Skip to main content

Full text of "Ostatnie lata Swidrygiey i sprawa woyska za Kazimierza Jagielloczyka"

See other formats


^i% 



Digitized by the Internet Archive 

in 2010 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/ostatnielataswidOOhale 






OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 

1 SPRAWA WOŁYŃSKA ZA KAZIMIERZA 

JAGIELLOŃCZYKA 



OSKAR HALECKI 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 

1 SPRAWA WOŁYŃSKA ZA KAZIMIERZA 
JAGIELLOŃCZYKA 



Z MAPĄ HISTORYCZNĄ. 



W KRAKOWIE 

NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI GEBETHNERA I SPÓŁKI W KRAKOWIE 

1915. 







Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem Jdzefa Filipowskiego. 



TRESC. 

Wstąp Str. l—s 

Geneza i zakres pracy. Dotychczasowy stan badań. O metodzie, ważniejszych 
źródłach i poszukiwaniach archiwalnych. 

I. Geneza rządów Świdry giełły na Wołyniu po r. 1440 Str. 6—50 

Położenie Swidrygielty po klęsce r. 1438 i w chwili śmierci Zygmunta 6 — 10; 
układ tlumacki w związku z dalszymi planami Świdry gieily, zobowiązania księcia 
na tle jego stosunku do Polski i polityki panów ruskich 10 — 18; księstwo gro- 
decko-szczerzeckie I9— 26; WoJyń po katastrofie 1440 r. : walka z Koroną 
o Ratno i poddanie się Litwie Kazimierza Jagiell. 2Ó — ^^ ; próba ugruntowania 
rządów litewskich na Wołyniu na zjeździe wileńskim w styczniu 1442 r. 34 — 41; 
powody opozycyi i powołanie przez Wołynian Swidrygiełły w 1442 r. 42 — 45 ; 
przywódcy, charakter i cele jego stronnictwa 46 — 50. 

II. Rządy Swidrygiełły na Wołyniu 1442— 1452: stosunki ze' 

wnętrzne .... Str. 51 — 94 

Spór o włość korecką i utrzymanie powiatu krzemienieckiego pod władzą w. ks. 
Kazimierza 51 — 58; dzielnica łucko - włodzimierska Swidrygiełły i jego rządy 
w Bracławszczyźnie 59 — Ó2 ; starania Polski o uzyskanie Łucka: plan zamiany 
za ziemię chełmską Ó2 — 65; czy ŚwidrygiełJo był lennikiem Polski? Jego sto- 
sunek do niej Ó5 — 71; pogodzenie się jego z Litwą i uznanie zwierzchnictwa 
Kazimierza po śmierci Warneńczyka 71 — 76; Swidrygiełło na zjeździe wileńskim 
1445 r. i jego rola w rokowaniach z Krzyżakami 70 — 83 ; spór o Wołyń i Po- 
dole przy elekcyi Kazimierza 83 — 84; odstąpienie Bracławszczyzny Litwie i wy- 
nagrodzenie Swidrygiełły przez nadania w w. księstwie dla niego i jego żony 
85 — 90; rola jego w sporze polsko-litewskim o ziemie ruskie 1447 — 145 1 i za- 
targ z Władysławem mazowieckim 90 — 94. 

III. Rządy Swidrygiełły na Wołyniu 1442— 1452: stosunki we- 
wnątrzne Str. 95 — 153 

i) Ustrój tery tory alny. Nazwa ziemi i jej granice 95 — loi ; powiaty i 
włości loi — 108; osadnictwo 109 — iio. 2) Ustrój społeczny. Kniaziowie, ich 
pochodzenie i rozsiedlenie lli — 118; szlachta: rody herbowe Korczaków i Kier- 
dejów, Mukosieje i kolonizacya kresów 119 — 126; pochodzenie i stanowisko 
szlachty wołyńskiej, związki z Rusią koronną, żywioł polski a litewski 12Ó — 130^ 
bojarowie służebni, ich kategorye i stanowisko prawno - społeczne 131 — 135; 
afamiliac wołyńska 135 — 136; duchowieństwo i życie religijne, miasta, wło- 
ścianie 136 — 140. 3) Ustrój polityczny. »Wielki książę* i urzędy na jego 



VI 

dworze 140—143; starostowie i ich władza, nadania Swidrygielly 143 — 148; 
rada, jej skład i znaczenie, jej zjazdy. Wnioski ogólne 148 — 153, 

IV. Przyłączenie dzielnicy Świdrygiełłowej do Litwy w ro' 

•ku 1452 Str. 154— 19Ó 

Wytoczenie pretensyi polskich 154 — 157; stanowisko króla, ŚwidrygieUy i Wo- 
Jynian 158 — 162; akcya Litwy celem pozyskania kniaziów i panów wołyńskich, 
jej wpływy na Wołyniu 1Ó3 — 172; zjazdy w Łucku, Wilnie i Opatowie na 
końcu 1451 i początku 1452 r., posłowie Litwy i Korony w Łucku 173 — 182; 
śmierć Świdrygiełły i jego charakterystyka 182 — 185; zajęcie Łucka przez Li- 
twę i niebezpieczeństwo wojny z Polska 186 — 187; poselstwo wołyńskie na zjeź- 
dzie wileńskim w marcu i przywilej dzielnicowy dla Wołynia 188 — 194; znaczenie 
wcielenia dzielnicy Swidrygiellowej do Litwy 194 — 19Ó. 

V. Spisek panów wołyńskich w r. 1453 na tle zatargu pol- 

sko-litewskiego Str. 197 — 235 

Zaburzenia w Koronie i ich uśmierzenie przez króla 197 — 201: poselstwa rady 
litewskiej do Zakonu i na zjazd sićradzki 1452 r., odroczenie decyzyi 201 — 204; 
sojusz opozycyi litewskiej ze Złotą ord§ i jego unicestwienie przez króla 204 — 
210; zaburzenia na Litwie, zerwanie rokowań polubownych i zatwierdzenie przy- 
wilejów koronnych w 1453 r. 210 — 215; kryzys w stosunku Litwy do Polski 
i jej przyczyny, nowe układy rady litewskiej z Krzyżakami i zbrojenia w w, 
księstwie 215 — 220; spisek panów wołyńskich przeciwko Litwie, jego przy- 
wódcy i cele 221 — 229; rezultat spisku i uspokojenie obustronne w zwitku le 
sprawa pruską 229 — 231; poselstwo koronne w Brześciu litewskim i porozumie- 
nie w sprawie Prus i Wołynia 231 — 235. 

VL Rządy litewskie na Wołyniu za Kazimierza Jagielloń- 
czyka Str. 236—284 

i) Sprawy polityczne. Wznowienie pretensyi litewskich do Podola zacho- 
dniego w związku z wojną trzynastoletnią 236 — 242; ostateczne uśmierzenie 
sporu polsko-litewskiego o ziemie ruskie w r. 1464 przez zrównoważenie się 
pretensyi obustronnych; stanowisko Wołynia i Bracławszczyzny 242 — 245; nie- 
bezpieczeństwo tatarskie : główne napady ordy zawołźańskiej i krymskiej na Wo- 
łyń, obrona 245 — 251. 2) Stosunki wewnętrzne. Rozluźnienie związków 
z Rusią koronną, napływ panów litewskich i kniaziów z Litwy i Bialejrusi 
251 — 256; podupadanie gniazdowego ziemiaństwa szlacheckiego a wzrost potęgi 
kniaziów 257 — 266; obsadzanie urzędów; starostowie, marszałkowie ziemi wo- 
łyńskiej jako przeżytek poprzedniej epoki, niższe urzędy 266 — 272; stosunki 
kościelne i zagadnienie antagonizmu narodowo -religijnego 272 — 275 i samorząd 
dzielnicowy: sejmy wołyńskie i ich znaczenie 276 — 279; siła żywotna ;>stariny€ 
i zwycięstwo partykularyzmu ziemskiego i jego siły assymilacyjnej — rzut oka 
w przyszłość 280 — 284. 

Dodatek L Wykaz chronologiczny dokumentów Świdrygiełły z lat 1433 — 1452 
wraz z przyczynkami do jego itineraryum od r. 1440 . . . Str. 285 — 296 

Dodatek II. Członkowie rady Swidrygiełfowej w latach 1440--1452 Str. 297 — 302 

Indeks osób i miejscowości Str. 303 — 315 

Mapa historyczna ziemi wołyńskiej w połowie XV wieku. 



SPROSTOWANIA. 

Str. 23 (w. 13 z gdryj mylnie przeciwstawiono starostwu grodowemu gródeckiemu 
szczerzeckie jako »zwykJ§ królewszczyznę-tenutc« ; i w Szczercu bowiem, cho6 
brak wyraźnej wzmianki o księgach grodzkich , spotykamy w tych czasach 
obok starostów -dzierżawców (1448 — 1449 jest nim ten sam Fredro z Ple- 
szowic, który 10 lat przedtem pożyczył Swidrygielle iio grzywien) takie 
sędziego i »wojewode< (AGZ XIV index). Przy tej sposobności zwracamy 
jednak także uwagę , źe prof. Balzer (w sprawozd. z tego tomu AGZ, Kwart, 
hist. IV 553/5) podniósJ pewne wątpliwości co do tego, czy sądownictwo 
w tych drugorzędnych , znikających później powiatach czcrwonoruskich z są- 
downictwem grodzkiem we wJaściwem znaczeniu identyfikować można. Spo- 
strzegliśmy też, ie juz w r. 1892 dr. Prochaska w przeoczanej dotąd ubocznej 
wzmiance (w pracy p. t, Konfederacya lwowska 14O4 r., Kwart. hist. VI 
749/50) zaznaczył , że Świdrygielło , dzierżąc Gródek w lennie , miał tam 
swych starostów i sądownictwo własne. 

Str. 71 w. ostatni: zamiast »Soldau« powinno być >Działdowo€. 

Str. 91 w. 10 od dołu (tekstu): zamiast »przywykłszy« powinno być »przywykli«, 

Str. 105 do ustępu o włości mielnickiej dodajemy, że według wzmianki w doku- 
mencie z 1544 r. (Arch. Sang. IV nr. 324) Swidrygiełło w nieznanym bliżej 
czasie oddał tę włość strzelcowi swemu Zubowi (por. str. 132 przyp. 2), przy 
czem jednak wyłączył z niej trzy wsie (Brzuchowicze , Kozlinicze i Hołoby), 
które z dawnych czasów »tiahnuli ku Mielnici*, pozostawiając je przy zamku 
łuckim. 

Str. 209 przyp. 3 : zamiast »Szach Achmet« powinno być »Seid Achmetc. 



WSTĘP. 

Praca niniejsza nie jest bez związku z poprzedniem mojem 
studyum nad dziejami unii polsko-litewskiej, poświęconem spra- 
wie inkorporacyi Podlasia, Wołynia i Kijowszczyzny do Korony 
w r. 1569. Niewątpliwie bowiem zbadanie jednego z wcześniej- 
szych okresów sporu polsko-litewskiego o Wołyń, poznanie sto- 
sunków wewnętrznych tej ziemi w owym czasie i ich stopniowego 
przekształcania się, wreszcie głębsze wniknięcie w tradycye histo- 
ryczne Wołynia, mogą się przyczynić do lepszego zrozumienia 
owego przewrotu w jego losach, jaki nastąpił na sejmie lubelskim 
i rozstrzygnął zarazem o dalszych kolejach dziejowych całej Rusi 
południowej. Przecież jednak nie zamiar uzupełnienia pracy po- 
przedniej ani też postawienia obok siebie dwóch pokrewnych 
poniekąd epizodów ze związanego 2 ogólniejszą sprawą unii zatargu 
o przynależność ziem ruskich, stał się powodem bezpośrednim 
do napisania tej rozprawy. 

Taksamo bowiem, jak poprzednia powstała na tle szerszych 
badań nad jednym z najważniejszych a niedostatecznie wyświetlonych 
ustępów w dziejach unii, jakim jest przebieg sejmu lubelskiego, 
tak też i niniejsza praca wyłoniła się jako specyalne zagadnienie 
monograficzne przy studyach ogólnych nad innym ustępem tych 
dziejów, również przełomowym i również dotąd bardzo nierówno- 
miernie opracowanym i chwiejnie ocenianym, mianowicie nad sto- 
sunkiem Litwy d o Polski za Kazimierza Jagiellończyka. Nie mogąc 
na razie myśleć o syntetycznem ujęciu całego nagromadzonego 
materyału z tego okresu, niespodziewanie obfitego, zdecydowałem 
się na osobne wydzielenie samej sprawy wołyńskiej i z tego jeszcze 
względu, że uwydatniło się przez to jeszcze bardziej, aniżeli w pierw- 
szej rozprawie, wielkie znaczenie, jakie miała w historyi unii Korony 
z W. księstwem kwestya ruska, stanowisko trzeciego z narodów, 

o. Halecki: Ostatnie lata Świdrygiełły. I 



2 O. HALECKI 

połączonych węzłem braterstwa przez ideę jagiellońską. Wołyń 
bowiem, to obok Białej Rusi główny os'rodek życia dziejowego 
Rusi w całej jagiellońskiej epoce, a omawiając z kolei rozmaite 
zagadnienia z czasów Kazimierza Jagiellończyka, dotyczące ziemi 
wołyńskiej, starałem się je połączyć w jedną całos'ć, któraby przed- 
stawiła wogóle dzieje Wołynia od v/yniesienia młodego królewicza 
na W. Księcia litewskiego aż do jego śmierci. 

Całos'ć ta składa się jednak właściwie z dwóch części, uwi- 
docznionych już w tytule. Przedstawienie ostatnich lat Swidrygiełły, 
jego losów osobistych po klęsce ostatecznej w walce z Zygmun- 
tem a następnie historyi jego nowej dzielnicy łuckiej, uzyskanej 
po śmierci wroga, miało — w miarę moich sił i zdolności — dać 
dalszy ciąg owego »ustępu z dziejów unii«, jaki tak znakomicie 
przedstawił A. Lewicki w »Powstaniu Swidrygielły«, gdzie jednak 
tylko w pobieżnym końcowym rzucie poruszył historyę tego 
księcia po r. 1438, nie wchodzącą już w zakres jego tematu, a za- 
niedbaną także przez dalszych, głównie ruskich badaczy czasów 
świdrygiełłowych w porównaniu z historyą lat 1430 do 1437. 
Uzupełnienie tej luki w historyografii i bliższe poznanie, dzięki 
stosunkowo bogatemu zasobowi źródeł, jednego z ostatnich udziel- 
nych księstw, istniejących na obszarze W. księstwa litewskiego, 
oto było zadanie trzech pierwszych rozdziałów. W drugiej części 
pracy rozdziały IV i V mają wyświetlić, za pomocą zbadania 
kwestyi wołyńskiej, najwyższe napięcie zatargu polsko-litewskiego 
w latach 1452/3, chwilę krytyczną jak mało innych w przebiegu 
dziejów unii; starałem się przy tern uwydatnić doniosłą rolę sa- 
mego króla, którego roztropna polityka temporyzacyjna przypo- 
mina najwyraźniej podobną w sprawie unii politykę Zygmunta 
Augusta, i konieczność wyjaśnienia dążeń możnowładztwa i poli- 
tyki jego różnych stronnictw dla należytej oceny stosunku Litwy 
i Rusi pomiędzy sobą i do Polski. Jeśli już tutaj, jak też i w pierw- 
szej części, niejednokrotnie poruszono problemat partykularyzmu 
ziemskiego, jeden z najważniejszych dla zrozumienia dziejów we- 
wnętrznych federacyi jagiellońskiej, to w rozdziale szóstym, opisu- 
jącym ustalenie się rządów litewskich na Wołyniu i powstałe tam 
wówczas warunki dalszego rozwoju na przyszłość, problemat ten 
musiał się wysunąć na pierwszy plan w całem przedstawieniu rzeczy. 

Omawiane kwestye niemal zupełnie jeszcze nie były badane 
monograficznie, gdyż do dziejów unii w tym czasie ogłoszono do- 



I 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 3 

tąd tylko szereg prac o wstąpieniu Kazimierza na tron polski, 
fakcie tylko pos'rednio łączącym się z moim tematem, a co do 
stosunków wewnętrznych na Wołyniu w tym czasie, to w porówna- 
niu z tem, co dla poznania tych stosunków w okresie o sto lat 
późniejszym zrobił nieodżałowany Aleksander Jabłonowski, wiek 
XV był dotąd zupełnie zaniedbany i oświetlany głównie tylko re- 
trospektywnie. To też nie dziw, że to, co o tych sprawach do- 
tychczas powiedziano w dziełach syntetycznych, czy to w historyi 
Polski Jakóba Caro, czy też w historyi Rusi Michała Kruszewskiego 
i w ostatniej książce A. Jabłonowskiego, uledz musiało wielu modyfi- 
kacyom w szczegółach a nawet ogólnych poglądach w obec okolicz- 
ności, że przybył szereg faktów zgoła nieznanych. Okazało się bowiem, 
że ubóstwo źródeł było tylko pozornem, że należało tylko niektóre 
materyały już opublikowane wyzyskać za pomocą metody, mało 
jeszcze stosowanej przy badaniu tych czasów, a sięgnąć po nowe 
zupełnie do rozmaitych zbiorów archiwalnych. 

Przy pierwszem z tych dwóch spostrzeżeń mam przedewszyst- 
kiem na myśli materyał najobfitszy, jaki wogóle posiadamy do 
ówczesnych dziejów litewsko -ruskich, mianowicie nadania ziemskie, 
w danym wypadku Kazimierza Jagiellończyka i Swidrygiełły. Mimo 
swej treści tak na pierwsze wejrzenie stereotypowej stają się one 
nieocenionem źródłem dla dziejów nietylko osadniczych i ustrojo- 
wych, lecz nawet i politycznych, jeśli się ożywi wymienione w nich 
nazwy za pomocą dwóch nauk, niezbędnych dla historyka 
zwłaszcza w obrębie wieków średnich (w naszej historyi conaj- 
mniej do końca XVI wieku), mianowicie nazwiska osób za pomocą 
genealogii, a nazwy miejscowości za pomocą topografii. Nadania 
Kazimierzowe są w przeważnej części zawarte w III i IV księdze 
zapisów Metryki litewskiej, które obie już są opublikowane w ca- 
łości przez historyków rosyjskich^); szczególnie ciekawą i ważną 
jest pierwsza część III księgi, zawierająca rodzaj krótkich rege- 
stów kancelaryjnych z nadań Kazimierza w pierwszej połowie 
jego rządów, lecz właśnie lakoniczność tych zapisek, brak dat 
przy przeważnej ich części i chaotyczność ich układu stanowią 



1) Obie te księgi s§ zawarte w świeio rozpoczętem systematycznem wyda- 
wnictwie Metryki lit. przez J. J. Łappe (Russkaja istoriczeskaja bibliotieka t. XXVII); 
ze względów czysto technicznych cytuję zapiski regestowe pierwszej części III księgi 
według dawniejszego ich wydania przez M. B. Downar -Zapolskiego (Dokumienty 
Moskowskawo archiwa ministierstwa justicii J. I skracam stale : Dok. 1). 

I* 



o. HALECKl 



Ogromną trudność przy ich wyzyskaniu; tylko dzięki dokładnemu 
zbadaniu ich całości mogłem wydzielić te, które się odnoszą do 
Wołynia, połączyć je w grupy i choć do pewnego stopnia uzu- 
pełnić daty. JeśH już z nadań Kazimierza część pewna, do Metryki 
nie wciągnięta wcale albo conajwyżej przy póz'niejszych oblatach, 
jest rozrzuconą po różnych wydawnictwach z'ródłowych lub nawet 
spoczywa jeszcze w archiwach, to stosuje się to w całej pełni do 
wszystkich wogóle nadań Swidrygiełły; ponieważ nadto część ich 
jest wydaną niedość krytycznie, a prac przygotowawczych nad 
dokumentami tego księcia brak zupełnie, nie mogło być mowy 
o ich zużytkowaniu bez specyalnych dociekań dyplomatycznych. 
Poświęciłem im też, ze szczególnem uwzględnieniem chronologii, 
dodatek I, według którego poszczególnych numerów cytuję te do- 
kumenty w samej rozprawie, podczas gdy w dodatku II ugrupo- 
wałem materyał archontologiczny, zawarty w nadaniach Swidry- 
giełły z jego lat ostatnich, do którego również przy moich wy- 
wodach nieraz się musiałem odwołać. Trzeci wreszcie dodatek sta- 
nowi mapa historyczna Wołynia w połowie XV wieku; częste 
wzmianki topograficzne w pracy niech wytłómaczą jej dołączenie, 
a brak wszelkich wzorów kartograficznych, dotyczących tych ziem 
w tym odległym czasie, — jej braki i niedostatki techniczne. 

Mimo wielu publikacyi źródłowych praca z zakresu XV wieku 
niemniej wymaga poszukiwań archiwalnych , aniżeli gdy chodzi 
o czasy późniejsze. Przedewszystkiem dla wyczerpania materyału 
pochodzącego z archiwum Zakonu krzyżackiego, owej bogatej nie- 
zwykle kopalni dla dziejów polsko - Htewskich , niepodobna ogra- 
niczyć się do tego, co dotąd drukiem wydano: z publikacyi naj- 
częściej cytowanych »Liv-, Est- u. Kurlandisches Urkundenbuch* 
(cytuję: LEK) wybiera tylko to, co dotyczy dziejów inflanckich, 
a regesty w > Skarbcu* Daniłowicza nie mogą dać należytego po- 
jęcia o treści danego dokumentu. Słusznie wprawdzie zauważył 
Caro, że od czasu pokoju brzeskiego źródła krzyżackie stają się 
znacznie skąpsze w wiadomości dotyczące Litwy, i dlatego nie 
byłem pod tym względem w położeniu tak korzystnem, jak bada- 
cze wcześniejszych lat zawieruchy Swidrygiełłowej ; mimo to jednak 
poszukiwania w »Staatsarchiv* w Królewcu dały mi plon niespo- 
dziewanie obfity, dostarczając całego szeregu ważnych dokumen- 
tów bądź to zupełnie nieznanych, bądź to podanych dotąd tylko 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 5 

W Zgoła niedostatecznych streszczeniach ^). Na drugiem zaraz miej- 
scu z pos'ród źródeł archiwalnych wymienić muszę inwentarz ar- 
chiwum koronnego, ułożony przez Jana Zamoyskiego w latach jego 
młodos'ci jako sekretarza Zygmunta Augusta, a przechowany w rę- 
kopisie w archiwum ordynacyi hr. Zamoyskich w Warszawie 
(Nr. 1603); inwentarz ten, zwłaszcza w częściach poświęconych zie- 
miom ruskim, znacznie przewyższa inne wykazy archiwum koron- 
nego tak obfitością wymienionych dokumentów jak też i dokładno- 
ścią i szczegółowością ich streszczenia i zawiera dużo zaginionych 
i często zupełnie nieznanych skądinąd dyplomów, listów i t. p., 
które nieraz przytacza niemal in extenso. Nadto szereg cennych 
i ważnych źródeł, uzupełniających i prostujących w wielu wypad- 
kach dorywcze wydawnictwa, znalazłem w archiwach: XX. Czarto- 
ryskich w Krakowie (głównie Teki Naruszewicza i oryginały 
pergaminowe), ordynacyi hr. Krasińskich w Warszawie i XX. 
Radziwiłłów w Nieświeżu (dział I: Dyplomy pergaminowe i papie- 
rowe). Drobne wreszcie przyczynki pochodzą z archiwów: Krajo- 
wego we Lwowie i Głównego w Warszawie, z oddziału rękopi- 
śmiennego przy Bibliotece publicznej i z archiwum Centralnego 
w Wilnie, i z archiwum Chaleckich w Cerkliszkach (gub. wileńska), 
zaczerpnięte zaś są przeważnie z materyałów do dziejów unii wogóle, 
jakie zbierałem w ciągu podróży naukowej w lecie 19 14 r. 

Właścicielom, zarządom i urzędnikom zbiorów archiwalnych, 
z których korzystałem, składam na tern miejscu słowa serdecznej 
wdzięczności za ich udostępnienie i uprzejme ułatwienie moich 
poszukiwań. 



*) Materyal ten znajduje się w dwdch działach dawnego archiwum Zakonu 
w królewieckiem >Staatsarchiv€. Większość znaczna pochodzi z luźnych archiwaliów, 
uZoionych ściśle chronologicznie w t. zw. »Ordensbriefarchiv« (cytuję także dawn§ 
sygnaturę każdego dokumentu, dla rozróżnieuia kilku nieraz pism z tego samego dnia), 
mniejsza częśd z kopiaryuszów współczesnych, t. zw. »Hochmeister-Registranten< 
(cytuję tom i stronicę). 



I. Geneza rządów Świdrygiełły na Wołyniu po r. 1440. 

Zamach z 20 marca 1440 r. był niezaprzeczenie wspólnem 
dziełem różnych grup i stronnictw wśród możnowładztwa litewsko- 
ruskiego, które mimo różnic swego stanowiska i dążeń politycz- 
nych sprzymierzyły się chwilowo do osiągnięcia wspólnego celu 
t. j. usunięcia w. ks. Zygmunta Kiejstutowicza. Śmiało jednak mo- 
żemy przynajmniej jednej części spiskowców przypisać zamiar, o któ- 
rym wspomina t, zw. kronika Bychowca ^), mianowicie opanowania 
Wilna i Trok dla Świdrygiełły, wyniesienia na stolec wielkoksią- 
żęcy jedynego żyjącego jeszcze syna Olgierdowego, śmiertelnego 
wroga Zygmunta. Najsilniej bowiem popiera to twierdzenie prze- 
wodnia rola, którą, jak wiadomo, odegrali w owym spisku ks. Czar- 
toryscy. Że w nich widzieć musimy stanowczych stronników Świ- 
drygiełły, o tern świadczy stosunek łączący ich z tym księciem 
przed i po przełomowym r. 1440. Już w r. 1438 znajdują się w jego 
otoczeniu dwaj z trzech braci Wasilewiczów, reprezentujących wów- 
czas ten ród kniaziowski: Iwan i (prawdopodobnie dwukrotnie) 
Aleksander 2), w latach zaś po zamachu Iwan, główny jego inicyator, 
znienawidzony przez stronników Michała Zygmuntowicza 8), stale 
przy jego boku występuje, ciesząc się wpływowem stanowiskiem 
w jego radzie, a trzeci z braci, Michał, zostaje nawet marszałkiem 
dwornym Świdrygiełły*). 

W związku z tern nasuwa się wniosek, że zamordowanie 
Zygmunta przyszło do skutku nie bez wiedzy, nie bez współudziału 
w genezie spisku, jego długoletniego przeciwnika. Tembardziej 
należy sobie zdać sprawę z położenia, w jakiem się wówczas, 
w przeddzień katastrofy, znajdował sędziwy Świdrygiełło, co nam 



1) Polnoje sobr. XVII 533. ^) Dodatek I nr. 14, 15 i dod. II. 

') LEK XI nr. 157. *) Dod. II. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 7 

jest zarazem potrzebne do zrozumienia jego stanowiska i postę- 
powania w latach następnych. Chodzi przy tem w pierwszym 
rzędzie o rozwiązanie kwestyi , niewyświetlonej dotąd ostatecznie 
w historyografii, czy Swidrygielle w czasie jego ostatecznego upadku, 
po zupełnem zwycięstwie jego rywala, pozostały jeszcze jakiekol- 
wiek posiadłości w ziemiach Rusi południowej, gdzie najdłużej 
zdołał się utrzymać. 

Co do ich zajęcia przez Zygmunta mamy pozytywną wiado- 
mość tylko o Łucku. Stanowi ją list samego zwycięzcy do w. mi- 
strza, donoszący o poddaniu mu się Łucka a datowany d. 31 stycz- 
nia 1439 r. ^). Ztąd wynika, że opanowanie przezeń tego grodu, 
a więc też przeważnej części ziemi wołyńskiej, przypada na koniec 
roku poprzedniego. Zgadza się z tem, jeśli nie wchodzimy bliżej 
w sposób tego zajęcia 2), także przekaz Długosza, który również 
zajęcie przez Kiejstutowicza zamku i ziemi łuckiej do r. 1438 
odnosi 2); przemawiają za tem nadto wiadomości, jakie mamy 
z tego czasu o Swidrygielle, który w samym Łucku pojawia się 
po raz ostatni 23 kwietnia r. 1438, 2 września znajduje się wpraw- 
dzie jeszcze w ziemi łuckiej (a to nawet w towarzystwie władyki 
łuckiego), lecz już nie w samym Łucku, tylko znacznie dalej ku 
poł.-wschodowi w Ostrogu *), aż wreszcie 6 grudnia wysyła jednego 
ze swych dworzan do marszałka Zakonu z Peremila ^), położonego 
nad samą poł.- zachodnią granicą ziemi łuckiej, u rubieży Rusi 
koronnej, jak gdyby, wypierany coraz dalej z Wołynia, zabierał 
się do jego opuszczenia. Jest to zarazem ostatnia wogóle wiado- 
mość, jaką mamy o Swidrygielle z czasu przed śmiercią Zygmunta, 
lecz mimo tego zupełnego milczenia o nim źródeł nie możnaby 
zgóry odrzucić przypuszczenia, że po utracie Łucka utrzymał jeszcze 



1) LEK IX nr. 414. 

-) Por. A. Lewicki: Powstanie ŚwidrygielJy, s. 281. 

') Historia, IV 601. *) Dod. I nr. 15, 17. 

6) Ordensbriefarchiv XVII a nr. 124; krótkie pismo uwierzytelniające dla Mi- 
kołaja Rogali Podkrajewskiego, datowane z >Premsil<. Znając je ze wzmianki u Kotze- 
bue'go iSwitrigail, s. 139), Hruszewskij (Istorija, IV2225) jako miejsce wystawienia 
uwaia Przemyśl czerwonoruski. Przemawiałaby za tem zapiska sądowa przemyska 
z 15 XII 1438 r. (AGZ Xni nr. 895), według której p. Fredro pożyczył Swidrygielle 
loo grzywien. Mimo to jednak, nie mając żadnej wjnraźniejszej wskazówki o pobycie 
Swidrygiełły na Rusi czerwonej po katastrofie 1438 r., sądzimy, że chodzi raczej 
o Peremil wołyński, nazywany w dokumentach Swidrygiełły także »Peremyszł« ipor. 
Dod. I nr. 31). 



o. HALECKI 



pod swoją władzą Kijowszczyznę albo południową część Wołynia 
t. j. powiat krzemieniecki albo wreszcie jakąś część Podola. Silnie 
jednak osłabia podobne przypuszczenie przytoczona wzmianka Dłu- 
gosza o Łucku, według której Zygmunt przed jego uzyskaniem 
zajął wszystkie inne księstwa i grody, które przedtem należały do 
Świdrygiełły, a to w całości (ex integro), z czegoby wynikało, że 
zajęcie Łucka było już ostatniem ogniwem przy oderwaniu od tego 
księcia całej Rusi południowej. Nadto co do Kijowszczyzny, gdzie 
po raz ostatni go spotykamy 22 grudnia 1437 i), trafnie zauważono, 
że po r. 1440 Kazimierz Jagiellończyk jako następca Zygmunta 
swobodnie mógł nią rozporządzać, oddając ją Olelce Włodzimie- 
rzowiczowi, coby nie było możliwem, gdyby się tam wbrew wła- 
dzy wielkoksiążęcej Kiejstutowicza utrzymał Swidrygiełło; co do 
powiatu krzemienieckiego, to nie tylko zobaczymy, że Swidrygiełło 
także póz'niej, już jako władca przeważnej części Wołynia, nigdy 
go nie zdołał odzyskać, lecz mamy nawet nadanie ziemskie Kazi- 
mierza z początku 1442 r., w którem jednemu z ziemian krzemie- 
nieckich potwierdza dobra, jakie tam posiadał za Zygmunta Kiej- 
stutowicza 2), oczywiście po wyparciu przez tego księcia Świdry- 
giełły, który w Krzemieńcu bawi po raz ostatni 9 maja 14383); 
wreszcie co do Podola, to wprawdzie Swidrygiełło, będąc 2 wrze- 
śnia 1438 w Ostrogu, robi nadanie w powiecie latyczowskim i ma 
przy boku swojego starostę podolskiego (i krzemienieckiego) Mo- 
niwida, lecz Moniwid w r. 1440 nie znajduje się na Podolu, gdzie 
widocznie jego rola niebawem się skończyła, lecz na Litwie wła- 
ściwej, gdzie należy do obozu przeciwnego kandydaturze Świdry- 
giełły*), powiat latyczowski zaś należy w późniejszych latach nie 
do jego dzielnicy wołyńskiej, lecz do koronnego województwa 
podolskiego ^). 



1) Dod. I. nr. 12, lecz jeszcze 4 II 1438 występuje jako świadek na jego 
dokumencie wojewoda kijowski Jursza (nr. 13). 

2) Dok. Mosk. I 558; uzasadnienie daty tego nadania podamy niiej, omawia- 
jąc caJą gnipe nadań wołyńskich, do której należy. 

3) Dod. I nr. 16. •*) Długosz: Historia IV Ó2I. 

5) Wynika to z opowiadania Długosza (V 38) o walkach na Podolu w r. 1447 
i zamkach tamtejszych, odzyskanych na Litwie przez Teod. Buczackiego : jeśli n. p. 
Chmielnik był tylko »noviter« zajęty przez Litwinów, to tembardziej musiał wówczas 
i przedtem należeć do Korony Latyczów, leżący znacznie dalej ku poł.- zachodowi. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 9 

Przyjmując wobec tego w zupełności zdanie tych historyków i), 
którzy się oświadczyli za tern, że mniejwięcej równocześnie z utratą 
Łucka Swidrygiełło stracił też wszystkie inne ziemie, pozostałe mu 
jeszcze dotąd w południowej części w. księstwa , ustaHwszy czas 
tej jego ostatecznej klęski na ostatnie miesiące r. 1438, należy 
2 koleji spytać się, gdzie przebywał w^ owym półtoraletnim prze- 
szło okresie, w czasie którego znika zupełnie z widowni dziejowej. 
Jedyną na to odpowiedz' znajdujemy w cytowanej już na początku 
szerszej redakcyi latopisa litewsko -ruskiego, t. zw. kronice By- 
chowca, i chociaż najnowsza historyografia na wartość tego źródła, 
także ze względu na badane przez nas lata, zaczęła się zapatrywać 
bardzo sceptycznie, musimy stwierdzić, że ilekroć możemy ze- 
stawić z tą kroniką wiarogodne świadectwa współczesne, wiado- 
mości jej z tego czasu, po sprostowaniu szczegółów anegdo- 
tycznych, okazują się na ogół dosyć wiernem przedstawieniem 
wypadków*). Otóż według tego źródła Swidr\'giełło, po klęsce po- 
niesionej przez Michała Zygmuntowicza (a więc po bitwie nad 
Świętą w r. 1435), schronił się na Wołoszczyznę, gdzie przez sie- 
dem lat pasł owce, aż powrócił za Kazimierza Jagiellończyka 
i otrzymał ziemię wołyńską 3). Odkładając omówienie kwestyi 
owych siedmiu lat i stosunku do Kazimierza na miejsce później- 
sze i prostując odrazu, że ta ucieczka j>do Wołoch* nie mogła na- 
stąpić po klęsce z r. 1435, l^cz dopiero po omawianych wypadkach 
z końca r. 1438, trzeba sam fakt chwilowego pobytu Swidrygiełły 
na Wołoszczyźnie (czyH raczej Mołdawii) uznać za zupełnie prawdo- 
podobny: wszak znane są stosunki jego z tamtejszymi hospodarami, 



1) Barwińskij B. : Żigimont Kiejstutowie z, s. 81; Hruszewskij: Istorija lY^, 
ekskurs 35; Jabłonowski Al.: Hist. Rusi poJ., s. 95. Przeciwne twierdzenie wypo- 
wiedział, bez należytego umotywowania, Kotzebue; Switrigail, s. 138; Lewicki, op. 
cit., wykazuje trafnie, że musiał utracić Kijowszczyzne (s. 358 przyp. 38), lecz przy- 
puszcza (s. 283), ie zachował cześć Podola, powiat latyczowski; Lubawskij M. : Lit.- 
russkij sejm, 89, i Oczerk istorii lit.-russk. gosud., s. Ó5, twierdzi, ie nawet po osta- 
tecznej kiesce pozostał mu Krzemieniec i wschodnie Podole. 

') Jasno to sie uwydatnia np. przy sprawie żmudzkiej po wstąpieniu na tron 
litewski Kazimierza Jag., gdzie opowiadanie latopisa porównać należy z niezmiernie 
ciekawą relacyą marszałka Zakonu z i X 1441 (Ordensbriefarchiv XVI 32 ; streszcze- 
nia u Yoigta: Gesch. Preufiens, VIII 24, i Daniłowicza : Skarbiec nr. 1772, b. nie- 
dokładne), oraz przy sprawie rzekomego odesłania herbów polskich przez panów 
litewskich, którą omówię na innem miejscu. 

s) Połnoje Sobr. XVII 533, 543. 



I o o. HALECKI 

którzy mu przynajmniej w pierwszych latach jego walki z Jagiełłą 
dostarczali nieraz pomocy a z których Stefan pozostawał w przy- 
jaźni z nim jeszcze w czasie jego upadku^), schronienie się zaś na 
Wołoszczyznę niedoszłego pretendenta do władzy wielkoksiążęcej 
na Litwie nie jest bynajmniej czemś wyjątkowem, jak dowodzi n. p. 
późniejsza o parę lat tylko tułaczka Michała Zygmuntowicza ^). Naj- 
silniej jednak popiera ową tradycyę spostrzeżenie, że kiedy Swidry- 
giełło po swem zniknięciu po raz pierwszy znowu się pojawia, spoty- 
kamy go w Tłumaczu, miejscowości położonej na samych południowo- 
wschodnich krańcach Rusi czerwonej, blisko granicy mołdawskiej 3), 
gdzie pobyt jego najłatwiej wytłómaczyć tem, że na wieść o uda- 
nym zamachu w Trokach wybrał się ze swego wołoskiego wy- 
gnania w drogę na północ, na Litwę. 

W Tłumaczu wystawił Swidrygiełło 6 czerwca 1440 r. doku- 
ment-), którego należyta ocena i interpretacya musi być punktem 
wyjścia do zrozumienia dalszej jego akcyi. Jak wiadomo, obiecuje 
w nim być wiernym królowi polskiemu Władysławowi i jego bratu 
Kazimierzowi, jak również i komisarzom całego królestwa polskiego 
i Rusi, że mianowicie nigdy nie wystąpi przeciwko nim słowem 
i czynem, będzie w miarę możności popierał ich radą i posiłkami 
i nic nie będzie czynił bez wiedzy króla i jego rady. Otóż wie- 
dząc, że Swidrygiełło był następnie (według Długosza od samego 
1440 r.) księciem dzielnicowym Wołynia, sądzono dotąd, że swoim 
aktem tłumackim uznał się lennikiem Korony jako władca Woły- 
nia, wchodząc nawet w stosunek bardzo ścisłej zależności od Polski ^j. 
Przystępując do rewizyi tego utartego poglądu, trzeba najsamprzód 
podnieść z naciskiem, że w chwili wystawienia swych zobowiązań 



1) Lewicki A.: Powstanie Świdrygiełly, s. 52, ói, 80, loi, 142/5, 160, por. 
s. 184; Kotzebue: Switrigail, s. 134. 

^) Kopystiański M. : Michał Zygmuntowicz, Kwart, histor. XX 144. 

8) K. Stadnicki (Bracia Wl. Jagiełły, s. 363 i 364 przyp. 182) tZómaczył to tem, 
że Swidrygiełło bawił w swych dobrach czerwono - ruskich nad Prutem , skąd miała 
powstać legenda o jego pobycie na Wołoszczyźnie ; niepodobna jednak przypuścić, 
aby owe dawne (z pocz. XV w.) nadania Jagiełły, na pograniczu wołoskiem (por. 
niiej, s. 19, przyp. 4) zatrzymał mimo walki z Polską aż do tego czasu. 

*) Cod. epist. saec. XV, I/l nr. 113; por. uwagi w dod. I niniejszej rozprawy 
pod datą. 

5) Por. zwłaszcza Caro J. : Geschichte Polens, IV 255 przyp. i; Lewicki, op. 
cit. s. 283; Sroczyński: Elekcya Kazimierza Jagiell., s. I4; Lubawskij M. : Oczerk 
istorii lit.-russk. gosud., s. 69. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I 1 

Świdrygiełło nie był jeszcze bynajmniej księciem Wołynia, lecz 
kandydatem na opróżniony, nie bez jego wpływu a po części 
wprost dla niego, tron wielkoksiążęcy. Swoim niewygasłym pra- 
wom do godnos'ci wielkiego księcia dał w samym dokumencie 
wyraz jaknajsilnieszy, tytułując się »Dei gratia supremus dux Lithua- 
niae<, podczas gdy później, na przywilejach z lat 1442 do 1452, 
choć tytuł wielkiego księcia zachowuje , nie nazywa siebie już wiel- 
kim księciem litewskim i ruskim, lecz tylko wielkim księciem Swi- 
drygiełłą Olgierdowiczem 1). Jak wynika z naszych poprzednich 
wywodów, wtedy, gdy się toczyły układy w Tłumaczu, faktycznie 
nie władał żadną częścią w. księstwa, a że nie zdołał jeszcze opa- 
nować swej póz'niejszej dzielnicy wołyńskiej, o tem oprócz krótko- 
ści czasu i oprócz szeregu okoliczności , na które niżej zwrócimy 
uwagę, przekonywa znowu samo położenie Tłumacza: gdyby przy- 
bywał z Wołynia, nie byłby się udał na rokowania z panami pol- 
skimi właśnie do najdalszego zakątka Rusi czerwonej. Dokument 
tam przezeń wystawiony nie jest więc aktem hołdowniczym je- 
dnego z książąt dzielnicowych litewsko-ruskich (w danym wypadku 
wołyńskiego) wobec Korony 2), choć w Metryce litewskiej zanoto- 
wano go wśród tego rodzaju aktów » wierności* z lat 1386, 1388 
i 1 401 3), lecz raczej jednym z aktów, w których wielcy książęta 



') Por. uwagi Z. L. Radzimińskiego w objaśnieniach do Archiwum Sanguszków 
I s. 158; najdawniejszy z tych dokumentów znamy tylko w przekładzie łacińskim 
XVI wieku (Dod. I niniejszej rozprawy nr. 19), tytuł brzmi tutaj »Schwitergello Ma- 
gnus dux Olgyerdowicz«. Zdaje sie nadto, że z czasu po r. 1440 pochodzi tei do- 
kument łaciński (dod. I nr. 40) nieznanej nam daty, gdzie się tytułuje, podobnie jak 
w Tłumaczu >Dei gratia Magnus dux Lituaniae*. Por. jednak o jego wielkoksiążęcym 
tytule też uwagi Leontowicza w Zurn. minist. narodn. prosw. 1908, zesz. 5, s. 140. 

*) Zobowi^ania aktu tłumackiego przypominają wprawdzie, co do treści i formy, 
owe akty homagialne książąt litewsko-ruskich z lat 1 3 86 — 140 1 (por. zestawienie ich 
formuł u Prochaski: Przyczynki krytyczne do dziejów unii, s. 13/4), lecz są tei pewne 
różnice bardzo znamienne : obok obietnicy wierności brak wszelkiej wzmianki o po- 
słuszeństwie czy poddaństwie, jest tylko zobowiązanie stosowania sie do rady króla 
i panów koronnych, a obowiązek służby jest określony oglednem wyrażeniem >sub- 
sidia dare«. Świdrygiełło wszedł oczywiście osobiście w stosunek hołdowniczej zależno- 
ści od króla i korony, lecz widzimy, że sam akt odnośny dawał mu stanowisko bliższe 
pewnej równorzędności aniżeli wcześniejsze akty owych książąt dzielnicowych. 

^) Kopie warszawskie metryki lit. w Archiwum Głownem Ms. 191 A. s. l 
(I-sza księga zapisów, równobrzmiące z drugą, zawierająca tylko regesta dokumentów 
w języku polskim; odpis tejże księgi z regestami ułożonymi w porządku rzeczowym 
w archiwum Czartoryskich Ms. 821 s. 126). 



12 O. HALECKI 

litewscy z pierwszej połowy XV wieku określali swój stosunek do 
królestwa polskiego, raczej jednym z aktów unii polsko-litewskiej; 
gdyby się zas' to ostatnie określenie wydawało zbyt śmiałem, to 
wystarczy wskazać, że przecież znamy ten dokument z odpisu 
z Metryki koronnej, gdzie go włączono do grupy aktów p. t. 
»Litterae confoederationis ducatus Lithuaniae cum regno Poloniae 
factae*, w której figuruje m. i, także akt unii Zygmunta Kiejstu- 
towicza z 6 grudnia 1437 r. ^) 

Inna rzecz, że oczywis'cie dokument tłumacki, jako akt unii 
polsko - litewskiej, nie wszedł w życie. Stało się to z dwóch powo- 
dów. Po pierwsze Swidr^^^giełło nie był wówczas rzeczywistym 
wielkim księciem, ani wyznaczonym przez króla polskiego ani wy- 
branym przez Litwinów, lecz tylko pretendentem do tej godności, 
Litwy więc reprezentować nie mógł. Po drugie zaś także druga 
strona kontrahująca przy owych układach na dalekich krańcach 
Polski, a która zapewne również wystawiła Swidrygielle nieznany 
nam niestety dokument 2), nie miała żadnego tytułu prawnego 
do zawarcia takiej ugody. Słusznie bowiem wskazano ^) na 
jedno słowo o decydującem znaczeniu w dokumencie samo- 
zwańczego » najwyższego wielkiego księcia litewskiego* *), miano- 
wicie na zobowiązanie do wierności wobec komisarzów nietylko 
»regni totius Poloniae* lecz nadto »et Russiae*. Dodatek ten, nie- 
potrzebny, gdyby Swidrygiełło układał się istotnie z wydelegowa- 
nymi przez króla komisarzami, reprezentującymi całą Koronę, do 
której przecież i Ruś (czerwona) należała, wyjaśnia nam, że roko- 
wania prowadzili właśnie tylko panowie Rusi koronnej na własną 
rękę, taksamo jak na początku września 1437 r. we Lwowie. 



>) Przypisek do Cod. epist. I/l nr. 91. Badając akt tłumacki z tego punktu widze- 
nia, mamy wraienie, ie stosunek w. księcia litewskiego do króla polskiego, określony 
tutaj w formie złagodzonej do pewnego stopnia zależności lennej, przedstawia się jako 
kompromis między stanowiskiem polskiem , pragnęcem władzy wielkoksiążęcej nadać 
charakter li tylko namiestniczy, a litewskiem, dąźącem do jej równorzędności. W po- 
dobny sposób ukształtował się stosunek do króla polskiego w. księcia Zygmunta 
Kiejstutowicza, który miał uznawać króla za swego starszego brata i podobno był 
zobowiązany do płacenia mu rocznego czynszu (LEK IX nr. 574). 

2) Że takie przy układach I437 r., z którymi niżej porównywamy rokowania 
tłumackie, wystawiła akt pisemny również i druga strona, tego dowodzi list Świdry- 
giełły w LEK IX nr. 227 (inscripserunt). 

») Hruszewskij M. : Istorija Ukraini-Rusi, IV' 230 przyp. 4. 

*) Tak brzmi polskie tłómaczenie tytułu w metryce lit. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 13 

Wówczas również w zobowiązaniach Swidrygiełły i jego stronników 
do wierności Koronie czytamy analogiczny dodatek o szcze- 
gólnym stosunku wierności i przyjaz'ni, mającym ich łączyć z ra- 
dami ziem ruskich Korony^), i wówczas tak samo jak trzy lata 
później ci panowie ruscy prowadzili wobec Swidrygiełły politykę 
wJasną, odrębną, sprzeczną przynajmniej pozornie z dążeniami 
innych panów Korony a nawet króla. Sprzeczność ta w r. 1440 
uwidocznia się tem wyraźniej, że ledwo dwa tygodnie przed wy- 
stawieniem dokumentu tłumackiego wyruszył z Korony na Litwę 
z licznym orszakiem królewicz Kazimierz, wysłany tam jako >vi- 
carius et gubernator* przez króla Władysława ^j, który wogóle nie 
myślał o ustanowieniu osobnego w. księcia litewskiego a tem mniej 
o powierzeniu tego stanowiska Swidrygielle. 

Nim się zastanowimy nad tem, do czego dążyli ci panowie 
ruscy, którzy zatrzymali w Tłumaczu śpieszącego na Litwę stryja 
królewskiego, aby z nim osobną zawrzeć umowę, musimy wskazać, 
że rozbieżność pewna między ich stanowiskiem a polityką litewsko- 
ruską innych panów koronnych uwidoczniła się równocześnie także 
tam, gdzie Litwini wbrew polskiemu orszakowi Kazimierza Jagiel- 
lończyka podnieśli go na upragniony przez Swidrygiełłę stolec 
wielkoksiążęcy. Gdy bowiem ks. Iwan Czartoryski, znany nam jako 
przywódca spiskowców przeciwko Zygmuntowi a zwłaszcza jako 
wierny zwolennik Swidrygiełły, wezwany do poddania niższego 
zamku trockiego, zażądał, aby mu zapewniono bezpieczeństwo oso- 
biste, wtedy, jak opowiada Długosz 3), uczynili to mimo opozycyi 
starszych młodsi panowie polscy i obronili go też nazajutrz przed 
napaścią jego wrogów litewskich. O jakich zaś dwóch stron- 
nictwach wśród samych panów koronnych tutaj myśleć należy, 
o tem przekonać się można z tego szeregu osób, jakie Długosz 
wymienia w jego orszaku*): wyraźnie wśród nich uwydatniają się 
dwie grupy, z których jedną stanowią >starsi< dostojeństwem, 
konserwatywni w stanowisku wobec dążeń litewskich dygnitarze 
małopolscy, panowie z Oleśnicy, Czyżowa, Rytwian, Ostrowa, drugą 
zaś panowie czerwonoruscy i podolscy. Na czele tych ostatnich 
występują wojewoda podolski Hryćko Kierdejowicz z Pomorzan 
i kasztelan lwowski Sieńko z Siennowa, a widać z okolicznościo- 



») Cod. epist. I/i nr. 91, 92. -) Długosz: Historia IV 655, 623. 

s) Ibid. IV 656, Ó58. *) Historia, IV 626, 655. 



14 o. HALECKI 

wych wzmianek w źródłach współczesnych, że oprócz wymienio- 
nych przez Długosza udali się wówczas na Litwę i inni jeszcze 
panowie ruscy ^). Nie ulega wątpliwości , że oni to właśnie stano- 
wili stronnictwo, które obroniło najgorliwszego stronnika Swidry- 
giełły; dwaj wspomniani dygnitarze Rusi koronnej to przecież 
przedstawiciele tych dwóch potężnych rodów ruskich Kierdejów 
i Korczaków 2), których poznamy jako gorliwych zwolenników Swi- 
drygiełłowych w latach następnych, jako filarów jego rządów wo- 
łyńskich, a kasztelan Sieńko z Siennowa występuje nawet w oto- 
czeniu tego księcia w czasie jego pobytu na Rusi czerwonej ^). 
Sam zaś znowu uratowany przez nich Iwan Czartoryski zasiada 
kilka lat póz'niej na sądach we Lwowie, jako gość dostojny za- 
pisany w aktach sądowych zaraz obok samego wojewody ruskiego 
Piotra Odrowąża ^). 

Udział szeregu najwybitniejszych panów Rusi koronnej w wy- 
padkach, jakie się w czerwcu 1440 r, odegrały na Litwie, oprócz ich 
sympatyi dla obozu Swidrygiełłowego odsłania nam jednak jeszcze 
rzecz inną. Panowie ci nie chcieli dopuścić do ostatecznego zgnębienia 
jego stronnictwa, lecz biorąc udział w uroczystem odprowadzeniu 
Kazimierza Jagiellończyka do Wilna, musieli wiedzieć, że o isto- 
tnem osiągnięciu godności wielkoksiążęcej przez Swidrygiełłę mowy 
być nie mogło, nie myśleli też współdziałać w jego ewentualnych 
usiłowaniach w tym celu. Niemniej jednak pewnem jest, że o takim 
stanie rzeczy wiedzieli równie dobrze ci z nich, którzy wówczas 
pozostali w domu a których > komisarze* równocześnie przepro- 
wadzili rokowania w Tłumaczu. Stąd wniosek, że przy zawarciu 
tłumackiego układu ze Swidrygiełłą przyznawanie mu tytułu naj- 



') Pod dat§ 27 VI 1440 r. mamy wzmiankę w aktach ziemskich halickich, 
że bawił wówczas na Litwie kasztelanie halicki Jan Kola z Dalejowa (AGZ XII 
nr. 852, 8Ó3). 

*) Pieczęć Hryćka z Pomorzan, wojew. podolskiego, z r. 1451 z h. Kierdeja 
w Notatach herald.-sfrag. J. Zamoyskiego nr. 30, pieczęć Sienka, jako podkomorzego 
przemyskiego (ie sie pisał z Siennowa i jest identyczny z późniejszym kasztelanem 
lwowskim , ob. Kwiatkowski S. : Wykaz dostojników z czasów W2. Warneńczyka, 
s. 29, 14), z r. 1433 — tamże, nr. 321. 

*) Dodatek I nr. 20; według tekstu drukowanego »rozjechaI« ziemię wspo- 
mniana w tem nadaniu Świdry gieJły >pan Sieńko Sieniowskij, pan Ilwskij«, w trans- 
skrypcyi literami łacińskićmi w zatwierdzeniu 1550 r. (Arch. Czartoryskich, Perg. 
nr. 900) czytamy »pan Sieńko Sieniowsky, pan (kasztelan) Lwowsky«. 

*) AGZ XIV nr. CDXCV, DII (26. VI i 20. VII 1445). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 15 

wyższego księcia litewskiego byfo tylko grzeczną formalnością, 
taksamo jak tytułowanie go >dominus et heres Lithuaniae«, gdy 
rok później zjawił się na sądach ziemskich we Lwowie ^), że nie 
mieli zamiaru zawierać z nim »unii« celem poparcia beznadziejnej 
kandydatury wielkoksiążęcej, z którą na wieść o śmierci Zygmunta 
śpieszył do ziem w. księstwa litewskiego. »Komisarze ruscy< mieli 
w Tłumaczu cel inny, cel podwójny, służący interesom ogólnym 
całej Korony i króla, ale też ich własnym, partykularnym. 

Po pierwsze chodziło o zabezpieczenie państwa polsko- 
litewskiego i całego dzieła unii trzech narodów od wznowienia 
podobnej zawieruchy, jaką Świdry giełło zdołał wzniecić w po- 
przedniem dziesięcioleciu. Dlatego nim jeszcze zdołał ponownie 
czynnie wystąpić, zażądano od niego, jako cenę za przepuszczenie 
go przez ziemie koronne, najuroczystszej gwarancyi, że bez wszel- 
kiego podstępu, jak to musiał wyraźnie zaznaczyć w zakończeniu 
swego dokumentu, będzie zawsze szczerze stał przy dynastyi jagiel- 
lońskiej i Koronie polskiej. Szczególniejsze miało przy tem znacze- 
nie, że w swem zobowiązaniu do wierności musiał obok króla 
Władysława wymienić także jego brata Kazimierza; wprawdzie 
zwrot podobny umieszczano w latach poprzednich także w innych 
aktach homagialnych książąt hołdowniczych Korony, n. p. moł- 
dawskich 2), i wychodzono z tego założenia, że wobec równych 
praw do Korony obu Jagiellończyków ktokolwiek był lennikiem 
Władysława musiał pozostawać w tym samym stosunku do Kazi- 
mierza 3), ale w danym wypadku, gdy już wiedziano, że młodszy 
królewicz miał w zastępstwie brata zarządzać Litwą, znaczyło to, 
że Swidrygiełło nie miał też prawa wrogo występować wobec 
Litwy i wzniecać w niej ponownie wojny domowej. Nadto, jak 
wspomnieUśmy, musiał obiecać, że nic czynić nie będzie bez po- 
rozumienia z radami koronnemi, głównie oczywiście ziem ruskich. 

Bynajmniej bowiem nie żądano od niego, aby zupełnie za- 
niechał akcyi, do której się zabierał, — i w tem włas'nie tkwi druga 
strona znaczenia aktu tłumackiego, którą najlepiej można zrozu- 



1) Dodatek I, 16 II 1441. 

*) Ulanickij : Matierjaly, nr. 40, 41 (hołd Eliasza moJdawskiego z r. 1435). 

') Z tego tylko stanowiska wychodząc, można rozumieć, źe Kazimierz Jagielloń- 
czyk jako w, ksiąie lit. za życia Władysława Warneńczyka (25. VIII 1444) twierdzi 
w poselstwie do w. mistrza, źe ksiąźe Bolesław mazowiecki jest lennikiem (diener) 
ojca jego, jego samego i jego brata (Hochmeisterregistrant XV s. 280). 



l6 o. HALECKI 

mieć w zestawieniu z układami, jakie panowie ruscy zawarli ze Swi- 
drygieJłą we wrześniu 1437 *"• Wiadomo, że wówczas zobowiązał 
się on, wraz z swoimi stronnikami, że odda Koronie ziemię łucką 
w zamian za wynagrodzenie w ziemiach koronnych i że po jego 
śmierci przypadną Koronie także inne ziemie, które wówczas 
jeszcze posiadał, t. j. Kijowszczyzna i wschodnie Podole. Słusznie 
uważa się ową umowę za wymowny wyraz dążenia panów ruskich 
do zespolenia pod rządami Korony całej Rusi południowej, dą- 
żenia, które silniej lub słabiej uwydatnia się w całych dziejach 
unii polsko-litewskiej aż do jego urzeczywistnienia w r. 1569, 
a przedewszystkiem miało na oku Wołyń; konkretne podstawy 
i powody tej tendencyi zrozumiemy dopiero po rozpatrzeniu sto- 
sunków wewnętrznych tej ziemi, stanowiącej wówczas główne śro- 
dowisko całej Rusi południowej. Wiadomo jednak także, że wów- 
czas, w r. 1437, umowa ta nie doszła do skutku, gdyż zwyciężyło 
w Koronie stronnictwo przeciwne, które na pierwszy plan wysu- 
wało wzmocnienie związku polsko - litewskiego wogóle i urzeczy- 
wistnienie planów inkorporacyjnych w stosunku do całego w. księ- 
stwa, a które, poświęcając Swidrygiełłę , starało się zabezpieczyć 
prawa polskie do Wołynia w samych aktach unii z Zygmuntem 
Kiejstutowiczem. Polityka ta zawiodła co do samej osoby Zy- 
gmunta, a co do Wołynia, który według tych aktów miał przy- 
paść Koronie po jego śmierci, to teraz w r. 1440 Polska, wplą- 
tana w sprawę węgierską, nie mogła się pokusić o oderwanie go 
od Litwy siłą, co by zresztą naj fatalniej wpłynąć musiało na samą 
unię i wzajemne stosunki polsko-litewskie. 

Otóż w takiej sytuacyi dla Korony a zwłaszcza dla panów 
ziem ruskich, którzy znowu widzieli, że spełnienie ich ulubionej 
myśli staje się niepewnem, nic nie mogło być na razie dogodniej- 
szem, jak akcya ze strony Świdrygiełły celem odzyskania tych 
terytoryów, które mu pozostały wtedy, gdy dawno już odpadła 
od niego Litwa właściwa a nawet i Białoruś, które utracił ledwo 
dwa lata temu. W tej akcyi nie myślano mu przeszkadzać, wie- 
dząc dobrze, że o samą Litwę, której możnowładztwo, teraz będące 
u steru, swego czasu go zdradziło i odstąpiło, nie będzie się mógł 
pokusić, zobowiązawszy go zresztą, że przeciwko Kazimierzowi nie 
wystąpi i akcyę ową prowadzić będzie w porozumieniu z panami 
koronnymi. Jakie ziemie i w jakim czasie uda mu się zająć, tego 
niepodobna było przewidzieć, ale zajęcie jakiejkolwiek części ziem 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 1 7 

południowej Rusi, należących dotąd do w. księstwa litewskiego, 
przez Swidrygiełłę i, co za tern idzie, zerwanie jej związku z resztą 
tegoż w. księstwa otwierało Koronie nowe widoki przyłączenia Rusi 
chociażby po jego bezpotomnej śmierci. Wprawdzie w jego akcie 
tłumackim brak wszelkiego wyraźnego zobowiązania w tym kie- 
runku, ale wiedziano, że sam fakt poddania się kontrkandydatowi 
na tron wielkoksiążęcy wytworzyłby silny antagonizm między daną 
dzielnicą a Litwą, miano ponadto dawne zapisy Swidrygiełły z r. 
1437, w których włas'nie obiecywał, że po jego zgonie ziemie jego 
Polsce przypadną, można było wreszcie w danym wypadku zasto- 
sować ten sam środek, jaki przy owych układach z 1437 ^- zasto- 
sowano do ziemi łuckiej, mianowicie odstąpienie dobrowolne przez 
Swidrygiełłę w zamian za odpowiednie wynagrodzenie dożywotnie 
w ziemiach koronnych. 

Zobaczymy, że o tym środku rzeczywiście pomyślano nieco 
później w otoczeniu samego króla Władysława, gdy Swidrygielle 
udało się opanować tę samą właśnie ziemię łucką, większą wogóle 
część całego Wołynia. Bardzo też jest możliwem, że układając się 
z nim w r. 1440, panowie czerwonoruscy zgóry liczyli na to, że 
owocem jego akcyi będzie zajęcie właśnie Wołynia, gdzie on sam 
tylu miał wiernych zwolenników, oni zaś tylu bliskich krewnych- 
współrodowców, ziemi, której połączenia z tą Koroną najsilniej po- 
żądali. Mimo to jednak upaść musi dotychczasowe zapatrywanie 1), 
jakoby akt tłumacki stanowił dowód, że Wołyń pod rządami Swi- 
drygiełły pozostawał w lennej zależności od Polski. W chwili 
wystawienia nie mógł takiego dowodu stanowić dlatego, ponie- 
waż wystawca wówczas jeszcze wcale Wołyniem nie władał i też 
ani słowem o nim nie wspomina , a z powodu braku takiej 
wzmianki o jakichkolwiek ziemiach Swidrygiełły nie mógł go też 
stanowić później, gdy Swidrygiełło istotnie Wołyniem zawładnął. 
Ten rezultat będziemy sobie musieli przypomnieć, gdy rozpatrzymy 
niżej stosunek nowej dzielnicy Świdry giełłowej do Korony i do 
Litwy. Pretensye koronne do Wołynia i wogóle do ziem w. księ- 
stwa litewskiego zajętych w danym razie przez Swidrygiełłę mógł 
popierać układ tłumacki co najwyżej w zestawieniu z wspo- 
mnianemi zobowiązaniami z 1437 r., jako dowód, że jego przy- 
mierze z panami Rusi koronnej, którego wynikiem były właśnie 



*) Por. s. 10, przyp. 5. 
O. Ilalecki: Ostatnie lata ŚwidrygieJIy. 



1 8 o. HALECKI 

te zobowiązania, zostało mimo przewrotów z r. 1438, odnowionem, 
w r. 1440. Dlatego też w cytowanym już wyżej zapisie w Me- 
tryce koronnej ^) połączono dokument tłumacki z dokumentami 
Swidrygiełły i jego panów z 4 września 1437 r., a nadto z odno- 
wieniem (w tym samym roku) unii z Zygmuntem Kiejstutowiczem, 
który, jak wiadomo, również stwierdzał przy swych układach z Ko- 
roną, że po jego śmierci powrócą do niej Łuck i Włodzimierz, przy- 
znane mu dożywotnio. 

Akty unii z czasów Zygmunta Kiejstutowicza, jako najwy- 
raźniejsza i najautentyczniejsza gwarancya praw Korony do Wo- 
łynia, stanowiły też zawsze główny materyał dowodowy, jaki wy- 
taczali Polacy przy sporach z Litwą o te ziemie, pomijając umowy, 
zawierane ze Swidrygiełłą przez panów Rusi koronnej na wła- 
sną ich odpowiedzialność. Na te też akty Zygmuntowe powołali 
się Polacy, według świadectwa Długosza 2), gdy w przeddzień 
śmierci Swidrygiełły upominali się u Kazimierza Jagiellończyka 
o zabezpieczenie im Wołynia, i tylko wśród wyrazów oburzenia, 
że umierający stryj królewski Łuck oddać kazał Litwinom, ten 
sam Długosz 3) wspomina od siebie o innej jeszcze podstawie praw 
polskich do tej ziemi, mianowicie o zobowiązaniach (foedera, iura- 
menta et inscriptiones) samego Swidrygiełły, że Łuck będzie trzy- 
mał >pro regno Poloniae* i królestwu polskiemu go odda przy 
śmierci. Trudno jednak myśleć o jakimś nieznanym akcie Swi- 
drygiełły w tej sprawie, o którymby wszelki ślad zaginął tak 
szybko, że Polacy nigdy go nie spożytkowali przy sporach o Wo- 
łyń w wieku XV i XVI; raczej przyjąć trzeba, że Długosz połą- 
czył tutaj w jedną logiczną całość dowodową zobowiązania Swi- 
drygiełły z r. 1437 i 1440 oraz fakt jego władania Wołyniem w la- 
tach następnych i, pod wpływem swego oburzenia, nadał jego 
aktom charakter wyraźniejszy, aniżeli go posiadały w rzeczy wi- 
stem brzmieniu. Przyznać trzeba , że sam Swidrygiełło nie miał 
żadnego konkretnego pod tym względem obowiązku: umowa z r. 
1437 nie weszła w życie, bo panowie Rusi koronnej w swej po- 
lityce wobec dwóch współzawodniczących książąt litewskich po- 
zostali odosobnieni, a w akcie z r. 1440 o Wołyniu mowy nie było; 
dalszy stosunek Swidrygiełły do Polski i do Litwy aż do jego 
śmierci nie mógł się ukształtować według owych układów poprzed- 



») Cod. epist. I/i nr. 91, prxypisek. ^) Historia, V 90. *) V 104. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 19 

nich, lecz zależnym był od istotnego rozwoju wypadków, które 
w dalszym ciągu poznamy. 

Ale Długosz w odnośnym ustępie wspomina jeszcze o innym 
szczególe, który ma uwydatnić wiarołomstwo i niewdzięczność 
Swidrygiełły wobec Korony; pisze bowiem, że celem umocnienia 
układu z nim co do oddania Łucka otrzymał 2000 grzywien 
rocznego czynszu, zapisanego mu na mieście Gródku i innych do- 
brach królewskich. Sprawa to w dotychczasowej literaturze zupeł- 
nie niewyjaśniona i zasługująca na dokładne rozpatrzenie, które 
prowadzi do niespodziewanych wyników. 

Mówi się zwykle, że Swidrygiełło otrzymał Gródek czerwono- 
ruski w dzierżawę. Nie wchodząc narazie w kwestyę słuszności tego 
wyrażenia, należy zbadać przedewszystkiem , kiedy to nastąpiło, co 
zarazem uzasadni, dlaczego omawiamy tę sprawę obecnie. Pierwszą 
wzmiankę o dzierżeniu Gródka przez Swidrygiełłę spotykamy pod 
datą 29 maja 1441 r. ^), a mianowicie w aktach sądowych lwow- 
skich; ponieważ jednak chodzi o wzmiankę czysto okolicznościową, 
akty lwowskie, dotąd zachowane, zaczynają się dopiero w roku 
poprzednim a księgi sądowe gródeckie zupełnie zaginęły -), nie 
przesądza ta data pytania , czy nadanie królewskie na rzecz 
Swidrygiełły nie nastąpiło już znacznie wcześniej ^). Rzecz jasna, 
że nie pozostaje ono w żadnym związku z poprzedniemi, zresztą 
terytoryalnie zupełnie różnemi nadaniami na Rusi czerwonej, jakie 
otrzymał ten książę o wiele wcześniej, w pierwszym okresie swego 
życia, za czasów Witołdowych jeszcze*); musiał je bowiem utracić, 



1) AGZ XIV nr. 275. 

*) Por. wstęp Liske'go do tegoż tomu AGZ, s. IX. 

') Z podobnem przypuszczeniem wystąpił Hniszewskij : Istorija IV- 226 przyp. 3, 
wspominając o jego przywileju dla cerkwi gródeckiej, ogłoszonym z datą 1403 r. ; 
por. jednak co do tej daty, o której pewności sam zresztą Hruszewskij powątpiewał, 
dodatek I niniejszej pracy, nr. 20. 

*) Nadanie czerwonoruskie, jakie otrzymał na samym początku XV w. wraz 
z Podolem, obejmowało ziemię żydaczowską, ktdrej jest łtenutarius et gubernator* w r. 
1405 (AGZ II nr. 39, o dacie por. uwagę K. Stadnickiego w dod. i poprawkach do 
Braci Wł. Jagiełły s. 17), sąsiedni powiat stryjski i t. d. (Długosz: Hist. III 554; 
por. Hruszewskij, op. cit. ekskurs 30, a także s. 226 przyp. 3), a prawdopodobnie 
tei jakieś ziemie na pograniczu wołoskiem (por. uwagi Lewickiego, op. cit., s. 304 
przyp. lo), gdyż jeszcze w r. 1424, jako książę czernichowski, pojawia się w Kolo- 
myji i sam robi nadania w ziemi śniatjrńskiej (Rzyszcz. Muczk. I nr. 170; Arch. 
Sanguszków I nr. 29; Akty Zap. Rossii I nr. 33). 



20 O. HALECKI 

jeśli nie przedtem , to conaj mniej w czasie zaciętej walki z Ja- 
giełłą po śmierci Witołda. Sposobność do nowego nadania 
w ziemiach koronnych mogła się nadarzyć dopiero później, a to 
tylko w takich chwilach, gdy Swidrygiełło szukał porozumienia 
z Polską, wchodził z nią w układy pokojowe, a więc we wrześniu 
r. 1437 we Lwowie i w czerwcu 1440 r. w Tłumaczu. Jak wspom- 
nieliśmy, przy pierwszym z tych układów wyraźnie była mowa 
o wynagrodzeniu go w ziemiach koronnych i dlatego zwykle łączyło 
się dotąd nadanie Gródka z ową sprawą wynagrodzenia go za 
odstąpienie Łucka po jego obietnicy oddania go Polsce, złożonej 
4 września 1437, względnie po rzeczywistej jego utracie w r. 1438. 
Mimo to jednak zapatrywanie to nie da się utrzymać. Nie należy 
zapominać, że mimo pojawienia się w Łucku dwóch starostów 
Polaków układ z 1437 r. nie został urzeczywistniony: formalne przy- 
łączenie Wołynia do Korony nie nastąpiło, dawno już wykazano^), 
że Zygmuntowi nie oddali Łucka Polacy, lecz że on sam go oderwał 
od Świdrygiełły, a ten sam Zygmunt w r. 1437 owemu propono- 
wanemu przez Polaków wynagrodzeniu swego przeciwnika za utratę 
Wołynia w ziemiach koronnych właśnie stanowczo się sprzeciwił ^). 
Nadto mowy być nie może o tem, aby jeden, czyli raczej — jak 
zobaczymy — dwa drobne powiaty czerwonoruskie mogły być wy- 
nagrodzeniem za Wołyń, za który później, gdy znowu się zjawi 
myśl podobnej zamiany, całą jedną ziemię koronną Swidrygielle 
oddać chciano. Gdy książę ten w r. 1440 pojawił się na południu 
Rusi czerwonej w Tłumaczu, nie miał jeszcze bez wątpienia żad- 
nych posiadłości pod samym Lwowem, gdyż niepodobna przypu- 
ścić, aby na wieść o śmierci Zygmunta, powołującą go na Litwę, 
cofnął się w przeciwnym kierunku i tam , a nie n. p. w swoim 
Gródku układał się z panami ruskimi. Trwając więc przy wyżej 
wyrażonem zapatrywaniu, że Swidrygiełło przybywał do Tłumacza 
z Wołoszczyzny, uważamy za najprawdopodobniejsze, że nadanie 
gródeckie otrzymał właśnie wskutek tamtejszych rokowań, a mia- 
nowicie jako konieczny punkt oparcia (gdy żadnych innych ziem 
wówczas nie posiadał) dla starań o odzyskanie choć części daw- 
nych swych posiadłości w Rusi południowej. Przekonamy się też, 
że w latach następnych ten świeżo uzyskany punkt oparcia nale- 
życie wyzyskał. 



*) Lewicki, o. c, s. 281. *> Długosz: Historia IV 581. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIKŁŁY 21 

Przeniesienie samego faktu nadania na r. 1440 nie zmienia 
jednej rzeczy, t. j. pewności, że przyszło ono do skutku za inicyatywą 
panów Rusi koronnej. Uznając w niem ogniwo ich wytrwałej po- 
lityki, pragnącej przygotować uzyskanie litewskich ziem Rusi, 
a zwłaszcza Wołynia, za pomocą Swidrygiełły, a akt tłumacki za 
środek do pozyskania go dla swoich planów i rodzaj wynagrodzenia, 
nie należy wykluczyć także motywu pewnej osobistej dla niego sym- 
patyi, widocznej na Rusi czerwonej i Podolu, wśród Rusinów i Po- 
laków, już w okresie poprzednim^). Nie mówiąc jeszcze na tern 
miejscu o s'cisłych węzłach rodzinnych między możnowładztwem 
Rusi koronnej a jego stronnikami wołyńskimi, musimy, chcąc 
uwidocznić ten obraz dobrych stosunków tych panów ze Swidry- 
giełłą, przypomnieć jego wystąpienie na sądach lwowskich w lu- 
tym 1441 r. 2): na pierwszem miejscu zasiadł wtedy »illustris dux 
Schwitrigail, dominus et heres Lithuaniae«, obok niego zaś woje- 
woda >lwowski« Piotr Odrowąż, starosta generalny ziem ruskich 
Rafał z Tarnowa i cały szereg innych panów i ziemian czerwono- 
ruskich, wśród nich ten sam stolnik przemyski Jan z Mzurowic, 
który 15 grudnia 1438 r., już po ostatecznej klęsce Swidrygiełły, 
ręczył za niego, gdy idąc na wygnanie pożyczał iio grzywien 
u Fredry z Pieszo wic ^). 

Ustaliwszy, kiedy i w jakich okolicznościach przyszło do 
owego nadania dla Swidrygiełły, należy z kolei zbadać jego roz- 
miary i jego charakter prawno -ustrojowy. Z posiadłości czerwono- 
ruskich, jakie mu wówczas oddano w dzierżenie. Długosz, jak 
wspomnieliśmy, wymienia tylko Gródek, co znajduje też potwier- 
dzenie we współczesnych aktach sądowych lwowskich*); inne 
królewszczyzny, na których , według niego , miał zapisane swe 
roczne dochody, były dotychczas nieznane^), lecz rozwiązuje tę 
kwestyę przywilej króla Władysława z 23 czerwca 1442 r. ^), w któ- 



'") Por. Lewicki, o. c, s. 104, 125; Hruszewskij, o. c, IV- 222. 

2) AGZ XIV nr. 3737. ») AGZ XIII nr. 895. 

*) Pierwszy wskazał na nie Lewicki, o. c, s. 359 przyp. 43; niektóre już przed- 
tem, przed ich ogłoszeniem drukiem, znal Kwiatkowski S. : Wykaz dostojników, s. 22. 

^) Twierdzenie Stadnickiego : Bracia Wł. Jagiełły, s. 364, że należał wówczas 
takie do nich Żydaczów, sprostował Hruszewskij, o. c, s. 226 przyp. 3. 

^) Inwentarz archiwum kor. Jana Zamoyskiego w MS. Ordyn. Zamoyskich 
1603 r. III s. 34 i 224 5; tamże, s. 35 6 i 233 4 drugi przywilej z 30 VIII tegoż 
roku, przenoszący ten zapis na Piotra Odrowąża. 



22 O. HALECKI 

rym, zapisując staroście ziem ruskich Spytkowi z Tarnowa 3000 
florenów na mies'cie Lwowie i obu zamkach tamtejszych, oraz na 
zamku i miastach Gródku i Szczercu. obiecuje mu dać intromisj^ę 
do tych dwóch ostatnich miejscowości wtedy, gdy Swidrygiełło 
umrze albo w inny sposób wyjdzie z ich posiadania. Nietylko 
jednak same miasta Gródek i Szczerzec i zamek, znajdujący się 
w pierwszem z nich 1), były wówczas w jego ręku, lecz także całe, 
sąsiadujące z sobą, powiaty gródecki i szczerzecki, gdyż w jednym 
i drugim mógł, taksamo jak sam król, oddawać w zastaw wsi 
królewskie, zapisując na nich sumy pieniężne szlachcie i mieszcza- 
nom -); mógł nawet robić nadania ziemskie dziedziczne, z obo- 
wiązkiem służby wojennej, zaznaczając tylko, że czyni to »z przy- 
kazaniem króla Władysława Polskiego i Węgierskiego, synowca 
naszego miłego* ^). 

Już te spostrzeżenia nietylko wyjaśniają nam zakres terytoryalny 
władania Swidrygiełły, lecz nasuwają wątpliwość, czy istotnie był on 
tylko >dzierżawcą« gródeckim i szczerzeckim, i czy jego stosunek 
prawny do tych królewszczyzn polegał jedynie na pobieraniu rocz- 
nego czynszu, jaki miał na nich zapisany. Mamy jednak pozy- 
tywny dowód na to, że > dzierżawcą* nie był, że umieszczanie go 
w poczcie tenutaryuszów- starostów gródeckich*) jest wprost błę- 
dem, polegającym na niedość dokładnej interpretacyi odnośnych 
wzmianek w aktach sądowych lwowskich. Rzecz właściwie roz- 
strzyga już sama zapiska z 14 lipca 1441 r. ^), według której jakaś 



1) »Fortalicium in Grodek« wspomniane w zapisce lwowskiej z r. 1445, AGZ 
XIV nr. 1308. 

2) W dok. z r. 1456 (AGZ II nr. 86) znajduje sie wzmianka, ie Władysław 
Warneńczyk (por. tamże nr. 63, 64) i Swidrygiełło zapisali mieszczanom lwowskim 
pewn§ sumę na wsiach królewskicti Kamieniobród , Czuniów i Zuszyce w pow. gró- 
deckim (ie równocześnie robił zapisy na wsiach tego powiatu takie sam Władysław, 
świadczy przy w. dla Koniecpolskiego z r. 1442 u Prochaski: Materyały archiwalne 
nr. 123); zapis Swidrygiełły na wsi Groszowej >districtus Sciricensis* ob. dodatek I 
tej pracy, nr. 19. 

3| Uod. I nr. 23, nadanie Czobotowiczom Ryczychowa (na południe od Szczerca), 
w zamian za ich ojcowiznę, któr^ wzi^ł »k' krolewskomu dworu« ; o niezwykłych ba- 
łamuctwach w historyografii, do jakich dał powód ten dokument, mowa będzie niżej. 

*) N. p. u Kwiatkowskiego, 1. c. 

*) AGZ XIV nr. 301 : wynika stąd, ie w zapisce z 29 V 1441 (nr. 275) wy- 
rażenie »coram iudicio capitanei Grodeczensis domini Swidrigellic tłómaczyć naleiy: 
przed sądem starosty gródeckiego księcia Swidrygiełły (nie: księcia Swidrygiełły, sta- 
rosty gródeckiego}. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIIŁŁY 2$ 

sprawa toczyć się ma >in Grodek in iudicio coram tenutario Gro- 
deczensi videlicet domini Ducis Swydrigali* (nie: >domino Duce 
Swydrigalol*), przed dzierżawcą gródeckim t. j. dzierżawcą księcia 
Swidrygiełty; a więc nie Swidrygiełło był dzierżawcą gródeckim, 
lecz sam miał tam swego dzierżawcę. O słuszności tego wywodu, 
o tern, że nie może być mowy o przypadkowej pomyłce w za- 
pisce, s'wiadczy fakt, że w czasie aż do śmierci Swidrygiełły w r. 
1452 znamy istotnie cały szereg starostów -dzierżawców gróde- 
ckich ^), choć, jak wiemy, miał powiaty gródecki i szczerzecki na- 
dane w dożywocie i rzeczywiście władał nimi aż do zgonu 2;. Ci 
urzędnicy Swidrygiełłowi nazywani są na przemian dzierżawcami 
(tenutarius) i starostami (capitaneus), gdyż Gródek był nietylko 
zwykłą królewszczyzną - tenutą (jak n. p. Szczerzec), lecz staro- 
stwem grodowem, które miało wówczas swoje (zaginione niestety) 
księgi sądowe ^), gdzie obok starosty spotykamy, również za cza- 
sów Swidrygiełły, także podstaros'ciego, t. zw. > wojewodę* *) i sę- 
dziego grodzkiego-^). Wszystkie te urzędy piastuje dobra szlachta 
czerwonoruska: tak n. p. wśród starostów gródeckich Swidrygiełły 
spotykamy chorążego chełmskiego Aleksandra Piątkowskiego, zie- 
mianina ziemi chełmskiej , pochodzącego z możnego rodu Czury- 
łów h. Korczak , rycerza zasłużonego z czasów Warneńczyka ^), 



1; Jako capitanei, tenutarii (o identyczności tych tytułów w danym wypadku 
świadczą zapiski AGZ XIV nr. DCCCXLVin i 2470) gródeccy występują: 23 I — 14 II 
1442 Jurga (AGZ XIV nr. 336, 360; Kwiatkowski, 1. c, korzystając z tych zapisek przed 
ich ogłoszeniem, mylnie Jurgę nazwał Stadnickim, nie zauważywszy przecinka, dzie- 
lącego — w drugiej z nich — te dwa nazwiska), 8 II 1443 i 23 XII 1445 — 20 Xn 
1446 Jan Cielątko (ib. nr. Ó08, 1562, 1580, IÓ09, IÓ20, 185 1), 8 XI 1444 — 13 VIII 
1445 Bernhard (ib. nr. 1204, 1306, 1308/9, 1469/70), 3 I 1449 — ló IV 1451 
Aleksander Piątkowski (ib. nr. DCCCXLVIII, 2470). 

2) Wynika to ze wzmianki Długosza , umieszczonej w ustępie , gdzie mówi 
o śmierci Swidrygiełły; zresztą jeszcze zapiska sądowa z 20 XI I450 dowodzi, źe 
książę ten ciągle władał swemi posiadłościami w tych stronach (AGZ XIV nr. 2351). 

3) Wzmianka o >liber castri Grodecensis« w zapisce lwowskiej z I445 r., 
AGZ XIV nr. 1425. 

*) 3 III 1441 jest nim Chotco (AGZ XIV nr. LVI; por. Kwiatkowski, o. c, 
s. 48), może identyczny z Bierdochowskim . występującym z tym tytułem I I 1443 
(dodatek I nr. 20 i dod. II). 

5) 17 II 1441 — 5 in I451 jest nim Bartłomiej Pirka z Dolinian (AGZ XIV 
index; Doliniany pod Gródkiem). 

e) Por. AGZ XIV nr. CDXCVII, 1546; Matric. Summaria I nr. 262 |Jan Czu- 
rylo ze Stojaniec nazywa go >patruus«); Arch. Czartoryskich, perg. nr. 457 (przy- 
wilej Warneńczyka dla niego z 17 XI 1441). 



24 O- HALECKI 

Z którym się zresztą jeszcze spotkamy, omawiając stosunki wewnę- 
trzne na Wołyniu. 

Inna rzecz, że najwyższą władzę sądową wykonywał w Gródku 
sam Świdrygiełło. »Apud ducem Swytrygal« toczyły się sprawy, 
które sądził starosta gródecki i), »illustris dux Swittrigal* odsyła 
innym razem sprawę, wytoczoną przed sądem gródeckim do sądu 
grodzkiego lwowskiego 2). Stanowisko jego, niezwykłe w ustroju 
Korony, było nawet przyczyną wątpliwości prawniczych, której 
to właśnie okoliczności zawdzięczamy, niezbyt wyraz'ne co prawda, 
określenie tego stanowiska przez pewnego szlachcica, oskarżonego 
w r. 1450 przed sądem grodzkim lwowskim o najazd na wieś, 
położoną w obrębie posiadłości nadanych Swidrygielle : »dominus 
dux habet bona a domino rege et cum hoc dominus dux habet 
sedem regalem et suam sedem in Grodek iudicare pro violenciis 
et aliis causis, quae ad castrum pertinent« ^). Określenie to, które 
wówczas sędzia wziął do rozważenia ze starostą lwowskim, można 
rozumieć jedynie w ten sposób, że Świdrygiełło otrzymał od króla 
nietylko same dobra królewskie, objęte nadanemi mu powiatami, 
lecz także wraz z temi królewszczyznami zastępczą władzę kró- 
lewską na tym obszarze, która w starostwie grodowem w Gródku 
obejmowała m. i. także najwyższą władzę sądową w sprawach pod- 
legających sądownictwu starościńskiemu. Z tem należy zestawić 
ważną wzmiankę w przywileju z 1442 r,, w którym Świdrygiełło 
zapisuje Aleksandrowi Próchnickiemu 200 grzywien na wsi w po- 
wiecie szczerzeckim *), mianowicie zastrzeżenie »stationibus et iuri- 
bus ducatus salvis<. Łącznie z powyższym wywodem przytoczone 
słowa dowodzą, że Świdrygiełło powiaty gródecki i szczerzecki po- 
siadał nie jako dzierżawę, lecz >iure ducali<, jako miniaturowy 
»ducatus<, dożywotnią książęcą dzielnicę 5). 



1) AGZ XIII nr. 2294, 2403 (r. 1444/5) ^) AGZ XIV nr. 651 (r. 1443). 

») AGZ XIV nr. 2351. *) Dodatek I nr. 19. 

*) W lem oświetleniu łatwo zrozumieć wzmianki (AGZ XIV nr. 2169, 2178 
r. 1449) o pobieraniu przez niego cła w Gródku (celnikiem jego był Mikołaj ze Stra- 
dowa, sędzia żydowski lwowski, żupnik gródecki i drohobycki), oraz wiadomość (ib. 
nr. 1034, r. 1444) o wystawianiu przez niego poświadczeń szlachectwa (litterae ex- 
purgationis nobilitatis). Dochód roczny 2000 grzywien, o którym jedynie wspomniał 
Długosz, t§czyl się z całem nadaniem obu powiatów taksamo, jak owe 1400 grzywien 
z £up koronnych z nadaniem mu, mniejwiccej 40 lat przedtem, Żydaczowa i Stryja; 
także wówczas Świdrygiełło niebył tylko zwyczajnym dzierżawca oddanych mu kro- 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2$ 

Jak wiadomo, osadzanie i zaopatrywanie książąt litewsko -ru- 
skich, którzy utracili swe udziały w w. księstwie, na obszarze Rusi 
czerwonej, nie było, zwłaszcza za czasów Jagiełły, rzeczą niezwy- 
kłą^). Włas'nie na królewszczyznach w powiatach gródeckim i szcze- 
rzeckim Jagiełło zapisał swego czasu utrzymanie ks. Mitkowi 
Siemionowiczowi Druckiemu^), dodając mu zresztą dwa inne 
jeszcze zapisy na dobrach w ziemiach ruskich. Nadanie zaś dziel- 
nicy książęcej w tych ziemiach, chociażby niewielkiej, było już 
raczej czemś wyjątkowem '), stworzeniem — na wzór udziałów 
książęcych na Litwie — księstewka lennego w Koronie, sprzecz- 
nego w zasadzie z jej ustrojem*). Trzeba jednak przyznać, że na- 
danie Swidrygielle takiego stanowiska, zanim mógł pozyskać sobie 
choć część ziem litewskich, odpowiadało właśnie stosunkowi len- 
nemu, w jaki osobiście wszedł do króla i Korony w Tłumaczu, 
co również przemawia za współczesnością tych wypadków. Umo- 
żliwiała je zaś sympatya, którą żywili do niego panowie tej ziemi, 
gdzie to nadanie otrzymał, a uzasadniało zrozumiałe nawet u sa- 
mego króla pragnienie związania go jaknajściślej z Koroną w przed- 
dzień akcyi, do której się zabierał. 

Że dzielnica grodecko-szczerzecka istotnie spełniała wspo- 
mniane już wyżej zadanie dostarczenia mu przy tej akcyi punktu 
oparcia, wynika chociażby z tego, jak często go w trzech pierw- 
szych latach po przewrocie r. 1440 spotykamy w tych stronach: 
w lutym 1441 r. jest on, jak już wiemy, we Lwowie, w listopadzi* 
1442 r. w Grodzisku, na początku roku następnego w samym 
Gródku °), co więcej zaś, z całego tego przeciągu czasu nie mamy 
ani jednej wzmianki o pobycie jego na Wołyniu, gdzie zaczyna 
występować dopiero pod koniec r. 1443 *"). Spostrzegamy tylko, 



lewszczyzn , jak świadczy wspomniany jui w jednym z poprzednich przypisków tytuł 
»tenutarius et gubernator districtus żydaczoYiensisc, jakiego używał (AGZ II nr. 39). 

1) Por. trafne spostrzeżenia Z. L. Radzimińskiego w Monografii XX. San- 
guszków I 83. 

*| Prochaska: Mater^-aly archiwalne z metryki lit., nr. Ó4. 

'1 Porównać można np. lenne, doiywotnie nadanie powiatu iydaczowsktego 
ks. Ziemowitowi mazowieckiemu (tamże, nr. ói). 

^1 Por. Prochaska: Przyczynki krytyczne do dziejów unii, s. 17; Hruszewskij: 
Istorija, V 39 40. 

=) Dodatek I nr. 19, 20; niedługo przed il III 1443 odesłał sprawę \vyto- 
czoną w Gródku przed s§d lwowski 'AGZ XIV nr. 051). 

•) Dodatek I nr. 21 nast. 



26 o. HALECKI 

Że już na dwóch jego przywilejach, które 22 Hstopada 1442 
i I stycznia 1443 r. wystawia jeszcze na Rusi Czerwonej, poja- 
wiają się wybitni kniaziowie i panowie wołyńscy w jego otoczeniu, 
piastujący nawet po części już te godności na jego dworze, w których 
później występują jako świadkowie na dokumentach, wystawianych 
przez niego na Wołyniu i). Rzecz jasna, że z samego milczenia skąpych 
źródeł współczesnych o pobycie Swidrygiełły w tej ziemi i rządach 
jego tamtejszych w latach bezpośrednio po r. 1440, nie możnaby 
jeszcze wyciągać żadnego konkretnego wniosku, sprzeciwiającego się 
przekazowi Długosza, że w tym właśnie roku, bezpośrednio po zamor- 
dowaniu Zygmunta, zajął Łuck 2). Jest to, jak wiadomo, przyjętem 
w całej dotychczasowej literaturze, której przedstawienie rzeczy na 
podstawie dotychczasowych naszych wywodów mogliśmy sprosto- 
wać tylko w tym szczególe, że zajęcie przez Swidrygiełłę Woły- 
nia nastąpiło dopiero po wystawieniu przezeń dokumentu tłu- 
mackiego. Mamy jednak, oprócz przytoczonych przed chwilą wska- 
zówek li tylko negatywnych, jeszcze inne powody, zmuszające do 
gruntownej rewizyi twierdzenia Długuszowego i genezy rządów 
wołyńskich Swidrygiełły wogóle. Dostarczają ich dzieje tej ziemi 
w latach 1 440 do 1442. 

Długosz opowiada 3), że po przybyciu Kazimierza Jagielloń- 
czyka do Wilna, gdzie go następnie na wielkie księstwo podnie- 
siono , zjechali się tam panowie z wszystkich ziem w. księstwu 
podległych, ziem tych jednak szczegółowo nie wymienia. Za to 
t. zw. kronika Bychowca, przenosząca fakt podniesienia na w. 
księcia do Brześcia (kwestya dla naszej sprawy obojętna), wy- 
raźnie zaznacza *), że oprócz kniaziów i panów litewsko - ruskich, 
którzy tam królewicza przyjęli a których zresztą dosyć dokładnie 
wymienia Długosz ^), przybyli do Brześcia także przedstawiciele 
jednej z owych ziem podległych w. księstwu, mianowicie kniazio- 
wie i bojarowie wołyńscy pod przewództwem kniaziów Sanguszko- 
wiczów, czołem uderzyli Kazimierzowi i przysięgli wiernie służyć 
jemu i w. księstwu. Zgodnie z tem czytamy tutaj w dalszym ciągu % 
że gdy następnie młody Jagiellończyk wraz z wszystkimi kniaziami 



') Por. w dodatku II: marszałek dworny Pieszko, a także podkanclerzy Mi- 
kołaj Zorer. 

2) Historia, IV 621. ») Ib., s. 656. 

*) Połnoje sobranije, XVII 536. sj IV 655. «) L. c. s. 537. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 2/ 

i panami przybył z Brześcia do stolicy wileńskiej, zasiadł tam »na 
wszem w. księstwie litewskiem i ruskiem i wołyńskiem«, podczas 
gdy w innych redakcyach latopisa litewsko- ruskiego i) w analo- 
gicznem zdaniu niema osobnej wzmianki o Wołyniu, lecz wspo- 
mniano tylko Wilno, Troki oraz ziemie litewskie i ruskie wogóle. 
Szczegóły dodane w t. zw. kronice Bychowca byłyby dla nas 
bardzo ważne, jako świadectwo, że po śmierci Zygmunta a przed 
zajęciem przez Swidrygiełłę, które ta kronika, jak zobaczymy, odnosi 
do lat nieco późniejszych, ziemia wołyńska poddała się Kazimierzowi 
jako w. księciu litewskiemu. Pragnąc szczegóły te skontrolować, 
trzeba przedewszystkiem zwrócić uwagę na wzmiankę o Sanguszko- 
wiczach, zapewne kniaziu Sanguszce Fedorowiczu, bracie stry- 
jecznym samego Kazimierza, i jego synach-). Ze oni to właśnie 
wystąpili na czele Wotynian, jest bardzo prawdopodobnem, gdyż 
należeli niezaprzeczenie do kniaziów najpotężniejszych w tej ziemi, 
zwłaszcza w jej części zachodniej, a co do pochodzenia swego 
byli bliższymi dynastyi jagiellońskiej od wszystkich innych książąt 
tamtejszych, wyjąwszy jedynie Czartoryskich, którzy jednak w owej 
chwili jako zdecydowani zwolennicy kandydatury Swidrygiełłowej, 
skompromitowani przez zabójstwo Z3'-gmunta, tylko opuszczając 
Litwę uratować się mogli. Niemniej zrozumiałem musi się wyda- 
wać, że Wołynianie za przewodem Sanguszkowiczów zjawili się 
właśnie w Brześciu lit.; tam bowiem, w powiecie kamienieckim 
a niedaleko od Brześcia, leżała Trostianica, nadana kn. San- 
guszce jeszcze przez Zygmunta Kiejstutowicza ^), na wschód zaś 
od Brześcia Kobryń — jak wiadomo, siedziba jego bratanka, 
kn. Semena Kobryńskiego, żonatego z siostrą stryjeczną królowej 
Sonki*). Wyraźnego potwierdzenia dla opowiadania latopisa o spra- 
wie wołyńskiej a zwłaszcza szczegółu o rodzie Sanguszki dostar- 



*) S§ one zebrane wszystkie w XVII t. Polnoje sobr. 

*) Tak też interpretuje wzmiankę o Sanguszkowiczach Wolff (Kniaziowie, s. 422), 
podczas gdy Z. L. Radzimiński (Monogr. Sanguszków I iil), nie uwzględniwszy 
ówczesnego antagonizmu miedzy rządem litewskim a koronnym , wyłącza kn. San- 
guszke Fedorowicza, twierdząc, że złożenie przezeń hołdu Kazimierzowi w r. 1440 
trudnoby pogodzić z niewiele późniejszym napadem jego na Ratno wskutek odebra- 
nia mu go przez Warneńczyka. 

') Arch. Sanguszków, I nr. 9Ó. 

*) Por. np. rodowód Holszańskich u Wolffa: Kniaziowie, s. 115. 



28 o. HALECKI 

cza nam jednak dopiero rozpatrzenie jego roli w ówczesnych wal- 
kach o Wołyń, przy czem musimy się cofnąć o kilka lat wstecz. 

Zabiegi Polski około opanowania tej ziemi stopniowo posu- 
wały jej granicę zachodnią coraz dalej w głąb ku wschodowi, 
choć Litwa nieustannie ponawiała starania o odzyskanie odrywa- 
nych od niej włości. Ze strat poniesionych już przez Lubarta 
w walkach z Kazimierzem W. i Ludwikiem węgierskim, na stałe 
pozostały przy Rusi koronnej ziemie chełmska i bełzka, tak że 
gdy się rozpoczynały zapasy ze Swidrygiełłą w r. 143 1 granicę 
zachodnią pozostałego przy Litwie Wołynia stanowił już Bug ^). 
W ciągu zaś wojny z nim toczyły się spory nietylko o leżące nad 
tą rzeką Horodło, ale też o włości, wysunięte już daleko na wschód 
od niej, jak Łopacin na południu, a zwłaszcza Ratno i Wietły na 
północy 2), Wszystkie te sporne włości Zygmunt Kiejstutowicz przy 
zawarciu tylekroć zatwierdzanej unii z 1432 r., choć główną część 
Wołynia dożywotnio sobie zastrzegał, przyznał wraz z Oleskiem 
Koronie 3), a fakt odstąpienia jej klina ratneńsko-wietlińskiego do- 
wodzi, że już przedtem przeszedł do niej dzielący go od Buga 
Luboml, który istotnie na początku 1433 r. jest połączony z zam- 
kiem chełmskim w ręku Hryćka Kierdejewicza^), dzierżącego już 
dwa lata przedtem Ratno jako »castrum regale* ^). 

Otóż właśnie owe obszary, odłączone od Wołynia w pół- 
nocnej części spornych terytoryów, stanowiły większą część ksią- 
żęcej dzielnicy, jaka po Fedorze Olgierdowiczu spadła na jego 
syna, kniazia Sanguszkę: o Lubomlu przekazały nam latopisy, że 
był udziałem owego Fedora s), Ratno i W^ietły nazywa dokument 
współczesny »otcziną« Sanguszki'') i jeszcze sto lat później pa- 
miętano o tem na Wołyniu, że do > kniazia Sendiuszki* nale- 
żały przed wiekiem oprócz dóbr kowelsko-koszerskich i Wyżwy 
(w powiecie włodzimierskim) także Ratno i Luboml, wówczas, 



1) Wspomina o tem Jagiełło, opisując w liście z I VIII 1431 wyprawę Iuck§ 
w. mistrzowi (Lewicki, o. c, dod. II). 

2) Codex epist. II nr. 197, 198, 202. 

') Barwińskij B.: Zigimont Kiejstutowicz, dod. nr. I. 

*) Teki Naruszewicza t. 15 nr. 85 s. 289; por. Monografia XX. Sanguszków, 
14 przyp. 3, a takie Rykaczewski: Inventarium s. 254 i DJugosz: Historia IV 499. 
5) Długosz: Historia, IV 452. 

•) Por. Monografia XX. Sanguszków I 105 (zestawienie w przypisku). 
') Arch. Sang. I nr. 39. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 29 

gdzieś za czasów króla Kazimierza do Korony odpadłe ^). Utrata 
większej połowy ojcowizny i osadzenie w jej zamkach starostów 
koronnych musiało być ciężkim dla niego ciosem i słabą było 
rekompensatą, że w sierpniu 1433 r. Jagiełło oddał mu przynaj- 
mniej Ratno z powiatem, spalone i zniszczone w poprzednich wal- 
kach*), lecz już nie jako ojcowską dzielnicę książęcą, tylko >in 
tenutam<, do woli królewskiej, na tych samych warunkach, na ja- 
kich dzierżyli królewszczyzny inni starostowie królestwa polskiego ^j. 
Mimo to początkowo nie tylko nie przechodzi, za przykładem tylu 
innych kniaziów, do obozu Swidrygiełły, lecz spełnia nawet skru- 
pulatnie swe obowiązki jako starosta koronny w Ratnie, stara się 
przeszkodzić temu, aby Wołynianie, opanowawszy chwilowo po- 
wiat wietelski, nie zdobyli z powrotem Ratna i Lubomia; donosi 
bowiem skwapliwie o ich przygotowaniach w tym zamiarze sta- 
roście chełmskiemu Hryćkowi Kierdejowiczowi i samemu królowi, 
uwiadamiając ich o wszelkich ruchach stronników Swidrygiełły, 
»aby«, jak pisał, >królestwo szkody nie poniosło*^). Dociec nie 
podobna, co go spowodowało, że odegrawszy taką rolę w czasach, 
gdy Swidrygiełło cieszył się jeszcze istotną potęgą, przerzuca się ^ 
na jego stronę z początkiem r. 1437, zasiada w jego radzie i jako 
>wierny kniaź Sanguszko* znajduje się przy jego boku jeszcze 
w krytycznym roku 1438 »). W każdym razie ostateczna utrata 
Ratna była albo przyczyną albo skutkiem tego ryzykownego kroku, 
który w obec rychłego upadku jego nowego zwierzchnika nie mógł 
mu dopomódz do odzyskania przepadłych na rzecz Korony części 
ojcowizny. Sposobność taka nasunęła mu się jednak w r. 1440, 
gdy po śmierci w. księcia (a od końca r. 1438 faktycznego 
władcy Wołynia) Zygmunta, tak wrogiego kniaziom dzielnicowym, 
rządy w. księstwa znalazły się nominalnie w ręku trzynastoletniego 
Jagiellończyka a w rzeczywistości w ręku możnowładztwa. Oso- 
bisty interes Sanguszki i jego rodu oraz owych wielmożów, wła- 
dających Litwą, schodził się w tem, aby nietylko nie urzeczywi- 

*) Por. wzmiankę w rewizyi granicy polsko -lit. 1546 r., spożytkowaną jur 
przez WolflFa (Kniaziowie, s. 422) i w Monogr. Sanguszków I 113. 

*) Por. uwagi w Monogr. Sanguszków I 109. ^1 Arch. Sang. I nr. 33. 

*) Streszczenie łacińskie (bardzo dokładne !) tych dwóch listów, (tylko jeden 
z nich podano w dodatku do I t. Monogr. Sang. s. 446, ustalając datę na r. 1433) 
podaje inwentarz archiwum kor. J. Zamoyskiego w Ms. ordyn. Zamoyskich 1603 
t. IV s. 444, 696. 

•) Dodatek I nr. O (>Sinkuszko<), 15. • 



30 o, HALECKI 

stniono unii grodzieńskiej, t. j. nie oddano w. księstwa pod wła- 
dzę Korony i nie poddano jej bezpośrednio Włodzimierza i Łucka, 
lecz aby przeciwnie odzyskano nawet na niej, korzystając, że za- 
jętą jest sprawami węgierskiemi , zachodnie części Wołynia a za- 
razem dziedzictwo Sanguszkowe. 

I rzeczywiście słyszymy, że gdzieś albo pod koniec r. 1440 albo 
w początku r. następnego, gdy król Władysław już bawi za Karpatami, 
kniaź Sanguszko śmiało rozpoczyna zbrojną walkę z Koroną. Punktu 
oparcia dostarczała mu pozostała część wołyńskiej ojcowizny, ob- 
szerna włość koszerska w powiecie włodzimierskim. Stąd na czele 
zastępów wołyńskich wpada, według barwnego opisu w dokumen- 
cie Warneńczyka^), w sąsiednie ziemie koronne, a więc okolice 
Ratna i Lubomia, pustoszy je ogniem i mieczem, a po części zdo- 
bywa istotnie. Zdobycze te uwieńczył Sanguszko opanowaniem sa- 
mego zamku ratneńskiego, który podobno zajął podstępem a burgra- 
bię królewskiego i innych jego obrońców zabić kazał. Rzecz jasna, 
że porywając się na krok podobny, na jaki się nie ośmielił nawet 
w czasie zaburzeń poprzedniego dziesięciolecia, działał w porozu- 
mieniu z panami, rządzącymi w imieniu Kazimierza na Litwie, że 
walka o Ratno i przyległe włości była podobnem starciem gra- 
nicznem między Litwą a Polską, co niemal współczesna walka 
o inną sporną ziemię, o Podlasie 2). Stąd jednak wypływa jasny 
wniosek, że sam Wołyń, którego straty poprzednie odzyskać chciano, 
musiał wówczas podlegać Litwie, że w chwili wyprawy wołyńskiej 
na Ruś koronną nie rządził tam jeszcze Swidrygiełło, pozostający 
wtedy w najlepszych stosunkach z panami czerwonoruskimi i kró- 
lem i Koroną wogóle, lecz nowy, wyniesiony wbrew Polsce w. 
książę litewski Kazimierz (co w latach jego dzieciństwa właściwie 
zawsze oznacza możnowładców litewskich, wśród nich wrogów 
Swidrygiełły od czasu zdrady 1432 r.) W tem oświetleniu przekaz 
o poddaniu się Wołynia po śmierci Zygmunta Kazimierzowi, a to 
pod przewodnictwem rodu Sanguszki, okazuje się nietylko prawdo- 
podobnym, lecz wprost jedynie możliwym. 

Odpowiedzią zaczepionej Korony był dokument, wystawiony 
przez Warneńczyka w Budzie, gdzie go doszła wiadomość o na- 



1) Arch. Sang. I nr. 37. 

^) Analogia ta jest jui widoczną w przedstawieniu Hruszewskiego, o. c, s. 236. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 3 I 

padzie Sanguszki, dnia 20 maja 1441^) a niemniej też akt, jaki 
tamże kilka tygodni później wystawić musiał w sprawie starostwa 
chełmskiego i jego zamków wojewoda podolski Hryćko Kierdeje- 
wicz z Pomorzan 2), towarzyszący królowi na wyprawie węgierskiej. 
Aby je zrozumieć należycie, trzeba zaznaczyć, że, jak wspomnie- 
liśmy wyżej, zamki w ziemi chełmskiej i w przyłączonych do niej 
włościach zachodnio -wołyńskich trzymał dzielny wojownik w cza- 
sie walk ze Świdrygiełłą, Hryćko Kierdejewicz, już kilka lat przed- 
tem, źe jednak 24 sierpnia 1439 Władysław całą ziemię chełmską 
wraz z Lubomlem oddał w zastaw Dersławowi z Rytwian ^). Otóż 
teraz król w przywileju, wyrażającym na wstępie całe jego obu- 
rzenie z powodu napadu na Ratno , odbiera za karę Sanguszce 
ostatnią część ojcowizny, która pozostawała jeszcze przy Wołyniu 
i w jego posiadaniu, mianowicie powiat koszerski, twierdząc przy 
tern, że i te dobra miał tylko w zastawie z nadania królewskiego, 
i oddaje je również w zastaw Dersławowi z Rytwian, staroście 
chełmskiemu, towarzyszącemu mu taksamo jak Hryćko na Wę- 
grzech, — a to właśnie w nagrodę za zasługi tam położone. Widocznie 
jednak, choć Rytwiański jako tenutaryusz Chełmszczyzny nosi 
tytuł starosty chełmskiego *), zamki starostwa tego znajdowały się 
ciągle w ręku wojewody Hryćka Kierdejewicza albo przynajmniej 
zostały mu w owej krytycznej chwili ponownie powierzone mimo 
jego osobistej nieobecności w kraju; 13 lipca składa bowiem w Bu- 
dzie przysięgę, oraz zobowiązanie pisemne, źe tych zamków wiernie 
strzedz będzie (oczywiście przez tamtejszych burgrabiów), a odda 
tylko królowi lub formalnie upełnomocnionej przez niego osobie, 
po śmierci zaś królewskiej nikomu innemu tylko Koronie polskiej. 
Oba te dokumenty rzucają znamienne światło na spór 
polsko - litewski o wspomniane w nich terytorya. Odebranie 
włości koszerskiej Sanguszce, któremu w razie wykonania wy- 



1) Arch. Sang. I nr. 37. 

a) Ms. ordyn. Zamoyskich 1603 t. III s. 33 i 214/5; PO^- streszczenie w ze- 
stawieniu aktów historycznych przy końcu dyaryusza sejmu 155^ ^- (wyd. braci 
Lubomirskich, s. 319)- 

») Ms, ordyn. Zamoyskich 1603 t. III s. 183/4; por. wzmiankę w inwentarzu 
archiwum kor. z r. 1730 w Ms. Czartor. 2175 s. 473. Dalszy dla niego zapis na tej 
ziemi (m. i. za no grzywien wypłaconych przez niego burgrabiom w Chełmie i Lu- 
bomli) z 24 X tegoż roku w Tekach Narusz, t. 16 nr. 124. 

*) Zobaczymy, źe ziemie chełmską ma jeszcze w zastawie w r. 1442. 



32 o. HALECKI 

roku królewskiego pozostałyby tylko nadania w Brzeskiem, i po- 
łączenie jej z tenutą Dersława z Rytwian, oznaczało zarazem, wobec 
znacznej rozległości tych dóbr^), oderwanie od Wołynia całej po- 
zostałej części powiatu włodzimierskiego na lewym brzegu Turji; 
wyjąwszy więc sam Włodzimierz i jego okolicę, osiagniętoby tę 
samą linię graniczną, którą uzyskał Kazimierz Wielki w układzie 
1366 r. 2), i dalsza włość wołyńska podzieliłaby losy Lubomia, Ratna 
i Wieteł, przypadłaby ziemi chełmskiej. Tę zaś ziemię chełmską 
z jej dawnymi i nowoprzyłączonymi, zabużańskimi zamkami sta- 
rano się możliwie zabezpieczyć przed niewygasłemi pretensyami od 
strony litewskiej, przed powtórzeniem czegoś, co się chwilowo 
udało Sanguszce w Ratnie, może istotnie przez nieopatrzne wpu- 
szczenie go do zamku przez burgrabiego. 

Zajęcie przezeń Ratna nazwaliśmy chwilowem, gdyż mimo 
wielokrotnych późniejszych upominań się Litwy o włość ratneńsko- 
wietlińską, pozostała ona, gdy ją utracił Sanguszko — według 
wspomnianej tradycja z XVI wieku — za czasów Kazimierza, w po- 
siadaniu Korony, która i nadal, taksamo jak w Lubomlu, ma tam 
swych starostów -dzierżawców i burgrabiów 3). Nie na wiele za- 
pewne przydał się wydziedziczonemu kniaziowi akt w. księcia Ka- 
zimierza z 23 marca 1443 r. *), którj^m on, czyli raczej podpisana 
na nim rada litewska, uznając Ratno i Wietły za ojcowiznę jego, 
nakazuje ludziom tamtejszym, aby byli posłuszni Sanguszce, swemu 
>otGzicowi<, a nikomu innemu, gdy najprawdopodobniej już wów- 
czas władza w. księstwa nie rozciągała się na te miejscowości; 

*) Do Koszerska należy już w r. 1404 Hrabów, Niesuchoiże, Milenowłcze 
i Kleczko (Monogr. Sanguszków I 58), wówczas zaś »powiat koszerski< obejmował za- 
pewne także Wyiwę a moie i Kowel, znane nam już jako dobra kn. Sanguszki. Akt 
podziału >wlości koszerskiej* z r. 1502 (Arch. Sang. I nr. 147) wymienia jeszcze 
8 dalszych wsi. 

') Por. Hruszewskij, o. c, IV* 46/7 i ekskurs 14. 

=*) W r. 1456 wspomniany w metryce koronnej (Matric. Summ. 1 nr. 378) bur- 
grabia ratneński Maciej z Milanowa ; starostowie i tenutaryusze ratneńscy za Kazimierza 
Jagiell.: 1478/9 Jakób z Koniecpola (Ms. ordyn. Zamoyskich 1Ó03 t. III s. 429, 431; 
Matric. Summ. I nr. 1495, 1555 1, 1487 Jan Biechowski (Teki PawLóskiego II 194), 
1487 — 1496 Mikołaj Biechowski (ib. s. 155 ; Fedorowicz K. : Dostojnicy, s. 219). Niżej 
wspomniemy o domaganiach się Litwy o zwrot Ratna, zaczynających się od r. 1446. 
O Lubomlu por. np. Prochaska: Materyaiy archiwalne, nr. 137 (1444), 150; tamże, 
nr. 203, wzmianka w akcie z 1485 r. świadcząca o przynależności do ziemi chełmskiej 
powiatu wietlińskiego. 

*) Arch. Sang. I nr. 39. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 33 

Wtedy wystawienie tego pisma miało, jak zobaczymy, inny właści- 
wie cel, łączący się ze zmianą sytuacyi na Wołyniu w r. 1442. 
Z drugiej jednak strony nie większy pożytek przyniosło Rytwiań- 
skiemu nadanie Koszerska, które pozostało również tylko na papie- 
rze; uchwalił je w dalekiej Budzie król z panami koronnymi, uwa- 
żając się w teoryi, jak o tem i póz'niej jeszcze się przekonamy, za 
władcę (wówczas nawet bezpośredniego) całego Wołynia, a to 
z dwóch powodów: po pierwsze ponieważ według poprzednich aktów 
unii Wołyń przez śmierć Zygmunta Kiejstutowicza sam przez się przy- 
padł Koronie, a po drugie ponieważ nieuznawano Kazimierza jako 
w. księcia litewskiego, lecz tylko jako namiestnika Władysławo- 
wego na Litwie (bez Wołynia). W rzeczywistości niema najmniej- 
szego śladu, aby Dersław. którego w r. 1442 spotkamy jako tenu- 
taryusza samej tylko ziemi chełmskiej, wszedł w posiadanie Ko- 
szerska; przeciwnie, ród Sanguszków i), którego nawet jedna ga- 
łąź' przybrała nazwę kniaziów Koszerskich, zachowuje nadal całą 
tę włość a także i Wołyń. 

Zaburzenia na granicy Rusi koronnej i Wołynia po śmierci 
Zygmunta zakończyły się więc według wszelkich danych na utrzy- 
maniu status quo. Po mało skutecznej ofenzywie musiała jednak 
Litwa, taksamo jak Korona w Chełmszczyźnie, pomyśleć o trwa- 
łem zabezpieczeniu choćby samego Wołynia. Zmuszały ją do 
tego niezmienione pretensye ze strony Polski, prawnie umotywo- 
wane zobowiązaniami poprzedniego w. księcia i świeżo zaakcento- 
wane przez teoretyczne rozporządzanie Koszerskiem, zmuszało prze- 
dewszystkiem to, że tam na Rusi koronnej osiadł i przygotowywał 
się do nowego wystąpienia stary Swidrygiełło, niebezpieczny niejako 
pretendent do władzy nad całą Litwą, lecz przez swych zwolenni- 
ków w niektórych jej dzielnicach, z których zwłaszcza Wołyń, 
w razie akcyi z jego strony, łatwo mógł do niego odpaść. 

Środki zaradcze, jakich się wobec tego chwycili panowie 
litewscy, na czele których stoją wówczas Dowgird, wojewoda wi- 
leński, i Gasztołd, wojewoda trocki, dostarczają nam zarazem osta- 
tecznego dowodu, że Wołyń nie odrazu w. r. 1440 został zajęty 
przez Swidrygiełłę, lecz początkowo pozostawał pod rządami Litwy 
Kazimierzowskiej, i wskazują nam zarazem, jak długo trwała ta, 
nieznana dotąd sytuacya. Przeprowadzano je bowiem w styczniu 
1442 r., na jednym (bodaj czy nie pierwszym) z owych zjazdów 

*) Por. Monogr. XX. Sanguszków I 1 12. 
O. Halecki: Ostatnie lata Świdryglelly. 3 



34 o. HALECKI 

kniaziów, panów i rycerzy -bojarów w. księstwa litewskiego w sto- 
łecznem Wilnie, zjazdów, które, rozwijając w czasie rządów mo- 
żnowładczych za małoletniego Kazimierza z przybocznej rady ho- 
spodarskiej rządzącą instytucyę rady ziemskiej, z przygodnych 
obrad panów rady — licznie uczęszczane »sojmy« w. księstwa, 
stały się zawiązkiem sejmu litewskiego ^). 

Po zjeździe wileńskim z 1442 r. pozostały nam przedewszyst- 
kiem trzy przywileje Kazimierza, z których dwa: nadania ziemskie 
dla wojewody wileńskiego Dowgirda ^) i dla ziemianina krzemie- 
nieckiego pana Deniski Mukosiejewicza^) mają datę u stycznia 
trzeci zaś: przywilej na prawo magdeburskie dla Krzemieńca*), 
wydany na relacyę odbiorców dwóch pierwszych, Dowgirda i De- 
niski, oraz starosty krzemienieckiego Jurszy, ma datę 14 stycznia. 
Wszystkie trzy dotyczą Wołynia. 

Działalność zjazdu wileńskiego względem ziemi wołyńskiej 
nie kończyła się jednak na tych trzech przywilejach. Do wykrycia 
dalszych jej śladów służy nam drugi z nich, nadanie dla Deniski. 



*) W osobnej pracy pragniemy przedstawić szczegóJowo teorye nasz^ o genezie 
sejmu litewskiego, opartą o nowe, po części niedrukowane materyaly; tutaj, dla uza- 
sadnienia wyrażeń, ulytych w tekście, wskazujemy tylko następujące wzmianki źró- 
dłowe: l) »kniażata, ritjeri (= łacińskie »milites< !) i panowie i wsią rada nasza<, 
jako świadkowie cytowanego niżej nadania dla Deniski Mukosiejewicza r. 1442; 
2) poselstwa do Zakonu, które wysyłają z Wilna 28 YI 1452 i 28 V 1455 (oryg. 
w Ordensbriefarchiy pod datami) najwyżsi dygnitarze litewscy imiennie wyliczeni oraz 
»ceterique spirituales et seculares praelati ac barones, milites, nobiles, proceres et 
boyari Ducatus magni Lithwaniae, Samayttiae necnon terrarum Russiae in hac Wil- 
nensi dieta constituti« i (w drugim wypadku) »ceterique domini, praelati et officiales 
necnon barones et milites totaąue communitas consilii terrae Ducatus magni Lithwa- 
niaec; 3) dwukrotne wyrażenie »u Wilni o sojmie«, użyte przy nadaniach z 19 I 144& 
i 2 XI 1449, zapisanych w (najstarszej) III księdze Metryki lit. (Russkaja istoricz. 
bibl. t. XXVII s. 91, 100); 4) dok. z 23 IV 1452 >in conventione generali« wyd. 
u X. Kurczewskiego: Kościół zamkowy II 46. 

2) Oryginał pap. w archiwum nieświeskiem , dział I nr. 889, którego niestety 
w czasie moich badań w tem archiwum nie dało się odszukać; na szczęście w dokładnem 
repertoryum tego działu podano regest z datą i wymienieniem nadanych wsi, 

') Krupowicz : Zbiór dyplomatów, nr. 19. 

*) Kopia z oryginału archiwum koronnego w Tekach Naruszewicza t. 17, nr. 
124; wzmianka u Czackiego (O prawach, I 259) i Daniłowicza (Skarbiec, nr. 1783),. 
gdzie jednak przez fatalną pomyłkę, przejętą z dawnych inwentarzy archiwum kor. 
(por. np. Ms. Czartor. 2175 s. 489), jako wystawca figuruje Władysław Warneńczyk; 
zdołało to tak dalece wprowadzić w błąd historyków, że dowodzono nawet na tej 
podstawie, jakoby Krzemieniec należał wówczas do Korony (Lubawskij : Sejm, s. 106). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 35 

Odnajdujemy je bowiem w formie krótkiej, niedatowanej zapiski, 
z dodatkiem: »Na to jemu i priwilje* wskazującym wyraz'nie znany 
nam dokument, w pierwszej częs'ci trzeciej, najstarszej księgi me- 
tryki litewskiej i), w owym nieocenionym spisie nadań ziemskich 
Kazimierza Jagiellończyka, głównie z pierwszej częs'ci jego pano- 
wania. Jak wiadomo '^), składa się ten wykaz, przeszło tysiąc zapi- 
sek a jeszcze więcej poszczególnych nadań obejmujący, z kró- 
ciutkich notatek czyli regestów, wyjątkowo tylko zaopatrzonych 
w daty, które spisano bez jakiegokolwiek chronologicznego lub 
topograficznego porządku a które widocznie, nim je wreszcie w tak 
chaotyczny sposób w jednej księdze złączono, były zanotowane 
na luźnych kartkach czy arkuszach, przechowywanych w kancela- 
ryi wielkoksiążęcej. Trudną oryentacyę ws'ród tych niezliczonych 
a niezmiernie ciekawych zapisek ułatwia jednak do pewnego sto- 
pnia częste wymienienie tych panów, w których obecnos'ci lub na 
których wniosek ^) dane nadanie przyszło do skutku, przedewszyst- 



*) Te część trzeciej księgi zapisów Metryki litewskiej ogłosił Downar-Zapolskij 
w Dokumientacli Mosk. archiwa minist. justicii t. I s. i — Ó2, caia zaś trzecia księga 
weszła następnie w skład pierwszego tomu kompletnego wydawnictwa Metryki lit. w 
>Russkaja istoricz. bibliotieka« t. XXVII (wyd. Łappo). Zapiski księgi nadań Kazi- 
mierza należy odnieść mniejwiecej do lat 1440 — 1475, przeważnie do pierwszej po- 
łowy tego okresu; w dalszych częściach III księgi znajdują sie dokumenty aź po 
r. 1498, cała zaś księga zachowała się tylko w kopii z 1597 r. W archiwum XX, 
Czartoryskich odszukałem (Ms. 2329) kopie tejże księgi znacznie dawTiiejszą z bra- 
kiem tylko kilku ostatnich kartek, oparta niewątpliwie o ten sam zaginiony pierwo- 
wzór, lecz , jak okazało drobiazgowe porównanie , niestety gorszą , mniej dokładną 
od przechowanej w Moskwie i drukiem ogłoszonej. Regesty nadań Kazimierzowych 
cytuję według dawniejszego wydania Downar-Zapolskiego, gdyż tam dzięki numero- 
waniu zapisek na każdej stronie pomieszczonych łatwiej odnaleść poszczególne regesty. 
Uważam tę III księgę za najdawniejszą, chociaż w I-szej, z którą Il-ga jest identyczna, 
znajdują się regesty niektórych dokumentów nawet z XIV w. (przeważnie jednak 
z XVI), ponieważ księga ta nie jest w pełnem znaczeniu księgą kancelaryjną, lecz 
raczej tylko szczegółowym inwentarzem luźnych dokumentów, przechowywanych swego 
czasit przy księgach metryki litewskiej. 

^) Por. wstęp do wydania Downar-Zapolskiego; nadto oparliśmy te uwagi 
ogólne także na własnem przestudyowaniu wszystkich tych zapisek. 

3) Tak tłómaczę nazwiska tych panów, jeśli nie mają wprost charakteru świad- 
ków, z tego powodu, że czasem je poprzedza słowo >prosili«; nie oznaczają one więc 
»relacyi« tych panów w tem znaczeniu, jakie, według St. Kętrzyńskiego (Przegląd 
histor. XVIII 169, 171), miała formuła »ad relacionem« w współczesnej kancelaryi 
polskiej ; zgodnie jednak z jego uwagami o tej formułce przyjąć należy i tutaj, ze 
odnośne dokumenty zostały uchwalone na radzie, te zaś, gdzie dopisano >sam wielikij 

3* 



36 o. HALECKI 

kiem zaś to, że nieraz spotykamy całe grupy, obejmujące najwi- 
doczniej takie nadania, streszczenia takich przywilejów, które wy- 
dano równoczes'nie, przy tej samej sposobności i przeważnie także 
dla tej samej ziemi i które zapewne już współcześnie złączono 
w kancelaryi przez zanotowanie na tym samym arkuszu. Takie 
grupy są najczęstsze wśród zapisek, pochodzących z pierwszych 
lat rządów Kazimierza, kiedy to panowie litewscy korzystali z mło- 
docianego wieku w. księcia a swojego wielkiego nań wpływu, aby 
wypraszać u niego dla siebie i swych protegowanych nadania 
ziemskie tak hojne i częste, jak nigdy przedtem a rzadko kiedy 
potem na Litwie. Otóż wspomniany regest nadania dla Deniski 
znajduje się właśnie w środku jednej takiej bardzo licznej grupy 
zapisek, obejmującej, z dwoma tylko wyjątkami na początkuj), 
same nadania w ziemi wołyńskiej, a to we wszystkich jej trzech po- 
wiatach: włodzimierskim, łuckim i krzemienieckim, w liczbie przeszło 
trzydziestu-). Z zapisek tych daty nie ma żadna, lecz dla tej, która 
dotyczy Deniski, podaje nam ją oczywiście powołany w niej samej 
przywilej oryginalny, wydany dla obdarowanego, a wobec powyż- 
szych ogólnych spostrzeżeń o grupach nadań w tej księdze me- 
tryki i wobec tego, że, jak widzieliśmy, napewno równocześnie na 
zjeździe wileńskim W3' dano i inne nadania dla Wołynia ^), nasuwa 
się prz3''puszczenie , że całą tę grupę nadań wołyńskich do tej sa- 
mej okoliczności i tego samego czasu odnieść należy. 

Zgadzają się zupełnie z tym wnioskiem nazwiska poszcze- 
gólnych panów rady, oraz pisarzy, wymienionych w niektó- 
rych zapiskach, a co" do znacznej przynajmniej części ich mamy 
dalsze wskazówki, zamieniające przypuszczenie nasze w niezaprze- 
czalną pewność. I tak n. p. wiemy ze wspomnianych datowanych 
przywilejów dla Dowgirda i dla miasta Krzemieńca, przechowa- 
nych nam w całości, że obecnymi byli na zjeździe i ważniejszą 



kniaź (= >dominus rex per se« w kancelaryi polskiej) zostały wydane przez władcę 
motu proprio, bez udziału lub nawet obecności któregoś z panów rady. Zbyt śmiała 
jest hipoteza Wladimirskiego-Budanowa (Oczerki I 18/9), powtórzona przez J. Mali- 
nowskiego (Rada w. kniaiestwa lit., II/i s. 107), jakoby tylko te ostatnie były na- 
daniami samego wielkiego księcia, tamte zaś wprost nadaniami wymienionych panów. 
For. tci uwagi Leontowicia w Żurn. minist. nar. prosw. 1909, z. 2, s. 26S. 

') Dok. I 54", 12. 2j Dok. I 54»— 56'. 

^1 Wspomniane nadania dla Dowgirda i dla wójta krzemienieckiego nie s§ 
wogóle w metryce litewskiej zanotowane. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 37 

na nim rolę odgrywali wojewoda wileński Dowgird, zmarły nie- 
długo potem i zastąpiony na tej godności przez wojewodę tro- 
ckiego Gasztołda^), i starosta krzemieniecki Jursza. Otóż włas'nie oni 
obaj występują jako s'wiadkowie na dwóch nadaniach, zapisanych 
w naszej grupie 2), w części jej poprzedzającej nadanie dla Deniski, 
a w tej samej jej części spotykamy też nadanie dla Gasztolda, 
noszącego jeszcze tytuł wojewody trockiego ^). Niemniej widoczn3'm 
jest związek nadania dla Deniski z nadaniami zapisanemi po niem 
w tejże samej grupie, które to dalsze regesty wspólny tytuł >U Kre- 
mienci i w Łucku i w Wołodimieri* łączy wyraz'nie w jedną ca- 
łość^), ugrupowaną według powiatów. Zapiska o obdarowaniu De- 
niski kończy się bowiem, po wspomnianem już odwołaniu się do 
samego przywileju, słowami: »Pan Dowgird i wsi panowie* fodpo- 
wiadającemi słowom: »kniażata, ritjeri i panowie i wsią rada na- 
sza* na dokumencie oryginalnym); te same zaś słowa, poprze- 
dzone analogicznem odwołaniem się do (nieznanego nam niestety) 
osobnego przywileju, czytamy na końcu pierwszej zaraz z owych 
dalszych zapisek 5), dotyczącej również nadania w powiecie krzemie- 
nieckim i to również, jak niżej wykażemy, na rzecz jednego z Muko- 
siejewjczów ^); co więcej, wzmianka: *to zapsano na priwili« pow- 
tarza się jeszcze w drugiej z tych zapisek '), wymieniającej nadto 
tego samego pisarza przywileju, Łohwina, i mówiącej znowu o wsiach 
krzemienieckich. Wobec tych wszystkich zgodnych wskazówek 
mamy wszelkie prawo uważać tę grupę nadań wołyńskich za spis — 
a to nawet jeszcze nie zupełny — nadań ziemskich w tej ziemi, 
wystawionych na zjeździe wileńskim w styczniu 1442 roku; mo- 

') Poinoje sobr. XVII 542; Arch. Sang. I nr. 39 (23 III 1443 wojewoda 
wileńskim już jest Gasztołd). 

2) Dok. I 552.3- 3, Dok. I 555. 

*} Dok. I 558 — 561. Wątpliwość mogłaby zachodzić tylko co do ostatniej 
z tych zapisek, dotyczącej nadania wsi >Łaniewco« Paszkowi Jełowickiemu, które to 
nadanie (Łanowce w pow. krzemienieckim) nast§piJo podobno w r. I444 (monografia 
Jelowickich w ZJotej księdze XV 217, gdzie zacytow. ogólnikowo materyaly Z. L. 
Radzimińskiego); jednak i w takim razie nie byłaby wykluczoną moiliwość potwier- 
dzenia w r. 1444 nadania wcześniejszego (por. n. p. Dok. I 54^^ a 53'*)> tembar- 
dziej £e ten sam Paszko Jełowicki otrzymał takie drugie nadanie od Kazimierza — 
zdaje sie — w innym czasie (Dok. I 48"). 

5) Dok. I 55«. 

6) Także pierwsza zapiska całej grupy (Dok. I 54^) — to nadanie dla je- 
dnego z Mukosiejów. 

') Dok. I 5510. 



38 o. HALECKI 

żemy to zaś uczynić tem bardziej, źe także przy badaniu mate- 
ryału z lat następnych spotkamy kilkakrotnie w tej samej księdze 
metryki podobne grupy nadań w tych stronach, przy których 
w kilku wypadkach daty, podane wyjątkowo w metryce, nie pozasta- 
wiają żadnej vvątpliwos'ci co do ich jednolitos'ci t. j. równoczesności 
objętych niemi zapisek. To też przystępujemy obecnie do rozwa- 
żenia owych nadań 1442 r. jako całos'ci, do oceny ich znaczenia. 

Nie może ulegać wątpliwości, źe głównym a wspólnym ich 
celem było ugruntowanie i zabezpieczenie rządów litewskich w dziel- 
nicy wołyńskiej. Cel ten osiągnięto lub starano się osiągnąć po- 
dwójnym sposobem: przez zatwierdzenie ziemianom, przychylnym 
dla tych rządów, ich dóbr ojczystych i nadanie im nowych, 
a z drugiej strony przez odebranie dóbr ziemskich od przedsta- 
wicieli przeciwnego stronnictwa, zwłaszcza zdecydowanych zwolen- 
ników Swidrygiełły, i oddanie ich stronnikom własnym, ziemianom 
miejscowym bardziej uległym albo też wprost panom z rdzennej 
Litwy, którzy wówczas po raz pierwszy otrzymali na Wołyniu 
znaczniejsze posiadłości. 

Pierwszy z tych środków, niewątpliwie bezpieczniejszy, można 
było zastosować przedewszystkiem w powiecie krzemienieckim. 
Widzieliśmy już, że nie zawahali się przed podróżą do dalekiego 
Wilna starosta tamtejszy Jursza i przedstawiciel najmożniejszej 
w tym powiecie rodziny ziemiańskiej Denisko Mukosiejewicz. Było 
to tem cenniejszem i znamienniejszem , że Jursza Iwanowicz, po- 
przednio starosta łucki, potem starosta brjański, a bardzo niedawno 
jeszcze (1436/8 r.) wojewoda kijowski z ramienia Swidrygiełły, 
należał w poprzedniem dziesięcioleciu do najgorliwszych stronni- 
ków tego księcia i najdzielniejszych bojowników za jego sprawę ^j, 
że taksamo też ród Mukosiejewiczów walczył w owym poprzednim 
okresie w obozie Swidrygiełły, otrzymywał od niego nadania i miał 
swych przedstawicieli w jego radzie-). Mimo to teraz, po przeło- 



1) Por. A. Lewicki: Powstanie, s. 97 nn, 274/8; Cod. epist. I/l nr. 73; 
Martynę - Durand : Yeteram scriptorum ampliss. collectio, Parisiis 1733, VIII 57Ó; 
jako świadek występuje na dokumentach ŚwidrygieJJy 1434— 1438 (dodatek I nr. 3, 
6, 10, II, 13). 

2) Por. A. Lewicki, o. c, s. 126. Dodatek I (niniejszej pracy), nr. 6; obda- 
rowany w tym przywileju Iwan Mukosiejewicz świadkuje na dokumencie Swidrygiełły 
z r. 1438 (dod. I nr. 13), sam zaś Denisko na dokumentach z lat 143^7 (nr- 4i 
6, 8). W r. 1445 Świdrygiello wspomina w jednym ze swoich dokumentów (dod. I 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 39 

mie lat 1438 do 1440, i jeden i drudzy odstąpili od niego w zu- 
pełności: ani razu już, nawet gdy Swidrygiełło pogodził się na- 
stępnie z Kazimierzem, nie widzimy ich w jego otoczeniu, gdy prze- 
ciwnie przynajmniej Jurszę bardzo często spotykamy przy boku Ja- 
giellończyka ^). Nie minęła ich też nagroda za skuteczne poparcie 
rządów litewskich w Krzemieniecczyźnie. Jursza otrzymał od w. księ- 
cia dwa nadania ziemskie ^), z których przynajmniej jedno, pod- 
pisane przez Dowgirda, najpewniej do zjazdu wileńskiego 1442 r. 
odnieść należy; być też bardzo może, że urząd starosty krze- 
mienieckiego Jursza, którego kilka lat póz'niej przeniesiono na 
jeszcze ważniejsze starostwo bracławskie, otrzymał właśnie wówczas 
z ramienia Kazimierza. Szczególnie hojnie został jednak obdaro- 
wany gniazdowy w ziemi krzemienieckiej ród Mukosiejewiczów. 
Wspominane już tylekroć nadanie dla Deniski obejmuje przecież 
wsi 19, pięć dalszych, również w powiecie krzemienieckim położo- 
nych, otrzymał dzielny rycerz Piotr Mukosiejewicz ^), jedną wreszcie 
Hrynko Mukosiej ^). Choć w niektórych wypadkach nadanie było 
właściwie tylko zatwierdzeniem pewnej wsi w posiadaniu rodziny, 
do której należała już poprzednio^), całość tych nadań miała zna- 
czenie tern większe, że część objętych niemi dóbr grupuje się na 
zachodnich i południowych rubieżach powiatu ^), stanowiąc jak 

nr. 18), £e stawiszcze, które niegdyś nadał Denisce (Danku) Mukosiej ewiczowi »potom« 
nadał p. Muszacie. 

1) Dok. I 1012, IÓ6, 4312, 517, 552. 

*) Dok. I 9*8, 221" (Dowgird); z tych nadań pierwsze (»ludi danniki Leszczanki«) 
trudno oznaczyć topograficznie, drugie było w ziemi mścisławskiej ; być może, źe Jursza 
sam nie był Wołynianinem z rodu, lecz z tamtych stron pochodził i dopiero za Wi- 
tołda przyszedł na Wołyń (zrazu jako starosta łucki). 

8) Dok. I 559. W nadaniu tem, nastepuj^cem bezpośrednio po regeście przy- 
wileju dla Deniski Mukosiej ewicza, czytamy tylko »U Kremienci Piętru, bożiu rytieriu, 
sieło Biełoka«... etc. Zagadkowy tytuł »bożij rytier« (tłómaczenie łacińskiego »miles«, 
taksamo jak »rytieric jako świadkowie przywileju dla Deniski, na wzór niemieckiego 
»Ritter< lub polskiego »rycerz«) można zrozumieć tylko przez identyfikacye tego 
Piotra z Piotrem Mukosiej ewiczem, który według Okolskiego (Orbis polonus III 308, 
ustęp o Mukosiejach zawiera dużo szczegółów konkretnych , dających sie po części 
sprawdzić źródłowo a świadczących, ie autor musiał być dobrze poinformowanym o ich 
genealogii) występuje w owych czasach jako »miles aaratus«. 

4) Dok. I 549. 

5) Tak n. p. Rydoml. objęty nadaniem dla Deniski, otrzymał już w r. 1437 
od Swidrygiełły Iwan Mukosiejewicz (Dod. I nr. 6). 

^) Według dokumentu z r. 1475 dobra Zbaraskich sięgały »do samoj hranicy 
oleskojc (Arch. Sang. I nr. 75). 



40 o. HALECKl 

gdyby straż graniczną od strony Rusi czerwonej i koronnego Po- 
dola i otaczając zarazem położone w tej samej okolicy dobra 
kniaziów Nieświzkich. Co więcej, mamy wyraźny dowód na to, że 
chodziło przy tem m. i. także o akcyę wymierzoną przeciwko temu 
najpotężniejszemu rodowi książęcemu ziemi krzemienieckiej, który 
podczas walk polsko-litewskich o Wołyń już raz, w r, 1434, prze- 
rzucił się na stronę Korony ^) a którego jedna gałąź osiadła już 
wówczas na stałe na Rusi koronnej, w ziemi przemyskiej ^). Głó- 
wną bowiem siedzibę Nieświzkich w tych stronach , warowny 
Zbaraż , chwilowo im odebrano i zamek ten , który Korona 
przy hołdzie kn. Fedka w r. 1434 jemu i jego potomkom zabez- 
pieczyła jako ojcowiznę, został objęty owem nadaniem 19 wsi 
krzemienieckich dla Deniski z tem tylko zastrzeżeniem, że dostał 
go tylko »do żywota*, podczas gdy inne posiadłości miał nadane 
na wieczność, dziedzicznie 2). 

W związku z tem nasuwa się spostrzeżenie, że wśród od- 
biorców owych licznych nadań we wszystkich trzech powiatach 
wołyńskich, jakie uchwalono na owym zjeździe wileńskim 1442 r., 
nie spotykamy ani jednego kniazia. Sanguszków zdawała się trwale 
zespalać z rządami litewskimi na Wołyniu sprawa ratneńska. innym 
zaś rodzinom książęcym nie myślano wcale powierzać większych 
obszarów, pamiętając dobrze, jak znaczna część kniaziów litewsko- 



1) Krupowicz: Zbiór dyplomatów nr. i6, 17. 

2) Wolff: Kniaziowie, s. 27Ó, 404 (Frzedzielniccy). 

^) Kjupowiez, nr. 19. Regest tego przywileju w Metryce lit. (Dok. I 55^), 
wpisany tam niewątpliwie znacznie później, gdy Zbaraż już powrócił do Nieświzkich 
(pierwsza wzmianka r. 1463, por. Wołff, o. c, s. 276), uwzględnia tylko nadanie 
owych 19 wsi na wieczność a dożywotnie nadanie Zbaraża zupełnie opuszcza. Nada- 
nie Zbaraża Deniskowi zostało już omówione wielokrotnie w literaturze historycznej 
i heraldycznej ze względu na pochodzenie ks. Zbaraskich i ich latorośli; w ostatnich 
czasach znowu zwróciła na nie uwagę polemika między ks. Józefem Puzyną i Z. L. 
Radzimińskim (w Miesięczniku herald., por. zwłaszcza r. 191 1, s. 4Ó, 150) w sprawie 
identyczności ks. Fedka Nieświzkiego z Fedkiem Korybutowiczem. Nie wchodząc tutaj 
w ten spór naukowy, zaznaczamy tylko, że nasze oświetlenie tego nadania obala na- 
stępujące twierdzenia naszych genealogów: l) że musiało ono nastąpić po śmierci 
Fedka, 2) że widocznie także Fedkowi, gdy Koronie hołd składał , zatwierdzono Zba- 
raż tylko dożywotnio, 3) że oddano go Denisce na żądanie Świdrygiełły, do którego 
rady (lecz tylko do r. 1438!) należeli Mukosiejewicze. Nadania wołyńskie ze strony 
Korony i ze strony Litwy nieraz mogły i musiały być sprzeczne: Fedkowi król 
w r. 1434 zatwierdził Zbaraż niewątpliwie jako ojcowiznę na wieczność, a oddanie 
go Denisce przez Litwę samo przez się nie dowodzi jeszcze , że Fedko już nie żył. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 4 1 

ruskich należała w latach poprzednich do najgorliwszych zwolen- 
ników Swidrygiełły. Co więcej, ws'ród nazwisk obdarowanych brak 
także nieksiążęcych moźniejszych i bardziej znanych rodów wo- 
łyńskich, z wyjątkiem chyba Bohowityna, który trzy wsie otrzy- 
mał i); przeważają stanowczo, zwłaszcza w powiatach włodzimierskim 
i łuckim, ziemianie zupełnie nieznani skądinąd, kilkakrotnie zaś 
przeplatają ich szereg nazwiska możnowładców — lecz nie wo- 
łyńskich, tylko litewskich. Widocznie panowie litewscy, wówczas 
zebrani w Wilnie, jak przedewszystkiem sam Dowgird, wojewoda 
trocki Jan Gasztołd, marszałek ziemski Pietrasz ^lontygirdowicz, 
starosta brzeski Xac, tak wpływowy następnie przy boku Kazimie- 
rza Andrzej Sakowicz ^j i inni. nie chcieli popierać w dziel- 
nicy wołyńskiej tamtejszego możnowładztwa gniazdowego, prze- 
ważnie przychylnego Swidr3'gielle, mogącego rywalizować z nimi 
i strzedz interesów partykularnych swej ziemi. Przeciwnie, pragnęli 
oprzeć rządy litewskie na sympatyi takich ziemian, którzyby 
im dopiero zawdzięczali większe dubra i moźniejsze stanowisko, 
przedewszystkiem zaś chcieli choć niektóre włości wołyńskie uzy- 
skać sami dla siebie, osiągając przez to równocześnie korzyści 
prywatne i silny czynnik zespolenia Wołynia z właściwą Litwą. 
I tak Dowgird, stojący właśnie u steru władzy, we wspomnianym 
już przywileju otrzymał we włości łuckiej Pieczy chwosty, Michlin, 
Podberezie i Skrykołowy (Skirgajłowo }) ^), grupę posiadłości nie- 
daleko południowej granicy, jak gdyby strzeżących drogi z Rusi 
czerwonej do Łucka , Gasztołdowi , mężowi przyszłości , przypadła 
Połonna z całą włością pod samym stołecznym grodem łuckim ^), 
panu Dorgiowi z rodu Ościkowego — Satyjew ^) na drodze z Łucka 



') Dok. I 54'^'^*; w r. 1 43 1 Bohowityn naleiy do panów wołyńskich, ręczą- 
cych za więźniów z obozu Swidrygiełły (Cod. ep. I/l nr. 73). 

-) Tych właśnie panów nazwiska są wymienione w Metryce lit. przy nadaniach 
wołyńskich omawianej grupy. 

^) Arch. Nieświeskie I nr. 889; po Dowgirdzie wsie te. oprócz Michlina, prze- 
szły na innego osiadłego na Wołyniu pana litewskiego, Juszka Dowgiałowicza ^Dok. I 
49'*^, gdzie nie Skrykołowy, lecz Skirgajłowo) z rodu Wolimuntowiczów (W. Semko- 
wicz w Mieś. herald. 1914 s. 15). 

■*) Dok. I 55*; spotykamy te wieś następnie w reku synowej Jana Gasztolda, 
pani Marcinowej Gasztołdowej (por. Źródła dziejowe VI 61, Ó7, Russk. istoricz. bibl. 
XX s. 5Ó4). 

') Dok. I 55'; por. o tej rodzinie u Bonieckiego: Herbarz IV 384 (Dorgiewicze). 



42 o. HALECKI 

do Ostroga, Jackowi Niemirowiczowi — trzy wsie w powiecie wło- 
dzimierskim i pod Peremilem ^) itd. 

Te ostatnie zwłaszcza nadania dla panów zupełnie Wołyniowi 
obcych nie mogły nie wzbudzić odrucłiu niezadowolenia w owej 
epoce tak bujnie rozwiniętego partykularyzmu dzielnicowego. Co 
gorsza, niejedną z tych wsi, którą teraz nadano wielmożom z głębi 
Litwy lub ich miejscowym protegowanym, trzeba było poprzednio 
odebrać dotychczasowym posiadaczom , o czem świadczą częste 
wzmianki, że dana wieś należała przedtem do kogo innego. W wielu 
wypadkach nazwiska tych poprzedników nic nam nie mówią, jak 
n. p. Okuna, którego ojcowizną była Połonna nadana Gasztołdowi, 
czasem też zapewne można było rozporządzać wsią wskutek śmierci 
bezpotomnej posiadacza, kilkakrotnie jednak można wykazać dowo- 
dnie, że przy rozdawnictwie odebranych dóbr systematycznie usu- 
wano zwolenników Świdrygiełły. Tak n. p. Michlin, nadany Dowgir- 
dowi, otrzymał w r. 1433 od Świdrygiełły ziemianin wołyński Andrzej 
Wołotowicz*'^), do którego ta posiadłość znowu wróciła, gdy ten książę 
Łuckiem zawładnął^); dwie z rozdanych wsi posiadał przedtem 
»Piatkowskij« *), oczywiście ów szlachcic chełmski Aleksander 
Piątkowski, współrodowiec możnych Korczaków wołyńskich, któ- 
rego poznaliśmy jako starostę Swidrygiełłowego w Gródku w la- 
tach następnych; inną znowu dzierżył poprzednio, z nadania Świ- 
drygiełły w r. 1436, Pietraszko Mylski, który potem za rządów 
jego na Wołyniu został marszałkiem ziemskim ^) i pewno ją od- 
zyskał. Taki początek rządów litewskich nie rokował nic dobrego 
Wołynianom a dla samej Litwy nie był szczęśhwym: w ciężkim 
okresie, jaki przechodziło w. księstwo na wstępie panowania Kazi- 
mierzowego, zmuszającym do nadzwyczaj oględnego postępowania 



1) Dok. I 55"; Niemira Riazanowicz, Wolynianin, o którego rodzie obszernie 
pomówimy, miał tylko jednego syna Jakóba Wojnę, stąd zaliczamy tego Jacka N, 
do rozgałęzionego rodu litewskiego Niemirowiczów. Zresztą Riazanowicze stali na czele 
stronnictwa Swidrygiełłowego. 

2) Dodatek I nr. I ; por. też w dod. II. 

*) Por. zatwierdzenie Kazimierza w r. 1452 (Dok. I 49"). 

*) Dok. I 54IO. 14. 

5) Naleiy zestawić Dok. I 54^5 z przywilejem Świdrygiełły w dod. I nr. 4; 
por. też w dod. II pod Kierdejewiczami. Zdaje się nadto, choć w tym wypadku 
stylizacya zapiski (Dok. I 54*) nie jest tak jasna, źe wsie nadane wówczas > Sączku 
Łuczaninu* należały przedtem do niejakiego Bielika, niewątpliwie tego samego, któ- 
rego lir. 1443 (dod. I nr. 20) widzimy przy boku Świdrygiełły. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 43 

wobec dzielnic opornych jak n. p. Żmudzi lub Kijowszczyzny, taka 
energiczna taktyka wobec dalekiego, luźnie z Litwą zespolonego 
Wołynia nie była na czasie. Okazało się, że łatwiej było wysta- 
wiać w Wilnie przywileje na wsie tamtejsze, aniżeli przeszkodzić 
zajęciu ziemi wołyńskiej przez tego, który od dawna czekał tylko 
na odpowiednią sposobność: tj. przez Swidrygiełłę. 

Jeszcze w połowie stycznia 1442 r. panowie litewscy swo- 
bodnie rozporządzali włos'ciami wszystkich trzech powiatów wo- 
łyńskich z wyraźnym zamiarem zabezpieczenia ich sobie od strony 
Rusi koronnej, a już 26 kwietnia tegoż roku wiedziano nawet na 
Węgrzech, że >castrum Luczko cum tota sua terra* było w mocy 
Świdrygiełły i zastanawiano się w Budzie, w otoczeniu króla, co 
wobec tego miano uczynić, aby przy tej sposobności Wołyń Ko- 
ronie zapewnić ^). W ten sposób chwilę, kiedy Swidrygiełło stał 
się panem Łucka, można oznaczyć dosyć dokładnie na pierwsze 
miesiące, prawdopodobnie luty lub marzec, 1442 r. 

Oczywiście wynik ten, odbiegający od dotychczasowego po- 
glądu na tę sprawę, jest sprzeczny z przedstawieniem jej przez 
Długosza 2), według którego, jak już napomknęliśmy, Swidrygiełło 
zajął Łuck, oddany rok przedtem Zygmuntowi 2), odrazu w czasie 
zamieszania ogólnego na Litwie po zamordowaniu tego księcia 
w marcu 1440 r. i tam ze swoimi stronnikami litewskimi i ruskimi 
śmierć swego wroga radośnie obchodził. Ręcz jasna, że wobec 
przedstawionych wyżej faktów umieszczenie tego wypadku pod 
rokiem 1440 uznać musimy za mylne, można je jednak wytłóma- 
czyć tem, że Długosz, chcąc przedstawić w jednym ciągu skutki 
katastrofy 1440 r. dla Litwy, tj. odpadnięcie od panów litewskich 
całego szeregu dzielnic w. księstwa, pomieścił w jednym ustępie, 
bez dokładniejszego uwzględnienia chronologii, wszystkie szczegóły 



1) Ms. ordyn. Zamoyskich 1603 t. II s. 735, III s. 33/4, IV s. 705. Fakt, 
źe projekt tutaj wyrażony, mianow. odebranie Łucka od Świdrygiełły i wyna- 
grodzenie go w ziemiach koronnych (co omówimy w następnym rozdziale), nagle 
w r. 1442 pojawia sie w otoczeniu króla na wyprawie węgierskiej, da sie jedynie 
wytlómaczyć tem, ie właśnie wówczas nadeszła wieść o opanowaniu go przez stryja 
królewskiego; gdyby to się było stało już w r. 1440, geneza projektu o dwa lata 
późniejszego pozostałaby całkiem niejasną. 

*) Historia IV 621. 

8) Uwaga ta Długosza dowodzi , że chronologia jego w tym ustępie nie jest 
dokładną; sam bowiem oddanie Łucka Zygmuntowi umieścił pod r. 1438 (s. óoi), 
a więc nie rok, lecz dwa lata przedtem. 



44 O- HALECKI 

tego rodzaju, a więc późniejszą nieco utratę Łucka taksamo jak 
przejście Żmudzi do obozu Michała Zygmuntowicza i zajęcie Pod- 
lasia przez Bolesława mazowieckiego. Owa zaś data 1442, jako 
rok zajęcia Łucka przez Swidrygiełłę, gdyby jeszcze potrzebowała 
potwierdzenia w źródłacłi historyograficznych , znajduje je. na co 
również dotąd nie zwrócono uwagi , w t. zw. kronice Bychowca. 
która mimo wielu bałamuctw i chaotyczności swego przedstawie- 
nia, cały szereg dat rocznych z tego czasu podaje całkiem trafnie. 
Opowiada ona bowiem w ustępie o rządach Kazimierza przed 
wstąpieniem jego po siedmiu latach na tron polski, że »na drugi 
hod< wrócił Swidrygiełło z Wołoszczyzny, gdzie siedem lat pasł 
owce, i otrzymał od w. księcia do żywota Łuck z ziemią wołyńską ^). 
Pomijając tendencyjny szczegół, że Swidrygiełło dostał tę dzielnicę 
od Kazimierza, łaskawie przezeń przyjęty, zastanówmy się nad samą 
datą. Otóż jakkolwiek będziemy interpretowali wyrażenie »na drugi 
hod«: czy jako drugi rok panowania Kazimierza czy też jako rok 
następny po wypadku opowiedzianym bezpośrednio przedtem (od- 
danie Kijowa Olelce Włodzimierzowiczowi^)), otrzymamy właśnie 
rok 1442 3), zgodny też z twierdzeniem latopisa, że na Wołoszczyźnie 
bawił siedem lat, gdyż, jak wiemy, ucieczkę jego w tamte strony 
odnosi ta tradycya, aczkolwiek mylnie, do ucieczki jego >po po- 
rażce Pobojskoj*, po klęsce nad Świętą w r. 1435*). 

Inny za to szczegół opowiadania Długoszowego jest nie- 
wątpliwie trafny, że mianowicie Swidrygiełło zajął Łuck »Ruthe- 
nis, qui in eo erant et sibi mirabiliter afficiebantur, eius posses- 



1) Polnoje sobr. XVII 543. Słusznie zwrócił już uwagę Hruszewskij (Istorija 
VI 359/Ó0), ie niektóre cenne a wiarygodne szczegóły w tzw. kronice Bychowca 
wskazują na to, że musiała powstać właśnie w sąsiedztwie Wołynia; stąd i w na- 
szym wypadku mogła być dobrze poinformowaną. 

-) Nie jest wprawdzie znaną dokładna data oddania Kijowa Olelce, ale daty 
pierwszych dokumentów, które wystawia jako władca Kijowa, wskazują na początek 
1441 r. (Wolff: Kniaziowie, s. 328). 

') Ten też rok podaje, opierając sie na latopisie lit. ruskim, Stryjkowski (Kro- 
nika, ed. Malinowski 1846, s. 212), choć przedtem (s. 205) za Długoszem to samo 
zajęcie Łucka przez Swidrygiełłę odniósł do r. 1440, do czasu zaraz po śmierci 
Zygmunta. 

*) L. c, s. 533. Ze bitwę nad Świętą właściwie powinno się zgodnie z topo- 
grafią i tradycya ludową nazywać bitwą pod Pobójskiem , wykazał Al. Szarłowski 
w rectnzyi Powstania Świdryg. Lewickiego (>Czas« krak. z 23 IV 1893); stąd inter- 
pretacya tej wzmianki latopisa iadnych wątpliwości nasuwać nie może. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 45 

sionein sibi tradentibus<. Niedoszły pretendent do władzy wielko- 
książęcej, pan na Gródku i Szczercu z łaski koronnej, nie miał 
bowiem sił odpowiednich, aby swój zamiar oderwania sobie od 
w. księstwa clioć części swych dawnych posiadłości przeprowadzić 
na własną rękę, przez wyprawę zdobywczą, przedsięwziętą z wła- 
snej inicyatywy, choć mógł się .spodziewać conajmniej przychylnej 
neutralności ze strony Polski i jej ziem ruskich. Za to, gdy na 
Wołyniu wzbudziło się niezadowolenie z rządów litewskich, wyżej 
umotywowane, gdy jego dawni zwolennicy w tej ziemi, usuwani 
w cień przez jej nowych panów, sami mu Łuck poddali, oczywi- 
ście skorzystał z tego skwapliwie i przyjął, co mu ofiarowano. 
Inna jednak kwestya, czy osobiście od razu tam się udał. Już uwa- 
żano go za władcę ziemi łuckiej w kołach koronnych, już, poko- 
nawszy w sposób nieznany nam bliżej stronnictwo litewskie, wi- 
docznie słabe w dwóch zachodnich powiatach Wołynia, starosto- 
wie łucki i włodzimierski^) dzierżyli dla niego, jako jego urzędnicy 
swe grody, — a tymczasem samego Swidrygiełłę, jak już wspomnie- 
liśmy, spotykamy jeszcze na schyłku 1442 i na początku 1443 r. na 
Rusi koronnej; w Łucku zaś widzimy go po raz pierwszy 9 listopada 
r. 1443, a mniejwięcej w miesiąc póz'niej w niedalekiej Lubcz)"*), 
posiadłości gorliwego jego stronnika już z lat poprzednich, Hawryła 
Szyły z rodu Kierdejów ^). 

Zdaje się więc, że zadanie prz3'gotowania mu spokojnego 
objęcia nowej dzielnicy zostawił sędziwy Olgierdowicz swym tam- 
tejszym przyjacielom, tembardziej że przecież świeże zobowiązanie 



i) O tern, źe starosta łucki Ibył nim zapewne juz wówczas gorliwy stronnik 
Swidrygiełly Niemira Riazanowicz) już w poiowie 1442 r. nie był starosta Kazimierza, 
lecz Swidrygiełly, świadczy dokument Kazimierza w sprawie Korca z 2^ IX 1442, 
omówiony w następnym rozdziale. Co do starosty włodzimierskiego, to według nieo- 
głoszoneco dokumentu, oblatowanego w Metryce lit. (Perep. kor. VI f, 372; cytuje 
go Wolff: Kniaziowie, s 14 przyp. 6, niestety nie mogliśmy sprowadzić jego odpisu 
z Moskwy), był nim w r. 1442 Kostiuszko; źe był nim z ramienia Swidrygiełly, 
wnosimy z tego, źe i) był żonaty z siostrzenic§ starosty łuckiego Niemiry Fetynią. 
która parę lat później otrzymuje nadanie od tego księcia (dod. I nr. 32), a 2} ow 
nieznany dokument, na którym występuje, jest według wszelkiego prawdopodobień- 
stwa przywilejem Swidrygiełly, taksamo jak nadanie tego księcia z r. 145 1, cytowane 
przez WolfiFa (1. c. przyp. 7) z obiaty na tej samej stronie Metryki. 

*) Dodatek I nr. 21, 22. 

*) Por. wzmiankę o tej wsi w dokumencie synowej tego Hawryła Szyły z r. 
1487 (Arch. Sang. I nr. 1381 i ustęp o nim w Dodatku II (pod Kierdejewiczami). 



46 o. HALECKl 

tłumackie zabraniało mu osobiście wystąpić wrogo przeciwko kró- 
lewiczowi Kazimierzowi. Ci zaś kniaziowie i panowie wołyńscy, 
którzy się znaleźli w jego otoczeniu, gdy 22 listopada 1442 i i stycz- 
nia 1443 r. wystawiał jeszcze przywileje na ziemi koronnej, — to jak 
gdyby poselstwo, mające go zaprosić i zawieść do ziemi, która mu 
się poddaje, to niewątpliwie, przywódcy jego stronnictwa na Wo- 
łyniu. Pomijając ziemian i urzędników gródeckich ^) oraz podkancle- 
rzego Mikołaja Zorera, o którym nie wiadomo, czy był Wołyniani- 
nem, występują na obu tych dokumentach -) w charakterze świadków 
ks. Iwan Czartoryski, ks. Michał Konstantynowicz Piński i Olszanicki, 
i pan Pieszko, tytułujący się już marszałkiem wielkiego kniazia, nadto 
zaś w drugim z nich wspomniani są jako obecni, oprócz kasztelana 
lwowskiego, dwaj jeszcze Wołynianie: Kozaryn Riazanowicz i Bielik. 

Że na czele obecnych stronników Swidrygiełły figuruje jego 
wnuk strj^jeczny Iwan Czartoryski , to rzecz zupełnie zrozumiała. 
Jego to przecież ród, już przedtem ze Swidrygiełłą związany, przo- 
dował, jak wskazaliśmy na samym początku, w interesie tego wła- 
śnie księcia przy spisku przeciwko Zygmuntowi 3), sam zaś kniaź 
Iwan, najbardziej skompromitowany przy morderstwie, ledwo wy- 
ratowany przez panów ruskich z Korony z ręki swych litewskich 
wrogów, nie mógł myśleć o tem, aby módz spokojnie osiąść w swoim 
Czartorysku, póki Wołyniem rządzili Kazimierz i jego rada litewska. 
Gdy jeden z jego braci, Aleksander, poszedł po r. 1440 na długą 
tułaczkę do Moskwy, drugi zaś, Michał, schronił się, jak jeszcze 
zobaczymy, na Węgry na dwór Warneńczyka*), Iwan nie spo- 
czął, aż przychylny jego rodzinie książę nie zapanował jeżeli nie 
w Wilnie to przynajmniej w Łucku. 

I jeszcze jednego kniazia, również Giedyminowicza 5), widzimy 
od razu przy boku Swidrygiełły, w stronnictwie przeciwnem anti- 



1) Wańko Dobrzański (z Dobrzan kolo Gródka) często występuje w aktach 
sądowych lwowskich 1442 — 1448 (por. AGZ XIV indeks) ; o łwojewodziec gródeckim 
Bierdochowskim por, w dodatku II. 

2) Dodatek I nr. 19, 20. 

3) Por. wzmiankę w memoryale Gasztolda z 1525 r. (Acta Tomiciana VII nr. 36), 
na którą zwrócił uwagę Hruszewskij, o. c, IV^ 230 przyp. I. 

*) WolfiF: Kniaziowie, s. 20, 22. 

*) Por. o nim i jego pochodzeniu bystre spostrzeżenia Wolffa, o. c, t. 13 — 15. 
Przyjętą przez niego identyczność kn. Michała Pińskiego z Michałem Olszanickim 
ostatecznie potwierdza fakt, źe na pierwszym z omawianych dokumentów, dotąd nie- 
drukowanym, figuruje jako książę sPinski de Olesnicze* ; przypuszczenie zaś o jego 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 47 

kniaziowskim rządom Litwy. Dla kniazia Michała Konstantyno- 
wicza nie brakowało powodów do popierania Swidrygiełły. Syn 
jednego z kniaziów pińskich, wyzutego z swojej tamtejszej dziel- 
nicy zapewne przez Zygmunta a osadzonego przez Swidrygiełłę, 
któremu już służył w r. 143 1, na Buremlu w łuckiej ziemi, miał 
pewne związki z Rusią czerwoną już za czasów Jagiełły ^), ożenił 
się z ziemianką halicką i od dóbr, które wziął po niej, kniaziem 
Olszanickim się przezwał. To wszystko musiało go skłaniać do 
dążenia, aby Wołyń przypadł protektorowi jego rodziny — jak tylu 
innych kniaziów, — popieranemu przez panów czerwonoruskich 
synowi Olgierda. 

Mniej wiemy o marszałku Pieszce i panu Bieliku. Dla pierw- 
szego zachętą do wiernej służby Swidrygielle był niewątpliwie 
urząd marszałka, jaki otrzymał na tworzącym się dworze nowego 
księcia Wołynia, któremu nadto zawdzięczał nadanie dwóch wsi 
łuckich 2); drugi zaś należał prawdopodobnie 3) do tych ziemian 
wołyńskich , którzy świeżo pod rządami litewskimi , widocznie za 
skłonność ku Swidrygielle, dobra swe stracili. 

Na szczególną uwagę zasługuje za to pan Kozaryn jako przed- 
stawiciel najmożniejszego na Wołyniu rodu szlacheckiego Korcza- 
ków *), a wśród tego rodu znowu najmożniejszej rodziny Riazano- 
wiczów, brat starosty łuckiego Niemiry. Dobra wołyńskie rodu 
Korczaków, który, jak niżej zobaczymy, wówczas przewyższał zna- 
czeniem i potęgą bodaj czy nie wszystkie domy kniaziowskie Wo- 
łynia, obejmowały bardzo znaczne obszary powiatów włodzimier- 
skiego i łuckiego , a to właśnie w ich połaciach południowych, 
przyległych Rusi koronnej. Stąd ogromne miało znaczenie dla 



przynależności do rodu Giedymina potwierdza pieczęć ks. Aleksandra Nosa, pocho- 
dzącego równiei z kniaziów Pińskich (Wolff. s. 3Ó7), wykazująca Pogoń (Notaty 
herald. J. Zamoyskiego, nr. 548, oraz Ms. ordyn. Zamoyskich IÓ03 t. IV s. 697, 
gdzie w streszczeniu tego dokumentu z Pogonią kn. Nos ma tytuł sheres in Pinsko«). 

') Oprócz powierzenia mu przez Jagiełłę i Warneńczyka opieki nad monaste- 
rem uniejowskim (AGZ nr. 85, 87, XIV s. 287; por. Monogr. XX. Sanguszków I 49) 
dowodzi tego zastawienie mu przez Jagiełłę wsi w pow. drohobyckim (Ms. ordyn. 
Zamoyskich 1603 t. III s. 283). 

2) Por. potwierdzenie tego nadania w r. 1452 przez Kazimierza (Dok. I 49') 
i odnośny ustęp w dod. II. 

') Ob. wyżej. str. 42 przyp. 5. 

*) Przynależność do tego rodu brata Kozarynowego Niemiry stwierdza Długosz 
(Historia V 103) ; por. ustęp o Riazanowiczach w dod. U. 



48 o. HALECKI 

Swidrygiełły, że najwybitniejsi jego przedstawiciele ^) stanęli obecnie 
po jego stronie, taksamo jak w poprzedniem dziesięcioleciu, kiedy 
to zwłaszcza ten sam Kozaryn , wówczas marszałek ziemi łuckiej, 
i dzielny wojownik Niemira aż do ostatecznego upadku go popierali. 

Jeśli dodamy tutaj poprzednie nasze spostrzeżenia, że do 
stronnictwa Swidrygiełły należeli wówczas także najznakomitsi 
panowie z rodu Kierdejów, również z nim związani świeżą trady- 
cyą poprzednich lat, jak Pietraszko Łaniewicz Mylski, pozba- 
wiony jego nadania ziemskiego z 1436 r. przez panów litewskich, 
i Hawryło Szyło, w którego gnieździe rodowem znalazł się nieba- 
wem po przybyciu na Wołyń, wtedy skład tego stronnictwa, które 
mu w r. 1442 Łuck poddało, przedstawi się nam całkiem wyraźnie. 
Przynależność do niego rodów Korczaków i Kierdejów miała i tę 
ważną stronę, że, jak raz już wskazaliśmy, były to też zarazem 
najmożniejsze rody Rusi koronnej. To też nie było prostym przy- 
padkiem, że przy wystawieniu owego ostatniego przywileju, jaki 
Swidr>'giełło wydał w Gródku , był obecnym , oprócz wspomnia- 
nych Wołynianów, także najwyższy dostojeństwem członek czerwo- 
noruski rodu Korczaków, znany nam już kasztelan lwowski Sieńko 
z Siennowa, jak gdyby sankcyonując w imieniu panów Rusi ko- 
ronnej, sprzymierzonych ze Swidrygiełłą układem tłumackim. obję- 
cie przezeń rządów na Wołyniu, dokąd w gronie swych tamtejszych 
zwolenników niebawem się miał udać. 

Ten ostatni jego przywilej czerwonoruski, z którego tyle 
tutaj korzystamy 2), to zatwierdzenie i pomnożenie uposażenia 
cerkwi gródeckiej i jej popa. Jeśli się z tem zestawi zacytowany 
wyżej ustęp Długosza o tem, że stronnicy jego, którzy mu Łuck 
poddali, to byli >Rutheni«, łatwo mógłby się nasunąć wniosek 
o charakterze rusko -schizmatyckim tego ruchu, któremu zawdzię- 



*) Lecz nie wszyscy bez wyjątku: Bohowityn , pieczętujący się h. Korczak 
w r. 143 1 (Notaty herald. J. Zamoyskiego nr. 388, ten sam herb, z niezwykłym tylko 
kształtem wrębów, widnieje też na pieczęci Bohusia Bohowitynowicza z 1467 r., 
reproduk. w Arch. Sang. I, tabl. 11, 67; stąd wniosek, źe Boniecki: Herbarz I 361, 
opierając się na pieczęci jednego z Bohowitynów z h. Pelikan , lecz pochodzącej do- 
piero z 1534 r., niesłusznie sprzeciwia się ich zaliczeniu do Korczaków przez da- 
wniejszych heraldyków), otrzymał, jak wspominaliśmy, trzy z wsi, rozdanych przez 
Litwę na zjeździe wileńskim I442 r., z nich jedną odebraną Korczakowi czerwonoru- 
skiemu, Al. Piątkowskiemu (Dok. I 54^0, ]4|^ 

2) Dod. I nr. 20. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 49 

czał odzyskanie Wołynia. A jednak wniosek taki byłby zupełnie 
błędny. Mniejsza o to, że kniaziowie, wspomniani jako główni jego 
zwolennicy, to Giedyminowicze a więc Litwini z pochodzenia, boć 
przecież, jak wiadomo. Długosz także książąt litewskiej dynastyi^), 
jeśli w ziemiach ruskich byli osiedleni i wiary greckiej się trzymali, 
nazywa »Rutheni* i słusznie ich już wówczas za zrusczonycti uważać 
można. Ale przeoczyć nie wolno, że ruskiem jest nie mniej także prze- 
ciwne, a w powiecie krzemienieckim nawet silniejsze, stronnictwo, 
popierające rządy litewskie: przywódcę jego Jurszę ten sam Dłu- 
gosz*) taksamo, i niemniej słusznie, Rusinem nazywa, Rusinami 
i schizmatykami byli Mukosiejewicze i cały ów szereg pomniej- 
szych ziemian wołyńskich, którzy otrzymali nadania na zjeździe 
wileńskim, przyjmując nawet dobra odebrane stronnikom Swidry- 
giełły. Przeciwnie zaś znowu tenże Długosz, opowiadając dalej, jak 
Swidrygiełło cieszył się w Łucku ze śmierci Zygmunta, dodaje, że 
czynił to »cum omnibus suis Lithuanis et Ruthenis*. Między skła- 
dem obu obozów nie było więc zasadniczej różnicy. Co więcej, 
antagonizm religijny właśnie w owej chwili osłabł stanowczo: w^szak 
ideał unii Kościoła rzymskiego z greckim zdawał się tak bliskim 
urzeczywistnienia, że włas'nie wówczas, gdy Swidrygiełło szedł 
z Gródka na Wołyń, 22 marca 1443 r., król Władysław wydał 
sławny przywilej budziński, w którym we wszystkich państwach 
swoich, a szczególnie w ziemiach » ruskich i podolskich i innych 
przyległych* najzupełniej zrównał w prawach duchowieństwo gre- 
cko - ruskie z łacińskiem ^). Jeśli zaś niewątpliwie oburzano się 
na Wołyniu na nadawanie dóbr tamtejszych panom rdzennej Li- 
twy, to nie wchodził przy tem w grę antagonizm narodowo- 
ściowy, nienawiść plemienna, lecz ten sam partykularyzm dzielni- 
cowy, pod którego wpływem nie chcieli w owych czasach do- 
puszczać do urzędów w swej ziemi Wielkopolanie Małopolan lub 
Zmudzini Litwinów z Auksztoty. Zazdrośnie wszędzie przestrzegało 
gniazdowe możnowładztwo swego wyłącznego znaczenia i wpływu, 
pierwszego prawa do godności i nadań z rąk władcy. 

Na tem to właśnie tle musiał powstać na Wołyniu pro- 
jekt powołania Swidrygiełły. Oprócz wspomnień długich walk 



1) Jak n. p. właśnie Czartoryskich (Historia, IV, Ó19). 

*) Historia V, 104. 

') Akty Zap. Rossii I nr. 42 ; por. Lewicki A. : Unia florencka w Polsce, 
s. 42/3, Hruszewskij : Istorija, V 527. 
o. Halecki : Ostatnie lata Swidrygiełły. 4 



50 o. HALECKI 

po jego stronie, które zdecydowały o wyborze samej osoby^ 
działała tutaj w pierwszym rzędzie ambicya wołyńskiego możno- 
w^ładztwa, kniaziowskiego i niekniaziowskiego, zagrożonego przez 
system rządów litewskicti w swych interesach poHtycznych i mate- 
ryalnych, a przekonanego, że najlepiej obroni przed tym systemem 
odrębność dzielnicową Wołynia przez usadowienie tam osobnego 
księcia. Te zaś dążenia spotkały się ze znanem nam dążeniem Swi- 
drygiełły do osiągnięcia, wobec niemożebności zapanowania na stolcu 
wielkoksiążęcym, choć takiej, możliwie obszernej, książęcej dziel- 
nicy. Nadto wobec tego, że Wołyń w sporze polsko - litewskim 
o jego posiadanie, nie mogąc marzyć o zupełnej niezależności, 
wahał się między jedną a drugą stroną a przechylał się do tej, 
po której w danej chwili większych się mógł spodziewać praw 
i większego poszanowania swych swobód i odrębności terytoryal- 
nych, powołanie Swidrygiełły, pogodzonego z królem i Polską, 
zaprzyjaźnionego z panami czerwonoruskimi a wrogiego litewskim, 
oznaczało chwilowe przechylenie się Wołynia na stronę Korony. 
Z tem zaś łączyła się dążność obustronna do zbliżenia rozłączo- 
nych połaci Rusi południowej, dawnego zwłaszcza halicko-włodzi- 
mierskiego państwa. 

Stąd dzieje zewnętrzne państwa wołjmskiego, którem rządził 
Świdrygiełło w ostatniem dziesięcioleciu swego życia, to właściwie 
dzieje jego stosunku do Polski i do Litwy w tych latach. Ich 
jednak zrozumienie wymaga poprzedniego rozwiązania innego py- 
tania, dotąd nawet nie postawionego wyraźnie w historyografii, 
jakie właściwie obszary, jakie powiaty i włości obejmowała ta 
jego dzielnica, dotychczas ogólnikowo z obszarem Wołynia iden- 
tyfikowana. 



II. Rządy Świdrygielły na Wołyniu 1442 — 1452: stosunki 

zewnętrzne. 

Wśród niezliczonych przywilejów wielkich książąt Litwy na 
dobra ziemskie, jakie się nam zachowały już z XV wieku, tak 
niesłychanie stereotypowych co do swej formy i treści, wyróżnia 
się na pierwszy rzut oka przywilej królewicza Kazimierza Jagielloń- 
czyka, wystawiony ks. Wasilowi Ostrogskiemu w sprawie Korca. 
Oryginał, który podobno znajdował się jeszcze w XVII wieku 
w archiwum metryki litewskiej, zaginął i do niedawna znaliśmy 
ten dokument tylko ze znacznie późniejszego i, jak się okazujei 
niedokładnego, stąd też niezupełnie zrozumiałego streszczenia pol- 
skiego, pomieszczonego w sumaryuszu dokumentów ks. Ostrogskich 
z XVII w. 1). Już z niego jednak było widocznem, jak niezuykle 
charakterystyczną była treść tego przywileju, jak mało mogło mieć 
prawdopodobieństwa, chociażby z tego właśnie wględu, przypu- 
szczenie 2), że jest falsyfikatem; gdyby bowiem Ostrogscy, proce- 
sując się o Korzec. chcieli sobie sfałszować nadanie tej włości 
przez Kazimierza, to mogli łatwo znaleść gotowe wzory w zwy- 
czajnych nadaniach ziemskich owej epoki , nie potrzebowali się 
wysilać na tak niezwykłą a do tego warunkową, mniej dla nich 
dogodną stylizacyę, którą wyjaśnić może tylko badana przez nas 



1) Archiwum Sanguszków, m nr. 6. Według tej redakcyi zwrot Korca miał 
nastąpić, gdy Ostrogski zostanie starostą łuckim; Wolff (o. c, s. 345) wnioskował 
stąd, ie miał widocznie zapewnienie zostania nim po śmierci SwidrygieJły. 

-) Wyrażono je w Herbarzu Bonieckiego, XI 146, nie mogąc pogodzić tego 
przywileju z współczesnym niemal przywilejem Swidrygiełły na Korzec dla Koreckich 
(o którym niżej pomówimy) i wnioskując, że jeden z nich musi być falsyfikatem — 
a wiec raczej ten dla Ostrogskiego ; powtarza sie i tutaj fakt , że przy sporze dwóch 
władz o jakieś terytoryum , którem każda rozporządzać pragnie, przywileje ich nieraz 
muszą być sprzeczne, 

4* 



52 o. HALECKI 

sytuacya w czasie rywalizacyi o Wołyń między Swidrygiełłą a Litwą 
Kazimierzową. Na szczęście udało się nam odnaleść tekst auten- 
tyczny tego dokumentu, pomieszczony wprawdzie również w dy- 
plomataryuszu z XVII wieku ^ i podany znowu tylko w przekładzie 
polskim, lecz najwidoczniej dosłownym, zawierającym nadto do- 
kładną datę, dzień 23 września 1442 r. w Trokach. 

Narracya krótkiego przywileju ogranicza się do tego, że w. 
książę prosił Ostrogskiego, aby Korzec »przywrócił Krzemieńcu* 
aż do czasu, kiedy w Łucku będzie starosta Kazimierza; Ostrogski 
widocznie się na to zgodził, gdyż w. książę dodaje obietnicę, że 
gdy w Łucku będzie miał swego starostę, ks. Wasil > wywiąże się« 
znowu w swoją ojcowiznę Korzec. 

Otóż, jak wiadomo, włość korecka, położona na północ od 
wschodniej części powiatu krzemienieckiego, należała zawsze w pó- 
źniejszych czasach do powiatu łuckiego i widocznie także w chwili 
wystawienia tego dokumentu do niego się zaliczała; z treści jego 
wynika jednak, że pierwotnie należeć musiała do Krzemieńca. Na- 
suwa się wobec tego pytanie, co spowodowało życzenie Kazimierza 
czyli raczej panów litewskich, aby Korzec chwilowo został odłą- 
czony od księstwa ostrogskiego, które się zaliczało do ziemi łuckiej, 



1) Ms. ordyn. Krasińskich 2874; jest to inny dyplomataryusz XX. Ostrogskich 
również z XVII w., podający dokumenty in extenso, lecz w tlómaczeniu polskiem, co 
prawda tak niewolniczem , źe pełno wszędzie słów i wyrażeń, przejętych z ruskich 
oryginałów. Omawiany dokument (f. 29 v.) opiewa (pisownia zmodernizowana) : 

»Przywilej na Korzec, którego oryginał (jako jest o tym recognitia przy in- 
szych przywilejach niejakiego Pawła Iwanowicza) jest wzięty do Metryki Litewskiej, 
temi słowy pisany. 

My Wielki Kniaź Kazimierz Królewicz Litewski, Zmudzki i innych prosiliśmy 
Xcia Wasila Ostrogskiego o Korzec przywrócić Krzemieńcu, dokąd nasz starosta bę- 
dzie w Łucku , a gdy nasz starosta będzie na Łucku , to X£e Wasiley wwiąie się 
w swoje ojczyznę w Korzec. A pisań w Trocech 23 septembr. indict 6. Roku 
nie pisano «. 

Choć tak, jak na wielu innych dokumentach z tego czasu, i tutaj >roku nie 
pisano< (według dopisku tłómacza), indykcya 6 łącznie z tytułom królewiczowskim 
w. ks. Kazimierza i datą dzienną wrześniową dopuszcza tylko r. 1442. Redakcya dotąd 
znana czyli raczej regest sumaryczny dokumentu nie miał też daty dziennej, lecz 
tylko indykcyc 7, co oczywiście przy publikacyi rozwiązać musiano na czas między 
I IX 1443 a 31 VIII 1444. Przyjmujemy indykcyę 6, gdyi spotykamy ją przy 
tekście dokładniejszym, opartym widocznie na samym oryginale i ponieważ nadto 
znak, jaki skrupulatny pisarz dyplomataryusza przerysował i pomieścił między słowem 
»indict< a szóstką arabską, wydaje się dość wiernem oddaniem znaku ruskiego na 6, 
a siódemki bezwarunkowo nie może oznaczać. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 53 

a wrócił do powiatu krzemienieckiego. Chcąc na nie odpowiedzieć, 
musimy przypomnieć sobie, że gród krzemieniecki dzierżył z ra- 
mienia Kazimierza zwolennik rządów litewskicłi na Wołyniu Jursza 
i w całym powiecie prym wodzili pozyskani dla tychże rządów 
Mukosiejewicze, podczas gdy Łuck i cała ziemia łucka poddały 
się już kilka miesięcy temu Swidrygielle, — następnie zaś trzeba 
rzucić okiem na mapę. W Łucku, jak wynika z samego dokumentu, 
starosta nie był już urzędnikiem Kazimierza, lecz oczywis'cie Swi- 
drygiełły, ziemia łucka (taksamo jak włodzimierska) odpadły od 
Litwy i chwilowo dla niej były stracone, podczas gdy Krzemie- 
niec z powiatem musiał jej pozostać wiernym; jakąż jednak wartość 
przedstawiało dla niej jego posiadanie, kiedy był od niej odciętym 
właśnie przez ziemię łucką i wobec poprzedniego oddania sąsiedniej 
Kijowszczyzny ks. Olelce nigdzie wogóle nie stykał się z obszarem 
właściwego w\ księstwa litewskiego! Na to istniał tylko jeden śro- 
dek zaradczy: pozyskanie dla Litwy owego wschodniego, dość 
obszernego zakątka ziemi łuckiej, otwierającego drogę do pole- 
skich włości Litwy nad Uborcią i Prypecią; tworzyła go zaś prze- 
dewszystkiem włość korecka. 

Aby to przeprowadzić, mogli panowie litewscy skorzystać 
z przemożnego stanowiska, jakie we wschodnim Wołyniu zajmo- 
wali ks. Ostrogscy (taksamo jak w zachodnim Sanguszkowicze) 
i ze sporów majątkowych między nimi a innymi, mniej możnymi 
kniaziami tej ziemi. Kniaź na Ostrogu był zawsze najpotężniejszym 
a zarazem też najniebezpieczniejszym wasalem każdego udzielnego 
księcia ziemi łuckiej, z czego zawsze mógł skorzystać najwyższy 
zwierzchnik Wołynia, gdy chciał osłabić stanowisko tego ostatniego. 
To też taksamo, jak w r. 1386 Jagiełło, zamierzając stopniowo 
odebrać Wołyń od Fedora Lubartowicza, zaczął od wyjęcia z pod 
jego władzy ks. Fedora Ostrogskiego i poddał go bezpośrednio so- 
bie i Koronie polskiej ^), taksamo teraz, gdy po raz ostatni zapa- 
nował w Łucku udzielny książę, Litwa oparła swoje pierwsze sta- 
rania około odzyskania Łucka na synie owego Fedora na Ostrogu, 
kn. Wasilu. 



•) Archiwum Sanguszków I nr. 5, por. też 8; por. Koneczny : Jagiełło i Wi- 
told I 112 3, i Hruszewskij : Istorija, IV* s. 163/4 i ekskurs 27. Dosłownie niemal 
identyczny przywilej królowej Jadwigi z r. 1393 (tamie, nr. ló) byl chyba wymie- 
rzony przeciwko Witoldowi. 



54 O- HALECKI 

Niewiadomo niestety, jaką była pierwotna rozległość dziel- 
nicy ostrogskiej, ponieważ autentyczność przywileju Jagiełły i Wi- 
tolda dla kn. Fedora Daniłowicza z 1386 r. i), określającego ją 
naj obszerniej, jest dotąd niepewną 2). Nieporuszając tej kwestyi, 
można jednak stwierdzić conajmniej, że wyrażone są w tym do- 
kumencie pretensye samych Ostrogskich, obejmujące, jak z niego 
widzimy, także włość korecką z Korcem i sąsiednim Chłapo- 
tynem, położonym już tuż nad granicą powiatu krzemienieckiego. 
To też według opinii Wasila Fedorowicza, którą w r. 1442 uznał 
w. książę Kazimierz, Korzec był jego ojcowizną. Pretensye do tych 
dóbr mieli jednak także inni kniaziowie wołyńscy, mianowicie do 
Korca kn. Wasil Aleksandrowicz, protoplasta rodu Koreckich, który 
również twierdził, że bojarowie koreccy już jego ojcu służyli 3)^ 
do Chłapotyna zaś kn. Iwan Aleksandrowicz Czetwertyński, który 
miał nadanie na tę posiadłość od Swidrygiełły z r. 1432*). Ten 
ostatni należał w poprzednim i następnym okresie do gorliwych 
stronników Swidrygiełłowych ^), a ponieważ, jak zobaczymy, także 
kn. Wasil Aleksandrowicz, chcąc sobie zapewnić Korzec, szukał 
poparcia u tego księcia, cóż naturalniej szego, że ich rywal Ostrogski 
uznania swych praw do Korca musiał się spodziewać chyba tylko 
po rywalu Swidrygiełły, w. księciu Kazimierzu, i rządzącej za niego 
radzie litewskiej. 

Aby tak jak Jagiełło w r. 1386 wyjąć wszystkie posiadłości 
domu Ostrogskich z pod władzy księcia łuckiego, na to zbyt sla- 
bem było stanowisko Litwy na Wołyniu w r. 1442. Skorzystano 



1) Arch. Sanguszków I nr. 6. 

2) Najświeżej omówioną została ta kwestya, z uwzględnieniem poprzedniej lite- 
ratury, w cytowanej wyżej polemice miedzy ks. J. Puzyną i Z. L. Radzimińskim (Mieś. 
herald. 1911, s. 184, 1912, s. óo/l). 

*) Wzmianka o tem w omówionym niiej przywileju Swidrygiełły z 1443 r. 
(Dodatek I nr. 21). 

*) Z. L. Radzimiński: Kniaziowie i szlachta II Ostrogscy, s. 30 (cyt. Metrykę 
lit.). Tych dwóch kniaziów Aleksandrowiczów ks. J. Puzyna \\. c, s. 81) uważa za 
braci stryjecznych Wasila Fedorowicza Ostrogskiego ; trzeba przyznać, że w ten spo- 
sób najłatwiej by się wyjaśniły przedstawione stosunki majątkowe, okazuje się jednak, 
r,e tak bliskiem pokrewieństwo tych trzech rodzin być nie mogło, gdyż ogłoszone 
w Arcbiw JZR VIlI/4 nr. 24 dokumenty majątkowe Koreckich, zawierające ciekawe 
przyczynki do poznania ich sporów granicznych z Ostrogskimi i Czetwertyńskimi, 
potwierdzają (s. 127) zaczepione przez ks. Puzynę pochodzenie Koreckich od Aleksandra 
1'alrykiewicza. 

5) l'or. w dodatku II. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 55 

jednak ze wspomnianego sporu prywatnego, aby w zamian za 
uznanie dziedzicznych praw Ostrogskiego do Korca uzyskać od 
niego, który widocznie chwilowo zdołał tę włość opanować, zgodę 
na obsadzenie jej przez Htewskich lub krzemienieckich stronników 
Kazimierza aż do czasu , póki cały Wołyń wraz z Łuckiem nie 
wróci pod jego władzę. Zręczny ten krok uzupełniono jeszcze 
w ten sposób, że oddano temuż Ostrogskiemu namiestnictwo w Tu- 
rowie 1), a więc w najbliższym stosunkowo powiecie litewskim, 
między którym a krzemienieckim Korzec stanowił włas'nie ko- 
nieczne ogniwo. W ten sposób najmożniejszego kniazia ziemi łuckiej 
poróżniono z jej nowym władcą udzielnym, związano z w. księ- 
stwem jako urzędnika litewskiego i zainteresowano go osobis'cie 
dla sprawy zachowania choć części Wołynia przy Litwie. 

Dla nas najważniejszem przy całej tej sprawie jest stwier- 
dzenie nieznanego dotąd faktu, że kiedy ziemia łucka wraz z wło- 
dzimierską, a więc Wołyń w najściślejszem znaczeniu, już poddały 
się Swidrygielle, przecież trzeci powiat do Wołynia zaliczany nie 
poszedł za niemi, lecz przy Litwie pozostał, podlegał dalej bezpo- 
średniej władzy Kazimierza i jego rady i nie wszedł w skład nowej 
dzielnicy Swidrygiełły. Fakt ten znajduje wytłómaczenie w tem, 
że, jak wskazywaliśmy, właśnie w tym powiecie Litwa zdołała so- 
bie zdobyć silniejsze stronnictwo , a odbił się nawet w pewnym 
ustępie Długosza , który wprawdzie oddawna był uwzględniany, 
lecz nie mógł być zrozumianym należycie przed rozwiązaniem kwe- 
sty! przynależności Krzemieńca. 

Wiadomo bowiem, że według Długosza po samowolnem wy- 
niesieniu Kazimierza na godność wielkoksiążęcą król Władysław 
i rada koronna powzięli plan, aby po powrocie z Węgier podzie- 
lić w. księstwo litewskie, oddając różnym książętom te jego dziel- 
nice, do których mieli pretensye, przyłączając do Polski te ob- 



1) w dokumencie metryki lit. z r. 151 1 wspomniano, że kn. Wasil Ostrogski 
był namiestnikiem turowskim za Kazimierza Jagiellończyka (cyt. u Wolffa: Kniazio- 
wie, s. 345; obecnie dok. ten już jest ogłoszony w Russk. istoricz. bibl. XX s. 735/6, 
gdzie okazuje sie , że wspomniany jest właściwie namiestnik turowski ks. Wasila 
Ostrogskiego; ponieważ jednak Turów otrzymali Ostrogscy jako własność dopiero w r. 
1508 — Arch. Sang. III nr. 92, — słuszną jest interpretacya Wolfia, ze ks. Wasil 
był tam namiestnikiem t. j. dzieriawca - starostą Kazimierza a miał tam jako taki 
swego zastępcę -namiestnika), a ponieważ umarł przed r. 1450, namiestnictwo to przy- 
pada właśnie na omawiane czasy. 



$6 o. HALECKI 

szary, do których ona miała dawne prawa, i pozostawiając Kazi- 
mierzowi tylko skromną resztę. O planie tym, w którym utwier- 
dzano się w miarę, jak się zaostrzały stosunki polsko-litewskie, 
Długosz pisze dwukrotnie i), co prawda już pod r. 1440 i 1441, 
ale w takich ustępach , których spostrzeżenia ogólne odnoszą się 
też do lat następnych, a przedewszystkiem po ustępie o za- 
jęciu Łucka przez Swidrygiełłę. Otóż według tego planu miano 
zwrócić ks. Michałowu Zygmuntowiczowi jego ojcowiznę na wła- 
ściwej Litwie, Bolesława mazowieckiego zatwierdzić w posiadaniu 
Podlasia, do Polski zaś przyłączyć Brześć i Krzemieniec. Tę osta- 
tnią wzmiankę dotąd interpretowano w ten sposób, że Krzemie- 
niec ma oznaczać cały wogóle Wołyń 2), przy czem jednak nie 
zwrócono uwagi na to, że Długosz identyfikuje wprawdzie z Wo- 
łyniem ziemię łucką ^), nigdy zaś krzemieniecką, i że wogóle w żad- 
nem źródle nigdy się z takiem oznaczeniem Wołynia nie spoty- 
kamy. Przeciwnie, w owym ustępie Długosz główną część Wołynia 
z Łuckiem zupełnie pomija, a to z tego bardzo zrozumiałego po- 
wodu, że i tak już była oderwana od Litwy Kazimierzowej przez 
Swidrygiełłę, o czem wspomniał już przedtem, i że według 
jego teoretycznego zapatrywania książę ten trzymał Łuck \vłaśnie 
z ramienia Korony w dożywociu; zobaczymy też, że celem zabez- 
pieczenia Polsce Łucka powstał w otoczeniu króla współcześnie 
plan zupełnie inny. Długoszowi widocznie nieznany. Za to wspo- 
mniany przez niego zamiar odebrania Litwie Krzemieńca i przy- 
łączenia go do Korony miał swe logiczne miejsce w planie podziału 
w. księstwa tylko wtedy, jeśli Krzemieniec pozostawał pod bezpo- 
średnią władzą nowego w. księcia taksamo, jak wymieniony obok 
niego Brześć. A to właśnie udało się nam stwierdzić na podsta- 
wie współczesnego dokumentu , uzupełniającego i komentującego 
w ten sposób Długosza. 

Owe jednak chwilowe wyodrębnienie i odłączenie od Woły- 
nia powiatu krzemienieckiego nie jest bez głębszego znaczenia 
i dla tego umyślnie napomknęliśmy przed chwilą, że Wołyń w naj- 



1) Hist. IV 658, Ó70. 

^) Por. Hruszewskij, o. c, s. 232 (w przypisku 2 zwraca jednak uwagę, źe 
Krzemieniec oznacza może wschodnie Podole, które za Świdrygielly podlegaJo staro- 
ście krzemienieckiemu); Jabłonowski: Historya Rusi pol., s. 95. 

3) Tak n. p. pod r. 14Ó6 (V 464): »terra Luczensis, quae Wolhinensis anti- * 
quitus dicebaturc. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 57 

ściślejszem znaczeniu to tylko ziemie łucka i włodzimierska. Od dawna 
już bowiem powiat krzemieniecki przechodził często odrębne koleje 
dziejowe, które go niejednokrotnie od reszty Wołynia odrywały, 
tworząc zeń w toku wypadków historycznych osobną jednostkę 
terytoryalną. I tak, gdy przy ugodzie polsko-litewskiej z 1352 r. 
Ruś czerwona przypadła Kazimierzowi W., Wołyń zaś Litwie, wy- 
łączono przecież z tego ostatniego włos'ć krzemieniecką , którą 
miał dzierżeć Jerzy Narymuntowicz »od kniaziów litewskich i od 
króla*; w podobny też sposób, gdy dalsze traktaty z 1366 i 1377 r. 
znowu przyznawały Lubartowi ziemię łucką, wyłączano z niej, 
oprócz innych południowo -zachodnich włos'ci, także Krzemieniec, 
a choć po s'mierci Ludwika węgierskiego do Wołynia powrócić 
musiał, już w r. 1392 odłączył go znów Witołd od swej dzielnicy 
łuckiej i przyłączył do dzielnicy kijowskiej Skirgiełły ^). W czasie 
walki o Wołyń za Swidrygiełły przechodził ten powiat, jak wia- 
domo, z rąk do rąk; ilekroć jednak dzierżyli go starostowie tego 
księcia, łączyli go z Podolem wschodniem, z Bracławszczyzną 2) 
tak, że raczej, jak na to już zwrócono uwagę, z tą ziemią się ze- 
spalał i całos'ć tworzył, aniżeli z właściwym Wołyniem. 

Tłómaczy nam to wszystko wyodrębnienie się Krzemieniec- 
czyzny w chwili, gdy w r. 1442 Wołyń poddał się Swidrygielle; 
ponieważ jednak w późniejszych czasach podobne stosunki się nie 
powtarzają, lecz powiat ten stale dzieli losy dwóch innych powia- 
tów wołyńskich, nasuwa się pytanie, czy nie udało się może Swi- 
drygielle oderwać go od Litwy w latach następnych, gdy już 
ugruntował władzę swoją w Łucku. Źródła jednak nietylko milczą 
o takim dalszym jego sukcesie, lecz nawet przeczą mu stanowczo. 
Nadań ziemskich tego księcia znamy z lat 1443 do 1452 długi 
szereg, robi je w powiecie łuckim taksamo jak we włodzimierskim, 
a później nawet w dalekich włościach litewskich , które pod ko- 
niec życia otrzymał od Kazimierza, nigdy zaś w powiecie krze- 
mienieckim, gdzie też nigdy już nie przebywa i nikogo z ziemian 
i urzędników tamtejszych nie ma w swej licznej radzie. Przeciwnie 



1) Por, Hruszewskij, o. c , lY^ s. 39/40, 46/7, 54, 141, 155, oraz ekskursy 
nr. 12, 14, 16. 

2) Kniaź Fedko Nieświski jest 1434 r. starostą krzemienieckim i braclawskim 
(Krupowicz, nr. 16), a Iwaszko Moniwidowicz 1437,8 r. starostą krzemienieckim i po- 
dolskim (Dodatek I nr. 5, 13, 15, 16, 17; Cod. epist. I/i nr. 92; por. W. Semko- 
wicz w monografii jego rodu Mieś. herald. 1913 s. 184 przyp. 4). 



58 o. HALEGKI 

zaś Kazimierz Jagiellończyk, który za życia Swidrygiełły w dwóch 
innych powiatach wołyńskich ogranicza się do nadań warunko- 
wych na wypadek jego śmierci i) lub , po pogodzeniu się z nim, 
do zatwierdzania jego nadań w charakterze zwierzchnika ^), w po- 
wiecie krzemienieckim sam nadania robi niezwykle często, a to 
całemi grupami: w latach 1443, 1449, 1450 i na początku r. 1451 3), 
kolonizując tę ziemię i umacniając w niej swą władzę, jak to 
jeszcze bliżej omówimy. 

Jest to tem bardziej uderzające, że sprytny plan połącze- 
nia powiatu krzemienieckiego z turowskim , za pomocą Korca 
i malkontenta wołyńskiego na Ostrogu, ostatecznie się nie udał. 
Pierwszy zaraz dokument Swidrygiełły, jaki znamy z czasu po jego 
osobistem przybyciu na Wołyń, datowany z 9 listopada 1443 r. *), 
to rozkaz wystosowany do bojarów koreckich, aby służyli ks. 
Wasilowi Koreckiemu taksamo, jak służyli przedtem jego ojcu 
Aleksandrowi. Mamy zaś dowód wyraźny, że rozkaz ten nie był 
tylko teoretyczną manifestacyą , lecz istotnie włość korecka mu- 
siała należeć następnie nie do Krzemieńca, lecz do dzielnicy Swi- 
drygiełły: trzy lata później bowiem spotykamy w radzie Swidry- 
giełły dwóch kniaziów Zwiaholskich ^), których siedziba Zwiahol 
nad Słuczą, za wschodnią granicą dóbr koreckich, między niemi 
a Kijowszczyzną, nie mogła podlegać księciu łuckiemu, jeśli on nie 
panował też nad Korcem. Zresztą majętność ta należy w później- 
szych czasach stale nietylko do powiatu łuckiego, lecz także do 
rodu, który od niej wziął nazwisko; Ostrogskiego zaś, którego 
potomkowie podnosili daremne pretensye do Korca jeszcze 
aż do r. 1596^), Kazimierz Jagiellończyk mógł wynagrodzić za 
utratę Korca w r. 1443 tylko warunkowem nadaniem trzech wsi 
w ziemi łuckiej na wypadek śmierci Swidrygiełły ''). 

Dochodzimy więc do wniosku, że dzielnica wołyńska tego 
księcia obejmowała tylko powiaty łucki i włodzimierski. Tem 



*) Por. Dok. I. s. 54\ o czem niżej. 

■■*) Omówimy je niżej szczegółowo, tutaj jako przykład typowy niech służy 
Arch. Sang. I nr. 134. 

») Dok. I s. 5320, 5618, 30I-6. 7. 4) Dod. I nr. 21. ^) Dod. I nr. 27. 

') Por. uwagi Z. L. Radzimińskiego w Mieś. herald. 191 1, s. 184. 

') Tak tlómaczy to krótko a niejasno stylizowane nadanie Łopatyna, Krasnego 
i Trostiańca (Dok. I s. 54*, indykcya 6) Wolff: Kniaziowie, s. 345; w r. 1446 (Dok. 
45*8, indykcya 9) Ostrogski otrzymuje od Kazimierza Jagiellończyka dwór Ostaszyn 
z 30 ludźmi w Nowogrodzkiem. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 59 

bardziej zastanawia, że mimo to poddała mu się chwilowo, 
pomnażając skromny stosunkowo obszar jego państwa, inna zie- 
mia, podległa mu przed katastrofą 1438 r., położona po za opor- 
nym mu powiatem krzemienieckim ziemia bracławska. Sprawa 
to tem ciekawsza, że łączy się z nią przejście do Swidrygiełły rodu 
książęcego Sanguszkowiczów, który, jak wiemy, bezpos'rednio po 
śmierci Zygmunta poddał Wołyń Kazimierzowi a tak przeważnem 
się cieszył stanowiskiem w powiecie włodzimierskim. 

Dnia bowiem 17 grudnia 1443^) kn. Wasil Sanguszkowicz, 
dzierżawca bracławski, przeprowadza za pozwoleniem w. księcia Swi- 
drygiełły granice miedzy wsią jednego z ziemian tamtejszych a grun- 
tami innych ziemian bracławskich i bojarów chmielnickich (z Podola 
koronnego), trzy lata póz'niej zaś, do czego jeszcze wrócim}'', zatwier- 
dza sam Swidrygiełło to rozporządzenie swego dzierżawcy bra- 
cławskiego, jak wyraz'nie nazywa kn. Wasila. Widzimy stąd, że ten 
najmniej znany z synów kn. Sanguszki Fedorowicza, dzierżąc Bra- 
cławszczyznę (bodaj czy nie z rąk Kazimierza, po którego stronie 
początkowo stał jego ojciec!) w chwili poddania się Swidrygielle 
Łucka, poszedł conajmniej w r. 1443 za tym przykładem, uznał 
się urzędnikiem dawnego władcy tej ziemi. Ponieważ od powiatu 
łuckiego dzieliła ją Krzemieniecczyzna, władza Swidrygiełły nie 
mogła się rozszerzać w tym kierunku od strony Łucka, lecz trzeba 
przyjąć, że obok porozumiewań się z Wołynianami, uwieńczonych 
tak pomyślnym skutkiem , książę ten prowadził także inną akcyę 
równoległą, od strony koronnego Podola, zmierzającą również do 
oderwania i na tem miejscu choć części swych poprzednich po- 
siadłości od w. księstwa litewskiego. Było to rzeczą możliwą z tego 
względu, że przecież, jak wiadomo, także na Podolu kamienieckiem, 
gdzie sam rządził przejściowo kilkadziesiąt lat temu, zdobył sobie 
przyjaciół i zwolenników 2), mógł więc znaleść i tutaj punkt opar- 
cia dla swych zamiarów, tak zgodnych zresztą z pragnieniem Ko- 
rony odłączenia Bracławszczyzny, wschodniego Podola, od Litwy. 
Nowy to jednak dowód, że nietylko o samym Wołyniu myślano, 
zawierając układ tłumacki. 



^) Uzasadnienie daty tego dokumentu i t. d. w Dodatku I nr. 26. 

^) Por. Hruszewskij, o. c, s. 177; zwracamy uwagę, źe ówczesny wojewoda 
podolski Hryćko Kierdejowicz byJ członkiem popierającego SwidrygieUe na Wołyniu 
rodu Kierdejów, a synem starosty podolskiego z ramienia Swidrygiełły (tegoż imienia 
1 nazwiska) w r. 1402 (por. też Boniecki: Herbarz, X 41). 



60 o. HALECKI 

Ciekawe się przy tem nasuwa zagadnienie, czy kn. Wasil 
Sanguszkowicz przez poddanie Bracławia Swidrygielle zajął stano- 
wisko sprzeczne z polityką innych członków swej rodziny. Zdaje 
się, że nie, gdyż także brat jego Aleksander, choć w nie- 
znanym bliżej czasie zaszczycony nadaniem królewicza Kazimierza 
na Białej Rusi ^), zasiada w latach następnych w radzie Swidry- 
giełły^). Przejście Sanguszkowiczów do jego obozu albo przy- 
najmniej ich pogodzenie się z jego rządami na Wołyniu pozba- 
wiało panów litewskich ostatniego oparcia w powiecie włodzimier- 
skim; dlatego starali się najusilniej temu przeszkodzić. Już pod- 
danie się Swidrygielle Łucka a zdaje się i Włodzimierza było 
od roku faktem dokonanym , już może sam Olgierdowicz bawił 
na Wołyniu, a jeszcze rada litewska, zebrana w dalekich Birszta- 
nach, spróbowała zapobiedz temu, aby sam kniaź Sanguszko nie 
przyłączył się do stronnictwa swego stryja, do którego raz już, 
koło r. 1436, tak niespodzianie się przerzucił. Wiemy, że głównym 
łącznikiem między Sanguszką a Litwą była nadzieja odzyskania 
z jej pomocą włos'ci ratneńsko-wiethńskiej, nadzieja, która jednak 
prawdopodobnie już wówczas okazała się zwodniczą a z którą 
znikała ostatnia przeszkoda, mogąca go dzielić od Swidrygiełły, 
popieranego przez panów koronnych. To też wówczas w Birszta- 
nach. 23 marca 1443 r., w. ks. Kazimierz, za radą najwyższych 
dygnitarzy Litwy, zrobił wszystko , co tylko mógł, w owej spra- 
wie ratneńskiej, bez wielkich wysiłków ze strony litewskiej, dla 
Sanguszki uczynić: wydał wspomniany już wyżej rozkaz, aby 
>wszyscy mężowie Ratnianie i Wietlanie« byh posłuszni Sanguszce 
a nikomu innemu 3). Równocześnie, zdaje się, starano się pozyskać 
tego kniazia przez pomnożenie mu tych dóbr, jakie posiadał już 
z nadania Zygmuntowego na obszarze w. księstwa, w Brześciań- 
skiem: dodano mu trzy wsi do jego Trostianicy we włości kamie- 
nieckiej i nadano dwie dalsze koło samego Brześcia Ht. *). Te osta- 
tnie nadania oczywiście weszły w życie, za to jednak mandat co 

*) Arch. Sanguszków I nr. 44, z datą Punie 31 VIH b. r. Wydawca przy- 
puszcza, z wielkiem prawdopodobieństwem, że to nadanie naleiy odnieść do tego 
samego r. 1443, co dokument w sprawie Ratna i Wieteł. 

') Ob. w dodatku II. ^) Arch. Sang. 1 nr. 39. 

*) Arch. Sang. III nr. 4, 5. Wydawca przypuszcza za Wolffem (Ród Giedy- 
mina, s. 122 przyp. 2), ie te drobniejsze nadania poprzedzały »zwrOt« Ratna 23 III 
1443 i ostateczne przebaczenie za napad na ten gród w 1441 r. Jest to nieporozumienie, 
wynikające znowu z nieuwzględnienia tego, ie w sprawie Ratna rządy polski a litewski 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 6 1 

do Ratna i Wieteł najprawdopodobniej pozostał na papierze; tem- 
bardziej więc pozostaje otwartem pytanie, czy cel swój osiągnął. 
Dla zupełnego braku wskazówek z'ródłowych niepodobna powie- 
dzieć, czy mimo to już sam kn. Sanguszko przyłączył się znowu 
do Świdrygiełły, gdy się na Wołyniu ukazał, czy też przyłączyli się 
tylko jego synowie, gdy on, usuwając się wid(icznie z szerszej wi- 
downi, nie występuje już publicznie^). W każdym razie nie udało 
się Litwie zatrzymać dla siebie powiatu włodzimierskiego za po- 
mocą Sanguszków, jak to jej się powiodło z krzemienieckim za 
pomocą Jurszy i Mukosiejów; co gorsza, przez jednego z Sangu- 
szkowiczów utraciła nawet chwilowo Bracławszczyznę. 

Teraz dopiero dokładnie nam się przedstawia obszar terytoryal- 
ny dzielnicy Swidrygiełłowej. Trzeba przyznać, że wyjąwszy sprawę 
Krzemieńca udało się Swidrygielle wykroić dla siebie z w. księstwa 
maksimum tego, czego się mógł spodziewać. Nie można było bo- 
wiem myśleć o oderwaniu od właściwej Litwy, od województwa 
trockiego, włości brzeskich i poleskich, obsadzonych namiestnikami 
litewskimi, ani też o wyparciu z dzielnicy kijowskiej jej »ojczyca< 
Olelki Włodzimierzowicza, sprzymierzonego (a przez małżeństwo 
syna z Gasztołdówną nawet spowinowaconego) z oligarchami Litwy, 
którzy zgodzili się na wznowienie w Kijowie udzielnego księstwa, 
byleby go módz utrzymać pod swą zwierzchnią władzą. 

Bądź cobądź Swidrygiełło zajął część w. księstwa litew- 
skiego, (choć dopiero w dwa lata po przewrocie 1440 r.), jako 
nieustanny, choć już nie groźny jako taki. pretendent do go- 
dności wielkoksiążęcej -;, do której, według swego przekonania, 
on jeden miał niezagasłe prawa; świadczy o tem najlepiej, 
oprócz całej genezy jego państwa, owa hierarchia urzędnicza, 
którą, jak zobaczymy, otoczył się na swym dworze w Łucku, 
a która zupełnie odpowiada tej, jaką miał jako rzeczywisty władca 
całego w. księstwa, jak niemniej i to, że zamiast przybrać tytuł 
księcia wołyńskiego, łuckiego i t. p. stale się tytułuje aż do śmierci 
wielkim księciem ^J, choć już nie najwyższym księciem Litwy jak 



zajmow^y wówczas sprzeczne stanowisko ; na Litwie Sanguszko nigdy nie potrzebo- 
wał przebaczenia za napad, gdyż odebranie Ratna leżało w jej interesie. 

') Przeżył nawet Swidrygiełle, gdyż umarł według WolSa (Kniaziowie, s. 422) 
wkrótce po r. 1454, a według Monogr. Sang. I koto r. 1463. 

2) Czemu przeczył Caro J. : Geschichte Polens IV s. 255. 

'j Por. też uwagi do nr. 40 w dodatku I. 



62 o. HALECKI 

W Tłumaczu. Powtórzyła się więc do pewnego stopnia w w. księ- 
stwie sytuacya, która była cectią charakterystyczną lat 1432 do 
1438: dwóch właściwie było wielkich książąt, z których jeden pa- 
nował w Wilnie, drugi zaś miał główne centrum swej władzy w po- 
łudniowych, ruskich ziemiach państwa. Ta jednak głęboka zacho- 
dziła różnica obecnie, że Swidrygiełło , nie odzyskawszy już ani 
Białej Rusi ani Kijowszczyzny, ograniczony niemal wyłącznie do 
rdzennego Wołynia, nie miał już ani w części tej siły co wówczas 
a sterany wiekiem i poprzedniemi klęskami , zadowolony z tego, 
co uzyskał, nie pałając bynajmniej do w, księcia -bratanka taką 
nienawiścią, jak przedtem do Zygmunta, obiecawszy mu nawet wier- 
ność w akcie tłumackim, nie mógł a nawet nie zamierzał wzniecać 
w w. księstwie podobnej wojny domowej i bawić się w tak rozległe 
kombinacye dyplomatyczne, jak w poprzednim okresie swego ży- 
cia. Jeszcze radykalniej jednak zmienił się jego stosunek do Pol- 
ski: kiedy dawniej uchodził za największego jej wroga, przynaj- 
mniej do 1437 r., za buntownika wobec Jagiełły i jego syna, 
a przeciwnik jego Koronie zawdzięczał władzę wielkoksiążęcą, 
obecnie młodociany jego rywal, choć sam Jagiellończyk, osiągnął 
tę władzę wbrew Polsce, która, nie uważając już Swidrygiełły za 
niebezpiecznego, sama mu dała przytułek w swych ziemiach, a 
oderwanie przezeń od Litwy części ziem ruskich uważała za wy- 
padek dla siebie korzystny. Po pierwsze bowiem osłabiało to siłę 
tej Litwy, która zerwawszy poprzednie unie prowadziła najzupeł- 
niej separatystyczną politykę, czasem, jak n. p. w sprawie podla- 
skiej, Polsce wręcz wrogą, po drugie zaś otwierało Koronie nowe 
widoki uzyskania dla siebie tych obszarów, zwłaszcza upragnio- 
nego Wołynia. 

Ta ostatnia myśl pojawiła się najpierw w kołach polskich, 
w otoczeniu króla, gdy wieść o poddaniu się Swidrygielle Łucka 
zawitała do węgierskiej stolicy. Mogło się zdawać z odległości, że 
Swidrygiełło, odrywając od w. księstwa tę ziemię oddawna sporną, 
której rewindykacyę w myśl unii grodzieńskiej tylko z powodu 
niepomyślnych okoliczności zaniedbać musiano, jak gdyby wyrę- 
czył tylko w tej sprawie Koronę, której już w r. 1437 Łuck od- 
stąpić zamierzał, której lennikiem się uznał w Tłumaczu, od któ- 
rej był zależnym, dzierżąc z jej ramienia swe księstwo grodecko- 
szczerzeckie. Odczuwano jednak doskonale, że usadowienie się na 
Wołyniu Swidrygiełły, który przecież kiedyś tak energicznie bro- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 63 

nil jego posiadania Polsce, nie było, mimo zmienionych z gruntu 
stosunków z nim, dostateczną gwarancyą, że uznawać będzie 
w przyszłości zwierzchnią władzę Korony nad tą ziemią i jej ją 
odda przy śmierci taksamo, jak nadany mu w dożywocie Gródek 
lub Szczerzec. I otóż wtedy powstał nad Dunajem plan niezwykle 
ciekawy, który miał urzeczywistnić to, co zapowiadały daremnie 
układy lwowskie z 1437 r., mianowicie odebranie Łucka z rąk Swi- 
drygiełły i bezpośrednie objęcie go przez Polskę w zamian za 
wynagrodzenie księcia dożywotniem posiadaniem takiej ziemi ko- 
ronnej, której utrata tak łatwo już grozić nie mogła. Już 26 
kwietnia 1442 r., gdy Swidrygiełło zapewne jeszcze nie zdołał 
nawet objąć w posiadanie swej nowej dzielnicy, spisano i za- 
pieczętowano pod okiem kanclerza królestwa polskiego Jana 
z Koniecpola formalny przywilej króla Władysława ^l w którym 
takie uchwalono postanowienia, jak gdyby ów plan już był urze- 
czywistniony. Przenosi w nim bowiem Warneńczyk znaczne sumy 
pieniężne, w których, jak nam już wiadomo, pan Dersław z Ry- 
twian miał sobie zastawioną ziemię chełmską , odebrawszy z rąk 
jego tę ziemię, na ziemię sandomierską, a we wstępie dokumentu 
podaje przyczynę tej zamiany: aby mianowicie Łuck z całą ziemią 
swoją na wieczne czasy pozostał przy Koronie polskiej, chciał ją 
odebrać z posiadania stryja swego Swidrygiełły i takiego tam osa- 
dzić starostę, któryby tę ziemię wiernie zachował dla Królestwa, 
Swidrygielle zas' przeznaczył (>assignassetc) z tego powodu na utrzy- 
manie właśnie ziemię chełmską. Zaraz zaś z następnego dnia jest 
datowany dokument Dersława Rytwiańskiego, w którym obiecuje, 
że po oddaniu mu w zastaw ziemi sandomierskiej z Osiekiem 
i Połańcem ziemię chełmską odda królowi -j. 

Plan był obmyślany dobrze. Ziemia chełmska, aczkolwiek 
znacznie mniejszej rozległości i mniejszego znaczenia, mogła prze- 
cież stanowić pewną rekompensatę za łucką; wszak i ona pamię- 
tała swych udzielnych książąt , a nawet tak skromne jej cząstki, 



ij Cztery obszerne streszczenia tego skądinąd zupełnie nieznanego dokumentu 
znajdują sie w inwentarzu archiwum koronnego , ułożonym przez Jana Zamoyskiego 
(Ms. ord3m. Zamoyskich 1603 1, a mianowicie wśród dokumentów, dotyczących woje- 
wództw; sandomierskiego it. II s. 735), ruskiego idwukrotnie: t. III s. 33/4 i 218/9) 
i wołyńskiego (t. IV s. 705) ; nie wszystkie z nich są równie szczegółowe, zwłaszcza 
co do uniewainiająccgo dopisku podkanclerzego. 

-) Ms. ordyn. Zamoyskich 1603, t. 111 s. 220. 



64 O- HALECKI 

jak dobra krośniczyńskie, służyły na zaopatrzenie kniaziów z rodu 
Olgierdowego ^), których Swidrygiełło byłby się stał bezpośrednim 
zwierzchnikiem, jakim był na Wołyniu w stosunku do Sanguszko- 
wiczów lub Czartoryskich. O utracie zaś Chełmszczyzny dla Ko- 
rony przez chwilowe wznowienie w niej osobnego księstwa mowy 
być nie mogło wskutek samego faktu osadzenia na wschód od niej, 
w samym Wołyniu, starosty polskiego. Jak wiadomo, ten zamiar 
powierzenia Łucka bezpośrednio koronnemu staroście miał swój 
precedens już raz pod koniec XIV wieku, gdy starostą łuckim był 
Krzesław z Kurozwęk, kasztelan sandomierski 2), a zwłaszcza nie- 
dawno w r. 1438, gdy w myśl zarzuconego następnie układu pa- 
nów czerwonoruskich ze Swidrygiełłą występowali chwilowo jako 
starostowie łuccy Wincenty z Szamotuł, kasztelan międzyrzecki, 
i Jan Wojnicki z Sienna, starosta oleski 3). Obecnie chciano po- 
wrócić do takiego załatwienia sprawy wołyńskiej, któreby nie- 
wątpliwie, gdyby się dało przeprowadzić, najskuteczniej zapewniło 
Koronie trwałe i bezpośrednie posiadanie tej ziemi. 

Taksamo jednak, jak dla panów litewskich łatwiej było w Wil- 
nie rozporządzać dobrami ziemskiemi na Wołyniu, aniżeli za- 
pewnić sobie rzeczywistą nad nim władzę, taksamo łatwiej było dla 
króla i panów koronnych uchwalić podobne postanowienia w Bu- 
dzie , aniżeli skłonić do zgody na nie Swidrygiełłę a zwłaszcza 
Wołynian. Nie jest wykluczonem, że pewne ociąganie się Olgier- 
dowicza z przybyciem do Łucka było może spowodowanem wa- 
haniem się jego z powodu owego planu królewskiego bratanka, 
o którym zapewne go powiadomiono. Niemniej jednak zrozumia- 
łem jest, że ostatecznie się do niego nie dostosował, gdyż bez 
porównania zaszczytniejszem a zwłaszcza niezależniejszem było prze- 
cież to stanowisko, jakie mu ofiarowywali, zgodnie z jego wła- 
snemi dążeniami, sami Wołynianie. Ci zaś ostatni, którzy właśnie 
dla jaknaj silniejszego zabezpieczenia swej odrębności dzielnicowej 
pragnęli znowu osadzić w swym stołecznym grodzie udzielnego 
księcia, zdawna u nich popularnego, nie myśleli zarzucać tej myśli 



•) O kn. Hurkowiczach na Krośniczynie, których przodek Hurko był bratem 
Sanguszki Fedorowicza , dzierżącego chwilowo te dobra swych bratanków po roku 
1433 (Arch. Sang. I nr. 33), por. u Wolffa: Kniaziowie, s. 150, a zwłaszcza obszerny 
ustęp w t. I Monografii XX. Sanguszków. 

2) Długosz: Historia III 477. 

3) Dodatek I nr. 13; Cod. epist. II nr. 250; Fedorowicz K. : Dostojnicy, s. 214. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 6$ 

i poddać się pod władzę starościńską któregoś z panów polskich, 
wyswobodziwszy się zaledwo z pod władzy panów litewskich. 

I tak plan budziński, uzupełniający — rzec można — zamysły 
wcielenia do Korony Brześcia i Krzemieńca, o których opowiada 
Długosz, pozostał na papierze. Obcięto później nawet pieczęcie, 
w jakie już był zaopatrzony przywilej królewski z 26 kwietnia; 
gdy zaś kilkadziesiąt lat póz'niej unieważniony dokument dostał 
się do rąk podkanclerzego Stanisława Kurozwęckiego, tenże zło- 
żył go ponownie, choć nie miał konkretnego znaczenia, w skarbcu 
koronnym, a to z tego powodu, że — jak własnoręcznie na nim 
dopisał — zawierał wzmiankę o przynależności ziemi i grodu łu- 
ckiego »ad corpus regni<. Rzecz dziwna tylko, że nigdy go stąd 
nie wydobyto przy sporach polsko - litewskich o tę ziemię , choć 
jeszcze za Jana Zamoyskiego znajdował się w archiwum koronnem. 

Oczywiście mimo nieudania się tego zamiaru zapatrywanie 
teoretyczne na przynależność Wołynia do Korony pozostało u króla 
i Polaków zupełnie niezmienionem. Najlepszym tego dowodem jest 
inny przywilej Warneńczyka, wystawiony również daleko od kraju 
ojczystego. Na kilka miesięcy bowiem przed śmiercią bohaterską, 
10 maja 1444 r., Warneńczyk nadaje towarzyszącemu mu widocznie 
szlachcicowi ruskiemu wieś Rodowicze, mówiąc o niej, że leży >in 
terris nostris Russiae et districtu VVlodimiriensi« ^). Widać stąd, że 
na władzę Swidrygiełły na Wołyniu zapatrywał się w podobny spo- 
sób, jak na jego władzę w powiecie gródeckim, gdzie, jak wspomi- 
naliśmy, król robi również nadania w czasie tamtejszych rządów 
swego stryja, nie wymieniając wcale jego nazwiska*); co więcej, 
widzimy też, że powiat włodzimierski zaliczał taksamo do ziem 
ruskich Korony, jak n. p. gródecki lub jakikolwiek inny czerwo- 
noruski. 

Inna rzecz, że brakowało uznania tego stosunku ze strony 
Swidrygiełły, uznania, że trzymał Wołyń jako dzielnicę koronną 
a nie litewską. 1 tutaj bowiem dotychczasowe twierdzenia histo- 



1) Terr. Leopol. t. 24, s. 529 (oblata z r. 158 1/2); regest tego dokumentu, 
którego kopie nadesłano mi za łaskawem pośrednictwem p. rektora St. Smolki z Ar- 
chiwum krajowego we Lwowie , pomieszczony w AGZ X nr. 88, tego ciekawego 
zwrotu nie zawiera. Miejscem wystawienia jest Kowin alias Raczę, nie Konin, jak 
tam wydrukowano. 

2) For. zapis jego z 15 VI 1442 dla kanclerza Koniecpolskiego na wsi Borta- 
cinie »in terris Russiae et districtu Grodeczensi« (Prochaska: Materyaly arch., nr. 123). 
o. Halecki: Osiataie lata Swidrygiełły. 5 



66 o. HALECKI 

ryków wymagają zasadniczego sprostowania. Według powszechnego 
niemal poglądu Swidr\''giełło miał, jako książę Wołynia, uznawać 
się lennikiem Korony aż mniejwięcej do końca 1445 r., kiedy 
wszedł w analogiczny stosunek do w. księstwa litewskiego^). 
Zapatrywanie to polega jednak na nieporozumieniu, na mylnej 
interpretacyi trzech świadectw źródłowych, które się cytuje na jego 
udowodnienie. Pierwszem z nich jest dobrze nam znany dokument 
tłumacki z 6 czerwca 1440 r., w którym Swidrygiełło rzeczywiście 
uznał się osobiście hołdownikiem króla i Korony. Wykazaliśmy 
jednak w pierwszym rozdziale tej pracy, że wystawiając ten akt, 
Swidrygiełło panem Wołynia wcale jeszcze nie był; został nim 
dopiero w dwa lata później, a w r. 1440 jeszcze nie mógł wiedzieć, 
jaką część w. księstwa uda mu się opanować, czy wogóle i kiedy 
się to stanie; uznał się lennikiem Korony, ale nie jako książę dziel- 
nicowy Wołynia, tylko jako najwyższy książę Litwy, rządził zaś 
następnie na Wołyniu jako jedyny prawowity — z jego punktu 
widzenia — w. książę litewski. Stąd mimo uznawania przezeń, 
przynajmniej według brzmienia aktu tłumackiego, zwierzchności 
Korony, której drugi w. książę litewski, Kazimierz ze swoją radą^ 
nie uznawał, dzielnica jego pozostawała taksamo częścią w. księ- 
stwa litewskiego, jak część bez porównania większa, w której rzą- 
dził Kazimierz. Charakter odrębnego od Litwy księstwa dzielni- 
cowego w rodzaju kijowskiego Olelki, jaki faktycznie musiało przy- 
brać jego państwo wołyńskie, właściwie nic w jego stosunku do 
Korony nie zmieniał: ponieważ po jego utworzeniu żadnego no- 
wego zobowiązania jej nie wystawił, mogła ona liczyć jedynie na 
osłabienie ostateczne związku między Litwą a Wołyniem w czasie 
jego rządów i łatwiejsze wskutek tego oderwanie go od w. księ- 
stwa po jego śmierci. 



1) Pierwszy wystąpił stanowczo z tem twierdzeniem Caro: Gesch. Polens IV 
255, uzasadniając je (w przypisku) pierwszym i ostatnim ze zbijanych niżej dowo- 
dów; za nim poszli Lewicki: Powstanie, s. 283, powołujący się też na poselstwo 
jego do Krzyżaków w r. 1446 (podane za Carem, o. c, IV s. 360, w bardzo ampli- 
fikowanem brzmieniu'), Sroczyński: Elekcya Kazimierza Jagiell., s. 14, Lubawskij: 
Lit.-russkij sejm, s. loó (przeoczą, że w akcie tJumackim jest te£ wymieniony Kazi- 
mierz) i Oczerk istorii, s. 69/70, i inni; Hruszewskij, o. c, s. 232/3, 234, nie wy- 
jaśnia dokładnie stosunku Świdrygielly do Polski bezpośrednio po zajęciu Łucka 
a przed pogodzeniem się z Kazimierzem. Tylko Jabłonowski: Historya Rusi, s. 95, 
trafnie zauważył, ie »pozostawiono Wołyń w ręku Świdrygielły — prędzej nawet jako 
dzielnice litewskac. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRY GIEŁŁY 6/ 

Pogląd, Że Swidrygiełło, zanim pod koniec r. 1445 został jako 
książę Wołynia lennikiem Litwy, był nim taksamo w stosunku do 
Korony, opiera się jednak także na jego poselstwie do w. mistrza 
na początku r. 1446, o którem pomówimy niżej, a w którem miał 
rzekomo oświadczyć, że wobec zmienionego położenia nie uważa 
się już, jako pan Łucka, za wasala Korony, lecz Litwy. Ar- 
gument ten musi jednak odpaść, ponieważ według autentycz- 
nego tekstu owego poselstwa ^) Swidrygiełło oświadcza w niem 
tylko, iż został wiernym sługą w. księcia Kazimierza. Znaczy to 
oczywiście, że uznał Kazimierza w. księciem litewskim, wyrzekł się 
dotychczasowej nieprzyjaźni do niego i własnych pretensyi do tej 
godności, siebie zaś uznał za dzielnicowego księcia na Łucku (choć 
samego Łucka nie wymienia), podległego w. księciu. O poprzednim 
jego stosunku do Korony niema tu ani słowa, a amplifikacya tego 
z'ródła była tylko możliwą z tego powodu, że cytowano je stale 
według streszczenia u jednego z dawniejszych historyków-), nie 
sięgając do samego tekstu, dotąd nie ogłoszonego drukiem. 

Wreszcie jeszcze mylniejszem okazało się ostatnie poparcie 
źródłowe dotychczasowego zapatrywania, pozornie najpewniejsze, 
że mianowicie jeszcze 3 marca 1445 r. Swidrygiełło, nie wiedząc 
oczywiście o śmierci królewskiej, robi w Łucku nadanie ziemskie 
na Wołyniu dla ziemian tamtejszych »z przykazaniem króla Wła- 
dysława Polskiego i Węgierskiego, synowca naszego miłego*^). 
Byłoby to rzeczywiście dowodem, że Swidrygiełło, jako książę 
Wołynia , przyznawał królowi nawet we własnym swoim doku- 
mencie nad tą swoją dzielnicą władzę zwierzchniczą, i to bardzo 
szeroko pojętą, bo uzależniającą nawet jego nadania ziemskie. 
Cytat ten z owego nadania z 1445 r. i myśmy już wyżej*) przy- 
toczyli, ale w innym zupełnie związku, mianowicie przy omó- 
wieniu zakresu władzy Świdrs^giełłowej w powiatach gródeckim 
i szczerzeckim. Okazuje się bowiem z bliższego zbadania treści 
tego aktu, że jest wprawdzie datowany z Łucka, gdzie jego 

1) Ordensbriefarchiv XVII a nr. loó (obecnie pod dat§ lo I 1446) i Hoch- 
meisterregistrant XV s. 428:... »das er des herren grosfursten getruwer dyner wur- 
den ist und sich davor helt und schriebet*. Por. niiej. 

2) Voigt: Geschichte PreuCens, VIII 91, gdzie jednak treść poselstn-a podano 
jeszcze dokJadnie, bez amplifikacyi; taksamo u DaniJowicza: Skarbiec, nr. 1810. 

') Dodatek I nr. 23 ; regest łaciński w inwentarzu archiwom koronnego tJd- 
maczy przytoczone słowa: »ex voluntate et mandato Yladislai III regis Poloniae*. 
*l Str. 22, przyp. 3. 

5* 



68 o. HALECKI 

wystawca w tych latach najczęściej przebywał, lecz Wołynia 
zupełnie nie dotyczy: wieś nadana, Ryczychów, którejbyśmy da- 
remnie tam szukali ^\ leży na Rusi Czerwonej w pobliżu Szczerca 
i należała niewątpliwie do nadanego Swidrygielle powiatu szcze- 
rzeckiego*), ziemianie zaś, którzy ją otrzymali, szlachetni Czoboto- 
wicze, to nie Wołynianie, lecz ziemianie czerwonoruscy, występu- 
jący współcześnie w aktach sądowych lwowskich 3). 

Jako rzekomy dowód władzy zwierzchniczej króla i Korony 
nad Wołyniem, jaką miał uznawać sam Swidrygiełło, dokument 
ten musi odpaść zupełnie; niemniej jednak ma znaczenie wielce 
pouczające pod dwoma innymi względami. 

Po pierwsze uwidocznia nam właśnie całą znamienną różnicę 
między charakterem władzy Swidrygiełły na tych obszarach, które 
otrzymywał w różnych czasach, chwilowo lub dożywotnio, w zie- 
miach Korony w ścisłej od niej i króla zależności, a tą władzą, 
jaką w charakterze tytularnego wielkiego księcia, co prawda uzna- 
jącego zwierzchnictwo Polski, wykonywał w tej części w. księstwa, 
którą w r. 1442 zdołał opanować. Tam, jak n. p. teraz w swem 
»księstewku« grodecko-szczerzeckiem, robi swe nadania z wy- 
raźnem powołaniem się na króla polskiego, tutaj, w ziemi łuckiej 
i włodzimierskiej, robi je z mocy swej własnej władzy monarszej, 
tak że nadania jego wołyńskie z lat 1443 do 1452 niczem, ani 
formą ani treścią, nie różnią się od jego nadań wielkoksiążęcych 
z okresu 1430 do 1438 r. To też inaczej oceniano w późniejszych 
czasach nadania na wieczność, które robił, zresztą niezbyt często, 



*) Lubawski] : Obłastnoje dielenije, s. 536, 54Ó, cytuje również ten dokument 
ale zupełnie mylnie jako przywilej dla ziemian wołyńskich; rzecz jasna jednak, że w ze- 
stawionej przez niego w tam samem dziele topografii Wołynia niema żadnego Ryczy- 
chowa lub Ryczechowa. Wskutek bałamutnego odnoszenia tego dokumentu do Wo- 
łynia i niezastanawiania sie nad tem , gdzie leży Ryczychów, genealogowie dalszy 
popełniali bł^d; mieszali bowiem te wieś czerwonorusk§ z poleskim Ryczowem koło 
Turowa, który Swidrygifello według wzmianki w akcie z r. 15 14 nadał w nieznanym 
bliżej czasie Michałowi Czartoryskiemu (Monogr. Sang. I 183, por. u Lubawskiego, 
o. c, s. 20Ó), i wskutek tego to nadanie Ryczowa odnosili bez wszelkiej podstawy 
do r. 1445, daty nadania Ryczychowa (por. Boniecki: Poczet rodów 34, gdzie tak- 
samo jak potem w Herbarzu III 322 pisze mylnie Ryczów vel Ryczehów; za nim 
Wolff: Kniaziowie 23). 

2) Por. wzmiankę w dokumencie z r. 1463 (AGZ II nr. 97); obecnie należy 
do pow. rudeckiego. 

^) AGZ XIV nr. 1970 ir. 1447) etc; por. Boniecki: Herbarz, IV 15. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 6g 

W terytoryach czerwonoruskich lub (zachodnio-) podolskich, jakie 
dzierżył w pewnych okresach z ramienia Korony, a inaczej 
jego nadania wołyńskie, chociażby z ostatnich lat życia. Co do 
pierwszych, to jeszcze przeszło sto lat póz'niej, na sejmach egze- 
kucyjnych, wątpiono, czy należało je uznać za prawomocne, czy 
Swidrygiełło, mając sam nadaną pewną ziemię lub powiat tylko 
dożywotnio od króla i Korony, »miał facultatem dawać wieczno- 
ści « ^); drugie zaś, wielekroć oblatowane w metryce litewskiej a 
póz'niej za rządów koronnych w księgach sądowych, stanowiły 
niezaprzeczony tytuł własności i właśnie najstarożytniejsze rody 
kniaziowskie i szlacheckie Wołynia umieszczały je na pierwszem 
miejscu, gdy przy tranzakcyach lub sporach majątkowych przed- 
kładały przywileje na swe dobra ^). 

Dalsze znaczenie nadania dla Czobotowiczów polega zaś na 
tem, że stanowi właśnie przez ową wzmiankę o królu jedną ze wska- 
zówek, iż chociaż plan zamiany ziemi łuckiej na chełmską nie 
przyszedł do skutku , chociaż Swidrygiełło rządził swą dzielnicą 
wołyńską w faktycznej niezależności od Korony i nie dał jej ża- 
dnych gwarancyi w sprawie Wołynia na wypadek swej śmierci, 
stosunek jego do Warneńczyka i wogóle do Polski pozostał i nadal 
niezamąconym, zupełnie dobrym. Na to, obok przytoczonego do- 
kumentu, nie brak i innych dowodów. Tak n. p. jak już wspomnie- 
liśmy, jeden z trzech braci Czartoryskich, najgorliwszych stronni- 
ków Swidrygiełły, którzy po zamachu z 1440 r. zbiegli z Litwy 
w różne strony świata, mianowicie kn. Michał, póz'niej, po swym 
powrocie na Wołyń, marszałek dworny tego księcia, zrazu znalazł 
gościnny przytułek właśnie na dworze króla Władysława na Wę- 
grzech i doznał najrozmaitszych dowodów jego łaski: 15 maja 



1) Por. dyskusye w tej sprawie na sejmie lubelskim 1566 (sesye z 25, 27 VI 
i 2 VIII — dyaryusz rekop. w Metryce lit. IX t. 123, przygotowany do druku przez 
S. Ptaszyckiego, użyczony mi łaskawie do przejrzenia przez p. rektora W. Zakrzew- 
skiego), na którym ostatecznie uchwalono, po nierozstrzygniętej różnicy zdań na dwóch 
sejmach poprzednich, że wobec » starodawnego urywania* mają te nadania być uzna- 
wane za ważne »perpetue et in aevum« (Vol. leg. II 682, 719). Przy »rewizyi listów* 
na sejmie 1563/4 r., przy której właśnie nasunęły sie te wątpliwości, przedłożono 
jednak tych nadań Swidrygiełlowych na Rusi czerwonej i zachodniem Podolu tylko 
bardzo niewiele (Ms. Czartor. 1725, s. 194, 2621. 

-) Por. np. grupy nadań, dotyczących tych samych dóbr, a równocześnie obla- 
towanych, w Vni części Archiw Jugo-Zap. Rossii. 



70 o, HALECKl 

1442 r. król nadaje mu wieś w ziemi halickiej i), w miesiąc później 
wydaje dla niego i jego braci ów słynny przywilej, w którym ich 
uznaje za braci -rodowców dynastyi jagiellońskiej i przyznaje im 
prawo pieczętowania się Pogonią 2), wreszcie jeszcze w sierpniu te- 
goż roku troszczy się o dostateczne zaopatrzenie kn. Michała w szaty 
i konie ^). Możnaby wprawdzie tłómaczyć tę łaskawość królewską 
dla jednego z najbliższych Swidrygielle kniaziów staraniem jego 
o zdobycie sobie na Wołyniu stronnictwa przychylnego Koronie, 
ale uwzględnić trzeba, że po pierwsze przyjazne stosunki Czartory- 
skich z Polską, nie skończyły się na tern, nie urwały się nawet po 
śmierci króla, a po drugie że kn. Michał nie był jedynym zwolen- 
nikiem Swidrygiełły, który się zasłużył Warneńczykowi na Wę- 
grzech i cieszył się równocześnie łaską księcia na Łucku i króla 
polskiego. Wszak brat Michała, znany nam dobrze Iwan Czarto- 
ryski, jeden z tych, na których Swidrygiełło najbardziej się opierał 
od początku do końca swych rządów na Wołyniu, zasiada w r. 1445 
dwukrotnie na sądach we Lwowie, gdzie, jak już wspomnie- 
liśmy przy innej sposobności, umieszczono go zaraz obok woje- 
wody Piotra Odrowąża*); wszak »familiaris praeclari domini ducis 
Swidrigelli* pan Fedko Jary również w czasie pobytu na Węgrzech 
otrzymał od króla Władysława dobra na Rusi czerwonej, które 
w r. 1449, widocznie po swym powrocie, bierze w posiadanie za 
zgodą tegoż wojewody i zarazem starosty ziem ruskich Piotra 
Odrowąża^); wszak 13 stycznia r. 1443 Warneńczyk zatwierdza 
w Budzie Stefanowi Ślązakowi (Slesita) przywilej na dobra w po- 
wiecie chmielnickim, należącym obecnie do Podola koronnego, 
jaki mu wystawił sześć lat przedtem stryj królewski »illustris prin- 
ceps dux Swytrigal« ^). Najlepszym jednak dowodem dobrych jego 
stosunków z Koroną jest stwierdzony wyżej fakt, że władał aż do 
śmierci Gródkiem i Szczercem , gdzie wprawdzie, o ile wiemy ze 



*) Stecki H. T. : Z boru i stepu, s. 19Ó/7 (z archiwum klewańskiego, za nim 
Wolff: Kniaziowie, s. 2a), gdzie jednak datę: we wtorek po oktawie św. Stanisława 
biskupa — mylnie oznaczono na 21 V. 

2) Paprocki: Herby, s. 828; wątpliwości co do autentyczności tego przywileju 
(por. zwłaszcza Stadnicki K. : Bracia Wł. Jagiełły, s. 392) uważam wraz z Wolftem 
za zgoła nieuzasadnione. 

3) Dokument z 28 VIII (Ms. ordyn. Zamoyskich 1603 t. IV s. 705). 
*) AGZ XIV nr. CDXCV i DII (26 VI, 20 VII). 

5) AGZ V nr. 128. «; Dodatek I nr. 10. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY y I 

Źródeł, po usadowieniu się w Łucku już nie przebywa osobiście, 
gdzie jednak niejednokrotnie spotykamy w latach 1444 do 145 1 
jego dworzan ^). Musiały się te stosunki naprężyć cłiwilowo, gdy, 
jak zobaczymy, w czasie sporów o elekcyę Kazimierza na tron 
polski stanowczo popierał politykę swego bratanka, lecz po szczę- 
śliwem załatwieniu tej sprawy znikł także dla Swidrygiełły wszelki 
powód do nieporozumień z Polską. Ostatnim ich oddźwiękiem był 
może jego zatarg z ks. Władysławem płockim, panem graniczącej 
z Wołyniem ziemi bełzkiej, na wiosnę 1448 r., kiedy ten książę' 
szkody wyrządzone mu przez Swidrygiełłę na Rusi, oczywis'cie 
w Bełzkiem, chciał pomścić z bronią w ręku^j; zatarg ten gra- 
niczny nie przybrał jednak szerszych rozmiarów i widocznie został 
pokojowo uśmierzony. To też upaść musi dotychczasowe mniema- 
nie o zaciętej nienawiści Swidrygiełły do Korony, do wszystkiego, 
co polskie, w której miał trwać aż do śmierci; że zaś na łożu śmier- 
telnem polecił oddać Łuck nie Polsce, lecz Litwie, to bynajmniej 
nie wynikło z owej ślepej nienawiści rzekomej, lecz z całego ukształ- 
towania się jego stosunku do w. księstwa w poprzednich latach 
i ze stanowiska, zajętego przez Kazimierza Jagiellończyka. Jak zaś 
przyszło do ścisłego zbliżenia się Swidrygiełły do bratanka, któ- 
rego początkowo uważał tylko za szczęśliwszego rywala w zabie- 
gach o tron wielkoksiążęcy, to właśnie należy obecnie wyjaśnić. 
Brak wszelkiej wskazówki w źródłach, jakoby ze strony Kazi- 
mierza i Litwinów zajęciu ziemi łuckiej i włodzimierskiej przez Swi- 
drygiełłę starano się przeszkodzić siłą. Być może, że nie dopuściły 
do tego liczne inne sprawy na północnej, wschodniej i zachodniej 
granicy, które wówczas zaprzątały w. księstwo litewskie, a nienajmniej 
może brak silnego stronnictwa na Wołyniu, któreby z przychyl- 
ności dla panów litewskich zgodziło się na walkę z Olgierdowiczem, 
mającym od dawna tak licznych w tej ziemi zwolenników. Widzie- 
liśmy tylko, jak drogą rozmaitych nadań starano się ze strony 
litewskiej jeszcze w r. 1443 zachować sobie poparcie dotychcza- 
sowych przywódców stronnictwa litewskiego, kn. Sanguszkowiczów, 
choć i to się ostatecznie nieudało. W tym samym czasie ugrunto- 
wano władzę litewską przynajmniej w powiecie krzernienieckim przez 



1) AGZ XIV nr. 1204, 1425, 1447, 1475, 1781, 1790, oraz 2508. 

2) Ordensbriefarchiv XXV 81, obecnie pod dat%: 25 V 144S (relacya wójta 
z Soldau do komtura w Osterrode). 



72 o. HALECKI 

rozdanie tam licznych wsi ^), a jeżeli zapisane w metryce litewskiej 
tuż obok, choć bez podania daty, potwierdzenia kilku dóbr w po- 
wiatach włodzimierskim i łuckim ^) takim ziemianom, których tak- 
samo jak Sanguszkowiczów pozyskać chciano, odnoszą się również 
do r. 1443, to świadczyłyby tylko o ogromnej słabości stronnictwa 
litewskiego w tych częściach Wołynia : dotyczą bowiem tylko pięciu 
czy czterech ziemian w powiecie włodzimierskim, a jednego tylko 
w łuckim, i najwidoczniej 2) również nie osiągnęły swego celu. 
Wiemy wreszcie, że nie udało się nawet oderwanie od ziemi łuckiej 
Korca, która to sprawa pozyskała Litwie tylko sympatye Wasila 
Ostrogskiego. Stąd ogólny wniosek, że zaburzenia wołyńskie w latach 
1442/3, zakończone trwałem ugruntowaniem się rządów Swidry- 
giełły w dwóch głównych powiatach wołyńskich (i — jak wiemy — 
także w Bracławszczyźnie), minęły wprawdzie najprawdopodobniej 
bezkrwawo, zostawiły jednak niewątpliwie po sobie silny antago- 
nizm między nim a Litwą. 

Lecz jeszcze nie upłynęły dwa lata od tych wypadków, gdy 
widzimy radykalną zmianę tego stosunku. Już i czerwca 1445 r., 
Kazimierz wystawia przywilej jednemu z najgorliwszych stronników 
Świdrygiełły Paszkowi Dachnowiczowi , który nieco póz'niej zo- 
staje starostą włodzimierskim tego księcia, i potwierdza mu w nim 
nadania, jakie mu zrobił »diadia nasz kniaź' Szwitrigajł«*). Doku- 
ment ten podpisany przez kilku najwyższych dostojników Litwy 
z Gasztołdem, wojewodą wileńskim, na czele, a także przez zna- 
nego nam dobrze Jurszę, dawnego zwolennika Świdrygiełły a teraz 
starostę krzemienieckiego z ramienia Kazimierza, jest pierwszem świa- 
dectwem pogodzenia się dwóch wrogich dotąd obozów, pierwszem 
zarazem uznaniem zwierzchniczej nad Wołyniem władzy w. księcia 
Kazimierza przez obóz Świdrygiełły i zapewne też jego samego. 
Już bowiem kilka miesięcy później spotykamy go w Wilnie, gdzie 



1) Dok. I s. 5320 (data da sie oznaczyć na tej podstawie, ie przy jednem 
z tych nadań, objętych wspólnym tytułem: >U Kremienci< dopisano »indik 6«. co 
ze względu na nazwiska obdarowanych, oraz świadka kn. Jurja Holszańskiego i pi- 
sarza Kuszlejki odnieść trzeba do r. 1443 , tem bardziej, że bezpośrednio potem 
następuje wspomniane wyżej warunkowe nadanie dla Ostrogskiego , oznaczone t^ 
sam^ indykcy^). 

2) Dok. I s. 53i*-i9. 

3) Fedko Babrokowicz , występujący kilka razy w tych nadaniach Kazimierza, 
otrzymuje 18 XII 1443 od Świdrygiełły wieś w pow. łuckim (Dodatek I nr. 22). 

*) Arch. Sang. I nr. 134. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 73 

wraz z innymi książętami lennymi Litwy i panami litewskimi ra- 
dzić będzie nad najważniejszemi sprawami w. księstwa. 

Cóż spowodowało ten stosunkowo tak nagły zwrot w jego stano- 
wisku? W tym czasie jeden tylko zaszedł ważny wypadek, który 
zmianę tę może wyjas'nić, a jest nim śmierć króla Władysława pod 
Warną. Dowiedział się o niej jego stryj na Wołyniu zapewne na- 
wet wcześniej od brata, któremu trzeba było zawieść wiadomość 
niespodziewaną aż do dalekiej ziemi połockiej, gdzie wówczas wła- 
śnie przebywał ^). Miał więc Swidrygielło dosyć czasu zastanowić 
się nad tern, co oznaczała dla niego ta katastrofa. Przedewszyst- 
kiem pozbawiała go potężnego bratanka, który już od szeregu lat 
zachowywał się wobec niego zupełnie przychylnie, którego zwierz- 
chnictwo, uznane w Tłumaczu , ledwo odczuwał a poparcia mógł 
się spodziewać, zwłaszcza w razie powrotu z Węgier, na wypadek 
wrogich kroków ze strony Litwy. Nadto natychmiast uwidoczniała 
się perspektywa, że teraz i na tronie polskim zasiądzie Kazimierz, 
któremu również w akcie tłumackim wierność obiecywał, wobec 
którego jednak dotąd zachowywał się nieprzyjaźnie. Spokojnym 
widzem rozmaitych zabiegów w sprawie obsadzenia tego tronu nie 
mógł pozostać, jeśli sobie chciał zabezpieczyć i nadal posiadanie 
Wołynia, jeżeli ta jego dzielnica nie miała być biernym terenem 
przechodnim dla Tatarów, napadających podobno za namową Litwy 
ziemie ruskie Korony, albo dla samych Litwinów, którzy również 
właśnie w r. 1444 szli pustoszyć te ziemie w ciągu zatargu z Ma- 
zowszem 2). Nie mógł też Swidrygiełło marzyć o szerszej polityce 
na własną rękę, jak w poprzedniem dziesięcioleciu: zerwały się 
dawno jego związki dyplomatyczne z Zachodem, gdyż nie żył już 
cesarz Zygmunt, który się z nim znosił jeszcze w r. 14373)^ a Za- 
kon krzyżacki , nie odpowiedziawszy nawet na ostatnie poselstwo 



1) Długosz: Historia, V 2. 

2) Cod. epist. I/l nr. 125 (list panów polskich do króla z 26 VIII 1444 ; co 
do pustoszeń przez Tatarów, ciągnących przez Wołyń ku Rusi koronnej por. wiado- 
mość o spaleniu przez nich Ostroga w r. 1443 (Radzimiński : Kniaziowie i szlachta, 
s. 39/40, wzmianka w Arch. Sang. I nr. 40; o innych najazdach na Ruś czerw, i Po- 
dole: Cod. ep. I/l nr. 122, Daniłowicz, nr. 1795 — na Mazowsze: Theiner: Monu- 
menta II nr. 67). 

^) Ordensbriefarchiv, XVII a nr. 172 (obecnie pod datą 19 II 1437) i 131 
(z datą dzienną 29 II, w archiwum obecnie mylnie umieszczone pod r. 1440, należy 
bowiem również do r. 1437). 



74 O- HALECKI 

upadającego księcia w grudniu 1438 r., wszelkie z nim przer- 
wał stosunki^); on sam zas', pan skromnej stosunkowo dzielnicy, 
sędziwy wiekiem, znękany ponadto chorobą 2), nie miał sił do zu- 
pełnie samodzielnego wystąpienia. Niemniej wykluczonem było dla 
niego stanąć w obozie przeciwn3'^m Kazimierzowi lub staraj ącyiri 
się przynajmniej przestrzegać jak najścis'lej wbrew niemu i Litwi- 
nom interesów i postulatów koronnych; nietylko bowiem byłby się 
przez to naraził przyszłemu władcy, którego ostateczna elekcya na 
tron polski od samego początku nie mogła ulegać poważniejszym 
wątpliwos'ciom , lecz co więcej byłby się znalazł w tym samym 
obozie politycznym, co jego wróg śmiertelny Michał Zygmuntowicz 
i tegoż protektorowie i powinowaci, książęta mazowieccy. Zwycię- 
stwo tych , którzy na tronie polskim pragnęli widzieć Bolesława 
czerskiego, mogącego wznowić pretensye piastowskie do całej spu- 
ścizny halicko - włodzimierskiej swego bliskiego krewnego Bole- 
sława -Jerzego Trojdenowicza, a na stolcu wielkoksiążęcym w Wil- 
nie Michałuszkę, który pragnął zemsty za śmierć ojca, zamordo- 
wanego nie bez winy dawnego przeciwnika z bitwy nad Świętą, — 
takie rozwiązanie sprawy byłoby dla Swidrygiełły klęską ostateczną, 
Ale nietylko wspólna obawa przed zemstą ks. Michała zbliża go 
do wrogich do niedawna wielmożów litewskich: nie mógł przecież 
nie spostrzedz, że te dążenia, które przy sposobności elekcyi Kazimie- 
rzowej chcieli urzeczywistnić, mianowicie zagwarantowanie równo- 
rzędności Litwy w stosunku do Polski , utrzymanie litewskiego prawa 
państwowego, wbrew postanowieniom poprzednich unii, zerwanych 
przez nich w r. 1440, zachowanie dla Litwy spornych ziem na 
Rusi południowej, — to były przecież główne punkty tego samego 
programu, z jakim niegdyś on sam się zerwał do walki z Koroną 



*) Napiersky: Index, nr. 1484 (por. też Danilewicz: Skarbiec, nr. 1778), myl- 
nie umieścił pod dat§ 2 III 1442 r. artykuł dodatkowy do traktatu Swidrygiełły 
z Zakonem, odsyłając po sam traktat do Kotzebuego (Switrigail, s. 164); tam jednak 
spostrzega sie, źe jest to znany traktat z 2 III 1402, w którego nagłówku wydru- 
kowano mylnie r. 1442. Że także podany przez Napiersky'ego dokument pochodzi 
z r. 1402 a nie I442, potwierdziła mi listownie Dyrekcya archiwum królewieckiego, 
a następnie sam stwierdziłem na miejscu (Urkundenverzeichnis t. II s. 175, Schieb- 
lade 54, I — 4). Prostuje ten błąd tembardziej, że dostał sie tei do Index actorum 
saec. XV Lewickiego, nr. 236O, choć wskazjJ na tę pomyłkę u Kotzebuego już K. 
Stadnicki: Bracia Wł. Jagiełły, s. 3Ó4 przyp. 184. 

2) »Dux Szwidrigello protunc intirmus* w zapisce lwowskiej z 15 VII 1445 
(AGZ XIV nr. 1419). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 75 

po Śmierci Witołda. Nawet w Tłumaczu nie odstąpił od tego pro- 
gramu w zupełności, gdyż uznał tylko lenne zwierzchnictwo swego 
bratanka, króla polskiego, nad sobą, wielkim księciem Litwy; jakżeż 
mógł odstąpić od programu tego obecnie, gdy stanowiska przeciwne- 
go nie bronił już nikt z rodu Olgierda, jak swego czasu Jagiełło, gdy 
przeciwnie właśnie solidarność rodzinna, która nigdy wśród Olgier- 
dowiczów mimo tylu krwawycti zatargów nie zagasła, nakazywała 
mu stanąć po stronie owego w. księcia litewskiego, którego dotąd 
nie uznawał! Konieczny ten zwrot, uznanie tej godności Kazimie- 
rza, ułatwiała mu osoba w. księcia: nie był to przecież już jego 
śmiertelny wróg, zacięty i przewrotny Kiejstutowicz , lecz młody 
bratanek, który mógł mu być nieprzyjacielem tylko dopóty, póki 
rządy sprawowało w jego imieniu kilku nieprzyjaznych Swidry- 
gielle panów litewskich; teraz zaś właśnie wybitna indywidualność 
dorastającego Jagiellończyka zaczynała się stopniowo wyodrębniać 
z pod bezwzględnego dotąd wpływu najpotężniejszych panów Litwy. 
Dla t3'^ch zaś panów litewskich, którzy poprzednio wobec 
niegdyś przez nich zdradzonego i opuszczonego Swidrygiełły od- 
porne zajmowali stanowisko i oburzali się na oderwanie przezeń 
Wołynia, pozyskanie jego w obecnej chwili było niezmiernie pożą- 
dane. Wszak jednym z głównych powodów, dla których nie chcieli, 
aby Kazimierz przyjął Koronę polską natychmiast i bez zastrzeżeń, 
była także obawa , aby pod wpływem swych nowych poddanych 
nie przyłączy! Łucka, dzielnicy Swidrygiełłowej , do Polski i), 
pragnienie, aby przedtem jeszcze Wołyń Litwie został zabezpie- 
czony. Do tego zaś potrzebnym im był Swidrygiełło, pogodzenie się 
z nim, uznanie przezeń zwierzchnictwa Kazimierza jako w. księcia 
litewskiego jedynie, nim jeszcze w swej osobie połączył tę godność 
z godnością króla polskiego. Za tę cenę byli gotowi uznać na- 
wzajem jego władzę dożywotnią w Łucku-), a ponieważ on sam 
niczego więcej nie mógł się już spodziewać dla siebie, wzajemne 
porozumienie na tym gruncie łatwo mogło przyjść do skutku. 
Ułatwiła je zapewne i ta okoliczność, że przecież nie wszyscy 
z tych panów litewskich, którzy teraz przewodziU w radzie, byli 



*) Długosz: Historia, V lo. 

^) Do tego czasu może sie tylko odnosić wzmianka w tzw. kronice Bychowca 
(Polnoje Sobr. XVII 543), która w niej, jak wskazaliśmy, mylnie lub tendencyjnie 
jest złączona z wiadomością o jego powrocie na Wołyń w r. 1442, że >Kazimierz 
łaskawie go przyjął z wielką czcią i dał mu do żywota Łuck z całą ziemią wołyńską*. 



y6 o. HALECKI 

W czasie walk poprzedniego dziesięciolecia przeciwnikami Swidry- 
giełły: nie mówiąc nawet o Jurszy, który tak łatwo mógł odegrać 
rolę posYednika, sam wojewoda trocki Iwaszko Moniwidowicz, który 
tylko samemu Gasztołdowi ustępował dostojeństwem i możnością, 
wytrwał podczas owych walk przy Swidrygielle aż do ostatniej 
chwili i jeszcze w przeddzień jego zupełnego upadku dzierżył od 
niego Podole i Krzemieniec i), a starosta żmudzki Kieżgajło dobrze 
musiał pamiętać, jak kilkanaście lat temu właśnie za skłonność 
do Świdrygiełły Zygmunt Kiejstutowicz pozbawił go urzędu, uwię- 
ził wraz z jednym z braci, a dwóch innych stracić kazał 2). 

To też już w parę miesięcy po owym pierwszym znaku po- 
jednania, jakim był przywilej Kazimierza dla Paszka Dachnowicza, 
Świdry giełło, naradziwszy się w pierwszych dniach listopada 1445 r. 
z licznie zebranymi (prawdopodobnie w Łucku) panami swej rady^), 
udał się po raz pierwszy od lat wielu do Wilna, na ów ważny 
sejm wszystkich ziem w. księstwa litewskiego, na którym według 
odpowiedzi, udzielonej drugiemu z rzędu poselstwu polskiemu, 
miała zapaść decyzya, czy Kazimierz przyjmie ofiarowaną mu ko- 
ronę ojca i brata*). Zjazd był wyznaczony na dzień św. Andrzeja, 
30 listopada, i wielkiem musiało być zadowolenie, gdy na nim 
obok wszystkich kniaziów i panów Litwy właściwej. Żmudzi i Rusi, 
z biskupem wileńskim na czele, obok Olelki ks. kijowskiego i jego 
synów, zjawił się także ostatni żyjący jeszcze syn Olgierda, wrogi 
dotąd pan na Łucku, » wielki książę « Swidrygiełło. Bez porówna- 
nia wyraz'niej bowiem, aniżeli owe zatwierdzenie jego nadania dla 
Dachnowicza przez Kazimierza, oznaczało to jego przybycie, że 
nietylko mimo swego własnego wielkoksiążęcego tytułu, którego 
używania nie broniono mu aż do śmierci, uznał Kazimierza w. księ- 
ciem litewskim, lecz nadto uznał też siebie samego, jako księcia 



1) Dodatek I nr. 17; W. Semkowicz w monogratii rodu Moniwida, Mieś. 
herald. 1913 s. 184, 189/190. 

2) LEK VIII nr. Ó36; W. Semkowicz w monografii rodu Wolimuntowiczów, 
Mieś. herald. 1914, s. 8, 10. 

*) Dodatek I nr. 24, gdzie u członków jego rady występuje w roli świadków. 

*) Długosz: Historia, V 11; z jego wyrażeniem »conventio generalis cum 
terris Lithuaniae et Samagittiae ac Russiae« zgadzają się ciekawe szczegóły o tym 
zjeździe, podane w poselstwie Kazimierza do w. mistrza z 10 I 1446 (Ordensbrief- 
archiv XVII a nr. 106, obecnie pod datą; Hochmeisterregistrant XV s. 427; bardzo 
krótkie i mało mówiące streszczenia u Voigta: Gesch. PreuBens, VIII 92, i Daniło- 
wicza: Skarbiec, nr. 1809), ^ których korzystamy w tekście. 



OSTATNIE I.ATA ŚWIDRYGIEŁŁY JJ 

na Łucku, takim samym księciem dzielnicowym, podległym zwierz- 
chniczej władzy wielkiego księcia całego państwa Witołdowego, 
jakim był w dzielnicy kijowskiej wnuk Olgierda Olelko, formalnie 
tam osadzony przez Kazimierza lat kilka temu. Z tą też dopiero 
chwilą ziemie Swidrygielle podległe przestały być obszarem oder- 
wanym od dzierżaw Kazimierzowych przez innego pretendenta 
do stolca wielkoksiążęcego i stały się w całej pełni księstwem 
dzielnicowem , lecz oczywis'cie nie dzielnicą Korony, za jakie ich 
Swidrygiełło nigdy nie uznał formalnie, lecz dzielnicą Litwy. Słu- 
sznie mógł tedy powiedzieć, wysyłając, jak to zaraz omówimy, ze 
zjazdu wileńskiego posła do w. mistrza, że stał się wiernym wasa- 
lem Kazimierza. My zaś dodać możemy, że spełniał w ten sposób 
także, co prawda raczej wskutek zbiegu okoliczności aniżeli umyśl- 
nie, zobowiązania przyjęte w r. 1440 w Tłumaczu: według formal- 
nego brzmienia tego aktu uznał bowiem zwierzchnictwo, przyrzekł 
wierność nietylko królowi Władysławowi , ale i bratu jego Kazi- 
mierzowi, a ponieważ pierwszego nie stało, jedynym jego prawnym 
zwierzchnikiem pozostał ten ostatni. Korona starała się zapewnić 
sobie prawo do Wołynia w najrozmaitszy sposób, lecz teraz wła- 
śnie pomściła się niekonsekwencya i niestałość, jakiej się przy tem 
dopuszczała, posługując się raz Zygmuntem przeciwko Swidrygielle 
a raz Świdrygiełłą przeciwko Zygmuntowi i jego następcy: obecnie 
jedyną gwarancyę tych praw miała w aktach unii Zygmunta Kiej- 
stutowicza, których jednak ani Kazimierz, wyniesiony na w. księ- 
cia wbrew postanowieniom tych aktów, ani Swidrygiełło, przeciwko 
któremu one się swego czasu zwracały, nie uznawali. 

Nie myślała też Litwa stanąć na stanowisku w nich \\wra- 
żonem, kiedy teraz Kazimierza na tron polski powoływano. Nie 
wchodząc w szczegóły dziejów tej elekcyi, rozpatrywane już wie- 
lokrotnie w historyografii 1), lecz dotąd nie wyświetlone należycie, 
postaramy się tylko zrozumieć, co Litwini chcieli osiągnąć przez 
taktykę, jakiej się postanowili trzymać na owym zjeździe listopa- 
dowym w Wilnie, i jaką rolę w ich ówczesnej polityce odegrał 
obecny na nim Swidrygiełło. 

Rezultatem obrad wileńskich były dwa poselstwa, które niemal 
równocześnie przybyły na miejsca przeznaczenia, jedno 6 stycznia 

1) Por. bibliografie u Kruszewskiego, o. c, ekskurs 36; od tego czasu przybyły roz- 
prawka A. Kopystiańskiego : Zjazd brzesko -parczowski 144Ó r. (Sprawozd. gimn. w Ko- 
łomyi 1907 8) i komunikat B. Ulanowskiego w Sprawozd. Akad. Umiej. 1910, lipiec. 



78 o, HALECKI 

1446 r. na sejm koronny w Piotrkowie i), drugie 10 stycznia na 
dwór w. mistrza krzyżackiego w Malborgu 2). Oba zastrzegały się, 
że Kazimierz nie jest jeszcze przekonany o śmierci brata, i motywo- 
wały tem jego wyczekujące stanowisko, po za tem zaś treść je- 
dnego i drugiego uzupełniają się w taki sposób, że razem wzięte 
odsłaniają nam sposób postępowania w. księcia i jego rady. Bez- 
warunkowo prawdą jest, że, jak donoszono Zakonowi, usilnie pro- 
szono na zjez'dzie wileńskim Kazimierza, aby na Litwie pozostał; 
prawdą z tem jednak zastrzeżeniem , że nie miano przy tem by- 
najmniej na myśli ostatecznego odrzucenia Korony polskiej, kiedy 
właśnie oświadczono w Piotrkowie, że Kazimierz nie zniesie wy- 
boru innego króla polskiego wbrew swej woli. Z tem samem za- 
strzeżeniem trzeba też przyjąć oświadczenie jego, że na ową prośbę 
odpowiedział obietnicą pozostania na Litwie. Zasadnicze znaczenie 
zwłoki, na której potrzebę godził się Kazimierz z panami litewskimi, 
odsłania nam jedno twierdzenie, które występuje z całym naciskiem 
w obu poselstwach, że mianowicie młody Jagiellończyk jest przy- 
rodzonym dziedzicem Litwy, spuścizny swej po ojcu i dalszycli 
przodkach, jej wielkim księciem z pełnią władzy i obowiązków 
monarszych, a nie księciem -namiestnikiem , przysłanym na czas 
pewien przez Polaków, któregoby oni w każdej chwili odwołać 
mogli. Zaznaczono z góry, że nawet w razie wstąpienia na tron 
polski ten charakter władzy Kazimierza w w. księstwie litewskiem 
się nie zmieni, że unia ma być tylko personalną, tak jak związek 
między Polską i Węgrami, gdy Warneńczyk na prośby panów węgier- 
skich przyjął tron św. Szczepana. Tej unii personalnej na Litwie 



1) Dtugosz; Historia, V 12/13. 

2) Rdine części poselstwa Kazimierza i ŚwidrygieZły znajduje się, wraz z od- 
powiedzią na nie w. mistrza, w Ordensbriefarchiv, rozdzielone tam jednak na dwie 
polowy, z których jedna (XVII a nr. loó) złożoną jest pod datą przedstawienia posel- 
stwa (10 I 1446), druga zaś (XVII a nr. 85) pod datą odpowiedzi i instrukcyi dla 
posI<5w krzyżackich, którzy ją mieli zawieść na Litwę (>vor 14 II u. 14 II I446«); 
całość jest też zapisana w Hochmeisterregistrant XV s. 427 — 438 (por. też s. 618/21). 
Treść tych ważnych aktów, z których korzystał już Voigt, o. c, VIII 91/2, a na 
których się opiera dalszy tekst naszej pracy, dotąd była znaną tylko bardzo niedo- 
statecznie, gdyż Daniłowicz, według którego sie je zwykle cytuje, ograniczył się do 
krótkiego streszczenia, rozbitego w dodatku na pięć numerów (Skarbiec, nr. 1809 do 
1813), a w całości ogłoszono dotąd tylko (LEK X nr. 193, 19Ó) dwa ustępy luźne, 
dla nas najmniej ciekawe. Z nowszych historyków same rękopisy miał przed sobą 
tylko J. Caro: Gesch. Polens IV s. 360/1, lecz, jak się okazuje, treści ich po części 
nie wyczerpał, a po części nie podał dokładnie. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 79 

chciano stanowczo, gdyż niebezpiecznym był wówczas dla panów li- 
tewskich każdy inny król polski a niemniej też każdy inny w. książę 
litewski aniżeli wyrosły pod ich wpływem Kazimierz, ponieważ nadto, 
jak słusznie Długosz zaznacza^), przy takiem właśnie stanie rzeczy 
spodziewali się najłatwiej uzyskać dla Litwy sporne ziemie, jak 
zwłaszcza Wołyń i Podole. Dawano więc Polakom do zrozumienia* 
że Kazimierz dopiero wtedy wstąpi na tron polski , gdy Korona 
się zgodzi na taką formę unii i uzna, że to wstąpienie na tron nie 
jest powołaniem na króla polskiego dotychczasowego namiestnika 
jednej części państwa, którą się przy tej sposobności bezpośrednio 
wcieli do reszty, lecz elekcyą pana i dziedzica innego, odrębnego 
państwa, gdzie i nadal rządzić będzie, zachowując je przy możli- 
wie najobszerniejszych granicach, nie jako król polski, lecz jako 
w. książę litewski. Wiedziano , że trudno będzie skłonić Polaków 
do sankcyi tego, co w r. 1440 po przybyciu Kazimierza stało się 
na Litwie, tj. zerwania formalnego poprzednich aktów unii, lecz 
im dłużej się miały ciągnąć rokowania, tem korzystniejszem to było 
dla Litwinów, ponieważ tem dłużej młody królewicz pod ich wy- 
łącznym, wpływem pozostawał i tem lepiej się uwidoczniało, że 
Kazimierz nie musi opuścić Litwy na wezwanie Polaków, lecz 
raczej łaskę im robi, porzucając dla nich choć na pewne okresy 
czasu ulubione dziedzictwo swego rodu. Sam zaś w. książę zyskał 
na czasie, aby zabezpieczyć Litwy od wewnętrznych zaburzeń na 
wypadek swego odjazdu. Aby jednak skutecznie poprzeć groz'bę, 
mającą przeszkodzić elekcyi innego króla w Polsce, i stopniowo 
skłaniać Polaków do elekcyi Kazimierza na takich warunkach, ja- 
kich pragnęli on i Litwini, postanowiono równocześnie z wysłaniem 
poselstwa do Piotrkowa zabezpieczyć sobie obce poparcie prze- 
ciwko nim , i możliwość w razie potrzeby wywarcia na nich presyi. 
Służyło do tego celu owe drugie poselstwo, wysłane tam, dokąd 
zwykle się zwracała Litwa , gdy jej separatyzm prowadził do za- 
targu z Koroną , do Krzyżaków. 

Sam fakt takiego poselstwa nie miałby, wobec ożywionych 
stosunków dyplomatycznych między Kazimierzem a Zakonem, trwa- 
jących już od początku jego rządów na Litwie, nic uderzającego 
w sobie, gdyby się jego treść ograniczała do tego, co w. mistrzowi 
przedstawiono publicznie: do uwiadomienia o zjez'dzie wileńskim 



1) Historia V i6. 



80 o. HALECKI 

i do omówienia niektór3'-ch spraw handlowych. W tajemnicy dodano 
jednak do tego propozycyę, którą mistrz miał rozważyć również 
tajemnie, z kilkoma tylko dostojnikami Zakonu, propozycyę za- 
warcia ścisłego przymierza między w. księstwem litewskiem a Krzy- 
żakami. Najciekawszem jest jednak dla nas to, co dotąd w tej 
sprawie zupełnie nie było znanem, mianowicie bliższe szczegóły, jak 
plan ten powstał, kto do niego dał inicyatywę i jaki przymierze to 
miało mieć charakter. Otóż wyraźnie przedstawił to mistrzowi 
ten z posłów litewskich, któremu pov;ierzono tę tajną misyę: Ka- 
zimierz dowiedział się od swej rady, jak wielką utrzymywał przy- 
jaźń stryj jego ^) Swidrygiełło z poprzednim w. mistrzem Pawłem 
V. Russdorf; to samo sobie przypomniał sam Swidrygiełło i dla- 
tego przysłał do Malborga wraz z posłami litewskimi także swego 
sługę, aby zaznaczyć swoją solidarność z obecnym w. księciem, 
i dlatego zapytuje Kazimierz, czy mistrz chce taką z nim przyjaźń 
zawrzeć, jaka łączyła jego poprzednika ze Swidrygiełłą. 

Teraz dopiero można należycie zrozumieć znaczenie wspomnia- 
nego wyżej oświadczenia, jakie już przy publicznych przedło- 
żeniach posłów Kazimierzowych złożył wysłannik Swidrygiełły, pi- 
sarz jego Juszko -j, że pan jego stał się wiernym sługą w. księcia 
i prosi mistrza, aby i on również był dobrym przyjacielem Kazi- 
mierza i nim pozostał, w myśl dawniejszych zapisów. Okazuje się, 
że częściowo przynajmniej inicyatywę do owego pomysłu przymierza 
krzyżackiego przypisać trzeba Swidrygielle, że w jego poprzednich 
dziejach znaleziono wskazówkę, jak sobie poradzić w chwili groźnego 
napięcia stosunków z Polską, że związek z Konradem v. Erlichs- 
hausen w r. 1446 miał w tych stosunkach tę samą odegrać rolę, 
co kilkanaście lat przedtem związek z Russdorfem. Zdumienie 
jednak najwyższe musi ogarnąć każdego obznajomionego z dzie- 
jami poprzednich lat, że doświadczenie ówczesne ani Swidry- 
giełłę ani Litwinów nic nie nauczyło: przecież wówczas postę- 



') w samym akcie czytamy wprawdzie »sein vetter«, ponieważ jednak o ża- 
dnym »bracie stryjecznym* Kazimierza mowy być nie moie, a z dalszego ciągu naj- 
wyraźniej wynika, źe chodzi o Świdry gieUc, który jeszcze w tem samem zdaniu jest 
wymieniony imiennie, trzeba przyjąć, że pomylono sie prey przetlómaczeniu ruskiego 
>diadia* na język niemiecki; blednie pisze Caro, 1. c, że była mowa o przymierzu 
mifdzy Russdorfem a Witoldem, o którym nigdzie niema wzmianki. 

2) Juź 20 XI 144Ó ten sam pisarz (>Ljuszko*) spisał Swidrygielle dokument 
w Nieświeżu na Wołyniu (Dod. I nr. 27). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 8 I 

powanie Russdorfa wobec tego księcia i Litwy wogóle było nace- 
chowane takim bezwzględnym egoizmem, takiem pasmem odstępstw 
i zdrad w chwilach ciężkich dla wiernego litewskiego sojusznika, 
że wywoływało nawet zgorszenie innych jego sprzymierzeńców 
niemieckich, jak landmistrza inflanckiego lub cesarza Zygmunta, — 
a teraz na Litwie przymierze z Russdorfem stawiano jako wzór 
naśladowania godny! Zrozumieć można, choć to niezgodnem było 
z duchem unii , że Liwini w r. 1446 na Polskę nacisk wywrzeć 
a własne stanowisko wzmocnić chcieli, boć przecież i Polacy 
niebawem w podobny postąpili sposób przy elekcyi Bolesława ma- 
zowieckiego, mającej wywrzeć presyę na Litwę a ich samych za- 
bezpieczyć na wszelki wypadek; sposób jednak, w jaki Litwa to 
chciała uczynić, można wytłómaczyć tylko ową nieszczęsną skłon- 
nos'cią do Zakonu i ślepem doń zaufaniem, które zaciężyło tak 
fatalnie na całem życiu Swidrygiełły i z którego i teraz jeszcze 
nie zdołał się wyleczyć, a nadto i tern, że, jak o tem doskonale 
wiedzieli Krzyżacy 1), było wśród najwybitniejszych panów litew- 
skich także wówczas >kilku dobrych przyjaciół i zwolenników* 
Zakonu. Niesprawiedliwem byłoby bowiem zrzucić całą odpowie- 
<lzialnos'ć za ryzykowny krok z początku 1446 r. na samego Świ- 
drygiełłę: widzielis'my przecież, że na plan przymierza, analogicznego 
do przymierza z Russdorfem, zwrócili uwagę Kazimierzowi, który 
nie miał jeszcze dosyć doświadczenia i samodzielności, by go odrzu- 
cić, panowie jego rady. Co więcej, nie brak wyraźnej wskazówki, kto 
wśród tych panów był głównym zwolennikiem planu: dwóch bo- 
wiem posłów Kazimierza udało się do Malborga wraz z pisarzem 
Swidrygiełły, Sudiwoj Wolimuntowicz i Iwaszko (prawdopodobnie 
Gojcewicz). Gdy jednak publiczne poselstwo obaj odprawiali wspól- 
nie, tajna misya przypadła samemu Sudiwojowi; a jeśli dodamy 
jeszcze, że ten sam Sudiwoj nie całe dwa lata póz'niej, przy ukła- 
dach litewsko -krzyżackich w Wilnie, odznaczał się nadzwyczajną 
życzliwością wobec delegatów Zakonu, starał się dogodzić im jak- 
najbardziej i wyświadczać im jaknaj więcej grzeczności-), to nie 
omylimy się zapewne, uważając już w r. iąą^/ó tego znakomitego 
pana, zmarłego później na kasztelanii wileńskiej, za przywódcę 
stronnictwa krzyżackiego na Litwie. Nie wchodząc tutaj w po- 



1) LEK X nr. 299 (w. mistrz do mistrza infl. ló II 1447). 

2) LEK X nr. 402 (31 XII 1447). 
O. Ilaleck!: Ostatnie lata Swidrygiełły. 



82 p. HALECKI 

równanie tej jego polityki ze stanowiskiem innych Wolimuntowi* 
czów w tej sprawie, zaznaczamy tylko, źe obok samego Świdry- 
giełły był prawdopodobnie głównym inicyatorem owej propozycyi 
malborgskiej. 

Na szczęs'cie Erlichshausen nie był Russdorfem; był mniej ru- 
chliwym i lekkomyślnym, a bardziej dbałym o zachowanie dawniej- 
szych zobowiązań i bardziej jeszcze od poprzednika swego zagro- 
żonym przez ruch opozycyjny wśród własnych poddanych. Posłowi 
Swidrygiełły odpowiedział tylko z wyszukaną, lecz ostrożną grzecz- 
nością, jak bardzo się ucieszył z tego, źe Kazimierz z nim się po- 
godził i jest jego łaskawym panem, z czego się spodziewa wiele 
dobrego, i z jaką radością słyszy o wszystkiem, co dla Swidry- 
giełły jest pomyślnem. Na wyraz'ną zaś propozycyę Sudiwoja i on, po 
naradzie ze swymi dostojnikami, dał odpowiedz' wyraz'ną, którą 
powierzył poselstwu swemu, odprawionemu miesiąc później, 14 lu- 
tego, z Królewca, a którą jeszcze w czerwcu powtórzyć mieli de- 
legaci Zakonu na zjeździe z panami litewskimi nad Świętą^). Odpo- 
wiedź ta była właściwie tylko odwołaniem się w. mistrza, szcze- 
rem i uczciwem, jak przyznać trzeba, do wiecznego pokoju brze- 
skiego, który, jak zaznaczał, wiązał go zarówno z Polską, jak 
i z wielkim księciem i jego ziemiami, a którego warunków i nadal 
chce przestrzegać, tak że właściwie nowy układ z Litwą potrze- 
bnym nie jest; jeśli zaś Kazimierz mimo to pragnie takiego nowego 
przymierza, niech bliżej określi swą propozycyę, która tak » daleko 
sięga « i jest niejasną, a gdy się okaże, że ona się nie sprzeciwia 
owemu wiecznemu pokojowi, wtedy w. mistrz będzie się starał 
ją urzeczywistnić. Erlichshausen dawał przez to do zrozumienia, 
źe przeniknął zamiar Litwinów, by zużytkować ofiarowane przy- 
mierze w razie potrzeby przeciwko Polsce, źe jednak na zamiar 
podobny zgodzić się nie myśli. 

I Tak więc ponowne wystąpienie Swidrygiełły na szerszej wi- 

downi politycznej nie okazało się ani dodatniem, ani nawet sku- 
tecznem do osiągnięcia celu, któremu służyć miało. Dla jego wła- 
snej osoby wznowienie stosunków z Zakonem miało chyba to zna- 
czenie, że zaczęto się wśród Krzyżaków znowu nieco więcej inte- 
resować jego osobą i losami ziemi wołyńskiej, co przynajmniej 
od czasu do czasu odbija się w źródłach zakonnych następnych 



*) Hochmeisterregistrant XV s. 441 nn. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 83 

lat po zupełnem milczeniu w ciągu ośmiu mniej więcej lat poprzednich; 
urzędowego poselstwa, odwzajemniającego się za przybycie pisarza 
Juszki, do Swidrygiełly nie posłano, lecz pod sam koniec 1446 r. 
jedzie do niego z Malborga nieznany bliżej Nickusz Wilken, dla 
którego, choć miai podobno załatwić tylko sprawy prywatne, sam 
w. mistrz prosił Kazimierza o glejt i list polecający ^). 

Co się zas' tyczy stosunku Zakonu do w. księcia i do 
Litwy po poselstwie Sudiwoja, to istniały wprawdzie w dalszym 
ciągu dość ożywione stosunki dyplomatyczne, tyczące się jednak 
przeważnie tylko spraw granicznych, handlowych i t, p. -), do ro- 
kowań zaś z Polską w sprawie elekcyi Kazimierza w. mistrz się 
nie wmieszał, mimo pewnych obaw, jakie chwilowo pod tym wzglę- 
dem żywiono w Koronie 3), i mimo ponownego w tym celu posel- 
stwa Kazimierza po elekcyi Bolesława mazowieckiego ^). To wycze- 
kujące stanowisko biernego widza Eriichshausen zachował także pod- 
czas ostatecznych układów w Brześciu we wrześniu 1446 r., starając 
się o zachowanie dobrych stosunków z obiema stronami ^). 

Mimo sprzecznych zdań, jakie o tych układach brzeskich i ich 
rezultacie wypowiadano w historyografii, spory polsko-litewskie 
następnych lat w sprawie charakteru unii i przynależności ziem 
ruskich świadczą wymownie, że chociaż obustronni pełnomocnicy 
wzajemne wystawili sobie zapisy ^) i doszli do porozumienia co 
do samej elekcyi, żadna strona nie uzyskała w tych obu głównych 
kwestyach spornych formalnego aktu, któryby zastąpił poprzednie 
akty unii i prawnie zagwarantował ustępstwa strony drugiej. Co 
prawda sama forma rokowań, prowadzonych jak gdyby między 
równorzędnemi, odrębnemi państwami, zapowiadała, że ta >unio 
fraterna«, która je znowu złączyła, przybierze charakter bardziej 
odpowiadający dążeniom litewskim, aniżeli przed r. 1440; wprawdzie 
ujawniało się, że w sprawie obustronnych pretensyi terytoryalnych 



1) Hochmeisterregistrant XVI s. Ilól (w. mistrz do Kazimierza 22 Xn 1 446), 

2) DaniJowicz: Skarbiec, nr. 1818 — 1821, 1823, 1825/6; Ordensbriefarchiv 
XVI a 25 (30 IV 1446); Hochmeisterregistrant XV s. 441, 447, XVI s. 104/5. 

') Danilewicz, nr. 1827/8; Hochmeisterregistrant XVI s. I133/4; Ordensbrief- 
archiv XXV 87 (5 III 1447). 

*) Cod. ep. III nr. 3. ^) Hochmeisterregistr. XVI s. 206/7. 

') Kopie ich otrzymał w. mistrz od niektórych panów polskich i posiał tez do 
Inflant (Hochmeisterreg. XVI s. 259; regest tego pisma w. mistrza podaje LEK X 
nr. 274, lecz pomija początek, dotyczący spraw polsko-litewskich). 

6* 



84 o. HALECKI 

przyszły wspólny władca bardziej sprzyjał Litwie; ostatecznego 
jednak zabezpieczenia swego stanowiska i swoicłi pretensyi pod 
tymi oboma względami spodziewała się każda strona, nie uzy- 
skawszy go w Brześciu, po uroczystem zatwierdzeniu przywilejów 
królestwa polskiego i w. księstwa litewskiego, które Kazimierz 
przy zakończeniu układów zapowiedział i obiecał 1). 

Dla nas ważnym jest przedewszystkiem spór o ziemie Rusi 
południowej, w którym pretensye Litwy, tak jak je Avówczas 
w swym projekcie unii wyraziła 2), obejmowały: i) Łuck i Wło- 
dzimierz, a więc dzielnicę Swidrygiełły, 2) włości oderwane po- 
przednio od Wołynia do ziem ruskich Korony, a więc przedewszyst- 
kiem Ratno i Wietły na północy a Łopacin i Olesko na południu, 
wreszcie 3) Podole, oczywiście tak wschodnie, bracławskie, jak 
i zachodnie, kamienieckie. 

Widać na pierwszy rzut oka, jak ogromną wartość miało 
w tej sprawie dla Litwy pozyskanie Swidrygiełły, szczęśliwie do- 
konane rok temu. Taksamo też, jak na zjazd wileński pod koniec 
r. 1445, tak i na narady, które poprzedzić musiały wyjazd Ka- 
zimierza do Brześcia w lecie 1446 r. ^), udał się Swidrygiełło oso- 
biście do Wilna. Przedtem, w połowie maja, porozumiał się znowu 
z swoimi panami wołyńskimi na zjeździe w Łucku*), a już 21 
maja widzimy go w stolicy litewskiej. Dokument, który tam wy- 
stawił^), przypomina nam, że jego stanowisko rozstrzygało dla Litwy 
nietylko sprawę Wołynia, przez poddanie pod jej zwierzchnictwo 
Łucka i Włodzimierza, ale poniekąd także sprawę Podola. Wiemy 
bowiem, że najpóz'niej w r. 1443 poddała się Swidrygielle także 
Bracławszczyzna; i otóż teraz w Wilnie, w ciągu owych narad, 
o których niestety nic bliższego nie wiemy, zatwierdził pewne 
rozporządzenie, dokonane w tej ziemi przez swego tamtejszego dzier- 
żawcę Wasila Sanguszkowicza. Rzecz jasna, że przez uznanie się 
Swidrygiełły wasalem w. księcia litewskiego dzielnica jego brac- 

1) Cod. epist. 1/2 nr. 6. ^) Cod. epist. III nr. 5. 

') Choć zjazd polsko-litewski w Brześciu odbył się, jak wiadorho, dopiero we 
wrześniu, Kazimierz udał sie tam jui o wiele wcześniej, gdyż już 2 VII 1446 r. wy- 
stawia w Brześciu dokument jako »Rex Polonie, supremus Dux Lytwanie<. (Oryg. 
pćrg. w oddziale rekop. przy Bibliotece publ. w Wilnie, nr. 18). 

*) Dodatek I nr. 25. Wśród pięciu najwybitniejszych panów rady SwidrygieJly, 
tam podpisanych , obecność w Łucku starosty włodzimierskiego dowodzi, ie chodziło 
o zjazd specyalnie zwołany. 

5) Dodatek I nr. 26. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 85 

ławska weszła w ten sam stosunek lennej podległos'ci wobec Litwy, 
co dzielnica łucko - włodzimierska. W tym jednak wypadku taki 
stosunek Litwie nie wystarczał. Na Wołyniu, wobec tego, że Krze- 
mieńcem już władała bezpośrednio, Łuckiem i Włodzimierzem zaś 
pośrednio przez Swidrygiełłę, po którego dożywotniej władzy i te 
powiaty na nią spaść musiały, sytuacya była dla Litwy tak korzy- 
stną, że odzyskanie owych niewielkich stosunkowo włości granicz- 
nych, zajętych przez Koronę, było sprawą mniejszego znaczenia. 
Na Podolu jednak położenie było zupełnie inne: tutaj Litwa nie 
miała nic więcej, jak tylko zwierzchniczą władzę nad jego częścią 
wschodnią, powiatem czyli włością bracławsko- winnicką, cała zaś 
reszta, z Kamieńcem, Latyczowem, Chmielnikiem i innymi zamkami, 
tworzyła województwo koronne. Starania o pozyskanie tego Po- 
dola zachodniego, chociażby drogą zajmowania poszczególnych 
grodów, bliższych krzemienieckiej lub bracławskiej granicy, Litwini 
odrazu chcieli rozpocząć, korzystając z bezkrólewia w Polsce. Do 
tego zas potrzebowali bezpośredniej władzy nad Bracławszczyzną, 
aby módz tam osadzić własnego starostę i zgromadzić siły orężne, 
któreby działały od wschodu, gdy z włości krzemienieckiej otwierał 
się dostęp do Podola koronnego od północy. Potrzebowali jednem 
słowem odstąpienia Bracławszczyzny przez Swidrygiełłę, już teraz 
za jego życia. 

Tak się też istotnie stało. Dowiadujemy się bowiem^), że 
jeszcze przed objęciem przez Kazimierza rządów w Polsce w lecie 
1447 r., Litwini zajęli zamki Międzybóż. Chmielnik i Karawuł, 
uderzyli więc widocznie na Podole koronne i od północy i od 
wschodu, zostali jednak wyparci przez starostę podolskiego Teo- 
doryka Buczackiego, który zajęte grody odzyskał; co więcej, wi- 
dzimy, że rzeczywiście Litwa osadziła w Bracławiu swego wła- 
snego starostę, którym został znany nam jako starosta krzemie- 
niecki Jursza^). Za jego to inicyatywą, wyraźnie zaznaczoną w me- 
tryce litewskiej, rozpoczęto na sejmie wileńskim r. 1447/8, dnia 
19 stycznia 1448, kolonizacyę systematyczną Bracławszczyzny a za- 
razem, jak w powiecie krzemienieckim, ugruntowanie w niej rządów 



») Długosz: Historia, V 38. 

-) Czy zatrzymał przy tem także starostwo krzemienieckie, niewiadomo, gdyż 
przez długi przeciąg czasu starostów krzemienieckich nie znamy; być mote jednak, 
ie w r. 1449 był nim Dowksza , pan litewski, kilkakrotnie wspominany przy nada- 
niach w pow. krzemienieckim z tego czasu (Dok. I s. 30 "> ^i *. 0, 7^. 



86 o. HALECKI 

litewskich przez równoczesne rozdanie przeszło trzydziestu wsi ^), 
i jego też, jako starostę litewskiego w Bracławiu , podejrzywali 
Polacy, że się przyczynił do napadu Tatarów na tak upragnione 
przez Litwę Podole koronne we wrześniu tegoż r. 1448 2). 

Okolicznos'ć, że właśnie przez Bracławszczyznę Tatarzy musieli 
niejednokrotnie przechodzić przy swych najazdach na ziemie ru- 
skie, mógł skłonić Swidrygiełłę do tern łatwiejszego odstąpienia 
tej ziemi kresowej, oddzielonej zresztą od innych jego posiadłości 
przez powiat krzemieniecki i nie przedstawiającej dla niego większej 
wartości. Co do czasu, kiedy to nastąpiło, to wobec zebranych 
wyżej spostrzeżeń dokument jego, dotyczący powiatu bracław- 
skiego, wystawiony w Wilnie 21 maja 1446 r., był może już osta- 
tnim objawem jego władzy w tych stronach; nie jest wykluczonem, 
że cesya na rzecz Litwy nastąpiła jeszcze w czasie tych narad wi- 
leńskich a najpewniej wyprzedzić musiała wyjazd Kazimierza do 
Polski w czerwcu 1447 r. Nasuwa się przy tern bardzo prawdo- 
podobne przypuszczenie, że właśnie wynagrodzeniem za odstąpie- 
nie Bracławszczyzny były różne dzierżawy i posiadłości, które 
Swidrygiełło otrzymał w tym ostatnim okresie swego życia na 
obszarze w. księstwa litewskiego 3), a to tembardziej, że ich 
nadanie musi przypadać na te same mniejwięcej czasy. Chcąc 
to wykazać, musimy się zająć bliżej tą wcale ciekawą a mało zba- 
daną sprawą. 

Tylko o jednem z tych nadań mamy przekaz bezpośredni 
w formie zapiski niedatowanej i bardzo lakonicznej w metryce 
litewskiej, mówiącej nam niestety tylko tyle, że w. ks. Kazimierz 
nadał Swidrygielle Homel *), namiestnictwo litewskie w zadnieprzań- 
skich włościach Białejrusi nad dolnym Sożem. Rzecz jasna, że to na- 
danie odnieść należy do czasu po pogodzeniu się Swidrygiełły z Ja- 
giellończykiem , tembardziej że spotykamy w tejsamej części me- 
tryki nadanie dworu Chalcz, należącego do powiatu homelskiego, 



1) Dok. I s. 463—7 26 wspólnym tytułem »U Brawsiawli u Podolskom« i uwag^ 
końcową »i wsim tym prawił pan Jursza u Wilni o sojmie«. 

2) Długosz, V 57; Cod. epist. I/2 nr. 45. 

3) Por. spostrzeienie F. Pap^e'go (Polska i Litwa I 29) o systematycznem 
przenoszeniu przez Kazimierza Jag. książąt udzielnych z dzielnic kresowych w głąb 
w. księstwa i osadzaniu w ziemiach granicznych własnych namiestników. 

*) Dok. I s. I4». 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 8/ 

podpisane przez Dowgirda ^), a więc świadczące , że Kazimierz 
w pierwszych latach rządów bezpośrednio władał tym powiatem. 
Lecz oddanie go Swidrygielle nie nastąpiło zaraz po owem pogo- 
dzeniu się; jeszcze bowiem w r. 1446 przeznacza Kazimierz Ko- 
rnel wraz z pobliskim Starodubiem i Brjańskiem, a może i Mści- 
sławiem, na uposażenie dla innego księcia, mianowicie zbiegłego 
z Moskwy Wasila Jarosławicza 2). Ten jednak niebawem do Moskwy 
powrócił, gdzie występuje już w roku następnym 3), tak że nada- 
nie Homla Swidrygielle właśnie do tego mniej więcej czasu, r. 1447, 
odnieść można. Obejmowało ono cały ten powiat, tak zresztą 
odległy od jego dzielnicy wołyńskiej, gdyż władając nim (nie- 
wątpliwie aż do śmierci) sam tam robił nadania ziemskie: przy- 
padkowo dowiadujemy się z późniejszego aktu*), z czasu, gdy 
Homel już należał do kn. Możajskich , że od Swidrygiełły otrzy- 
mał trzy wsie w powiecie homelskim jeden z panów litewskich 
najbliższych Kazimierzowi, Andrzej Sakowicz. Nadto dostał Swi- 
drygiełło od w. księcia, niewątpliwie wraz z Homlem, niektóre 
przynajmniej posiadłości w niedalekim od niego powiecie mozyr- 
skim. Niedługo bowiem przed swą śmiercią dodaje do pewnego 
nadania dóbr w powiecie łuckim także wieś Smolihowice, poło- 
żoną według brzmienia dokumentu koło Mozyra ^), którą też od- 
najdujemy istotnie na poł. -wschód od Mozyra, niedalego prawego 
brzegu dolnej Prypeci. 

Nad górn^^m biegiem tej rzeki, na Polesiu, już nie w po- 
dnieprskich włościach w. księstwa , lecz na obszarze pierwotnym 



^) Dok. I s. 14I; było to niezawodnie tylko potwierdzeniem nadania Chalcza 
przez Swidrygielle w poprzednim okresie jego życia, pod koniec 1436 lub w 1437 r. 
(indykcya 15; wzmianka o tym dokumencie w aktach grodzkich nowogrodzkich lóól r., 
archiwum Chaleckich w Cerkliszkach). 

*) Lubawskij: Obłastnoje dielenije, s. 47, gdzie dosłownie przytoczono i oce- 
niono odnośne świadectwa latopisów; por. tei Wolff: Kniaziowie, s. 154. 

*) Danilowicz : Skarbiec, nr. 1848. 

*) W IV księdze Metryki lit. 17 IV 1483 (Akty zap. Rossii I nr. 81 ; Rus- 
skaja istoricz. bibl. XXVn s. 374; że >Jukowicz« należy poprawić na Sakowicz, por. 
Boniecki: Poczet rodów, s. 290/1). Daty wspomnianego tu nadania Swidrygiełły oczy- 
wiście nie podano, zapewne jednak nie pochodzi z poprzedniego okresu, gdy władał 
temi stronami jako w. ksiaże i rywal Zygmunta, ponieważ wówczas Andrzej Sako- 
wicz należał do stronnictwa Kiejstutowicza (por. zestawienie w dodatku III do B. Bar- 
wńskiego : Zigimont Kiejstutowicz, s. 124 nn.). 

5) Dodatek I nr. 39. 



88 o. HALECKI 

województwa trockiego, leżały inne dzierżawy, w których władał 
również Swidrygiełło pod koniec swego życia. Należy tutaj prze- 
dewszystkiem powiat horodecki, tak zwany od Horodka Dawido- 
wego niedaleko ujścia Horynia do Prypeci, graniczący, zdaje się, 
od południa bezpośrednio z ziemią łucką. W tym powiecie Swi- 
drygiełło nadaje w r. 145 1 p. Fedkowi Wojniłowiczowi wieś Nowe, 
należącą poprzednio do niejakiego Radziwiłła, który ją trzymał 
od ostatniego udzielnego księcia horodeckiego Mitka Dawidowicza, 
oczernił jednak swego pana przed w. ks. Zygmuntem Kiejstuto wi- 
ązem , przyprawił go przez to o utratę dzielnicy i życia , sam zaś nie- 
bawem musiał zbiedz na Podole ^). Tyle sam dokument, na którego 
podstawie się przypuszcza 2), że po wstąpieniu na tron litewski 
Kazimierza powiat horodecki, do niedawna, jak widzieliśmy, sta- 
nowiący drobną dzielnicę książęcą, która padła ofiarą polityki cen- 
tralizacyjnej jego poprzednika, otrzymał Swidrygiełło; zapiskę zaś 
w metryce litewskiej, że Horodek wraz z Dworem, oraz Zdzitów 
w powiecie Słonimskim, otrzymała »kniahini Szwitrihajłowa* ^), 
żona Swidrygiełły Anna Iwanówna ks. twerska, tłómaczono w ten 
sposób^), że dostała je po mężu, po swem owdowieniu. Przeciwko 
takiemu zapatrywaniu nasuwają się jednak dwie wątpliwości. Po 
pierwsze wspomniana zapiska » kniahini Szwitrihajłowoj Zditow,^ 
Horodok, Dworiec* itd. następuje w metryce bezpośrednio po zu- 
żytkowanej wyżej zapisce > kniaziu Szwitrihajłu Homieio; (Homel), 
i chociaż obie są niedatowane, choć księga nadań Kazimierzowych 
odznacza się , jak już wspomnieliśmy, chaotycznością układu, prze- 
cież to bezpośrednie następstwo i identyczna stylizacya stanowczo 
nasuwają wniosek, że były to nadania równoczesne, i nic nie 
zmusza do przypuszczenia, że w czasie nadania dla żony Swidry- 
giełło już nie żył. Po drugie zaś ks, Anna Iwanówna w je- 
dnem ze swoich nadań, jakie już po śmierci męża robiła w po- 
wiecie horodeckim, wspomina, że otrzymała Horodek od Kazimie- 
rza >kak kniaź Mitko dierżał« ^), co niewątpliwie się odnosi do 



1) Dodatek I nr. 31. 

2) Por. np. Lubawskij : Oblastn. dielenije, s. 24 (gdzie czytamy nawet, ie Swi- 
drygiełło zaj§ł Horodek i Turów po zabiciu kn. Mitka Dawidowicza przez Zygmunta). 

3) Dok. I s. 14'. 

*) Por. Wolfif: Ród Gedymina, s. lóó. 

5) Rewizja puszcz i pieriechodow, s. 330 115 XII ind. 7, prawdop. r. 1458). 
Dowód podobny znajdujemy też w wzmiance dok. z 1520 r. (Russk. istor. bibl. XX 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGISŁŁY 89 

owego zapisu w metryce litewskiej i zdaje się s'wiadczyć, że tym, 
który przed nią dzierżył Horodek, nie był jej mąż, lecz kn. 
Mitko Dawidowicz Horodecki. Dlatego naszem zdaniem nie sam 
Swidrygiełło otrzymał ten powiat, a po nim jego żona, lecz w tym 
samym czasie, gdy Kazimierz mu nadał Homel, koło r. 1447, 
otrzymała jego żona jako uposażenie, które oczywiście miała też 
zatrzymać po owdowieniu, Horodek Dawidowy, znajdujący się pod 
bezpośrednią władzą wielkoksiążęcą od czasu usunięcia Mitka przez 
Zygmunta Kiejstutowicza. Inna rzecz, że póki żył Swidrygiełło, mógł 
tam w zastępstwie żony załatwiać czynności władcy i tem się tłó- 
maczy jego nadanie dla Wojniłowicza. Taki pogląd jest prawdo- 
podobniejszy i z tego względu, że trudno przypuścić, aby Kazi- 
mierz oddał pod bezpośrednią władzę Swidrygielły drobną chociażby 
dzielnicę książęcą, raz już wcieloną do w. księstwa, a która z po- 
wodu bliskiego sąsiedztwa łatwo w takim razie mogłaby się zespolić 
także na przyszłość z dzielnicą wołyńską. W dalekim Homlu takie 
niebezpieczeństwo oczywiście nie groziło, tutaj zaś zgóry rzecz 
urządzono w ten sposób, że po śmierci Swidrygiełły Horodek, po- 
zostający i nadal jego żonie, odłączał się od Wołynia, do którego 
żadnych jej praw nie przyznano. 

Z innego znowu dokumentu Swidrygiełły z 145 1 r., zawiera- 
jącego nadanie wsi Chrapino w powiecie turowskim ^), wyciągało 
się dotąd wniosek, że Swidrygiełło musiał otrzymać od Kazimie- 
rza także sąsiadujący z horodeckim powiat turowski^). Jest to jednak 
przypuszczenie zbyt niepewne, gdyż przywilej dowodzi tylko, że 
książę rozporządzał jedną wsią tego powiatu, położoną tak blisko 
granicy powiatu horodeckiego, że już Hlinno, pod którem według 
słów dokumentu Chrapino się znajduje, oraz pobliskie Perehodicze 
bywają zaliczane do tego ostatniego powiatu *). Nadto trudno 
przyjąć, aby Kazimierz pozbawiał się choć chwilowo Turowa, 
gdzie, jak wspomnieliśmy, niewiele przedtem ustanowił Wasila 
Ostrogskiego swoim namiestnikiem. Przedewszystkiem zaś wniosek 
tak daleko idący należy odrzucić z tego powodu , że wówczas 
nadanie jednej wsi w Mozyrskiem również by dowodziło, że 



s. 1453), wedJug której mieszczanie zdzitowscy powoływali sie na stosunki »ot kn. 
w. Witowta i za kniehiniu Szwitrihajłowuju i do sich czasow«, 

1) Dodatek I nr. 33. 

^) Lubawskij, 1. c. ; Hruszewskij : Istorija lY^ s. 234. 

*) Lubawskij, o. c, s. 199/200. 



90 o. HALKCKI 

i ten powiat do Swidrygiełły należał; wtedy zaś dzierżawy oddane 
mu (względnie jego żonie) przez Kazimierza, obejmujące aż cztery 
powiaty litewskie, musiałyby tworzyć nową, rozległą dzielnicę 
w w. księstwie, sięgającą od dolnego Styru aż za Soż, która na- 
wet jako wynagrodzenie za Bracławszczyznę byłaby niepropor- 
cyonalnie wielką, a której dobrowolne utworzenie przez Litwę 
jest zupełnie wykluczonem. 

Okazuje się więc ostatecznie, że Kazimierz nadał, prawdo- 
bnie równoczes'nie, koło r. 1447, stryjowi swemu powiat homelski, 
wraz z niektóremi, pewno niewielkiemi posiadłościami mozyrskiemi, 
a żonie jego powiat horodecki , wraz z pewnemi dobrami w są- 
siednich powiatach. Znaczenie tych nadań polega na tem, że 
miały ściślej związać Swidrygiełłę z Litwą, tak jak Grodek i Szcze- 
rzec łączyły go z Koroną. Dlatego należy je uważać za jedno 
z ogniw systematycznej akcyi , za pomocą której Litwa chciała 
sobie zapewnić na wypadek jego śmierci ziemię wołyńską, sta- 
rając się pozyskać i jego samego dla tego zamiaru. 

W akcyi tej Litwa uprzedzała Koronę na każdym kroku. Oka- 
zało się to zwłaszcza przy wspomnianej sprawie zatwierdzenia przy- 
wilejów koronnych i litewskich, przyobiecanego przez Kazimierza 
w r. 1446 w Brześciu. Jeszcze bowiem przed wyjazdem z Litwy 
na koronacyę wystawił w Wilnie, 2 maja 1447 r., obszerny przy- 
wilej ^), w którym zatwierdzał i rozszerzał prawa i swobody ziem 
w. księstwa litewskiego, Rusi i Żmudzi. Przywilej ten, otwierający 
wrota assymilacyi społeczno -ustrojowej z Polską, lecz silnie za- 
bezpieczający równocześnie odrębność państwową w. księstwa, 
roztrzygał także kwestj^ę ziem spornych między Litwą i Polską, 
m. i. też Wołynia, według życzeń litewskich: zawierał uroczystą 
obietnicę Kazimierza, a nawet przysięgę (spondemus), że nie zmniej- 
szy obszaru w. księstwa, lecz zachowa je przy dawnych granicach, 
tych zwłaszcza, jakie miało za czasów Witolda. W ten sposób 
zgóry starano się zapobiedz, aby młody Jagiellończyk nie wystawił 
jako król polski takiego zatwierdzenia przywilejów koronnych, ja- 
kiego się spodziewali Polacy, którzy pragnęli, aby przyjął ich sta- 
nowisko wcielenia ziem litewsko -ruskich do Korony przez obietnicę 
nie oderwania od niej Litwy, Rusi, Podola, Mołdawii 2), albo przy- 

1) Cod. epist. III nr. 7. 

*) Por. projekt zatwierdzenia przywilejów przez Kazimierza z r. 1447 ^^' Cod, 
epist. III. nr. 13, oraz uwagi Sroczyńskiego: Elekcya Kaz., s. 26. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIIŁŁY Cl 

najmniej uznał ich pretensye do owych ziem spornych przez obie- 
tnicę odzyskania ziem bezprawnie odłączonych od królestwa ^). 

Wiadomo, że z tem życzeniem , które Kazimierz po świeżo 
wystawionym przywileju wileńskim odrzucić musiał, zwróciły się 
do niego stany koronne już na pierwszym sejmie po jego koro- 
nacyi, pod koniec sierpnia 1447 r. w Piotrkowie 2), gdzie wobec 
tego rozpoczął się długoletni spór z królem o zatwierdzenie przy- 
wilejów. Specyalnie poruszono już wówczas, obok sporu o Podole, 
także kwestyę wołyńską, wymieniając również ziemię łucką wśród 
tych ziem, co do których król miał wyraźnie obiecać, że ich nie 
odłączy od Korony. Żądanie to jest zrozumiałem tembardziej, że 
bezpośrednio przedtem , przy samej koronacyi, Polacy mogli się prze- 
konać, jak illuzorycznem się stało ich zapatrywanie, jakoby obecny 
władca tej ziemi, Świdrygiełło, trzymał ją z ramienia Korony, i mogli 
odczuć, że właściwie już za jego życia owe grożące > oderwanie* 
jej stało się faktem dokonanym. Zjawił się bowiem przy tym uro- 
czystym obrzędzie także stary Olgierdowicz, lecz, jak to wyraźnie 
wynika z opisu Długoszowego 2), nie jako lennik Korony, tylko 
wśród innych kniaziów litewsko -ruskich, z Holszańskim, Olelko- 
wiczem, Druckim, którzy bezsprzecznie podlegali w. księstwu 
litewskiemu. 

To też nie dziw, że Litwini, nawet ci panowie, którzy, nie 
mogąc zapomnieć dawnych uraz do Swidrygiełły, nie pozwolili na 
umieszczenie w przywileju wileńskim imienia jego wśród poprzedni- 
ków Kazimierza na stolcu wielkoksiążęcym *), przywykłszy uważać 
już za życia Swidrygiełły ziemie wołyńskie jako niezaprzeczoną dziel- 
nicę w. księstwa, jego samego zaś jako jednego z lennych ksią- 
żąt Litwy. 

O ich poglądzie na faktyczną przynależność Wołynia do w. 
księstwa świadczy najlepiej zaraz pierwszy z owych zjazdów pol- 
sko-litewskich, na których po wstąpieniu Kazimierza na tron 
polski tylekroć przedyskutowano obustronne pretensye. Przy ro- 
kowaniach lubelskich pod koniec maja 1448 r., przy których wśród 
przedstawicieli Litwy występuje też jeden z kniaziów wołyńskich, 



*) Por. obietnicę Kazimierza przy zatwierdzeniu przywilejów w r. 1453 u Dłu- 
gosza: Hist. V 141. 

*) Długosz, V 38. ») V 33. 

*) Przy wzmiance o nadaniach poprzednich w. książąt wymieniono, jak na to 
już zwrócono uwagę, tylko Witolda i Zygmunta, dodając co prawda »etc.«. 



92 o. HALECKI 

Wasil Ostrogski (może w charakterze namiestnika litewskiego 
w Turowie?), a po których sam król Swidrygiełłę w Łucku od- 
wiedził^), Litwini, domagając się granic Witołdowych, żądali tylko 
zwrotu Podola i włos'ci oderwanych od Wołynia (Oleska, Łopacina, 
Horodła, Wieteł), o samym zas' Wołyniu, o Łucku i Włodzimierzu, 
wcale nie wspominając); ich zdaniem bowiem już go posiadali 
przez fakt, że Swidrygiełło uznał się lennikiem w, księstwa. 

To ostatnie zapatrywanie uwidoczniło się przez obecność Swi- 
drygiełły i niektórych panów wołyńskich na sejmach w. księstwa 
w Wilnie, czego pierwszy przykład widzieliśmy w listopadzie 1445. 
Brak wyraźnego dowodu, że i Swidrygiełło znajdował się wśród sze- 
regu kniaziów ruskich, którzy na zjeździe wileńskim na schyłku 1447 
i początku 1448 rJ) przysięgali posłom krzyżackim na zachowa- 
nie wiecznego pokoju z Zakonem*), choć jest to bardzo prawdo- 
podobne. Za to mamy wyraźne wzmianki źródłowe, że na sejmie 
listopadowym 1449 r. był obecny w Wilnie jego starosta łucki 
Niemira ^), a na sejmie z początku r. 145 1 sam Swidrygiełło ^j wraz 
z jednym z najmożniej szych panów wołyńskich bratem Niemiry, 
Kozarynem ''). Ważnym jest dla nas zwłaszcza ten ostatni zjazd* 
na którym Swidrygiełło podpisał dokument Kazimierza, uznający 
Jonę metropolitą kijowskim, na pierwszem miejscu pośród przed- 
stawicieli rady litewskiej, bezpośrednio przed księciem kijowskim^). 
Nietylko bowiem brał udział przy tem załatwieniu sprawy cer- 
kiewnej w myśl ówczesnego stanowiska politycznego w. księstwa 



1) Matricularum Summaria I nr. 60 (29 VIII 1448); por. Długosz, V 56. 

2) DJugosz, V 45/9. 

3) Jest to ten sam >sojni«, na którym nastąpiło 19 I 1448 wspomniane wyżej 
rozdanie dóbr w Braclawszczyźnie. 

*) LEK X nr. 402, 406. 

5) III księga Metryki lit. (Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 10 1). 

«) Russk. istoricz. bibl. VI nr. 67; pojawienie się tutaj, na czele rady litew- 
skiej, Świdrygiełly i Olelki jest tem znamienniejsze, że, jak słusznie wskazano (Leon- 
towicz w Żurn. minist. narodn. prosw. 1907, z. 9, s. 139) w radzie Kazimierza Jag. 
książęta udzielni występują tylko bardzo rzadko. 

') Dok. I s. 50'. 

8) O znaczeniu tego dokumentu por. Lewickiego: Unia florencka w Polsce, 
s. 50/1, i Kruszewskiego: Istorija, V 528, gdzie właśnie Świdrygielle i Olelce, do 
którego sie równocześnie z prośbę o opiekę dla prawosławia zwraca sam Jona (Russk. 
bibl. VI nr. 66), przypisano główne starania w tej sprawie. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 93 

i, zdaje się, też duchowieństwa wołyńskiej dzielnicy i), lecz mu- 
siał też uczestniczyć przy naradach w sprawie Podola i Woły- 
nia, jakie za inicyatywą panów litewskich wówczas się toczyły 2). 
Twierdzenie Długosza, że wtedy większość postanowiła odstąpić 
cfd zamiaru odebrania tych ziem Koronie, można interpretować 
jedynie w ten sposób, że co do Podola porzucono zamiar zajęcia go 
siłą, jak to w r. 1447 spróbowano, a co do Wołynia uchwalono 
nie czekać, ażby wyzyskanie faktycznego stanu rzeczy wjrwołało 
groźne z Polską starcie, lecz starać się o ugodowe uznanie go przez 
Koronę. Słuszność takiej interpretacyi wynika ze stanowiska Litwy 
w tej sprawie na następnym zjeździe polsko-litewskim, którego 
projekt powstał właśnie wśród narad wileńskich w styczniu i po- 
party przez króla, spodziewającego się, że rozwiązanie sporów te- 
rytoryalnych usunie trudności przy zatwierdzeniu przywilejów ko- 
ronnych 2), urzeczywistnił się pod koniec września w Parczowie. 
Tam bowiem Litwini ponowili swe żądanie, aby im oddano 
wszystkie ziemie sporne, przy czem tym razem obok Podola i oder- 
wanych od Wołynia włości oleskiej i ratneńsko- wietlińskiej wy- 
mienili także, dzielnicę Swidrygiełły *). To ostatnie było z ich 
stanowiska potrzebnem tem bardziej, że niedługo przed zjazdem 
parczowskim Polacy, którzy dotąd w sprawie wołyńskiej zacho- 
wywali się zupełnie biernie, zrozumieli, iż wobec starości i postę- 
pującej choroby Swidrygiełły zbliża się decydująca chwila, i zapo- 
wiadali, iż zajęciu Łucka przez Litwinów nawet wbrew królowi 
sami przeszkodzą ^). 

Wiadomo, że w Parczowie do żadnego porozumienia nie 
przyszło. Dalszy zaś bieg wypadków należy już do dziejów opa- 
nowania Wołynia przez Litwę, obustronnych w tym kieruku usiło- 
wań bezpośrednio przed i po śmierci jego dożywotniego władcy. 
Aby te starania, ich skutki i wynik ostateczny należycie zrozumieć, 
trzeba jednak poznać poprzednio stosunki wewnętrzne w dzielnicy 
Swidrygiełłowej. 

Widzieliśmy, że dzieje spraw zewnętrznych tej dzielnicy wyczer- 
puje niemal całkowicie ukształtowanie się jej stosunku do Korony i do 



1) Russk. istor. bibl. VI nr. 72 (28 X 145 1, nie 1452!); pismo, w którem 
episkop włodzimierski DaniJ , przeklinając imię papieża i metropolity Izydora i skła- 
dając \vyznanie wiary, poddaje się Jonie i za to otrzymuje jego błogosławieństwo. 

2) Długosz, V So. 3) Ibid., V 86. 
*) Ibid., V 95/7. 5) Ibid., V 90. 



94 O- HALECKI 

Litw^, przy czem coraz bardziej zbliża się do tej ostatniej i w jej 
polityce bierze udział. Zatarg graniczny z Władysławem mazo- 
wieckim, panem ziemi bełzkiej, o którym wspominaliśmy wyżej, 
możemy uważać jako oddźwięk stanowiska Swidrygiełły w spra- 
wie obsadzenia tronu polskiego, ponieważ także Władysława w za- 
targach między jego bratem stryjecznym i domniemanym spad- 
kobiercą Bolesławem i Michałem Zygmuntowiczem z jednej a Ka- 
zimierzem z drugiej strony do przeciwników w. księcia litewskiego 
zaliczyć trzeba i). Długie zas' spory i walki Jagiellończyka z »Mi- 
chałuszką« jeszcze w r. 1451 dały się we znaki dzielnicy Swi- 
drygiełły albo przynajmniej jego najgorliwszom stronnikom; Ta- 
tarzy bowiem, u których syn Zygmunta szukał pomocy, chcieli 
pomścić śmierć jego ojca na przywódcy zamachu z 1440 r. kn. 
Iwanie Czartoryskim, znajdującym się teraz zwykle przy boku Swidry- 
giełły. Zdaje się, że w tym celu urządzili napad na kn. Iwana 
na samym Wołyniu, gdyż musiał umknąć przed nimi samoczwart 
i schronić się aż w Trokach 2). Było to zdaje się jedynem zamą- 
ceniem pokoju, jakiego zażywali Wołynianie w czasie dziesięcio- 
letnich rządów Swidrygiełły. 



*) Por. Caro: Gesch. Polens, IV 261/2. 
2) LEK XI nr. 157. 



III. Rządy Świdrygiełly na Wołyniu 1442 — 1452: stosunki 

wewnętrzne. 

Chcąc ze skąpych źródeł owych odległych czasów wydobyć 
jaknajdokładniejszy obraz wewnętrznego życia Wołynia w okresie, 
gdy po raz ostatni Wołyń miał osobnego, dzielnicowego księcia, 
należy poznać w miarę możności: i) samą ziemię, jej granice, po- 
dział i zasiedlenie, 2) jej mieszkańców, ich stosunki rodzinne, sta- 
nowe i narodowościowe, 3) sposób rządzenia, stanowisko w tych 
rządach tak księcia, jak też i poszczególnych grup i warstw pod- 
danych, udział w nich społeczeństwa. Przedmiotem naszych docie- 
kań będzie więc przedewszystkiem ustrój terytoryalny, społeczny, 
i polityczny. W tych ramach będą też musiały znaleść pomieszcze- 
nie rzadkie niestety, luźne i niewyraźne szczegóły z innych dzie- 
dzin wewnętrznego życia, stosunków wyznaniowych, kulturalnych, 
gospodarczych. Obok dzielnicy Swidrygiełły na Wołyniu, ziemi 
łuckiej i włodzimierskiej, nieraz trzeba będzie uwzględnić także 
powiat krzemieniecki, chwilowo wyodrębniony pod bezpośrednią 
władzą Litwy, czasem też rzucić okiem na Bracławszczyznę, o któ- 
rej najmniej wiemy. 

Na wstępie niepodobna nie podnieść niektórych trudności 
metodycznych. Poprzednie prace, liczne i cenne, nad ustrojem ziem 
litewsko - ruskich w małym tylko stopniu mogły nam przyjść z po- 
mocą , gdyż zadanie nasze zasadniczo od nich odbiega przez ogra- 
niczenie się do stosunkowo niewielkiego terytoryum i bardzo krót- 
kiego okresu. Naszem zdaniem jednak przy obecnym stanie wia- 
domości z tego zakresu, zwłaszcza gdy chodzi o wiek XV, tylko 
takie badania szczegółowe mogą uchronić przed niepewnemi uogól- 
nieniami i niebezpiecznymi wnioskami retrospektywnymi, przygo- 
tować syntezę. W naszym zaś wypadku będą zarazem przygoto- 
waniem do poznania stosunków wewnętrznych Wołynia pod bez- 
pośrednimi rządami Litwy za Kazimierza, omówionych w ostatnim 



g6 o. HALECKI 

rozdziale pracy. Źródła, nasze, nawet przy tak ograniczonym przed- 
miocie badań, nie będą znowu tak ubogie, jakby się na pierwszy 
rzut oka zdawać mogło, choć oczywis'cie będziemy się opierali 
wyłącznie na świadectwach s'ciśle współczesnych, uzupełniając je 
conaj wyżej dokumentami z czasu rządów Swidrygiełły na Wołyniu 
w poprzedniem dziesięcioleciu i z czasu opanowania go przez Litwę 
bezpośrednio po jego zgonie. Trudnos'ci przeto sprawia mniej 
brak źródeł, aniżeli ich rodzaj, mianowicie jednostronny a niemal 
wyłączny charakter nadań ziemskich, oraz lakoniczność a nieraz 
i niedokładność^) tych z nich, które się przechow^ały tylko w re- 
gestach trzeciej księgi zapisów metryki litewskiej. Przy studyach 
nad ustrojem terytoryalnym trudności te powiększa chwiejność 
terminologii geograficzno -administracyjnej tych z'ródeł, a nadto, 
taksamo jak przy badaniach nad osadnictwem, rozsiedleniem ro- 
dowem i kolonizacyą ziemską, znana trudność odszukania wielu 
ówczesnych nazw na dzisiejszych mapach. 

Na samym początku jedno zwłaszcza narzuca się spostrzeże- 
nie, że mianowicie nigdzie, w żadnem źródle, pochodzącem z ba- 
danych przez nas lat, nie spotyka się dla owej całości terytoryal- 
nej na jaką się później złożyły powiaty włodzimierski, łucki i krze- 
mieniecki, utartego określenia: Wołyń, ziemia wołyńska, które 
poprzednio było w użyciu 2) a ponownie się przyjęło dopiero nieco 
później, gdy pod rządami litewskiemi powiaty te złączyły się na 
stałe w jedną administracyjną jednostkę, późniejsze (od r. 1566 
dopiero) województwo wołyńskie^). Za czasów Swidrygiełły w przy- 



^) Jako t}'powy przykład, jakim przekręceniom podległy czasem określenia to- 
pograficzne przy zapisywaniu w księdze nadań Kazimierzowych, o której powstaniu 
wyiej była mowa, niech służy wyliczenie dóbr Paszka Dachnowicza w zapisce me- 
tryki z 10 I 1452 r. (Dok. I s. 49^*), porównane z wymienieniem tycti samych miej- 
scowości w przywileju Kazimierza z i VI 1445 (Arch. Sang. I nr. 134), zachowa- 
nym w oryginale. 

2) Por. nadania Witołda »w ziemli wołynskoiej< r. 1420/ 1 (Arch. Sang. I 
nr. 26, 28 — pow. krzemień.); o genezie nazwy Wołyń uwagi Jabłonowskiego w Źró- 
dłach dziej. VI s. LII, a zwłaszcza A. Szelągowskiego i X. J. Fijałka w Sprawozd. 
Akad. 1910 luty i 1911 kwiecień. 

'j Wzmianki o »Wołyniu< lub >ziemi wołyńskiej* w ustępach latopisa litewsko- 
ruskiego, odnoszących się do czasów przez nas badanych, oczywiście wobec znacznie 
późniejszego spisania tego źródła niczego nie dowodzą. Tylko w jednem z zaregestro- 
wanych w metryce lit. nadań wołyńskich Kazimierza z 1442 r. użyto określenia »u Wo- 
łynie (Dok. I 54''j. O rozciąganiu się nazwy Wołynia za rządów litewskich także na 
Bracławszczyznę , mowa będzie niżej. 



i 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 9/ 

wilejach nadawczych i w aktach urzędowych niema wcale takiej 
ogólnej nazwy dla terytoryum, znanego nam jako Wołyń, i okre- 
śla się je jedynie przez nazwę jego stołecznego grodu Łucka, 
dodając do tego czasem określenia tego rodzaju co »z ziemią 
swoją <i). Istotnie bowiem nietylko u piszącego nieco póz'niej 
Długosza 2), nietylko w źródłach krzyżackich 3) spotykamy stale 
wyrażenie » ziemia łucka* w znaczeniu szerszem aniżeli sam Łuck 
z swoim powiatem: całą dzielnicę Swidrygiełły, jaką uzyskał w r. 
1442, określa kancelarya koronna jako »gród Łuck z całą ziemią 
swoją* *j, a w kancelaryi litewskiej nadania, obejmujące wsie nie- 
tylko łuckiego (w ścisłem znaczeniu), lecz i peremilskiego (o któ- 
rym niżej I a nawet włodzimierskiego powiatu zaopatrywano w na- 
główek »u Łucku* lub »u Łucku u wielikom* °). Tylko gdy cho- 
dziło o szczególnie dokładne określenia terytoryalne , jak n. p. 
przy sformułowaniu pretensyi litewskich w r. 1446^) albo wcze- 
śniej nieco w aktach unii Zygmunta Kiejstutowicza ^), wymieniano 
osobno oba najważniejsze grody, główne centra ziemi, o którą 
chodziło, a więc i Łuck i Włodzimierz. Rzecz wysoce znamienna, 
że zwłaszcza w owych ostatnich aktach, mających przecież najwy- 
raźniej zabezpieczyć prawa Polski do Wołynia po s'mierci Zygmunta, 
trzeciego z tych głównych grodów wołyńskich , Krzemieńca nie wy- 
mieniono, co miało się odbić jeszcze w sporach o Wołyń w r. 1569 8). 

1) Por. np. przywilej Jagieliy dla ziemi Juckiej z 30 X 1432 (Cod. ep. Ii 
nr. 82), nkZad Swidrygiełły z panami ruskimi z 4 IX 1437 (ibid. nr. 91), projekt 
oddania Swidrygielle Chełmszczyzny w zamian za Łuck (Ms. ord. Zamoyskich 1603 
t. III s. 218 9), wzmiankę o wyprawie na Łuck w zapisce lwowskiej z 21 U 1452 
(AGZ XIV nr. 2562) i t. p. 

2j Dopiero pod r. 1466 pisze, jak raz już wskazaliśmy, »terra Luczensis, quae 
Wolhinensis antiąuitus dicebatur< (V 464, por. I 22, 193, 347). 

8) Por. Ordensbriefarchiy LXXVin a nr. 160 (20 VI 1453); Raczyński: Kod. 
dyplom. Litwy, s. 112/3 (r. 1410 zamiast 1453); LEK XI nr. 321. 

*) >Castrum Luczko cum tota sua terra* ma Świdrygiełło oddać w zamian za 
Chełmszczyznę (Ms. ordyn. Zam., 1. c). 

*) Por. np. nadanie dla Niemiry z r. 1449 (Russk. istoricz. bibl. XXVn s. 10 1) 
oraz Dok. I s. 49* iw zestawienia z Arch. Sang. I nr. 491, 50^. Nadanie dla Dow- 
girda we »włości łuckiej* w r. 1442 (Arch. Nieśw. I nr. 889), obejmuje również wsie 
peremilskiego i włodzimierskiego powiatu (por. Dok. I s. 49'*'). 

«j Cod. ep. III nr. 5. 

') Wydane z oryg. w dodatkach do cyt. rozprawy B. Bar«'ińskiego. 

^) Por. twierdzenie ówczesnego starosty krzemienieckiego a zarazem wojewody 
wołyńskiego ks. Al. Czartoryskiego, »iż Krzemieniec w Polsce nie jest*, omówione 
w pracy mojej o Przyłączeniu Podlasia, Wołynia i t. d. s. 155. 
o. Halecki: Ostatnie lata Świdrygiefly. 7 



98 o. HALECKI 

W związku z tern spostrzeżeniem oraz z wskazanymi wyżej do- 
wodami , jak często w drugiej połowie XIV i pierwszej XV wieku 
powiat krzemieniecki od ziemi łuckiej bywał odłączany i osobne 
przechodził koleje, nasuwa się wniosek, że określenie »Łuck« lub 
>ziemia łucka* w szerszem znaczeniu, obejmującem też Włodzi- 
mierz z powiatem, rdzenny Wołyń w znaczeniu najściślejszem, na 
Krzemieniec się nie rozciągało. Krzemieniecczyzna stanowiła raczej 
jedną z owych włos'ci - powiatów Wołynia, które, jak ratneńska, 
lubomelska, oleska itd., silniej się od niego wyodrębniały, łatwiej 
się od niego dawały odrywać i łączyć z innemi ziemiami przy- 
ległemi (n. p. Krzemieniec z wschodniem Podolem), łatwiej odpa- 
dały bądź' to do Korony, bądź też, jak Krzemieniec w r. 1442, 
do Litwy. 

Zniknięcia samej nazwy >Wołyń« w omawianym okresie nie 
trudno wytłómaczyć. Wszak w znaczeniu pierwotnem rozciągała 
się ona na całą ową dzielnicę starej Rusi, która sięgała od krań- 
ców Małopolski aż do dzielnicy kijowskiej, od ziemi brzeskiej 
i Polesia pińsko - turowskiego aż do granic Rusi halickiej i w głąb 
stepów >Ponizia«, kamienieckiego i bracławskiego Podola. Otóż, 
jak wiadomo, w stuletniej epoce walk polsko-litewskich o te ob- 
szary ten Wołyń pierwotny przestał istnieć jako całość, a jedno- 
stkami historycznemi stały się jego poszczególne, większe i mniej- 
sze włości, ziemie i powiaty, o zmiennych bardzo losach. Ustalenie 
stosunków nastąpiło właśnie w połowie XV w., kiedy niektóre za- 
chodnie włości wołyńskie, z Chełmem i Bełzem jako głównymi 
ośrodkami, odpadły raz na zawsze do Rusi czerwonej, reszta zaś 
dawnego Wołynia t. j. Wołyń rdzenny z Łuckiem i Włodzimie- 
rzem (»ziemia łucka« w szerszem znaczeniu) oraz włość krzemie- 
niecka utrwaliły się, po przejściowym okresie Swidrygiełłowym» 
na wiekową przeszło przestrzeń czasu w posiadaniu Litwy. Uzy- 
skawszy, jak niżej opiszemy, w r. 1452 ową >ziemię łucką>, Litwa 
złączyła ją oczywiście, jak n. p. także w latach 1438 do 1442, z po- 
siadaną już Krzemieniecczyzna, a ponieważ była to większa część 
całego pierwotnego Wołynia, ponieważ, jak pisze Długosz pod 
r. 1466, właśnie ziemia łucka >Wolhinensis antiąuitus dicebatur*, 
na ten właśnie obszar przeniosła się niebawem, jeszcze za Kazi- 
mierza, dawna nazwa Wołynia. Ponieważ zaś, jak zobaczymy, za 
rządów litewskich aż do ich końca (do r. 1566) łączyła się admi- 
nistracyjnie z tym obszarem także pozostała Litwie część Podola, 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 99 

mianowicie Bracławszczyzna , została i ona w tym czasie nazwą 
Wołynia objęta i zaliczała się aż do ustanowienia odrębnych 
województw, wołyńskiego i bracławskiego, do powiatów wołyńskich. 
Zaznaczyło się to wyraz'nie, mimo zmian w 1566 r., jeszcze trzy 
lata później przy wcieleniu południowej Rusi do Korony ^). Wy- 
nika z tego wszystkiego, że jeśli, mówiąc o połowie XV wieku, 
łączymy powiaty włodzimierski , łucki i krzemieniecki pod nazwą 
Wołyń, to popełniamy pewnego rodzaju anachronizm, konieczny 
jednak ze względu na utartą od wieków całych terminologię. Trzeba 
nam tylko pamiętać, że wobec rozbicia pierwotnego Wołynia a nie- 
utworzenia się jeszcze późniejszego z epoki litewskiej, Wołyniem 
»par excellence« jest włas'nie dzielnica Swidrygiełły, »ziemia łucka* 
w szerszem znaczeniu, z Łuckiem i Włodzimierzem. Tem łatwiej 
zrozumieć nam będzie niżej taki n. p. drobny na pozór szczegół, 
jak z marszałka ziemi łuckiej a następnie marszałka ziemskiego 
dzielnicy Swidrygiełłowej powstał w końcu marszałek ziemi wo- 
łyńskiej w czasach litewskich. Do łączenia zaś >ziemi łuckiej* 
z Krzemieniecczyzną w jedną całość uprawnia nas przynajmniej to, 
że łączono je w ten sposób, z tym samym co później podziałem 
na trzy główne powiaty, w ciągu tego krótkiego czasu, kiedy po 
upadku Swidrygiełły w r. 1438 a przed utworzeniem jego nowej 
dzielnicy w latach 1442/3 Litwa rządziła bezpośrednio już całym 
tym obszarem: mamy bowiem zapisane w metryce litewskiej dwie 
(znane nam już) grupy nadań z tych lat z nagłówkiem »U Kre- 
mienci i w Łucku i w Wołodimieri*, względnie »U Łucku i w Wo- 
łodimieri, u Kremienci* ^). 

Niełatwo przychodzi wykreślić granice całego tego teryto- 
ryum, Wołynia w utartem znaczeniu tego słowa, w badanym przez 
nas okresie. Wobec braku oznaczenia jakiejkolwiek części tej gra- 
nicy w źródłach współczesnych jedynym możliwym sposobem do 
osiągnięcia tego celu jest drobiazgowe sprawdzanie, o ile granice pó- 
źniejsze, znane nam stosunkowo lepiej, zgadzają się z oznaczeniem 
przynależności terytoryalnej poszczególnych miejscowości w doku- 
mentach z połowy XV wieku. Z czasów co prawda późniejszych 
o wiek cały znamy najdokładniej granicę od strony ziem ruskich 
Korony, a więc od zachodu i południa, podaną drobiazgowo przy re- 



*) Por. w pracy cytow. w poprzednim przyp. s. 57/8, 172. 
») Dok I s. 558°-^, 531*°". 

7» 



lOO o, HALECKI 

wizyi granicy między Koroną a w. księstwem litewskiem w r. 1 546 1). 
Okazuje się, że odłączając oczy\vis'cie od Korony te włos'ci, ongi 
wołyńskie, które odpadły włas'nie za życia Swidrygiełły (Wietły, 
Ratno, Luboml, Horodło, Łopacin, Olesko), pozostawia ona przy 
Wołyniu te wszystkie wsie bliskie granicy, które spotykamy sto 
lat przedtem jako należące do powiatów włodzimierskiego, łuckiego 
i krzemienieckiego z kilkoma tylko tak nieznacznymi wyjątkami ^), 
że -raczej tylko potwierdzają zasadniczą zgodność. Poczyniwszy te 
drobne poprawki, możemy więc przyjąć jako fakt zgóry prawdopo- 
dobny, że tę część granicy oznaczyć wypada zgodnie ze stosunkami 
o stulecie jedno późniejszymi. Ten sam wniosek nasuwa się co 
do granicy wschodniej, a to z tego powodu , że chodzi o granicę 
naturalną, utworzoną przez rzekę Słucz ^j, od jej kolana na półn.- 
zachód od Chmielnika, gdzie bieg jej zwraca się ku północy, aż 
niedaleko zapewne jej ujścia do Horynia. Jedno tylko i tutaj trzeba 
uczynić zastrzeżenie. Choć bowiem w r. 1437 dobra zwiaholskie 
zaliczają się do powiatu żytomierskiego^), a więc do Kijowszczyzny, 
choć i później znowu, za czasów litewskich, Zwiahel do ziemi 
kijowskiej należy-), okazuje się, że w r. 1446 kniaziowie Zwia- 



1) To ciekawe oznaczenie granicy starannie przeniósł na mapę Kolankowski 
L. : Zygmunt August, w. ksi§źe Litwy, s. 281 — 285 i tablice IX — XI. Oprócz map, 
doZ^czonych do tego dzieła, uwzględnialiśmy przy opracowaniu naszej mapy histo- 
rycznej Wołynia także mapę w. księstwa litewskiego dołączona do Lubawskiego : 
Obłastnoje dielenije (gdzie jednak mylnie włączono do Wołynia Luboml, Ratno i Wietły), 
Atlas historyczny Jabłonowskiego, oraz mapę południowej Rusi przed unia lubelska 
przy IV t. Istoriji Ukraini-Rusi M. Kruszewskiego. 

2) I tak w połowie XV w. należały do Wołynia: i) Kreczów nad Bugiem koło 
Litowiia (Archiw Jugo-Zap. Kossii VII/i nr. 3''), skąd wniosek, ie granica trzymała 
sie tutaj Buga, a nie odbiegała nieco ku wschodowi, jak w XVI w. (Źródła dziejowe 
XVIII 220, o powodach zmiany por. Akty JZR I s. 89), 2) Zacharowce nad Bohem, 
Ga południowych krańcach pow. krzemienieckiego (Dodatek I nr. 5), co świadczy, że 
granica nie szła tutaj Bożkiem, koło Kotiużyniec, jak sto lat później (Kolankowski, 
o. c, s. 285), lecz sięgała do źródeł samego Boha. 

3) Por. jednak trafne spostrzeżenia Jabłonowskiego (Źródła dziej. XIX s. 8 
wstępu) o ruchomości tej granicy, która nigdy nie schodziła się dokładnie z samem 
korytem rzeki. 

*) Dodatek I nr. 11. 

5) Lubawskij, o. c, s. 241 ; Arch. Sang. I nr. 117 (r. 1499: >w powietie ki- 
jewskomc). Juź w r. 1486 przeznacza się dań miodową zwiaholską dla wojewody ki- 
jowskiego (Russk. istor. bibl. XXVII s. 237). Por. tei A. Z. Rossii I nr. 77 i cyt. 
wyiej uwagi Jabłonowskiego; później w XVI w. Zwiahel znów należy do Wołynia. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY lOI 

4 

holscy należeli, jak raz już wskazaliśmy, do rady Swidrygiełły ^), 
z czego wynika, że i pograniczny Zwiahel nad Stuczą przyłączo- 
nym został do jego dzielnicy wołyńskiej. Największe jednak tru- 
dności sprawia granica północna, o której nawet w późniejszych 
czasacli wobec braku dokładnycłi świadectw i niewątpliwycli chwiej- 
ności ^) nie wiemy na pewno, gdzie przecinała dolny bieg prawych 
dopływów Prypeci. Rzecz jasna, że dla naszych czasów pewnych 
wskazówek jeszcze mniej. Źródła wskazują nam tylko niektóre 
miejscowości, które napewno należały do dzielnicy Swidrygiełły, 
od których więc trzeba granicę posunąć ku północy: są to nad 
Stochadzią Obzyr'), nieco dalej na wschód Sierchów ^), nad Sty- 
rem Czartoryjsk jako ośrodek udziału kn. Czartoryskich ^), nad 
Horyniem Stepań z przyległemi wsiami aż do Tutowicz^), nad 
Słuczą zaś należąca również do Stepańszczyzny Łuchcza ■^). Wy- 
nika z tego, że i z tej strony granica odpowiadać musiała mniej- 
więcej już w XV wieku późniejszej granicy północnej wojewódz- 
twa wołyńskiego. 

Na tak odgraniczonem terytoryum, obejmującem więc do- 
rzecza południowych dopływów Prypeci (z wyjątkiem ich dolnego 
biegu) aż do lewego brzegu Słuczy, a sięgaj ącem między Horodłem 
i Żdżarami aż do Bugu, koło Zacharowiec zaś aż do źródeł Boha, 
musimy jeszcze oznaczyć granice, odłączające od ściślejszego Wo- 
łynia Krzemieniecczyznę, a od ziemi łuckiej w ściślejszem znacze- 
niu powiat włodzimierski. Co do pierwszej z tych granic, to znane 
nam współczesne wzmianki źródłowe, wśród których naczelne miej- 



1) Dodatek I nr. 27. 

2) Por. cytowana wyżej mapę Kruszewskiego i uwagi do niej, s. 501/2. 

3) Akty Jugo-Zap. Rossii I nr. 29; Dok. I s. 49^ (r. 1452). 

4) Dok. I s. 49S (r. 1452). 

5) Oświadczenie Czartoryskich przy rewizyi zamków wołyńskich 1545 r., źe 
>imenie hołownoie otczyznu naszu Czortoryesk maiem ne w powetie wolynskom, ale 
w litowskom« (Źródła dziej. VI s. 29), które już nieraz nasuwało wątpliwości, mojem 
zdaniem było tylko powołaniem się na egzempt z powiatu miejscowego, którym się 
cieszyły ich dobra ojczyste, tak jak inne dobra mocniejszych kniaziów i panów w. 
księstwa w XVI w. 

*) Dobra stepańskie i wsie stepańskich bojarów Fedorowiczów podane w pó- 
źniejszej wzmiance o nadaniu dla Jerzego Holszańskiego (Arch. Sang. III nr. 112; 
por. Wolff: Kniaziowie, s. 98/9), o którem pomówimy w IV rozdziale; o odwiecznej 
przynależności tych okolic do Wołynia por. oświadczenie tychże Fedorowiczów w r. 
151 1 (Russk. istor. bibl. XX s. 688). 

') Wspomniana w tem samem nadaniu. 



102 O. HALEOKI 

V 

sce zajmuje sprawa korecka, pozwalają nam utożsamić ją w głównym 
zarysie (z pewną tylko różnica na zachodzie) z granicą północną 
powiatu krzemienieckiego w wieku XVI i), stanowiącą jak gdyby 
przedłużenie granicy między powiatem łuckim a Koroną (ziemią 
bełzką), tak że Krzemieniecczyzna, górne dorzecze Ikwy, Horynia 
i Słuczy, przedstawia się jak gdyby szeroki pas ziemi, przyległy 
do wschodniej połaci s'ciślejszego Wołynia od strony południowej. 
Za to dos'ć znaczne zmiany w porównaniu ze z'ródłami z drugiej 
połowy wieku XVI dają się stwierdzić na granicy między Łuckiem 
a Włodzimierzem; cały szereg dokumentów współczesnych wska- 
zuje wyraz'nie, że w połowie XV wieku granica ta była posuniętą 
dość znacznie ku zachodowi, na korzyść powiatu łuckiego, do któ- 
rego należą wówczas Obzyr^) i włość mielnicka z Piaseczna 3) na 
północy, a Twierdyń, Kisielin, Hubin, Markowice i t. d. *) na po- 
łudniu. Tembardziej więc była wtedy ziemia łucka, nawet w ści- 
ślejszem znaczeniu, głównem centrum Wołynia nietylko co do wa- 
żności politycznej, lecz także co do rozległości. 

Bardziej szczegółowe badania okazują jednak, że chcąc głę- 
biej wniknąć w ustrój terytoryalny Wołynia z czasów Swidrygieł- 
łowych, nie wolno się ograniczyć do utartego, w myśl analogii 
z późniejszą epoką, podziału na trzy powiaty: włodzimierski, łucki 
i krzemieniecki. Widzieliśmy wprawdzie, że już wówczas, zwłaszcza 
gdy cały ten obszar się łączył pod władzą Litwy, podział ten sta- 
nowił jakoby schemat główny, i rzeczywiście przy określeniach po- 
łożenia różnych wsi w dokumentach nadawczych te trzy powiaty 
są stosunkowo najczęściej wymieniane. Ale spotykamy też wcale 



1) Granice wewnętrzne powiatów wołyńskich w drugiej poJowie XVI w. ozna- 
czyć można według regestów poborowych , wydanych przez Jabłonowskiego w Źró- 
dłach dziejowych (t. XIX), a zużytkowanych przezeń w Atlasie historycznym. Por. 
nadto oznaczenie granic powiatów litewskich w r. 1565, wyd. u Lubawskiego : Sejm, 
dod. 55. — Wspomniana różnica co do granicy łucko - krzemienieckiej polega na tem, 
że półn. -zachodni zakątek późniejszego pow. krzemienieckiego naleiał w badanych 
przez nas latach do włości- powiatu peremilskiego (Korsów, Siestratyn: 1452 r. Akty 
JZR I nr. 29), części powiatu łuckiego. 

-} Akty JZR I nr. 29 (1452). 

3) Akty Zap. Rossii I ur. 53^ (1450); Dok. I. s. 49"'' (1452); także w pierw- 
szej połowie XVI w. włość mielnicka zaliczała się jeszcze do pow. łuckiego (Arch. 
Sang. III nr. 99, 130; Źródła dziej. VI s. 33 — r. 1507/45 — taksamo u Lubaw- 
skiego, 1. c, s. 160/1). 

♦) Akty Zap. Rossii nr. 53 ^ ; dodatek I nr. 29 (Ośmiechowicze) i 36 (1451)- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY IO3 

często określenia inne, wspominające o przynależności różnych siół 
wołyńskich do innych powiatów (po za tymi trzema), do różnych 
odrębnych włości. 

Zużytkowanie tych ciekawych wzmianek nie jest łatwem 
z dwóch powodów. Po pierwsze są one z natury rzeczy przypad- 
kowe, dorywcze, rozrzucone po niekompletnym oczywiście matę 
ryale dokumentowym, i dlatego nie dają systematycznego pojęcia 
o podziale całej ziemi; po drugie zaś trzeba wziąć pod uwagę 
chwiejność terminologii źródeł litewsko -ruskich, nawet urzędowych, 
przy używaniu określeń: ziemia, powiat i włość. W naszym wy- 
padku chodzi głównie o te dwa ostatnie terminy. Z pierwszym 
bowiem spotykamy się w badanych dokumentach tylko wyjątkowo, 
przy czem nie wiemy, czy w danym wypadku i) wyrażenie » ziemia 
łucka* jest użyte w znaczeniu szerszem lub ciaśniejszem, przeciwsta- 
wionem jednak w każdym razie w sposób bardzo znamienny » włości* 
krzemienieckiej. Co do » powiatu*, to wiadomo, że wyraz ten w obrę- 
bie ziem litewsko -ruskich oznacza bez rozróżnienia obszary zupeł- 
nie odmienne co do swego stanowiska w ustroju państwowym 
i swej rozległości, bądź' to całe obszerne dzielnice, bądź też znowu 
drobne stosunkowo ich części; to też nie może wcale zadziwić, jeśli 
w niektórych wypadkach przy wysnuciu z różnych wzmianek źró- 
dłowych ostatecznego wniosku jeden taki »powiat« (w znaczeniu 
skromniejszem) okaże się częścią innego. Możliwie jeszcze chwiej- 
niejszym co do swego znaczenia jest termin > włość* 2), którego 
wywód etymologiczny od pierwiastku » władania* 2) pozostaje lo- 
gicznym bez względu na to, czy oznacza księstwo obszerne czy 
też jakiejkolwiek wielkości kompleks dóbr. 

Przechodząc do zastosowania tych ogólnych uwag do doku- 
mentów wołyńskich z połowy XV wieku, stwierdzamy już na 
pierwszy rzut oka, że w tych konkretnych wypadkach w zupeł- 



1) Dodatek I nr. 2 (1433); por. nadto wyrażenie »z ziemlany woJynskoje i wo- 
łodimierskoje ziemli« w późniejszym znacznie (1488 r.) dokumencie Kazimierza Jagiel- 
lończyka (Russk. istor. bibl. XXVII s. 424). 

^) Por. w najnowszej literaturze ciekawe spostrzeżenia W. Kamienieckiego : 
Rozwój własności na Litwie, s. 95/Ó; nadto teź u Kruszewskiego, V 294. 

') Analogiczne znaczenie pierwiastkowe ma napotkany wyjątkowo termin 
>dierżenie< (Dodatek I nr. 14 r. 1438 »w pow. łuckim, dierżeniu połońskim*), iden- 
tyczny niewątpliwie z > włością*. W dokumentach łacińskich XVI w. włość nazywana 
bywa >comitatus« (por. np. Arch. Sang. III nr. 112, 178, 181 — »comitatus alias 
Yoloscz* i t. p.). 



I04 o. HALECKl 

ności się potwierdzają. I tak terminu »powiat« używa się w nich 
taksamo do oznaczenia całej (w ściślejszem znaczeniu) ziemi łuckiej 
od Obzyra na północy aż do okolic Buremla na południu i), jak 
też i do określenia małego obszaru koło Radomys'la (między tymże 
Buremlem a samym Łuckiem), kilku najwyżej siół i dworów, na- 
zwanych »powiatem« radomyślskim 2), choć leżą w obrębie owego 
powiatu łuckiego; albo znowu czytamy o jakimś opowiecie* bere- 
zeńskim ^), w okolicach Berezna nad Słuczą , a z innego znowu 
dokumentu z tychże lat dowiadujemy się, że to samo Berezno na- 
leży do powiatu łuckiego *), jak to zresztą wobec jego położenia 
geograficznego zgóry można było przypuścić. Niemniej różnoznacz- 
nym jest oczywiście termin » włość*. Słyszymy o włości łuckiej, 
gdy jest mowa o całej łuckiej ziemi, a to nawet prawdopodobnie 
w najszerszem znaczeniu ^), a w innym znowu przywileju nadaje 
się w powiecie łuckim Basowo z włością swoją ^), obszar stosun- 
kowo niewielki, identyczny conajwyżej z owemi dziesięcioma sio- 
łami, które w tych stronach, oprócz samego Basowa, obdarowana 
rodzina posiadała po kilkudziesięciu latach '^). Wreszcie podnieść 
trzeba, źe w łatwo zrozumiały sposób oba te chwiejne terminy się 
spotykają i pokrywają. Pewne kompleksy ziemskie różnej wielkości, 
lecz stanowiące naturalnie zawsze tylko cząstkę ziemi powiatu (w szer- 
szem znaczeniu), do którego należą, a więc szereg wsi i dworów, 
skupiających się około jednej znaczniejszej czy większej osady lub 
nawet grodu, ich pierwotnego ośrodka gospodarczego, nazywają 
się naprzemian powiatem (w ciaśniejszem znaczeniu) albo też wło- 
ścią: tak n. p. w powiecie włodzimierskim leży włość turijska^), 
czasem też turijskim powiatem zwana ^). Zastrzedz się przy tern 
należy, że te włości - powiaty nie zawsze tworzyły zarazem jedno- 
stki majątkowe, dziedzictwo tego samego rodu lub jednolity 
kompleks dóbr hospodarskich; pokrywały się stale z takiemi je- 



1) Akty JZR I nr. 29 (1452); czasem uźjrwano nawet w późniejszych czasach 
dla całego Wołynia określenia powiat (np. Arch. Sang. III nr. 175 r. 1517: »zie- 
mianie hospodarskije wolynskoho powietu«). 

2) Dodatek I nr. 27 (1446). 

') Dok. I s. 491* (1452); por. o tej samej wsi: >JabIonno danniki u Berexnom« 
w Arch. Sang. I nr. 134 (1445). 

*} Dodatek I nr. 27. ^) Por. wyżej, s. 97, przyp. 5 (r. 1442). 

•) Dodalek I nr. 3 (1434). ') Arch. Sang. I nr, 69 (1470)- 

8) Dok. I s. 56" (b. d., kolo r. 1452?). 
") Dodatek I nr. 25 (1446). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I05 

dnostkami chyba jedynie w odległej epoce pierwotnego zawłaszcze- 
nia. W XV zaś wieku obok takiej np. włości -powiatu koszerskiego 
(w pow. włodzimierskim), który już poznaliśmy jako dziedzictwo 
kniaziów Sanguszkowiczów ^), widzimy też włość-powiat ostrogski, 
gdzie obok samego Ostroga, gniazda starożytnego udziału książę- 
cego, leży wieś hospodarska Mieżyriecze , przechodząca z nadania 
Swidrygiełłowego w posiadanie możnej rodziny szlacheckiej -). 
W czasach, o których mówimy, zachował się tylko związek czysto 
terytoryalny, łączący wszystkie osady pewnej takiej włości z główną 
jej miejscowością, od której wzięła nazwę. Związek ten odbija 
się też w odmiennem od wspominanego dotąd a wielce chara- 
kterystycznem określaniu położenia: zamiast n. p. powiedzieć, że 
dana wieś leży we włości mielnickiej czy turijskiej, z'ródła dodają 
do jej nazwy tylko krótki zwrot »u Mielnici« lub »pod Turijskom*^). 
Stąd o miejscowościach, użytych do takiego określenia, jak w da- 
nych przykładach Mielnica i Turijsk. zgóry przypuścić można, że były 
centrum, podobnej włości, choćby brakowało wyraźnej wzmianki. 
W przykładach dotąd przytoczonych poznaliśmy już znaczną 
część tych powiatów- włości ściślejszego Wołynia, o jakich nam 
z'ródła ówczesne przekazały wiadomość. Są to więc w powiecie 
włodzimierskim: włość koszerska, obejmująca część powiatu na le- 
wym brzegu Turji*), i turijska, szereg osad nad tą rzeką i na pra- 
wym jej brzegu w górę i w dół od samego Turijska ^j; w powie- 
cie łuckim zaś: włość mielnicka, między kolanem Stochadzi koło 
Podryża ^) a granicą powiatu włodzimierskiego, połońska nad dolną 
Połonką koło samego Łucka "), radomyślska na lewym brzegu Styra, 
nieco w górę od ujścia Ikwy, o nieznanej bliżej, lecz w każdym 



ij Arch. Sang. I nr. 37 (1441). ^) Dodatek I nr. 8 (1437). 

3) Dok. I s. 55I. 13. 

*) O rozległości dóbr koszerskich por. cytowany już poprzednio dok. z 1404 r. 
(Monogr. XX, Sanguszków I 58), tudzież akt podziału włości koszerskiej w r. 1502 
(Arch. Sang. III nr. 147). 

') Dok. I s. 5513 (1442I, s. 56" (koło r. 1452: Kustycze); Dodatek I nr. 25 
(r. 1446: Zadyby). Nadto w dok. z lat 1502— 1515 (Arch. Sang. III nr. 51, 13Ó, 153). 

^) Dok. I s. 551 (1442: Biereg), 49', 50^ (1452: Piaseczna, Podryie). Nadto 
w dok. z lat 150914 (Arch. Sang. III nr. 99, 138). 

') W dok. z r. 1438 powiedziano o kilku osadach, że leż§ w pow. łuckim 
a »dzierieniu« połońskiem (Dod. I nr. 14); że tu chodzi o włość-powiat, tego do- 
wodzi akt z r. 1507 ipowiat połoński na Wołyniu, wieś służąca od wieków »k' Po- 
łonoj* — Rusłk. ist. bibl. XX s. 5Ó6/7), mówiący o sprawach z połowy XV wieku. 



I06 o. HALECKI 

razie niewielkiej rozległości, torhowicka nad dolną Ikwą ^), basow- 
ska obejmująca grupę osad w środku obszaru otoczonego kolanem 
Horynia koło Hoszczy, żukowska 2) na zachód a ostrogska ^) na 
południe od poprzedniej nad Horyniem, stepańska nad dolnym 
Moryniem *) i berezeńska na lewym brzegu dolnej Słuczy, Umyśl- 
nie opuściliśmy peremilską, o której dokładniej trzeba będzie 
wspomnieć. Nadto dodać należy kilka włości powiatu krzemie- 
nieckiego: zbaraską, w jego zakątku poł. - zachodnim 5), szumską, 
na północ od górnego Horynia, przy granicy łuckiej^), i kuźmiń- 
ską , nad górną Słuczą ''). 

Zgóry trzeba być przekonanym, że wobec wskazanej przypadko- 
wości wzmianek źródłowych wykaz ten dalekim jest od zupełności; 
możnaby nawet wyrazić bardzo prawdopodobne przypuszczenie, 
że taką włość tworzyły także n. p. znane nam dobrze dobra koreckie, 
choć nie są wyraźnie tak nazwane w znanych nam źródłach współ- 
czesnych. Ważniejszem jednak od podobnych domysłów i wnio- 
sków, wydobytych ze źródeł późniejszych 8), jest zasadnicze pytanie, 
czy cały obszar każdego powiatu (w szerszem znaczeniu) rozpadał 
się na takie włości , jak gdyby niższego rzędu komórki podziału 



1) Włość torhowicka wspomniana dop. w doli. z r. 1509 1 1527 (Arch. Sang. 
III nr. 98, 317, lecz już w nadaniu ŚwidrygieJły z r. I437 (dod. I nr. 7) sieliszcze 
Staj (może późn. Dorohostaj ?) w pow. łuckim jest nazwane »torhowickoje sieło«. 

*) »U Żukowie* w dok. 144Ó r. (dod. I nr. 28), wyraźne wzmianki o »powie- 
cie* żukowskim 1501/2 r. (Leontowicz: Akty, nr. 574, 587, 628). 

8) »Districtus ostrogoviensis« jui 1386 (Arch. Sang. I nr. 5, por. 16); yterra 
et districtus ostroviensis« 1507, zamek O. z cał§ włością 1511 (tamie III, nr. 80, II5). 

*) Według dok. z r. 1511 (Arch. Sang. III nr. 112) Kazimierz Jagiell. nadał 
ks. Jerzemu Holszańskiemu (w poł. XV w., o czem niżej !) Stepań »cum toto comi- 
tatu alias wloszci§«. 

5) Krupowicz: Zbiór dypl. nr. 16 (1434); spis wsi, należących do Zbaraża, 
z r. 1463 w Arch. Sang. I nr. 57. 

*j Dok. I s. 55! (1442: »Smordow a Turja pod Szumskom«). 

■<) Dok. I. s. 55^. 10 (1442). O jej obszarze por. też dok. z r. 151 7 (Arch. 
Sang. III nr. 178, por. 186, 204); należał do niej wówczas też Krasiłów. 

8) Tak n. p. w dokumentach z r. 15 18 (Arch. Sang. III nr. 181, 183) znaj- 
dujemy wiadomość o włości kołkowskiej (Kołki nad Styrem, w górę od Czartoryska) 
w pow. łuckim, do której należały Raznycze na preciwnym brzegu Styru, i o »distri- 
ctus Polonensis*. (Połonne we wschodnim pow. krzemienieckim), przeciwstawionym 
powiatowi luckiemu; w r. 1531 ks. Outrogski wspomina o włości rówieńskiej (Arch. 
JZR VIII, 4 s. 3Ó6); nadto przy rewizyi zamków wołyńskich w r. 1545 przedłożono 
dokument (nieznany) Kazimierza Jagiellończyka, wzmiankujący o włości śmidyńskiej 
(na poł. od Wyżwy w pow. włodzimierskim — Źródła dziej. VI s. ló). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY lO/ 

terytoryalnego. Odpowiedź kategoryczna jest niemożliwą, naszem 
jednak zdaniem musi raczej wypas'ć przecząco. Nie chodziło o po- 
dział systematyczny na drobniejsze jednostki, lecz raczej tworzyły 
się one samorzutnie, w miarę rozszerzania się osadnictwa od jakiejś 
osady dawniejszej na sąsiednie bezpos'rednio okolice, zgodnie z wa- 
runkami topograficznymi, zwłaszcza zaś hydrogaficznymi. Na sto- 
pień wyodrębnienia się takiego terytoryum wpływały oprócz wa- 
runków miejscowych także inne okoliczności: jego rozległość, 
zjednoczenie w ręku jednego włas'ciciela — n. p. wytworzenie się 
osobnego udziału książęcego, nie najmniej zaś bliskość granicy 
owej większej jednostki terytoryalnej, powiatu-ziemi, w skład któ- 
rej wchodziło, i spowodowane tem położeniem kresowem przewroty 
polityczne. Z tego to właśnie powodu wyodrębniły się tak silnie 
a ostatecznie odpadły do Korony owe tylekroć wyliczone zacho- 
dnie włości wołyńskie i z tejsamej też przyczyny rozluźnił się 
związek między ziemią łucką a tak rozległą stosunkowo » włością* 
krzemieniecką, która, jak widzieliśmy, jeszcze za czasów Swidry- 
giełły wyjątkowo tak bywała nazywaną i), choć już tworzyła wów- 
czas powiat w szerszem znaczeniu, równorzędny z włodzimierskim 
lub łuckim, osobne przechodziła losy polityczne i miała w swym 
obrębie szereg włości pomniejszych. 

Najciekawszego jednak przykładu takiego rozpoczętego, lecz 
ostatecznie nie dokonanego przekształcenia się jednej włości po- 
wiatu łuckiego w powiat zupełnie osobny dostarcza nam » po- 
wiat « peremilski. Jest to pas pograniczny powiatu łuckiego od 
strony Korony, wsunięty między powiaty włodzimierski i krzemie- 
niecki, z Peremilem nad Styrem jako główną miejscowością, obszar, 
którego granice źródła pozwalają wyznaczyć całkiem dokładnie 2). 
Choć zaliczał się do włości łuckiej w szerszem znaczeniu % choć 



1) Dodatek I nr. 2 (1433), 5 (1437) — a nawet Arch. Sang. III nr. 470 (z r. 
1533). Już Hruszewskij {V 294 przyp. l) przypuścił, ie pow. krzemieniecki powstał może 
przez chwiejność przynależności tego kresowego terytoryum w walkach polsko-litewskich, 
i odrzucii słusznie domysł Lubawskiego (Oblastn. diel., s. 209), jakoby miał początek 
swój w efemerycznem księstwie kriemienieckiem. 

3j Dok. I s. 54I8. 55" (1442: Mirków, Szybienoje); Arch. Sang. I nr. 134 
(1445: Berestki), nr. 48 (1451: Lipa); Archiw JZR VIII/4 nr. 7 (1451: Choluniew 
i t. d); Akty JZR I nr. 29 (1452: Korsów, Siestratyn); Dok. I s. 4911 (1452: Zwi- 
niacz), 4910 (Pieczychwosty, Skrykołowy, Bodaczów, Smyków); Leontowicz: Akty, 
nr. 299 (1496: Kołodieże). 

') Por. wyżej, s. 97 przyp. 5 (1442). 



I08 o. HALECKI 

W ramach owego głównego podziału na powiaty włodzimierski, 
łucki i krzemieniecki nie zajmował osobnego miejsca i), bywa prze- 
cież bardzo często w owych źródłach przeciwstawiany powiatowi 
łuckiemu, jak gdyby stanowił całość zupełnie odrębną, i nigdy 
w XV wieku nie jest nazwany włością, lecz zawsze powiatem, co 
mimo chwiejności terminów przecież na ogół zdaje się wska- 
zywać jednostkę terytoryalną wyższego stosunkowo rzędu. W po- 
łowie XV wieku to wyodrębnienie się tej okolicy było już tak 
silne, że, jak wspominaliśmy, w r. 1442 właśnie tutaj, chcąc prze- 
szkodzić odpadnięciu do Korony i zamknąć drogę na Łuck, od- 
dano szereg wsi granicznych najmożniejszemu dygnitarzowi rdzen- 
nej Litwy ^), że co więcej spotykamy, co prawda w latach nieco 
późniejszych, osobnego starostę czyli namiestnika peremilskiego, 
miejscowego ziemianina, wymienionego obok starosty łuckiego 
i namiestnika włodzimierskiego ^). Mimo to jednak proces utworze- 
nia się odrębnego powiatu peremilskiego ostatecznie do skutku nie 
przyszedł, dalszych namiestników tego rodzaju tu już nie spoty- 
kamy*) i cała ta » włość « graniczna zespoliła się na stałe z po- 
wiatem łuckim. Jest to tem znamienniejsze, że w sąsiedniej Bra- 
cławszczyźnie drogą podobnego, lecz skuteczniejszego procesu 
z włości Winnickiej, która za czasów Swidrygiełły była jeszcze 
czemś analogicznem, jak n. p. włość zbaraska w powiecie krzemie- 
nieckim ^), która jednak już pod koniec rządów Kazimierza Jagiel- 
lończyka miała swych osobnych namiestników ^), wytworzył się 
istotnie odrębny powiat winnicki , mający stale swych namiestni- 



1) Por. Dok. I s. 55" i nagłówek przed 55*. W r. 1533 spotykamy sie z okre- 
śleniem »wlość peremilska* (Arch. Sang. III nr. 437). 

*) Arch. Nieśw. I nr. 889. 

5j Leontowicz: Akty litowskoj mietriki, I nr. 13; Archiw JZR Vin/4 s. 193 
(b. d. miedzy r. 1463 a 1475). Jest nim Andrzej Wołotowicz, dziedzic Zwiniacza 
w pow. peremilskim (Dok. I s. 49''). 

*) Wprawdzie r. 150Ó występuje jako świadek w Łucku (Arch. Sang. I nr. 131) 
namiestnik peremilski kn. Iwan Putiatycz, lecz prawdopodobnie byJ on tylko takim 
zwykłym dzierżawcą hospodarskim , jakich wówczas spotykamy z tytułem namiestników 
także w drobniejszych posiadłościach wielkoksiążęcych na Wołyniu (np. w Horócho- 
wie, Zdołbicach — r. 1495, Russk. istor. bibl. XXVII s. 598); >powiat« peremilski 
zszedł wtedy już niewątpliwie do rzędu zwykłej włości o wyłączenie gospodarczem 
znaczeniu Nie inne znaczenie miał n. p. w XVI w. t. zw. pow. kowelski, choć 
nawet dzierżawców tamtejszych nazywano czasem starostami. 

5) Krupów icz, 1. c, 

') Lubawskij : Obłastnoje dielenije, s. 262. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY IO9 

ków a następnie starostów i zajmujący, jak wiadomo, w później- 
szem województwie bracławskiem równorzędne stanowisko obok 
powiatu stołecznego Bracławia. 

Fakt, że ustrój terytoryalny Wołynia znajduje się wów- 
czas włas'nie w stadyum wytwarzania i ustalania się, wskazuje na 
żywy rozwój osadnictwa w tych czasach, postępy i zmiany w za- 
siedleniu i stosunkach własnos'ciowych całej ziemi, czego znowu 
dobitnym wyrazem są właśnie źródła, z których ciągle korzystamy, 
mianowicie liczne nadania ziemskie. Przeniesione na mapę, wska- 
zują nam one w dalszym ciągu, że to zasiedlenie było stosunkowo 
najgęstszem w częściach południowych, względnie południowo za- 
chodnich i zachodnich powiatów włodzimierskiego, łuckiego i krze- 
mienieckiego , w tych więc stronach , które się zbliżały do Rusi 
czerwonej, gdzie się otwierała droga do owych ścisłych związków 
między nią a Wołyniem, niżej dokładnie wyświetlonych. Po za tem 
zaś stwierdzić można osadnictwo gęstsze koło samego Łucka i mię- 
dzy Styrem a Horyniem, t. j. w samem centrum całej ziemi wo- 
łyńskiej, i postępowanie jego ku północy i (w Krzemieniecczyźnie) 
północnemu wschodowi wzdłuż większych rzek. Każde poszcze- 
gólne nadanie otwierało jego rozszerzeniu i zagęszczeniu szerokie 
wrota wskutek owych stereotypowych a tem charakterystyczniej- 
szych zwrotów przywileju, które pozwalały odbiorcy na zakładanie 
nowych osad na nadanym mu obszarze, na wszelką wogóle dzia- 
łalność gospodarczą '). Takiej zaś pracy Wołyń ówczesny potrze- 
bował w wysokim stopniu, wykazując jeszcze bardzo wyraźnie obie 
główne cechy wszystkich (w podobnem położeniu geograficznem) 
ziem o pierwotnym stanie kulturalnym, ledwo tkniętych ręką ludzką, 
mianowicie ofitość lasów i wód^j. Rozległe bory i lasy, obfitu- 
jące w zwierzynę i ptactwo wszelakie, kryjące nawet w swych 
gęstwinach tak ponętne dla myśliwego gniazda sokole ^) a niekiedy 
i rudy przez nikogo jeszcze nie wyzyskane, pokrywały tak znaczne 
obszary, że jeszcze w źródłach o sto lat późniejszych nie brak 
wzmianek o puszczach całych, rozpościerających się zwłaszcza nad 



1) Zwykle: »na nowom koreni posaditic, »po]epsziwati i rozsziriwati i osaditi 
i primnożitic i t. p. 

*; Opis poniższy i poszczególne jego wyrażenia pochodzą z odnośnych wzmia- 
nek w nadaniach Swidrygielły, z których zwłaszcza niektóre (n. } . Dod. I nr. i, 3, 
34> 35) 3^) obfitują w takie szczegóły. 

') Arch. Sang. I nr. 139 ir. 1487). 



I lO o, HALECKI 

górnym Horyniem, koło Zastawia i w sąsiedniej Krzemieniecczy- 
źnie^); stąd o prawie »wchodów« do tych odwiecznych lasów 
i łowów w nich nie zapomina żadne z nadań Swidrygiełły, a wślad 
za niemi powoli, lecz skutecznie wkraczały do tych puszcz i zaro- 
śli rozszerzane krok za krokiem przy każdej osadzie i każdym no- 
wym przysiółku pola i sianożęcia, łąki i pastwiska na urodzajnych 
niwach, ziemie bartne i pasieki w gajach i dąbrowach. Owe zaś 
bory w ten sposób stopniowo karczowane i użytkowane przerzy- 
nały niezliczone rzeki, rzeczki i potoki, rozszerzające się w liczniej- 
sze jeszcze bez porównania aniżeli obecnie jeziora i stawy, a to 
nietylko tam, gdzie rzeki wołyńskie już się zbliżały w swym dolnym 
biegu do błot poleskich , lecz także w pobliżu ich źródeł , koło 
Włodzimierza lub Łucka, Ostroga lub Wiszniewca. I o tych też 
» biega eh wodnych* nie zapominały dokumenty nadawcze, chociażby 
ze względu na liczne bobry, budujące w nich swe >zieremiany<, 
oraz na młyny, które na ich brzegach wznoszono a z których 
właśnie dzięki tej obfitości wód, taksamo jak z bobrowych gonów, 
znaczne na każde gospodarstwo spływały »pożytki«. 

Dla nas jednak ten długi szereg nadań Swidrygiełły i Ka- 
zimierza ma nadto tę wielką doniosłość , że wprowadza nas 
wśród mieszkańców jej ziemi, którą staraliśmy się opisać nieco 
bliżej. Osoby odbiorców i świadków pozwalają nam poznać tych 
wszystkich, co się cieszyli w połowie XV wieku na Wołyniu pewną 
możnością i znaczeniem lub przynajmniej łaską hospodarską. Rzecz 
jasna, że najwięcej dowiadujemy się o najwyższych warstwach spo- 
łeczeństwa, które jednak są dla nas najciekawsze nietylko z tego 
względu, że odgrywały przewodnią rolę polityczną, ale i z tego 
powodu, że Wołyń był w całym dalszym ciągu epoki jagielloń- 
skiej tą ziemią w. księstwa litewskiego a zarazem i całej Rusi» 
gdzie możnowładztwo najbujniej rozkwitło, największe miało dzie- 
jowe i majątkowe znaczenie, gdzie nadto wśród możnowładztwa 
ogromną przewagę miały rodziny kniaziowskie. Stosunki te są do- 
kładnie znane i zbadane naukowo, lecz tylko według źródeł XVI 
wieku, a więc odnośnie do ostatniej części czasów jagiellońskich 
a nawet lat późniejszych. Tembardziej domaga się odpowiedzi za- 
gadnienie, czy Wołyń z połowy XV wieku był rzeczywiście pod 
względem ustroju społecznego tak podobnym do Wołynia z cza- 



») Arch. Sang. III nr. 211, 445, 486 (r. 1520—1534). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I I I 

SÓW Zygmuntowskich , jak się to zwykle przypuszcza , czy ziemia 
ta jest istotnie, im dalej się posuwamy w przeszłos'ć, tem wyłącz- 
niejszą dziedziną kniaziów-dynastów, obok których dopiero drogą 
póz'niejszych nadań hospodarskich , przeważnie dla przybyszów 
z Rusi litewskiej, powstaje powoli możnowładztwo ziemiańskie, 
reszta zas' ziemian aż chyba w przeddzień unii lubelskiej zdobywa 
sobie pewne znaczenie ^]. 

Z tego też powodu, a niemniej i ze względu na niezaprze- 
czone pierwszeństwo w stanowisku społecznem , zaczynamy rozpa- 
trywania nasze od kniaziów. Wyliczając ich szereg, musimy się 
znowu ograniczyć do ściśle współczesnych źródeł: musimy nawet 
wyłączyć niejeden ród książęcy, którego przedstawiciele albo wystę- 
pują na dokumentach wołyńskich Swidrygiełły z poprzedniego 
dziesięciolecia albo też pojawiają się na Wołyniu w dalszym prze- 
biegu rządów Kazimierzowych. Pierwszych wyłączamy dlatego, po- 
nieważ w czasie, gdy Swidrygiełło władał jeszcze oprócz Wołyniem 
także innemi ziemiami ruskiemi, zasiadają w jego radzie naturalnie 
też członkowie rodów tamtejszych, którzy, choć nawet czasem 
w jego otoczeniu na Wołyniu przebywali, nic z tą ziemią nie mieli 
wspólnego i nigdy się już tam nie pokazują, gdy ten książę po 
r. 1442 tam tylko zapanował; z kniaziów należą tutaj zwłaszcza 
Hlińscy ^) i Iwan Putiata Drucki ^), których w czasie powtórnych rzą- 
dów Swidrygiełły na Wołyniu widzimy tylko przy boku Kazimierza, 
od którego otrzymują nadania w innych zupełnie ziemiach w. księ- 
stwa*), oraz nieznany z pochodzenia kn. Wasil Andrzejewicz, przed- 
tem (r. 1438) marszałek Swidrygiełły, towarzyszący mu na Wołyniu^), 



1) Jest to pogląd najznakomitszego znawcy stosunków społecznych na Woły- 
niu w w. XVI , Al. Jabłonowskiego , który przytoczone w tekście niemal dosłownie 
spostrzeżenia o możnowładztwie wołyńskiem wcześniejszych także okresów wypowie- 
dział w swej Historyi Rusi pol., s. loo, 124/5, 147/8; por. takie uwagi jego o knia- 
ziach na Wołyniu w Źródłach dziej. VI s. LXV — LXX. 

-) Borys, podkanclerzy, potem kanclerz Swidrygiełły (Dodatek I nr. i, 4, 7, 8, 
II — 14, Cod. epist. I I nr. 92), i Iwan (tamie, nr. 10). 

») Dod. I nr. u, 15, ló. 

*) Nadania z pierwsjych lat rządów Kazimierza dla Borysa Hlińskiego i jego 
brata Sienka: Dok. I. s. 2Ó (w Rieczici i w Czernichowie), 36, 43, 47, — dla Iwana 
Putiaty, tamie s. 10 (w Orszi) ; Hlińscy już nigdy na Wołyniu nie występują, Putiate 
i jego syna spotkamy tam ponownie dopiero za rządów Kazimierza Jagielloiczyka, 

') Dod. I nr. 16, 17 ; wystepuiacy obok niego jako świadek kn. Andrzej Wasilewicz 
jest zapewne jego synem. Hipoteza ks. Puzyny o jego pochodzeniu od Andrzeja Olgier- 



112 O. HALECKI 

teraz zaś, koło r. 145 1, okolniczy smoleński *); inni znowu, jak 
n. p. sławny Aleksander Nos^), zupełnie znikają, może z powodu 
bezpotomnej śmierci. Te zaś rody kniaziowskie, które się pojawiają 
na Wołyniu kilkadziesiąt lat póz'niej, wykluczyć trzeba dla tego, 
że, jak to przedstawimy w ostatnim rozdziale, nieraz nawet takie 
rodziny, które noszą nazwiska wytworzone od jakiejś wołyńskiej 
posiadłości, bynajmniej nie miały w niej pierwotnego gniazda, lecz 
dopiero, osiadłszy tam w późniejszych czasach, nazwisko to przy- 
brały. To ostatnie spostrzeżenie jest ważnem także dla pierwo- 
tnego pochodzenia tych kniaziowskich domów, które siedziały 
na Wołyniu już w badanych przez nas latach. Przechodzimy naj- 
pierw do ich suńiarycznego przeglądu , ze szczególnem uwzględnie- 
niem rozsiedlenia. 

W powiecie włodzimierskim spotykamy w połowie XV wieku 
tylko znanych nam dobrze Sanguszkowiczów, do których należała 
rozległa włość koszerska. a którzy mimo utraty Lubomia, Ratna 
i Wieteł, odpadłych do Korony, należeli do najpotężniejszych knia- 
ziów wołyńskich. Jeden też tylko , lecz równie możny ród knia- 
ziowski posiadał powiat krzemieniecki , mianowicie Nieświzkich, 
którzy dziedziczyli w nim włość zbaraską ^j, a chociaż, jak wspo- 
mnieliśmy, sam Zbaraż właśnie wówczas im odjęto i (w r. 1442) 
oddano dożywotnio Denisce Mukosiejewiczowi*), zatrzymali nie- 
wątpliwie choć część tych obszernych posiadłości w poł.- zachodniej 
części powiatu, które, oprócz dóbr zbaraskich, posiadali tam w na- 
stępnych czasach, skupione koło Kołodnia i Wiszniewca ^). Liczniej- 
sze bez porównania rodziny książęce wykazuje powiat łucki: obok 
dwóch najznaczniejszych, Czartoryskich, posiadających dobra Czar- 
toryskie nad dolnym Styrem, obdarowanych nadto przez Swidry- 
giełłę dobrami klewańsko -żukowskiemi na lewym brzegu Horynia, 
Czarnkowem nad Połonką, niedaleko Łucka, i Chołopami nad 



dowicza ks. polockiego (Mieś. herald. 191 1, s. 79/80) nie da się utrzymać, gdyż 
z Wasilem Polockim, występującym w otoczeniu Swidrygiełly, lecz stale bez tytułu 
kniaziowskiego, wśród panów wołyńskich (ob. w Dodatku II), niepodobna go ziden- 
tyfikować. 

1) Archiwum nieświezkie dział I nr. 596 (27 III 145 1). 

") Dodatek I nr. I, 3. Po r. 1434 ginie o nim ślad wszelki. 

3) Krupowicz: Zbiór dypl., nr. ló. 

*) Tamże, nr. 19. 

6) Arch. Sang. I nr. 57. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIELŁY I I 3 

Słuczą'), oraz Ostrogskich , mających w południowo-wschodniej 
części powiatu bardzo znaczne dobra, o których losach niżej po- 
mówimy, spotykamy szereg kniaziów o mniejszych stosunkowo 
posiadłos'ciach. Są to Czetwertyńscy, którym Swidrygiełło do ich 
Czetwerni nad Styrem dodał już w r. 1432 Chłapotyn na po- 
łudnie od Korca-), Koreccy, których ojcowiznę, jak widzieliśmy 
poprzednio, ten właśnie Korzec stanowił 3), sąsiedzi ich Zwiaholscy 
ze Zwiahla nad Słuczą, Kożanowicze osadzeni przez Swidrygiełłę 
w Wielicku koło Mielnicy, stąd następnie Wielickimi zwani*), Ho- 
łowniowie- Ostrożeccy, którzy oprócy Ostrożca pod Łuckiem z przy- 
ległemi wsiami posiadali dobra we włości radomyślskiej nad gór- 
nym Styrem, a zwłaszcza berezeńskiej nad Słuczą^), Kozekowie, 
którzy może już wówczas osiedli w swych Zamliczach ^), i wreszcie — 
prawdopodobnie — Kroszyńscy, którzy jednak pojawili się w tych 
stronach tylko chwilowo, tak że nawet nic bliższego nie wiemy 
o ich ewentualnych posiadłościach wołyńskich^). Nadto jedna ga- 
łąź kniaziów pińskich , Kurcewicze Olszaniccy, posiadała nietylko 
dobra na dwóch przeciwległych krańcach powiatu łuckiego, t. j. 
Obzyr na północy i Bureml (stąd póz'niej Buremlscy) z Nowosiel- 
kami na południu, lecz także Zmiejniec koło samego Łucka oraz 
kilka wsi w » powiecie* peremilskim i włodzimierskim^). 

Dobra kniaziowskie na Wołyniu były więc wówczas wcale 
znaczne, ale bynajmniej nie tak dominujące jak w wieku XVI, co 
się zwłaszcza uwydatni po omówieniu dóbr ziemiańskich. O >laty- 
fundyach* ogromnych, w późniejszem znaczeniu, właściwie mowy 
niema: z najpotężniejszych domów książęcych Sanguszkowie, pozba- 

') Dodatek I nr. 28, 37, a nadto wzmianka o nadaniu Czartoryskim przez 
Swidrygiełłę dwóch dworzyszcz w Klewaniu w późniejszem zatwierdzeniu króla Ka- 
zimierza (Arch. nieświezkie. dział I nr. S90); w późniejszych latach cały Klewań na- 
leży do Czartoryskich (por. Russk. istor. bibl. XX s. 686, r. 1511). 

*) Z. L. Radzimiński: Kniaziowie i szlachta, II s. 30. 

') Dodatek I nr. 21. 

*) Wolff: Kniaziowie, s. 548 (z wzmianki w zatwierdzeniu z 1526 r.). 

5) Dodatek I nr. 27. 

«) Kn. Fedor Kozeka w otoczeniu Świdrygielly w r. 1445 (Dod. I nr. 24); jego 
potomkowie, dziedzicząc na Zamliczach, Kozekami Zamlickimi sie zwali (Wolff, o. c, 
s. 180 nn). 

') Wolff, o. c., s. 186/7, uważa za ich protoplastę występującego w otoczeniu 
Swidrygiełły kn. Iwana Romanowicza (por. w Dodatku II). 

•) Por. zatwierdzenie Kazimierza w r. 1452 (Akty JZ Rossii I nr. 27; regest 
w Dok. I s. 49^). 
■O. Halecki : Ostatnie lata Świdrygielly. . 8 



114 ^- HALECKI 

wieni większej części dzielnicy Fedora Olgierdowicza przez Ko- 
ronę, i Nieźwizcy, wyparci nawet chwilowo z głównego swego- 
grodu, posiadają w latach 1442 do 1452 zaledwie część swych pó- 
źniejszych dóbr wołyńskich, Czartoryscy właśnie w tych latach do- 
piero pomnażają skromny stosunkowo udział swego rodu, a Ostrog- 
scy, dalecy od tego stanowiska majątkowego, jakie zajmowali za 
królów Zygmuntów, utracili nawet, jak niebawem zobaczymy, część 
pierwotnej dzielnicy ostrogskiej; inni zaś wszyscy posiadają po 
kilka, najwyżej kilkanaście wsi i dworów, nieraz nawet rozrzuco- 
nych po rozmaitych stronach ziemi, fortuny, nie różniące się od 
tych, jakie zobaczymy w ręku ziemian wołyńskich, a to bynaj- 
mniej nie najmożniej szych. 

Jeszcze ważniejszem jest jednak pytanie, o ile wyliczone 
rody kniaziowskie uważać należy za gniazdowe na Wołyniu, wzglę- 
dnie kiedy osiadły w swych tutejszych dobrach. Otóż o niektó- 
rych wiemy z całą pewnością, że przybyły tutaj dopiero za cza- 
sów Swidrygiełły i od niego otrzymały swe posiadłości wołyńskie. 
Dotyczy to zwłaszcza niektórych z tych rodzin, które miały do- 
bra niezbyt wielkie i, jak zwykle przy późniejszych nadaniach, 
mało zwarte. I tak Kurcewicze niewątpliwie pojawili się na Wo- 
łyniu nie wcześniej, jak po utracie (zapewne za Zygmunta Kiej- 
stutowicza) dzielnicy pińskiej, za którą tutaj znaleźli wynagro- 
dzenie dzięki Swidrygielle , którego stale popierali ^) ; ze Swi- 
drygiełłą dopiero przybyli na Wołyń Kożanowicze, pochodzący 
prawdopodobnie z ziemi mścisławskiej ^), Kroszyńscy, których gnia- 
zdo pierwotne, Kroszyn w powiecie nowogrodzkim, zapewne Zy- 
gmunt odebrał i którzy później w ziemi smoleńskiej występują ^), 
i prawdopodobnie też Kozekowie*). Co do Hołowniów zaś, to 
przywilej Swidrygiełły z 1446 r. ^), w którym przywraca kn. Iwa- 
nowi Dymitrowiczowi, swemu wiernemu stronnikowi z poprze- 



*) Por. u Wolffa, o. c., s. 13 — 15, i Bonieckiego: Herbarz, XIII 202. Kn. 
Michał pisze sie jeszcze albo Pińskim albo Olszanickim (z Olszanicy w Halickiem, 
które wzi^l po żonie; por. też dodatek I nr. 19, 20), z nadanych mu na Wołyniu 
dóbr dopiero jego potomkowie zaczęli sie pisać Buremlskimi. Por. wyiej, s. 46/7. 

2) Wolff, o. c, s. 548 i 184 (Kazimierz nadaje kolo r. 1450 Baklan w Mści- 
sławskiem »kniaiati Kożanowym dietiama). 

3) Tamie, s. 186/7. 
*} Tamże, s. 180. 

') Dodatek I nr. 27. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I I 5 

dniego dziesięciolecia ^), dobra trzymane przez nieznanego zresztą 
bliżej jego ojca, nasuwa wniosek, że ten ostatni również otrzy- 
mał je od tego księcia, że osiedlenie się tego rodu na Wołyniu 
o jedno tylko pokolenie należy cofnąć wstecz. Wszyscy dotąd wy- 
mienieni, to według wszelkiego prawdopodobieństwa przybysze 
z północy, przedewszystkiem z Polesia i Białejrusi, którzy taksamo 
jak owi Hlińscy, Druccy i t. d. w czasie walk między Zygmun- 
tem, wrogiem kniaziów udzielnych, a sprzyjającym im Swidrygiełłą 
skupiali się tam, gdzie książę ten najdłużej się utrzymał t. j. na 
Wołyniu; ci z nich zaś, którzy za udziały gdzieindziej utracone 
tu od niego otrzymali wynagrodzenie, osiedlili się na stałe w jego 
ziemi łuckiej. 

Dalsza grupa kniaziów wołyńskich to Olgierdowicze, jak nie- 
wątpliwie Sanguszkowicze i Czartoryscy, którzy dziedziczyli udziały 
dwóch synów Olgierdowych: Fedora i Konstantego ^). Nadto 
mimo to, że spornemi są dotąd w nauce pochodzenie kn. Fed- 
ka Nieświzkiego i jego identyczność z Fedorem Korybutowi- 
czem 3), polemika w tej sprawie wydobyła tyle względów, przema- 
wiających za pochodzeniem Nieświzkich od Korybuta Olgierdowi- 
cza, że nie wahamy się przyjąć tradycyi ^), według której ojcowizna 
ich, a więc też włość zbaraska powiatu krzemienieckiego, została na- 
daną, choć nie jako odrębna dzielnica książęca, Korybutowi w za- 
mian za dzielnicę jego w Siewierzczyźnie. Nadanie to przypada- 
łoby na koniec XIV wieku, a nieco wcześniej zapewne, lecz również 
w ostatniej ćwierci tego wieku, otrzymali swe udziały Olgierdowi- 
cze Fedor i Konstanty. Najciekawszem jest przy tem, że wszy- 
stkie te posiadłości Olgierdowiczów leżą na krańcach ziemi wo- 
łyńskiej, tworzą jej włości graniczne, coby przy zbadaniu genezy 
ich rozsiedlenia, nie wchodzącem już w zakres tej pracy, uwzglę- 



1) Występuje w jego otoczeniu w r. 1438 (Dod. I nr. 14, 15). 

-) O udziale Fedora i pochodzeniu odeń Sanguszkowiczów ob. wyczerpujące 
wywody Z. L. Radzimińskiego wit. Monografii XX. Sanguszków, o pochodzeniu 
Czartoryskich i ich protoplaście Konstantym Olgierdowiczu por. oprócz Wolffa, s. 18, 
tei krótkie uwagi Kruszewskiego, IV 2, s. 455 (w ekskursie 18). 

3) Por. artykuły ks. Józefa Puzyny i jego polemikę z Z. L. Radzimińskim, 
A. Prochaska i Wl. Semkowiczem w Mieś. herald. 191 1 — 1914. 

*) Por. tamże, 191 1 s. 12, 14, 1913 s. 150/1; w związku z uwagami A. Pro- 
cbaski w tej sprawie (1913 s. 194) zaznaczam, że w owjmn tradycyjnym przekazie 
u Stryjkowskiego »Krzemieniec« należy niewątpliwie zgodnie z aktem sabmisyi Fedka 
z r. 1434 poprawić czyli raczej zredukować na Zbarai, 

8* 



I I 6 o. HALECKI 

dnić należało. W każdym zaś razie i te domy książęce gniazdo- 
wymi, rdzennie wołyńskimi nie są, lecz również przybyły z północy, 
z Litwy, choć wcześniej od poprzednich. 

Teraz z wyjątkiem Zwiaholskich (o pochodzeniu nieznanem ^), 
których jednak wobec chwiejnej przynależności ich siedziby le- 
dwo do kniaziów wołyńskich zaliczyć można, pozostały nam już 
tylko trzy rody: Ostrogscy, Czetwertyńscy i Koreccy, z których 
zwykle zalicza się dwa pierwsze do Rurykowiczów gałęzi turow- 
skiej, ostatni zaś do Gedyminowiczów, gałęzi Narymunta -). W osta- 
tnich dopiero czasach pojawiła się hipoteza o wspólnem pocho- 
dzeniu wszystkich trzech, a to wbrew utartej tradycyi dwóch 
pierwszych — od Narymunta Gedyminowicza^), hipoteza, która po 
bliższem zbadaniu okazuje się o wiele prawdopodobniejszą, ani- 
żeliby się na pierwszy rzut oka zdawać mogło ^). W każdym ra- 
zie jednak rodziny te pochodzą od książąt turowskich, przybyły 
więc również na Wołyń z północy, a to nie wcześniej, jak w po- 
łowie XIV wieku, po upadku państwa halicko-włodzimierskiego 
i usadowieniu się na Wołyniu Lubarta Gedyminowicza, od któ- 
rego trzymał swe posiadłości protoplasta najwcześniej występują- 
cej z tych rodzin, mianowicie Ostrogskich ^). Lubart niewątpliwie 
osadzał tutaj kniaziów z ziem zajętych już znacznie dawniej przez 
Litwę, aby umocnić swe stanowisko na Wołyniu, a sam ten 
związek z okupacyą litewską przemawia za pochodzeniem da- 
nych rodów od Gedymina. Nie rozstrzygając zresztą genealogi- 
cznej strony tej kwestyi, stwierdzamy także przy tej ostatniej gru- 
pie kniaziów wołyńskich napływ z obszarów w. księstwa lite- 



i| Hipoteza ks. Puzyny o ich wspólnem pochodzeniu z Nieświzkimi utrzymać 
sie nie da, gdyż występują jako świadkowie nie w Nieświeżu, lecz w Nieświeżu wo- 
łyńskim; ob. uwag;i Radzimińskiego w Mieś. herald. 1912 s. 94/5. Zupełnie bowiem 
słusznie stwierdził sam ks. Puzyna (tamże 191 1, s. 13), że Nieświzcy brali nazwisko 
od Nieświeża litewskiego (choć mylnie twierdzi, jakoby Nieśwież dopiero od XVI w. 
istniał!); to tei nawet bez względu na kwestyc pochodzenia tego rodu od Olgier- 
dowiczów nie można go uważać za gniazdowy na Wołyniu, lecz przybyły z północy. 

«) Wolff, s. 35, 172, 342. 

') J. ks. Puzyna w Mieś. herald. 191 1, s. 80/2. 

*') Przekonaliśmy się o tem, omawiając w poprzednim rozdziale spór o Ko- 
rzee (por. zwłaszcza s. 54, przyp. 4). 

*) Arch. Sang. I nr. 5; według tego dok. kn. Fedor Danilewicz Ostrogski 
służył niegdyś Lubartowi, a przodkowie jego poprzednikom Jagiełły, książętom Litwy 
i Rusi. 



OSTATNIE I.ATA SWIDRYGIEŁŁY I 1 7 

wskiego i ważny fakt, że siedziby wołyńskie, od których te ro- 
dziny nazwę wzięły, nie są ich gniazdami pierwotnemi. Szczegól- 
nie obszerny udział w ziemi łuckiej otrzymali zwłaszcza Ostrogscy, 
stając się w ten sposób najpotężniejszymi wasalami każdorazo- 
wego księcia na Łucku. Silne ich stanowisko, jak na to już wska- 
zaliśmy, najwyżsi zwierzchnicy Wołynia wyzyskać mogli na nie- 
korzyść bezpośredniego, dzielnicowego władcy tej ziemi. Stąd wy- 
nikało znowu dążenie ze strony tego ostatniego, widoczne zwła- 
szcza za czasów Swidrygiełły, aby to stanowisko osłabić. Jeśli au- 
tentycznym jest ustęp przywileju Jagiełły i Witołda dla Fedora 
Ostrogskiego z r. 13861), według którego dzielnica ostrogska obej- 
mowałaby oprócz Ostroga jeszcze i Korzec, Zasław, Chłapotyn 
i szereg innych dóbr w południow^o-wschodniej części powiatu łu- 
ckiego, na pograniczu Krzemieniecczyzny, to w takim razie spory 
majątkowe za Sw-idrygiełły pozbawiły ród Ostrogskich całej wscho- 
dniej części swych dóbr; w każdym razie kniaziowie ci utracili 
nawet część samej włości ostrogskiej i nadań Witołdowych na 
zachód od niej, a to na rzecz stronników Swidrygiełły 2), co wła- 
śnie nadania Kazimierza wynagrodzić miały *). 

Żmudne nagromadzenie wszystkich tych szczegółów wyna- 
gradza nam niezwykle ważny wniosek ostateczny, że liczne już 
w XV wieku rody kniaziowskie na Wołyniu to żywioł napływowy, 
po części bardzo świeżej daty, a nawet w swych najdawniejszych 
przedstawicielach w tej ziemi niewcześniejszy od okupacyi lite- 
wskiej w połowie XIV wieku. Z natury rzeczy żywioł ten nie jest 
jeszcze bynajmniej tak silnym i możnym, jak w czasach później- 
szych, a co więcej badane przez nas lata, choć w nich zastęp 
kniaziów wołyńskich liczebnie wzrasta, odznaczają się chwilowem 
osłabieniem kilku najpotężniejszych rodów książęcych, wynikłem 
z różnych w każdym wypadku powodów. Nadto , żywioł ten na- 



') Arch. Sang. I nr. 6. 

^) Tak np. Mieźyriecze we włości ostrogskiej, należące do nich juz w r. 1396 
(Arch. Sang. I nr. 20, falsyfikat według wydawcy, lecz zwłaszcza szczegół co do 
Międzyrzecza niewątpliwie wiarygodny), w r. 1437 Swidrygiełło nadaje Pietraszowi 
Mylskiemu (Dod. I nr. 8), a dopiero za Kazimierza Jag. wróciło znowu do Ostrogskich 
(Arch. Sang. I nr. 64); Stupno, nadane im przez Witołda w r. 1428 (Arch. Sang. I 
nr. 30), należy wiatach 1444— 1474 do kanclerza Swidrygiełły Fcdka Kozłowskiego 
i jego rodziny (Arch. Sang. I nr. 43, 73; Dok. I s. 51 i|. 

^J Dok. I s. 54 1 (m. i, też Krasne, wymienione już w owym dokumencie 
z 1386 r.!), 45 18. 



I 1 8 o. HALECKI 

pływowy jest zarazem też w znacznej większości żywiołem obcym 
pod względem etnicznym; widzieliśmy bowiem, że zapewne zna- 
czniejszym jest wśród niego szereg Gedyminowiczów, Litwinów 
z pochodzenia, aniżeli to się zwykle przypuszczało, znacznym też 
pierwiastek białoruski. Trzy główne grupy kniaziów wołyńskicli 
z czasów przed połową XV wieku, to więc przynajmniej częściowo 
jak gdyby pierwsze fale kolonizacyi Wołynia od stronj' północy. 
Związki z północnemi terytoryami nie zrywają się oczywiście ra- 
dykalnie: wracają tam Kroszyńscy, wraca choć chwilowo jako 
namiestnik turowski Wasil Ostrogski, podtrzymują te związki np. 
u potomków Fedora Olgierdowicza dobra w Brzeskiem i Kobryń- 
skiem, odnawiają je od czasu do czasu nadania tamtejsze dla knia- 
ziów wołyńskich ze strony Kazimierza, co stwierdzimiy jeszcze 
przy badaniu następnego okresu. Z drugiej strony jednak owe 
fale przekraczają nawet wówczas granice Wołynia w kierunku 
przeciwnym: widzieliśmy bowiem, że dzięki zaopatrywaniu chwi- 
lowo z normalnych stosunków wykolejonych kniaziów litewsko- 
ruskich (n. p. samego Swidrygiełły) w ziemie Rusi koronnej, 
dzięki też związkom małżeńskim, spotykamy tam na Rusi czer- 
wonej przedstawicieli całego szeregu rodzin kniaziowskich wołyń- 
skich, jak Czartoryskich, Kurcewiczów Pińskich, jedną gałąź Nie- 
świzkich i t. d. ^) Objaw to charakterystyczny dla tych zwłaszcza 
czasów, kiedy związki dawne między Wołyniem a Rusią koronną 
wyraz'nie się jeszcze zaznaczały a poniekąd nawet zacieśniały, co 
o wiele lepiej jeszcze będziemy mogli stwierdzić, zwracając się 
z kolei do nieksiążęcego ziemiaństwa wołyńskiego. 

Materyał do dziejów tej licznej warstwy społecznej mamy 
wcale bogaty, ale niemal nietknięty dla badań tego rodzaju. O ile 
bowiem wiele stosunkowo zrobiono już dla historyi rodów knia- 
ziowskich, z którymiśmy się spotykali, 'o ile postąpiły już znako- 
micie badania nad średniowieczną szlachtą polską a rozpoczęte 



1) Czartoryscy otrzymuje Nowice w ziemi halickiej r. 1442 (Stecki: Z boru, 
8. l^iill); Michat Kurcewicz wziąJ po ionie Maruszy Olszanicę (w tejże ziemi) z By- 
niskićm i Czemierzyńcami (Boniecki: Herbarz XIII 202) a od JagieJIy miał zasta- 
wiona Solczę w pow. drohobyckim (Ms. ordyn. Zamoyskich 1603, III s. 283); Iwan 
Nieświzki oienił się z Jarochną de Bybel h. Korczak, dziedziczką Przedzielnicy (w s. 
przemyskiej), która przeszJa na jego synów (WolflF, s. 276, 404); Hurkowie, wspót- 
rodowcy Sanguszków, siedzą na Lisiatyczach w Stryjskiem (tamie, s. 150J. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I I9 

są podobne dociekania nad litewską ^), o tyle co do szlachty ruskiej, 
zwłaszcza ziem południowej Rusi, pozostających w epoce jagielloń- 
skiej pod rządami litewskimi, wśród nich w pierwszym rzędzie 
Wołynia, studyów naukowych brak niemal zupełny. Dlatego przed 
sformułowaniem wniosków ogólnych wielka ostrożnos'ć obowiązy- 
wać musi. Wobec długiego szeregu nazwisk, nic nam nie mówią- 
cych na pierwszy rzut oka, potrzeba przedewszystkiem oryentacyi, 
której nam może dostarczyć jedynie fakt, że możemy stwierdzić 
wśród ówczesnej szlachty wołyńskiej istnienie niektórych przynaj- 
mniej rozgałęzionych rodów herbowych. 

Rody takie, o kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu rodzi- 
nach, pieczętujących się tym samym herbem i wywodzących się od 
wspólnego przodka, objawy stanowiący cechę charakterystyczną 
i podstawę dla dziejów szlachty i szlachectwa w Polsce, na Rusi, 
gdzie spotykamy tyle t. zw. herbów » własnych*, którymi się po- 
sługuje jedna tylko rodzina, ogólnym w badanych przez nas cza- 
sach niewątpliwie nie jest i prawdopodobnie nigdy, w czasach hi- 
storycznych, nie był. Mimo to jednak w niektórych wypad- 
kach spotyka się go i na Rusi, a to przed owem sztucznem prze- 
szczepieniem polskiego ustroju herbowo-rodowego drogą przez bo- 
jarstwo litewskie do bojarów Rusi litewskiej w przywileju Zy- 
gmuntowym z 1434 r. 2). Dwa zwłaszcza spotykamy w wiekach 
średnich rody herbowe południowej Rusi, które co do bujnego 
rozgałęzienia śmiało się mogły, mierzyć z rodami polskimi o naj- 
liczniejszych rodzinach współklejnotników: są to rody Korczaków 
i Sasów. Podczas gdy jednak drugi z nich, pochodzenia woło- 
skiego, dopiero w połowie XIY wieku osiadł na Rusi czerwonej 
i tutaj głównie się rozrodził'), nie sięgając, zdaje się. wcale do 
ziemi wołyńskiej, wówczas już oddzielonej od Rusi halickiej, — ród 
Korczaków, rdzennie ruski, ma swe tradycye sięgające wstecz aż 
do czasów Rurykowiczów, aż w głąb XIII wieku ^), i spotyka się 



1) Ob. prace Wł. Semkowicza o litewskich rodach bojarskich, której druk roz- 
począł się w r. 1913 w Miesięczniku heraldycznym. 

2) Cod. epist. III app. nr. 22 § 7. 

*) Wl. Semkowicz: O pochodzeniu rodu Dragów-Sasów, Mieś. herald. 1908, 

s. 35- 

*) Paprocki: Kerby, s. 670, 248; o szlachcicu ruskim Prokopie, późniejszym 
biskupie kra.k., którego Paprocki do Korczaków zalicza, a który był— prawdop. przez 
Rurykowiczów — powinowatym Leszka Czarnego, por. uwagi moje w Kwart, histor. 



I 20 O. HALECKI 

już Stosunkowo wcześnie we wszystkich częściach dawnego pań- 
stwa hahcko-włodzimierskiego. Wszak na pieczęciach przy akcie 
homagialnym szlachty czerwono-ruskiej z r. 1427 herb tego rodu 
powtarza się aż 17 razy 1), co wymownie świadczy, jak dawno 
musiał siedzieć w tych stronach, zwłaszcza w ziemi przemyskiej -); 
wszak do swych najznakomitszych i najdawniejszych rodzin szla- 
checkich zaHcza różne latorośle rodu Korczaków ziemia chełm- 
ska (Gorajscyl) i, jak zaraz zobaczymy, także Wołyń ściślejszy 3), 
a nawet ci Korczakowie, którzy już na początku XV w. conaj- 
mniej osiedli na Podlasiu, pamiętali jeszcze w drugiej tego wieku 
połowie, że mieli swe »bona paterna sub Helmo et sub Luczko* *). 
To wszystko dowodzi najwyraźniej, że rzeczywiście ród ten sięga 
czasów przed odłączeniem się od Wołynia Chełmszczyzny, przed 
rozpadnięciem się w sporach polsko-litewskich państwa halicko- 
włodzimierskiego, że jest w tych ziemiach, a więc i na Wołyniu, 
rodem odwiecznym, gniazdowym. Wniosek ten znajduje dalsze po- 
twierdzenie w przemożnem stanowisku i rozległych posiadłościach, 
jakie tam mieli Korczakowie za czasów Swidrygiełły. 

Przygodnej wzmiance Długosza ^) zawdzięczamy, że możemy 
stwierdzić przynależność do tego rodu najpotężniejszej rodziny 
ziemiańskiej, jaką wogóle posiadał Wołyń w tych czasach, miano- 
wicie Riazanowiczów, najgorliwszych zarazem stronników Swidry- 
giełły. Reprezentują ją obecnie przedewszystkiem dwaj bracia®): 
Iwan Kozaryn, dawny (r. 1437/8) .marszałek ziemi łuckiej, znany 
nam już ze swego pojawienia się w Gródku na początku 1443 r.. 



XXVI s. 256. Stad maJo prawdopodobnemi są przypuszczenia (por. St. Zakrzewski: 
Nad Wieprzem i Bugiem w XI i XII w., Przegląd hist. I s. 3b6/7) o polskiem po- 
chodzeniu Korczaków i łączenie ich — za Fiekosińskim — z Lubomiitami małopolskimi! 
Z prac Piekosińskiego por. zwłaszcza Rycerstwo polskie III 630, gdzie sie uwida- 
cznia cała próbie matycznośd tej hipotezy. Długosz w »Clenodia« wyraźnie nazywa 
Korczaków »genus Rutenicum«. 

') J. Zamoyskiego notaty herald, sfrag., passim. 

-) Źródła dziejowe XVIII s. 287/8, 293, 295, 305, 341/2. 

'■>) Korczakiem był niewątpliwie p. Czuryło Brodowski, który w r. 1385 zapi- 
sał Brodowo (pod Ostrogiem) kn. Fedorowi Danielewiczowi (Ostrogskiemu; Arch. 
Sang. I nr. 2). 

*) Z tranzakcyi rodzinnej Mleczków li. Korczak w r. 1469, przytoczonej w mo- 
nografii tej rodziny St. Mleczki (Mieś. herald. 1912 s. 122). 

*) Rusinem herbu Korczak nazywa Niemire pod r. 1452 (Hist. V 103). 

*) Por. cytaty szczegółowe w dodatku II. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 121 

i Niemira, w poprzednim okresie starosta brjański i marszałek 
ŚwidrygieMy, a zarazem dzielny bojownik za jego sprawę, teraz 
zaś starosta łucki; wiemy nadto, że mieli trzeciego brata, Micka 
lub Miśka, zdaje się wcześnie zmarłego ^), i »plemiennika«, zape- 
wne brata stryjecznego, Mitka-j. Z szeregu przywilejów Swidry- 
giełły i Kazimierza Jagiellończyka ^), oraz z testamentu jedynego 
syna Niemiry, Jakóba Wojny, dworzanina Swidrygiełłowego *), 
z czasów nieco póz'niejszych, poznajemy dokładnie olbrzymie do- 
bra, jakie posiadała ta rodzina w połowie XV wieku, a to prze- 
ważnie nie jako świeże nadania, lecz jako prastare dziedzictwo. 
Przeszło czterdzieści większych i mniejszych osad, wśród których 
i miast nie brakowało (Litowiż), wyliczono jako jej własność 
w tych kilku dokumentach, a z nich przeważna znowu część przy- 
pada na dobra samego Niemiry i jego syna. Wiele z nich dziś 
jeszcze na mapie odszukać można, z czego się przekonywamy, że 
głównie wypełniały zwartą masą południową część powiatu wło- 
dzimierskiego, między górną Turją a Bugiem (t. j. granicą chełm- 
ską i bełzką), koło samego Włodzimierza a zwłaszcza nad samym 
Bugiem, zajmując obszar dorównywający największym wołyńskim 
» włościom* a nadzwyczaj gęsto zasiedlony; ponadto zaś druga ich 
grupa znajduje się nad górnym Styrem, między Łuckiem a Pere- 
milem, przy czem w obu grupach dziedziczą różni członkowie ro- 
dziny. Najciekawszem jest jednak, że grupy te są połączone przez 
posiadłości innych rodzin z tegoż rodu Korczaków. Znaczne do- 
bra w powiecie peremilskim, skupione około Chołoniewa, otrzy- 
mał od Swidrygiełły protoplasta znanych heraldykom naszym Cho- 
łoniewskich h. Korczak Piotr Myszczyc, który już przedtem 
(w r. 1438) jako kuchmistrz tego księcia dostał od niego dobra 



1) Wzmianka o nim (Micko) w nadaniu dla Niemiry z r. 1449 i (stryj Misko) 
w testamencie Jakóba Niemirowicza. 

■^) Dodatek I nr. 38; Arch. Sang. I nr. 50, gdzie zamiast Mitko mylnie wy- 
drukowano Miszko, jak sprawdziłem na podstawie oryginaJu w archiwum XX. Czar- 
ter, perg. nr. 498 (por. też Archiw Jugo-Zap. Rossii VII/i nr. 3*). Niewiadomo, 
czyim synem byl bratanek i spadkobierca Kozaryna Tyszko, występujący za Kazi- 
mierza Jagiell. (Russk. istor. bibl. XXVII s. 7Ó6). 

^) Tamże, oraz Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 100/2 (w Aktach Zap. Rossii 
I nr. 54 mylnie pod r. 1450) i Dok. i s. 50 *. 

*| Testament b. d. w Archiw JZ Rossii VII/l nr. 3^ = Vin/4 nr. 9^ (ostatni 
raz występuje w r. 1461 — tamże, Vni/4 s. 154); dworzaninem Św. był w. r, 145 1 
(AGZ XIV nr. 2508). 



122 O. HALECKI 

W powiecie krzemienieckim blisko granicy Rusi czerwonej ^), a pra- 
wdopodobnie sam z Rusi halickiej pochodził''*). Z jego zas' do- 
brami chołoniewskiemi sąsiadowały, tworząc drugie ogniwo mię- 
dzy posiadlos'ciami Riazanowiczów, dobra rodzin)^ Wołotowiczów ^), 
również wiernych zwolenników Swidrygiełły. których do Korcza- 
ków zaliczyć trzeba z tego względu, że ich »otczizna« Zahorowo*) 
jest gniazdem znanej następnie na Wołyniu rodziny Zaborowskich 
h. Korczak. Nie na tem jednak się kończy liczny zastęp Korcza- 
ków wołyńskich: należą do nich jeszcze, jak świadczą ich herbowe 
pieczęcie-), Bohowitynowie, tak znani w późniejszych zwłaszcza 
czasach ^), i Olechnowicze, o których dobrach wprawdzie nic nie 
wiemy, lecz którzy również już w 143 1 r. 'zaliczali się do znako- 
mitszych ziemian łuckich; należą nadto Saczkowie, członkowie je- 
dnej gałęzi Korczaków, która przeważnie na Podlasie się przenio- 
sła i licznie tam rozrodziła ''), a według wszelkiego prawdopodo- 
bieństwa także jeden jeszcze z najwybitniejszych możnowładców 
wołyńskich, pan Paszko Dachnowicz, starosta Swidrygiełły we 
Włodzimierzu i dziedzic licznych siół w powiatach peremilskim 
i łuckim, niedaleko samej stolicy ^). Wreszcie obok wspomnianego 
Piotra Myszczyca dostali się za czasów Swidrygiełły na Wołyń 
także i inni Korczakowie z ziem ruskich Korony, jak np. spokre- 



*) Dodatek I nr. 13 (Borszczówka i t. d.), 34. 

2) Boniecki: Herbarz III 55. gdzie jest zidentyfikowany z ziemianinem lwo- 
wskim Piotrem Myszczycem ze Stratyna (r. 1442/50). 

s) Potf. o nich w dod. II, a o dobrach Andrzeja ^VoIoto\vicza Dok. I s. 49". 
(Michlin, Zwiniacz, Kaczy n i t. d). 

*) Dod. I nr. I. Co do Zaborowskich por. n. p. pieczęć Piotra z r. 1534 
z herbem Korczak w Arch. Sang. III nr. 489. 

5) J. Zamoyskiego notaty herald, nr. 388, 386; sam dokument z r. 1431 
w Cod. epist. I/l nr. 73. Według notat J. Zamoyskiego druga — obok Bohowityno- 
wej — pieczęć z h. Korczak należałaby do Hryńka Klukowicza; jak sie jednak prze- 
konałem z dokładnego opisu oryginału tego dok. (Bibl. ces. w Petersburgu, Acta 
Lituanica 20), użyczonego mi łaskawie przez dr. Wł. Semkowicza, wisi ona na tem 
miejscu, któreby odpowiadało pieczęci Iwaszka Olechnowicza. 

«) O dobrach Bohowityna w tych czasach Dok. 1 s. 54 '<>, »*. 

') Nadanie Kazimierza dla »Saczka Łuczanina< (Dok. I s. 55^) należy poró- 
wnać z uwagami St. Mleczki (Mieś. herald. 1912 s. 195) o pochodzeniu podlaskich 
Sączków h. Korczak. 

8) O Paszku Dachnowiczu i jego dobrach por. cytaty w Dodatku II i u Wolflfa: 
Kniaziowie, b. 132; stanowczego dowodu na pochodzenie jego z rodu Korczaków 
niema, ale Dachnowicze, występujący na Wołyniu w XVI w., są herbu Korczak 
(Boniecki: IV 56, pieczęć Dachna Wasilewicza z r. 1534 w Arch. Sang. III nr. 489). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 123 

wniony z nim podobno bardzo blisko Bałaban ^), jak zwłaszcza 
znany nam dobrze ziemianin chełmski Aleksander Piątkowski, ró- 
wnocześnie starosta Swidrygiełłowy w Gródku czerwonoruskim -). 
Oprócz najbardziej rozrodzonych Korczaków i Sasów istniał 
w ziemiach Rusi południowej jeszcze jeden ród herbowy, wpra- 
wdzie stosunkowo o wiele mniej rozgałęziony, ale również już 
rozdzielony na szereg rodzin o różnych nazwiskach, mianowicie 
Kierdeje. Sama nazwa rodu i herbu, od imienia protoplasty po- 
chodząca, wskazuje na pochodzenie pierwotne nie ruskie, lecz obce 
raczej, prawdopodobnie turańskie "), a znane nam szczegóły genealo- 
giczne nie sięgają po za pierwszą połowę Xl\' wieku *j; poczucie 
niedawnego stosunkowo oddzielenia się od wspólnego pnia było 
jeszcze w XV wieku tak silne, że różne zupełnie gałęzie rodu uży- 
wały tego samego patronymiku Kierdejewiczów. Z drugiej strony 
jednak dawno już było wówczas dokonane zupełne zlanie się et- 
niczne z żywiołem ruskim, a osiedlenie się rodu w tych stronach 
musimy również odnieść do czasów, gdy istniało jeszcze państwo 
halicko-włodzimierskie, gdyż także Kierdejów spotykamy wcześnie 
we wszystkich jego częściach, na Rusi halickiej i na Podolu tak 
samo, jak w Chełmszczyz'nie i zwłaszcza na ściślejszym Woł\miu. 
Gałąź' czerwonorusko-podolska, bardzo można w tych ziemiach 
przez dobra i urzędy, znana nam już w osobie wojewody podol- 
skiego Hryćka z Pomorzan i Winiar, przedstawia się nam jaka 
jedna tylko rodzina z wspólnym przodkiem na początku XV 
wieku ^), gd}- przeciwnie na Wołyniu rozgałęzienie było znacznie 
większe. Gałąź najmożniejszą reprezentuje pan Hawryło Szyło z sy- 
nem Olizarem ^), których »pradziedziną* była Lub cza ^) na pół- 

1) Dok. I s. 321 (1449 r. Ujm) i ustęp o BaJabanach (Bołobanachj h. Kor- 
czak u Bonieckiego , o. c. I 92. 

-) Dok. I s. 54 1"^ 14 ^jQ j Kornica nad Horyniem); por. wyżej, s. 42, 23 
przyp. 6. 

') Jabłonowski: Histona Rusi pol., s. 135; Pułaski K.: Szkice i poszukiw. 
III 172. 

*) Boniecki: Herbarz X 41 ; Waśko Kierdejowicz występuje po raz pierwszy 
w r. 1358, stad ojciec jego Kierdej przypada na pierwsza połowę wieku. Zdaje sie, 
że ten Waśko był ziemianinem łuckim, por. Arch. Sang. I nr. I, li. 

=) Tamie i w cytow. monogratii Kierdejów podolskicli K. Pułaskiego. 

*) Cytaty w dodatku II (Kierdejewicze); nadto o dobrach Olizara: Arch. Sang. 
I nr. 138 — 140; Akty Zap. Rossii I nr. 84; Boniecki: Poczet rodów, s. 351/2. 

') Ąrch. Sang. I nr. 138 (wzmianka w dok. z 1487 r., gdzie dokładnie ozna- 
czono granice). 



124 O- HALECKI 

nocny zachód od Łucka; inna gałąź, Łaniewicze, wzrosła głównie 
dzięki hojnym nadaniom Swidrygiełły dla Pietraszka, marszałka 
ziemskiego, który od Mylska (na poł. od Równego) Mylskim się 
pisał ^); trzecia wreszcie Dżusicze, z których Andrzej był marszał- 
kiem Swidrygiełły w r. 1433 ^)ł niiała oprócz posiadłości koło na- 
danego im przez tego księcia Basowa ^j, niedaleko Mylska, także 
dobra w ziemi chełmskiej, gdzie najwybitniejszy jej ówczesny 
przedstawiciel, Wańko z Kwasiłowa, był kasztelanem w badanych 
przez nas latach *). Oprócz tych najznakomitszych wówczas, spoty- 
kamy także już w połowie XV wieku na Wołyniu znanych tam 
w póz'niejszych czasach Hostskich ^) z Hoszczy (nad Horyniem) 
i Czapliców ^) h. Kierdeja. Dóbr, należących wówczas do tych 
kilku rodzin, nie znamy w komplecie, tylko z przypadkowych 
raczej wzmianek, a przecież spotykamy ich przeszło czterdzieści. 
Położenie ich wskazuje, że Kierdejowie mieli na Wołyniu dwa 
główne gniazda, centra rozsiedlenia, jedno na zachód od Łucka, 
między Styrem a granicą powiatu włodzimierskiego, drugie ró- 
wnież w powiecie łuckim, na obszarze otoczonym przez duże ko- 
lano Horynia koło Hoszczy. Już z przytoczonych szczegółów wi- 
dzielis'my, że także Kierdejowie wołyńscy należeli do głównych 
zwolenników Swidrygiełły, a choć w czasie jego zapasów z Ja- 
giełłą głowa Kierdejów czerwonoruskich, dzielny Hryćko, walczył 
w obozie królewskim ■•), nie brakowało też Swidrygielle dawnych 
stosunków także z tą gałęzią rodu ^). 

Z przedstawicieli Korczaków i Kierdejów składa się tak zna- 
czny zastęp ziemiaństwa wołyńskiego, że poznanie tych rodów po- 



*) Cytaty w dodatku II. Nadania SwidrygielJy dla niego obejmuje około 1 5 
siół i dworów. 

«) Dod. I nr. I. 

3) Dod. I nr. 3; por. Boniecki; Herbarz, V 218. 

*) Prochaska: MateryaJy arch., nr. 105 (r. 1438^; Arch. Sang. I nr. 69 
(r. 1470). 

^) Wzmianka o Sienku Hostskim w dok. z r. 1436 (Dod. I nr. 4); syn jego 
Bohdan posiada Hoszcze r. 1495 (Downar-Zapolskij : Akty, nr. 20). 

") Tamże wzmianka o Andrzeju Czapliczu; o dobrach tej rodziny na Woły- 
niu w poJ. XV w.: Dok. I s. 54"; Arch. Sang. I nr. 64 (»otczina< Holcze); Russk. 
istoricz. bibl. XXVII s. 519 (ojcowizna Rusiwl, nadanie Swidrygiełły: Hluponin; 
wzmianka w dok. z r. 1494). 

') Por. np. Długosz: Hist. IV, 444. 

*) Por. uwagę do ustępu o Kierdejewiczach w dodatku II. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 12$ 

zwala Utworzyć sobie już dosyć dokładny o niem obraz. Innych 
wyliczać byłoby trudem niepotrzebnym i wystarczy przy naszych 
uwagach ogólnych przytoczyć szereg przykładów i szczegółów, ich 
dotyczących; wielu zresztą poznamy, omawiając skład rady Świ- 
dry giełłowej. Wypada tylko zaznaczyć, że taksamo, jak spotykamy 
owe dwa główne rody niemal wyłącznie tylko w dzielnicy tego 
księcia, Wołyniu ściślejszym (pow. włodzimierskim i łuckim), a wy- 
jątkowo tylko w krzemienieckim, tak też główne nasze wnioski 
będą się odnosiły przedewszystkiem do tego pierwszego teryto- 
ryum. Także Krzemieniecczyzna miała swój najpotężniejszy bez 
porównania ród ziemiański, a właściwie raczej rodzinę, mianowi- 
cie znanych nam dobrze Mukosiejów, którzy, aczkolwiek spokre- 
wnieni z Korczakami i Kierdejami łuckimi^), rzadko tylko wy- 
chylali się z swego rodzinnego powiatu, z którym ich prastare, 
nawpół legendarne łączyły tradycye; tylko jednemu nadaniu Swi- 
drygiełłowemu zawdzięczali grupę paru wsi łuckich nad górnym 
Styrem między włością radomyślską a dobrami buremlskimi -). 
Obok nich zaś w tym stosunkowo najmniej zasiedlonym powiecie 
wzrasta wprawdzie w tych latach liczba właścicieli ziemskich, a to 
dzięki wspomnianym już licznym nadaniom Kazimierza, któremu, 
jak wiemy, Krzemieniec bezpośrednio podlegał przez cały czas rzą- 
dów Swidrygiełły w Łucku, ale ci obdarowani to w przeważnej 
części postacie zupełnie nieznane, conajwyżej w kilku wypadkach 
jacyś mniej znaczni ziemianie łuccy, których spodziewała się po- 
zyskać Litwa ^), nierzadko zaś także są to przybysze z Wołoszczyzny, 
których osadzano na tak rozległych tutaj »ziemiach pustych**). 
Działalność kolonizacyjną Litwy w tym powiecie trzeba wprowa- 
dzić w związek z analogiczną działalnością w sąsiedniej Bracła- 



1) Okolski: Orbis polonus III 308; sam Denisko był żonaty z córką kaszte- 
lana chełmskiego Waśka Diusicza z Kwasiłowa, z rodu Kierdejów. Kto wie, czy 
trzy rzeki, stanowiące dolna cześć herbu Mukosiejów (Wukryi, nie pozostają w pe- 
wnym związku z trzema rzekami-wrebami herbu Korczak? 

-} Dodatek I nr. 6 iMałów, Ochmatów, Paszewa, Zoloczów). Nadto według 
dokumentu 2 r. 1480 Wielhor w pow. łuckim |nad Horyniem), później gniazdo Wiel- 
borskich h. Kierdeja, było dziedzictwem córki Andrzeja Deniskowicza (Mukosiejewi- 
cza: Akty JZRossii II nr. 78). 

') Por. nadania dla Fedka Babrokowicza (Dok. I s. 53 '' a 53-"), wspomnia- 
nego juź wyżej, s. 72 przyp. 3. 

*) Dok I s. 30 '• s. * (r. 1450). 



126 o. HALECKI 

wszczyznie ^) po jej odstąpieniu przez Swidrygiełłę, gdzie ona 
oczywiście jeszcze bardziej była potrzebną. Dziwić się też nie mo- 
żna, że i tu i tam natrafiamy przy tych nadaniach Kazimierzo- 
wych od czasu do czasu na imiona o brzmieniu litewskiem '), na 
nazwiska niektórych rodzin z Rusi Htewskiej 3), świadczące nam, 
że Litwa posługiwała się przy tej kolonizacyi także swymi rodzi- 
mymi żywiołami, łącząc korzyść gospodarczą z poHtyczną. To 
ostatnie spostrzeżenie będzie nam potrzebne przy ogólnych wnio- 
skach o ziemiaństwne w dzielnicy Swidrygiełłowej, do których po 
tej krótkiej dygresyi obecnie przystępujemy. 

Jedno przedewszystkiem stwierdzić można już na podstawie 
badań na Korczakami i Kierdejami, że mianowicie właśnie w tej 
warstwie szlacheckiej, niekniaziowskiej, należy szukać żywiołu gnia- 
zdowego, rdzennie wołyńskiego, pamiętającego czasy przed oku- 
pacyą litewską i związanym z nią napływem kniaziów ze stron 
północnych. Żywioł ten, który etnicznie przedstawia się oczywi- 
ście jako małoruski, mimo pewnej — jak wszędzie njemal w zie- 
miach południowej Rusi — przymieszki krwi turańskiej, ci odwieczni 
dziedzice znacznej części ziem.i wołyńskiej, skupiają się oczywiście 
w okolicach jej najdawniejszego i najgęstszego zasiedlenia, koło 
stołecznych, centralnych grodów w Łucku i Włodzimierzu i w są- 
siedztwie pobratymczej Rusi halickiej, gdzie w gęstszych jeszcze 
a niemniej dawnych osadach gospodarowali i rządzili również od 
wieków ich krewni najbliżsi. Dla późniejszych przybyszów, dla 
owych kniaziów z Litwy i Białej rusi, którzy w ciągu stulecia ca- 
łego (a jak zobaczymy i póz'niej jeszcze) śpieszyli śladami Lu- 
barta, dosyć pozostawało jeszcze miejsca w mało zaludnionych 
krańcowych, zwłaszcza północnych i wschodnich włościach Woły- 
nia. Niemniej jednak posiadłości rodzimej szlachty wołyńskiej, 
tyle od nich dawniejszej w tych stronach, były tak wielkie, że 
z kompleksami dóbr, należących do takich zwartych rodów her- 
bowych, jak dwa wyżej omówione, ledwo najznaczniejsze udziały 
kniaziowskie mierzyć się mogły, pozostawając przy tem znacznie 
w tyle co do gęstości zasiedlenia i korzystnego położenia, tak 



>) Dok. I s. 46 1-'' (r. 1448). 

2) Skirmont (Dok. 1 s. 53 "j, Szelibor (Dok. I s. 46 '), i t. p. 
*) Jasmanowicze (Dok. I s. 46 ', 53 '«; por. o nich Boniecki: Herbarz IX 27), 
Kopeć (Dok. I s. 46'). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 12/ 

pod względem gospodarczym, jak i politycznym. Rzecz zrozumiała, 
że takiego np. Niemirę Riazanowicza zaliczano na Rusi czerwonej 
do łprincipes de Luczska* ^), choć wcale kniaziem nie był, — boć 
przecież wszystkich książąt- dynastów przewyższał potęgą. Nie 
wolno zaś zapominać o tem, że oprócz wyliczonych dla przykładu 
dóbr Korczaków i Kierdejów, najlepiej nam znanych, obfitowała 
jeszcze ziemia wołyńska w znaczne nieraz fortuny szlacheckie po- 
szczególnych osobistości i rodzin, występujących w źródłach bez 
wskazówek co do ich pochodzenia; że zaś nieraz były wcale 
wielkie, dorównywały dobrom różnych średniej możności kniaziów, 
o tem niech świadczą chociażby zatwierdzenia dóbr przez Kazi- 
mierza Jagiellończyka w r. .1452, wymieniające oprócz posiadłości 
kilku Korczaków i Kierdejów jeszcze blisko trzydzieści wsi, na- 
leżących do paru innych ziemian ^). Z tych np. pan Siemaszko 
Epifanowicz posiadał samych większych osad pięć^), a kanclerz 
Fedko Kozłowski również tyle-*). Hojne nadania Swidrygiełły, oraz 
Kazimierza, zwłaszcza z 1442 r., z których te ostatnie, co prawda 
przeważnie jedno-lub dwuwsiowe, uwzględniały wyłącznie prawie 
ziemiaństwo niekniaziowskie, znacznie jeszcze dobra szlacheckie 
pomnożyły, przy czem jednak nieraz w tych prz^^wilejach mamy 
do czynienia nie ze świeżemi nadaniami, lecz z zatwierdzeniami 
dawnych »ojczyzn«. Dlatego też właśnie, oraz też ze względu na 
przypadkowe, wskutek rodzaju naszych źródeł naturalnie rzadsze 
wzmianki o odwiecznych dobrach rodowych, nie objętych żadnym 
przywilejem hospodarskim ^), znaczenia tych nadań przeceniać nie 
wolno i z naciskiem podnieść trzeba, że one nie stworzyły do- 
piero możnowładztwa szlacheckiego na Wołyniu, lecz tylko roz- 
szerzyły jeszcze jego i tak znaczne posiadłości, a nadto pomno- 
żyły zastęp pomniejszych właścicieli ziemskich. 

Oprócz samego obszaru i położenia ich dóbr dwie jeszcze 
inne okoliczności znakomicie umacniały stanowisko tego możno- 



>) AGZ XIV nr. 872 (r. 1453). 

=) Dok. I s. 49 2. 3, 10, 12^ 50 », »8, 51 t. 

') Por. teź sam przywilej dla niego u Leontowicza : Akty lit. mietriki.I nr. 14. 

*) Por. teź o jego dobrach wyrok sadowy z 1444 r. w Arch. Sang. I nr. 43. 

*) Tak np. z licznych wsi, wymienionych w cjtowanym wyżej testamencie Ja- 
kóba \Yo3ny Niemirowicza, ani trzecia cześć nie jest wspomniana w przywilejach 
Kazimierza dla jego ojca, a nawet w tych przywilejach znajduje sie wzmianka, że 
Niemira dane dobra ma posiadać tak, jak je juz miaJ za czasów Witolda. 



128 o. HALECKI 

władztwa nieksiążęcego. Po pierwsze miało ono bardzo silne opar- 
cie w potężnych nieraz krewnych z przyległych ziem ruskich Ko- 
rony, którzy, jak widzieliśmy, zwłaszcza przy takich rodach, co 
pamiętały jeszcze czasy, gdy te ziemie tworzyły z Wołyniem je- 
dną całość państwową, stanowili zastęp współbraci, silnie związa- 
nych z panami wołyńskimi węzłami świeżych stosunkowo trady- 
cyi. Wzgląd ten bezsprzecznie ułatwił Swidrygielle, liczącemu 
wielu zwolenników wśród Wołynian, nawiązanie stosunków przy- 
jaznych z panami Rusi koronnej; te zaś jego stosunki znowu 
przyczyniły się do ponownego zacieśnienia owych węzłów między 
ziemiaństwem różnych części Rusi halicko-włodzimierskiej. Działo 
się to zwłaszcza dzięki nadaniom, jakie od niego otrzymywali na 
Wołyniu ziemianie czerwonoruscy; stwierdziliśmy to już, mówiąc 
o Korczakach , tutaj zaś dodajemy jeden jeszcze charaktery- 
styczny przykład; oto ziemianin żydaczowski ^) Lenko Zarubicz, 
którego brat lub w każdym razie bliski krewny Mitko Zarubicz 
otrzymał od Warneńczyka za wierną służbę na kresach podol- 
skich wieś w powiecie kamienieckim ^), dostał od Swidrygiełły 
w ziemi łuckiej wcale obszerne dobra ołyckie a nadto dwie wsie 
krzemienieckie ^). Naodwrót znowu w owych czasach, w pierwszej 
wogóle połowie XV wieku, dzięki temu samemu prądowi, który 
nawet kniaziów wołyńskich, jak widzieliśmy wyżej, do Rusi czer- 
wonej zbliżał, osiadali tam także niektórzy wołyńscy ziemianie, 
jak np. możni w dzielnicy Swidrygiełłowej panowie Hulewicze 
z Wojutyna*). 

Wspomniany napływ ziemiaństwa ze strony zachodniej lub 
poł, zachodniej na Wołyń dokonywał się tem łatwiej, że chodziło 
o ten sam żywioł pod względem nie tylko stanowym, lecz i na- 
rodowościowym, gdyż napływ żywiołu polskiego był wówczas je- 
szcze bardzo słabym. Na małą skalę rozpoczął się wprawdzie już 
za Witołdowych rządów, gdyż wojska polskie, wyruszając z W^ło- 



1) Por. Monogr. XX. Sanguszków I 25 przyp. 2, 26 przyp. 2. 

2; Muzeum XX. Czartoryskich oryg. perg. nr. 4O3 (29 IX 1442) 

») Dodatek I nr. 2 (Ołyka, Mytielno, DoJgie Szii, Wielbice; Wandrouha, Se- 
menówka). 

*J Materyaf źródłowy do tej sprawy: Akty JZRossii I nr. 14; Prochaska: Ma- 
teryaJy arch., nr. 133, 239; AGZ XV nr. 4226—4230; Matricularum Summ. I nr. 
1987— wrócimy do niej w ostatnim rozdziale. Por. te-i Boniecki: Herbarz VII 394 nn., 
i cytaty o Hulewiczach w naszym dodatku II. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 129 

dzimierza na Łuck w r. 1431, napotkały na wsie należące do Mszczuga 
Skrzyńskiego i do kasztelana krakowskiego Krystyna Ostrowskiego'), 
potem jednak napływ ten urywa się niemal zupełnie, a to nawet po 
trwałem pogodzeniu się Swidrygiełły z Koroną. Błędnem byłoby 
dopatrywanie się przyczyny w niechęci ze strony tego księcia, 
który przecież w latach 1437/8 dopuszczał panów polskich do 
swej rady -), miał Polaków w swem najbliższem otoczeniu i po- 
sługiwał się nimi przy misyach dyplomatycznych ^). Powodu isto- 
tnego należy szukać raczej w tem, że nawet w ziemiach ruskich 
wcielonych już do Korony kolonizacya polska nie była wtedy 
jeszcze tak rozwiniętą, aby umożliwić skutecznie dalszą ekspanzyę 
ku wschodowi. Mimo to pewne wyjątki się zdarzały. I tak Pola- 
kiem był zapewne z pochodzenia ów »Lach< Koniński, który 
w r. 1444 występuje wśród ziemian wołyńskich^), a również i pan 
Zygmunt z Grabkowa, który aż do r. 1454 dziedziczył Tworzy- 
czany i Dulęby w powiecie włodzimierskim '), nad samą granicą 
koronną. Równoczes'nie jednak nasuwa się inne pytanie, dotyczące 
składu narodowościowego ziemiaństwa wołyńskiego, mianowicie 
o ile postępowała wówczas w tej warstwie kolonizacya od pół- 
nocy, litewska zwłaszcza, której pierwszą falę poznaliśmy w knia- 
ziach-dynastach. Otóż stwierdzilis'my, że już w r. 1442, bezpośre- 
dnio przed powrotem Swidrygiełły do ziemi łuckiej, rada litewska 
rozdała tutaj, głównie ze względów politycznych, cały szereg 
dóbr rodowitym Litwinom, po części bardzo możnym panom; 
przy wielu nadaniach litewskich nazwisko, a czasem nawet tylko 
imię, odbiorcy nie określa nam jego pochodzenia, lecz analogia 
z nadaniami w Krzemieniecczyz'nie i Bracławszczyz'nie, gdzie spo- 
tkalis'my kilka znamiennych przykładów, nasuwa wniosek, że także 
na ściślejszym Wołyniu starano się, póki można było, osadzać 



1) DJugosz: Hist. IV 447 (Ziemno , Skurcze i Biskupicze , z których pierwsza 
należy następnie do dóbr Niemiry Riazanowicza i jego syna). 

') Dodatek I nr. 10, u. 13: oprócz Jana Wojnickiego z Sienna, który, jak 
wspomnieliśmy, był chwilowo starostą łuckim, także p. Piotr Wojnicki i p. >Łasto- 
wski« (Wlostowski, Dersiaw z Wlostowic), starosta kamieniecki. 

*) PaweJ i MikoJaj Rogalowie Podkrajewscy iLEK MII nr. Ó24, 647, 657, 
IX nr. 227; OrdensbriefarchiY XVII a nr. 124 p. d. o XII 1438; por. Lewicki: Po- 
wstanie, s. 1S4): WacJaw z Bezmirowa (LEK VIII nr. 981). 

*) Arch. Sang. 1 nr. 43. 

5) MS. ordyn. Zamoyskich 1603 III p. 2S3. 
■O. Halecici: Ostatnie lata Swidrygiełły. 9 



130 o. HALECKl 

przybyszów z Litwy i Rusi litewskiej. Podnieśliśmy już, że szlachta 
gniazdowa nie mogła się na to patrzyć przychylnie, i rzeczywiście 
też pod rządami Swidrygiełły, nawet gdy się uznał wasalem Litwy, 
takich nadań dla przybyszów z północy nie spotykamy, wyjąwszy nie- 
które przywileje wydane bezpośrednio przed jego śmiercią, o których 
pomówimy niżej. Lecz nie spotykamy też żadnych śladów jakiegoś 
dążenia do zupełnego usunięcia Litwinów z Wołynia: przeciwnie, 
po śmierci Dowgirda, obdarowanego przed przybyciem Swidry- 
giełły w tych stronach, znaczna część jego dóbr wołyńskich prze- 
szła w posiadanie innego pana litewskiego, Juszka Dowgiałowicza, 
który spokojnie niemi władał aż do śmierci księcia *), a nawet 
wśród dworzan Swidrygiełły spotykamy w tych latach szlachcica 
litewskiego Stanisława z Dubowca -). Tak więc pod rządami Olgier- 
dowicza nawiązywały się też , aczkolwiek w skromniejszym zakre- 
sie, pewne związki jego dzielnicy łuckiej z Litwą, zasilane przez 
bezpośrednie rządy litewskie w Krzemieńcu i stosunek w. księcia 
do malkontenta wołyńskiego, kniazia na Ostrogu. 

Drugim czynnikiem, wzmacniającym stanowisko szlacheckiego' 
ziemiaństwa na Wołyniu, było istnienie niektórych wielkich, roz- 
gałęzionych rodów herbowych. Taksamo bowiem jak w Polsce, 
organizacya rodowa szlachty nie tylko łączyła liczne rodziny i je- 
dnostki pewnem poczuciem solidarności, ale zacierała też nieuni- 
knione różnice w ich stanowisku majątkowem i politycznem, nie do- 
puszczając do takiego rozłamu między możnowładztwem a zwykłą, 
uboższą szlachtą, jaki istniał w w. księstwie litewskiem, dokąd na- 
szem zdaniem przeniesiono polski ustrój rodowo- herbowy szla- 
chectwa dopiero po unii. Tak n. p. jakikolwiek ziemianin wołyński 
z rodu Korczaków, chociażby jedną tylko wioskę posiadał, czuł się 
przecież współrodowcem, bratem herbowym owych najpotężniejszych 
nawet Riazanowiczów, którzy, wyszedłszy z tego samego pierwo- 
tnego gniazda, w tej samej rodzinnej ziemi doszli z biegiem długich 
lat do tak możnego stanowiska. W przeciwieństwie jednak do sto- 
sunków polskich ten ustrój rodowy nie obejmował całości szlachty 
wołyńskiej. Mimo skąpego materyału heraldyczno-sfragistycznego 



') Dok. I s. 49*0 (por. W. Semkowicz w Mieś. herald. I914 s. 15). Tylko 
Michlin, dawne nadanie ŚwidrygielJy z r. 1433 dla Andrzeja Wolotowicza, odzyskat 
ten ostatni po Dowgirdzie, por. wyżej s. 42. 

*) AGZ XIV nr. 1204 (Lithwanus, r. 1444), 1425 etc. 



OSTATKIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I3I 

można stwierdzić już w XV wieku używanie odrębnych godeł 
herbowych u ziemian wołyńskich, jak u wspomnianych Hulewi- 
czów^) lub u krajczego Fedka Chomicza -), nie mówiąc o licz- 
nych herbach > własnych* rodzin wołyńskich, znanych z heraldyki 
późniejszej. 

Ważniejszem jeszcze jest nasuwające się dalsze zagadnienie, 
czy owa warstwa posiadaczy ziemskich, stojąca po za kilkoma ro- 
dami herbowymi, stanowiła prawnie wraz z nimi jednolity stan 
szlachecki, analogiczny do polskiego po zaniknięciu włodyków, lub 
też czy była zróżniczkowaną, tak jak w innych ziemiach w. księ- 
stwa litewskiego. Chcąc je rozwiązać, należy przedewszystkiem stwier- 
dzić, że mimo pewnej chwiejności w terminologii, zwłaszcza co do 
określenia » bojarów* (do czego niżej wrócimy), znanem już było 
wówczas na Wołyniu pojęcie szlachectwa jako przynależności sta- 
nowej i związanych z niem praw i wolności: już z r. 1438 posia- 
damy bowiem przywilej Swidrygiełły 3), przypuszczający na pole- 
cenie kn. Sanguszki pewnego pana. »człowieka rycerskiego*, przy- 
byłego tutaj z dalekiej ziemi siewierskiej, do wszelkich swobód 
szlachty litewskiej. Ale trzeba też podnieść bardzo znamienną ró- 
żnicę w tytulaturze, której się trzymała kancelarya tego księcia: 
wszystkich odbiorców swych nadań ziemskich Swidrygiełło nazywa 
wprawdzie sługami swoimi, lecz jednym (a to przeważnej części), 
daje przy tem tytuł *pana«, innym zaś nie*), a król Wład3'sław III, 
tłómacząc i zatwierdzając jedno z jego nadań tej drugiej kategoryi, 
nazywa obdarowanego tak w transumpcie jak i we własnej nar- 
racyi tylko >fidelis noster* ^), nie zaś jak w innych swych przy- 
wilejach »nobilis*. Xajwyraz'niejszy dowód prawnego znaczenia 
owego tytułu »pana« znajdujemy w znamiennym fakcie, że jeszcze 



*) Boniecki : Herbarz VII 394, godło pierwotne podobne do h. Nowina lub Szeliga. 

-) Tamże, III 67; por. też godło na pieczęci Ceceniewśkich z r. 1469 (Arch. 
Sang. I nr. 68, tabl. III). 

') Dod. I nr. 15. Oczywiście nie mamy tu do czynienia z nobilitacya , jak 
twierdzi Leontowicz (Zurnal minist. prosw. 1908, zesz. 7, s. &•, lecz raczej — z punktu 
widzenia Wolynian — z indygienatem ; pojecie szlachty 3>choragiewnej«, z którem 
sie tu spotykamy, oznacza niewątpliwie, źe ziemianie, posiadający prawa szlacheckie, 
wyruszali na wyprawy wojenne pod chorągwią ziemi czy powiatu. >Kniazi , pany 
i szlachta* przedstawiają sie tutaj jako jedna równouprawniona warstwa. 

*) Np. tamże, nr. 5 (dla Michała Olechnowicza), nr. 7 (dla Olifera); por. tez 
nr. 22 (sziemieninu naszomu Fedku Babrokowiczu*). 

*) Tamże, nr. 10. 



132 o. HALECKI 

W r. 1511^) ziemianie łuccy Haponowicze Wołkowycze, których 
na stanowisko sług putnych chciano zepchnąć, chcąc dowieść, że 
nie są »prostyi ludi», lecz ziemianie pełnoprawni, powoływali się 
na to, że Swidrygiełło w przywileju, nadającym wieś' Podhaje ich 
dziadowi Piotrowi, swemu łowczemu, dwa razy go nazwał » panom 
a nie prostym łowcom « -). Podobne rozróżnianie zauważa się w kan- 
celaryi Swidrygiełłowej przy wystawianiu pełnomocnictw dla posłów 
wysyłanych n. p. do Zakonu: szlachcic polski Podkrajewski jest 
tytułowany >nobilis<, po niemiecku >der edle und namhaftige 3), 
nieznany zas' bliżej Olechno (Alexius), choć jest >familiaris noster 
fidelis«, musi się zadowolić wybitnie nieszlacheckim epitetem >fa- 
mosus**). Spotrzegamy więc, że tak na dworze księcia, jak i wśród 
odbiorców jego nadań na dobra w jego dzielnicy oprócz warstwy 
szlacheckiej, obejmującej kilka rodów herbowych a nadto różne 
rodziny odrębne, o własnych godłach pieczętnych, istniała warstwa 
niższa, która co prawda również pełniła służbę ziemską (t. j. wo- 
jenną z nadanych jej ziem książęcych) i dworską, lecz nie posia- 
dała ani tytułu szlacheckiego ani pełni owych praw szlacheckich, 
o których mówił Swidrygiełło w r. 1438, a z których główne ni- 
żej poznamy. 

Lecz nie dość na teml Obok tych ziemian niepełnoprawnych, 
służebnych, lecz poddanych bezpośrednio najwyższemu władcy 
ziemi, jej księciu dzielnicowemu (względnie w. księciu litewskiemu), 
a odpowiadających t. zw. bojarom »pod hospodarem* na Litwie^), 
spotykamy jeszcze drugą, podobną kategoryę ludności na Wołyniu 
(tak samo jak w innych ziemiach litewsko -ruskich), mianowicie 
bojarów służebnych, poddanych możniejszym kniaziom wołyńskim. 
W dokumentach z drugiej połowy XV wieku ci bojarowie i dwo- 
rzanie kniaziowscy są czasem wyraźnie przeciwstawiani wymienio- 



*) Russk. istor. bibl. XX s 704; twierdzenie jednego z ziemian wołyńskich o 
ich służbie putnej i t. d. w dok. z 1501 r. (Leontowicz: Akty, nr. 579). 

-) Jest to oczywiście ten sam łowczy p. Pietrasz Wolkowyj, który 1437 r. 
otrzymał od Świdrygiefły ziemię pod Łuckiem (Dod. I nr. 9). W przeciwieństwie do 
tego nabiera znaczenia wzmianka z 1545 r. o niejakim Zubowiczu i jego rodzinie, ie 
był łłowec w. kn. Szwytryhaila, nebyła znakomitaia szlaclita* (Źródła dziej. VI 85). 

3j Por. n. p. LKK IX nr. 227; Ordensbriefarchiv XVII a nr. 124 (6 XII 1438). 

♦) Ordensbriefarchiv XVII a nr. 123 (ll III 1437). 

s) Por. o nicii ostatnio u Kutrzeby: Hist. ustroju II 64, a także uwagi o szla- 
chcie niepełnoprawnej u Kruszewskiego (V 90, te£ 45 '6) i I.eontowicza (Prawospo- 
sobnost' litowsko - russkoj szlachty, 1. c, zesz. 6, s. 271, 274). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 133 

nym przed nimi >ziernianom królewskim, panom, ludziom dobrym*'), 
szlachcie w ścisłem tego słowa znaczeniu, lecz analogiczne sto- 
sunki istniały już przedtem, także za czasów Swidrygiełłowych, 
kiedy słyszymy już o bojarach, służących kn. Koreckiemu ^j, oraz 
o > bojarach słuhach kniażich« Wasyla Ostrogskiego ^). To też 
niewątpliwie już wówczas także i inni kniaziowie, jak zwłaszcza 
Czartoryscy i Sanguszkowie, mieli takich bojarów służebnych, 
choć wyraz'ne na to dowody znajdujemy dopiero w dokumentach 
o kilka lub kilkanaście lat póz'niejszych *). Najbardziej jednak 
skomplikowane powstawały stosunki społeczne, gdy wskutek na- 
dania całej pewnej włości jakiemuś kniaziowi lub możnowładcy 
w stosunek podobnej zależności od niego wchodził* nietylko do- 
tychczasowi bojarowie -słudzy wielkoksiążęcy, którzy w ten spo- 
sób zmieniali swego bezpośredniego > hospodara*, lecz wszyscy 
wogóle. także szlacheccy właściciele ziemscy danego obszaru; nie- 
bezpieczeństwo zepchnięcia ich w ten sposób na niższy szczebel 
społeczny wywoływało oczywiście opór, który, taksamo jak stara- 
nia bojarów służebnych do zrównania się ze szlachtą, prowadził 
do rozlicznych rozpraw sądowych. Tak n. p. gdy. jak zobaczymy, 
niedługo po śmierci Swidrygielły włość stepańską otrzymał kn. 
Holszański, dostał ją nietylko >cum boyarinis serviciis et angariis 
alias puthnymi*, ale także z bojarami szlachetnymi (nobiles)^), 
którzy następnie jeszcze w XYI wieku starali się wyzwolić z za- 
leżności służebnej od Holszańskich, twierdząc, że od czasów Witoł- 
dowych nie są bojarami stepańskimi, lecz wołyńskimi t. zn. wolnymi 
od związku służebnego ze Stepaniem ^). Taksamo, gdy, jak wspo- 
mnieliśmy, w r. 1442 włość połońską dostał Jan Gasztołd, boja- 
rowie tamtejsi służyć musieli temu litewskiemu panu, a choć na- 
stępnie, gdy chwilowo Połonna wróciła w ręce wielkoksiążęce, po- 
wrócić chcieli do służby hospodarskiej. niebawem znowu oddani 
zostali w zależność od innych możnowładców, kolejno obdarowywa- 
nych tą włością; co więcej, nawet gdy póz'niej jedną w niej ma- 
jętność posiadł kn. Iwan Putiatycz, to i on, choć książęcy poto- 
mek, musiał z niej służyć p. Kuczukowi, któremu włość całą nadał 



') Arch. Sang. I nr. 52, 59. 85, III nr. 18 (r. 1458— 1483). 

2) Dod. I nr. 21. ^) Russk. istoi. bibl. XX s. 73Ó. 

*) Arch. Sang. 1 nr. 52, III nr. 18. 

5) Arch. Sang. III nr. 112 (wzmianka w dok. 151 1 r.i, por. 195, 201, 243, 413. 

8) Russk. istor. bibl. XX s. 688; por. Alaksimiejko: Sejmy dod. s. 24. 



134 O- HALECKI 

W. książę 1). Przykłady te zaprowadziły nas po części już w czasy 
po rządach Swidrygiełły, dowiadujemy się jednak, z póz'niejszego 
co prawda dokumentu*), że także jeden z najmożniejszycii za jego 
czasów panów wołyńskicłi, znany nam Olizar Szyłowicz, miał 
bojarów służebnych przy jednym z dworów swoich, bodaj czy nie 
z nadania Swidrygiełłowego. Na odwrót, gdy potem za rządów 
litewskich podupadnie znaczenie szlacheckiego ziemiaństwa wo- 
łyńskiego na rzecz kniaziów, spotkamy się nawet z takimi wypad- 
kami, że członkowie starj^ch rodów herbowych w zamian za wolne 
ojcowizny nabędą ziemię we włościach takiego kniazia i z niej 
mu będą służyli! Szczegół ten, do którego wrócimy na odpowie- 
dniem miejsca, upodabnia jeszcze bardziej stosunek między wolną, 
szlachecką a służebną warstwą do stosunku między panami -dy- 
nastami a ministeryałami w średniowiecznych Niemczech, z którym 
Już się nasuwało porównanie badaczom ^). 

Już z powyższych uwag mogliśmy się przekonać, że taksamo, 
jak chwiejnym był przedział między obiema warstwami , zależny 
nie tylko od urodzenia, ale też od obowiązków służebnych złączo- 
nych z posiadaną ziemią, tak też chwiejnie, dla jednej i dla dru- 
giej, używanem byw^ało najogólniejsze miejscowe określenie ludno- 
ści wojenno -ziemiańskiej, mianowicie tytuł bojarów. Warstwę szla- 
checką za czasów Swidrygiełły najlepiej może nazywać panami, 
gdyż wówczas tytuł ten nietylko dygnitarzom i możnowładcom, 
ale i zwykłej szlachcie przysługiwał; powoli dopiero przyjmuje się 
za wzorem polskim nazwa ziemian ^), których niebawem jako szla- 
chtę zwyczajną panom -magnatom przeciwstawiać się będzie; bo- 
jarów służebnych już w r. 1392 w rozróżnieniu od bojarów -szla- 
chty (barones, milites, boyarini, nobiles) nazwano »clientes« '"), pó- 
źniej, gdy jednostki silniejsze ekonomicznie przenikały do warstwy 
szlachecko- ziemiańskiej, reszta spadła niewątpliwie do rzędu t. zw. 
w ziemiach litewsko- ruskich sług putnych ^), istniejących na Wo- 

*) Tamże, s. 566/7. 

2) Arch. Sang. 1 nr. 98 (r. 1491), por. 145, oraz Arch. JZR VHI/4 s. 340. 

') Kutrzeba, o. c, s. 85. 

♦) Raz n. p. już w r. 1386 jArch. Sang. I nr. 7), kilka razy w polowie 
XV w., za czasów Swidrygiełły, potem coraz częściej za Kazimierza Jagiellończyka, 

5) Arch. Sang. 1 nr. 13. 

*) »Słuhi putnyje« w pcw. łuckim 1502 r. (Arch. Sang. I nr. 122); współ- 
czesna (1501 r.) wzmianka o sługach Świdrygiełlowych, którzy za Kazimierza »poczali 
służba slużiti putnuju« (Leontowicz : Akty, nr. 579). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRY GIEŁŁY 135 

łyniu jeszcze w czasie po unii lubelskiej ^). W badanym przez nas 
okresie niejednego może z ich przedstawicieli możnaby też wy- 
kryć ws'ród odbiorców owych lakonicznie zaregestrowanych nadań 
Kazimierzowych na Wołyniu, wśród tych z nich zwłaszcza, którzy 
są tylko oznaczeni imieniem chrzestnem, bez dodania nawet pa- 
tronymiku. choć nieraz co prawda także niewątpliwi »panowie« 
używali tylko imienia chrzestnego i dopiero w tych właśnie cza- 
sach tworzyli sobie nazwiska rodzinne, wytwarzane bądź to z przy- 
domków, patronymicznych przeważnie, bądź' też na wzór polski 
od wsi, jak Mylski, Hostski itp. 

Warstwa nieksiążęcych posiadaczy ziemskich nie była więc 
całkiem jednolitą a oczywiście nawet wśród szlachty, nawet wśród 
wspólnot rodowych, możniejsi wyodrębniali się z pośród ogółu 
szlacheckiego taksamo, jak to się przecież działo i w Polsce. Ta 
okoliczność oraz fakt, że napływowe możnowładztwo kniaziowskie 
niezmiernie szybko się zrastało z ziemią i asymilowało z nowem 
otoczeniem , że nawet Olgierdowicze już w drugiem lub trzeciem 
pokoleniu mogli się wydawać »generis Ruthenici* -), być przed- 
stawicielami ziemiaństwa dzielnicy, w której osiedli, i jej dzielni- 
cowych interesów ^), — to wszystko zbliżało do siebie nawzajem 
dwie tak różne pochodzeniem grupy możnowładztwa. Z różnicami 
etnicznemi zacierały się różnice stanowe, tembardziej, że nawet 
znakomitsi dynaści , zszedłszy w ramy rządzonego społeczeństwa, 
nawet pod rządami swego stryja lub dziada stryjecznego Swidry- 
giełły niczem się pod względem stanowiska społeczno - politycz- 
nego nie różnili od możnych panów nieksiążęcego pochodzenia: 
otrzymywali nadania hospodarskie zupełnie analogiczne, na prze- 
mian z nimi piastowali godności i urzędy, wśród nich, niekoniecz- 
nie nawet przed nimi, zasiadali w radzie, jak to zaraz bliżej wy- 
jaśnimy. Ostatecznego zespolenia w jedną warstwę możnowładztwa 
dzielnicowego o wspólnych interesach i przeważnie wspólnej po- 
lityce dokonały wreszcie związki małżeńskie, łączące najmożniej- 
szych panów pomiędzy sobą, ale też z najznakomitszymi kniaziami. 
Dość wskazać, że syn jedyny Niemiry Riazanowicza żeni się z córką 



*) Por. wzmiankę w przywileju inkorpor. dla Wołynia z 27 V 1569, a zwłasz- 
cza ustęp o bojarach we wstępie do XIX tomu Źródeł dziejowych (s. 46,7). 

^) Por. znana wzmiankę Długosza (Hist. IV 619) o Iwanie Czartoryskim. 

') Por. wystąpienie Sanguszkowiczów na czele ziemiaństwa wołyńskiego w r. 
1440, omówione w rozdziale I. 



136 o. HALECKl 

nieznanego niestety kniazia, która po jego śmierci wyszła za je- 
dnego z kn. Nieświzkich, była zaś pasierbicą Olizara Szyłowicza 
Kierdejewicza a po matce wnuczką znanego nam dobrze Jurszy, 
podczas gdy córka Niemiry wycłiodzi za kn. Mictiała Czartory- 
skiego 1); że siostrzenica Niemiry jest żoną starosty włodzimier- 
skiego Kostiuszki -), którego następca na tym urzędzie Paszko Da- 
chnowicz, zdaje się współrodowiec Riazanowiczów, wydaje córkę 
za kn. Hołownię - Ostrożeckiego ^). Nie mnożąc przykładów, rzuca 
się "wyraźnie w oczy ważne spostrzeżenie , że włas'nie w połowie 
XV wieku kniaziowskie i niekniaziowskie możnowładztwo Woły- 
nia wiąże się jak gdyby w jedną > familię*, łączącą w rękach sv/ych 
członków ogromne dobra i wpływowe urzędy. 

Znaczenie tycli stosunków społecznycli ocenimy należycie do- 
piero przy rozpatrywaniu ustroju politycznego dzielnicy Swidry- 
giełłowej. Nim jednak do tego przystąpimy, należy uwzględnić choć 
ten skromny zasób wiadomości, jaki nam dają źródła o warstwach 
społecznych , dotąd przez nas nie wspominanych. Co do ducho- 
wieństwa, to przedewszystkiem stwierdzić trzeba, że w ziemi której 
mieszkańcy, niewyjmując Gedyminowiczów, byli »ritus Ruthenici**)^ 
której władca, aczkolwiek sam katolik, zadziwiał współczesnych 
swoją przychylnością dla schizmatyków, łatwo zrozumiałą , po- 
nieważ wielu miał ws'ród nich wiernych zwolenników, na pierwszy 
plan wysuwał się nie Kościół katolicki, ale cerkiew. Katolicki bi- 
skup łucki , zawdzięczający swe uposażenie Witołdowi i jego bratu 



1) Szczegóły genealogiczne w testamencie Jakóba Wojny Nicmirowicza , oraz 
Arch. Sang. I nr. 91, 138 — 140; por. Wolff: Kniaziowie, s. 23, 607. Zona Jakóba 
Niemirowicza, która 2-do v. poślubiła kn. Semena Nieświzkiego (Rówieńskiego), mu- 
siała być córką jakiegoś kniazia stepańskiego. gdyż jeszcze w r. 1507 podnosi wobec 
Holszańskich pretensye do Stepania, swojej ojcowizny, które jednak odrzucono , po- 
nieważ ich nie wytoczyła, gdy Kazimierz Jagiell. Stepań Holszańskiemu nadał (Rnssk. 
istor. bibl. XX s. 548). 

2) Por. dod. I nr. 32 i ustęp o Kostiuszce w dod. II. 
3j Wolff, o. c , s, 132. 

*) Długosz w cyt. wyżej wzmiance o Czartoryskim. Co do Świdrygielły, to 
po wyniesieniu na godność wielkoksiążęcą nie używał już w przywilejach swoich 
katolickiego imienia Bolesława, lecz zawsze tylko pogańskiego; na kilku jtdnak na- 
daniach z r. 1446 i 1451 (dod. I nr. 28, 34, 37) nazywa siebie »01eksandro inako 
Szwitrigajib Olgirdowiczc. Ponieważ dokumenty te znamy tylko z oblat XVI w., fakt 
używania przezeń imienia Aleksandra pozostaje niepewnym; inaczej możnaby myśleć 
o chrzcie ruskim przyjętym w nieznanym z resztą czasie. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 137 

Zygmuntowi ^), znika z widowni dziejowej tak zupełnie , że nie 
wiemy nawet, kto piastował ten urząd duszpasterski w omawia- 
nym okresie. Za to władyka łucki, którym po Teodozym , wystę- 
pującym po raz ostatni w r. 1438 "-, został Efremiej '), zasiada 
w radzie Swidrygiełły na pierwszem miejscu, przed wszystkimi 
kniaziami i panami, a zalicza się, taksamo jak starosta łucki Nie- 
mira, do >principes de Luczska* *); nadto, jak wiadomo, istniała na 
Wołyniu druga jeszcze, niemniej bogata od łucko-ostrogskiej, eparchia 
scłiizmatycka , mianowicie włodzimiersko- brzeska, clioć co prawda 
ówczesny władyka tamtejszy Danił mniejszym się cieszył wpływem 
politycznym przy boku Swidrygiełły aniżeli Efremiej ^). Nie brak 
też wzmianek współczesnych o licznych w ziemi wołyńskiej mona- 
sterach, przeważnie pod wezwaniem św. 2^Iikołaja^), o cerkwiach, 
zaopatrzonych w dwory i dworzj^szcza , wznoszących się po mia- 
stach i wsiach ''). Nieraz erygowali je sami ziemianie wołyńscy 
którzy wogóle nie skąpili na pobożne fundacye, tak, że często 
w nadaniach Swidrygiełłowych powtarza się wzmianka, że w^olno 
im z dóbr, jakie otrzymywali, »na cerkow po swojej duszi dati<**), 
choć też na odwrót były czasem cerkwie i monastery objęte ^) 
takiemi nadaniami dla kniaziów i panów, wchodząc przez to 
w ścisłą od nich zależność. O małem jeszcze rozszerzeniu katoli- 
cyzmu na Wołyniu świadczy i ta okoliczność, że nie słyszymy 
o żadnem nadaniu czy to Swidrygiełły czy to nawet Kazimierza 



1) Downar - Zapolskij : Akty lit.-russk. gosud. I nr. 5 (r. 142S »de novo fun- 
dato et erecto — po przeniesieniu z Włodzimierza w r. 1425 — inter schismaticos et 
yarianim sectarum cultores*), 9 (r. 1437). Biskupem był wówczas Andrzej, który 
w r. 143 1 podpisał w radzie Swidrygiełły pokój w Christmemel (LEK YIII nr. 462). 

-) Dod. I nr. 17. ') Por. cytaty w dod. 11. 

*) AGZ XIV nr. 872. 

^) Danił występuje w r. 145 1 (Russk. istor. bibl. VI nr. 72), lecz, jak wska- 
iemy niiej, nigdy nie zasiada w radzie Swidrygiełły; o eparchiach wołyńskich u Kru- 
szewskiego, V 460. 

*) N. p. w Dolsku, Klewaniu, Mielcach (Arch. Sang. III nr. i, 14; dod. I 
nr. 28), nadto w Łucku (Akty Zap. Rossii I nr. 34, 84, gb), Feresopnicy (Paleogr. 
snimki, nr. 13, data 1467 błędna!), Żydyczynie (Sang. I nr. 85; por. AZR II nr. 29] itd. 

') Dod. I nr. 3b; Dok. I s. 53 1« i t. d. 

®) Dod. I nr. 38, por. teź 9, 28, 35, 36, 37. Przykłady fundacyi pobożnych 
w Aktach Zap. Rossii I nr. 84^"™ (Oiizara Szyłowicza i Porfirego Kierdejewicza) 
i 96 (kn. Michała Konstantynowicza Pińskiego, lecz nie z r. 1489/92, tylko z po- 
lowy XV wieku 1). 

») Dod. I nr. 28, 3Ó. 



138 o. HALECKI 

dla duchowieństwa lub kościołów katolickich, podczas gdy wiemy 
o przywilejach przynajmniej pierwszego z nich dla katedry gre- 
ckiej we Włodzimierzu ^) a nawet dla władyki ormiańskiego w Łu- 
cku^). Znowu jednak trzeba dodać zastrzeżenie, że takie stosunki 
nie były rezultatem jakiejś szczególnej niechęci do katolicyzmu 
lub walki z nim, lecz poprostu wynikiem faktycznego stanu rzeczy, 
słabego jeszcze stanowiska jego w tych stronach. Że wniosek ten 
jest słusznym, że tam, gdzie oba wyznania się spotykały, zgodnie 
żyły obok siebie, tego wymowną illustracyę znajdujemy w doku- 
mencie, późniejszym tylko o parę lat od śmierci Swidrygiełły: oto 
testament pana Jakóba Niemirowicza Riazanowicza, który sam, 
oczywiście jak i inni panowie wołyńscy, cerkwi greckiej się trzy- 
mał a nawet dalekiej Pieczerskiej Ławrze pancerz i kożuch zapisał, 
podpisali obok siebie dwaj tylko świadkowie, obaj stanu duchow- 
nego, a byli nimi >duchownik moj pop Iwan Stwahowncki i kniaź Jan 
pleban Krosziski« ^). Co więcej, protoplasta Ostrogskich, owych 
słynnych w późniejszych czasach protektorów prawosławia, sam 
kniaź Fedor Danilewicz, który podobno umarł jako mnich Ławry 
pieczerskiej w Kijowie*), koło r, 1440, pozyskany — zdaje się — 
dla unii cerkiewnej przez metropolitę Izydora, założył w swym 
Ostrogu klasztor Dominikanów, oddał im w tym celu cerkiew 
Matki Boskiej i »kniaziu Janu mnichu Czechu*, widocznie ich prze- 
łożonemu, wystawił odpowiedni przywilej; gdy ten zaś spłonął 
w czasie napadu tatarskiego, prawdopodobnie w r. 1443, potwier- 
dził go syn jego, znany nam kniaź Wasyl Ostrogski, dodając wyraźne 
postanowienie, że żadnego prawa do klasztoru nie mają świeccy 
»popi«, lecz tylko mnisi, Dominikanie^). Nawet żona tego Wasyla, 
wyposażona przez Witolda kn, Hanka, musiała być katoliczką z uro- 
dzenia, gdyż chociaż następnie występuje z imieniem Ahafii, jeszcze 
w r. 1 46 1 miała w swem otoczeniu księży katolickich, >kn. Miko- 
łaja, kapłana lipowskiego, i kn. Bałtromieja, kapłana dwornego**). 

1) Wzmianka w dok. z r. 151Ó podana u Hruszewskiego, V 277 przyp. I. 

') Dod. I nr. 12; cerkiew ormiańska w Łucku wspomniana 1490 r. (Arch. 
Sang. I nr. 97). 

') Arch. JZR VII/l nr. 3*; zawiera też zapis dla cerkwi w Ziemnie. 

■») Kruszewski], VI 308/9; Rulikowski-Radzimiński: Kniaziowie i szlachta, s. 36nn. 

^) Arch. Sang. I nr. 40. Wiadomo , źe Dominikanie mieli tei z fundacyi Ja- 
giełły, pomnożonej przez Witolda, klasztor swój w stołecznym Łucku; por. Słownik 
geogr. V 779, Jabłonowski: Hist. Rusi, s. 94. 

•) Tamże, I nr. 55, por. nr. 30. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 139 

Po za duchowieństwem katolickiem napływ z dalszego, nie- 
ruskiego zachodu można najwyraz'niej stwierdzić w miastach ^)\ tak 
n. p, wśród mieszczan stołecznego Łucka, który coraz większą 
sobie zdobywał ekonomiczną przewagę nad Włodzimierzem , oraz 
w Krzemieńcu już w r. 1432 (względnie 1438) obok Rusinów wi- 
dzimy też Polaków i Niemców 2), a z nich to właśnie wybierano 
zwykle pierwszych wójtów 3), gdy większe miasta wołyńskie otrzy- 
mywały prawo niemieckie z jego organizacyą na wzór zachodni. 
Obok Łucka, któremu po raz pierwszy przyznał je Jagiełło w przy- 
wileju z 1432 r. *), Włodzimierza, gdzie spotykamy ślady tego 
prawa już w XIV wieku a następnie szereg wójtów za Kazimierza 
Jagiellończyka^), oraz Peremila, którego katolickim, polskim i 
niemieckim mieszczanom Witold nadał magdeburgię *), otrzymały 
ją za czasów Swidrygiełły jeszcze Krzemieniec, gdzie książę ten 
ustanowił wójta w r. 1438^), i Litowiż, miasto starosty łuckiego 
Niemiry, za zasługi swego właściciela^). Szczególną jednak opieką 
ŚwMdrygielło otaczał Łuck; ponieważ zamki wołyńskie, oprócz Krze- 
mieńca, gdzie od niepamiętnych czasów wznosił się gród ze skały 
murowany ^), były wówczas jedynie drewniane, pragnął, jak to już za- 
częto za czasów Lubarta i Witołda, oba zamki łuckie, górny i okólny, 
murem otoczyć, czego jednak za jego czasów przy zamku okól- 
nym już nie zdołano dokończyć, tak że część jego drewnianą 
pozostać musiała ^•'j. Nadto pozwolił mieszczanom swej stolicy rą- 
bać drzewa, kosić trawę i paść bydło w lasach i dąbrowach w po- 
bliżu miasta ^'^). 



*) Hruszewskij, VI 273, por. też s. 48. 

2) Cod. epist. I nr. 82; Dod. I nr. 16. 

3) O Krzemieńcu por. dod. I nr. 16, o Łucku , dok^d Witołd powoJat wójta 
Polaka — uwagi Prochaski w Bibl. warsz. 1913, II 544 '• 

*) Por. uwagi Hruszewskiego, V 230. 

*) Tamże, s. 225 przyp. i. 

«) Downar-Zapolskij: Akty I nr. 7 (z biedną datą 1430 r.); Archiw JZR 
■VIII/4 nr. 2 (r. 1420). 

') Dod. I nr. 16. W r. 1442, na znanym nam dobrze zjeździe wileńskim, Kazi- 
mierz Jagiell. zatwierdził Krzemieńcu prawo niemieckie, Teki Naruszewicza t. 17 nr. 124. 

*) Dod. I nr. 40. Za wzór służyło przy tem nadanie prawa niemieckiego po- 
bliskiemu, lecz już koronnemu Hrubieszowowi przez Władysława Jagiełłę. 

*) Wzmianka przy rewizyi zamków 1545 r. w Źródłach dziej. VI s. 96. 

»«) Tamże, s. 31. 

") Wzmianka w przyw. Aleksandra z 1502 r. (Archiw Jugo Zap. Rossii V/l 
nr. 5 s. 20). 



140 o. HALECKI 

Jeszcze mniej oczywiście można powiedzieć na podstawie 
miejscowych z'ródeł współczesnych o włos'ciaństwie na Wołyniu 
w badanej przez nas epoce. Co do jego poszczególnych warstw, 
to można już w przywilejach Swidrygiełły, taksamo jak w XVI 
wieku ^), jedynie stwierdzić dwie różne grupy siół i >ludzi«, mia- 
nowicie »tiahłych«, ludność ciągłą t. j. obowiązaną do robocizny 
na dworze pańskim, oraz > służebnych*, wyżej postawionych, pełnią- 
cych różnego rodzaju, lecz bliżej nieokreślone posługi 2). Nadto 
ludność włościańska była zobowiązana do różnych świadczeń pie- 
niężnych na rzecz swego pana, określanych w nadaniach ówcze- 
snych jako »myta, płaty hroszowe, czynsze i pobory* ^), a nadto- 
do podatku państwowego (»exactio terrestris generalis*), t. zw. na 
Wołyniu wołowszczyzny (opłacanej od sochy wołowej), od której 
wówczas uwolnione były tylko dobra biskupstwa łuckiego *) i w nie- 
których, wyjątkowych wypadkach pewne dobra prywatne^). 

Obraz możliwie dokładny ustroju społeczeństwa, szlacheckiego 
zwłaszcza, ułatwia nam poznanie ustroju politycznego państwa Swi- 
drygielłowego. Kwestya to tem ciekawsza , że przy żadnej innej 
dzielnicy książęcej, jaka kiedykolwiek istniała na obszarze w. księ- 
stwa litewskiego, nie mamy do zbadania tych stosunków tak obfi- 
tego stosunkowo materyału dokumentowego i że tutaj głównie znaj- 
dujemy wyjaśnienie szeregu charakterystycznych objawów w ustroju 
partykularnym ziemi wołyńskiej w okresie następnym. Z całym 
jednak naciskiem podnieść trzeba, że zgodnie z genezą władzy 



») N. p. Arch. Sang. III nr. 437 (r. 1533). 

2) Wyraźne rozróżnienie siół tiahłych i służebnych w przy w. Swidrygiełły 1 45 1 r. 
(dod. I nr. 3Ó). Rozróżnienie ojczyców i pochoźych, jak w innych ziemiach w. ks. 
litewskiego, spotykamy na Wołyniu po raz pierwszy dopiero w r. 1490 (Pamiatn. kij. 
stariny I/2 s. i ; por. u Kruszewskiego, V 170/1). W innym dok. z czasów Kazi- 
mierza (AZ Rossii I nr. 59) siołom tiahłym przeciwstawiono bojarskie; niewiadomo, 
czy je ze sluiebnemi wprost zidentyfikować można, lecz wyraźnie widać, jak w ustroju 
w. księstwa najniższa warstwa bojarów schodziła się z najwyższą ludności włościańskiej. 

») Por. np. dod. I nr. 35. 

*) Przywilej Witolda r. 1428 uwalniał je od wszystkich świadczeń oprócz wo- 
łowszczyzny, Zygmunt Kiejstutowicz w r. 1437 zniósł wszelkie ograniczenia (Downar- 
Zapolskij : Akty, nr. 5, 9). 

*) N. p. w r. 1407 dobra nadane liii Wiaczkowiczowi przez Witolda (tamże, 
nr. 2), w r. 1487 Lubcza (Arch. Sang. I nr. 138); w r. 1502 Aleksander zwolnił od 
niej Wołynian na lat 12 (Źródła dziej. VI s. 149), a wreszcie w r. 1509 Zygmunt I» 
zatwierdzając przywilej wołyński, dodał ogólne od niej zwolnienie (Akty Zap. Rossii 
II nr. 54). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I4I 

Swidrygiełły na Wotyniu rządy jego są mimo charakteru dzielnico- 
wego jego państwa, mimo nawet późniejszego uznania się przezeń 
za wasala w. ks. Kazimierza, tylko jak gdyby dalszym ciągiem jego 
rządów jako w. księcia litewskiego w latach 1430 — 1438. Różnica 
polega tylko na tern, że obszar jego państwa jest jeszcze mniej- 
szy, ma jeszcze bardziej (wyjąwszy kilkoletnie władanie Bracław- 
szczyzną) charakter jednolitej, osobnej, lecz nie większej od innych, 
dzielnicy księcia hołdowniczego, aniżeli nawet w ostatnich latach jego 
walki z Zygmuntem; że rezydencyą Swidrygiełły, którą tak krótko 
tylko było Wilno, która po zamachu 1432 r., w zawierusze walk 
orężnych, nie zdołała się ustalić, jest obecnie niezaprzeczenie Łuck, 
odgrywający już przedtem chwilowo, za czasów Witołda, jakoby 
rolę drugiej stolicy w. księstwa litewskiego ^). 

Ta ciągłość, teoretyczna przynajmniej i formalna, władzy wiel- 
koksiążęcej Swidrygiełły, mimo przekształconych stosunków przez 
zmiany w latach 1438 — 1442, objawia się oprócz w tytule wielko- 
książęcym, na co już zwracaliśmy uwagę, przedewszystkiem na 
jego dworze. Tych samych dygnitarzy, jakich się spotykało w jego 
otoczeniu, gdy był istotnie w. księciem Litwy, widzimy przy jego 
boku w Łucku w latach 1442 do 1452. Co więcej, są wśród nich 
tacy, jakich nie znała nawet Litwa Witołdowa, jakich na dworze 
wileńskim nie spotyka się równocześnie , lecz dopiero znacznie 
później, tak że nie mamy do czynienia z naśladowaniem Wilna, lecz 
z bezpośredniem przejmowaniem wzorów polskich^). Widocznem 
jest to zwłaszcza w kancelaryi Swidrygiełłowej : podczas gdy na 
dworze wielkoksiążęcym w Wilnie urząd kanclerza wytworzył się 
dopiero za Kazimierza Jagiellończyka i przyjął na stałe od r. 1446^), 
a urząd podkanclerzego powstał dopiero w przeddzień unii lubel- 
skiej, już w latach 1437/8 kn. Borys Hliński jest najpierw pod- 
kanclerzym a potem kanclerzem Swidrygiełły*), a ledwo mu w r. 



1) Por. trafne spostrzeżenie Jabłonowskiego : Hist. Rusi, s. 94. 

2) Przyznają to także badacze rosyjscy, n. p. Lubawskij : Oblastnoje dielenije, 
s. 209. Uwagi Jabłonowskiego w Źródłach dziej. VI s. LVIII. 

') Co do urzędów na Litwie por. odnośne ustępy u Wolffa : Senatorowie i dygn. 
WXL., a także rozdział o nich u Kutrzeby: Hist. ustroju Polski II Litwa, s. 112 nn. 
Co do urzędu kanclerskiego, to mamy wzmiankę, że już przed Michałem Kieźgajło- 
wiczem (od r. 1446), od którego Wolff zaczyna poczet kanclerzy, piastował te go- 
dność chwilowo przynajmniej w r. 144 1 stryj jego Sudiwoj (Kopiaryusz przy w. dla 
dyecezyi wileńskiej w Muzeum XX. Czartoryskich, fol. 20). 

*) Dod. I nr. 7, 11 — 14. 



142 o. HALECKI 

1442 Łuck się poddał, już ma przy boku swoim kanclerza, naj- 
pierw nieznanego bliżej Mikołaja Zorera 1), potem aż do śmierci 
ziemianina wołyńskiego Fedka Kozłowskiego, obok którego wy- 
stępuje podkanclerzy Seńko Kalenikowicz z kijowskiego rodu My- 
szkowiczów. Ten sam Seńko jest równocześnie także podskarbim 2), 
która to godność na Litwie również dopiero za Kazimierza Jagiel- 
lończyka się wytwarza, nadto zaś znajduje się w otoczeniu Swi- 
drygiełły szereg dygnitarzy o czysto dworskich charakterze i funk- 
cyach, jak kraj czy, kuchmistrz, łowczy 3), a zwłaszcza — za jego 
rządów w Łucku, taksamo jak w okresie poprzednim *) — kilku 
równocześnie marszałków dwornych. Od tych ostatnich , zwykle 
krótko marszałkami zwanych, wśród których wyróżnia się od czasu 
swego powrotu z wyprawy węgierskiej Warneńczyka kn. Michał 
Czartoryski, a których stanowisko odpowiadało mniej więcej go- 
dności szambelanów na dworach zachodnio-europejskich^), ściśle 



*) Dokładne cytaty o urzędnikach Świdrygielły w czasie 1442/52 ob. w do- 
datku II, pod ich nazwiskami. Spisy urzędników ŚwidrygieUy u Wolffa (Senatorowie, 
passim) i Bonieckiego (Poczet rodów, dodatek) wykazują szereg braków i niedokła- 
dności (n. p. nierozrórnienie marszałka ziemskiego od dwornych), a nawet — wsku- 
tek opierania się na źle wydanych dokumentach — informacyi biednych. Dość wska- 
zać, że przytoczony pod r. 1442 marszałek »Sawa Stojan« nazywa sie w rzeczywi- 
stości Sawastianem, marszałkiem wcale nie był a występuje nie w 1442 lecz 1433 r. 
(Dod. I nr. i). 

*) Świdrygiełło już w r. 1424 jako ks. czernichowski miał swego podskar- 
biego Iwaszka, który też równocześnie spełniał jakoby funkcye kanclerskie (Arch. 
Sang. I nr. 29). 

3) O krajczym Fedku Chomiczu ob. w dod. II. Kuchmistrza (Piotr Myszczyc 
r. 1438) i łowczego (Pietrasz Wołkowyj r. 1437) spotykamy wprawdzie tylko w po- 
przednim okresie (dod. I nr. 9, 13), lecz przypuszczamy, że w latach po r. 1442 
chyba tylko przypadkowo nie spotykamy się z temi godnościami na znanych nam 
dziś dokumentach SwidrygieJly. Nadto w r. 1435 wspomniani s^ Iwaszko jako jego 
»marestallus« a Jesko jako jego >camerarius« w liście ces. Zygmunta (Lewicki: Pow- 
stanie, dod. 8). 

*) Andrzej Dżusa 1433 (dod, I nr. l), Wacko 1437 (Ordensbriefarchiv XVII a 
nr. 172, 19/II 1437), Okuszko Tłukaczowicz 1437 (Cod. ep I/i nr. 92, gdzie jednak 
mylnie >Daszko Tubaczowicz<, por. u Barwińskiego w Zap. Tow. Szewcz. t. 115, 
s. 18/91, Jurij 1437/8 (dod. I nr. 5, 13, l6\ kn. Wasi! Andrzejewicz i Andrzej Wa- 
silewicz r. 1438 (dod. I nr. 16, 17). W badanym przez nas okresie: Pieszko 1442/5, 
Biernat Olgiert 1445 i kn. Michał Czartoryski 1445/51 (ob. w dod. II). Por. tei 
przyp. następny. 

■'') >Mein marschalk und mein kemerer her Rogala* pisze Świdrygiełło o szla- 
chcicu mazowieckim Pawle Rogali 13 XII 1432 (LEK VIII nr. Ó47, por. nr. 624, 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 1 43 

odróżnić trzeba, taksamo jak na dworze wileńskim Kazimierza, 
marszałka ziemskiego. Taki marszałek był oczywiście zawsze tylko 
jeden, a mianowicie przedtem, w latach 1437/8, Kozaryn Riazano- 
wicz ^), teraz zaś Pietrasz Łaniewicz Mylski z rodu Kierdejów; 
rzecz ciekawa, że gdy ten ostatni stale tylko marszałkiem ziem- 
skim się tytułuje, Kozaryn, w poprzednim okresie, nazywa się 
napr^emian marszałkiem ziemskim i marszałkiem ziemi łuckiej, choć 
znając zakres władania Swidrygiełły w obu wypadkach , raczej 
spodziewalibyśmy się stosunku odwrotnego. W każdym razie genezą 
tego urzędu jest godność marszałka ziemskiego, jakiego miał Swi- 
drygiełło jako w. książę Litwy, taksamo jak przed nim Witołd 
a równocześnie z nim Zygmunt i Kazimierz, godność dworska co 
prawda, lecz reprezentująca właśnie na dworze hospodara ziemię, 
którą tenże władał. Stąd gdy pod koniec walki z Zygmuntem pań- 
stwo Swidrygiełły ograniczało się coraz bardziej do ziemi łuckiej, 
zaczęto zaznaczać tę okoliczność w tytule, tylko że por. 1442 nie- 
wątpliwie tego unikano, chcąc podtrzymać teoryę, że Swidrygiełło 
nie jest księciem dzielnicowym łuckim, lecz prawowitym w. księ- 
ciem, jak niegdyś po r. 1430. Funkcye marszałka ziemskiego, który 
marszałków dwornych przewyższał godnością, były niewątpliwie, 
taksamo jak na Litwie również tylko dworskie w swej istocie, 
a właściwy zarząd ziemi spoczywał i tutaj w ręku urzędników 
innych, mianowicie starostów, tembardziej, że wobec nielicznych 
stosunkowo dworów hospodarskich na Wołyniu funkcye gospo- 
darcze tych ostatnich były tutaj mało znaczne -). 

Pierwotnie — zdaje się — był na Wołyniu tylko jeden sta- 
rosta, w samym Łucku, gdzie poczet starostów znamy od r, 1429 3). 



657). Podobnie było tez na dworze wileńskim, gdzie już za Kazimierza tak znaczna 
była liczba marszałków dworskich , z których , jak wiadomo , pod koniec XV w. je- 
den , późniejszy marszałek nadworny, został zastępca ziemskiego (por. u Kutrzeby, 
o. c, s. 115). 

*) Dod. I nr. 6, 7, 9, 13, 14. 

2) Por. uwagi Kruszewskiego: Istorija, V 295. 

^) Jursza 1429 (Teki Naruszewicza t. 14 nr. 135) — 1431, kn. Aleksander 
Nos 1433/4 (Lewicki: Powstanie, s. 97 nn., 183 nn.), Jan Wojnicki z Sienna i Win- 
centy z Szamotuł 1438/9 (Fedorowicz: Dostojnicy, s. 214; por. nasz dod. I nr. 13 
i Cod. ep. II nr. 250). — Niegdyś, za ks. halicko -włodzimierskich i za Lubarta 
(n. p. Arch. Sang. I nr. I — r. 1366) w Łucku siedzieli wojewodowie, jui jednak 
na schyłku XIV w. (prawdop. 1386, tamże nr. 7) kn. Fedor Ostrogski tytułuje się 
też namiestnikiem łuckim, a później, w w. XV, już tylko starostów tam spotykamy 



144 o. HALECKI 

Starosta krzemieniecki, występujący niedługo potem (r. 1434)1), 
mniejsze ma dla nas znaczenie, gdyż początkowo, jak wspomnie- 
liśmy, godność ta łączyła się z godnością starosty bracławskiego 
(względnie podolskiego), po upadku zaś Swidrygiełły podlega stale 
Litwie i także po r. 1442 z ramienia w. ks. Kazimierza była ob- 
sadzaną. Urząd starosty włodzimierskiego powstał, zdaje się, do- 
piero gdzieś koło r. 1440 a w r. 1442 jest po raz pierwszy po- 
świadczony źródłowo 2). Stąd pewna, widoczna i w późniejszych 
czasach, przewaga starosty łuckiego, tembardziej, że siedział w sa- 
mej stolicy państwa Swidrygiełłowego i że nim był stale w ba- 
danych przez nas latach możny Niemira Riazanowicz, podczas gdy 
na starostwie włodzimierskiem zm.ieniali się kolejno Kostiuszko, 
kn. Michał Olszanicki i Paszko Dachnowicz. Ci dwaj więc staro- 
stowie, choć za czasów Swidrygiełły nie noszą charakterystycznej 
nazwy namiestników, nie ograniczali się do pieczy nad powie- 
rzonymi im grodami , lecz zastępowali samego księcia w admi- 
nistracyi i sądownictwie danego powiatu; zakres ich władzy, są- 
downiczej zwłaszcza, możemy poznać najlepiej z odnośnych posta- 
nowień przywileju dzielnicowego, który, jak zobaczymy, Wołynia- 
nie otrzymali po poddaniu się bezpośredniem Litwie w r. 1452 ') 
a którego główną treść stanowiły właśnie postanowienia, normu- 
jące władzę starościńską *). Ponieważ zostały zformułowane nie- 



podczas gdy tytuł wojewodów noszą w tym czasie na Wołyniu już tylko urzędnicy 
administracyjno-ekonomiczni w dobrach moźniejszych kniaziów wołyńskich, np. w Po- 
dolanach (u Holszańskich) lub w Ostrogu (tamże, nr. 52. 59 — r. 1458 i 1463), 
pokrewni — zdaje sie — litewskim ciwunom, z którym to tytułem również niekiedy 
tutaj się spotykamy (tamże, nr. 2, 67), Por. u Kruszewskiego, V 291/2 i 289. 

1) Krupowicz: Zbiór dypl. nr. 16. 

2) Por. w dod. II ustęp o Kostiuszce. 

*) Zachowany, jak wskażemy niżej, tylko w zatwierdzeniach z 1501, 1 509 
i 1547 r. (Leontowicz: Akty I nr. 565; Akty Zap. Rossii II nr. 54; Lubawskij : 
Oczerk istorii, dod. II nr. 8). 

*) Należy oczywiście ze znanych zatwierdzeń późniejszych wydzielić pierwotną 
treść przywileju Kazimierzowego. Otóż chociaż przy zatwierdzeniu Aleksandra z 1 501 r, 
tylko przy dwóch pierwszych punktach (o wysyłaniu dzieckich i o główszczyźnie pod- 
danych) wyraźnie się powołano na ulistc ojca jego, przecież należy przyjąć trafny 
wywód Jakubowskiego (Ziemskije priwileji, Żumał minist. narodn. prosw. 1903, 
zesz. 6, s. 288), że cześć Kazimierzowa sięga aż do tego ustępu włącznie, w którym 
Zygmunt 1 w zatwierdzeniu z 1509 r. odwołuje się do postanowień swego ojca i brata, 
podczas gdy zaraz przy następnym tylko o bracie wspomina. Ow ustęp ostatni do- 
tyczy sądownictwa namiestników starościńskich na jarmarkach w Żydyczynie i Doro- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 145 

wątpliwie w myśl postulatów Wołynian, starających się, jak 
zwykle w podobnych wypadkach, zachować »starinę«, dotychcza- 
sowe swoje urządzenia i zwyczaje dzielnicowe, widzimy w nich 
odzwierciedlenie tych stosunków, jakie panowały na Wołyniu za 
czasów Świdrygiełły ^), tembardziej źe w przywileju ziemskim dla 
w. ks. litewskiego z r. 1447 analogicznych postanowień prawie 
zupełnie niema. Dowiadujemy się w ten sposób, że i) staro- 
stowie, choć mieli jeszcze pełne sądownictwo nad kniaziami, pa- 
nami i wogóle całem ziemiaństwem 2) (śladów t. zw. »egzemptów« 
sądowych, tak ważnych dla stosunków w XVI w., wówczas nawet 
u potomków udzielnych niegdyś kniaziów nie spotykamy), byli 
jednak zobowiązani do liczenia się z ich godnością i wolnością 
osobistą, gdyż dopiero po dwukrotnem nieusłuchaniu starościń- 
skiego wezwania mieli prawo posłać do nich dzieckich (woźnych). 
a przedewszystkiem nawet w razie ciężkiego przewinienia nie mogli 
ich >lżyć« ani więzić bez poprzedniego zniesienia się w tej sprawie 
z samym władcą; 2) sądownictwo zaś nad poddanymi należało do 
ich pana, a nie do starosty, wyjąwszy sprawy o rozbój, gwałt, 
zranienie szlachcica i pożogę, oraz złodziei złapanych na gorą- 
cym uczynku, i nie staroście też przypada główszczyzna, zapłacona 
przez poddanego, lecz tegoż panu. Wreszcie spotykamy zabezpie- 
czenie przed samowolnemi zarządzeniami, jeżdżących po wsiach, 
sług starościńskich. Za czasów Świdrygiełły postanowienia te doty- 
czyły oczywiście tylko dwóch podlegających mu starostów: łuckiego 
i włodzimierskiego; nadto zaś, gdy Bracławszczyzna przez kilka lat 
pozostawała pod jego władzą, miała oczywiście osobnego starostę 
niezależnego od podległego Litwie powiatu krzemienieckiego. Znamy 
go z jednego tylko dokumentu ^), gdzie wprawdzie jest nazwany 



hobuiu; nie uwzględniamy go tutaj, bo jego przepisy nie łączą sie jui ze spraw- 
rozpatrywaną w tekście i zapewne istotnie dopiero za Kazimierza zostały świeżo unor- 
mowane ; dotyczą zresztą podrzędnego zgoJa szczegółu. 

*) Wniosek ten jest nawet źródłowo uzasadniony z tego względu , źe czasem 
wyraźnie zaznaczano w poszczególnych ustępach przywileju, że dana rzecz ma pozo- 
stać >po dawnomu, kak pieried tym było*. 

-) Ograniczył to dopiero przywilej z 1 501 r., według którego potrzebnym był 
udział kniaziów, panów i ziemian przy sądzie starosty nad jednym z nich ; odtąd 
nieograniczone sądownictwo miał jedynie nad poddanymi hospodarskimi. 

8) Dod. I nr. 26. Pan Jursza, który dzierżył Bracław po odstąpieniu go przez 
Świdrygiełłe Litwie, tytułuje się starostą braclawskim (por. dok. z 145 1 r. w Russk. 
istoricz. bibl. VI nr. 67). 
<?. Ilalecki: Ostatnie lata Świdrygiełły. lO 



146 o. HALECKI 

dzierżawcą bracławskim, lecz nie jako zarządca dóbr książęcych bez 
juryzdykcyi, tylko w znaczeniu starosty z pełnią władzy starościń- 
skiej, o czem świadczy jego władza sądownicza nad tamtejszymi 
ziemianami, objawiająca się w tym właśnie dokumencie. Wszę- 
dzie oczywiście , jalc widzimy chociażby z obowiązku starosty za- 
sięgnięcia w ważniejszych sprawach zdania samego hospodara, 
najwyższa władza sądownicza spoczywała w ręku tego ostatniego, 
a więc do r. 1452 Swidrygiełły, który czasem dla rozstrzygnięcia 
spraw spornych przed nim wytoczonych wyznaczał rodzaj delega- 
cyi. złożonej z kilku ziemian 1), stanowiącej jak gdyby pierwszy 
zawiązek sądownictwa ziemskiego. 

Wyraźniej jednak jeszcze, aniżeli w tym ostatnim szczególe, 
przebija się wpływ idący z Korony w daleko sięgających ogra- 
niczeniach władzy starościńskiej, w tak wczesnem zagwaranto- 
waniu sądownictwa patrymonialnego -) i w zastrzeżeniu co do 
spraw, podlegających bezwarunkowo sądowi starosty, co tak zna- 
miennie przypomina polskie artykuły starościńskie. Ale wspo- 
mniane ograniczenia są ważne dla nas i z innego jeszcze względu, 
mianowicie jako świadectwo silnego stanowiska politycznego, jakie 
za czasów Swidrygiełły zdobyła sobie szlachta wołyńska, a to nie- 
tylko szczupły może zastęp możnowładców, dla których osobnych 
przywilejów nie spotykamy, lecz cały stan szlachecki, o którym 
mówiliśmy wyżej. Stanowisko to podnosiły i inne jeszcze okolicz- 
ności. Hierarchia urzędów dworskich, która dla Swidrygiełły 
tylko formalne miała znaczenie , otwierała szerokie pole nietylko 
ambicyi ziemian wołyńskich , ale też istotnemu ich wpływowi na 
osobę władcy, którego nieustannie otaczali dzięki owym różnym 
tytularnym godnościom na łuckim dworze. Jeśli zaś pewna część 
tych urzędów rzeczywiście była jedynie tytularną, nie umoty- 
wowaną w swem istnieniu istotną potrzebą, to wyjątek trzeba 
zrobić pod tym względem dla urzędników kancelaryjnych, dla 
kanclerza i podkanclerzego, oraz dla stojących pod ich kierownic- 
twem pisarzy-), którym, jak widzieliśmy w styczniu 1446 r,, 



*) Arch. Sang. I nr. 43 (r. 1444): >list sudowyj« wyznaczonych przez Świ- 
drygiełle (»hospodar nasz, kniaź wielikij«) ziemian w sporze granicznym. 

-) Podobne postanowienie, choć ze znacznemi różnicami, w przywileju dla w. 
księstwa litewskiego z 1447 r. (Cod. ep. III nr. 7 § 12). 

3) W latach 1436/8 jest nim Snaksar (Dod. I nr. 4, 7, 8, 13, 17), w latacb 
1446 — 1451 Juszko (Ordensbriefarch. XVII a nr. 106, 10 I 144O, dod. I nr. 27, 32 — 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 1 47 

mimo podrzędnego na pozór stanowiska powierzano i bardzo wa- 
żne misye dyplomatyczne. Tych bowiem istnienie było najzupełniej 
umotywowane drugą ogromnie pomyślną dla warstwy ziemiańskiej 
a rządy Swidrygiełły cechującą okolicznością, mianowicie jego bar- 
dzo licznemi nadaniami ziemskiemi. Jeśli uwzględnimy, jak wiele sto- 
sunkowo jego przywilejów na dobra ziemskie przechowało się mimo 
niekorzystnych warunków do dnia dziesiejszego i), o ilu dalszych 
mamy wzmianki rozrzucone po aktach póz'niej szych, że wreszcie od 
r. 1443 przywileje te niemal wyłącznie a już w poprzednim okresie 
w znacznej części dotyczyły Wołynia, to ocenimy, jak wielkie znacze- 
nie miały wówczas te starannie spisane pergaminy bez podpisu, lecz 
uwierzytelnione pieczęcią Swidrygiełłową z Pogonią, — dziś dla nas 
tak ważne jako pomniki źródłowe, — dla posiadaczy ziemskich 
na Wołyniu, przedewszystkiem warstwy kniaziowsko - szlacheckiej. 
W przeciwieństwie do nadań Kazimierzowych, z których dzięki 
rywalizacyi o ziemię wołyńską również skorzystało tylu jej mie- 
szkańców, przy których jednak mimo formy krótkich regestów, 
w jakiej się zachowały, czasem czytamy zastrzeżenie »do wielikoho 
kniazia woli« '^), nadania Swidrygiełły stale oddawały wymienione 
w nich posiadłości >na wieki, wieczno i nieporuszno«, > żonie, dzie- 
ciom, wnukom, potomkom i bliźnym« obdarowanego ^j ; każde z nich 
więc oznaczało trwałe uszczuplenie zasobów ekonomicznych hospo- 
darskich na rzecz ziemian, było dowodem ich możności materyalnej a 
co za tem idzie wpływowego stanowiska. Zaznaczyć wypada, że nada- 
nia Swidrygiełłowe, datowane nieraz za pomocą zawiłej kombinacyi 



w tekście wyd. czytamy >Soszko« ; Wolff: Senatorowie, s. 253, z metryki lit. cytuje 
>Jaszko« — , 38). 

^) Por. uwagi do dodatku I, w którym też wyjaśniono poruszone niżej w tekście 
datowanie dokumentów Swidrygiełły. 

-) Por. n. p. Dok. I s. 54^^, 17_ 

') Wyjątkowo tylko czytamy w przywilejach Swidrygiełły, zamiast o nadaniu 
na własność, o zastawie danej majętności w pewnej sumie pieniężnej, -jak n. p. w przy- 
wileju na Basowo z r. 1434 (Dod. I nr. 3), gdy owe 300 kop groszy mogły mu być 
potrzebne dla ówczesnych wysiłków wojennych; zresztą i w tym wypadku wieś za- 
pisana Dźusiczom przeszła w dziedziczną własność tej rodziny ipor. Arch. Sang. I 
nr. 09^. Nawet obowiązek służby wojennej z nadanych dóbr rzadko tylko był w przy- 
wilejach jego wyraźnie zaznaczony (n. p. Dod. I nr. 5, gdzie odbiorcą jest »sługa« 
w. księcia, nie odznaczony tytułem >pana«; nr. 13, według którego p. Piotr Myszczyc 
ma służyć z nadanych wsi »dwiema kopiic ; nr. 17, gdzie jednak chodzi o nadanie 
na Podolu; nr. 23 przy nadaniu dla Czobotowiczów w pow. gródeckim). 

I o* 



148 o. HALECKI 

ery dyonizejskiej z bizantyńską, były pisane wszystkie, z jednym 
tylko wyjątkiem przy nadaniu prawa magdeburskiego *), po rusku, 
w przeciwieństwie do niektórych Witołdowych , które nawet, 
gdy dotyczyły ruskich dzielnic w. księstwa , posługiwały się cza- 
sem językiem łacińskim , a zgodnie z dokumentami Kazimierza 
(z wyjątkiem wspomnianego przywileju dla Krzemieńca, pisanego 
po łacinie), za którego rządów przecież także dla wewnętrznych 
stosunków Litwy właściwej ustalił się, choć nie bez znamiennych 
wyjątków, język kancelaryjny ruski. 

Zostawiliśmy sobie na sam koniec jedną wreszcie sprawę, 
która jest nietylko dalszem, doniosłem świadectwem wybitnej roli, 
odgrywanej przez warstwę kniaziów i szlachty za czasów Swidry- 
giełły, lecz zarazem też jedną z najciekawszych kart w dziejach 
wewnętrznych Wołynia pod jego rządami. Wiadomo -), że już za 
czasów, gdy rzeczywis'cie był w. księciem Litwy i gdy następnie 
o tę godność walczył z Zygmuntem , rada wielkoksiążęca miała 
przy jego boku znaczenie bez porównania większe, aniżeli za jego 
wielkiego, samodzielnego i samowolnego poprzednika. Znaczenie 
to nie zmniejsz3'ło się za Zygmunta mimo jego niechęci do możno- 
władztwa, a to właśnie dzięki walkom o stolec wielkoksiążęcy, 
obniżającym w obu obozach niekrępowaną władzę hospodarską, 
a nawet ugruntowało się następnie, dzięki innym znowu okoliczno- 
ściom, w półwiekowej przeszło epoce Kazimierzowej. I otóż z chwilą, 
gdy po chwilowym upadku Swidrygiełło zapanował znowu przy- 
najmniej w Łucku i Włodzimierzu, ta »wierna rada*, towarzysząca 
mu niemal do ostatka w krytycznym roku 1438 3), pojawia się 
znowu przy jego boku , otacza go przy każdem niemal nadaniu 
ziemskiem, zebrana oczywiście, w większym lub mniejszym komplecie, 
nie dla wystąpienia w charakterze świadków owego nadania, co jest 
rzeczą przypadkową a nawet dla ważności przywileju niekoniecznie 
potrzebną*), lecz dla spełnienia swej funkcyi doradczej w ważniej- 

1) Dla mmsta Litowiia (Dod. I nr. 40); podnieść jednak trzeba, że nawet 
w sprawach miejskich, w których, jak wskazaliśmy, wpływ zachodni najsilniej się 
przebijał, byJ to w kancelaryi Swidrygiełly fakt zgolą wyjątkowy: wszak przywilej 
jego z r. 1438 (Dod. I nr. ib) na wójtostwo w Krzemieńcu został, w przeciwieństwie 
do analogicznego przywileju Kazimierza Jagiell., spisany w języku ruskim. 

*) Por. uwagi Lewickiego: Powstanie, s. 79, 287, i Hruszewskiego : Istorija 
IV« s. 206. 

') Dod. I nr. 17. 

*) Nadania bez świadków: Dod. I nr. 2, 12, 22. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 149 

szych Sprawach ogóhiych , któremi się książę zajmował w danej 
chwih. 

Zasadniczo rada Świdrygiełły w latach 1442 do 1452 pozo- 
stała tą samą, co w okresie 1430 do 1438, tak co do swojego 
składu, jak też niewątpliwie i co do kompetencyi, gdyż miała sta- 
nowić jakoby wskrzeszenie i przedłużenie jego rady wielkoksiążę- 
cej. Faktycznie jednak zmieniła się i pod jednym i pod drugim 
względem: co do składu, osobowego przynajmniej, przez ubytek 
zupełnie zrozumiały wszystkich niemal członków z poza dzielnicy 
łucko- włodzim.ierskiej, a co do swego konkretneofo wpływu przez 
to, że przy boku schorzałego starca musiał on być jeszcze więk- 
szym, aniżeli przedtem w latach najenergiczniejszej działalnos'ci 
Świdrygiełły. 

Przy innej sposobności zwrócilis'my już uwagę na to, że sze- 
reg kniaziów, jakich się spotykało w otoczeniu tego księcia przed 
r. 1438, nie pojawia się już przy nim w czasie ponownych jego rządów 
na Wołyniu, bądź dlatego, że niektórzy wogóle już nie żyli, bądź 
z tego powodu, że najliczniejsi pochodząc z innych ziem w. księ- 
stwa, które już nie wróciły pod władzę Świdrygiełły, pojawiają się 
przy boku nowego swego pana, Kazimierza. To samo oczywis'cie 
stwierdzić można wśród nieksiążęcych członków rady Świdrygiełły, 
podpisanych na jego dokumentach do r. 1438. Oprócz kilku, którzy 
wogóle zupełnie znikają i prawdopodobnie zmarli, ubyli więc prze- 
dewszystkiem ci panowie rdzennej Litwy, z których w czasie walki 
z Zygmuntem zawsze cały szereg stał mimo wszystko po stronie 
Świdrygiełłowej, jak zwłaszcza potężny a wierny mu wówczas do 
ostatka Iwaszko Aloniwidowicz ^j, który dopiero po katastrofie 1438 r. 
powrócił na stałe na Litwę; ubyli Kijowianie. tak duchownego, 
jak i świeckiego stanu ^j, z wyjątkiem jedynie rodu Myszkowiczów, 
o których niżej wspomniemy; ubyli Polacy, których, jak wspomi- 
naliśmy, ze względów politycznych zwłaszcza w latach 1437 i 1438 
kilku zasiadało w jego radzie; przeszli wreszcie, jak wiadomo, do 
otoczenia w. księcia Kazimierza ci dawni stronnicy Świdrygiełły, 



*) Dod. I nr. 17; oprócz niego, o którym wspominaliśmy już nieraz, wystę- 
pują na dok. Świdrygiełły z przed r. 14.38 jeszcze następujący panowie litewscy: 
Hryćko Surwilowicz (o nim W. Semkowicz w Mieś. herald. 1914 s. 53), Wojdyło, 
Romejko i t. d. (por. n. p. dod. I nr. 10, 11). 

*) Archimandryta pieczerski Awramij , ciwun kijowski Komiko (?) (Dod. I 
nr. 10, ii). 



150 o. HALECKI 

którzy obecnie, z Jurszą i Mukosiejami na czele, zachowali powiat 
krzemieniecki pod bezpośrednią władzą Litwy. 

Stąd w istocie rada Swidrygiełły po r. 1442 jest właściwie 
tylko radą dzielnicową wołyńską, tern jednak właśnie dla bada- 
cza ciekawszą. Wśród jej członków rozróżnić możemy trzy grupy ^): 
duchownych czyli raczej duchownego, gdyż jest nim w tych latach 
tylko władyka łucki Efremiej ^j, kniaziów i panów ^J. Podnieść 
trzeba, że o ile władyka, gdy tylko w radzie się pojawia, stale, 
jak i w poprzednim okresie, zajmuje pierwsze miejsce, o tyle 
świeccy, kniaziowie i panowie, urzędnicy i nieurzędnicy, są wymie- 
niani w znanych nam spisach członków rady bez jakiegokolwiek 
stałego porządku, nieraz zupełnie pomieszani z sobą. Widocznie nie 
było wśi'ód nich żadnego hierarchicznego ugrupowania; naogół 
tylko moźniejsi występują przed mniej możnymi. Ponieważ skład 
rady znamy tylko z przypadkowego wymieniania świadków przy 
przypadkowo zachowanych nadaniach , oczywiście żaden jej spis 
kompletnym być nie może i przy ogólniejszych uwagach podwójna 
obowiązuje ostrożność. Co do kniaziów, to spotykamy w radzie 
tak najznakomitszych, jak Czartoryskich i Sanguszków, jak i mniej 
możnych, jak Kozekę lub Zwiaholskich; że nie znajdujemy na zna- 
nych nam dokumentach kilku kniaziów, którzy jak Ostrogscy, Ko- 
reccy, Wieliccy, Ostrożeccy napewno wówczas mieli dobra w powie- 
cie łuckim, to, z wyjątkiem Ostrogskiego, przy którym działać mogły 
znane nam względy majątkowo- polityczne, okoliczność ta jest nie- 
wątpliwie czysto przypadkową: przecież nawet jeden z nich, Iwan 
Dymitrowicz Ostrożecki, należał do rady Świdrygiełły już w okresie 
poprzednim *). Nie może ulegać żadnej wątpliwości , że prawo za- 
siadania w radzie mieli wszyscy kniaziowie wołyńscy, tylko, że 
potężniejsi i piastujący urzędy, a więc zwłaszcza dwaj Czartoryscy, 
dalej Iwan Czetwertyński , Michał Konstantynowicz (Olszanicki), 



1) Wszystkie odnośne cytaty ob. w dodatku II. 

*) Nigdy nie spotykamy w radzie Świdrygiełły drugiego władyki prawosław- 
nego na Wołyniu, mianow. włodzimierskiego (był nim wówczas, jak wspomnieliśmy, 
Danitj, może przypadkowo , bo w późn. ezasacli uczestniczy w zjazdach wołyńskicti 
taksamo jak łucki. 

'j Te dwie główne grupy Świdrygiełlo zwykle sam wśród swej rady rozróinia, 
wyrażając się często w swych przywilejach: »poradiwszi sia s kniazi i pany, z na- 
szeju wiernoju radoju«, »kniazi i pany rada nasza* i t. p. 

*) Dod. I nr. 14, 15. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I 5 I 

"v\Teszcie Aleksander Sanguszkowicz, występują częs'ciej od innych. 
Przechodząc obecnie do panów, to przedewszystkiem przypomnieć 
musimy, że » panowie* w źródłach wołyńskich z czasów Swidry- 
gieHy to nie wyższa warstwa stanu szlacheckiego, lecz tytuł przy- 
sługujący całej szlachcie, odróżniający ją włas'nie od właścicieli 
ziemskich nie posiadających pełni praw szlacheckich. Otóż obecnie 
przekonywamy się, że obok wskazanych prerogatyw w zakresie są- 
downictwa n aj celniej szem może z tych praw była możnos'ć zasia- 
dania w radzie: można bowiem stwierdzić z całą pewnością, że 
obok możnowładców mieli ją, nawet nie piastując żadnych urzę- 
dów, wszyscy bez różnicy panowie, a więc taksamo, jak chociażby 
Riazanowicze, także taki n. p. Iwaszko Niewzlicz, o którym skąd- 
inąd wiemy, że dwie posiadał tylko wioski ^). Nie podobna tylko 
rozstrzygnąć, czy tych panów, po za urzędnikami i dostojnikami 
oczywiście, książę sam dopiero musiał do swej rady powołać, czy 
też mieli oni eo ipso, dzięki samej przynależności stanowej, prawo 
uczestniczenia w niej; ze względów, poruszon5'^ch w ostatnim roz- 
dziale, prawdopodobniejszem wydaje się to ostatnie, co najmniej 
odnośnie do szlachty osiadłej na samym Wołyniu. Ponadto zda- 
rzało się, że Swidrygiełło taksamo, jak poprzednio, miał w swej 
radzie obcokrajowców, Polaków -). tak i teraz dopuszczał do swej 
rady panów nie wołyńskich, tembardziej że podtrzymywało to choć 
do pewnego stopnia jej charakter wielkoksiążęcy, nie dzielnicowy 
wyłącznie. Takiego przykładu dostarcza nam możny ród kijowski 
Myszkowiczów, z których w r. 1437 Kalenik i Paweł otrzymali 
od niego posiadłości w różnych częściach Kijowszczyzny (m. i. też 
na granicy wołyńskiej), a z których już wówczas Jaśko, teraz zaś, 
aż do śmierci Swidrygiełły, Andrzej Myszkowicz i Sieńko Kaleni- 
kowicz, podskarbi i podkanclerzy, należeli do jego rady. Główną 
oczywiście rolę odgrywali w niej znani nam dobrze przedstawiciele 
rodów Korczaków i Kierdejów, zwłaszcza Kozaryn i Niemira Ria- 
zanowicze. 

Co do kompetencyi i funkcyi rady, to naturalnie nie były 
one jeszcze bynajmniej, taksamo jak na dworze wileńskim, ściśle 



*) Zatwierdzenie dóbr pandw wołyńskich przez Kazimierza w r. 1452 (Dok. I 
s. 49"). 

*) Nictylko po układzie z panami czerwonoruskimi w r. 1437. lecz ju£ w r. 
1432 Swidrygiełło nazywa szlaclicica polskiego Pawła Rogale swoim >consiliarius< 
(LEK VIII nr. 624). 



152 o. HALECKI 

unormowane prawnie^), samo jednak stanowisko majątkowo -spo- 
łeczne przeważnej części jej członków zapewniało jej przy bli- 
skim już śmierci Olgierdowiczu, z którym niektórzy byli nawet 
spokrewnieni, wpływ bardzo wielki. Zaznacza się on zwłaszcza 
w chwilach ważniejszych przez zjazdy członków rady w Łucku. 
Gdy bowiem w zwykłych okolicznościach na nadaniach Swidry- 
giełły spotykamy kilku tylko kniaziów i panów 'jako świadków, 
widzimy ich czasem w znaczniejszej bez porównania liczbie, w więk- 
szym komplecie, znamiennym przez równoczesny pobyt w Łucku 
także urzędników i wielmożów powiatu włodzimierskiego. Tak byfo 
n. p. w listopadzie 1445 r. ^j, przed udaniem się Swidrygiełły na 
pamiętny zjazd v/ileński i nawiązaniem stosunków z Zakonem, 
w maju następnego roku ^), przed ponowną podróżą jego do Wilna, 
na schyłku tegoż r. 1446*), tak ważnego w dziejach elekcyi Kazi- 
mierza na tron polski, na którego koronacyę Swidrygiełło udać 
się zamierzał, przedewszystkiem zaś na końcu 145 1 i początku 
1452 r.°), gdy rozstrzygnąć się miały losy Wołynia po jego śmierci. 
Poznawszy stosunki wewnętrzne w tej dzielnicy, wątpić nie 
możemy, że przy tej decyzyi ważną rolę odegrać musieli kniazio- 
wie i panowie wołyńscy, i dlatego ten ostatni właśnie zjazd, który 
też bliżej poznamy, szczególnego nabiera znaczenia; wszystkie 
zaś są interesujące i z tego powodu, że stały się zawiązkiem dziel- 
nicowego sejmu wołyńskiego w czasie rządów litewskich, do czego 
wrócimy na innem miejscu. Tutaj na zakończenie jedno tylko 
jeszcze dodamy spostrzeżenie. Wołyń miał z pośród wszystkich 
dzielnic- anneksów^ w. księstwa litewskiego najsilniej i najwcześniej 
\ rozwinięte liczne i możne ziemiaństwo szlacheckie; otóż jeśli za 
czasów Swidrygiełły dzięki wskazanym okolicznościom , z których 
oczywiście, choć różnic prawnych nie było, najbardziej korzystali 
najmożniejsi z pośród warstwy kniaziów i panów - szlachty, ta naj- 
wyższa warstwa społeczna jeszcze wzrosła w siłę i wytworzyła 
z pośród swych przywódców możnowładztwo o ogromnym wpły- 



'j Słusznie zauważył Leontowicz (Żurnał minist. narodn. prosw. 1907, zesz. 9, 
s. 132 i 1908, zesz. 6, s. 254), że rada Swidrygiełły w tym okresie, odpowiadając 
radom dzielnicowym innych książąt udzielnych (także staroruskich), nie miała praw- 
nego udziału w funkcjach władzy i, ściśle biorąc, miała tylko zadanie ochraniania 
astarinyc ziemskiej, faktycznie jednak zakres jej wpływu był znacznie większy. 

2) Dod. I nr. 24. ^) Tamże, nr. 25. 

*) Tamie, nr. 28. *) Tamie, nr. 34 — 39. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 153 

wie politycznym, to odbiło się to nietylko na losach późniejszych 
samego Wołynia. Ponieważ bowiem równocześnie dokonał się 
w czasie małoletności w. księcia Kazimierza proces analogiczny, 
choć na innych podstawach i z odmiennych poniekąd przyczyn, 
na Litwie właściwej, z którą Wołyń po śmierci swego ostatniego 
księcia udzielnego miał się połączyć na długo w jednym organi- 
zmie państwowym, jasno się uwidocznia, że owe lata przełomowe 
koło połowy XV wieku stały się okresem wstępnym, podwaliną 
do niezwykłego rozwoju możnowładztwa i jego znaczenia dziejo- 
wego w całem w. księstwie, na całym obszarze ziem litewsko- 
ruskich. Główna to cecha charakterystyczna dla historyi tych ziem 
w ciągu następnego stulecia i dla ich stosunku do Polski, a nie 
utraciła nawet swego znaczenia, m. i. także na Wołyniu, w czasach, 
po unii lubelskiej. 



IV. Przyłączenie dzielnicy Świdrygielłowej do Litwy w r. 1452. 

Nie była tajemnicą w Polsce choroba Swidrygiełły 1), zapo- 
wiadająca bliską s'mierć sędziwego księcia, i nie mógł też ujść 
uwadze panów koronnych ów ścisły stosunek zawisłości, łączący 
od r. 1445 dzielnicę jego z Litwą, który się stawał coraz niebez- 
pieczniejszym dla urzeczywistnienia ich nadziei, że przynajmniej 
po jego zgonie upragniona od dawna ziemia łucka Polsce przy- 
padnie. Jeśli mimo to, nie zdoławszy uzyskać żadnej gwarancyi 
w tej sprawie przy elekcyi Kazimierza, zupełnie jej nie poruszali 
w pierwszych latach jego rządów, a nawet usunęli ją na bok na 
pierwszym zjeździe polsko-litewskim w r. 1448, to nie wypłynęło to 
ani z zaniedbania , ani też ze zbytniego zaprzątnięcia sprawami 
wewnętrznemi Korony, lecz z innego zupełnie powodu. Taksamo 
bowiem, jak sto lat później przy rokowaniach o unię za Zygmunta 
Augusta Polacy ze swemi pretensjami do niektórych ziem w. księ- 
stwa, zwłaszcza Wołynia, dopiero wtedy wystąpili, gdy upadła 
wszelka nadzieja przeprowadzenia inkorporacyi całego w. księstwa 
litewskiego, tak też i w połowie XV wieku zrazu, w przeciwień- 
stwie do Litwinów, podobnych pretensyi nie wytaczali, lecz zapro- 
ponowali n. p. na owym zjeździe z 1448 r. '), aby wszelkie spory 
o granicę polsko-litewską w ten sposób usunięto, że w. księstwo 
litewskie znikłoby jako państwo odrębne a poszczególne jego zie- 
mie (a więc łucka taksamo jak wileńska lub trocka) w ten sam 
sposób złączyły się z polskiemi, co ziemia krakowska lub sando- 
mierska 2). Dopiero gdy się okazało, że Litwini, odrzucając z obu- 
rzeniem podobną propozycyę, nie myślą się zgodzić na wcielenie 



1) AGZ XIV nr. 141 9 (zapiska lwowska z 15 VII 1445: >Dux Szwidrigello 
protunc infirmusc). 

») Długosz: Hist. V 46 — 49. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I 55 

ziem litewsko- ruskich do Polski, jakie w r. 1385 obiecywano 
w Krewię, lecz tylko na unię dynastyczną dwóch państw, wtedy 
i Polacy zaczęli się wdawać w polemikę o ziemie sporne. Wyto- 
czyli przy tern akty unii Zygmunta Kiejstutowicza, w których, po 
wykluczeniu obiecywanego w nich >przywrócenia« po jego śmierci 
całego w. księstwa do Korony polskiej, tem większe miało zna- 
czenie uznanie praw tej Korony do wszystkich ziem spornych 
w południowej Rusi; o ile bowiem w razie istotnego » przywró- 
cenia* Polsce wszystkich wogóle ziem litewsko- ruskich zastrzeże- 
nie, że jedyne terytorya sporne, których w tych aktach nie przy- 
znano Koronie odrazu, mianowicie Łuck i Włodzimierz, miały 
należeć do Litwy tylko do s'mierci Zygmunta, byłoby się stało 
niepotrzebnem przez samo usunięcie odrębności państwowej Litwy, 
o tyle teraz, przy niedającem się uniknąć zachowaniu tej odrębno- 
ści, wzmianka ta przesądzała spór o dzielnicę Swidrygiełły na ko- 
rzyść Polski. Choć na podstawie tych właśnie aktów Zygmunto- 
wych odpierano w r. 1448 w Lublinie pretensye litewskie do Po- 
dola, Oleska, Wieteł, Łopacina i Horodła, sprawy przynależności 
ziemi łucko- włodzimierskiej, nie poruszanej, jak wyżej wspomnie- 
liśmy, wówczas przez Litwę . nie dotknięto też ze strony polskiej. 
Musiano sobie wprawdzie zdawać z tego sprawę w obozie koron- 
nym, że. wobec stanowczego odrzucenia przez Litwinów planów 
inkorporacyjnych, jej wytoczenie będzie niebawem konieczne, 
lecz ponieważ przez trzy lata do ponownego zjazdu polsko-litew- 
skiego nie przyszło, zabrakło też na razie najodpowiedniejszej 
sposobności. 

Polacy mieli jednak podczas tej dłuższej przerwy w bezpo- 
średnich rokowaniach z Litwą inną posobność upomnienia się o swe 
prawa do Wołynia, mianowicie u samego króla. I na tej drodze 
jednak próbowano zrazu przeforsować żądanie ogólniejsze, do- 
magając się ciągle na zjazdach piotrkowskich, w grudniu 1449 
i w czerwcu 145 1 r. ^j, taksamo jak w r. 1447 wnet po koronacyi, 
zatwierdzenia przywilejów koronnych, przy czem . jak już wiemy, 
miano na myśli także obietnicę nie odrywania od Korony Litwy 
i Rusi wogóle i odzyskanie dla niej wszystkich ziem utraconych; 
dlatego też właśnie Kazimierz spory terytoryalne między Polską 

*) Długosz: Hist. V 67 '70 i 81/86; daty jego znajdują potwierdzenie w Cod. 
epist. III nr. 38 i I/2 nr. 112. 



I 56 o. HALECKI 

a Litwą uważał za przeszkodę w zatwierdzeniu przywilejów i do 
wzajemnego porozumienia się w tej sprawie je odkładał. Wtedy 
wreszcie spostrzegli Polacy, że, wobec zbliżającej się wraz ze śmier- 
cią Swidrygiełły decydującej chwili co do losu jego dzielnicy, nie 
mogą także przy staraniach o urzeczywistnienie swych dążeń za 
pomocą króla czekać, aż spełni cały ich program, aż całokształt 
ich postulatów uwzględni przy zatwierdzeniu przywilejów, lecz że 
przedewszystkiem należy się starać o rozstrzygnięcie przezeń sprawy 
najbardziej naglącej, sprawy wołyńskiej. Jak w tym celu postąpili^ 
o tern mamy opowiadanie Długosza^) tern cenniejsze, że sam przy 
tem czynną odegrał rolę. 

On to bowiem wraz z kasztelanem bieckim Janem z Bobrka 
w ostatnich dniach sierpnia lub pierwszych września 145 1, kilka 
tygodni przed ponownym zjazdem polsko-litewskim, stanął przed 
Kazimierzem Jagiellończykiem w Samborze, prosząc w imieniu 
królowej Sonki i najznakomitszych dostojników krakowskich, bi- 
skupa Zbigniewa Oleśnickiego, kasztelana Jana z Czyżowa i woje- 
wody Jana z Tęczyna, aby król ze względu na chorobę i sędziwy 
wiek Swidrygiełły, a więc grożącą w najbliższym czasie śmierć 
tego księcia, wszelkich dołożył starań, by ziemia łucka, przy- 
znana w aktach litewskich z czasów Zygmunta Kiejstutowicza 
królestwu polskiemu, nie została od Korony oderwaną (non aliena- 
retur). Stanęli więc na stanowisku, że Swidrygiełło rządził swą 
dzielnicą, która od chwili śmierci Zygmunta prawnie należała do 
Polski, z jej tylko dozwolenia; było to, jak nam wiadomo, to 
samo konsekwentnie stanowisko, na jakiem stanął rząd polski 
już za Warneńczyka, gdy Łuck poddano Swidrygielle, którego 
jednak książę ten nigdy nie uznał formalnie, a nawet w r, 1445 
wyraźnie mu zaprzeczył, uznając się lennikiem Ljtwy. W wysokim 
stopniu zasługuje na uwagę, że inicyatywa wysłania tego posel- 
stwa do króla wyszła m. i. także od królowej - wdowy; zobaczymy 
bowiem, jak ważną rolę przy przeprowadzonem niebawem zajęciu 
Łucka przez Litwę odegrał jej brat stryjeczny, główny przywódca 
polityczny całego rodu Holszańskich, kn. Jurij Semenowicz, i bar- 
dzo być może, że dzięki tej okoliczności królowa Sonka wcześniej 
się dowiedziała o zamiarach Litwy, aniżeli je zmiarkowali i uwzglę- 
dnili należycie panowie koronni. Jej zaś zachowanie .się, skło- 

') Ib. V 90 91. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 157 

nienie przez nią obozu polskiego do żywszego zajęcia się tą sprawą, 
stanowi jedną z wskazówek, że w polityce swojej, mało dotąd 
zbadanej a znanej nam niestety tylko z wzmianek Długosza, królowa 
skłaniała się wówczas raczej ku Koronie, aniżeli do ziemi rodzinnej 
i własnych krewnych. Ńiepomyślnem jednak było dla widoków 
polskich w sprawie wołyńskiej, że główne w niej kierownictwo 
nie pozostało oczywiście w ręku królowej, tak bardzo powołanej 
do polubownego pośrednictwa, lecz przeszło do opozycyjnego stron- 
nictwa małopolskiego, które, grupując się około kardynała Oleśni- 
ckiego, tak często zrażało króla bezwzględnem i szorstkiem sfor- 
mułowaniem słusznych nawet postulatów. Tak też i obecnie jego 
wysłańcy do prośby swojej dodali śmiałą groz'bę, że gdyby im 
król odmówił, Polacy sami przeszkodzą oderwaniu Łucka od Ko- 
rony, a w razie zajęcia go przez Litwę za zgodą króla i za jego 
zasłoną, nie przyjdą na zwołany przezeń zjazd parczewski, to 
znaczy zerwą zupełnie pokojowe rokowania z w. księstwem. Nie 
dziw, że przez taką groźbę niczego nie uzyskali, że Kazimierz, 
mimo poparcia ich żądań przez panów polskich swego otoczenia, 
kazał im odpowiedzieć stanowczym zakazem, aby w sprawie Łucka 
żadnych nie wsczynali niepokojów, odłożeniem całego sporu na ów 
właśnie zjazd polsko-litewski i gołosłownem zapewnieniem, że co 
do Łucka, jak i co do innych kwestyi spornych Koronie więcej 
sprzyja aniżeli w. księstwu, ze musi tylko pewne zachować ostro- 
żności , aby mu Litwa nie wypowiedziała posłuszeństwa. 

Że to ostatnie niebezpieczeństwo w razie niespełnienia obietnic, 
które Kazimierz uczynił Litwie w przywileju z 1447 r. (a więc i za- 
chowania granic Witołdowych), groziło istotnie, to okazały, jak 
zobaczymy, wypadki następnych lat; mimo to jednak twierdze- 
nie króla, że osobiście w sporze o Wołyń sprzyja pretensyom pol- 
skim, było nieszczerem a odroczenie decyzyi przy równoczesnym 
zakazie energiczniejszej akcyi ze strony Korony możemy uznać 
jedynie za zręczny manewr dyplomatyczny. Ze źródłami litewskiemi 
w ręku można bowiem wykazać, że zajęcie Łucka przez w. księ- 
stwo nastąpiło istotnie »dissimulatione et consensu* wspólnego 
władcy, jak się tego obawiało poselstwo, w którem Długosz brał 
udział osobisty, i nie ulega wątpliwości, że jego oburzenie na króla 
za utratę Wołynia, jakiemu dał wyraz jako historyk tych wypad- 
ków, byłoby jeszcze silniej się odbiło na kartach jego dzieła, gdyby 



158 o. HALECKI 

był wiedział, że Kazimierz już dawno był wówczas zdecydowany 
pozostawić Wołyń wielkiemu księstwu litewskiemu. 

Nim jednak os'wietlimy szczegóły akcyi, przeprowadzonej 
w tym celu, zapytać się godzi, co obok niewątpliwego wpływu 
a nawet nacisku panów litewskich , obok obietnicy danej im w r. 
1447 przed wstąpieniem na tron polski, wpłynęło na osobiste 
w tej sprawie stanowisko Kazimierza Jagiellończyka. Otóż stojąc 
niezaprzeczenie po nad oboma ścierającymi się obozami, z których 
jeden raz po raz zarzucał mu sprzyjanie drugiemu, król dążył w grun- 
cie rzeczy do kompromisu między obustronnemi żądaniami i do 
zapobieżenia poważniejszemu, zwłaszcza orężnemu starciu między 
oboma państwami, któreby zerwało ostatecznie i tak już nadwątloną 
unię. Kompromis zas' w sporze terytoryalnym był możliwym jedy- 
nie przez podział ziem , do których i Polska i Litwa mogły wyka- 
zać pewne uzasadnione pretensye, między obydwa państwa, a był 
tern łatwiejszym do przeprowadzenia, że dokonał go właściwie 
już sam faktyczny stan posiadania; zachowanie tego status quo 
było zarazem, jak zwykle w podobnych wypadkach, jedynym spo- 
sobem, który by przez zmianę istniejących stosunków, silniej- 
szych od gwarancyi pergaminowych, nie wywołał wybuchu po 
tej stronie, na której niekorzyść zmiana by W3'^padła. Wiemy 
zaś z poprzednich rozdziałów, że ten status quo terytoryalny 
oznaczał nietylko bezpośrednią władzę Litwy na Podlasiu, w Bra- 
cławszczyźnie i w jednym z powiatów wołyńskich , mianowicie 
krzemienieckim, ale także władzę zwierzchniczą, w dosyć sze- 
rokim zakresie, nad dzielnicą Swidrygiełły, powiatem łuckim 
i włodzimierskim. O ile więc Polacy zajęcie tych powiatów przez 
Litwę odczuli tylko jako zawód w swych nadziejach i obalenie 
swej konstrukcyi teoretycznej, o tyle Litwa w razie ich oddania 
przez króla Polsce byłaby to odczuła jako odebranie czegoś, co 
do pewnego stopnia już posiadała, obdarowana w osobach swych 
wielmożów dobrami tamtejszemi, przywykła do pojawiania się księ- 
cia łuckiego i panów jego rady na sejmach wileńskich , do ich 
współdziałania w swej polityce. Mógł więc trafnie przewidzieć Ka- 
zimierz, jako władca obu państw, jakie rozwiązanie sporu o Wo- 
łyń mniejsze zapowiadało niebezpieczeństwo. Nadto łamiąc przy- 
rzeczenia dane Litwie w tym właśnie punkcie, byłby zupełnie 
niekonsekwentnie postąpił wbrew temu wszystkiemu, co sam już 
uczynił w tej sprawie, będąc jeszcze tylko w. księciem Litwy, gdy 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIIŁŁY I 59 

przyjmował Swidrygiełłę jako swego lennika, powoływał go do 
Wilna i posługiwał się nim wbrew Polsce w stosunkach z Zako- 
nem. Wreszcie przyznając Wołyń Polsce, byłby się musiał natu- 
ralnie zdecydować w dalszym ciągu na trwałe oderwanie od w. 
księstwa, z ogromnem osłabieniem jego ówczesnego stanowiska 
w obcej Polsce polityce wschodniej, wszystkich ziem południo- 
wej Rusi. Krzemieniec i Bracław oddzieloneby bowiem zostały 
od Litwy już nie ziemiami jednego z litewskich książąt udzielnych, 
lecz prowincyą koronną , a upadłby zgóry doniosły plan zniesienia 
udzielnego księstwa kijowskiego i s'ciślejszego zespolenia tej dziel- 
nicy z w. księstwem, gdyż, jak słusznie zauważono ^) i jak się to 
najlepiej okazało przy wcieleniu Wołynia do Korony w r. 1569, 
Litwa bez posiadania Wołynia, Kijowszczyzny utrzymać nie mogła. 
Wszystkie te względy tłómaczą dostatecznie współdziałanie Kazi- 
mierza w owej systematycznej akcyi rady litewskiej, która już za 
życia Swidrygiełły zmierzała do zapewnienia sobie jego państwa 
po jego śmierci. 

Głownem zadaniem takiej akcyi musiało być pozyskanie sa- 
mego Swidrygiełły i w wyższym jeszcze stopniu, wobec wyżej 
omówionych stosunków wewnętrznych na Wołyniu, możnowładztwa 
wołyńskiego. I pod jednym i pod drugim względem Polacy za- 
niedbali własną swą korzys'ć, pomys'leli o tem bowiem, jak zoba- 
czymy, dopiero w ostatniej chwili, gdy już było za późno, gdy 
przeciwnie Litwa, uprzedzając ich, już od kilku lat pracowała 
w tym kierunku. Wiemy, że co do Swidrygiełły starania te 
polegały na nadaniu jemu i jego żonie przez Kazimierza jako w, 
księcia litewskiego obszernych powiatów i włości na obszarze 
litewskim; nadania te musiały wpłynąć na niego o wiele silniej, 
aniżeli dalsze posiadanie oddanego mu przez Koronę Gródka 
i Szczerca, gdyż były świeższej daty, obszerniejsze i po części 
przylegające do jego księstwa wołyńskiego, a wreszcie zapewniały 
też odpowiednie zaopatrzenie jego wdowie. O nich to też nie- 
wątpliwie należy myśleć, czytając u Długosza 2) o owych »promis- 
siones et munera<, przez które dał się przed śmiercią pozyskać 
Litwinom, niepomny nadania gródeckiego w ziemiach koronnych. 
Zresztą i dla niego, taksamo jak dla Kazimierza, decyzya na rzecz 



*) Papee F. : Polska i Litwa na przełomie wieków średnich, I s. 22. 
2) Hist. V 104. 



l6o o. HALECKI 

Litwy była tylko konsekwencyą całej jego polityki, zaczynając 
od r, 1445, owego zwrotu do w. księstwa, do którego go skłoniła 
wówczas sytuacya po śmierci Warneńczyka. Wiemy zaś, że ża- 
dnego formalnego zobowiązania, jakoby swoją dzielnicę łucką 
miał po śmierci Koronie przekazać, Polakom nie wystawił. To też 
niewątpliwie już się solidaryzował z planami Kazimierza i jego 
rady litewskiej, gdy pod koniec r. 145 1, czując, że już nie przyj- 
dzie mu żyć długo, swoją radę, kniaziów i panów wołyriskicli, 
zwołał po raz ostatni do Łucka. 

Od nich to bowiem wszystko właściwie zależało, gdyż nawet 
lubiany przez nich Świdrygiełło nie mógł im przecież narzucić 
swej woli na przyszłość, leżąc już niemal na łożu śmiertelnem 
i nie zostawiając dziedzica dla swego państwa łucko -włodzimier- 
skiego. Żadnej nie ulega wątpliwości , że dla nich , nawet bez 
względu na samą osobę księcia, taki stan rzeczy, jakim się cie- 
szyli dotąd pod jego władzą, był najprzyjemniejszy i najdogo- 
dniejszy: mając raz jeszcze swego osobnego księcia, jak w dawnych 
czasach Rurykowiczów, jak wtedy, gdy ich przodkowie powołali 
sobie Lubarta, byli przynajmniej w stosunkach wewnętrznych 
swej ziemi zupełnie niezaleźnytm_J_odPolski i^^^iLd-LiJtwyj na nich 
to wyłącznie spadały hojne nadania ziemskie, im jedynie dosta- 
wały się urzędy i godności, tak liczne i dostojne, jak gdyby na 
dworze wielkoksiążęcym, pod ich przemożnym wpływem pozosta- 
wał sam władca, otoczony radą złożoną z ich przedstawicieli. Wie- 
dzieli niestety, że przedłużenie takiego stanu rzeczy po śmierci 
Świdrygiełły było wykluczonem, że Kazimierz, który, wyzwoliwszy 
się z pod rządów opiekuńczych wielmożów litewsko -ruskich, nie 
myślał o ustalaniu księstw udzielnych, powstałych w krytycznych 
początkach jego panowania na Litwie, lecz dążył do ich stopnio- 
wego usunięcia nawet tam, gdzie jak n. p. w Kijowie kwitnęła 
dalej tamtejsza dynastya; tembardziej musiało utracić swą odrębność 
księstwo łucko- włodzimierskie, gdy przez bezpotomną śmierć do- 
żywotniego lennika samo przez się spadało >na hospodara*. Stąd, 
jeśli nie chcieU bezpośrednich rządów litewskich, mogli Wołynianie 
chyba tylko uznać pretensye drugiego państwa Kazimierzowego, 
poddać się Polsce. 

Wybór na którą stronę należało się przechylić, tembardziej nie 
był łatwy, że , jak wiemy, i Polska i Litwa posiadały już zna- 
czne części pierwotnego Wołynia. Niejedno stanowczo za Koroną 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY l6l 

przemawiało, jak zwłaszcza ścisłe tradycyjne związki z jej ziemiami 
ruskiemi, tak silne u najpotężniejszych rodów szlacheckich Wołynia, 
nawiązane nawet już przez jego kniaziów, zacies'nione za czasów Swi- 
drygiełły, a silniejsze bez porównania od związków z Litwą. Panowie- 
szlachta z dzielnicy Swidrygiełły z Litwą nic nie mieli wspólnego, 
patrząc zawistnie na osiadających na Wołyniu panów litewskich, 
a niektórzy kniaziowie, jak zwłaszcza rodzina Czartoryskich, byli, 
jak się zdaje, zupełnie nawet z Litwą poróżnieni. Mogły nęcić po- 
nadto prawa i swobody szlachty koronnej, których rozszerzenie na 
Litwę dotąd, mimo całego szeregu przywilejów, było raczej tylko 
teoretycznem , nie zniosło jeszcze wszystkich dawnych ciężarów 
i ograniczeń i przedewszyslkiem tylko warstwie możnowładczej na 
korzys'ć wychodziło, podczas gdy szlachta ziem ruskich, należących 
do Polski, korzystała wówczas już z praw tych w całej pełni. Pod 
wpływem tych silnych czynników ^) Woły nianie już raz w czasie 
walk polsko-litewskich o ich ziemię za Swidrygiełły, w r. 1432, 
skłonili się chwilowo na stronę polską, poddając się Jagielle i Ko- 
ronie, przyłączając się do niej bezpośrednio i zyskując za to"-) 
wszystkie prawa szlachty polskiej, tak dla katolików jak i dla 
schizmatyków, którzy, jak wiadomo ^j, na Litwie ani wówczas ani 
nawet obecnie, po przywilejach 1434 i 1447 r., zupełnego równo- 
uprawnienia w rządach całego państwa nie posiadali. Nie było 
więc wcale wykluczonem , na co zresztą niebawem damy dowód 
namacalny, że Wołynianie po latach 20 pod wpływem tych sa- 
mych czynników pójdą tą samą drogą, boć przecież nawet w cza- 
sie tak krótkich rządów litewskich przed powołaniem Swidrygiełły 
w r. 1442 poznali niebezpieczeństwo napływu panów litewskich do 
ich ziemi. Ale włas'nie w decydujących latach przed jego śmiercią 



*) A nie jedynie z powodu chwilowej depresyi, jak twierdzi Hruszewskij, 
Istońja IV* 2 1 1/2. 

*) Cod. epist. I nr. 82. Pewną analogie widzimy ju£ w przyw. Jagiełły z r. 
1392 (Arch. Sang. I nr. 13), w którym szlachcie ziemi łuckiej za wierność w czasie 
zaburzeń na Litwie i na Rusi nadal wszystkie prawa ziemian lwowskich. Wątpliwem 
sie wydaje twierdzenie Jakubowskiego (Żumał minist. narodn. prosw. 1903, zesz. O, 
s. 249), jakoby te przywileje Jagiełły pozostały prawomocne , choć za każdym razem 
Wołyń niebawem od Korony odpadał. Kaczej przyjąć należy (por. Kutrzeba: Hist. 
ustroju, II 43) ie właśnie z tego względu nie weszły w życie. 

') Czermak W. ; Sprawa równouprawn. schizmatyków i katolików na Litwie 
(Rozpr. akad. hist. XLV); Kamieniecki W.: Ograniczenia wyznaniowe w prawodaw- 
stwie lit. (Przegląd histor. XIII). 
O. Halecki: Osutnie lata Świdrj-gielly. . II 



102 O. HALECKI 

Polacy nic zgol^a nie uczynili, aby te czynniki wyzyskać i wzmocnić^ 
zaniedbali najzupełniej doniosłej sprawy pozyskania sobie szlachty 
wołyńskiej, do której przecież chociażby przez jej możnych krew- 
nych i powinowatych na Rusi koronnej tak łatwo trafić mogli. 
Że to nie wynikło z jakichkolwiek względów zasadniczych , może 
z oburzenia na Swidrygiełłę i jego panów z powodu uznania 
zwierzchnictwa Litwy, o tem świadczy chociażby znany nam już 
dokument r 1449 r. i), w którym pierwszy dygnitarz czerwonoruski, 
wojewoda lwowski i starosta generalny Piotr Odrowąż, obowiązuje 
się, że bez żadnych przeszkód, bez względu na swe prawa osobiste, 
dopus'ci jednego z dworzan Swidrygiełły, tytułowanego ciągle >prae- 
clarus dominus dux Swidrigello<, do objęcia w posiadanie dóbr 
tamtejszych, nadanych mu przez Warneńczyka. Taksamo jak tego 
nieznanego skądinąd pana Fedka Jarego, należało zobowiązać so- 
bie najbardziej wpływowych panów wołyńskich, lecz tego trudu, 
do którego w tym włas'nie czasie skwapliwie zabierała się Litwa, 
w Polsce sobie nie zadano, odkładając to do ostatniej chwili, gdy 
na groźby i obietnice było już zapóz'no. 

Nie dziw, że wobec tego weszły w grę czynniki i względy 
inne, pociągające Wołynian w kierunku przeciwnym, ku Litwie. 
Niemogło bowiem ujść ich uwadze, że mimo nęcących praw szla- 
checkich Korony, mimo że w owej chwili napływ obcych żywio- 
łów był silniejszym i bezpośrednio groźniejszym ze strony Litwy 
aniżeli ze strony Polski , przecież także przyłączenie się do kró- 
lestwa polskiego nie zapewniało im na zawsze urzeczywistnienia 
swego jakoby przewodniego hasła: Wołyń dla W^ołynian. Nie mogli 
nie spostrzedz, że w ziemiach ruskich, należących już od dłuższego 
czasu do Korony, kolonizacya polska i wpływ polski szybko się 
szerzyły, że nietylko coraz więcej dóbr znajdowało się w posia- 
daniu przybyszów z zachodu, lecz także na dostojeństwach sena- 
torskich, starostwach i urzędach, powiatowych nawet, a nazwiska 
polskie coraz większą tam sobie zdobywały przewagę, Odrowążów 
ze Sprowy, Leliwitów z Tarnowa i Jarosławia, Kmitów z Wiśnicza 
i t. d. na Rusi czerwonej, a Buczackich zwłaszcza na Podolu ^). Isto- 
tnie z wyższych dostojników tych ziem, odkąd już nie żył kaszte- 
lan lwowski Sieńko z Siennowa h. Korczak, jeden tylko wojewoda 



') AGZ V nr. 128. 

-) Por. cyt. już wyżej wykazy u Fedorowicza (Dodatek) i Kwiatkowskiego. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIELŁY I63 

podolski Hryćko Kierdejowicz reprezentował szlachtę gniazdową, 
pokrewną wołyńskiej. Na odwrót zaś wiedziano, że Litwa w dziel- 
nicach po za obrębem ściślejszego w. księstwa, nawet gdy już nie 
miały swych udzielnych książąt, zachowywała nietylko dawne urzą- 
dzenia prawno-ustrojowe, lecz robiła też nieraz, jak n. p. na Żmu- 
dzi, najdalej idące ustępstwa na rzecz partykularyzmu ziemskiego 
i wyłącznego zachowania urzędów dla tubylców. Tego momentu 
nie omieszkali wyzyskać Litwini w swych obietnicach; co do ich 
dotrzymania Polacy, według słów Długosza i), dopiero w osta- 
tniej chwili starali się wzbudzić podejrzenia w Łucku. Ale nie do 
obietnic tylko ograniczali się panowie rady litewskiej, lecz conaj- 
mniej od r. 1449 systematycznie pracowali nad teni, aby pozyskać 
sobie najwybitniejszych możnowladców wołyńskich, których stano- 
wisko mogło być decydującem dla całej ziemi. Zewnętrznym wy- 
razem tej akcyi jest szereg przywilejów, w których Kazimierz jako 
w. książę litewski, z panarnTlitewstcimrjako świadkami, zatwierdza 
najznakomitszym panom łucko -włodzimierskim ich dobra rodowe 
i nadania Świdrygiełły; przywileje te znajdują uzupełnienie w nie- 
których wzmiankach o hojnych nadaniach na obszarze w. księ- 
stwa dla najmożniejszych kniaziów tej dzielnicy. Wiemy już, że 
pierwsze zatwierdzenie nadania Swidrygiełłowego przez Kazimie- 
rza zawarte jest w przywileju dla Paszka Dachnowicza z r. 1445 ^)- 
O ile jednak ten dokument ma wielkie znaczenie jako pierwsze 
świadectwo zwierzchnictwa Litwy nad dzielnicą Świdrygiełły i na- 
wiązania przyjaznych stosunków z nim samym i z panami wo- 
łyńskimi, którzy trzy lata przedtem do niego odpadli, o ile może 
rzeczywiście jego odbiorca był pierwszym zwolennikiem, którego 
sobie Litwini tutaj pozyskali , o tyle stoi on jeszcze odosobniony 
i nie należy do tych przywilejów, które się grupują tak zna- 
miennie w latach poprzedzających chwilę roztrzygnięcia o przynale- 
żności Wołynia. Są to lata 1449 do 145 1, te same, na które 
przypadają liczne nadania Kazimierza w Krzemieniecczyźnie 3), 



1) V 103: »Lithuanorumque fidem eis oblatam et inyisam faceret et suspectamc. 

2) Arch. Sang. I nr. 134. 

3\ Dok. I s. 5016 (r. 1449I, 30I-5 (r. 1450I, 30' (r. 1451): nadto należą tu 
także prawdopodobnie niedatowane nadania dla ziemian krzemienieckich s. i* i 13^. 
Po pierwszem z zacytowanych nadań w pow. krzemienieckim . z 29 XI 1449) na- 
stępują w metryce lit. (s. 56I"' ^^) nadania w pow. włodzimierskim (drugie z nich 
jest regestem przywileju dla liii Wiaczkowicza na Poryck; por. dokument z II pol. 

II* 



164 o. HALECKI 

które tam w tak przełomowym czasie władzę litewską ugruntować 
miały. To zas', co na Litwie zrobiono na początku 1452 r., równo- 
cześnie z akcyą polską w sprawie łuckiej, było już tylko zakoń- 
czeniem pracy przygotowawczej lat poprzednich i włas'nie dla tego 
tak pomyślny rezultat wydać mogło. Jak zaś środki przygotowaw- 
cze dobrze były obmyślane i jak znakomicie oryentowano się na 
Litwie w stosunkach wśród możnowładztwa wołyńskiego, o tern 
świadczy sam wybór tych osobistości , które postarano się prze- 
ciągnąć na swoją stronę. Byli nimi z panów starosta łucki Niemira, 
brat jego Kozaryn i Olizar Szyłowicz, a więc najznakomitsi wów- 
czas przedstawiciele najmozniejszych a zarazem, ze względu na ich 
związki z Rusią koronną, najtrudniejszych do pozyskania rodów 
szlacheckich, z kniaziów zaś Czartoryscy i Sanguszkowicze, z któ- 
rych pierwsi, ponieważ prawdopodobnie już nie żył dawny zwolen- 
nik Kazimierza Wasil Ostrogski i), byli najpotężniejszymi dyna- 
stami w powiecie łuckim, drudzy zaś w powiecie włodzimierskim 2). 
Z przywilejów zatwierdzających dla panów wołyńskich pierw- 
szymi a zarazem typowymi, na których kancelarya wielkoksiążęca 
wzorowała wszystkie dalsze aż do r. 1452 *), były dwa dla Nie- 
miry*), pierwszy wystawiony na sejmie wileńskim dnia 2 listo- 
pada 1449 roku a obejmujący główne jego posiadłości jeszcze 
z czasów Witołdowych. drugi wydany tydzień później w Grodnie, 
a dotyczący dóbr spadłych na niego po bracie Micku. Za nimi 
poszły przywilej dla Olizara Szyłowicza 5), datowany z Ostryny, 

XV w. w Ms. ordyn. Kras. 4028, z którego sie dowiadujemy, że syn liii Dymitr 
był żonaty z córka Hryćka Kierdejowicza) ; gdyby i one pochodziły z r. 1449, na 
00 jednak dowodu niema, byłyby to dalsze ślady akcyi litewskiej w celu pozyskania 
sobie ziemian w dzielnicy Świdry gieHowej. 

1) 20 VIII 1450 występuje w sporze majątkowym kn. Wasilowa Ostrogska 
(Dok. I. s. 301), z czego W olff (Kniaziowie, s. 345) wnioskuje , zdaje się słusznie, 
że kn. Wasil wówczas iuż nie żył; istotnie po raz ostatni występuje on w r. 1448 
(Długosz: Hist. V 45). 

") Być może, że na ten sam czas przypada zatwierdzenie przez Kazimierza 
przywilejów Witołda i Świdrygielły dla innego jeszcze rodu kniaziowskiego Woły- 
nia, mianow. Koreckich (Arch. JZR VIII/4 s. 127). 

') Por. odwołanie się do nich przy cytow. niżej przywileju dla Kozaryna i przy 
dokumentach analogicznych z r. 1452 (Dok. I s. 49*, 511). 

*) Akty Zap. Rossii I nr. 54 (oba z błędną datę 1450 r.) ; Russk. istoricz. 
bibl. XXVII s. 100/2. 

*) Akty Zap. Rossii I nr. 53 ; Russk. istoricz. bibl., 1. c. W metryce lit. oprócz 
całego przywileju zapisano także krótki jego regest (Dok. I s. 51-), oznaczony myl- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 1 65 

dnia 24 lipca r. 1450, a potwierdzający mu dobra rodowe i wy- 
służone »u stryjka naszego u kniazia Szwitrihajła*, i dokument dla 
Kozaryna ^), wystawiony 23 stycznia 145 1 r., podczas zjazdu 
w Wilnie (w którym, jak wiemy, i sam Swidrygiełło brał udział), 
zatwierdzający bratu starosty łuckiego jego dobra >tym że oby- 
czajem, kak i Niemiri<. Na wszystkich tych dyplomach, nawet 
na tych, które nie były wystawione na sejmach, świadkami są 
najwybitniejsi panowie radv litewskiej, w różnym oczywis'cie kom- 
plecie: Gasztołd wojewoda wileński, Aloniwid (dawny stronnik 
Swidrygiełłyl) wojewoda trocki. Pietrasz Montygierdowicz woje- 
woda nowogrodzki i marszałek ziemski, Andrzej Sakowicz (obda- 
rowany przez Swidrygielłę w powiecie homelskim) namiestnik po- 
łocki , Sieńko Gedygoldowicz (brat stryjeczny Moniwida) namie- 
stnik smoleński, Sudiwoj Wolimuntowicz 1 poseł do Krzyżaków 
wraz z pisarzem Swidrygiełły w r. 1446) namiestnik kowieński, 
wreszcie bratanek tego ostatniego kanclerz Michajło Kieżgajłowicz; 
obok tych najwyższych dygnitarzy w. księstwa, kierujących wów- 
czas jeszcze solidarnie jego polityką, podpisani są na dokumencie 
dla Olizara kn. Jurij Semenowicz Holszański a na przywileju dla 
Kozaryna znany nam dobrze starosta bracławski Jursza, którzy 
obaj prz)'^ ostatecznem przeprowadzeniu okupacyi Wołynia tak 
ważną mieli spełnić misyę. Fakt, że wszystkie te przywileje docho- 
dziły do skutku albo na zjazdach o charakterze sejmowym albo 
też na ściślejszych obradach znakomitszych panów, zwołanych 
z różnych stron w. księstwa, jest wyraz'nym dowodem, że są wy- 
nikiem akcyi. prowadzonej przez Kazimierza wspólnie, z wiedzą 
i pod wpływem wielmożów litewskich , z których sam Gasztołd, 
otrzymawszy w r. 1442 dobra pod Łuckiem , był w sprawie w^o- 
łyńskiej taksamo osobiście zainteresowany, jak przedtem nieco 



nie indykcyą 14 zamiast 13 (w r. 1451, któremuby odpowiadała ind. 14. król w lipcu 
bawił w Koronie). W Aktach Zap. Rossii dodano do tego przywileju, wyjętego z III 
księgi zapisów metryki, pod tym samym numerem niedatowaną przysięgę Olizara przy 
objęciu starostwa łuckiego, znajdującą sie w księdze IV, która obejmuje tylko akty 
z ostatnich kilkunastu lat Kazimierza Tagiell.; ten niefortunny pomysł stal sie powo- 
dem pomyłek w historyografii, która (n. p. Caro : Gesch. Polens, IV s. 441, Lubawskij : 
Obłastnoje dielenije, s. 42) odnosiła także przysięgę do daty nadania albo tei do r. 
1452. W istocie jest ona o kilkadziesiąt lat późniejszą, dokJadną zaś datę ustalimy, 
gdy do niej wrócimy. 

li Dok. I s. 50». 



1 66 o. HALECKl 

W podobnej sprawie podlaskiej ^}. Jedna tylko nasuwa się wątpli- 
wość. Wybór odbiorców tych przywilejów był niewątpliwie bar- 
dzo trafny a niemniej pewnem jest, że same przez się oznaczały 
one dla Litwy sukces ogromny, gdyż były milczącem uznaniem 
jej władzy na Wołyniu przez tj^h, którzy dokumenty te przyjmo- 
wali ^j; jakąż jednak przynosiły korzyść tym ostatnim, jakim 
węzłem własnego interesu miały ich związać z planami litewskimi 
i dla nich pozyskać, gdy zawierały tylko zatwierdzenia takich 
dóbr, które posiadali oddawna lub otrzymali już poprzednio od 
Swidrygiełły ? Otóż mamy bardzo charakterystyczne świadectwo, 
że mimo to przedstawiały dla nich wartość znaczną, tak że opła- 
cało się nawet ubiegać o podobne, tak mało znaczące na po- 
zór dyplomy; zapisano bowiem w metryce litewskiej ^) po pierw- 
szym z wspomnianych przywilejów dla Niemiry, że otrzymawszy 
go w Wilnie pan starosta łucki »potem przysłał sługę z listami 
za królem do Grodna*, gdzie dopiero Kazimierz na tę form^alną 
prośbę >jeszcze panu Niemirze zapisał na drugi list*, to znaczy 
wystawił drugi dokument zatwierdzający, wciągnięty właśnie po 
tej niezwykłej uwadze do metryki. 

Istotnie też, zważywszy rzecz bliżej, miały podobne zatwier- 
dzenia o wiele większe znaczenie, aniżeliby się zdawać mogło na 
pierwszy rzut oka. Po pierwsze były jakgdyby gwarancyą amnestyi 
za odstępstwo W^ołynia od Litwy i Kazimierza w r. 1442, w któ- 
rem, jak wiemy, ci właśnie panowie przodowali, uznaniem przez 
w. księstwo i jego władcę wszystkich zarządzeń Swidrygiełły w jego 
dzielnicy*) także w czasie jego antagonizmu z dworem wileńskim, 



') Wiadomo, £e przy odzyskaniu Podlasia od ks. mazowieckiego gJówną role 
odegrał Gasztold, który tam posiadał z nadania Zygmuntowego dobra tykocińskie 
(Boniecki: Poczet, s. 5Ó; Rykaczewski : Inventarium, s. 358); dlatego nie bez słu- 
szności Zbigniew Oleśnicki, prosząc w swym liście z 1443 r. (Cod. ep. I/l nr. 124) 
w. ks, Kazimierza o zaprzestanie walki o te ziemie, zaznacza, że pokojowi stoi na 
przeszkodzie »aliquorum privata utilitas«. 

2) Słusznie też zaznaczył Downar-Zapolskij (Gosudarstw. choziajstwo w. kn. lit., 
s. 618), że takie zatwierdzania dóbr dla ziemian dzielnic, wcielanych do Litwy, miały — 
przynajmniej formalnie — zmienić nadania książąt udzielnych tia »danie< yiTzez samego 
Kazimierza i zacieśnić w ten sposób związek służebny ich odbiorców z w. księciem. 

') Russk. istoricz. bibl., 1. c, s. loi. 

*) Było to tem ważniejszem, źe wogóle nadania ziemskie książąt dzielnicowych — 
a takim tylko był Świdrygiełło na Wołyniu z punktu widzenia Kazimierza i Litwy 
mimo swego wielkoksiążęcego tytułu — nabierały charakteru trwałego, nieodwołal- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I 6/ 

rodzajem zapowiedzi, że ci, którzy pod jego rządami tak możne 
i wpływowe zdobywali sobie stanowisko na Wołyniu, nie stracą 
go też pod bezpośredniemi rządami litewskiemi. Po drugie zaś. — 
i to właśnie jest względem najkonkretniejszym , — oznaczały te 
dyplomy, że po przyłączeniu dzielnicy Swidrygiełłowej do w. księ 
stwa rozszerzą się też na jej ziemian te wszystkie prawa, które 
Kazimierz przed odjazdem swym do Polski na koronacyę zapew- 
nił w przywileju z 1447 r. innym ziemiom w. księstwa litew- 
skiego 1). W tym to właśnie przywileju znajdowały się postanowie- 
nia, które m. i. zapewniały zachowanie przez Kazimierza nadań 
poprzednich w. książąt (przy czem . jak wiemy. Swidrygiełły nie 
wymieniono, co właśnie Wołynianom przed omawianemi zatwier- 
dzeniami mogło nasuwać pewne obawy), oraz prawo dziedziczenia 
dóbr ojcowskich. Przy tych dwóch artykułach, tak niezmiernie 
ważnych dla ziemiaństwa, zaznaczał przywilej ziemski, jak i przy 
Avielu innych, że prawa te miały przysługiwać mieszkańcom w. księ- 
stwa w ten sam sposób co mieszkańcom Korony, »iuxta consue- 
tudinem regni Poloniae*. Jeśli więc pierwsze zaraz dyplomy, jakie 
panowie wołyńscy otrzymywali od swego przyszłego bezpośre- 
dniego władcy, przyznawały im udział w dobrodziejstwach tego 
przywileju litewskiego, to stanowiły zarazem jak gdyby pośrednią 
zapowiedź i pierwsze dowody, że także drogą przez Litwę owe 
ponętne prawa i swobody polskie mogą im przypaść w udziale. 
To też każdy dokument Kazimierzowy przeciwdziałał, przynajmniej 
wobec danej jednostki, jednemu z najsilniejszych czynników, skła- 
niających ku Koronie. 

W inny znów sposób starała się Litwa pozyskać kniaziów, 
których mniej zapewne przyciągały niechętne książętom krwi i nie- 
znające osobnego stanu książęcego w społeczeństwie przywileje 



nego dopiero przez zatwierdzenie w. księcia litewskiego ; por. uwagi Lubawskiego 
(i uzasadnienie źródJowe) w rozprawie: O raspredielenii wiadienij i ob otnosz. mieżdu 
wielikimi i drugimi kniaziami Giedim. roda, s. 95. To teź Kazimierz dzięki tym po- 
szczególnym aktom zatwierdzającym nie potrzebował następnie w przywileju dla ca2ej 
dzielnicy wołyńskiej umieścić osobnego postanowienia o zachowaniu własności ziem- 
skiej (Downar- Zapolskij, o. c, s. 0051. W dokumencie zatwierdzającym dla Olizara 
znajduje się wyraźna zmianka, że nietylko dawne dobra rodowe, lecz tez wysłużone 
u Swidrjgiełły ma odtąd posiadać »u wotczinuc 

') Cod. epist. III nr. 7 (ob. §§ 6 i 7) ; nad kwestyą , ua jakie właściwie zie- 
mie rozciągał się przywilej z r. 1447, zastanowimy się niżej, omawiając przywilej 
dzielnicowy dla Wołynia. 



I 68 o. HALECKI 

koronne, lecz których odstręczyła swego czasu od Litwy wroga wobec 
kniaziów udzielnych polityka Zygmunta, wypierająca ich z ich oj- 
cowskich udziałów, i wzrastająca ciągle potęga niekniaziowskich 
wielmożów w. księstwa. Najważniejszem było pozyskanie Czarto- 
ryskich, z których bracia Iwan i Michał tak wpływowe zajmowali 
stanowisko na dworze i w radzie Swidrygiełły, lecz było to też 
zarazem zadanie najtrudniejsze wobec klęski, jaką ponieśli na Li- 
twie w r. 1440, gdy odebrano im owoce zamachu na Zygmunta, 
na nich zwalono całą winę morderstwa, ratując niemniej skompro- 
mitowanych panów litewskich, i zmuszono ich do szukania schro- 
nienia w różnych stronach świata. Mimo to udało się Litwinom 
trudność tę przezwyciężyć, jak to się okazało w decydującej chwili 
w r. 1452. kiedy, jak zobaczymy, obaj bracia Czartoryscy za Litwą 
się oświadczyli; musiało nawet ich pojednanie z nią wcześniej już 
nastąpić, gdyż wiemy, że już w pierwszej połowie 1451 r. Iwan, 
zdaje się najstarszy z braci i najwięcej zaangażowany w wypad- 
kach 1440 r., zagrożony przez Tatarów Michała Zygmuntowicza, 
bezpiecznego szukał przytułku właśnie w sercu Litwy, w Trokach^). 
Jak nastąpiło to przejednanie i skuteczne pozyskanie, o tern brak 
współczesnego świadectwa. Wyjaśnienie znaleść można w później- 
szym o wiele dokumencie, który dowodzi, że Kazimierz Jagiel- 
lończyk po wyjez'dzie kn. Jurja Trubeckiego do Moskwy nadał 
jego połowę Trubecka Iwanowi Czartoryskiemu -). Brak oczywiście 
dokładniejszego oznaczenia chronologicznego, ale wobec uwag po- 
wyższych należ)?^ to nadanie odnieść najprawdopodobniej do czasu 
przed śmiercią Swidrygiełły, zapewne nawet przed r. 145 1, do 
tego samego więc czasu, na który przypadają przywileje dla pa- 
nów wołyńskich. Było ono dożywotniem, gdyż po bezpotomnej 
śmierci Iwana nadał król tę część Trubecka Hryńkowi Wołowi- 
czowi, koniuszemu swemu, ale w danej chwili spełniło swe zadanie: 
związało głowę rodu Czartoryskich z w. księstwem litewskiem. 

Niedatowaną niestety jest też zapiska, odsłaniająca nam, jak 
pozyskano ród Sanguszkowiczów, który, jak widzieliśmy, zraził się 
do Litwy, gdy nie zdołał odzyskać przez nią części swej ojcowizny, 
oderwanej od Wołynia a przyłączonej do Korony. Znajdujemy tylko 
w metryce litewskiej, wśród regestów dokumentów dla Wołynian z r. 



») LEK XI nr. 157. 

*) Wolff: Kniaziowie, s. 19, 543; Akty Zap. Rossii I nr. 125. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIELŁY I 69 

1452, oddzielną grupę nadań na Podlasiu, z których datę ma tylko 
ostatnie, pochodzące z r. 1450. Otóż pierwsze z nich czyli raczej 
dwa pierwsze mówią nam, że Kazimierz z »wsią radą* litewską 
nadał Drohiczyn Iwaszkowi Sanguszkowiczowi a we wsi Marciszo- 
wie osadził ziemian włodzimierskich ^j, a więc pochodzących z tego 
samego powiatu wołjmskiego, co Sanguszkowicze. Cała zapiska 
stanowi ciekawy przyczynek do osiedlania się Wołynia n na Pod- 
lasiu, objawu, jak wiemy z uwag o rodzie Korczaków, bynajmniej 
nie wyjątkowego a popieranego przez rząd litewski, jak wiele po- 
dobnych, przyczyniających się do zespolenia różnych ziem i dziel- 
nic w. księstwa. W tym jednak wypadku punkt ciężkości spo- 
czywa oczywiście w pierwszej części zapiski, dotyczącej kn. Iwana, 
brata Aleksandra Sanguszkowicza, tak często występującego w radzie 
Swidrygiełły, i Wasila, który znany nam jest jako dzierżawca bra- 
cławski tego księcia w r. 1443. Rzecz jasna, że nie należy myśleć 
o nadaniu mu całego powiatu drohiczyńskiego, o stworzeniu, cho- 
ciażby chwilowem , udziału książęcego w tej ziemi, gdzie liczna, 
polska po części szlachta pod przejściowymi rządami mazowieckimi 
tak przywykła do ustroju polskiego, że nawet pod rządami Litwy 
polskie prawo zachowała; nie otrzymał nawet kniaź Iwaszko 
w dzierżenie stołecznego grodu drohickiego, gdzie siedzieli Kazi- 
mierzowi starostowie- wojewodowie 2), ale tylko dobra hospodarskie 



') Dok. I s. 49*: »Dorohiczin Iwaszku Songuszkowiczu. Imienie Marciszowo 
wolodimircom podawano. Sam w. kniaź i wsią rada«. 'iaksamo brzmi ten ustęp, za- 
czynający się i kończący »a linea«, także w drugiem v/yd. tej księgi metryki (Russk. 
istoricz. bibl. XVn s. 95/6) i w urzędowych kopiach , przechowanych w Archiwum 
glównem w Warszawie (Ms. 191 A. s. 70); to też nawet bez autopsyi twierdzić można 
z cała pewnością, że interpretacya Wolffa (o. c. s. 423), jakoby Sanguszkowicz otrzy- 
ma! w Drohiczyńskiem wieś Marciszowo, należącą poprzednio do Włodzimierców, 
jest błędną, i przyjąć należy z Z. L. Radzimińskim (Monogr. Sang. I Ii8, por. też 
Arch. Sang. III nr. 12), że kn. Iwan otrzymał Drohiczyn, a Marciszowo dostali Wło- 
dzimiercy. Słusznie, zdaje się, przypuszcza wydawca Dok. I, że ustęp następny me- 
tryki wyszczególnia bliżej to wspólne nadanie Marciszowa. Grupę nadań podlaskich 
zamyka zapiska s. 49*; następne mają znowu nagłówek >U Łucku«, taksamo jak dwa 
poprzedzające nadanie Drohiczyna. 

2) Tytuły >capitaneus« i »woyewoda« używane są promiscue; w r. 1448 piastuje 
tę godność jeszcze Michał Goliginowicz, po nim, conajmniej od r. 1450, przez dłuższy 
szereg lat Nasuto, zdaje się ten sam, który w niej juź w r. 1441 i przedtem wystę- 
puje. (Według najstarszej księgi sądowej drohickiej w Arch. centralnem w Wilnie 
Nr. 1025, zwłaszcza fol. 10^, 25, 34 et passim; por. też Rocznik Tow. heraldycznego t. III 
nr. 294, 296, 306, oraz spis urzędników podlaskich w Źródłach dziej. XVII/3 s. 243). 



I 7© o. HALECKI 

W powiecie drohickim na dożywotnie użytkowanie, taksamo jak 
według zapiski tej samej grupy nadań podlaskich otrzymał > Miel- 
nik do żywota« Iwaszko Rohatyński i), pan znakomity, spowino- 
wacony z rodem Olgierdowym a w szczególności z kobryńskimi 
krewnymi Sanguszkowiczów^). Zwykle odnosi się to nadanie dla 
Iwana Sanguszkowicza do marca 1452 3), ponieważ następuje w me- 
tryce po dwóch nadaniach wołyńskich z datą 4 marca tego roku; 
gdy jednak, jak wskazalis'my, rozpoczyna osobną grupę nadań po- 
dlaskich, wsuniętych między wołyńskie, bylibyśmy raczej skłonni 
przypisać mu tę samą datę, którą ma ostatnie nadanie z tej grupy, 
tj. r. 1450*). W każdym razie jednak przypada na czas około 
śmierci Swidrygiełły i miało stworzyć nowe ogniwo, któreby, tak- 
samo jak brzeskie dobra Sanguszkowiczów, związało ten ród wo- 
łyński z ziemiami w. księstwa, zapewniając zarazem jednemu z jego 
członków znaczne korzyści ekonomiczne. 

W swych staraniach w celu zapewnienia sobie dzielnicy 
Swidrygiełły nie ograniczyli się jednak Litwini do tych zręcznie 
skombinowanych przywilejów i nadań: Postanowili już przed 
śmiercią tego księcia działać także na miejscu, choć oczywiście 
w sposób nie zwracający zbytnio uwagi, mianowicie przez wy- 
słanie niektórych panów z ziem w. księstwa, niezbyt głośnych 
i znakomitych, ale zasługujących na zaufanie, do samego Wołynia, 
do otoczenia Swidrygiełły. Taką rolę musiał odegrać niewątpliwie 
wspomniany przed chwilą przy innej sposobności koniuszy Kazi- 
m^ierza Hryńko Wołowicz , który przy boku Jagiellończyka zasłu- 
żył sobie na jego łaskę i liczne stosunkowo nadania i stał się 
w ten sposób założycielem wzrastającego odtąd znaczenia swej 
rodziny^). U tej jego roli, tak dla nas ciekawej, świadczy przywilej 



1) Dok. I s. 496. 

2) Był ionaty z Owdoti^, córką Andrzeja Wlodzimierzowicza, prawnuczką Ol- 
gierda, a córka ich Fedora wyszJa I voto za ostatniego kn. Kobryńskiego, Iwana, któ- 
rego ojciec był bratem stryjecznym Sanguszkowiczów (Wolff. o. c, s. 338. Ib8). 

3j Arch. Sai)g, III nr. 12. 

*) Dok. 1 s. 498 »u Nowehorodku, ind. I3€; w r. 1450 Kazimierz byl w No- 
wogródku koło 19 lipca (Dok. I s. I25), a 24 lipca wystawia w pobliskiej Ostrynie 
znany nam przywilej zatwierdzający dla Olizara — moie wiec nadanie dla Sangu- 
szkowicza, ogniwo w tej samej akcyi, na ten właśnie czas przypada ? 

5) Boniecki: Poczet, s. 381; Dok. I. s. 8*, 128", 131*, 28^, 57^3; por. opis. 
bitwy pod Chojnicą w latop. lit.-ruskim (Poln. Sobr. XVII s. 546/7). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I7I 

Z września 145 1 r. 1), w którym Swidrygiełło nietylko obdarowuje 
koniuszego królewskiego, nigdy przedtem nie pojawiającego się przy 
jego boku lub w jego dzielnicy, lecz wspomina nadto o jego wiernej 
służbie, s'wiadczonej królowi Kazimierzowi i jemu samemu. Dwo- 
rzanin Jagiellończyka, występujący i przedtem i potem tylko na 
Litwie i Rusi litewskiej, oczywis'cie nie bez celu, nie bez tajnej 
misyi swego pana, zjawił się nagle, w przeddzień śmierci Swidry- 
giełły w jego otoczeniu i chwilowo mu służył. Nadto w tym sa- 
mym zapewne czasie otrzymał Wołowicz wieś Myszowo w powie- 
cie włodzimierskim, wśród dóbr rodowych Riazanowiczów ^j. W po- 
dobny sposób należy sobie wytłómaczyć pojawienie się w ziemi 
łuckiej, również pod koniec życia jej księcia, innego nieznanego 
tam przedtem pana, Juszka Wojdatowicza, przy którym samo imię 
ojca wskazuje na rdzennie litewskie pochodzenie. Niedługo przed 
wydaniem pierwszego przywileju dla Niemiry, pod koniec lipca 
1449 r., Kazimierz, wróciwszy z wyprawy brjańskiej przeciwko Mi- 
chałowi Zygmuntowiczowi i biorąc się obecnie do załatwienia 
sprawy Swidrygiełły, wystawił w Nowogródku, w obecności swych 
dostojników litewskich, dokument-) zatwierdzający tego Juszka 
Wojdatowicza w posiadaniu wsi wołyńskiej, należącej przedtem do 
Bołobana, ze znanej nam czerwonoruskiej rodziny h. Korczak. 
I otóż także jego, który również nigdy przedtem w tych stronach 
się nie pojawiał, widzimy niebawem, od września 1451 r., kiedy 
to jest świadkiem wspomnianego przywileju dla Wołowicza, aż do 
ostatnich chwil przy boku Swidrygiełły, a co najciekawsze, pia- 
stuje on nawet urząd klucznika łuckiego *). Urząd ten, przedtem — 
o ile wiemy — nieznany, ustalił się w późniejszych czasach w Łucku, 
taksamo jak i w niektórych innych grodach w. księstwa^), a po- 
nieważ jego funkcye, choć głównie gospodarczej natury, ściśle się 
łączyły z pieczą nad grodem, fakt, że właśnie w przeddzień śmierci 



1) Dodatek I nr. 33. 

'•') Wzmianka w dok. z 149Ó r. (Leoiitowicz : Akty lit. mietriki, nr. 299). 

*) Ujm, koJo granicy pow. wlodzim. i łuckiego; Dok. I s. 32^ (28 VII 1449) 
»priszod so Brianskat. 

*) Ob. ustęp o nim w dodatku II. 

^) Por. spis urzędników w dod. do Bonieckiego : Poczet rodów. O urzędzie 
tym por. Kutrzeba: Hist. ustroju Polski II Litwa, s. 124, a zwłaszcza co do Łucka 
Hruszewskij : Istorija V 302 ; później nieraz klucznik hjl też zarazem horodniczym 
łuckim (por. np. Źródła dziej. VI s. 45). 



172 o. HALECKI 

Świdrygiełły świeżo przybyły pan litewski został klucznikiem łuckim^ 
szczególnego nabiera znaczenia. Nie był to jednak jedyny wypa- 
dek w owej przełomowej chwili, w którym się postarano, aby 
także obsadzenie urzędów wypadło z największą korzyścią dla Litwy 
i jej zamiarów; ważniejszą była zmiana na starostwie włodzimier- 
skiem, która zaszła również pod koniec r. 145 i. Jeszcze w maju 
dzierżył gród w^łodzimierski , tak bliski granicy koronnej, a któ- 
rego opanowania przez Polskę Litwini, jak zobaczymy, najbardziej 
się obawiali, znany nam dobrze kn. Michał Konstantynowicz^), 
który nie mógł zbytnio sprzyjać Litwie, utraciwszy przez nią swą 
dzielnicę pińską, a miał dawne i różnorodne związki z Rusią Czer- 
woną i szlachtą tamtejszą. To też niebawem, niewątpliwie dzięki 
staraniom litewskim, urząd ten utracił, na schyłku 145 i r. występuje 
już bez tytułu na dokumentach Swidrygiełły, a starostą we Wło- 
dzimierzu został najpóźniej w grudniu ^) pan Paszko Dachnowicz. 
Było to tem znamienniejszem , że ten ostatni wcale ziemianinem 
włodzimierskim nie był, lecz wszystkie dobra swoje miał w po- 
wiecie łuckim, względnie peremilskim 3), lecz za to, jak wiemy, 
pierwszy z pośród Wołynian przyjął litewskie zatwierdzenie swych 
posiadłości, a w następstwie i pod bezpośredniemi rządami Litwy 
nową swoją godność zachował*). Jeśli dodamy do tych wszystkich 
spostrzeżeń , że ostatnie znane nam dotąd nadanie Swidrygiełły, 
uczynione na miesiąc przed jego śmiercią ^), otrzymał przybysz 
z Rusi litewskiej Tereszkowicz ^), to okaże się zupełnie wyra- 
z'nie, jak intenzywną była już przez dłuższy czas przed decy- 
dującą chwilą działalność Litwy na Wołyniu, działalność, której 
zamknięcie stanowi wspomniane przez Długosza wielkie poselstwo 



1) Dod. I nr. 30. W niedatowanym zapi-sie kościelnym kn. Michała Konstan- 
.tynowicza, starosty włodzimierskiego (AZ Rossii I nr. 9Ó), znajdujemy wzmiankę, że 
nadanie to następuje »pri ospodarstwie korola Kazimiera« ; wobec zmiany na staro- 
stwie, omawianej w tekście, dokument ten musi pochodzić z lat 1446 — 1451 (oczy- 
wiście nie 1489 — 1492, jak przypuszczał wydawca). 

-) Tamże, nr. 37; ob. ustępy o nich w dod. II. 

3) Arch. Sang. 1 nr. 134; Dok. I s. 49'^. 

*) Por. Archiw JZR VIII/4 s. loi (27 III 1452). 

5) Dod. I nr. 39. 

«j Żaden zresztą Tereszkowicz na Wołyniu sie nie pojawia, za to na pocz. 
panowania Kazimierza Onacko Tereszkowicz dostaje nadanie w Słonimskiem , a nie- 
znany z imienia Tereszkowicz również w poł. XV w. w Mińskiem (Dok. I s. 41, 50). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 173 

litewskie, które przybyło tam już bezpośrednio przed śmiercią 
Swidrygiełły. 

Miało ono grunt przygotowany już przez niego samego, przez 
-zjazd jego rady, jaki jeszcze przed nadejściem owych posłów na- 
stąpił w Łucku, gdzie już od końca września^), wróciwszy z osta- 
tniej podróży po swej dzielnicy, stale przebywał, trawiony śmier- 
telną chorobą, o czem dobrze wiedziano w Wilnie-). Ważny ten 
zjazd znamy niestety tylko, jak tyle innych wypadków, z nadań 
książęcych na nim wystawionych^), mówiących nam jedynie tyle, 
że w ostatnich dniach grudnia r. 145 i i pierwszych stycznia roku 
następnego zebrali się w Łucku liczniej, niż kiedykolwiek członkowie 
rady Świdrygiełłowej i że wówczas po raz ostatni posypały się na 
kniaziów i panów wołyńskich hojne nadania ziemskie. O czem 
jednak z nim radzili, z władyką łuckim na czele, Czartoryscy 
i Czetwertyńscy, kn. Sanguszkowicz i Olszanicki, Riazanowicze, 
Kalenikowicze, Mylscy, Wołotowicze, Hulewicze i długi jeszcze 
szereg przedstawicieli minorum gentium *), o tem świadczy nam 
pośrednio samo znaczenie chwili: chodziło o decyzyę, na czyją 
stronę miał Wołyń się przechylić po śmierci swego księcia. Znając 
stanowisko Świdrygielły, porównywając obustronne zabiegi poprze- 
dnie, tak różne co do swej intenzywności i planowości, zgóryby 
przyjąć należało, nie znając nawet następstw bezpośrednich, że 
decyzya wypadła na rzecz Litwy. Być może że niejednego chwieją- 
cego się jeszcze kniazia lub pana dopiero nowe nadanie z rąk 
Świdrygiełły pozyskało ostatecznie dla popieranego przezeń planu: 
niedarmo może odbiorcami największych nadań są kn. Czartoryski, 
Korczakowie: Piotr Myszczyc (podobno z Rusi Czerwonej I) i Mitko 
»plemiennik< Niemiry, wreszcie marszałek ziemski Piotr Mylski 
z rodu Kierdejów, którego drugi główny przedstawiciel, Olizar 
Szyłowicz, nie był obecny na zjeździe łuckimi 

Całą jednak doniosłość tego zjazdu można zrozumieć dopiero, 
jeśli się uwzględni, że równocześnie, choć daleko od Łucka, obra- 



1) 3 IX 145 1 jest w Peremilu, od 22 IX stale w Łucku (dod. I nr. 31, 32). 

2) Przy zapisce o nadaniu Kazimierza dla P. Myszczyca z 3 I 1452 (Leonto- 
wicz : Akty lit. mietriki I nr. 68) dodano w III księdze metryki lit. »koli kniaź Szwi- 
trihajło byJ niemoconc (Dok. I s. 50^. 

3) Dod. I nr. 34—39- 

*) Z odbiorców, a zwłaszcza świadków nadań Świdrygiellowych z tych dni 
poznajemy 23 uczestników zjazdu. 



1/4 o. HALECKI 

dowały nad tą samą sprawą, a następnie nawet skomunikowały 
się z nim, dwa inne zjazdy: litewski w Wilnie i polski w Opato- 
wie. I jeden i drugi były właściwie następstwem tego, że, jak to 
było do przewidzenia i jak o tern wspomnieliśmy już na innem 
miejscu, ostatni przed śmiercią Świdry giełły wspólny zjazd polsko- 
litewski, odbyty pod koniec września 145 1 r. w Parczowie 1), skoń- 
czył się bez jakiegokolwiek porozumienia. Wiemy już, że tym ra- 
zem Litwini, przy drugim punkcie spornym, którym, obok cechy 
związku polsko-litewskiego, była przynależność ziem podolsko- 
wołyńskich , wymienili w pretensyach swoich , obok Podola i oder- 
wanych już włości zachodnio- wołyńskich, także i Łuck, dzielnicę 
Swidrygiełły, ponieważ Polacy, jak świadczyło ich niedawne po- 
selstwo do króla, stanowiska Litwinów, że tę dzielnicę właściwie 
już posiadają, najwidoczniej nie uznawali. Rokowania stały się przez 
to bardziej szczere, ale nie łatwiejsze, gdyż wogóle w sporze teryto- 
ryalnym o dobrowolnem ustępstwie jednej strony mowy być nie 
mogło: obie bowiem strony miały pergaminy w ręku, które im 
słuszność przyznawały i dawały im poczucie swego dobrego prawa, 
Polacy akty Zygmunta Kiejstutowicza, które im po jego śmierci 
przyznawały wszystkie ziemie sporne bez wyjątku, Litwini zaś, 
choć, jak Oleśnicki podnosił, niektórzy z ich przedstawicieli swego 
czasu owe właśnie akty zaprzysięgli i pieczęciami swemi umocnili, 
mieli teraz świeższej daty przywilej samego Kazimierza, przyzna- 
jący im wszystkie ziemie, nad któremi niegdyś panował Witołd, 
a więc Podole i zwłaszcza Wołyń. Kwestyę mógł rozwiązać tylko 
kompromis, jaki zamierzał przeprowadzić król, tj. plan podziału tych 
ziem, o którym jednak Polacy nie byli powiadomieni. Jak bar- 
dzo zaś ich przedstawiciele, wśród których znajdował się też wo- 
jewoda podolski Hryćko Kierdejowicz, ufali jego wcześniejszemu 
oświadczeniu, że w całym sporze więcej Koronie sprzyja, aniżeli 
Litwie, o tem świadczy ich propozycya, aby sam Kazimierz wydał 
wyrok polubowny. Oczywiście król na to się nie zgodził, wiedząc, 
że nie przyjęłoby dobrowolnie jego projektu, nie zadawalniającego 
żadnej strony w zupełności, lecz zastosował swykły swój wybieg 
w tych sporach, odłożył ich rozwiązanie do ponownego zjazdu polsko- 
litewskiego za rok, spodziewając się słusznie, że conaj mniej w sprawie 



') Długosz: Hist. V 95/7. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 175 

wołyńskiej aż do tego czasu rozwiązanie to nastąpi przez sam bieg 
dalszych wypadków. 

W tym biegu zdarzeń chciał jednak współdziałać, a ponie- 
waż miał zamiar przeprowadzić przynajmniej najbardziej naglący 
punkt swego programu, tj. sprawę łucką , w myśl żądań litew- 
skich, więc mimo odradzania Polaków, którzy go chcieli zatrzy- 
mać pod swoim wpływem , zaraz z Parczowa na Litwę się udał, 
»mało tylko Polaków wziąwszy z sobą*, jak ubolewa Długosz^). 
Wiedział też wielki historyk a zarazem uczestnik tych wypadków, 
że owa »conventio terrarum Lithuaniae*, którą Kazimierz, wró- 
ciwszy do w. księstwa, jak zwykle zwołał do Wilna zaraz po 
Bożem Narodzeniu, została wyłącznie poświęconą kwestyi podolsko- 
wołyńskiej ^)^ nie wiedział jednak, taksamo jak nie wiedział o całej 
dotychczasowej akcyi przygotowawczej, że król już na tym zjeździe, 
pomijając na razie sprawę podolską, los dzielnicy Swidrygiełłowej 
rozstrzygnął według życzeń litewskich. 

Na tym zjeździe wileńskim, który według zachowanych do- 
kumentów 3) i regestów w metryce litewskiej *) przypadał mniej- 
więcej na czas między 3 a lO stycznia 1452, zebrali się »wsi pa- 
nowie* w. księstwa. Tak czytamy przy końcu wszystkich zapisek 
metryki, streszczających owe nadania >u Łucku u wielikom«, jakie 
wtedy uchwalono, a w samych przywilejach nadawczych, które 
znamy niestety tylko w czterech wypadkach, mamy wyliczonych 
imiennie najważniejszych przynajmniej z pośród członków rady 
litewskiej. Oprócz biskupa wileńskiego Macieja, kn. Andrzeja 
Włodzimierzowicza (brata Olelki kijowskiego), kn. Jurja Semeno- 
wicza Holszańskiego i najwyższych dygnitarzy t. j. wojewodów 
i kasztelanów, wymieniają wspomniane przywileje jeszcze sześciu pa- 
nów ^j, przeważnie starostów- namiestników z różnych stron w. księ- 



>) Tamże, V 98. -) Tamże, V 102. 

') Leontowicz: Akty lit. mietriki, I nr. 68 (z biedna datą 1492 r.!), 14; Arch. 
Sang. I nr. 50; Akty JZ Rossii I nr. 28, 29. 

•*) Dok. I s. 49^-^^, 502—5 — wśród nich też regesty czterech nadań , które 
sa znane in e>:tenso z wydawnictw cytowanych w poprzednim przypisku. 

*) Są nimi: Andrzej Niemirowicz, Andrzej Sakowicz namiestnik polocki, Ra- 
dziwiłł Ościkowicz marszałek i namiestnik pieniański i uszpolski, Olechno Dowojno- 
wicz starosta brzeski , Iwaszko Gojcewicz namiestnik witebski i Laluszij namiestnik 
grodzieński. Do winnych panów« obecnych należał może starosta bracławski Jursza, 
o którego roli niżej będzie mowa. 



176 o. HALECKI 

stwa, dodając czasem jeszcze na końcu >i inni kniaziowie i pano- 
wie*. Był to więc zapewne tylko zjazd panów rady, zwołanych co 
prawda w licznym komplecie, nie zaś »sojm« walny, (»conventio ge- 
neralis«) wszystkich ziem litewskich, żmudzkich i ruskich , złożony 
nietylko z dostojników i panów, lecz także z szlachty - rycerstwa 
i bojarów; cały sejm w. księstwa zbierze się, jak zobaczymy, do- 
piero później, gd}'^ zajęcie Wołynia, uskutecznione przez panów 
rady, będzie już faktem dokonanym, gdy chodzić będzie już tylko 
o zakończenie sprawy, o trwałe zabezpieczenie uzyskanej dzielnicy. 
Owe nadania dla Wołynian, wystawione na zjeździe stycznio- 
wym, które w liczbie dziewięciu w metryce zaregestrowano ^), były 
wprawdzie w istocie swej również tylko zatwierdzeniami dóbr już 
posiadanych 2), jak szereg znanych nam analogicznych dyplomów 
z lat poprzednich, i, jak wyraźnie naznaczano, wydane zostały na 
wzór dokumentów zatwierdzających, jakie już w r. 1449 otrzymał 
Niemira; z czterech jednak, które jak wspomnieliśmy, znamy w cał- 
kowitem brzmieniu, można się przekonać o zasadniczej różnicy 
formalnej: w żadnym z nich nie czytamy już o zatwierdzeniu pier- 
wotnego nadania Swidrygiełły, lecz wszystkie są tak wystylizowane, 
jak gdyby chodziło o nadania zupełnie nowe, przez samego tylko 
Kazimierza dokonane. Występuje on więc już nie jako zwierzchnik 
Swidrygiełły, lecz jako pan bezpośredni Wołynia, a to w chara- 
kterze w. księcia litewskiego, jak tego dowodzili świadkowie, pa- 
nowie rady litewskiej. W jego i panów litewskich rozumieniu wcie- 
lenie dzielnicy łucko -włodzimierskiej do w. księstwa było więc już 
faktem dokonanym. Można to wytłómaczyć tylko w ten sposób, 
że doszła wówczas do Wilna wiadomość o decyzyi zapadłej na 
zjeździe łuckim, o poddaniu się W^ołynia Litwie. Mamy na to i inną 
jeszcze wskazówkę. Nietylko bowiem wszyscy niemal odbiorcy na- 
dań wileńskich, oprócz Litwina Juszka Dowgiałowicza i nieznanego 
bliżej Jaromy, znani nam są z dokumentów Swidrygiełły jako 
uczestnicy zjazdu łuckiego, lecz co więcej dwa z tych nadań, dla 
Mitka, »plemiennika« Niemiry, i dla Piotra Myszczyca, są co do 
swej treści najzupełniej identyczne z temi, jakie kilka dni przedtem 



*) Wśród nich pomieszczono tak/^e (Dok. I s. 50') zapiskę o przywileju dla 
Kozaryna z 23 I 145 1 r. 

2) Nawet Paszko Dachnowicz, który, jak wiemy, już w r. 1445 otrzymał od 
Kazimierza zatwierdzenie nadań SwidrygieHy, dostał teraz raz jeszcze przywilej na te 
same dobra. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I 77 

wystawił tym panom Swidrygiełło w Łucku. Ta okolicznos'ć nie da- 
łaby się zgoła wytłómaczyć '), gdybys'my nie przyjęli, że powiado- 
miono zjazd wileński o tem, co tam się stało, co uchwaliła rada wo- 
łyńska. Te nadania Kazimierza z początku 1452 r. były więc nietylko 
zakończeniem akcyi pozyskania Wołynian przez zatwierdzenia dóbr, 
lecz były zarazem jak gdyby pierwszą odpowiedzią na pomyślną 
wiadomos'ć, jaka z Łucka nadeszła; były wyrazem łaski hospodar- 
skiej dla nowych poddanych w osobach kilku ziemian przyłączo- 
nej dzielnicy, na czele których figuruje w spisie nadań kn. Michał 
Konstantynowicz czyli »Kurcewicz«, pozbawiony wprawdzie po- 
przednio starostwa włodzimierskiego, lecz zapewniony obecnie 
w posiadaniu swego Buremla i innych dóbr wołyńskich. 

Drugą a bez porównania ważniejszą odpowiedzią Litwinów 
na pożądaną wieść, że Swidrygiełło polecił oddać im Łuck po 
swej śmierci i że dla tego postanowienia dali się pozyskać sami 
Wołynianie, zaczynając od najmożniejszych, Niemiry i braci Czar- 
toryskich, było wysłanie do Łucka poselstwa litewskiego ze zbroj- 
nym orszakiem. Wiadomość o tem zawdzięczamy Długoszowi 2), lecz 
dopiero w związku z poprzedniemi, nieznanemi mu zajściami na- 
biera ona należytego znaczenia. Tymi przedstawicielami w. księstwa 
byli według niego ks. Jerzy Piński, Radziwiłł Ościkowicz i Jursza, 
którzy, przybywszy do Łucka, odebrali od starosty Niemiry i innych 
kniaziów i panów tamtejszych przysięgę poddańczą na wypadek 
śmierci Swidrygiełły, podczas gdy towarzyszące im »gentes Lithua- 
norum« również tylko na tę śmierć czekały, aby zamek łucki 
obsadzić. 

Na szczególną uwagę zasługują osoby, jakie do tej ważnej 
misyi wydelegował zjazd wileński. Przedewszystkiem rozwiązać 
trzeba pytanie, kim był ów zagadkowy książę Jerzy Piński, wy- 
mieniony przez Długosza, nie oryentującego się zbyt dobrze 
wśród nazwisk licznych kniaziów litewsko -ruskich, na pierwszem 



^) Dlatego przypuszczono nawet w objaśnieniach do Arch. Sang. I nr. 48, 
że nadanie Swidrygiełły dla Mitka nie pochodzi z 31 XII 145 1, lecz z 1450 r. (por. 
dodatek I nr. 381, ponieważ zatwierdzenie przez Kazimierza nastąpiło w Wilnie już 
3 I 1452 r. ; wywody nasze w tekście wątpliwość te wyjaśniają tembardziej, źe daty 
dzienne na przywilejach nie zawsze odpowiadają ściśle ich istotnemu spisaniu i wy- 
daniu: tak n. p. przywileje Kazimierza dla Siemaszki i kn. Kurcewicza maj^ daty 
dzienne 4 i 8 stycznia, a w metryce są zaregestrowane z datami 8 i 10 stycznia. 

=>) Hist. V 104. 
O. Halecki: Ostatnie lata Swidrygiełły. 12 



178 o. HALECKI 

miejscu. Chociaż wiadomo, że ostatni występujący w źródłach 
kniaź piński, często przez nas wymieniany Michał Konstantyno- 
wicz, dzielnicę swoją utracił i osiadł na Wołyniu, chociaż mamy 
świadectwo ^), że już za Zygmunta Kiejstutowicza a po nim za 
Kazimierza siedzieli w Pińsku namiestnicy wielkoksiążęcy, przyj- 
muje się dotąd dosłownie przekaz Długoszowy i przypuszcza się^ 
że za panowania Jagiellończyka kniaziowie pińscy, w osobie kn. 
Jurja Semenowicza, który wystawił w Pińsku niedatowany zapis 
cerkiewny, a który miałby być ostatnim ze swego rodu, chwi- 
lowo wrócili do swej dzielnicy, ściągniętej przez Kazimierza do- 
piero po bezpotomnej śmierci owego Jerzego -). Otóż to przy- 
puszczenie o chwilowem wskrzeszeniu udzielnego księstwa piń- 
skiego wobec wskazanych wątpliwości nie jest dostatecznie uzasa- 
dnione: faktem jest jedynie, że w tych czasach, gdy ostatni 
notoryczny potomek kniaziów pińskich dawno już przeniósł się 
w inne strony, siedział w Pińsku nieznany bliżej kn. Jurij Seme- 
nowicz, który, gdy już od czasów Zygmuntowych nie książęta 
udzielni, lecz namiestnicy dzierżyli powiat piński, również tylka 
był namiestnikiem Kazimierza. Z jakiego zaś pochodził rodu knia- 
ziowskiego, o tem wzmianka Długosza oczywiście przesądzać nie 
może, tembardziej że i w innych wypadkach kniaziowie, dzierżąc 
jako namiestnicy jakiś gród hospodarski, z niego się pisali ^). Knia- 
zia Jurja Semenowicza znamy w połowie XV w. tylko jednego 
a był nim krewny królewski Holszański , ten sam Jurij Semeno- 
wicz, który występuje na przywileju dla Olizara Szyłowicza z r. 
1450 i na omawianych nadaniach wileńskich Kazimierza z początku 
1452 r., a którego się też zupełnie słusznie z Holszańskim iden- 
tyfikuje. On to niewątpliwie, odgrywając na Litwie za rządów 
Kazimierza, syna swej siostry stryjecznej, rolę bardzo znaczną *)^ 



') w dokumeDcie z r. 1501 Aleksander Jagiellończyk wspomina o » namiestni- 
kach pińskich za w. kn. Żigimonta i za otca naszoho« (Akty Z. R. I nr. 190; por. 
Lubawskij: Oblastnoje diel., s. 23). 

2) Wolff: Kniaziowie, s. 367; A. Hruszewskij ; Oczerk istorii turowo-pinskawo 
kniażestwa (Uniw. Izwiestija, Kijów 1902 nr. 7), s. 11/2. 

') Tak n. p. Bohdan Fedorowicz Hliński, zostawszy namiestnikiem pntywlskira 
(1495/1500), pisze się kn. Putywlskim, który to tytuł zatrzymali nawet jego syn i wnuk 
(Wolff, s. 405). 

*) Por. jego wystąpienie przy układach z Zakonem w r. 1444 (LEK X nr. 45) 
i jego poselstwo do Piotrkowa w r. 1446 (Długosz, V 12, gdzie go znowu mylnie 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I 79 

i będąc powszechnie lubiany wśród panów litewskich ^), został 
wybrany na zjeździe wileńskim przywódcą poselstwa, mającego 
w imieniu w. księstwa Wołyń objąć w posiadanie. Był dla tego 
zadania odpowiednim i z tego względu, że z dzielnicą Swidry- 
giełły graniczyły nietylko powiat piński, którego był namiestnikiem, 
lecz także rodowe j^go dobra Dubrowickie nad Horyniem, do 
których, może włas'nie w nagrodę za dobrze spełnioną misyę wo- 
łyńską, dodał mu Kazimierz, w nieznanym bliżej czasie, »w znak 
szczególnej łaski < dobra Stepańskie w powiecie łuckim, graniczące 
z tamtemi ^), i trzy dwory wołyńskie w okolicy Równego. Wpraw- 
dzie ojciec jego kn. Semen Iwanowicz był, jako jeden z głównych 
inicyatorów zamachu w 1432 r. na rzecz Zygmunta, znienawidzonym 
Swidrygielle ^), który jego brata Michała a może i samego Semena 
w następnym roku za to odstępstwo utopić kazał ^), ale zdaje się, 
że nienawiść ta nie przeszła na jego syna, kn. Jurja, z którym 
Swidrygiełło razem pojechał na koronacyę Kazimierza^) i nieraz 
w Wilnie spotykać się musiał w otoczeniu Jagiellończyka. W każ- 
dym zaś razie wysłanie Holszańskiego do Łucka w r. 1452 było 
umotywowane mniej względami na tamtejszego księcia, którego 
już nie było potrzeba pozyskać dla Litwy, lecz raczej zamiarem 
ostatecznego przejednania z rządami litewskiemi tej warstwy możno- 



nazywa >dux de Ostróg*), wreszcie udział w delegacyi litewskiej na zjazd lubelski 
1448 r. (tamże, V 45); o dalszej jego działalności pomówimy niiej. 

*) Przy jednem z nadań, jakie otrzymał od Kazimierza, zapisano w metryce 
lit.: sprosili p. Pietrasz, p. Chodko, p. Andrej Sakowicz, p. 01echno« (Dok. I s. 45). 

-) Wolff, o. c, s. 98/9 (wzmianka w dok. z r. 151 1, obecnie już ogłoszonym 
w Arch. Sang. III nr. 112). Trzy dwory wołyńskie: Zoiotyjów, Podolany, Horbaczów. 
Co do Dubrowicy, to mimo tradycyi, że tam umarła juź (1448 r.) wdowa po Witoł- 
dzie, Holszańska z domu, dotąd nie da sie stwierdzić z całą pewnością odkąd nale- 
żała do Holszańskich. Por. Pułaski K. : Szkice I Ks. Holszańscy, s. 265 przyp. 2 
i 273/4 (gdzie omówiono teź wiadomość Bartoszewicza o nadaniu jej 1477 kn. Se- 
menowi Iwanowiczowi Holszariskiemu, nastręczającą jednak dużo wątpliwości pod 
względem chronologicznym!). 

') »Fraudulentus et perfidus« nazywa go w liście do mistrza infl. z 3 IX 1432 
(LEK VIII nr. 624). 

*) Por. Wolff: Kniaziowie, s. 115, i uwagi K. Pułaskiego, 1. c, s. 273 i B. 
Earwińskiego: Zigimont Kiejstutowicz , dod. III. 

5) Długosz: Hist. V 33. Pod koniec r. 1446 Niemiec NickuC Wilken udaje 
sie z Malborga do »herczogen Swidirgal und herczogen Jurgen* (Hochmeisterreg. XVI 
s. 1 161), niewiadomo jednak, czy ten ostatni jest Holszańskim albo też LingAve- 
niewiczem. 



I 80 o. HALECKI 

władztwa wołyńskiego, którą od panów w. księstwa największy 
dzielił antagonizm, mianowicie kniaziów; zręcznie wybrano jedynego 
kniazia włas'ciwej Litwy, który tam się cieszył wpływem i znacze- 
niem, który przed najznakomitszymi panami w radzie litewskiej 
zasiada, a którego nadto mimo litewskiego pocłiodzenia łączyły już 
tradycye rodzinne z ziemiamJ południowej Rusi, aby dać dowód 
licznym dynastom wołyńskim, że to w. księstwo, do którego się 
przyłączali , przecież nie było wyłączną dziedziną owych panów, 
którzy tak szybko wyrastali po nad potomków książęcych. Że zaś 
skutecznem było to celowe zbliżenie Olgimuntowicza do kniaziów 
wołyńskich, o tern świadczy fakt, że, jak zobaczymy, dwóch jego 
synów ożeniło się z posażnemi córkami dwóch najznakomitszych 
tamtejszych domów książęcych. 

Inne znów względy były miarodajne przy wyborze Radziwiłła 
na uczestnika omawianego poselstwa. Należał on wprawdzie jako 
syn Ościka do znakomitego rodu pańskiego i, spełniając ważne 
misye dyplomatyczne ^) oraz zyskując stopniowo coraz wyższe godno- 
ści, coraz to nowe nadania i dzierżawy 2)^ ugruntował niezwykłą 
potęgę swych potomków, był jednak wówczas przecież tylko na- 
rzędziem w ręku wszechwładnego Gasztołda, który go wtedy, jak 
o tern długo pamiętano w jego rodzie^), znacznie jeszcze prze- 
wyższał potęgą i, jak niżej się przekonamy, zasłaniał osobą Ra- 
dziwiłła własne ambitne plany. To też w r. 1452 w Łucku był 
Radziwiłł, wówczas dopiero marszałek dworski Kazimierza, nietylko 
typowym .przedstawicielem panów litewskich, ale zarazem wyko- 
nawcą poleceń Gasztołdowych, bacznym, aby ta doniosła sprawa 
łucka, tak szczęśliwie zainicyowana, zakończyła się też ostatecznie 
po myśli Litwinów a zwłaszcza osobiście w niej zainteresowanego 
wojewody wileńskiego, który w ten sposób, bez osobistego wysu- 



1) Por. osadzenie Hadżi Gireja na haństwie krymskiem , opowiedziane w lato- 
pisie lit. -ruskim (Polnoje Sobr. XVII 543; mylnie tu jednak nazwano Radziwiłła 
marsz, ziemskim, którym został dopiero znacznie później, wówczas zaś był dworskim 
tylko), a w związku z niem wspomnianą niżej role Radziwiłła w sprawach tatar- 
skich r. 1453. 

2) Oprócz źródeł uwzględnionych jui przez Bonieckiego: Poczet rodów, s. 269, 
por. nadania w Dok. I s. l8, 44, 59, a zwłaszcza szereg oryg. przywilejów dla niego 
w archiwum nieświeskiem, dział I nr. 532 — 53Ó, 979 — 981.' 

») Por. memoryał Olbrachta Gasztołda z r. 1525 (Acta Tomiciana VII nr. 3Ó 
s. 265). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY , I O I 

wania się na czynną widownię, z dalekiego Wilna mógł kierować 
wszystkiem, co się działo w stolicy konającego Swidrygiełły. 

Nie potrzeba długich rozważań, aby zrozumieć, jaką miał 
odegrać rolę trzeci członek delegacyi litewskiej, starosta bracławski 
Jursza. Bliski panom wołyńskim już ze swego ruskiego pochodze- 
nia, wyraźnie tutaj zaznaczonego przez Długosza, niegdyś najdziel- 
niejszy bojownik w obozie Swidrygiełły obok Niemiry Riazano- 
wicza, z którym, taksamo jak z Olizarem Szyłowiczem , był spo- 
winowacony przez córkę i wnuczkę, mógł chyba najlepiej prze- 
konać szlachtę miejscową o właściwości tej polityki , której sam 
trzymał się stale od pojawienia się na Litwie Kazimierza, i nakła- 
niać ich raz jeszcze do złączenia się z w. księstwem, w którego 
radzie sam zasiadał. 

Widzimy więc, jak niezwykle trafnie i umiejętnie dobrała 
Litwa swych posłów do Łucka, jak zarazem przeznaczyła do tej 
misyi osobistości bardzo znakomite, mogące przez samo przybycie 
swoje zwrócić uwagę i wywrzeć wrażenie. To też przy żadnej innej 
sposobności w całym toku sprawy wołyńskiej nie uwydatniła się 
tak jaskrawo nierówność starań litewskich i polskich, słabość i, jak 
przyznać trzeba, niezręczność akcyi koronnej w porównaniu z ce- 
lową działalnością w. księstwa. W tym samym bowiem mniej- 
więcej czasie, gdy przybyli do Łucka Holszański, Radziwiłł i Jursza, 
zjawił się tam także jako przedstawiciel Polski i wysłannik panów 
koronnych, zwykły tylko szlachcic bez głośnego imienia i bez po- 
litycznego znaczenia, nie senator, nie dostojnik wpływowy, lecz 
skromny urzędnik powiatowy, podsędek sandomierski Mikołaj 
z Panchowa^), a więc nawet nie ziemianin z Rusi czerwonej lub Po- 
dola, któregoby jakieś związki rodzinne z Wołynianami łączyć 
mogł}^ lecz przeciętny ^lałopolanin, któremu nic zgoła trudnego za- 
dania, aby w ostatniej chwili w Łucku przeważyć szalę na stronę 
Polski, nie mogło ułatwić. 

Wysłał go zjazd, który po rozbiciu się rokowań parczowskich 
został zwołany na dzień 6 stycznia 1452 r. do Opatowa w woje- 
wództwie sandomierskiem. Nie był to zjazd wyłącznie małopolski, 
jak o tem świadczy chociażby obecność biskupa włocławskiego, 
lecz bezsprzecznie rej wodzili na nim panowie małopolscy, w szcze- 
gólności stronnictwo opozycyjne kardynała Oleśnickiego, z nim 



1) Długosz: Hist. V 103. 



I 82 o. HALECKI 

samym, jego bratem Janem wojewodą sandomierskim i kasztelanem 
krakowskim Janem z Czyźowa, samymi uczestnikami układów par- 
czowskich, na czele. Głównym przedmiotem obrad była oczywiście, 
taksamo jak równoczes'nie w Wilnie, sprawa wołyńska, co do któ- 
rej powzięto dwa postanowienia: posłać do króla na Litwę z prośbą, 
aby po śmierci Swidrygiełły nie pozwolił Łucka zająć przez Litwi- 
nów, i wydelegować na miejsce do Łucka owego podsędka 
sandomierskiego, aby w wszelki sposób , groźbami i obietnicami, 
skłaniał Swidrygiełłę oraz kniaziów i bojarów wołyńskich do 
oddania po śmierci księcia całej dzielnicy Koronie, powołując się 
przy tem na dawne układy Swidrygiełły i jego rady z Polską, 
zapewne z r. 1437, ^ wzbudzając podejrzenia co do szczerości po- 
lityki litewskiej ^), zapewne w sprawie zachowania odrębności dziel- 
nicowej Wołynia i Wołynian. Wiemy, że gdyby nawet Panchow- 
ski najzręczniej wyzj-skał ten ostatni czynnik możliwej nieufności 
wobec panów litewskich, gdyby nawet robił w imieniu Korony 
obietnice wszelkich ustępstw i gwarancyi dla partykularyzmu ziem- 
skiego Wołynia, chwila była bezwarunkowo za póz'na a osoba po- 
sła zbyt mało znacząca. Niezaprzeczone zaniedbanie się Korony 
w najważniejszej akcyi na gruncie miejscowym można usprawie- 
dliwić jedną tylko okolicznością, o której świadczy drugie poseł- 
stwo zjazdu opatowskiego, wysłane do króla: jest nią mianowicie 
trwające ciągle złudne przekonanie , że najłatwiej przeszkodzić akcyi 
litewskiej przez samego Kazimierza, że on szczerze zapewniał parę 
miesięcy temu o swej przychylności dla Polski w sporze o Łuck. Tem 
większe musiało następnie być oburzenie, gdy stopniowo dowia- 
dywano się o genezie tego, co niebawem zajść miało na Wołyniu. 
Tak poseł polski jak i przedstawiciele Litwy nie mogli na- 
dejść do Łucka przed połową stycznia 1452 r. a przecież na chwilę 
decydującą tj. na śmierć Swidrygiełły, przyszło im czekać je- 
szcze dość długo, gdyż aż do lo lutego walczył z nią silny 
I organizm chorego księcia. W tym dopiero pamiętnym dniu ^) 
umarł, przeszło 80 -letni, ostatni pozostały dotąd przy życiusj^ 
Olgierda, a z nim, w obliczu Ólgie"rdovvyćTi prawiiiulców, zeszło ze 



świata wielkie pokolenie Jagiełły i Witołda. Dziwnem zrządzeniem 
opowiada nam o tem jedynie potępiający go bez zastrzeżeń Dłu- 
gosz, który też dodał do wiadomości o jego zgonie tylko gorzkie 



') Tamie, V I02'3. «) Tamże, V 104. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I 83 

zarzuty z powodu niewierności i niewdzięczności okazanej Koronie 
jeszcze przez ostatnie jego postanowienie, że Łuck miała po nim 
otrzymać Litwa. Taksamo jednak, jak nie mogła się ostać w łii- 
storyografii póz'niejszych wieków stronnicza i bezkrytyczna próba 
zupełnej rehabilitacyi a nawet idealizacyi Swidrygiełły i), taksamo 
też byłoby niesprawiedliwem i jednostronnem patrzeć się i dziś 
jeszcze na tego księcia tylko przez oczy Długosza, który, wogóle 
niechętny w. księstwu litewskiemu i jego książętom, czuje do niego 
żal tem głębszy, że rzeczywiście sprawił Polsce, zwłaszcza w latach 
1430 do 1435, wiele trudności i kłopotu, i wzniecił groz'ną zawieruchę, 
wymierzoną przeciwko ideom i dążeniom Polski, a to przy pomocy 
wszystkich jej wrogów. Dwa jednak zastrzeżenia są tutaj koniecznie 
potrzebne. Po pierwsze na tle swej epoki i swego otoczenia Swi- 
drygiełło nie przedstawia się bynajmniej, jakby z Długosza sądzić 
można, jako postać niemal wyjątkowo ujemna i szkodliwa, jako 
gorszy od tych wszystkich innych kniaziów, którzy, zaczynając od 
samego Witolda, reprezentowali wobec Polski separatyzm litewski, 
w późniejszej epoce przez panów litewskich przejęty, i tylekroć 
w pierwszym półwiekowym okresie dziejów unii przeciwko niej 
występowali, aby sobie zdobyć możliwie najszerszą i najnieza- 
leżniejszą władzę. Różnica na tem tylko polega, że Witołd mimo 
opornego częstokroć stanowiska wobec Polski przenikał prze- 
cież swym genialnym umysłem także korzyści związku z nią, 
starając się tylko nadać mu formę najgodniejszą dla Litwy, prze- 
nikał też równocześnie niebezpieczną dla obu państw, zdradliwą 
i egoistyczną politykę krzyżacką, gdy przeciwnie Swidrygiełło, po- 
zbawiony wybitniejszych zdolności politycznych, nie zoryentował się 
w rozległych kombinacyach dyplomatyczno- wojennych i był się 
ofiarą a czasem i narzędziem przewrotnej polityki Zakonu, a zwła- 
szcza mistrza Russdorfa, Zakonu, którego postępowanie wobec 
niego słusznie potępili historycy wszystkich obozów i tendencyi, 
a do którego miał iście niewytłómaczoną, nieuleczalną słabość 
i zaufanie. Pragnąc przedewszystkiem pełnej władzy wielkoksiążęcej, 
dążąc do niej, jak tylu innych, na wszelki sposób i zwalczając 



*) A. V. Kotzebue: Switrigail , Lipsk 1820. Praca ta. opierająca sie wyłącznie 
na materyalach archiwum krzyżackiego (z powodu wyzyskania niektórych aktów po 
diiś dzień niewydanych i teraz jeszcze, choć z wielką ostrożnością, z niej korzystać 
trzeba), obronę SwidrygieJiy przeprowadza lem niezręczniej, że zamiast z Długoszem 
polemizuje z późniejszym o dwa wieki Kojalowiczem. 



184 o. HALECKI 

każdą przeszkodę, zwalczał też dzieło unii z Polską, tembardziej 
że ze strony polskiej ciągle wysuwano niefortunny projekt inkor- 
poracyi .w. księstwa , formę najbardziej mogącą od unii odrazić. 
Nie czynił tego jednak pod wpływem namiętnej nienawiści ple- 
miennej, lecz głównie dla własnych ambitnych celów, a jes'li przy 
tem w środkach nie przebierał, to przecież, oceniając jego działal- 
ność z punktu widzenia etyki, będzie ona stała znacznie wyżej 
od polityki jego przeciwnika Zygmunta, który, choć wszystko Pol- 
sce zawdzięczał, ostatecznie zwrócił się przeciwko niej z większą 
przewrotnością aniżeli zwalczany przez nią Swidrygiełło. To też 
ten ostatni cieszył się większą bez porównania popularnością, ma- 
jąc przj^chylnych nawet wśród Polaków, wiernych zwolenników 
i tajnych adherentów nawet wśród wielu Litwinów, co nie po- 
zwala przyjąć bez rektyfikacyi utartego poglądu o charakterze na- 
rodowo -ruskim jego stronnictwa. To zagadnienie, dotyczące bar- 
dziej burzliwego okresu jego zapasów orężnych, nie może oczywiście 
być przedmiotem wyczerpującego rozpatrzenia (na które ze wszech 
miar zasługuje) w niniejszej pracy, w której mogliśmy się tylko 
przekonać, że w ostatnim okresie jego życia momentem, który mu 
choć skromny zapewnił sukces, był nie antagonizm narodowościowy, 
lecz dzielnicowy partykularyzm. Za to jednak właśnie dokładne 
zbadanie tych ostatnich lat jego życia nasuwa drugie zastrzeżenie 
przeciwko zbyt bezwzględnemu potępianiu Swidrygiełły przez Dłu- 
gosza i wielu nowszych historyków polskich, że mianowicie, po- 
tępiając nawet wiele jego kroków w poprzednich latach, nie po- 
trzeba rzucać na całe jego życie piętna wichrzycielstwa i ślepego 
podlegania nienawiści żywiołowej. Potrafił żyć w zgodzie z Polską, 
której nie nadwątliło nawet jego poparcie polityki krzyżackiej Ka- 
zimierza w krytycznym r. 1446, potrafił zapomnieć stronnictwu 
Zygmuntowemu wśród Litwinów dawne zdrady i odstępstwa, po- 
trafił przedewszystkiem pogodzić się bez zastrzeżeń z dynastyą 
jagiellońską, najpierw z Warneńczykiem, potem, gdy dorósł młod- 
szy Jagiellończyk, także z Kazimierzem, i stać się spokojnym współ- 
pracownikiem tej najświetniejszej gałęzi wspólnego domu Olgierdo- 
wego, której wielka misya dziejowa stopniowo mu się może od- 
słaniała, gdy patrzył na przebieg wypadków z zacisza swej dziel- 
nicy wołyńskiej. Zdaje się, że gdyby nie owa nieszczęsna » wielka 
polityka*, obejmująca tak zawrotne widnokręgi od rzymskiego 
imperyum aż do ordy tatarskiej, przez którą chwilowo szukał wy- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁLY I 8$ 

wyższenia, byłby może zdołał w skromniejszym zakresie dodatnią 
rozwinąć działalność w ojczystych ziemiach litewsko -ruskich. Za 
najwyraźniejszy ślad takiej działalnos'ci uważamy fakt, że pierwszy 
z wielkich książąt Litwy, bez względu na większy lub mniejszy 
obszar, gdzie w swych zmiennych kolejach istotnie panował, zer- 
wał z bezwzględnem samowładztwem, zabytkiem pogańskiej prze- 
szłos'ci i, choć walczył z Polską, rozwijał dalej wszczepioną przez 
nią ideę udziału w rządach czynnika drugiego, społeczeństwa 
w jego wyższych conajmniej warstwach. Choć zrazu w następnych 
latach, zwłaszcza dzięki stosunkom na Litwie włas'ciwej za mało- 
letności Kazimierza, w^^szło to na korzyść głównie tylko możno- 
władztwa, aż nazbyt skłonnego do kierowania się własnymi li tylko 
interesami, okoliczność ta nie zmienia istoty rzeczy, t. j. po- 
pierania przebudowy ustrojowej Litwy w duchu praw i wol- 
nos'ci społecznych, prawdziwie chrześciańskiej i europejskiej kul- 
tury, tembardziej, że warstwa, którą Swidrygiełło dopuszczał do 
realniejszego niż dotąd udziału w rządach , nie była wyłącznie moźno- 
władczą, lecz szlachecką wogóle. Wracając teraz do jego ostatniego 
postanowienia, które skłoniło Długosza do wytoczenia przeciwko 
niemu raz jeszcze dawnych zarzutów, to musimy po pierwsze 
przypomnieć, że, jak widzieliśmy, żadnego zobowiązania oddania 
Łucka Polsce a nie Litwie nie zaciągnął, że prawne pretensye 
Polski mogły się opierać jedynie na nieobowiązujących Swidrygiełłę 
aktach Zygmunta, po drugie zaś stwierdzić, że także moralnego 
obowiązku wdzięczności wobec Polski nie miał: Łucka bowiem 
nie oddała mu Polska, jak Długosz pisze, lecz poddali sami Wo- 
łynianie a Korona tylko temu nie przeszkodziła, nadanie zaś Gródka, 
również przez Długosza teraz wytoczone, było dlań wprawdzie do- 
godnem w trudnem położeniu w 1440 r., lecz nie mogło się równać 
późniejszym nadaniom, jakie zawdzięczał znów Litwie. Przekazując 
Łuck w. księstwu, nie popełnił więc ani wiarołomstwa ani nie- 
wdzięczności, a odpowiedzialność za takie a nie inne rozwiązanie 
sporu o Wołyń nie spada na niego, lecz na jego zwierzchnika, 
wspólnego władcę obu spierających się państw. 

Śmierć Swidrygiełły pociągnęła za sobą tem radykalniejszą 
zmianę stosunków, że nie zostawił potomków. Wiadomo 1), że jedyny 
syn jego dawno umarł w dzieciństwie, a żona jego, znana nam już 



Wolff: Ród Gedymina, s. 1Ó5. 



I 86 o. HALECKI 

ks. Anna twerska, żadnej wybitniejszej nie odegrała roli: wiemy, 
że miała nadany sobie przez Kazimierza powiat horodecki z przyległo- 
ściami, który teraz stał się istotnie jej zaopatrzeniem wdowiem, 
i w którym po s'mierci męża sama zaczęła wykonywać władzę, 
dzierżąc równocześnie także niektóre wsie w ziemi łuckiej ^). Zacho- 
w^ały się po niej nadania wcale liczne 2), które za wzorem męża czę- 
sto musiała czynić na rzecz ziemian miejscowych, umarła zaś 
między r. 1471 a 1484 3), poczem Horodek Dawidowy otrzymał 
od Kazimierza kn. Iwan Wasilewicz Jarosławicz, syn owego księ- 
cia zbiegłego z Moskwy, który przed Swidrygiełłą dzierżył Ho- 
mel*); dokumenty jego potwierdzające nadania ks. Swidrygiełło- 
wej ^) są ostatnim śladem jej przemijających rządów w tych stronach.i. 
Ledwo śmierć Swidrygiełły zakończyła długie chwile ocze- 
kiwania, gdy nastąpiło w Łucku to, co tak dawno już było przy- 
gotowanem ^) i na co wysłannik polski z biernym protestem pa- 
trzeć musiał: zastępy Htewskie, które nadeszły wraz z posłami 
rady wielkoksiążęcej, obsadziły Łuck, który im sami Wołynianie 
dobrowolnie oddali. Główną przy tem rolę odegrał oczywiście, 
w myśl swych niedawnych obietnic, starosta miejscowy Nie- 
mira, do którego też w Polsce największy za to żal miano''). 
Długosz zapewnia, że Polacy tej okupacyi litewskiej łatwo prze- 
szkodzić mogli, a jeśli tego nie uczynili , to tylko przez wzgląd na 
króla, który, jak wiemy, obiecując im swe poparcie, niepozwalał 
równocześnie na samowolne kroki w sprawie łuckiej. Wzgląd ten 
istotnie krępował Polaków aż do decydującej chwili, lecz nie ulega 
też wątpliwości , że wobec zupełnie niedostatecznej akcyi przygo- 
towawczej z ich strony owa możliwość niedopuszczenia do zajęcia 
Łucka przez Litwę była bardzo problematyczną. Dotkliwie się 
teraz na nich pomściło, że zamiast kilku możnych panów z odpo- 



1) Por. Akty ZR I nr. 59 i Archiw JZR VIII/4 s 106. 

-) Rewizya puszcz, s. 334, 340 bis, 342, 358; Krupowicz: Zbiór dyplom, nr. 18. 
Z tego ostatniego nadania (bez roko) wynika, ie otrzymała też ziemie (bliżej nieznana) 
kn. Hleba Juriewicza Dowgowdowicza, widocznie po jego bezpotomnej śmierci ^WolflF: 
Kniaziowie, s. 35). Rządy jej w pow. horodeckim omawia szczegółowo A. Hru- 
szewskij : Oczerk istorii turowo-pinskawo kniaźestwa, s. 6, 7. 

») Według Wolfifa: Ród Ged., s. 167, przed r. 1486, wobec Arch. JZR VIII/4 
s. 106 trzeba jednak terminum ad quem cofnąć do 28 IX 1484. 

*} Wolff: Kniaziowie, s. 154. 

5) For. n. p. Rewizya puszcz s. 329. 

«) Długosz, V 104. ') Por. tamże, V 115. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I87 

wiednią siłą zbrojną posłali tam tylko jednego szlachcica; oko- 
liczność ta miaJa tę tylko dobrą stronę, że nie przyszło do orężnego 
starcia polsko-litewskiego, zabójczego dla idei unii, w chwili naj- 
krytyczniejszej, że musiał upłynąć pewien czas, nimby do takiej 
bratobójczej walki przyjść mogło. 

Mimo to jednak zdawało się wówczas, że walka ta groziła już 
bezpos'rednio. Zawrzało zwłaszcza na wies'ć o ostatecznej utracie 
Wołynia na Rusi czerwonej, która spodziewała się ciągle połącze- 
nia z nim, i gdzie z powodu bliskiego sąsiedztwa najprędzej się 
o wszystkiem dowiedziano. }eszcze sami panowie małopolscy nie 
porozumieli się, co należało czynić, gdy we Lwowie już w tydzień 
zaledwo po śmierci Swidrygiełły liczono się z prawdopodobień- 
stwem wyprawy wojennej szlachty czerwonoruskiej na Łuck w ciągu 
najbliższych dni i odraczano na ten wypadek terminy sądowe ^j. 
Także przeciwna strona przewidywała podobną ewentualność i dla- 
tego, z obawy przed Koroną, Litwini zburzyli w trzeciej części 
najbliższy jej granic}^ gród włodzimierski -), aby w razie opanowa- 
nia go przez ziemian koronnych, nie dostarczał im zbyt silnego 
punktu oparcia. Xa szczęście jednak obie strony nie były do ta- 
kiej poważnej rozprawy orężnej należycie przygotowane. Zoba- 
czymy, że w Polsce zaczęto, jak zwykle, od licznych zjazdów 
i przewlekłych dyskusyi, Litwini zaś nie znaleźli nawet w sto- 
łecznym Łucku, po długich stosunkowo latach pokoju na Wołyniu, 
dostatecznych środków do obrony, żywności i oręża, tak że do- 
piero za pośrednictwem króla starali się o przysłanie tam broni 
przez uległych Kazimierzowi urzędników w Koronie, podskarbiego 
i żupnika krakowskiego ^j, który niedawno przypadkowo bawił na 
Litwie ^) i może tam nawiązał bliższe stosunki. 

Nadto zaś Litwa, nim mogła myśleć o wojnie o Wołyń z Ko- 
roną, musiała jego przyłączenie, jego przemianę z udzielnego 
księstwa na dzielnicę litewską, bezpośrednio wielkiemu księciu 
poddaną, formalnie załatwić. Do faktu zbrojnej okupacyi nie 
mogła się ograniczyć chociażby ze względu na ziemian miejsco- 



1) AGZ XIV nr. 2562 (21 II 1452). 

«) Długosz, V 107. 3) Tamie i s. 108. 

*' W listopadzie 145 1 r. pisze Zbigniew Oleśnicki do Tadeusza z Treviso (Cod. 
epist. III nr. 47), że żupnik , którym był wówczas Mikołaj Serafin z Barwałdu |K. 
Fedorowicz: Dostojnicy, s. 155', z powodu zarazy »in Lithwaniam fugiens łiucusąue 
illić manet*. 



I 88 o. HALECKI 

wych, którzy, zdaje się, niebawem sami się upomnieli o zagwa- 
rantowanie im tych wszystkich praw, tego stanovA'iska w ramach 
państwa litewskiego, jakie im obiecywano przy staraniach o ich 
pozj^skanie. Już bowiem w pierwszych dniach marca przybyło do 
Wilna formalne » poselstwo « wołyńskie, które składali dwaj człon- 
kowie dawanej rady Swidrygiełłowej, Masko Hulewicz i marszałek 
jego Pieszko ^), a może także sam Niemira Riazanowicz i kanclerz 
Fedko Kozłowski -). Według w^szelkiego prawdopodobieństwa łą- 
czyło się ich przybycie z przeniesieniem do Wilna zwłok Swidry- 
giełły, którego taksamo jak zmarłego nieco przedtem w Moskwie 
dawnego jego wroga, Michała Zygmuntowicza, jako członków domu 
wielkoksiążęcego w katedrze wileńskiej pogrzebano ^). 

O ile s'mierć tego ostatniego pozbawiła Kazimierza ciągłego 
przedmiotu niepokoju, choć pono i Michałuszko przed s'miercią 
przysłał do niego poselstwo jako pierwszy krok do zgody*), o tyle 
śmierć Swidrygiełły, który już od szeregu lat był jego ^wiernym 
sługą*, stawała się dla niego powodem nowej, choć oczywiście 
dobrze przewidzianej troski. Pozostający dotąd w wygodnem za- 
wieszeniu spór o Wołyń wystąpił teraz na jaw z całą wyrazistością,, 
dodając nowego fermentu do napiętych i tak bardzo silnie stosunków 
między jego państwami. Stawało przed nim trudne zadanie skło- 
nienia Polaków do zgody na jego postanowienie, że Wołyń ma 
przy Litwie pozostać, co mogło mu się udać tylko za cenę pew- 
nych ustępstw innego rodzaju na rzecz Korony, mogących znów 
rozdrażnić Litwinów; nadto chodziło o dokładniejsze określenie 
stosunku dzielnicy wołyńskiej do w. księstwa, o pogodzenie 
postulatów partykularyzmu wołyńskiego z polityką i dążeniami 
litewskich wielmożów. 

Po zjez'dzie styczniowym panów rady w Wilnie Kazimierz 
wyjechał do bliskich Trok, gdzie w towarzystwie tamtejszego wo- 
jewody Moniwida i kanclerza Michała Kieżgajłowicza, najwierniej- 
szych swych stronników na Litwie, których miał sposobność wy- 
próbować niebawem w ciągu zaburzeń lat następnych ^), przeczekał 
śmierć swego stryja i 15 lutego, może nie wiedząc nawet jeszcze 



1) Dok. I s. 49"-' 3; 2) Dok. I s. 51'; Akty ZR I nr. 54. 

*) Długosz, V 105, 

*) Co do sprawy pogodzenia się jego przed śmiercią z Kazimierzem należy 
zestawić wzmiankę Długosza (1. c.) z LEK XI nr. 157. 
^) Por. tamże, V 228. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY I 89 

O niej, znów wystawił, na wzór poprzednich przywilejów dla Wo- 
łynian , nieznanemu bliżej Hanusowi zatwierdzenie nadań Swidry- 
giełły ^). Na wies'ć o jego śmierci wrócił oczywiście, wobec prze- 
łomowej ważnos'ci tej chwili, do stolicy wileńskiej, dokąd też, 
łącząc prawdopodobnie pogrzeb Swidrygiełły z przyjęciem po- 
selstwa wołyńskiego, zwołał równocześnie sejm wielkiego księstwa. 
Ze tym razem nie był to zwykły zjazd rady, jak w styczniu, że 
nietylko zebrali się w Wilnie »wsi panowie*, o tem świadczą wy- 
raźne wzmianki w dokumencie Kazimierza z 23 kwietnia (obo- 
jętnej dla nas tres'ci) i w akcie poselstwa litewskiego, wysłanego 
28 czerwca do w. mistrza krzyżackiego, według których obrado- 
wała wówczas, na wiosnę 1452 r., w Wilnie uroczysta »conventio 
generalis * czyli »diaeta«, zebranie nietylko duchownych i świeckich 
dostojników i baronów, ale także rycerstwa, szlachty i bojarów 
całego w. księstwa , Litwy, Żmudzi i ziem ruskich ^). Dlaczego 
obrady te przeciągnęły się tak długo , aż na czas po odjeździe 
Kazimierza z Litwy, na to znajdziemy wytłómaczenie w dalszym 
przebiegu zaostrzającej się coraz bardziej sprawy wołyńskiej. Główna 
oczywiście działalność skupiała się mimo to w gronie panów 
rady, tych samych co w styczniu, których długi szereg podpisał 
się zaraz 2 marca na nowym, trzecim już z rzędu przywileju dla 
Niemiry Riazanowicza ^). 

Rola, jaką Niemira odegrał w Łucku przy śmierci Swidrygiełły, 
zasługiwała niewątpliwie na nagrodę , co teraz zaznaczono choć przez 
to, że oba dokumenty na dwie różne grupy posiadłości , wysta- 
wione mu w latach poprzednich celem pozyskania go dla Litwy, 
obecnie, >koli Szwitrihajła nie stało«, jak czytamy w metr}xe*j, 
spisać kazano »na odin list*. Równocześnie, w obecności tych sa- 
mych panów, otrzymali analogiczne zatwierdzenie swych dóbr kan- 
clerz Fedko ^), a dwa dni później Hulewicz i Pieszko, z wyraźną 
wzmianką kancelaryi, że odnośne dyplomy spisano, >gdy przyje- 
chali w poselstwie* ^). A nawet jeszcze 27 marca król, wyjechawszy 
chwilowo z Wilna do Lerun, wysłał pismo do starosty włodzi- 



1) Dok. I s. 50i». 

-) X. J. Kurczewski: Kościół zamkowy czyli katedra wileńska, II s. 45 '6; 
Ordensbriefarchiv, pod data (bez sygnatury). 

») Archiw JZR VII/l nr. 3" i VIII/4 nr. 98. 

*) Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 102; Akty ZR I nr. 54. 

5) Dok. I s. 511. 6) Dok. I s. 492, 3. 



I 90 o. HALECKI 

mierskiego Paszka Dachnowicza, w którem zatwierdzał jednego z zie- 
mian jego powiatu w posiadaniu nadania Swidrygiełłowego ^l Rzecz 
jasna jednak, że wystawianie tych i podobnych im dokumentów, 
chociażby ich nawet było więcej, aniżeH ich znamy obecnie, nie 
wyczerpywało ówczesnych obrad i rokowań w sprawie wołyńskiej, 
było nawet w ich toku rzeczą zupełnie drugorzędną, uzupełnie- 
niem akcyi poprzednich miesięcy i lat. I zapewne nie jedynie dla 
wyproszenia sobie kilku takich dalszych dyplomów na swe pry- 
watne posiadłości pośpieszyło zaraz na początku rządÓAV litewskich 
poselstwo wołyńskie do Wilna i zjechali się przedstawiciele całego 
w. księstwa, aby się z tem poselswem porozumieć. Tu musiało 
chodzić o rzecz bez porównania \vażniejszą, o wydanie przywileju 
o ogólnem, prawno -politycznem znaczeniu, dokumentu, który się 
już dotychczas w nauce do r. 1452 odnosiło 2), bez oznaczenia do- 
kładniejszego czasu i bliższych okoliczności, a który niewątpliwie 
był przedmiotem postulatów owego poselstwa, owocem obrad 
równocześnie zwołanego sejmu litewskiego. Mamy oczywiście na 
myśli przywilej dzielnicowy dla ziemi wołyńskiej. 

Wiadomo, że przywilej Kazimierza Jagiellończyka dla Woły- 
nia niestety się nie zachował, że znamy go tylko z wzmianki 
w przywilejach dla tej ziemi, wystawionych w r. 1501 przez Ale- 
ksandra^), w r. 1509 przez Zygmunta l^) i w r. 1547 przez Zy- 
gmunta Augusta^), które zatwierdzają przywilej pierwotny, do- 
dając do niego jeszcze dalsze postanowienia. Jak wspomnieliśmy, 
ogólnie już jest przyjętem , że Kazimierz swój przywilej wystawił 
wtedy, gdy po śmierci Swidrygiełły Wołyń zaczął bezpośrednio 



1) Archiw JZR VIII/4 s. loi. Przedtem i potem, 15 marca i 3 kwietnia, król 
przebywa ju£ znowu w Wilnie (Dok. I s. 38", 78). 

*) Por. Jasińskij: Ustawn. ziemskija gramoty, s. 71; Lubawskij: Lit.-russkij 
sejm, s. 1 10, i Oczerk istorii, s. 74; Kutrzeba: Hist. ustroju, II 43. Tylko Jaku- 
bowski (w Żurnał minist. narodn. prosw. 1903, zesz. 6, s. 287 — co przyjmuje 
tei Hruszewskij : Istorija V s. 1 2/3) odnosi go do czasu późniejszego, twierdząc, że 
jest dopiero »rezultatem skargi na nadużycia namiestników* litewskich ; trzeba jednak 
uwzględnić , że ten charakter odpowiedzi na skargi Wolynian ma dopiero zatwierdze- 
nie przywileju w r. 1501, a wzmianka o >źalowaniach« za Kazimierza, znajdująca 
sie w zatwierdzeniu z 1 509 r., niekoniecznie musi sie odnosić do chwili wydania 
jego przywileju. 

3) Leontowicz: Akty, I nr. 565; .-^kty JZR I nr. 36. 

*) Akty ZR II nr. 54. 

*) Lubawskij : Oczerk. dod. grupa II nr. 8. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I9I 

podlegać jego władzy, taksamo jak niewątpliwie wydał pierwszy, 
również zaginiony przywilej dla ziemi kijowskiej przy podobnej 
sposobności, w r. 1471, gdy po odebraniu jej Olelkowiczom i ją 
przemieniono ostatecznie z udzielnego księstwa lennego na zwykłą 
dzielnicę w. księstwa litewskiego. Nadto widzimy, że szereg no- 
wych spostrzeżeń i szczegółów pozwala nawet oznaczyć, kiedy 
w ciągu r. 1452 i przy jakiej sposobności do tego przyjść musiało, 
i stwierdziliśmy pewną inicyatywę ze strony samych Wołynian, wi- 
doczną w wysłaniu poselstwa. Pozostaje nam więc tylko do wyja- 
śnienia stosunek tego dzielnicowego przywileju wołyńskiego do 
przywileju ziemskiego Kazimierza z r. 1447. 

Otóż przedewszystkiem zaznaczyć trzeba , że przeważające 
w nauce zapatrywanie, iż przywilej z r. 1447 był już ogólno -ziem- 
skim t. zn. rozciągał się na całe w. księstwo w szerszem znacze- 
niu, Litwę właściwą wraz z wszystkiemi jej dzielnicami -anneksami^), 
znajduje silne poparcie w genezie i treści przywileju dla Woły- 
nia. Zaznaczyliśmy wyżej, że liczne poprzedzające go przywileje 
Kazimierza dla poszczególnych ziemian wołyńskich były już jak 
gdyby usunięciem wątpliwości, czy Wołyń pozostający w chwili 
wydania aktu z 1447 •"• po^ władzą udzielnego księcia, do którego 
wewnętrznych rządów Kazimierz się nie mieszał, będzie również 
korzystał po bezpośredniem poddaniu się Litwie z praw przyzna- 
nych obywatelom innych jej ziem i dzielnic. Najlepiej jednak 
usunął ją oczywiście przywilej dla Wołynia w r. 1452, lecz nie 
w ten sposób, że i na tę dzielnicę postanowienia z 1447 r. rozsze- 
rzył, tylko tak, że nie powtarzając ich wcale, przyznawał Woły- 
nianom szereg gwarancyi dalszych, przywilejem ogólno-ziemskim 
nie objętych. A więc rozumiało się samo przez się, że prawa przy- 
znane wszystkim mieszkańcom w. księstwa, prawa zasadnicze, które 
przywilej wołyński szczegółowo rozwijał w zakresie sądownictwa, 
dotyczyły także Wołynian; przez to zaś, że w nim, o ile z później- 
szych zatwierdzeń sądzić można, tego wyraźnie nie powiedziano, 
zaznaczono raz jeszcze, że ze stanowiska Litwy jej wielki przy- 
wilej już w chwili swego wydania odnosił się też do Wołynia, 



*) Tak n. p. pisze Lubawskij (Sejm, s. 100, 1 10), że przy w. 1447 r. jest 
pierwszym ogólno-ziemskim, choć na anneksa rozciąga sie tylko »g{ucho i princi- 
pialno«, co przy w. dzielnicowe wyjaśniJy i utwierdziły. 



192 o. HALECKI 

prawnie do niej należącego, choć tworzył chwilowo udzielne księ- 
stwo lenne. 

Przez przywilej dzielnicowy z 1452 r. otrzymali więc Woły- 
nianie pewne »plus« w porównaniu z resztą obywateli w. księstwa, 
rzecz zrozumiała, boć przecież dla nowych rządów^ pozyskać i ^a 
poddanie się Litwie wynagrodzić ich chciano, zrozumiała i z tego 
względu, że było ono właściwie tylko zachowaniem tego korzyst- 
niejszego stanowiska, jakie pod wpływem prądów, idących z Ko- 
rony i uwidocznionych w przywileju Jagiełły z 1432 r., pod tak 
przychylnemi jej rządami Swidrygiełły, ta szlachta wyłyńska już 
posiadała. Co więcej, i tak nawet to stanowisko nie zostało za- 
chowanem w pełni, lecz tylko co do sądownictwa i ograniczeń wła- 
dzy starościńskiej; tej bowiem wyłącznie kwestyi dotyczył}'^, jak raz 
już wskazaliśmy, postanowienia, które z póz'niejszych zatwierdzeń 
przywileju wołyńskiego jako jego treść pierwotną wydzielić można. 
Postanowienia te poznaliśmy już przy omówieniu ustroju dzielnicy 
Swidrygiełłowej, ponieważ były niewątpHwie z niego przejęte. Za- 
bezpieczały Wołynian przed zupełnem zniesieniem ich dzielnicowej 
odrębności, zatrzymywały litewskim zwyczajem »starinę«, ale do 
takiego stopnia tylko, ze przywilej z 1452 r. bezwarunkowo ich za- 
dowolić nie mógł, lecz musiał być ciężkim dla nich zawodem ^j. 
Brakowało w nim nietylko wszelkiej wzmianki o zachowaniu czy 
to owej rady wołyńskiej, która przy boku Swidrygiełły taką rolę 
odgrywała, czy też owych rozmaitych ziemskich i dworskich go- 
dności w jego otoczeniu, co teraz widocznie wszystko za niepo- 
trzebne uważano i rzeczywiście póz'niej tylko w skromnych prze- 
żytkach istniało, — lecz co gorsza brakowało też tego zastrzeżenia, 
które było najważniejszym postulatem partykularyzmu dzielnico- 
wego i prawdziwego samorządu a zwłaszcza dla możnowładztwa 
miejscowego miało znaczenie zasadnicze, zastrzeżenia, które później 
nieco, przy analogicznej sposobności zdołali sobie wywalczyć Ki- 
jowianie ^). że mianowicie wszystkie urzędy i godności w danej 
ziemi będą dostępne wyłącznie dla jej obywateli, dla indygenów 



*) Już zwrócono uwagę na to (por, n. p. Hruszewskij, 1. c). że przywilej dla 
Wołynia z pośród przywilejów dzielnicowych w. księstwa najmniej gwarantuje auto- 
mic, partykularyzm ziemski. 

2) Por. postanowienia przywileju dla ziemi kijowskiej (z r. 1507, Akty zap. 
Rossii II nr. 30), według których wJości i horodki kijowskie mieli dzierieć wyłącznie 
>Kijanie«, zrównani z Litwinami co do »czci« hospodarskiej i prawa do wszystkich 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 1 93 

danej dzielnicy, a więc w naszym wypadku dla Wołynian. Z tym 
postulatem łączył się niewątpliwie w życzeniach Wołynian i drugi 
jeszcze, aby oni też wyłącznie mieli prawo do otrzymywania w obrę- 
bie swej ziemi nadań i dzierżaw z rąk hospodarskich, co oczywiście, 
jako dezyderat jeszcze dalej idący i trudniejszy do przestrzegania, 
również zupełnie pominiętem zostało, Oba te żądania musiały im 
się nasuwać tem bardziej, że w przywileju ziemskim z 1447 r. w. 
księstwo litewskie uzyskało ich spełnienie w całos'ci, zwłaszcza 
w przeciwstawieniu do Polski^). Ponieważ, jak wspomnieliśmy, 
ten ogólny przywilej i na Wołyń się rozciągał, byli wykluczeni 
od otrzymywania dóbr i urzędów w tej ziemi »extranei« z poza 
wielkiego księstwa, zwłaszcza z Korony, ale ograniczenia te nie 
dotyczyły mieszkańców innych ziem i dzielnic państwa litew- 
skiego. Że temu Woły nianie zaradzić nie zdołali, że przed tem 
przywilej dzielnicowy ich nie zabezpieczał, to spowodował nie- 
wątpliwie opór panów litewskich, tych wielmożów zwłaszcza, 
którzy w radzie tak silnie na wielkiego księcia wpływać mogli; 
musieli przecież dążyć, aby, po chwilowem zamknięciu się dla 
nich ziemi wołyńskiej pod rządami Swidrygiełły, znowu w tym 
kraju, ludnym stosunkowo i bogatym, mogli otrzymywać nadania 
tak jak przed jego powrotem do Łucka w r. 1442, aby tak samo, 
jak to n. p. w Połocku, Witebsku lub Smoleńsku praktykowało sic 
już od dłuższego czasu, oni właśnie, panowie ściślejszej Litwy, mo- 
gli sprawować rządy w charakterze starostów - namiestników także 
w Łucku lub Włodzimierzu. Gdy do żadnych ograniczeń swych 
aspiracyi panowie litewscy nie dopuścili , otwierało się szerokie 
pole do antagonizmów i rywalizacyi między Wołynianami, zwła- 
szcza możnowładztwem, a nowym rządem, któremu teraz bezpo- 
średnio podlegali. 

Co więcej, po ostatecznem , jak sądzono, a tak pomyślnem 
rozwiązaniu sprawy wołyńskiej rząd litewski już nic nie czynił 
zgoła dla pozyskania sobie ziemian wołyńskich. Dalsze zatwier- 
dzenia dóbr obecnie, gdy żadnej już wątpliwości nie było, że Woły- 
nianie do posiadłości swoich, oddziedziczonych lub poprzednio na- 
danych, te same mają prawa co ogół szlachty w. księstwa, stały 



urzędów, a Litwini, którzyby mieli dobra w Kijowszczyźnie, mieli jeździć na sJużbe 
wojenną razem z >Kijanamic. 

M Cod epist. III nr. 7, § 14. 
O. Halecki: Ostatnie lata Świdrjgiełły. I3 



194 O- HALECKI 

s\f^ oczywiście zupełnie niepotrzebnemi i istotnie już się po roko- 
waniach wileńskich w marcu na ogół nie powtarzają, do nowych 
zaś nadań ziemi hospodarskiej sam Kazimierz, rozdawszy za swej 
małoletności, pod wpływem panów rady, tej ziemi aż nazbyt wiele, 
teraz był już o wiele mniej skłonnym , aniżeli poprzednio i przez 
dłuższy czas żadne świeże nadanie dla Wołynian, którzy za Swi- 
drygiełły tak byli do nich przyzwyczajeni, nie pojawia się w na- 
szych źródłach. 

Litwini mogli za to być bardzo zadowoleni z tego, co takr 
tanim kosztem osiągnęli. Dzielnica wołyńska Swidrygiełły, powiaty 
łucki i włodzimierski, złączyły się teraz w jej ręku z posiadanym 
już powiatem krzemienieckim, tak że z wyjątkiem dawno już oder- 
wanych przez Koronę włości zachodnich, o które się zresztą ciągle 
upominać będą, cały Wołyń do w. księstwa przyłączyć zdołali. 
Nadto połączyły się te nowe nabytki także z Bracławszczyzną, tą 
wschodnią częścią Podola, której również nie zdołała opanować 
Korona a którą, po chwilowem przystąpieniu do państwa Swidry- 
giełły, on sam niebawem, jak widzieliśmy, Litwie odstąpił. Nie 
może się bowiem ostać przypuszczenie, nie poparte należycie 
w- źródłach ^) a zgóry nieprawdopodobne wobec całej polityki Ka- 
zimierza w sprawie kijowskiej, jakoby, odzyskawszy Wołyń, wscho- 
dnie Podole oddano książętom kijowskim i dopiero po ściągnięciu 
i tej dzielnicy książęcej, osadzając w Bracławiu namiestników 
litewskich, zespolono je z Wołyniem. Wiedząc, że już w omawia- 
nych latach był starostą bracławskim z ramienia Litwy pan Jursza, 
dawniej po kolei starosta łucki i krzemieniecki, że w r. 1463 był 
nim jeden z najmożniejszych kniaziów wołyńskich Michał Czarto- 



1) Twierdzenie to postawił Lubawskij: Obłastnoje diel., s. bo, a przychyla 
sie do niego także Hruszewskij : Istorija, lY^ s. 235 przyp. I. Powołują sie przy 
tem na dokument z r. 1540 (Akty ZR II nr. 199) o granicy w. księstwa litewskiego 
z Wołoszczyzną i Tatarami ; opis ten zaczyna oczywiście od oznaczenia poł. granicy 
Bracławszczyzny a następnie przechodzi do poł. granicy Kijowszczyzny. Otóż jeśli 
ziemianie kijowscy, stwierdzając bieg granicy, powołali się na to, ie swego czasu 
kn. Semen Olelkowicz kijowski wysłał do jej wyznaczenia swego namiestnika czer- 
kaskiego, to odnosi się to oczywiście do tej tylko części granicy litewskiej, gdzie 
ją tworzyła granica księstwa kijowskiego t. j. jego wysuniętego najbardziej na po- 
łudnie powiatu czerkaskiego. Nie potrzeba wcale przypuszczać z tego powodu , ie 
Olelkowicz zajmował się też zachodnią połacią tej granicy, gdzie ją stanowiły rubieże 
Bracławszczyzny, że więc i ta ziemia do jego księstwa należeć musiała a namiestnik 
czerkaski oznaczał granice bracławską! 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 195 

ryski ^), stwierdzić można, że już wówczas, w polowie XV w., roz- 
poc2ęła się owa jak gdyby unia osobista między Bracławszczyzną 
a Wołyniem (jak się trafnie wyrażono ^), złączenie ich w jedną 
jakoby dzielnicę, przerwane dopiero przez utworzenie z nich dwóch 
osobnych województw w przeszło sto lat później. Trwałe, jak 
się już wówczas zapowiadało, opanowanie całej tej wielkiej dziel- 
nicy w r. 1452 niezmiernie wzmocniło stanowisko Litwy na Rusi 
południowej wogóle. To też, aczkolwiek błędna w swem dosłow- 
nem brzmieniu, przecież nadzwyczaj charakterystyczną jest relacya 
krzyżacka z tego roku pochodząca, według której Polacy dowie- 
dzieli się wówczas, że Litwini opanowali trzy grody: Łuck, Brześć 
litewski i Kijów ^j. Wiemy dobrze, że Brzes'cia nie potrzebowali 
zająć, bo go dawno stale posiadali, że w Kijowie siedział spokoj- 
nie jako ich lennik kn. Olelko; ale w rzeczywistości opanowanie 
przez Litwę Łucka z jego ziemią oznaczało dla Polaków, że upadł 
ostatecznie plan oderwania od Litwy Podlasia nietylko drohickiego, 
ale i brzeskiego, plan znany nam już koło r. 1440^), któryby 
w razie przyłączenia sąsiedniego Wołynia do Polski wobec ciągle 
ponawianych pretensyi mazowieckich do Drohiczyna mógł się 
w przyszłości urzeczywistnić, — oznaczało nadto, że przy usu- 
nięciu udzielności księstwa kijowskiego nie będzie już nawet mogła 
zajść jakakolwiek wątpliwość, czy Litwie lub też Polsce przypa- 
dnie, podczas gdy w razie rozstrzygnięcia sprawy łuckiej na rzecz 
Polski, także sprawa kijowska mogła wziąść już w XV w. ten sam 
obrót, co w r. 1569. Znaczyło to jednem słowem, że w r. 1452 
zamknęła się dla Korony wszelka wogóle możliwość dalszej eks- 
panzyi w ziemiach ruskich, co dla niej było tem dotkliwsze, że, 
jak widzieliśmy, urzeczywistnienie inkorporacyi całego w. księstwa 
było wówczas jeszcze bardziej wykluczone, niż w jakimkojwiek 
innym okresie. 

Co do samego zaś Wołynia, to mogło się zdawać, że już 
zacznie się od razu dla niego epoka, w której, wyjąwszy stosunki 
ściśle wewnętrzne i powtarzające się od czasu do czasu napady 
tatarskie, swej własnej historyi mieć nie będzie i, zespolony z Li- 



») Długosz: Hist. V' 372. -) Lubawski], 1. c. 

*) »Da6 die Littauen drey hauszer alzo Lauktcz, Reussche Briske und Kyaw 
durch Yorretnisz gewonnen und inhaben« — relacya komtura z Golau do w. mistrza 
2 21 IV 1452 (Ordensbriefarchiy XXIII 27). 

*) Por. DJugosz: Hist. IV 657. 

13* 



196 o. HALECKI 

twą na długie lata, nawet w sporach z Polską o jego posiadanie, 
sporach tak namiętnych w pierwszych zwłaszcza latach , sam już 
wcale nie zabierze głosu. Istotnie wobec ubóstwa źródeł, któremi 
się dotąd w tej sprawie posługiwano, nie mogłoby się nawet na- 
sunąć żadne inne przypuszczenie, gdyby nie jeden list landmistrza 
inflanckiego do w. mistrza Zakonu z samego końca 1453 r. ^), oba- 
lający całą dotychczasową konstrukcyę historyczną. List ten donosi 
o ciekawych i ważnych w najwyższym stopniu wypadkach, które 
w półtora roku mniejwięcej po śmierci Swidrygiełły odegrały się 
w jego dzielnicy a o którychbyśmy bez niego nic absolutnie nie 
wiedzieli. Aby jednak zrozumieć szczegóły tej niedługiej zresztą 
relacyi, należy zbadać cały wogóle zatarg między Polską a Litwą, 
który wybuchł po zajęciu Łucka, wzniecił niewyświetlone dotąd 
należycie zaburzenia i w obu państwach zachwiał nawet chwilowo 
tronem Kazimierza Jagiellończyka. 



1) LEK XI nr. 321. Krótkie streszczenie tego listu u Daniłowicza (Skarbiec, 
nr. 1 9131 wszystkie te ciekawe szczegóJy zupełnie pomijało. Po ogłoszeniu go w ca- 
łości zwrócił uwagę na najciekawszy ustęp i przedrukował go nawet (lecz bez komen- 
tarza) M. Hruszewskij w recenzyi tego tomu LEK (Zap. Tow. nauk im. Szewczenka 
t. 77 s. 214); mimo to jednak także w II wyd. swej Istorii Ukraini-Rusi źródła tego 
nie zużytkował, lecz zacytował je tylko w przypisku (IV 244^), ograniczając się do 
wzmianki, że jest to »interesujaca relacyac 



V. Spisek panów wołyńskich w r. 1453 na tle zatargu polsko- 

litewskiego. 

Szczególna trudność położenia Kazimierza wobec spornych 
kwestyi między Polską a Litwą polegała na tern, że król musiał 
nakłaniać obie strony do tego wyjs'cia kompromisowego, które 
sam uważał za najodpowiedniejsze, nie mógł jednak odsłaniać przed 
którąkolwiek z nich swego całkowitego programu, nie mógł przy- 
znawać się przed jedną, że w danej sprawie drugą popierał i jej 
ustępował, aby nie wzbudzić od razu gwałtownej burzy zawiści 
i niezadowolenia. Dlatego też polityka jego, aczkolwiek konse- 
kwentna w zasadzie, musiała być w pewnych chwilach nieszczerą. 
Kazimierz musiał , z ujmą dla godności królewskiej, gdy prawda 
się wykrywała, wypierać się w jednem państwie tego, co zrobił 
w drugiem. O ten szkopuł omal że się nie rozbiła jego roztropna 
taktyka, dążąca do uratowania dzieła unii i jej idei w wirze 
sprzecznych dążeń i postulatów, w którym punktem krytycznym 
stała się sprawa łucka. 

Wies'ć, zresztą całkiem naturalna, że w Polsce zajęcie Wołynia 
przez Litwinów przyjęto z najwyższem oburzeniem, że jak widzie- 
liśmy, na Czerwonej Rusi już w połowie lutego gotowano się do 
odebrania go z bronią w ręku, że o tem samem radzono na 
zjazdach nietylko we Lwowie, lecz też w Krakowie i w Sando- 
mierzu ^), w całej Małopolsce, wieść ta zmuszała króla do ostroż- 
nych środków zaradczych. Wspomnieliśmy, że udając się w jesieni 
roku poprzedniego na Litwę, wziął z sobą nielicznych tylko Po- 



1) Ustęp niniejszy opiera się, obok opowiadania Dlugoszowego (V loo 7), 

takie na zacytowanej jui wyżej bardzo ciekawej relacyi komtura z Golau z 21 I\ 

1452 Ordensbriefarchiy XXIII 27), z której pochodzą wszystkie nowe szczegóły 
w tekście, nie znajdujące się u Długosza. 



198 o. HALECKI 

laków, ponieważ jednak musieli to być niewątpliwie wierni mu 
i zaufani zwolennicy z jego najbliższego otoczenia, więc byli wła- 
śnie najdogodniejsi do pośrednictwa. Umówił się z nimi , że 
dla ostatecznego rozpatrzenia sprawy odbędzie 25 maja zjazd 
w Piotrkowie, a następnie wysłał kilku z nich, z kuchmistrzem 
Mikołajem Różą z Borzyszowic, członkiem rodziny trzymającej się 
wiernie dworu królewskiego, na czele, do panów małopolskich, 
najgroźniejszych przywódców opozycyi. Prosili tain w imieniu 
króla, aby się powstrzymano od planów walki orężnej, i, odsy- 
łając do ponownego omówienia sporu w Piotrkowie, twierdzili, że 
Litwini zajęli Łuck przez zdradę, nie usłuchawszy zakazu króla, 
który im podobnego kroku zabronił taksamo, jak Polakom. Cłioć 
wiemy z przebiegu wypadków na Litwie, że było to nieprawdą, 
że Kazimierz chciał tylko zyskać na czasie, aby po uspokojeniu 
się pierwszego oburzenia tem łatwiej spór uśmierzyć po swojem 
osobistem przybyciu, przecież zrazu temu tłómaczeniu uwierzono 
i w odpowiedzi wysłano do króla na Litwę poselstwo, złożone 
z wojewody sandomierskiego Jana z Oleśnicy i kasztelana zawi- 
chojskiego Wojciecha z Michowa, które, przedkładając mu zara- 
zem i inne dezyderaty koronne, zwłaszcza najdawniejszy co do 
zatwierdzenia praw, raz jeszcze miało go prosić, aby w myśl 
swych zapewnień nie pozwolił Litwinom Łucka ostatecznie oder- 
wać. Wysyłając ich gdzieś na początku marca, łudzono się więc 
jeszcze nadzieją, że sam Kazimierz *^am na miejscu, w w. księstwie, 
jeszcze w ostatniej chwili przeszkodzi temu, co, jak widzieliśmy, 
osobiście, w porozumieniu z radą litewską tam przeprowadził. 
Ale właśnie wówczas wyszła na jaw cała prawda. Niebawem bo- 
wiem na zjazd sandomierski, obradujący jeszcze po odjeździe po- 
słów, nadeszło dnia 12 marca pismo kasztelana krakowskiego Czy- 
żowskiego, donoszące, że zajęcie Łucka przez Litwę nastąpiło 
z wiedzą i wolą króla, na jego polecenie i). To jaskrawe potwier- 
dzenie dawnych podejrzeń , źe Kazimierz przecież w gruncie stoi 
po stronie litewskiej, przyniósł może, powróciwszy z Łucka, pod- 
sędek sandomierski Panchowski, świadek osobisty wszystkiego, co 
tam się stało. W każdym razie Małopolanie od razu zmienili za- 
sadniczo swoje postępowanie. Posłów, wysłanych do króla, od- 



1) Wyrażenie Długosza >rege mandante et ordinante* odpowiada sJowoni »init 
des Koniges wissen und willenc w relacyi krzyżackiej. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY I 99 

wołano z połowy drogi, uchwalono zupełnie już nie zwracać się 
do niego w sprawie łuckiej i postarać się o jaknaj liczniejszy udział 
szlachty z wszystkich ziem królestwa na zjeździe piotrkowskim, 
gdzie sam Kazimierz tę sprawę raz jeszcze rozpatrzeć zamierzał, 
a nadto skrajne stronnictwo na zjeździe sandomierskim postano- 
wiło nawet urzeczywistnić, nie czekając wcale obrad piotrkow- 
skich, pierwotny plan odebrania Wołynia siłą. Pospolite ruszenie 
najbliższych i najbardziej w jego odzyskaniu zainteresowanych 
województw małopolskich, sandomierskiego, lubelskiego i ruskiego, 
miało tam wyruszyć, zająć, odbudować i silną obsadzić załogą 
gród włodzimierski , przez Litwinów, jak wiemy, częściowo spa- 
lony, a stamtąd starać się wszelkiemi siłami o zdobycie Łucka. 
Wiedziano bowiem dobrze o tem, jak niedostatecznie ten główny 
gród wołyński byl zaopatrzony na wypadek oblężenia i sam kar- 
dynał Oleśnicki napisał do podskarbiego i żupnika, przez których, 
jak wspomnieliśmy, król chciał otrzymać broń dla Łucka, aby nie 
śmieli usłuchać podobnego rozkazu. Na szczęście do walki otwar- 
tej z bratnim narodem mimo to wszystko nie przyszło, gdyż 
oświadczyła się przeciwko tej wyprawie i ostatecznie przeszkodziła 
jej rozważniejsza część szlachty i panów, którą Długosz z tego po- 
wodu podejrzywa z goryczą o bojaźliv.'ość i chęć przypodobania 
się królowi. Pominął zaś zupełnie w swem opowiadaniu, jak daleko 
się posunęła opozycya w podburzeniu całej Polski przeciwko Ka- 
zimięrzowij jak skutecznie zraziP rozwijała się ta akcya, która 
miała ze zjazdu piotrkowskiego zrobić widownię walki z królem, 
zdecydowanej na wszelkie ostateczności. Zaraz bowiem, gdy się 
odkryło, jak nieszczerze w sprawie łuckiej postąpił, zebrani w San- 
domierzu panowie małopolscy posłali do panów wielkopolskich, 
powiadomili ich o wszystkiem i wezwali ich, aby z całą pewnością 
wszyscy bez wyjątku w Piotrkowie się stawili; ci zaś znowu po- 
słali w tym samym celu do szlachty z najodleglejszych, najmniej 
zainteresowanych samym przedmiotem sporu, krańców swej dziel- 
nicy, do Krainy, Dobrzynia i Kujaw, zwołując całą Wielkopolskę 
na zjazd przedwstę*pny do Koła na dzień św. Stanisława. Na tym 
to sejmiku wielkopolskim miano pozyskać i tę dzielnicę dla planu, 
z jakim opozycya do Piotrkowa przybyć zamierzała, zjednoczywszy 
pod swym sztandarem całą szlachtę koronną. Zamierzano, w ra- 
zie, gdyby król na tym zjeździe stanął po stronie Litwinów 



200 O. HALECKI 

i Otwarcie im przyznał sporną ziemię, innego wybrać króla-), 
chociażby jeszcze w lecie z tego powodu do wojny z Litwą przyjść 
miało, do której, mimo zaniechania natychmiastowej wyprawy na 
Wołyń, tajemne robiono przygotowania. 

Na zjeździe piotrkowskim , który pierwotnie miał służyć po- 
lubownemu załagodzeniu sporu, groziła więc katastrofa ostateczna 
i niedarmo komtur krzyżacki, który o tem doniósł swemu mi- 
strzowi, dodał do tych wiadomos'ci znamienną dla polityki Zakonu 
radę, aby właśnie na tym zjeździe, korzystając z prawdopo- 
dobnych groźnych zaburzeń , w. mistrz wytoczyć kazał wszelkie 
pretensye, jakie mógł mieć do króla samego, do Polski lub do 
Litwy. Położenie Kazimierza komplikowało się zwłaszcza przez to, 
że hasłem do buntu jego poddanych koronnych miało być przy- 
znanie Wołynia Litwie, otwarte oświadczenie, że, zająwszy go z jego 
zgodą, prawnie go odtąd posiadają; takiego zaś oświadczenia 
Litwini słusznie od niego żądać mogli i, jak zobaczymy, istotnie 
wymagali, tak że Kazimierz i nadal musiał prowadzić politykę 
dwulicową i dlatego, uniknąwszy, jak to niżej przedstawimy, naj- 
większego niebezpieczeńswa w Polsce, wywołał je na Litwie. 

Na razie oczywiście było dla niego najważniejszem zapobiedz 
zjednoczeniu całej Korony pod kierownictwem opozycyi małopol- 
skiej i niedopuścić do grożącego starcia na zjeździe piotrkowskim. 
Musiał się bowiem dowiedzieć na czas o tem , co się gotowało 
w Polsce , o akcyi , którą obok Oleśnickich kierował także woje- 
woda krakowski Jan z Tęczyna. Długosz ^), na którym w tych 
szczegółach zatargu niestety wyłącznie opierać się musimy, przy- 
pisuje to podszeptom ich nieprzyjaciół i pozyskaniu wielu panów 
polskich przez króla drogą darowizn i obietnic, przy czem zwłaszcza 
to ostatnie twierdzenie, że król umiał sobie zręcznie utworzyć 
własne, lojalne stronnictwo, niewątpliwie przyjąć można. Zmiarko- 
wawszy więc, że decydującem będzie, czy w Kole Wielkopolska 
da się pozyskać dla planu opozycyi, wysłał tam znowu jednego 
z towarzyszących mu na Litwie dworzan, często używanych do 
podobnych misyi, Tomasza Sącygniewskiego , który przybył na 
zjazd Wielkopolan, widocznie długo przeciągający swe obrady, 



1) »werden sy kenneii dirkennen , das der konig den Liltawen offin taga 
werde bey legen , so haben sy willen einen aiidern konig zcii irwelen und czu- 
dirkisenc... 

2) Hist. V 107— III. 



OSTATNIE LATA SWrDR\ GIEŁŁY 201 

dnia 21 maja. Przedstawiając skargi królewskie na panów mało- 
polskich, zwłaszcza Zbigniewa Oleśnickiego, na kierowany przezeń 
zjazd sandomierski w marcu i zamiar wojny z Litwą, do której 
w konsekwencyi musiało doprowadzić ich postępowanie, odwołując 
się zręcznie do patryotyzmu Wielkopolan, których niezagasły 
jeszcze partykularyzm dzielnicowy mile tern musiał być dotknięty, 
przechylił w Kole szalę na stronę króla i skłonił ich do tego, że 
zamiast na ów zjazd piotrkowski , na którym walka z tronem wy- 
buchnąć miała i którego Kazimierz postanowił wcale nie zwołać, 
zgodzili się pojechać w tym samym mniejwięcej czasie na inny 
zjazd, do Sandomierza, gdzie miano radzić nad środkami zapobie- 
gającymi poniżeniu królewskiej godności. Na taki zjazd, na któ- 
rym oczywiście z Małopolan znaleźli się tylko jego stronnicy, 
Kazimierz śmiało mógł z Litwy przyjechać i śmiało też mógł, po 
odbytych tam nieznanych bliżej naradach, wysłuchać w Krakowie 
gorzkich wyrzutów, jakimi go obsypali w radzie trzej główni przy- 
wódcy opozycyi, stawiając przy tem na pierwszem miejscu oder- 
wanie od Korony na rzecz faworyzowanych Litwinów Łucka i Po- 
dola wschodniego. Niebezpieczeństwo pierwszego starcia król przez 
swą zręczną taktykę, rozbijającą solidarność całej szlachty koron- 
nej, szczęśliwie załagodził i znowu nieco zyskał na czasie przez 
odłożenie wszystkich postulatów polskich na inny zjazd, który 
w drugiej połowie sierpnia miał się odbyć w Sieradzu. 

Tam jednak sytuacya utrudniła się znacznie przez wystą- 
pienie strony przeciwnej tj. Litwinów. Ci bowiem, zająwszy Wołyń, 
postawili wprawdzie w tej sprawie na swojem, ale musieli się 
ciągle obawiać . że przyjdzie o tę ziemię do walki z Polską, i nie 
mieli, taksamo jak w sprawie swego prawnopaństwowego stosunku 
do Korony, dla faktycznego a dla nich pomyślnego stanu rzeczy 
zgody Polaków ani nawet wyraz'nej i formalnej sankcyi wspól- 
nego władcy. Bez tego zaś wszelkie sukcesy niezmiernie dla nich 
traciły na wartości, bo nie byli niczem zabezpieczeni w swym sta- 
nie posiadania, musieli nieustannie stać na jego straży i przy lada 
niepomyślnej dla nich okoliczności łatwo mogli utracić to, czego 
nie mieli zabezpieczonego prawnie. Mieli jedynie obietnicę Kazimie- 
rza jako w. księcia litewskiego w przywileju 1447 r., że ich zachowa 
przy granicach Witołdowych, lecz jako król polski Kazimierz nie 
zajął jeszcze wyraźnego stanowiska w kwestyach spornych między 
swemi państwami, tak że odkładana przezeń ciągle sprawa zatwier- 



202 O. HALECKI 

dzenia przywilejów koronnych stanowiła ciągle niebezpieczeństwo 
dla praw i pretensyi Litwy. To też nie omylimy się zapewne 
przypuszczając, że nad tą włas'nie ciemną stroną położenia obra- 
dował jeszcze po wyjez'dzie Kazimierza do Polski sejm w. księ- 
stwa w Wilnie, że postanowiono na nim starać się wszełkiemi siłami 
o jgrawne uznanie przez Polskę i przez wspólnego władcę w cha- 
rakterze króla polskiego tego, co Litv;a faktycznie już uzyskała, 
wobec czego nawet dalsze pretensye terytoryalne musiały na razie 
zejść na plan dalszy. Przypuszczenie nasze potwierdzają te dwie 
jedyne czynnos'ci zjazdu wileńskiego, o których mamy wiadomość, 
t. j. wysłanie dwóch poselstw, jednego do w. mistrza krzyżackiego 
a drugiego do Polski. 

28 czerwca sejm wileński , z biskupem Maciejem , Jerzym 
Holszańskim i najdostojniejszymi panami rady na czele, wystawił 
pełnomocnictwo dla posła do Zakonu ^j, którym został Marcin 
z Łusk, ten sam pisarz Kazimierza, któr)' w r. 1447 spisał ów 
doniosły przywilej ziemski. Prz3'^bywszy do Elbląga, przedstawił 
mistrzowi i komturom 14 lipca prośbę Litwinów, aby wreszcie 
przyszedł do skutku projektowany już od dłuższego czasu zjazd 
wspólny dla regulacyi granic, przez któryby uśmierzono zatargi 
między obustronnymi poddanj^mi. Treść poselstwa nie zawierała 
więc, jak widzimy, nic niezwykłego, niezwykłą jednak i zna- 
mienną była forma, w jakiej ono przyszło do skutku: jeszcze 
przy poprzedniem poselstwie w tej samej sprawie, rok przed- 
tem , na które się i teraz powołano , sam Kazimierz wystawił akt 
pełnomocnictwa dla posła litewskiego ^j, teraz po raz pierwszy 
zwraca się do Zakonu bezpośrednio sejm litewski, rozpoczynają 
się te samodzielne stosunki dyplomatyczne panów litewskich z Krzy- 
żakami, które niebawem w czasie wojny trzynastoletniej będą 
powstrzymywały w. księstwo od takiego w niej udziału, jakiego 
pragnęli król i Polacy. Nadto natarczywość, z jaką się starano o 
jaknajrychlejsze przyjście do skutku owego wspólnego zjazdu, 
świadczy, że panowie litewscy szukali zbliżenia i porozumienia 
z Zakonem, jak to stale czyniła Litwa, gdy chciała mieć oparcie 
w czasie jakiejś akcyi wymierzonej przeciwko Polsce. Tak było, 



1) Ordensbriefarchiv, pod datą (bez sygnatury); samo poselstwo zapisano na 
odwrotnej stronie alctu pełnomocnictwa. 

2j Ordensbriefarchiv, 9 V 145 1 (XXVI). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 203 

jak widzieliśmy, w r. 1446, gdj' rolę pośrednika odegrał Swidry- 
giełło, tak też i teraz, właśnie przez spór o jego spuściznę, stosunki 
się układały, tylko, że obecnie na czele Litwy nie stoi już jej 
wielki książę, lecz ci, którzy niebawem, rozgoryczeni jego kom- 
promisową polityką jako władcy polsko-litewskiego, przeciwko 
niemu samemu się zwrócą. Tembardziej mogło się zdawać, że Za- 
konowi przypadnie wdzięczna rola tertii gaudentis, co, jak widzie- 
liśmy, zaraz zrozumiano w kołach krzyżackich, gdy zauważono, 
jak szybko zatarg się zaostrzał. 

Na razie akcya litewska zachowała jednak charakter ugo- 
dowy, choć przewidywano zapewne, że ta droga polubownych 
rokowań, zawiódłszy już tyle razy. i teraz nie doprowadzi do celu. 
Treść bowiem poselstwa, z którem na zjez'dzie sieradzkim, 23 sier- 
pnia, stanęli Andruszko Dowojnowicz, zapewne brat Olechny Do- 
wojnowicza, który jako namiestnik brzeski brał udział w cz\n- 
nościach rady litewskiej w czasie okupacyi Wołynia ^), i Michał 
Montowtowicz, była właściwie tylko powtórzeniem tego, co Li- 
twini żądali na poprzednich zjazdach wspólnych, tylko że oczy- 
wiście na pierwszy plan wysunęli żądanie najaktualniejsze, aby 
Polacy uznali posiadanie Wołynia przez w. księstwo, przy czem 
usprawiedliwili też postępowanie starosty łuckiego Niemiry. Te same 
też były postulaty litewskie co do charakteru związku obu państw, 
tą samą też odmowna odpowiedz' Polaków w obu sprawach, jak 
przy poprzednich kilkakrotnych a zawsze bezowocnych rokowa- 
niach. Nowem było tylko, że posłowie litewscy po raz pierwszy 
spróbowali poprzeć swe żądania otwartą groźbą, że w razie od- 
mowy obcych sobie szukać będą pomocników, przy czem mieli 
na myśli albo Krzyżaków albo też, jak niedługo potem wypadki 
okazały. Tatarów zawołżańskich. 

Najtrudniejszem było oczywiście położenie króla. Wprawdzie 
Litwini się zastrzegali, nie mając jeszcze powodu wystąpienia prze- 
ciwko niemu, że nawet w razie urzeczywistnienia swej groźby nie 
wypowiedzieliby mu posłuszeństwa, a Polacy znowu proponowali 
go jako sędziego rozjemczego w sporze z w. księstwem, wiedząc, 
że pod grozą planów detronizacyi, o których tak niedawno mowa 
była, nie ośmieli się, zwłaszcza na sejmie koronnym, oświadczyć 



') \^'yiiiieniony jako świadek na trzech z omówionych przywilejów Kazimierza 
dla Wolynian z początku stycznia 1452 r. 



204 o. HALECKl 

się otwarcie za przeciwną stroną. Najgorszem było jednak dla 
niego, że ze strony polskiej, popartej znowu, taksamo jak w przed- 
dzień zajęcia Łucka, taksamo jak według źródeł krzyżackich 
w roku następnym, przez własną jego matkę, domagano się 
od niego ponownie ciągle odkładanego zatwierdzenia praw i przy- 
wilejów koronn)xh. Jeśli, prosząc o dalszą jeszcze zwłokę, obie- 
cywał, że przez ten czas Łuck obsadzi swymi zwolennikami, 
i w ten sposób otwierał Polakom nadzieję, że Koronie go oddać 
każe, to wątpić można i tym razem o jego zupełnej szczerości. 
Gdy jednak twierdził, że w razie spełnienia życzeń polskich, t. j. 
uznania przez zatwierdzenie dawnych przywilejów ich praw do 
ziem ruskich i do władzy nad Litwą, grozi mu utrata w. księstwa 
i niebezpieczeństwo życia, to trzeba przyznać, że te obawy były 
słuszne , jak to w następnym roku dowodnie się okazało. Jak wia- 
domo, zwłokę choć jednego roku raz jeszcze od Polaków uzyskała 
lecz musiał im wystawić pisemną obietnicę, zatwierdzoną pieczę- 
ciami tych najwyższych dygnitarzy koronnych, którzy w tajnej 
radzie prowadzili z nim pertraktacye , że po upływie roku niechy- 
bnie już zatwierdzi przywileje dla Polski. Potem dopiero, we wrze- 
śniu, powrócił na Litwę, mając może istotnie, jak to mówił Po- 
lakom, zamiar zabezpieczenia sobie głównych grodów w. księstwa 
przez wiernych stronników na wypadek, gdyby tam po nieuniknio- 
nych za rok conaj mniej formalnych ustępstwach na rzecz Korony 
oczekiwane rozruchy rzeczywiście wybuchły i). 

Wiemy jednak z relacyi komtura toruńskiego z 17 maja 
1453 r. -), do której jeszcze wrócimy, że rozruchy te wybuchły 
jeszcze wcześniej, nim nawet Kazimierz z LitAvy do Korony od- 
jechał. Wątpliwem jest, aby spowodowała je wieść o obietnicy kró- 
lewskiej, danej tajemnie Polakom 2), gdyż trudno przypuścić, aby 
się ona dostała do wiadomości publicznej na Litwie. Nie wystar- 
czał też do ich wywołania sam fakt, że król nie stanął w Siera- 
dzu otwarcie po stronie Litwinów, i nie przyznał, że z jego zgodą 
Łuck zajęli i prawnie go posiadali. To tylko mogło doprowadzić 
do wybuchu, że Kazimierz, krzyżując plany panów litewskich, po- 



1) DJugosz: Hist. V 114- ild. 

*) Ogłosił ją w całości J. Caro jako pierwszy dodatek do V tomu swej Ge- 
Kchichte Polens. Por, Daniłowicz: Skarbiec nr. 1904. 

*j Jak przypuszcza Lubawskij : Lit.-russkij sejm, s. 119. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 205 

sawających się coraz dalej w bezwzględnej polityce na własną 
rękę, zapobiegł zręcznie i energicznie urzeczywistnieniu tej groźby, 
jaką wyrazili ich posłowie przy rokowaniach na sejmie polskim. 
Stąd wyjas'nienie znajdujemy w sprawach tatarskich z końca 1452 
i początku 1453 r. 

Długosz wspomina w ciągu tych miesigcy o trzech najazdach 
Tatarów ^). Jeden na Ruś czerwoną nastąpił jeszcze podczas zjazdu 
sieradzkiego, drugi na Wołyń na samym początku r. 1453, trzeci 
na Podole w kwietniu tegoż roku. Tylko przy pierwszym z nich 
wspomina Długosz, że byli to Tatarzy zawołżańscy chana Złotej 
ordy Seid Achmeta, i dodaje, że po powrocie z napadu panowie 
litewscy z Gasztołdem i Moniwidein na czele posłali do tego chana 
p. Radziwiłła z podziękowaniem za spustoszenie ziem koronnych 
i zachętą do dalszych na nie wypraw, że jednak, nim jeszcze ten 
poseł stanął u celu, chan Hadżi Giraj rozgromił Seid Achmeta, 
uwięził Radziwiłła i obdarł go z podarunków przeznaczonych dla 
swego przeciwnika, który po doznanej klęsce schronił się na Litwę 
i tam umarł-). Słusznie zwrócono uwagę ^j, że ostateczny pogrom 
Seid Achmeta i wywiezienie go na Litwę przypada na czas póz'niejszy, 
na r. 1455, Pod którym Długosz, w sprzeczności z poprzednim ustę- 
pem, rzecz tę raz jeszcze opowiada*); byłoby też niezrozumiałem, kto 
właściwie urządził owe dwa dalsze najazdy z początku 1453 r., jeśli 
Seid Achmet miał już być rozgromionym, a chan krymski Hadżi Giraj, 
chwalony za to bez zastrzeżeń przez Długosza ^), byłby aż do śmierci 
wiernym Kazimierzowi i nigdy nie napadał na jego ziemie. Lecz 
poprawiając Długosza w jednym szczególe, że mianowicie pod 
r. 1452 mylnie pisze o zupełnym upadku chana Złotej ordy, któ- 
remu niewątpliwie przypisać trzeba także najazdy roku następnego, 
innych szczegółów jego opowiadania, zwłaszcza co do roli panów 
litewskich i Radziwiłła Ościkowicza, odrzucić bynajmniej nie można^j, 
ponieważ znajdują zupełne potwierdzenie w liście mistrza inflan- 
ckiego do w. mistrza z 7 sierpnia 1453 '). 1 tutaj bowiem czytamy 
wyraźnie, że Litwini chcieli się sprzymierzyć przeciwko Polsce 



») Hist. V 118, 130, 133/4. 2) Hist. V 119. 

') Caro: Gesch. Polens, IV s. 483 przyp. 2. 

*) Hist. V 21Ó. 

') Ib. V 470/1; por. Cod. ep. I/2 nr. 210. 

*) Dlatego mylnie tJómaczy poselstwo Radziwiłła J. Caro, 1. c. 

') LEK XI nr. 296. 



206 o. HALECKI 

Z jedną częścią Tatarów, oczywiście ze Złotą ordą Seid Achmeta, 
i w tym celu Radziwiłła do nich wysłali, źe jednak król Kazi- 
mierz, którego następnie miano z Litwy do Polski odesłać, a 
Radziwiłła wynieść na tron w. książęcy, zapobiegł temu za po- 
mocą przyjaznego mu chana, t. j. krymskiego Hadżi Giraja, który 
tamtych Tatarów pobił (»osłabił«, jak pisze mistrz, a więc nie 
rozgromił ostatecznie) i udaremnił misyę Radziwiłła i jego am- 
bitne plany. 

Widzimy, że relacya ta nietylko uzupełnia opowieść Długosza, 
lecz, przez swoją późniejszą datę prostuje też jego chronologię, 
według której poselstwo Radziwiłłowe przypadałoby na koniec r. 
1452 i już wtedy miało się skończyć tak niefortunnie. Wyjaśnia 
zaś ostatecznie tę kwestyę dalsza wzmianka w przytoczonym 
liście,- łącząca sprawę niedoszłego przymierza ze śmiercią bi- 
skupa wileńskiego Macieja, która nastąpiła 9 maja 1453'), tak że 
plan tatarski panów litewskich do pierwszych miesięcy tego do- 
piero roku odnieść trzeba. Widocznie pierwszy, zupełnie bezkarny 
napad Złotej ord)/^ na Koronę nasunął im myśl porozumienia się 
z nią dla urzeczywistnienia gróźb, wyrażonych na zjeździe sie- 
radzkim, a dwa napady dalsze pozostają już w bezpośrednim 
związku z rokowaniami Litwinów z Seid Achmetem . aż wreszcie 
po wyprawie kwietniowej Kazimierz za pomocą Krymu zadał cios 
tej zgubnej polityce. 

Według zacytowanego świadectwa krzyżackiego śmierć bi- 
skupa Macieja wywołaną została przez wytężone usiłowania sędzi- 
wego pasterza celem niedopuszczenia do przymierza Litwy z Tata- 
rami zawołżańskimi przeciwko Polsce. A więc nawet jeden z naj- 
I energiczniejszych obrońców tych praw w. księstwa , o których słu- 
szności był przekonany, kiedy jeszcze w r. 145 1 na zjeździe par- 
czowskim żądał w imieniu delegatów litewskich zmiany dawnych 
aktów inkorporacyjnych i oddania Litwie spornych ziem ruskich, 
narażając się nawet na zarzut niedotrzymania własnych przysiąg ze 
strony biskupa Oleśnickiego 2). tenże sam teraz, gdy część panów 
litewskich posunęła się w swej wrogiej Polsce polityce aż do for- 
malnego przymierza z dawnym pogańskim wrogiem, starał się ostat- 
kiem sił przeszkodzić takiemu ryzykownemu postępkowi, który 
wręcz urągał zasadom wspólności bratniej, na jakiej Litwini, 



1) DJugosz: Hist. V 132. ') Dhigosz: Hist. V 97. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEIAY 207 

według niedawnych zapewnień , unię obu państw oprzeć chcieli. 
Ale nawet z czysto utylitarnego punktu widzenia zamiar ten, jeśli 
sie porówna korzyści i szkody, które mógł przynieść, a po części 
przyniósł już w zawiązkach swoich, tym, którzy go przeprowadzić 
chcieli, uznać trzeba za nieopatrzny i zgubny. 

Bezpośrednim celem jego było oczywiście, aby przy gro- 
żącem starciu orężnem o Wołyń ubiedz Polaków, uniemożliwić 
wszelkie wystąpienie zaczepne z ich strony, a to bez narażenia sił 
własnych, przez grozę tatarską i wyniszczenie za pomocą tatarskich 
najazdów sąsiadujących z Wołyniem ziem koronnych; nadto w ten 
sposób, przez przeniesienie terenu walki do tych ziem, należących 
do Polski, spodziewano się może opanować następnie łatwiej te 
z nich, które były przedmiotem dalszych pretensyi terytoryalnych 
Litwy. W danej chwili taka taktyka mogła rzeczywiście oddać 
sprawie litewskiej pewne usługi, z tern jednak zastrzeżeniem, że 
sprzymierzeniec tatarski, wprawdzie zrazu groźny i szkodliwy prze- 
ciwnik, nie będzie po za doraz'nem spustoszeniem zdolny do 
osiągnięcia trwalszych sukcesów wojennych , ponieważ w otwartej 
walce nigdy nie mógł dorównać rycerstwu polskiemu, jak to się 
okazało i teraz, przy ostatnim z trzech napadów, który przez Jana 
Łaszczą pod Krasnowem zwycięsko został odparty. 

Jeśli ten pierwszy cel sojuszu tatarskiego można przynajmniej 
wytłómaczyć interesami państwowymi w. księstwa, to drugi, zazna- 
czony wyraźnie w liście mistrza inflanckiego, świadczy, że pośre- 
dnio cała sprawa miała też służyć ambitnym planom niektórych 
jednostek. Stronnictwo Gasztołdowe w radzie chciało przez przy- 
mierze z Seid Achmetem stać się tak silnem , tak groźnem dla 
Kazimierza, aby módz wymusić na nim to, czego przez życie 
całe Litwinom nie przyznał: ustanowienie osobnego w. księcia, 
coby faktycznie zerwało ostatni węzeł, łączący Litwę z Polską. 
Ze bowiem Radziwiłł Ościkowicz, o którego kandydaturze na tę 
godność mówiono, miał w razie udania się planu osobą swoją, 
ozdobioną mitrą wielkoksiążęcą, zasłaniać tylko samego Gasztołda, 
w którego ręku byłaby spoczęła istotna władza, o tern świadczy 
wspomniana już relacya majowa komtura toruńskiego ^). Według 
niej Gasztołd jednego z młodszych panów, tutaj nie poda- 
nego imiennie, chciał wynieść na stolec wielkoksiążęcy, chcąc się 



1 Caro: Gesch. Polens V, analecta nr. i. 



208 o. HALECKI 

poprostu pozbyć z Litwy Kazimierza, przy czem , jak zobaczymy, 
w środkach przebierać nie myślał, ponieważ młody Jagiellończyk, 
o ile za swej małoletności bezwzględnie mu ulegał, obecnie swoją 
indywidualnością, dążącą do silnej władzy, przeszkadzał samowol- 
nym rządom wojewody wileńskiego. Zwycięstwo stronnictwa Ga- 
sztołda i jego planów byłoby się więc stało ostatecznym try- 
umfem oligarchii wielkopańskiej na Litwie, dyktatur)'^ Gasztołdo- 
wej, zręcznie pokrytej władzą wielkoksiążęcą innego, mniej mo- 
żnego pana. , 

jakkolwiek jednak będziemy się zapatrywali na oba cele przy- 
mierza z ordą zawołżańską, musimy spostrzedz nieszczęsne skutki, 
jakie przymierze to mieć musiało dla samej Litwy a poniekąd nawet 
i dla jego inicyatorów. Przedewszystkiem zadawało kłam całej 
dotychczasowej polityce tatarskiej w. księstwa, było pierwszym 
z tych niekonsekwentnych, oportunistycznych kroków w tej polityce, 
które w ciągu dalszych lat piędziesięciu, aż do ostatecznego upadku 
Złotej ordy, osłabiły tak niesłychanie mocarstwowe stanowisko Li- 
twy na wschodzie. Przypomnijmy sobie bowiem, że dotąd w świe- 
cie tatarskim tradycyjnym sojusznikiem w. księstwa był wróg na- 
turalny Złotej ordy, chan krymski; musiał nim być zwłaszcza 
obecn}' chan Tatarów krymskich, dzielny Hadżi Giraj, który do- 
piero przed dziesięciu laty przez Litwę, a to właśnie za pomocą 
tegoż Radziwiłła, został na Krymie osadzony i, jak wspomnieliśmy, 
odpłacał to przez całe życie wiernością i przychylnością wobec 
państw Kazimierza Jagiellończyka. Tego to więc pewnego sojusz- 
nika urażono teraz dotkliwie, zwracając się do chana zawołżań- 
skiego, śmiertelnego wroga chanów krymskich, uważającego ich 
za bezprawnych uzurpatorów, do tego samego Seid Achmeta, który 
zaledwo kilka lat temu jako protektor Michała Zygmuntowicza 
nękał w. księstwo strasznymi napadami, którego w r. 1449 Kazi- 
mierz musiał wypierać z zajęt3xh grodów siewierskich i starał się 
obalić z godności chana ^). Tak więc rozpoczęła się owa fatalna 
taktyka posługiwania się przez Litwę jednej ordy przeciwko dru- 
giej na przemian, przerzucanie się od dawnych jej przyjaciół do 
\ dawnych wrogów, co pozbawiło w. księstwo powagi i zaufania 



') Por. zwłaszcza listy króla do w. mistrza z 25 VII i 2b VIII 1449 r. (Or- 
densbriefarchiy XXV 55, 61; drugi krótko streszczony u DaniJowicza: Skarbiec, 

nr. 1S85). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 209 

wśród Tatarów i później nieco, za czasów Mengli Giraja, prze- 
mieniło ostatecznie Krym ze sprzymierzeńca na zaciętego wroga 
Litwy. Jeśli dodamy do tego. że, w przeciwieństwie do chanów 
Złotej ordy, chanowie krymscy, jak n. p. właśnie Hadżi Giraj za 
Kazimierza Jagiellończyka, wyrzekli się w uroczystych jarłykach ') 
wszelkich praw do ziem ruskich, podległych niegdyś zwierzch- 
nictwu tatarskiemu, na rzecz Litwy, uznając m. i. także jej prawa 
do całego Wołynia aż do Ratna i do całego Podola z Kamieńcem, 
to jasno się uwydatni, jak ciężkim błędem było ze strony opozy- 
cyonistów litewskich zerwać z Hadżi Girajem właśnie w chwili 
sporów o Wołyń i Podole, oprzeć się w tej sprawie o Złotą ordę, 
uważającą się za prawną spadkobierczynię wszystkich zdobyczy 
Batu chana. 

Nadto postępowanie takie, przyczyniające się do coraz no- 
wych napadów dziczy pogańskiej na ziemie ruskie, musiało też 
bezpośrednio zaszkodzić Litwie w tych nawet ziemiach, które już 
opanowała, na Wołyniu i w Bracławszczyznie. Wprawdzie wszyst- 
kie trzy wspomniane najazdy miały jako cel ostateczny Ruś ko- 
ronną, gdyż nawet styczniowy, prowadzący Tatarów przez ziemię 
łucką, gdzie, pewno na rozkaz litewski, nie stawiano im oporu, 
<iotarł aż do koronnego Oleska-), ale jasnem jest, że najeźdźcy 
nie rozróżniali skrupulatnie między ziemią litewską a polską , że 
ich zagony były ciężką klęską nietylko dla Rusi czerwonej i Po- 
dola zachodniego, lecz także dla obszarów wołyńskich^) i bra- 
cławskich , które przekraczać musieli, nim się tam dostawali. To 
też przy ostatnim napadzie , gdy po zwycięstwie polskiem pod 
Krasnowem Tatarzy się cofali przez Bracławszczyznę , rozgory- 
czeni Bracławianie, aczkolwiek już poddani w. księstwa, rzuciU się 
na niedobitki litewskich sojuszników i rozgromiwszy ich, szereg 
więźniów odesłali królowi •*). Rzecz oczywista , że w ten sposób 



1) Por. o tern staranny ekskurs 20 u Hruszewskiego ; Istorija IV- i tamże 
s. 86 '7; nadto niedawne uwagi A. Prochaski w Przegl. histor. XIV 260. 

*) Długosz: Hist. V 130. 

*) Mamy nawet zapiskę, co prawda znacznie późniejszą, ie zwłaszcza przy 
napadzie w 1452 r. Tatarzy Szach Achmeta ^największe szkody około Łucka i w Ostrogu 
poczynili*, tak źe wówczas Dominikanie klasztor swój w Ostrogu opuścić musieli. 
(Kulikowski -Radzimiński: Kniaziowie i szlachta, s. 39). 

*j Ib. V 133/4. Na uwagę zasługuje, że według Stryjkowskiego (Kronika, ed. 
1846 II s. 235) do kieski podolskiej Tatarów w r. 1453 przyczynił sie też jeden 
z najznakomitszych kniaziów Wołynia, Iwan Ostrogski, syn znanego nam Wasila. 
O. Ila.eclci: Ostatnie lata SwidrjgieRy. I4 



210 O. HALECKl 

zniechęcano się w nowych nabytkach Litwy do jej rządów i od- 
czuwano lepiej niż kiedykolwiek tę wspólność interesów z Rusią 
koronną w kwestyi obrony kresowej, która stale aż do unii lubel- 
skiej Jączyć będzie obie rozdzielone połacie Rusi południowej. 

Posądzenia polskie , że Litwini sprowadzali na Koronę napady 
tatarskie, powtarzają się, jak wiadomo, nieraz; często były nie- 
wątpliwie niesłuszne i przesadne, a wyjątkowo tylko w tym wy- 
padku znajdują potwierdzenie w niezależnych od siebie z'ródłach. 
Ale też w żadnym innym wypadku nie można wykazać tak na- 
macalnie, jak zgubną była taka polityka dla samego w. księstwa, 
i dlatego Kazimierz nietylko jako król polski, ale także jako w. 
książę litewski musiał jej przeciwdziałać, starając się wszelkim 
sposobem , aby nie przeprowadzono ostatecznie przymierza z Seid 
Achmetem. Użył w tym celu, jak widzieliśmy, chana krymskiego, 
dając mu zarazem dowód, że zwrot w polityce tatarskiej Litwy, 
mogący go słusznie zaniepokoić i oburzyć, był tylko dziełem je- 
dnego stronnictwa, którego sam władca popierać nie myślał. Bar- 
dzo być może, że, jak to wynika zwłaszcza z Długosza, przy zwy- 
cięstwie Hadżi Giraja, a więc polityki królewskiej, ucierpiał oso- 
biście także niedoszły kandydat na w. księcia i poseł do Złotej 
ordy Radziwiłł. Tem większem oczywiście musiało być oburzenie 
na Kazimierza u Gasztołda i jego zwolenników, że król, nie usankcyo- 
nowawszy wyraźnie pretensyi litewskich na sejmie koronnym, po- 
krzyżował teraz ich własne działania, za pomocą których najdalej 
idące cele separatyzmu litewskiego bez względu na niego osią- 
gnąć myśleli. 

Tego to właśnie oburzenia wynikiem i najjaskrawszym wy- 
razem był zamach na jego życie, gdy bawił w gościnie w pewnym 
litewskim dworze. Wówczas to Jagiellończyk wraz z niektóremi oso- 
bami ze swego otoczenia ciężko został zraniony i zaledwo uratowany 
przed śmiercią przez jednego z panów litewskich, który mu wier- 
nym pozostał. Winę zamachu, według relacyi komtura toruńskiego, 
który o nim 17 maja doniósł mistrzowi ^), przypisywano Gasztoł- 
dowi, który teraz, rozgoryczony na króla, plan swój, aby wynieść 
uległego sobie pana, jak wiemy — Radziwiłła, na w. księcia, chciaf 
urzeczywistnić chociażby przez zabójstwo prawowitego władcy, 
przez powtórzenie tego, co tak dobrze się udało w r. 1440. Ró- 



') Caro: Gesch. Polens, V dod. I. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2 I I 

żnica polegała jednak na tern, że Kazimierz nie był i nie mógł 
być tak znienawidzonym ogólnie, jak nim był wówczas Zygmunt 
Kiejstutowicz , i dlatego, choć podobno nie ustało nawet niebez- 
pieczeństwo dla jego życia i choć dopiero po kilku latach zdołał 
ruch opozycyjny wznieciony przez Gasztołda, uśmierzyć ostatecznie, 
mógł, ledwo wyzdrowiawszy po zamachu, dalej prowadzić pracę 
nad pojednaniem swych narodów. 

Nie mogąc oczywiście wchodzić tutaj w szczegóły polityki 
wewnętrznej na Litwie, musimy jedynie zaznaczyć, że uratowała 
sytuacyę królewską a zarazem samą unię ta okoIicznos'ć, której 
pierwszym śladem był dla nas opór biskupa Macieja przeciwko 
sojuszowi tatarskiemu, a którą przy dalszych dziejach zaburzeń 
litewskich wyraźnie potwierdza nam Długosz ^), mianowicie rozłam 
ws'ród panów wielkiego księstwa. Póki bowiem ich przywódca, 
wojewoda wileński, występując przeciwko dążeniom polskim, ogra- 
niczał się do lojalnej wobec wspólnego pana obrony interesów 
litewskich, tych pretensyi prawnopaństwowych i terytoryalnych, 
które ogół Litwinów za słuszne uważał, cała rada szła za nim 
solidarnie i nie mamy żadnego śladu walki stronnictw na Litwie; 
gdy jednak posunął się aż do ryzykownej polityki zewnętrznej na 
własną rękę, aż do buntu przeciwko uświęconej osobie dziedzica 
w. księstwa, wtedy przeciwko jego stronnictwu bezwzględnej opo- 
zycyi zaczęło występować stronnictwo drugie, niemniej przeniknięte 
patryotyzmem litewskim, lecz wierne Jagiellończykowi i pragnące 
uniknąć zupełnego zerwania z Polską. Opierając się na tem stron- 
nictwie, które może, tak jak podobno przed śmiercią biskup Ma- 
ciej-), żałowało, że spór o Wołyń i Podole tak się roznamiętnił, 
i wysuwając je na Litwie przeciwko Gasztołdowi, tak jak w Koro- 
nie zręcznie wysunął Wielkopolan przeciwko opozycyi małopol- 
skiej, postanowił Kazimierz już w połowie maja zwołać raz jeszcze 
wspólny zjazd polsko - litewski do Parczowa. aby, jak pisał *), znów 
złączyć swe państwa dawnym węzłem trwałej miłości. 

Niestety i tym razem plan królewski się nie udał, choć Kazi- 
mierz, korzystając z doświadczeń ostatnich miesięcy, wskazywał Pola- 
kom, że zgoda z Litwą umożliwiłaby skuteczną walkę z Tatarami*), 

^) Hist. V 228, 240 (r. 1456/7). 

') Ibid. V 133. ') Cod. ep. I/2 nr. 125. 

*) Tamże. 

14« 



212 O. HALECKI 

oczywiście zawołżańskimi, choć nawet, wzywając ich do przysłania 
na zjazd po dwóch przedstawicieU każdego rodu herbowego, chciat 
widocznie wznowić po latach czterdziestu horodelskłe braterstwo 
rodowe ^). Zjazd nie przyszedł nawet do skutku w takiej for- 
mie, o jakiej myślał Kazimierz, gdy przybył 3 czerwca do Par- 
czowa, gdyż przeszkodziła temu wielka nieufność obu stron, z któ- 
rych każda obawiała się zasadzki i krwawego zamachu ze strony 
drugiej. Litwini odmówili wprost udania się z Brześcia do Par- 
czowa bez zabezpieczającego ich glejtu królewskiego i ostatecznie 
posłali tam tylko pięciu delegatów, zdaje się ówczesnych przy- 
wódców stronnictwa królewskiego ^j; Polacy zaś (sama opozycya 
małopolska stawiła się z groz'nym orszakiem 300 koni), twier- 
dzili, że o sprawach dotyczących całego państwa powinno się ra- 
dzić nie na samej granicy koronnej, lecz dawnym zwyczajem w Piotr- 
kowie, dokąd Litwini przybyć powinni. Takie stanowisko odbie- 
rało oczywiście rokowaniom parczowskim z posłami litewskimi 
wszelkie widoki powodzenia, tembardziej, że ci ostatni do postu- 
latów wyrażonych poprzedniego roku w Sieradzu dodali także dalsze 
żądania terytoryalne, mianowicie zwrotu Podola zachodniego, Ratna, 
Oleska i t. d., uznania przez Polskę granic Witołdowych, których 
zachowanie król im w r. 1447 obiecał. Po dyskusyi, wyczer- 
pującej zwykłe argumenty, odrzucono nietylko projekt sądu roz- 



1) Relacya ajenta krzyżackiego (>NS armanc) do w. mistrza, przesiana z To- 
runia 20 VI 1453 (Ordtnsbriefarchiy LXXVIII a nr. l6o); z tego niezwykle cieka- 
wego pisma pochodzą też dalsze nowe szczegóły, którymi uzupeJniliśmy opis rokowań 
parczewskich u Długosza (Hist. V 135 nast.). Por. nadto co do genezy zjazdu cyto- 
wana wyżej relacye komtura krzyżackiego z 17 maja. Stronę heraldyczną całej sprawy, 
w związku z legendą o odesłaniu herbów polskich przez Litwinów, omówię w oso- 
bnym artykule. 

2) Długosz wymienia ks. Jerzego Semenowicza (Holszańskiego), ks. Horysa 
(prawdop. mińskiego, dawnego kanclerza Świdrygiełły), Onacza (kasztelana tro- 
ckiego), Andrzeja Sakowicza (namiestnika połockiego) i Jana Niemirowicza; późniejsi 
historycy (Stryjkowski, Kojałowicz) nazwiska tych posłów podali zupełnie błędnie. 
Na uwagę zasługuje, że na czele figurują dwaj kniaziowie, a więc przedstawiciele tej 
warstwy, którą musiał oburzyć plan Gasztołda, aby posadzić nie -książęcego pana na 
stolcu w. książęcym; to też później Gasztołd, sprzymierzywszy się z Olelkowiczami, 
popierał kandydaturę Semena Olelkowicza, a wtedy pozyskał dla opozycyi także Hol- 
szańskiego (Długosz V' 228, gdzie ten ostatni znowu błędnie nazwany Ostrogskim). 
»Homines regiic byli zwłaszcza dwaj ostatni 2 posłów do Parczowa, których król, 
zdaje się wprost z Polski, posłał wraz z przedstawicielami Korony do Wrocławia dla 
ostatecznego ułożenia małżeństwa królewskiego z Elżbietą austryacką (tamże V 147). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 213 

jemczego, który Litwini z ironicznem nawiązaniem do i|iedawnej 
sprawy tatarskiej chanowi powierzyć chcieli, ale także odroczenie 
sprawy do innego zjazdu, proponowane zapewne przez króla; prze- 
niknęli bowiem Polacy jego zamiar odroczenia przez to także za- 
twierdzenia przywilejów koronnych, które w mys'l jego zeszło- 
rocznej obietnicy niebawem się odbyć miało a wobec sytuacyi raczej 
pogorszonej nowe mu zapowiadało trudnos'ci na Litwie. Tak więc 
narady parczowskie skończyły się na niczem , a szpieg krzyżacki, 
który o wszystkiem doniósł niebawem w. mistrzowi, słyszał z ust 
obecnych tam panów, że głównym tego powodem był spór o zie- 
mię łucką, który, choć przy obradach nawet nie poruszany wyra- 
źnie, ostatecznego rozwiązania najbardziej się domagał. Gdy Li- 
twini , nie mówiąc już o swych dalej idących żądaniach , znowu 
nie otrzymali żadnej gwarancyi co do posiadania Wołynia, mu- 
sieli się zniechęcić do układów polubownych nawet stronnicy kró- 
lewscy z pośród nich i demonstracyjnie dwór opuścili, Polacy zaś 
udali się z Parczowa na sejm piotrkowski, zwołany pod koniec 
czerwca, z tern mocniejszem postanowieniem, aby na nim bezwa- 
runkowo uzyskać wreszcie upragnione zatwierdzenie przywilejów. 
Upominał się o nie już w Parczowie Zbigniew Oleśnicki, obiecując, 
że ewentualne rozruchy na Litwie Polacy by stłumić pomogli ^), na 
sejmie zaś spodziewano się otrzymać przez to zatwierdzenie sankcyę 
królewską praw polskich do Wołynia, sankcyę któraby pozwoliła 
powrócić do zamiaru odebrania go Litwie, chociażby siłą, bez 
rozłamu z monarchą. 

Istotnie na tym sejmie, gdzie, jak skwapliwie donosił obecny 
i tutaj ajent krzyżacki 2), roznamiętnienie przeciwko Litwie naj- 
wyższy osiągnęło stopień, w całej kwestyi stosunku do niej gorące 
pragnienie opanowania Łucka za wszelką cenę stanęło na pierw- 
szym planie. To też ci najzagorzalsi z pośród Polaków, którzy 
wołali , że chcą posiadać Wołyń albo wszyscy zginąć , tak dalece 
stracili wszelkie zrozumienie i zainteresowanie dla innych proble- 
matów związku polsko-litewskiego, że, chcąc króla mieć wyłącznie 
dla siebie, radzili mu powierzyć Litwę osobnemu w, księciu, spo- 
tykając się w tym postulacie, oczywiście odrzuconym , z najskraj- 



1) Długosz, Hist. V 139. 

*) Relacya ogłoszona już w Kodeksie dypl. Litwy Raczyńskiego, s. 1 12/3, ale 
z datą r. 1410, która poprawiJ Caro : Gesch. Polens IV s. 444 przyp. i. 



214 o. HALECKI 

niejszą c^ozycyą antipolską wśród panów litewskich ^). Za to w głów- 
nem żądaniu swojem Polacy nie myśleli ustąpić: nietylko uchwa- 
lono wzmocnić załogę w Kamieńcu podolskim na wypadek no- 
wych napadów tatarskich, nietylko zawarto pokój z książętami 
śląskimi , aby mieć wolną rękę do działania w sprawie łuckiej, 
lecz domagano się też z natarczywością, która znowu doprowa- 
dziła do silnego napięcia w stosunku do króla, aby według ze- 
szłorocznej obietnicy prawa i przywileje zatwierdził. Znowu do próśb 
polskich przyłączyła się królowa Sonka , która przy tern posu- 
nęła się nawet tak daleko, że wraz z najwyższym świeckim se- 
natorem , kasztelanem krakowskim Janem z Czyżowa , padła do 
nóg swemu synowi, błagając go, aby wierny przysiędze i obo- 
wiązkowi swemu myślał o >rozszerzeniu Korony polskiej* -). Wy- 
raz'nie więc wypowiedziano, co miało być głównym celem zatwier- 
dzenia przywilejów, a, jak to dobrze rozumieli Litwini, było to wy- 
raźną groźbą przeciwko nim w sporach terytoryalnych. Wiadomo, 
że właśnie dlatego król wahał się i opierał tak długo, aż znowu 
pojawiła się myśl detronizacyi albo przynajmniej konfederacyi sta- 
nów czuwającej nad monarchą; wiadomo też, że rozmaitych szu- 
kał wybiegów, aby przy zatwierdzeniu przywilejów polskich nie 
popaść w sprzeczność z swym przywilejem dla Litwy. Rzeczywiście 
też, chociaż mu n. p. nie pozwolono opuścić w tym celu przy sfor- 
mułowaniu swych zobowiązań tytułu w. księcia litewskiego i dzie- 
dzica Rusi , przy ostatecznem spełnieniu prośby swych poddanych 
koronnych postąpił tak ostrożnie, że załagodził do minimum zwró- 
cone przeciwko Litwie ostrze sprawy. W dyplomie bowiem za- 
twierdzenia praw z dnia 30 czerwca^), zaopatrzonym w dodatku 
tylko w pieczęć średnią a wydanym pod pieczęcią majestatową 
dopiero 17 lat później*), wszelkiej wzmianki czy to o stosunku 
do Litwy czy też o ziemiach oderwanych od Korony uniknął 



*) DJugosz: Hist. V 141, którego opis zjazdu piotrkowskiego uzupełniamy za 
pomoc§ relacyi krzyżackiej cytowanej w poprzednim przypisku. 

2) »Da6 her gedechte die krone zcu polen zcu meren«, jak o tern we wrze- 
śniu opowiadali posłowie litewscy marszałkowi Zakonu (Ordensbriefarchiv XXVI 
nr. 61', pod datą 10 IX 1453; por. nir.ej). 

3) Cod. ep. III nr. 52; por. trafne uwagi Sroczyńskiego: Elekcya Kazimierza 
Jagiell., s. 26. 

*) Cod. ep. 1/2 nr. 217, por. Vol. leg. I 103 i odnośny ustęp u Długo- 
sza V 543. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 21$ 

zupełnie, ograniczając się ściśle do potwierdzenia praw obywateli 
koronnych; tylko w przysiędze na te prawa i przywileje, którą 
złożył na ręce Zbigniewa Oleśnickiego i), musiał obiecać, że gra- 
nic królestwa nie będzie uszczuplał, lecz w miarę możności je roz- 
szerzy, że również >pro posse meo« przyprowadzi znowu w po- 
siadanie królestwa polskiego wszystkie ziemie, które »illicite« od 
niego oderwano. A więc i tutaj nietylko żadnej takiej ziemi nie 
wymienił wyraźnie , nie zaznaczył ani słowem , że tu o stosunek 
do Litwy chodzić może, lecz nawet w wyrażeniach, któreśmy 
umyślnie przytoczyli po łacinie, dodał do obietnicy swojej za- 
strzeżenia, dostarczające mu łatwej wymówki, gdyby ją n. p. 
do Wołynia zastosować chciano: mógł się zawsze tłómaczyć tem, 
ie nie była to ziemia oderwana ^bezprawnie*, lub twierdzeniem, 
że ze względu na swych poddanych litewskich >nie mógł* jej 
Koronie przywrócić. Tem się Polacy musieli zadowolić. Ogół 
szlachty, któremu chodziło rzeczywiście tylko o zatwierdzenie swych 
praw stanowych, osiągnąwszy je, nie byłby już popierał dalszych 
pretensyi opozycyonistów i tych , którzyby chętnie uzyskali wy- 
raz'ne uznanie praw Korony do ziem spornych z Litwą, zwłaszcza 
do upragnionego Wołynia. Niemniej jednak ci ostatni, tłómacząc 
sobie zobowiązanie królewskie co do odzyskania awulsów według 
swego stanowiska i zaliczając naturalnie Wołyń do ziem oderwa- 
nych >illicite«, czuli się teraz uprawnionymi do tem usilniejszych 
starań o jego odzyskanie. Nim poznamy, jaki teraz wybrali do 
tego środek, musimy wyświetlić, jakie Litwini zajęli stanowisko 
wobec wzmożonego niebezpieczeństwa utraty Łucka. 

Przedewszystkiem podnieść trzeba, że to niebezpieczeństwo 
wzmogło się mniej przez ostrożne zobowiązania Kazimierza w Piotr- 
kowie , aniżeli przez fakt zupełnego nieudania się wspólnego 
zjazdu ugodowego i rokowań w Parczowie. Obietnicę królewską 
co do terytoryalnego obszaru Korony sparaliżowali bowiem Li- 
twini niebawem w sposób mniej uczciwy aniżeli sprytny; cho- 
dziło im głównie o to, aby przecież nie Polacy, lecz oni po- 
siadali świeższej daty gwarancyę całości terytoryalnej swego pań- 
stwa ze strony Kazimierza, i dlatego poprostu ^poprawili* so- 
bie datę swego przywileju ziemskiego z 1447 r., który, jak wiemy, 
dawał im tę gwarancyę w całej pełni, na rok 1457, co król, gdy 



1) Tekst znanjr tylko z Długosza V 141. 



2l6 o. HALECKI 

Tok ten istotnie nadszedł, dla uśmierzenia nowej łazy opozycyi 
Gasztotdowęj, uroczyście usankcyonować musiał ^). Takie fałszer- 
stwo dyplomatyczne mogło być dostateczną bronią przeciwko 
niewyraźnej i pełnej zastrzeżeń obietnicy Kazimierza na rzecz Pol- 
ski . ale wznowione starania polskie około odzyskania Wołynia 
poważniejszego o wiele wymagały przeciwdziałania, które, jak to 
wyraz'nie zaznaczają zYódła^), już rozpoczęło się z chwilą, gdy 
okazało się przy układach parczowskich, że sprzeczne postulaty 
w sprawie łuckiej polubownie pogodzić się nie dadzą, i gdy w nie- 
przyjaźni otwartej z Parczowa się rozjechano. Uniknął więc Kazi- 
mierz , przez subtelną ostrożność przy zatwierdzeniu praw koron- 
nych, zaostrzenia się opozycyi litewskiej przeciwko swej własnej 
osobie, ale już przedtem, gdy się plan odświeżenia dawnych tra- 
dycyi polsko-litewskiego braterstwa nie powiódł, jasnem było, że 
niebezpieczeństwo walki między oboma państwami stało się jeszcze 
poważniejszem. Do tej walki Litwini gotowali się w podwójny 
sposób: przez nowe poselstwo do Zakonu i przez zbrojenie się 



1) Sprawę tą , dotąd należycie niewyjaśnioną , możemy oczywiście tutaj poru- 
szyć tylko mimochodem, podając główne wyniki naszych dociekań. Przede wszystkiem 
trzeba zauważyć, że poprawienie daty 1447 na 1457 nie musiało nastąpić dopiero 
w tym ostatnim roku, gdzie brakowało bezpośredniej pobudki do tego fałszerstwa; 
najprawdopodobniej dokonano go zaraz w r. 1453, po przysiędze królewskiej w Piotr- 
kowie, która dawała najświeższą gwarancye terytoryalną Polakom, lecz zmiana daty 
na »quinquagesimo tertio* była paleograficznie bardzo trudną, podczas gdy rzecz 
przedstawiała sie dość łatwo, jeśli się ograniczono do przerobienia »quadragesimo« 
na »quinquagesimo«, a słowo »septimo« pozostawało bez zmiany. Oryginał przywi- 
leju w arch. Czartor. (perg. nr. 528) wskazuje, że »quadra« poprawiła na »qu''qva« ta 
sama ręka, która cały dokument napisała, i rzeczywiście widzimy, że jego pisarz 
Marcin z Łusk sprawuje, jako usłużny pomocnik separatystów litewskich, poselstwo 
do Zakonu we wrześniu 1453 r. Wtedy to zapewne skłonili go ci panowie, którzy 
go wysłali, do owej przeróbki w przywileju, której nikt nie mógł dokonać tak łatwo 
jak on. Naturalnie, gdy nadszedł istotnie r. 1457 a z nim chwila, gdy już można 
było fałszerstwo ukazać na świetle dziennem, trzeba było uzyskać jego sankcye przez 
samego wystawce, Kazimierza. Pod grozą nowych zaburzeń na Litwie (por. Długosz 
V 240, gdzie czytamy, że król je uśmierzył przez nadmierną i niezasłużoną dobroć 
dla Litwinów) uczynił to król w dokumencie z 14 II 1457 (Cod. ep. III nr, 76), 
gdzie obiecuje w zawiłych zwrotach, że przywilej ziemski, choć raz już zaopatrzył go 
swą pieczęcią majestatową, przy sposobności raz jeszcze przywieszeniem tej pieczęci 
zatwierdzi. Niejasność tego dokumentu staje się zupełnie zrozumiałą , jeśli się uwzglę- 
dni, że Kazimierz miał w nim obiecać uznanie oczywistego fałszerstwa, czego prze- 
cież wprost powiedzieć nic mógł. 

2) LEK .XI nr. 321. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 2 I 7 

W całem wielkiem księstwie, a gJównie oczywiście na zagrożo- 
nym Wołyniu. Ponieważ zaś ta akcya nie miała w tej chwili 
charakteru buntu przeciw królowi a rokowania parczowskie znie- 
chęciły nawet umiarkowane stronnictwo do dalszych prób ugo- 
dowych, panowie litewscy występują, o ile stwierdzić można, 
znowu solidarnie. 

To też pełnomocnictwo dla ponownego poselstwa do mistrza 
Ludwika von Erlichshausen ^i, które obok Bartosza z Solczy miał 
znowu sprawować pisarz Marcin z Łusk, 21 sierpnia 1453 ''•> 
jeszcze przed powrotem króla na Litwę, wystawili wspólnie ks. 
Jerzy Holszański , niedawno przywódca poselstwa do Parczewa, 
i główny naczelnik opozycyi Jan Gasztołd, oraz wojewoda trocki 
Moniwid i marszałek ziemski Pietrasz Montygird, zebrani w Ejk- 
szyszkach widocznie do narad poufnych w tej sprawie. Widzimy, 
że tym razem kierownictwo zabiegów dyplomatycznych znalazło 
się w ręku nie ogółu reprezentacyi ziemskiej wielkiego księstwa 
ani nawet ogółu rady, lecz tylko jej najdostojniejszych człon- 
ków, którzy też posunęli się znacznie dalej, aniżeli w roku po- 
przednim. Teraz bowiem to, co wówczas było tylko prawdopo- 
dobnym domysłem, mianowicie szukanie w sporze z Polską opar- 
cia u Zakonu, środek, którym Litwini już grozili otwarcie przy 
zatargu o obsadzenie biskupstwa wileńskiego po Macieju -), było 
obok wspomnianej znowu sprawy wspólnego zjazdu główną treścią 
poselstwa^). Z długiemi skargami na Polaków, na ich dążenie do 
zapanowania nad Litwinami, którzy dotąd tylko własnemu w. księ- 
ciu podlegali, na ich zamiar rozszerzenia Korony kosztem Litwy, 
wystąpili posłowie już w Królewcu przed marszałkiem Zakonu 
a następnie, 15 września, przed w. mistrzem na posłuchaniu 
w Czerwonym dworze, tak że nie mogło ulegać wątpliwości, że 
projektowany zjazd litewsko - krzyżacki miał też służyć do wza- 
jemnego porozumienia się przeciwko Polsce. Otóż właśnie wówczas, 
gdy związek pruski, szukający poparcia w Polsce, stawał się coraz 



'i Ordensbriefarchiv XXI 97. 

») LEK Xl nr. 296. 

») List marszałka Zakonu do w. mistrza z 10 IX 1453 w Ordensbriefarchiv 
XXn nr. 62', samo poselstwo z 15 EC i odpowiedź mistrza z następnego dnia — 
tamże LXXVIII a 140. Streścił te pisma Danilewicz: Skarbiec, nr. 1908— 1910 (por. 
Voigt: Gesch. Preufiens, VIII 3211, ale bardzo krótko i pobieżnie. 



21 8 o. HALECKI 

niebezpieczniejszym dla państwa krzyżackiego ^j, niezmiernie było 
dla Zakonu pożądanem , że Litwini, zamiast wyzyskać, zwłaszcza 
w stosunku do Inflant -) i w częstych zatargach na granicy żmudz- 
kiej, jego trudne położenie, właśnie teraz pod wpływem zaostrzonego 
antagonizmu do Polski sami się o przyjaźń Krzyżaków ubiegali i wy- 
taczali przed nimi swoje pretensye do Polaków. Korzyści, mogące 
stąd dla Zakonu wypłynąć, przewidywano w kołach krzyżackich 
już w czasie majowych zaburzeń na Litwie ^j, teraz zaś, gdy już 
pierwsze wynurzenia posłów litewskich w Królewcu dowiodły, że 
te oczekiwania ziszczały się w całej pełni, ufano z całą pewnością, 
że wobec takiego stanowiska Litwy Polacy nie będą mogli związ- 
kowym pruskim udzielić żadnego poparcia *), czego Zakon tak się 
obawiał. Odpowiedź mistrza na poselstwo rady litewskiej, która 
nawet starała się go pozyskać przez podarunki od dostojnych pań 
w. księstwa, musiała być sformułowana z całą ostrożnością, aby 
wobec niebezpieczeństwa, grożącego mu we własnem państwie, nie 
zaangażować się zanadto i nie dać Polakom powodu do podejrzeń, 
ale też zarazem podtrzymać Litwinów w usposobieniu skłonnem 
do szukania oparcia na Zakonie. To też w. mistrz w podobny 
sposób, jak to uczynił w r. 1446 przy podobnej sposobności jego 
poprzednik, wyraził swe ubolewanie, że między Polską a Litwą, 
oboma państwami , z któremi Zakon ma pokój wieczny, doszło do 
takich nieporozumień, oświadczył, że spodziewa się pomyślnego 
załatwienia spraw spornych przez samych Polaków, lecz dodał na 
końcu, że zresztą Krzyżacy, jeśli w czemkolwiek Litwinom usłużyć 
mogą, zawsze najchętniej to uczynią. 

Właściwie więc panowie litewscy, choć przez poselstwo swoje 
utrudnili politykę pruską Korony, dla siebie nic konkretnego 
nie osiągnęli, gdyż nawet co do terminu wsjfólnego zjazdu mistrz 
dał odpowiedź zupełnie wymijającą. To też postanowili w spra- 
wie łuckiej działać samodzielnie, starając się jednak raz jeszcze 
przeciągnąć ostatecznie króla na swoją stronę. Gdy więc wcze- 
sną jesienią wrócił na Litwę, wyjechali na jego spotkanie-^) 



1) Por. Caro: Gesch. Polens, V/l rozdz. i. 

') Jak sie tego obawiał mistrz tamtejszy, por. LEK XI nr. 321. 
•'') Danilewicz: Skarbiec, nr. 1905. 

*) Wyraźnie to zaznacza marszałek Zakonu w cytowanym liście do w. mistrza 
7. 10 IX 1453. 

») LEK XI nr. 321. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 219 

i niebawem zjechali się w Wilnie około i listopada ^). Na tym 
zjeździe, niewątpliwie w obecności króla, musiało przyjść do 
uchwały, powołującej do broni całe w. księstwo, o jakiej dopiero 
dwa miesiące później dowiedzieli się Krzyżacy przez mistrza in- 
flanckiego *). 

Istotnie w listopadzie ruch wojenny ogarnął całe w. księstwo. 
Ponieważ w tej, jak w tjdu innych sprawach, informują nas wy- 
łącznie źródła zakonne, słyszymy najwięcej o ruchu tym na gra- 
nicy państwa krzyżackiego, gdzie, wobec powtarzających się nieraz 
wrogich zajść granicznych i tradycyjnej nienawiści Żmudzinów do 
Zakonu, ruch ten wielkie wzbudzał zaniepokojenie, dopóki w. 
mistrz nie został dokładnie poinformowany o właściwych za- 
zamiarach Litwy'). Nietylko jednak starosta żmudzki i inni tam- 
tejsi panowie, gdy Erlichshausen zwrócił się do nich o wyjaśnie- 
nie celu zbrojeń , stanowczo zaprzeczyli wrogim przeciwko Za- 
konowi zamiarom*), lecz już przedtem, 19 września, komtur kłaj- 
pedzki dowiedział się od sługi starosty Kieżgajfowicza, że wezwanie 
do broni, którego nawet na dalekiej Żmudzi tak wcześnie już ocze- 
kiwano , miało powołać rycerstwo pod Łuck ^). To też gdy pod 
koniec roku, choć wtedy wypadki już inny zgoła obrót wzięły, 
sprawa, jak wspomnieliśmy. Krzyżakom się wyjaśniła, okazało 
się, że całe pogotowie wojenne pozostawało w związku ze sporem 
polsko-litewskim o Łuck, dokąd odrazu posłano »na straż tej 
ziemi* ^) 4000 ludzi. 

Pozostaje niestety niewyjaśnionem, czy ten ruch zbrojny ze 
strony Litwy miał być jedynie defenzywnym, czy miał tylko za- 
bezpieczyć Wołyń przed grożącą próbą oderwania go przez Pola- 
ków, lub czy też może cel jego nie sięgał dalej, czy już wówczas 
nie myślano na Litwie, wśród opozycyi antipolskiej , tak jak na- 



*) Wzmianka, ie starosta żmudzki jest >zcu tage« w Wilnie, w liście komtura 
z Kłajpedy z 8 XI 1453 (Ordensbriefarch. XVI 22). 

*) LEK XI nr. 321. 

') LEK XI nr. 314, oraz niewydane dotąd listy różnych dostojników Zakonu 
do w. mistrza z 4 XI, 10 XI, 27 XI i I XII 1453 r. (Ordensbriefarchiv XVI nr. 21, 
LXXVm a 951, XXIII 3S i LXXVIII a 952). 

*) LhK nr. 318 19 XII 1453). a zwJaszcza cyt. w poprzednim przypisku list 
z I Xn 1453 (marszałka Zakonu). 

5) »das sy vir liiczcke wellen ziehen* ; list komtura z Kłajpedy do w. mistrza 
z 19 IX 1453 (Ordensbriefarchiy). 

') »ken Lowtczke alda landwarunge zcu halden< (LEK XI nr. 321). 



220 O. HALECKl 

stępnie w czasie wojny trzynastoletniej, o zdobyciu zachodniego 
Podola. Prawdopodobniejszym wydaje się zamiar raczej tylko 
obronny, a to zwłaszcza ze względu na zachowanie się króla. 
Choć bowiem kierownik ówczesnej polityki litewskiej, Gasztołd, 
pozostawał ciągle w znanej powszechnie niełasce królewskiej ^), zu- 
pełnie zrozumiałej po zaburzeniach buntowniczych z wiosny, Ka- 
zimierz owym zbrojeniom nie przeszkadzał, lecz zgodził się na plany 
panów litewskich co do zabezpieczenia Łucka, może za cenę przy- 
znania mu wysokiego stosunkowo podatku z ziem litewskich, zwłasz- 
cza z Wileńskiej i Kowieńskiej, i pojechał ze zjazdu wileńskiego 
wraz ze starostą żmudzkim do Kowna, gdzie z całym spokojem 
urządził sobie polowanie na wielką skalę -). Widocznie w zbrojeniu 
się Litwy, aczkolwiek wymierzonem przeciwko Polsce, nic nie wi- 
dział groźnego; może nawet w porozumieniu z wiernym swym 
zwolennikiem Kieżgajłowiczem pragnął przynajmniej na Żmudzi 
wojenny ten ruch wyzyskać przeciwko Zakonowi , jak się tego 
Krzyżacy ciągle obawiali i jak to niebawem podczas wojny pru- 
skiej istotnie się stało. W każdym razie podatek litewski był dla 
tej wojny, której wybuch stawał się coraz prawdopodobniejszym 
i nastąpił też kilka miesięcy później, wysoce pożądanym zasiłkiem. 
Jeśli nawet jednak plany litewskie w istocie dalej sięgały, 
aniżeli król mógł na to pozwolić, jeśli Litwini chcieli naruszyć 
podział ziem ruskich, jaki on uznał za jedynie odpowiedni, jeśli 
wogóle groziła w owej chwili, bardziej niż kiedykolwiek, wojna 
polsko-litewska, to niebawem, gdzieś pod koniec krytycznego 
1453 r., zaszedł wypadek, który o wiele niebezpieczniejszym był 
dla stanu posiadania Litwy, aniżeli dotychczasowe pogróżki polskie, 
i musiał natychmiast ostudzić ewentualne zamiary zaczepne z jej 
strony. A jak zobaczymy, wcale nie jest wykluczonem, że to, co 
tak niespodziewanie dla Litwinów się wykryło, dla króla nie było 
zupełną tajemnicą, że może właśnie dlatego nie niepokoił się zby- 
tnio zapędami wojowniczymi, kierowanymi przez Gasztołda. Wy- 

*) >Gastold zar groB in des koniges uiignade ist« powiedziaJ Krzyiakom przy- 
jazny im oddawna starosta kowieński Sudiwoj (list z i XII 1453, Ordensbriefarchiv 
LXXVma 95«). 

*) List komtura z Ragnety z 29 XI 1453 (Ordensbriefarch. XXIII 38); wy- 
miar podatku podany w LEK XI nr. 321, porównać go należy z podatkiem roku 
1450 (LEK XI nr. 58) i 1473 (Długosz V 581). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 221 

padkiem , o którym mówimy, byJo wykrycie na Wołyniu spisku 
panów tamtejszych przeciwko Litwie. 

Jak już wspominalis'my, jedyną o tej sprawie wzmiankę znaj- 
dujemy w tym samj^m liście mistrza inflanckiego z 31 grudnia 
1453 r. ^), w którym wyjas'nił w, mistrzowi sprawę zbrojenia się 
na Litwie. Rzecz jest tak ważną dla dziejów Wołynia, że warto 
zbadać najdokładniej tę krótką zresztą wzmiankę. Otóż dowie- 
dziano się w Rydze, że jakiś »Sytritczke«, który wówczas >był na 
Łucku* (uff Lowtczke wasi, wraz ze starostą tamtejszym siedzą 
w więzieniu w Wilnie; miało to się stać dlatego, że chcieli zdra- 
dziecko oddać Łuck Tatarom, niektórzy zaś twierdzą, że zamia- 
rem spiskowców było oddanie Łucka Polakom. Podobno, dodaje 
mistrz, król by ich chętnie wypuścił z więzienia, ale Gasztołd 
chce, aby ich spotkała zasłużona kara. Dalszych informacyi w tej 
sprawie, które mistrz inflancki spodziewał się uzyskać, już niestety 
w źródłach nie znajdujemy. Widocznie postarali się Litwini, aby 
się nie rozszerzała wieść o tych niemiłych dla nich zajściach. 

Chcąc się za pomocą tych kilku zdań dotrzeć do całej 
prawdy, stwierdzamy przedewszystkiem , że starostą łuckim był 
oczywiście znany nam dobrze Niemira Riazanowicz, który dzierżył 
Łuck jeszcze pod koniec października 1453 r. -). Mniej łatwo do- 
myśleć się, kim był ów zagadkowy Sytritczke, którego imię Krzy- 
żacy widocznie przekręcili do niepoznania, a którego osoba tem 
większe budzi zaciekawienie, że według naszego źródła on był wła- 
śnie głównym przywódcą spisku, głównym w oczach Litwinów wi- 
nowajcą. Z wyrażenia zresztą niezbyt jasnego, że w owym czasie 
był czy siedział »na Łucku*, wynika tylko, że musiał być je- 
dnym z najmożniejszych panów tamtejszych, który wpływem do- 
równywał nawet staroście, lecz wśród tych możnowładców ziemi 
łuckiej, których poprzednio poznaliśm.y tylu, żaden nie miał imie- 
nia, przydomku czy nazwiska, którebyśmy bez wahania z > Sytrit- 
czke* zidentyfikować mogli. Stosunkowo najpodobniejszym jest 
przydomek patronymiczny znanego nam dobrze Olizara z rodu 
Kierdejów, mianowicie »Szyłowicz«, lecz ponieważ podobieństwo 
z ową formą przekręconą jest tylko bardzo dalekie, nie mogli- 
byśmy naturalnie na tej jedynie podstawie wystąpić z twierdze- 
niem, że ten to właśnie pan, rzeczywiście jeden z najznakomit- 



1) LEK XI nr. 321. «) AGZ XIV nr. 872. 



222 O. HALECKI 

szych W ziemi łuckiej, jest wymieniony w liście landmistrza obok 
Niemiry, gdybyśmy nie posiadali na szczęście dwóch o wiele powa- 
żniejszych na to dowodów. Dostarczają ich dwa przekazy z'ródłowe, 
od listu mistrza zupełnie niezależne, które jednak dopiero w związku 
z nim należytego nabierają znaczenia. 

Wśród bardzo nielicznych nadań ziemskich Kazimierza Jagiel- 
lończyka na Wołyniu, jakie spotykamy w metryce litewskiej po 
za owemi grupami wołyńskiemi z lat 1442 do 1452, łączącemi się 
ze staraniami Litwy o opanowanie tej dzielnicy, wyróżnia się jedno, 
zapisane, niestety bez daty, między nadaniami w zupełnie innych 
terytoryach , więc oczywiście bez żadnego związku z innymi zapi- 
sami wołyńskimi , któreśmy omawiali w poprzednich rozdziałach. 
Według tego regestu 1) Kazimierz nadał »do woli« hospodarskiej 
nieznanemu zresztą bojarzynowi włodzimierskiemu Oleszce »sieła 
Olizarowo Szyłowicza Horuchow u Łucku*, przy czem obecny 
był pan Pietrasz, oczywiście Montygierdowicz, marszałek ziemski. 
Otóż wieś Horochów w powiecie łuckim należy do tych po- 
siadłości, których posiadanie Kazimierz w lipcu 1450 ^j, w je- 
dnym z omawianych wyżej przywilejów, mających pozyskać je- 
szcze za życia Świdrygiełły szlachtę jego dzielnicy dla Litwy, 
temu właśnie Olizarowi Szyłowiczowi zatwierdził. Ponieważ zaś 
cytowana zapiska, widocznie póz'niejsza, według której król tę wieś 
nadał komu innemu, musi pochodzić z lat przed r. 1456, ze względu 
na obecnego pana 3), a Olizar umarł dopiero pod koniec pa- 
nowania Kazimierza, musiała zajść konfiskata tego majątku za ży- 
cia Olizara, oczywiście już po śmierci Świdrygiełły, a więc gdzieś 
w latach 1452 do 1456. Wobec tego wypadek ten, wyjątkowy 
w tych czasach, lecz przypominający niektóre podobne rozpo- 
rządzenia rady litewskiej na Wołyniu w r, 1442, można wpro- 
wadzić w związek jedynie ze spiskiem panów wołyńskich pod ko- 
niec r. 1453, tak że stanowi on bardzo silne potwierdzenie na- 
szego domysłu, że właśnie Szyłowicz odegrał w tym ruchu prze- 
wodnią rolę. 



1) Dok. I s. 5Ó'. 

2) Akty ZR I nr. 53^; Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 99. 

') Pietrasz Montygirdowicz , marszałek ziemski i wojewoda nowogrodzki , wy- 
stępuje po raz ostatni 29 XII 1456 r. (Ordensbriefarch. XVII a 139, pod mylna 
dat^ 15 IX). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 223. 

Lecz niedość na tern! Po długich latach, gdy się zupełnie 
zmieniły warunki i o oderwaniu Wołynia od Litwy na razie nie 
mogło być mowy, pod koniec roku 1479 lub na początku na- 
stępnego ^), miał otrzymać starostwo łuckie po dwóch poprzedni- 
kach, nie pochodzących z Wołynia (do czego wrócimy w roz- 
dziale następnym), znowu ziemianin miejscowy, i to właśnie nasz 
Olizar Szyłowicz, piastujący już od nieco wcześniejszej daty mniej 
doniosłą politycznie, raczej honorową godność marszałka ziemi 
wołyńskiej i starostwo włodzimierskie ^J. Otóż wówczas, nim król 
mu powierzył gród stołeczny Wołynia, musiał Olizar złożyć na 
jego ręce uroczystą przysięgę, zupełnie wyjątkową w podobnych 
wypadkach i skrzętnie w metryce litewskiej zapisaną ^). Musiał 
w niej obiecać, że będzie służył wiernie Kazimierzowi >i w, księ- 
stwu litewskiemu sprzyjał «, a wiernie dzierżył gród łucki »na 
króla j. m. i w. księstwu litewskiemu < ; w razie zaś śmierci 
Kazimierza > wtedy ten gród Łuck ma oddać temu synowi jego 
miłości (króla), który będzie na w. księstwie litewskiem , ku w. 
księstwu litewskiemu*. Zobowiązywał się więc najściślej, w zwro- 
tach pełnych umyślnych pleonazmów, że będzie Łuck trzymał jako 
gród litewski, nie odda go Koronie — bo o niej tylko można było 



1) Jeszcze 13 V 1479 starostą łuckim jest Iwan Chodkowicz, a Olizar starosta 
włodzimierskim i marszałkiem ziemi wołyńskiej (Arch. Sang. III nr. 24), a 22 V 
1480 już Olizar Szyłowicz (Akty JZR II nr. 78). 

2) Por. Arch. Sang. I nr. 58 (r. 1463 1 i t. d. 

8| Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 370/1; Akty ZR I nr. 53^, gdzie, jak 
wspomnieliśmy na innem miejscu , bezkrytycznie połączono te przysięgę , zapisaną 
w IV księdze zapisów metr. lit. bez daty, lecz wśród aktów z ostatnich kilkunastu 
lat Kazimierza Jagiellończyka, z przy\vilejem dla Olizara z r. I450, co, jak również 
wskazaliśmy, spowodowało mylne odnoszenie jej przez niektórych historyków do czasu 
koło śmierci Swidrj-giełly. W urzędowym odpisie tej księgi metryki lit. w Archiwum 
głównem w Warszawie (MS. 191 A s. 3Ó41 dopisano na marginesie r. 1478; w Aktach 
JZR II nr. 76 ogłoszoną ją osobno, odnosząc do r. 1480. Ten sam rok przyjął też 
Wolff: Senatorowie s. 22, podczas gdy Hruszewskij : Istorija s. 243 przyp., mówi 
tylko wogóle o ostatnich latach Kazimierza. Jak o tem świadczą daty, zestawione 
przez nas w przedostatnim przypisku, musi przysięga pochodzić z czasu miedzy 13 V 
1479 a 22 V 1480 r. ; istotnie też najbliższy w metryce akt datowany (Russk. bibl. 
XXVII s. 372) z tego właśnie czasu (indykcya 13, a wiec r. 1479/80) pochodzi. — 
Jedyny fakt analogiczny, choć o wręcz sprzecznej tendencyi, stanowi obietnica zacho- 
wania Łucka dla króla polskiego, jaką musiał złożyć, wbrew planom litewskim, ks. 
Fedor Daniłowicz Ostrogski, gdy koło r. 1386 został z ramienia Jagiełły namiestni- 
kiem łuckim (Arch. Sang. I nr. 7; co do daty por. jednak też Hruszewskij: Istorija 
IV2 s. 472). 



224 



O. HALECKI 



myśleć, mówiąc o » innej stronie*, — póki Polska i Litwa będą 
miały wspólnego władcę, a w razie, gdyby osobnych miały pa- 
nujących, jak to się po s'mierci Kazimierza rzeczywiście stało, 
gdyby kwestya przynależności Wołynia stała się jeszcze ważniejszą 
niż dotąd, będzie starostą łuckim z ramienia nie króla polskiego, 
lecz w. księcia Litwy. Konieczność złożenia tej niezwykłej przy- 
sięgi, mało umotywowanej w sytuacyi ówczesnej, kiedy, jak zoba- 
czymy, pretensye polskie do Wołynia, wznowione dopiero w czasie 
unii lubelskiej, już milkły coraz bardziej, kiedy władza litewska 
już od ćwierć wieku była tam ugruntowana, można zrozumieć tylko 
wtedy, jeśli do takiego środka ostrożności zmuszała sama osoba 
przyszłego starosty, jego przeszłość polityczna. Znowu więc co do 
poprzedniej roli Olizara zyskujemy cenną wskazówkę, dobitnie 
przemawiającą za jego przywództwem w spisku w 1453 roku, które 
najlepiej uzasadnia, dlaczego król, wynosząc tego pana, którego 
>miał w czci i w łasce « ^), na starostwo łuckie, musiał dać Litwie 
pełną gwarancyę, że tenże nie powróci do swych dawnych planów. 
Jeśli dodamy do tego, że Olizar Szyłowicz z Niemirą, dru- 
gim a niewątpliwym już uczestnikiem spisku, był, jak wiemy, spo- 
winowacony dość blisko, że nadto on tylko z wybitniejszych pa- 
nów wołyńskich świecił nieobecnością na zjeździe łuckim przed 
śmiercią Swidrygiełły, który postanowił Wołyń poddać Litwie, to 
stanie się całkiem pewnem, że on tylko mógł być owym »Sytritczke« 
z listu landmistrza. Daremnie więc starała się go pozyskać Litwa 
już w r. 1450 przez przywilej zatwierdzający mu jego dobra, któ- 
rego ponownego potwierdzenia wcale też sobie nie wyprosił przy 
objęciu Wołynia w posiadanie przez w. księstwo w r. 1452, jak 
to n. p. uczynili wtedy Paszko Dachnowicz a nawet Niemira. 

Wyjaśnienie, kim był »Sytritczke«, nietylko zaspakaja naszą 
zrozumiałą ciekawość, lecz ma ponadto także głębsze znaczenie. 
Fakt, że obok Niemiry Riazanowicza przewodniczył w spisku prze- 
ciwko Litwie Olizar Szyłowicz, stwierdza bowiem, że na czele tej 
akcyi stanął obok najinożniejszego przedstawiciela rodu Korczaków 
także najwybitniejszy członek drugiego z obu najpotężniejszych 
rodów herbowych szlachty wołyńskiej, rodu Kierdejów, a, jak wiemy, 
za każdym z nich stał zastęp licznych i możnych na Wołyniu 



*) Tak motywuje jego wdowa w r. 1488 zapisanie królowi szeregu dóbr (m. i. 
tci Horochowai, oddziedziczonych po rrc u (Arch. Sang. I nr. 13S). 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 22 5 

wspólrodowców. Jeśli nadto przypomnimy sobie, że te same dwa 
rody przodowały w podobnej akcyi z r. 1442, mianowicie w powo- 
łaniu Swidrygiełły, ówczesnego wroga Litwy Kazimierzowej, dla usu- 
nięcia jej rządów z Wołynia, to zrozumiemy, że spisek z 1453 r. 
był czemś więcej, aniżeli prywatnem przedsięwzięciem kilku je- 
dnostek, z których list mistrza pewno wymienia tylko najwybi- 
tniejsze, że był poważnym odruchem szlachty miejscowej, niezado- 
wolonej z rządów Litwy. 

^ Wiemy już, że powodów do tego niezadowolenia nie brakowało. 
Przywilej dzielnicowy, jaki Wołynianie otrzymali po poddaniu się 
Litwie, nie zabezpieczył ich partykularyzmu ziemskiego i zupeł- 
nie zawiódł ich nadzieje; ustały hojne nadania ziemskie, do któ- 
rych przywykli pod rządami Swidrygiełły, a których dawniej, n. p. 
w r. 1442, nawet Litwa im nie skąpiła; wreszcie na domiar złego 
polityka tatarska w. księstwa naraziła ich na dotkliwe spustosze- 
nia, które zwłaszcza na początku r. 1453 szczególnie dotknęły ziemię 
łucką. Teraz zaś ponadto związek z Litwą, przez którą doznali 
dotąd tylko niepomyślności, groził im wojną z Koroną i z jej 
ziemiami zachodnio - ruskiemi, z któremi ich dotychczas, póki żył 
Swidrygiełło, choć pozostawały pod rządami polskimi, najściślejsze 
łączyły stosunki. Znowu więc miała się powtórzyć walka bra- 
tobójcza, przez którą już raz, podczas poprzedniego okresu pano- 
wania Swidrygiełły, gdy pod jego przewodnictwem jeszcze za 
czasów Jagiełły Litwa walczyła z Koroną o Łuck, najdotkliwiej 
oczywiście ucierpiał sam przedmiot sporu, Wołyń. Już gromadziły 
się, jak wspominaliśmy, wojska litewskie w Łucku, już wzywano 
wszystkich poddanych w. księstwa, a więc i Wołynian. do goto- 
wości na wypadek wybuchu wojny, tak że zdawała się już bezpo- 
średnio grozić konieczność wjauszenia do boju przeciwko własnym 
krewnym, współrodowcom i powinowatym po tamtej stronie gra- 
nicy, gdzie w dodatku też niejeden z ziemian wołyńskich własne 
dobra posiadał. A to miało nastąpić po całym szeregu lat dobrych, 
pokojowych stosunków między obiema częściami Rusi południowej, 
rozdzielonemi tylko polityczną, sztuczną granicą, miało nastąpić nie 
w obronie własnych interesów, lecz jedynie dla zabezpieczenia 
pretensji litewskich. Nie dziw wobec tego, że wtedy przyszło na 
Wołyniu do wzburzenia, do silnej opozycyi , która cel swój osią- 
gnąć zamierzała przez oderwanie się od Litwy. Nie dziw też, że 
na czele tego ruchu stanęli ci, którzy za Swidrygiełły największy 

o. Halecki: Ostatnie lata ŚwidrygieUy. 1 5 



220 O. HALECKl 

wpływ na zarząd ziemi wywierali a teraz pod rządami litewskimi 
przez napływ żywiołów niemiejscowych najwięcej na znaczeniu 
stracić mogli, t. j. główni przedstawiciele tej > familii*, w której 
ręku tyle się dotąd skupiało dóbr i urzędów; z nich zaś znowu 
musieli się wysunąć na czoło spiskowców członkowie wielkich 
wspólnot herbowo -rodowych, a więc tej warstwy ziemiańskiej, 
która łączyła w ramach swej organizacyi, na wzór polski, możno- 
władców i jednowsiową szlachtę, solidarnych wspólnem pochodze- 
niem, a która w ustroju litewskim, gdzie taką organizacyę do- 
piero sztucznie tworzono, gdzie panów- wielmożów od zwykłych 
bojarów dzielił odstęp bardzo znaczny, nie mogła sobie znaleść 
włas'ciwego miejsca. 

Poznawszy przywódców i przyczyny spisku, wiedząc, że ce- 
lem jego było oderwanie Wołynia od Litwy, musimy jeszcze roz- 
strzygnąć kwestyę zasadniczej wagi, czy mianowicie oderwanie to 
miało nastąpić przez poddanie Łucka Tatarom, jak, według na- 
szego źródła, urzędowo motywowano uwięzienie Olizara i Niemiry, 
czy też, jak niektórzy mówili, przez oddanie go Polsce. Otóż zu- 
pełnie jest zrozumiałem, że panowie litewscy z Gasztołdem na 
czele wysuwali oskarżenie o zdradę na rzecz Tatarów, aby ukryć 
fakt ciążenia spornej ziemi do polskich współzawodników i aby 
postępowanie spiskowców w tem gorszem przedstawić świetle. 
Zgóry jednak drugie tłómaczenie, o którem nieoficyalnie mówiono 
na Litwie, musi się wydawać bez porównania prawdopodobniej- 
szem. Trudno sobie wprost wyobrazić, aby najznakomitsi panowie 
Wołynia chcieli ziemię swoją dobrowolnie poddać dziczy pogań- 
skiej, która chyba sama przy swych napadach nie myślała o trwa- 
łem opanowaniu grodów takich jak Łuck, lecz tylko o doraz'nem 
pustoszeniu kraju. Nadto spisek przypadał, jak widzieliśmy, na 
ostatnie miesiące roku 1453, gdyż jeszcze pod koniec paz'dziernika 
Niemira spokojnie siedzi w Łucku, a dopiero na samym schyłku 
roku słyszymy o jego uwięzieniu, podczas gdy napady tatarskie, 
poprzednio przez nas omówione, z którymi zdradę Wołynian 
trzebaby wprowadzić w związek, zaszły w pierwszych zaraz mie- 
siącach tego roku, a w szczególności najazd na ziemię łucką na- 
wet w pierwszych jego dniach. Wreszcie wiemy, że ci Tatarzy, 
którzy wówczas śpieszyli przez Wołyń ku Rusi koronnej, to były 
zastępy Seid Achmeta, z którymi się właśnie Litwini stronnictwa 
Gasztołdowego sprzymierzyć chcieli , tak że o zdradzie na rzecz 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 227 

tych Tatarów, wymierzonej przeciwko Litwie, logicznie nie może 
być mowy; krymscy zaś Tatarzy Hadżi Giraja, wiernego zwolen- 
nika Kazimierzowego, wogóle za czasów tego chana nie zapuszczali 
swych zagonów do ziem podległych Jagiellończykowi. Niemożli- 
wość pierwszego tłómaczenia spisku jest więc aż zbyt widoczna. 
Za to odrazu plan spiskowców stanie się całkiem zrozumiały, 
jeśli uznamy za słuszne owe wieści, źe oderwać chcieli ziemię 
swoją, aby ją przyłączyć do Korony. Wiemy, że dopiero pod sam 
koniec życia Swidrygiełły Wołynianie, wskutek zręcznej taktyki 
wielkiego księstwa i daleko idących obietnic, zdecydowali się po 
śmierci swego udzielnego księcia poddać Łuck nie Koronie, lecz 
Litwie, spodziewając się, że pod jej rządami lepiej sobie zabez- 
pieczyć potrafią odrębność dzielnicową i przedłużenie pomyśl- 
nych stosunków ostatniego dziesięciolecia. Teraz zaś, gdy te na- 
dzieje zawiodły, cóż naturalniejszego, że się znowu przechylili ku 
przeciwnej stronie! MóAvimy znowu, bo zupełnie podobna sytuacya 
zaszła już raz w dziejach Wołynia w tej epoce, \x r. 1432. I wów- 
czas, taksamo jak obecnie, zniechęceni do walk z Polską, jakie 
musieli prowadzić w interesie Litwy, przystąpili dobrowolnie do 
Korony, a taksamo jak teraz nastąpić to miało po śmierci Swi- 
drygiełły, tak też i wówczas zdecydowali się na ten krok w chwili, ; 
gdy się zdawać mogło, że ten lubiany przez nich książę, po na- ; 
padzie w Oszmianie i wyniesieniu Zygmunta na w. księcia, zu- ) 
pełnie utraci władzę w całem w. księstwie. Słusznie się mogli spo- I 
dziewać w r. 1453, że, poddając się Polsce, uzyskaliby też wszyst- 
kie prawa, które im w r. 1432 przyznano: zrównanie zupełne ze 
szlachtą polską i wszystkie jej przywileje dla ziemian wołyńskich 
bez różnicy wyznania, prawo niemieckie dla mieszczan bez różnicy 
narodowości i obietnicę, że nigdy Łuck oddany nie będzie w dzierże- 
nie »alicui extraneo« 1). Taksamo też, jak wówczas przeszło 20 lat 
temu, tak też i teraz musiały skłaniać Wołynian do zjednoczenia 
się pod władzą Korony z jej ziemiami ruskiemi ścisłe węzły ro- 
dzinne, zespalające ich z niemi a zacieśnione jeszcze w ciągu tego 
okresu. Wiemy, źe takim łącznikiem między Rusią koronną a Wo- 
łyniem były przedewszystkiem odwieczne i bujnie rozrodzone tu 
i tam potężne rody Korczaków i Kierdejów i dlatego też fakt, 
źe te właśnie rody przewodniczyły w osobach swych najznako- 

') Cod. ep. I nr. 82. 

15* 



228 O. HALECKI 

mitszych członków wołyńskich w spisku przeciwko Litwie, sta- 
nowi argument najsilniejszy za wnioskiem, że spiskowcy zamie- 
rzali poddać Łuck Koronie. 

Ale możemy we wnioskach naszych pójść jeszcze dalej. Jeśli 
Polacy rzeczywiście zapowiadali na sejmie piotrkowskim w lecie 
1453 r.. że wszystko uczynią, aby Łuck odzyskać, jeśli nawet 
w zobowiązaniach, wymuszonych na królu, mogli widzieć pozwo- 
lenie na odpowiednie kroki ze strony Kazimierza, to właściwie musi 
zadziwić w wysokim stopniu, że nie słyszymy następnie o żadnych 
krokach z ich strony, aby swój zamiar w czyn wprowadzić. Wi- 
docznie i teraz jeszcze było wśród nich stronnictwo bardziej umiar- 
kowane, które nie dopuściło do zbrojnej wyprawy w tym celu, 
do zbyt ryzykowmych przedsięwzięć, mogących doprowadzić do 
tak zgubnej walki polsko-litewskiej, która od chwili śmierci Sv/i- 
drygiełły ciągle jak gdyby wisiała w powietrzu. Mimo to jednak 
niepodobna przypuścić, aby Polacy, porzuciwszy plan najskraj- 
niejszy, porzucili też całą wogóle sprawę, którą tak żywo byli 
przejęci. I otóż musi się nasunąć przypuszczenie, że do spisku 
panów wołyńskich przeciwko Litwie przyszło zapewne nie bez 
poprzedniego porozumienia się malkontentów z Polakami oraz za- 
chęty a może nawet i inicyatywy ze strony polskiej. Wypadki, towa- 
rzyszące zajęciu Łucka przez Litwę, mogły ich zaiste doskonale 
przekonać, że najlepszym środkiem przy staraniach o opanowanie 
Wołynia było przeciągnięcie na swoją stronę szlachty tamtejszej. 
Pouczeni tem doświadczeniem i mając sprzymierzeńca w niezado- 
woleniu tej szlachty z rządów litewskich, w jej stosunkach z Rusią 
koronną, spróbowali zapewne odzyskać Wołyń za jej pomocą, bez 
niebezpiecznych wysiłków własnych. Oddanie Polsce chociażby 
tylko stołecznego Łucka przez tamtejszych panów byłoby jej do- 
starczyło tak silnego oparcia w ziemi wołyńskiej, że odrazu zaję- 
łaby tam położenie bez porównania korzystniejsze od Litwy, zwła- 
szcza gdyby przykład spiskowców, stronnictwa, którego rozmiarów 
niestety nie znamy, pociągnął za sobą ogół tamtejszych ziemian. 
Tajne to porozumienie z panami łuckimi nie pozostawiło oczy- 
wiście w źródłach wyraz'nego śladu, lecz przecież znajdujemy choć 
jedną, niestety niezbyt jasną wskazówkę, potwierdzającą nasze 
przypuszczenie. Mianowicie dnia 27 paz'dziernika 1453 ''• "^ sądach 
lwowskich przesunięto kupcom halickim i prokuratorowi Jana 
z Sienna Wojnickiego, starosty oleskiego, o dwa tygodnie termin 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 229 

rozprawy sądowej, wyznaczony im (praefixusj na ów dzień >pcr 
illustres Nemera et Wladica ceterosąue principes de Luczska* ^). 
Powtarzamy, że lakonicznie wystylizowana zapiska jasną nie jest, 
w każdym razie jednak wysoce zastanowić musi związek, zacho- 
dzący wówczas, właśnie w czasie gotującego się spisku, między 
panami łuckimi, zwłaszcza jednym z przywódców tej akcyi, >ta- 
rostą Niemirą, a terminem rozprawy sądowej między jednym ze 
starostów czerwonoruskich a kupcami tamtejszymi Nie bawiąc się 
w domysły, mające związek ten wyjas'nić, należy tylko zw^rócić 
uwagę na to, że Jan Wojnicki, dzierżący już od dawna starostwo 
oleskie, które graniczyło z Wołyniem i było nawet, jak wiemy, 
przedmiotem pretensyi litewskich, miał stosunki z Wołynianami 
z obozu Swidrygiełły już znacznie wcześniej, że on to właśnie 
po ugodzie z września 1437 r. był starostą łuckim z ramienia Ko- 
rony i jako taki zasiadał obok Wołynian w radzie Swidrygiełły ^j. 
Nadto, jeżeli słusznie łączymy z naszą zapiską podobne domysły, 
to świadczyłaby ona , że . także władyka łucki należał do stron- 
nictwa Sz\'łowicza i Niemiry. 

Jak już wiemy, śmiały plan spiskowców, widocznie przed- 
wcześnie wykryty, utrudniony chociażby przez czterotysięczną za- 
łogę litewską w Łucku, ostatecznie się nie udał. Taksamo Avięc, 
jak w r. 1432, mimo zwrotu Wołynian ku Koronie, do połącze- 
nia się z nią nie przyszło; wówczas przeszkodziła temu chwiejna 
w tej sprawie polityka Polski, która więcej była zajętą stosun- 
kiem do wielkiego księstwa wogóle aniżeli kwestyą wołyńską 
i kilkakrotnie ziemię łucko- włodzimierską doż^^wotnio przyznała 
Zygmuntowi Kiejstutowiczowi , co oczywiście Wołynian zaprowa- 
dziło znowu do obozu Swidrygiełły, utrzymującego się mimo klę- 
ski 1432 r. w południowych i wschodnich dzielnicach Litwy. Teraz 
zaś udało się panom litewskim zgóry zapobiedz poddaniu się Łu- 
cka Polsce i wywieść przywódców spisku do dalekiego Wilna. Wy- 
soce charakterystycznem jest zachowanie się w tym wypadku Ka- 
zimierza Jagiellończyka wobec uwięzionych panów. Może właśnie 
wskutek wykrycia zaburzeń na Wołyniu król nie pojechał z Kowna 
do Polski, jak to podobno zamierzał, lecz wrócił do Wilna, gdzie 
spędził Boże Narodzenie i bawił aż do początku stycznia ^1. Pod- 

1) AGZ XIV nr. 872. 

^) Dod. I nr. 13; Fedorowicz: Dostojnicy, s. 214. 

3) Długosz: Hist. V 152. 



230 o. HALECKI 

czas gdy jednak, według listu landmistrza z tych właśnie dni, 
Gasztołd żądał ukarania zdrajców, król chętnie byjby ich wy- 
puścił z więzienia. Jeśli połączymy z tern wspomnianą wyżej 
wzmiankę, że właśnie główny winowajca, Olizar Szyłowicz, cieszył 
się szczególną łaską królewską, której też zawdzięczał późniejszą 
karyerę urzędniczą na Wołyniu, to me omylimy się, wyciągając 
wniosek, że Kazimierz nie był bynajmniej tak oburzonym z po- 
wodu spisku, jak panowie litewscy. Łatwo zrozumieć jego sta- 
nowisko. Po pierwsze wobec zbrojeń Litwy, które łatwo do star- 
cia z Polską doprowadzić mogły, było dla niego wcale pożąda- 
nem, że akcya ta natrafiła na poważną przeszkodę, która, zmusza- 
jąc Litwę do zajęcia się Wołynianami, oddalała wszelkie zamysły 
wrogie przeciwko Polsce a cóż dopiero plany walki o Podole. Po 
drugie każde pokrzyżowanie planów Gasztołda, który stał na czele 
opozycyi w wielkiem księstwie i zasłużył sobie przez buntow- 
niczą wprost taktj^kę na niełaskę królewską, każde niepowodzenie 
jego samowolnej polityki, oznaczało dla Kazimierza sukces, umocnie- 
nie jego stanowiska na Litwie. To też, jak napomknęliśmy już 
wyżej, nie jest nawet wykluczonem, że król, choć z wiadomych 
nam powodów nie życzył sobie oderwania Wołynia od w. księstwa, 
przecież wiedział o gotującym się spisku i zabiegach Polaków i prze- 
widując zgóry, że plan się nie uda, widział w nim tylko pożądaną 
gwarancyę, że dyplomatyczno- wojskowe przygotowania panów 
litewskich nie staną się niebezpiecznemi. 

Bez wszelkiej kary na spiskowców oczywiście obejść się nie 
mogło, o czem świadczy stwierdzone poprzednio odebranie Oliza- 
rowi Horóchowa. Dzięki królowi ograniczyła się jednak ta kara 
do minimum. Nawet tę posiadłość, odebraną głównemu przywódcy 
zamachu, nowy posiadacz otrzymał tylko czasowo, »do woli« kró- 
lewskiej, i rzeczywiście niebawem i ona do Szyłowicza powrócić 
miała 1). Że zaś także Niemirę dotkliwsza kara spotkać nie mo- 
gła, o tem przekonywa późniejszy o kilka tylko lat testament jego 
syna 2), wymieniający niemal wszystkie te dobra, które się spo- 
tyka w przywilejach dla ojca a zawierający też zapis dwóch 
koni dla króla! Może nawet Litwini, przekonawszy się, że ich 



1) Naleiala bowiem do tych dóbr, które po śmierci Oiizara dostały się jego 
ionie (Arch. Sang. I nr. 1 38). 

2) Archiw JZR VII i nr. 3^. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGlEŁŁY 23 I 

władza na Wołyniu nie była tak silnie ugruntowaną, jakby się 
zdawać mogło przedtem, powstrzymali się od poważniejszej represyi. 
Tak więc spisek panów wołyńskich, choć się nie udał, miał 
przynajmniej to doniosłe znaczenie, że ostudził zapędy obu spie- 
rających się stron. Panowie litewscy spostrzedz musieli niebezpie- 
czeństwo swej polityki antipolskiej i zbyt skrajnych postulatów 
w sprawie przynależności ziem ruskich, gdzie nawet w opanowa- 
nej już części musieli dopiero umocnić swą władzę; Polacy zaś 
spostrzegli, że zawiódł najponętniejszy sposób odzyskania Wołynia 
mimo tak pomyślnych na pozór okoliczności, że trudno już było 
naprawić zaniedbanie poprzednie. Wyłaniała się znowu myśl polu- 
bownego porozumienia, a przyśpieszyła jej urzeczywistnienie inna 
zupełnie okoliczność, która zwłaszcza dla Polaków miała znaczenie 
przełomowe. Ledwo bowiem król do nich powrócił z Lit\\y po 
załatwieniu sprawy spisku wołyńskiego, wybuchło z początkiem 
lutego 1454 r. grożące już od dawna powstanie pruskie przeciwko 
Zakonowi i już 20 lutego stanęło przed królem poselstwo związ- 
kowych , prosząc, aby ich przyjął jako poddanych ^j. Rzecz zna- | 
mienna, że chcąc udowodnić, iż Kazimierz nie potrzebuje się przy 
tern krępować pokojem wiecznym z Zakonem, w^skazali na znane 
nam stosunki Krzyżaków z opozycyą litewską, przez które, jak 
twierdzili, sam Zakon dawny pokój naruszył, łącząc się nowym 
związkiem z Litwą przeciwko królowi i Koronie. Zdaje się wpraw- 
dzie, według znanych nam źródeł, że dzięki ostrożności w. mistrza 
formalnie do takiego związku nie doszło, ale niewątpliwie sam 
fakt owych stosunków zmuszał przy podjęciu wojny pruskiej do 
bacznego zapewnienia się, jakie Litwini wobec niej zajmą stano- 
wisko. Jeśli przypomnimy sobie zerwanie rokowań polsko-litewskich, 
pogróżki w Koronie i przygotowania wojenne w w. księstwie 
a wreszcie spisek wołyński, który niewątpliwie panów litewskich 
rozdrażnić musiał, to zrozumiemy, że gdy odzywały się głosy, ra- 
dzące odrzucić propozycyę związku pruskiego albo przynajmniej 
wstrzymać się z odpowiedzią, wystąpiono też z wnioskiem odło- 
żenia sprawy do następnego sejmu, aby wprzód porozumieć się 
z panami litewskimi -). Ponieważ myśl tę popierał głównie woje- 
woda krakowski Jan z Tęczyna, znany nam jako jeden z przy- 
wódców niechętnej Litwie opozycyi małopolskiej, widocznem jest, 



») DIugo5z: Hist. V 15S. *) Tamże, V 159. 



232 o. HALECKI 

że mniej chodziło przy tern o zaznaczenie solidarności z w. księ- 
stwem w polityce zewnętrznej, aniżeli o zabezpieczenie się przed 
wojną co do zamysłów rady litewskiej. 

Wiadomo, że król, mimo głosów przeciwnych, przyjął Prusy 
w poddaństwo odrazu, decydując się tem samem na walkę z Za- 
konem. Uznając jednak oczywiście potrzebę wyjaśnienia stano- 
wiska Litwy, zwołał na początek kwietnia zjazd panów litewskich 
do Brześcia litewskiego, a więc nad granicą koronną i, udając się 
tam, wziął z sobą, dla porozumienia się z Litwą w imieniu Ko- 
rony w sprawie podjętej wojny, trzech panów polskich, samego 
Tęczyńskiego . kasztelana krakowskiego Jana z Czyżowa i pod- 
kanclerzego Piotra ze Szczekocin ^). Że tym razem przedstawiciele 
Korony udali się na terytoryum litewskie do Brześcia, taksamo 
jak w'e wrześniu 1446 r, a nie czekali, jak zwykle, w polskim 
Parczowie na przybycie delegatów Litwy, samo przez się już jest 
wskazówką, że inicyatywa do ugody wychodziła od strony Pola- 
ków, dla których w owej chwili pogodzenie się z Litwą i pozy- 
skanie jej było kwestyą pierwszorzędnej wagi. To też, jak świad- 
czy list Zbigniewa Oleśnickiego do Tęczyńskiego 2), w Polsce wia- 
domości o przebiegu i rezultacie traktatów brzeskich oczekiwano 
z gorącym niepokojem i niecierpliwością; zdaje się jednak, że 
wszystkich ciekawych tej wieści spotkał ten sam zawód , który 
nie ominął nawet kardynała, skarżącego się w swym liście, że 
Tęczyński, pisząc do niego, o tak ważnej sprawie niczego mu nie 
doniósł, odsyłając do listu królewskiego, którego król znowu wogóle 
nie napisał. Widocznie szczegóły układów na zjeździe brzeskim 
trzymano w ścisłej tajemnicy, tak że nawet Długosz nie mógł nam 
przekazać o nich nic więcej, jak tylko, że król, przedstawiwszy 
panom litewskim sprawę pruską, rozkazał im, aby nie przepuszczali 
wojsk inflanckich, któreby chciały przejść do Prus na pomoc w. 
mistrzowi, i aby byli gotowi przyjść w razie potrzeby na pomoc 
Polakom z własnem wojskiem. 

Rzecz jasna, że wykluczonem jest, aby obrady brzeskie w spra- 
wie wojny z Zakonem ograniczyły się rzeczywiście tylko do pro- 
stego rozkazu królewskiego. Zbyt silnymi byli panowie rady litew- 
skiej a wśród nich stronnictwo wojewody wileńskiego, zbyt silnem 
też rozgoryczenie wobec Polski, aby teraz, gdy ta Polska ich przy- 



>) Tamie, V 174. «) Cod. epist. I/i nr. 136. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 233 

chylności i pomocy potrzebowała , wystarczył taki rozkaz do 
ich pozyskania. Wątpliwości nasze , czy Długosz powiedział nam 
wszystko, co w Brześciu się stało, wzrastają jeszcze, jeśli uwzglę- 
dnimy, że bezpośrednio po tym zjez'dzie Litwini istotnie, mimo 
tak niedawnych sporów i zatargów z Polską i szukania popar- 
cia u Zakonu, tak postępowali, jak tego król i Polacy od nich 
wymagali. Nietylko bowiem w latopisie litewsko- ruskim, któ- 
rego opowiadanie właśnie w tym ustępie ostrożnej wymaga kry- 
tyki i), czytamy o znacznych posiłkach, jakie wtedy panowie 
litewscy Polakom na pomoc przysłali , ale dowiadujemy się też ze 
źródeł krzyżackich z 1454 r., że cieszono się na Litwie i Rusi 
z pierwszych zwycięstw polskich w Prusiech i we wszystkich zie- 
miach w. księstwa ogłaszano edykt królewski, wzywający do po- 
gotowia wojennego przeciwko Krzyżakom 2), że starosta żmudzki 
obsadził drogi z Inflant do Prus i chce przeszkodzić z ludźmi 
swymi nadejściu wzdłuż brzegu Bałtyku posiłków inflanckich 3), że 
Litwini i Tatarzy byli już przygotowani, aby pośpieszyć królowi 
na pomoc, a niektórzy już udawali się do jego obozu*), że wreszcie 
już w pierwszych starciach z Zakonem Litwini walczyli obok Po- 
laków, gdyż i jedni i drudzy znajdowali się wśród jeńców wziętych 
do niewoli ^). Tak więc na początku wojny trzynastoletniej Litwini, 
zamiast wyzyskać zajęcie się Polaków sprawą pruską i zwrócić się 
przeciwko nim, n. p. przez opanowanie Podola, dostarczają im po- 
mocy w najróżniejszy sposób, zwracają się przeciwko Zakonowi, 
któremu niedawno na Polskę się skarżyli. Dopiero później, pod 
wrażeniem klęski chojnickiej, pod wpłj^wem nowych praktyk Ga- 
sztołdowych i zręcznej dyplomacyi krzyżackiej, polityka Litwy się 
zmienia; ale stwierdzić można, nie wchodząc tutaj oczywiście 
w szczegóły tej niezbadanej dotąd sprawy, że i wtedy nieraz spo- 
tyka się posiłki litewskie przy boku Polaków, że zwłaszcza Żmudź 
niemal nieustannie walczy z Krzyżakami i nie przepuszcza Inflant- 
czyków, że wreszcie pojawiający się plan odebrania Polakom przy 



•) PoJnoje Sobr. XVII s. 546 ; nie wchodząc w szczeg-óły, zaznaczamy tylko, 
ie główny błąd latopisa, mieszanie wojny z Zakonem z wojna czeską, poprawili juz 
Stryjkowski (Kronika, r. 1454) i Kojałowicz (Hist. Lituana II 220). 

') LEK XI nr. 339 (5 V 1454)- 

8) LEK XI nr. 36Ó (30 IX 1454). 

*) Ordensbriefarchiv, LIII a nr. 47 doJacznik (28 IX 1454). 

5) Ordensbriefarcbiv, LXXIX nr. 216 fil XI 1454^ 



234 O- HALECKI 

tak korzystnej sposobności zacliodniego Podola nigdy nie wyszedł 
z dziedziny gróźb i projektów, nie przemienił się w czyn. 

Tego wszystkiego rozkazem królewskim, wspomnianym u Dłu- 
gosza, wyjaśnić niepodobna i kwestyi ulegać nie może, że przed- 
stawiciele rady koronnej musieli w Brześciu pozyskać panów 
litewskich jakiemś ważnem ustępstwem, że musiało przyjść do ugo- 
dy nieznanej szerszjmi kołom , której wypełnieniem ze strony Li- 
twinów była zmiana ich polityki wobec Polski, popieranie przez 
nich Korony w podjętej wojnie, zwłaszcza bezpośrednio po zjeź- 
dzie brzeskim. Do czego się w zamian za to zobowiązali Po- 
lacy, jakie im uczynili uczynili ustępstwo, o tem niestety źródła 
wprost nic nie mówią. Natrafiliśmy jednak na szczęście na wia- 
domość o dokumencie^), dotyczącym wprawdzie, jak nieraz w po- 
dobnych wypadkach, nie rzeczy samej, lecz ubocznego szcze- 
gółu mniejszej wagi, ale odsłaniającym przecież, o czem radzili 
wówczas panowie polscy i litewscy. Dnia 4 kwietnia 1454 r. wy- 
stawił mianowicie król w Brześciu litewskim konsens na zamianę 
dóbr między szlachcicem polskim Zygmuntem z Grabkowa a knia- 
ziem wołyńskim Michałem Kurcewiczem Olszanickim, w której 
pierwszy pozbyw'ał się na rzecz kniazia dwóch wsi w powiecie wło- 
dzimierskim na Wołyniu, otrzymując za to od niego wieś zasta- 
wioną Kurcewiczowi przez Jagiełłę w powiecie drohobyckim na 
Czerwonej Rusi. Najciekawszem jest przy tem, że dokument w tej 
błahej na pozór sprawie wydał Kazimierz »ex consilio certorum 
consiliariórum tam Regni quam Magni Ducatus Lituaniae«. Nie ta 
jednak tylko szczegółowa kwestya była zapewne przedmiotem na- 
rad panów polskich i litewskich, lecz cała wogóle sprawa przy- 
należności Wołynia. Ta znamienna wymiana dóbr oznaczała do- 
browolne wycofywanie się z tej ziemi słabego tam. i tak żywiołu 
polskiego i równoczesne usuwanie się Wołjmian z ziem koronnych, 
a więc rozluźnienie tych węzłów, które mogły być najpoważniej- 
szem oparciem dla starań polskich o opanowanie Wołynia, i ozna- 
czała początek tego zamknięcia się jego od strony Korony, które 
tak wyraźnie będziemy mogli stwierdzić prz}' omówieniu stosun- 
ków wewnętrznych pod rządami Litwy. Że zaś zastanawiali się nad 
tem panowie obu państw i nawet przedstawiciele Korony w tym 



•) Inwentarz archiwum koronnego J. Zamoyskiego , MS. ordyn. Zamoyskich 
lbo3 t. III s. 283. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁLY 235 

<duchu się os'wiadczali, że dalej w następnych czasach Polacy już nie 
wznowili usiłowań o odzyskanie tak upragnionej dotąd ziemi, że 
conajwyżej wyrzucali przy danej sposobności królowi jej utratę, 
to wszystko nasuwa domysł, że owem ustępstwem, przez które 
sobie w Brześciu delegaci rady koronnej pozyskali Litwinów, było 
uznanie stanu posiadania na Wołyniu i zapewnienie, że Polska rzą- 
dom litewskim w tej ziemi już nie będzie zagrażała ani też po- 
pierała ruchu antilitewskiego wśród miejscowego ziemiaństwa. 

Według wszelkiego prawdopodobieństwa doszło więc wów- 
czas do porozumienia polsko-litewskiego na tej podstawie, do któ- 
rej dążył wytrwale Kazimierz Jagiellończyk, na podstawie podziału 
spornych ziem ruskich między oba państwa według status quo, tak 
że Wołyń z Bracławszczyzną przy Litwie pozostały, a Podole zacho- 
dnie i pozyskane już poprzednio włości zachodnio -wołyńskie przy 
Polsce. Zdaje się, sądząc z milczenia Długosza, którego nie bylibyśmy 
skłonni wytłómaczyć jedynie tendencyjnem zatajeniem ustępstwa Ko- 
rony, lecz także tym samym brakiem informacyi, na jaki się skarżył 
Oleśnicki, że ugoda ta była tajną, nie umocnioną aktami uroczy- 
stymi, lecz tylko obietnicą tych , co kierowali wówczas polityką 
Polski i Litwy. W tern tkwiła niewątpliwie jej słaba strona, umo- 
tywowana zapewne obawą, że nie zgodziłyby się na nią skrajne 
stronnictwa obu narodów; dlatego też, jak zobaczymy, przy odpo- 
wiednim zbiegu okoliczności nie wahano się na Litwie poruszać znowu 
pretensyi do ziem spornych, przypadłych Koronie, co tam wzbu- 
dzało znowu dawne pretensye do Wołynia. Ale zobaczymy też, — 
i to przekonywa o zasadniczej konieczności zawartego porozumie- 
nia — że odtąd te obustronne pretensye pozostały na okres prze- 
szło wiekowy czysto teoretycznemi, nie doprowadziły już nigdy do 
tak niebezpiecznego napięcia stosunków polsko-litewskich, jak w la- 
tach 1451/3. Dlatego to od zjazdu brzeskiego z 1454 r. datować 
można niezachwiane i niezaprzeczone rządy litewskie na Wołyniu 
aż do czasów unii lubelskiej. 



VI. Rządy litewskie na Wołyniu za Kazimierza Jagiellończyka. 

W stuletnim przeszło okresie przynależności Wołynia do w. 
księstwa litewskiego długie panowanie Kazimierza Jagiellończyka 
stanowi jak gdyby część wstępną, podczas której powstały w tej 
7iemi te stosunki i warunki bytu , które będą charakterystycznymi 
dla całej tej epoki jej dziejów, aż wytworzą w przyszłości pod- 
stawy do doniosłego przewrotu w jej losach , jaki zajdzie w r. 
1569. Stąd wynika wielkie znaczenie tej pierwszej części rządów 
litewskich. 

Rzecz jasna, że w latach 1454 do 1492 Wołyń nie ma już 
swych odrębnych dziejów zewnętrznych, politycznych, jak n. p. 
w okresie poprzednim, gdy tworzył odrębną właściwie i od Polski 
i od Litwy jednostkę historyczną pod rządami Swidrygiełły. Ale 
też slabem tylko echem odbijają się na Wołyniu wszystkie niemal 
zagadnienia polityki zewnętrznej tego państwa, do którego obecnie 
należy, oraz stosunki Litwy z Zakonem, Nowogrodem. Moskwą. 
Dwie tylko kwestye tej polityki miały także dla ziemi wołyńskiej 
doniosłe znaczenie, mianowicie ostatnie wznowienia dalszych pre- 
tensyi terytoryalnych Litwy co do ziem południowej Rusi i łączące 
się z tem plany w sprawie Podola , oraz stosunki do Tatarów, 
obrona kresowa. Z tych jednak kwestyi druga była zarazem osta- 
tnim łącznikiem, zespalającym jeszcze Wołyń z Koroną i jej zie- 
miami ruskiemi, podczas gdy poza tem, zwłaszcza w życiu we- 
wnętrznem, te dawne stosunki i związki coraz bardziej się urywają. 
Wewnętrzne zaś sprawy badanej przez nas dzielnicy na szcze- 
gólną wogóle zasługują uwagę, ponieważ w tej właśnie dziedzinie 
ważne i ciekawe zachodzą zmiany, przeistaczające stopniowo dawny 
Wołyń z czasów Swidrygiełły (i wcześniejszych jeszcze) na Wołyń 
epoki zygmuntowskiej. Tutaj też, w wewnętrznem jego życiu,. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 237 

znajdziemy w końcu wyjaśnienie stosunku Wołynia do Litwy wła- 
ściwej i do całego wogóle w. księstwa litewskiego. 

Wznowienie pretensyi litewskich do zachodniego Podola, mimo 
porozumienia osiągniętego w Brześciu w kwietniu 1454 n, pozo- 
staje w związku z ruchem opozycyjnym, który już podczas nastę- 
pnej zimy ponownie się rozbudził w w. księstwie , a to taksamo 
jak przedtem za inicyatywą Gasztołda ^). Ruch ten, zwracający się 
nietylko przeciwko Polsce, ale czasem też przeciwko samemu Ka- 
zimierzowi, stopniowo przezeń uśmierzany za pomocą umiarkowa- 
nego stronnictwa wśród panów litewskich, gdy raz po raz z tego 
powodu mimo zaprzątającej go wojnj' z Zakonem do Litwy zjeż- 
dżał, ruch ten w swoim całokształcie nie wchodzi oczywiście w za- 
kres niniejszej pracy. Ważnem jest jednak dla nas, że. zdaje się 
od samego początku^), jednym z najważniejszych punktów w pro- 
gramie stronnictwa opozycyjnego było dalsze konsekwentne dą- 
żenie do osiągnięcia dla w. księstwa owych upragnionych granic 
Witołdowych, t. j. do uzupełnienia zajęcia Wołynia i Bracław- 
szczyzny przez uzyskanie Podola kamienieckiego i włości zachodnio- 
wołyńskich. Wskazaliśmy już, że jeśli na zjeździe brzeskim król 
i Polacy zabezpieczyli się pod tym względem przed rozpoczęciem 
wojny z Zakonem, to przecież niebawem musiało wziąść górę w ra- 
dzie litewskiej stronnictwo przeciwne wszelkiej ugodzie, któraby 
nie spełniała wszystkich postulatów Litwy; wspomnieliśmy, że przy- 
czyniły się do takiego zwrotu niespodziewane niepowodzenia Po- 
laków w wojnie pruskiej, przedstawienia w. mistrza, zwracającego 
się już pod koniec 1454 r. do panów rady w. księstwa, aby ich 
powstrzymać od popierania Polski ^\ a wreszcie polityka Gasztoł- 
da, którego program, zwłaszcza w sprawie podolskiej, przeżył 
go nawet o cały szereg lat. Dlatego mimo uspokajających usiłowań 
króla już na początku 1455 r. *), większość panów litewskich 
utrwalała się w zamiarze wyzyskania trudnego położenia Korony dla 



1) Dtugosz: Hist. V 19S. 

*) Tak przedstawił wypadki już Kojalowicz: Hist. Lituana II 222, Iącz§c sprawę 
podolska juź z samym początkiem owego mchu opozycyjnego na Litwie, wspomnia- 
nego przez Długosza. 

') Brulion w Ordensbriefarchiv LXXI.\ nr. 197 (5 Xn 1454); krótkie streszcze- 
nie u Daniłowicza: Skarbiec, nr. 1923. W pełnym tekście czytamy wyraźną prośbę, 
aby Litwini królowi nie dostarczali skejtie hulffe, radt und beystands. 

*) Długosz, 1. c. 



238 o. HALECKI 

opanowania Podola, co jako dalsze rozszerzenie władzy w. księ- 
stwa w rozdzielonych ziemiach ruskich wielkieby oczywiście miało 
znaczenie dla Wołynia i złączonej z nim Bracławszczyzny. 

Wyraźnie i publicznie Litwini żądanie to sformułowali wobec 
króla przez posłów, jakich pod koniec sierpnia 1456 r. posłali 
do niego do Łęczycy^), domagając się nietylko powrotu jego 
na Litwę, gdzie go parę miesięcy temu daremnie zatrzymać 
chcieli-), ale także, aby oddał w. księstwu ziemię podolską >cum 
ceteris cohaerentiis*. Wyraźnie się przy tem powołali na zaprzy- 
siężoną obietnicę królewską przed wstąpieniem na tron polski, 
t. j. na przywilej ziemski 1447 r., i zagrozili, że w razie odmowy 
odebraliby Podole i inne ubytki w. księstwa z bronią w ręku. 
Śmiałe to co do treści i formy, wyraźnie Polakom wrogie posel- 
stwo tłómaczy Długosz tem , że Litwini krótko przedtem zawarli 
nowe, tajne przymierze z Krzyżakami; otóż ze źródeł zakonnych 
przekonać się można, że posądzenie to było przesadnem, że żadnego 
tego rodzaju układu wówczas nie zawarto, że jednak udało się 
w. mistrzowi wywTzeć za pomocą przyjaciół Zakonu na Litwie tak 
silny wpływ na politykę w. księstwa, że już w maju 1455 »rada 
ziemska* w. księstwa wyparła się wszelkich zamiarów popierania 
Polski przeciwko Zakonowi i zapewniała go o ścisłem przestrzega- 
niu przez Litwę wiecznego pokoju ^), że, choć nie ustawały walki 
na Żmudzi, niektórzy Litwini już na początku 1456 r. wstawiali 
się u króla za Krzyżakami, prosząc, aby z nimi pokój zawarł*). 
Widać stąd, że na Litwie, w walce dwóch przeciwnych obozów, 
stwierdzonej nawet przez Długosza, zwyciężało to stronnictwo, które 
wrogie Polsce, niezadowolone z polityki Kazimierza, pragnęło usta- 
nowienia osobnego w. księcia litewskiego i zamiast skorzystać 
z wojny z Zakonem dla uzyskania ujścia Niemna, gdzie daremnie 
Żmudzini starali się zdobyć Kłajpedę % chciało skorzystać z zaję- 
cia się tą wojną Polaków, aby, uzyskawszy Wołyń, także całe 
Podole zagarnąć ^). 



') Tamże, V 227/8. 

2) List Hyntze Seydlitz'a do w. mistrza z 4 III 145Ó (Orlensbricfarchiy, 
Adelsgesch. S. nr. 145). 

3) Ordensbriefarchiv 68 nr. 3 (28 V 1455), PO"". tei XXX nr. 30 (17 VI 1455). 
*) Tamże, Adelsgesch. S. nr. 145 (4. III HS^). 

5) LEK XI nr. 474/5, 500, 517, str. 382 przyp. 4. 

•) Długosz: Hist. V 228. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 239 

To też wobec otwartej groźby wojny o Podole Polacy po- 
słali tam niebawem, ze zjazdu nowokorczyńskiego w październiku, 
kilku panów, którzy od starostów podolskich mieli odebrać nowe 
przysięgi, że wiernie będą trzymali swe grody »pro Regno Polo- 
niae« i wydać polecenie, aby te zamki należycie obwarowano i zao- 
patrzono przeciwko ewentualnemu najazdowi litewskiemu ^). Króla, 
który wiedział, że tylko przez osobiste pojawienie się w w. księ- 
stwie potrafi uspokoić opozycyę litewską, nie zdołali Polacy powstrzy- 
mać od spełnienia pierwszego życzenia Litwinów t. j. odjazdu na 
Litwę, przewidując jednak, że postara się działać tam za pomocą 
ustępstw, wymogli na nim przedtem , na tym samym zjeździe 
w Korczynie, uroczystą obietnicę, że na niczyją prośbę nie wyda 
tam jakiegokolwiek dokumentu, szkodliwego dla praw królestwa 
polskiego lub dla jakiejkolwiek ziemi, należącej z dawien dawna 
do Korony, ani też nie zmieni dawnych aktów unii ^). Obawa 
o oderwanie Podola występuje tutaj całkiem wyraźnie. 

Wspomnieliśmy już przy innej sposobnos'ci , jakiem było 
główne ustępstwo, przez które król w czasie swego pobytu na 
Litwie w zimie r. 1456/7, izolując zręcznie najskrajniejszy odłam 
opozycyi pod wodzą Gasztołda^), doprowadził tam do pewnego 
uspokojenia: przywilejem trockim z 14 lutego 1457 r. *) uznał 
czyli raczej w niejasnych zwrotach usankcyonować obiecał sfałszo- 
wanie daty swego wielkiego przywileju ziemskiego z r. 1447 na 
r. 1457, przez co Litwini mieli świeższej daty gwarancyę swych 
pretensyi terytoryalnych , aniżeli Polacy. Wynika jednak z tego, 
że choć na razie powstrzymał Litwę od wojny o Podole, sprawy 
zasadniczo w niczem nie posunął naprzód , lecz nawet umocnił 
poniekąd nadzieje, źe przecież z biegiem czasu w. księstwo rze- 
czywiście osiągnie przyznane mu w tym przywileju granice z cza- 
sów Witołda. Nie ulega wątpliwości, że Kazimierz, wierny swemu 
kompromisowemu podziałowi ziem spornych, nie myślał go naru- 
szyć przez oddanie Litwie Podola kamienieckiego, że tylko wobec 
przedłużającej się ciągle wojny pruskiej musiał zręcznie tempory- 
zować w stosunku do Litwy. Niemniej jasnem jest jednak, że taka 



1) Tamże, V 233/4. 

*) Cod, ep. 1/2 nr. 157; por. Matric. Summ. I nr. 345. 

') DJugosz: Hist. V 240; por. powiązanie tej sprawy z niebezpieczeństwem 
■wojny o Podole u Kojalowicza: Hist. Lit. II 225. 
*) Cod. ep. III nr. 76. 



240 o. HALECKl 

taktyka, aczkolwiek jedynie możliwa, żadnej strony nie zadowoliła. 
W Polsce niezażegnane niebezpieczeństwo utraty Podola wzbudziło 
dawny żal do króla za utratę Wołynia i Podlasia, które to sprawy 
połączył też na sejmie piotrkowskim 1459 r. w znanej swej mowie 
opozycyjnej poseł krakowski Jan Rytwiański, zmuszając nawet Ka- 
zimierza raz jeszcze do uwłaczającej mu dyskusyi, czy swego czasu 
Łuck zajęli Litwini za jego rozkazem czy też niezależnie od niego 1). 
Ledwo zaś król wysłuchał tej litanii zarzutów i wznowione prośby 
o oddanie Polsce Wołynia i Bracławszczyzny, musiał kilka miesięcy 
później, na naradach z Litwinami w Brześciu w r. 1460, wyper- 
swadować im ponownie zamiar wyprawy na Podole ^j. 

Istotnie też zamiar ten, tak niebezpieczny dla Polski, znowu 
przycichł na pewien czas, choć podobno Litwini nawet Hadżi 
Giraja, zwycięscę ich pierwotnego sojusznika tatarskiego Seid 
Achmeta, skłaniali, aczkolwiek daremnie, aby uderzył na Podole 
i zdobył dla nich Kamieniec 2). To też Kazimierz, jak to wyraźnie 
zaznaczył, gdy mu posłowie wiernego chana krymskiego o tych 
pokusach litewskich donieśli, nie tracił nadziei, że jako wspólny 
władca obu państw spór ich o Podole pokojowo uśmierzy. Tym- 
czasem jednak już w styczniu 1463 r. niebezpieczeństwo ponownie 
wzrosło i zaostrzenie sprawy wywołało nawet chwilowo u króla 
projekt innego jej załatwienia, aniżeli dotąd zamierzał, projekt, 
który, choć do skutku nie przyszedł, na szczególną zasługuje 
uwagę i już przedtem w ciągu wojny z Krzyżakami stopniowo 
się wyłaniał. 

Na zjazd piotrkowski, obradujący na początku 1463 r., przy- 
było bowiem znowu poselstwo litewskie*), żądające i tym razem 
pod groźbą wojny odstąpienia Podola, a ponadto także, jak 
zwykle, Oleska i Ratna, oraz ziemi bełzkiej, również niegdyś 
części pierwotnego Wołynia, którą w roku poprzednim, wraz ze 
spornemi już za czasów Swidrygiełły włościami łopacińską i horo- 
delską, po wygaśnięciu panującej tam linii Piastów mazowieckich 
do Korony wcielono •^). Że nawet przeciwko temu Litwa pretensye 
podnosiła, świadczyło, ze w uroszczeniach swoich posuwała się 
nawet po za Witołdowe granice, że dążyła konsekwentnie do opa- 



') Długosz: Hist. V 294/5. *) Tamie, V 304. 

3) Tamie, V 331. *) Tamie, V 366. 

*) Vol. leg. I 199; Matric. Summ. I nr. 590. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 24 1 

nowania jaknaj większych obszarów Rusi południowej, całego pier- 
wotnego Wołynia w najszerszem znaczeniu i całego Podola. 

Ponieważ żądanie miało wprost charakter ultimatum, odrazu 
wysłano do Litwy poselstwo polskie, które miało tam dowieść 
praw Polski do spornych ziem, mających się stać przyczyną zbroj- 
nego starcia, szczęśliwie unikanego tak długo. Skuteczniejszemi od 
ich wywodów były zapewne niestrudzone usiłowania pokojowe 
króla, który i teraz osiągnął choć tyle, że mimo częstych smutnych 
•doświadczeń poprzednich obie strony zgodziły się na wspólny zjazd 
w Parczowie w jesieni lub zimie ^). Stało się teraz zadaniem Ka- 
zimierza, aby przygotować na ten zjazd, który z powodu małych 
widoków porozumienia ustawicznie odkładano, jakiś projekt, któ- 
ryby mógł stać się podstawą do rokowań i pogodzić sprzeczne 
stanowiska. Otóż już na początku wojny z Zakonem powstał plan, 
aby Krzyżaków za odebranie Prus, które było celem tej wojny, 
wynagrodzić inną ziemią; plan ten, o którym czytamy już w roku 
1455^)5 przybrał kształt konkretniejszy przy układach polsko-krzy- 
żackich w r. 1458, gdy jako ziemię, gdzie w zamian za utratę 
dawnego państwa Zakon osadzić chciano, wyraźnie wymieniono 
Podole. W ten sposób król, główny inicyator projektu, myślał 
usunąć przedmiot sporu między Polską a Litwą, a zarazem uła- 
twić za pomocą Krzyżaków obu swym państwom obronę kresów 
południowo - wschodnich ^), której wielkie trudności niżej poznamy. 
Jak wiadomo, już wówczas okazało się, że Zakon na taką zamianę 
zgodzić się nie myśli, i wogóle projekt ten, aczkolwiek pozornie 
usuwał wiele trudności i zdawał się korzystnym dla państw Kazi- 
mierzowych jako całości, musiał natrafiać na nieprzezwyciężone 
przeszkody, ponieważ żadnej ze stron zainteresowanych zadowolić 
nie mógł: podupadły i dawno już niepomny swej pierwotnej misyi 
Zakon krzyżacki miał obarczyć trudnem zadaniem obrony jego 
wrogów i pognębicieli, Polaków pozbawiał ziemi, którą dotąd mimo 
wszelkich usiłowań Litwinów zdołali zachować pod swą władzą, 
tym ostatnim zaś odbierał stanowczo nadzieję uzyskania jej kiedy- 
kolwiek. Mimo to jednak Kazimierz obecnie, gdy za wszelką cenę 
pragnął znaleść wyjście w sporze o Podole, i gdy już miały się 



1) Długosz: Hist. V 372. 

2) Ordensbriefarchiv LXXX a 3 (14 IV 1455). Por. też Caro: Gesch. Polens, 
Y/I s. 72. 

') Ss. rer. Pruss. IV 195; por. tamże s. 272 przyp. 3, i Caro, V/t s. 117. 
O. Haleki : Oatitnie lata Świdrygiełły. 16 



242 o. HALECKI 

rozpocząć negocyacye z Krzyżakami o ostateczny pokój, do swego 
planu powrócił. Najpierw pragnął pozyskać dla niego w. księstwa 
i zwołał w tym celu, koło i listopada 1463 r., panów litewskich 
do Brzes'cia na obrady, których głównym przedmiotem miała być 
właśnie sprawa podolska; już jednak przed ich rozpoczęciem do- 
wiedzieli się Krzyżacy, że skoro tylko Litwini usłyszeli, iż król 
zamierza rozporządzić tą ziemią, która ich zdaniem pierwotnie 
do nich należała, postanowili sprzeciwić się temu i zażądać przy- 
wrócenia jej Litwie ^). Być może, że mimo tak niepomyślnych wi- 
doków król potrafił na zjeździe brzeskim usposobić ich przychylniej 
dla swego projektu; gdy bowiem zaraz w roku następnym, po jego 
powrocie z w. księstwa, gdzie udało mu się znowu uśmierzyć wro- 
gie zamiary przeciwko Polsce i odroczyć wspólny zjazd w Parczo- 
wie na wrzesień 1464 r. ^j, rzeczywiście do rokowań z Krzyżakami 
przystąpiono, znowu ze strony polskiej plan zamiany Prus na Po- 
dole zaproponowano ^). Delegatów koronnych król mógł łatwo 
skłonić do tego, ponieważ byli to w przeważnej części Wiel- 
kopolanie, którzy w sprawie posiadania Podola nie byli bezpośre- 
dnio zainteresowani; że jednak Małopolanie projektowi nie sprzy- 
jali, widać chociażby stąd, że Długosz, choć sam przy tych ukła- 
dach uczestniczył, ani słowem o nich nie wspomina w swej histo- 
ryi. Jak to było do przewidzenia, sprawa rozbiła się znowu o sta- 
nowcze sprzeciwienie się Krzyżaków i nie wyłoniła się już wcale 
przy dalszych rokowaniach pokojowych, czego zapewne mniej ża- 
łowali Polacy i Litwini , aniżeli sam król, który teraz z tem wię- 
kszym niepokojem oczekiwać musiał dawno zapowiedzianego pol- 
sko-litewskiego zjazdu w Parczowie. 

Do zjazdu tego, tylekroć odkładanego, przyszło wreszcie 
w listopadzie tegoż 1464 r. *). Polacy z królem przybyli do Par- 
czowa, Litwini do Brześcia i, jak zwykle, żadna strona nie chciała 
się udać do miejsca pobytu drugiej. Ponieważ tym razem żadna 
też nie miała przewagi przez pomyślniejszą dla siebie sytuacyę po- 



1) Ordensbriefarchiv XVI a nr. 30 (I XI 14Ó3; u DaniJowicza, nr. 1958, tylko 
pobieżne streszczenie, a w LEK XII krótki regest) ; według tego listu komtura z Kłaj- 
pedy zaczęto sie zjeidiać na zjazd ten jui w drugiej polowie października, ale ponie- 
waż król, jak donosi Długosz (V 383), dopiero w połowie grudnia wrócił na Litwę, 
obrady musiały się zacząć znacznie później. 

2) Długosz: Hist. V 385. =>) Caro, o. c, V/l s. 206. 
*) Długosz, V 402. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 243 

lityczną, zjechano się wreszcie w pół drogi, we wsi Łomazach, 
gdzie Litwini wystąpili z pretensyami do Podola, a Polacy do 
Wołynia. Wznowienie, przy wzajemnych rokowaniach, pretensyi 
do ziemi łuckiej było ze strony polskiej najlepszą odpowiedzią na 
żądania litewskie i teraz wreszcie, gdy szanse obustronne się zrówno- 
ważyły, okazało się, jak trafnym był ów kompromisowy podział 
ziem spornych, który król przeprowadził swym wpływem i sto- 
pniowo, mimo największych trudności, ostrożnie utrwalił. To też 
niebawem spokojnie z Łomaz się rozjechano z powrotem, lecz 
zapewne nie tyle dla niedogodności miejsca i niepogody, jak 
twierdzi Długosz, co z tego powodu, że jedni i drudzy zrozumieć 
musieli, jak ich pretensye wzajemnie się paraliżowały, a najodpo- 
wiedniejszem wyjściem było zachowanie stanu posiadania. Inna 
rzecz, że żadna strona nie chciała ustąpić otwarcie, i dlatego odło- 
żono formalnie sprawę na rok następny. Ani jednak w r. 1465, 
ani kiedykolwiek póz'niej do ponownego zjazdu w tej sprawie już 
nie przyszło i wogóle przy negocyacyach polsko-litewskich, które 
po dłuższej przerwie ożywiły się znowu w ostatniem dziesięcioleciu 
rządów Kazimierzowych , dawnych sporów terytoryalnych już nie 
poruszono wcale. Litwini, którzy podczas wojny pruskiej nie dali 
się porwać zagorzałym wrogom Korony i nie skorzystali z naj- 
lepszej sposobności do zdobycia Podola i), tern mniej pokusili 
się o to, gdy wojna już zbliżała się ku schyłkowi i zakończyła 
się wreszcie w roku 1466 pomyślnym dla Korony pokojem; Po- 
lacy zaś, których niebawem polityka dynastyczna Kazimierza 
ku innym zupełnie sprawom zwróciła, ograniczali się do tego, że 
od czasu do czasu d?wali wyraz swemu niezadowoleniu, że pod 
jego rządami stracili Wołyń i Bracławszczyznę^). Nie wchodząc 
w szczegóły polityki polsko-litewskiej, w której groźne napięcie 
między oboma państwami przemienia się coraz bardziej w stosu- 
nek przyjaznej solidarności, stwierdzamy więc tylko, że obie strony, 
choć swe pretensye terytoryalne miały prawnie mniej lub więcej 
wyraźnie zagwarantowane, odłożyły je ad acta, że spory w tych 
sprawach przycichły a nawet, wyjąwszy drobne zatargi graniczne, 



») Długosz, V 464. 

2) Długosz, V 628 (zarzuty Rytwiańskich w Lublinie r. 1475); według Biel- 
skiego (Kronika, Zbiór dziejop. I s. 404 ; por. też u Kromera, tam-łe III s. 698) Po- 
lacy poruszyli te sprawę także na zjeździe piotrkowskim w r. 1470. 

16* 



244 O- HALECKJ 

umilkły aż do czasów unii lubelskiej. Był to niewątpliwie jeden 
z największych sukcesów politycznych Kazimierza Jagiellończyka. 

Rozpatrzywszy w ten sposób ostatnią fazę ówczesnych sporów 
o Wołyń i Podole, wznowionych po ugodzie z r. 1454 przez plany 
podolskie Litwy, musimy sobie postawić ciekawe pytanie, jakie 
stanowisko wobec dążeń Litwy do zaspokojenia wszystkich swych 
pretensyi w ziemiach ruskich zajmowały te ich części, które już 
się znajdowały pod władzą w. księstwa, a więc Wołyń z Bracław- 
szczyzną. Otóż sądzimy, że z chwilą, gdy po udaremnieniu spisku 
1453 r. nie ulegało już żadnej wątpliwości, iż Wołyń przy Litwie 
pozostanie, ziemianie tamtejsi, bez względu na przyjazne lub nie- 
przyjazne uczucia wobec panów litewskich, musieli pragnąć, aby 
wraz z nimi znalazła się w tern samem państwie jaknajwiększa 
część pozostałych ziem południowej Rusi, z któremi łączyły ich 
nietylko dawne węzły tradycyjne -rodzinne, obecnie mające się 
zerwać, ale także wspólna potrzeba obrony kresowej. Im więcej 
tych ziem pod władzą w. księstwa się jednoczyło po wcieleniu 
do tego państwa ich głównego środowiska, ściślejszego Wołynia, 
tem silniej szem musiało się stać ich stanowisko wobec Litwy wła- 
ściwej i innych jej dzielnic, tem łatwiej mogły zabezpieczyć so- 
bie uwzględnienie swych partykularnych interesów. Zwłaszcza więc 
póki Kijowszczyzna zachowała jeszcze swą odrębną pozycyę pod 
rządami Olelkowiczów, Wołynianie i Bracławianie musieli pragnąć 
bez wątpienia, aby przynajmniej także zachodnie Podole, tworzące 
z nimi nawet pewną geograficzną całość, podzieliło ich losy i przy- 
padło Litwie, taksamo jak znowu przeszło sto lat później, gdy 
ich w Lublinie do Korony wcielono, pragnęli, aby i inne litew- 
skie dotąd ziemie Rusi południowej wraz z nimi przeszły pod wła- 
dzę Polski 1). 

Choć znajomość nasza tych spraw, wobec ubóstwa z'ródeł, 
niemal wyłącznie na Długoszu opierać się musi, znajdujemy prze- 
cież nawet u niego pewne potwierdzenie naszego poglądu, jeden 
zwłaszcza szczegół, rzucający nieco światła na poruszoną kwestyę. 
W tym samym bowiem r. 1463, na którego początku poselstwo 
litewskie na sejmie piotrkowskim postawiło najdalej idące żądania 
terytoryalne , w którym zaostrzyło się znowu niebezpieczeństwo 



*) Por, w pracy mojej: Przyłączenie Podlasia, Wołynia i Kijów szczyzuy do 
Korony w r. 1569, s. 174 nn. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 245 

wojny polsko-litewskiej o Podole, przyszło w Bracławszczyz'nie do 
krwawej walki między ludnością tamtejszą ze starostą z ramienia 
Litwy, znanym nam dobrze ks. Michałem Czartoryskim na czele, 
a oddziałem rycerstwa polskiego, śpieszącym przez tę ziemię ku 
morzu Czarnemu, do kolonii genueńskiej Kaffy, na obronę tego 
miasta, zagrożonego pizez Turków i Tatarów^). Otóż mniej nas 
interesują dramatyczne szczegóły tego starcia, barwnie opisanego 
przez Długosza, we.dług którego wszyscy Polacy, w liczbie niemal 
500 wówczas wyginęli, jako też powody bezpośrednie, które je wy- 
wołały, aniżeli fakt, że wtedy u mieszkańców litewskiej części 
Podola i zarządzającego nią kniazia wołyńskiego panował nastrój 
wobec Polaków wrogi. Najłatwiej wytłómaczyć to można przez 
związek z zaostrzonym właśnie wówczas sporem o Podole zacho- 
dnie i z litewskimi planami wojny z Polską o tę ziemię, przy czem 
widocznie zainteresowane w tej sprawie bezpośrednio ziemie w. 
księstwa z jego dążeniami się solidaryzowały. Wniosek taki jest 
tern bardziej uprawniony, że później, gdy, jak widzieliśmy, spór 
o Podole znikł z widowni, ziemianie z południowych kresów w. 
księstwa, n. p. w r. 1478 ci sami Bracławianie ze starostą Czarto- 
ryskim 2), łączyli się, taksamo jak w okresie poprzednim, n. p. 
w r, 1453, z ziemianami Rusi koronnej w odpieraniu wspólnego 
niebezpieczeństwa tatarskiego. 

Nie jest też wykluczonem, że to niebezpieczeństwo, do 
którego już w owych latach i tureckie się przyłączało ^), przyczy- 
niło się również do uśmierzenia sporów o przynależność poszcze- 
gólnych części zagrożonej Rusi południowej. Gdy bowiem te spory, 
od r. 1455 mniej więcej, rozpoczęły się na nowo, sytuacya w spra- 
wie tatarskiej przedstawiała się stosunkowo tak pomyślnie, że nie 
zdawało się grozić z tej strony poważniejsze niebezpieczeństwo: 
wszak właśnie w r. 1455 Seid Achmet, przez Hadżi Giraja osta- 
tecznie rozgromiony, uwięziony został w Kijowie na rozkaz Ka- 
zimierza i wywieziony do Wilna, gdzie stanowił cennego zakła- 
dnika w stosunku do Złotej ordy a zarazem najlepszą gwarancyę 
trwałej wierności swego zwycięskiego przeciwnika, chana krym- 
skiego; to też wówczas, w korzystnych okolicznościach, współdzia- 



1) Długosz: Hist. V 372. *) Tamże, V 678, por. niżej! 

') Tak n. p. juz w r. 14Ó3 obwarowywano Kamieniec podolski na obronę 
przeciw Turkom; tamie, V 383. 



246 o. HALECKI 

łanie polsko-litewskie w tej sprawie, zarządzone przez króla, wy- 
wołało tylko wzajemne niesnaski i rywalizacye ^). Ale niebawem 
nastąpił zwrot na gorsze, który nie pozwalał już myśleć o sporach 
wewnętrznych a zwłaszcza mieszkańców ziem ruskich, bez względu 
na dzielącą ich granicę polityczną, zmuszał przez wspólne klęski 
do wspólnego działania. 

Nie miejsce tutaj przeprowadzić raz jeszcze rewizyę polityki 
Kazimierza Jagiellończyka wobec Tatarów ^). Wystarczy wskazać, 
że gdy niedługo po uwięzionym Seid Achmecie umarł także, w r. 
1466, wierny Hadżi Giraj ^), odrazu słusznie przewidywano konie- 
czność lepszego odtąd zabezpieczenia ziem ruskich *). Istotnie oka- 
zało się niebawem, że teraz z jednej strony Tatarzy zawołżańscy 
nie mieli już przeszkody do nowych najazdów a z drugiej strony 
rywalizacya o chaństwo krymskie między synami zmarłego władcy, 
wobec której Kazimierz nie zajął jasno określonego stanowiska, poło- 
żyła kres dotychczasowej pewności z tej strony. Zwłaszcza, że, gdy 
Litwa nawiązała stosunki z nowym chanem zawołżańskim Achma- 
tem, ten z pośród synów Hadżi Giraja, który ostatecznie Krymem za- 
władnął, dzielny Mengli Giraj, poddawszy się pod zwierzchniczą 
opiekę Turcyi i sprzymierzywszy z Moskwą , przemienił się w nie- 
ubłaganego wroga. To też rozpoczął się już za Kazimierza ów 
długi, złowrogi szereg napadów tatarskich, wpierw zawołżańskich, 
potem głównie krymskich, które się stały chroniczną plagą Rusi 
południowej. Oczywiście pierwsze zwykle padały ofiarą ziemie ru- 
skie w. księstwa, dalej wysunięte na wschód, z nich zaś znowu 
najbardziej zagrożoną była Kijowszczyzna, stanowiąca jak gdyby 
pierwszy wał ochronny dla Wołynia ">). Ale i w głąb ziemi wołyń- 



1) Tamże, V 216. 

-) Por. Pułaski K.: Stosunki z Mendli Girejem 1469 — 1515; Papce Fr. : Pol- 
ska i Litwa na przełomie wieków śr., I s. 40 — 43, 61/2, S3 — 103, 218 — 233; Hru- 
szewskij : Istorija IV- s. 319 — 329; Korzon: Dzieje wojen i wojskowości w Polsce, 
I 219 — 224. Rozprawa N. Ernst'a: Die ersten Einfalle der Krymtataren in Siidrus- 
sland (Zeitschr. f. osteurop. Gesch. HI 1 — 58) zajmuje sie głównie ogólną charakte- 
rystyką tych napadów i obrony przeciwko nim. 

') Długosz: Hist. V 470/1. 

*) Cod. ep. 1,2 nr. 210. 

*) Stąd n. p. wcale sprawiedliwem było, że nieraz Kazimierz dochody z myta 
łuckiego przeznaczał na wykup ziemian kijowskich z niewoli tatarskiej (IV księga zap. 
metryki lit. pod r. 1488; Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 306). Po strasznym napa- 
dzie na Kijów w r. 1482, który jednak nie sięgnął po za granice Kijowszczyzny, 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 24/ 

skiej zapuszczały się nieraz łupieżcze zagony albo też przez nieza- 
słoniętą wcale Bracławszczyznę wpadały do ziem koronnych, do 
Podola kamienieckiego i Rusi czerwonej nawet. Rzecz zrozumiała, 
że wobec tego obrona, dla której nie wystarczały rozrzucone po 
olbrzymiej przestrzeni zamki hospodarskie i niożnowładcze, na Wo- 
łyniu głównie kn. Zbaraskich i Ostrogskich i), musiała być wspólną 
na Litwie i w Koronie, tembardziej, że same siły litewskie, choć 
czasem i one, gdy przychodziło do bitwy z najeźdźcami, zdoby- 
wały sobie sukcesy 2), zwykle były za słabe, aby od razu powstrzy- 
mać pierwszą nawaJę. To też większe zwycięstwa, jak zwłaszcza 
w r. 1487 królewicza Jana Olbrachta pod Kopystrzynem nad Mu- 
rachwą, na samej granicy między Podolem koronnem a Bracław- 
szczyzną, zasłaniały i oswabadzały chwilowo i koronne i litewskie 
ziemie Rusi 3). 

Wołyń ucierpiał bezpośrednio już przez napad z 1469 r. *), do- 
konany przez Tatarów zawołżańskich i złączone z nimi zastępy 
»Kozaków* ^), po wodzą Maniaka. Ucierpiał zas' tern dotkliwiej, 
że król, ostrzeżony przed najazdem przez przychylnego mu jeszcze 
wówczas Mengli Giraja, sądząc, że głównym celem najeźdźców 
będzie Podole, tam zgromadził siły polskie i litewskie. To też 
wprawdzie ta częs'ć Tatarów, która istotnie szła w kierunku Trem- 



przy odbudowie zamku kijowskiego brali teź udział Wołynianie i iJraclawianie (Papce, 
o. c, s. 93/5). 

1) Jak wskazał Papee (o. c, s. 130-), na zaopatrzenie warowni hospodarskich 
na kresach szły np. w latach 1486/9 najznaczniejsze asygnaty skarbu litewskiego, 
przy czem jednak więcej sie starano o zamki kijowskie i podolskie (Winnica i Bra- 
claw) aniżeli o wołyńskie , z których tylko najbardziej zagrożony Krzemieniec był 
stosunkowo lepiej zaopatrzony (inwentarz z czasu koło 1480 r. w Russk. istor. bibl. 
XXVII s. 371/2). Zbarascy mieli zamki we wszystkich głównych centrach swych dóbr: 
w Zbarażu (Długosz V 609), Wiśniowcu, Kołodniu i Równem (Arch. Sang. I nr. 75, 
III nr. 73, 183). Zamki Ostrogskich znany dopiero z dokumentów z czasów słynnego 
ks. Konstantego (pocz. XVI w.) : wznosiły sie wówczas w Ostrogu , Dubnie , Krasiło- 
wie, Połonnem, Stepaniu (po Holszańskich) i Zwiahlu (Arch. Sang. III nr. 80, 98, 112, 
115), lecz niektóre, n. p. w Dubnie, on sam dopiero wybudował. 

*) Cod. ep. III nr. 282 (r. 1479). *) Tamże, III nr. 322. 

*) Długosz: Hist. V 530/1. 

*) Według Długosza wojsko tatarskie składało sie głównie >ex fugitivis, prae- 
donibus et exulibus, quos sua lingua Kozakos appellantc ; o takich Kozakach tatarskich 
i pojawiających sie w tych samych mniejw. czasach Kozakach ruskich por. uwagi 
Kruszewskiego w Zap. towar. Szewczenka t. 56, s. I — ó, Jabłonowskiego: Pisma IV 
362, i Korzona: Dzieje wojen i wojskowości w Polsce, I 370/1. 



248 o. HALECKI 

bowli , cofnąć się musiała, lecz za to druga, posuwająca się póf- 
nocnym szlakiem ^), nie spotkała sił dostatecznych do stawiania 
jej oporu i bezkarnie spustoszyła nietylko Kijowszczyznę , gdzie 
wówczas jeszcze rządził Semen Olelkowicz, i okolice Żytomierza 
i Cudnowa, lecz stąd wpadła też do południowego Wołynia i przez 
włos'ć kuźmińską nad górną Słuczą i powiat krzemieniecki dotarła 
nawet aż do powiatu włodzimierskiego. 

Wogóle w ziemi wołyńskiej jej część południowo- wschodnia, 
powiat krzemieniecki, zawsze była najbardziej narażoną na spusto- 
szenia. Okazało się to zwłaszcza przy strasznym napadzie w czerwcu 
1474 r. *), przy którym tutaj, w okolicy Krzemieńca, nietylko, jak 
zwykle, kraj zniszczono, lecz zdobyto nawet wyjątkowo jeden z gro- 
dów obronnych, mianowicie Zbaraż, koło którego i później, w XVI 
wieku , łączyły się dwa z głównych szlaków tatarskich ^1. Był to 
już napad Tatarów krymskich, choć podobno dokonany jeszcze 
>bez rozkazu* *) chana Mengli Giraja przez jednego z jego braci. 
Długosz, który go nam opisał bardzo dokładnie, przedstawiając 
zwłaszcza szczegółowo tragiczny los ow^ego zdobytego zamku wo- 
łyńskiego i kniaziów Zbaraskich, bohatersko broniących swego- 
gniazda rodowego^), wierzy pogłoskom, jakoby do tej wyprawy 
skłonili Tatarów zdradzieccy panowie litewscy; posądza też o 
umyślną złą wolę wodzów litewskich , ks. Czartoryskiego, zapewne 
starostę bracławskiego Michała, i wojewodę kijowskiego Marcina 
Gasztołda, za to, że nie czekali na pościg szlachty koronnej, po- 
dolskiej, lwowskiej i bełzkiej, który podobno z tego powodu się 
nie udał. Sam jednak zbija podobne przypuszczenie, wspomniawszy 
przedtem, że właśnie Gasztołd, który z urzędu swego niewątpliwie 
czuwać musiał nad bezpieczeństwem kresów, przestrzegł przed 
najazdem króla, ten jednak w niebezpieczeństwo nie uwie- 



1) Byl to, jak wiadomo, t. zvv. później szlak »czarny«, którym już wówczas 
Tatarzy zwykle do WoJynia wiiadali ; tak n. p. już w dokumencie z XV w. znajduje 
sie wzmianka, że szlak tatarski z Kijowszczyzny na Wołyń szedł od okolicy Żyto- 
mierza przez SJucz, dobra kn. Koreckich, ChJapotyn, rzekę Horyń w gląh ziemi wo- 
łyńskiej (\Tch. JZR VIII/4 s. 128). 

*) Długosz, V 608/9. 

*) Por. Jabłonowski: Hist. Rusi poł., s. 139. 

*) »iniussu sui Caesaris« pisze Długosz; por. uwagi Kruszewskiego, o. c.^ 
s. 322 przyp. 

') Mylnie jednak Długosz kn. Zbaraskiego, który sam podpalił zamek swój) 
i zgin^, nazywa Iwanem zamiast Wasilem; por. Wolff: Kniaziowie, s. 608. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 249 

rzył i, zajęty wyprawą przeciwko Maciejowi Korwinowi, do której 
nawet i litewskie wojska s'ciągał, nie nadesłał żadnych posiłków; 
Czartoryski zaś, jako kniaź wołyński, chyba najmniej mógł być 
współwinnym klęsce, która, jak widzielis'my, głównie spadła wła- 
śnie na Wołyń i jeden z tamtejszych rodów kniaziowskich, a sam 
fakt, że poprzednio posłował z Litwy do Tatarów, jak zresztą 
kilkakrotnie jeszcze później i), kn. Iwan Hliński, nie może jeszcze 
stanowić dowodu zdrady, zgoła niezrozumiałej w tych latach. 
Okazało się tylko i przy tej sposobności, że jedynie wspólnemi si- 
łami było możliwem skuteczne odparcie lub przynajmniej ukara- 
nie najeźdźców, a powstające wzajemne podejrzenia świadczyły 
tylko, jak koniecznem było, aby akcya po obu stronach granicy 
polsko-litewskiej odbywała się w pewnym związku, przy ciągłem 
porozumiewaniu się co do ruchów własnych i wroga. 

To ostatnie zwłaszcza było tem potrzebniejsze, że jedną 
z największych trudności przy walce z Tatarami było właśnie prze- 
widzenie celu i kierunku ich najazdu, ich zręcznych, podstępnych 
manewrów i szybkich posunięć. Okazało się to zaraz przy nastę- 
pnym napadzie, jakim zostały dotknięte ziemie ruskie, w r. 14782). 
Wówczas Tatarzy, doszedłszy do granic Podola koronnego, łatwo 
się mogli dostać między dwa ognie, gdyż naprzeciwko nich wy- 
ruszyło, zasłaniając Ruś czerwoną, pospolite ruszenie tamtejsze pod 
wodzą wojewodów ruskiego i podolskiego, za nimi zaś, w zamku 
bracławskim , gdzie się schroniła ludność litewskiego Podola , ze- 
brał swe siły starosta Czartoryski. Wtedy orda, udając odwrót 
i zaczaiwszy się w lasach . poczekała , aż się rozeszły wojska pol- 
skie, a wówczas, bezpieczna z tej strony, rzuciła się na Bracław, 
złupiła miasto i jego okolice i ledwo nie zdobyła też zamku. 

Podczas gdy ta wyprawa, idąc południowym, t. zw. później 
kuczmieńskim szlakiem, taksamo jak szereg następnych^), dała się 
głównie we znaki Bracławszczyźnie , Wołyń właściwy ucierpiał 
znowu dotkhwie przy napadzie z r. 1491 *). Wtedy to bowiem. 



») Wolflf, o. c, s. 79; Papee, o. c, s. ói, 230/2. 

«) Długosz, V 677 '8. 

') N. p. w r. 1480, kiedy to ten sam Czartoryski zdoJal ujfć dwóch murzów 
tatarskich (Papee, o. c, s. 61/2). 

*) Pap^e, o. c, s. 227/8; Hruszewskij, o. c, IV* 329, gdzie w przyp. 2 s§ 
podane źródJa do dziejów tego napadu ; ciekawa dla nas wzmianka o współdziałania 
Wolynian z Polakami znajduje się w latopisie supraślskim. 



250 o. HALECKI 

po groźnych ruchach tatarskich w latach bezpośrednio poprze- 
dnich 1), niepokojących jednak głównie tylko Podole i nieszczę- 
śliwą Kijowszczyznę, nastąpił w zimie z r. 1490 na 1491 jeden 
z najstraszniejszych najazdów aż w głąb obu państw Kazimierzo- 
wych . bo przeszedłszy Wołyń cały, spustoszywszy kraj i spaliwszy 
nawet- daleki Włodzimierz, wpadli Tatarzy też do Rusi koronnej 
i dotarli niemal aż do Lublina. Tym razem jednak solidarny od- 
pór ze strony litewskich i polskich ziem Rusi udał się szczęśliwie 
i dowiódł najlepiej skuteczności takiej wspólnej akcyi: Wołynianie 
bowiem, pod wodzą starosty łuckiego kn. Semena Jurjewicza Hol- 
szańskiego, który się i póz'niej nieraz odznaczał w bojach tatar- 
skich, złączyli się z »Lachami«, ze szlachtę czerwonoruską pod 
wodzą Mikołaja z Chodcza , i uderzywszy pod Zasławiem na wra- 
cających z bogatym łupem najeźdźców, zadali im ciężką klęskę 
i plon odbili. 

Wtedy byli to podobno Tatarzy zawołżańscy, ale naogół głów- 
nym i najniebezpieczniejszym wrogiem był teraz Krym, którego 
chan Mengli Giraj, nie ograniczając się do planów na Kijów, wła- 
śnie zaraz po śmierci Kazimierza Jagiellończyka w korespondencyi 
dyplomatycznej z sojusznikiem swoim w. ks. Iwanem Wasilewiczem 
wspominał nawet o zdobyciu Wołynia, o wyprawie na Kraków!^). 
Jak wiadomo, nie ustały też już na długie lata, na wieki całe, na- 
pady i pustoszenia z tej strony, którym nie zdołał przeszkodzić 
system obronny w. księstwa, dzierżącego w swem ręku aż do unii 
lubelskiej cały niemal pas graniczny, ani też pomoc ze strony 
Korony. Ale choć do pewnego stopnia nie poszło też na marne 
doświadczenie nabyte już w omawianym przez nas pierwszym okre- 
sie tych najazdów perekopskich, doświadczenie, które nakazywało 
wzajemne porozumienie i współdziałanie ziem w. księstwa i Ko- 
rony przy akcyi odpornej i zabezpieczającej. To też w następnych 
latach, ilekroć bogatsze źródła pozwalają wglądnąć bliżej w szcze- 
góły tej akcyi, spotykamy też wyraźne ślady takiego porozumie- 



1) Główne napady w. r. 1487 (wspomniane wyżej zwycięstwo Jana Olbrachta 
pod Kopystrzynem) i 1489, oba dokonane — w przeciwieństwie do poprzednich — 
przez zdradzieckich sprzymierzeńców zawoJżańskich ; drugi , choć również gtównie 
dotknął Podola koronnego i litewskiego, okolic górnego i środkowego Boha, sięgnął 
może także do sąsiedniej Krzemieniecczyzny, bo królewicz wojska polskie rozpuścił 
koło Zbaraża (Papśe, s. 225/6). 

2) Sbornik russk. imp. obszcz. XLI s. 1 52/3. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2 5 I 

wania się i łączności; tak n. p. są one już bardzo widoczne w kilka 
lat po śmierci Kazimierza, gdy na samym końcu XV wieku pow- 
stała w Koronie pierwsza próba organizacyi obronnej na kresach, 
gdy rzeczywiście starostowie graniczni, czuwający pod kierow- 
nictwem Piotra Myszkowskiego nad bezpieczeństwem Rusi czer- 
wonej i Podola koronnego, raz po raz znosili się z ziemiami rus- 
kiemi Litwy, z Wołynianami zwłaszcza, dla zbadania planów i 
kierunku napadów tatarskich i dla wzajemnej pomocy przy ich 
odparciu ^). 

Ta właśnie wspólność niebezpieczeństwa, którego nie odczu- 
wały należycie dalej odległe części obu państw jagiellońskich, np. 
Wielkopolska lub Litwa właściwa, i wynikająca stąd solidarność 
w jego zażegnywaniu wytworzyły ten silny czynnik wspólności 
między rozdzielonemi ziemiami ruskiemi , który, wzmacniając się 
ciągle, przyczynił się nienajmniej do ich połączenia w r. 1569. 
Potrzeba było takiego czynnika, wywołanego przez stosunki ze- 
wnętrzne, ponieważ w życiu wewnętrznem, skoro tylko Wołyń 
z Bracławszczyzną znalazły się pod bezpośrednią władzą Litwy, 
inne związki z zachodnią połacią Rusi południowej, jak już wspo- 
mnieliśmy, rozluźniały się coraz bardziej. 

Wiemy, że przywilej ziemski z 1447 r., rozciągający się teraz 
bez zastrzeżeń także na W^ołyń, zamykał go, jako część składową 
w. księstwa, dla przybyszów z poza granic tego państwa, zabra- 
niając im nietylko dostępu do jakichkolwiek urzędów, ale nawet 
korzystania z hojności hospodarskiej przez nadania lub chociażby 
dzierżawy. Widzieliśmy, że ledwo panowanie litewskie tam się 
utrwaliło, wycofał się z Wołynia jeden z tak bardzo nielicznie 
tam osiadłych Polaków; jeśli bowiem wogóle wspomniany przepis 
przywileju głównie przeciwko przybyszom z Korony się zwracał, to 
szczególnie w danym wypadku, w ziemi wołyńskiej, o żadnych 
innych »extranei« chodzić nie mogło, jak tylko o Koroniarzy, a 
to oczywiście bez względu na narodowość polską lub ruską. Nie 
antagonizm narodowościowy bowiem w dzisiejszem znaczeniu po- 
dyktował ten i podobne przepisy, lecz partykularyzm terytoryalny, 
ziemski. To też ustał pod rządami Litwy napływ ziemiaństwa 
czerwonoruskiego na Wołyń , tak silny za Swidrygiełły, napływ 



1) Akta i listy Piotra Myszkowskiego (Arch. komisyi hist. VIII), zwłaszcza 
nr- 29, 53, 58, 67 (r. 1499). 



252 o. HALECKl 

rodzimy pod względem etniczym , lecz obcy ze stanowiska pań- 
stwowego w. księstwa. Co więcej, jakby na potwierdzenie tego 
z natury rzeczy negatywnego spostrzeżenia, widzimy też pewne 
przynajmniej ślady usuwania się na odwrót żywiołu wołyńskiego 
z Rusi koronnej. Wiemy już, że przez tę samą zamianę, która 
usunęła z Wołynia w r. 1454 Polaka Zygmunta z Grabkowa, poz- 
był się swych dzierżaM' czerwonoruskich także kniaź na Buremlu wo- 
łyńskim, Michał Konstantynowicz. Wprawdzie jeszcze dziesięć lat 
później dziedziczą jego synowie dobra matczyne w ziemi halickiej ^), 
wprawdzie także przedzielnicka gałąź Nies'wizkich w ziemi prze- 
myskiej pozostała 2), ale i takie rody nie wytrwały długo w trudnej 
roli »sujets mixtes*: albo, jak pierwsi z nich, Kurcewicze, osta- 
tecznie przecież na Wołyń się przeniosły i z dóbr tamtejszych 
nazwę trwałą przybrały (a więc Buremiscy a już nie Olszaniccy), 
albo też, jak drudzy, Przedzielniccy, odłączywszy się na zawsze od 
głównego pnia rodowego, osobną na Rusi czerwonej wytworzyły 
rodzinę, która jednak w tej ziemi, nieznającej kniaziowskiego 
możnowładztwa, niedługi już żywot wiodła. O dalszem zas' osa- 
dzaniu tam i zaopatrywaniu kniaziów z ziem ruskich Litwy oczy- 
wiście już niema mowy. Nie inaczej też było z rodzinami szla- 
checkiemi Wołynia, które przedtem także na Rusi czerwonej dzie- 
dziczyły: tacy n. p. Hulewicze z Wojutyna na Wołyniu, odkąd 
się stali :»terrigenae Magni Ducatus Lituaniae*, nic już nie mieli 
do czynienia w ziemi lwowskiej i już za Kazimierza Jagiellończyka 
wystarali się o konsens królewski na odstąpienie komu innemu 
dzierżonych tam królewszczyzn '), które istotnie kilkanaście lat 
później wykupił z ich rąk jeden z Herburtów*). Co więcej, nawet 
wielkie rody herbowe, wspólne dla obu części dawnego państwa ha- 
licko- włodzimierskiego, dzielą się teraz, chociażby drogą sprzedaży 
dóbr po jednej stronie granicy ^), na czerwonoruskie i na wołyń- 
skie wyłącznie rodziny, co jednak dopiero niżej omówić nam przyj- 
dzie, gdy się zastanowimy nad zmianą w roli tych rodów na Wo- 
łyniu. Conajwyżej w warstwie mieszczańskiej tej ziemi nie przy- 
szło, dzięki zgoła odmiennym warunkom bytu, do tak ścisłego 



") Wolff: Kniaziowie, s. 15. ^) Tamże, s. 404. 

') Matric. Summ. I nr. 1987 (r. 1489). 

*) Prochaska: Materyaly archiw., nr. 229. 

') Por. Arch. Sang. I nr. 69; Akty JZR II nr. 70. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 253 

zamknięcia się od strony zachodu, i gdy Kazimierz pod koniec 
swych rządów wystawiał przywilej dla mieszczan łuckich, wyraźnie 
wśród nich wymienił > Lachów i Ruś« ^); mało to jednak mieć 
mogło znaczenia wobec bardzo słabego rozwoju miast wołyńskich 
w tych właśnie czasach -). 

Za to, jak również już wiemy, przy przyłączeniu Wołynia do 
Litwy żadnego nie wydano rozporządzenia, któreby zabraniało lub 
chociażby tylko utrudniało napływ do tej ziemi z innych części 
w. księstwa litewskiego. To też do tych nielicznych dotąd rodzin 
szlacheckich z Litwy właściwej, które już przedtem tutaj dobra 
otrzymały, do Gasztołdów, dziedziczących dalej na Połonnej pod 
Łuckiem ^j, do Dorgiewiczów i Dowgiałowiczów, których również 
i teraz na Wołyniu spotykamy *!, przybywa obecnie cały szereg no- 
wych, tak że do pewnego stopnia mówić możemy o drugiej fali 
ożywionej kolonizacyi litewskiej w tych stronach. O ile bowiem 
pierw^sza, napływ licznych potomków Giedymina po pierwszej oku- 
pacyi litewskiej Wołynia w w. XIV, miała charakter wybitnie knia- 
ziowski, o tyle obecnie, w czasach, gdy żywioł rdzennie litewski 
składał się wogóle już niemal wyłącznie z rodów pańskich i bo- 
jarskich, takie też przeważnie rody z Litwy ściślejszej tutaj przy- 
bywały. 



*) Russk. istoricz. bibl. s. 429 = Akty Zap. Rossii I nr. 90. Dokument z lat 
1487/1490; w kopii metryki lit. w Arch. głównem warsz. (Ms. 191 A s. 396) do- 
pisano na marginesie naj prawdopodobniej szy istotnie r. 1488. — Wójtem włodzimier- 
skim i litowiiskim ,^ którego spotykamy w r. 1488 (Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 145, 
424) jest Fedko Iwanowicz , oczywiście Rusin; także wójtowie łuccy z tych czasów 
(Waciuta I461, Trusz 1490 — Arch. Sang. I nr. 56, 97), oraz mieszczanie występujący 
w różnych dokumentach maja przeważnie ruskie nazwiska. 

*) Żadne już za Kazimierza nie powstało miasto nowe , tak źe Aleksander, 
pozwalając w r. 1498 na założenie miasta w Dubnie, skarżył się na >longam oppi- 
dorum distantiam* na Wołyniu (Arch. Sang. I, nr. 115). Niepomyślnem teź musiało 
być dla mieszczan coraz większe znaczenie żydów: pod koniec rządów Kazimierzowych 
iydzi łuccy i brzescy mieli wydzierżawione myta w Łucku , Peremilu , Włodzimierzu, 
Litowiiu i Zwiahlu (Russk. istor. bibl. XXVII 222/4, 243), niektórzy mieli nawet 
dobra ziemskie z nadania Witołda i Świdrygiełly (Akty JZR I nr. 38). 

*) Por. Źródła dziejowe VI s. 61, 67. Po Janie i Marcinie Gasztołdach, którzy 
tu nawet robili nadania bojarom, Kazimierz Połonnę wziął »k'swojej ruce«, a Aleksan- 
der nadał ją następnie Wojciechowi Kuczukowiczowi, lecz jeszcze w r. 150? Olbracht 
Gasztołd rościł sobie do niej pretensye jRussk. istor. bibl. XX s. 564, 566 7), 

*) Arch. Sang. I nr. 46, 57 (r. 1463). 



2 54 O- HALECKI 

Dużo Światła na tę kolonizacyę litewską rzucają dwa z nie- 
licznych w tej epoce nadań ziemskich Kazimierza na Wołyniu, oba 
wystawione 20 kwietnia 1478 r. na zjeździe litewskim w Brze- 
ściu, na którym widocznie król , odrzuciwszy ponowną prośbę pa- 
nów w. księstwa o ustanowienie osobnego w. księcia 1), choć w inny 
sposób pragnął ich sobie zjednać 2). Otóż w pierwszym z tych 
dokumentów 3) dzierżawca wołkowyski Jan Andrzejewicz Dowojno- 
wicz otrzymał trzy wsie w powiecie łuckim, które poprzednio po- 
siadała nieznana bliżej »ducissa Iliaschowa«, w drugim *) zaś nadał 
król Bartoszowi Montowtowiczowi dwie wsie w powiecie włodzi- 
mierskim, tak jak je przedtem trzymał od króla Olechno Wydy- 
ginowicz. Ten ostatni szczegół jest dla nas szczególnie ciekawy, 
ponieważ świadczy, że już poprzednio, przy nieznanej sposobności, 
otrzymał te dobra Litwin rodowity, podczas gdy w pierwszym 
wypadku chodziło, jak się zdaje, o posiadłości należące przedtem 
do wołyńskiej rodziny kniaziowskiej °). Najważniejszem jest jednak, 
że obaj obdarowani pochodzili z rodzin nietylko znakomitych 
w rdzennej Litwie^), lecz takich w dodatku, które po śmierci Swi- 
drygiełły przodowały w staraniach, aby Litwinom zapewnić posia- 
danie Wołynia: wszak posłowie litewscy, którzy, jak wspomina- 
liśmy, już w sierpniu 1452 r. przybyli w tej sprawie do Polski, 
to ojciec Jana Andjuszko Dowojnowicz i brat Bartosza Michał 
Montowtowicz '). Widać więc, jak dobrze się opłacały panom li- 



1) Długosz: V Ó69 70. 

-) z tej samej daty 20 IV 1478 znamy jeszcze nadanie Kazimierza dla mar- 
szałka dworskiego Jana Kuczuka z Solcznik (Krupowicz: Zbiór dypl. nr. 21; orygi- 
nał obecnie w Bibl. publ. w Wilnie, perg. nr. 24); syn jego Wojciech za Aleksandra 
występuje na Wołyniu i był namiestnikiem włodzimierskim. 

*) AGZ VI nr. 124; por. Arch. Sang. III nr. 19. 

*) Arch. Sang. III nr. 20; por. te£ nr. 21 (mandat król. do tamtejszych pod- 
danych) i 26. 

^) Co prawda, jedną z tych wsi, Satyjów, otrzyma! był już w r. 1442 pan 
litewski Dorgi (Dok. I s. 55'), lecz w r. 1465 występuje nieznana zresztą »kniahini 
Satyjewskaja« (Arch. Sang. I nr. 61), identyczna zapewne z ową ks. Iliaszową. 

*) Boniecki: Poczet rodów, s. 48, 187/8; por. teź Arch. Sang. I nr. 53, 
III nr. 26, oraz nadania w III ks. metryki lit. 

') Długosz, V 114; Michała Montowtowicza poznamy niżej jako starostę 
łuckiego, synowie jego Jurij i Jakób byli po kolei namiestnikami krzemienieckimi za 
Aleksandra i Zygmunta I (Boniecki: Poczet rodów, s. 1S8/9, gdzie teź wiadomości 
o dobrach tej rodziny na Wołyniu w wieku XVI). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 255 

tewskim ich ówczesne usiłowania i jak zręcznie postąpili , nie za- 
strzegając dóbr wołyńskich wyłącznie dla miejscowego ziemiaństwa. 

Z okolicznościoAvych wzmianek, jak ta o Wydyginowiczu, 
przekonywamy się, że tych przybyszów z Litwy było naturalnie 
o wiele więcej. Tak n. p. już znacznie wczes'niej llinicze weszli 
w posiadanie Studienki pod Krzemieńcem, której co prawda przed 
r. 1477 pozbywa się drogą zamiany Iwaszko llinicz^), szwagier 
Dowojnowiczów a zięć Dowgirda -), obdarowanego na Wołyniu 
już w^ r. 1442; przedstawiciel innego zaś znowu możnego rodu 
litewsko -ruskiego, p. Wasyl Chrebtowicz, występuje na Wołyniu 
od r. 1463 i, pomnażając swe dobra tutejsze przez zakupna i na- 
dania, szybko dochodzi do znaczenia 2). A choć o Litwinach, pia- 
stujących urzędy na Wołyniu, w innym związku mówić będziemy, 
już tutaj zaznaczyć trzeba, że piastowanie starostwa bracławskiego 
a następnie łuckiego razem z godnos'cią marszałka ziemi wołyńskiej 
przez Piotra Janowicza Montygierdowicza ^) wyraźnie o tern świadczy, 
że także ta rodzina, jedna z najznakomitszych na Litwie w XV wieku, 
conaj mniej koło r. 1480 w tych stronach pojawić się musiała. 

Z rodzin kniaziowskich z rdzennej Litwy jedna tylko, ale 
za to najpotężniejsza, osiadła wówczas na Wołyniu, gdzie rów-nież 
niebawem doszła do wielkiego znaczenia, mianowicie znani nam do- 
brze Olgimuntowicze Holszańscy. Wspomnieliśmy już, że kn. Jurij 
Semenowicz, tak czynny w chwili śmierci Swidrygiełły, zapewne wła- 
śnie za swoją ożywioną wówczas działalność dla zapewnienia Li- 
twie Wołynia, otrzymał w tych czasach od Kazimierza dobra ste- 
pańskie w północnym zakątku powiatu łuckiego, sąsiadujące z jego 



*) Arch. Sang. I nr. 77; na litewskie pochodzenie liiniczów wskazuje dok. 
archiwum nieświeskiego 2 r. 147Ó (Dział I nr. 1091). 

-) Por. Boniecki, o. c, s. 9Ó. 

') Arch. Sang. I nr. 4O, 72, 89; III nr. 345 (wzmianka w dok. 1528 r.). Por. 
Russk. istor. bibl. XXVII s. 544 etc. 

*) Por. spisy urzędników u Wolffa (Senatorowie i dygn.) i Bonieckiego (Po- 
czet, dod.) pod odpow. godnościami. Sprostować należy na podstawie Arch. Sang. 
I nr. 13, że on nie był starostą brasiawskim (na Litwie właściwej) koło r. 1480, 
lecz bracławskim (na Podolu litewskiem) w r. 1482. Według T. J. Steckiego: Radzi- 
wiłłowska Ołyka (Przegl. powsz. 1887 czerwiec) posiadał na Wołyniu dobra ołyckie. 
O wiele rzadziej słyszymy o osiadaniu na Wołyniu rodzin z innych ziem południowej 
Rusi, pozostających pod władzą Litwy: tak n. p. przenieśli sie tutaj ziemianie kijowscy 
Doroticze, gdy Semen Olelkowicz odebrał im ojcowiznę (Russk. istor. bibl. XX s. I190, 
wzmianka w dok. z kolo r. 15 12). 



256 o. HALECKI 

poleską Dubrowicą; z synów zaś kii. Jerzego Iwan i Semen, który 
w Stepaniu zamek zbudował, szybko pomnożyli tutejsze nabytki 
swego rodu, żeniąc się z kniaziównemi wołyńskiemi, jeden z Czar- 
toryską, a drugi ze Zbaraską i). Drogą małżeństw dostali się też 
na Wołyń w tych samych mniejwięcej czasach i inni jeszcze knia- 
ziowie z północnych stron, lecz nie z Litwy włas'ciwej, tylko z Bia- 
łej Rusi, przedewszystkiem dwie latorośle rozgałęzionego rodu 
Druckich, dawnych gorliwych stronników Swidrygiełły 2). I tak 
kniaź Bohdan Wasilewicz Drucki, którego matka, córka słynnego 
Jurszy, była siostrą Olizarowej Szyłowiczowej, otrzymał od tej osta- 
tniej, jako siostrzeniec, dawną posiadłość rodu Olizarowego Lubczę 
w powiecie łuckim*), a od brata jego Romana, który po nim 
dobra te objął, poszła rodzina kn. Druckich - Lubeckich , biorąca 
od tej wsi swe nazwisko. Inna gałąź Druckich, Putiatycze, również 
niebawem na Wołyń przybyć musiała, gdyż już w r. I458 i 1466 
kn. Putiata pojawia się w Ostrogu*) a pod koniec rządów Kazi- 
mierza Jagiellończyka występuje syn jego kn. Iwan Putiatycz jako 
horodniczy łucki ^). Z tych samych stron co Druccy przyszli równo- 
cześnie do ziemi wołyńskiej kn. Łukomscy ^), a wreszcie z dalszego 
jeszcze północnego wschodu jeden z wypieranych przez Moskwę 
ks. twerskich'), wśród których, jak wiemy, niegdyś Świdry giełło 
znalazł sobie żonę. 



1) Wolff: Kniaziowie, s. 99, 608. Zapis Zbaraskiej dla meźa w Ąrch. Sang. 
I nr. 93; matka jej pochodziła prawdop. z dawnych kniaziów stepańskich, gdyż 
jeszcze w r. 1507 miała do Stepania pretensye, jako do ojcowizny (Russk. bibl. XX 
s. 548, por. 547) 

2) Por. do następnych uwag genealogię u Wolffa, o. c, s. 64. W kwestyc 
pierwotnego pochodzenia Druckich (por. uwagi ks. Puzyny w Mieś. herald. I9II 
s. 78) tutaj oczywiście wchodzić nie potrzebujemy; w epoce, o której mówimy, 
w każdym razie już od dawna siedzieli na Białej Rusi. 

3) Arch. vSang. I nr. 138—140, HI nr. 49. Por. Wolff, o. c, s. 58, 202. 
*) Arch. Sang. I nr. 52, 64, 65. 

5) Arch. JZR VIII/4 nr. 8; Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 239, 287, 292 
(r. 1486/8). Por. Arch. Sang. I nr. 85. Brat jego Dymitr jeszcze 1467 r. występuje 
na Białej Rusi, koło Drucka (Tamże, nr. 135). Niewiadomo, skąd pochodził kn. Iwan 
Krokotka, któremu król w r. 1484 nadał Jałowicze w pow. łuckim po wdowie Świ- 
drygiełły (Archiw JZR VIlI/4 s. 106); być może również z Białej Rusi , z ziemi smo- 
leńskiej (Wolff, o. c, s. 185). 

«) Arch. Sang. I nr. 46, 92 (1463, 1488); por. Wolff, o. c, s. 213/4. 

') Wolff, o. c, s. 547/8 (nadanie Pieczychwost po Dowgiałowiczu w r. 1489; 
por. Archiw JZR VIII/4 s. 281). Nadto pojawiają się wówczas — od r. 1475 — 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2 57 

Do ziemiaństwa a zwłaszcza możnowładztwa wołyńskiego przy- 
było więc z różnych stron w. księstwa sporo obcych żywiołów, 
którym przez przyłączenie tej ziemi do Litwy i niedostateczne 
zabezpieczenie jej dążeń partykularystycznych droga do niej sta- 
nęła otworem. Ponieważ jednak , jak to niżej dokładniej przed- 
stawimy, żywioły te, choć przeważnie nawet obce narodowo- 
ściowo a czasem i wyznaniowo, dosyć szybko z ziemią wołyńską 
się zrastały, możnowładztwo tutejsze nie byłoby się może mimo 
to tak zasadniczo przekształciło , gdyby nie doniosła przemiana, 
jaka się dokonywała równocześnie wśród jego miejscowego, daw- 
niejszego zastępu. Xa nią też szczególną należy zwrócić uwagę 
i potem dopiero zrozumie się należycie, jak powstały na Woły- 
niu te stosunki społeczne, które są charakterystyczne dla niego 
w wieku XVI. • 

Przekonaliśmy się, omawiając ustrój społeczny Wołynia za 
czasów Swidrygiełły, że najdawniejszą, gniazdową w tej ziemi war- 
stwę ziemiaństwa stanowiły odwieczne nie-książęce rody i rodziny 
szlacheckie z czasów państwa halicko -włodzimierskiego, których 
rozległe posiadłości, przewyższające większość udziałów kniaziow^- 
skich, skupione w najludniejszej, najbogatszej części Wołynia, za- 
pewniały im przeważne stanowisko, wzmocnione po części też 
przez organizacyę rodową i związki z krewnymi na Rusi koronnej. 
Otóż ich to właśnie znaczenie zachwiało się i spadło niepomier- 
nie już zaraz w pierwszym okresie rządów litewskich na Wołyniu. 
Zgóry przy tern zastrzedz się trzeba, że nie było to skutkiem ja- 
kiegoś ucisku lub wrogiej polityki w. księstwa, które, jak wi- 
dzieliśmy, nawet po spisku 1453 r. powstrzymało się od surowej 
represyi, lecz w znacznej części spowodowane zostało przez oko- 
liczności raczej przypadkowe, a nadto też przez ogólną zmianę sto- 
sunków wewnętrznych i zewnętrznych po przyłączeniu do Litwy. 

Przypadkowem było niewątpliwie to. że wymierały, przynaj- 
mniej po mieczu, właśnie najpotężniejsze z tych rodzin szlacheckich. 
Niemira nie długo przeżył burzliwe lata 1452 3. a ledwo upłynęło 
jedno dziesięciolecie, gdy ofiarą krwawych zwad prywatnych padli 



w pow. włodzimierskim bujnie później rozrodzeni kn. Róiyńscy (z Róźyna kolo Kowla), 
pierwotnie Rohowiccy (z Rchowicz w poł. wschodniej części powiatu — por. ich 
dokumenty majątkowe, zebrane w Arch. JZR VIII'4) ; jeśli słusznie wywodzi ich 
tradycya od Narymunta Giedyminowicza, to i ten ród kniaziowski do przybyszów 
litewskich zaliczyć trzeba. 
O. HaUcki: Oscatnie lata Swirirygielly. ly 



258 o. HALECKI 

jedyny jego syn a taksamo też bratanek jego Tyszko, ostatni po- 
tomkowie wielkiego domu Riazanowiczów, najznakomitszych przed- 
stawicieli rodu Korczaków, po których > bliźnich nikoho sia nie 
ostało*^). Najmożniejszy zaś z Kierdejów, Olizar Szyłowicz, żyf 
wprawdzie dłużej i znaczną jeszcze odegrał rolę, ale jeszcze za 
panowania Kazimierza Jagiellończyka i on bezpotomnie zszedł ze 
świata 2). Jes'li dodamy do tego, że znany nam również jako jeden 
z pierwszych panów wołyńskich Paszko Dachnowicz, starosta wło- 
dzimierski, tylko córki zostawił ^j, że Andrzej Wołotowicz prawdo- 
podobnie wcale nie miał potomstwa *), to zrozumiemy, że ten zbieg 
okoliczności nie mógł pozostać bez znaczenia. Dalej zupełne od- 
dzielenie Wołynia od Rusi koronnej, zamknięcie jego zachodniej 
granicy, wyraźne zaznaczenie, że należy obecnie do innego pań- 
stwa, ha nikim oczywiście nie odbiło się tak fatalnie, jak właśnie 
na tych rodach, które po obu stronach tej granicy były osiedlone. 
Nietylko ustać musiało pomnażanie i uzupełnianie się szeregów 
ziemiaństwa wołyńskiego przez krewnych z Rusi czerwonej, ale 
zdarzało się nawet, ze rodziny, działające głównie w Koronie, ma- 
jące jednak znaczne również posiadłości na Wołyniu, pozbywały 
się tych dóbr, mimo odwiecznych związków z tą ziemią, w po- 
dobny sposób, jak świeższej daty przybysze z Polski; tak uczynił 
n. p. inny znakomity członek rodu Kierdejów, Wańko Dżusicz 
z Kwasiłowa, który, piastując w Koronie godność kasztelana chełm- 
skiego, sprzedał w roku 1470 rodzinny Kwasiłów w powiecie 



1) Testament Jakóba, syna Niemiry, w Arch. JZ Rossii VII/l nr. 3' (por. 
Wolff, o. c, s. 23, Ó07); o Tyszce, którego zabili właśni poddani w Sominie oddzie- 
dziczonym po stryju Kozarynie , wzmianka w dok. z r. 1499 (Russk. istor. bibl. 
XXVII s. 766). 

') Niesłusznie Boniecki (Poczet, s. 219) Seńka, Fedka i Waśka Olizarowiczów 
uwaia za jego synów, gdyż z rozporządzeń majątkowych jego iony wynika z całą 
pewnością, źe potomstwa, zwłaszcza męskiego, nie zostawił (Arch. Sang. I nr. 91, 
138 — 140 por. też Leontowicz: Akty nr. 277). Zresztą Fedko Olizarowicz sam już 
otrzymuje nadanie przed r. 1443 (Dok. I s. 46'^), a Seńko, często występujący w źró- 
dłach z drugiej połowy XV w., bodaj czy nie pochodził z ziemi smoleńskiej (por. 
Akty ZR I nr. 100). 

') Por. Wolff, o. c, s. 132. 

*j Wdowa jego wychodzi II v. za ks. Aleksandra Sanguszkowicza, w którego 
dom wniosła niektóre przynajmniej posiadłości pierwszego męża (Wolft", s. 423/4; 
Arch. Sanguszków, I nr. 118). Po Andrzeju już o żadnym Wolotowiczu nie słyszymy. 



OSTATNIE l.ATA SWIDRYGlEł^Y 259 

Juckim wraz t lO innemi wsiami ^), a taksamo zrobił też jeden z Kor- 
czaków czerwonoruskich Hryńko Bałaban -). Ale w dodatku sto- 
sunki na Wołyniu zmieniły się teraz i pod innym jeszcze wzglę- 
dem; za Swidrygiełły dobra szlacheckie, niemniej od kniaziowskich, 
pomnażały się nieustannie przez hojne jego nadania, gdy zaś Wo- 
łyń dostał się pod rządy Kazimierza, to nie był on już tym nie- 
opatrznym młodzieńcem, który rozdawał dobra hospodarskie w w. 
księstwie, pod wpływem swych panów rady, jeszcze hojniej od 
swego stryja, lecz dos'wiadczonym władcą, który się pozbywał 
swych dochodów przeważnie tylko na rzecz istotnie zasłużonych 
stronników. Widzielis'my, że nawet, gdy w r. 1452 i przedtem 
szczególnie chodziło o pozyskanie ziemian wołyńskich, ograniczał 
się do zatwierdzania im dawnych posiadłos'ci, i wspomnielis'my też, 
że po ugruntowaniu rządów litewskich na Wołyniu przywileje dla 
szlachty tamtejszej wogóle ustają. Spotykamy się nawet z wręcz 
odwrotnym objawem, że n. p. wdowa po Olizarze Szyłowiczu część 
dóbr mężowskich królowi zapisuje! 3). Pod koniec panowania Ka- 
zimierza, zwłaszcza w dziewiątem dziesięcioleciu XV wieku, nada- 
nia jego, także dla Wołynian, wprawdzie się mnożą, lecz były to 
już czasy, gdy król nawet książętom i możnowładcom zamiast 
kilku wsi lub kilkudziesięciu ludzi i rozległych pustkowi darowy- 
wał po kilka lub kilkanaście kop z dochodów swoich z myta. 
karczem lub dani miodowej, czasem nawet parę łokci sukna 
lub szubę lisią*). Takie oczywiście nadania, choć raz n. p. w r. 
1489 dostały się równocześnie całemu szeregowi ziemian wołyń- 



1) Arch. Sang. I nr. 69. Jeszcze w r. 1507 inni Dżusicze, ziemianie wołyńscy, 
mieli pretensye do tych dóbr (tamie, III nr. 74). Zdaje się, że do Dżusiczów z rodu 
Kierdejów należał też Olechno Juriewicz >Czuska« czyli »Ziusicza«, który również 
sprzedaje (w r. 1458 w Ostrogu 1 ojczyste dobra w tych stronach, wieś Koniuszki 
(tamże, I nr. 52, 59, 60), mieszczaninowi ostrogskiemu (obowiązując sie zastępować 
go na wyprawach wojennych), który je odprzedał niebawem ks. Ostrogskim. 

*) Sprzedaje »imienie swoje nabytoje \Vsiekrewo« we Włodzimierzu 26 IX 
ind. 3 (Akty JZR II nr. 70), t. j. prawdop. r. 14Ó9 lub 1484. 

*) Tamże. I nr. 138. 

*) Ob. zapiski skarbowe p. t. »Fedkow rejestr«, rozpoczynające IV księgę za- 
pisów Metryki lit. (Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 182 —325) i uwagi o nich u Fr. 
Papee'go: Polska i Litwa, I s. 15/6 przyp. i. — Bardzo pouczającem jest porówna- 
nie tych i innych nadań Kazimierza z ostatnich kilkunastu lat panowania, w IV księ- 
dze , z jego nadaniami z pierwszej części rządów w III księdze metryki. Por. też 
Arch. Sang. III nr. 27/8, 30-36. 

17* 



260 o. HALECKI 

skich ^), nie mogły podnieść ich zamożności i wpływu, który się 
przecież wówczas głównie na dobrach ziemskich opierał. 

To też ci potomkowie dawnej, gniazdowej szlachty wołyń- 
skiej, których po wymarciu jednych a wycofaniu się drugich 
spotykamy jeszcze w tej ziemi, potomkowie wiernych stronni- 
ków i dostojników Swidrygiełłowych , niczem już nie przypomi- 
nają wybitnej roh dziejowej i społecznej swych ojców i dziadów. 
I tak n, p. o wnuku możnego Pietrasza Łaniewicza Mylskiego, 
z rodu Kierdejów, marszałka ziemskiego Swidrygiełły, słyszymy 
tylko, że miał spór z przeorem łuckim i że dostał jedno z takich 
drobnych >nadań< królewskich, o jakich wspominaliśmy przed 
chwilą -). Z takich też tylko mało znaczących darów hospo- 
darskich , z tranzakcyi majątkowych i obecności przy nich, 
a conajwyżej z jakiejś fundacyi pobożnej, znamy te dalsze po- 
kolenia rodzin, zasiadających niegdyś w radzie Swidrygiełły: Cho- 
łoniewskich, Bohowitynów, Dżusiczów, Kalenikowiczów, Siema- 
szków, Denisków-Mukosiejewiczów^) i innych. Co do urzędów 
zaś, to z bardzo nielicznymi wyjątkami, które, omawiając zarząd 
kraju, specyalnie podniesiemy, gniazdowe, nie -książęce ziemiań- 
stwo wołyńskie osiągało conajwyżej skromne godności chorążych 
lub kluczników. A jed^^ne, zdaje się, wystąpienie jednego z nich 
na szerszej widowni dziejów, to podpisanie przez Michała Ale- 
ksandrowicza Zaborowskiego, szlachcica ziemi wołyńskiej (h. Kor- 
czak), pisma duchownych i panów ruskich do papieża w sprawie 
unii cerkiewnej w r. 1476^). 

Nic jednak nie mówi nam tak wyraźnie o stopniowem pod- 
upadaniu starych rodzin szlacheckich w tym czasie, jak fakt, że 
niektórzy z ich grona schodzą dobrowolnie, choć niewątpliwie pod 



1) Russk. istor. bibl. XXVII s. 310/2, por. też s. 315/6. Niemniej rzadko, 
jak o nadaniach ziemskich w tej części panowania Kazimierza, sJyszymy na Wołyniu 
o nabywaniu dóbr przez ziemian miejscowych drogą zakupna; por. chyba nabycie 
dwóch wsi krzemienieckich przez jednego z Bohowitynowiczów r. 148Ó (Arch. Sang. 
III nr. 29). 

2) Tamże, s. 303, i Boniecki: Poczet, s. 119. 

3) Tamże (też s. 422) i n. p. Akty Zap. Rossii I nr. 84, Akty JZR II nr. 78, 
Arch. JZR VlII/4 nr. "j^, 12, liczne dok. I i III t. Arch. Sanguszków, oraz ustępy 
o poszczególnych rodach u Bonieckiego: Poczet. 

*) Arch. JZR 1/7 s. 200; por. u Papee'go, o. c, I 27 przyp. I, ale także 
krytyczne o tern piśmie uwagi Buczyńskiego w Zap. ukrainsk. nauk. towar, w Kijo- 
wie 1914. kn. 13. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 201 

naciskiem trudności ekonomicznych, do rzędu bojarów służebnych, 
poddanych już nie bezpośrednio w. księciu, lecz możniejszym knia- 
ziom wołyńskim. Oto n. p. w r. 1466 p. Janko Czaplic, ze słyn- 
nego rodu Kierdejów, oddaje wieś ojczystą Holcze kn. Iwa- 
nowi Ostrogskiemu, dostając za to oprócz 30 kop groszy dwór 
kniazia Mieżyriecze. przynależny do Ostroga, z którego on i jego 
dzieci mieli Ostrogskiemu odtąd służyć. Wprawdzie później sam 
Janko, sprzykrzywszy sobie taką zależność, »pojechał prócz* , lecz 
za to zięciowie jego i ich potomstwo, którzy ten dwór oddziedzi- 
czyli. kniaziom Ostrogskim , »hospodarom« swoim — jak ich na- 
zywają — nadal tę służbę pełnić musieli ^). Że zaś układ ten nie 
był czemś wyjątkowem, o tem świadczy chociażby spostrzeżenie, 
że syn innego szlachcica wołyńskiego, p. Zieńka Łobuńskiego, 
który w r. 1458 do wolnych »ziemian królewskich* należał, na 
początku XVI wieku zalicza się również do bojarów służebnych 
kn. Ostrogskich! -). 

Jedno się teraz nasuwa ważne ze wszech miar pytanie, kto 
na Wołyniu zajął miejsce gniazdowego możnowładztwa szlache- 
ckiego, tak co się tyczy rozległych dóbr, jak wpływu poli- 
tycznego i znaczenia w tej ziemi. Bezwarunkowo nie wystarczał 
na to napływ, choć wcale liczny, żywiołów obcych z innych czę- 
ści w. księstwa, któreby zresztą niewątpliwie, gdyby przeważne 
stanowisko wyłącznie dla siebie zagarnąć chciały, z silnym się 
spotkały oporem tubylców. Inną też zupełnie odpowiedź, a to 
całkiem wyraźną i niechybną, znajdujemy w źródłach: miejsce to 
zajęły rody książęce, w znacznej części już stosunkowo dawno na 
Wołyniu osiedlone, wzrastające w znaczenie, obok panów -szlachty, 
już za czasów Swidrygiełły i już do nich zbliżone węzłami powi- 
nowactwa. Wystarczy dla uzasadnienia tego twierdzenia najważniej- 
sze przytoczyć fakty. A więc przedewszystkiem ogromne dobra 
Riazanowiczów przeszły po śmierci ostatniego z nich do ks. Czar- 



M Materyał do tej sprawy: Arch. Sang. I nr. 04, 05. 88, 89, 90, III nr. 85; 
Russk. istor. bibl. XXVII s. 519/20, 523; Leontowicz: Akty lit. mietr. nr. 95. Krótko 
zwrócili na nia jui uwagę Hruszewskij, V 102, i Downar-Zapolskij : Gosud. choz. 
s. bib. 

-) Zestawić należy Arch. Sang. I nr. 52 i III nr. 85 (wśród świadków). — 
Inny szlachcic wołyński , bliski krewny p. Iwaszka Niewzlicza (Jewlewicza), który 
ongi w radzie ŚwidrygieJly zasiadał, jest w r. 1489 sJugą starosty łuckiego Monty- 
gierdowicza (Russk. ist. bibl. XXVII 437/8). 



202 O. HALECKI 

toryskich, ponieważ ks. Michał Wasilewicz był żonaty z córką 
Niemiry i); połowa dóbr Paszka Dachnowicza dostała się przez 
małżeństwo ks. Hołowniom- Ostrożeckim a część drugiej połowy 
spadła niewiele póz'niej na Sanguszl^ów 2); conajmniej część po- 
siadłości Andrzeja Wołotowicza wniosła jego wdowa do rodu 
swego drugiego męża, ks. Aleksandra Sanguszkowicza^); z mają- 
tków Olizara Szyłowicza to, co nie dostało się do rąk króla, otrzy- 
mała jego pasierbica, żona jednego z ks. Nieświzkich ^), Lubczę 
zaś zapisała jego wdowa, jak już wspomnieliśmy, jednemu z ks. 
Druckich; ci sami wreszcie Nieświzcy nietylko odzyskali swój 
Zbaraż, który, jak widzieliśmy, chwilowo dzierżyli Mukosiejewi- 
cze^), lecz ponadto pomnażali też swe dobra przez zakupna: wszak 
sam kniaź Semen, mąż pasierbicy Olizara, nabył nietylko z rąk 
szlacheckich Równe ^), gdzie zamek wybudował i od niego Ró- 
wieńskim się przezwał, lecz także sąsiednie a rozległe dobra 
kwasiłowskie, które sprzedał wspomniany wyżej Wańko Kierde- 
jowicz'), a w tem zakupywaniu dóbr ziemiańskich brała udział 
także żona Semena ^). 

Widzimy więc, że zwłaszcza ród kn. Nieświzkich, który 
w okresie przejściowym, między upadkiem tzw\ powstania Swi- 
drygiełły a ostatecznem ugruntowaniem władzy litewskiej na ca- 
łym Wołyniu, nie pojawiał się na szerszej widowni, który po- 
litycznie i majątkowo ucierpiał, gdy nawet w powiecie krze- 
mienieckim musiał chwilowo wraz z główną swoją siedzibą 
Zbarażem odstąpić przewodnie stanowisko panom Mukosiejewi- 
czom, — teraz szybko wzrasta w możność i znaczenie. Istotnie 
właśnie w omawianych obecnie latach powstawały podwaliny 
przyszłej potęgi tych znanych rodzin książęcych, na jakie się na- 
stępnie rozdzieliło potomstwo kn. Fedka Nieświzkiego: Zbaraskich 



*) Cyt. wyżej testament jego syna Jakóba Wojny. 

*l Wolff, o. c. s. 132; Arch. Sang. III nr. 141, 184. 

^) Por. str. 258 przyp. 4; Arch. Sang. I nr. 118. 

*) Arch. Sang. I nr. 91; te zas dobra Olizara, które spadły na króla Kazi- 
mierza, rozdał już w. ks Aleksander Ostrogskim i Sanguszkom (Arch. Sang. I nr. 145, 
III nr. 45, 53). 

5) Już w r. 1463 Zbaraż z wszystkiemi przynależno.ściami należy do wnuków 
kn. Fedka Nieświzkiego; Arch. Sang. I nr. 57. 

8) Arch. Sang. I nr. 5Ó, por. III nr. 73; por. Wolff, o. c, s. tło7. 

') Tamże , I nr. 69. *) Tamże , I nr. 98. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 263 

przedewszystkiem , którzy już wówczas od odzyskanego grodu to 
nazwisko przybrali, Wiszniewieckich (od r. 1490) i innych mniej 
znacznych. Już przy dziale rodzinnym z r. 1463 ^) ogromne ich 
dobra obejmowały w samym powiecie krzemienieckim trzy główne 
centra majątkowe: Zbaraż, Kołodeń i Wiszniewiec. do których ra- 
zem należało blisko 60 wsi, z czego widzimy, że to prawdziwe już 
>latyfundyum« było nietylko wcale rozległe, lecz także lepiej za- 
siedlone od innych dóbr kniaziowskich na północnych i wscho- 
dnich krańcach Wołynia; nadto już wówczas posiadał ten ród 
także dobra w powiecie łuckim , dwór Horodek z szeregiem wsi, 
znacznie pomnażane przez wspomniane nabytki kn. Semena, a po- 
nieważ w każdym niemal z następnych dokumentów, dotyczących 
dóbr Zbaraskich, nowe miejscowości się pojawiają-), widzimy, że 
rozszerzały się one ciągle. Tylko dobra poryckie w powiecie wło- 
dzimierskim, późniejsze gniazdo innej latorośli Zbaraskich, ks. Po- 
ryckich , pozostawały za czasów Kazimierza Jagiellończyka jeszcze 
w posiadaniu innej, nie książęcej rodziny tego nazwiska^), spowi- 
nowaconej z Kierdejowiczami a pochodzącej od liii Wiaczkowicza, 
któremu Poryck z przyległos'ciami nadał jeszcze Witołd *). 

Oprócz Nieświzkich, z przechodzenia dóbr pańskich i związa- 
nych z niemi wpływów politycznych w ręce kniaziowskie głównie 
skorzystały za czasów Kazimierza dwie jeszcze rodziny, mianowi- 
cie, jak widzieliśmy, Czartoryscy i Sanguszkowicze, przemożni na 
Wołyniu już za Swidrygiełły, podczas gdy niezwykła potęga Ostrog- 
skich, którzy w XVI wieku wznieśli się ponad te wszystkie ksią- 
żęce domy, wzrosła tak znakomicie i ugruntowała się dopiero 
w czasach po-Kazimierzowych, choć już w badanej przez nas 
epoce i oni też drogą sprzedaży lub zastawów nabyli niejedną 
wieś szlachecką ^j. Dla Czartoryskich, obok spadku po Riazanowi- 



i| Arch. Sang. I nr. 57. -) Por. tamże nr. 75, 80, 84. 

') Wolff; Kniaziowie, s. 392, por. też kopię dokumentu bez daty, z drugiej 
polowy rządów Kazimierza Jag., w Ms. ordyn. Krasińskich 4028 (niepagin.). 

*) Downar - Zapolskij : Akty iit.-russk. gosud. I nr. 2; zatwierdzenie Kazimie- 
rza Jagiell. w Dok. I s. 5Ó18. 

5) Zakupna w Arch. Sang. I nr. 60, 61, 64, zastawy tamże, nr. 72, 81, 92 
(r. 1465/88); dla poznania dóbr Ostrogskich (których jedna gal§ź już od r. 1489 
pisze się Zasławskimi) w tym czasie należy też uwzględnić dokument z r. 1463 o ich 
"dzielnicy Iwańskiej (tamże, nr. 46). Niepodobna jednak porównać tego wszystkiego 
z niesłychanym wzrostem ich fortuny w późniejszych latach , za słynnego hetmana 



264 o. HALECKI 

czach, miało wielkie znaczenie, że mimo smutnej tradycyi z r. 1440 
szybko sobie zdobyli, po przyłączeniu Wołynia do Litwy, łaskę 
królewską, która rozszerzyła ich dobra nawet poza granice Woły- 
nia: z trzech znanych nam dobrze braci Wasilewiczów Iwan do- 
stał, jak wspominaliśmy, od Kazimierza może już przed r. 1452 
dzielnicę zbiegłego do Moskwy kn. Jurja Trubeckiego i), Aleksan- 
der po powrocie z dwudziestoletniej tułaczki na wschodzie otrzymał 
na Białej Rusi dobra łohojskie*) a po kn. Andrzeju Włodzimie- 
rzowiczu Haniewice^), synom zaś Michała, trzeciego z braci, król 
zatwierdził przynajmniej nadania Swidrygiełły dla ich ojca ^) 
i wydzielił dary pieniężne^). Niemniejszą też życzliwością hospo- 
darską cieszyli się Sanguszkowicze ^), synowie kn. Sanguszki Fe- 
dorowicza, którym Kazimierz w zamian za Trostianicę w powiecie 
kamienieckim nadał jedną posiadłość w powiecie brzeskim a pięć 
wsi w powiecie włodzimierskim '), tak że ich dobra jeszcze bardziej 
się skoncentrowały w tym zachodnim powiecie ziemi wołyńskiej; 
o ich ciągłym zaś wzroście świadczą także dotyczące tej rodziny 
wzmianki o coraz to nowych wsiach w jej dokumentach majątko- 
wych ^j. Co gorsza jednak, zarzucano nawet Sanguszkom, że przy 
tern rozszerzaniu swej fortuny nie zawsze przebierali w środkach^ 
że n. p. skor3ystali z wygaśnięcia drobnoszlacheckiej rodziny Zu- 
bowiczów, potomków łowczego Swidrygiełłowego, aby przywła- 
szczyć sobie trzy wsie tegoż powiatu włodzimierskiego koło Tu- 
ryjska^), lub że zmusili ziemian krzemienieckich Ceceniewskich da 
odstąpienia im >po niewoli* ich wsi rodzinnej, nadanej przez Swi- 
drygiełłę ^"j. Niewyjaśnioną też pozostaje sprawa, dlaczego król 



kn. Konstantyna Iwanowicza, który nieraz w nadaniach hospodarskich całe powiaty- 
wlości otrzymywał. 

») Wolff: Kniaziowie, s. 19, 543. ^) Tamże, s. 20. 

s) Russk. istor. bibl. XX 883, por. Boniecki: Herbarz, III 322. Ks. Andrzej 
■WJodzimierzowicz umarł koło r. 1457 (Wolff, s. 337). 

*) Arch. nieświeskie , dział I nr. 890; indykcya S odpowiada latem 14O0, 
1475 i 1490. 

6) Wolft, s. 23 (r. 1489). 

«) Arch. Sang. III nr. 27, 28, 30 — 36; por. jednak sprostowania Wolffa, 
s. 437 przyp. 10. 

') Arch. Sang. I nr. 96; por. tamże, III nr. 14/5, a nadto Źródła dziej. VI 83. 

8) Tamie, III nr. 14, 18, por. też nr. 91. 

») Źródła dziej. VI 85. 

*") Arch. Sang. I nr. 99, por. nr. 67/8 i Dod. I nr. 5. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 265 

Kazimierz, tak zresztą życzliwy Sanguszkowiczom , spalić kazał 
ich zamek koło Wyżwy, ze względu na szkody, jakie ponosiła są- 
siednia włość hospodarska ^). 

W każdym razie możnos'ć i stanowisko kniaziów wołyńskich 
podnosi się w tych czasach nadzwyczaj szybko, co się też wyra- 
źnie odbijało w ich stanowisku społecznem i drobnych nawet 
zewnętrznych objawach. Liczniej niż kiedykolwiek przedtem ota- 
czają wszystkich tych Holszańskich, Sanguszków, Czartoryskich, 
Ostrogskich, nawet nieznanych bliżej kniaziów na Satyjewie, pod- 
dani im bojarz)^^), wśród których, jak widzieliśmy, zaczynają się 
nawet pojawiać potomkowie wolnej przedtem i zupełnie uprawnionej 
szlachty. Oprócz tych >sług« występują na dokumentach kniaziów ich 
marszałkowie i pisarze, ich » wojewodowie*, jak szumnie nazywano 
zarządców większych kniaziowskich włości i dworów 3). Sami zaś 
>hospodarowie* tych księstewek wołyńskich, »ojczyce i dziedzice* 
na Zbarażu lub Ostrogu , nie wahali się wystawiać swych dyplo- 
mów jako kniaziowie »z Bożej łaski* lub nawet, jak Holszańscy, 
»miłostiu Bożeju i preczistoje jeho matieri* ^). Stąd nie bez pew- 
nego widocznego uszanowania patrzyli potomkowie najstarożytniej- 
szych rodów szlacheckich na swych sąsiadów »oświeconych«, jak 
ich sami tytułowali ^). 

Wszystkie te fakty, w związku z poprzedniemi uwagami o ustroju 
Wołynia, zwłaszcza jego kniaziowskiego i pańskiego możnowładz- 
twa, za Swidrygiełły, prowadzą nas do następującego wniosku: 
ogromna przewaga kniaziów w tej ziemi , która stopniowo staje się 
głównem środowiskiem i punktem oparcia rodzin książęcych z ca- 
łego obszaru w. księstwa litewskiego, wytworzyła się dopiero w dru- 
giej połowie XV wieku, za Kazimierza Jagiellończyka po wcieleniu 
Wołynia do Litwy, wytworzyła się kosztem dawniejszego i jeszcze 
za ostatnich lat Swidrygiełły conajmniej równorzędnego kniaziom 
możnowładztwa pańskiego, nieksiążęcego, składającego się z sze- 
regu najsilniejszych majątkowo i politycznie rodzin szlacheckich, 



•j Źródła dziej. VI i6. 

«) Arch. Saog. I nr. 52, 61, 64/5, 85. 88, III nr. 18. 

') Tamże, I nr. 52, 55, 59. Za daleko jednak idzie Leontowicz (Żurn. minist. 
prosw. 1907 zesz. 9 s. 132/3), widząc w świadkach tych dokumentów »radc« tych 
kniaziów, jak gdyby »bojarów-dumców« staroruskiej doby. Marszalka swego miał 
też starosta łucki Montygierdowicz (nr. 139). 

*) Tamże, I nr. 57, 85, 93. ^) Tamże, I nr. bg. 



206 o. HALECKI 

gniazdowych na Wołyniu, Odrzuciwszy już poprzednio pogląd do- 
tychczasowy, że to możnowładztwo ziemiańskie, pojawiające się 
w z'ródłach z połowy XV wieku, powstało tu dopiero drogą póź- 
niejszych nadań hospodarskich '), możemy dodać obecnie, że jeśli 
następnie w wieku XVI, mimo ciągłego potężnienia rodów knia- 
ziowskich , stanęły na wyżynie możnowładczej także niektóre ro- 
dziny pańskie, czy to dawne gniazdowe jak Bohowitynowie h. 
Korczak lub Hostscy i Czaphce h. Kierdeja czy też dalsi przed- 
stawiciele kolonizacyi litewskiej jak Dorohostajscy lub Radzi- 
wiłłowie 2), to nie było to objawem nowym i niezwykłym na 
Wołyniu, nie dalszym ciągiem rzekomego tworzenia się moż- 
nowładztwa szlacheckiego w wieku XV, lecz tylko pewnem czę- 
ściowem odrodzeniem się jego, na gruncie starych tradycyi , po 
czasach największego stosunkowo upośledzenia. Tylko napływa- 
nie na Wołyń rodzin szlacheckich z poza jego granic dzielnico- 
wych, zwłaszcza z Litwy właściwej, można uważać za stopniowe 
przedłużanie tego, co jak widzieliśmy, już za Kazimierza Jagielloń- 
czyka się zaczęło, i te też właśnie rodziny obcego pochodzenia, 
przynoszące z sobą z Litwy swoje pańskie, możnowładcze stano- 
wisko, umiały je zachować tutaj także w czasach największej prze- 
wagi kniaziowskiej, najniepomyślniejszych dla szlacheckiego zie- 
miaństwa. 

Najlepszą illustracyę wszystkich spostrzeżeń naszych znajdu- 
jemy, jak zawsze w podobnych wypadkach, w obsadzaniu urzędów. 
Niestety poczet dygnitarzy i urzędników wołyńskich za Kazimierza, 
jaki za pomocą znanych nam źródeł ułożyć można, wykazuje do- 
tkliwe luki, a to zwłaszcza w najciekawszych dla nas czasach bez- 
pośrednio po przyłączeniu do Litwy. Odczuwamy to zaraz, gdy 
zaczynamy od godności najwyższej i najważniejszej (aż do roku 
1566), mianowicie starosty łuckiego, który, jeśli już za Swidrygiełły 
jako starosta grodu stołecznego pierwszorzędne zajmował miejsce, 
to teraz, gdy dzielnica wołyńska nie miała już osobnego księcia, 
skupił w swym ręku naczelną nad nią władzę sądowo- admi- 
nistracyjną. Gdy inni starostowie wołyńscy, włodzimierski lub 
krzemieniecki, zarządzali tylko, jako drugorzędni namiestnicy, 



*) Jabłonowski Al.: Historya Rusi poi., s. 124/5. 

*) Tamie, s. 148; Bohowitynów mylnie tu zaliczono do przybyszów z Litwy 
wiemy, ie występują na Wołyniu ju£ w r. 143 1 i nast. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIELŁY 26/ 

swoimi powiatami, starosta łucki należał do tej wyższej kategoryi 
starostów litewskich , którzy mieli pod sobą całą jedną dzielnicę, 
aż do ustanowienia w niej wojewody na wzór polski, co na Wo- 
łyniu, jak wiadomo, stało się dopiero w r. 15661). Otóż nie wiemy 
wcale, kto po Niemirze Riazanowiczu, który nie wątpliwie po wy- 
kryciu spisku 1453 r, przestał dzierżyć stolicę wołyńską, najwy- 
bitniejszy ten urząd piastował, gdyż po nim pierwszą wzmiankę 
o staroście łuckim spotykamy dopiero w r. 1463, kiedy to wystę- 
puje z tym tytułem Michał Montowtowicz 2). Nie wiedząc, czy był 
nim już przedtem lub czy może wogóle przez pewien czas naj- 
krytyczniejszy urząd ten pozostał nieobsadzony, stwierdzamy tylko 
z naciskiem, że pierwszym starostą łuckim a zarazem namiestni- 
kiem hospodarskim na cały Wołyń, z jakim się spotykamy pod 
rządami Litwy, jest możnowładca zupełnie dotąd tej ziemi obcy, 
przedstawiciel rodu pańskiego z włas'ciwej Litwy, który, jak wspo- 
mnieliśmy, w r. 1452 osobiście uczestniczył w staraniach Litwy 
o W^ołyń. Po Montowtowiczu występuje jako starosta łucki, w la- 
tach 1478/9, wierny stronnik królewski marszałek hospodarski Iwan 
Chodkowicz, pochodzący wprawdzie z Rusi, lecz nie z Wołynia, 
tylko z Kijowszczyzny ^), ustanowiony więc znowu bez względu na 
partykularyzm ziemski Wołynian. Dopiero gdy koło r. 1480 Chod- 
kowicza przeniesiono na województwo kijowskie, niewątpliwie dla 
zaspokojenia żądań tamtejszego ziemiaństwa , pragnącego widzieć 
na czele Kijowszczyzny nie Litwina Gasztołdowicza, lecz jednego 
z miejscowych panów ^), wtedy uczyniono też równoczes'nie ustęp- 



*) St^d też można sie spotkać dla starosty iuckiego z tytułem »Luceoriensis 
seu Yolhinensis capitaneus* (n. p. r. 1518, Arch. Sang. III nr. 193). Pogląd pier- 
wotny, wyrażany zwłaszcza w dawniejszych pracach Al. Jabłonowskiego, jakoby naj- 
wyższym dygnitarzem Wołynia był marszałek ziemi wołyńskiej (o nim pomówimy 
niżej), sprostowali już Z. L. Radzimiński (Słowo o namiestnikach rusko -lit. i mar- 
szałkach z. wołyńskiej, 1885 1 i Lubawskij (Obłastnoje dielenije, s. 211, 213), wyka- 
zując dowodnie, że w reku starosty łuckiego spoczywał zarząd naczelny całej dziel- 
nicy. Por. też u Kruszewskiego, V 301. O dwóch kategoryach starostów - namiestni- 
ków w w. księstwie por. u Kutrzeby: Hist. ustroju Polski II Litwa, s. 118, 120, 130/1. 

-) Arch. Sang. I nr. 57, 58. 

») Daty u Wolffa i Bonieckiego uzupełnia Arch. Sang. III nr. 22 i 24 (13 V 
1479); Montowtowicz jest jeszcze starostą łuckim r. 1475 (tamże I nr. 74J, później 
zaś kasztelanem trockim. O Chodkiewiczu oprócz ustępu u Bonieckiego (Poczet, s. 21 — 
żona jego ks. Bielska jest siostrą cioteczną króla Kazimierza) por. Długosz. V 441, 
i liczne wzmianki w III ks. metryki lit. (Dok. I passim). 

*) Por. Papee: Polska i Litwa, I s. 67 8. 



268 o. HALECKI 

stwo na rzecz analogicznych pragnień na Wołyniu: już bowiem 
wspomnieliśmy, że wówczas starostwo łuckie otrzymał ziemianin 
miejscowy Olizar Szyłowicz, musiał jednak przedtem niezwykłą 
złożyć przysięgę, która go obowiązywała do szczególniejszej wier- 
ności wobec Litwy i zapobiegała wszelkim możliwym przechylaniom 
się do Korony, nawet na wypadek śmierci Kazimierza i wyboru 
osobnych władców w obu państwach ^). Wiemy, że Olizar chwili 
tej nie dożył, a gdy umarł w r. 1486, od razu otrzymał po nim 
najwyższy urząd na Wołyniu Piotr Janowicz Montygierdowicz, znowu 
możnowładca z Litwy etnograficznej, wnuk jednego z panów rady, 
którzy w czasie przyłączenia Łucka kierowali polityką w. księstwa, 
mianowicie marszałka ziemskiego Pietrasza Montygierdow-icza ^). 
Gdy zaś ten osiągnął w r. 1489 godność swego dziada i równo- 
cześnie przeniósł się na województwo trockie, w Łucku zaczął się 
długi szereg starostów, pochodzących z coraz potężniejszych rodzin 
książęcych, a rozpoczął go syn niedawnego stosunkowo przybysza 
z Litwy, kn. Semen Juriewicz Holszański^). 

Mniej dokładnie znamy poczet starostów włodzimierskich 
i krzemienieckich, którzy też, jak wspomnieliśmy, posiadali je- 
dynie władzę namiestników powiatowych. Włodzimierz dzierżyli, 
oprócz znanego nam już Olizara Szyłowicza (1461 — I479)» który 
stąd posunął się na starostwo łuckie, ks. Aleksander Sanguszko- 
wicz, w nieznanym bliżej czasie przed lub po Szyłowiczu ^), i Iwan 
Jursza, marszałek hospodarski, prawdopodohnie syn słynnego wo- 
jownika z czasów Świdrygiełły, w latach 1488/9^). Tutaj więc naj- 
bardziej przestrzegano zasady oddawania starostwa rodowitym Wo- 
łynianom. Wołynian też widzimy wyłącznie wśród starostów krze- 
mienieckich , znanych nam niestety dopiero, po luce blisko trzy- 
dziestoletniej, od r. 1473 mniej więcej ^); ta jednak tu zachodzi 



') Akty Zap. Rossii I nr. 53^'; o dacie przysięgi a zarazem wstąpienia Oli- 
zara na starostwo Juckie por. wyżej, s. 223, przyp. 3; że był nim aż do r. 1486, 
ustalił Radzimiński (Słowo o namiestn., s. 24). 

*) Daty u Bonieckiego w dodatku. 

') Tamże; por. Wolff: Kniaziowie, s. 99. 

*) Wzmianka późniejsza bez daty w Źródłach dziej., VI ó, według Wolffa 
(Kniaziowie, s. 423) i Radzimińskiego (Monogr. XX. Sanguszków, I I2b 7) odnosi się 
do czasu koło r. 1460 lub 1480. 

*) Boniecki: 1'oczet, dodatek i Herbarz, IX 120. 

«) Według Okolskiego (Orbis Polonus, III 308) starostą krzemienieckim za 
Kazimierza Jagiellończyka byl Denisko Mukosiejewicz , po nim zaś syn jego Wańko; 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 269 

różnica, że byli to bez wyjątku kniaziowie: Semen Zbaraski, Ale- 
ksander Sanguszkowicz i Andrzej Michałowicz Czartoryski ^). Jeśli 
w'ięc nie uwzględnimy efemerycznego starostwa peremilskiego, które, 
jak pisaliśmy wyżej '), tylko chwilowo się wyodrębniło z powiatu 
łuckiego, dzierżone wówczas przez ziemianina miejscowego An- 
drzeja Wołotowicza ^), to dojdziemy co do obsadzania trzech sta- 
rostw wołyńskich za Kazimierza Jagiellończyka do następującego 
rezultatu: z dziewięciu nazwisk, z któremiśmy się spotkali, było 
tylko dwóch ziemian wołyńskich, Szyłowicz i Jursza, czterech knia- 
ziów, z których jeden pochodził z litewskiego do niedawna rodu, 
i trzech panów obcego pochodzenia, dzierżących włas'nie najważniej- 
szy urząd starostów łuckich. Już tutaj więc znaleźliśmy zupełne 
potwierdzenie naszych uwag o zmianie w szeregach możnowładz- 
twa wołyńskiego w tych czasach. 

Mówiliśmy dotąd tylko o trzech powiatach wołyńskich, cho- 
ciaż, jak wyżej wskazano, także Bracławszczyzna, gdzie już za Ka- 
zimierza dwa dalsze pojawiają się powiaty: bracławski i winnicki *), 
aż do ustanowienia dwóch osobnych województw w r. 1566 za- 
liczała się do Wołynia w szerszem znaczeniu. Nie wiadomo bowiem, 
czy władza starosty łuckiego rozciągała się i na te powiaty Rra- 
cławszczyzny taksamo jak na cały Wołyń właściwy, lub czy też 
tutaj zarząd naczelny do starosty bracławskiego należał. Kwestya 
ta jest o tyle mniejszej vvagi, że już wówczas starostwo bracław- 
skie dzierżyli niemal wyłącznie kniaziowie z Wołynia: conajmniej 



wiadomości tych, łączonych przez niego z tradycyą o poprzedniem lennem dzierżeniu 
Krzemieńca przez Mukosiejów, nie można jednak sprawdzić w źródłach. 

1) Wolff: Kniaziowie, s. 007, 424; Arch. Sang. I nr. 99 (por. do tego doku- 
mentu uwagi Wolflfa, o. c, s. 437 przyp. 10, i Radzimińskiego: Monogr. I 125); 
Arch. JZR VIII/4 nr. 8, 12. 

2) Str. 107/8. 

') Leontowicz: Akty, I nr. 13; Arch. JZR VIII/4 s. 193. Oba akty niedato- 
wane, pochodzą mniejwiecej z lat 14Ó3/75. — Nadto w r. 1488 występuje namie- 
stnik zwiaholski Okuszko Kalenikowicz (Russk. istor. bibl. XXVII s. 222), ale zdaje 
sie, źe wówczas powiat ten należał do województwa kijowskiego (Lubawskij: ObJa- 
stnoje diel., s. 241). 

*) Później pojawia sie w Bracławszczyźnie także trzeci powiat, mianowicie zwi- 
nogrodzki i n. p. już w r. 1494 kn. Fedor Czetwertyński tytułuje sie namiestnikiem 
bracławskim i zwinogrodzkim (Arch. Sang. I nr. 142); słusznie jednak wskazał jui 
Hruszewskij, V 295, źe za czasów litewskich powiat ten faktycznie nie istniał jako 
odrębna jednostka administracyjno - terytoryalna. 



2/0 O. HALECKI 

od r, 1463 do 1480 ^lichał Wasilewicz Czartoryski 1), koło r. 1489 
syn jego Andrzej '^), a pod sam koniec omawianego okresu Fedor 
Czetwertyński 3); nadto w r. 148 1 piastuje ten urząd ten sam Piotr 
Montygierdowicz^), który potem starostował w Łucku. Tylko na- 
miestnictwo Winnickie, niewątpliwie drugorzędne, powierzano zie- 
mianom miejscowym, mianowicie, pod koniec rządów Kazimierza, 
dwom z kolei braciom Kmicie i Bykowi Aleksandrowiczom"). 

Ambicya i wpływ polityczny ziemiaństwa wołyńskiego ucier- 
piały jednak nietylko przez to, że urzędy starościńskie, bez porówna- 
nia najważniejsze, coraz wyłączniej zagarniali dla siebie możni knia- 
ziowie lub nawet przybysze z poza granic Wołynia , ale i z tego 
jeszcze powodu, że nie mając już osobnego księcia dzielnicowego, 
utracili też tak liczne a ważne po części godności, stojące dla 
nich otworem na jego dworze. Co prawda w takich wypadkach 
Litwa, szanująca »starinę« przypadających jej dzielnic, nie zwykła 
była przeprowadzać radykalnych zmian , ale z natury rzeczy nie- 
które z tych godności od razu zniknąć musiały, — np. kanclerz, 
podkanclerzy, podskarbi, gdy już nie było osobnej kancelaryi ani 
osobnego skarbu Avołyńskiego — , te zaś, które pozostały, miały 
głównie tylko tytularny, honorowy charakter, jak n. p. godność 
koniuszego łuckiego, z którym to tytułem występuje w latach 
1486/9 nieznany bliżej Hryćko 6). 

Najciekawszym i najważniejszym stosunkowo pożytkiem tego 
rodzaju była godność marszałka ziemi wołyńskiej, nie mająca dla 
siebie żadnej analogii w innych częściach w. księstwa. O ile bo- 
wiem marszałkowie dworscy, którzy w znaczniejszej nieraz liczbie 
otaczali Swidrygiełłę, zaniknąć musieli wraz z udzielnym dworem 
książęcym w Łucku, o tyle przetrwała aż do czasów po unii lubel- 



' 1) Długosz, V s. 372, 009, Ó77/8; por. Arch. Sang. III nr. 75 i Pap^e, o. c, 
s. 61/2. W Aktach ZR II nr. 125 znajduje sie jego »list sudowyj« w sporze dwóch 
ziemian bracławskich , w którym teź wspomina o staroście -zastępcy, którego, bawiąc 
zwykle na \Volyniu, miał w Braclawiu (niewątpliwie r. 1470). 

2) Sang. III nr. 34; por. sprostowanie Wolffa: Kniaziowie, s. 437 przyp. 10. 

') Boniecki w cyt. dodatku zalicza go do starostów w BrasJawiu na Litwie, 
lecz chodzi niewątpliwie o Bracław podolski, w źródłach ówczesnych tei Brasla- 
wiem pisany. 

*) Arch. Sang. 1 nr. 83. 

s) Russk. łstoricz. bibl. XXVII s. 277, 317; por. Lubawskij : Oblastnoje 
diel., s. 262. 

«) Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 198, 3 12, 314. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 27 I 

skiej godność wyższego od nich marszałka ziemskiego. Podczas 
gdy jednak za czasów > wielkiego księcia* Swidrygiełły godność ta 
odpowiadała niewątpliwie godności marszałka ziemskiego innych w. 
książąt Litwy, rezydujących w Wilnie, i miała właśnie zaznaczać 
charakter wielkoksiążęcy jego władzy, to po jego śmierci musiała 
oczywiście stracić na znaczeniu. Jej charakter ściśle partykularny, 
dzielnicowy, odbił się teraz, jak raz już w latach 1437/8^), w sa- 
mym tytule (nie » marszałek ziemski*, lecz » marszałek ziemi wo- 
łyńskiej*), a kompetencya z natury rzeczy musiała się stać niejasną, 
ograniczoną do prowadzenia pospolitego ruszenia ziemi wołyńskiej, 
udziału w sądownictwie starosty łuckiego i przynależności do rady 
wielkoksiążęcej. Mylny pogląd 2), że była to najwyższa wogóle go- 
dność na Wołyniu, którego zarząd głównie w ręku tego marszałka 
miał spoczywać, powstał t^dko przez to, że zwykle, właśnie dla jej 
małego konkretnego znaczenia, łączono ją z najwyższym istotnie 
urzędem starost}'^ łuckiego: i tak za czasów Kazimierza Jagielloń- 
czyka starostowie łuccy, zaczynając od Olizara Szyłowicza, są też 
zarazem marszałkami ziemi wołyńskiej, podczas gdy przedtem Olizar 
łączył marszałkostwo z dawniejszym swym urzędem starosty wło- 
dzimierskiego 3). 

Z urzędów, jakie poznaliśmy na Wołyniu za Swidrygiełły, 
pozostał także pojawiający się pod sam koniec życia tego księcia 
urząd klucznika łuckiego*). Funkcye jego, głównie (jak raz już 
wspominaliśmy) gospodarcze, dotyczyły, taksamo jak w innych gro- 
dach w. księstwa, zarządu dochodami z dani miodowej i dzierżawy 
klucza łuckiego ''), podczas gdy czuwanie nad grodem i jego obron- 



*) Por. wyżej s. 143. (Wówczas tytuł brzmiał ^marszałek ziemi łuckiej* [obok 
formy »marszałek ziemski*], teraz >ziemi woIyńskiej« — znaczenie niewątpliwie 
jednakowe, lecz różnica pouczająca dla zmiany w terminologii terytoryalnej). Raz 
tylko, w r. 1475, Olizara Szyłowicza nazwano jeszcze ^marszałkiem ziemskim«, jak 
za czasów Swidrygiełły (Arch. Sang. I nr. 75), a jeszcze w XVI w. sam urząd na- 
zywano też >raarszatstwo ziemskoje* (tamże, III nr. 255). 

2) Por. wyżej, s. 267 przyp. i, i wzmianki u Kutrzeby: Hist. ustroju Litwy, 
s. 120, 131, streszczające obecny stan naszych wiadomości w tej sprawie; co do 
udziału w sądownictwie Arch. Sang. IV nr. i. 

') Por. zestawienie starostów łuckich z marszałkami ziemi wołyńskiej u Wolffa : 
Senatorowie, s. 21 n. 

*] Przed Bohdanem Sieńko wiczem Hostskim, wymienionym (r. 1488/94) w spi- 
sie Bonieckiego, był nim Jurij Fedkowicz (Arch. Sang. III nr. 25; r. 1482). 

=) Kutrzeba, o. c, s. 124; Hruszewskij, V 302. 



2/2 O. HALECKI 

nością poruczono, taksamo jak w innych ważniejszych warowniach 
w. księstwa, horodniczemu, którego w Łucku spotykamy po raz 
pierwszy koło r. 1486 1). Ponadto powstał na Wołyniu za czasów 
Kazimierza Jagiellończyka także inny jeszcze nowy urząd, miano- 
wicie chorążych; byli oni tutaj niewątpliwie, taksamo jak w innych 
ziemiach Litwy, przedstawicielami swego powiatu, czy to przy zbie- 
raniu pospolitego ruszenia, czy też przy jego reprezentacyi na sej- 
mach -). Rzecz ciekawa, że chorążowie pojawiają się na Wołyniu 
wcześniej, aniżeli w jakimkolwiek innym powiecie w. księstwa, przy 
czem oczywiście trudno rostrzygnąć, czy tych innych chorążych 
może tylko przypadkowo nie spotykamy w z'ródłach z epoki Ka- 
zimierzowej lub czy też po za Wołyniem istotnie dopiero później 
powstali. Pod korhiec jego panowania oprócz chorążych powiato- 
wych: łuckiego, znanego już w r. 1466 3), i włodzimierskiego po- 
jawia się także chorąży wołyński *); czy wyższe od tamtych zaj- 
mował stanowisko lub czy też może jest to tylko inny tytuł cho- 
rążego łuckiego, pozostaje wątpliwem. 

Jak już wspomnieliśmy, niższe urzędy piastowali niemal wy- 
łącznie przedstawiciele szlachty wołyńskiej, miejscowej. Niewielkie 
to jednak miało dla niej znaczenie, kiedy tylko wyjątkowo mogła 
osiągnąć godność starościńską, dającą istotną władzę. Co gorsza, 
nietylko na tych najważniejszych godnościach świeckich widziała 
coraz częściej obcych przybyszów, ale także najwyższą na Woły- 
niu godność duchowną, biskupstwo łuckie, niejednokrotnie piasto- 
wali Litwini; wszak przecież i co do dostojeństw duchownych przy- 
wilej ziemski z roku 1447 robił różnicę jedynie między obywate- 
lami w. księstwa a obcymi z po za jego granic, których dopu- 
szczał tylko w razie braku odpowiednich kandydatów tubylców^). 
Trzeba też przyznać, że w tym wypadku uwzględnienie partyku- 
laryzmu dzielnicowego było niemal niemożliwem , ponieważ n. p. 



1) Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 239; u Bonieckiego pod r. 1488. Był nim, 
jak wspominaliśmy wyżej, kn. Iwan Putiatycz. 

-) Kutrzeba: Hist. ustroju Litwy, s. 124, 141. 

3) Michał CiediJowicz (Arch. Sang. I nr. 64); w r. 1488 i wcześniej jest nim 
Łaman (Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 287 — gdzie blednie Daman ; — Arch. JZR 
VIII/4 nr. 8; Ms. ordyn. Krasińskich 4028). 

*) Według Bonieckiego w r. 1489 chorążym włodzimierskim jest Dymitr \moie 
Chołoniewski ?), a chorążym wołyńskim za Kazimierza i Aleksandra Hryńko Koziński. 
Por. Russk. istor. bibl. XXVII s. 311 (cf. 27O) i Arch. Sang. 1 nr. loO. 

s) Cod. ep. III nr. 7 Jł 2. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2/3 

na Wołyniu, tak przeważnie schizmatyckim, że za czasów Swidry- 
gieHy wogóle nic nie wiedzielis'my o łacińskim biskupie łuckim, 
trudno było obsadzać tę katedrę przez ducliownych miejscowych. 
To też po zmarłym w roku 1460 biskupie Wacławie^), którego 
herb Korczak, jeśli go trafnie przekazała tradycya, przemawia za 
pocliodzeniem wołyńskiem, został (1462/3 r.) biskupem łuckim 
Litwin Jan Łosowicz, podobno mieszczanin wileński z pochodze- 
nia"), który za czasów swego tutejszego duszpasterstwa wskutek 
zniszczenia Łucka przez pożar i napad tatarski przeniósł rezyden- 
cyę biskupią do Janowa na Podlasiu ^). Gdy zaś Łosowicz w r. 1468*) 
został przeniesiony na biskupstwo wileńskie . na łuckiem zastąpił 
go znowu Litwin, Marcin Krzeczowicz h. Gryf^), i dopiero pod 
koniec panowania Kazimierza biskupem łuckim był znowu poto- 
mek rodu Korczaków, szlachcic podlaski (ze Stawu koło Janowa), 
Stanisław Stawski ^). 

Taksamo jednak, jak Kos'ciół katolicki tworzył nawet w okre- 
sach rozluz'niania się związku politycznego silny łącznik między 
Polską a Litwą, taksamo też znany jest przynajmniej jeden wy- 
padek z tych lat, w którym zarządzenie, poddające dyecezyę 
łucką archidyecezyi lwowskiej, chwilowo silniej zaznaczyło ten 
związek kościelny z Rusią koronną: oto nim po Janie Łosowiczu 
został mianowany jego następca na katedrze łuckiej, papież po- 
wierzył nadzór nad tą dyecezyą arcybiskupowi lwowskiemu '). 



») Por. spis u Jabłonowskiego : Podlasie III s. 243 (ŹródJa dziej. XVII). 

^) Długosz, V 487: »civis Yilnensis Lithuanus«. Heraldycy przypisują mu h. 
Rozmiar; pieczęć jego z godJem herbowem znajduje sie przy piśmie z 30 \'l 1472 
w Ordensbriefarchiv (XVI 37). 

') Spis biskupów łuckich wyżej cytowany; P. J. K. : Janów biskupi czyli pod- 
laski, s. 30. 

*) Na dokumencie z 24 VI 14O8 występuje jako »epiicopus Luceoriensis et 
postulatus Vilnensis< w Krewię (kopiaryusz przywilejów dyecezyi wileńskiej w arch. 
XX. Czartoryskich fol. 32); poprzednik jego na biskupstwie wileńskiem umarJ według 
Długosza już 29 IX 1467. Por. dokładne daty o biskupie Janie Łosowiczu u X. Fi- 
jałka: Uchrześcijanienie Litwy przez Polskę, s. 118 przyp. I. 

^) Długosz, 1. c: »genere Lithuanus*. 

*) Spis wyżej cytow. ; X. Fijałek, o. c, s. 130. — Władyków prawosławnych, 
łuckich i włodzimierskich , spotykamy całv szereg na dokumentach współczesnych 
(Arch. Sang. I pass.), lecz same ich imiona nic nam nie mówią, a takim wpływem 
politycznym, jak za Świdrygiełły, juź się nie cieszyli, nie należąc do rady w. książęcej. 

') Gołębiowski : Dzieje Polski za Kazimierza Jagiellończyka, s. 332, 734. Stąd 
2rozuraiałem jest, ie Litwa ze względu na spór o Wołyń i Podole pragnęła już za 
•o. Halecki: Ostatnie lata Świdrygiełły. 1 8 



274 O- HALECKI 

Z drugiej strony jednak do możnego ziemiaństwa wołyńskiego 
wprowadzali rzadki dotąd żywioł katolicki właśnie przybysze z Li- 
twy. Katolikami bowiem byli wszyscy panowie litewscy, przeważnie 
potomkowie bojarów objętych adopcyą horodelską, których pozna- 
lis'my jako starostów lub posiadaczy dóbr ziemskich na Wołyniu i); nie 
bez znaczenia jest też szczegół, że wówczas, gdy język ruski już 
panował niemal wszechwładnie, o ile chodziło o sprawy wewnę- 
trzne, w kancelaryi wielkoksiążęcej, wspomniane nadania dóbr 
na rdzennie ruskim Wołyniu, jakie otrzymali n. p. Dowojnowicz 
lub Montowtowicz , były spisane w języku łacińskim. Wymownie 
illustruje to fakt, że z nimi i innymi panami z właściwej Litwy 
wchodzili do ziemi wołyńskiej przedstawiciele odmiennego zgoła 
środowiska, panowie innego pochodzenia narodowościowego i in- 
nego wyznania, którzy inną, polsko -łacińską, przyjęli kulturę 
Nie może ulegać wątpliwości, że Kazimierz przy tych i podobnych 
nadaniach, nie tylko na Wołyniu, ale także i w innych ziemiach 
ruskich w. księstwa, nie kierował się jedynie powolnością czy ła- 
skawością wobec panów obdarowanych, lecz pragnął i w ten spo- 
sób , wbrew tendencyom partykularnym i prądom odśrodkowym 
w różnych częściach swego państwa litewskiego, zbliżyć do siebie 
i spoić w jedną całość te części odrębne, świat litewsko -katolicki 
i rusko - schizmatycki. 

Kwestya ta, poruszona tutaj oczywiście tylko mimochodem, 
dotychczas mimo swego zasadniczego znaczenia dla dziejów we- 
wnętrznych w. księstwa litewskiego nie jest jeszcze dostatecznie zba- 
daną. Tem mniej można uważać za należycie uzasadnione utarte 
w historyografii mniemanie, że właśnie w omawianych czasach pa- 
nował w stosunkach wewnętrznych państwa litewskiego silny an- 
tagonizm narodowo-religijny między jego ludnością litewską a ru- 
ską. Pogląd ten, poparty niemal wyłącznie przez dwa ustępy hi- 
storyi Długoszowej, jeden dotyczący w szczególności Kijow.szczyzny, 
drugi o bardziej ogólnym charakterze ^), których interpretacyą tutaj 
oczywiście nie możemy się zająć, nie znajduje żadnego potwier- 
dzenia w dziejach tej ziemi, którą uznać trzeba za główne środo- 



czasów Witolda poddać biskupstwa tamtejsze osobnej metropolii litewskiej. Por. X. Fi- 
jaJek: Uchrześcijanienie Litwy, s. 58, oraz w Sprawozdaniach Akad. 1911 kwiecień. 

*) W cyt. wyżej kopiaryuszu znajduje się (fol. 27/8) nadanie wdowy po je- 
dnym z Dowojnowiczów dla kościoła katolickiego w Krupej z r. 1460. 

«) Hist. V 547, 098. 



OSTATNIE LATA S\V1DRVGIELŁY 2/5 

wisko Żywiołu ruskiego w w. księstwie, mianowicie Wołynia. Prze- 
konaliśmy się już w poprzednich rozdziałach, że czynnikiem decy- 
dującym w każdym wypadku o stanowisku i dążeniach politycz- 
nych Wołynian był bez względu na kwestye narodowo- wyznaniowe 
jedynie i wyłącznie partykularyzm ziemski; teraz zaś spotykamy 
się z ciekawym objawem, że kiedy po doświadczeniach z 1453 r. 
starano się temu partykularyzmowi przeciwdziałać, okazał się on 
silniejszym od różnic w pochodzeniu czy wierze: zamiast jego 
osłabnięcia albo wrogiego starcia się dwóch przeciwnych obozów 
przyszło w sferze możnowładczej do szybkiej asymilacyi obcych 
żywiołów z miejscowymi, przekształciło się wprawdzie to możno- 
władztwo wołyńskie co do swego składu, lecz mimo wchłonięcia 
nowej fali przybyszów z północy pozostało niemniej niż przedtem 
zrośnięte z ziemią i jej dzielnicowymi interesami. 

Zamiast bowiem jakichkolwiek śladów antagonizmu wśród 
jego różnorodnych przedstawicieli widzimy przeciwnie zbliżenie się 
jednych do drugich, uwidocznione zwłaszcza w tej dziedzinie, 
która najgłębiej zawsze przenika życie, w związkach rodzinnych. 
Taksamo, jak kniaziowie tutejsi nie przez przewrót gwałtowny, lecz 
najczęściej przez pokrewieństwo i powinowactwo z wymierającymi 
lub schodzącymi z szerszej widowni rodami pańskimi Wołynia osią- 
gnęli ich majątkowo- polityczną spuściznę, tąsamą też drogą ro- 
dziny niedawno z Litwy przybyłe weszły teraz, na czas dłuższy lub 
krótszy, w zastęp wołyńskiego możnowładztwa. Widzimy to u Hol- 
szańskich, o których małżeństwach na Wołyniu już mówiliśmy wy- 
żej, widzimy u Ch»-ebtowiczów i Montowtowiczów, koligacących 
się wcześnie z kn. Czetwertyńskimi i Ostrożeckimi i z rodziną 
znanego nam dobrze Paszka Dachnowicza*), a jak gdyby żywe 
świadectwo zbliżenia się różnorodnych żywiołów w najwyższej 
warstwie społeczeństwa, córka kn. Wasila Ostrogskiego poślubia 
po kolei trzech panów litewskich i sama na katolicyzm prze- 
chodzi^). Ale ponadto i inny jeszcze czynnik wpłynął na szybką 
assymilacyę obcych przybyszów z możnowładztwem miejscowem 
i niedopuścił do zanikania partykularyzmu dzielnicowego Woły- 
nia. Ktokolwiek mianowicie na dłuższy czas w tej ziemi osiadał 
'lub urząd w niej otrzymywał, musiał zainteresować się jej spra- 

• 1) Wolff: Kniaziowie, s. 132; Boniecki: Poczet, s. 27. 

*) Tamże , s. 345. 

18* 



276 o. HALECKl 

wami i potrzebami, które z chwilą, gdy wchodzi w zastęp jej zie- 
miaństwa, stawały się jego własnemi. Tak n. p. nawet pana po- 
chodzącego z rdzennej Litwy, skoro otrzymał dobra na Wołyniu, 
grożący tym stronom najazd tatarski bez porównania więcej ob- 
chodził, aniżeli tych, co przebywali w Wileńskiem lub Trockiem, 
więcej też. aniżeli sprawy krzyżackie, nowogrodzkie i t. p., któremi 
bezpośrednio interesowali się tamci. Wszystkie zas' sprawy doty- 
czące tylko pewnej dzielnicy, dzięki ustrojowi federacyjnemu w. 
księstwa, naogół, zwłaszcza gdy parlamentaryzm sejmowy całego 
państwa wytwarzał się dopiero stopniowo, załatwiane były na 
gruncie jej samorządu. 

Ten samorząd dzielnicowy, najsilniejsza podstawa partykula- 
ryzmu danej ziemi, nie był, jak wiadomo jednakowo rozwinięty 
we wszystkich częs'ciach składowych w. księstwa. W szczególności 
co do Wołynia zaprzecza się nawet dotąd w nauce ^), jakoby tutaj, 
niezależnie od tworzącego się parlamentaryzmu ogólno-litewskiego, 
w któr}'m, jak widzieliśmy w poprzednich rozdziałach, Wołyń brał 
udział już conajmniej w r. 1442, wytworzyły się tradycye takiego 
samorządu terytoryalnego. udziału społeczeństwa w zarządzie miej- 
scowym. Otóż na podstawie naszych badań nad ustrojem dzielnicy 
wołyńskiej za czasów Swidrygiełły dotychczasowy ten pogląd mu- 
simy w znacznej mierze zmodyfikować. Wprawdzie istotnie nie 
spotykamy na Wołyniu tradycyi samorządu tak dawnego i tak 
demokratycznego, t. j. sięgającego czasów przed pierwszą okupa- 
cyą przez Litwę i uwzględniającego nawet niższe warstwy ludno- 
ści, jak w dzielnicach białoruskich-); ale stwierdziliśmy, że za 
rządów Swidrygiełły jego rada, do której dostęp mieli prawdopo- 
dobnie wszyscy kniaziowie i >panowie*, cała szlachta wołyńska, 
cieszyła się w jego dzielnicy tym samym wpływem, co jego daw- 
niejsza rada wielkoksiążęca, gdy cafą Litwą władał; mogliśmy się 
zwłaszcza przekonać, że przed załatwieniem każdej ważniejszej 
sprawy ta rada wołyńska, nieraz bardzo licznie, do Łucka się 



M Kutrzeba, o. c, s. 130. — Nie da się jednak takie, w naszym wypadku, 
utrzymać pogląd I.eontowicza, jakoby pierwotnie wszystkie zjazdy dzielnicowe na zie- 
miach w. księstwa lit. obejmowały wszystkie warstwy ludności (Wiecza, sejmy i sei-» 
miki, Żum. minist. narodn. prosw. 1910, zesz. 2, s. 242); przyznaje on wprawdzie 
ie na Wołyniu już w pierwszej polowie XVI w. tylko szlachta w nich uczestniczy, 
ale tutaj przecież i w średnich wiekach udziaJu innych warstw dopatrzeć się nie możnat 

2) Por. tamże , s. 136/7. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 2/7 

zjeżdżała, aby się wypowiedzieć przed jej rostrzygnięcieni. Te tra- 
dycye tak świeże nie mogły oczywiście pójść w zapomnienie: to 
też nietylko na podstawie świadków, wymienianych przy niektó- 
rych rozprawach sądowych i ugodach majątkow^ych ziemian wo- 
łyńskich, możemy wywnioskować, że także pod bezpośrednimi 
rządami Kazimierza Jagiellończyka nieraz przedniejsi Wołynianie 
z różnych stron swej ziemi zjeżdżali się w Łucku ^). ale spotykamy 
nawet w piśmie jednego ze starostów tamtejszych do króla z ósmego 
dziesięciolecia XV wieku ^) wyraźną wzmiankę o >sejnHe«, oczy- 
wiście dzielnicowym wołyńskim, obradując3'm w Łucku, na któ- 
rym obok władyki łuckiego, starostów łuckiego i krzemienieckiego 
i dwóch urzędników niższych zebrało się też sporo ziemian, nie 
cieszących się ani urzędem ani stanowiskiem możnowładczem. 

Nie mając niestety o tych sejmach 'j bliższych wiadomości współ- 
czesnych, nie będziemy się naturalnie bawili w domysły, jaką n. p. 
była na nich rola marszałków ziemi wołyńskiej *), czy chorążowie 
powiatowi mieli na nich pewne funkcye reprezentacyjne, jak póź- 
niej na sejmach ogólno-litewskich i t. p. Niewątpliwem się jednak 
wydaje, że nie były one niczem innem, jak tylko dalszym ciągiem 
zjazdów rady za Swidrygiełły, przeżytkiem . a to najważniejszym, 



1) Tak n. p. w r. 1491 w Łucku starostowie łucki i krzemieniecki wydaja 
wyrok w sporze o wieś pow. krzemienieckiego po rozpatrzeniu sprawy >so kniaźmi 
i pany wołyńskimi*, a jako świadków wymieniają, obok władyki luckićgo i kilku 
moiniejszych kniaziów i panów wyliczonych imiennie, jeszcze »inszich kniaziej i pa- 
nów mnohoc. (Arch. Sang. I nr. 99^. Por. też dziaJy majątkowe zawierane »pieried 
pany* (n. p. tamże nr. 58 z r. 1463). Nadto w cyt. niżej piśmie Kazimierza Jag. 
ze Stepania z 1469 r. (Leontowicz: Akty lit. mietr., nr. 13) znajduje się wzmianka, 
wskazująca, że w czasie jego bytności na Wołyniu w tym roku odbył sie zjazd »knia- 
ziej i panów i bojar i ziemian wołynskoje ziemli*. 

2) Arch. JZR \TII'4 nr. 8: pismo to niema daty rocznej lecz tylko indykcye 6, 
która się jednak nie zgadza z czasem (między 1475 a 1480), w którym wysyłający je 
starosta łucki Iwan Chodkowicz urząd ten piastował. Badacze rosyjscy (Leontowicz, 
Downar - Zapolskij) cytują ten list z metryki lit. z datą 1474 r., ale wtedy starostą 
łuckim był Montowtowicz. 

') W XVI w. te »sojmy« wołyńskie nazywano też .>zborami* (por. .\rch. Sang. 
III nr. 334 r. 1527J. Mniej lub więcej obszernie pisali o nich Jabłonowski (Źródła 
dziej. Vis. LXI), Lubawskij (Obłastn. diel., s. 8O9 nn. ; Sejm, s. 153/5), Maksimiejko 
(Sejmy lit.-russk. gosud. 2930, 38/9) i Hruszewskij (V 15 16, 303). 

*) Jabłonowski twierdził, że przewodniczyli na nich, lecz bardziej uzasadnio- 
nym jest pogląd Hruszewskiego, że (zwykle przynajmniej — por. Lubawskij: Oczerk. 
s. 156) przewodniczył starosta łucki. 



2/8 o. HALECKI 

Z czasów chwilowej odrębności Wołynia pod jego rządami, a z całą 
pewnością stwierdzić można, że stale oprócz duchownych, knia- 
ziowskich i pańskich moźnowładców brał w nich udział także ogół 
szlachty-ziemian, zebranych nieraz bardzo licznie ^). Różnica w po- 
równaniu z czasami Swidrygiełłowymi polega tylko na tern, że 
teraz się odbywały te zjazdy i narady bez osobnego księcia dziel- 
nicowego, taksamo jak współczes'nie różne sejmy i zjazdy litewskie 
w Wilnie odbywały się nieraz w nieobecności Kazimierza. Niczego 
powiedzieć nie umiemy o stosunku sejmu dzielnicowego wołyńskiego 
do tych sejmów i zjazdów panów rady całego w. księstwa; znając 
jednak genezę zjazdów łuckich, można stwierdzić, że i w tym 
wypadku*) samorząd dzielnicowy nie wpływał na rozwój parla- 
mentaryzmu ogólno- litewskiego, lecz przedstawia się jako czynnik 
zgoła odrębny, co najwyżej przygotowujący objętą nim część spo- 
łeczeństwa do współudziału w rządzie całego państwa. Co się ząś 
tyczy faktycznej kompetencyi sejmu wołyńskiego, to bez zapu- 
szczania się w nieuzasadnione hipotezy można ją określić w ten 
sposób, że należały do niej obok udziału w sądownictwie wszystkie 
sprawy, dotyczące specyalnie Wołynia, które nie wchodziły w za- 
kres władzy starostów, ograniczonej właśnie w tej ziemi przez 
znany nam przywilej z r. 1452 i jego późniejsze zatwierdzenia, 
również w myśl tradycyi z czasów Swidrygiełłowych. 

Istnienie takiej instytucyi było tern potrzebniejsze, że Kazi- 
mierz, który tylko od czasu do czasu mógł objeżdżać poszcze- 
gólne ziemie swych rozległych państw, od czasu przyłączenia Wo- 
łynia do Litwy byl tam osobiście, o ile wiemy, tylko trzy razy. 
Raz, koło r. 1460 lub 1480, przybył do Włodzimierza, kazał za- 
mek tamtejszy, zniszczony pożarem, odrestaurować przez ludzi 
z różnych włości hospodarskich Litw)^ właściwej i Podlasia i osa- 
dził na starostwie kn. Aleksandra Sanguszkowicza^); następnie 
w sierpniu 1469, jadąc z Radomia na zjazd grodzieński, wybrał 



1) Akty JZR I nr. 36; Arch. Sang. III nr. 334; ŻródJa dziej. VI 19 (wszędzie 
wobec tego, ie tytuł »panów« oznacza teraz głównie tylko moinowladców, dodaje się 
jeszcze >ziemianie€ lub >wsia szlachta*). W r. 1545 z samych pow. łuckiego i wło- 
dzimierskiego zjechało się na sejm w Łucku osób 162! (Źródła dziej. V'I 22; por. 
tamże s. 20 często cytow. ustęp o >mienszych« i >starszych«). 

*) Por. Kutrzeba, 1. c. 

') Źródła dziejowe VI 6; o dacie por. cytowane wyżej uwagi Wolffa i Ra- 
dzimińskiego. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 279 

drogę przez Łuck i Stepań ^j, a wreszcie, gdy w listopadzie r. 1487 
jechał z Rusi czerwonej na Litwę, znowu zabawił na Wołyniu kil- 
kanaście dni, zatrzymując się w Włodzimierzu i w Łucku ^j, gdzie 
taksamo jak w r. 1469 skorzystali z jego bytności mieszczanie łuccy, 
aby swe dezyderaty przedstawić, oraz wdowa po Olizarze Szyło- 
wiczu, aby wyprosić sobie zatwierdzenie swych znanych nam roz- 
porządzeń majątkowych ^j. Na ogół zaś król mało miał czasu do 
zajmowania się sprawami wołyńskiemi , które, odkąd roztrzygnął 
się groz'n\' spór polsko-litewski o tę ziemię, nie dużo już dla niego 
miały znaczenia; wiemy już, że ograniczał się do drobnych nadań 
pieniężnych , przy których nieraz także pamiętał o ziemianach 
bracławskich i Winnickich, najbardziej cierpiących przez napady 
tatarskie, i kilkakrotnie przeznaczał dla nich część swych docho- 
dów wołyńskich, zwłaszcza z myta łuckiego ■*). Tę ostatnią sprawę 
poruszyliśmy na tem miejscu dla tego, ponieważ nasuwa się też 
pytanie, o ile zjazdy sejmowe w Łucku zajmowały się także spra- 
wami Bracławszczyzny '^), potrzebującej bacznej opieki właśnie ze 
względu na swoje kresowe położenie; niestety brak pod tym wzglę- 
dem wskazówek i można tylko zaznaczyć, że najlepszy środek 
zabezpieczenia tych kresów, mianowicie kolonizacya pustkowi przez 
osadzanie ludności rycerskiej, której początki poznaliśmy w r. 1448, 
lecz której niestety teraz nie przeprowadzono w dalszym ciągu, nie 
mógł oczywiście wchodzić w kompetencyę miejscowego samorządu. 
Jest to szczegółem przypadkowym , lecz wielce znamiennym, 
że ową najwyraźniejszą wzmiankę o sejmie wołyńskim, uzupełnia- 
jącym zarząd dzielnicy przez hospodara i jego starostów, znajdu- 
jemy właśnie w piśmie jednego z tych starostów łuckich, którzy 
sami nie pochodzili z Wołynia , mianowicie Iwana Chodkowicza, 
wspomnianego wyżej pana kijowskiego. Wymowny to przykład, 
jak dzięki tradycyjnemu a poniekąd nawet koniecznemu samorzą- 
dowi terytoryalnemu nieuwzględnianie partykularyzmu ziemskiego 
przy obsadzaniu najwyższych nawet urzędów musiało przecież po- 



ij DJugosz; Hist. V 257; Źródła dziej. VI 60/1; Leontowicz: Akty lit. mic- 
triki , nr. 15. 

-) Teki Pawińskiego II (Liber quitantiarum regis Casimiri', s. 192/3. 

») Russk. istor. bibl. XXVII 430; Arch. Sang. I nr. 91, 138. 

*) Russk. istoricz. bibl. XXVII s. 198, 238, 287, 289, 316. 

*) Według Jabłonowskiego (Źródła dziej. VI s. LXI) zajmowały sie , przy- 
najmniej w XVI w., tylko trzema powiatami ściślejszego Wołynia. 



280 o. HALECKl 

zostać bez istotnego wpływu na odrębność dzielnicową. Napływa- 
jące żywioły z poza granic Wołynia, chociażby tylko tak przelo- 
tnie tu się pojawiały, jak właśnie wspomniany Chodkowicz, nietylko 
że nie zmieniają istniejących stosunków, lecz stosując się do nich,, 
same biorą udział w partykularnem życiu ziemi. Gdy zaś tacy 
obcy przybysze osiadają tutaj na stałe, to niebawem zrastają się 
z możnowładztwem miejscowem, którego odrębność w stosunku 
do innych ziem w. księstwa przez to bynajmniej nie zanika, lecz 
tylko traci wszelkie cechy etnicze lub religijne. 

Wogóle bowiem z całym naciskiem podnieść trzeba, że, jak 
to słusznie już zauważono '), choć Litwa partykularyzm wołyński 
mało zabezpieczyła w jego przywileju dzielnicowym i nieraz naru- 
szała w interesie swego własnego możnowładztwa przy rozporzą- 
dzaniu urzędami i dobrami, to jednak nie znaczyło to bynajmniej, 
jakoby go wogóle zamierzała usunąć; Nie myślała Litwa i w tym 
wypadku sprzeniewierzyć się zasadzie szanowania autonomii dziel- 
nicowej i słynną swoją w tym względzie normę »my stariny nie 
ruchajem, a nowiny nie uwodim* właśnie w przywileju Kazimie- 
rza Jagiellończyka dla miasta Łucka ^) po raz pierwszy tak wy- 
raz'nie wypowiedziała. I jeszcze w XVI w. wielcy książęta Litwy 
nietylko nieraz wspominali o odrębnem »prawie wołyńskiem«, lecz 
wyraźnie też stwierdzali, że stosunków tamtejszych »ruszać« nie 
myślą, wiernie zachowując ziemi wołyńskiej i jej mieszkańcom 
wszystkie przywileje jej ostatniego udzielnego władcy, Swidrygiełły 2). 

Jedna wreszcie zachodzi jeszcze okoliczność, dlaczego ta odrę- 
bność partykularna na Wołyniu szczególnie silnie się zaznacza. 
W innych mianowicie dzielnicach państwa litewskiego prądowi, 
wprowadzającemu do nich żywioły zamiejscowe, zwłaszcza ze ści- 
ślejszej Litwy, odpowiadał zwykle także prąd odwrotny, który zie- 
miaństwo gniazdowe danej ziemi wyprowadzał poza jej granice 
do innych części w. księstwa a przedewszystkiem na zespalający 
je wszystkie dwór hospodarski. Silnie to się zaznacza zwłaszcza na 
Białej Rusi, z której już wówczas jedna rodzina po drugiej wycho- 
dzi na szerszą widownię ogólno-państwową i, biorąc udział w ży- 
ciu historycznem całego w. księstwa, przyczynia się do zacierania 
partykularyzmu swej rodzimej dzielnicy. Nie mogąc tutaj tej sprawy 



>) Hruszewskij, V 12. ») Russk. istor. bibl. XXVII 430. 

') Tamże, XX 704; por. n. p. też 707. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEł.ŁY 28 ł 

omówić szczegółowo, ograniczamy się do wymienienia, jako szcze- 
gólnie znamiennych przykładów, rodzin smoleńskich Wiażewiczów 
i Sopieżyców >). Co więcej, nawet na Kijowszczyznie, która prze- 
cież nawet dłużej od Wołynia miała swych książąt udzielnych, po- 
dobne przykłady znaleśc można, że wspomniemy tylko raz jeszcze 
Iwana Chodkowicza. Za to na Wołyniu ten prąd dośrodkowy, 
jeżeli się tak wyrazić można, jest bezwarunkowo najsłabszy. Zwła- 
szcza w epoce Kazimierza Jagiellończyka żadna z jego rodzin knia- 
ziowskich , które teraz przewodnie zajęły stanowisko w jego mo- 
żnowładztwie, nie wychyla się w życiu politycznem poza jego ru- 
bieże, wyjąwszy oczywis'cie świeżo tam osiadłych Holszańskich. 
Cq się zaś tyczj' szlacheckiego ziemiaństwa gniazdowego, to wy- 
stąpienia jego poza Wołyniem ograniczają się do tego, że klucznik 
łucki Bohdan Hostski jest zarazem też podczaszym wielkoksiążęcym, 
starosta włodzimierski Iwan Jursza ma tytuł marszałka hospodar- 
skiego , a Lew Bohowitynowicz piastuje urząd klucznika w sąsie- 
dnim Brześciu i jest też pisarzem Kazimierza, — wszyscy w osta- 
tnich dopiero latach jego panowania ^). Przyczyny tego trzymania 
się zdała były zapewne podwójne; po pierwsze Wołyń z pośród 
różnych ziem i dzielnic w. księstwa najmniej miał interesów wspól- 
nych z całem państwem i najmniej bezpośredniej styczności z jego 
ogólną polityką z powodu swego geograficznego położenia; po 
drugie zaś, możnowładztwo, najbardziej powołane do życia poli- 
tycznego, odkąd stało się stopniowo tak wybitnie kniaziowskiem, 
jak w żadnej innej części Litwy, oddalało się coraz bardziej i wy- 
odrębniało od kół rządzących w. księstwem, wśród których oprócz 
Holszańskich żadnych już niemal kniaziów nie było a możne, nieksią- 
żęce rody bojarskie coraz wyłączniejszą zdobywały sobie przewagę. 
Tak więc ten przegląd wstępnego okresu rządów litewskich 
na Wołyniu prowadzi nas do wniosków wcale ważnych dla jego 



') Por. 11. p. uwagi o początkach tych rodzin \v pracy \VI. Semkowicza o li- 
tewskich rodach bojarskich. Mieś. herald. 1913 s. i87'9 i 1914 s. 58/9. 

*) Ob. spisy uriędników Wolffa i Bonieckiego pod odpowiednimi tytułami, 
oraz n. p. Arch. Sang. III nr. 29. Brat Lwa, Bohusz Bohowitynowicz , występujący 
na Wołyniu 1466 — 1483, dworzanin królewski w r. 1487 (Arch. Sang. I nr. 1371, 
został, jak wiadomo, później, za Zygmunta I, podskarbim ziemskim i marszałkiem 
(por, WolfiF: Senatorowie, s. 185); stad ta jedna właśnie z gniazdowych, szlacheckich 
rodzin Wołynia cieszyła sie w XVI w. stanowiskiem raoinowładczem nietylko w swej 
dzielnicy, lecz wogóle w w. księstwie litewskiem. 



282 O. HALECKI 

Życia dziejowego w dalszych czasach. Mimo utraty udzielnego księ- 
cia i utrwalonego w sporze z Koroną przyłączenia do Litwy za- 
chowuje sobie ta dzielnica w. księstwa, w wyższym jeszcze stopniu 
od innych, swe życie odrębne, niemal taksamo jak za Świdry- 
giełły. W sprawach zewnętrznych jedyna interesująca ją bezpośre- 
dnio kwestya, obrona od Tatarów, raczej wiąże ją z Rusią ko- 
ronną aniżeli z Litwą, której inne sprawy polityczne Wołynianom 
pozostają obce. Na wewnątrz zaś, sztucznie od Rusi koronnej 
oddzielona a niedostatecznie zabezpieczona w swym partykula- 
ryzmie od strony litewskiej, ziemia wołyńska przejęła się jednak 
tak mocno tradycyami udzielności za swego ostatniego księcia, że 
osiadanie obcego ziemiaństwa na tutejszych urzędach i włościach 
mogło wprawdzie zaszkodzić chwilowo osobistym interesom i am- 
bicyom żywiołów miejscowych, mogło się przyczynić do wywoła- 
nia silnego odruchu niezadowolenia na samym początku, w roku 
1453, lecz następnie wcale się nie okazało groz'nem dla silnie 
ugruntowanej odrębności dzielnicowej, podtrzymanej przez samo- 
rząd sejmowy. Ziemia- dzielnica jako jednostka terytoryalna uwy- 
datniła i w tym wypadku swą siłę indywidualną i czynnik ten. tak 
zgodny zresztą z ogólnym ustrojem federacyjnym w. księstwa, oka- 
zał się silniejszym od fluktuacyi wśród jej mieszkańców i zmian 
w stosunkach społecznych. Te ostatnie zmiany doprowadziły do 
tego, że ogromną przewagę w ustroju wewnętrznym na Wołyniu 
zdobyła sobie warstwa, dawniejsza co prawda od przybywających 
obecnie panów litewskich , lecz bądź co bądź napływowa, miano- 
wicie kniaziowie. Ze oni to właśnie, choć ledwo sto lat przedtem 
tutaj zaczynali osiadać, choć przeważnie również pierwotnie litew- 
skiego pochodzenia, stali się niebawem typowymi przedstawicie- 
lami Wołynia a zarazem żywiołu ruskiego w wielkiem księstwie, 
jest tylko nowym dowodem niesłychanej siły assymilacyjnej, jaka 
wówczas tkwiła w ziemi, w stosunkach terytoryalnych. Dzięki też 
tej samej sile nowa obca fala, pojawiająca się w tych stronach, 
jedyny czynnik, który mógł Wołyń z resztą państwa powiązać, 
okazała się za słabą dla tego zadania i po części nawet, tak jak 
poprzednie, w jego świecie partykularnym się rozpłynęła. Za to 
przebudowa sfery możnowładczej miała inny fatalny skutek dla 
stosunków wewnętrznych ziemi wołyńskiej: wytworzyła mało wi- 
doczny dotąd a później coraz jaskrawszy rozłam między tem mo- 
żnowładztwem a ogółem szlachty -ziemian. Póki najwyższą warstwę 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 283 

społeczną tworzyły przeważnie, taksamo jak w Polsce, gałęzie tych 
samych wspólnot rodowych, do których też należała znaczna częs'ć 
zwykłej szlachty, póki między ziemianinem jedno- lub kilkowio- 
skowym a dziedzicem rozległych włos'ci, zasiadającymi obok siebie 
w radzie, nie było prawno - politycznej różnicy, nie mogło też być 
takiego rozłamu. Odkąd zaś skończyła się przewodnia rola gniaz- 
dowego możnowładztwa szlacheckiego, odkąd szlachta wołyńska 
wśród wielmożów swej ziemi widziała zamiast braci herbowych 
tylko kniaziów -dynastów i świeżo przybyłych panów obcych, roz- 
łam ten coraz silniej się zaznaczał; gdy zaś następnie dzięki »egzem- 
ptom* sądowo- administracyjnym dóbr możnowładczych w ustroju 
litewskim różnica zaznaczała się także pod względem prawnym 
i najdotkliwsze ciężary państwowe, zwłaszcza służby wojennej, 
coraz wyłączniej spychała z wielmożów na szlachtę powiatową, 
wtedy ta szlachta z aspiracyami swojemi coraz bardziej zwracała 
się tam, skąd równość i wolność szlachecka szła już w XY wieku, 
ku Polsce. I tak mimo zazdrosnego, choć nie zawsze skutecznego, 
wykluczania wszelkiego napływu ziemiaństwa z Korony, przygoto- 
wywało się powoli ostateczne przejście Wołynia od Litw'y do Pol- 
ski przy unii lubelskiej z 1569 r. 

Końcowe te wnioski uzasadniają zarazem, dlaczego mogliśmy 
zamknąć pracę naszą z końcem panowania Kazimierza, choć chwila 
ta w dziejach Wołynia bynajmniej nie była przełomową i choć 
znaczenie kwestyi wołyńskiej dla dziejów unii polsko-litewskiej 
już znacznie wcześniej zanikło na długi , wiekowy niemal okres. 
Widzimy bowiem, że już za rządów tego władcy ukształtowały się 
na Wołyniu wszystkie te stosunki, które będą dla niego charakte- 
rystyczne przez cały dalszy ciąg jego przynależności do Litwy a 
których dalszy rozwój w epoce Zygmuntowskiej jest już stosun- 
kowo dobrze zbadany i znany. Po burzliwych latach przełomu koło 
połowy XV wieku, zwłaszcza po nieudałym spisku z r. 1453, rola 
dziejowa Wołynia staje się raczej bierną; mogliśmy to zauważyć 
już w omawianym przez nas okresie a zmiana pod tym względem 
następuje dopiero w latach bezpośrednich przygotowań do unii 
lubelskiej dzięki wystąpieniom szlachty wołyńskiej na sejmach li- 
tewskich za Zygmunta Augusta. To też ponieważ tak stanowisko 
Wołynia w ramach państwowości litewskiej jak też i doniosłe zmiany 
w jego wewnętrznych stosunkach jasno się uwidoczniają już za 
rządów Kazimierza, który tak zręcznie rozwiązał kwestyę wołyń- 



284 o. HALECKl 

ską po jej najgroźniejszem napięciu, dalsza historya tej ziemi pod 
panowaniem jego następców na tronie litewskim przedstawia w po- 
równaniu z poprzedniemi laty już mniej ciekawe i mniej ważne 
pole badań. Mniej ważne i z tego powodu, że przestaje być przy- 
czynkiem do dziejów unii Litwy z Koroną. Wskazaliśmy przecież 
w naszych roztrząsaniach, że z chwilą, gdy Kazimierz ostatecznie 
przeprowadził ten podział ziem ruskich między oba państwa, jaki 
uznał za jedynie możliwy, po ugruntowaniu władzy Litwy w przy- 
padłej jej części, spory terytoryalne znikają na wiek caty z wza- 
jemnych stosunków polsko - litewskich, z rokowań w sprawie unii. 
Wspomniane zaś umocnienie rządów litewskich na Wołyniu do- 
konało się właśnie jeszcze v; drugiej, spokojniejszej części pano- 
wania Kazimierzowego. Wszak, jak widzieliśmy, jeszcze w roku 
1480 trzeba było starostę łuckiego osobną zobowiązać przysięgą*, 
że w razie ustanowienia osobnych panujących w Polsce i na Li- 
twie, nie podda się Koronie, lecz wytrwa przy w. księstwie; gdy 
zaś to 12 lat później istotnie nastąpiło, wystarczyło wyprawić 
gońca do Łucka z listami Aleksandra i panów litewskich , przy- 
pominającymi , że Wołynianie zawsze byli »za odin pospołu* 
z wielkiem księstwem litewskiem, i zapraszającymi do udziału przy 
wspólnym wyborze nowego w. księcia *), aby Wołyń bez śladu wa- 
hania lub oporu , bez śladu przeciwnych usiłowań Polski , stanął 
przy Litwie i jej wybranym niebawem odrębnym władcy, jako 
należąca niezaprzeczenie do niej dzielnica, taksamo jak Kijów, Smo- 
leńsk, Witebsk lub Połock. 

*) Akty Zap. Kossii I nr. 100; por. Lubawskij : Lit. russkij sejm, s. 135. Po- 
równać należy też poselstwo zebranych w Łucku kniaziów i panów wołyńskich do 
panów litewskich przed samą śmiercią Aleksandra, gdzie obiecują sJużyć wraz z nimi 
temu z >pr^yrodzonych hospodarow«, którego Litwa na w. księcia wybierze (Russk. 
istor. bibl. XX s. 569). 



DODATEK I. 

Wykaz chronologiczny dokumentów Swidrygiełły z lat 1433 do 
1452 wraz z przyczynkami do jego itineraryum od r. 1440. 

Głównym celem przy układaniu tego dodatku było ustalenie 
dat przywilejów Swidrygiełłowych z lat 1440 — 1452 t. j. z osta- 
tniego okresu jego życia. Ponieważ chronologia wszystkich wogóle 
dokumentów tego księcia, bądź rozrzuconych po najróżniejszych 
i po części bardzo niekrytycznych wydawnictwach, bądź dotąd zu- 
pełnie nie ogłoszonych drukiem, wymaga, jak słusznie wskazano 
(Hruszewskij: Istorija Ukraini-Rusi, lY^ s. 480), szczegółowych stu- 
dyów, powinny tego rodzaju badania towarzyszyć każdej pracy, 
która wogóle tymi dokumentami posługuje się jako materyałem 
źródłowym. W danym okresie było to jednak tem konieczniejsze, 
że fragmentaryczność innych źródeł częściej aniżeli przy badaniu 
lat wcześniejszych każe się do nich odwoływać. Wyłoniła się przy 
tem potrzeba cofnięcia się przy tym przeglądzie aż do r. 1433, 
tak że obejmuje on wszystkie znane nam przywileje Swidrygiełły 
od czasu jego strącenia ze stolca wielkoksiążęcego przez Zygmunta 
Kiejstutowicza. Wpłynęły na to następujące powody. Po pierwsze 
musieliśmy się na początku pracy, chcąc sobie zdać sprawę z po- 
żenią Swidrygiełły w r. 1440, powołać także na kilka dokumentów 
jego z lat 1437 i 1438, po drugie zaś, kontrolując daty dotąd po- 
dawane w wydawnictwach i cytowane w pracach konstrukcyjnych, 
przyszło nam niejeden dokument należący pozornie do okresu 
specyalnie badanego odnieść do lat wcześniejszych (zaczynając od 
1433 r.) i odwrotnie. W szeregu wypadków sprostowania podobne 
dokonane zostały już dawno przedtem, n. p. w objaśnieniach do do- 
kumentów wydanych w I i III tomie Archiwum XX. Sanguszków, 
oraz w znakomitych dziełach J. Wolffa, lecz historycy nie zawsze 



2 86 o. HALECKI 

zwracali na to uwagę. Mając przedewszystkiem na uwadze mo- 
ment chronologiczny, zestawienie niniejsze nie daje całkowitych 
regestów objętych niem dokumentów, lecz zaznacza tylko ich treść, 
nieraz dokładniej omówioną i zużytkowaną w samej pracy, możli- 
wie jaknajkrócej. W latach 1440 — 1452 daty przywilejów Świ- 
drygiełły stanowią zarazem materyał stosunkowo najobfitszy do 
ułożenia jego itineraryum; chcąc jednak przynajmniej w tym naj- 
ważniejszym dla nas okresie poznać to itineraryum w miarę mo- 
żności jaknaj dokładni ej, dodaliśmy od r. 1440 także wszelkie inne 
wskazówki ćo do jego miejsca pobytu, napotkane w z'ródłach. Pod- 
czas gdy jednak przy samych przywilejach jego, niemal wyłącznie 
nadaniach ziemskich, datę poprzedza numer porządkowy, według 
którego są cytowane w tekście rozprawy, pozycye dodatkowe, wy- 
jaśniające tylko jego itineraryum, takich numerów nie posiadają. 
Zastrzedz się trzeba, że wykaz niniejszy, choć ułożony za pomocą 
badań archiwalnych, nie jest kompletny; przywileje Swidrygiełły, 
nie wciągane do żadnej metryki, znamy tylko o tyle, o ile się 
zachowały ich oryginały lub oblatowano je później w metrykach 
(głównie litewskiej) i księgach sądowych; stąd trudność ich wy- 
czerpującego zebrania a niemożliwość ustalenia chronologii tych 
hcznych nieznanych jego nadań, o których w późniejszych doku- 
mentach spotykamy okolicznościowe wzmianki. 

i) 1433 XII 9 Kijów. Świdrygiełło nadaje Michlin Andrzejowi 
Wołotowiczowi. Drukowany z oryginału w Arch. Sang. I nr, ^S. 
Oryginał w Muz. XX. Czartoryskich (perg. nr. 655) ma datę roczną 
1442, z którą też ogłoszono ten sam dokument z póz'niejszej obiaty 
w metryce lit. w Aktach Jużnoj i Zap. Rossii I nr. 21 i nieraz 
się go cytuje; datę 1433, odpowiadającą indykcyi 12, uzasadniają 
objaśnienia w Arch. Sang. Jest to jeden z nierzadkich dokumen- 
tów Swidrygiełły, przy których dwie pierwsze cyfry daty rocznej 
wzięto z ery dionyzejskiej a dwie ostatnie z ery bizantyńskiej, tak 
że chcąc otrzymać datę według naszej chronologii trzeba odliczyć 
lat 8, względnie (przy dokumentach z września i następnych mie- 
sięcy — choć nie zawsze 1) 9. 

2) 1433 XII 27 Żytomierz. Św. nadaje Ołykę i t. d. Lenkowi 
Zarubiczowi. Druk. z oryg. w Archeograf. Sbornik VII nr. I. Datę 
sprawdziłem na podstawie oryginału w arch. XX. Radziwiłłów 
w Nieświeżu, dział I nr. 581; por. też jego reprodukcyę w Paleo- 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIELŁY 287 

graficz. snimkach, wyd. Sobolewskiego i Ptaszyckiego, Petersburg 
1903, nr. 21. 

3) 1434 V 5 Łuck. Św. nadaje Basowo Józefowi Czusie. Druk. 
z oryg. w Arch. Sang. I nr, 31, gdzie w objas'nieniach ustalono 
datę, prostując r. 1429 podany w tekście. 

4) 1436 VII 24 Łuck. Św. nadaje Sienno Pietraszkowi Ła- 
niewiczowi Mylskiemu. Druk. z obiaty XVI wieku w metryce lit. 
w Aktach JZ Rossii I nr. 24. Data tam podana, r. 1445, jest nie- 
możliwą: nie zgadza się ona z indykcyą 14; ze świadków władyka 
łucki Teodozy, Iwan Hulewicz, Iwan Wołotowicz, Denisko Muko- 
siejewicz i kn. Borys Hliński w otoczeniu Świdrygiełły występują 
tylko do r. 1438 (władyką łuckim w ostatnim okresie jego rządów 
na Wołyniu jest Efremij, a dwaj ostatni świadkowie pojawiają się 
po r. 1440 tylko w otoczeniu Kazimierza Jagiell.); wreszcie tytuł 
»wielikij kniaź Szwitr. litowskij, ruskij i inych« był używany przez 
niego, jak słusznie wskazano (Arch. Sang. I s. 158), niemal wy- 
łącznie w okresie 1430 — 1440 (właściwie 1438) r., po r. 1440 zaś: 
»w. kniaź Szwitr. Olgierdowicz*. Datę 1445 można wytłómaczyć 
tylko w podobny sposób, jak wyżej przy nr. i datę 1442: należa- 
łoby więc odliczyć lat 8 i odnieść dokument do r. 1437; ponieważ 
jednak indykcyą 14, w dokumentach Świdrygiełły zwykle poda- 
wana ściślej od samej daty rocznej, odpowiada przy dacie dzien- 
nej lipcowej tylko r. 1436, trzeba przypuścić, że wskutek pomyłki 
przy oznaczeniu roku należy w tym wypadku odliczyć lat 9, jak 
gdyby chodziło o datę dzienną po i września, i przyjąć ostatecz- 
nie r. 1436. Por. nr. 8 dla tego samego odbiorcy i z tymi samymi 
świadkami. 

5) 1437 I 16 Łuck. Św. nadaje Cecenowce i t. d. Michałowi 
Olechnowiczowi. Druk. z kopiaryusza XVI w. w Arch. Sang. I 
nr. 41, gdzie w objaśnieniach ustalono datę, prostując r. 1444 
podany w tekście. 

6) 1437 III 30 Łuck. Św. nadaje Małów i t. d. Iwanowi Mu- 
kosiejewiczowi. Druk. z oblat w aktach sądowych XVI w. w Ar- 
chiw Jugo-Zap. Rossii VII/i nr. 2 i ViII/4 nr. 3; w obu wyda- 
niach dokument ma datę roczną 1430, indykcyę zaś w pierwszem 
wydaniu 5, a w drugim 8. Ta ostatnia zgadzałaby się z r. 1430, 
który jednak jest zupełnie niemożliwym, ponieważ w marcu tego 
roku panował jeszcze Witołd (f 27 X 1430), a Św. był tylko ks. 
czernichowskim; to też Hruszewskij, cytując ten dokument (Istorija 



288 o. HALECKI 

IV- s. 1 88 przyp. i) nie podaje jego daty. Pewnem jest tylko, 
chociażby ze względu na świadków (władyka łucki Teodozy, Mo- 
niwid, Jursza i t. d.), że musi pochodzić z lat 1431 — 1438, wobec 
czego żadna z obu indykcyi nie da się utrzymać a najprawdopo- 
dobniejszem będzie poprawić indykcyę 5 na 15 i odnieść doku- 
ment do r. 1437, z którym się zgadzają wszyscy świadkowie. 

7) 1437 VII 14 Łuck. Św. nadaje Hłuchnie Oliferowi. Druk. 
z kopiaryusza XVI w. w Arch. Sang. I nr, 44, gdzie w objaśnie- 
niach ustalono datę, prostując r. 1446 podany w tekście. 

8) 1437 VII 20 Łuck. Św. nadaje Mieżyrieczie i t. d. Pietra- 
szkowi Łaniewiczowi M\iskiemu. Druk. z obiaty XVI w. w Aktach 
JZ Rossii I nr. 25. Datę należ}^ rozwiązać tak samo, jak przy nadaniu 
dla tego samego Mylskiego (Nr. 4), z którem akt niniejszy ma tych 
samych świadków i równocześnie był oblatowany w metryce lit. 
(por. kopie jej w Archiwum głównem w Warszawie t. 209 s. 451/6). 
Trzymając się znowu ściśle indykcyi, o rok późniejszej t. j. 1 5, 
trzeba od podanej w oblacie daty 1446 odliczyć lat 9 (zamiast 8) 
i odnieść dokument do r. 1437. 2, nr. 7, wcześniejszym wobec 
tego tylko o 6 dni. ma też 4 świadków wspólnych. 

9) 1437 VIII I Łuck. Św. nadaje ziemię pod Luckiem Pie- 
traszowi Wołkowyjowi. Druk. z obiaty w aktach sądowych XVI 
w. w Archiw Jugo-Zap. Rossii VIII/4 nr. 4 z datą 1447 a indykcyą i. 
Data, niezgodna z indykcyą, jest stanowczo niemożliwa ze względu 
na świadków: pięciu z nich (między nimi władyka łucki Teodozy, 
o którym wyżej) występuje tylko do r. 1438 na dokumentach 
Świdrygiełły, szósty zaś, Kozaryn Riazanowicz, nosi tutaj tytuł 
marszałka ziemskiego, z którym występuje po raz ostatni 27 III 
1438 (ob. nr. 14), podczas gdy później, od i I 1443 (^^'- 20) stale 
pojawia się bez tytułu, a marszałkiem ziemskim Świdrygiełły jest 
conajmniej od r. 1446 aż do śmierci Pietrasz Mylski. Nasuwające 
się za wzorem innych przywilejów odliczenie lat 8 nie jest możliwe, 
gdyż w r. 1439 Świdrygiełło Łuckiem już nie władał, a choćby 
się nawet, przypuszczając podobną myłkę co np. przy nr. 4, od- 
liczyło lat 9. to uzyskana w ten sposób data i VIII 1438, choć 
zgodna z indykcyą, nie byłaby prawdopodobną, ponieważ ostatni 
znany nam przywilej Św. wydany w Łucku ma datę 23 IV 1438 r. 
Najlepiej odpowiadają świadkowie dacie 1437 (odnajdujemy ich 
wszystkich na poprzednich dokumentach z tego roku) i dlatego 
stosunkowo najprawdopodobniejszem będzie przypuszczenie, że 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 289 

W późnej oblacie, która nam przechowała ten przywilej, zaszła 
myłka w trzeciej cyfrze daty rocznej i że 1447 należy poprawić 
na 1437, oraz że wyjątkowo już przy dacie dziennej sierpniowej 
postawiono indykcyę zaczynającego się właściwie dopiero z wrze- 
śniem roku następnego. 

10) 1437 X 9 Kijów. Św. nadaje Władową Horkę i Zórawkę 
Stefanowi Slesicie. Niedrukowany, znany nam tylko z oblat z XVI w. 
(w przekładzie łacińskim ruskiego oryg.) w metryce koronnej t. 39 p. 
556/8 (kopia w Ms. ordyn. Krasińskich 4028 pod r. 1443) i w aktach 
grodzkich lwowskich t. 355 s. 423 (regest w AGZ X nr. 6S, por. 
nr. 80); w obu miejscach przywilej Swidrygiełły je.st transu- 
mowany w zatwierdzającym go dokumencie Władysława Warneń- 
czyka d. d. Buda 13 I 1443. Data, choć indykcya nie jest podana, 
po zestawieniu miejsca wystawienia i świadków z dokumentem na- 
stępnym, nie nasuwa wątpliwości. 

ii) 1437 X 17 Kijów. Św. nadaje Burkowce i t. d. Kaleni- 
kowi Myszkowiczowi. Druk. z kopiaryusza XVI w. w Arch. Sang. 
I nr. 35. Data nie nastręcza żadnych wątpliwości. 

12) 1437 XII 22 Kijów. Św. nadaje Cieperowo władyce or- 
miańskiemu. Druk. z oryg. u B. Barwińskiego: Kilka dokumentiw 
i zamitok, Zap. Tow. Szewcz. t. 115 s. 19. Zbadawszy oryginał 
w Muz. XX. Czartoryskich perg. nr. 478, zaopatrzony w datę 1445 
i indykcyę 1, zupełnie się zgadzamy na wywód wydawcy, ustala- 
jący ją zgodnie z indykcya i z odliczeniem lat 8 (choć właściwie 
ze względu na datę grudniową należałoby odliczyć lat 9) na 

r- 1437- 

13) 1438 II 4 Łuck. Św. nadaje Borszczówkę i t. d. Pio- 
trowi Myszczycowi. Druk. z oryginału w Aktach Zap. Rossii I 
nr. 36. Rok 1438 zgadza się z indykcya i i z nazwiskami świad- 
ków; por. też Z. L. Radzimiński: Słowo o namiestnikach, s. 17 
przyp. 2, i B. Barwińskij, 1. c, s. 9/10. 

14) 1438 III 27 b. m. Św. nadaje Pawłów i t. d. Zinkowi 
Chocińskiemu. Niedrukow.; tranzskrypcya literami łacińskiemi w ko- 
piaryuszu XVII w. Ms. ordyn. Krasińskich 2874 f. 28'"- (dyploma- 
taryusz ks. Ostrogskich). Rok 1438 zgadza się z indykcya i i na- 
zwiskami świadków. 

15) 1438 IV 23 Łuck. Św. przypuszcza Bohusza Owierkicza 
Timocha do wszelkich praw szlachty litewskiej. Druk. z oryginału 

o. Ilalecki: Ostatnie lata SwidrygieHy. 19 



290 o. HALECKI 

W Aktach Zap. Rossii I nr. 37. Rok 1438 zgadza się z indykcyą i 
i nazwiskami świadków. 

16) 1438 V 9 Krzemieniec. Św. nadaje wójtostwo w Krze- 
mieńcu Jurkowi Niemcowi. Druk. z obiaty XVIII w. w aktach 
grodzkich krzemienieckich w Archi w Jugo-Zap. Rossii V/i nr. 2. 
Data zgadza się z nazwiskami świadków. 

17) 1438 IX 2 Ostróg. Św. nadaje Biehkowce i Słobódkę 
Hrehoremu Streczeniczowi. Druk. z oryg. w Arch. Sang. I nr. 36, 
gdzie w objaśnieniach ustalono datę na r. 1437, podczas gdy 
w Aktach JZR I nr. 20 zatrzymano datę 1438, a w opracowaniach 
dokument ten bywa cytowany pod jednym i drugim rokiem. Ory- 
ginał w Muz. XX. Czartoryskich ma datę roczną 1438 a indykcyę i; 
ponieważ data dzienna przypada już na wrzesień, indykcyą wska- 
zywałaby na rok 1437 i możnaby przypuścić, jak to uczynił wy- 
dawca Arch. Sang., że wobec tego data roczna, choć cała podana 
według naszej ery, oznacza rok wrześniowy (zaczynający się już 
od ! IX), jak w erze bizantyńskiej. Przeczy jednak takiemu przypu- 
szczeniu i odniesieniu dokumentu do 2 IX 1437 fakt, że dwa dni 
później Świdrygiełło wraz z szeregiem swych panów rady wystę- 
puje we Lwowie, gdzie, widocznie po dłuższych rokowaniach z pa- 
nami czerwonoruskimi , on i ci panowie wystawiają 4 IX 1437 
znane zobowiązania na wierność Koronie (Cod. ep. I/i nr. 91, 92;^ 
z oryg. u Barwińskiego , 1. c, s. 18/19); niepodobna więc, żeby 
dwa dni przedtem bawił w głębi Wołynia, tembardziej, że do 
Lwowa przybył prawdopodobnie wprost z Krakowa, gdzie ga 
spotykamy 15 VIII (por. Lewicki: Powstanie, s. 277). Trzeba więc 
zachować ściśle podaną w dokumencie datę roczną naszej ery a 
indykcyę i zamiast 2 łatwo wytłómaczyć tern , że był to dopiero 
drugi dzień roku wrześniowego, według którego liczyła się indykcyą^ 
zgadzająca się aż do 31 VIII z rokiem styczniowym. Nadto, jak za- 
znaczono w objaśnieniach do Arch. Sang., zaczynano też czasem 
liczyć indykcyę dopiero od 1 5 IX. 

18) 1440 VI 6 Tłumacz. Św. obiecuje być wiernym królowi 
Władysławowi i jego bratu Kazimierzowi. Druk. według kopii 
z metryki kor. w Tekach Narusz, t. 16, w Cod. ep. I nr. 113; druga 
kopia »ex Ms. archivi Stanislai Augusti regis collectionis Dogelii« 
w tychże Tekach t. 17 nr. 30; skrócony przekład polski p. t. 
> Wierność Swidrygałowa* w II księdze zapisów metryki lit. (por. 
kopie metryki lit. w Archiwum głównem w Warszawie t. 191 A 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁLY 29 1 

s. I nr. C; dalsze odpisy w Ms. Czartor. 821 s. 126 i w Tekach 
Narusz, t. 17 nr. 51; por. też Gołębiowski: Dzieje Polski II 91 
przyp.). Data nie nasuwa wątpliwości. 

— 1441 II 16 Lwów. Św. zasiada w sądzie ziem.skim lwow- 
skim (AGZ XIV nr. 3737). 

19) 1442 XI 22 Grodzisko. Św. zapisuje Aleksandrowi Pró- 
chnickiemu 200 grzywien na wsi Groszowej. Niedrukow ; tłóma- 
czenie łacińskie, zdaje się dosłowne (z orygin.), w inwentarzu ar- 
cłiiwum kor. Jana Zamoyskiego Ms. ordyn. Zamoyskich 1603 t. III 
s. 248/9 (tamże krótsze streszczenie s. 36). Krótkie wzmianki o tym 
przywileju w inwentarzu Kromerowym tegoż archiwum (bez daty — 
Ms. Czartor. 1042 s. 105) i w spisie aktów, dotyczących stosunków 
polsko-litewskich, dodanym do dyaryusza sejmu 1563/4 r. (z datą 
roczną — Zródfopisma do dziejów unii 11/ 1 s. 424). 

20) 1443 ^ ' Gródek. Św. potwierdza uposażenie cerkwi 
w Gródku. Druk. z oryg. z datą 1403 r. i indykcyą 3 w Aktach 
JZ Rossii II nr. 69. Data 1403 r., stanowczo niemożliwa, dawała 
powód do rozmaitych pomyłek i odnoszenia tego dokumentu do 
różnych lat. Dopiero na podstawie specyalnych badań nad orygi- 
nałem, który ma rzeczywiście datę roczną 1403 (niewątpliwie 
wskutek pomyłki) a indykcyę nieczytelną, oraz nad transumptem 
w zatwierdzeniu Zygmunta Augusta z r. 1556 (Arch. Czartor. perg. 
nr. 900), gdzie figuruje data roczna 1443 i indykcyą 6, ustalił 
datę zupełnie słusznie na r. 1443 B. Barwińskij (1. c, s. 6 — 9; por. 
moją recenzyę jego pracy w Kwart, histor. r. 191 5 zesz. i, gdzie 
podaję dalsze wskazówki, że tylko ta data roczna jest możliwą). 

21) 1443 XI 9 Łuck. Św. nakazuje bojarom koreckim służyć 
kn. Wasilowi Aleksandrowiczowi Koreckiemu taksamo jak jego 
ojcu. Dokument znany tylko z wzmianki u Sz. Okolskiego: Orbis 
polonus I 547, zużytkowanej już przez Wolffa: Kniaziowie s. 172. 
Ponieważ Okolski dokładnie podał datę dzienną i indykcyę 7, 
musiał mieć przed sobą sam dokument. Indykcyą, połączoną z datą 
dzienną listopadową, odpowiada jedynie r. 1443. 

22) 1443 XII 18 Lubcza. Św. nadaje Bytnoje Fedkowi Ba- 
brokowiczowi. Druk, z obiaty XVI w. aktach grodzkich łuckich 
w Archiw Jugo-Zap. Rossii VIII, 4 s. 79. Daty rocznej brak, lecz 
data dzienna 18 XII wraz z indykcyą 7 pozwalają, jak przy po- 
przednim dok., oznaczyć ją z całą pewnością na r. 1443. 

23) 1445 ni 3 Łuck. Św. nadaje Ryczychów Czobotom. Druk. 

19* 



292 o. HALECKI 

Z oryginału w Aktach Zap. Rossii I nr. 45; regest łaciński (tylko 
z datą roczną) w inwentarzu arch. koronnego (wyd. Rykaczew- 
skiego, s. 383). Data nie nasuwa wątpliwości. 

24) 1445 XI 5 B. m. Św. nadaje Szklin Iwanowi Muszacie. 
Druk. z obiaty XVI w. w metryce lit. w Aktach JZRossii I nr. 18, 
z datą roczną 1430, którą trafnie poprawił Wolff: Kniaziowie, s. 19 
przyp., na r. 1445. 

— 1445 XI 30 Wilno. Św. bierze udział w sejmie wileńskim. 
Wzmianka w poselstwie Sudiwoja do W. Mistrza z 10 I 1446 
(Arch. królewieckie, Ordensbriefarchiv XVII a nr. 186 obecnie pod 
datą i Hochmeisterregistrant XV s. 427). 

25) 1446 V 15 Łuck. Św. nadaje Miłusze i Zadyby Chodkowi. 
Druk. z obiaty XVI w. w Metryce lit. w Arch. Sang. III nr. 7. 
gdzie trafnie ustalono datę; reprodukcya z oryg. (w Bibl. ord. 
Krasińskich) w Paleograf. Snimkach, nr. 22, gdzie jednak w spisie 
dokumentów bezkrytycznie przyjęto datę 1454 r. 

26) 1446 V 21 W^ilno. Św. zatwierdza i transumuje dokument 
z 17 XII 1443, w którym kn. Wasil Sanguszkowicz jako dzierżawca 
bracławski rozgranicza wieś' Poczapińce w ziemi bracławskiej. Druk. 
z obiaty XVIII wieku w aktach grodzkich latyczowskich u Anto- 
nowicza: Hramoty w. kniaziej lit., nr. 4 (1868). W oblacie przy 
obu dokumentach podane są tylko daty dzienne (bez roku) i in- 
dykcye; 7 w dokum. Sanguszki a 9 w zatwierdzeniu Świdrygiełły. 
Wydawca przyjął wobec tego lata 1428 i 1431, podczas gdy Bo- 
niecki (Poczet rodów s. 292) i Wolff (Kniaziowie s. 423), cytując 
te dokumenty, odnoszą je do lat 1443 i 1446. Przedrukował je 
niedawno Z. L. Radzimiński w Monografii XX. Sanguszków I 
s. 1 16/7 przyp., twierdząc jednak, że jeśli wogóle nie zaszła w obla- 
cie jakaś pomyłka co do dat, należy indykcye podane odnieść 
zgodnie z wydawcą do lat 1428 i 1431, gdyż w r. 1446 w W^il- 
nie nie rządził Świdrygiełło, lecz Kazimierz Jagiell. Ta ostatnia 
uwaga nie jest jednak rozstrzygającą, gdyż Św. wcale nie musiał 
panować w Wilnie, aby módz tam wystawić dokument dotyczący 
Bracławszczyzny, a jeśli, jak widzimy z niniejszego zestawienia, 
mógł, po pogodzeniu się z Kazimierzem, znajdować się w Wilnie 
30 XI 1445 i 31 J 145 1 > to także 21 V 1446 pobyt jego w sto- 
licy w. księstwa jest zupełnie możliwy. Przeciwnie, odniesienie za- 
twierdzenia Świdrygiełłowego do 1 43 1 r. a zatem aktu dzielczego 
Sanguszki do 1428 jest wykluczonem z tego powodu, że w tym 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 293 

ostatnim roku Swidrygiełło ani nie był wielkim księciem, jak go 
kn. Wasil tytułuje w swoim dokumencie, ani nie władał ziemią 
bracławską i nie mógł tam mieć swego dzierżawcy. Wobec tego 
przyjęciu lat 1443 i 1446 nic się nie sprzeciwia (wprawdzie, jak 
widzieliśmy, 15 V Swidrygiełło w r. 1446 był jeszcze w Łucku, 
ale sześć dni, nawet w owych czasach, mogło wystarczyć na po- 
dróż do Wilna), a także niejeden szczegół je popiera: sam Ra- 
dzimiński, choć ostatecznie przyjmuje daty o 15 lat wcześniejsze, 
zaznacza, że właściwie wystąpienie kn. Wasila Sanguszki byłoby 
o wiele prawdopodobniejszem w r. 1443 (od r. 1446 występuje 
na dokumentach Swidrygiełły brat jego Aleksander), aniżeli w r. 
1428, o kilka lat wcześniej od pierwszego pojawienia się w źró- 
dłach jego ojca, kn. Sanguszki Fedorowicza; wymieniony w akcie 
dzielczym dworzanin hospodarski Tychon Słupica występuje wśród 
ziemian bracławskich 19 I 1448 (Dok. Minist. Just. I s. 46'^); diak 
Weżgajło, który spisał zatwierdzający dokument Swidrygiełły, praw- 
dopodobnie w zastępstwie nieobecnego w Wilnie pisarza tego księ- 
cia (jest nim w r. 1446 Juszko), to zapewne ten sam Wazkajło, 
który w r. 1457 jest ciwunem wileńskim (Daniłowicz: Skarbiec 
nr. 1946; por. też Napiersky: Russ. Livl. Urkunden, nr. 248); 
wreszcie zupełnie jest zrozumiałem, że Swidrygiełło (tytułujący się 
tylko' w. kniaziem, a nie w. kn. htewskim, ruskim i t. d., jak w la- 
tach 1430/8), i który pod koniec r. 1445 brał udział przy naradach 
wileńskich w sprawie przyjęcia korony polskiej a w r. 1447 po- 
jechał z Kazimierzem na koronacyę do Krakowa, był też obecnym 
w Wilnie na wiosnę 1446 r. przy naradach, poprzedzających wy- 
jazd Kazimierza na zjazd brzesko- parczewski , gdy układano po- 
stulaty litewskie na tym zjez'dzie przedstawione. Okazuje się więc, 
że dokument ten , nad którym rozwodziliśmy się tak długo ze 
względu na wielką ważność jego dla naszych wywodów w tekście, 
istotnie do r. 1446 odnieść trzeba. 

27) 1446 XI 20 Nieśwież. Św. przywraca kn. Iwanowi Dy- 
mitrowiczowi (Hołowni) dobra ojcowskie. Niedruk.; zużytkowany, 
według obiaty z XVI w. w metryce lit., przez j. Wolffa; Kniazio- 
wie lit.-ruscy, który s. 13 1/2 podał treść dokumentu a s. 19 przyp. f. 
dokładną datę i świadków. ^ 

28) 1446 XII 29 Łuck, Św. nadaje dobra żukowskie i t. d. 
kn. Michałowi Wasilewiczowi Czartoryskiemu. Druk. z obiaty XVI 



294 ^- HALECKI 

W. W metryce lit. w Arch. Sang. III nr. 8, gdzie też trafnie usta- 
lono datę. 

— 1447 VI 25 Kraków. Św. obecny przy koronacyi Kazi- 
mierza Jagiell. na króla polskiego (Długosz: Historia V 33). 

— - 145 1 I 31 Wilno. Św. wymieniony jako świadek na do- 
kumencie Kazimierza Jagiell., w którym uznaje Jonę metropolitą 
kijowskim (Russkaja istoricz. bibl. VI nr. 67). 

29) 145 1 IV 21 Łuck. Św. nadaje Szepel i Ośmiechowicze 
Bernatowi Olgiertowi. Dok. ten , niedrukowany w całości, można 
zrekonstruować według wzmianki Wolffa (Kniaziowie s. 19 przyp. h, 
z obiaty XVI w. w metryce lit), który podał dokładną datę 
i świadków, i Arch. Sang. III nr. 9, gdzie ogłoszono z datą roczną 
1459 ( — 8= 145 i) regest tego przywileju z kopiaryusza z XVII w. 

30) 145 1 V 20 ... Św. robi nadanie dla Stryńskiego. Nie- 
drukowany; cyt. u Wolffa, op. cit., s. 14 przyp. 7 (wzmianka, że 
występuje na nim kn. Michał Konstantynowicz, starosta włodzim.) 
według metryki lit. (Perep. kor. ks. VI f. 372). Niestety sprowa- 
dzenie z Moskwy odpisu tego dokumentu, znanego nam w formie 
niedostatecznej, nie było dla nas możliwem. 

31) 1451 IX 3 Peremil. Św. nadaje Nowe Fedkowi Wojniło- 
wiczowi. Druk. według tekstu, wciągniętego r. 1557 do aktu re- 
wizyi puszcz w. księstwa lit., w wydaniu tej rewizyi przez komisyę 
archeogr. wileńską, s. 327. Data nie nasuwa wątpliwości. 

32) 145 1 IX 22 Łuck. Św. nadaje Żaszkowicze Fetyni Ko- 
śtiuszkowej. Druk. z obiaty XVI w. w metryce lit. w Aktach 
JZRossii I nr. 30; niemożliwą datę 1452 (Św. umarł 10 II tego roku) 
trafnie poprawił Wolff: Kniaziowie s. 19 przyp. 

33) 145 I IX 24 Łuck. Św. nadaje Chrapino Hrynkowi. Druk. 
z kopiaryusza z XVI w. w Arch. Sang. I nr. 47, gdzie w objaśnie- 
niach ustalono datę. 

34) 145 1 XII 22 Łuck. Św. nadaje Chołuniew Piotrowa My- 
szczycowi. Druk. z obiaty XVI w. w aktach ziemskich łuckich 
w Archi w Jugo-Zap. Rossii VIII/4 nr. 7. Data, zgodna z indykcyą 
15, nie nasuwa wątpliwości. 

35) 145 1 XII 25/31 Łuck. Św. nadaje Chodopiacz Paszkowi 
Prokofiewiczowi. Druk. z oryg. w Ar^i. Sang. I nr. 49 gdzie w obja- 
śnieniach trafnie wskazano datę roczną; uzasadnienie poprawki 
znajdujemy w objaśnieniach do Arch. Sang. III nr. 11, przy analog, 
wypadku: data 1461, która (bez podania dnia) wyraźnie figuruje 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 295 

na oryginale (Archiw. Czartor. perg. nr. 548), widocznie znowu 
z dwóch er skombinowana, da się odnieść tylko do dni grudnio- 
wych po Bożem Narodzeniu (od którego, jak wiadomo, zaczynał 
się wówczas rok naszej ery) r. 145 1; według ówczesnego liczenia 
należały one bowiem już do r. 1452 ery dionyzejskiej, a ponie- 
waż data dzienna była mimo to jeszcze grudniowa, różnica z erą 
bizantyńską wynosi (w dwóch ostatnich cyfrach) lat 9 zamiast 8. 

36) 1451 XII 25/31 Łuck. Św. nadaje Kisielin i t. d. Pio- 
trowi Łaniewiczowi KierdejowMczowi Mylskiemu. Druk. z obiaty 
XVI w. w metryce lit. w Arch. Sang. III nr. u, gdzie datę 1461 
wyjaśniono w sposób, przytoczony przy poprzednim dokumencie. 

37) 145 1 XII 29 Łuck. Św. nadaje Chołopy kn. Michałowi 
Wasilewiczowi Czartoryskiemu. Druk. z obiaty XVI w. w metryce 
lit. w Arch. Sang. III nr. 10. Data nie nasuwa wątpliwości. 

38) 145 1 XII 31 Łuck. Św. nadaje Lipę i t. d. Mitkowi. 
Druk. z oryg. w Arch. Sang. I nr. 48; przy rozwiązaniu daty rocz- 
nej 1460 wydawca waha się między r. 1450 a 145 1; nie ulega 
jednak wątpliwości, że przy tym dokumencie, należącym widocznie 
do licznej grupy nadań Świdrygiełły z ostatnich dni 145 1 i po- 
czątku 1452 r., trzeba drogą tej samej kombinacyi, co przy nr. 35 
i 36, datę roczną odnieść do 7 ostatnich dni roku 145 1 naszej ery, 
z czem w tym wypadku zgadza się też wyraz'nie podana w nim 
data dzienna. Do r. 1451 odnosi go też Wolff: Kniaziowie s. 19 
przyp., a wątpliwości co do tej daty usuwa nasze przedstawienie 
wypadków współczesnych w niniejszej pracy, s. 177 przyp. i. 

39) 1452 I 9 Łuck. Św. nadaje Dołgie Sziji i t. d. Jerszowi 
Tereszkowiczowi. Druk. z oryg. w Archeograficz. Sborniku VII 
nr. 3, gdzie podano datę roczną 1450. Zbadanie oryginału w ar- 
chiwum XX. Radziwiłłów w Nieświeżu (dział I nr 600) okazało 
jednak, że datę jego: 1460 r., indykcya 15, błędnie rozwiązano 
przez przypuszczenie pomyłki w dziesiątce; indykcya, wskazująca 
na rok 1452. dowodzi, że mamy znowu do czynienia z datą roczną 
skombinowana z dwóch er, od której w tym wypadku zupełnie 
prawidłowo 8 lat odliczyć trzeba. 

40) bez daty i miejsca Św. nadaje miastu Litowiż prawo 
magdeburskie. Druk. z obiaty XVI w. w metryce lit. u Downar- 
Zapolskiego: Akty litowsko-russk. gosudarstwa I nr. 8, W oblacie 
tej brak końca przywileju, tak że data pozostaje nieznana, taksamo 
jak ewentualni świadkowie. Ponieważ Władysław Jagiełło jest 



296 o. HALECKl 

wspomniany jako zmarły, a Św. tytułuje się »Magnus Dux Litu- 
aniae etc.« (dokument wyjątkowo jest pisany po łacinie), wydawca 
odnosi to nadanie do lat 1434 — 1437- Gdy jednak dziedzic Lito- 
wiża Niemira (Riazanowicz) jest nazwany starostą łuckim, w któ- 
rej to godności pojawia się dopiero w czasie ponownych rządów 
Św. na Wołyniu po r. 1442 (por. w dodatku II), bylibys'my raczej 
skłonni odnieść dokument do tej póz'niejszej epoki, może właśnie do 
czasu, gdy książę ten tę dzielnicę obejmował raz jeszcze w swoją 
władzę. Tytuł odpowiadałby w takim razie tytułowi >Supremus Dux 
Lituaniae<, jakiego użył Św. na akcie tłumackim 1440 r.; wska- 
zaliśmy zresztą w tekście, że wielkim księciem tytułował się aż 
do śmierci. 

— 1452 II 10 Łuck. Świdrygiełło umiera (Długosz: Historia, 
V 104). 

Uwaga. Wywody cbronologiczne niniejszego zestawienia na pierwszy rzut 
oka mogą wywołać zrozumiałe zdziwienie, ie stosunkowo tak często należy przy do- 
kumentach SwidrygielJy, nawet gdy sie zachowaJy w oryginałach o niepodejrzanej 
autentyczności, przypuścić pomyłki lub przynajmniej niestałość, niekonsekwencyc 
przy oznaczeniu daty rocznej. Wobec tego należy zwrócić uwagę, jak wielkie tru- 
dności ta prosta zwykle sprawa musiała nasuwać jego b^dź co bądź mało wydosko- 
nalonej kancelaryi z tego względu , ze spotykały sie w niej, jako zewnętrzny wyraz 
krzyżowania się w jego otoczeniu wpływów zachodnich i wschodnich, trzy różne 
sposoby oznaczaniu roku: według ery dionyzejskiej od narodzenia Chrystusa P., 
według ery bizantyńskiej od stworzenia świata , a wreszcie według indykcyi , powta- 
rzających się, jak wiadomo, co 15 lat. Nadto trudności te zwiększały się jeszcze 
z tego powodu, że przy pierwszym sposobie liczenia rok rozpoczynał się od Boiego 
Narodzenia, przy dwóch dalszych zaś od i września. Najbardziej uderzający fakt, 
mianowicie kombinowanie dwóch er w jednej dacie rocznej przez podanie dwóch 
pierwszych cyfr według dionyzejskiej a dwóch ostatnich według bizantyńskiej, jest 
stwierdzony niezbicie przez te wypadki, gdzie na niewątpliwych oryginałach mamy 
wypisane — a to nieraz literami in extenso — daty późniejsze o kilka lat od śmierci 
Swidrygiełły, których w iaden inny sposób wyjaśnić niepodobna ; mimo to i w ta- 
kich wypadkach przyjęto czasem nawet w świeżych wydawnictwach rosyjskich zu- 
pełnie bezkrytycznie owe daty pośmiertne , tak jak figurują na dokumencie. Naogół, 
podając przy każdym numerze publikacyę najlepszą, owych błędnych edycyi wcale 
nie cytujemy. 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 29/ 

DODATEK II. 
Członkowie rady Swidrygiełłowej w latach 1440 — 1452. 

Dodatek ten łączy się ściśle z poprzednim przez to, że do- 
kumenty tam zestawione są głównem dla niego źródłem; cytujemy 
je też według ich numerów w dodatku pierwszym. W każdym 
niemal z nicli po stereotypowej formułce; »a pri tom byli swiedki 
wiernaja nasza rada...« mamy wymieniony dłuższy szereg nazwisk, 
odsłaniający nam jej skład każdorazowy. Zestawienie alfabetyczne 
jej członków ma służyć jako illustracya do odnośnych ustępów 
III-go rozdziału rozprawy, uzupełniając zarazem, przez ugrupowanie 
wzmianek źródłowych według osób i rodzin, podane tam wykazy 
dostojników i urzędników Swidrygiełły w tym samym okresie 
1440 — 1452. Ograniczyliśmy się także w tern zestawieniu dodatko- 
wem do tego okresu 1 właściwie od r. 1442, gdyż z dwóch lat poprze- 
dnich brak przywilejów Swidrygiełły, na którychby jego rada wy- 
stępowała), aby nie przekraczać ram chronologicznych samej pracy 
i także z tego powodu, ponieważ, jak w tekście szerzej omówiono, 
rada Swidrygiełły w tym czasie, kiedy de facto był tjdko księ- 
ciem dzielnicowym wołyńskim, różni się znacznie, właśnie co do 
uczestników, od jego rady w okresie poprzednim, do roku 1438, 
stanowi odrębną całość historyczną. Tylko jeśli dana osoba lub 
bliscy jej krewni już przedtem się pojawiaH w otoczeniu Swi- 
drygiełły, zwracamy na to uwagę dodatkowo, aby lepiej uwyda- 
tnić jej curiculum vitae, a zwłaszcza stosunek, łączący ją z księ- 
ciem. Od podobnego nieco zestawienia stronników w. ks. Zygmunta 
Kiejstutowi cza w latach 1432 — 1440, jakie dołączył B. Barwińskij 
do swej monografii o tym księciu, różni się niniejsze z dwóch 
względów. Po pierwsze obejmuje ono tylko członków rady Swi- 
drygiełły, nie zaś wszystkie osoby, występujące przy jego boku, 
w jego służbie, obdarowane przez niego nadaniami i t. p.; po 
drugie ma układ odmienny, nie wyłącznie alfabetyczny według 
imion chrzestnych, jak u Barwińskiego. Po jedynym duchownym 
członku rady, występującym stale, o ile jest wymieniony jako świa- 
dek, na pierwszein miejscu, podajemy kniaziów w porządku alfa- 
betycznym według rodzin, po nich zaś panów, w tym samym 
porządku, lecz znowu nie według imion, tylko według nazwisk 
rodzinnych, względnie — w razie ich braku — według patrony- 



298 o. HALECKI 

mików i przydomków; dla łatwiejszego odszukania każdej osoby, 
różnie nieraz wymienianej w dokumentach, znajdują się jednak 
także odpowiednie odsyłacze przy imionacłi, przydomkach i t. p., 
wskazujące główne nazwisko, pod którem są zebrane dotyczące 
jej szczegóły. Daty, wymienione bezpośrednio po każdem nazwisku, 
oznaczają pierwsze i ostatnie pojawienie się danej osoby wśród 
panów rady, wyhczonych na znanych nam dziś dokumentach 
Świdrygiełły; niewątpHwie większość ich należała do jego rady 
w całym okresie, objętym tem zestawieniem. 

/. Władyka łucki: 
Efrem iej 29 XII 1446 — 29 XII 145 1 (nr. 28, 37). 

//. Kniaziowie: 
Czartoryscy i) Iwan Wasilewicz 22 XI 1442 — 31 Xn 145 i 

(nr. 19, 20, 24, 27, 28, 34, 37, 38). Prawdopodobnie należy 

do rady Świdrygiełły już 23 IV 1438 (nr. 15: >kn. IwanCzo...* 

[= Czortorijskij]). 

— 2) Michał Wasilewicz, marszałek dworny 3 III 1445 — 
31 XII 145 1 (nr. 23, 24, 25, 27, 38), bez tytułu marszałka 
21 IV — 29 XII 1451 i 9 I 1452 (nr. 29, 31, 32, 33, 34, 35, 
36, 39); otrzymuje nadania ziemskie od Świdrygiełły 29 XII 
1446 i 29 XII 145 1 (nr. 28, 37) 

NB. Brat ich Aleksander Wasilewicz występuje w ra- 
dzie Św. 27 III i prawdopodobnie też 23 IV 1438 (nr, 14, 
15: >kn. Aleksandro — kij«). 
Czet werty ń scy i) Iwan Aleksandrowicz 29 XII 1446 — 
29 XII 145 1 (nr. 28, 29, 34, 35, 37); otrzymał nadanie od 
Św. w r. 1432 (Radzimiński: Kniaziowie i szlachta II Ostrogscy 
s. 30 z metryki lit; ob. Wolff: Kniaziowie s. 35), należy do 
jego rady już 27 III 1438 (nr. 14). 

— 2) Michał [Aleksandrowicz.?] 22 XII 145 1 (nr. 34). 
Kozeka Fedor 5 XI 1445 (nr. 24). 

[Kroszyński] {} por. Wolff, op. cit., s. 186/7). Iwan Roma- 
nowicz 20 XI 1446— 9 I 1452 (nr. 27, 39), należy do rady 
Św. już 23 IV i 9 V 1438 (nr. 15, 16). 

1 s z a n i c k i (Piński) Michał Konstantynowicz (Kurce- 
wicz) 22 XI 1442 — 25/31 XII 145 1 — w tym czasie 15 V 
1446 — 20 V 145 1 jako starosta włodzimierski — (nr. 19, 20, 
25, 30, 35, 36). 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 299 

Sanguszkowicze i) Aleksander 29 XII 1446 — 29 XII 1451 
(nr. 28, 35, 36, 37). ^ ■ 

— 2) W as ii był 17 XII 1443 dzierżawcą bracławskim Św., 
stąd niewątpliwie należał do jego rady, choć go nie spoty- 
kamy wśród świadków na nadaniach tego księcia (por. uwagi 
do nr. 26). 

NB. Ojciec ich kn. Sanguszko [Fedorowicz] już 30 III 
1437 — 23 IV 1438 należał do rady Św. (nr. 6, 15). 
Zwiaholscy 1) Iwan (Borysowicz — według dok. z 1461 r., 
Arch. Sang. I nr. 56) 20 XI 1446 (nr. 27). 

— 2) Semen (brat Iwana) 20 XI 1446 (nr. 27). 

///. Panowie: 

[Andrzej — ob. Alyszkowicz, Wołotowicz] 

[Biernat — ob. Olgiert] 

[Bohusz — ob. Właszinj 
Chomicz Fedko, krajczy 29 XII 1446 — 24 IX 145 1 (nr. 28, 
31, 33), prawdopodobnie identyczny z Fedkiem (Chwedkiem, 
występującym w radzie Św. bez tytułu 22/29 XII 145 1 (nr. 

34, 37)- 

[Chwedko — ob. Chomicz Fedko] 

Dachnowicz Paszko l'5 V 1446 (nr. 25), starosta włodzi- 
mierski 29 XII 145 1 (nr. 37), otrzymał od Św. nadanie ziem- 
skie przed I VI 1445, kiedy je potwierdza Kazimierz Jagiell. 
(Arch. Sang. I nr. 134). 

Epifanowicz Siemaszko 5 XI 1445 (nr. 24), niewątpliwie 
identyczny z Siemaszkiem, występującym w radzie Św. 5 V 
1434, 4 II 1438 i 3 III 1445 (nr. 3, I3, 23), por. jednak też: 
Michajłowicz Siemaszko. 

[Fedko — ob. Chomicz, Kołodiazki, Kozłowski] 
[Hawryło — ob. Kierdejewicz Szyło] 

Hulewicz Masko (Misko, zepewne mylnie Waśko) 21 IV 145 1 — 
31 XII 145 1 (nr. 26, 32, 38), występuje w radzie Św. już 
30 III 1437—9 V 1438 (nr. 6, 14, 16; już 1436 posłuje od 
niego do Polski, por. Kotzebue: Switrigail , s. 132); Iwan 
Hulewicz, świadek na traktacie Św. z Zakonem 15 V 1432 
(Napiersky: Russ. livl. Urk. nr. 231), pojawia się w radzie 
tego księcia 9 XII 1433 — 4 II 1438 (nr. I, 4, 7, 8, 9, 13). 
[Iwan — ob. Riazanowicz Kozaryn] 



300 o. HALECKI 

[Iwaszko — ob. Niewzlicz] 
[Juszko — ob. Woj dato wicz] 
[Kalenikowłcz — ob. Myszkowicz] 
Kierdejewicze i) HawryJo Szyło 5 XI 1445 (nr. 24), 
świadek na traktacie Św. z Zakonem 15 V 1432 (Napier- 
sky 1. c), występuje w radzie Św. już 24 VII 1436 — 23 IV 
1438 (nr. 4, 6, 8, 14, 15); syn jego Olizar otrzymał od tego 
księcia nadania, które 24 VII 1450 potwierdza Kazimierz. 
Jagiell. (Akty Zap. Rossi I nr. 53I). 
— 2) Pietrasz (-ko, Piotr) Łanie wicz Mylski, marszałek 
ziemski 29 XII 1446 — 29 XII 145 1 (nr. 28, 29, 32, 33, 37), 
otrzymuje od Św. nadania ziemskie 24 VII 1436, 20 VII 
1437 i 25/31 XII 145 1 (nr. 4, 8, 36). 

NB. Już 20 VIII 1424 występuje w otoczeniu Św. Zy- 
gmunt Kierdej (Rzyszcz. Muczk. I nr. 170), a 9 XII 1435 
należy do jego rady Hryćko Kierdejewicz (nr. i), identyczny 
może z >Kirkidijem« z 5 V 1434 (nr. 3). 
Kolodiazki Fedko 5 XI 1445 nr. 24). 

Kostiuszko był w r. 1442 starostą włodzimierskim według do- 
kumentu, oblatowanego w XVI w. w metryce lit. (Perep. kor. 
ks. VI f. 372 — cytow. przez Wolffa: Kniaziowie s. 14 przyp.)^ 
którego odpisu niestety, jak wspomnielis'my poprzednio nie 
mogliśmy sprowadzić; według wszelkiego prawdopodobień- 
stwa jest to jednak nieznane zresztą nadanie Św., na którym 
K. występuje jako świadek. Jego wdowa Fetynia Kostiuszkowa 
otrzymuje 22 IX 145 1 nadanie od tego księcia (nr. 32). 
[Kozaryn — ob. RiazanowiczJ 
Kozłowski Fedko, kanclerz 3 III 1445 — 29 XII 1446 (nr. 23^ 
24, 25, 28), wymieniony z tytułem kanclerza już w wyroku 
sądowym z 15 VIII 1444 (Arch. Sang. I nr. 43), był kan- 
clerzem Świdrygiełły aż do jego śmierci (por. Dok. Minist, 
Justicii I s. 51^). 

[Łaniewicz — ob. Kierdejewicz Pietrasz Mylski] 
[Masko, Misko — ob. Hulewicz] 
Michajłowicz Siemaszko 25/31 XII 1451 — 9 I 1452 (nr. 
35i 39)« niewątpliwie identyczny z Siemaszkiem . występują- 
cym w radzie Św. 22 XII 145 1 (nr. 34); por. też Epifano- 
wicz Siemaszko. 

[Mikołaj — ob. Zorer] 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 3OI 

|Mylski — ob. Kierdejewicz Pietrasz Łaniewicz] 
Myszkowicze i) Andrzej 24 IX 1451 fnr. 33). 

— 2) Sieńko Kalenikowicz, podskarbi i podkanclerzy 
20 X[ 1446 — 9 I 1452 (nr. 27 — w znanym nam tylko 
z Wolffa, o. c, s. 19 przyp. f, spisie świadków tego doku- 
mentu nazwany mylnie zamiast podkanclerzym kanclerzem, 
którym był wówczas Fedko Kozłowski, — 31 tylko z tytu- 
łem podkancl., 33 taksamo. 34 taksamo, 39). 

NB. Kalenik Myszkowicz otrzymał od Św. nadanie ziem- 
skie 17 X 1437, na którem m. i. występuje też Jesko My- 
szkowicz (nr. ii); mniejwięcej równocześnie (indykcya 15, 
więc prawdopodobnie 1437 i'> dostał nadanie od tego księ- 
cia także Paweł Myszkowicz (dokument nieznany, wzmianka 
o nim w oblacie 1661 r. w aktach grodzkich nowogr., — 
której kopia w archiwum Chaleckich w Cerkliszkach). 
[Niemira — ob. Riazanowicz] 

Nie w zlicz Iwaszko 31 XII 145 1 (nr. 38). 

Olgiert Biernat, marszałek (dworny) 3 III 1445 (nr. 23), otrzy- 
muje (z tymże tytułem) nadanie ziemskie od Sw. 21 IV 
145 1 (nr. 29). 

[Paszko — ob. Dachnowicz] 

Pieszko, marszałek (dworny) 22 XI 1442 — 5 XI 1445 (nr. 19, 
20, 24J. otrzymał od Św. nadanie ziemskie, które 4 III 1452 
potwierdza Kazimierz Jagiell. (Dok. Minist. Just. I s. 49^). 

[Pietrasz(-ko), Piotr — ob. Kierdejewicz Łaniewicz MylskiJ 

Połocki Was ii, 5 XI 1445—25/31 XII 145 1 (nr. 24, 32, 36), 
należał do rady Św. już 4 IX 1437 (Cod. epist saec. XV, 
l/l nr 92: Yasil Polociensis). 

Riazanowicze ij Iwan Kozaryn 5 XI 1445 — 31 XII 145 1 
(nr. 24, 28, 29, 34 — 38), należał do rady Św. jako marsza- 
łek ziemski (ziemi łuckiej) już 30 III 1437 — 27 III 1438 
(nr. 6, 7, 9, 13, 14), znajduje się też w jego otoczeniu i I 
1443 (nr. 20). 

— 2) Niemira, starosta łucki 3 III 1445 — 9 I 1452 (nr. 23 — 25, 
28, 29, 31 — 39), był nim aż do s'mierci Św. (Długosz: Hist. 
V 103/4); występuje w otoczeniu jego już 20 VIII 1424 
(Rzyszcz. Muczk. I nr. 170), walczy w jego obozie 1436 ^Da- 
niłowicz: Skarbiec nr. 1730/1), a niewątpliwie jest identyczny 
z >Nemyzą«, marszałkiem Świdrygiełły i starostą brjańskim, 



302 o. HALECKI 

wspomnianym w jego liście z i V 1434 (Kotzebue: Switri- 
gail, s. 117). Za jego wierną służbę Św. nadaje jego miastu 
Litowiż prawo magdeburskie (nr. 40). 

NB. >Plemienni'k« Niemiry p. Mitko otrzymuje nadanie 
od Św. 31 XII 145 1 (nr. 38). 

[Siemaszko — ob. Epifanowicz , Michajłowicz] 

[Sieńko — ob. Myszkowicz Kalenikowicz] 

[Szyło — ob. Kierdejewicz Hawryło] 

[Wasil — ob. Połockij 

[Waśko — ob. Hulewicz Masko] 
WJaszin Bohusz, 3/22 IX 1451 (nr. 31, 32). 
Wojdatowicz Juszko, 24 IX 1451 — 9 I 1452 (nr. 33, 39)^ 
w tym czasie 25/31 XII 145 1 z tytułem klucznika łuckiego 
(nr. 35). 
Wołotowicz Andrzej 31 XII 145 1 (nr. 38), otrzymał nada- 
nie od Św. 9 XII 1433 (nr. i); Iwan Wołotowicz, s'wiadek 
na jego traktacie z Zakonem 15 V 1432 (Napiersky, 1. c.)» 
należy do rady jego 24 VII 1436 — 9 V 1438 (nr. 4, 6, 7» 
8, 9, 13, 14, 16). 
Zorer Mikołaj, podkanclerzy 22 XI 1442 (nr. 19), 



Indeks osób i miejscowości. 



Achmat, chan Złotej ordy 24Ó. 
Aleksander Jagiellończyk 139, 140, 144, 

178, 190, 253, 254, 262, 284. 
Aleksander Patrykiewicz (Korecki) ks. 

54, 58- 
Aleksandrowicze Kmita, Byk 270. 
Andrzej biskup Jucki 137. 
Andrzej Olgierdowicz, ks. polocki iii. 
Andrzej Wasilewicz ks., marszałek Swi- 

drygieJly 1 1 1, 142. 
Andrzej Wlodzimierzowicz Olgierdowicz 

ks. 170, 175, 264. 
Auksztota 49. 
Awramij, archimandryta pieczerski 149. 

Babrokowicz Fedko 72, 125, 131. 291. 

Baklan II4. 

BaJaban Hryńko 123, 171, 259. 

Bałtyk 233. 

Bartłomiej, kapłan dworny ks. Ostrog- 

skiei 138. 
Basowo 104, 106, 124, 147, 2S6. 
Batu ctian 209. 
Bełzka ziemia 28, 71, 94, 98, 102, 121, 

240, 248. 
Berestki 107. 
Berezno 104, 106, 113. 
Bernhard, starosta gródecki 23. 
z Bezmirowa Wacław 129. 
Białoruś 2, 16, 60, 62, 8ó, 115, 118, 

126, 256, 264, 276, 280. 
Biechowscy Jan i Mikołaj, star. ratneńscy 

32. 
Bielik 42, 46, 47. 
Bielikowce 290. 
Bielska ks. za Chodkowiczem Iwanem 2Ó7. 



Biełoka 39. 

Bierdochowski, podstarości gródecki 23, 
46. 

Biereg 105. 

Birsztany, 60. 

Biskupicze 129. 

z Bobrka Jan, kaszt, biecki 156. 

Bodaczów 107. 

Boh IGO, IGI, 25G. 

Bohowityn, Bohowitynowie 41, 48, 122, 
2Ó0, 2Ó6. 

Bohowitynowicz Bohusz, pooskarbi lit. 48, 
281. 

Bohowitynowicz Lew, klucznik brzeski 281. 

Bolesław, ks. mazowiecki 15, 44, 56, 74, 
81, 83, 94, 166. 

Bolesław- Jerzy Trojdenowicz, ks. halicki 74. 

Borszczówka 289. 

Bortacin 65. 

z Borzyszowic Mikołaj Róża kuchmistrz 198. 

Bożek IGO. 

Bracław, Bracławszczyzna , bracławski po- 
wiat 39, 57, 59 — 6l) 72, 84 — 86, 90, 
92, 95, 96, 98, 99, 108, 109, 125, 129, 
141, 144— 14Ó, 158, 159, 194, 195, 201, 

2G9, 235, 237, 238, 240, 143 — 245, 247, 

249, 251, 255, 2Ó9, 270, 279, 292, 293, 

Bras Jaw 255, 270. 

Brjańsk 87, 171. 

Brodowo 120. 

Brodowski Czuryło 120. 

Brześć litewski, brzeski powiat 26, 27, 32, 
50, OG, 61, 65, 83, 84, 90, 98, 118, 195, 
212, 232—235, 237, 24G, 242, 253, 254, 
264, 281, 293. 

Brzeski pokój 1435 r. 4, 82. 



304 



o. HALECKI 



Buczaccy 162. 

Buczacki Teodor, star. podolski, 8, 85. 

Buda 30, 31, 33, 43. 49. ^2, 64, 65, 

70, 289. 
Bug 28, 32, 100, lOI, 121. 
Bureml 47, 104, 113, 125, 177, 252. 
Buremlscy ks. (ob. teź Olszaniccy) 113. 

114, 252. 
Burkowce 289. 
Bybelska Jarochna 1 18. 
Bychowca t. zw. Kronika 6, 9. 26, 27, 

44, 75, 233. 
Bynisk 118. 
Bytnoje 291. 

Ceceniewscy 131, 204. 

Cecenowce 287. 

Chalcz 86, 87. 

Chełmska ziemia 23, 28, 31, 32, 33, 63, 
64, Ó9, 97, 98, 120, 121, 123, 124. 

Chłapotyn 54, 113, 117, 248. 

Chmielnik 8, 59, 85, loo. 

Chociński Zinko 289. 

z Chodcza Mikołaj 250. 

Chodko 179, 292. 

Chodkowicz Iwan, star. łucki, wojew. ki- 
jowski 223, 267, 277, 279 — 281. 

Chodopiacz 294, 

Chojnice 170, 233. 

Chołoniewscy (ob. też Myszczyc Piotr) 
121, 260, 272. 

Chołopy 112, 295. 

Chołu(o)niew 107, 121, 122, 294. 

Chomicz Fedko, krajczy Świdryg. 131, 
142, 299. 

Chotko, podstarości gródecki 23. 

Chrapino 89, 294. 

Chrebtowicz Wasyl, Chrebtowicze 255, 

275- 
Christmemel (Skirstymoń) 137. 
Ciediłowicz Michał, chorąży łucki 272. 
Cielątko Jan, starosta gródecki 23. 
Cieperowo 289. 
Cudnów 248. 
Czaplic(z) Andrzej 124. 
Czaplic Janko 261. 
Czapiice 124, 266. 



Czarne Morze 245. 

Czarny szlak 248. 

Czartoryscy ks. b, 27, 49, 64. 69, 70, loi, 
112, 115, 118, 133, 150, 161, 164, 168, 
173, 177. 256, 261, 263, 265. 

Czartorysk 46, lOI, 1 06, 112. 

Czartoryski Aleksander ks , wojew. woł. 1 569 

97- 

Czartoryski Aleksander Wasilewicz ks. O, 
46. 264, 298. 

Czartoryski Andrzej Michałowicz ks. 2Ó9, 
270. 

Czartoryski Iwan Wasilewicz ks. b, 13, 14, 
4O, 70, 94, 135, 136, 168, 264, 298. 

Czartoryski Michał Wasilewicz ks. marsza- 
łek dworny Świdryg. 6, 4Ó, 68, 70, 136, 
142, 168, 194, 245, 248, 249, 262, 264, 
270, 293, 295. 298. 

Czaruków 112. 

Czechy 233. 

Czemierzyńce 1 1 8. 

Czerkaski powiat 194. 

Czernichów 19, iii, 142, 287. 

Czerwony Dwór 217. 

Czetwertnia 113. 

Czetwertyńscy ks. 54, 113. iiO, 173,275. 

Czetwertyński Fedor ks. 269, 270. 

Czetwertyński Iwan Aleksandrowicz ks. 54, 
150, 298. 

Czetwertyński Michał ks. 298. 

Czobotowicze 22, 68, O9, 147, 291. 

Czuniów 22. 

Czurylo ze Stojaniec Jan 23. 

Czuryłowie 23. 

Czusa ob. Dżusicz 

Czuska (Żiusicza) Olechno Juriewicz 259. 

z Czyźowa Jan, kaszt. krak. 156. 182, 198, 
214. 

z Czyźowa panowie 13. 

Dachno Wasilewicz 122. 

Dachnowicz Paszko, star. włodzim. 72, 76, 

9Ó, 122, 136. 144, 1(33, 172, 176, 190, 

224, 258, 262, 275, 299. 
Daman ob. ł.aman 

Danił, władyka włodzim. 93, 137, 150. 
Długosz Jan, kanonik krak., historyk 7, 8, 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 



305 



to, 13, 14, 18, 19, 21, 26, 43, 44, 48, 
49. 55. 5t>, <J5. 79. 9i. 97, 98, 120, 
156, 157, 159. i<^3. 172, 175, 177, 
178, 181— 186, 197, 199, 200, 205, 
206, 210—212, 232, 235, 238, 242 — 
245. 247. 248, 274. 

Dobrzański z Dobrzan Waóko 40. 

Dobrzyń 199. 

z Dolinian Bartłomiej Pirka, sędzia gró- 
decki 23. 

Dolsk 137. 

Dolgie Szii 128, 295. 

Dominikanie 138, 209. 

Dorgi, Dorgiewicze 41, 253, 254. 

Dorohobuź 144. 

Dorohostajscy 266. 

Doroticze 255. 

Dowgialowicz Juszko, Dowgialowicze 41, 
129, 17Ó, 253, 256. 

Dowgird Jan, wojewoda wileński ^2< 34- 
36, 37, 39. 41, 42, 87, 97, 129, 255. 

Dowgowdowicz Hleb Juriewicz ks. i8b. 

Dowksza 85. 

Dowojnowicz Andrzej 203, 254. 

Dowojnowicz Jan Andrzejewicz , dzieri. 
wolkowyski 254, 274. 

Dowojnowicz Olechno 175, 179, 203. 

Dowojnowicze 255, 274. 

Drohiczyn IÓ9, 170, 195. 

Drohobycki powiat 47, 118, 234. 

Druccy ks. 91, 115, 256, 262. 

Druccy - Lubeccy ks. 256. 

Druccy - Putiatycze ks. 256. 

Druck 256. 

Drucki Bohdan Wasilewicz ks. 256. 

Drucki Dymitr Putiata ks. 256. 

Drucki Iwan Putiata ks. 1 1 1, 25Ó. 

Drucki Iwan Putiatycz ks., horodniczy łu- 
cki 108, 133, 25Ó, 272. 

Drucki Mitko Siemionowicz książę 25. 

Drucki Roman Wasilewicz ks. 256. 

Dubno 247, 253. 

z Dubowca Stanisław 130. 

Dubrowica 179, 256. 

Dulęby 129. 

Dunaj Ó3. 

Dworzec 88. 

O. Halecki : Ostatnie lata Świdrygielły. 



Dymitr, chorąży wJodzim. 272. 

Działdowo (Soldau) 71. 

Dżusicz Andrzej, marsz. Świdryg. 124, 142. 

Dźusicz Józef 287. ■ 

Dżusicz Wańko z Kwasiłowa, kaszt, chelni- 

ski 124, 125, 258, 262. 
Dżusicze (ob. tei Czuska) 124, 147, 259, 260. 

Efremiej władyka łucki 137, 150, 173, 229, 

287, 298. 
Ejszyszki 217. 
Elbląg 202. 

Eliasz, hospodar mołdawski 15. 
Elżbieta królowa 212. 
Epifanowicz Siemaszko 127, 177, 299. 
V. Erlichshausen Konrad, w. mistrz 15, 67, 

76 — 83, 208, 292. 
V. Erliclishausen Ludwik, w. mistrz 189, 

195, 196, 200, 202, 205, 210, 212, 213 

217—219, 237, 238. 

Fedkow rejestr 259. 

Fedkowicz Jurij, klucznik łucki 271. 

Fedor Korybutowicz ks. 40, 1 1 5. 

Fedor Lubartowicz ks. 53. 

Fedor Olgierdowicz ks. 28, 114, 115, 118. 

Fedoro wicze, bojarowie stepańscy loi. 

Fredro z Pleszewie 7, 21. 

Gasztołd Jan , wojewoda wileński i^, 37, 
41, 42, 61, 73, 7Ó, 133, 165, 166. 180, 
205, 207, 208, 2IO, 211, 212, 215, 217, 
220, 221, 22Ó, 230, 232, 233, 237, 239, 

253- 
Gasztołd Marcin, wojewoda kijowski 24S. 

253, 2Ó7. 
Gasztołd Olbracht, wojew. wil., kanclerz 

w. 1. 46, 180, 253. 
Gasztołdowa Marcinowa 41. 
Gasztołdowie 253. 
Gedygoldowicz Sieńko, namiest. smoleński 

165. 
Giedyminowicze 46, 47, 49, 1 16, "l 18, 13Ó, 

253- 
Gojcewicz Iwaszko, nam, witebski 81, 175. 
Golau 195, 197. 
Goliginowicz Michał, star. drohicki 169. 

20 



3o6 



o. HALECKI 



Goraj scy 120. 

z Grabkowa Zygmunt 129, 234, 252. 

Grecki kościół (ob. też Schizmatycy) 49, 
136, 138. 

Gródek, gródecki powiat 19 — 25, 42, 
45, 46, 48, 49, 62, 63, 65, 67, 68, 
70. 90, 120, 122, 159, 185, 291. 

Grodno 1Ó4, l6ó, 278. 

Grodzieńska unia I432 r. 30, t)2. 

Grodzisko 25, 291. 

Gryf herb 273. 

Hadźi Giraj, chan krymski 180, 205, 206, 

208 — 210, 227, 240, 245, 246. 
Halicko - włodzimierskie państwo 50, 74. 

116, 120, 123, 128, 143, 252, 257. 
Halicz, halicka ziemia I4, 47, 70, 114, 

118, 228, 252. 
Haniewice 264. 
Hanus 189. 
Herburtowie 252. 
Hlinno 89. 

Hlińscy ks. 1 1 1, 115. 
Hliński Bohdan Fedorowicz ks. (Putyw- 

Iski) 178. 
Hliński Borys ks., kanclerz ŚwidrygielJy 

III, 141, 212, 287. 
Hliński Iwan ks. 249. 
Hliński Sieńko ks. 1 1 1. 
Hłuchnie 288. 
Holcza (e) 124, 261. 
Holszańscy ks. 27, 133, 136, 144, 156, 

179, 247, 255, 265, 275, 281. 
Holszański Iwan Jurjewicz ks. 256. 
Holszański Jurij Semenowicz ks. 72, 91, 

IGI, 106, 133, 136, 156, 165, 175, 

178—181, 202, 212, 217, 255. 
Holszański Michał Iwanowicz ks. 179. 
Holszański Semen Iwanowicz ks. 179. 
Holszański Semen Jurjewicz ks., starosta 

hicki 250, 256, 268. 
Holownia-Ostroiecki Iwan Dymitrowicz 

ks. 114, 136, 150, 293. 
HoJowniowie-Ostrożeccy ks. 113, 114, 

150, 262, 275. 
Homel 86—90, 165, 186. 
Horbaczow 179. 



Horóchów 108, 222, 230. 
Horodek (pow. łucki) 263. 
Horodek Dawidowy, horodecki pow. 88 — 

90, 186. 
Horodelska unia 1413 r. 212, 274. 
Horodło 28, 92, IGO, IGI, 154, 240. 
Horyń 88, IGO — 102, 106, IG9, 1 10, 112, 

123—125, 179, 248. 
Hostscy 124, 135, 266. 
Hostski Bohdan Sieńkowicz, klucznik łucki 

124, 271, 281. 
Hostski Sieńko 124. 
Hoszcza 106, 124. 
Hrabów 32. 
Hrubieszów 139. 
Hryćko, koniuszy łucki 270. 
Hubin 102. 

Hulewicz Iwan 287, 299. 
Hulewicz Masko 188, 189, 299. 
Hulewicze z Wojutyna 128, 130, 173, 252. 
Hurkowicze ks. 64, 1 18. 

Ikwa IG2, IG5, 106. 

Iliaszowa ks. 254. 

Ilinicz Iwaszko 254. 

Ilinicze 255. 

Inflanty (ob. v. Mengden, landmistrz infl.) 

81, 83, 179, 218, 232, 233. 
Iwan Wasilewicz, w. ks. moskiewski 250. 
Iwanie 263. 

Iwanowicz Fedko, wójt włodzim. 253. 
Iwanowicz Paweł 52. 
Iwaszko, podskarbi Świdr. 142. 
Izydor kard., metropolita kij. 93, 138. 

Jabłonno 104. 

Jagiellonowie 15, 27, 70, II©. 

JaJowicze 256. 

Jan, Dominikanin 138. 

Jan, pleban kroszyski 138. 

Jan Olbracht 247, 250. 

Janów 273. 

Jaroma 17O. 

z Jarosławia Leliwici 162. 

Jarosławicz Iwan Wasilewicz ks. 1 86. 

Jarosławicz Wasil ks. 87. 

Jary Fedko, dworzanin Świdryg. 70, IÓ2. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 



307 



Jasmanowicze 126. 

Jelowicki Paszko 37. 

Jerzy Narymuntowicz ks. 57. 

Jesko, »camerarius« Swidryg. 142. 

Jona, metropolita kijowski 92, 93, 294. 

Jurek Niemiec, wójt krzemień. 290. 

Jurga, starosta gródecki 23. 

Jursza, star. łucki, wojewoda kijowski itd. 

8, 34. 37, 38, 39. 49. 53- ^i, 72, 76, 

85, 86; 136, 143, 145, 150, 165, 175, 

177, 181, 194. 25Ó, 288. 
Jursza Iwan, starosta włodzimierski 268. 

269, 281. 
Juszko, pisarz SwidrjgielJy 80. 81, 83, 

146, 165. 

Kaczyn 122. 

Kaffa 245. 

Kalenikowicz Okuszko , nam. zwiaholski 
269. 

Kalenikowicz Sieńko , podkancl. i pod- 
skarbi Świdr. 142, 151, 301. 

Kalenikowicze (ob. też Myszkowiczei 173. 

2ÓO. 

Kamieniec litewski , kamieniecki powiat 
60, 264. 

Kamieniec podolski 85, 128, 209. 214, 
240, 245. 

Kamieniobród 22. 

KarawuJ 85. 

Karpaty 30. 

Katolicy ob. Rzymski KościóJ 

Kazimierz Jagiellończyk passim 

Kazimierz Wielki 28, 32, 57. 

Kierdej Zygmunt 300 

Kierdeje. herb Kierdeja 14. 42, 45, 48, 
59, 122, 124—127, 143, 151, 173, 221. 
224, 227, 258—261, 203, 26Ó. 

Kierdejowicz z Pomorzan Hryćko woje- 
woda podolski 13. 14, 28, 29, 31. 59, 
123, 124, 163, 164, 174, 300. 

Kierdejowicz Porfir)' 137. 

Kierdejowicz Waśko 123. 

Kieigajło, star. źmudzki 76. 

Kieżgajiowicz Jan, star. żmudzki 219, 220. 

KieźgajłowJcz Michał, kanclerz w. 1. 141, 
165, 188. 



Kijów, Kijowszczyzna I, 8, 9, 16, 43, 44, 
53- 57, 58- 61, 62, 66, 77, 98, 100, 
138, 142, 149. 151, 159, 160, 191 — 195, 
244—248, 250, 255, 267, 269, 274, 279, 
281, 284, 286, 289. 

Kisielin 102, 295. 

Kleczko 32. 

Klewań 112, II3, 137. 

Klukowicz Hryńko 122. 

Kłajpeda 219, 238, 242. 

Kmitowie z Wiśnicza 1Ó2. 

Kobryń 27, 1 18, 170. 

Kobryńska z Rohatyńskich Fedora ks. 170. 

Kobryński Iwan ks. 170. 

Kobryński Semen ks. 27. 

Kola z Dalejowa Jan, kasztelanie halicki 

14- 
Kołki loO. 
Koło 199. 200. 201. 
Kołodeń 112. 247, 263. 
Kołodiazki Fedko 300. 
Kołodieie 107. 
Kołomyja 19. 

Komiko, ciwun kijowski 149. 
z Koniecpola Jakób, starosta ratneński 32. 
z Koniecpola Jan kanclerz 63, 65. 
Koniecpolski 22. 
Koniuchy 259, 
Koniuski Lach 129. 
Konstanty Olgierdowicz ks. 115. 
Kopeć 126. 
Kopystrzyn 247. 250. 
Korczakowie, herb Korczak 14, 23, 42, 47, 

48, 118— 128, 130, 151, 1O9, 171, 173, 

224, 227, 258 — 260, 266, 273. 
Korczyn, Nowe Miasto 239. 
Koreccy ks. lob. teź Aleksander Patrykie- 

wicz ks.) 51, 54, 113, ilt), 150, 164, 248. 
Korecki Wasil Aleksandrowicz ks. 54, 58, 

133, 291. 
Kornica 123. 
Korsów 102, 107. 
Korybut Olgierdowicz ks. 115. 
Korzec 45, 51 — 55, 58, 72, 102, loO, 113, 

116, 117. 291. 
Kostiuszko, starosta włodzimierski 45, 136, 

144. 300. 

20* 



3o8 



o. HALECKI 



Kóstiuszkowa Fetynia 45, 136, 294, 

Koszerscy ks. 33. 

Koszersk 28. 30 — 33, 105, 112. 

Kotiuiyńce loo. 

Kowel 28, 32, 108, 257. 

Kowin (Raczę) 65. 

Kowno 220, 229. 

Kozacy 247. 

Kozaka Fedor ks. 113, 150, 298. 

Kozekowie ks. 1 13, II4. 

Koziński Hryńko, chorąży wol. 272 

Kozłowski Fedko, kanclerz Swidryg. 
127, 142, 188, 189, 300, 301. 

Koianowicze ks. (ob. Wieliccy) 113, 

Kraina I99. 

Kraków, krakowska ziemia 154, 197, 
240, 250. 290, 293, 294. 

Krasiłów loO, 247. 

Krasne 58, 117. 

Krasnów 207, 209. 

Kreczów loo. 

Krewo 155, 273. 

Krokotka Iwan ks. 25Ó. 

Królewiec 82, 217, 218. 

Krośniczyn Ó4. 

Kroszyn 114 

Kroszyńscy ks. 113. 114, 1 18. 

Kroszyński Iwan Romanowicz ks. 
298. 

Krupa 274. 

Krym (ob. Tatarzy krymscy) 20t). 
209, 250. 

Krzeczowicz Marcin, biskup łucki 2 

Krzemieniec, krzemieniecki powiat 1 
34, 3^—40, 49, 52-59, t)I, 65, 
72, 76, 85, 86, 95 — 103, 106 — 
112, 115, 117, 122, 125, 128 — 
139, 144. 145, 148—150: 158, 
163, 194, 229, 247, 248, 250, 
260, 262 — 2t)4, 266, 2O8, 269, 
290. 

Krzyżacki Zakon 4, 7, 9, 34, 66, 73 
78—82, 92, 97, 132, 152, 159, 
178, 183, 184, 195, 198, 200, 
204,212 — 221, 231 — 233, 236 — 
240 — 242, 276. 

Kuczmieńbki szlak 249. 



117, 
114. 
201. 



300. Kuczuk z Solcznik Jan» marsz. 254. 

Kuczuk(owicz) Wojciech 133, 253, 254. 

Kujawy 199. 

Kurcewicze ob. Olszaniccy 

Kurozwecki Stanisław, podkancl. kor. 65. 

z Kurozwęk Krzesław, kaszt, sandom. 64. 

Kustycze 105. 

Kuszlejko pisarz lit. 72. 

Kużmin 106, 248. 

Kwasilów 258, 2Ó2. 

z Kwasiłowa ob. Dżusicz. 

Laluszij, nam. grodzieński 1 7 5. 

Latyczów, latycz. powiat 8, 9, 85, 292. 

Leruny 189. 

Leszko Czarny 119. 

Lingweniewicz Jerzy ks. 179. 

Lipa 107, 295. 

Lisiatycze 118. 

Litowiż IGO, 121, 139, 148, 253, 295, 302. 

Litwa passim 

Lubart Giedyminowicz ks. 28, 57, 1 16, 126, 
138, 143, 160. 

Lubcza 45, 123, 140. 250, 262, 291. 

Lubeccy ks. ob. Druccy - Lubeccy 

Lubelski sejm 1569 r., unia I, 1 1 1, 135, 
141, 153, 210, 224, 235, 244, 250, 270, 
113, 283. 

Lublin, lubelskie województwo 69, 91, 155, 
199, 243, 244, 250. 
208, Luboml 28 — 32, 98, ICO, 112. 

Lubomlici 120. 
73. Ludwik, król polski i weg. 28, 57. 
8, 9, Lwów, lwowska ziemia 12, 14, 15, 19 — 25, 
, 71, 46, 68, 70, 74, 97, 122. 154, 161, 187, 
iio, 197, 228, 248, 252, 273, 290, 291. 

130, 

159, Łaman, chorąży łucki 272. 
255, Łaniewicze 124. 
277, Łanowce 37. 

Łaszcz Jan 207. 
, 74, Łęczyca 238. 
165, Łoburiski Zieńko 261. 
202, Łohojsk 264. 
238, Łohwin, pisarz litewski 37. 

Łomazy 243. 

Łopacin 28, 84, 92, 100. 154, 240. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 



309 



Łopatyn 58. 

Łosowicz Jan, biskup łucki, wileński 273. 

Łucbcza loi. 

Łuck, łucka ziemia, powiat passim 

Łukomscy ks. 256. 

z Łusk Marcin, pisarz lit. 202, 216, 217. 

Maciej, biskup wileński 76, 175, 202, 

200. 211, 217. 
Maciej Korwin, król. węg. 249. 
Magdeburskie prawo 34, 139, 148. 295, 

302. 
Malborg 78. 80, 81, 83, 179. 
Małopolanie, Małopolska 49, 98, 120. 

157, 181, 197 — 201, 211, 212, 231, 

242. 
Małorusini 126. 
Małów 125. 287. 
Maniak, chan tatarski 247. 
Marciszowo 169. 
Markowice 102. 
Mazowieccy ks. 74, 240. 
Mazowsze 73, ibg, 195. 
V. Mengden Jan, landmistrz inflancki 196, 

205, 207, 218. 219, 221, 222, 224, 

230. 
Mengli Giraj, chan krymski 209, 24Ó, 

247. 248, 250. 
Michajłowicz Siemaszko 300. 
Michał Zygmuntowicz ks. ó, 9, 10, 44, 

5Ó, 74, 94, 168, 171, 1S8, 20S. 
Michlin 41, 42, 122, 130, 28Ó. 
z Michowa Wojciech, kaszt, zawichojski 

198. 
Mielce 137. 

Mielnica 102, 105, 113. 
Mielnik 170. 

Mieżyriccze 105, II7, 2O1, 288. 
Miedzybóż 85. 

Mikołaj, kapłan lipowski 138. 
z Milanowa Maciej, burgrabia ratneński 

32- 
Milanowicze 32. 
Miłusze 292. 
Mińsk iy2. 
Mirków 107. 
Mitko Dawidowicz. ks. horodecki 88, 89. 



Mleczkowie 120. 

Mołdawia (ob. te/l Wołoszczyzna) 9, 10, 15, 
90. 

Moniwid(owicz) Iwaszko, starosta podolski 
i krzemieniecki, wojewoda trocki 8. 57, 
76, 149, 105, 188. 205, 217, 288. 

Montowtowicz Bartosz 254, 274. 

Montowtowicz Jakób 254. 

Montowtowicz Jurij 254. 

Montowtowicz Michał, starosta łucki, kaszt, 
trocki 203, 254. 267, 277. 

Moiitowtowicze 275. 

Montygirdowicz Pietrasz, marszałek ziem- 
ski 41. Ib5, 179, 217, 222, 2Ó8. 

Montygirdowicz Piotr Janowicz, star. łucki 
etc. 255, 2bi, 265, 268, 270. 

Moskwa 46, 87, 108. 186, 188, 336, 246, 
256, 264. 

Mozyr, mozyrski pow. 87, 89, 90. 

Możajscy ks. 87. 

Mścisław. mścisławska ziemia 39, 87, 114. 

Mukosiejewicz Andrzej Deniskowicz 125. 

Mukosiejewicz Denisko 34, 36 — 40, 112, 
125, 2Ó8, 287. 

Mukosiejewicz Hryńko 39. 

Mukosiejewicz Iwan 38, 39, 287. 

Mukosiejewicz Piotr 39. 

Mukosiejewicz Wańko Deniskowicz 2Ó8. 

Mukosiejewicze 37 — 40, 49, 53, 61, 125, 
150, 260, 2Ó2, 269. 

Murach wa 247. 

Muszata Iwan 39, 292. 

M)'lsk 124. 

Mylski Pietraszko Łaniewicz , marsz, ziem- 
ski Świdryg. 42, 48, II7, 124, 135, I43, 
173, 2Ó0, 287, 28S, 295, 300. 

Myszczyc Piotr (ze Stratyna.?, ob. Choło- 
niew^scy), kuchmistrz Świdryg. 121, 122, 
142, 147, 173, 17Ó, 286, 294. 

Myszkowicz Andrzej" 151, 301. 

Myszkowicz Jesko 301. 

Myszkowicz Kalenik 151, 289, 301. 

Myszkowicz Paweł 151, 301. 

Myszkowicze 142, 149, 151. 

Myszkowski Piotr 251. 

Myszowo 171. 

Mytieino 128. 



lO 



o. HALECKI 



Z Mzurowic Jan, stolnik przemyski 21. 

Nac (Onacz), starosta brzeski, kaszt, trocki 

41, 212. 
Isarymunt Giedyminowicz ks. 1 16, 257. 
Ka&uto, star. drohicki 169. 
Niemcy 134, 139. 
Niemen 238. 

Nierairowicz Andrzej 175. 
Niemirowicz Jacek 42. 
Niemirowicz Jan 212. 
Nie>uchoiźe 32. 
Nieśwież 80, 1 16, 293. 
Nieśwież 1 16. 
Nieświzcy ks. 40, 112, 114 — iió, 118, 

13Ó, 252, 262, 2Ó3. 
Nieświzki Fedko ks. 40, 57, 115, 262. 
Nieświzki Iwan ks. 118. 
Nieświzki Semen ks. (Rówieński) 13Ó, 

262, 263, 269. 
Niewzlicz Iwaszko 151, 261, 301. 
Nos Aleksander ks. 47, 112, 143. 
Nowe 88, 294. 
Nowice 118. 
Nowina herb 131. 
Nowogród W. 23Ó, 276. 
Nowogródek, nowogrodzki pow. 58, 114, 

170, 171. 
Nowosielki 113. 

Obzyr lOl, 102, 104, 113. 

Ochmatów 125. 

Odrowąż Piotr, wojewoda ruski 14, 21, 

70, 162. 
Odrowążowie ze Sprowy IÓ2. 
Okuna 42. 

Olechno, dworzanin Swidryg. 132. 
Olechnowicz Iwas/.ko 122. 
Olechnowicz Michał 131, 287. 
Olechnowicze 122. 
Olelko Wlodzimicrzowicz . ks. kijowski 

S. 44, 53, 61, 66. 76, 77, 92, 175, 195. 
Olelkowicz Semen. ks. kijowski 194, 212, 

248, 255. 
Olelkowicze ks. 91, 191, 212, 244. 
Olesko 28, 39, 84, 92, 93, 98, 100, 154, 

209, 212, 240. 



Oleśnicki Jan, wojew. sandom. 182, 198. 
Oleśnicki Zbigniew, biskup krak. 156, 1 5 7, 

lóó, 174, 181, 187, 199, 201, 20Ó, 211, 

215, 232, 235. 
z Oleśnicy panowie 13, 200. 
Oleszko, bojar wJodzim. 222. 
Olgierd 6, 47, 64, 75, 76, 77, 170, 182, 

184. 
Olgierdowicze 115, 1 16, 135, 152. 
Olgiert Biernat, marsz. Swidryg. 142, 294, 

301. 
Olgimuntowicz ob. Holszański 
Olifer 131, 288. 

Olizarowicze Fedko, Seńko, Waśko 258. 
Olszanica 114, 1 18. 
Olszaniccy-Kurcewicze ks. 113, 114, i 18, 

252. 
Olszanicka Marusza 1 18. 
Olszanicki (Piński) ks. Michał Konstanty- 

nowicz 46, 47, 114, 137, 144, 150, 172, 

173, 177, 178- 234, 252, 294, 298. 
OJyka 128, 255, 286. 
Onacz ob. Nac 
Opatów 174, 181, 182. 
Ormianie 138, 289. 
Groszowa 22, 291. 
Orsza III. 
Ościk 41, 180. 
Osiek Ó3. 

Ośmiechowicze 102, 294. 
Ostaszyn 58. 
Osterrode 71. 

Ostróg 7, 8, 42, 52, 53, 58, 73. 104, 106, 
iio, 113, H7, 120, 138, 144, 179,209, 

247, 259, 2Ó1, 2Ó5, 290. 
Ostrogscy ks. 51 -55, lOÓ, II3, II4, II6, 

117, 138, 150, 212, 247, 269, 2ÓI, 2Ó2, 

263, 2Ó5. 

Ostrogska Hanka (Ahafia) ks. 138. 

Ostrogska Wasilowa ks. 1Ó4, 

Ostrogski Fedor ks. 53, 54, iió, 117, 120, 

138, 143, 223. 
Ostrogski Iwan ks. 209, 2Ót. 
Ostrogski Konstanty ks., hetman w. 1. 247, 

263/4. 
Ostrogski Wasil ks. 51— 54, 58, 72, 89, 92, 

118, 130, 133, 138, IÓ4, 209, 275. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 



311 



/ Ostrowa panowie 13. 

Cstrowski Krystyn, kaszt. krak. 129. 

Ostroiec 113. 

Ostroieccy ks. ob. Hołowniowie - Ostro- 

źeccy 
Ostryna 104, 170. 
Oszmiana 227. 

z Panchowa Mikołaj, podsedek sandom. 

181, 182, 198. 
Parczów, parczewskie zjazdy 93, 157, 

174. 175. 181, 20Ó, 211 213, 215 — 

217/232, 241, 242, 293. 
Pasze wa 125 
Pawłów 289. 
Pelikan herb 48. 
Perehodicze 89. 
Peremil, peremilski powiat 1, 42, 97, 

102, lob — 108, 113, 121, 122, 139, 

172, 173, 253, 269, 294. 
Peresopnica 137. 
Piaseczna 102, 105. 
Piątkowski Aleksander, chorąży chełmski, 

star. gródecki 23, 42, 48. 123. 
Pieczerska Ławra 138. 
Pieczychwosty, 41, 107, 25O. 
Pieszko, marszałek dworny Swidrygiełły 

26, 46, 47, 142, 188, 189, *30i. 
Pińscy ks. (ob. też Olszanicki) 47, 113, 

178. 
Pińsk 47, 114, 172, 178, 179. 
Piński Jerzy ks. ob. Holszański Jurij Se- 

menowicz ks. 
Piotrków, piotrkowskie zjazdy 78. 79, 

91, 154, 178, 198 — 201, 212 — 21O, 

228, 240, 243, 244. 
z Pleszowic ob. Fredro. 
Pobójsko 44. 
Poczapińce 292. 
Podberezie 41. 
Podhaje 132. 

Podkrajewski Mikołaj Rogala 7, 129, 132. 
Podkrajewski Paweł Rogala 129, 142, 

Podlasie i, 30, 44, 56, O2, 120, 122, 
158, 166, 169, 170, 195, 240, 273, 
278. 



Podolany 144, 179. 

Podole 8, 9, 13, ló, 19, 21, 40, 49, 5Ó, 
57, 59- 69- 70, 73. 7Ó, 79- 84—86, 88, 
90—93, 9^. 123, 128, 144, 147, 154, 
1O2, 174, 175, 181, 194, 201, 205, 209, 
211, 212, 220, 233 — 245, 247 — 251, 

273- 
Podryże 105. 
Pogoń hćrb 47, 70, 147. 
Polesie 53, 61, 87. 98, 100, 115, 256. 
Polska passim 
Połaniec 03. 

Połock, Połocka ziemia 73, 193, 284. 
Połocki Wasil 112. 301. 
PoJonka 105, 1 12 

Połonna 41, 42, 103, 165. 133, 253. 
Potonne iot>, 247. 
Poryccy ks. 263. 
Poryck iC>3, 2Ó3. 
Próchnicki Aleksander 24, 291. 
Prolcofiewicz Paszko 294. 
Prokop, biskup krak. 119. 
Prusy 217, 231—233, 237, 239, 241 -243. 
Prut 10. 

Prypeć 53, 87, 88, 10 1. 
Przedzielnica 118. 252. 
Przedzielniccy ks. 40, 118, 252. 
Przemyśl, przemyska ziemia 7, 40, 1 18, 

120, 252. 
Punie óo. 
Putłatycze ks. ob. Druccy-Putiatycze 

Radom 278. 

Radomyśl 104, 105, 113, 125. 

Radziwiłł 88. 

Radziwiłł Ościkowicz 175, 177, 180, i8i, 

205 — 208, 210. 
Radziwiłłowie 266. 
Ragneta 220. 
Ratno 27 — 32, 40, óo, ói, 84, 93, 98, 

100. 112, 209, 212, 240. 
Raznycze 106. 
Riazanowicz Jakób Wojna 42, 12 1, 127, 

129, 135. UtJ, 138, 230, 258, 262. 
Riazanowicz Kozaryn Iwan 46 — 48, 92, 

120, 143, 151, it)4, 1Ó5, 170, 258, 288, 

301. 



312 



o. HALECKI 



Riazanowicz Micko (Misko) 1 2 1, 164. 

Riazanowicz Mitko 121, 173, 176, 177, 
295. 302. 

Riazanowicz Niemira , starosta łucki 42, 
45, 47, 48, 92, 97, 120, 121, 127, 
129, 135 — 137, 139- H4, I5i> 164— 
166, 171, 176, 177, 181, 18Ó, 188, 
189, 203, 221. 222, 224, 226, 229, 
230, 257, 258, 2Ó2, 2fc>7, 296, 301. 

Riazanowicz Tyszko 121, 258. 

Riazanowicze 42, 47, 120, 122, 130, 136. 
151, 171, 173, 258, 261, 2O3. 

Rodowicza 65. 

Rohatyńska Owdotia (ob. też Kobryń- 
ska) 170. 

Rohatyński Iwaszko 170. 

Rohowicze 257. 

Romejko 149. 

Rówieński ks. ob. Nieświzki Semen 

Równe 106, 124, 179, 247, 262. 

Rozmiar herb 273. 

Różyn 257. 

Róźyńscy (Rohowiccy) ks. 257. 

Rudecki powiat 68. 

Rurykowicze iiO, 119, lóo. 

Rusiwl 124. 

Ruś passim 

Ruś Czerwona, halicka 7, 10, 12—14, 
17, 19 — 21, 23, 25, 26, 30, 40, 41, 
47, 48. 50, 57, <)4, 65, 68-70, 73, 
98, 118— 120, 122—124, 12Ó — 128, 
162, 171 — 173, 181, 187, 197, 199, 
205, 209, 229, 234, 247. 249 — 252, 
25S. 259, 279, 290. 

V. Russdorf Paweł , w. mistrz 80 — 82, 

183. 
Ryczów 68. 

Ryczychów 22, 68, 29 1. 
Rydoml 39. 
Ryga 221. 
z Rytwian Dersiaw, starosta chełmski 31, 

32, 33, 63. 
z Rytwian panowie 13, 243. 
Rytwiański Jan 240. 
Rzeczyca lli. 
Rzymski Kościół, katolicy 49, 136 — 139, 

161, 273 — 275. 



Saczko 42. 

Saczkowie 122. 

Sakowicz Andrzej, nam. połocki 41, 87, 

165, 175, 179, 212. 
Sambor 156. 
Sandomierz, Sandomierska ziemia 63, 154, 

iSi, 197 — 199, 201. 
Sanguszko Fedorowicz ks. 27 — 33, 59—61, 

Ó4, 130, 264, 293, 299. 
Sanguszkowicz Aleksander ks. 60, 151. i6q, 
173- 258, 2Ó2, 268, 269, 278, 293, 299. 
Sanguszkowicz Iwaszko ks. 169, 170. 
Sanguszkowicz Wasil ks. 59, 60, 84, 169, 

292, 293, 299. 
Sanguszkowicze ks. 26, 27, 40, 53, 59 — 
61, 64. 71. 72, 104, 112, 113, 115, 118, 
133, 135, 150, 164, 168—170, 173, 
262 — 265. 
Sasowie, ród herbowy 119, 123. 
Satyjew 41, 254. 
Satyjewska ks. 254, 265. 
Sawastian (nie: Sawa Stojan) 142. 
Sącygniewski Tomasz, dworzanin król. 200. 
Scłiizmatycy ob. teź Grecki Kościół 48, 

136, 137, 161, 273, 274. 
Seid Achmet, chan Złotej Ordy 205 — 210, 

226, 240, 245. 246. 
Semenówka 128. 
Serafin z Barwaldu Mikołaj, żupnik krak. 

187, 199. 
Seydlitz Hyntze 238. 
Siemaszkowie (ob. też Epifanowicz i Mi- 

chajłowicz) 260. 
Sienno 287. 
z Siennowa Sieńko, kasztelan lwowski 13, 

14, 46, 48, IÓ2. 
Sieradz 201, 203 — 206, 212. 
Sierchów, 10 1. 
Siestratyn 102, 107. 
Siewierzczyzna 115, 130, 208. 
SkirgiełJo 57. 
Skirmont 126. 

Skry kołowy (Skirgajłowo) 41, I o 7. 
Skrzyński Mszczug 129. 
Skurcze 129. 
Śląscy ks. 214. 
SlesitH ob. Stefan Ślązak 



OSTATNIE LATA ŚWIDRYGIEŁŁY 



313 



Slobódka 290. 

Slonim 88. 172. 

Slucz 58, 100 — 102. 104, loO, 113, 248. 

Slupica Tychon 293. 

Śmidyń lot). 

Smoleńsk, smoleńska ziemia 114, 193. 

256, 258; 281, 284. 
Smolihowice 87. 
Smordów loO. 
Smyków 107. 

Snaksar, pisarz Świdryg. 146. 
Śniatyńska ziemia 19. 
Sblcza 118. 
z Solczy Bartosz 217. 
Somin 258. t 

Sonka królowa 27. 156, 157, 178, 204, 

214. 
Sopieźyce (Sapiehowie) 281. 

Soź 86, 90. 

Stadnicki 23. 

Staj (Dorohostaj ?) 106. 

Starodub 87. 

Stawski Stanisław ze Stawu, biskup łucki 

273. 
Stefan, wojewoda mołdawski 10. 

Stefan Ślązak 70, 289. 

Stepań loi, 106, 133. 13^, I79, 247, 

255, 256, 277, *79. 
Stochadź loi, 105. 
ze Stradowa Mikołaj, sędzia żydowski 

lwowski 24. 
ze Stratyna ob. Myszczyc Piotr 
Streczenicz Hrehory 290. 
Stryjski powiat 19, 24, 1 18. 
Stryński 294. 
Studienka 255. 
Stupno 117. 

Stwahownicki Iwan, pop 138. 
Styr 90, IGI, 105-107, 109, 112, 113, 

121, 124, 125. 
Sudiwoj kaszt. wiL.ob. Wolimuntowicz 
Surwilowicz Hryćko 149. 
Świdrygiełło passim 
Świdrygiełlowa ks., Anna Iwanówna twer- 

ska 88-90. 159, 180, 25b. 
Święta 9, 44, 74, 82. 
»Sytńtczke« 221. 



z Szamotuł Wincenty, kaszt, międzyrzecki 

64. •43- 
ze Szczekocin Piotr, podkancl. kor. 232. 
Szczerzec, szczerzecki powiat 22 — 25, 45, 

62, 63, 67, 68, 70, 90, 159. 
Szelibor 126. 
Szeliga herb 131. 
Szepel 294. 
SiklJn 292. 
Szumsk 106. 
Szybienoje 107. 

Szyło Hawryło 45. 48. 123, 300. 
Szyłowicz Olizar 123, I34, 136, 137, 104. 
165. 107, 170, 173, 178. 181, 221 — 224, 

226, 229, 230. 256, 258, 259, 262, 268, 
271. 279, 300. 

z Tarnowa Leliwici 162. 

z Tamowa Rafał, starosta gen. ruski 21. 

z Tarnowa Spytko, starosta ruski 22. 

Tatarzy 73, 80, 94, 138, 168, 184, 194, 
209, 211. 213, 214. 221, 225, 226, 233, 
236, 245, 246, 249 — 251, 273, 276, 
282; — krymscy (ob. też Krym) 208, 

227. 246, 248, 250; — zawołżańscy. 
Złota orda 203, 205, 20O — 2IO, 212, 
227. 245 — 247, 250. 

Teodozy. władyka łucki 137. 287, 288. 

Tereszkowicz Jersz 172. 395. 

y Tęczyna Jan. wojewoda krak. 156, 200, 

231, 232. 
Timoch Bohusz Owierkicz 289. 
Tłukaczowicz Okuszko. marszałek świdry- 

giełły 142. 
Tłumacz, układ tlumacki 1440 r. 10—15, 

17, 20, 21, 25, 4t>, 48, 59, 62, 60, 73, 

75, 77, 290, 296. 
z Tokar Lutko. podskarbi kor. 187, 199, 
Torhowica lOO. 
Toruń 204, 207. 210. 212. 
Trembowla 247. 
z Treviso Tadeusz 187. 
Troki, trockie województwo 6. 10, 13, 27, 
52, bi, 88. 94, 154, it)8, 188, 239, ^^^). 
Trostianica 27, 60. 264. 
Trostianiec 58. 
Trubeck 168. 



314 



o. HALECKI 



Trubecki Jurij ks. IÓ8, 264. 

Trusz, wójt łucki 257. 

Turańskie iywioły 123, 126. 

Turcy 245, 246. 

Turja rzeka 32, 105, 121. 

Turja pod Szumskiem 106. 

Turów, turowski pow. 55, 58, 68, 88, 

89, 92, 116. 
Turyjsk 104, 105, 264. 
Tutowicze lOl. 

Twerscy ks. (ob. Świdry giełłowa) 256. 
Twierdyń 102. 
Tworzy czany 129. 
Tykocin 166. 

Uborć 53. 
Ujm 171. 
Uniejowski monaster 47. 

Waciuta, wójt łucki 253. 

Wacko, marsz. Swidryg. 142. 

Wacław, biskup łucki 273. 

Wandrouha 128. 

Warna 73. 

Wasil Andrzejewicz ks., marszałek Swi- 

drygiełły 11 1, 142. 
Weżgajło diak, ciwun wileński 293. 
Węgry 16, 31, 43, 46, 55, 69, 70, 73, 

79. 142. 
Wiaczkowicz Dymitr 164. 
Wiaczkowicz Ilia 140, 163, 263. 
Wiażewicze 281. 
Wielbice 128. 
Wielhor 125. 
Wielhorscy 125. 

Wieliccy ks. (ob. Kożanowicze) 113, 15.^. 
Wielick 113. 
Wielkopolanie 49, 199—201, 211, 242, 

251- 
Wietły 28, 32, 60. 61, 84, 92, 93, 100, 

112, 154. 
Wilken Niekusz 83, 179. 
Wilno, wileńskie województwo, ziemia 6, 

26, 27, 34, 36 — 41, 43, 46, 48, 62, 

64, 72. 74, 76 — 79, 8i, 84—86, 90— 

93, 141, 143, 151, 152, 154, 158. 159, 
164 — 166, 173 — 179, 181, 182, 188— 



190, 194, 219 — 221, 229, 245, 271, 
273, 276, 278, 292 — 294. 

Winnica, winnicki pow. 85, 108, 247, 269, 
270, 279. 

Wiszniewiec iio, 112, 247, 263. 

Wiszniewieccy ks. 2Ó3. 

Witebsk 193, 284. 

Witołd 19, 20, 54, 57, 75, 77, 80, 89— 
92, 96, 117, 127, 128, 133, 136, 138 — 
141, 143, 148, 157, 164, 174, 179, 182, 
183, 201, 202, 212, 237, 239, 240, 253, 
2Ó3, 274, 287. 

Władowa Horka 289. 

Władysław, ks. płocki 71, 94. 

Władysław Jagiełło 10, 20, 25, 28, 29, 47, 
S3, 54, 62, 75. 97, 116, 117, 118, 124, 
138, 139, 161, 182, 184, 192, 223, 234, 

295- 
Władysław Warneńczyk 10, 13, 15, 21, 22, 

23, a?, 30. 31, 33. 34, 46, 47. 49, 55. 
62, 63, 65, 67, 69, 70, 73, 77, 79, 128, 

130, 1^2, 156, lÓO, 162, 184, 289, 290. 

Właszin Bohusz 302. 

Włocławski biskup 18 1. 

Włodzimierz, włodzimierski powiat 18, 28, 
30, 32, 3b, 37, 41, 42, 45, 47, 53, 55, 
57 — 61, 65, 68, 71, 72, 84, 85, 92, 
95—110, 112, 113, 121, 122. 124 — 126, 
128, 129, .137— 139, 144, 145, 148, 152, 
155, 158, 160, 163, 164, 169, 171, 172, 
176, 177, 187, 190, 193, 199, 222, 223, 
234, 248, 250, 253, 257, 259, 264, 266, 
268, 271 — 273, 278, 279. 

Włostowski Dersław, starosta kamieniecki 
129. 

Wojdatowicz Juszko , klucznik łucki 171. 

Wojdyło 149. 

Wojnicki z Sienna Jan, star. oleski 64, 129, 
143, 228, 229. 

Wojnicki Piotr 129. 

Wojniłowicz Fedko 88, 89, 294. 

Wolimuntowicz Sudiwoj, star. kow., kaszt, 
wil. 81, 82, 83, 141, 165, 220, 292. 

Wolimuntowicze 41, 76, 82. 

Wotkowyczc Haponowicze 132. 

Wolkowyj Piotr, łowczy Świdrygiełły 132, 
142, 288. 



OSTATNIE LATA SWIDRYGIEŁŁY 



3'5 



Woioszczyzna (ob. teź Mołdawia) 9, 10, 

19. 20, 44, 125, 194. 
WoJotowicz Andrzej, star. peremilski 42, 

108, 122, 130, 258, 262, 269, 286, 

302. 
Wolotowicz Iwan 287, 302. 
Wolotowicze 122, 173. 
Wołowicz Hryńko, koniuszy lit. 168, 170, 

171, 294. 
WoJyń passim 
WrocJaw 212. 
Wsiekrewo 259. 
Wukry herb 125. 
Wydyginowicz Olechno 254, 255. 
Wyźwa 28, 32, 106, 265. 

Zacharowce loo, loi. 

Zadyby 105, 292. 

Zahorowo 122. 

Zaborowscy 122. 

Zaborowski Michał Aleksandrowicz 260. 

Zaborowski Piotr 122. 

Zamlicze 113. 

Zamoyski Jan 5, Ó3, 65. 

Zarubicz Lenko 1 18, 286. 

Zarubicz Mitko 128. 

ZasJaw 1 10, 117, 250. 

Zastawscy ks. 263. 

Zbarascy ks. (ob. tei Nieświzcy) 39, 

247, 248, 256, 2Ó2, 263. 
Zbaraski Wasil ks. 248. 

Zbarai 40, 106, 108, 112, 115, 247, 

248, 250, 262, 263, 265. 
ZdoJbice 108. 

Zdzitów 88. 
Ziemno 129, 138. 



Ziemowit, książę mazowiecki 25. 

Zmiejniec 113. 

Zoloczdw 125. 

Zolotyjów 179. 

Zorer Mikołaj, podkanclerzy świdrygielly 
26, 46, 142, 302. 

Zubowicz, Jowczy Świdrygielly, Zubowicze 
132, 264. 

Zuszyce 22. 

Zwiabol 58, 100, IGI, 113, 247, 253, 269. 

Zwiabolscy ks. Iwan i Semen 58, loo, Ii3, 
116, 150, 299. 

Zwiniacz 107, 122. 

Zwinogrodzki powiat 269. 

Zygmunt I 140, 144, 190, 254, 281. 

Zygmunt August 2, 5, 154, 190, 283, 291. 

Zygmunt Kiejstutowicz 2, b, 8, 12, 13, 15, 
Ib, 18, 20, 2b— 30, 33, 43, 44, 4b, 47, 
59, 60, b2, 75—77, 87—89, 91, 94, 97, 
114, 115. 119, 137, 140, 141, 143, 148, 
149, 155. 156, i6b, ib8, 174, 178, 179, 
184, 185, 211, 227, 229, 285, 297. 
Zygmunt Luksemburski ces. 73, 81, 142. 

Zaszkowicze 294. 

Zdiary 10 1. 

Żmudź, Żmudzini 9, 34, 43, 44, 49, 52, 

7b, 90, ib3, I7b, 189, 218, 219, 220, 

233, 238. 
Zórawka 289. 
Żuków 106, 112, 293. 

Żydaczowska ziemia 19, 21, 24, 25, 128. 
Żydyczyn 137, 144. 
Żydzi 253. 
Żytomierz, żytomierski powiat 1 00, 248, 

28b. 



I 



vsl 









'■^ałmfcciuw ^ 



•ivuw>vvl; 





oSuA^^UMu 



'ł 




















y^A/n. 






i>6*t^oxc</ 






0%tfci 



)6,n^«Ufe; 




O~:vvovo 



03-iMiJUfiAjU 



%Hat 



V 

i 






flUtC/*" 






, J\wuijiynv 













.<r-^-~-«ii--ro»'"-">. 



X0!Uluw>C«/ 



O JLc>taciy vuc ' /• 







'^,<Hiotf 



oxattic-yn> 



I 



^J<^[ 



PLEASE DO NOT REMOYE 
CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 

UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY 



DK Halecki, Oskar 

511 Ostatnie lata 

L23H36 Swidrygielly i sprawa 

wołyńska za Kaziinierza 

Jagiellonc^ka