This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project
to make the world's books discoverable online.
It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to disco ver.
Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the
publisher to a library and finally to you.
Usage guidelines
Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying.
We also ask that you:
+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for
personal, non-commercial purposes.
+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the
use of public domain materials for these purposes and may be able to help.
+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it.
+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe.
About Google Book Search
Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web
at |http : //books . google . com/
Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska-
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej.
Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy.
Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie.
Zasady użytkowania
Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki,
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów
komercyjnych.
Prosimy również o:
• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych
Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych
celach prywatnych.
• Nieautomatyzowanie zapytań
Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni.
• Zachowywanie przypisań
Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać.
• Przestrzeganie prawa
W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe.
Informacje o usłudze Google Book Search
Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/
7^
icT^^
^:^^%.
%
%
eJ^^-
PAMIITSUR ^^.
I
Y
literatub¥iB)lskiEj
XIZ WIEKU,
w BWIDZIESTI PRELEICYAGH
MUNYCH w BADNIŚJ SALI
MIASTA LWOWA,
STENOGRAFOWANYCH POD DYREKCYĄ
LUBINA OLEWIŃSKIEGO,
PBOFBSSOSA ST£MOOSAFJI W TJMIWEB6YTE0IE LWOWSKIM.
ł WE LlV0WX3S . , : .
; NANi*Wk^tT%ql^«\VJi''^' '
! Yf DRUKARNI NARODOWEGO ZAKŁADU IMIENIA OS^iUAKSRlCH.
j^% >»s^ naK^A^s
O.ai/'
6 b^SO. /cpZ
r-^
\^
HARVARO
UNIVERSITY
L1BRAR.Y
jUl 20 1959
Podreczi
ucznió
8Zk
•V '
szych
owskiej
''/.•'. 'I .< ' ' A.
SŁOWO WSTĘPNE.
Wydając prelekcye swoje, professor nabywa je pamię-
tnikiem do literatury dziewiętnastego wieku.
Niech mi wolno będm poprzedźcie ten pamiętnik kilku
stówy, ku usprawiedliwieniu nazwy i formy, których on
użył przy wykładach, a zatrzymał przy niniejszem tychże
ogłoszeniu.
Wiek dziewiętnasta, już u wrót swoich, znalazł naród
nasz pokrzywdzony gwałtem politycznym , który mu od-
bierał życie. Wtedyto sH/ne życie zbiegło się, ześrodko-
wah w uczuciach nmodm, w jego twórczym geniuszu,
w jego natchniemu poełycznem, w jego wiedzy i zdolno-
ści umysłów^. Dziś stanęła już literatura nasza posągiem,
nowym i wspaniałym, w panteonie cymtUzaeyi europejskiej,
Wiełkieto i potężne żyde, co tak widocznie bijącem
tętnem 'znać 'daje o swej dywot^^d, i nietyiko tóm je-
dnemJ Wielkieto i szlachetne umysły, co tm posąg na
świadectwo o żyjącym rmrodzk. wiekowi bieżącemu iprzy-
' s£iłym przed oczy stawiają! WidUeto i czdgodne chęci,
usiłowcmia, poświęcenia, prace, ofiary, co tym uczuciom
narodowym, tej literaturze drogę torowały, co ją wypia-
stowały, co do jej wzrostu ziarno po ziarnie dodawały,
co ją cudnemi utworami geniuszu przyozdabiały i w niej
literaturze europejskiej równorodutą siostrę pokazały!
VI ;
- Nie godzi się historykowi którykolwiek z tych zacnych
czynników niebacznie uronić. Jest między niemi węzeł je-
dnością częstokroć niewidomej, lecz przeto niemniej chwa-
lebnej i skutecznej; jestto jedność w miłości narodu, i
w pragnieniu niewygasłem jego życia, jego chwały.
Nasze historye literatury są dotąd tylko historyami
dzieł i autorów; najczęściej bez owego węzła, między wi-
domemi skutkami a niewidomemi przyczynami i tem wszy-
stkiem, co życie narodowe budzi, krzepi, podnieca. Na-
sze historye literatury sąto spisy kwiatów i ogrodników,
bez wskazania, komu na myśl przyszło ogrody zakładać,
zasiew przysposabiać, mimo niepogodnego nieba, w na-
dziei , że plon przyniesie nietylko pożytek , lecz i nasiona
dalszego życia, A jednakże tvszystkoto było , i wpłynęło
silnie na wzrost i przyrodę tej jakby cudem wywołanej
Flory, Z opatrznej łaski niebios były chęd szlachetne, co
się tą troską zajmowały, a spełniwszy zadanie swoje, zo-
stawiły chwałę geniuszowi narodowemu, sobie zaledwie
wspomnienie w tradycyi zostawując. Niezwykłeto, niena-
turalne literatury drogi, bo też literatura nasza dziewię-
tnastego wieku jest owocem wspólnym oświaty naszej i
losów naszych. Połączyć wszystkie j6j czynniki w jednym
obrazie , oświetlić słowem prawdy to , co dotąd w cieniu
stać musiało, i otoczyć sercem miłościwem, jąjco .swoje,
jako narodowe, wielkie czy małe, oto zadanie godne hi-
storyka literatury narodowej, . * ^ .
W literaturze, jak we wszelkich instytucyach ludzkich,
jest obok historyi tradycya, U nas w tej ostalmiej kryją
się nie raz fakta godne uwagi, które czas nie mógł, nie
radził zapisać w bieżące dziejowe karty, by nie narazić
na szwank celu wyższego^ jakim jest oświata narodu i
VII
jej opiekunowie, Owoż więc spisać te fdkta według ży-
wych głosów j tak jak je toiarogodna pamięć podaje, jest
mojem zdaniem pisać pamiętniki o literaturze, i tu przy-
czyna formy i nazwy wykładów professora. Jak wszystkie
pamiętniki historyczne, tak i niniejszy jest promieniem
światła padającym na epokę, nie we wszystkich swoich
za/rysach dostatecznie oświetloną. Może on posłużyć do
rozjaśnienia nie jednaj okoliczności i do nadania tejże
właściwego charakteru i kolorytu, U nas bowiem, jak li-
teratura sama, tak i pisanie jej dziejów, miało swoje za-
pory i tamy. Pamiętniki więc tego rodzaju powinnyhy
uzupełniać to, co historya literatury, pisana pod wpływem
czasowych okoliczności pominęła, lub co według przyjętej
w książkach naszych rutyny w półświetle zostawiła, bo
nie było na dobie wszystko i całkowicie odsłonić. Powta-
rzamy, sąto anomalia, które byt swój zawdzięczają histo-*
rycznym losom naszym. Pamiętniki takowe należałoby zbie-
rać z należytym pośpiechem, bo świadkowie naoczni są
coraz bardziej rzadszymi, Jestto dług względem pokoleń
przeszłych i przyszłych ratować co swoje, a coby zaginąć
mogło w niepamięci toniach; dług ciężący na tych wszy*
stkich, co byli świadkami naocznymi swego czasu i mogli
zaczerpnąć ze zdrowego i niezamąconego źródła, W nie*
zwykłem bowiem i nienaturalnem położeniu, godzi się hi-
słoryi i literaturze sięgnąć do źródeł niezwykłych a wia-
rogodnych, do pamięci żywej, do tradycyi, owej według
słów poety „arki przymierza między dawnemi ,
a młodszemi laty^, i zniej swe straty uzupełniać,
W zapatrywaniu się na przedmiot professor nie rzą-
dził się jedynie swojem zdaniem, lecz przyjmował także
zdania żyjących jeszcze świadków bieżącego stulecia ^
vm
zdania opinji wyrabiających się na gruncie tego, co czas
przyniósł, opinji o ludziach, o ich usiłowaniach, i o
zdarzeniach. W praktyce tej kierów (U on się umiarkowa-
niem, które daje wiek, doświadczenie i miłość jaką tvniósł
do zawodu literackiego, a która, śmiało poivicm, próby
iyda przetnoała. Dziś, odczytując stenograficzne odpisy
wykładów swoich, czuje on, że niejednoby miejsce wypa-
dano rozszerzyć, uzupełnić, wyjaśnić, ogładzić; tvoU wszak-
że, by ta książka zachowana cechę żywego słowa, cechę
nie pisanej , lecz mówionej księgi; i to niech ostatecznie
służy także do usprawiedlmienia tej zwięzłości wykładów,
jaką szczupły zakres czasu i okoliczności zewnętrzne na-
kazywały.
Zwracam uwagę czytelnika, że prelekcye niniejsze od-
bywały się w chwili trudnej i zbyt drażliwej, a dla hi-
storycznych tvykładów publicznych wielce nieprzychylnej.
Nadto zaszły w połowie toykładów wypadki, które utru-
dniały już i tak nie łatwe zadanie. Wiele trzeba było
odwagi, aby prowadzić toykłady dalej w tym duchu, jak
były zakreślone i obmyślone z góry; zadanie, z którego
professor, jak rozumiem, chlubnie się wywiązał.
Stanisław Piłat.
~<»^»^t l < o » ■
1.
Wstęp. — Porównanie litejratury polskiej z posągiem Janusa. —
Dwie główne sfery literatury i ich nierozdzielnośd. — Literatura polska
19. wieku jest powieścią , dramatem i epopeją, dalszym ciągiem dzie-
jów, najnowszą tradycyą narodu, symbolem przeszłości i przyszłości.
— Wpływ literatury na zewnątrz i na wewnątrz. — Odrębny styl
polski. — Dwa główne zadania wykładów. — Bractwo Śtej Weroniki.
Raczyliście sie tu zgromadzid na wezwanie moje,
więc od czegóż zacz§(5 mi przystało , jeźli nie od wy-
rażenia najżywszych uczud wdzięczności mojój za tę
źyczKw§ powolnoś<5?
Daleki jestem od tego, abym przypisywał sobie
w tćm jakakolwiek zasługę; policzam to raczćj na
karb przedmiotu , o którym do Was przemówid pragnę.
Zrobiłem sobie to zadanie, ażeby dad przynaj-
mniej w głównych zarysach obraz literatury polskićj
XIX wieku, i temu to jedynie przypisuję, żeście tu
zebrad się raczyli.
Duchem tćj literatury karmione dorasta już poko-
lenie trzecie.
To co naród w przeczuciu nowćj epoki swoich
dziejów widział; co w ciągu XIX wieku w swojem
sercu miłościwie nosił; co starannie, czde, pracowi-
cie i cierpliwie odpiastował ; co się w końcu skrysta-
lizowdio w półwiecznych owocach ducha narodowego:
to pragnąłbym jako najdroższy plon dziejowy złożyd
1
tu przed Wami. Nic dziwnego tedy , źe przedmiot ta-
ki wzbudza zajęcie, i źe każdy słuchanym będzie,
kto w imię tych narodowych miłości przemówi.
Na samym juź początku tych wykładów poczuwam
się do obowiązku , oznaczyd stanowisko i punkt wyj-
ścia mojego w wykładzie literatury XIX wieku; więc
powiem, źe ona jest tylko dalszym ciągiem dziejów
Polski , że z tego stanowiska zapatrując się na płody
literatury naszej — okażą się one ściśle związane
z całą naszą dziejową przeszłością.
Wielkich prac duchowych i zadań dokouała Polska
w tym wieku; i po upływie lat 60 przeszło warto
się obejx'zed na tę przeszłości obliczyd się z owocami
pracy i ducha ; i oznaczyd stanowisko , na którćm
obecnie stoimy.
Trudnośd prawdziwa leży w tźm , właściwie , że
bardzo wiele i pisano i mówiono juź o tój literaturze;
źe wielką masę duchowych płodów przychodzi ogar-
nąd i wyświecid w zakresie godzia bardzo szczupło
zamierzonym, a nakoniec, że nie z jednem upo-
wszechnionem i utartem juź zdaniem zetrzćd się wy-
padnie.
Jest bowiem pewna rutyna, przyjęta w wykła-
dzie literatury XIX wieku, rutyna przyjęta w książ-
kach i dziennikarstwie, która na czasowych teoryach
oparta albo nie ma w sobie prawdy i rzeczywistości,
albo o lyle tylko godną jest uwagi , o ile history-
cznie pominąd jej nie wolno jako teoryi czasowej. Te-
orye bowiem należą do czasu i panujących wyobra-
żeń , a fakta dopiero należą do historyi.
Jest pewna atmosfera duchowa w narodzie tak
jednostajnie rozlana i upowszechniona , jak krąg nad-
powietrzny, w którym naród żyje i oddćcha. Ta du-
chowa atmosfera jest Matką • rodzicielka wielkich na-
tchnień i pomysłów; w niej leży elektryczny bodziec
dziejów i magnetyczna nid , łącząca całe pokolenie go-
tujące sif do życia. Ztąd można byó tylko poetą i
dziejopisem w narodzie , który w świątyni serca swe-
go przechowuje natchnienia poetycznego geniuszu, a
w skarbnicy pamięci tradycye dziejów swoich. Już
Brodziński powiedział , ażeby nikt lekko nie cenił so-
bie poetycznych uczud narodu, bo bez nich nie mo-
żna byd narodem.
Natchnienie, które oświeca dzieje, i tradycya,
która je przechowuje i w pokolenia podaje, czyli mó-
wiąc inaczej poezya i dziejopisarstwo: — oto dwie
wielki sfery, z których literatura XIX wieku wyszła
do razu mądra, potężna i uzbrojona, jak z głowy Jo-
wisza wyszła do razu Minerwa.
Tem porównaniem stajemy na gruncie klasycznym
i przenosim się w wieki starożytnego Rzymu, z któ-
rego naród nasz jako wy Chowaniec klasycznych stu-
dyów i starożytnej mądrości czerpał wielkie wzory
w pewnej epoce swoich dziejów.
Była w starożytnym Rzymie świątynia, Bogowi
wojny święta; Bóg ten nazywał się Janus. Od zało-
żenia Rzymu aż do upadku jego była ta świątynia
dwa razy tylko zamknięta, co znaczy, że tylko dwa
razy Rzym pogański , wojujący, stał w pokoju i przy-
mierzu ze światem. W mytach pogańskich leżą już
zadatki przeczucia prawd chrześciańskich , jako łaski
przyrodzonej , w której Opatrznośd prowadząca rządy
świata dawała wielkie natchnienia i przeczucia ludz-
kości, jeszcze przed dopełnieniem czasów, jeszcze przed
objawieniem słowa Bożego. Starożytny Rzym zaor^
świat cały niewol§ pogańska i przysposobił w ten
sposób rolę całój ludzkości do posiewu prawd chrze-
ściańskich.
Takie przeczucia miał Sokrates głosząc nieśmier-
telnośd duszy; takie przeczucia miał Rzym staroży-
tny, kiedy czując niejako, że wielobóstwo nie wy-
starcza, wzniósł now§ świątynię po tych wszystkich,
które Bogom Olimpu były poświęcone, i położył na
tój świątyni pamiętny napis : „Nieznajomemu Bo-
gu", Takie nakoniec przeczucia miał Rzym wojujący,
kiedy wzniósł świątynię Bogowi wojny, która przez
cały ciąg dziejów jego stała otworem; i było to prze-
czucie przyszłego wojującego kościoła , przeczucie ludz-
kości , która w imię najświętszych prawd wojowad bę-
dzie — nie mieczem jak Rzym — ale słowem i prze-
konaniem.
W świątyni Janusa stał w pośrodku posąg wyo-
brażający Boga wojny. Moźnaby sądzió, że po-
gańska slaroźytnośd wyposażyła to bożyszcze całym
arsenałem wojennych i zabójczych narzędzi. Nie było
wszakże tak. Posąg Janusa był to wyniosły słup,
ozdobiony u góry dwoma twarzami, czaszką wspólną
zrosłemi ze sobą, co znaczyło, że wyobrażały jedną
tylko myśl w dwóch kierunkach życia; jedna twarz
przedstawiała starca patrzącego na zachód, druga
pięknego młodziana patrzącego na wschód. W twa-
rzy starca malowała się mądra i czuła powaga, ma-
lował się wyraz wielkiej pamięci przeszłości, mądro-
śoi wyniesionćj z zapasów życia, doświadczenia zdo-
bytego w ciągu dziejów i spokojnej rozwagi, która
w każdym czasie — czy to w radzie czy na pobo-
jowisku — trzyma szalę wypadków. W twarzy mło-
dzieńca malowało si§ otwarte serce, malowata si§
nadzieja, zapał i energia ducha, zapowiadaj§ca czy-
ny w przyszłości. Tak wyobrażał sobie starożytny
Rzym Boga wojny przedstawiając plastycznie po-
sąg jego. Pogańskiemu światu wyraził on tylko w tym
symbolu obraz wojującego narodu, który miał byd
w przyszłości figurą wojującego ducha. Ale postawmy
przed posągiem Janusa, patrzącego w preeszłośd i
przyszłośó, krzyż Chrystusów na ziemi naszej: a bę-
dziemy mieli symbol literatury polskiej XTX wieku,
która jedną twarzą i duchem narodowych tradyoyi
spogląda w przeszłośó okiem starca, a drugą twarzą
patrzy w przyszłośó nadzieją promienną młodzieńca.
Powtarzam, że te dwie twarze posągu Janusa by-
ły czaszką z sobą zrosłe, a wi§c wyrażały symboli-
cznie jedną tylko ideę w dwóch kierunkach życia. Tćm
porównaniem literatury polskiej XIX wieku z posą«
giem Janusa pragnąłbym usunąd na zawsze ową
dwoistośd , któi^ krytycy owocom tój literatury przy-
pisują. Nie są to bowiem dwie literatury, lecz tylko
dwie sfery duchowe^ dopełniające się nawzajem: sfe-
ry poezyi i dziejopisarstwa, w których duch narodo-
wy wyraża się w całym ciągu dziejów naszych, z tą
tylko różnicą, że w literaturze polskiej XIX wieku
przeniknęły się te dwie sfery ostatecznie i stały się
atmosferą dla przewodników duchowych, dla szermie-
rzy wieku i ducha całego narodu. Zdarza się więo^
6
źe natchnienie poetyczne prowadzi tu częstokrod pió-
ro dziejopisarza, a odwrotnie znajomośd dziejów lu-
da i ziemi krystalizuje się w utworach poetycznych,
i stawia ludowe tradycye i historyczne postacie w ma-
gicznem oświetleniu poezyi na tle dziejów i natury.
Z wyższego tódy stanowiska zapatrując się na
utwory naszćj nowdj literatury — upada owa dwoi-
stośd, tak nieszczęśliwie często przez krytyków pod-
noszona , a ods§dzaj§ca zawsze naród od pewnej czę-
ści jego duchowych skarbów; upada ów nieszczęsny
dualizm i wyłączność, usiłująca w ciasnych ramkach
zamknąd duchowe życie narodu.
Literatura polska jestto wielka powieśd, która się
w przeciągu osiego wieku tego snuje po ziemi naszej,
a zadaniem naszćm jest roztoczyd tę powieśd litera-
tury polskiej XIX wieku na całym obszarze ziem na-
szych i okazad w całój obszerności znaczenie jśj mo-
ralne i jój żywotną doniosłośd. Pragnąłbym tedy
objąć na jak najszćrszój podstawie te dzieje i odsu-
nąd od siebie wszelką wyłącznośd lub jednostronnośd,
jako niegodną stanowiska , z którego objąd trzeba ży-
cie duchowe całego narodu.
W tern życiu będzie miało wszystko swoje wła-
ściwe znaczenie; każda dąźnośd, każde usiłowanie,
byle na narodowym gruncie poczęte, znajdzie swoje
właściwe miejsce, swoje uznanie lub usprawiedliwie-
nie w tój wielkidj ekonomii narodowego ducha. Lite-
ratura polska XIX wieku sumuje bowiem w sobie na-
szą dziejową przeszłośd i wyświeca ją, aby ułatwid
narodowi przejście z epoki starego świata do przy-
szłości, przejście z zachowawczych żywiołów do po-
stępu odpowiedniego wiekowi , przejście oświaty, zam-
kniętój w kole wybranych , do całćj masy narodu i
ludu.
Literatura ta miivła powszechne korzyści na cela
i osi§gn§ła cel ten w ci§gu bieżącego stulecia. Jest
to powieśd powieści, bo dzieje narpdu , losy je-
go oświaty, żywoty mężów kierujących terai dziejami
i tą oświatą, a w końcu owoce narodowej pracy:
znakomite charaktery i arcydzieła geniuszu — prze-
nikają się tu wzajemnie, grupują się obok siebie,
zawiązują węzły duchowego życia , które się często-
krod rozwiązują wielkiemi politycznemi katastrofami.
Tak tworzy się jedno wielkie pasmo narodowego iy-
cia, snujące się przez przeciąg półwieku po całym
obszarze ziemi naszćj.
Literatura polska XIX wieku jest to powieśd
p o wi eści , a tóm wyższa , że prawdziwa, tóm bar-
dziej zajmująca, że poezya życia i dziejów ducha
jest tu wyższą od poetycznćj inwencyi, że w losach
tćj powieści widny jest wszędzie prawie palec boży,
kierujący losami narodu; tćm wyższa, że bohatero-
wie tćj powieści czerpią w wierze historycznej , w mi-
łości ojczyzny i w rezygnacyi chrześciańskićj siłę
potrzebną do rozwiązania zadania , jakie miał naród
wierny dziejowemu posłannictwu swemu. Ztąd litpra*
tura polska XIX wieku przechodzi często z powieści
w dramat pełen ruchu i życia, na którym cięży tra-
giczna Polaków na dwór swój , a w szkole rycerskiój,
którą w Lunewillu założył, kształci młodzież polską
i zapewnia w ten sposób oświatę dla przyszłego po-
kolenia w Polsce.
Stanisław Leszczyński, założywszy szkołę lune-
wilską, zostawał w ciągłych stosunkach z Polską i
z Konarskim. Z Polski przysłał mu Konarski ludzi
utartych już i urobionych znacznie, a on przesyłał
ich na dwór króla francuskiego, gdzie córka jego by-
ła królową, dającą protekcyę wielką Polakom. Są to
te czasy, kiedy od Wilna , Lwowa i Warszawy ciągnę-
ło tyle młodych Polaków za granicę ; i niema się cze-
mu dziwid , bo były to czasy, gdzie panowanie saskie
nie dawało Polakom żadnej zgoła zachęty. Powsze-
chnie uznaną była stagnacya polska; rzutniejsze prze*
to umysły szukały dla siebie pokarmu tam, gdzie go
id
2naleźd można było, i zt§d teź wielu Polaków wstę^
powało do ówczesnej armii firancuskićj i bawiło na
dworze Księcia Lotaryńskiego.
Uczniowie lunewilskiej szkoły są to ludzie postę-
powi w owym wieku , a co więcej ludzie narodowego
postępu, i oni to pierwsi wnosz§ do kraju potrzebne
reformy społeczne i naukowe, i rozpoczynają szereg
tych mężów, od których się po upadku świalła w Pol-
sce rozpoczyna odrodzenie narodowego ducha. Juź
Joachim Lelewel robi tę uwagę, źe w tym czasie
wpływu Stanisława Leszczyńskiego i Konarskiego na
naród przejmowad się zaczynają Polacy, a mianowi*
cie uczniowie szkoły lunewilskiej, wyobrażeniami
irancuskiemi i wyobrażeniami monarchicznemi wedle
pojęd francuskich ; i rzeczywiście tak było. W monar-
chicznej zasadzie szakali ówcześni patryoci ratanku
na niemoc, w jaką Polska popadła była po dwukro-
tnym najeździe Szwedów^ i oni to przysposobili pole
do tych reform, któremi się szczyci czas Stanisława
Augusta, i które dziś już przeszły w życie i literatu-
rę narodu.
Ztąd też poczynamy tę galeryę od króla - filozofa^
od założyciela szkoły lunewilskiej, od pierwszego tu-
łacza polskiego i męża wielkiego posiewa na tułactwie
dla dobra ojczyzny.
Obok niego po prawćj stoi Józef Andrzćj
Załuski urodzony na początku XVIIIgo wieku, bi-
skup kijowski i czernichowski w połowie tego wieku,
maź twardy i surowego obyczaju, znający dokładnie
kraj i zagranicę, ówczesną oświatę i potrzeby narodu,
wyborny mówca w senacie , apostolski mąż w koście-
1^9 ^^y odprawia misję do ładu z przybraniem du-
chowieństwa dyecezyi swojśj , znakomity uczony swo-
jego czasu i jeden z najpierwszych pisarzy swojego
wieku.
Czujko potrzebę rozszerzenia światła w narodzie,
a znając całg ówczesna oświatę tak w kraju jak i za-
granicą, począł on gromadzid potrzebne ku temu za-
soby naukowe; jakoż po upadku światła w Polsce
jest on pierwszym znowu zbieraczem ksiąg, i za sta-
raniem jego została już w roku 1746 otworzoną w
Warszawie dla użytku publicznego biblioteka Załuskicli,
którą brat jego Andrzćj Stanisław Załuski
biskup krakowski, przez wniesienie zbiorów ksiąg po
królu Janie HI i prymasie Olszowskim pozostałych
powiększa. Biblioteka ta liczyła 262,640 dzieł i ksiąg,
kilkadziesiąt tysięcy rękopismów głównie polskich al
bo do polskiej historyi służących , a prócz tego 24,574
rycin, odnoszących się także po największej części
do rzeczy polskich. Poświęcenie zaś biskupa kijowskie-
go zdołamy wówczas dopiero ocenió dokładnie , jeżeli
spojrzymy na życie jego domowe, gdzie sobie wszy-
stkiego odmawiał, nawet najpierwszych potrzeb życia,
i * ubóstwie , w nędzy prawie żył w pałacach swoich
dla oszczędzenia grosza , który obracał na zakupywa-
nie ksiąg i pomnożenie zbiorów, oddanych na poży-
tek narodu, ku czemu częste nawet po kraju przed-
siębrał podróże, czyniąc poszukiwania po archiwach
prywatnych, ratując od zagłady najrzadsze dzieła bu-
twiejące w bibliotekach klasztornych.
Józef Andrzej Załuski , jest tedy, jak mówiliśmy,
pierirseym .zbieriftczem książek w Polsce po upadku
SI
oświaty, a zarazem pier^zym więźniem i wygnartScwn;
gdyż także za przywiązanie swoje do ojczyzny został
wywiezionym do • Kaługi , a i tam jeszcze pracował
jako uczony dla ojczyzny, sprowadzał jeszcze na listy
książki z zagranicy do Warszawy, i pamiętnym zo-
stanie to, iź w Kałudze napisał testament, którym
ostatecznie oddał narodowi na własnośd bibliotekę
swoj§. Powróciwszy z wygnania do ojczyzny po pier-
wszym rozbiorze kraju, obarczony wiekiem, trudami
i zgryzotę, zakończył Załuski życie w dwa lata pó-
źniej, a biblioteka jego została po ostatnim rozbiorze
jako własnośd narodowa wywieziona z kraju do Pe-
tersburga.
Z kolei uderza nas teraz poważna postaó Wacła-
wa Rzewuskiego, hetmana wielkiego koronnego,
uczonego, polityka i mówcy, który także pięknym
muzom palił ofiary, szukając wytchnienia po ciężkich
pracach, poniesionych dla dobra ojczyzny, w zaciszu
domowym.
Piękna to postaó; siwa zdobi go broda, jak sta-
rych jeszcze hetmanów, którą nosił do śmierci na
pamiątkę cierpień swoich za ojczyznę.
Ostatni to bowiem hetman jeszcze , poważany w ca- .
ł^j rzeczypospolitśj , a zarazem jeden z pierwszych
więźniów i wygnańców politycznych. Poczciwie bronił
on spraw Rzeczypospolitej, wspierał ją swojóm ra-
mieniem , swojćm światłem , swojóm piórem , swoją
radą; gromadził księgi, usposabiał dla niój zdolAych
ludzi , był jednym z pierwszych twórców sceny pol-
skiśj, a w końcu jak już powiedzieliśmy, jednym
z pierwszych wygnańców; i pamiętnem pozostanie na
22
zawsze to, źe na wygnania awojem w Eaładze , gdzie
lat wiele przebywał, przetitumaczył psalmy pokutne
i napisał wstęp do nich tak zajmujący, tak świeżo
malujący ówczesne wyobrażenie a zarazem tak przy-
padający do dzisiejszo) chwili, że zdaje się, jakoby
dopiero dzisiaj wyszedł z pióra jednego z naszych
poetów. Wstęp ten jest bardzo krótki, i lubo nas to
oderwie na chwilę od właściwego przedmiotu , pozwól-
cie jednak, ażebym go odczytał.
Wstęp do psalmów pokutnych.
DO
KOCHANEJ OJCZYZNY.
W okropnych czasach pośrodku dni smutnych,
Bierz się Ojczyzno do psalmów pokutnych ,
A gdy cię gniewny Bóg chłosta swym hiczem y
Płacz , jęcz , upadaj przed jego ohliczem.
Wszak Bóg jak Ojciec , gdy dziecię swe otnie ,
Cieszy je potem, i głaszcze stokrotnie.
Po srogich klęskach , po morze , po bitwie ,
Da Bóg szczęśliwy los Polsce i Litwie.
Mnie w pięcioletnim przeciągu niewoli
Nie ma niedola, ale twoja boli.
Niech mój surowszy los będzie , twój miększy,
Niech me nieszczęście — twe szczęście powiększy.
Jaź na początku tych wykładów zapowiedzieliśmy
wielka nowożytną trajedyc. Jakoż pierwsze juź posta-
cie, które rozpoczynają ten dramat, biorą koniec
tragiczny równie jak ich usiłowania.
t^o króla filosBofie i wygnańca , po biskupie zbie'*
raczą ksiąg z wiełka ofiara całego życia, i po osta*
tnim zacnym hetmanie , staje w tśj galeryi przed na-
mi zakonnik , mąż największy XVIII wieka w Polsce,
z powołania ślubami surowćj reguły związany i odcię-
ty niby klasztornemi murami od świata, a pomimo
to pierwszy polityk w narodzie i najpotężniejszy re-
formator swojego wieku.
Stanisław Hieronim Konarski jest tą
krynicą nowego życia w narodzie, jest tym niestru-
dzonym sternikiem postępowej myśli, którą sam po-
tężnie kieruje przez pół wieku przeszło. Pracom tym,
które podjął, dziełom, które dokonał, może podołaó
całe zaledwie pokolenie , przez niego nałożone i wprzę-
gnięte do posług ojczyzny.
Od niego poczyna się nowa era w Polsce dla
wyobrażeń społecznych , dla wychowania publicznego,
dla nauk, prawodawstwa, dla literatury i obyczajo*
wej ogłady.
Myśl reformy, którą w duszy powziął, rozświecił
on pismami swemi , podpaiJ: działalnością swoją w ży-
ciu i przeprowadził sam jeszcze w narodzie.
Konarski był t4m potężny, iż cały swój naukowy
i publiczny zawód przebył praktycznie i stopniowo
w posługach ojczyzny. To dawało mu tę trafnośó
w obiorze środków; to sprawiło, że był praw wszyst-
kiemu, kiedy stanął w końcu na stanowisku najwyż-
szego wpływu moralnego w narodzie. Syn możnćj i
znakomitej rodziny, urodził się w początku XVin
wieku w Sanockiem ; wcześnie ucz u wszy w sobie po-
wołanie do duchownego stanu , wstąpił pomimo tru.*
u
dno/^ci stawionój mu w tój mierze se strony rodziny
do Zgromadzenia Ks, Pijarów, odbył nowicjat w Po-
doleńcu i pierwsze szkoły, złożył zakonne śluby i
powrócił następnie do Warszawy, gdzie się zajmował
ukształceniem młodzieży w konwikcie tego zgroma-
dzenia, i jako nauczyciel odbył cały kurs nauk, ucząc
drugich, i cał§ sfer§ ówczesnych umiejętności prak-
tycznie.
Sam będąc prawie jeszcze młodzieńcem , równał
się ze starszymi nauka i przewodniczył młodszym, a
światło i wymowa jego jednały mu już wówczas sła-
wę w kościele i w kraju.
Wielkie nadzieje, które wcześnie obudził Konar-
ski , skłoniły wuja jego, księdza biskupa poznańskie-
go Tarłę do wysłania go na koszcie własnym do
Rzymu , gdzie jedynie naukom oddany strawił lat kil-
ka w konwikcie swego zgromadzenia. Następnie udał
aię Konarski do Paryża , chcąc poznać stan całej ów-
czesnej oświaty w Europie , a szczególnie sposób wy-
kładania nauk po Zakładach szkolnych. Osobiste jego
zalety, stosunki wuja i wpływy króla Leszczyńskiego,
któremu towarzyszył do Lotaryngii; jeduały mu wszę-
dzie przyjaciół i ułatwiały stycznośd z pierwszymi
mężami stanu i uczonymi owego wieku w całśj Eu-
ropie.
Rozpatrzywszy się dokładnie w stosunkach ów-
czesnej postępowej oświaty i wyobrażeniach wieku, i
wiedząc, że tylko za tym wzorem można było pójśd
tsażdamu mężowi narodu, co chciał z epoki staroży-
tnego świata wejśó w nowo zreformowane społeczeń-^
)9two, uczuł potrzebę reformy nauk w Polsce, a sam
25
jeszcze ze stardj scholastyczndj szkoły wyszły, rozpo-
czął reformę od siebie. Pisząc sam jeszcze makaroni-
zmami czyli tak zwanym stylem mieszanym, napół
łacińskim, zwykle wówczas używanym, przełamał
styl swój , otrząsł się z przesądów scholastycznych i
owszśm napisał książkę o stylu i o potrzebie tej re-
formy. Tak zreformowany dopiero pomyślał o refor-
mie drugich, a powróciwszy do kraju przystąpił do
pracy.
Wpływ takiego człowieka był w zgromadzeniu
bardzo naturalny; wszakże to, co mu wielką wziętośd
nadało, była olbrzymia praca, do której się przyło-
żył. Konarski mawiał, że cztśry elementa dla Polski
nie wystarczą, — wtenczas bowiem wierzono jeszcze
w cztery elementa: ogień, powietrze, ziemię i wodę —
lecz że potrzeba jeszcze piątego żywiołu, a tym na-
zywał on prawo.
Szereg jego dzieł wielkich rozpoczyna przeto wy-
danie praw krajowych. Uczuł bowiem Konarski brak
stałego kodexu praw polskich i potrzebę wydania roz-
rzuconych po świecie statutów i konstytucyi w po-
rządnym zbiorze; zebrał przeto i wydał na widok
publiczny już w 1736 roku tak zwane „Volumina
legum" opatrzone doskonałemi indexami , a obejmu-
jące całe prawodawstwo polskie od czasów Kaźmie-
rza Wielkiego aż po czasy ostatnie. ^
To zjednało mu wielkie imię w narodzie, bo rze-
czywiście odnoszono się do tych konstytucyi co chwi-
la, a porządnego zbioru ich nie było dotąd.
Zaledwie tę olbrzymią pracę ukończył , a już miał
drugą przed sobą. Sam zmieniwszy swoje wyobrażę-
Podrócznt biblMekt
Hczniiw klas wyższych
a^LaIu ■•AalnAi lri»alfAUfelfilll
26
Ilia co do potrzeb oświaty publicznej, starał sie npo-
wszechnid te wy obrażenia także w zgromadzeniu swojeni.
Zostawszy prowincyalem jego, zajął sie naprzód
reforma naak zakonnych , mianowicie zaś zmienił spo-
sób wykładania teologii, filozofii i historyi, a nastę-
pnie zreformował szkoły pijarskie , bo opatrzył w nich
katedry światłymi ludźmi, a młodych i zdolnych wy-
prawiał do Rzymn i Par}^ża na odbycie kursów pu-
blicznych , do czego mu dostarczali funduszów : król
francuski, ksiaźc Lotaryngii, i inni możni ludzie
w kraju.
Konarski powiększył i opatrzył bibliotekę Ks. Pi-
jarów w Warszawie i wzniósł ja do rzędu najpier-
wszych publicznych księgozbiorów w kraju.
Całe zgromadzenie umiał on natchnaó swym du-
chem, i po upływie lat niewielu jego prowincyalstwa
należały szkoły Pijarów do najlepszych w Europie,
a Ks. Pijarowie do najuczeńszych ludzi w kraju i
według nowych scholastycznych wyobrażeń oświaty
europejskiej usposobionych w każdym zawodzie.
Teraz dopiero usposobiwszy ludzi, zebrawszy
zasoby naukowe i napisawszy podręczne książki dla
pomocy nauczycieli i uczniów, pomyślał Konarski o
wykształceniu nowego pokolenia i zakreślił plan wy-
chowania publicznego na olbrzymie rozmiary w du-
chu zreformowanych wyobrażeń dla dobra ojczyzny.
Na wzór Kolegium Nazareńskiego w Rzymie otwo-
rzył on w r. 1743 trzy kon wiktą na trzech różnych
punktach Polski, jeden w Warszawie na Żoliborzu
dla Korony, drugi dla Litwy w Wilnie a trzeci we
Lwowie dla Rusi: <Jo,fych konwiktów zbierał synów
27
najpierwszych rodzin polskich , i rozpoczął w ten spo-
sób ukszłałcenie całego pokolenia nanowo, czujgc
potrzebę światła w narodzie i reformy z góry.
Z tych to szkół wysiili następnie wszyscy mężo-
wie stanu, rz^du i literatury, którzy zasłynęli pod
panowaniem Stanisława Augusta w życiu publicznem
i w naukowym świecie, Z tych to szkół wyszli wiel-
cy aułorowie czteroletniego sejmu, twórcy konstytu-
cyi 3go Maja, i twórcy nowćj literatury z epoki od-
rodzenia nauk i światła w narodzie.
Zapewne już wtenczas zarzucano, i dziś możnaby
to zarzucid , że ta nowa oświata nie była jeszcze wy-
dobyta z dna samego ducha narodowego. Ależ weźmy
na uwagę , że jak zawsze tak i w tym czasie byli
Polacy europejskim narodem, a zatem trudno było
się oddzielad i nie brad oświaty od innych narodów.
Zkad zaś mieli j§ brad wówczas? Ciemnota była je-
szcze w całych środkowych Niemczech, liV1ochy pod-
upadły były w ostatnich czasach, a od bliższych są-
siadów nie mieliśmy nic do wzięcia. Naturalna jest
tedy rzecz§, że zt§d wzi^ł Konarski oświatę, gdzie
była najwyższą, t. j. że j§ wzi§ł od Francyi.
W owym czasie podróżowali wszyscy uczniowie
Konarskiego po ukończeniu szkół zagranicę, a dzieła,
które on w nich rozpoczynał, dokonywał wpływ mę-
żów, do których Konarski Polaków za granicę wypra-
wiał. Jesttp, jak już powiedzieliśmy wyżej , czas naj-
większego moralnego wpływu króla Leszczyńskiego
na Polskę, bo na jego dworze gromadzili się Polacy
zagranicę i wnosili za powrotem swoim do kraju no-
we wyobrażenia polityczne i naukowe.
28
Posługi ojczyste, do których był użyty Konarski,
zmusiły go parę razy jeszcze do opuszczenia kraju;
za każda raz§ powracał jednak wzbogacony skarbem
nowych wiadomości i doświadczeń, i wprowadzał
wszelkie zmiany do szkół , które się tylko zastosować
dały. Za jego to wpływem urosły ustawy komisy i
edukacyjnej, podręczne naukowe książki dla nauczy-
cieli i młodzieży szkolućj, które upowszechniły świa-
tło w narodzie i przyłożyły się do wprowadzenia no-
wych wyobrażeń.
Pojmując wysokie zadanie sztuki i sceny w życiu
i narodzie , stał się Konarski także twórc§ teatru pol-
skiego i wprowadził do konwiktów swojego zgroma-
dzenia scenę dramatyczna.
Równocześnie kwitła we Francyi literatura klasy-
czna; z francuskiego tedy przekładsd Konarski naj-
celniejsze dramata i upowszechniał w ten sposób za-
miłowanie do sztuk pięknych , a położył grunt do
dramatów oryginalnych, które od owego już czasu
poczynają pojawiaó się na scenie. (Rzewuski, Zabłocki,
Bielański).
Konarski pojmował wszechstronnie wykształcenie
narodu, i tern jest niejako wyższym od czasu swoje-
go; to też ściągnęło na niego prześladowanie ludzi
niechętnych prawdziwemu postępowi , i ztad miał Ko-
narski z wielkiemi trudnościami do walczenia, przy-
czóm nie tyle prawie podziwiad przychodzi jego cno-
ty kapłańskie i naukowe zasługi , ile raczej jego wiel-
ką cywilną odwagę , z którą zakonnik wystąpił w tak
burzliwym narodzie , nie lękając się ugodzid w se-
dno narodowych przesądów, w sedno naukowego
29
obskurantyzmu i publicznego zepsucia w instytucyach
i obyczajach narodu.
Konarski miał z tóm do walczenia, z czóm za-
wsze walczyd przyjdzie ludziom w Polsce prawdziwe-
go postępu. Konarski miał do walczenia z ostateczno -
ściami , bo z jednej strony z Deistami , a z drugiśj
strony z obskurantyzmem scholastycznem , z niewiara
i z fanatyzmem ; kiedy z jednśj strony ugodził w oświa-
tę Alvaru, a z drugidj powstał przeciwko „liberum
veto"; kiedy go z jedndj strony oskarżali o arysto-
kracyę i antinarodowe dążności za zaprowadzenie
konwiktów szlacheckich w kraju, a z drugiój strony
o libertynizm z powodu reform zrobionych w nauko-
wym zawodzie ; kiedy szlachta nawykła poczynad ka-
źd§ sentencyę swoją na sejmie od słów „salvo libe-
ro yeto**, głosiła w nim zdrajcę instytucyi rzeczypo-
spolitój , a równocześnie faryzeusze oskarżali go o
błędne nauki religijne i światowe w Rzymie.
Obronną jednak ręką wyszedł Konarski z tój wal-
ki ; wyobrażenia nowe przemogły w narodzie , i praw-
da zwyciężyła. Oczyścił się przed Rzymem i wysoko
stanął w narodzie , znany i wysoce ceniony od Papie-
ża Benedykta XIV, u którego potrzebne reformy dla
zgromadzenia Pijarów polskich wyjednał; — wysoce
ceniony od Augusta ligo i Illgo, królów polskich ,
i Stanisława Leszczyńskiego, który z nim do śmierci
zachował stosunki.
Zasługi i zdolności Konarskiego torowały mu dro-
gę do honorów i najwyższych godności Rzeczypospo-
litej. Przenosił on jednak nad nie ubóstwo klasztor-
ne, i jako twardy katolik i zakonnik nie chcąc się
30
Bekalaryzowad nie przyjął po dwakrod krzesła w sena-
cie i potrzykrod ofiarowanego sobie biskupstwa w kra-
ju, i tylko medal z napisem: „Poważyłem się mied
rozum ^ — uwiecznił jego pamicd w narodzie. Wszy-
stko, co tylko sobie zamierzył Konarski w życiu, po-
szło mu po myśli : zreformował wyobrażenia polity-
czne; odrodził światło w narodzie; zapewnił przyszłośd
oświacie; ukształcił całe nowe pokolenie, które wy-
stąpiło w czteroletnim sejmie; dożył owoców swój
pracy w konsty tucyi 3 Maja ; — a pomimo to jednak
jest koniec Konarskiego tragiczny, bo widział usiło-
wania całego życia swojego i całego pokolenia no-
wych wyobrażeń zniweczone przez upadek ojczyzny,
i ledwo kilkoma miesiącami przeżył upadek konsty-
tucyi 3. Maja.
Przy Konarskim i przy Załuskich trudno zapom-
nied o Morsztynie, którego zasługi poetyckie świe-
żo dopiero zostały ocenione za dni naszych w litera-
turze. Trudno także zapomnieć o obu ksiiiżętach
Czartoryskich, Auguście i Michale, najznako-
mitszych mężach stanu w Polsce i także reformato-
rach pod względem politycznym.
Podobnie jak Konarski był środkowym punktem
dla oświaty XVIIIgo wieku, tak również był Naru-
szewicz środkowym punktem całego naukowego,
literackiego i artystycznego życia za czasów Stanisła-
wa Augusta.
Wszystkie dążności literatury owego czasu znajdu-
ją w Naruszewiczu zjednoczenie swoje, a poniekąd
nawet punkt społecznego oparcia w życiu. Narusze-
wicz jest założycielem szkoły historycznej w Polsce,
Śl
od niego poczynają sie rozświecad dzieje ojczyste, od
niego poczynają się źródłowe badania, i pod tym
względem poczyna Naruszewicz nową epokę w litera-
turze naszćj , epokę krytyczno - historycznych studyów.
Jest on także jak wszyscy prawie uczeni jego wieku
bez wyjątku rymotwórcą i przykłada się do wprowa-
dzenia tak zwanej klasycznej poezyi.
Naruszewicz urodził się na Litwie 1733 r. i wstą-
pił jiiź w 15tym roku ^^ycia swego do zgromadzenia
księży Jezuitów. Tam odbywszy szkoły wcześnie zo-
stał wysłany do Lugdunu, najsławniejszego podów-
czas konwiktu księży Jezuitów we Francyi, i ukoń-
czył tam nauki teologiczne i klasyczne studya ; na-
stępnie wysłał go na swoim koszcie kanclerz litew-
ski , książę Czartoryski , powtórnie do Włoch , Fran-
cyi i Niemiec, gdzie przez lat kilka bawiąc i pracu-
jąc ciągle nad sobą poznał dokładnie cały stan ówcze-
snej oświaty europejskiej i klasyczną literaturę fran-
cuską, która już podówczas była panująca w całej
Europie. Powróciwszy do kraju został najprzód pro-
fesorem akademii wileńskiej , która jeszcze wówczas
zostawała pod zarządem księży Jezuitów od czasu^
jak Stefan Batory nadał temu zgromadzeniu ten uni-
wersytet. Kanclerz litewski jednak zwrócił bardzo
wcześnie uwagę na to, że dla męża tak wielkich zdol-
ności i nadziei, jak Naruszewicz, było za małe pole
w uniwersytecie tak ciasnym , w którym nadto pod-
ówczas wykładano jeszcze nauki podług szkoły scho-
lastycznej. I jak dawniej kosztem kanclerza jeździł
Naruszewicz za granicę, tak również teraz wysłano
go za jego protekcyą do stolicy, gdzie nowe umyafłó-
32
we źyde Polski jaź przez Konarakiego rozpoczęte
nabierało z każdym rokiem więcej siły i powagi w
narodzie.
Dom księcia Adama Czartoryskiego, Jene-
rida Ziem podolskich, był wówczas w Warszawie
otwarty dla wszystkich uczonych pisarzy i artystów
krajowych i zagranicznych, i tam też znalazł przyję-
cie Naruszewicz. Wcześnie ocenił książę Czartoryski
jego zdolności, i przedstawiając go królowi jako czło-
wieka pełnego nadziei, zapewnił w ten sposób dalsza
jego przyszłośó. Naruszewicz stał się odtąd nieodstę-
pnym towarzyszem króla i jego naukową wyrocznią.
Mieszkał w zamku królewskim , odbywał z królem w
jednym powozie podróże, i stał mu się tak potrzeb-
nym, że bez jego porady król odtąd nic nie przed-
siębrał, mianowicie zaś w zawodzie nauk lub sztuk
pięknych. Naruszewicz znając naród wiedział, źe w
Polsce nie stoi nic teoryą ale obyczajem , i za jego
to natchnieniem otworzył król owe obiady czwartko-
we, które się w ciągu jego panowania stały środko-
wym punktem naukowych i artystycznych dążności
dla całćj prawie Polski. Naruszewicz posiadał ten wy-
soki dar obracania swojój głębokiej nauki na korzyśó
społeczeństwa i udzielania jój w towarzyskim kole
w sposób łatwy i zajmujący wszystkich; pod tym
względem był rozum jego miękki jak pella, ale mi-
mo to jako rymotworca pisywał on wiersze dębowe.
Nie dziw przeto, że to wszystko czyniło go tak mi-
łym królowi i tyle potrzebnym na dworze Stanisława
Augusta, który naukom i sztukom pięknym wyzna-
czył stanowisko tuż obok narodowego dygnitarstwa.
M
Sarowe wychowanie zasłoniło Naruszewicza od ze«
psucia dworskiego, stan jego zasłonił go od sgorsze-
nia; ale cióro jego nie uchroniło si§ wpływu króle-
wskiego dworu. Gromił on w satyrach bł$dy a po^
błażał im w iyciu , i zaledwo pojąć można , dla czego
Naraszewicz nie korzystał pod względem politycznym
z wpływu swojego, jaki wywierał na króla ; gdyż uwie-
rzyd zaledwo można, aby był nie znał rzeczywistego
położenia kraju, będąc przez całe życie swoje prawie
na dworze królewskim i tak bliskim osoby króla;
przeciwnie nawet zdaje się , jak gdyby Naruszewicz
z umysłu dymem pochwał i poetycznych kadzideł osła-
niał był tę przepaść polityczną, nad którą stał król
razem z narodem.
Pojąd tego nie można, jak mąż, co się tak suro-
wym i starożytnym okiem zapatrywał na dzieje Pol-
ki , co (yle wartości przywiązywał do narodowćj oświa-
ty i sztuki, mógł nie widzieó, źe polityczne stosunki
zagrażają temu wszystkiemu na przyszłość.
Najważniejszym naokowćm i prawie narodowćm
przedsięwziędem za panowania Stanisława Augusta
było napisanie dziejów narodu polskiego przez Naru-
szewics^, do czego go król powołał. Wszystkie ma-
teryi^y potrzebne do napisania historyi poiskiój znaj-
dowały się podówczas jeszcze w kraju, bo archiwa
metryk koronnych , archiwa grodzkie i klasztorne nie
były jeszcze z miejsca ruszone ani wywiezione z kra-
ju, a za pomocą dyplomatycznych stosunków można
było ściągnąć wówczas materyały z Francy i, z Rzy-
mu i z Szwecyi ; również nie były jeszcze podówczas
wywiezione z kraju najsławniejsze bibliotek; polskie.
34
KrSi nwaźał napisanie historyi nacoda pofelelego
za dzieło^ które miało nwiecznió jego panowanie, a
pomoc pod tym względem dana Naruszewiczowi miar
hi w istocie cechę narodowego przedsięwzięcia.
Piędziesięcin młodych, dobrze uaposobionydi la*
dzl, pracowało pod bokiem króla a pod kienuikiera
Naroszewieza nad zgromadzeniem i uporządkowaniem
historycznych dokumentów, które przedmiMUiaone i
przepisane, kolej§ lat układano w osobnych folii^ach.
Z tego to historycznego materyałn napiaał Nam*
szewicz swoj§ faistoryę; i tenże historyczny matoryał
powiększony jeszcze później olbrzymiemi pracami i
zbiorami Albertrandego, rozrzucony dziś po różnych
krajach i bibliotekach, służył i słuiy ocBonym ai do
najnowszych czasów i stał nif podstawa dta źródło-
wych badań na polu historyi polskićj*
Naruszewicz nie ukończył wprawdzie sw^o dzieła;
lecz od niego poczynają się roziSwiecaó narodowe dzie>-
je , i on połbźył na tćm polu gmnt do wszeUdch dal-
szych prac w tym zawodzie, dajae niejako pierwszy
Wzór nowego styln historycznego i nowydi krytyeoiych
studyów.
Król nagradzał, jak mógł, wielkie zasługi jego;
ale dopiero po kasacyi gromadzenia xx. Jezuitów,
którego Ślubami zakonnemi związany był Naruszewicz,
miał król sposobnośó dania mu dowodów źycadiwośd
swojćj i obsypał go dochodami i godnościami I tak
najprzód dsd mu probostwo niemeńczyńskie , miano-
wał go późniśj koadiutorem biskupstwa smoleńskiegoi,
xhdćj pisarzem W. księ. Lit., sekretarzem rady ni^ista-
j^c^j , biskupem emaudzkim (in partibus), poton smo*
lefńflbim^ a Bftkcmiec w roku 1790 lackim, lliwo tyeb.
godności i nrafddw jeAn$k musiał auwsze (NArusBeiYiricz
posostawad fmy otiobie któla, który w dowód poUi-
esnego woMmia jago uBług kauł mi^ jpami^tkę wyhid
waBeraadi :jeg0 ^idhok mEeroaku Sacbiewskie^e Ba
medalu , i umieścił popiersie Naruszewicza ^ spU^
laoBy w !galerya ifowti^h IV4akó»w w .^ami^o kr^w-
akim "w Warsza^iie^
Dopiero osfcatni rozbiór kraju oderwał Nar^azeiwi-
cza od osoby króla, la choó iycie ji^o było świetnei,
koniec ^Qgo byl f^rzecieź równie traglozu^^ jak ws^sy*
stkich najwifkizyoh poataci XyjII wieku. Naru^^l&*
wicz oaiadłsay Mi wBi w dobrach biakupti^wa swi^go
po rodbiome kraju upadł zufiełnie na d^ck^ Tj;i ppp*
ściła go i&ięó do rpeacy i zdolaoś^i j^go .^upąj^p fx^
zawsze; sasaotnic pędził raratę doi ^yeiat w l^Aórypk^
go tylko widt>k ^natary z otFctwpeuKa m»l Ji^ Cfu^zi^a
oiywiała praca; noetił |>łótBiaiilc9 i słm^iaiy k^i^ekia^
gromadził wespół z ludem siauq, i tak .%c^%p jbtpb-.
śnie., m rok po ostatnim ro^zbiocze krągu ^Ifsm^^zyl
iyde ^ Jasoweii.
Na tćm k^cjB^mj g^^y§ hiatorycznych postaci
z ozaaów Stenisława .Angnata^ oadabiajj^oy^ tea pol-
ski pauteoa. Męiewie oi oddali uam to, ^zego co
swych przodkach nie wzi§li , bo oddali Polskę odra^
dzajfe^ Af w doobu. i2)grom€idzili zasoby jMaidpieraj^-
oe silnie oświatę ojczysl^ , ^gai^iięli 'ksiggi i pamiąt-
ki, jrozświepili ^eje, pclołf^ gfjmt do wiazelkich
potrziebi^ciii tteSotm na ptnjyrszłoaó , wyweśli ^^narodo-
wago upadku .ai^c aowego przymiar.za, «ześó nai:o-
dow§ i nadzieję ludzkości , usposobili iud^ip wJra^ftij
M
cele i puścili w prsetorowane drogi nowe pokolenie!
Jako ludzi epoki przeohodnićj , pomięday wiekiem
XVIII a uow§ literatar^ XIX wieku, którsy jaź na-
sze pokolenie wprowadzają do tego panteonu, wy*
mieniamy tu ci^y szereg imion dobrze zaiinźonych
ojczyźnie.
Na czele stoją tu jako wskrzesiciele narodowej
oświaty: Książę A. Czartoryski i Czacki; po
nieb następuje Albertrandi jako założyciel Towa-
rzystwa Przyjaciół nauk; dalej id§: Strojnowski
jako pierwszy rektor uniwersytetu wileńskiego ; obi^
Sniadeccy, którzy potęźnćm tern berłćm rektor-
skiem prawie przez 24 lat władali, tudzież Sta szyc,
Linde, Bandtkie i Ossoliński. Jako twórcy
narodowćj sceny występują Bogusławski i Ka*
miński, Feliński i Fredro. Jako poeci tój epo*
ki idą Rajmund Korsak, Ghodebski i Ko-
zmian, Wężyk i Kropiński^ Górecki, Wo-
ronicz i Morawski.
Woronicz jest zarazem także reprezentantem
narodowego kapłaństwa i stróżem narodowych pamią^
tek; a źywćm wcieleniem tój epoki, wyobrazicielem
swojego czasu, wyobrazicielem losów ojczyzny, lite*
TBikary^ patryotyzmu i obywatelstwa polskiego, jest
Niemcewicz,
Na tćm kończymy tedy galeryę tych historycznych
postaci i widzimy się nią niejako połączeni z wie-
kiem Stanisława Augusta tak , że już wprost możemy
mcząó na przyszły raz od epoki zapowiedziano), to
jwt od chwili, na którą Lelewel kładzie nowy okres
^bsii^i(5w naszych. _ >
T
in.
Polska odradząj%ica si§ w duchu — Stan rzeczy w Europie z koń-
cem 18.. wieku. — Emigracja francuska i jej skutki w Polsce —i
Fłjtkoid timjsła, zepsucie obyozi^ów i upadek Bslaeheokieh fortun. —
Cudzoziemszczyzna w salonie i w teatrze. — Wolne malarstwo i jegQ
skutki. — Mania mistyfikacyi. — Order Betomanów. — Towarzystwo
Sfinxa. — Strażnica ducha narodow€go na ziemi klasycznej. — Le^
glony poktkie we Włoszech. — Polaka szkoła rycerska. — Finmą
peryodyczne , Dekada". — ^Legionista" Brodzińskiego.
Chc^c podad do historyi literatnry wiadomoćd o
losach piśmiennictwa polskiego XIX wieku — prze*
noszę się w te czasy, w których Polska została cał^i'
kowicie wykreślona z karty i rzędu europejskich na-
rodów po ostatnim rozbiorze kraju. Przenoszę aię te*
dy w czasy, od których historyk wieku naszego rozt
poczyna nowy okres narodowych dziejów, chcąc się
zawsze trzymad tśj historycznej nici , z którćj się tak-
że wysnuwa duchowe życie narodu*
Joachim Lelewel poczyna nowy okres ddejów
1795 rokiem, i nazwał go „Polsk§ odradzają*-
c§ się". Lubo na kaźddj karcie tój księgi wyiszytuj^*
my same niepowodzenia narodu , chociaż w nićj rzad«>
kie s§ tylko chwile wytchnienia i prawdziwego rozwo-
ju , czy to materyalnego czy umysłowego, — nie dał
się historyk omamid temi pozorami, bo patrzał nk
na wypadki, lecz na wyższe onyc^ dziejowe znacze-
nie, na Polskę odradzającą się w duchu*
88
W samym teź pocs^tkn tćj księgi robi Lelewel tę
nwagę, źe okres ten narodowych dziejów nie jest
jeszcze skończony, ie dopiero przysdośd zapo-
wiada szczęście dla narodu, gdy się wszystek
w dnchn odrodzi; dla nas za£ jest miłą i pocie-
szaj§C9 rzecze , ie się w historycznym wykładzie lite-
ratory polskićj XIX wieka mośemy odwoład do tak
poważnego zdania i czerpać js niego otnchę dla siebie.
Podziały naukowe aa potrzeba umiejętności; ale
rzadko kiedy się zdarza, ażeby trafny sposób zapa-
trywania słc został przyjęty od oalego napoda i stał
się narodowym i politycznym jego wyznaniem.
Niepowszedniej bystrości ducha , niepowszedniej
oywilnój odwagi potrzeba było na to, ażeby od roku
poKtycznego upadku narodu datować je^^o od rod ze-
nie sięwduch u.
Jest to £a;kt tak oryginalny w literaturze i w ży-
ciu naszióm , że tylko w naszym narodsie mógł się
znaleśd historyk takich widzeń , ii poczytuję sobie za
obowi^Bek zwrócid na to uwagę |)owszechną.
Joachim Lelewel , ooenii^ęc narodowy postęp XVin
wieku — przepowiedział epokę następna; nie myltt
się, że jf tak oznaczył, a najlepszym tego dowodem
jest to, że za je^ sposobem widzenia rz^zy poszła
nawet ta częśd narodu sympatydznie i instynktowo,
która mało zna tylko Azteje nasze , lub wcale dziejów
nie czyta.
Zakreśleniem tedy ii] ramy historyoznój , w któr§
Joachim Lelewel aj§ł inAJnowsze dzieje nasze, ozna^
czarny ich dtteho(vve stan^^isko; — ia ofeażo 'Sąę to
w cł^go tych wykładów, .że iiMStoystkie sustłowaaia na^
39
rodu , dzieje- jego o&wiaty XIX wieku i owoce ka«z^
Bow^ Uteratmy przypadną wcafe do tój minry.
ZwraeałeiKT już mvag§ »a to, ie wielkie katastro^
fy poKtyczne , zamykają u nas- zawsze pewien okres
oAwiaty i literatiipy. Tak% k^atas4pof§ zamknęło się
d nas panowanie Stanisłttwa Angosta, reforma społe*
czna , aa jego panowania przepi^owadzona , i liłeratH-
ra jego czasu. Po tych czadach następuje chwilowa
wielku cisza, i chciejmy obe^^rzyd się teraz' w i^ecfe
i zapytać się, jak Stały rzeeay pod kaniec XVIII
wieku. Polska została wykyeślon^ z karty Europy^
w Ameryce półnoon^ toczyła się krwawa wojna kra*
jowcó^w z AngFa o mepodl>egłośd angielskich kolonii;
Gd tdj walki wf>lnoi$ei zapc^kła się rewolucya franeu*
ska, przygotowana zepsuciem warsfrw wyższych spo*
łeczeństwa , a oświat§ warstw niższych, przygotowana
teoryami encykłopedlystów francoskieh, któi*e ogarnę^
Jy jui wówczas prawie połowę Europy, i powBzechnem
bankructwem kraju.
Cała Europa podzieliła się na dwa obozy : — jfe»
dnym* obozem stanęła Francya na linii Renu , broniąc
swych granic , pod sztandarem baseł rewolucyjnych, — *
w drugim obozie stali armie europejskie i wszyscy
monarchowie tworzcc koalicyę przecfw armii rewolu-
cyjnej Francy i; na pobojawisfeu miały się rozstrzy-
gnąć wielkie teoretyczne i Da^wyższe kwestye ludzkości.
Środkowe Niemcy zostawały w tym jeszcze stanie
politycznym, religijnym i socyalnym, w jakim je zo-
stawił pokiJj westfalski po wysitenłach SOletni^j wfrj-
ny; PV(5c2J tolerancyi religijnej nie przeszła była żadna
jeSECze reform* społecznai; i kiedy nardd nasz z kod**
io
eem XVIII wieka był ja2 zapełme zreformowany, —
co do wyobrażeń i literatary swojćj rozpoczynali Niem*
cy zaledwo na pola hamanitamych studyów i filozo*
fii nowe umysłowe życie*
Nadto trzeba ta jeszcze dodad, ie dwa państwa
nowćj daty wzniosy się w przeciąga dragićj połowy
Xyin wieka na nowych zasadach absolutnćj mo-
narchyi i na teoryach encyklopedystów francaskich.
Królem nowćj daty był król praski — fałszerz mo-
net — ateista na tronie — skeptyk w życia — cy-
nik drwiący ze siebie i ze świata francaskiemi liche-
mi wierszami, jakie . pisy wał ; który był żywćm wcie-
leniem szkarady XYIII wieku i zepsucia , upadku mo-
ralnego i bezczelności wieku; któremu nawet to po-
chlebiało, gdy mu powiedziano, że Wolter pisząc
Doktora Panglosa, najohydniejszy romans, który
wyszedł z pod jego pióra , myślał często o królu Fry-
deryku ; nakoniec oszust w finansach a szczęśliwy żoł-
nierz na pobojowisku, któremu po uzyskaniu tytułu
królewskiego niczego więcćj nie zabrakło, jak króle-
stwa ; więc też urobił je sobie wydzierając Mai-yi Te-
resie i Polsce ziemie przemocą.
Na drugim tronie, na imperatorstwie nowćj daty
władała podówczas Semiramis północna, wielka przy-
jaciółka Woltera i korpusów gwardyi, — która szka-
radę wieku i żywota sweg<:^ we własnych odkryła pa-
miętnikach.
Nie dziwno więc, że Mary a Teresa widząc, kto
obok nićj na tronach siedzi, zalała się łzami.
Ale spuśómy zasłonę na niesprawiedUwość wieku,
M którą do dziś dnia europejskie społeczeństwo po-
ii
kutaje, ' — a wracajmy do przedmiotu i sapyt^jinf
się, gdzie si§ Polska znalazła w narodowych usiło-
waniach swoich?
Odpowiemy krótko! — Znalazła si§i pomiędzy i^-
wolacyjo^ armię francuska a jakubinizinefm carskim,
pomiędzy emigracyę francuską a germadskiemi d^fio^-
ściami, które usiłowały ja wynarodowi^.
Zwycięztwa jenerała Bonapartego tiadawsJy % każ-
dym dniem rewolucyi francaskiśj coraz większego
znaczenia i rozszerzały jój wyobrażenia po świede,
a terorystyczna epoka rewolucyi spowodowała wi«lk§
emigracyę francuską.
Fakt ten ostatni jest wielkiój wagi dla wewnętrz-
nego rozwoju i kierunku oświaty w Polsce.
Rewolucya francuska uderzyła głównie na rodową
arystokracyę i duchowieństwo. Kto nie padł pod gi-
lotyną lub nie chciał paśd pod nią ; kto nie mógł ja-
ko żołnierz stanąd w szeregach rewolucyjnej armii : —
uchodził z Francyi. Rządy środkowej Europy dawały
polityczną protekcyę tćj emigracyi; wcześniejsi, kto*
rzy unieśli fundusze , znachodzili pomieszczenia w Aa*
glii i w Austryi , osiadali w Czechach , a nawet uda-
wali się do Rosyi. Ale dla pomieszczenia tak wielkiej
masy ludzi potrzeba było gościnnego kraju; emigra*
cya francuska oparła się tedy ostatecznie o Polskę,
gdzie język francuski był wówczas więcej upowsze-
chniony niż w całym świecie, a staropolska gościn-
nośd otwierała wrota i serca przychodniom. Było to
juź po ostatnim podziale kraju; wszakże bez różnicy
nowo przeciągniętych linii granicznych znalazła emi-
^facyh francuska pomieszczenie w polskich domach
óbywatełfi&ich.
Były to rozbitki armii Kondeasza; były Otie 1«-
gfłony mafki^ów i wicehrabiów i całe zakony męskie
} i^itokie, które przechodząc c^łą Europę znajdowały
^to^tisro przytułek, punkt opareia i stałe pomieszcze-
nie w Polsce, a szczególnie na Wołyniu.
Byłft podówczas wielka rządnosó i sytośó dileba
powszedniego po dworach polskich ; więc nie trudno
było pomieśció wielk§ masę ludzi z niewielka stosua-
•kowo odarą; a przy znad to trzeba emigracyi francu-
skiej, źe była bardzo praktyczną, ie umiida dorazu
ocanid poło'^enie swoje i stosunki nasze, i źe albo się
wcielała w życie i obyczaje domu , który j^j gościnne
dawał przyjęcie, albo umiała owładnąd całe rodziny
1 okolice 1 w których osiadła.
IKaidy t tych emigrantów był pozornie lub rze-
czywiście bardzo czemciś zajęty, umiał się stad poży-
tecznym a nawet nieodbicie potrzebnym dla domu,
W którym osiadł.
Nie trzeba sobie bowiem wyobraźad, źe to byli
ludzie jedynie 9 wyższych warstw społeczeństwa ; —
z upadkiem arystokracyi we Francy i zabrakło warun-
ków źycia tym wszystkim, którzy tę arystokracyę
otai^zali , jćj słuźyE 1 z niśj ^^.yli. Emigracya francu-
ska powiększyła się przeto całym legionem ludzi bar-
dzo pospoKtych , ale arcypraktycznych , którzy obrali
w tyin czasie Polskę za pole karyery dla siebie.
Potomkowie rzeczywiście rodowej arystokracyi kry-
li swoje nazwiska i brali nieraz na siebie obowiązki
guwernerów, ogrodników, koniuszych lub fechmistrzów.
4$
Umieli oni tok stim bw6} zakryd, ie dopierp m }<}|r
ka śmiertelnym , albo po powrocie Burbojodw na ti^W^
odkrywali swoje tajemnice; a natomiast ich panowie*
kamerdynery i frysiery przybierali historyczne ich
imiona i tytoły. To pewna jednak, ię ką^&dy z em-
gracyi francttkićj był c^Kemciś zajęty, i rpbił to^ m
najlepiój umiał, a udaw^ to co mn wzigcip dad mp^
gło ; byli teź między nimi ludzie bardzo wyksa^tałccnif-
a wszyscy mieli wysoka obyczajową ogład$;» Ęto nn^ął
si§ po łacinie rozmówid z kontuswwft pphmi^ ^rćj
daty i zacytowad Horacego lub Wii^Uuss^, albp
przynajmniej jaki pojedynczy frazes łafWfki) ad»Q*
sz^y się do sławnych mowcdw l^ib pc^i^dw, i^iał
jui tem samem wzięcie i był ba^rdzo jf^iyjfą i J^i^-*
danym gościem we dworce; jhp starcy Ppląay jiulMli
mied w kole domowników swoich tokich^ kit(Srzy 4c>^
brze po łacinie umieli. Ksifźa iwicci^, kl^ry^h n^
owym czasie u nas labusiami ^azywfUK^t obieli dpKąr
zu jako kapdanowię zamkowe i dwpjrskw kł^płMOPi a
gdzie takich nie było, tam umieli skłppid pobp;{pycjb,
gospodarzy do urzi|dzenia kaplic, i ^Wfilf^ ^6 W^r
zem z Telemakiem i z Mitologią V r^k? — Vfi&a\9rf^T
mi i guwernerami p^ody^^h panien i pąnip^f^ WV¥?^
żniejszyeh a nawet i w ^zlacheckidb jdpwacb-
Inni zakładali ogrody i oranierye na, sf^db frąicM
cuski i pielęgnowali kwiaty i drzii3wa; ipDl przypę-
dzali bielidła i sekreta piękności d|a dąm; ^ąfryij[x^
wał paniczów i przypinać im harbajtle; dw nrz}4?SMł
salony i zastawy stołu; inny znowu koa^owfił2|<krA?'
W43(ąm o kro^n sukien męskich lub toalecie 4^m ; inngr
tnv%dzał bu4aary lub otwier^ salę i^h\m)f^^i łMSOt
44
na szpady lub aalc tańców, ucz^c czcstokro<j tray po-
kolenia razem menueta. Słowem powiemy tu, iź do
przekształcenia wyobrażeń i obyczajów, do pozbycia
się stroju narodowego, do upadku moralności i roz-
przężenia w życiu domowem , do nadania nowemu
pokoleniu lekkości i powierzchowno] ogłady, do wy*
korzenienia w końcu obywatelskich przekonań i wy-
narodowienia nie przyłożył się nikt tyle , co emigra-
cya francuska.
Publiczna instrukcya ustaje, — a nieszczęśliwa
edukacya prywatna rozpoczyna tu opłakane swoje
dzieje. Kierują ni§ niedowarzeni , niedouczeni i nie-
sumienni ludzie, a odt§d nawet niewiasty według
swego widzimisię; to tworzy ludzi miękkich charakte-
rów i słabćj głowy, oddanych tylko zabawie i wygo-
dom, marnotrawstwu i światowemu próżniactwu; to
tworzy ludzi bez zasad i woli, obojętnych na los na-
rodu i bez wartości w życiu.
Dodad tu jeszcze trzeba, że edukacya przez ów-
czesnych francuskich emigrantów prowadzona koń-
czyła się bardzo prędko, bo jedynie na nabyciu fran-
cuskiego języka, na przybraniu manier obyczajnych
i na przybraniu wytwornego francuskiego stroju. Men-
torowie ci wmówili w rodziców i wychowańców swo-
ich, że salon jest światem, a zabawa i sztuka podo-
bania się — najwyższym celem życia; zadaniem tedy
tych mentorów było wprowadzad uczniów swoich w
świat i odbywad z nimi podróże po Europie. Zt§d
wyszła pogarda dla wszystkiego, co tylko było ojczy-
stym i rodzinnym ; ztąd zostały wymazane z serc
obywatelskich wszelkie głębsze przekonania. Na tśj
46
zabawie pękło tysicce pańskich i szlacheckich fortun^
i odwołam się tu do słów x. biskupa Łętowskiego,.
który mawiał: „Chciałbym mied tę fortanc, które
Polacy do Paryża wywieźli , i ten zdrowy rozum ,
który tam zostawili^.
Rewolucya francu&Jca przeciągała się, a rz§dy na*
wet Cesarza Napoleona I. nie stały się wielka zaoh$v
t^ do powrotu dla emigracyi, zwłaszcza dla tych,
którym się dobrze w Polsce działo, i którzy nie mieli
po co i do czego wracad. W większćj liczbie tedy
została emigracya francuska w Polsce, póki nie wy-
marła powoli.
Wpływ jćj jak mówiłem , był bardzo nieszczęśli-
wy na obyczaje, które w tym czasie dochodzą do
najwyższego zepsucia. Jest to czas rozwodów stadeł
małżeńskich, pojedynków, podróży bez celu, ruiny
fortun i salonowego ogłupienia, a przypada pod ko-
nieć XVIII wieku i na początek XIX, mianowicie od
roku 1795 do 1806.
Pokolenie, który w tym czasie w świat wyszło,
zmarnowało się , i patrzyliśmy jeszcze w młodości na-
szój na tych czczych i nędznych ludzi, którzy z tój
edukacyi wyszli, i na tych mentorów, którzy się już
do grobu chylili.
Tu niech mi wolno będzie zrobid uwagę, jaka
różnica zachodzi pomiędzy postępowemi wyobrażenia^
mi wieku , a ślepem naśladownictwem i małpowaniem
rzeczy obcych.
Jako naród europejski przyjęliśmy w XVIII wie-
ku postępowe wyobrażenia francuskie; ale sześdzie-
siąt lat pracował cały naród nad tćm , ażeby je przy*
46
Bwoid Bobie i przerobić w duchu podług potareeb bwo-
ich , ażeby je zastosowad w życiu , w obyczajach , w
języku i literaturze.
Wyobrażenia tedy tamte, chód były na obcym grun-
cie poczęte, wydały dobre owoce, bo działały tylko
jako ożywcze ideje wieku, które rodzime wywołały
siły; bo nie wychodziły z uczucia pogardy rzeczy oj-
czystych, ale owszem wychodziły z gruntu rywaliza-
cyi narodowej; bo nie nbezwładniały umysłowo,
lecz stawały się jedynie bodźcem samodzielnych usi-
łowań , gdy przeciwnie ślepe naśladownictwo przyczy-
niło się tylko do wynarodowienia całego pokolenia.
Jak to już ostatnią raz§ powiedziałem, była re-
forma polityczna, naukowa i literacka ostatecznym
rezultatem usiłowań narodowych XVin wieku, kiedy
zcudzoziemczenie i wynarodowienie było najprostszym
skutkiem wpływu emigracyi francuskiej.
Obraz D a m o n a w „Doświadczy ńskim*' Krasickiego
jest wiern§ fotografią owego zgorszenia i owych dą-
żności wpływu francuskiego na społeczeństwo polskie.
Co się po całym kraju wyrabiało i zwolna przy-
gotowywało, wyświecała to stolica w zgorszeniu pu-
blicznym ; bo tu już musimy powiedzied raz na za-
wsze, iż usposobienie i fizognomia Warszawy jest od
200 lat najwierniejszym obrazem i ostatecznym rezul-
tatem historycznym.
Tu występował podówczas najazd emigracyi fran-
cuskiej otwarcie i wstępnym bojem przeciw polooi-
zmowi tak w kołach towarzyskich jak na scenie.
W żadnym salonie nie można już było pokasad się
w kontuszu, w źadnćm towarzystwie salonowym nie
tnóifinono mnym j^/.ykiem , jak franeuaikim , a źe to by-
ły czasy zabawy, ztc^d też ścierały się ostatecssaie te
zapasy cadzoziemczyzny z narodowością około salonu
i widowisk publicznych.
W owym czasie założył był Bogusławski z wiel-
ką mozołą , ale z wielkiem też znawstwem scenę pol-
ską w Warszawie; na przekór jednak jemu zapro-
wadzono teatr i balet francuski, który wsparty agita-
cyą francuską przez mosUnych ludzi chciał wyparowad
teatr polski ; i z przykrością a nawet ze watydem
przychodzi mi tu wyznad, źe się ostatecznie skończy-
ły te zapasy uwięzieniem Bogusławskiego. Z przykro-
ścią i ze wstydem przychodzi mi tu wyznad, ie w
pałacu „pod Blachą^ było ognisko tćj agitacyi, którą
podpierał rząd pruski w widokach własnych.
Nie sama bowiem emigraoya francuska przyczyni-
ła się do wynarodowienia i osłabienia obywatelskich
przekonań u nas; były jeszcze inne wpływy, które
bardzo niekorzystnie działały na społeczeństwo, w[^y-
wy humanitarne tajnych związków, a mianowide lo-
że Wolnych Mularzów, które przerabiały Pola-
ków na obywateli świata, na kosmopolitów.
Frydryk II był sam wielkim mistrzem osobnego
Wschodu Farmazonów; a gdzie lekkośd francuska i
zgorszenie nie doszły, łam trafiały do głębszych urny*
słów tajemne prace Wolnych mularzy.
Masoni francuscy połączyli się z masonami pru-
skimi i fi>atemizowałi tem samem bez różnicy naro-*
dowości z Polakami , któryt;b coraz większą liciębę
wprowadzono do lóż, tak iż w końcu nie było pra-
wie całowieka, któryby nie był w pewnym stt^iu
48
poświęcony i wprowadzony doprać i tajemnic Wol-
nego malarstwa.
Więc jak z jednćj strony groziło Polsce wynaro-
dowienie, tak z dragićj groziła narodowi oboJ9tnoś<$
sprowadzona przez kosmopolityczne wyobrażenia , któ-
re te związki szerzyły. Kto francuskiego uszedł ze-
psucia , wci§gany bywd: nieraz przykładem głębszych
umysłów do pracy wolnych mularzy. Kto chciał mieó
wzięcie w świecie, musiał się wcielid w korpus głów
iluminowanych i tak zwanych esprit forty dla których
wszystko było przesądem. Przesądem — była wiara
ojców; przesądem — miłośó ojczyzny; przesądem —
cnota; przesądem — obowiązki dla rodziny; przesą-
dem — przekonanie, przesądem — nawet rozum, któ-
remu przeczyli bawiąc się nim.
Cóż zostiJo tedy? Oto użycie niepowściągnięte ni*
czem, i zabawa, która była celem życia.
Dziwnie też sprzyjały okoliczności temu wszystkie-
mu; czasy panowania pruskiego w Warszawie były
czasami wielkiego dostatku i pomyślności materyal-
nśj w kraju ; pokup na zboże był wielki z zagranicy,
z powodu politycznych ruchów europejskich ceny zbo-
ża były wysokie, a wszystko jeszcze wówczas płaco-
no złotem.
Rząd pruski też dokładał wszelkich starań, by
otwieraó drogi handlowe i kredyt dla utrzymania te-
go marnotrawnego kierunku, który mu pomagał do
wywłaszczenia obywateli polskich za pomocą finanso-
wych środków i teoryi wieku.
Mistyfikacya, która w związk wielkiego mi-
strza orderu Betomanów, chodzącego z lutnią Apo-
lina po ulicach Warszawy i reprezentującego naj-
60
źywi4) manię wieka. Zostawmy legiony ze 8zkoł§ ry-
cerska i z „Dekada**, kładące odtąd kości swoje na
pobojowiskach całego świata; legiony, gdzie się tyle
wyższych zdolności i zacnych charakterów wyrobiło;
legiony, z których zawiązka wyszli oficerowie wszy
stkich następnych armii polskich, które śród Earopy
nowoźytoćj wywalczyły chwałę oręża polskiego. Zo-
stawmy mówię to wszystko na stronie, co nam wiek
i obyczaje objaśnió mogą; a wracajmy do dziejów
oświaty, która od szkolnćj ławy i wrzawy szkolnych
żaków rozpoczyna zawsze na nowo swe dzieje w każ-
dem pokolenia.
Już to od dawna płynęła polska oświata trzema
prądami. Stara jagiellońska szkoła chyliła się dawno
ka apadkowi i nie rozsiewała już zacząwszy od dra-
gidj połowy XVII wieku tych jasnych promieni w
ojczyźnie, jakie w Polsce za ery Jagiellonów agedna-
ły j4j sławę. Nieszczęściem było tćj szkoły, żewswo
jćj powadze osamotniała, że się zamknęła w sobie i
nie umiała w niższych warstwach społeczeństwa za-
pewnid sobie uczniów i oświaty, kiedy obok niój za*
kony i duchowieństwo szerzyły szkoły od najniższych
począwszy. Nieszczęściem było jagiellońskiej szkoły,
że wdawszy się W emulacyę ze zgromadzeniem księ«
źy Jezuitów i w polemiczne spory; straciła była po-
czucie Wysokiego swojego stanowiska i z każdym
dziesiątkiem lat traciła coraz więcćj na znaczenia i
wj^wie. Zaledwie bowiem umiała w samym okręgu
miasta założyd kilka szkół parafialnych i ożywid kil-
ka probostw, które wciągnęła w zakres swojego dzia-
61
ł^ua, — kiedy n^ setki, na tysiące nawet mnotyły
śię inne szkoły obok nićj«
Przewidując tedy apddek tej sokoły Jan Zamojski,
betman i wielki kanclerz koronny, stworzył nowe
ognisko oświaty dla Rusi w Akademii zamojskiój ; a
Stefan Batory założył nowy uniwersytet w Wilnie i
oddał go Zgromadzeniu ks. Jezuitów, chcąc mied w
nim twierdzę katolicyzmu na^ółnocy i podparcie ży-
wiołu polskiego na Litwie i Białorusi, którą rycer*
skim ludem na *tćm pograniczu osadził.
Robimy tu uwag§ , źe już od owego czasu rozcho-
dzi się oświata polska z trzech ognisk w trzech ró-
żnych promieniach, i że te ogniska wywierają odtąd
wpływ na oświatę trzech narodów, krzyżując się ozc-
stokroó bardzo w kierunkach swoich. W powszechno-
ści możemy tu powiedzied, że wszystkie szkoły pol-
skie , tak zakonne jak świeckie , miały jedną wspólną
charakterystyczną cechę, która była skutkiem insty-
tucyi narodowych, to jest: że były obliczem obróco-
ne nie do nauki i umiejętności, ale do życia przy-
szłego w narodzie — okazując bezpośrednie pożytki
nanki i umiejętności w narodowóm społeczeństwie.
Stefana Batorego dictum: „Disce puer lałine, fa^
dam te Mocittm panem^ — było niejako linią dyre-
kcyjną szkół polskich; i ten charakter miały wszy-
stkie szkoły u nas.
Najstarsze i najszerzćj po kraju rozrzucone były
szkoły Zgrom. ks. Jezuitów; późniejsze od nich i kształ*
cące się niejako podług ich wzoru — były szkoły Ba-
zylianów, a świeżo zreformowane w przeciąga XVIII
wieku przez Konarskiego - były konwikta ks. Pijarów,
64
ztly fsię w świecie jeszeze przed przjrjęciem chrzeaciań-
stwa przez Słowian. Wszakże, gdy apostołowie Me*
tody i Cyryl posieli ziarno wiary w krajach sławiań-
skich , okazało się , źe te kraje st^^y w jedności z ko-
ściołem rzymskim. Trądy cya tedy najstarsza sławiaó-
skiego kościoła jest ta, że stał w jedności z Rzymem;
tę tradycyc odnowid, w dachu tej wielkiej myśh pra-
cowad , że będzie jeden pasterz i jedna owczarnia : —
do tego powołany został zakon Bazylianów. Jakoż
posiadał on wszystkie środki ku temu; obyczajem
bowiem i językiem był zbliżony do ludu, a oświata
swoja stał się europejskim.
Zakon ks. Bazylianów jak był apostolskim w ko-
ściele, tak był zakonem miłości i wielkiego przymie*
rza w narodzie.
Stanowisko, jakie zajął na północnym wschodzie
Europy, otwierało mu z każdym rokiem coraz wic*
ksze wpływy w Rzymie, w Koronie, na Litwie,
na Rusi^ a nawet w Węgrzech, gdzie w znacznćj
części wyznawcy wschodnićj cerkwi przystąpili do je-
dności kościoła za pomocą unii.
Jeżeliby śmy obliczyli wpływy tego zakonu,'' na-
dzieje kościoła i narodu od czasu synodów aż do cza-
sów Katarzyny II., która unię wykorzeniad poczyna,
zm^szaj^c Ruś do przyjęcia wiary prawosławnój cer*
kwi: — wyznad potrzeba, że żaden zakon i żaden
niiród nie zrobił w tak krótkim czasie t^ wielkich
postępów i w religijnych przekonaniach i w oświa*
cie, jak w tym krótkim czasie zrobił zakon Bazylia-
nów w Litwie i na Rusi, jak w tym czarne zrotiiła
Buś i Litwa.
es
I nie dziwna to wcale ; zakon BazyHanów bowiem
był to zakon apostolskie ożywiony wielka myśl§ da*
chowćj i narodowej jedności.
Przypatrzmy się temu^ jak się to stało? Ja2 od
czasu Synodu florenckiego i brzeskiego odnawiają i
wznoszą si§ monastery bazyliańskie , następnie orga-
nizują się w hierarchyi duchownćj dwie prowincye, lite-
wska i ruska tego zakonu, a na Rusi dwa opactwa,
owruckie i kaniowskie, kierujące duchownie, hierar-
chicznie i narodowo sprawami narodowemi i ducho-
wnemi w widokach wiar^ i oświaty. Jestto czas naj-
wyższego oświecenia żywiołu ruskiego na Litwie i
Rusi. Opat owrucki piastował godnośd biskupa; —
był to, jak niegdyś opat tyniecki, abds centum vu
larum y to jest: opat stu wsi, które z królewskich i
szlacheckich nadań uposażając zakon wyszły z jedno*
ści z kościołem.
Był tedy w posiadaniu środków szerzenia jedności
kościoła i oświaty na Rusi, bo powołaniem głównym
tego zakonu było: apostolstwo za pomoc§ instrukcyi
religijnćj, którśj wschodnia cerkiew nie zna, i śzersse-
nie oświaty za pomocą szkół, które temu zakonowi
oddano w okręgu jego prowincyi i opactw. Nadto zgro-
madziła Rzeczpospolita osobne fundusze w Rzymie,
gdzie się odtąd znajduje osobny oddział dla Rusi w
kolegium de propaganda fide.
Na koszcie tedy opatów, na koszcie możnych pa-
nów, wyznających się na Rusi i Litwie do cerkwi
uniafekiój, i na koszcie funduszów rzymskich — kształ-
cił zakon 00. Bazylianów Ruś i Litwę w tyna
czasie.
6^
Jest to, jak mówiłem, czas najwyższej oświaty;
jeżeli nie co drngi, to przynajmniej jaź co trzeci za-
konnik był doktorem teologii a częstokrod i pra-
wa , którego młodzież w kolegium rzymskiem słuchała.
Byli to mężowie w naukach i w językach biegli,
stojący na równi z całćm duchowieństwem ówczesnem
Europy, którzy po powrocie do kraju szerzyli ideę
jedności kościoła i oświaty europejskiej w cerkwi i
narodzie ria Litwie i Rusi. Pracowali oni nadto je-
szcze w zawodzie swoim jako wyznawcy cerkwi z ta-
ką sumiennością, z taką naukową gruntownością , że
ich pod tym względem tylko ze starymi Benedykty-
nami porównad można. Z zakonu tego wyszedł sze-
reg znakomitych biskupów - opatów wielkiego ducha,
misyonarzy i nauczycieli wybornych. Prócz szkół by-
ło głównie bowiem zadaniem tego zakonu odprawiaó
misye po całym kraju ; bo stojąc w jedności z kościo-
łem, nie walczyli oni z łacinnikami, lecz z szy-
zmą i z dyzunitami greckimi. Od nich datują się do-
piero autentyczne przedruki pisma Św., na nowo przej-
rzane księgi liturgii , chóralnych śpiewów i pieśni cer-
kiewnych, któremi się aż dotąd posługuje cerkiew
stojąca w jedności z kościołem , z wyjątkiem lwowskich.
Powtarzam to, iż Ojcowie Bazylianie należeli do naj-
gorętszej Rusi, iż w niczem nie ustąpili na krok, co
było rzeczą sumienia i wschodniego obrządku ; pojmo-
wali oni bowiem to, czego dzisiaj na Rusi polityczni
i religijni agitatorowie pojąó nie umieją , że żadna
narodowośd nie stoi odosobnieniem ani nienawiścią,
l«cz wcieleniem się w europejską oświatę i w zakon
miłości chrześciańskiej.
et
Bazyliańskie tedy szkoły mii^y gównie na cela
pod względem duchownym szerzenie jedności koście-
ła, a pod względem narodowym podniesienie ruskie*
go żywiołu do znaczenia europejskićj oświaty. Z?ikon
ten miał też w ci^gu XVIII wieku tę powagę , jakiej
żaden inny nie miał. Dyssydentów zwalczyło zgro-
madzenie ks. Jezuitów; więc główna tradycya tego
zgromadzenia nie miała już pierwotnego znaczenia w
18 i 19 wieku, i zgromadzenie ks. Jezuitów miało
prawdziwe swoje znaczenie już tylko w obec szyzmy,
w obec której było to zgromadzenie na białćj Rusi
i Litwie rzeczywiście wojującym kościołem.
Przeczyd teź nie można, że szkoły ks. Pijarów
w konwiktach zamknięte, nie mogły się mierzyd pod
względem wjd:ywu z powodu naukowych nowaicyi
ze szkołami zgromadzenia ks. Jezuitów; prawdziwemi
tedy narodowemi szkołami w owym czasie, które
miały znaczenie podwójne , były jedynie szkoły księ-
ży Bazylianów połączonych narodów. Oceniano wiel-
ką zasługę tego zakonu, i w młodości naszej widzie-
liśmy jeszcze tę cześó wielką, którą oddawano świe-
cznikom tego zgromadzenia, i wielbiliśmy w nich
prawdziwych przewodników i nauczycieli narodu.
Przystąpmy teraz z kolei do opisu szkół pijar-
skich , które po wpływach Konarskiego do najnowszej
należą kreacyi. Jeżeli głównćm zadaniem szkół zg^ro-
madzenia księży Jezuitów było, kszłiJcid ludzi nie-
zachwianych w wierze ; jeżeli głównćm zadaniem szkół
bazyliańskich była myśl jedności kościoła i narodo-
wego przymierza Litwy i Rusi z koroną; to zadaniem
szkół pijarskicb było głównie t|kszt$}oewe światowe
«8
t>»y^złyob obywateli kraju wedłag pojcd europejskich
ówczesnych; więc powiemy poprostu — zadaniem
tych szkół była emancypacya duchowa, i całe urzą-
dzenie tych konwiktów było kierowane głównie ku
temu, aby do dojrzałości i samodzielności doprowa-
dzić uczniów.
Były to juź nowe zasady nowego świata , któremi
się Konarski przej§ł, i które wprowadził do konwi-
któw swoich. Zarzucano Konarskiemu, że kon wiktą
jego były ograniczone na niewielka liczbę ludzi, i
ie były arystokratycznie urządzone. Rzeczywiście tak
było; ale trzeba zawsze sądzid ludzi podług pobudek
wieku i podług stanu społeczeństwa, w którem źyj§.
Konarski chciał oświecid naprzód synów najmo-
cniejszych obywateli i zapobiedz temu, ażeby dla
pobierania nauk nie jeździli za granicę; bo sam się
przekonał w ci§gu pierwszo) epoki działalności swoi-
j^j, że częsciój to sprowadzało szkody dla ojczyzny,
niż korzyści, że ci, co pobierali nauki za granicą,
ondzoziemczeh ; ztąd też chciał ożywiony duchem no-
wożytnym stworzyó rodzinne ognisko dla oświaty w
kraju, i do tego ogniska sprowadzid najprzód synów
możnych ludzi.
Było to coś zupełnie podobnego w tym duchu,
jak z owego wieku zakład , który do dziś dnia jeszcze
istnieje, Terezyanum w Wiedniu, także pierwotnie
oddany pod zarząd Pijarów; i coś podobnego jak są
szkoły Lordów w Anglii, gdzie młodzi podług przy-
szłego ich powołania pobierają nauki. Było społeczeń-
stiwo wówczas jeszcze uprzywilejowane, i Konarsid
w mógł tego ignorowad; a chodziło mu o to, żeby
d uprzywilejowani zostali znarodowieni , w krojo po^
bierali edukacy§ , oswajali mę od początku ^ wwy^
stkiemi stosunkami źyoia i nie byli obcymi krajowi
i dla spraw narodu, jak się to często zdarzało i zda^-
rza jeszcze wracającym po skończeniu nauk i podró^
źy z zagranicy.
Urządzenie też tycb konwiktów odpowiadało zch-
pełnie temu. Sześd klas uspasabiało do egzamioo doj-
rzałości i wstąpienia następnie do akademii lub ani-
wcrsytetu. Prócz nauk klasycznych i nowych języków
zostały tu wprowadzone nauki ścisłe, mianowid^e &>
zyczne i matematyczne, podług stanowiska ówczesnej
umiejętności, czego w innych szkołach podówczas je*
szcze nie było. Nadto wykładano juź z nowego sta-
nowiska historyę powszechną, w ostatnim roku kon-
stytucyę krajową, i z obowiązku musieli uezimwie w
ostatnim roku czytaó gazety celem oswajania się M
sprawami publicznemi i niejako z kroniką Bwojegd
czasu.
Konarski napisał konstytucyę dla konwiktu. Ta
konstytucya obejmuje cały tryb życia, nauk i pro-
wadzenia się ucznia od chwili wstąpienia jego do
konwiktu aź do ukończenia kursów. Wszystko by-
ło tu obmyślone na obudzenie obywatelskich uczuó
i patryotycznych przekonań, a środkiem do tego by-»
ła nauka i emulacya uczniów, którym to żywo sta-
wiano na oczy , że byli powołani do publicznego
życia.-
Scamnum asinorum i Pars GrcBca et Romana nie
były tu znane , inne były pobudki do wywołania emu-
laeyi pomiędzy młodzieży.
TO
Ucasniowie całego konwiktu obierali co trzy mie*
Bi§ce Księcia młodzieży ze swego grona; obie*
rali sędziów i urzędników, którzy razem z księciem
młodzieży sadzili winnych i opieszałych wspc^aczniów
i utrzymywali karnośó pomiędzy nimi.
Wybory te odbywały się w obecności profesorów
konwiktu i rektora, nie według woli lub widzimisię
uczniów, lecz według meritów i demeritów, to
jest dobrych i złych not, jakie każdy uczeń w prze-
ciągu kwartału pod względem moralnego się prowa«
dzenia swego i pilności od nauczycieli otrzymał. Ce^
luj§cy pod tym względem zostawał Księciem mło-
dzieży, po nim szli sędziowie i urzędnicy w miarę
większych meritów; a tych co same demerita mieli,
zapisywano na tablicy pod tytułem: Negligentia nota^
ti juditiogue damnati — to jest: „O opieszałość oska-
rżeni i s^dem potępieni''. Ci tedy szli pod 8§d po-
prawczy.
S§dy te współuczniów były bardzo surowe, i nau-
czyciele widzieli często potrzebę złagodzenia tych s§-
dów i wdawania się za skazanymi na karę . do księ-
cia młodzieży i sądu. Przywileje księcia młodzieży
były następujące: Nad łożem jego była umieszczo-
na mitra książęca, przed nim niesiono chorągiew
konwiktu w czasie uroczystości; w sądach i zaburze-
niach młodzieży prezydował i dawał napomnienia i
wyroki; na pokojach królewskich i balach dworskich
przewodniczył gronu wybrandj młodzieży; tych, co
kończyli edukacyę', wprowadzał do sali sejmowćj, aby
się przysłuchywali obradom narodu; przy stole wspól-
nym miał pierwsze miejsce; miał w końcu prawo ła-
n
skl, mi^ prawo dania w ciąga swego panowaDia re-
kreacji dla całego konwiktu dzień jeden, i wypra-
wienia dla współaczniów na dniu tym uczty kosztem
zakłada. Gości zwiedzaj§cycłi zakład przyjuiował w
imieniu całego grona młodzieży; a trzeba tu dodad,
ie się cały naród tem gronem młodzieży zajmował,
i że nie było biskupa i senatora, któryby nie był
odwiedził konwiktu przybywszy do Warszawy; głó-
wne popisy odbywały się nawet w obecności króla*
Uczniowie byli tedy już od młodości w styczności ze
świecznikami i dygnitarzami w ojczyźnie, i już mło-
dzieńcami musieli stawad z godności§ mężów. Wci§-
gu całego swego panowania nie mógł byd książę mło-
dzieży karanym, lecz musiał byd wprzódy z urzędu
złożonym; a na pochwałę instytucyi wypada tu po-
wiedzied; że od czasów Konarskiego i założenia kon-
wiktu aż do zniesienia jego po 1831 roku nie było
tego wypadku, aby książę młodzieży został z urzędu
złożony; bo pacierzem rozpoczynał się dzień , upły-
wał na nauce , zabawie i pracy, a kończył się wspól-
ną modlitwą za ojczyznę. Kto z kolei po trzykrod
został wybrany księciem młodzieży, zachowywał ty-'
tuł: princeps emeritus^ to jest „książę wysłużony," tak
długo, póki w konwikcie zostawał.
Dla uzupełnienia tego obrazu dodamy tu jeszcze,
iż każdy z uczniów, który ukończył nauki w zakła-
dzie ks. Pijarów, miał obowiązek na pamiątkę prze-
bytych lat nauki i koleżeństwa zostawid swój portret
w zakładzie. Wielka jadalna sala została ozdobiona
temi portretami, i uderzającą jest różnica w tych
portretach z czasów Konarskiego, a z czasów Księ-
Ii
stwa Warszawtskiego, gdzie restauratorem konwiktu pi^
jarskiego był ks. Kamiński , m^ź wysokićj zasługi i pe-
łen godności obywatelskiej, który na Żoliborzu wystawił
na nowo konwikt i odnowił w nim reguł§ Konarskiego.
Uczniowie z czasów Konarskiego nadsyłali do za-
kładu swoje portrety dopiero wówczas , gdy ich Rzecz-
pospolita odziała dygnitarstwem i urzędami, ażeby
następcy ich w konwikcie widzieli, jacy uczniowie z
tój szkoły wyszli.
Z czasów Konarskiego pozostał tylko jeden por-
tret, który przedstawia ucznia w mundurku dworskim
z ksia2eczk§ w ręku; a dziwnym trafem stało się, że
młodzieńcowi temu nadał poźnićj naród wielki tytuł
^Ojca Ojczyzny**, gdyż był to późniejszy marszałek
czteroletniego sejmu — ^ Małachowski.
Portrety z czasów Księstwa Warszawskiego przed-
stawiają już samych tylko młodzianów w mundurkach
dworskich. Zmieniły się bowiem czasy i wyobraże-
nia ; Collegium Nohilium stało się już przystępne dla
wszystkich warstw społeczeństwa; młodzieńcy wycho-
dzący z tego kolegium nie mogli mied nadziei, że
w d^iedzicznćm krześle lub na dziedzicznóm staro-
stwie osięd§, bo wychodzili z konwiktu na aplikan-
tów bióra , albo na prostych żołnierzy do armii ; więc
kazali też malować się w mundurku, który był za-
szczytem ich w konwikcie, i zostawiali swoje portre-
ty dla pobudki i pamiątki następców w zakładzie.
Tak konwikt Konarskiego, jako też przez ks. Ka-
mińsiksieg:o na Żoliborzu odnowiony mieścił w sobie
to w^szystko, CO do moralnego i fizycznego wykształ-
cenicv młodzieży potrzebne było. Z korpusu weteranów
esynnyoli przychodzili wysłaźeni źołuierze i uczyli
codziennie młodzież robid bronie; wówczas zamienidt
»§ ogród, kasztauowemi szpalerami wysadzony, w
plao musztry, a uczniowie w zastęp wojskowy. lune
były też mundury dworskie granatowe z białemi ra-
batami, a inne mundury żołnierskie, i na uwagę za-
sługuje tu , że książę młodzieży nie zawsze bywał ró«
wnie dzielnym w szeregu, i że tu ustępował nieraz
miejsca sierżantom, którzy wiele demeritów miewali*
Może za długo bawiłem przy tym obrazie; racz-
cie mi to wybaczyd; ale trudno nie wiązaó się do
tych wspomnień i nadziei, które świat zawsze przy-
wiązuje do młodego pokolenia kształcącego się w szko-
łach. Nikt o tern nie mówił, nikt o tern nie pisał;
więc chcidtem Wam to złożyć jako tradycyę i
pamiątkę.
Wiara ta: szkoła i pacierz , pacierz i szkoła — by-
ła i jest tak potężną w narodzie, że nią rozpoczyna-
ją się dzieje oświaty i literatury XIX wieku; wiara
ta jest bardzo starą w narodzie naszym , i w nićj wy-
pada upatrywać niejako zformułowane wyznanie^,na-
szego narodowego posłannictwa.
Pacierza uczył najlepiój ksiądz, a szkoła mia-
ła już kształcić obywateli. Dla tego oddano u nas
duchowieństwu wychowanie młodzieży, i to zjednało
zakcmom trudniącym się prowadzeniem szkół takie
poważanie w narodzie.
Ksiądz, będąc z powołania już nauczycielem, nie
szukał światowćj korzyści; byłto niestrudzony pra-
cownik w winnicy pańskiój i w winnicy narodu , trak-
10
u
tuj§cy r<$wno wszystkich, których miał w szkole
przed sobą, ze stanowiska swega
Ten równy wymiar sprawiedliwości tworzył cha-
raktery i usposabiał przyszłych obywateli, wprowa-
dzając ich przez kościół do życia ; ztad też po borzli-
wćj młodości, a nawet po bnrzliwem życia było do
czego powracad.
Takie były tedy charakterystyczne cechy trzech
szkół, zgromadzenia ks. Jezuitów, ks. Bazylianów i
ks. Pijarów. Do dopełnienia tego obrazu muszę jednak
przytoczyd jeszcze kilka dat , nie chcąc juź więcej po-
wracaó do tego przedmiotu.
Wszystkie te szkoły nie istnieją juź dzisiaj , ale
z bardzo różnych przyczyn i pobudek, częścią poli-
tycznych, częścią religijnych, przestały istnieó i nie o
jednym czasie.
Ze zniesieniem zgromadzenia księży Jezuitów bu-
lą Klemensa XIV. w całym świecie , a zatem i w Pol-
sce, zostały wszystkie ich fundusze, kościoły i gma-
chy obrócone na fundusz komisyi edukacyjnej , a w
całjLm kraju zostały ich szkoły zniesione, wyjąwszy
województw północnych , mianowicie województwa
połockiego, mohilewskiego, mścisławskiego i inflandz-
kiego, które juź w rok po zniesieniu zgromadzenia
księży Jezuitów dostały się pod panowanie Rosyi.
Carowa nie pozwoliła tu publikowad buli papieskiój;
tu tedy tylko utrzymało się zgromadzenie księży Je-
zuitów, tu zachowało ono fundusze, posiadłości i gma-
chy swoje , i tu utrzymały się ich szkoły aż do 1820
roku, w którym Rosya w swoich krajach skasowała
?akon Jezuitów.
76
Gtlówhą SWOJ9 siedzibę po utracie uniwersytetu
wileńskiego przeniosło zgromadzenie do Połocka; i
to przyczyniło si§ do rozszerzenia i utrzymania ka*
tdUckićj oświaty na białej Rusi aź po nasze czasy.
W tym czasie rozpoczyna to zgromadzenie wielk§
misyc religijna wzdłuż całćj Syberyi aż po granice Chin,
bo carowa mawiała z szyderstwem : -Niech tylko Oj*
cowie ochrzczą Syberyę, to ja już poszlę tam koza*
ków i potrafię z waszych chrześcian zrobid synów
prawosławnej cerkwi". Tak skończył jeden zakon
szkolny najbardziej upowszechniony.
Konwikt ks. Pijarów zniósł rz§d pruski zaraz po
objęciu rządów w Warszawie i zabrał na koszary
gmach konwiktu, z niesłychanym kosztem wzniesiony
przez Konarskiego. O budowie tego gmachu opowia-
dają tę osobliwośd, że gdy architekt zakreślił pier-
wotny plan jego na wielką skalę, obejrzawszy go
Konarski rzekł: „To nieodpowiada wielkim celom
moim; zrób większy plan**. Powiększył go więc bu-
downiczy, i jeszcze raz powiększył, a zawsze wyda-
wał się za małym Konarskiemu. Wówczas zrobił uwa-
gę architekt, ie niesłychanych funduszów potrzeba
na wystawienie takiego gmachu. „Rozumiem to, —
rzekł Konarski — ale gdy nie ma funduszów ani na
mały ani na wielki , czyż nie lepićj fundusze na wiel-
ki uzbierad!". Otóż ten gmach obróciU Prusacy na
koszary, a ks. Pijarom został tylko mały folwark na
Żoliborzu, gdzie się mieścili nie trudniąc się prawie
edukacyą. Dopiero po roku 1806, jak Księstwo War*
saawskie stanęło, stał się odnowicielem konwiktu pi-
jarskiego na Żoliborzu ksiądz Kamiński, mąż bardzo
76
świa% i pełen energii » który z ofiar publicznych
dźwignął na nowo gmach i konwikt, gdzie kształciła
0i§ młodzież aż po rok 1830. Tu został powtórnie
konwikt ten zniesiony, a w miejscu starego Żoliborza
stoi dziś cytadela warszawska, i próbują tam cnoty
synów i wnuków, gdzie si§ ojcowie i dziadowie w
cnotach obywatelskich ówiczyli.
Przychodzimy nakonieo do zniesienia szkół bazy-
liańskich; tu już koniec zupełnie tragiczny. Szkoły
00. Bazylianów uległy prześladowaniu religijnemu, a
car Mikołaj znosząc unię, zabrał ich cerkwie, mają-
tki i monastery, rozpędził ich zgromadzenie i zniósł
ich szkoły po wypadkach roku 1830.
Tak tedy runęły podstawy kościoła i oświaty pu-
blicznej , które Polska utwierdzała od czasów florenc-
kiego synodu i reformacyi w Niemczech. Taki był
koniec zakonów, oddających się oświeceniu publiczne-
mu, bogato uposażonych z prywatnych majątków
obywatelskich.
Dzieje upadku zakonu 00. Bazylianów pod pa-
nowaniem cara Mikołaja należą do najnowszych mę-
czeńskich dziejów w kościele powszechnym; w tym
to czasie dostarczyła Litwa i Ruś męczenników i mę-
czennic, i od tego to już czasu nie ma myśl jedno-
ści kościoła podparcia na północnym wschodzie
Europy.
Mówiłem , że usilnośd prywatna jest od początku
tego wieku cechą tak literatury, jak oświaty. Wiele
też na to wpływało okoliczności , że z początkiem 19.
wieku inna nastała era,
77
Wszakże aby zajrzed w te pobtidki prywałnycli
tisiłowań, spuśdmy się leraz do sfery pamiętników
celem wyświecenia wielkich faktów w dziejach oświa-
ty XIX wieku , które z niewielkiego koła wybranych
początek swój wzięły; przenieśmy się do pańskiego
dworu nad Wisła — do Puław, gdzie się gromadziło
wielkie koło obywateli w domu Księcia jenerała
ziem podolskich, celem dowiedzenia się o tśm , co
się w świecie działo i powzięcia jakiejkolwiek rady w spra*
wach publicznych , których stan smutny był wówczas*
Muszę tu zrobid uwagę , źe komunikacye w owym
czasie były trudne, i źe czasem kilku niedziel a na-
wet kilku miesięcy potrzeba było na to, aby z Pary-
ża, Wiednia i z Rzymu odebrad gazety, listy i depesze.
Wyjątkowe stanowisko Księcia jenerała ziem po-
dolskich , który był w owym czasie marszałkiem pol-
nym domu austriackiego, znał cały naród; — więc
w Puławach gromadziła się wielka liczba obywateli,
jako u pierwszego źródła wiadomości politycznych,
które z różnych stron Europy, przechodząc bardzo ró-
żne drogi, gromadziły się w Puławach, ale szybko-
ścią błyskawicy rozchodziły się z Puław po całym
kraju.
Rankiem przybył na spienionym koniu kozak Gra-
nowski, wiozący zamkniętą torbę z papierami lia
piersiach do Puław; — tak opowiada to świadek na-
oczny.
Przyprowadzono kozaka do księcia; odebrał od
niego papiery i sam otworzył torbę kluczykiem, któ-
ry przy kolofiszach nosił , a rzuciwszy okiem na ga*
zety, depesze i listy, kazał zaprosid kilku panów.
)ftóny podówczas bawili gościa§ w Puławach, i rzekł
4o aich: — „Nie psujmy projektów^ pamom ; księżna
zaprosiła całe towarzystwo młodsze na połów ryb, bo
juti!o pi§tek; ale ja prosz§ do siebie, bo s§ wiado-
mości ważne, które dziś odebrałem^.
Bawili podówczas w Puławach p. Ignacy i Stani-
sław Potoccy, w wili§ dnia tego przybyli : ksiądz Al*
bertrandi, Tadeusz Czacki i Józef Ossoliński w je-
dnym powozie. Był też podówczas w Puławach Jan
Tarnowski, należący jeszcze do koła kawalerów, a
prócz tych było jeszcze wielu oficerów bawiących na
dworze księcia od czasu maciejowickiój bitwy.
Było to w parę tygodni po bitwie pod Lodi ; dzień
był prześliczny, a C£J:e grono dam w fantastycznych
strojach rybaczek, otoczone gronem młodzieży, z któ-
rych starsi musieli przyj%ó na siebie rolę Faunów,
odało się w strojnych łodziach na połów ryb. Królo-
wa dnia owego i czasu owego była panna Odonej,
młoda — prześliczna osoba świeżo z Irlandyi przy-
była, któr^ księżna wprowadzała w świat; na jój to
cześó i na jćj szczęście rzucono sieci na Wiśle, i po*
łów był bardzo szczęśliwy. Kadź z rybami przybiła
na powrót z tryumfem do brzegu, a całe grono po-
ważnych wyjechało z zamku na spotkanie rybaczek,
gdy znad dano, że wyprawa powraca z połowu. Dzi-
wnie kontrastowała wesołośd rybackiego grona z po-
ważnem kołem , które tymczasem w gabinecie księcia
zajęte było odczytaniem gazet , listów i depeszy przy-
byłych ze świata. Było tam bowiem kilkanaście nu-
merów Monitora, t^go niewielkiego pisemka, któ-
);«g;o k;olumny wówęsfts światem wstrzpały; były z
Wiednia depesze do ksi§cia marssafta, donosaące teitt
w drodze urzędowćj o szczegółach kampanii włoski^,
o zwycięstwach i powodzeniach jeneri^a Bonapartego;
a były w końcu także listy z legionów, które kai^i^
był dnia tego odebrał.
„Nie będziecie głodni jutro- połów ryb się udi^*^ —
nsekla księżna do kmęcia.
A książę na to: „Nie wątpiłem, ie się paniom
wszystko ndaó musi; i gdybym był szczupakiem albs^
karpiem, byłbym bardzo szczęśliwy dostaó się w idk
sieci. Ale i ja złapałem rybę^.
— -Gdzie? jakg?" — zapytały wszystkie panie
dekawie.
— „To się pokaże po obiedzie^ — rzekł książę
mistyfikując towarzystwo, a obracając się do panii
Ignacego Potockiego dodał z cicha: — „A co nie mam
racyi, że ten jenerał Bonaparte także nie zła ryba?'*
Po obiedzie, gdy mrok padad poczynał, znalazło
się całe poważne grono w wielkićj sali puławskiej przy
kominku; damy poszły się przebieraó, bo wieczorem
miał byó bal, jedna tylko księżna została ze starszy*
mi mężczyznami na sali. Dyskurs urywał się co chwi-
la ; coś się widocznie warzyło we wszystkich głowach
i sercach, i najwymowniejsi nie zdołali podtrzymaÓ
rozmowy. Książę marszałek chcąc ożywid dyskurs
zwrócił się do najpoważniejszego człowieka w tym
gronie ; był nim ksiądz Piramowicz ; który zadu*
ma wszy się stał oparty o kominek i w myślach po-
^żói^y zdał się nie wiedzied, co się w koło niego
działo. — jfQuid Juris y księże dobrodzieju? Kie fra*
sowałeiB 919 nigdjr Francy §, jui ona sobie jakoli pa*
radzi; ale co z nami będzie?^
Ksiądz Piramowicz, który nie labiał nowćj fran*
ęuskićj filozofii, i który zawsze mawiał: Bóg dał
wiarę i wodę a ladzie urobili z tego fi-
lozofię i piwo — odparł po swojemu: — nCóź
ja dobrodziejom moim powiem w filozofii waszćj ni©
biegły? Ja ksiądz — ot pleban; ja wierzę tylko
w to, w co zdawna w Polsce wierzyli: W pacierz i
w szkołę".
— jfGrrave dictum^ — rzekł pan Ignacy Potocki,
•— „bo i jedno i drugie zagrożone. To pewna, że
wszystko dla nas świat zrobi , ale ministerstwo oświe-
cenia i ministerstwo skarbu potrzeba będzie czemsid
zast|pic".
Na to zerwał sie Tadeusz Czacki: — „Minister-
stwo oświecenia, to rozumiem; tysiące ludzi karmili-
śmy przy naszych szkołach, to dziś zamknąwszy do-
my możemy ludzkie dzieci zaprosid do szkoły; ale
ministerstwa skarbu nie widzę potrzeby; na to tylko
zgromadzilibyśmy miliony, aby je tern łatwiej zabraó
nam można było. Obywatelskie majątki były zawsze
tylko i s§ depozytem ojczyzny".
Wszyscy podzielali zdanie Czackiego; a ksiądz
Albertrandi widząc, źe się umysły poważnie ku de-
cyzyi waźg, podniósł głos, aby zformuło wad zdania
obecnych.
— „Warszawa szaleje" — rzekł z akcentem; —
„w braku publiki rzuca się na bezdroia; trzeba coś
stworzyd i postawid , coby miało charakter publiczne-
był on przedeź tmrdzo obojętnym w rzeczacli wiaty
i nie zajmował się teologię.
Wypadało ta tedy sreformowad głównie dwa fa-
ktdtety: fakultet filozoficzny, który stał na stanowisku
scłiolastyeznćj filozofii, co mę nie dało dekretem zro-
bid; bo miasto scholastycznćj filozofii i jej rutyny
trzeba było coś nowego wprowadzić, to jest filozofię
Dekarta albo juź wówczas szćrz§c^ się filozofię Kan-
ta. Ksiądz wice • kanclerz nie znał podobno w owym
czasie ani jednćj ani drugiój, i miał za wyskok ro-
zumu ludzkiego i filozofii panuj§c§ podówczas teoryę
encyklopedystów francuskich.
Fakultetu medycznego nie umiał także zreformo*
wad, bo na to wypadd:o byó biegłym w naukach
przyrodniczych. Polska jeszcze w owym czasie pobie-
rała lekarzy z zagranicy. Na zorganizowanie studyów
medycznych potrzeba było postawid uniwersytet na
stanowisku naukowćm europejskiem ; potrzeba było
zaprowadzid muzea nauk przyrodniczych , wznieśd kil-
ka katedr nowych, które były na czasie odpowiednio
ówczesnemu stanowisku umiejętności; założyd ga-
binety, klinikę i ogród botaniczny. Tego wszystkiego
nie zrobił pan podkanclerz , ale natomiast rzucił się
ZC1J4 zapamiętdtością na fakultet prawny, który rze-
czywiście w owym czasie hIbI najwyżej w uniwersy-
tecie i w narodzie jako powaga.
Wielk§ sławę miała szkoła prawników krakowskich;
bo od zd;ożenia akademii zaledwie nie głównem jćj
powołaniem było pielęgnowanie umiejętności prawa,
którćj początki z YiTłoch powzięła , gdzie się w nowo-
#8
^ytojrm iffi^e w ^epuł^ikach włoskich oąjwyi^ .i
najwięcej rozwinęły pojęcia prawne i municypąloe.
jb^Wikę prawa rzymskiego przyjęła akademia ja-
^giellońska z ,pierw8zćj ręki; w czasie jaź jćj trwania
rozwijało, rozszerzało się i utrwalało przez konsylia
i sobory prackiego kościoła.
Coś wypadało jednak zrobió na cześó pijarskiój
zasługi na polu oświaty, którćj pamięd z początkiem
XIX wieku jeszcze tak żywą była w narodzie. Pier-
wszym tedy rektorem wileńskiego uniwersytetu został
mianowany Pijar ks. Strojnowski.
Cały wszakże uniwersytet został zakładem świa-
towej nauki i oddany pod względem naukowego i
umysłowego kierunku ludziom świeckim.
Po raz pierwszy przechodzi tu w Polsce oświata
narodu pod wpływem uniwersytetu wileńskiego w rę-
ce świeckie, i przeto podnoszę tę rzecz, bo mi się
wydała ważną i epokową. Książę Adam Czartoryski
i Tadeusz Czacki ksztdtcą odtąd nowe pokolenie sto*
sownie do potrzeby czasu, odpowiednio do postępu
powszechnego umiejętności, a w duchu urządzeń i
tradycyi komisyi edukacyjnej , która była jeszcze or-
ganizacyą narodowego prawodawstwa.
Uniwersytet wileński staje się europejskim zaUa-
93
dem oświaty na p<ttnocnćj Litwie i czysto hamani*
tarnych dążności, czysto kosmopolitycznej natury, —
w chwili, kiedy w Warszawie pod rz§dem praskim
tylko nsilnośd prywatna popiera w towarzystwie przy*
^ciół nauk cele już nie oświaty w znaczeniu krajo*
w^m, ale jedynie literatury za pomocą pubłikacyi
dzieł i pism polskich ; w chwili , kiedy akademia za-
mojska zupełnie prawie upadła, a akademia krakow-
ska stała si§ nowćm ogniskiem * niemie<ddćj oświaty
pod rządem austryackim, zkąd nawet język polski
wygluzowano do imienia.
JeźeU się z tego punktu zapatrzymy na nową
kreacyc uniwersytetu wileńskiego, przyznad potrzeba,
źe się za jego wpływem w głąb litewskich i ruskich
ziem pomknęła europejska oświata, w chwili, kiedy
cała reszta Polski nie miała dla nićj środkowego punktu
ani ogniska.
Co więcej, od czasu upadku głównćj szkoły kra-
kowskiej została w uniwersytecie wileńskim oświata
narodu znowu po raz pierwszy zcentralizowaną na
Litwie, i to w ręku takich mężów, jak książę Czar*
toryski i Tadeusz Czacki. Język polski nie był kon-
cesyą dla uniwersytetu i narodu , ale warunkiem oświa*
ty i jedynym moźebnym środkiem i organem nauko-
wych wykładów.
Obok języka polskiego wszakże, który był panu-
jącym na uniwersytecie i tak w wykładzie przedmie »
tów jako też w zarządzie językiem urzędowym , uczo-
no wszystkich starożytnych i nowożytnych języków
i literatur, i wykładano w nich pojedyncze przedmioty.
Cesarz Aleksander wierzył w to, że się na tćj
94
drodze zneatralizuje kierunek polskiego dacba i jc*
zyk polski; a ksi§ź§ Czartoryski i Tadeusz Czacki
starali si§ jedynie o to, ażeby te naukowe zakłady
stanęły na równi z najlepszemi w Europie. Tym te-
dy torem i na tdj drodze odnowiła si§ oówiata Litwy
i ziem ruskich.
Do systemu naukowego wzięto za podstawę filo-
logia i humanitarne nauki; z nowych umiejębiości
przybyły nauki przyrodnicze, które właśnie w tym
czasie wielki swój wzrost zawdzięczały erze, przez
Liniusza wskrzeszonej , i religijnemu zw§tpieniu , ja*
kie ogarnęło Francyę. Filologia wraz z humanitar-
nemi naukami miała w tym systemacie naukowym
zastąpid grunt religijnej instrukcyi; a nauki przyro-
dzone i ścisłe zmierzały do uksztsdcenia specyalnych
ludzie do uksztatcenia praktycznie id§cego pokolenia.
Znakomite tedy podziały tu się rzeczy pod wzglę-
dem europejskiej oświaty. Słynnych mężów w nau-
kowym świecie sprowadzano z zagranicy i osadzano
nimi katedry uniwersytetu wileńskiego; język bowiem
nie stał tu na zawadzie, i pod tym względem był wy-
kład przedmiotów zupełnie powszechnej natury. Była
to więc niejako uczona wieża Babel, lubo zarz^
uniwersytetu zawsze w polskich zostawał rękach, co
uniwersytetowi polsk§ daw£^o cechę.
Powaga uniwersytetu była wielka, bo rektor za-
rządzał milionami, a okręg naukowy, czyli władza
jego rozszerzała się na cał§ Litwę, na Biał§ Ruś,
Wołyń, Podole i na cał§ Ukrainę. To dawało to
wielkie znaczenie uniwersytetowi, że nie tylko sam
Bob§ majątkowo i naukowo rzęził, ale że nadto je-
95
szcze 8ftrz%d2cJ całjm swoim naukowym okręgiem
na Litwie i Rusi i mianowi^ nanezycieli, profesorów
i metrów ze swego ramienia we wszystkich licealnych
i powiatowych szkołach swojego okręgu na całój Li-
twie i Rusi.
Rzeczywiście nie był to uniwersytet, ale raczej
było to ministerstwo oświecenia publicznego z ceią
atrybucy§ podobnej władzy, na którego czele stało
dwóch mężów narodu, posiadających odpowiednie
środki w ręku, zaufanie cesarza Aleksandra i prawie
nieograniczoną władzę działania dobrze i na pożytek
narodu.
2it§d nigdy nie widzimy więcćj rzeczy na taką
skalę prowadzonych , i oświaty, rozchodzącej się z je-
dnego ogniska , na tak wielkim obszarze rozpostartej,
zcentralizowanej a zarazem szeroko rozsianej. Można-
by rzec, źe wielkie plany prawodawcze świeżo upa-
dłej Polski przechodzą tu dopiero w wykonanie i na
pożytek narodu.
Wszystko odpowiadało też temu: gmachy, zakła*
dy, biblioteki, muzea i naukowe pomoce; ludzie, sta-
nowisko, droga obrana, rzeczy i środki.
Kościół Św. Jana i ogromny gmach pojezuicki o
kilku dziedzińcach, wychodzący na trzy uHce i na
plac zamku królewskiego, został oddany uniwersyte-
towi wileńskiemu w samem Wilnie , wraz z wszystkie-
mi innemi gmachami, które uniwersytet zdawna w
tern mieście posiadał, i wraz z wszystkiemi dobrami,
które do tego należały.
Były przy uniwersytecie seminarya, w których
się kształcili przyszli nauczyciele, metrowie i profe-
96
sorowie dla naukowego ókręga na koszcie poblicasnym
w osobnych zakładach; były semmarya dla lekarzy,
dla artystów, uczniów poświęcających się sztukom
pigknym ; były stypendya rządowe dla artystów i nau-
kowych ludzi, fundusze na podróże i pobyt ^uższy
za granicą. Był i ogród botaniczny, odpowiedni ów-
czesnemu rozwojowi nauk przyrodzonych , którym zu-
pełnie nowy zwrot nad^a expedycya uczonych w cza-
sie wyprawy Bonapartego do Egiptu.
Prócz oxforckiego uniwersytetu nie wiem, czy jest
który równie bogato nadany, jak był wileński.
Czas wskrzeszenia uniwersytetu wileńskiego miał
wszystkie cechy organizacyi prawdziwej; jestto chwi-
la największego wpływu moralnego księcia A. Czar-
toryskiego na losy oświaty i narodu, chwila najwię-
kszych zasług Tadeusza Czackiego, położonych na
tem polu. Równie wielkich rozmiarów — nie mamy już
póżnićj ani ludzi, ani instytucyi; wszystkie «pó-
źniejsze organizacye napoleońskich i ponapoleońskich
czasOw s§ w porównaniu z t§ organizacyjną epoką
i bezduszne i małe.
Czacki zajmował się organizacyą na miejscu, kie-
dy książę Czartoryski uzyskiwał ciągłe nowe koncesye
dla oświaty polskićj i wzrastającej instytucyi od ce-
sarza w Petersburgu; oświatą kierowali tu nie nau-
kowi, ale właściwie polityczni mężowie, i ztąd była
ta trafnośd w wyborze środków.
Wydobyciem funduszów pojezuickich , czyli później*
szych edukacyjnych, zajął się Czacki z całą gorliwo-
ścią. Mówiłem już dawnićj, że wszystkie pojezuickie
fundusze zostały obrócone na fundusz komisyi edu-
kacyjnój. Wszakże od pierwszej kasacji Jezuitów, ^
od roku 1771 do 1801 upłynęło było wiele lat; fun^
dusze te nie mając dozoru zmarnowały się i possł^^
po rękacli. I tak były od niektórych niepłatne pro-
centa tak długo, źe zaległości procentowe przenosiły
kapitał; lokowane niektóre sumy i majątki oddane
były pod exdywizyc; jeszcze i inne były pod konfi-
skatą polityczna, a niektóre w końcu były w rękach
rządowych jako dawne koronne albo starościńskie
majątki. Czacki zrobił tedy przedstawienie cesafzowi,
że jeźli niechce ażeby oświata wiecznie na budżecie
ciężyła, to trzeba uratować? fundusze, któtemi haród
pzez tyleset lat uposażał oświatę kfajii.
W tym celu jako biegły bardzo prawnik , ułożył
projekt dwóch komisyi , tak zwanych komisyi likwida-
cyjnych funduszu edukacyjnego, jedną na Litwie a
drugą na Rusi , i w tćj drugiej został Czacki prezy-
dentem obrany. Ta komisya miała atrybucyę trybu-
nału sądowego i sądziła w ostatniej instanoyi bez
apelacyi. Gdyby to hylo poszło drogą zwykłych są-
dów, każdy byłby mógł umknąd tym sądom z fundu-
szami. Ale źe to były obywatelskie sądy, źe tu cho-
dziło o uratowanie oświaty i funduszów, które uwaźal-
no za rządową własnośd, ztąd gorliwośó obywiatetska
umiała tu ocalid fundusze, któreby niezawodnie były
dla oświaty przepadły. W krótkim czasie uratowfiinb
tedy miUony, i tu leży wielka zasługa Czackiego, któ-
ry zresztą brak funduszów umiał zastąpid otwiera-
niem nowych źródeł ńa rzecz oświaty kirajc^tefij.
Że na ołtarz ojczyzny składano u nas dary w
czasie jćj potrzeby, to rzecz w Polsce nie nowa: ale
15
§8
Żeby obywatele całych prowincyi, potrzebą oświaty
powodowani, zapewnili jśj dobrowolnie i jednomyśl-
nie stały fundusz z majątków własnych — nie mając
reprezentacyl narodowej, nie zebrani w sejmie: — to
rzecz nowa i wielka! To najpiękniejsza karta w dzie-
jach niewoli, a na tćj karcie stoi imię Tadeusza
Czackiego, pod którego portretem napisał Miókiewicz
te cztery wiersze:
Światła, a światła, łzy nasze błagały^
Światła^ a światła^ wołał naród cały,
I zesłał promień Bóg na lud Sarmacki,
Zajaśniał Czacki!
Nie można o Czackim mówió u nas bez wzrusze-
nia; jestto najpiękniejsza postad może największego
człowieka , jakiego naród w tym wieku wydał. Uciekł
on się do patryotyzmu obywateli ziem ruskich, a z
zebranych funduszów, które własnym majątkiem i
własnemi naukowemi zbiorami powiększył i uposażył,
stworzył on nowe ognisko dla oświaty polskiej w
Krzemieńcu w bardzo krótkim czasie. Liceum krze-
mienieckie należało do naukowego okręgu uniwersy-
tetu wileńskiego, ale było pod względem funduszów
niezawisłą kreacyą, a pod względem naukowego i
umysłowego kierunku znacznie odmiennym zakładem
od uniwersytetu wileńskiego. Tam był zamiar kształ-
cenia specyalnych ludzi i zdolności; tu zamiar ency-
klopedycznego ukształcenia , obyczajowej ogłady, świa-
towej i obywatelskiej oświaty.
Może nie leżało to w myśli założyciela; ale taki
99
wzięł kierunek ten zakład z przeciągiem lat, i takie
następnie wydał owoce.
Co do rozmiarów nie mógł i&ć Krzemieniec w po-
równanie z Wilnem ; ale miał zaokrągloną naukowa
całość. Miał swoje gmachy, swoich profesorów i nau-
czycieli wszystkich przedmiotów na skalę licealna, lub
małej akademii ; miał własne stypendya dla uczniów
i fundusz emerytalny dla wysłużonych ; miał bibliote-
kę i zbiory naukowe, muzea i ogród botaniczny za-
łożony przez Bessera gdzie do 1600 roślin było ho-
dowanych; słowem stał się nowćm niezawisłym ogni-
skiem oświaty polskiój dla ziem ruskich.
Ghudy pachołek, który musiał szukad chleba z
nauki i aplikacyi swojćj , mógł się łatwićj dostad do
Krzemieńca po ukończeniu szkół powiatowych , a mo-
źniejsze rodziny obywatelskie zjeżdżały z całemi do-
mami do Krzemieńca i osiadały tu stale dla edukacyi
dzieci, gdzie i dobre były szkoły, i dobrzy metro-
wie, i wszelkie zasoby naukowe i najwyborniejsze
towarzystwo pierwszych w kraju obywateli,' których
Czacki skupiał, prowadził, pożytecznie zajmował i do
posług ojczyzny wprzęgał.
Jak we wszystko z własnych zbiorów uposażył
był Krzemieniec Czacki, tak się też postarał jeszcze
o wszystko, gdzie co mógł dostad dla niego. I tak:
króla Stanisława Augusta uprosił, że darował wszys-
tkie swoje teki , tak zwane upsalskie , to jest rękopi-
sma do historyi polskićj , które króla kosztowały do
30000 czerw, złotych. Po śmierci króla zakupił bi-
bliotekę królewska i zbiór numizmatyczny, i sprowa-
dził je do Krzemieńca. Była to jedna z najlepszych
im
bibliotek, jaka kiedykolwiek zaajdowała si§ na ziemi
polskiej. Nie była ona bogata w stare dzieła , ale król
chciał to wszystko mied, co we wszystkich narodach
było wówczas najlepszym ; więc z greckiej , rzymskiej
i polskiej literatury} wszystko w końcu , co można
było mied w owym czasie. Była to biblioteka prze-
pysznie oprawiona , a nadto jeszcze edycye takie , ja-
kie w XVIII wieku ad usum delfini wydawano.
Ta pamjgtfid także wypada o sprowadzeniu ko-
sztownych ii^strumentów astronomicznych i fizycznych
wyrabianych podówczas w Szwecyi lub Anglii , które
do Rygi okrętem sprowadzone, staraniem obywateli
w rękach i na noszach przyniesione były do Krze-
mieńca.
W krótkim czasie podniósł się Krzemieniec, któ*
ry „No we mi Atenami" nazwany zo&tał, dla nau-
kowego i artystycznego kierunku młodzieży, a „Ma-
łym Paryżem" dla świetności salonów swoich. Ja-
koż wchodzą od tego czasu głównie pojęcia „towa-
rzystwa i salonów" w znaczeniu francuskiem u
nas w językowe i towarzyskie użycie.
We Francyi występuje Napoleon , a język francu-
^\\ staje się odt^d już powszechnym i wchodzi do
składa edukacyi płci obojćj.
Jak się to księdzu Konarskiemu zdawało, że się
możem odrodzić za wpływem wyobrażeń francuskich
i upoiiYSzechnieniem języków żyjących, — takich sa-
mych przekonań był i Czacki. W istocie stało się tak,
cho^^iąź nie wprost w skutek tego; bo poznawszy
obce, uczuliśmy czczośd i potrzebę stworzenia czegoś
własnego.
101
Organizacya naukowa tak Wilna i całego jego
okręgu , jako teź i Krzemieńca miała tę wielka stro-
nę, źe prowadzona przez ludzi wysokiśj pozycyi,
wytknąwszy niejako całemu społeczeństwu stały punkt
wyjścia i wyższy cel dążenia, obudziła energia uczo-
nych a zapał dla nauk i umiejętności — dla sztuk pię-
knych i literatury w młodzieży i w całćm idącem
pokoleniu.
Obudziło się przekonanie, że idące po-
kolenie coś stworzyd nowego musi, źe
jest powołane do twórczości i wyższości
moralnćj w życiu; więc kto się czuł na si-
łach mówił sobie: „Dal^j za lepszymi*.
Przekonanie to było tak powszechne, tak równaj
siły, tak jednostajnie rozlane w całem idącem poko-
leniu , iż po upływie lat kilku nie było już tajemnicą
dla całego społeczeństwa wszystkich warstw. Jak dla
dworku i cichego zaścianku, do którego biedny stu-
dent na furze przybywał po odbytych popisach szkol-
nych i cuda prawił z zapałem o braterstwie kolegów,
o pięknościach literatury i sztuki , o własnych nadzie-
jach i nadziejach ojczyzny, o Wilnie i fCrsŁemieńcu ;
tak również nie było także tajemnicą to przekonanie
dla arystokratycznego salonu: źe nowe idą czasy, źe
się coś w umysłach przygotowuje i warzy, że się
obyczajowo zmieniają rzeczy, że idą czasy koncesyi.
Cóż obudziło ten zapał i to przekonanie w idą-
cem pokoleniu? Oto — że ręka wielkiego posiewu
rzuciła ziarno obywatelskich uczud na całe rpzlegi^ę
obszary Litwy i Rusi ; oto — źe światło szło z ^ójcjr
z równf^ sprawiedliwością wymierzane ^j^zy^j|;|inji !
102
Poptóy szkolne, egzamiua^ dottoryzaeye odbywa-
ły »if tak w Wilnie jak w Krzemieńcu z wielka uro-
czy 8łotó§, z wielka powaga w obecności całego oko-
licznego obywatelstwa, i miały wszystkie cechy uro-
czystości narodowych; były to nie akademiczne lub
szkolne popisy, lecz zgromadzenia narodowe , na któ-
rych głos publiczny wymierzał sprawiedliwość i wy-
znaczał nagrodę zasłudze, nsilności i talentowi.
Życie narodu i człowieka w narodzie poczynało
się tu już od szkoły, i było juź od młodości otwarte
pole popisu i osobistej zasługi.
Kogo Czacki w czasie uroczystości szkolnych w
pularesiku swoim zapisał i publicznie pochwalił i na
wzór polecił, o tym wiedział już kraj cały; o tym
pamiętał w całym ciągu jego życia pan Kurator; na
tego patrzyli juź innem okiem i profesorowie i współ-
ucznie, na tego patrzono już innćm okiem w do-
mu i w salonie.
Nigdy też nie była liczba uczacćj się młodzieży
tak wielk§, jak w tym czasie i w okręgu naukowym
uniwersytetu wileńskiego. Prostym bardzo środkiem
osi§gn§ł Czacki ten wielki rezultat, a to tym, że
każdy uczeń , pod jego pieczą zostający w naukowych
zakładach, jeżeli nie był chowany na koszcie publi-
cznym, musiał albo sam uczyć drugich, al-
bo mied naukowy nadzór i nauczyciela
domowego, którego płacono.
W ten sposób podwoiła się liczba uczniów w szko-
łach publicznych, a usposobienie obywateli było w
tym czasie takie, że nikt nie chował, nie uczył dzie-
ci w domu, lecz tylko w publicznych szkołach; mo-
1Ó3
źny chciał a ubogi mógł się stad uczestaikiem dobro-
dziejstwa narodowej oświaty ; i jedne wyobrażenia i
jedne usposobienia rozlały si§ na różne warstwy spo-
łeczeństwa jednostajnie, równo.
Tu poczyna si§ tedy obyczajowe przetworzenie
naszego społeczeństwa; tu poczyna się emancypacya
osobistej zasługi i talentu — w ślad wielkich trądy-
cyi domu Czartoryskich.
To co było zasada jednego możnego dworu w cią-
gu XVIII wieku , poczyna byd przekonaniem tysiąca
dworów i pierwszych salonów, dających ton i modę
dla wszystkich. Uroczystości tedy szkolne i
łatwy przystęp do szkół publicznych dla
każdego: — to były te dwie wielkie dźwignie, któ*
re zrównały wyobrażenia różnych warstw społeczeń-
skich i przeprowadziły zwolna obyczajową emancy-
pacye w naszym społeczeństwie , nie za pomocą gwał-
townych śro Ikó w, ale w imi§ wielkich miłości i wiel-
kich nadziei!
Czacki kochał Polskę w całój młodzieży polskićj,
wynosił talenta w imię nadziei ojczyzny; — Czarto-
ryscy szukali i tworzyli zawsze specyalnych ludzi, i
ten kierunek miało Wilno.
Taki tedy kierunek iastytucyom, sprawom i rze-
czom nadany z góry, trzymał cały naukowy korpus
w energii , czujności i dzielności ciągłdj , obudzał za-
pał dla nauk w młodzieży, żywy udział całego kraju
dla oświaty, w salonach zaś cześd dla zasługi a sym-
patyę dla talenta , bez względu na towarzyską pozycyę.
Wielkie tu się podziały rzeczy, bo przeszła ogro-
mna reforma wyobrażeń i obyczajów^ bez żadnego
104
prawie wstrz^śnienia , na gruncie najbardziej arysto-
kratycznym z całój Polaki, bo na Wołynia, w imię
wielkich haseł, w imię wielkich miłości, a przez
najzacniejszych obywateli przeprowadzona w narodzie !
Kierunek wysoce polityczny musiał za sob§ po-
ciągnie społeczne reformy; zapał , który oświata z ta-
kiego świecznika ducha narodowego obudziła w idą-
cym pokoleniu, był w istocie prawdziwie socyalnśj
natury ; ale szlachetność uczud nie dozwalała przebie-
rad miary na polu powszechnych i czysto ludzkich
korzyści i miłości. Spotkały tu si§ różne warstwy
społeczeństwa polskiego; puszczone w obieg wyo-
brażenia potrzebowały poparcia — wielkiego faktu,
któryby je wyświecił. Takim faktem stała się w
końcu nowa literatura na Litwie i Rusi , która z tego
posiewu wyszła.
Bezprzykładnym tedy faktem w dziejach pociąga
tu oświata za sob§ bez wstrzaśnień reformę społeczna,
emancypacyc osobistej zasługi, a Hteratura nowa
toruje drogę wypadkom politycznym.
Ksi§źę Czartoryski i Czacki byli w tym jeszcze
szczęśliwi, że nietylko instytucye, ale i ludzi tworzy ó
umieli i stawiad na czele tych instytucyi.
Dusza Krzemieńca był od początku sam Czacki;
dusza uniwersytetu wileńskiego Jan Sniadecki od cza-
su , jak do Wilna przybył (1806) i stanowczy kieru-
nek temu uniwersytetowi nadał z energia, charakte-
rowi swemu właściwa.
Pamiętne zostans^ w tym czasie korespondencye
prowadzone pomiędzy księciem A. Czartoryskim , Ja-
nem Sniadeckim^ a księdzem Hugonem Kołłątajem,
105
który z więzienia wypuszczony osiadł w tym czasie,
jak mówiłem, na Wołyniu. Odnoszące się bowiem do
organizacyi naukowćj Wilna i Krzemieńca te korę*
spondencye wyświecaj§ stosunek wzajemny tych czte-
rech mężów i wpływ, jaki wywarli na losy oświaty.
Uniwersytet wileński nie miał fakultetów w zna-
czeniu nniwersyteckiem, ale naukowe wydziały.
Miasto fakultetu teologicznego urządzo-
no od uniwersytetu oddzielne seminąryum katolickie
pod bardzo ścisłym naukowym nadzorem rządowym.
Idźmy daldj — miasto fakultetu filozoficz-
nego były dwa wydziały :
1. Matematyczno-fizyczny i
2. Filologiczno-moralny.
Filozofii nie uczono na wydziałach tych ; i jedyny
to może uniwersytet w świecie , który nie znał fakul-
tetu filozoficznego i wykJadu filozofii. Z początku sta-
ło się to, bo nie było komu wykładaó; poźnićj zaś
nie życzył sobie Śniadecki aby filozofię wykładano,
i tak to zeszło ; że pierwszym i ostatnim profesorem
filozofii, który był na tym uniwersytecie, był znany
Józef Gołuchowski , który wszfakźe nie znalazłszy przy-
gotowanego pola , nie mógł się ostad śród wyobrażeń
zupełnie innych.
Wydział medyczny zorganizowano na obszer-
ne rozmiary według stanowiska i potrzeb umiejętno-
ści. Frankowie obaj byli tymi organizatorami, a w
ich ślady poszedł następnie Andrzej Śniadecki.
Wydział w końcu prawny poszedł za
przyjęta rutyną innych uniwersytetów, z tym lylko
dodatkiem, że i obowiązujących praw tutaj uczono,
«4
lÓG
ofeówiRzujacem zaś prawem było prawo polskie, albo
statut litewski.
W tym składzie uniwersyteckich nauk zakwitnad
musiały najwcześniej nauki ścisłe i przyrodnicze, któ-
rym obaj Sniadeccy z tak wielkiem zamiłowaniem od-
dani byli.
Jakoż poczęli z uniwersytetu wileńskiego wycho-
dzić na cała monarchię rosyjska biegli inżynierowie
i medycy słynni , i ustalili sławę jego po świecie.
Filologiczno-etyczny wydział wydał dopiero później
owoce; ale i tu stali mężowie znakomici nauka i euro-
pejskiego imienia na czele , a ludzi tak gruntownych
studyów i specyalnych usposobień nie mamy już
póżnićj.
Profesorowie uniwersytetu wileńskiego byli znako-
mitymi europejskiej sławy pisarzami , a dla nauk ści-
słych i przyrodniczych jest to epoka oryginalnych po-
stępowych badań i nowych odkryd własnemi siłami
i we własnym języku. Po raz pierwszy na rozmiary
zagranicy wydawany Dziennik wileński, jest
pierwszem ściśle naukowym pismem , które w naszej
literaturze wychodzić poczęło ; — a dzieła i rozprawy
obu Śniadeckich i Juńdziłłów, Borowskiego, Gródka,
Bojanusa, Bessera, Fomberga, Andrzejowskiego, Pod-
czaszyńskiego itd. stanowią epokę w swym czasie.
Zarzucają Sniadeckim, źe rządzili samowładnie
uniwersytetem, a mianowicie na Jana pada ten zarzut,
źe sam nie szanował instytucyi uniwersytetu, ale ła-
mał ja za osobistym swoim wpływem i wpływem sto-
sunków, jakie go łączyły z księciem Adamem, aby się
ptrzymac przy uniwersyteckiem berle i zwierzchniczy
107
wpływ wywierad na cały naukowy korpus i okręg
naukowy uniwersytetu. Rzeczywiście było tak ; ale
wejdźmy tu w pobudki działających ludzi.
Zrobiliśmy już uprzednio uwag§, źe uniwersytet
wileński czerpał z ducłia europejskiej oświaty. Nau-
kowo był tedy połączony z uniwersytetami niemiec-
kiemi, jako to z Dorpatem i Królewcem, Petersbur-
giem i Berlinem ; tym traktem przesuwali się uczeni
i profesorowie, księgi, systemata naukowe i wyobrażenia.
Gdyby Sniadecki był zostawił wolny bieg insty-
tucyi uniwersyteckiej, a na wybór rektora nie był
wpływał ksi§żę Czartoryski, byłby uniwersytet nie-
zawodnie wpadł w r§ce niepraktycznych ludzi, teo-
retyków i uczonych doktorów, i byłby się stał jeszcze
więcej kosmopolitycznym, lub co podobniśj za plecy-
ma i wpływem niemieckich^uczonych byłby zruszczał,
jak się to późniój rzeczywiście stało po ustąpieniu
księcia Czartoryskiego i Jana Śniadeckiego. Przeciwnie
zaś pod wpływem i kierunkiem tych mężów wyra-
hisl się uniwersytet wileński na polski, i w miarę
tego, jak już sam we wszystkich zawodach ludzi dla
siebie wykształcił , otrząsał się z bezbarwnego kosmo-
polityzmu.
Wysoce polityczny kierunek , jaki nadany był ca-
ł6j oświacie tych krain , wziął Jan Sniadecki puścizną
po księciu Adamie i Czackim ; znając wartośd insty-
tacyi nie puszczał j6j z ręki , i owszem umiał jćj do-
dad powagi i znaczenia osobistością swoją, energią
w wykonaniu władzy, podniosłością serca i umysłu;
a rzec to można śmiało, iż nigdy nie władała dziel-
^i^sza ręka yektorskiem berłem.
108
Na atrzymaniu się przy władzy zależało zai ta
tern wiccśj , że znaczenie rektora było bardzo wielkie,
wpływ jego na instytucyę, na opatrzenie oświaty i no-
minacye okr§gu stanowczy; że w r§ka jego leź^ sza-
funek wielkich funduszów; że oświata miała tu histo-
ryczne i polityczne znaczenie; że rektor midi prócz
prawnćj, dyskrecyjn§ władzę.
To też przez cały czas świetności uniwersytetu
wileńskiego rządził nim właściwie Jan Sniadecki wy-
łącznie; — berło rektorskie szło z r§k Jana do r§k
Andrzeja na przemian, a raz tylko przegrodzili te
rz§dy rektorstwem profesora Malewskiego, który im
był oddany i powolny,
Historya policzy to Janowi Sniadeckiemu za za*
sługę , że si§ umiał w instytucyi naukowej i z natu-
ry swój ruchomój, stale i na pożytek ojczyzny utrzy-
mad przez lat tyle przy władzy. Od przyjścia jego
do Wilna datuje si§ świetnośd uniwersytetu, na jego
pogrzebie występuje uniwersytet po raz ostatni z ca-
ł§ uroczystością, a w parę miesięcy pożniój jest już
zniesiony, jak gdyby losy jego były przywiązane do
żywota Jana Śniadeckiego.
Nie dziwimy się zupełnie temu , że Sniadecki chciał
się przy władzy utrzymad. Interes był bardzo wielki.
Pozycya młodzieży i całego korpusu uczonych była
niekiedy bardzo trudn§, bo zapominad nie trzeba co
się dziid;o przez całe napoleońskie czasy, i w jakiój
pozycyi była Litwa i Ruś naprzeciw Napoleonowi i
do własnego rz§du. Tu trzeba przy znad zasługę Snia-
deckiemu , że w obec wszelkich trudnych okoliczności
umiał stan§d obronnie i niezawiśle, Wyjednał sobie
109
to, co w średnich wiekach uniwersytety miały: źe
obywatele uniwersytetu czyli uczniowie nie podlegali
żadnemu sadowi, jak tylko s§dowi uniwersytetu. Je-
żeli tedy potrzeba było karad młodego, to karał go
uniwersytet, aten karał właściwie wówczas tylko, je-
źeU przeciw niemu wykroczył uczeń.
Nie to można poczytad Sniadeckiemu za winę, że
dzielnie a nawet samowładnie piastował władzę, al^
to, źe ze stanowiska władzy rozstrzygał naukowe i
moralne kwestye; to, iź nie pojmował prawie w koń*
CU, do władzy przywyŁiy, natury i potrzeby nauko-
wych i moralnych kierunków i zwrotów jd§cego po-
kolenia, to, że za ^ugo władaj§c, nie cierpiał
duchowego odporu i duchowo otępiał.
Zt§d też, że Krzemieniec był pod uniwersytetem
wileńskim pod względem zarz§du swego, zachodziły
częstokrod wielkie różnice między Czackim a Ja-
nem Sniadeckim, które starał się W3a'ównad ksi§żę
Adam Czartoryski, i o których sam powiadał, iż do
większych rezultatów byłaby jego kuratorya w oświa-
cie doprowadziła, gdyby nie duma Jana Śniadeckie-
go i impozycya przeciw Czackiemu, które to różnice
wyrównywad trzeba było przy każdój pojedyńczój
okoliczności. Że Jan Śniadecki chciał emulowad z
Czackim, to bardzo pojmujemy; ale że nie umid; ocenid
jego cnoty i poświęcenia, jak późniój nie umiał oce-
nid stanowiska Lelewela, jak nie rozumis^ zupełnie
całśj nowćj uarodowój literatury i Midkiewiczem po-
niewierał w swoich czasach, — tego mu historya
nie przebaczy.
VI.
Zniesienie uniwersytetu wileńskiego i szkół krzemienieckich. — Świą-
tynia Sybilli i Domek gotycki w Puławach. — Prywatne biblioteki i
zbiory starożytności. — Założenie towarzystwa „Przyjaciół nauk* w
Warszawie. — Jego skład i czynności. — Albertrandi. — Staszic. —
J. U. Niemcewicz.
Kilka dat ścisłych muszę tu jeszcze dodać dla
uzupełnienia ostatniego mojego wykładu.
Na pami§tk§ wskrzeszenia uniwersytetu wileńskie-
go został wybity medal, przedstawiający wizerunek
Stefana Batorego, jako fundatora uniwersytetu, razem
z cesarzem Aleksandrem, który był wskrzesicielem
jego. Popiersie Batorego było tylko do połowy widne
w profilu, a popiersie cesarza Aleksandra, pokrywa-
jące je, było odbite w całości.
W medalu tym była wyrażona myśl, źe Aleksan-
der wstępuje w prawa Batorego ; jakoż nie miało
wskrzeszenie uniwersytetu wil. innego celu, jak zapo-
moca oświaty polskiej, którą Aleksander cesarz naród
uj§d się starał: dojśd do tytułu króla polskiego nie
na drodze zaboru, ale na legalnej drodze traktatów.
Przyznad tu trzeba ; że i cesarz Aleksander i ksią-
żę Adam Czartoryski widzieli tu rzeczy jasno , a
że aż do pewnego punktu mogli iśd razem , jeden w
widokach dynasty! swojej , drugi w widokach narodu,
Ul
szli clo tego punktu wspólnie. Co najbardziej tętzect
objaśnia, jest, źe dopiero car Mikołaj wybił ten me-
dal , kiedy się juź dynastya Romanow^ów widzifiia w
posiadaniu tytułu króla polskiego ^ przyznanego jćj
na kongresie wiedeńskim; — rzeczywiście zaś było
tak, źe ten tytuł był czczem brzmieniem dla narodu
polskiego, a donośnośd jego polityczna miała praw-
dziwe znaczenie tylko w obec Europy, a mianowicie
w obec Germaószczyzny.
W dziejach uniwersytetu wileńskiego dadz§ się
rozróźnid głównie trzy epoki : pierwsza od wstą-
pienia cesarza Aleksandra na tron r. 1801 , gdzie od
przygotowawczych prac i wydobycia fundusaów edu-
kacyjnych przez Czackiego rozpoczyna się nowa epo*
ka oświaty, w którymto czasie zostaje ks. Adam Czar-
toryski mianowany kuratorem a Czacki wizytatorem
szkół, aż do przybycia Jana Śniadeckiego r. 1806 ; —
jest to epoka pierwszej organizacyi.
Druga epoka świetności uniwersytetu — od przy-
bycia Jana Śniadeckiego do Wilna od 1806 aź do
1823 ; w którym to czasie ustępuje k. Adam jako
kurator uniwersytetu, a Nowosilców zostaje kurato-
rem i mianuje Pelikana rektorem uniwersytetu. Od
tego czasu poczynają się prześladowania polityczne
tak młodzieży jak całego korpusu naukowego w okrę-
gu uniwersytetu wileńskiego, i uniwersytet chyli się
do upadku pod panowaniem cara Mikołaja i zostaje
w roku 1831 juź w marcu zniesiony.
Powrócimy raz jeszcze do tćj epoki rządów No-
wosilcowa i Pelikana przy dziejach nowej poezyi
naszćj.
112
A teraz wracamy do Krzemieńca*
Liceum krzemienieckie, jak było kreacy§ Czackie-
go, tak zdały się losy świetności jego przywiązane
do życia Czackiego.
Epoka tćj świetności zajmuje od otworzenia aź do
śmierci Czackiego tylko lat ośm; i jak mi się nieraz
zdarzyło natrafid na to, iź było kilku Czackich w
mniemaniu ludzi mnićj informowanych, bo zdało
si§, źe jeden nie mógł tego zrobid w tak różnych
zawodach, co Tadeusz Czacki zrobił : — tak zaledwo
można pojąd, jak się mógł Krzemieniec wznieść w
tym krótkim przeciągu czasu i ustalid sławę swoją
w ojczyźnie i po świecie naukowo i towarzysko w
przeciągu tych lat ośmiu, w których nadto jeszcze
wielkie polityczne burze i wojny wstrząsały całą Eu-
ropą i całym narodem naszym.
Na uczczenie zasług Czackiego i pamiątkę krze-
mienieckiego liceum został także medal wybitym,
ale z uchwały kochających go współobywateli. W isto-
cie był to mąż, któremu tylko bid medale i stawiad
posągi. Czasy świetności licealnego zakładu w Krze-
mieńcu kończą się z śmiercią Czackiego, w roku
1813. Od tego czasu przechodzi już Krzemieniec pod
bezpośredni zarząd uniwersytetu wileńskiego. Wycho-
dzą jeszcze z tćj szkoły i z korpusu nauczycieli zna-
komici ludzie ; ale nie ma już tego skupienia obywa-
telstwa, tego wielkiego interesu dla oświaty, który*
obndzid umiał Czacki. Krzemieniec niknie w poró-
wnaniu z Wilnem, a po objęciu rządów okręgu uni-
wersytetu wileńskiego przez Nowosilcowa i Pelikana
upada, aż nareszcie w roku 1831 zostaje zamknie
113
tym, Nowosilców uprzątał zwolna naprzód zbiory z
Krzemieńca, i juź przed wypadkami 1831 roku znaj-
dowała się największa i najszacowniejsza częśd tycłi
zbiorów w Wilnie, zk§d je nieznacznie wywożono do
Petersburga; toź samo stało się ze zbiorami uni-
wersytetu wileńskiego po r. 1831, a rokreakcyi otwar-
tej zaczyna się od 1826 r.
Nowosilców, objąwszy kuratory§ uniwersytetu wi-
leńskiego i okręgu jego, pisze w swoim raporcie do
Petersburga: „ie książę Adam Czartoryski opóźnił na
100 lat wynarodowienie Litwy i Rusi, i że mu
bardzo ciężka przypada praca, żeby Litwę i Ruś
zmoskwició".
Raport ten jest na szczęście drukowany, i wyż-
szćj pochwały nie umiem oddad nad ten raport wiel-
kim usiłowaniom Hugona Kołatają, Tadeusza Czac-
kiego, księcia Adama Czartoryskiego i obudwu Śnia-
deckich za zasługi ich, położone około oświaty na-
rodu.
Wielkie tradycye narodu pod względem wskrze-
szenia oświaty działają u nas ożywczo na całe epoki
historyi.
Taką tradycyą były usiłowania obu biskupów Za-
łuskich w XVIII wieku. W ślad tdj tradycyi odna-
wiają się zbiory narodowe ' w wieku XIX z tą tylko
różnicą, że się tu organizują zbiory prywatne w do-
mach możnych; bo wywiezienie biblioteki Załuskich
do Petersburga okazało, że łatwiej ocalid zbiory pry-
watne niż publiczne, które na własnośd narodu prze-
to
114
wtiy. Kiedy na owdj radzie w Puławach powzięto
myffl po bitwie pod Lodi stworzenia nowych ognisk
dla oświaty polskićj , postanowiła ksicina jeuerałowa
Czartoryska, z doma Fleminźanka , pojmując zadanie
narodu — zaj§ć się bezzwłocznie zbieraniem narodo-
wych pamiątek. W domu możnym, który świeżo przez
dwa wielkie wnioski Morsztynówn^j i ostatnićj z Sie-
niawskich powiększył i zbiory i majątki swoje, nie
trudno było o historyczne pamiątki i zabytki na miej-
scu ; chodziło tylko o wyświecenie tego i uporządko-
wanie, co juź dom posiadał, a do razu można było
stworzyd muzeum starożytności polskićj. Pojęła to
księżna jenerałowa, a powziawszy zamiar zebrania i
ułożenia takiego muzeum, zajęła się z energia cha-
rakterowi swemu właściwa tym przedmiotem i poło-
żyła u nas grunt do archeologicznych badań.
Usiłowania jćj odniosły w dwóch kierunkach ko-
rzyści ! n a j p r z ó d tę, że sama zgromadziła szacowne
zabytki ; apowtóre tę korzyśd , że chęó naślado-
wania potrąciła tu bardzo wielu ludzi do robienia
zbiorów ; że uwaga publiczna zwróciła się na wa-
żnośd tego przedmiotu , i że nie jedno , coby było
zmarniało w rękach prywatnych, ocalone zostało po
większych zbiorach i mogło przejśó niejako na wła-
snośó narodu i umiejętności.
O ile starożytnicze zbiory przyczyniają się do
wyświecenia historyi jako żywe świadectwa, o ile
wpływają ostatecznie co do rozpoznania epoki na hi-
storyka, poetę i artystę: — tego podobno dowodzid
nie trzeba. Powiem tu tedy tylko tyle, że dla staro-
iytniczych zbiorów stanowi epokę puławska SybiUa.
115
Od tego to czasu zwraca się uwaga publiczna na
ważność starożytnych zabytków, i od tego to czasu
zajmuje 6i§ możne rodziny gromadzeniem u nas bi-
bliotek i starożytności, najzroznmialśj uderzających w
zbiorze monet i medali polskich, do czego już
grunt położyli byli Stanisław Leszczyński, Stanid:aw
August, Albertrandi i Czacki.
Były to czasy klasycyzmu francuzkiego ; a więc
klasyczno - mityczny tytuł dano tym zbiorom.
Architekt Ajgner, człowiek bardzo zdolny, który
si§ wielce przyłożył do rozszerzenia gruntu pod wzglę-
dem architektonicznym w kraju naszym, wysłany zo*
stał do Włoch , ażeby zdj^ł jak najwierniejsza kopię
ze świątyni Sybilli ; jakoż za powrotem z Włoch wy-
stawił on tak§ świ§tynic Sybilli w pułaskim ogrodzie,
trzymaj§c się tak wiernie oryginału znanej świ§tyni
kumejskiej Sybilli, żeby ją właściwie wzi§ó można
za oryginał, kiedy prawdziwa świątynia Sybilli w
ruinach już stoi. I w tej świątyni zostały umieszczone
pamiątki polskie w ozdobnych szafach otaczających
jśj ściany.
Pamiątki te miały byd niby kartami zatraconych
ksiąg Sybilłi; jakoż z nich można było nie jedno
przeczy tad z mądrości przeszłego świata, co się na
zawsze zatraconym byd zdawał. Od tego to czasu da-
tuje się także pomnożenie zbiorów w Wilanowie u
Potockich; w Dzikowie u Tarnowskich; wPorycku u
Czackich ; w Wiśniowcu u Mniszchów ; w Zasławiu u
Sanguszków; na Litwie u Tyszkiewiczów i Paców;
na białśj Rusi u Sołtanów; w Warszawie u Krasiń-
skich; od tego czasu datują^się^zbiory Lubomirskich
116
i OssolmBkich , Moszyńskich i Branickich i bardzo
wielu jeszcze innych rodzin, które oceniwszy ważnośd
pamiątek i zabytków historycznych, starały się je
zgromadzió i ocalid przed burz§ idącego wieku.
Księżnie jenerdl;ow6j nie było trudno wjćj stano-
wisku o zgromadzenie zbiorów, których mało kto
znał wartośd, a przed ni§ nikt nie widział potrzeby
zbierania. Każdy, kto si§ chciał przysłuźyd księżnie,
pospieszał z całćj Polski z datkiem; powstało tedy i
drugie muzeum, tak zwany Domek gotycki, wPuła-
wach, którego ściany były zapełnione kamiennemi
pomnikami, czyli raczćj szczątkami pomników histo-
rycznych ze sławnych zamków, kościołów, nadgrob-
ków. Marmurowe tablice, poniżćj tych szczątków umie-
szczone, objaśniały ich historyczne znaczenie.
Księżna jenerałowa, zebrawszy to naprzód, co
było pod rck§, lub co jćj z dobrej woli znoszono,
rozpoczęła następnie systematyczne poszukiwania po
kościołach, kryptach i grobach, w czem jej po czę-
ści dopomagał Tadeusz Czacki, odszukując ślady i
pamiątki sławnych ludzi; i starała się tak uzupełniać
swe zbiory, że do każdej epoki ważniejszej historycz-
nej znalazły się w końcu odpowiednie pamiątki.
Cesarz Aleksander oglądając już za panowania
swego zbiory Sybilli i Gotyckiego domku, rzekł niby
na ucho do księcia Wołkońskiego ale tak, że
wszyscy obecni to słyszeli: „Ta pani — rzekł wska-
zując na księżnę — bawiąc się w ciuciubabkę, prowa-
dzi większą grę polityczną, niż my w gabinecie".
Jest to świadectwo podobne do raportu Nowosil-
cowa, który to za winę poczytał księciu Adamowi
117
Czartoryskiemu, źe o 100 lat opóźnił wynarodowię**
nie Litwy i Rosi. Tę scen§ mam od pana Jana Sta^
dnickiego, który był jćj naocznym świadkiem.
Opuszczając zbiory puławskiej Sybilli i Gotyckiego
domku, wracajmy znowu do Warszawy, gdzie Jan
Albeitrandi tworzy Towarzystwo przyjaciół
nauk z początkiem tego wieku.
Wszakże niech tu wolno będzie zrobid uwagę, źe
w owym czasie pojmowano to, czego dziś nie bardzo
pojmujemy: źe do wielkiej budowy potrzeba bardzo
wiele cegieł, i źe w narodzie potrzeba bardzo wiele
cierpliwych drobnych prac , mrówczych usiłowań, aby
przygotowaó to wszystko, czem naród staó może. Co
robią mrówki, jak im kto rozburzy gniazdo? Oto
budują powoli i znoszą mrowisko na nowo; do ich
pracy były i są podobne usiłowania nasze.
Zrobiłem już dawniej uwagę, źe dzieje oświaty i
literatury naszej są powieścią powieści; otóż na
nowe pole wstępując spotkamy się tu znowu ze zna-
komitymi ludźmi i powaźnemi usiłowaniami na polu
oświaty. Juź w przeciągu panowania Stanisława Au*
gusta przemyśliwano nad tem bardzo, ażeby stworzyó
w Polsce coś na podobieństwo akademii francuzkiej,
ażeby stworzyd korpus naukowy z najwyższych nau-
kowych illustracyi, któryby światłem i powagą przod-
kował narodowi z niezawisłego stanowiska umiejętności.
Burzliwe czasy ostatnich lat panowania Stanisława
Augusta nie sprzyjały wszakże temu; i myśl tę pod-
jął dopiero znowu ks. Albertrandi z początkiem tego
wieku.
Czego niema w narodzie , tego stworzyd nie mo^
118
źna; ale do czego s§ materyały gotowe, to się samo
z siebie tworzy nawet bez instytucyi, któraby te ży-
wioły skupiała.
Insty tucye tworz§ ludzi ; ale w tym razie stworzyli
ludzie instytucyc.
Po ustąpieniu Naruszewicza z Warszawy, był ks.
Albertrandi, biskup zenopolitanski, najwyższą nauko-
wą powagą. Wiedzieli o tem wszyscy w narodzie i w
Warszawie ; w domu też jego gromadzili się ci wszy-
scy, których jeszcze naród uważał i po upadku poli-
tycznym kraju za reprezentantów dygnitarstwa naro-
dowego i najznakomitsze illustracye naukowe.
Wszystko to zbierało si§ prawie codziennie w do-
mu Albertrandego. Przedmiotem zajęcia rozmów i dy-
skusyi były głównie naukowe rzeczy; a że to wszy-
stko byli jeszcze ludzie z wielkiej parlamentarnej szko-
ły, ztąd zaprowadzono pewien porządek i przyjęto
pewne formy w tem naukowem kole, które już tóm
samśm nadawały im pozór publicznego zgromadzenia
w kole poufnem.
Tak powstało Towarzystwo przyjaciół
nauk; a że to były czasy i tajnych i otwartych
związków, że rząd pruski protegował humanitarne i
kosmopolityczne cele i dążności, ztąd udało się w
końcu uzyskad zatwierdzenie tego Towarzystwa na
drodze rządowej. Ks. Albertrandi zgromadził ludzi i z
najbliższymi sobie ułożył niejako ustawy Towarzy-
stwa ; ale ostateczne zatwierdzenie od króla pruskiego
uzyskał dla towarzystwa Ignacy Krasicki, który jako
arcybiskup gnieźnieński, posiadał wielkie wpływy na
dworze pruskim; i za jego to staraniem król pruski
119
Fryderyk Wilhelm zatwierdził reskryptem swoim da-
towanym z Poznania dnia 1 Lipca 1802 ustawy To-
warzystwa przyjaciół nauk w Warszawie.
Tak tedy zakończył Ignacy Krasicki dwoma dzie-
łami publiczny swój zawód, t j. źe wyjednał u kró-
la pruskiego ) jako arcybiskup gnieźnieński i legatus
natus , otwórzcie kościoła katolickiego w Berlinie,
którego aź po te tjzasy w stolicy pruskiej nie było,
i* uzyskał zatwierdzenie Towarzystwa przyjaciół nauk.
Zanim do zadania tego Towarzystwa przejdziemy,
wypada wy tłumaczy ó nazwę jego.
Skreśliłem już raz uprzednio stan umysłowy w
Warszawie, pod wpływem emigracyi francnzkiej zo*
stający, w ostatnich leciech zeszłego wieku.
Warszawa była w owym czasie podobną do ostat-
ków szumnego, szalonego karnawału ; w braku publi-
ki rzucało 6i§ społeczeństwo na różno bezdroża, szu-
kając jedynie w zabawie i w użyciu zabicia czasu.
Chodziło tedy nie o utworzenie akademii w znaczeniu
akademii francuzkiej, ale o skupienie obywateli świa-
tłych w kole Towarzystwa przyjaciół nauk, któreby
stawiło czoło krzywemu kierunkowi społeczeństwa, w
jakiem je wówczas prowadziła Warszawa. Ztąd skro-
mny tytuł Towarzystwa przyjaciół nauk, bo, chodziło
o skupienie jak największej liczby obywateli w celu
publicznym.
Uczeni weszli tedy do Towarzystwa z powołania,
a światli obywatele, pragnący podeprzeó nauki, wstę-
powali do niego w poczuciu obowiązków obywatel-
skich i wspierali je wpłyiyem i darami swojemi.
Celem jasno wypowiedzianym tego Towarzystw*
120
było : „atrzy manie czystości języka polskiego i pielę-
gnowanie naak, z których, jak się wyrażano, ]edne
§% konieczne, dmgie pożyteczne, a trzecie nadobne.
Król pruski nazwał Towarzystwo przyjaciół nauk
w reskrypcie swoim „Szanowną Magistraturą^, i w do-
wód życzliwości swojej otworzył Towarzystwu taje-
mne archiwum krzyżackie w Królewcu, aby takowe
czerpad z niego mogło potrzebne historyczne mate-
ryały do historyi polskiej.
Przyczyny tej łaski trzeba szukad nie w Berlinie,
ale w Petersburgu, w postanowieniach cesarza Ale-
ksandra, który wskrzeszając uniwersytet wileński stwo-
rzył nowe ognisko dla oświaty polskiej ; coś wypada-
ło tedy uczynid i w Warszawie dla tej polskiej oświa-
ty, i król pruski zatwierdził Towarzystwo przyjaciół
nauk.
Zadaniem tedy Towarzystwa głównem było : utrzy-
manie czystości języka polskiego i pielęgnowanie nauk
w tym języku.
Wzięto tedy prace w podział i zorganizowano od-
dział filologiczny dla ułożenia polskiej gramatyki, sło-
wnika języka polskiego, i dla zebrania naukowej ter-
minologii i ustalenia jej w obec umiejętności i naro-
du. Druga sekcya była oddana naukom przyrodniczym,
czyli jak je wówczas nazywano naukom ścisłym, ma-
tematyczno-fizycznym. Stało się to dlatego, ponieważ
były już akademie nauk ścisłych we Francyi, i zaję-
cie dla nauk przyrodniczych po erze Lineusza i Buffo-
na było bardzo wielkie. Trzecia sekcya była oddaną
badaniom historyi polskiej ; czwarta w końcu stndyom
klasycznym.
121
Pod tein rozumiano rozbiory starożytnych pisa-
rzy, a głównie przekłady najznakomitszych atitorów
na język polski, do czego był juź wówczas dany po-
czątek w przekładzie lUiady, Eneidy i Plutarcha, a
więc niby najznakomitszych trzech dzieł starożytności.
Religijne i rządowe kwestye wykluczyło towarzy-
stwo z zakresu swych rozpraw.
Liczba stałych członków czynnych została ozna-
czona na 60ciu, którzy do Warszawy na posiedzenia
przybywali, albo mieszkając stale w Warszawie na
posiedzenia gromadzili się; nadto byli członkowie ko-
respondenci i członkowie honorowi ; a można to rzec,
iź przez przeciąg lat 30 trwania tego towarzystwa
należały do niego wszystkie znakomitości naukowe i
literackie , jakieśmy w tym czasie posiadali.
Wkrótce tedy nabyło Towarzystwo i znaczenia i
przyszło do funduszów, do naukowych zbiorów i zna-
cznej biblioteki.
Główną uwagę jednak poświęcało ono badaniom
na polu historyi polskiej; chodziło bowiem o ukoń-
czenie rozpoczętej historyi polskiej przez Naruszewi-
cza. Tu wzięto pracę w podział; pewna liczba człon-
ków zobowiązała się do wykonania tej pracy, a to w
sposób takowy, że każdy z nich wziął panowanie je-
dnego króla do wypracowania na siebie; Świeckiemu
zaś polecono napisanie geografii starożytnej polskiej^
co też rzeczywiście po kilku latach nastąpiło. Nieraz
krytykowano w nowszych czasach z tego powodu
Towarzystwo przyjaciół nauk, że taki plan zakreśliło
do napisania historyi polskiej, który nie dowodzi ani
znajomości samej sztuki pisania historyi, ani znąjo*
16
1Ś2
tooŁci historyi polskiej w szczególności, gdyi dzieje
nie s§ dziejami panowania pojedynczych królów, ale
jednym ci§giem narodowego żywota, w którym się
pewna myśl rozwija i wyraża. Przyznajemy to i ro-
bimy tylko uwagę, iż na początku tego wieku nie
mieliśmy jeszcze tak jasnego pojęcia krytyki history-
cznej , jak mamy dzisiaj , a to zpowodu tego, bo nie
były jeszcze rozwinięte filozoficzne pojęcia w naro-
dzie^ bo nie pojmowano jeszcze wówczas ani historyi
filozofii ani filozofii historyi, która stsJ^a się matk§
rodzicielką historycznego krytycyzmu. Chodziło raczćj
o zgromadzenie materyałów do historyi, niż o napisar
nie krytycznych dziejów, do czego ramy panowania
każdego króla rzeczywiście ściśle oznaczały przed-
miot ; i pod tym względem zrobiono wiele , bo zgro-
madzono rzeczywiście materyały historyczne w biblio-
tece przyjaciół nauk ; niektórzy z członków wywiązali
się z przyjętego na siebie zobowiązania, a wszystkie
publikacye członków Towarzystwa przyjaciół nauk z
owego czasu stały pod wpływem pośrednim lub
bezpośrednim towarzystwa. Drugi zarzut, który to-
warzystwu w naszych już czasach czyniono, był: że
nie rozwinęło należy tćj czynności, posiadając powagę
w narodzie i niepowszednie środki.
Na to odpowiadamy, że to były czasy wyczeld-
wania i wojen, i same roczniki towarzystwa dają te-
mu najlepsze świadectwo.
Od pierwotnego zawiązania towarzystwa aź do
zniesienia jego upłynęło lat 30, a tylko 21 tomów
iwiadczy o jego istnieniu. Ciąg posiedzeń i rozpraw
nie jest w tych rocznikach przerwany, ale po parę
lat składa si§ nieraz na tom jeden ; i dziwid się temu
nie można, gdy się zastanowimy, źe w przeciąga
tych 30 lat zmieniały się po trzykrod rzędy; dziwid
się tema nie można, gdy się zastanowimy, ie w in-
nym stosunku std:o towarzystwo do rz§du praskie-
go, w innym za czasów Księstwa Warszawskiego do
Francyi i cesarza Napoleona, a w innym w końcu
za czasów Królestwa kongresowego do Rosyi i cesa*
rza Aleksandra.
Te trzy epoki odrysowały się bardzo stanowczo
w dziejach Towarzystwa przyjaciół nauk. W picr
wszym okresie było Towarzystwo przyjaciół nauk za
rz§du pruskiego tylko cierpiane. Tu skupiło ono oby-
wateli gorliwych o oświatę narodu i uczonych, i mia-
ło znaczenie polityczne w braku publicznego źyoia.
W drugim okresie przy utworzeniu Księstwa War-
szawskiego jest to Towarzystwo przyjaciół nauk nie-
jako wyrazem najgorętszego patryotyzmu i trzyma
przodek usiłowaniom narodowym pod względem oświa-
ty. Jest to niejako gospodarz na gruncie, który prze-
trwał czasy niepowodzenia i przyjmuje z bojów wra-
cajęcę bracie zwycięska, sercem gospodarza domu.
Oda Osińskiego na powrót wracającego zwycięskiego
wojska jest niejako najżywszym wyrazem i samego
Towarzystwa przyjaciół nauk i jego stosunku do narodu.
W trzecim okresie wreszcie, pod koniec prezy-
dencyi Staszica, traci towarzystwo poczucie powoła-
nia swego, nie wywiera już żadnego moralnego wpły-
wa na naród, a tem mniej na literaturę, i zatwier-
dza tylko tę wielk§ historyczna prawdę, że dla du-
chowego życia narodu nie może byó ostatecznie j£ą-
124
dna korporacja prawodawcza, tudzież ie ducbowe
iycie narodu bierze zawsze stanowczy zwrot i od-
skok, jeżeli literaturę chce jaka korporacya uj^d w
systematyczne karby swoich statutów.
Wci§gu swego trwania przechodziło .Towarzystwo
przyjaciół nauk różne tedy losy. Ośm lat pierwszych
przewodniczy mu Albertrandi ; tu odbywają się posie*
dzenia u niektórych członków naprzód z kolei, a po-
tem posiedzenia publiczne w gmachu księży Pijarów;
zbiory i fundusze wzrastają powoli, ale towarzystwo
nabiera rozgłosu w kraju, i każdy ocenia polityczne
jego znaczenie.
Z czynnem przystąpieniem Staszica do towarzy-
stwa zostaje ono umieszczone w gmachu Kanonii ;
Staszic darowuje mu bibliotekę swoją i wystawia prze-
pyszny gmach, zwany pałacem Towarzystwa przyja-
ciół nauk, który mu na własnośd oddaje. Staszic
prezyduje towarzystwu od roku 1809 aż do 1826,
w którym sam urzfdny swój żywot zakończył. Po
nim wreszcie zostaje obrany na prezesa towarzystwa
Julian Ursyn Niemcewicz; s§ to już czasy nowćj U-
teratury polskiój, która si§ wyłamała z pod karbów
.klasycyzmu; i możnaby rzec, że towarzystwo nie
wywiera już w tym czasie ani moralnego ani nauko-
wego wpływu na naród.
Zajrzyjmy teraz w żywoty tych trzech mężów, a
nie jedno wyjaśni nam się, cośmy tu o Towarssystwie
przyjaciół nauk rzekU.
Albertrandi urodził się w Warszawie w połowie
prawie zeszłego wieku. Wcześnie wstąpił do ^^oma*
dzenia ks. Jezuitów. Gruntowne nauki, które odabra^
w konwiktaeh tego zgromadzenia, da}y mu następniki
t§ przewagę w towarzystwie i we wszystkich jego
czynnościach nad zwykłymi ludźmi. Albertrandi nie
był obdarzony wielkim jeniuszem, albo bystrością
umysłu, ale miał zalety, które zawsze zjednaj§ czło-
wiekowi imię znakomite, to jest, miał pracę, nię^
zmiem^ pamięd i dar szczęśliwej, chód niezbyt pod*
mósiej kombinacyi.
Prymas Łubieński był pierwszym, który na niego
zwrócił oko, a zobaczywszy, źe jest człowiekiem pra-
cowitym, używał go w biórze swojem, mianowicie do
bardzo przykrej pracy, bo Albertrandi pisał prze%
parę lat depesze cyfrowe albo odebrane decyfrował.
Później przypatrzywszy się jego nauce i jego charak-
terowi oddał mu wnuka swojego na wychowanie ;
był to Feliks Łubieński, późniejszy minister Księstwa
Warszawskiego.
Z tym tedy wyjechał Albertrandi za granicę i
Iradnił się odtąd zupełnie jego wyksztd:ceniem, a za«*
rzezał tak podróżami i pobytem swoim za granica,
i^hy były jak najbardziej nauczaj§cemi dla młodego
człowieka, którego mu powierzono.
Wszakże sam Albertrandi w tym czasie pracował
ńiedy chanie nad s wojom dalszem wykształceniem, ma-
j^c wszelkie środki ku temu i wstęp wszędzie , który
mu Prymas stosunkami swojómi otwierał.
W tyra czasie oddał on się nowym naukom, to
jest naukom przyrodniczym. UUadał dla swego ucz-
nia zbiory botaniczne i mineraJogicsEiie , a nawet to,
co wówczas bardzo zajmowało, t. j'. zbiory krzysata*
lów i konch , pod czem wówczas rozumiano głownię
126
geologię. Po upływie kilku lat, w których wszjrsikie
prawie główne stolice w Europie z uczniem swoim
zwiedzał, i gdzie w Rzymie bawi§c ułożył był dla
niego bardzo szacowny zbiór monet i medali greckich
i rzymskich , powrócił Albertrandi razem z tym ucz-
niem do Warszawy. Zbiór tych monet i medali do-
szedł bardzo prędko do wiadomości Króla. Staniriaw
August zapragnął go widzied, i zobaczywszy, chciid
go nabyd. Młody Łubieński ofiarował królowi na wła-
snosd ten zbiór, a król zapragnął go po królewsku
powickszyd, t. j. przez Albertrandego to wszystko je-
szcze sprowadzić, coby mu nadawiJo charakter pu-
blicznego i królewskiego zbioru. Jakoż zajął Alber-
trandi króla tak bardzo, źe go odt§d przy swoim
boku trzymał. Przy boku królewskim układał on zbiór
numizmatyczny i pracował nad wyciągami z historyi
polskiej, a nadto jeszcze był lektorem Króla. W Wil-
nie znajdowało si§ całe archiwum Króla Stanisława
Augusta prowadzone prawie ręką Albertrandego, i
ledwie uwierzyd można, iż w przeciągu tych niewielu
lat , które przy boku króla Albertrandi bawił , móg^
on własną ręką wraz z królem spisad takie archi-
wum. Król po niejakim czasie posłał go napowrót
do Rzymu, ażeby skompletowiJ: kolekcyę medali i
zajął się wyciąganiem wszystkich historycznych mate-
ryałów, które się w Watykańskiej bibliotece albo w
innych mogły znajdowad , do historyi polskiej- Jakoż
zaledwie do uwierzenia, że Albertrandi do stu tek
własną ręką przepisał i przęsło do Polski. Poczem
wyprawił go Król do Szwecyi, i z tego to czasu
127
pochodz§ owe szwedzkie, tak zwane apsaUkie teki,
o których jui raz dawniej wspomniałem.
Po śmierci króla pozostał Albertrandi w Warsza-
szawie. Był to człowiek naleź§cy do tych, o których
to mówi§, że z ksi§ź§tami ziemi radzili, ale nikt nie
pomyślał o jego przyszłości. Mały dochód, który miał
jako ksiądz, wystarczid zaledwie na opędzenie konie-
cznych jego potrzeb, a król dał mu wprawdzie pe-
wne tytuły i ordery, lecz nie pomyślał o jego przy-
szłości. Był to człowiek tak zajęty nauk§ i prac§, źe
przez całe swoje życie nie pamiętał o sobie. Jakoż
po upadku kraju zdawi^o się, że jeszcze więcej za-
nurzył się w tych pracach i w nich jedyn§ czerpdt
pociechę dla siebie. Tutaj też jest on twórcą Towa-
warzystwa przyjaciół nauk, a jak już wspomnii^em
w roku 1809 schodzi ze świata poważany powszech-
nie, jako mąż światiiy, pracowity, zacny i bezintere-
sowny, którego pamięó zasługi czci naród.
Drugim prezydującym Towarzystwa przyjaciół na*
ok był Staszic. Staszic urodził się w Wielkopolsce
w Pile, także około połowy zeszłego wieku z mie-
szczan, którzy w tym miasteczku byli burmisti*zami,
bo i ojciec i dziad jego trzymaH ten urząd.
Szczupłą ojcowiznę, jaką mógł posiadad, użył na
wykształcenie swoje. Przebywszy w kraju szkoły, udei
się za granicę. Bawił we Francyi długo, w Niem-
czech oddawał się szczególnie naukom przyrodniczym,
które wówczas był Werner wskrzesił w geologii; stu-
dyowd kopalnie, wyroby fabryk; jednem słowem
był to człowiek oddający się naukom przyrodniczym
i całemu technicznemu zawodowi z wielkiem zamiło-
128
waniem, bo upatrywał w tern siłę i zamoźnośd krają
swojego. Wróciwszy do ojczyzny, było jego położenie
bardzo smutne, bo nigdzie nie mógł znaleśd posady.
Urodzenie jego, gdzie się tylko udał, stało mu na
zawadzie do jakiegokolwiek zawodu. To dało mu pe-
wn§ gorycz i zaprawiło niejaka cierpkości§ jego
charakter, któr§ na zawsze zachował. To sprawiło,
źe się serce jego zamknęło ^ i że ponuro patrzał na
świat aź do śmierci. Zacny Józef Wybicki , znany w
dziejach naszych jako obywatel znakomity i po czc«
ści uczony, przedstawił go ordynatowi Zamojskie-
mu, czyli raczej Andrzejowi Zamojskiemu, który pod-
ówczas miał synów dwóch młodych Alesandra i Sta-
nisława. Jego tedy dodano do edukacyi tym ndtodym
ludziom, bo edukacy§ właściwą kierował ksiądz Fran-
cuz. Przy tem był on także uprzednio już profesorem w
akademii Zamojskich, ale co dziwna, żeby Staszic,
który w różnych zawodach był wykształcony, tylko
z języka francuzkiego mógł tu był znaleśó kawałek
chleba. Zająwszy się edukacyą tych młodych ludzi,
prowadził ją dalej prawie przez lat dwadzieścia przy-
najmniej; tak długo bawił w domu kąnclerstwa Za-
moyskich. Zbliżenie się do tak znakomitego męża,
jakim był Andrzej Zamojski , wpłynęło bardzo na wy-
kształcenie jego i zagoiło może nie jedną ranę serca.
Staszic był bardzo pracowity i oszczędny, a dotacya
jego była bardzo znaczna ; ztąd też oszczędzając grosa
z każd}'m roki^em, uzbierał sobie znaczny majątek peł-
niąc obowiązki " nauczyciela w domu Zamojskich..
Były to Czasy, gdzie za bezcen sprzedawano sta-
rostwa. Nabył tedy wówczas starostwo Hrubieszów-
129
skie i oddał się urządzeniu jego i ułożeniu śWojegó
planu filantropicznego, który na końcu źytiia swojfego
dopiero wykonał, to jest zajął się urzadzerlietti tycŁi
dóbr i zmienił je na wzajemne towarzystwo rolników.
Jeszcze przed czteroletnim sejmem zwrócił Staszic
na siebie uwagę publiczna, a to dwoma dziełami,
które napisał: raz, „Uwagi nad życiem Jana Zamoj-
skiego", w którem rozbierał ówczesny stan społeczeń-
stwa i dawał bardzo trafne rady królowi ; a powtóre
„Przestrogi dla Polski". Oba te dzieła wyszły bezi-
miennie , ale zwróciły na siebie uwagę wsżyśtkicli
politycznych ludzi; a źe to był czas niesłychanego
poruszenia umysłów, gdzie bardzo wiele dzieł i bro-
szur politycznych pisano, ztad teź obudziły te dzieła
polemikę i nastąpiły : „Uwagi nad uwagami", i „Roz-
biory nad rozbiorami" tego dzieła o Janie Zamoj-
skim. Krył wprawdzie Staszic pod bezimiennością au-
torstwo swoje, ale wkrótce dowiedziano się, źe on
był autorem tych dzieł. Udziału wszakże w sprawach
publicznych aź do upadku kraju nie miał żadnego.
Przez ciąg rządów pruskich w Warszawie oddaje
się głównie podróżom naukowym, i tu bior§ początek
jego naukowe poszukiwania pod względem geologicz-
nym, któremi obszedł cała nasz§ ziemię tak, że kar-
ta geologiczna ziemiorodztwa gór karpackich i przy-
ległych krajów jest pierwszym naukowem dziełem w
tym zawodzie, i stanowi prawdziwą epokę.
Z organizacy§ Księstwa Warszawskiego wstąpił
Staszic w służbę publiczną i najprzód referendarzem,
następnie radcą stanu mianowany, służy już odtąd nie.
przerwanie, aź póki w urzędzie wieku swojego nie skoń-
17
130
czył. W tym czasie tedy działał on w kilku zawodach; bo
wskrzesił mianowicie górnictwo, zakłada szkołę gór-
nicza w Kielcacłi , organizuje przemysł, który często-
krod nawet własnym kapitałem wspićra^ jednem sło-
wem w ministerstwie spraw wewnętrznych zajmuje
bardzo ważne stanowisko i z wielkim pożytkiem kie-
ruje czynnościami sekcyi. Wszakże oddany jedynie
naukom, i b§d§c mężem charakteru silnego, który
nie dbał o to co mówi§, tylko dbał o to co czynił,
popadł w końcu u całego narodu w niełaskę, i jest
tylko najżywszym tego dowodem, iż wbrew przeko-
naniu całego narodu trudno się najwyższej nawet
znakomitości utrzymad.
Były to czasy, gdzie się w sejmie poczynała wy-
rabiać tak zwana opozycya kaliska. Staszic był bardzo
tej opozycyi przeciwny. Od Stanisława Potockiego
żądano, ażeby ukrócił cenzurę; jakoż wydał tego ro-
dzaju ordynans Stanisław Potocki , ale nie przybył z
Wilanowa na sesyę, kiedy trzeba było ten przed-
miot wprowadzić w ministerstwie i kontrasygnowad w
imieniu Króla. Staszic tedy, jako obecny radca sta-
nu, w zastępstwie ministra kontriasygnował ten or-
dynans , t. j. ograniczył wolnośd druku przez wprowa-
dzenie cenzury, i popadł zt§d w niełaskę u całego na-
rodu, a to tak dalece, iż odezwał się głos wszystkich
posłów, ażeby i jego i ministerstwo postawić w sta-
nie oskarżenia. To zapewne zasępiło ostatnie jego
lata; wszakże zmieniło się to nieco, a mianowicie
wówczas, gdy już Staszica nie stało. Wróciła dlań zno-
wu cześd , ale nie za życia , i pogrzeb jego był naj-
lepszym dowodem tej powszechnej czci i zasług jego
I3i
W narodzie i tego , źe mógł on chybid, ale ie cno*
ty i zasługi tego m§źa zawsze przeważały w narodzie.
Trzecim w końcu prezydującym w tern towarzy-
stwie był Niemcewicz. Życia Niemcewicza nie można-
by opisad, chyba opisując w młodości jego wszystkie
pobojowiska w Polsce, a w późniejszym czasie wszy-
stkie sejmy i rady. Kiedy wszyscy byli w więzieniu,
był i on; kiedy byli na wygnaniu, był i on na wy-
gnaniu.
Pisał, mówił, dzis^ał tak, iż w osobie tego m§źa
możemy niejako upatrywad wyraz najżywszego patryo-
tyzmu i skupienie tego wszystkiego ; co w pojedyn-
czych zaletach albo ludziach u nas rozsiane widzimy.
Na tem tedy kończę wiadomośd o Towarzystwie
przyjaciół nauk, do którego jeszcze raz będziemy
musieli powrócid , jak z kolei , mówiąc o umiejętno-
ściach i literaturze, przyjdzie opisad walkę romanty-
ków z klasykami.
Mroczna biblioMa
uczniów klas wyłszych
szkoły realnej krakowskiej
VII.
Kreacya Księstwa Warszawskiego. — Chaotyczny stan rzeczy w kra-
ju. — Założenie liceum warszawskiego. — Rewindykacya funduszów
edukacyjnych. — Bogumił Linde , jego żywot i zasługi około oświaty
narodowej. — Utworzenie Królestwa kongresowego. — Założenie uni-
wersytetu w Warszawie. — Szkoła aplikacyjna. — Stara szkoła Ja-
giellońska w Krakowie. — Reforma uniwersytetu jagiell. przez księcia
Józefa przeprowadzona i nieszczęśliwe jej skutki. — Zorganizowanie
wydziału medycznego w uniw. jagiell. — Józef Brodówicz.
Nowe zorganizowanie oświaty, szkół i zakładów
naukowych , wzniesionycłi lab wskrzeszonych przez
cesarza Aleksandra na Litwie i Rusi , wyprzedziło
wprowadzenie napowrót w Warszawie szkół i języka
polskiego.
Bonaparte wzi§ł we Francyi koronę cesarska. Zwy-
cięstwa jego posunęły ^granice uniwersalnej monarchii
francuzkiej aź ku granicom Polski, i po wielkich
zwycięstwach zostało utworzone Księstwo Warszawskie.
Szkoły tedy i naukowe zakłady Księstwa Warsza-
wskiego sa późniejszej kreacyi ; i dlatego z kolei
przystępłijl tii dopiero do tego przedjiiiotu.
kiĘz^rLjw prufśliicb uad Warszaw-, płynęło lat 12,
tori^ Btanowja pr^rjp^ę w dziej ad i us wiaty tej części
Polski,' która się^^łWIPW^i-fezawi dostała pod pa-
nowanie Prus,
i3a
o szkołach przez Prasaków zaprowadzonych ule'
będę mówił, bo ani wykładam historyi ,yde$ Dranges
nach Osłen^, ani historyi oświaty niemieckiej. Krótko
tedy tylko powiem, źe zaraz po objęciu rządów pru-
skich został wprowadzony j§zyk niemiecki w szko-
łach, w rz§dzie i w administracyi ; źe szkoły te stały
podówczas na bardzo niskim stopniu, a co najgorzej,
źe obudziły w Polakach przekonanie, źe szkoła ni-
czego nie uczy, czego od zaprowadzenia chrześciań-
stwa i abecadła u nas nie było.
Napoleon I oktrójował Ksigstwo Warszawskie, to
jest, nie odniósł sie do żadnej tradycyi historycznej
ani narodowej, tylko według swoich planów i intere-
sów chwilowych utworzył małe państwo , któremu
nawet nie echował nazwy. Księstwo Warszawskie było
tedy kreacy^ bardzo lich§ pod względem politycznym,
a bardzo nieszczęśliwą, pod względem finansowym; i
było z niego tyle pożytku, ile ze wszystkich oktrojo-
wanych instytucyj bywa.
Były to czasy wojen; w skutek wojny powstf^o
Księstwo Warszawskie, a w ciągu krótem
cesarskim z dnia 7 listopada 1816 zatwierdzony. Od^
tad mamy tedy tezy uniwersytety polskie: Warszaw-
ski, wileński i krakowski, do którego nam jeszcze
powTÓcid przyjdzie; ale znaczna zachodzi różnica po«
między pierwszym a obydwoma drugiemi, różnica
spowodowana raz pozycyą polityczną tego kr^, a
powtóre postępem umiejętności i instytucyj, jakie już
144
dtrzymlił. Uniwersytet warszawski nosi na sobie oecłic
eeasa tak pod względem instytacyj oktrojowanych,
które konstytocyjnćj natury były, jak pod względem
omiejętności , które według stanowiska ówczesnego i
w skutek instytacyj za potrzebne uznano.
Na mocy konstytucyj weszło ośmiu biskupów ka-
tolickich do ducłiownego senatu ; trudno tedy było
odmówić juź temu uniwersytetowi, jak w Wilnie, fa-
kultetu teologicznego. Tradycyjnie miało zgromadze-
nie Misyonarzy w csdćj dawnćj Polsce we wszystkich
dyecezyach powierzone sobie seminarya, a tem sa-
mem i studya teologiczne; tutaj jeszcze otworzono
osobny fakultet teologiczny. Nauki przyrodnicze i ści-
słe przypadły do fakultetu filozoficznego; ale psycho-
logię i porównawcza gramatykę filozoficzna wprowa-
dził dopiero Linde do tego uniwersytetu, który — jak
to juź wspomniałem — był uczniem kantoskićj szkoły.
Z nauk nowych wprowadzono na wydziale prawni-
czym: encyklopedyę nauk prawniczych, nauki admi-
nistracyjne i polityczna ekonomię, gdyż sti^y się one
nieodbicie potrzebnemi w narodzie, który misi się
odt§d rządzid na zasadzie konstytucyi.
Wykładano też na tym wydziale prawo francuz-
kie, które odt§d stało się juź obowi§zuj§cem prawem
w Królestwie Polskiem.
Reszta nauk była tak wykładana, jak w każdym
innym uniwersytecie. Uniwersytet został umieszczony
w kaźmirowskich gmachach, które znacznie zostały
powiększone od owego czasu założeniem ogrodu bo-
tanicznego w miejscu, gdzie miał stad kościół Opa-
trzności, który według uchwały sejmu miał byd po-
145
8^wk)Dy Dft podziękowanie panu Bogu za dar kofl«
Btytucyi 3 maja. Zaprowadzono takie obserwatoryum
astronomiczne i wszelkie muzea, odnoszące się tak
do nauk ścisłych jako teź przyrodniczycli i medycs-
nych, tudzież zapewniające wzrost sztuk pjęknyeh.
Rad§ uniwersytecką składali Staszic i księia Pija-
rowie : Dąbrowski i Kamiński , znany nam już uprze-
dnio z Żoliborza.
Taki tedy był skład uniwersytetu, który od roku
1816 uzupełniając zbiory swoje t kompletując korptM
nauczycieli wzrastał z każdym rokiem, popierany ta*
kiemi zdolnościami jak Lindego, Krysińskiego, Osiń-
skiego a w końcu Brodzińskiego.
Liczba uczniów nie była tu tak znaczną, jak na
Litwie i Ikisi; ale z powodu wprowadzenia francus-
kiego kodexu i tego wszystkiego, co było naturalnćm
następstwem tego kodexu, jest pod pewnym względem
umiejętnośó Warszawy daleko więcej postępową.
Od kreacyi uniwersytetu warszawskiego przecho-
dzimy dokreacyi szkoły aplikacyjnej, która w
roku 1820 otworzoną została."
Był to prawdziwy uniwersytet wojskowy, praw-
dziwa szkoła rycerska, zapewniająca na przyszłośd po-
trzeby wojska polskiego.
Tradycya potrzeby szkoły rycerskiej jest u nas
bardzo stara; domagali się jej wszyscy hetmani i
statyści od lat 300 przeszło; domagały się jej wszy-
stkie sejmy i sejmikowe instrukcye. W ślad tych
wielkich tradycyj została za panowania Stanidtawa
Augusta otworzona szkoła kadetów przez księcia je-
nerała ziem podolskich.
1?
i4«
• Legiony polskie we Włoszech odnowiły tę tracly-
•cy§ rycerskiej szkoły, a za czasów Kongresowego kró-
lestwa polskiego reprezentuje tę tradycyc szkoła apli-
kacyjna.
Plan do ni^j ułożył jenerał artyleryi Sierakowski,
zestarzały w służbie wojskowej od niepamiętnych cza-
sów, bo przeszedł z armii rzeczypospolit^j do legio-
nów, z legionów do wojsk napoleońskich, z wojsk na-
poleońskich do wojsk królestwa polskiego jako jener^
artyleryi. Plan ten był ze znawstwem rzeczy i dobrze
obmyślony. Szkoła aplikacyjna miała tworzyó oficerów
zdolnych do korpusu artyleryi, do korpusu inżynierów
i głównego sztabu kwatermistrzowstwa.
Wiadom§ jest rzeczą, że sztuka wojenna jest naj-
ważniejszą umiejętnością z nauk ścisłych, ostatecznym
zastosowaniem i rezultatem tych nauk na pobojowi-
sku ; na ziemi rozstrzyga umiejętnośd wojskowa kata-
strofy polityczne, i może się mierzyó w sferze umie-
jętności tylko z astronomią, która ład świata rozpo-
znała. Poznajmy tedy bliżój ten uniwersytet wojskowy.
Trzeba tu przyznad W. księciu Konstantemu , że
trafnym był jego sąd w .wyborze ludzi , których po-
wołał do prowadzenia szkoły aplikacyjnej, albo któ*
rych właściwie powoływała opinia publiczna na tę
-posadę. Wojskowym jćj komendantem był pułkownik
Sowiński, weteran bez nogi, który jako jenersd bro-
niąc Woli w roku 1831 poległ zaszczytnie. Dyrekto-
rem nauk był Kułaczkowski, pułkownik korpusu in-
źynieryi; a katechetą tego korpusu ksiądz Gutko-
wski, prześladowany biskup wyznawca, na którego
piedawnośmy jeszcze patrzyli. Kurs nauk był podne-
lony na lat 4. Celaj§cych oćmia uozuiów z korpnsa*
kadet<5w kaliskich przechodziło corocznie do mkciy
aplikacyjnej. Korpas kadetów kaliskich zostawał pod
zarz§dem ministerstwa oświecenia; była to właściwie
wojewódzka szkoła; na popisy szkohie zjeżdżali ta
z ramienia ministra co pół roku Julian Ursyn Niem*
cewicz i Linde , i oni to przeznaczali uczniów da.
szkoły aplikacyjnej. W tym uniwersytecie wojskowyni,
który stał pod osobist§ piecz§ króla i był niejako^
okiem w głowie i szkoła przyszłych oficerów sztaba,:
wykładano doskonale nauki wojskowe. Liczba uczniów.
na wszystkich czterech latach nie przenosiła nigdji^
32, i zaledwo nie taka sama liczba była profesorów
i przełożonych, trudniących się ukMtaiceniem tćj mar*
łćj garstki młodzieży. Podstaw§ całego wykształcenia^
były nauki ścisłe ; a więc naprzód wyższe i najwyż-
sze matematyczne studya, tudzież studya g^nnetryi
wykrećlnój i zastosowano). Fizykę wykładał profesor,
auiwersytetu Skrocki; chemię profesor Ki taje*,
wski; matematykę wyższa kmąiz Skólimowski^je?;
den z najsławniejszych matematyków Europy owegO;
czasu; geometryę wykrefln§ pułkownik Goriot po
francuzku ; geodezy§ , fortyfikacyę polow§ i std:; G o^
riot i Kułaczkowski; budownictwo l§dowe i wo-
dne pułkownik Rossmann; naukę artylery i kapitan-
Jaszowski, a potem Paszko wski; taktykę i stras
tegig pułkownik Pr^dzyński; języka francuzkiego
uczył Ghopin, ojciec sławnego muzyka, a języka ro-t
syjskiego Werbuż. Nauka też rysunku odpówiednicr
do każdego wydziału umiejętnoiSci stdta na bardzo wy*^
sokim irto^niu. Uczono rysunku linearnego, rysnnką
148
urMteklonicakego i bndowmcŁwa wojskowego, dalćj
rysimka fortyfikacji polowej i stałej, rysonku to*
pograficznego , którego nauczycielein był Robert, a
w kicmca rysunku planów wojennych.
Prócz tego wysiani byli uczniowie na dwa mie-
siące do Zamościa, gdzie sypali szańce, zakładali mi-
ny, i własn§ ręką musieli wykonywad wszelkie prace
tego rodzaju. Nadto jeszcze wysełani byli uczniowie
do arsenału dla nauczenia się praktycznego konfekcyi
prochu, rakiet i sztucznych ogni, dla obeznania się
x>' konfekcy§ broni i przyborami parków artyleryi; a
w czasie kiedy obóz wojsk polskich latem stawał pod
Warszawą, sypali uczniowie szkoły splikacyjnćj szań*
ce polowe i wysadzali w powietrze msle reduty,
OBMm się całe wojsko i cała Warszawa bawiły.
Był to najkosztowniejszy zakład , jaki kiedykol-
"wkk na zij^mi polskiój stanął. Na miodowćj ulicy
zajmowała szkoła aplikacyjna gmach wielki; 32 ucz-
niów z nauczycielami zajmowało pierwsze piętro, na
drugiem piętrze tego gmachu mieściły się muzealne
zbiory.
Niepodobna sobie wyobrazid przepychu i koszto-
wności muzealnych zbiorów, któremi ten uniwersytet
wojskowy wyposażono. Był tu gabinet chemiczny z
kuchnią, było przebudowany i stosownie przy-
rządzony podług planu znakomitego architekty wie*
deńskiego Nobili, a po śońeici jego zaszłej w roku
lft26 , zostały sprowadzone wazystkie jego książki i
zbiory z Wiednia i zZgóraka do Lwowa, i mieszczę
się odt§d w tak zwanym Ztakładzie narodowym imię-
^h Osaolmskich.
Zrazu było myślą Ossolińskiego,' kuratoryę eko-
nomiczną, czyli adminiAtracyjną, i literacką, czyli na^
nkową, po£ączyd w, jednej osobie; później jednak
rozdzielił je. Już w roku 1804 wszedł on w układy
2 ordynatem; Zamojskim, chcąc ażeby zakład jego
^Ofitsd przywiązany do ordynacyi Zamojskich, i żeby
tym dposobem zapewnid zakładowi zarazem karator<5vir
w kole ordynatów. Polityczne jednak stosunki i zmia-
ny granic zmieniły także pierwotna myśl jego.
Wszakże w roku 1823 zawarł on podobny układ
z księciem Henrykiem Lubomirskim, który był wów-
czas ordynatem in spe, t j. miał nadzieję założenia
ordynacyi. Ordynacya ta jednak nie doszła do skutku,
i niewiadomo ; czy kiedy dojdzie, a przeto nie został
dopełniony jeden z głównych warunków testamentu
Maxymiliana Ossolińskiego , mianowicie , ażeby kura*
torya zakładu była przywiązana do ordynacyi Lubo-
mirskich.
Stało si§ tedy, że po śmierci księcia Henryka
Lubomirskiego, który aż do roku 1850 był kuratorem
zakładu, przeszła ta sprawa pod decyzyę s§dów, a
ostatecznie zostanie zapewnie rozstrzygnięta przez sejm
krajowy, który mocen jest zarządzad wszystkiemi za-
kładami publicznemi w kraju.
Zaraz po śmierci Ossolińskiego objął książę Lu-
bomirski kuratoryę zakładu i zajął się odbudowaniem
rzeczonego gmachu. Następnie, gdy nie zawsze mógł
sprawowaó urząd kuratora, był zastępca jego Xawery
Wiesiołowski , później Gwalbert Pawlikowski ; a obe-
cnie jest zastępcą kuratora Maurycy Dzieduszycki.
Dyrektorami zakładu byli najprzód X. Franciszek
Siarczyński, później Konstanty Słotwiński i Adam
Kłodziński; obecnie pełni obowiązki dyrektora Au-
gust Bielowski, a obowiązki kustosza Xawery Go-
debski.
Za czasów kuratoryi Maurycego Dzieduszyckiego
powiększyły się zbiory zakładu Ossolińskich o czwar*
lei
tę ezę66, a na dowód tego zestawiamy następujące
cyfry. Pierwotnie obejmowały te zbiory:
a) Ksiąg i broszur 35,000
b) Rękopisów 700
c) Rycin 1,445
d) Atlasów i map . • . . . 133
e) Obrazów 26
f) Dyplomów 36
g) Autografów około . . . / 1,000
h) Medalów i monet . . • . 1,128'
i) Rzeczy muzealnych . • . . 80
Przy objęciu urzędu zastępcy kuratora przez Dzie-
duszyckiego z końcem czerwca 1851 obejmował ^akład:
a) Ksiąg i broszur przeszło . . . 46,000
b) Rękopisów .
c) Rycin .
d) Atlasów i map
e) Obrazów
f ) Dyplomów .
g) Autografów
h) Medalów i monet
i) Minerd:ów .
j) Rzeczy muzealnych
1,100;
3/)00
300
305
140
2,155
8,000
592
268
W czasie kuratoryi ks. Lubomirskiego, WieSłob>«
wskiego i Gwalberta Pawlikowskiego wydawał za^
Uad z kilkakrotnemi przerwami czasopismo pod ty-
tułem: „Biblioteka Ossolińskich", którego wyszło ogó-
łem kilkanaście tomów.
W czasie zarządu zastępcy
ckiego wydano:
kuratora Dz^iedttszy*
Si
162
a) Cztery tomy „WiadomoiSci historyczno-*
krytycznych** Ossoh^uskiego.
b) Słownik Lindego w sześciu wielkich tomach.
c) Siedm tomów czasopisma „Biblioteki imienia
Ossolińskich^.
d) Opis Wołynia przez Tadeusza Steckiego.
Stan zbiorów zakładu jest obecnie następujący:
a) Dzieł, broszur i prób druku około
b) Rękopisów «
c) Dyplomów .
d) Autografów
e) Obrazów
f) Medalów i monet przeszło
g) Rycin
h) Map i planów
i) Rzeczy muzealnych
Wspomnied tu jeszcze należy, że do bogatego wy-
56,000
1,587
305
2,384
374
10,100
5,729
412
800
zakładowi , przyczy-
wcieleniem doń swo
posaźenia, które dał Ossoliński
nili się : ks. Henryk Lubomirski
ich zbiorów; Marcella z Bielskich hr. Worcelowa za-
pisaniem wsi Rakowiec; a Eugeniusz Brodzki, Win-
centy Kopystyński , Józef Pawlikowski , Franciszek
Hołoniewski i Jędrzej Neronowicz legatami pienięźnemi.
W ci^gu ubiegłych lat niespełna 13 liczono w
czyteku Zakładu ogółem czytających około 86,000,
oo robi rocznie około 6,660 czytających.
Na tych tedy trzech zakładach kończymy niejako
przegląd dziejów oświaty 19. wieku, a przechodzimy
już teraz do samej literatury. Że tej oświacie musia-
łem poświęcid kilka godzin, niech to nie zadziwia;
pświata bowiem dla narodu jest daleko wyźsz§, wa-
163
iniejszę od samej literatury, bo oświata stanowi o
stopniu jego cywilizacji , o jego postępie ; ona jest
potrzebna dla wszystkich warstw społeczeństwa, dla
wszystkich składających ogół narodowy bez różnicy,
czy oni piszą czy nie piszą. Literatura jest ułomkiem
wszystkich ułomków; z tego bowiem, co się dzii^o,
najmniejsza częśó tylko przeszła w pisma, a z tego,
co spisanem zostało, najmniejsza częśó przechodzi
ostatecznie dopiero do druku i do literatury. Bez obra-
zu dziejów oświaty nie można mied obrazu literatury;
dla tego poświęciłem kilka godzin choó pobieżnemu
skreśleniu wzrostu oświaty i cywilizacyi w przeciągu
19. wieku, a teraz przechodzimy do dziejów teatru.
Przejściem najnaturalniejszem z dziejów oświaty
do literatury, są dzieje teatru polskiego.
Sztuka dramatyczna ma dwie strony, uwzględnia
ona widza i zadanie poezyi , a wcieleniem ży wem ze-
spolenia tych dwóch sfer jest artysta dramatyczny,
który żywem słowem pośredniczy pomiędzy drama-
tycznemi utworami a publicznością, i w obec narodu
postaó, prawdę i życie nadaje utworom duchowym.
Dramat na scenie przedstawiony jest tedy sumą
trzech potęg: twórczości duchowej pisarza, dzielności
artystycznej aktora, tudzież wrażenia publiczności,
dla której autor i aktor znajduje już albo grunt przy-
gotowany, a tem samem odgłos, albo w której obu«
dza autor i aktor myśli i uczucia nieznane, wywołu-
jąc w ten sposób wyższe życie duchowe i pokładając
grunt do przyszłych myśli i kierunku narodu. Już
z tych ogólnych uwag okazuje się , że ze wszystkich
rodzajów poezyi ma poezya dramatyczna najwięcej
tu
bezpośredniego związku z iyciem naroda, zwłaszcza
ie działanie duchowe jest tu wzajemne, ie podnie-
sienie sztuki dramatycznej budzi zapał w publiczno-
ści i a zapał publiczności podnosi gr§ artysty i talent
autora«
W tern stanowisku sztuki dramatycznej do naro*
du wypada upatry wad przyczynę , dla której nowe
4ycie na scenie polskiej, a nawet czasy świetności
teatru polskiego wyprzedziły na wiele lat now§ lite-
raturę nasza. Teatr zajmuje tu stanowisko instytucyi
publicznej, kształci autorów; artystów i całe pokole*
nia, powołane do życia w narodzie.
Jest to bowiem wielka prawd§ w naszem iyciu
narodowem i w literaturze nasze], źe każdy kamień
odrzucenia staje si§ kamieniem węgielnym nowej bu*
dowy } a źe scena polska była takim kamieniem od-
rzucenia, zt§d stała się ona węgielnym kamieniem
nowej naszej literatury.
Skarżymy się dot§d jeszcze, źe nie mamy drama*
tu polskiego ; nie skarżmy się na to ; prawdziwym
dramatem polskim jest to, że naród zdołd: scenę pol-
sk§ utworzy d, że zdołał wydad wielkich artystów i
w czasach czczości duchowej i bezmyślności zapełnia
tę lukę, której nie byłoby czem zapełnid, gdyby się
myśli i uczucia narodowe nie były skupiły na scenie
polskiej, gdyby nie były kołatały do otrętwiałych
serc i uśpionych duchów, dopóki się stan rzeczy nie
zmienił, Zt§d nie dziw, że naród uważał u nas scenę
polska nie tylko za ostateczny przytułek muz, ale i
owszem za instytucyę narodowa. Straconą bowiem
pikietą na tem pobojowisku upadłej narodowości p<^-
U5
Bkiej był — Teatr polaki. On tylko nie nat
z placu; i boleścią przejmuje ta myśl/ źe w eh wilii
kiedy się martwy ogół nie poozawci do obowiązków
obywatela polskiego w tym kraju , wła8n§ tylko dziel-
Qości§ ostała się sewa narodowa, nie ochraniana
przez nikogo. Boleścią przejmuje ta myśt , że w chwi-
K, w której cały naród stał $ię tylko widzem^ wy-r
stępuje na soen$ teatru polskiego mężowie z uczuoiem
powinności obywatelskiej , nie jako artyści dramaty-
czni, lecz jako rzeczywiści aktorowie narodowego
dramatu, którzy pojęli potrzebę czasu i narodu.
Teatr polski odegrał w oi^gu XIX wieku we
wszystkich prowincyach polskich , po których się tu-
łał, mimo bardzo zmiennych kolei losu, bardzo wa-
źn§ rolę j lecz w Warszawie , w Wilnie i we Lwowie
był on rzeczywiście szkoł§ narodowa, jedynym słró-
źcm czystości języka, jed3ni§ trądy oy§ wielkiej wy-
mowy narodu, i jedynem źródłem ućzud patryoŁycz*
nycL Żadna z krajowych instytucyj nie spdn&i do'
tyla swojego zadania, nie odpowiedziała do tyla po-
wołaniu swemu, co teatr polski, chociaż żadna in«
stjrtucya nie misda do walczenia z większemi trudno-
ściami. .
Trudno nie widzied w losach sceny pobkiej opa-
trznego oka przeznaczeń wyższych; i zaledwie poj§ó
można, jak się wśród politycznej nawałnicy życia
tam ostad mogła sztuka, gdzie się nie ostdl;a ani po-
waga wiekami ustalona, ani zasługa, ani prawo, ani
siła;. gdzie pod uciskiem wieku nie ostała się prawie
sama nawet wiara. Scmia polska dpełniłft wi6lk§ swo*>
j^ misy^ w narodzie, a u nas można j§ uważad aa
IM
jedyna potęgę narodową , bo artyiSci dramatyczni, wy-
stępując tu we wszystkich rolach, zachowali w obec
narodu wysoki charakter obywateli , natchniętych czy-
stym ogniem patryotyzmu , i przetrwali tak długo na
tej scenie, aź się znowu duch zrodził i obudził w
martwych widzach narodowego dramatu, aster spra-
wy ojczystej znowu z kolei inne objęły potęgi!
Cześd tym wielkim synom sceny polskiej! Na
karcie dziejów polskich, poświęconej ich zasłudze,
wypisze kiedyś wdzięczny naród:
„Wiernie przetrwali."
W dziejach teatru polskiego występuje odtąd trzech
mężów, mianowicie jako dyrektorowie i twórcy sceny
polskiej ; Bogusławski w Warszawie, Kamiński
we Lwowie, a jako twórca oryginalnej polskiej ko-
medyi występuje dla całej Polski Aleksander
Fredro.
Wszystkie kierunki, które następnie nowa nasza
literatura przybrała, są juź wskazane przez scenę
polską w ostatnich latach zeszłego i w początkach
bieżącego stulecia.
Wszystkie zadatki literatury europejskiej złożyła
scena polska narodowi; i nie z przypadku wyrasta
z tego posiewu nowa nasza literatura, bo scena pol-
ska przygotowała grunt pod nią.
Na scenie polskiej pokazały się najprzód dramata
klasycznej poezyi francuzkiej w przekładach.
Komedy e: „Powrót Posła" Niemcewicza, i
„Krakowiacy i Górale", które wspólnie z Bo-
gusławskim wprowadził Niemcewicz na scenę , są pier-
wszemi zadat|:ami narodowej literatury, wyrastającej
16?
2 gruntu potrzeb czasowych. W melodramatach i oby-
ozajowjch komedyach dawał Bogusławski obraz swo-
jego wieka, obraz obyczajów lub zboczeń społećzeń^
stwa. On wprowadził pierwszy z Kamióskim Szeks-
pira na scenę polskę, on w przekładzie dramat nie-
miecki , on w przekładzie jenialnego Moliera , i po-
łożył w ten sposdb grunt i do klasycznej poezyi
u nas i do tak zwanej późniejszej romantycznej, a
przekładami Moliera utorował drogę dla Fredry, —
jak Fredro w„Zemście^ swojej utorows^ drogę dla
narodowej poezyi. Tak ciągnie się jednostajna ni<^
duchowych przeobrażeń, od czasów „Powrotu po-
sła" i pierwszej części „Krakowiaków i Góra-
li", aź do „Zemsty" Fredry, która epokę stanowi;
i scena polska dzidia w ten sposób nie tylko na
znawstwo europejskiego dramatu, ale także na prze<
obrażenie literatury i pojęd w narodzie. Wszystkie
bowiem kierunki, które literatura następnie przyjmu-
je , tak klasycyzm francuski, jak romantyzm angiel-
ski i niemiecki , jak w końcu czysto narodowy kie-
runek, wszyistkie były przez teatr dane. I ni$ma w
tern nic dziwnego, gdyż powodów tego Szukad pKH
trzeba w stosunku publiczności do sceny. Kiedy każ-
dy ruch; każdy krok artysty kontroluje tysiące ócz,
kiedy każde słowo jego. znajduje odbide w tysiącach
serc: — jestto najlepsza kontrola prawdy, i naprowa-
dza to i pisarzy i artystów daleko wcześniej na pra*
wdziw^ drogę, niż innych pisarzy, chociaż zdolnych
ale niezostajacych pod tym wszeobmocnym wpływem
publiczności.
Dzieje sceny polskiej s^ przywiązane do żywota
168
Bogusławskiego, Kamińskiego i Fredry; pognajmy
bliiej te dzieje. Ze spuściznę dyalogów zakonnych,
tndzieź komedyi i dramatów Rzewuskiego, Zabłockie-
go, Bohomolca i Bielawskiego, przechodzimy juź do
pierwiastków dziejów teatru polskiego.
Teatr niemiecki we Lwowie otrzymał wyłączny
przywilej i pewne opłaty od wszelkich widowisk pu-
blicznych, Btol tedy materyalną siłą podparty, a teatr
polski musiał si§ obok niego praca i zasługa dora-
biad exystencyi i znaczenia. Uczniem Wojciecha Bo-
gusławskiego był Jan Nepomucen Kamiński; od nie-
go to przeje on t§ wielk§ rutynę dyrektora sceny
polskiej , gdzie jeden człowiek musiał byd wszystkiem,
bo i dyrektorem finansów , i znawc§ sztuki , i nau-
czycielem szkoły dramatycznej, i sam autorem i ar-
tyst§« Bogusławski miał do walczenia w Warszawie
z rywaKzacya francuskiego dramatu i opery włoskiej,
Kamiński we Lwowie z rywalizacyą sceny niemieckiej.
Scenę tedy polską wypadało jak tam tak tu pod-
nieśd do isuropejskiego i narodowego znaczenia , co
nie było łatwą rzeczą, bo Francuzi mieli Kornela,
Rassina i Moliera wprowadzonego na scenę, a Niem-
cy mieli Lessinga, Ifflanda, G5thego i Schillera, i
bardzo popularnego pisarza Kotzebuego, który pra^
wie przez lat 30 nie zeszedł ze sceny.
Ry walizaeya ta z teatrem francuskim i niemieckim
nie była łatwa; wywołała ona wszystkie siły swoje,
aby zajad stanowisko obronne, a dopiero Aleksander
Fredro, jako twórca polskiej nowożytnej komedyi,
odniósł zwycięstwo dla sceny polskiej na tern pobo*
jowisku europejskich duchowych zapasów. Z tej ry-
m
wałizacyi teatru polskiego z teatrem francuskim i nie-
mieckim wysdto wysokie wyrobienie artystyczne i sce-
niczne teatru polskiego. Tu musimy przejśd do dra-
matycznej literatury europejskiej i uczynid kilka uwag,
które rzecz objaśnia.
Scena francuzka wyniosła tradycyc swoja z cza-
sów Ludwika XIV. Klasycyzm francuzki jesl więcej
retory(»Enej niż poetycznej natury; tu mogła tedy
lylko. deklamacya podnieśd przedstawienie. Jakoi wi*
dzimy to zawsze, ie w epokaeh literatury najmiińej
poetycznych stoi zawsze sztuka deklamacyi na nly<-
wyiszym stopniu. Ten rodzaj klasycznej deklamacyi
widzimy jnź u nas wprowadzony przez Konarskiego.
Z przyk^sem dla Pijarów nazwano j§ prozopopej)
pijarskę; na scenie za^, w życiu, na mównicy, na
kazsdnieach a nawet na katedrach nazywano ją de-
klamac^Sf klasyczną. Teatr polski musiał tedy przy-
jfó tę deklamacyę, i to, co wprowadził Konarski,
utrzymywał Wojciech Bogusławski, a podniósł do
najwyższej potęgi na katedrze Osiński, który posia-
dał wielki dar zaentuzyaztńowania całej Warszairy
najlichszym wierszem, jeżeli on go oddeklamdwaF.
Skutkiem tedy ry walizacyi teatru polskiego z fran-
cuzkim było, ie musiał przejcó szkołę deklamacyi w
przedstawienia klasycznych dramatów francuzhich i
komedyi MoHera , i wznieśó darem wymowy Mecfc
retoryczna do znaczenia i wysokości poezyi.
Takie same skutki wywarła rywalizacya z teatrem
niemieckim. Lessing, Gothe i Schiller nie tylko że
stworzyli dramat niemiecki, ale wprowadzili go na
scenę z całraa artystycznem znawstwem. Gbthe kier
u
l^owtfł 8O0n§ w Wejmarze, z całych Niemiec spieszyli
ta attyści , aby się nanczyd tego, jak sam G3the Le*
sioga, Ifflanda, Schillera i siebie pojmuje. Podług
wejmarskiego teatra kształcił si§ nadworny teatr wie-
deński ; podług wiedeńskiego kształcił się niemiecki
teatr lwowski. W ten sposób zaczerpnął teatr polski
z pierwszego źródła tak tradycyi sceny klasycyzmu
francuzkiego, jak tradycyi nowożytnego dramatu an-
gielskiego i niemieckiego; wszakże gdy na nagiej
kopii przestad tu nie można było, musieli artyści sce-
ny polskiej podnosid wrażenie albo gr§ albo zastoso-
waniem tej gry do publiczności swojej , która równo-
cześnie w Warszawie na francuzki — a we Lwowie
na niemiecki teatr patrzyła.
Faktu — faktu nowego potrzeba było, aby scena
polska, tak w Warszawie jak we Lwowie na wyso-
kim stopniu stojąca, odbiła się oryginalnością swoją
od tła europejskiej sceny. Takim faktem sttda się
nowożytna komedya Aleksandra Fredry.
Poznftwszy dzieje teatru, przypatrzmy się teraz
t>łiżej tym trzem epokowym postaciom, które się na
tle tych dziejów zarysowały.
Wojciech Bogusławski urodził się w roku
1760 w Wielkiej Polsce we wsi Glinnie, z rodziny
szlacheckiej , i pobierał następnie wychowanie w kon-
wikcie pijarskim. Był on celującym uczniem. Biidrap
krakowski Sołtyk , który był obecnym na jego 6xa-
iuinie dojrzałości, wziął go na pazia do swego boku.
Później , gdy biskup Sołtyk został wywieziony na Sy-
beryę, wstąpił on do gwardyi litewskiej; wszakże
j^j go wysłużony stopień ominął, gdy nadto JMzoze
171
czuł się wewnętrznie do czegoś wyiBzego powołanymi
niź do służby w garnizonie , wystąpił z wojska i przy-
bywszy do Warszawy oddał się zawodowi dramatyez*
nego artysty.
Juź w konwikcie XX. Pijarów występował on z
wielkiem powodzeniem często na scenę. Stanisław
August pragnął urządzid swój dwór na sposób W6r«
sakki^^ dworu, i kazał utworzyó w Warszawie sta-
ły teatr. W roku 1778 wystąpił Bogusławski po raz
pierwszy na scenie królewskiego teatru wWarszawiei
gdzie grono artystów znalazł juź po częiSci' zgroma-
dzone j i od tego to czasu ^atowad można świetnośd
sceny, ukształcenie artystów nowych i utworzenie no-»
wego repertoarzu.
Bogusławski wprowadził nie tylko dramat i ko-
medyę na scenę, ale stał się także twórcą opery pol-
skiej, i miak pod tym względem z wielu przesądami
i przeszkodami do walczenia, a jednym z głównych
przesądów był ten^ źe nie można mied ani teatru
polskiego, ani opery polskićj. Król Stanidl:aw August
zaszczyciJ; go jednak swoją łaską , dostarczał mu środ-
ków do podniesienia sceny i prosił go na obiady
czwartkowe; a trzeba tu przypomnied, że to były
czasy, w których artyście dramatycznemu nie tylko
w życiu odmawiano jakiegokolwiek stanowiska, ale
w których odmawiano mu nawet grobu na cmętarzu
wiernych. Bogusławski więc łamid lody tak w sferze
sztuki , jak w sferze literatury, obyczajów i przesądów.
Pierwsza opera, którą przedstawiano na teatrze
warszawskim, była: „Nędza uszczęśliwiona^,
libretto napisane przez Francis^ska Bohojnolcą , muzy*
178
ha prŹM Kamifiridego.
W roku 1790 zostaje Bogusławski dyrektorem kró-
lewskich widowisk 9 a w roku 1794 wprowadza na
scenę swoich ^Krakowiaków i Górali^. Jestto pier-
wszy litwor narodowy, gdzie poezya polska zstępuje
a wysokich progów dworskich i salonowych do ludu.
Mówię tu o pierwszej części ^Krakowiaków i Grórali^,
podług której napisał drug§ częśd Kamiński; ale
wielka różnica zachodzi pomiędzy pierwszym a dru-
gim utworem, po prostu taka różnica, jaka jest po-
między oryginałem a kopi§.
Od 1778 roku aż do 1794 jest peryod świetnośd
sceny polskiej, która swój wzrost i znaczenie swoje
zawdzięcza Bogusławskiemu.
„Powrót posła^ Niemcewicza, „Dowód wdzię-
czności narodu^ i Bogusławskiego „Krakowiacy
i Górale'', s^ tak w literaturze polskićj jak na scenie
zadatkami narodowego dramatu.
W roku 1795 upada scena warszawska i rozpró-
szaj§ się artyści. Bogusławski udaje się najprzód do
Krakowa , a następnie do Lwowa. Tu zastaje częśd
artystów już zgromadzon^^ch i otwiera scenę polska
nanowo , najprzód w ogrodzie pojezuickim , który
wówczas ogrodem Hechta nazywano, w szczwalni dzi-
kich zwierz§t , a następnie buduje teatr letni w ogro-
dzie Jabłonowskich. Scena ta znajduje wielkie powo-
dzenie i trwa od roku 1795 do 1799. W tym czasie
poznaje Bogusławski Jana Nepomucena Kamińskiego,
i wprowadza nawet trzy sztuki jego przekładu na
scenę. Wpływ artystyczny i literacki Bogusławt^ego
oa Kamińskiei^ był stanowczy, i on to nadał mu
m
ton kierunek, który go uczynił tw4rc9 fioehy polaki^/
W roku 1799, gdy Bogusławski zmuszony był
i^gle wyjechad ze Lwowa, upada scena polska. Bo-
gudawski udaje się do Kalisza i Poznania, buduje
nawet dośd okazi^y teatr w Kaliszu; ale scena pol-
ska nie może znaleśd powodzenia pod rz§dem pru-
skim, i Bogusławski tuła. się odtąd, prześladowany
od obcych i swoich, aż po czasy Księstwa Warszaw
wskiego. Tu powołuje gcr król saski na dyrektora
teatru polskiego w r. 1806. Odt§d tedy organizuje
si§ nanowo sceua polska; nowe sztuki, nowi arty-
ści obudzają żywy udział publiczności, i tak to idzie
aż do roku 1814, w którym to czasie z powodu woj-
ny Bogusławski teatr polski zamyka w Warszawie,
a przedsiębiorstwo sceny polskićj zdaje nazięaia swe-
go. Osińskiego.
Z ustąpieniem Bogusławskiego sse sceny polskiśj
nie upada scena polska, i owszem, gdy Królestwo
polskie stanęło, podniosła się znowu i kwitnęła ćią*
gle, a to dla tego, bo był już grunt położony dl&
niej , w opinii . publicznej wyjednała ona sobie stano-
wisko instytucyi publicznej, w rządzie potrzebę od-:
powiedzenia wymaganiom publiczności, a nakoniec
byli już usposobieni artyści i repertuarz, którym mo-
żna było opędzid wszelką potrzebę.
Osiński tedy objął już scenę z r^ęrtuaezem i ar*
tystami, i żywą zostaje odtąd tradycya w narodzie
założenia sceny polskiój przez Bogusławskiego.
W tym punkcie zamykamy jedną częśd dziejów
tój sceny, jako stanowiącą epokę w dziejach sztuki i
literatury , bo kamień odrzucenia stał się tą ](amia*
m
niem węgielnjmi; — a teraz przechodzimy do sceny
Iwowskićj i do Eamińskiego,
Jan Nepomacen Kamiński urodził się w
Eutkorzu w Galicy i , właśnie w tym roku , kiedy Bo-
gusławski występował po pierwszy raz na scenę, to
jest w roku 1778; i w nimto uwaźad trzeba następca
Bogusławskiego po ducłiu. Chodził on do szkół wa
Lwowie, i już w 13. roku życia swego napisał traje«
dyc , kt(5r§ jego koledzy przedstawiali na teatrze pry i
watnym.
Widowiska sceniczne teatru niemieckiego we Lwq«
wie, gdzie wówczas było kilku znakomitych artystów,
zajmowały go bardzo i obudziły w nim zamiłowania
do sceny. Stanowczy wpływ na życie jego i dalszy
kierunek wywarło tych picó lat, które razem z Bo*
gusławskim przeżył tu we Lwowie. Jakoż po odda-
leniu się Bogusławskiego jest on dyrektorem teatru,
lubo s§ bardzo znaczne przerwy w tej dyrektoryi.
Po upadku teatru Bogusławskiego zorganizował
mały teatrzyk dla dyletantów z rokiem 1800 Wro-
nowski obok pałacu swego we Lwowie. Widowiskami
scenicznemi kierował tu Kamiński, i pomiędzy dyle-
tantami znalazły się talenta wyższe, których powo-
łaniem sti^ się odt%d sztuka dramatyczna. Kamiński
odbywał z tym gronem artystów, przez siebie utwo-
rzonych , artystyczne wycieczki do Dubna , Kamieńca
i Odessy, któr^ to podróż po raz pierwszy odbył z
Karolem Lipińskim, sławnym wirtuozem.
W roku 1809 zdidło się , że nowa era otwiera się
dla teatru polskiego; nie było tak wszakże. Kamiń-
ski musid: ucbodzió ze Lwowa, i ecena upadła. Do*
It6
piefo z koDcem roku 1810 powr<5cił Kamiński do
Lwowa i iawarł z ówczesny m dyrektorem teatra nie-
mieckiego, Balią, pod bardzo uci§iliwemi warankami
finansowemi pewien układ, ratajscy esystencyc sce-
ny polskićj , która według własnych słów Kaminskie*-
go od roku 1810 do 1817 na włoska wisii^a, mie-
szcząc si§ w starym teatralnym gmachu we Lwowie^
który zgorzał w roku 1848. Zrobió tu potrzeba uwa-
gę, źe to były czasy prawdziwo) świetności sceny
polskićj , a z źi^ośd§ prawdziwą przychodzi mi tu
powiedzied, źe przy pustych loiach roKwijd: tu Ka-
miński talent dyrektora sceny, a Bensa, Nowakowski
i Smóchowski talent dramatycznego artysfy.
Z pierwszą bytnością cesarza Franciszka we Lwo-
wie zmieniły się losy sceny polskiój; prawit w tym
roku, w którym cesarz Franciszek zatwierdził insty-
tucyc stanową i instytut imienia Ossolińskich, Kostał
także ustalony byt sceny polskićj w skutek warau-
ków wiedeńskiego kongresu, na mocy których inaly*
tucye narodowe miały byó zapewnione wszystkim
prowincyom polskim.
Jeżeli powodzenie sceny polskiój mało się odtąd
poprawiło pod względem materyalnym , przyznad tu
potrzeba, że scena polska wzrastała tu ciągle pod
artystycznym i literackim względem ; bo komedye Fre-
dry poczynają tu wchodzid na scenę , utworami jego
podnosi się jćj życie , i następuje emancypacya sceny
polskićj w znaczeniu europejskiem.
Zapoznajmyż się teraz jeszcze z trzecim głównym
filarem tój sceny, to jest z Aleksandrem Fredrem.
Już na początku tych wykładów zrobiłem uwagę.
176
ii mogę mówid tylko o wypadkach, mężach i dzie-
łach, które epokę stanowią w dziejach oświaty i li-
>teratary 19. wteku.
Takim autorem epoki na scenie polskićj jest Ale-
ksander Fredro.
Jest on u nas nie tylko twórcą wyższej komedyi,
^le zarazem jenialnym twórca komedyi nowożytnej
w znaczenia europejskiem. Emancypacya sceny pol-
skiej pod względem duchowym jest jego dziełem; on
tedy stanął śród tych europejskich zapasów jako szer-
mierz naszego wieku.
Wielkim wzorem jego był zapewne Molier, który
na wsze czasy pozostanie wzorem dla komedyo- pi-
sarzy.
Od czBBH wszakże Moliera do czasów Fredry upły-
nęło lat wiele; zmieniły się obyczaje, Wyobrażenia,
i odmieniło się całe społeczeństwo. Fredro nie zastał
już na świecie ani tych typów, ani tych sytuacyj to-
warzyskich , jakiemi się posługiwał Molier.
Zadaniem komedyo{)isarza jest, z charakterów i
sytuacyi wyprowadzid komicznośó żyjącego społeczeń-
stwa. Cywilizacya jednak 19. wieku przeciągnęła tak
jednostajnym pokostem wszystkie charaktery i sto-
sunki, iż uderzające różnice charakterów i sytuacyi
nikną na pozór. Próżno tu szukaó skąpca, oWudni-
ka, plotkarza, tchórza i junaka w znaczeniu molie-
rowskim ; każdy kryje się po za tarczą tćj jednostajnej
cywihzacyi, która zaciera zewnętrzne różnice przy-
ziYoitością , i nie dozwala się dorazu dopatrzyd owych
cech indywidualnych, które w komedyi zkrystalizo-
wad potrzeba w kilku kr.ótkich wyrazach Idb seenach,
cłiQ§c wy^wiecid charakter i sytuacyc podad w ko-
miczaośd.
Aleksander Fredro miał tedy trudniejsze zadanie
od Moliera pod względem czasu w którym żył, i
psychologiczne studya .można robid nad postaciami
w jego komedyach i nad kombinacy§ sytuacyi ko-
micznych w jego utworach , jak się robi studya psy-
chologiczne nad ludźmi i życiem.
Jest to prawdziwe psychologiczne muzeum, któ-
re na długo jeszcze pozostanie przedmiotem »tudyów
dla estetyka, dramatycznego artysty i psychologa.
Naród ocenił Fredrę, pojęli go narodowi artyści,
ale krytyka nie oceniła dotąd potęgi oryginalnego
jego jeniuszu.
Kilka okresów przychodzi rozróźnió w jego dra-
matycznym zawodzie.
Na pierwszym planie postawiłbym jenialny utwór
jego w duchu Moliera „Damy i Huzar y*'; najwy-^
źój wzniósł się jego jeniusz tworz§c komedyę nowo-
żytną w „Magnetyzmie serca", a w „Zemście"
sięgnął on już do skarbnicy historycznego dramatu
i postawił w dwóch postaciach dwa wielkie history-
czne typy polskie , tak jak one się rozwinęły w prze*
ciągu dziejów oryginalnie w niezawisłości polskiego
obywatela i w pieniactwie przewrotnego palestranta.
„Zemstą" otworzył Fredro rozległe widoki dla hi-
storycznej poezyi polskiej spostaciowaniem tych dwóch
charakterów.
Około tych trzech wielkich utworów dramatycz-
nych Fredry grupują się wszystkie jego komedye ; a
nie wiedzieó co więcej podadwiać pre^ehoda, cwyA^
17S
wcip jego, który wiecznem źródłem tryska , czy loikę
dramatyczna , czy ruch dramatyczny , czy nakoniec
bogactwo środków i kombinacyj, tak charakterów jak
sytuacyj komicznych.
Różne bowiem Fredro dobiera środki dla wypro-
wadzenia światła i cieniów w utworach swoich , dla
skreślenia charakterów i stworzenia sytuacyj komicz-
nych.
Raz zbliża dwie obce sobie zupełnie sfery, jak
gdyby wyrwane z dwóch różnych światów, i wypro-
madsft ss tego zetknięcia i zmieszania tych dwóch
afer, wręcz przeciwnych sobie , grę charakterów i ko-
micziMŚó sytuacyi. Inn§ raz§ znowu potęguje wraże-
nie komiczności i charakteru tożsamością, stawiając
lichwiarza obok lichwiarza , zwodnika obok zwodnika,
kochanka obok kochanka, potęgę uczucia obok po-
tęgi uczucia, przekorę obok przekory, śmieszność
obok śmieszności , — i wyprowadza z nich rozwisfzanie.
Inn§ znowu raz§ wprowadza niezłomny charakter
i wielk§ przypadkowośd, około których obraca się
wszystko; indziej znowu wyprowadza najwyższe czy-
sto-ludzkie uczucie, które w końcu tryumfuje nad in-
tryg§ i spaczonym charakterem.
U Fredry rozpoczyna się wszystko na deskach
sceny i rozwiązuje się na deskach; nie ucieka on się
ani do pomocy idei czasowych w rozwiązaniu dra-
matycznego węzła, ani do tak zwanych deus ex mor
china. W pierwszem zakreśleniu charakterów, w na-
turze ludzkiej leży u niego zaród ruchu dramatycz-
nego i zawiązania intrygi, w naturze ludzkiej rozwi-
janie lob rozcięcie gordyjskiego węzła; i widzimy
179
nawet , ie nieraz samo uczucie ^ ie poezya , źe prosta
piosnka, jak w „Nowym Don Kiszode", przyczynia
się do rozwi§zaQia tego w§zła; ale nic dziwnego w
tem niema , bo ta piosnka jest tak głęboka i rzewna,
ie można ja policzyd do najpiękniejszych lirycznych
utworów literatury naszój. Indziej znowu stawi Fre-
dro postacie swoje w epoce przejścia społeczeństwa
naszego zdawnćj epoki do nowćj; i tu maj§ miejsce
komedye jego, jak „Geldhab" i „ Cudzoziemszczyzna^.
Akcya w jego komedyach postępuje raźno; roz-
wiązanie intrygi lub dramatycznego węzła jest nagłe;
a jeżeli czasem akcya w postępie swoim zatrzymuje
się na chwilę, spotykamy się tam z najczarowniej-
szem malowidłem charakteru , sytuacyi lub obyczajów.
Powtarzam tedy, że niewiedzieó co więcej podzi-
wiaó trzeba , czy dowcip Fredry, czy użycie jego dra-
matycznych i artystycznych środków. Te postawiły
komedye Fredry na tak wysokim stopniu, ie W dzie-
jach, nie powiem już literatury, ale w dziejach sceny
polskidj stanowi§ one epokę.
Jak przed Molierem nie było Moliera , tak po
Fredrze Fredry nie będzie, któryby na czysto -ludz-
kich pobudkach i na epoce przejścia społecznego
mógł się stad twórcą komedyi. Jak od czasów Mo-
liera do czasów Fredry ubiegło lat wiele, tak ubie-
gło od Fredry wiele czasu do dnia dzisiejszego. Dziś
daje francuzka i niemiecka literatura politykę w ko-
medyach i dramatach swoich na małe i wielkie por-
cye; a dla właściwej komedyi nowoiytnćj w duchu
Moliera i Fredry, któraby z czysto - ludzkiego wyra-
180
tftała grunta^ nie ma pola obok wszechwładnych po-
JitycBoych idei*
Na tóm tedy kończymy dzieje dwóch wielkich
8C6& warszawi&idj i Iwowskićj , które odt§d na wy-
walczonem przez siebie stanowisku 8toj§. A teraz
wspomniemy jeszcze o repertuarzu tych dwóch scen.
JeżeUbyśmy zteźyli wszystkie utwory dramatyczne,
tak oryginalne jak przełożone, które Bogusławski i
Kamiński na scenę wprowadzili, moźnaby cały rok
tym repertuarzem wypełnid, grając codziennie inn§
sztukę.
Nadto trzeba tu jeszcze dodad, źe pozostała tra-
dycya wielkich artystycznych typów, tak na scenie
warszawskiej jak na scenie Iwowskićj, tak po Bogu-
sławskim jak po Kamińskim i Fredrze, tak po ich
autorskich usiłowaniach jak po znakomitych artystach
dramatycznych, którzy wci§gu tak 18. jak 19. wieku
s&a ich przewodem przeszli przez scenę pol8k§.
Podręczna biblioteka
uczniów iclas wyższych
szJcoly realnej krakowskiej
IX.
Charakterystyczna cecha literatury XIX wieku. — Panowanie idei i
ideała. — Idea encyklopedystów francozkich i ideał reformy społe-
ccndj. — Walka massonów z kościołem. — Gutowski jako wielki
mistrz osobnego wschodu. — X. Arcybiskup Raczyński i X. Suro-
wieoki. — Kasacya kościołów i klasztorów przez' Stanisława Poto-
ckiego. — Idea sławiańszczyzny. — Pierwsze studya na polu sła-
wiańszczyzny. — Badania Zoryana Chodakowskiego i ich wpływ na
literaturę nasz^. — Zerwanie więzów klasycyzmu francuzkiego. -^
Poezya gminna. -* Przekształcenie idey sławiańszczysny przez Bo-
syc. — Wpływ rewolucyi francuzkiej na doktryny polityczne. — To-
war«ystwa polityczno - religijne i mistycyzm religijny. — Ghtbinetowa
teorya panslawizmo, — Instrukcya gałdnetowa dla badaczów szkoły
paoslawistycznćj. — Przysługa ich dla Rosyi, a szkodliwoś<5 tych
badań dla sławiańszczyzny.
Charakterystyczna Gech§ literatury XIX wieku jest:
ie przyjmuje w siebie i przerabia wszelkie ideje wiel-
ka, podejmując je z europejskiego stanowiska , a przy-
Bwajajcc je według potrzeb narodu i wieku ze stano-
wiska narodowego.
Nie łatw§ jest rzeczą oznaczyd czas panowania
tych idei, bo zanim jedne przechodzę w życie, za-
iiim się z jednemi rozprawid zdoła naród duchowo,
jui się rodz§ inne ; sę bowiem potężne głowy i je-
niaiiii pisarze , którzy niby heroldowie tych idei nio-
^ je przed narodem , a s§ znowuż inni , którzy na
faz urobionydi zasadach i wyobrażeniach ci§gti§ się
jak obozowe ciury w t^le zą ^astępen^ szermierzy
182
wieka, i wyznaj§ jeszcze dłngo w życiu i literatarze
zaaad§.i id|je^ które już idawno przebrzmiały.
* • W powszechności '>Qbimy tu uwagę, że ideje w
' fiagośdr.swd^ J| Ve>jcVe «| zsrv^ze zimne , zatrważaj§ce
"społecifpjfii^h^ii^^C^ wszelka idea nabiera
dopiero przez zastosowanie do życia prawdy, siły i
poetycznej potęgi; wszakże kiedy już w życie prze-
cłiodzid poczyna, kona jako idealna abstrakcya, a
miejsce jćj zastępuje idea nowa , cechująca postęp nie
społeczny, ale naprzód umysłowy, i tak to idzie dalśj.
Dla każdćj idei możnaby zatem oznaczyd trzy
peryody; pierwszy: kiedy występuje ona w całźj na-
gości swojćj loicznćj zimna jeszcze i surowa niejako;
drugi: kiedy uczyniwszy wrażenie w literaturze albo
w społeczeństwie zostaje przerabiana przez tysiące
umysłów, kiedy stosując j§ do życia usuwają to wszy-
stko, co ma niepraktycznego w sobie, i kiedy nako-
nieć idea okryje się pracą , miłością i istotnego życia
nabędzie; a trzeci peryod wreszcie, kiedy idea prze-
chodzi już w życie , a tóm samćm kona jako abstrak-
cya filozoficzna.
Każda idea tedy z natury swojćj ma do walczę*
nia z zachowawczemi potęgami z jednćj strony, a z
drugićj z zastosowaniem abstrakcyjnych prawd do
życia. Jestto coś, co żyje — póki nie żyje życiem
rzeczy wistem , a kona — jak rzeczywistem życiem żyd
pocznie.
Ztąd też niełatwo jest oznaczyd czas panowania
którejkolwiek idei; widzimy wprawdzie, kiedy one
przychodzą, ale przez długi czas potem bywają one
183
niewidzialne nawet w literaturze , a dopiero ustępując
Z literatury przechodzą w końcu w iycie.
Obok potęgi idei, która jest filozoficznćj i ab-
strakcyjnćj natury, stawia duch narodu zawsze ideał
poezyi ; bo ludzkośd nie może iyó bez ideałów, i tyl-
ko epoki najwyższego upadku człowieka i literatury
zostaj § na chwilę bez idei^u i bez idei. Idea zapo-
wiadając now§ er§ niszczy żywioły społeczeństwa,
które się przeżyły; ideał działa ożywczo i twórczo
na kierunek społeczeństwa. W nowożytnym świecie
chrześciańskim jest najwyższym ideałem — wiara;
w nowożytnem społeczeństwie w panowaniu idei jest
najwyższem zadaniem ludzkości — korzyśd spo-
łeczna.
Tak§ jest ekonomia pracy duchowej w sferach
idei i ideału; jest pomiędzy niemi różnica, jaka za-
chodzi pomiędzy rozumem i sercem; i rozum ma
swoje znaczenie, i natchnienie serca ma swoje sta-
nowisko w życiu , — a biada tym, co nie pojmują tego !
Od tych uwag przychodzę do zapytania : jakie też
to ideje i jakie ideały przeszły przez głowę i serce
narodu w ciągu XIX wieku?
Jedną z idei , które w spuściźnie niebardzo szczę-
śliwej bierzemy po XVIII wieku, jest idea „Ency-
klopedystów fr ancuzkich^, która przechodząc
z literatury XVTTTgo do hteratury XIXgo wieku prze-
bija się odtąd przez długi czas we wszystkich na-
szych wyobrażeniach i w całem społeczeństwie naszem.
Idea encyklopedystów fraucuzkićh ogarnęła całą
wiedzę ludzką ; najznakomitsze umysły pracowały pod
1Ś4
wpływem j^j na polu filozofii, historyi, prawodawstwa,
a w końcu nawet poezyi, wcielając tę ideę w życie.
Wszakże nie chodziło tu właściwie ani o filozofię,
ani o historyę, ani o poezyę, lecz chodziło o ten-
dencyjne przeprowadzenie pewnych politycznych iso-
cyalnych myśli w społeczeństwie za pomocą filozofii,
historyi i poezyi; chodziło o wywołanie przekonania
na wszystkich punktach życia , źe ludzkośd musi zer-
wad z przeszłością swoją i stanąd na nowych zasa-
dach. Wykład tćj teoryi był bardzo popularny, wy-
wołujący niewiarę we wszystko i podejrzliwośd je-
dnych warstw społeczeństwa przeciwko drugim. Pole-
history objęli w pracach swoich z jenialnością i siłą
negacyi właściwą całą wiedzę ludzką ; gdzie nie się-
gła erudycya — tam sięgnął dowcip, gdzie nie sięgło
jedno i drugie — tam podano rzecz w pogardę, nie-
nawiśd lub śmiesznośd; i nie było nic świętego, na
coby się w negacyi jeniusz lub dowcip nie miał pra-
wa rzucid. Taki charakter umysłowy misJa idea en-
cyklopedystów we Francyi, i z takim charakterem
przeszła ona do literatury naszćj, propagowana przez
pisma i prace Wolnych mularzy.
Jakiż ideał odpowiadał wówczas tój idei u nas?
Ideał społecznej reformy, który się objawił w prawo-
dawstwie narodowem w ostatnich latach zeszłego wieku.
O dwa dziesiątki lat wszakże przeciąga się u nas
idea encyklopedystów francuzkich jeszcze w 19. wie-
ku, i w pierwszym dziesiątku lat wyraża się ona w
literaturze naszój walką Wolnych mularzy z ko-
ściołem, mitologiczne - klasycznemi utworami w litera-
turze, naśladownictwem francuzkiego klasycyzmu 1
im
pogańską apoteoają Napoleona , kiedy z dragi^j strony
stawia kości<5ł wiarę jako ideał ludzkości.
Na czele massonów stoi Gutowski, a na ezelef
kościoła arcybiskup Raczyński, który w urzędowej
swojój korespondencyi , prowadzonej z całóm owcze*:
snćm ministerstwem Księstwa Warszawskiego, ze sto-
lica apostolska , a w końcu z samym Królem saskim,
zostawił nam smutny pomnik tćj walki. Była ona tak
wielka, uderzenie na kościół było tak silne, źe w
końca jeden z najgorliwszych pasterzy, jakich kiedy-
kolwiek mieliśmy^ arcybiskup Raczyński ustępuje S5e>
stolicy swojój, i oświadcza Rzymowi: ,jźe wobec tar.
kich panujących usiłowań ministerstwa oświecenia i
wyznań nie może on obowiązkom swoim jako kapłan,
uczynid zadośd, i przeto ustępuje ze stolicy bisku-
piej". Wspierali go głównie w działaniach- j^o ksi§ia
misyonarze warszawscy, pod względem zaś pióra^
bo i na polu literatury wytoczono tę walkę, druko*
wano wówczas bezimienne broszury, których autorem-
był ksiądz Surowiecki, reformat, a na które s&wykle
sam pan minister oświecenia, Stanisław Potocki,
odpowiadał. Dziwna to rzecz zaprawdę , aieby minister
oświecenia, który miał całą władzę w ręku, polemi-
zował na tćj drodze, kiedy nic nie mogło przeszko«
dzid wykonaniu jego zamiarów. Ostatniem dziełem,
reprezentującem tę walkę massonów z kościołem, by-
ła „Podróż do Ciemnogrodu", napisana prze^ Stenia
sława Potockiego, a odpowiedzią na to jest „Świstak
wygwizdany", pióra księdza Surowiecfciego. Na tóm
kończy się cała polemika, ale bo teź i minister ustę-^
ptije wkrótce ze swojej posady. ,
186
Zapotninad nie trzeba, ii to były czasy , gdzie
Ojciec Św. był wojennym jeńcem Napoleona, i źe
wpływ polityki i zasad "fcancuzkich był podówczas
panujący w Polsce. PryncHśmy tedy pr§dem obcych
myśli niesieni przez całe napoleońskie czasy; a kie-
dy po upadku Napoleona i po kongresie wiedeńskim
w roku ISlS^^restauracya we Francyi i religijne to-
warzystwa , w cał4j Eti^opie wiążące się , pracowały
nad odnowieniem i rozszerzaniem religijnych przeko-
nań i powagi kościoła; kiedy w literaturze francuz-
kićj, niemieckiej i angielskiej wiał ju2 duch zupełnie
inny : — wówczas dopiero , a więc we 20 lat późnićj
zaczęto u nas robid to, co zrobiono we Francyi w
końcu zeszłego wieku; wówczas dopiero przybiera się
u nas minister oświecenia i wyznań pan Stanisław
Potocki do kasacyi kościołów i klasztorów w Polsce
kongresowej , i tym aktem ucisku najstaroźytniejszych
kościołów i klasztorów kończą się u nas dzieje en-
cyklopedystów francuzkich.
Gdy w bytności cesarza Aleksandra w Warszawie
po zapadłym dekrecie przyszła do niego deputacya
biskupów i obywateli gorliwych o wiarę ojców^z ża-
łobą swoją na taki gwałt popełniony na katolickim
kościele , oświadczył im cesarz z zadziwieniem , źe nie
wie nic o tem, że dekret ten został wydany bez je
go wiedzy i woli, ale że faktu dokonanego cofnąd
już nie zdoła, ponieważ nastąpił w jego imieniu. Ja-
koż usprawiedliwił cesarz stanowisko swoje tćm, że
przesłał bezzwłocznie dymisyę Stanisławowi Potockie-
mu, rad jednak bardzo w sercu, że kościół katolicki
został pognębiony , i że jednem cięciem pozbył się
187
ty In koiScioMw i klasztorów katofiokich w Polsce, a
zarazem i pana ministra. Tak skończył Stanisław Po-
tocki sławne swe życie niesławnem w narodzie dzie-
łem, ciągnąc się jako ciara o}>ozowy za taborem en-
cyklopedystów francuzkicłi. Stanisław Potocki zbierał
nawet muzeum chińskie i starożytność etruskie, a
nie ocenił ważności najstarszych siedzib chrześciań-
stwa na ziemi polskićj , muzeów, które przy nich wie-
ki ułożyły, i bibliotek i manuskryptów, które po ka-
sacyi benedyktyńskich , cysterskich i augustyniańskich
klasztorów i kościołów, tudzież po kasacyi Miecho-
witów zupełnie zmarniały. Oceniamy tu sprawy jego
z narodowego stanowiska , i żalimy się na człowieka,
który nie pojął religijnej misyi narodu i nie ocenił
historycznej spuścizny, która była własnością narodu.
Tak kończy idea encyklopedystów francuzkich u
nas swe dzieje ; wszakże wprzód jeszcze , nim upada,
rodzi się już idea nowa, mająca za podstawę wspól-
ną plemiennośd narodów i ludów słowiańskich.
Zrobiłem już dawniej uwagę, że po wielkich ka-
tastrofach politycznych następuje zawsze w literaturze
naszój przegląd żywiołów historycznych, społecznych
i literackich; to samo stało się tedy przy końcu ze-
szłego wieku i w pierwszych dwóch dziesiątkach bie-
żącego stulecia.
Zaczęto się zastanawiaó nad przeszłością, i to
nietylko nad bliską i najbliższą, ale owszem nad
przeszłością najodleglejszą.
Są romandzkie; są germańskie plemiona; poczęto
się także rozpatrywad w plemionach słowiańskich.
Przeciągnięto linię na karcie Europy od Alp środko*
186
"Y^yob, i ok«zaio toę^ że ^emiona słowiańskie ssajcdo*
J4 terytoryalnie ogromny obszar na powierzchni euro-
pejskiego l§du i ludnośd wspólnej plemienności , ktd-
ra równoważy co do cyfry tak romandzkie jak ger^
k£rań£lkie plemiona.
To naprowadziło tedy badaczy na owe pole przed-
cbrs&eśeiaóskiej sławiańszczyzny, gdzie wszystkie naro-
dy pochodzenia sławiańskiego miały jakoby pewn§
wspólność ze sob§. Dziś, bo stoimy już więcej niź
w połowie bieżącego wieku, jest ta myśl bardzo juź
ogadaną , znamy się z nią dokładnie , jednem słowem
jest już przetartą i przez rozmaite stronnictwa wszech-
stronnie orzeczoną; ale przenieśmy się na początek
bieżącego stulecia , i wyobraźmy sobie , jak nową mu-
siała byd ta myśl wówczas. Jakoż nie wstępuje ona
w życie jako idea, lecz jako mozolna, poczciwa pra-
ea narodu historycznego, odkrywająca jak najodleglej-
szą przeszłość nietylko dla niego, ale dla wszystkich
tych, którzy rodem są z nim spokrewnieni, to jest
dla wszystkich ludów sławiańskich,
Polacy byli pierwsi, którzy na tym obszarze i^a<-
wianszczyzny rtaroiy tnicze , historyczne i geograficzae
rozpocs^ęli badania. Zrobid tu wypada uwagę, że się
już w drugiej połowie XVII i w pierwszej po-
łowie XVin wieku okazały w niemieckiej literaturze
gruntowne naukowe dzieła, które badały dzieje i lo-
By mitologii sławiańskiej , tudzież dzieje i losy wygia-
słych nadelbiańskich , nadodrzanskich i pomorskich
Sławian, tak na stałym lądzie jak na wyspach osiadłych.
Tym Btudyom w literaturze naszej odpowiada najprzód
pierwszy tom historyi polskiej Naru3zewiC2a^
1'8©
bo w nich porasz jł oa myól o sfatyriaDflzoi&yiiiie ^ ctio^
i dla n«s wynalesd podstewc naszego rodowodu hi-
storycznego.
Do tego rodzaja badań uales&§ następnie filozoficzno*
historyczne poszukiwania HugonaKołł§taja, któ^
re pisał w więzieniu. Rzeczywiście , jeżeli porównamy
jego dzieło z równoczesnemi dziełami najznakomitszyok
ludzi we Francyi i w Niemczech, widzimy w nich
wiele podobieństwa i niejako te same koleje myśłi
wielkich i zapatrywań si§ na przeszłośd nsjodleglej^
sz§. A kiedy mówię tu o odległej przeszłością mówię
to o pierwszych wiadomościach o Sławianach i Scy-
- tach , które tylko z gi^eckich pisarzy, Herodota i Stra^
bona, następnie z pisarzy rzymskich, a w końcu z
pisarzy bizantyńskich ezerpad można było. Kołłątaj
odsłonił tu jenialnym duchem swoim bardzo wielkie
widoki, i w tych jenialnycłi rzutach wypowiedział
rzeczy, których wprawdzie historycznie dowieśd nie
umiał, ale które filozoficznie przejrzał i ocenił.
Znajduje także ta praca na polu sławiańszozyzny
odgłos w warszawskiem Towarzyirtwie przyjaciel nauk
a miabowiciach w badaniach nad słavviańszezyzB§ Su*
r o w i e c k i 6 g^O , tudzież w - dzidach historycznych
Tadeusza Czackiego, który rówsiei do baanko
odległej si^n^ł starożytności; następnie w porówna-
wczych językowych badanaaoh Lindego, w podró"*
Zach Aleksandra Sapiehy po krajach slawiań-
skich, a w końcu w badaniach Eakowieekiego i
Zoryana Chodakowskiego. Wspomnieć tu także
muszę jeszcze o pracach bardzo znakomitych w tym za«
wodzie, chociaż objętych w języku obcym ^ bc wfrąp*
190
i^askim, mianowicie o pracach Jana Potockiego.
Badał on mitologię Sławian i dzieje przedcbrzęściań-
skie sławiańszczyzny, odbywał w tym celu podróże
po Kaukazie i Małej Azy i , wydał także historyc swych
czasów i zastanawiał się niezmiernie gruntownie nad
chronologia ze stanowiska historyi powszechnej, od-
nośnie do narodu polskiego.
Nie były to tedy pojedyncze usiłowania; a ja
wymieniłem tu tylko głównych niejako szermierzy i
pracowników, przedstawiając szereg prac konsekwen-
tnie przeprowadzonych na polu badan sławiańskich.
Wszakże prace te nie miały żadnej ani politycznej
ani socyalnej barwy, lecz były to czysto naukowe
prace, do których się naród polski sam ze swe-
go stanowiska historycznego śród rodziny sławiań-
skiej poczuwał.
Zrobiłem uwagę, że w powszechnej literaturze
europejskiej była na kilka dziesiątków lat wprzódy myśl
ta, czyli raczej tego rodzaju praca poruszona; szcze-
gólnie w Niemczech wychodziły bardzo gruntowne
naukowe dzieła, obejmujące opisy starej sławiańszczy-
zny nadelbiańskiej , nadodrzańskiej i pomorskich Pa-
wian, obejmujące tedy plemiona wygasłe, ich wiarę,
zwyczaje, dr<^ handlowe Jtp,
Wiadoma bowiem jest rzeczą, że drogi z całej
sławiańszczyzny pogańskiej schodziły się nad Odr§,
a od Odry następnie , którą była szlakiem handlo-
wym, posuwały się aż do wyspy Rugii. Wyspa Ru-
gia i okolica jej była niejako świętą dla wszystkich
Sławian , wielkiem miejscem skupienia i obrzędów re-
ligijnych, i po dziś jeszcze] można na tej wyspie
191
spotka(^ 8i§ z temi wszystklemi świętościami. Co na
całym'' obszarze od Dniepru aź do Odry jest rozsy-
pane, wszystko to mieści w sobie ta mała wyspa,
słowem sa tam święte gaje i jeziora, mogiły szlako-
we i wały, gródki i horodyszcza, żale z popielnica-
mi i łzawnicami i sm§tarze stare, podziemne lochy
i kamienie sadowe, napisy raniczne i zbiory, czyli
jak dziś się nazywają — wielkie muzea bożków sła-
wiańskich.
Na tych to przedmiotach studyował także Jan Po-
tocki sławiańszczyznę przedchrześciańsk§ , czyli po-
gańska, i widzimy, źe mógł już wówczas tak w lite^
raturze europejskiej, jak i w materyałach rodzimych
czerpad z bardzo bogatego gruntu.
Od tych wszystkich studyów były studya Zoryana
Chodakowskiego zupełnie odmienne. Nad jego meto-
da badan wypada nam się zastano wid nieco dłużej,.
gdyż stanowi§ one epokę, i od jego naukowych ba-
dań zaczyna się stanowczy zwrot w literaturze na-
szej. Możnaby powiedzied, że tak, jak kiedy kto chce
wielki skok zrobid, musi wzi§d najprzód silny za-
pęd: tak też i myśmy zrobili, czyni§c wielkie, sta-
nowcze i bardzo gruntowne przygotowania na polu
cdtej sławiańszczyzny, na polu badań ziemi ojczystej
i znajomości naszego ludu; i zt§d też mida zk§d
zaczerpnąd literatura nasza i przybrad zupełnie inny
kierunek. Ten zwrot, jaki fjej nadały tego rodzaju
badania, nie jest tedy wcale przypadkowy, i od po-
czątku tego wieku d§ż§ najprzód wszystkie najgrun-
towniejsze naukowe badania, a następnie Uterackie,
etnograficzne i językowe studya do tego, aby przy-
gotowad pole pod najnowsza nasza poezyc.
Zoryan Chodakowski różni się tern od wszystkich
innych badaczy sławiańskich , że inna jest zupełnie
metoda jego studyów; bo kiedy aż po te czasy były
tylko dokumenta pergaminowe, księgi, pomniki i sta «
roźytne zbiory przedchrześcianskiej sła wi anszczyzny
materyałem do historyi, to on pierwszy poczyna się
rozpatry wad po ziemiach sławiańskich , i czyta w nich
jak w księdze dzieje pisane.
Zoryan Chodakowski odsłania tedy pierwszy no-
we źródła historyczne; dla niego jest ziemia ojczysta
wielka księga, w którój rozczytywad się poczyna w
dziejach opisanych pługiem; w miedzach sied^b sła-
wiańskich, rozposażonych ponad rzekami, w starych
grodach, horodyszczach , wałach i okopach, w kop-
cach granicznych , w mogiłach zbornych i szlakowych
wyczytuje on rzeczy, instytucye i wiadomości, któ-
rych z dokumentów piśmiennych dotąd odczytać nie
można było ; z nich wyczytuje on niejako niespisane
prawo, które wszakże, jak niegdyś było obowiązują-
cym, jak z jednostajnego przekonania instytucyi pu-
blicznych wyszło, tak i dotychczas jeszcze jest warun-
kiem wszelkiego posiadania.
Drugą księgą, w którśj Chodakowski czytad po-
czyna, a w którdj przed nim nikt inny nie czytał,
jest : lud , siedzący w pośrodku tych miedz odoranych
pługiem, przechowujący miejscowe podania siedzib i
mogił, pieśni i przysłowia gminne, zabytki i obrzę-
dy idące jeszcze z pogańskiej sławiiańszczyzny, a w
końcu przechowujący zwyczaje, strój, sposób iycia i
193
zarobkowania, rodowy i druiynny obyczaj.
Nieszczęściem a raczćj szkod§ było dla nas, ie
Zoryan Chodakowski , którego jeniusz naprowadził
na zupełnie nowa drogę, nie ocenił należycie zebra-
nych skarbów, źe przeto bardzo wielu ludzi potrzeba
było, ażeby przeszli przez to pole , i bardzo wiele lat,
ażeby te wszystkie badania mogły się w jakiś wiel-
ki, porządny system ułoźyd. On sam zrobiwszy nie-
jako pierwsze odkrycia na tej drodze i okazawszy
je poraź pierwszy, on sam chciał wszystkie te odkry-
cia, badania i spostrzeżenia ułożyd w system; i to
sprawiło, że popętdł na niewczesne wnioski, że nam
nie dał żadnej całości , czyli raczej , że myśl jego wy-
przedziła jego zbiory i świadectwa, któremi mógł tę
myśl poprzed i rozwin^ó, Było to zupełnie to samo
na polu rzeczywistych badań , co na polu naukowych
badań u Kołłątaja, że był wielki geniuszem a nie
miał odpowiedniego materyału , którymby geniusz ten
rozporządzał. Zoryan Chodakowski wszedłszy raz na
tę drogę, wzbudził tak wielkie zajęcie w ci^ym na-
rodzie, że tego rodzaju studya st^y się odtąd w literatu-
rze nieodbicie potrzebne. I w kilkadziesiątek lat potem
caisL młodzież ówczesna naszła na tę drogę. Od tego
czasu rozpoczynają się podróże po kraju, przedsię-
brane nie jako zabawka, ale jako badania naukowe.
Każdy poczyna dla siebie zdobywad znajomośd
kraju i ludu. Dzieł nie było odpowiednich , i zaledwie
była dopiero metoda wskazana; ale właśnie dlatego,
źe nie było systematycznego badania, źe każdy we-
dle swojego usposobienia, wedle miejscowości i wła-
snego zapatrywania się na przedmioty robił poszuki-
98
194
wania i odkrycia, zt§d rozszerzyła si§ sfera duchowa
w tym kierunku, i badania były bardzo oryginalne i
niczem nie krepowane, co zwykle nie dzieje si§ wte-
dy, jeżeli badania wychodzę z pewnego kierunku da-
nego idei.
Chodakowski zbierając pieśni , przysłowia i po-
wieści, położył nadto, prócz badań historycznych i
sławiańskich , grunt do nowćj naszćj poezyi , bo oka-
zało się, że aby byd zrozumiałym, potrzeba umied
byd prostym; i przekonano si§, że nic nie było tak
zrozumiałem, jak owe gminne pieśni, bo były śpie-
wane od tysiąca ludzi. Ztad też , że były one proste
i przystępne, poczęliśmy chętnie przejmowad je, a
w końcu stały się one nawet do pewnego stopnia,
o ile były nacechowane prostotgj poetyczna, a nie
prostactwem gminnem , wzorem dla nowój poezyi pol-
skiej. Jest to niby owe jajo Kolumba , które dziś już
tak łatwo postawid po Kolumbie, ale przed Zorya-
nem Chodakowskim i przed tymi, którzy na tę dro-
gę weszli, było to bardzo trudnem, zwłaszcza, jeżeli
się zastanowimy, do jakićj stężałości ducha doprowa-
dził nas tak zwany klasycyzm francuzki.
W pierwszej epoce swojej był ten klasycyzm za-
jęty głównie tylko satyryczną stronę poezyi, tj. sa-
tyrę, bajkę i epigramatem, i dopiero w drugiej epo-
ce, kiedyśmy sobie niejako to przyswoili, przerobili
i zastosowali do własnych potrzeb, podniosła się po-
ezya, a tóm samom i literatura nawet do bardzo zna-
cznej wysokości.
Ale jak język francuzki, jak klasyczna budowa,
źe tak powiem, jak poezya ma swoje pewne ideę,
195
rym, formę, od których odst§pid nie może, tak też
przeszła cała ta stcźałośd na poezję i na cały spo-
sób pisania.
Nie łatwą było tedy rzeczą otrząśd się z tego; i
może właśnie tak pierwotnycli i prostych rzeczy, jak
są pieśni gminne, jak są przysłowia i proste głosy
ziemi, potrzeba było na to, ażeby się otrząśd z tćj
otężałości ducha i przejśd na inną drogę.
Korzyści tedy, jakieśmy z badań Zoryana Choda-
kowskiego odnieśli, były w tern największe, że po-
ruszyły życie, że każdy dla siebie musiał zdobywad
wiedzę ziemi, znajomośd jej i znajomośd ludu i jego
pieśni gminnych.
Szczególne były to czasy, gdzie spotkawszy się
z lirnikiem starym albo z gęslarzem, wziąwszy ołó-
wek lub pióro można było spisad na jednym odpu-
ście lub na jednam posiedzeniu mały tomik gminnych
pieśni. Pieśni te zapewne nie wszystkie były równaj
wartości; powiększyły się one następnie nowemi zbio-
rami , i będziemy jeszcze mówili o tem , kto się głó-
wnie tem zbieraniem pieśni gminnych zajmował; ale
one dały początek nowój erze, pokazały, jak mówię
nową drogę i sprowadziły na tę drogę naszą litera-
turę i poezyę.
Tego rodzaju były usiłowania i badania naukowe
w literaturze polskiej na obszarze sławiańskim. Jako
naród historyczny i oświecony poczuli się Polacy do
obowiązku pracy na tem polu w rodzinie ludów sła-
wiańfikich i poruBzyli pierwsi tę kwestyę historyczną
naukowo z narodowego stanowiska. Tak szły te rze-
czy w pierwszych piętnasta latach tego wieku i w
196
literaturze naszćj Wjnraźa si§ ten kieranek stanowczo.
Rosya widząc, źe Polacy zajmuję się sławiańszczy-
zn§, oceniła korzyści tćj pracy i podjęła tę ideę, ale
nadi^a jćj stanowczy kierunek polityczny, przekształ*
caj§c j§ na gabinetową teoryę panslawizmu.
Ażeby zrozumied gabinetową teoryc panslawizmu,
musimy cofnąd się nieco wstecz i ocęnid w po-
wszechności wpływ, jaki na społeczeństwo nowe wy-
warła pierwsza rewolucya francuzka.
Rewolucya francuzka, która wszystkie przywileje
zniosła , wywalczyła jeden tylko przywilej dla ludz-
kości , a to ten , źe żadne społeczeństwo, żaden kraj^
żaden naród nie może byd odtąd rządzonym bez pe-
wnej loicznój zasady, która za podstawę w społeczeń-
stwie służy; co większa, że w żadnym narodzie,
w żadnym kraju, w żadnem państwie niema odtąd
pojedynczego nawet stronnictwa, któreby pewnśj po-
litycznej doktryny nie przyjęło za zasadę swoją i nie
głosiło jój jako zasady żywotnej dla społeczeństwa;
to jest tedy ten przywilej, który sobie duch ludzki
przez tyle nieszczęśd rewolucyi francuzkiój wywalczył.
W skutek tego poczęły się po upadku rewolucyi
francuzkiój, i jeszcze przed upadkiem Napoleona za-
wiązywad w całój Europie religijno-polityczne stowa-
rzyszenia. Te towarzystwa miały na celu odbudowa-
nie społeczeństwa , albowiem po wielkiój rewolucyjno)
burzy i 201etnich prawie wojnach nastąpił pri^egląd
żywiołów społecznych, i zatrwożyło się wielu ludzi
o największe dobra ludzkości, jakiemi są: kościół i
wiara, religijne przekonania i wolnośd sumienia, ja-
kiemi są własnóśd, prawą rodziny, a ąakoniec prawą
197,
godności człowieka.
Oceniono, źe społeczeństwa dodatnich potrzeba
żywiołów, i w tym celu, jak mówię, zaczęły się je-
szcze przed upadkiem Napoleona zawi§zywad religij-
no-polityczne stowarzyszenia. W tycli towarzystwach
czynni byli najrozmaitsi ludzie, a nawet najzacniejsi
i w najlepszej wierze; chociaż ostatecznie wyexploato-
wała polityka na rzecz swoj§ te nowe usiłowania
ludzkości, pragnące odbudowad społeczeństwo nasze
jeźli już nie na dawnych , to przynajmniej na takich
żywiołach, na których mogłoby si§ ostad w nowo-
żytnym świecie. Napoleon w pamiętnikach swoich po-
wiada, źe głównie tym religijno - politycznym towa-
rzystwom przypisad musi swój upadek. Poczęły one
wi§zad się najprzód w Belgii , a następnie . w środ-
kowych Niemczech. Rozbudzone to nowe życie reli-
gijne działało także i na Rzym zgnębiony rewolucyą
i rządem Napoleona, a w końcu w restauracyi we
Francyi i na kongresie wiedeńskim wyświeciła się
niejako teorya tych całych usiłowań, i ogarnął tak
władzców ówczesnych jak i narody pewien mistycyzm
religijny, który z jednój strony znalazł poparcie w
bardzo jjenialnych ludziach , działających na tem polu,
a z drugićj strony u władzy. Dośd będzie przytoczyd
tu imiona takie, jak Chateaubriand , pani Stael, pani
Krtigner, Schlegel, Demaistre i t. p. ; dośd wspomnąd
o świeckiej partyi katolickiej , która odtąd rozszei;«yła
się w całej Europie. ^
Ale Rosya jedna tylko oceniła należycie donio-
słośd tych religijno-poli tyczny eh towarzystw; widziała
oną w tęm budzsyce się życie w kościele zachodnim
ids
i w tych wszystkich narodach, kt<5re albo juź prze-
szły przez bram§ kościoła i odpadły od niego, albo
które aż dotąd w jedności zostawały z kościołem
rzymskim; widziała ona tedy budzące się nanowo
życie odwiecznego swego nieprzyjaciela, i dla zwich-
nięcia t6j teoryi wywołała równie mistyczny pansla-
wizm gabinetowy.
Teorya gabinetowego panslawizmu miała urok no-
wości ; gubiła ona się w poetycznych tradycyach pier-
wiastku ludów sławiańskich ; dogodną była tern, źe
nie obiecywała nic zgoła pod względem politycznym
i społecznym, a jeszcze dogodniejsza stała się przez-
to, iż w końcu przypadła korzystnie do polityki Pio-
tra Wielkiego, bo albo obiecywała rozszerzenie wpły-
wa rosyjskiego za pomocą panslawizmu, albo też
rozszerzenie wpływu prawosławnej cerkwi.
Tak tedy pojęta i podniesiona teorya panslawizmu
znalazła już w gabinetowych instrukcyach dla siebie
na kilka dziesiątków lat zakreślone pole. Gdyby by-
ła ona rozwijała dię tak, jak n. p. u nas potrzeba
badania Sławian; gdyby — mówimy — niebyła się
rozwinęła pod wpływem instrukcyi, nacisku zewnę-
trznego i pewnych dróg wskazanych, może byłaby
rzeczywiście' wielkich dokazała rzeczy , podobnie jak
się stało u nias , źe wstąpiwszy na tę drogę doszliśmy
do literatury narodowej. Wszakże, gdy jój z góry
zakreślono koło jćj duchowego życia, tedy nie wy-
szła ona przez pięd dziesiątków lat z tego błędnego
koła i obraca się w nióm jeszcze dotąd.
Rozpatrzmy się teraz bliźdj, jakiego rodzaju były
te instrukcye, i czego żądano po Sławianach pod
.199
ws(gl§dem ow^j teoryi panslawistyczn^j ? Najpradd
mieli si§ wszyscy sławiańscy uczeni zajad badaniem
przedhistorycznej przeszłości. W tój wolno było im
8i§ gubid podług upodobania. Już z góry powiedzied
było można, źe jest to rodzaj loicznego absurdum,
bo przed historyk nie było historyi, a więc nie było
czego i kogo badad; ale mimo to było główcem sia-
daniem panslawistów, ażeby gubili się w przedhisto-
rycznych rzeczach; jakoż zmarnowały si§ tysiące ta-
lentów i zdolności na tój drodze , z którój nie można
było wynieśd ani źadnój wielkidj prawdy społeczn^*,
ani żadnego pewnika historycznego, ani w końcu na-
wet żadnój znakomitości literackiej, bo krzywo obra-
na droga nie daje nigdy i nie może dad nigdy zna-
komitych rezultatów.
Po wtóre, żądano od historyków parislawistycznej
szkoły, ażeby Rosyc dzisiejszą wylegitymowali z ksią-
żęcej Rusi , z Rurykowskiego państwa , i przyczepili
całą jćj dzisiejszą exystencyc do tego pochodzenia.
Tu znowu wolno było badaczom gubid się do woli.
Trzeciem wreszcie nadaniem, jakie mieli historycy
panslawistyczni , było, ażeby okazad, że naród ro-
syjski, że cerkiew prawosławna, którSj cesarz jest
głową, ma odwieczne prawa na tój ziemi, i źe cer-
kiew prawosławna jest narodowym kościołem sławiań-
skim. Takie tedy były główne cele owój instrukcyi
gabinetowej dla panslawistów.
Drugiego rodzaju badania, które wskazane były
sławiańskim uczonym, były to studya językowe. A
więc potczętp stwarzad 4wiat od początku , jak gdyby
Sławian nigdy nie było na ziemi i jak gdyby nie
200
mieli oni żadnej zgoła przeszłości; zaczęto dorabiad
im nowe charaktery, nowe pisownie , nowe gramatyki,
nowe słowniki, i z każdym dziesiątkiem lat odkry-
wano nowe narody. Pod tym względem była szalona
praca i konsekwencya. Wszakże na tój drodze nie
można było przyjsd do niczego, bo na to, aby mie<5
język piśmienny, potrzeba naprzód wielkiego histo-
rycznego faktu, któryby spowodował wielkie rzesze
ludów do wydania i urobienia tego języka. Gdzie ta-
kiego faktu nie było, tam język piśmienny będzie
zawsze tylko płonnem usiłowaniem.
Dalszem zadaniem badań uczonych Sławian były
studya etnograficzne, tó jest zastanawianie się nad
granicami ludów sławiańskich. Tu tedy pociągnięto
na karcie linię od Alp środkowych wzdłuż Adryaty-
ku do Kattaru, zt§d do ujścia Donu, ztad do ujścia
Dniepru w górę aż ku Uralowi , potem po Bi^yk i
Odrę i Łabę, i w ten sposób zakreślono na karcie
ogromny niesłychanie obszar, który jak się okazało
liczbą mil kwadratowych przenosi nawet posiadłości
germańskie i romandzkie , a liczbą zaludnienia doró-
wnywa tym plemionom. Wszakże jeżeli to odgrani-
czenie zewnętrzne było bardzo staranne, nawet bar-
dzo dokładne i sumienne, to trzeba znowu przyznad,
że odgraniczenie tych badań etnograficznych na kar-
cie wewnątrz było bardzo stronnicze, bardzo niesu-
mienne i polityczno - tendencyjne. Natura tworzy za-
wsze podług tych samych zasad etnograficzne grupy,
narzecza i języki; dziwną tedy byłoby rzeczą, żeby
na zachodzie i południu Sławiańszczyzny karta ta
wyglądała jak arlekińska kurtka , na drobne centki
201
póknMBoim, kiedy prseeiwnie oał§> Rossy$ prz«0ł§gni9^
to jednym kolorem, ieby bkas^d, źe jak jest poli*
tyeznie potcdD§, tak również jest etnografiosenie ci^§
i nieroKdzielna. Tę pnsyałog^ zrobili Rossyi uczeni
panslawistycznćj szkoły eześkićj.
Ostatniem nakoniec zadanieni usiłowań naukowych
HA poła sławiflńszczyzny było zbieranie pieśni, przy-
śle i powieści; chciano bowiem, żeby si§ ta teorya
edfliała nrokiem poezyi , i sia^cto do kopalń , gdzie
wydtibjrto neozywii^Gie bardzo wiele wybornych rze-
czy- jak n. p. że starożytności: Królodworski rc^
ko|^i8> Serbskie pieśni Marka królewi-
cza, SłbWo w pułku Igora; jak w Sano-
ekietH: Kolędy ludowe, pieśni Sobótki, pie-
śni Kupały, i t. p. To wszystko jednak poiAuźyło
ty&ó de wickisaego jeszcze ro^rot>ienia Sławian; bo
]vd teraz żoalazłs^ ledwo ród najmniejszy, byłe dla
kogo, w imieniu równouprawnienia, zaź§dano niby na-
rodowośei; napisawszy gramatykę dla niego, słowni-
wek jego prowkicyonalizmów, i zebrawszy jego pie-
śni gmimie s^dsobo^ de stworzono jui naród; i jakoż
będę rtawiiiEiBkie ludy i narody bardzo długo pokn*
towały za to i bolały, że brały jedno za drugie t. j.
że brtaly ojeowknę za ojc^ziłf , narzecza za jyzyki
piśmienne , wspomnienia miejscowe za narodowe wspo-
mnienia, że brały sojusz drużyny za przymierze na-
rodu, a w końcu, że brały ród za naród.
Tego rodzaju tedy były us3ówania uczonych sła-
wiańsłdch panslawistycznśj szkoły, tak u nas jak za
granic§; u nas na drodze naszćj właściwćj, za gra-
nica zaś w pismach tendencyjnych; wszakże zapo-
89
d02
wiedsianyoh korzyści nie preynioiAy one wcale. Ba
Sławianom nie Auij panslawistyczne teorye ani aku-
pienia, ani pojednania, i owszem przyłożyły się do
poróżnienia icli wewnętrznego. Taka była pierwsza
epoka usiłowań panslawistycznych idei.
W drugićj epoce poczyna się już wprost agitacya
polityczna w Polsce, w Węgrzech i w południowćj
Sławiańszczyźnie przeciw Polsce, Węgrom i Niemo-
com wymierzona; agitacya usiłująca od pewnych na*
rodów oderwad ich sUadowe historyezne częścią na
zasadzie równouprawnienia, i tćmsamćm nietworzyó
sojuszu, ale historyczne sojusze rozrywad, które każ-
dą częśd w niemocy zostawiając; nie zdołają społe-
czeństwa sławiańskiego przyprowadzid do żadnego
wyższego rezultatu.
Rzeczywiście jest ta teorya panslawizmu wielkióm
widmem na zewnątrz, na wewnątrz zai jest ona sła-
bą i rozbitą w sobie. Zewnątrz nważana może ona
byd tylko środkiem do przeprowadzenia daleko in-
nych jeszcze hegemonji ; wewnątrz nie dogodziła <ma
ani umysłowemu życiu narodów, ani ich społecznemu
położeniu. Jakoż z każdym dniem więcój poznają się
na tćm narody sławiańskie i zapytują dawnych (Mrse«
wodników swoich: „Gdzie to nas prowadzicie?^
X.
Bomerzaaie m$ widiiokręga literAtuzy^ XIX wieku. — Poriwnanie iy-
cia dachowego z Wisł^. — Idea filozoi^i niemieckiej i dwie epoki jąj
wpływu na literaturę nasz%. — Estetyczny charakter studyów filozofi-
eznycłu — - Pisarze niemieccy największego wpływu u nas: Scheling
i Herder; Goethe, Schiller i Jean Paul. — Wykłady filozoficzne
ELazimierza' Brodzińskiego. — Maurycy -Mochnacki i jego literatura
polska XIX wieku. — > Wadawa z Oleska recenzya ,,Poety i Odlud-
k<Sw* Fredry. — ^Haliczanin^: prace filozoficzne Chł^dowskiego i Jana
Nep. Kamińskiego. — Pisma Szaniawskiego o filozoigi nieipieckiej. —
Druga epoka stad;f ów filozoficznych. — Panowanie filozo^i Hegla. —
Ji^efa GołąchoWskięgo dzieło: ^Stosunek filozoCi do ńyeia pojedyn-
czych ludzi i do żywota ci^ch nftrodów. — Karol Libelt i Dekalog*
jego. — Bodhwic i jego Filozoiga chrześciańska. — Józef Sjremer.
— August Cieszkowski i jego ^Ojcze nasa"^. — Antoni Helcel -—
Eleonora Ziemięcka. — Zygmunt Krasiński. — Gołuchowskiego « Du-
mania nad nąjwyższem zadaniem człowieka i rodu ludzkiego* Broni-
i^w Trentowski. -^ Deotyma.
Jnź na samym wstępie muszę nprassad dziś o
pobłuiaoie; znajduję się bowiem w trudnem położe-
nia; mam o rzeczach bardzo niezrozumiałych mówi<5
CTOZum^ale, o trudnych rzeczach łatwo.
Z kolei przystępuję do idei filozofji niemieckiej,
która w literaturze naszej w cięgu tego wieku pano-
wanie wzięła, i przez lat 30 stanowczy wpływ na li-
teraturę nasz§ wywierała.
Jeszcze nim przeszła z teorjri w zydle idea ency-
klopedystów francuzkich, kiedy idea panslawizmu za-
ledwie w pierwszym okresie swoim std:a, już zrodziła
204
się nowa idea, czyli raczćj postronnie zrodaona zo-
sti^a od nas przyj$t§ i wprowadzona do literatury;
jest to idea filozo:Qi niemieckidj.
Epizody życia dachowego 8§ zupełnie podobne do
epizodów natury; czem uboższe jest życie, tćm je-
dnostajnićjszem płynie ono korytem; czćm większa
ideę naród w sobie wyrabia, albo czśm wiccćj z ze-
wnątrz przyjmuje pierwiafitk<$w, tóm bardsió^ wzmi^
się jego życie i tem większe odnosi korzyści.
Z przyjęciem nowych idei europejskich, przejętych
od posfronnych, rozszerza się z każdym rokiem wi,-
dnokr§g literatury XIX wieku.
W tem porównałbym j§ do wspanidićj Wisły na-
szćj, która zebrawszy górskie wody, ze znacznym spa^
kiem zrazu w zebranym płynie korycie ; ale wdatezym
biegu dzielid się poczyna na ramiona, robi częste zar
kręty, odsypuje {haskie kępy i odrywa po brsegadb
wyniosłe ostrowy dębami porosłe. . . . Każde jśj ramie
snując się srebm§ wstęg§ po zielonym świecie, od-
słania po brzegach stare kościoły i zamki, bid:e dwo-
ry i gęsto nasiane sioła, otoczone kwitoąceini sadami.
Każde ramie płynie za siebie, każde przyjmuje <K>r^
nowe i corajs większe rzeki , a kolor wody, któf§. t^
rzeki nios§, nie i^czy się do razu z kołoren ę^wo^
go wartu Wisły; bo każda na nowo wpadająca i:zeka
spływa ku Wi£L9 z cal§ atmosfer§ swipji^j okolicy. Tu
zaleci cię zapach świeżo skos^onyoh ł^k , ki9dy płj^-
niesz w łodzi ; ówdzie zapącb kiwtoj^cyob; li^ i; nihy
pasieki miodnój; dal^ zaleci mę. wonny oddech bal-
samicznśj smółki sosEH>«^ch borów, a od> UM9«^
siedzib zapach rannego plęozywa, l|łboda(td<^ WfMh
m
PQ ^vą^ o4daU ^ąt^f}r i {lo nądb^M^i^jrcti S^CWftl^
€44ad[ł zieoąi. Kiedy fli^a^ Dfli tak^ o4QOg9 wcbiodfFJ^
Ę ktfói^ch, ksułda niby dla webi^ oddsddlii^ nel);^ adar
jp ns formowad, sp^tpi oiwf!«, bł§dz90 po^ tjr(^ odr
iic^^h, bo pssy tęm wmc^ ognwku, pny i^ll&isv»
im jui ooeowął, po oałpdsmm^ po^&óiy i^a«vm; ppr
Q<jNt|i^ inii przycbodzi; ta)L więU^ie 89 zakr^ty^ i«|[
c^omne sdiK)CTenia I4j ra^ki* Głownie koiytp Wi«2^
xi0sywąJ9 flisacy f^ififiAką*^. Maika wówczas aay<!iba aa-
pełnie^ i zdaje się, źe {pr^wdisiwa Wi^a ginici., ia
Odnogi poBtroiłwe aabrajty wą^ystkte, jej wody:^ i Wedy
^ję mu si$, i^ m§ bardzo dakko/ odbił zaki^tam
rzeki od awou^h i od siobie, ^6mm9^ ^^»}i, Wf
znowu wszystkie odnogi Wisły w jedno QfffQmp9 zm^
siadło; a zU§kaiiy nil^ ną odnodM fli/wk widai to i
CTOJ# 990W9, i» 819 wwyat¥e łodńe m }f^^ wybiły
4wiei;(»iadło , i źe to on, m «!9ay0tkiQmi Bwj^i anoiwu
Do tyeh epwod^w m^ory podi^oa H ^ipi^odj
dwhówe źyoia nfh0i^4^: »^ tilMśazyi ca^ jednor
atajniejszy jest duoh^^wy ifmot oarodHi w^ %6m haf^
dai^j a^bmnćm i^oie ou. koryeie; eaćm wdcońjj iy-
mińlów wlawydi tw€rai{|/! Ijob oboy^ j^Zfybimi ,. c«óq»
dalćj się odstrzelą od rodzinnego ogniska* m^ ftl tfflr
ko, abff Sb noM^m Mbylkiam kt^ź^. po obcycbi brze-
gtek powrócił do siebie i s^oicb, tam bard^ićj/ riOor
magu nlę dt«ek i wiAmoim^^; ^ kiedy anowu jak ów
flisak z odnogi Wiiiy na melkje wypływa; amofciadfei
lEÓd^ potftej^ zabran^ohy wids^i ie loft ']^l nio* nie
gnmi., bo ta. i woda doiaośn*, i oa ^Im hi^ iNiM
iljfcy i i«fy, fctóiyćk 019 lękał, ł wszyscy wypłynęli
snown na to wielkie zwiercia^o, co samotnie po tó^
śhych bł^dioli odnogach, i słońce pali tnę we dnie
Ha tom zwierciedle złotym swoiin blaskiem, a noc^
odbijaj§ si§ w niem wszystkie gwiazdy boże. Flisak
przybija do brzegu, rozpala po galarach nocne swoje
ogniska; a ze starych grodów wychodz§ Indzie, wita-
ją w iinic Bo^a mow§ ojców nieznanych żeglarzy,
py#aj§ o przebyte przygody i drogi, ofiamj§ goiScinne
przyjęcie w swym progu i odprawiają z błogosła-
wieństwem w dalsz§ podrói.
Szermierze ducha to flisacy narodu ! Szermierze
ducha, to górnicy narodu! Z ciemnych sklepień ko-
palni wydobywają oni dla narodu i sól pożywna, i
złoto, i żelazo;
Bez chleba, bez soli, bez złota, bez żelaza obejść
się człowiek iiie może; nie będzie uczty bez soli i
i^Meba; nie będzie stroju bez złota, nie będzie ani
pługa ani oręża bez żelaza. Ale kto kiedy pomyćlał
"przy uczcie 6 górniku, ltib» o owym flisaku, który
się biedzi i z największemi niebezpieczeństwami wal-
cay, bł§dz§c po swych odnogach?
•Do tego obrazu podobnym jest zupełnie ten epi-
zod w naszój literaturze, kiedy poczynamy się zajmo-
wad Uteratur§ ni^nieck§.
Lubo mieKimy wiele stosunków z narodem nie-
mJdckim, Stało się to przecież nie na raz, że zMt^
liśmy przejmowaó od Niemców ich język, ich fiło^so-
fjl i rozpatrywaó się w ich literaturze.
Wielkie burze, które panowały na końcu zesdi^o
wieku,: i dwudziestoletnie wojny, które w skutek rndk
na0t§piły, sprawił}r« 2e nikt nie awaiid na ogromną
4ycie dctfdiowey które ai^ w efsi^dmoh roewijato na*
rodach) i kt<$re prMznaczcme było takde oiywić w csf*
ki lite^aturgi nawą.
Epokę tedy w^ywu idei filo2o£|i i literatury nie«
miecki^j nnyźemy dałowad dopiero od roku 1815 , i
tir^yd^eód lat pfaeoje nar4d nad tćai; wytrwale) aźa*
by 819 z t^ ide9 ^smiaraydi aźęby j§ w C3c^i p»y*
8woi<$ eol^e^ a^by J9 przerobić, a w koi^cn z nabyt-
ków nowym powrócić do literatury wUan^j* .
Wypada nam w tym względzie roaróinid dwi«
główne epoki.
W pierwezej epoce, od. r. 1815 do r. 1830, mą
wf^yw fi}o8oQi nijemieoki^ na literątar§ neiiB% charąk^
ter wyłącznie estetyczny.
Jn4 po r. 1815 pobierała częśd młodaieźy naisa^)
etndya w uniwertytetacb niemieckich, jedni we.Lwo*
wie^ di!iidzy Mii w innych ani wersy tetach^ mianowi*
cie w wrocławskimi berlińskim » & nawet heidelberg-i
skim. Powoli tedy. saessynąmy się oswajad ze aboązą-:
niami i studyami niemieckiemi , i włą^piwie npowsfl^
chnił dopiero jeni«sz tego narodiA literatorę i j^zyk
niemiecki u nąs.
Poczynając się tedy rozpatry wad tak w ideach
filozoQi niemieckiój, jak w wielkich utworach poetyk
celnych t^^ narodn , trafiaioy juź na epokę ukończo-
na dochpwo i arfya^cznie zamknięt§ , a zatćm pozo*
sti^c nam wolny wybór tak w systemach filozoficz-
nych, jak w przejrzeniu ąkąrbów poetyozny<^ tęgo
narodu ; jakoż bierzemy z nich to tylko , co skupie-
nieia dq«^ycb pra^, hib artystyo^nem wcieleiiiem
Maje się dła nas do ram iatotJoimiaUm*
Literatara niemiecka totpocŁ^ swój żywot na
gtoneie hninaniternych stndyów, wzniosła ai^ w fflo*
zofji Bwojćj do sfer transcedentalnyeh dadia, a wcie-
Hła w poesyi swojej MjwyiflBy nowożytny artyzm.
Filozofja i literatura niemiecka nie mogła wziąić prze-
to narodowego kieruaka, wie wyraża stan czyfito ludzki
dachowy, hniAanitamy, artystyczny i kosmopolityczny.
Wstępując w tę sferę duchow§, musielSżmy zane-
gować wszystko, nad czćm narói nasz od kilka wie*
kóW pMCow^ił.
Tu przychodziło się złamad z potęgę bezbrzeżu^
ftlćKsofieznćj idei z jednćj strony^ a. z drugiej z arty-
styttsni^kn wcielenitom tćj idei w sferze poezyi*
Co do autorów mieliśmy wybór wolny, bo cala
bibliolekA litei*atak'y niemieckiej stiia przed nami , a
ztobiliśniy wybór fcaki, iź po przepasowaniu się M
Wsitystkiemi syśtematami filozoCi niemieckiej, przyjęłiA-
my te systemata, któne w skutek kistoi7(»sn^ plrak-
ty^^mości odpowiadała nąjwięećj narodowym usposo-
bieniom naszym.
Z poetów zaiS nkmieckieh wyb^alifeny tyth^ któ-
rzy skończonońcię formy, potęg§ uczuda^ iiidcJ#<dttk
Wyeiowieniem, lab potęgą myśfi hajbardziój ttlid zaję-
li. Dod^ tu fśstcae titteba; że w eidwżj Utel^aturae
ni^taooe^ćj była tl| Wielltt| klbmrt^ dacb^W^ą, któM
Bpi§^ń filozoficzne ityistiDliiitti z ^i^ij^ ulttnieckie^
niih^du, była, jA łiiói^ic, t§ Ua(mr§ śMeftykU i hff'^
tykft, ^yU in&Cż^ mówiąc, ottenienie pięknoiet póM^
dsttytA TSt stefhóhftiska ńilotedji.
Itelwiiym tedy mtfóm, deptMktykb^tt^ Mttóib^
209.
jeeh filozoi^i, roKpoozymi się m nas rozpowszechnienie
idei filozoficenych od estetyki. Ona wprowadza nas
w dziedzinę filozofji i od nićj poczynają si§ u nas
następnie ścisłe filozoficzne studya.
Piętnaście lat, bo od 1815 do 1830 rozwijają się
u nas pojęcia estetyczne w literaturze. *
i^astępne 15 lat, od 1830 do 1846, stanowią drugą
epokę, a tę cechuje juź wyłączne panowanie filozoCi
niemiedićj i systematyczna praca na polu abstrak-
oyjnćm, ktdr§ literatura nasza przyswaja sobie naj-
]»*zód wszystkie systemata filozoficzne niemieckie, a
następme wydaje oryginalnych myślicieli, którzy jeżeli
nie tworzą systematów filozoficznych, to przerabiają ich
przynajmniej nmiejętność do tyla, Łe filozofja widzi
się w końca na zupełnie inne pole przeniesiona, w tóm
szczególnićj, źe jćj podano nowe kwestye filozoficzne
do Rozwiązania, któremi się dotąd nie zajmowdia fi-
loesoCa.
Przypatrzmyź się teraz bUźej obu iym epo-
kom i podejmowanym w ciągn nich pracom narodo-
wym. Powiedzieliśmy, źe po roku 1815 miehśmy jui
ptaed sobą niejako całą bibliotekę filozofji i literatury
niemiei&ićj, i źe przeto mogliśmy wybićrad z niej
dowolnie i6, co f^aktyczaością lustory<$zi&ą odpowia-
dcfle aajwięc^ nąstym usposobieniom narodowym. Ja-
koż nie trżyittJaisL się w tym względzie literatura nasza
żadnego porządku, śoi teź przyswajida sobie bezbra*
ku wszyśtkidsi pisarzy i wsżyatkie idee. Tylko tych
pisarzy- itótay albo w skupieniu dticha działali na
nas 4 aB)o teź potęgą swojego uczucia, wysokim arty-
zmem swoim, lub nafcoDiee p6tęg| swoidi myćli nas
uderzali, tych przyswajaliśmy 8obie szczególnie i przy-*
sposabiali niejako, i podłag nich kształciły się teź u
nas i filozofja , czyli właściwie estetyczne studya, i
nawet własna nasza poezya. Ta tedy stoi na czele
pod względem filozoCi cały szereg znakomitych imion,
bo: Kant, Fichte, Schelling i Hegel. Wszak-
że z tych wszystkich przyjmujemy najserdeczniej tyl-
ko Schellinga, dla tego, bo jego filozofa dzidtała w ska«
pieniu ; bo była jak j§ tu nazywano identyczna, bo
nakoniec on wciągnął fantazya w sfer§ filozoCi i za
j4j pomoc§ usposobił umysły do pojęcia rzeczy ab-
strakcyjnych, w sposób prosty i łatwy dla każdego.
To dało tak wielki wpływ SchelHngowi na literaturę
nasz§, i. to sprawiło, ie umysły żywsze z szczególe
niejszćm zamiłowaniem pddawi^y si§ badaniom jego
filozoi^i. Podobnie działo się i z innymi pisarzami.
Nie wszyscy sprawiali równe wrażenie na nas— i dru-
gim z kolei pisarzem niemieckim, który obok Sdiid-
linga wywićrał największy wpływ na literaturę na8z§,
był Herder, a to dlatego , ponieważ badania jego
miały przedmiot raeczy wisty, to jest historyą; i gdy
z jednćj strony, pod względem estetyki, znaleźli filozo-
fowie u nas rzeczywisty przedmiot i substrat niejako
dla siebie , którym się zajęli , to równocześnie z dru-
giej strony rzuciła niemiecka filozofa wielkie światito
na historyk filozo^i i £Aozofj§ historyi. Tak jedna jak
druga miała już rzeczywisty przedmiot, a umysły na-
sze 8§ tego rodzaju, że ich na długo mrzonkami nie
można zajad, jeżeli ostatecznie usiłowania ducha nie
maj§ prowadzid do rzeczywistych zdobyczy, do rze*
czywistych rezultatów duchowych.
m
z poetów mieli pod względem wysokiego artysty-
csnego ukończenia największy wpływ: Goethe a
po nim Szylłer z tego powodu, ponieważ jako po-
tęga uczucia zawładnął csljm narodem, i u nas,
którzy jesteśmy uczuciowi, wywierd: wj^yw taki,
jaki się potędze tak wysokiego uczucia należy. Po
nim dopićro przyszedł człowiek wielkich głębokich
myćli: Jean Paul, i w nim to, jak zobaczymy,
znaleźli niektórzy pisarze, nasi wzór dla siebie, a
mianowicie niektórzy poeci, chociaż tego rodowodu
nie okazano dostatecznie. Jeżeli studya filozoficzne na
uniwersytetach niemieckich przyczyniły się głównie u
jednój części młodzieży, mianowicie w Galicyi i w Wiel-
kiej Polsce do upowszechnienia niemiecLićj fiilozoCi i
literatury, mianowicie poetycznej, to w samej War-
szawie przyczynił się do wprowadzenia pierwszych
idei z filozofji niemieckiej głównie Kazimierz Bro-
dziński. Brodziński jest u nas tym znakomitym
mężem, od którego wszystkie nowe kierunki w lite-
raturze naszćj bieg swój poczęły. Duch jego jest po-
dobny do dzwonka wiejskiego kościółka, który ludzi
pokoju i pracy o świcie wita na polach, łąkach i
drogach pozdrowieniem anielskićm, wówczas, kiedy
w dymach czerwonych drzymią jeszcze wielkie dzwo-
ny stolicy. Brodziński wyprzedził, oceniając literaturę
niemiecką, cały naród; a że był professorem, i z ka-
tedry wykładał literaturę, ztąd też udzieliło to się
wszystkim jego uczniom, czćm on sam był tak bar-
dzo pzejęty. Brodziński miał to wielkie przekonanie
wytrawnego człowieka; „że wielka prawda cicho wstę-
puje w życie-; jakoż powtarzał on to nieraz zaufańszym
liwoiosa ewodm. Gdyby BrodzuaBki był z isnmem i
hałasem, a trybami i koliami , jak to mówi§, zapo-
wiedsiid; now§ er§ filozoficzna, kto wie, czy byłby
tak wielkich dokaziJ rzeczy, i czy byłby wywarł tak
wielki wpływ na swoich słuchaczy i uczniów, a na-
stępnych pisarzy w całćj literaturze naszćj, jak si§ to
stało dzięki owemu przekonaniu, źe prawda powinna
cicho wstępowad w życie. Robimy tu uwagę^ źe Bro-
dziński wykładał z katedry jeszcze jakiś czas równo-
cześnie z Osińskim. Osiński był to człowiek starćj
szkoły Laharpa; wyi^ow^ swoj§ niesłychana i dekla-
macy§ umiał on zaczarowad i zaj§d cat§ Warszawę,
zbierać huczne oklaski i podziwienie publiczności, wów-
czas, kiedy Brodziński zrozumianym był tylko z razu
dla małćj liczby swoich uczniów. Gdyby tedy Bro-
dziński był zappwiedział nową erę filozoi^i i literatu-
ry, byłby niezawodnie nie mógł przeprowadzić tych
rzeczy, które przeprowadził. Bo wówczas panowfd je-
szcze francuski klassycyzm w Cidym narodzie i z oał§
swoją wziętością. Idea tedy filozofji i nowe pojęcie o
sztuce i poezyi, zostały tu niejako przemycone, ao*
stały wprowadzone najprzód do małego kółka wybra-
nych; i odtąd tóź będziemy to widzieli w literaturze
naszej, źe szerzy się ona pierwotnie zawsze z miłego
kółka wybranych. Charakterystyczną cechą, od Bro-
dzińskiego począwszy jest, że filozofja, czyli idea fi-
lozofji niemieckiej wchodzi na drodze estetyki do li-
teratury, że się podług nićj kszti^^ili ludzie, że po*
^ug nićj oceniano utwory sztuki, i że ona wj^wała
znawstwem na nową naszą poezyę. Okaże się ta bo-
wiem później, ze znawstwo wysokie i wysoka zne^
nz
mo66 artyzmu postawifai naszych podK5w na tym wy-
sokim stopniu, na jakim ich ostalecsnie daiiii^ widzimy.
Ros9pocz§ta przez Brodzińskiego droga stała yaś
otworem: przybył tedy mąź z wielkim jftniusaem i
z nowemi słłami, i rozwinął to, co Brodziński rozpo-
częć Tym męiem był Maurycy Moehnacki: je-
go rozbiory estetyczne, które się równocześnie zpier^
wsz4mi płodami naszćj poezyi okazały w pismach
publicznych, były prawdziwą szkołę, były prawdzi-
wym uniwersytetem dla tćj całćj części narodu, która
{»rz«czuwaj§c nowy kierunek literatury, chwytała skwa-
pliwie kaide słowo, zk§dkolwiek by ono padło, jo;-
śli ono tylko utwierdzało ją w tćm przekonaniu, ie
powołam jesteśmy do stworzenia nowćj literatury.
Maurycy Moehnacki swojemi rozbiorami upowsze-
chnił wyobrażenia estetyczne do tyla, iż w końcu ci
wszyscy, z których żaden nie znd: fiłozotji systema-
tycznie wyłożonćj, mieli już z samych roa^raw jego
pewne utarte wyobrażenia o zasadach sztuki i o jćj
warunkach. U nas poszło to nieco później, jak w po<-
wszechności we Lwowie później dopiero roopoczyna
żywot swój literatura. Wazakże i my mieliśmy ludzi
piszących na tóm pohi i trudniących się filozo% i
estetyką. Bo jednej z pierwszych prac policzymy Wat
cła w a z Oleska ówczesny pamiętny jego rozMór
małej komedyi Fredry: „Poeta i Odludki^, którą oce-
nił on już z "^nowego zupełnie stanowiska. Cytujemy
tutaj dlatego tylko tę recenzyę, bo świadczmy ona już
o eafój znajomości filozofji niemieckiej, o c^ćj źiaajo-
mośpi sfery estetycznej , i ponieważ była ona niejako
pierwszem te|^ rodziy^u a^awiakiem w naszym kraju^
214
Następnie zaiS można powiedsied, ie&mj uaiłowania
innych prowincji polskich wyprzedzili, bo w Hali-
cz anin i e natrafiamy juź na stadya wcale systema-
tyczne i gruntowne.
Haliczanina wydawid Chłędowski, i po raz
pierwszy spotykamy się ta w literaturze naszćj z wy*
kładami wprawdzie krótkiemi i może nie zupd:nie
dostatecznemi , ale jak na owe czasy bardzo zrozu-
miałemi i wystarczaj§cemi na to, by dad pewne wyo-
brażenie o systemach filozoQi niemieckiej, tak jak
z kolei one się pojawiały. Prócz Chłędowskiegó nale-
ię^ do filozoficznych prac w tóm samćm zbiorowćm
piśmie Haliczaninie, usiłowania Jana Nep. Kamiń-
skiego: „o filozoficzności języka polskiego.^ Nie
jest to ani filozoi^a, nie s§ to ani badania naukowe;
jest to raczćj pasowanie si§ z filozoficzna myśl§ na
polu językowćm, dla tego tylko ażeby dla abstrakcyi
znaleśd rzeczywisty przedmiot.
Erę tę pierwszych studyów filozoficznych u nas
zapowiedziały bardzo dawno, bo w pierwszych je?-
szcze latach tego stulecia, pisma Szaniawskiego o
fiłozo^i niemieckiej, i jego „Rady dane młodemu
czcicielowi filozoQi^. Te pisma chód małe, zwródły
na siebie uwagę wszystkich młodych ludzi; a kiedy
już z kolei najdrobniejsze zjawiska podajemy, ażeby
okazad niejako genezę tćj idei u nas, przytaczamy
także prace Szaniawskiego, od których się zaczyna
pierwszy ten okres filozofji.
Wszakże ten pierwszy okres filozofji niemiedaćj
u nas , która pod form§ estetyki, i artyzmu występu-
je, kończy się dziełem Maurycego Mochnackiego:
215^
,yLiteratttra polska XIX wieka*. Ta jni widekojr
w nim nie owego estetyka, który niby jako dyletant
rosbićra jakąś pojedynczą kwestyc estetyki, lab poje-^
dyncze ntwory literatary; i owszem tu juź widzimy
w nim filozofa szkoły Schellinga, który praestodyował
cały system dokładnie, i wpływ tei filozofji Schellinga
jest bardzo widoczny na to dzido. Pod względem li-
terackim nie mówię ta o nićm, bo przyjdzie n«n je-'
szcze przy literatarze do tego dzieła powrócid; po-
wiem tylko tyle, źe za przewodem filozoficznych my*
£Ii odkrywa tu jui Maurycy Mochnacki widoki , na
które naród moie dopićro w kilka dziesiątek lat póź-
niej wpada. Za przewodnictwem myśli filozoficznej
idąc, przeczuwa on fakt i przewiduje e$lq pnyszią
literaturę polską, do którćj rzeozywiście dopiero piór-
wszy pokład i węgielny kamień był wówczas poło-
Taki jest tedy wpływ idei filozoi^i niemieckićj
w pierwszym jej okresie, to jest, źe przyjmujemy fi-
lozofa i estetykę niemiecką, podług róinyoh systema*
tów, które z kolei panowały; i źe w powszedbności
wyobrażenia artyzmu podnoszą się w narodzie, przy-
sposabiając w ten sposób pole tak w czytelnikach, jak
w pisarzach pojedynczych, dla przyszłój literatury.
W drugiój epoce po 1831 roku, aź do 1846 r.
poczynają się juź gruntownićjsze , systematyczne sta-
dya. Jest to czas panowania w świecie filozo^i He-
gla. Nie może tu byó zamiarem moim wykładanie
systematów, bo te należą albo do szkoły, albo do
specyalnych studyów; mnie chodzi jedynie p wykaza-
nie wpływu, więc muszę poprzęstaó tylko na prostom.
216
wynienienm systi^matów i autorów, którey te syste-
mata stworzyli. Od 1831 roku jest panając^ ide§ fi*
loaofji: aystemat Hegla. Tu poczynają się tedy u nas
niezmiernie gruntowne studya, bo tćź przybyli już i
uczniowie ze wszystkich uniwersytetów niemieckich i
zaledwie juź nie trzecie pokolenie ze szkół tych wy-
chodzi. Filozofia Hegla skupiła w sobie to wszystko,
co poprzednie systemata w sobie zawićrały; ale sy-
stematycznością swoj§, w ćcisłym organizmie loicznymi
praeszedł Hegel wszystkich poprzedników swoich. To
tedy zajmowało bardzo długo i nadało tak wielkie
znaczenie jego filozofji; bo nie moina było poj§d te-
go, ażeby tak silna, prawdziwa i tak potężnie zor-
ganizowana rama ostatecznie bez tla byd mogła, i
nie można było tego przewidzieć, że się to wszystko
ostatecznie roztopi w idei bezbrzeżnej nowożytnego
panteizmu. U nas tedy znajduje Hegel dla siebie, nie-
tylko w kraju, ale i w literaturze cał§ S2lLołę zwo-
lenników w najdzielniejszymi Rowach.
W powszechności można tu powiedzićó, że najpo-
tężniejsze głowy, któreśmy mieli-, oddawały się filo-
zoi^, i na popart tego dośó będzie, wymienió tylko
nśzwiska, dość ł^ędzie powiedeieć; że człowiek z tak^
głow§, jak był Szaniawski, jak byli Brodziń-
skie Hejiie Wroński^ Maurycy Mochnacki,
i Antoffiii Zygmunt Helcel; jak byli Kremer,
Trintowski, Bt>chwioi» Gołuchowski, Li-
belta {iaoi Eleonora Ziemfę<eka i August
Oieszkowbki^ żó mól^ię, tak potężne głowy^ od*
d^ Mijlepsz§ bz^śd swoich sił i swojego żywota
pntom pa pola dkmffi.
217
Jakoż przyzsnad musimy, ie prace te nie były bess*
owocne, chociaż zupełnie czego innego spodziewaliiS-
my si§ po tój filozofji, niż rzeczywiście otrzymaliśmy
od nićj.
Do pierwszej epoki jeszcze należy dzieło Gołu-
cłiowskiego. Nie jest ono wprawdzie estetycznej
treści, i nosi tytuł: „Stosunek filozoCi do życia poje-
dynczych ludzi i do żywota całych narodów*'; a da-
*^i® jeszcze z tćj pory, kiedy Gołuchowski , przez
królki <^as, miał katedrę ^lozofji w Wilnie. W dziele
tćm przedstawił autor niejako filozoQ§, po pierwszy
raz pod względem jej ważności narodowi; i z tdj
wysokości, do jakiój się pod ówczas wzniosła; czyli
właściwie jak§ wówczas uzurpowała.
Zapowiedziano, że filozofja jest umiejętnością wszy-
stkich umiejętności, że rozświóca tajniki całój wiedzy
ludzkićj; że tam, gdzie doświadczenie albo badanie
na drodze doświadczeń musi ślęczed przez setki i ty-
siące lat, wnosi filozofja od razu pochodnię i wy-
przedza czasem nawet odkrycia , wskazując po prostu
pojęcia i odpowiednie sfery dla przyszłych odkryó.
Rozumiano dalćj, że ona porządkując wszelkie poję-
cia w sferach wyższych i najwyższych, wyniesie
w końcu z wysokości prawdę, a zgłębi pewniki, na
których się społeczeństwo ostatecznie pod względem
politycznym, moralnym i socyalnym oprzeó będzie
mogło.
Jakoż jest to zadaniem filozofji, ażeby się zajmo-
wała najważniejszemi kwestyami dla człowieka, jakie-
mi sa: Bóg, nieśmiertelnośd duszy, życie po śmierci,
rz§dy świata bożego, i rządy świata w stosunku do
28
Ź18
wolnej woli. O tych wszystkich kwestyach sadzono,
źe je filozofa ostatecznie rozwięźe. Jakoż był wszelki
pozór po temu, jak gdyby je rozwiązad miała. Ale
po badaniach całowiecznych w Niemczech , a po ba-
daniach półwiecznych prawie u nas, okazało się, że
filozof) a tych rezultatów nie dała, a zwłaszcza filozo-
:Ęa Hegla, która ostatecznie, jak mówię rozpłynęła
się w bezbrzeżnej idei, gdzie myśl i byt jest tożsa-
mością, ale nieświadom§ i nieokreślona; tak, że
wprowadziła nas w końcu na bezdroża panteizma
starćj bardzo i jeszcze w pogańskim świecie znanej
filozofji.
Wymagania zaś naszego narodu były zupełnie in-
ne; i rzeczywiście stało się to powodem, że filozofa
niemiecka, przyj§wszy się u nas, została przekształ-
coną, i że filozofji w powszechności postawiono zu-
pełnie inne zadanie, niż to, zjakićm się ona ku nam
zbliżyła.
Jednym z najznakomitszych szermierzy na tćm
polu jest Karol Libelt, i można mu nawet przy-
znad, że jest jednym z najoryginalniejszych badaczy.
Zgłębił on najdokładniej cała sferę filozofji niemiec-
kiej; ale przeszedłszy ja, stanął w końcu i osadził, źe
według naszych usposobień i wymagań naszego spo-
łeczeństwa, musi filozofja inny przyj ad kierunek.
W dziełach jego tedy filozoficznych , a mianowi-
cie w „Filozofji i krytyce", postawił on dziesiędioro
wymagań, od filozofji sławiańskiej. Nazwał on to
Dekalogiem sławiańskim i powiedział, że fiłozoCa od-
powie dopiśro wówczas powołaniu swojemu u nas,
jeżeli te kwestye rozwiąże. Dekalog ten pat pi^ee
219
Libelta królko bardzo sformułowany, ale jest właści-
wie zadaniem największym, jakie ktokolwiek u nas
fUozo^i postawił. Dekalog ten wypada nam zatćm
odczytad, bo jedno słowo dodane, albo odjęte, zmie*
niłoby rzecz; a źe to jest w badaniach naszych filo-
zoficznych i w historyi filozofji u nas zwrotnym nie-
jako punktem, i źe to jest chwila, w której Libelt
zakreślił sferę dla przyszłej filozofji, i gdzie wypo-
wiada, czego się po nićj domaga, dla tego pozwólcie
Państwo, źe odczytam ten Dekalog.
DEKALOG LIBELTA.
1. Pierwiastek filozofji dawiańskićj nie musi zry-
wad jedności świata widomego ze światem niewido-
mym ^ ale powinien i owszem połoźyd jednośd tych
oba światów za punkt wyjścia i zasadę swojćj filozoQi.
2. Musi odrzucid samowładztwo rozumu i na ró-
wni SI nim połoźyd wewnętrzne bezpośrednie pochwy-
cenie prawdy, moc§ bezpośredniego związku, w ja-
kim zostaje duch ludzki z duchem wiekuistym.
3. Musi dachowym pojawom swoim dad wcielenie
i osobństośd.
4. Istot§ ducha musi byd żywot, czyn, rzeczy*
wistośd.
5. Wszelki dualizm jako taki musi byd zniesiony.
Złe ustępuje przed dobrćm , ciemności przed światłem.
Ród ludzki wyniesiony do godności człowieka i szczę-
śliwości społeczeństwa ma urzeozy wistnid pojęcia pię-
kności, prawdy i dobra* Natura ma byd shołdowana
i uszlachetniona przez ducha ludzkiego.
6. Wszelkie dobro materyalne pochodsri od Boga
nie od ludzi W tóm leży uszlaebetmenie materyi,
220
oraz przeobrażenie własności prywatnćj na lennictwo
boskie, które przejął ród ludzki. Zasługami nie tylko
pracy ale i żywota nabywa człowiek prawa do tćj
lenności.
7. Braterstwo wszystkich członków narodu polega
na jedności myśli boskiój , hierarchjc społeczną orga-
nizuje zasługa.
8. Władza jest to myśl boża, uosobiona musi byó
twórczą i płodną. Nie ma innego charakteru władzy
nad wykonawczośd myśU boźćj, czyU posłannictwa
narodowego. Ponieważ myśl ta boża żyje w każdym
członku narodu, ztąd uległośó władzy naturalna, i
oburzenie konieczne, gdy władza nie działa w myśli
bóżśj.
9. Religia Chrystusa, stawiająca świat widomy
w bezpośrednim stosunku ze światem niewidomym,
jako zakon miłości jest i będzie religią sławiańską,
zostającą w zupełndj zgodzie z filozofją sławiańską.
10. Umiejgtnośd filozof ji była dotąd szkolną, w Sła-
wiańszczyźnie musi przejśd w życie, w czyn. Czyn
jest wcieleniem myśU bożdj ; od wielkiego czynu mu-
si si§ zacząd filozofją sławiańską.
Przyznad tedy trzeba, że są to myśli wcale nie-
powszednie, i że bardzo wielkie zadanie przypada dla
filozoCi, jeżeU ma odpowiadad temu, co jdj Karol
Libelt założył.
Wszakże u nas stało si§ inaczój. Właściwie kiedy
Libelt postawił i uczuł prawdę tych kwestyi, było
niejako powołaniem jego wprowadzid je do umiętno-
ści , i obronid całym arsenałem filozoficznogo rozumu,
221
Tego jednak nie nczynił on dot^d przynajmnićj,
ale myśl jego stała się dla wszystkich głów wielkich,
pracaj§cych na tćm polu, bodźcem, i była bardzo
owocn§; jakoż od tego czasu ustaje juź ślepe naśli^
downictwo filozoficznej idei niemieckiej u nas , ale na
nabytćj raz wprawie filozoficznego myślenia i na na-
bytej dyalektyce posuwają się pojedynczy pisarze da-
Ićj. Do tych naleź§ mianowicie Kremer, Antoni
Helcel, pani Ziemięcka Eleonora; do tych
naleź§ Trentowski, Cieszkowski, jednaz naj-
potężniejszych głów, jak§śmy mieli; do tych w koń-
ca nalisży Zygmunt Krasiński; bo lubo Zyg-
mant Krasiński jest znany głównie jako poeta, to
przy ściślejszym krytycznym rozbiorze okaże się z cza*
sem , co w utworach jego do poezyi , a co do filozoQi
należy. Był on rzeczywiście jednym z największych
filozofów, jacy kiedykolwiek byli i jakich kiedykol-
wiek mieliśmy w narodzie naszym.
Bo eh wic napisał filozo:Q§ chrześciańsk§. Prze-
szła ona kraj cały, była czytana z zajęciem nawet
wielkióm , ale nie sprawiła właściwego wrażenia , i nie
miała właściwego znaczenia, a to dla tego, ponieważ
filozoQi chrześciańskićj nie można pisad, bo temu, co
wierzy, nie potrzeba dowodzid potrzeby wiary i pra-
wdziwości tćj wiary, temu zaś, co nie wierzy, nie
pomoże filozoficzna dyalektyka, Filozofj^ chrześciań-
skj jest teologja, i kto na tój drodze chce pracowad,
powinien byd właściwie teologiem, bo ta rzecz do
właściwćj sobie sfery przeniesiona ma tam znaczenie
swoje; fiIozofj§ żaś nazywamy to, gdzie każdy sysłe-
mat o tyle Jest ceniony, o ile z logiki systematu wy-
222
chodzie nastanie obejmuje cały obszar natury, a
w końcu przechodzi filozofj§ duchowa i cała sferę
wiedzy ludzkiej , od pierwszych pojcd ai do najwyż-
szej idei absolutnej. Takiej filozoCi nie można najń^
sad, pojmując rzeczy w, ten sposób, jak je Bochwic
pojmuje.
Inaczej juź pokierował w tych sprawach pracami
swojemi Józef Kremer. Jest on może najwytrwal-
szym i najwierniejszym uczniem szkoły heglowskiej.
Cały jego system odtworzył on z niesłychana mozoł§
i oddał go w j§zyku naszym. Jest on właściwym u
nas oryginalnym twórcą filozoficznej terminologji, w któ-
rej poszedł za dawniejszymi naszymi pisarzami , mia-
nowicie za Petrycym.
Wszakże, jak Libelt zakreślił drc^c now§ i oka-
zał, że na dawnych systemataeh filozoficznych u nas
przestad nie można, tak też i Kremer posunął tę
rzecz daleko wyżej na drodze filozoficznej u nas. On
wyprzedził Hegla o jedno ogniwo, a to jedno ogniwo
daje nam tę zdobycz, jakiej si§ duch naszego naro-
du po filozofji domaga > t. j. Kremer dochodzi na
drodze czystej spekulacyi do osobistości Boga. Wyżej
i dalej nie można posun§d si§ spekułacy§, to też na
niej przestał on; i taką tedy zdobycz wynosi Kremer
z filozo:Qi heglowskiej , że posuwa ja o jedno ogniwo
wyżej, i że na szczycie piramidy filozofji heglowskiej
stawia pojgcie osobistości Boga. Inne jego pisma 8§
pełne zasług i zalet, dziwnie przepysznego i bogate-
go języka i stylu pełnego obrazów kwiecistych, tak
iż zdaje się, że całe fontanny kwiatów spadają nie-
kiedy f że poj^d zaledwie można, żeby człowiek tak
kaHe rozumny, tak zimno rozamuj§cy, zachował tyle
jeszcze świćźoćci serca i mógł znaleśd upodobanie
w wysnuciu czarodziejskich obrazów poezyi. Ale wszy-
stkie prawie inne dzieła jego s§ estetycznej treści,
albo przynajmniej blisko tego stojące; jakoż i w 2giój
epoce idei fllozoficznćj niemieckiój u nas dzieje si§;
ie głównie na polu estetyki mamy najznakomitszych
ludzi. Na polu estetyki pracuje Kremer, pracuje Li-
belt; pani Ziemigcka najpoważniejsze rzeczy wysnu-
wa na tóm polu. Na tćm polu poruszają się także
prace piórwszego naukowego, filozoficznego pisma
zbiorowego, jakie tnę u nas pokazało, to jest „Kwar-
tabika^ Helcia, Kwartalnik Helcia pojawia si§ w 1834
i 1835 roku. Po pićrwszy raz widzimy tutaj całe grono
ściśle filozoficznej szkoły zebrane, i tworz§ce niejako
zastęp , który w tira piśmie występuje ; co więcśj,
pojęcia filozoCi niemieckiej aą tu rozszerzone nie tyl-
ko na filozoQ§ sam§, ale także na prawo i naaatufki
piękne, tak że to jest czas największego panowania
idei niozofji niemieckiej u nas. W tych czasach tćż
rozpoczyna swoje studya, swoje pierwsze prace pam
Eleonora Ziemięeka.
Nowym wielkim szermierzem na tern polu, był
Cieszkowski. Cieszkowski stał na tak wysokim
stopnia jako filozof, iż zarówno było mu pisad w któ-
rymkolwiek europejskim języku, a w każdym przy^-
znano mu, że lepszych pisarzy od niego nie ma. Cie-
szkowski wsseakże powodowany także t^ potrBd>§,
któr§ Libelt w dekalogu swoim wyraził , odmienił ton
w końcu. W historyozo^i swojój rzucił on myśli włar
śeiwe całej Europie i .e^ej fdoaoi^, ale w i^Ojoze
224
tiasz^ wyfaził jui myśli nam bliskie , uczucia i potrze,
by narodu, nadzieje jego, i ztad tśź ma „Ojczenasz"
jego tę pewną, powaźn§, religijną nawet powiedział-
bym stronę, która go na polu filozofji czyni odrę-
bnym zupełnie zjawiskiem , i właściwym tylko u nas.
Tak tedy widzimy, źe Libelt poszedł inną drogą
od Niemców ; źe podobnie jak Kremer skończył tak-
że Cieszkowski na czćm innćm, niż zaczął.
A jak Cieszkowski obrał w końcu „Ojcze nasz^
Chrystusa za najwyższą podstawę budowy fdozoficznćj,
tak tii widzimy to u Józefa Gołuchowskiego. Gołu-
chowski, jakem mówił wprzódy, zapowiedział erę fi-
lozoficzną i j4j właściwe znaczenie w sferze ducłiowćj;
w przeciągu całego życia nie słychad nic o nim, nie
pisze nic — nie ma prawie żadnego stosunku z ducho-
wym życiem narodu, nie wpływa ani na dzieła po-
ważne , ani na pisma czasowe ; aż dopićro na schyłku
życia, w ostatnich latach przybiorą się do napisania
dzieła , które jest u nas epokowym , i na któróm wła-
ściwie kończy się u nas filozofja. Nikt nie rozumiał
ani wtenczas, kiedy żył, ani dzisiaj może nawet tak
dokładnie systematu Józefa Gołuchowskiego, jak go
rozumiała pani Eleonora Ziemięcka , która dzieło je -
go „Dumania nad najwyższemi zadaniami
człowieka i rodu ludzkiego" dopiero po śmier-
ci jego wydała.
Józef Gołuchowski przechodzi w tśm dziele naj-
przód wszystkie systemata filozoficzne popularnie nie-
tylko niemieckie, ale możnaby powiedzied i dawniej-
sze o tyle, o ile z nich systemata filozoficzne nie-
mieckie początek swój biorą. Wszakże nie przestaje
I
225
na tóm i przystępuje w filozoficznym wykładzie do
opisania kategoryi, których jest cztćry, t. j. ilośd,
jakośd, stan i stosunek. W tjch cztćrech for-
mach porusza się wszystko; bez odniesienia si§ do
tych czterech form nie można ani o żadnćj rzeczy
pomyśled, ani wyobrazić j^j sobie, a wyższe dwa po-
jęcia, do których si§ te cztery formy odnosz§, s§:
pojęcia przestrzeni i czasu. W wykładzie tych
kategoryj i pojcd przestrzeni i czasu okazuje Gołu-
chowski, źe te wszystkie kategorye nie wystarczają
jeszcze, bo wszystkie moralne kwestye, ważne dla
człowieka i ludzkości, wszystkie kwestye ważne od-
noszące się do duchowego życia, nie znajduje ani ża-
dnego rozwi§zania ani żadnego klucza dla siebie w tych
formach nagich, zimnych i abstrakcyjnych. On tedy
organizuje niejako po Kancie now§ loiczna kategorye^
kt<5ra jest odpowiedni dla duchowćj i moralnćj stro-
ny człowieka, tak jak tamte kategorye 8§ odpowie-
dnie dla rzeczy tyczących się przestrzeni i czasu. T§
piatę kategorye jest wedle Gołuchowskiego miłośd;
podług tego tedy stawia on Chrystusa w środkowym
punkcie dziejów i przedstawia w nim wzór miłości
najczystszej. Jakoż okazując, jakie dzieje były przed
krzyżem ; a jakie po krzyżu, wywodzi on z tój kate-
goryi miłości cały plan boży, całe dzieje stworzenia i
odkupienia człowieka. Jest to zaprawdę pomysł, go-
dny wielkiego człowieka.
Dzieło to wyszło w Wilnie , ale jest mało znane
i upowszechnione, tylko pani Ziemięcka w stuSyach
swoich zwróciła powszechna uwagę na nie, i radził,
bym kftzdemu , ażeby naprzód poznał to dzieło i jćj
S9
226
oczyma patrzał na nie. Gołuchowski tedy wytoczyw-
szy tę now§ teoryc, przeprowadził j§, jak mówię, przez
całe dzieje planu bożego, i w ten sposób rozwiązuje
kwestye, których filozofa niemiecka nie rozwiązała.
Od tego tedy czasu mogliśmy powiedzićó właściwie
nie to, żeby nasz naród utworzył nowy systemat fi-
lozoficzny, ale że wszystkie kwestye najwyźdj obcho-
dzące człowieka, naród i ludzkośd, wszystkie kwestye
zaświatowe sa najlepiój w tćm dziele rozwiązane. Nie
jest to systemat filozoficzny, jest to wielka mądrośó
praktyczna , która naprowadza człowieka na te drogi
i wskazuje mu, po drogach znanych, wyższe drogi je-
go przeznaczenia.
Prócz tych autoró^^ jest jeszcze znakomity bardzo
u nas pisarz na polu filozofji, Trentowski. Tren-
towski nie stworzył żadnego systematu i owszćm dzi-
wid się nawet trzeba nad wykładem jego systematu,
bo z początku zawsze zdaje się byó zwolennikiem fi-
lozoi^i Schellinga, a następnie przebiera cały arsensJ:
heglowskiej dyalektyki i szermuje nim; a co najdzi-
wnidj, że z tćj wysokiej abstrakcyjnej sfery dociera
nawet nieraz bardzo ostro do rzeczywistości powsze-
dniej i wywodzi rzeczy i rady praktyczne, których
w założeniu tych filozofematów nie ma.
Zostanie tedy natóm, że Libelt otworzył i wska-
zał na bardzo dług§ przyszłośd, wielksf drogę dla na-
rodu i filozofji u nas; że do osobistości Boga na dro-
dze filozotji heglowskiej doszedł Kremer; że Cieszko-
wski do prostoty pacierza sprowadził najwyższe pra-
wdy ludzkości; a nakoniec, że z kategoryi miłości
wywiódł Gołuchowski nowy systemat filozoficzny, roz-
227
wiazuj§c najwyższe kwestye ludzkości, narodu i czło-
wieka. Wprawa ta, kt6r§ naród przez szermowanie
301etnie na polu filozofji nabył, wprawa ta, mówię,
została i odbiła si§ także we wszystkich innych gałę-
ziach naukowych ; co wigcćj , był czas tak wielkiego
panowania tych idei , że przechodziły one nawet w ży-
cie towarzyskie, że si§ komunikowały salonom, i że
zajmowały nawet niewieście umysły. Jakoż najwyż-
szym wyrazem tój filozoCi w sferze salonów s§ poe-
zye Deotymy, bo one nie s§ rodem ani z narodo-
wego gruntu, ani z zapału, ani z młodości, ani z na-
tchnienia; s§ one rodem z filozoficznej idei; jakoż
zt§d pochodzi ten wielki jćj spokój , ta twórczośd nie-
pojęta prawie, wypływająca ź utopji idei; zt§d po-
chodzi w końcu, że najwięcćj odgłosu znalazła ona
w ludziach najmnićj poetycznych. Osadził j§ najwła-
ściwićj podług mnie Krasiński w swoich listach, gdzie
powiada: „że nie znam jśj, ale wiśm, że ojcem jój
i matk§ była historyozoi^a.^
XI.
Dyalektyezna wprawa raz nabyta pozostaje. — Idea radykalizmii, j^j
znaczenie. — Zapasy stronnictw. — Saint- Symoni^ci. — Łamennais.—
Qainet. — Michelet — Mickiewicz. — Księgi narodu i pielgrzymstwa
polskiego. — Inne radykalne teorye. — Tendencyjne dziejopisarstwo.
— Tendencyjna powieść i poezya. — Sławiańszczyzna. — Nowy Mes-
syanizm. — Korzyści z radykalnych teorjg wyniesione. — Emancypa-
cya ludu. — Jawnośd. — Wolność prassy i słowa. — Przejście literatu-
ry i oświaty z małego koła na cały Naród.
Wstąpiwszy na pole filozoCi niemieckiej, nabyliśmy
wielkiej dyalektycznej wprawy; i od tegoto czasu już
pochodzi, źe każda kwestya bieżąca jest z wysokości
teoryi filozoficznej podjęta; od tegoto czasu pochodzi
ta wielka wprawa i łatwośd, któreśmy nabyli ze
zmianą stanowiska naukowego i umysłowego, w mia-
rę potrzeb bieżących.
Zrobiłem uwagę, źe pierwszy okres panowania
idei filozofij niemieckiej u nas datuje od 1815 i do-
ciąga 1830 roku. Wyłączną cechą t^go okresu są
studja estetyczne i wpływ ich na bieżącą literaturę.
W drugim okresie, który się poczyna od roku 1830
a kończy na 1846tym; w drugim, mówię, okresie
trudni się literatura nasza grunłownemi teoretycznemi
studyami na polu filozofji.
Wszakże za nim jeszcze ten okres dobiega, budzi
się nowa idea i zostaje od nas przyjętą, i równocze-
śnie prawie w ideę filozofij niemieckiej opracowaną.
229
Jest to idea radykalizmu francuzkiego. Poczyna ona
się a nas około 1833 r.
Idea filozoCi niemieckiej, żyjąca w wyższej trans-
cendentalnej sferze ducha, okazała się nie do&6 prak-
tyczną: Umysły rzutniejsze i gorętsze przeniosły punkt
cif źkości duchowego życia z obszaru filozoQi niemiec*
kićj , na radykalne teorye francuzkie, upatrując w du-
chu francuzkiego narodu więcćj praktyczności, w za-
stosowaniu teoryi do życia.
Dla uniknienia wszelkiego nieporozumienia, widzę
^araz w początku potrzebę sformułowania tego poję-
cia. Idea radykalizmu jest to posunięcie pewnej teo«
ryi, lub pewnej doktryny, do ostateczności; przepro-
wadzenie jej logiczne tak w samej teoryi jak w życiu
i zastosowanie jej do potrzeb bieżących.
Radykalizm nie jest tedy żadna dana teorya, ale
prosta negacya istniejącego porządku rzeczy, i może
byd na każde pole przeniesiony; jakoż rzeczywiście
wprowadzono go do religji, do polityki, do filozoCi
i literatury, a nakoniec do sztuki.
Idee radykalne są dźwignią postępu, ale nie są
jeszcze postępem; równie jak trądy cya ma prawdę
w sobie, ale nie jest ostateczną prawdą na wszystkie
czasy. Z walki łustoryzmu, czyli tradycyi i radykaliz-
mu, powstaje dopiero prawdziwy postęp, który nie
jest ludzką, ale jest Bożą rzeczą.
Pragnąłbym bardzo te rzeczy zrozumiale powie-
dzieć, bo nie chciałbym byd fałszywie pojętym w rze-
czach, które się ważą niby jedynie w sferze ab-
strakcyjnej, a które przecie, odnoszące się do życia,
spotykamy w każdej chwili prawie, zwłaszcza, że każ-
1
230
da teorya ma Bwoj§ praw§ i ma swoj§ lew§ stronę.
Zt§d teź; jak jedna, tak druga; posuwając rzecz do
ostateczności, nie może odnosid nigdy zupełnego zwy-
cięstwa, ani na polu teoryi , czyli umiejętności , ani
w życiu, nie przyzna jej świat nigdy zupełnego zwy-
ćięztwa.
Na straży zachowawczych żywiołów społeczeństwa,
umiejętności i literatury stoi odwieczna tradycya ko-
ścioła i narodu: na straży postępowych d§źności na-
rodu stoi potrzeba bież§ca, pragnąca odrodzenia spo-
łeczeństwa, rozszerzenia instytucyi i oświaty na wy-
miary nowożytne.
Kto nie chce postępu, nieprzyjacielem jest tradycyi
narodowej; kto nie chce tradycyi narodowej, nieprzyja-
cielem jest postępu.
Czćm pamięd dla człowieka, tćm jest tradycya
dla narodu. Człowiek bez pamięci jest idiota, lub po-
pada w szaleństwo. Naród, który zrywa z przeszło-
ścią swoj§, kapie się, podług praktyki dziejów, we
krwi własnśj, bo jak mówi Krasiński „odrywa się
tu ciało od duszy; broi w świecie materyalnym, sza-
łem krwi pijane".
Tak zachowawcze stronnictwa, jak stronnictwa po-
stępowe maj§ swoje radykalne teorye. Z zapasów tych
stronnictw wyrabia się praktyka życia i umiejętności;
ale dopićro wonśm wielkiem umiarkowaniu, które
w rzeczywistości zawsze trzyma wagę, w tćm umiar-
kowaniu dopióro leży ostatecznie prawda i rzeczywi-
sty postęp ludzkości.
Zt§d s§ stronnictwa koniecznością w społeczeń-
stwie, i owszem, one są warunkiem życia i znakiem
i
231
życia. Stronnictw nie ma tylko w społeczeństwach albo
pierwotnych, albo niewyrobionych; tak n. p. nie ma
stronnictwa w gmino- władnym świecie tam, gdzie r§'
kojmi^ wymiaru sprawiedliwości jest wspólnośd krwi
i pochodzenia; nie ma n. p. stronnictwa w świecie
teokratycznym , bo tam gdzie Bóg rządzi, tam idzie
wszystko pod jeden strychulec. W końcu nie ma stron-
nictwa w świecie absolutnym^ zarówno czy tym świa-
tem absolutnym rządzi A ty Ha, który si§ nazywał bi-
czem bożym; czy tym światem absolutnym rządzi
Ludwik XIV, który uderzając w szpadę stalkową
powiedział, ^L'etat dest moi.^ Oto są społeczeństwa
bez stronnictw. W naszym narodzie, który liczy 1000
lat dziejów chrześciaństwa , a 500 lat parlamentarne*
go życia i 500 lat uniwersyteckiej oświaty, przyznam
s]§ , źe ani życzymy sobie takiego stanu rzeczy, ani
nie widzimy możności powrotu do niego. U nas są
stronnictwa z jednej strony wielkiego historyzmu,
z drugiej strony gorącćm pragnieniem europejskiego
postępu. Stawiamy tedy tak tę rzecz; a każdego
kto nie chce albo tradycyi w narodzie, albo postępu,
odsyłam, w sferze umiejętności, do szkoły; a w sferze
życia, do praktyki.
Idea radykalizmu francuzkiego bierze tedy około
roku 1S33 początek. Została ona najprzód na wy-
chodztwie sformułowaną: następnie przeniosła ona się
do kraju, owładnęła wszystkie stosunki, i przez kilka-
dziesiąt lat wpływała ona u nas tak na rozwój umie-
jętności, jak na rozwój obyczajów, historyi,
poezyi, powieści i w powszechności literatury i spo-
łecznych stosunków. Już powinowactwo filozoCi nie-
232
mieckiej, żyjącej zupełnie w abstrakcyjnej sferze, już
to powinowactwo, mówię, sprawiło, źe z łatwością
mogła ona przejśd w każd§ inna teoryę, Jakoż rze-
czywiście tak się działo. Pierwsza teory^, któr§ spo-
tykamy we Francyi, jest teorya sensymonizmu. Sensy-
moniści jeszcze przed 1833 r. znieśli się z Polakami
uczniami Hegla i pracowali wspólnie około tej teoryi.
Jest to bowiem czas, gdzie literatura francuzka
zwraca uwagę na abstrakcyjne prace literatury nie-
mieckiej, przejmuje z niej wiele i kształci się podług
nićj, a to tak dalece, ie wtenczas, kiedy dla teoryi
Niemcy poczynają obojętnied , nabiorą ona dopićro
przewagi we Francyi.
Sensymonistom brakło małej rzeczy; nie mogli sfor-
mułować pojęcia Boga i udali się do Polaków, ucz-
niów szkoły hegloskiej. Jakoż rzeczywiście dopomogli
im ci w tóm, że mglisty absolut nowego panteizmu
wprowadzili jako marę do tendencyjnej doktryny sen-
symonizmu, Kiedy wychodźtwo nasze znajduje się we
Francyi, jest wówczas teorya sensymonistów w naro-
dzie i my zaczynamy się nia przejmowad. Tu tedy
posypały się pierwsze księgi, broszury i artykuły i
polskie piórwsze pisma obrabiające tę teorya. Jedne
były pisane orginalnie, drugie były tłumaczone
2 francuzkiego języka. Ta teorya wszakże nie mogła
wziaśd stałego gruntu u nas, bo luT^ośmy w myśli
cał§ naszą ojcowiznę jak falanster układali, okazała
się ona niepraktyczna; a zresztą nie miała potrze-
bnych cech, któreby j§ zbliżały do nas. Była to teo-
rya wyrobiona na zupełnie innym gruncie, którą się
można było jakiś czas pobawid, ale którą jako nie-
j
233
praktyczna i nieprzyiiosz§c§ rzeczywistych owoców,
ani na polu literatury, ani na polu polityki, odpra-
wiliśmy po niejakim czasie.
Wszakże we własnem naszem gnieździe i własnćj
myśli rodz§ si§ odtąd radykalne teorye. I tak byłto
czas, gdzie Lamennais, człowiek wielkiej sławy i wiel-
kiego imienia w świecie odpadł od kościoła. Jego
dąźnośd ówczesna była, że albo chciał zreformowad
kościół , albo nie widział możności , aby ludzkośd na-
dal szła z kościołem.
Przyjaźnią połączył się z nim Mickiewicz : przy-
jaźnią złączył się z Micheletem i Quinetem. Wszyscy
trzej poczynają tedy pracowad na jednem polu tak,
źe nawet zostały wybite medale na pamiątkę ich du-
chowej przyjaźni i pracy zapowiedzianej dla dobra
ladzkości. Z tych wszystkich tedy pism przytoczę tylko
jedne: są to „księgi narodu i pielgrzymstwa"
napisane przez Mickiewicza. Nie ma może księgi u nas,
prócz pewnych książek do nabożeństwa, albo prócz
ksiąg pisma świętego; nie ma mówię księgi, któraby
w tylu edycyach i w tylu exemplarzach rozpowszech-
nioną została, jak księgi narodu i pielgrzym-
stwa Mickiewicza. Zdaje się tedy, że wszystko to co
było w tych księgach do wzięcia, przyjął naród, po-
znał i przyswoił sobie. Wszakże pomimo wysokiego
jeniuszn autora, niech mi wolno będzie powiedzied,
źe zawsze trzeba lekarstwo tam poda wad i tego ro-
dzaju, jakiego jest choroba. Jeżeli chodziło o wyró-
wnanie rozdwojenia , w jakim stanęliśmy do siebie,
to rozdwojenie było tak w sferze umiejętności, jak
w sferze żyda, politycznćj natury, to też takie same
50
234
powinno było byd lekarstwo. Wszakże to było wznio-
słe nczucie picknćj myśli, przeiSlicznym stylem wy-
powiedziane, niezmiernej wysokości ducha, podane
całemu narodowi; ale to wcale nie była rada prak-
tyczna człowieka politycznego. Poeta nie zastąpił ta
m§źa stanu. Trzebaby albo jednej zasadzie nad dru-
g5 dad przewagę , albo właściwie wskazad now§ dro-
gę. Księgi te tedy narodu i pielgrzymstwa lubo prze-
szły cały naród i zrobiły niesłychane wrażenie w swo-
im czasie , zostały bez skutku. Trudno jest ażeby po-
lityczne stosunki rozstrzygd:a poezya. To co najwięcej
pochwyciło umysły, była forma rzeczy, był ów bi-
blijny i apokaliptyczny język, wprowadzony odt§d
do literatury, mianowicie do poezyi naszćj.
W ślad Ksi§g Narodu idzie trzeźwa ksi§źecz-
ka, która była owocem zbiorowej pracy. Wyszła pod
tytułem: Prawdy żywotne. Nie były wszakże te
prawdy żywotne, bo nie dały życia.
Obok nich ukazsJa się teorya filozoi^i materyalnćj,
ściągająca cał§ teoryę filozoCi niemieckićj do matę-
ryalnych korzyści pewnych warstw społeczeństwa:
jest to najzimniejszy, najcyniczniejszy realizm, który
tćm samćm nie mógł znaleśd odgłosu w narodzie.
Autor dotarłszy do rzeczywistości, dowiódł, że jest
nieukiem w sferze polityki praktyczno).
Radykalne teorye francuzkie, lubo czerpią ze wszy-
stkich czasów i wieków, odnoszą się jednakowo za-
wsze głównie do ostatniej wielkićj rewolucyi fran-
cuzkiĆj.
Właśnie tu możnaby brad przykład, jak świat
teoryą ostatecznie stosuje do praktyki, i jak ją w za-
m
Btosowaniu odmienia. Chc§c tedy podad lekarstwo
polityczne narodowi, czy stronnictwu, trzeba sif nie-
mal trzymad ścisłości matematycznego zadania. Bez-
brzeżne idep równości i wolności, w rewolucyi fran-
cuzkićj podniesione, zostały w historyi sformułowane
w sposdb następujący : „źe równośd jest prawd§ w obli*
czu prawa, a wolnośd jest prawd§ w obliczu izby
prawodawczej i niepodległości narodu.^
Tak to sformułowano praktycznie idee polityczne,
niewdelone rewolucyi francuzkićj, które cały świat
poruszyły. I to niecb b§dzie najlepszym poświadcze-
niem, że idee najbard2aćj zastraszające mog§ byd
owocne dla społeczeństwa, i źe z góry niczego, co
w dobrćj wierze jest poczęte, co prac§ ducha i po*
święcenie cechuje,— źe z góry, mówię, niczego potę-
piad oie wolno. Praktyka wszakże ta, że równośd jest
prawd§ w obliczu prawa, a wolnośd prawdą w obli*
czu izby prawodawczej, wyohodzącćj z wolnych wy-
borów i niepodle^ości narodowej, praktyka mówię
ta, która wyszła z rewolucyi fran<mzkićj, nie wszę-
daie przeszła jesuae w życie.
Widzimy tutaj tedy, że zwolna podług tej prak-
fyki organizują się kodeksa cd:ćj Europy, że się po-
dług nićj organizują instytucye i wszystkie karty eu-
ropejskich narodów. Największy postęp tutaj zrobiły
Prusy, i można powiedzied, że po kongresie wićdeń-
skim nie zastosowidio żadne państwo tak prędko na-
bytku rewolucyi francuzkiój, do formy swojego pań-
BttwsL i swojego rządu, jak Prusy. Pod względem ry-
yffdmtkeji spdłec9Sićj, wyprzedziły one prawie, oprócz
Framoyi, cfd:ą Europę. Jakoż wpłynęło to i ńa nas.
1»8€
bo za tą rywalizacyą społeczną poszła emancy-
pacja lada wiejskiego w Poznańskiem.
A znaczenie prawdziwe miała radykalna teorya
tam , gdzie ta emancypacya nie była jeszo; e przeszła.
Emancypacya wszakże bierze początek w Anglji; i
to znowa niech słaźy na dowód, źe nie stronnictwa
s§ nieszczęściem naroda, ale to, jeżeli te stronnictwa
nie pojmują swojego położenia, i nie są wyrobione,
W Anglji są zapewne njlepiej wyrobione stronnictwa,
dla tego też poczyna si§ emancypacya europejska od
Anglji, a mianowicie od emancypacyi katolików ir-
landzkich. Jak skoro pierwsza potęga, najgłówniejsza
w społeczeństwie, kościół zostaje emancypowany, mo-
żna już było przewidzićd, że za tą emancypacya pój-
dą wszystkie inne.
Jakoż poszły za tą emancypacya kolonje angiel-*
skie, a po emancypacyi czarnych murzynów, wzięto
się nareszcie do emancypacyi białych murzynów.
Wracając do literatury, widzimy tedy, źe na polu
radykalnych teoryi pracuje u nas ciągle naród, tak
na wychodzŁwie, jak w kraju. Przyłożyła się do tego
tam zapewne cenzura swobodna, i pisma wychodzące
przyniosły niejako gotowe wyobrażenie rzeczy ; w kra*
ju zaś poczęto także pisać w tym duchu i nauczono
się czytaó pomiędzy linjami. Tak poszło tedy, źe ra-
dykalna teoryf". przeszła w całą literaturę, i na wzór
encyklopedystów francuzkich, którzy obrobili prze-
szłość dla tego tylko, aby okazad, że świat musi zerwad
z tą przeszłością, wyszedł i u nas cały szereg dzieł.
Tu przytoczę historyą literatury Dębowskiego,
która i dawniejszą literaturę Zygmuntow^ką i średnie
287
czasy literatury nasz^*, i najnowsze objęła w sobie
dzieła. Byłto czas, gdzie teorye radykalne wydobyły
dwa hasła, dwa słowa: „wstecznoćd i postęp". W wi-
doku tedy tych dwóch myśli osadził Dębowski oał^
nasz§ przeszłość. Byłto trybunał, który wydał wyroki
obowiczujęce na wszystkie wieki, ze stanowiska chwi-
li, w którój dzieło było pisane. Jestto taka niespra-
wiedliwość , jaka si§ dzieje żywemu światu, jeżeli mu
każ§ dla tego umićraó, źe była przeszłośó. Taka sa-
ma krzywda dzieje się przeszłości, jeżeli j§ sadzimy
ze stanowiska naszych potrzeb dzisiejszych.
Do tego okresu nal^^ dzieła Adryana Krzyża^
nowskiego i „&Aowo o dziejach polskich" Koronowicza.
Tu należ§ także Łukasiewicza dzieła, i wiele innych
prac mniejszych , a nawet dzieła obszerne.
Na polu powieści u nas rozpoczyna szereg rady-
kalnych teoryi Joanna Grudzińska CzyńskiegOi
a na polu poezyi , rozpoczynają szereg radykalnćj. ptoe*
zyi cztery poemata: „Szuja, Żelazna Maryna,
Pugaczew i Bitwa Grochowska". W księ-
gach narodu i pielgrzymstwa polskiego
były już zapowiedziane pewi^ myśli, które potćm
nabierają coraz większego znaczenia, podjęte przez
kogo innego. Jestto tak zwana teorya To wian-
skiego, która, jak powiadam, zapowiedziana już
w księgach narodu i pielgrzymstwa znaj-
duje w naukach Towiańskiego i prelekcyach Mickie-
wicza o sławiańszozyżnie dopiśro prawdziwe znacze-
nie. Teorya ta szerzyła się tajemnie; z wielka cidca-
wości§ patrzył na ten ruch umysłowy cały naród i
zapytał: czy to jest polityka, czy to jest religja? Je^^
1
238
ieU to jest polityka, żądamy skutków w świecie nt^
o»y wistym ; jeżeli jest religja, mówili inni , to my ao*
w^' religji nie potrzebujemy, bo mamy dawną; a je^
żeli są nowe prawdy, które nie stoją wbrew kośoio*
łowi, wydobyte w tyob teoryach, to odnieście je do
Rzymu. Jak Bzym zatwierdzi prawdy nowego obja-
wienia i nowego messy anizma, który został przez Mio*
kiewioza zapowiedziany, wówczas my go przyjmiemy.
Najlepszym sprawozdawcą podobno na tem polo
był to głos Witwickiego do Mickiewicza
zwrócony, i to otworzyło wszystkim oczy, i teorya,
którą si§ bardzo zajęto, upada po mejakim czasie,
alb© zamyka si§ tylko w kole wybranych, Teoryi tej
nie jestem w stanie wykładad, bo jśj nie znam. To
co o tem wiedzied można, nie należąc do wyznawców
Towianskiego , nie jest w niczem różne od znanych
n«n rzeczy; to zaś, co się jako tajemnica przeeho*
wuje, nie może byd znane, niepoświgconym. Teorya
ta tedy przeszła, jak bardzo wiele iimych, bezowo-
cnie , i zdaje się , jak gdybyśmy musieli bardzo wie-
le dróg zrobid, dla tego tylko, ażeby się do wiedzied
w końcu, że temi drogami chodzid nie potrzeba, al-
bo że one nie prowadzą do celu.
To je^t jedna strona tego medalu ; ale opatrzmy
też i drc^ą stronę radykalnych teoryi, a ujrzymy, iż
wielkie korzyści wynieśUśmy z tój mozolnćj pracy*
Duch narodu wił się jak wąż, posypany pryskiem
w szalonych kłębach, dla wydobycia ratunku z każdój
now4J prawdy.
Jak o skorpionie, powiadają , że kiedy jes* wiea-
cem ognia ogamiony i nie widzi ratunku, towłaanym
iąSlem się zabija; tak nieraz samob<5jczo rzucaliśmy
się na siebie, w tern pragnienia prawdy.
Trzeba tedy przyznad, źe praca l>yła niepowsze-
dnią i n bardzo wiela niesłychanie sumienną. Jakol
i owoce były niepoślednie, bo takie owoce wynie-
śliśmy w końcu z kilkodziesiccioletnićj pracy zajmo-
wania się radykalnemi teoryami i przerzucania się
z jednćj na drugą; tak, iź od Sensymonistów począ-
wszy i kończąc na Towiańskim i na socyalista^k
francuzkich, najnowszych jak Proudfaon, rozbiegliśmy
się prawie na wszystkie drogi, nie ze swawoli, tylko
dla tego, ażeby szukad prawdy. Tak dążąc do pra-
wdy w poczciwćj wierze, możemy błądzid i błądziliś-
my nie raz, ale trzeba przyznad w tćm usiłowaniu
niepowszednie zasługi narodowi i trzeba w nićm wi*
dzied cechę duchowego życia. Owoce prawdziwe ra-
dykalnych teoryi były zupełnie inne,- niż te które
zebrad zamierzono. Była to jak mówię najprzód:
emancypacya ludu, do którćj przeprowadzenia ni^
d:ycbanie się przyczyniły te teorye. Jeżeli nie łćm
co dawi^y, jeżeli nie tćm co doradz3y, to tćm ie
wzbudziły powszechne przekonanie w społeczróstwie
naszćm, iż rzeczy jak są nie zostaną, że smiań spo-
łecznych koniecznie potrzeba. Wszyslkie epoki przej-
ścia są epokami boleści. Bolało tedy i nas, boli t
będzie bolało to przejście. Ale jeżeli temi boleściami
naszemi możemy okupid wolnośd milionów ludzi i
przyszłych obywateli, to nie trzeba tym boleściom
złorzeczyd. Co więeśj , prace nasze były tak owocne-
mi na tóm polu, że nawet inne narody «korzy8la|§
z tego. Odwołam się tu do faktu powszechnie zna-
240
nogo, któremu z&praeczad nie moźim. Dzmlejszy ce-
sarz rossyjski, będąc na Litwie, dziękował obywatelom,
2e pierwsi podnieśli kwestyc emancypacyi ludu, i
oświadczył im, źe jeżeli kiedyś cała Rossya wolną
będzie, to skutkiem ich usiłowań. Zapewne takie
świadectwo, z takich ust, i nam dane, bardzo ważne
jest. Dzieła, jak kwestya włościańska, napisane przez
Gołuchowskiego i przez Erzy sztofora; tu-
dzież wyborne pismo redagowane w Poznańskiem,
pod tytułem „Rok", przysposobiły pole do tych re-
form, które ostatecznie, jako kwestyc żywotną, w obec
tronu, Litwa podniosła. To był tedy pierwszy owoc.
Drugim owocem, któryśmy na polu radykcdnych
tebryi francuzkicfa zdobyli, była jawnośd, za pomocą
publicystyki zdobyta. Jak się sformułowała równośó
i wołnóśó pierwMĆj rewolueyi francuskiej, tak się
sformuiow&ło takie jMragntenie niepodległości dla pió-
ra i dla słowa w ten dpoeób, że wolnośó pióra i sło-
wa została opisaną prawatni
Na tćm tedy stoimy. Ale jeżeli w części naszój
ojczyzny posiadamy dziś jawnośd; woltiośó dr^iku i
w(L>łQośó słowa, niezawodnie pracą naszą przyłożyli-
śmy się bardzo do tój zdobyczy*
Tu tedy poczyna się nowa faza w całój naszćj
literaturze, bo publicystyka, którćj albo przed rokiem
1830 wcale nie było, albo która bardzo podrzędną
rolę odgrywała, staje się dziś, czyli < od tych csasów,
panującą potęgą w literabirze.
Publicystyka jestto ogromna dźwignia ,. któa a na
pola jawności prowadzi do wielkich zdobycay. Rozu-
241
mktn tbiłjr; H żai)by^y '^dA ziio}iyth się ii^l^
Wfele.
Trżećł§ korzySd^ radykalnych teóryi było. i jest
to , że oiŚwiata i literktiira nie jedt i nie może byd
oAtąh Wyłączna własnóśbia pewnych stanów, ale w kon-
sbkweiiclyi efaaancypacyi Całego ludu, musi przecho-
d^id na cbI^ jego mas§. Jestto korzyŚd nieoceniona,
a kdnkekii^encya naturalna ^założenia nowego społe-
czeństwa, bo wszelka etn^ncypacya prawna, bfdzie
dopóiy fał^zl^m, póki td) emańcypacyi o^bycźajowo i
dili^bótfO óbronid iiie inóźiia.
'Tu t6dy były teorie tiilykalne frańcuzkie l^ardzb
c^ynbć , Se Wskazywały ^rz^ź kilkadziesiąt tat na nie-
odbit^ i>^trz^b^ szkół dla tu^u. Jakoż przeważa to
^nieKóhaAiet jelżdl ten lild, tak je&t w części zi^a-
ćztki^ dziś już ćfńiańbypowsinyih' i Bwofcódnym, i bę-
dzie kiedyś oświeconym, to w hiśtórji obejrzy, się
ntn nkbzś diiai^, i bidzie liłogosławif tym, ktiłrzy
Wiilk^ o^f^ zdobyli' mii ten klejnot
T4 i^ tedy ó^oifańe t!rzy korzyści idei panują-
cych od roku 1830} có dó samdj żaś sztóy jeszcze
dodam tu kilka słów. Od kilku lat widzę to, ie się
nosimy 2 jak^Ś nów§ utojiją. A ie się z tego stano-
wiieika, z któii^egd mam zaszczyt przemawiad, me trze-
bi! l^kad, żeti^zed się z źadn§ utópj^, zt^^ powiem,
ii nosimy się od lat kilku ż utopj§ j^kićjś luaow^j
literatury. Jakto? a więc jeszcze jeden , podział^ a
m§k naW)6t w sferżi duóhbwśj me będzie jedności?
wiffc ma byd litirsitura ludowa' i literaiiura narodowa ?
i to Otynia ludzie , którzy się głoszą źa heroldów po-
stępu? Literatura ludowa jestto jedno z największych
51
§42
absurdów, jakie zakreślld można. Literatury ludowej
nie ma i nie było nigdzie. Bo zapytam się: czy my
t§ literaturą chcemy moralizowad siebie w sferze du-
chowej, czy lud? Czy to jest wymiar jednostajnej
sprawiedliwości w oświacie narodu, aby mied je-
dna literaturę dla wyższych, a drug§ dla niższych
stanów? Czy maluje się to w tem wymiar sprawie-
dliwości, jaki wymierzad powinien naród całśj mło-
dzieży szkolnćj? Rozumiem szkoły, rozumiem książki
popularne, rozumiem książki elementarne przystępne
dla niższych warstw, zastosowane do ich użytku, ale
ludowej literatury nie rozumiem — bo literatura ludo-
wa zrobiłaby nam jeszcze jeden przedział, uważając
wiecznie lud za jakieś dziecko niedorosłe, kiedy in-
stytucye za tćm przemawiają , że to dziecko jest juź
dziś obywatelem i od starszćj braci oczekuje tylko i
potrzebuje światła.
I naród był kiedyś dzieckiem — tak jak dziś jest
lud dzieckiem. Na czymże się uczył? uczył si$ na
pacierzu, uczył si§ w szkole, na tych samych książ-
kach, każdy co przystąpił do szkoły, bez różnicy sta-
nu i pochodzenia.
Właśnie jest to cechą cywilizacyi chrzeŚGiańskió|,
że w sferze duchowej nie robi różnicy ; i jak powia-
dam, stworzenie, czyli raczćj chcd stworzenia litera-
tury ludowćj jest prawdziwą zdradą w narodowóm
życiu.
Jak naród chował si§ na m^dych rzeczach, lub
na wielkich prawdach , w krótkim pacierzu , w le-
gendzie i w naukach powszednich podanych mu, tak
musi poczynad i lud. Inszćj literatury nie bidzie; a
243
kto będzie inn^ tworzył, ten przekona si§ po nieja-
kim czasie, źe lud tdj literatury nie przyjmie, bo lud
nie może si§ podług innych zasad psychologicznych
rozwijad, jak się rozwijał naród, którego jest cz§ści§.
Widzieliśmy tedy, co na drodze postępu zrobiły
radykalne teorye. Cóż zrównoważyło je w życiu i li-
teraturze? Równoważyły je kościół, przeszłośd, histo-
ryzm. Historya , Iradycya , jest tćm żywa, źe była —
ale nie tóm , żeby miała zdobywaó wpływ stanowczy
na dzisiejsze stosunki. Już tedy od początku tego
stulecia widzimy, że naród sięga zawsze niejako do
starego lamusa, do staraj skarbnicy, i wydobywa
od czasu do czasu skarby historycznej literatury da-
wnych swoich doświadczeń i przebytej drogi w dzie-
jach; a nakoniec skarby swój literatury i poezyi da-
wniejszej.
W t^j walce odgrywają tedy publikacye dzieł ogro-
mną rolę. Naród stał na tradycyi i bronił się prze-
ciwko najazdom obcych niepraktycznych i wyłącznych
idei, nabytkiem literatury swojej dawniejszej , a po-
stawieniem nowój historycznej i poetycznej literatury
swojej , jako nabytek XIXgo wieku. Co dziesiątek
prawie lat stawiał naród na starych pułkach odno-
wioną literaturę dawniejszą. Rozpoczynają się publi-
kacye książek polskich wydaniem Mostowskiego,
juź w pierwszym dziesiątku lat bieżącego wieku :
w drugim i trzecim dziesiątku lat widzimy publika-
cye ogromne Gałęzowskiego i właśnie wtenczas pod-
nosi się u nas i poezya i literatura. W wydaniach
wrocławskich i lipskich, w trzecim dziesiątku lat, wi-
dzimy w końcu odnowienie całej biblioteki tak sta-
m
rych Zygmuatowskich pisarzy- jąkotęź pisarzy, ? csŁfj-
sńw Stanfisfewa Augusta, aź po czasy Ksicsitw^ą^ Waf-
szawskiego. Kównocźeśnie i później nieco jeszcze, \y,i-;
c(zimy publikacje Raczyńskiego, obok nieb pul]!ji^p.cyic.j
D^źiałyńslfciegó, a w końcu' bih^liotekę ppl^k^
-^iry dąn§ przez Turowskiego, którv najszącoiT^pi^j^^-j
dzielfą paszćj literatury odnowił — sięgnąwszy nawet aj^ dp ,
sfery )>ro8zur, aź dot^d nieznanych. O^tatniemi pijiblika;.,
cyami s§ katolickie publikacye Wielpgłowskiej^p*
I*ri5cz tych publil^acyj, nie ma towarzystj^a nąuko^i^go,,
nie ma kprporacyi, nie ma ważniejszego księgarza, k|l;<^-
ryby massę tych publikacyj nie powiększył — a jeźcili do
tego dodamy tp wszystko, co na polu historyi a,^
więc na polu prawdziwie narodowćm, u nas zostało ^
oryginalnie w przeciągu tego wieku napisane-;— jeźali.
dó iych nowych publikacyj starych dzieł dodamy ca-,
łą nasz£^ poezyę XIX wieku , przyznad trz^ebą , źe je-
żeli ogrom]i§ miały potęgę idee radykalne, przeko-
nywające naród, źe naprzód iśc potrzeba^ — to prscy-
znad także należy, źe sig bardzo często wst^Cjz;. ogl^-
dli i źe patrzał zkąd wyszedł i dok^d^mu, iś^, ,
potrzeba.
S§ to owe dwie twarze w pos^uJan^usa^, ^o^*^*,
rych mówiłem; z których jedna patrzy w, przępzłoi<|,,
twarzą starca , a dru^a w przyszłośd promienna ną-
dzfeją młodzieńca.
Ż walki wszakże wielkich idei, któreśmy w^tyjn.,,
wieku przeszli, a mianowicie encyklopedystów frąii;-,
cuzkich , sławiańszczyzny (u nas rozpoczętej pąo^sl^-,
wizmem rossyjskim), idei filpzoi^i nien^ieckićj, rady?,
kalizmu francuzkiego i messyąnizmUj^ z tćj całćj .wj^]J^ji^.
245
wynieśliiSmy przekonanie, źe nam tylko narodow§
drog§ i&6 można, i&ó trzeba.
Idea tedy narodowości przebiła się przez walkę
p<$ł-wieezD§ i tryumfuje w końcu; bo jest to idea
przez nas w dziejach wyc];u^ona, a dziś przez nas
pracą ducha podniesiona i podana jako lekarstwo na
społeczne, bolę ludzkości*
intim
XII.
Rekapitulacya. — Zwycięstwo własnej idei nad obcemi. — Narodowość
i j4j znaczenie. — Język polski i jego wyrobienie. — Wpływ instytu-
cyi na wymowę. — Wpływ dziejów na poezyą. — Przykłady indywi-
dualności i różności stylu. — Zakończenie.
Przeszliśmy tedy z kolei wszystkie idee, które
w przeciągu tego wieku panowały, jako to: idee en-
cyklopedystów francuzkich , następnie idee sławiań-
Bzczyzny przez nas opracowaną, dalej ideę filozoQi
niemieckiej, a następnie radykalizmu politycznego fran-
cuzkiego, i okazało się, źe żadna z tych idei nie
podbiła ani ducha narodu , ani literatury jego , i ow-
szem, źe się z kaida zmierzył, źe się z kaźd§ prze-
pasował, źe z każdej wziął to co dla niego żywotne
owoce mieó mogło; a w przyswojeniu, albo przy spra-
wdzeniu, źe droga przez ten duch idei wskazana nie
jest właściwą drogą dla narodu, odprawiał ją w końca
od siebie.
Już ostatnią rażą zrobiłem nwagę , źe publikacye
bardzo przyczyniły się do tego stanowczego właści-
wego kierunku, publikacye, które się prawie co dzie-
siątek lat powtarzały wielkiemi massami, zaczynając
od pierwszych publikacyi Mostowskiego. Zapytujemy
się teraz: cóż tedy dawało tę żywotną siłę narodowi,
że w walce z tylu ideami, które, jak widzieliśmy, za*
247
j§ły cd[§ jego duszę, które po kilkanaście lat panó«
wały stanowczo w jego literaturze, któremi si§ zaj-
mowali ludzie najdzielniejsi, najpotężniejsi rozumem
i ludzie największego jeniuszu, cóź mówię dawało tę
żywotną siłę narodowi, źe przecie z tej walki wy-
szedł cały i zrzuciwszy z siebie tę liberyę, którą
bardzo długo nosił, przejrzał niejako własnemi oczy-
ma i własnćm obliczem? Oto nic innego, jak źe był
własnego duclia pełen.
T§ potęgą nieułomną była narodowośó, narodo-
wośd, która się w kościele i dziejach, w języku i
w literaturze zeszłych wieków skrystalizowała; naro-
dowość sojuszem i uniją polityczną zawiązana j po-
nowiona; narodowośd w końcu, która w obyczajach
całego narodu i w wielkich tradycyach historycznych
na nas przeszła.
Dziś widzę się w położeniu zi^ędzenia się do in-
nego rodzaju studyów, ażeby objaśnid znaczenie na-
szego języka i powstanie jego, języka, który jest naj-
silniejszą dźwignią narodowości.
Już zaraz na początku przychodzi nam zapytad
się: czy na tym obszarze sławiańszczyzny był kiedy
jakikolwiek język panującym? i możemy śmiało po*
wiedzied że nie.
Wszakże była chwila dla sławiańszczyzny ważna,
gdzie jeden język mógł się stad panującym, a tym
j ęzykiem był język bułgarski , na który po raz pier-
wszy przełożonym zostało pismo święte.
Jeżeli weźmiemy położenie dawnej sławiańszczy-
zny, piszącej runami, to znajdziemy ogromny krok
do oświaty, kiedy jeden ze sławiańskich języków mógł
248
jaź za oi*gan posłuźyd tak dogodny, źq na niego mo«
źna było przełoźy(5 piśiho święte, ie sij feÓ^ stad
apostolskim. Apostołowie Sletody i Cyryl przełożyli
piśtiio święte, i kiedy weszli na ziemię sławianską,
która była wówczas jeszcze w pogaństwie, sprawiło
tó wielki ruch w umysłach; jakoż i nie dziw, bo je-
żyk ó\Vczesny bułgarski był językiem apostolskim,
ztad szerzył był się jedynie sławiańskićm pismem, zt^d
został tak chętnie przyjętym i podawał największe
prawdy, bo prawdy chrześciańskie. Jakoż, lubo wszę-
dzie była powiatowszczyzna czyli języki miejscowe,
ńlbo Inaczej narzecza, nie stawały te narzecza ani hi-
stófYyczne stosunki nigdzie na zawadzie temu języko-
wi^ i sżórzył się bardzo szybko, mianowicie w całćj
^xy!udfti6wój sławiańszćzyznie i w naszych krajach, aż
kti Cżćóhom i Morawie.
Próżnobyśmy ze spólności pochodzenia wywodzili
fó sżidżęi^liwe powodzenie języki bułgarskiego; on był
zńpewtLe bardzo odmienny i wówczas od tego wszy-
stkiego, co wyr^ażały inne narzecza; ale został przy-
jęty, bo odpowiadał wielkiemu histoiycznema &ktowi,
btJ był apostolskim językiem i póki nim był, poty
s^' śżerżyt
Równocześnie posuwano się chrześćiaństwo rzym-
skiego kościoła ku sławiańszćzyznie, i b}^ nawet bar-
AHó dłiigi cź^, gdzie nie tylko razem te dwa oł)rz%d-
ki obok siebie istiłiały, ale gdzie nawet w. jednym
kościele odprawiali księża sławiańscy i łacińscy naćo*
żeństwo swoje ; jakoż jest to najstarsza tradyey^ fef>-
ććioła sławiańskiego , że stel w jedności k kościołem
powszechnym; to mu dało t§ wielka w;siętość5, to mu
249
dało ten wielki wpływ.
Wszakże gdy kościół wsełiodni odpadł od jedno-
ści, odpadła takie sławiańska cerkiew od jedności
z kościołem, i odtąd ustaje wpływ wielki cerkiewnego
języka na rzeszę sławiańska; odtąd przestaje on hj6
apostolskim językiem, przestaje byd językiem żywym,
serdecznćj wymowy; nie stał on się językiem ani oświa-
ty, ani pisma pospolitego i po krótkim przeciągu tra-
ci obszary, przez siebie tak żwawo zrazu zdobyte, a
następnie zamienia się jako narzędzie, które nie od*
powiada celowi, w język umarły.
Była tedy chwila, gdzie na cał§ sławiańszczyznę
mógł się jeden język piśmienny rozszerzyd, gdyby
był tę pracę szerzył w duchu jedności kościoła, z któ-
r^o wyszedł. Jakoż widzimy, że skoro się język
bułgarski cofn§ł z ziem sławiańskich, w znacznćj bardzo
części, wówczas dopićro poczynają się podnosid inne
sławiańskie języki, a mianowicie w Rusi kijowskiej
ntski, na środkowym Dunaju serbski, w Czechach
czeski, a u nas polski. Wszystkie z tamtych języków
zostawmy na stronie; a powródmy tylko do naszego
dla tego, że to nas wprost do rozwiązania kwestyi
prowadzi, W owych czasach, kiedy się u nas język
piśmienny poczyna kształcid, wyprzedziło go już pań-
stwowe życieb Jakoż w narodzie zMy się piśrwsze
małję państwa piastowskie, które nie reprezentowały
nic więcćj, jak tylko rodowe skupienie. Byłyto pań-
stwa plemienne, przyrodzone, msJ:e, zamknięte w so*
bie, oparte zupełnie na powiatowszczyznie, gdzie nie
ma właściwie jeszcze języków, ale sa tylko narzecza;
gdzie nie ma pojęcia ojczyzny, tylko pojęcie ojcowi-
52
260
tnj. Jakoż widzimy to w piastowskich ćssasaeh; Mnim
się księstwa zlewaj§ w królestwa, źe nie ma pojęcia
prawdziwego ani państwa, ani ojczyzny. Jest to pićr-
wszy stopień, na którym wszystkie się niegdyś przy^
rodzone państwa znajdowały; ale że skupienie i wła-
dza albo rośnie, albo upada, że to jest jćj natar% wła-
ściwą, ztąd też nie mogły się tak małe księstwa i
państwa utrzymaó, tylko te rody^ przychodzące do
władzy, musiały si§ zlaó w większe państwa, a języ-
ki ich, czyli właściwe ich narzecza, musiały się zład
w jeden język piśmienny. Największą usilnośó tego
stworzenia organu wspólnego porozumienia widzimy,
kiedy już zostaje Litwa z Polską połączona. Jakoż
była wtenczas większa potrzeba stworzenia organu
wspólnego porozumienia, kiedy położenie dwóch na-
rodów doszło już poUtycznie do skutku. Ażeby zaś
formacyą właściwą naszego języka oznaczyć, wródmy
jeszcze do pojęcia rodu. Nie jest to wymysłem ^i-
siejszćj nauki; i owszem w najstarszym z latopisdw
ruskich, w Nestorze, znajdujemy to pojęcie rodu, bar-
dzo jasno i czysto postawione. Gdybyśmy się więcćj
radzili tych pojęd, możeby nie tyle było błędów i
w nauce i w życiu. On oznacza rody, jako małe gra-
py plemienne etnograficzne, które w sobie jeszcze
zamknięte i oddzielne, gminowładne i przez książ§t
rządzone, stanowią niejako m^e gromady. He jeat
w założeniu, tyle jest potom w rezultame.
Język piśmienny wielki powstaje z powiatowszczy
zny, powstaje ze zlania się wielu bardzo narzeczy, bo
do utworzenia piśmiennego języka, potrzeba wielkich
grzeszy ludu, którym jedno pismo stało się konieczao-
i
2S1
idą. Więc jak mómę wypada nam się tutaj uoieka<{
do innego rodzaju studiów, dla określenia znaczenia
pi^iennego języka. Jeżeli weźmiemy przestrzeń cd§,
ci^y obszar, na którym się nasz naród osiedlił, znaj-
dziemy, iź od najwyższych Tatrów, aż do morza, jak
natura we wszystkich kształtach występuje, tak też
odpowiednie do tego znalazły się grupy etnografi-
czne, czyli rody; i tak jak mamy krainę alpejskich
Tatrów, tak mamy i lud alpejski; jak mamy góry,
tak mamy górali; jak mamy wielkie porzecza, tak
mamy lud brzegowy; jak mamy stepy, tak mamy ro-
dy atepowe; jak mamy polany, tak mamy rody po-
lańskie; jak mamy lasy i puszcze, tak sc pokolenia
i szczepy leśne; jak w końcu mamy Pomorze, tak 8%
rody pomorskie; jak mamy ujścia wielkich rzek, tak
s§ żuławskie rody.
Ta rozińaitośó sprawiła ^ że tworząc język piś-
mienny, było z czego wzi^śó; bo juźciż Bóg włożył
mowę w usta człowieka, i trzeba w tśm niejako wi-
dzieó s»rz§dzenie wyższe opatrzności, i wyższych rz§*
dów świata, bożego niejako planu, że ten lub ów
ród takim narzeczem przemawia; albo, że kilkanaście
lub kilkadziesiąt rodów, pomimo różnicy zachodzęcój,
mogą się jednakowoż zrozumićó, i utworzyó następnie
polityczne ciało, stwdrzyó organa duchowe, jakiemi
są języki piśmienne. Skoro tedy się nie utrzymał, jak
mówię, pierwszy język pisma świętego, język cerkie-
wny u nas, a potrzeby religijne zastąpił kościół rzym-
ski, co do jedności w wierze, począł naród usilnie
pracowaó nad tóm, ażeby stworzył język własny piś-
mienny. Jaż w języku naszym leżą brzmienia i za-
datki jakich inne i^awiańskie J9*yki nie maj^ i fo
dowodzi przyrodzonego bogactwa; i kiedy kaide pił)-
mie sławianskie ma tylko jeden, albo dwa odcienia
przyrodzone, t. j. albo ludzi stepowych, albo w ćz^
ćci górskich, albo pomorza, albo pewnćj wysoczy-
zny, albo nakoniec pewnćj zamkni^tćj kotliny, to u
nas jak się odbiły na ziemi naszćj wszystkie plasty-
czne formy natury, tak się niejako odbiły w mowie
wszystkie wizerunki duchowe narzeczy, które tem sa-
mćm, zlane w jeden język piśmienny, utworzyły ję-
zyk, który w pierwszym okresie swego panowania to
ma osobliwego, że celuje w nim wymowa; w drugim
zaś okresie to ma osobliw^o, ie celuje wysok§ poezy§.
Jest to fakt wyjątkowy, bo narody pierwotne i
starożytne, do jakich nasz naród należy, wyrabiają
zwykle w pierwotnych pracach swoich wyższą poe-
zya; następnie dopiero, gdy do pełnego życia prze-
chodzą, gdy się ich myśl zpotęży, wówczatB dopióro
poważnie poczynają myślóó, mówić wymownie, i pmy-
chodzą do prozy niejako w Uteraturze i w życiu.
U nas sbdo się to zupełnie odwrotnie, a powodem
tego były wolne instytucye. Wolne słowo zdobywało
z każdym dziesiątkiem lat nowy obszar dla ojczyzny;
wolne słowo, które brzmiało z kazalnicy w kośeiek,
którym przemawiano w poważnym senacie, którym
przemawiano w izbie prawodawczo), w powszechności
na sejmach, przy chorągwiach, w sądach i trybuna-
łach, jednśm słowem, to wolne słowo utworzyło ję-
zyk. Więc instytucyom naszym winniśmy wielką wy-
mowę naszego narodu, która w piórwszym okresie,
aż pod koniec XVIII wieku, jest panującą cechą łito-
;253
mtary nasećj.
Wiszniewski, w swojśj historyi literatury pokkićj,
mówiąc o języku polskim, robi bardzo wiażn^ uwA-
gc, a to tę, ie na utworzenie tego języka potrzeba
było daleko więcćj wieków, niż historya polska ma
do szafunku.
Dżdeje języka naszego, lubo niespisane i niewia-
dome; ale jak się jego budowie przypatrzymy, to do-
wodzą, źe one &% o tysiące lat starsze od dziejów
narodu, dziś znanych i spisanych. Jakoż, ze wszyst-
kich tak zwanych poszukiwań przedpotopowej sławiań-
szczyzny, wynieśliśmy jedna korzyśd, źe dziś już wolno
się zapytad: A gdzież też była sławiańszczyzna przed
dwoma, a nawet przed trzema tysiącami lat? Bo rzesze lu-
du, który się w miliony rozrodził, nie mogły powstaó
dopiero w tym czasie, w którym historya nasza na-
znacza sławiańszczyznie poczsftek. Odwołaje się tutaj
tedy do tak poważnego zdania, jakićm jest Wiszniew-
skiego Michida; a w nowszych czasach nie mamy nic
ważniejszego pod tym względem do przytoczenia, jak
gramatykę professora Małeckiego, który kwesty§ tę
z wysokiego bardzo stano mska porównawczej i filo-
zoficznej gramatyki, na bardzo długo rozstrzygnął tak,
że i pod tym względem widzimy w literaturze naszej
pewny okres zupełnie zamknięty. Język nasz, który
^dy pod wpływem instytucyi kształcił wymowę swo-
ją, a pod wpływem i zaklęciem przeszłych wieków
ukształcił swoją poezyę, język ten mówię, ma wszyst-
kie cechy skonczoności. Wielka indywidualność odbiła
się w nim, lubo cechy jego pierwotne nigdzie nie
zosteły zatarte, i możnaby powiedzierf to szczególnie ą
254
nas, źe labo każdy wiek ma sobie styl włafeiwy, s^
style wszystkich wieków i pisany, a mianowicie zna-
komitszych tak odrębne , tak oddzielne , tak coraz
innę indywidaalnośd w innych odcieniach odznaczają-
ce, źe ta rozmaitość dowodzi najlepiej, jakim był ten
skarbiec, do którego pisarze i jeniusze wieków się
ściągnęli. Weźmy naprzykład i przejdźmy przyczyny,
z których to przyczyn język ten doszedł tój dosko-
nałości. Na ogromnym obszarze, od Odry do Dnie-
pru, od mocza bałtyckiego do czarnego, było zada-
niem tego narodu rozszerzad Chrześciaństwo. Juściź
czy się 8zei*zył zrazu język bułgarski, czy się szerzył
następnie język łaciński, w kościele nie nawracano
ludu ani jednym ani drugim językiem, ale ducho-
wieństwo całe przemawiało do niego językiem, jaki
w kaźdćj powiatowszczyznie każdy człowiek rozumiałi
albo raczćj brało z kaźdćj powiatowszczyzny i z każ-
dego narzecza to, co we wszystkich narzeczach było
wspólnćm; język bowiem piśmienny jest juź dziełem
wolnćj woli człowieka i świadomości. Kiedy wszystko
w rodzie jest jeszcze nieświadomym, kiedy wszystko
w rodzie jest przyrodzonym (bo człowiek stoi tu na
stanowisku natury) to już człowiek wśród dziejów,
wśród literatury, wśród kościoła, jest człowiekiem sto-
jącym na stanowisku wolndj woli i samo wiedzy.
Język tedy ten był naprzód apostolski , bo cho-
dziło o to, aby ogromne rzesze ludu przywieśó do
kościoła i Boga; jakoż widzimy to, że w przekładzie
pisma świętego leży ta csAa prostota, ta rzewność,
ta szczćrośd, ta głębokośó wiary; i my to mamy
czego podobno w innych narodach nie ma, że mamy
I
255
niejako koiScielny j§zyk własny^ w przekładzie dawnym
pisma świętego. Ewangeliami dawnego przekładu po-
sługuje si§ aź po dziś dzień kościół. Ten tedy j§zyk,
który wyniósł powagę z kościd:a, przeniesiony zostt^
następnie do wolnycłi instytucyi wielkiego narodu.
Tutaj tedy nabrał tój śmidtości, tćj podniosłości , tćj
energji , tćj ścisłości , która go charakteryzuje ; a je-
żeli zważymy, że całe obyczaje naszego nai*odu i
wszystkie instytucye były tak urządzone , że się pra«
wie wszystko ustnie odprawiało, i źe zaledwie r^ul-
tata obrad , łub wyroków zostały spisane , to przy-
znad potrzeba, że było ogromne pole dla wymowy,
że mieliśmy wymowę nietylko w kościele, lub sena-
cie, nietylko w sejmie, nietylko w trybunale, nietyl-
ko przy chor§gwi, ale nawet w potocznćm życiu, bo
przy każdych ślubach, zaręczynach, chrzcinach, były
zawsze mowy i odpowiedzi na nie, Eażd§ okolicznośd
zagajano wolnćm słowem; samo nawet słowo „Zaga-
janie^ dowodzi, że uważano mowę niby za jakieś
piękne drzewo, w którego cieniu dobi*ze było żyd.
Jeżeli na wielkićj prostocie, szczerocie i głęboko-
ści zyskał nasz język przez to, że był apostolskim,
jeżeli się rozwinął na polu oby watelskich zapasów, to
trzeba przyznad , że i różnowierstwo przyłożyło się
do rozszerzenia jego sfery i do nadania mu tćj wiel-
kiój obrotności, jakićj potrzeba w dyalektyce teolc^i-
cznćj. Trzecim tedy okresem, który nasz język prze-
chodzi , jest to walka z różnowiercami , i jakoż jest
to stanowcza chwila jego rozwinięcia.
Następnie zaledwie się ten okres kończy, rozpo-
czyna się apostolstwo poHtyczne.
256
A kiedy i to jui wpływ swój na jęsyk wywaiło,
rozpoczjrna się poezya, która postawiła, w przeciąga
XIX wieka, literatare naszą na tak wysokim sto-
pnia. Wszystkie tedy sfery, jakie język, od apostol-
stwa aź do pablicystyki dzisiejszćj móg^ przejśd, wsyst-
kie przeszedŁ To ma dało tę podniodtośd, to ma da-
ło tę przejrzystość, to ma dało t§ obrotnosd i spra-
wiło, że z tjrm językiem, na tym lustorycznym o1>-
szarze, który zajął, żaden inny język rywalizowad
nie potrafi. Jest pewna nieprzeparta logika faktów, i
język, który się nmiał rozszerzyć na tak ogromnym
obszarze, ma niejako tataj swoje dziedziczne prawo.
Można ma być nawet i niechętnym, ale zastąpid go
nie podobna niczćm. Bo języki nie stwarzają się na
zachcenie , jak narody nie stają się z przypadka. Na
to trzeba wielkićj pracy wieków, a nadewszystko je*
szcze, w samćm założenia, pierwotnie trzelia, ażeby
wszystkie czynniki tema odpowiadały, jakiemi są: zie-
mia, ród, a w końca narzecza.
Radziłbym każdemu wziąśd bardzo ważne dzieło
do ręki, napisane przez professora Mecherzyńskiego:
„Dzieje wymowy naszćj.'' Z tego dzieła, gdzie tylko
jedna gałąź literatury przeszłćj jest obrobiona,, można
się dowiedzićó dokładnie, jakie skarby posiadamy. Jest
to dzieło z wielką pracą napisane, z wielką znajomo-
ścią rzeczy, i sądem tak trafnym, że dopióro wów-
czas, kiedy takie monograCe będziemy mieli, będzie
można kiedyś przyjśd do prawdziwej historyi litera-
tury. Jeżeli się tedy przypatrzymy dzi^m naszój
wymowy, ujrzymy, że owa indy widualnośó , o którój
już wspomnieliśmy, odbiła się do najwyższego stopiua
i
257
w j§zyku, i' podług inatytucyi i podług wieku, w któ-
rym szła ; a nakoniec podług stopnia duchowego,
umysłowego lub artystycznego , jaki zajmował naród.
Cytujemy w prawdzie pisarzy zygmuntowskich , a
nawet poetów zygmuntowskicti. Prawda jest, zostawili
oni nam piękne zabytki, ale w porównaniu wymowy
przegzłycłi wieków, wymowy polskiej w kościele i
w narodzie, niknie poetyczna literatura zygmuntow-
ddch wieków, która jest za mało artystyczną. Przeci-
wnie ona, w porównaniu z innemi ówczesnemi litera-
turami, nie stoi nawet na równi, a tóm mniój na ów
wiek, kiedy stopień wymowy jest tak wysoki, ie go
równocześnie w całój Europie nie ma do czego po-
równad.
Prócz tych ogólnych cech i wpływów, prócz tych
ogólnych okresów dziejów naszych, które na j§zyk
nasz działały, przyło;iyła się także niesłychanie do je-
go wykształcenia znajomośó obcych języków.
W kaźdój prawie historyi literatury XIX wieku
słyszjnny o klassykach i romantykach. W XIX wieku
nie byliśmy klassykami, ale byliśmy niemi w XVtym
i w XVItym i to w całóm znaczeniu tego słowa, kie-
dy z odrodzeniem się sztuki i nauki, w całćj Europie
szerzyły się klassyczne studya.
Wtenczas były one od nas bardzo serdecznie po-
witane, i lubo były jeszcze czasy rękopiśmienne, to
mówi§ dawni pisarze i podróżnicy, że Polska posia-
dała tak wielk§ maśsę rękopismów starożytnej litera-
tury, jak mało który inny naród równocześnie.
Ten wpływ literatury, mianowicie łacińskiej, przy-
łożył się także niezmiernie do wykształcenia w pe-
33
258
wnym kiemnku naszego języka: wpływał na niego
także i włoski, wpływał następnie francozki, nie no-
żna odmówid i niemieckiema wpływn.
Jednćm słowem, każdy język i każda ofiwiata ea-
ropejska znalazła niejako pnnkt oparcia i swój zwro-
tny pnnkt i w naszym językn. Tego wszystkiego za-
prawdę nie przebyły inne sławiańskie języki , i tylko
jeden czeski możnaby porównad z polskim, bo i ón
przebył podobne dzieje, i on był apostolskim, i on
przeszedł czasy dyalektyki różnowierców, i on tradnił
się apostolstwem politycznym i on także miał swoje
świetne peryody poezyi.
Jeżeli się zastanowimy nad t§ indywidaalno-
ŚC15, jaka zdolny jest ten język przyjad, to podzi-
wiad musimy zarazem, jakićm on jest narzędziem du-
chowćm; bo możnaby czasem wziaśd dwie książki, któ<
re obie po polsku s§ pisane, obie wybornym języ-
kiem, obie przez ludzi nadzwyczajnych zdolności, a
zaledwie uwierzyd można, podług użycia tego języka,
że to ten sam język. I tak n. p. pomińmy już da-
wniejs2ie wieki, które jak mówiłem, charakteryzuje
szczególnie wielka wymowa znaczenia europejskiego;
a weźmy tylko pisarzy naszego^ wieku, i popatrzmy,
jak wielka różnica jest pomiędzy tymi, co jeszcze pi-
sz§ w czasach Księstwa Warszawskiego, a pomiędzy
tymi, którzy w 3cim i 4tym dziesiątku tego wieku
pisad poczynają. Jakżeto jest poważny i ścisły, powie-
działbym, język Woronicza ! Słuchając go , zdaje się,
że się słucha pisma świętego, albo najpoważniejszych
wypadków z dziejów naszych, oddanych na to i
skupianych tak, iż wiary tu historycznój od wiary
269
religijnćj odróżnid trudno. Weźmy na przykład in-
nego z pisarzy ówczesnych, weźmy Trembeckiego:
gdyby Trembecki nie był uwiedziony szkoł§, tak zwa-
n§ klas8yczn§, czyli naśladownictwem francuzkićm,
gdyby był za pot§g§ swojego własnego jeniuszu po-
szedł, byłby zapewne arcydzieła stworzył, które siła
jego j§zyka, potęga i zdolnośd jego jeniuszu zapo-
wiada, nawet tam, gdzie on był naśladowcą. Jeżeli
kto si§ chce przekonaó, niech weźmie Zofijówkę i
niech j§ porówna z ogrodami Delilla: kto na tćm
porównaniu zyska? A jednak Delille byłto pisarz
sławy europejskiej, i tak ogromnćj wzi§tości, że go
we wszystkich narodach prawie równocześnie naśla-
dowano. I Trembeckiemu może zdawało si§, że go
naśladował, tym czasem jednego wićrsza nie ma w De-
UUa, któryby odpowiadał rzutności duchowej i sile
jaka sif wyraża w wićrszach Trembeckiego.
Idźmy dalój : weźmy n. p. Brodzińskiego. Cóż za
odmiana ogromna, chociaż si§ nie tak bardzo odsą-
dził jeszcze od czasów Księstwa Warszawskiego; cóż
to za styl, jak przejrzysty, jak rzewny, jak mądry,
jak w tśm , co niewiele powie, wiele wyrażający, jak
oględny, jak skromny. Możnaby powiedzićó, że wszyst-
kie piękności stylu Brodzińskiego malują najwierniój
piękną jego duszę. Jestto język, jakim przed Bro-
dzińskim nikt nie pisał, jakim po nim nie wielu tylko
pisad umiało.
Weźmy język następnie naszych nowoczesnych po-
etów. Cóż to za język Mickiewicza! Jak odmienny
od tego w^zystki^o ,* co po nim było. Jak niepo-
dobny jesŁ język wszystkich jego naśladowców do
260
jego języka.
Weźmyź dalćj wygładzenie i wyrobienie jfzyka
Odynca , o którym nawet sam Mickiewicz mówił , źe
mechanizm wiórsza, i elegancy§ języka, posunął do
najwyższego stopnia. Idźmy dalćj: Cóźto za język
jest n. p. w Słowackim, a tu jeszcze jest, jak w każ-
dym z jego poematów, język zupełnie odmienny. Weź-
my język estetyczny Kremera, tak ściśle rozumny, a
w obrazach tak żywy, w przekonaniach tak dojrzały
i postawmy obok tego Siemieńskiego przekład Rap-
sodów z Homera; a obok nich poetyczny język Zam-
ku kaniowskiego; rozumn§ prozę Michała Wisz-
niewskiego; trzeźwy pogląd na świat i spółczesne
dzieje Mochnackiego, który tak zrozumiale do kwe-
sty! żywotnych docićra; obok pajęczej tkaniny i sło-
necznych pyłków Bogdana Zaleskiego pie^i. Idźmy
dalćj; cóżto za język odmienny od nich wszystkicłi
jest w Zygmuncie Krasińskim: zdaje się, że eter
z przestrzeni wzięty, zamienia się na wyrazy, żeby
niemi oddad boże myśli, ludzkie boleści i męki pie-
kła. Te wszystkie tedy cechy dowodzą tylko, że się
sfera naszego języka bardzo rozszerzyła, i kiedy go
każdy coraz inaczdj uży wad umiał, dowodzi to niewy-
czerpanego skarbu — dowodzi, że w założeniu tego języka,
to jest, w pierwotnych narzeczach, które go wydd:y,
musiało bardzo wiele leżyd, kiedy w rezultatach na
końcu tyle widzimy.
Niekiedy odbija się u nas indywidualnośd autora
tak bardzo w języku, iż filologiczne studya możnaby
prawie nad owocem tych prac robid. Kto zna prze-
kład Bielowskiego „Słowo o pułku Igorowym**, (jest
/
261
to przekład starćj ritskićj pieśni), ten przysną , le
takim językiem, który jest prawdziwym klejnotem.^
nikt ani przedtem ani potćm nie pisał: jest to bowiem
epicka pierwotnośd języka najodleglejszych tchniea
poetycznych, zlewająca się z ideałem pieiSni gminnćj.
Co wicoój, przez użycie właściwie języka stają się
nam nawet dopićro pewni pisarze zrozumiali. Ktoby,
bez przekładów rapsodów homerowskich z Odyssm
Lucyana Siemieński^o , ktoby był u nas rozumiał
Homera? Ktoby był poj^, gdyby nie jego przekład
serbskich pieśni starych, źe nasza poezya sła*
wiańska sts^a bardzo blizko duchem greckiój.
Erudycya poetyczna w powszechności Lucyana
Siemieńskiego jest bardzo wielka, a pod względem
języka bardzo stanowcza — i dziwnóm zdaje się w prze-
znaczeniu tego człowieka ; żeby zawsze tylko trądy-
cyą swoj§ poetyczną rozszerzał sferę poezyj naszej.
Tak j§ rozszerzył, kiedy dał przekład starych pieśni
sławiańskich — tak ja rozszerzył , kiedy dał przekład
z Homera — tak w końcu, kiedy perskie przełożył
poezye, i odkrył nowe skarby nieprzebrane języka.
Przytoczyłem umyślnie te przykłady, ażeby poka-
zad z tych kilku indywidualności, jak uderzającym
faktem jest ten, iż kiedy gdzie indzićj wszyscy pra-
wie jednako piszą, i owszem poczytują to sobie za
zaletę, ażeby umówionemi frazesami pisali, to u nas od«
bija się każda wielka indywidualnośó już w języku, i
świadczą tak o jego pochodzeniu, jako tói o tćm, że
ten język jest owocem bardzo długidj pracy narodowej.
Jakoż zrobiłem już dawnićj tę uwagę, że literatu-
ra XIX wieka daje tylko świadectwo wszystkim da-
262
wnióJ0Z3^m czasom, wszystkim dawnićjszjrm mijom,
W widzimy to, źe właśnie najznakomitsi poeci i pi-
sanse byli w przeci§gu tegoż samego wieka, me tyiko
w Polsce, ale na Litwie i Rusi. Fakt ten będzie tak-
ie bardzo nanczaj^of^m, jeieli go odniesiemy na kar-
tę; spostrzeżemy bowiem, że -najczystszym piśmien-
nym językiem polskim mówi lud właśnie na zeiknięcin
się rodów lackich i ruskich, to jest na linji przecią-
gniętój od Karpat do ujścia Sanu, a zt§d w Lubel-
skie, aż po Białostockie, gdzie już litewskie poozynaj§
się obwody. Ten fakt, że właśnie na zetknięciu ro-
dów ruskich i lackich najczystszy jest język polski i
właśnie ten, który został od wszysUdch pisarzy przy-
jęty, ten fakt zdaje mi się jest bardzo nauczający.
Xlii.
J^zyk polskL — Łacina. — Polszczyzna rngige łacinę i powstają
noife materiały historyczne w archiwaeh polskich. -— • NamsBeiricc
rozpoei^)ma erę historycenych pkarzy nowszych. — Potrzeba ukoń-
czenia jego historyi jest bodicem dla narodu na tej drodze. — Dru-
gim bodźcem jest dawna historyczna poezya , która wyprzedza dziąf o^
pisarstwo. — Piaarae ze szkoły syntetycznej Naruszewicza. — ^Myili
o pismach polskich^ zamykają epokę. — Bandtkie założycielem
now^j szkoły historycznej: kiytyczno-analitycznych studyów. -^ Lele-
wel. — 'MaciejMrshi i inni pisarze t^f szkoły negacyjn^. — Bikołft
syntetyezno - narodowego dziejopisarstwa. — Kazimierz Stadnicki. —
Maurycy Dzieduszycki. — Bielowski. — Szajnocha i inni. — Zadania
literatury na t^m polu roflwięzane, bo dodiodzimy do syntezy daeha
w dziąjach i dziejopisarstwie. -*- DucheńskL — Nemezis historyczna. — -
Dzwony moskiewskie.
Najwyiszym nabytkiem usilności narodowćj był
język , który wziąwszy namaBzczenie apostolskie a ko«
ik)ioła, obywatelskie z instytncyi wolnego narodu, a
czysto-ludzkie z rodsiny, ntni się jęsykiem pannjąoytn
i organem wspólnego porozamienia się wssystkioh
trzech narodów, t. j. w Koronie , na Litwie i tia Bosi.
Ai po te czasy poełngiwaliiSmy się ładną; od cza-
su przyjęcia chrzetSciaństwa był językiem piśmiennym
głównie łaciński, tak w kościele, jak tóź w najwaini^>-
szych aktach narodowych i w stosnnkn kraju nasze-
go z zagranicą.
Na tćm połu podziały się także znakomite rzeczy,
bo mamy i w prosie i w poezyi pisarzy takich, ie i
264
za rzymskich czasów nie było wyższych. Wszakże,
z urobieniem języka narodowego, poczyna zwolna
z użycia pospolitego wychodzid język łaciński, a miej-
sce jego zajmuje język polski. W ten sposób zdoby-
wa się nowa zupełnie sfera, sfera niejako materyału
historycznego ; bo kiedy dotychczas tylko metryki
królewskie, prowadzone przez kanclerzy, kiedy tylko
kapituły i kancelarye hetmanów miały swoje archiwa,
to odt^d, na każdym punkcie ziemi polskićj, otworzy-
ły się nowe źródła historyczne i to w języku naro-
dowym. W ten sposób przysposabia język materyały
historyczne, bo powstaj§ akta grodzkie, ziemskie i
miejskie; powstają kroniki, zapiski i roczniki przy
klasztorach ; powstają akta przy dworach możnićj-
szych rodzin; a nakoniec kroniki domowe i zapiski
ciekawe, tak zwane 8ilva rerum, które prawie w każ-
dym domu prowadzone były. Interes tedy dla rzeczy
publicznych i dla historyi rozszerza i powiększa się;
co więcćj , cały naród staje się niejako solidarnie od-
powiedzialnym za ten materyał.
Jeden tedy fakt wielki wywołuje w skutkach za
8ob§ i inne : bo jak powiadam fakt ten , że fiię utwo-
rzył nowy organ wspólnego porozumienia ^^język pi-
śmienny^, który się na tak ogromnym obszarze upo-
wszechnił, rozszerzył i zapanował był, to wpłynęło
tćż na 8am§ wiedzę narodu i na poznanie jego
historyi; bo się obudziło przekonanie, że frizeba wszy*
stko, co się dzieje, w piśmiennych aktach przecho-
waó, a ztad utworzyły się ogromne historyczne ma-
teryały. W nowszych już wszakże czasach , bo dopić*
ro za panowania Stanisława Augusta, przyszecU; cały
265
naród do poczucia historycznego w znaczeniu dzisiej-
szym. Pierwszym historykiem jest u nas, w tćm zna-
czeniu wziąwszy: Naruszewicz. Mówiąc już dawnićj
o czasach panowania Stanisława Augusta, zrobiłem
uwagę, źe Naruszewicz był środkowym punktem
wszystkich umysłowych dążności. Nadmieniłem tói,
źe król chciał wydaniem dziejów polskich uświetnid
swoje panowanie , i źe powierzywszy to Naruszewi-
czowi, oddał niezawodnie pracę tę w najlepsze ręce.
Wprawdzie Naruszewicz nie ukończył historyi , ale
napisid historya Piastów, to jest pićrwszćj u nas pa-
.nującój dynastyi. I jemu nie była obcą krytyka i ana-
liza historyczna, ale umiał ukrywad cały ten proces
naukowy wykładem bardzo jędrnym, a co do ducha
historyczną syntezą. Naruszewicza tedy dzieło wyszło
jako artystyczna całośó. Rzeczywiście są miejsca i ra-
psody w tój historyi, podobne zupełnie, w swojśm
podniesieniu, do epopei. A to nie jest tu obojętną
rzeczą, i owszem w tym sposobie syntetycznym tra-
ktowania przedmiotu i w tym stylu, którym Naru-
szewicz starał się naśladowad klasyków rzymskich,
leży cała tajemnica historycznej sztuki; dla tego tćź
została historya Naruszewicza przyjętą i stanowi pra-
wdziwy pomnik narodu. Pismaki niektóre później-
szych czasów obrzucili Naruszewicza błotem. Wszak-
że ich przechwałki i oszczerstwa upadły; a wielkie
dzieło historyczne Naruszewicza stoi jako niepoźyty
pomnik, jako wielka budowa rozpoczęta, która się
od wieku i żyjącego pokolenia dopomina uko;ńczenia
swojego. Pocieszającą tedy bardzo rzeczą jest, że już,
na początku studyów historycznych, spotykamy się
266
z historyczna synteza u nas, co wcale nie było ła-
twym tak u nas, jak i w całćj Europie. Jakoż jest
węgielnym kamieniem historyi i dziejopisarstwa w po-
wszechności, w literaturze XIX wieku — jest węgielnym,
mówię, kamieniem dzieło Naruszewicza: co więcej, ono
jest moralna pobudka przypominająca narodowi, że
to wielkie dzieło dokończyd potrzeba. To była tedy
jedna pobudka wielka, która wprowadziła literaturę
XIX wieku na studya historyczne ; drug§ pobudkę by-
ła historyczna poezya, która zniewalała i przypomi-
nała cięgle narodowi, że historyi nie ma.
My wchodzimy, osobliwszym trafem, bardzo da-
wno na pole historycznej poezyi. Już Jan Kochanowski
dał w „Sztandarze" swoim, czyli „Hołdzie pruskim",
niejakę pierwsza próbkę historycznej poezyi wtenczas,
kiedy właściwie historyi nie pisano. W późniejszych
trzech wiekach nie ma wielkiej wyprawy , nie ma
słynnego zwycięztwa , nie ma pamiętnej klęski w na-
rodzie, któreby nie zostały uświetnione historyczne
poezya; albo już w samych śpiewach kościelnych zo-
stały tego ślady, albo w dumkach historycznych, al-
bo w pojedynczych rapsodach , albo nakoniec w epo-
pejach obszerniejszych rozmiarów, jak sę naprzykład :
„Kozacka wojna" Twardowskiego — tegoż: „Wojna
moskiewska", — „Wojna chocimska" Wacława Po-
tockiego.
W XIX wieku widzimy toż samo ; bo do upo-
wszechnienia wiadomości historycznych przyczyniają
się daleko więcśj: „Sybilla" Woronicza i „Spiśwyhi-
istoryczne" Niemcewicza.
I
?67
Drugim tędy wielkim bodźcem do napisania hi-
storyi, i zwrócenia wszystkich na pole historyczne,
było to, źe poezya historyczna przysposobiła pole i
umysł do przyjęcia dojrzałych prac historycznych.
Trzecim w końcu bodźcem byli wielcy pisarze po-
stronni. Sprawdza si§ tu znowu , źe europejskie wiel-
kie geniusze wywićraj§ na nas, jako na naród euro-
pejski, zawsze bardzo wpływ stanowczy. Tym geniu-
szem był Walter Skot, twórca nowego historycz-
nego romansu i historycznej powieści, która w An-
glji wyszła, a naśladowanie we wszystkich literatu-
rach cał^j Europy znalazła. Jeżeli boleśó wieku, po
upadku rewolucyi francuzkićj, za czasów napoleoń-
skich, ozwała si§ w rozpaczy Bajrona, to dodatnim
żywiołem takiój zachowawczej analogji, czyli głosem
takim dodatniego żywiołu jest Walter Skot , który do
żywego wskrzesił nam przeszłośó i zajął tak bardzo,
źe wszystkie żywsze umysły odt§d przeszły do stu-
dyów historycznych; bo chciano tóż do źródeł zaj-
rzćd tych rzeczy, które tak bardzo zajmuj§ , co umia-
ły byd przedstawione w historycznym romansie i w hi-
storycznej powieści.
Widzimy tedy, źe z jednaj drogi rozchodzi się u
nas kilka dróg, bo wchodzimy razem na pole łiisto-
ryi i razem na pole historycznego romansu. Równo-
cześnie tedy jak Walter Skot pisze, kiedy w Anglii
powstały historyczne romanse, pojawiaj§ się one i a
nas. Wszakże nie było to u nas jeszcze na czasie.
Walter Skot patrzał na Szkocy§ zachowana tak, jak
J5 zostawili przodkowie przed^kilku wiekami. Wszy-
stkie zbrojownie i wszystkie pamiątki starych zam-
268
ków, wszystkie tradycje na miejscu nie zostały ani
zatarte, ani naruszone. Tego nie było u nas. U nas
musiała si§ naprzód dźwign§d arcłieologja , czyli umie-
jętność staroźy tnicza , zanimby mógł był powstad ro-
mans łiistoryczny. Tutaj mówię dla tego tylko o nim,
źe z usiłowań i studyów^ historycznych rodzi się u
nas romans historyczny; a teraz powracam znowu
do historyi samój i jćj losów, jakie przechodziła w XIX
wieku.
Za Naruszewiczem, mnićj więcćj, wedle stanowiska
zdolności, albo obranego przedmiotu, poszli: Tade-
usz CzackI, Albertrandl, Hugo Kołł§taj, Niemcewicz,
Świecki , Surowiecki , Onacewicz i Daniłowicz ; sło-
wem, całe Towarzystwo przyjaciół nauk oddawało się
głównie badaniom historycznym. Wszakże zwracamy
tu uwagę na dzieło , które jeżeli nie już pod wzglę-
dem czasu, w którym u nas wyszło, ale pod wzglę-
dem ducha, te pierwotne u nas historyczne prace za-
myka. Mówię tu o dziele mało znąnem pod tytułem:
„Myśli o pismach polskich^. Jestto dzieło księcia je-
nerała ziem podolskich. *Ostatni to m§ź stanu, który
jeszcze pióro historyka trzyma, i lubo często i wiele
bardzo brał na żart, wzi§ł rzeczywiście powołanie
dziejopisarza na seryo. W tćmto dziele widzimy, jak
się mgż tradycyi historycznej zapatruje na pisarzy
historycznych, i uwaźad to można niejako za poli-
tyczny testament starój historycznej szkoły. Wszakże
nie na tćm miało stan§d. Syntezę niejako historyczną
przeczuliśmy, a przechodzimy do analizy i organizuje
się u nas nowa historyczna szkoła krytyczno -anali-
269
tycznych studyów, to jest trudniąca 8i§ wyłącznie roz«
biorem materyałów.
Właściwie nie wypadałoby j6j nazwad 8zkoł§ hi-
storyków, tylko szkoł§ historycznych szperaczy ; rze-
czywiście tak nazwd: ich Maurycy Mochnacki, do
którego powagi miło nam si§ tu odnieśd.
Człowiek z rodu niemiecki Szlęzak, z wyznania
luter, z powołania szkolnik uczony, jest u nas zało-
życielem tćj szkoły, t j. Samuel Bandtke. Dziwna
rzecz , ażeby w narodzie , który dziejopisarstwo swoje
od świętych kronikarzy poczyna, jak Bogufał i Ka-
dłubek; dziwna rzecz, ażeby w narodzie, gdzie taka
postaó rzeczywiście świści, jak Długosz, który pióro
dziejów trzyma, stojąc na Wawelu; gdzie byli tacy
pisarze, jak Wapowski , jak Stryjkowski , jak Bielscy;
gdzie w końcu szereg nowych historyków poczyna Na-
ruszewicz ; dziwna rzecz, powtarzam, żeby założycielem
nowdj historycznej szkoły mógł byd człowiek obcy,
człowiek taki jak Bandtke, pilny wprawdzie i praco-
wity, ale bardzo małych zdolności , obcy zupełnie tra-
dycyom narodu, obyczajom, a][zrazu nawet językowi;
żeby taki człowiek, mówię, mógł byd twórc§ nowćj
historyczniSj szkoły; a przecież tak się stało.
Wtćj analityczno-krytyczndj szkole występuje ca-
ły szereg pisarzy. W przeciągu jednaj godziny nie
zdołałbym objąd tego przedmiotu, ani tych wszystkich
dzieł, które im zawdzięczamy; więc tylko mogę dad
ogólne charakterystyczne cechy tćj szkoły i wskazad
główne postacie, które ją niejako reprezentują. Tu-
widzimy szczególnie dwóch ludzi; tymi są: Joachim
Lelewel i Maciejowski. Joachim Lelewel rozpoczyna
270
a nas zupinie iK>we studya, tradni się głównie roz-
biorem materyału historycznego, nigdy wszakże nie
obejmuje on całości ; a zasługa jego jest to właściwie,
że nieznane dot§d źródła umiś ocenie , rozróznid i do
właściwego stanowiska odnieśd Jestto w powszeclino-
ści charakterystyczna cech§ tćj szkoły i wielką jój
zasługą, źe nowe zupełnie źródła odkryła i że archi-
wa po całym świecie rozrzucone oceniła; a w poje-
dynczych rękopismach i dokumentach umiała rozró-
żnić zbiorowe materyały, które różnego pochodzenia,
ale w jednymże kodexie spisane , aż po te czasy za
jedn§ kronikę miano. Nadto jeszcze wyświeciła ta
szkoła, w czćm który kronikarz drugiego powtórzył;
a jakie wiadomości w nim za własne i źródłowe uwa-
żad należy. Na samćm zaś polu pomocniczych stu-
dyów, jako to w archeologji, w numizmatyce, w geo-
grafji; jednćm słowem, w tych wszystkich gałęziach
naukowych, które posiłkują umiejętnośd historyczna,
rozwipęła niesłychaną czynnośó i upowszechniła wie-
le wiadomości. Tak n. p. „Bibliograficznych ksiąg dwo-
je" Lelewela, rząciły daleko wi§c6j świalla na całą da-
wniejszą naszą literaturę i na ocenienie najstaroży-
tniejszych zabytków, niż prace wszystkie, aż po jego
czasy.
Charakterystyczną cechą dalśj tdj szkoły jest : ka-
ż^ materyał historyczny traktowad w odrębności,
bez związku z tćm wszystkićm co było dawnićj , bez
względu na to, co się dziś dzieje i bez względu na
^to, co będzie. Zapewne jest wielką zaletą naukową
to odrębne i to bezstronne traktowanie przedmiotu;
niechże się wszakże godzi powiedzied, żehistorya nie
271
pisze się dla ludzi uczonych, ale pisze si§ dla naro-
du, i źe naród który nie ma historyi, nie pojmuje
nigdy stanowiska , w jakiem się obecnie znajduje. Da-
16j było charakterystyczna cecha tój szkoły: wszędzie
robió nowe odkrycia i oryginalnym sposobem widze-
nia objaśniaó materyały, dawnićj znane. Było jeszcze
cecha tój szkoły: wszystkie świadectwa historyczne,
same fakta nawet podad pod watpliwośó, i owszem, pod
tym względem wysilał się geniusz pisarzy; wszySfkó
zaś w wątpliwośd podane zostawało nierozstrźygnię-
tern tak, źe w końcu rozpraw zawsześmy tyle Wie-
dzieli, có na początku.
Jednćm słoweiii, byłato analiza, może bardzo tra*
fna i "dobra, gdyby ktoś po tych pisiarzach był pt*zy-
szedł i z tego rozbioru był Cttłośd utwor2rfył.
. Że zaś ta analityczna metoda, wprowadzona do
historycznej umiejętności, Wysnuwała się wątpliwo-
ściami w obec całego świata , zt§d tóź ogarnęło zwąt-
pienie umysł narodu, czytającego te uczone szperania.
A jużcii to nie może byd zadaniem historyi, zwła-
szcza w położeniu naszćm. Takie zaszczepienie i utwier*
dzenie negacyi sprowadziło niejako czwarty rozbiór i
tóm niebezpieczniejszy, bo rozbiór ducha skalpelem
śmierci. Odsyłanie w końcu od cytatu do cytatu , od
dzieła do dzieła , charakteryzuje szczególniej manierę
pisarzy t^j szkoły. Nic tam nie polega terno na Bo-
bie ^ nić się nie wyjaśnia z tdj książki, którą isię ma
w ręku. Trzeba zawsze 10 i 15 innych mied, żeby
można odpowiednie cytaty znaleśd. Cytaty te są bar-
dzo dowolnie nieraz sprowadzane i wykładane ; a gdy
je odczytamy, pokazuje się , że nie Objaśniają rzeczy
272
w iiiczćm« Jednem słowem, byłato szkoła uczonych
szperaczy, która nie doprowadziła do pożądanych re-
zultatów. Zapatrywano 819 ta szklannemi oczyma kro-
niki na życie narodu. Widzimy ta ledwie patologją
narodowego życia; ale nie widzimy zdrowego odde-
chu, ani moralnych pobudek wieku, ani żadnój epo-
ki w całości, ani cd:ości dziejów. Na tćj zawiłości
materyału i wykładu, głównie budowała ta szkoła wiel-
kośd swoj§.
S§ wszakże jeszcze pomiędzy pojedynczymi pisa-
rzami znaczne różnice, i tak n. p. jest Lelewel gor-
liwym patryot§ Polakiem; a Maciejowski panslawi-
stycznćj szkoły czeskićj uczonym; i ta jest główna
pomiędzy nimi różnica , że Lelewela, nawet w kierun-
ku negacyjnym ducha, zagrzewa miłośó ojczyzny;
kiedy Maciejowskiego prowadzi jedynie nauka, nie
mająca żadnego związku z obecnćm życiem narodu.
Najznakomitszym dziełem jego jest „Historya prawo-
dawstw sławiańskicb^. Ale zapytamy tutaj, czy odnio-
sły narody sławianskie jakąkolwiek z tego dzieła ko-
rzy śd? Czyż w całym ogromie t^j szacownej bardzo
zkądinąd pracy , leży chód jedna żywotna myśl po-
dana, którąbyśmy mogli dziś przyjąd, przerobid, i
z którćjbyśmy mogli nowe siły i nadzieje czerpad?
Analityczna tedy szkoła u nas upadła, bo w cią-
głym postępie literatury naszój, nie mogła się utrzy-
mad żadna ujemnośd na długo — i powstidia nowa hi-
storyczna szkoła, którąbym nazwał szkołą historyczno-
narodowćj syntezy. Tu już są zupełnie inne cechy.
Widzimy naprzód całe epoki obrobione, albo na całe
epoki z góry świallo rzucone; widzimy połączone ca-
273
łe epoki naszćj historyi z dziejami powszechnemi , al-
bo z dziejami kościoła, i wszędzie przebija się jai
myśl narodowego posłannictwa, które si§ w każdym
wieku inaczej llamaczy. Jak na szkołę krytyczna
wpłyn^ głównie Nieb uli r, historyk niemiecki, któ-
ry gdyby był żył za rzymskich czasów, to Rzym nie
byłby wziął panowania nad światem, bo nie byłby
miał bohaterskiego ducha; tak widzimy, w nowszym
czasie, znaczne bardzo naśladowanie fiancuzkich pisa-
rzy, a mianowicie Thierrego. Francuzi doszli do
swojśj nowożytno) historyi na innój drodze , bo doszli
na drodze pamiętników. Daleko wprzód były wszy-
stkie stosunki i wszystkie pojedyncze najmniejsze okre-
sy wyświecone we Francyi, przez pamiętniki, niż przez
historyę. To sprawiło tedy, źe naród miał bardzo ja-
sne widzenie stosunków historycznego i domowego
życia. Zt§d też musieli i historycy mied wzgląd na
to, i musieli tę jasnośó, zrozumiałośó wyrazid, która
cechuje pamiętniki.
Na t6j drodze syntetyczne - narodowej otwićra u
nas szereg bardzo szacownych, i owszem najszaco-
wniójszych prac w naszym narodzie „Historya Pia-
stów", napisana przez Kazimierza Stadnickiego.
Dalćj są ludzie tćj szkoły:
Bielowski, Maurycy Dzieduszycki , Szulc, Elarol
Sienkiewicz, Mikołaj Malinowski, Moraczewski, że
wielu innych pominę.
Charakterystyczne cechy, jak mówię , tój szkoły są
te , źe ona zbióra już materyały krytycznie rozpatrzo-
ne. Jeżeli sama rozpatruje te materyały krytycznie,
to nie dzieje się to w samćm dziele, ale niejako po
38
274
2a soen§ odbywa się ten niemiły proces; a czytelnik,
czyli naród, dostaje tylko wielki rezultat, który mu
przynosi duchowy posiłek i życie.
W „Piastach" Stadnickiego widzimy naprzykład,
pićrwszy raz po Naruszewiczu, znowu uwiązane dzieje
nasze z dziejami kościoła powszechnego: widzimy
walkę kościoła z narodem w czasach piastowskich:
widzimy jak się kościół katolicki organizuje ; widzimy
nareszcie, jak naród idąc za posłannictwem swojóm,
wpływa na nawrócenie sąsiadów swoich, mianowicie
na nawrócenie Pomorzan. To są już zupełnie inne
myśli, i jeżeU juź o posłannictwie narodu i odniesie-
niu jego życia do historyi powszechnej jest mowa,
to nie salo już zimne szklanne rozbiory pojedyn-
czych dokumentów, albo aktów, albo pojedynczych
faktów, to są rezultata wielką mozolą ducha wydo-
byte, które narodowi dla tego na pożytek idą, bo
wychodzą z ducha, a nie jedynie ze szperactwa i
z chęci oryginalności. Takióm dziełem jest także „Wiek
Skargi". Tu już na tle dzieła widzimy wprowadzoną
całą reformacyę ; widzimy że ta reformacya mogła
tyłko zapuścid korzeń na ziemi naszćj , dla tego że
tolerancya prawna i polityczna narodu wolnego zo-
stawiała tu wolne pole dla wolności sumienia; widzi-
my nakoniec, na tćm tle, wprowadzoną postad jedne-
go z największych mówców, który rzeczywiście, jako
żołnierz kościoła nieustraszony, jest także jednym
z największych ludzi, jakich wydał naród. To samo
widzimy w „Zbigniewie Oleśnickim". Chwila obrana
jest wielka i ważna ; ku upadkowi ma się zakon krzy-
żacki, Litwa jest świćżo połączona z Koroną, wła-
275
dza i panowanie kościoła i narodu szarzy si§ z kaźd§
chwil§ więcdj ; wszystkie stosunki , w jakich stoi Pol-
ska z Rzymem, z cesarzem niemieckim, z wszystkie-
mi postronnemi krajami, wyświecają si§ tutaj juź
z największa dokładnością; ale to nie jest martwa
anatomja analizy, 1o s§ żywe, pełne tchnienia postaci,
wyprowadzone na tle wieku, zrozumiałe dla nas i
bardzo nauczające.
To samo widzimy także i w pierwotnych dziejach
Bielowskiego. Wstęp cały zdaje się jeszcze naleźyd
do dawnićjszdj szkoły, ale w końcu dochodzimy ja-
sno i czysto do rezultatu, zk^d nasz naród pochodzi
i patrzymy niejako na pierwiastki jego, dowiadując
się zarazem z tych poszukiwań , że nam daleko wię-
cej wieków w historyi liczydby wypadało, niż dotych-
czas historycy liczyli.
Wspomniałem o Karolu Sienkiewiczu. Jestto w ca-
łśm znaczeniu pisarz tćj szkoły- Zwracam tu uwagę
i na dawniejsze i najnowsze jego prace, na „Skar-
biec" wydawany przez niego w Paryżu. W tym
Skarbcu s§ umieszczone bardzo szacowne materyały
historyczne ; ale to, co czasem jako objaśnienie , jako
przedinowę, jako wstęp do książki sam Sienkiewicz
pisał, to jest najgłębsze i najbardziej zajmujące.
On ocenił najwłaściwiój przyczynę, dla czego do-
tychczas historyi nie mamy, i każdy może się zapę-
dzid do Skarbca Sienkiewicza, aby się dowiedział o
tćm; on ocenił najwłaściwićj wszystkich naszych pi-
sarzy i robi w końcu tę uwagę, że „może byd naród
bez floty i bez armji, może byd naród bez skarbu i
administracyi , ale nie może byd narodem , jeżeli z ca-
276
łćj swojćj przeszłości nie wyniósł źywotnćj myśli na
czas dzisiejszy i na przyszłośd^.
Takie i tym podobne myśli widzimy wcielone
w pracach nowćj historycznej szkoły. Jednym z osta-
tnich pracowników na t^j niwie, ale jednym z naj-
wyżej stojących, jest Karol Szajnocha; już i w nim
widzimy to samo. Nie 8§ to oderwane materyały^ s§
to całe epoki, które obejmuje. Jego „Bolesław Chro-
bry" daje nam niejako zawiązanie Yrielkości Pol-
ski: następuje potćm odradzaj§ca si§ Polska od cza-
su Łokietka i Kazimierza Wielkiego ; dalćj „Jagiełło
i Jadwiga", a w końcu jego „Mściciel" i „Dwa pier-
wsze lata Jana Kazimierza".
Kiedym może przed lOciu, albo więcdj laty napi-
sał , że nie mamy dla tego historyi, bo odstąpiliśmy
od tradycyi, wówczas gniewano si§ bardzo w War-
szawie i kazano mi zdad sprawę, co to s§ te nici
tradycyi historycznej , zadając, ażebym wskazał gdzie
ich szukad i jak je wiazad?
Na to wszystko odpowiedział Szajnocha, miano-
wicie swoim „Mścicielem". Jeżeli jego „Jadwiga i Ja-
gieHo" jest, że się wyrażę, kronik§ kroniki, to jest
prawie poematem historycznym „Mściciel" jego. Tu
widad dopićro, że historya może byd napisan§ nie-
tylko z dokumentów martwych. Szajnocha nie czer-
pei jedynie z ksi§g , na to trzeba było znad kraj,
trzeba było znad miejsca, trzeba było znad szlaki,
trzeba było znad trądy cye, a nakoniec we własnćm
sercu zrozumied te tradycye, które z pokolenia na
pokolenie przechodz§c i z rodziny na rodzinę, od
Żółkiewskich na Danilewiczów, od Danilewiczów na
277
Sobieskich, wyradzaj§ w końca „Mściciela^. JeieU
to dzieło robi wielki zaszczyt jego głowie, robi nie-
zawodnie wyższy zaszczyt jego zacnemu sercu.
Stanąwszy w ten sposób na polu historyczno] syn*
tezy, dopełnia nasza literatura, i przekonany jestem,
że dopełni swojego wielkiego powołania w XIX wie-
ku, t. j. że wyświćci' narodow§ przeszłośd. Raz jeszcze
tedy pragn§łbym , abyśmy si§ obejrzeli , że trzy szkoły
przychodzi nam rozróżnid: 1) syntetyczn§, którćj za-
łożycielem był Naruszewicz ; 2) krytyczno-analityczn§,
którćj założycielem jest Bandtke; 3) w końcu szkoła,
która nie ma wprawdzie założyciela, ale cały szereg
najznakomitszych pisarzy dzisiaj żyjących i najzna-
komitszych dzieł, które naród cały w ręku trzyma,
i na zbudowanie i pociechę swoja czyta.
Jestem przekonany, że raz wstąpiwszy na t§ dro-
gę, pójdziemy dalćj; że mog§ wypadki, albo inny
kierunek umysłu na chwilę może przerwad u nas hi-
storyczne studya , ale źe poważne umysły zawsze do
nich powróc§, że nareszcie ten dług, któryśmy za-
ciągnęli, że Naruszewicza historya nie jest dot§d
skończon§, zostanie w końcu spłaconym.
Jednym z najnowszych szermierzy na tćm polu,
ale stoj§cym zupełnie z osobna , jest Ducheński. Czło-
wiek ten rozszerzył znowu studya historyczne, bo
występując właśnie jako szermierz przeciw idei pan-
slawizmu gabinetowego , czerpie on z ich własnych
źródeł i pobiją ich w ten sposób niejako ich własna
bronią.
Oto dobiegało 1000 lat od zaprowadzenia chrze-
iciaństwa na ziemi naszćj, i postawiono w starym
278
Nowogrodzie pomnik. Ducheński wystąpił i rzucił rę-
kawicę całćj Rossyi u stóp tego pomnika, a dotych-
czas nikt mu nie odpowiedział. Jak ze względu etno-
graficznego, tak geograficznego, tak historycznego,
tak tradycyi narodowej , źródeł łiistorycznych , języka
samego budowy, zaprzecza on im tego wszystkiego,
do czego oni sobie prawo roszczą , a co jest właści-
wie albo rzecz§ od innych wzięta , albo przez nich
późno i niezupełnie przyswojona. Ducheński wytoczył
tedy tę sprawę, jak mówię, na wielkiem forum, bo
wśród Paryża toczy się ten spór naukowy. Dotych-
czas to, co wypowiedział , zostało już w części przez
innych dowiedzione , ale z drugićj strony nie ma je-
szcze żadnój odpowiedzi na to. W tym człowieku
widzimy niejako historyczna Nemezę. Bo właściwie
w takićj chwili, kiedy w Nowogrodzie wznoszą po-
mnik, na którym dziwnym sposobem znajduje się
obok siebie postaci apostołów Metodego i Cyryla, ks.
Gedymina , ks. Ostrogskiego i Szewczenki ; kiedy,
mówię , oni stawiają taki pomnik , występuje on i
zadaje fałsz całój tćj historycznej fikcyi. Pomnik ten
jest w kształcie dzwona, i już drugi raz się pokazu-
je, że się Moskalom z dzwonami nie wiedzie. Naj-
większy ich dzwon, który miał odzwaniaó ich chwa-
łę , urwał się i leży dziś pęknięty w podziemiach ; a
pomnik, w kształcie dzwonu, w Anglji z rozkazu cara
ulany, stoi na ziemi nieruchomy i niemy, bo nie ma
serca. Oto s§ dzieje bez słowa i sławy!
XIV.
Ogólna charakterystyka powieści , znaczenie j^j w literaturze i głó-
wne podziały. — Powieść sentymentalna : Chateanbriand , Bemardin
de Saint-Pierre , Pani Cottin , Pani de Stael , Goethe, XżBa Wirtem-
bergska , Kropiński , fiematowiez , Jaraczewska. — Powieść histoiTez-
na: Walter Skot, Niemcewicz, Bernatowicz, Wężyk, Bronikowski. —
Powieść dot^ naśladowana zmienia się w tradyeyjno -narodową:
Skarbek, Kraszewski, Rzewuski. — Przejście powieści tradycjjno^^ia*
rodowćj w polityczno-socyalna. — Wpływ na to przejście szkoły
Szalonej we Francy!: Eugenjusz Sue, Georges Sand, Bfdzac,
Alezander Dumas. — Zasługa naszych autorek w t^ mierse. Zam*
kniccie ery powieści, znaczenie pamiętników i potrzeba ideału w
literaturze.
Przechodzimy w tój literaturze naszój na nowe
pole, na pole romansa, historycznej powieści i po*
wieści obyczajowej. Jestto rozdział w literatnrze XIX
wieku najbogatszy, bardzo różnorodny, przypićrajęcy
o trzy sfery : z jednśj strony o liistorya, z drogiój o
poezyę, z trzeciej o samo życie. W tym pryamaeie
tedy łami§ się różne żywioły, skupiają się w nim i
rozkładają się następnie, niby na kolor tęczy pryzmA*
tu historycznego i obyczajowego świata.
Dzieje powieści możnaby u nas podzielid na dwie
części.
Pierwszych trzydzieści lat tego wieku zajmuj§ na-
przód sentymentalne powieści; a nąstępBie historycz-
ne, mianowicie historyczne, w dachu Waltera Skota
i naśladowców jego.
280
W drugich trzech dziesiątkach lat przechodzimy
na pole juź narodowćj, czyli tradycyjnej powieści i
na pole powieści obyczajowej, która poźnićj staje się
tendencyjną; a w końcu czysto polityczną przybiorą
barwę.
Już z tego zarysu ogólnego widzimy, źe powieśó
styka si§ prędzćj z życiem , od wszystkich inszych
rodzajów; jakoż cechuje ją realizm w naszćj literaturze.
Wszystkie literatury europejskie przeszły, od wy-
sokich ideałów i z poetycznej sfery, w realistyczną
że tak powiem sferę: ten sam przechód był i dla nas
wskazówką.
Po przejściu wielkićj epoki poetyczno), musieliśmy
nareszcie opuścid ideały, a zapytaó życia i rzeczywi-
stości, o te kwestye, które na wieku, na czasie, na
narodzie i na pisarzach zaciążyły.
Ten realistyczny okres jest tedy powodem ważno-
ści powieści i zstępuje do wszelkich innych rodzajów
i sposobów pisania — i ta realistyczna d§żnośó jest ob-
myślaną i musiała byd obmyślaną, jeżeli miała przy-
nieść prawdziwe korzyści dla wielkiego koła w naro-
dzie; a jak skoro się odniosła do jednego koła czy-
telników, musiała te kwestye poruszyó , które zawsze
wielkie koła zajmują.
W tym realizmie wyrabia się duch społeczny, do-
magający się we wszystkich kierunkach życia wiel-
kich korzyści i zapytuje poezyą o jćj ideały, historyą
o jój doświadczenia , a życie o jego nabytki.
Powieśd nasza postawiła niejako na próbę ideały
poezyi, i zażądała od niój, ażeby, albo bezpośrednio
wjd:ywała na życie, albo aby przynajmniej, w sferze
281
własnćj umiała si§ obronid w obec życia. Tego fMr
mego zażądała i po historyi; zażądała praktycznego
wpływu umiejętności t. j. doświadczeń wieku na ży-
cie i na stosunki ludzkie. Rozbićrając w końcu oby*
czaję , karciła to co było zdrożnćm , co stało postę-
powi na zawadzie; wskazywała nowe nadzieje i dro-
gi i w ten sposób ułatwiła narodowi tę robotę, która
go w przeciągu tego wieku czekała. Powieśd jest nie-
jako tjon mostem, przez który dawniejsze społeczeń-
stwa do nowych wyobrażeń przechodzą; albo jest ra-
czćj tą drabiną, zktórćj się ideał spuszcza i zstępuje
do powszedniego życia. Po skrćśleniu charakterysty-
ki tego znaczenia powieści w literaturze naszćj, po
oznaczeniu tego bezpośredniego wpływu jaki ma, czyli
z jakim się styka z poezyą, z historyą, i z życiem,
pozostaje mi jeszcze do zrobienia uwaga, że inną
drogą poszły u nas te rzeczy, niż u innych naro-
dów; z powieści właśnie, dla tego, że twardo i
śmisJio docićrs^a do kwestyi żywotnych, wyrabia się
z nićj u nas publicystyka.
Oznaczywszy tedy w ten sposób ogólne stanowi-
sko powieści W literaturze, przejdźmy teraz pobieżnie
do jćj dziejów. Jestto biblioteka może z dwóch tysię-
cy, może więcój tomów złożona; nie podobna te-
dy jest ogamąd tak wielkiój massy i tyle pisarzy
w przeciągu jednój godziny ; to tylko zdołamy zrobid,
ażeby dad pewną wskazówkę, jak się zapatrywad na
całą epokę powieścio-pisarstwa u nas powinno.
Na tle usposobienia moralnego, wziętego od Fran-
cuzów i Niemców, z początkiem tego wieku, poczyna
się u nas powieśd sentymentalna. Byłto czas wielkiega
se
2»2
ucisku i wielkiej burzy w świecie i umysły niemo-
g§ce 8i§ pogodzid z t§ rzeczywistością, rzuciły się na
idealne pole romansu i sentymentalnej powieści; na
idealne pole nowego rodzaju sielanki, stoj^cćj w ra-
iąo6j sprzeczności z życiem. W powszechności dzieje
si§ tak; jeżeli życie jest duchowe, poetyczne, to lite-
ratura bywa bardzo realistyczna; jeżeli literatura wy-
lewa si§ w szczytnej poezyi, to życie bywa zwykle
bardzo powszednie, bo właśnie w starciu się tych
dwóch żywiołów z sob^, dopełniają się wszystkie
niedostatki, potrzebne dla społeczeństwa, wyrażające
się ostatecznie postępem. Byłto tedy czas, jak mó-
wię, sentymentalnej powieści w Europie. Wielki pi-
sarz Ghateaubriand napisał był „Attalę czyli
Miłośó dwojga dzikich na pustyni", w tym
rodzaju napisał Bernardin de St. Pierre swoj§
powieśó: „Paweł i Wirginia". Do tego rodzaju
należy romans pani Cottin: j^Matylda". Były to
książki, które nie wiedzieó w wielu tysiącach exem-
plarzy powtórzono we wszystkich językach, i które
czytał każdy, kto tylko w onym czasie czytad umiał.
Do tego rodzaju jeszcze zaliczyd trzeba Werte-
ra Goteg o. Ko rynna pani Stael jest najwyż-
szem podniesieniem sentymentalnego romansu, bo po-
wieśd podnosi się tu już do filozoficznego i estetycz-
nego znaczenia i najwyższego artyzmu. Jeden tylko
ten rodzaj pani Stael nie znalazł u nas naśladow-
ców. Wszystkie inne rodzaje sentymentalnej powieści
powtórzyły się mniój więcej w wiernych, albo podo-
bnych kopjach; i tak otwióra tu szereg oryginalnych
romansów „Malwina czyli domyślnośd ser-
2B3
ca^Y dzieło niegdyś bardzo znaiie i apowszechnione
księźndj Wirtembergskićj. Wszakże iMalwina ma
dwie strony. Z jednaj strony nie może si§ ona wy-
prząc pochodzenia swojego, t. j* owój sentymental-
ności, panuj^cdj podówczas w Europie; z drugićj
wszakże strony widzimy tu już malowidło społeczeń*
stwa i wieku, w którym się te rzeczy dziej§, a zatćm
niejako pierwsze zarysy, jeżeli już nie do historycz-
nego, to do obyczajowego romansu. Wiele lat później
napisał Kropiński także romans sentymentalny, któ-
ry miał wielka wzictośd, póki* krążył w rękopismie:
„Adolf i Julia"; ale daleko wyżćj od niego wzniósł
się Bernatowicz, w swoich „Nierozsądnych
ślubach". Tu rzeczy wiście jest potęga uczucia, praw-
dziwa, żywą, głęboką. W jednaj części tego romansu
widzimy odmalowaną elekcyą i wielki dworu obyczaj;
a zatein przechodzi już Bernatowicz niejako na pole
historyczne. Wymieniłem tylko te trzy główne typy,
poza któremi stoi wiele drobniejszych tego rodzaju
utworów, z których przecie wydatniejsze jeszcze zaj-
muje miejsce pani Jaraczewska w swojój po*
wieści, „Piórwsza miłośd, p iśr w s ze uczu-
cie". Jakoż nie długo mogliśmy wytrwad w tój
sentymentalnej czczości, bo te powieści przeszły
w końcu w takiego rodzaju westchnienia bez tre-
ści, jakiemi są n. p. Kaspe ro w^kiego „Żale
Elwiry". Gdzie się już takie płody poczynają poja^
wiad w literaturze, tam można z góry zapowiedziód,
źe coś inszego leży w sercu i umysłach, i że litera-
tura musi zwrot wziąśd inny. Jakoż powstał człowiek
ogromnego wpływu na literaturę naszą Ina literatury
284
wszystkie europejskie : Walter Skott. Zrobiłem juź
dawnićj uwagę, źe prawie równocześnie wpływały
pisma Bajrona i Waltera Skotta na nasz naród. Po*
dług Bajrona kształciła się poezya, podług Waltera
Skotta kształciła się u nas historyczna powieśó, S§
to niejako dwa bieguny, których geniusz odbił się
w licznych utworach naszdj literatury. Nic dziwnego
tedy, źe jeżeli dwa wzory były tak różne, to i poe-
zya i powieścio-pisiirstwo wstąpiły na dwie różne
drogi. Tutaj pićrwszćm zjawiskiem, najznakomitszym
jest „Jan z Tenczy*na" Niemcewicza.
Niechętnie na Bajrona patrzący nie mogli źa*
dn§ miar§ powstad przeciw przekonaniu Waltera
Skotta; bo Walter Skott uzyskał powszechne
wzięcie w całój Europie. Jako człowiek zachowaw-
czych zasad, malował żywo i zajmująco przeszłośó, i
nie był punktem emulacyi, że tak powiem, bo jeźli
się stara szkoła poetów i dyalektyków gniewała na
tak zwanych romantyków, to na Waltera Skotta,
mającego wzięcie wcałdj Europie, nie mogła się gniś-
wad, bo on nie wyzywał do walki, i owszem jestto
dziwnćm i na uwagę zasługującym zjawiskiem, że
właśnie klassycy wychodz§ u nas pićrwsi na pole hi-
storycznego romansu, czyli raczój historycznej powie-
ści w duchu Waltera Skotta. Tu jest pierwszym:
^Jan zTenczyna". Na większy rozmiar dzieło, do-
wodzące wielkiój głębokości studjów i znajomości prze-
szłych czasów jest „Poją ta" Bernatowicza. Napi-
sał onje na sposób Waltera Skotta, maląj§c nam
cai% ow§ epokę; kiedy chrześcijaństwo przybywa na
Litwę i walkę owego chrześcijaństwa z upadającym
285
pogaństwom. Jestto utwór bardzo zajmujący i o iU
naśladowanie może byd prawdziwym i wielkićm, to
mógłbym powiedzićd^ że z tćj szkoły naśladowców
Waltera Skotta jestto może rzeczywiście najcel-
nićjszy utwór.
Oprócz nie^p wszakże stało jeszcze wielu. Ber-
natowicz napisał „Nałęcza^, Franciszek W§*
żyk napisał „Władysława Łokietka^. Nie hf-
d§ wchodził w rozbiór; zdaje si§ wszakże, że w taki
sposób nie pisz§ si§ historyczne romanse, jakto owa
klassyczna szkoła czyniła. Naśladowała ona ślepo Wal-
tera Skotta i malowała dosyó niezgrabnie podo*
bnych rycerzy i giermków. Swiadcz§ te dzieła o zu-
pełnój nieznajomości czasu i j§zyka odpowiedniego cza-
sowi: nie ma ani prawdy poetycznej ani dykcyi, na-
reszcie interes prowadzony jest dosyd słabo; nie jest
to rzecz, jednćm słowem, jako utwór umysłowy godny
dosyd , a jako utwór historyczny, czyli mający ob-
znajmiad z dziejami, nie dosyd świadczący o znajo-
mości rzeczy. Nie mieliśmy wówczas ani historycz-
nych studjów, ani właściwego pojęcia o archeołogfi,
które późniój dopićro si§ rozwinęły, a z których stu-
djów dla nas w późniejszych czasach zupełnie insze
konsekwencye si§ wywiązały.
Na polu jednak naśladowców Waltera Skotta
widzimy znakomitośd na w pół do nas należ§c§, a
na w pół do niemieckićj literatury. Mówię tu o Bro-
nikowskim: Polak z rodu , ale zamieszkały
w Niemczech, a mianowicie w Saxonji, gdzie sig
za dworem panującym rodzice jego przenieśli. Był
w wojsku polskióm^ a następnie, po upadku Napo-
286
leona, osiadł w Dreźnie i oddał 8i§ nauce, pracu-
jąc szczególniej na polu historyi polskićj. Kiedy zaś
Walter Skott dał wielkie wzory powieści history-
cznej, Bronikowski stał się niejako jego naśla*
dowcg, czyli rzeczywiście, w duchu W al tera Skot-
ta, pisarzem także historycznych romansów polskich.
S§to może na tćm polu najznakomitsze rzeczy i
przytaczam je z tego względu, raz źe wszystkie ro-
manse Bronikowskiego obejmuje i traktnj§ przed-
mioty z historyi polskidj; powtóre, że prawie równo-
cześnie jak si§ okazywały w Niemczech , były u nas
tłumaczone i znajdowały wielkie rozpowszechnienie,
bo naród miał w nich upodobanie. Na Bronikow-
skim wszakże i na kilku jeszcze pomniejszo) już
wartości dziełach, jak Damian Ruszczyć i Tar-
ło i t. p. kończy się romans historyczny; a na uwa-
gę zad:uguje zwrot, odmienny bardzo, na który u
nas wprowadza powieśó Fryderyk Skarbek. Za-
patrzywszy się na sentymentalna podróż Sterna,
napisał: „Pódrói bez celu — Pan Antoni w szczęściu
y^Życie i przypadki Faustyna Dodosińskiego^ — i kilka
innych podobnych powieści bardzo zajmujących i w
swoim czasie powszechnie czytanych: on t^ź już prze-
szedł niejako w powieści do tradycyi narodowój. W je-
go yf Staroście^ widzimy daleko więcdj oddechu polskie-
go i wiejskiego życia, niż w jego Bttszczycu^ który
daleko odleglejszej epoki zasięga. Jakoż występuje
odt^d coraz więcśj pisarzy na to pole tradycyi naro-
dowej, i w ten sposób powstaje pówieśó narodowa.
Dzisiaj nie zdołam objęd całój massy pi8z§cychj
inusimy tedy te rzeczy podzielió na dwie godziny; a
2a7
dsii chcialbjrm tylko te ramy zakrćiSlid, które obej-
muje tak wielka massę utworów, odnoszących się 4o
naszego powieścio • pisarstwa.
Ostatnie jeszcze powiastki, które wrażenie zrobiły
przed rokiem ISSOtym, zamykającym niejako piórw-
szy okres powieście - pisarstwa u nas, były, jak mó-
wię, powieści Skarbka, wzięte już albo z powsze-
dniego życia, albo sięgające do tradycyi narodowo).
Po SOtym roku, jest przez kilka lat wielka cisza; a
następnie głównie rzucają się u nas pisarze na pole
powieści ; i tu już mamy niejako całe szkoły ; każd§
z nich reprezentuje znakomity pisarz. Zacznę od K^ ą-
szewskiego. On podobno pierwszy wystąpił po
SOtym roku z powieściami swojemi. W krótkim bar-
dzo czasie uzyskał wzięcie i rozgłos. Jestto człowiak
niesłychanie płodny, pracowity, z łatwością pisz§Qy;
traktuje romans niejako wniższćj jego sferze, właśnie
dla tego, ażeby był przystępnym; ale nie docićriy^c
do dna życia, wszędzie z powodu swojój obfitoćąi,
łatwości i pośpiechu', wpada częstokroó w miernośd.
Dzieła jego s§ bezprzykładnie liczne, ledwieby uwię*
rzyó można, iż jeden człowiek tyle tomów mógł ną-
pisad, przez żywot niedługi. Działalnośó jego w litera-
turze jest ogromna; wpływ jego nawet na literaturę
niedostatecznie dotąd oceniono. Czynnością swoją za-
jął całe prowincye, płodami swojemi cały nasz kraj
zalał; wytrącił z rąk cudzoziemskie romanse i nau-
czył czytad u nas tych nawet, którzy dotąd nie czy-
tali. Jeieli, jak mówię , w pośpiechu spadał, nię raz
do mierności , nie jestto jego winą , bo stał prawie
sam jeden, a zajmował się tak różnorodnęmi pracyaiyu
. I
288
literackiemi , b§d§c zarazem i autorem i dyrektorem
teatru i redaktorem, i kuratorem szkół; redagując pis-
ma o sto mil od miejsca, w którćm mieszkał; sku-
piając w trzech prowincjach wszystkie zdolne pióra,
zachęcając młodych ludzi do pracy; a cz§stokroó na-
wet ludzi wiekowych do spisywania pamiętników, gro-
madząc zabytki i dawne pamiętniki; jednam słowem,
rozwinął taką czynnośd w jednaj osobie, jaką gdzie-
indziej zaledwie towarzystwa rozwijają. Jeżeli te-
dy Kraszewski, powtarzam, spada często do
mierności, wypada to przypisaó raczój drodze przez
niego obranój, niż brakowi jego geniuszu. Krasze-
wski, gdyby był mniśj pisał, byłby niezawodnie zo-
stawił arcydzieła; a tak jeźli nie umiemy nawet sobie
zdad sprawy z tego, coby jego arcydziełem było,
pewno nikt temu nie zaprzeczy, źe zostanie po
nim wielkie imię w narodzie, bo zrobił sam jeden
to, co może na bardzo wielu do zrobienia wypada.
Powieśó jego doszła wprost do życia i traktuje wszyst-
kie kwestye towarzyskie, socyalne i polityczne o ty-
le, o ile się traktowad dały. On wprowadza pewne
także ideały, ale wprowadza je na to tylko, ażeby je
w naszych oczach zniszczyd i pokazad, źe one się
w obec życia ostad nie mogą i do nagićj rzeczywi-
stości sprowadzone byd muszą. Ztąd także częstokrod
czyta się Kraszewskiego ze zbolałćm sercem,
z żalem , że zniszczył te ideały.
Na tśj drodze oznaczają pisma Kraszewskiego • ów
realistyczny kierunek w literaturze naszćj, który ide-
ały, teorye, historye, obyczaje i tradycye zapytuje o
powszednie korzyści społeczne i z tego stanowiska
288
ocenia ich wartośd. Powieśd jest ta tylko form^ dja«
lektyczn§: na dnie leży realizm. Zatrzymuję eię dła«
ź4j nad Kraszewskim, bo on nie jest pisarzem,
on jest typem naszych powieścio-pisarzy, i to, co o
nim powiedziałem , odnosi się do bardzo wielkidj licz-
by, o którdj przyszłym razem obszernićj m<5wi<5 będę.
Drugim człowiekiem, arcy potężnym, w literaturze
naszćj , który także na utworzenie powieści , na jój
kierunek, na literaturę społeczna niesłychanie wpły-
nął, był Henryk Rzewuski. Dziwna rzecz, że
sam sobie to wy wróżył w pismach swoich, co dziś
widzimy, to jest, że nie pisarze płynący zwod§, nie
pisarze ulubieni od narodu, są pisarzami wielkiego
wpływu w narodzie; ale owszem ludzie częstokroć
znienawidzeni, którzy wbrew społeczeństwu wytykają
jego błędy, jego zboczenia, lub wskazują smutną na
przyszłość drogę.
„Popularność tedy nie jest zawsze miarą wartości
pisarza.^ To powiedział Rzewuski i widział może
rzeczy bardzo jasno; szkoda tylko, że się ta prawda
na nim zjściła, i w taki sposób zjściła.
Rzewuski jest ojcem szkandału w literaturze
naszój. Prawda, że w życiu muszą być szkandały,
ale samo pismo święte dowodzi , że biada temu, z ko«
go zgorszenie na świat przyjdzie. W „Mieszani-
nach Bejły^ rzucił on całemu społeczeństwu ręka-
wice; i wiele rzeczy nie byłyby tak prędko może u
nas tak stanowczy kierunek wzięło, gdyby nie upo-
korzenie , z jakióm traktował Rzewuski wielką część
społeczeństwa naszego i pewne jego przekonania.
Rzewuski pojął bardzo dobrze swoją missyę, co
57
290
się rzadko autorowi zdarza ; pojs^ nawet czas, w któ-
rym żył i stosunki, w których się obracał; jeżeli zaś
nie pojcł zadania narodu i jego historycznego po-
ałannictwa, to dla tego, źe był za mało myślicielem,
za mało filozofem, zbyt wyłcczny — ztcd tóź zbyt
wcześnie namaszczenie ducha utracił.
Rzew{us ki widzi w całóm duchowćm źyeiu lite-
ratury XIX wieku zgalwanizowanego trupa ; widzi je-
dynie fantazyę, która odbija przeszłość na twarzy
zmarłego: jak to widzimy czasem, że w dzień po
śmierci wydatniej^ i szlachetnieje rysy twarzy zmar-
łego; jakoby przyjmowała te wszystkie wyrazy, jakie
nosiła w chwilach najpiękniejszych żywota. On widzi
w tćm wszystkićm, co dziś żyje, co się rusza, tylko
robactwo toczące tego trupa olbrzymiego. Z tćm prze-
konaniem wystąpił, i to przekonanie rzucił całemu
duchowemu życiu narodowemu, cd:emu społeczeń*
stwu, jakoby rękawicę. Podjęto ją, i zdaje się, źe
nie na tóm dziś stoi w przekonaniach wszystkich,
w opinji publicznej , gdzie Rzewuski chciał tę rzecz
postawid. Pomimo to byłto, jak mówię, cdowiek naj-
większego wpływu na społeczeństwo, na swój czas i
UA pisaacych. Byłto zaiste takgenjalny pisarz wawo-
im zawodzie,* że równego jemu w powieściopisarstwie
nie mamy. -Pamiętniki Soplicy" i „Listo-
pad'' będą w literaturze naszćj po wszystkie czasy
rtanowiły epokę , równie jak „Pamiętniki Paska''
które tak stanowczy wpływ wywarły na powieśó oby-
czajową i tradycyjną. Rzewuski, gdzie nakróśłi
postad, gdzie życie rzeczywiste maluje, tam mwń m§
z nim każdy zgodzió; każdy podziwiać. Taldćm je«t
291
skreślenie epoki „Soplicy^ i „Listopada", gdzie
jest tak żywo wyrażona walka starćj kontuszowćj
Polski upadającej , z francuzczyzn§ , wdzierającą się
gwałtem do kraju. Na to, jak mówię, co on jako
poeta, jako twórca postawił, na te postaci, na te
typy słodzimy się wszyscy i podziwiaó je będziemy
zawsze; ale nie zgodzimy się na jego osobiste spo-
soby widzenia, któremi n. p. objaśnił „Listopad",
i które wyraził skandalicznie w „Mięszaninac łi
Bejły"; albo które nareszcie upadkiem moralnym i
cynizmem najwięcój tchną w „Pamię tunikach Mi-
chałowskiego". Pomimo to, byłtó człowiek, jak
mówię, największego wpływu, i on dał właśnie ów
zwrot powieści ku publicystyce. Jakoż w samój pu»
blicystyce odgrywa on ogromną rolę, bo reforma
pism czasowych, mianowicie warszawskich, datuje do-
piero od owego czasu , kiedy Rzewuski wystąpił wbrew
opinji publiczno).
Pamiętniki Soplicy stanowią epokę. Byłato
prawdziwa niespodzianka dla całój Polski. Powstały
one, albo raczćj wyszły na^wiat piórwszy raz w Rzy-
mie , gdzie je najwłaseiwiój ocenił Mickiewicz, a
gdzfe je przejrzał , poprawił i w niektórych miejscach
odmienił Stefan Witwicki. Rzeczywiście pilnie czy-
tający Pamiętniki Soplicy, przyzna tćż, jak
czasem widaó z kilku wielkich rysów mistrza w obra-
zie ucznia , który go poprawił, lub retuszował ; tak tu
widaó rękę Witwickiego miejscami , albo raeaćj
serce jego^ i jego przekonanie w Pamiętnikach
Soplicy. Rzewuski odsłania takie typy charakte*
rdw, jakie rzeczywiście były: n. p, typ sędwego, typ
292
Radziwiła, typ księdza Marka , albo nakoniec Rejtana.
Nie dziw tedy, ie u nas wywołały najwyższe zajęcie,
i że te Pamiętniki Soplicy razem z Pamiętni-
kami Paska utworzyły u nas nowa szkołę powie-
ści narodowo historyczno). Ta tedy idzie cały szereg
wielki naśladowców, z których jedni czerpi§ wprost
z Rzewuskiego jako ze źródła, a drudzy z Pa-
ska, zdobi§c z reszta te rzeczy historycznymi doda-
tkami , wyjętemi z kronik i herbarzy lub miejscowych
tradycyi.
Przyszłym razem będziemy się starali bliżej po-
znać pisarzy, odznaczających się na tćm polu; a te-
raz przechodzimy jaź wprost do ostatecznej fazy,
któr§ powieśó u nas przyjęła t. j. że przeszła z hi-
storycznej powieści na pole polityczno - socyalnej i
obyczajowej.
Naprzód trzeba przyznad, że tu się bardzo wielkie
często działy nadużycia. Wpływ literatury francuzkiśj,
a mianowicie tak zwanej szalonej szkoły, był na po-
wieście pisarzy bardzo stanowczy, i możnaby powie-
dzićó, że na każdy utwór znakomitszy Eugeniusza
Sue, pani George Sand, Balzaka, Aleksandra
Dumas, znajdziemy prawie odpowiedniej treści, przy-
najmniej jeden , częstokrod kilka romansów, gdzie tyl-
ko jest zmiana osób, gdzie francuzkie nazwiska koń-
czy się na „ski", — a wszystkie zbrodnie, jakie się
wyrobiły w wielkich miastach, s§ tu z łaski tych pi-
sarzy przeniesione do polskiego dworu. Pisano po-
wieści i tworzono niesłychane potwory miasto wyso-
kich ideałów. Przyznam się , iż wychowałem się w tym
kraju , i starałem się nieraz badad nasze stosunki, ale
293
takich potworów, takich zbrodni i takich wypadków
nie zdarzyło mi się nigdy widzićd, jak te które wpro-^
wadzono do naszćj literatury, i stawiano w powie**
ściach naszych dla tego, ażeby za zmyślone zbrodnie
chłostad można rzeczywiste społeczeństwo, zajmujące
ten sam stopień w życiu. Było w tćm wiele złćj wia-
ry. Z boleścią nieraz brałem książkę do ręki , ze zła-
manćm sercem odkładałem te prace , ale trzeba przy-
zuaó , że te powieści, pomimo przykrego wrażenia , ja-
kie robiły, pomimo nawet nieprawdy swojój poety-
csmij , historycznej i rzeczywistej , nie zostały bes
wielkiego wrażenia, bez śladu i może zbawiennych
skutków. Byłoto gorzkie lekarstwo, które nam zadar
no. Na tój drodze, gdybyśmy mieli polityczne życie,
możeby były rzeczy inszy obrót wzięły w literaturze ;
ale w braku politycznego życia , przeszła powieśd im-
przód w polemikę literacką, a następnie wprost na
pole zasad politycznych i wytoczyła pozew niejako
temu wszystkiemu, co się według sposobu widzenia
opinji czasowej nie tylko pojęciom, ^de uroszczeniom
sprzeciwiało postępowym.
Znakomite bardzo miejsce zajmują u nas w por
wieści autorki ; kiedy autorowie przechodzą z senty-
mentalnego pola na historyczny romans, potom na
tradycyjną powieśd, a w końcu na socyalne i polity-
czne pole, trzymają się nasze autorki niezawiśle, czy-
sto ludzkićj sfery. Jestto może jeden z najpiękniój-
szych epizodów literatury naszćj: na przyszły raz
chhiałbym także coś więcćj o tóm powiedziód; teraz
zaś wracając do rzeczy, powiem: że powieśd przedho**
dząc w końcu na polityczne posłannictwo, dopełniła
294
mejako swojego zadania realistycznego w narodzie. Cóż
ona zrobiła ? Oto pokazała nam przykrą prozę życia i
oznaczyła nowe jego dążności ; nie mogąc się zas sama
pogodzid z rzeczywistością i z życiem , wytknęła po
części drogi dla europejskiego społeczeństwa, które
ostatecznie prowadzą do reform społecznych. Powiedz-
my wszakże sobie, że społeczeństwo, któreby nie
miało ideała , nie miałoby podniosłości ducha i zaję-
cia dla najwyższych zadań człowieka: w trop tedy
za tendencyjno - polityczną powieścią, która do naj-
wyższego realizmu sprowadziła literaturę naszą, w trop
tedy za tą powieścią idzie Nemesis i j. to, co nowe
ideały tworzy i podaje. Mówię tu o pamiętnikach.
Jeżeli podzielimy to przekonanie, że się dziś era po-
wieści skończyła i że się zaczyna era pamiętników,
jak to w innych widzimy narodach, to w pamiętni-
kach wraca naród znowu do ideałów ; bo pojedynczy
człowiek to już nie agitacya, to już nie stronnictwo,
to już nie praca w tćj epoce stronnictw: pojedynczy
człowiek musi się liczyó ze swoim Bogiem. Jeżeli nic
wyższego i świetnego nie ukończył, nie obrobił, a
w życiu swojśm i za moralnćmi pobudkami zdążyd
nie potrafił, to życie jego będzie nędzne i marne, i
nie będzie miał o czćm w pamiętnikach napisad; ale
przeciwnie, w najrealistycznićjszych pracach ludzkie-
go żywota widzimy przez pamiętniki powrót do ide-
ału, bo to są znowu czysto-ludzkie rzeczy, które się
bez ideału nigdy nie obejdą. Zadatki pamiętników
mamy w naszój Uteraturze. Któż nie zna pamiętni-
ków p. Ewy Feliński śj? któż nie zna pamiętni-
ków Rv£na Piotrowskiego, Drzewieckiego,
295
Hołowinskiego Żywot Matki , i bardzo jeszcze
wiele innych , których przytoczyd czas nie pozwala ?
Mam przekonanie , źe kiedy powieśd zakończyła swo-
je dzieje , wyszedłszy juź zupełnie na pole polityczne,
polemiczne i socyalny romans, to dziś nadeszła era
pamiętników; bo jak mówię, literatura bez ideałów
byó nie może, i musi znowu znaleśd sobie drogę,
na którćj powraca do tego stanu duszy, w którym
znowu okazad zdoła rzeczywistośd w idealnćm świetle.
XV.
Dopełnienie przegląda powieicio - pisarstwa , w trzech jego głównych
okresach. — Czajkowski. — Korzeniowski. -— Kaczkowski. — Za-
charjasiewiez. — Dzierzkowski. — Przejście z powieści [czysto- ten-
dencyjnej do Pamiętników. — Początek Feljetonu, jego znaczenie i
potrzeba. — Salony literackie. — Dyletantyzm i jego wpływy.
Stanęliśmy zeszłym razem na obyczajowej powie-
ścL Obyczajowa powieśd ma niejako trzy oblicza; je-
dnam patrzy na przeszłosd, drugiem obliczem patrzy
na tę walkę, przez która naród z epoki starożytnej
ku nowożytno] przechodzi; trzeciem w końcu obliczem
patrzy na dzisiejsze nasze stosunki, rozgląda się w nich
i wyciąga z nich pewn^ naukę społeczną.
Mówiłem przeszłym razem o Kraszewskim , który
u nas nowoźytnę rozpoczyna powieśó ; mówiłem o
Rzewuskim, który w kraju swoim dał niejako wzór
owego przejścia z epoki starego świata do społeczeń-
stwa nowożytnego , które się wówczas wyrażało wal-
ką kontuszowój Polski, z nowożytną francuzczyzną.
Wszakże równocześnie, kiedy Kraszewski na tak sze-
rokie pole rozwinął działalnośd swoją, iż moźnaby
powiedziód, że działalnością i obfitością geniuszu zalał
niejako całą naszą literaturę, równocześnie widzimy
kilka zjawisk na wychodztwie, mających niezmierne
znaczenie.
297
Już przed r. 1830tym wyszły „Pamictuiki Kra-
sińskiej" napisane przez Tańska. Te pamiętniki od-
grywały wówczas w literaturze wielką rolę, bo od-
ganiały niejako cał§ przeszłośd, która się wszystkim
wówczas żyjącym i piszącym bardzo odległą zdała i
w niczśm nie podobna do tego wszystkiego, co widzi-
my. Przez to tedy zbliżenie epoki dawniejszej do na-
szego czasu, przez to, że Tańska dała nam możnośd
przypatrywania się wszystkim uczuciom , wszystkim
rucliom społecznym owego wieku, w którym Krasiń-
ska żyła, okazało się, że nie jest tak bardzo trudną
rzeczą przenieśd się w tę epokę odległą. Przeciwnie
równoczesny klassycyzm nie posiadał prawie żadnego
sposobu , nie budował , że się tak wyrażę , żadnego
mostu, ażeby przejśó z jakiójś abstrakcyjnej klassy-
czności do przeszłości.
Te pamiętniki Krasińskiej, przez panią Tańską
ogłoszone, dają nani niejako żywy obraz owego spo-
łeczeństwa i niejako wzór, jak się zapatrywaó na
przeszłośd; i jak ją porównywad z obecnym czasem.
Późniejszy jój utwór jest pod pewnym względem,
bo pod względem estetycznym, może jeszcze nierów-
nie wyższy t. j. „Jan Kochanowski w Czarnolesiu".
Klementyna Tańska poświęciła wiele lat studyom te-
go dzieła; nie było prawie znakomitego człowieka
w Polsce, któregoby Tańska nie była obesłała lista-
mi swoimi, ażeby się radzid, jak zroziimied Jana
Kochanowskiego i jego epokę.
Pogląd główny do tego dzieła dał jej Kazimierz
Brodziński.
I z całem uczuciem tej świętości, jaką Kazimierz
38
298
Brodziński umiał natchn^(5 ludzie przyjęła Klementy-
na Tańska teu zadatek i wynosiła go w dachu swo-
jćj miłości tak, źe Jan Kochanowski jest moie je-
dnym z najpiękniejszych obrazów przeszłości , jaki
kiedykolwiek wyszedł z pod pióra polskiego.
Zaleta autorki jest podwójna: chodziło tu o skre-
ślenie tła historycznego i chodziło o skreślenie czło-
wieka znakomitego na tćm tle.
Jedn§ z najpiękniejszych naszych historycznych
postaci w literaturze jest niezawodnie Jan Kocha-
nowski , kochanek źe tak powiem całego narodu , któ-
ry swojemi pieśniami ożywił ten język ,- jakim dziś
mówimy , i jakim dziś stoimy.
Byłato niejako religijno - historyczna cześó, któ-
ra natchnęła Tańskę dla postawienia tego pomnika
Kochanowskiemu , i pomnik dłużej stać będzie od
owego pomnika w Zwoleniu, wzniesionego na jego
grobie. Równocześnie, z pojętnością niewieściego ser-
ca odmalowała tło, a na tćm tle postawiła poetę,
w czasach najszczęśliwszych narodu, w czasach jego
wielkości, — z takim wdziękiem, z takim urokiem^
z tak§ niezawisłością , z takićm prawdziwćm natchnie-
niem, iź gdybyśmy Jana Kochanowskiego nie mieli
w Hteraturze, toby go zazdrościd można każdemu
innemu narodowi, któryby go miał.
Prócz tego napisała parę małych powieści oby-
czajowych Tańska, już na wychodztwie. Te s§ pełne
wdzięku ; można je czytad z wielkićm zajęciem : świad-
czę one o jej wytrwałości, świadczą one o wytraw-
ności pióra, która wszystkie pisma Tańskiej cechuje;
ale nie s§ już tćj wysokiej wartości jak ;,Pami§tmki
299
Krasińskiej i Jan Kochanowski w Czarnolesiu.^^
Obok Tańskiej , na wychodztwie , widzimy dru-
gie niezmiernie znakomite zjawisko. Jest to Michał
Czajkowski, który z kozackiemi występuje powie-
ściami. Znaczenie tych powieści jest dwojakie: maję
one znaczenie literackie, ale maj§ także znaczenie
polityczne i mówiłem, że już od tych czasów poczy-
nają się u nas polityczne powieści. Michał Wiszniew-
ski powiada, źe Czajkowski pocz§ł nas bardzo późno
bratad z kozakami. Jak na początku tych wykładów
rzekłem, źe nieraz się z utartemi zdaniami zetrzed
trzeba b§d:^e, tak tćź przeciwko temu zdaniu stawię
to, źe Czajkowski zrobił to tylko, co bardzo wielu
naszych poetów zrobiło, t. j. źe za przedmiot na-
tchnień swoich, badań i utworów, czy to poetycznych
czy literackich, wziął Ruś. Było to skutkiem poli-
tycznćj unii, źe Ruś polska należała do Polski; zt§d
t^i i polska literatura, która w XIX. wieku musiała
odbyć wielką służbę duchową za trzy narody, mu-
siała też dotknąd tego wszystkiego , co w przeszłości
leżało; podniosła więc życie powszedne do znaczenia
duchowego i całą przeszłośd Rusi do poetycznego
ideału. To założyli byli sobie już poeci i powieścio-
pisarze literatury XIX. wieku: z tego stanowiska za*
patraję się na powieści Czajkowskiego. W tych po-
wieściach odprawił on niejako za naród ten obowią-
zek duchowy, jaki na nim ciężył. Powieści te należą
do poetyczno) prozy, która już tchem swoim doty-
ka nowożytnej naseśj poezyi. Jakoż widzimy tu poe-
zyą nierymową, dykcyą pełną świeżości, obrazy ude-
rzające dziwnie idealnćm podniesieniem ducha do naj-
soo
wyższej potęgi, tak w sferze powszedniego życia,
jak w sferze dziejów, do której się kozaczyzna wznio-
sła; słowem, jestto obraz najidealnićjszy hetmań-
szczyzny kozackiej. Czajkowski , powtarzam , spełnił
w ten sposób niejako obowiązek, jaki na literaturze
i duchu polskim ciężył, ażeby podnieśd do ideału
rzeczy, należące do składu dziejów.
Powieścią „Pamiętniki Soplicy", ^i powieścią „Li-
stopad'' Rzewuskiego, tudzież „Pamiętnikami Paska"
rozświóciła się niesłychanie przeszłość historyczna, i
na to pole wstępuje odtąd bardzo wielu piszących.
Jest tedy cały szereg powieści , których ani rozbićrac
mogę, ani nawet zacytowad autoró^y, odnoszących się
jedynie w zasadzie do tego, że albo malują tę prze-
szłośd w tym duchu, jak Soplica lub Listopad,
w tym duchu jak ją malował Pasek w Pamiętnikach
swoich ; albo malują ów rozbrat w narodzie , który
tak genialnie skreślił Rzewuski w Listopadzie swoim.
Wszakże nie na tćm miało pozostad: powieśd postą-
piła dalćj , i jak już ostatnim razem zrobiłem uwagę,
że ona jest wyrazem społecznego realizmu, który się
po ideale , po historyi , po nauce i literaturze doma-
ga niejako praktycznych korzyści. Taka powieśd nie
mogła pozostad na dotychczasowym stanowisku, ale
przejśd musiała w powieśd obyczajowo • tendencyjną
malującą nasze stosunki; a z tendencyjnej powieści
przejśd w końcu w czysto -polityczną powieśd. Na po-
lu obyczajowej powieści widzimy dwóch bardzo zna-
komitych pisarzy. Jednym z nich jest: Józef Korze-
niowski, drugim Zygmunt Kaczkowski. Z pi-
szących u nas powieści nie mięliśmy prawie cgłowie-
301
ka wyźszćj estetycznej szkoły, jak Korzeniowski.
U niego jest wszystko arcy m§dre, arcy rozsądne, ar-
cy loiczne, praktyczne, Z jednćj strony cudnie prze-
prowadza nić powieści, z drugićj strony wprowadza
pod każdym względem wykończone postaci i cha-
raktery. Korzeniowski zna serce ludzkie, zna stosua*
ki życia, ale z dziwna obojętnością, przypominająca
romanse Goethego , patrzy on si§ na nie ; maluje je
wiernie^ porywa nas niekiedy, ale tak, jak to jeat
zadaniem powieści w powszechności u nas, że ideały
niszczy, tak tćź on nigdy za ideałami nie idzie i ni-
gdy nie da zwycigztwa zacnój stronie swego ideału,
owszem daje to zwycicztwo najpowszedniójszym czyn*
nikom życia. Wielkim jestem wielbicielem jego pism;
rzeczywiste studya psychologiczne można robid na
nich: nikt artyzmu powieści nie posunął ani wyźśj,
ani dalój ; pomimo to jednak , doznał Korzeniowski
tak cierpkiej krytyki, jak mało autorów doznało; ^
że krytykiem był może najznakomitszy nasz publicy-
sta Klaczko, zt§d winienem niejako z tego miejsca
odesłać czytelników moich do niego.
Sposób widzenia Klaczki jest ten, iż zarzuca Ko-
rzeniowskiemu nieczyste dążności. Klaczko w po-
wszechności jest tego przekonania, że nie za arty-
stycznym natchnieniem, ale za natchnieniem poety-
cznym powinien iśó nasz naród; że wszelkie artysty-
czne natchnienia i dążności u nas są zdrożne, jako
odprowadzające naród od wysokiego jego posłanni*
ctwą: radzi więc trzymad się przez poetów wytknig-
tćj drogi i tego wysokiego celu, jaki podzya nai:odo«
wi wskazuje.
302
Powieści autora Mordyliona, Nieczujów i
t d. s§ bardzo wiernym obrazem sanockich tradycyj :
maloja one także pospolicie owe przejście ze starego
społeczeństwa ka nowszemu , albo jeszcze niejako
ostatni zachód słońca starożytnej Polski. Wszakże nie
w tychto powieściach podziwiamy wielki talent auto-
ra, ale w Rozbitkach i Żydowskich. WRoz-
bitkach widzimy już nowe dążności pisarza społe-
cznego, który si§ we wszystkich naszych tegoczesnych
stosunkach rozpatruje, który je umió wytiumaczyd i
umić na końcu z zawiłości tych stosunków wyprowa-
dzid czytelnika, na pole przyszłych nadziei.
Z politycznych powieści mamy tedy za jedne z naj-
znakomitszych , jak mówię, Żydowskich i Roz-
bitków, ale znacznie wyprzedziły je powieci Siemień-
skiego razem zebrane pod nazwiskiem Muzameryt,
czyli powieści po księżycu. S§to małe o-
brazki, ale już tendencyjne, już pełne prawdy i na-
tchnienia, a już wprost obejmujące stosunki życia, a
nawet stosunki bardzo drażliwe, po których się ledwo
tak artystycznym piórem można było przemknąó, jak
ma je Lucian Siemieński. Najznakomitsza z tych po-
wieści będzie zapewne po wieśd: „Ogrody i poeta". S§
to stosunki malujące Zofijówkę, i Trembeckiego
w upadku.
Mamy tedy bardzo wielkich pisarzy na polu po-
wieści, jako tych czterech głównych, których wymie-
nihm. Ale jest obok nich i przed nimi jeszcze bar-
dzo widu; i czasem w drobtiój powiastce widzimy
prawdziwe klejnoty literatury złożone. Do takich po-
liczymy n. p. tak : md;§ powiastkę jak jest „Powódź''
803
jak jest ,,Erzyź na stepie" jak jest „Krew i duGh'\
Do takich policzymy powieńd Pietkiewicza i powieśd
Dzierzkowskiego , w końcu tak teudencyjne i wielki
wpływ na społeczeństwo wywierające, że moźnaby po-
wiedzieć, iż on jeden u nas reprezentuje typ tegocze*
snćj tendencyjnej powieści; kiedy z drugiej strony
w ,, Uniwersale Hetmańskim^ obdarzył nasjedn^ z naj-
piękniejszych Iiistorycsnych powieści, krdra w litera-
turze pozostanie ua zawsze.
Mówiłem ostatnim razem , źe z tendencyjnej po-
wieści przechód jest wprost do pamiętników. Jakoś
jeżeli ostatnie polityczne powieści weźmiemy, to znaj-
dziemy nato wyraźny dowód i poparcie.
Mówię tu o powieściach politycznych Zachariasie-
wicza. Sąto niby już fotograi^e tegoczesne. Zdaje się,
czytając czy to powieśó „Na Kresach^^ — czy „Świę-
tego Jura" — czy „w Przededniu", źe widzimy wszy-
stkie postacie nam znajome, wypadki obok nas się
snujące, które nas ciągle i w życiu publicznćm i
w życiu prywatnćm otaczają; zapytad się nieledwie
potrzeba: kto to jest? Te powieści jakiż maj§ cel?
Inwencya poetyczna nie miała już tu właściwie pola;
bo jak mówię , s§ to fotografie ; ale właściwą ich dąż-
nością i zasługą jest to, że one sprowadzają powieśd
do najwyższego realizmu życia, a tćm samom i spo-
łeczeństwo do pewućj dojrzdiości. Przejście tedy z po-
wieści politycznćj, z powieści tendeni^jnćj do pamię-
tników jest bardzo naturalne. A na poparcie przytaczam
to, że najnowsze dwie powieści Bolesławity, w lite-
raturze naszćj, o którychby można powiedzied że niemi
dziś żyjemy t. j. „Dziócie starego miasta" i „Szpieg"
304
dowodzą tego, źe jnż jesteśmy na drodze pamiętników
W tych dwóch powieściach widzimy z cała prawd§
malowidło wierne, już nie wczorajszych ale dzi-.
siejszych stosunków. Widzimy każde uczucie, które
dziś w sercach drga , którego odbicie znajdziemy w na-
szych społecznych stosunkach , krórego daty czytamy
zanotowane w dzisiejszej gazecie. Ztad tedy przejście
jest bardzo naturalne do pamiętników; i jak mówiłem,
gdzie już powieśó oddaje najwierniej fotografie życia
społecznego, tam niezawodnie zrobiony krok je-
szcze jeden dalej , a przyjdziemy wprost do rzeczy-
wistości, t.j. do spisywania pamiętników; a że życie na-
sze jest pełne , nie watpie , że i pamiętniki będ§ prze-
dziwne i wierne i dadzą prawdziwa naukę życia. Bo
w sercu pojedynczego człowieka powtarzaj§ się zaw-
sze dzieje całćj ludzkości i życie narodu .
Ztąd też jak mówiłem, jeżeli powieśó, w reali-
stycznej dążności swojej u nas , zniweczyła ideał , to
ten ideał narodowi powrócę znowu pamiętniki; bo
w pamiętnikach człowiek sam zostawiony sobie i w wal-
ce z życiem, musi koniecznie powróció do wszystkich
ideałów, które mu w walce z życiem siły dodają.
Z tego wszystkiego, cośmy o powieści rzekli, wi-
daó, że ona ogromny obszar zajmuje w literaturze
naszćj , poczynając od owój idealnćj epoki sentymen-
talnćj powieści, a kończąc na powieści politycznej.
Wyobraźmy sobie tedy to całe tło, na którśm naród
spisywał swoje powieści , jako jedno wielkie zwiercia-
dło, a to zwierciadło stłuczone ; wówczas w tych bry-
zgach zwierciadlanych, w tych drobnych jego odła-
mach będziemy mieli to, co nazywamy Feljetonem
305
f^eljeton urodził się u nas właśnie z powieńci.
Osćmźe jest Feljeton? Jestto sztuka złota, wybita
w mennicy literatury, zmieniana na drobnę monetę,
celem I ażeby oźywid cyrkulacya i zaspokoid tą Aro-
bn§ monet§ wszystkie bieź§ce codzienne potrzeby.
Może tnę komu wydacf niewłaściwym to porównanie,
przyznaję, ale to porównanie objaśnia rzecz, ja więc
go używam.
Człowiekowi nie radzę zmieniaó się na drobne,
bo jak drobne wyda, nie będzie całego człowieka.
Ale w literaturze okazi^o się to bardzo korzystnym,
bardzo potrzebnóm i bardzo praktycznym, ażeby co-
dzienne potrzeby umysłowe i duchowe zast§pi(5 dro-
bna literatura, która w powszechności belletrystyczna
zwan§ bywa, a która u nas pod nazwiskiem „Felje-
tohu" dzisiaj znalazła upowszechnienie swoje we
wszystkich dziennikach. Zkad wyrosła ta potrzeba?
Widzimy to że w innych narodach wprzód powsta-
ła belletrystyczna literatura, niż u nas i wprzódy
powstała potrzeba feljetonu.
Feljeton jest tedy odbiciem Salonu, salonu lite-
rackiego, salonu artystycznego, a zatem odbiciem ży-
cia w literaturze i w towarzystwie, gdzie się owe ży-
cie w ostatnich pokazuje rezultatach.
Przejście ze starćj epoki świata do epoki nowój
pociągnęło za sob^ potrzebę utworzenia innego towa-
rzystwa. Francya dała do tego wzory. Od czasu Ri-
chełliego na dworze Ludwika XIV, XV, XVI,
zoi^nizowało się towarzystwo, zajmujące się ducho-
wćm życiem literackićm, artystycznym, nowośći§, mo-
da i eleg^cy§, co pod zbiorowóm nazwiskiem salonu
59
306
przedstawia się dziś we wszystkich prawie krajach.
Zajmuj^c^ jest bardzo rzecz- badad; jak świat
z dawnćj epoki w to nowe społeczeństwo przeszedł;
a kiedy w dawnój epoce głównie hierarchicznie poli-
tyczn§f lub rycersk§ była ta reprezentacya społeczna,
w innych krajach i u nas; jest ona dziś w salonie,
uosobiona przez literaturę, artyzm i modę.
Pamiętniki w literaturze francuzki^j wyjaśniają to
przejście bardzo dokładnie. Pomiędzy temi przytoczę
tylko księżnej d' Abrantes „Le Salon'', który obej-
muje wszystkie salony, od czasów pierwszśj rewolucyj
francuzkićj aż do restauracyj. Obyczaj salonu nowo-
żytnego jestto powiedziałbym kodex literackiego,
artystycznego i politycznego społeczeństwa: jestto za-
razem kodex owych wyobrażeń, które w społeczeń-
stwie dzisiejsze wyrobiły stosunki, objawiające się na
zewnątrz humanitarnie Kteratura, artyzmem i moda.
U nas nie łatw§ było rzeczą zmienid dwór polski na sa-
lon. Zebrania polityczne i rycerskie były u nas znane od
wieków, bo naród żył życiem polityczóm na dworach
królów, hetmanów, biskupów, wielkich panów. Była
tedy publiczną szkoła, w którój się ówiczono w wy-
mowie i obyczajach; rozpatrywano w publicznych sto-
sunkach i w stosunkach towarzyskich. Była wysoka
ogłada obyczajowa i dworska, bo była powaga rze-
czy publicznych, był uprzejmy wzgląd dla matrony
i niewiasty. Stanisław August zapragnął przekształció
to towarzystwo i miał bardzo wiele powodów do te-
go ; jakoż chciał on wprowadzić salon w formach
francuzkich ; a że do tego, wyjąwszy stolicy, żadnych
materyałów przygotowanych w kraju nie było, zt§d
807
tóź dał od siebie wzory i sam wprowadził piórwszy
u siebie salon literacko - artystyczny. To znaczenie
bowiem miały owe słynne obiady czwartkowe.
Przekształcenie całych mass narodu na inne formy
nie jest' nigdy łatwe. Natrafiłby Stanisław August na
wielkie trudności i tylko jego pozycya królewska
uczyniła to podobnym, że mógł ten kierunek towa-
rzystwu nadad Rzeczywiście zaś patrzało całe społe*
czenstwo ówczesne na to z wielka niechęcią, z pogarda,
a nawet z drwinami. Równocześnie kiedy Stanisław
August zaprowadził czwartkowe obiady w Warszawie,
otworzył salon artystyczny na Litwie Tyzenhaus, a
Czartoryski w Puławach. Czartoryskich salon nawet
wyprzedził może na wiele lat, bo może o całe jedno
pokolenie dążności króla Stanisława Augusta, i rze-
czywiście literackiego i artystycznego salonu trady-
cya jest najstarsza w domu Czartoryskich. Czacki
otwićra salon w Krzemieńcu. ' ' .
W epoce wojen Napoleońskich nie były to cza-
sy za prawdę tworzenia artystycznych i literackich
salonów. Wtedy dopićro, kiedy si§ po kongresie wie-
deńskim na nowo zorganizowało społeczeństwo;
dała do tego inicjatywę Warszawa: zachowując nie-
jako dawne tradycye salonu z czasów Stanisława Ąu-
gustd; przerabia swój własny zupełnie na sposób fran-
ćuzki. Tutaj znowu dała powód do utworzenia pierw-
szego literackiego salonu ta okoHcznośó, że Bogu-
sławski ustąpił ze sceny. Bogusławski, pracą wielką
złamany, oddał scenę zięciowi swojemu Osińskiemu.
Osiński zaś, jako człowiek pełen życia, pełen wzięcia,
808
pełen energji w owym czasie: obejmajy) soenc, chciał
jój zapewnid wszystkie warunki powodzenia.
Po Bogusławskim zostały wszystkie ciężary, które
na scenie podupadłćj leią. Osiński, lubo posiadał ka-
pitały i wszelkie środki materyalne, widział to je*
dnakowoi, źe sceny żadn§ miar§ dźwignąd nie mo^
lina jedynie materyalnemi środkami, ale źe na to
potrzeba udziału całój Iwiatłćj publiczności. Uciekł się
tedy do ówczesnego ministra Stanisława Potocki^o,
i zawiązało się tak zwane towarzystwo X...ów. To«
warzystwo Xów, dla tego sig tak zwd;o, ponieważ się
podpisywało, w recenzyach teatralnych, liter§ X, i pod
tym znakiem ukrywało się nazwisko każdego 8pół«
pracownika.
Rzeczywiście, jeżeli teatr ma się podnieśd, trzeba
żeby była krytyka, ale krytyka sprawiedliwa, niedo-
tykajac§ osobistości , ale zamierzająca jedynie wzrost
sceny narodowej. Otóż to towarzystwo X...ów jestto
pićrwszy znowu salon, który po wojnach napoleoń-
skich otwićra Warszawa. Salon ten prowadził wów-
czas Stanisław Potocki, duszą zaś jego i najbardziój
interesowanym człowiekiem był Osiński, ówczesny dy-
rektor teatru.
Równocześnie odnowił czwaiikowe objady jenerał
Wincenty Krasiński. Na tych objadach gromadziły się
wszystkie znakomitości tak towarzyskie, jak literackie
ówczesnej Warszawy. Te objady trw^y do 22go ro-
ku t. j. tak długo, póki jenerał Krasiński popularno-
ści swojdj w narodzie nie stracił. Niemcewicz, Ko*
zmian, Morawski, jednóm słowem, wszystkie ilustra-
cye ówczesne, tak literackie; jak patryotyczne należą-
809
ły do tynk czwartkowych objadów jen. Krasińskiego;
a Jaksa Marcinkowski był ow§ tarcz§, któr§ sobie
na żart wybrano i do którćj strzelano. Bo byłyto
pozostałości jeszcze z pneszŁ6] epoki, ie bez żartów,
mistyfikacyj i bez drwin nie mogło byd iadne towa*
rzystwo.
Po upadku czwartkowych obiadów Krasińskiego,
widzimy zaowu przerwy w naszćm życia Hterackićm,
czyli raczćj w osobistój reprezentacyj jego, którój
wyrazem jest salon. Ai dopićro po roku 1831, pod
wj^ywem zupdtnie innych stosunków, zupdniemnych
d§2noici, zawiysuj^ 819 znowuś literackie i artystyczne
salony, ale joi na rozmiary nierównie większe. W nich
juź niejako widzimy poczucie całego narodu, skupie*
nie, które zastępuje brak wszelkiego iycia, na jakiej*-
kolwiek innój drodze. Tutaj przytoczę tedy, ie w tym
czasie zawi|zało się także kilka salonów w domach
prywatnych, literackich i artystycznych, tak w Eajo-
wie, jak w Żytomierzu, we Lwowie i około Bazaru
w Poznaniu. Ale to towarzystwo literackie i artysty*
czne, ów salon, który się właściwie skupiał około
redakoyj Biblioteki warszawskiój, zasługuje na naj-
wyższa uwagę, bo rzeczywiście doniodośd takiego
skupienia ludzi jest bardzo frielk^. Zorganizowano
pismo pod tytułem „Biblioteka warszawska^. Jakoby
dla kontrolowania redakcyj utworzyły się zebrania,
które J9 miały poprzeó radami swemi, i udziidem
Uwoim, a zarazem kontrolowaó dężnośó pisma; a to
dla tego, żeby się to pismo stido wyraaem niejako
wielkich potrzeb i całćj intelligencyj narodu. To «ia«
ozenie miidy niedzielne zebrania „KbUot^ warszaw-
'310
skiśj*', na których czele stał Leon Łubieński, czło-
wiek jak gdyby na to stworzony, który posiadał rzad-
ki dar skupiania najrozmaitszycli zdolności i ludzi
najrozmaitszych stronnictw w jeden wielki salon, gdzie
rzeczy publicznej słttźyd musieli, albo gdzie przynaj-
mniej świadectwo wspólności narodowej dawali. War-
szawa tedy wyprzedziła niejako w tśj dążności i w tdj
potrzebie cały naród; a ostatnim salonem bardzo zna-
komitym i długo trwałym, był salon Pani Łuszczew-
ekićj: w nim zgromadzali się literaci, artyści, patryo-
ci, i wszyscy, którzy w narodzie znakomitsze miejsce
zajmowali, lub w sprawach publicznych udział mieli.
Jakoż, jeżeli się bliź6j przypatrzymy życiu umysłowe-
mu narodu, to trzeba przyznad^ że kilka jest czynni*
ków , które nd to życie wpływają : poeta , pisarz
i artysta twórca; ale jest i dyletant, jest i miłośnik
literatury lub sztuki, a nadewszystko patryota, który
swojćm sercem obejmuje wszystkie usilności i prace
narodu, i który im niejako natchnienie daje. Tćm,
czćm dla okolicy jest zwierciadło wody, to jest, że
cała okolica się w niem odbija i pokazuje niejako
podwójnie wdzięki swoje; tćm jest dla poety, dla pi*
sarza i dla artysty dyletant, miłośnik literatury i pa-
tryota ; w nich dopióro uzupełnia się owe duchowe
życie, bo w nich widzimy niejako najwierniejszych
reprezentantów cał^j światłój części nuródu. W ich
sercu i duszy sprawdza on drogi swoje i rzetelność
swych dążności: pochwalony od nich podnosi się,
ganiony poprawia, jednćm słowem,' wszystko co ma
ostatecznie pójśd na pożytek narodu , zaradza się
w kole nie wielkióm^ bo w tóm kole wybranych
m
mnsl si@ napr:;(5d to wsaystko wyrolu^^ <^o potóm taa
pożytek powszechności słuźydjooća. Sam artysta/ poeta
i pisarz stwarzając, nie widziałby, jak »ic ma do nar
rodu i do ogółu czytelników, gdyby go swym zapale
łem dyletant, swoją miłością miłośnik literatury, lub
sztuki, nie wspiórał. To tedy znaczenie mają salony
literac|:ie i artystyc^e, ie si§ ich odbicie snajduje
w belletrystyczn^j literaturze i w całym feljetonie. Bez'
literackiego i artystycznego salonu nie ma feljetpnu i
nie ma belletrystycznśj literatury; dla tego też długa,
był feljeton u nas niejako^ tylko kłamaną rzeezą, póki
salon nie przeszedł w potrzebę nowegp społećzeii^
stwa. Nauczyliśmy si§ z czasem lepidj bawid:. ale
są pewne warunki dla salonu literadkjiego i artystycz-
nego , które zachowad potrzeba ażeby istniał , ażeby
wzrastał , i ażeby rzeczywiście , skutecznie i zbawien-
nie wpływał na literaturę i na życie.
Pierwszym warunkiem takim jest uwierzyó, że
nikt si§ w salonie nie rodzi , ale że każdy przycho*
dzi dopiero do salonu, albo wskutek zajętój pozyoyi, .
albo w skutek pracy i zasługi. To właśnie do takićj
wysokości i do tak wielkiego znaczenia, we Francyi,
salony artystyczne i literackie podniosło, że one były
ściśle pilnowane, i że przystęp do nich nie był łatwy.
U nas leży cała trudnośd w obyczajach naszego na-
rodu. Nie chodzi tu o owe arystokratyczne odosobnie-
nie salonu, chocT)yśmy je nawet na- pole literatury i
sztuki przenieśli; ale trzeba pomyślid o środkach,
któreby zamieniły salon niejako w świątynię umysło-
wego życia, z zaprowadzeniem do niego karności to-
warzyskiej, a przecież aby był przystępnym dla jak
313
najwickazćj liccby powołanych; bo to, co Bic w salo-
nie daieje literackim lub artystycznym, to odbija się
następnie w owćj drobnćj literatarze feljetonowćj, któ-
ra jest powszednićm iyciem narodu.
Dziś jeździmy żelazna koleją i żyjemy prędzćj;
cało-tomowe dzieła musz^ byd, źe tak powiem, illa-
strowane przez feljeton, ażeby były zrozamiałe i aże-
by przeszły na pożytek ludzkości. Dla tego, jeżeli
kiedy, to wi$cój jeszcze dziś potrzebne s^ literackie i
artystyczne salony, bo one prowadz§ naród do doj-
rzałości polityczno} i odpoirffadają zupdtoie tój ducho-
wój karmi , która się stała chlebem powszednim na-
rodu.
Artystyczne i literackie salony wywarły u nas
rzeczywiście bardzo wielki skutek: wpłynęły one na
wydanie wielu dzieł, na utrzymanie wielu pism cza-
sowych, na utworzenie wielu towarzystw artystycz-
nych i areheologicznych i urz§dzenie zbiorów wy-
staw; a nawet powiedziałbym: dzisiejsze tu nasze
zebranie czemże jest innćm, jeżeli nie literackim sa*
łonem ?
XVI.
Jeszcze o powie^cio - pisarstwie. — Główna charaktei^sCyka naszydi
autorek , praci^yoli w tym zawodzie. . — Zbiorowe idb praee ir Ko*
worocznikadi. — Gabryela Żmichowsluu — Chodźko i jego Obrazy
litewskie. — Wójcicki i jego Gawędy. — MichfU Grabowski. -^
Zbicie zarzutów, robionych ówczesnej literaturze. — Poearya. -^ fmjr
śde z ZYIIIgo do XKgo wieku. — Krasicki i KarpiAskL
Literatura powieści jest u nas tak obszerna ^ źe
jeszcze do ni^ i dzisiaj powrócid musimy. Porówna-
łem j§ do pryzmatu, który jedii§ stron§ tyka o hi-
storyk, drug§ o poezy§, trzeci§ o życie rzeczywiste.
Jakoż tyU s^lc zbiegło promieni w tym pryzmacie, i
tyle promieni rozłożył ten pryzmat na kolory tęczy,
że żadna g£^§ź literatury naszćj nie jest takobfit§, jak
właśnie literatura powieści. Zrobiłem poprzednio uwa-
gę, że powieści przez Polki napisane , stanowi§ u nas
niejako oddzielna zupełnie gał§ż. Mówiłem już o po«
wieściach z Tańskich Hofmanowćj, a tutaj wspomnę,
o powieściach pani Źmichowskićj , o powieściach pa-
ni Pruszakowćj, o niektórych pismach i obrazkach
pani Eleonory Ziemięckićj, należących do tśj sfery, i
o powieściach pani Sztyrmer, Wandy Małeckiej, Widti-
liaskićj, Wilkońskićj, Kraków, Wojnarowskiój. Wszyst-
kie ich utwory należ§ do powieści obyczajowćj; Je-
dna pani Hofmanowa wstąpiła na pole historyc2nój
powieści i zostawiła dwa prześliczne j^j wzory. Zreszti|
314
zaś obraca si§ cała powieśd w kole charakterów i
stosunków towarzyskich, wziętych albo z naszych
czasów, albo z czasów niezbyt odległych. Charaktery-
styka tćj żeński dj , źe tak powiem , powieści jest to,
źe ona nie docióra tak na twardo do realistycznego
życia. Ideał jest tu więcój piastowany, co naturalnie
jest do pojgcia bardzo łatwćm, gdy niewieścia dusza
pióro do tego prowadzi. Te powieści maja także. swo-
J5 stronę praktyczna, bo maj§ wzgląd na potrzeby
życia i towarzystwa. Po pićrwszy raz widzimy gro-
no tych pisarek, skupionych około noworoczników,
około zbiorowych pism wydawanych dla dzieci, dla
ludu i dla dorastających panienek. Obmyślały one, ja-
ko niewiasty, vr ten sposób potrzeby bieżące społe-
czeństwa; i rzeczywiście należy im się tu cześd wiel-
ka, bo prześliczne rzeczy s§ umieszczone w tych no-
worocznikach i stanowi§ niejako oddzielna bibliotekę.
Między tymi przypominam sobie jedna z pierwszych
prac pani Ziemięckićj, któr§ w takim noworoczniku
umieszczono. Byłto żywot Kazimiórza z Królówki, gdzie
jak wiadomo urodził się Brodziński. W tćj powieści
jest może najgłębiój, najprawdziwićj pojęta biografa
Kazimiórza Brodzińskiego, przynosząca wielki zaszczyt
autorce, i w owym czasie pojęto j§ bardzo dobrze.
Pomiędzy autorkami powieści celuje: pani Żmi-
chowska. Geniusz pani Zmichowskiśj jest demonicz-
no) natury i wyższy od wszystkich innych. Ona je-
dna jest u nas podobna do pani George Sand,
pod którój wpływom pisała: wszystko, co z jój pióra
wyszło, jest bardzo świćże, prawdziwe, niezmiernie
treściwe, genialnie skreślone, i źałowad tylko przychodzi,
815
źe tak nie wiele pisała; a jeżeli nie zawsze jój dążno-
ści dzielid można, wypada nam podziwiad lot jćj na-
tchnienia i jdj pióro. Pisma naszych aatoręk z jednćj
strony ogarnęły sam§ powieśd, z dragićj dogadzając
potrzebie pewnych kółek, skupiły 8i§ w dziennikach
około feljetonów i w noworocznikach.
Uzupełniając moje sprawozdanie z bujniejszej u
nas gał^i literatury, winienem wymienid niektórych
jeszcze pisarzy (bądź pod własnćm, bądź pod przy-
branym znanych nazwiskiem) jakoto : Wójcickiego, Ko-
sińskiego, Niewiarowskiego, John of Dycalpa,
Pługa, Padalicy, Cześnikiewicza, Tarszę
Bodzantowicza,a nade wszystko Ignacego Chodźk§.
Jeielibyśmy odsunęli wszystko to , co w powior
ćciadi naszych albo do polityki należy, albo czystćm
jest tylko naśladowaniem pamiętników Paska Soplicy
i jeżelibyśmy mówię odsunęli to wszystko, co było
w tym duchu oryginalnie poczęte, lub naśladowane,
zostałby nam zawsze wielki pomnik w literaturze na-
szój, a tym pomnikiem są mistrzowskie obrazy Chodźki.
W Chodźce nie widzimy żadnego wzoru; jestto
czysta intuicya, czysta rywalizacya z ideałem. On
postawił na tle rodzinnóm wielkie narodowe postaci;
a bez względu na to, z jakiój warstwy społeczeństwa
te postaci pochodzą, są one tak plastycznie, tak pra^
wdziwie, tak wiernie, tak rzewnie, tak wieczyście,
rzekłbym, postawione, iż jak w poezyach wielkich
zostają typy na wszystkie czasy wielkiśmi wzorami,
tak w powieściach Chodźki, zostaną jego postaci wiel-
kićmi typami i wzorami dla wszystkich, którzy w ja-
kimkolwiek zawodzie u nas pisad będą.
316
Chodźko jest oyrginalnym pisarzem i upoważnia
nas do tego, co nieco późnićj o duchu literatury
powiemy. Jego litewskie obrazy s§ nieporówna-
ne tćm jeszcze, źe się w nich maluje wysc^ie zapa-
trywanie na dzieje narodu. Chodźko byłby pisał, gdy*
by nic nie był nawet czytał, bo on si§gn§ł do t^
księgi, o której, moźnaby powiedzićd, że aź po na-
S2i8 czasy nie czytano na niój, do wielkidj księgi
tradycyi i wydarł niejako karty z tćj księgi i odma*
lował postaci, które stoj§ i staó b§d§ ¥rfeczy8cie
w literaturze naszój.
Nieco wcześntój pokazały się Wójcickiego olM*azki,
ludowe tradycye ogniska domowego, wiejskie opowia^
dania, gawędy starych ludzi, podsłuchane na Mazow-
szu, Podlaskićm i Płockióm, a wiernie przez niego
powtórzone, b§dź luźnie, b^ź w ramy powietSd
ujęte. Zwracam na to uwagę, bo Wójcicki stał się
w ten sposób twórc§ nowego zupełnie rodzaju, który
on od siebie, ze swojego sposobu widzenia, gawędę
nazwał, a który następnie i w innych, będi prozę,
będź wierszem piszących , naśladowców analazł. Po-
wieśó jest, pod pewnym względem, odłamem epopei,
czyli mówiąc właćciwićj , j^stto epopeja nowożytnie
Chodziło tedy o formę nowe do wynalezienia, o lor
mę nowe dla tego epickiego żywiołu. Szczęśliwie bar^
dzo znalazł j§ Wójcicki, a to w ten sposób, że żywe
opowiadania, źyw§ tradycy§ umiał ocenid, i nowe j^j
niejako nadad prawo wynalezieniem osobnego nazwa-
ma gawędy, jakoby starego człowieka. Nie jestto
pospolite rzecze wynależd now§ formę : właśnie t^
najwyższe zasługę Wójcickiego stanowi to, iż ^ wjr*
S17
nalali dla powieści swoich; a loniejco ńę weiefiC
w ducha i w żywe słowo tego, co odebrał s trady«-
eyi, umiał J9 nie tylko oeałid, ale nawet i natfwad.
OsasoEu i naawa w tydi rzeczach toaoasy wieki.
Zw§tpid potrzebaby o postępie literatury/ gdybyć*
my myiSłelif ie wszystkie formy b§ )ui wyceerpHicte.
Tak nie jest, tek nie było i tak nie b§dzie. Potrze*
ł^, powołanie narodu i coraz inne jega pdteieaie)
wedle potrzeb wieku i jego narodowej myśli, slwa^
naj«| coraz nowe formy w literaturze. DsiewietnMte^'
ma wiekowi przypadło to wielkie powołanie w litera-
turśie nattsćj , aby za wszystkie ubiegłe czasy nowe
potworzył ft)rmy,
W tym oddzielę oryginalnych pisarzy, malujących
tak do natury, jakotći miejscowe obyczaje ludu, i
tradycye narodowe, niepospolite miejftce zajmuje Mi-
chał Grabowski. Jak Kosiński opisał nacoe wojskowe
podania i złoiył w nich tradycye starych wiarusów
ojców i dziadów naszych ; jak Cześnikiewicz wiernie
oddał to, co w okolicach swoich znalazł i poehwyciłj
Chodźko unieśmiertelnił się w litewskich swoich obra-
zach; tak ze swojój strony Grabowski, w nieporó^
wnanych rysach odmalował nam Ukrainę. Dosyó bc^
dzie jeżeli przywołam na pamicd takie obrazy, jakie
łkam prt&edstawia jego „Koliszozyzha i stepy'';
j^S^ „Stanica Hulaj Polska- i „Zamied
stepowa."
W „Koliszczyźnie i stepach^ jesttakwier^
nie odmalowana natura, źe nie wiedzied, co wiccćj po-
dziwiad, czy sympatye autora z t^ natura > który
najtajniejsze głosy stepu podiduchał, czy te postad
818
które doptćro na tak zakrćślonćm tle^ wysuwają aif
csarojąco.
Michał Grabowski ma tę wielk§ zaletę ^ ie takie
nie miał wzoni, ie także czytał z tój księgi, w któ<-
rćj Indzie przedtem nie czytali.
Tak nikt nie poj^ł pozycyi obywatela polakiego
na stepie; tak nikt w końcu nie pojął owego rochu
dziwnego w duchu ludu, tak zgodnego z oddecliem
stępo wćj niUuryl S^to obrazy tak oryginalne i tak
wysokićj wartości, że dopićro byłyby wówczas w li-
teraturze naszój (jak się to dziad zwykło) istotnie
ocenione, gdyby już były na inne przełożone języki.
Wtenczas dopićro poznalibyśmy, czyli raczćj inniby
poznali oryginalno4ó wysokiego stanowiska Chodźki,
Michała Grabowskiego i Bodzantowicza.
Przy tych tedy najznakomitszych zjawiskach po-
wieści naszój , obok innych oddziałów, o których już
wyżćj mówiliśmy, jest miejsce zrobid niektóre uwagi
nad samemi zarzutami. Stworzyd oryginalna formę ^
odlad w tó) formie, że się tak wyrażę, wielki s^aż
ducha, nigdy dot§d nieodlany, to jest zad:uga wielka,
niepowszednia ; nie w każdym narodzie, a nawet w tym
samym narodzie nie w każdym ^^ wieku się pojawisz
jąca.
Jednakowoż posłuchajmy, jakie zarzuty spotkały u
nas tę wielką tradycyjną literaturę, która właśnie
jest najwyższym pomnikiem narodowego życia. Za-
rzuty te dadzą się ostatecznie zredukowad do trzech
punktów.
Pierwszym z tych zarzutów jest, że to jest litera-
tura szlaehecka. Cóż tu na to powiedziód? Tak jak
819
obywatelstwo tsymskie nie było przywiąsiiuie do rodHi
tylko było wyrazem obywatelstwa, wyrasem praw
człowieka, wykonywanych na nieamiernym obszarze
państwa rzymskiego; tak tei i u nas obywatelstwo
nie było znamieniem roda, ale znamieniem praw oby-
watelskich, których każdy pełnieniem obowiązków do-
wodził. Prawo obywatelstwa mieli u nas, jak wiemy,
miasta i mieszczanie; mieli monarchowie i ksi^icta
zagraniczni ; mieli w końcu synowie trzech narodów.
Korony, Litwy i Rusi; a nadto jeszcze, na krańca
wolnój ziemi ; mnóstwo kozaków, którzy si$ o to ubie-
gali , przypuszczano do obywatelstwa poUb*ego. Je-
żeli tedy w literatorze znajduje się odbicie <^i^ego te-
go obywatelskiego ducha i obywatelskiego iyda z prze^
szłońci, jakźeź można nazwad literatura szlad)eck%?
I czy wolno jest, a konto takiego zar^atu, naród ca-
ły ods^dzaó od najznakomitszej części jc^o duchowćj
własności? Cóiby na to powiedział Mickiewicz — Cóź-
by na to powiedział Goszczyński — Cóżby na to po-
wiedział Baliński — Cóźby na to powiedział Erasiń«
ski — gdyby mu zarzucono, ie on nie jest poet§ pol-
skim, tylko szlacheckim? Zostawiam I9 rzecz do roz^
sadzenia każdemu.
Drugim zarzutem , który czyni§ tćj tradycyjnój li«
teraturze, jest to, że to jest literatura tendencyjna;
że ludzie, co te postaci wyprowadzili z grobu cud^m
prawie— jak wskrzeszony został Piotrowin ożywiony
duchem Bożym — że ci ludzie mieli tendencyą pewn§
t. j, że pragnęli powrotu starego społeczeństwa, czyli
przeszłych instytucyi i stosunków dawno minionych*
Jeżeli pićrwsasy zarzut świadczy o ograniczeniu umy*
920
ria , to drog^ oanst świądcsy niBsawo^Eiie ó żtćj wolfi.
Zaraut tendeocyjnoścd moźnaby racsćj tynk w oitey
nuckf, którsy od najłepszdj części duehowćj właflBO-
ści chcę, a konto tendeńeyi, odsądzid iiair<$d.
Trzech w końca wyraosem, BkoiiifiKMiowan}^! (Insea
tę litei^ackę tandetę, jest, źe ta tradycyjna litórattira
jest apoteozowattiem przeszłości. Tym jednym frazę*
sem cbc§ z)nó wiełk§ pracę półwiecsn§ i owoc naro-
dowego geniaszii.
Cói to jest apoteozowanie przeszłości? Kt<SryA6ł
naród nłe apoteoMije swojćj przeszłoi&^i ? I ktÓryii»
naród, jeźełi nie miał przeszłości, ma jak; teraźnie}-
szośd, albo może s§dzid, źe będzie miał przyai^śd?
Z postawieniem typów historycznych stało się dt^ió^
ro mo£ebn§ rzecz; dla filozofów, dla łtisforykó^ i
poetów, wskazaó narodowi wielkośd lastoryes^neg^ je^
go posłannictwa, Jeżeli wierzymy w wielkie history-
czne posłannictwo, mosimy także i w to nwiefzyói
źe to posłannictwo nie urodził© się z niczego'^ tylkd
źe w bardzo odległćj starożytności miało juź swcfjd
zarody; źe w spełnieniu tego posłannictwa rozwinę-
liśmy się w paśmie wieków; źeto, na czem dziś sto-
imy, jest rzeczywiście owocem t^j wiekowćj pracy,
którój dalszy ci§g dziś na nas przypada.
Jeżeli ktoś mówi, źe to jest apoteozowanie prw-
szłości, wydaje mi się jakoby syn, który ma utaaę
do tego , że ktoś poczciwe słowa o Jego ojca, Utb^ jn^
go matce" p^owiedziid. Bywają taoy^ symitwie,. ale jak
to jest prz^ciwne^ Batm^e , tak za wzgarda odrzuciam
ten ostatni siarzij^ Eto powiedziid , źe nasi po«^, pi^
^.^^wn&e apoteowwafi przeszfeśd , ten albo naszćj prae-
321
sełości nie zna, dlbo rozumiej§c co 8i§ z nićj rodzi,
chce jej rozmyślnie przeczy<5. Praeciwnie, należałoby
już raz tę kwesty c, ze względu filozoficznego, estety-
cznego i historycznego, zupełnie inaczój postawid : trze-
baby raz zastanowić si§ nad d§żności§ naszćj litera-
tury, nad zupełnie odr§bnćm jćj stanowiskiem w dzie*-
jach europejskich literatur, i trzebaby jćj oddad tę
cześd, ktdra się jćj należy. Powiem tedy, czego je-
szcze nie powiedziano, że nie jest to apoteozowaniem
przeszłości, ani tendency§ kasty, ani w końcu ten-
dency§ jakiegoś stronnictwa, usiłującego ze zbutwia-
łych grobów wydobywać żywot na dzisiaj; ale po-
wiadam , że ta literatura reprezentuje nowy styl ; a
jeżeli mówię o stylu, nie rozumiem sposobu pisania,
lecz chcę to powiedzied, coby właściwie estetycy, fi-
lozofowie i historycy powinni byli powiedzied: ro-
zumiem przez styl tę oryginalną formę ducha, która
się humanitarnie objawia w literaturze naszego naro*
du; forma plastyczna odrębna zupełnie od tych wszy-
stkich , jakie się w literaturze i stylu innych narodów
objawiły. Mówię tu o takim stylu jakim był grecki,
rzymski , bizantyński , romancki , maurytański , jakim
był gotycki , jakim był styl odrodzenia i rokoko. KH^
ma oczy, ten dostrzeże, że jest i styl polski, który
z ducha i dziejów dobył nowe plastyczne formy; a
przekonad się o tóm można najlepiej, kiedy poezya
nasza wielkie postawiła wzory, ilustruje takowe dziś
malarstwo i rzeźba. Wprowadzone postaci do litera-
tury, a pojęte przez artystów, nie są w niczśm po-
dobne ani do postaci greckich, ani do postaci pó-
źniejszych stylów. Otóż jeżeli naród sam tworzy a
41
3R?
nie n«śU4fij<^) znając to wfuiyaiko, oo inm zMJf^ to
tworzy własne oryginalne typy. Takiego zdania a U*
terątuj^e poUkićj oczekiwaliśmy od naszych wfi»*
tyków i filozofów, a spotkid:y nas zarzaty nnamfi i
niegodne atMtUiowii^a ^ 9 którego przychodzi obj^ć i
ocenid 4vcłio.W9 iycie nwodu. Nie ma sif wsząkie
C9ema d^uiwi^: i^jliimj w czasach właśnie , kiedy tet
krytyki nast^y; ą były to czaay, kiedy czsstgkrod
znakomi^ pisarce i redaktorowie pism byli zarazem
sprawozdawcami i recenzentami ; — a kaide pismo Hua-
ło swoich protegowanych autorów i podłóg swojego
widzimi«i§ i swoi(^ materyalnych widoków wykr§^ca*
ło. teoryc estetycznego zapatrywania się* Nie dziwimy
sig ziiipąłni^ żadnemu szalbierstwu , na jakie natrafia-
my w iyciu powszednićm; ale w młodości nasźśj nie
byliśmy przyzwyczajeni do tego, ażeby si$ z podo-
bnego rodzaju ludźmi spotykać musiano w literaturze.
Na tćm kończ§ i tyle tylko chciałem powiedziód
w obronie, tak powieści polskiój, jak spokrewniono)
z ni§ duchem całćj poezyi naszćj. A teraz przechodi&g
wprost już do dziejów poezyi,
Krćśl§c dzieje Stanisława Augusta jako epokę,
która przygotowała w pewnćj części literaturę XIX
wieku, nie mówiłem wówczas o Krasickim i Karpiń-
skim: nie stało to się zupełnie z przypadku. Dzieje
poezyi maj§ u nas niejako własn§ genezę, własny
rozwój , który nie da się koniecznie uj^ w ramy pe-
wnych lat i dat. Jest pokrewieństwo duchów 9 któtre
się dziedziczy spadkiem poetycznych idei , odk§d nąs^t.
język stał się piśmiennym i odkgd stał się ś|)j4w|iyjn
i użytyni do poezyi. Nię chcę wywodzirf tegOi poebPr
323
deetria ss odleglejszych czasów jak ód ostatniej epoki,
któr^ {)rz0jśd musiałem cbodby dla tegfc, ńźeby nie-
jako oznaczyd przejście literatury z XVin dó XIX
wieku. Krasicki, wielki, oryginalny, może najznako-
mitszy p<veta , nie mówię juź nasz , ale europejski
XVIII wieku; bo dziś, kiedyśmy si§ nieco oddalili,
proszę to wziąśó i porównad, co on miał do wzięciti
z kldSsycznćj literatury francuzkidj ; a zobaczymy wyź-
szośó jego i w satyrze i w innych rodzajach poezyi.
Gdzie poezya należy do życia, albo ma przynaj-
moićj tyle związku z życiem, ile ocean wodny ma
związku z oceanem napowietrznym , tak że to, co się
sił^ słońca podnosi w górę, upada powrotnie na mo-
jze i zasila matkę rzek; tam podobna wzajemnośd panuje
w literaturze pomiędzy duchowym a powsźedniśm ży-
ciem; tak jest dzisiaj w naszej poezyi. Ale takiej wzajem-
ności nie było przed Krasickim. Weźmy epokę cała pa*
nowania Sasów i początki Stanisława Augusta, a prze-
konamy się, że tam bardzo głucho; jeżeli nawet coś zna-
komitego wyszło zpod pióra, ledwie ktoś i gdzieś w kół-
ku wybranych o t^m wiedział. Na takie usposobienie
i piszących i czytających trafia Ignaby Krasicki.
Krasicki jest człowiekiem epokowym nie tylko
w swoim wieku, ale na wszystkie wieki, póki po
polsku myślid i czud i pisad będziemy, Krasicki roz-
szórzył sferę poezyi w narodzie tak bardzo, że przed
jego czasem było to zupełnie nieznanym. Krasicki
oswoił tak z pewnemi wyobrażeniami , i że tak po-
wiem uczynił potrzeb- dla narodu poezyę, jak w na-
szych czasach Kraszewski nauczył Ws2lystkich czyfad
po polsku. Zdobycie wielkiego koła czytelników i to
324
w warstwach f które aź po pewne czasy nie czytały,
stanowi najwyższa zasługę autora. Autorów właściwie
powinnoby się oceniad podług tego, jak§ mieli liczbę
czytelników. Jest zapewne przedmiot i sfera, gdzie
piszący pisze tylko dla mali] liczby wybranych, ale
do takich nie należy Krasicki. Krasicki należał do
ludzi, do pisarzy, których właśnie to było zasługę,
że byli bardzo zrozumiałymi, i że się od nich datuje
rozszerzenie całdj sfery literatury i tych wspólnych
pojcd, które wychodząc z jednego pióra, z jednego
serca, zjednćj głowy, stają się potćm własnością ca-
łego narodu, i nadają tę jednostajnośó przekonania,
tę jednostajnośd myśli ^ cechujące wiek, cechujące
naród i dążności jego. Krasicki posiadał to wszystko,
co potrzeba było dla zdobycia tak wielkiój sfery, po-
siadał niezmierną twórczośd, oryginalnośd ducha, ory-
ginalny pogląd na rzeczy, który właściwie poetę sta-
nowi. Oryginalnośd i poetycznośd zawisła od sposobu
zapatrywania się na pewne przedmioty, bo na ten
sam przedmiot może kilkadziesiąt ludzi patrzćd, a
każdy opisad go inaczój.
Krasicki tedy posiadał w wysokim stopniu lakil
dar poetycznego zapatrywania się na swój wiek i na
swoje czasy. Jego „Satyr" nie nazwałbym może sa-
tyrami, bo w nich nie ma tyle cierpkości, ani tyle
pragnienia poprawy obyczajów, ile wiernego malowi-
dła czasu i obyczajów, oraz humorystycznego dowcipu,
tak bardzo rzadkiego dzisiaj w narodzie naszym. Kra-
sicki zapewne (bo była to epoka przejścia) karcił z je-
dnaj strony obyczaje, ale z drugićj strony stawiał
ide^^y. Jeżeli wydrwił to co śmieszne, gnuśue i ną-
S25
gaiiy godnćm było, zostawił 2nowa typy godne m^
ćladowania. Jego ;,D o ś w i a d c z y n s k i^ malaje wszy-
stkie przywary ówczesne; jego „Pan podstoli*
jest wzorem obywatela i ziemianina sweg^ ezaso.
W „baj k ach'', w których rozumii^ byd naśladowca
Lafontena, przeszedł go bardzo wysoko; bo gdzież
tyle dowcipu, bo gdzież tyle skrytój ironji, a czasem
nawet głębokićj czałości, najak§ natrafiamy w „Baj-
kach'' Krasickiego? Krasicki stoi tedy na pogranicza
XVIII i XIX wieku. Jedn§ strona swojego geniusza
i swojój twórczości należy on do XVIII wieku; ale
przysposobieniem ogromnej sfery poetycznej, tak da-
lece, że poezya stała się odt§d niejako potrzeb- na-
rodu, nakoniec, upowszechnieniem pewnych wyobra*
żeń w rozmaitych warstwach społeczeństwa, jest oń
nietylko tegowiecznym , ale nawet tegocasesnym , i
można powiedzieó , że za Krasickiego czasów nie by-
ło cziowieka, któryby umiejąc czytad, Krasickiego
nie czytał.
W (każdóm towarzystwie ówczesnóm, jeżeli s\ę
młody człowiek chdał zalecid , jeżeli chciał wstęp uzy-
skąd, zajad całe towarzystwo, nie było wickszój za-
i^ugi, i nie było nic bardzićj poż§danego, jak aby
jaka satyrę, jakiś wiersz lub ustęp z poematów Kra-
sickiego wygłosił.
W ten sposób komunikowały się poezye Krasi-
ckiego nawet tym ludziom , którzy się pospolicie
czytaniem nie trudnią, a prócz kalendarzy i ksią-
żek do nabożeństwa nic więcej czytad nie zwykli.
Tak widzimy, że Krasicki przygotował istotnie tę
sferę poetyczn§, do którćj ci^y naród poci|gn§ł> tak
826
^eee^ ie poesys itała się odtęd, jak powiedziałem,
potnseb) dnchowego życia narodu. Nie małato i nie
łatwa zasłnga: taką sferę umysłowa zdobywają tylko
pierwszorzędni pisarze: do takich w literatarze na-
szej należy Ignacy Krasicki: od niego więc zaczyna-
my, jako od dachowego rodzica ery dzisiejszej.
Jak Krasicki potęgę geniuszu swojego i tćm dzia*
laniem, źe się tak wyrażę, na zewna1a*z rozszerzył
sferę duchową w narodzie, tak znowu maluje Kar-
piński w prostocie swojej, śpiewności swojej, już te
uczucia , które w owym wieku są zapowiedzią litera-
tury XIX stulecia. Jeżeli w Krasickim widzimy zu-
pełnie wyobrażone dążności spółczesne, tę nawet pe*
wną łekkoś<$ umysłu lub obojętnośd dla rzeczy, na
które się dziś obojętnie nie patrzymy, to w Karpiń-
skim widaó )uż ten poważny umysł, widad już. nie-
jako tego szermierza, który się czuje powołanym do
walki i który ci^e zadanie życia bierze naseryo; dla
tego widzimy w nim już te dążności, które się po-
tem w bardzo wielu pisarzach XIX wieku powtarza-
ją, to jest podniesienie się do prostoty i ucaud siei*
skich z jednej strony, a z drugiej strony odniesienie
się do uczuda religijnego. Już on, stojąc w walce
z życiem w społeczeństwie ówczesnem , uczuł tę całą
grozę życia, którą zapowiadało panowanie Stanisława
Augusta na przyszłośd, i czuł potrzebę dodatnych ży-
wiołów; dla tego w prostocie swojej spuszcza się do
pojęcia pospolitego ludu, a w uczuciach swoich reli-
gijnych wstępuje nawet do furty wiejskiego kościółka.
Karpiński, jak wiadomo, jest tłumaoaem Psalmów, a
i sam napisfJ: pieśni, które dziś cały ład śpiewa.
327
Etói nie zna pieśni jego „Eaedy ranne wstaj§ zo-
rze^. Karpiński był tak popularnym za swoich cza-
sów jak Krasicki. Przyłożył si§ tedy niesłychanie, ró-
wnie jak Krasicki, do rozszerzania koła czytelników,
i do ustalenia tćj sfery poetycznćj, o którćj mówiliś-
my wyźćj. Jest wszakże wielka różnica między ni-
mi: geniusz Krasickiego jest wyższy, ale obrana dro-
ga przez Karpińskiego jest już drog§ now§ , bo jest
tą drogę, któr§ poszli poeci w XIX wieku, to jest
że starali sig w sobie i w narodzie wykorzenić nie-
wiarę XVin wieku; że w oparciu si§ o religijne uczu-
cia szukali dla siebie otuchy i tćj siły, któraby im
wystarczyła w walce z życiem; że nakoniec w pro-
stocie swojćj stali 8i§ zrozumiali dla bardzo wielkićj
rzeszy, tak że ich pteśni, jak Karpińskiego, prze-
szły w^ śpiew i w usta ludu.
Na tych tedy poetach zaszłego wieku skończymy.
Wiadomo, żwł Krasicki pisak {miwie 9A do śmierci;
Karpiński po napisaniu „Żalów Sarmaty^, skruszył
pióro, a chód żył ze dwadzieścia lat dłużój , nic już
nowego nie wydsd» Nie pochwalam tego poecie , bo
rozumiem^ że ozćm gorsee położenie jest narodu, tćm
bardaićj w służbie wytrwaó potrzeba. Zdaję tylko
sprawf z tego, bo mam to przekonanie, że kiedy
Karpiński prawie ną|rzych czasów dożył, gdyby był
ią d]X>g§r poszedł, na jak§ już za panowania Stani-
sława Augusta wstąpił, nie byłoby w literaturze i
w poeayi naszój tćj ogromnój luki, jaka się^ znajduje
pomiędzy Karpińskim, a pomiędzy Brodzińskim,
XVII.
Rozbiór kraju zzmyka nie tylko wiek Stanisława Augusta ale i pi-
sarski zawód najcelniejszych jego przedstawiaczy. — Literatura abozo<
wa i jój charakterystyka. — Godebski i Górecki. — Zapowiedzi Dowćj
epoki. — Woronicz i jego Sybilla. — Niemcewicz i jego Śpiewy histo-
ryczne. — Wzictośd Osińskiego. — Brodziński i Fredro. — Początki
nowego ruchu literackiego w Europie. — Wpływ uniwersytetów. —
Eozszerzenie jego na Litwie i Rusi. — Wilno i Tomasz Zan. —
Krzemieniec: Sienkiewicz, Korzeniowski, Zaborowski i Padura.
Mówiłem ostatnim razem o tych wielkich zadat-
kach, jakie Krasicki i Karpiński dali całćj poezyi
XrX wieku. Odnoszą się one głównie do tego, że
Krasicki rozszerzył sferę poezyi, a Karpiński nadał
jśj prostotę i śpiśwnosd, w którśj się juź odzywaj§
głosy ojczystćj ziemi; byłato niejako zapowiednia te-
go nastroju duszy, który się dopićro w kilkadziesiąt
lat później wylał w poezyi naszćj. Jeszcze jest jeden
człowiek, z czasów Stanisława Augusta, którego wpływ
na ukształcenie poezyi był bardzo znakomity. Tym
poet§ był Trembecki. Juź raz miałem sposobnośd o
nim napomknad; wszakże i utaj wyomnę nie tyle je-
szcze jako o poecie, ile raczśj jako o artyście i pra-
cowniku wielkim , doskonałym na polu języka, który
tćm samśm przyłożył się siłę swego wićrsza, orygi-
nalna jego budowę, dobornościa rymów i podniosło-
ścię stylu języka przyłożył się, mówię, do wyro-
bienia mowy poetycznej u nas, pod względem artystycz-
329
nym tak, ie i późniejsi poeci poczytcijf sobie za
obawiązęk odpowiedzićd tym warunkom^ jakie do po-
eayi naszćj wprowadził Trembecki. W powszechności
cał§ poezy9 XIX wieku wypada uwaźad za jedn§ ca^
łośd, za owoc poetycznego dacha narodu. Ujrzymy,
źe pojedynczy pisarze dopełniają jeden drugiego , źe
każdy coś wnosi do tćj skarbnicy, albo pod względem
oryginalności, albo pod względem pewnój poetycznej
erudycyi, albo pod względem samego języka. Tak
tedy Krasicki rozszerzył sferę poezyi; Trembecki wpro-
wadził do nićj jędrnośd i podniosłośd wysłowienia;
Karpiński prostotę i śpićwuoid. Z takim zadatkiem
przechodzimy do XIX wieku i możnaby powiedzićd,
ie wszyscy inni poeci XVin wieku, prócz tych trzech,
nie mieli tego stanowczego duchowego wpływu na
naj»tępne epoki, i wpływ ten jest ich wyłęczn^ zasłu-
gą. Po wielkićj katastrofie, która zamyka dzieje ze-
szłego wieku, upada zrazu i cała literatura XVIII
wieku, czyli raczćj ci wszyscy co pisali [N*zestaj§ pi-
sad: przestaje pisad Krasicki, przestaje Karpiński;
Kniaźnin dostaje pomieszania zmysłów^ Naruszewii^
wpada w czarn§ melancholj§; jednśm słowem wszy-
scy schodzą samotnie i tragicznie ze sceny świata, a
przynajmniej juź jako poeci i pisarze nie występują
na nią więcśj; natomiast występuje szereg zupełnie
innych świć2ych ludzi. Z zapasów, w których naród
na nowo próbuje sił swoich, wydobywa cały zastęp
poetów-źołnierzy. Jakoż prawie wszyscy ,poeci nasi
XIX wieku, w początkach swojego zawodu są zara-
zem żołniórzami ; uczucia tedy, które głoszą przed
oarodem, popićrają oni orężem na pobojowisku. Ztąd
42
Ś3Ó
Ui nabićra ich poezya tak wielkiego znaczenia, hó
naprzód walczyli za sprawę, która wszystkich zajmo-
wała, a powtóre, słowa tego, co własną krwią prze-
konanie pieczętuje, znajdują wiarę, poczczenie i roz-
głos w narodzie. Ogólną charakterystyką tćj poezyi
jest , ie jest rycerską, czysto wojenną, poetyczną- Ca-
ły szereg tych utworów poetycznych zaczyna się wła-
ściwie jak ju2 raz wspomniałem rycerskim marszem,
który Wybickiemu przypisują, źe go w legionach
napisdt. Wybicki nie pisał nigdy wićrszy; ale dziwną
rzeczą jest u nas, źe każdy prawie człowiek, u nas
wyjszćm obdarzony czuciem, musi dług spłació poe*
zjri. Jedni piszą poezye w młodości swojćj , inni czę-
stokrod nawet w późnśj starości; a nie ma prawie
pisarza, na jakićmkolwiek polu, któryby sił swoich nie
był naprzód próbował w wierszach. Ztąd też i o tych
poefach-żołnićrzach powićmy, źe oni nie wiele pisali;
nie o wszystkich wió nawet naród; w pojedynczych
pismach albo zapiskach i pamiętnikach przyjaciół po-
zostały tylko ich wićrsze, bo byłato epoka dwudziesto-
letnich wojen; każda wiosna przynosiła nową wypra-
wę , a w każdym miesiącu liczono chód jedną walną
bitwę. Ci tedy pisarze nie mogli się z całą swoboda
ducha i z całą pracą, będąc powołani do innego sta-
nu, oddawad poezyi. Pomimo to wdzięczny naród
przyjmował to, co oni mu dali, chód co do liczby
nie wielkie , są przecież arcy szacowne i zapełniają
przestrzeń lat dwudziestu; a czego im nie dostawało
w wewnętrznej wartości , to na powszechnym zyski-
wali rozgłosie. Główną zaletą ich jest to, źe były
wszystkim zrozumiałe, źe były dla wszystkich, i źe
331
odpowiadały supełnie potnebie czasu*
Żartownii pewieo chcifd: u nas sobarakteryzowatf
tę obozow§ literatar§ ezteroma rymami: „Posta*
wiwszy je nawet bez wiómy, — mówił — bfdziem^
cpidi cal§ poezy§ Księstwa Warszawskiego. Jakoś
rzeezy wiście postawił te cztery rymy: blizna, — oj-
czyzna, m§ztwo, — zwycicztwo^. Wszakże nie były
to cztery rymy, byłyto wielkie cztery hasła, ' w imie-
niu' których naród na pobojowisku całćj Europy
walezył ; a jeżeli poeci te cztery hasła , chociaż nie
w bardzo poetycznych utworach podnosili w obec
narodu, to pewno odpowiedzieli jego serdecznej po-
trzebie. Jak mówię, poeci owi pisali nie wiele, i
wszystkich nawet nie znamy tych, którzy pisali. Któż
nie słyszał kiedy o Jasińskim, naczelniku litewskiego
powstania, który na wałach Pragi zgin§ł. I on był
poetę. Obok niego padł młodzian, który w ó wczas
wiccćj ran odebrał, niż lat liczył, bo ran 18, a liczył
zaledwie lat 16. Był to późniejszy jen^ał Kropiński
autor „Ludgardy" i piećni bardzo wziętych w swo-
im czasie. Do takich pisarzy należał jenerał Siera-
wski, należy półkownik Molski, należy z chwał§
na polu bitwy poległy pułkownik Cypryan Godebski.
Do takich należeli: pułkownicy Tański, Górski, je-
nerał Morawski , obaj Brodzińscy, obaj Fredrowie,
nakoniec pułkownik Górecki.
Jak wszędzie, tak i tu nie może byd moim za-
miarem , rozbiór tych poezyi ; oznaczam tylko w po-
wszechności charakter ich tóm, że sf) bezpośrednim
wyrazem swojego czasu, i zapełniaj§ tę przestrzeń,
która pomiędzy Karpińskim a Brodzińskim ł>yłaby
832
bez nich została niezapełniona w literaturze. Sf wSBfik-
ie dwie wielkie postaci, wyźój wychodzące nad wazy-
atkłch z izerega tych pisarzy. To jest Woronicz i
8ybilla jego, a następnie Niemoewiez i Śpiewy
historyczne. Ja2 za czasów Księstwa Warszaw*
skiego była Sybilla skończona, ale Woronicz oci%*
gał się i nie chciał jćj dad do druku. Jakoż została
ona wydana bez wiedzy i woli jego, o czćm z pier-
wszego wydania przekonać^ się można, gdzie w przed-
mowie pisze wydawca do autora : „I odpuśd nam na*
flflse winy**. Był to piórwszy wielki historyczny poe-
mat, napisany w XIX wieku; przyjął go tćź tak na-
ród , jak nic nigdy przed Sybilla nie było przyjęte.
W Woroniczu widział każdy Jeremiasza, siedzą-
cego na gruzach Jerozolimy, opłakującego nieszczęś-
cia ojczyzny swojój. Rzeczywiście jest wielkie podnie.
sienie religijnego ducha w tym pisarzu. Jest ogromna
wiara historyczna, jest dykcya arcy - wspaniała i pod-
niosła, a nakoniec miłośd ojczyzny, która zapewne
choó jest cechą wszystkich naszych poezyi , w Woro-
niczu staje się wszakże wybitniejszą, już z powodu
rozmiarów samego poematu. Spiówy historyczne
Niemcewicza nie powstały także do razu. Już ostat-
nich lat przeszłego wieku było kilka dum napisanych
3 początku wychodziły pojedynczo, jak je natchnienie
poecie przyniosło. Wszakże, gdy tych dum z laty przy-
bywało coraz więcćj , gdy znalazły niezmierne wzięcie
w tym kole, w kór ym Niemcewicz żył; uzupełnił i za-
okrąglił ten zbiór autor, i powstał historyczny śpie-
wnik, niejako obraz całych naszych dziejów, czyli ra-
czćj poetycznych chwil nasze) przeszłości. Rrzeezywiście
S33
urobił to Niemeewicz głównie oelem apowssseichiiiania
wiadomości bistorycanyoh w narowie, jako tói dla
dbudzenia uczad patrjotycznyoh w pewnybb sfeiw^
do których one dotąd nie sięgały. Osiągnęły oba to
cele Spićwy historyczne Niemcewicza. Wyszły
illuBtrowane rycinami i natami; i osoby nałeiące do
najznakomitszych rodzin, mianowicie kobióty, nbiegą*
ły się o zaszczyt przyłożenia ręki do tych illustracyi*
Nie dzieło dawało tu wpływ autorowi — ale autor
dawał wzięcie dziełu, bo był czczony w narodzie, jako
patryota. Rzeczywiście t&i nie pamiętam, aby kiedy-
kolwiek książką u nas zrobiła takie wrażenie i aby
w tak licznych wydaniach powtórzoną była. Każdy
dom poczytywał sobie za niesławę, gdyby jój nie
był posiadał ; w każdym salonie , w każdym domu,
przy każdym fortepianie można było usłyszyó te da-
my Apićwane; jednóm słowem, byłato poezya na
swoje czasy zupełnie odpowiednia. Niemcewicz od«
gadł tu, jak i nićraz w swojćm życiu, potrzebę naro-
dowego przedmiotu, i odpowiedzi^: j^ zapełiiie.
Zresztą , trzeba tu dodad, że wszystko ^ cokolwiek
Niemcewicz napisał, wszystko było serdecznie od na-
rodu przyjęte. Nie pochodziło to może w skutek jego
wysokich zasług poetycznych, ale pochodziło to w sku-
tek wielkich jego zasług w narodzie; a nad wszystko
tych przekonań, że w jego sumieniu i w jego uczu-
ciu znajduje naród niejako najgodniejszego reprezen-
tanta i świadka. Jakoż od sejmu konstytucyjnego wi-
dzimy go już posłem i autorem, wprowadzającym no-
we dramata na scenę: widzimy go dalój w wojsku
obok Kościuszki; z nim razem w więzieniu i na
834
wygnaniu. Widzimy go odt^d podzielającego czynnie
wszystkie nadzieje i bole narodu.. I od owćj chwili
pićrwssego jego wystąpienia w śycin, aź do i^ów
ostatnich jego , które na tułactwie wyrzekł pod tytn*
łem: ^Ostatnie słowa do ziomków moich^,
widzimy jednolite całe pasmo żyda człowieka, odda*
nego, przez przeciąg lat siedmdziesicciu przeszło, je'
dnemu tylku uczuciu, jednćj tylko myśli; ztad tći
nic dziwnego, ie miał takie wzięcie, ie posiadał ta"-
k§ miłośd w narodzie, źe każde jego dzieło robiło
tak ogromne wrażenie w swoim czasie, że dziś je-
szcze z przyjemnością słuchamy tój dumy: „Za
szumnym Dniestrem^, albo tćj ostatnićj dumy
„Z pomiędzy bojów i gradów* ognistych".
Jak Woronicz dał niejako w swćj „Sybilli"
próbę historycznej, czyli epickiój poezyi, tak znowu
w Spićwach historycznych Niemcewicza znajdujemy już
niejako nowe ponawiające się poetyczne lormy, tak
właściwie po naszemu dumami narwane. Spotykamy
się tu wprawdzie jeszcze często z dawnemi miarami
jak n. p. z wićrszem saficznym; ale cały zbiór tycłi
pieśni dowodzi już zapatrzenia się na nowożytną lite-
raturę europejską, mianowicie angielską.
Sąto proste opowiadania historyczne, ale w for-
my balad i romansów ujęte, które w innych literatu-
rach miały już podówczas największe wzięcie. I kiedy
nie raz to powtarzane słyszę, że romantyczna litera-
tura zaczyna się dopićro z Mickiewiczem, to jabym
powiedział, że bardzo znacznie wprzód leżą już w U-
teraturze naszćj zadatki tego, a właśnie w owych >
śpiówach Niemcewicza, które zaraz się pokazały po
335
kongresie wiedeńskim.
Przychodzi nam się jeszcze wr^d dla dkrći^ieiiia
stanowiska kilku lodzi , którzy wa2n§ odgry wa}^ rolę
w sferze poetycznćj, w przeciąga pićrwszego i dru-
giego dziesiątka lat tego wieka; a więc powróf&ny
do Osińskiego. Mówiłem jni parę razy o nim, że to
był człowiek największej wziętoócii w swoim czasie;
miał porywająca wymowę, mógł i nmial mówió o
byle czćm : tóm nie chcę mu bynajmnićj nchybid, ale
powióm n. p. źe nieraz wziął bajkę Krasickiego w czte«
recfa wićrszach napisaną, i umiał ją znakomicie ko-
mentować przez całą godzinę, w sposób istotnie zaj-
mujący i prawdziwie estetyczny. Na polu poezyi mu
tedy Osiński także wielkie zasługi, i późniejsza jego
wziętośó znajduje juź swój grunt wczasach pruskich,
wtenc^ias, kiedy pisał dla teatru, tak n. p. wiem to
z ust ludzi, którzy wówczas żyli, ie kiedy Bogusła-
wski grał Horacyusza , i użalał się nad śmiercią sy-
nów, kiedy rzeczywiście łzy ronił nie artysfy, ale oby-
watela, to nie westchnieniem, ale jękiem i głośnóm
łkaniem odpowiadał cały teatr na i!^wa Osińskiego,
i na grę Bogusławskiego.
Jedną z najpiękniejszych chwil Osińskiego jest
posiedzenie towarzystwa przyjaciół nauk, w czasie po-
wrotu wojsk do Warszawy, po kampanji ISOdgo.
Poezya ówczesna odsuwdta się już u nas powoli od
satyry; a wznosiła do wysokości ody.
Jakoż mamy w tym rodzaju, który w owym cza-
sie za najszczytniejszy miano, t. j. w rodzaju ody
kilku bardzo znakomitych pisarzy.
Do takich tedy należy Osińskie a mianowicie
336
w swojćj odzie „Na powrót wojska^. Towarzy-
stwo przyjaciół nauk urządziło z tćj okoliczności po-
pędzenie pabliczne. W reminisoencyach mowy Pery-
klesa miał Stanisław Potocki mowę, na cze6ć pole-
głych Polaków, we wszystkich tych bitwach , z któ-
rych wojska wracały — i rzeczywiście przyznaó trzeba,
ie. wymowa jego rzadko kiedy jest tak sztuczna, a
zarazem tak porywająca, jak w tćj mowie, która
z resztą jest źywćm naśladowaniem mowy Peryklesa.
Następnie miał Szaniawski mowę, na cześó boha-
terskiego zgonu Cypryana Godebskiego. Cypryan Go
dębski bowiem jest jedna z najpiękniejszych naszych
postaci, pomiędzy tymi rycerzami poetami. Jego
i^Wi^rsz do legjów polskich^ ipowieśd „Gre-
nadjer filozof" rozeszły się po całym kraju. Nie
wiele tylko lat swojego życia mógł on oddaó poezyi,
bo jak mówię, ledwie cztery lata życia można poli-
czyd , w których mógł się jćj oddaó, resztę zajmowi^
mu wojskowa służba, którćj się wyłącznie polwiędt.
Na jego tedy pochwałę i bohaterski zgon pod Ra-
szynem miał wówczas mowę Szaniawski; a odę, któ-
ra tak wielkie wzięcie i populamośd już na zaws2śe
zjednała Osińskiemu, odczytał sam autor; całe zaś
posiedzenie zostało bardzo oryginalnie zakończone try-
umfalnym marszem Elsnera, ukochanego kompozyto-
ra owych czasów; i członkowie posiedzenia, wycho-
dząc z sali, zlali się z całą ludnością Wara^ąwyi na
placu Zygmuntowskim ; a rozgłośne oklaski i okrzyki
plreiecńągały się aż wzdłuż ci^ego krakowskiego przed-
mieścia.
Kto ma takie dbwile , jak w ówczas miał Osiński,
M
337
musiał zapewne zsiAniyć na nie. Nieraz słyszałem o
nim mówi§cych z lekceważeniem , a mam to przeko-
nanie, źe jak z jednćj strony każda zasłaga zaprze-
czenie u nas znajduje, tak znowu komu juź raz na-
ród oddał cześd i ukochał go, tego pewno nie uko-
chał bez zasługi.
Z kolei przychodzę do obu Brodzińskich i do obu
Fredrów, tudzież do Góreckiego, który razem z nimi
był także towarzyszem broni. Górecki, rodem z Li-
twy, odbył wszystkie kampanje napoleońskie, wrócił
do szeregów w powstaniu 1831go, umarł na wygna-
niu we Francyi, i pisał, jak to nam wiadomo, aż
do śmierci. Mianowicie zaś jego „bajki^ i „ulotne
wiersze do przyjaciół '^f należ§ do najlepszych, jakie
mamy w literaturze.
Wyźćj wszakże nad wszystkich nowszych pisarzy,
poetów żołnierzy, podnieśli się Kazimierz Brodziński i
Aleksander Fredro. O Fredrze, jaki on wpływ miał
na scenę polska, mówiłem już poprzednio; tu nad-
mieniam o Aleksandrze Fredrze wprost jako o poe-
cie, który w swoim czasie pozyskał niezmierna wzię-
tośd. Kazimierz Brodziński oddany wyłącznie nau-
kom , studyom literatury powszechnej , estetyce , wy-
kładając ten przedmiot z katedry w Warszawie, to-
rował zwolna i z cicha drogę, i on właściwie przy-
gotował grono uczniów, którzy potćm jako pisarze
występują; ale Aleksander Fredro, w swoich ulotnych
poezyach, podał może jeden z pierwszych, że się tak
wyrażę, ton polskićj poezyi, to jest ów sposób za-
patrywania się na życie powszednie poetycznie i upa-
trywanie poetycznej strony nie w tóm, co się przed
45
338
lały działo, ale w tćm, co się koło nas w tych la-
tach dzieje. Mam to przekonanie, źe gdyby poezye Ale-
ksandra Fredry nlotne, kt($re nie były drukowane i
które nie wićm czy kto posiada zebrane, gdyby by-
ły ogłoszone w swoim czasie, byłaby nasza literatara
dzisiejsza o dziesiątek lat wprzódy się rozwinęła, bo
byli Indzie, którzy jedynie z tych zadatków, wziętych
od Fredry, wyszli na czysto - oryginalna i narodowa
drogę.
Brodziński próbował najprzód sił swoich w tłu-
maczenin. Prześliczne sa jego tłumaczenia Ossyana^
niemieckich pisarzy Szylera, Getego i innych. Pisy-
wał oryginalne pieśni i ulotne wiersze. Już tu znad
tę prostotę i śpićwnośó, i usiłowanie przelania uczuć
prostych i sielskich na wielka massę ludu i to w for-
mie now^: Wszakże geniusz jego poetyczny najświe*
tnićj się okazał w „Wiesławie**.
Wiesław jest tóm , czćm jest piórwpy kwiat
na wiosnę. Pierwsze kwiaty na wiosnę ; k^re widzi-
my, nie 8§ świetne , ale jednym z pierwszych jest fio-
łek. Kto pierwszy fiołek w nowój literaturze naszój
uszczknął, ten pierwszy powitał duchowa wiosnę na-
rodu. Nie wiedziód, co więcej podziwiad przychodzi,
czy artystyczne użycie środków tak niewielkich; czy
tę prostotę, któr§ naśladowad nie podobna; czy ten
ton tak właściwy, w którym przed nim nikt nie mó-
wił, nikt nie śpićwał, a na który do razu już tak
czysto trafił; czy nakoniec więcój podziwiad przycho-
dzi poetyczną dykcyę, oryginalnośd utworu, zamyka-
jącego, jednćm słowem, wielkie rzeczy w niewielkich
ramach. Jestto najpiękniejsza sielanka, najpiękniejsza
epopeja sielska. To tćż, po wyjściu, zrobił ^ W i e s ł a w ^
takie wrażenie (a te czasy pamiętamy juź i trudniliś*
my się, czyli raczój bawiliśmy się poezy^), źe nigdy
książka większego wrażenia nie zrobiła. Cała mło-*
dzież prawie umiała Wiesława na pami§d, i jak
dziś on w każdym domu jest znany i ukochany, tak
był zaraz w pićrwszćj chwili pozjoany i ujgty z całćm
uczuciem , bo wszyscy widzieli w nim zapowiedziana
wielka zorzę poetycznćj przyszłości , która misda zejśd
nad narodem.
Aż dot§d, od piórwszych poezyj poetów żoł-
nierzy, aż do Brodzińskiego i Fredry, płynie poę-
zya zebranym niejako jednym korytem ; odtfd poczy-
na się to koryto rozdzielad na ramiona, i równocześ-
nie zapala się duch poetyczny w naiodzie na różnycji
punktach, tak iż nie wiedzićd, komu pierwszeństwo,
przy znad, a właściwie nikomu nie można przyznad
tego pierwszeństwa, bo byłato epoka przygotowa-
na od początku tego wieku, jakeśmy to widzieli, pr^^z
oświatę rozszerzona na Litwie, na Rusi, a po części
nawet i w Księstwie Warszawskićm , a następnym
Królestwie Polskióm. Na różnych tedy punktach, pra-
wię równocześnie widzimy zbićraj§ce się małe kółk^a
pisarzy i poetów^ którzy nawet nie wiedząc nic p so-
bie, me znając się z sob^ na jedn§ drogę wchodzą;
jednćm słowem, potrzeba tój now^ poezyi, X5zyli ra?
czćj ta moc przekonania, że naród musi coś ;iowego
stworzyd, była jednostajnie rozlana w całym narodzie,
i hyhk tak ogroomą, iż nawet, bez pcrpzumienia się
wziajemmego, ws2^ędzie widzimy te same zjawiska
wszędsaei ? powodu podol^nego założenia, i drogi obra-
340
nćj, widzimy także wszędzie te same skutki. Tak za-
wi§zuje si§ kółko pisarzy w Warszawie, tak się za-
wi§zaje na Rusi w Krzemieńcu, tak się zawiązuje na
Litwie, na Ukrainie i we Lwowie, Popęd wszakże do
tego dała zapewne oświata, szeroko rozwinięta w ca-
łym narodzie, a w prowincyacłi ruskich i litewskich
na takie rozmiary upowszechniona, źe nigdy ani wprzód,
ani potom tyle świalła nie było. Ale wpłynęły także
i zewnętrzne przyczyny, to jest: ruch powszechny li^
teratury europejskiej, która w ówczas, otrz§8n§w8zy
się ze starćj szaty klassycznćj, przybierała, w kilku
genialnych pisarzach i poetach, nowe kierunki.
To była jedna przyczyna. Drug§ przyczyna był
ruch umysłowy uniwersytetów. Wiadomo jest, źe
w Niemczech starano się zapał obudzić w cs^ój mło*
dzieży, ażeby j§ zachęció do boju w czasach ostat^
nich walk z Napoleonem.
Po piórwszy raz tedy w dziejach świata, że tak
powiem, staje się czynnikiem politycznym młodzież,
i powróciwszy z wojen francuzkich, wynosi tego du-
cha na uniwersytety cał^j prawie Europy. Jest tedy
pewna odt§d niepodległość, niezawisłość, pewny chód,
źe tak powiem samodzielny, pewne wytknięcie sobie
drogi własnej w młodzieży, czego w innych wiekach
nigdy nie było; a có spowodowane przez £rancuzk§
wojnę z Napoleonem, utrzymywane po zakończenia
tych wojen , rozszerzone zostało przez uniwersytety
naprzód niemieckie, a potćm i inne.
Ten duch tedy samodzielności był przysposobiony
na Litwie, w Królestwie Polskićm i na Rusi wielka
oświat§ i skupieniem tak ogromnym młodzieży na
341
kilka punktach, w których przebywała przez rok ca*
ły prawie, dla pobierania nauk, a następnie dla skła-
dania exaniinów, i osi^gnienia stopni naukowych.
Najbardziej dojrzało to w Wilnie: tam tedy, na
czele młodzieży stał Tomasz Zan, człowiek rzadkich
cnót i przymiotów, czystych obyczajów, jasnego i
wielkiego rozumu, wymowy serdecznej i światła, któ-
re w około siebie rozszerz^, i którego z miłością
każdemu udzieli. Miało Wilno bardzo znakomitych
nauczycieli i wiemy naprzykład z wićrsza Mickiewi-
cza do Lelewela , z jaka serdecznością Lelewel był
przyjęty, kiedy powtórnie przybył do Wilna. W tym
wićrszu zostanie zapewne pomnik miłości dla jedne-
go professora; ale było ich bardzo wielu, ukochanych
od młodzieży.
Tomasz Zan jako starszy wśród młodzieży, stoi t^ś
jako pośrednik między korpusem nauczycieli, a t§
młodzieżą. Gdzie i trzy i więcśj tysięcy synów mo-
iniejszych rodzin gromadziło się , gdzie tćm samćm
były znaczne dostatki i środki w jednym punkcie
skupione, tam tóź nie trudno było o wybryki i roz-
pustę , i zmitrężenie sił duchowych i fizycznych. Wie-
dział to Tomasz Zan i chciał nadad kierunek moralny
i patryotyczny młodzieży; uczynił to w ten sposób,
że j§ zachęcił do pracy. Bardzo wiele o tćm mówiono
i potom nawet z tego związku wyprowadzano nie wie*
dzied jakie zbrodnie : choó winy nie było , nastąpiły
prześladowania i srogie kary.
Rzeczywiście nie było to nie innego, jak tylko to,
za coby każdy rząd właściwie przewodnikowi mło-
dzieży wdzięcznym byd powinien, że miasto, coby
342
młodzież na oślep bićdz miała ^ znalazł ńę ktoś| co
j§ na poczciwe drogi naprowadza. Zan nie o wiele
starszym był od swoich towarzyszy , ale , jak m($wic,
bardzo ich dachem przewaźid i w krótkim niezmiernie
czasie uzyskał tak§ wzictośd, że każde jego d:owo,
każda jego rada, każda j^o wskazówka była mile
podjęta. Słyszałem to sam z ust Mickiewicza :, Nie ¥ri-
dziidem nigdy ludzi , żeby się tak kochali , jak myśmy
się kochali w naszym czasie.^ Pytałem się zk§d to
pochodziło ?
„Ha! bo na wyścigi kochaliśmy Zana^ odpowie*
dział.
W tćm tedy kole młodzieży wybranćm , zawi§zar
ły się prace literackie i to prace w każdym zawodzie.
Jedni pracowaU nad naukami przyrodzonemi , inni
nad filozofj§, inni nad historyk, a inni w końcu, któ-
rzy mieli zdolnośd ku temu, pisywali piosnki, wiór-
szyki , powiastki i śliczne obrazki obyczajowe , jak to
bywa między młodymi , że nieraz wstępuje na drogę
która właściwie staje się póżnićj drog§ ich powoła-
nia , tylko że zawsze musz% wszystkich dróg wprzódy
próbowad. Z tego koła tedy wychodzi całe grono pi-
sarzy. Oto jedno takie kółko: drugie było w Krze-
mieńcu. Tam był Karol Sienkiewicz, tam był Ko-
rzeniowski, tam kształcił się Tymon Zaborowski,
tam był w końcu Padura i bardzo wielu jeszcze in-
nych , którzy późnić) zasłynęli w literaturze. Pojedyn-
czo o nich coś powiedzióó muszę, a mianowide o
Korzeniowskim i Sienkiewiczu, bo obaj byli bardzo
wielkiego wpływu, tak na współczesny, jak na póż-
nićjazy kierunek literatury.
343
Sienkiewicz miał gruntowne historyczne studya, ale
w młodości swojćj oddawał się także i poezyi. Nie
znam w literaturze naszćj piękniejszego tłumaczenia,
i tłumaczenia bardzićj wyrobionego, jak jest „Pani
Jeziora" Waltera Skota. Jestto prawdziwa erudycya
poetyczna, i w tóm wyrobieniu wiersza zaledwo uwie-
rzyd można, czytając go, że te myśli, że te obrazy
nie były oryginalnie użyte i oddane w tym języku,
w którym je czytamy; nie widad tam żadnego przy-
musu, a tak wielkie pojęcie całego poetycznego du-
cha autora, tak nakoniec artystyczne wykończenie,
że jeżeli Pani§ Jeziora weźmiemy i porównamy
z jakakolwiek równoczesną, poezy§ oryginalną , to
trzeba przyznad daleko wyższy artyzm poetyczny
w Humaczeniu Sienkiewicza.
Wiele jest także artyzmu w Korzeniowskim. Nie
wiele on drukował z tego co w ówczas pissJ, ale nie
mniej przeto wpływał na całe grono młodzieży*
Z pośród jego uczniów znajdziemy później kilku pi-
sarzy i poetów , bardzo dobrze znanych w narodzie.
On sam zaś w ówczas, mając katedrę, przykładcJ: się
niezmiernie do rozwinięcia wyobrażeń o literaturze,
ale już w duchu nowym. Już on dał poznad Szeks-
pira, Kalderona, Szylera, Getego; już on mówił
w Krzemieńcu o Bajronie i o tćm, co zwano w ów-
czas literatura romantyczną w Europie.
Trzecim pomiędzy nimi był Tymon Zaborowski,
wieszcz Mi o doboru. Prześliczne i czystym du-
chem prawdy natchnione dumy jego podolskie zostaną
zawsze wielkim pomnikiem w poezyi. Szkoda, że to
wydanie dum nie zostało odnowione , bo dziś prawie
844
mało już koma s§ znane. S§to juź głosy ziemi,
głosy Podola, które si§ tam żywo odbijają; a wstą-
pił on już także był na pole historycznej poe-
zyi. Tymon Zaborowski zapełnia niejako t§ lukę,
którą, między dawniejszymi pisarzami, a nowszymi
widzimy. Kiedy nowsi już występuje, jako naśladow-
cy europejskiój literatury romantycznej , to jeszcze
Zaborowski zdaje się stad na pograniczu : nie jest mu
ta literatura obc§, nie jest on klassykiem, ani co do
uczuć swoich , ani co do budowy wićrsza ; a jedna-
kowoż nie jest jeszcze człowiekiem nowśj szkoły po-
etycznej. Jak mówię, czytad go trzeba, żeby ocenid,
że stoi na t^m pograniczu przejścia jednej szkoły,
albo raczej poezyi, jednego ducha do drugiego.
Czwartym w końcu jest Padura. Padura uchodził
u nas długo za myt i fikcyę , aż rzeczywiście wyszedł
zbiór jego poezyi , i bliższe wiadomości o nim , o jego
młodości i o jego życiu upowszechniły się w Polsce.
Padura należy do najrzadszych poetycznych zjawisk,
powiedziałbym, na kuli ziemskiój, bo jest on pisa-
rzem innego ducha, a pisarzem innego języka. On,
w skutek ducha narodowego i unji jego historycznych,
zanucił wielk§ pieśń: pieśń ta została przez cały na-
ród zrozumiana , przeszła w śpiów , została nawet od
ludu pojętą. Tylko ci, coby go najlepićj rozumićd
powinni , nie rozumieli Padury, i szukają dziś języka,
kiedy po języku Padury, po języku Kotlarzewskiego
i po teorbanie Witorda dum , nie było już czego da-
lej szukad ; bo język leżał gotowy , tylko trzeba było
kształcid lud, któryby tym językiem i w tym ducha
jak Padura, władad potrafił:.
345
Każdy zna te widełka, podług których się stroi
fortepian. Podaj§ one tylko jeden Łon, jedn^ nutę;
ale każda, największa orkiestra musi byd podług tćj
jednćj nuty nastrojona; żadna najpiękniejsza opera,
żadne najwznioślejsze Oratorium w kościele, bez tćj
nuty i bez tego stroju, nie mog§ byd odśpićwane
ani odegrane. Otóż poezye i dumy Padury daj§ ten
kamerton nowćj naszćj literaturze. Jeżeli kto nas
wprowadził na nowe pole , to wprowadził nas Padura
istotnie. Co jest w nim najoiyginalnićjszego , to wła-
śnie to, że z lirycznego uczucia wychodzsfc, przycho-
dzi następnie w dumę historyczna, która jest zadat-
kiem epickiej poezyi. Gama jest bardzo krótka,
bardzo mała, ale i gama słowika jest mał§, a jednako-
woż słucha go każdy z uniesieniem.
Po Padurze dopiero mógł przyjśd Zaleski i inni:
przed Padur§ , nie było podobieństwem ; i kiedyś , jak
przyjdziemy do dum historycznych, rozszerzonych po
całćj ziemi naszćj, kiedy poezya ostatecznie osi§gnie
tę wysokośd , że będzie nierozdzielna od muzyki , i nie-
rozdzielna od życia, wówczas obejrzymy się za Padura,
i nie tylko my, ale wszyscy się obejrzy w ciJiój
Słowiaiiszczyżnie za nim , bo pieśni jego proste i du-
my maj§ to znaczenie w literaturze naszćj, co poe-
zye Hezyoda w literaturze greckićj.
u
XVIII.
Poa^a dramafycsna. — Niemcewicz. — FelińakL — W$źyk Humnic-
ki. — Dmuszewski. — Dawne formy ustępują z poezyi. — Oda. —
Kożmian. — Jego Ziemia&stwo i Czarnecki. — Franciszek Morawski. —
Zamknięcie przeszłego okresu wspomnieniem Koradm i Starzy&skiego. —
Nowa poetyczna epoka. — Marya Malczewskiego.
Zrobiłem ostatnim razem uwagg, źe do skarbnicy
narodowej poezyi wnosi u nas każda wielka indywi-
dualnośd niejako swoja daninę. Widzimy to nie tylko
u pojedynczych ludzi, ale także w całych rodzajach
poezyi, że przyczyniają się pojedynczy pisarze, albo do
spotęgowania poezyi samćj, albo do rozszbrzania jćj
sfery. O poetach dwóch pierwszych dziesi§tków bie-
ż§cego stulecia już mówiłem ; zostaje mi tylko jeszcze
oAdziBi dramatu historycznego.
W dramacie historycznym początkuje u nas Niem-
cewicz. Jak od niego wychodzą zadatki do bardzo
wielu innych rodzajów poezyi , tak tćż:„Kazimierz
wielki^ jest pićrwsz§ postacią historyczną wprowa*
dzoną na scenę polską. Niemcewicza zdawało się byd
powołaniem, ażeby od niego wychodziła inicyatywa
do różnych rodzajów poezyi. Jakoż to jest powołanie
cdowieka, którćmu Bóg dał takie dary, i któremu
tak długiego użyczył zdrowia i życia, który w końcu
347
z położenia swego należał do każdego rucha w na-
rodzie, tak politycznego jak tóź umysłowego. Otóż i
w dramacie historycznym wyprzedza on tu wszystkich,
^Kazimierz wielki" jego, jak m<5wi§, był piórw-
sz§ postacie historyczna, wprowadzon§ na scen§. Po
raz piórwszy widzimy tu króla przed sob§ na tych
deskach, gdzie dot^d przedstawiono komedye i kro-
tochwile, i to po wickszój części tłumaczone. Prócz ,yK ar
żi mierzą wielkiego" napisał Niemcewicz także
Władysława pod Warn % i Zbigniewa; to
już jest dramatyczna praca daleko większego rozmia-
ru. Zdaje się^ jak gdyby autor ta uchylił zasłonę na
to tylko, ażeby wszystkim na przyszłośd pokazaó
wielkie motywa historycznej poezyi. Tutaj widzimy
po raz pićrwszy wprowadzona „Bogarodzicę" na
scenę, pieśu starożytna, śpićwan§ niegdyś przez ry-
cerstwo. Jakoż dramat ten jest, tak co do formy, jąk
co do ducha, odmienny od tego wszystkiego , co ów-
cześnie w literaturze naszćj widzimy. Nazwał go
tćż Niemcewicz dramatem lirycznym, i 8§dzi(5 tćż można
było, że piórwsza ta próba jego, w tym rodzaju, znaj*
dzie naśladowanie, co się wszakże nie stało. Cóżkol-
wiek b§dź, zasłujga zostanie przy wielkim poecie, ie
(Potr^pił o nowy rods^aj , i że rozszerzył i^iejako sferę
motywów historycznych dla dramatu polskiego. Obok
niego widzimy Franciszka Wężyka , który napisał na-
przód Bolesława Śmiałego; a następnie Grlińs-
kiego i kilka innych dramatów. Już zeszłym razem
właściwie powinienem był mówid o Wężyku, wszak-
że niie chc§c dwa razy do t^j sąmćj postaci powracacj,
po^i02@ to dzisiaj , eo o pin^ miąłem powi^dzićó. W§*
S48
żyk wnosi do skarbnicy poezyi uaszćj do natury.
Wężyk nie tylko, źe w swoich Okolicach Kra ko-
w a maluje to tło z dziwnym wdziękiem , ale jeszcze
umie nadad tćj naturze historyczne znamię. Tak tedy
wchodzi ten nabytek do skarbnicy poezyi naszćj, i
odl§d juź wszyscy więksi poeci późnićjsi maluje na*
turę ojczysta; i owszem staje się to niejako warun-
kiem każdego poematu, że same postaci nie mog§
się poruszad, jak gdyby w cieniach tylko przedsta-
wione od światła, ale że potrzeba i średniego planu
i perspektywy i całego oddechu natury tam gdzie się te
postaci poruszają. Takie tedy były Okolice Krako-
wa , w ktfSrych Wężyk, jak mówię, po raz pićf wszy daje
nam niejako próbę malowidła natury, i to jeszcze
natury miejscowości historycznej. Co do dramatów
jego , s^ one tego samego rodzaju , co Niemcewicza,
co Kropińskiego Ludgarda, co Felińskiego „ Barbara
Radziwiłówna^ ćo w końcu „Żółkiewski pod
Oecor§" Humnickiego. Wężyk był człowiekiem
umysłu bystrego , obeznany z ówczesnemi literaturami
europejskiemi ; co nie o wszystkich (Swczesnych pisa-
rzach powiedzićd można, którzy zwykle albo samych
klasyków znali, albo jedynie tylko francuzkich pisa-
rzy. Wężyk starał się wszakże poznaó równoczesna
literaturę , i rzeczywiście znał i niemiecka i angielska.
Miałem sposobność nie raz zbliżyd się do niego i wiem
to , ile on skorzystał z tego , że w ówezas , kiedy
niemieckidj literatury nikt prawie u nas nie znał i
óie cenił, on mógł z jśj wiadomości koraystad. Rze-
czywiście dramata jego, a osobliwie Gliński budz§
ogromny tragiczny efekt. Chwila ta, kiedy Gliński
349
snem przerażony, jako zdrajca ojczyzny, wpada na
8cen§, jest wzruszająca do najwyższego stopnia; i
gdyby ta scena nie w prologu dramatu, ale przy
końcu jego rozwiązania wprowadzona była , byłby ten
dramat jednym z najlepszych naszych historycznycŁ
dramatów.
Obok niego jest „Ludgarda^, od niewiedzićd
wielu lat już na scenie powtarzana: w swoim czasie
sprawiała ona wielkie wrażenie , bo miała także dra-
matyczne efekta. Najwyżej atoli podniósł si§ nasz
dramat w „Barbarze" Felińskiego; a co do wraże-
nia jakie na scenie robił dramat historyczny, ' co do
przyjęcia jakie znalazł, to takiego przyjęcia jakie
znalazł, „Żółkiewski pod Cecor^'^ nie znalazł
u nas żaden historyczny dramat, prócz Barbary.
Z Barbar§ Felińskiego nastaje studya history-
czne dla poetów już na sery o: nie s§to już „Qm
pro Quo^j tu już widzimy zajęcie sif prawdziwe, wi-
dzimy badania, szczćre usiłowania zaczerpnięcia za-
sobu historycznego , użycia i skrćślenia dbarakterów.
Jeżeli porównamy pojedyncze sceny z niektórymi
ustępami naszych starych dziejo-pisarzy jak n. p. Orze-
chowskiego i Górnickiego, ujrzymy to, że mowy
sejmowe Boratyńskiego, Kmity, Tarnowskiego, &§ pra-
wie dosłownie powtórzone; co więcój od Barbary
Felińskiego poczynają się arofaeologtezne studya. Sko-
ro doszli&ny do tego , że się znalazł pisard , który
tak§ ulubion§ postad nieszczęfliwój krółowój wprowa-
dził na scenę , to już ta sama okoIicźhoiSd , że teti
dramat był z cał§ ścisłością, z całą prawdę, z cał%
znajomością obyczajów, airojów i .teadycyi oddaay,
360
JQŹ ta sama oki^czuośd mówig, zajęła w ówc^as
prawie cał§ pabłicznośd polską.
Jakoż wyprawiono malarzy i rysowników na wsaiy*
fltkie strony, do grodów i starych zamków, as&eby od-
portretować stroje Zygmunta Aaguata, TamowskiegO|
Kmity, Boratyńskiego, Barbary Radziwiłównćj i Bony.
Rzeczywiście t&i w pićrwszych przedstawieniach by-
ly te postaci prawie portretowane tak co do stroju,
jak co do układu cidego, co do zbroi, slowćm mó-
wiąc,, do eałój sceneryi, która praedatawieniu tg pra-
wdę nadaje, i którćj się joź dziś konie^nie tak do-
magamy, bośmy raz jui do tego doszli.
Dziś tedy staje się naturalnie łatw§ rzecz§, jeżeli
owa kontuazowa Polska w deljadi, przyłbicach i
szyszakach występuje; ale w ówczas trzeba było do
tego ofobnych stodyów. Stroje do Barbary z umysłu
rysowano i układano pod okiem dam warszawskich i
Niemcewicza f kiedy tćż po pićrwszy raz Barbara
przedstawiona była, trudno sobie wyobrazid tego cigro-
maego wrażenia, jakie na wszystkich sprawiła. Do
togo rodzaju także należy w końcu ^amąt „ Żół-
kiewski pod Ceeor§^. Już sam przedmiot boha-
terski i niezmiernie tragiczny był z natury swqj4j
ząjmuj§cy. Nie wiedzićd wiele razy grano tein dra-
mat; nie wiedzićó wiele razy musiano go raz po raz
naiwet.-przedstawiad. .W końcu zrobił tąk ijrielkie wra-
żmle, że wielki książę Konstanty usun4ł go raz na
.9M?sze z9 sceny. ;Do tego rodzaju dramatów ,należ§
także dramaty 'Dmaszewskiego jak „ Ob 1 ę ż an i e W ar-
sijawy^, ^a.n (Brudzińskie, ^Barbara Za,pol-
ska!' i wiele uaoych nmiejsz^ już warłpścit Zrobiłem
351
uwagę, źe nie tylko wielcy poeci, wielkie indy widu-
alnoiSci, ale i różne rodzaje poezyi przykładają się do
rozszerzenia jćj sfery. Zapytamy się tedy, jak§ zasłu-
gę ma dramat historyczny pod tym względem?
Oto tę zasługę, źe przywrócił znowu cał§ powagę
Już kilka razy mieliśmy sposobnoSd mówienia o
tćm, jak się łamały wyobrażenia na przejściu z XyiIIgo
wieku w XIXty, jak bolesne były owe walki cudzo-
ziemczyzny i francuzczyzny z kontuszowa Polsk§
tak w literaturze, jak w życiu, jak na scenie; Bogu-
sławski walczył z teatrem francuzkim, walczył z ope-
rą włoską, bo Bogusławski, jak każdy człowiek, któ-
ry w stylu swoim jako pisarz, jako współczesny, mu-
siał byd odbiciem wieku swego, Bogusławski, mówięi
z tćm nawet walcząc, nie mógł się nstrzedz wpływu
tycb rzeczy, jakie były panujące.
Od upadku pewnych społecznych form, aż do tój
chwili, póki te formy znowu i w sztuce i w literatu-
rze tryumfują; od upadku mówię fizycznego i moral-
nego, do dachowego i poetycznego tryumfu, jest za-
wsze wielki przedział. Na ten przedział padły ostatnie
dziesiątki przeszłego wieku, padły pićrwsze dziesiątki
tego stulecia.
Bogusławski tedy komedye swoje, wprowadzając
na scenę w owym czasie, malowaó zacz^ kontuszo*
wą Polskę, ale maluje zawsze jój charaktery i posta-
ci z tą ujemnością, z tym niejako brakiem, jaki wiek
jćj przypisywał; a razem z tóm uczuciem, z jakióm
się maliyą rzeczy upadające i śmieszne.
Dramat polski powrócił tedy znowu powagę i cześó
352
tym starożytnym cieniom; a jak w dramacie raz to
Bię stało i ten nabytek wpłynął do skarbnicy naro-
dowi] poezyi^ tak tói wywarło to stanowczy wpływ
na wszystkie inne rodzaje poezyi: i tak widzimy, że
stanowczo występuje z literatury satyry, epigramata,
madrygały. Bajki tylko jedne ci§gn§ się jeszcze przez
dwa, a nawet przez trzy dziesiątki tego stulecia,
mianowicie bajki tak ulubionych pisarzy, jak byli:
Niemcewicz, jak był Franciszek Morawski, Górecki.
Nie ma się tu dziwid czemu, bo to były czasy,
gdzie się największa, najrzetelniejsza, a nawet najja-
śniejsza prawda musiała kryd pod postacią bajki.
Nie mało tói bićdy było za te bajki' Niemcewicza,
Morawskiego i Góreckiego. O dwóch jeszcze pisarzach
z owego czasu przychodzi mi mówid z osobna, a to
dla iego , że sfera ich działalności poczyna się jeszcze
na początku tego wieku, i przeciąga się aź do cza-
sów naszych.
Mówię tu o Koźmianie i Franciszku jenerale Mo-
rawskim. Koźmian zasłynął odami : mianowicie są trzy
ody, które mu tę wziętośd i tę sławę zjednały w na-
rodzie. Byłto bowiem czas, gdzie nie bardzo wiel-
kiemi rzeczami można było na długo uzyskad imię
wielkiego pisarza.
Przy Koźmianie tedy powiemy, że już nawet
poezyą tak zwana klasyczna podniosła się w Odzie,
i że to . należy do cechy wieku i niejako do doda-
tnich stron poezyi naszćj, która z każdym dziesiąt-
kiem lat coś nowego nabywa. Szczytnośd Ód Koi-
miana jest rzeczywiście bardzo wielką.
Pićrwszą napi^d: on do Napoleona Igo; drugą na
S53
aawieszenie Ofłdw; trsecia nosi ty tał „Upadek du-
mnego. "
Smatn§ jest rzecz§ pomyiSlid, źe w trzech odach^
które napisały dwie maź§ si§ nawzajem , bo „Upa-
dek dumnego^ jest upadkiem Kapoleona^ którego
pod niebiosa ten sam Koźmian przed dziesięciu lała^
mi podniófiA.
W młodości naszój pamiętamy jeszcze ten czM
najwyższego zapała dla Napoleona, i pamiętamy je-
szcze chwile jego upadku. Z pewnym rodzajem wstr$h
tu patł*zało nasze pokolenie na to bałwochwalcze
ubóstwianie człowieka innego narodu. Ale kiedy- Nar
poleon iipa<U, nikt w ówjćzas z żyjącego pokolenia
młodego ani się nie cieszył z tego, ani nie urągał
jego upadkowi. Tymczasem poeta, który sobie ni-
byto pomnik postawił oda wzniesioną, do Napoleona,
sam go sponiewierał w drugićj odzie, malując jego
upadek. Rzeczywiście zaś byłto człowiek bardzo ła-
twy do tranzakcyi, który po upadku Niapoleona po-
jednał dę z nowym stanem r&ecay, i nie ćłe mu
z tćm było. Działałnoió, jak mówię, olmdwóob ich,
Koźmiana i Franciszka Morawskiego poczyna się
prawie w tytn dziesiątku wieku^ i przeciąga się aź
do naszych czasów; niedawnemi bowiem efsssy dd-
piźro wydano epopeję, na wielkie klasyczne rózmiariy
napisaną przez kasztelana Koźmiana. O dawniójszyoh
jego rzeczach nie będę mówił , jak na przykład o o-
wem Ziemiaóstwie , które podobno z trzydzieści i kil-
ka lat zapowiedziane było świata , i ledwie ie na-
reszcie wyszło. 2iapewne, mógłby byd u nas przed-
miotem poezyi , ów typ rolnika obywatela , który
45
554
był i apostołem i rycerzem i nauczycielem i prawo-
dawca, który przez dziewięd prawie wieków przod-
kował w dziejach^ i niósł cywilizacyc na Wschód i
Północ; ten obywatel wolny, wzięty poetycznie,
mó^by byd prześlicznym przedmiotem, ale klassyczny
Koźmian ani tak przyjmował Polaka obywatela, ani
tak pojmowiJ; i§ naturę. Jestto po prostu naślado-
wanie Georgików Wirgilego , na jakie prawie w 'każ-
dej innćj europejskiej literaturze natrafiamy; chociaż
przyznad trzeba to Koźmianowi, że wykończenie je-
go wićrsza, melodyjny język, nastrój w końcu, jak-
kolwiek zupełnie w duchu naśladownictwa klassycyzmn
francuzkiego , jest w swoim rodzaju wyborny.
Wszakże nie o Ziemiaństwie, ale mi^em
mówió o Czarneckim, który dopićro za dni na-
szych z druku wyszedł, a chociaż tak późno wyszedł'
duchem należy do zeszłego wieku, więc tutaj mó-
wi§c o nim, odnoszę go w tamte czasy.
Gdyby Kożmian był napisał w pierwszym, lub
drugim dziesiątku lat tego stulecia, „Stefana Czarnec-
kiego^, byłby to wielki pomnik francuzko-klassycznćj
literatury, i szczycilibyśmy się bardzo tóm, że w o-
wym wieku tak§ rzecz napisał; wszakże po upływie
lat 50 po tćm wszystkićm, co w całćj Europie zasz*
ło i w literaturze wszystkich innych narodów, po tćm
wszystkićm co zaszło w naszćj literaturze po Bro-
dzińskim , po Mickiewiczu , po Goszczyńskim , po Za-
leskim, po Krasińskim, w końcu napisaó takiego
Czarneckiego, to chyba dla tego, że jest nadzieja,
że przezwycięży wszystkich ogromem pracy i ilością
wićrsza. Jestto, jak mówi§, 11 i a dam post Ho-
355
m e r a m , t. j. po Homersse pisad Ujadę. Jeżeli ji^
wzi^ł się do tych stadiów i do tego przedmiotu za
naszych czasów, to tak żywe, tak mówi§ce d:ożone
były przed nim współczesne dokamenta, źe gdyby
z nich chcid; był korzystad Koźmian , mogły one mu
stan^d za rzeczywista tradycyc czasu, jak Pamięt-
niki Paska; tym językiem trzeba było mówid,
tak pojmowad ów wiek i czas, to można było dad
nawet epopeję, w znaczeniu i rozumieniu Koźmiana;
ale wejśd w stare formy, odszukad historyczne cienie
z imienia nie z postaci; nic nie oźywid, iylko okcio
starych grobów chodzid z nowemi wyobraźeiiiami|
częstokrod przekładad stężały klassycyzm, sentymen-
talne powprowadzad czułości nowój szkoły, i z t^^
wszystkiego razem ulepid formę klassycznej epopei, i
rzucid j§ jako rękawicę narodowi, kiedy naród gdzie-
indziej stoi i insze ma dążności; to była rzecz godna
tylko zarozumiałości starego Koźmiana, którego naj-
właściwiej można ocenid z jego pamiętników, bo ńa«
wet z tych pamiętników, i z tego co o nim mówi^
j po większej części jego przyjaciele, nie widad nic innego
jak najogromniejsz§ zarozumiałośd, która jest trucizną
{ i zabójstwem ducha. Przytaczają n. p.-na zaletę Kof-
i miana to, że w końcu był tak liberalny i doszedł
K do tej koncessyi, ze nawet Mickiewicza, Krasińskie-
^ go i innych poetów naszych czytywiJ:.
;> Innym zupełnie człowiekiem jest jenerał Franci*
^ szek Morawski. Należy on naprzód do owego gi*ona
f
poeto w- żołnierzy: następnie widzimy swobdony jego
^ dowcip bujający często w ulotnych wićrszach, ale
]( z taką łatwością, z 'taką wprawą, z takim humorem
866
nadewszystko , co w naszej literaturze jest tak wy*
j§tkowćm i rzadkióm, iż moźnaby powiedzićd, ledwo
nie sam jeden stoi w tym rodzaju. Morawski byłto
umysł bardzo giętki: juź to samo, źe był zarazem obo-
zowym i salonowym bywalcem, nadawało mu tę ła-
twośd, t§ gietkośd i t§ rzutnoś<5, które go nie opu-
ściły aż do śmierci.
Morawski, w pierwszych dwóch dziesiątkach lat,
należy do klassycznych pisarzy; w trzecim dziesiątku
prowadzi podjazdową wojnę z tak zwana szkołę ro-
onantyków^ a chociaż tylko w rękopismach są owe listy,
satyry, i rycinki Morawskiego, przeciwko romanty-
kom v» yoaierzone, mi^y one wielką wziętośd, bo były
irz6Czy\) iście bardzo dowcipne.
Tego samego Morawskiego, w czwartym dziesiąt-
ku lat tego stulecia, widzimy już piszącego ballady i
romanse ; w piątym , tłumacz Andromaki ukoń-
czył SWÓJ zawód poetyczny „Wizytą w sąsiedz-
two" i poematem „Dom mojego dziadka," rze-
czywiście dwoma obrazkami polskiemi, pdnemi pra-
wdy, pełnemi słaroźytnój dykcyi, prostoty języka,
wiernego rysitókti postaci historycznych. A tak Mo-
rawski, który w pierwszym dziesiątku lat jest jeszcze
poetą- żołnierzem , jak wszyscy z czasów księstwa
warszawskiego, przechodzi następne okresy z giętko
btią sobie właściwą, przyjmując wszystko, co nowój
nabierało wziętości.
Dopełniłem tedy, co z pierwszych dwóch dziesiąt-
ków lat poezya nasza wniosła do narodowej litera-
tury; a teraz powródmy do miejsca, na któróm osta-
tnim razem stanąłem : nim jednak to zrobię, winie-
857
nem uzupełnid moje wsporanieDia przeszłości, oddająó
należna cześd, Rajmundowi Korsakowi, jako pisarzowi
Od, i Stanisławowi Starzyńskiemu, jako pisarzowi patry-
otycznych pieśni, które powszecłmie śpiewano. Oba pi-
sali wiele, drukowali mało; — pisma ich leź§ dotąd
w tekach, ale wzi$to4<5 mieli w swoim czasie wielk§.
Zrobiłem uwagę , źe przez cały czas ksi§ztwa
warszawskiego, a następnie królestwa polskiego, a
mianowicie aź do roku 21goi22go, płynie cała nasza
literatura niejako zebranym korytem w jednym kie*
runku , źe' si§ dopiśro od Brodzińskiego zaczynają
rozchodzi<$ dążności; źe oświata, na całym obszarze
kraju rozpostarta, obudźa równocześnie zdolności po^
etyczne, i równocześnie tak w koronie, jak na Rusi,
jak na Litwie, zawiązują się niejako małe kółka poe-
tyczne , które jako osobne plejady świćcąc na jednćm
niebie, stanowią niejako calośc poetyczną literatury
naszćj.
W ludowym kierunku wyprzedza wszystkich Pa-
dura; za Padurą poszli wszyscy ruscy poeci, jakimi
byli: Bohdan Zaleski, Seweryn Goszczyński, Mal-
czewski , Olizarowski , Groza i kilku innych , którzy
mniój pisali.
Zrobiłem również uwagę, że tę erę poczynają
pieśni, które wychodzą z lirycznego nastroju ducha,
a przechodzą następnie w epicki żywioł , że pierwszy
niejako ton tych pieśni podał Padura. Jakoż można-
by to wyprowadzid nie jedynie ze styczności, jaką
poeci ruscy mieli z sobą, źe na jedną wpadli drogę.
Wpłynęło na to kilka przyczyn; a mianowicie
głosy ziemi ruskićj i nastrój hetmańszczyzny kozac^
358
kićj; Basewuskiego Wadiawa umysł arcy poetyczny, z któ-
rym w młodości swojej źył Padura; a w końca da-
my Wi lorda , które już znane były i śpiówane w ca-
łej Ukrainie 5 kiedy Padura myślió i pisaó pocz^.
Jest rodiina Witordów, pochodz§ca ze szlachty
tewskićj , zamiłowana od trssecłi przeszło pokoleń
w śpićwaniu pieśni wiejskich, przy teorbs^e. Dziad
był jeszcze razem z Rzewuskim; syna nie znałem, a
wnuka poznaUśmy tu niedawno, który nam swego
ojca i swojego dziada i Padury pieśni śpiówał, przy*
grywając na teorbanie. Ażeby poznad genezę ruskićj
poezyi, może nam si§ nieco wstecz trzeba wrócid.
Nie byłoto czczym i płonnym obyczajem trzymanie
teorbanistów na dworach polskich.
Jeżeli się przypatrzymy naszym historycznym da-
wniejszym broszurom, to ujrzymy mnóstwo zacyto-
wanych starych dum i pieśni , które za swojego' cza-
su śpiewane były, o bohaterach na Rusi, o hetma-
nach poległych, albo wojujących z Tatarami i Tur-
kami. Była tedy potrzeba utrzymania tych tradycyi
dla całego ludu, który oczywiście musiał odsiecznie,
czyli obronnie stawad, dla odparcia tych napadów tu-
reckich.
Poezya śpiewana, a mianowicie dumy historyczne
z przygrywaniem teorbanu, była rzeczą obyczajową od
kilku wieków. Nie jest więc rzeczą wznowioną, ale
tylko przez Witorda, Padurę a następnie Zaleskiego
wprowadzoną w naszym czasie do wyźszój poezyi.
Są ludzie niechcący przyznad Padurze tak stanowcze-
go wpływa na naszą poezyę; zdaje mi się wszakże,
jeżeli się sami poeci do tego przyznają, to wierzyd
359
im należy. Zaleski zapewne jest poetłj na większe
nierównie rozmiary, ale cóż stanowi poetę? Oto ów
nastrój ducha, nastrój owej liry lab teorbann, a za-
razem zapatrywanie się poetyczne na przedmiot i od-
danie go w formach wykończonych. Powiedzii^bym,
ie wykończonośd form Zaleskiego nigdyby nie była
tak wielk§, gdyby ten poeta nie wyszedł z tła ludo-
wych pieśni.
W powszechności można powiedzióó, że cała na-
sza literatura wychodzi z tła gminnych pieśni, a
szczególnie trzeba to powiedzićd o poetach ruskich.
Tych poetów wyprzedził wszakże Brodziński w swo-
im Wiesławie; Malczewski w swojej Maryi. Wie-
sław był zrozumiany i pojęty, Maryę Malczewskiego
nie przyjęto od razu w Warszawie, ale pojęto ją na
Rusi. Pamiętamy jeszcze to wrażenie, jakie u nas
zrobił jeden z literatów warszawskich, który przyje-
chawszy do Lwowa, kiedy widział nas wszystkich za-
entuzyazmowanych do najwyższego stopnia Mary§
Malczewskiego , rzekł nam to — a byłto człowiek do-
brze obeznany w literaturze : „Słyszałem o t^m w War-
szawie; ale u nas nikt tego nie czyta."
Marya Malczewskiego jest zapewne, co do genezy
ducha poematem, w którym nie można nie widzićd
wpływu Bajrona; ale bo tóż wszystkie umysły były
wówczas pod tym wpływem , a tóm bardziej Malczew-
ski, który znał Bajrona osobiście; a znając za-
graniczne literatury, mianowicie angielska, znał Baj-
rona poezye jeszcze wówczas, kiedy one na litera-
turę nasza nie miały wpływu. Jest tedy zapewne
w Malczewskim ów nastrój ducha, pełen rozdarcia i
^60
rozpaczy f który Bajrońskie cechuje poezye; ale uie
jest to rozpacz lorda angielskiego, jest to rozpacz
polskiej zadumy, bolejącej nad nieszczęściami własnego
kraju, i już tutaj odzywają się rzewne, przeciągłe
glosy ukraińskich stepów. Jeżeli nie raz mówi§ psy-
chologowie, źe najwłaściwsze sobie robimy wyobra-
żenie o człowieku, z pićrwszej chwili jego poznania,
jeżeli sobie skrćślimy obraz jego myśli, jego ducha,
jego przeszłości , jego charakteru ; to moźnaby to
o Maryi Malczewskiego powiedzióó. Tu pićrwszy raz
na tle ruskićm widzimy wprowadzonych parę postaci
staropolskich; tak jak człowiek, przy {ńćrwszój zna-
jomości , nieraz najtrafniej sądzi , tak też można po-
wiedziód, że w postaciach swoich Malczewski skrćślił
najwierniejsze te typy Ukrainy polskiśj , choó się
piór wszy raz tutaj z niemi spotykamy. Wężyk dał
przykład i wzór, jak malowad historyczn§ okolicę;
ale w Malczewskim odbija się cała już indywidualność:
to już nie jest okolica, jak każda inna, która byle
miała drzewo, wodę, zielonośó, średnia dal, perspek-
tywę, powietrze, to już będzie i obraz: to jest obraz
wprzódy nigdy niewidziany i bardzo nie wieloma rysa-
mi ujęty. Już sam ten początek, wprowadzonego kozaka
na stepie , po którym się tuman kurzu poci§gn%ł,
zapowiada cały świat nowój poezyi. Pełnym prawdy
jest obraz miecznika i jego córki. Jak fantasmago-
rya stepowych majaków, przesuwają się chorągwie
skrzydlatych rycerzy po stepie. Jakiż żal, jaka tę-
sknota cię bierze, kiedy już znikają dla oka. Dziwna
zaduma historyczna, wprowadzona tu po raz piórwszy
do poezyi, staje się po Malczewskim, charakterysty-
361
czna cechę wielu poetów. S§ tam dodatki, są tam
rzeczy , które czysto niejako do bajronowskiego stylu
i do bajronowskiego układu naleź§ ; ale całośó jest
przewyborna. Raz pojęty poemat rozszedł się po ca-
łym narodzie i powtórzony został w licznych wyda-
niach, w kraju i za krajem, gdziekolwiek stopa Po-
laka stanęła, jakby się bez niego juź naród obejśd
nie mógł. Język teź tu zupełnie oryginalny. Jak Bro-
dziński odkrył nowa sferę poetycznego języka, tak
Malczewski okazd: ją na innćm polu w Maryi. Ktoby
się był odważył dawniój poeniat, większycłi rozmia^
rów, zacz§d od takiego wykrzyknika : „Hej ty oa
bystrym koniu gdzie pędzisz kozacze? . .* Tymczasem
pokazało się, źe to świadczyło o oowóm pojmowaniu
rzeczy, źe te drobne dodatki dla tego, ie 9( treiSei
ducha wypłynęły, dały całemu malowidłu tyle praw-
dy. Nakoniec wszystko razem jest tu tak zidealiao^
wane, i z przeszłości wyjęte, a tak bardzo ku nam
przybliżone, ii widat5^ ie tu sprawa z wielkim poet^r
i z przedmiotem nowym. Malcs^ewski, lepić) :p^j§ty,
uważany jest dzisiaj za jednego z największych poe-
tów naszych, który geniuszem swoim i drogę przez
siebie obran§ nową otworzył epokę.
46
XIX.
Zaleski. -— GoMCzjńskL — Mickiewicz.
Stanęliśmy na plejadzie poetów ukraińskich. Środ-
kowym ponktem poetyeznćj twórczości na Litwie
był Mickiewicz; — na Ukraioie nie było takiego
środkowego punktu. Zt^d teź rozwinęła się tu poezya
dAleko oryginalniój i daleko niezawisłej, źe się
tak wyrażę I samodzielniśj. Przytoczę tu zdanie
Grabowskiego 9 który oceniając poezye Zaleskiego,
Malczewskiego i Seweryna Goszczyńskiego, powiada
o nich ^ że Malczewski maluje Ukrainę polsko • histo-
ryczna; Zaleski maluje hetmańszczyznę kozack§; a
Goszczyński maluje Ukrainę nowszych czasów, pod
wpływem rzezi humańskićj, czyli tak zwanćj koli*
szczyzny. Juź oznaczenie tego stanowiska jest niejako
wyrazem całćj sfery tych trzech poetów, a zarazem i
całego kolory tU; który dobiórali, ten dla oddania hi-
storycznśj przeszłości polskićj na Ukrainie; Zaleski
dla skrćślenia obrazów hetmańszczyzny kozackićj; a
Goszczyński w końcu 41a oddania okropnego drama-
tu rzezi humańskić). Oryginalniej daleko, jak mówię,
rozwinęła się poezya nasza na Ukrainie dla tego, bo
tu nie było wszechwładnego geniuszu, któryby ja
mógł opanowad.
863
Każda z tych czterćch wielkich gwiazd, kt<$re jak
w now^j konstellacyi zeszły na niebie Ukrainy, Pa*
dura, Malczewski, Zaleski, Goszczyński; kaJda z tych
gwiazd świćci własńćm światłem. Ostatnim razem mó*
wiłem o Malczewskim. Dziś przychodzi, mi mówid o
Zaleskim i o Sewerynie Goszczyńskim. Dopełniaj§ je-
szcze t§ akraińsk§ poezyc, czyli raczćj t§ poezyc
polską za Ruś wyśpićwan§, dopełniają poezye cho<$
w małój części Grozy i Olizarowskiego , któiy już
nie maluje przeszłości, ale dzisiejsze niejako, czyli
najnowsze stosunki , a to w sferze samego ludowego
życia. Jeżeli dodamy do tego jeszcze krytyczne zda-
nie samego Grabowskiego i właściwie objaśnienie, że
8i§ tak wyrażę, znaczenia poetycznego każdego z tych
poetów tak, jak ich pojmował Grabowski w duchu
swoim, to będziemy mieli cały obraz tego ducha ru-
skićj poezyi naszej.
Miło bardzo jest, jeżeli mówiąc o takich ludziach,
jak Zaleski, można się odnieśó do zdania takich
znawców, jak Mickiewicz.
Mickiewicz widział w Zaleskim największego arty-
stę, bo artystę- poetę , jakiego nasza literatura nie
Rzeczywiście jest coś dziwnie czarodziejskiego
w wykończeniu wszystkich jego form; zdaje się, że
to są miniaturowe obrazy, na słoniowej kości, z ży wem
bardzo uczuciem i kolorytem malowane, z całą pra-
wdą życia; a nadto jeszcze dla ożywienia tego kolo-
rytu, leży ta kośd słoniowa na złotym podkładzie.
Zaleski wychodzi, jak po największej części wszy
ficy nasi poeci, z głębokiego pojęcia pieśni gminrfdj,
864
i d tego prtekonama, te poezyi wyżasćm, narodowćm
jest zadaniem, podnieśd poezyc gminna do znaczenia
poezyi narodowćj. To jest w powszechnoóci cecfa%
tyók raakioh poetćw, i w tóm wyprzedzili oni c^
Polali
Jestto świadomofld duchowa, niby pochodnia wnie*
aiona do literatury, czyli raczćj do piećni ludow^;
al^ z t§ cał§ dojrzidośei^ i z t^ cał§ sił§ i ztćm ca*
łćm przeświadczeniem człowieka ukończonego jako
artysty, a razem człowieka stojącego powabnie na
Atanpwiaku dziejów, jako poety narodowego. To po-
ł§czenie śpićwaoici ludowej, ze świadomością artysty-
czna Jiaarodowego ducha jest tak ścisłe, źe jednćj od
drogiej oddzielid nie można. .Pieśń gmiima zginęła
w naiodowćj, a narodowa przybrała jak gdyby po-
zór pieśni gminnśj, przechodząc na powrót w usta i
ludu i narodu; to bowiem zlanie dwóch sfer, daleko
od siebie stoj^cych^ jest m^ako duchow§ figura tego
nadania, jakie ma nasz naród wśród sdawiańskich
narodów. Ci, którzy jego missyc historyczna opowia-
daj^} i* opowiadali , rnówi^ o tćm wyraźnie. Jak pra-
wd§ jest wieezn§, że albo tylko religja, albo wielka
poezya może prowadzió massy i uksztalcad je i do-
prpWA^^il^ do świadomości i dojrzałości n^rodowćj ;
t^ jest pewna rzecz§, źe najdzielnićjszóm n^arzjdziem
do tego był taki rodzaj pieśni , jak^ wyśpićwał Pa-
dura, a jak§ do najwyźszój doskonałości, id§c jego
drogfł, rozwinął Bohdan Zaleski. Spiównośó nie jest
tu skutkiśm wyrobienia , n^ wet nie je^t , skutkiem
wykończenia wiórsza : . Spiównośd ta pieśąi Padury
i Zaleskiego pochodzi z t4j wielkiej muzyki graj§cój
865
w duszy, wy]ewftj§cćj się na całe dasieje, ni cai)
przeszłośd, z t§ wielk§ pot§g§ ducha, źe k tego nap
tchniaaia wyprowadza twórcze pieśni Ody j§ czyta-
my, słyszymy gdzieś nutę znajom§. Otóż to właśnie
jestto znaczenie, źe one wychodzą z tego ^ębokiego
pojęcia duOha narodow^o, ie im od razu wszystko to
tow^urzysisy, eo jest Gharakterystyczn§ cech§ pierwo**
tnój pidśai, a zatem i muzyka; i ledwie, ie nie wi-
dzifny, j4k gdę to poruaza w skutek zaśpiewanej pieś-
ni, czy w boju, ©zy w tanie%
Zaleski wziął hetmańszczyznę kozacka* Zapewne,
jeżeli weźmiemy te pi^eśliczne filigranowe postaci je-
go , jak ^yby ze słoniowej kości wyrabiane, a }He^
li następnief zajrzymy w dzieje tćj kozaczyzny, trzeba
przyzna;d, ie między rzeczywistością nagą historyczną,
a między temi czarodzi4jskiemi geuialnemi obrazkami,
prawdziwemi cackami poezyi, zachodzi wielka różni-
ca. Poet» wsssakże zrobił sobie to zadanie, czyli ztobił
sobie to swojćm zadaniem, aby ten ogromny kontnast
przez niego wyrównany został.
Jakież środki obrał?
Naprzód ten środek, że nigdy zbyt nie zbliżył
do nas tych postaci ; powtóre że je lekko rysuje na
tle gwałtownego bardzo , częsłokrod nawet rozpaczli-
wego lirycznego uczucia. Postaci Zaleskiego w Koza-
czyżnie są podobne do owych obrazków albo bitwy,
albo widoków natury , na które patrzymy przez obiró'-
coną perspektywę , — gdzie wszystko jt^st czarodziej-*
skie , drobne , ślicznie wykończone , ale okazane w da-
li; tak jest tu* wszystko zamknięte w soetewce dueha^
iż można ziaiwet zrezygnować od rzeczywistości, kie-
366
dy tak piękne ided:y z całf prawdę poetyczne staję
przed nami.
Zawsze z lirycznych przegrywek wychodzi tutaj
natchnienie: widzimy poet§, niby zadumanego, bole-
jącego, czy nad przeszłością, czy nad dolę własne-
go serca, czy nad przyszłością ; a dopićro z tego
czarownic rozmarzonego uczucia, wystrzelają nagle,
jak gdyby płomieniem, te ruchome postaci, jakich a
nas z równym wdziękiem nie tylko że nikt drugi krć-
ślid nie umiał, ale nie wiem czy w którejkolwiek li*
teratnrze na świecie jest coś tak lekko z przeszłości
zakreślonego, a pomimo to mającego tyle uroku i
zajęcia. On wszakże nie zawsze zostaje na tóm polu:
ma on i poezyą większych rozmiarów, gdzie już wi-
daó skończonego poetę XIXgo wieku , myśliciela , za-
patrującego się poważnie na dzieje powszechne , i na
dzieje własnego narodu. Co więcej , w niektórych
zwoich poezyach, wzniósł on się nawet do poezyi bi-^
blijnój.
„Przenajświętsz a rod zin a" jego jest to
tak dziwnie czarodziejski obiaz, a kontury jego tak
czyste, tak prawdziwe, powiedziałbym, Rafaelowskie;
koloryt tak uroczy, ujmujący, tak spływający w cały na
obrazie w jedno wielkie wrażenie, źe w galeryi poezyi
naszćj tylko „Błogosławiona" Lenartowicza
do niego się zbliża. Tu jest już on na czysto ludz-
ki^m i religijnym polu, i występuje na nie z całą po-
tęgą swego kunsztownego mistrzostwa.
Zaleski umić swoje marzenia, postaci, baśnie,
tradycye ludu, a nawet dziwactwa własnego serca
z takim urokiem wyprowadzió na scenę; umie to wszy-
367
8tko w takie równianki splatad, iź kiedy się jak sokół
z nićmi po nad obłoki wzniesie i \)ne rozrzaca po
ziemi , to zdaje Bi§ , źe to jest dćszcz brylantów,
szmaragdów i rubinów; albo źe to jest zamieó motyl-
ków, kwitnących i latających kwiatów.
Bohdan Zaleski jak jest zupełnie wyjątkowym
w gronie ukraińskich poetów ; tak jest zupełnie wy-
jątkowym w całój naszój literaturze. Natchnienie jego
tam czerpie sił§, gdzie wzi§ł początek duch Padury.
Zaleski uniósł się do tdj wysokoiSci, do jakićj Padu-
ra nie wzleciał. Widzimy tedy w tych cz tory eh poe-
tach: w Padurze, w Malczewskim, w Zaleskim i Se-
werynie Goszczyńskim co raz większe stopniowane
wyświecenie ducha przeszłości , przez przybliżenie
przedmiotu.
Innego zupełnie rodzaju jest duch Goszczyńskiego.
Tu juź nie wldad owój rzewnój melancholji Zaleskie-
go, która przychodzi z widoku stepów, na którym
się działy w przeszłości wielkie rzeczy ; która przy-
chodzi z tego źaln, jaki się rodzi nad upadkiem
chwały narodowój ; tu jednćm słowem juź nie znad
t^j melancholji historycznej, tćj zadumy dziejowój,
tych żalów duszy, które w „Maryi" tak wymownie
skrćślió nmiei Malczewski. W Goszczjrńskim nie wi-
dad także owój pieszczotliwój całości, bawi§cćj się.
albo z Zoryn§ , z motylami, albo z maleńk§ bajeczka,
jak§ dziewczynka od dziewczynki słyszała. Tu już
nie kaliny kwitn§ , tu już nie czeremchy pachn§ : tu
już naga rzeczy wistośd, zbHżona z cał^ prawda do
nas, tak, że gdyby nie wielki geniusz poety odział
był w szatę twórczych postaci te myśli, te wypadki
368
I te widoki natury, ze wstrętem potrzebaby się od
nich czestokrod '^odwrócid. Natchnienie siły rwacćj,
oto Geneza poezyi Goszczyńskiego.
Jestto duch twórczy, prowadzący zbrodnie na
ucztę zemsty; a obrazy jego i postaci s§ wyprowa-
dzone nie w tdedle złudzenia, jak u Zaleskiego ; nie
w melancholji rozpływającej się nad całym krajobra-
zem, jak u Malczewskiego; ale na tle dzikidj natury,
z cał§ prawd§ i rzeczywistością. Goszczyński wprowa-
dza swoje postaci nie na to, aby je postawił posą-
gowo, chociaż je wyrzeźbił; nie na to, aby wiecznie
żyły, ale aby z niemi pospołu ucztę krwawa wypra-
wił i wtrącił je jako potępione duchy do piekła. Wi-
doki tói jego natury, s§ niby głosy ow^j eolskiej
harfy, na którćj wiatr Ukrainy przygrywa; czyli po
którśj potępione duchy stepów i mogił odgrywają
dzik§ swoj§ pieśń. Rzeczywiście nie ma poety u nas
któryby z tak^ prawda m«łował widoki natury, któ-
ryby równie ocenił i podziwiał jćj pięknością który-
by z miejscowa natnr§ tyle sympatyzował, jak Gosz-
czyński; a tćm więcej to podziwiaó przychod2;i, źe
nie każdemu jest dano w dwóch rzeczach celowad:
pojcd głębie namiętności i wielki oddech natury.
Kiedy Goszczyński maluje na Ukrainie zachodzące
jesienne e^ońce, które odęte stoi jako czerwona kula
bez promieni; i kiedy żegna to zachodzące d:ońce
wielkim hymnem, zaledwie pojętym w swoim czasie,
trzeba podziwiaó, jak w wielkich rysach; jak spo-
kojnie, jak poważnie umie on malowad swoj§ ziemię.
A cóż dopićro, kiedy maluje owa gtradzliwa noc
zbtodni , której tylko wiley swojemi oczyma przy-
369
świćcaja, gdzie słychad skrzyp szubienicy i chichot
puszczyków około zamku, i gdzie wszystko przygo-
towane zapowiada , źe się coś strasznego waży , co
juź uderza z jednój strony w serce kochające , z dru-
giej strony w całe społeczeństwo nieogledne! Cóż to
za obraz, kiedy maluje Orlikę, w chwili tćj zBrodni,
kiedy zabija swego męża , i w obłąkaniu prawic,
krwawą rck§* czepia się po ścianach gmachu, zosta-
wiając jak upiór wypalone ślady, takie krwawe zna-
ki znacząc po ścianach! Jestto prawdziwy szekspi-
rowski obraz, i gdyby taki obraz był przeniesiony
do dramatu, mielibyśmy dramat pierwszorzędny. Cói
to znowu za obraz, kiedy Nebaba, ze starożytnego
dębu, patrzy na puszczę tebedyńską! Każdy z nas
podziwia to miejsce w poemacie, to zadumanie się
poety nad tyra widokiem. Poeta patrzy z tego dębu
okiem Nebaby. Zapomnieć? trzeba zupełnie o t^m
wszystkićm , co się w poemacie dzieje : tak rozma-
rzonemi oczyma powodzi <5w Nebaba po całśj oko-
licy , iż zapominamy o nim i o treści tego wszystkie-
go i o tych strasznych rzeczach, które się albo już
działy , albo dopiero dziad będą. Dopiero gdy Nebaba
zawołał: „Przeszło co było, a co będzie minie. A co
się dziać ma, niechaj się jnż dzieje: Kozacy tęsknią
i ogień goreje**... w ówczas dopiero przychodzimy
do siebie i czujemy, żeśmy nie patrzyli rzeczywiście
na okolicę, tylko że na nią pałrzał Nebaba, ażeśmy
widzieli ją jego okiem i jego sercem.
Zapewne, jeżeli się całości tego poematu przypa-
trzymy, to przyznad trzeba, źe i tu odbił się duch
bajrouowski, wszakże jedynie w formie nie w duchu.
47
370
Kiedy jeszcze w Malczewskim widad te genezę bar-
dzo wyraźnie tak eo do formy, jak treści, to w Se-
werynie Goszczyńskim raczćj się jej domyślad trzeba.
Zamek tedy Kaniowski jest poematem naj-
większych rozmiarów Ukraińskiej szkoły, najorygi-
nalnićf pomyślany, najoryginalnićj przeprowadzony,
tak pod względem formy, jak pod względem treści;
bo jak przed Goszczyńskim nie było Goszczyńskiego,
tak go nie widad i potćm. Ale w czćm jest powino-
wactwo z owa poezy§ Bajrona? Oto w owćm roz-
darciu duszy, które Goszczyński najźywiój u nas
przedstawia. Jakoż miał on i osobna missy§ w na-
szym narodzie. Jak każda wielka poetyczna indywi-
dualnośd odbiła się, nie tylko w utworach swoich, ale
wyłączne także swoje piętno wytłoczyła na swoim
wieku ; jak każdy wielki poeta miał u nas swoj% nie-
jako indywidualna missya, tak tćż ma swoj§ Go-
szczyński. On reprezentuje ową szorstka rzeczywistość,
która nie daje się zadowolnid ani historyczną melan-
cholja Malczewskiego, ani junacką pieśnią Padury,
ani prześlicznemi fihgranowemi cackami Zaleskiego:
on dociera twardo do; rzeczywistości; postaci jego s§
z krwi i z kości; i rzeczywiście prowadzi na ucztę
zemsty żyjących ludzi. Sąto może bardzo smutne
epizody historyi, ale z wielką prawdą skrśślatte. On
tóż miał osobne zadanie w naszym narodzie, bo jak
mówię, oderwał się od smutku, oderwał się od ide-
ału, a dotarł pićrwszy do rzeczywistości w świecie
duchowym. Wszakże to wszystko , co się u nas w po-
ezyi działo i dzieje , że utwory ducha są tylko zawsze
jGgurą u nas tego, co potćm w życie wstępuje, ztąd
371
tóź jest pod tym względem Goszczyński Sewerya
uprzedzicielem krwawych i gwałtownych ruchów. Jak
„Oda do młodości" Mickiewicza była niejako
tym wielkim manifestem politycznym do całego na-
rodu i dla całego narodu; tak była „Uczta zem-
sty* Seweryna Goszczyńskiego hasłem wywołującym
czyny. Jakoż gdy się raz te rzeczy rozstrzygnęły
w sferze duchowej, widzimy, że na tśj drodze roz-
strzygały się także w rzeczywistości , i własne życie
Seweryna Goszczyńskiego jest tego dowodem.
Seweryn Goszczyński pisał wiele ; wszakże w pier-
wszym już poemacie swoim w „Zamku Kanio-
wskim" wystąpił on jako skończony artysta, jako
poeta zaledwie nie w pełni siły swojśj. Już nie wi-
dzimy , aby jego późniejsze utwory wznosiły się do
tój pkstycznśj skończoności ; aby to co późniój napi-
sał , było na tak wielkie rozmiary zakreślone , jak owa
hajdamacka Ukraina w„ Zamku Kaniowskim.**
Jest wszakże drugi jeszcze poemat, to jest: „Sobótka^.
Zdarza się to, że poeta pojmie okolicę swoj^, ale
żeby tę pojętnośc przenieść na okolicę zupełnie so-
bie nieznana, a jednakowoż zrozumiód tajemny od-
dech natury , to s§ rzeczy rzadsze. Seweryn Goszczyń-
ski, człowiek pełen siły, rozmiłowany w owój Ukrai-
nie, który tam całą swoj§ młodośó spędził, już za-
wsze jg. w sercu nosił, jako najukochańszą stronę
która pin sto wała pierwsze uczucie jego, którój wy-
głosił myśli i natchnienia, ten Seweryn Goszczyń-
liki, jako tułacz przychodzi do Tatrów, i w przeciągu
kilku tygodni rozpatrzywszy sig w życiu tój okolicy
tatrzańskiej, rozpatrzywszy sie w tej olbrzymiej natu-
372
rze alpejskiój, pojmuje j§ i pisze poemat :„SobóŁki^.
Rzeczywiście, kiedy wprowadza ów czerwcowy wieczór
złoc§cy szczyty smereczyn, czujemy oddech jele-
nich chłodów; d:yszymy szum pieniących si§ wód, wi-
dzimy fantastyczna gr§ mgły tatrzaóskiój , układają-
cćj si$ w dziwaczne postaci. Późnićjsze jego utwory
znowu zasługuje na uwagę zt§d, ie przeszedł zu-
pełnie w inna sferę. Nie widzimy tu ju2 w nim rzeź-
biarza; bo ja wśród poetów nazw^bym jego jedne-
go rzeźbiarzem. Mickiewicz mówi§c o nim i chc§c
scharakteryzować siłę i potęgę jego geniuszu , po-
wiedział: „To nie tylko ruski, to jest rossyjski poeta-.
Chociaż rzeczywiście nie wiem, coby to znaczyć
miało? Bo czyż rossyjska literatura ma coś podobnego,^
coby z duchem Goszczyńskiego i z geniuszem jego
porównad można? Tak w „Zamku Kaniowskim"
jak w„ Sobótce Tatrzańskiej" jest on rzeźbiarzem.
W późniejszych utworach, widzimy go więcćj żyją-
cego w sferze abstrakcyjnej ducha ,^ w sferze poezyi
nie wcielonej, w której żył Słowacki, niekiedy Mickie-
wicz, Baliński; a szczególniej Zygmunt Krasiński.
Mickiewicz znalazł naśladowców, ale nie znalazł ich
Zaleski, ani Goszczyński. Naśladownictwo nie ma tu
miejsca. Widzimy w prawdzie w tym zawodzie i na
tśm samśm polu Grozę i Olizarowskiego , ale oni
nie należ§ już do konstellacyi tych gwiazd. Dopełniaj§
oni zapewne pod pewnym względem obrazu całój po-
ezyi naszćj , i obrazu w szczególności poezyi ruskiój,
ale jak tamci nie s§ do naśladowania, tak tóż ci
dwaj nie dochodzą tćj wysokości, na którćj tamci
stanęli. W całój zaś naszćj literaturze maj^ ci ruscy
poeoi to soaceeoie, i» oni przyłożyli aiejako genia*
Bzem swoim pieezęd do unji narodowćj. Bo jeieli
3 narodu, który dopióro od czasu jak się zlał z Pol*'
8k§| wychodzą najdzielniejsze jego duchy ^ to juicid
trzeba przyznad, źe ten sojusz narodowy był rzeczy-
wisty. Mówiłem dla tego o poetach ukraińskieh na«
przód, źe niektórzy z nich, jak Padura na przykład
znacznie wprzód się wyrobili; a po wtóre, nie che^o
jaż całćj plejady rozrywaó, musiałem przejśó wprost
od jednego do drugiego, Mówiłraa jui, 2e po roku
dwudziestym, poczyna się u nas ruch umydowy, któ-
ry literaturę w nowe sfery wprowadza: ruch ten do«
aiągn^ Ukrainy i Litwy. Błędne jest mniemanie, aieby
wpływ 'Mickiewicza był stanowczjrm na wszystkie
gałęzie naszój poezyi. On był stanowczym bardzo
pod względem podniesienia ducha; ale już z odręb-
ności pisarzy wielu widad, że się niezawiśle i od-
dzielnie kształcili; co poświadcza, ie poezya nasza
była potrzeb§ wieku, ie jej nie można przypisy wad
pojedynczym ludziom, tylko że w nićj się odbija
geniusz poetyczny naszego narodu; że z nićj się wy**
łania najwyraźniej jego posłannictwo, któi*e aby się
streściło i rozniosło po świecie, na to trzeba było aż
takiego organu , jakim jest poezya.
Mówiłem, że oświata polska- która na początku
tego wieku była rozbudzoną na Litwie i Rusi , była
wszechstronną, europejską, była nawet pod pewnym
względem kosmopolityczną, czysto humanitarną: bar**
dzo jest tedy naturalną rzeczą, że musiała i tego ro-
dzaju owoce naprzód wydawad; bo znad to wszystko,
co inni utworzyli, a cznd się w sercu powołanym do
874
tUfórcssoBci , znaczy to, tworzy<5 dla siebie i za swój
ezas nowe rzeczy. Jakoż tak się stało. Mickiewicza
porównano nieraz do słońca wschodzącego, }abym go
raczój porównał do meteoru na letnićj ciemnćj nocy;
bo o wschodzie słońca nie każdy wió, i nie każdy
nań patrzy; ale meteor, jak wiSród ciemnój nocy za-
błyśnie ognista kul§ na niebie, w ówczas wić każdy o
nim, bo go widzi, i za jego ognistym szumem spogląda.
Tak nam się pojawił ten geniusz, i tego rodzaju
zrobił wrażenie na cały naród.
Było poczucie w narodzie potężne, że jest powo-
łany do twórczoiSci , to przekonanie było jednostajnie
rozlane po całym kraju, i było tak wielkiej jedno-
stajnej siły, że ktokolwiek w tamtych czasach ^ył i pa-
mięta je, ten przyzna, iż niepodobieństwem było, aby
tak jednostajnie upowszechnione przekonanie mogło
przejśd bez rezultatu w życiu.
Takim rezultatem była tedy pojawiająca si§ poe-
zya Mickiewicza; i to przeczucie całego narodu, któ*
ry się myślami i uczuciem swojem wzniósł, zostało
streszczone w jego geniuszu. W tćm znaczeniu jest
Mickiewicz rzeczywiście reprezentantem narodu i ca-
łćj jego poezyi; bo trafił szczęśliwie na przygotowana
epok§, któr§ bardzo dobrze sam poj%ł w swoim „P i e r •
wiosnku''. Zt§d tćż została poezya jego tak przez
naród sercem i duchem żywo przyjęta, jak się to
zwykle w żadnym narodzie, a nawet i u -nas nie
w każdym czasie wydarza.
Mickiewicz nie stoi izolowany : wyszedł cm z kół»-
ka wybranój młodzieży, jak już w9po«iDiułem , na
którój czele stał Zan. Dążności tego koła były wyso*
375
kie, naoralne, polityczne i patryoty«»n«. To tedy, co
on czuł, co on wyrzekł, wyszło niejdio ze zbiorowe*
go głosu, wspólnie natchnionych i wybranych du-
cb<Sw, z którymi on młodość swoj§ spędził. Ale rola
była w całym narodzie tak przygotowana, że każde
jego słowo pojęte zostało do razu w Koronie, na
Litwie i Rusi. Moźoaby nawet powiedzić<5, że w pro<»
wincyach od Litwy oddalonych wiccćj znalazł wzię-
da, wi§cćj wzbudził zapału i lepiój był zrozumiany
Mickiewicz, w pierwszych chwilach, niż w saniśm
Wilnie, gdzie ludzie, powag§ naukowa okryci, wbrelw
stawali dz^iejszćj na^zćj literaturze. W tym czasie,
ki^dy si§ poki^zały poezye Mickiewicza^ moinaby pot
wiedzióó, że poetyczne natchnienie prowadziło caiy
naród. Każdy, kto tylko był czułym, zrozumiał poetf ;
a kto nie był zdolnym sam pisach, ten czytał, odczy*
ty wał, uczył się na pamifsd Mickiewicza. Nie można
było znałeśc kółka wykształconych ludzi, a nawet
niewykształconych; nie można było znaleś(Ś kćłka mło-
dzieży, żeby o nim, o nim, i zawsze o nim me było
mowy. ^ajwyższćm tedy znamieniem geniuszu nie jest
tyle wewnętrzna warfcoac jego utworów, ale Wielko^Sd
geniuszu ocenia się dopićro po skutku. Tu tedy był
skjatek taki, że cały naród czuł się jego pieśniami
porwany, natchniony. Wszyscy, którzy w serca nspo*
sobienie czuli, rzucali się rzeczywiste do pióra, do
poezyi ; a w k^ńca znalazły jego płody, jako płody
geniusza, tak s^^rokie upowszechnienie^ że nawet i
sam Kra$icki| w swoim czasie, któremuimy to głó^
wnie przypisywali za zasługę, że poetyczni sferę tt
nas ro;$szerzył, nie miał większego koła czytelników.
6.
376
(Mickiewicza poezya miała nie tylko poetyczne zna-
/ czenie, ona miała znaczenie polityczne, a w skutkacłi
; swoicłi była ona socyalną. Ale trzeba tu ów wielki
I socyalizm ducha roznmićc, a nie ten »ocyalizm, kt<5-
: ry za materyalne chwyta korzyści. Ona była socyal-
I na, bo si§ rozszerzyła na tysiące i miliony daaz.
; Ona była socyaln§, bo w skntek tego podniesienia
\ ducha poszła emancypacya całćj młodzieży; a za eman-
; cypacyg młodzieży poszła emancypacya całego naro-
du. Ktoś, co kiedyś będzie musiał zagl§dad za po-
chodem naszćj literatury, i ściśle zastanowić się nad
skutkami poezyi Mickiewicza; ten będzie musiał ooe-
nid ten wpływ i u nas, źe to nie był wpływ, jaki
pospolicie poezya wywiśra; źe to nie było rozmarze-
nic; źe to nie było zajęcie, albo zabattrka duchowa, ale
i ź« to była krwawa praca ducha, w którćj geniusz
wystąpił, jako szermierz wieku, i za swój wiek, za
swój czas, i za siebie popchnął rzeczy dalćj.
Tćj potęgi, jak jest Oda do młodości Mic-
kiewicza, nie mamy wiele w naszćj literaturze. Do tój
potęgi wznosi się tylko kilka pieśni, jak n. p. „Hej
^Jbc^aj^e!^ Padury, „Marsz zaBug;** Groszczyńskiego,
i może jeszcze kilka bardzo nie wielkich piosnek Go-
sławskiego. Do tćj potęgi, jak Oda do młodości, wzno-
si się sam Mickiewicz zaledwo raz jeszcze w impro-
wizacyi swojej. Ta oda, jak mówię , była jego mani-
festem politycznym, stała się tedy w krotce wyzna-
niem wiary całego nowego pokolenia, które za nim
poszło; a co najdziwniejsza, źe ta oda nie była dru*
kowan§ przez dwadzieścia lat, po jój napisaniu; ale
z rąk do rąk przechodziła ona ; i na uwagę zasługuje
377
to, źe tradyoya now^j literatury zaczyna sie od Mickie*
wicza, iifi-Iiis^dcakiJftle tu po-
ezya. Koło to, z którego wyszedł i wielu jego towa-
rzyszy naprzód szkolnych a pot^m i więziennych
koło to więc wzbudziło tak wielkę sympatyc. Charak-
tery, które się tu pokazały, talenta które się tu
rozwinęły, tyle zdolności i nieszczęśd, pociągających
sympatye narodu, wszystko to wyszło z tego koła i
tworzy tradycyc now4j literatury, która jeszcze
w książki nie przeszła.
W tych dwóch tomikach Mickiewicza , które się
naprzód pokazały, jest zbiór małymi] jj^f"^ ballad i
romansów; ale żlem się wyraziłj nie zbiór, jest to
^Cyklus^ jestjto wieniec: te same uczucia, te same
postacie tę, sąme^ marzenia przewijają si^ jak cz j^ro:
dziejskie pasmo, jak prześliczne wstążk i przez ,. całą
l^siążkę^ J_włsśui^ t Oy źe z tymi sa memi kwiatami^
coraz w innych kombinacyach uczuó spotykamy się^
to nadaje tym obrazom tyle czarodziejskiego wdzięku.
One, pod względem wykończenia, stanowią epokę.
Weźmy n. p. jeszcze dzisiaj Pierwiosnek, tę po-
ezyą, którą Mickiewicz rozpoczyna cały swój zbiór;
weźmy jego myśli, które on na w pół tylko wypo-
wiada i te rymy w które on to ubrał, wszystko jest
nowe, wszystko jest świćźe i tak aź po owe czasy
nieznane, a jednakowoż niby od dawna znane, od
dawna upragnione , czyli raczćj przeczute od wszy-
stkich. Ta oryginalnośó, ta prostota, ta trafnośó, ten
dobór artystycznych środków, otworzył i dla nieznaw-
ców wstęp do poezyi. Mickiewicz wznosi się najwy-
żej, w tych dwóch pićrwssydh tomikach, w poemacie
48
378
i jDziady ," Tu na tle pół pogańskich, pół chrześciań-
! 8kich obrzędów, wprowadzone sa postaci według fan-
tazyi, z których najznakomitsza jest Gustaw. Otóż
ów Gustaw jest najwyższego znaczenia : tym Gusta-
wem staje si§ Mickiewicz niejako poet§ europejskim;
bo to , co ma byd powszechne , co ma znaleźd w na-
rodzie wzięcie, to powinno byd tak wszechstronne,
żeby było czysto ludzkiój natury i zrozumiałe dla
wszystkich. Odkąd ludzie kochają i jak długo kochad
bcd§, nie spotkamy się z serdecznidjszym wyrazem
miłości, jak w tym nieszczęśliwym człowieku, który
nareszcie potępiony został dla tego, że nie mógł
znieśd boleści serca ; co więcej, by ło to nawet koniecz-^
nym warunkiem wpływ u ducha Mickiewicza, źe
musiai Wzi§&(3 z czysto luc^zkiśj strony cały naród za
serce , bó w ten sposób dopiśro utorował sobie drogę
do serca narodu i do innych myśli, które potowa^ i
które późniśj dopióro dał narodowi. W Gustawie,
jak i w powszechności w nziadacli, powiewa
czysto ludzka dusza, widzimy tu w prawdzie na
tle powieści ludowej wprowadzone rzeczy gminne, ale
juź tutaj widad postęp wieku , bo poezya nawet w tych
idealnych obrazach bierze wszystko w opiekę , co
było uciśnione, upokorzone, upadające. Ta tendenbya^
która bardzo jasno w Goszczyńskim była zapowie-
dzianą , jako rozbrat z rzeczywistością ^ jest tutaj
zadatkiem wielkićj miłości , danym przez Miokiewieaia
Narodowi.
XX.
Naśladowcy Mickiewiesa. — Poeci z Korony: Witwicki i inni. — Zam-
knięcie pkirwszęgo dsiesiątka twórczej ery. — Zwrot literatury od
1831 r. — Literatura wychodźców i wygnańców. — Negacyjny kieru-
nek poezyi. — Słowacki. — Lenartowicz. — Baliński. — Krasiń-
fki. — Zakończenie.
Stanęliśmy na poezyach Mickiewicza. Oda do
młodości była podobna do piorunowego węża, któ^
ry prując obłoki , wśród ciemnćj nocy , nawet i
w zniszczeniu jeszcze świadczy o tych światłach bożych,
/ Poezya jego była przyjętą z tym zapałem, jakiego
^ot§d iaden poeta u nas nie znalazła Rzeczywiście zaś
miał on dwojakie zadanie: raz, skupienia narodu w so*
bic, a drugi raz postawienia geniuszu narodowego,
geniuszu poezyi narodowćj na stanowisku europejskiem.
Mickiewicz odpowiedział zupełnie tym dwom powoła-
niom , i jak z jednćj strony leźy w nim niejako punkt
środkowy ciężkości poezyi narodowćj, tak od niego
poczyna by d nasza literatura już. europejską , i sfera
jćj rozs2^rza się coraz bardzićj. Mickiewicza można
najlepićj wówczas ocenid , jeźli go porównam z rów*
noozesnymi poetami Francyi i Niemiec. W Niemczech
była już epoka Getego przeszła: z Bajronem i Wal-
terem Skotem zmieniła się jój era w Anglii: we
380
Francyi był Lamartine i Wiktor Hugo : jakoż pomię-
dzy nimi; a Mickiewiczem, nie można zapoznad pe-
wnego pokrewieństwa, w któróm zwykle 8toj§ współ-
czesne geniusze. Ze stanowiska europejskiego oceniając
Mickiewiczai wytłumaczy się wszystko, na co w jego
poezyach natrafiamy , i to użycie tak rozlicznych form
i to że tak cz§sto przechodzi na obce pole, z pola
ojczystego. We wszystkich wszakże jego poezyach
snuje się jedna wielka nid natchnienia, w ktdrćj nie
można zapoznad wysokićj indywidualności autora. Któż
w Gustawie nie pozna samego poety? Samemu Gusta-
wowi napisał poeta nagrobek i powiada, że zmar-
twychwstał w Konradzie. Któż w końcu, w czwartćj
części Dziadów, nie pozna postaci owego Gustawa
w Konradzie, z którym się jeszcze raz w „Pana Ta-
deuszu^, w postaci robaka w końcu spotykamy. Ta
potężna indy widualnośd , że tak powiem, liryczna i
i muzykalna, była powodem, że cały naród wzi§ł za
serce, i że poezya jego na czysto ludzkim grancie
rozpoczęta, wziąwszy raz za serce ciJ:y naród, pro-
wadziła go następnie tam, gdzie on według posłan-
nictwa uarodu i własnego jego przekonania i sposoba
widzenia rzeczy, z obowiązku służby swojćj, prowadził
ten naród.
To europejskie stanowisko nie było łatwe do zdo-
bycia, wśród spółczesnych poetów wieku i tych, co
razem z Mickiewiczem dopełniali przeszłości. Gdyby
Mickiewicz był po raz pierwszy w swoich poezyach
wystąpił na pole narodowe , byłby zapewne takie
podziwienie znalazł u nas, jakie ma do dziś dnia,
ale nie byłby się stał europejskim* Wstąpiwszy zaś
881
na pole wysto laddddi aozad, w Gustawie, wtenczai
jeszcze, kiedy d§ŹQOŚci narodu i umyd;y nie były
dojrzały, wziął i chwycił za t§ jedn§ stronę cały naród,
za kt($r§ ten naród był do wzięcia i którato droga
była stopniowaniem w poezyi ; bo od czysto ludzkicłi
uc2ud zacz§ł, a skończył na największym narodowym
poemacie, jaki mamy w narodzie, na „Pa;nu Tadeuszu^.
Juź tedy to stopniowanie uczuó dowodzi tój wysokiój
dojrzałości jego poetycznego geniuszu i tćj missyi,
do którćj był powołany w narodzie, a któr§ spełnił
w całości.
Mówi§c o Mickiewiczu trudno zapomnieó o tćm, co o
nim inni mówili. Joź Mochnacki ocenił Mickiewicza bar-
dzo trafnie, chociaż, jak już raz t§ uwagę zrobiłem, było*
to na początku owćj wielkićj twórczćj epoki, i Mochnac-
ki widział raczój to, co się następnie stało, niż dawał
miarę tego, co już w ówczas było.
Grażyna, jako plastyczna poezya, była bardzo
wysoko cenion§ w swoim czasie i podjęta tak przez
naród, jak przez Mochnackiego i Grabowskiego wy-
soko: wszakże w Walenrodzie podniósł się duch po*
ety widocznie. Staje się kosmopolitycznym w prze-
kładach i w sonetach Krymskich; a obszedłszy niejako
cał§ sferę europejskićj poezyi i erudycyi poetycznój,
spuszcza się znowu do rodzinnój zagrody w Panu
Tadeuszu. Chc^c Pana Tadeusza rozbióraói
potrzebaby na to osobnych kilka godzin. Gdyby Mic-
kiewicz był Anglikiem, Niemcem hib Francuzem,
byłyby do tych czas wyszły tysiące broszur o jego
poezyach, i setki tomów rozbioru dzieł jego. O Panu
Tadeuszu powiem tylko tyle, ile potrzeba, abym tu-
m
laj osnaczył wartośd tego, co każdy poeta woidsł
do skarbnicy narodowćj poezyi. Jeżeli Miokiewics
postawił nas na tym piedestału europejskiej poesyi,
to w Panu Tadeuszu dał on wielkie ^o dla po«
ezyi litewskiej; w t^m malowidle natury, w t6m ma-
lowidle widokt5w sielskich, a mianowicie zaścianka li-
tewskiego lab wiejskiego dworu, jest Mickiewicz nie*
porównany: z drugiej strony, staje si§ on zupełnie
europejskim poet§, bo warunkiem juź dzisiejszej eu«
ropejskiej poezyi jest koniecznie, ażeby postaci, czy to
historyczne, czy to obyczajowe nie występowały bez
tła, ale okazywały si§ zawsze na tle natury zupełnie
odpowiedniśm. W Panu T a d e u s z u jest Mickiewicz
tóm europejski, że skreślił wzorowo wielkie tło na-
tury, i dopóki ktokolwiek zechce malowad obrazy
owój mglistej północy, dopóty będzie się musiał zaw-
sze odnosid do niego, tak jak się dzisiejsi malarze
odnosz§ do wielkich wzorów XV. i XVL wieku.
Żałowad nam bardzo przychodzi, kiedy mówimy
o tćm, co o Mickiewiczu pisano, że prelekcye zna-
komitego bardzo krytyka i publicysty naszego Klacz-
ki nie zostały ogłoszone. Wiem tylko tyle , że miał
pięd prelekcji o Mickiewicza dziełach , oceniając jego
stanowisko w narodowej i w wielkiej em*opejskiej li-
teraturze. Czy te prelekcye zostały spisane, czy nie,
tego nie wiem ; ale jeżeli Klaczko mówił o Miekie*
wiczu, s§dziłem , iż obowiązkiem moim było wspo-
mnied w tem miejscu o tem, iż życzyd wypada aby
ii&nakomity krytyk dał nam kiedyś przynajmniej re-
zultaty swoich badań, które bardzo znakomite byd
muszą, jeżeli podług tego^ co o Krasińskim powie-
383
dsiał, domyślamy się tego, co o Mickiewiczu m<5gł
powiedKićd.
Z Mickiewiczem tedy stanęliśmy wśród Europy.
Kseczywiście, od tego czasu poczynają się dopićra
tłomaczenia z polskiego pokazywad w całćj Europie,
i literatura nasza zostaje właściwie dopićro oceniona
przez postronnych. Jest wiele rzeczy w literaturze,
które się nie dadz^ przetłumaczyd, s^ nawet niektó*-
rzy pisarze, którzy nie 8§ dp przetłumaczenia, ci tći
89 w znaczeniu ściślejszym narodowymi. Wszakże,
gdybyśmy nie mieli taki^o szermierza ducha, jakim
był Mickiewicz, który nasz§ literaturę z (^ego za^
ścianka wyprowadził na wielkie forum europejskici
nie wiedzianoby o tśm dziś w Europie > ie nasz
naród żyje tak potcinie dudbem, jak kaidy inny od
niego szczęśliwszy.
Naśladowcy Mickiewicza nie doszli potęgi geniu-
szu jego. Do nich zaliczamy pospolicie! Edwarda Odyń*
ca, Chodźkę Aleksandra, Masalskiego i Juliusza Kor-
saka. Każdy z nich ma nieco odmienne cechy. Wszy*
scy wszakże ślepo trzymali się w pewnych czasach,
nie tylko drogi Mickiewicza, ale nawet pojedynozycb
jego zwrotów^ wyrażeń myśli i rymów.
Kompletuje oni poezyę Litewską i dają niejako,
świadectwo tćj jedności narodowej: Korony, Rusi i
Litwy, przez utwory swoje okazując, że nie pojedyn-*
czy człowiek, ale cała plejada poetów litewskich za*
jaAiifda i-ównoceeśnie na niebie polskićm. Jedc^
z nich t. j. Odyniec przestał byd w pewnym czasie na-
śladowcą Mickiewicza, a to mianowieie, kiedy się
dttobem spusacza do katakomb pierwotnych wieków
384
ChrzesciańBtwa i w „Felicycie" daje nam obraz
męczenników świata. Tu juź wpada Odyniec na dro-
gę oryginalna, na drogę nie wskazana, ani przeczuta
nawet przez Mickiewiczn. Zt§d 8§dziłbym , jeżeli go
także do naśladowców Mickiewicza policzono, to od
wyjścia „Felicyty" możnaby tego zaniechać, bo
on jest oryginalnym zupełnie pisarzem: okazał on nie
tylko w tćm dziele męki ciała , ale i męki ducha,
na które dawano Chrześcian pierwotnych, a tćm sa-
mćm ma to arcydzieło wielk§ analogj§ z naszym
czasem. „Felicyta" Odyńca stoi jako samotne zja-
wisko w csi&j naszćj literaturze. Jeżeliby j§ do czego
poro wnad można , to chyba jedynie do „Irydy ona"
Krasińskiego, tak dalece jest w wysokiej sferze trzy*
mana, tak jest pełna ducha poświęcenia chrześcian-
skiego , i tój gor^cćj wiary pierwotnych męczenników;
a że Łiagedja ta ponawia się za dni naszych, to
w „Felicycie" pisarzowi polskiemu i dziełu jego
tak wielkie nadaje znaczenie* Późnić) jeszcze przecho-
dzi Odyniec ua pole dramatu historycznego. Tych
dramatów nie będziemy rozbióraó, bo i w całych
moich wykładach nie było to mojóm zadaniem. Po-
wiem tyle tylko, że widzimy w nich za wiele znaw-
stwa i refleksyi historycznej. To, co częstokroó histo-
rycznym postaciom, żyj§cym pod koniec panowania
dynastyi Jagiellonów, Odyniec wkłada w usta, to db-
pićro dziś można było powiedzićd, po trzech wiekach,
reflektując na na8z§ przeszłość; ale tak myśli<5, tak
mówid, tak widziśó nie mogli ludzie owego wieku.
Aleksander Chodźko rozszerzył u nas sferę poezyi.
jak nas Mickiewicz wprowadził raz na to pole enro*
a86
pejskićj poeeyi, tak widzimy, ie erudycya poetyczna
uderza eizezególm^j w jego naśladowcach. Jest to eru-
dycya powszechnej poezyi, erudycya , ie tak powiem ,
świata. Erudycyi tdj wysokiej dał dowody Mickiewicz
w przekładach swoich i w tak małym nawet ułamku,
jaki mamy w przekładach Bajrona i Dantego. Tej
erudycyi paetyoznśj dał takie przykład Odyniec w prze-
kładach Bajrona^ Tomasza Moora i innych. Aleksan-
der Ohodźko zapędził się jeszcze dalćj w przekładach
nowogreckich poezyj , albo raczej pieśni odśpiewanych
w tym dttchn , gdzie się pokazało niezmierne powino-
wactwo między sławiańsk^ poezy§ Sławian południo-
wyob, a aowogreek§. W przekładach poezyi perskich,
dał on równie , jak Lucyan Siemieński, we wszystkich
piuekładaoh swoich wielkie, prawie nie do naślado-
wania wzory, któremi rozszerzył erudycya poetyczną,
a tćm sarnim nasz§ literaturę, przez Mickiewicza na
europejskie stanowisko wprowadzoną. Noworocznik
Meliteie wydany przez Odynca stanowił w czasie
swoim epokę; bo wszystkich poetów widzimy tutaj
utwory; jestto fiajpiękniejszy wieniec, jaki kiedykol-
wiek upleciono z różnych kwiatów w literaturze na-
szśj. Mełi>tele była w swoim czasie bardzo wielkiego
wpływu, rozszerzonego niezmiernie, i dla tego tćź
¥rspomittam ta o nićj, źe stoi na zamknięciu pewne-
go okresu, bo po Melitełi przychodzi rok 1830.
Literatura, która bjrłu wpadła w aentymentałnośd , wy-
bryki tak zwanćj romantyczności , przybiera zupełnie
inay ebarakter. Rzeczywiście było pewne wysilenie
ducha »w pefwnym 'kierunku , i to błądzenie po cmen-
tarzach i grobach z upiorami i duchami za nadto dłu-
49
386
go już trwało, i za nadto dlago bawiliśmy się tii6m.
Jedna częśd zapewne , która się sercem kierowała, s^ła
za tym popędem; ale druga część, która zawsze tyl*
ko w sile i czynach upatruje prawdziwy kierunek,
patrzyła już zniechęcona na tę sentymentalna litera*
turę, która była u nas bardzo niewłaściwie romanty-
czną nazwaną , bo nigdy nie mieliśmy ani klassyków,
ani romantyków w XIX. wieku. Klassyków mieliśmy
w XVI. wieku, a ci wszyscy, co w XIX. wieku pi-
sali , byli albo naśladowcami klassycznćj literatury fran-
cuzkiój , a nie pierwotnie klassycznćj, albo byli naśla*
dowcami inszych literatur europejskich ; naśladowania
wypada uwaźad jako przechodnie w literaturze naro*
dowśj , która już w tym czasie, co do formy, z ducha
Bajrona pieśni czerpała zadatki. Szczęściem obudziła
nas z tego upadku i z tćj czułości niemęzkićj trąba
bojowa, i tutaj tedy po pićrwszy raz odzywają się
znowu legionistów pieśni.
Rajmund Suchodolski óbozowemi pieśniami swo-
jenii, które w ówczas miały największe upowszech-
nienie pokazał, jak na massy wpływad może poezya
w czasach ruchu. Obok jego pieśni , które się w ów-
czas upowszechniły we wszystkich obozach i we wszy-
stkich domach, wspomnićó nam przychodzi „Marsz
za Bug^ Goszczyńskiego; „Hej kozacze wimia
Boh a" Padury, i „Boga rodzi co" Słowackiego.
Zapewne, ściśle biorąc^ jest to nie wiele, ale był to
czas wojny i przesilenia. Wszakże pieśni Padury i
poezye Goszczyńskiego są to prawdziwie TyrteusEo-
we pieśni , które jako pamiątki wieku , i wyraz owy eh
387
hit pozostoD§ na zawsze w literaturze naszćj , równie
)ak |,Skowronek'^ Goszczyńskiego.
Ohodźko nie ziścił nadziei , jakie w nim Mickiewicz
pokładał, jeszeze mniej Korsak Julian. Spada on bo-
wiem jud do sentymentalnośoi i w tych sentymental-
nych jękach równa się prawie z elegj§ klassycz-
m^ poprzedników naszych. Do naśladowców Mickie-
wicza liczono takie w owym czasie Stefana Witwic-
kiego , chociaż wiadomo nam jest , źe on się zupełnie
oddzielnie i bez wpływa Mickiewicza kształcił. Jakoż
należy on rzeczywiście do plejady poetów w Polsce,
podobnie jak Gaszyński , który wielu swćmi utwora-
mi przypomina nam poetów - żołnierzy. Z razu widzi-
my go jako uczaia Brodzińskiego na polu sielskićm,
na polu sielanki, potćm wzniósł si§ do biblijnej po-
ezyi ; ale w końcu widząc , że na innćm polu większe
może znaleśd powodzenie, niż na polu poezyi, opu-
szcza j§ zupełnie.
Ezeczy wiście zaś jest to może najznakomitszy pro-
zaik t^o wieka, człowiek wielkiego serca, głowy
dobrćj, dążności najlepszych, który przez serdeczne
pisma swoje i ognistośd swego patryotyzmu, przyło-
żył się a nas nie mało do sprostowania wyobrażeń,
do zbicia nas z drogi przesądu, albo z drogi fałszy-
wo) szczególnie cudzoziemczyzny.
Ostatnim już z naśladowców Mickiewicza jest
Garczyński. Chociaż z kolei poczyna on pisad do-
piero po 30tym roku, a epoka , o której mówimy, się-
ga lylko do 30go roku, wszakże , kiedy już mówię o
naśladowcach Mickiewicza , to tu jest miejsce wspom<-
nied o Garczyńskim, Byłto umysł nieco poetyczny,
388
sagorsudy w całćm tego dowa znacseiiiai iotnien
z wypadku, z powc^nia filozof szkoły niemieckiej : tor
łał 8i§ na wygnania , zetkn^ się z Mickiewiczem, i
pod wpływem j^o geniusza rozwinęły się jego poe-
tyczne zdolności. Nie wiele napisał, bo źył bardzo
krótko : jeżeli się nie mylf , to już w roka 1833, cey
na początku 1834 już nie źył Garczyński. Wtenczas
był Mickiewicz wielkim jego przyjacielem i wieUńcie-
lem, i zostały ślady tego w prelekcyach Middewi-
cza, gdzie go owszem na szezyde poetów postawił,
jak gdyby ma na chwilę odstąpił tego miejsca, na
którem właściwie sam siedziid. Nie podzielamy zapeł-
nię tego zdania Mickiewicza. Garczyński należy do
miemych poetów, a nawet apoteoza Mic^iewiera nie
tu nie pomogła.
Z naśladowcami Mickiewicza kończy się tedy pićr-
wssy dziesiątek lat twórczych. Z początkiem 1831. r.
zmienia się nagle położenie całego narodu i połoźe*
nie całćj literatury nasećj: literatura bierze odtąd
zwrot nowy w znaczenia moralnóm dla narodu: z u-
padkiem reprezentaoyi narodowej) z upadkiem armji
i rozprószeniem wszystkich pisarzy po całym świecie,
zmienia się położenie narodu, bo te wszystko co do^
t§d tworzyło hierarchj§ narodową, i co dotąd w hie-
rarchicznym składzie , ozy to godnością , czy urzędem,
czy pozyeyą, czy to w końcu prze^ duch i geniusz
ząjętćm stanowisku przodkowało w narodzie , to wszy*
stko zostało Wyrugowane ze stanowiska swego. Wy-
chodźtwo i literatura rozpadają się na trzy wielkie
działy, które dotychczas nie znalae^y historyka w na*
szym narodzie. Pićrwszym dsliałem jest wychodźtwQ
389
na cac&odnićj pustyni cywilisacyi earopejski^j : dru-
gim (kii^tn B^ wygnańcy Sybiru i literatura sybiraka
pod biegunem północnych lodów : tn&ecim działem jest
literatura kaukazka, u kolebki rodu ludzkiego. Jakie
losy, takie dzieje, jakie dnieje taka poeaya i litera-
tura; nikt mówi§ jcjizcśe nie spisał tych dziejów i
ledwQ można oznaczyd te strony świata, w których
się duch polski tułał po pustkowiu ducha. Wszakże
na każdym miejscu, gdzie si§ tylko zebrali Polacy,
rozpoczynali oni na nowo swoje narodowe duchowe
życie. Tak było we Francyi i Anglji , tak na Sybirze
i Kaukazie. Z t§ tylko różnic§, że tu do gospodar*
stwa narodowego, na Kaukazie i Sybirze, przybyło
stawianie kaplic i kościołów, jak na potomków obroń-
ców wiary przystało. Księża polscy byli tu opiekuna-
mi sierot polskich, które si§ przy kapliczkach kato«
lickich chowały. Na Zachodzie zawiązywali naukowe
towarzystwa, gromadzili zbiory i biblioteki, otwićrali
naukowe zakłady, organizowali dziennikarstwo i two-
rzyli Hteraturg własn§, która ma wszelkie cechy na-
rodowe wychodźtwa, tęskniącego do kraju, szamo-
cącego si§ a niewola i popierającego posłannictwo
narodu w dziejach.
Już samo rozstrzelenie się ducha polskiego na
zewnątrz kraju okazuje, jaka czc^ośó leżała w jego
wnętrzu i wjak§ pustynię zamieniła się nasza Ojczy-
zna , w której w ówczas panował Demon, który z trzech
potworów historycznych wszystko w siebie wcieUł , bo
wzi§ł okrucieństwo Dyoklecyana , wzi^ zapamiętałość
Nerona i ślep^ głupotę Omara, Okropna się tóż wal-
ka rozwija z jednój strony, prowadzona przez taki^o
d90
cdbwieka , z drugiej stroDy przez ludzi , którzy mi
cał§ Bwoj§ obronę nić nie mieli , jak słuazńośd swo-
jej sprawy i potęgę jój ducha.
Była chwila po pogromie,
Gdzie stać mogła na wyłomie,
Tylko pieśń , jak dtich !
Jakoż nabićra w tym czasie poezya najwyższego
znaczenia i staje się panuj§c§ i przewodnicząca w na-
rodzie. Otóż z tego stanowiska trzeba oceniad tę dru-
g5 ^ppkę twórczej naszój literatury, która następuje
od 1831. r. a kończy się i§mierci§ Krasińskiego. Na
wychodźtwie znalazła się cała plejada i ruskich i li-
tewskich i koronnych pisarzy. Naprzód w Dreźnie wi-
dzimy ich skupionych około Mickiewicza. Tu znajduje
się w ówczas Mickiewicz , Odyniec , Garczyński i obok
nich Domejko, znakomity późniejszy podróżnik i geo-
log. Tu znajduje się z Tańskich Hofmanowa, i w jój
domu, jako na neutralnym gruncie spotykamy aię
z mężami stanu, pisarzami i wojskowymi; a aniołem
stróżem całego tego wychodźtwa jest serce Klaudyny
Potockiej z domu Działjrńskiej. Byłyto piękne czasy;
nie jeden młody człowiek briJ: tam natchnienie i mo-
że jeszcze zapasem owej chwili żyje aż dot§d. Ta
na wychodźtwie rozmógł się , że tak powiem, geniusz
Mickiewicza. W ówczas napisał on czwart§ częśd
Dziadów i skończył Pana Tadeusza. Tu na
wychodźtwie najlepsze rzeczy napisał Bohdan Zaleski.
Tu nakoniec nowi poeci, dot^d nie znani, albo tyl-
ko z drobnych jeszcze rzeczy, jak Słowacki, jak Kra-
siński rozwinęli cał^ potęgę swojego geniuszu: kie-
dy znowii % innych obszarów^ to jest z literatury sy-
birskiój przybywa Karol Baliński, a s literatury kau-
kazkićj, Gustaw Zieliński, autor Kirgiza. Zaledwie
tedy dochodzą nas ułamki, tego życia rozpierzchnic«
tego po czterech częściach świata; bo mamy i zAfry*
ki i z Ameryki dzieła polskie.
W K i r g i z i e widzimy wielk§, zagorzał§, koófaajafcc
du8z$, wypchnięta na pustynię świata. Jestto prze-
śliczny otM^azek, ale trzeba mied klucz owego całego
źym wychodźców na Kaukazie, których położenie nad-
to jeszcze od innych było gorsze, bo wbrew swemu
przekonaniu musieli walczyó z ludem, tn^oni^cym ko^
łebki rodu ludzkiego. Jeden z pićrwszy eh , który w po-
wszechnym upadku ducha znomt podniósł ^os, był
Gosławski. Jak z wychodźców jednych zagnały losy
naprzód do Drezna, a następnie do Szwajcaryi i Francyi,
tak poei§gn^o braterskie uczucie i przywiodło innych
tutf^ do nas. Osiedli tu w ówczas : Seweryn Goszczyń-
ski , Magnuszewski , Wójcicki i Gosławski , który wzią-
wszy lutnię po Tymonie Zaborowskim, zanucił prze-
śliczną rycerską pieśń , która odtąd poczyna byó cha- '
rakterystyczną cechą literatury naszćj , bo na wysoko-
ści pieśni Bohdana Zaleskiego staje. Pieśni Gosław-
skiego nie należą jedynie do książkowego świata, ale
i do iycia , bo śpićwane z ust do ust przechodzą.
Kompletują one tę sferę, na którą wprowadzili na-
rodową poezyę Padura i Zaleski. „Gdyby orłem
byó, lot sokoli mieó" i inne podobne pieśni Go-'
sławskiego, znane pod tytułem „Pieśni ułana,*
cechują ów wskazany przez nas zwrot sentymentalnej
poezyi do poezyi rycerskiój. Wspominam tu o nim,
392
bo on pićrwszj jest, który poczyna małowad owe
wielkie rozdarcie ducha, które sie odtąd staje chara*
kterystyczD§ cecha poezyi wychodźtwa ; a nawet znany
poemat jego „Polaka w banka^ był niejako piór**
wszym ntworem negacyi, na któr§ wstępuje pewny
odcień naszćj poezyi. Późnićj widzimy cały azereg po-
ematów Mirodawskiego , ^^Sznja,^ „Żelazna Ma-
ryna**, „Pugaczew" i „Bitwa Grochowska'^.
Tu jui wyraża się zupełnie ta negacya i owe rozdar-
cie ducha f a następnie widzimy to w bandzo wieła
poezyach, ndwet i póiniejszych Słowacki^o.
Słowacki zwrócił na siebie uwagę przez pietó n^^*
ga rodzi cy^. Bzeezywiście lei^o w tć| pieśni coś
wielkiego, a chwila wktórój j§ śpićwał poeta, dałajćj
wstęp do c^ego narodu tak, ie już z początkiem
1831. roku, lubo bardzo msio dopióro wyszło było
s pod pióra ^wackiego, znał go cały naród po tćj
pieśnif W piórwszych jego poezyach nie widaó jeszcze
włas^ćj drogi: wstępując na pole narodowćj poezyi,
często tak myślami jak zwrotami, powiedziałbym, przy-
pomina to Seweryna Goszczyńskiego, to Mickiewicza,
to Bohdana Zaleskiego. Do najpiękniejszych utworów
z tego ezasu należy zapewne ^Jan Bielecki^ i
,^Żmija:^ weząkże nie byłato jego włiuSoiwa droga.
Jeżeli każdy ^ na«zycb poetów reprezentuje w naj-
wyższej potędze coś tukiego, co do ritarbniey naro*
dowój wnosi, to możndby powiedzied, że Słowacki
reprezentuje wyłgc^nie fantazy§« Ze wszystkieki poe-
tów, od Ki?99i)ckiego do Krasińskiego, nikt nie nuał
takiej potęgi £»nto»yi, jiskę miał Słowa<^. Nikt nare*
szcie nie miał, wskutek tó) fantazyi, takiego dftru
393
inwencyi poetycznej, jak on. Fantazya jest u niego
przedewszystkićm czynna: ma on potężne uczucie,
ma on podniosłe myśli, bui^^ee namiętności; wylewa
nieraz okrtttn§ gorycz serca swojego na świat, iale
przedewszystkićm jest u niego czynn§ fantazya , ta
która wiecznie , wiecznie , i wiecznie tworzy tak , źe
ledwie uczucie i myśl wydoład mogą, id§c zajćj po-
chodem.
Jedni w całym poemacie, inni w pojedynczej
piosnce uszczknęli , ożywili i zebrali jeden kwiat ; inni
upatrzyli sobie na niebie jedn§ gwiazdę, albo wnieśli
do skarbnicy narodowćj poezyi jeden drogi kamień;
ale u Słowackiego twórczośd fantazyi jest tak ogrom-
na, że całe kaskady, całe rzeki płyn^ u niego kwia-
tami. Jednćm tchnieniem zapala tysiące gwiazd : na-
koniec, w każdćj chwili twórczośd jego jest tak wiel-
k§^ iż sobie inaczćj z ni§ poradzió nie umió, jak, że
te gwiazdy, które jednćm tchnieniem zapala , te gwia-
zdy, które jednóm tchnieniem ożywia, te najczarow-
niejsze myśli i uczucia rzuca bez litości w przepaść,
zdzićraj§c jedne z nieba, a dragie z ziemi. Ma on
w t^, że się tak wyrażę, (proszę mnie tylko zro-
zumićd) ma coś z marnotrawnego geniuszu. Tysiące
poetów mogłoby tym skarbem jego gospodarzyd. W głę-
bi duszy jego leżała negacya; osierociał, osamotniał
w duchu. Nie żył z wychoditwem, zerwał stosunki
z krajem, prócz najbliższych stosunków serca i krwi;
błądził samotnie po świecie i w osamotnieniu jego:
w tym braku zetknięcia się z narodem, potrzeba u-
patrywad często gorycz jego serca i przyczyny mar-
notrawstwa jego poetycznego geniuszu. Przepuszczan]^
80
tu
mu jego marnotrawstwo, gdyż boleję razem 2 nim
nad jego sercem , które wiele masiało ciórpiód , kiedy
mówi „Smutno mi Boże**. Kto tak przepyszne po-
staci mógł stworzyd i sam własna r§k§ niejako mu-
siał je zabijaó, ten bolał zapewne bardzo.
We wszystkich rodzajach poezyi próbował swoich
sił: s§ prześliczne jego liryczne rzeczy, sa poemata całe
epickie, są dramata. We wszystkich, wszędzie, i za-
wsze, twórczy, nowy, świćźy, poetyczny, wiecznie
w tćj samćj sile, tego samego lotu, tak, iź powiedział-
bym, źe poezyejego nie grzeszą tćm, żeby tam brak
był czegoś, ale tóm źe jest wszędzie wszystkiego za
wiele, próz zdrowego rozumu.
Nic niema nieszczęśliwszego jak marzyciel pisarz,
zamknięty duchowo. Przez osamotnienie nie rozumiem
tego, żeby człowiek sam żył, żeby się oddalił od
świata , ale to , jeżeli pomiędzy światem rzeczywistym,
a duchowym życiem, nie ma tego miłościwego związ-
ku, który poetę powinien wiazaó z narodem, od
którego poeta tyle powinien brać w każddj chwili u-
czucia, myśli i dążności, ile ma prawo dad mu odro-
dzone w duchu na powrót. Nieszczęściem wszystkich
naszych poetów na wychodźtwie było to, źe osamo-
tnieli, że się zbytnie oddaliK od kraju, że śród stra-
sznych niepowodzeń zapomnieh o źródle życia : w per-
spektywie pokazało im się to w wielkićm oddaleniu, le-
dwie dojrzane, z czómby właściwie trzeba było po-
społu żyd , z czómby się trzeba było społem zlad i
pojednad, naprzód w tym cela, aby to co nie dobre
przekształcid. To osamotnienie ducha jest tedy cecha
prawie wszystkich. Widzimy to osamotnienie ducha
m
w Goszczyńskim , w Bohdanie Zaleskim , widzimy je
w Mickiewiczu , widzimy w Słowackim j (najmoićj mo-
że w Krasińskim), bo był poet§ całdj ludzkości. Ne-
gacya leiała w tćj wielkićj Słowackiego bolej§cćj duszy, '
a sfera negacyi nie jest sfer§ poezyi. Poezya potrze*
buje dodatnich iywiolówj i bez dodatnich żywiołów
poezyi nie będzie żaden pisarz zrozumiany, ani po*
wszechnic przyjęty. Długo tói nie pojmowano Słowa**
ckiego: jak sam mówi: „Rzucam to wszystko
w milcz§c§ przepaśd''. Potrzeba było całego
jego życia na to i tyle lat po jego śmierci, żeby
a\ę dopióro można było przekonad, że negacy§ nie
może stad poezya i nie może stad naród ; wigc poeta
negaoyjny nie jest właściwie duchem na swojćm miej-
scu. To wszakże w niczćm nie ubliża potędze ge-
niuszu Słowackiego. Rzeczywiście, równocześnie jedne
utwory jego nie były zrozumiane, drugie nie były
upowszechnione. Trzydzieści prawie lat potrzeba było
na to, żeby się w utworach jego rozpatrzył naród;
ale jak wszystko, co jest w wysokiój sferze trzymane,
znajduje w końcu swoje usprawiedliwienie i uznanie
w narodzie, tak tćż znalazły to usprawiedliwienie i u-
znanie poezye Słowackiego. Wyznajmy wszakże , że nie
łatwo jest go poj§d , że potrzeba będzie wiele wyjaśnię*
nia i pracy zupełnie szczegółowej , ażeby wszystko to,
co Słowacki napisał, było zrozumiane. Do takich u*
tworów n. p. należy „Król duch*': jest to niby trans-
cedentalizm poetyczny, niedościgły nawet dla tych,
którzy ^nawyku do życia poetycznego i duchowój sfe-
ry. Jak każdego z naszych pisarzy trzebaby szczegó-
łowo rc^ebrad i życiem jego pisma jego oświćcidy
396
tak wiccćj jeszcze tego potrzebuje Słowacki i wtenczas
dopióro będzie mógł by<J zupełnie pojętym,
Kiedy juź Słowacki rozwinął swój geniusz, wy-
stępuje w też ślady młodsze pokolenie poetów, Naj-
pi^rwszym z nich jest Lenartowicz. Już nie z Rusi,
juź nie z Litwy, ale jest śpićwak z Korony, Jakoż
widzimy w nim pieśni, uczucia i pojęcia ludu polskie-
go, prześlicznie podniesione, na owśj lirence, którą tak
czarodziejsko nastroił. Lenartowicz ma coś tak swoj-
skiego, tak wiejskiego, a przytćm duchem tak pod-
niosłego ; pieśni jego w wielkićj części mają taką
muzykalność, jak pieśni Padury i Bohdana Zaleskie-
go; ale na innćm stoi on polu, i w krótkim czasie
wzięcie jego i upowszechnienie pieśni jego w całym
narodzie nie mogło tych wszystkich dziwie, co pilnie
śledzili pochodzenia naszćj poezyi. Nie zawsze wszak*
źe zostaje on na tćm stanowisku sielskich pieśni, al-
bo pieśni w szopce śpiewanych; wznosi on się nie-
kiedy do poematu daleko większych rozmiarów. Opi-
suje wielkie bitwy narodu; albo w „Błogosławiono)"
przenosi się nawet w sfery zupełnie duchowe. Tu
jest jego stanowisko duchowe prześliczne i porównał-
bym tę „Błogosławioną" do „Przenajświętszo) rodzi-
ny" Zaleskiego. Taki tu jest styl, takie pojęcie trady-
cyi, tak artystycznie wprowadzone, tak poetycznie
wysłowione, iź do najpiękniejszych utworów literatu-
ry naszój można policzyd ten znakomity Vtwor auto-
ra Lirenki.
Pi'zychodzimy do czasów, gdzie literatura nasza
znowu stanowczy zwrot zrobiła. Dzień odwetu , krwi,
dzień krzywdy, zapowiedziany w Uczcie zemsty
897
przez GossK^syńskiego, dojrzał wreście i zeszedł krwa*
I wo w zamieci ludowej, strasznych dni Lutego : w obec
^ tych dni wszystkie głosy naszych poetów oniemiały,
wszystkie lutnie wypadły z ręki, wszystkie serca ska-
mieniidy. W ówczas podniosło się tylko jedno wielkie
serce, tylko jedna r§ka miała odwagę chwycid za lu-
tnię; w ówczas zerwał się Jeremi, jak ranny ptaki
I pisklęciem jeszcze; z osamotnionego gniazda, i po zie*
I ^i popłynęły skargi Jeremiego, które na wszystkie
czasy pozostaną wiecznym odbiciem boleści narodu.
Pieśni Jeremiego s§ w pół łzaw%, w pół krwa-
wa gwiazda, która świćci nad łzaw§ i krwawa ofiarą.
Okropae byłyto czasy : najstraszliwszą walkę , ja-
ką kiedykolwiek w dziejach duchowych ludzkości sto*
i czono, stoczyły na naszój ziemi dwa najpotęi&niejsze
i duchy: Słowacki i Krasiński. Każdy z nich widczył
I w obronie narodu i przekonań własnych , z dobrą
wiarą; ale Słowacki był duchem, który pi*zeczył; a
I Krasiński duchem, który twierdził.
i Z daleka zapowiedziana przez Goszczyńskiego
„Uczta Zemsty", kiedy się zbliżała, przejęła dre-
szczem śmiertelnej trwogi duszę Krasińskiego i ostrze*
gając naród, wydal on Psalmy swoje. Słowacki
wziął to za rękawicę, rzuconą sobie i duchowi ne-
gacyi , podjął ją i odpowiedział to , co duch przeczą-
cy na Psalmy odpowiedzieó może. Krwawa kata-
strofsi w narodzie rozstrzygnęła spór. Krasiński zwy-
ciężył duchem i do trzech już Psalmów dodd:
czwarty, w którym przeciwnikowi swemu dowiódł,
P źe jasno wid^ijłŁj^eczy ; .a ni^ daniijaj:.^Jivyłoźjł^Ś^ia-
tu w tym Psalmie tajeuwiicę zmartwychwstania.
$08
Oto jeden z tych dramatycznych epizodów, który aic
ł§czy z wielk§ katastrofa w narodzie.
Obok zadłag autora Pieśni Jeremiego, sta-
wiam Balińskiego. W Balińskim widzimy już, że po-
ezya nasza dobiega koła swego, bo jeżeli nareszcie
poezya ma spocz§d aż na mękach Zbawiciela i bole?
ściach w Ogrójcu Boga - człowieka , to zapewne już
dobiegła swojego koła i dopełniła zadania swojego
w narodzie.
Jeżelismy, w ci§gu tych godzin, nieraz odszukiwali
n^ogiły dawne i zapadłe naszych pisarzy, czy si§ nie
godzi urouid łzy na świćżym grobie Balińskiego?
O nim można powtórzyó to, co Słowacki powiedział:
„O zmarli Polacy! Ja idę do was: jam jest ów na*
jemny, któremu Chrystus nie odmówił płacy, chociaż
ostatni przyszedł sadzid grono ; a t§ zapłatą jest grób,,
cichy, ciemny. Tak wam ojcowie płacono!"
Mówiłem^ że pieśniami Kaymunda Korsaka i pie-
śniami Ułana Gosławskiego , rozpoczęła się znów
poezya rycerska. Zamykając ten okres, czćmże skoń-
czyd jak nie poetą , któregośmy świóżo stracili , auto-
rem Chaty Wataszki i autorem Dziewczyny
z Sącza. Prześliczny sercem, prześliczny natchnie-
niem prawdziwym , wcześnie zgasły , był młodzianem
dwóch wieńców. Naród zapisał go tam , gdzie zapisd:
imiona Jakóba Jasińskiego, Cypryana Godebskiego,
Raymunda Suchodolskiego i innych, co zapiecsgito^
wali krwią przekonania i najświętsze uczucia swoje.
Jeszcze o chwilę czasu proszę.
ErzYstepu ]>m Y w ]^nńr>n do KrasińskJeg o. Cały na-
bytek wszystkich naszych poetów dotychczasowych
399
Widzimy jnź tutaj skupiony. Jestto zenit poezyi na-
szej na ziemi naszćj. Nie jestto juź kochające serce
tylko: nie jestto juź natchniona dusza tylko, nie jest
to jedynie fantazya lub artyzm, — to duch Polaka,
duch człowieka, duch poety, który, abym się własne-
mi jego słowy wyraził , przeanielił się w końcu w na-
tchnionego wieszcza , Proroka. To, co dla innych po-
etów jest punktem d§źenia , to jest dla Krasitiskiego
punktem wyjścia. Spićwnośd , prostota , historyczna
wiara, łaska grobów i ich natchnienie, nabytek ca-
łowiecznćj poezyi narodu, — to wszystko, jak mó-
wię^, co dla innych poetów było punktem dążenia
ostatecznego; miłośd ojczyzny i poświęcenie narodu
za sprawę jego, to mówię jest punktem wyjścia u
Krasińskiego. Tu juź sfera prawie czysto duchowa.
Dla tego jest Krasiński tak niepowszedniśm zjawi-
eAtiem, nie powiem juź u nas, ale w dziejaph po-
wszechnych ducha. Wziął on bowiem ze staroEytnego
świata tylko to, co miał duch Platona wielkiego; ze
starego zakonu wziął on harfę Dawida; z nowego
zakonu apokaliptyczne widzenia przyszłości. Z tak
dziwnemi pierwiastkami ducha, źyjac wśród Europy,
wśród narodli naszego i w połowie XIX wieku , prze-
robił to wszystko w oryginalnych utworach poetycz-
nych , o J^tórych nie wiedzied co powiedzied , czy to
są filozoficzne poefcye, czy poetyczna filozoCa, czy
polityka, czy to są w końcu najwyższe prawdy chrze-
ściańskiego socyalizmu. Siła poetycznego geniuszu
Krasińskiego jest tak ogromna, że dla niój skali nie
mamy w literaturze naszej. Jestto , powtarzam , wy-
jątkowe zjawisko nie tylko wśród nas, ale w dzie*
400
jach świata. Ma on bowiem własności , jakich rzadko
Bóg użycza poetom.
Już z tych trzech pierwiastków, które wzi^ł z grec-
kiego świata, ze starego zakonu i z nowego, jestto naj-
oryginalniejsza mieszanina nowożytnego dacha, z wszy-
stkiemi foimami nowemi, nieznana dot§d zupełnie
w objawieniu ducha. Tak i forma i utwór, i wysło-
wienie i j§zyk wszystko jest eteryczne. Nadewszystko
sbaś jest owe oderwanie si§ od ziemi, z jednćj strony
nie pojęte; z drugićj zaś strony daje mu ono to sta-
nowisko, do jakiego za nim trudno nad§źyd; a obok
niego wynieśd. To co dla iimych jest punktem dąże-
nia na ziemi, to było dla niego punktem wyjścia/On
wznosi się do sfery, do którćj tylko albo się orły
wznoszą, albo powietrzne okręty nad ziemia. Z tćj
tedy wysokości patrzy on na ziemię i nie dziw tedy,
źe więcćj widzi, niż ci wszyscy^ co po padole płaczu
chodzą/] Wszystko okazuje mu się tutaj, z tój powie-
trznej ^rspekty wy, w niesłychanym oddaleniu , ale ja-
sno; i własn§ ojczyznę i ludzkość i społeczne życie
wszystkich narodów widzi on z tćj wysokości zara-
zem. Co większa, posiada dar jasnowidzenia du-
cha. Nie jestto już znajomośd serca , albo duszy ; on
bada ducha ludzkości; a dar jasnowidzenia sprawia
to, że kiedy Mickiewicz o sobie Dowiedział: LJam mi-
lion, czuję i cierpię za milion^,^to możnaby o Kra-
sińskim powiedzićd: to nie milion, to wszystkie mi-
liony, które czuj§, myśl§ i cierpią; bo dar jasnowi-
dzenia jego przenika w głębie tych milionów du-
chów, i we wszystkie warstwy społeczne. Zt§d tói
jest w sercu jego boUśó tak ogromna, bo on ogar*
401
n^ł ducliem swoim wszystkie boleści. Jak w ogr($jca\
powiedziano jest, źe Chrystus czuł boleści rodzaju \
ludzkiego, tak moźnaby o Krasińskim powiedzićd, źe /
czuł boleśd społeczns^ całego XIX wieku, wszystkie/
nieszczęścia polityczne i społeczne, które sprowadzo/
no na ludzkośd, przez brak miłości chrześciańskiśj,
nieumiarkowanie i nierozum. Zt§d tóż jest ta boleśd\
ogromna, bo jeżeli jui widzimy cierpienia pojedyn**
eeego człowieka, to bolejemy nad nim: jeżeli wi-*
dzimy cierpi^c^ rodzinę, to już większa boleśd w nas
obudzą; jeżeli widzimy miasto, naród cierpiący, to
powiększa się ta boleśd. On widzi we wszystkich
warstwach społecznych boleśd dzisiejszego cd;^o eu-
ropejskiego pokolenia, zt§d tćż czerpie on z tó) bo-
leści natchnienie swoje. Jestto największy moralny
socyaiista, jakiego w XIX wieku miała Europa; naj-
większy filozof, najbardziej natchniony poeta, którego
jasnowidzenie rozszórza się nie tylko na przeszłe i na
przyszłe wieki, ale na bież§ce stulecie: jestto czysto
ludzki poeta, który obj§ł stosunki społeczeństwa: jest*
to bardzo przytćm logiczna głowa, bardzo myślący
człowiek, filozof, jak się pokazuje i z poezyi i z pro-
zaicznych pism jego. Temuto także przypisad trzeba
ów apokaliptyczny sposób mówienia; bo on nie może
się wysłowid inaczćj , bo on więcój widzi , niż wszy-
scy; a tylko na to, co widzićd można, co pojedynczy
może widziśd człowiek lub naród, s§ wynalezione
słowa; ale na boleśd lub natchnienie, które widzi
cierpienia całćj ludzkości, po pićrwszy raz wynalazł
w poetycznych tchnieniach swoich Krasiński język
osobny. Zt§d prawie jak nie można wytrwad pod
402
-fantassya Słowackiego, tak nie moina wyiarwad pod
/ boleścią Krasińskiego, a powoda widoków i boleści,
\ które «c z serca jego na całą wylewają ludzkośó i
na m§ki csdego narodu. Z Mickiewicfiem , Słowac-
kim i Krasińskim kończy się nieeawodnie pewny
okres naszój poezyi. Nie chcę ja przez to powie-
^zićó, żebyśmy jui nie mieU mied poezyi i poetów
na przyązłośd — i owszem mamy i dzisiaj wiele na-
tchnionych sercem — i boleję bardzo nad tćm , źe o
młodszćm pokoleniu mói^id nie mogę, bo mi mało
czasu pozostaje; wszakże w czyje piersi Bóg serce
włożył, komu włożył słowo w usta, a dał poetyczne
natchnienie, ten ma największe prawo, żeby sam
przemawiał do parodu za sob§; a my z radością,
z pociecha prawego serca będziemy się przysłuchiwać
pieniom młodego pokolenia; i tak jak nasza młodośd
wykołysała poezya, tak daj Boże ażeby i dzisiejsze-
mu młodemu pokoleniu nie brakło na kochających
sercach i natchnionych śpiewakach.
Skończyłem.
Musiałem się skupid w ciągu wykładów moich i
miałem to zadanie, że całą sferę dachową życia na-
szego objąd mi padło, od początku tego wieku, aż
do dnia dzisiejszego. Przedmiot to wielki bardzo , za
wielki na rozmiar tego czasu, który miałem, zą wiel-
ki na siły moje; ale raz trzeba go było przejśd i tę
jedną korzyśd będą te wykłady miały może kiedyś,
źe pewne rzeczy poruszone, będą musiały zostad wy-
pracowane i wyjaśniane zupełnie i dokładnie, które
ja tylko pobieżnie przejśd mogłem.
403
A teraz przychodzi mi podziękować panu pro*
fessorowi Olewińskiemu, za dan§ mi przez niego po-
moc, bo zt^d jedaa ksi§źka mówiona przybędzie do
naszćj literatury.
Przychodzi mi także podziękowad panu Ksawere-
mu Godebskiemu , posłowi na sejm 1831, za jego ła-
skę dla mnie, za życzliwa i światła radę, któr^ mnie
wspićrad raczył w ci§gu tych wykładów.
Przychodzi mi podziękować Radzie miejskićj za to,
źe nam się tutaj wolno było zgromadzać; a w końcu
wszystkim tu obecnym za powoln% życzliwość, którćj
odebrałem dowody w ciągu tych wykładów.
m mmm mm
Podręczna biblioteka
uczniów klas wyższych
szkoły realne] krakowskiej
TREŚĆ WYKŁADÓW
w TĆJ KSIĘDZE ZAWARTYCH.
stronica
I.
Wst^. ^— Porównanie Uteratory poUkićj z posągiem Janusa. —
Dwie główne sfery literatury i ich nierozdzielnosć. — Li-
teratura polska XIX. wieku jest powieścią, dramatem i
epopeją , dalseym ciągiem dzicgów, najnowszą tradycyą na-
rodu, B3anbolem przeszłości i przyszłości. — Wpływ lite-
ratury na zewnątrz i na wewnątrz. — Odrębny styl pol-
ski. — Dwa główne zadania wykładów, — Bractwo BUj
Weronild . . . . . , . ,1
II.
Forum polskie. — Galerya historycznych postaci z XVIII wie-
ku: Stanisław Leszczyński król filo^zof. — Biskup
Józef Andrzej Załuski zbieracz ksiąg. — Hetman
Wacław Rzewuski statysta i pisarz. — Stanisław
Konarski reformator. — Morsztyn. — August i
Michał Czartoryscy. — Biskup Naruszewicz
dziejopisarz i rymotwórca. — Przejście do literatury XIX
wieku ........ 15
in.
|4 ., y *^>* ^ W'*i> irfil'*%^fPfffiOtP'''*''^ obyczajów
*• ^ X.i*iip«leŁ jHaclR<SAr¥orr3to.^-i*C<roż6^mszczyzna w sa-
!.~* ' IKnia *misfynKacyrr • — A)rder Betomanów. — Towarzystwo
Sfinxa. — Strażnica ducha narodowego na ziemi klassycz-
n^j. — Legiony polskie we Włoszech. — Polska szkoła
rycerska. — Pismo peryodyczne „Dekada". — „Legioni-
sta* Brodzińskiego • .87
IV.
Usilnoś<S prywatna charakterystyczną cechą oświaty i literatu-
ry. — Trzy główne ogniska oświaty w narodzie: Szkoła
ttronica
Jezuitów, 00. Bazyliaaóir i XX. Pijarów. — • Dzieje i
przyczyny upadku tych szkół. — Wyjątek z pamiętników
o Pc^awach ...,,.. 59
V.
Przekształcenie wyobrażeń i zmiany terytoryalne w Europie. —
Dualizm polityczny w Polsce. — Przyjaźń księcia Adama
Czartoryskiego z carem Alexandrem I. i j4j wpływ na losy
i oświatę Polski. — Ks. Hugo Kołłątaj , jego strona ne-
gacyjna i jego zasługi około oświaty. — Tadeusz Czacki. —
Założenie uniwersytetu wileńskiego i liceum krzemieniec-
kiego. — Jan i Andrzej Śniadeccy . . ,82
VI.
Zniesienie uniwersytetu wileńskiego i szkół krzemienieckich. —
Świątynia Sybilli i Domek gotycki w Puławach. — Prywa-
tne biblioteki i zbiory starożytności. — Założenie towa-
rzystwa „Przyjaciół nauk** w Warszawie. — Jego skład i
czynności. — Albertrandi. — Staszic. — J. U. Niemcewicz 111
^n.
Kreacya Księstwa Warszawskiego, -r^ nTi^^t yczn y s^an rzeczy ^
w kraju. — Założenie Ij^seum — ^«"'«7iafffflf ^ęgf* - •-■^ ^^win.
dykacya funduszów edukacyjnych. — Bogumił Linde, jego
żywot i zasługi około oświaty narodowej. — Utworzenie
Królestwa kongresowego. — Założenie uniwersytetu w War-
sa^^ie. --^— -Szkoła aplikacyjna. — Stara szkoła Jagielloń-
ąka T»4ŁgakoBae>. .■^■^i^efogma .nni w-ersy tetu..4^^^^^* • przez-
k3i$cia Józefa przeprowadzona i rufiszczgili^e j^j skutki. —
Zorganizowanie wydziału medycznego ^ uniw. jagieU, ..<r^ -
Józef Brodowicz . ,^^ ^ . . .125
vin.
Trzy Zltfchriy-puWicżńe"' we Lwowie : Biblioteka* nnriwcrsytetu-c
Archiwum bernardyńskie ; Zakład narodowy imieni»-0s8o***
lińskich. — Józef Maxymilian Ossoliński. — Przejście od
historyi oświaty do literatury. — Teatr polski. — Woj-
ciech Bogusławski. — Jan Nep. Kamiński. — Alexander
Fredro ........ 155
IX. _
Charaktery8tyćzna""cecfiaTit6rkttlły XIX* wieku. ^-^ Panowanie
idey i ideału. — Idea encyklopedystów francuzkich i ideał
reformy społecznój. — Walka massonów z kościołem. —
Gutowski jako wielki mistrz osobnego Wschodu. — Ks. Ar-
cybiskup Raczyński j ks. Surowiecki. — Kassacya kościo-
łów i klasztorów przez Stanisława Potockiego. — Idea
Stromca
sławiańszczyzny. — Pierwsze studya na polu sławiańszczy-
zny. — Badania Zoryana Chodakowskiego i ich wpływ na
literaturę naszą: — Zerwanie więzów klassycyzmu fran-
cuzkiego. — Poezya gminna. — Przekształcenie idey sła-
wiańazczyzny przez Kossya. — Wpływ rewolucyi francuz- .
kiej na doktryny polityczne. — Towarzystwa polityczno-
relig\jne i mistycyzm religijny. — Gabinetowa teorya pan-
slawizmu. — Instrukcya gabinetowa dla badaczów szkoły
panslawistyczu^j\ — Przysługa ich dla Rossyi, a szkodli-
wość tych badań dla sławiaószczyzny , . » 181
X.
Rozszerzanie się widnokręgu literatury XIX wieku. — Porówna-
nie życia duchowego z Wisłą. — Idea filozofji niemiec-
kimi i dwie epoki jćj wpływu na literaturę naszą. — Este-
tyczny charakter studyów filozoficznych. — Pisarze nie-
mieccy największego wpływu u nas : Scheling i Herder ;
Goethe, Schiller i Jean Paul. — Wykłady filozoficzne
Kazimierza Brodzińskiego. — Ma urycy M oc hnacki i jeg o
literatura polska XIX wieku^— W acławlrz^ Oleska recen-
zya « roety i Udludków" jJVedry^ — „Haliczanin**: prace
filozoficzne Chłędowskiego i Jana Nep. Eamińskiego. —
Pisma Szaniawskiego o filozofji niemieckiej. — Druga
epoka studyów filozoficznych. — Panowanie filozoCi He-
gla. — Józefa Gołuchowskiego dzieło : ^^ Stosunek filozofii
do życia pojedynczych ludzi i do żywota całych narodów^ " —
Karol Libelt i „ Pekalog" jego. — Bochwic i jego , Fil0;*
^o^a chrześciańska". — Józef Kremer. — August Ciesz-
kowski i jego ^ Ojcze nasz". — Antoni Helcel. — Eleo-
nora Ziemięcka. — Zygmunt Krasiński. — Gołuchowskiego
, Dumania nad ni^|wyJ!«g<^yi zsidsinmm człowi eka i rodu
ludzkieg o". — Bronisław Treutowski. — Deotyma , 203
XI.
Dyalektyczna wprawa raz nabyta pozostaje. — Idea radykali-
zmu, jej znaczenie. — Zapasy stronnictw. — Saint -Sy-
moniści. — Lamennais. — Quinet. — Michelet. ' — Mic-
kiewicz. — ^Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego.* —
Inne radykalne teorye. — Tendencyjne dziejopisarstwo. —
Tendencyjna powieść i poezya. — Sławiańszczyzna. —
Nowy Messyanizm. — Korzyści z radykalnych teoryj wy-
niesione. — Emancypacya ludu. — Jawność. — Wolność
prassy i słowa. — Przejście literatury i oświaty z ms^cgo
koła na cały Naród ..,,.. 228
XiL
Hekapitulacya. — Zwycięstwo własndj idei nnd obcemi. — Na-
rodowość i jej znaczenie. — Język polski i jego wyro-
bienie. — Wpływ instytucyi na wymowę. — Wpływ dzie-
jów na poezyą. — Przykłady indywidualności i różności
stylu. — Zakończenie . . . . . .246
XIII.
Język polski. — Łacina. — Polszczyzna ruguje łacinę i po-
wstają nowe materyały łiistoryczne w arcliiwach polskich.
— Naruszewicz rozpoczyna erę historycznych pisarzy no-
wszych. — Potrzeba ukończenia jego historyi jest bodźcem
dla narodu na tój drodze. — Drugim bodźcem jest da-
wna historyczna poezya, która wyprzedza dziejopisarstwo. —
Pisarze ze szkoły S3mtetycznój Ni^uszewicza. — ^ Myśli
o pismach polsk ich^^ ^^aifeUfeia epokę. — Bandtkie
założycielem nbwćj szkoły historycznej : krytyczno - anali<
tycziiych studyówr ""-^---fcelewel. — Maciejowski i inni pi-
sarze t^j szkoły negaeyjnój. — Szkoła syntetyezno - naro-
dofy^ego dziejopisarstwa. — Kazimierz Stadnicki. — Mau-
rycy Dzieduszycki. — Bielowski. — Szajnocha i inni. —
Zadanie literatury na tćm polu rozwiązano, bo dochodzimy
do syntezy ducha w dziejach i dziejopisarstwie. — Du-
cheński. — Nemezis historyczna. — Dzwony moskiewskie 263
XIV.
Ogólna chai*akterystyka powieści, znaczenie j^j w literaturze i
główne podziały. — Powieść sentymentalna: Chateaubriand^
Bernardin de Saint-Pierre , Pani Cottin , Pani de Stael,
Goethe, Xżna Wirtembergska , Kropińaki, Bernatowicz,
Jaraczewska. — Powieść historg^zim-: Walter-Skot, Niem-
cewicz > Bernatowicz , Wężyk , Bronikowski. — Powieść
dotąd naśladowana zmieciia się w tradycyjno - narodową :
Skarbek , Kraszewski , Rzewuski. — Przejście powieści
tradycyjno - narodowćj w polityczno - socyalną. — Wpływ
na to przejście szkoły Szalonćj we Francy i: Eugeniusz
Sue, Georg«s Sand, Balzac, Alesander Dumas — Zasługa
naszych autorek w tćj mierze. — Zamknięcie ery powie-
ści, znaczenie pamiętników i potrzeba ideału w literaturze 279
XV.
Dopełnienie przeglądu powieścio-pisarstwa , w trzech jego głó-
wnych okresach. — Czajkowski. — Korzeniowski. — Kacz-
kowski. — Zacharyasiewicz. — Dzierzkowski. — Przej-
ście z powieści czysto - tendencyjnej do Pamiętników. —
%V«^
siroaica
Poes^tek Feljetonn, jego siuu»enie i potrzeba. — Salony
literackie. — Djletanfyzm i jego wpływj . 296
XVL
Jeazcse o powieścio-pisarstine. — Głóims duuaktaystyka na-
szych autorek, pracujących w tym zawodzie. — Zlńorowe
ich prace w Noworocznikaefa. — Gabryda Żmiehowska. —
Chodiko i jego Obrazy litewskie. — Wójcik i
jego Gawf dy. — Michid GisbowskL -* Zbicie maaaAA^
robionydi ówezetfoiśi 'literaturze. — Poezya. — Pn^śde
z XYIlIgo do XLXgo wieku. — Krasicki i Kaipiń^ . 313
XVIL
Bozbiór kraju zamyka nie tylko wiek Stanisława Augusta, ale
i pisarski zawód najcelniejszych jego przedstawiaczy. —
Literatura obozowa i j ejfa^raktery styka. — Godebski i
Górecki — Zapowiedzi no¥^ Cpokń -■ ■ W oronicz i jego-
Sybilla. — Niemcewicz i jego Soiewy jtitJntjom^^ ^ —
Wzictość Osińskiego. -- Brodziński i Fredro. — Pocs|dd
nowego ruchu literackiego w Europie. — Wpływ uniwer-
sytetów. — Sozszćrzenie jego na Litwie i Bun. — Wilno
i Tomasz Zan. — Krzemieniec: Sienkiewicz, Korzeniow-
ski, Zaborowski i Padura 328
XYin.
Poezya dramatyczna. — - Niemcewicz. — Feliński. — Wężyk. —
Hnmnicki. — Dmuszewski. — Dawne formy ustępują z poe-
zyL — Oda. — Koźmian. - Jego ^Ziemiaństwo* i ^ Czar-
necki*. — Franciszek Morawski. — Zamknięcie przesi^ęgo
okresu wspomnieniem Korsaka i Starzyńskiego. — Nowa
poetyczna epoka.—- „M ary a* Malczewskiego . . 346
XIX.
Zaleski. — Goszczyński — Mickiewies. . • . .362
XX.
Naiiladowcy Mickiewicza.— Poeci z Korony: Witwicki i inni. —
Zamknięcie pierwszego dziesiątka twórczćj ery. — Zwrot
literatury od 1831 r. — Literatura wychodźców i wygnań-
ców. — Negacyjny kierunek poezyi. — Słowacki. — Le-
nartowicz. — Baliński. — Krasiński. — Zakończenie . 379
^- ..-■;.-
mm
n-nnLrLn.nn n n n n n n n n n
This book should be returned to
the Library on or before the last datę
stamped below.
A fine of five cents a day is incurred
by retaining it beyond the specificd
time.
Please return promptly.