. 

3. Wody nie nabrała, 
' rzównie zapłakała, 

&z jej Bię Maryja 
w niebie odezwała. 

4. — A cegoz ty płaces, 
ty duBO niewinna? — 

— Jakże ni mam płakać, 
Panienko Maryja? 

5. Piekło roztworzone, 
niebo zasklepione. — 

6. — Nie bój ty się, nie bój 
piekła gorącego, 
pójdzies ty se, pójdzies 
do raju wiecnego. 



r 

była, kiedy sif dasycka 

7. Będzies se chodziła 
po tym wiecnym raja, 
jak biała owiecka 
po zielonym gaju. 

8. A wy tez matecki 
karzcie swe córecki, 
kśrzcie je, kirzcie, 
do koś<^ioła k&źcie. 

9. Niech pacierz mowiają, 
różaniec śpiwają. 
Niech paciorki nosa, 
Pana Boga prosa. 

10. Tyło im nie dajcie 
jednego jajecka, 
niechże sobie weźmie 
sama ta dziwecka. 

11. Sama se dziewecka 
jajko upisała ^). 

12. Przyleciała wrona, 
to jajko wypiła, 
sama se dziówecka 
rumieniec zgubiła. 

E. Kozłowski: Lud, str. 197. 



46. 



od Oaersk*. 



Kad J«-aio — x«m lipka 8ta-4«, pod te lip — ka daiewka nn— la. 



Kad J«-aio — rem lipka 8te-4«, pod ią lip — k% 

1. Nad jeziorem lipka stała, 
pod tą lipką dziówka prała. 

2. Sod ubogi środkiem drogi: 

— Dziewko, dziewko, daj mi wody! 

3. — Dziodku, dziodku, woda niecysta, 
napadało z drzewa liścia. — 

4. — Dziewko, dziewko, woda cysta, 
tyło ty jesteś bardzo grzyśna. 



^) Upisała, umalowała, ubarwiła; ztąd pisanka, jajko 
lowane. 



ma- 



14S 



5. Jak ujrzała że to Pan Bóg, 
upadla Mu krzyżem do nóg. 

6. — Dziewko^ dziewko, nie lękaj się 
idź do kościoła^ spowiedaj się ^). 

7; Tak się długo spowiedala, 
az msą świętą przeklęcała. 

K. Kozłowski: Ludj sto* 199* 
Lud^ Ser. Xn, n. 613. 
Waryant: 

7. — Dziewięcioro dziecię dziwko'ś miała, 
a zddAemu'S krztu nie dała. 

8. Jak sie dziewka wyspowiedała, 
zaro się w proch rozsypała. 



KOGUTEK. 

Na Mazowszu, jak i w innych prowinoyach, w drugie święto 
wielkanocne, parobczaki wiejscy wystrychniętego koguta (do cze- 
co biorą pospolicie pustą dynię, przystroiwszy ją w pióra kapło- 
nie naksztatt koguta z grzebykiem z sukna czerwonego) i przy- 
twierdzonego do deszczułki, obtaczają na kółkach po wsi. Obchód 
rozpoczyna się od dworu lub zamożniejszego gospodarza, gdzie 
śpiewem i przygrywaniem na piszczałce, zyskuje jaki datek pie- 
niężny lub podarunek (zwany wówczas Dyngus), ciągnie się 
dalej od chaty do chaty, a kończy wieczorem na karczmarzu, 
u którego zaraz całodzienny nabytek (ów dyngus) rozpraszany 
bywa wśród wrzawy i krzyków przy kieliszku. 

K. Kozłowski (Lud^ str. 199) powiada: „Kogutek w Czer- 
skiem znany jest powszechnie, lubo nie co rok obchodzony; być 
może, że wkrófcce i ta uroczystość, jak wiele innych, zostanie 
zaniedbaną. Kogutek robi się z ciasta^ które się nakleja piórami 
koguciemi, a ktoś z gospodarzy we wsi chowa go zwykle do 
roku następnego. Kto chce chodzić z kogutkiem, winien go 



O Opróx!z dyngusu i gajiku, jest (mówi Kozłowski) w Czer- 
skiem zwyczaj- w poniedziałek Wielkanocny rano obchodzić 
chaty z kropidłem. Przy tem właśnie śpiewana jest pieśń po- 
wyższa. 



144 



wykupić z zachowania, — a tylko w razie zniassezenia dawnego, 
robi się nowy*. 

Przybywszy przed dom gospodarza, śpiewają: 



Dyngus >). 



47. 



ri!£ii "r l r"rrrlfV^r l r'if^'^ l 



Pnyssliśmy tu po dyngu— sie, ea— spie— w«— my 



Je— BU— Sie, 



i 



^m 



^ 



^ 



^ 



=f- 



r 



«*— śpiewa- my 
1. 



Je — BU— Sie, o Je — bu— sie, 

Przyślismy tu po dyngusie, 
zaśpiewajmy o Jezusie, 
o Jezusie^ o Chrystusie. 

2. W wielki cw&rtek, w wielki piątek, 
cierpidl Pan Jezus wielki smętek. 

3. Za nas smętek, za nas rany, 
za nas-ci to, chrześcijany. 

4. Trzej żydowie jak katowie 
Pana Jezusa umęeyli, 
Umęcyli, ukrzyżowali, 

trzema goźdtikami na krzyż przybijali 

5. Przybijali go trzema goździkami, 
ciekła krew święta trzema promykami. 

6. Jak się dowiedzieli Anieli, 
po świętą krew przybiezeli. 

7. Pozmywali, pozmiatali, 

i na niebiosa znać dali. 
yPawle, Piętrze, weźcie kluce 
i wypuśćcie wsystkie dase^. 
Niebiosa się otworzyły, 
wsystkie duse rade były; 
tylko jedna smętna była, 
co się na matkę zamierzyła. 
Oorse, duso, zamierzenie, 
niźli samo uderzenie; 
jak uderzys, to się zgoji, 
zamierzys się, serce boli. 



Chrystu — sie. 



8. 



10, 



1) K. Kozłowski mówi: „Dyngus w mitologii słowiańskiej byl 
podobno pacbołkiem Nil, bogini piekła, żony Peklenca, której 
święto obcbodzono na wiosnę o tym czasie. Dawniej w Polsce 
dyngus znaczył także zupę, polewkę**. U Jurkowskiego w Scy- 
lurusie (intermedium) jest; „a pedagogowi grocb albo dyngus 
owsiany*. 



145 



11. Leo ty duso nie bądź smutna ^ 
przeproś matkę jeBce jutro. 
Juzem ja ich przeprosiła, 
nóżki wymyła i brud wyp.l). 

(To prześpiewawszy^ kłaniają się i dalej nucą): 

12. Hola! hola! duso moja, 
pójdźmy teraz do kościoła; 
A z kościoła do oraca, 
dostaniemy tam kołaca. 

18. Od oraca do slachcica. 

Niech mu się rodzi na polu pszenica! 

14. Da nam garniec wina, a drugi piwa, 
co my się z Eurackiem ochłodziewa. 

15. Bośwa z Kurackiem raniusieńko wstali, 

pierwszą rosienkę otrząsali. 
16 Au nas kuracek rano pieje: 
wstajcie panny do kądziele!. 
A wy matki jesce śpijcie, 
bo się przez dzień narobicie. 

17. Panie gospodarzu! do zbawienia, 
dajcie nam słgniny do smażenia. 

18. A dajcież nam choćby dwadzieścia ctóry, 
aby wam się kury w pokrzywy nie kryły. 

19. A dajcież nam także krajanecek sóra, 
zęby wam się krówka do boru nie gziła. 

20. A dajcież ndm dajcie, i kasy choć misę, 
aby wdm się rodziły ciołki łyse. 

(Podobna: Wó j cieki P. L T. I, str. 195, 265). 



Lud, Ser. IX, str. 137. 



Chłopcy chodząc z Kocut kiera: 48. ^^ Błonia (Płachodn). 



gz:f=:f'ijbEzij fa ę . \ |£ ^b^ -j— h-f-h ^.B 






w wielki czwartek, >v wielki piątek, cierpiał Pan Jezus w-iel->ki smu — t k. 



Czerniaków. 

Chłopcy wiejscy, zebrawszy się w gromadkę^ chodzą po 
•chałupach z życzeniami ii\rielkanocnemi. 

49. 

1. W wielki czwartek, -^ w wielki piątek 
cierpiał Pan Bóg — «a nas smutek. 

2. Za nas smutek — za nas rany, 
za nas cierpiał — chrzeilcijany. 

Ha/.owsze. Tom I. 10 



3. 



Wa (my) z braciskiem — rano wstali, 
zimną rosę — otrząsali. 
Panienki się — dziwowały, 
po kopie jaj — obiecały. 
A z tej kopy — choć piętnaćcie, 
bez jednego — ndm nie dajcie. 
Bez jednego — nie weźmiewa (weźmiemy), 
bo się wszyscy — pobijewa, 
Siekierkami, — toporkami, 
Najświętsa Panno, bądź z nami! 
Alleluja ! 



Przy przechadzce z Kogutkiem: 



50. 

1. Wielki cwartek, wielki piuntek, 
eirpioł Pan Bóg wielki smutek. 

2. Za nos smutek, za nos rany, 
za nos grzyśników chrześcijany. 

3. A Żydowie jak katowic, 
Pana Jezusa męcyli. 

4. Zamęcyli, zagrzdęcyli, 
i do krzyża go przybili, 
krewkę świętą wypuścili. 

5. Anieli się dowiedzieli, 
i po krewkę przylecieli. 

6. Przylecieli, przyjechali, 
krewkę świętą pozbirali. 

7. Pozbirali^ pozmietali, 
i do raju odesłali. 



od Czerska (Czaplln>w 

8. Tam się w raju umywali, 
złotą ścirką obcirali. 



9. A my mali^.rano wstali, 
zimną rosę otrzunsali. 

10. Panny num sie dziwowały, 
po kopie jdjecek dowali. 

11. Pójdźmyz terd do młynarza, 
da nkm placka, syra. 

12. Od młynorza do oraca, 
do num placka i koląca. 

13. Najświętsą Panienka rada była^ 
piwka, gorzołki utocyła. 

14. Siekirkami, toporkami, 
Najświętsą Panienko rac być 

K. Kozłowski: Lud, str. 198. [z nami- 



Chłopcy chodząc po wsi z Kogutkiem: 

51. 

Dyngus. 



Wilanów. 



i-;^i 



hm 



EE^^^ ^^ ^^ 



Do te— go do— mu 



wstę— pu — Je— my, idro — wia, scfścia 



i^^^S 



EjE 



win — su — Je- my zdro — wia sccścia win — su — Je— my. 



1* Do tego domu 
wstępujemy, 
zdrowia, scęścia 
winsujemy. 



A w t6m domu 
malowane progi, 
chodziły^ chodziły 
gospodarskie nogi. 



5. 



6 



3. Za tern domem 
stoji kamienica, 
za tą kamienicą 
bieli się pszenica. 

4. A czemu nie rzniecie, 
czemu nie wiążecie, 

a wiemy my wiemy, 
co za nią weźmiecie. 
A będziecie brali 
te bite talary, 
będą wam się, będą 
po stole tacały. 
Pan gospodarz 
stoji w rogu sto ta, 
na nim pasicek 
w same złote koła 
(v. strój i się pasicek 
w modrzusieńskie kota). 

7. A stroji się stroji, 
bo mu się należy, 
a bo mu cuprynka 
na łysinie leży. 

8. Pani gospodyni 
stoji w lusterecku, 
a stroji się, stroji 

w rąbkowym cypecku. 
(Pani gospodyni 
w lusterecku stoji, 
rumbkowy cypecek, 
na głowecke stroji). 
A stroji się, stroji, 
bo jej tak należy, 



9, 



147 

bo jej cuprynecka 
na ramieniu leży. 

10. A stroji się, stroji, 
bo jej przyzwojita, 
bo jej makówecka 
w ogródku zakwita. 

11. W izbie stoją stołki, 

w sieni stoją zama, — 
pani gospodyni, 
lata kieby sarna. 

12. W izbie stoją ławki , 

w sieni stoji stempa, — 
a panna dziewecka, 
leży kieby klempa. 

13. Nie żałujcie nam 
seściu grosy, 

a dajcie nam 

do kogutka kokosy. 

14. Ta kokosa 
zniesie jaje, 
dla dziecięcia 
na śniadanie. 

15. Powiedziała 
carna kura^ 
ze choć- ci ją 
boli dziura, 

16. to juz zniosła 
carne jaje 
dla dziecięcia 
na śniadanie. 

Ob. K. Kozłowski: Lud w Czer- 



skiem^ str. 195. 



W Czaplinie pod Czerskiem dodają: 

Gospodyni wstaje 
dyngusik nam daje. 
Gospodarz piniązki, 
ze swoji baniuski. 
Elucykami brząko, 
gorzoliny suko. 



G A J I K. 

Pod tą nazwą znana jest następna uroczystość w Ma- 
zowszu i Kaliskiem obchodzona. W drugi dzień Wielka- 

10* 



148 



nocny i) gromada dziewcząt i dzieci obchodzi domy swojej wsi, 
nie pomijając żadnego, pod przewodnictwem wybranej z pośród 
siebie dziewczyny, niosącej w ręce pęk różnego rodzaju zielono- 
ści 1 gałązek, przystrojony i przewiązany wstążkami rozmajitej 
barwy i nazwany Gajikiem. Przed każdym domem grono to 
śpiewa właściwą temu obchodowi pieśń, za co datkiem od gospo- 
darzy wynagradzane bywa. „W innych okolicach (t.j. w Krakow- 
skiem i Sandomierskiem — pisze Wójcicki) w późniejszej nieco 
porze, bo w końcu Maja, odbywa się podobny obchód z gałę- 
zią chojiiiy, obwieszonej wiankami, róźnokolorowemi wstążkami 
i świecidełkami^. 

K. Kozłowski (Lud w Czerskiem, str. 197) mówi: „W po- 
niedziałek wielkanocny obchodzonym bywa przez parobczaków 
Dyngus, a przez dziewczęta Gajik. Gałąź chojiny, ustrojoną 
róźnokolorowemi wstążkami, dziewczęta obnoszą po domach, śpie- 
wając pieśń, którą przytaczamy. W czasie śpiewu, Gajik trzy- 
many pr/ez najśmielszą z dziewcząt, porusza się ciągle to w tę, 
to w drugą stronę. Prawie tak samo jak w Czerskiem, śpiewa- 
nym bywa Gajik i w innych stronach Mazowsza i kraju*. (Wój- 
cicki, i. 191, 194, 264. — II. 313. Żeg. Pauli str. 17.) 



62. 



R-zv-#- 



jq=il 



=t= 



T=t: 



^- 



-ł- 



t=i 



od Piitsecziia, Nadarzyna. 
W—ś — J-^ — #- 



-4- 



A w tym domu w ty kamie— ui—cy 



bo — daj zdrowia było 




;E^-j^-i-1-fE^ 



t 



-m^E^^^E^ 



^ 



jak w pola pszeai-CYf bodaj zdrowia by— ło Jak w polu pszeni— cy. 

1. Nas(z) gajik zielony, 2. Nie wiecie, nie wiecie, 
pięknie ustrojony, co nas gajik wazy^ 

po Avsi sobie chodzi, na każdej gałązce 

tak-ci mu się godzi. złoty latar lezy. 



^) Nie zaś w Zielone świątki, jak powiada Wójcicki, który przy- 
tem cytuje pieśń obrzędową (obacz: Lud^ Ser. X, str. 196). Być 
jeduak może, iż jeśli Wielkanoc przypada w Marcu i zieloności 
jeszcze niema, obchód Gajika odbywa się w późniejszej porze. 



149 



3. A w tym domu, 

w tej kamienicy, — 
bodaj zdrowia było 
jak w polu pszenicy. 

4. Daj-ze Panie Boże, 
w tej nowej oborze, 
krówki się cieliły, 
wołdski mnożyły. 

5. A wy wołoskowie, 
złoto -rogaskowie. 

6. A w tej kamienicy 
dobre konie maią; 
jak wyjdą na pole, 
jak ptaski biegają. 

7. A jesce-by jesce 
6ne lepsi) były, 
ale parobecek 

do nieb nastał zgniły. 

8. Do karcmy on chodzi, 
nie rychło przychodzi, 
siecki im nie urżnie, 
ani im wygodzi. 

9. Siecki im nie daje, 
ani ich napoji, 

bo sam w karcmie pije, 
w karcmie figle stroji. 

10. Pan gospoddrz 

siedzi w rogu stoła, 

suknia na nim 

w same złote kota. 



11. I capecka 

z karmazynu, 
nas gospodarz 
tego domu. 

12. Pani gospodyni 
tego domu, 
chowa óna córeckę, 
sama nie wie komu. 

13. Chowa óna ją 

Omielanom (ze wsi Jemielna) 
chowa ona ją 
wielgim panom. 

14. Pani gospodyni 
siedzi w iusterecko; 
siedzi óna, siedzi 

w jedwabnym cepecku, 

15. Cy go miała, 
cy nie miała, 
byle nam dęgusik 
dobry dała. 

16. Pani gospodyni 
klucykami brząkś, 

a nam*ci to, ndm-ei 
dęgusiku suka. 

17. Cy go miała, 
cy nie miała, 
aby nam dęgusik. 
dobry dała. 

18. A dajcie nam, dajcie, 
dwadzieścia i etery, 
zęby się kurcątka 

w pokrzywy nie kryły. 



fe 



^^ 



■JTT 



53. 

1 . \ .f P 



f=^ 



od Crerska (Czaplin). 



-v-t 



Ga— i— ku Bielo— ny pięknie u — stro— jo — ny, 



a chtói ci go strojif, 



^ 



^m 



■:B£ 



na— do— bne dzienrczy — ny. 

1. Oajiku zieluny, 
pięknie ustrojony. 
A chtóz ci go strojil? 
Nadobne dziewcyny. 



Nadobne, nadobne, 
bo nadobnne były, 
zieluny gaj i cek 
pięknie ustrojity. 



150 



3. A na tym gajiku, 
śpilecki^ wstunzecki, 
co go ustrojily 
nadobne dziówecki. 

4. Nas gajicek 
z boru idzie ; 
przypatrują mu się 
wsyscy ludzie. 

5. Wsyscy ludzie, 
wsystka ślachia, 
nas gajicek 
kieby płachta. 

6. Idzietn z gajikiem 
po lipowym moście, 
przypatrują mu się 
panowie i goście. 



7. Idziem z gajikiem 
kole sddzawecki, 
chłopcy za nami 

z fiaska gorzałecki. 

8. Idziem a gajikiem 
koło chliwka, 
chłopcy za nami 

z konewecką piwka. 

9. Przede dworem 
biały kamień, 
nasa pani 
siedzi na niem. 

10. Siedzi, siedzi, 
suknią rozpoścird, 
przyśliśmy z gajikiem, 
dz się uciesyła. 
K. Kozłowski: Lud. str. 196. 



54. 



od laowłodza (Rseosyca). 



1. A tego roku 
ciężka zima była, 
co n^m ziółko 
wymroziła. 

2. Ale my się 
tak starały, 
cośmy ziółka 
nazbierały. 

3. Kas gajicek 
z lasu idzie, 
przypatrują mu się 
wsyscy ludzie. 



4. A idzie on, idzie 
po lipowym moście , 
przypatrują mu się 
panowie, jejmoście. 

5. Na nasym gajiku 
wstązecki, śpilecki, 
co ich nawiesały 
krakowskie dziewecki. 

6. Na nasym gajiku 

jest krakowski wieniec, 
co go nńm darował 
z Krakowa młodzieniec. 



7. Na nasym gajiku 
krakowska wstązecka, 
co ndm darowała 
krakowska dziewecka. 



i 



55. 



od Skierniewic (Żelazaa, Zglinnn). 



g 



^•)j; | ;;']^jjj ^^a 



i • •■ 



O: 



s 



*^:t 



Do te— go domu wstj— pa— Je — my, 
scęścła, zdrowia win — su— je— my. 



Na ten tu Nowy rok, co nam go Pan Bdg dał, 
na to nowe 1 to dzięki Bogu ca to. 



151 



1. Do tego tu domu 

wstępujemy, 

zdrowia^ scęścia 

winsujemy. 
:2. Na ten tu nowy rok, 

co nńm go Pś,a Bóg dśt, 

na to nowe lato, 

dzięki Bogu za to. 

^. Nśs (nasz) gąjik zielony, 

pięknie ustrojony; 

pięknie sobie chodzi, 

bo mu eię tak godzi. 
4. Nas gajicek 

idzie z miasta, 

dziwują mu się 

wsystka ślachta. 
^. Wsystka ślachta, 

wsyscy ludzie, 

ze nas gajicek 

z miasta idzie. 
*6. Idzie- ć on, idzie 

po lipowym moście, 

dziwują mu się 

panowie i goście. 

7. NśrSZ gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

^. Przede dworem 
biała kamienica, 
a za dworem 
zielona pszenica. 

t). Ani wy jej rzniecie , 
ani jej sprzątacie, 
ani my nie wiemy, 
co za nią bierzecie. 

10. Będziecie brali 
te bite talary, 
co wam się będą 
po stole tacaly. 

11. Nśs gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 



12. Pan jegomość 
siedzi w rogu stota^ 
suknia na nim 

w same złote kola. 

13. I czapeczka 

z karmazynu, 
prawdziwy jegomość 
tego domu. 

14. Nasś. pani 

w okienecku stoji, 
i w perłowy 
cópeoek się stroji. 

15. A niech-ze sie stroji , 
bo jej tak przystoji. 

16. Nśsz gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobje chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

17. Na uasćm gaj Icku 

jest krako(w)8ki wieniec, 
co go nam okupił 
Zglinnicki młodzieniec. 

18. Zglinnicki nadobny, 
do ludzi podobny. 

19. Nśsz gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

20. Na nasym gajlcku, 
jedwabne wstązecki, 
co je powiesały 
Zglinnickie dziewecki. 

21. Zglinnickie nadobne, 
do ludzi podobne. 

22. Nasz gajik zielony 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

23. Przede dworem 
jest zielona grobla, 
chodziła po niej 
dziewcyna nadobnś. 



24* Cńrnćm syciem 
koBulinę miała, 
proś Boga hultaju, 
by ci się doBtnIa. ' 

25. Dostanie sie przecie 
(w) zimie albo lecie. 

26. Ndsz gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

27. W tym tu domu 
jegomość bogaty, 
mń koniki 
kieby kąty. 

28. Jesceby óne 
nie takie były, 
ale parobecek 

do nich coś ogniły. 

29. Go mu k^zą 
konie cbludzió, 
to ón idzie 
panny budzić. 

30. Panien nie pobudzi, 
koni nie pochludzi. 

31. Kśsz gajik zielony 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

32. Ón se myśli 

ze chodzi po susy (suszy) 
a ón po błocie 
j-az po same usy. 

33. On se myśli 

ze gruski padają, 
a panny za nim 
cegłami rzucają. 

34. Bzucają cegłami, 
jesce kamieniami. 



152 

85. Nś,9z gajik zielony 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi.. 

86. A za dworem 
kaczki w błocie, 
tutejsa pani 
chodzi we złocie. 

37. Niech-ze sobie chodzi,, 
bo sie wsystko rodzi. 

88. Nćlsz gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobio chodzi, 
bo mu się tak godzi.. 

89. A przez niebo 
cś,rna burza, — 
nasń pani 
gdyby róża. 

40. A przez piekło 
biały sznurek , — 
tutejsy stangret 
gdyby nurek. 

41. Kaeś, jejmość 

po pokoju stąpś, 
dla nś,s-ci to dla n^s 
podarunku sukś,. 

42. A niech-ze go suk^, 
byle zdrOTT^ była, 

by się z podarunkiem 
(przed nam ) nie powstydziła.. 
48. Prosiemy pani 

choć z daleka ręki, 
zęby sobie pani 
nie zadała męki. 

44. Nś,sz gajik zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 



i 



56. 



od Łowicza (Znaków kościelny i borowy)^ 



fe 



^^ 



rT^~t 



-r^— r 



Ga— i — cek sie — lo-ny pięknie natro — Jo— ny. A wcu u-stro— 



153 



jo - ny, w cerwo— ne sta — 2«— ckl. A ten ga— lik z la— su i— dzi 



i— (Izie, 



^Hr- 



i W-i-t: 



2^ 



^ 



dzl— wu— Ją 



mu 8 ę wszy 



2. 



Gajicek zielony, 
pięknie ustrojony. 
A w co ustrojony? 
W corwone wstązecki. 
A kto go ustrój ił? 
A nase dziewecki. 
A ten gajik 
z łasa idzie y 
dziwują mu się 
wsyscy ludzie. 
Kiech-ze się dziwują, 
dziwowali, 
aby dla nas 
podarunek dali. 



4. Do tego domu 
wstępujemy, 
scęścia, zdrowia 
dobrego zycómy. 

5. A przed tym tu domem 
biała kamienica^ — 

a za stodołami 
zielona pszenica. 

6. Zielona, zielona, 
bo na zimę siana. 

7. Wiosną się zieleni, 
lecie kwitnąć będzie, — 
pan gospodarz 
przechodzi się wszędzie. 
Niecb-ze się przechodzi, 
bo mu się tak godzi, 

bo się przypatruje 
jak pszenicka wschodzi. 
0. Daj-ze Panie Boze^ 
aby się zrodziła^ 
zęby ja tu do nij 
ifcąć ją przychodziła. 
A jesee nie rzniecie, 
ani jej wiążecie, 



8 



10 



8cy ludzie. 

juz się frasujecie, 
co za nią weźniecie. 

11. Weźniecie, weźniecie 
te bite talary, 

będą ^ś,m się, będą 
po stole tacały. 

12. Pan gospodarz 
w rogu stoła, 
suknia na nim 
w jasne koła. 

13. Boć gospodś.rz^ 
boć bogaty, 
mń, koniki 
gdyby kąty. 

14. Kiedy stoją w domu, 
spokojnie się mają; 
kied' puscą na pole, 
jak wiatry biegają. 

15. Od owieska 
golusińkiego , 
od sianecka 
drobniusińkiego. 

16. Odwody bystrzyckiej (bystrej) 
skakały konicki; 

skakałyby jesce, 
ale im się jeść chce. 

17. Adyby one 
jesce lepse były, 
ale parobecek 
do nich zgniły. 

18. Pani gospodyni 

w okienecku stoji, 
i w cćpek, cćpecek 
rąbkowy sie stroji. 

19. Pani gospodyni 
klucykami brząkń, 
dla nś.9-ci to, dla n4s 
podarunku sukś. 



154 



20. Bodaj 8ię strojiła, 
Bcęścia docekała, 
a nam podarunku 
nie pożałowała. 

22. 



21. A niechże sukś, 
by zdrowd sukała, 
aby tylko dla nśs 
podarunek dała. 

A niech-ze go daje, 

niech się nie rozchwieje, 

bo nam tu gajicek 

wiatr na nic rozwieje. 



67. 



od Łowicza (Łyszkowice). 



iP^gJEJEfE^^^ja^a 



1. Na9x ga— ji— czek z la 

1. I^asz gajiczek 
z łasa idzie , 
dziwują mu się 
wsyscy ludzie. 

:2. Gajicek zielony, 
pięknie ustrojony, 
pięknie sobie chodzi, 
bo mu się tak godzi. 

3. Dziwują mu się 
i panowie, 
nśsz gajicek 
był w Krakowie. 



sa idzie, dziwują mu się wszy — scy ludzie. 

4. Pan gospodarz 

nś.8z bogaty, 

ma koniki 

gdyby kąty. 
6. Jesce by sie 

one lepij miały, 

ale parobecek 

do nich ospały. 
6. Zamiast co ón 

konie chludzić, 

to ón idzie 

panny budzić. 



Ś. Wojciech. 

23 Kwietnia. 

Eoku 997 poniósł u Prusaków śmierć męczeńską święty 
Wojciech, apostoł Czechów, Polaków i Pomorzan. 

Zdarzają się w ten dzień grzmoty, lecz te są dla gospoda- 
rzy pożądane, i jest przysłowie : 

1. Kiedy grzmi w święto Wojciecha, 
rośnie rolnikom pociecha. 

Ten grzmot często pierwszym na wiosnę bywa, a kiedy ta- 
kowy wieśniak usłyszy, idzie przed chatę i tak zwanego kozła 
przewraca (t. j. oparłszy ręce o ziemię, robi skok przez 
głowę) w mniemaniu, iż już w tym roku paraliż naruszyć go 
nie może. 



_^J55 

Ale i dla koni, które wówczas na trawę wychodzą, czas 
to dobry. 

2. Na święty Wojciech — kobyli pociech. 

Zboże już wówczas podskoczyło w górę: 

3. Taka pszenica zwykle urodzajną bywa, 

która na święty Wojciech przepiórkę pokrywa. 

A w życie skryje się już i wrona. Więc: 

4. Gdy na Wojciecha — wrony z żyta nie widać, 
możesz resztę karmy — ze stodoły wydać. 

Ś. T y m O n. 

19 Kwietnia. 

Tu radzi przysłowie: 

1. Pamiętając na Tymona, 
sprawuj rolę pod jęczmiona. 

Ś. J e r f^y. 

24 Kwietnia, 

Dzień świętego Jerzego, patrona rycerzy słowiańskich. Jego 
wyobrażenia tarczami rycerskiemi zdobiono. 

Przysłowie mówi, iż wtedy ozime zboże tak już podrosło, że: 

1. Na świętego Jura 

schowa się w życie kura. 

S. Marek. 

25 Kwietnia. 

Dzień 8. Marka pamiętny po wsiach dla odbywanych pro- 
cesyj po granicach. Dawniej w tym obchodzie pokładano i bito 
chłopaków wiejskich na kopcach granicznych, żeby je w pamięci 
mieli, co frycówką zwano. Ztąd przysłowie:. 

Pamiętaj chłopcze , 
że ta stały kopce. 

W gospodarstwie dzień ten przypomina potrzebę śpieszenia 
siewu; przeto mówiono: 

1. Na świętego Marka, 

późny siew owsa, a wczesna tatarka, 
lub: 2. Na świętego Marka, 

późny owies, ranna tatarka. 



J56^ 

3. Święty Marek — poszedt na folwarek, 
oglądać żytko — czy zeszło wszytko. 

Początek przysłowia: ^Tłucze się jak Marek po pie^ 
kle'* — pochodzi z dyalogu: Przypadki Marka pijaka. 
Tragiczny jego koniec był taki, że go dyabli do piekła wtrą- 
cili; a ie piekło było za scen^, przeto Marek wrzeszczał i tłukł 
się w niem głośno, aby słucłiaczy przekonał i zabawił. 

Dni krzyżowe. 

30 Kwietnia- 1, 2 Maja — 31 Maja, 1, 2 Czerwca. 

Na święty krzyż, 
owce strzyż. 



:m: J^ j. 



Nazwa tego miesiąca^ zdaje się pochodzić od bogini łaciń- 
skiej Maj i, a my dopiero do wyrazu Maj (mówi Wójcicki) przy- 
wiązaliśmy znaczenie zieloności. 

Ł. Gołębiowski (Gry i zahatcy) powiada: „U starożytnych 
ludów była Maja bogini; cześć jej oddawano pierwszego dnia 
tego miesiąca, i dotąd przyzywanie jej i tańce wiejskie z tego 
powodu zachowały się u Greków. Zdaje się, że i nam poniekąd 
była znana; Słowianie przez pieśni i tańce na murawie, zwykli 
witać wiosnę*. 

,,Za ostatniego z królów Jagiellońskiego plemienia, Zy- 
gmunta Augusta, jeszcze w niektórych okolicach, ubrane mę- 
żatki, na błoniu, pobrawszy się za ręce, tworzyły koło i pląsa- 
jąc słodko, nuciły lubej wiosny pochwały. Nie ma śladu, 
kiedy to zniknęło". (Kuryer Warsz. 1821 n. 118). 

W tym tćż miesiącu rozpoczynają się w katolickim świecie 
odprawiane po kościołach ^) nabożeństwa ku osobliwszej czci 
Matki Boskiej. 

Miesiąc to najpiękniejszy dla oka, ale jak u nas, nie zawsze 
ciepły. Jednak lekarze przeznaczają go chorym do kuracyi ; jakoż 



^) Drukują się na ten cel roztnajite broszury z pieśniami, np. Wia- 
neczek majowy (w drukarni ks. Missyonarzy w Warszawie, 1855), 
Wianek krzyżowy (tamże) i t. p. 



_J57 _ 

«ą takie leki, które tylko w tym miesiącu się udają, a to dla 
ziół mnóstwa. 

W tym miesiącu zdrowo być miało (wedle starych kalen- 
darzy) krew puszczać lub wziąść na przeczyszenie 
i każdy niemal (40— 60- letni) prezerwatywy tej używał. 

Z tym także miesiącem rozpoczyna się gra zwana: w zie- 
lone (obacz: Gry). 

Kiir/jer Codzienny (Warsz., 28 Kwietnia 1871 n. 94) pisze: 
^Od wczoraj woda na Wiśle zaczęła przybierać i o ile kompe- 
tentni przewidzieć mogą, przybór ten dojdzie (za kilka dni) do 
55tóp 10. Przybór taki peryodyczny, zwany przez Nadwislan 
Oskolnicą, a to z powodu, iż właśnie objawia się zwykle 
AV tej porze (1 Maja), kiedy pączki na drzewach zaczynają pękać*. 

Jak pierwszy dzień Kwietnia zwodzeniu powszechnemu był 
przeznaczony, tak pierwszy Maja przechadzce lub wyjazdowi za 
miasto na majówkę, a osobliwie odwiedzaniu Bielan (przez 
mieszkańców Warszawy) w kółku rodzinnem i przyjacielskiem 
i używaniu tam całodziennej lubej przyjemności odetchnienia 
^wieżem powietrzem ro /-poczynaj i^cej się wiosny. Woźnicy, a zwła- 
«zcza dorożkarze, zdobili zielonością konie swoje i powozy. 

ŚŚ. Filip i Jakób apostołowie. 

1 Maja, 
Był to dawniej dzień od nauk wolny i używała go młodzież 
szkolna na uciechy, zowiąc tę zabawę majówką. W dniu tym 
^{lub później, jeżeli pogoda nie służyła) wychodzili uczniowie 
z nauczycielami za miasto. Gra w piłkę, bieganie o zakład, huś- 
tawka i t. p. były ich zabawą. Wieczorem po chłodzie przy 
śpiewach wracano do domu. 

Juźf wtedy siewy główne zwykle są ukończone, wedle przy- 
«łowia : 

Na świętego Jakóba 
ostatnia siewu próba. 

Ś. Florian. 

4 Maja. 

Deszcz w świętego Floriana, 
skrzynia groszem napchana. 



j^ 

S. z o f i j a. 

15 Maja* 
W dzień ten wynoszą, rośliny i drzewa obce (egzotyczne) 
ze szklarń (z cieplarni), bo już minęły dnie im przeciwne 
i niekiedy mroźne trzech świętych, których imiona kończą; się 
na: acy, jakoto: Pankracy, Serwacy, Bonifacy. 

SS. Pankracy, Serwacy, Bonifacy. 

12, 13, 14 Maja. 
W ową trzydniówkę nabożni Warszawianie uczęszczają do 
wsi Czerniakowa, gdzie u ks. Bernardynów odpusty i gdzie zło- 
żone są zwłoki św. Bonifacego. Zwłoki te spoczywają w szklanej 
trumnie w dobej kapliczce po za wielkim ołtarzem. Cierpiący 
na oczy, pocierają palce o trumnę tę , gdyż pot na niej osiadły^ 
skutecznem ma być, wedle ich mniemania, lekarstwem na ból 
oczów. 

Wniebowstąpienie Pańskie. 
3 Maja — 3 Czertrca. 
„Niegdyś w tym daiu był zwyczaj, iż po nabożeństwie, lud 
zgromadzony, zwłaszcza chłopcy i parobczaki, djabła ze sło- 
my obszytego w chusty, włócząc po ulicach, nawoływali, a kijmi ga 
tłukli i w rzece potem topili. Może dla tego, aby nie wstą- 
pił w babę, według znanej powiastki: „W piwo kwas, robak 
w mięso, a w babę djabeł** (ob. Ltcd, Ser. V, str. 273. — Ser. 
XV, str. 11). 

Bieda też wtedy dokuczać poczyna, bo do reszty już zwy-, 
kle zboże wymłócono: 

We Wniebowstąpienie 
z stodół wymiecenie; 
lubo niektórzy stosują to już do Kwietnia (ob. Kwiecień). 

Sobota przed - świąteczna. 

12 Maja — 12 Czerwca. 
„Niegdyś lud, jak sądzi Chodakowski, w wigiliję Zielonych 
świątek rozpoczynał zabawy swoje , może dla tego Sobótkami 
zwane. Zapalano ognie na wzgórzach, przeskiwano je pośród tań- 
ców, śpiewów i śmiechów. Te zabawy trwały aż do dnia ś. Jana 
Chrzciciela. Dziś ledwie ich ślady gdzie-niegdzie widzieć się dają^^ 



_ 159 

ZIELONE ŚWIĄTKI. 

Niedziela, 13 Maja — 13 Czerwca. 

Niedziela Zesłania Ducha ś. czyli Zielonych świątek, które^ 
zapewne od pory, gdy się wszystkp na ziemi zieleni, tę nazwę 
otrzymały. Dawniej tem słuszniej mogły być tak zwane, iż w te^ 
dnie równie bogaci jak i ubodzy domy swe maj iii, strojili 
w maj kościoły, i w zielone (obacz: Gry) bawili się. Dzii 
został tylko zwyczaj zarzucania ziemi liściami tatarakowymi, ca 
także i robactwo dzielnie wygubia" ^). 

Pieką także na te święta ciasto (placki i babki), lubo 
w mniejszej znacznie niż na Wielkanoc ilości i bez święcenia ich. 

Mimo, że święta te w cieplejszej już przypadają porze roku,. 
częste jednak w niej panujące jeszcze chłody, wiatry i deszcze^ 
przypominając niedawno ubiegłą zimę, doradzają ludziom trzymaó 
się ciepło, według przysłowia: 

1. Do świętego Ducha — nie zdejmuj kożucha, 
a po świętym Duchu — chodź jeszcze w kożuchu. 

Że jednak trawy bujnie już się rozrosły, ztąd też i: 

2. Na Zielone świątki, 

najlepsze z krów wziątki. 



Poniedziałek świąteczny. 

14 Maja — 14 Czerwca. 

„W drugi dzień Zielonych świątek (mówi Gołębiowski 
w Opisie Warszawy str. 227), przejażdżka na Bielany tem jest 



^) W Kłosach Warsz. (z r. 1875 n. 516) autor artykułu: Zie- 
lone świątki, mówiąc o jeździe na Bielany, o zaściełania 
tatarakiem podłóg izb i kościołów^ sieni brzeziną, majenia pu- 
łapu, okien i obrazów w domu ziołami, a osobliwie obrazów 
Matki Boskiej, której miesiąc Maj poświęcony i są oddzielne do 
niej, znane pod nazwą nabożeństwa majowego, modlitwy; po- 
wiada dalej (opierając się może na zdaniu Chodakowskiego), żer 
„Po wielu okolicach krajowych, lud nasz zaczyna wtedy także pa- 
lić ognie Sobótkowe z pieśniami i tańcami, które się prze- 
ciągają aż do wigilii ś. Jana, t. j. (do pory), kiedy wła- 
ściwie obrzęd ten, z czasów przedchrześcijańskich dochowany ,. 
wypada, gdyż dopiero w dniu 23 Czerwca po większej części 
bywa obchodzony". 



oi wilanowskiej (w Popielec) milsza, że w ciepłej następuje po- 
rze roku; a jeżeli prawdziwie piękna służy pogoda, tern jest 
liczniejsza, tern okazalsza. Jak paryskie Łongcbamp, tak nasze 
Bielany świetne wówczas bywają i zachwycające*. 

Kto z cudzoziemców w drugim dniu Zielonych świątek 
ujrzy na Bielanach tę ludność całkiem niemal z stolicy wylaną, 
to mnóstwo powozów^ ten ubiór kobiet rozmaitością i pięknością 
zadziwiający, widokiem tylu bogactw i wdzięków tylu, zachwy- 
conym bywa. Zawsze bywał na Bielanach August II i III, jak 
tylko w tym dniu znajdował się w Warszawie. Za czasów Sta- 
nisława Augusta przejażdżka ta była modną, i widziano tam po- 
wozy przez biegaczów poprzedzane, mnóstwem dworzan (na ko- 
niach) otoczone. JSTiema już laufrów, pajuków i hajduków, niema 
wojsk nadwornych ka7dego JW. i JO. pana (magnata), ale pię- 
kne karety, kocze, żokeje, liberya, i obok gustu większa skro- 
mność. Powab tego miejsca i prostota wspanialej natury ujmuje 
każdego; tu wyższego stanu osób snujące się gromady mile ba- 
wią oko; tam mimowolnie pociąga szczerość zabaw ludu, pod 
namiotami po całym lasku przyległego klasztoru Kamedułow 
1 przyjemnych, wyniosłych nadbrzeżach Wisły rozsypanego. Roz- 
stawione w kilku miejscach przygrywają orkiestry, kuglarze po- 
kazują sztuki, inni przedają trunki, rozmaite jadła i chłodniki. 
Dwie drogi wyborne do Bielan prowadzą; jedzie się często do- 
łem (po nad Wisłą) koło Marymontu, a wraca górą; wielu idzie 
piechotą. 

„Był zwyczaj dawniej (mówi dalej Gołębiowski), że w po- 
niedziałek świąt Zielonych przepływano do wsi Golendzinowa 
na drugą stronę (prawą) Wisły, gdzie teraz ulica jedna tak zo- 
wiąca się na Pradze. Tam odbywało się wesele ubogiej lecz 
•cnotliwej córy jednego z mieszkańców Starego-miasta, losem wy- 
branej. Promy ozdobione były masztami w gałązki brzeziny ob- 
winiętemi, wstążek mnóstwem ozdobione. Po ukończonej zabawie 
wójt staromiejski zbierał posag dla nowozaślubionej i ten bywał 
niekiedy znaczny. Za Jana Kazimierza dla obecności srogich 
Szwedów za Wisłą (jak powiada Duńczewski), nie płynęli War- 
szawianie do Golendzinowa^ i drugi dzień tych świąt i obyczaj 
-dawny w lasku Bielańskim dopełnili. Od tej zapewno pory w tym 



161 



dniu zaczęto odwiedzać Bielany, nie dla samego już tylko nabo- 
żeństwa** ^). 

P. M. Sobieszczański (Kalendarz rodzinny Jaworskiego, 
Warsz. na r. 1871) rozwija wiadomość tę w ten jeszcze sposób. 
Powiada on, że: „zwyczaj odwiedzin tych istnieje dopiero od 
200 lat, t. j. od czasU; jak klasztor tamtejszy Eamedułów zbu- 
dowano na wzgórzu zwanem Półkowa góra, a lasek sąsiedni 
był zwierzyńcem królewskim. Przedtem był zwyczaj, że wójt 
staromiejski w dzień ten dawał wyprawę jednej parze młodego 
małżeństwa, które odbywało wówczas swe wesele we wsi Gjrolen- 
dzinówku, obok przedmieścia Pragi położonej (o czóm wspomina 
już Duńczewski pod r. 1705) i w tym celu łódki strojne i oma- 
jone brzeziną, przenosiły grono weselników za Wisłę. Odpusty 
bielańskie skierowały tych godowników ku Bielanom, gdzie się 
zwyczaj ten przeniósł i gdzie również wesela takie odprawiały 
się jeszcze w obecności króla Stanisława Augusta w r. 1766". 



S. Trójca. 

Niedziela, w oktawę po Zielonych świętach. 
20 Maja — 20 Czerwca. 

W niektórych wsiach w Mazowszu polnem i starem, mia- 
nowicie w pobliżu ujścia Narwi do Wisły, niosą włościanie w ten 
dzień trojakie ziele do kościołów i figur dla przystrojenia 
wizerunków s. Trójcy, gdzie się takowe znajdują. (Opowiadający 
nie umiał jednak wskazać, jakie to są zioła.) ^) 



^) Nam się twierdzenie to zdaje być naciąganem, gdyż i pod Kra- 
kowom istnieją Bielany z klasztorem Eamedułów, równie tłumnie 
w Zielone świątki i nie dla samego tylko nabożeństwa odwie- 
dzane (Ludy Ser. V, str. 293). Zresztą i w innych także krajach, 
gdzie są zakony Kamedułów, bywają w te dni odpusty i piel- 
grzymki do ich klasztorów. 

2) Fatniętnik naukowy (Kraków, 1837, II. 75) powiada: „Ś, Pa- 
trycy jest patronem Irlandyi, a w święto jego każdy Irlandczyk 
niesie pęk koniczyny, związany w kształcie bukietu. Brand po- 
wiada^ że ś* Patrycy, opowiadając naukę świętą w Irlandyi, tłu- 
maczył tajemnicę ś. Trójcy przez koniczynę, której liść ka- 

Masowsze. Tom I. 11 



162 

Boie Ciało. 

24 Maja — 22 Czerwca. 

Już w przeddzień uroczystego u katolików święta Bożego 
Ciała, obchodzonego po raz pierwszy w m. Łeodium (Łiege) 
w Belgii r. 1226, a przez Urbana IV w r. 1264 rozciągniętego 
na cały świat katolicki, rozpoczynają, się pierwsze nieszpory 
i processye. 

Głośne są i były zawsze w Boże Ciało processye. Niegdya 
przesadzano się w wystawieniu i ubraniu żołnierzy w zbroji świe- 
tnej i z rusznicami; dziś został zwyczaj strojenia pięknie ołtarzy 
porozstawianych przed domami. 

Gołębiowski (Opis Warszawy) mówi w r. 1826: „Processye 
Bożego Ciała z różnych kościołów przez całą oktawę, z których 
celpiejszym towarzyszą cechy rzemieślnicze z chorągwiami i wła- 
dze rządowe, piękność ołtarzy wtenczas na ulicach stawianych,, 
zawsze mnogą ściągają publiczność^. Osobliwie wspaniałą jest 
processya po Erakowskiem-przedmieściu i No wym- świecie do ko- 
ścioła ś. Aleksandra, i w oktawę na Lesznie od kościoła Kar- 
melitów odbywana ^), 

W Pamiętnikach Kitowicza czytamy: „W Warszawie za 
Augusta III-go konfraternije kupieckie z cechami (każda cecha 
z swą chorągwią) , to w niemieckim , to w polskim stroju , jaki 
oddziałowi któremu był właściwy, asystowały tej uroczystości. 
Dowódcy pierwszych mieli szpontony, szarfy^ kapelusze piórami 
strusiemi obłożone, polscy buławy i kołpaki sobole. Eażda kom- 
panija trzy razy dawała ognia, za każdym razem salutowana 
chorągwiami. Celowali Niemcy zręcznem wywijaniem znamionami 
(proporcami), Polacy regularnem strzelaniem. Za Stanisława 
Augusta wzbronione było strzela.nie^ że się tego obawiały damy; 
wspaniała jednak była uroczystość Bożego Ciała. Eról bywał 



źdy z trzech części czyli listków się składa, i że tym sposobem 
przekonani Irlandczykowie święcą odtąd dzień nauki ś.Patrycego, 
nosząc na pamiątkę bukiety z koniczyny^. 
^) A. Wejnert w Starożytnościach Warszawy (tom III, str. 29^ 
i w Bihliot. Warsz, z r. 1853, Marzec) daje obszerny opis ob- 
chodu uroczystości Bożego Ciała w Warszawie w XVII i XVIII 
wieku. — Toż i Tymot. Lipiński w Bibliot. Warsz. za Luty rok 
1853 w artykule: Ułamki historyczne. 



163 

obecny w kollegiacie i u Missyonarzów. Pierwsi we czwartek 
u bramy zamkowej i na rynku Starego -miasta, drudzy w nie- 
dzielę w pałacu Małachowskiego, marszałka sejmowego (później 
własność Krasińskiego Wincentego), u kadetów, księcia podko- 
morzego (Czartoryskiego) i Tyszkiewicza, mieli strojne ołtarze. 
Piękny był widok cechów z chorągwiami, urzędu miejskiego, 
młodzieży szkolnej, kadetów, duchowieństwa. Prymasa albo ja- 
kiego biskupa, niosącego Sanctissimum pod baldachimem, 
wspierali marszałkowie sejmowi, albo inne dostojne osoby. Po- 
stępował król pod małym okrągłym baldachimem, otoczony urzę« 
dnikami dworu, ministrami, senatem całym i najpierwszemi 
w kraju osobami płci obojga. Ten orszak świetniejszy i dneho- 
wieństwo wyższe okrążał ; od natłoku bronił czworogran gwardyi 
konnej, w białych mundurach, złote słońca mając na pier- 
siach. Po bokach i w całej przestrzeni, ludu niezmierna bywała 
mnogość*'. 

Za Augusta III i z koUegiaty i od Missyonarzy szła pro- 
cessya do zamku. Oto jest opisanie zamkowego ołtarza w r. 1736 
(Kuryer Warszawski): „Na środku dziedzińca przed pałacem, 
4 kolumny wspierały baldachim przyozdobiony bogato; ten był 
aksamitny karmazynowy, galonem i fręzlą złotą obszyty, in 
summitate którego złożona była na poduszce karmazynowej 
aksamitnej korona. Boki okryto szpalerami (wojska) rzeczypospo- 
litej, pawiment na którym ołtarz bogaty, piękną nader wy- 
stawiony symetryą, suknem karmazynowóm obity, do którego 
gradusy zielonem suknem usłane, dwa wierzchnie czerwonem 
akkomodowane, piękną czyniły proporcyą. Circa al- 
tare festony w wazach były lokowane. Kamienice wszystkie 
przyozdobiono pięknemi obiciami, ulice umajono, tatarskiem zie- 
lem (tatarakiem) narzucono, regimenta dwa królewicza Xawerego 
i gwardyi koronnej, dwoma linijami po mieście całem rozstawio- 
no. Królestwo oboje processyi assystowali, wojsko z ręcznej 
strzelby ogniem bieżącym, artyllerya hukiem z armat kilkakro- 
tny dała applauz. Przez całą oktawę N. królowa u Eeformatów 
na rannem i nieszpornem bywała nabożeństwie''. 

Ł. Gołębiowski (Ubiory w Polsce, Warsz., 1830, str. 258) 
mówi: „Przyjął kościół noszenie wianków na Boże Ciało w cza- 
sie processyi; stroją niemi i monstrancyję ; a pobożność w ka- 
li* 



164 



dzeniu podobnemi wiankami, to ogólną odcit^gania chmur, to' 
szczególną jaką moc przyznawała^. Zioła, z których robią te 
wianeczki, wymienimy pod rubryką ziół i roślin leczniczych. 



K. W. Wójcicki (Kłosy, 1870, nr. 200) powiada: „Uroczy- 
stość Bożego Ciała kościół św. obchodzi we czwartek, na pa- 
miątkę, że w tym dniu Tajemnica Najświętszego Sakramentu 
ustanowioną została. Obrany zaś został czwartek po oktawie Ze- 
słania Ducha Św., ponieważ rozważono za rzecz najstosowniejszą, 
ażeby zaraz po uroczystej pamiątce utwierdzenia i rozszerzenia 
kościoła Św. obchodzoną była Tajemnica, przez którą kościół ten 
umacnia się, doskonali i zasila. Wystawianie kielichów podczas 
uroczystości Bożego Ciała na wielkim ołtarzu, gdzie Najświętszy 
Sakrament się znajduje, jest godłem tej uroczystości, ponieważ 
w kielichu krew Pańska się poświęca". 

„W dzień pierwszy czwartkowy tak wielkiego święta, roz- 
poczyna się uroczysta processya czterech Ewangelii ze śpiewem, 
każda przy oddzielnym ołtarzu przez kapłana odczytana. Lud 
zebrany do towarzyszenia tej processyi, ma już dawne swoje 
pieśni z dobrze znaną nutą, które chórem zawodzi. Pierwszą 
z nich jest w samym początku obchodu: 



58. 



pm-i-^f?=9 =fm ^=ffj^3m 



u drzwi Twoich sto— jc Panie, czekam na Twe zmiło— wanie, 



^^^r ^^s^^toy^ij^i^^Ni 



któ— ry pod o — so — b^ chle—ba, prawdzi— wy Bóg jesteś z nieba. 



Ostatnią bywa: 



69. 



:|=M= 



^«3 



d: 



E^łE^ 



=i=3t 



m 



Bo— że w do — bro — ci ni— gdy nie prze — bra — ny, 

ża-dnym Ję — zy — kiem nie wy— po — wie— dzia — ny. 



Ty Jesteś 



=^=ia 



-# — ^ 



godzien, 



Ty Je— steś 



go — dzień, wszela— kiej mi — ło — ści. 



165 

Przy trzecim ołtarzu i przed trzecią Ewangeliją brzmi pra- 
wie od stu lat pieśń Franciszka Karpińskiego, pełna rzewnej 
prostoty i pobożnej myśli: 

60. 




rrTrTi^^r^jnji-f-r^^f^ 



-*^—^- 



Zróbcie ma miejsce Pan idzie s nieba, pod praymio— ta — mi u— kry— ty chleba. 
Zagro-dy nasie widaieć przychodzi, i Jak się dzie— ciom Jego powo-— dzi. 

„Zróbcie mu miejsce , Pan idzie z nieba! 

pod przymiotami ukryty chleba. 

Zagrody nasze widzieć przychodzi 

i jak się dzieciom Jego powodzi^ i t. d. ^). 

Jaką zaś dawniej pieśń w to miejsce śpiewano, tradycya 
nam nie zachowała. „Dawniej lud postępował z pochodniami 
w tej processyi, teraz zarówno z kapłanami niesie zapalone wo- 
skowe świece. 

„W dzień ten, a najczęściej w oktawę Bożego Ciała, po- 
święcają się równianki i wianki z różnych, szczególnie wonnych 
ziół i kwiatów uwite. Zwyczaj ten już od pierwszego pojawienia 
się tej uroczystości zaraz powstał; czas to bowiem wiosenny, 
w którym mnóstwo ziół na pokarm i lekarstwa kwitnie, razem 
z woniejącemi kwiatami. Pobożni wówczas dla tśm świetniejsze- 
go obchodu Bożego Ciała, znosili te dary Boże do ustrojenia 
ołtarzy i świątyń Pańskich, jakby za nie gorącą podziękę. Tę 
myśl samą wyraża kapłan w modlitwie przy poświęceniu wian- 
ków i pęków naniesionych, zarazem z prośbą o zbawienie dusz 
pokornych". 

„Wianki te lud ze czcią zachowuje, wierzy w ich moc cu- 
downą, i okadza niemi domostwa swoje w czasie grzmotów, na- 
wałnic i burzy dla ochrony przed piorunami". 

„Obrzęd Bożego Ciała odbywa się z niezwykłą uroczysto- 
ścią, a . najwydatniej w samej Warszawie. Przed pół-wiekiem 
majestastyczny widok przedstawiała processya na Rynku Sta- 
rego-miasta. Wówczas środek rynku zajmował dawny ratusz. 
Tłum ludu, liczne grono duchowieństwa, powiew chorągwi ko- 



^) Słowa i nuta tych pieśni mieszczą się w śpiewnikach (kantycz- 
kach)^ mianowicie w ks. M. Mioduszewskiego Śpiewniku kościel- 
nym. Kraków, 1838, str. 154, 250, 466. 



166 

ścielnych i licznych cechów, wśród chóru pieśni nabożnych uno- 
szący się wraz z dymem kadzideł w ścieśnionych murach tego 
serca Warszawy, silne na każdym umyśle czynił wrażenie* Teraz 
processya Bożego Ciała przeniosła się w obszerniejszą część 
miasta, na Krakowskie-Przedmieście". 

Rycina zamieszczona (V Kłosach) przedstawia pochód pro- 
cessyi z kościoła św. Krzyża do czterech ołtarzy . na Kraków- 
skiem-przedmieściu w pierwszą niedzielę tej uroczystości. 

„Do najrzewniejszych obchodów w tygodniu święta Bożego 
Ciała należy processya z kościółka św. Karola Boromeusza , ob- 
chodząca cmentarz Powązki. W ponurych katakumbach, ozdobne 
w kwiaty i obrazy wznoszą się ołtarze, jakotóż w kapliczkach 
grobowych przyległych. Lud tłumnie z rozwianómi chorągwiami 
idąc zwolna od ołtarza, śpiewa znane pieśni, przywiązane do 
tego obrzędu; echo ich odbija się żałobnie o groby, o mogiły 
i w długich, a ciemnych sklepieniach katakumb piętrowych. Ob- 
chód ten, w lem mieście zmarłych, w pośród ciszy grobo- 
wej, którą przerywa czasami tylko szelest liści poruszanych wia- 
trem, obudzą szczególne, nieopisane Uczucie smutku wraz z po- 
ciechą religijną". 

„Równocześnie we wszystkich miastach i parafijach wiosko- 
wych, odbywają się w całym kraju processye do czterech ołtarzy* 
Obrzędy te, szczególniej przy kościołach, które otaczają chaty 
sielskie, pełne prostoty a pobożnego namaszczenia, przemawiają 
rzewnie do duszy każdego, kto im może towarzyszyć. Zgrubiałe 
od pracy ręce włościan niosą chorągwie; przystrojone dziewoje 
ołtarze kościelne (feretrony), dziatwa wioskowa sypie polne kwia- 
ty pod stopy kapłana, postępującego pod skromnym baldachi- 
mem, a pieśń święta z brzękiem dzwonków,, miesza się ze śpie- 
wem skowronków i kukaniem kukułek, jakby w tę uroczystą 
chwilę ludzie i cała przyroda składali razem hołd Przedwie- 
cznemu!*' 



CZERA\^IEO. 



„Ten miesiąc zdaje się, że nazwę swą winien nie tyle owa- 
dowi, dającemu farbę czerwoną, ani jagodom poczynającym się 



167 

czerwienić) — ile temu; że w tym czasie wszelki owad, a zwła- 
szcza pszczoła; rozradza się czyli czerwi^. 

W naszym klimacie Czerwiec dopiero zapewnia chwilę od 
mrozów bezpieczną, chociaż w latach 1353 i 1362 i o tej porze 
były śniegi i zimna. Miesiąc ten zwykle jest ciepły i suchy, zkąd 
poszło u ludu przysłowie: 

Przed 8. Janem prosić o deszcz trzeb a ^ 
a po ś. Janie i nieproszony pada. 
(obaez ni&ej: ś, Jan Chrzciciel.) 



S. Medard. 

8 Czerwca. 

^Pamiętny dzień gospodarzom, bo zdarzony dnia tego deszcz, 

ma wróżyć, że przez dni 40 padać będzie". 

Święty Medard w sobie mieści 
słot lub pogód dni czterdzieści. 



S. Antoni z Padwy. 

13 Czerwca. 
Święty Antoni dawniej i dotąd słynie u ludu jako patron 
do wynalezienia rzeczy zgubionych^ jak i do wyratowania z cięż- 
kich przygód (ob. Lud, Ser. XVI, str. 15. 318-319). 



S. Wit. 
15 Czerwca. 
Dzień ten smutek zapowiada, iż w tym czasie słowik śpie- 
wać przestaje. Ztąd przysłowie: 

1. Święty Wit, 
słowik cyt I 
któremu towarzyszy i moralna nauka: 

2. Rzecz każda koniec miewa, 

i słowik tylko po święty Wit śpiewa. 
^Gospodarskie postrzeżenia uczą, że teraz w kłosie zboża 
piętka się zawięzuje^. 

3. Ile ziarnek w życie? 
powiedz święty Wicie. 

„Światy "Wit oddawna był w czci u Słowian, zwłaszcza 
jako patron od zarazy i od choroby^ którą tańcem świętego Wita. 



168 _ 

Kowią. Ztąd nawet miało pójść wzywanie jego przy spotykaniu 
się w słowie: witaj!** 

Przeddzień ś. Jana Chrzciciela. 

23 Czerwca, 

Wieczór to i noc pełna tajemnic, z działaniami nadprzyro- 
dzonego połączonych^ świata. Cudowność ta trwa aż do rana ^). 
Znane też jest i w Mazowsza podanie o zakwitania paproci 
i o sposobach zdobycia jej kwiatu {Lud, Ser. XVII, str. 152). 

W Rawskiem (i pod Mszczonowem, Białą) jest po wsiach 
w wiliją 8. Jana zwyczaj, iż dziewczęta rzucają łodygę z liśćmi 
bylicy na strzechę słomianą chałupy; tam, gdzie jest ścięta 
słoma u powały na zaczęciu dachu. Ta z nich, której bylioa 
utkwi na dachu w strzesze, za mąż pójdzie tego roku ^). 

Dawniej puszczały dziewczęta snąć powszechnie tego wie- 
czora wianki na wodę, a chłopcy palili na wybrzeżach ognie. 
Pierwszy z tych zwyczajów utrzymał się jeszcze zrzadka a w czę- 
ści i przeobraził po miastach, drugi zaś dogorywa po wsiach. 



WIANKI ŚvVIĘTOJAŃSKIE. 

Gdy się zmierzchnie, uroczym jest, mianowicie z mostu 
warszawskiego, widok owych tysiąca migających świateł, mkną- 
cych po zwierciadle błękitnawo-lśniącej jeszcze Wisły, biegną- 
cych coraz dalej i dalej ku północy, i ginących wreszcie wraz 
z falami rzeki za widnokręgiem, lub też (przy nagłej zmianie kie- 
runku swego) gasnących gdzieś na uboczu. Są to wieńce i wianki 
na których szczyt powtykano świeczki lub zapalono smolne ka- 
ganki i łuczywa, i puszczono na wodę z równą ochotą jak i te, 
którym świateł poskąpiono. Swawolnej młodzi męzkiej daje to 
pochop do przeróżnych figli i żartów. Niekiedy zwinni a ochoczy 
żeglarze godła te dziewictwa pochwytują w lot, częściej zaś pu- 



^) J. Grajnert (Studya nad podaniami, w Bibliotece Warsz, za 
r. 1859, Lipiec) mówi: ,W Warszawie słyszałem kobietę utrzy- 
mującą, że rano w dzień 24 Czerwca widziała jak słońce na 
niebie drgało czy igrało^. 

^) Zresztą, zatykanie wtedy bylicy pod strzechę jest powszeohnóm. 



169 

szczają się za niemi w pogoń na łódkach i tratewkach, i zna- 
czną ich liczbę, to zręczniej to mniej zręcznie chwytają rękami 
lub wyławiają z toni wiosłami i żerdziami. Ta z dziewcząt, któ- 
rej wianek nieschwytany popłynął w dal ze światłem, — jeśli go 
dojrzała, wie już, że nie pójdzie tego roku za mąż; ta, której 
wianek przypadkiem w nurtach zatonął i świecić przestał lub dla 
przeszkód drogę swą zwichnął — straci go lub zamrze ; ta jedynie, 
której wieniec przez zręcznych schwytany został rabusiów, — znaj- 
dzie w tym jeszcze roku męża i opiekuna. Za kogo jednak pój- 
dzie i czy dobrze? — o tśm wróżba milczy, lubo tajemnicę tę, 
choćby w części tylko, wydrzeć jej ciekawi usiłują. 

Otóż, taki na to sposób — prawda, że dla jednej tylko klasy 
mieszkańców, a niestety, i dla jednej tylko płci (brzydkiej) do- 
stępny. Zabawa ta ściąga na most cechy i bractwa rzemieślnicze, 
które także — zwłaszcza przed kilkudziesięciu laty — puszczały 
na wodę wianki młodzi cechowej, godła ich profesyi znamionu- 
jące, nader suto wystrojone. I tak: stolarski, był z rozmaji- 
tych gatunków wiórów z drzew kosztownych nakształt piramidy 
strojnie uwity, gałązkami, łupinkami orzechów i woskowemi 
świeczkami poprzetykany. Wianek szewcki i rymarski utkany 
był misternie z okrawek rozmajitego gatunku skór, krawiecki 
z rozlicznych płatek sukna, powróźoiczy z powrozów i sznurków 
i t. d. A chwytała te wianki zwykle czeladź lub chłopcy nie 
tego samego, lecz innego cechu. Jeśli tedy zwinny żeglarz po- 
chwycił np. wianek ze skór, wróżono mu, iż się ożeni z szew- 
cówną; gdy mu się dostał wianek z ostrużyn drzewnych, to za- 
pewniano, że towarzyszką jego będzie stolarczanka lub bedna- 
rzówna. Już tedy wiedziano o kondycyi przyszłej bogdanki ; 
brakło tylko jej imienia i nazwiska. 

Ale i na zapełnienie tej szczerby dowcip interesowanych 
wynalazł sposób. Kandydat bowiem do żeniaczki np. z szewcó- 
wną (wskutek pochwycenia wieńca skórzanego), zapisywał na 
osobnych kartkach imiona i nazwiska znajomych, a choćby i nie- 
znajomych sobie szewcówien; kartki te kładł wieczorem pod po- 
duszkę, i był pewnym (równie jak i ten, który to czynił w dzień 
ś. Katarzyny), że ta z nich będzie jego żoną, która mu się tej 
nocy przyśni lub której imię losem nazajutrz wyciągnie z pod po- 
duszki. Otóż tajemnica była — dla niego przynajmniej — już wy- 
krytą, a dodać trzeba, iż wróżba pomyślny nieraz odniosła skutek. 



170 

Aby dokładność opisu powyższego puszczania wianków po* 
przeć dokumentami, przytaczamy wyjątki z dzieła Gołębiowskie^ 
go i kilku czasopism warszawskich z różnych pobrane lat i zesta- 
wione chronologicznie. I tak : 

Gołębiowski (Opis Warszawy z r. 1826, str. 227) pisze: 
„W wigiliją. ś. Jana dziewczęta puszczają wianki na bieżącą wo- 
dę z róż, bławatków i innych kwiatów uplecione; najwięcej ich 
bywa pomiędzy 8 a 9 godziną wieczorną. Chłopcy je łapią; ztąd 
wróżba rychłego pójścia za mąż lub długiego jeszcze tych związ- 
ków oczekiwania*. 

„Zwyczaj ten zgromadza na most i na przyległą ulicę (Be- 
dnarską) Warszawę niemal całą^. 

^Tymczasem po nadbrzeżach Wisły, za miastem, chłopcy 
rozniecają ognie, S ob utka zwane, skaczą przez nie i śpiewają. 
Pogańskich to czasów sięgający zabytek^. 



Kuryer Warszawski z r. 1827 n. 167: 

„Deszcz kilkakrotnie wznowiony i wieczorem nagle ochło- 
dzone powietrze stały się powodem, że na moście wczoraj nie 
tyle znajdowało się widzów, ile już bywało po kilkakroć, jednak 
około godziny 9-tej zebrało się ciekawych aż do natłoku. Nigdy 
tyle nie rzucono wianków z wierszami, ile wczoraj; zręczny 
przewoźnik Kamiński złapał takowych mnóstwo i rozdawał cie- 
kawym do czytania za pewną opłatą. Gdy wiele panien zwy- 
kle przybywa, mając ukryte wieńce i rzucając je skrycie, wczo- 
raj dwie panny weszły, mając wieńcem całkowicie otoczouą 
głowę; przeszły przez cały most, a mnóstwo gości im towarzy- 
szyło. Jedna panna mimowolnie doznała nieprzyjemności ; gdy 
rzuciła wianek, szczególniejszym trafem nie popłynął z wodą, 
lecz pod wodę! — Obecny narzeczony zawołał: „zły to znak, 
wróży bowiem, że żona we wszystkiem sprzeczną będzie". — Za- 
bawiło wszystkich ukazanie się dwóch ludzi, niosących na drągu 
ogromny wianek, za którym postępowało kilka przyjaciółek, łą- 
czących swe wianki w ten jeden i wspólnie chcących przekonać 
się o przyszłym losie. — Piękny statek, ozdobiony banderami 
i napełniony elegancką młodzieżą^ odpłynął od mostu za Pragę, 
gdzie zebrało się wielu widzów na tak zwaną sobótkę. 



H^. 



_ 171 

-Jeszcze są mieszkańcy Warszawy, pamiętający następujące 
zdarzenie. Boku 1765 na ulicy Tamce mieszkała szynkarka, 
zwana piękna Marysia. Do rzadkich wdzięków łączyła skro- 
mność i najmoralniejsze postępowanie. Starało się o nią wielu 
rzemieślników a nawet dworaków^ lecz ona tylko temu oddać po- 
stanowiła rękę, kto i jej serce pozyska. W wiliją ś. Jana uwiła 
wianek, chcąc go podług zwyczaju puścić na Wisłę. Na ten 
obrzęd udali się wszyscy jej konkurenci. Marysia stanąwszy na 
galarze, rzuciła wianek, lecz tak silnie, że przechyliwszy się, 
wpadła w Wisłę. Amanci zaczęli krzyczeć, wzywając pomocy, 
ale żaden nie miał odwagi narazić swego życia, aby ocalić już 
prawie tonącą. Młody Łukaszek mularczyk rzuca się w rzekę, 
porywa Marysię, a przy niej i wianek, wynosi na ląd szczęśliwie 
uratowaną. „Czćmźe się mam wywdzięczyć, panie Łukaszu?'' — 
po niejakiej chwili zapyta Marysia. — „Jakaż nagroda (odpowie 
Łukaszek) wyrówna szczęściu mojemu, nad wspomnienie, żem 
was uratował, panno Maryanno; jam biedny sierota, wać- panna 
śliczna, dobra, skromna, możesz z tych oto panów wybrać jakie- 
go bogacza; ja nie śmiałem nic mówić, ale Bóg widzi, że od 
dwóch lat tak serdecznie kocham pannę Marysię jak nikt bar- 
dziej ; że zaś moją być nie może , niech mi przynajmniej poda- 
ruje ten wianek, który wraz z nią wyrwałem z Wisły; ten wia- 
neczek choć kiedy zwiędnieje, do ostatniej chwili mego życia 
będzie spoczywał na mojem sercu, bo Bóg widzi, o żadnej innej 
pannie nie pomyślę i sierotą bez przyjaciółki dozgonnej pozo- 
stanę^. Rozczulona Marysia, oddając wianek Łukaszowi, rzecze: 
„Oto przy tym wianku masz i moją rękę; jesteśmy wprawdzie 
oboje ubodzy, ale gdy takie serce masz jak moje, przy Bożej 
pomocy będziemy szczęśliwi ''. — Dowiedziawszy się o tóm zda- 
rzeniu książę podkomorzy, brat królewski, dał dobre miejsce 
Łukaszowi przy swojim dworze, i wyprawił sute wesele.^ 



Ł. Gołębiowski (Gry i zabawy, 1831, str. 295): „W War- 
szawie obrządek ten (wianków), skromny niegdyś i cichy, samej 
tylko niższej zostawiony klasie, od lat kilku na most i wyższe 
osoby ściąga, ciekawe przypatrzeć się tej niewinnej ludu zaba- 
wie, temu obyczajowi dawnemu^. 



172 

Kury er Warszawskie 1834, nr. 166: 

Na wczorajszej wiankowej przechadzce znajdowała się 
5*ta część mieszkańców Warszawy wszelkich stanów: most cały 
tak był natłoczony, źe o godzinie 8 z trudnością można było 
postępować. Nadbrzeża lud okrył, a bliskie mostu na Pradze 
ogródki, zwłaszcza J. P. Kosińskiego miały mnóstwo gości. 
Szczególniejszym był widok z góry na most, poruszających się 
kilku tysięcy kapeluszy damskich. Tym razem, kobiet sprzeda- 
jących wianki znajdowało się nierównie więcej, niż panien je 
puszczających, i widać było późoo bardzo zmartwione, wraca- 
jące z nierozprzedanym towarem. Do kilkunastu wianków były 
przywiązane kartki z wierszami; umieszczamy te, które zręczni 
chłopcy złapali: 

Już to 12-ty roczek jak puszczam mój wianek! 
może przecież w 13-tym zdarzy się kochanek. 



Płyń wianeczku a nie wruć, 
me ciężkie cierpienia skruc. 
A ty Józiu chwyć go schwyć, 
byś mym mężem mógł już być. 



Godłem mej cnoty nie listek, nie kwiatek, 
lecz skromność, praca, pokora i statek. 



Czy wolisz panie Jauie mój wianek ruciany, 
czy Zosi dukatami worek nadziewany? 



Kury er Warszawski z r. 1837 n. 164: 

Wieczór nader pogodny, czysto zachodzące słońce, sprzy- 
jały wczorajszej, jako w wiliję ś. Jana, przechadzce po moście. 
Mieszkańcy Warszawy, różnego stanu, wieku i płci, napełnili 
wczoraj tysiącami ten most, który tygodni temu kilka w czasie 
gwałtownej powodzi, zgruchotany i rozrzucony, po brzegach Wi- 
sły zbierano, a rzeka, sprawczyni tylu nieszczęść, tocząca nie- 
dawno spienione nurty, niszcząca niewidzialną mocą najtrwalsze 
zapory, teraz spokojną, zdawała się uśmiechać spoglądającym na 
nią oczom, zachęcać do zaufania tych nawet, którym niejedną 
stratę przyniosła. Jej tryumf był zupełny; ileż-to wianków przy- 
jęło wczoraj łono wody, a niejeden z nich niósł zapewne z sobą 
losy nadobnej kobiety; prawdziwie było co zazdrościć; to też 



173 

rozprószeni na łodziach żeglarze, zgrabnemi obroty zatrzymywali 
bieg wianków, a jeśli który uszedł ich sieci, to tóż i popłynął 
z wyrocznią, i los jego tajemnicą pozostał. Ubawiwszy się nieco 
widokiem wesołych wiankarek, publiczność zwróciła także oko 
na siebie (tu mowa o modnych dam toaletach). 

Do zabaw tego wieczora należały ogromne wianki w kształ- 
cie świątyń i piramid, niesione lia starożytne Sobótki przez 
młodzież rzemieślniczą; tym razem odznaczały się: bednarska^ 
kotlarska, kowalska, szewcka i dwie stolarskie. 

Były także przy niektórych wiankach poezye; z nich jedną 
umieszamy: 

Zimny, bogaty Piotrze, żem była ubogą, 

trzy lata ozierabłością dręczyłeś mnie srogą. 

Kie mogły dojść do skutku nasze zaręczyny, 

bo4 wzgardził tkliwem sercem cnotliwej dziewczyny. 

"Wiesz, że onegdaj z łaski Loteryi klasycznej 

doczekałam się przecież sumki dosyć licznej. 

Teraz mnie chcesz, lecz bądź zdrów, inny mój kochanek, 

Staś ubogi, lecz zacny; dla niego mój wianek. 



Kury er Warszawski z r. 1840 nr. 164: 

„Wybrzeża, okna i balkony domów nadwiślańskich, zalegli 
widzowie; ich oczy zwracały się na Wisłę. Wisła była spokojną 
(oby zawsze taką oglądać można), płynęła- wolno, zdawała się 
chętnie przyzwalać zabawie. Raz po raz ręce kobiece rzucały 
wianek za wiankiem^ raz po raz czółna zwinnych rybaków śliz* 
gały się wartko w pogoń za wątłem znamieniem, w którem pan- 
ny tak ważną dla życia swego chcą widzieć wróżbę. Jak na 
ziemi tak i na wodzie, za jednym wiankiem uganiało się kilku; 
niedziw zatem, że wśród takiej czujności, ani jeden nie uszedł 
zastawionych sideł. Dla panien to dobra była wróżba — 
szczęść im więc do wesela! Cała ta scena mocno bawiła obe- 
cnych; każdy za tym lub owym interesował się wiankiem, nie- 
jeden wynikł ztąd zakład; spłacano go później szampanem. Sum 
statek parowy poważny, jak mu z urodzenia (bo Anglik) przy- 
stawcie, w wyskoku wesołości, chętnieby może za jakim puścił 
się wiankiem, gdyby był godnego sobie upatrzył rywala. Może 
mu ta ochota na rok przyszły wróci, a tymczasem nadpłynie ko- 
lega, który z Gdańska wybiera się już w podróż do Warszawy. 
O wpół do 9-ej zebranie było najliczniejsze i dam było niemało. 



174 

Niektóre z wianków nosiły wiersze ale niezbyt składne, 
i dla tego tylko przyczepione, żeby sprawdzić to dawne przysło- 
wie: Kogo stanie na ryby, tego stanie i na pieprz; 
pieprz był, ale soli, to jest dowcipu, nie tyle. Przytaczamy 
dowcipniejsze : 

Uwiłam we wianek mirty i stokrocie, 
wianek w i¥odzie, ja zostaję w błocie* 



Co rok puszczam mój wianeczek, 
co rok mija mnie czópeczek. 
Mnie już nic nie rozweseli , 
skoczę w Wisłę! — do kąpieli. 

1. Mój wianek różany 2. Ja to sobie wróżę, 

pewno nie utonie, bo wiem że dla niego 

Jasieczek kochany nie ma nic milszego, 

ujmie go w swe dłonie. jak z cierniami róże. 

Z wieńców kawalerskich odznaczały się wczoraj najbardziej 
młodzieży stolarskiej i ciesielskiej. 



Kury er Warszawski z r. 1843 nr. 163: 

„Większa połowa panien na wydaniu w Warszawie, prze- 
pędziła noc dzisiejszą jeśli nie w wianku weselnym na głowie, 
to niezawodnie z wiankami wińlnómi w głowie. Każdej cos 
śniło się: jednej tłum na moście, drugiej piękne korony z kwia- 
tów, trzeciej ślubna obrączka, tamtej kareta i 4 konie, szale, 
perły i brylanty, tej, skromniejszej w życzeniach poczciwe go- 
spodarstwo, mąż — i sześcioro dziatek. Oby każdej ziściły się te 
miłe marzenia młodości, tego wszyscy życzem, tego spodziewać 
się powinny, bo wianki udały się wczoraj. Choć deszcz groził, 
jednak nie padał; ośmielona odwłoka publiczność już od 6-tej 
zaczęła zapełniać miejsce dorocznej zabawy. Ulica Bednarska, 
ten przedsionek warszawskiego mostu, wyjrzała cała oknami 
i było na co patrzeć, bo dam powabnych zastępy, niemało zaj- 
mującómi były. (Dalej idzie opis toalet modnych.) 

Wianków rzemieślniczych było 7, to jest uczniów ślusarzy, 
krawców, stelmachów, szewców^ mosięźników, siodlarzy i stola- 
rzy, ozdobione wierszami i heblowinami kolorowanemi^ oraz jeden 
czeladzi ciesielskiej ze wszystkich najcelniejszy, o 3 kondygna- 



175 

cyach, zdobny kwiatami tej profesji i kilkunastoma zapalo- 
nemi świecami. Schwytał go jeden ze zręcznych przewoźników 
i w tryumfie na brzeg powiódł. 



Kury er Codzienny (z r. 1849) mówi : „Dotąd trwa w wielu 
miejscach, zwłaszcza w Warszawie, zwyczaj rzucania wianków 
na Wisłę, który wielu widzów na most i brzegi sprowadza. 
Dziewczęta wyczytują w biegu wianków po wodzie przyszły swoje 
losy; niektóre kładą w środek karteczki z wierszami; na jednej 
z nich taki wyczytano napis: 

Gdy inaczej być nie może, 
puszczam wianek, — szczęść mu Boże!^ 



Dziennik Warszawski (z r. 1852 nr. 164): ^Tłum ludzi 
zbiera się na moście i nad brzegami Wisły. Wieczorem, gdy się 
ściemni, przepływają Wisłą w poprzek różnego rodzaju łódki 
i czółna, a na nich czeladź z pięknómi, olbrzymich rozmiarów, 
uilluminowanómi wiankami^ z muzyką czasem, a zawsze z twarzą 
rozjaśnioną wesołością i myślą poczciwą. Dziewczęta powierzają 
wówczas falom swe wieńce. Unosząc z sobą wróżby i nadzieje 
swojich właścicielek, popłynęły one z wodą, niedojrzane nieraz, 
ujęte czasem przez rękę zgrabnych przewoźników, a wykupione 
przez jakiego nieznajomego młodzieńca, co ucieszony poszedł tę 
unoszoną i uniesioną z toni pamiątkę u siebie zachować i na 
ścianie powiesić^. 

Kuryer Codzienny (z r. 1857): „Onegdaj, w wiliję ś. Jana, 
cechy rzemieślnicze przybyły z charakterystycznómi wieńcami, 
a raczej piramidami z kwiatów, które o zmierzchu uilluminowa- 
ne, puściły na wodę. Łódki wioślarzy od mostu uwijały się, ści- 
gając rzucone rękami dziewic wianeczki^. 



Kuryer Codzienny (Warsz., 1869 nr. 135) powiada: „Zaba- 
wa to czysto ludowa; to tóź ludek tłumnie pociągnął na nią, 
przypatrując się, jak dziewczęta nieznacznie wyciągając z pod 
chustek wianki, niektóre wierszykami opatrzone, rzucały je na 
wodę, ciągnąc z ich obrotów i odpływów wróżbę co do przy- 
szłych swych losów, czyli zamąż-pójścia^. 



176 

„Wróżbom tym jednak przeszkadzali ciągle natrętai łodzia- 
rze, chwytając wianki na ostrza wioseł, pierwej, nim te zdełały 
na pełną wydobyć się rzekę i jakąkolwiek przyszłość wy wróżyć*'. 

„Wianków puszczono setki, i to ze wszystkich stron, już 
z po-nad brzegów rzeki, już z mostu, unikając starannie ław 
piaszczystych, którómi Wisła w owej porze przepełnioną bywa*'. 

„Przy nabyciu najpierwszego z wianków od szybujących 
łodziami po Wiśle żeglarzy i uganiających się za niemi z taką 
zręcznością, że na każdej łodzi można ich było liczyć kopami — 
następujący się w ręce nasze dostał wierszyk: 

61. 

1. I jam wianek uwiła, 3. Może znowu wzgardzony, 

i z bławatków i z róży, zniknie na wód przestworzu, 

i na Wisłę rzuciła, i prądami niesiony, 

życząc szczęsnej podróży. złoży główkę swą w morzu. 

2. Może w biegu nad tonią 4. Albo gdy się ostoji, 
będzie z Wisły wyjęty, zmieni wodne sukienki, 
i przyjazną mi dłonią i ołtarzyk przystroji 

wraz do piersi przypięty. Przenajświętszej Panienki i). 

„W ciągu całej zabawy, dwie muzyki, to jest od strony 
Warszawy i od strony Pragi, naprzemian ciągle przygrywały 
spacerującym, których około godziny 8-mej wioczorem spłoszył 
deszcz drobny i zachmurzone niebo", 

„Nie przeszkadzało to wszakże, ażeby nieco później uka- 
zały się i ozdobniejsze wianki, dostarczone przez młódź różnych 
rzemiosł, z odpowiedniemi oznakami czyli godłami ich zawodu, 
a niektóre nawet otoczone świeczkami, rzucającemi blade świa- 
tło, dublowane w przeźroczu wody*'. 

„Wiele osób, przeszedłszy most, pociągnęło na Pragę, 
a między innemi, urządzonemi tam miejscami przechadzek, jak 
Wenecyja i t. d. odwiedziły także i Baka, pod znakiem któ- 
rego w ogrodzie p. Bilskiego, przyrządzają wybornie towarzyszów 
jego godła, rumieniących się i dymiących w altanach ogro- 
dowych**. 



1) Zwyczajem było, iż wianek przypadkiem zatrzymany w biegu 
na wodzie przez kłodę, krzak, ławę piaszczystą i t. p., jeśli 
schwytany został przez żeglarza lub kąpiącego się , oddawany 
bywał i zawieszany na ścianach przyległego kościoła. 



177 

Kuryer Codzienny (Warsz., 1871 nr. 138) powiada: , Rzu- 
cić kwiatek na wodę, jest to rzecz bez żadnego znaczenia, — ale 
uwić z różnych kwiatków wianek i puścić go na Wisłę w przed- 
dzień 8. Jana, jest to fakt, mający znaczenie swoje w tradycyi— 
a dla czego?-, na to odpowie odwieczny zwyczaj, który dotrwał 
aż do czasów dzisiejszych^ «. 

w Wczoraj zatem, jako w wigiliję ś. Jana, zwyczaj ten od- 
nowiono najzupełniej, bo tysiące osób zebrało się nad brzegami 
Wisły, a głównie na nowym moście, i rzucono setki wianków na 
wodę, a niemiłosierni łodziarze, wyławiając je natychmiast, nie 
dali nawet sposobności do popatrzenia na nie rzucającym i wy- 
wróżenia z biegu i kierunku wianka, o hymenowej przyszłości**. 

„Po przybyciu łowców wiankowych do brzegu, przejrze- 
liśmy jak najsumienniej zdobycz na każdej z sześciu łodzi, szu- 
kając przy niej owych karteczek, na które osoby rzucające wianki 
zwykły przelewać natchnienia swoje, — ale jak widać, poezya 
w tym reku nie dopisała, bo ani jednego nie znaleźliśmy rymu, 
ani jednego wierszyka!". 

„W każdym jednak razie, uczyniono zwyczajowi zadosyć, 
bo rzucano kwiaty z wite na Wisłę, spacerowano po nad jej 
brzegiem i po moście, albo słuchano przygrywającej muzyki, do- 
póki zmrok nie zapadł i dopóki puszczone na samym ostatku 
wianki, przez niektórych rzemieślników przyozdobione cechami 
ich fachu i światełkami^ nie dopełniły liczby powierzonych nur- 
tom Wisły wieńców, i nie zakończyły tej zabawy, którą pra- 
wdziwie nazwać można ludową". 



SOBÓTKA. 

Ł. Gołębiowski (Gry i zabawy , 1831, str. 295) mówi: 
„Naucza nas ks. Kitowicz w swem rękopisie (Pamiętników), 
że za Augusta III w wigiliję ś. Jana po nieszporach albo pó- 
źnym zmrokiem, po wsiach i miastach rozpalano spory ogień na 
ulicy i przezeń skakały chłopcy, a czasem i dziewczęta. Marsza- 
łek wielki koronny, ku końcowi tego panowania, zabronił tego 
w Warszawie, a podobnież i gdzie-indziej uczyniono. Trafiały się 
bowiem pożary, opalali się niezręcznie przez rozżarzone głownie 

Mazowsze. Tom I. 12 



178 

skaczący, podsadzano klacze prochem nabite lub ładunki rzucano,, 
czem przerażony niejeden, w sam środek ognia upadł, a za nimi 
drugi, trzeci, gdy się rozpędził'^. 

Zdaje się, iż w Warszawie palono ognie te także (i to,. 
gdy na większe niecono je rozmiary) poza tyłami kamienic, na. 
wzgórzach i pochyłościach przyległych Wiśle, a osobliwie na. 
tak zwanej gnojowej górze , której nazwa pomykała się- 
w miarę rozrostu miasta na południe, i była przy ulicy Bybitwy,. 
Mostowej, wreszcie Oboźnjj (gdzie były Denassy, ruiny pałacu 
księcia de-Nassau). Wejnert w Starożytnościach Warszawy (1864, 
III, str. 48) powiada: „W roku 1628 gdy miano uporządkować 
górę Świętojańską czyli Gnojową (przy ul. Mostowej), 
użyto do tego Hollendrów (z Kępy Soleckiej, dzisiaj Saską-kępą 
zwanej). 

Mimo zakazu marszałka, ognie te (zwłaszcza po jego śmierci) 
palili chłopcy jeszcze przez cały wiek KYIII i przez parę dzie- 
siątków lat wieku bieżącego, acz już coraz krócej i z mniejszą, 
niż w dawniejszych latach skwapliwoscią. Wszakże jeszcze około 
r. 1840 widziano je tu i owdzie płonące po wzgórzach, i to w cza- 
sie, kiedy dziewczęta puszczały wianki na Wisłę. 



Kornel Kozłowski (Lud w Czerskiem, 1867, str. 200) po- 
wiada: „Sobótka znana jest w Czerskiem (to jest w Czaplinie* 
i okolicy) prawie już tylko z tradycyi. Dla tego i pieśni tu za- 
łączone (wskazane przez śpiewaka jako sobótkowe), są zapewne 
pozostałością innych, przy uroczystości tej niegdyś śpiewany eh > 
a które dziś uległy zapomnieniu. 

62. 

1. Z wiecora, corna chmura, — nie dojrzeć, 
gdzież ja się nieboracek — mum podzieóp 

2. Chodzę ja i tu i tu, — nie cheą mnie, 
pójdę ja do dziewcyny, — przyjmie mnie. 

3. — Przyjm-ze mnie, moja Kasiu, — łaskawie, 
połóz-ze mi podusecki ^ na ławie. 

4. — Do dumu, mój Jasieńku , — do dumu^ 
nie wyciroj podusecek nikumu. 

5. — Dopiro to, moja Kasiu, — pirsy roz, 
juzci mi podusecki — wymawias. 



179 



6, — Wymowiam-ci, mój Jasieńku, — wymowiam, 
bo ja na to stada gęsi — nie chowom. 

7. Jak jo bede stado gęsi — chowała, 
to ci będę podusecki — dowala. 

Lud, Ser. II. Sand. str. 129 nr. 150. — Ser. VII, Krak., nr. 219. 



63. 



i 



^^ 



^ 



=a 



^^ 



^^E^ 



-V— V- 



-i/-V- 



i 



Zimne— go 



wia — tm 



zi— innego, 



simne—go. 



wyr A ij— ze nam 



=it=e= 



panie wiatrze 
1. 



Je— dnego, 



je— dnego. 



Zimnego wiatru, zimnego, — 

wyrwij- ze num, panie wiatrze, jednego. 

Którego-by, jakiego? 
Ze dwora Jasia to tego. 

Chtórą-by mu darować? 
Ze dwora Kaśkę, tę mu dać. 

Choć-by nie chcioł, musi brać, 

bo mu nie damy przebirać. 



M 



64. 



-0 — ę. 



tit: 



=^=£=£-f^H^ 



U^ 



^ 



V — w w 

I I I 



^=Mz 



* 



Po— sly by — ły dwie pa-nien-ki 



lenka rwać. 



i 



lenku rwać. 



?rf-^ I r f i ' I J ^ 



^^ 



=r=^ 



-y — u- 

Lenku nie wyrwa — ły, stłakły i 

1. Posły były — dwie panienecki 

do kelinecki 
lenku rwać. 
Lenku nie wyrwały, 
stłukły i stargały. 

co jem dać? 

(v. bardzo znać). 

2. Dać jem (im) dać, 

ze dwora Jasia, — 
un jedzie. 



starga — iy co im dać, co fm dać. 

Un jedzie po moście, 

pod niem kuni dwanoście. 

Un jedzie rowami, 

i brząko talorami. 

Un jedzie od wietroka, 

ma kunika kieby ptoka. 

Lud^ Ser. U, str. 120. 



12* 



180 

Antoni Zaleski (czasopismo Kłosy , -Warsż., 1870 nr. 200) 
tak opisuje w notatce z r. 1868 Sobótkę we wsi Pilicy, parafii 
Ostrołęka, niedaleko miasta Warki: 

,Kto z nas nie słyszał i nie czytał o Sobótkach? Ale 
mniejsza daleko jest liczba tych, którzy je własnemi oczami wi- 
dzieli. Ja przynajmniej nieraz bywałem na wsi w wigiliję św. 
Jana i daremnie dopytywałem się o Sobótki. Odpowiadano mi to, 
że kiedyś się tu obchodziły, ale już wyszły z użycia, to, że się 
gdzieś w gkolicy obchodzą, ale to „gdzieś*' było zawsze właśnie 
nie tam, gdzie się znajdowałem; dosyć, że po kilkunastu latach 
daremnych poszukiwań i zawodów, nie powiem, żebym przestał 
wierzyć w istnienie Sobótek, ale zaczęły one powoli przechodzić 
w mojich pojęciach w kategoryę mytów, i jeśli w nie wierzy- 
łem, to już prawie tyle, ile wierzę w legendy o Krakusie, o Wan- 
dzie i o królu Popielu co go myszy zjadły". 

„Jakże więc opisać wam moją radość, kiedy goszcząc w za- 
przeszłym roku (więc w 1866) we wsi Pilicy, nad brzegami 
rzeki tegoż nazwiska, niedaleko miasta Warki, dowiedziałem 
się, że lud wiejski ma zamiar obchodzić Sobótkę. Z całą cieka- 
wością artysty i archeologa podążyłem na miejsce, gdzie się 
zebrać piiano „pod figurą" (krzyżem) na rozstajnej drodze , nie- 
daleko wioski. Było już około 10-tej godziny wieczorem; noc 
była cudna ; wśród gruppy drzew wdzięcznie rozrzuconych, wy- 
smukły krzyż wznosił się na tle ozłoconego jeszcze zachodnią 
łuną nieba; kilkanaście dziewcząt i chłopaków już stało pod 
krzyżem, trzymając w rękach pęki ziół i kwiatów; przy dro- 
dze leżała drabinka. Między głównemi organizatorkami obrzędu 
toczyły się półgłośńe narady ; — wreszcie ceremonija się roz- 
poczęła". 

„Przystawiono drabinkę do „figury" i dziewczęta zaczęły 
ubierać krzyż, przewiązując go gdzie-niegdzie tasiemką i zatyka- 
jąc za nią gałązki, liście i kwiaty. Pomiędzy niemi konieczną 
jest byli ca; reszta może być ad li bitum, co się znajdzie 
piękniejszego. Ubieranie to krzyża odbywało się w milczeniu 
i z powagą; nie można było nie podziwiać tego wysokiego uczu- 
cia przyzwojitości, z którem kilkunastu pastuszków zebranych 
pod krzyżem, zdawało się przejętych jakimś charakterem ka- 
płaństwa, ozdabiając pólnemi kwiatami symbol naszego zbawie- 
nia. Najwyżej stojąca dziewczyna ubierała krzyż, niżej stojąca 



181 

podawała jej kwiaty, których dostarczały u dołu zebrane; 
wszystko razem tworzyło cudną grupę , ź którejby artysta mógł 
wziąć śliczny przedmiot do obrazu (tu podają Ktosy rycinę). 

Gdy ubranie krzyża zostało ukończonem, wszyscy przytomni 
uklękli i poważne tony litanii do N. Panny rozpłynęły się w ci- 
chóm wieczornóm powietrzu; następnie zaśpiewano jeszcze psalm 
(Kochanowskiego): „Kto się w opiekę**, poczóm wszyscy po- 
wstali i śpiewając (Karpińskiego): ,, Wszystkie nasze dzienne 
sprawy^, udali się jakoby processyonalnie ku miejscu, gdzie na 
równem błoniu, pomiędzy rozrzuconemi wierzbami, nad brzegami 
Pilicy, miała się odbyć druga część Sobótki, część światowa, 
może pogańska jeszcze. Podług objaśnień , udzielonych mi przez 
lud miejscowy, obrzęd ubierania „figury^ jest tutaj nierozłączny 
od Sobótki. Czyby nie należało widzieć w tóm myśl uświęcenia 
obchodu tego, który nawet, jak wiadomo, był prześladowanym 
w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jako pogański zabytek, 
osłaniając go opieką krzyża?^ 

„W drodze na miejsce przeznaczone na teatr tej drugiej 
części Sobótki, wszystko zaczęło przybierać inny charakter. Po 
skończeniu pieśni nabożnej, w przechodzić przez wieś, rozpoczęły 
się żywe narady o miejscu, gdzie ogień miał być rozłożony, 
o pieśniach, które miano śpiewać, parobcy biegali po słomę i inne 
palne materyały, a najdłużej zatrzymany został cały orszak nie- 
przewidzianą trudnością. Brakowało najważniejszej figury w wio- 
skowych uroczystościach, głównej sprężyny tańca, tego, który 
wlewa duszę w nogi tancerzy i tancerek, jednóm słowem, skrzyp- 
ka wioskowego. Wśród tłumu słyszałem tylko przerywane wy- 
razy: „INiema go w domu... Nie chce iść... Nióma skrzypiec... 
Ale nie! są skrzypce, ale niema kwinty... ** — Lecz ezegoż nie 
dokaże dobra wola; dał się znaleźć i namówić ulubiony grajek 
i kwinta się znalazła, a może tóż nowy Paganini obszedł się bez 
niej, dosyć, że w kilka minut wesoła gromadka ze swojim min- 
strelem na czele, już była na błoniu nad rzeką, — iw chwilę 
potem olbrzymi stos buchnął w górę ognistym słupem , oświe- 
cając całą scenę jak ogniem bengalskim. Dziewczęta zgruppo- 
wały się w chór i rozpoczęły się pieśni sobótkowe. Prawie 
wszystkie były na tenże temat osnute ; były to różne swatoW- 
stwa i wróżby małżeństwa, a mądre śpiewaczki wplatały w ka- 



182 

żdą zwrotkę imiona panien i kawalerów, znajomych całej publi- 
czności^. Oto kilka z tych piosnek: 

65. 
Świętego Jana, świętego, świętego, 
przyniesie nam coś nowego (bis). 
Przyniesie grochn jak siana, 
bieluohnp kwitnie jak piana. 
A na tym grochu są kwiecie, 
Pan "S. N. żony chce. 
A jaką żonę jemu daóP 
Pannę N. N. mU darować. 
A choćby nie chciał, musi brać, 
bo mu nie damy przebierać. 



66. 

1. Wystawcie ławki — na te murawki 

wierzbowe. 
A wy dziewcynki — a wy Pilicanki 

do dom spać. 
Tylko ty jedna — (n.p.)Anu8a nadobna^ 

zostań tu. 

2. Przyńdzie tu stary — a nie ruchawy, 

kijem go. 
przyńdzie tu młody (n. p.) Jasionko nadobny, 
przyjm-ze go. 



(obAcz nr. 63.) oT. 

1. Zimnego wiatru, zimnego, 

wywiń ze mną (mnie?), panie wietrze, jednego. ' 

2. A którego-by takiego? — 
Ze dworu Scepauka to tego. 

3. A którą^ze mu darować? — 

Ot (np. Bortka Anusię) musi brać. 

E Kozłowski: Lud^ st. 201. 

68. 

Przyleciał sokoła 8. Sama nie śmiała, 
do Wojtka na kół. posła, posłała: 

Padł, padł w ogródeczku, A mój ty pośle, 

przy mpjćm ziólecka, zrób-ze mi dobrze, 

roztoczył egon. jakby ja sama« 

Bym do niego wysla, 

pomałuśku z pysna, Lud, Sandom. Ser. U, str. 107. 
sama jodyna. 



183 



69. 



1. Przy dole wiśnia, przy dole, 4. Józiecka wstała skoro dzień, 
przy Wojtkowej stodole. posła do stajni po ogień. 

:2. Tam-to Józieńka sypiała, 5. Wstań-ze Scepanku, umyj się, 
zimna roseczka padała. na-ści chusteckę, otrzyj się. 

3. Scepanek jej się użalił, 6. Nie będę ja się ocierał, 
kozusyną ją przyodział. bo mi cię Józiu, bardzo zal. 

„Po każdej strofie rozlegały się śmiechy, wywołane nieraz 
prawdziwie trafnem, lub też humorystycznem zastosowaniem 
imion. Nie darowano nikomu; dwór, to jest panowie, sąsiedzi, 
•oficyaliści, przedpokój, garderoba i wioska, wszystko przeszło 
przez swatowskie criterium wesołych dziewcząt, które jedno- 
myślny aplauz zyskały**. 

, Opowiadały nam one, że mają tóż różne swoje praktyki, 
•do dnia tego przywiązane; że każda z nich będzie spała tej nocy, 
trzymając kamień pod głową, i że jej się musi przyśnić ka- 
waler, za którego ma pójść za mąż w tym roku^. 

,Po skończonych pieśniach, płomień podsycany przez pa- 
robków, zajaśniał żywszym blaskiem, i rozpoczął się oberek, 
a rozochocona młodzież płei obojej, zaczęła przeskakiwać przez 
ogień (tu rycina w Kłosach). Nie obeszło się bez małych kata- 
strof, bo nieraz wśród ogólnego rwetesu, dwóch ochotników do 
skakania, rozbiegłszy się z przeciwnych stron, w pełnym skoku 
karambulowali w środku ognia, z czego jednak więcej było stra- 
chu niż bólu, i skończyło się na kilku guzach i osmalonych czu- 
prynach. Przypadki te jednak nie zastraszały innych; nikt pra- 
wie z przytomnych nie pozostał bezczynnym widzem, i każdy 
przez ogień mniej -więcej szczęśliwie przeskoczył^. 

„Zabawa ta, jak mówiłem^ była urządzoną przez samą mło- 
dzież wiejską, która , jako bogatsza w młodość i wesołość niż 
w materyalne środki, nie myślała o żadnym traktamencie. Ale 
przytomny jej, a gościnny dziedzic uraczył gromadkę, i tańce, 
skakania i śpiewy przeciągnęły się długo po północy. Album 
moje wzbogaciło się kilku szkicami, z których dwa: Ubieranie 
krzyża i Sobótkę, przesyłam wam; może uznacie je jako zasłu- 
gujące na ogłoszenie; w braku innych zalet, mają one wartość 
rzeczy pod wpływem świeżego wrażenia z natury zdjętej^. 



184 

S. Jan Chrzciciel. 

24 Czerwca. 

W Koronie (t. j. na Mazowsza i w Wielkopolsce) był to 
zawsze dzień pisania i zawierania ugod (kontraktów) o kupno, 
o dzierżawę, o pożyczkę. 

Zmieniano także niekiedy służących; ztąd (podobnie jak na 
8. Szczepan): 

1. Na święty Jan — każdy sobie pan» 

W ten dzień deszcz jest niebezpiecznym, bo jest wróżba 
u pospólstwa, że: 

2. Kiedy się Jasio rozczuli, 
dopiero go N. Panna otuli. 



3. Gdy się święty Jan rozczuli, 
w Ńawiedziny się utuli, 

to jest, że padać wówczas zwykł przez cały tydzień, do 2 Łipca> 
święta Nawiedzenia N. Panny. 

4. Przed świętym Janem o deszcz trzeba prosić, 
po świętym Janie i sam będzie rosić, 
aż go będzie dosyć. 



L I I* I E C. 



Miesiąc ten, zwykle najcieplejszy a ztąd i za najzdrowszy 
w kraju naszym uważany, bierze nazwę od drzewa lipowego, 
które wówczas kwitnie i najlepszej żywności pszczołom dostarcza. 
To tóż w drugiej już jego połowie poczynają niektórzy gospoda- 
rze miód podbierać. 

W tym miesiącu zbierają się już jagody i owoce wczesne, 
i bywa koniec przednówka, często tak okropnego dla wiej- 
skiego ludu. Ku końcowi drugiej połowy miesiąca rozpoczynają 
się już żniwa. 



185 

NawiedEenie N. Fanny. 

2 Lipca. 
Dzień ten czci lud i zowie go N. Panną jagodną, bo czas 
to poziomek, pożyczek, czernic i innych jagód. 
Przysłowie mówi: 

1. Deszcz co nas w ten dzień nawiedzi, 
czterdziestkę (40 dni) u nas posiedzi. 

Inne potęguje to jeszcze: 

2. Gdy w Nawiedzenie deszcz pada, 
czterdzieści dni ulewa nie lada. 



3. Gdy są w Nawiedzenie deszcze, 
długa słota będzie jeszcze. 

S. Małgorzata. 

13 Lipca. 
Pierwsze gruszki się ukazują; ztąd zwane Małgorzatki. 
Deszcz we świętą Małgorzatę 
jest orzechom na stratę. 

S. E 1 i j a » ss. 

20 Lipca. 
Przysłowie powiada: 

1. Na świętego Elijasza, 
z nowego wątku kasza. 

S. J a k ó b. 

25 Lipca. 

Woda wezbrana w tym czasie na Wiśle Jakóbówką się 
zowie, podobnie jak i gruszki jakóbówki, wówczas doźrzałe. 

Niewiadomo dlaczego mówi tu lud: zjakubićó zamiast 
zgłupieć. Gospodarz zaś przepowiada: 
Jaki Jakób do południa, 
taka zima aż do Grudnia. 
Jaki Jakób po południu, 
taka zima tóź po Grudniu. 

S. Anna. 

26 Lipca. 

Dzień znamienity źarliwóm nabożeństwem, ale smutny przy- 
słowiem: Od świętej Anki, 

cyodne wieczory, poranki. 



186 

S. M a r t a. 

29 Lipca. 

Pospolite było dawniej u nas to imię. Ztąd różne, znane 
przysłowia o złej; a krzątającej się hałaśliwie gospodyni po- 
wstały. Mówiono tóż: ,,Znalazła Marta swego O otarta^, 
gdy chciano powiedzieć: trafił swój na swego. 

Gospodarze tóż mówią: 

1. Około świętej Marty, 

p)aó za żniwa, dawaj kwarty. 



SIERPIEŃ. 



Miesiąc ten, przypadający u nas na czas żniw i zbiorów, 
od sierpa otrzymał swą nazwę. Uważany jest także za najgo- 
rętszy, i dla tego zwolniono w nim od zajęcia biórowego i szkol- 
nego urzędy niektóre i zakłady naukowe, dając im feriae wa- 
kacyjne. Gorącymi są zwłaszcza dnie kanikułą zwane czyli 
psie, ponieważ Sirius lub psia gwiazda razem wtedy ze słoń- 
cem wschodzi. Dla chłodnych już atoli nocy, zwykle mniej bywa 
skwarnym wieczorami niż Lipiec. 

S. Piotr w Okowacłi. 

1 Sierpnia. 

Świętego Piotra w okowach lud zwie Pal i kopą, gdyż 
przytrafia się często, że tego właśnie dnia bywają burze, i pio- 
runy uderzają w ułożone kopy z pożętego zboża. 

W wielu miejscach lud w dniu tym wstrzymuje się do po- 
łudnia od wszelkich robót. Wierzą, że kto się do tego nie sto- 
suje, temu piorun zapali kopy na jego łanie; i ztąd to po- 
wstała owa nazwa Palikopy. 

S. Kajetan. 

7 Sierpnia. 

Święty Kajetanie, 
strzeż od deszcze sprzątanie. 



_ 1 87_ 

S. Wawrseniec. 

10 Sierpnia. 
Był niegdyś zwyczaj święcenia podebranego świeżo miodu, 
udzielania go domownikom i sąsiadom i mówienia przy tern: 

Przez przyczynę świętego męczennika, 
ehroń Boże pszczółki od szkodnika. 

W dzień ten zapalano dawniej po wielu chałupach nowe 
ognie gospodarcze (Rawa) (ob. Ludy Ser. IX| str. 144). 

N. Panny Wniebowzięcie. 

15 Sierpnia. 

Matkę Boską lud w dniu tym zielną zowie, od zwyczaju 
święcenia ziół. (Wykaz tych jako i ich własności, znajdzie czy- 
telnik w rozdziale o Ziołach i Lekach). 

Na Wniebowzięcie 

pokończone żęcie. 

S. B o c łi. 

16 Sierpnia. 

Święty Roch jest opiekunem cierpiących i patronem od 
wszelkiej choroby, a osobliwie od zarazy morowej. Czczony tćż 
był zawsze u nas, jako w kraju tylokrotnie plagą złego powie- 
trza dotkniętym, a to w latach: 1205, 1211, 1312, 1358, 1424, 
1456, 1543, 1548, 1602, 1620, 1652, 1704, 1709—10. Dziś, 
kiedy już ta zaraza między ludem nie grasuje i tylko bydlęca 
się pojawia, lud wiejski zwykł prowadzić w ten dzień bydło 
swoje przed kościół i tam je kapłan błogosławi. 

Kalendarz warsz. Strąbskiego na rok 1854 mówi, iż „po 
wielu wsiach w dniu tym proboszczowie błogosławią inwentar- 
skie gromady przy wypędzeniu bydła na paszę. Dawniej palono 
na polu, ciernie, i po roznieceniu ognia, bydło przezeń prze- 
pędzano. 

S. Bernard czyli Biernat. 
20 Sierpnia. 

Imię to na równi dawniej stało z nazwą prostaka; zkąd 
pochodzi przysłowie świadczącego się niewinnością: ,|Presty-ó ja 
IBiernat^, 



1S8 



S. Bartłomiej. 

24 Sierpnia. 
Znaczną już wtedy lud spostrzega zmianę w temperaturze, 
osobliwie zrana. W dniu tym zaczynają siewy ozime. 
1. Na świętego Bartłomieja 
mroźnej zimy jesi; nadzieja. 
Pochodne nazwy: Bartek i Bartosz, w poniewierkę to 
imię podały. 

Od dnia tego począwszy, zmniejszano miejscami czeladzi 
ilośó strawy dziennej, co wyraża przysłowie: 
2. Święty Bartłomieja 
śniadanie przytłumi. 

S. Augustyn. 

28 Sierpnia. 
Na świętego Augustyna 
orka dobrze się poczyna. 

Ścięcie ś. Jana. 

29 Sierpnia. 

Kalendarz z r. 1803 mówi: « Niegdyś lud ciemny tego się 
trzymał przesądu, iż w przeddniu pamiątki ścięcia ś. Jana, ko- 
piąc ziemię, złoto można było znaleźć pod ziołem paprocią. 
Musiał być przypadek, który do tego gusła dał powód {!)*. 

Do przesądów dnia tego należy zwyczaj wtykania tyle róź- 
czek zielonych w ziemię, ile ludzi jest w domu; czyja naj- 
przód uschła, o tym miano za znak, że w tym roku umrze. 

S. F e 1 i X. 

30 Sierpnia. 

Ś. Felix jest patronem dzieci chorych, zwłaszcza na kon- 
wttlsye. Jest mniemanie u ludu, iż złożywszy na jego ołtarzu 
gromnicę, zupełnie tak dużą jak dziecko chore, mo- 
żna być pewnym, że ozdrowieje. 



Od wrzosu, który w tym miesiącu po lasach kwitnie, 
nazwisko swe bierze. Niegdyś uważany był za dogodny (przy- 



189 



jaźny) do brania leków, i datą4 koń w nim spłodzony, wrześ- 
niak, za trwałego jest poczytany* 

Lubo ten miesiąc porę letnią, kończy, a jesienną ziftczyna, 
jednak niemal za najprzyjemniejszy u nas uważany być może, 
ile że już jest obfity w owoce i inne płody ziemi. Czasem tylko 
powodzie wielkie, zwłaszcza na Wiśle, sprowadza. 
Jest też zdanie, iż: 

1. Gdy nadejdzie Wrzesień, 
wieśniak ma zawsze pełną stodołę i kieszeń. 

S. Idzi opat. 

1 Września. 

Wtedy już wszystko zwiezione do stodół, I dla tego: 

1. Święty Idzi — w polu nic nie widzi. 

2. W święty Idzi pogoda, 
to dla siewu wygoda. 

S. R e g i n a. 

7 Września. 
Święta Regina — gałęzie ugina. 

Narodzenie N. Panny. 

8 Września. 

Dzień to Matki Boskiej, zwanej u ludu siewną, iż w cza- 
sie siewów ozimych przypada. Niegdyś za leniwego był miany 
gospodarz, który na ten dzień siewów nie ukończył, a zaraz po 
tym dniu nie wziął się do siewu pszenicy. 

1. Na Matkę Boską siewną zła to gospodyni, 

która lnu z wody nie wyczyni. 

2. Panna się rodzi, — jaskółka odchodzi. 

W Warszawie strojąc w ten dzień kwieciem figury Matki 
Boskiej, śpiewa lud między innómi i tę pieśń: 

70. 



i 



^^ 



^ 



m 



EE 



dE 



^± 



-*-ł. 



Xi=^ 



Ma — tko nie— bie— skiego 
śii — cznas i nie — - poka 



Pa — 

la - 



Jakie 



wieki czas da 



:it=t 



S^^E 



^ 



z=z 



ii 



le - ki, czas nie - ma - ły gdy świat ca - ły nie sły - szał. 

Ks. Mioduszewski: Śpiewnik kościelni/^ Kraków, 1838, str. 199. 



190 

8. Nikodem. 

15 Września. 

Wtedy przysłowie powiada: 

1. Pogoda na Nikodema, 
(to) cztery niedziel deszczów nie ma. 

Ś. Mateusz. 

21 Wrzeinia. 
Dzień ten, dawnym obyczajem, o potrzebie przysposobienia 
się na zimę ostrzega. 

1. Święty Mateusz dodaje chłodu, 
i raz ostatni podbiera miodu. 

2. Gdy święty w śniegu przybieźal, 
będzie po pas cafą zimę leżał. 

Przypadające w ten dzień jarmarki, słynęły obfitością futer, 
czapek, kożuchów; osobliwie tćż głośny w dniu tym jarmark na 
konie w Łowiczu. Przeto mówiono o takim, który nie zakupił 
ciepłego odzienia i obuwia: 

3. Niech chucha ohudeusza, 

kto zabyl (zapomniał) Mateusza. 

Radzono więc schować kapelusz, a włożyć czapkę: 

4. Do świętego Mateusza, — nie zdejmuj kapelusza, 
a po świętym Mateuszu, — kiep ten, co w kapeluszu. 

Siew oziminy powinien już być skończony. Dla tego starzy 
gospodarze jako przestrogę powtarzają: 

5. Święty Mateusz, — 
siał-bym żyto, — nie rychło już! 

S. Tekla. 

23 Września. 

W dzień świętej Tekli 

będziem ziemniaki piekli. (luowMda). 

S. M i c łi a ł. 

29 Września. 
Dzień ś. Michała w umowach najmu jest ratą do pła- 
cenia kwoty, jako kończący trzeci kwartał roku. — Siew ozimy 



191 

już na ten dzień powinien być skończony, tern bardziej też żni- 
wa. Zawsze za nieboraka był miany ten, kto dopiero: 

1. !Na święty Michśt, 
kopy z pola spychcU. 

Lepiej wychodził ten, o którym mówiono, iż: 

2. Święty Michał, 

kopy do stodół z pola pospychal. 

Gospodarze nasi starają się, ażeby w dzień ten już zboże 
było wszystko zwiezione, a bydło w polach swobodnie paść się 
mogło. Ztąd przysłowie: 

3. Święty Michał — wiechy pospychał. 

Gdyż wiechy ze słomy oznaczały miejsca, na które za- 
'broniono puszczać bydło. 

Wyśmiewano rolnika, co nie uprzątnął się wcześnie z sianem: 

4. Michalkowe siano, — Marcinkowe żytko, 

kata warto wszytko. 

Że noce długie a ciemne, dla tego wieśniacy mówią: 

5. Jasny — jak noc po świętym Michale. 

Słyszany w dzień ten grzmot, wróżył na rok następny 
wielki urodzaj, wedle przysłowia: 

6. Grzmot w dzień świętego Michała, 
żyzność przyszła, — Bogu chwała! 



IPJ^ZJDZTEJttNIB:. 



Miesiąc ten od paździerza, które w robocie koło lnu 
i konopi odpada, ma nazwisko. Temperatura jego trzyma środek 
między upałami lata i mrozami zimy; miewa atoli, zwłaszcza 
w początkach, dnie bardzo przyjemne; późniejsze przecież dni 
sprowadzają słoty. Liście zżółkło i poczynające odpadać, jak 
i widok ptastwa odlatującego w cieplejsze kraje , wskazują już 
bliskość zimy. 



192 

Ś. Franciszek. 

4 i 10 Października, 
Dni śś. Franciszka Serafickiego i Borgiasza. Grospodarze 
mówią : 

1. Po świętym Franciszku — chodzi bydło po owsisku. 
(lub tóż: pasą na źytaisku). 

S. Br y g i d a. 

8 Paźdzkrnika. 
Babskiem latem mianują si^ pierwsze dni Październi- 
ka, często pogodne i ciepłe, w których snuje się po polach znana 
biała pajęczyna (Marien-faden). Ztąd przysłowie: 
1. O świętej Brygidzie, 
babie lato przyjdzie. 

ŚŚ. Jadwiga i Teressa. 

15 Października. 
Od dnia tego po wielu domach zaczynają już palić w piecach. 
2. Święta Jadwiga, 
szczapy dźwiga. 

1. Gdy Jadwigę deszcz spotka, 
to kapusta nie słodka. 

S. Gaweł. 

16 Października. 
O późnym siewie w dniu tym jest przysłowie: 

1. Urbanów owies, Gawłowe żytko, 

kata warto wszytko. 

2. Kiedy w święty Gaweł słota, 
będzie w zimie dużo złota. 

S. Łukasz. 

18 Października. 
W dniu tym już ani zbiorów ani siejby w polu być nie 
powinno, stosownie do przysłowia: 

1. Święty Łukasz, 
czego po polu szukasz? 

Więc nietylko wszystko ziarno z pola winno byó sprzątnięte, 
ale nawet i rzepa powinna być wykopaną i zachowaną w dole. 



193 

t 

2. Święty Łukftftz! ««- czego w dole szukasz? — 
— Oto rzepy! — Ałboś to jej w dole ślepy? — 

S. Urssula. 

21 Pązdziermka. 

Że rosa często z poranku w ten dzień prsymarza, mówią: 
1. Święta Urszula 

perły w polu rozsuła. 

2. Od Urszuli — śnieżnej czekaj koszuH. 

S. Kryspin (ian). 

25 Października. 

Na świętego Kryspina 
szewc przy świecy poczyna. 

SS. Szymon i Juda. 

21 Października. 
Dzień ten, według przysłowia i czasu, każe obawiać się 
grudy. ... 

1. Na świętego Szymona i Judy, 
spodziewaj się śniegu albo grudy. 

2. Na świętego Szyjnona, 
babskie lato już kona. 

Jest i rada gospodarcza, zalecająca, iż: 

3. Jak już d2ień przyjdzie świętego Szymona i Judy, 
już-to zegnać należy z pól byfio do budy. 



Miesiąc bardzo właściwie nazwany, bo w tym czasie ze 
wszystkich drzew liście już opadły albo opadają. Z tym 
miesiącem rozpoczynają się polowania i łowy wszelkiej zwierzy- 
ny, niegdyś bardzo wesoło i huczno odprawiane. 

Lubo Listopad bywa w ogóle dżdżysty, zimny a czasami 
i mroźny, to jednak zdarzają się i chwile łagodne, a dnie prawie 
do jego połowy jeszcze nazywają miejscami Babiem latem 
albo Marusikowem latem. 

Mazowise. Tom I. 13 



Wssyscy Święci. 

1 Listopada. 
Przysłowie mówi: 

1. Wszyscy święci niezgodą, 
Wiatry z śniegiem zawiodą. 

Inne powiada: 

2. Wszyscy święci — śaićg się kręci, 

a w Zaduszki — drży jak w stróżki. 

3. W wszystki świętych ziemia skrzeplay 

całą zimę wróży ciepła; 
a jeśli słotno, — będzie o drzewo markotno. 

Dsień sadussny. 

2 Listopada. 

Dzień ten, pamięci zmarłych poświęcony, wzywa każdego, 
kto może, aby spieszył na cmentarz strojić i oświetlać groby 
swojich krewnych. Obyczaje narodowe niegdyś po kilkakroó razy 
w rokn odświeżały tę pamięć; pozostali powtarzali pogrzebne 
obchody, łączyli słnpy k¥rieciem, przystrajali grobowce; lud pro- 
sty jadło i napoje na cmentarz nosił. 

S. Marcin. 

11 Listopada. 
Dawny zwyczaj w ten dzień nakazywał mieć na obiad 
w każdym domu (którego na to stać było) gęś koniecznie pie- 
czoną^). Gospodyni z kości jej piersiowej białej przepowiadała 
zimę mroźną, z ciemnej zimę przepadzistą (dżdżystą). 

. Dotąd po wielu domach gęś na święty Marcin z wróżbą 
zimy stałej lub niestałej, mroźnej lub błotnej, jest potrawą nie- 



^) Rzeź ogólną gęsi na ś. Marcin — jedni odnoszą aż do czasów 
rzymskich i ś. Marcina papieża, który pierwszy podczas wielkie- 
go głodu, pozwolił użyć na posiłek tych ptaków, szanowanych 
dotąd tamże jako narzędzia ocalenia Rzymu od Gallów; inni zaś 
do czasów pogańskich, w których w ten dzień z kości zabitych 
gęsi, mianowicie z piersi, wyciągano rozmaite wróżby, jak się 
to jeszcze po dziś dzień praktykuje. Bijąc gęsi, panowie i cze- 
ladź dzielą się darami bożómi i wszędzie niemal Iraktują gościa 
pieczoną gęsią. Dziennik Warszawski z r. 1851 nr. 215 mówi: 



195 

zbędną. A kiedy to święto w piątek lub sobotę przypida, to na 
niedzielę ów przysmak odkładają. 

Po dworach szlachty (jak mówi Wójcicki) do gęsi stawiano 
wino; dla tego dawniej mawiano: 

1. Wesele Marcina^ — gCŚ i dzban wina. 

W dniu tym daniny dworom składali rolnicy; ztąd przy- 
słowie : 

2. Tak próżny jak worek wójta o świętym Marcinie. 

Że śnieg częstokroć pierwszy raz wtedy przypadnie, mówią: 

3. Święty Marcin błoniem 
jedzie białym koniem. 

4. Święty Marcin na białym konin przyjeżdża. 
Dzień ten wróży pogodę lub flagę (słotę) na Boże Naro- 
dzenie, wedle przysłowia: 

5. Święty Marcin po wodzie, 
Boże Narodzenie po lodzie. 

I przeciwnie : 

6. Święty Marcin po lodzie, 
Boże Narodzenie po wodzie. 

S. Eatarsyna. 

25 Listopada. 

Dzień ś. Katarzyny, dziewicy celującej biegłością w umie- 
jętnościach tak boskich jak ludzkich, obchodziły i święciły szcze- 
gólniej szkoły i zgromadzenia naukowe. 

Kawalerowie uważali w tym dniu na sny swoje, i z nich 
się dowiadywali o przyszłych bogdankach. 

S. Andrzej. 

30 Listopada. 
Dzień równie ważny dla panien, jak ś. Katarzyna dla ka- 
walerów. Niegdyś wszędzie w Słowiańszczyźnie i indziej, dziś 
w niektórych już tylko domach, wieczór tego dnia schodzi nader 



„Dziwna mimo to rzecz, że w przesądach ludu gęś jest uważana 
jako najgłupsze stworzenie pod słońcem; dla tego też na wsi 
zwyczajnie nazywają gęsią dziewkę umysłowo upośledzoną 
lub łatwowierną^. 

13* 



196 

wesoło. Zebrane dziewice puszczają świeczki na wodę, roz- 
laną, na misce , a przy każdej świeczce jest napis ; które się zejd% 
z sobą, wróżą małżeństwo. ' 

To znowu każda trzewiczek swój daje, i stawiają trze- 
wiki te z koleji jeden za drugim na podłodze; której trzewiczek 
progu się dotknie, ta w przeciągu roku za próg, — to jest: za 
mąż — wyjdzie. 

Sny także uważane były jako bardzo ważne ; więc który 
mężczyzna której się przyśnił, ten miał zostać jej mężem. 

Powszechnem jest także podkładanie w tym celu kamieni 
i kartek z napisami pod poduszki w wiliją ś w. Andrzeja. 

1. Na świętego Andrzeja, 
dziewkom z wróżby nadzieja. 

Dla wszystkich zaś, iż wówczas już zimno dokuczać po- 
czyna 1), urosło przysłowie : 

2. Na świętego Andrzeja 
trza kożucha dobrodzieja. 



A D W E K T. 



Niedziela l-sza adwentu. 

Jeśli w święto Katarzyny (25 Listopada) bawić się jeszcze 
wolno, to od ś. Andrzeja (30 Listopada) zaniechać już trzeba 
wszelkiej zabawy, bo czas rozp^miętywań, Adwent, na dobre się 
zaczyna. Wyrażają to przysłowia: 

1. Święta Katarzyna 
Adwent zaczyna: 
Święty Jędrzej 
jeszcze mędrzej (ściślej). 

2. Święta Katarzyna śmiechem, 
święty Andrzej grzechem. 



1) W czasopiśmie jednem z r, 1849 podano: „Mróz zrana w dniu ś. 
Andrzeja zwolniał o połowę, a ślimacząca się żłódź, zamarzłszy 
cokolwiek, bruk warszawski wyszlifowała. Gdy się na nim która 
z panien potknęła, powiadano, że źle się już rzecz ma z jej pa- 
nieństwem". 



197 

Od tej także pory zaczynają się po wsiach zebrania wie- 
czorne, z krotochwilami połączone, owych prządek czyli ko- 
biet, gromadzących się do pewnych umówionych chałup, o któ- 
rych wspominaliśmy już kilkakrotnie (obacz: Lud, Ser. V, str. 
183. — Ser. IX, str. 107. — Ser. XI, str. 116. — Ser. XYI, str. 
100. — Ser, XVn, str. 66). 



GRUDZIEIŚ" 



Od zimy i grudy zimowej ma nazwę. Jednak więcej 
w tym miesiącu bywa dni pochmurnych niż mroźnych 
^ jasnych , tak , że czasami ledwie kilka dni naliczyć można, 
w których słońce błyśnie. Pora też adwentowa za najposępniej- 
szą w całym roku uważaną bywa. 

S. B a r b a r a. 

4 Grudnia. 

Dzień ś. Barbary, patronki szczególniej żeglarzy, flisów 
i górników. 

Dawniej w budowaniu szkut (statków żeglarskich) wyra- 
biano na przodku statkowym jej wyobrażenie, i żaden majtek 
bez Barbarki na wodę się nie puścił. 

Minio to (z powodu częstego zapewne nadawania tego imię- 
?iia), urosło pogardliwe przysłowie: 

1* Kto sieje tatarkę, 
ma żonę Barbarkę, 
i krowami orze, 
nie pytaj go się: czy zdrów, — ale: czy żyjesz, niebożę! 

Ł. Gołębiowski {Lud) mówi: „W kościele Panny Maryi na 
Nowem-mieście w Warszawie, w ten dzień bywa nabożeństwo 
rybaków. W dawnym Kalendarzyku saskim jest napisano, że 
kiedy August Il-gi w Polsce panował, rybacy na św. Barbarę 
w kościele pomienionym z całemi rodzinami i czeladzią zwykli 
na rannem i wieczornóm znajdować się nabożeństwie, po którem 
rozddją ubogim ryby, jako jałmużnę. Nie wiadomo, kiedy ten 
zwyczaj ustał". 

Czas to zimowy i sanna już dobra, więc: 

1. W święto Barbarki — zdejm sanie z górki. 



198 

Gdy jednak chwyci mróz, spodziewaj się wkrótce odwilży, 
i dla tego: 

3. GJy na świętą Birbarę mróz, 

sanie na gór^* włóż, 
a szybuj dobry wóz. 

4. GJy w Barbarę ostre mrozy, 
to na zimę gotuj wozy. 

a gdy roztajanie, 
każ opatrzyć sanie. 

Bo wróżą gospodarze, że zima będzie lekka i nie-śnieźna. 

5. Kiedy bioto, — będzie zima jak złoto. 
Rolnicy też nasi mówią: 

6. Święta Barbara po lodzie. 
Boże Narodzenie po wodzie. 

S. Mikołaj biskup. 

5 Grudnia. 
Dzień ś. Mikołaja, patrona gospodarzy wiejskich i pasterzy. 
Często na początku Grudnia gdy śniegi spadną, sanna się 
ustala. Ztąd przysłowia: 

1. Na Mikołaja — porzuć wóz a zaprząż sanie. 
2. Na Mikoła — staną koła. 
Że święty ten jest patronem od zwierząt drapieżnych, prze- 
to w całym kraju, a osobliwie tćż w okolicach leśnych, paste- 
rze strzegący bydła i owiec, ścisłym postem obchodzą wiliję do 
niego. Nazajutrz zaś zbierają się na nabożeństwo do kościołów 
i tu dla uchowania trzód od szkody, składają ofiary. W Rozpra- 
wie między plebanem a panem wójtem (przez Ambrożego Eoresbok 
Bożka, r. 1543 w Krakowie u Scharfenberga wydanej) powiedziano: 

Albo-ć wezmą, albo co daj, 
tak kazał święty Mikołaj. 
Bo jeśli mu barana dasz, 
pewny pokój od wilka masz. 

Oprócz tego ściśle jeszcze przestrzegają, aby w sam dzień 
ś. Mikołaja, gospodynie nio zwijały czyli nie motały przę- 
dzy, a to dlatego, ażeby w ciągu roku wilki nie motały 
się, t. j. : w powierzonych pastuchom trzodach nie robiły szkody. 

Przed laty dla dzieci miejskich był ś. Mikołaj razem po- 
strachem i zachętą. Jeśli były niegrzeczne , to tego wieczora 



wchodził on, t. j. wchodziła do pokoju osoba w bieli ubrana 
z gandziarą (batogiem) w ręku, i plagi im dawała; jeśli zaś hjlj 
grzeczne, rozdawała im podarki. 

S. Ł U c y a. 

13 Grudnia. 

Mówią przysłowiowo: 

1. Święto Lucy — noc kroci. 
2. Święta Łuca — dnia przyrzuca. 

Świętej Łucyi dzień przypada dnia 13 Grudnia^ dnie zaś 
zaczynają się powiększać dopiero po zimowćm przesileniu czyli 
po porównaniu dnia z nocą, które ma miejsce 22 Grudnia. To 
okazuje (mówi K. Wł. Wójcicki), że przysłowia powyższe da- 
wniejsze są niż reforma kalendarza gregoryańskiego , która 
zaszła w Październiku roku 1582. Wiemy, że wówczas daty, 
po umorzeniu dni 10, liczone były dziesięcią dniami naprzód, 
i dlatego dzień 13 Grudnia (w r. 1582) był przedtóm (w r. 1581) 
i dawniej rzeczywiście 23, istotnie więc wtedy Łucya (acz ją za- 
wsze zapisywano na 13-go) przypadała 23 Grudnia, a zatóm po 
porównaniu dnia z nocą. Miano więc słusznie utrzymywać ^ że 
dnie zaczynają się powiększać z dniem świętej Łucyi. 

Atoli, skutkiem tej reformy i posunięcia się ś. Łucyi o 10 

dni w tył, powstało znów przeciwne tamtemu, i dziś słuszne już 

przysłowie, że: 

3. Święto Luci — dzień kroci. 

S. Tomasz Apostoł. 

21 Grtddnia. 

Na święty Toma 
gody (w) doma. 

S. Ewa. 

24 Grudnia. 
Tu służy przysłowie, iż gdy zimno, to: 

1. Kolo świętej Ewy — noś długie cholewy* 



OK:pi:Ęi2;3srB. 



Ł. Gołębiowski w dziele: Gry i zabawy (Warsz., 1831) tak 
opisuje uroczystość zwaną Okrężne, Wyżynki, Obrzynki: 

„W innych też (niż Krakowskich) stronach wieniec nie ma 
kształtu korony (ob. Lud, VI, str. 96), nie tak ozdobny, często- 
kroć z samych tylko kłosów, w ostatnim dniu żniwa oziminy, 
ze śpiewem, bez takiph jednak jak w Krakowskiem uroczystości 
niesiony bywa do dworu i skromniejsza uczta, albo poczęstowanie 
tylko wódką i chlebem. Czasem hulankę z powodu żniw skon- 
czonych odkładają do zapust, i w karczmie ją sprawują kosztem 
dworu; lecz tam tylko zapewne, kędy nie cenią dawnych, pa- 
tryarchalnych zwyczajów i unikają, że tak powiem, widoku ludu, 
który przecież i dla panów pracuje**. 

„Gdzie zaś uprzejmość większa, tam woły z rogami złoco- 
nómi, tłuste barany [pieką całkiem, stawiają kosze z chlebem, 
beczki piwa, baryły wódki. Po skończonej uczcie na czterech 
rogach wielkiego podwórza^ tó odzywają się muzyki i zaczynają 
tańce, to ściągają widzów różne zabawy, z których kilka tu wy- 
mienimy, a do każdej z nich dla celującego nagroda przywiązana. 

„Tu kilkunastu parobków . obwiązanych w worki po szyję, 
żabim skokiem ubiega się o pieniądz położony u mety^. 

„Tam jeźdcy na koniach w polocie chwytają gęś wysoko 
zawieszoną pomiędzy dwoma słupami*' (Lwd, Serya X^ str. 188, 5). 

Dziewczęta niosą na głowie do mety skopki pełniuteńkie 
wody; która z nich nie rozleje, otrzyma wstążkę świetną, wieniec 
błyszczący, albo paciorki*. • 

„Inni z głębokich mis pełnych wody lub mąki, ustami do- 
bywają będącą na dnie sztukę monety**. 



202 _ 

^ Junak znów z zawiązanymi oczyma i cepem w rigku, jeśli 
do raza trafi w garnek na trawniku, pozyszcze koguta pod nim 
ukrytego" (Lud, Serya II, str. 166 i 167. — Philo vom Walde: 
Schlesien in Sagę und Brauch. Berlin, 1883, str. 112). 

, Owdzie na wierzchołku gładkich, wysmarowanych słupów, 
umieszczona lepsza odzież i talary; zdobycz tego, kto się wdra- 
pie. Jaką te zabawy radość wzniecają,, ile kmiotków uszczęśli- 
wiają, wyobrazić sobie łatwo*. 

Co do wznoszonych niekiedy słupów czyli masztów przy 
wyprawianych uroczystościach dla włościan w czasie okrężnego^ 
mówi Ł. Gołębiowski (w dziele Gry i zabawy str. 183): 

„Maszt. Z HoUandyi przeszedł i do nas ten zwyczaj, 
mianowicie do miast naszych nadmorskich. W czasie przejazdu 
Ludwiki Maryi z panią de G-uebriant w Gdańsku, maszt taki 
okrągły, nietylko wyheblowany, ale i tłustością posmarowany, 
wzniesiono. !Na samym wierzchu znajdował się ubiór z sukna 
czerwonego, galonem srebrnym obszyty, para butów i kapelusz. 
Eto je osiągnie, otrzymać jeszcze miał i prawo miejskie. Gały 
dzień i po kilku,, spychając siebie, o to się kusiło. E^źdy miał 
kredę, którą drzewo pociera; jeden po kilkakroć o 6 stóp do 
wierzchu się dobierał. Nazajutrz służalec holenderski przyszedł 
o 2 godzinie zrana, o 8 wdział suknie na szczycie masztu i spu- 
ścił się wesoło. 

Kury er Warszawski z r. 1828 nr. 238 powiada, że , Stani- 
sław August z wyborem osób zwiedziwszy Gołków (pod Grój- 
cem) dał ucztę dla ludu, a Grześko Jabłoński i stara Eowalka 
z Jazgarzewa, naoczni jej świadkowie, opowiadali, że po obie- 
dzie zręczne chłopaki właziły na masz wysoki, mydłem nasma- 
rowany, na wierzchu którego była kiesa z pieniędzmi, butelka 
wina, całkowita odzież, i tuzin kolorowych wstążek, które zwy- 
cięzca miał ofiarować swej lubej. Wielu na wierzchołek wdrapać 
się usiłowało, wszyscy prawie spadali od połowy ; ale jeden sma- 
gły parobczak, dla swej zręczności zwany od gromady dja- 
błem, wlazł na sam wierzchołek, wykrzyknął śmiało: Wiwat 
król Jegomość! i wychylił butelkę wina, pozrzucał odzież na 
ziemię, kiesę i wstążki włożył za koszulę, i spuścił się jak 
strzała. Potem następowała ochota; dziewczęta z kawalerami 
przybyłymi z królem tańczyły, parobcy z damami. Po tańcach 
hojnie obdarzeni zostali^. 



_^ 

I. 

K. W. Wójcicki w Pieśniach ludu (T. I, str. 269) taki 
daje uroczystości tej opis: 

Po zżęciu oziminy w Mazowszu (zwykle w połowie Sierp- 
nia) wybrana dziewoja (zwykle ta co przodkuje żniwiarzom) 
z wieńcem ze zboża ozdobnym na głowie, postępuje naprzód, za 
nią młode dziewczęta, a dalej tłumnie wieśniacy płci obój ej idą 
do dworu, śpiewając cbórem: 

71. 

1. Krążyliśmy, krążyli, 4. Dożęliśmy do luźyka (doździe- 
już my żytka dożęli. będzie piwQ i muzyka; [b^a), 

2. Dożęła go dzieweczka beczka piwa i dwie wina, 
za jasnego słoneczka. niech się ucieszy drużyna. 

3. Dożął ci go młodzieniec 
Kazał z niego wić wieniec. 

5. Otwórz nam pani wierzeje (wrota), 
już się nic na polu nie wieje; 
otwórz nam pani nowy dwór, 

bo ci niesiemy wszystek zbiór. 

6. Otwórz nam pani ganeczek, 
bo ci niesiemy wianeczek; 
wianeczek pszenny i żytny, 
będzie on pani pożytay. 

Po przybyciu do dworu, dziewica z wieńcem zbliża się do 
państwa i składa w ich ręce ten upominek rolniczy. Już we 
dworze przygotowaną jest uczta wiejska: wódka, piwo i muzyka. 
Pan z dziewczyną wieńcową, pani z najpierwszym gospoda- 
rzem ze wsi rozpoczynają tany, w czasie których wyśpiewują 
różne piosnki. Pieśni te są po większej części minkami to do 
ekonoma, pisarza lub wreszcie do pana i pani zastosowanemi, np. : 

7. Zabij nam pani barana^ 
bośmy se pozbijali kolana: 
Zabij nam pani i byka, 
bośmy mieli ekonoma bzdyka. 

8. Nade dworem szary kierz (krzak), 
nasz ekonom kieby pies. 

Nasz ekonom gdyby burza, 
nasza pani kieby róża. 



204 



ir. 



1. Dozyoaj żytka, dozynaj, 
Pana Jezusa wspuminaj. 

2. Dozynała go dziwecka, 
tak za jasnego słuneoka. 

3. Dozon-ci go młodzieniec, 
kazał z niego wić wieniec. 

4. Dozynalismy żytka do boru, 
idziemy na wódkę do dworu. 

5. Wypraw num, panie, okrężne, 
bośmy żniwiarki potężne. 

6. Dozynalismy do staj a ^ 
przodownica num ustala. 

7. Dozynalismy do drogi, 
trzoskały za nami batogi. 

8. Nie lotaj tu sokole, 
nie pójdziemy w to pole. 

9. Nie lotaj tu przepiórko, 
nie pójdziemy w to pólko. 

10. Dopóty-smy krążyli^ 
aze-śmy żytko skońcyli. 

11. Otwórz num, panie^ wierzeje, 25. U nasego pana w zapolu, 



2 Czaplin pod Czerskiem (i wmo 

do dóbr Csaplina nalei%ce: Li- 
nia, Dębówka, Winoentowo, 
Aleksandrów, Karolina. 

15. Przede dworem corna burza, 
nasa pani kieby róża. 

16. Przede dworem rośnie kierz^ 
nas karbowy zły jak pies. 

17. Bo nas bije i łaje, 
podwiecorku nom nie daje. 

18. Na chłopów jest nie taki, 
bo mu dają tabaki. 

19. Gdzie najwiękse ościsko, 
karbowy woło: „źnij nisko!'' 

20. Stoji nas pon w piwnicy, 
trzymo wino w sklenicy. 

21. ŻniwiŚTecki cęstuje. 
za żniwo jem dziękuje. 

22. Wesoły nas pan, wesoły, 
napełnił brogi, stodoły. 
Stanisieski (sąsiad) sie zasmucił, 
wiatr mu stodoły wywróciul. 
U nasego pana w cepy biją, 
a u Stanisicskiego wilki wiją. 



23 



24 



już się na polu nie chwieje. 
11. Otwórz num panie, nowy dwór, 26 
niesiemy z polawsystek zbiór. 
Otwórz num panie ganecek, 
bo juz niesiemy wianecek. 
Przede dworem kacki w błocie, 
nasń pani chodzi w złocie 



13 



14 



a u Stanisieskiego na polu. 
Wychodziliśmy tdk zrana, 
zabij num, panie, barana. 
Zabij num, panie, jałowicę, 
ddmy karbowemu połowicę. 
Pisarzowi łeb i skórę, 
bo wciąga dziwki na górę. 
29. Okumunowi ogun, rogi, 
bo un dla nos bardzo srogi. 



27. 



28. 



1. Dopótyśmy krążyli, 
aześmy żytka dozeni. 

2. Dozeni- śmy żytka w około, 
gdzie było żytko, tam goło. 

3. Dozeni -śmy do dróżki, 
po-obzynaliśmy paluski. 

4. Dozeniśmy żytka do łuzyka , 
będzie becka piwa i muzyka. 



JO Czaplinek pod Czerskiem (i wsie 

do dóbr Czaplinka należące: 
Zalesie, Sobików, Cendrowice, 
Ługówka). 

Plun niesiemy, pluń, 
do Wielmożny go pana w dum. 
Zęby dobrze plunowało, 
po sto korcy z kopy dało. 

Plun niesiemy, plun, 
do wielmoznygo pana w dura. 



205 



5. Nas wielmożny pan w ganecku, 11. Talor małO; dukat więcj, 



przodownica we wianecku. 

Plon niesiemy, pluń, 
do wielmożnego i t. d. 

6. Przede dworem cśr&a burza, 
nasa pani kieby rdza. 

7. Kieby rdza i lelija, 
po pokoju się uwija. 

Pluń niesiemy, pluń, 
do wielmoznygo it. d. 

8. Nas okunum w kłopocie^ 
rozwiesił portki na ploeie. 

Pluń niesiemy, pluń i t. d. 

9. Przede dworem rosną śliwki, 
, nas karbowy kocbo dziwki. 

Plun niesiemy i t. d. 



zęby (przodownica) miała więcy 
Plun niesiemy i t. d. [cbęci. 

12. Zabij num, panie, barana, 
bośmy se stłukli kolana. 

Plun niesiemy i t. d. 

13. Wypraw num, pani, okrężne, 
niesiemy dary potężne. 

Plun niesiemy i t. d. 

14. Wystaw num^ panie, beckę piwa, 
beckę piwa, beckę wina. 

Plun niesiemy i t. d. 

15. Beckę piwa, beckę wina, 
zęby się ciesyła drużyna. 

Plun niesiemy, plun, 

do wielmoznygo pana w dum. 



10.- Przodownica się raduje, 

ze ji pan talora daruje, K. Kozłowski: Zt^e^ w Czerskiem, str. 204. 
Plun niesiemy i t. d. 



lll* od Błonia (Płochocio, Rokitno). 

Przodownica przynosząc do dworu wieniec: 




iSs:*^^' 



74. 



P 



^^ ^n^\n 



^^^ 



:|=t: 



1. 
n Ł 


Na— se— mu 
a Świę ic - 


pana 
- kiema 




ce — py 
Wil-cy 


bi - 

wy - 


- J%. 


Plon 


nie— siem 


Uff — 




^ 




1 


iŁ 


^ « * 


J 




1 


frTS 


j 1 


Ś 




,^ 1 


LSi2 J 


- • — U-- 


i 




•=* 1 



plon, na — semu panu w dom, 

2. A przede dworem mokre kwiatki, 
u nasej pani grzeone dziatki. 

Plon i t. d. 

3. A przede dworem kacki w błocie, 
a nasa pani chodzi w złocie. 

Plon i t. d. 



4. A przede dworem kaoki w życie, 
a nas p4ii chodzi w j-aksamicie. 

5. Prosiemy pana o politykę, 
o beckę piwa, o muzykę. 

6. A nai ekonom długiego nosa, 
pozbićrał z pola co do kłosa. 

7. A nas okónom kieby osa, 
kśze ndm zbierać co do kłosa. 

9. A nś,8 pisśrz nic nie robi, 
właz na drzewo, dziwki wśbi. 

9. A nas pisirz jest w kłopocie, 
rozwiesił portoyny po płocie. 



lY. od nowa (Giiyce, ŁazUka). 

Przodownica przynosi wieniec okrężnego, dziś będący ledwo 
tylko równianką czyli bukietem ze zboża, ustrojonym w kwiaty, 
który w ręku trzyma i panu ofiaruje^). Ten wyszedłszy z domu, 
przyjmuje ją u drzwi, lecz w chwili odbioru wieńca, chlusta 
w twarz przodownicy wodą ze szklanki, lub karafki (czynią to 
niekiedy i pod Osmolinem, Qombinem, Sochaczewem i t. d.). 

Żniwiarze śpiewają: 

75. 



h|^?J' r , r , | 1ite ,| f ;;M f't 

1. Zielo-na by — Ho — ka na od — ło — gu, Plon 



-#^ 



P=C= 



1. Zielo-na by 
spnątnęlis-my 



— Ho — ka na od - 
syt — kj chwała 



ło — 
Bo - 



g« 



y J'/;^ l JMr rJrr l iż^ I ^iT 



siem 



plon, Jego — mo — ści w dom. 

2. U nasego pana cepy biją, 

a u Brzozowskiego wilcy wyją. 
Plon niesiem, plon 
nasemu panu w dom. 

3. U nasego pana — zielona podłoga, 
zjeżdżają się goście jak do Pana Boga. 

Plon i t. d. 

4. U nasego pana — zielone podwórze , 
ma córecki ładne i pieniążki duże. 



^) Jest zwyczaj, iż jedne ze żniwiarek, mianowicie tę, która osta- 
tnią garść zboża urżnęła, chwytają parobcy za głowę i ciągną 
po polu kilkakrotnie około ostatniej owej garści. 



207 



Y. od Skierniewic (Oodslanów, Żelazna). 

Żniwiarze przychodzą około godziny 5 — 6 popołudnia ze 
śpiewem i wieńcem. Mesie ' go przodownica i oddaje panu na 
ganku domu. Pan go odbiera, obdarowywa przodownicę, i wy- 
prawia dla gromady okrężne czyli wieńcowe. Następują różne 
zabawy. Parobek z rękami w tył zawiązanymi, brodzi nosem 
w mące gdyby szczur, szukając włożonego w naczynie (miskę) 
datku. Jedna z żniwiarek, zawiązana we worek po szyję, dąży 
ze sw^i współzawodniczkami do naznaczonej mety, gdzie ją 
także pieniężny datek oczekuje. Parobczak sięga po złożony na 
słupie dar, gdzie doszedłszy, zdrowie obecnych wychyla. Tłu- 
szcza ruchawa różnego wieku, mężczyzn, kobiet i dzieci, za rzu- 
coną łakocia lub owocem^ hyża jak króliki , a jak drapieżne 
zwierzęta łakoma, ugania się i wydziera je sobie. Te i tym po- 
dobne figle przeciągają się aż do późnego wieczora. 



i 



* 



76'). 



SE^^ 



^^^^^^^ 



1. Doźg — ligmy 
dozę — lisoŁy 



żytko 
żytko 



na przy 
chwa^la 



— łogu, 
Hogu 



Pi n niesie-my 



i 



E« 



i 



^ 



plon j«-go — mości w dom. 

2. Żeby jóno żytko plonowało, 

z mendla po sto korcy wydało. 
Plon i t. d. 

3. Otwórz nam jegomość sóroko wrota, 
przynosiemy wieniec z scerego złota. 

Plon i t. d. 



77. 



^^fwrmw^ ^^^ 



O albo: 



1. C na-se— go Jego — mości niema por — tek podsta—ro — eci, 

tylko je— dae sa— ra—wa— ry co mu dziew— ki da— ro— wa — ly. 



':^m 



¥—y- 



ii^=f^ 



J^LH 



^ 



Dożę — llś— my żytka na przy — ło -^ gu 



208 

U nasego jegomości 
dobry porządek, porządek, — 
postawili beckę piwa, 
gorzałki sadek da sadek. 



VI. 

od Bitwy, Biały (Regnów). 

Przy końcu żniwa, jedna ze żniwiarek, zazwyczaj ostatnia, 
obźyna oblegę. Oblega czyli od} ega, jeat^to kamień obrosły 
naokoło zbożem, które na końeu ma być zźętćm O. Dziewka 
imiała, biorąc się do roboty, sama nieraz, wyzywa i wywołuje 
parobków w ten sposób: 

Prosę na odlegę, 
póki od niej nie odbięgę* 
Po raz pirsy, — drugi- — trzeci, 

ten kiep, co ńie przyleci. 

Jeżeli zdąży ona zżąć zboże, nim parobcy spostrzegą się 
i przybiegną, wtenczas żadnej już przeszkody stawiać jej nie po- 
winni. Jeżeli zaś nie zd^ży, wtenczas parobcy, przybiegłszy i po^ 
mógłszy jej dożąć ostatnią garść zboża, biorą ją za głowę i nogi 
i ciągną naokoło owego kamienia po rżysku, niby sanie po 
grudzie. 

vii. od Inowłodza (Rzeczyca). 

Przychodzą z wieńcem do dworu. G-dy przodownica oddaje 
panu wieniec 2), wylatuje zeń na podłogę mnóstwo utkwionych 
w nim orzechów i jabłek, które dzieci wiejskie zbierają na ta- 
lerz i panu podają, a ten wynagradza im to datkiem pieniężnym* 

78. 



i 



I II 

u są — sia— da wilk wy-je wilk wy-je, Przede dwo - rem 

bo psze— ni — cka mu gnije ma gnije. 



W^ 



=P=^=P= 



^ }0 ^ y^ 



_^^__^_^_ 



biała kamie - nica, bia^la kamie - ni-ca. 



^) Przypomina to znaną w Krakowskiem i Lubelskiem kozę (ob* 

Ludj Ser. VI, str. 530. — Ser. XVI, str. 129). 
2) Kształt jego podobny do tego, jaki podaliśmy w Seryi VI Ludu 

na str. 97. 



209 

1. U sąsiada wilk wyje, 
bo pszenioka mu gnije. 

2. Oj a nas pan nie taki, 
zbiera z pola i kłaki. 

3. Przede dworem — biała kamienica, 
a na polu — zielona pszenica. 

4. Zielona, zielona — bo na zimę siana, 
ni wy ją tez źniecie — ani ją wiążecie, 
jóno sacujecie — co za nią weźniecie. 

5. Weźniecie, weźniecie — te bite talary, 
będą wśm się będą — po stole kulały. 

6. A p^n gospodarz — siedzi w rogu stoła, 
i suknia na nim — w same złote koła. 

7. I capecka z karmazynu, 

pśn gospodarz — z tego domu. 

8. A nasa pani — po pokoju stąpa, 

klucykami pobrząka, 
dla nas-ci to, dla nas — podarunku suka. 

9. Przede dworem — stoji burza, 
nasś pani — kieby róża. 

10. Przede dworem — łyżki w cebrze, 
a nas l^arbowy — ludzi zedrze. 

11. Przede dworem — wisi śnurek, 
a nas karbowy — kieby nurek. 

12. Przede dworem — stoji kierz, 
nas karbowy — kieby pies. 

13. Przede dworem — kacór błądzi, 
a nas ekonom — dobrze rządzi. 

14. I nas ekonom — pija kawę, 
i ma pszenicę — kieby ławę. 

15. A zabij -ze n^m — panie, barana, 
bośmy potłukli — po polu kolana. 

16. A kśz ndm, panie — zabić i wołu, 
bo nds tu wsyśtkioh — dużo pospołu. 



Yin. od Żychlina (Tretki, Chochołów). 

Przy przyjęciu wieńca od przodownicy, gospodarz chlasta 
jej kieliszkiem wody w oczy, poczćm napełnia go wódką i podaje 
jej do wypicia, a niekiedy i sam do niej przypija. 

79. 



4Jjiff.f.f j i ^T^^,nf.i-/j'.rB 



1. Otwórzcie nam ta tó—ro— ko wrotom sero— kó wro-ta, 

bo się tu wa— 11 Tretkoska ro-bota, Tretkoska ro-bo - ta. 

Ifa/.owsze. Tom I. 14 



210 



^r?-j' J 'W^^^T^rl^ ^' r. r r. ^ 



Pnynofie - my plon, 
Jego— mo— 6ci w dom. 



ieby dobrze plono - wa-)o, po sto korcy x mendla dało. 



i 



J^ r. r <• I r f' c. Ftf 



pnyno — siemy plon Jego — mo-ści w dom. 

2. Otwórzcie nam tu sóroko wieje ^ 

bo się na polu pszenicka niwieje (niazezyy przepada). 
Przynofliemy plon 
jegomości w dom; 
zęby dobrze plonowało, 
po sto korcy z mendla dało, — 
przynosiemy plon 
jegomości w dom. 



IX. 

80. 



od Kutna (8ÓJk ). 



|Jl|-s-f, g^ff^ef, n^/^lgB J 



1. A naaz Jaśnie panie, kai naro— bić łu— gu, Plob niesie— my 
co wymyć nam tr/eba hej włoda— rza z brodu. 



ion. Jaśnie panu w dom. 2. A choć go u — myje, on nas sawse bije. 



plon, Jaśnie panu w dom. 2. A choć go o — myje, on nas sawse bije, 

a choć i; o po—chwali, on nas aawse wa— li. 



^ 



'''\\i nsf i. ^ -wf^i \ i^i'y\ą 



s 



Przede dworem lyiki w cebrze, nas e— ko— nom chleba ie— brze. Plon niesiemy 
Je-sli chleba, dać mu trzeba, Je— śli cce— go, kijem— ze go! 



m 



m. 



^t=f=f? 



plon. 



je — go— mości 



w dom, 

3. Śpiewam-ci ja śpiewam, 
a tu trzeba wzdychać. - 
wyglądam kieliska, 
ale go nie widać. 
Plon niesiemy plon, 
jaśnie panu w dom. 



Wyzwoliny na parobka. 



Czasopismo Kłosy z r. 1866 nr. 28, podaje co następuje: 

„We wsi Młociny pod Warszawą miałem sposobność w le- 
cie roku zeszłego (mówi W. Gerson) widzieć w całym przebiegu je- 
den zwyczaj ludowy, o którym do tego czasu jeszcze nie zdarzyło 
mi się nigdzie czytać dokładnej wiadomości, jakkolwiek z rozmaji- 
tćmi odmianami na całej szerokości gubernii Warszawskiej jest 
praktykowany (obacz: Lud, Serya X, str. 212). 

Kiedy młody chłopak, doszedłszy do lat 17 lub 18, nauczy 
się już wszystkich robót około gospodarstwa wiejskiego^ pod 
okiem i w służbie dobrego gospodarza, nabiera prawa wyzwole- 
nia się na parobka. 

Wyzwoliny takie, czyniąc go bardziej nieztdeżnym panem 
czasu swego i pracy, nadają mu zarazem większe prawa towa- 
rzyskie w małym wioskowym światku. Opis obchodu tego zwy- 
czaju szczegółowy, wykaże stopień w tej drabinie społecznej, na 
jaki chłopak po latach ciężkiej zależności, szturchaóców i wy- 
sługiwania się wszelkiego rodzaju wstępuje, a zarazem własno- 
mi wyrazami osób działających określi granicę, którą parobek po 
za sobą zostawia. 

Uroczystość zaczyna się od wyboru najrozumniejszego i naj- 
lepszego gospodarza wsi na księdza, który obchodowi ma prze- 
wodniczyć; ważnym przy tym wyborze jest wzgląd na dobroć 
serca i trzeźwość wybranego, od niego bowiem w najpierwszej 
zaraz chwili rozpoczynającego się obchodu zależy, ile nowowstę- 
pujący między parobków chłopak ma w karczmie wódki kupić, 
aby całą gromadę uczęstować. Zwykłą miarą ze strony chłopaka 
jest garniec, za którym idą następne, przez ochoczych, a lubią- 
cych częstować się, na stół stawiane. 

14* 



212 

Do karczmy schodzi się cała gromada, przy odgłosie wykrzy- 
ków i podzwanianiu w kosy, jedna o drugą, lub kamieniami o że- 
łeźce. Tam następuje wygłoszenie wyzwolin (rysunek nr. 2) ^), które 
się odbywa w następujący sposób. Wybrany ksiądz, dobrawszy 
sobie drugiego, niejako woźnego, wraz z chłopakiem wyzwalają- 
cym się włażą na dach; chłopak i pomocnik księdza siadają na 
grzbiecie dachu jak na koniu^ twarzami do siebie, w takiej od- 
ległości, że się między nimi mieści ksiądz, który leżąc na brzu- 
chu, oparłszy się łokciami o krawędź dachu, niby czyta z karty 
kazanie do zebranej przed karczmą gromady, ów zaś woźny wy- 
raz po wyrazie powtarza za nim donośnie, dodając dość głośne- 
mu i tak już czytaniu, ważności, tóm podniesieniem deklamacyi. 

Kazanie to poprzedzone jeszcze bywa dotykaniem pleców 
chłopaka łodygami ostu, niby ostatnią dotkliwą zniewagą, która 
go już niema spotykać więcej. Mowa cała skierowana jest do 
tego, aby nowowstępującego do grona parobków w oczach gro- 
mady podnieść; określa się zaś to nowe jego stanowisko bardzo 
prostómi wyrazami, które- o ile zanotować i spamiętać mogłem, 
podaję. Kaznodzieja wymienia najprzód imię i nazwisko chłopa- 
ka, imiona jego rodziców, jakoteź nazwisko gospodarza, u któ- 
rego służył. Następnie mówi: „Ten oto Wincenty, zostaje dzi* 
siaj parobkiem. Pamiętajcie gospodynie, ażebyśta dawali mu teraz 
co dnia podśniadanek, a na podwieczerzę z półtora jajka, aże- 
byśta go nie oszukiwali, ale dawali mu mleko niezbierane. A wy 
dziewuchy, ażebyśta mu tańca nie odmawiały, ale go chętnie 
brały, jako to jest dobry a pracowity parobek...^ 

Mowa bywa krótsza lub dłuższa, przewleczona powolną 
a urywaną deklamacyą; obraca się jednak zawsze około tych 
samych przedmiotów. W czasie mowy daje się już słyszeć 
w karczmie granie, przerywające mówiącemu tok kazania, po' 
którem też niebawem następuje wesoła zabawa. Tu chłopak 
bierze już udział jako parobek, częstuje się z gospodarzami^ 
a dziewuchy go nie odpychają od tańca, chociaż jeszcze dla pa- 
miątki przez żart w tańcu płatają mu figle, pociągając za poły^ 
lub nagle porzucając go wśród zwrotów obertasa. 

W związku z tćmi ogólnemi wy z wolinami bywają poje- 
dyncze, przy rozpoczęciu różnych prac rolnych, tak przy orce, 



^) Rysunki te zamieszczone są w Kłosach. 



213 

jak przy żęciu sierpem, których szczegóły może kiedy indziej 
opisać będę w możności. Dziś przytaczam zwyczaj zachowywany 
przy rozpoczęcia koszenia zboża i ceremoniję, jaka poprzedza 
pierwsze wystąpienie do tej pracy nowowyzwolonego parobka. 

Poprzedzający ustęp wyz wolin odbył się w niedzielę. W po- 
niedziałek rano, kiedy się już wszyscy parobcy i gospodarze 
z kosami do sieczenia zboża zgromadzili w miejscu, gdzie się już 
robota zacząć miała, usypali w poprzek drogi ścieżkę z ostu, 
a po obudwu stronach jej powbijali w ziemię kosy^ tak^ że że- 
leźce ich, spotykając się ze sobą, tworzą rodzaj korytarza, 
w końcu którego siedzi wybrany ksiądz. Nowy parobek, zaka- 
sawszy się, musi ten korytarz przejść gołómi kolanami po oście, 
przeprowadzany za rękę przez stojących przy kosach, którzy go 
sobie podają, przyczóm bywa znów dotykany kolącym ostem po 
plecach i otrzymuje napomnienie^ aby „tak dobrze siekł żytko 
po piętach, jak go oset po kolanach kole* (rysunek nr. 1). Po 
przejściu korytarza, musi jeszcze odbyć spowiedź przed zaimpro- 
wizowanym dobrodziejem. Co ta spowiedź w sobie zawiera, nie 
wiem z dokładnością. Zdaje mi się, że musi składać się z czy- 
sto gospodarskiej natury napomnień; wolę więc dopełnienie tej 
niedokładności zostawić komu innemu, któremu zdarzy się spo- 
sobność być obecnym temu zwyczajowi, niż swoje zmyślenia 
fantazyjne, choćby najzręczniej stylizowane, podstawiać na miej- 
sce rzeczywistości, jak to gawędziarze^ podróżnicy po odległych 
krajach i opisywacze zwyczajów ludowych pospolicie robią, 
z uszczerbkiem prawdy, a na podziw łatwowiernych. 



OBRZĘDY. 



Zaraz po narodzeniu dziecka, ojciec jego wychodzi z do- 
mu i idzie na wieś spraszać sąsiadów lub krewnych w kumy^ 
gdy tymczasem sąsiadki odwiedzają położnicę, i nie szczędząc 
jej rad i słów pociechy, popijają zastawioną na stole gorzałkę 
a niekiedy i piwo. 

Chrzest odbywa się w kościele i to, o ile możności, rychło; 
<)zęsto nawet w sam dzień narodzin dziecka, dla odpędzenia odeń 
wszelkich pokus, jakieby złe i niewidzialne potęgi wywrzćó na 
szkodę jego (w zdrowiu lub szczęściu) pragnęły. Nie brak też 
i zabobonnych praktyk przy dopełnieniu samego aktu chrzcin, 
o których powiómy niżej, podając wiadomości o urokach i zabo- 
bonach w ogóle. Po chrzcie, gdy dziecię odniosła babka do 
domu, obdarza je kuma datkiem lub nową koszulką. 

Autor powieści: Dwa dwory (w czasopiśmie Biblioteka 
Warszawska z r. 1854, Lipiec) utrzymuje, że w Mazowszu nad 
rzeką Bzurą jest zwyczaj, iż dziecię nowonarodzone dziadek 
ubogi kładzie po chrzcie na chwilę pod ławę i klęcząc nad nią, 
pacierz odmawia. Zwyczaj ten składania dziecka pod ławę, ma 
byó dawny. 

Zamożniejsi gospodarze, wracając z kościoła, zapraszają 
kumów i sąsiadów na dość obfitą ucztę do domu własnego, jeżeli 
stan zdrowia położnicy na takie przyjęcie zezwala. 



F o C3- R z E B. 



Zwyczaje przy pogrzebach na Mazowsza zachowywane, zbli* 
źają się wielce do tych, jakieśmy z innych okolic Polski, a oso- 
bliwie z Kujaw, opisali (obacz: Lud, Serya III, str. 148). I tu,^ 
jak tam, szyją dla nieboszczyka ńmiertelną koszulę, giezło, na- 
co kilka łokci nowego kupują płótna. 

Po pogrzebie bywa w chałupie dawaną s t y p a^ przy któ* 
rej (jak nam doniesiono z pod Mszczonowa) podchmieliwszy sobie 
goście, wyśpiewują różne apostrofy do kuma- nieboszczyka, a mię* 
dzy innemi i tę: 

Gdybyś kumie nie pijoł — gorzołki z 'anyżem, 
to-by dzisioj po ciebie — nie wyszedł ksiądz z krzyżem, 
(obacz: Ludy Serya XII, str. 312, notka). 

Do takich należy i piosneczka dziadów z pod Czerska: 

Zawitaj siwy kuniu — z niebieską kulbaką, 
podaj flaskę zieluną — i rożek z tabaką. 

Niech będzie pochwalona 

flasecka zielona. 

A z flasecki bul, bul, 

a z kiliska gul, gul. 

K. Kozłowski: Lud^ str. 147. 

K. Kozłowski {Lud w Czerskiem, str. 373) mówi: „Jeżeli 
ktoś w chałupie umrze, wtedy na znak przewracają do góry wóz 
ten, który ma służyć do wywiezienia ciała. Jeżeli umarł chłop, 
wówczas znajomi schodzą się, myją go, czeszą, ubierają w ko- 
szulę, spodnie; często na nogi wdziewają pończochy, rzadko buty, 
ponieważ to nie jest w zwyczaju. Jeżeli chłop zapisanym był do 
bractwa, to kładą mu do ręki krzyżyk albo szkaplerz, i z tóm 
chowają. Trumna bywa zwykle zbita z desek niemalowanych, 
z czarnym krzyżem na wieku, węglem narysowanym*. 



^17^ 

-Kobiety zmarłe ubierają tak, jak się za życia nosiły, sto- 
sując się nawet do upodobania zmarłej w ubraniu głowy. Ko- 
lory, w jakie zmartą kobietę godzi się ubierać, są: żółty, biały 
i niebieski; kolor czerwony, jak do ślubu tak i do trumny wcale 
się nie używa*. 

„Trumny kładą na wóz w deski, wysłany słomą, zaprzężo- 
ny wołmi lub końmi, a rodzina^ sąsiedzi i przyjaciele idąc przo- 
dem, wyśpiewując różne nabożne pieśni, zatrzymując się szcze- 
gólnie około figur przydrożnych dla modlitwy, odprowadzają tak 
zmarł^o przed kościół*^. 

„Długi czas po śmierci rodziców^ krewnych, a nawet i ku- 
mów, staraniem żyjących jest dawać za nich księdzu na przypo- 
minki czyli Zdrowaśki (od: Zdrowaś Maryja i t. d.), które po 
kilka lat nawet się ciągnąc. 

Mogiły zabitych. ,,Na mogiłach przypadkowo zabitych, 
czy to po lasach, czy przy gościńcach, każdy z przechodzących 
winien zawsze porzucić gałązkę; tworzą się ztąd niekiedy dość 
znaczne kupy drzewa, które kompanije* pobożne, udające się do 
miejsc świętych, zapalają. Znaczenia zwyczaju tego lud dzisiaj 
już nie rozumie, ale go tradycyjnie aż dotąd przechowuje*. 

Samobójcy. K. Kozłowski mówi: „Przykłady samobój- 
stwa u ludu, jakkolwiek nie zbyt częste, ale się zdarzają. Chłop 
niewiele przywiązuje wagi do życia, jeżeli napadnie go turbacya, 
na którą nie może sobie poradzić. We wsi Aleksandrowie pod 
Czerskiem, kobieta jedna niezbyt dawno, wyprawiwszy dzieci do 
lasu na jagody, kiedy mąż pracował u żniwa, zamknęła się 
w chałupie, wypiła pół-kwarty wódki i położywszy się na murku 
(od kominka), kosą gardło sobie przerżnęła. W innej znowu wsi 
pastuch jesienną porą gdzieś zginął; znaleziono go dopiero przy- 
padkiem na wiosnę, powieszonego i wyschłego już na^ górze 
(strychu) nad wozownią, na którą nikt przez całą zimę nie za- 
glądał. Był to pijak i włóczęga*. 

„Wisielników takich, jak ich lud nazywa, chować się 
powinno na rozstajnych drogach, — i jest powszechna wiara, że 
djabli ciągnąc do piekła duszę człowieka powieszonego, spra- 
wiają mocny wicher na świecie*. 



"Wr E S E L E. 



I. 



Przyjaciel ludu (Leszno, 1848, rok 13 nr. 18) mówi: 

„G-dy młody Mazur ma chęć ożenienia się, udaje się sam 
do ojca ulubionej i odzywa się do niego w te słowa: y^M.^ 
ojcze, dajcie mi waszą córkę za żonę; bardzo mi się podoba, 
zaraz-bym chciał kazać się zapowiadać w kościele; lecz się zde- 
cydujcie; bo jeżeli mi odmówicie waszą córkę^ będę przymuszo- 
ny szukać sobie innej !^ 

« W dzień zmówin udaje się zalotnik w towarzystwie przyja- 
ciół i muzyki^ która się składa z kilku skrzypców i gra mazurka, 
do swej narzeczonej. Po zwyczajnych pozdrowieniach, mówca 
stawa przed przyszłymi małżonkami, odmawia oracyą wierszem 
i przyozdabia ich głowy wieńcami z kwiatów. Pierwsza druchna^ 
która zawsze jest przy boku młodej-panny, wyjmuje z jej wieńca 
kilka kwiatów, z których kładzie sobie kilka za gorset, a resztę 
podziela pomiędzy przytomnych. Gdy jeden z druchów również 
rozdał kwiaty z wieńca młodego-pana , — siada młoda -panna na 
dzierzce, gdzie odbiera wszelkie posługi od swojich towarzyszek, 
które plotąc po raz ostatni jej warkocz, śpiewają stosownie do 
tej okoliczności^. 

„Po skończonym śpiewie uwieńczają młode dziewczęta gło- 
wę narzeczonej, która przed wyjechaniem do kościoła rzuca się 
do nóg swych rodziców, aby odebrać błogosławieństwo. Młodzi 
parobcy wsiadają na konie, a młody- pan przodem; za nimi cią- 
gnie się wóz, na którym się znajduje narzeczona z młodómi 
dziewczętami; rodzice i przyjaciele jadą za nimi; muzyka gra 
piosnki narodowe, a gdy przestaje, śpiewają młode dziewczęta. 



219 

.Gdy pochód powraoa z kościoła i już jest na pół drogi, 
pierwBzy-druźba popędza swego konia, biegnie galopem do domu^ 
porywa chlób i wraca do swojicli. Poteńi przybliżywszy się, 
z chlebem w ręku^ do wszystkich wozów, zaprasza gości do ro- 
dziców narzeczonej*. 

„Po przybyciu do domu^ wchodzą rodzice, osoby najstarsze 
obojej płci, i muzyka do domu; tymczasem młode dziewczęta 
i parobcy stawają przede drzwiami, otaczają młodych małżonków 
i śpiewają w ten sposób: „O rodzice! Bóg wam dał za córkę 
ładną i dobrą Marysię^ a dzisiaj daje waszej córce ładnego 
i uczciwego chłopca za męża. Bóg im już pobłogosławił w ko- 
ściele^ przyjmiójcie ich teraz w imię Boskie do waszego domu^. 

„Rodzice wychodzą przed dom, a podawszy młodej parze 
chlob i sól, proszą ich, aby weszli do mieszkania z wszystkimi 
przytomnymi. Śniadają i tańczą do południa; potem jedzą objad. 
Przed zaczęciem pierwszej potrawy, gospodyni domu pije za 
zdrowie młodej mężatki; całe towarzystwo uderza pięścią o stół, 
i woła: „Niech żyje młoda mężatka!^ Potom pije ona za zdro- 
wie swego męża, a za jej przykładem idą wszyscy goście, któ- 
rzy chwytają za kieliszki i wychylają je, winszując sobie po 
przyjacielsku. G-roch, pasternak i flaki, są trzy potrawy niezbędne 
przy tej uczcie. Przed zaczęciem jadła, śpiewają goście piosnkę 
stosowną do potrawy, którą im dano, i tony muzyki, pomieszane 
z głosami mowy, dodają nowego powabu uroczystości^. 

,Po uczcie oczepia jedna z najstarszych kobiet, przyja- 
ciółka familii, młodą mężatkę. Skoro ta rzecz swoją skończyła, 
przybliża się pierwszy druch do młodej mężatki, zdejmuje jej 
czepiec i kładzie natomiast swoją czapkę, mówiąc: „Ten czepiec 
jest nadto ciasny; nie wygodny ci jest, moja czapka będzie ci 
lepszą*. Natenczas przybliża się pierwsza druchna, bierze czap- 
kę, oddaje ją właścicielowi ^ a młoda mężatka odbiera z jej ręki 
czepiec, który jej był wsadzony; lecz drugi druch znów go bie- 
rze i pokrywa swoją czapką głowę młodej mężatki, powtarzając 
jej słowa pierwszego drucha. Ta scena, która bardzo przyto- 
mnych bawi, nie ustaje, aż wszyscy tę samą rolę odegrali. Gdy 
czepiec przeszedł już przez wszystkie ręce, kobieta najstarsza 
znów go kładzie na głowę młodej mężatki, — i w ten sposób 
kończą się oczepiny; poczśm młode dziewcząta śpiewają piosnkę 
przy tej sposobności zwyczajną^. 



220 



^Przy tej ceremonii daje każdy z przytomnych jaki poda- 
runek młodej parze, a wesele trwa, póki się małżeństwo nie 
uda do swego mieszkania". 



Wesele. 



Na zalotach śpiewają: 



IL 



81. 



Wilin^w. 



m 



^ 



^ 



^^ 



m 



^ 



) ^ n r i' i' 



V V 



1. Powiedz — że mi powiedz, słóweczko bez 



li± ^JU^f | f;f;rJ"^ S 



lu — dzi. 



a niech się 



mój ko — niczek do ciebie nie 

2. Eoniczek się trudzi 
i ja się marnuję, 
da nocka kole nocki, 
w domu nie nocuję. 



tradai. 

3. Oj nocka kole nocki, 
zawBe'm kole siebie^ 
da nie mogę jej przespać 
Easieńku przez ciebie. 



Po zaręczynach i zwykłych zapowiedziach w kościele, na- 
stępują w sobotę zaprosiny gości przez starszego drużbę, który 
w asystencyi młodszego chodzi po wsi i krótką oracyą na wesele 
zaprasza. — Gdy już wszystkie poczyniono przygotowania i chlćb 
i kołacze upieczono ^), schodzą się goście do domu weselnego 
(panny młodej) w niedzielę wieczór. Tu przez całą noc trwa za- 
bawa. Śpiewają między, innemi: 

82. Wilanów. 



^^^^"fyrfn rty ^ ■^ M 'f^i^ ^ 



Pod borem bo— sn 



stoją — ła. 



Skry na nią P» — da— ły, 



suknie na nij gorza — ły aż do dnia, aż do dnia. 



^m 



^f=*-- 



R^^sp 



^) Pieką je u rodziców i swacben panny-mtodej,' część jednakże 
i w domu pana-mtodego także, jeśli ten zamożnych ma rodziców. 



221 



Pod borem sosna gorzała, 2. Przyjechał do nij Jasio (y. grse- 
Marysia pod nią stojc^a. czy) pan, 

Iskry na nią padały, zarzucił na nią swój żupan. 

suknie na nij gorzały Jego żupan atłasowy: 

aż do dnia (:). siadaj Maryś, koń gotowy, 

jadę z nią (:) i). 
3. Matula mówi: nie jeździej, 
niech cię ten hultaj nie zdradzi. 
Cy zdradzi, cy nie zdradzi, 
już nikomu nic nie wadzi, 
już jadę (:). 
Lud, Ser. III, str. 277 nr. 47, 63. — Ser. X, str. 277 nr. 129. 
Kozłowski: Lud czerski, str. 38. 



83. 

1. U Widawskiego gęsty sad, 2. Niesie Widawski dwa sóry, 
nie przeleci tam żaden ptak. i na półmisku gęsiny. 

Tylko jeden camusieńki, Jódz Jasiu, jódz niebożę , 

do Marysi nadobninsieńki bo Marysia jeść nie może, 

na objad (ob. Ser. II, str. 64). bo chora (:). 

3. A kiej (jaki) jej się tam kaduk stał? 
dopiero'm z nią jedne noc spał. 
Ty Jasiu zetnij lipkę, 
dziecięciu na kolibkę, 
będziesz kołysał, kołysał, 
będziesz kołysał. 

Lud, Ser. II, nr. 63. — Ser. XII, n. 117. 
Kozłowski: Ijud, str. 3^. 

W poniedziałek nad ranem, około 6 lub 8-ej godziny, roz- 
platają warkocz panny-młodej (czyni to brat lub drużba starszy, 
zwany niekiedy swatem starszym), posadziwszy ją na dzierży od 
chleba, dnom do góry postawionej na-śród izby. Poozóm włosy 
wiszące lekko wstążką (zwykle zieloną) przepasują u góry, do 
której wplatają^ równianki i wianki z rozmarynu, ruty, koraliny, 
który to strój pozostaje aź do oczepin. 



^) Odtąd śpiewają w Ołtarzewie i Babicach: 

84. 
U A cóz to za pan, co za pan, 4. A cóż to mu dać, co mu dać 

przez to pole jedzie sam? — co dać za podarunek? 

— A dzieworiąb to jedzie, — Oj chusteckę a jedwabną, 

a dziewosłąb przysłany oj wianecek a ruciany 
Marysiu, do ciebie. Marysiu od siebie. 



222 



Do rozplecin ńpiewają: 



85. 



Czerniaków 



s 



lC^fC^ 



■H-+7 



^t-^q^ 



^^ 



*=P: 



m 



1. ZawataJ— że panno młoda 
kiej ci będą złoty warkoc 



»a— pła— kać, 
rozpla — tać. 



- & U "^ ' K^ i i U ^ 



A Jest cl tam staray drusba, 



i 



^ ^"^ "0 



i rozplecie 



służka 



twój, 



a rozce-ae 



waikoe twój. 



1. A ciężko ci panno^młoda — zapłakać, 
jak ci będą twój warkocjk — rozplatać. 

— A jest- ci tam stany drużba — służka twój, 
a rozcese i rozplecie — warkoc twój. 

2. Posadzili panuę-mlodą — na dzierży, 
niech-ze jej się warkocyk — rozczapierzy. 
A chodzi starsy druzebka — po sieni, 

a nosi on złoty grzebyk — w kieseni. 

3. A nie będzies panie drużbo — rozplatał, 
boś się jesce pana ojca (p. matkę) nie pytał. 

— A pozwol-ze pana ojca (p. matkę) — zapytać, 
cy każe teii złoty warkoc — rozplatać. 

Po rozplecinach druchny stroją pannę -młodą do ślubu. 
Wdziewają, nowy gorset kolorowy (zwykle niebieski lub perłowy), 
pod którym biała (gładka lub w paski niebieskie) spódnica i biały 
fartuszek. Unikają dla niej ubrania i ozdoby koloru czerwonego. 

Teraz przybywa i pan-młody wraz z rodzicami swemi. Sta- 
wiają na stół wódkę i przekąskę. Siadają wszyscy za stół, we- 
zwani przez drużbę starszego. Sadzają też za stół i pannę-młodą 
wraz z panem-młodym, i wiążą im wstążką ręce na bochenku 
chleba położone. 

Na dany znak drużby wszyscy powstają. Następują prze- 
prosiny, t. j. prośba o błogosławieństwo rodziców i wszystkich 
gości. Poozóm wychodzą, siadają na przygotowune wozy i pę- 
dzą do kościoła; młodzież męzka zwykle konno. 

Jadą do kościoła z trzaskiem i śpiewem, przy towarzysze- 
niu grajków: 

86. Służew. 



^B^ 



uMuJ¥^^^: p \ }i^ 



p 



dwie, 



A przed sie^nią 
wycłio— wa— ła 



ja— bło- 

matUB 



■ne — oka, 
cór— kc 



V 

ogro — dzie 



ludziom nie so — bie. 



223 



^n^^' fj t i fr^ri'' [.!■ t \ t^7^^ 



Ej aal mi j% będzie, da Jak mi Ją wezmą la— dzie, moją nie bę — dzie matulu 



^-^^ 



kyjfj r \ r^ \ 



mo~Ją nie bę — dzie. 
Marsz weselny. 



87. 



jk^irfrt 'ftrrTrig ;} ^ .? i ;n^ 



Wilanów, Jeziorna. 



^^^^^^ 




Po ślubie wracając, śpiewają w drodze: 

88. 



Czerniaków. 




i 



^i 



^ 



Oj w polu o— gródei-ek 



5^?^^E^3 



-cSnj. 



go mało - wał, Ję— dru — sio 

Oj w pola ogródecek, 
oj w polu malowany. 
Da któ-z ci go malował, 
da Jędrasio kochany. 
Oj a w tym ogródecku, 
da cerwone g(w)oździki, — 
oj zaprzęgaj Jędrusia, 
da te wronę koniki. 



da ko— cE 

3. Oj jak-ze je zaprzęgać 
da kiedy się motają, — 
oj ciężki zal dziewcynie, 
da kiedy jej ślub dają. 

4. Oj przyślą do kościoła, 
da sia^a za ławkami, 

1 co spojrzy raz na obraz, 
da zaleje się łzami. 



5. Oj i wysta z kościoła, 
da siadła na kamieniu, 
rozpuściła złoty warkoc 
da po białym ramieniu. 

Gdy nadjadą przed figurę (krzyż lub kaplicę), starszy 
Bwat zatrzymuje wóz z panną młodą, każe jej zsiąść z wozu 
i pyta jej się: „co woli, chlób czy pana-młodegoP^ Ta biegnąc 
w koło figury odpowiada, że: „chlób*, A wtedy goni ją swat 
i uderza tym chlebem i kańczugiem, mówiąc: , Kiedy -ó chlób 
wasz, to pan-młody nasz^. Dopiera gdy odpowie ona: „chlób 



224 



i pana-młodegO; żeby robił na niego^, podaje jej ten chleb i oa 
wóz wsadza. Poczóm jadą. do karczmy. 

Tu zaprasza gości starszy brat albo drużba do przekąski 
i przepitku. Wszyscy (prócz niego) zasiadają; rodzice na pierw- 
szóm miejscu. Panna-młoda obnosi na głowie chlób dla biesia- 
dujących przeznaczony. (Chleb i kukiełki dostarczają swachny). 

89'). 



I 



3^ 



^^ 



'^ — ^ 



££ 



Ł 



m 



1. A do ko— ła drasbecko— wie do ko~ła^ 
sapra— saj— cie wsystkich gości do ato— ła. 

2. A joz-eśmy zaprosili, — już siedzą, 
a dajcie- z im co dobrego — niech jedzą. 

(Przyjaciel ludu z r. 1847, str. 224). 

Zabawiwszy kilka godzin w karczmie, po przekąsce obfitej 
i tańcu, udaje się całe towarzystwo do chaty rodziców panny- 
młodej, którzy wyprzedzili byli weselników, by przygotować się 
na ich przyjęcie. Orszak cały przybywszy tu, zastaje wrota 
i drzwi zamknięte i długie prośby o wpuszczenie zanosić musi. 
Nareszcie drzwi się odmykają, i goście witając gospodarzy: 
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! — wchodzą do izby, 
gdzie nowa ich czeka uczta (ob jad), z rosołu, mięsiwa, ziemia- 
ków i kaszy jaglanej złożona. Po objedzie śpiewają pieśń dzięk- 
czynną. 



^) "Waryant w Ołtarzewie i Babicach: 

90. 






A do ko— ła drucbecko - wie do ko — ła, 

1. A do kola druzbeokowie, — do kota, 
zaprasajoie wsystkich gości do stoła. 

2. A wiele tam państwo-młodzi — użyli, 
a niżeli wsystkich ludzi — sprosili. 

3. Tylko jedne kukiełeckę — upiekła, 
a i ta jej się po piecu — rozwlekła. 

4. A juz-to prec, moja Maryś — juz to prec, 
powieś wstążki na gałązki, — wdziej cepiec. 



W chacie pozoatają się oiektórzy na spoczynek, gdy inni 
rozchodzą się do domów. Śpiewają pieśń na dobra-noc; w niej 
tez są następujące zwrotki: 

91. 

1. Dobranoc, moja Maryś, 3. Dobranoc, moja Marjś, 
już mijam twoje okno, juz mijam twoje progi, 
nie-raz ci tu, nie dwa ja do ciebie słówkiem dobrom, 
kapela (muzyka) pod nim mbkla. ty odemnie w nogi. 

2. Dobranoc, moja Maryś, 4. Dobranoc, moja Maryś^ 
już mijam twoje syby, juz mijam twoje wrota, 

ja do ciebie słówkiem dobrem, nie mój-to wstyd Marysiu, 
ty do mnie przez zęby. to twoja sromota. 

Wójcicki: P. 1. II, str. 171. 

Lud^ Ser. II, str. 56—58. 

Fie wszyscy jednak spoczynkowi się oddają. Młodzi pa* 
robcy bowiem lubią wówczas różne strojić figle. Najpowszech- 
niejszym jest ten, iż spoczywającym wykradają oni część odzie- 
nia, którą ci nazajutrz, wśród śmiechu i żartów, wykupywać 
niby na licytacyi od rabusiów muszą. 

Następuje objad równie obfity jak wczoraj, i nie bez kon- 
ceptów. Wstawszy od stołu i podziękowawszy, zabierają sią do 
oczepin panny-młodej. 

Stawiają na środku izby stołek, a na nim kładą poduszkę. 
Starszy drużba, tańcząc z młodą-panią, sadza ją na owym stoł- 
ku ^). Nim jednak czepek właściwy włożą jej mężatki na głowę, 
niektórzy z mężczyzn robią sobie igraszki, wtłaczając na jej 
głowę swoje czapki i kapelusze; inni porywają z pod ławy 
wiechcie, ścierki^ słomę, czasami garczki lub naczynia nocne, 
i to pakują jej na głowę zamiast czepka; ona zaś wśród dąsów 
i wyrzekań zdziera, tłucze i zrzuca to wszystko na ziemię, co daje 
powód do nieustannych wesołości wybuchów. Nareszcie przyjmuje 
młoda czopek ofiarowany przez dziedziczkę lub którą ze star- 
szych i znakomitszych niewiast. 



^) Dawniej, posadziwszy na stołku, zdejmował on jej trzewiki, 
które się druchnom dostawały, a wkładał nowe, od pana-mlo- 
dego otrzymane. 

Mazowsze. Tom I. 15 



226 



Skrzypek przygrywa, gdy już została t>czepioDą : 



92. 



Wilanów. 



4iŁŁ^P-^= S ^ 




^^^^^ ^iS^^^=^^^ 



Kobiety śpiewają: 



93, 



Chodfiły trsy 



Cierniaków. Wilanów. 



^ 



j ^ jj 'N'r j;; I 



dziewki 




slelonój 



ł%— ce. OJ chmielą 



%ff 3Uij: ii J l / jj 



to ku gu— ne 



oj niebo — źe. 



dół 



chmielu 



nie — bo— ie. 



1. Chodziły trzy dziewki na zielonej łące, 
zbieri^y chmiel sobie na piwo warzące. 

Oj chmielu, oj niebożę! 
to na dół, to ku górze, 
chmielu niebożę! 

2. Oj chmielu, chmielu, ty rozbójniku, 
goniłeś panienkę po pastę wniku. 

Oj chmielu, oj niebożę, 
to na dół, to ku górze, 
chmielu niebożę. 

3. Żebyś ty chmielu po tyczkach nie laz, 
nie robiłbyś ty z panienek niewiast. 

Oj chmielu, oj niebożę, 
to w sieni, to w komorze, 
chmielu niebożę! 

4. Oj chmielu, chmielu, ty bujne ziele, 
nie będzie bez ciebie żadne wesele. 

Oj chmielu, oj niebożę! 
niech ci Pan Bóg dopomoże, 
chmielu niebożę! 



Waryant. 



94. 



Rassyn. Pfoice. 



^tr^rf^^f^^jIU 'If' I f, I fi fi p 



^55 C ^ 



OJ chmielu chmielu, ty bujne aiele, OJ chmielą oj niebo— se, 
nie bfdiie bea cie żadne we — se— le. 



^ 



-_ — ^- 

3^ 



niech ci Pan Bóg dopo— mo— ae clunielu niebo — ze. 



227 



Po oczepmaeh różne . następują igraszki, np. odgadywanie 
przez Młodego panny-młodej wśród kobiet jednakowo osłoniętych 
i t. d., poczem starszy drużba, włożywszy pannie-młodej nowe 
trzewiki, bierze ją w taniec, ona zaś, gdy ją weźmie Młody, 
udaje kulawą, co daje znów powód do różnych igraszek i śmie- 
chu, gdyż drużbowie i druchny chwytają ją, kują pod podeszew 
mówiąc, że: złe to bydlątko, że chrome, że to koń znarowiony 
i t. p., a pan-młody wykupuje ją od drużbów i druchen wódką. 
Przez pustotę jednak, zamiast wódki, wlewa nieraz do kieliszka 
octu, zamiast araku znów, octu burakowego i t. p. Podczas 
tego śpiewają: <)^ 



^^^^ ^i n 1 1 : fM t> l 



E 



U -ciekła mi praepióreczlca w proso. 



a ja xa nią 



niebo— laozek 



^^^^^^^^m 



bo — 80. Nie u— cie— kaj praepió— recko 

4- . , : ,-^, r^ =^ 



ma — Jy. 



da- lej, 

f 



bo ja jesce niebo— raoek 



s 



^^ 



Uciekła mi przepiórecka w proso, 
a ja za nią nieboracek boso. 
Nie uciekaj przepióreoko dalej, 
bo ja jesce nieboracek mały. 

2. Trzeba by się pani matki spytać, 
cy pozwoli przepióreckę schwytać. 

— A chwytaj ją, mój Jasieńku chwytaj, 
aby dłonią skrzydełek nie tykaj. 

3. — A jak-ze ją pani matko chwytać, 
aby dłonią skrzydełek nie tykać? 

— A zastawić, mój Jasieńku, sieci, 
samói ci sie przepiórecka schwyci. 

Starszy drużba wziąwszy talerz serwetą nakryty, obchodzi 
izbę i zbiera datki dla pani- młodej. 

96. Czerniaków. Słuiew. 



^m 



■V— >•- 



E 



-V— V- 



-^iH=^- 



V— •*•- 



^^J 



1. Trzeba 



i dać "Wieprza z kojca od— stc — pn— Je matki, ojca, 



^m 



^^^p^i 



f-j^ 



v->»- 



^s 



V-5-^i^ 



J^J dać nie ia— łować, 



trzeba Jej dać trzeba. 



15* 



228 



2. Trzeba jej dać na miseckę, 3. Trzeba jej dać na «klaneckę, 
(rzeba jej dać na lyzeckę. będzie pijać gorzaleckę. 

Trzeba jej dać, — nie żałować; trzeba jej dać i t. d. 

trzeba jej dać, trzeba. 

4, Trzeba jej dać na nici, 
niech się niemi nasyci. 
Trzeba jej dać i t. d. 

Następnie wzywa drużba gości do wieczerzy (nuta n. 90): 

97. 
A do kola druzebkowie — do koła, 
zaprasajcie wsystkich gości — do stola. 

Gdy zaaiędą, drużba im usługuje, jak to i wprzódy czynił. 
Po wieczerzy gości starszych, zasiadają do niej drużbowie, 
« usługują im druchny, różne płatając figle. W końcu odzywa 

się starszy drużba: 

98. 
1. Prosili mnie na wesele, 2. 

ja pieniędzy nie mó.m wiele.. 

Trza się było zapożyczyć, 

da i ludziom dobrze źycyć. 

Ostatnim^ nader rzewnym obrzędem, jest pożegnanie mło- 
tlej z rodzicami, jeśli pan -młody mieszka w innej wsi, lub też 
w odległej od domu jej rodziców stronie, i tam swą żonę z po- 
sagiem odwozi. Wtedy śpiewają: 



Prosili mnie na wesele, 
da i na starsego drużbę, 
kazali mi w piecu palić, 
da i da zamiatać izbę. 



99. 



i 



Czerniaków. 



=^ 



^I^t^^: 



rp=fc 



5g3^ 



Siadaj— se sia— dajze 
ju» ko— ni— ki stoJj| 



Kasiu kocha — nie, 
po — «a -- przęga— nc. 



Jnz koni -ki 



^s= ^=^i^^f t^Tjf \ąiS^ ^ 



stoją wwosi«, jui-ci twój plac niepj— może, Kasiu kocba-nie mój Boże, Kasiu kocha— nie. 
Waryant. 100. - Wilanów. 



i 



¥ 



-^^ 



^ 



±^i±: 



^ 



m 



Wyjeż— dżaj wy — jeidiaj ' 
i -N- 



m 



z podwór — ka me 



— go. 



A. by— ły tu 
co chodzi — ły 



'J^^ESEt: 



złote pro— gl, 
ra'>je no— gi, 



te — raz nic '>cdQ, 

Ito się już po — zbc(li|. 



229 

1. Ona. Wyjeżdżaj, wyjeżdżaj — z podwórka mego, 

bo ja się spodziewam — kogoś godniejsego, — 
On, Wyjeżdżaj, wyjeżdżaj — chociaż niegrzeczni ca , 
aby była z ciebie — dobra robotnica. 

2. A były tu złote progi — kędy były moje nogi, 

a teraz już nie będą — bo się już pozbędą. 
A były tu złote okna — kędy ja se warkoc plotła, 
a teraz nie będą — bo się już pozbędą. 

3. Nie łom-ze się, nie łom — Wilanowski moście , 
bo będą tu jechać — Córniakowskie goście. 

— Nie będę sio łomał — będę sie fundował, 
Cćrniakowskim gościom — będę się radował. 

Wesele trwa zwykle 3 do 5 dni, a u bogatszych przeciąga 
się i do tygodnia. Zamawiają kucharkę, któi^ą na cały czas go-> 
dzili dawniej za 10 — 15 złotych, dziś za 4 do 5 rubli. Piwa 
wyjdzie 7 — 10 beczek, wódki również 2 lub 3 beczki. Muzyka 
brała do 20 złotych, dziś bierze 5 — 6 rubli. Tym sposobem u za- 
możniejszych gospodarzy lub opiekunów kosztowało wesele da- 
wniej od 300 do 600 złotych. 

Obok przytoczonych tu zwyczajów i ceremonii weselnych, 
obecnie zachowywanych, musiały dawniej istnieć inne, zaniedby- 
wane dziś z powodu odmiennych bytu włościanina warunków. 
I tak, Korneli Kozłowski (Lvd w Czerskiem, str. 136) mówi, iż 
dawny zwyczaj mieć chciał, ażeby łącząca się para odbierała 
pozwolenie i błogosławieństwo dziedzica wsi. Trzeciego dnia po 
weselu młodzi małżonkowie przynosili w ofierze do dworu ciasto 
pszenne (kołacz) i ser, co miało nazwę stóliny, jako od 
stołu weselnego pochodzące, za co hojnie przez pana byli ob- 
darowywani. 



Wesele. 
III. 

Druchny za drzwiami z wieńcami dla panny -młode}, śpie- 



wają: 



Obacz nr 



230 



101 



Płochocin. Rokitno. 




A z wieco^ra 



carna burza, 



w! — dać, 



Ja sam nie wiem 



i 



h 



4 



:^:±: 



i 



w^^ 



nie — bo— ra — cek gdzie się 

1. A Z wiecora carna burza, 

nie widzieć, — 
ja sam nie wiem nieboracek, 
gdzie 8ię dzieć? 

2. A pójdę ja i tu, i tu, 

nie chcą mnie, 
a pójdę ja do dziewoyny, 
przyjmie mnie. 

3. A pójdę ja do dziewcyny, 
do sadku, 



dziać. 

4. 



A do domu, psie hultaju, 
do domu! 
nie wycióraj podusecek 
nikomu. 

5. — A dopiero-z, moja Maryś, 

piórwszy raz, 
a juz-ci mi podusecki 
wymawias. 

6. — A wymawiam, mój Jasieńku, 
wymawiam , 



— Przyjmij-ze mnie, moja Maryś, bo ci na to stado gąsek 
mój kwiatku. nie chowam. 

7. Jak ja będę stado gąsek 
chowała, 
to ci będę podusecki 
ścielała (słała). 

Druchnj wchodzą z wieńcem do izby i kładąc 8:0 na stół 
a zwracając się do różnych osób rodziny, śpiewają dalej (na tęź 
samą nutę): 

103. 



1. A w tóm kole mój wiśnecku, 
w tóm kole, 
potoc się do pana ojca 
po stole. 



A pan ojciec tego wieńca 
nie przyjmą, 

bo on juz do wińnecka 
nic nióma. 



Waryant. 

± 



¥ ^-M^ 



102. 



od Grodziska (Kozery). 



^^ 



i 



w 



Od Krako — wa carna chmara deszcz le — je, a gdzie Ja się 



^yr!?^^ 



niebo— ra - cek podzie — Ję ? 



231 



2. A w tóm kole, mój wi&necku, 
w tóm kole, — 
potoc-ze się do pań-matki 
po stole. 



Pani matka tego wieńca 
nie przyjmą, 

bo óna juz do wiśnecka 
nic niema. 



(Tak samo do: siostry, brata, stryja i t. d. Wreszcie): 

. 3. A w t4m kole, mój wińnecka, 

w t4m kole, — 
potoc-ze się do Jasieńka 

po stole. 
A Jąsieńko (y. pan-młody) ten wińnecek 

przyjmuje , 
i wsystkim tu za ten wieniec 

dziękuje. 

Wzywają drużbę do rozplatania warkocza pannie -młodej. 

Kuta toż Mma. 104. 

1. Uboga ja sierotecka 2. A chodzi tam starsy drużba 

na świecie, po sieni, 

a któ-z mi ten zloty warkoc ą nosi ón zloty grzebień 

rozplecie. w kieseni. 

3. — A o w- tu ja, panno-mloda, 
służka twój, 
będę cesó.t i rozpletoł 
warkoc twój. 

Wtedy drużba odzywa się, stawiając dzieźkę na środ- 
ku izby: 

105. 

Panie ojce! pani matko! prosiemy wsystkich w kołu, 
cy pozwolicie wyprowadzić pannę-mlodą z za stołu. 

Przeproś ojca, bądź se wesoła! 

przeproś matkę, bądź se wesoła! 

przeproś i tego kołu wsystkich ludzi, 

przeproś i dzieci, — żeg&aj, pożegnaj! 



Do rosplecin śpiewają: 



106. a. 



Rokitno. 



i 



W^^^=^ 



^ 



T7~rT 



u ^ i ^ 1/ 



Pod bo — rem so — i 



stoja — ła, 



SS 



Skry na nią pa— da— ły 



•oknie na nij go— na — ly aA do dnia, ax do dnia. 



232 



1. Pod borem sosna stojala^), 
pod nią dziewcyna płakała. 

Skry na nią padały, 
suknie na nij gorzały 
aż do dnia (:). 

2. Prżyjecbśt do nij możny pdn, 1 
zarzucił na nią swój zupan. 

A zupdn atłasowy — 
siadaj dziewce, koń gotowy, 
jedź z nami (:). 

3. Jedni mi mówią: nie jeździjl 
bo cie ten hultaj przerodzi (zdra- 

Niech-ze ón mnie przerodzi [dzi. 
toć ón mnie i odrodzi, 



Przyjechał do nij pan wdowiec, 
prostt dla konia o owies. 

A jest go tam pół kopy, 

wybierz sobie dwa snopy, 
boś wdowiec (:). 
Przyjechał do nij w oględy, 
usmarkał brodę i zęby. 

Oj hola, hola, hola! 

da matuleńku moja, 

nie chcę go, bo stary. 
Przyjechała do nij w oględy, 
cńmy wąsik ma u gęby. 

Oj hola, hola, hola, 

da matuleńku moja, 

lubię go, bo młody. 



jadę z nim (:), 

7. Przyjechśt do nij młodzieniec, 
prosił o ruci&ny wieniec. — 
A jest ich u matki seść, 
wybierz sobie który chces, 
boś młody (:). 

Po rozplecinacb i przekąsce, ubierają młodą do ślubu, 
żegna się ona z rozrzewnieniem z rodzicami, całując 
kolana; a druchny śpiewają: 



czem 



Po- 
ich 



107. 



i 



t 



PłochociD. Rokitno. 



#S 



m 



m 



r-rmrrf>f 



:t?-*«' 



t**: 



S3t 



ihś; 

AsiadnJ-ze, siadaj (siadaj) Maryś kocha — nie, Juz nie nada nie pomoże, 



* 



^^^ 



i=it 



^q^ 



tit 



^^ 



^ 



ł^-N-^ 



iet 



^ 



ćtery konie etoj^wwoaic Juz zaprzęzo — ae, Juz zaprzęeo — ae. 



Waryant *). 



106. b. 



Bnrinów. 



m 



tU^-M'^\^J4:B 



=8: 



-H J ^ 



■±± 



Pod bo — rem so — sna sta— ja — ła. 



Skry na nią pa— da—ły, 



m 



^ 



^ 



j4-; ; ^ I r ii 



suknie na nij go — rza— ły 
Waryant. 



aż do dnia, aż do dnia^ 

108. Brwinów. 



Meno mosto 

Jt- 



F|riy?: ri^f^ i?? n i rJ^J^ 



A siadaj — ze sia — daj 



Maryś ko — - cha— nie. Nic nie na— da. 



233 



A siadaj -ze, siadają Maryś kochanie, 
a juz nic nie nada twoje płakanie. 
Juz nie nada, nie pomoKe, 
ćtery konie stoji w wozie 
juz zaprzężona. 
A jak-ze ja będę z tobą siadała, 
kiedy ja się z ojcem nie pożegnała. 
Ostaj z Bogłem, panie ojce, 
bywały tu za mnie goście, 
teraz nie będą. 
A siadaj-ze, siadaj, Maryś kochanie, 
a juz nic nie nada i t. d. 
A jak-ze ja będo z tobą siadała, 
kiedy ja się z matką nie pożegnała. 
A żegnaj-ze, moja matko, 
chowałaś mnie pięknie, gładko, 
teraz nie będzies. 



5. A siadaj-ze, siadaj i t. d. 

6. A jak-ze ja będę i t. d. 

A żegnaj-ze miły bracie, 

bywałeś tu ze mną w swarce (swarzyć się), 

teraz nie będzies. 
A żegnaj-ze miła siostro, 
bywałaś tu na mnie ostro, 

teraz nie będzies. 

Wsiadają na wozy. W drodze do kościoła śpiewają: 
Nuta nr. 108. 



1. A przed sienią jabłonecka, 
w ogródecku dwie, — 
Wychowała matka córkę ' 

ludziom nie sobie. 
Ej zal mi ji, zal mi będzie, 
da bo mi ją biorą ludzie, 
moją nie będzie. 



2. Ona idzie do kościoła 

sórokim krokiem, 
a Jasińko na nią patrzy 

milutkim okiem. 
Ej z&l mi jij, zal mi będzie 
kiedy mi ją wezmą ludzie, 

moją nie będzie. 



i 



oj.^ f. ^r im-jw^ 



nie po—moze, ćte-^.ry ko— nie sto^-ją w wo— słe Jat sa— pnę— co^-ne Ma-^ry—eio, 




i 



jtii zapnę— zo — ne. 



234 



109. 
Ona idzie do kościoła, 

kieby lelija, 
a Jasionko na koniku, 

przed nią wywija. 
Ej zńl mi ji; zśl mi będzie^ 
kiedy mi ją wezmą ladzie, 

moją nie będzie. 

110. 



Płochodn. 



m 



^ 



^^ 



^^ 



F^ 



^ 



— «e mo— j» 



ma— tu— lu 



kaźcie mi sif u — brać, da pnyjdą ta 



h^f^H-iU^^^^^ 



dworm^ey da będ) ze 

1. Ojze moja malulu, 

da kaźcie mi sie ubrać, 
da przyjdą tu dworacy, 
da będą ze mną igrać. 

2. Ojze moja córusiu, 
da juześ sie ubrała, 

da dworacy nie przyśli, 
da nie będzies igrała. 



mną i— grać. 

3. Uciesy sie matula 

da ze swćmi córkami, 
oj bo ją Pan Bóg darzy, 
da dobremi zięciami. 

4. Oj i widzis, dziewcyno, 
da co to się zieleni, — 
oj dróżka do Rokitna^ 
da co nią pojedziemy. 



111. 




J=1 



Brwinów. 



m 



^^ 



Pod borem 



m 



st 



pod ui§ to — po— la, 



o— zeń— że się 



=?=^ 



-»<—«« 



±Zit 



& 



¥^—^- 



mój Jasień— ka 
moja Ka«iu 



o-ień— ie się 



mój Jasień— ku 
V. moja Kasiu 



kiej cl nie— wo — la. 



Po Ślubie zajeżdżają do karczmy, gdzie spędzają parę go- 
dzin na tańcu i pijatyce. 

Tu drużba zaprasza do przekąski: 

112 '). 



m 



^m 



ife-:h- 



=^^ 



^ 



m 



Płocliocin. 



g^ 



Zaprą - sajcie 
A do ko— ła 



dobrycli ładzi 
dmibo starsj 



sprasaj 
do ko 



— cie, 



by— źcie da— li 
nieebse będaie 



^) Nutą tą sprasza także grajek gości na wesele. 



285 







^^^^& 



CO do— brego 
kompa— ni— }a 



to daj — cle. 
weeo — ł«. 



Po zabawie w karczmie, udają się do rodziców panny-mło* 
dej, którzy już się przygotowali na przyjęcie weselników, lubo 
nie od-razu wpuszczają ich do chaty. Do objadu zaprasza znów 
drużba, podobnie jak w karczmie, śpiewem. 

On także sadowi gości i obnosi potrawy, które mu podaje 
kucharka. Sadzi się przytem na rozmajite przymówki i żarty, np. : 

113. 
Jadę kolasą, nie wozem, 
z tym darem Bożym. — 
Prosi pan ojciec, pani matka, pan-młody, panna-młoda, 
ja od niego, — sługa jego, 

na ten żur, 
co trzy lata w dzieży gnił; 

na te leloski (flaki) 
co trzy lata w d.«.. nosiły jałoski; 

na ten boski dar, 

co go Pńn Bóg dał. 
Jódźoie, pijcie, pozywajcie^ 
po kiesonkach nie chowajcie. 

(Tu dodaje żartobliwie): 
bo będziemy rewidować, 
i odebrane sami konsumować. 

Na „Wiwat* spełniony przy obiedzie śpiewają: 

114. 



rf 






Nie wypił, nie wy— pił, 
B j Jat wypił, wy —pił, 



\\ ^ r r r r i r r, Łrr"ril 



je— 8ce o — 8U«-wił, 
i nie nie o — sta— wił. 



bo— daj ma się, 
bo— dąJ^M ma, 



bo4^ ma się, 
boią) 



bo-dą) but ko — ślawił. 
Pan Bóg błogo — sławił. 



Po objedzie następują tańce. Wreszcie rozchodzą się na 
spoczynek. 

Nazajutrz sprasza znów drużba gości na oczepiny, a gdy 
się poschodzą, sadza ich do objadu za stół, w podobny sposób 
jak wczoraj. 



236 



Po objedzie odbywają się Oczepiny pani-młodej w podobny 
sposób i z podobnćmi żartami i igraszkami, jakie w poprzedza- 
jącym przytoczyliśmy opisie. Śpiewają przytćm pieśń o chmielu 
i mnóstwo innych, z których ta podajemy kilka. 



115. 



1: 



■V— 4/— ^^- 



^m 



^1 



3=* 



^ 



OJ chmielu chmielu 
Nie będę o— rał 



nie— boie, 
a— Di siał, 

116. 



da stoją 
i — DO nad 



wołki w o — bo— we. 
moją wymy— ślał. 



i 



^^ 



^— R I ' U b-j-^ 



-f—h 



i^^ 



QJ sa— M — li za— M-li 



Ja— sia na wo •«- Jen — ce 



m 



i 



^ 



^m 



^■^^-ł^M 



i=it 



^=^ 



s 



wy— ry— aa wsta — Jen — ce. 



a tylko Ja — 



ko-tti— cek 



Ij-i f !U i!U u rn 

^ \^ >- 



Andante. 



117. 



i 



t rf i»rri»f'»r i crr>rri7^ 



fe 



A w nie — dzielę 



ra — niu — sieiiko 



pada de — scyk drobniu- 
Skrsypce. 



Trfm i mrnm 



3KJ Ifc ł bj 



Sieńko, pada descyk drobniu — sieńko. 



1. A w niedzielę raniusieńko, 3. I pojechał do Lublina, 
pada deszczyk droniusieńko. i nakupil miodu, wina. 

2. Pada, pada, pokrapuje^ 4. Wsystkie panny pocęstowal, 
jedzie Jasio, popłakuje. a Marysi rąckę podał. 

5. Siądź Marysiu, tu pole (kole) mnie, 

będzies miała męża ze mnie. 
5. Będzies miała nmie samego, 

byle^ś była ^o dobrego. 



Se 



237 



118. 



V ^ LU — ^/ — ^ — ^ — ^_i^ 1 1^ 

Wysia— łem tatar- ki półto— ry kwaterki 






^gl 



i 



mr ¥f¥^ SS^^^^^M^^ 



pod dę— bem ' pod dębem. 



biem. 



A vyja— dła mi Ją siwa go— lc— bi— ca z go— lę — biem, % go— łę— I 

1. Wysiałem tatarki — póltory kwaterki 

pod dębem, pod dębem; 

a wyjadła mi ją — siwa gołębica 

z gołębiem, z gołębiem. 

2. Zastawiajcie sieci, — póki miesiąc świeci, 

a polujcie, polujcie; 
upolujcie-z mi tę siwą gołębicę^ 
sanujcie-z ją, sanujcie. 

Lud^ Ser. II n. 117. — Ser. VI n. 131. 

Po oczepinach zbiera drużba kolektę dla nowożeńców, wzy- 
wając każdego, ażeby na talerz rzucił sztukę drobnej monety. 

119. 



M 



1= 



3^ 



^^ 



?c^ 



^3^ 



^^^ 



Trzeba j6j dać nie ia— lo — wać. Tize—ba jej dać na far— taszek, 



^^ 



^ 



m 



? 



f 



trze— ba JćJ dać na ko — źu-szek, Uzeba jćj 



nie ża— lo — wać. 



dać 



Następuje wieczerza dla gości, po której zasiadają do jadła 
(usługujący dotąd) drużbowie, którym znów usługują druchny. 
Gdy drużbowie zasiądą, kładzie i grajek także skrzypce i bie- 
rze posiłek; dopiero gdy swat do niego przypije, chwyta znów 
za skrzypce i grać poczyna wiwaty. 

120 '). 



m 



i£ES 



PIE 



V{^-U-it\UJ S^ 




^) Powtarzają to w G dur. 



238 



Po wieczerzy śpiewają: 



m 



0^ . 



121. 



^ I r I * ^ — *-T-f 

■i h — ^h — r s h- 



» 



E^^ 



V— Ł^ 



Ueie — kła rai pnepió— re — ekawproso, 



a Ja za iii% 



uiebora-* cek 



S 



boso. 



Nie uciekaj przepiórecko dalij, 
bo ja jestem nieboracek mały. 



Przy przepjowadzinacb : 

Nuta ob. nr 109. 122. 



Rokitno. 



m 



I&-T?— ^i 



liz* 



r^ 



^ ^^^mfn^^^^ 



1. Cema— ces mnie matu — linku aa mąz wyda — ła, W gospo— darstwie 

kie— dy ja się w gospo— darstwie nie rozpozna — ła. 



fe--N-:^- 



-H^ -HH-^ 



m 



m 



■l-^(f i ^j-^hM^ ^^ 



tneba ro— bić i do karcom — ki nie cho— dzić, matu— lu mo — Ja. 

2. Zaprzęgajcie, zakładajcie te siwe klace, 
niech-ze moja matoleńka więcy nie place. 
Zaprzęgajcie jćno prędzy, 
niech nie będzio sercu cięży 
matusi mojćj. 

2. Milo było eórusieńce słuchać muzyki, 
jak grali pod okienkiem z Błonia muzyki. 
A teraz nie-miło będzie, 
kiedy bićda (y. batog) na skórę wsiędzie 
córusi moj6j. 

Niektórzy dodają źartoblii^ie, niby w imienia Młodej: 

4. Jak-ci po mnie przyjedziecie, to mnie sukajcie, 
a jak-ci mnie nieznaj dziecię, matki pytajcie. 
Ja wdm sie będę wzdrazała, 
Jechać wdm nie będę chciała, 
gwałtem mnie bierzcie. 



239 

5. A ja pójdę do komory, słowie (wrzekomo) płakać będę, 
a wy ojcu, matce do nóg, to ja rada będę. 
Z komory mnie wywlececie^ 
i na wózek mnie wrzucicie, 
konie zatniecie! 



Wesele. 



IV. 



W obrazka: Szlachcic Hołota (Tygodnik illustrowany, 
Warszawa. 1861, nr. 82) Łach z Lachów, tak opisuje spotkane 
na drodze wesele koło Piaseczna: 

„I istotnie zbliżało się ku nam kłusem dwóch jeźdźców. 
Czapki na ich głowach wysokie, a okrągłe jako bermyce, ze 
wst^kami, piórami i kwiatami do koła i po bokach. Sukmany 
granatowe z karmazynowómi potrzebami i wylotami. Szarawary 
w prążki białe z czerwonóm, a w cholewy. Przez ramiona białe 
przepaski czy ręczniki. Bat z trzaskawką w każdego ręku. A któ- 
rzy, skoro się ku nam zbliżyli, zwalniając koniom cugle i uchy- 
lając czapek, tak pospołu śpiewać poczęli: 

123. 

1. Końmi trzema i czterema, 
a do ślubu ją wiedziema. 

2. A więc prosim na wpół -drogi, 
dla dziewczyny, dla niebogi. 

3. Oj, danaż! dana, dana! 
a dziewczyna ukochana. 

Zemknął wnet nasz woźnica na wpół drogi, tak będąo za- 
gadnięty, a Mazury, pokłoniwszy się grzecznie, zatrzaskali batami, 
i dalej kłusem naprzód, a wnet po nich nadciągnął oddział 
liczniejszy, podobnież jak tamci przybrany, tylko jeden z nich 
w środku, oprócz wstąg, piór i kwiatów u czapki, miał takiź 
wielki bukiet u kapoty przy boku, a którzy również wszyscy, 
uchylając swych wysokich bermyc, razem zaraz śpiewali: 

124. 
1. Oj, jadąż, jftdą, w kolasach jadą, 
w kolasach z drabek, z wielką paradą. 



_J4W 

A Bto koni jedzie w przedzie, 
a sto drugie w zadzie jedzie. 
2. Chwalai bądź Boga, żeśmy Bpotkali, 
żeśmy spotkali, kogo^m szukali. 
A więc prosim razem z nami, 
z poczciwemi Mazurami, 

na weselisko, 

kołacz i piwsko. 
Oj, danaż! dana, dana! 
a dziewczyna ukochana. 

Zaraz za tą konną drużyną szedł wóz we cztery konie- dwa 
po dwa zaprzężone, na przodzie którego grajki z basetlą i skrzyp- 
cami, a zaś w pośrodku, między drużkami w wieńcach, wstąż- 
kach i zielonościach, panna-młoda również suto po weselnemu 
wystrojona. Grajki rznęły po mazursku od ucha, gdy drużki 
od siebie śpiewały jak umiały, ale zawsze składnie i ładnie: 

125. 

1. Zakukała kukułeczka — nad sttugą — 

już -że naszej Marysieńki z nami — niedługo. 

2. Potoczyła Marysieńka swój wianuszek — po stole, 
już-że naszej Marysieńki nie na dlngo — w tóm kole. 

3. Hej-że grajku! teraz grzmij! 
niechaj czerskie pole brzmi! 

Oj danaży dana, dana! 
a dziewczyna ukochana. 

!N^a następnym wozie dwukonnym siedziały w rzędy niewia- 
sty podeszego już wieku, a przetoź które mają<^ więcej prawa 
do wolności niż Młoda, nuciły pieśń o chmielu, lecz i ta 
także, jak wszystkie inne, kończyła się słowami: Oj danaż!... 

Dalsze wozy zapełniała starszyzna męzka, która zamiast 
śpiewać, coś sobie tylko gwarzyła, ależ zato na ostatnim wozie, 
jeden nad drugiego, sadziły się wyrostki, wrzeszcząc z gardła 
całego : 

126. 
1. Jak ja byłem u tatusia ; 
byłem bogaty, 
misi kurteczkę kusiuteczkę, 
kiepus (kapeluiz) rogaty. 

(Lud, Ser. I, str. 360 nr. 165,) 
2. Gajdaki (kartofle) mi się zrodziły, 
trzeba wykopać^ 
a więc pukać^ żony szukać, 
nuże się kochać. 



241 

3. Pszeniczka mi się zrodziła, 
trzebaź do Gdańska, 
ależ komu siedzieć w domu, 
pilnować łaiiska (łana). 

127. 

4. Ożeniłem się więc na Mazowszu, 
wziąłem w posagu trzy ćwierci owsu. ** 

5. Trzy ćwierci owsu, dwie beczki sieczki, 
trzeba się cieszyć z takiej dzieweczki. 

6. Oj danaź! dana^ dana! 
a dziewczyna ukochana. 

Przeleciało weselne grono, ucichło wszystko po drodze, 
a jednak zdało mi się^ iż ciągle widzę i słyszę te śpiewy. Je- 
chaliśmy ciągle piaskami. 



W e s e 1 e 0. 



TT od Cserska (Gzaplin) i wsie okollosne: 

Czaplinek, ŁlniD, Wincenfeów, Sobików, 
Gzarnylai, Rososzka, Cendrowico i fe. d. 

Rzadko się zdarza, ażeby parobczak żenił się później ^ niż 
w dwudziestym lub w dwudziestym pierwszym roku życia. Wcze- 
sne to wstępowanie w stan małżeńskie powodowane oddawna 
chęcią pozyskania jakiejkolwiek obrony od wojska, w końcu za- 
mieniło się w zwyczaj. Każdy chłop ma to sobie za wygraną, 
jeżeli mu się uda jak najwcześniej mieć żonę, a tem bardziej 
kiedy zostanie ojcem. 

Jak tylko parobek powziął zafoiar ożenić się, upatrzywszy 
sobie dziewkę, któraby nie była znaną ze złych skłonności, 
udaje się do znajomej sobie jakiej w podeszłym wieku kobiety, 
i przez nią stara się wybadać zamiary rodziców lub dziewczyny, 
i dowiedzieć się, jak on też im się udał (podobał). Uproszona 
i uczęstowana kobieta, udaje się więc na tak zwane dowiedz i- 
ny. Obrawszy na to dzień czwartkowy, zaopatrzona przez pa- 
robka flaszką wódki, udaje się do rodziców, lub jeżeli dziewka 



^) Opis ten wyjęty z dzieła K. Kozłowskiego: Lud w Czerskiem, 
z dodatkiem muzyki, której w dzieło K. Kozłowskiego nie za- 
mieszczono. 

Mazowsze. Tom I. 16 



^42^ 

jest sierotą albo w służbie, to do niej samej, i opowiedziawszy swój 
interes, jeżeli pomyślną otrzyma odpowiedź, dobywa ukrytą w za- 
nadrzu gorzałkę, a uczęstowawszy nią obecnych, zapowiada na 
dzień sobotni przybycie swatów. Na takowych parobek uprasza 
jednego lub dwóch starszych chłopów w gromadzie, albo swojich 
jakich pokrewnych, albo tóż wreszcie kumów jakich ojcowych. 

W dzień sobotni, zwykle wieczorem po robocie, wybierają 
się swatowie wraz z parobkiem na zaloty. Iść na zaloty, jest 
to samo, co oświadczyć się rodzicom i pannie o jej rękę. 
Dawniej, gdy lepsze bywały czasy, zaloty odbywały się z wy- 
stawnosćią. Spraszano to tego, to owego, do towarzystwa parob- 
kowi ; na przedzie szła muzyka , a dziewosłęb piastował 
ogronuią flachę gorzałki. Ale dziś czasy się zmieniły i zaloty od- 
bywają się cicho, skromnie, w towarzystwie tylko dwóch swatów 
i nieodstępnej flaszki z wódką. 

W chałupie tymczasem gdzie jest dziewka do której zmie- 
rzają zaloty, postarano się nieco uprzątnąć, umieść; dziewka 
staranniej się ubrała, a w końcu drzwi ze dworu dobrze zam- 
knęła. Przybywszy przed chałupę i zastawszy drzwi zamknięte, 
starszy swat, zwany zwykle dziewosłębem, zaczyna stukać. 
„A chto tum? cego chceta?*' — odzywa się głos gospodyni. „To 
jo, bidny podróżny, chciołem przed słotom skryć sie u wos*. 
Drzwi się otworzyły, a swat wszedłszy do sieni, powiedział: 
-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". „Na wieki wieków 
amen*. „A Maryś jest dumap (czy jest w domu)". »A cegóz ta 
chceta od ni? — „No nic, ino mi powidzcie cy wos (wasz, mąż) 
je dumaP* — „A je**. — „To prowadźcie me do niego, słycha- 
łem ze mocie jałoske na przedoz, a jo mum kupca". — Gospo- 
dyni otworzyła wówczas drzwi i wprowadziła swata do izby, gdzie 
oczekiwał gospodarz, a na pozdrowienie „Pochwalonym* odpo- 
wiedział jak zwykle: „Na wieki wieków amen". 

Przybyły chłop rzucił nieznacznie okiem po izbie i uśmie- 
chnął się do dziewki, która czerwona i zawstydzona skryła się 
za piec. Tu nie robiąc długich ceremonii, swat powiada: ,0t go- 
spodarzu, ślicny, urodziwy chłopak upodobał se w wś-sy Marysi, 
i jo nibyto dziwosłumb, przychodzę wos pocęstować gorzołką za 
zdrowie poństwa młodych*. — „A chtóz to taki?* — zapytuje 
gospodarz, niby to o niczem niewiedzący. „A Jaśko Gugalak 
(syn Gugały) z Wincento wa, dyć go znocie*. Tu dopiero swat 



243 

saezął sachwalae dobre przymioty Janka, dtatek (rządność) 
i j«go ojcowiznę (majątek ojcowski). „Galanty chłopak ! ą jaki 
chytry do roboty (chętny i sprawny)*. — „No i jakzeP pijecie 
gospodorzu za jego zdrowieP^ — ^Ha', odpowiada gospodarz po- 
woli i z namysłem, drapiąc się w głowę, ^kaj juz tak koniecnie 
tygo chceta, to spytojtaz sie Marysi, boó to tu o nium idzie '^. — 
Swat obejrzawszy się po izbie, i wziąwszy stojący na podorędziu 
kieliszek, nalewając go wódką^ zawołał: „No dziwecko, wypijno 
ty ten kilisecek wódecki**. Dzićwka wzdragając się niby, wsty- 
dząc i zakrywając oczy fartuchem lub końcem chustki; wzięła 
jednak kieliszek, a obróciwszy się tyłem do obecnych i wypiwszy 
gorzałkę, czćmprędzej uciekła i schowała się za piec. Najlepszą 
to było wróżbą dla swatów; dlatego bez wzdragania się już 
dalszego wypili po kieliszku obecni, gospodarz, gospodyni; tu 
wszedł już na pewne stojący za oknem parobek, i tak przy go- 
rzałce, przy kawałku chleba i sera, umówili się wzajemnie o za- 
powiedzi, które zwykle na drugi dzień w niedzielę powinny już 
wychodzić. 

Zwykle wesela odbywają się w czasie przed adwentem lufo 
w zapusty, zaraz po zalotach i wyjściu zapowiedzi; zdarza się 
jednak czasem, że gdy zaloty się spóźnią, zwlecze się jeszcze po 
nich i parę miesięcy do wesela, a to jeżeli stanie na przeszko- 
dzie adwent lub post wielki. Przeciąg czasu pomiędzy zalotami 
a weselem użyty bywa z jednej jak z drugiej strony na przygo- 
towania do obrzędu. Pan-młody dobiera sobie drużbów, kupuje 
nowy pais, sukmanę, kapelusz ozdobiony pawiom piórkiem, ró- 
źnokolorowómi sznurkami i szychem, stara się o grajka, jeżeli 
możniejszy to o dwóch; rodzice panny -młodej przemyśliwają 
o posagu, zaopatrują się w stosowną ilość kieliszków, misek, 
garnków, łyżek i t. p., przygotowują jadło^ składające się za- 
zwyczaj z kapusty, grochu, pasternaku, flaków i mięsa. Bez ja- 
dła, obfitującego szczególniej w mięso i flaki, nie może być we- 
sela; biedaki największe nie pojmują nawet w takim razie co 
to jest oszczędność, zniszczą się nieraz do ostatka, ale broń- 
Boże, żeby mieli traktować ludzi codzienną strawą, bącką lub 
gaj do kam i (obacz str. 55). Jeżeli to są gospodarze zamożni, 
to nie pożałują na taki festyn zabić krowy, wieprza, sprowadzą 
beczkę piwa, kilkanaście garncy wódki, i przygotują ulubiony 
i naj wytworniej szy u chłopów napój, tak zwany krupnik, skła- 

16* 



244^ 

dający się z wódki grzanej z miodem, pieprzem^ cukrem i sło- 
niną. Eoszt jednak takiej uczty, zwłaszcza na trunki, musi w czę- 
ści ponosić i pan -młody, szczególniej jeżeli długo bardzo prze- 
ciągną się zabawy. 

Panna -młoda przed weselem szykuje dla narzeczonego 
weselny rańtuch czyli ręcznik, oraz bukiet z białą wstążką, pie- 
cze ciasto, i namawia trzy druchny^ które tak samo dla drużbów 
powinny przygotować białe rańtuchy i bukiety z czerwon% 
wstążką. Wreszcie jako ostateczne przygotowanie, oboje państwo 
młodzi na parę dni przed ślubem, chodzą samowtór wieczoirami, 
nieraz do północka, po okolicznych wioskach, zapraszając gości 
na wesele. 

WNiedzielę od rana już cała chałupa rodziców młodej, 
Marysi Fijołkówny, była przygotowaną, izba do tańca uprzątnięta, 
statki (sprzęty) wszystkie prócz stołu i ław, do komory wynie- 
sione, podwórko piaskiem wysypane, a ponieważ to była wiosna^ 
zielonćmi gałęziami brzeziny przystrojone i wóz do ślubu przy- 
gotowany. 

Zaraz tóż od rana drogą przez wieś prowadzącą, jednokon- 
na, w zielone przystrojona gałęzie podąża furka; na niej grajek 
skrzypkowy i trzech w granatowe kapoty ubranych drużbów; tuż 
obok na małej szkapinie, bijąc ją po bokach nogami w nowe buty 
przystrojonemi, śpieszy do Młodej wyaligantowany Jaśko, 
pan-młody. Za niemi dopiero posypały się, jedną za drugą furki, 
zwożące to ojców pana-młodego, to krewniaków, to kumów, to 
swatów, to swachny, a wszystko to zatrzymuje się przed cha- 
łupą rodziców Marysi, panny- młodej. Po wylęgały z chałup dzie- 
ciaki, powłaziły na płoty, cisną się z zewnątrz do okien chałupy^ 
w której się odbywa wesele, ażeby tylko widzieć w świąteczna 
szaty przystrojonych, przypatrzyć wielkiej i niezwykłej uroczy- 
stości i oblizać na widok przygotowanego obficie jadła. Gospo- 
darstwo tymczasem, oczekując zebrania się całej drużyny, czę- 
stują przybyłych wódką, sórem, chlebem, a grajek przygrywa 
wesoło oberki i szoty. 

Gała kompanija już w komplecie, ale druchen jeszcze nie 
widać; niebawem jednak za oknem odezwał się śpiew: 



245 



Kuta nr. 145» 



128. 



^Wyńdź do nos, oaso panno-młoda; 

wyńdź do nos, 
jeźliś rada num, do swygo domu 

proś-ze nos*. 

Wyszła Maryśka, a tymozasem w izbie zaczęli się krzątać 
około pierwszego obrzędu, Rozpięci n« Wniesiono do izby i po- 
stawiono na środku wielką, dzieżę, służącą do zarabiania ciasta 
na chlćb, a przewróciwszy ją do góry dnem, starszy drużba 
przyprowadził Marysię i posadził ją na dzieży, Druchny wzięły 
się sypłać jej warkocz, poczem starszy swat czyli dziewosłąb, 
który urząd ten pełnił już na zalotach, biorąc tęgiego batoga do 
ręki, rozkazał starszemu drużbie rozplatać warkocz Marysi, gro- 
żąc potężnóm skarceniem za roztarganie lub wyrwanie choćby 
jednego włoska z warkocza. Kiedy drużba dość niezgrabnie roz- 
plata, druchny tymczasem i swachny, przy odgłosie skrzypków 
śpiewają : 

129 '). 



Usiandźze na — Bo panno mlo— da n« dzisy, 



m 



^^M 



mi 



E 



niech d się rfo-rty -warkoe ro»— pi — zy, rozpi — zy. 

1. TJsiundź ze naso panno-młoda na dzizy, 
niech ci się zloty warkoc rozpizy (rozpierzy). 

2. Jesceć ci to Maryś było rość, 
rozpuściłaś zloty warkoc na żałość. 

3. Bozpuściłaś go nibogo, 
juźci to twygo pięknego chodu niedługo, 

4. Chodzi druzebka po sieni, 
trzymo grzebiuscek w kiesieni. 

5. Starsy druzebko, służko mój, 
ty mi rozplecieś warkoc mój. 



^) Czasami, gdy młoda wymknie się z izby, rozpoczynają od. stów: 

Nimas dziewcyny — na rózpleciny; 
gdzie się podziała ^ gdzie się obraca? 



246 



^ i^^B^ 



130. 



^P^^Wf 



^ 



Ki mtf ta^kle « go na świe—oi^ kto n»słj Ka«i warkoc ros- ple—de 

1. Nie*ma8 takiego — na i wiecie , 
kto nasy Kasi warkoo — rozplecie. 
Chodzi druzebka — po sieni, 
nosi grzebiusek — w kiesieni. 
— A ja Marysiu — służka twój, 
i rozplotę i rozcesę — warkoc twój. 

2. A mój warkocku — rozkosny, 
nie docekateś *— do wiosny. 
Co sobota'm cię — mywała, 
co niedziołeoka — cesała« 

3. Nie chciałeś mi mój warkocku 
duży rośó, duży rośó, 

a ter&z cię rozpletają, 

na ztfo6ć, na ztioió. 
A mój warkocku, — truś, truś, truś, 
nie będzies ty rozplatany — wiancy juz. 

4. A mój warkocku — corniuchny, 
bywałeś ty mi — milnchny. 
Co sobota^m cię — mywała, 
co niedziołecka — cesała. 

5. A mój warkocku — tocony, 
w zieloną wstęgę — wpleciony. 
Nie będzie go rozpletat — prosony, 
a tylko bracisek — rodzony. 

E. Kozłowski: Lud^ str. 314. 

131. 



i 



^ 



ŁmMjM 



w 



p^ 



pa — da— 17 



i 



*: 



Pray do— le 
pa — nienka 



sośnia 
pod ni^ 



stoją — ła, 
siedzia — ła. 



Skry na ni^ 



^ 



jTjti i 



L-^:. \ t^ini S: 



sn— knie na nij go— na— 1y 



do dnia, ai 



do 



dnilt. 



<obMS ar. 82). 



Po rozplecinach, kiedy druchny ubierały Marysię w komo- 
rze do ślubu, drużbowie i Jaśko pan-młodj, wyszykowali tym- 
czasem wozy i konie, i aieby z tóm wjękazf paradą zajechać 
przed kościół, zielonymi ubrali je gałązkami. Ubiór panny-młodej 



składał się z białej spódnicy, niebieskiego czy zielonego gorsetu^ 
białego fartucha; głowę całą opiętą miała różnokolorowymi wstę« 
gami, których dłngie końce wisiały puszczone z tyłu; nad czo- 
łem mały wianeczek ze złotych nitek, włosy zaś rozpuszczone 
] z tyłu głowy zaczesane. Strój druchień tóż podobny, z wyjąt- 
kiem wianka złotego. Miały tóż druchny na sobie wstęgi i gor- 
sety czerwone, który to kolor w dzień ślubu z ubioru panny '^ 
młodej zupełnie jest wyłączony. Tak ustrojona Marysia, wyszedł- 
szy z komory, przypięła Jaśkowi do piersi (boku) bukiecik 
z drobnych listeczków, związany białą wstążką^ bo rozmaryon, 
który umyślnie w oknie hodowała, jakoś jej zmarniał; — za pa- 
sem przewiesiła mu biały ręcznik własnej roboty , — a tak samo 
uczyniły i druchny z drużbami, z tą różnicą, że wstążki ich bu- 
kietów były koloru czerwonego. 

Kiedy już wszyscy do ślubu stosownie byli poubierania 
wnet cała gromada dała znaó, że już czas jechać do kościoła, 
śpiewając wraz ze skrzypkami: 

132. 
Przede wroty, kamień zloty — lelija. 
Zaprowadź nas do kościoła, Noświętsa Panno-Maryja. 

W tej chwili stanowczej i ostatecznej, po mnogich już i tak 
poprzednio spełnionych kieliszkach, gospodarstwo na pociechę 
i dla dodania lepszej ochoty drużynie, wynieśli nowy zapas go- 
rzałki i krupniku, a większa część ' kompanii, szczególniej tóż 
ojcowie łączącego się stadła, przy wzajemnych pocałunkach 
a uściskach, zaczęli pić na zabój. Niejednemu wówczas dobrze 
już we łbie zaczmyrało, tak, że przybywszy do kościoła, w ką- 
cie gdzie lub za ołtarzem, leżał nieprzytomny jak bydlę, albo 
tóż gorszych jeszcze doznał skutków swego opilstwa. 

Kiedy się cała kompanija dobrze gorzałką uraczyła, starszy 
drużba, który jest tak jakby rządcą lub naczelnikiem orszaku 
weselnego, ogłosił chwilę wyjazdu. Posłuszny więc grajek sięga 
za skrzypce ł wtóruje śpiewowi: 

133. 



I h li i tr \ r-{ mf'^\^^ r ^ 



Rosgła — »ą) panie mo — zykońeie, roa — gła — sąj, roz— gla — saj, 



248 



Rozgtasaj panie muzykoncie — rozgłasaj, 

a ty dsiewoyno ojca, matkę — przeprasaj. 

Przeproś ojca, przeproś matkę, — przeproś całą rodzinę, 

by ci Pan Bóg dał, Matka Nojświętsa — tę scęśliwą godzinę *), 



m 



^ 



134 



Bososika. 



^ 



asri.- i nu"^ 



# 



n 



Po 



sla Tia wsi — ny 



spra — sac 



^m 



S 



.luJ5j = 






^ 



S 



^ 



-ł- 



dxi— ny 



już jej na—pro — si 



— la już jśj ma 



do— syi. 



Nastąpiły tedy błogosławieństwa rodziców i wszystkich obe- 
cnych, których państwo-młodzi, schylając się każdemu do kolan, 
prosili o przebaczenie wszelkich uraz, jeżeli na takowe, kiedy 
zasłużyli. Jest w zwyczaju, że wychodząca za mąż dziówka, jer 
żeli służyła we dworze, powinna, jadąc do ślubu, przyjść i prze- 
prosić państwa i cały ich dom, a zwyczaj ten zachowuje się na- 
wet i względem oficyalistów dworskich i innych liczących się do 
wyższej klasy wioskowego społeczeństwa. 

Kiedy cała czereda wyruszyła do kościoła, w chałupie po- 
została tyUs:o jedna kobieta, która przyjęła na siebie obowiązek 
kucharki i ta zajęła się przygotowaniem weselnej uczty. 



^) Niekiedy i wtenczas Młoda stara się wymknąć. Szukają ją i za- 
pytując, odbierają odpowiedź, iż: 

134. 

. Po8(z)la na wsiny — sprasać rodziny* 
. Juz jej naprosiła — juz jej ma dosić , 
tylko jej trza matkę i ojca przeprosić. 
Przeproś nś,m Kasiu 
Boga Przedwiecnego, 
ojca rodzonego, 

i wsystkieh nńs. 
Po raz po drugi, 
przeproś i sługi. 
Po raz po trzeci , 
przeproś i dzieci. 

Kozłowski: Lud, str. 215. 



249 



Ifarss weselny. 



136. 




Na czele śpieszącej drużyny harcuje konno pan-młody oto- 
czony drużbami; za nimi na wozie pośród zielonych gałęzi panna- 
młoda z druchnami; dalej swat starszy i grajek, co raźne wycina 
oberki^ potom suną się furki z rodzicami młodych -państwa i cała 
czereda zaproszonych swatów i gości, już na furkach, już pieszo. 
Wesoło dążą do kościoła, przez całą drogę ścigają się wózki, 
radosne rozlegają się okrzyki i piosenki; starszy drużba dodaje 
wesela i śmiechu, a za nim pan-młody, nasunąwszy ba- 
ranią czapkę na ucho^ to rześko na koniu wyskoczy, to wesołe 
wykrzykuje oberki. 

Wszedłszy do kościoła, gromada udała się prosto przed 
wielki ołtarz, oczekując końca mszy Św., a przez cały ten czas 
oczekiwania, Marysia, według prawideł przyzwoitości, ocierała 
rzewne łzy, jakiemi żegnała swoje panieństwo, -*- chociaż zda- 
rza się często i to, że panna-młoda, czując w sobie większą in- 
klinaoyję do wesołości niż do płaczu, a chcąc tak postąpić, żeby 
i wilk syty i owca była cała, wielkie udawszy naboźeństwoi 
i smutek, pochylona twarzą ku podłodze, śpi lub drzymie jak 
najmocniej (?); na odgłos tylko śpiewu księdza lub organisty, mocne 
z siebie wydobywając westchnienia. 

Po mszy, ojcowie czy tóż starszy drużba (lub ktoś, miejsce 
ich, pijanych zwykle, zastępujący), załatwił wszystko w zakrystyi. 
Poczóm państwo-młodzi prowadzeni, ona przez drużbę, on przez 
druchnę^ przystąpili i uklękli do ślubu, obszedłszy poprzednio 
trzy razy ołtarz do koła i za każdym razem całując krzyż po- 
dawany im przez księdza. 

Wyszedłszy po ceremonii ślubnej z kościoła, dopieroż to 
radość, wrzawa, wesołe okrzyki, raźne piosenki. W Sobikowie, 
tak jak we wszystkich kościelnych wsiach, w pobliżu kościoła 
snajduje się uriużna karczma; do niej więc cała gromada we- 
selna hurmem uderzyła, choć po jeden kieliszek gorzałki, ażeby 
ducha w sobie nie studzić i nabrać sił do dalszej ochoty. Nie- 



260 



długo się tam przecież zabawiono, a powracając do domu przy 
odgłosie skrzypków, dmchny śpiewały pieśń następującą: 



136. 



i 



^^ 



n^LLL. ^ 



:miP 



^s 



w po— la o-gró — de— eek w po— lu ma— lo— w« — ay, chtóś ci go 



^ 



//rl J;ia 



t 



inwlo— wał 



Ja— Sieńko ko — clia— ny. 



1* W polu ogródeoek, 

w polu midowany; 

ehtóz ci go zmalował? 

Jasieńko kochany. 
2. A w tśm ogródecku, 

oerwone goździki; 

zaprzęgaj, zakładaj 

te karę koniki. 



3. Jakże ich zaprzęgać, 
kiedy się plnntają? 
Ciężki zol dziewcynie, 
kiedy i ślub dają ^). 

4. Wysła z kościtiecka, 
juźci nie dziewecka; 
świci i sie świci 
na głowie siotecka. 

5. Siotko moja, siotko, 
cięzys mi na głowie; 
wionkn mój ruciany, 
juz mi nic po tobie! 

Na rozstajnej drodze, pod figurą, przystań^ przodem jadący 
starszy drużba i zbliżywszy się do panny-młodej, ofiarował jej 
kołacz, pytając co woli, kołacz czy pana*młodego? — Panna- 
młoda odpowiedziała: 

„Kołoc i pana-mlodógo, 
zęby robinł na niógo^. 

Zbliżając się do miejscowej karczmy w Czaplinie, przysta- 
nęli — i znowu rozległ się śpiew: 

Huta ar. 180. 138. 

Wyńdź do nos, naso pani kacmareeko, — wyńdź do nos. 
Weź gorzałecki, we dwie flasecki, — cęstuj nos. 



^) W Czamymlesie śpiewają w tóm miejscu: 

137. 
A ciesy się, ciesy — nasa rodzinecka, 
ze Kasieńka donosiła — do casu wianecka. 
A ciesą się, ciesą — nasi przyjaciele, 
ze KasMka ostawila — wińnecek w kościele. 



J51^ 

UeieBSOBa karczmarka z lioznych gości, wybiegłszy przed 
sień, poczęła ich zapraszać, ażeby weszli do izby; gońcie tóź me- 
długo czekając, rzucUi się do drzwi, a gdy nareszcie i grajek 
doiłoczyć «ię zdołał do ławy w kącie stojącej, rozpoczęły się 
tańce przy wesołych śpiewkach i wykrzykach. (Tu daje Kozłow- 
ski opis parogodzinnych tańców, który czytelnik pod właściwym 
znajdzie zamieszczony działem „Tańce*). 

Tymczasem druchny umęczone i ztańcowane, przypomina- 
jąc o potrzebie posiłku, zaśpiewały: 

139. 
Przeleciol siwy golumbek — bez dambek, 
zróbże starsy drużbo kole stoła — porzundek. 

Drużba więc z karczmarką zaczęli się krzątać i stół zasta- 
wiać, gdy druchny śpiewały dalej: 

140. 
1. Dmzebko starsy, 2. Drusebko starsy, 

ty bundz nojdbalsy, ty bundz nśjdbalsy; 

u stolika stój, stoty zastawiajcie, 

porzundecek strój. ludzi zasodzajcie, 

bo juz cas. 
3* We słowie nasa kacmarecka, — we słowie, 
rozpostarła bidy obras — na stole. 

Do ^uczty takiej w karczmie się odbywającej , wszystkie 
zaproszone na wesele swachny, przygotowują zawczasu kołacze 
i przyniósłszy je ze sobą, składają na stole dla wspóbego. użyt- 
ku. Gdy więc drużba zastawiał stół różnemi potrawami, kobiety 

śpiewały: 

141. 
Z wiecora pod ciemne noce, 
wyjmujcie swachny na stół kołoce. 

Zdarzy się czasem, źe ta lub owa nie przyniesie z sobą ko- 
łacza; wstyd to wielki, dlatego tóź takie starają się, jeżeli mo-^ 
gą, najnieznaczniej gdzieś tam chyłkiem po pod ścianę zajść albo 
za piec, albo za drzwi, ażeby ich nie uważano. Niezawsze się 
to uda, a skoro tylko spostrzegą takiego zbiega, zaraz na całe 
gardło wołają: 

NuU nr. 100. 142. 

Jak do gorzolki, to swachny były, 
jak do kołocy, to się pokryły. 



252 



Ukończono przygotowania do objada; starszy drużba posa- 
dził na pierwszym miejscu rodziców panny-miodej , dalej rodzi- 
ców pana-młodego, państwa-młodych, starszego swata, a gdy się 
potom kręcić zaczął; komuby następne miejsce ofiarował, druchny 
zanuciły: 

143. 

Prosiemy cię starsy drużbo — prosiemy, 
niechże my tu kacmareckę za cisowem stołem — widziemy. 

Kłopot ten starszego drużby przy rozsadzaniu kompanii jest 
niemały, albowiem o każdym musi pamiętać; nikogo opuścić się 
nie godzi, a jeżeli ktoś chwilowo jest nieobecnym, lub w tyle 
się został, to i dla niego stosowne miejsce powinno być zacho- 
wane. Żartując z tych kłopotów biednego drużby, druchny przy- 
śpiewują : 

144. 
Sum se rod starsy drużba, — sum se rod, 
Uwijo się kole swachnów — kieby dziod. 
Bozlozły nas starsy drużba, — rozlozły. 
Buty mu się porozpprały, — i wiechcie wylozły. 

Tańce i objad zajmują kilka godzin czasu, kiedy więc dru- 
żyna powstała od stołu, już się dobrze zmierzchać zaczęło. 

Tymczasem rodzice panny-młodej, wysunąwszy się z karcz- 
my cichaczem naprzód, podążają do domu dla przyjęcia powra- 
cających weselników. 

Cała tóź drużyna, postępując zwolna, udała się za niemi 
przy śpiewie: 

145. 



M 



fes 



E 



^ 



^ 



^^ r ;j i 7j m 



s 



Za— bie— roj— oie się 



mo— je swa -cl— ko — wie jus onm cos, 



| mTrrl^f" fl'^ rfi^H ^- f 



• da^le-ko droga głę — bo— ko woda ciemny los. 

Zabierojcie sie moje swacikowie — juz num cos, 
daleko drogo, głęboko wodo, — ciemny los. 
Do dumu swacikowie , — do dumu, 
nie zastampiajcie w ty austeryi — nikomu. 

Panne-mlode bierzcie, 

do dumu sie śpiescie. 
Zabirojcie sie swacikowie, — juz num cds, 
do pana-ojca, do pani-matki — na popńs. 



263 



Przybywszy pr?ed chałupę starych Fijołków, rodziców panny- 
młodej, znajdują wrota od podwórka zamknięte. Zwyczaj to jest 
taki, że przybyli naprzód rodzice, umyślnie się zamykają; nie 
zraża to bynajmniej weselników, ale zaczynają się upraszać 
o otwarcie wrót, śpiewając: 145, 

Nuu nr. 146. Od górza nasa drużyna, — od górza, 

uprasamy się u pana ojca, u pani matki — podwórza. 

Wrota się otworzyły, lecz nowa przeszkoda, bo drzwi do 
chałupy zamknięte. Znowu więc śpiew: 

Z jesieni nase węsiele, — z jesieni, 
uprasamy się u pana ojoa, u pani matki — do sieni. 

To znowu z sieni: 

— Od wizby nasa drużyna, — od wizby (wierzby)^ 
uprasamy się u pana ojca, u pani matki — do izby. 

Wpuszczono ich nareszcie do izby, lecz. tu starzy rodzice^ 
podług zwyczaju^ udają że z nich są niekontenci, że nie wiedzą, 
po co tu przybyli. A więc nowy śpiew: 

— Od Worki nasa drużyna, — od Worki (od miasta Warki) ^ 
uprasamy się u pana ojca, u pani matki — gorzołki. 

Nowa bióda, bo gorzałkę postawiono z gąsiorem, ale kie- 
liszka niema, więc śpiewają: 

— Od Gdońska nasa drużyna, — od Gdoóska, 
uprasamy się u pana ojca^ u pani matki — kieliska. 

Dopiero wniesiono kieliszki , szklanki, garnki, podano do 
stołu dawno przygotowane potrawy (rosół z gajdakami, kapustę, 
groch, jagły, mięso, flaki), dla których kobieta, pełniąca na ten 
dzień obowiązek kucharki, cały dzień w domu zostawała, — a po 
uczcie przy towarzyszeniu grajka zaśpiewano chórem: 

147. 



mr^^-rrfj f^ m 



-f=± 



^ 



Dzicku — Je -my Pa— nu Bogu po ob— Je— dzie po dobrym. 



^g£l^ ^ ^fttr4r^ 



A by— ly tu 



pie ceuie 



a wszystko je— le— nie, dzlęku— Jemy ci 



|5=:|J 



m. 



^^ 



^^ 



i^1^ 



panie gospo — durzu 
z pani^ gospo — dynią 



po dobrem. 



^54^ 

1. Dsiękujemy Panu Bogu po objedsie, po dobrćm'). 
I panu gospodarzowi, z panią gospodynią dsiękujemj po dobrem. 

2. A były-ć tu piecenie 
a wsystkio jelenie. 

Dziękujemy oi panie gospodorzu z panią gospodynią po dobrom. 

3. A byłyć tu kolśce, 

a wsystkie z psenicy. 
Dziękujemy oi panie gospodorzu z panią gospodynią po dobrom. 

4. A byty-ó tu talize, 
a wsystko poliwa. 

Dziękujemy ci panie gospodorzu z panią gospodynią po dobrem. 

5. A bylyó tutaj noże, 
a wsystko stołowe. 

Dziękujemy ci panie gospodorzu z panią gospodynią po dobrom. 
6. A były-ć tutaj lyzki, 
a wsystko stołowe. 
Dziękujemy ci panie gospodorzu z panią gospodynią po dobrom. 

Poczem kłaniając się rodzicom panny-młodej : 

149. 
Powiedżiola synkarka , 
ze je(st) piwo gorzotka. 
Powiedzioła tocnica^), 
ze je piwa piwnica. 
A dajcież nam, naliwajcie 
tego piwka dobrego. 



^) W Czarnymlesie śpiewają (nuta nr. 147): 

148. 

1. Dziękujemy Panu Bogu, N. P. Maryi, 
i tobie tyz panie gospodorzu^ 

z twoją miłą panią gospodynią 
po objedzie, po dobrśm. 

A była-ć ta cybula, 
toć to wsystko z Torunia. 

2. Dziękujemy Panu Bogu, N. P. Maryi, 
i tobie tyz panie gospodorzu i t. d. 

A była-ó tu pietraska, 
toć to wsystko z Gdońska. 

3. Dziękujemy Panu Bogu, N. P. Maryi, 
i tobie tyz panie i t. d. 

A były-ć tutaj stoły, 
a wsystkie cisowe. 
Dziękujemy Panu Bogu i t. d. 

*) Tocznica, ta co toczy piwo z beczki. 



^55 

Póino w noc przeciągnęła się tańce; dopiero kiedy to ten, 
to ów, zmęczony całodziennym ruchem, śpiewem, wesołością, 
rozmarzony licznćmi kieliszkami wódki, piwa, krupniku, pocznie 
się na nogach słaniać i szukać gdzieś spokojniejszego kąta, ten 
na przypiecku, ten na ławie, ten pod ławą, ten w sieni, ten 
w stodole, ten na poddaszu; kiedy nareszcie i państwo -młodzi 
zamyślają udać się do przygotowanej dla nich komory^ wówczas 
cały chór swachen, przy odgłosie skrzypków, wyśpiewywał na- 
stępującą pieśń: 

150. 

1. Dobronoc Matce Boski, dobronoo. 

Dobrą nockę oddojemy, 
sami sluzką ostojemy (so8tajemy\ 
dobronoc. 

2. Dobronoc Panu Jezusowi, dobronoc. 

Dobrą nockę oddojemy, 
sami sluzką ostojemy, 
dobronoc. 

3. Dobronoc pani matce, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

4. Dobronoc panu ojcu, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

5. Dobronoc sUrsemu swatowi, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

6. Dobronoc starsy swachnie, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

7. Dobronoc panu młodemu, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

8. Dobronoc pannie^młody, dobronoc. 

Dobrą nockę i t* d. 

9. Dobronoc mlodsem swatom, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

10. Dobronoc młodsem swachnom, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

11. Dobronoc starsemu drużbie, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

12. Dobronoc starsy druchnie, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

13. Dobronoc młodsem drużbom^ dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

14. Dobronoc młodsem druchnom, dobronoc. 

Dobrą nockę i t. d. 

15. Dobronoc muzykontowi, dobronoc. 

Dobrą nockę oddojemy, 
sami służką ostojemy, 
dobronoc. 



256 



Przed odejściem jeszcze po kieliszku wódki, po kawałku 
chleba i sćra, przy śpiewie: 

151. 



^f^^^ ^ ^mj^^^&t^MĘ;^ 



Kiedy sastu — kam zapukam do 




t^J uo\FŚJ bud— ki, wynieśzQ num nnsa 



iS 



^m 



§^ 



kie — li-8ka wód— ki. 



pa — ni luloda choć 

1. Kiedy zastukom, zapukom, 

do tej nowej budki, 
wyoieś ze num, nasa panno-mlodo 
choć po kielisku wódki. 

2. I tak stukomy i tak pukomy 

az num ustoła silą, 
wynieś ze num, nasa panno^młodo 
choć po kawałku syra. 

Za chwilę rozeszła się cała drużyna, a niebawem tśź po- 
słyszano mocne ze wszystkich stron chrapanie tych, co pozostali 
i spać się pokładli. 

Byli atoli tacy, którzy na ten moment właśnie oczekiwali. 
Jakoż z kąta odezwał się ktoś na wpół stłumionym głosem: 
„Waluś! a jezdeś?*' — „A jezdem; a Ignac gdzie ?*^ — Ignac 
wloz na górę; jóno Wojtek nie wiada (wiadomo) gdzie się po- 
dzioł". „O Wojtka sie nie frasujcie, pośli we trzech z Frankiem 
i z Aleksandrem po beckę co stoji na Maćkowem pod worku **. — 
Niedługo zjawił się Ignac, potem Stach, wreszcie Tomek wraz 
z Józkiem, którzy do tego czasu siedzieli ukryci gdzieś w chlów- 
ku. Byli to wszystko parobczaki, którzy zmówiwszy się poprze- 
dnio, wyczekiwali okazyi do wypłatania zwyczajnego na każdym 
weselu figla. 

Korzystając ze snu, w jakim pogrążone było całe weselne 
towarzystwo, zaczęli dopiero ściągać^ temu pas, temu buty, temu 
czapkę, a temu sukmanę ^ — potem do dziewcząt; tej fartuch, 
tej trzewiki, tej chustkę; Józek wyprowadził z obórki krowę 
z cielęciem, Stach prjsyciągnął na postronku kilka kwiczących 
prosiąt, Wojtek z Frankiem i Aleksandrem przytoczyli ogromną 
pustą beczkę od kapusty, a przewróciwszy dnem do góry i po- 
stawiwszy na środku podwórza, dopieroź to krowę i prosięta 



koło niej przywiązali, a rzeczy wszystkie ściągnięte, w najdziw- 
niejszy sposób po płocie, po drzwiach, po dachu, po kondnie, 
po drzewach porozwieszali. Uporządkowawszy tak całą chałupę, 
dopiero sami się położyli, a za chwilę, przy bladem światełku 
zarzewia tlejącego w popiele na kominie, zupełna nastała cisza, 
przerywana silnom chrapaniem śpiących, którym chór świerszczów 
w izbie i za chałupą przyśpiewywał* 

Nazajutrz, gdy słońce wyjrzało na śpiących weselników, 
zbudzili się wszyscy. Ten się ogląda po sobie, nie ma sukmany, 
nie pamięta, czy się w niej położył, czyli ją gdzie schował; 
drugi nie wie, gdzie swoją czapkę zostawił; tamten szuka pasa, 
ten butów; — dziewczęta znowu swojego. Wiedzą wszyscy o figlu, 
który nastąpił, ponieważ jest on w powszechnym zwyczaju; dla- 
tego każdy kładący się spać, o ile mu jeszcze słaba pamięć wódką 
zalana pozwoliła, starał się ukryć w pewnóm miejscu, ażeby 
mógł być bezpiecznym od rabunku. Nic nie pomogło, wszystkich 
wynaleziono, każdemu coś brakuje; dlatego to teraz dziwy, 
wrzask, hałas, ten się śmieje, ten się gniówa, ów się odgraża. 

Na podwórku tymczasem rzeczy zebrane składają około 
beczki w jedną kupę* Stach, jeden z przywódzców tej grabieży, 
jako chłopak, któremu nigdy rezonu nie brakuje, wlazłszy na 
beczkę, zakrzyknął wielkim głosem, udając miejskiego poli- 
cyana (policyanta) : „Mości panowie, ogłasza się tu jarmark!^ — 
zapraszając, zachwalając towar i zachęcając wszystkich taniością 
do kupowania ich własnych rzeczy, byleby płacono gotowizną. 
Zdarzyło się jednak, że dla lepszego rozweselenia kompanii i od- 
wrócenia niechęci za nocną grabież, koledzy Stacha, zapowiada- 
jącego jarmark, jemu samemu spłatali figla; gdy bowiem Stacho 
wykrzykując, silniej uderzył nogą w dno beczki, na której stał, 
takowe będąc umyślnie na ten wypadek przysposobione, nagle 
się zapadło, a nieszczęśliwy orator spadł nagle ze swej wysoko- 
ścią i ku ogólnemu rozweseleniu obecnych, skrył się we wnętrzu 
beczki, zkąd zaledwie przy pomocy drugich, z wielką wydostał 
się konfuzyą. 

Po ogłoszonym jarmarku, powstał ścisk, wrzask, hałas; każdy 
śpieszył z wykupnem za kilka groszy swojich rzeczy, ażeby 
czómprędzej się ubrać i nie mieć wstydu z podejścia* Uzbierany 
ztąd fundusz przeznaczony dnia tego na wspólną hulankę; po- 
słano zaraz do karczmy i przyniesiono kilkogarncową flaszkę go- 

HMOwsze. Tom I. 17 



rsałki, przy której., na tańcach i wesołością upłynął czas aź da 
objadu, w ten sam sposób co i wczorajszy odbytego. 

Przed wieczorem nastąpił ważny obrząd oczepin panny- 
młodej. Na środku izby postawiono stołek, na tym ogromną pie- 
rzastą poduszkę, a swachny zaczęły śpiewać: 

152. 

Juz stuńce zasło w rogu zapiecka, 
zabirajze sie mojo Maryś — do cypecka. 

W tóm grajek odezwał się dziarskim oberkiem, a starszy 
drużba, ująwszy pannę-młodą do tańca, jednym silnym zama- 
chem chciał ją posadzić na poduszce. Ale Maryś, mając się na 
baczności, dość długo i szczęśliwie tego unikała, w końcu jednak 
musiała uledz. Tu dopiero nastąpił ścisk, wrzask^ szarpanina. 
Nieprzyzwyczajonemu do wiejdkiej tej ceremonii, zdawi^o mi się, 
że to bitwa jakaś nastąpiła, i gdym chciał wdaniem się mojem 
strony uspokoić i pogodzić^ stara jedna kobieta widząc to, 
z uśmiechem zadowolenia powiedziała: „Niech się Wielmo- 
żny Pon nie boji, tu nic z tego nie będzie, to zwy- 
cojtaki, tozwycoj**. Był to obrzęd zdejmowania pannie- 
młodej trzewików. O trzewiki te powstał spór między drużba- 
mi i druchnami, zwyczaj jednak każe, ażeby te pozostały przy 
druchnach; drużbowie zaś powinni je pieniędzmi opłacić. 

Nowy śpiew: 

Juz ^uńce zaslo, je w rogu sieni, 
wyjmujcie swachny cypki z kiesieni. 

Każda z kobiet starszych, zaproszonych na wesele, przynosi 
ze sobą jakikolwiek czepek, jako dar dla panny-mtodej ; gdyby 
nie wszystkie pamiętały o zwyczaju, byłyby zmuszone wysłuchać 
następującą przymówkę: 

NaU nr. 100. 153. 

1. Jak do gorzołki, to swachny były, 
a jok do cypka, to się pokryły. 

2. Nase swachnicki zjodty pół krowy, 

nie okryły nasy pannie-młody nic głowy. 

3. A wy swochny, swachenecki, 
złóżcie ij sie na cypecki. 
Niech nie siedzi między nami, 
jako kotek ociosany. 



259 



Do oczepin zawczasu jednak przygotowany był ogromny 
czepiec tiulowy, przybrany w szerokie i długie wstęgi, uszyty 
staroświecką modą polską, z ogromną stojącą główką i Wysokiem 
podwójnem garnirowaniem; w czepki bowiem takie, jakie teraz 
noszą od święta wiejskie kobiety w okolicy Czerska, jakoteź 
przeznaczone do oczepin, widziemy na portretach postrojone 
wszystkie niemal nasze prababki. Najpiękniejszy dar, jaki mo« 
źna złożyć pannie-młodej, stanowi właśnie ów czepek; dlatego 
bywa on często darem albo samej dziedziczki, jeżeli dziewka 
służyła we dworze i odznaczała się dobrem sprawowaniem, albo 
też kogo inszego, jak np. pani ekonomowej, pisarzowej, karcz- 
marki, owczarki, gorzelanej, — wogóle kogośkolwiek z arysto- 
kraoyi wioskowej. Jeżeli nikt z powyższych osób daru tego nie 
ofiaruje, w takim razie kobiety, starające się o czopek^ udawać 
się zwykły do pani ekonomowej lub innej podobnej, prosząc 
o radę i koncept w przystrojeniu czepka podług swojego gustu. 

Nim ten czepiec dostał się na głowę Marysi, kładziono jej 
po rozczesaniu warkocza różne czepki ofiarowane przez swachny, 
które ona zdejmując, chowa pod fartuch na kolana; następnie 
swachny zaczęły wydzierać chłopom czapki i pakować na głowę 
Marysi; ci dopiero byli w obowiązku datkiem pieniężnym każdy 
swoją czapkę wykupić, a pieniądze ztąd uzbierane są już wy- 
łączną własnością panny-młodej. Kiedy już włożono czepek we- 
selny, swachny, uważając ją wówczas za swoją, śpiewają: 

154. 



ir=^ 



tt 



=t 



Nasa Ma 



ry— sia 



r^^^i^ 



bę— dzie go — rzol — ki 



■zyjdś panie młody do nos, wyku — pis se jam od nos. 



młody do nos, wyku — pis 

1. Nasa Marysia, nasa; 
będzie gorzołki flasa. 

2. Przyjdź panie młody do nos, 
wykupis se jum od nos *). 



1) W Czamymlesie śpiewają: 

155. 
Przyiidzie Jasieńko głupi, 
to se jum (ją) od nos kupi. 



17* 



260 



3. Nasa Marysia , nasa, 5. Walec Marysia, walec, 
będzie gorzotki flasa. będzie gorzotki gorniec. 

4. Worta Marysia, worta, 6. Zrobiliśmy ci paoią, 
będzie gorzolki kworta. pięknie ci patrzyć na nią. 

7. I w rzędzie będzie siodata, 
i gorzoteckę pijoła ^), 

Przystąpił potom pan-młody, trzymając w ręku dwie flaszki, 
jedne z wodą, a drugą z wódką (gorzałką); nalawszy kieliszek 
wodą, podał go Marysi, doświadczając niby sprytu swej niewia- 
sty; lecz ,ta wziąwszy kieliszek z wodą, chlusnęła nią w twarz 
Jaśkowi, mówiąc, iż niezwyczajna pijać wodę kieliszkiem. Obra- 
żone tćż niby swachny takiem jego lekceważeniem młodej żony, 
wszczęły hałas i zaczynają się dopominać zadosyćuczynienia; 
więc pan-młody nalawszy kieliszek wódką, przy ciągłych okrzy- 
kach ^YiYat**, solennie wypił zdrowie Marysi; kieliszek od nie- 
go przeszedł do starszej swachny, od tej do panny -młodej, 
następnie do starszego swata, i tak dalej, wszystkich kolejno ob- 
chodząc. 

Tymczasem grajek, miarkując według czasu i przyzwojito- 
ści, zaczął grać ochoczo ^^Ghmiela*, (pieśń zwaną chmie- 
lem), a starszy drużba, włożywszy pannie-młodej trzewiki, po- 
szedł z nią w taniec, przy śpiewie druchen i drużbów. 

167. 



^^m 



^ 



^^^ 



w 



y ^ ]/ 



Ze — bys ty chmielu na tycki nie 



lo£. OJ chmiel\i oj me— bo— xe, 



niech ci Fon Bóg do — po— mo— ze chmielu nie— bo — ze. 



1. Żebyś ty chmielu na tycki nie loz, 
nie robiid byś ty z panienek niewiost. 



^) W Czarnymlesie przed oczepinami śpiewają: 

156. 






A. Juz ci prec mo— Ja Ka— siu Juz ci pree, 

ciśnij stąslŁi na ga — ł%z— Iti wdziej cy — piec. 



Oj chmielu, oj nleboze, 
niech oi Pon Bóg dopnmoze, 
chmielu niebożę ^). 
2. Ale ty chmielu po tyckach łazis, 
nie jedną pannę z wiunecka zrozis. 
Oj chmielu, oj niebożę i t. d. 
2. Oj chmielu, chmielu, ty bujne ziele, 
nie będzie przez cię żadne węsiele. 
Oj chmielu, oj niebożę i t. d. 
4. Oj chmielu, chmielu, ty rozbójniku, 
rozbiułeś dziewcynę na pasterniku. 
Oj chmielu^ oj niebożę, 
niech ci Pon Bóg dopomoże, 
chmielu niebożę. 

Przy tym śpiewie Marysia, przetańczywszy ze dwa razy 
około izby ze starszym drużbą, każdemu z obecnych poczęła 
skłaniać się do nóg i prosió z sobą do tańca, niepomijając naj- 
mniejszego dziecka; — było-by dla niej wielkiem zmartwieniem, 
gdyby ktoś odmówił jej prośbie. Nieraz na weselu znajduje się 
gromada złożona z 60 lub 80 ludzi; ze wszystkimi jednak ohoój- 
by dwa razy wkoło izby trzeba się pokręcić. To też pot stru- 
mieniami się lał z czerwonej twarzy Marysi. Ale za to, kiedy 
skończyła taniec, rozpoczęła się nader pocieszająca dla niej ce- 
remonija; gdyż starszy drużba, wziąwszy przygotowany talerz 
białą nakryty serwetą, i każdego z gości obchodząc, rozpocz^ 
kwestę, przy której towarzyszące mu druchny śpiewały: 

159. 



^^ 



lizzfe- 



^ 



ifczzfc 



-S— jK- 



f^3=p^ 



y y r 



Trzeba i daó nie sa — łować, 



trzeba i dac 



ciele z kojca, 



^) W Czarnymlesie śpiewają: 



158. 



j) ii ^^ jf ^^"^^^trra^i ^'3 1 ; j -I '■ ^^ ^ ^ 



Po — 8)a dziew— cy— na 
ko — pać do — łe— cka 



ku o — gród — kowl 
swemo wian ~ kowi. 



I do-Je 
i wiu— ne ■ 



- cka 
cka 




i 



U-tJ±l 



10^^ 



nie sko— pa— ła 
nie tcho— wa— ła 



chmielu 



nie — bo — ze. 



262 



m 



w 



Tt± 



BBLjzr 



1^^ 



ba(< i 



trze— bać i 



bo juB i— dsie od maci; 



tnte—ba i 



m 



g^^ 



3=^ 



=? 



:^=l^ 



dać nie sa— io -> wać. 

1. Trzebd i doć, nie zatowoć; 5. Trzeboć i doć na nieculkę, 



będzie miola kumpać oórke. 

6. Trzeboć i doć na garnusek, 
będzie jodat bębelusek (mały chło- 

7. Trzeboć i doć na flaseckę [piec) 
una lubi gorzotecke. 

8. Trzeboć i doć na miskę, 
trzeboć i doć na lyzke. 



trzebś, i doć ciele z kojca, 
odstępuje matki, ojca. 

2. Trzeboć i, trzeboć i, 
bo juz idzie od maci. 

3. Trzebać i dać na sitko, 
będzie miała na wsytko. 

4. Trzeboć i doć na wrzeciuno, 
powi Jasio: dobra zuno. 

9. Trzeboć i doć na wsytko, 

na gospodarstwo nie zatowoć. 
Posypały się przeto złotówki i dziesiątki; każdy, z jakim 
mógł, pospieszył datkiem. Starszy drużba zgarnął zebrane pie- 
niądze, które zwykle kilkadziesiąt złotych, a czasem nierównie 
więcej wynoszą, — i na nowo obchodzić zaczął, poczynając od 
rodziców panny -młodej: 

1. Pani matko, nie zalujze, 
chuć tal orka podarujze. 

A gdy mu dano miedziaka: 

2. Oj nie tego, nie tego, 
trzeba ij dać biolego. 

3. Panie ojce nie zatuj-ze, 
chuć talorka podarujze. 

4. Starsy swacie nie załuj-ze, 
chuć talorka podarujze. 

5. Starsa swacłmo, nie załujze, 
chuć talorka podarujze. 

6. Młodse swaty^ nie żałujcież, 
chuć talorka podarujcież. 

7. Młodse swachny nie żałujcież, 
chuć talorka podarujcież. 

8. Starsa druohno, nie załujze, 
chuć talorka podarujze. 

9. Młodse drużby, nie żałujcież, 
choć talorka podarujcież. 

10. Młodse druchny, nie żałujcież, 
chuć talorka podarujcież. 

11. Muzykoncie, nie załujze, 
chuć talorka podarujze. 



12. Panie - mlodj, nie załujze, 
chuć talorka podarujze. 

13. Oj nie tego, nie tego, 
trzeba i doć biolygo. 

A gcly pan-młodj ociągał się z datkiem: 

14. Panie-młody nie bundz taki, 
bo ij trzeba na pieluchy. 

15. Panie*mlody nie załujze^ 
chuć tlalorka podarujze. 

16. Oj nie tego, nie tego, 
trzeba i doć biolygo. 

Pan-młody oddał więc swoją, kalatkę (woreczek) z pie- 
niędzmi; musiał jednakże wysłuchać przymówkę: 

Ceber wody wychleptota, 

nim selunzek (szeląg) wydeptała. 

Rozmajite sceny miewają prócz tego miejsce, jakoto: ku- 
lenie panny-młodej, gdy kto mały datek położy, podkówanie jej 
nóg głownią^ udawanie przez nią bydlęcia, źrebicy i t. p*, wszakże 
sceny te, dawnie] może konieczne, dziś nie należą do obrzędu, 
a odgrywanie ich jest raczej skutkiem podnieconej wesołości, 
bawiących się dobrego humoru i wystawności wesela. 

W końcu nastąpiła kolacyja, w czasie której posługiwali 
podług zwyczaju drużbowie. Ci wnosząc misy z potrawami, za 
każdą rażą pozdrawiali biesiadujących „Pochwalonym*, śpie- 
wając stosownie do potrawy, jaką wnosili: 

160. 

1. Kiesiem rosół z gajdokami (kartoflami) 
i róźnemi mięsiwami. 

2. Niesiem miskę pełną jogly (Jcaszy jaglanej)^ 
zęby się druchny najodły. 

3. Niesiem gojdy z kapustą, 
smacno, słono, i tłusto. 

Zasiedli potem drużbowie, a druchny zaczęły im nawzajem 
usługiwać. Na ostatnie danie wniosły ogromny garnek, przykryty 
miską i stawiając go Ha stole, zaśpiewały: 

Kiesiem wam zwiezynę, zwiezynę, 
jakiejście nigdy nie jedli. 

Starszy drużba wstał z ciekawością, zdjął pokrywę, a wtóm 
ogromny kot, buchnąwszy z garnka na stół, przestraszony, 
czmychnął wprost na przypiecek czy do sieni. Śmiech i wrzask 



powstał wielki, szczególniej między druebnami i całą płcią nie* 
wieścią^ ucieszoną konceptem niezupełnie świeżym, gdyż bardzo 
często na Weselach się powtarzającym. 

Sagan krupniku zakończył tę kolacyję; zanim jednakże go- 
ście stół opuścili, starszy drużba wziąwszy do ręki warząchew, 
uderzył nią w stół i zawołał: 

Nasa kuchorecka gotowała pieprzno, sluno, 
tera prosi żeby ij co dano. 

Posypały się znów piątki, trzygrośniaki — i kucbarka zna- 
lazła sowite wynagrodzenie za swoją pracę. — Przy przenosinach: 

161. 

i 



i^śMi^^mJUn- \ --'-^n^ 



Kiedy po mnie przyje— dsie— cie, za piecem bę — dę. Niema garka 



W^'4MU^ 



ni pokrywkj, rób- ze tu wil— ku. 

Kiedy po mnie przyjedziecie, 

za piecem będę, 
będę wam się upiorna, 

gwałtem mnie weźció. — 
Nióma garka ni pokrywki, 
niema o cóm chować dziwki; 
nióma o cem dziwki chować, 
trzeba samej nadskakować, 

rób-ze tu wilku! 

Na tern zakończył się obrzęd weselny Marysi Fijołkównej 
z Czaplina, wychodzącej za Jaśka Gugulaka, syna gospodarskie- 
go z Wincentowa, chociaż często na innych weselach rozochoceni 
ludziska przez kilka dni jeszcze piją i hulają. 

Przed laty, ku wielkiemu zawsze zmartwieniu rządców 
i ekonomów, wesela nigdy krócej nie trwały nad tydzień; cho- 
ciażby najpilniejsza była w polu robota, jeżeli we wsi lub w dru- 
giej było wesele, nie było co robić, tylko poddawszy się losowi, 
cierpliwie czekać, póki nie przejdzie weselny tydzień i wódka 
chłopom z głowy nie wyszumi. Po weselu dopiero następowały 
częste i gęste razy, — ale wszystko to napróżno ; był to już taki 
zwyczaj, a zwyczaj u chłopa, zwłaszcza taki, do którego wcho- 



265 

dziła zabawa i wódka, był prawem świętom, nietykalnym, którego 
strzegł jak oka w głowie i obstawał za nim tak, jak dawniejsza 
drążkowa szlachta za swojćm Liberum yeto. Dzisiaj^ czegoby 
wówczas nic w świecie nie oduczyło, tego po części bióda, 
a głównie zmiana stosunków włościańskich oducza. Rzadko już 
usłyszeć o weselu, któreby tydzień trwało; po większej części 
ograniczają się teraz na trzydniowe e. Radykalna zmiana, 
jakiej od pewnego czasu uległ odwieczny byt naszych włościan, 
przez zniesieoie pańszczyzny i usunięcie ich z pod władzy dzie- 
dziców, nie mogła pozostać bez ogromnego wpływu na ich zwy- 
czaje i tradycyje. Ostatecznie zerwany został węzeł patryarchal- 
ny, który niegdyś łączył pana z chłopkiem; pilno temu ostatnie- 
mu zakosztować nowej swobody, i ani chce wiedzieć o zwyczajach, 
jakich się trzymali ojcowie względem panów. Tak np. bywał 
przed laty zwyczaj, który jeszcze przed r. 1846 zapamiętam, źo 
ojcowie łączącej się pary przed weselem przychodzili do dzie- 
dzica radzić się, jak powiadali, starszej głowy, i prosić o po- 
zwolenie i błogosławieństwo dla swych dzieci. Po weselu znów 
trzeciego dnia (we Wtorek), zwykle oboje państwo-młodzi przy- 
chodzili zrana do dworu, przynosząc państwu w ofierze kawałek 
ciasta pszennego i sera. Nazywało się to S t ó 1 i n a m i , może 
jako pochodzące ze stołu, to jest z wieczerzy, pożywanej dru- 
giego dnia (czyli w Poniedziałek); i za ofiarę tę nowożeńcy hoj- 
nie bywali wynagradzani. Sięgało to może jeszcze odwiecznych 
czasów przedchrześcijańskich; najpierwsza ta ofiara, jaką odbie- 
rał dziedzic od nowożeńców, była może przypomnieniem pogań- 
skiej kunicy. Ale zwyczaj ten dawno już poszedł w zapomnie- 
nie; a tak samo wiele innych tradycyj i pamiątek, dawnych 
stosunków, dawnego społeczeństwa, pojęć, wyobrażeń, instytucyi 
i przesądów, które przez ciąg mnogich wieków pomiędzy ludem 
naszym się kołatały, bezpowrotnie dziś ginie i wiecznemu ulega 
zapomnieniu. 



266^ 

Wesele. 



VI. od Mszczonowa, Wiskitek. 

Zaprosiny na wesele przez drużbę starszego w asystencji 
młodszego wygłoszone: 

Przysłał mnie tu pan-ojciec i pani matka, pan-młody i panna-młoda, 

ja od niego — sługa jego, 

by-śoie odmowni nie byli 
na tego wieprzko paónego — miotłą potrąconego, 
i na parę kuropat — co ich jastrząb nie dopad. 
Prosę was na wołu — co go podadzą do stołu , 
i na te kapłony — co juz usmarzony. 
Fosę was na liście — co się składają cyście (kapusta), 
i na te koła — co się potocą do kościoła. 

Niech będzie pochwalony! 

Wójcicki P. 1. II, 26. 

W sobotę wieczór schodzą się goście na rozpięty. Nie- 
brak przy tym akcie żartów i figli; np. nakładą młodej we włosy 
wiele szpilek, aby się rozplatający warkocz niemi pokłuł i Ł p. 
Drużbowie i druchny śpiewają: 



162. 



Adamowice. 




roz— pier«y, eło - ty war— koc 

1. A usiądź-ze 
panno-n^oda 
na dzieży (:)^ 



rozpieprzy. 

niech-ze ci się 
złoty warkoc 
rozpierzy (:). 



^) W Adamowicach, Osuchowie i t. d. gdy proszą na wesele, jest 
zwyczaj, że Młoda (osobliwie idąc do dworu i księdza) z drużbą 
starszym, postępuje tuż za nim i trzyma go za wstążkę 2 do 3 
łokci ćUugą, wiszącą od ręcznika, do którego jest przywiązaną. 
Ręcznik ten ma drużba przepasany przez ramię. 



267 



2. A powoli 
dobrzy ludzie, 

powoli, — 
a kió-z to ta 
zloty warkoc 

pozwoli? 

3. A jest-ci tu 
starsy drużba 

służka twój. 
Starsy drużba, starsa druchna, 
to oni go pozwolą. 



4. A jak-ze go, złoty warkoc 

rozpletać, — 
kiedy było w niego spilek 
nie wtykać. 

5. A jest-ci tu starsy drużba, 

służka twój, 
starsy drużba, starsa druchna, 
to oni go rozpiętą. 



Przed włożeniem wieńca na rozczesane włosy Młodej: (Pieśń 
tę powtarzają i przy zdjęciu wieńca przed oczepinami). 



Kutft taż sama. 



164. 



1. A w tóm kole, mój wianecku, 

w tóm kole, 
potoc-ze się do pań -ojca 
po stole. 

2. A pan ojciec jój wianecka 

nie przyjmuje, 
swojej córce na rok służbę 

rozkazuje, 
(toż: do pań-matki, siostry, brata). 

3. A w tóm kole, mój wianecku, 

w tóm kole, 
potoc-ze się do wsystkich swatów 
z wesela. 

4. Wsyscy swaci jej wianecka 

nie przyjmują, 
tocyć mu sie do pana-młodego 
rozkazują. 

5. A w tern kole, mój wianecku, 

w tem kole, 
potoc*ze się do Jasieńka 
po stole. 



Waryant. 



m 



163. 



Roda-Oucowska. Guzów. 



^ifUiArfti' \ 



jr. ri-' i jtfł^ i jt-' ' t M\'^ m 



deió — 4y, 



A usiądź — łe, a usiąiź 



pan -no mło — da na 



m 



I 



Diechie ci się, niechie ci się zło — ty warkocz roz — pie — nj. 



268 



6. A przyjmuję, moja Maryś, 
przyjmuję, 
na tóm weselu ślubować 
się podejmuję. 

Po rozplotach warkocza ubierają pannę -młodą do ślubu. 
'We włosach jej i wstążkach na głowie zieleni się pozatykany 
tam rozmaryn, ruta i inne zioła ^). Czerwona barwa (jak wszę- 
dzie na Mazowszu i dalej) jest z ubrania wyłączoną. 

Wybierając się do ślubu, proszą rodziców i gości o błogo- 
sławieństwo. 

165. Grzymkowiee. 



.i i,^^:JirTr^ i ^r.[.rfr i rf;gnr^ rfr f i jji 



Błogo — sław— se 



błogosław— se nam matlŁO moja, nam matko 



moja, 



euąm^H.r^\ą m 



s 



ę (■ ęjL 



v-u-v- 



V-V-W- 



do koćcio— ła. 



bo Jus idziemy bo Jus idsiemy do kościoła, bojaz idsiemy 

1. Btogoslaw-ze nam, matko moja, 
bo juz idziemy do kościoła. 

2. Błogoslaw-ze nam, ojce mój, 
bo juz idziemy na ten ślub. 

3. Blogosław-ze nam,. siostro moja, 
bo juz idziemy do kościoła. 

4. Błogosław- ze nam, bracie mój, 
bo juz idziemy na ten ślub. 

(J. Konopka P. 1. Kr. str. 46). 

166. 



^^ 



ri i f i r^icl 



Grzymkowiee. 



IB 



^m^ 



m 



. Pod borem 80— sna, pod niątopo— la, ozeii 

2. Nie tak niewola, 
jak mi cię trzeba, 
żeby się z tobą Maryś 
dorabiać chleba. 

3. Konicek w lesie, 
siodełko niesie, — 
oekaj mnie moja Maryś 
za rocek jesce. 

Lud, Ser. IH, 



sieJaaieńku, ki ej ci niewo — la. 

4. Co-ześ ty pńn, 
co cię cekaó mdm? 
Wsystka moja substancyja 
ten modry zupan. 

5. I tyś nie pani, 
co gardzis nami, 
wsystka twoja substancyja, 
wianek ruciany. 

nr. 53, 72. — Ser. Xn n. 37. 



^) Nióma tylko barwinku, gdyż jest przekonanie, że z barwinku 
(krzaczastego, krzewistego) zwinąłby jej się kołtun. Odwar bo- 
wiem z barwinku służy jako środek wywołania prędszego zwija- 



269 



W drodze do kościoła śpiewają drużbowie: 



Koto nr. 174. 



167. od Hizozonowa. 

2. Jeden mówi do drogiego: 
moja to będzie! 
Drugi mówi do trzeciego: 

jak Bóg rozsądzi. 
Czwarty siedzi na kamieniu, . 
trzyma dudki na ramieniu, 
panu ojcu gra. 
{Lud, Ser. II, nr. 295), 
Siodłaj konia, siodłaj chłopcze, 5. Ona siadła przy druchnickach 

pojedziem za nią, jako róży kwiat, 

będziem jej się przypatrywać, zapłakała carne ocki, 



A w sadecku jabłonecka, 
w ogródecku dwie; 

ulubiłem kochaneoke 
ludziom nie sobie. 

Ej zal mi jej będzie, 

biorą mi ją dobrzy ludzie, 
moją nie będzie. 



cy będzie panią. 

Juz koniki osiodłane, 

juz wozy powytacane, 

z bica trzaskają. 
Ona siadła przy druchnickach 

kieby lelija, 
a ón za nią na koniku 

ciągle wywija. 
Ej zal niepomału, 
kochałem cię, dziewce, z mału, 

ludziom nie sobie. 



zmienił ji sie świat. 
Ej zal niepomału, 
kochałem cię, dziewce^ z mału, 

ludziom nie sobie. 
6. Ona klęcy przed ołtarzem 

między druchnami, 
jako miesiąc najślicniejsy 

między gwiazdami. 
Ej zal nie pomału, 
kochałem cię, dziewce, z mału, 

ludziom nie sobie. 



Wchodząc do kościoła, do ślubu (który, jeśli w Niedzielę, 
to po nabożeństwie się odbywa), trzyma się Młoda za końce 
wstążki białej (lub niebieskiej, długiej na 2 łokcie), którą Młody 
ma uwiązaną u boku, a końce jej wiszą od piersi na dół. Toż 
samo i każda druchna, postępując tuż za swojim drużbą, trzyma 
się końca jego wstążki. Pan-młody wchodzi do kościoła w to- 
warzystwie dwóch drużbów (starszego i młodszego), którzy mu 
asystują po obu bokach. 

Z kościoła jadą do karczmy na przekąskę i zabawę. 

168. 



m 



^ 



m 



i 



=£ 






1. A do koła draieb— kowie do ko — ła, 

za— pra—sajcie dobrych ludzi do sto — ła. 

2. A juz-eśmy zaprosili, juz siedzą, 
a dajcież im co dobrego, to zjedzą. 



nia się włosów u kołtunowatych. 
włosów między inne ziele. 



Druchny jednak kładą go do 



270 



Po powrocie z karczmy do domu, zasiadają do objadu, na 
który znów draźba zaprasza w podobny sposób jak zapraszał na 
wesele, wymieniając różne potrawy. Przy ich podaniu nie brak 
i przymówek. Śpiewają wtedy i pieśń o grochu (na nutę nr. 157). 

W czasie oczepin śpiewają Chmielą* Po oczepinach różne 
następują igraszki. Wreszcie śpiewają: 

169. BUłogórne, 



^^. t t CTTfe^i^ f r|J rz^:cX±Xi^ 



Zakn - lu - la kaka — we — eka sa bo— rem, sa borem, 



zapłakała Młoda 



m 



WTfrf A 



% 



^^ 



^Eg 



M*—¥—^- 



sa atolem, aapła— ka— ła Młoda xa stołem. 

1. Zakukała kukaweczka — za borem, 
zapłakała Młoda — za stołem. 

2. A wylóź-ze panno-młoda — z za stoła^ 
podziękujze wsystkim ludziom — z wesela. 

3. A jak-ze mdm wsystkim ludziom — dziękować, 
nie chcieli mnie przez ten rocek — przechować. 

Lud^ Ser. VI, nr. 139. 
Skrzypek przygrywa: 

l»^^» Białogórne, Osuchów. 



m 



i 



^m 



rThr-ff^TT ^ 



^^ 



\^i !]\rf> f=\%fiwi£ ^^ ^^ 



$ 



171. 




Uciekła mi 



przepiorę— ćka w proso, a Ja za nią niebora — > cek boso. 



t=^ 



^^ 



-^- 



^ 



-** ^ 



P^^ 



^ 



m 



-v-H- 



U-cie— kła mi przepiorę — cka w zy— to, a Ja za ni§ ze strzelba na - bitą. 




^^^^^^ 



., . _ I III! I a: 



271 



Wiwat. 



172. 



od Skierniewic. 



a ru^Tn7^=Tn IM! NlTTńlTj^ ^ 




tPTa^^^ ^ 



173. 



^ 



-H^ 



Adaino'wice. 



« 



W. 



Trzebi 



:eba jćj dać lU misecc — kę, trzeba jćj dać ua lyśecz — kę, trzeba Jćj dać, 



i 



^ 



J ^ J 



V— W- 



nie źa— lo— wać, trzeba Jćj na 

1. Trzeba jej dać na miseckę, 
trzeba jej dać na łyzeckę, 
trzeba jej dać^ nie żałować, 
trzeba jej na sitko. 



sitko. 



Trzeba jej dać na fartnsek^ 
bo jej podrze bębelusek, 
trzeba jej dać, nie żałować, 
trzeba jej na wBystko. 



174. 



Kozłowice. 



^ 



^^^ 



^ 



1. Hej siadaj 



siadaj 



n 



H S - 



:i=ifc=*= 



Maryi ko— cha — nie. 



Juz konie po~ 
kn Wiskitkom 



7TO -^ 



^ 



^ 



za-przę^gane, 
wy—krę— cane. 



Ma—jrys ko — cha — nie. 



2. Jakże ja będę z wami siadała, 
kiedym się z domem nie pożegnała. 
Bądźcie zdrowe łyski, miski, 
i wy druchny towarzyski, 
co'm tu bawiała. 



Budnicy od Wiskitek. 



Parobek pewnego obywatela polubił dziewę; oboje mieli 
po 30 lat wieku i wzajemny do siebie pociąg czuli| tak dalece, 
że przez lat kilka, pomimo niejednokrotnych czułych szturhań- 
oów i innych przygód ludzkich, niezmiennymi dla siebie pozostali. 
Czuły ten romans. Bóg wie jak długo bez zawiązku pozostałby. 



272 

jeśliby obywatel czyli pan ich, troskliwy o ich szczęście, do 
skojarzenia tej pary szczerze się nie przyłożył. Ghdy już wreszcie 
stanęła ostateczna dobra wola, po trzykrotnych zapowiedziach 
państwo-młodzi udali się do kościoła, gdzie po odbyciu spowie- 
dzi nierozłącznym węzłem ślubnym połączeni zostali. Radość obojga 
z tego wypadku jawną była, gdy oboje nowożeńcy śród grona 
życzliwych osób w karczmie przy kielichu zasiedli. Po krótkim za- 
siłku orszak godowy ruszył ku domowi, od kościoła parafijal- 
nego o milę odległemu. Kmiotek mazowiecki, powracający z mia- 
sta z pieniędzmi, za sprzedane produkta wiejskie nabytómi, 
z trudnością omija witające go po drodze karczmy; a tóm 
bardziej orszak godowy znajduje dla siebie w tym domu uciechy 
przyciągający magnes. Tak i nasi weselnicy wstąpić musieli do 
jednej, drugiej i trzeciej karczmy^ aż nim domu swojego nie 
ujrzeli. Wreszcie pod wieczór na dwóch ogromnych brykach, 
przy brzmieniu rzępolisty - skrzypka i huku bębenka, godowy 
orszak wjechał na dziedziniec swego dziedzica. Memała liczba 
mężczyzn; kobiet i dzieci, ze wszech stron pieszo przybyłych, do- 
pełniła grono weselników. 

Pierwszym obrzędem było przywitanie dziedziców, którym 
cały orszak weselny, za przewodnictwem państwa-m^odych , kła- 
niali się, ściskając ich kolano. Pan-młody ubrany był w sukmanę 
długą granatową, pasem siatkowym przepasany, na głowie 
furażkę czyli czapkę z daszkiem^), na piersiach zaś z lewej stro- 
ny, to jest na sercu, miał przypięty bukiet z długiemi na łokieć 
wstążkami. Panna-młoda miała na sobie suknię białą perkalową 
z falbaną, u przodu fartuszek zielony kamlotowy, a na głowie wie- 
niec z mirtu i rozmarynu, białą wstążką przeplatany. Drużba 
także był w kaftanie z bukietem u piersi. 

Po uraczeniu się wódką na przywitanie, biesiadnicy okrążyli 
ogromny stół na dziedzińcu wystawiony, na którym suta uczta 
dla nich przygotowaną była. Trzeba podziwiać talent i wytrwa- 
łość samouczka-grajka, który tak w czasie podróży, jak i przy 



^) Badnicy uważali się za coś pośredniego między włościaninem 
(czynszowym) a mieszczaninem. Ztąd tśż i ubiory, zwyczaje i ich 
wesela mieściły w sobie inięszaninę odrobiny zwyczajów już to 
miejskich już wiejskich. 



__2Y3 

tteseie wesełnej, zresetą niemal od rana do wfećzora,* prame het 
praemry: i bez zadnio na pozór utradzenia, rzempoH ilnelodye 
weselne: i taaeeane* 

Po uczoie starsi mężczyźni, zapewne swatowie, dziękowali 
nlziedzicom w imieniu całego grona biesiadników za suty objad; 
przyczem jeden wydeklamował oracyę. Następnie paniia-młoda 
położyła na stół tacę Berwet% pokrytą, tańczyła kolejno z ka« 
źdym mężczyzną, po przetańcowamu każdy z nich kła^ na tacę 
pieniądze na czopek dla panny-młodej. 

Ponieważ wesele trwa od trzech dni do tygodnia, sto- 
sownie do zamożności, i zwykle na trzeci dzień, bywają o c z e* 
p.iny panny-młodej^ zatóm i nasi państwo-młodzi z całym 
orszakiem weselnym, podziękowawszy dziedzicom za ich łaski, 
udali się na wieś' do krewnych, wesele zwykłym sposobem 
odbywać' i). 



Wesele. 



vn. 



Biblioteka Wanzawska (Listopad, 1854). 

Opis obrzędu weselnego z okolic Gombina i Sochaczewa. 

Lud nasz zawiera małżeńskie związki, wyszedłszy zaledwie 
7 dzieciństwa. Skoro młodzian dojdzie lat ośmnastu, już mu ro« 
-dzice obmyślają żonę. Upatrzywszy więc we wsi dzióweczkę^ 
posyłają s w a c h ę , zwykle we Środę wieczór, do domu jej re- 
•dziców. Po pozdrowieniu: „Niech będzie pochwalony^, na zapy- 
tanie po co przyśli, odpowiadają: że szuka zabłąkanej jałówki, 
lub gąski. Matka zarzeka się, że jej na oczy nie widziała. Swa- 



1) Nmiejszą wzmiankę o budnikaoh wyjęliśmy z Oaz^ Co- 
dziennej (Warszawa, 1853, nr. 258), która opisując tryb życia 
tych osadników w leśnych obszarach Mazowsza (np. w puszczy 
Kampinowskiej), duje także i krótki zarys ich wesela, którego 
autor artykułu był świadkiem. 

Mazowsse. Tom I. ^g 



cha wpićra z Bwej strony, a potom zapytuje o dziewczynę. Gdy 
dziewczę^ przywołane wchodzie s wacha odzywa się wesoło: ^Otót: 
to ta sama jałówka, której szukamy; gdzieżeś się nam oto za^ 
błąkałąP^ Na te słowa zawstydzona dziewczyna boczy się i ucie- 
ka, zasłaniając oczy fartuchem. 

Po owym zwyczajnym wstępie następuje wyraźne oświad- 
czenie. Matka zdraźa się zrazu: „Szkoda dziewczyny — mówi;, 
nabiedujeó się jeszcze niemało na świecie; tyle jej dobrego, ile^ 
użyje u rodziców w chacie^. 8 wacha znowuź zachwala pana- 
młodego, wylicza jego dostatki i zalety: ,Nie pójdzieó wasza 
dziewka na puste kąty, mówi ona; chłopak dobry, urodziwy^ 
z poczciwego gniazda; nie będzie krzywdy waszemu dziecku*. 
Nareszcie zwraca się do dziewczęcia i czyni jej takież same^ 
przedstawienia. „A cdż Maryś, będziesz-że go chciała? — ^ pytia. 
nakoniec stanowczo^. „Czy ja tam wiem* — oto zwykłaś odpo-* 
wiedź dziewczyny, która wstydzi się, płacze, zasłania oczy i kryje- 
się w najciaśniejszy kątek izby, a najczęściej tuli się za pie- 
cem. Swa cha mimo oporu dzióweczki, woła na nią o kieliszek.. 
Wówczas matka przemawia do córki, wystawiając jej ciężkie 
obowiązki nowego stanu. Swacha z swej strony przekłada jej, 
że nie pójdzie przecie na żadną poniewerkę. Dziewczyna wkońcu. 
wychodzi z za pieca i podaje kieliszek. Bliższa rodzina zbiera się 
na radę. Swacha klasnąwszy w ręce na znak radości, że sprawa 
już ubita, błogosławi kieliszek, nalewa go wódką, którą wszyscy^ 
piją dokoła. Po wódce przybywa ochoty, następują narady co do» 
posagu. Rodzice dziewczęcia zastrzegają sobie jeszcze czas do- 
namysłu do dnia następnego. Pan-młody nie bywa nigdy obe- 
cnym owym przedwstępnym układom. 

Wie Czwartek wieczorem odbywają się formalne oświadczy- 
ny; przychodzi więc pan-młody w towarzystwie ojca lub matki, 
jakotóż śwaćhy i kogoś z rodziny lub kumów. Matka dziewczęcia, 
oczekuje już na gości i przyrządza na ich przyjęcie placki, sór, 
miód, gorącą wódkę ze słonicą: słowem co się znajduje w domu*. 
Jeżeli chata bardzo uboga, musi byó przynajmniej chleb z solą. 
Pan-młody dobywa flaszkę z wódką, pije do dziewczyny, która, 
po zwykłóm zdrażaniu podaje kubek, pije sama, a za nią reszta, 
rodziny. Potom następują dokładniejsze niż dnia poprzedniego- 
umo wy co dó wesela, qo do zaproszenia gości, w czasie których. 



oboje młodzi zawstydzeni i nieśmidi, cie wychodzą praWie z za 
pieca. / : j ^ vv . ^ 

W Sobotę wieczór pan-młody idzie prosić dwóch statecznych 
i moźniejszych gospodarzy w dziwosłęby. Uprosiwszy^ pi^żypro- 
wadza ich do domu rodziców panny-młodej. Rodzice ptoft-islło^ 
degó, jakoteż starsi z rodziny lub kumów przybywają także. Po 
hojnem uczęstowaniu składają wszysoy stanowczo naradę ^co* do 
wesela. Bziewosłęby (ludzie żonaci) wyprowadzają z kątów 
państwa- młody <Śh, przemawiają do nich, wskazując im nowe obo- 
wiązki ; nareszcie skłaniają ich, aby sobie nawzajem podali' cęce.' 
Obrzęd ten zowie się zręko winami. 

W niedzielę tano starszy dziewosłąb przychodzi z koszał- 
ka do Todżiców panny- młodej. Dziewczę kładzie mu w koszałkę 
kapłona lub kurę jako dar dla plebana. Po zwykłóm uczęstowa- 
niu, dziewosłąb idzie do kościoła, niosąc pieniądze na zapowie- 
dzi. Państwo-młodzi nie bywają w dniu tym w kościele, ale po- 
zostawszy w domii, czynią przygotowania na przyjęcie gości. Po 
nabożeństwie idą oboje na wieś i spraszają na objad tych wszyst- 
kich, którzy mają być zaproszeni na wesele; zbiera się czasem 
do kilkudziesięciu osób. Po sutym objedzie, złożonym zwykle 
z czarniny, gęsi, kapusty, skopowiny i kaszy, muzyka gra, mło- 
dzież tańcuje, a starsi odbywają naradę. W tym dniu stanowią 
ostatecznie, kto ma być zaproszony na drużbów i draohny, zkąd 
sprowadzić grajków: słowem jak wystąpić najprzyzwoiciej , żeby 
przecie wszyscy we wsi długo pamiętali wesele. Jeżeli rodzice 
panny -młodej należą do zamożniejszych we wi^i, wówczas podej- 
muję sami koszta weselnego obrzędu, które są znaczne, bo czę- 
stokroć do trzechset złotych dochodzą; w przeciwnym razie, ka- 
żdy z zaproszonych w dzień zapowiedzi oświadcza, w czem się 
przyczyni do składki, a nazajutrz zrana przynosi do chaty co 
przyrzekł. Do owej składki należy zboże wszelkiego rodzaju, 
wódka, piwo, kasza, mięsiwa: słowem, na co kogo stanie. Panna- 
młoda z swej strony w niedzielę wieczór zamawia sobie druchny, 
pan-młody drużbów, któirych liczba zwykle parzysta dochodzi 
do sześciu lub ośmiu. ' 

W następną Niedzielę rodzice panny -młodej jadą wraz 
z nią do bliskiego miasta, gdzie zakupują wszystko co potrzeba 
na wesele. Druchny idą także po wstążki: słóWem wszyscy pra- 

' ^ 18* 



276 

.wie. zapro9ie«i oa gody, zwłaszcza jeteH wieś zamotoa} znajdują 
8iQ w dniu tym w miasteczka. 

We Czwartek przed ślubem, panua-młoda jakkolwiek ma 
jjQi zamówione druohny, idzie przez ceremonią do domu ich ro^ 
dzioów z proćb% aby dali pozwolenie córkom; pan-młody z ewej 
•trony uprasza o drużbów gospodarzy. Otrzymawszy pozwolenie, 
wybiera z pomiędzy nich dwóch, którzy mają być starszymi 
dmAbami i prowadzi ich do weselnego domu (tak sig bowiem 
nazywa, dom rodziców panny*młodej). Po hojnóm uczęstowaniu, 
dwaj drużbowie idą sami do wszystkich domów zaproszonych już 
na wesele i powtarzają jeszcze zaprosiny. Ceremonia ta odbywa 
' się zawsze w nieodmiennej formie : są na to właściwe słowa ora- 
eyi* Starszy drużba czyfca ją niby z książeczki lub papieru, który 
t»yma w ręku« Wszedłszy do chaty, po zwykłóm pozdrowieniu: 
-Niech będzie pochwalony^ stojąc u progu mówi: 

Winszujemy dnia dzisiejszego; 
Przysłani my tu od dwojga państwa młodego. 
Nas dwóch braci zebrali, 
bym wszystkiego waspaóstwa spraasali, 
byście państwo nie wymowni byli, 
dwojga państwa-młodego 
do stanu małżeńskiego 
doprowadzili. 
Ten stan małżeński nie za nas się pooz^, 
nie za nas się skońcy; 
począł się z żebra Adamowego, 
które nie słuchało przykazania boskiego. 
I to bystre ptaszyna 
pod obłoki latało, 
różnego-rozmaitego 
ziółka szukało. 
I nas tóż pan-młody 
szukał do. swojej upodoby; 
jak znalazł do swojej upodoby 

nie udał się nigdzie, 
tylko do Stwórcy jedynego 
i do domu tutejszego. 
Łaskawe państwo, byście nie wymowni byli, 
dwojga państwa-młodego 
do stanu małżeńskiego 

doprowadzili. 
Od stanu małżeńskiego 
do domu karczemnego. 



_ ^1 

a z domu karczemnego 
do domu weselnego, 
na miłe posiedzenia, 
na mile pogadanie, 
na sadek wódeczki, 
na piwa dwie beezki, 

na t^ar piwo, 
na chleba pieczywo 
na Bzarońdoa (zająca) szpilkowanego; 
kto tego szarońdca zażyje, 
te isię dobf-ze piwka napije. 
Będzie tam grata sełamda i bas, 
kto się nie naje, nie napije, 
pójdzie do dom wczas. 
Nie masz ci to nie masz 
jak starszemu drużbie; 
do gwrnka się przymknie, 
sztuczkę sobie wymknie^ 
do komory się dotłoczy, 
piwka sobie utoczy, 

i komu innemu 

i koledze swemu; 
I my tó2 z braciszkiem 
będziem się starali, 
byśmy się dobrego 

piwka napijali. 
Panie ojcze, pani matko, 
po weselach bywacie, 
wiecie co jadacie: 

groch i jagły — 

i tak zawdy* 
Panie ojcze, pani matko, 
prosim was na tego wolcu, 
co wisi na krępolcu, 

drugi na oborze 

i ten nam dopomoże; 
trzeci rogami po ścianie szoruje^ 
bo rzeźtiika w domu czuje. 
Panie ojcze, pani matko, ^ 

prosimy was na tego wieprza karmnego^ 
miotłą potrąconego, 

igłą zakłutego. 
I na kaczorów pięciu, ' 
na skopów dziesięciu. 
Panie ojcze, pani matko, 
prosim byście darowali, 
w czómem się nie spodobali, 



__278 

ożyli w ipiewie, czyli w mowie ^ 
bom się nie uczyli w szkpl^^. 
jeno u cepów w stodole. 
Niech będzie pochwalony Jezus. ChrystuB. 

Po owej oracyi drużbowie skłoniwszy się, wychodz% za 
próg, i udają się z kolei do wszystkich chat, zkąd poprzednio 
goście sproszeni już byli. 

Niekiedy idą i na wsi okoliczne. Zaprosiwszy już całą dru- 
żynę, wracają do domu weselnego, gdzie zdają sprawę ze swych 
czynności, a uczęstowani znowu, rozchodzą się każdy do siebie. 

Przez Piątek Odbywają się w domu przygotowania. Zabijają 
wołu, wieprza, barany, gęsi, mielą kaszę; słowem, sposobią 
wszystko. Gospodarz wystawia piec w sieni, ażeby w dniu we- 
sela nie zaprzątać miejsca w izbie. Kucharka ugodzona na 
wszystkie dnie, już od piątku zajmuje się przyrządzaniem strawy. 

W Sobotę rano starszy dziewosłąb przychodzi po pannę - 
młodą; uczęstowany jak zawsze, prowadzi oboje Młodych do 
spowiedzi. Matka panny-młodej zostaje zazwyczaj w domu zajęta 
przygotowaniem. Dziewosłąb (starosta) w imieniu pana -młodego 
opłaca księdza. Po powrocie do domu, częstują się w domu wszyscy 
gorącą wódką z miodem i plackiem. Dziewosłąb wraca do siebie, 
pan -młody zaś zajmuje się eprowadzeniem muzykanta; to jedno 
wyłącznie należy do niego, wszystkiem innem zresztą zajmują 
się drużbowie. Panna-młóda idzie na wieś, pożycza zewsząd mi- 
sek, łyżek, talerzy i znosi to wszystko do domu. 

Przybywszy wieczorem z grajkami, pan-młody idzie sam po 
drużbów, a panna-młoda sprowadza druchny. Młodzież zszedłszy 
się do chaty, raczy się hojnie przekąską, poczem drużbowie idą 
znowu na wieś i spraszają całą weselną drużynę na rozpletki. 
Każdego z przybywających rodzice panny -młodej częstują we 
drzwiach kieliszkiem wódki i kawałkiem placka; a panna-młoda 
każdego z obowiązku obejmuje za nogi, na znak ukorzenia 
i przychylnego w dom przyjęcia j z wyjątkiem tylko młodych i to 
nieżonatych. Po takióm powitaniu, każdy idzie na izbę i śmiało 
się rozgaszcza w chacie. Muzyka gra, młodzież tańczy, przyśpie- 
wując i bijąc w obcasy, a starzy siadają na ławach, i przypa- 
trują się radzi powszechnej ochocie. Otij się wszyscy poscho- 
dzą^ drużbowie wystawiają stoły, pokrywają je czystćm płótnem, 



^79^ 

rozstawiają miski, łyżki i noże, kraj% chleba dostatkiem, i przy- 
noszą na stół postną strawę, która w dniu tym, jako w sobotę, 
składa się zwykle z kapusty i kaszy tatarozanej z olejem. Po 
objedzie, skoro drużbowie powynoszą znów stoły, jeden z dzie- 
wosłębów wyprowadza na izbę pannę-młodą i oddaje ją drach- 
<nom. Orajkowie sadowią się przy drzwiach, weselna drużyna ob- 
stępuje ich wkoło, a druchny oprowadzają po izbie pannę-młodą 
jakby w polonezie. Tu następują śpiewy. Drużbowie przyśpie- 
wują jedną zwrotkę, przemawiając do panny młodej w imieniu 
pana-młodego ; druchny w imieniu panny-młodej odśpiewują za 
nią. Po każdej zwrotce przygrywają grajkowie. 

Drużbowie śpiewają naprzód : 

175. 

Siwa gołębica 
przez pole leciała, 
powiedz-że moja Easiu; 
czy mnie będziesz chciała? 

Na to odpowiadają dmehny: 
Juzem ci powiedziała, 
prawą rączkę dała, 
że cię będę mój Jasieńku 
do śmierci kochała. 

Drużbowie: 
Bom ja zmókł, bom ja zmókł, 
suknia na mnie zmokła, 
stojący Easieńku 
u twojego okna* 
Połamały' mi się 
u żupana fałdy, 
dowiadujący się 
u Kasieńki prawdy. 

Druchny: 
Oj co za pan, co za pan 
przez te pole jedzie. 
Starszy-ó to dziewosłąb, 
Kasi wianek wiezie. 
A wiezie-ó go, wiezie, 
konik pod nim skacze; 
hej nasza Kasieńka 
swego wianka płacze. 



^80_ 

Druidowie: 
Nie p2fu)z Kasin, w ptftez, 
wianeozka nie taluj, 
inny ci uwiją, 
ty mi ten podaruj. 

Druchny: 

Siada Kasia z żalem 

na białym kamieniu, 

i rozpuszcza swój warkoczyk, 

po prawem ramieniu. 

^Nieszczęśliwa ja sierota 

na świecie, 
a któż mi ten warkoczyk 

rozplecie!^ 

Dru^ęcie: 
jfA chodzi-ć ta starsa drucbąa 

po sieni, 
nosi ona zloty grzebień 

w kieszeni, 
i wstążeczki cztery łokcie 

do tego, 
aby zapleść do wianeczka 

małego. 

Druchny: 
Hej już potoczę, potoczę 
swój wianeczek po stole, 
a weźcież go panie ojcze, 
a weźcież go odemnie. 

Drużbowie: 
Córko moja, córko droga, 
wianeczka ci nie biorę, 
ale ciebie precz od siebie 
już na zawsze oddalę. 

Tym sposobem prześpiewują kolejno do matki, sióstr, braci,, 
i bliższych z rodziny; po każdej zwrotce panna- młoda obejmuje 
z płaczem nogi wznftiankowanydi w pieśni osób. Nakoniea 
druchny śpiewają, zwracając się do całej weselnej drużyny: 

176. 
Oj potoczę ja potoczę 
mój wianeczek po stole, 
a weźcież go już odemnie, 
weźcie go przyjaciele. 



26^ 

Druihcwie odlpieirmją na to: 

Kade^kn moja, Kasieńka^ 
• wianka oi nie bierzaany, 
ale ciebie już na zaws&e 
Jaaiowi oddajemy. 

W czasie śpiewania^ przystępują druchny ze wstążką i grze- 
bieniem, rozplatają warkocz pannie- młodej, rozpuszczają jej włosy 
po pleeacb, przypinając do nich wstążki. Po rozplecinaeh druch- 
ny śpiewają razem: 

177. 

Oj nasza, nasza, nasza 
jeszcze do jutra, 
nastąpi- ó nam potem 
godzina smutna. 

Śpiew dotąd smutny był i żałosny; odtąd zań grajkowie 
przygrywają weselej, młodzież tańczy dokoła izby, a drużbowie 
w imieniu pana-młodego śpiewają znów ochoczo: 

178. 

A ryźały moje konie, ryźiJ:y, 
Kiedy po wianeczek Kasi leciały. — 
A nie ryżeie moje konie, nie ryżcie^ 
popasę ja was, popasę na życie. 

Panna -młoda obchodzi wszystkich i z płaczem obejmuje 
każdemu nogi. Wszyscy ją zosobna błogosławią; późno w noc 
rozchodzą się do domów. Starszy dziewosłąb z obowiązku bierze 
do siebie grajków i drużbów, daje im nocleg wygodny, a obfite 
nazajutrz śniadanie. Przy śniadaniu druchny przynoszą wianki, 
które uwiły dla drużbów: z kapłonich piór, szychu, kwiatów ro- 
bionych i "(Wstążek, i te przypinają im na kapeluszach, do piersi 
zaś na lewej stronie długie czerwone wstążki. Same druchny 
suto postrojone w wstążki, których czasem do 30 łokci spływa 
im dokoła głowy w rozmaitych kolorach; na sobie mają białe 
lub pstre spódnice i czarne albo błękitne gorsety. 

Drucłmy i drużbowie wraz z dziewostębami i grajMem idą 
następnie do weselnego domu. Paana-młoda oczekuje na nioh 
ubrana w co ma najlepszego. Unika tylko mieó na sobie eokol- 
wiekbądź czerwonej barwy, ta bowiem użyta w dzień weselny, 
zapowiada ogień. Po wódce i przekąsce drużbowie idą na wie& 



spraszać po raz ostatni drużynę. Wchodząc do chaty, kłaniaj% 
«ię, a pozdrowiwszy jak zawsze w unię Jezus, mówią: „Panie 
ojcze, pani matko, prosiemy z sobą na weselne gody^. Wszyscy 
więc zaproszeni idą razem z drużbami do domu weselnego, gdzie 
po wódce, starszy dziew;osłąb staje na środku izby w obecności 
wszystkich sproszonych i przemawia do państwa -młodych zwy« 
ozajne słowa błogosławieństwa i mówi: 

„Kochane dzieci, przyozdobiliście się, jedno koroną na gło- 
wie, drugie bukietem przy boku; ale na miłośó Boga, przed któ- 
rego majestatem za kilka chwil staniecie, żeby wykonać sobie 
przysięgę, proszę was, abyście się zastanowili, że przysięga zna- 
czy to, iż nigdy już rozłączeni być nie możecie, aż wtenczas, 
kiedy was ten sam Bóg zawoła do grobu. Odmieni wam się los, 
w jakim dotąd zostawaliście, odmieni wam się wesołość i pło- 
chość, w kłopot, umartwienie i wylanie łez, z któremi. Boże za- 
chowaj, żebyś ty córko, co. w młodości twych lat odchodzisz od 
rodziców, nie stanęła za kilka miesięcy lub tygodni pod ich 
oknem i nie wołała: Ojcze, matko! otwierajcie prędko, a zoba- 
czycie, wiele bólu i udręczenia ponoszę od swojego męża a wa- 
szego zięcia! Pamiętaj synu (to mówiąc dziewosłąb, obraca się 
do pana-młodego), pamiętaj, że nie na to zobowiązujesz się być 
małżonkiem, żebyś miał być udręczycielem, ale żebyś był ojcem, 
opiekunem i miłośnikiem tej małżonki, która za kilka chwil sta- 
nie się twoją. Ojcze i matko I zbliżcie się do swych dzieci, które 
ostatni raz w takim widzicie stanie. Pobłogosławcie im i oddaj- 
cie je opiece Bogu, przed którego majestat odchodzą. Ja z wami 
razem łączę moje błogosławieństwo i imieniem wszystkich obec- 
nych mówię te słowa: „Idźcie moje dzieci w imię Boga, w imię 
Ducha świętego, w imię Trójcy najświętszej, wezwijcie na po- 
moc najświętszej Panny Maryi, aniołów stróżów, patronów i pa- 
tronek waszych i wszystkich Świętych, aby byli teraz i na wieki 
z wami. Idźcie w imię Boskie, w imię Ojca i Syna i Ducha 
świętego. Amen**. 

Pr«y ostatnich słowach owej przemowy, dziewosłąb macza 
kropidło w święconej wodzie i pokrapia nióm państwa-młodych. 
Po błogosławieństwie, państwo młodzi kłaniają się wszystkim 
koleją; każdy zosobna ich żegna, wszyscy płaczą serdecznie roz- 
rzewnieni. 



283 



W tóm muzyka zagra wesołego marsza, i cała drużyna 
idzie społem do kościoła, skacząc i wykrzykując ochoczo. Jeżeli 
niema kościoła we wsi, wszyscy siadają lia wozy, grajkowie jadą 
w samym kdńou. Przyszedłszy lub przejechawszy przed kościół, 
idą ku ołtarzowi w jednakim zawsze porządku. Naprzód postę-^ 
pują dwie starsze druchny, prowadząc się przez białą chustkę, 
którą każda trzyma za róg oddzielny. Dalej w tenże sam spo- 
sób starszy drużba prowadzi pannę-młodą, za tómi znów idą 
druchny parami, w końcu pan-młody prowadzony przez drugiego 
drużbę, a naostatku cała weselna drużyna. 

Po śluhie, który odbywa się zawsze po skonczonóm nabo- 
żeństwie, wszystkie pary w tymże samym porządku odchodzą od 
ołtarza. Jeżeli ślub odbywa się w obcej wsi, wstępują na go- 
dzinkę do miejscowej gospody, poczóm siadają na wozy; a za- 
jechawszy do wsi, znów do karczmy wstępują. Jadąc od ślubu, 
grajkowie poprzedzają wesele. W własnej karczmie rozpoczyna 
się przedwstępna zabawa: kobiety rozchodzą się do domów i za 
chwilę wracają znowu, znosząc placki, sór, masło, pieczone pro- 
sięta, kiełbasy, gęsi, kury: słowem, co która może, i każda z oso- 
bna rozkłada co przyniosła na stole, nakrywszy go białóm płó- 
tnem, i częstuje krewnych, kumy i przyjaciół. Na pierwszónu 
miejscu za stołem zasiadają państwo-młodzi otoczeni druchnami. 
Rodziców panny-młodej niema najczęściej ani w kościele ani 
w karczmie. Wszyscy zgromadzeni z wyłączeniem państwa-mło- 
dyeh i druchen składają się na wódkę i piwo. Muzyka gra od 
ucha, drużbowie śpiewają, skaczą, biją w obcasy i wykrzykują 
wesoło. Zabawa i tańce przeciągają się do szatej godziny. 

Przychodzi wreszcie ojciec panny-młodej lub kto inny z we- 
selnego domu i prosi za sobą całą weselną drużynę. Niektórzy 
przez ceremonią rozchodzą się do domów, ale drużbowie są obo- 
wiązani wynaleźć i sprowadzić każdego. Skoro się wszyscy zgro- 
madzą w chacie, rozpoczynają się tany. Następnie drużbowie 
wnoszą nakryte stoły, rozkładają na nich łyżki i talerze. Pań- 
stwo-młodzi i druchny zajmują znowu pierwsze miejsce i rozpo- 
czyna się objad weselny, przed rozpoczęciem którego gospodarz 
zwykle błogosławi strawę, mówiąc: 

„Pożywajcie śmiele 
póki dusza w ciele; 



J84 

bo juk dosaa wyjdcie z ciiUa, / 

pożywać nie będzie oheiata^. 
W imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Amen.. 

Zabierają się wszyscy do strawy złożonej z czaminy, mię- 
siwa wszelkiego rodzaju, kilkorakiej kaszy i kapusty. Dzieei 
z całćj wsi bądź zaproszonych, b%dź niezaproszonyoh na ucztę 
kobiet, zbierają się do koła chaty i snigą się dokoła stołu, a po 
objedzie dostają wszystko co pozostaje. Nazywają je w tym dniu 
grabarzami Po uczcie sprzątają znowu stoły i roznoszą ko^ 
łącza czyli placek z wołową pieczenia: kaidy bierze go i chowa na, 
potćm. Dzielą ów kołacz na równe i spore części, żeby się 
wszystkim do domu po kawałku dostało. Po uczcie poczynają, 
sią tańce, które późno w noc trwają. 

Z Niedzieli na Poniedziałek starszy dziewosłąb bierze znowuż 
na noc drużbów i muzykanta; ale drużbowie zamiast spoczynku, 
rozchodzą się po wsi i kradną co kto może. Zabierają w każdym 
domu rozmajite rzeczy do ubrania i jedzenia, co się któremu 
wziąśó uda. Z rana wchodzą na dachy i zakładają niby tasy z po- 
kradzionych przedmiotów. Sami zaś przebierają się za żydów, 
brody przywiązują sobie z pakuł poczernionych sadzami, czapki 
wykrojone z papieru lub sklejone ze starych kożuchów kładą na 
głowy i udawaj ąc żydowską mowę^ wołają na przechodzących, 
aby kupowali od nich rozmaite rzeczy. Każdy więc rad wyku- 
puje swoje, a za zebrane pieniądze drużbowie zakupują wódkę 
i piwo, aby tym sposobem ulżyć dziewosłębowi , który w tym. 
dniu podejmuje całą weselną drużynę. Kobiety tymczasem prze- 
brane za baby, a mężczyźni i inni za dziadów, kwestują po wsi 
szperki, jaja i inne rzeczy, które zarówno znoszą do domu dzie- 
wosłęba. Ten przysposobiony oddawna, w obiadowej godzinie 
rozsyła po wsi drużbów po weselną drużynę. Zgromadzają się 
wszyscy, jedzą, piją i tańczą ; przed wieczorem zaś idą do karczmy, 
a ztamtąd po nowych zaprosinach udają się znowu do weselnego 
domu, gdzie około godziny 9-tej pożywają nową ucztę, która 
w tym dniu, jako przy oczepinach, zib wszystkich dni naj- 
wspanialszą i najobfitszą bywa. 

Przy każdej potrawie śpiewają dnia tego zastosowane pio-, 
senki. I tak przy grochu odzywają się drużbowie: 
„Nasieliśeie groszku 
przy rozłoiku; 
a w tym groszku trzoda ryje. 



^85_ 

Oj wyryła-ć złote siarao! * 

GóziBi to ziarno podsiejemy, 
do złotoika powiezioray, 

aby wykai obrączkę 
dla Kasiońki na rączkę. 

Przy klaskach śpiewają znowu: 

179. 

„Wlożylisiny drewek na ogióń, 
już na piecu garnek, kluski w niem; 
a będęż się przemykał, 
po jednemu wymykał, 
a2 je zjem — aż je zjem*. 

Przy kapuście śpiewają chórem: 

180. 

^Siedzi zając pod miedzą, 
a druchenki o nim nie wiedzą; 
siedzi o tam bieluchny, 
patrzy sobie na druohny, 
na druchny. 

Gdy podają kołacz, odzywają się w końcu: 

„Mości państwo gmurzy (bogaci ehiopi)^ 

jedzie kołacz duży, 
potrocbu go zajadajcie, 
na grabarzów pamiętajcie, 

bo mali — bo mali! 

Po objedzie powstają wszyscy z miejsc; zostają tylko za 
sto)'em druchny dokoła panuy- młodej i dziewosłęby z żonami. 
Drużbowie przynoszą na stół cztery butelki z wódką, piwem, 
wodą i burakowym kwasem. Wodę przezywają winem, burakowy 
kwas ratafią^ piwo porterem, wódka tylko pozostaje wódką. Koło 
butelek stawiają próżny talerz. 

Muzyka odzywa się na ton żałosny, a starsza daiewosłąbka 
(starościna) rozbiorą ze wstążek głowę panny-młodej. Druchny 
tymozasem śpiewaj% naprzemiany z muzyką: 

181. 

1. Oj szczerze-m ja Panu Bogu służyła, 
kiedy-m ja tę jabłoneczkę sadziła. 

2. Sadziłam ją w ogródeczku przy drodze, 
a którędy mój Jasieczek pojedzie. 



286 

3. *Pojedzie on koło okien ściankami 
koto mojej jabloneczki kochanej; 

4. I nie wyssio jabłoneezce dwie lecie, 
a już moja jabtoneczka ma kwiecie. 

5. Czerwone mi jablnszeczka rodziła, 
zielonemi listeczkami przykryła. 

Za każdą zwrotką, dopóki panna-młoda niema *czópka na 
głowie, druchny wykrzykują społem: ,,0j nasza, oj nasza !^ Przy 
odjęciu korony opiewają znowu: 

182. 

O już to precz moja Kasiu — już to precz , 
zdejm wianeczek, a na głowę włóż czópiec. 
A już to precz mój Jasieńku — już to precz, 
a przedajże parę wołów na czópiec. 

Na to drużby dodają niby żartem: 

A przedajże mój Jasieńku i kurę^ 
sprawże Easi ochędóżkę na skórę. 

Kobiety wreszcie kładą pannie -młodej czopek, ona zrzuca, 
go z głowy niby z płaczem; kładą jej następnie drugi, trzeci, aż: 
do ostatniego, który zwykle bywa najładniejszy. Panna-młoda 
zdejmuje wszystkie, ostatni dopiero zostawia na głowie. Dziewo- 
słąbki (mężatki) tymczasem wyprawiają druchny z za stołu, 
i sadowią się w ich miejscu, wykrzykując ochoczo: „Już nie wa- 
sza, ale nasza, ej hu ha!^ 

Potom zaś owe dziewosłąbki przebierają się za żydówki^ 
wiążąc chustki na głowę w właściwy żydówkom sposób, zmie- 
niają mowę niby na żydowską i częstują się naprzód wódk% 
z panną-młodą na znak, że już należy ona do grona niewiast. 
Wypiwszy kieliszek, składają pieniądze na talerz; za niemi: 
wszystkie kobiety schodzą się do stołu po koleji niby na ową. 
mniemaną ratafią i wino, i płacą za nie ile kto może. Te pie- 
niądze przeznaczone są na czopek dla panny-młódej. Po kobie- 
tach przychodzą i mężczyźni, Wszyscy bez wyjątku. Przez teor 
czas panna-młoda siedzi za słołem między starszemi niewiastami. 

Po skończonych oczepinach, przychodzi starszy drużba 
w imieniu pana-młodego, przynosi w torbie natłuczone skorupki,, 
niby ruble, i targuje pannę - młodą od mniemanych żydówek. 
Przy kupnie dziewosłąby przychodzą do żon, przebram również. 
2a żydów, i dopomagają im w sprzedaży panny-młódej. Starszy 



dziewosłąb wyprowadza ją z za stołu i wodzi po izbie niby ja* 
łoszkę. Dopóki ją dziewosłąb prowadzi, ona idzie dobrze; 8koro> 
drużba bierze ją za rękę, zaczyna kulćc. Ceremonia ta trwa do- 
syć długo, wreszcie gdy kuleć przestaje, drużba przybija kupno^ 
płaci skorupkami, bierze w taniec pannę-młodą, a nakoniec od- 
dają ją panu-młodemu, ale zcicha, nieznacznie, tak, że ona sama 
tego nie spostrzega. 

Muzyka zaczyna grać Chmielą, drużbowie biorą koleją 
w taniec pannę-młodą, za nimi druchny z głośnym okrzykiem: 
„Oj nasza, jeszcze nasza^. Starsze niewiasty kłócą się niby 
z druchnami, wołając z swej strony: ^Oj nie wasza, jenonasza!^ 
Wreszcie wszyscy, tak starzy jak młodzi, obowiązani są prze- 
tańczyć z panną- młodą parę razy dokoła izby. Po tańcu drużbo- 
wie śpiewają żałośnie w imieniu pana-młodego : 

183. 

Hej siadaj, siadaj moje kochanie, 

nic nie pomoże twoje płakanie; 

nic nie nada, nie pomoże. 

stoją konie, stoją w wozie — już zaprzągane. 

Druchny odśpiewują w imieniu panny-młodej : 

A jakże ja z wami będę siadała, 

kiedym się z matką nie pożegnała? 

Bywaj zdrowa pani matko, 

chwa^aś mnie zawsze gładko — tera2 nie będziesz ! 

Drużbowie znowu śpiewają jak poprzednio. Druchny od- 
śpiewują im: 

A jakże ja^z wami będę siadała, 

kiedymoi się z ojcem nie pożegnała? 

Bądźcie zdrowi panie ojcze, 

chowaliście dla mnie wólce — już nie będziecie! 

Gdy drużby weiąż nalegają, panna-młoda żegna niby ko- 
leją siostry i braci. Do siostry śpiewają druchny: 

Bywaj zdrowa moja siostro, 
bywałaś ty na mnie ostrą — teraz nie będziesz. 

Do brata. pr^yśjHewują: 

Bywaj mi zdrów^ panie bracie, 
pierałam ja chusty na cię — teraz nie będę. 

Zwracają sią wreszcie do przyjaciół: 



_^8^ 

BywAJoid rai sdrowi wjzysoj przyjaciele, 
bywalim a siebie wesoło i smiele — teraz nie będziemy. 

Pożegnawszy wszystkich panna - młoda, a raczej za nią 
dmcliny już żegnają wszystkie kąty, śpiewając: 

A jakże z wami będę siadała, 
kiedym się z piecem nie pożegnała. 
Bądźcie zdrowe cztery ściany, 
i ty piecu malowany — już ja odjeżdżam. 

Przy owej smutnej pieśni, przy której zwykle wszyscy pła- 
czą, grajkowie zaczynają znów graó weselej, jakby na rozwese- 
lenie panny-młodej. Po niedługim tańcu wszyscy rozchodzą się 
do domów. Na noc, któryś z bogatych kumów lub krewnyoh za- 
biera do domu grajków i drużbów, a nazajutrz prosi wazystkioh 
na objad, zwykłym sposobem rozsyłając drużbów po gości. Za- 
wsze jednak druga uczta odbywa się wieczorem, u rodziców pan- 
ny-młodej. Jeżeli wesele wielkie, trwa niekiedy i do piątku; 
jedni drugim oddają grajków i drużbów na noc, a we dnie po- 
dejmują drużynę. 

Ostatniego dnia przeprowadzają weselni pannę-młodą do 
chaty pana-młodego. Jeżeli ten mieszka w innej wsi, zaprzęgają 
wozy i wiozą ją wraz z muzyką. Matka mężowska wyprawia 
sute przyjęcie; na widok zajeżdżających wychodzi przed chatę 
z chlebem i solą^ łącząc do tego trochę cukru i octu, na znak, 
że trzeba jej przyjąć wszystko, złe i dobre pospołu. Zsadzają 
z wozu pannę-młodą i wprowadzają ją do chaty z wielkiem po- 
szanowaniem, podczas gdy muzyka przygrywa marsza. Panna* 
młoda musi chuchać w komin, co ma jej dopomódz do pręd- 
szego przyswojenia się u obcego ogniska. Następują: uczta 
i tańce, po nich wszyscy rozchodzą się do domów, i na tern 
kończy się obchód weselny. Jarosza. 



289 



Wesele. 



vni. 

184. 



od Kiernozi. 



JhrT^rhiTn^^fu^rfrm^ 



A nsifdś — y.e a usiądź — ze panuo młoda 



^ m 



a usiądź — ze na dsiecy, 



j^n^j I t_uii nmrT Tr \ 



niechże ci się, niechże ci się złoty \karkoc niechże ci Mię rospierzy. 



185. ") 



S Sa S S 1 



D 



od Kiernozi. 



^^^ g^^ ^ 



A puscę Ja swój wiane — cek po sto-le 
u— pa— dnie on pa— nu oj — cu na ło— no, 



po 



sto — le, 
ło — no. 



1. A puscę ja swój widnecek 

po stole (:) 
upadnie on panu ojcu 
na łono. 

2, Przyjmij -ze go, panie ojce 

do siebie. 



3. A puscę ja swój wianecek 
po stole, 

upadnie on starsej swatce 
na tono. 

4. Przyjmij-ze go, starsa swachno 
do siebie. 

— Nie przyjmę go, moja córko — Nie przyjmę ja ni wińnecka, 
ni ciebie. ni ciebie. 



Grajek przygrywa do rozpięcia: 



186. 



Kozłowiee, Guzów. 



tnsWJdsjm^^^Mj-^^^^^ 



ih-Jm ^^ ^W^^i^' Qtf-Un 




^) Pieśń tę powtarzają także i przed oczepinami, zdejmując Mło- 
dej wianek. 

MftTSOwsze. Tom I. 1^ 



290 



187. 



Chochołów. Tretki. 



p u ;[if.\i' \ '> fjfft^TYyr7 -jfi 



1. Pod borem so — i 



pod Di% to — po— la, 



o — zeóze 



(^ )*jJ f ,r.U »r ^ ^ 



mój ty Jasia boć ci oiewo — la. 

2. Nie tak niewola, 
jak mi cię trzeba, 
zebyśwa się dorabiali 
kawałka chleba. 



W drodze do kościoła: 



188. 



Złaków kościelny. 



4 i r f- r I ''^^ j ^ I f ' I r g^ uiTT^rT^ 



2 



o— ja— ła li — pa pny do 

1. Stojała lipa przy dole, 
przy organiśclnej stodole. 
Tam- ci Kasinka stojała, 
rosicka na nią padała. 
Bieg(ł)-ci Jasiniek na rolą, 
wziął sukmaniska, odział ją. 
Śpij-ze Easińku po woli, 
niech cię głowecka nie boli. 

Drachny : 



le, przy do — le, pr«y do — le. 

5 Kasieńka wstała skoro dzień, 
posła-ci ona po ogień. 

6. Nie po ogień-ci chodziła, 
jóno Jasionka budziła. 

7. Wstań*ze Jasiu mój, umyj się^ 
na! gorzałecki, napij się. 

8. Ja gorzałecki nie piję, 
jóno Kasieńkę za syję. 



189. 



Drużbowie : 



Złaków. 



fi',ff,lggrf/ I T7 l SPf.f. I S/ ?^ 



^^ 



Jesce'm Ja nie twoja 
Jesce^m 



jesce'm ja jest wolna. 



A jak pójdsies 
A jak wrócis 



^— N- 



^ 



s 



a tak będzies mo— ja. 



do kościoła, 
od oł — ta— rza 



Wracając z kościoła po ślubie: 

190. 



Ser. IX. str. 174, nr I 



Tretki. Chochołów. 



fM^''M^^^^'^. nim 



OJ w po — Itt o— gró— de — cek wpo— lu ma— lo— wa — ny. 

1. Oj W polu ogródecek, 2. Oj a w tym ogródecku 
w polu malowany, — cerwone goździki^ — 

da któ-Z'Ci go malował? zaprzęgaj-ze^ Jasieńku^ 

JaBieńko kochany. te karę koniki. 



291 



3. A jak-ze ich zaprzęgać, 
kiedy się motają? 
Pa ciężki zal dziewcynie , 
kiedy jej ślub dają. 



4. Da w bęben zabębnili^ 

da winokrat (Yeni creatar) za- 
da mojej kochanecce [grali 9 
da wianek odebrali. 



19.1« od Wiskitek. 

W karczmie. 

Pieśń tę śpiewają w czasie ; kiedy Młoda obnosi (na gjowie 
trzymając) chleb świeżo upieczony dla biesiadujących. 



a^ 



^m^ 



Ffg^ 



P 



itipfcfa 



-W— V- 



^^ 



h3i 



Na o— koło 
nie umiała 



i— zba w ko — ło piec. 
Młoda clileba piec. 



tyl— ko Jedne 



ka-kie — łe— cke 



i 



^ 



^ 



^m 



m 



~h 



i 



^m 



^ip^- 



V i / >< 



-y 



tylko Jc~diie nam u— piekła, a i ta jój cłiyzo z pieca u — cle — kła. 

1. Ji^aokoło izba, w koło piec 2. I stanęła sobie na moście, 
nie umiała Młoda chleba piec. i kłaniała się staroście. 



Tylko jedne kukiełeoke^ 
tylko iedne nam upiekła^ 
a ta jej chyżo z pieca 
uciekła. 



Do oczepin. 
-Cs 



192. 



A do domu, kukiełecko, 
a do domu, a do domu, 
nie kłaniaj się po gościeńcu 
nikomu. 
Lud^ Ser. VI, n. 76. 

Tretki. Cliochołów. 



lilOl VJ\jnr^r ł T^;^^;m 



%\l-^ 



. A wier — nie Ja Pa— nu Bo— gu słu— zy — ła. A wier — nie ja 

i 



^-&^ 



1 



^ 



^ 



^^U 



-vi— U*- 



Pa— nu Bogu służy — la, kiedy Ja tę Ja— bło— ne— ckę sa— dzi — ła. 

Zakończenie : 

6. Urwała ich panna-młoda — dwanaście, 
i zaniosła jegomości — staroście. 

7. A starosta bardzo im rad, — mocny pśn, 
zasadził-ci pannę-młodą — za swój stół. 

(ob. ImA, Ser. XYI, n. 269. 



193. 



^^ 



=P=^ 



s 



5^ 



od Wi8kit(k. 



^^^m 



m 



Ze — bys ty climielu na ty— oki nie laz, Oj cłimie — lu, 
nie ro— bił— byi ty z dzie^^e— cek niewiast. 

1^ 



292 



i 



;'; n^ l^/j ł ^ ^^;^ 



^^ 



ty iii«— bo — te, to na dół, to ku g6 ~ r«c, chmielu nie ~ bo — t«. 



194. 



od Wiskitek. 



1. Przede dworem wielki sad, 2. Wystawiła mu dwa sćrj, 
nie przeleci tam zńden ptak. i na półmiska gęsiny. 

Jćno jeden malusieńki Jćdz sam Jasiu, niebożę, 

do Kasieńki na obiad. bo Kasieńka nie może. 

Przyjaciel ludu z r. 1846, str. 200. 



Powolny. 



}^ .< 



195. 


f 



od Kiernozi. 



mmr^-rj^m 



^^ 



pii=^ 



^^ ^^ ^^^^^^^ 



^ 



M Imo 2(lo 



\iĄj^ii^ rn 




4il^if 



i 



Wiwat. 



196. 



cid Żychlina. 



ft a y i , J- f - 



nr t:^ 



-n-j. 



«=^: 



Ł^^E^^Ę 



^^^ 






i 



■^K/ ' :;r 



Oczepioną w komorze pannę-młodą i otuloną w płachtę 
prowadzą na izbę wraz z kilku niewiastami podobnież osłonię- 
temi (między któremi niekiedy znajdują się i wiekowe), i każą 
panu -młodemu żonę swoją odgadywać. Z wybraną tedy (choćby 
i nie odgadł), winien on iść w taniec do koła izby, nim sztrof 
zapłaci. Mimo sztrofu, i łatwości rozpoznania swej małżonki, 
udaje on czas jakiś oszukiwanego i bierze w taniec parę innych 
niewiast, bo go igraszka ta^ równie jak i drugich, niewymownie 
bawi. A wtedy usłużni drużbowie zwykli się . odzywać na wi- 



293 



watową nutę, przyśpiewywając i krytykająo niby w jego imieniu 
tańcującą z nim niewiastę: 

197. 



od Iłowa. 



^fi}^U 



faH^^-J?^ 



t=^ 



5E 



-N-^ 



A ja bft— bo— lerf—ce 
mo— J* ba— bu— leń— ka 



do pal— ca, bab— cU atara 
hop walca. 



ledwo ła— si 



i 



^ 



^E 



r J * 



dia— beł cbabci% nie po— radsi. 

1. A ja babuleńce do palca (u nóg), 
moja babuleńka: hop! walca. 
Babcia stara ledwo łazi, 
diabeł z babcią nie poradzi. 



2. 



3. 



4. 
5. 



6. 



7. 



8. 



10. 



11. 



A 

mo 

Bal 

A 

mo 

A 

mo 

A 

mo: 

A 

mo. 

A 

mo 

A 

mo 

A 

mo 

A 

mo 

A 

mo 



a babuleńce do pięty, 
a babuleńka: mój święty! 
cia stara i t. d. 
a babuleńce do kostek^ 
a babuleńka — wyrostek, 
ia babuleńce do koldn, 

babuleńka : poz waUm. 
ia babuleńce 
a babuleńka 
a babuleńce 
a babuleńka 
a babuleńce do pasa, 
a babuleńka: hopsasa! 
a babuleńce do cycy, 
a babuleńka — ^z kwicy 
ia 
a 



do uda, 
ja chuda, 
do pępka, 
jak kępka. 



babuleńce do gęby, 
babuleńka — gdzie zęby? 
biabuleńce do nosa, 
babuleńka — jak osa. 
babuleńce do oka. 



babuleńka — wysoka. 
Babcia stara ledwo łazi, 
diabeł z babcią nie poradzi. 



Wesele. 



IX. 



od Inowłodaa, Wolbona. 



Zaprosiny na Wesele, odbywają się w podobny sposób jak 
to na str. 276 przytoczono, lubo przemowa drużby bywa tii krótszą. 



294 



Drnctany śpiewają: 



198. 



RzecKyea. 



m 



^ 



!=¥^^ 



^ 



4- . L..I * tJ . ^ L^ iJ ,t irf lJ — 



^ V V 



Pod borem so— snia gona — U, 
pod n«% dziew >-«7— na sU-^da — U. 



I— ikrjr na nią pa— da — ły^. 



^'j.^Jnri^^ 



:;s=ic^rT^ 



^ 



^^ 



sokoi* na ni 



go— r««— ly 



as do dnia, aa do dnia. 



1. Pod borem sośnia gorzała, 
pod nią dziewcyna siadata. 

Iskry na nią padały, 
suknie nń ni gorzi^y 
az do dnia. 

2. Przyjechał do ni p4n stary, 
prosił o wiśnek raciany. 

Nie ddm ja ci wianecka, 
boć ja grzecna dzićwecka, 
tyś stary. 

3. Przyjechał do ni pńn średni, 
prosił o widnek , o śrebny. 

Nie ddm ja ci wiśnecka, 
ho ja grzecna dziewecka, 
tyś średni. 
7 



4. Przyjechał do ni pdn młody, 
prosił o widnek, o złoty. 

Nie dśm ja ciwidnecka, 
ho ja grzecna dziewecka^ 
tyś młody, 

5. Przyjechał do ni młodzieniec, 
ona mu nie wi6, ćo mu rzec. 

Na łóżku się kiie zmieści, 

w kolóboe się rozpieści, 

no, z nim w piec. 

6. Trzeba łucywa smolnego, 
podpalić pana młodego. 

Nie trzeba go podpalać, 
obiecał się poprawiać 
ze złego. 
A popraw- ze sie, Jasiu mój, 
kupię ja tobie w mieście dom. 
A w Warsawie kamienicę, 
a w Krakowie subienicę, 
Jasiu mój! 



Waryant. 



199. 



od Rawy, Skiemiewie. 



m 



*--^- 



is=it=it 



1^ 



Pod bo-em sośnia 



i 



^ą 




m 



sto— Ja - ła. 



^^^ pi-Udl^ 



■#-#-£- 



-+- 



5 



m 



—skry na nią pa— da-ly, 

♦ 



^ 



su— kuiena ni go — na 



aś do dnia. 



w czasie jazdy do kościoła przygrywa grajek marsza: 

200 ')• 



^ 



^^^^^Sfe 



p rr-f-r 



^J Na tę nutę śpiewają i pieśń : A przyjechali deputacy z wojny 
i t. d. (ob. Lud, Ser. IV n. 110. — Ser. XIV nr. 405); 



295 



m 



m 



^^ 






I r f y 



p^# p 



j j. r:;rcj i r r f j.7TTtj-frfA^^ 



Druibowi»} 



^ 



^ 



201. 



y-y 



,/ — / ^ 



^ 



nr^^ 1 1'i-JU-JiJ 



Oj nie wl— dBis— «e KmIu da tę wy — so— ką wieię, 
da tam wa — Ju s Jagieńldeni da do Siu — ba ' powie— 1%. 



m 



Kobiety t 



202. 



Bzeczyea. 



-H— >■ 



fjn^i i ^^ ib'nffffm 



±± 



Dsiewcy-ono mo — ja 

-1^ 



nlescy— roso two— j», 



fftf i ^ r H;/f i ?rf!r8.^ji/V'J'T^iłW^ 



nie sc^rze mię sa — 



nu— jes, 



a ja się w tobie scy — rae za— Icochał, a ty ze mnie zar— tu— jet. 

1. Dziewcyno moja, nieficyroSe twoja^ 

niescórze mme fanujes, 
a Ja się w tobie — scyr^se^akochaf; 
a ty ze mnie zartujes. ^ 

2. Konikiem trudził, samcem się lad^it, 

podarunkiem kupował, 
a bodaj -ze ten — ni scęścia nie miai, 
kto ci będzie ślubował. 



3. Wysła na pole, — stanęła sobie 

pod jaworem w chłodzie, 
i wyglądała swego kochanka, 
z której strony pojedzie. 

4. Oj jedue, jedzie, — oj jedzie, jedzie, 

oj tym bitym gościńcem, 
wiezie mi wiezie, wiezie mi wiezie, 
da pudełecko z wieńcem. 



203. 



Taibochnia. Starzyce. 



ffjfr i=rwrr fW(f \ ri\^:in 



A na o— n6j gó— rze, na Je — dwabnym snu — fie, 



dwoje drzewa, 



iPr^rrUin^ ^ 



dwo— Je drzewa ply— wa pły — wa. 



296 

1. A na onej górze — na jedwabnym snurze^ 

dwoje drzewa pływa (:). 

2. Jedno kalinowe, oj i kalinowe, 
drugie jaworowe, oj i jaworowe. 

3. A pod kalinowem, pod kalinowem, 
dziewcyna bialem syciem wysywa. 

4. A pod jaworowem, pod jaworowem, 
nadobna dziewcyna do slabu się wybiorą. 

5. Oj cy-li ci ojca zal, cj ci matki zal? 

— Ojca nie zal, ojca nie zal, matki nie zal. 

6. Komu'm rąc'kę raz dala, raz dala, 
temu będę ślubowała, oj ślubowała. 



204. 



-^ 






Rzeetyea. 

Imo 2do 



^tHrmnu^m^ ^ 



A gdsiez to t« panna mło—dat nićma J*), 

po— 8ła o— na do kow»—la b iełaa— mi. 



^^^TWW^U^r.. r. f ; I ji^^ 



1^ • ^ - ^ 

Po— ło— ay—ła m— la-ci-«ka na sto— le, posła so— bie do Jastoii— ka 



M 



^ 



53E 



do Jaaiedka 



na po— le. 



ob. Lifrf, Ser. VI, fctr. 43. nr 74. 



Do ocaepin. 



205. 



Riecayca. 



It^ 



mtho g t: ^-jrrjtr^Tzfftm 



±^ 



2. 



A Jakećmi mawiał kiedyl mnie na- 

A jak'eś mi mawiał, 

kiedyś mnie namawiał 
u matuli za drzwiami? 

Eiej cię napadała 

ta wilcza choroba, 
scękotałeś zębami. 

A jak'eś mi mawiał, 

kiedyś mnie namawiał 
u matuli przed sienią? 

kiedyś mi zdejmował 

te złote pierścienie , 
chowałeś je w kiesenią. 



-mawiał, u ma— tu— 11 za drswiami. 

3. A jakieś mi mawiał, 
kiedyś mnie namawiał, 

u matuli w komorze? 
A powiadałeś mi 
da o stadzie bydła 

da na swojśj oborze. 

4. A ja do obory, 

a tylko dwa woły 

a i to lada-jakie. 

— A doglądaj-ze ich, 
moja kochanecko, 

da nie będą ony takie. 



297 



6. 



A jakeś mi mawiiU, 
kiedyś mnie namawiał 

u matuli w oborze. 
Opowiadałeś mi 
da o Bwojćm zbożu, 

a ze je mas w komorze* 



206. 



A ja do faseoki, 
tylko dwie garsteoki, 

i to jesce z plewami. 
— A wysiój-ze ich ty, 
moja koehanecko, 

będzies miała chlćb ładny. 

Baecsyea. 



|arf^rr. i t^±^^ ^^3? ^ 



m 



Oj chmielą i^mielti pAchn%— oe Kie-rle, NI we— se—le ni cJurzeiny* 
ja — kiez bex cie— bie będzie we — se— le. 



^=?=^ 



m 



i 



^ 



5S 



-ł^ 



ft— ni za— dne zmówi— ny 
Na dzień dobry. 



chmieln nie— bo— ze. 

207. 



Luboehnia, Starzyoe. 



di^ i .ffj cf ^j[7*Tn *u!a4jJi g^ 



Pierwse ku — ry za - pia— ły, ni — ze -li by I dzień bia— ły, 



^3rr[^[piriim^^^^f'\ir^ 



otwórzze 



na — dobna dzifwcy— no, do tk] no — w6j 



ko— mo—ry. 




do t6j no — wej ko — mory. 

1. Pierwse kury zapiały^ 
niżeli był dzień biały. 

Otwórz-ze mi , nadobna dziewcyno 
do t6j nowćj komory. 

2. A choćbym otworzyła, 

kiedy nie m^m łucywa (poświecić). 
A otwórz mi, nadobna dziewcyno, 
choć tak posie dziewa. 

3. Stojał Jasio godzinę, 
stój -ze jesce i chwilę; 

póki ja tu memu panu ojcu, 
kosulecki dosyje. 

(W tenże sam sposób śpiewa się dalej, zmieniając jedynie: 

póki ja tu mojej pani matce 
cepecka dosyję). 



298 



Pomiędsj ' tońoami prędszego tempa, ulubiony jest tak 
zwany goniec, w rodeaju walca. 



208. 



Laboeliida. 






?=5= 



» 



r?c rK r , l f,Ł££ J l ^^^J|J. I ^fJ' 



l ^,*fSfrr i rMr^fH^J^łr^ftn 



PRZYPISY. 



Do stronicy 7. 



O początkach Warszawy obiegają następujące podania: 

Ł. Gołębiowski (Opisanie Warszawy ^ Warsz., 1827, str. 4) 
powiada : 

,Jest podanie gminne między ludem, którego pominąć nie 
mogę. W miejscu, gdzie teraz pomieniona stolica, były przedtem 
rozlegle puszcze, w zwierzynę obfite. Król polski imieniem Kazi- 
mierz rad w nich polował. Polując raz, zabłąkał się od swego 
dworu, a szukając schronienia, w którómby odpoczął, spostrzegł le- 
piankę. W niej zastał matkę , która świeżo bliźnięta na świat 
wydała. Ten dobry monarcha trzymał je do chrztu; jedno z nich 
nazwał on War czyli Wara, drugie Sawa. Nie szczędził swych 
łask dla biednej rodziny, i ta szczodrobliwością jego wkrótce dla 
siebie wygodniejsze mieszkanie wzniosła ^). Względy, jakich dozna- 
wali, i spływające na nich dostatki, to sprawiły, że wnet i inni koło 
nich gnieździć się zaczęli, i powsti^o miasto^ które od tych bliźniąt 
Warsawą nazwane zostało^. 

^W owych wiekach, kiedy wzrost ludności tyle był pożąda- 
nym, bliźnięta oznaczały błogosławieństwo niebios; dla matki 
ich, dla dzieci i rodziny całej, a nawet dla tego miejsca, w którem 
przemieszkiwali, cześć wielka była oddawaną; moc im szczególniej- 
szą przypisywali wszyscy i władzę niejako nadprzyrodzoną, zwła- 
szcza jeśli jedno było płci męzkiej, drugie żeńskiej (które-to mnie- 
manie dotąd w umyśle gminu wpojone głęboko), jak zdaje się, że 
było właśnie w tem podaniu. Kiedy zakładano miasto i okrążano 
pługiem jego przyszły obwód, który granicę miał stanowić, usilnie 
starano się, ażeby do pługa zaprządz było można byka i jałówkę, 
razem z jednej matki zrodzone, i żeby tym pługiem kierować 



*) Dowodem i to, że do późnych bardzo czasów był u nas obyczaj, 
iż rodzicom 12 synów, z których kraj mógł się posługi spodziewać 
królowie polscy dawali starostwa. (Ł. Ot.). 



302 

mogły bliźnięta równie, chłopiec i dziewczyna. Gdy to 
stać się mogło, poczytywano taki zakład za wróibę szczęścia, za 
godło zachowania tego miejsca od morowego powietrza. Tego sa- 
mego nawet używano środka, żeby karę niebios i srogośó zarazy 
przerwać w osiadłóm już mieście^. (Ludj Serya XY, str. 12, n. 5). 

Dalej mówi Gołębiowski: ^Słowiańskie to są wyrazy staroży- 
tne: Wara i Sawa (wara w dawniejszych językach północnych 
znaczy: patrzyć, pilnować, ztąd: warta i t. d.). Pierwszy z nich 
(wara) oznacza u flisów czyli żeglarzy i myśliwców, a nawet w po- 
wszechnóm użycia : strzeż sięl pilnuj, lub nie rusz! (Ser. 
YI, n. 818). Drugi (Sawa) miał mieć zapewne znaczenie piękności 
kobiecej i t. d.* . 

Dając dość racyonalne tłumaczenie wyrazu wara, nie pojmu- 
jemy, jak mógł Gołębiowski uwzględnić jako podanie skleconą przez 
kogoś niedorzeczną gadkę o warzeniu przez Ewę strawy dla 
zbliżających się do przystani żeglarskiej flisaków ^). 

Sobieczczaiiski natomiast inaczej sobie nazwę miasta tłumaczy. 
Powiada on : „Początek założenia Warszawy, wywód nazwiska i pier- 
wotne dzieje, nie są jeszcze dotąd krytycznie ustalone. Są jednak 
dwa prawdopodobne wywody. Z tych pierwszy, ogólno-słowiański 
jest, że wiele osad na wzgórzach (wersze) zakładanych, otrzymy- 
wały nazwiska Werszowy, a wedle statutu Duchana cara, wszyst- 
kie w tćm położeniu miasta w Serbii, zwały się Wersze. Że zaś 
w najdawniejszych dyplomatach Warszawa pisana jest : Werscho wa, 
Warsa, Warszewa, Varsevia, być zatem może, że ztąd (t. j. 
od wierzchu) właściwie pochodzi to miano. Za przypuszczeniem 
tern przemawiają liczne podobne nazwy w innych krajach słowiań- 
skich, a nawet i w samej Polsce (Wars ze wice i t. d.). 

Drugi wywód, mający za sobą także wiele popierających szcze- 
gółów, jest, że Warszawa winna swój początek i nazwisko, sławnym 
w historyi możnowładzcom czeskim Wersowcom, którzy zdawna bę- 
dąc stronnikami królów polskich, i za to prześladowani w kraju, 
przenieśli się ostatecznie za panowania Władysława Hermana na 
Mazowsze i tu stale osiadłszy, założyli miasto, które od ich nazwi- 
ska miano sWe otrzymało. Jakoż rzeczywiście, wedle archiwalnych 
dowodów, jeszcze w Xin wieku, można polska rodzina Warszów, 
później Warszewickich i Warszyckich, posiadała w samej Warsza- 
wie i w okolicy grunta i włości, które potem w skład jej weszły". 

Atoli wywodowi temu sprzeciwiają się wyraźnie dzieje Czech, 
które ani słówkiem o podobnej emigracyi Werszowców do Polski 



^) Jest bowiem i inne przez Gołębiowskiego i Wójcickiego zacytowane 
podanie, jakoby flisacy przybijający swe tratwy do przystani, wołali 
na żonę Warsza, Ewę, aby warzyła dla nich strawę: „Warz Ewo! — 
Nie wspominałbym o nićm, jako widocznie nacią^anćm, gdyby nie ta 
okoliczność, że lud (w dalszym od miasta promieniu) bardzo często 
nazywa miasto to: Warsewa, a nawet Warsęga. 



3Ó3 

nie wspominają. A przecież wszelkie tej rodziny czyny, jak iia^ 
szczegółowiej w swej Historii Czeeh opowiada Palacki. Niebyło 
zatem wcale podstawy ani potrzeby przenosić jej na Mazowsze 
i mieszać z rodziną polską Warszów. 

A. Wejnert w Staroiytnośeiiieh warszatcakich (T. lY, str. 419) 
mdwi o oryginalnym przywileju założenia Warszawy, o którym jest 
siad, ie istniał jeszcze w r. 1617 za starostwa Stan. Warszyckiego, 
wojewody Podlaskiego, lecz ten później zaginął. 

2. 

Wójcicki (Stare Gawędy. III, 118) także przytacza podanie 
o początku Warszawy (słowami Bartosza): „Kędy tu widzita całe 
nasze miasto, była dawniej wielka puszcza, pełna grubego zwierza 
(niezbyt dawno pamiętano jeszcze nazwę : Suchy las, oznaczającą 
miejsce na Długiej ulicy naprzeciw kościoła ks. Pijarów (dziś cer- 
kwi), a w niej radzi polowali nasi królowie. Jeden z nich, Kazi- 
mierz, pędząc za jeleniem dzień cały, zabłąkał się w końcu, a od- 
biwszy się od swego dworu, już trafić na drogę nie mógł; darł się 
więc przez gąszcze, zarosłe, błota, w których i konia zostawić mu- 
siał. Tak gdy się zmęczony błąka, zaskoczyła go noc ciemna: na 
szczęście ujrzał małe światełko ; było to ognisko z lichej lepianki, 
gdzie w tę właśnie godzinę żona łowcy porodziła bliźnięta. Tu zna- 
lazł przytułek i wczas miły. Owoż trzymał sam nowo-narodzone do 
chrztu świętego: chłopca z nich nazwał Wars, a dziewkę Sawa. 
Nie zapomniał i później o tej rodzinie; pomógł łowcy, a on wysta-* 
wił ten sam dworek (na starom mieście), gdzie rybak z synami 
mieszka. Odtąd i inni poczęli puszczę wycinać, wokoło się osie- 
dlać, a tak rok po roku, z tego powstała zwolna Warszawa, boć 
i Kraków nie za jeden rok zbudowano. Ten to młodzieniec (Wars) 
idzie w prostej linii od tamtego Warsa a ma pięciu braci (w roku 
1712). Ci jednak w tymże roku wymarli*'. 



Do stronicy 8. 

3. 

Herb miasta Warszawy. 

A. Wejnert w dziele swóm: Staro^tnoici War$zaic$hie (Warsz. 
1848, tom I, str. 6), mówiąc o herbie Starej -Warszawy, Syrenie 
(dziewicy z rybim ogonem zamiast nóg)^ dołącza w podobiznie da- 
wne i nowsze tego herbu wizerunki^ z pieczęci dokumentów z lat 
1459, 1614^ 1750, 1798 i 1816 skopijowane. Wizerunki te znaczne 
w kształcie i rysunku przedstawiają między sobą różnice, spowodo- 



304 

wAne głównie wyobrażeniem Gryfa, a mianowicie skrzydeł i łap 
lub szponów jego, wsoniętycłi tu i przyczepionych do łuski ry- 
biej, w dolnej herbu połowie, gdy górna daje widzieć dziewicę 
nagą z mieczem czy pałaszem wzniesionym do góry w prawej 
i tarczą w lewej ręce, z wyjątkiem jedynie pieczęci z r. 1459, 
gdzie w miejsca kobiety widzimy nagiego mężczyznę ^ t j. figurę 
przejętą jakoby z herbu książąt Mazowieckich, który-to ostatni ma 
za godło rycerza w zbrój i, lecz z mieczem spuszczonym i tarczą 
opartą o ziemię. 

Wejnert, by różnice te wyjaśnić historycznie, powiada, iż Zie- 
mowita książę młodszy Mazowsza, pojąwszy za żonę Aleksandrę 
Olgierdównę, otrzymał od Jagiełły w posagu ziemię Bełzką, mającą 
za herb Oryfa, skutkiem czego herb ten wcielił on do własnego. 
Przekonać się ztąd łatwo, dla jakiej przyczyny i druga polowa 
herbu Warszawy otrzymała Gryfa ziemi Bełzkiej, a raczej jego 
skrzydła i łapy, które przeszedłszy do herbu książąt Mazowieckich, 
dostały się następnie i do herbu Starej -Warszawy, będącej rezyden- 
cy:^ dzielnicy tychże książąt. Przypuszczenia nasze (mówi dalej 
Wejnert), poczynione względem zarodu herbu Warszawy z herbu 
książąt Mazowieckich, tćm większej nabierają tu mocy a nawet pe- 
wności, że kiedy druga połowa herbu miasta, to jest Gryf, przeszła 
doń bezpośrednio z herbu książąt Mazowieckich, to dla czegożby 
z herbu tychże książąt nie mogła przejść (a raczej być integralaćm 
jego godłem) i pierwsza (wyższa) połowa miejskiego herbu, to jest 
ów rycerz z tarczą i mieczem w dłoni (tu już podniesionym do 
góry), jak to pokazuje pieczęć z 1459 r., opisana najprzód przer. 
Eoenne'go. 

Przypuszczenia te, a nawet i pewność Wejnerta, łatwo atoli 
dadzą się obalić. Bo lubo część dolna herbu na pieczęci z r. 1459 
ukazuje w istocie łapy, skrzydła i ogon Gryfa, to osoba części gór- 
nej, dość niekształtnie narysowana, niekoniecznie daje wizerunek 
mężczyzny (jak to mieć właśnie chcą Wejnert i Eoenne). Środkowa 
przynajmniej część herbu, łuska rybia z obnażonego wychodząca 
łona, najwyraźniej wskazuje nam Syrenę. Dowód to starożytności 
i pierwotoości tego godła stolicy. Oskarżanie więc rysowników 
o kaprys, lub o zniewieściałość mieszkańców grodu, lekkomyślnie 
zmieniających w późniejszych (po roku 1459) wizerunkach postać 
męzką na kobiecą, nie wytrzymuje krytyki. Pałasz i tarczę jedynie 
moźnaby poczytać za dziedzictwo po herbie książąt Mazowieckich 
pozostałe, gdzie jednakże (lubo w ręku męzkim) są one spuszczone 
na dół, gdy tymczasem w rękach chybkiej Syreny sterczą ostro do 
góry, symbolizując poniekąd bieg czyli nurt rzeki i bezpieczeństwo 
odbywanej po niej żeglugi. 

W tomie II Staro&ytności Warszawskich (na str. 183), daje 
nam Wejnert jeszcze dwa (później wynalezione) wizerunki herbu 
Warszawy z lat 1589 i 1598, najwyraźniej Syrenę u góry, a Gryfa — 
w połączeniu wszakże z rybią łuską — u dołu, przedstawiające. 



305^ 1 

F. M. Sobieszczański słusznie też mówi przy opisie Warszawy 
(w Encyklopedyi większej wydania Orgelbranda): „Herb miasta. 
O początku, powodach i formowaniu się wyobrażeń na pieczęciach 
miejskich, pisaliśmy w artykule: Sfragistyka polska (w tejże Ency- 
klapedifi). Pomiędzy temi wszakże pieczęć Warszawy znakomicie się 
odszczególnia swojem wyobrażeniem . Syreny, która w kształcie 
swojim, ulegając różnym w odległych czasach zmianom, dała już 
powód uczonym do rozmajityeh wniosków i przypuszczeń. A jednak 
krytycznie rzecz biorąc, sprawa łatwo objaśnić się daje, wyobraże- 
nie albowiem Syreny jest mytem znanym w całym świecie pod ró- 
źneml tylko nazwiskami i postaciami, oznaczającym zwodne niebez- 
pieczeństwo, grożące ludziom pływającym po morzach i rzekach. 
Postać tego mytu w różnych krajach i wiekach wielorako zmieniała 
się, dopóki ostatecznie w nowszych już czasach nie sformułowano 
sobie tego kształtu, w jakim obecnie Syreny przedstawiają. Otóż 
położenie Warszawy nad rzeką niestałego koryta i w wielu miej- 
scach niebezpieczną dla pływaków, było powodem wyboru tego go- 
dła, które także znajdujemy na pieczęciach innych miast w Europie 
podobne mających położenie^ lub będącego herbem rodowym staro- 
żytnych familij, np. francuzkiej Łusignan, wywodzącej swój począ- 
tek od miejsca sławnego z podań o syrenach (do podobnych na- 
leży i nadreńska Lorelej i t. d.). A że dawniej Syrenę inaczej niż 
teraz wyobrażano^ ztąd i warszawska na pieczęciach rozmajicie była 
przedstawianą^. 



Roman Zflmarski (Zmorski) w dziele: Podania i baśni ludu 
w Mazowszu (Wrocław, 1852, str. 165) mówi o Syrenie: 

„Jak wiadomo, miasto Warszawa ma za godło Syrenę, czyli 
jak ją gmin czasem nazywa, morską-pannę. Pochodzenie tego, 
w kraju od morza dalekim dziwnego herbu, dotąd podobno nie wy- 
jaśnione. Wprawdzie F. M. Sobieszczański (Wiadomości historyczne 
o sztukach pięknych w dawnej Polsce) dokładnie wywodzi, że najda- 
wniejsza, z XV wieku pieczęć Warszawy wyobraża wyraźnego 
gryfa, mającego zamiast głowy pół figury mężczy- 
zny, trzymającego nad głOwą w prawej ręce prosty 
miecz, w lewej okrągłą tarczę, w polu gałązkami 
otoczonćm (pieczęć z r. 1459), — że w XVI wieku gryf prze- 
mienia się w człeka-smoka, że w XVn dopiero jawi się popiersie 
kobiece, z piersiami, u dołu smoczym ogonem w górę zakręconym 
zakończone, z skrzydłami, — że dopiero nakoniec w XVni dolną 
połowę smoczą zastępuje rybia. Ale po nim, A. Wejnert w swojich 
Starożytnościach Warszawy, miiJ: podobno, jak się z drugiej dowia- 

Mazowszo. Tom I. ^^ 



306 

duję ręki (samego dzieła dotąd nie widziawszy), podnieść i wyka- 
zać oftiateoznie pierwszeństwo Syreny** *). 

;,Nio od rzeezy będzie dodać tn szczegół, źe Syrenę ma 
w herbie także miasto Sehlensingen w Turyngii, podług podania, 
powstałe na miejscu, gdzie jakiś książę dziewicę wodną z włi^dzy 
złego czarownika wyswobodził i zaślubił^. (Der Sagensebatz 
des Tbiiring.erlandes von Ł. Bechstein)* 

„Może nie bez związku z herbem warszawskim będzie poda- 
nie, które, dzieckiem będąc, pomiędzy staro-^miejską ludnością za- 
słyszałem, źe kiedyś, gdy jeszcze Wisła szła tui pod 
zamkiem, w miejscu gdzie dziś jest ulica Du naj, byl 
strumień czy zdrój tegoż nazwiska (dunaju), a w nim' 
mieszkała Syrena^. 

„Jakobądź dawno już dosyć, gdy mi to powiadano^ jestem 
pewien, że mnie pamięć nie zawodzi, żem tu wiernie słyszaną rzecz 
powtórzył. Po roku 1840, gdym ze zamiarem szukał, azali podania 
o Syrenie nie znajdę gdzie szerszego i szczegółowszego, już tylko 
kilka starych osób powtórzyć mi je umiało, — nic jednak więcej 
nad to, co już powiedziałem '^. 

5. 
Kościół N. Panny Maryi. 

Było to dawnych, bardzo dawnych czasów, kiedy na miejscu, 
gdzie dziś stoji Warszawa, las jeszcze gęsty porastał, — nieopodal 
gdzieś, nad Wisłą, mieszkał był bogaty młynarz zwany Warsz. Przy 
pracy i oględności szczęśliwie mu się darzyło: chleba i miodu nie 
brakłO; a grosza, co gdzieś tam w ziemi leżał w miedzianym za- 
chowany kotle, mógłby mu pewnie niejeden z ówczesnych książąt 
pozazdrościć. Otóż zdawało się, że onemu młynarzowi nioby dolegać 
nie miało; on przecież często był smutny i często mówiąc do żony 
swej, powtarzał: „Bóg nam nie łaskaw^. -^ I słusznie trapić się 
mógl^ bowiem dotąd ich miłość, jak kwiat zawcześny, była bez 
owocu. Oboje tedy hojnie dawali jałmużny, a z porankiem powsta- 
jąc i kładąc się spać wieczorem, prosili gorąco Maryi Boga-rodzicy, 
aby im zesłać potomstwo raczyła. 

I stało się, źe jednego wieczora Warsz, modląc się dłużej niż 
zwykle, snem znużony zasnął był klęcząc. A gdy zasnął, przed 
olśnionemi oczyma jego ukazała się, — otoczona chórami aniołów, 
w szacie z kolorowej tęczy, z małym synaczkiem na ręku, — bło- 
gosławiona Boga-rodzica Marya. I kiedy młynarz uląkł się wielce, 
rzekła doń: „Nie trwóż się, miły człowiecze! a posłuchaj co ci po- 



*) Przeciwnie, Sobieszezański wykazał Wejnertowi, obstającemu za Gry- 
fem, pierwszeństwo Syreny, jak to powiedziano w poprzedzającym 
przypisie. (O. K.). 



3Q7 

wiem i uczyń to, chcesz-li by wysłuchane były prośby twoje. Oto, 
skoro ranek, powstawszy wstaniesz i pójdziesz, idąc ponad brze- 
giem rzeki, i będziesz szedł aż dopóty, dopóki nie zobaczysz 
śniegu, bielejącego się na ziemi. I na miejscu tóm zbudujesz ko- 
ściół ku czci imienia mego i sam koło niego zamieszkasz. A na- 
rodzą ci się liczne niemowlęta i błogosławić im będę, jak długo 
w cnocie i wierze źyó będą*. — To powiedziawszy, zniknęło wi- 
dzenie; a młynarz, cały drżący, wstał ze snu. No niebie właśnie 
poczynało świtać; przetoź upadłszy znów na ziemię, dziękował Bogu 
za objawienie, a pochwyciwszy wędrowną laskę, szedł, jako mu 
przykazano. 

Było to w sam p ośrodek iniw, w lato gorące i suche. Mły- 
narz przecież, nie tracąc ufności, szedł wciąż po nad brzegiem "Wi- 
sły, choć pod stopami jego piasek był jak żar gorący, a trawa, 
żółta od słońca , świeciła się po pagórk&ch. Aż*ci, gdy niedaleko 
jeszcze uszedł w swej drodze, o samym największym upale połu- 
dnia, ujrzy na wysokiej górze bielejący obrus świeżego śniegu. 
Złożył zatem na onym chłodnym kobiercu modły dziękczynienia go- 
rące i wrócił wesół do domu. 

Wnet zwołani rzemieślnicy jęli się budowy kościoła; a że bo- 
gaty młynarz niczego nie szczędził, rosła ona jak na drożdżach 
i w rok stanęła ona cała taką jaką jest po dzisiaj dzień. Na wie- 
czną swego rzemiosła pamiątkę, rozkazał Warsz mularzom w tylną 
ścianę wbudować ogromny kamień młyński. Kościół poświęcony 
został pod nazwaniem N. P. Maryi śnieżnej, — a tegoż samego 
dnia chrzczono w nim dwoje bliźniąt, dziatek młynarzowych. 



Do stronicy 10 — 11. 

6. 

Pan Jezus cudowny u Fary. 

(Podania i baśni z Mazowsza^ zebrał Roman Zamarski). 
Wrociaw, 1852, str. 168. 

U Fary — 
jest Pan Jezus stary. 

(Przyslotme warszawskie). 

W kościele katedralnym (dawniej kollegacie), ś. Jana, ezyłi 
w Farze staro-miejskiej, w bocznej kaplicy koło presbyterium, zwy- 
kle od rana do wieczora modlącemi się zapełnionej, znajduje się 
drewniana figura ukrzyżowanego Jezusa w przyrodzonej wielkości, 
powazeclmie za cudowną uznawana. O niej są trzy naatępująoe 
podania: 

20* 



308 



Kiedyś, podczas wojny z Tarkami, wojownik jeden, rodem 
z Warszawy, dostał się w niewolę niewiernych. Zaprowadzony do 
tureckiej stolicy, został tamże przeznaczony do służby przy sultań- 
skich koniach. Przy studni, u której konie pajat, stała niedaleko 
wbita w ziemią figura męki Chrystusowej; do niej-ż Turcy swoje 
bydlęta wiązali, bluźniąc jej, plwając i smagając biczami. Zamierało 
na ten widok serce prawowiernego Mazura ze zgrozy i umyślił 
sobie raz położyć przecie koniec pogańskiej swywoU. Jednego tedy 
wieczora, gdy go nikt nie uważał, pobiegł omackiem do studni, 
a wykopawszy krzyż z ziemi i ucałowawszy nogi Zbawiciela, rzu- 
cił gow głęboką studnię, mówiąc: „O Jezu mój I toć lepiej 
zgnić w wodzie wizerunkowi Twemu, niżeli cierpieć zniewagę i urą- 
gowisko niezbożnych nieprzyjaciół Twoich!^ 

W kilka lat później udało mu się szczęśliwie uciec z niewoli 
i do rodzinnego wrócić miasta. Tu, dnia jednego, siedząc w oknie 
swego domu, posłyszał na ulicy zgiełk niezmierny biegnącego tru- 
mnie ludu. Wychyliwszy się więc, pytał, co-by się takiego stało? — 
„Cud, cud na Wiśle pod zamkiem^ — odpowiedzieli z ulicy biegnący. 
I on zatem, wyszedłszy z mieszkania, podążał tam za drugimi. Na 
brzegu rzeki tłuszcza niezliczona narodu wszelakiego, klęcząc z od- 
krytemi głowy, modliła się głośno Bogu wobec widomego cudu: bo 
oto Wisłą, środkiem najsilniejszego prądu, krzyż z wizerunkiem 
Chrystusa płynął przeciw w owdzie, w postawie stojący jakby 
na ziemi. Biskup od ś. Jana z duchowieństwem całem, w uroczy- 
stych szatach, z zapatonemi świecami, wsiedli do promu, chcąc pły- 
nąć na przyjęcie cudownego gościa; pomimo jednak ciszy zupełnej 
w powietrzu i usiłowań najlepszych przewoźników, żadną miarą ku 
niemu zbliżyć się nie mogli. 

Ów zbiegły jeniec turecki poznał odrazu krzyż ten sam, który 
do studni był wrzucił. Stanąwszy tedy przed Biskupem, opowiedział 
mu rzecz całą. Gdy zaś, na rozkaz biskupi, siadłszy w łódź odbił 
od brzegu, cudowny wizerunek sam podpłyń^ doń i pochylił się 
w jego ramiona. Tak więc na brzeg wyniesiony, ze czcią niezmierną 
i radością mieszkańców do Fary zaprowadzon, — umieszczony jest 
w ołtarzu, w którym po dziś dzień z cudów mnogich słynie. 

II. 

Z czasem ołtarz ten okrył się licznemi dary pobożnych, a głowę 
Chrystusa przyozdobiła droga korona z brylantów, dotąd na niej 
błyszcząca. Zdarzyło się^ że raz złodziej niejaki, skuszony chci- 
wością, zakradł się wieczorem do kaplicy, a w nocy, wszedłszy na 
ołtarz, ściągnął kosztowną koronę ręką świętokradzką. Lecz gdy z nią 
ehciał znijść na ziemię, ręka cudownego posągu pochwyciła go — 
za jeden włos tylko: a przerażony złoczyńca próżno silk się uwol- 



nić, i jakby najtwardszym przykuty łańcuchem pozostał na ołtarzu 
do białego dnia* O świcie, dziadek kościelny, przyszedłszy zapalać 
świece do mszy, spostrzegł go i dał znać do księży. Zbiegło się 
zatem duchowieństwo całe i mnogość mieszczan z pobliska, a obu- 
rzeni zuchwałą zbrodnią, chcąc oddać go na ukaranie, ściągać zło- 
czyńcę zaczęli. Lecz próżne były wszystkie wysilenia; — włos 
w ręku Chrystusa pozostidy nie dał się ani zerwać, ni mieczem roz- 
ciąć, ani płomieniem przepalić. — Radzili tedy jedni: na miejscu 
zaraz go (złodzieja) ściąć; — drudzy: słomą ze smołą obwinąwszy 
spalić; — inni: kleszczami żelaznemi szarpać. 

— «A ja zaś sądzę — odezwał się z fioku chłop sędziwy, 
na targ do miasta przybyły, — woli go bożej najlepiej zostawić. 
Jeśli ukarać go zechcC; bez ludzkiej zdolen uczynić to pomocy; 
a jeśli przebaczyć woli, jakoż mu się przeciwić godzi ?^ 

— ,yPrawda twoja, ojcze!* — wykrzykli wszyscy przytomni — 
„niechaj się staniOi jako On rozsądzi*. 

I oto nagle rozwarły się palce zaciśnięte posągu, wolno 
puszczając grzesznika, dając znak narodowi o nieskończonćm miło- 
sierdziu boskićm. — Złodziej, skruszony łaską doznaną, odpokuto- 
wał zeszłe występne życie i stał się odtąd cnotliwym człowiekiem. 

ni. 

Dawniej bywało, że cudownej figurze rosły włosy na głowie, 
jakby żywej osobie, które biskup co rok zbierał i na relikwie wier- 
nym rozdzielał. Od czasu wszakże, jak ktoś skrycie, niegodną 
obciął je ręką, włosy odrastać na zawsze poprzestały. 



Do stronicy 14. 



w Podaniach i baśniach B. Zamorskiego (Wrocław, 1852, 
str. 175) czytamy: 

Zaklęta księżniczka na Dynasowskiej górze. „Pomiędzy Ka- 

źmierowskim i Ordynackim gmachem, nad Wisłą, na wysokiej, pu- 
stej górze, sterczą czarne, zrujnowane mury, przez niemieckiego 
książęcia de Nassau, za panowania Sasów, rozpoczętego, ale niedo- 
kończonego pałacu^). W obszernych pod nim, wodą zalanych pi- 
wnicach, pływać ma księżniczka, w kaczkę zaklęta^). Są chwile. 



>) Dziś aą w tćm miejscu officyny do hr. Uruskich należące. 
^ Podanie to odnoszą niektórzy do gmachu Ordynackiego (gdzie 
dziś się mieści Instytut Muzyczny). 



310 

kiedy wraoa ona do postaci ludzkiej, a wtedy, jeśti komu spotkać 
się ją zdarzy, podaje rmi waranki swego wybawienia, w nagrodę 
przynekająe oddać rękę. Do wybawienia jej nie potrzeba ani 
męstwa, ani cnoty, ani wytrwania; dość tylko w jednym dniu 
na zbytki same strwonić sto dukatów, które księiniezka za- 
licza. Jakbądź się przecież lekkióm widzi to zadanie, nikt go do- 
tychczas spełnić nie potrafił; i księżniczka weif|ż zostaje pod mocą 
ciążącego na niej zaklęcia^. 

Przytaczając to podanie Zraorski, powiada: ,,Dla zupełności 
tylko zamiescitem tu i ten skarlałej i skoślawionej wyobraźni utwór, 
jakbądź pewien jestem, że nie na miejscu powstałym, lecz jest przy- 
nośnym towarem z Niemiec, gdzie mnóstwo podobnych napotyka się 
podań. Do nas przyniosła go zapewnie wędrująca czeladź rzemieśl- 
nicza, między którą też głównie się przechowuje^. 



Do stronicy 20. 

8. 

Ćwikowa góra. 

Ł. Gołębiowski (Lud polskie str. 279) mówi: 

Gaje święte, laski z tych gajów. Gaje święte nazy- 
wano bóżnicami, ołtarze zaś koło; takiemi były w pewnym 
kształcie składane ogromne kamienie. W wielu miejscach w Polsce 
są dotąd gaje lub uroczyska noszące Bóżnic nazwanie (bug-gaje); 
widział je Staszic w lasach Parczewskich (na Podlasiu) w za- 
padłej, ponurej krajinie i dotąd o tóm ustroniu wiele jest podań 
i uprzedzeń. (Staszica dzieła in 4-to, tom 7). 

Łaska z gajów świętych za berło lub hetmańską buławę słu- 
żyła. Takie u nas były pierwiastkowe dla wodzów rycerstwa, taki 
zapewne początek berła królów i książąt. 

Garki w murach kościelnych. Jest prawdopodobne, 
że garki napełnione popiołem, znajdywane niekiedy w starych mu- 
rach kościelnych, są to popielnice czyli urny pogrzebowe, 
w ściany kościoła (może niegdy bóżnicy) jak dziś w katakumby, 
wsuwane. 



Do stronicy 28. 

9. 

Żyrardów. 

Gazeta Polska^ Warszawa, 1865 nr. 8 donosi: 
Przemysł płócienniczy w Polsce. Pod tym tytułem 
Gazeta Handlowa w numerach 3 i 6 swego pisma podaje ciekawy 



łusiorfcaiiy przegląd rozwoju płóciennictwa w Polsce, z którego 
wyjmujemy interesujące szczegóły statystyczne. 

W r. 1822, kiedy rząd Królestwa tak zachętaHii, jak i ulgami, 
zdołał śdągiiąó dość liczną ludność tkacką ze Szlązka i Morawii, 
powstało wiele warstatów tkackich w miastach i miasteczkach ca- 
łl^go kraju. I tak, statystyka wylicza ich ogółem: w gubernii War- 
szawskiej 31, w Lubelskiej 23, w Płockiej 49, w Radomskiej 8. 
Osady te tkackie kwitnęły do r. 1831, a surowe ich wyroby wy- 
wożono za granicę, mianowicie do Hollandyi, gdzie odpowiednio 
wyblichowane, wracały znowu do nas i sprzedawały się pod nazwą 
płócien hollenderskich. Jednakże do tego czasu żadnej nie 
było większej fabryki płótna. 

Dopiero później powsttJa współka, która zawarła kontrakt 
z Filipem Girard, wynalazcą machiny przędzalnianej i skutkiem tego 
układu, w powiecie Łowickim (pod stacyją dr. żel. Ruda Guzowska) 
stanął zakład Żyrardów zwany, który do dziś dnia w tej gałęzi 
przemysłu wszystkim innym przewodniczy. Zakład ten różne przeby- 
wał koleje, aż w końcu przez Bank Polski pp. Hill i Diirich na 
wypłatę ustąpiony, dotąd w ich ręku pozostaje, a przy umiejętaóm 
prowadzeniu rozwinął się do tego stopnia, iż wyroby jego na wy- 
stawie powszechnej w Londynie wielkim medalem zaszczycone zo- 
stały. W r. 1863 zakład Żyrardowski posiadał 24 machin przędzal- 
niaoych, 360 warstatów tkackich i zatrudniał 782 ludzi. Produkcyja 
tej fabryki głównie zwróconą jest na wyrób płótaa kępowego, któ- 
rego w pomienionym roku przygotowano 2,212,500 łokci; drugie 
miejsce co do ilości zajmuje weba, której wyrobiono 319,583 łokci; 
drelichu 29,500 łokci i bielizny stołowej w wyborowych gatunkach 
61,458 łokci. Wartość tych wyrobów podaną została na 3 ipilijony 
złotych polskich. W roku^ 1863/4 zakład ten spotrzebował przędzy 
lnianej 336,493 motków, to jest o 50,231 motków więcej jak w roku 
poprzedzającym ; dzienna produkcya wynosi 1040 motków, a mimo 
to nie jest wystarczającą i fabryka znaczną ilość przędzy z zagra- 
nicy sprowadzać musi. W tymże roku sprzedano płótna za złp. 
3,124,252 gr. 10. Kapitał obrotowy tego przedsiębiorstwa wynosi 
złp. 3,816,626 gr. 20, a wkładowy złp. 2,864,086 gr. 20. 

Drugim zakładem płócienniczym w kraju, odznaczającym się 
sumienną produkcyja, jest fabryka p. Karola Dąbrowicza, na osa- 
dzie Stanisławów, we wsi Dobrowola, w powiecie Maryjampol- 
skim, od roku 1839 nieprzerwanie trwająca. Produkuje ona wyroby 
tkackie ze swego materyału, ale też przyjmuje przędzę i do prze- 
robienia. W r. 1863 fabryka ta sprowadziła przędzalnię mechani- 
czną, co bardzo przyczyniło się do rozwoju i postępu zaldadur, który 
w r. 1857 liczył warstatów 40, zatrudniał ludzi 96, a wyrobił tkanin 
21,238 łokci na wartość 102,000 złp. W r. 1863 zakład posiadał 
jedne machinę przędzalnianą i 40 warstatów i wyrobił 370 łokci 
weby, 7735 łokci kopówki, 16,960 łokci bielizny stołowej i 1653 
łokci drelichu. Wartość tych wyrobów wynosiła złp. 398,446 gr. 20. 



312 

Fabryka Dobrowolska poświęca się głównie produkeyi bielimy sto- 
łowej, w cz6m też bezsprzecznie celuje. 

Podobnemu przemysłowi, to jest produkeyi bielizny stołowej, 
oddają się także fabryki: w Z duńskie j-W o li (HiIle'go), w Pa- 
bianicach (Erusche'go) i w Łodzi (Bille^go). Pierwsza zatru- 
dnia 12 ludzi na 12 warstatach, produkując bielizny stołowej 4917 
łokci, wartości 100.000 złp. Druga 18 ludzi na 12 warstatach i daje 
wyrobów 4917 łokci za złp. 97,780 złp. Nareszcie ostatnia zatru- 
dnia 15 ludzi na 10 warstatach, wyrabia 7533 łokci, wartości złp» 
355,533 gr. 10. 

Noica Reforma krak. z r. 1882 nr. 201 donosi: 
Fabryka Żyrardowska. W sprawozdaniu urzędowem 
z wystawy w Moskwie, czytamy co następuje o fabryce płócien 
w Żyrardowie: ^Na czele przemysłu tkackiego w państwie rosyj- 
skiem winna być postawiona fabryka Hille'go i Dittrich^a nieopodal 
Warszawy. Wśród publiczności fabryka ta jest więcej znana pod 
nazwą Żyrardowskiej. Fabryka była założona w r. 1822 przez rząd 
ówczesny Erólestwa Polskiego, przyczóm przędzalnie lnu były urzą- 
dzone według systemu inżyniera francuzkiego Filipa de Górard, wy- 
nalazcy przędzalni mechanicznych. Ztąd pochodzi zachowana dotych- 
czas nazwa fabryki. Do obecnych właścicieli fabryka należy od roku 
1857 i przez nich jest doprowadzoną do stanu kwitnącego. Przy 
kupowaniu przez nich fabryki, liczba robotników wynoszą 500 osób; 
obecnie jest ona przeszło 12 razy większa, a mianowicie liczy ro- 
botników 7300. Wyrób roczny dochodzi do wartości 3,500,000 rubli; 
samych wyrobów pończoszniczych (pończoch) wyrabia fabryka za 
500,000 rubli. Wyroby fabryki Żyrardowskiej odznaczają się do- 
brocią i rozmaitością towaru, jak pięknością i bogactwem rysunków^ 
które często bywają przez innych fabrykantów zapożyczane. 



Do stronicy 29. 

10. 

Miedniewice. 

Poszanowanie grobów wrodzonóm jest u wszystkich, najdzik- 
szych nawet ludów, uczuciem i prawem. Oto, co donosi Nowa Rb-- 
forma (Krak. 1884, n. 92): 

„W wiosce Lochmaddy na jednej z wysp Hebrydów w Szko- 
cyi zdarzył się w tych czasach szczególniejszy wypadek. Przed kil- 
koma tygodniami zmarła tam nagle pewna stara kobieta, jak wieść 
niosła, wskutek otrucia. Władze poleciły ciało jej odgrzebać dla 
przeprowadzenia rozbioru chemicznego; polecenie to jednak nie mo- 



/ 



318^ 

gto być spełnionem, gdyż mieszkańcy wsi, podburzeni przez trzech 
synów zmarłej, sprzeciwili się sądowej czynności, którą poczytywali 
za świętokradztwo. Musiano użyć pomocy wojska, które otoczywszy 
cmentarz, nie dopuszczało nań wzburzonych, podczas gdy urzędnicy 
sądowi w towarzystwie doktora zajęli się odkopaniem grobu i wy- 
dobyciem triimny. Zaledwie ją wszakże wydobyto na wierzch, wieko 
pękło z wielkim trzaskiem i komisarz policyi oraz doktór padli 
omdleni na ziemię, a ten ostatni nawet już więcej nie powstał. Za- 
bójcze gazy, pochodzące z rozkładu ciała, wydobywszy się nagle 
z trumny, spowodowały cały wypadek; ale lud prosty przypisuje go 
karze boskiej za nieuszanbwanie grobu. 



Do stronicy 33. 

11. 

Brzeziny. 

Ks. Szelewski w Pami^niku rel%g>moraL (Warsz, 1851, t. 20, 
str. 20) pisze: 

,)Rozpytując się najstarszych mieszkańców tutejszych o dawne 
podania, słyszałem od nich między innemi, że kiedyś -tam burmistrz 
miasta Brzezin, dobrawszy sobie dwunastu socyuszów, reprezentował 
Chrystusa między swemi apostołami, chodził po domach, naśladował 
różne sceny z historyi nowego testamentu, chleby rozmnażał, karczmę 
jakąś spalił i po spełnieniu tej zbrodni musii^ uciekać przed pogo- 
nią z uczniami i t. d. Słysząc te wieści, z początku wziąłem je za 
urojone^ ale potom przypomniawszy sobie, że w średnich wiekach 
dawano reprezentacye z życia i męki Chrystusa Pana i w innych 
krajach, zacząłem śledzić^ czy i u nas co podobnego nie było. Od- 
świeżyłem sobie w pamięci historyą biczownik ów (Flagellantium) 
czyli kapników w Polsce, i nareszcie wyczytałem w kronice Biel- 
skiego, że na początku panowania Zygmunta I-go, niejaki Jakób 
Mielśtynczyk w istocie należał do truppy tak pobożnych aktorów 
i że tradycye brzezińskich obywateli nie były płonne, że ci impo- 
storowie przedrzeźniający Chrystusa i Apostołów wylęgli się z sekty 
biczowników (obacz także Józ. Muczkowskiego artykuł w Dwutygo- 
dniku literackim j wyd. w Krakowie r, 1844, gdzie również mowa 
o biczowaniu się ostrem księcia Albrechta Radziwiłła, kanclerza 
W. Ks. Lit.). Oto co mówi Bielski: 

„Na początku panowania króla Zygmunta I, obrali się niektó- 
rzy szalbierze w Polsce, jako Piotr Zatorski z Krakowa, Jakób Miel- 
śtynczyk, wójt z Brzezin i drudzy, których było w liczbie trzyna- 
ście. Wybrali między sobą Chrystusa i dwanaście apostołów, cho- 
dzili po wsiach każąc i cuda czynili kuglarskim obyczajem: to jest 



wskrzeszali umarłe na zmowie, ryby iowili w kałużach na rożka-, 
zanie Chrystusowe, wsadziwszy je tam pierwej, takież i w piec 
chleby miotali, a za się w imię Chrystusa wybierali, z podziwieniem 
ludzi prostych, których za niemi wiele chodziło. Gdy do Śląska szlit 
wstąpili do Częstochowy w kapitulny czas, gdy tam bywa wielka 
ofiara (nie znano ich jeszcze), uczynili Judasza Obsessem (opę- 
tańcem), który nakładł sobie w zanadrze kamyków za koszulę od 
gołego ciała, a z wierzchu miał suknię dwojistą, w której była kie- 
szeń niemała skryta. Wiedli tedy drudzy onego opętanego do ołta- 
rza, aby go ofiarowali, a potem miano z niego czarta wyganiać. 
Opierał się Obsess, w rzeczy nie chciał do obrazu, a gdy go gwał* 
tern przywiedli, rzucił się na ofiarę, wydarłszy się im z ręku, 
brał na ołtarzu pieniądze, a kładł do sowitej suknie, ostatki zrzucił 
z ołtarza. Przybiegli mniszy, odpasali go, mając za to, aby w za- 
nadrzu kładł pieniądze. Wypadły tedy ony kamyczki, których byt 
za koszulę nakładł, a pieniądze zostały między sukniami, tak, że 
wyszli precz z kościoła z pieniędzmi. Chodził Obses po gospodach, 
gdzie mięso ujrzał, tedy je brał, zrywał pieczenie z rożnów, a ciskał 
na swoje apostoły, a oni jedli a żegnali się, a tak się żywili, gdyż 
swojej kuchnie nie mieli. Gdy było w Śląsku, przyszli do jednej 
ziemianki na wsi, rzekli jej: Pani szlachetna, nawiedza cię Chrystus 
z apostoły swemi, ofiaruj im co. Rzekła: nie mam męża doma, 
przeto mi się nie godzi samej nic czynić. Bzekli : masz jakie obrusy, 
albo prześcieradła ku poświęceniu? Rzekła: m^m, — a gdy ukazała, 
rzekli: to my weźmiemy z sobą, aby-ć się przędziwo rodziło. Rze- 
kła, że: nie śmiem przed mężem, — a tak oni zawinęli żagwie (rzecz 
palną) kęs z ogniem w ono prześcieradło, dali jej zasię, włożyła je 
w skrzynią. Gdy to tam tlało, zapaliła się skrzynia, a od skrzynie 
dom. ■ Mąż przyjechał, dom zgorzał. Powiedziała przyczynę : iż'em 
niewdzięcznie przyjęła Chrystusa z apostoły jego, przeto na mnie tę. 
placę przypuścił Paa Bóg. Rzekł mąż: Łotr-ci to jakiś był. Pytał 
drugich Bąsiad(ów): gdzie się obrócili? — powiedzieli: ku Polsce. 
Zebrali się wszyscy, szli po nich. Obaczył Chrystus, rzekł swojim : 
Piotrze, już się moja męka przybliża* Piotr rzekł: i moja też z tobą. 
Panie! ^ Rzekł Chrystus: nie Iża-ć mnie, jedno oknem (tylko 
oknem uciec). Rzekł Piotr: Panie, ja ciebie nie sstanę (rozstanę, 
opuszczę) pókim żyw. A gdy je chłopi obskoezyli w jednym domu, 
dotłakli im (natłukli ich) kijmi w okniech. Wrócili się tedy z guzy 
do domów, a dalej nie chcieli chodzić po tej świąći. Kl^ je biskup 
o to, ale mu powiedzieli, iż już za to pokutę odnieśli, gdy im kijem 
doprano. Przeto prosili o rozgrzeszenie, i byli rozgrzeszeni a po- 
lepszyli się. Jakoż te Franty niektóre, jam jeszcze na świecie za- 
stał i znał^. 

„Wspomina tu Bielski o dwóch głównych osobach, Zatorskim 
i Mielstyńczyku, lecz pozostaje wątpliwość, którego z nich Chrystu- 
sem obrano. Tradycya wątpliwość tę rozwiązuje, głosząc, że wójt 
brzeziński był Messyjaszem. Scena ta impostorska miała się odbyć 



315 _ 

w ŚląakfL, jak kronikarz twierdsi, i mieazkańey też brzezińscy utrzy- 
mują, że miała miejsce po za obrębem, ich miasta, a szcze^ły tra- 
dycyi zgadzają się zupełnie z tym opisem. Aby eoś podobnego nie 
działo się i w samych Brzezinach, zaprzeczyć nie można. Miasto to 
słynęło z gorliwości religijnej, czego dowodem tyle w niem kościo- 
łów i pamiątek pobożnych dotąd zachowanych. Na każdej z czterech 
stron miasta stoji przy drodze figara murowana, czyli filar kwadra* 
towy znacznej objętości z framugą (niszą) do krzyża lub obrazu, 
z okapem u 8zc;sytu, nad którym znowu krzyż mosiężny połyskuje. 
Te pomniki 6taiK>-poIskiej religijności, dziś w części nadwerężone, 
zostały zapewne wzniesione po ustąpieniu z tej okolicy powietrza 
moirowego, jtóeli czasem dawniejszych nie sięgają czasów^. 

„Do starożytności w tóm mieście należy domek drewniany 
nrem 199 oznaczony, miający na belce modrzewiowej następujący 
nagis łaciński: 

Laudahile S I I-I S. SacramenU^m A. D, 1677. 1-a 7'bri^, 
Jest to rok niezawodnie założenia tego domu. Ale mamy przy- 
kłady, że budynki modrzewowe po tysiąc lat nawet stoją*. 

(obacz Ludy Serya Vin, str. 183). 



Do stronicy 37. 

^ •.-.■. . ■ 12. • 

J. Karłowicz w Pamiętniku fizyogroficznym, Warszawa, 1882, 
tom II, przytacza nazwy: Mazury, Mazowsze, Mazowiecki. 
Wszystkie te trzy formy autor stara się wyprowadzić od zaginionej 
formy Mazowce^ jak to pokazuje apotykane wyrażenie „do Ma- 
zowsz^ (Mazowcze — Mazowsze) Dziś jeszcze istnieją osady z na- 
zwiskiem Ma^ew, Mazów i Maa^ewo (np. w Łęczyckiem). Pierwiastek 
Maz wywodzą rozmaicie, np. od Masława^ od węgierskiego wyrazu 
Mozo (pole) , z serbskiego m e z e v o (równina). Nazwę Mazur 
autor uważa za formę żartobliwą, skróconą z Maz o wiec. Na Li- 
t;wie Mazur używa się pogardliwie, jako obelga. Na Podolu każdy 
mówiący po polsku^ a nie Eusin, nazywa się Mazurem. 



Do Stronicy 89. 

13. 

Tygodnik literacki (Poznań, 1840, n. 9, str, 67) daje następu- 
jący artykuł, przez W. A. Maciejowskiego napisany. 

. Mazurowie. Kiedy ruskie ziemie i Małopolska wyludniane by- 
wały przez napady Tatarów, tymczasem za Wisłą spokojnie siedzący 



Mazarowie rozradzali się sporo i zaladniali piassozjste swoje po- 
wiaty. Łatwo więc moglj z tej strony Polski przesiedlać się gro- 
mady, jai^to do Prus, już na Buś czerwoną, już do Litwy, już na 
Białą-Ruś ; gdy przeciwnie, do Małopolski sprowadzać było potrzeba 
z zagranicy osadników, aby wyludnioną przez tatarskie napady za- 
pełnić osadnikami obcymi. Pierwsze takie przesiedlenie Mazurów 
nastąpiło do Pruss po r. 1230, gdy utworzone nad Wisłą prusko- 
cbełmińskie biskupstwo niszczący Prusacy (szczep litewski) aż do 
Mazowsza napadali i). Tak więc, gdy z porady Chrystyjana, prusko- 
chełmskiego biskupa (należącego do dzielnicy księstwa Mazowiec- 
kiego), tudzież Giintera biskupa płockiego, sprowadzeni Ejrzyżacy 
Prusaków poskramiać zaczęli ^), radziła polityka mieszać z ujarzmio- 
nym pruskim ludem nowo tu sprowadzone osady Mazurów, i sado- 
wić je w okolicy Gdańska i Królewca ^). Dotąd istnieją tamże te 
osady, i cbociaż z nich niektóre już zniemczały, przecież aż .po 
dziś-dzień noszą nazwisko Mazurów. Przez te osady snąć upowsze- 
chniły się tu obyczaje i prawa polskie, doszedłszy do Eurlandyi ^). 
W wieku XIII sprowadzali na Ruś czerwoną Mazurów książęta Ma- 
zowieccy, na Halickim osiadając tronie. Aż dotąd są więc w zie- 
miach ruskich, a szczególniej pod Karpatami osady Mazurów. Na 
Litwę i na Białą-Ruś przesiedlili się Mazurowie w XrV i następnych 
wiekach i aż dotąd mieszkają tamże. 

W politycznym swym składzie i w sposobie myślenia różnili 
się wielce Mazurowie od Wielko- i Mało-Polanów. Z potrzeby po- 
bratali się panowie polscy ze szlachtą; w Mazowszu nie było nigdy 
powodu, ażeby toż samo nastąpiło. Dla tego też mazowiecka szla- 
chta pozostała przy dawnej prostocie swojej, nie ubiegając się ani 
za pańskością, ani za wpływem na sprawy polityczne, tak dalece, 
że nawet nie widziała w tćm własnego dobra, gdy za Zygmunta I 
znowu pozwoliły jej losy w jedno państwo sklejić się z Polską. 
Z czasem dopiero przejrzała i przekonała się o tćm, że w połącze- 
niu tem raczej zyszcze niż straci, pomimo to, że panowie w inszćm 



>) Dominik Szuc (O znaczeniu Pruss dawnych, Warsz. X846, str. 36) po- 
wiada: „Yoigt utrzymuje, ie twierdza zbudowana była po przejścia 
"Wigły w Turnie (Tarnowo, Thorn) darowanem Krystynowi biskupowi 
przez Konrada ks. Mazowieckiego w r. 1222. Ten zamek pod panowa- 
niem polakiem zburzyli Prusacy przed przybyciem Krzyżaków, lecz 
w r. 1231 odbudowali Mazury dla braci szpitalnych i załogę zostawili 
pod dowództwem Hermana Balka. — Tenśe Szulc (na str. 65) ze względu 
na prowincyą, uważ^* Kopernika za Mazura. 

2) Długosz, I, 8tr. 95. 644. 

') K. F. Eichorn: Deutsche Staats- und Rechtsgeschichte. Gottingen, 1835, 
t. II, 8tr. 198. 

*) Tym tylko sposobem wytłumaczyć sobie możemy zasada prawa w sta- 
tutach mazowieckich, str. 434 podług wydania J. W. Bandtkiego jus 
polonicum i kurUndzkim § 183 objawioną, która słowiańskim a nie 
germańskim oddycha duchem. 



świetle wystawiali jej rzeczy, nie chcąc w politycznym względzie 
blisko zetknąć się z nieokrzesaną tłuszczą. 

Mazur pozbawiony środków nabycia lepszego mienia, był ubo- 
gim^ ale nie biednym; a nie zbliżywszy się nigdy do poloru za- 
chodniej Europy, dlatego, że nie przebywał na dworach panów 
swojich, wielkim prostakiem a nawet głupcem zdawał się być Pola- 
kowi. Śmiech nawet i politowanie wzbudzał u rodaków swojich pań- 
skiego stanu, gdy po śmierci Zygmunta Augusta po raz pierwszy 
pokazał się na polu publicznych obrad, w prostym swojim ubiorze, 
z kijem w ręku i kieszenią pustą, nie mając wyobrażenia nawet 
o tóm, co się około niego działo. Panowie polscy żywili to ubóstwo, 
jeść im z własnych posyłając kuchni, a mazowieccy, wstydząc się za 
swojich ziomków, radzili im, ażeby raczej powrócili do domu, ani- 
żeli daremnie zalegali pole. Ale się na nich ofuknęli Mazurowie i) 
i oświadczyli, że nie wprzód rozejdą się do domu, aż wybiorą na 
króla, bądź Gaweńskie książę, bądź Rdesta ^). Odtąd Mazurowie 
pilnie uczęszczali na sejmy, widząc, że w massie mogą tu coś zna- 
czyć, ale u siebie w domu unikali publicznych zjazdów, wiedząc 
o tćm, że na nich przemagają panowie. Dlatego tćż (jak mówi 
Miaskowski), Mazur raczej na targ, niż na sejmik uczęszczać wolał. 

Kiedy w XV i XVI wieku Wielko- i Mało-Polska protestan- 
tyzmem przesiąkły wielce, u Mazurów zachowywała się w czystości 
religija katolicka 3). To, jak mniemam, było powodem (?) Zygmun- 
towi m, że tu przeniósł stolicę państwa i osiadł w Warszawie. Na 
co chętnie zezwolili panowie, wiedząc o tćm, że najłatwiej będą 
mogli dokazywać na sejmach przez liczną drobną szlachtę, która 
jak roje mrówek mazowieckie zalegała piaski. 

Wszystkie przymioty staro- słowiańskie cechowały Mazura. Był 
on mężny w boju, ale pokój nad wojnę przekładał. Spokojność i za- 
trudnienia domowe przenosił nad wszystko i wysoce cenił pracowite 
swoje i hoże niewiasty. Gościnność i mierność lubił, do zwady był 
skory, nie tak wszakże, ażeby sam zaczepiał wroga, lecz raczej, 
ażeby mężnie odparł zrobioną na siebie napaść, nie cierpiąc tego, 
jak mawiał, ażeby mu kto w kaszę dmuchał. Pełno na to dowodów 
dostarczają ówcześni pisarze. 

Strykowski ^) wychwala męztwo brata Mazura, uzbrojonego 
szarszunem (broń sieczna)^ kijcem i pukawką (strzelbą). 
W czasie dobywania Wielko-łuków za Stefana Batorego, Wieloch 



^) Bielski, Kronika^ str. 697. 

3) Tak nazywali oni księcia Andegaweńskiego (Anjou) Henryka i arcy- 

księoia rakuskiego Ernesta, nie umiejąc nawet imion ich wymówić 

należycie. 
>) Tyczy się to Mazurów koronnych i litewskich, gdyż Mazurowie pruscy, 

idąc za przykładem szlachty i duchowieństwa swego, przyjęli 

nową wiarę i odtąd stale jej się trzymają. 
*) W Pohudee, 



31<S 

Mazur, poddany Lasockich ze wrsi Miastkowa, chociaż byl postnse- 
lony, przecież szedł oślep z ogniem w ręku i parkan fortoej palii: 
za co^król, nagradzając jego męztwo, szlachcicem go nczynit i). 
Wśród boju tęsknił Mazur do żony i dziatek, niekiedy cichaczem 
wymykał się do domu, aby co prędzej mógł oglądać swoich *). Tam 
on słodkie wśród rolnych zatrudnień spędzał chwile, pianiem swego 
gospodarza (tak nazywał on koguta) budzony do pracy, zachę- 
cany do pracy przykładem swojej niewiasty, która była tu praeo- 
witsza, niż gdzieindziej w Polsce ^). Błogo było w domkach tych 
ludzi; pełne tam były obory, pełne gumna. Chociaż małe role, czę- 
sto nie większe nad trzy zagony, Mazur posiadło, jednakże nie zby- 
wało mu nigdy, czóm^by w chędogim swoim i skromninsienko urzą- 
dzonym dworka hojnie przyjął gościa. Jeśó i pić musiał gość po- 
tężnie, jeżeli nie chciał zmartwić uprzejmego Mazowszaniną, który 
we wszystkiem skromny, w tej może mierze przesadzał. Głównym 
w domu sprzętem była wisząca na ścianie barda (płocha) do wyra- 
biania płócien przydatna; odzieniem mieszkańca tego była gruba sier- 
^^^g^j j©j ozdobą buława, którą zawsze nosił za pasem, — a krasą twa- 
rzy potężny wąs. Szczerość, cnota, bojaźń Boża i ochota do pracy 
cechowały mieszkanie i mieszkańca mazowieckiego dworka. Skor- 
szym on będąc do zwady niż do rady^ nie ruszył się nigdzie 
bez potężnego kija w ręku ^). Dzielnćm tem narzędziem nakazywał 
on dla siebie uszanowanie, niem odpierał napaść, niem uskramiał 
wroga. Zdobiły Mazurów: 5) 

Szarszan zardzewiały Zstępuj ,mu z gościńca (drogi), 

z poszew (pochwy) opadały, rzuca się do kijca, 

kijec granowity, potem z harkabuza 

harkabuz nabity. wnet poprawi guza. 
Tak idą na Roki, 
podeprą swe boki. 

Z uszanowaniem i bojaźnią ®) przepływali flisowie około dwóch 
kęp, Drwalskiej i Nieznachowskiej, na Wiśle za Wyszogrodem po- 
łożonych. Zamieszkiwali je kłótliwi Mazurowie, nazywani Niezną- 
chami, którzy ustawicznie kłócili się między sobą, a nikomu mieszać 
się do siebie nie dali. Guzy potężne czekały nieproszonego ro- 
zejmcę. Czubiąc Mazur jeden drugiego, wiedzii^ o tem dobrze, iż 
sowicie jutro odbierze, co dziś sąsiadowi udzielił hojnie. 

Wielko- i Małopolanie wiele sobie opowiadali gadek o nie- 
zgrabnych i głupich Mazurach, którzy jak szczenięta rodzili się 



1) Bielski, Kronika^ str. 774. 

*) Hiaskowski w niżej przytoczonem miejcu. 

3) Trzyprztyc^i. , . -^ « 

*) Dosłownie wyjęte z Miaskowskiego, I, str. 180 wydania r. 1628. 

*) Tak mówi pieśń stara w Kiermaszu wieśniatkim^ pieśń VII. 

«) Mówi Klonowicz we Flisie, 



319 

ślepo, o Bożym nie wiedzieli świecie, I nad głębokie swoje piaski 
riczego więcej nie znali; którzy skorymi będąc do kijca w domu, 
uciekali się do prawa (sądu), gdy im przyszło rozprawić się z nie- 
przyjacielem na polu bitwy. Wołał raz Mazur na Tatarzyna, gdy go 
ten począł kieścieniem (broń tatarska nakształt toporu) po 
grzbiecie smarować: 7,Słysz, a czemu mnie bijesz? Jeżeli ja tobie 
co winien, patrz-że ty mnie sobie prawkiem (sądem), a daj mi po- 
kój ^). Takie szczególniej gadki bolały Mazurów. Przekonani będąc 
o swojem męztwie, najprzykrzej słuchali przymówek, czynionych so- 
bie o tchórzostwo. Kiedy podochociwszy sobie na uczcie, śpiewali 
Wielko- i Małopolanie : ^) 

Mazurowie mili, Mazurowie naszy, 

gdzie-ście się popili? po jaglanej kaszy 

W Warce na gorzałce, słone wąsy mają, 

w Czersku na złom piwsku. piwem je maczają. 

Skoro się popiją, 

wnet chłopa zabiją. 

(o czem mówi i Pasek w swych Pamiętnikach) — to brat Mazur 
wcale się o to nie gniewał, bo dwa ostatnie wiersze rozbrajały 
gniew jego, z którym-by był wybuohn^ niechybnie, gdyby mu mę- 
ztwa jakośkolwiek nie przyznano. Owszem, jak gdyby go po sercu 
pogłaskał, odciął się wesołemu śmiałkowi rodzinną piosenką, w któ- 
rej po-krótce wszystkie dobre i złe wymienił zalety i wady: 

Znaj Polaku pany, A nie wiele mierzą, 

śmiałe Mazosany, śmiejąc się uderzą; 

gotowi do boju chocia w piasku brodzą, 

w zwadzie y pokoju. lec ostrożnie chodzą. 



Do stronicy 43. 

u* 

Ł. Gołębiowski (w dziele: Lud polski) mówi: 

, Szlachta drobna czyli zagonowa. Potomstwo da- 
wnej szlachty rozrodzono, zubożałe, pozbawione oświaty, dziś wie- 
śniakom niemal się równa, i dlatego wiadomość o niej tu położyć 
uważamy za właściwe. Władało przedtóm szablą, sejmikowało, a te- 



^) Gabryela Łeopolity kazanie 3. zbioru IV. 
•) Kiermarz tcieśniackiy pieśń VII. 



320 

raz ziemię tylko orze ^). Niegdyś obywatel najmoźniejszy (a nawet 
sam król) nie inaczej do nich się ozwal, jak: Panie bracie! 
bo należeli do wyborów i w nich liczbę stanowili. Powiadali więc 
z dumą: ^Szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie^. 

Szlachta drobna w różnych województwach, to ciekiem wsie 
niektóre osiadała, szlacheckiemi zwane, to łącznie z kmiotkami. 
Śzczapłe ich posiadłości maluje przysłowie : „Jak pies usiądzie na 
dziedzictwie szlachcica, to ogon za granicą trzyma '^, i drugie kre- 
ślące ich dostatek błahy: „U szlachty, co dzbanek to panek^. 

Zachowali wszakże swą dumę starożytną i zawsze pomiędzy 
sobą używają słowa Pan albo Wasan. Obcy niech się strzeże inaczej 
do nich przemówić, zaraz usłyszy: „znaj co jest szlachcic, wara 
ty-kać^. Magnat jednak nie zawaha się przemówić doń: ty albo 
was ze ć. 

Emiotki nie lubią ich. Powiadają: „mądry szlachcic^, to zna- 
czy, że oszukać umie, „Nad^ się jak szlachcic^ służy do wyśmie- 
wania ich dumy. „Wystroił się jak szlachcic do karczmy* — gdy 
kto w nowe suknie się ubierze, a przecie karczmy nie mija. „Chłop- 
ska rzecz siła jeść, ślachecka wiele pić^ — opilstwo ich wyszydza; 
„Czarny tyl jak u szlachcica^ — nieochędóstwo. 

Przesądni t zabobonni jak chłopi, leniwi do pracy, przesią- 
knęli wieśniaków zwyczajami. Obszerniejsze mają zabudowania^ 
większe okna, ganek. Pańszczyzna ich nie ucięża jak kmiotka (Go- 
łębiowski pisał to w r. 1830); idą wszakże na zarobek do żniwa, 
kosy i cepa. Czytać i pisać wielu umie, lecz nad książkę po przod- 
kach nie znają innej, a częstokroć przeczytać jej nie zdołają: pod- 
pisać się, całą ich umiejętnością. Wytrwali na wszystko, jazda 
konna i w podeszłym wieku ich nie utrudzą. Ubiorem jest: koszula, 
spodnie płócienne, chustka biała lub kolorowa na szyję, buty z du- 
żemi podkówkami, kapota lub z taśmami bekiesza, najczęściej po- 
pielata, kapelusz czarny lub czapka z siwym baranem. Na Polesiu, 
taka jest jak u chłopów siermięga, innego koloru tylko (czerwony) 
pas, niegdyś szabla, a w jej niedostatku nasiekiwana pałka. W Piń- 
szczyznie i Owruckióm takową szlachtę nazywano niegdyś okoli- 
czną: że sama szlachta zamieszkała w tej okolicy (u Rossyjan: 
odnodworcy). Dworski sługa lub kmiotek, gdy się żenił z ich 
córką, przybierał imię, herb tej rodziny i stawał się szlachcicem 2). 



1) Oczywiście nie mówimy tu o tych, którzy zawiesiwszy się u progów 
panów i możnych, przemienili się na ich posługach w officyalistów 
i dworaków ; wszakże niejeden z nich z czasem do wielkiej doszedł za- 
możności i w istocie z panem swym mógł się bratać, a nawet prze- 
wyższyć go poniekąd. Szlachcianki zaś piastowały i piastują zwykle 
po dworach zamożniejszych, godności panien respektowych, fraucymeru, 
ochmistrzyń i t. p. 

•) W Encyklopedyi mniejszej Orgelbranda (Warsz. 1874) czytamy co do 
Mazurów: ^^W obyczajach i prawodawstwie przedstawiają Mazury wiele 



321 

Dyalekt szlachty drobnej podlaskiej jest mazowiecki, poleskiej 
raski. Obrządki weselne, pogrzebowe^ takie niemal jak u lada; po- 
dań dawnych i przywilejów tego stanu jaż nie pomną (Wójcickiego: 
Bozprawa konkursowa). 

Włościanie. Kmieć polski (mówi Gołębiowski) w samem 
nazwaniu swojóm znaczy gospodarza i właściciela roli; oddawna bo- 
wiem kmiecie polscy znali własność gruntów, ich wymiar i ograni- 
czenie prao rolniczych dla pana. Za władzy Piastów sąd równy 
i tenże sam był dla pana co i dla kmiecia, przed królem swym lub 
jego powiernikami w różne części kraju rozsyłanemi. Zanim wiara 
chrześcijańska wprowadzoną została, wedle świadectwa dziejów, pol- 
ski chłopek nie znał innych danin i podatków oprócz dziesięciny, 
którą z płodów swej ziemi i wszelkiego przychówku oddawać panu- 
jącemu był obowiązany. 

Za przyjęciem religii dziesięcinę ofiarowano duchowieństwu, 
nie ustawały przecież krajowe potrzeby; trojakiego więc gatunku 



cech starożytnych lub odrębnych. Tak np. Galindowie (Mazury pruscy) 
podobnie jak Polanie u Nestora, a Ukraińcy za "Władysława IV (Beau- 
plan) dozwalali, żeby narzeczone bawiły u swych mężów aż do dnia 
ślubu (co błędnie W. A. Maciejowski uważa za obyczaj przez wdowy 
praktykowany). Za zabicie mazurskiej szlachcianki płacono karę zwaną 
rucha, wynoszącą 60 grzywien polskich, a za jej pobicie lub zranie- 
nie ruchę 15 kóp groszy. Za jej usilstwo przez szlachcica lub wło- 
dykę (miles), płacono 40 grzyw, groszy mazow. (Helcel: 8, F. Praw, 
PoLj I, 283), gdy w Polsce karano je oddaniem na łaskę krewnych 
i usilonej, oraz 70 gr. (art. Wiśl. 186). Podobna różnica była w opła- 
caniu kary za zabicie milesa przez milesa na Mazowszu (Jus Polon, 
Bandtkiego 419, — Kod. Mazow. n. 83 z r. 1363), a w Polsce 40 lub 
20 grzyw. Obok tego na Mazowszu szlachcic za zabicie szlachcica 
płacił 48, za zabicie włodyki 20 kóp groszy, a w Polsce 60 grzywien 
za szlachcica, 30 grzywien za scartabella, 15 grzyw, za milesa z wie- 
jjniaka lub sołtysa, ^'a Mazowszu opłacano policzki; za oszczerstwo 
(vituperium) była kara 6 grzywien, a w Polsce 60 grzywien. Istniało 
nadto najdłużej rękojemstwo włościan, oraz system taki prawa rycer- 
skiego, że je utrącał każdy i stawał się kmieciem, kto osiadł na ob- 
cej ziemi i na tak długo, dopóki do swej ojcowizny nie wrócił. Nadto 
jeszcze w r. 1390 ślubne związki łączyły szlachtę i kmieci. Tu też 
bardzo długo istnieje system gmin (opoli) pod nazwą osad (vicinia)y 
które ku Prussom zwano bractwami (w końcu XVI wieku bractwo 
Borowskie w Sieluń*skiem). Te to osady, lub arbitrowie starzy zwani 
starcami, rozsądzali sprawy między szlachtą a kmieciami. Rozro- 
dzenie się Mazurów i nieżyzność kraju była powodem do wielkiej ich 
emigracyi. Tym sposobem t^odlasie, Ruś Czerwona od XIII do XV 
wieku została przez Mazurów skolonizowaną. Ubóstwo było tu w pa- 
rze z ciemnotą umysłową; to też o ile pierwsze sprowadziło schłopie- 
nie stanu szlacheckiego w tak zwanych zaściankach, o tyle drugie 
od czasu elekeyi króla Henryka Walezego, przenosząc miejsce wybo- 
rów króla pośród Mazurów, uczyniło najwyższy ten przywilej narodu 
całego igraszką kilku oligarchów, korzystających z przewagi Mazurów 
licsebnej w sejmach. 

Mazowsze. Tom I, ^'' 



32? 

E koleją czasu powinności zjawiły się, to jest: 1) pieniężne opłaty, 
2) daniny wszelkiego rodzaju i 3) posługi. 



Do stronicy 49 i 59. 

15. 

List Wójcickiego do red. Tygodn. illustr. (Tygodn. ill.y 
Warsz. 1864, nr. 248) mówi w krótkości o ubiorze i pomieszkania. 

Ubiór. Barwa jasna lub ciemna ścisły ma związek z cbara- 
kterem ludu. Gdzie przemagają kolory jasne, jak: biały, czerwony, 
niebieski, zielony, lud niezawodnie raźny, ochoczy, wesoły, jak to 
mówią: i do tańca i do różańca. Gdzie barwy ciemne górują, lud 
ociężały, smutny, mniej ruchliwy i ponury. Gdzie barwa jasna, mu- 
zyka skoczna i wesoła, gdzie ciemna, tam żatośliwa i żałobna. Barwa 
jasna idzie od Pomorza, po wybrzeżach Wisły, Narwi, Pilicy, w góry 
między Podhalan i Hucułów. 

NajstarożytnieJBze ubiory przechowały się dotąd głównie u ludu, 
lubo gdzieniegdzie utrzymi^y się także po miasteczkach mniejszych^ 
już w osadach szlachty zagonowej. W Galicyi u mieszczan widzie- 
liśmy pensowe żupany, ulubiony w XV i XVI wieku kolor, który 
dał początek przysłowiu : Cnota w czerwieni chodzi, bo 
wówczas takiej barwy sama tylko używała szlachta. Niewiasty no- 
szą buty safianowe żółte lub czerwone, dawnego także pokroju. 
Szlachta zagonowa zachowała ze starożytnych ubiorów (głównie 
w Podlaskiem i Augustowskiem) opończe ezyU płaszcze bez peleryn 
z kapturkami i czapki z calemf lisiemi ogonami. 

Pomieszkanie. W budowie chat i zabudowań gospodar- 
skich i wewnętrznym ich układzie, lud przechował w wielu miej- 
scach jeszcze kształt i sposób pogański. Kominy i piece oddawna 
na jeden sposób budowane. Styl dawny zachował się w starożytnych 
kościołach i cerkiewkach, wielu dworkach szlachty uboższej i gu- 
nmach. Również w sprzętach rolniczych, jak: socha, pług, płuźyca, 
naczynia gliniane, laski i t. p., w uprzęży, czy w hołoblach poje- 
dynczego konia; czy w parze o jednym lejcu, czy w czwórce po 
krakowsku. Kosa jednak góralska niemało się różni od kosy zwy- 
czajnej; pierwsza jest szersza i dłuższa; to też Góral do każdego 
pokosu nieco przysiada, a jak tnie , to niemal półkole zakreśli od- 
razu, gdy zwyczajny kosiarz ledwie czwartą część dokoła przed sobą 
kładzie pokosu. 

Godną uwagi jest zdolność do rzeźby u naszego ludu; utwory 
nie dłutem, ale prostym nożem lub kozikiem wykonane dziwią znaw- 
ców (jak np. chłopa jednego ze wsi Korzeń, w dóbr. Łącko pod 
Płockiem i t. d.). Naj wydatniej one widne w tak zwanych figu- 
rach czyli krzyżach przydrożnych^ w wystrugiwaniu ptaków 



róźnjeh, kogutka obrzędowego i t. p. Na G o d y czyli Boże Naro- 
dzenie przebierają się pacholęta i wyrostki za żurawie^ tury lub 
niedźwiedzie; głowa żurawia bywa wystrugiwaną z drzewa, zarówno 
jak łby niedźwiedzia i tura z wielkiemi rogami, brodą i grzywą. 

Wielką rozmaitość spostrzegamy w narzędziach muzycznych, 
jak w fujarkach i ligawkach. Dudy zwyczajne nadymane ustami, 
miejscami bywają udoskonalone, bo nadymają się mieszkiem przy 
prawym biodrze umocowanym; inny nieco mają kształt u mieszkań- 
ców pól, inny u Górali, inny u Rusinów. Niemniej na uwagę za- 
sługująca rzewna lira, przechowana dotąd na Rusi i górali Hucułów. 



Do stronicy 57. 

16. 

Dary. 

Dary tego rodzaju rozsyłano i przy wielu innych okoliczno- 
ściach, gdy się nastręczyła do tego sposobność. Wejnert (Starozytn. 
Warsz. lY, str. 437) powiada, iź: Zwyczaj utrzymywał się w War- 
szawie, iż znakomitszych urzędników kraju, Magistrat miasta, przy 
objęciu urzędu, obdarzał darami pienięźnemi, drogocennemi owo- 
cami, rybami lub towarami; podarki te zwano: przywitane. 



Do stronicy 71. 

17. 

Pamiętnik ks. Eitowicza opisuje nabożeństwo w Polsce 
i zwyczaje przy niem zachowywane. 

Po dworach^ pisze tenże, modlitwy ranne, wieczorne, w ka- 
plicy z litaniami i pieśniami, pokropieniem wodą święconą przez ka- 
pelana, były odbywane. Rannych pacierzy całego dworu czasem ro- 
bota nie pozwalała, wieczorne przynajmniej zawsze były wspólne, 
tudzież niedzielne i świąteczne. Gdzie nie było kapelana, szlachcic 
sam zastępował jego miejsce, i w możniejszych domach to zacho- 
wywano. Pomnę ten obyczaj u rodziców moich równie w skromnóm 
ich pomieszkaniu. Oboje, częstokroć matka, gdy ojciec był zatru- 
dniony, przy wspólnej pracy jakiej nawet, zasiadłszy z dziatkami 
i czeladzią w około długiego stołu, śpiewali część właściwą różańca, 
koronkę, godzinki, litanije. 



21* 



324 

Dobycie szabel z pochew w czasie mszy świętej. 
Dawni Polacy wydobywali szable z pochew do polowy, gdy zaczy- 
nano ewangeliją czytać lub śpiewać, chociażby kiedy na chórze 
odśpiewano: Gloria tibi Dominef 



BłogostawieiSstwo na drogę. Zawsze z Bogiem po- 
czynający wszystko przodkowie nasi, udając się na wyprawę i przed 
każdą większą zwłaszcza podróżą brali błogosławieństwo na drogę. 
Pontyfikalne było dla królów, albo takich osób, którym tę cześć 
uczynić chciano. 

Przyjmowanie do kościoła przychodzących. Zna- 
komite osoby^ wchodzące do kościoła, przyjmowano podając im 
święconą wodę, prowadząc je do miejsca przygotowanego, na któ- 
rem klęczeć miały; tam bywał kobierzec rozesłany, poduszka i pulpit 
albo jaka balustrada, o którąby wzniesione oparli ręce. 



Posty, post wielki. Posty za wprowadzeniem wiary snąć 
niemałej doznawały trudności i duchowieństwo mocno za niemi ob- 
stawało^ kiedy mersburski Dytmar na początku księgi ósmej, tak 
surowe Chrobrego na łamiących posty wzmiankuje prawo: et qui 
post septuagesimam carnem manducasse deprehendetur^ absnissis den- 
tibus graviter puniatur; przydając tę uwagę, że więcej to będzie 
skutkować jak rozkazy kościoła. Zdaje się, że ta ustawa dla po- 
strachu była tylko^ i nie mamy śladu, czyli komu za złamanie wiel- 
kiego postu rzeczywiście wybijano zęby. Później, gdy religijność 
przemogła, nawyknienia dawne, zbyt ściśle u nas, zbyt surowo i nad 
przepisy kościoła rzymskiego nawet, zachowywano posty. Miała ich 
wiele Euś i Łacinnicy je przyjęli, obchodzono więc w całej Polsce: 
Filipówki, Petrówki i Spasówki. Naruszewicz w kilku 
miejscach Historyi polskiej jest tego zdania. Nadto był Adwent 
i Post wielki. Za Wstydliwego Bolesława przed zapustami teraźniej- 
szemi wstrzymywano się od mięsnych pokarmów i dlatego niedziela 
ta dotąd zowie się carnisprwii (Naruszewicz, t. VI, str. 309). Po- 
dobnież i adwent był dłuższym jak teraz, przed każdćm wiel- 
kiem świętem albowiem czterdzieści dni poszczono i dlatego się na- 
zywał czterdziestnicą (Słownik Lindego). Nadto suchedni, 
krzyżowe dni, wilije obchodzono,^ i przyjęte dobrowolnie do Serca 
Jezusowego, N. Panny bolesnej, Ś. Antoniego, Ś. Jana Nepomucena 
i innych świętych 5, 7, albo 9 dni postu, po jednym w każdym ty- 
godniu poprzedzającym. Suszono poniedziałki, środy, piątki, soboty, 
tak, że czasem 3 dni tylko^ a u skrupulatniejszych za postami le- 
dwie jeden dzień zostawał do mięsnych pokarmów. Lecz kraj był 
rybny, Polacy dawni wstrzemięźliwi, i nic to im nie szkodziło. Nie 
dozwalali sobie maślnych pokarmów nawet, przestając na ściśle 
postnych. Wprawdzie nie mieli oliwy,- lecz konopny, przesmażony 



825 

z cebulą, wypryskany z octem, makowy^ orzechowy, bukwiany, sło- 
necznikowy olej był dostateczny. 

Nie dochować postu, największym poczytywano grzechem, 
zwłaszcza w niższych klasach pomiędzy ludem i pomiędzy Rusinami. 
I wyżsi w dnie postne kawę nie ze śmietanką, lecz z ukropkiem, 
albo migdałowym pijali mlekiem. Do czasu saskich Augustów i Po- 
niatowskiego jeszcze powszechną była niemal ścisłość w zachowaniu 
postów. Eu końcowi rządów te^o króla, możniejsi^ wojskowi i mło- 
dzież, zaczęli się od niej wyłamywać pod pozorem słabego zdrowia; 
dziś (1830) ledwie kto pości, mówi Gołębiowski. Lecz owszem, 
po roku 1880, gorliwość religijna powiększyła się nieco, a z nią 
i posty. 

Bractwa sodalisów miały swego prefekta i kongre- 
gacyję (mówi ks. Eitowicz); exkluzyja z bractwa tak była 
straszna, jak gdyby klątew. Były dwa »topnie tego bractwa: soda- 
lisów i tyronów. Za przewinienie dowiedzione z panienką i mę- 
żatką, wyłączenie pospolicie następowało i w przydatku sto bato- 
gów. Zaklęcie ut sum sodalis marianus^ było stanowczym dowodem 
prawdy. Bractwo to upowszechniło się w szkołach, palestrze i ma- 
gistracie lubelskim (i innych). Bractwo literackie, tak się 
nazywało, że jego członkowie umieli czytać po polsku, nawet i po 
łacinie, chociaż ostatniego języka nie rozumieli; mieszczanie i sami 
tylko mężczyźni do niego należeli. B^ły jeszcze bractwa: szka- 
plerzne, serca P. Jezusa, pocieszenia N. Panny, Ś. Du- 
cha, różnych świętych i t. d. Promotor różańcowy u Dominika- 
nów, miał drugą p o r c y j ą nazwaną piktancyą. Księżna woje- 
wodzina ruska i kanclerzyna, Czartoryskie, bardzo często bywały 
z córkami na różańcach. Sądzono, że paciorki w kieszeni mniej da- 
wały odpustu jak u pasa noszone; ztąd wielu ze szlachty i chorą- 
gwie pancerne w Krzepicach i Wieruszowie tak je nosili. Dw^ie pro- 
cesyje w święto różańcowe i N. Panny odbywały się (i dotąd od- 
bywają uroczyście w październiku od Dominikanów w Krakowie): 
Chorążowie nieśli chorągwie, chorążanki niosły obrazy (lub 
asystowały im w szeregach), marszałkowie laski pozłotą i farbą 
ozdobne ; potem była wspólna uczta. Posty zachowywano ściśle we 
środy, piątki, soboty, poniedziałki, przydając do tego suche dni, 
piątki marcowe, nowenny i wilije. Tercyarze i Tercyarki chodzili 
w szarzyźnie, choć pod inną suknią; dewoci i dewotki osiadali przy 
klasztorach. 

Świece ofiarowane kościołom. Tyle funtów starano 
się ażeby ważyły, ile lat kto sobie liczył; takie świece ofiarowali 
kościołom majętniejsi lub pobożniejsi, takie J. Kr. Mość kościołowi 
w Wilnie (Kuryer polaki, r. 1732). 



326^ 

A g n u 8 e k. Baranek wyrobiony z wosku poświęconego w Bzy- 
mie (przy baranku umieszczano niekiedy matą chorągiewkę). Jarzęcy 
wosk na to dobierano; przydawano ktemu balsam i wodę kryźmową. 
Powstał ten obyczaj za Urbana Y, przeszedł do nas za Zygmunta 
in-go. W pobożności ducha, przypisywano agnuskom wielką moc 
przeciw ogniom, wodzie, piorunom. Robiono je i z kruszcu, z szcze- 
rego złota, z alabastru, i nie było przedtóm domu, którenby w tę 
świętość nie był opatrzony. 

Uderzenie dzwonu w jedne stronę 9 razy po wie- 
czornych pacierzach. Po przedzwonieniu na anioł - pański 
wieczorem, jest zwyczaj w wielu miejscach kraju naszego, miano- 
wicie po wsiach i miasteczkach , a przedtem snąć powszechny: że 
dziewięćkroć w jedną stronę dzwonu uderzają. Taki obyczaj wspo- 
mina Kuryer Warsz. (1828, n. 238) w Jazgarzewie o staję od Goł- 
kowa koło Warszawy (i Grójca); taki w Dąbrowicy (na Polesiu 
wołyńskiem) chodząc do szkół- i wielu innych miejscach później 
słyszał Ł. Gołębiowski. Każdy kościelny dziadek i każdy z ludu 
tiumaczy : że to za poległych w boju, lecz nie powić, z jakiej epoki. 
Świadomi zapewniają zgodnie, iż to od czasów Bolesława Wstydli- 
wego i klęsk pierwotnych przez Tatarów zadanych, które tyle prze- 
raziły umysły, taką boleść sprawiły. Przypominając tym smutnym 
odgłosem zgon braci, dawano razem ostrzeżenie, że tak powiem, 
ażeby i w nocy nad bezpieczeństwem własnćm czuwać, a nade- 
wszystko prosić Boga o odwrócenie tej klęski. Inni chcą mieć, że 
to na pamiątkę odniesionej pod Warną klęski, w której i król 
Władysław poległ 10 Listopada 1444 roku. (^Lud, SeryaY, str. 15, 
nr. 9. d.). 

Woźnice zakonników. U woźniców dominikańskich i ber- 
nardyńskich był zwyczaj, że gdy się zjadą na kapitułę do klasztoru, 
ksiądz jaki bywa naznaczony koniuszym ; lecz oni wybierają pomię- 
dzy sobą marszałka, instygatora i 2 patronów. Marszałek zbiera 
składkę na wotywę, której słuchają parami klęcząc z biczem w ręku. 
Obchodzi marszałek stajnie wraz z innemi urzędnikami, a jeśli znaj- 
dzie nieporządek około koni, wozów albo furmanów samych, jeśli 
który w stajni nie nocował, marszałek liczbę plag oznacza, instyga- 
tor to wypełnia, patronowie zaś trzymają, opatrzywszy wprzódy, czy 
niema jakiej podkładki. Woźnica prowincyjała lub przeora miejsco- 
wego zwykle marszałkiem bywał. 



m 

Do stronicy 92. 

18. 

Nowy rok. 

Pamiętnik naukowy (Kraków, 1837^ U, str. 45) mówi: 

,iNowy rok u wszystkich ludów europejskich z odznaczającą 
się uroczystością obchodzony bywa. Osoby przyjazne albo znajome 
iyczą sobie w tym dniu wzajemnie pomyślności, — i przeszło to 
już w niejaki obowiązek składać życzenia ustnie lub piśmiennie ka- 
żdemu z krewnych, przyjaciół, dobroczyńców i t. d. W dawnych 
latach spotykano się u Polaków życzeniem : ^b ó g cię s t y k a j! ^), 
ale w następstwie czasu krótkie to wyrażenie zastąpiły naprzód roz- 
maitej treści oracye, perory, komplimenta, a potem zimne, 
czcze bilety^ które służący roznosi, albo dla większej wystawy 
koczem lub karetą pańską rozwozi. Zwyczaj ten po wielkich mia- 
stach szczególniej w powszechne poszedł używanie; mieszkańcy zaś 
wiosek posyłają sobie wzajemnie listy, w których szczerze lub obłu- 
dnie, krótko lub długo, z życzeniami się rozpisują. Odwiedziny 
w dzień Nowego roku bywają rzadkie, a jeżeli się jedzie, to tam 
tylko, gdzie hucznej i wesołej zabawy niechybna nadzieja, bo Nowy 
rok koniecznie wesoło przepędzić trzeba'^. 

„Zdarzy się jednak dotąd spotkać zabytek starożytnego zwy- 
czaju życzeń. Jeszcze niekiedy po miastach większych, roznosiciel 
afiszów lub listów, a po miasteczkach i wioskach kościelny sługa 
lub organista, idzie z ustną lub wypisaną oracyą tam, gdzie się 
datku, a przynajomiej poczęstnego spodziewa. Zbierają się też cza- 
sem powoźnicy (dorożkarze) i trzaskaniem z batów słowne zastępują 
życzenia. Mnóstwo podobnych zwyczajów ma każda okolica, a do- 
wcipniejsi mnożą je i zmieniają według potrzeby i upodobania^. 

„Wiele osób przestrzega ściśle , żeby w dzień Nowego roku 
w zupełnie nową ustroić się odzież, a jeśli jakiemś zdarzeniem coś 
starego się zapłacze i niepostrzeżenie za ubiór posłuży, smutnej to 
bardzo przepowiedni znakiem. Zabobon ten, prawie wszystkim lu- 
dom Europy wspólny, sam w sobie przedwiecznej starożytności 
ukryte ma źródło*^. 

„Podobnie pospolitym jest zwyczaj nie wydawania w dniu 
tym ognia do domu obcego. Mieszkaniec Szkocyi nie dozwoli na- 
wet wynieść ani drzewa, ani węgla na opał, w obawie, ażeby z cza- 
sem do czarów przeciw niemu użyte nie były. Ślady tego przesądu 
widoczne są u Rzymian i Greków^. 

„Myśliwi na łowach, gracze w kartach szukają w dniu Nowego 
roku szczęśliwej wróżby. Rozkochani z przyjaznych, czutych, albo 



^) Gołębiowski, nie przytaczając powodów domniemania swego, powiada, że 
dawni Polacy, wyrażeniem „bóg cię stykaj!^ polecali się błogosła- 
wieństwu Wszechmocnego. 



328 

obojętnych słówek wnoszą o skutku swoich zamiarów. Tu zapewnie 
ma początek owa żartobliwa kradzież, dozwalająca w przeddzień 
Nowego roku pochwycenia tajemnie cudzej własności, a kto ją nie- 
postrzeżoną do Trzech-króli u siebie przechowa, sądzi, że mu 
wszystko w nowo zaczętym roku pójdzie dobrze. Żart ten wszakże 
pomiędzy ziemi ludźmi często na prostą przemienia się kradzież ''. 

^Ale nie tylko zwyczaj życzenia pomyślności odznacza dzień 
Nowego roku. W Anglii, a szczególniej w okolicach Szkocyi połu- 
dniowej, skoro zegar wybije północ 31 Grudnia, czyli zapowie skon 
starego a narodziny nowego roku, najstarszy wiekiem mieszkaniec 
wioski, wybiera się skrzętnie z domu, a otoczony gronem mężczyzn 
i kobiet, śpieszy nad brzeg wody i czerpie kubkiem najpierwsze 
jej warstwy. Tak zebrana woda śmietanką studni się zowie; 
całe towarzystwo rozpoczyna śpiew wesoły: 

The flower of the well to our house gaes 
an' d'll the bouniest lad get 
(Kwiat studni idzie do nas, a najpiękniejszy z okolicy 
młodzian moim mężem będzie). 

Jak bowiem zebrane pierwsze warstwy wody śmietanką 
studni, tak znowu pierwszy jej kubek kwiatem studni zowią. 
Młode dziewczęta ubiegają się o jego otrzymanie, a której się do- 
stanie, nie wątpi uradowana, że najpiękniejszego z całej okolicy za- 
ślubi w tym roku młodzieńca. Zwyczaj ten sięga bardzo odległej 
starożytności i jest niewątpliwie zabytkiem uwielbienia, z jakiem 
Piktowie byli dla studni. Znany on był i Rzymianom; wieszczko wie 
nawet z pewnego sposobu pienienia się wody w ręku, przyszłe prze- 
powiadali zdarzenia. 

„We Francyi, oprócz sidadania życzeń w dzień nowego roku, 
istnieje zwyczaj podarków, połączony z trzykrotnem pocałowaniem 
twarzy. Wzbronne te inną rażą dla młodych wobec świadków łako- 
cie, nie zapłonią w dzień nowego roku i najskromniejszej dziewicy^ 
poci^unek na twarz młodzieńca kładnącej. Naj pospoliciej przy po- 
całowaniu pomarańcza jest ob jatą (ofiarą). Gk>dna rzecz zastanowię* 
nia, że zwyczaj ten u Rossyan w powszechnem jest używaniu^ z tą 
różnicą, że nie w dzień nowego roku, ale wielkie j,-n o cy, i że 
pomarańczę zastępuje ubarwiono jajko, kraszanką^), albo jak 
na Mazowszu : pisanką zwane. 



') Kraszanka, że kraso czyli czerwono najczęściej ubarwione bywa. 



Do Stronicy 108. 

19. 

Trzej -króle. 

Pamiętnik naukoivy (Kraków, 1839. II, str. 50) mówi: 

„Zwyczaj jedzenia ciast w uroczystość trzech-królów, 
i przytóm żartobliwego obierania w tym dniu króla i królowej, 
bardzo odległych zasięga czasów. Po miastach i wszechnicach (uni- 
wersytetach) niemieckich uczniowie i inni mieszkańcy dają w dzień 
trzech-króli wspaniałą ucztę, i większością głosów wybierają jednego 
z pomiędzy siebie na króla*^. 

„We Francyi obiór króla takiego losem rozstrzygany bywa. 
W tym celu ukrywają w jednóm cieście ziarnko bobu, a komu 
się takie ciasto dostanie, urząd króla bobowego (roi de la fóye) 
przez cały rok sprawuje*. 

„Tenże sam zwyczaj w wielu okolicach Polski długo się prze- 
chowywał; w końcu obiadu roznoszono ciasto, w którego jednej 
sztuce ukryty był migdał. Eto go (z mężczyzn) z ciastem otrzy- 
mał, królem okrzyknięty został i miano wiU królowę, bukiet jej 
ofiarując*^. 

„Zwyczaj ten niezawodnie przeszedł do nas od Greków i Rzy- 
mian. U Greków był wybierany Sympasiarchos tasileus i t. d., u Rzy- 
mian Rex modimperator i t. d.^ 



Do stronicy 111. 

20. 

Ś. Agnieszka. 

Pamiętnik naukowy (Kraków 1837, II, str. 54) pisze: 
,Łiozne przesądy z uczuciami miłości w związku do uroczy- 
stości dnia tego są przywiązane (na Zachodzie przeważnie). Tak na- 
przykład: jeżeli młoda dziewica w wiliją Ś. Agnieszki wieczorem 
weźmie cały arkusz szpilek i odmawiając « Ojcze nasz^, powyj- 
muje wszystkie kolejno, a potom, do snu się zabierając, jedne 
z nich w rękaw swojej bielizny zatknie^ nie wątpi, że się jej przy- 
śni młodzieniec, którego z czasem zaślubi^. 

„lOode dziewczęta we Francyi zwykły noc przed Ś. Agnieszką 
przepędzać na ustroniu, gdzie najmniej lub nigdy nie przebywają. 
Gdy się rozbiorą (z sukien i bielizny) każda z nich przywiązuje 
podwiązką z lewej nogi pończochę z prawej nogi, zostawująo 
drugą podwiązkę i pończochę nietknięte. Przy związywaniu robi 
kilka węzełków, a za każdym z nich powtarza następujące słowa: 



J30 

Ge noend je le fais encore, 
pour sayoir ce qae jUgnore, 
et pour que je puisse voir 
rćpoax qae je doiB ayoir, 
et son maintien et son habit, 
et la manierę dont ii yit... 

^Poczćm szczęśliwa zasypia, a we śnie musi koniecznie ajrz6ć 
przeznaczonego sobie małżonka, i twarz, i postawę, i ubiór, i sposób 
życia jego*. 

,, Rzymianie mieli także zwyczaj robienia węzłów, dla przywią- 
zania do serc swojich serca ukochanej osoby ^. 



Do stronicy 112. 

21. 

Ś. Wincenty. 

Pamiętnik naukowi/ (Kraków, 1837, TI, str. 55) mówi: 
„Powszechnie uważają czy słońce świeci w dzień ś. Wincen- 
tego. Dr. Forster sądzi, że to powstało z mniemania niektórych, że 
fi^ońce nie świeci w rocznicę dnia, w którym tego ś. męczennika 
spalono, a jeśli świeci, przepowiada niezawodnie szczęśliwe jakieś 
zdarzenie. Atoli domysł, że zwyczaj ten odnosi się do starej przy- 
powieści winiarzy francuzkich: 

La fetę de saint Yincent 
le yin monte dans la sarment, 
et en ya bien autrement 
si ii g^e, ii en descend. 

(W dzień ś. Wincentego dziczeje wino, a wcale jest inaczej, 
jeżeli mróz trzyma), 
ma także swoją powagę. 

Podobnież i dzień Nawrócenia ś. Pawła (15 Stycznia) 
nVażają w wielu krajach za przepowiednię stanu powietrza, w roz- 
poczęty rok szczególniej mającego się odznaczyć. 

Si le jour de saint Paul roit briller le soleil, 
abondante moisson le laboureur esp^re i t. d. 



Do stronicy 114. 

22. 

D. Oczyszczenia. 

Pamiętnik naukowy (Kraków, 1837, II, str. 56) mówi: 

„Dzień Gromnic czyli oczyszczenia P. Maryi uważają wieśniacy, 
podobnie i wiele innych dni, za przepowiednię ogólnych własności po- 
wietrza w rozpoczętjrm rokn. Całej niemal Europie — powiada Tomasz 
Browne — spólne to mniemanie, że, jeżeli słońce w dzień gromnic 
świeci czyli ciepło jest, zima długo jeszcze trwać będzie. — Brand 
w Starożytnościach gminnych przytacza stary kalendarz angielski, 
w którym znajdujemy pytanie: „Do czego służą gromnice poświę- 
cone? — „Do rozpędzenia grzmotów i wsparcia konających*. 

„W wielu okolicach Hiszpanii, Francyi, Anglii i Niemiec długo 
utrzymywał się, a we Włoszech gdzieniegdzie dotąd utrz3rmuje się 
jeszcze zwyczaj przyodziewania w dzień gromnic młodej dziewczyny 
w białe szaty, która w licznóm towarzystwie młodzieńców, przed- 
stawiających aniołów, z których dwaj nieśli dwie synogarlice, 
szła w uroczystym pochodzie do kościoła odmawiać jakieś wiersze 
odwiecznego układu, i składała w skromnym podarku owe dwie 
synogarlice". 

„Ka początku miesiąca Lutego obchodzono niegdyś w Rzymie 
uroczystość f e b r u a zwaną; było to także święto oczyszczenia. 
Bzecz oczyszczona przez poświęcenie zwała się februatum, 
a miesiąc ztąd właśnie wziął nazwę Februarius'^. 



Do stronicy 116. 

23. 

Ś. Walenty. 

Pamiętnik naukoury (Kraków, 1837, II, str. 58) mówi: 

„Jest- to jedno z najpospolitszych mniemań w Anglii, że dwie 
pierwsze różnej płci osoby, spotykające się w poranku dnia ś. 
Walentego, jeśli są wolne, jeszcze niezaślubione, mogą mieć pe- 
wną połączenia się nadzieję^. 

„Długo utrzymywano, że w uroczystość ś. Walentego ptaki 
gromadzić się zwykły, i to dało powód zapewne do uważania go za 
dzień postrzeżeniom miłości wyłącznie przeznaczony. Jakoż rozsyłane 
w dniu tjm słodkie listy, wzięły imię tego świętego i zowią się 
Walentynkami". 

„We Francyi i Anglii młodzieńcy układają w dzień ś. Walen- 
tego tak zwany Kalendarz kochania, piszą w tym celu na 



332 

listkach oddzielnych imiona dziewic znajomych ; ciągną potem, a którą 
któremu los w ręce poda, Walentynką jego się zowie. Radość 
to wielka i nadzieja dobra, jeżeli los z życzeniem się zgodzi^. 

„Podobnej próby używają w Polsce w wieczór przed ś. Ję- 
drzejem dziewczęta, a przed i. Katarzyną chłopcy, z tą tylko różnicą, 
że listki z imionami kładą się pod poduszkę i dopiero nazajutrz się 
wyciągają**. 

„Nie podpada wątpliwości, że pospolita w Polsce nazwa 
Bogdanki, dawana narzeczonej, odpowiada Walentynie we Frań- 
cyi i Anglii używanej*'. 



Do stronicy 120. 

24. 

Zapusty. 

Pamiętnik naukowi/ (Kraków, 1837, II, 60) pisze: 

1. ,) Jeszcze huczniej niż tłusty czwartek obchodzić się zwykły 
ostatki, zapusty lub kuse dni. Koniec to mięsopustu i zabaw 
karnawałowych, do tego czasu przywiązanych, a które tak dosadnie 
acz krótko opisał śpiewak Maryi, Malczewski. Dnie od tłustego 
czwartku, a mianowicie niedziela, poniedziałek i wtorek przed środą 
wstępną należą do nich; wszakże dostanie się czasem i popielcowi, 
jeżeli się towarzystwo rozhula; ale najpospoliciej trwają zabawy do 
święta wstępnej środy, a w niektórych miejscach do północy tylko^. 

2. ^Cała Europa chrześciańska z niezwyczajną wesołością ob- 
chodzi dnie zapustne, każdy zaś naród właściw3rm sobie sposobem. 
Ostatni wtorek najhuczniojszy bywa. W wielu miejscach zowią go 
wtorkiem pączków; zwyczaj ten W3rmagał niegdyś, żeby każda 
osoba tyle własną ręką usmażyła pączków, ile zjeść miała^, 

3. „W dawnym poemacie angielskim PasquVs stolinotia (Lon- 
dyn, 1634, w 8-ce) czytamy ustęp: „Było to w dzień, kiedy bogaci 
i ubodzy jedzą pączki z jednego półmiska, kiedy wszystkie myśli 
ludzkie zwracają się tylko do pączków, kiedy chłopcy i dziewczęta 
kolejno smażą pączki na ogniu, i kiedy cała kuchnia rozlega się 
głośnym śmiechem na widok pączka lecącego na ziemię^. 

4. „Rozrywką najpospolitszą w dzień wtorku ostatniego w An- 
glii były walki kogutów. Godnem jest uwagi, że i u nas w Pol- 
sce, choć wcale walki kogutów nieznane, było niegdyś w zwyczaju 
po wioskach, że w ostatni wtorek parobczaki obwozili po chałupach 
kurka drewnianego. Wieczerza nawet po jadle mięsnem 
w ostatni wtorek zwała się p o d k u r k i e m ^), dawana jako przej- 
ście od mięsa do ścisłego postu^. 



') 



sądzimy jednak, ża nazwa ta odnosi się do rannego, hasła dającego, 
)iania kura czyli koguta. 



333 

5. ,Do najbardziej uderzających dziwactw zapustnych (wedle 
zdania autora), należy uroczysta w ostatni wtorek przechadzka tłu- 
stego wołu po ulicach miast francuzkich. Jak we wszystkich 
zbytkach na obrazę rozsądku wymyślonych (!), i w tym także Paryż 
naczelne miejsce przed innemi miastami trzyma. Nie przepchasz się 
wtedy przez ulicę oświeconego miasta, wszystkie nawet czynności 
publiczne i prywatne ustają, bo ważniejsza rzecz nad nie, pochód 
tłustego wołu (ze złoconemi rogami i kwiecistym wieńcem na szyi)^ 
oczy i umysł całkowicie zajmuje. Eto nie widział tego obrzędu, nie 
jest wstanie pojąć, jak silną i zaciętą walkę zdoła z rozumem 
i oświatą głupstwo i ciemnota (!) prowadzić^ ^). (Wspomnimy, iż 
prócz tego ukazywały się w ostatki na ulicach Paryża maski i ob- 
sypywano także przechodniów mąką przy barri^re du Tróne — 
w czasie t. z. descente de la courtine). 

6. „Mniej karnawałowych uciech, albo wcale nie napotykamy 
ich śladów w krajach protestanckiego wyznania, bo należą do dzi- 
wactw najsrożej ustawami wiary tej wzbronionych. W rzeczy samej, 
maskarady i tańce karnawałowe są zabytkami dawnych świąt, Sa- 
turnalia zwanych; kościół nawet katolicki od początku istnienia 
swego surowo przeciw tym nadużyciom uciech powstawał, a gminne 
powieści pełne są podań o karach, które wyrokiem tajemniczym 
zbytkujących w tego rodzaju uciechach spotykały; przytaczamy je- 
dne z liczby tysiącznych**. 

„W roku 1032, w chwili, gdy Robert, proboszcz jednego ko- 
ścioła w Saksonii, zaczynał mszę świętą, przerwał mu nabożeństwo 
hałas, wszczęty na ulicy. Był to niejaki Others, który w towarzy- 
stwie piętnastu mężczyzn i trzech niewiast karnawałową zabawę od* 
prawiał. Wierni upominali Oihersa i towarzyszów, żeby zaprzestali 
tańców, ale ci zagrzani napojem^ zważać nie chcieli. Robert tedy prosił 
Boga, żeby Others z towarzyszami przez rok cały na tańce ska- 
zany został, i wysłuchał Bóg prośbę księdza Roberta, a weselnicy 
365 dni i nocy, choć słońce ich paliło, choć deszcz moczył, choć 
mróz ziębił, nic nie jedząc ani pijąc, tańczyli. Napróżno krewni 
i przyjacieli wołali na nich, zajęci tańcem nie słyszeli głosu ludz- 
kiego; odzież ich i obuwie nie podlegały zniszczeniu, ale ziemia od 
ciągłych skoków na jednóm miejsca znacznie zapadała i już pra- 
wie po pas wybrzeżami sięgać poczęła. Synowiec Roberta ulitował 
się nad siostrą i chciał ją wyrwać z grona nieszczęsnych tancerzy; 
pochwycił ją więc za rękę, lecz ręka po ramie oderwana, zo- 
stała w jego dłoni, a siostra, najmniejszego niewydawszy krzyku 
ani znaku boleści, dalej tańcowała. Rok tak upłynął; aż nakoniec 
ś. Herdbert, arcybiskup Eoloński, ulitowany, zdjął klątwę z grze- 
sznych i z kościołem ich pojednał. Wszakże wielka z nich część 



*) Zwyczaj odwieczną uświęcony tradycyą, autor widocznie bierze za wy- 
mysł kapryśny pojedynczej jakiejś osoby. 



334 

wkrótce pomarła^ a oi, ki6rsy ezaa jakiś żyli jeszeze, do śmierci 
mimowolnego drgania członków doanawali^. (Porównaj: Baśń o cu- 
downej piszczałce). 

7. „Do rzędu dziwactw starego świata należał we Francyi 
obrzęd pogański Lupercalia, czyli święto bożka Pana, przypo- 
minający, Ludzie prawie całkiem obnażeni, przebiegali w ostatni 
wtorek ulice i smagali przechodzących worami napełnionemi popio- 
łem, lub zasypywali im oczy. Podobny był obyczaj i w Polsce 
w czasie śród opos c i a^. 

8. „W następną środę chłopcy i dziewczęta w Frankonii za- 
przęgały do wozów konie i psy, przy odgłosie trąb przejeżdżając 
ulice, ciągnęły nad brzeg rzeki lub jeziora, gdzie jakby na Bachu- 
sową objatę wpadali do wody, r/óżne przy tej zabawie odśpiewując 
piosnki. — Podobny zwyczaj był także i w Polsce i Litwie, iż 
dziewczęta ciągną na wozie kloc drzewa, zatrzymując się przed 
każdym domem gdzie mieszka młodzieniec, który okupić im się 
winien*. 

9. „Wspomnieliśmy już wyżej, że wszystkie obrzędy tego ro- 
dzaju czasów pogańskich są zabytkiem, tu dodać musimy, że podług 
zdania bardzo upowszechnionego w Niemczech, u Hebrajczyków szu- 
kać początku chrześciańskiego karnawału potrzeba. I w rzeczy sa- 
mej. Żydzi aż dotąd podczas świąt Hamana (Aman) i dnia sądnego 
(Purim), które przypadają około zapustnego wtorku chrześcian, od- 
dają się zabawom, wielką styczność z uciechami naszego karnawału 
mającemi; większa jednak część uczonych przychyla się do zda- 
nia, że tak Żydzi jak Ohrześcianie od pogan karnawi^ową zabawę 
przyjęli". 



25. 

Maskarady warszawskie, w salach redutowych (Wielkiego- tea - 
tru) dawane, osobliwie czwarta z rzędu, ściągały niegdyś liczną, 
żądną zabawy publiczność. Czasopismo Korreapondent (Warszawa, 
3 Lutego 1835, nr, 32) powiada: „Onegdajsza maskarada nieporó- 
wnanie świetniejszą była od poprzedzających. Natiok był tak wielki, 
iż prawie niepodobna było przypatrzyć się mnóstwu pięknych masek. 
Mało było kostiumów charakterystycznych, wszystkie prawie były 
fantazyjne, niektóre odznaczs^y się gustem i świeżością. Piękne i bo- 
gate domina kryły zapewne najpowabniejsze wdzięki. Z charaktery- 
stycznych kostiumów odznaczały się szczególniej: żydówka, żyd 
faktor, armer Reisender, kilku staroświeckich panów w aksamitnych, 
bogato haftowanych frakach, murzyn, murzynka, kobiecina w ada- 
maszkowej jupce ; lecz nad wszystko najbardziej zajęta, najbardziej 
podobała się cyganka Meg-Meryllis : wróżyła wszystkim wierszami ze 
swojej kądzieli i rozdawała wiersze na karteczkach. Zdawało się, że 
wszystkich zna, że wszystko wie, że prawdziwie posiada sztukę czar- 



335 

noksięską. Była wyborna, niespraoowana, bezprzestannie otooaona 
tłuneiiiy nie mogła wystarczyć wszystkim eiekawym, chooiai parytet 
kartek rozdała. Dosti^o nam się z nich kilka, które ta nmieszozamyy 
aby dać wyobrażenie o jej sposobie wróżenia. Na samym wstępie 
dała się poznaó, że jest Meg-Meryllis (z powieści Walter-Seotta), gdy, 
stanąwszy w gronie kobiet, w te do nich przemówiła słowa: 

Opuściłam Szkockie góry, 
By wam wróżyć, polskie córy; 
Wróżba moja niezawodna: 
Każda z was kochania godna! 

Oto wiersze kilku innych karteczek: 

Meg-Meryllis stara, 
A więc wiary godna; 
Życie płonna mara. 
Wieczność nieziwodna. 



Życie tak szybko jak cień przemija. 
Jak wonna róża, czucie więdnieje; 
Kochaj panienko, póki ci sprzyja 
Wesoła młodość i jej nadzieje. 

Nadzieja jest płonna mara. 
Będziesz sobie: panna stara. 

Czas żeby rozum rozdarł zasłonę, 
Bozwiał już płonne omamień mary; 
Masz przecie dzieci, masz przecie żonę, 
A przytem pomnij, żeś już dość stary. 

O! chłopiec z ciebie jedyny! 
Nosisz sylwetkę Malwiny, 
I włosy nadobnej Rózi, 
A skrycie wzdychasz dó ZuzL 



Poznałam łatwo z jednego wejrzenia: 
Chciałbyś się żenić, boisz ożenienia. 



Karreapondent (Warszawa 10 Lutego, 1835, nr. 39) powiada: 
^Stosownie do naszego przyrzeczenia, wymieniamy celniejsze 
maski, które znajdowały się na onegdajszej maskaradzie. Wymowna 
kabalarka z kart wróżąca; dwie czarne ładne Wróżki rozdawały 
wiersze w różnych rodzajach na kartkach pisane; grono Izraelitów 
z Pińczowa, zbierające składkę na podróż do Jerozolimy; Górale 
z jemiołuchami , łapkami na myszy, w ubiorach bardzo ch|iraktery- 



336 

stycznych, gdji nawet co do czystości nie ustępowały znanym u nas 
draciarzom; bardzo zgrabny Kominiarz; trzy Szwabki, jedna z nieh 
gustownie ubrana; śliczne boginie Nocy powszechne wzbudziły za- 
jęcie; Szkot, którego zgrabna kibić i noga zdradzały płeć przybraną; 
Chińczyk, witający znajomych swoją przeraźliwą trąbką; ładny Pa- 
pajeno; Turek, kilku Hiszpanów, poważny Kapucyn z ładną siwą 
brodą, ubiór włoski Bandyty, śmiały Krakowiak, domina białe w błę- 
kitne centki były bardzo świeże i gustowne; wesele niemieckie, po- 
przedzane skrzypkiem na czele, przyczyniało się wiele do uprzyje- 
mnienia zabawy. Oprócz wyszczególnionych tu ubiorów, było także 
wiele innych fantazyjnych, bardzo ładnych; szkoda tylko, że szczu- 
płość sal nie pozwalała wszystkim dobrze się przypatrzyć , lecz po- 
dobno ta niedogodność ma być usuniętą na przyszły karnawał przez 
ukończenie dużej sali redutowej. 



Do stronicy 131. 

26. 

Wielki tydzień '). 

Pamiętnik naukowy (Kraków, 1837, II, str. 68) pisze: 

„Pierwsza Niedziela wielkanocna. „W Szkocyi 
i północnych ziemiach Anglii, Niedziela ta zowie się Carlin-Sun- 
day. Zdaje się, że przedtem zwano ją Care-Sunday, albo Nie- 
dzielą cierpienia i męki, co odpowiada wyrazowi Passy a. "W" pó- 
źniejszych czasach nastał zwyczaj jedzenia w tym dniu pewnego 
rodzaju szarego grochu zwanego carlings, który przez noc mo- 
czono w wodzie, a potem w oleju smażono. Zresztą, pewną jest 
rzeczą, że gatunek tego grochu wziął nazwę od tej uroczystości, nie 
zaś uroczystość od grochu, albowiem Niedziela ta zowie się w nie- 
mieckim języku die Charwoche, co znaczy: tydzień boleści^. 

„Niedziela Kwietnia. Niedziela ta w Anglii zowie się 
Palm-Sunday (dominica ad palmas), w Polsce kwietnia albo 
wierzbowa, z powodu obnoszonych powszechnie gałązek, na pa- 
miątkę owych, któremi słano drogę Zbawicielowi, gdy do Jerozo- 
limy wchodził. Palma nie rośnie w północnych stronach; przeto na 
jej miejscu używają gałązek bukszpanowych, oliwnych lub wierzbo- 
wych. Ztąd nawet lud w hrabstwie Cumberland w Anglii wierzbę 
nazywa palmą**. 

Wielki Czwartek. Szczególna nazwa, jaką dzień ten 
w Anglii mianują, Manudy Thursday, pochodzi , jak mówią, 
z łacińskiego Dies mandat i, dzień, w którym Zbawiciel wzaje- 
mną zalecał miłość i umywał nogi swym uczniom. Umywanie nóg 



^) Czasopismo Magazin des Auslandes, 1840, podaje artykuł o obchodzie 
wielkiego tygodnia i wielkiejnocy pod tytułem: Die Osterfeier in Warschau. 



((starcom) jest dotąd w zwjosaju w krajach katolickich; dopełnia 
ich monarcha albo naczelnik duchowieństwa. 

W Anglii dwunasta sierotom dają po szylingu i bułce chleba 
w imieniu króla. W Hollandyi wielki Czwartek zowie się Witte 
Donderdag, biały czwartek. Ta nazwa przyjęta jest i w niektó- 
rych ziemiach Francy i, a to dlatego, że w dniu tym rozdają ubo- 
gim bułki białe. W Niemczech zowią go griiner Donnerstag. 

Wielki Piątek. Niektórzy pisarze angielscy utrzymają, że 
nazwa dnia tego po angielsku Good Friday, wyłącznie tylko an- 
gielskiemu służy kościołowi, ale błędne jest to^ mniemanie. Holen- 
drzy bowiem, chociaż kalwini, zwią go także Gyóde yrydag, 
dobry piątek, — i tę nazwę przenieśli dawniej do Niemiec i Danii. 
W niektórych angielskich miastach, a mianowicie w Londynie, jedzą 
w Wielki piątek pewien rodzaj drobnego pieczywa z mąki z wyci- 
śniętem na niem wyobrażeniem krzyża, co zowią Gross bunns. 
Bryant podaje szczególny wywód wyrazu bunns. jiOhjeitj, które 
poganie zwykli byli nie^ć swój im bożkom, kupowały się przy wstę- 
pie do świątyni, szczególnie różne rodzaje święconego chleba. Jeden 
X tych nazywał się po grecku b o u n, i ten podług Hesichiusa i Ju- 
lijana Polluksa nacechowany był wyobrażeniem dwóch rogów**. — 
Należy tu zważyć, że chlób ten nazywany jest od Hesichiusa bous, 
i chcąc z niego zrobić b o u n, trzeba wziąć wyraz w czwartym przy- 
padku; co poniekąd odejmuje wagę wywodowi Bryanta. 



Do stronicy 137. 

27. 

Wielkanoc. 

Pamiętnik naukotcy (Kraków, 1837, U, str. 74) mówi: „W An- 
glii Wielkanoc ma nazwę E aster; nazwa ta wywołała wielkie 
spory między uczonymi. Dr. Forster sądzi, że east (jak i niemie- 
ckie Ostem) oznacza Wschód, stronę, gdzie gwiazdy wschodu się 
udają, i że dlatego wybrano ten wyraz dla oznaczenia uroczystości 
zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ale uczony Bede inny tej na- 
zwie naznacza początek; wywodzi on ją od pogan. „E aster — nazwa 
wzięta od bogini czczonej przez Saksonów i innych północnych lu- 
dów, a zwanej E ostre; święto jej obchodzono w tym miesiącu, 
a do wyrażenia uciechy, z powodu nowój uroczystości, użyto wyrazu, 
który przez kilkowiekowe użycie domową stał się własnością^. 

„Zwyczaj jaj wielkanocnych, tak powszechny niegdyś prawie 
na całym stałym lądzie, zatracił się w wielu krajach, trwa jednak 
jeszcze w Szkocyi i wielu okolicach północnej Europy, W Polsce 
nawet dotąd wraz z święconem niepospolitą odgrywa rolę". 

Uazowizc. Tom I. '22 



388 
Wielkanoc. 

28. 

Pismo tygodniowe Nowy-Czas (Cieszyn, 1884, nr. 17) podaje 
wiadomości, zebrane i streszczone z różnych dzieł, mianowicie nie- 
mieckich, które tu, jako pomocne do ogólnego pogląda na znacze- 
nie Wielkiejnocy, przytaczamy: 

^Zwyczaje wielkanocne. Święto Zmartwyc];i wstania Pań- 
skiego przypada na początek wiosny, kiedy i ludy pogańskie ob- 
chodziły nader uroczyście święto wiosny, jako pory budzącej się do 
życia i odradzającej się nanowo przyrody. Zatem też poszło, że 
z Wielkanocą chrześciańską, czyli uroczystością Zmartwychwstania 
Pańskiego połączyły się u ludów, które przyjęły naukę Chrystusową, 
rozmajite zwyczaje, jeszcze w pogaństwie początek mające. Jajko, 
przy którem składamy sobie życzenia, jaja kraszone czyli tak zwane 
„pisanki^ na Rusi, polskie „Święcone '', śmigus, a oblewany ponie- 
działek na Rusi, niezaprzeczenie z owych pochodzą czasów. 

W Niemczech samo święto chrześciańskie zatrzymało nazwę 
pogańską; nazwa bowien „Ostern* pochodzi od nazwy pogańskiej 
bogini „Ostera'^, na której cześć w uroczystość wiosny palono ognie. 
W wielu okolicach lud niemiecki roznieca ognie takie po dziś dzień 
w święta wielkanocne. I inne zwyczaje pogańskie, jak niegdyś wy- 
robiły się przy święcie wiosny, przechowały się tam i występują na 
jaw podczas chrześciańskich świąt wielkanocnych. I tam także kraszą 
na Wielkanoc jaja na żółto lub czerwono, pierwotnie na pamiątkę 
powracającego blasku słonecznego. Jaja te, według mitologii germań- 
skiej, znosił zając, jako zwierzę poświęcone owej bogini Osterze. (ob. 
Zbiór wiad. do Antropologii, Krak. 1884, t. VIII, str. etnol. (69) n. 14). 

"W niektórych okolicach środkowych Niemiec, w górach Her- 
cyńskich, a także na Łuźycach i na Szlązku przechował się zwyczaj 
spuszczania czyli staczania po pochyłości pagórków jaj kraszonych. 
Jaja te żółte lub czerwone, każde osobnym znakiem oznaczone, to- 
czą się z pagórków i pierwsze, które stanie na dole, wygrywa. W in- 
nych okolicach puszczają z wierzchołka pagórka koła, słomą owi- 
nięte, które zapalają. Tak owo staczanie jaj jak i iiych kół ogni- 
stych, działo się niegdyś na cześć powracającego wiosennego słońca. 
Na Rękawce, którą obchodzą we wtorek po Wielkiejnocy na Pod- 
górzu pod Krakowem, ciskają z wierzchołka pagórka, na którego 
szczycie znajduje się kopiec Krakusa, gotowane jaja, wprawdzie 
niekraszone, bułki i t, p,, • za któremi czekający u podnóża paupry 
krakowskie gonią, aby jo zdobyć. Kto wie, czy w tym dzisiejszym, 
zmienionym zwyczaju, obchodzonym trzeciego dnia po Wielkiejnocy, 
który już nie jest świętem, nie tkwi pierwotnie ten sam zwyczaj 
pogański, przechowywany do dziś w Niemczech. 

Dziewczęta wiejskie na Rusi dają po dziś dzień na Wielkanoc 
pisanki w darze parobkom, zwłaszcza drugiego dnia świąt, w tak 
zwany oblewany poniedziałek, aby się tym sposobem uwolnić czy to 



_ 339^ _ 

od kąpieli natryskowej, czy co gorsza od kąpieli w stawie lub sa- 
dzawce, bo i to, przynajmniej dawniej, się działo. Podobnie i dzie- 
wczęta w Niemczech kraszonemi jajami obdarzają młodzieńców, oso- 
bliwie tych, dla których żywią miłość, lubo tam owe oblewania 
wodą lab śmigus nie jest w zwyczaju. Mają tóź te niemieckie kra- 
szanki napisy miłosnej treści, np. : 

„Ich lieb', was fein ist, 

wenn's auoh nicht mein isf^, — 

albo: „Aus lauter Lieb' und lauter Treu' 
schenk' ich dir das Osterei^, 

albo tóż: ^So lang ich lebe lieb' ich dich; 
wenn ich sterbe, bet' fiir mich''. 

Tak więc kraszanka niemiecka jest oznaką miłości, ale ró- 
wnież służy ona za jej czar ; zgotowana bowiem przy ogniu, wznieco- 
nym zapomocą zarzewia wziętego z ognia palonego w święta wielka- 
nocne, zapewnia dziewczynie dającej ją młodzieńcowi, jego miłość. 

Wspomnieliśmy o poniedziałku oblewanym i o śmigusie. W zwy- 
czajach tych woda na pierwszy plan występuje. I w wielkanocnych 
zwyczajach niemieckich woda także ma swe znaczenie. Woda wiel- 
kanocna — ,)0sterwa8ser^ — czarodziejskie wywiera skutki. Dzie- 
wczęta czerpią ją w niedzielę wielkanocną. Ale powinna to być 
woda płynąca, zatem czerpana z rzeki lub strumyka, i to między 
północą i wschodem słońca. Nadto dziewczyna^ która ją niesie, nie- 
powinna^ dopóki nie stanie w domu^ mówić do nikogo ani słowa; 
inaczej czar wody zniknie. Potrzeba do tego niemało mocy nad 
ruchliwym niewieścim językiem, prawdziwego zaparcia się swej na- 
tury, osobliwie, że nie braknie do mówienia pokusy; chłopcy bo- 
wiem czatują na dziewczęta i drażnią je w sposób rozmajity. Wy- 
mienione warunki, tyczące się czerpania wody i milczenia, gdy się 
ją niesie do domu, spotyka się prawie powszechnie u ludu niemie- 
ckiego; prócz tych, są wedle różnych okolic jeszcze inne. Tak np. 
w Niemczech północnych należy czerpać wodę przeciw biegowi 
rzeki, w południowych z biegiem wody. Tam przypisują tej wodzie 
własność chronienia od skwaru słonecznego i piegów, wszelako tylko 
wtedy, gdy ją czerpano przy wietrze wschodnim; tu utrzymują, źe 
woda wielkanocna chroni od bólu twarzy, jeśli ją czerpano podczas 
porannego dzwonienia w kościele. Woda ta jest także kosmetykiem, 
daje piękność, gdy dziewczyna wprost ze strumienia umyje twarz, 
także podczas porannego dzwonienia. Prócz tego zabezpiecza ona 
od czarów, od różnych chorób , zwłaszcza oczu, a gdy się nią po- 
kropi izbę, wypędza owady. Ma ona jeszcze tę własność, źe przez 
cirfy rok nie psuje się, lecz pierwotną zachowuje świeżość. 

Z pogańskiem świętem wiosny, jako porą odradzającego się 
życia przyrody, a z niem i poczynającej się pracy około roli, łą- 

22* 



340 

czyly się także i obrzędy, mające na celu bądź uproszenie błogo- 
sławieństwa dla tejże pracy, bądź ochronienie plonów od klęsk ele- 
mentarnych. W tym tóż ostatnim celu zbierano popiół z ogni, pa- 
lonych na cześć wiosennego słońca, i zakopywano go po polach , aby 
je uchronić od gradu, albo na czterech rogach pola zapalano ognie, 
wzniecane zarzewiem z ogni świątecznych. Ka Łużycach i dziś je- 
szcze , gdy w sobotę wieczorem odezwą się po rezurekcyi dzwony, 
zatykają na czterech rogach pola laski bzu, które zabezpieczyć mają 
pole od kretów. 

W czasach chrześciańskich palmy, w niedzielę kwietnia po- 
święcane, fi^użą w Niemczech w wielu okolicach do ochrony pól 
i zagród gospodarskich. Gałązki palm zatykają po polach dla za- 
bezpieczenia od szkód elementarnych, tak np. w Westfalii, gdzie 
^ zwyczaj ten nazywają „den Boggen palmen*^ (palmo wać żyto). 

Tak tu, jak w Bawaryi, używają w tym celu także skorup 
z jaj wielkanocnych, które napełniają wodą i w ziemię zakopują, 
(ob. Pokucie, I, Bachmanski welyk-deó). 

Prócz tego z gałązek palm, zwłaszcza z prętów leszczyny, któ- 
rych między innemi do palm używają, robią krzyżyki i po polach 
zatykają. Ale z prętów tych przed poświęceniem zdejmują korę, 
aby uwolnić je całkiem od złych duchów; te bowiem umieją i w naj- 
ciaśniejszem ukryć się miejscu, nawet między drzowem a korą. 

Palma święcona ochrania domy i zabudowania gospodarskie od 
szkodliwych żywiołów przyrody. Dlatego tóż podczas burzy i pioru- 
nów rzuca się cząstkę palmy na ogień, aby je zażegnać. 

Zresztą i dzisiejsze „Święcone^ sięga w zarodzie swym w czasy 
pogańskie. W święto wiosny czyniono różne ofiary i różne tóż na 
tę uroczystość przyrządzano jadła. Za czasów chrześciańskich Kościół 
poświęca je. 

W Niemczech katolickich w wielu stronach gospodynie niosą 
w niedzielę wielkanocną do kościoła kosze, rożnem jadłem napeł- 
nione; zazwyczaj znajdują się tam gotowane jaja, na czerwono po- 
malowane, sól, chrzan, chleb, placki i mięsiwa. Właścicielki koszów 
ustawiają się przy ołtarzu bocznym, a każda stara się być jak naj- 
wcześniej w kościele, aby jak najbliższe koło ołtarza zająć miejsce, 
gdzie kapłan poświęca te jadła. 

Dawniej pieczono w Niemczech placek wielkanocny w kształ- 
cie zającist, w czasach chrześciańskich, zwłaszcza w krajach kato- 
lickich, zastąpił go baranek wielkanocny. Takiemi barankami z cu- 
kru obdarzają się tam wzajemnie znajomi. 

W krajach protestanckich widać w miastach po cukierniach 
wyroby cukiernicze tak jaj wielkanocnych, jakoteż pogańskiego za- 
jąca. Czasem zając ten siedzi jakby kura na jajach; w tym kształ- 
cie jest on jeszcze w całej pełni owym zającem, bogini Osterze po- 
święconym. Sól święconą przechowują rok cały, uważając ją za 
dobry środek na różne choroby bydła. 



341 

Jedna z dołączonych do Nowego-Czasu rycin, przedstawia oby- 
czaj niemiecki (w Bawaryi, Tyrolu, Szwajcaryi) zbierania jaj, roz* 
łożonych rzędem, o zakład. Eto w pewnym czasie jaja te bez spa- 
czenia nie pozbiera, ten płaci trunki i na jego koszt rozpoczyna 
się zabawa. 

Druga rycina przedstawia zwyczaj tyrolski chodzenia w nocy 
z sobotę na niedzielę wielkanocną z muzyką od domu do domu 
i śpiewania przy świetle pochodni pieśni wielkanocnych, poczem za- 
zwyczaj młody chłopak zbiera dla muzykantów do kosza jaja, chl6b, 
wino i t. d." 



Do stronicy 138. 

29. 

Święcone O- 

Ł. Gołębiowski (Lud polskie str. 309) mówi: „W jednym ze 
starych kalenc^arzy poznańskich znajduje się opis bez daty; zdaje 
się jednak, że to musiało być za Władysława lY. Wojewoda Sa- 
pieha w Dereczynie takie wyprawił święcone, na które zjechało się 
co niemiara panów z Litwy i Korony. Na samym środku był bara- 
nek, wyobrażający Agnus Dei z chorągiewką^ calutki z pistacyjami ; 
ten specyał dawano tylko damom, senatorom, dygnitarzom i du- 
chownym. Stało 4 przeogromnych dzików, to jest tyle, ile części 
roku. Każdy dzik miał w sobie wieprzowinę, cUiaa: szynki, kiełbasy, 
prosiątka. Kuchmistrz najcudowniejszą pokazał sztukę w upieczeniu 
tych odyńców. Stało tandem 12 jeleni także całkowicie pieczonych 
z złocistemi rogami, cale do admirowania; nadziane były roz- 
majitą zwierzyną^ alias: zającami, cietrzewiami, dropami, pardwami. 
Te jelenie wyrażały 12 miesięcy. Naokoło były ciasta sążniste, tyle, 
ile tygodni w roku, to jest 52, cale cudne placki^ mazury, żmudz- 
kie pirogi; a wszystko wysadzane ba kali ją. Za niemi było 365 
babek, to jest tyle ile dni w roku. Każde było adornowane 
inskrypcyami; floresami, że niejeden tylko czytał, anie jadł. 
Co zaś co do bibendy: było 4 puchary (jBxemplum 4 pór roku), 
napełnione winem jeszcze od (czasów) króla Stefana. Tandem 
12 konewek sróbmych z winem po królu Zygmuncie; te konewki 
ezemplum 12 miesięcy. Tandem 52 baryłek także sróbmych in gra- 
tiam 52 tygodni; było w nich wino cypryjskie, hiszpańskie i wło- 
skie. Dalej 365 gąsiorków z winem węgierskiem, alias tyle gąsior- 



Tygodnik Uteraeki (Poznań, r. 1840, nr. 16. 16) podaje opis wspania- 
łego święconego na Litwie u księcia Radziwiłła. 



ków, ile dni w roku. A dla czeladzi dworskiej 8760 kwart miodu 
robionego w Berezie, to jest tyle, ile godzin w roku*. (Kuryer 
Waraz.^ r. 1828, nr. 88). 



30. 
Święcone. 

Kuryer Warszawski z r. 1865 nr. 87, donosi co następuje: 

„Onegdaj (w pierwsze święto Wielkiejnocy), dopełniając uro- 
czystego zwyczaju dzielenia się święconem jajkiem, nie zapomniano 
także i o braciach w Chrystusie, tak starcach jak i sierotach, 
pod opieką Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności 
zostających. Około więc 10-tej godziny rano, tak szanowne opie- 
kunki tego Towarzystwa, jak i członkowie (prezes administracyi, 
opiekuni sierót) i inni, zebrali się w gmachu Dobroczynności i tam, 
korzystając z pięknej i łagodnej pogody (16 Kwietnia), urządzili 
w dziedzińcu gmachu święcone przy pomocy miejscowych Sióstr Mi- 
łosierdzia, tak chętnie zawsze śpieszących z każdą chrześciańską 
przysługą dla biednych. Ceremonii poświęcenia przy nader trafnie 
zastosowanej do okoliczności przemowie, dopełnił ks. kanonik Chmie- 
lewski, poczem przystąpiono do podziału święconych darów. Z ota- 
czających stół starców najsędziwsza wiekiem była Helena Retwińska, 
mająca lat 103^ oraz Andrzej Szczeciński lat 92 ; z sierotek zaś, 
z 90 chłopców najstarszy lat 13, a najmłodszy lat 4^. 

„Wczoraj w podobnyż sposób odbyło się święcone w sali 
Ochrony na Nowym-świecie, a po pobłogosławieniu darów przez 
ks. Rutkowskiego, przystąpiono do rozdziału takowych wobec człon- 
ków Dobroczynności pomiędzy sieroty. W ogóle w tych dniach pra- 
wie we wszystkich zakładach i dobroczynnych Instytucyach, nie 
zbrakło na darach bożych, któremi chętnie dzielono się z bliźnim, 
uświęcając niejako w ten sposób ową uroczystą pamiątkę Zmartwych- 
wstania Pańskiego*. 

„Nic nowego pod słońcem, — powiedział mędrzec. Kiedy 
Prisnitz wynalazł swój oryginalny pomysł leczenia wodą, krzyknęli 
wszyscy: Dziwo! Tymczasem wczorajszy odwieczny Szmigus, wy- 
przedził o wieki Prisnitza w Grefenbergu, — a dziś wszyscy powin- 
nibyśmy być zdrowi jak ryby i zakonserwowani jak śliwki maryno- 
wane w spirytusie, boc nam łaskawe damy nie żałowały ani wody, 
ani wódki kolońskiej, ani szmigusowych preparatów p. Elsnera 
(aptekarza). Juź-to, jeżeli kiedy, to wczoraj, dostało nam się od płci 
pięknej za kołnierz I*' 

„Szmigus bardzo dawnych sięga czasów, a niewiadomy autor 
dwieście czterdzieści lat temu, bo w r. 1624, poświęcił opisowi tej 
zabawy całą wierszowaną broszurę, dając jej tytuł: „Szmigurzt (tak) 



343 

na loesoi^ Zmarłtoychwstanu Pafkkie^. Początek tej broszury, sta- 
rym obyczajem, odznacza się pokrojem ascetycznym, chociaż wier- 
szem nieszczególnym: 

Dzień to przenajświętszy, po wszem świecie sławny, 
w którym Pan piekło zburzył y wziął tryumf prawny. 
Dzień ten jest wszech radości Bajskich napełniony, 
w którym Pan chwałę zjawił Swą na wszystkie strony. 

„Otóż i po świętach! Ustały gastronomiczne wizyty (tłu mniej- 
sze), umilkł nieco brzęk kieliszków, zgrzytanie nożów i pisk widel- 
ców, a na biesiadnych stołach jak na pobojowisku!... tu stoją baby 
2 wyszczerbionemi bokami, owdzie szynki błyszczą nagą kością, bie- 
leją zgliszcza indyków. Znikły sążniste kiełbasy, rulady, ozory, a bu- 
telki, pozbawione wszelkich wewnętrznych przymiotów, stoją lub 
leżą w smutnych i rozpaczliwych pozy cyj ach, tylko gdzie -niegdzie 
jeszcze główka prosiaka, pozbawionego swojej ponętnej figury, 
połyskuje białym jajkiem w zębach, przypominając j jak ważną 
grała rolę w tej niecierpliwie oczekiwanej uczcie. Słowem wszystko 
prawie znikło, zostały tylko wspomnienia, niestrawność i kości! Sic 
transit gloria mundi'^. 

„A plac Ujazdowski kołysał się jak morze bałwanami różno- 
rodnych czapek i kapeluszy. Na dnie tego oceanu małe rekiny eska- 
motowały chustki i tabakierki, licząc na gapiostwo ich właścicieli, 
lub na spirytualija czmerzące w czubach wesołego plebsu. Młyny 
djabelskie obracane jakby przez dwór zacnego papy Lucypera, 
przenosiły z sztańską szybkością z góry na dół, i odwrotnie — istny 
to obraz losu ludzkiego! — Bohaterowie rycerskich karuzeli 
czasem zręcznie chwytali kółka, lub bez miłosierdzia rozbijali deski; 
na wysokie zaś słupy, zachęcani nadzieją zdobycia 6-ciu rubli, 
butelki wina i nowego garnituru (ubrania), różni pięli się gimna- 
stycy. Słowem ludek bawił się wesoło, a często oddając ukłony 
Pistoryuszowi (gorzałce), nie zatrważał się ani wysokością słupów, ani 
mydlaną drogą, prowadzącą na ich szczyty. Jedną nagrodę zdobył 
Aleksander Rejmanowski, mularczyk, lat 27, który wczoraj wdarł się 
na szczyt słupa, i Jan Owczarski także mularczyk, który o go- 
dzinie 6-tej z południa zdobył słup drugi*. 



Do stronicy 176. 

31. 

Wianki. 

Powiedzieliśmy, że niezawsze kapryśne Wisły nurty sprzyjają 
zabawie puszczania wianków; zwłaszcza, gdy rozhukane jej fale 



wyszedłszy nagle o toj porze z brzegów, stoją się nieprzeliosoBy^^b 
szkód przyczyną. Otó2, wedle brzmienia ezasopism naszyoh, ,Wianki 
warszawskie z powoda tegorocznego (1884) wylewa Wisły, odłożono- 
na odpowiednią chwilę. Tylko około Solca puścił ktoś na fale wi» 
siane wianek z następującym wierszem: 

„Płyń mój wianku... Taro w nizinie 
rozpaczliwie słychać echa, 
więc wraz z tobą niechaj płynie 
dla nieszczęsnych ta pociecha, 
że choć klęska spadła sroga, 
to otuchę naszą budzi, 
iż nad sobą mamy Boga 
a dokoła — dobrych ludzi*^. 



Do stronicy 177. 

32. 

Sobótka. 

J. S. Bandtke (Pamiętnik Warszawski z roku 1819, tom 14,. 
str. 375) mówi: 

„Góra sobótska, Mons sabothus, w śrzodku Szlązka położona, 
o 5 mil od Wrocławia, o 2 od Świdnicy, tuż nad miasteczkiem Zubten, 
dawniej po polsku Sobótka zwanem (jak twierdzi Ditmar), była 
miana za górę świętą u pogan, którzy nie tylko rodu byli polskiego ,. 
ale wtedy nawet i Polakami. Dziś tam już Niemcy siedząc. 

„Jest powiastka, że na górze tej palili poganie swe sobótki, 
które po całym Szlązku dolnym w wiliją św. Jana przypadają. Jak 
bowiem w Krakowskim i Erzeszowskim powiecie palą chłopcy w wie- 
czór dnia drugiego Zielonych Świątek tysiączne sobótki, — tak tóż 
w Szlązku, Saksonii i Turyngii świecą się takież ognie, świętojań- 
skiemi zwane (das Johannisfeuer), a to czasem i przez całą noc, 
przed Św. Janem Chrzcicielem. W Czechach dzieje się to samo, al& 
nie wiem którego czasu. Przeprowadzają tam nawet bydło przez, 
sobótki w niektórych okolicach, aby mu czary nie szkodziły^. 

„W Warszawie po nad-Wiślu pali także pospólstwo sobótki, 
a mianowicie chłopcy od rzemieślników zgromadzeni i służące klas 
niższych, wieczorem w wiliją św. Jana Chrzciciela, przez które-to 
ognie przeskakują, wróżąc sobie z zręcznego lub mniej zręcznego 
przeskoczenia o wczesnóm lub późniejszóm, pomyślnóm lub mniej 
pomyślnóm małżeństwie. W tenże sam dzień puszczają kobiety nie- 
zamężne na Wisłę wianki, z których szybkiego lub powolnego pły- 
nienia tworzą sobie prognostyki o zamęźciu. Tysiące osób różnego 



^45^ 

stanu coroeznie owego wieezora zgromadza się na most warszawski 
dla przypatrywania się tej zabawie pospólstwa, niezawodnie od cza* 
sów jeszcze pogańskich pochodzącej*'. 

^Na Basi są także Sobótki i palą się w jednych okolicach na^ 
Zielone Świątki, w drugich na św. Jana Chrzciciela. Ka Ukrainie 
i na Wołynia ognie święto -Jańskie nazywają się Eupajlo £. Jana, 
kąpiel św. Jana, ale że był i starożytny bożek Kupało^ wiadomo 
z mitologii Eaisarowa, labo podobno ten bożek nieco jest wątpli- 
wym, jak Józef Dubrowski w Słowiance t. II twierdzi ''. 

„W niektórych wsiach o mil dwie od Krakowa^ np. w Prze- 
gini, palą oprócz Sobótek, na Zielone Świątki zwyczajnych, takież 
zrana w wielki Piątek pod krzakami przed domem. Toż samo dzieje 
się i kolo Niepołomic za Wisłą, ale w innych okolicach nie masz tego 
zwyczaju '^^ (Ognie te wszakże, inne niż sobótkowe mają znaczenie). 

„Wszystkie te nocne z ogniem obrządki zasięgają aż do naj- 
starożytniejszych bałwochwalstwa czasów, bo jak niemal większa na- 
rodów wschodnich liczba cześć oddawała ogniowi, już to temu, co 
do życia ludzkiego, do ugotowania potraw, do rękodzieł i t. d. służy^ 
tak temu, który od słońca wydany^ urodzaje sprawia. — Uczoną 
w tej mierze rozprawę napisał Jan Gotlob Worbs, pastor w Priebus 
(Przybuż) w księstwie Zegańskiem (Sagan): „O czczeniu ognia 
w Europie, dla wyłuszczenia 'przyczyn do świętojańskich sobótek 
w Szlązku i Łużycach wyższych, w Czechach i gdzieindziej palo- 
nych**, pag. 19 — 85 w Archiv fiir die Geschichte Schlesiens i t. d.^ 
Sorau, 1798, 8-vo. 



S o to 6 t Ił a. 
33. 

Ł. Gołębiowski w dziele swóm: 6hry i zabatcy (Warsz., 1831) 
str. 294, zebrał o Sobótce wiadomości, które tu przytaczamy : 

„W dawnych wiekach dziewica Sobótka (P) kochała Sieciecha, 
gdy z wojny powrócił i ulubionej swej wiary dochował ; już weselno 
zapalono ognie, w około nich pląsano i bawiono się, w tóm znowu 
pokazał się tłum najezdników ; rzucili się wszyscy do broni ; w walce 
tej śmiertelny pocisk odnosi Sobótka, lecz nieprzyjaciel odparty. 
Na jej cześć zabawy podobnej w dzień ś. Jana została pamiątka, 
i obchód ten Sobótką nazwany. Takie jest podanie ludu (II), wy- 
rażone w dumce pod tyt. : Sobutkiw Pszczółce Krakowskiej z roku. 
1820, tomik HI, str. 3**. 

^W wiliją ś. Jana Chrzciciela niecą ognie radosne, skaczą przez 
nie dziewice, wianki puszczają na wodę, chłopcy je łapią; w spo- 
sobie : jak płyną, przybywają do brzegu, z wiankiem chłopca stykają 
się lub oddalają, — pomyślnych, prędkich związków, lub niestałości,. 



^46^ 

albo przeszkód jakich apatrują wróżbę. Jak niegdyó w narodzie wa- 
lecznym młodzież pici obojej wtargnienie najezdców odpierała, jak 
przedtóm i dziś miłość ją połączą, tak i zabawa ta ich jednoczy. 
Po całym kraju zachowany ten obrządek, pogańskich zapewne się- 
gający czasów. Opisi^ go Jan Kochanowski; oto szczegóły ważniej- 
sze z tego opisu: 

Gdy słońce raka zagrzewa, Niećmy ogień do świtania 

a i^owik więcej nie śpiówa, nie bez pieśni, nie bez grania; 

Sobótkę jako rzecz niesie Skokiem taniec najsnadniejszy 

zapalono w Ozamym-lesie. kiedy w bęben przybijają. 

Tak to matki nam podały^ Wystąp ty coś ciągnął kota, 

same także z drngich miały, a na chwilę puść się płota. 

że na dzień świętego Jana, 

zawidy Sobótka palana. 



Dwanaście dziewek jednako ubranych 

bylicą opasanych^ 

śpiewać nauczone, 

w tańcu niezganione. 
Ogień napalono na dworze 
czekano rannej zorze. — 



„W pałacu biskupa krakowskiego, Woronicza, odmalował obrzęd 
ten Stachowicz^. 

j,Są miejsca, gdzie takowa zabawa i w drugi dzień Zielonych 
Świątek powtarzaną bywa^. 

, Początek zabawy Sobótką zwany, chcieli upatrywać niektórzy 
w innych krajach i ztamtąd pochodzenie jej naznaczać; w dowód 
przytaczali Warrena i Owidyusza piszącego, że 20 Kwietnia skakano 
przez snopki siana zapalonego i zwano to święto Politia na 
cześć bogini Pales. Włochy mają Sobótki pod imieniem Saba- 
tina; znane są i w Niemczech. Wszystko to atoli przekonywa ra- 
czej, że upowszechnione w całej Słowiańszczyźnie i pod imieniem 
Sobótek i Kupały istniejące dotąd, tego ludu wielkiego pier- 
wiastkowym są obyczajem. Jako zabytek pogaństwa zakazywał je 
Serwiusz III czyli zbiór carogrodzki, zabraniał ich Józef I, syn Leo- 
polda r. 1711«. 

^TJ Serbów (łużyckich) czczono Sobótki i z różnych ziół wianki 
zawieszano po chlewach i dachach^. 

„W dzień ś. Jana gmin u Polaków opasywać się bylicą i całą 
noc około ognia zwykł skakać, powiada Rey w Postylli pp. 5. Kra- 
kowskie Sobótki obchodzono na Krzemionkach i Zwierzyńcu (lecz 
nie w dzień ś. Jana), Warszawskie na brzegu wiślanym i kępie. Sa- 
ską dziś zwanej; po całym kraju palono je na błoniu równóm i przy 
lesie ; wszędyś ujrzał po domach kwiaty i zioła, mówi w swej po- 



347 _ 

dróźy do Polski Ogi^r r. 1635 (w 3 tomie Pamiętników Niemcewi- 
cza). Przesądni i dawnym obyczajom nienawistni przeciw nim po- 
wstawali. Marcin z Urzędowa tak powiada: ^U nas w wilią ś. Jana 
niewiasty ognie paliły, tańcowano, śpiewano, diabłu cześć i modły 
czyniąc; tego pogańskiego obyczaju do tych czasów w Polszczę nie 
chcą opuszczać, czyniąc z bylicy ofiarowanie, wieszając ją po do- 
mach i opasując się nią, czynią Sobótki, paląc ognie, krzesać je 
tarciem drzewa, aby była prawie świętość diabelska, śpiewając pieśni 
i tańcując. Gdzie obcego rodu zagnieździły się i przemogły Lutry, 
tam Sobótek odprawiać nie wolno było^. 

„Wiersz Kaspra Twardowskiego pod tytułem: Bylica Ś.-Jańska, 
^e Lwowie r. 1630, takie mieści opisy: 

Wszyscy na rozpust, jako wyuzdani 
idą bylicą w poły przepasani. 
Świerkowe drzewa zapalone trzeszczą, 
dudy z bąkami jak co złego wrzeszczą. 
Dziewki muzyce, po szelągu dali, 
aby skoczniej w bęben przybijali. 
Włodarz, jako wódz przed wszystkiemi chodzi, 
on sam przodkuje, on sam rej zawodzi. 
Za nim jak pszczoły, drużyna się roi, 
a na murawie beczka piwa stoi. 
Co który umió, każdy dokazuje, 
ten skacząc wierzchem, płomienie stry chuje ^ 
ów pożar pali, drudzy huczą, skaczą, 
aż ich dzień zdybie, to się wżdy zobaczą (przecie upa- 

[miętają). 

„Juszyński w Dykcyonarzu poetów polskich, wiersz: Bylica ś. 
Jana^ w Krakowie^ w drukarni Ant. Kosińskiego r. 1641 wytłoczony, 
twierdzi być Zygmunta Januszewskiego dziełem. Siarczyński ma na 
wydaniu 1630 roku że to Kaspra Twardowskiego. Czyli oba jedno 
pisali? czy omyłka i u kogo? sprawdzić należy". Obraz udeku 
JZygmtmta III, p. Siarczyńskiego ^). 



>) W. noworoczniku Ziewania (1834): „Mieszkańcy jednej lub kilku osad 
gromadzili się d. 24 Czerwca w jedno miejsce, nakładali wielki ogień, 
tańczyli około niego, śpiewali, czynili rozmaite wróżby, to skacząc 
przez płomień; to wianki na wodę puszczając. Zdaje się, że Sobótka, 
w czasach przynajmniej późniejszych, znaczyło to samo, co póiniejszy 
obcy wyraz „wigilija. Eołontaj nazwę soboty wyprowadza od wy- 
razów: sobie robota (?), t. j. że w tym dniu lud wiejski już nie panu, 
ale dla siebie pracował**. 



348 

34. 
Pieśni sobótlcowe. 

1. (obMs ar. 65). 

Święty Janie! pytam się ciebie samego, 
Cóieś nam przyniósł nowego? 
Przyniosłem wam rosy 
Parobkom do kosy. 
Przyniosłem wam piwa 
Dziewczętom do żniwa. 
Ozyjże to wianeczek płynie po wodzie 
W trawie, w zieleni 
Z zgrają jeleni? 
To mój wianeczek płynie 
W trawie, w zieleni, 
Z zgrają jeleni: 
Płynie po wodzie, 
Płynie po dole. 
Pieśń tę śpiewają dziewczęta w wigilią ś. Jana, gdy pned 
Sobótkami puszczają wianki na wodę i z nich starodawnym zwycza- 
jem wróżą, która prędzej pójdzie za mąż lub zostanie panną. 

Wójcicki P. 1. I, str. 197. 
2. 
Janie! Janie! święty Janie! Przyniosłem ja rosy, 

Oóżeś nam przyniósł nowego. Dzieweczkom do krasy. 
Cóżeś nam przyniósł pięknego? Także macierzanki 
Janie! Janie! święty Janie! Panienkom na wiankL 

Janie, Janie, święty Janie! 
Ź. Pauli P. L p., str. 36. 
3. 

Kasia do Jasia tnżyła, Oj mój Jasieńku klejnocie 

Parę wianków uwiła: ChodzUam przy tobie w złocie, 

^a bystry Dunaj rzuciła. Oj teraz będziesz w zieleni, 

Płyńże wianeczku do młyna! Pójdziesz za mąż w jesieni. 
Jaś białe rączki umywa. Wójcicki U, str. 316. 

Fljńże wianeczku tam nazad, ^^^^^ „ ^^^' _ ^J^ g^^^ j^ ^^^ 
Będziesz u Kasi na objad. 2O6 (n. 17 a), str. 190 (n. 15 b). 

4. 

Ku Dunajowi ku głębokiemu — leluja, 
Ku gaikowi ku zielonemu — leluja. 
I zapalili sobótkę — leluja. 
I piją piwo i piją wódkę — leluja. 
Ohodzi, brodzi nadobna Kasieńka: 
Chodzi za nią grzeczny parobeczek. 



349 



Oj! poczekaj, poczekaj Kasieńko, 

Oj mam gadeczkę, zgadnę ci ja — leluja, 

Cóźbym ja była za krasna panna, 

Żebym gadeozki zgadnąć nie miała P 

A cóż rośnie bez korzenia — leluja? 

Kamień rośnie bez korzenia. 

A cóż kwitnie bez kwiateczka — leluja P 

Oj paproć kwitnie bez kwiateczka. 

Cóż gore bez płomienia? 

Cnota gore bez płomienia. 

Wójcicki, I, str, 203. — Pokucie^ II, str. 24. 



Ku Dunajowi ku głębokiemu 
Oj ku lasowi ku zielonemu 
Oj palą palą sobótkę, 
I piją piwo i wódkę; 

Dziewczę piękne na urodzie 
twarz jak dwie jagodzie. 
Stojała nad brzegiem rzeczki 
i rzuciUa dwa wianeczki. 

Oj płyną, płyną! 

oj toną toną! 

Marysia się smuci — 
Bo już Jasio jej kochany 

do swej dziewczyny, 

do swej jedynej 



Kto na sobótce nie będzie. 
Główka go boleć wciąż będzie. 

Ż. Pauli, P. 1. p. str. 25. 

I rzuciła trzeci wianek; 

oj czy po kolędzie (t. j. w zapusty) 

jej Jasieczko ukochany, 

tam jak kościół malowany 

brać z nią ślub będzie? 

Wianek pływał, wianek pływał, 

Jasio się zadumał: 

Ty Jasieóku, ty mój pierwszy! — 

Już nie pójdę do inszej. 



pewnie nie wróci. 

Pojedziewa do kościoła, 

moja Maryś niewesoła — 

tam nam będą grać 

i ślub nam dawać. Wójcicki, I, str. 198. (Weseina). 

7. 
Niechaj ruta w ogniu trzeszcze, Myśma tu przyszły zdaleka 
Czarownica z złości wrzeszczy. Popalili zioła święte; 
Kiech bylicy gałęź pęka. Nie zabiorą już nam mlóka 

Ozarownica próżno stęka. Czarownibe przeklęte. 

Spokojnie nam ogień świeci 

I ziołeczko każde tleje, 

Oj nie pomrą nasze dzieci, 

Oj nie będzie swaru doma. Wójcicki, 1, 253. 

8. 
(Przeróbka z Sobótki J. Kochanowskiego?). 
Juże wieczór teraz krótkie Dalej dziewki wybrane 

Hej ! zapalmy sobótki. Byłem (bylicą) w poły przepasane, 



350 



Tańcujcie na dworze 

Aż do cannej zorze, 

Aże do świtania, 

Ale nie bez grania. 
Dalej dudarzu teraz brzmij, 
Niechaj nasze pole grzmi. 
A ty włodarzu pilnuj dudarza, 
Bo6 to powinność pana włodarza. 
A na murawie stoi beczka piwa 
Skaczże Kasiu skaczże, pókiś jeszcze 

[żywa, 
9. 



A wy chłopcy pożar palcie 
I z dziewkami sobie skaczcie: 

Kładźcie sirkowe, 

Drzewa cisowe — 
Niechaj w bęben przybijają 
A wesoło wywijają — 

Boć wieczór krótki 

palmy sobótki. 

Wójcicki, I, str. 200. 
(z Mazowsza). 



Jeden my nakładziem 
Na w y c h ó d słońca. 
Drugi my nakładziem 
Na zapad słońca — 

Woj Jana Jana, woj Jana! 



Przyszedł już przyszedł 
Świętego Jana wieczór, 

Woj Jana, Jana! woj Jana! 
Nałożem my ognia 
Na trzy strony słońca. 

Woj Jana Jana! woj Jana! 

Czarna była choina 
Wynieśźe mnie na podwórzec 
Woj Jana Jana, woj Jana! 
Wyniesiem, wyniesiem 
Da Pan Bóg na jesień — 
Woj Jana Jana, woj Jana. 
Wójcicki, I, str. 276 (Pieśń Słowaków nad Granem w Węgrzech). 



Do stronicy 198. 

35. 

Ś. Mikołaj. 

A. Wejnert w Starożytnościach Warszawskich (t. HI, str. 31, 
53) mówiąc o zapisach posagowych dla ubogich panien, cytuje mię- 
dzy innemi zapis księdza Koszewskiego z r. 1540 i ks. Andrzeja 
Modziejowskiego^ bisk. pozn. i warsz. z r. 1780. Co do tej osta- 
tniej fundacyi, powiedziano tam^ że: sposób oddawania tych posa- 
gów był następujący: żeby ta fundacya pobożna^ oprócz istotnego 
dobrodziejstwa dla ubogich a cnotliwych panienek, służyła jeszcze 
za przykład, raczy JK. biskup poznański i warszawski, jako opie- 
kun wszystkich pobożnych fundacyj, w swojej dyecezyi d. 6 Grudnia 
w dzień św. Mikołaja biskupa (który zostawił wielorakie przykłady 
ratowania ubogich panienek i opatrywania im posagów, żeby łatwiój 
znalazły postanowienie i zwrócone były od niebezpieczeństw życia 
niewstrzemiężliwego), — albo d. 8 Grudnia w święto Niepokalanego 
Poczęcia N. Maryi Panny w koUegiacie warszawskiej sam przez się, 
albo przez kogo innego, na godności biskupiej postanowionego, od- 



i5L 

prawić mszę świętą solenną, na której ubogie panienki, mające od- 
bierać posagi, po spowiedzi zrana odprawionej obecne, przyprowa- 
dzone od sióstr miłosiernych, powinny z rąk celebrującego komunią 
świętą przyjąć, a po skończonej mszy, rzeczony JW. JE. biskup 
celebrujący, te posagi rozdawać mający, albo przez się sam mieć 
będzie homilię, albo mieć ją zaleci kaznodzieji^ dla przełożenia wa- , 
żnych celów takowego miłosierdzia, jakie się przez tę fundacyą czyni, 
w szczególności dla nauki sierót i innych przytomnych. 

Po homilii albo nauce czyli kazaniu, jeden z administratorów 
tej fundacyi czytać będzie z regestru imiona i przezwiska panien, 
dla których wyciągnięte (losem) są posagi, począwszy od 12 panien 
szlacheckich, a potem 12 miejskich^ nakoniec czytane mają być 
panny stanu włościańskiego (także w liczbie 12), każda zaś panna, 
jak tylko imię i przezwisko jej przeczytane będzie, zbliży się do 
ołtarza i uklęknie, a JW. biskup albo jej samej, albo przytomnym 
rodzicom lub opiekunom (jak się to jaśniej niżej opisze) posag dla 
niej wyciągnięty, zapieczętowany i podpisany odda; albo tóż kartkę 
podpisaną przez wszystkich trzech administratorów, z oświadczeniem: 
jako panna N. kondycyi K ma posagu N., który w skarbcu kolie - 
giaty warszawskiej dla niej jest złożony. JW. biskup rozdawszy 
tym sposobem posagi, w kilku słowach powie jeszcze pannom mają- 
cym posagi, aby Bogu za odebrane dobrodziejswa dziękowały^ za 
fundatora Andrzeja biskupa modliły się^ a odebrawszy postanowie- 
nie, żeby się starały być cnotliwemi żonami. 

Po tej ceremonii panny, które odebrały posagi, pójdą za ad- 
ministratorami tej fundacyi do zakrystyi albo osobnej kaplicy, i tam 
każda w protokóle podpisze się^ jako posag swój odebrała, albo 
jeżeliby go rodzice lub inni zaręczyciele odebrali, tedy ci się pod- 
piszą, a za panny, nieumiejące pisać, świadkowie od nich przysta- 
wieni, powinni się podpisać. 

Fundacyą ta, której dobroczynne zamiary spełniano przez lat 
kilka, upadła następnie skutkiem burz politycznych, jakie na kraj 
spadły, jak i niedbalstwa jej szafarzy, jak o tćm szeroko Wejnert 
się rozwodzi. 



Omyłki i sprostowania. 



Słr, 








Wytłoczono: 


Czytaj: 


S wiersz 


1 od doła Łubowiz 


Lubowidz 


12 


» 




n 


gdy poprzednio dał był 
wdowie 


i dał wdowie 


12 


ł» 




łł 


Skruszony t^m 


Skruszony tóm widowi- 
skiem, 
Dodaj: Lud, Ser. VII, str. 


25 


V 




w 


nazwisko. 












233 n. 83. 


29 


n 




jł 


Notka ta odnosi się zapewne do tego samego zda- 










rzenia, zacytowanegc 


» w notce 2 na str. 30. 


34 


r> 




n 


Przypłowie to ma wyryanty, jak np. w Kiernozi 
przed każdym (domem) ludzkim — dom Boiy. 


44 


r* 




T 


Estereicher 


Estreicher 


49 


n 


13 


n 


4 tablioze wizerunków 


2 tablice ; dwie drugie dołą- 
czone będą do następnego 
tomu. 


68 


« 


3 


ft 


Nogaju; 


Nogatu ; 


87 


Tł 


8 


łł 


wreszcie obracają się 


potem obracają się 


145 


ft 


11 


»ł 


od Błonia (Płaohocin) 


(Płochocin). 


160 


V 


14 


n 


koło Marymontu 


lub koło Marymontu 


168 


r» 


14 


f> 


— lśniącej jeszcze Wisły 


— lśniącej Wisły, 


175 


ft 


8 od 


góry 


)rzy8zły swoje 


przyszłe swoje 


176 


ft 


13 


«i 


z bławatków 


a z bławatków 


182 


Tł 


6 od dołu 


i posła, posłała: 


posła posłała: 


210 


V 


U od 


góry (Sójk). 

dołu chwała^ mnie 


(Sójki). 


287 


n 


15 od 


chowałaś mnie 


276 


n 


18 


n 


podejmuję sami 


podejmują sami 


293 


n 


2 od 


góry 


niewiastę: 


starą niewiastę: 


294 


» 


2 


ł» 


pod borem sośnia i t. d. 


obacz: nr. 82. 106. 


317 


jł 


2 od dołu nową wiarę i odtąd 


nową wiarę i dotąd 



Omyłki w nutach. 



Str. 










Wytioczono: 


80 


nr. 


3 takt 6 


a.ówierciowe (u dołu) 


88 


n 


21 


V 


1 


punkt po trzeciem c 


88 


n 


21 


r 


7 


trzecie h ćwierciowa 


99 


n 


27 


n 


1 


/, a,b,b- 


102 


n 


32 


V 


6 


a, a, b, b 


164 


n 


58 


V 


1 


f, a, a a 


205 


n 


74 


V 


6 


a ćwierciowe 


248 


Tł 


134 


r 


2 


pauza 7 


250 


rj 


136 


V 


4 


g, fis, e — 


267 


tł 


163 


n 


1 


Vs 


289 


r) 


186 


n 


12 


«; ^ 9^S, f — 



Czytaj: 
a razwiązane 
punkt po czwartem c 
razwiązana 
/, a, c, c — 
a, a, b, g 

/, 9^ a, «. 
a razwiązane 
niepotrzebna 
g, fis d — 

'U 

a, h, gis, e 



SPIS RZECZY. 



Str. 



Kraj 



Lud 



Z wycz 



Warszawa .... 






1 

7 


Przysłowia i zdania dotyczące Warszawy . 




16 


Okolice Warszawy, Z prawego brzegu Wisły 




17 


Z lewego brzegu Wisły 




18 


Kraj dalszy (z lewego brzegu Wisły) 






21 
36 


Ubiór !!!'.! 






49 


ijwnoió .... 






55 


Mieszkanie .... 






58 


Praca. (Rola. Służba. Przemysł) 






63 


je. Wilija Bożego Narodzenia 
Boże Narodzenie 






71 






73 


S. Szczepan 






74 


Jasełka czyli Szopka 






75 


Szopka warszawska 






78 


Ś. Jan Ewangelista 






91 


Młodzianki 






91 


8. Sylwester . 






91 


Styczeii. Nowy rok . 

Kolenda . . . ■ 






92 






95 


Trzej-króle 






108 


Gwiazda 






Ul 


S. Antoni opat . 






Ul 


^ S. Piotr i i. Pryska . 






Ul 


SS. Fabian i Sebastyan 






111 


S. Agnieszka 

SS. Wincenty i Anastazy 






Ul 






U2 


Nawrócenie ś, Pawła . 






112 


S. Karol Cesarz 






113 


S. Franciszek Salezy . 






113 


Łuty. Niedziela starozapustna 

Oczyszczenie N. Panny (Gromnice) , 






113 






114 


S. Błażej 






115 


S. Agata 






115 


S. Dorota 






115 


S. Scholastyka .... 






116 



23 



354 



iU: 



S. Walenty 






. 116 


S. Maciej apostoł 






. 116 


Tłusty czwartek 






. 117 


Kulig 






118 


Zapusty 






120 


Popielec .... 






122 


Suchedni , . 






124 


Półpoście. Środopo^cie 






124 


Marzec .... 






125 


S. Albin 






126 


S. Kaźmierz 






126 


S. Tomasz z Akwinu 






. 126 


SS. Cyryl i Metody . 
Czterdziestu męczenników 






. 127 






127 


S. Grzegorz 






127 


S. Józef 






128 


S. Benedykt 






128 


Zwiastowanie N. P. . 






128 


Kwiecień ... 






128 


1 Kwietnia 






129 


S. Franciszek a Paulo . 






129 


Kwietnia niedziela 






130 


Wielki tydzień 






131 


Środa wielka 






131 


Wielki czwartek 






132 


Grzechotki 






133 


Wielki piątek. Groby. Kapnicy 






133 


Śledź i żur . 






135 


Wielka sobota . 






136 


Wielkanoc. Święcone 






137 


Dyngus .... 






139 


Wtorek .... 






139 


Kogutek .... 






143 


Gajik ..... 






147 


S. Wojciech 






154 


S. Tymon . . . , 






155 


S. Jerzy 






155 


S. Marek 






155 


Maj. Majówka . . . , 
SS. Filip i Jakób apostołowie 






166 






157 


S. Floryan . . . . 






157 


S. Zofia 






. 158 


SS. Pankracy, Serwacy, Bonifacy 






158 


Wniebowstąpienie Pańskie 
Sobota przed-ijwiąteczna 






. 158 






158 


Zielone świątki 






159 


Poniedziałek świąteczny 






159 


S. Trójca 






161 


Boże Ciało 






162 


C zer wiec 






166 


S. Medard 






167 


S. Antoni z Padwy 






167 


S. Wit . 






167 


Przeddzień ś. Jana Chrzciciela 






. 168 


Wianki świętojańskie 






. 168 


Sobótka .... 






. 177 


S. Jan Chrzciciel 






. 184 



355 



Str. 





Lipiec 








. 184 




Nawiedzenie N. Panny . 








. 186 




S. Małgorzata . 








. 185 




S. Elijasz 








186 




S. Jakób 








. 185 




S. Anna 








. 185 




S. Marta 








. 186 




Sierpieii 








. 186 




S. Piotr w okowach 








. 186 




S. Kajetan 








. 186 




S. Wawrzeniec . 








. 187 




Wniebowzięcie N. Panny 








. 187 




8. Roch 








. 187 




S. Bernard (Biernat) 








. 187 




S. Bartłomiej . 








. 188 




S. Augustyn 








. 188 




Ścięcie L Jana 








188 




S. Feliks 








188 




Wrzesień 








. 18S 




S. Idzi opat 








. 189 




S. Regina 








. 189 




Narodzenie N. Panny . 








. 189 




S. Nikodem 








. 190 




S. Mateusz 








190 




8. Tekla 








. 190 




8. Michał 








190 




Październik 








. 191 




8. Franciszek . 








. 192 




8. Brygida 








. 192 




SS. Jadwiga i Teressa 








192 




S. Gaweł 








. 192 




S. Łukasz 








. 192 




8. Urszula 








. lys 




8. Kryspinian . 








. 193 




88. 8zymon i Juda 








193 




Listopad 








193 




Wszyscy święci 








194 




Dzień zaduszny 








194 




8. Marcin 








194 




8. Katarzyna 








. 195 




8. Andrzej 








195 




Adwent 








196 




Grudzień 








197 




8. Barbara 








197 




8. Mikołaj biskup 








198 




8. Łucya 








199 




8- Tomasz apostoł 








199 




8. Ewa . 








199 


Ok 


pężne ..... 
Wyzwoliny na parobka 








201 
211 


Ob 


rzędy. Chrzest .... 
Pogrzeb .... 
Wesele. L Ogólne mazowieckie 








215 
216 

218 




IL od Warszawy (Wilanów, Czerniaków i t. d.) . 


220 




IIL od Warszawy (Rokitno, Płochocin i t. d.) 


229 




IV, od Piaseczna . . . . . 


239 




V. od Czerska (Czaplin i t 


. d.) . 






241 



356 

Str. 

Wesele. YI. od Mszczonowa, Wiskitek . . . 266 

VII. od Gombina i Sochaczewa . . 273 

YUI. od Kiernozi i Żychlina . . 289 

IX. od Inowłodza i Wolborza . 293 

Przypisy. Do stronicy 7. Początki Warszawy . 301 

„ 8. Herb miasta Warszawy . 303 

^ 8. Kościół N. Panny Maryi . . .306 

^ 10—11. Pan Jezus cudowny u Fary .307 

„ 14. Zaklęta księżniczka . 309 

„ 20. Ćwikowa góra . . 31(» 

„ 28. Żyrardów . ., .311 

,j 29. Miedniewice .312 
„ 33. Brzeziny ..... 313 

„ 37. Nazwa Mazurów . . 315 

f, 39. Mazurowie p. Maciejowskiego . 315 

„ 43. Szlachta drobna . . .319 
„ 49 — 60. Szczegóły o ubiorze, pomieszkaniu i t, d. 322 

67. Dary . . .823 

„ 71. Nabożeństwo w Polsce p. Eitowicza . 323 

„ 92. Nowy rok . . . .327 

„ 108. Trzej-króle .329 

„ 111. S. Agnieszka . , .329 

y, 112. S. Wincenty . .330 

„ 116. S. Walenty . . .351 

„ 120. Zapusty . .332 

y, 181. Wielki tydzień . .336 
^ 137. Wielkanoc .... 337 

„ 138. Święcone . . . .341 

„ 176. Wianki . .343 

„ 177. Sobótka i pieijni sobótkowe . . 344 

^ 198. S, Mikołaj . . . .350 



Rokicie-StareJ 



Mim S4t JO 12 

Mazowsze; obraz etnograficzny. 



ALL45« 




3 2044 040 577 470 





«l_ Ik