(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Pamiętniki Kajetana Koźmiana obejmujące wspomnienia od roku 1780 do roku 1815"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



SIa,s/ -fo^o. c?. 9(^Ui^\ 




HARVARD 
COLLEGE 
LIBRARY 




A 



PAMIĘTNIKI 



KAJETANA KOZMIANA. 



Nakładem Konstantego Wodeokiego. 



. f^ <\ r\J\.tS^ 



>•! V 



A, 

4 









•i 



I 

! 



C/^A'tf^Sł? -.4^***"'** 






PAHIĘTMI 

KAJETANA KOŹMIANA 



obejmujące 



wspomnienia od roku 1815. 



ODDZIAŁ m i OSTATNL 



KRAKÓW. 



I 

WDBtTKABKI .CZASU' ^. KIBCHHATBBA. 



1865. 



8P18 mzmikiow. 



Początki Królestwa Folsldego aż do Sejmu 1818 roku i 

Od Sejmu 1818 r. do Sejmu 1821 ». . . . 29 

Cesarz Aleksander I. 55 

Mikołiaj Mikołajewicz . Nowosilców, komisarz cesarski 

przy rządzie królestwa polskiego 102 

Książ§ Józef Zajączek, Namiestnik w Królestwie Pol- 

skiem 124 

Jerzy Okołów, od Namiestnika Kalwinem przezwany. . 162 
Stanisław Ordynat Zamojski senator, wojewoda i pre- ' 

zes senatu Królestwa Polskiego ^ 179 

Tadeusz Mostowski, senator wojewoda i minister spraw 

wewnętrznych '. / 226 

Książe Ksawery Drucki Łubecki minister skarbu 2'68 

Wincenty Krasiński jenerał i sekator wojewoda 304 

Wspomnienia moje prywatne z Królestwa Polskiego..- 331 

Ludwik Osiński ' 354 

Franciszek Morawski • ^ 409 

Józef Sokołowski ', 424 



Szambelan Jan Kolumna Zaboklicki 432 

Wspomnienia moje z rewolucji 2 9 listopada 1830 rokii* 445 

Wspomnienia moje z Sejmu 1830 roku 488 

Dzień 15 sierpnia i wejście Moskali do Warszawy.. 52 7 

Kilka ,uwag z powodu rewolucji l8ao roku -. 540 

Wspomnienia z czasów bieżących 558 

Dnia 1 3 sierpnia 1853 601 

Wspomnienie % 603 

Kilka słów o obecnój literaturze, dnia lO lipca 1854 

roku w 83 r.- tycia 605 

Ksiądz Teofil Wszelaki, prowincjał zakonu księży Do- 
minikanów 611 

Marcin Radliński, mój wierny sługa • 614 

Wiosna roku 1855 624 



'V w»» 



. ! 



I . 



.li./. 



■/. 



Poc24(ki Kr^lesf^a Polskiego aii do S(^inu roku 1S16. 



i ' I < 



I > 



. r^y koi^pu. poprzedniego oddziału*) wspomniałem^ że 
powołany na Referendarza Sady Stanu do nowegorzą 4a 
Ęróleistwa, przybj^łem do: Warszawy, i, objąwszy mój 
urząd^ ujrzałem się zaraz obarczonym licznemi pracami. 

W tym czasie zjawił się w Warszawie jenerał Angiel- 
ski Wilson , który całą kampanią Rosyjską odbywał przy 
boku cesarza Aleksandra. Gdym raz był u Kochano wskJeT 
go Bądzcy Stanu , z którym w ścisłej żyłem przyjaźni, ten 
mnie u;Kvjadomił o dziele c^yli piśmie księcia Adama Czar- 
toryskiego, o ząsai^acfi :dyplomacyi, w którćm ten książę 
całą ; swoją zacnodć , rozum , i przekonanie odmalował* 
Dowodził , on ■ w tem piśmie konieczności zwrócenia dyt 
pipmącyi qa drogę mprźalnpści, ludzkości, i cbrzctścjiań- 
skieg^ ducha; ^pragnął wyprowadzić ją z upodlającego 
stanu fO()|łi|dy, kłamstwa^ krętarstwa, do którego ją szcze- 
gólniej Machiawel i uczęĄ jego, chociaż go zbijał, ów 
Fryderyk ^11 .wielkipi nazwany przywiódł. Pia secj inęoce- 
cułabitia dmderia przy Metternichach , Talleyrandach, Ca- 



■T-t- 



*) patrz: Pamiętniki Kajetana Koimiana obejmujące wspo- 
mnleiiffli^od roku i^SÓ do roku V8] 5. Oddział II. Poznań, nakładem 
JFihu^Kbństi^ńtegó Żb^ańskiego. 1858/ ' 

1 



stelreaghacłi. Powiedział mi równie Kochanowski; że miał 
z jenerałem Wilsonem rozmowę ; bywał on bowiem, u nie- 
gO; nawzajem przez tegoż jenerała odwidzany. Eaz więc 
rzekł Kochanowski „Kiedy kongres tak szczupłym zakre- 
sem ścisnął nasze nadzieje^ że nawet z tego drobnego Księ- 
stW>^iRlf :Sftpił*flł^5», ,ą^.}^gH(jfi,ftMh,iJl»fei,!ły,S^.'pa 
zawsze przywiązać się do Bosyi, i na nią rachować ^ że 
może nas dla własnego interesu powiększyć. Na to rzekł 
Wilson „To co nastąpiło jest chwilowem; był czas w któ- 
i»ym'Vas AtgUja popleMa; i był w którym' V^a^^ oij^tą*- 
j^ild: Odstąpiła, zaś wtedy; iidd^/ trąciwszy' p6i'fy, ś^^^ 
USAe śię dla* nlćj obojętflymi: ' Niećk; was' Bóg bronf, 
żeb^śćid się M 2aWg«6 przywi4za1if do Eósyi, straeiliby* 
śdfe iia żaw^żef rikdzieję niepodległości 1 polifycźhe^co bytu. 
Jcśiicze okólicznoM dla wa^ zajaśnieją j iiniiejcieśię tyl- 
ko Vobecnćm tj^mczasoW^m 'położeniu zacho^fraćj^j^róz- 
sądkłiiń, umiart:owanieni i z nadźieiją": '^'Jenerał' Wilson 
byf iibi^i*Atóym , ze str dńnibtWa WMgów, ' ftie Wióm 
był dyplomkt4V'aie;'źe'był Ahgli^iein; -rk^^^ z iri^ 

teTeśete s'^egó*'krajtr. Ttzymtó z cWt-zei^u Aleksandrem, 
ki^dy dla ocalenTa; Angilii' pótfzebn^^ j^j" Wi^ła' jego p'o- 
tc^^*db z^^pciinięcia^aiioleona; zsifciąl być'pfzeciw 
i^kdi^ó ta słała si^ groźną Europie a kiczeg^^ 

' 'Jak źwy czajnió' bywa przy WielkicTi ' imianacfc', ;k!My 
albo si^ śpodziev^ał ; atbo się* teS obawiał osiefeie W iłóWyin 
porządku rzeczy- ' 2a Sapoićóna' MatlikeWifez *i)ył prawie 
wszys tklem w r^lśce!^' p^rzy ' i*ózpó6'zyna jąc(śj śię wojnie o nią. 
Przedpokoje więc jego;były prawie zawssęe napełnione, 
i szukano nie fyljijO. jeg^p ,. alę nawet tych, którjsjj ^Mv^. ja- 
kiekolwiek związki mieli. Cldy się k^lt* losAw ,oŁff<V5Jł* 



skiej^y Jako ^yioiirwroifcai' ii lArfMeok^' dćn^ilrta A(ek«aiif(ra, 
ystpdiiośe ^jnhdtłjTyN 1 tok fcer' ten ' zaoBy i > skromify kglą^.^ 
*pćied nrłas^óm ziacaieiMiem eiirotiiid^ musriał Vl6 ^iflaw; 
afte i tmi^^śfeti^nci,' okrywał 6ię # Iabli<A Z«kitoWiee- 
kirii^ jak i&j^wfi^i !msmi$ńA06yi9i,i&mr'Pbd(ńvt^ 
jiij7 mi^si^ud' WWąrioa^irie/ dawatio dla niego ahjn.^, C2y 
dła «ii&JiaQ«»<poUBij9go |m>Mt4yf; (^;&y irae^^ dta pod^ 
miei^eida śię *frotiEach pobUeznóici &£ii&$m( i nim dWi^is- 
kami. Ma^ijbdw ź»tą^iek( Qbj9kd6^ sap^teoiny byfóm <fo 
'MióIiidii»4[oekfiiM>Wskie^ tti^Ke|y'6«ami/pótfftił«gt} b^^ 
pn»f|adl3la.nMicdKy kiłitR«aB^^ bsobtfflii % Mikifetrdir i 
Ęa4uk6w Stima*'' Bfiajdiot^dł isię -tafcżd 'feneral Zia}ąćMk; 
yai aiKubda]^yi.w<W«MŚ W komitecie* ^(>(skciwyiii. - Za- 
ii|exckMHit Biiirii pociąg do d^tiid Oeario^yakicty : 'peWne 
pifB]^i0i»fóyf9ieidła'tójin)fdeity,^ WF^ 

.ijUib lirijidsyiiłła się< pbMi Za>4<i^kW^ , <lilirkih^ gd tie^ti 
4i!molrłj kM]7>1|68KGiie ipo t-^irtilttcyi Kdścilfóakoi#skldj 
daielil ponfśi^m ^^rne^m Mmu J«aemłol^ MpYtedii^id, 
wypfyi;mJB(oe//s\je^i ffem^krat^ce&yoh "^wyobif^&efi i'l§^' 
a^faiapiązki^<8(.k|łifdicim '>'K'<>łłią|teijemr 'll^l^ ^iem 'vr{^C; 
^yii ^/KQc4;<iiiD4?8^i ^^Ul^ ^błi^yó : Źaji^źk^ ' ^dó' kdf^ćia 
welzwaWmy 'igoi» MMien' t objął* y * cityli- 'tśfź - ńfefa ''24iah6j mj^ śfi 
Ijłeppiiriaął go// lr#f|c ^^ ^ if ibii > Bpdkr ^Wnioii^ pt«ez ifó^. 
Kie iYviepi'>MBte^ ijakikt/^było^I/óWiła^ił^;' ^dy%/ WelbodKąłf, 
HuMMi ,k0u^eilft^4>4onie'>ćfsidby s&a|yro^koHf6^ ' ^ożUia^iaj^có 
^g flmifmlBym^^fi^^^ a^ZajiEyczku^niWatifegcy.iWlWiindtli- 
YKÓjBkthry- 8i€,A^<3^oltrl ldą(^te {irajf* li^iile/ i '(ivv]>6 lnie ' 

0pid^'od}ttego«tojąi)eviia^^^i*yob^i$ ji(kb Jtlalek!^ ^ UUię^ 
(%< i^psąr f2iiQrłŁt' byłi j#ipi^ać;> iW^^obóiiałetiil Wy£^ ; £6 



(choć OB Łmbelakie^ nietidUł) pv%y.poiiiBiAłeoł.aię,tt&'Słb- 
dsąccfmu samotnie na ławiee w ogrodzie! Kraflińafcichk . Od 
U^l^ik Itt me ;«ipotkatem iię jł ainK Teras ^ li^rkiaMm 
kaleką he« ^^ogi] c]lioó. już osiwia^, był aawmuet bardzo 
picknćj i pa92ianowani& wtbcMUając^j pwtaei .;ai twrIfSrjr 
^iwyoif wąsem ozdobiono} i powainńj. /< WidftąG gou 'ta 
opuszczonym I przypoiiiii]ia.we6iy . flic] mn^pisgf siadłem się 
do, niego., i zacząłem się pyta<^ o zdrowie i obolować 
,md}eeo k^leetwem^ Jeiier^ł^ jakby rcboMldfió^czaóiZsir. 
.niedbanie .sifebie y odpowiedział • mi „WaiPan^DołfeodzMj 
Ji^eji^snjesz się ,mojćia kaleotwea), bardzo? Wn zś to/wdzic- 
.ozny. jesjtem^. Na moje zapytanie opowiadał mi biftwi^ 
miejsce ji^j^ w^którćm kula- karatiMiowa. atrzłiskała ma 
kość a nogi ; a którą Larey ohiiiirg casiirza )łapołt0Miy 
pri^ypądkiem. przebiegający prssez plao bitwy, iarfałąri^pę- 
.Tj^jfą odciął ma pod 'goł^m. aiebfem; Opowiadałł dod^j, 
jak mesioay. prze^ graBadiei^w do> małego > tniaztoosba 
ytewskiego łedwie nio spatił aię^ ^w- poiartBe> iegoi/ii Jak 
^mi wyr^^ny^ , . z pbmieni , da Wikia • zawieKio»yiA4 ( zo- 
sM.9 gd^ie .obiegł.^ i wkrótce stal się jońeeni wojenby^ii. 
Złączek oppi^iad^ł nader prayjaHuii&l kirdtkio^ j^witiia^ 
\ hm fsąrnpcUubstwa.: , . Wtćia < dano . izoaći * do stołn^ Koh 
.cjji^owski (^oany ; 9v ros^targnienia/ w leałęj Warszawie, i gdy 

W|Sz;y,stkiQhj^pras9^. i w^kilzj^wał: im .iiiii||8ca> eapoiit-- 
■pial.o Zając?k«i,^ Jawię^c zliu^ego poiwsiad:6m^, fiodałem 
q[iU: podpory, podpałem . mjojeni ramitoiem^^/lIwpnoWa^ 
d^)fivon,4o i sałiiiJadalAi^^ ^h był' okrągfły ; siadł i«rtęe 
Zająązekl miigd^yi gośfimii b^zt aieprzyawotto&eL Diiet^Ma) 
il^ac^ o^tątpie byłoł|y;mu aię dpalałbt;^ Obejrzawszy si^ 



dj^kfońeaę «i apowiadanife^ ngnefa ^rzj gód'', Pnei e&iy i}ib}iA 
aaJTifięc^oEe /mną ;m4wił^. mi^ «ic arięizał db dgólnfH 
ro»iiGiV]r£//Ziip3rte,ii7> lakimicsiiie' odpowiadał. Mo^e yf^ 
iA & fQ^l^v9kańi poiAiłe Łiiiow«kieg;<y < « k^ęei^ta :daie 
sśnk ipM^ny^ trainte] JSRe ekrpia^beWiKm'. tego pienirM^ego 
fsa '$ęK«K*pa8aikwilową> brosimrkę; wydaną wKl^iakowib 
prawiw 'niiaiiia /i<Kołią1l»)o w^ ' Ih ohj^&Biuti stlidlMif ztiowt 
^7' Zają€xkiii;ii» )gdy sl^ l»witriyirtw<o ratjeżdiałd, i <A 
fiil} 'jraB8]4>itfzepirfwsałem gay^źreni gd <ł^ md HBa^aBo- 
wał w jego domu , a to jedynie z przyczyny, że za Kśię- 
Mmn iMyozfśdi) 'bawił' W-C^tdwktt fMid^KalislMmi 'W do- 
braełistroicłtfrkprdjriłein^-aby 'maketetM pbWiddasiał; gdztb 
«łieslikaj • Zsp^dzak > fcr^ iriwizttiieniie ' gret cftny , )H^y ' pbl- 
skMjj ipnicyiMńei łączył flran^ńzką o^ił^^ * '^ Ja < 1)yłby m" 
irn^l iloraz e*t^ łilwki^ógrdiłt Kriftgińtfki^b, taa której pó- 
ftUałęiii WGPana Dabrndzi^a/datn gd Uprze&ił/ak^nWgle 
wyjecłiąłeni (do KjdłMaf^ af'4etafc ' kołectWo utrdddia' ińnit 
jMivHeffaa»y/Eni]!i)byoh^i: iStai Hr domU' J«:M#a kra^iń^kieg^; 
•i^ifkikii^ gOV' Wpczc|tńid''plfzyj(J«:^. ^^poMńanti o t6ni 
jaM 9 ziKWi^kttip)e]fWilż;y)ih^^^^^ ł priftńifihóSdi^ . 

kl^ffyeli )q4 ttfeg^ >iphrlei8 ^ły k^s^4d ' Na!Mi^i»th}koiWMWIa. ał 
dd' dmi<ireii<ji9g<^^^dsnlftWałe]ii / 1 'dl^ nićuki 'nUddUzych;' jak 
bzęslakrol4:^dr(ll>&yd i ibo^c^^^eiiBafeSfs^ymr krdkteim tti^2tif& |( 
sM^^zjednad^nii o^ż5^id>p¥i5y|Mil^IaJ <>Kt<Hr thl5gf wf<i'd|^ 
wnwM^^^źc^^zaiAiediNtiiy' i'^opa^ż\s^^^ M^dtce Wzu^ftki 

wi*clw»i>fcytfżei!to''Mfi5ywtiły/^ kt*regó' 'Wi^l^y' 'ceśftłza 
prafWi4'^^iile^^Mdl Wf(kazywkły/ '^ee' < K^niiiMtnik^MristWu 
^biihi64ltiifc^^»otdez^y;f<;2fci4^'p]^^ i -^fiżdżąe*^! 6i$ 



«' 



-♦ '\ 



ł^jiła jedna ,9 prsjrcsyii 4Aiittięoia. księoia 'Adaimoi -od/^Nah 
mestnikosi^^ra^^a ^y^oro ii Aiospbdziowaiiegdi^ wypterieiua 
jgąjącT^, TQwiiił0iiem'ódd«lć«)>iia^edliiroM>^ 
ie> jak go, to.wyoi^fliieiiitr.iiądaiwilM; tak:gQiiiie<|saAk|pila 
Z^fiTMef^l ^fon aitrai i^fiiłirfiobie! cfMoiij^. ia^8^caq;^nM|) 
pr)B€|jęd,«at tjwb^^Niktj^ryeh w^»M:;tieiiawidniłj ii mwjw^ 
kiicb mąlącyęli . tz ^ mf»ii . awiązki . a/ ^asm^ooiiiypb. "ttsąoich 
Qi9Qi IptBigcda. . . Podwoił . ^90 i^csoósaośi 1 i .\«f r^^jmoAć fUa 

^ I, ^;(7ifu;vąwid«iłioii\ krAła :8lyiBiflła!v)a> (ci^go ją§o lodii^ 
a i^s^częgótaiej/ C^artoio^«fci^:f alfi.iiiti^ .^foro^ ^dtifloanct, 
które.. ]v»|węt u i>o4obiiyek' - jtetwa doilokratńiiP) liara^9 ^ 
n^ ząr;i(9t,farty4aAetwa* We. Wszystkich amiamfk ąw^ 
jjeąo .^aiflojł^ i«tosu. niet^afiioiimiał Imtodoioi awojćj io|iie»- 
]^u])i^w, . nigdy aię. nie wyr;Eejbd 'wdoi^dzoośtt «^ojćj{.'dla 
ifl^tif^sLf^ Bmpi(d&i^o> / którego ^IfiAwmAcifi \ wśpiwĄgi 't 
w kt^Ti^go ; ^<mvk Jlifii Pteoiłi^K ehoeiai byłn wijAdeieiM^ 
\ żp łalft ^ pofficjm. . SejS^m / xKpłłąta|* ,. jktó^^ BraniłŁieg^ 
^ięnąml^cią : j pofostą ; pą^y^M^yozoą Afigai; anesegołufii^ 
wyąąąjyłvi .«c;cczffl^9. 4la 4opl^ ;^nąojflkjich:^ ,pralez ilai;ij«6^ 
j^ę.ojmec jego był Wi słuj&Ińe iKq}9kpTViąi)KaB9KUl!3^^i^T>i ^^* 
I )B7od^^ pplkieęi K;azakóvir j^i^adwofinych^ aluiistaroM mii^ 
^9Jl>ię, wypusz^^pną ^niąfi , mh wJQ&k(k» £fam 1 fM{ vmMy 

uł^ńczyl,: odcjąiiy był p?2iqz .tf ^4jiji9j)'li^'j&obivtafaa! oągr 
ą^y^ąnta. kpcbi»i8|xzo!wi | Wiel^nkJeiojiii MiBkiewt rfaro^ 
yrnętdfi .^vaąjęi\aioh^ .gdy , t«nr^jl^> pcjMl : KoitfeddNuejri 



— 7 — 

mtSQr hyw^ , jV^, j<^ 4oiiiiV iNiOneewif z, potAtaiw«^f rię 
g«Ząi4^ki«p p §mv^9 .9^»h. dtifil, i, maj^ za Ełe paria 
Ztmm^^^^^^ 9t Qin cemrał^ niuei) teti .farkasm nie« 
ąpmwąedłiiify it?^ 2affU>jaki ^iy. dziaiaj ZAjąctakowi, 
bQ .^ą^BCilc/ ledbni^ . 4<^wii|^ K^oio^akieaiii^. ZaeajT ałe 

o^atettym „ ,4Q^ftM .?wIfP^y<^b'P9VMM^i<4i^N«ranAtaau^ 
oie {Msebippuiwp. : gfy. liwo^ nr»^, x6wm iywo jakiion 
sio, cj&idi«^ Pierwcay 4i9wdd,f)w<y#gp amłarkcKWMtfli.i pbt 
ważaaiattdla (księcia) Adapa. fdąt-zams^ .m ftcitępie Na^ 
lliest^oik. . \Pl^ : MgK^^ nownący ą . i aę«jre p6toy«b diapiitfi^ 
ayj *Ęi^y, Stapu.dp pnoFgotiwraaią pr<ó6któwł orgAaiea* 
nyeh dłam^^^p; Kjrófep^wa pdtłyp^ty* ^ię w pali^eu. Tajr« 
oawBkij^kiW. raięs^K^ąDiTff.k^ięoiai .Po.wmioaoyiimie^.je 
piEiewfi^ dfl 8V40i>.;mies«|^ą0i)a , Iftb* do psiłaou KfaiBpifr^ 
gfciab.r Nil? odzgriiUiega) kk^: prosili kaięoiai^ aftaby segye^ 
jak . wpfsO^yr ^ luego się sbiesały > i . o&wiadesył t że^ una 
nie pufi^Ml^ij ^ędsięi, i fi^^jeidiał £ wMkiem k^iiikria 
uffiałatti^iHA { L^ciE .Wl^kiemn ksMjiaiu 'KodsttaMmu.^nie 
podobał aig 4eD» "wzgląd dlft Oiią^ry^kiega ^ nitilał >to abKł 
j^iyą^i9igf^o^(AiNj$irii€i9tei^ jH^o lepnotfeatatita mmakif 
€ibf..,J)0Ai^ł/MC!^«ai9^w]).{i ^«a?s Alaksaddar nafkiąał 
do. ZajiąęakauSi l7j^i'ani($fi»i.3(.^ałaowi6m(odliiianyl\iBe0ye 
pi^niofiły i$iq ,wią0 d^ p^ła^n i Eraaifiokłch^r /doptiki -- Zają*^ 
csaki i^ pi^Qi4Ał nią dOtdomu puai Ałokf^ods^wćj Po^ 
to^kićj^ >fdzia^j6zćj, pai9a. Wąsowieis^w^ ; - ( n 
,r //.FfO aiominlH9Ł.Za)%(łzkai nialdSałeia do lioifttt^i zasmiiod^ 



« 1 



= 



krąj^ {)arsj!wiątoiiyt;łi. I JttżprsIiriewgiyMy nrftcdiiicy ddwi^ 
dxtIi|byliiiowąg(» NAmieslhika z powiMzowanieAi^ ja od^ 
OBtatiućjr bytBoAeij pcy'^si9«lkaiiitt mojem-ssuffo 'tf Ko^hAiK)ir«- 
skiogoy nie byłem^ aby mie mutemał^ żefak drwfey kłaniam 
się- jego 'Stopniowi nie osobie. 'K<M^haiiowik({^'«^M^dl{wy 
% wyliiegietiia sweg^o ptonłałe^ i obł)Wi^'tabegd f^t^yjaclelai, 
spotkawB^y .mnie, ^apyta>, ćzyy^lem 'ii NŁniłe«tf!i1kftf 
Ml gdy odpowiedt^iałem r^PierWsj^ytłflzanowatóii! Zajączka*, 
ródbyw o^d^tiH petHtUó'' go Ńainieistriikietn'^^^ ^odiise^l:} 
^Oniiajc tragklhrte 6 dfefcitó pyttf , ^ ^ ^IżlwJ eięr *e6 go 
nię ódwM^ł. WieHsilj Mi, jakieknWiidk są ^rzel^iw liie^ 
ma upi7;edfceliia , '^n nwt ' najlep8ż4 dhęci, 'nłe trzeba g« 
dittónid, ewBzera ' ttrzeba , . afceby prai^i- ładzie itoczyli 
go nftioócią i ładą, a i^baćzytó fte ten WjHbór.^na' dobre 
. naia wyjdrije**. Oddałem wtęcNamf^^liikbWit^zyilJc a^rzę^ 
dołrą,. pf^yjąt mnie bardW'c«ule łrtiekl?' „^DariWiiz się 
aaipewńeinad tćni, nad c«<^m ja z ladziwrenik wyj§< bi« 
megę; Spotkał moie)^ AiesUkUkaiyy przefei ttmie; tiiespodiiie' 
wany. i nieziasłMżony zaśziizył/ i razem "»tał*ość 'moją prriyf 
gniótł ciężarem, któreibu nie i^icHi-eKywy^tłłać' p>dt(*afiijl 
Mara lohęci,* iipmgoąłbyth tlie ziiivic/)!ć Cesarza' i eofidtM- 
brdgo ^robi4 dla mcigo < knajti ^i tiarlidb:^ ale j4 Jesfenii^ołf 
ntenz-, zesta^załemi8lc*pod'br4!mil|.'''Nie mami>^obt>a2&^ 
tfUj^ cywilnego y ' raxlby m się podpi^^ć' ' W ^ ^tjm liowym 
zawodzie mdą i'pomocą'prawytthi''^Swie^rtyi**i g^)r 
liwyeb Iii{i6wj >BŁsiika«ć łch^będęj,'?; jak wlehi protełł^tti) 
tak i pftfih: prdsi^? <abyś6ie^ tenib nie bd>ś<cpoi|;r^ii" F^po- 
magaćmi raczyli.^ Profiffię o^żzdźisr^ść^ otwartość w^ra* 
daoh^! a odpfhui^ «ię afliodoiąf- i> wdtiięe^ti^eiąt^i* 'Odpbwie- 



— 9 -- 

dzisdem co odpowiedzieć należało , i odtąd w Kadzie Sta- 
nu zacząłem ' (loświadczać jego ufności i przychylnodei. 
Odtąd mnie zwykł był powierzać najważniejsze referaty. 
To mnie niesłychaną obarczało pracą, bo nawet wyma' 
wiającemn się i proszącemu o ulgę z udmiechem od- 
powiadał, „dasz temu radę." Tymczasem, niespodzie- 
wanie winą pana Stanisława Potockiego , prezesa Komi- 
syi Oświecenia, na drodze tej może zazdroszczonej mi 
ufności, znalazł się nieszczęśliwy szkopuł, o który się 
rozbiła i ta ufność i najlepsza harmonia między Bada 
Stanu a Namiestniki*em panująca. Owa okoliczność za- 
dała mi moralne cierpienia, dla których zamierzyłem 
podziękować za służbę i oddalić się na wieś na zawsze. 
Wydarzenie było następujące: Z kolei rozpoczętych prac 
Rady Stanu , w celu rozwijania konsty tucyi przez orga- 
nizacyę władz baczelnych., to jest Komisyj rządowych, 
ministrowie zaczęli wnosić projekta. Eomisya Oświecenia 
jako pierwsza z porządku, pierwsza tćż wniosła projekt 
kolegijalnie wypracowany i zachowujący w naradach 
swoich zupełnie zgodną z konstytucyą kolegialność, któ- 
rą osobnym artykułem odrębnie od innych IComisyj z na- 
tury oddzielnych i innego rodzaju przedmiotami trudnią- 
cych się, dla nićj i dla Komisyi Sprawiedliwości wy- 
raźnie konstytucyą zastrzegła. Nim ten projekt przy- 
szedł pod obrady Rady Stanu, Kpmisya wojny przedsta- 
wiła swój projekt będący z natury rzeczy w zupełnej 
sprzeczności z projektem Komisyi Oświecenia, podług 
którego cała władza', jak należało, miała być skoncen- 
trowaną w osobie Ministra, a członkowie Komisyi mieli 
się tylko stać doradzcami jego lub prostymi referentami, 

2 



— 10 — 

albo wykonawcami jego rozkazów. W. Książę Konstanty, 
którego ledwie skłoniono do zezwolenia na wniesienie 
na Badę Stanu jego rozporządzeń dla spełnienia form 
konstytucyjnych, oświadczył Namiestnikowi , że nie tylko 
wymaga ażeby ten projekt bez źadnój zmiany przy 
jęty został, ale życzy ażeby inne komisye na ten 
wzór, dla jednostajności , uorganizowane zostały. Minister 
Spraw Wewnętrznych Mostowski, i Hatnsewiez pod 
ów czas minister Skarbu, umieli w tćm dać miarę swojej 
ministerialnej nad kolegialnością przewadze , w sposób 
nieobrażający konstytucyi a dogadzający pośpiechowi 
w działaniu. Lecz, co w owych Komisyach i z przepisu 
konstytucyi i z natury przedmiotów nie tylko nie było 
szkodliwćm ale pożytecznóm, w innych oddziałach już 
nie było pożądanóm , bo obrażało konstytucyę. Centrali- 
zacya władzy nie mogła żadnój szkody przynieść w lu- 
dziach tak liberalnych , oświeconych i po republikancku 
wychowanych, jakimi byli Mostowski i Matusewicz a 
nawet Stanisław Potocki. Lecz zasady i oparty na nich 
względem Komisyów Oświecenia i Sprawiedliwości wy- 
raźny przepis konstytucyi ucierpiałyby, gdyby ta centra- 
lizacya do innych wydziałów była wprowadzona ; i dobro 
publiczne na szwank mogłoby być narażone, gdyby zby- 
teczna władza spoczywała w ręku ministrów mnićj pra- 
wych lub mnićj zdatnych. Tak to się okazało póżnićj 
w samćj Komisyi Oświecenia pod ministrem Grabowskim, 
który przy najlepszych chęciach, przy obszernćj nauce 
i wiadomościach byłby, Bóg wie , jak zawikłał i system 
naukowy i szkoły i fundusze, gdyby jego umysłowych 
ti'zpiotarstw i lekkości sądu nie wstrzymywał był Wy- 



— 11 — 

dział edukacyjny złożony z rozsądny cli i najoświeceń- 
szycli mężów. Nakoniec uważmy^ że skąpienie władzy 
bez kontroli i rady w ręku ministrów, którycli odpowie- 
dzialność przed krajem ściśle określoną nie była, więcój 
niebezpieczeństwa niż korzyści przedstawiało. Nikt le- 
piój tego nie rozumiał; jak p. Stanisław Potocki; lecz wła- 
dza tyle ma dla nas powabu ; a próżność lub zazdrość tyle 
nas zaślepia, że sam pan Stanisław Potocki, acz oświe- 
cony i gorliwy o dobro kraju mąż, zapragnął mieć w Ko- 
misy! Oświecenia nielegalnie tyle przewagi, ile jej sobie 
bez obrażenia konstytucyi Ministrowie Wojny, Skarbu i 
Spraw Wewnętrznych wyrobili. Projekt organizacyi Oświe- 
cenia przez Komisyę in gremio ułożony do Rady Stanu 
wniesiony został; lecz skoro się p. Stanisław dowiedział 
o życzeniu, a raczćj o woli Wielkiego Księcia, i gdy po 
rozmówieniu się z Namiestnikiem ten, jako żołnierz wszę- 
dzie wymagający karności a więc nieprzyjazny wszelkićj 
kolegialności i oporowi, utwierdził go w jego pragnieniu, 
projekt Komisyi Oświecenia wycofał i przerobił go w spo- 
sób zbliżający go do W. Księcia systematu. Na referenta 
tego projektu mnie na nieszczęście Namiestnik wyznaczy]. 
Odczytawszy go , zdziwiłem się, że z Komisyi Oświecenia 
mógł wyiść projekt tak sprzeczny z jćj atrybucyami i 
konstytucyą. Spotkawszy się więc z Staszicem, .wyjawi- 
łem mti moje zdziwienie. Staszic osłupiał; a gdy na jego 
żądanie udzieliłem mu projektu, przyszedł do mnie nie- 
zmiernie rozżalony mówiąc „To nie jest Komisyi projekt, 
to jest samego pana Stanisława, ale jakże on to śmiał 
zrobić bez Komisyi ; zmiłuj się nie dopuszczaj tego pro- 
jektu ; na twojćm sumieniu i poczciwości spoczywa teraz 



y^ 



— 12 — 

loB oświecenia krajowego. Pan Stanisław mniema, ie 
nieśmiertelnie będzie ministrem ; będę ja u niego i zro- 
bię mu moje uwagi". Odpowiedziałem „Dobrze, więc 
skłońcie go aby ten projekt cofnął , a zgodtiie nłóżcie 
taki; żebym mógł być za nim^. Gdy pan Stanisław 
nie chciał wycofać projektu, a od Namiestnika naglo- 
no mnie o referat , udałem się do księcia Adama i opo- 
wiedziałem mu rzecz. Ten mnie także zaklął, aby nie 

• 

dopuszczać tak wyraźnego pogwałcenia konstytucyi, ^ 
radził mi^ abym się udał do pana Stanisława w celu 
wyrozumienia , czyli upomie będzie obstawał przy swoim 
zamiarze Udałem się więc do niego w celu uczynienia 
mu uwag: a że pan Stanisław zawsze był dla mnie 
względnym, myślałem, że ten krok mój przyjmie, jako 
dowód mojćj przychylności i chęci uniknienia wszyst- 
kiego coby go urazić mogło. Lecz z zadziwieniem za- 
stałem go w zupełnie innćm usposobieniu. Po długiej 
rozmowie i argumentacyi rzekł do mnie: „Ci panowie 
chcieliby mnie wystawić na targanie się na Wielkie- 
,go Księcia i ściągnienie jego urazy; nie wiedzą czego 
po nas Cesarz wymaga, nie wiedzą, żeby się mnie po- 
zbyli, gdybym poszedł za ich zdaniem; a spodziewam 
się, że tego sobie nie życzą. Zresztą jest na to dysku- 
sya w Kadzie Stanu. Ja robię moją powinność, projektu 
mego nie cofnę. Pan widzę innego jesteś zdania, pójdź 
zaniem, i spełnićj swój obowiązek, to bynajmnićj mego 
dla niego szacunku nie zmniejszy." Po takićj rozmowie 
wygotowiałem referat według mego przekonania, i, jak- 
bym nie wiedział, że to jest projekt p. Stanisława, zbi- 
jałem go, równie jak przełożenie tegoż, jakgdyby od 



— 13 — 

Komisyi pochodzące ; i w dzień zgromadzenia ogólnego 
Rady Stanu wniosłem na posiedzenie^ które z odbywa- 
. jących się było najliczniejsze ; gdyż członkowie świadomi 
rzeczy i wchodzący w ważność dyskusyi, wszyscy się 
wraz ministrami zgromadzili. Gdy zacząłem czytać mój 
referaty siedząc tylko przez stół naprzeciw Namiestnika, 
— lubo moje pismo nie było długiem — skoro się dały 
słyszeć argnmenta przeciw projektowi , poznałem po Na- 
miestniku nieukontentowanie. Zaczął ruszać ramionami, 
na krześle niespokojnie siedzieć, wąsa pokręcać i surowo 
na mnie spozierać. Gdy przeczytałem konkluzyę i wnioski 
usunięcia projektu i wyznaczenia deputacyi dla zasto- 
sowania go do konstytucyi, Namiestnik z gniewem się 
odezwał „Gdybyśmy poszli za zdaniem Beferenta, wpa- 
dlibyśmy w dawną anarchią -y" a do Tomasza Grabow- 
skiego wtedy Wice-Referendarza i Sekretarza Protoku- 
listy rzekł: „Czytaj WCPan projekf Myślałem, źe który 
z członków Rady Stanu zabierze głos i poprze moje 
wnioski. Gdy wszyscy milczeli a Tomasz Grabowski na 
powtórzony surowym głosem rozkaz Namiestnika zabie- 
rał się do czytania projektu, odezwałem się: „Niech wol- 
no będzie przeczytać statut organiczny Rady Stanu i 
przepis w nim o porządku dyskusyi". I przeczytałem ar- 
tykuł wyraźny statutu ^ iż Rada Stanu rozstrzyga naj- 
przód przez głosowanie wnioski Referenta, jeżeli te były 
przeciw projektowi; gdy je przyjmuje, projekt upada; 
gdy je odrzuca. Rada przystępuje do rozbioru szczegól- 
nych artykułów projektu. A gdy i po tem przeczytaniu. Na- 
miestnik naglił Sekretarza Protokulistę o projekt, pierw- 
szy powstał Matusewicz i ze zwykłą sobie logiką, dokład- 



— 14 - 

nością i wymową poparł i cały mój referat i ostatnią 
uwagę o porządku dyskusyi. Mówił następnie Wawrzecki 
Minister Sprawiedliwodci^ coltem więcćj miało wagi, że 
stawał w obronie referatu , gdyż jako Minister Sprawie- 
dliwości nie uznawał się upoważnionym przez konstytu- 
cyą do skoncentrowania w ręku swoim władzy, którą 
sama natura niepodległości sądownictwa pod straż kole- 
gialności powierzyła. Mówił potem i Staszic, i ten już 
dotknął , jako członek Komisyi Oświecenia owój malwersa- 
cyi, którój się Minister Oświecenia względem projektu 
Komisyi dopuścił. A gdy na te przełożenia Namiestnik, 
coraz bardziój uniesiony, swój rozkaz ezytania projektu 
powtarzał, porwał się z miejsca swego Minister Spraw 
Wewnętrznych Mostowski i rzekł: „Mości Namiestniku, 
król na to cię przełożył nad Radą Stanu, abyś jój uda- 
nia cierpliwie słuchał. Jeżeli tak być nie może, to my 
tu niepotrzebni.^ Na to Namiestnik zawsze z uniesie- 
niem : „ WCPanowie inszeście mieli zdanie w Radzie Admi- 
nistracyjnej , a tu inne objawiacie, tam potrzeba było 
otwarcie mówić.^' Nakoniec pan Stanisław Potocki, który 
dotąd milczał , zabrałjgłos, i, ubolewając, że nieprzygoto- 
wany musi odpowiadać na tak wypracowany referat 
(tóm chciał mi przymówić), w argumentowaniu zawikłał 
się, a widząc, że niechętnie jest słuchany i kończąc na- 
chylił srę do ucha Namiestnika i rzekł do niego cichszem 
głosem, tak jednak, że dosłyszeć mogłem: „Pan wiesz, 
jak się to stało z projektem, chciałem dogodzić W. Księciu, 
non tam libenłer, quam reverenter, i poprawiłem projekt 
komisyi ; lecz , gdy się o to tak żywy spór toczy, najsku- 
tecznićj będzie przystąpić do wetowania , a opinie się 



— 15 — 

wyjawią." „Ułóż więc WĆPan propozycję" rzekł Namie- 
stnik. Nie potfzeba było. tego, gdyż była położona wre 
feracie. Pan Stanisław jednak ułożył propozycyę, affir- 
mative za wnioskiem referenta, negative za projektem. 
Gdy przyszło do wotowania, pierwszy najmłodszy refe- 
rendarz Jan Tarnowski dał krćskę afjirmafive. Obnrzył 
się Namiestnik w słowach „O Wpan naturalnie przeciw 
rządowi," jak gdyby chciał przymówić jego liberalnym 
wyobrażeniom. Szły krćski wciąż za moim wnioskiem, 
aż do Badzców Komisyi wojskowćj , na co się Namiestnik 
ciągle zżymał. Jenerał Eossecki, dzielący zdanie głosu- 
jących za referatem, dla nieobrażenia swoją krćską Na- 
miestnika wyszedł z sesyi na początku dyskusyi, za co 
.dłngićj doznał urazy. Dwie więc krćski wojskowe za 
projektem padły. Ministrowie uno lubio wetowali przeciw 
niemu. Gdy się objawiła decyzya, Namiestnik w gniewie 
odezwał się do pana Stanisława Potockiego: „Widzisz 
WCpan, na coś mnie wystawił przez kreskowanie;" i por- 
wawszy się z krzesła, idąc na kulach ku drzwiom, za- 
wołał o karetę, a że ta jeszcze nie nadeszła, stanął pfzy 
drwiach, opierając się plecami o ścianę. Przystąpił do 
niego Wawrzecki , pod którego on naczelnictwem w po- 
wstaniu Kościuszki zostawał, i zaczął mu robić uwagi 
nad jego gwałtownóm i nieprzyzwoitym uniesieniem , wy- 
stawiając, na jak przykre położenie siebie i Radę Stanu 
naraził. „Proszę mi rad nie dawać," odrzekł z gniewem; 
a skoro kareta nadeszła, odjechał. Po odjeździe Namie- 
stnika członkowie Rady Sianu , niektórzy z ministrów 
skupieni w kilkoosobowe grono , rozbierali ze zgorszeniem 
wyprawioną przez Namiestnika i pana Stanisława scenę. 



— 16 — 

Kochanowski, Lioowski^ Staszic okrążyli p. Stanisława 
Potockiego i żywo gorzkie czynili mu ^rzuty. Słabo 
się wymawiał i bronił, bo w duszy czuł, że nie właści 
wie postąpił sobie i wstydził się swego postępku* Ko- 
chanowski tak się zapalił , że' w domu jego jako przy- 
jaciel jeszcze się z nim skłócił ; lecz gadatliwością swoją 
odmalowawszy wyprawioną scenę przed panią Stanisła- 
wową Potocką, jako zagładżającą w opinii publicznćj 
dobrą sławę jćj męża,, na którą przez lat tyle zarabiał, 
cały ten zacny i patryotyczny dom umartwił i niepokoju 
w nim narobił. 

Ja przysunąłem się do zgromadzenia, w którćm Mo- 
stowski, Matusewicz i Węgrzecki rozmawiali, i rzekłem 
do nich „Widzicie panowie, na coście mnie swojóm na- 
leganiem wystawili, byłbym tój przykrości uniknął, grzecz- 
nie wymawiając się od referatu. Zapewne pójdzie .oska- 
rżenie od W. Księcia do Cesarza , i <;ałe nieukontentowanie 
jego na mnie spadnie. Dzisiaj odebrałem ostrzeżenie, że nie 
posiadam potrzebnych zdolności do Bady Stanu, a szcze- 
góloićj, że w takim stanie rzeczy praca moja użyteczną 
być nie może. Jeżeli mam za sumienne zdanie ściągnąć 
na siebie niechęć, wolę podziękować za urząd, którego 
niepragnąłem , i wyrzec się na zawsze zawodu publicz- 
nego.^ Na to mi z żywością odpowiedział Matusewicz : 
„Nie narzkaj na dzień dzisiejszy, bo chlubić się nim po- 
winieneś. Odniosłeś tryumf w najlepszćj sprawie. Wszak- 
żeśmy się ciebie nie wyparli, lecz bronili twego zdania, 
którćm spełniłeś twoją powinność. Jeżeli to za winę po- 
czytują, dzielimy ją wszyscy. Nie zrażaj się temi prze- 
lotnymi przykrościami , jest to w publicznćm życiu chleb 



— 17 ~ 

fl^ws^llipiipniprin^ i>iii9idegjbr6h..prz9€l]|ik^w^. .Po tem 

pi^w99^ ^^ieAti^jIMil J^y Stanu & poUsądku rzecay wy- 
.i|iMdało/)gryziMR|[ó i4€pi^y do dęty zy i. Rady, 

Wf.^1 t^Ari^Uwią.ilM^^tl^tfi*: S^r^tarz protokMista na 
k^cvit|»piaiiw0)EdaBia' t popiae^oićj 8€$yi ^w)»pomoiał o w6j. 
ggA Jitai»«»łąw Potoi^i ^ »iilbd*iMi^.fa głosie aptaaeał Naiaie- 
^9^f^fk4> my^im^fiWfii %A%hp!k&w Kominyi Ońwiocesia 
i49.^!»dy §toM^ • jfa^^ieAtiilk Mj^go iye^m& wezwał pod 
i^o .|^iiiQf^49iM9r% m ę$ionk6vf, , depotaoyi Stasaica » Sieni- 
i)^Wf4bi<^ii:«diy0*;in| aię Płąteran Gćdy p.gf^uiiabw: ^ał 
ti4^MiUBiy^ii» p* K^IOłAoa^.jako nly lepiej ohs&oąiomionego 
^jfĘ$e^x<^iWk^^\ iNamie^nik dopisać mnie rozkaaał. UitL" 
l0^,myM^ wj^ituiipieiiia się , leoa Biedzący koło mnie Siera- 
komt&t iv9tBąy«M^>mniei aby novrćj sceny nie wyprawić. 
IV . /J^.JluiAt^ftti^, 4ieayi. przy koAott pofaiadzenia przy- 
nfe^lMlo : J9amiei(nikowi tótne pmjekta ; w celti wyzna- 
fC^wi>N/dOf nicki lieC^centćiw. Między niemi był jeden 
^Uficfm^^f,, tfrtfilfządzfsniii Indu* Izraetekiego i przypa- 
.a^i^MOlA g%>pad zAktra^enłf m: zaobowaiy a przepisiSiW) do 
bezin^pi^Owago^ilżyw^ttkia^praw obywat^j^ieb^ azatćm 

'4AttłO(wowmftv'^^ P^y^^^W^ do wszelkiej . rodsajo 

ip;4^6fvj4iii!p .{lołitrjl^anycbi.jiUc. adminiatracy>nyob i sądo- 

'y^f^iłi^ 9tt9tte^ porównania z innymi' Imieszkańcami 

^a|li^ ti^ozbolwi^kf poi%danćm jest nnarodowicaiie ludu 

lisAlStmki^i^i^^^^ M' Poteoe, z któsegoby wypłynęło 

{Nrzyi^«8»|zeAitt •/g«|ł;doM /wszalklcb praw . oby)¥atetekicb, 

.|»r«!)f!kt;.4eii»i^ Jijirł I jefz^zei, w porę: wyebowanie bowiem 

,f^j|pfir|^^i|gaiioQd^ moiMo j dokonane^ nawet zA- 

i»i^fAm^titw€aMi pc^yząaitie mu rAmufdk praw vą&f^ 

3 



-. 18 — 

l>oeiąi^ąć ^eatsobą MJ82fl:odliw82e iBlnidd ii' -dłu' byta 
kraju i dla i&ftrodowoici potekiiji Prefekt tieii' p<M^- 
<M od senatora N^wo0ik5owa^ jiAkoty Mleeony- w)(^ 
Cesatza; okrytj on był pozof aim '■ łiberaltemą*' 4 Ir Jatoi^ 
okrywał cele poIifyezAe niepnyjśm^ tymibitmi Iśktodn- 
wemn. Majętni' Żydssi potrafili ^go aobie iryrobió -u^k^inl- 
sarsa cesai«kiego iS^odkami M^Mfwićj «ją<^ gfó 
i to w nadziei, >ie przy wpływie i powadse* J^go *>.y0ka$l| 
ŁoTzjitiy jakich w innyeh krajaeli feiyWttją. .Sekator 
NowDsiteów powierzył ten projekt ONanQeBi;Mkt^Wii, ten 
w^fti^ł ^o na Ra<łę Administmcyjną ; Raiła* «d«Mob&' na 
taką propozyoyę odesłała ją d^* iogółnego ^zg«o0ifads^ińa 
Bady Stańtt z pewnością, ^ się nie ntrsytifea.' i& 'Rady 
Administracyjnej skoro rzecz wy sa^ -na- jaw ^wiadci- 
iBotei ! członków, Stasaae głdwny nie^yjaóiM ŻiyŚ6¥f, 
kMry tyle pisał i brukował dła okalania ieb stfcoiKwodci 
w P<dsoe> kióry wołał p t^cieśnieiiie ilB>inlieśzkatniii''po 
głównych ulicach w miastach ; t> odjęci^ im Eteynk^W i 
q»osobąiości> nisżczeiiiel włościaś pib wsiach ^przełąkł się, 
i żyezyt^obie, aby re^^t tego^prs^ddttdotfi^padł tia nf^go. 
Tymczasetn Kamiiofstnik z powódź, kt^c isię^^ potśm od- 
kryły^smuie wyznaczył' refer^tcm^ jakby M/W)fW^'niD^e 
umartwienie. Wnfoszącj^śe śkpró itlami^śnik pvojeki^ przy- 
jął, i ibDie, który się nia spnseeiwić in^łc^H/ ptmi)sHf6 
o nim chciał referat*^ było to na to tylkOydby^przi^pś- 
pTzeduią dp mnie urazę nowe wywołatf zatargi i^wko^ 
się mnie pozbyó'~ umyśłiłefnf "Więc uprzedzić" j€^0<łycze- 
»ie/ wymówić is^tę od reftBmtn^^i^pddżiękomići kai^^ąd. 
Łec^ Staszic pocie^fiiony lem, że miił^«8|itaW0£daiii^ i Jego 
prcjektu^ porueeM^nćm ziostato, tak, n^iie 'możOlił : al^rn 



« 



— l» ~ 

uę^^ iu<^ nifi wyiMwiliły i, aie u>?a^ąc na. źacłae 
wcględy^ ki»|*od groiąećj maUęaki nohmmł, ić skłoitir 
to df 4ot 'WypiMowiiliia tego ostatnfego retoato « « . • a do 
]iidgt»^ SUftsioc doBtaresył nii aif^smentów ae swoiob pism 
} ^teł. 26 umęjii biblioteki. Dira tygodnie poiwięeitem 
Uf piticy, J w}tfoUłieiQ wy«rdd Ustoryczitó - |)olityoiiiy . 
JUano^talem % dsi^ Czatkiego o Żydach, praenuciłeni 
k0M^ftwS^p Mrsaystkie orządseaia J^eąjowe, któremiiśei^ 
teMnursadEodliwy wpłyiH? tegp luda oa pomyślMść na- A^ 
r^d^w^i kidiM»teL Okass^iein mnoieoie się jego eiągłe, 
6^es0Biejszet aiźK inny ob ihłeatkańeów krają, śakie, de 
}i6- do 4siQ# esięści lodności dosslo^ Wszystkiegoy com 
WBfUMj w^pi^l^iedziać nie maglem , leece tylko iiai»un^tem. 
WtijSktoefełnd.tefi--^ mający głównie aa. cełn ^bogaceniesię 
lBX»ztem kra}ow6$w> odosobniony i <Mlosebniająoy się od 
seęikty kidami, >MfayJająoy»ic od obrony kraju, od dłnihy 
w<98kiiNrśj./ nieskłonny do ofiap i poiwięcenia. wśród 
wyałIei|^>:inaroda\ o byt ii^iezal0^y, irtająoy sawase po 
dti^ome ttooniejdaego^t^ pr^y nabyein praw rnowych mógł 
8if siAió bardzo sakodltwy t krajowi , gdy kraj ten obcemu • 
padowanid nlegaŁ Trzeba go było pica^wój pnseksatałeić, 
wyebonrywiae wnarod<H?ytcb.ao:tuoiach, otrzymać dowody 
ji)^ .pati^j^ly^imn, niiiiby się go i»%ypnAciłó do pełności 
ifówaoi^ pi*aww Takie praeksełałoeąie, tśkie powięksse- 
mie ninl ' namd« bjio wiełee pożądanómc, laea jeszeze 
w dwym ożaai^ nietbyło podtibnóm ani tak prędko doko- 
]ianćoibyóitti<igło(\;' Żydzi powinni byli pierwiij ofcazaó że 
8%£alakamiv'Jliiffby aię stali oby wa^laani. To wszyslkio 
ińdk>e^tyVf9fptwiBfamSievA ^ ieicz ^n.wy wód mójt oszko- 
^iwo^ , ^iMtdktn jpiŁ przdumywał, nim doszedłem ; do 



— «0 — 

I 

imbioni dacba i pojedyńezybh atty^ułów ncm^gb ^awfti 
Nadiiestnik fthichi^ cier^fiwie i aiwypo^toti^ s^'ilbw«t 
ukontentowaną twarzą tfego wywodu/ w którym* ^^pr««L 
sterało przekonanie referenta* Ozasemsię pytała ii eieka^ 
woActą o 8zest6g6ły ht0kóryczne; 'nie r«&' się odezwał: 
proszę głośni^/ bo ja gła^y , a ic&ctałbytn >byi dokłada 
ni^ objaśniony^. Gdy przyszło ńó zbijania Mscżegdinydi 
artykułów zwłaszcza przepisiów, jakie Żydzi aobyt^ltłeteni 
zachować mają^^ tojeet' rozporządzeń o łiaińiaołi^ dlauttieby 
o kąpaniu siCy myciu ^ zachowaniu czystoAci^ w mieezka*- 
mach i ubiorach, zakonktudowałeia temi nieco ironiczne- 
mi sh^wy „Z tyfeh powodów wątpić mi przychodzi, ^„ aby 
^rząd krajowy chciał przypuścić de^ współobywaiełstw^l 
,,ród y który prócz innych doitąd niewykorzenioilyeb odręM- 
^ności, nosząc w sobie zaród haj obrzydli wBisćj^zarazy, p^ 
,,trzcbuje prawa przymuszającego go do< ochędobt^a i po>- 
^^zbycia irię trędów, i równie betsecn^śf' a ząraćliwćj iebóroł)y. 
,,Ozekajmyż przynajmf^j ', póki się tćj zata^y ^nie pozfcfę- 
,;dzie^. Namiestnik na te słowa śmiać się zaczął i rzekł: 
„To prawda, że się ci 'niechląj^^nie^raz >świferzblt po^ 
zbędą. Będąc, pułkownikiem ^ mikłcni dwóch 'tylko 'Źyddw, 
w moim regimeincie , a cały mi batalion zarazili.^ • Nie trze- 
ba było długiój dyskusyi : cała lUdai Stanu z^odaie^uznała 
nie tyłko usunięcie projektu > łecz ndecydowała śoiBłe^rzd- 
strzeganie przepisów, których wykony wbnie ' uległo za- 
niedbaniu , jakoto : o szynkach , o^. mieszkaniu po głów- 
nych ulicach miasta i tj dv Nadto uznała 'konićzBośoią, 
na zasadzie mego wjrwodu , uczynić do * króla płzedlote- 
nie o potrzebie innego wychowania Żydów f i przerobie- 
nia togk> w kraju CorjMe9 <9i cćrpofa. 'Sfaniiestai^ odjpowie- 



— 21 — 

I 

4iiał^ ' jjFirzedstawic królowi śłassią Sadyi Btana troskfr 
WÓ66, b do-zt^dagowanin te^o ' pi^zcMsta^ienia 'przesnai' 
^śka <Befereiidarzli' Stanu KażmiaDa^i Ułoiyłcfm wice je, 
Kamiestoik jo poparł* n Cesąrsli , i- sa|)iehia Żydów, dman- 
49ypaoya do' właAciwazego iaa ńią cmm odto#9iią zocrtała'. 
: . Po seisyi, na któtój projekt ten był wniestony/ będąe 
w ddił p^r9ttcje]iel*ał» Kosseekiego, aastałem u niego mv- 
aialrtt / *Wi{g)łiń8kiegQ ) któryy iyją^ w ŚCTsWi] przyjilni 
zilgotteypi vSoboIew8kdm Mintetrem •fikkretarcem Stanu, 
ciągłą* i poH&i^ z nim -prowadził korespondencyą^ przez 
kie^dego tkuryeia odbierając lii^y odr niego. Ten przy wi- 
.ttiw^sBy się zeiDb%^>irzekł 'do innie „A! przecież przy^pro^ 
jęknie o* IŻ jdachl • nie wyprawiłeś < nów^j Rceny z Namie- 
fttaikaeink^*-/i^'^(}at ze/tnną najniesprawiedii^óf wyprawił^ 
odrzekłem ,^Aitiili mnie znał , powinien się był spodzie- 
wać, Afttócwobeo jegQ' nie zaprę mego przekonania.^ 
„Htf) wkosu^-* tzekł > W)ęgli^ki ^- co się st^alo staremu, że 
wfaM w^takieinidbsieme; Ale zdflge^się^ że do Wielkiego 
Księcia.; alW możó ; do samego Cekorza: oskarżył Radę 
Stann; pra^ezytam di) oo Sob(/lew8ki do mnie pisze.^ 
I piiecz^yiai I następujące Jałowa ,^06ż to tami za burzliwą 
i^^sj^ę iip^ramih Śada Stanu z Nań&iestnikiem, podobno 
^^eferatłKoźlmlaasl^był tego ' przyczyną. Eoimian ewyld 
i,)S{ęsapalai^ia^łnjeie się, wstrzymując go^nieok^się nie 
^narażfh^MGesarznbardzo niekofitent z tego wypndkit i rad- 
■^hf'^ abyr sfij ;nie powtarzaŁ^ -^ -Niech się nie obawia — 
reeljęiiiy^nietwjm^wię się ną^dymisyę, eije ją Uprzedzę; 
dłłał^m^odfdawna^we^nctrzneiprz.ekońanie, żeiiie jestem 
zdolo^jr da oboeoe pbłożeniej Wiem ja/ie maim u Wiel- 
kiej \KBiccia! winy; i za^moje proklanlaoye # konfede- 



— 22 — 

rikcyi i aa moje xtviądd z ksicotem AdaiMib i iiobyl^ «ic 
więc jak na)skwapliwićj, bo aawet nrząd m^ dogsdn 
moim prywatnym interesom.*-^ ^Nierób tego-^ rsiokł Wc- 
^iAski^^ nadto jesleś ilira^twy m ; zobac^yse / ie stary togo 
b^dKie żałował 9 widzisz, ie się on i na Kósseokiego rm^ 
gniewał i jai od dw<)Gfa niedeiel, od owej' sesyi; z którćj 
wyszedł^ do niego nie mówi^. Kosseeki na to rzekł , m 
mnie zastanowiło: „To jest egoista , idzie mu tylko o 
miejsce 7 na którćm aasiadł, on ińnfe'gotdw po^^więfeió, 
chociaż tyle lat byłem przy j^o boku" . Te słowa utwier- 
dzały mnie jeszcze więc^ w mojćm pr^edsięw^ęcin: Na- 
pisałem więc pr<^bę o dymisyę, i ndałem' i^ię z tii% do 
Namiestnika, do pałacu pani Aleksandrowi!] Potoekld|. 
Gdy się zamddowałem Adjutantowi Koekanowskkoiu^ ten 
mi oówiadczył, ie paA Namiestnik w łdżku i< dzi6 ikie 
przyjmuje ; gdyż jcjst cierpiący na nogę. Odszedłem wię^?, 
prosząc^ ażeby po mojóm wyjściu uwiadomił Namiestnika 
o moji^j bytności. Lecz zaledwie wyszedłem do przy^ionka, 
wybiegł za mną adjutant z oświadczeniem) że mnit 
Namiestnik przyjmują. Wróciłem więc, zastałem go włóżr 
kn, w biały BI » kaftaniku , z itfryzoi/^ną w pukle głową. 
^^Przepraszam , że Widmożnego WĆPana Dobrodzieja 
tak przyjmuję^ (zawsze bowiem ^Wykł l^ w^t^n dere- 
monialny sposób przemawiati do osób/ z któireini nie był 
w ścisła pou&iłości ) ; „cierpiący jestem na moją nogę. 
Siadaj proszę. Có masz mi powiedsrieó?^b Ośiwiadozyłem 
mu wtedy moją prośbę, o dymisyę. Żj^wo i ze wzdiygnie- 
niem mi przerwał « y^ A ja tego nigdy iiie uezyi^^j A gdy 
mu się tiiómaezyó zaczaiłem, że nie tadeti zły kiimor 
albo nieukontentofc^anio! skłania mnie do* opuiizeeęnia 



— B8 — 

ihiżi^ pafctterallj ale kteresa' domowe--- śmierć ojca 
tony nojjćj y i potrawa Btawieaia się na Wołynia do działu 
niajillkii po nim pozostałego ^ do cz^o mnie szwagier 
wsjnnra-^ «iq)7t4^ maie Namiestnik ^ kogo^ mam za sobą. 
A gdy powiedziałem, ie Mossakowską, ,,ezy nie Ale- 
ktendm oórkę/ zapytał. Na potwierda^ającą odpowiedź, 
2 zarataeeiiiBm dodał ,, A to mój wielki przyjaciel , spo 
d^iewałem isię,. ie mnie przeżyje, 4^ umie ta odwiedzi. 
On suisieznie ode mnie był młodszym; Przepędzilifany z so- 
bą młodpM^ \jif\ to bardzo piękny i agrzeezniooy czło- 
wiek;/ byliśmy razem adjutantami przy Hetmanie Branic- 
kim; razem ańiizgalifimy się, razem kocłmli w pani Koł- 
csanoWćjj/poŁćm nie spotkaliśmy się joi więcćj^. Gdy 
eię 'Wyprytał iiiiiie o chorobę i śmieró dawnego przyja- 
i^lela i towarzysza, spostrzegłszy, ie z zanadrza wyjmuję 
paplt^> rzekł z .pośpiechem ^Nie taj przede mną praw- 
dziwych pnsyceybi Ja ci ttehybiłem i przepraszam naj- 
SBCżerzij. Nie odmieniaj dla mnie twojćj przyjaźni, oto 
proszę. Ale mie ja lylka ci nbliłyłem , rząd et tćż ubliżył. 
Wiemy jakie. są twoje jzasłogi, i co^eię czekało od' króla 
Saskiego. W Królestwie zostawiono 'cię na tćm' samćm 
miejficff, :lde4y inayeh wyniesiono. Do mnie należy po- 
prawić to i > i|aglvodzió ; pojEWóli mi na >to c^sn i sposob- 
ności ^ ja za ttMość odpłacę się ufnością i przyjaźnią. 
Wchodzę W twoje domowe interesa, dam ci urlop na czas, 
którego do icli nłoieińa po(3i:ebujesz , dam na Hilka mie- 
aięey,' na pół> roku , a wracaj ii zostań boś nam potrz^bny.^ 
Te ałowa « aprzejmośeią i z roąuiizeKBieniem wyrzeczone 
rdzUróiły mxilk , rziókłem więc do nic^o z niejakióm rófa- 
ezid^niesk* * ^Meści < Namiestnika nrai^y iadadj nie 'miałem, 



— as* — 

mpie 9^0 isAHf laei> naaim^yhmMc ^%Mk^.ps^^fiaaSi- 
ników iKioifibsIilcbać , i uu>fli& Miatem sobie.ziuRrflzęitZfi 
zaszczyt iimstfn. eobic teraz^ Błuiyć pod męi^ipi / fckłpraji; 
«9iini na wysd^ie stopnie wzwoełe^yM^dlog^aasłag^^ 
ją oceniać nie tylb6 pratrdziWe sasług^ hle fiame4^Qei;: Na 
dowód tego nieeh «ię «taqie wola twoja 'Saińmtmkti*^ Z^k- 
staję więc z zastrz/^eniem sobi^ uiikipd^^nWjcMigiiąLdo 
innie rękcy ścisnął^ .przyciągną^; wiwatż pocałował yięb- 
tćm Wi j^ąfleps^ynar ' humorze !ikie;piiŚQii<mnlei-^ i:4aga<ze 
mną rozmawiał. — lOtrzy mąłem' wi^o uiflo^ nar ^<^ll ■. toku. 
. Udałem sii^ (na^wksnę -^ roku 18ł7 dla W^dyń, 
dy na : zoatawiwfi^y u brata mego, Infiiłaila<Zanu3f8tuega, 
w Matczy w wię jskićm miedzkfniń Infułatów; : ) Powrót 
cieszy z Wolylnia w jesieni, :zilnę eałą > i^raetf ąwiłoia 
na wsi n siebie > w PiotroWioaob; . zajmując tsięi nauką 
syna;; doborem dla niego nauczycieli;., przy sposobitiuem 
do . szkół publicity cb , czawanient i . nad / ehoiyp ! łiratcln 
najmłodszym^: bo już nifistelj^ imiał .w fiobie ^aród nir 
^zczącćj *g^ąceki ,. i^tóra; go* w i;ok • jpdtćm. da grobp 
^wtrąciła. Ro^rywoiem się eaalsem polowanieml.^ bratem 
starszymi Waneenig^m; wielkim myśłiWyBli ; /i z ^ąsialdem 
KązimieiTiem iGrrabctwskim synem nie|^.prz)rjadiela Frań- 
ci^zkft ; ikasfttelana a. pofódn ispojowodyl ZiiajdówałenV' tal(- 
j^eobwile, nia litelrackie ^jęcia^^^ W kitym roku 1^16 
:w nalwiękfiaet rozńdeki dniegóW; łodów i irzek.>iwi nie- 
przebyte praAYie drogi odebrałem (di jeiieraita Kbsseekiegt) 
sztafetę ^Bttamiiiaeyą na Bądzeę./Stann-i sś lyeaw^nican 
jw Jmiemn Namiestnika; abym sięri natyiębmiast ^bta^ł 
dla uło&ćnia raportu ;• dla Hajjaśfiif^idaega Pana (^iRady 
.Stainuyiz oz|7|3nó6ei raądowy^btj doiikt6rego»aredahoyii friiso- 



— 26 — 

zBaczony zostałem. Było to na dwa tygodnie przed 
sejmem^ a na tydzień przed przybyciem Cesarza. Ra- 
port wprawdzie był przygotowanymi zredagowany przez 
Tomasza Grabowskiego, jo^ wtedy Referendarza; lecz 
Miniatrowio i ^amiestnil^ nie znajdowali go zupełnie do- 
statecznym. Życzyli sobie 9 aby nie był prostym zbiorem 
fs^tów, .leez mieicił porównanie przeszłońei z obecnością, 
dla wyrainiojsze^o odbicia powodów wdzaęcznośei dla 
Cesarza, który w tak krótkim czasie tyle dobrodziejstw 
wylał na kraj, i więcćj ich jeszcze cii^^le spodziewać się 
kazał. Matąsewiez był najzdolniejszym do wystawienia 
w pierwszym tym obrazie wzoru dla następnych ; lecz ten, 
zatrudniony finansami jako minister, wiedząc z odezwy 
mójćj do ni^o, iem już wrócił do domu, mnie Namiestdi- 
kowi wskazał. I ta rada spowodowała sztafetę do mnie. 
Wyjechałem więc laa bezdroża wraz z synem trzy- 
nastoletnim dla umieszczenia go w Licetim Warszaw- 
skim. Z wielkióm utrudzeidem po roztopach dostałem 
się prawym brzegiem Wisły na Pragę, tam zastałem 
most zdięty, przewóz niepodobny. Nie krę lecz ogromne 
tołpy lodów niosła zapieniona rzeka; 24 godzin czeka- 
łem na Pradze, dawszy znać przez śmiałego i dobri^e 
zapłaconego przewoźnika bratu mojemu , że oczekuję po- 
dobieństwa przeprawy przez Wisłę^ Mój brat uwiadomił 
jenerała Eosseckiego. Tymczasem syn mój młody, nie- 
znający niebezpieczeństwa, niecierpliwy spoglądać ńa 
okna stryja, który stał na kanoniach, i nie módz się do- 
stać do niego, prosił, błagał przewoźników, aby nas 
prtewieżii; nakoniec spostrzegłszy, że kilkunastu ludzi 
z Pragi siada na lekką krypci puszczać się myśli 

4 



— 48 — 

przeczytał te słowa : „Porządek • i akiirMno66 słtiłby sitiią 
;fiicką kierowane)'^ dotknął je palcem i rzekł „i może 
nazbyt siłną^. Na sejmie Bie wystarczyły ini piersi do 
przetszytania całego raportu; pomagał mi koleją Radzea 
Stanu Plater y i Referendarz Grabowski. Cesarz podczas 
Bejmu oświadczywszy mi nkontentowąnie przez usta Mi* 
nistra Sobolewskiego , po Sejmie wezwad mnie kazał do 
siebie, i na prywatnój audyencyi z zwykłą sobie uprzej- 
mością to samo powtórzył w tych słowach. „Je suis iris 
conłent des. travaux du Gouvemement^ des progr^ de 
I' admimstration y du rappoH du eonseU d' 6tat, et de 
votre rido/ctiony je vom en remerdey et vou8 mis recon* 
naissant pour les sentmenłs que votis avez si Men exprim4ś.*^ 
Raport ten nie przypadł jednak zupełnie do smaku 
tćj iczęści publiczności, która się nie ogląda na okolicz- 
ności i na rozstropności względy : i Molski y który przy 
każdej sposobności odzywał się wierszem nieraz satyrą 
zaprawnym, w liście rymowanym do mnie te cztery 
wiersze umieścił 

Twój raport w Sejmie był na rany plastrem, 
Uwielbiam Chemika głowę, 
Co umiał zrobić wapno alabastrem 
Przez czarodziejską wymowę. 






Od Sąjmu 1818 r. do Sąjmu 1821 r. 



Li czasu mego urzędowania pod Oesarzem Aleksandrem 
godzi mi się z trzech owoców pracy mojej, prfcy schyl- 
ku życia, pochlubić się, gdyż sumienie daje mi świade- 
ctwo, że w 'trzech projektach w Radzie Stanu dobrze 
usłużyłem krajowi. 

' le Iż przyłożyłem się do zatrzymania projektu eman- 
cypacyi Żydów, jako niebędącego jeszcze na czasie, 
* i mogącego, z powodu ówczesnego usposobienia ludu te- 
go, najszkodliwsze dla sprawy ojczystej pociągnąć za 
sobą skutki. 

2re Iż wyjednałem w Radzie Stanu zmianę projek- 
tu emerytury dla nauczycieli, z oszczędnego i nieszla- 
chetnego na odpowiadający wysłużonej nagrodzie, i przez 
to przyczyniłem się do zapewnienia swobodniejszej na 
późne lata przyszłości dla tego stanu tak pożytecznego 
krajowi. 

3e Iż byłem fównie twórcą jak redaktorem projek- 
tu organizującego Sąd Sejmowy w Senacie, a więc od- 
powiedzialność ministeryalną pociągający za sobą, który, 
przez- króla przyjęty i pochwalony^ przez Senat utrzy- 



— 30 — 

many^ upadł na Sejmie roku 1821 w Izbie poselskiej, 
równie przez niezręczność Marszałka Sejmu ^ jak zaśle- 
pienie i zapędy partyi Kaliskiej. Projekt ten, powiem 
śmiało, nie przestanie być chlubą moją: czy odraucenie 
jego stało się zaszczytem i zasługą sejmujących, najle- 
piej następne wypadki wykazały, gdy oskarżenie o zbro- 
dnię stanu spiskowych w r. 1826 zwołanie Sądu Sej- 
mowego nakazało. , . . 

O pierwszym projekcie mówiłem wyżej, i wzmian- 
kowałem przyczyny, które za odłożeniem na później te- 
go projektu przemawiały; o dwóch drugich warto ob- 
szerniej pomówić dla ocenienia rzeczy i ludzi. 

Projekt o emeryturze dla nauczycieli wyrobiła i wnio- 
sła Komisya Oświecenia., Ęedaktorem jego był Surowiec- 
ki, człowiek oświecony, zdolny i gorliwy urzędnjk, na- 
wet erudyt, lecz w, pomysłach drobny, w środkach wy- 
konania pedant. Sam oszczędny aż do skąpstwa: tu 
gc^zie potrzeba było Ifyć szlaphetnym, był rachunkowym: 
gdzie należało być dla zachęcenia talentów i . zdolności 
hojnym, był skąpym. Wytężył uwagę na to, aby fundu- 
szu ze. skła4ok nie brakło, nie bacząc na to, że lepiej 
było rządowi, na przypadek braku funduszu, ze 300,000 
złotych ze skarbu uj^ć;, niż wychpwanie pozbawić do- 
brych nauczycieli przez wrażony wstręt do źle wyna- 
grodzonego poświęcenia i prący. Zbytnie więc natężenie 
umysłu na to, jak obiecać, a jak najmniej dać i najrza- 
dziej, wprowadziło go w najśmieszniejsze i^wagi nad wie- 
kiem drewnianym, glinianym i żelaznym, na które życie 
człowieka podzielił; zdawał się nadto uboljBwać, że długi 
wiek w tym spokojnyiji, zawodzie jest, powszechnym^ a 



- ai - 

zafóm Wyczerpującym fdndnsze; a dla zapobieżenia temn 
taMemi wamnkaińi obostrzył prawa do wysłużonej na- 
grody, że mało kto byłby szczęśliwym otrzymać, ją, chy- 
bn ten, którenra dla starganych sił ledwie rok życia po- 
zostawał, przyjmtijąc tę racbubę, że jest korzystniej dla 
kasy połowę pensyi emeryta płacić wdowie i dzieciom 
do pełnoletności, niż całą pensyę wyshiżonema, lecz 
jeszcze przy czerstwy c;h siłaol^ będącemu, a zatćm lat 
kilkanaście' mogącemn jesasćze żyć nauczycielowi. Pro- 
jekt taki niemógł zyskać mojego przekonania , które wzglę- 
dem powołania nauczycielskiego objawiłem za Ks. War- 
szawskiego w pochwale księdza Nagurczewakiego. Wy- 
ziiain ttawet, żem się uczuł oburzonym, nie pojmując, 
jak mógł ten projekt wyjść z ciistła Komisyi Oświecenia, 
któf Ćj p. Stanisław Potocki, gorliwy opiekun instytucyj 
naukowych, przewodniczył. Wygotowałem więc referalt 
z pewhym rodzajem szyderstwa z hićszlachetnćj i nie 
w miejscu rachunkowości , skąpstwa i pedantyzmu, a 
z gorącą goriiwością o wymierzenie sprawiedliwości te- 
mti stanowi, którefnu sam winien jestem to, czem byłem: 
bo, aczkolwiek nie przyznaję sobie znakomitych i wyż- 
szych żilet, wspotaiiiałem, że i te drobne, jakie posiadać 
ińo^f ^ą dziełem i zasługą moich mistrzów. Uczeń ich, 
chciałem' wdzięcznością się wywiązać całemu ich stano- 
wi. PrUy końcu rieferatu, żeby osłodzić ostrość zarzutów 
pi^zedw Komisyi Oświecenia wymierzonych, i siebie 
z przeciwnego jej zdania wymówić, poparłem się powa- 
gą Plutareha, 'iż ten, wystawując wielkie cnoty i obywa- 
fe^lstWo ^tkrego Katona, cenzora w Hzymie, nie wahał 
śJę p^żyganiać mu zbytniej oszczędności , przez którą 



- m - 

niewolników swoich i żle. żywił i rzadko oswobą^niai^ 
i siły ich aż do najpóźniejszego wieku oharczał. pjraęą, 
a gdy już ich uniedołężniła zgrzybiałość, na rynek na 
sprzedaż wywodziła, ; do tej nagrany dodsU ten filozof pi 
sarz swoją własną uwagę w tych słowach: „Mnie się 
„zdajC; że sprawiedliwiej i szlacłietniój postąpili o\yi Aten- 
„czykowie, którzy, gdy jeden z mułó^ zwożących kamie- 
,,nię na kościół Minerwy, po ukończeniu jego, przez n^- 
„łóg pracy przybiegł przed tę świątynią i zarżał, jakby 
.^zatęsknił do jarzma, publicznym wyrokiem i kosztem 
» publicznym łąkę mnpa swobodne pastwisko aż do śmierci 
„wyznaczyli." Od siebie zaś te me pismo, temi; wyrazy 
zakończyłem : „Czyliż my, Polacy, chcąc odbudować u nas ' 
„Świątynię Minerwy, odinówimy tego ludziom, czego 
„Ateńczycy zwierzętom nie odmówili!" Po tój konkl^^yi 
cała Rada Stanu bez sporu i wetowania wyznąes^yła 
deputacyę do wypracowania projektu na zasadach prze- 
ze mnie wskazanych. Namiestnik i Ministrowie uśmie- 
chnęli się na moją cytacyę z Plutarcha. Pan Stanisław 
Potocki przyznał się, że zaufał Surowieckiemu i nie roz- 
ważył projektu. Staszic, śmiejąc się, rzekł do mnie: „Trzy- 
majże lepiój o Eomisyi Oświecenia, widzisz, że na twoje 
uwagi odstąpiliśmy od projektu." W kilka dni. miałem ;5a- 
szczyt otrzymania wizyty z dziękami znanego Lindego i 
kilku profesorów za odniesiony tryumf w ich sprą|v^ię. 

Nie byłem tyle ss^częśli^yy przy projekcie urządza- 
jącym emeryturę dla urzędiników Administracyjnych i 
Sądowych, chociaż z równą gorliwością walczyłem prze- 
ciw położonój w nim zasadzie. Łepz ien projekt tyczył 
się i , członków Rady Stanu, a zatem rozbieralny był 



— 38 ~ 

przez osoby intefesownne: a jakte często i a nas takie 
niestety ! egoizm i miłoiić własnego dobra nad interesem 
publicznym przemaga. Ksawery Potocki y Badea Staną, 
podsnn^ zasadę, aby do emerytury w Królestwie miała 
prawo słuj^ba publiczna, pod jakimbądż rządem, byle na 
ziemi, dawne Królestwo Polskie składającój, pełniona. 
Że wszystkie dykasterye w Królestwie Polskićm óweze- 
snćm były napełnione sługami niegdyś ujarzmiających 
Polskę rządów, projekt ten stał się w klasie urzędniczój 
bardzo popularnym. Tak więc za zasiągi n obcych rzą- 
dów położone padł na ten szczapły kraik, który w czę- 
dci swój byt narodowy odzyskał, obowiązek płacenia 
tych, którzy przez czas jakiś nie w Polsce lecz przeciw 
niój słntyli, a którzy w oczach zdrowćj logikii polityki 
i patryotyzmu tóm winniejsi stali się, że byli Poliakami. Ta- 
kim systematem naród przyspossbiał sobie urzędników 
gotowych przejść zawsze na stronę tego, kto im płacić 
ł>ędxie. Czyliż-to nie było gorsząoćm zatarciem wszel- 
kićj szlachetności, wszelkich wyższych uczuć i wyobra- 
żeń o patryotyzmie i, obowiązkach dla Ojczyzny? Pyta- 
łem się obroficów tego systematu, czyby w zawojowanym 
kraju żołnierz wzięty w niewolę, przyjąwszy dobrowol- 
.nie służbę U zdobywcy, i walcząc w szeregach jego 
przeciw znakom pobitym, lecz którym poprzysiągł, czy- 
by, Hułwię, nie był uważanym za zbiega ; urzędnik , je- 
żeli nie orężem, to piórem, to wykonywaniem rozkazów 
staje w obronie tych, u których przyjął służbę, a prze- 
ciw tym, którzy pokonani i podbici zostali. Wołałem 
więc: nienagradzajmy tego, czćm gardzimy. Odpowiadano 
mi na to: że nąjzdatniejszyęfa mamy urzędników z uczniów 

5 



-- 34 ~ 

z obcćj sakoły i słniby; gdy ich nto zaoł^cimy, uie 
przyjdą do nas^ i pozbawimy się uzdolnionych sług pn- 
blicznych. Tćm lepiój, odpowiadałem; kiedy lepić j ko- 
chają siebie niż kraj, i tego rodzaju zachęty potrzebują. 
Czyż potrzeba ich nagradzać i za zasługę im poczyty- 
wać, że służyli za narzędzie do ucisku ziomków? Wszjrst- 
kie inne względy są podrzędne^ lecz tu głównie uwaga 
powinna być zwrócona na moralnoóć polityczną, na wier- 
ność Ojczyźnie. Przeniewierzenłe się jćj choć chwilowe, 
jeżeli nie jest zbrodnią, jest występkiem, którego, jeżeli 
można nie karać, nagradzać nie trzeba. Przemógł mnie 
głos interesowanych a mnićj zgłębiających moralną stro- 
nę przedmiotu. Wyszedł z Rady Stanu projekt eme- 
rytur cywilnych, taki jaki dziś w Dzienniku Praw czy- 
tamy i jaki jest w wykonaniu. Jakie wywiódł i wywo- 
dzi skutki, widzieliśmy wśród przemian naszego losu; 
widzimy w dzisiejszym porządku rzeczy. , Ja nie mam 
na sumieniu zdemoralizowania tej części ludności' naro- 
dowćj, skłonnćj do przyjmowania i pożywania chleba 
z rąk, które jćj go dają. 

Już w Księstwie Warszawskićm spostrzegając tego 
ducha przez Francuzów zaszczepionego, napisałem Mowę 
Katona Cenzora, jakoby w Senacie Rzymskim miana, a 
w którćj chciałem naszych własny cli wad dotknąć i skar- 
cić rozwijające się skłonności, urzędy publiczne sprawu- 
jących: 

W którejźeście krajowi usłużyli walce? 
Krew naszą, wysysali, a obcych służalce, 
Dziś może Ich narzędzia, mają teraz pole 
Gnębić Bzym, jak się w oboćj nauczyli szkole, 



— as — 

Ozy ich może Ojczjzay miłość wiedzie święla? 

Zbiegli się, gdyśmy sami potargali pęta, 

A nieznośne im życie pod ojczystą władzą. 

Zdradzili Rzym w nieszczęściu, i w szczęścia go zdradzą, 

Bo ich nikczemne żądze rachuby nie tracą, 

I wszędzie służyć zdohii, gdzie więećj zapłacą. 

Tik gdy się jedni pędlą, ulegają drudzy, 
Otóż owoc, że synów zastąpili słudzy. 

Co do Statata Organicasnego o Sądzie Sefmowym 
w Senacie^ którego konieczność z powoda rozwijających 
9ię ówczesnych okoliczności coraz się jawniój okazywa* 
ła, obszerni<y o nim wsponmę dla przekonania, jaki 
przez odrzucenie jego nierozwaga i zaślepienie Sejmu 
zadały cios narodowi, na jakie Senat, kraj i rząd w przy- 
szłości naraziły udręczenie. ' . 

Nie będę tu opisywał przyczyn, które po owym en- 
tuzyazmie dla osoby cesarza Aleksandra, tak szczerze 
przy pierwszym Sejmie objawionym, naród polski, w tóm 
małóm Królestwie przez niego wi^rzeszony, i samego 
Cesarza wciągnęły na drogę wzajemnćj względem siebie 
podejrzliwi; ści: były one widoczne, dotykalne i wszyst- 
kim są wiadome. Wdzięczność nie zmniejszała, lecz ufność 
słabnąć zaczęła* Sami mężowie Stanu doświadczeniem i 
zdębieniem polityki pańfiftw Europejskich znakomici 
choć nie posądzali Cesarza d nieszczerość zamiarów, 
wątpić zaczęli o możności ich spełnienia. Zważali oni 
stan Europy, obudzone w umysłach po upadku despo- 
tyzmu Napoleona pragnienia wołnościj położenie Cesarza 
względem Ekiropy, względem jego własnego narodu, 
w którym tyle sprzecznych i prawie niepodobnych do 



. ^ 86 ^ 

pogodzenia interesów i przeszkód napotykał,— i dla tego 
powątpiewali. A cbociaż sami w sobie wyrobili mocne 
przedsięwzięcie — przy niemożności otrzymania i dopięcia 
tego czego sobie życzyć nikt z Polaków nie prssestał — 
szanowania i nienarażania tego na szwank, co się już 
otrzymało lub co-by się jeszcze otrzymać dało; atoli, 
obawiając się na przypadek zawodu wskrzeszonych na- 
dziei, niecierpliwości rodaków marzących sobie jeżeli 
nie dawną niepodległość to przynajmniej dawną rozle- 
głośćf znaczenie i swobody, przewidywali po uczuciacłi 
własnego serca skutki, które nieznacznie wyjawiać się 
zaczęły. Jnż od czasu, jak spodziewany Kościuszko nie 
stanął, jak Kniaziewicz, Wojczyński zrzekli się służby 
wojskowćj, jak Jerzmanowski, zajrzawszy do Królestwu, 
skwapliwie wrócił za granicę, jak Chłopicld opuścił 
służbę, jak Wilczek strzsdem ż pistoletu życie sobie ode 
brał, jak uniesienia i gwałty W. Księcia coraz się bar- 
dzićj mnożyły pobłażane przez Cesarza,, coraz widocz- 
nićj ufność słabnęla a niesmak i nieukontentowanie 
wzmagały się. Oznakami ieh stały się odkryte spiski 
wojskowe Dobrogojskiego i Łukasińskiego, burzenie się 
umysłów między młodzieżą ssskolną, posądzenie Fran- 
kowskiego o przyjęcie zasad karbonarskich. Stało się 
więc koniecznością w obawie nadużyć władzy — przez 
które nie tylko winni ale i zawikłani a może nwiedze* 
ni już skutki swojćj nieroztropności cierpieć zaczęli, 
z pogwałceniem kardynalnego artykułu konstytucyi -^6- 
minem captivan permittenms niaijurevi€tum-^s^ tarczę 
niewinności w Sądzie Sejmowym, który z mocy konsty- 
tucyi jeden był upoważniony rozpozuląwać, sądzić za- 



— . 37 — 

isiity zbrodni Staoity a widocznie dowiedzioną karać. 
Bjło powe»echnem iyezeniem, jak przy Sądaeh krymi- 
nalnych tak i przy Sądzie Sieniowym, utworzyć Przy- 
sięgłych ' de nznawania winy. Ale Ceisarz Aleksander 
oświadczył się stanowczo przeciw, tej instytncyi. Wzięto 
się więc do cłoienia Statutu Orgaińcznego dla Senatu 
a w nim Sądir Sejmowego^ przynajmniej na tej odwie* 
ez;n^ wszys&ich praw kM'nycłi zasadzie, że lepiej jest, 
asf^y winny uszedł kary , niż żeby niewinny cierpiał 
WyMiaczońy na redaktora projektu, zamierzyłem na tćj 
właśnie podstawie powierzonej pracy dokonać. Do mo- 
jego systematti znalazłem niemniej' ważne powody w prze- 
pisach Kodeksu karnego, pod tjiiułem o Zbrodniach Sta- 
nu, Bwićżo przez Sąfm przyjętego, który to Kodeks nie^ 
baczny Sejm na położeMe kraju i ducha mieszkańców 
prhwie jednomyślnie zatwierdził. Redaktorem jego był 
Ksawery Potockie Radzca Stanu, wprzód Prezes Sądu 
kryminalnego Łubekkiego, dobry i uczony prawnik i 
urtEędnik rządu Austryackiego , człowiek nąWet odwić- 
eony i prawy , lecz uprzedzony o doskonałońci 
praw Austryackich, i mniemający, że to jest wybornćm, 
w czćm sami wydoskonaleni jestesmjr. W miejsce więc 
ułożenia Kodeksu karnego dla Królestwa, stosownego do 
obyczajów, skłonności, wyobrażeft, nałogów, wad narodu 
polskiego, bez żadnej baczności na naturę rządu i in- 
8tytn<^j narodowych', do których nawyknienie sliało się 
drugą naturą-- bez względu na polityczne nasze zmiany, 
przez które co wczoraj było cnotą, stało się dziś wy- 
stępkiem i zbrodnią-- b^ wyrozumienia, że połoionie 
nasze* różne i odr^e od innych ludów: wziął Kodeks 



— 88 — 

Austryaeki Bamowładnego rząda — nietyiko prawdziwość^ 
występnych przeciw niema czynów, ale same prawie my- 
śli za zbrodnię stanu poczytojąć^o -^ wziął, mówię, ten 
Kodeks^ przetłomaczył go żywcem, i zastosował do kra- 
ju konstytacyjnego wolnego, do ludu wyehowanego w wy- 
obrażeniach swołKHły i skłonnego legalnie rozbierać, 
przyganiać i oskarżać czynności rządu. Dodam do tego^ 
iXi w tym Kodeksie tak były rozdrobnione rodzaje prze* 
WiBień, występlciów * i zbrodni przez zbyteczną pedante- 
ryę prawodawców, że za zbrodniarza stanu był nwc^a- 
nym nietylko ten, kto 'rządowi przygarnął, lecz kto tę 
przyganę słyszał a nie doniósł o niej władzy. 

Wspomnę jeszcze i to, że przy dysknssyi Kodeksą 
karnego w Sejmie Don^inik Krysiński, deputowany misusta 
Warszawy, uczeń liberalnćj szkoły francuzkiój, chciwy po- 
pnłarności, aby dojść przy nićj do znaczenia, uroiwszy sobie 
w głowie że każdy urzędnik jako ski^ rządu jest już z po- 
wołania swego nieprzyjacielem narodu; domagał rięnąj- 
ostrzejszych kar na urzędników, a koniarasygnowanie 
przez Ministrów postanowień królewskich ubliżających 
konstytucyi podciągnął pod najobydniejsze kary jakie 
ten Kodeks dla zbrodni stanu przepisywał. Byłże to 
sposób nadania krajowi w położeniu, w jakiem się znaj- 
dował, dobrych i prawych urzędników ? Potrzeba raczćj 
było dać tarczę publicznym dngom kraju przeciw zby- 
tnim , wymaganiom i surowości, nieodstręczać prawych 
mężów od poświęcenia się, wiedząc, że władzy łatwiej 
jest znaleźć sług ślepo uległych i mniej dbających o 
ohydę, niż cnotliwych, roztropnych, mierzących rozsąd- 
łdem . politycamym położenie i stosunki narodowe , i go- 



— 19 — 

I 

dząeyeh obowiątki wzgłędem krąjii z potrzebą niedra- 
iiiie&ią wladasj* Nakonieo w OBtatnim rozbiorze przed- 
miota i to przy^^dzSo mi na myśl: czyli oskafienie, 
za którego nznamem miało nastąpić tak okrutne i hai- 
hjąoe nkanmie^ nie sprowadzfloby raczej bezkarności. 
Bo któryś monarcba za podpisanie przez ministra s we- 
^o postanowienia chciałby go odstąpić, i poświęcić na 
bańbę. Czyi wtenczas surowość prawa nie pociągnęła- 
by za sobą jego zgwałcenia ? Przejrzyjmy historyę, nawet 
Anglii, wielnż znajdziemy ministrów ukaranych, choć 
niejeden był* oskarżony? Wprawdzie Strafford głowę 
na rusztowanie poniósł, lecz wśród przygotowującego się 
wybuchu rewolucyjnego. 

Te zasady projektu powierzyłem dwon^ niewątpliwym 
i mężom Stanu, i razem oświćconym, cnotliwym, znanym ze 
fiposobu myślenia liberalnego lecz nie aiiarchicznego, Badz- 
eoin Stuiu Staszicowi i Ludwikowi Platerowi. A gdy ci 
utwierdzili mnie w mojćm przekonaniu, i udzielony im pro- 
jekt pochwalili, mnićj już chodziło o zdanie innych Badzeów 
niż o Namiesteika. W powątpiewaiiin zostawałem, jak tćż on 
projekt przyjmie, czy nie będzie przeciw niemu, czy ińb uj- 
rzy w nim zaszozepionćj niejako w Senat instytueyi, a raczej 
postępowania Przysięgłych, przeciw czemu Cesarz się o- 
świadczyli . Lecz Namiestnik zdaje się. wyttómaczył sobie, 
śe formy nie są instytucyą ; lub też, ufny w moje umiarko- 
wanie i ręzsądek, t)ez podejrzliwości słuchał projektu — 
i ł>ez zmiany w Radzie Stanu podpisał Przecież gdy 
wytfómaczoiiy na język francuzki Ministrowi Sekreta- 
rzowi Stanu Sobolewskiemu oddany został dla przed- 
stawiema Cesarzowi) ten, odczytawszy go, wezwał mnie 



•_ 40 — 

da siebie i rzeki,: „Nie wiem/ezy rięodwatę przedstawić 
go Cesarzowi. Wyrainie woisnęłiAcie wBeiiat incitytii- 
cyę Przysięgłych, k^órćj^ Cesarz Bie ebce". Gcfy mo zło- 
żyłem moje tłóm^czeoie otwarte jako dobremn Polakowi, 
przezoraemn i na wszys&ie względy bacznemu urzędniko- 
wi, rzekł „Spróbuję, będę tłdmaezył Cesarzowi, leez wątpię, 
aby się nam udało^. Gdy go Cesarzowi ^ dał poznać, ten 
słuchał uważnie, zacz^ czynić zarzuty, i uwagi; a po 
objaśnieniach Sobolewskiego rzekł: „To jest projekt, 
wobecnćm burzeniu się umysłów zbyt wainy, zostaw 
mi go, abym go uważnie zgłębił^^ Sobolewski uważid 
więc projekt za zgubiony. Tymczasem, gdy w pai>9 dni 
przyszedł do Cesarza z teką, Cesarz z pogodną i ukon- 
tentowaną twarzą rzekł do niego : „To jest projekt libe- 
ralny taki, jakiego sobie życzyłem, spodziewam się^ że 
Sejm będzie umiał ocenić moje zamiary, i jednomyólnie 
go przyjmie^. Zadziwiony Sobolewski i uradowany doniósł 
mi zaraz o tćm^ i rzekł: „Udało ftię nam niespodziewa- 
nie^. W kilka dni. odkryła się przy ezyna tej . nagłćj^raia- 
ny w Cesarzu, a ta była następująca. Rano gdy Cesarz 
miał wychodzić^ wszedł do niego książę Oranij, ^utebio- 
'oy jego szwagier, mąż oświćoony^ niezmiernie liberał-, 
ny, i w zasadach wolności wychowany. .^Cesarz, potrze- 
bując wyjść na ozas krótki, a chcąc do powrotu zatrzy- 
mać następcę tronu' Holenderskiego, aby go czemś' za- 
trudnić podczas swojej niebytn<»lci, wzjął projekt powy^ 
żćj wspomniony ze stolika i rzekł do księcia : ,^ Aby ś się 
nie nudził, cheiej to przeczytać co jest przygotowane 
do Sejmu, rozważ i daj mi szezere zdanie o tym pro- 
jekcie". Gdy yr parę godzin Cess^z wrócił, i spyteł 



-= 41 - 

Kiid^da^dtHid-iego/tdii^intl TtkWr „Tb itsi projekt $bdiiy 
W€A[oA«f,".#iiite8feDi«- j^ cróM''Ma zft)9«fttyt' wieał^ 
Bńftoftte^.' ''TaAi Wf^' OeUkrz ' baM%(i pófititdt-iłóM caro^ 
pi^ik\ejr'iądiif;^p(fi6hvffis()ttT {inrezIcsi^id-CHnii, prze' 
ytśt^ 1»^ 's« - j«^' opi idą '4o t^ Htópńift, 'M hieli^d 
lM^«flttik>t¥Hei^i^f 'jMptbfltł, ai dtt iftHsyinatii& 'jego 
y/ti^-i Mmi^rl&śatipriin^^^l KYÓłby i^ę tefigł V- 
fKieWaić,"My^ ten ^jfekt fat kbawiotiny; til: k'<irzy^tny 
dM-lfhijtt ; 'ific^łWytii tylkb frałeni' ^^jóitTiiśtny; zniłlkł 
ł^^i^ittj •«*«>%' kł5ł*j"4l$ i(bśw^afio, itxt'kk słrA- 
iay**t^,'«kiAiytti fiiVizę {ii^dWtiiiaaicydótti Wlailisy' pt*żyr 
iUiaSi?.''Ałle' 'ttiki^ jeM'. ««dł«pieate pódbbttottyćtr liaittl^J 
MM<A^,'*żi>'fwli{«tt^b lltfbi^' libWid«4^ "Zalisdrwil^ priiij^f 

ai«kt<k'y<fh=S^iiiMt«v^>'i^ićCiv^ śrtytćnldwi 'jkgći'o- bdOk- 
iłhi {^^"liitdiUi^tld^A^^:' Ó^h)fi^^j«gi)> przed ti^bunał^tli 
erpi4(o>ilegd i-oxśąilkti'by1k'iatWa;' pt^cd utirzćdzeflient; 
dit!aiii^iM^^08Ób'rsiąlf składających/ ^i^ed tśgorzałyini 
ntt^Iftftiii^^^tSfal iMtdłfi^^^, ie kaildyRAdicca Stand; prZ€^- 
^iMsi^^-ia^wnSś^ńkbiś r 1n'biilieiA« j^irojektów; 'bdbterat 
Ka ^ible'iod' IJ^i^^irika ttAkai;-laT)y'aiukdt W ii^rd- 
l«i^<»^' 'w%ii«ffiich draSnIąóydh i vifyf ^{tefi *dła ' ntesprowa- 
dfti;ił{)t-^«iiysj- biicz^, jal^ «d]^^^i■ żW Kst^ś^Tła Wkie- 
MaWt^łt!^ 'AłeksWadl^tmttWj^.' iyod&jmy di' fe^o,' Źd 
^yK^zfiraWiifekb^ p^^^niłiyin ktitiiisartf beśńtski Kó- 
tfiiMtelMi^', 'li^sttóiii '(ftlM ' i ntiuAim ' liWaiafądy '\e^i^dty 
i 'oibniiię, r^«tfajf|cy''o;^ftlh -i^d, tia"tttórVW' dTesarż^Alfei 

TMki(>«6''d^ldMi;^';^Wz 'iWbbdd^ Wyslo^^ttlic' ś1^ "moW- 



r^ H ^ 

sgrza, c»y jŁęzifrpli i?l* ,ia4»l|? a^JWf* „Cępąrł Mk WiWp 

pfzez I^by>. 4e. nie fi^. U^z Kllj^^r^tpię, | zę;HV.«laJt .na 
zp^ąpy, uad.spQjizi<j.^^ł8,,wfi?Ky.*tkicŁ*,j^fiH^^^ ipr^^il^i^y 
Ijrzecl saną^ ząaioikąicc^pą,/jyftkfląyi ^np^j/M^yc^ŁH^ej^- 
.pro\S(izo)wął krótJ^ą.ippwc^ jz^^upąjąc pwJe^wi^JHęHw^itjf^ 
tajność, i TiakpijKMfył ją slg^y^ .>vyrz»tii Papfljąceifw,,^ 
^ad^wyrc^a kpnątytącyc— j^-^j^.to pod ,9^^,^ Wiio^kiegp 
wyż^j wsponuDiałem'— ezćip sabie ;fti^.zr^b;ł s^ugl^aC^- 
sarjja. Przyszła pakpnie^d^ wotowal^a|;i p^^jf^t. • zoą- 
c^pą większością. przyjgly^zo^^^^ : i 5.1 , r 

^ , JeżeU trudne i mpjsol^e, były Hp9^,SQ,i^qpate^, s^kroć ^ 
żywsj^ę i trudniejsze przy pspło. pczęŁiyw^i!^*^ Jzhie.JP^fel^ 
skiój. ,Już pr?y rozluorz^ rzeczy ;z; depu^acyą Izłyr jłor 
I selski^ spostrzegliśmy; że Winęęoty ^iqi|^oj(Qv\^fi)bLi; ^ąjcząl- 
nik party i Ęaliskięj — zawzięty, z pr^yjacie|ft .n^f^prs^yjj^c^i^ 
Namiestnika, zą odin<^wienie i^u,, dla, j|ęg9, gfjacl^i^fyi, Pift- 
2^fsostwa Komii^j;^ Kalip^uąii którę^^o się, fifiędzfe^^f^t, ,i 
pra^nąłj- przyjął systemat bęs^^^ględn^&j przeciw rzjidijw^ 
opozycyu Z iipornym. i nj^ęifgictyin ąwoiDu c^ajc^l^tp^ręc? . 
liczną Sfv;pjsj.r(^dziąc., i pr?yj^ctół pflłtębcąl tyąi) sa^^ym 
dncbem; i na czele ich iftąifął.. .PfOKłbiamł; \fi^ Sęj^ 
j^dch^ytywąniem.;ch^^^ ^ajnie,\yi^i^^czyplj krok^iy 
r?i|*?,WcV..*,Je pm^nieasbywajo »a r^rzpinie .ilfJfi^W^ 



« 

^^|ę){^ąsit|^|lfł^f ,9^ ómjaty ał/łp zbytkUi teia l^ył tr^r 

^^if9^zy,^<^,«walozeiiU> ^ ilj^r głuchotą imes^bidzała 
«^)3i^ 4c|J^idiu^ o^ipny . j ^ Up6r.w}§e 

JW^7 W^hy [po4jjt^rc^ą,Aml|iHefa| ^jfcocfatt, w tćj gi^ęłio- 
fM..rVt<i^Ąfig0 .zoął pn €lo];)r,9^ Miwidoa. Sejm ssUitdaJąeęy 
^|0|d9;M.?J«(^.M PQieiąg«ą*, i wp>w4ł; pod chorągwią 
i^h^i^więgo pft^oty^oiUi a nadto ubrał sobie s^a wiir 
Frpwy&.tthenaltłą.i.^iepij4ł«ghi, iW«»waWją^ ie w^rujir 
J^kn : Aiiytą |;<(r)^i .byt^ ifo^ropw uległjońń, a.zatim wo- 
i^ffjBmu^ PiW<<>łKt4 (ł^P'^^y(acyjoy^h pewoa wiara.. A x^e . poi- 
iri)jał, PU) żp ApgięliaHa k<wB^tai)ya była pimklięm umó- 
li^i(Wyjąi iHlfi^^y. Diaroden i króf/ein; ie ft^aneeasska; tbociai 
pr^se;?, sampęo I^^wiką X*VIII nadana; pod wptyiV€ti; po- 
UtyK5^|i^j/ niepodl^Oi^i nąiiodu V woluie i swobodnie mo- 
g^^ ^^TimwW^rJt^ juk. istakiii^ jiasze^ ówozeamo; było 
[Vr.,pipJt9pzeDi%c^.if|^gj^!łi^^taa)i zawarowane, tak safod) 
t^pn^y^aęyą eęsaiita Ah^sandya b^.b' ;wy:plyweiBv)ego 
Vi^r i poiłfcte .»^l ^rmenioną a matyet o<^ętą być mogła; 
j^D.;Die ]bQś .wyf^ołanaąs.ttpooiinania. si^ któregokolwiek 
bądi{Zjnooaiiątif!; klK^ trakjkat Wiedeński p.idpiSaiy; ito 
.iiies^wadnie bez :piip«;bniscia H|i ^rajaesia wystąpieniu 
w ^injbrcińie} jmh^t^^i tab .^oc^jętśj, kiB»i8(9tiieyi Bo«waine 
yfiępil ^kPTpiNier^^^^fi^ie. syyobód raezćj mii uporne-wyr 
iBfgawe, wkwyiwM eayeły i» Diądr^^ 
, ,Vi;^i^rA^i$e/.prpłeM djO ; Izh|y Foselski6> ! wniesiony 
fOStał^ zartazf^iei^^ew^kiyrjąko jedeii.z .komisara^w de- 
Wf^^fih wir4ą«p^2gr. iiifl f\^o^^^^^^ swojej 



— 46 -r- 

)()rtbRcy«ty tńtfWy, pnseirosił dó s\łojij pó\\iyctvi6'WsyW' 
mdtń i BcWericy^ jego, i nh yaz 'Wte\kV'łtiiefk^ 
ztaanemi tym! ©6 bzytyw^fi zagr^tifczne gazłriy. Wifc^f- 
ka częić^ Sejmu; i^łeświaduma ich, pfoftfeigfcłWala łytoi 
zdaniom', argnmedtobi i ' wyblo wienłtt, jak** gdyby We feyly 
poźydzidą" IcćB wtestiośdą' mówcy. Rjiz gdy Niemce weiki 
•wyrzekł ' teii żtoahy frazes': „Nieeh MioisWowWb^d^^fcotf- 
btytacyjiii, ii Sejm hąAfh niiniSteryMnyrti,^ "kba *r ^- 
tozyumiiiO; jakby jakWj sfecjjytn^j 'Dówó^iV''bticiKńtó'pof- 
klasnęła. Wspomnę ttt pr^kład ii<ieik)Zwa:l!ik|''dmiitłoSd 
tego pofeł?!. Nowdsiteów, przytoWnyrozpraWohł, pVzyśft|- 
jń\ do ' niego z t/wńganti; cic^c ' obii<T%fó j^go* ^aiśtaiłoWie- 
nie i4d cżkodłmońc^ią uporii;'g^y góptzfełirniaft tifle*^ 
rz^H -do megb : ;, 8ouve^ż ■ mus HSśas-ttn^Sy ąub k^dui' qt& 
Vhus iióć(!9*o^6 la ComUititl&n, peuł ' YótisHtet. Na to Ntó 
mojewski cdpowledKiałi tworząc hiefiiko wyłaź 'ad Hoe: 
i;Aioi^9 notks dómisMronś k*«vt)lutiOiHibl««:^ Z^knśfł 
zdziwionym i chytrym okietti iJirwoeflców. Znpdwńc za- 
# bIósI to ^yrażeire do Cesartsa, k przynajmiitój^ iapIsM 
^o '6obie w pamięci. Nieeb tu dziś z ztmtfym rozsądkiem 
sądzi ka^den nierozwagę, i obłąkane itczncie patryoły- 
^czno Niemojewskiego^ który prowadził za sdbą'^ast^ 
poddw KaMskieh— Komorowskiego; Morjtwskiefeo, * feief'- 
nackiego;--ieh mowy były raczej poptófem-wttdycyi kótf- 
stytucyjaćj Mż dyskttśyą przynliorzbną • d<K httszego pi^ 
łożenia, jako ciągle iiasirzępiane wyrazami f frazesami dra- 
żiiiącemi rscąd i władzę. ' i^aprói^no walczyliśmy i&L^9jS^ 
fciem i nmiatkowaniem. Plater,' Riadzca Stimil/' użył' n^ 
wt^t patetydzn^j wymowy \ 'zMrłęcfit Dś dj&tyra*krsl)8. Wef* 



yą,.p/)4ĘięAf 4P|MWA: w^lą4; M^^^ na icb. poifA8ęrr#t9 
f^^er.Pówicc^i^; iiftiel^ i ^yraj|nićj:OdQzwM aifiMor 

q^'i^ft|i /łtf wjwa^Ki t j«8t darem jego yMyimiało&cl 

ą^ulka^ ,P/fjfiers4JJiewojews|Łji^ W jeg» tecifyacb Akr 
)gM|iłfler CJic^jęj«?Jcz, 4epat(\¥rpą)y Wąrazi^ski^ i C4ęipU| 

m Wa3i>W>vifi..we.;łWgfe^ Łę()iH,PęHi)tow#ki,łptói>i*j kaf 
«ł*(M4ąi,Rft4^*>i€W8;P98^} Ę>ltmicftki,:q^lowiek q&m^om 
ppjiĄrkosi(fl^iłyi.^lflcj,-c^yb^ ^ą^fiia awegft.Coflhanowr 

fił^j^Oj p<>dl)|idzofly, ,. JuŻLmi^lp pijzy.i^ do w«ikaii8f 
ciji.,^'fk«^y|, i^jA^ełjsąnd^K Qłi|)dkjewic?| ąpc^s^f^ł W 
^pi^ ^f^copf g()^ ąiflMjlP^ał z .tryuo^feiu,: tejiJ^^ Poselr 
ąką,,pr^»lflgłą,,vrjfW»wc.nw^^ A te op Jl^yVfpoJiu o^o^ 
hi^fli.i^ffijjpaypą ftrpyjftciiąlein^ ,luwftiąc,.glQwą i.rąasŁą. 
jąc jai^jioiłpf)^, q^iM^iM . W . dą^ , poznać , jlp ^nsmie ^2;ąi 

8łou9^ly,jpgj4łffWS<l^- ^* (^«: 39 .^Tsjtedl z »ifii ł^łykj, 
^j^ł % ado, mftię) . , frCfijtt^ . my.^wz,i ie ^qłtem s^ąga: 
r*^yW?/i^«^1faliWe, rrrr.„Nie".ftfIJ^Hłem^ąleięrte^ WC- 
fl^wi^si^jfp^i upr^odswąym Giewp KlftjMJą Cbn^dkij^wippa 

iĘ łWI,«^^łfi/P'^^^'g^^^.^4^ rzec»yisi8łfi knająnAr 
l^^ziijft, PR#łWi}V K?j|4 ^>ł ł^dzc. ,'JrT7i, AU? bp .wy itęż up^^rjttie 



-. 46 — 

Żitidrd6Wfll fSemtś < siłeMi ' Wy nla||Miiaiti{;^ f ' 'Aie ńiOiettly 
69«atirie pMi^yuil^.^iCty ty\k^*^t«\tAĄ rń&iflśż^tiymm 

hóii(Hftt-odr*^letn'-ii jak* Wżcltr^^tółov^^ 
jdi^id prż^t^owkidflttn ci, ^ć! jaV tfcn prcijdi^t' sp^lUtii^j^liiic^- 
dźiesz *óbłe t^yrtiaty •^iftytól;t'b^dtlete' iatóWał«J' l^o 
tófhySte łifekł H3hocńŁi*Wi6« -O^ fcl/ tyteni 

^.edw jeidiiebu -a^tytiiriowl «^<^ jyi^jektu V tJiyAI^ć, tt 
odtnłati^ jegfC) Wyjeduamy ' G^V b J fit toi^iibddbieAśttr^ht 
rńt ^at ihtoity tak' iitefozwaiiJDytli f 'zifl^piótlj^iń ; ^ kbytn 
di» j^dnegd' artykińo' j^t^zbttiWkł ' kVaj hiiiycfa^'dOi nkjźbk- 
wieimi^^9iych/'b^dę t^lęb WdtoWaN^ pd>)6.kft^ńt^/^l«j^iiiz; 
cfdsuiiąWd^y ^i^ odd tó&ie; ^MiSMi l^Wki r Wieltl kbW 
gmn moiiai i^i^Bz^nąl' śW6^' )^n^'kMsim: BT^sUM^ięc 
imd:śiejft łitrzy mania Ii^j^iłi;^ 'dylsIifteytL 'Whiilkla.' l^tó^ 
mój^fcfci «*catótii sWćcbf gT(ftiŁv[i''ik&iąV WttłatfHiy^itotó^ 
wiitiief Ifarszał^k PosKIskićj !zby z^btl^dkć tee^^^r^ 
pytisA, ttpi pii:ed tś!mkii\ęćlem %8kM«iyi''któyy z^]^^^ 
c6^ Stattu Itiie >%:^dży'tobi6 oststc^cMie' (^hE^teówM ' liM^I 
gdy nieśpiyilżiewsitiM^ ^^8tV Ait^Wskr* Szfe^^Mwdkf; 
il2ia^beie' tontogżóM^ z li<$zby''1i^ńWoych '^diiA:di^r-t<^i4^y 

Podtóskifeiii ?• pizcwodny^cy fe tydiż*' 'WdjeW6d«v^ ^ó^ 
dtóm^i^aiąaałgłdstf/ ReaibłMki' ddi)<vWiedi$kil i iń^j ii 



4d - 



^ id|«'iif ^e i^oti*<^'. litti 1^ p^wstul okrzyk y^H^^Ssse^ - 
^0f^#iati .^^t^iy ,(2li[a^ {itf^OtniiA^gutltoWskiiii t Podlli^ 
9yUti}''^^śiilAt^'^lihyl' iNie ż^Mbij4e iia to iMar«%ti<$k, 

« i!l^sf^jMd(9g^ i' 1^0dlil(l^ nu Margiiiałlca 

i^«W4{{>^^bf^o^'^^trn>|6kto^i. ^Ubyły ^t^^^khkteśkł; 
gSyj^ €^^etm«Hid^l >Mtfii4ct]^1p > ^e -bluAtA t^rójekt f)Opie^ 

^W^jlOśt^tfi^ma/Krdikatttfłi '']^ nas W97.yfttki6& tó 

«iydy%ćr^V^i4^n¥^> I^ewidywkH ttaeft^^atwaj P0A0M&, 

tódrsjjr srlf ł>4aM *tfjrt«*r prt^fe^i*/. pmjektoH'^ »f*^«^«^^^ 
ii»d»i^iei^})^< y)s&łmiib DlAt^ą|<5yeh ida ilńżVy b^mi^klĘ^ , 
(kf*efii[Wim»'-^t!fk#?vojS*Mbyiy^ l)t*«yCoim!^' łozpra^rom) 'tW 

0iab'ij^fani^tei4ite>^te(!l}6^' $»]^^ etf^ . 

»MiteMm^'iulgo<i: p^jektifi ' j^H^ It^.y^c < prawdźiwetoti 

M0tię^ft^ifi»'<t> ęo^ń^ ithi^i^m ^oj^kfn;-a &^k 

7 



-rr ^9 -^ 

yffĄflęęgp" ipoł^ie^aiąl ; ^c^y^iSięie. ;^obwęi i^hlf^JIH ^ajwM^ 

cRgo Q dobry|lflt4ac^^f npprfisijectitóyiiia^odoti^ 

jq$?tcice >2m^^ ^Pp^iptę ^pi36Q^if(l9^lk ^^^tBft*i|*ą rdoj 

I-,i>dtą4, ^m^^mrWJ^i^ Wi»pj€ipi)ai;pi|E«i6M?Sf.S,>|y^ 
dąjrz(BDiat:i li . nte w?i*m t^ieud^ał,' 6^7 ;po8*ep^V«pi^,>jh 



— *^1 ^ 

iMdcftw^iiMitf p^^ pdHcjrę iaW^ tityskiWa&ia 1 '%pHf- 
ftiifżettfe ' tipiib^ddWjtłjr pód^rzetim i radowe aH "db arbl- 
fr!iln([i§ifiii'i^aKd#'iSrddid. ZdaJ^ lię, ie Jedne i dmgfió 
^imjn od jiliMe pó^hodrfłyj ' *' ^'- •• 

Jit^^irArialkdMemaelł: Mi apisek Ł^ka^ftskiegó byl 

i^kł^y V W ^1>^^ł^^' tiił<><^2^<^^ łrartłiwóić zaćfzęU obja- 
i**Mfj'fe*i'^ły td (tótfiki Wyjątkofwc, 'pojedyncze. Miii6- 
"idUt^Cesahi^^tl^ilfrj^ tego^Śacba' ani podziela ani po- 
^iHitOA. pbpi^io^^jńi z^rokti 18^, (Okasawiszy i^kłonti^ 
m'\^MH''i9^M}gip^^sp6^\^^ \$piPoWśAiW^ na 
^to^lpoA^S^^yfdM^' li^^ dśtrożho&oią, i -inny 

^i«' hkdWł j%6 łta^^^ Oa t^go Sejmti 

^Bl^ii^'«i|'^W%toóie'zii{]l«łf^' «wkbnieirie stosunków i 
8Mr^ Ci»idtrty6 i^^^altSWiai jedii^^^Mro&y, niddięó i roz- 
j^zdd]6'>tfr^l^^. ' Gb 46 t(^^b ołKKćiefeie wdętlego przed- 
'tóMttr' Sr^ttl SejnibW^iii, dopi^fo za ćósarza Mikołaja, 
po 1łyk^a.'ś[^Hfli PS^i^a rSeistużew^ -w k%y wniic- 
S5Ulily^%ł kąi48ę JiiMttńowjrkf i ihtał' Pólafey,' okazafy 
^^^^ktif^^^tttki' zaśfepteoi^- SejW.' Wytiikk potrze- 
hk^^^hiUbiif^gó; a.teril jeśzeże^tffeuórganizowatiy, or- 
'g*iilitt^anym'ty^ inittóiał jpod wpływem iiinyifti okotir 
«ttt(rt^, 4iiMyteh dążeńy i, że tik powiem, tiozdraińionych 
^MliętiSMtii^ ' Zt^d iilAi^rziśliefco^' 'następstwa nadążać, 
*Wiifeń'%!*tót^ft!K5yiV ^ i tyićłi' w^z^stkiclr ^zfewBfeł^łi , które 
tiMcdriiSMoBti'^ i' tiiilłozw^inym'. :^^pa}^ teli^nąćą mIo3żiei 
^,\ifbA\SM i^fe^óltffeyl listopadów^ d<ipronY^ 
>^ 'Cb;dtt ttfttt' W mlbdÓBd mójój szczery z terfryl*, 
śikskja^ '1»łfl6t(wrył i' ż stariiźytnyćh wyobrażeń repobli- 
kMdi^V^'^^'^k^^ i rnabytlim doAwiadbżenieói powalą- ^ 



I 
/ 



• * 



f 



I 



I '. 



-^ ^ -^ 

oględoe uiywanie swobód ną 8akod/g,4^e.|Q^ąią,, JE!i^|4l^ 

pąiz^ Alękpąftdra inadapą. roń^ej była Yflą^mM x%^^ę^ 
do uaz^^eęśliwiei^ią. krpja^ S^owpi^jązą ibj)a '^oasty^t^gr^ 
^icetwą.WarsząwsJ^icigo^ b<> JfW^' lo^H« .9bCja4o:W#Wi 
na poiityoąnę jpftjojiejiie kr«u. .ionfk »i%i|cęąi^ h^inf^Oą 
wądam, i Dąłogonj |i«ały^u^,:.,avn»/fdV-iĄWWi| gf|dą^Mr i 

Wwym j.^yątryBci :rqzv^epij»pi^j. nap,,po5B^al, 4^lcpiśj..fl(J 
^ Bamyóh |«ąsz% p,Qmyśłno^ć,,p|jjr^ował, iPp4*J W 1^ 
tego, : źe koD8^ti|fiyą ,K8i^^V^;, Ww»»«w^kw^^ ^n^ 
nipgp ąamegQ^,^tj9M^Bą^yę»fl.>y^^^ w^^PWyiP,^^ 
lęip^j^ę tokpoyieipf,^}^jir^*pie) joiefJwuwjaajŁftią ry^fl^tlfr 
ąi^o, ,dp|>iti^e wyi;atełą ,);(^, j.fl^egft.^c^cwaW pn%w4«m5ą, ^ 

a jc?5^Q« zabraniał}. | ą^aap^ip,;.Rp4&iswąfi^l^Jrk«wM^yto^^^^ 
jlodał „Tc.U«lMifyc,fl^nicnąąim,ąflflł|fl^i^ ,f5gp4ną;»j^ 

niyślnpścją ivarpdn..}^vJ«kiCgp. \ ^ BjfftMmo^ą. V)«&8<fV 
ościęnDypb". Gdy.p^eci^jiię ktfpstytuaj^Ęędlesj^iifa-^fl*- 
skięgo w.g^fłwpypb, j;łą?a#,cb bęŁpi^c?jpńPtwą> : . ^oiw*?i 
,9SÓb,. i :iiiety^lijup)§pf,.yi[ła|iąośf», .libeifuluąi i . ]9( j^ra^oa^ op 
do rcprezentącyi i ^ła4«^ . rzą4p>Pfypb pbjt szo?5«g^ftWA(4 
rozdrobnio^, a^ząt^m w4rńd,.iąflóptTOi, acłj^kflWifw/f w i«if>- 
któirych. sprzeczna, ajbo wątpl|iB?ą,,.w,nif^zpzęńliji!if^ 4,|iię 
dość jas^ęj. ^cdakpyi . .dQft^ąp?5^a. .rii^iM^. T^ą4PWi.' i* 
iiai;Qdowi qbfjtcgo ^ródtó 7?;oJw»kń]P^ ;i d^pjn^c^o^n tok, ie 
k^djp, sŁro]Qa,.mQg^a lOfi^ pjcb,z«8ąds(afi;«irją)ę.w^mą£^0ia. 
NąjdpTyoj^^ olfąasaJo.fiię^.tp/pWm^J iW<ł;wwiechwła^5B- 



•'. _Tkj 



--^ P» =r 

i'/«!\|i"ii 'lP:'^!' •■ li '.'•''• '!"i •'•'■■ ■ "'"I" ■'"•'-• '■"• I 
... . Hoc fonte dpmata cjades . . . ; , 

•"•■• ■••"•■=';-iliViriiimpbi)uAimque fluxid; '. " ■';';' "'■ 

^»W%^yr 4#Wł#-.?CłW ..f>ŃW?!^N«M despotjfpaąąj 
4f?*»^*??KW5?.T iWMWW8Płi.;lfWWTAwg« WieJWegp 
i5vn»Ph.ff.P<^^«^ip7r > wateł^ o n|^m»f»!ęli; JUq:t«SP 
l«9fiWW Wi;łt^yifflł^*.'4^-jąt ^n^.>jł .ł»FJ|Ui iWjtra©- 
»?JP^^n!««?y4.'A- W^tJJWsIs?)^. »t.6f«*t6^:'{.. ^* «ig4y nie 

przy bofeu jego ministrem Spraw ,^;^^pię^iqrc]!^ pań&twa 
^f»afi^l?»egfl^.flQ»Wił,,l?ffVn|e.49>i?;^ (*^kjteir,teg9 Mo- 

^Swt?(.8ł<ftW .:tp^'.ł^S|Spifl f ,Ji«t«%?n^ Wftwjp wr?e- 
pomnikiem miyjyflipi,;l)y«J-,?i5i|cie#ąCT>,,ia.-^^ Mf^- 



ode^Wał »*ic ^t tóifffetrnieriiem, w^iczyWśz/ tb wisżyritkW, 
i6#«iE«4M Al^S^hder Htizyńif dla narodtt ^Polskiego: „%• 
dnćm f mylnćm jest mniemanie , które do snmieiiiR Witf- 
jego należy sprostować, jakobym ja natchnął cesarzowi 
Aleksandrowi nczncia jego dla Polski, i . d j^^yjgnlenie Kró- 
lestwa Polskiego. Sumienie moje wyznać mi nakazuje, 
*i{ idodtóy^rafez '^risifrzbWą Eatiifeynę'- do^^dktt ^ tego 
it^wciż^ ittl^idegt^^i-kBi^cfa/ jni ŁiMeń WW^ńni^fóifi 
ts«r<iti'^t^ó •nł^zĄiieiinb prżedśSc^iię^ ' i<7^kgt<Miićnia 
•iaiiodł^wi PoJsktómn ktzjfwd iiti W^ftądiióhych/ prżek 
pfóyWtyydenie mti istnienia polity^^i^żńegd;' i pierWśi&y mtiie 
^y>l(|awićd<!lftt te^ó aitttt mezti^ngj' dotąd W śiriectć ś^rii- 
<#i«dfiWoś(3i śpdtk!flł<<. ' Oódli 'się więę' m^^''o^Tż6i' dk 
f^i«tti 'świadetitwiiś,' Mto ^d ósbbą '<i^4V2f^ Alekśahdrk 
wyriifeni^'M»/kłói*''i firfcywląiałiiu jfeg^^ do bkrodk 
•]?ol^fefcgo 1'do.pdWziętej^>tai^ Wskł^tóżriiiW dolski wąt- 
' tilć tlie do^^WoIąf; 'Ńńi)6tkatte na' ^^ dfódke' 2d.w% i ' od 
EWroi^y' r od j-e^) wfesnćj ro^iń^ T iiairodrf , Ód ótbfl-' 
eitaoSci ^ntespodzielwAnffe tot^^aiipykh^'^^^^^^^^ 
ttis tfinfsych, rtłiiśiaiłyi^lec Spbłńifeiiie Ifycll ^kĄiiaW. 
" ' Utóprfriietfićf 'wspomtóefi rtiofcłi z^czaitfó^krótóstt^ra 
PolsWegól 2liiaj>!^ie si^^ pod obrazatrirMb'! które rzĄd 
jfego''8kladWy'i''tia dihirót iśpMw jJuiJlłcżłiyóH ha^przeWa^ 
4til6jsfey wpliJrw''wyWi^ały.''*' •"•■'""'" ■ '^ '[■- ■ ' ''* 
* ' €iągu ctó^o Wydarzeń ^cMofiijIogitzrile ńiipi^zćd- 
śta\^am/ ńife 'tiłając z^iV^dnćj- śtato^ pamJęd', fecz je 
o^ihttj^ #iit[krc/jafc'sfę'tayśB hagtlW^^ ^i^m sposobem 
^t^oPliy Si^'b tyW ca!k'o wiły 'obraź,' 6 ife ka riłecd"Wła- 
dy4 ttoia^i)tóypUtótó& 2*)«yć się ttóitó. ^ '' 



-I 



.łhi ; 



"^ / 



».; 



r 



i" ,1 iMł'»! •! / .li'... •»• ł{ ♦•'' li .'\i"l''I ,111/1 'Vjj{.fi ł.i 






aapłiiijyi};\4Ni4 betot^oimy/lejiBczie^iiie wjnrialcłLt .Zawód' Jó^ 
gi» .«KiiMra(Ey(ntBietoi :w yóbie kiłkaiDokteg^;/ Pierwiis^ 

nacechowane, w mniemaniu Indów .t. «duiAw wtiBUkf^^ 
bdrf^A^HOStelfiieifti ialam Jego. paiiowiiaa |)n^<{ńorione 
Mstełyidfi /Clo.\dp mąid/ )ide bfdę się^Wkhał {wysikó^jako 

eoąath^wtga /bylin., tocgijitOjczyzayt^iMisijfiiiiatt^ /.i. togłoł 
8$t^\jo.\bet< mamtnieiiieiiui^ Akl^bi mmienM oeei^ii|6 
dO'»Bł«h/powł»dy;l twysnain ą^y f Utii$ew#sifCM|od^>*ife'\by}il 
nigdy w0dąiijMAfcój#v/(liO( tćK dUiiMiyM^t^riegoiBię >do)lwJ«dl 
c)^yło|Anii^.pdwiiino' fajłi jtbtwftet w/{MMnife»| iMaf^tegio/i^^fte 
nstpełnienia niem^rzy^niftU) łiih[ źier/pAiiMó|i d^iisywioiiiStil 
SBioMfito, ^/nakonieo^pte^ziKiiftiliiiiii ^atipraypómimid i^Btcl^ 
akS, * \\ bzIadMno ^oyt ^iś^o lAoKiDChy ^ waj^Ifdei^^ f!olaki 
dokoftaIleyi>&^/głojillo^«ryjawiahró i.dbb(oezynne^ I zamiary, 
kl^i^ iadcowtedkiejk) opniJrafaMiły. /i>%wązidlk% M' wiwę 
odejlnauiałyv'cbóóby.i{yłkp»Miit0^<a)>yrjei pi}M9ia^mtó*«4ćid 



« 



— 56 — 

barbarzyństwem^ z tym aciskiem , z temi gwBitAmi, kt6^ 
ryeb doświadczyliśmy i od jego poprzedników i od je- 
go następcy* 

Nie zataję więc mniemania mojego, że odleglejsza 
potomność wzniesie cesarzowi Aleksandrowi pomnik, ja- 
ki należy tym, którzy się dobrze zasłużyli Indzkóśei. — 
Nie wszystkiego on dokończył co zamierzy), bo i krótko 
żył, i napotkał pi;|eq9^^^^.^ói$iją]^tćm pewniój zwal- 
czyć, mnsiałsię ^zatrzymywać, czasem cofać, aby znowa 
postąpić. Ileż mu nie stawiano sideł, ileż nie skłamaj^ 

prfif>m$f4l iHkjilkami t§e£K> afilacbelBj^h.v2abiitowi«t^ślM 
nicłl <g»i a^if^moA/ 'Łecz\gdyi)y/jto*tj4łi»>i {^«^^^biii^ 
9tiaiiQv <^' w^4si^kićtnj!flMdjćm iżycki tiHaiidobrftlttdiAfośifli 
ffOs^iitt,/ jnjbyiffl^ f^omiesMHietfci miiędizJNiddbr^cz^ittlyfttl 

hJj^t^YiAuw^ tidbłbo^ gdaib międsyiffząfizcdt^mi/.ldrtołjr 

SJittiB»«^jfr,//So()?^on^il!r)uRegiri0S*^^^ wifiz^ 

painiyąeymiiupwsymi^N iv >ii(feu0^ aTytaą^w |'i(IVą|itt«łw j 

Mflijkówi AilJfeliuao»ówti;iUkły ^leataiileŚBinzostały^^zaiizcSlKj^ 

nm u jednak . ^imyiKtajiro^Mi //t^zdiia.w;dkćifjld '' obyWktelili 

OiaJi .>go/\in^\4tv^ii^i^ńłi) aifenśki«r > >W»Ai^^ , {^11)4 

Qiręż.em )iab9tep|e«K^jr»ia|py// nieiM^dległpićitiitmilttpMtsAmbry^ 

k»n6^^j on# l^tei JEiai^3^: jM klsifgs^ iprawirtenio i«rfiii(#iPtu 

d9lQq0i^tttlo<Ł< jmfnft^^ jAngłiić^ii^^ >'*i^^^^ 

Miii4łte2g!>tw^ll|tettt y iV}snM^ iin^hLsnigi c^ą {uMbał v(ire€^mi 

W ł«Ai«4 A Dot 1 DiezNfykliij taiś^ iW^pK>\mMl m^i^^ Mi* 



/ 



/ 



I 



I 



i 



— 67 — 

doiswołił y gdy stanął w obronie swoich nieprzyjadół prze- 
ciw niegodnym przyjaciołom , nie dozwolił strącić z wy- 
sokości kolumny, zwycięstwa posągu Napoleona^ pierwszy 
nszanowiił niepodległość Francyi pierwszy ją nwolnił od 
zajl^a wojsk swoick i obcych, i pierwszy był w zachę- 
cenia kr61a do obdarzenia naroda liberalnemi instytucyami. 
Bdwoie wielkim i wspaniiałym .się okazał, gdy/mając nie 
pospolite powody: do zemszczenia się nad nami , gdy mo- 
gąe kraj nast zasiać gnizami i popiołem , nie tylko się 
nie mścił; nte tylko lad swój i wojsko od wrzącej pom- 
sty wstrzymały tecz, zwyciężywszy orężem, njąć i przeje- 
dnać do1)fedzłe^stwami zamierzył, mogąc zniszczyć oszczę- 
dzih Taka wspaniałość względem nas, w ścisłćm zna- 
ćze«ia. była tylko sprawiedliwością; Jęcz tylko wyższa 
dusza nmie tak być sprawiedliwą.. 

' Słyszałem mówiących: Cesarz Aleksander był libe- 
ralnym nie z diis^% nie z serca, ale z polityki. Ta jedy- 
1^ broi mu zostawała • do pokonania Napoleona, tćj się 
chwycił.' P(4Tzebował ładów, potrzebował Polaków, i dla 
tego ieh isttiieniem wiBkrzeszonćm i konstytneyą njąć ich 
f przywiązać do siebie przedsięwziął. — Potrzeby zjednania 
«obie ładów, które* do koaliey i chciał wciągnąć, przyznaj, 
Ntts, zawojowawszy, nie potrzebował, bo do masy sił 
Enropy nfewłeleby mu pomogło tych kilka tysięcy roz- 
bitków, które się jeszcze -Napoleona trzynaały. Że nam 
śpr«y}fl^, tego jeszcze młodością przed politycznemi wy- 
padkami dowiódł. 

Powiadiimy prawdę, mało jest między Polakami lu- 
<lzi,coby bezstronnie o tym Cesarzu sądzić mogli. Pamięć 
ii&^ etim' Poli^ była, a ezćm jćj być smutne przezńa- 

8 



— :5i8 -^ ■ 

i^zepie j^ losdw nakassy wałoy nie łftttrdimoM by6 .irfdaiią 
% serca tym, którzy jśj i w iił<S|j «iWQ}ą przeszłość przy- 
pominali sobie, lob którzy od tycbike przcjęlt się Mletn 
i tęskootą. Pola<^y w sądzenia o losach swoiob. będąc 
stroną, a po części .winow,ąjoząi nie^nogą byd b^s6tixm- 
nymi wlaąiićj^ ^prawy sędziami. Meb^ byó b€fZAtfoiinyia 

. jsędzią osoby i czynów cesai^za. Aleksandra^ trstebą zejść 
z polskiego i nąpdowego puQklii,/a nnueśció^się aa 
punkcie kosmopolityzmu, co dla Polaków jest niijtrndiBej- 
szóm a nawet niepodobnóoou Ztądrto poehodzi ta pory w- 
czośó u nas okrywania ^arznteęi niepatryetyzmu, a jiawet 
zdrady^ wszelkiego sprzecznego przekonania. Wymagamy, 
aby samą prawdę patryotyzmowi poświęeió. Ktokolwiek 
więc z Polaków^ szukając prawdy, wmeśó się. »Qśe 
choćby na* chwilę do poglądu oderwanego ^od najgłębszych 
i najżywszych swych uczuć ażeby dobrze osąd«^ tęgo 
monarchę, nie może .go odłączać ód Cesarstwa ^Bosyj- 
skieęo, musi go pcistp^ić w jego położeniu W9^ęd^m 
narodu nąd którym panował, -wob^ic.ćał^ Europy iijćj 
polityki, wobec okoliczności spiknionyeh .przeciw jego 
ząm^arpm, wobec nakoniec nas samych cośmy m» lile 
wyrozumieiiiem ntrudniali spełnienie^ jego ichęei^ Pl^y- 

1 jęliśmy wpi*awdzie dąr. % wdzięcznością^ ale wciąż zdra- 
dzaliśmy się z tą m9ksymą. Jenerała. Jezuitów^ oiif^tim 
ai<^ mAi^. Niestety Ł.;50Stałotćżf»tAi7. , ,.^ : 

Taka jest u nas w;ygói:owanai miłość ^^łasna, :taka nie- 
pojęta zarozumiałość, takie rozkochanie się ^ ^pbie jCUfy 
wymagalność z głębokiego pocznc^akrzywd dosuanych po- 
ohodząca, że nie dość jest dla nas. być ko^hans^mi, trzeba 
ażeby nas kochano jedyoie^ wyłącznie, z ipoświęcettiem naj- 



— 69. — 

Africtosyeh oba^rM|d(6w dla imnych hidów. W Mm wyma* 
gnm nie saa a nas żadnego wyrózimionia, żadfićj miary, 
iadiiego zdrowemu rozsądkowi ustąpienia. Dwa u nas uła- 
Ińoiie aksyomata miały wiecznie przewagę i zgubiły nas: 
2fie Ą^wróeild to nas jednak do zimnego sądu; Ojcowie nasi 
pdwt%raali sobie i wierzyli PoUka nierządem słoi. Aksyo- 
m^y które miało swoją stronę prawdziwą , lecz razem wy^ 
dawf^ ; £e P^ska nie była już niepodległą , gdy ten nie- 
rząd w ezędci utrzymywali w njćj obcy, którym wzróść 
nad swoją polęgę dozwoliła. Zginąć więc musiała i zgi- 
nęła, żgdyż j^ istnienie 2 jćj rząd lub nierząd od woli 
i zgody- sąsiadów zależał. Póki nierządem uie była nie- 
bezpieczną, będąc słabą wlekło się jój podległe istnienie. 
Zapragn^ ł)yć rządną w Sejmie konstytucyjnym, roz- 
szarpano ją , a Europa zamilkła. Drugie aksyoma jeszcze 
zgubniejsze zawiodło nas i wpędziło do grobu — Podziału 
Polski Em'opd nie dozwoli. Otóż dozwoliła i potwierdziła. 
To aksyoma tak wrosło w naturę Polaków, że po doświad- 
czeniach tak jawnych, tak widocznych, po pismach, 
mowach wszystkich ludzi politycznych, jeszcze się ko- 
łyszemy nadzieją: „Europa się spostrzeże, może się już 
spostrzegła^. Cóż ż tego, kiedy za późno, kiedy podobno 
jest juk za słabą, bo nie dośó spojoną, aby ódrobió to, 
czema przeszkodzić nie potrafiła, i raczćj o swojem wła- 
snćm bezpieczeństwie , niż o przywróceniu dawnćj ró- 
wnowagr myśleć musi. Polska nie wtym wieku straciła 
swcją niepodległość. Niezależność jćj zgasła z ostatniem 
ti^nieoiem Sobieskiego. Mniemana jćj niepodległość za 
> Saąów. i Stanisława Augusta czyż pod względem matę- 
ryalnych i moralnych korzyści, postępu cywilizacyi, wiele 



— ea — 

ydęaij warta była od tćj podległońci , jakiej od< di^ prsy 
nadanćj konstytacyi polącsenie się z Bosyą wymagało. 
NiezBOŚaćm było uleganie władzy ob<}^, poi^UBBeAsCwo 
woli Cesarza Rosyjskiego i brata jego .z. wszystkieiai 
jego uniesieDłami; lecz nieznotaiejszą jeszcze b)7wała przy 
pozoruj niepodległości samowładno66 Salderna, Bepniiia^ 
Siwersa^ Ilgiestroma. Drażniło nas uwięzienie i sądzcK 
nie^ DobrogojskiegOy Łukasińskiego ^ a zaponuiieliAmy o^ 
porwaniu z Izby Sejmowćj Biskupów, Senatorów i Het- 
manów. . Kiedy więe srogiem zrządzeniem losów oid 
mogliśmy odzyskać wszystkiego do czegośmy mieli, prawo^ 
trzeba było ratować; to co się uratować dało. a, nrato- 
wane od nowćj zguby ochraniać. Ten tylko byt odzy^ 
' skany utrzyma a z czasćm ulepszy go i wzrost mu za- 
pewnia kto żądze do możności stosuje, i kto nie chce od 
razu odzyskać tego, co częściowo utracat 

Czegóż więc wymagano po cesarzu Aleksandrze fło 
ufności w szczerość jego zamiarów? chyba ażeby przestał 
być Cesarzem Rosyjskim, a stał się tylko królem Polskim! 
Byłoż to podobnóm ? 

Porzuciwszy więc wszystkie utopie, marZeniaypoezy^ 
o wskrzeszeniu wówczas Polski w takićj postaci, w ją- 
kićj przed podziałem istniała, zimnym roz^dkieJIl> stó- 
sownie do nowego systemu polityki Europejskićj , nie 
oddzielajmy Cesarza Rosyjskiego w osobie Aleksandra 
od króla Polskiego; i z tego jedynie stanowiska, roa- 
bierając jego położenie, Polski, Rosyi i Europy, idźmy 
w ślady s^a nim, jak postępował do tego celu który 
osiągnąć przedsięwziął, a cała wartość. jego widwsenie 
się okaże. 



- dl 



,. Aleksaiid^f/ jafco €es8n po Kalarzyhie i qjca swoim 
spatttilaerei^, obwały i zbrodni pi^wszdj, despoŁycenój 
i ^jśwftOKDłj .wspaalakMlei. drogiego, iwiadek trw»gi, łes 
i jękóY^ podbitych lodów/ urodsony s dobrćm' i ikliwóm 
sere^a, 'A ksztjałeony przeK mistiua Szwąfeaca, z wiasnćj 
sU^onnojAci i z zaBzćzepionyołi przez npego wyobraźieś 
libemlnyeb,kl6rćini £oropa ;oddy^ała^ wzrastał w weftręt 
dosattiowf^liti^ władzy, któkrój nadużycia raniły i oburzały 
jego młodpieńesy nmyiri. Ufrmioehnął się mu więc nowy 
i łylkio w starożytności znany rodzaj obwały uposaifcenia 
IndJik^ńci wolnoAeią y i ograniczenia władzy^ którą miał 
odziedziczyć Przykkid oswobodzono} Ameryki i Wadhing* 
topa tak mocno natćm szlaobetnóm sereil działał , że, 
jak mówiotiOy razu jednego przeratony gWaltowno^ciami 
o}ea> zamydlał ncieo do Am^yki z przyjacielem swoim 
księdem' Adamem CzarfOryskiln: w czćm podchwycony 
wrotce ze smutkiem ujrzał oderwanego od boku swego 
przyjaciela wysłanego na poselstwo do Włocb. Ty ńa cza- 
sem uderzył w niego : cios okropny: hjrział się igrzyskiem 
spisku zawiązango w celu wymtiszeiiia na ojeu jego ab^ 
dykaoy i ^ klomny Cesarskiej > i musiał ^ wstąpić na tron 
złH^yzgany krwią roflziciełskąy na oo. się dusza jego tern 
me^iśj /wzdrygała^ ie zabójeów ojca karać nie mógł, 
i na powolneni oddaleniu od boku ^wego poprzestać mu- 
sM;. Tą«.okDll6zniMić z serca synowskiego^ wyprowadziła 
pofępnośóś snsutek na.czołoy które odb^ały się wówczas 
na {rozkwitających !mł<>d#ścią i wdziękiem licach, a.ki(h 
vykA4o zgonu się niepozbyŁ Ledwie wstąpił na tron kimte 
się t)t6ezył?« Oto «jak najskwapłiwićj powołał z Włoch 
pz^tpacielą 8W<^; aby w jegpiseicepn^ługiwc^ą zgrysotę^ 



— 62' — 

i> U Biego pocieoby / ulgi; i rady HznktA.W Um hoUhtiitn 
i niebespiecznim połotenin sti^^zł odwagę wyfawiić 
pried narodom Bweim sw4[tje vrspaJftiałe: wzgł^deiO' Pół' 
ski zadfiary. Mianował tego KsięcM 'następcą Ministra 
Spraw Zfigranicenyofa, aby a dyplomacyi Rosyjski^ wy- 
nalazł ' środki pogodzenia bytn Polski z interesem"! ]^ó^ 
Utyka Rosyi. • Powiernikami i Bwoinii i kei^ia^Czahlory- 
akiego nczybił zpośrdd młodzieży Rols^^jski^ bJiskióbr 
siebie wiekiem, MfżBzyefa jeszcze wy obrąAenianii)' których 
pomocą fi|i§ wspierał i amacniał w swóicb chęcfiaeh'. Te 
zamiary i narady podobało się p. Thiers W swojAm ti^ie^ 
le o Końsulaoie nazwać; ntdpią, marzeniem, poezyą; to-< 
mansem miodyoh głów. Na szczęśde La.Harpe tak nie 
myślał; a p. Thier^ jeszcze może Wtedy nie *ył/a w każ- 
dym* razie nie głosił jeszcze owyeh znpełiiie' inayelr nauk, 
z którycli skorzystał Ludwik Napoleon ^e śzfco^ sa-* 
mego pw Thiersaj 

Jaltiź io stan zastał cesarz Aleksander Bosyif PoI-> 
ski W tćm spadkobierstwie swojćm po Katarzynie* i Pa- 
wle? Oto więzienia pełne n^zlie^hetnkjszych więs&tiidiip: 
łoeby, kazaBostty, podziemne piwnice nie tyłkom w Pe* 
tersburgu, w» Moskwie, w Krolisztadzie, > lecz po WBs&yst- 
kieb gubernialnych miastach natłoczono ofiarami. 8ybe- 
rya i jój zmai^łe stepy^ jij kopalnie eałndniońe prsesła* 
nynii! na osiedlenie niewinnymi jeńcafiii* Tam jęki i pła^ 
cze; po domach .pi^zosti^ach niemy, bo nik*- nie był pe- 
wnym, czy na włśsniSm' przenocuje łołn. Mąo do nie^ 
spokojnego 8na< ojciec rodziny żegnał się śnią, jakłyy 
jiiż j6j nigdy oglądać niC' miał. Żćna i dzieci me wie- 
działy, cz3^?po: ;porw)a!n« męża i' ojca nie 'pójdą żebrać 



— :63 ^ 

cjikba^ .bp .{iomaliogo i nwiętioMgo afanMda^ykałafcoń' 
fisk^ WłaspońcL Sama uawet Katarzysa a szczególniej 
Cesarz Pa^reł rnuićj byli oskrateymi^ aniżeli wykonawcy ich 
rozkazów : Tttelminowie^ fiibikowie i Jnni, w .których 
srogióra sercu chciwo|ić łupów podże§;ała uienawiiió do pol- 
skiego rqdtt» Wszfdzio więc: na^cafój .przestrzeni ziemi 
Palskiój.a nawet na Rosyjski^ jęk, płaoz, narzekanie i 
trwoga^ gorzój dręcząca nad same okruciaiistwa. Istne 
piekb); j^a ziemi^.Kto sobie chce. wystawić rzetełoy obraz 
tych krigó$v udręczonych, niech sobie • przypomni z Mak- 
betą .Qła^9% 3oen$ Magduffa, y^ którój przybyły z Szko- 
cyi rodak malMJę jćj stan nieszczęćiliwy. 

Wystawmy sobie naprzeciw tego obra^ti , tźj okro- 
pnój i piągl^ burzą wyjącój nocy, wschód pogodny. ja- 
snego . sło]&ca oży wiciela gradem i nawałnicą sptstoszo- 
nój Ziemi; a będ^iem mieli prfiwdziwe wyobraienie ra- 
4pdci i pociechy^ , z jaką ludność rosyjska j polska po- 
wkalą wfiftąpieniena tron młodego AJeksapdra^ Jakoż 
ledwie i^ię. dotknął st^pą swego tronu, jaka o4miana Ja- 
kie, pr^rod^ęuie się t^ ziemi*, W mgnieniu ipka otwarte 
wszystkie więzienia, ^woluieni wszystkich uarodów jeńcy 
.i więżni€\^ a sjsczególni^ . Polacy wyszukiwać;: wypro- 
wadzeni, ipowróiceni rodzinopi, niektórzy z nich obdąr^^ni. 
Oddaną lub nagrodzone, uchylotie kpnfiskaty i. (hańbiące 
. kAry« ;QQBarz Jen,^ nie ograniczając się na dobrpczynności, 
^lir^ri , spbip; mfliemąfi mpi^a było; twarz.: swego przyja- 
ciel P^>lal^a; tęgo najzacnią^szego księcia. AjdamaOzar- 
, toryski^gp, pa. którego. licach malowała się niedola. jego 
ojczyzny, obrał sobie, mówię, za księgę^ w której wyczy- 
tywał, coby jeszcze dla Polaków czynić należało. Radość 






— 64 — 

i sbnitek {>^djcfaw3rtywsrł' w jego rytaeb^ i dp 'idcb iiieja- 
ko'istó8ował swoje ezyny. t)0broczytiQoś>ó jego nie^tHf- 
ma)a się w granicach pai^stwa Rosyjskiego, prźesria ^a 
icb zakres do wspólników krzywd wyrządzonych Pdlsee. 
PWi len wstawia się do ły<5h dworów, wyjednywa uwol- 
nietii^ z \łięjsle|& kobiet/ dyplomatów; Wodzów pdłsklch 
w Ołómaóea i %iel^ergn tnsymanyeh. Ziaj%e^ek, K^łlą- 
-taj 'i inni odzyskują wołnodć. Połaey ńajęnakoinftsi we- 
zwiani do Rady Państwa 1 do zasiadania w Sefdaci^.^idMż 
powiedsiieć :o. darach i hojnod^i .dla ndak i tiezónycb? 
Obdarzona/ uposażona; ^acłhęćóna Akademia Wilefiska. 
Szkoły polskie wzięte w opiekę, ttcisen! wygnańcy lub 
tułacze zpod praskiego i austtyackiego rządu przytuleni 
i uposaźienl. Wzniesienie Krzemienieckiego Gimaafeybm 
ze składek obywatelskich gorliwości Czackiego nie tyłko 
dozwolone, lecz zaehęeoueś, wspomożone. Porządek ilatik 
w języku iiarodowytn według lH»ządzeń Komfisyi Eduka- 
cyjnój przepisany. Rożproszeócy iegłonów polskich, 'któ- 
rzy dopięto co w^ Włoszech przeciw wojsku rosyjskie- 
mu walczyli; a którzy przez Napoleona na pastwę^żólt^j 
febry w San Domingo poświ^eefnf rzucili jego ełibrągwie 
niewdzięe?.no^ią władzcy Francy i obrażeni, prfejrjęci na 
ziemi' ojczystej. Wodzowie ich i^zahowani' i ód wszelkich 
liagabriń' zaWónieni.— Oto jest szereg css^nów sprawiedli- 
i woM i łaisk wyświadczonych pr^e» Oósarża A(^sandl*a 
w pifei-wszych dftia<;h jego panowania, iri^h mbokoU^źiio- 
^śei ^dbzwollły^ wykdnać przysięgę,' którą,' jak 4rfvyk< mia- 
wiać/ w iśtlmiieniii swoJ*m tiCżyuiił; Wynagrodzetiia krzywd 
Polsce i dżwigeienia jój* bytu. . , 



i 



— 65 ^ 

Badbym^ aby w tćm miejscn każdy z czytających 
odświeżył sobie w pamięci Inb przeczytał koresponden 
cyc między Hugonem Kołłątajem a Tadeuszem Czackiro; 
dwoma najznakomitszymi mędrcami i najgorliwszymi pa- 
tryotami trudniącymi się między tokiem 1800 ą 1805 
organizacyą Gimnazynm Krzemienieckiego i innycb szkół 
narodowych w całćj Oubernti Wołyńskićj. Jest ona 
w dziełach Kołłątaja przez pana Kojsiewicza w Krako- 
wie w roku 1844 wydanych. Niech czyta w tontie 3cim 
tćj korespondencyi mowę Tadensza Czackiego przy o- 
twarein tego Krzemienieckiego Gimnazyum do uczniów i 
do całćj publiczności narodowćj roianą, a przekona się^ 
jak on w gorliwej i patryotycznśj duszy swojćj oceniał 
i osobę i dolirodziejstwo cesarza Aleksandra. Treść tćj 
mowy w tych słowach wyrazić się może: „Cesarz Ale- 
ksander nie- odjął nam Ojczyzny, którąśmy przez ciem- 
notę i grube zaślepienie stracili; a dając nam oświecenie 
hojną i wspaniałą ręką,, daje środki zacłiowania pozosta- 
łej pod jego berłem reszty po nićj puścizny. Człowiek 
ciemny posiadaną ojczyznę straci , człowiek oświecony 
zacłiowa ją lub straconą zdobędzie i utrzyma. Lud oś wie* 
eony już w samym sobie ma rękojmią, że musi być ina- 
czćj rządzony niż ciemny. Dobrzy monarchowie nie lę- 
kają się oświecenia ludu, lecz go pragną; lękają się zaś 
ciemnoty lub fałszywćj i skażonćj niemoralnością nauki, 
która jest gorszą plagą towarzystwa od ńajciemniejszćj 
ślepoty." Cnotliwy Czacki, nie wstydząc się należnćj wdzię- 
czności, temi wy mownemi słowy rzecz swoją zakończył: 
„Niech się chlubi Rzym dawnym swym Tytusem, Traja- 
nem i Antoninem filozofem^ my chlubniejsi jesteśmy na* 



66 — 



^szyiu Aleksandrem^ Śmiało co po w tony ć może; ie ża- 
„dnego dnia nie strącił, któryby nie był naceełiowany 
-^dziełami jego dobroczynności i mądrońcil!" 

W powyższych wspomnieniacli opisałem bytność ce- 
sarza Aleksandra w Puławach, gdy (łążył na obronę pań- 
stwa Austiyackiego przeciw Napołeonowk Wyraziłem, 
z jaką uprzejmością był dla wszystkich Polaków, z jaką 
czcią był ten nowy Aleksander dla sędziwych rodziców 
swego Parmeniona. Napomknąłem, jak się w owćj chwili 
rozwinęły nagle nadzieje powstania Polski. Tajemnical 
jest dla mnie, czy. były rzetelne, czy tylko naszą rozko- 
łosywaną imaginacyą utworzone; lecz tó pewna, że nie- 
szczęśliwa gwiazda losy Polski ' prowadząca wmieszała 
się w Hasze przeznaczenie i wpływem swoim, jeżeli spó- 

^ dziewapćj przyszłości nie zniszczyła, przyczyniła się do 
zwłoki. Podróż tego Cesarza do Berlina*, wdzięki j zrę- 

. eżna zalotność pięknćj.królowy, znalazły wstęp do tego, 
młodego pana dla płci pięknćj nieobojętnego. Tak go 
otoczono urokiem wszelkiego rodzaju ponęt, iż obaj mo- 
narchowie, łącząc ^ię ścisłą .z sobą przyjaźnią, stałość 
jćj na grobie Fryderyka W. zaprzysięgli. ,Ten związek 
z najgłówniejszym istnienia Polski nieprzyjacielem mtk- 
siał wyprowadzić niespokojne i troskliwe obawy, a w rok 
póżnićj ochronił monarchią Pruską od zupełnćj zagłady. 

Osobiste poznanie cię dwóch Cęsarzów w Tylży, traktat 

• - 

pokoju zawartym słowa Napoleona wyrzeczone o Aleksan- 
drze, , utworzenie Księstwa Warszawskiego w miejsce 
spodziewanćj i przyrzeczonćj Polski, odstąpienie z tego 
Księstwa Warmii na prośbę królowy, list nakoniec ce- 
sarza Aleksandra do matki,, w którym, donossfcąe jej o 



— 67 — 

> 

punktach traktatu, umieścił te słowa „Au.nwins pasun 
moł de la Pologne^y powiększyły nieprzyjemne wrażenia. 
Jedni tłótnaczyli Sobie, że wyrzekł się zamiaru stworze- 
, nia Polski, z warunkiem, aby j^ćj nie stwarzał Napoleon; 
drudzy' wnosili, że te słowa miały znaczenie: „przynaj- 
romćj Napoleon nie ubiegł mnie w mem przedsięwzięciu, 
liie wydarł mi korony Polskiój, którą otrzymać inam 
zawsze. w myśli." Ale ogłoszenie jakby umyślne tego 
listu stropiało to tłómaczenie. Ja sądzę, że, nie mogąc 
płKlówczas wydrzeć Ziemi Polskiej Napoleonowi, wołał 
przed nim pokryć tajemnicą swój zamiar; a że nie chciał 
mieć Polski przeciw sobie obróconćj, to łatwo się poj- 
foojc. ' ' 

Napoleon, za podwójlie w tej wojnie postępowanie 
Atistryi, za zbrojenie się, i wystawienie 80-tysiccznego kor- 
pusu dla przeszkodzenia po bitvvie Friedlandzkićj postę- 
pom jego, za zmuszenie go tyra sposobem do zawarcia 
pokoju Hi^ takiego, jakiego się spodziewał, Napoleon, 
Hiówię, uprzedziwszy oświadczenie paija Saint Vincfent, 
i nie dozwoliwszy mu nawet audiencyi, zawarł traktat, 
upokorzył Austrye, a zemstę przeciw nićj w nowćj woj 
hie' gotował. To Państwo, nie czekając na jćj wydanie, 
za pódu^feczeniera Anglii samo wystąpić umyśliło. Zjazd 
z tego powodu w Eifurcie dwóch Oesarzów, ściślejszy 
między obyiłwonra związek, sprowadził niespodziewane 
zastrzeżenie, że, gdyby Anstrya kusiła się o zajęcie Księ- 
stwa Warszawskiego, a to własnemi siłatni nie mogło 
się obronić) trzydzieści tysięcy, Rosyan zajmie obiedwie 
Galicye. Nie pdtrzebńję tu powtarzać, jak się ta wojna 
tak trudno Napoleonowi, mimo zajęcia Wiednia, idąca 



_ €8 — 

^ \ 

na korzydć Księstwa W^rssawskiego obróciła; lecz tu po 
wieiD; że wyjawiła niechęć a nawet uienawi&ó narodu 
Rosyjskiego do Polski i do zamiarów obydwóch Cesa- 
rzóW; a ztąd utwierdziła w Polakach mniemanie, że tyl- 
ko Napoleon chce i może Polskę ' stworzy ć, labo i on, 
dla tóm lepszego może łudzenia^ cesarza Aleksandra, 
w poselstwie do Senatu francnzkiego z uwiadomieniem 
o zawarciu z Austryą Preaburskiego pokoju umie&ció 
kazał' wzmiankę :',,źe nie było nigdy zamiairem Cesarza 
styirarzać Polski.^ Ministrowie francuzcy a' szczególniój 
Serra, rezydent w Wairszawie Cesarski przy rządzie 
Księstwa Warszawskiego, odebrał rozkaz wylłómaczy4 
Polakom, że słowa dyplomacyi w tym razie w odwrot- 
nym brać powinni znaczenia. Jakoż niedługo potom wy- 
buchła ta wojna straszna, okropna, zaczęta przez powsta- 
nie i ogłoszenie Polski a zakończona upadkiem potęgi 
Napoleona i bytu naszego narodu. 

W t^j eh wili ' Aleksander, zwycięzca, jakże się zna- 
lazł względem tych, którzy oręż przeciw niemu z Napo- 
leonem złączyli i .tyle klęsk wojskom Rosyjskim gadali? 
Zaledwie sięr wojska jego zbliżyły do gramie Księstwa, 
wydaje odezwę do Polaków, w którój wyciąga do nich 
dłoń pojednawczą, "Ogłasza przebaczenie- i Litwie i Ukrai- 
nie, żąda od wojowników polskich nie złożenia . broni 
lecŁ tylko, przy zatrzyraJaniu jćj, zerwania 2 Napoleonem. 
To wszystko mogło być jeszcze zpowrodowane potrzebą 
J chwilowym interesem. Lecz Polacy znaleźli się w tru- 
dnćm położeniu, zwłaszcza wojska polskie: było do wy- 
boru między ofiaro wanemi kiorzyóciami przez Cara a oso- 



— 69 — 

bą' Napoleona, mięilsy hoaoreia wojskowym a iateresem 
Ojczyzny. " * 

Książe Józef Poniatowski , mąż Tycerskićj cnoty i 
nieskazilelnego honoru^ nie chciał nawet Ojczyzny kosz- 
tem jego .nabytój: poszedł za Napoteonem^ i ni|3 przestał 
walczyć z Bosyanami. Cesarz Aleksander nie powziął 
ztąd nraży, pojął szlachetność nczncia. rycerskiego, i 
z tćj wierności i wdzięczności dla pierwszego Polski zba- 
wiciela >pomyśłue dla siebie wyciągnął o charakterze 
Polaków wnioski : głośno temu charakterowi oddawał 
sprawiedliwość; lubił okazywać że go czci 'i szanuje. Po 
ał)dykacyi cesarza Napoleona nie zmienił się: garnął 
też wszystkich Polaków do siebie z wyrażnćn\ a chla- 
bnćm dla nich wspomnieniem, przyjmował tych, którzy 
do końca w wierności dla Napoleona wytrwali; i którzy 
do niego dopiero przystąpili, gdy im sam ppkonany bor 
hater tę drogę, jako jedynie do zbawienia Polski prowa- 
dzącą, . wskazał* Sam więc wierzył w wspaniałość Ale- 
ksandrą; czemuż się jćj nie powierzył? pewnie byłby nie 
.skończył życja w mękach, jak Promoteusz do skały przy- 
bity, gdy w mylnćj rachubie zaufał szlachetności narodu 
i rząilu Angielskiego. 

Jak się znalazł Cesarz Aleksander na kongł*esie 
Wiedeńskim, wyżćj powiedziałem, zaczerpawszy wiado- 
; mości w pismach autentycznych, które Wlasnemi oczyma 
czytałem. Czy zbłądziłem w wnioskach moich, wyrażając 
kto wskrzeszenie Polski popierał na tym zjeździe mo- 
narchów, kto się mu sprzeciwiał? Jedeh książę Adam 
Czartoryski, jako czynny działacz w imieniu Cesarza i 
powiernik jego najskrytszych zamiarów, może dać rze- 



— 70 -T- 

teloe iwladeotwo i -objaśnienia. Spodziewam się, że pisze 
Pamiętniki tćj ważnej epoki; nie będę ich uprzedzał 
mojemi nie dość dokładnemi wiadomościami. To pewna, 
jak wj^żćj rzekłem^, że nie o ten okruch ziemi Polskiej,. 
Księstwem Warszawskiem zwany, zawojowany przez 
Cesarza Aleksandra, a który o mało powiększał potęgę 
Rosyi, chodziło, lecz o imię Polski, lecz o koronę Polską, 
która na głowie Cesarza Aleksandra nie tylko posiada- 
czów zaboru ale całą Europę a szczególniój dwory Nie- 
mieckie przerażała. Wiedziano i pamiętano, że podboje 
Chrobrego sięgały Elby i Sali, że królowie Polscy zasia- 
dali na tronie Węgierąkim , że Jagiellony panowały 
w Czechach. Z tym tytułem ^^rólestwa Polskiego, przy- 
łączonym do Cesarstwa Rosyjskiego, potęga RoSyi sta- 
wała się straszną, i już przez nią przezierał pierwiastek 
zrzeszenia -się ludów Słowiańskich, który ujęty w dłoń 
przez monarchę oświeconego z liberalnemi' wyobraźnia- 
mi mógł był się rozwinąć z korzyścią cy wilizacyi i dwo- 
bód ludów. Drugi powód postrachu był właśnie w tych 
ideach liberalnych, które głośno Cesarz Aleksander wy- 
znawał. A tak dwie siły w osobre jego, i fizyczną i 
moralna, w owym czasie przejmowały trwogą, inne pań- 
stwa, i do stawiania mu przeszkód podbudzaly. Święte 
przymierze, na któtego czele stanął, było tylko czasową 
rękojmią umiarkowania. 

Zobaczmy z kolei wypadków tego Cesarza wjeż- 
dżającego do Warszawy po stworzeniu Królestwa i na- 
daniu mu konstytuoyi. Nie chciał przejeżdżać przez try- 
umfiCIne bramy, które ówczesna wdzięcznoiić narodu 
wzniosła na jego przyjęcie. Wezwany wtenczas byłem 



- 71 — 

do dania napisów, wynalazłem najwłaściwsze w Wirgi- 
linszu i Horacyuszn. Pierwszy , . 

Expectałe veni 
Sacra mosgue tibi commmdat Troja ; 

drHgi. zań 

Hic ames diet 
Pater aiquii princeps, . 

W Warszawie wylał się Cesarz na okazywanie uprzei- 
mości Polakom. Chętnie przyjmował uczty, bale, zapro- 
szenia^. Udzielał się rozmowom kobiet i ujmować je umiał. 
Mawiał do nieb: „Kocham, szanuję wasz naród; gdy się 
między wami znajduję, czuję się w moim żywiole. Co za- 
mierzyłem, dokonam, Ufności tylko i cierpliwości, a bę- 
dziecię, mieli Polskie całą, z całą waszą narodowością, 
jakićj sobie życzycie. Chociaż jestem potężny nie wszyst- 
ko mogę, mam trudności do pokonania; lecz przy Bo- 
' skićj i waszej -pomocy spełnię wasze i moje nadzieje." 
Słowa jego do Aleksandra Batowskiego wyrzeczone w Par 
ryżu, ktiire wyżćj przytoczyłem, były prawie takie same. 
Wyszły z pamięói lub od wielu dziś nie są znane ulżę- 
nia:i łaski na kraj nasz zlane: przed kongresem Wie- 
deńskim^ w samym ogniu wojny, gdyśmy jeszcze jego 
nieprzyjaciółmi byli. Tuje wspomnę. Zaraz Rządowi Tym- 
czasowemu kazał zawiesid liwerunek tak uciążliwy, ka- 
zał wstrzymać exekucyę podatków zaległych i niektó- 
rycb bieżących^ Kilkanaście tysięcy koni z jazdy wybra- 
kowanych rozdać kazał między właścicieli i włościan. 
Granice dla wspomożenia ki-aju bydłem otworzył. Po 



72 



traktacie Wiedeńskim, gdy się jui ogłosił królem Polskim, 
podobne postępowanie w latach miedzy wstąpieniem na 
tron a pierwszym Sejmem z r. ku 1818. Ź siedmin mi- 
lionów złotych, które jako król Polski miał prawo po- 
bierać ze Skarbu, 500,000 złotych zostawił tylko sobie 
na dary, resztę, na potrzeby kraju odstąpił. Pierwszym 
uzbrojeniem wojs*ka Polskiego i zaopatrzeniem w. działa 
i ' w rynsztunek Wojenny Skarb Cesarstwa Rosyjski^o 
ob)ciążyh Zawieszonych podatków aż do obrachunku 
z dworami zagranicz^nemi pobieraó nie kazał* Do Mini- 
strów swoich ciągle się odzywał o^ oszczędność W wy- 
cjatkach. W ekspedycyacb do Namiestnika często kazał 
powtarzać „iż miłoby było sercu Najjaśniejszego Pana, 
„gdyby Rada Administrlicyjna l>ądź w oszczędności bądź* 
„w nowych źródłach dochodu wynalazła sposób dogodzę- 
„nia ciągłemu jego pragnieniu ulżenia ludowi włościafi- 
„skiemu w ciężarach publicznych, aby przez zniżenie ce- 
„ny soli, przez ograniczenie posług, przez zmianę dzie- 
„sięcin na opłatę lub osepy, przez stopniowe zaprowa- 
„dzenie oświecenia, mogła jego zamożność i pomyślność 
„powi-ększyć. i doprowadzić go Ab nabywania własności 
„ziemL" Gdyby akta Rady Stanu lub Ministra Sekretarza 
Stanu mogły stanąć ot^^orem, przekonałyby ó tych do- 
brotliwych chęciach cesarza Aleksandra. Z nich układa- 
łem raporta Rady Stanu do Sejmu; mam je przytomne 
w pamięci, i winienem prawdę taką, jaką była, bez prze- 
sady lub osłabienia jćj, wyznać. Podczas Sejmu roku 
1818, pod laską Jenerała Wincentego Krasińskiego, Ce- 
sarz okazywał się jeszcze niezmienionym w zamiarach 
i w wyobrażeniach, i, objawiał je w towarzystwach Pols- 



n 



ldbhj\kUĘfjm*uięmdaitiM. jliA <»ole jago Jaśiiiid»v«ppgó^ 
d& a 1 d^teDtowium^z wfaUmego^ dźieU. Ciebie mągt^ąni 
anytff '^atrydtjMMe dwbma/tylMó ImpilgFiSit .ełMlionra^ 

łodeiąl oimadeśaftji .oSbietcie »ee9ąrBkieb> :PieihveBi|*bi)^ 

ńme^i ; despoty fisnegd» teiMiywiKrńltotwie łopMyifieTJ/ 
ndm^ £>^ikrw90d()lv6l^^ilie*:II6iiiaeByl; dragą pTKedpenfalł 
Be}mM'p^z73a€k»łmi»UB|Hr»fviedttwia6 się 4ktaNd.' Kładł bn 
ją jako Aiofibcziiytif^afilMk^ «ho& ząśi jegoi-aoiątiiwośd) 
lees} żar4ab wypłj^aŁ^ą jego Ipołótmik > ie 'mioklmf 
któYJt »ię\ rAiitfkuco^ ip^teUj^^Jaiwnemi 'stałyy mniainal^ .ię 
md^i .wJrmai|^aót''Odi.'[P«ląkówy 'Siel^yMBi^ ia« podali''! 
z telerpirroMią gpl anosilt. tWrcz^'^okaMłihrakdo^iadi^ 
esesiittyi ztiiydniotoi^berea lactżkieigó^ibtf^sapoiBnSały ^enoja 
1^0^* łop^BU lut* kióre^fby^isię wftirsymała gwattowrictM 
J6go>brata^ a iO' jeist kfeś 'irkiAregOf.^ycząrpaje^r^NrieF^ 
pHwioća lixkfea4 Usprfiwiedifwieiiie tęgą koiit^nęgio wa( 
rntika /ecęsło' OR>^t(a|cai ^^ T^^mowy potifiie.^Wieiii jaK 
ratekik i6ii /rab 4o^fteiiiS'*IDlrdjii9towd} Zanofakićj, ż* kiórd 
poirfal(£>i\ot|ivaraie. rozma^nriad fabił'^?ń4fenl/ jakie- przffT 
kroAci >od bratefitnągi}/ znbśić ezaseAi.^^nMmieie; aie lawi^* 
T^yćiey^ftłe 'ibnievto. itrapi; <alę«me maglem iaaearij pc^odzi^ 
inf:erci«6w m€(|i^i nodziaj^l raojj^go f^aiń8hv'a m» / wasisg^ni; 
J^-óas^i^^aakUMfi^ti^iBfioteieppIiwo^ tncfidiei niapniyje&i* 
Ii4)i§0t/^m9s&.fiaiińę6 iii'^^ j^ ób 

iCfl^^U.fpnezMtei di^ał^ dąć do . znMsAm^ 
koronę Polską przeznacza odrębną, ezy te2 cbeiał dać 

10 



— 74 — 

do ppmaaaisif że mpte wcaeśny s^oiit nią doowrii mado^ 
kwjać awęgo ddel% i lo spadnie wras z daiedaietwem 
tiHuiuiiR<tayj«fciągo na W; Kaięoia Konafcantego, CzyM, eo 
jett » aaśjpewniejflisćiBi ^ miid jui w my liłi uanniccie tego 
Księcia od korony Bosyjakićj/ uriędiieć aię raogf ; lecs to 
jeM liiewątpliwćm^ ie go ehoiał .pts{fwiąfB%6 do loaów 
KrAłeetwa Polskiego i swoich iliberalnyeh SćUi| spodzie* 
wąją^. się^ te stwolilai nawyknie do foirm konstytacjjrjnyeh 
iiTT nich isiwój nietinos^ny charakter ntai^a. Ja^oi i^bIo* 
łiłł tego^hrata; którego nińio wad i dziwactw jago sęr^ 
deeznib kochał )• iby się dozwolił obrać depałowanyni 
z^prkedmieściu Pragi, choe|a^ jako Książę krwi miał 
prawa zasiadać w Sename. Obrainy^ uczyni wniosek do 
Sejmu ę adziełenie pomocy śiieszkaAoom do dż^wigoie-* 
Ilia się zo zniszczenia.pa tyla wojnach^ i aby tyfeq^ któ* 
rym na tćin przedinieńc^a Warszawakióm domy na to- 
teiłkacye zabrano^' wartość ieh zapłaconą ł)yła< Nie byłod 
to>idziwnćm : zjawiskiem widzieć tego Księcia, nai ostotnićj 
ławce peseiskićj pnemawiisij^eego >pr{iez pismoitza tą Int 
dnpioią, której krf^-ią, ^la. babki jegO|' Eoayanie się ita^r 
kićmi obrucie&ptwei^ sibrocaylt? .niebgrł^ż io dowodeii^ fte 
4^ę . icesai-z.: Akłosander brzydztt czynami przodkiiw \ 
(AkoisA aatrzećt pamięć nmz. Ci dwą} brajoia, Acz^rMni 
ebaraktoręm; .tak aię z sobą konali., że do ^ąelłuch 
wzajemnych dia siebie ofiar skłoanymibyfi* Cesarz Ale- 
ksapder kochał W. Księcia, oszczędzał go/ pot^łażał mn do 
zbytku z>^omin^eniem świętszycW-olbowiązkćw; Widoki 
Książę Cesarza, czcił, wi^bił go jnko, starszego, pl»d^ 
łegałsmn jako żołnierz t w posłuszeństwie \wyqhowaiiy. 



i: ' 



ł u 



— T6 — 

PbjmbwRiI i yotumieii to połokenie 'CesafM ' 
wylrfttiroi i'di^ny polifyejr. JoAGUm CHireptowi^ ' Kaii- 
eten w^teł ns Sejmie IT^ roku Erzi^iihy KatanegHęl] 
lecą gb nie słuchuio* W tyefa'^<esa8aehy o*' Którjrch' mb- 
wimy, |;d3^byAlll]^ mogli bjrli wyrobid na sobie sjortem 
pneftycia W. Księeia KonstaiitegOy lob przynajoinUy lat 
kitkmnicie w eterpliwoici, byłby się mołe kraj docze- 
kał spofl[«ewanyeU zmiaB, o kl^iłjrdi pod nuDistremMo- 
fltovHkJin \ wsponmę. Ten' Wielki Kfiąię, zmordowany 
wiekiem^ ezemn był p^rzed^oy pod Cesarzem Ałekean- 
diem; to^ 'doradzić' CSeearzowi Mikołajowi, .jak to p5ćiu^ 
zobaczyłby.' ' . ' 

.Wepomiiąó Bałeiy o dwócb cayoacb ceaarza Ald- 
ksandrśi Kioi^aatebnioDy przez Linowekiego, moie Na- 
mtestoiky doniósł tam^ ie w Warszawie szewo KiMńaki, 
gorący 'piati^yola i przywMzca ludo podbzas/ poWsiaaia 
K^oiuszkowsfciegpO) Wn który w boja i Bosyiuiami na 
oHciieh warswwekicb przewodniczył poep^twa> uwei 
niony 1^ Petbrsboi^gfifciego więzienia^ jni zestarzały zną)- 
duj0 ai^ Ir -ni^dodtatkn. bliskim l^dzy* Cesarz natych- 
miast rozkazał i fliniwyanaezyićpen^yędoiywotcią. Adam 
Si^łow«ki> Starosta. Mielnicki> zapraedatay jurgieltiR^ 
Boiiyi aa ezlisów^Stsk^isława Angasta^ ten, o którym mó- 
wftoo^ te podi^zite wałki Bosyan^^ Polakami na! idicaftb 
warszawsldeb strzelał z ókieił dó Polaków^ miał beżcz^I- 
liśUf' podaó prośbę* o wypłheemę sobie pensyi zaległój 
w SbaarlMe rosyjskim: od npadfca Polski* Cesars czytaji^ 
{trofibc/rzekł : ^i^emyę wypłació mn kaię, jako Cesarz 
BoJ^jski, teo^ nie^h* itmi^y Jajb6^ Królowi Polskiemta/ nie 
waAyiSic p9kimyX9M& natasy^. Wiródtjrdi qziiak trwa- 



— .T<5 — 

^jądćyipraoii^ylBotai łuMipsyłi aiciiSiiin^ roktt//t1A18.; Jai 

jettOĄM ntesyat^n^yaziijyl* i GedtewUki^ i^oiiił ))fdi /tia Sij- 
maclil . Kiięstwa . ( WMeMifiMuieg^ etaói .bię' naeEołiiihmli 
ipo^eti^mków » . drządii< ; * {Masłowie Wielkopdłsc;: \ 4o . ^sami) 
iwkpfMobiento Aolfatilyti^aiiL ato. anęcttnotó . SCArsfAłlu \ omo- 
wego QiuiiłaK;Uiiiya^y zAtr9^(n)ai&vW':exi»BkAchr'afla(inikd- 
wttnia*- Gdy priByązto . (Eb^ iitiy.cia ; sttsytiiioył Segiski coy iiet- 
ipiamvtr^. aaii rapArleiti »iB/tdy • BtaQu^t(ini^ęó>pl»aciw 
roądbwi aaos^ się 'Ołgawiać* Jefdto z ipoBk^.^HTyiatątytt 
iżie 8k4i^ ;lo.tawlęai0Die''Dobroigójflkiegai>) Skai^. miała 
za sobą prawuość^ ale obraiała pośrednio W. 'Rffię^jaic i 
bj^bymiemiłąi deysarzoi^iM plpzee ąbyfeiigłdtoetwjjawieDie 
tego igwałtu pr^eS' ^bmta . po|)|ehiiioiiBgoi \ ^Mardaliłoio > ohoąć 
,i4)ia^wad /ukouteiitowaiiifif OesaKsUe i a Siojuin | ' nie bez 
fthidnaśei] waiął> ną siebie jp7tied«1|tw)eni6i;6k^itfi(CtftąvE0- 
(wi. iCfse^o.niiii dopełni, dlar.piPff^octa iiopfeiKy^'06 -wspom- 
liiamgP)/!) więdaąe,v:i6'}Hd;'Cle«ąr2i a^tiio(t}'«4mny '«i ii^ 
rzeczy i flsawiadomiony* Tego niedeitezyniaiiili' ^obietnioy, 
ł^me^ Jraei^ał . ^ciMwbski : ^ntb jirsiji^ła^iłi- 'pojedynkiem 
(B > Ctodlęwskiin, > W] ^m miejseu ' vi9{ioiiuii^6 mitsKib 'rzeeis 
HiimifcDą y inioz / driikieBOu • ogłoazoiią >i >'prii^eA aie ' >W80}iśtkifl(i 
wiadoi^ą^ lab - joż - jutpomtnaąą^ ^ "Ody^prey* ^kańeti B^inrii 
i^uzyfaKła^: kctł^ ńa arobif^ie^ u#ig iliid'l>rapoc^eini."Sa- 
fljK fitahti,. .tok/Sehdt jakllaba PoseUUa.^fyziiaęśyła wi^iii 
{oelitt!odrę]^%<4Gpntacyi{i iNąvód po -raz ippierarajf) w^^ki- 
d^iłi w » doBwolone 'Bict ipnB€iz«v^oi^liinyj]||ą' vkart{i atifybn- 
.vo^:>ł telajwagi^.mposób idb '. wyr^teitia stsUi MrięjtMały 
auejaia><i«^zby4m/dllii> jia8li§^johi£^JBl4mi c^t^d^ii^jędadj 
sl]»}lly;iRząddt^1h]jg^|HeprQaailtal^ cfeasKywii- 



« • 






• — TT' — • 

lożAłyh^łi^dAtf ti iuiei wyelM^dzUy n«d aiakreft. dMtewoloiiji; 

Jjtefireaentitbya ^a&ifDoieniała mieói prawo i p(>oiiriąaB9k 
iH)fcibi«miyii .dcisikgo ^^yłuoKli^i 1^ i izawiemyla 

wystąpió «^jltarąr]{r)itjfrl&ą. •Krytj^.ka.f.wyiOfeajnieJegUaipra: ' 
Hi 035C8fatA»y I DiiiMtf jcMfcze' pocbof)oi 4o' tJitój, >aby .sifeiy- 
ttykoifiui})ch: pQnUy<>;!i?jak 4oby, 9i4biel.wy|7ytfl9y& Na 
czoło .^epiilii43 jf i \2i Sonata i9[y2£B^z0Qyis^O8tałfk8iąftę Adaai 
Cflarkir|yr8fci i jWcyaifiroda: > i (łeptłtad j[ą i wybrałm l gp /oa ra- 
daMomi >aW4»idi ;«wa^/ Jfitoinie ; wkii Die . byl- suiolaiejszym 
da.iUj.pmayli s^ toleiitói«r>i t iiAiOKystgsyob di^oi i z a- 
nitąfkoKbania, ja)c^ M» , co k(xa9ty>tiioyę . okładaj ^ i ^ naj* 
dqkładiiijś^ sDalAnfedfyibd sai^ady i prawica i rządów koli- 
sty ttfeyjnyda^y. ale pio^tóni najłepi^.był ohaaajmiony.zwi- • 
dokawi i is; zan>Uriu»tC/0«apa. Wiedniu V co tQii iMoaarcba 
dały!dlaiGiK^gfoi:4ałr ii, jak;ckoial<mieić .wykoio^iiieiili. tG; libe- 
< naliior/ iodśybiojte^ i • Ksi^^ /Adam , msął. więo /8xir<^^ «»wagi 
0d}lroKwiiiięaia.!tei»ryii aądi^ . koosty ta^yji^ch, ics^rjlaoą 
tt/ pubfo$yatówJ4t)gididc]iQb> iw k^i^isjórtaoyi ^ngi^lskiąj 
ar •pr^kftykętwproHsudzplią. Canłh^Eit^^lpieDia ksią^ Adaii^, 
iż« ta maifka -iMaBistdao^raiiie^ (f^yabr^o&iAii^elskitlbii.W^ 
iaddio4 4a'tvQiif-vwi>łDegov^i:m.W89^ /ajepodlei^cfg^O) by^ 
iii»>i^jiaiQbtesip|ecjBJiiei: ;t\r iBasis6iQ!>pcrłQl6iuuy Ik ktńi;^ kioth 
fltytnoyli*j|pk bgrłą umówionymi pdktoth .fliięds^y nafrKudegi 
i»'br6km/4©ezi<wyptywęmf j«ga; wdM; r Eftiążę^- pośfawfooy 
mrędży /hiląłpłiwąf /wi/tyiorwsględziei.cpiiiią Oeisaitsa a ś^e- 
wątjttiwąiSejią^' chcąo 4eb}^dwoiti dogodziB, ciial tc.osfrq- 
,itti|ś(I 9tf jJiręKimoĄiiiiKfiOjieo ną|ji»y^ ;ninrH^rzędawme 
pc|dal^ pfryn^atofe piiBMłoźył/<3esac3R)Mi: ^ bądś'że choud 
midkiiąiy f ajiaok^iite&tDwami. /Gatąt^kie^c^ bĄdt pb > ^ .tym 



— 78 — 

8p<^obettf próbcrwał w<>iągQąć w nsfianie fiwoich idei. 
O^BHtt wtedy był na wyjeiddem a sa 'kitfc» dni miał 
irrdei^: przebiegł z ro2targtiłeniem pismO; zdatrał się je 
ógMnettil wjrraziamł potwierdza-, mówiąc „Skoro lolMe 
pdwl^i^otio te awagl; nfeimf te b^dą lihiiaf kowaniosi nó- 
csechowane." Tymczaseitt, gdy je nrzędownłedo Sejmu 
WDiesiotioy ok^zuto ni^y że nie Irafily w myM Gesarsa, i 
że zapełnię 't>ył z vMb niekontent. Lecz ponieważ z po- 
>rodó w politycznych; po zagajenia 'Sejmit liberalną md< 
wą; i po wezwanitt naroda do używania i^wobód konuty- 
ttieyjnycb z dobrą wiarą i z ufnością, eheiał pofeazaó 
Etitopie; że" (e instytucye ' nie ba niebezpieczne <tta isąsie- 
dnicbmonarcUóW; i życzył »obie znaleźć w sejmie po- 
parcie tego oAwiadczema, wicd doznane- ni enkontenfowia- 
nie zatatt; i zamykając Sejm powfórzył io, co przy ot^tar- 
citi powiedział, a nadto pochwalił repreisentacyc krąjoWą, 
że timiarkowandm ażyeiem gwobdd umiała wejść w j^o 
widoki i doatarczyó". mn pobudek' i środków do spdnie- 
nia tego wszys^ego codla nkredti Połfikiego zamierzył. 
Ja^ić było nasze 'Zadziwienie^ gdy nam wkrdtc0 pot^ 
Minititer Sekretarz Stanu przesiał odpowiedź Cesarza na 
HWtagi 8€3mowe^ 'Wydrukować ją rozkazała i polecił Ba- 
dzie 8tana>Uby<w tym duclm aa liaMy* punkt akarg i 
krjrtyki' wygotowała dla przysięgo Sefmu p^likę. C^ 
sarz głównie rozdągał aię w* naganie zastózoiwaiiła ibo- 
ryt rządu konstytucyjnego; z inslytucyj aiigłeiakicłi wy- 
prowadzono); do Królestwa Polskiego. Wyiraźnie /dał po- 
znać; %e opozycyę stałą uorganizowaną; jaka jest w Asgtti; 
Bofniema być śzkoifitwą nawet zgubną dla kra^ f ozpo- 
ieeynającego >ż3^cie kdństytutsyjne^ ł de • j^f} ; dopn idć i»e 



- «ft — 

ohce. WjjRTsiMUił StfjBioiriy te nie sroiiiiliiAłł Ustwify ka«h 
fltytac^Ból, jak)^ nada), i przeszył ttkres użyx^iionćj nut 
ąttrybncyic swrąca tedy S^ z drogi krytyki do aluotef 
w raąd| i 4o 4>bjąwieD]a jedynie iyczei, prótt) i %po$tnt^ 
żeń. I jakby chciał prayganić Kaięeitt Cfartaryskiemu^ 
że teoryą :8woją Sejm na mylay tór wprowadztt na za- 
sadzie przez siebie p<doton^, przyznaje Representaioyi 
krajowój prawo żądania odpowiedziąlHoAei yninifiMiw, i 
objawia, ie.ebee ją mieć. istotiiąy a nie ałudną, i rozkat 
znje, aby odtąd wszystkie ypostanowienia Namiestnika 
były kontea^ygaowane przez Ministra. Wolnoić draka 
sądzi rgkojmią swobody myUenia, Ograniczeniafii jćj 
nie ehee ńeieńniać oiwia<7j ani wydaić prawa .nk^aciyąf 
^e^ J# oadtażyciai Iitóf^Bię.Sejii domagi^ Kiś sądzi 
go nagłóm, ant l&eoieoziiAla dopóki. się te aadnżyola nie 
objawią. Wsaystkiib innym liożmaiitjrm .łądaniomSejmn 
rozkazuje zadoiić nezynid, nadto napomyka 'ma potmołic 
wiełn nrządz>}i dążąeyck do dżwigtaienia pomydlooftę I 
krajowej, i wzywai go do wspólnego z rządem oziałanła, 
szczególną zwracając nwagę^:na nlżonie dfiorów lidowit 
wiejskienni na eiwiatę jego. 

Ta .pdpowledż Cesarska m)eszożąea ^idoiriri dąże^^ 
nift liberalne*, lecz* odpychająca teoryę rządóW konstytn-^ 
cyjnych ' W ipagreb krajach przyjętą, by łai •dowodem zmia** 
ny zaązt^ WTTyohnii^>^>*<^k'od czasn jak koastytteyjną 
UstaWf nadał'? A ta zmiana ezy nie pochodmła z rozn 
patrzepia sic> w pcidłeniu swcfćm wegl(diem< Rdsyi^ 
względem Ęaropy, względem brata. swego 9 • Kie wątpłi^ 
wie ksMiżę Czartoryski znal dawniejsze przekonaiHO Ct" 
sarza; jednakże teraz nie trafił doniegoz^nwagamiswot 



— 80 — 

Wfiiiroioh >^yobrAite1a6b tooraitjńc^fajtohi oikbiigty tup^JDjnph 
jraądaeh; albćy t^^' \f swojej «{pc6ciji pmyjuaćmydla kaię^ 

Iia;-m4>gła'fisawdz0>«]^vty-:wcmięea4« ''•' - V'-'"' ' -'i '^ 
(^ jZzakMtozenlem f^jonk^jRóżDe nlepiBzęniar uiC' lutELły^ 

Ząleoeiiinqi'<Ma^rc^y. fzą^.rożbM|zony wydawał vóz^-r 

rządzenia y<pmdBiębry.Aroflki idąi%ee do< 'pqdęiefiięiiia 

poioyślidśoi' khijił* Otwarta więir zoBtą^a gtfanióa fifiisfijylj^ 

ska; <JariiHurki ńa wełnęiw WacAKowie pcbtahowidne'. '^flP: 

łotone stada* rządime. Zaród :^ydła:kamaig4ndkie^o.da4 

repiHiMreysłaby. Zapoiiio^./&ibrj«kaiłtofn : zabiezpieeEdn& 

Fabryki -po miajStMli-sakaa; .p}btoay perka]ik6w.p4>dnibł 

sióBe liib zliłoioneu Ifemidao^tpstKbnaya^^^P^^^^''^^^ 
nycb kTii8i!Jeó«ir iirządzćdie;^ tonihtkt' mam^ o<bóL icAitstryą 
s^warty; fabi^ka' Ąttgkteka' <iiariędaii i maA^ 
darskiob sa6hędona.>)!Jniw6r8ytet i Warszaw Aii\za|oioiiy i 
liposaSoiiy; i ; innie szkoły uorgaBizowai^ Obsęrwatocy uin 
astroaomicanei wzniesione'; c^ekołsi' malarska ofśwąirta. jRoł 
boty około idnig bilyob) rozpocizęta Bązmaita ^dłą^tnai 
teryalnćj i umysłowej pomysląo&łi ! wynojdywanef ibea 
zwicksżenSa eięikrdw; OAywił^-.się inieb fisyąźny.i' mo-* 
ralny^.i iwlirótkim; ci&asie piostęgy tak byfyt.widóozue^ 
ie* nietyULo w >oteii^miyeh krajach^' Qjleii.'ii'aafiiiiyiclir Rbs£(jriaT» 
wi^lmdzą6 aa^rbóć saczęły. AfejuAslotyl wpływ i^kspraryjm 
zoćj gwiafisdy' pr^seznaeaseń Bołski i tu itię vw«i&ieaząl; /Mó^ 
wy Cesarza przy/ obi^arein^. i .aamkiii^iii Sejmtt i powie- 
dżifipe^ nkontbntowanidr n^roda ijeiniy ątiouy, > .z dNrgidg 
obiawioflua wy tr|ivałD$ć Cesaria^ ; w iłibcralnydb df^iienSadb^ 
przeraziły sąsiadów > i dawnego' ^monarciiioznego syste* 



81 - 



matn trzyinająoycb się królów. WyłmeUa rewoluoya 
w Neapolu ; w Hisz^nii ; za^zaty niespokojaością całe 
Włoefay i Miemcj. To powietrze elektrycznością prze-» 
siąkłe zadało i w PoUee, i apoiło głowy młode i nie- 
dojrzałe. Zaczęły się tworzyć porozamiewania £|ię i spi* 
ski; tiaw€^ Wojskowe. Okazało się , ie sprzy^ę^^enie się 
Łakasińskielgo sz^rzój po pułkach między oficerami roz- 
gałęzione było, atfłteK z poezątka mniemano. W. Książę 
Konstanity, lękając się^ aby brat nieroznmiał, że te zmo* 
wy byl^^ sktttkietn nienkolatentowania z jego aniesiett i 
gwałtów/ rozkazał przeciąć śledztwa i i tylko na kilku 
ofiaracb popi*zeetał. Loże Misofiskie posądzone zostały, 
że nie samą tylko doł>roczynność miały na celu. To 
wszystko połączone z przedstawieniami Monarchów do 
Petersbar^a; a szb^ególnićj ciągłe noty i ostrzeżenia przeji 
księcia Metternicfaa przesyłane, i żądania środków za- 
radczych i w tym cela zjazda monarchów, spowodowały 
kongf es w Weronie , jako w miejscu najbliższym teatru 
Wrząoege nićbezpieozeAśtwa. Tam wysadzono się na 
wszystkie prawdopodobieństwa;, na wszystkie politycz- 
nego Muglcirstwa feidła, aby Cesarza stropić od jego li- 
l)€fralnyefc zamiarów; i do tego stopnia posunięto uda- 
wanie rzeczywistości, iż do jednego z pojazdów Cesarskich 
najemną ręką strzelono, tak, że knla pu^ło pojazdu prze- 
szyłaś Na -takie widoczne ótby spisków skutki thzeba 
była wielkłćj' tęgoSei ducha , wypróbowanego hartu, ja- 
kiego ilmysł Wrażliwy cesarza Aleksandra nie posiadał, 
aby dęiłie stkć igrzyskiem zmowy przeciw liberalnym 
wy^a£bbioni: Jakoż przeraził si^ Cesarz. Nie odmienił 
swoieb zamiarów, lecz się w ich wykonywaniu Wstrzymał, 

11 



S2 



V i oBWbŁmijy podcjrdlwi^ l^tepować mpyiUU. Zezwolił 
więc na śeiślejszy . zwiąisek MoAarc^<}w Awiętóm pjzy- 
miereem połączonych; ze^wi^ił na, interweiiieyę zbrojną 
wAsędzief gdziCiby tylko bwt. jaki pi^ćciw: władzy po- 
W9tał. , 

Powracając z kongresu Werońskiego prze^s Warsza- 
wę, w rozmowach ewoi^h z prosiadającymi nSmU jeg^ 
Ministrami i z NamiestnikienA wytł^acftył się otwarcie 
i stan Europy objawiła pra^dająe przestrogi dla JPolaków 
z troskliwością. W ro^mowje z panią Z^imojską r^eU dQ 
tói^: . „Niedobry i niebezpieczny jest sijan Europy^ atrzeź- 
eie młodzież od .ro^^^szęrzająci^ się zarazy. Wierzcie mi, 
nie macie w całćj Europie przyjaciela J tylko we mnie; 
więc^ wam pewiemi ostrzegają nuiie^. ie&cie, gotowi żle 
mi. za moją , przychylność odpłacić, ale ja teipu nie wid^ 
rzę. Ufajcie mi i pomagajcie do wa^^ego nszozęśliwict 
nia",' . ,. .'! . , < ,- 

Po takich, oświadczeniach i przestrogach wyjechał 
do Petersburga^ W pą*9^ęiągu między nast^ie mająoym 
drugim Sejmem . nie .przerwały i?ię usiłow^iiu^ rządowe 
w ulepszeniu bytu matecyalnego kraju ^ , a Iklinister Se- 
kretarz Stanu, z rozkazu Cesara^ .zawsze te jsamę,. ple- 
cenia do HamiesŁnika przesyłał. Łecf gdy ^Jednćj stro- 
ny wypadki Europejskie oddziaływały na mł^de Pojskie 
umysły^ gdy ieh rozbudzenie a nawet wzburzenie wido- 
ezniej^zćnpi się stawało^ a z dr^g|ćj mnożyły się bezpra- 
wia, i sroiała podejrzliwość, gdy uatauowienie Cen- 
zury dało: pobudkę do nowy^ skarg t-n dały się, prze,7 
widywać skryte zmowy, które wyśM;EQne pqc2;y,taneby 
zostały za zbi'odnię stanu., Aby w.takim .wypadku, z^t 



— 63 — 

» ' • 

4 
t » 

stoiiie ^skkrtcJnyeb tA arbitfaliMfici włbdży W. Księdtf, 
aby b&i l^^tnie mogli byd badani i fu|dz6iłi ^ dała sl^ 
cisttd' pot/i&eba norgatiiżowfliiiia fi^dti Sejmowego 'W Senar 
i^ie, iwłas^essa żi^ Senat npoitfiatił się o rotwioriceie kon-^ 
8ty tiH^ prźds IStatata orgaaiezbe/ i!^td8e<wnia do jćj prei- 
piOT, Aby ivięfe'tf<^odaić 16j pn:eWidyw^o*j' pK)trzł^^ 
Rada Stantf • ól»i(yitidAa' paJec^nie ' wygoiówaofia pftojektn 
o^gimtedjąc€fgd Sąd Sejmowy w Seiiade. ' • 

Kiidśżedł S€^ drugi z roku 1«21, nieszezędłit^y 
w śkutlcd<)h swoich. Oesatz tjediarł n^ niifego w dobryoti 
dfa ' iis^rodn ^klooboślji^efa. Ititerwetreya aiistryacka iis|)0- 
koiU'. Neapol; frahcti2lła Hiszpaiiiąj' %as4da monarehi- 
c.zfia 'wsźędsrifc^.WEuropffe przemogła. Giesarz ujr2ał''2nie- 
fiioJie i^awady ;dó swoieb względom Polski' zamiarów. 
Pośpieszyli' na jego pbwłtariie sjjoki^ewiifetfi z nim ksią- 
ź<gtk^a^ramc2Df:'7ahil^rzył sobi^'ieh przekonać , ie in- 
stytucye pfzez niego Polsce; nadane trie isą nłetiezpie* 
K^te'dła s^siednieh tronów. Żytej^ iirtęiisóbłe Sejmu 
źgo<fa)ego \ spokojnego, a to fmdn^tłi było' pr/y wzrasta- 
J^cjóai *o:rfji|trzettia umysfów; 0[^ówiedzidłetki wyfc^, jak 
bufźS^yobrM' wzięły obrady t^goStejmu, zWłfeifetcza przy 
. rotpraiit^oh nad^ Statutem oi^ganiozoym Sądft Sejtaowego, 
jdk się łittiJh opozycyi skupiony % grdtfi* postów KiiU^ 
fekicb^ dobitnie wykrył. ObjaWi<ymii . chęć ''pif »y ko*ctt 
8iBj#if oddatiia^ |)od'%4d p; Stani^wa^Poibckiłgigot Sta- 
g!fk^-»^^^ podpisanie i Wprowadzoiyiei dekretu' bstabawia- 
^pi^-^ *^n»ilti5 ^ ' przyczyniła . się • jessJdźe 'Ab ' więKszycfk 
^^^i^ Wiedzy Śis&^6m^ ^ Ro^^ćlzdtitadyą' 4r^oWą/ kt(!f- 
lotf w jitttfliMti0ś(6i^pbpairćie kDaj.do#ida. - dedaifir Hłyskiis- 
«jtę' tf ndfiMaittttjm di^gaBto&nynt ^04ił ^ t^iet^fOiwa^' <diOckiiź 



H 



yffi^lkĄ wagę dpnięgo |uriiywig9jrwał. L^o? g«|y iaii,opo* 
wiedziano ^e^^yą^ na któi^j, ten, statut i^padl;. gdy mp, 
powtórzono wyrazy mfiw , Niemojowskięgó , Kon^or^w- 
skiego^. Biernackiego,. Dominika Krysiń^ki.ego ; gdy aię 
dowiedział|» i^^Machąeze po galery aeh, im p»ykIaB.kiwaU> 
te uczniowie, ze .^«^(()ł i Akademii, porzuoiwa^y kląfHsy^ 
napełniali te g^ery.e^. i ąykałi na pr^^ęmówi^nie: rektora 
Liceum Warszawskiego Mndego .(który, amiarkowanóm 
zdaniem ehcąc obijać, drugie: i gwaUowne wy9t£y>ienie 
Krysińskiego r8^ekł..„K^g£^^rysiń9kiwie]/9 nyó^pł^ anie 
nie powiedział"); - gdy. oi ^ iicznio^ie^. papadlszy wycjwi- 
dzącego ^ Izby sejmoW;ój tegpż Lindego ; obskoezyli go 
w cien^nyai zij^roku na dziedzińcu zamkowym z krzykiem 
lUnclę na Tf|ił«2;'(czói|[i,go tak przestraszy U) że w^całym 
nieładzie przecl^racb,^ wpadł do Izby iicigąny od nieh 
Yfolając „TAą^oi Panpwiel a gdzie wolność 4eputowane- 
go, gdzie .bezpieczeństwo reprezentanta?)"— po tyoh ^ee- 
nach^ zasidy eh przefd obcemi świadkami, Cesarz zamie^ył 
położyć; im nada) koniee, ^ie będę 'tu powtarzał wyrazów 
mpwy jego p^zy zainknięei]oi Sejmu ani jego dodatku 
do konstytucyi— po wyjeździe jego nadesłanego- wkl'(Hce 
z Petersburga-^ przemie9<iaj%cego oferady sejmowe z pu^ 
blicznycU nfi tajne, w którym jasno się wytłómaczył 
z powodó^w w sercu i umyśle swoim nieodmiennych. Ta 
przestroga tylko dla wytrawnych i umiarkow.anyel). umy- 
słów mogła służyć za przewodnią; młode, żywe, naimę-* 
tne drąsUiiła tylko i rozjątrzała. Następstwa względem 
Winęenltego Niemojewskiego wypłynęły z urazy, j4ką do 
niego powziął W. Ksuąię. Do kierunku, jaki był wziął 
ten Sejm, przyczyniałar się w znacznij ozfśei ttotmnacyą 



Hi 



aa^ Mar^itł^A Rajmunda RemtńdiAn^kictgo , Preseaa ^o- 
misayi Wojewódstwa Itfas^imieokiego. Nie wiein^ kto pierw- 
szy powzi^ myśl, kto ją poparł ii Cesarza; ale okazała 
^ię ona milł^ właściwą* Najprzód Rembięliteki był.nrzę- 
dBikiem wyźB^^m, a więc >jpź przez swoje stanowisko 
rządowe podejrzanym i u Beprezentacyi krajowćj i n ptt- 
bliezności. Człowiek znakomityek zdolno6ei . administra^ 
eyjnyeh, silnij woli, sprężysty w wykonania ^ pr^eniójsł 
ten przymiot ozy nałóg z. podległego sobie bióra do 
zgromadzema reprezentantów niepodległego i drażliwego. 
Nieznoszący opoitn , i nawykły do łamania go , ' lam; 
gdzie trzeba «przejmo8ieią i ei^pHwoioią njmowae, czę« 
stoktoć drażnił*-^ i^ jak sięotćm przekonano pnty zam- 
knięein rozpraw nad statatem; organicznym > nie był zur 
pełnie zdolnym do prowadzenia, miarkowania, łagodze- 
nia umysłów licznego a.jeszezi) do tego polskiego zgro- 
madzenia :' Non regebat dietis anirńoe* non rmdeebat peo 
torą, non temperahat 80d irritabat eros. 

i Zawszę byłem przeciwny wyborowi urzędników na 
Reprezentantów, a Iódei więcój na Marszałków. Przerazi- 
Icfm się,. kiedy Pamiętnikowi przyszła nieszczęśliwa myśl 
mnie na ten Sejm wybraó na Marszałka. W tym-celu) bez 
uprzedzenia mnie, dał rozkaz wprost 'od siebie Prezesowi 
Komfsyi Województwa Lubelskiego Domańskiemu , aby 
mnie na kandydata w jednym z okręgów wyhoresSych 
podała td jest \f Kaimirskim. Dowiedziawszy się o tóm, 
zasmn^iiem 'Sig; i postanowiłem sobie; w razie nawet 
wybora. : wymówić €^ od laski Matszałkowskiój, nie 
ezając. w . solnie wszystkich potrzebnych, zdolności do 
prowiidit^ą Ucanegcj, a. dd:bAralfiw0śct skłonnego zgro- 



- 66 - 

mstdźeiiia ; brakowało' tdl i^cz^góltiićj cierpli woift^i wd 
compońendos fiutlm. Widziałem, iia cotnnie teiój pienr- 
siy 'raport 'wyi^awił; przytóm j^afciy urzędnik jaż przy- 
nosiłem z sobą powody do podejrzliwości. W Kaźmirskitn 
okręgu ' starał się o posdstwo Leon Dembowski , ziętt 
kąsztelaba Koobatiowskiego. Kochanowi^ki, spolkawszy 
mttie, zapytał, - eźyli clicę być wybrany p*^ słem ? Odpo- 
wiedziałem r „Podam) jtaHie ^ uradziwszy de me rfwe twe^ 
— „Więid iii(ś życzysz sobie?" — „Zupełnie nie 4yczc, 
i radby m się nie utrzymać , a pr^y tćm słyszę, te twój 
zię<f ma cfeęć zostać posłem 5 przykroby mi było wśpół- 
ubiegać' się t tak zacnym i ntalentowMytii czlowie- 
kieni, ktćrcgo szanuję , i którego przyjaźń eenię.' Próto 
tego w powiecie Lubelskim możebym znalazł przyja^ 
ciół^' gdybym si^ starał o wyb*r; lecz w Kaźmirskim^ 
w którjrm poselstwo wakoje, nie mam tyle związków/ 
Lecz , choćbym s^adł, wolę upokorzenie w powiecie 
jak w kraju." ^Kochilnowski) wyciągnąwszy mnie na 
szczere wy^nanre, podziękował 4ni za przyjaźń dla 
niego i zięeia.^ W patę dni zacfecpS mnie biletem w sło- 
wach- -Mówiłeś mi, nie życzysz sobie bj^ć ołn*anym^Po- 
„słem, a starania robisz w powiecie ; wjrtłómaez mi się 
„otwardś". Odpisałem mu „Tak, nie życssę i nie chcę 
„w zawody wchodzić z twoim zięcfrem; stariinia, jeżefi 
,Jakie icto bądź w inrieniu mojćio ezyn) , niiś ode mnie po^ 
„chodzą". Kochanowski poshstł' ten Wlet «(weniu^ zięciowi 
l^od czas głosowania/na kkndydata wystąprł ts nim Dem- 
bowski, i wszy«|tkie' kraski bbróo^ irię tsa' iLim. Lecz 
Prezes Domaóiski; zdziwiony tą siirz6eznoiteią,tfla>obh)^ 
nienia się p^zed NMkiie^tMkiem prodił ó 'oMadie' my 



— 87 ~ 

mega ibileta^ a otrzynawssy £0» do)%i^j^ł. do rąj^rtni^ 
który zhiyl Ęomigyi Spraw, Wewn^trawyob, doQ082ąq o 
Bkutka wyborów- B|tpor|t ten przechodził pns^z moje ręca^ 
jako Dyrektora Adimaistraeyi krajów^; zdołałem więc 
w '8praw4adaniu do Namiestnika taki iiada<J rzec:^ kie- 
raneky iż. bez aarą^nia Prezesa tłóuMiczyłem niepowo- 
dzenie mego wyboru n^ałemi związkami, jakie^miałem 
w powiecie Każmirskim* Lecz Namiestnik rozgniiewany 
na Prezesa 9 obwiniając go o niezręczność, ąiając pr^y 
tćm, przeciw .niema aprzedzenia, i^ w przejieżdzią Cesar- 
skim ńmiał się. pir^iedstawić wstanie podchmielenia rr- za 
im przez WiclMogo Księcia Konstantego nie tylko, zgro- 
mio^ya^i ale. i oabarżonym został — po^ał go Cesarzowi 
do dymi^yi. . A ,tak mimowolnie . ątąiem ąię przyczyną 
nsiBnięeia Domai^ieg)(^ od posady. Wypadek ten i . Yfitle 
podobnych, a. szezeg^ni^ zachowanie się ostatniego Sej* 
mu, naprowadziło Nami^tnika i Badę Admimstraęyjną 
na myńl isi}Qie)9z^o i akoteozniejszęgo wpływania ze 
stropy rtządu na wybory wojęwódickie* Przedstawiono więc 
Cesarzowi potrzebę tego, i zażądano fąńdoszu ze Skar; 
ba na tąn przedmiot Lecz cesarz Aleksander nie tylko 
tego wp^wu nie dozwt>lił^ ale ząbrojoił. Odpisał Minister 
Sekretarz. Sjtanu z. woli. Cesarza: „N^j)adnięj8s^ Pąn widzi 
;,w^ wolnych | niepodłegłych wyborach rękojmią prawdy 
jĄ rzetełao&ci ducha mieszkańców, którego Reprezentacja 
„narodowa powinna być niewątpliwćm wyrażeniem. Bząd 
„przez 8fvoich^p<łdw}adqych tylko zdroweąjii radaipi i ode: 
„zwąipi może oiwięcaó unpysły, i skłaniać do wybierania 
,4udzi prawpb> umiarkowanych i dobrze Hrajowi życzli- 
,wydi, )/ecso , ^ą4neml nbocznemi ńrodi^ami nie powinien 



6b 



1 



kr^poWać swtybódj i niepiodłegł^E3i6ei wybotów^. "Tla odpo- 
wiedź była dowodem, źe Cesarz trwttł jisżeae w wyo- 
J)vażebiach łiberaiiryeli i ki)tł£rtylucy|iiyeb. Tu wspomnę 
jeden podczas sejmu ^roku 1821 'i^rypadefc, kiórywyka- 
zkł' stronę religijfią cesartsa Aleksandra. Wiadomo jes#, 
2e ten Monarcha wiarę swoją' aż do mlstyicy^nin pos«rwał> 
a dłą religii katolickićj i Władzy jćj kodeioła taką etei6 
i tisźanowanie wyznawał , że wieta wnosiło ,^że był' w da* 
szy katolikiem. Jeżeli zezwoKł tia seknłaryzaeyę kiJka 
mnićj pożytecznyeh a ł>ogatych ZakofKi^y to prted jego 
oświeconym, a <ik nauk przychylnym, irtAysteikł > uchwała 
ta usprawiedliwioną została przez użyd^ fuiidnszów na 
róikrżewienie oświaty, na założenie szkół wiejskiełi> i na 
ińtfe J^otrfceby wycbowaiilik publicznego,^ a asprawiedii^ 
wionfą tóm mocnićj , że żądanie pochodziłoś 'ó4^flm3rćhfcatO'' 
lików, od i^omisyi Edukacyjnej, vr którdj bfsktipi z^siadati^ 
a Ojciei "Święty na nie zezwolił. Lecz, jeżeli Cesarz był 
feligffhym i pi^awdziwym opiekiinem Kościoła katolio^ 
kiego W Polsce, ^Namiestnik, a szczejgółnićj Mioist^r 
Oświecenia St^ni^łaW Potocki i intii Ministrowie, ktłkd 
członków Komisy i Oświecenia, ^zgohi cały nićtoał rząd 
Królestwa Po((gfki0go., bie 'byli \\eale gorliwymi' wy- 
znawcami katolibklij wiary, i -Wyobraźeiriamł ♦ ośmaa- 
.stego wieku dali' feię powodować. fZdferźyło się w Wo- 
jewództwie Sandomirskiem, iż kapłan na spowiedzi od- 
mówił rozgrzesiśenia obywatelowi. Ten ufekarżył się 
przed Komisyą Oświeceuia. Ta' zamiast odepobnąó . 
skargę, ijiebacżnie wydała odezwę do biskupa BtthjyA- 
skiego, aby kapłanowi przyganił i podobuy<^h 'sbl*A- 
wości zabronił. Biskup ISandoniirski użalił się przed 



. \ 



— /89 — 

gronem Biskupów i Arojrbkk^pem o niesłaMiie i gotBfĄce 
wdanie dtę Komtsyi w tąfeiamee spawiedsti. JęknęM bo- 
łeśme wBusuimcy fcóteieła^ i % żalami gwojemi e«ekidi na 
prs^byiiie Cesarzal W tym samym esasie pab Minniter 
Połoeki^ sawsae posącbający inohowieAstwo o fanatyzm, 
vie piojniiijC) k. jakićj potrzeby i w jakim celu napierał 
w 4wdeb temikaeh romans pod ty tliłem ' Podróń do Oi^m- 
nograimy w którym, praeeho(faąc koleją 4M poesąlka -Wia- 
ta wsayi^o wiary religijne wśeystkioh naroddw, i opi- 
mijąe obmądki i fanUtyzmy Indyjskich k^^aaów bomsAW; 
ideniów, w * tak^ ^i^.yderczym sposobie wystawił je, ±e 
nasza ńwifta i objawiona wiara mogła wiele besb&inyeh 
sayderstw waiąi^ do siebie, a jeżeli hie wiara, to pi^- 
iKtjainićj jćj kapłani , do lMry4^ zastosowania w myiftli 
a^rtóra zbyt widocznemi były. ^Gdy się ta książeczka 
vo>zbłe^a, ontor się* ze styfe swego objaiML Dnchowieńi- 
stwo y Biskupi Hznili ją za nieł)ezpieozną i ubliżającą re- 
ligii, a biskup WoTAniez prawdziwy Lewita łćm ^łębi^j 
to^nezttł, że pochodziła od Haezelnika |)«bIicznego wj- 
ełiowania, a razem jego przyjaciela. Żalił się Więc rze- 
wnie, przed przyj^idlmi, a szezegMniej rozwiódł się ze 
słcargami przed paińą Zamojską, i prosił jąr, aby w czar 
sie bytnoAet Oesarza mogła jemu i Biskupom innym 
wyjl^aae andyenc^ n niego* Jakoż za* przybyciem jego 
panitZamojsha, aez poslawiona między bliskim krewnym 
swoinr aswoją/óówiecosą dła reWgii gorliwością iprzy- 
jateią^da Wororficzś wyjednała tę audyencyę, którą 
opiszę Własibmi' wyrazami Woronicza. Zapytany ode 
iMie/ jak pn^jf^ zosta^yl jaki sktflek^dniosło poshin- 
ełiaitfer^ rzeki do^mtię. ,,Niebęd^aizmk)ż^ wierzył, ile 

12 



\ ' 



— (90 — 

'tai kwie^anoM. ( u&alema {»$ pif sdd pamijąojFiii ^'- ł<tfl»ka- 
nid. a .jniegD {fifMefkeyi pi^ei^w be2boJnQAei^zt0iBków>.p^ 
, n\o^''Vm iiimirtwietaa i.i'^xem niosf odziewaioidś^ fioeiioidijr. 
IdąjQ, , 0a (to' ; poisłfli^attie^ nie . ^agedłem ioakfitftaći . leicę« 8|ę 
i^i^5 Tłómfl(e«ąo :9tę z ^u^nośisią jęejhieniifjraói^asikim, 
ipr^jg^towałemiafię da tOvOo mam ; iii6if ić; leą2V'gd(]r luus 
Wprowa4%:otto .do ' gsiibiitebi . { ceaa^Bkiegioy . diręefeifo^ , ^tayśl 
BQ^>e itcApiła'.' 'Jiź ilk jede(i'£ifi»c»pliiikóW KodisiMila H^oł- 
ftkiego/dta> «woliiieiua mego isinnienia • ad< i^r^uto /oba- 
jęlaioćai *vdto .tasatćj .wiary, . przyrdiodsę > eiię skai!i$rć ^ti-t »a 
kogii>? Eia'/Xi&inków.V2ia< kataHk^i przed: kim,? prąed 
;1Hiłądaa% i i Biki^dlmkieiii i&oego mepi^jrjlaeiiągó Ilam^wy- 
^aifia! Q iii^ięta m#a «viarotit^kkż6i* apofeorsoitsi^ dhań- 
iliioaa. ^ Wilćin uiiły89ał<»a o^osiist^piCffikr^al tWijwedł 
•Kiłago4QdŚG^; na^^ twarey^ kee z.powegją. i men^ką. >ftiiro ^ 
WoiM%^o§skQ>Xrą. Zmię9%ał(^vBię^.gd(y iywytru krokiem 
przyatgpyj^ftl 4o;ii^J9i; -J^ciatj on it{>(i^wycił ^miaie jta-ic- 
ik|!i=ch^ał rją .iłc|iląw4ćl ^^wąlem ' i^kęu (A; ten iPati 
ai^inćj ;«i2i$&il kuJidaiBsMej/. tę. gtowf^^.kil;6r4 nad Enirtf- 
p%< wz^tiosił^ ^ebyHł pod dtoń juoją > ni^ju^dnego ^kapiaita 
Ghry^tii^a, j rozr^^iawnionym ale .ddbitoyBiigłdHefiijrftekł: 
^,^obłog09ławi«niel"« Wacikiem roiiWBuloiiy^.f^j, \m- 
Łiraćliłem* k|czji; . i^więty nad jegO: głową, O 'trytfnrfteitnary 
AwjjB^j, kat^Ufktój -ra^mBkiśj.; • H^dałot^ mi jsię. .widtóeć 
K^ftstantego, :Wifclkio|fa^ w: oaobifi,; Ateksafa^ea,: \prayr 
stępującego da,Chr«to Świi^^t^-j^^Oo maoie doumoie) 
{p^wied^io z otwaptośd% J afnońoią^jf' ..^. vzekfc/dft(<iH^ 
Ą. .gdyAuay. nau.j m^^, Ppr^hy pr«eł^yl^, iwziąlii^ 
iwis.»papfery/,dowoidy i k9Hiectd;if'.Ó('dMt«j^^ 
^;Caęaę wmrę kat«fłł«fcąrr^ymflkąj pit^griiziskldm r j^ipie^ 



' \ 



91 ~ 



ssoAshro w }t0mltalKieyi i 'Opjekf, nie doaw^ iadnego 
nlftitoyia w jakimbądi i^oBObie; 0iłi jej dbgmatoiii , ani 
j^\ka|yfaiiimit. 'Żqfdiiiiki' w^site słoBzAe, ^itssyslki^-rożfcfti^ 
spffaM) i MmdMdy uby^tdgo 'i^sąjtt «goiie»eiii» me^ )}0^ 
wtemfy^tgi^^ Oddssiitery e ttiHelbieiiieitf i s.^wIzięeK^ 
naic\ą/ IJwfniyetiy Id Iriie o«d Bogit^J «ky to' n)e ds^adal 
c»iaF'Bóg^ na umyśle i sercu te^ Pana;^ 

.«•' Wiipoflinę^^w -iofoćtn 0Mj«eci> jaki nilaily^skfftekliiz^ 
kiesy >§esar8kię. Tylko w«toivibiHe' mc* NamJeBtniku i il^ 
niiąvk(yvraaie Dndiowiei^twa • oebrbniło iii7tefieza» pand 
Steflisław^ Potoełńego 'od 'dyoiigyiy a Komiiiyę- Odwieś* - 
mdl od/.Mpełiićj;Tei»rgaiiizAeyi t w atryboeyacli, i osoiraeb; 
Będąo/wyxBaesonym>^i*}]atirle»tiiika .d<^ deptłtaeyi^ i wy* 
bmoyai nk-refiaktoiraipfdjekta tój* rearganizadyi , byłem 
3Dezęśltwj'«iddaór6wiHe 'religii j^k oświe^ento pulbliezne- 
^Oroiełilgęi Optowi^ni' ^nitójy jak ntesees&ęteii^m* nie ppsłu- 
dsia»oi moj^j rady^ (Pan Stanisław Poloeki ża •nAttkową ' 
lodzi obraieiiycłi i^y^ląpii z pi«»iieui ' d^ Oesarza obwi^- 
śiająci&m' diiehowied€(£w6 o nieshibiKaie .skt^rgi ł fóaatyc^M 
wpły*!y^ C6s4rz^ 5^k ' przewtdssiałem^ przygiął mu dy mi^ 
syc; 4i mianował na /jego mieji^ee.ilajmm^j'-^^^ 
go Stanisława ' Ocał»oif skiego, którego zn^ł póhoikio^! i 
lismkę/^ którego' ^l)obh(rwiieóstw^^ liobj^'. żypzyto, j leoz ^Ut6- 
f^a l'4^kkx>6ci . e)m»akl^A i gi^y nła »nałi '}{i»»(na- 
cya* te wfiteylrtlEtoh i zasoraatłaL* A <;ak ten nieBsei^iliwy 
wypaU^cu.dm^i.sDintae ti^tki/ sprowiadaiił^ pobawił 
óftwieoenła na^isefarilBa gpriifwegó; zdobnego i z^ij^gnę^ 
go/^ń^ 4aA'Vis4mmśj: polnego. ' ^ ^ ' • 

'ij Qmi npływrająflf' iniędzyu drogimi a tnE^im Sąjn^ąm 



, • ■'. ^ ^ n ^ ■ . ■ , ' 

i 

of. Z^wiKse . troflkliwy v.d€toy byt i pe»yńl|K>ń&<kvig% 
yi odęj^wach ICiaiatrą ^SękretąK^a Stunii do N»Dftieetnika 
i Gody Adipniatracyjaćj me {^Fz.di^tawał ^efirtroeglić* i za^ 
lec^ó pratjiiiasłeiuii ulgi . lodowi włQif^i£^ilśkiemo. Powtott 
pad k»ięcieiii , Łabęckim I ktory wkiteie wtymoa^ie 
lij^yty był do. . zi^bieaia mcbaak^w wzajemiiyeh; wiemy* 
telnońci z dworem Pruskim j AustryUckius^ jak ffilatym 
wp}ywoiii.J9WQiiii zjeduał CeaiiriK u t^h dwon^wmiłioiio* 
we sumy dła Królestwa. I esego «ała zręeżuość i goiii-^ 
wo|^ księoią Lubeckie^o. na ' opiesaałoóei i uponDetząda 
Austryaokiei^o wymMz me mogta, oesarz Ałekwader 
wybrany na superarbijtra. rseez na stionę Kró^ertWa Fol- 

4 

s^ego rozstrzygnął z nieokontentowaniem nawet AasłryL 
W roką 182§ nad^edł: ostatni Sajni' pod berłem ce- 
sarza Aleksandra. Pxzył>ył ńa niego, z pog^cbićin czołetD> 
a w rozmowaob r(!>wnie as ministrami, jak z wybranymi 
z . towarzystwa osobami, płci ołK)jój; i danTał czuć i^poznli* 
wa^ że wra2ei^ z poprzedniego S^mu pozbył się, i że 
jedną zawsze przychylnością 41a tego kraju oddydiaL 
W prawdzie nowe powody do skarg J ułaień przybywa- 
ły« Szczegfłlni^ postępowanie Nic^wosilbowa -. w Wilnie 
jątrzyło umysły — wzbronienie przez W. Kdięeia Nie- 
mojewskiejnu przybycia na Sejm do Warsoawy było. 
nadwer^żeuiem pcaw rep^rezenUjcyi. kraju. Przecież ten 
Sejm trzeci pod laską Piwm^kie^Of Prezesa Wojewódz* 
twii Sandomirskiego, odznaczył się nmiai^waną dyskn^- 
syą» Oesarz okazywał sięz/niegp s^tdowotonym ; zaswiadr 
czał to wesołością, udzielał się zabawom, ooztóm, dawa- 
Bymprzj^ Namiestnika,, prze^ miasto, pri^ez Marszalka 
Se|mowego, ^ p^zez Prezesa Senatu; Sejm podiłtisoią' mową 



J 



^ $9 ^ 

poląica^Bift UtewsUdb prowraoyj zaiwn^ pułki li** 

tąwl^kie do: pol^iitb. jednemi barwami ablityły i kilka 
z , jue^szy^ . pod ikiwMztaf o główno dowodasąeidgo gwar* 
d^ą polską 'janeriiła ,Ę^ra8]ABkiega;podt)ijUPDąl Jednak 
%ypif kMray 9i< blid^ Co«arxa otao2iałi> zdawało: aię 8po4 
atnsegąć>.te. w oliwiiaeb aawoteośei jakaś posępaoAć wy« 
atęp^Wfl^a na jego ezoloi, jak .gdyby go. jakieś smotna 
pmeeeiKSłą 4r««yły7< mói^ioBo; to .w .p»ek«B»iia c«y 
W Apr^cidzenitt awcj to nie wróiył ' sobie: dłngiego ^ wiekajr 
i.maiyi^że Bomaoowotirie nie przechodzą 50 lat wiektt 
125. panowania ... 

aFpi oi^^kĄujd Cesarza; wietó głiieha rozefizłą aię; te 
piragrepieszył wyjazd *po. odebrania jakiehś niepokojącymi 
wieści z Feterabarga; !te nawetpodezaa pobyło w War- 
a^^wie otrzymał tajemne ^sezaania i oekariieaia, które 
go .zaągtiły poapies^yó , do Petersbarga. > i&aledwfe 
Urny .«łaa^; wyjechał do Taganrogn, gdzie się udała była 
cesair^owa JHibieta. dUi zmiany powiefa*aa« Wkrótefc po 
jego tam 'pr^bycioy, rozległa się wieś^ o cłiorobie ce- 
sarskie^ .a zara^ potćm Jakby grom tiderzyła wiadomość 
^zgonie* Była ona na^a^ nieprzę widywana, przeraziła 
mtynly, wfMPawiająo je w niepewność . o > pmysałe losy 
kraju. • Wi^i Książę .Konstąnty> odebrawszy j% zamknął 
#ię w iBełwediirj^;! płakał, rosspaczał, pogrążony .w smn-, 
łba i w trwodze. ^mntek|ctroskltvtrość malowały się na 
twarząi^c cz?ali wszyscy, .że jsię prla^ygotowywaJ; nowy ' 
staa nseezyi nieznajomy^ nieokreślony, teiPoteka straciła 
opiekana, /Ba ikłóryn^ polegały. jeszDz^e wifleę ołiszerne 
nadaif^e: aezkolwicik/^łókł. był^ dójpefaiienfe^ sw^^go dzie« 



u 



ła^^EatrwniAła takie ii)f;fM njfseiim na triMliie dsiWlie^tte* 
gi, jgWftltoi^nego, iiMttralwgb ' jego iatołępej*/ WiKsiędW 

jegaeze się • ponyHaiiaĄy/ gdy ' W. i RdiąfTcź jo^^hWnąwBisy Wie- 

hóidy^jakk t Pibteikbttt^ ladbiefaił/jakb' ^słcpfoJ«^y Wd 
tron Ho«$rchK. 'f^im ^i piętn^iah ^ńie iti^iato, l^ió 
patiowaó bęUttie oad^g^omefm' pir^slwa fio^yjlflcłclgd' i ńM 
ią ezosMipią konłtytacyftią Puł^ką ' Wiikdlf)tn^|6dftiak'byr 
to,' ńey Gwara' 'Alekisander, wskHBiyśfc.c^^ańeW 'b^ató ilfi^fego 
W. (Ksif^ia Mikołaja; mawiał : „Ten ińflife ^asląpł^; Lecz 
mniemanO; że bez ,te8tamentu umarł, gdy ''iiagłi5'iVyszłd 
na jaw prawda, prtMśi własne odi^w^ WrKlrł^la^Kon- 
gtaotego \i; przjrł^cżone dekMieota zrecici^enia się.tfonti 
prztó fliega, poprtoedtłro jeszcze ułożonego i póApIsahegd. 
Wetajpil '•«v*co' na tron W. K»łą*^' Mikołaj,' a pierwsze 
6knk&j'kt6temi<d6 Bosy i i*i osotina do Polski ptżenió* 
Wił,' Ujmowały -aro^tyste pi^aiyrzfecfceiAie, „'że panowanie 
ji3go ;będi5ie jeflynSe pr^edłużenienr ' rząfdó W wiek<>pomn6j 
pomięci" Gesarm i Króla Alek^andł^a*^ Nadto wtój ode^ 
zwie do^^Połakdw' prayŃągł' i przed' Bogiem przyrzekał, 
żfe Ustawę kolłSty.tQ«yjn^ eachowa, i' wsź^łkieini' siłami 
jiśj zacb^anjaprżestrBr^^ będzie; Te zapd^ntenia pwqh- 
'Iłioeły ni^ek% irlgę obawom> kiedy wWwi nardesźła wia- 
domość '01 • %o^cie petersbtnrskSfia^ zaledwie ^buefały tn 
jifż pokdttanj^m^ ^ wkrótce potótńf o ^oj&fcowyto spieka 
Pes^da i jego wspólników. UwięzietjiapefełBburskłe,; któ- 
re •objawiały *pragnietiła woteodei-i swobód u Rosyan, 
edelT jAdnydb w Polsce; prżsefnio^ał^y tńyijkliwoAci^ ^ t^ 
stoyły drttgieliif •ikl«ijy'' wierni i v^34ryltev^ic^ Wjspójntółwo 



M 



nę ąrę^ztawani;^. oa/\9fołynin» a, nąjprzAit. hoiceU Anto- 
niego JdblaAawskiągQ.»'Wkr6tce,potća^ i WiirlfMwaiiifs^ 
uwięzienia mUcuWkomitazy^; obywateli s Król«stvii!» 
jako to;. Stoppiaławą S(4fyk« KawKtjE^oa, .Andnecya Plk^ 
tjT.: PałfcowpiliK9;,Ę;i^ifCiiow8kiego^..MMifb»łą JAy^bkiejBf^y 
Gustawa Małachowskiego, Romana Załad^iego/ Alberta 
^Mr9Uirfn^y^k^Kn z k)ipb wyfikimi^onoym mcimAiiif inni 
p^^tąli w. , więji^eąio. Pus^rastenię^ l^tracb> <)panowaly 
FWyaJy* • Czy o .^. ^apólaictwie, P<ola]^w w słowie 
,9L Ęofijj^ąnąmi miądęial pt^d zg^^n^^ii^i/i^saiii AJ«jb.&aiider, 
i Mryjai^i^^^obia.tąlemnicę. wfllębidiis^yt^ilkirył^.iea^.też 
nię.>y4 qf,m^P , ząwia4omioiiy:^ipi >; J;ww(Vzi^ nie oUwa*ę 

, ,. jP^aw^z^f^k^ćm : było .Qi€| powi^pti . maieioaniow ^lee« 
p^z/9konai«eił|i Wi9s^tl^ipb iudzi, wałpipjs^yoh w krią^, 
niiąpodfarzapycl^ ,pątry.QWjw,. kt0r;8y.,»ietó. za aobą rięk^&i- 
Hiięk A>fiar^f«ą»łPg' i: dowiedzionej. .wiłoń^. iHi^ jP^Isfci, iź 
za j^cia.oasau;?^ AKk8»i!Młra pł^ęeiwtji^go /;^obi6 .nigdy 
,ivie. byjjobyi pr*y»»łq .doAa^negprpiawet^nia^ do^ wybft0h^ 

w/glQWftehj.ipłod»j?rtj9. piiwQ w^^ waf 

dot Więlfe^g^' K»ięci% ,Wzywanif?pod tyj».»{^J«^ęwf4vi^ ' 
4fi<#wa cipni ty/cłi ąięsWw, kt(łry/ch przetyłejp, i ^których 
mit to ,przie^qpia»i§ . i^itywalem, pienin jE^<C^i^/?^J^ 
sęwiazą^ ,Ęo|itoiv;skiegO|r Snią^ipwiijzą^, 0^<H^T?(sl^ieg<Ą > 9ą 
4fSoiegp,lJL^inoTwąkipg^^ Stass^^ Do. żftdpego,,pora8?finĘa 
7^ łypią^^jeswwUlekwndrą Mjihy jńą4j Miąf^ę rM^^ 
Cajartory^fei nn .flaleM> in^ftż »nąjznak<włtą;^. jw. kr?y«. 



— 96 -" 

nie połą^jrł' się is eęfiarzetti < Na]^ól66neM, nie ' odstąpił 
oemirsa Alekda^idl-a; iw odpoWiedri wzyitajądym go i ' 
tna^Iąeyfii rodakom odpinał ów sławiiy do Maf asewieza ' 
Ust) WBs^tkfm KaajofDy, w koryto wyCłómac^ył się 
fi^iaotrótiiTe % prtsekoBaiiia sw^po^ o honorze i o dbo wiąz- 
ka ^dziceznofiei/ ' ' .-^ 

Wi<^ Kri^ę E^nii^nty; Natbfedtńik ; rząd Kfółdr* 
stWA; Bspra^n^i nadać obi^zędowi póg-i^ebowemn c^sa^ 
n&A Aleksandra niezwykłą wspamaloSć. Mies^kaficy 
Warszawy nie odmdt^li ad^iał& w nSwietnieńiu tego . 
obchodni CMl^ak pogrzebowy przechodził: nlł^e Warsza- 
Bzawy ' wśród ' ro^sMWkmego wojska; i fhiłna fadhóśei 
stołecznój. Wielki Książę tat szedł za trnmną, postępo- 
wali zanim dowódzcy wojsk, Senat, rząd Królestwa, 
roagistratury ; w katedrze §w. Jank odbyło się żałobne, 
nabożeAstwo. Nienajemni śpiewacy, leet z towarzystwa 
znanie i ^nakortite osoby^ gtósem żalu napełniły chóiy 
kościietne przy obrzędzie. 'Wdroniez wstąpił na anibonę, 
i rzewneml , wymownemi słoWy . oddał hołd żmarłemn 
Moniari^z^. P/zy kćfń<^n ilabóże&stwa brat mój, Bisktrp Ka-' 
liski, odtizytał tkłiwym głosem modlitwę • «a dn8?ę Ale- 
ksandra przepasaną; W^m^źenie^byłoi powszecltoe- Plerw- 
szyto Ijył przykład* w kościele rzymsko - katolickim, 
w kedeiełe' pt^kim odbytego nsiiożGtm^Ś, tn duszę Mo- 
narchy w|f5^tóWa)ąeego inną wtarę. Był to ieyjątek je- 
tfyny, — ^^ lecz' ten uczyniony wyjątek ściągnął n%^rię 
'Rzymu ńa biskupów Polsklcłi' a Woronicz sam się za 
karę, na rekolekcye do Cystersów, 'Sl^azal. CJbeliód' teh 



j 



97 



odhjł^tię wtęo z*poil(?ftgą, i objawieniem cnytwcityeh 
a^uó !• «t-poreądkiem. Jedui crię tylko akademicy od 
piffi&piBaiiego :pdreądku lOdBtrycfanęH* Za praewodnielwem 
kUka kwśńmjohzfńómli się wyłamać się zpod naka* 
zQQej^<<frybiiy:i nicftrzymać aię siieregn^ > Wieiki KsiąłCi 
bj^rćm »bktc|a' W spostrKegłgzy^ wysłał jednego i swó- 
ieli srdjutaiłMw, aby,i:pogąiiiwssiy mlodsteży^eakłóceiiie 
{i^rządkąi zi^rócił ją doisieg^. Ten przyjęty szemrajMemi i 
hzTiaktMii ' niMl^oici^ oporu praełatnać nie potrafili. Nar 
suMJatr^i po odbitym obraędzie W. Książę Konstantjy^ we^- 
zi?lił dcii^aiebie Minima Oświecenia '6rabotv6kiego i sii«- 
mwo igo t zj^^óniłf za wozoi^ajszą znch wałoii akśadldmików^ 

» 

i połbeił 'Wianycb' ukarać. Miuiater. przerażany wraz 
z^^Kuratoreai; kasztelABetn Obsełewiózem! wezwał Rektora 
Akademii^ aby. się z całą Udi wersy teoHą 'mkołą stawił 
{MTzed* nimi iiw^iialt"aka4eiiyiekiej na godzinę nasna^zoną. 
lAby^teibli posiedzenia ^nadnć ^Uroczysty obaraktery ^ba 
Nkozełhioy Wyobowaaia publicznego przybrali się w urzę^ 
doM e mundury; z wszystkieini jakie posiadali oi^derąnii 
i krzyżami*-^ i ^zasiedli' przygotowane krzesła; Łeoz zale^ 
dwie HinlsCer Grabowski m6Wi& zaćpała tupetem aó^ za- 
głuszyli go akadbmioy. Ziui§szkł się^ zbiadt^. wargi mu 
deteóflacz^y/ i dokończyć nie iuógh< jZerwał sięxObsele- 
wipz ^ ' krzesła, ; leez^. sk^ro kilka słów grotńiąeym głosem 
wymówić, si^mer^ -świst, tiipaniis > nogadi] ^równie pr%eTwa>- 
ły .nu iBiowę. Piniytomhiejszy od obydW4^h Rektor Szwe^ , 
kowislsi ' WTs^Ętonjta, iizewnym . głosem • ziiwo^ał : ^Mło- 
dipetyt ca robisz)? ^sezego się dopuszczasz ?' Przebóg spo^ 
6lrzejtr.eH^ zalrijasz i siebie i i ten Inatytel^ ż^ ki^regOf oier- 



13 



08^ 



panjieb/ komygei tak ile Mywasz itd^ . Dznobwalcnaiai 
d2iei;>Mailttji(e swJ(^g;ci Rektora^ słnchaiai ^o/n •eicboiciiiiOn 
toi.dopi6ra/obr4cŁ\Vsz.7 «ię dcKiUinisIraiEfratDffft d«|dał.; 
^JWł Miai^ze^ to jeat młódź płocha, uieii\^żna, ah^w wbtnń 
j4)'wady inieWdzięosBOŚoi wie ma. Ceuje •oft^kiabrodsiej^ 
siwa wyląike: Ba i nią pi*zez die«Kklałmraiićj. . {wutiięoi Obbh* 
I^ŻA.! f ł^ebaci\ ohnidlowem ^/zapompieoia, hfimi&ni ,hif {oiot 
pnanwię^i ift którą oieob fal sięglodzf t^ćzyŁ Wld0l&z^\jj4 
weszłla. .iT «fiebie i ,isAnie flwojago . sA^pętki) prseMeił. i 
raoz pokryń {)rz(dd:2iajwyż9a% wkdząr. ^akfłwei <thłk&e|iie 
twojćj. poiwadze..^. Po takiej .seenie Miiuiiter^ Kumtoir ORe: 
jslortio^yłjinat^adę^ i, aby: oebnonić Uniiwfir8[)rtet(Qda«»ar 
kmi^ia^ :pdataaowilt na^winniejazyob ul^zaMw^wjjrkltiGfyi 
jS:<ili^g!(>y ja /wy(łavBdiiie 'OUre • objawiające knm^mcńóiioiłar 
Auety ziksiojsić (Irzed Wielkim. Keięcięm. *: .< nti '/. 

I ]i4' T(etii. zdi^ziający. ąię joż: pierjwćlitdueli i .niłodttłeijjr 
p<>eiągnął< amlutnęizą sobą ndstęp8tii'a.,i0ip to skłoAił był 
^Oflarza Aloksaiidrat do iiada&ia.Wklkiemn'£ttęóiii)VH4sL- 
diiy.iJMOgMhx&tz(miy'(ponvoir.di80i'etio9ma,ira)^ kiórą ml*- 
Qteter.\Sobol6w»ki: eboiał my peiyhyi.x&kr6s ująór~^/e«e|go 
Wie}ki Ksiąi^/nii3 pr^yjąJ, i'^jC0 : spoi^r&dowab .uśUaiędie 
jsif Miaiatrai.S^etąrza. Staau.od uriaędtt* . '; >u : 

,. . Jeżeli ktokoN^idk kiediy czytać będzie moje otećiś 
iiiie^i óesarza : Aleksandra^ mo|ą me&mpterś.jąeą się wdzięcz- 
ttońeiypfmłęć^. z^tto. 0Q;dIa Polski zin^bił icee ńioh\ó*m' 
iftieKzał^.mbM swyklym tuiszyąi>ob)rczą|etii nie furzebac'4y 
nii mego i przekonania^, nazwie/ maie ołyea patinyotą.łI}}/(iah 
ezafteutaifii tyłko> prawida poznaną, byd luioAe^.gdzi^i^o- 
jedyneze {)rtekqiiian&ft<iśzatiają. uiUh na«rjwjima0ijąV'^y 



j:{ 



99 



Mm^' nag9»y iiwaiględem sw6gi0 narodu fiiiC' niMopH- 
ittłd i wazjfitttd!,^ eaioiam nie dogafiha^ potfpiiió. ^^'Otl!^ 
)»« Aamteonegd t>rz^wiadbaenia ohego nie wyrąsehnę' Bi4y 
pisyi ilelQ»tkQ>4i£'.ńk)jeh.8tojąo jnft nadgrf&bein i śmiało 
#pmdfeząO'4a^7t:(v.iiilra9ivdą byćupniemam. Mie/ssatąic, te 
i Jn 4Nini tiifii r«i2^'>t^jrłem: po«lrąftpiewaj^cegQ> 0^ •tym' Oesa- 
i!9<ł< i9iifUDi»tw idojwilaoh nadnźr^, jafeitiŁ< 9ię< W. f^ejążę 
idofiitBzeiał^(^y"iiia>tje'{M>błaiał. Nie rae z di^gimi na- 
iizekatem i^flieoieipliwilem si^ niie raz i salm mówiłem 

fltif(kw ijark'<np//MiMrtc|wskiegb'S „Lepl^jy-^iżeby/ Ge^sln ;sa- 
wiMił kojiAtydw^, njż' żeb;f dopaUił ją łabać: (SebzeT- 
•asfei* połoskenie^b^Uby anri^ntebdzpiecziii^y' bi^bylsjęnk- 
r^dfiie -eiSTukiWab rękoiraiami K^rodnemi^l fi ^słyszałem 
tógeAr IMiUiowskiego indwiy^ego^t ^równię J^k^^a^sica/ Ba- 
•depiego^^BatoiH^sktbgn:' „OQkołv^iefc dano, ten okruch 
^Bajl, mmd!orfv6tA\ i awobędy^ (śaiebo1vajn]^ ' dła pbtom- 
4aychs'^tói wicy jakie jest jegp prsęzaa^sienie. n<Lud^ie dą 
:śmłei'telii3lmiy haródy wieGzoie fcyj^. Przeżyjmy ehtóby 
w ty In tstośie; pirBykTÓśei^pi'ZemJjającb, ^adręeKeniur cliwi- 
towę^' Jbdnak:lr^ do tych ifastytacyj nasotych nte^fylfcoKii- 
isyaaie izaezjfnaj^. nawykać, !ale>' sam •{)¥•« KBiąi^^ 'Jhż on 
jestl zmofdowaay* tdm. ni^stanńdm' ssM^jianiem/: slę^^ < nie 
jieM :jaż i ta^ gwałtownym;' i u mego (zr^eiznćm 'iimi6.ifko- 
WaMeiB wiele>jii4'» teraz' WyrdMó^m^dtnai Hie raz 's(^ już 
'Zaóńerzyłi i spuśctt' rękę, Bóbby to/co nam 'we^liioirobi*. 
i.Bpwięfe8zajn;iy'?dobry byt materjs^ątay knajn, iródbi^wiif- 
^ dziwćjnj9iij<i!(|ioi0yiUaśpi. >$Jqzmy <sic, kształćmy •śtęy'^- 
swieeaj my. In^ł wioji^f^ opieknjiiy się nini wten Lspd»^, 



~ 100 — 

aby wraa ai pnm dfailaic, QlkriMfein.^<iAłer Isdtie Jtogęhdo- 
iwiadesenia) te@^o umiarkowaiua staKaeli /Mf d . ubytłalL 
JAIodziei z innemi ^fyobi^itżeaiaiBi mnoź^yla^tsi^ napełnia-' 
ła saeregl wojskowe, bióra, 8atb'nank,:.ChQefat'{W)<Abą- 
demii profedoiiow{e rozsądoMJBi; wykteda)ąe. J^l* *kov8t]f|- 
tucyc krajową, nie taili pr^ed mią.palHycKDegopołbiiCiiia 
i do szanowania tyeh insiytooyj .zaćh^caUy byli iinm iea 
E^etycy, któroy i:4>zdtnnchiwali w ni^ zapał i prisj^crtowy- 
wali ją do jakiegoś pri^erodzenia sjci towarzystwa, wąrcid 
kl6rago> wskazywali jiśj przyazł^ i<'fnne przeanGLcztoie 
Polaki. To-to aiarno> wrzaoono w inłode wny sły, ' krzeii^iło 
się; drailiwość młodcgot wieka na prsetAwieóstWfi odpy- 
ehała rozsądoje oattki i riady, a.prz^yjnii^^ałae te,irk46ipe 
dogadzały zapałowi i iieenoioBi nitódiiiejhozymi Ztiąd 
•umiarkowanie było poc^ytanem 'za itiedołęzlwo, ^lyiztro- 
pnodó .za< obojętoośń lub odBtgpflitwo. Cesara AMksaiiider 
bacząc i na 3tan Europy ^px) wybnc&slekr ]!e?^oItieyjnyóh 
we Wlosssecb^ • w .Hiszpanii^ > po aabójztwie kaięda , Berry 
i Kotzebuego— i na przebijający się dnch w^ Połfece> eo- 
fnął się w kiernilku .libj^alnyni, ścisnął rękę.. Tea systeni 
dał się. czuć i w Poł^ue^. Oświadoz^iia zaiwn^ «Cesarz 
na przestrogi nie tyle i po kodgresie WevońsUim>/ ite 
szczególnićj po Sejmie 1821 roku; Lit^eralne korayśei 
ogranic^zył, matpryalnemi stanął, się je nagradzać. Trze- 
babyjczytad akta policyjne, doniesienia '^ekiieteie^ jakie 
go skłoniły do powierzenia władzy, nieograiliozonf^ /W4dł< 
kiemu Księcia, aby się przekonać, cżyitoi to uczynił w cłięei 
~pa29bycia się k(^ni^ytuoyiy 'Cey. w myśli źabezpieszenia j4j 
o4 niei^oawagi tyeb> któi^ybj^ spiskami/ zpowlimi^Baia- 
,(^ićbjf ją mogli wraz 9 byti^m^krajbinar zfnbc< • .' / . 



101 



I « 

Kiokolwiek kiedykolwiek pr^ygania owym czasom 
pod panowaniem cesarza Aleksandra spędzonym, kto- 
kolwiek wystawia je tak niezno&nemi^ ie życie wśród 
nich obrzydzenie wzbudzało, niech owe czasy porówna 
z dzisiejszemi, i niech powie, czy do dawnego siana 
wródćby nie chciał; a wtenczas przypomni sobie mote, 
i do nas tastósaje ten wiersz Wirgiliusza: 



?(.' 



41U 



» I '. 



..!'■ ....IV' 



Insani pep^rere ma^iu i. t. d- , 



1 r 



V- 



ł» 'jf < • . "' -f ,J l.l l ■ f J . ; » fc. 






it 



"t 



i " .! . ... fi- 

1 



. .Ij .1 'f 



v^4 



. ' I 



//. !• mJ" / ' ll»'-.l ! 



« ■ » f 



• f I ) . 



.. I 






.4 



« . » 



•; • 



: > I 









,1 '"I 



J 



I ł 



1 

ił'. '■ '•••'//MJ < i- /.'«'» *'(^>"«| .'.HM I /.»ł \. .« ■ i« \ 
'.".••. /• ;" • M-1 ■'«,'[ .■i\,r\fi j. .' ' \ .' • • «'' ■•'"•i»rk{?' 

Mikołaj Mikołąjewicz - NowosHcow^ komisarz cesarski 
przy rządzie Królestwa Poiskiegó. 



W spomnieć Nowosilcowa Polakom w obecnćm usposo- 
bienia ich umysłów ) jest jedno co wspomnieć szatana 
gorliwym i pobożnym katolikom. Ostatn'e jego postępo- 
wanie w Wilnie z młodzieżą szkolną, choćby tylko część 
tych surowości i srogości była prawdziwą, Izami rodzi- 
ców i jękami dzieci potępia go przed potomnością. 

Co do mnie, przez lat dwadzieścia kilka patrząc się 
na jego sprawowanie się w Królestwie , opowiem je tu 
z wiernością mojćj zasadzie sed incorruftam fidem pro- 
feisis unusąuisgue sine odio et amore dicendua est. 

Nowosilcow, jako Rosyanin i podległy sługa swego 
monarchy, może być porównanym do słonecznika, który 
się za słońcem aż do jego zachodu obraca. 

Urzędowanie jego w Polsce, zbyt ważne i dla Rosyi 
i dla nas, na trzy epoki podzielić trzeba. Na Iszą od roku 
1813 do roku 1820 i owego nieszczęśliwego sejmu pod 
laską Sembielińskiego ; 2gą od roku 1820 aż do roku 






lOS 



teta;:witeóduego) SciąiodizanYiania ztńji przyczyny pr«]Vt 
jtóifiii0.'k6i9oi€4P» > Adamem* €zartoryaUid Wionyiiij csąfite 
aj^. '(}aiiv|gilii' fQ#<i4foyi.lB30{l!oku> . w.kśórój ^Ijyekdiał 
ł^MTartuwy* Żg^^k uspofteJikoje je^o^wzgłędein Pdaki 
umieniało mę .wraz « it'idokdmi Ce^^rza^ ze zmianą i JCor 
Bar^ky i ^r4z Z'.pnł)ijażiiią/dlia) ka. Adaiaa. i^ i. 

. . ..CciHid<>,|»i€tEiv8Z^i;^piej^N . wąlpliwoioi nie podpida.^ 
łe,t jc^Uk^6ry z jRoadDr^n* zda<wał aięiDaim' być: ż^nczliąityai 
i przyjftfn|^D^.itó »ieMiv!odDiei >{owo«ifiDw. Sarina afiioiś 
w nim cesarza) lAlfik^aodm^i poi]&ła//.przyjaiń księoia 
Adama; związki otwarte z tylu najznakomitszemi patry- 
otami i ta o nim opinia icli; isą tego niewątpliwą rękoj- 
mią. Wyżćj zacytoY^ałem słowa księcia Adama o nim 
^Orordeezeofi* , $gdy .mm^\ eb^iał • zi^smni aapozabó) • i / przeko - 
aanietiK uimłl^toiwftkieso^ , który, ^qzyi goffąeoiiwidzteć 
gor niyisym^Ao inamd/.KoiigFe^iił.W/iedeAskiegop i < i: i, i i 
uui )Wjfb<>r/NbiKOsiteotvK.aa>koiiii$arzA pri^ ipządzie Kró^ 
lestwa PolskiegoŃiii^gf^ł liJbeiialnćj' ^konąlytncyi^ zdawał 
się byti. wtedy afęe«nym> i pai}(te£Bn jrm . oha^ połąizają- 
cym 8$9/pfidiji>doD Jbi^to narQdi9^v v£,M^łż {Bc>syan Jeat zdott 
iłiąisfisylAyiSkówillw^^sfty^ciy; dtelego;tiileędU; jeitfli' nie ipny^ 
ja»ieLikiii^i»# AdaalaiiC&airtoryakAClg^/ ^eikdwany W/Aur 
gili; znający instytucye tego kraju, dyplomata po Ułka* 
kiioi!iii)$itonyy/|»rfitea,.(ue)6ii^j:4<A Ąagi^l£lkiK3go i 

F/<an(makiQgQ/i|ilió\yiąA)^iii azcsiatacN pna^nie; wid^^ied <sw<>> 
M. ojezjri9|»9ia«»$(»tei<^.ką(inaly to^jry k(w^ mi^ 

^ ii^iśAn^h:tyhk ,iióćiiMwodr<y^< fttanoi(1^vit3i'ki^y<ęb} aic 
akladalarK i)>ioiiNWl^w j ifinytó^uhyk o&Yfl&eib^yt i< | ugnzer 
^sńmyl; <'ro$r»ftłi^i;v<»ittr,at(Q^y 4»biłjftim9taiiek /^szjifltkife 



— 104' 

nrirtefyaliie fpmjjemtk<Aoi , w kMryoU jeszcze >pod6i«^^fi 
nie: pniegzedł -miariy^ ai do eyrńzma.' Był-oir-lAieratoid 
mepoBpolifyiii ) łobił *to#arź^8tir(> i'tozitfaWytitbM)njreh; 
Iniiał piękną 1 bibliotekcl Mkł titkil^piftEDC ekwipaże, ' wy* 
siaWną nftłi)^, ''wybor«i>«kiiebDię i «^yborne witNi^ t^<ii^ 
re^i raczyć i racsyić sfęilabił. ' Jego więc przytntctty" & 
nawet wady mogty mu! utótvrić> flaj^ame.^ 'Jodi)dj ora je- 
dnak rzeczy! bardzo tfBas^^yim.krtJB iv(iriętćj it>iedosta- 
«raIo. • U nos ' takim jest naródi^ jMcieibi .«% ko^Hty y i tak 
wyjftlą młodzi a naw^ft starzy 'ojceiWiO' jetk^toiipłe^^^my^ 
ili^ a isłusznie p^wkdtaiałj jeszN^se Knitickki t: » ' :jit. /' 

My r>:a(lzim światem a nami kobiety. 

iK^wosiloow"Riialt'>po4vievtelMm4iod<^> a »fle^&egókofi^ 
hviarz /oietytko AtepnsyjtBifM, Iec9&')ddraliiiil4cą: czerwonjr 
i jak trądami okryty, Kf&roktt i}yzbv^atei{go i^^oatr^goyi jat 
dobfze <>8iwiarły.'|Ni€ftyftMi nie'in6gł'9ic 'podoba^i^^pkii pię- 
kotćj, łecz wiśtft^4^ ójiobą^ ftWoją wrdżftł; > M' ' ^/t • 

Prbsy tóib w6pocid')pi^ścia;':z>rządo ft^aiitonsko^i-sa^ 
i^ieg6 do rosyjskiego; 'tzwiadBetsa^ wi )ydesiąłki|dfa;« Mt* jcdnćj 
częi^i Polaków i!^EV>kik<tr#afy davette ut^rffedaeftia i 010^^ 
nawiść , w dr^i^ wahanie z niostnakietiif^ waględ^nl Ro^ 

' ' Od pooz^tktt ' ttr8^o4atiiajKo^'08ik)e[wą 'zdarś^^ 
191$ cżęeŁo zasiadać' i z Bim^ w różoych >46piitadyaohji'Ka 
^rwfiziij 'Z' nim i. ziealym^Rządem iTytde^sKiwyiią^^seayiy 
pod ' prezy^ency^ ^ kiit«toit» ^ŁbtiełBoya>; na '. kt6ri6j < ^j^ktrzą** 
isatto projekt pirzezA ^nie t&i«d|ig0WM6g0' j^żeiiieśfebia 
Ral^dii TyiKMita8e^egb'^iłk atał^;Hpos&A«łł«ii|e9o byfs<ioM 



- 105 — 

pojęda i układną grzecznońć w rozprawie. Po polskn 
rozmniał, lecz nie mówił; po francuzkn więc popierał 
projekt wspólnie a księciem Adamem Czartoryskim, Wa 
wrżeekim i Łanckojem. Jeden tylko książę Ksawery Lu- 
becki opieriił się mu i przekonać się nie dał. Uważałem 
iż szczególniej Nówosilcow obruszał się tym uporem i 
lekko a nawet z politowaniem ' spoglądał na księcia Lu- 
beckiego. Dowiedziałem się, że sądził niegodnym zasia- 
dania, obok siebie i drugich, niedawnego i młodego pod- 
porncznika Wojsk rosyjskich. Ztąd to wypłynęło żródlo 
^ nienawiści ks. Łabęckiego do Nowosilcowa, z której 
najstnuhiicjsże wynikły skutki. 

Nówosilcow zaraz w początkach nie powziął rzetel; 
nego wyobrażenia i o kraju, w którym miał urzędować, 
i o osobach, które składały rząd Księstwa Warszawskie- 
go, a składać miały rząd Królestwa Polskiego. Sam ks. 
Adam Czartoryski nie mógł ningodać z dokładnością, bo 
sam tych wiadomości, jak wyźćj powiedziałem, szukał, 
nie znając tć] jeneracyi, która po jego oddaleniu się z kra- 
ju dó Petersburga dorosła i pod Napoleonem weszła 
w znaczenie. Książę Adam zalecił więc Nowosilcowi - 
Liriowskiego, aby go w tym przedmiocie oświecił. Czyli 
JUnowski mógł się bezstronnie, Bzczególnićj co do opinii 
o osobach, wywiązać? — odsyłam czytających do obrazu 
jego, 'który bezstronrićni piórem i o osobie i czynach jego 
poprzednio dałem. Od niego powziął Nówosilcow prze- 
ciw Tadeuszowi Matusewiczowi fałszywe uprzedzenie, 
' chociaż związki Matusewioia z Puławami i księciem 
Adatnem 'J)owłnny były n Nowosilcowa stawać mu za 
tarłizę przeciw wszelkim potwarzom. 

14 



1 



T 



— 10^ — 

I 

Lecz był tam inny podżegacz ^ więcej, jepzcaję nie- 
nawidzący Matttsewicza^ i^ powiem^ wszystkie. wyżBs^o^cj, 
wszystkie znakomitości; bezczelny, P^dły, nikczemny, 
wypędzony za rządu Księstwa Warszawskiego, 7« urzędu 
skarbowego przez Węglińskiego^ oddalony . z hańbą przez 
Matosewicza od interesów księcia Dominika Radzjwila, 
na obydwóch zawodach na uczynku schwytany , i nace- 
chowany złodziej — ten-to zaprzysiągł zemstę i uchwyci]^ 
chwilę — nieprzyjaciei tim n^^ezpieczniojszy, te, mu nię 
brakowało na rozumie, talentach, dowcipie, naupC; ui^ie- 
jętnpści języków, znajomości kraju i ludzi.. Tym podże- 
gaczem był ów ohydzony w całćj Polsce.— równie obrzy- 
dliwy z postaci jak z wyznawano] pogardy dla wszyst- 
kich zasad moralności — cynik i z osoby i z postępowania^ 
ów znajomy wszystkim Jerzy Okojów, trąba brulfqwą 
wszystkich plotek, bufon pijaczych zgromadzeń i złośli- 
wym językiem dla samćj rozkoszy szkodzenia miot^^ą- 
cy żółciowe sarkazmy na wszystko co pr^ed nim st^ło^ 
On-ito przez jenerała Millera Zukomelskiego zaznajomiony 
z Nowosilcowem umiał zręcznie tak się podobaj i ująć 
go sobie, że Nowosilcow to, co o sobie i o ^rugicb ten 
pot\yór prawił, przyjmował za prawdę i o.d niego uprze- 
desenia o osobach nabierał, 

Okołów lepiej poznał Nowosilcowa, niż Nowosilcow 
Okołowa, Pochlebstwem, kadzidłami, plotkami^ przysłu; 
gąmi umiał się wcisnąć w poufałoi^ć don^ową , nal'zucić 
się na powiernika; a wkrótce odkrywszy, że Nowopilcow 
potrzebuje pięujędzy i szuka kredytu, ofiarował ^u.lOOO 
czerwonych złotych. Tezwią^i^ki pieniężne corasp. gp 797 
biły poufatszym , śn^ielszy^j , a bufonady i , azyflerflt^9 

\ 1 



— lOt — 

ź PolakóW córii npodo6a&8zym. On-to spotwarzył mi- \ 
nistrai śkafbu Matnsewicza, obejranjącego skarb po No- 
wośilcowie, o kotftrakt na koszerne mięso jakoby z je- 
go zyskiem , przez dobr^ sprzedaż swego zboża temu 
entreprórierowi," a ze szkodą skarbu zawarty. Onwmó- 
wił w No wo8iIcoVira , że wielką przysłngę zrobi krajowi, 
jeżeli Komisyi Skarbu każe sobie zdać sprawę z tego in- 
teresu. NoWosilćow pospieszył rozkazać. Chociaż po- 
tWarz pokazała isię potwarzą, lecz saD(i ten krok, samo po- 
wątpiewanie o nieskazitelności charakteru Ministra jak 
nbliżalo jegQ osobje tak ani u niego ani u jego licznych 
przyjaciół nie jeidnałb Nowosilcowowi umysłów. 

Posunął się dalćj bezczelny Okołow. Przed Nowosil- 
cowem jako przed przyjacielem ks. Adama Czartoryskie- 
go' liie mógł dozwalać sobie żadnych słowami ubliżeń te- 
mu księciu, owszem przez Nowositcowa szukał protek- 
cji u księcia, aby inógł być użytym do jakićj publicz- 
nćj posługi, bo wiedział, że sam Nowosilcow wrócił do 
łask cesarskich za wstawieniem się tegoż księcia, 
które był utracił z jakiegoś interesu Tulczyńskiego , iż 
w nim podchwycił był ufność panującego. Okołow prócz 
tego wiedział i mniemał, że książę Czartoryski był po- 
wszechnie przeznaczonyrti na Namiestnika, unikał więc 
narażania się księciu. Lecz pod pozorem dobra kraju i 
samego księcia oddzielał Puławy i ducha w nich panu- 
jącego ód osoby księcia Adama; i w poufałych a szcze- 
gólnićj wieczornych u Nowosilcowa schadzkach — gdzie 
wino więcćj wesołości i wolności językowi użyczało — ob- 
mńmsA Starą kisiężrię i całe towarzystwo puławskie, po- 
«i4dżał o intrygi i wpływ na księcia Adama, o wstawia- 



4 



— 108 — 

i)|ę »ię za osobanąi n^Ieżąc^idpkoteryipąłąw8)^i<l|;(i(a^ 
nieznaczBie rzncał w utnjał Nowosifcuwa podejrzl|vf^ 
ostrożność. Tak podły i nikczemny {nptwarca niedługp 
się jednak atrzymał oa stopniu, kt^ry sobie w dpma If o- 
wosjlcowa przywłaszczyć ynowłjki wobee No^oailcową, 
chociaż jego. protektor^ nieraz mn zadał fałs;^ i k^ąm- 
stwo; on tói r drudzy na publics^ny cb lub poufałych zgra- 
madzeniach, okazując widocznie pogardę dla.j^go dspjby 
i obchodząc się z nim jak z płaskim bufonem, .otworzyli 
Nowosilcowowi oczy, iż przejrzał, jak gp zanadto dp bU- ' 
skićj poufałości przypuścił. Strącił więc go No wpsileow na 
właściwy mu stopień, lecz mimo tego przyjmował go na 
wieczornych u siebie schadzkach, na których żartami, kon- 
ceptami i złośliweipi sarka?.raami jak podły bufon bawił, i 
rozweselał towarzystwo i sam stawajl; Mc celem, szydpr- 
stwą i pośmiewiska. 

Od niego się dowiedziałem, iż raz, Nowosilcow w we- 
sołości humoru i otwartości okazywał ,mu listy pisa- 
ne do siebie od najznakomitszych sonatołów rosyjskich, 
zaklinające go jako Bosyanina, aby nię dążył do przy- 
łączenia Litwy i Wołynia do Królestwa Pplskjcgo i aby od- 
prowadzał Cesarza od t^ myśli. Bądź. sobie chciał tćfli 
zwierzeniem Nowosilęow wagę nad^<^ w publicząośoi, bąd* 
swoją zaświadczyć przychylność dla polsikiego narodu— 
i Tyybrał do tego celu trąbę brukową Okołową. 

To nie podpada wątpliwości, %e Senator i Komisarz 
Nowosilcow, tak w onych pierwotnych czasach jat na- 
stępnych w pierwszym urzędowania jego okrcsierr-r nawet 
po usunięciu, księcia Adama Czartoryskiego od NamiOr 
stnikostwą a mianowaniu Zajączka— posia^^ł zupełną 



% 



Jf 



ufno^ Cesarza i ie jemu Ceaim poFiersał nąMrytsise 
swego JibeiraUziufi i dla Polski i . 4la Bosyi i dla ńwiata 
zamiary. Jeniu^ polecił oapieaDic koństytucyi 41a państwa 
Bosyjskiegu. Wiadomćmi jest^ iż j^ projekt pisał we fran- 
cua^kim języka Francuz, sekretarz Ifowogilcoway pod 
j^go dyktowaniem^ , Egzemplarz pijany tćj konstytucyi 
zAalezi^py ^był p(o4c^8 rew^iucyi w.bibtiotece W- Księ- 
cia KoDsta^tego^ i w dwóich Językach francnzkim i ro- 
syjskiiB wydrokowaoy, został. Miałem go w ręku i czy- 
tiiłom* 

»; W tycłi chwilacb Nowosilcow, na szczycie ufnoici a 
Cesarza i zoac;Kenia w Kr(>Iestwie Polskićm , ctiętnie się 
otaczał polskimi patryotamii zapraszał do siebie na czę- 
ste i, wystawne, uczty, ze zwykłą sobie układną upr^i^mo- 
ścią i grzecznością, równic Jak na pott&łe wieczory, na 
których ,w poufnych rozmpwacb jawnie okazywał cbęć 
^karbienią sobie polskich , umysłów.. Bywał nawzajem 
zapraęz^ny nietylko ,do możiyęgazych domów na uczty; 
oawćt, zpptifalony z niektóremi, improvise przychodził na 
wieczory, którym dowcip i grzeczność kobiet polskich 
dodi^|vąły powabu. .Ale nawykły do używania trunku i 
oieszczędzący go pr^y ątolę,, a tern mnićj na wieczorach 
u siebie, czasem się ukazał w polskióm towarzystwie 
!w stanie^ podchmielenia, co od kobiet polskich dostrze- 
żone, ściągano na niegp żartobliwe przekąsy , dowcipne 
spostrzeżenia, uszczypliwe wyrażenia, które ;s taką skłon- 
nością . chwyta naszą płeć, piękna, z sw;^ nieuleczonćj żą- 
|d*y popisywai^a |8ię dowcipem. Pon^agał; do tego pa- 
B^m Julian Hięfocewicz,: wielka po^agii u płci pięknój 
i ^ mMj^ię^y.i i>b4*rfony ftzczeg()lnym talęi^m wyszy- 



— 110 — 

dzafnia' i pddftwaflia ^1^ Miiesziioilć ezynów i i)^6h, a tr slśr- 
eto 'żywiący' nieulec^Botią nienawiść dó Rti^syan 1 chlyyta- 
jący z rozkoszą' każdą sposobność dokuczenia im, pómi- 
nio tegoże doznaWAł od nich i nawet od W. Księcia jjo- 
fezano^ania. Mimo całego jego rosJuńau, zasług i wiektl 
byłk w Niemcewitizu panująca tak ^niepohamowana skłon- 
ność i upodobania we wszelkiego rodziajł złośliwych sar- 
kazmach, że, gdy 'i^ te w 'głowie jego' wyl^^ły, choć 
rozum miał je ssa szkodli^b^dź dla kraju bądff dla przy- 
jaciół, język jego wstrzymać się od nich nie mógł. Byli 
ludzie tak usłużni a podli, którzy te koncepta. roznosili 
i donosifi." Niepodobna aby Nowosilcow o irich nie wie- 
dział ; niepodobnk nai^et, aby leH często w poufalszych 
towarzyiśtwach na Ustach płci pięknćj iiie postrzegł,"Prże- 
Stał więc bywać w towarzystwach polskich. Wieczory u 
siebie trawił W gronie więcćj rosyjskićm niż polskićm, i 
^ćlesźał się z nieniłódą i nieładną rósyanką jenerała 
N: N. żoną, często' s^jaką aktorką, zawsze jirawie nie 
tyez strzelającego szampana lub zapachu tokajskiego. 
Jednak wtedy może nie z goHiwością popierał na- 
sze krajowe interesa; lecz ińi jeszcze nie szkodził, Wtćnl 
nieszczęśliwy traf wydarzony w teatrze z aktorką fran- 
cuźką Philłs, uszczypliwe krytyki czynności rządowych, 
któVych się dopuszczał Bruno Kiciński w dzienniku pod ' 
tytułem Orzeł Biały ^ nakouiec dzieło Mstoryi panowatiia 
Zygmunta III przez Juliana Niemcewicza wydane, wypro- 
wadziły go z chwilo wćj <'bojętnośfei i uwagę jego zwró- 
ciły. Nadmieniłem, Wyżćj , z jakich póworfów upomilnal 
się u Namiestnika' ó postanowienie ukrócenia nadużyci* 
wolności druku i rozwinięcie afiykułu konstyfucsyl żapo^ 



— 111 — 

ii} o poróinienio się z tego , ppwodu N&iui|psitiiifca z Niem- 
oęimcffinif o nrąsuę Nie^cewic;&a do No?^psiłcowa , która 
tćm. mocnićj się rpzrzażyłas gfiy Namiestnik wydał po- 
stanowienie oeoznry; a ną jćj Q^ll^ mianował cłf^wnym 
ce^zoi-en)^ Kalaąantego .Szaniawsfe^iego,. I^oip ja ubłag^i) 
to u Namiestnika; i^ odstąpi! piniarB mianowania 
oiąie cenzoreni z pen€\yą 3p,0p0, *łp. 

3zaniąwslŁi ^^zs^ sw^ll.e U|r2^($4^wąni6 . . od zą^pc^^: 
jenia jąii^fde^A .^omi^arzą cesarskiego:, nie.j];&og$c (^p^^ąć 
z drnkn jpi uko^cą^n^ History i Panowania 3j/gmuntą III^ 
w.^e, gdzie ty)ko epitet Moęjępnc^n zamiast ifosj^ianiH użyty fp 
hy}y kaz^ł ppzalepiać karteesJcąuii z wyrazem Ręsyctnm. 
Zt%d Niemeey^ic^ słuszny miął.gniew przeciw Nowo^il|^ow!0- 
wi i cenzofow,^^ zaczął oŁiydwócłi. obdarzać epjtetąmi: 
Nowosilcowa— Zyzakiem i puakiem^^ Szaniawskiego — in- 
famisem w rudćj peruce;. I po wszystkich towarzystwach 
Bajttszczypliws^e i najzabawniejsze^ ciągle rcMisiejnrał wie- 
rci i wysadzania ich sposobu iyaia ,. t^k, ie. w potocz- 
pych rozmowach znikły imiona Nowosilcow i Szaniaw- 
ski, ą w ustącłi cąłćj pub||cznoiści zostaj Zyzak i Infąinią; 
po którycU i<^h pp?;nawąnp, , :. , . ,. ; ,., . 

Projektem jtpcypacyi żydówipr^^p^szeiEepia tego ra- 
da do ; równości obyw;atęl8ki^j i ,ura^4<^\y PW? Se^ąjorfi 
Ncnf^^ilcowa ^amiestciHflwi .po(,lany ą, przez; Radę Stanu 

ziffe^o rd:«m%j»k \>f3|ji^ opisałem, jOd^uęgłiy,, nie t>;lkp 
nie cf^»bił.lec;c.^W;?pjocnił niftpręyclłylf)^ km, NpsifpsilciffiWf 

9m*St . a p w^ł. ,<!# 1 po wó^Ji , ?i im . wFłfltPjD^, \mfvi- 

tiiMt^ą ij mi9}y*?;cpbui(|n^jiilic4iiar,^opyąnftiRV w«dy. prsjsi 



~ 112 — ^ 

kiip^twa^ db opadfcijącyAb go wniosków, ^1* ł$ tiriadę 
w szatę liberalizmu . przybrał; . . : . 

Nadszedł tiieszcz^śliwy Sejm R6mb}ełińBkieg(>. Wspom- 
niałem pod oćsarżem Alekśandretó, że* Ndwoisilców; jesz- 
Cze bamując' swoje urazy do osób, tiarodbwi nłe szko- 
dził, óWszem ó dobrym dncba krdju i mieszkatców Ce- 
sarza zapewniał dfo, podcbi^tri^ia' się. Jednak pó dońwiad- 
czonym zawodzie, obarczony wyr^.tttatói od Cesfaririi, spa- 
dmęoia projektów łządowycbw Kbacfb tile przyznał 
W tłómaczenftt swoj^m złym chęciom rc^Tefeentkntóv^ ledk 
brakowi talentów, wymowy i gojB^oftii bzłblikftW, 
KadcStatitt składających 5 mnid jakoś l^skawte z tcb 
Kćzby wyłączył, i okazywał potrzeb- wzmocnienia Ridy 
Stanu no wemi zdołnościauii. Jeszcze więc zpod jego 
pi<1fa nie wyszło wtedy ośkiirźenie narodu, bo go sobife 
ihoże Cesarz nie życzył. Cesań, Wyjeżdżając, oświadczył, 
fż poleca mu ■ baczenie równie na diióba narodu jak na 
uniesienia W. Księcia, którcby przechodziły obręb kdn^ 
stytucyą zakreślony.' Now^śHców, pyszny tą ufnośfeią pa- 
nująeego, rozumiał się być upoważtiionyni pośrednikienA 
między narodem Polskim a bratem Cesarskim; mówił 'ó 
t6m i nadymał się, co niepodobtia, aby do wiadomości 
W. 'Księćid nie dochodziło. Przy pierwszćm wydai^eniu 
w tćj postaci wybrał się jakieś remon<łtracye W.Krfęchl 
czynić, i dał fnuućzue pofecenie cesarskie; lecz Wlełki 
K«iążę, unidsłsz^y sięgiiieweni, nie tylkóf g:o zgroitiił nSń- 
miłośiernie, ale, jak mówiona, chwyciwszy isa kark wy 
pchnął zi drżii^i 1 nogą kopnął. T^ "semena i prżykłAd 
na księcłń Adamie Czkrtorystótof' p^rświęcoriym jłrzez Cć- 
sarza zemście W. Księcia, tak unieśmieliły Nowbsilcowa 



— 118 — 

fotviithv^ąfiigotiaimtt^choj^^ iż w iric&seto 

się W. Esięoia. narażać nie odważył; a eboć widział i 
eznł szkodliwoifSr nniesień i gwałtowności jego i nie po- 
diwalał ich, ramton^mi tyłko iii«sal a donosić Cesarso^ 
wi. olMiwiał irię. 

Odtąd Nowpsilcow za:czął być narodowi P^lgkiema 
aftkodliwym^ lecz jiie tak izkodliwym jak póinićj. A lubo 
cki chwili, w któTiij far. Gapo d^IstKa^ Minister interesów 
^agrankśBydi państwa Bosyjskiego, oddał tekę łych in^ 
teresów br. Messehrode^ już' o niejakićj zmianie systematn 
eemizk Ałekaandiia względem Enropy 1 jćj ładów trudno 
było wątpić, przeeiei o zmianie tego syiB^tematn wzglę- 
dem Pc^ki, ani w postępowanin Cesarza, ani w postęp 
jpowanin Ministrów jego, widoczna zmiana spostrzegać 
0łę nie dawała; pe^ne tyłko modyfikacye i ostrożności 
do tych wniosków upoważniać mogły. Dopiero od rewii 
Brzeskiój) kiedy księein Adamowi * Czartoryskiemu, 
kuratorowi jenerałnemu '■■ instytutów naukowych Wilna i 
Krzemieftca z nominalny i publicznych pWesorów i ducha 
młodzieży pobkićj niezadowolenie swoje oświadczył i 
pra¥Pie się od nieg^ odwrócił — tak że ten Książę, dotknie* 
ty pewnym rodzajem niełaski, złożył ten urząd i za gra- 
nieę' wyjeehał) a senator Nowosifeów na jego miejsce 
mianowanym został *--- wt^y Kowosiłców w postępo* 
wanin swojćm nie zachował' już ani żadnych względów 
dlą zadaWiuonćj przyjaźni, ani dla narodu t^ołskiegó, 
owszem, jakby cłiciał i' niebezpiecznego dń^hambd^śieży 
dowieść ł /vlfiną jego ks. Adama obciążyć, zajął się tćm 
nowćm poleceniem z przebiegłością i snrowością^ Odda^ 
lenie ^ Uniwterśyteto wileńskiego dwóch najwięećj popu- 

15 



111 



iioTisegO z £osyan rekitora, pczeioianar.tiraądaeń da/trnieij^' 
szjcb) i tiurowC; okmtni^ {KWtępowaoie wśględiehi uczn{(>w^ 
^il^^aśladowaiiie narodowości prifikiój, roąjątrzjły przeei^ 
niemn umysły na Litwie i w Polsce, a oa ińmfwyhiiy 
pi^tWyV\ktiis&m nln^ide przejdńe do po4mnnoii^i. ' 

. i Przyssśła nakonioc ep^ka toii&ditk jogo sprąwowatńa 
sję^ apoka;sp!6ir(i(V^ 2 księoiem. Kssn^edrym LibedkiiO;' ihi- 
niatim: skarbtt, a, ta nąjlcira^niejBza i diarnlego i dla aas* 
. Wapomai^a^em. wyżćj> jak oduMoraefiia KrMestwa 
£6l9kiego^ Już od wppólneg<^ zą&iadauia w Bządzie/Tynii- 
csasowym SrMęstwa, ci dwa) autagooiśoi n|e ćierpieU stęi; 
K«iąię Łubecki ishszmeJKid miał poisrody urazy; gięboką 
od iiich^ jako . upafcarzany/ wynosił : ranę , iiie prsebaezy ^ 
j4| i zemścić się pti^edsięwziął.; Zostawszy: zaslępeą Mi- 
m»tv^ tSkarhU;, po ustmięeiti: %. Węi^ińdki^o^i i zliszczy^ 
eony nfaością. 1 kf edytem^ u oeaatża Aljdksandra; jbszcae 
priif^ 3eJQiem X82Q r. ;pod laską. Piw:aiekieg€^ silnćul 
wtię^^m się do tf rządzenia dochodów akarbowycb zaraz 
sobie Zi&^AMi powazecbną wziętośó^i opitiię' ZastaWszy 
już Kowosiloowa: «Kołeiiawidz)on^o od pj9li&ii|| pi^wsze'- 
cbno^ci, prześladQw$?niem je^o oiyiK^w 'i ©aoky. ają4: ją 
zaiaaieJPiŁył. Połąezyl się zara^ z w«zystkiejfaŁl«łysfcującer 
i^irna ]|^owosi]eowa) jako Litwin zeisipotił słę.8>^eifteej' 
widzem^ .naj^rliwszyo^ w słOwaob i sai^kazmaeb z^pize- 
śladeów ]^owo»ilQpwa^ ciąg}e przeciw ^ ^ięmu jątrżąe Qpiv 
nięri pddkppi^c kredy^t' jęgo^ u,iCeMrz|i^ luWu lisięcia. 

. . !(łowo8i]eóW'Skrytszy.;i i^oźe ssręezniąjs^]!^ od ksifcia 
I^ubeckięgo^ nie ■. wyjcbodząc % pQ2^riiego ^milurkowai»i% 
Uid^n^m zapewne . w^znawa&ieta . lU^eralkmA^ <słrz€^%^ 



— IIB — 

laebMTiOiiw kmsiytmsył, ji^^diohwyty^iił k«^ 
go w jego urządzeniach skarbowych^ w których rńtAij 
baczył na' koikstytncy^ i dla napełnienia' Sk^rbti nte za- 
dhowyiy^jb) i gwałcił. 2t%d vłzajemfae ro^ąttzetiiK i spory> 
lir ktK^yeh' itpmą miał rołę Labetki ^ bo ^był Poldkiefn> 
bo B2ozerb^ ^adanb ' koArty taoyi u^raWMU^^riać omiał 
korsyśeiami materyalnemi t|rilywaj%oćmi na'ki*uj; bo fi- 
nsnAe. krsypYte' postawił w kwitnącym siknie, bo skarb 
napeliitił/ fliiał* pmiądse i ni^nł szafoWał i njmował; hA 
bb»escy9vci^«;^o spełnił pój:i)fićj; .sydiem kredytowy i bank 
dia^^i^yjśeia w pafnoc właścicielom grtnrtowym. Książę 
Łubeoki tak -dalece rOftł w &fl\]tiiy' ik sadego W. Kslęoisl 
poKynskał .'pizyefayinciM^ dostarczając mu pieniędzy regn- 
lariiiem opłaceiiie wirij^ka^a ns^wel tyle mu się umiał 
zrobić potfz0Viiy<Q; Yt ifin nie raz śmiał przekładać wa^ 
pimki^ kt^ryoIfl)y byi od nikogo W. KsLą'>iC nie przyjął: 
Pl4(yjnował je>W*^IKsf4ż9 i; pi»dłiig natchnienia Łabęc- 
kiego, albAMBiciiineidił' przeciw przeszkadzającym trido- 
kooi^^iMiniałm Skarbili/ albo sig nriarkował;' bo uWiel- 
liidgo Księda wóysbo było -w^zystkiem, a Łubecki do- 
sla?6Ział ma»; pieniędzy na powiększoną jego liczbę i na 
wąąys^ie ^nmagkniaj' gdy jprzeoiwnie przeszły Mitiistey 
sńket ł8tiite|^^cgo\ zmuięcie w trzecidj częM priypono^ 
iWdU i uwąiAł za jodyny 'środek uratowania krajii ilSkar- 
bir od bankructwa. ^Tak więe tósl kredyt Łabęckiego tf 
samego, W^ Ejsicciay gdy ^Npwbśiiopwa upadał lub- Wpjyw 
jego zntniąjsz^ł Bię, ^ ,• i 

Lubecdiiemn samo ilieusthnne nadwerężanie^ konsty^ 
tucyi^' 4ła 4ćj aąslagi, że ^akzył z nienawidzoiiym nie< 
jpśz^aciiięm^PfAąkiW, pn^i^imciraiH). NowosUcoWią obćią- 



~ 116 ^ 

iwo mfflU^ c^ynaipi; do kbtejfc]^. tndti^i w|»łyini;Bi§ 

W talMetti q8^09ob^ma..ttmfi^ótK aacfa^ itodtgił 
się Sejm pod laąką Piiwni^kić^o, któtrym jnt Łtbecki p6t 
ruszałi i wtedy Mioistrem Skurbu . mianoiratiji&i izoatab 
Powiedziałem^, pod cesarzem. Aleksandmjti) jak tein Sejni 
szczęśliwy wywarł Wj^yw s^ Cesatza i jakie = osiągnął 
w zacliwianyoh nadziejach przyłączenia ; Lilwy> :do Knó* 
lestwa PotekiegD skutki, Sejm^^ 9i<Ml^08tfktQi.|^d 'berłem 
togo raoparcby. Qdy; dziś pąai^ący oeeiar;; Mikołaj wfUąpił 
na tron, na czele deputacyi 4o, nowegp pana .wy«)aniSJ 
był Lubocki : od tćj chwili ^tał on się pawi^nikiem oesmrza 
Mikołaja, zyskał ufność i potwkrd^ieiile Wszystkich swOf 
ich zamiarów dla kraju^ pizyisiózł. on praM^if^ ktirtębla* 
łą dla siebie. Ujrzał to .Nowosiicdw, pojął v8węje po* 
łożenie, i skry ci6j jak wprzódy iwoJDę* z Łabęckim pro> 
wadził, nie u Oesarza,; l€(C2^> a W. 'Księcia, ii przez /W. 
W» Księcia ten kfedyt i nfność osłabiónsiłowałt 

Tymczasem wyjawiony spi^k Jabłonowskiego iKrzy - 
żanowskiecoy mający związek ze sf^skiem Pestla> Be- 
ptużewa, Belęiewa i Trube^kiego^ spowodował. <wyziiae£«h 
nie w polnego Komitetu złołonego, ^pod pi^eizydencyą jprer 
zesa Senatu polskiego hr. Stani^afwa Zao%f»jskiego, z /Po^ 
laków i Bosyany.juź pod nowynv > monarchą. Zasiadł 
w nim Nowosilców;.Mówiono,i rbzgłasj&auo, > ii na 'ioda^ 
gaoyaeh' miał czynić^ podchwytujące obwi^iotayńi pytania. 
Że życzył sobie ukarania, to nie ulega wątpliwości. Wi-^ 
nienem; ta wzmiankować (dla okazania ^ażaiłośei t^alki 
między Lubeekim i Nowęsilcowem, ;;Ke po akodezoiiyeh 
indagaoy^ch, nim Sąd ScijmoWy zwołaitytn' izostaJ, wmóa} 



- łlT — 

H^peą Sprairiediiwoiei Wośaicki, profekiiorgąmzi^toy 
8ą(| 8ejiiiavry i pnepi8iyący< dte niego procedurę. Pecjekt 
teOf prsoE prawego aricdinka< i doskoniiłego prawnika 
iri^ony, oparty był na tój nieimtennójt sasadzie wflzyBt> 
Ideh teddiifeh ptaw kryminalnych -^ Itpi^ je$t aby mn- 
ng f»9iBdt rhcHrjf, mń ieby niewinny eierplaŁ < > ■ 

Zdarzyło tnti się, iż na jednćm postedceaiu, na któ- 
rim 6w pFctjekt rozbierany > był w Badzie Adminisłra* 
eyjnejy miałem być, jako .następca ńieobeenego Ministra 
Spraw Wewnętrznyck Mostowskiego. Idąc na to posie- 
dzenie wftąpiletn do mieszkania JaHana Niemcewicza, 
Tesi nieapokojtiy^ co Bada Administracyjna postanowią 
Fzbkł do mnie^; y,Kfedy< idziesz na tę tak. wałną sesyę 
db ^sa^jobwinJonych i uwięzionych, zmiłnj się, brońcie 
aJby iNloWOsilcdw nie Wcisnął jakitigo artykułu, przesą* 
dzającego . rzecz na zgilbę tyła niewinnych a to tylko 
przez zWykłą sobie do nas nienawii^ Łabęcki stawać ma 
nataralnie będasie w^pdżyoyi) popierajrie go... A hąńt tak 
dobrym wstąp dó ninie^ po sesyi i powiedz mi co ara- 
deicieif I ;: •.■ v '. .• . 

. Przyszeffiszy. na sesyję Rady,, zastałem Ją w kom- 
plecie; 'SBsćzęła ' się niezwłocznie ^ dysktsya wniesionego 
pn9]ekta...PJetwisze spory, jak zwyłde, zaczął Łabęcki 
równie o przepisy postępowania jak o iiedakcyę. Spo- 
flfrzeglem, te Jego su^gamenta były w zopełn^ si»rzeczno* 
śdl z.jsaskdą ńa którćj projekt był oparty. Nowosilców 
milczał, ale giestami dawał do poznania) śe nie dzieli 
opinii Labeekiego. Przez antagonizm i nienawiść 
do Ikbeiddiego, gdy się wszczął żywszy spór mię- 
dtf Łabedi^ i Woiniekim, Nowosflcówoiwiadczyły le 



^ 



~ 118 — 

rząd Dteptmiiiea ici^sA na' sidbie redftfci^ pn^klil 
zariittM; iż ' |)pagtiie' potępietaią^ łeoz ..ra(H)ćj irtym dii!clMi 
pómniea dać ' ^ieranek tpoi^cpowanin sątłowemn; żeby 
widoca^nem była, że' rad bgdzie z toniewitufienia tyeh; 
przcoiw^ htórym oie będzie wyrażBycb '<lei|midf>W' Winjr, i 
poparł projekt Wożńiokicga w slowadi ^Zdaje mgię, 
że uwagi p; Wożnicbiegd sąsłaszne i radziłbym przyjąć 
redskcy^: Na to Łubcoki z flegm^; która go; nigdy nie 
odstępowała^ odpowiedział: ^A' io rzeek osóbliwsftsa; Ja 
Miai^tes Króla koD«tytaey|iiego jestem za sk^rceoicaD 
zdrady staną, a W. pan Komisarz Oesarski, ^posstdzony 
Icr na to, abyś . piłtł(i(wał' into^esdw swojego Monarefa^^ 
jesteś za pobłaiahietn^^^-^Nato^ zbladł' Kowosiiców i ńibkit 
^Aleco nrówise Mośdi Ki^ążę^ tezyż to ten jest' sj^osób 
dysknąyi", -i KanoilkŁ Lribecfci, w kofteii wszystbłefr prze^ 
gaflał-H^oparl się, i Radapo słdbym oporze przyjętetre^ 
dafcoyc ksicitia Lubecfcięgo, • .!. : n . 

j' t Po.' skończenia sesy i Nowosiloów 'blady i drżący, gdy 
atęiiCBłonkowio rozcbodżió- zaeeglf, chodząc , po sałły wziął 
mnie za r^kę, i, zaprowadziwszy wraz z Maksymilianem 
Fredrą na^iędzy okna,, raekł do nas : ^ByKśde ś^diUkaml 
co mi ten -mały kśtąlę powiedział*/ on so4)ie ułożył nsM- 
razie ninię Oesarzowi-a może i zgabió,^ jeżeli -toi vr pTO>- 
tokół węjdziei Redakcyą> którą utrzymał, samego Cesjarza 
narazi na fałszywe m niemałe o jego zamiarach, • którydli 
nie ma i mieć nie imbżri.. Z tym czb wiciem nie 
khoźtia wchodzić* w żadne rozprawy;** • ,' 

Wyszedłszy z posiedzenia, jiik przyrzekłem tak wstą^- 
piłem do Nięmcewicaą. Spotkałem go na scttodacW wf* 
ehodzącego^z nmsaka«iia/ przyif^itał mnie iwa^: słowy ^ 



— 119 — 

^^jk^.ffifidUliiśao sif, wieyagribyli ai Mawofifiłoowen^a 
jtga sKgttbiie timdfb byłoby mą słraymało^ gdyby go nie 
był Dibioeki ptzemói^ i nie utrzymał 8wof^ "redakoyi.^ 
— ^Zkądte to waesaf' zapytałem. -^ nSam Lnbeeki mi 
opowiedziały dopieró eo ode nąnie wyszedł;^ 2adai wit Bif 
Kiemoe^Yiioz ^y ma wssy atkin epotriedziaUm^ i wierzyć 
nieiebeiał* Leoz,; gdy aię odwołałem do Walentego Spbo^ 
lowskiego, prezesa Bady . Admiiiietraoyjiić// i ianyeb za 
siadejącycb ze .mną kołsg&w,: rzekł: ' „Nie pojmuję La«- 
beckk^o i idę mn wymówić iałaz^. Jednak Łabęcki taki 
umiał dać : zwrot . arzecay/ iak .^fbtycząemi wybiogaiiii 
«miał. usprawiedliwić awcj^e pbstępowaaie^ *i^. woale . nie 
gtraeił wiary u Niemcewicza; tembardzi^, ie w>sami^ 
rzeczy póżuićj życzył BObie uwolnienia zpiskuwyeh) leez 
.piszem iOieoawiAć do Nowoailcowa wyprawił ową scenę 
wlUdoe Adminiatracyjnćj^ jak Kowdsików przez niena- 
Wióć.do. JUbólakiego popierał • tak gorliwid i projekt Wo* 
iniekiego. * ^ ' • . . 

: Rzadko kiedy bywałam UiNowosiloówa;, chyba na 
urzędowych balach^ lub niekiedy iniienme - zaprpszonyi. 
Ęywusdem tak^e ńa nara^^idi n magowi 4okt6Tyefa należa- 
łem jafcOrreferisnt lub redaktor, deijegowttny -r-r odbywały tsię 
ona ł»ądż. wJ jeigo mioaKkjoaiu w laieficie; bąd(ż w Frozcati 
gdzie lalo przepi^aiał-r-po sesyi pwy kle wraz z innymi 
kole|;ami izoetawałem na' obiedzie^ Nowodilpów orójtKuie 
w ; dysk^yaeh ^ ur^^ędowych jak i przy etole. zawiozę był 
uprząjmy, grzeczny, ^^oi&cinny. . Jako literat częstó mnie 
zaczepiał.; J^ie lub^ł <ni sskołjf cóiibaatycziićj.; i dziwił aię 
nie ra?^ żOi wzpollkie zt 08ińi^kim>nie Wyatępiijaaiy prze- 
aiwi . ai^ Bi^ e^tkawszy ińnie na wieeąorze u MoatoiR* 



120 



w Miaistentwię epnnr wewnftnnyeb, ąinjrtał innieL 
esy czytałem nony poetyezny utwór Mjddewicza Wahnrod^ 
który Walerywi ErasiAski i inni przyjaciele i wiełbiciele 
aatora rozdawali' po mieieie. Odpowiedziałem, śe czy* 
tiUem, i rzekłem „Co się tyczy poesyi wiele jcŃit piękayok 
rzeczy-— „Ale co wćpan mówiesi o zamiarze, o dnebn Ui 
go poematn ? ja w nim. spoztrzegam piekielne nanki.^ 
-^„To oie sdy duch rzekłem, nie ma tam aQi nauk ani 
zasad, ale faotazya poety rzncona na hazard. Niewarlo 
według mnie wehodzić w polemikę z autorem; rozciera- 
nie dopiero pisma, lab krytyka nadałaby mu wiagę po^- 
lityczną.^ ZamyWł się i odszedł ode mnie. Kio wie, moie 
mo}ą odpowiedzią odwróciłem od auttH^a przeMadoWwie,. 
do którego dortrzegłem skłonność.. 

W towarzystwach ani się starałem unikać ani na^ 
stręczaó Nowosilcowi; jednak rozmów z nim unikałem, 
gdyż wiedziałem,, ie dotkni^ó się go a tembar^iój wejść 
w poufalszą rozmowę było dostatecznem, aby ściągnął 
na siebie podejrzenie o niepatryotyzm, a nawd; poi^dzer 
nie o jaką zmowę. 

Po wstąpieniu na tron cesarza Mikołaja niewiadó- 
mo mi, do jakiego stopnia Nówosilcow posiadał jego 
ufność; wiem) iż ją Laibeeki zupełnie pońadŁ Dó płowo- 
dów więc nienawiści, przybyła zazdrość i obA się na 
wzajem ciągle prześladowali* Lubecki^ wszystko ^o tylko 
drażniło opinię; szczególni^ młodzieży, przypisywał i^ły- 
wowi Kowosileowai Nowosilców ciągłe ganił systemat finao* 
sowy Lubeokiego, twierdził, że ten minister nie pojikiuje i nie 
zna całki^n zasad ekonomii politycznćj, że nie posiada 
ani nauki, ani przygotowania do tjrj części administracyi^ 



— 121 — 

że ślepo tylkó tińlklń^uje urz^tfżcnia Plu&słwa RosyjftkJei- 

takie o, drażtfienic opinii pfze/. ttżycfc ^środtów ^iiłtb-'* 
\i*rtirch; n\ezrąHuf6% ałbitralńyćfc, bi^z *a:(J!ł^fi <ra ktt!i'» 

nslWet ćzaseril* ftłi kftytirdkącej swego anłagombtę obitio^' 
wy:'Nigdy' tirfłłlitfeżiftj «e ińiiłnowńl ^łi, '1ylkd''wyfaftttm 
ćh peiłi ^ftfte. Raź byłeiti StdadWern, 'jłik ssśydfeftc^sJ po^J 
8y^Hłs^kiiia'ttiły6ekiB^^o,^'rt^^^ „♦Podf57«La Wćijttif lini*«);i 
slyszalera, że ten książę, wyćhowańfeekddetftwjdktł^jitnf- 
kłer V8xeai 'v^ ślużfi^ i^-bjskową.' Pó WtWłfe' Prynilfiindz- 
ki^ V rĄ)orta<5h''b3^ *ogłhśzmt/'^ żii' V-abit6go^ ttai- plfe«u' . 
Bojft;^''W kilki' irićlłiiet z^to^^^ sfęt^ flonm *df <Ht s i 'bw 
źa*ń^6l rany." 'Tak^Więc, Wfeajemnić sobie €lok!i«ii«ljąc,W^ 
^; we •i'żdJemb[i"itiei{a\Viśc» ; • któfą ptiHiczhdie <« ^•8ze7.e*i 
g<51nt^ młodzież wźgl^dtiM •N(^^ dilćhlA. '• 'S "• 

^ • Spisfek Jabłono\Vi^idg6 i'1nH^*'tiAo^y^'<6tłr!tf^^^ 
nte&z6ięście ^ tóftlflfe jiófó pr/eśMoWańibn^l^o^tOsJltfóWtt;' 
ll^feź ńietfspfa^^leflłłWlMfy oivvcgo »«ro^ego' '*pa^tcpb wattiW 

I fc I . 

tćłinąććgó' liienaT^iśćią i źćiiiblą. P^Keeortiiidó, ostrpf!n<i*M* 
i 'ćl^^A czuj^iośG Iłyłyinti jcdhałt-Mkaśalitó, -jakiJ komł-- 
s^tźowi Cć^arstidmu. ' Cią^W) ' fł^ńichtiejl iiił<iaiifeży ' tie 
t^lti^o WTtr6le;ś'twfePtotókł^'iifó'taR«^ tiA" EINcifc '»żli- 
p^zećzi^ć''ńie"'iiibiha-, fertóeritacyi, '^wcłiotklinśjllz 'ftv^gó' 
ŹrMa''^'<BMm-'i«M<''feaisX; ., ":•:^ •••'•• f -ii-zr.:..-,.- .,;,., 

'■"irowbknc6SI?'w prtMenhl siłrf^^iii'i'igfe-'B#oje^ł)'atai-) 
rió*i^i8lc'a" 'więcej okazał' p'i*zczArti'«M;"l'aiildoVfld!!«p^zfr:'' . 

wróclwS?.^ z/tlfttj'; ii'a IdlJia dnf lii^-dd" #yftt«cTifelfH''^9gfr' 
Liśtóptók,'a61)i^6"ó'6fenil''dtfcLa Ińieśilt^fielfw kraju ^♦'iite-' 

16 



— X2% ~ 

spftfcfÓPO^ł umysłów .w^steUcy; a ^j. ija w^^żby i prze- 
strogi jjQgQ W. Kdjąi^c okazał zupełne ubezpieczeDie się 
i pi^^poś^, wyj^^^a^ ,Noyiros.ilc.ów z Warsza.ij^y^ pz^m uni 
k^ąłj oącl^Uieieo niębi(»^.pifeAs^cńiąiiWA.a oą^ może QJ!|zc^Q(}ził 
zbro44iii^..gdyż sHupew^e , padłby był; ofiarą nic^aiyiaci i 
poms^. . Ijfbecki, przesuwnie, ufoy ,w ; sjąliip — ąez nje 
^yicaył s^bie refwolttcji, ;5ądząc ją iiic{)Q<^obaą — jmnier 
mając, j^ipią H^r9;wąqt P^ra^, na )YSłyst|(icb swoich 
prz^iMętrziff^iai^b oąmksA ^\ę,..A^l tiię; '4ą:iyijL^ć i zapadł 
Się wraz ^ wm w pjczcpą^. . 

& toga;wję^qgo wyat^wiepi^ i:?oczy i,^fł**?»?" ^f^: 

i,.ią)|t,8prpw, w. krytycznycb dlą htfijiąu}ą pą?3^o cz?i- 
8|iqh ,'jąwiiite nię, okazuje, *e JIow^sjlcp)^. >7 początkach, 
sprjawojCFft»M3i iSWJ^go . ^TSCędu poątcp^w^l .^ kJcj-mi^u 
pifOirwotąy^h ^awiarOw ciesąrza. A]ę)^^^pdra. Ifje przestał 
on przeci(ĘH%,by6 Roąyąnwęra, i ppstępowAftie si^^^ye ^^glg- 
4m Rc^^W mier?tył kofjfiyńciąpii dla ojczyzny i 

\ył^ffwJcią/ 4*^ acaminriftyr sivv<j>ję|g,Oj .jponąrchy, . My ^\ę^ 
pcz^os^łtółliy . PA tąm: wprzód wi^e >łp|enajwHlzonyi?si został, 
iiMQ,,na;to zasłifj^Ł Dp szyfiersiw dayyał on powójj ze. 
s^Kflgęi rownsłBcgC! jŁycią^,?fi 9>voich sM^onycK obyceąjów 
i\ ie 0iQ,iąk Wf^^fii FO^cl^ęłzpanegp >v rojcpuście cynizmu. 
Straciłi pp^ago, i^ie upia^tow;^ gp^apńci swego j^łożen^;. 
owfiu^eipją iia iibU^ie i fer^sysko żąrtobfi\Y:fch dowci- 
pów wystawił. Towarzystwo, któfćm się szpzególniój po 
strf^ępiu,, f /ąputacyi . ^ otoG2;y^^ upo^aż;iialp . do wiriios- 
ków,j«ijpięprzypiŁ|ylpi€iJ8?fyclL Podnieść się z te^o nie 
m<igł, b<>(,rłz,stracpną powaga i gof»o^ó i^ie od^^j^sknją 
ąię. R9?4r*to>^ię.tfidj[ w SO^jic ppdłycł^ 2ien^ty i nięnawi- 



. • \ 



V 



I 



« 



— 123 ~ 

tego przysłowia pectUor^ dum in proftmdum v^'teritj eon- 
temnity pogardzał więc wszysikiemi prawidłami cnoty moral- 
nością umiarkowania, zerwał oebyduic ogniwa przyjaźnie 
rzncił się w nienawiść i prześladowanie winnycłi i nie- 
winnyt^łiy ntopił, że tak powiem, w trunku i cynicznćj 
rozpuście wszystkie szlachetności i sprawiedliwości uczu- 
cia. Gdyby icłi był nie wygluzował z swego serca, a spo- 
strzegł, że nie .AKitei liobiW'* słttiyći; ani swemu mo- 
narsze, msi/fPify'Y>y^mmf\^^ Wfth9WW» prawideł 
ludzkości i umiarkowania, g^dyby był, mówię, w drugiej 
zaraz epoce sprawowania urzędu, w której stracił ufność, 
szacunek i stał się niezdolnym odpowiedzieć zamiarpm 
Cesarza, podziękował za urząd i oddalił się, oszczędził- 
by był sobie przeklęstwa rodu polskiego, a kto wie cżyli 
WybŚr jego następcy iiie sprawiłby był, że, jak jeśt 
dziś słusznie znieiiawidlzonym, może byłby wtedy nawet 
żałowanym. . 

Z tego wystawienia rzeczy, jako naoczny świadek, 
niekiedy uczestnik spraw publiczny cb , nic zataję mego 
mocnego przekonania: iż, gdyby w nas byló więcćj roż- 
sądnego pojęcia naszego politycznego położenia, więcćj 
umiarkowania, raniej drażliwosci ,1 namiętnych a OvSobi8- 
tych liniesieii, można było nie tylko z , pierwszych chwil 
«irzę<iovvahia iJowosilcowa, ale z samych' wad jego, lia- 
wyknień i nałogów, wj^ ciągnąć i otrzymać korzyści dla 
narodu 1 kraju nisi inAiistrla adsit. Namiętne 1 złośliwe 
sarkazm^ Niemcewicza i mściwa nienawiść Lubcckiego 
i nani 1 NowosilcoAvi zaszkodziły^ a podobno nam więcej. 

i' '•_'}' j ' .''i .' . ' ! ' • I • • ' •'.'•■•'/! . ' : ■ • : •• i . I i : • ■ " . 



! tt 



i«v ,\\ ■ ^ '. '.s ►• ." ' \ ^'' * \ ' ' ■ • • ł ł.! .'* '^ , :•! ;• . t 



, .* • ,,. • ■♦» I ,.:•,- r ... ' /!• • r .. *• '. • •.. j i. !»,:»' l • • 

.i»l { ii /IM'".. •". ' • ł' ' '.ił •: •' f7/J.M "« . M- *• '• 

: \ .' \ ■ • • t' , »• i:»- ' •.• ; .t .. . r .•»''.' /* • '''i • : 

• t M j •' j . !'.}»''•• /• '. ^ • ■ : . • ' '' •<•«.•! . ' 1 » ) I f 

ko 



kjkoro Kościuszko odmówił stana^ w nowo utworzonej 
Polsce^ będącej tylko okruszyną dawnej; skoro k^ią^^<^ 
Adam domniemany Namiestnik z przyczyn , które wyżći 
wymieniłem, usuniętym od tego stopnia został: dbejrzaw 
szy się na osoby, czy z arystokracyi czy ze szlachty zna- 
c^ape i opinia w kraju posiadające^ czy w wojsku na; 
wodzów wsławionych czynami w ostatnich wojnach, 
każdy zastanpwiwszy się. przyzna, że wybór Zajączka 
na Namiestnikia jak bvł niespodziewany, tak Wytlóma- 
czojnym i pojętym łatwo być może,, skoro na niego gię za- 
jpiatrzyi^y ze stanowiska tego,; który ten wybór zro.bił. 
Chciał cesarz Aleksander uczynić co dogjodnym kwyowi, 
ale dogodnicjszćm sobie, chciał dać ale i mieć w Na- 
miestniku zastępcę swego : zgłębiając wiec .wszyslkie 
względy, bacząc na opinię powszechną dziejącą się na 
różne i niezgodne z. sobą. życzenia, zwąjiaj^c^ ną konie- 
czność jakićj ułegał, Wielkiego księcia Konstantego sa- 
dowiąc w Polsce, i na ciągłe stosunki, jakie ten będzie 



BNisitf.^iąó i pitspyA^łjm. ^aniiestBikJięm, stósowjiic do 

BajtrA&iejasty wyl^^r a^robU^. piafouiąc i^^amiostnikieDi je- 
narata Zajączka. R9Ó^^g Ąyr^pm konatytucyi Namiest- 
niklenii Cewr^kiiBi ^,]B^ról^atwie miał/ być Polak.! 0,t<i^ 
Dikt/« Polaków mQ fur^yn^sił i nie lątzył- w osobie »wo- 
j^ iyln. ręk0Jiui>lN7^warut)kpWi9go poswięcaniii się poli- 
tyce^ jK^miarora. i osobie <|owr^a, ile jeuerał 2l5»jftczek. 
Nikt iyl^ W2^lę<Ji<)fVir ,«9ba . i nie godzi} : p|rzcraa\Yiały zą 
mn wspomniepia z^przo^lo^^i^ zasługi irojskowe^ rany 
odniesione, katecivfo zauizvtn«i) poważna sędziwoi^ć 
tełmąc^a godaoieią^ Sanebksjąj^ Adam, choćby byt dogo- 
dny Cesarzowi, «.iiii^ hy\ nm Wtęlkiemn Ksiceia,. ani dę- 
miokratyezn^j fis^M nafiod^n. zawsze obawiającćj się da- 
wnćjraryMokfacyi wpły.wdw, szczeg<ypićj też przeciw ro- 
d<xm CsoPtorysk^cb q/rzedzonćj. Z licz^by zasłużonych . 
wodz<>w,JakiemibyU DąbnowskfiKaią^iawicz, to icb wyo- 
brażenia repabUkaaokie , icb 'charakter nieiigięty, który 
w I^^^iieeie organizacyjnym liFojgka. okazali, w opinii, i 
Cesar2;a i W. Ks^ oidfdalaly ich^oidtep stopnia; a icb wy- 
ehpi^icanie, ogłada, znajoniośó ję^^yków ^ tak konieozoa do 
pnzyzwoitćj i gpdnćj reprezentacyi — nie n^ła się równać 
ztaki^misbioiewątpliwemi.zaletanii Jeiierała Zajączka^ Cesa- 
r^>yj,i^^ba Ipyło w Na«ii? stoiku mieć prawie drugiego 
ćsiel^ie: nie. ohciiai \vice w tynii wyborze stwarzać sobie 
ani kontrolera ani cenzora, chciał ulieć wiernego t nie- 
upornego słuig^ i, łćgo mu wypatrzył W. Książę w.Komi- 
teeie, {tego {Błu wskazało; eało: przeszłe życie Zaj(\czka. 
Ząjąezek przy .Branieki fen,, bęi^ąic jego adjatantem^ t)ył> jego 
dnjoraki^ip^/ przy Keiłąma stał ; się stroimkieoi ; • przy 



— l'2fe - 
KapiófeoDic ' Scidefft; N!e<rf6źna' pdwi6dfeie«, ni)e%y^«v-4tat^ 

jaik na pr^^ykład repUMfkatfcki^j, nidb^ bfl nt^ztahifiiiffn \ 

pati^otJi polskiin • Jedz "zfeSyfeze Wteriiość bsabora tJiwho- i 

Wcfl| był i^awszis* w cfa:łerti tffndcżeiJiii' tego tryrattt"pArfy-, j 

zhntem. Dod.hjłiiy do tćgb dofetr7!eŻx)tife u niego pi-feei W. Kil. 
widkie doświadczetiic z włekh do s^iwośclpostirilęteT 
go, wielką znajomość nHrodń PcJlskie^o;' nlerta\viś6 do 
jego wad i nałógó^^, ogładę towat7.yską 1 eoro(^ftkt|V a 
takW8zelkiB'pffeyzwoiti>śeJ w ttinifemanio i CeśaróJt i' W. 
Księcia wybór ten w jego o$tMt zalcbafy. 

Dla Cesarza był jeden jcśz^eze wzgłąd przewafctiy. 
Jakikólwłckbądż człowiek', «zy z cywłlnego, ć^.y i \toj- 
sUowego stanu, choćby był najznakomitszy i najbardziej 
znaczący, nic potrafiłby był w Tnv.cdow/inia swojtSm za- 
słonić się od nniesień i ttbliżcft W. księcia. Aw EajĄcż- 
kii ian^a wdj^kowa, wiek "sędziny, iieięta no^a f t6^ 
piitacya ciir6p(?jska' jaki5l:olWick wstrfcyftftywały jego za- 
pędy; Jakofc Zajączek nie zjtwiódł naidziei ■ cesarskich', 
sln?4c mn wiemie i pósłtisznic; dUi kraju rołiil tyłd do- 
brego ile niógfrłecz ani marzenia,' ani dążności ji^go nie 
sięgały nad był, jaki Cesarz żSlpewnłł Połsc(5 W połą* 
cżeniti z Rosyą. Winfeilem j<3dnak to złtiżyiS świadectwo, - 
że dU tego ' i nadzieje i postepiowanie swoje w tym 'ogra- 
niczył zakresie, iż wyrobił w sobie 'przekonanie, że* Pol- 
ska tylko w związku z Rosyą istnieć Jiiofte i znaczyć 
z zachowaniem' swojćj narodowości; Mniemał bn, ż?e wy- 
silenia nasze o odzyskanie "niepódłegłości uzupełnij, tylti 
nieszczęściami kraju dotąd ^rzy pła6ane, » porzucić iłaldżyj 
a W! połącztoiu i^ę zRdsyą <po^ii«kiw^ć<Mt^ypada żape- 



- 127 — 

Tiiiiiipig ,tpb»8 . Iią. MTTifs^ę ,prąv narodowości, i osiąpie- 
mA*^ f^mjf&lnoici oiateryąloćj „ którćj wszystkie swoje 
udilic^wąiua.ppfwjęcił.. Zającząk ziuił dobrze lii^toryc na- 
szi^o oarpdii, J ^.nićj. wycissgal w,s7.y&tkQ co do uspra- 
wJMłi^i^fiia, jeg» |]|r9cko9a|m9 popl^iżyć mogło. Twier- 
dziła oo, żo .n^^kaiYiitsi męż^o^yip Stanu po Stefanie 
BWt9ryi%^dy.,pijnzcli wzrpst. ^^^skwy, myśleli o Scisłera 
pq)ącf(efiiii Pp^ki , zgAią a, nawet pod jednćm berłem. 
I^^^i^slKi^^^fZj^i^untowi Itl ożenienie sig z córką Cara 
I^^ia^^/jfkiegOi Iwan Bązylęwicz byłby może otrzymał 
tr^,PQlQkJ9,gdyby, nję był tak okrutny. Pod Janem Ka- 
74i|^ir;^(^ . ifV}'^ianp o wyborze Ale^ągo, ale ten dumą 
i, 1i9l9Jiią .^r^ai^l i odepcbnąj.fld.^iębie umysły^ Z przylda- 
da,,|ij;ęklfóryeh parodów wyprowadzał on . ten wniosek, 
ż^t^gdy* iliępp(|pł)ąa,z.9'ycię;fcyć wielu spiknionych nieprzy- 
jaciół,, jęifcjnjas^^JkP ^rędek ratunku^- złączyć sie z naj- 
maeBiejfi7.y)D , dlą tego 4c; odcpchnicly. najwiccćjby szko- 
dził, a połączony najwięcej byłby w stanie ppmódz. Li- 
tw;ą, jpż.głfląeą— ni^^iął on— od oręża Polaków, Krzy- 
żaków i Moskwy, Unią z. Polską, wspólnością tronu ura- 
tov(ał^..ąwoją .i^arodpyirość — i >yiccój nabyła niż slraciła: 
Qi|^4 poijpjc^czyłi^juaszi^ potęgę, ale m^j^śmyjój dali religią, 
c^w^ecje^ie/ cywilizacyą i obronę. Taki wywód polity- 
c^y czy^^iąp z dz^jów krajowych^ jenerał pajączek za-, 
p/piinął )Uf,cp 9 .^ri^duościacli stojących na pr/^es/.kodzie, 
,o jc^żnicy-,^ jaka, zachodziła między pierwiastkiem polskim 
a rofi^jtsl^iui, gdy ta różnica widoczną była i w wierze 
religijnej i w cywilizacyi i w duchu narodowym i w dą- 
ź^i^śc^^ł} pplit^'pjzny(^i. Mniemał jednak może, jak*iyielu, 
że te trudności mogły być przezwyciężone, nie dość 



— 128 — 

jednak na Aie zważając: JakkUlwIekb^di/ 'takfo'<byłd poli^' 
tyczne pr/ekohańie jenerałrf Eltją^.^,ka'* a ie-^byhy tf nfaii 
niejako' wyrobione ; fee było szczćre ' i poprtWlaHo^ Jłś^ 
wyniesienie^ niłitn na td'iifcfeaprz(>ć'*on« 'i f)0M?^iłi6»"di>- 
wody. Słyszałeta z tst inf?ńViA' NictrtcJiWitteaM^-wrenfe«*fi^ 
. gdy się jeszcze nie był z Zi'rjącz1d<»m' pfdWftnił, niłtt^^?^<l' 
źostat jego zawziętym ńit^pYkyjiiełćIćmi^ żfe tert] żyj^lJzJłiitft' 
w. ńiijpoufuiejszt^j przyjaźni' wcz.^rrfe' wojiiy- Nftpol^ibai 
z PruFfanif/ i zhająe je^o ph^yof^ifrt/ńie ittó^fł pi())ą6<<M3^ 
ćzegó służbę francuzką przeWódi 4iird pfolsktt;' i 'W^bl^jinik 
się 'miinduru Napoleońskiej' lirżbiillrinic mi p<>łkki iiitły^j-* 
dowy w chwili kiedy 'Polśkh 'powfitajV5.*'''Z»j^c**1t '^ifr 
odpowiedział „Wiesz, có ci' jioWiem? wfezyśfko to*^JaWa , 
warta,' skońózy się na tórti, 9!e bedżifeibyMóskiłAtó^^l' 
Dodał mi Niemcewicz' „We tvi>Tn, czyłł bli' Jitiaił' tók.do*^ 
brze Napoleona, ' że o V/cżeroi^i'je^) ćlięe<'*dkV'BA>hiki. 
wątpił, czy też bystrym' wżr(ikife'm''iJiV.bjrzał i. t^ftdl' 
przyszłość"'. , "' " " ' ,' ' "' ' ^ " "' "• ' ''' ' ""^ * ''''" 
Nie wcbod/ąc więc 'tu iv rożbifty* wyobrażeń |i61ity-^ 
cznycli Zajączka, chciałem tyłko-i^iaświiidczyĄ że spi^-' 
wowanie się jego pocłiódzilo z priieltonatlidy k'iedy*fyo-^ 
wszecbność nasza przypisywdla' ^je tńi'^ ińiłóśct ki*ajU' ' 
lecz miejsca. Mówiono źe pragnie d6sredźieć''hil" 'tyto* 
stopniu tak dogodnym dla'się1)ie i tyle tołzyśtbji^^ń, "z^i-łi-' 
szcza że dogadzał jego 'marnót:i;a\Vst\Vń t ż'ą'd*^ \inh(ifJ^''i 
nia. Uległość jego nazywano podłością* czołgającą' ^Sfę* 
i zabiegającą o łaski Cesarza — zor/^ła że oszczeażaf 'ib!e- 



bie a poświęcał kraj. ' ' ' r" «» n 

Co do mnie nie zaprę się wdzięczności,- Jatij,' itUi 

zachowuję ża dowody przychyluości i zaufania, jaskie ml 



1^ 



dwrał^' teek prawdy wdaiigozaońoi nie poiwif eę. Opowie- 
/Miałeiflr Mryft^ mcije ńfltnajomteDie się « f& je*erałeni' Za- 
Jąeftkjem;: póiBM|:'^aiQhę0eiiie niDie do 'siiftfay poUioan^j; 
iiaatępołeis^ór^^ jakim ioiągnąteiB m, siebie jiego^^rąsę^ 
0<p€ffi!(iiQ'hłńi)ćj poMFBiąłom mydl wysląpienia B'rządtt; 
m luiAeii pojM^^A^ ^f!^ i ot)^Qd (S(ai%'j«a^& łycaUwoM i 
]#ag^da;oi& rOsobiaUif wi$o ^* ^1^^' ^di^j pr&yeayny 
dd f a^arłania ' si^ na 'Naibleatailca^Jab oskafiania jego 
pmiAęti^miiAhym' raoa^łsUoiiBoM deasłonionia jćj od 
\pat^piaiiifi; kMrćm .doikkiiętą.^oatała. ^ Leoz ^hef ^ haf- 
tem' pMitioiibaici ńmoeiAi , aio tająb iaai jego wad i 
wini aai- jegoiipnymióU^r i aafilag. ^PierwBkyob* nie będę 
.aięf«Maml/iieprawiedItimćy drtigio- obeialbym przed 'Bie- 
aprairlMiiilroteili . rozjąttizony^h ną aiegio ' ziomk4cw osło- 
tiid.. Z. tego aai 'pbr^wiaoia jeditycb z dragiemi' Wypa- 
vdtue mote, .ieHie.iśaśłtfiyił na ite przeklęotwo.^ któremi 
Aprtedteona: pewi»ediiii>śći fltołeczaa tramnę jego okryła. 
Kąjąezek* objął 8teir'rgH|[da bez próźaoiciv bez domy;.)! 
raSadkiiBi pyzykladem w dalszym obcgśoin «ę z rdwności 
obywatpl^kićj ńie wystąpih itUfWm& na posiedaesnaob 
oleędotirj^, jak <W toWarzysINrjp doitioivióm; zaełiowywał 
siiięoUiia|ąo% :potvaidte' grzooznośeią * wszystkie T^glę- 
Ąy^dohtego wyoborwaniś i przyzwoitości* Jako łołnierz 
ittjinnregfit] oharifctela' tam się.fylko bamowa4< nie iumiał, 
igdaie iirłdlzia!^ źe^^ze^wołente jego ^nte podobało6y< się 
C]esai^$61rii«ła^ W. K^ięoin^jak to tdcazał wy bachem tdj 
.ilyWttMi . na 't)nt6m posiedżetiid) o^i ktdróm wyź^j wzrnian- 
idMm^akiari We ivszys&ieh nraterJ^aK^h poittycznie óboję - 
Imiejbtjreb^ . jt .materialnie ( krti jdwi s przysłnźtn j<ili y ohętnte 
sti oAwitKitt, łattro pojmdwał/ Wolnój dyskttssyi aie pm- 

17 ■ 



1 '■ 



— 130 — 

sśkadtAł; jasno i krótko się tłMiaiczj4/ gtt^nlsMrąt •{ /iri6< 
nAjiscenfeli sprzeczab nie 'hiM, nie sśnósil i lA/itedy 
dyskiifsbyę zamykał: K osAb> Ritdę SfaiMi flkiadaj^^syph 
nąjwidoeznićj' okazjrwal awoją prey^^looM i ittacitnek 
tym, Idórzy iv:ldokotn 'jego podhieMenfaruiateryMttdj po- 
•myilności krajn! dopomagali. 'MoBtowaki^l'8|a4zicy>'Bi(de- 
nibyłr n »i^^ wpowaiania. XifdiBl W-tym <awbd«ie 
nżyteostnyeh wyszukiwał po krajny tak w ataiiie 'dacho- 
wnyni jak w świeckim, niyWał jeh r: wyn^giłt • Sam Okoh 
M#, przea' ' Nowoi^ilcowa mu zaiedony j ' tetrii . <powodiin)i 
<wei£inął'się' dofookn jegb^ i rady ma dawały kUSire^pmy^- 
mml^al^ dbp(Uci się Ina doradzcy nie ppu^l^ i' nie* oana- 
czył mu I miefsca domowego bhfona:, aby go^iW okwilaefa 
odeteMi^nia wilróil« ponflkłego towarzystwa biHriI ^^i ' roz- 
wesdałi: ^Żołnierz, prawników I gadąeżów nienWidfllł. 
■Sam w wyobrażeniach liberakfiyy liberalistów wnaszółn 
położenia nieilnbił^i na równi ieh kładł zanareltstaiifii. 
Gdy mu razo jednego pT^y niosłem raport db Sejmli/ 
wszedł ze mną w rozmowę o zapędaieh i n$prożiMiifd«(e 
.^słów Kałiskidi. Bżeikteai do nlego< „WBzyś«lyi (trswąUo- 
dzimy pvzezebwłle zapała/ i dopióro- < « włektedi 'da- 
chodzim do nmiafkówania; niedi Ksią^ ^si^iiM- przy- 
pomni, jak myślał ' przed trzydziesta łaty*. ^^^ -S^^b^ 
byłem^ odpowiedziiah Sd^ów nie labił^^Dw&^mzy tylko 
znajdował mię na posiedzenia Sejmowćm; lebztwarz^ i 
racfaeni ramion t>klizy Wał że mn się nie piódioba|ą' spo- 
ry i krytyłri, i z niecierpliwością, prawie z«zyfterozyai 
nśmieebem^ wyszedKi Nie wie^, dla czego Ludwika FIA- 
tem niełabił, może że był przyjkcreldtnHksięola Adaana; 
łeez i ja zawssse nim %yłeifa. HoŻe^tądyże Plater w pó- 



lai 



/k 



(My|tl|#eli;jiig«,iirfęd«waiiiA> ftim jfittdjmłar Ko^sdokife^ 
dttifiiegjo flźtaba^^wego! oficera furaybrał na sekretaio^ 
Staoiiy. »Plal¥i^^i>iBÓnWt> '{in^. parę* mięsięejr i^prawiijąajic 
clbojsriątkii >>Nacii»ltiifca. kancęlarjri/ w.jedoej s&redaki^i 
piodoWjFkODy ^^iftM^ mego. został, gdyż .Zającj^^ jakoi 
8au idubry* .pwaHB i . sędzia «tylqy wszystkie obcotjyriów^ 
któni iite()aiyniiiyU<takryć. się. starającą, z/i?zadką przcr 
zprwśtii%tffgł^b«sić.)iH»iał,i obybar^e si$ ezassiB.jaba iriact 
ddjiifi zfMud/ amcM^dpwaiićj/ Bf(«iigi' wyaninoły. Łabił.Wę* 
glióabkCflft, ministra, .ho feu rjlrfsisnóśdą swoją zdaiKał 
sjf^iwyręziiątteimó/jago {nobiienia^ bo często nm przynosił 
wladonwtot 4a.4^<Misrsbitrga, które od ministra Sobolew^ 
ski^o* ybocBiMeł w ponfoić^ korespondencyi. odbieraK Łn- 
\A\ hgo wA^^i^fm ^p4ty^ > ptóki ten : mu pieniędzy na . mater 
Djmbiei podnic&ienie. kraju i .oodobę stidicy >do^reaałł 
ZilofiiŁleto meżci i.niebardzo ehętnie księtia 'Łnheokisgo; 
]Azttsi.f«iA^iirisni poiwngiB,vktórą\8obie zulnoAcii wagłędów , 
WwKsifsia i ĄleksoBdra a^żwłasącząd^^ipaMjąeego Gesa- 
rż^iw ladzie Administracj^nćj'iBjednaK Mkił;nadti» i&alido 
liit^go, - 'ite mbnfiiadaazów ' na wy diaticti przez mego . ohteyf 
ilfuie inię>ld^jilarokal, m^mm kpinfarolował je^ a.sam 
nię szesędtiił miiionów ;na/ te przedanoty', któl^rai pod 
Wfgii&skiopK sami sif wfnfateznie ząjniowiał : zgc4ą nkibęibił . 
wspóliideiliłb nowego miniątra Skarba w tóm,. ezeg^aarm 
ząDiieiizy^^fliyfi.-twórcą./- J • • ..• •. ^ •.■-■ 

Byłtti 'ba Jednj^^flsesyiina któtćji :podcza6 dyskosyi 
nad pewnyof i wydatkami^ znadzeny/dłagieai spif eezaniem 
się ks< Labecjki^oi przbrwął tę, uległości i jKfnoóć< którą do 
zdanini^o^oJkaaywsfł iw^l zbtiinorenftD „Przoatań Kstąr 
l9rliiQpotrz^n9g»' sponij boitćj/ -rzeczy jak aważam ma 



133 



fym ii kUekąMi śioilrfói%c aobiedługieie^ iWi0k»; pragw^ . 
^Mkiiym% awe^ ^jilądai' skutki ^vii^jfmkaioMtŁejii^^*t4' 
byłti i^ocbf tą Jego noi^eibyit gorJlwj4A*|idlaida(c^{p3rtiiy 
korayńoiy esynnoMi, Ztąd nie^ośći bfnosjrł na bMśt^toi 
eyjiie fM^, któm podpfąehairi jego 4itawi|iłyi«towail9;^ 
loeebońi . prfisy więzy w«ił "it^gi dcy k^w^rdsjgciaytfiflOMb pn^ 
mitiśMm swoicb pQ6taiKHffi6(t i.adfliiDifttritejjnjfQli';wxąj» 
dzeb. MHiisira:wie za^i^ widaąe w«teiii p€stę|)owii»|Q iMefoł^ 
tneoie «ię od odfKmiedziakiaioi, Bini^<o to^ię ap^mlnali ; 

owemi^fi ehtsjfi mieć tąkćie ii«e8|^ręp^^^^*s'^'^''9^> <||^d(^ 
wali ma to o^ganiauieye t swoich wy4zklłfiitv^ to-ioDci ikr^ 
godn^ Jm uraąi^eiiia jak tyii<cza84ns!(| a kMre»ts^|>rBfBypi«Ńł 
ktmstytacyi były atrybiicy% S/śjoiil .«Uvv«gi'oSejiDra w4^td 
praedmioi&ie ,< Bk pięrWsaem i jegp ^ śgroimidTOtriu^i pwiaii^ 
OesaiKo^ri wytknęła iok izefe^j >v Cesara W' aidpb\fciiedat 
sw^ roskazał ilrr6cii'W0ajrałkó;d]):fo^ kMsIytoejrjAHpck^ 
pneeciet *£af(i»!V7obffktoy-byłi3'lteaiii3Btmi:iil/ iamtnjkufl 
Wał dobtą Uarftioniją < niiędsy ^«obą» «a iW. Ki»icćieiB'/ i 
łąBkkiBł swemr go ^IbdlaąisaLuW niiabfi:ataU>;rośDąQ'0h 
do8toj&o4oiy godhońoi^'' zaamicni ti^iderowyi^h ; dotaeyj 
t¥' 8tairost«tfi6 J^kNnakieio i^ w^gotoioiźśw^ >płk9aaia aa 
Uie^ dłag6w, rosła^ pi^eeiw aj^dbiw pieoawiM ii^^ahmlór 
fiłażaietwa y ktdr« uphsedzenł *pr>zeeiw' niema 'Mi^ókŚ9tfm 
jak Juliaa Niemcewiez rozdmuchiwali'. 'Dt)dągdoj' «do>il6!go 
w«yoWódz4w<k'pKąU8kie> iiiepr^yiriiirlnfe^t iobntód^e, że 
Winoaiiteg^ iNienjuijewiikfe^ ^iiiat tpó .aa ' |Mręzcnsa< Kov 
iflMsyi dla^ jeg<^ * glaoboty ^^a ^reelin^ł BaAoaże^skiegcr^ 
f|Qz^!baFdz(K'Mataego $l6<»^. 8#ego ikrewnegocp^ea^oie*- 
imnitt z '«»dżońą syBOwieąi*' Toi- d^slai:oryl(>'Ciqrfikiok 



— tu. — 

8(ylQ(iyą( tee«Mi> nepotynnii Znany był. ^Zająęsek we 

tTSTCysfl^ek epokoiefi ttMiówPokMy jąk*Mraiiii'nieigic(^in 

c^bal-isikśei^iit «ifjitił był Biedbadi4»«oi^ioi(^^f)e4viBBCclNiaieŁ: 

KiBiafcfiHi fi9ąądaxAy i>iteigaity zawiśeią iiieiHnDie^' flrm*^ 

łamanie •^owflkiłf' lenąFt^d poisiii nie upiie oqenmć pr<aiv<^ 

dziWycli' 'phiybfaig. acfbie wyftwiadozohycli : podabnemi 

pr3^t(ladaQii!>w bi^torył tfię pociwlaal! ti iw ftó).'Bąsadtł« 

ctetałlił/^ iHureclipwt.poI^ieitaa prav?ie gwaMenn 'Oanso^ 

eić i^tlrzóbał i ^t<>' wszystka, oołsic. a debrisHi < jego a^adasa; 

ii^a^ytrigdyby^ dia naixi^ (do anarduziMi^- tak nift^ 

feryal»^}4:)akvvpołilyc3snśj pontyślnóśet oki . dcMągnął i ni- 

^dyby f 4o 'p^^wdziw^ 'admintstraey i ' nie ti^fi. Atoli z lć| 

jMiiw^aeeka^ pposKryptyi' i 'potępteiiia -ipmiał > Mryląesaó 

didfaó*>debfkie»za«łqieiie w kri^K, któro ja(«¥n!e dały do^ 

wody* pojroia I naszego polptenrar, nieskaAoniij cnoty i 

aaltkcketnege*! «{io8obQ , nnyilenid. Gkiazy wał < tai . względy 

iipc^jikt$mn^ zapenimajfi^ nAWU uira!»^> jaiEie do nifiłilórych 

mó^fomtOBiiiAi^ Raz^ Jednego^ ^gdy eeaarz Al&saoder^ aklr-* 

CHw dn(#mieńl(t#s zniewobny/ teaskazuKjiy jak wyż^ ^pit 

sałep^jręergatiłnmią^Koniiiyą Oświeeśnik i Spraw Diicli^ 

fb0iipnyQ|i{fn| pBieuh'mm\ oatinięoiesażiii^łKotaiisyi « oMb 

wbre#*:|ego»aB9Bfttiroin >dla vdigii( dciąła^eyck, ja^ Itędąo 

wyznflesonyfii'.«ai ri^dakiMra ł2o atwbiizeaK^ wtym <3elb 

de||ktriwqd^i'^wta(6dłesnt»<^< niego, 41a wyrozainiettia jego 

wi»BQii|<>i/Q6intraai ^nlyiiiy i wite- mi >ie iałówa mtiiU 

^l|Py^inic:grlenii>teic 1^ tde^« tćj depi^cyi; •pateiętajtfie,' 

tl^^Mękw* obnnąó ! ^Tcbi^ystkiefa * izłOnkewy^ któray . ^tam 

broid^^ 4jB^jpraSd«^}bilidcwidz^ f rzej^k^łem «ic\togef 



— W4 — . 

jaciiflo^i IMt •potęftnMiir opinią powsced^ą? « Zapgitałe^ 
więc f ' esy^fo jest 7 k^ondiiióissinB > qM npmf < Odrzfkł « .^}iwo<- 
6eią> 't^Toicfjwt tetiyiciel iMiysIlsieh <)Mrz6eitir #«ąibwi, i 
póki' on tam /bc^lasfc^t 9ąrenne<Ur€» jrsłki^ tirsądseoia^r^G^y 
nie bj loby ^MoM iSsiąię, odpowie(fetał6iii^< pr^yd«voiciAj i 
dog(o(}ni^jiivprzdd« projekt ^loiyó a:przy wprowadz6hin>9f> 
w^konapie utriędy póńiyślićro w^yWrze eałookfiwf? Manl^ 
jedto powód tak ntił&jmy wać , lecę nie litmem <gi] W;ii«e^ 
Emi^ięc^ Moifcł w^awićy< bo ftię (lyicay! «aiiić| W.Slit/siąfi 
ico<lj^Mo9ci.; rpowaii|łemv go przez^^iig przychylność^, którą 
QMM& dbl Kfi|ifeiia;^.ł^^CóźJ>nii wiijo powiesi/fi^i^^^ŚwifĘ^^ijei 
seese^ joftt dli^ilay w ktÓr^Ni^mcewietonizetif^all) dawną 
% W. Ksi^ięóą Mośbią zaiylofó, i dopnieił/siC' |kv( jiimabh 
RWoieli obrtey "przecrw* odobio W/K«. Mofo^; WstAyscyz/la-t 
dzie f^fllsądni p^^tfpioj^ tein. jśgo postęp^. \ GdylMraa^tak 
imj»h>0i«e ttSoMętym zoistaiiM) n^ przypiszą to 'Wolj Q^sar 
rsJa^aorinnynilpoDfYjidMii; łe<*z waajemnćj Ęstęctaiizcmśilia 
4^a wfiśni'^ ib sziac^hetne W: K. Mo6eł: sereo j«Bt;^aiłek(to 
od ^ej^a t«!k: /bez winy 'głos iritekontentowarniaif^ńie 
ifi^ Księcia; Pr^dprasfaini za tę móto abytfśmaalą>nwagęf^t 
Naj ti^ ^wyciągnął ido ibiore^ f^^9V objął zai«zyjc^* poeało 
WM* i vzoM ^^Pzięknje* ci mm prawdziwie { pr^yjnoielską 
nWag^ j( ' inaaz n^yę^^ siape^ne / ba od tdraźnie' i i9k roz# 
dfainioą^go c^lo^wieka^; Nie pytyabło więoidpiiismiięeła 
Mieipeewioiayaźprailiiłe ^wraa z panem ; Stanisławem < P0- 
V likin. i-^ Zajączek miał serce szlacłietne i • wdzięi^nct 
Odri^irpiał od innyeb' poważaniem i aprśejmoMią: w przyj- 

mokkain tb osoby^* dlb któryefa^ jakiekolwiek wiitodońei 

• 

jeszdZQ*isadi|j^4ł'oHowiązki; I takp; Zamo!|akiemakii^w<^ 
8Ę»'(pke^ifW9i pJri^)iyfaiość jitzez-! pans^^y^ fte itodńm 



i N 



I 



— 136 — 

J^ne^ Wieiolninskiega powti&ł i iii6> aapomniał, Ae-efólóc 
j«f^« < K AełiiiŃ«Uiii -^oronttjr • iMreif npr « Zamajśkteh- priybrlił 
gą <k'biok« M 8ekret4V2(i9 g«ly-od Hoąftileraryi Bar^kićj 
wyslain^I zaAal' do Fnryła jako pi^sełt ałtK^chito kilbo- 
ktńfo' b»ivk»iie<Tvi!» »Ęraiioyi dala' SSi^etkowi s^sobuoihS 
>^vłiei0e4iA sif i wjrkMtał^nia^ a^io irykaatafoenie, 'umie- 
jęinońe dokłaii^ii jęąyka, ^przjr pĄ^Mj* i doroAiićjfioitiioi; 
s^d|iaiy ^lllll /:«iHteftzcieme aię' pnj -KsMr^ym^ Branic- 
kiili BotoMMlie W^ Korfinnym •*-« i Btałofiię poekąlkicm^dial- 
sEego w fuiw^dzia prywatoym i pobKcaDyui paWd^enta^-- 
diocia^ piMiili4j'ed«lfy«iiQ^łist{ o Biiiiiiliekiago iip«k|ea(^ł 
isię i^.^ryotami m S^jali^i Kwslyłiiryjoytn ; i: cbymkie 
naleśał iło fK>wlłlaiiia> CóAeim^ki. W Sejtaaie aie łąeaył się 
z potępiiająe.eiiii < BrifinickUgo > sa^fite^ pabiiftcy 'iki. ^- 
bfaiie>'4ottiiije^idobrddz]ejsiwa.' GJy^nawet ^dlkibę 
fraiiciiski^fArzefteedł, e Egipta si^mJkbreppóndA^ał^ i amb- 
akie; ogtei^ >ioil' przesyłał. U^as Oftte ;pąiiiv^ał lab łatuło 
isa^iyittiii} : da) itego^ dowikl na LinowiUdn^ który ]gb 
w br^fl»iii%e'ij»wi>j^V'^' iipadfca powj^aitt KoAoki«ieki^ 
w Krdiowie.^ Wyd^o^ dotkliwie a' db^wiii opisał i pa- 
tęp^' WtyiH yaai^^iędćj Zająesek okalał 'dcyhre|;(>'8«rca 
i salaebeliio^i^^ 'kt6f|yeb niaailprEe^aaii0^^ aUs Łin^Wski 
men^i^ga ebarMilt^, któiy mtt prssyaiławaBeL Króła 
Slatiisłitwii (Auguita ' r 'eałdj jeg^^ $A'iik>i\i»iitAB:\!3izeil$L, 
i rodziny 'laieiBawkbMłylaó&e tdti tdlar^tegfd^) pd rew<^M^yi 
Kóibitiszki, , w Jc^iąioe' w jc^kU fraaciiskiui ^ wydka^ji eałą 
t^ i<od2inę'żitt'wyi^aivłł i'-—* hummiingmii '- est ódiMe -jfiMm 
•hteriti Btało się pótóin ie ; «iaseąi^ «pokiorr.y(^ się 'pł2$d 
mi^b^asBiMa Napoleona; pod koi^ietidf k9^ J^aśefisi ^oiIzjMf; 



ł i< 



^— 4ft6 — - 

Mótwiono,,, ie..^ to jtfgo: W|rdaqe wi Bai^ii* Idl&ialo .ł». 

' Jótęf :wy:t^4łj 09 ^a {MOjfedjfnek.,^ ie-^ąeaek wStl^m- 

azyl się, i do^p^j^dydku/Hie prsysslo. W ^ołutiof s{K|- 

sAb SKrobił Ką)ą<»ek/ nie ^^itemA 2d« d}łeil^> ks.. Bonibtow:- 

^kiego lijGSSoao .ga luicdii)^ t|ego\iii«'{irssyjaeyMy potńbiifirei 

i.podcali^. aalfsgó siivajago:iin&fdowakiifi mt. d0p^i«ił/&ię 

^dae(^Q . dluwaf tu^Iiiik)i)f^^.{jega! patnięłui i'>l> • • ri)i| 

. Namieflt&ik w prx^d8ta^ie»ia a«4b aa ;nieędy [liibU- 

baBe^> i(6miie jak w ti7bi)rze.icJi.dQ.8i^ojtfgoitow0r4J^atilbi; 

'Wiedział dobrze, jdk^ jpi^yk&ibtyieodotf«ąijfigó<p|i)Vlr0£aBla, 

/ekaiał : i : pra^oąt .otaczać tsięi Iuicltoi:ipraw<|ini ii ,«^ainęiM, 

4 bądi pfKez, HęboHi awbga i^^iekii^ .h^i- p(i'Ziie udatviic 

aawykniaoia . bądź prs9e& oleglófie dla^natręotwlt prsyjA- 

(ciółii przyjaciółek. (1t>Q;»sief5eg&lns$.ibi^^ ^i4lo najpótek^- 

azago^tidcUdUi płoi {Mięknćj 8|ab^diJ)izaratai|Seiiat >faz4- 

•da iiwia$n6 twe^pijywatDa :toivai«z^9iwo Ijudimi Ąiegodnómi, 

który eh :zual Hibo^MHiatioM a i nawet niemi |M|^ardz«L» I^tak 

i^ststawieuMB sięipifkn^ i.zaon^ k^ie|y> iiK^e^ iakie (A^y 

jii|[;iołkir^ któri^ <ttKwarzy»tivie BobiQ*j]todiibały/obdaifeyio 

liSenat Piotrem Wi^bUńskiip 4 sawiefiiłó. (.naijęgo.bai^di 

i^ł«łk)% .wstęgę Dcderu Ś.Stanidlawa. Łabo ta byłaaenylczłó- 

i^ieki Joee ani z zaałng ^ani ; z wiekli t Alii ze adółnaiei 

fikodpo^UdulteniJOi stopnąo^i. •C^.emł ontśjęipetdiłiiz.fą. 

,kl4<a sif ai( mi» ^i/vata wiała. .Wata.i?tiekiie.ai9^A^«>Mni4j 

ipaniobdaKzyloitaJkie^datdraciiiły Lewijó^im; piiawóikieAi 

tOAłodyia i wesołym czloWiekieni , kt&ty iz ładnisgoawiig^dii 

^,na ten ai;2ąd nie izą9łiiiył*<Ii)tFygómi0^ołow4 winien bj^ł 

{)oIetyłp .$iwt)^ wynUttieniey a rącz^ji.^eGzpe^wtM^iiitórą 



l»0( J9ięne}r^ eMał p0zb)rd'z TRlidy SlaBnT-f^ro^aino&^( ii(^ 

4vf ^^NieifyllłomwilBMą jest a^ n^wyknitefti^ Zając^^kfi 
4foOM0W9^ f«l0k W; j6g<^ p^skfeb i ecęito 1)rudtiyćli bu- 
f»ftiMdiie1l'.,iri^ili9(tMzmile^ go * wyższc^joi stopnia na wy*- 
«^}r.at dti^im^esostwft BAy! dbraeiiiinkowńj: Może dfeatego, 
MvlM*-^<} Q^'^bdl0 nlHrate&na jegojętyk, bądł że, jako 
liAi piofaicttiiyiilirMz rl^^ .by^ a tiiegio W {>o8ą- 

<|Mai|^* iiloiai M do8trtfi€(gltexA przydany sostał, b^diteż 
^i iMilił '-lueraffli^iiiwtf' spttdóbartientak. itpbwszeofaBione 
w towaiasystwaeb, (w wieka w którym się tttbdeił 2ają- 
ć»^^'opr)rćh jowjainiittitM^^.fabćasatt&sitw^lliufoaad, ^' «zcze- 
^tet^ «r&cmńl?:/ i-, laików Tdihiwiąsłością języka- ku -pldi 
A^isfci^. tebaą«yfli; fk(6fyicb Ułi^ >w ilomu Braniekie^ 
)MiMfa«i»ł>i;t4Mreftiiiit)iit w..Móg;bbi!6mty;P:€Nłó9i^cftas bd- 
iiifli0iNi^^iM^6t2e dłotmyii imiondr j^^ to •kińęoia Jenerała 
^ssarMj^iiegl^fi ^r(i8»ił^a>^P<»M(^k,lego, wie^łne <»d ^) wa- 
^;;iiAli b9(l)?l,i<^ I5iś w».d«»ay ^Ziyącaek pogardfciiłiOko- 
łąifięmM^^lito ttvfskt06^go*:|^ to; jest peinia. Aez po- 
^Mteałr!iito)f|HMiiia^toy jłgOH^y tfc^i ihtereftdttfDOdó; łecz 
ąMw^kl^tdtk^ ndlgo^ i i^ UWtts^ fwiecdsdrd ifiepd> 
IWKjMRal lrfcr#iblony^^5 ^^^ T"^ bd. tak go?' ńkzjJwab **- 
^{ppftjtlalt^d^maedidoćffsię; o je^^ zdi^ó^ie; gdy się okazał, 
«tt>łiM'ąi<|' J9g0^ fi^hilitłt-Kiloi Tąk: <t0^'fia»rykiiićQid^i^ooźy 
W^9» l4f«¥lH^'%yc*fe j^taoiralne potrzeby. Wśfy^ 
f^/j^ilnak ^i4jipi$ete sam pi^kid' Hob^ t^islabo&ei; i* gdy 
^ f^lMiiAKw' ^^^ BMgi^ ' ain^dK^iwMij^ a Jt td .^ taeuy cti i) zna- 

18 



« 



t 

iwjzpttssęotał gQ( <Mł iisAeiliieyitKliy g<^ #e) zaHaiW. :^<kiPi 

duego Około^a , - }a;kr astpiiii s latit «*i<ijrby ^ i 'i to^ ^ jeA 
brytan wycierający gruby, który ma wszystkie ^ii|ir«ęljr 
powału i jeszcze jego joli^iidizl i-i0i^iMefaii^^''^ftfkoC/obra' 
AiWW oszezekał za diyieitai j«ii|^cRe ii (id Aliiiercj^tf^dtfMfa^pi^ 
tćmpod tym bafoiMHDi p<rw4efirj; 8ifmvłłiiiiH68tnj)ł id»taii,. 
gdy. ten «1mocwoa'lw«8ry8tliicłv: Mcii^ei'^ w^^ \f^tffOh 
MW jęsyk^ z ^oietyem ;gin»zgroniłł{ itaa<gdy( ]^i%:^ł')»t8kli 
rezpfiścił język prfcę^iw 'oaołfie^ ł:tń^v^ąr$€k>^^ 
rzucił mu karty vw'<(vpz3r^ 'wyłajał<4^*iisaiiąh>«i$i ad^^tgn;^. 
Jjeez gdy zrażony OkdaW kilka ddiM^inr^jMioMł/pci- 

Syfaitt ^0'lli6g0. ' :• ' • '' :. I"jfV'ły« .»( ił. W ł - / V|j, f/« t f# 

Che^e osądkić). kogi> 2A)ącgs«kHjk8fi€0|pitił^ i 'fwm^H^, 
it^zieba było/yano'ódiiHd«(łć'jego ]palacju4^i9egt^ |iiiiiM«c 
'drzwi otwarte |irzyjtlHmtt}y^'w^nyskki€l» ';?Ałffiatia:Wiltiieiii 
lub iotei^si^m pt2^<idząd|]r44i.'/ Wital«ktfMigo^^''0|m!€f 
ibą grźecżubśdią; słucbałioie^p|{i9rib/'^ęttiM|' za«||iai^ftł 
tądaida > ąii^ > ^dmawial/i-Mi^iid. jta^eraltf RoirsbłM^/^il' 
ByłaL Ijc^ iKiiekór^ gjl^y r;Ń»drdi^affty '{^błillziibm^^ 
wfązlL&nii zrzuf^ił ubiói*, ili^aiął^na' siebtó^ntuMmti^ muAT^ti- 
rową polską wDłoszkę i dasiadł 4^ f^Aiityitiwi^l^ i^tMty 
bązt wyboru webbdziii ^do ^Biegc^ rzndkb Zii<;#^r śiiHa<fkf#- 
tni^ ) więoć} uikciielaiii' i podli>' %l&rzyi«at^«JHtk/4o^Mt«K6aj^ 
tu dd^ party! !jego cient^li >Wt(K}y ><OI^>k't9iwbif4ilks^«Mi 
konceptu i < r^i^zpuszcakl jętyk;' (wtedy^drogiegd tai^^bii^ 
'■ fou ŁcfWiński, głospm 4 > postariiy j«k im' tMtrttU) lA^^stift* 
wJal^ przed > sin RdmbiiaiitełuegD BlajiiiMdi .'^i^ • Imiycii; 
wtedy l^^łętyło i Ottey«ą9Ha'M'(y«4&agirti^Ka'C«wMśki Hię 



if^ffzff^u^fłilisfc aobld^Ayoeyliy tneB^zczalt ladsie poważni 
MWItlM^rV<tfAko¥ri A)C)r^i)iii^ cie^piąe.i'Xa. Biesie i za 
|j[iepA^(iii9)|af igdy ^ toiMOStoi^ pr^ł^lzw.Oitośtsi .w t&at to-r 
iirt^ayrti??fe'.«j«>|ś»a*eai.',>V'-! ." '. •■ 'U ■.'.' • .. . o 

fiy|l^..jR9pą:siiMs ubierał B&c, glowf w* piejwcieiiia frjrzo- 
)mł^Pi^tnsi|HUiill«vy hapłwtoUe^< z 'brewiarza ddwawiał, za- 
ąil|d|»93(łii|a.,i»w^j4iaa ^eilet prty i^Uki«t około dtiesiąMj 
ją#4{iiacl|iojie .p^lollio i^ Mdzwy daajaym . na 4mfi} . «^ek 1 
^ją/^i m^u ł A^y jtęm >(?tira&iyi» ; kaazf ; > bigkM łniltejbkt; 
k#fiiQ«|} fiiep9»M^9 ,<by}jf ąlabiatł^mi' ii ewyc^ajńemi >^d 
{lptf4W»|tiM)ir<lfyf4ai.kJ&a J<iełi«»eków wina: fraqcitzkif^ 
k^ł*fi»»f8kfcg»>«W^6ttPg<>.' i'Wy4rawA€teo..iNJi8łft)nifc, nła- 
1,911^ iyl^pM^ajińiWiędowie pQ8tano!sviema ; które mt 
j#liąrAł\J!i^^Hi^P^>0W^^13am pisał bifety i listy/ po 
pcMffli;, łąth pf»i9 ffafioa^tHf < iBitóły V jego ręką do ;fcobiet pi- 
ąąM^p^f fi{aii«MkMtBiiaigr; byli' wlotom lego rodtaj|oko- 
f^fij^nAem>M ^iłka;ieh zddr.4yło npd 4ię e^ytać. . t>al^ 
dffk^^w»i,lVm^^ę|wi\ »ękr^t«iwwi \£^ufeaa ról^iie eką- 
pn^a^y^y/nii^M^^o^jCgytoi * hib lQgyta6:!»Qbie Mz^ł gazety 
^^grąiiiM^ il^ellEk 4iw»€itoK M# i{)olityfczae {bąd^ po^ 
tąmn& im ^EwiKsKi W|rfib<)fdząQ^. O wypadkaeh eoropej^ 
i^ki( kt«'»rQ.fic |p#44^aai$f I działy^; jako nuiż' wielkiego 
4#^i^ą«i9lttą 1 4obrztf #%d2^. , Bas zdajdiowałem* i^ u oie- 
«Phi«# BWfipjW*yiUMio/-o wybttohu rew<^flcył:wlNeapo- . 
¥/Av^,^j^aj%«5fiia^kn^la; nei^polilś^MkJie^ z /trotitk^ : Wytóo 
^li||if^^Fi[^MM^ j«nęrał* fR€ipe >p<)doba9st /mi aic, i . w»6 
^|i|lWłfo,,?^||i$^ / -Jj^apte^^^ 4e się wwobddińi; 

MjĘkhmt9^mm'' jiJStetWW Włochów, toa% tcSi^niOiPi!*- 






10 



• -/ 



w piei;w8aćm ąpo4)Katiiii pobiją^ i U jgfrorinti ł^m^ąi^fiMą 
się «koń0zy«^ 'Zg$di^ i; spiHmłd^ «iQ co. t»r9«p<^feAj^i 
O godzinie dwunastćj wyjeżdżał 4o' W. "Kaięck^leie^^iiill 
dodzi^imio^' piUsniiy m pofiitid^iaf '.ftidy' Stibft i(»{(^nego 
zgręihajdBotiia^ btóire jttlę w pierWssiyiAi taUiełr ;J^j^ tdi* 
dd)v . odbyWbły w pAktdti Krairitek {0lil a M Mbyłkb«K 
lego, dła oi9xi89«l2)3Dia fi^tygi, wpalai^ijcr^/^atiej^Bte- 
da ilUmśbe&w '2&'vr<74»- si9.2ghmad2Ktir^i u iM^ego «ibł0d<»^. 
wabk Oi gocUiiiie' c&weu*!^ jadał h^yi?iM|ilie «^liMd w i&a^ 
łćm groiiio piępia lob sdc^teitt i<)«6%> 'iia J^lH^y t^^lkir^ )lo^ 
i^łyob prsiyjaaioł i/ toVmdka ziapt9»il^'.0tbtd^ 
8ki> bo Isaołmią dekrą ^pąhk^' uwih&nemkąpt^^ 
JPraes * eaas jego .< i ; ra^i iiF2cdawi/nU ^M i ' raty< ijrlltó 
byUi^ Ha tittkm vir małóm grdiue-cAiteilaiiey tM^ z!^^<)im 
ftyn«^» drugi raap sam. l4ibU^^mMy(^bi roto i^a^a&itebo^ 
łoślcią 4r8u&nił się snimirOł^^' rg^y Ok€A(»V^ im^ at^ tmy 
d<n?ał. Ka drugim %}& iiam^sttnik^wiEi) która -^tiieitćer^ 
piała Okoława^ Uez<gr/ ansi^we hymtity ' u\iki^& pr^^ 
i^^^bąUy ffe!oUime Tgdf Cek^% nią imjikmM^'it:hi»h 
tne ilieine^ l^ex& ^Bjlp&^abiA dMady^filfb^ 

dowo/ % osób c^Btei^disriesta^: mjikim ^e^żofi^i^ na ^1tMr6 
tyikei wył)^ ' ob<^ tak ^'płei pięknej i^jak^iei^^i^ 
towąa-^ystfrai i^|r^^ytonlfiyćh^ #Utoli4»y oitdKSM^Mf^4iv'/ «i- 
piiaseał. Ze. Wsssy^stkteh 'iia^oddw< M^triftfi^Uitbił f&Hnćti^ 
' Eów; /AngłikóVir iiieiia'vi^i42tfi gdyi/rpoćzątkadk' pąiioKyk^ 
iriu oes^i^a! Ałek^aadfą ngąWit^słę w W/|Mitt(#ie' brtlfdl^ 
.Wćflbigtoo i^wizytę ^it 'oddał; tu<9 ^reyii^t tg^^-icbM^rt^ 



^ 141 « 



li^ad/kt^reif^iiieh^Krioł/ko^h^tł i przesuwać 2 nimi ńaj^ 
?fipi«jJtfVit P6ki mn «iljr %My\j ^Ąnie W<dn[i<t)^zc, ob- 
j6J^i3isił<pO'mieifeie. fabryki i,zak)!aAy^ ta przejażdżka 
najnrfłsA&ą tntihylażOh^&idtni też kraj/ mfąsta woje wódz^ 
kio/ obwodowe, * W 4zG8cgólai Aj 9rogi^' kopałme, zakTady 
fikbryaine^, 'a ^wseędtfe dkastywttł,. jakby był rad wid'zie* 
krą) M awegb !źydi^ .zadużnyftn i kwitnąeybl. Razu je« 
dałsgo 2jeeh»ł do 'Lublina tHa: obejr/cnia tam murająccgo 
się * zanika ;by^m'Vtedy na arlopie- na wsł i pospieszy'' 
łcto gd poYv4taó, Waiął maie do. swojego pojazdu i Wy^- 
p^wikł etę^mniel/ w eeelAiby Jesaczb tnOflm toinu' niia- 
9ta pbiśódz> i cfzy znajdnję jaką 1'ódtiicc'od dawnycb')ła- 
sOek; te^-trudndbyło nte przyznać, dwczesny Preith 
Komisyi -i^J^ódhEk^j wysadził się na jego przyjęclĄ 
eb 'g6:' ^tradzało i ^iewało. Chat^^ i>ń NamieBtnfkowi 
f^6bii prKyjenHNH&ć y ka^iElł . jaktfBJspi(isznićj tnałahsdwi 
a- dawnego obrasa LubUtta, będąeego n Ks; Dominikanów, 
areMć^ oie)By'flo4fy i odtftiananii i da(ładtaińi naWyth 
doipdw t^ogiDdi&W; na wjeździe «Hl Wart^zawy kazał natna- 
loWiaó 'NAoiieataika kare^szeitoUttia koAoii w paradzie 
wjeżdżającego'^ Łabliii4 i wygtądiijąit^egd , z ókaa ka- 
rety ^ c«ąt)cc^'poftki*j'fcarniazyaó*^ (ktdi^ą /żwykl no- 
si^), ałwar* jego t portretów iłi^ iDożności żfroWć podwłwią^. 
Malarz 1^s^ystlco'tll^kuteczriił; lec^ tjafły • obi«az" byl jeśztże 
«iii3wy^|y ac si^e^ii^lYiićj Wteta i 'Namiestnik d wieżo i 
iia pręetee .*de^^e/ Prezes zamierzył ten t^b^az zawiesić 
mp^itińA^r^miwkr^Hh I tMUkś^ za Itótym Natnie- 
mSkliifaai ł^jt^ dopiełalŁ tr^cb^iliy gdylKamtesbik 



^ plu»|kl miiW^< W''^!^ mną wKleAlw^ jihyxnia.,HM;^ 

njj08jniką> j^k ^ \v^ wayMlwt:^pr6*i|«lS<ji»4 wyimluit 

przę?j ?ffiązsKWwjrr::?zpimęrwł,W»ajflmiią,ąri^^^ iDieąipf 
dziaoliLę , presf;fQ^\?il i ^k . pii^aąem^ jiiktokrAKem .fl»iiMk^ 

wi. , wjrpi-oąijt . ;f ię od^ Wę4ow<«#i 'oki^^fi^ 1 »a«iwiwłł, sobie 
obiad, xł j^4Mm pokciitt .pa<i}Atery v08<)kift(n^ot»v4l/in»^ 

;>(^i;<3^(ł!|i ,z,,Q^iąd9 i JSA«ci«^tnJte zart«dł.rWr)«TO>ii|i sWfe 
.MWrvpfe7<cj»,jStąj?flwwy(^kf^ki iaiej^^>i .ii«^d)s4i>, ćomiMf^ 
l«yją;^ą,;flJbjfftW^ niftprz^pi,fr> sięili^ «iW[riej3zon«gOfMr»eW do 
J^^ńłjfiPł,piką;,j|^^miHK9iąiŁę ipiW/l(bo tail;t«^>.wpssei<l3fh» 
Jfc»jQ W.^)i . ; Kawy ił^rńciiJ wejrz^^^lti i aa ^n i^hrA^^ r ?)^«ł» to 
j|a>v.Ay L,uli)jli|iu9ir9er9bio.pj^, taki jak wkmthf^tTtd^mu 

^iiPJ^»y^<i i ukontęoteFaiiynij gJtii«ąip.|do4ał; jyAł.toijott 
lyjfzidi K^cci^iP^n^^fca*^ j*eo J joi8^^ ]kMei.^« 

J gdy. cJicMł^l iW9lW25i*.*4^w Vm\f^^^i^ hamift ^tnfe- 
!fc\yją,ł,.jzbWid]i J J;ylko,.^|;zjj^,k^4|i .»Ąr(» iffil.:K(i(Mt .4o wtlili^ 
pął ?«. ,IJaa?ąc^wk *t4ry; ; m H^^ Wi*i»iw»ył, f«sW r/^8# 



\kh 



I 

i 



> I 



^llMi«e«llftfc* «ai^«iitfł'^al^m' list o 4 ^atklbiilifie 

i9ymmi^&fphŁ\¥dlA^i&kiv(^i^ i bfectaym '^ 

>' Hi iFa^ktitik" kbl^* 6bj^M%a}'w^j€iwó^tWft; 1 wszę- 
dzie z obywiitelami, którzy mn się przedstawiaK/ był 
tfpi^ejliiyiir'- i '"^«e«tiymv'uiale« ' ti^'' urtędt^itoftW i^nchał 
derptiwie*, ^k thoi!fi4i zawiozę '^Jefmta^ w' p^deJra^biiT; fidb- 
irznri wtiMkfJtt^ iióifttt komisy dm lisiłkt^i^ćJ W<id- 

hglejlAfiyih iylkri Mro}^lMfdżtviai;h>, t/daj^f nljl^ę; n^ byi 
W^fCaliiikieiiiMiM^Si^dói^w^o 0^af6i^ka, titji do Woiji!- 
w«diim^a «ł>t6^zflfe' aij^edflał; idok4dMlkuiiego*p($ufiiteśy<^ 

|MyJó»sfbłii^fii^/M|ird8zoriy^; lią Jż^ii^ i^lUBttiij dbęci; bsd- 
Miwid'M?i^o<'W'Wi8ka grywkHj d^t^' ^» dM Ouebi 
iK«łłcMcto«iśbyw«(ti$H! hie^ Iiibił, był da ' thM \W)epMy3Aztiy 
«)f^ntyó^iQr ^b 4ctM^'Wyżćj ^adoM^iMtettii "Nte ''^Wid^ałi 
grJN* l^*> iirtęd*f<rf, a>tia' (^ele' :tfe^ pi^^efi^.^dadbtófeW' 
iMyłiMt^gokMttał' f'powVi«^t^^ '^iC isfelffbił 

«ii^ikdt»riQt«i^twii W^^ ^fajc^yićfa jink 

•^¥oj«wiM«Uf«b^' bo^roiał^d^^^tftfoli tftazij^t^ 5i przyi^yny, iź 
^ ia#<dli)ęd«<(0frat^4>ka' W^tfrtłiM< obfętfićf ^^ jakie-' ni^^- 

fMei!feałVii''#ii(szeg«Miii^^<^^ tnmiii^Wl^^m ^ ihfó- 



I _ 



XU 



Ilia w. Ąf^ą^Ęfi. .^9^ęm A^Uw^ *•» Iwt »c^ 

glfiftgo tr:f^4j> JessfO^ .^.tti)i}'8JtlUQb,4aiRpe IMij^^. tiMiter 
iłA«i^^ prjFQQiv S^^c^koi^^^irw^yM^ON lwiego. iiri^l^/:^^^ 

^ * * • 

ąwoibi sprzyjał i obcować>;2^ini''li<i»H^ia łtjfi|};ttmwet^<p|i 
kl<!cycb urMaf^ B^ęimial.p^ąwpl^ <flł9ei« i g^i^idi^iid dobrze 

I Żyi, f>^.% p,.:W d9|hf^ji:Zr>ąjoiwA<4i:W*Sftjirtfe kąl^h 
fjjgctiHSjyoyip. z.^Ąlek|9^rf|tD. jy»|iąw9fcimt(i>odó«ie«Mv|^^ 

uri^omó, tłył p<!|^M# M<^mi|Mkmeiaf.I(«ee?^pOfi|iaUt^ (pit^ 

twórczy ?iią, j#gpi. loęu i iiiaj,%tkff. W , j)H^ą|i#}a i K-gńi&iiWJjr 
ki ro^róipili ąi$ Ol^Unąi: plitawski,*^^'' dsmofcrfttą ;»fi|lil* 
. )q}ifQckW9» Z^ją$^k,/poąz«dI <S4M Kołątlyi^io^ Abai l&MlIitlł 
,fiyi$ .p0t0in yirycbi^ęimy we Franpyl, ^atoi|{skl w 4«»-, 
statkuj .^l^jąoz^ lirf9^.imArn#-9(\v;£»t\Yie/^>:ezę«^ ^ratt- 
•bktii t)«z |un4aiz«» • Frzyj^^ ,3a^W8kl^ ezytHta sim ^ 
(^zy»hig?ł;;g«Jy,(yph..o^9tc^ wyfp^ał/ mfąW ńl%\^Mtie, 
i ;C(|»kiQbi wyuióMTefc p0itUniU |%^^«2aiąe)i0k alho^i»ki 
ł^ył .*ywyi\« JBataws*!' śtoWwpyi? ! Wt. if«ijiife .|rt«tts^^ 
PatoWski Uył Ki>Wiaarjc^iJtilliH<^iZ*n^ą0|8ajądfej* 



I 



ilS 



i 



ątofciego^ M ' ipl^i; Bftto^^iiti ^ odmAWił dbta^yfr ; > kl6f 4 
awd^iwybotii ks. T^iltorAted inireniem Nftpol^oM' oiflaH 
roAr^.iŻą)ąc«ek<«^dćbr^' s^rąk 'ł|aik>ł0oiiii OpaWw^/kil^ 
kaieiesiąd lyiiięey ^ittlrdty esiy^oy/ W ' Królestwie P0I- 
skie&i t^ngąfiteh^wytibiĄ wipi^WBZfd anaczei^iid ' I dottteftki^ 
ftsrifcwski^ iiiioid zrobiMy«k ' mit prtsei&te^am AłeksamlrA 
M|{Kid6M«b|i9e}8tyeh > Bad^i / aostal tylko mianoWaDytfl 
uiaędnikiddi tikofonąybi <-^ Łdiwrozyiti • Kadwcrmym.' ' gto* 
^efr^teif, kite źa/)nćj pray%w^t4J->p6iv$yi) nie odpowkiduł 
ji^p^ ym^ism^iy^^zMlt^^ Batofiskt; p6ki 

był ;W • d^tatkii^f< liie ' HiyMat ' o ' i^n«y i ;> • leez po toifef oi 
bsi^ny ' lltiriMdt^klć} 7egiV * iłocbody ^ dę ' tmniiejas^ly . Nai 
9a)obęcmieice0ims»'^Ai|&k8Ai^^ się da Polski 

2»<oai%i|ftiąiHą'^i ąmedaWdsyiiiMij^tl^k-^ik^j! pMl firtiks^)^ 
lą-i Pfttyłetn;" i fijir!^iat<ftyją«^>iW'Wair8«awie' i wyoW 
i^nj^o dei^el!, stiaiftzl^dlę ^ ^^itTftllkf bb^oti^ilotei) dla kt<łr^ 

jeszbsse • fimdttj^e wei 'Praireyi,' wybierał «ię' Wjęe; w podtói 
dM'Sdli tgyomad^etria' i zJapeWDięaia nietnt łosia • .dsiei^^ 
któregó^ałę^^idil 'P<ri«k} 'Bit^ nipodsieWał.. Przjftetn' ioda jegd 
t/kibf^^iti&pąbne^^ zagr/itiiiKzdych. BeiSId' ^yflleM 

i^^kgmtf pifęif^nią i 9»iebtibi^ ^ 'Al8k9atdr€ittv Ba^ 
toiiM^iMi jadiioi pris^ tak*^ polMyce jak adtnioi- 

f#aferyi krą)]ff/ jeideir ilb^l^ o> >«i^ifaWacb 1 ^sobacb ifes łą-^ 
teyłJiBył tb N8z}6^Tek ndldermity;<^t^dki<fj' ogłady i <teti^ 
lsflttidś«t/^e>v(Dyctr imflatilletoyeh 2Mad;'trkłię śledzŁto)rik 
i#ei«6|witft|g9>^ibt^ śobi^ t^ '0teroA^i ' pA-' 

19 



I 

gi> i( s^łąnoipać itoMiah Sat« ji^dltfigo^i adbyfrdjjąd ,2 aifil 
osiąść mmi'dWf{Fn^yi!^thk\idmdl -r^^^Jakto in^^^Usst. 

p^skgiiiA l^W^8%i|wje ft»9G4tt|»1^^0»« fuodus^t wRdi 

da[, fąm ;ivię€j jQ8iądę(;M;m;łe4a nię (pl04^>.ł)(jibj} junior >bf 
Mmżąłio D$k iai6ukQotd»toi¥ą^eiQą8ąiiąEl^iJi0s^^ mo^ 
mM^y mąlkoa<eut6w*. ])fa ca; /)ię.|^*z9(}) nikim ;itt4»żQjci td 
$al)i€| jako p«:^jaciqlorti.pavrJeraiu»i^ 2;:«r*r|rtfiłk6^^^ 
skiob;; id^ }fden isLAa^i ffen^k Akią pebienupa ) .k^«t(mtŁU»^ 
b(}r wiele ^j% iiieIik^tRqd4M pr«y4>omaief ^aMid«liuki>wH 
a kiedy on 9aj» <> t^m7iiię.jpanii4ta>Jit ^ięMoie/prtAyini4 

j,Kiedy ,8at[p jesteś, tofcid^łikftlay, .p{ianfiliaipni^ja«Hali>wiy 
aby i»u, pi»'2y,poiBuial,*^ -rf^/^n^m^i^ t*- odptłwWziałK -t^ 
cbybu, t^bie, jbQ>ł^sdKijE^^.^iui^l upia^tcWaónnHOJą 4€ilikMi 
tno{s6, i wler^^^,i^i^1PKQl9.»ię«^kspat?yoiiilrslćllliż p^^ 
W parę dna LęM4<),v«(Mi^ k N^uni^tuik^ W^ 
rps^iuiowo. pa wyjaz4 Qatotv^ki^60' ^Ate mlfrótiCf ^owAĆiot^. 
-7r:,v«^rzęfeł Nąiwsfnik. Jrr Q^lppwjte4»iĄtert)^i;,Nie >>Ww 
cuje^ rpote, go intcfpąa^ , klj^Sirt » zfainojwdl fswĄJfJmi oiddaU- 
i^ąai pię' zFraiji^yi^ aAtrs^ymaią go.^t-T ^Wszakże dn t|([^ 
bogaty ?.".^ »5ył, Jep* iwę jept,.ji bardzo; ąi^e^^ilaać.mii^ 
81^ ^a . do jakiejkolwiek r^pr^Kf utaąyi nrz^diil są • |ur«yw4%i 
zaoe wydatkii^ -j^Wi9Zi^kź^aQiii<|i(0Uera t^e^kacbii pęna^fę^ 

•i 



ciłsięsca głow^ „A jf^ moj^ wiiiit> tiioja' iliepteifaiięA. Ja 

(ikyśii^ kriaj(iWi'i€Kld^ł. Cfceml 'tak i^żadko u muif^ ty- 
wa*? Tyika^iatia' ^ e^asem wifhjc' t gdy go zaproszę.^ 
(fińtoWskjf-tak^lriłe cibpfacł Okołowa i Jego buflinad, że 
Tsrz* zajfżfcijttóy toaf tWć^i^kóf-i* zhudziwiśKy ślę jego' płaś- 
kfetH^ islhami, Więcej -^ na Wieczór db Namieatoika Jnie 
prżyuteedl)* ' „Datijkuję' ci — ^ m*wH diłij Zajączek '^ *€» 
mr^ni^e ^b^cs^enie przypomniał. Zaraz pfszę^ ^6 Cesa- 
h^^b liwadzfeśda tycięcy pemjiyi, które nie będą ibyi 
tec^ne.^ Jakofżf iiiieaW¥óeisme itapisał; Cesarz je na poto- 
we prz^di^łl Natiiiedtdik śię ^asnruółl i do mnie rzeki i 
^Powtedz że mti^*ej«i dwadzieścia tysfęby ]iroporf6wałiśm*" 
<< NaniieBtihkjdhętbie podialgał Wszy^Ckińi^ któi^-cK szd^ 
cofały a 'fiawt^t' "ni^riit ^slsłabikl wstawieniem się 8W0||^tń 
ii!^dycti i iiierog^śźdydi, którj^eti ni^fozfrópne kroki^na 
pnse6Iiid>)Wanie • naraiMy* . Jako człowiek wielkiego* do- 
ii^dtzewk' Pl ddbrego serca timiafł tbzróźniać ^ nłeroz- 
tndpnoścł, tółodegó ' wieka cJd tiiepi-at^yeh i hamyślny<i1i 
zfap$d6i^. Dał ł^go po d Wijtktoó dowd^ na wsłkWiony tn 
szaleAtitwkĄoii nfezniu i ^ftkademtkti, Albercie Potockim. j 
fcióregjo naleźaŚoby dśtó krótka Mstofyę życia dla nauki 
iprzesfa^ogi' liioittb Wimków; do jakiego stopnia może 
dfłrtjść ' <2^sfreie ioł^aa^jó w ' i ^ż«ii wec^^rć wszystkie naj zna- 
k^lfditske zalety ^nlytsłtf; IsAetitA, natikę. i najwjrź^ze żdó^l^ 
»#dii;M zrobić 'j^d nf^b^żtjJćcinffemi ^dli łoYeiairzyśtwa, • szko- 
dUwemi^ dla mbritłiiodći^ przc>z pozorny ńrok', ktOryin «łę 
otaczali' itmie/ Miody ten '^łi(y^^ przez oj^a 



Biiesl^k. oa m<vą/;pro6bfi oałimUt dragi fa2»iM%>iitfibf oą 

go SMbWvF?ed8taif^ić^;d(al,/mil ^jm^^ki^^iiiMgOi^M prĘ^ 
strogi, .nąAfni^ ;)iię ^ jego ©łącJbi^pb i 4pę«»niyj^ 
' iTff^. i odpbr^ł s|0w,9^4€li:ichinieł)ftW/tói:ft)r.vJBl»tę^|c| ^^^ 

pgprwiopy (łto^dęffiłkf .wkr<itcą;,nąt>railA- rnwUhlŁlK^n 
do Ameryk do.- Ąolitąia,/ iMr^seszedł .pwjs, <f ajdo|egUw«f 
c^oąjł usizy, poptómj,ł?r6qitflfttWplyPi wpadł>wT9C6.;W,iE%i 
k^^:y gp. a i^ijębię.pRsez^kilk^ piefbięl^firay ^wi^ysitkioft 
WSp^aph wicrił, .n^opifici dftfpulfc^ w<8yi«kwgo irkaft 
pi^U jeĄeirij,ła,|iojjeBa oddał. .jPo.iińi^ny^^L/i iiicjpcjjęlfcaipr 
nypbi tw^,;?,w*ptnr^cbj ,.ppdpOT#, ceąolficiyi, pptoki^< ^ą 
i)rł33fl€i gadania ifl^^rią^y! pą ,Kwk^¥i .SnoMł, sobici.prziBż 
^fr?oil»rnJ|czę, .Jjta^W: repBtopyę i n kie«f>wcAw a Hi wo^ 
ds^ir r,Q6yJA]i|icib. ;Pr?^Cfko0»i|Q; zpuł^. 4Q.pu]ktt;d09j|aźryl 
8KI podpflłkp;wriiikwtwa; wiióicił s^pujkiep d^/Polpkl, po^ 
zoroie , ppi^rawiony iiy gnin^. ,tea ąa«i j> lekki, .pł<>cky^ 
pianiotrą^oyr ^ dc, podłoi^. KfM&i<$i(sl młodaiidźy^cKamr 
jący kpbie^ .urakięm; d/^v^pji, ais^odającd? ducbjmftwh 
nąbożeł^łiYOin , ..wnzya&i^hrofeliidą—r zgoła pąiuiqbwpic.t 

IH^ąt, iqtryganl^ qifp0W&ciągiiipp6j//i i-Hpbliw^j. ioiagii^i 
cyi , . ^t6i:ą i go i do Aaja;Błąęh^tQiąfsssy^t pęp^więeeiii i dk) * 
qąipodłejfi^ycłi..c;syqów rówBk^ jaiK)|»iłar NakQBicc.do0taw4 
8»y sl^.. W kredyt i łapki u , ksiBcia . Woroncpi^a, Wjeget 
^bi^^ą)cboI«^c iiycie ^akpAczył. ];i|dłąd< jeatdłamiife 
?iftC*4^%ł j<5ł^# yteP WPJrzyi^initticaąaiy K ncsQte aajiwebfii^ 



\ 

I 

gaoii 0gao^r0M\0i»iie! Ssctem Jt9g(y*Mogrfltii byMjr^M^ 

Namiestnik o wodzaeh polskich, którzy z niin %iel#M 
mojikKmyi wnjnUkia koleje^i^is^ pjl^ki dtieiili, fiawet 
^ ufłbdssiyyib b|^ iiebici; tdtft^ zdnmy łłii^aprMd^oiiy i^, 
dkj^tate oddawał in i»prft^i(sdlfW<)l^.*Ktiiteiewtcztt'poW«- 
ż0i> ł 'deyril; Dąłm>Wfl^i^<> totenta n^ójsk^^^ ' uznawała 
Crattińskiego j^^fAeazmiid ćenit i kbił^ Roidiedtiego 
tylko i to w'nąjwyl6Z5'm sMpttiit ni<eaaw)dzl},*na satnaittit^ 
jegd <^<i9zał' fatę'; iłmwiał^ „tó jest? najtH^kszy' tcMrz'; 
inti^ygant poiAy i trfkctiediiiy^— ^riedżąc d Jeigd pod**^ 
stępach; 'kt5rycb lenetał Kniaziewics^^dt^^adczył. t^j^ 
mi się; jej^nmid p^orięó nie' zawodit, teiWyź;^)^ Uk 
jegty^p^dióifr post^pcfwatfin wspomnralefm. ' ' ■ * '- 

Wydarzyło wc, ż& jenerał^ WihcKJlity KteBift«Jkł, gdy 
komorikik sądimy jakiióś zajęc!i« W j^ali&ca jego ntiaffob^ źle 
się z tytti<a^eędti}k{i^' otrazedł i wyt)cłiDąć go kazaf. Żtiid- 
ważobe'«ądowii)etwd i pYawo, zwłaszcza w krflja kbn^ 
siytneyjfiymj michcbo titzoto : teti gwalt i sądowbie apotiń- 
na« sigifafry zamierzyło. Pttblieztfoić wzięła stronę pb- 
krfi^y wds^nego lurzl^diiłka: Gdy^t^' wiadomość doi^zła^Za- 
jąi-^ka, i-oiit^iył tl^ecz i, lękającr się' Wdania się Wl Księga,' 
które' zapewne^ ni<f bylbby przychylne prawtt i* s^dcim , 
' (a> litbił i wał jen^rAła Krasińskiego/ ' wiiśdział bb wieńi; B:e 
popiefei* 'to /ttógł ''prt miiiesićnie, nie zaś 

prztJrpogiardipipraWa)*! pragnąi;/ ehoćby z jaką ofiarą, 
krcffe łiy ni^fozwagi • zagpdzió ' i' isałrzeó / rzekł ^ 
tunie;i'^o^edz; ł)d^ ^Unie i "Óatfenfetbo / Meeh ^ ' sta^ 






wąl€|o»Q(j?^i 9.łlM>iior»ta «pfiwte ojczy^m 9łiiisrl.i ^^ gra- 
nicą wstyda nam 'Ofe.i*ol^iH4 JakoA ftprawa słodzoną 

% teigo^ WierMgoi i^ratn sprAwDl^aifia -się. jeo^aki 
Zi^jąc»fca>0!SiMoppiii iHuniestnikoRtura rbł^siiby > htoby 
loaieiiiał^ ie s(ii{Hrf9ą irfooiti 'W. K^tęeia poatodał, Ae tyU 
kH> ^ąpi9. łaaki^' ^aBkaiiiaJ dostatki naisi^go iipływały, 
ite jakotrPolffk itlegtyti :vri9i:Dy<wQlny(Rrbył od w^zalkićk 
pod0jr?^6 j posąd^^A: i j^e.w^tćni swoj^ pQ}<^Aeniii rij^o^- 
l;9J0ię, na sąy^ob i^żaoh spoO'^yw<ali ByłyiiOiifdty temi 
liftami kplce, k0re tak go dotklrwie a b^ópie.iratiły ł 
rMilf , i że p<3^ 4]i!aV<Hi i^ł pfz^dsi^sbral > mkiio: mcite 
f^ł^Oci : cJ^^^^i^M^ i^ * wygodoićpi mH|9CQ ^ p^dssiękoiwać aa 
ten stopień i nsuai^ nię.od upraw; pablicanyob. Qp<^wieoi 
i iwydaiT^enją . i powody# dla który di peaostaŁ /.' 

JSasa, jddnego^ wyjeobaił Af> Opatowka i par^ aie^ 
d^iel. tajEH, bawił. W.piepl^eonośei j^o ; okcad^iono jąg^d 
pokój) ;,w7jętp jtego i^x>gie tabal^ierk1,.vktór4^ tnial darem 
o4 jcaottarpb^w, i pąrofi^rauicapo pajiienjr^ >Potteyą »ąrąa aajęła 
8^ Qą .laiej[8e^ cbejrsępierp '^kradriwiego, po4^<i[ia> i wy* 
A^zeniem złod^e^;. tj^cb iiiawynale$iiDQO<tLe€^Z!za.(powm^ 

' tem Napiv98tiłika» ^koi^iioi^rezyki. wycinając \^% . kontiua, 
znali^?ił 'i) 9ddat ppłicyi : tabak jerkf/ Nio wteia,^ ezyll oo 
z paj)ierói^; :ig|i;i§łoy/lepz poUieya reszitę kradtip^^ oddiiław 
PaMioa^aośćy. . jMf uzy&cy otaczający Ni^ltiiestiitka^ . pod(^b»9 • i 
ousam, przek Dajaopui byli, \% fo. była Jprawkapolieyi 
pe^rc<|D,^. Naipie^mk jiie lubił :P tóm fa^wii^ Wkr4toej 

'nift wjiem^i^jąkiegft.pp^fldp, ĄWł *ywą k^Wmi Księciem 






— la — 

rfMoiiaiPCy m>MśJM^ fan Kfiiitf i«iA»MMMiędktt ridW i ^ 
czttl^ eMycb^tMbftftsjącyob Jego O8ol»ia|ot4« Eajiietok 
dotktti^fy^dot źy^^ei^ niiiytiił .prMlćCesana o 'dyinii^^ 
ZMil^tóm gO' rMO' »|Miiiicoiieg« i'roiżftldid|§^<>j gdy «a^ 
pytdeiń ^ ezyłi ^ ttić ehryr j< >< * hseU * & * nawto - „Wyjrzyj j ^«asy U 
^/{M ckiBWiiinłi niepodbłielwjii/ cxy kamerdyMra faia 
mai^.. Gdy odjUkwieAUiiiielh, to nie* mą nikogo^ rzekt '^dk 
tego łaj^duka* n^ to^^ibieę, toby mnie Btpi^gi^wal) ł^ed^ 
jQi- tBaM 1M afiuWi kiedy* ja %x nie 'dogadiaib \ ' iiieebKf 
sdbie wylbieią ^ioDcIgOi ju4 ' na traieka ' 'ifc jfoęki' ekoi^Mg^^ 
podan^i «ię! do !)dy diisy )*^; = '^Motoi • kaii|źę; • edpo^edziałeitfy 
e£y'lo«:jest eMriła /^onmoa4 ti> afrłejsceO^dlar osobfai^jo^ 
brasy, <łftyż *Bfie lefd^ iiebw-;^eić ebWilę 'oto-a%y iiieiytaeyj 
krajowybb? ta niclaAiotómmet ku Wa$i^ Kfiii|l^^j Mośei 
jeit j)e90i i|sprawii)dłiw}eiUei» pr«6df-po(etiiu6*ei4^,.>*2amyv 
Alał |4ęii iodFioiii<iettziaV >)AIe*to tv^zyiitk^; ob ja ^cieirpłC) 
jiri nie je6t^4e» (zaieśienfa^i • Pól^- p^zepnoB^eny '6d «Wi 
Keięcia-^zfietiił.-i .: .t i \.j •: '» . •; -• ■ ■•- • - : ^ -<: 

'^ ]9iśpDroB&iiniiea«av włeeaętCif ^Vfrfmwd2ie ^4ecz'^ieki6- 
dy Wydaraające^eic «t4d> pobbód»liy,:1«! W. Be^ię Ken^ 
ałaotry// ra^nagania^ > zwoje do* * Namiestnika- - pri^erfy lat- 1 aetł 
aie pnea' sn^egb 8ekretivisa Kdva(^aia Itibjeii^tBa 
Kratf . ; ^ Namielstoi^: U^ waj!iaiej6%ydtf)' ebrażaj^ejreb^ bądli 
jegb iaakrake^^ą bądiinelfytabye.^kraffowe, ^d^l '^a^atai 
ptAnknmega peieiwniły 'któti6g<>*W. J[eiVV^^^^^ ^^^^ 
wiał ai na satto' i^^dadkliidosii irfę^^^gbieMreinj '' ^^^ ^ 

' lane^ razu « będ^e u ' je^e^ata « 'Wibcediefgo^^KtaeiA^ 
aklego' zoaisłekli^^łzagaAiiięty ^^Cbt* to^^^lffabiMlnit podał 
819' do 'dyiuii[H.9<t Zflldiiivłło łbtiie io. „tJda|es2|''odrif6kl 
jeadrał, ^ijetdH uieieiej^yito jśfiei^^powiadliia^żó^ab^lesi^ 



ut 



ikk »: i«liQlij!iin.~fii nie « ^^\^nbmtfMi^i^Jimi&l:kl jegi^ ^firics^^ 
^iSiamiiMiCniklą^-llAliierdjfilier ;«wy<|f:lei o^ldnjąey ' gimiei 

Yf^Aii V OdMei^Uę^ ^ \«iiK pt^ ^ttinoti i¥|(bię(gł« ^ san i ląuą Jkat 

go::iiibrMe|;o iiTiinitidite .|ftk^.j|«> jakf|itttfaetyBt(>i|ó>..«ib 
»?l»)i^^i«mii «ii^kwił/4ioit(^awein>^ . ^derami Hd^ //ptKt d 
j^gA:?bi<^k{eta(,pr«ir ,plMiiQ.i l(9itilłt >pfrtQd'i nimi papiai xiot^ 
^1^^ i Pr4ymtął i«ię \ ze aiD%i;(;lktiIb4itSG6i^4f^ kii^ tak 
r$tk(i Yfy^it^^ 49\ Bftłwed^rp^ ^y,Ja4(|a cAdajęi tata d^ 
misyą, o którą prośbę do Cesarza napistkłeai;<Jfiifc;tęgo| 
o9teg0i!(Vv K»i%łi9 ivjrmi^, tmdaoAu zeM&iiZ jakufki# pjo- 
tek;f on 9oi)t« if(iKala«ył; do Ktfdo^ewfekiego >> wym^n^^ aby4i 
goupDdąl 4a.jdyj|ti|gQr^.,iibym.)poabawil iwi^iewódatwołd^ 

ii4oi«0gK><i'l>i'I^W^.tticfls^iJfcaV to j^^^ o^bista.pff^eeiw 
mnie sćiykiM(»,^ .wyjra^evfiKtuka^rpdka^iiM»i^^^ 
męo/ jiiik](cbf)ic nt^eh aię tiaki 9tanie!(i luLę^ht ^a^Eąlęm 
i<iWt^. >uii^ii podtobm dśr^ezyDiooOrcK.iauaaą pienwaaąsfiit 
zą; gdy na^y/^kot.pf>j|$i24tttdftłijS%NBlymeć:.iihai^^^ 
4]rii/^/{w.pa4ł» >:0(^rąją« .ffą razcA^i. dr^iti tis^ido^wyl „W. 
KlJą|ęJt?iiM(.ll!fid^ tigrb wf j4«^ftiMi;»pQtkABia>8ię. z W^ 
Kie^ienu ^abili^^tiiik .Mdmd: cid44at prędkou iifeynMwii 
^Uą^iSi^, diił4|ig0.;pqtejtij; i.ipi»y4Qkil^ idr^wi^ iedisie 



asB 



au /«#mv delJUm iii^.^nh4M4e a«łyM«leoF łagodiiic|»tą 
roimowf i atehił tiNtdMBrUiiegB papient. iGtiy''sii9'iiel' 
dzykty-z/NMiieąlnk'*^ Mdfwmił > >Mi 'iciiimrdyił6m) a ja 
»iv3PiiBB0fneni:Bkr]rjśirit{^ I durAz rzekłido umie „SHyma- 
maktii eo si9«imiią wyrabiał, ptM' m! <d^ indgl faałowiiA po 
kfftuiMę' psaeprMoił/ wyffwaB-^tni ptiM^Aę^ ^dyminyąy 'p^ 
daii«i^^1rflllltail^6iQ^o^bpHonl> jte^ ńiiif pnebaomid i<<dh 
dyiqflorj»>ti^tiie' podilm^j > lakoi pf.llm 8% pdt^żatn4«tt:« 

i2ifĘ&Mnfm^m»^E»MMegoftitsL'k^^ Stafiii' fiyrek- 

sf«v£ttśa»^jiniaiM!>iiiranfegcr minhitra <a tak iMf^. 

kfiięeiH' dogodził b^aiepfMKbawIł* kraju jedłie^^f najzdol- 
mif^tal^cb^ «scBCgóloiiAj < W tym wydsrialey urssędtrikOw. ' 
•.M'.4dfjf p^.tśj . aowie* ^wyMj opi^aiMjf ^ udałem się ' do 
)eiiejraS» 'Wiioidiifsgd fiimlrakiei^Miiiw^ypiiowad^łłefn go 

etjogd 4ńg4nyol>'^H^^ii''d<ii^Brioii^J'i^ moiHi <pewm*ej8Kym 
'i wiftda i fc i o śriem) .giwlasactea iteito,^ d%^gO'M>i'ky^'6\łtadki6m 
pnBypailiifti:mifrli|ęelsyi^'>ilro^ iiaka«y#ala< Vr h^ikte- 

*Hii>jl)iianicnta|fa'»aA.d<>*Ortfl^^ ^^Su^tk- 

iMaario9ynH9^ji(«ainK» ghriii9fy''0'kMtety4n!jr' byt krAjA, 
>fiisyeBiiie'iiniyrai«ie 1 słabiMł; iTw^^jegc^. pnybieirdlti' blady 
koiqr i^o^i^telaMiii, iia*>|^iii^d«enid«{h poMtofaitty^h ezęatb 
idMjfwałf^iiieafiypiaii^irówiiie' jiik>ii4^'pMMiIs2ćfiti' fiowarży- 
ateię^tilttawśłiijiiitdafeii: ^ft 4^ ^stafnMy^^b^i^dby Mknieiiih 
mięfAowęfi^śym^iibńmtmw^* »Śimłi»iS'dop)di^ ^elaraś^ Ate 

20 



i ^ ' 



- lU -* 



jaw^Une i\ pra^widyi^aiie. następstwa ) grytły <ga i< zittł 
jHfesLnyeb ' wy^Kt^y^ AJutoeesikfK Mikołaj nietyUBd 
£0^1 Dg; > d9M»jei[Mrf;wi€) jega^ potwi^datł, lesk ta polwieiiłce- 

Zająeisęk^ gai nąo piowoli;. ledwił k^łkwIiiioBiąeamiiiprfeelijrł 
.Cff^ar^a. MeKaą|idi*a. ..HtittiOf je^ arę.' ąiiiMlail^ teiei^ibiiia , 
•fi^c9Qai.eiiC2z.wi^ktajr|yit n9lk<me<^ ziiH^iomt 'asapaM^ t.iLe- 
.kar^ę .W9rj»ta!vi!fijcy bliiiki ^goa- pt-zepaikiadaUk^Odiwieidai^ 
Itfiił g(> j^azfsze siedaą^ego Inik kntaiU w ogaodćieioaprz^ 
ciw 'a.łQ^»:j]^,ywiii powicrtroa^ rdzauiwial >tii, iBUba^ftoó- 
>^i A^ jako prz9etii!if ająoy : bUaki tęwo^ itoaiieaKtafr pvaeaJ|&iA 
się, na ł6łka. .Naiiiiefltatt^owsi) sfMKiiwladdła AndnGejai^iiHi- 
^ckiegf> .? ^ilna:.i zjegpomdy lekaiiiAw&tuesIntfciiWaiy, 
|iir(iep())V|edziałikiieB]^Qiei odniępawąlgo^dti żgoędi 8iB;($flęlb 
się k^niini^ ^ięiki^ 1 bolesoe; * uiuą < nkt^va pat^fl 'dni i pm- 
SKi^waJa ftię^ae 6^iercią4 lOtwarłyfBia^ spittiiię pb dwoje , 
.od^ią^iłi^m ju^koniRJąeegd ataneoil Jefi€lrał'Kdii8aifliiy Bą- 
.^pszew^kly ŁiłbjeAski preae&.o^ebr^iofltoiDiieijasa tcimia- 
tl^ie; i był. p]?^ylomny i ka^ztekan €sahieekiii«'Baiiiipi(^łl^ł 
ol^nas t^i i <M3tatam . aeeuy : . .prtyćbod tat> jil-s^gacMa * f ma- 
przyjaeiele, pierwsi wycbodzili z za8macc)ii% dnidtgrva'itti- 
dęsaą twars!^<» BoAci^as pk»|)rgQtpiitafiłdo.ip<^;iraakii^ jene- 
rał .Kopisecki 2 tK^yeiz^ł < . do Mai^i &' «^awam«m / i ipmibą 
od 3aiqćj kaię^^y, [Blbjfm {^frtMui^il^u^^ 
,v(x^9L Znuim^ .lai^. . W!' tmdfióm ip<MetiHi>k,« iptuy- ' 
Wny .gł/i>ńi]^o:,wybjaQhtój iprzaaiwvM^0^ti' <)|ci^ain|ttloi§j 
,ipu . ppij^ii pQ]w^ęhh(^. pd{M)Wiie<lzia^i|i 1 Koate^kfi^nti , 
i^ >&a^ pogrzebie Nainie8tnik4 4)#wiaienby^f)in^U^ 



t 
1 



Ui 



) 



flliri|li ribMitorii(j|«ije0K(M BittMiiie bjfhpai) a {'^'wdj- 
Bkb^yi/i^ijetoUł^ tjrłho pn^jaciel. miał mAwid; tj jesteA 
U^mf4Qfibg9^y i yifwMAe ^/zglgiy i obowiązki są za 
tohąii ;A- ^i<aqFi4dni iB4vvi|iiy iitwtttete: jeieii ksi^na żąda 
t^tiofeiif odeiiiDitie^ tabymsid uttrate^'ópitiiiy p<iwiefii i 
ni&łaa^rę ti} ph^jltioi. 'Ale a)ii ja aoi ty alii kto bądi 
nifMMieiaógrt t^ fiąwieibipA iifi#&eo W: Ksi^cifl i npirze^ 
dzonego gmina , żebyśmy, okrążając <draftitwb okoliczno^ 
teiy»«4l/śoiągBgU'iia,'B}ebii isjedadj strony niecrkoniento- 
«aiii%i B.dili^fMj <ilłeaąwiM J ^ótępieiiia: ■ bo ktowid>tzy 
piMieiteośó'ili6 pfzyji^abf naś z ay kaniem lub iwi^tanieid ? 
Aiśk^ dkiatfi ma <iM9A ostatnią posługa, ezy nie narazi- 
libykiiy> zviok\i paioięoi jego m' ubłiżeiiie^f Kosisceki 
m»BH& fllojetai^Mt aik slabziieJl 'wróeił do ^atniestni* 

• t< t'Wspe9iaiad>ti| ^luldito^ ińne^^ żei NienlebvHt58; który 
wia4ii .^ttt%v»:mdb}agi^y>w«.6W0j^ niena^yiśćt dci Na^ 
mieatiikiiiy niegodnym aat im^oA&itM ańt tmegouttty- 
nim^BpmAmsii , ^pedozasitrwajbieiiji choroby starca -^ jakby 
ahciai rezjąttr^^jięadrażnionąopiDi^H^. napisał bajkę ozy 
pqwie66 w /tN^zJitlttMfzym ^iatjrybz^fn dacha^ wyśińie- 
vfa^e i^ (if 7sto]nli;a|ąe iego" dąwykatenU ; naliogi t to pti- 
sowauię: 9i^i flarom mlfday Imiloftdą żyeia', miejsca swego 
i}<nla>iMeg«» kalwinie ^^^ obawą prżysttloAciy - i 'W kbtniezn^j 
8eeśie«> wystawił jisgo Ir^załbw^ Z' okapem 'Santkidir^ 
fkim »k9..Bresper<(ih vs|iowie4nihie(m, któi^ego tf mnichoW- 
sftł^ '.eeli? 'tiat bi^kopstwoj wynikł, iniHieszcz^ją^ i w. ni^j 
teacbi^^^! wnoiibz • ;,,Co!thi -taNSzislma* ojczyzna-' dałAj 
wanyslkd waip ^bd 'Mąpołeeaa^.' Frz^affa' te w epiteci^^ 
klMj^Bic iZbj^eaehii&imo. awoich^'^^^^ Uftjti nigdy 



■. ' 



IN 



• ^ 



mach <^»ytą)^ , ilitt^«9t9if8t9jąq ^niidljMioąrrbtuft^iifw^/il^ 

pjraęd, H^iWft Bpgą^ któijr .naJa^ wwgfistlKjjfibi 8fv(łiifb<ł>9iłae| 

^ ,Wió^ldoiQQie.nMąjab^ Kdseey.ióihiiiiafdc^yl 
równie. ^^ie^tiuJ^ttWA >;ja|L, BidossewsU 

Piik*2^J4f)i^^ ii>tik]iMliWja ;^idiiołitf}«r8k}egfi^/jfiaei:ała i^ksiaalof 
lana, który zwykle czy w 0|)atówka czy w Warszawij9^«m&t 
^ąc(V}; ABLEa. d»i^Ut T^n pąt^iahiiiiaWiiW pietaRttjnaiiifo na- 
pi9at .9obi«i .ni(iiiv^9 ą'raezej/^p<idi»gJ4(N«mi€|^^ 
pr^ybieęł. do W/arsaawy* Pierwasnego aifate .odwtdśifem aa^ 
p;)^tiu3iiem ) kto^bgd^ie ' «af^wH riia <pqg^to^e . libiimilpil^ 
Odpow;i^z]fą)je(ii ^Żądaąc^ odOłOiiiie.ti^fiośłlP^ fai ak 
jęstęoł aei)atvmm ^ ped^bm mkŁif« (,%OMM<jia f4xwieiD y^^t 
s^^eoij sobie. mo$vę ^, b^ ^pU wyi| f;rac«Kjribiiii^^ t^tj %^ . ' tWy^ 
atiicb^wazy:a]:k^a^sKćj ^r^|(^ |ub«yii{KrBewi4ojąo(0ar«9 
Diebte i ;(i)iarł<^g0>KAime«|taikfi/.<>wy8^wi^ po^ylfortjilem 
iQt|. Jiioj^i uY^ag^ui' ol^awy^z/dla^któryck śiff^i^syuiówitemw 
,)tia.$ia<t^ wszystko me aMiUim j o4vz6kl| iSpifilizy ^eal^lBi 
BM^ty i q}riKy«j& i9wcye, )(>baii«}^/ prMaęmi ^ft< i.iwybiegib^db 
Q|;roda i^^icgob saipi^ocdiadKk^;. Zi^teli^r^iMipdoich 

|iy 'pra|vvie/całą'^(^i*^<ii^4; 'SA^^s^yćAl^^h nikacb^^iieaiiiar' 
\rfMQ ity&ił •<)» wyjtadktt itoifiraJtNaiiaM^ika. ; {Z6ii*yi 



— 161 — 

y^fi^t^tomaaMbhi i^^niegi^ dywthfy>e% i! is^jiko^clt. 
Ittiiiiiftitifglły Małiietabwikl iiiiał f^Ąi odwiadcsiyA swoją ' 

\\eUk$m^'^pfMni'f HiH^^^f^ znajdżiii* Jiikt 2r -gcdijanótt se- 
Ml^i»^(ibfiife^«24il^ kitóWii AA' j^o pbgrS&eftiit 

(1^*1^11 *t6łftiitrie*'iłyjął K^siiiyrylJten^tfiri^Ka). Na to 
M^łitji^it^lli mW^(8/ b od źgrómadźiiuia; t^^ szyb' 

ktm^^^li^iMBiifm pMi9>fe«g}fir%y' do: mnki zadyszany, Yżfricl! ła^ 

gk§«*site4pi*iiwj'-iiH «M^ ;,W6<ih dc licht) 

iiteiiiffie^ j^^^ nmsk^takty*^ Opi^edzIdWiWJ^ ^ifiĄ^'^' 

i»^ lOdiiyl^łęi^gt^^b NslmłdittAfkaz ntidką pr^yzWoitosct^ 
w ft^Mtetorrft^lj;! Mśyon^rtyi <Sp6bk^ty zwłoki nakkiat 

^ k<« >kii«iiifte «r^c^M^ pbWi^ś^i^ł^Bikkiip nod^lTra^mtyir- 
«My * itylliWfHBty i<^<i? ptz^^^ ^zasłngi 'wojskowe, 

!$M»feoą4tótł«'Wspo^irii$tii^'(^^^^ dkarzędżie 

. IMiyęAtttlkttitótóyżtrihtai^ł^soWc; ^jódn^d nflioSd Cesa- 
rtitf ^*^» ttfbrOCSBjFAcy' ttii^dti pilśktego j ' Wujśrko Wy^ 
«l(ffflb.^^''W4» ^^ «^Br8«abty -satti ()só|rą'*Woją 'czynił mu 
bmiry^N|||kb'^jete«^ t>^bt>t3il, ardikty idgl-^mfdiy. 
Od^]Nd^#«dfeoi«^ (tl»ttilni$ '^ na' %Mit^^mioiiiiym • Yydtranie dyS 
TÓgifl^p MW; j4' '^d^tli^!^ BiMcfs^c^kłV Wni ^ło^bwie 
m^l^m^i'^1^Hfi^^\<^^ tó^tttófli ' jśt ^0 Ot)a- 

fiW*?#,^^g«rfW^Ji#fotó*# lf)rz5^ ijfcia' •grtibie 



|i <?;4ł);^m ^łJAKM .1 '»»a i^./tojtj: ',w .«;'//r'.:{-' 






— tw — 

i {dokładali poi^n^y yjego^ i oawisi pbtoAeiiieit al^K^m 

jego aiepgicty. ebąr<«HM^^»..Jego €^ tóionptMęMMteim 

przelew iaidc^ąi^ ZiTapiwj^j^oeiBi «ic/ podioejiy^iiKiiokoliiah 
Dońciaoait . i ivyp34^94*« ^ :9i^ii^ . )0« rćł win^ « :|yBLd ; ^isedsy I ig^ 

P. przypusaas^nię i^q ;{poi^fq;Mfi łłwoofieg^ili {bjHEi^Dego 

wdzięczność i {)ii!sq)rja^i^ ';wyof(|glyAly.^Il^^^ 

^le pię.V!^y^i,qąłyłry,i^c^\ęe^ipF;ii(^:loa^^ »potc* 

piĄpią. Tywpjcąsejw^łiAp wył,ry^ioi|it^ 

wytrąi9i^i(fiyii,, .pr2^9( idj9M4dK»pi^i0( imgcrtm #f{8«i)ik4rfii 
mflj^iii rĄ^wj^iąUł; i po^qjięl?i<}^J^|g9^ i,|K^lpW«||k^/ %»^^ 

ry aji^) popijf śhiofei, k^^t , ktdr^j, i^isf^szj, ićUł 1l4tlCPł>>btitot 
silnię. popifirał, P<>tt?f^ j4i.i,kph^a?CpW.,w,|gąrtrt-lcfli^ 

I^i^f}M4ftko^l^?y(łM; SjjAz® ię^p tpgp|l9^iSBgjifdq.«)i^w4fi(|0a|4 

pi^Ą jkt<irejpKH?Wiy jęgQv^4wifi»»WiPjw^kl^i*iw okryło* 

nie obr;ąsi^^ iHl«>gq ^^fid^ą i.pqfWftB%/9łfl fffMlli^ i^mm^ 
bezpieczeństwa osołństego nie naraził, nikogo Q|Ci^Bfa^yi|^r 



- im -^ 

aitf.uv.«eiąB^Qiti^tMbte«iH| <na"«goaifoiiA «Wq}4 >'i ^todu 
{»ii0ltiwiUi8Wó|»'«ra4d •roo2y6o}6'tfnyfttiMM6feif|l'W piy- 
i«Mttćipłob«4Ć9raii|iai{KHHl4ł'8Hf,^Pr^^ ^{e uryjedtiały 

BiQi|aśi vp«błaźMia> 4tii> wyrMtiiłiiMiA^^ l^liką^Jedt tjfpne- 
dsoaa nieaawMA IdhEka, il^iyiko i& ź\ą'ińtfinę ttiwyl^ 
1 MBfekiMiiei ' fi^IiM^Mk^' i- iM|' ladiltel -eó |»o diUgiióh wy- 
ttłfligalą: IcgOy <f«eg»by aaiut na ieh ^iajścfu tiie 'bcsytifli. 
iU^4h»»'x^ttkoąiry«b gdyby esyM^-to >iti(^ tultti^fe, ttofe- 
thy^/f«j&łvtNi*cfo.prsy|i^>ttrfei|d'/ <f jiiib^Ii^^awMdłMę, ttewn 

ialz]tt«'ił"«4ekli^ ir ktM^yi^ aH łOnUoti^lHe ^^'toddłf ; ^ 
04we&']ii^ ibyliby^fAAyleeiRtteii^w |yaft«ytt)^ ktkjn : -iiiepii- 
^ayjętalilii^ ' mi' id t^Moa pakMUiioM' i> Uialoryś datoemk 
KatoMwi«r9ifyimai<Qi6ploC»tt ^ikt^fM^yMyiwSeli^; nSe 
*fmm^Mi/by\*wi0ly^^!ik^^ i piiMędd^ się ria^ Urn 

tniejmii^* klAreby' gnnrl^pelfecltr/ j^s^ni^ piiwtiy^h ekwilaófa 
. |MMeiv4ai]Kf»yią f«llryatyi(iMdi >< i N«Mi<ii06laik, ' od«t^k»jąc sa 
iłiaą^łk^^łiytiyl^dkyt 6vh^ tt^JO^Utócfł; afi^^^ 
ilawiasi«i«'^ kYii|)oiviJ* nrayi^iiA^y g^i^, ftto^n^ j&go 

ąacgiwaiailir^wfniiti pkyi^ttni^ni ddhil^iia, okafte firr^ 

u/4> Zi^iiłiałsk /był % !t}^4>fa łmbt^iHm) '^y> 6f9'pt%dioMj^ 
'i««|icA^Qi9'j 0^)pm^«^^ '*d%lałaj4'' bes 

flbfe1«y«/i/z4^nieb«q^Q0Mfi8l1teM jneflodobiliite ulęiym, 
4ła| ktt»j<^ liięi /w 'toi{^^ św^jfAn ^fy^fi^iębają. 'Nn^ 
s^al, iję;»tta(«itteH>^y ii^Bbift^i pia««iie«tee^, i któi^ bptoh| 



/ 



; 



160 



^\ję, Qa,,Ąęt^^imipęgf mpon tofV?fM^.*i>r^ f€^ omig^i kito 
rwiftacjrą.:C^€\g4^; i^^^i^jfsąUżą^^.y^jlij^ ipapiawlii mit- 

« uje 89ibofttiffychi.k^aj(9^)^^ pocl/onakiein^ tąg» {putrjdkyanil, 
.dla bt^iręg^ Ui|)^»rsf«<^^i^^ IMdflAiićj.iifrątyistl^ditoid^^ 
umai^ . y(\ ?ary<to bojtjyMca^iii^ ipoIakkHM irialbkiay^^/sla- 

kniw^ .^fta„MA)ii«ę..m^'pQl3Vto»a'» baiiiminł ^btepi^iii 
ił(Mi^W$ifEei^Uwyii;)iiOrgn^4^^^ £^|ą(»ek. (W ibtodtiA^ dwo- 

» 
pfUry^tą g<NiUttjr>.iii^i$dz wałeotttjiriyifiAitttifoktyfy, nai^ 

i6fęb)(łi^u.iy4$ia;^,i9iaal«ieiMn#^i tmIMsA >J'/»pii^iiutemi #Bidiir 



N 



161 -^ 



nie wyniesiony, zawsze wedłu g pierwotny eh osobie mnie- 
mań sądzony; popieważ szczęśliwy nmarł, ra2 nprzedzonćj 
powszechno6ei podejrzeń i posądzeń nie rozbroił. Niemce- 
wicz zawsze będzie miał za sobą nbolewaniC; Zajączek 
przeciw sobie krytykę i nienawiść. Uleganie jego, acz 
z położenia nienniknione i konieczne, nazywano słnżal- 
stwem i podłośpią. Niejedne narażania się niepożyteczne 

^^ffRf^W^ BMXWRft<^ beRpwm W r a ^arł^ą^won r^ uęaHe 
przez niego na ładzi innego z nim w czymkolwiek prze- 
konania i zdania przyjmowano za wyrocznię. Odległa 
dopiero i bardzo odległa potomność opierając się na^ hi- 
storycznych faktach wyda bezstronny wyrok. 'Obecjia 
yfttt^cya'1:aVir^e będrfó ^kłBłmi^jśzą pot^-^ić Zajączka, 
hfŹMWlłdlWi^k «djirzfe(*żyć KłemcewiczoWi ; ch^tUlfiJ "y^ienj 
óńk^i^ Zftjąckcfk byr^sł^alcetn; ńiź Źe łdebice^^icz ^ńy 
hteiiafri^fefczonyćh paWyotyczifj^cTi' 1' óbJ^atelfekirfW^^tftfó-* 
^h tfeiśftińi 8ztodztf's|)ra wie, którą ria*Jwsz)^^tkó 'itiiłp^ 
4sX^ ^ttffepóćhatii^óWaiiyb dowcipnym i źłóśłiwyta języ^i^iii . 



I 



1: 



»?» V łMł* ił >'• 



'.', \''\l 



* tf } ' •*.•♦* ■ 



I 



: ■ f ; V /;i;i.j- v''»»ł'» t.»'-v. ; ił» -.i: .v .J! I 7/i*^t.l«? ^^.ł !'^ 

^ 21 



'...M:l , \ ■' 



# • • 



l». 



/ .1 » ■ i ł iM 






< « 



» j { 






:: : ■- ;. • • 



.' I ' ♦ ■•»; 



.>{. < '! .' , 



,: ' • <.>■:: .:•".• ,m • • 






1 4 



' ' r., i 



Jerzy Okoł(yw od Nanire^tnika Kalwiiiem itrzńwahy, 



""t:""V 



li 



• I 



J 



i ••».*! 



• J-; ;t f ^ 



' /V 



I . • 



pp^fir^^ąn^Uff: potworze tpwąraysjtwą, j^oi^j-I/y. słaą^Di^j 
i, fcc%jxwQmf^j hjjflo miljczęć i więjęssiłcwu ;0<łdac\gQ7.ąpp- 
iłjpicnjw, nij^ w?ftOfnn|en^ip ohydpQ|;o jego imienia, . lustą 
i^ pióro, knlać. Lpcż s% równie cąb^ Ją^c wy^tcp}ci .tąlc 
g^o^ i tak 81^ i^pajającię z dziąjąmi apraw. Tl^rodowyeb^ 
ie ich nawet przez powód wstydu publicznego, i niegor- 
szenia niemi potomnego plemienia, zataić niepodobna. 
Grecy tćm samćm, że chcieli zakazaó rozgłaszania imie- 
nia podpalacza świątyni Dianny w Efezie, wsławili He- 
rostrata. Staficzyk, błazen i treftiid Zygmunta I, przeszedł 
do potomności wraz z tyra wielkim królem, którego ba- 
wił i rozśmieszał. Niecłiże , pod tóm godłem dowie się 
ipoje potomne plemię o Okołowie. 

Skoro Okołow tak 2aEipolił swoje imie, sprawy i roz- 
cbełznany język z podeszłym wiekiem Namiestnika Kró- 
lestwa Polskiego, ie mówiąc o drugim trudno było nie 
wspomnieć pierwszego, krótko gó opiszę> nie dla bawię- 



- m — 

to 

D^ft/^ifc^ttiiedtonik IMi'd)shHMia;*teeK dbr^yflsirrii/WstH;- 
tu i t><^śiM^y dla tego rMzaju tiTktłetttiiych ; podiach'! 
bet^^Dych isMt/ w- którid titekiiBdy n^rA ' jśid łtir^elaiłi^ . ' 
f^sołgająóyeb' si^ giMłW yrlewai Jćr^y OkłiłdW iittidżill 
81^ na Łit#]b* W dbbraofa RadżiwHowkkictt;^ roda8?ci6# 
nte wiem- C2y plebejttstów lub ' uiieszc^ab ^t tissli^ę 
proteUtaneką Wy^iiajs^yóbi' Oddkny do szkół d(^ Ń^eśWieźa 
okazał p^tei^i fiówcip tiiepośpolfty, i pi^ć2nktiżbń|]^ %b- 
i^ł do gtaiiu daeb^wttego na predykanta. W iytń^Mtt 
n^j^fawioi^y ' prsW»ż Kbnsystotz kalwiAskt za gra:ni\6ę, dk 
nabycia itaiik' ^tl^s^ńyćk, 'óbj^hat akademie iiieniiec- 
kiis/ heiendefe^kłe 'a iiiatret angidskte 'i w nieb' prźćź iat 
kilka k«^tał6iąe' i^oświeeając limysł wiele ddbri^gb lzłe'gb 
^hciw4 żądzą^ńankfii naiaralną zdolnością nabył. 'Pr5c^ 
n^k śduly^ 1 j^zykórW ładińskle^o, flranćbiiki^g<>'f nie^ 
nił«ckibgd> oddał bIc literattfrze, \ żnsikoińite zRp^ jćj 
zebplkt;- Tzocit się W^ibzofi^ Kantk i nir bankę atiśnsżóf^ 
fiiancnzkidł, Bzyd^fdzy -dowcipi Woltem z ieiigii sdble 
przy#łat»Biszył a zsi^palonym ttcfznieńf Helt^ciusza zośtaf. 
Mtetra j^go Utrzyttywał, że ctełbwiek ih?' ^oWahiyć^Wie 
Wft^iStko fobi przez egoiisrił;' Okołowr tę- nalfkę W t>rźe- 
konaii}n«wojćm dal«j posancj,!/ b<o zWykł był ^ief^dkić, 
i^' ^n}<5 lyłko ezło wiek ^ wBzysIko robi ^ prz^ż egoiinó/ letó 
ftaw^t,' i« pbwiirfte i^Oliić/' i że erfiola w towferźyśti^ife 
je8t'głnti^weiit a ejgoiinn ro^n^eib^ Z tdk^i ikiiiStim\ 
AJe eztj^c^ w i^dł^e iodnego powołania do śiatiui^dde&ó- 
wnęgKji^ wrdeJł"do itaja/ł przy kóiifcu' iS^ii' kórifiłyłti- 
oyjttlgoi^nk^aejiyw^ai^ 'nauki, ttttiieieił śic w, ki»ndfeIitVył 
Zs^oekbg^ ^ k0Mdla poldtiego w B^riińid, /gdstils, M' 



p^łep^.B^dziivyej|ł,,iyflWW94ą w%)^^% ą M(j0i^Hif.War 

D.mni,niku,ii,łqcisy.ł aic.w.,#ą4*cj^.tpwfcich.r^wnii^ oid^ 

t.wQ,.wfjzelkiego^rpiitea/A iptęRęś*, ^ąttty^.czynnyi; ApJWjT 

pftf^ąd^riyi^^lbył zw#j^ftiopym;lin|w;r^il¥ilQw^^^^ «^ 
dn-,y biegali ,^C >vi&e, ,Q' Okc^jpą. )^S^W^ :• fcąięiia ifiet 

ix]|ij}?^iflV/ł Jp,ZąW^4<łWA|TQ^ł»ę,.^t ,Ifem s^d^mi^ikAniU 
**J*j wjf^pąęsopa' i^Oj.ądwpisfawJyi .id^^r! po, lfo!W)la.,BaT 

!^ W^B^Pp W¥¥^w?^ WiWW.wy«.SR8«yfifti» fififiOMp^ »^ 

e^??iąi^V Wfłi^gWi^ > i^Wtr.9P^j%c> ..w««s;ystfaim /4aw^ . radjr 
q.^pzłqp^w iyj^ri^zf0iąD]k:^«#i^j tjipn[iiAjrfili^«fri4łMvJ«(^i 



I 



•^^ła 



czy chati ; tam się, znalazłszy wobec kt^Af^t^l^^^, ^icz^yie^i 
»}|iji)cł ,Bfl4ai.wi|pw^, ^y ci^ ^ę^y turąw,. ąrł>Uią strony dlą 

Ca^^cn J3^^^ ię^ci^al , li^, pq<l clflii^ . | . fi*lujars5;ą]|ek . ą»- 

^y^ękŁ, J*#jB, 4jca/ cbc4.c i\yA .^u^rzeiąłłiąMw^^f^^^^^ 
»l|f,, ta^ ;ągf:f^fmi} (qxi\ifiy .|, icjji^p iC^ietł. .a tó^j fertipąy; 

do Petersburga^ i tam od cesarza Aleksandra /{^jfjtc^l^][ 
ipl^, 4p Ęf«ł^(j«^<lpątarc;?ji;ąi^^^ się 

mo^ąi jpdp^t^cljitiji;^ ud^łelpąyjC^, . jak; 35,.;iąny,c^.. )*bpp?iT 
n3Wb^ił?i#i^ał iW&;9 :i^^fin)fBn| JW^ phl^rak>tąir:fje t nsu- 

, ,,^(^w^»^%ły;:j^a.rLity,ę, uo^iał .Olfołw: i^oI^ą ^JSPt^ 



) 



L. 



N . 



iHIroów tkilil^rthmskteli; ( gdiie \typii^rty} ' dom' oftjrt^a 
lel^ z tńjMjifi^yiii' litę hi^jąttLiettiy' na^itręc^al się nd 'do- 
radcę f^nyjacl^a. 

Sfóstra liłojk iwfżona, TAla Eohtoyfmckń, ibieRŁka- 
jącfa pód. Bialyńiśtokiem/ wdowa i doźywohilczka tńa- 
ćżnego lecz odłiiioriogo inajątka, doświadczyła tych rad 
z wielką swoją ezkodą a z^nieibałą kbrzylicią dt^i^^dcy^ 
W ^ j6j domlił poznałem Okołóiiira V ^\emBty do' niego 
wstręt pdwzrąleiiot. Bliskość Bot?kóW znakomitego maj4tkii 
JitłA^^Potoćkiego, starościca Biczerzeekiego, pówi$ks2ohtśgo 
siikcesyą po p.^rakowskićj, którym Jak W^ófehWładtiy ple ^ 
irfpotetit i przyjaciel zatżądźał Jan WęgUński;' ztidny 
p&d^We7M ^d łmfieiiierii Budzj^frskicgo, zwaWfa w tamte 
okolicę OkdlóWa, który tam ^hpozoa wszy się z mtiłcmańjrłń 
Bttdzyaskitny poetilebstweih/ proj-ektatńi/ roitrmem, znajó- 
tttośbią' krajtr, adadyih p*itryotyzmem pozyskiał jego tifnoAtt 
^przyj'aió.'' ^^- '^ '■^' - *'* •• ' • -' " ; ' • ^ ' ^' 
' Okrfow prźcj^lidżal się za rzątfa' prdskiego' mięliby 
Wlartó^i?i^^ i Fodtósićrit; bawił jakiś ćźas' przy Cłipśpto- 
wl^tr ' Podkancłerzyiti litewskim, liiężtt ućzonyinr * i lubią- 
cym tiaiifay i pdsldgiiml' przy jego biMfetece się żaleećth 
Teilże^kołow óżctiił śięw Warszawie z córfeą 'soperin- 
tęnd^la skarbowego Sowińskiego. Tea związek zkztiajokiił 
go al tdWai7.ystwami drogiego' rzędir, ho 6d picrwiszych tO ^ 
warzj^sftłr pró&tactWo 6byezaj6W, iłe^Wychowabie i gniaz- 
dowe jfego urodzenie odtrącały goj przez ćó w pbptilar- 
ność Wzrastał; Umiał' oii ją sbbtópozyskrfft przez wcis- 
kanie fei^ do domów i do spółećzeAsii^a 'wMcząc^gb 
z ai^ystokracy^ krajową. Nastręczał się Dominikowi Kn- 
ćzyAMLieo^cl, jatko tnaj^ey śtolstiiiki podłaskie/ ^it źanied^ 






]^^jf)lM!Mm,.v 94Mryfy - J^n . W jako suwln- 

ti^9f w. 4ofon ;PQtoe)u»b^ prg|99^Dęl^.w6kii$gQ^ Mijimtr» S^«rr 
ba Księstwa Warszawskiego, i na Konsyłiarsa Izby skąr)^- 

\^tfit^&i zpąi j&da|noM ą , » ^Iwrąkt^w , nte «nM. ¥»ttOi^ 
)¥apy więc Qkii4QW — pf ^^ier^i Pigbim^kiegp, ą |>od. Mt 
ą^pątiirąiii/^i(^fi8KAskiQg9».. - Dy«eklw«pi abartw»j mrgąiiF 
z/pwął .|ę;,Hl9^iPD«ktyiQziiiei i dabKa^> ię^^z jO ko«*.90^)iaiMl| 
^wai^ ^oit^ zapomniał W« Qi|ąi4a tui|M«tor^Łwa. .Węgli&r 
ąkł(eig;o.49i^uę«iaiiy o iĘialwar8a«yi3ii z iy4ltmi przieikyą^ąelDI 
tf^wwy, .wypą)i?zof^ 9^tął,i ie ,9Hubog«it8^yeb. k#pi)^w 
tpij^ąy ^. hąr|scK!.pr^ef)((kzjłv.P9 40fWiędtsiQQy<«».^arzi|i<)iey 
Wi^4e^ii oię!cheąo %ć, p^Mi^^aay.o F^lltli)tMO^ wiIt 
fiiąji,^o^w)ę^;pr^ać}elaiJ ^yj«4oał; inn ^ymsjrę.ia q4 
o4po^ięd^)ppńQJ c9^ą9)oftib . Z«^#fa]>ii9ty* wji^e.tdoi ^M^yfir 
of^i > . ^ .pozbąwii^iU^ P^Wji 'i dppWiian. p9qi«i^a( ^aą 
^tojMiwym ifiąykjf^ me s»pzf4»ąe fliifągo „dftwego* pr^yi 
jąci€^^; fiprMK kot>9A^naf^|9^^|• iCfiyilił .fiipbieMmęKłaor zar 

sipi]M#wi^ga.iihę|^^ ^ięo-rnc^ty był 9Mf^ 

iii0gdiie> ip^nijml^iwąi^yin pjgd^i^i. w^gafdA(«iyai>:i?«z«d»i^. 

Bjwał jęiłiriiia wi,d^nitti MęioBr R^ibiwiłow^r igdzi^Mę 
.z F^iiącif^fioi; Węiykiisoi .a»po9(palf m Aleksaadirii. tsit 






się tó'^l3F^»i<»i»^ ,W*emiyidt) tt<{tt-a'^WźefclióM*fcf4^) 
«ę^i#y a^^k<iyj«^g^^zn męth^m^ AcM^^ i^^skte^o wi- 

iiWc4ib do4reipeiii/ j^^iera,'brffotia(dAtrr;i wi^^^iVg^i!ó^ 

wi09B^ł£oki|iMiiitotr«ttl>fdk^a i^. p^ez'<łftjfi^k^6li^ li Mjpbi 

^fetećatftój' ł )ć| Y«idtł>kici^dWriikleitf; <»Włó4^Widź4e'W' jte^ 
gitjl^os^liei^^^Mkto <zaWddy dó wM^iDceik »i^ senóWkttia 
jaki :%ifngądv |)#ft}4irt4(^ dł)t>i^ W' bi«tzyiitfci6f!il«<W^{Aattt^; 
fi»()iMtl d^beą^nHftph^ę 'ó hktifditt; ]/^^6ifiiyiite ' i •adMitii^ 
gtr^yi» ^kairtHi/«i t^tłdał ją* iiri^dzyisi^i^^ )ir/:^jaci&r/^b^^ 
do^twiadblndi^ tioweg^ tnfMstr^ 3śkoi^ o\!łt^\ńi\ 

Ją MattiiBiOWiikJ^CNiołdwi^el^ciał' 'się* !^^ Innhk^i 

jltt^taió je^ oitfbiią; A iże wibdidał o toyiiti^żfWł^lskai^'! 
pt^yJiti^iir^^Miniśtrkei; pk%y(^bodzit'd^ iHtiicI tiatiib; «iedzińrtłi^ 
rńk<f o god^Młe w pr2edpbtoQj{t; Ołifżektrj^^iiu^^il #^tltńF^ 
cAidaifal^ł'-ttDie<^^ją< i^ó(^aWi{/ \^1 j4, i ^)lfi)dił> 

ftł«yk'j4ii^itthri)Bftt^^ >ódd«d/' 9^' i^ś^diddz^iia^ii^ gtHól^^i 
preedstiwieHift Utę ^dir; j6JaMi6y«^ to;>3^j^«Mćrigteifttl^<M^ 
dttł^ ^^ ^M attee^^^owł* irMpi^d^ę; lebk tenr tni M^UidŁ 
w&ył'?- J,Pism<K j^t' idfefcfrfe, łfefez' Błitttt<'ttkjbi6zttfc^tótei8iyi''*y 



— 169 — 

bióra i p4ki jestem na tćm miejsen^ nieeh się nie spo- 
dziewa, abym go do czego nżyL^ Osłodziłem Okołowo- 
wi tę odpowiedź, lecz on ją zrozumiał. 

Podczas wojny Napoleona z Rosyą i zawiązanój 
w Warszawie konfederaeyi siedział cicho, podobno wy- 
jeżdżał na Litwę — i powrócih Po katastrofie Napoleona, 
nim wojska rosyjskie weszły do Warszawy, wyludniła 
się stolica ze znakomitszych domów ; a te które pozosta- 
ły, zesamotniały. Dom kasztelanowćj Połanieckiój Lanc- 
korońskićj, dom najpoważniejszej i najwięcćj czczonćg 
matrony polskiej, który zawsze napełniony bywał naj- 
znakomitszemi ludźmi z wyższego towarzystwa, prawie 
opustoszał. Staruszka nudziła się — Okołowowi przyszła 
myśl wtrącić' się do tego domu. Mając znajomość z Igna- 
cem Zapolskim, spokrewnionym przez żonę z Kasztela- 
nową i mieszkającym w jednym z nią domu — 
człowiekiem słusznym a razem wesołym i jowialnego 
humoru — uczęszczać zaczął do jego mieszkania i bawić 
go swemi bufonadami. Przyszła nietrafna myśl Zapol- 
skiemu zabawić i- rozerwać Kasztelanową Okołowem: i, 
aby zezwoliła wprowadzić go do swego salonu, często 
różne jego faeecye powtarzał i przygotowywał staru- 
szkę do swego zamysłu, wreszcie raz rzekł : „Ten Okołow 
jest bardzo zabawny i dowcipny; gdyby Jejmość Do- 
brodziejka pozwoliła, tobym go jćj przedstawił." — „Ale 
ja słyszałam — odrzekła Kasztelanowa — że to jest 
człowiek złego wychowania, prostak i brutal** — „On ma 
tylko swoje niektóre ulubione wyrażenia, które łatwo 
przebaczyć" — „Jakież to wyrażenia, bo wiesz że ja szy- 
derstwa i grubijaństwa nie. lubię,^ Gdy Zapolski powtó- 

22 



— 170 — 

rzył niektóre lecz z pewnością nictwszystkie wyrażenia, 
których zwykł był używa<5 Okołow, — gdyż trzeba wie- 
dzieć; że ten bufon pospolity zawsze miał w ustach np. 
wyraz, nad którym pod literą (D) Linde w sw^oim dyk- 
cionarzu tak pieszczotliwie się rozszerzył — Kasztelanowa, 
którój delikatne uszy najmniejsza nieprzyzwoitość obra- 
żała, zawołała „A pfel pfe!" i — kiwając ręką — „ani 
znać, ani widzieć go nie chcę, i proszę cię, niech jego 
stopa mego domu nie kala, a nawet spraw to, żeby kolo 
niego nie przechodził, iżby go kie<Iy moje oczy nie 
spotkały.^ Nic przebaczyła Kasztelanowa Zapolskiemu 
samćj myńli, bo, gdyśmy się późnie) zjechali do Warsza- 
wy , wyrzucała mu nieraz i przede mną się żaliła, z cze- 
go nie raz komiczne sceny wypadały. Wspomniałem to 
wydarzenie — mnićj może ciekawe, dla tych co osoby i do- 
mu Kasztelanowćj nie znali— r dla tego jedynie, aby dać 
poznać, jaki wstręt i oburzenie osoba Okołowa sprawia- 
ła w wyższych towarzystwach. . 

Gdy Bosy anię weszli' do Warszawy i Rząd Tymcza- 
sowy zaprowadzonym został, opisałem, wyżej*^ przez jakie 
sposoby Okołow wcisnął się i spoufallł z Nol^Rpsilcowem. 
Po traktacie Wiedei^skim i ogłoszeniu zasad przyszłej 
konstytucyi, Sząd Tymczasowy, zamierzając naprzkid za- 
kreślić granice przyszłego Królestwa od 'strony Austryi 
i Bosyi, i na wybranych punktach ustanowić dla handlu 
komory i urządzić je, szukał człowieka obeznanego z tym 
przedmiotem, umiejącego języki i zdolnego porozumieć 
się z ościennemi pafistwami.. Nie wiem czy senator No- 
wosilców czy też Linowski naatcęczyli go księciu Czar- 
toryskiemu, nieznającemu wcale osób z dawnego Księ- 



.» 



— 171 — 

Btwa Warszawskiego a tćni mnićj Okołowa. Gdy się 
przedstawił księcia i rozmówił o toczącym się interesie, 
oświadczył, iż podejmuje się wykonać dokładnie instrnk- 
eyę, lecz zaraz dodał swoim zwyczajnym językiem „Ale 
Mości Książe, czy będzie grosiwo." Książę nie zrozumiał 
tego słowa, a on mu na dłoni drugą ręką pokazał, 
jakby pieniądze liczył. Książę zarumienił się za niego i 
rzekł : „Pan Okołow żartuje ze mnie; przecież trzeba coś 
poświęcić dla krajd, a fatyga i wydatki nie będą bez 
nagrody, rząd nie zapomni o zasłudze a na wydatki do- 
starczy funduszu^. — „Mości Książe, ja na obietnicacłi nic 
nie buduję. To dla panów doł)re: ojczyzua, miłość kraju, 
poświęcenie. U mnie zdolność jest towarem, kto jćj chce 
użyć niecił zapłaci, point d'argeitt point de Suisse.^ Uży- 
ty atoli został za chojną zapłatą; podjął się, bo do kai- 
dćj, zarobkowćj posługi nastręczał się, i jćj JłagrarUissime 
cupiehai. Gdy książę Adam opowiadał mi niniejszą z nim 
rozmowę, rumienił się jeszcze za tego bezczelnego beze- 
cnika. 

Okołow był niskićj, pękatćj i otyłćj postaci. Nosił się 
po francnzku, w początkacłi Królestwa przebrał się po 
polsku, co dało powód publiczności do mówienia: Oko- 
łow przebrał się za Polaka. Ubierał się starannie: nosił 
szaty dobrane, pasy bogate, karabele złociste, czapkę 
konfederatkę ogromną, na wierzchu, opończę szaraćzkową 
atłasem karmazynowj^m wyłożoną i często czerwone 
buty. Toczył się przez ulicę zaczepiając znajomych i 
żarty i bufonady a pajwięcćj szyderstwa im prawiąc, co 
tak opóźniało jego kroki, że czasem parę godzin trawił 



^ 172 — 

na przechodzę jeJnćj ulicy. Pisał pa różne polityczne 
dzieia; między innemi O Pohce i kongresie wiedetiskim pa- 
tryotyczną broszurę w. języku łacińskim , chcąe się w 
nim okazać biegłym. 

.Wspomniałem wyżój, że przez Nowosilcowa dostał 
się do Namiestnika^ a przez płaskie bufonady wkradł 
się w jego łaski i ra^ly mu dawał. Wmówił w starca, iż 
nie powinien ufać ministeryalnym raportom, lecz, dla 
przekonania się o ich prawdzie, powinien z ramienia 
swego wysyłać zaufanego kontrolora na prowincyę, któ- 
ryby po komisyach wojewódzkich sprawdzał czynności 
prezesów i regularność służby, badał potrzeby wojewódz- 
twa, dawał opinią o zdatności urzędników i Namiestni- 
kowi donosił. Naturalnie na tego kontrolora sam się 
ilastręczył. Wysłał go więc Namifestnik dobrze uposażo- 
nego dietami. Objeżdżał województwa bez żadnych ze 
swojćj strony wydatków, bo urzędnicy dawszy w się wmó- 
wić, że jest wszechwładnym u Namiestnika, i sami też spo- 
strzegłszy, że od jego opinii ich los, wyniesienie lub 
oddalenie zależą, wysadzali się na jego przyjęcie. Pił 
więc z nimi i ucztowała pozornie się trudnił a istotnie 
baraszkował i najfałszy wsze zdawał raporta. Nakoniec 
obłowiwszy się wrócił z ogólnym raportem, którym umiał 
starcowi zamydlić oczy. A gdy spostrzegł zadowolnienie 
Namiestnika podał mji rachunek diet i wydatków tak 
przesadzony, że starzec się oburzył ; wyrzucił mu w gniewie 
nieszlachetną interesowność. Lecz gdy obracając uwagi 
jego w bufonadę, rozwinął owe zasady, które księcia 
Adama zarumieniły. Namiestnik kazał mu wypłaeić ile 
ądał, lecz od tćj chwili szacunek dla niego stracił, nie 



— 178 -T- 

utracił niestety aawyknionia do osoby. Jednak niekiedy 
dał mu poznać swoje niezadowól uienie, gdy wobec nie- 
go językiem nazbyt szermował. Razn jednego, grając 
w wiska naprzeciw Namiestnika, zaczął — jak już wspo- 
mniałem, a tn szerzćj opowiem -- rozpuszczać szyderczy 
język na jednego urzędnika, którego Namiestnik szano- 
wał i niekiedy rady jego zaciągał. Dostatecznem bowiem 
to było dla nikczemnego Około wa, aby zazdrościł i szy- 
derstwem podkopywał ufność; przedrwiwał więc tegoż 
poezye, literaturę, urzędowanie itd. Namiestnik chcąc go 
stropić, odezwał się: „Przestań tych żartów, ty mu nie- 
odbierzcsz zasłużonej reputacyi z jego zdolności i po- 
święcenia się". A gdy niepoprawiony przestrogą prze- 
drwiwał i jakiś nowy sarkazm wyblużnił, Namiestnik 
jak trzymał karty w fcku, rzucił ma w oczy, zgromił 
słowami gniewu i, rozkazawszy sobie podać kule, prze- 
rwał wiska i do swego pokoju się oddalił. Okołow, zmie- 
szany i zawstydzony obecnością kilku słusznych ludzie 
oddalił się w postaci tego brytana, który, szczekaniem 
obraziwszy pana, tuli ogon pod siebie i kryje się. Jednak 
w kilkanaście dni, nie wiem czy wezwany przez słabość 
do niego Namiestnika czy też sam wiedziony podłem 
natręctwem, zjawił się na wieczorach i do swoich bufo- 
nad acz ostrożniej szych powrócił. 

Wkrótce wyjednał sobie nominacyę na prezesa Izby 
obrachunkowćj. Na tym urzędzie dopiero skryta jego 
ambicya się wyjawiła: wniósł zaraz projekt reorganizaeyi 
tej Izby, w którćj siebie arbitrem czynności rządowych 
i kontrolorem samego Namiestnika zrobić przedsięwziął. 
Wyznaczona do rozbioru tego projektu deputacya, złożo- 



^ 174 — 

na z niego, Badeniego, Wy Czechowskiego i ze mnie, 
spostrzegła ambitne i niekonstytucyjne dążenia. Posunął 
on się do tego stopnia, że magistraturę, ustanowioną do 
przejrzenia i monitowania rzetelności rachunków przez 
rozmaite rainisterya i dykasterye zdawanych, przeistoczył 
w władzę, bez której zezwolenia żaden fundusz ani przez 
Namiestnika ani przez ministrów ruszony a żadne wy- 
datki bez jego opinii czynione być nie m9gły. W tym 
celu oznaczył sobie miejsce w Radzie Administracyjnej, 
i zastrzegł wprost komunikacyę z Cesarzem z pominię- 
ciem Namiestnika. Deputacya dostrzegła w tym projek- 
cie drugą najwyższą władzę obok istniejącćj konstytu- 
cyjnie, dostrzegła atrybucye niekonstytucyjne i anarcliiczną 
miedzy obiema kollizyę przybraną w pozory dobra kraju, 
tóm niebezpieczniejszą, że w ręku oćhydnego Okołowa, za- 
mierzyła więó deputacya nie bez sporów z Około wem 
ograniczyć tę magistraturę formami konstytucyjnemi. Posie- 
dzenia odbywała taż u Marcina Badeniego, po Ictórych 
skończeniu zwykle zostawała na obiedzie u niego. Skoro 
Okołow skosztował wina, które przed liim po8tawion<» 
slirzywił się, i grymas zrobiwszy, rzekł: „A pfe panie 
Marcinie (na co się Badeni skrzywił, gdyż go nigdy do tćj 
poufałości nię przypuszczał); pan byłeś totwinms u króla, 
u księcia Stanisława, u księcia Józefa, i takie wino da- 
jesz. Ja się tylko jednego Radziwiła i to jednym palcem 
dotknąłem, a proszę obaczyć moją piwniczkę. Niech uo 
pan każe przynieść numer N. N. ód kupca N. N. sple- 
śniałą butelkę.^ To samo zrobił i na obiedzie literackim 
u Jana Tarnowskiego. Tak-to bezczeluy łupieżca nie 
tylko łupił ale się chlubił z tego; mawiał on głośno: „Co 



-— 175 — 

mi tam mówią poczciwy, poczciwy— ale zwykle głupi. 
Głapstwo a poczciwość to są synonimy. Krajowi potrze- 
ba urzędników zdatnych. Pan, który ma zdatne slagi, 
to i oni mają i on ma; a przy tych poczciwych i on i 
oni mogą umrzeć z głodu.^ 

Ale wracam do projektu Okołowa. Będąc u Namie- 
stnika, jako redaktor wniosków deputacyi, chciałem wy- 
rozumieć jego zdanie, więc wytłómaczyłem mn dążenia i 
skutki podanego przez Okołowa projektu. Na to rzekł do 
mnie: „Nie spierajcie się z nim, żeby nie rozumiał iż mi idzie 
o władzę, ja o nią nie dbam. Czy myólisz, że ja tego łiij- 
daka nie znam i że go szanuję? Znam ja niepohamo 
waną jego paszczę, wiem jak mnie szarpie i ogaduje 
po ogrodzie saskim; jeszcze -by mnie gorzćj oszczekiwał". 
Utrzymał się jednąlc projekt nie Okołowa ale deputacyi. 
Okołów mawiał potćm do nas: ,iStary zawsze marnotrawi 
fundusze krajowe; wasza to wina, że n^e przyjęliście 
mojego projektu; ja mu chciałem skrzydła obciąć. My- 
ślicie że on. moją radą żyje i że mnie lubi? lubi mnie, 
bo mu błaznuję i rozśmieszam go, ale nigdy mnie prawie 
na poufały obiad nie wzywa, bo mnie magnifica nie cier- 
pi. Gdy do niego rano przyjdę a kto ze znakomitszych 
ładzi się znajduje, to mnie jak podejrzaną kobietę tyl- 
nemi drzwiami wypuszcza". Jednak do śmierci Namie- 
stnika trzymał się drzwi jego; po śmierci ogadywał go 
i szarpał. 

W Izbie obrachunkowej podczas posiedzeń, więcćj 
trfkwił czasu na gadulstwie, na anegdotach, na bufona- 
dach, któremi członków rozśmieszał i bawił, niż na pra- 
cy. Radca Wierogórski teraźniejszy prezes wyręczał go 



— 176 — 

i prowadził tę Izbę. Nie pomnę, czyli za życia Namiest- 
nika lab tćż po jego śmierci, na koronacyi, otrzymał 
Okolów wielką wstęgę orderu św. Stanisława: zaczer- 
wieniły się ramiona tego, którego czoło nigdy się nie- 
zaromieuiło choć się ciągle mienić było powinno. Order 
ten utworzony przez Stanisława Augusta pod dewizą 
premiando incitaty potćm przez niego samego tak był spo- 
spolitowany i poniżony, że patenta jogo z okienkami 
przez faktor6,w królewskicb lub dłużników sprzedawane 
przeniosły tę wstęgę na najnicgodniejsze barki, i że nawet 
Krasicki napisał w satyrze 

że ai mówić zgroza, 
Nosi wstęgę na szyi, co warta powroza. 

Następnie order św. Stanisława, przez króla Saskie- 
go Fryderyka Augusta do swego szlachetnego celu zwró 
eony i oszczędnie dawany, pod Cesarzem Aleksandrem 
na klassy podzielony i już tćm samćm spospolitowany, 
znalazł się w moich czasach częstokroć ozdobą tych, 
któremi pogardzono, a to mnićj winą panującego niż tych 
którzy takowe osoby przedstawiali. Gdy go ujrzano na 
Okołowie, o ile on się nim nadymał o tyle upokorzone- 
mi i poniżonemi uczuli się ci co go za innego rodzaju 
zasługi otrzymali. 

Po śmierci Namiestnika Okołow uczuł czczość w zło- 
śliwym języku; najgłówniejszy plac jego bufonad zam- 
knął się na zawsze; inne były dla niego za ciasne i po 
kolei nuds^ić się nim zaczęły. Tak odosobniony słabł 
powoli, rozrywając się swoją biblioteką, którą nieszczn- 
plą zebrał. Nakoniec wyjechał do wód i tam' umarł. 



I 



— 177 — 

Jakim był Okołdw tchórzem opisałem pod Aleksan- 
drem Linowskim. 

Hoże będzie najwlaściwićj dla dokładnego dokoA- 
czenia obraza ' zamknąć go jedną jeszcze anegdotą^ któ- 
rój byłem naocznym świadkiem. 

Sławny doktor warszawski Czekierski, prowadzący 
sybaryckie życie, zaprosił, po swojćm ożenieniu się z Ku- 
bickiego architekta c()rką, liczne towarzystwo do wsi 
Pruszkowa o milę czy dwie od Warszawy leżącój, gdzie 
miał piękny wiejski dom i gospodarstwo wzorowo urzą- 
dzone. Miał on znajomość z Okołowem i zaprosił go; 
zaprosił i mnie gdyż był moim przyjacielem i radami swe- 
mi zdrowie mojćj żony i mego syna podpierał. Okołów 
przy dobrym obiedzie , starym winem rozgrzany , był 
po swojemu rozkoszny, rubaszny, bawił i śmieszył to- 
warzystwo. Gdy ku wieczorowi pojazdy pozajeżdżały 
i zaczęliśmy się rozjeżdżać, Okołów z wyjeżdżającćm 
towarzystwem stał i prawił na ganku , gdyż język 
jego nigdy nie spoczął. Czekał na żonę, która się wy- 
bierała; gdy weszła na ganek, wskazał jćj pojazd, mó- 
wiąc swoim grzecznym i żartobliwym sposobem „Siadaj- 
że świnio". Zawstydzona kobieta, rzekła do Czekierskie- 
go, który ją wyprowadzał, „Panie Czekierski, połaj go 
tćż, niech takich wyrazów do żony żartem nawet nie uży- 
wa" „Nie mogę, odrzekł Czekierski, ma racyą, żona za- 
wsze nosi nazwisko męża". 

Umieszczę jeszcze, dla dokończenia, wypis z satyry 
na rząd owych czasów, którego mi jeden z moich przyja- 
ciół udzielił, prosząc o sekret za swego życia. 



23 



— 178 — 

Drugiego na ulicy spotykamy ^csMem 
Gdyby beczka bezedna, toczy się z hałasem; 
Na skarbowym urzędzie finansistą wielki, 
Zna i wagę pieczeni i miarę butelki; 
Przebrał się za Polaka, choć nie Polak w duszy, 
Gdy go spotkasz, zatykaj oczy, nos i uszy: 
Opliye cię, obrudzi, oczerni praed tłumem; 
Cnota u niego głupstwem, bezczelność rozumem. 
Nie dojdziesz, co w tój spasłój postaci przemaga 
Czy szyderstwo języka czy brzucha odwaga. 
Gdzieindziej możeby go użyto stósownićj, 
Skrzybałby błoto, albo siedsdatby w prochowni. 
Biada krajowi, w którym do rady zasiada 
Nadworny błazen tego, co narodem włada. 



Stanisław Ordynat Zamojski senator wojewoda 
i prezes senatu Królestwa Polskiego. 



elak podróżny, brodząc po grzęskich i zatęchłych ba- 
gnach, babrając gię że tak rzekę {)o błotnistych i cuch-' 
nącyeh kaJnżacb, wiecznych gniazdach zjadliwych gadów, 
kiedy się dotknie stopą suchego lądu, naprzód . otrząsa 
obryzgane bi*adnóni błotem szaty, a potom na wynio- 
słym pagórku, wśród czystego widnokręgu, spoczywa i 
w nciśnione ciężką i zaraźliwą parą piersi chwyta zdro- 
we i czyste powietrze , oddycha nióm , czoje pociechę 
w serca i karmi się aroczemi widokami natury, tak i ja 
tego samego doznaję uczucia, przenosząc pióro moje od 
obrazu bezecnego Około wa do wizerunku męża równie 
znakomitego urodzeniem, sławą przodków jak ósobiste- 
mi zaletami, wielkiemi ^sasługami w kraju, słynnego ró- 
wnie domowemi jak publicznemi cnotami, na którym nie- 
stety nie wszyscy się poznali, któremu nie wszyscy od- 
dali sprawiedliwość, a płocha i nierozważna opinia gmi- 
na sędziwe lata jego nieraz usiłowała napełnić goryczą^ 



-r- 180 — 

Czynię to zbliżenie z nmysła, aby silnićj i wyrażnićj 
odbiły się od siebie : cnota od bezczelnego występku, za- 
cność i szlachetność od podłości, wzniosłość od nikcze- 
mności, poświęcenie od brudnego egoizmu — Opposita con- 
tra 86 posila magis duceacunt. Otrząsam więc pióro 
w nieczystym męcie zmaczane, raczćj kruszę i biorę 
czyste a pochlebstwem nieskalane, abym czyste i nieska- 
lane życie z czystą prawdą opisał, a czystości i intencyi 
i spraw znakomitego męża nie ubliżył. Czytać on tego 
nie będzie, może więp i ja od tych, którzy to* czytać bę- 
dą, o jakie niegodne powody ^ — zwyczajem naszym — po- 
sądzonym nie zostanę. Mam prócz tego dwa powody do 
umieszczenia w wspomnieniach moich tego żywotu. Pan 
Antoni Ostrowski kolega mój w Radzie Konfederacyi *i 
przyjaciel, po ostatnićj rewolueyi emigrant, w^wydanćin 
dziełku w języku francuzkim w Paryżu, wspominając pod 
opisem Konfederacyi o mnie, umieścił słowa: Koindan 
kochał Ojczyznę w miarf jak ją Pan Zamojski kothai, 
Z ducha pisma miało to być dla mnie przyganą i sarka- 
zmem, tymczasem u mnie i dla mnie stelo się i»ajwięk- 
szą pochwałą. Czćmkolwiek jest, przy^uję to orzeczenie 
za prawdę; wyznaję, kochałem moją ojczyznę i kocham 
tak jak ją p. Zamojski i tylu podobnych mu mężów 
kochało i kocha, z tą tylko różnicą, %q nie byłem w mo- 
żności tyle ofiar na ołtarzu jćj złożyć, ile ci mężowie, a 
szczególnićj p. Zamojski, złożyli. Oddałem jćj wszystko 
co było mojćm, siebie, małe zdolno^i i część miernego 
majątku; oddałem jćj jednego syna gdy tego, mimo prze- 
konania mego o próżności ofiar, głos ziomków moicłi 
wymagał. Lecz że złośliwość łakoma zawszę .przygan, 



— 181 — 

sarkazmów i posądttńj mote w dtiohu pismai wyrazy p. 
Antoniego Ostrowskiego tłómaczyć, i wziąść mnie za par- 
tyzanta p. Zamojskiego y za obowiązanego mn dla ja- 
kieh dobrodziejstw w prywątnóm moj^m życia ; ie moie 
mniemać, iż pochodzę z rodu wzrosłego na ziemi Zamoj- 
skioh jakich wiele jest w województwie Lnbelskićm, któ- 
re ^ziś i znakomite majątki i dostojeństwa posiadają — 
więd dla wyprowadzenia powszechności z błędn powiem, że 
ani z siebie, ani z przodków do tój klasy nie należę. Je- 
stem szlachcicem miernego majątku, i byłem zawsze 
z liczby tych| którym łatwiój wszystko odebrać, jak co- 
kolwiek dać. Nie ma w moim majątku ani jednego ha- 
lerza zebrsuaego na ziemi Inb ze skarł>ów jakiegobądż 
możnowładzey polskiego. Od p. Zamojskiego mam tyl- 
ko książkę w safian pąsowy oprawną i ofiarowaną mi 
darem do wpisywania moich poezyj z napisem jego rę- 
ką chlubnego dla mnie wyznania szacunku i przyjaźni. 
Tę jako drogi pomnik moich związków zachowałem i tę 
dla wnuków moich jako chlubną zostawiam spudciznę. Co 
do .publicznego mego zawodu, pamięć współobywa- 
teli moich na zasługi ojca i wszczepiona przez niego 
we mnie gorliwość do posług obywatelskich zjednały 
mi od nich wezwanie. Posługi atoli moje możeby były nie 
wyszły za obręb mego województwa. Nie zataję więc 
że sprawowany przeze mnie urząd Yice-Frezesa komisyi 
Lubelskiój za Rządu centralnego zawiązanego pod na- 
czelnictwem Stanisława Zamojskiego ordynata a razem 
uzyskana n niego opinia otworzyły mi obszerniejszy kra- 
jowy zawód. On i Tadeusz Matusewicz zalecili mnie 



182 



królowi Saskiemu a księcia WarszawskiemUi i Uadsie Sta- 
nu tego Księstwa. 

Powtórzę więc i tu moje godło, pod którim te 
wspomnieuia piszę: aed incoruptam Jidem profemi amu- 
quisque ńne odio et amore diceńdus est 

W tój chwili wpadły mi w ręce wspomnienia czyli 
pamiętniki pani Anny Nakwaskiij Kasztelanowej^ a, za 
Księstwa Warszawskiego Prefektowćj a raczfj, jak się 
sama mreni, Prefekta departamentu warszawskiego, w pó- 
źnym jój wieku krćślone a przez wydawców w Gazetach 
warszawskich rozproszone z widoczną chęcią ubliżenia 
przeszłym i obecnym zasługom wyiszych i mocniejszych 
osób. Ci wydawcy opuścili wiele z tych wspomnień, które 
mogły razić cenzurę, a z pewnym rodzajem radości umie- 
ścili sarkazmy więcój krzywdzące autorkę i wydawców 
niż tych, których dotknąć zamierzyła lub oni postano- 
wili. Wiedzieć bowiem potrzeba, o czćm mało ludzi ale 
wszyscy Galicyaiiie wiedzą, że Rząd centralny ga- 
licyjski, którego Ordynat Zamojski był Prezesem, oddalając 
od urzędu prezesa cyrkułu zamojskiego Wincentego Grzy- 
małę, o czćm wyżćj nadmieniłem, oddalił z nim razem 
barona Rastawieckiego yice-prezesa (szwagra pani Na- 
kwaskićj) człowieka, prawego, zacnego lecz słabego a 
przez Grzymałę tak zawojowanego, iż stał się mimowol- 
nie wspólnikiem przyczyn , które to usunięcie spowodo- 
wały—^ inde irae. Wić cała Warszawa, iż pani l^akwaska, 
urzędnika to jest Instygatora koronnego córka, dobrze i 
starannie wychowana, do pierwszych wykształcona to- 
warzystw, nie jaśniejąc pięknością, chciała błyszczeć ro- 
zumem, dowcipem, wiadomościami, i ta słabość tak po- 



— 183 — 

wisechna płci opo&ledsoiiij we wdziękach do śmierci ją 
nie odstąpiła. Mote więc kiedy dostrzegła aimiech na 
nstacłi pani Zamojskiej — nśmieeli przypadkowy-^ który, 
przypisując naturze i wychowaniu pani Zamojskiej, szy- 
derczym nazwała. Kobiety niełatwo przebaczają uraz 
osobliwie do pięknych osób; pani Nakwaska w starości 
nie mo^a się z nich rozbroić — Manet aUa menłe repo- 
sium indicium pavidi$ spretague iniuria formae. 

Naprzeciw więc głosu demokracyi i urazą wie 
dzionego pióra pani Nakwaskiój^ wystawię rys życia 
Stanisława Ordynata Zamoyskiego; to będzie najlepszą 
odpowiedzią. Świadectwu poczciwego i nad grobem sto- 
jącego człowieka przecie! uwierzy potomność. 

Od trzynastego roku życia p. Zamojskiego patrza- 
łem aa jego wzrost, na jego wychowanie. Syn Andrzeja 
Zamoyskiego i Konstancyi z Czartoryskich^ siostrzeniec 
Księcia Józefa Czartoryskiego stolnika litewskiego^ ncze& 
Stanisława Staszyca tak głośnego w kraju z gorącćj mi- 
łości luraju i ludzkości , mó^e i z wzorów rodzinnych 
i z zasad w umysł j serce wszczepionych— zwłaszcza gdy 
się ścisłym węzłem połączył z pokrewnionym domem 
ks. Adama Czartoryskiego jenerała Ziem Podolskich — 
choć na chwilę odstrychnąć się od ubitego przez nich 
toru? * Czyny jego okazują, że się nigdy nieodstrychnął. 
Nie zataję, że nauczyciel Staszyc Stanisław^ gruntując 
w nim miłość ojczya^y, wszczepił w niego niejaką po- 
dejrzliwość, ostrożność w postępowaniu z ludźmi i oszczę- 
dność, które sam zawsze okazywał; nauczył go mieć 
swoje wytrawne i stale przekonanie szczególnićj w po^^ 
litycznym zawodzie (a wiemy, że niezachwiana stałość 



t 



— 184 -- 

we wflzjstkióm co od nas pochodzi nabicrk powrtt npo* 
ru). W tych zasadach wychował się Stanisław ZiftfDOjski 
w dobiegającćm do dwadziestn lat życiu. Stracił wprzód 
ojca; póznićj matkę, i wraz z bratem starszym Aleksan- 
drem ujrzał się na wolności z obszernym majątkiem; 
Młody, urodziwy, zręczny, lubiący gimnastykę, czas nie- 
faki na pustych wraz z bratem rozrywkach — nawet, jak 
mówią, nie zakazując sobie pospolitych rozkoszy— przepę* 
dził ; lecz wkrótce, ożeniwszy się z najpiękniejszą i naj- 
powabniejszą dziewicą polską księżniczką Zofią Czarto-* 
ryską , wyjechał z tą młodą małżonką na podróż do Nie- 
miec a szczególnićj do Anglii i Francyi. I do -pierwszój 
i do drugiój przywiózł znane w nich imię historyczne, a 
zastał wspomnienia, które Adam Czartoryski, a szcze- 
gólniój księżna, matka pięknój małżonki jego, zostawiła. 
W Anglii, pociągnięty i uprzedzony przez arystokraeyę 
angielską, rzucił się może zbyt nieostrożnie i kosztownie 
w jój załmwy , w jój zwyczaje , kursą , zakłady, i, nawy- 
kając do nich, zasmakował i prawie obyczaje angielskie 
przejął, czóm majątćk tak nadwyrężył, iż słyszałan mó-* 
wiącego brata jego Aleksandra „Jeżeli mój brat za gra-« 
nicą jeszcze rok tak się rządzić będzie, jak się TŹądżi, 
stanie się dla mnie ciężarem^. We Fraocyi bawiąc, ,mniój 
miał sposobnoóei a może i mniój chciał lub mógł roz- 
rzucać pieniędzy; i to go na obmowy współziomków na- 
raziło. Paryż napełniony był emigrantami i legionistami 
polskiemi , którzy, żyjąc kosztem ofiar z kraju im prze* 
sylanych, w ciągłćj byli potrzebie i niedostatku: Każdy 
więc z możniejszych Polaków, podróżujący po Francyi ^ 
wystawiony był na wymagania ciągłe, nieustanne a ezę^ 



* / 



— 18fi — 

BtfkroA^u jd^itgrJlmiaeiiuiłffęMwa*' Km Zamoyski^ csyi- 
aib,ieO;tiiiś^jiaiqho/ i^ 8kroiiMńe;;>faltdą6 siaś ^ohytwąteleai 

i8ilłgj^j<BiqnrąJr|aeMkii>Fr»lfe]r^ Dienowidząoć}: enąigm- 
qtif Iftoiśp Mj^nU ofiaiilogłl o4.«itiiq^kiw 4i>etaiigriuii' 

rkMydr'Wiitnąłovób$«rzoii|riik^ ąląd/ uprziedflieiiia^ a>o]iMk- 

ji{lltoM/idłifc'iiB|iriwy i fiohUi^ji któr^i repr^ezetit^ntką o ob- 

cjieh\8ądxttą.itt9> h^ jemigf aejra. . /Widii w nićj było bat 

#4^pieBHi,ijnę*4*Ky>tak i wojsko wjpok I |flk eywfluyefa^ glo- 

JctayriilipBrieiiajtMplnpeiitaail^n )^ ifi^tHi'- 

wiooychy z których jedni iaoikąjąci.ptzóM^omauia^ dfu- 

d|^ «i;y|tąsii|iMbią/.kriE^a li jisgfi ^oitaikitego • mtulikli wie- 

4seBi,M}fiiticifoiM> ji8ie|>ie i, .majątki .na ofiiiiręrf ale ^bylo 

lYH^-.lakte>ai9iiDtQriiik6Wyktóryek>. tylko iii«mpek^y i 

ąiMn^hieaą^F^/iii»yat.:tiaorfł % teajiL , 01^ pbdkiywazy- się 

'P«Hlł łałięiłpitiyoMfr^ tne audi -ojiiary ^w^ aWoieb wymaga- 

wadv^l» iiie>«iieli.iW3Sittoiqieitia' ia< pobienie pnybjrwa* 

jęfiyc\\mAb4 {tain|olw6iri ii często, ttehyfśkirfem ddtią- 

oirii «iśijbiite(i >i^i la{>o^ wąpomagam v a|e nie tyle. : ile spo- 

idaieiiriiti'0ię,7tąi|iKMi.i^y]na^ odj^Mali^s^c obibówąii 

aakiaiMrMión ^ - 4i3M9ae4ti«Mi ^ mótoiejśzyop > wy ty kkłi. /jaJco 

•|K6^«p|tti3^^,'aroaliłaJ4e ytittte piatT^tyzitoii^ tyńi iylkb, 

kt^-zy sif im dobrze okupili. DoświadczyliśniyitegOi.sa- 

i«Mg<i^'W''6b«cnyek eńimfihp^ tewołabyi 1680 tj) 'i 

^^at P(rtirrttid|» fitóeyi^^J Jłwwifdkleigpr pręy^ 

amMilł l^rMd >)ileop#dkieivatti|;dp&i^ Irrota jegii li^Ieksiaw- 

'dva ' ikdymi^i iPmrnMwsay^ i Kttaląal się patiem ^bsżmi^J 

^nrdl^niibyiy^^^aeimych^^dóbr jiMicfcrat^ teoz śwóje.dziedii- 

MM'lir'l»H|6(» iśptiiedaae^^w ^etfęiMlizadiiiaoiiiSi/ «rfrifłi<z^a- 

24 



^Q:biti6iey'onl« ohttpittgi^^i'|Ddayyzcwifl|n ł dhigfttfBirijr 
werjdonegK? iriMinego ibajątkniy ^ dbil^^nćĘjnifBdiDi i!4b^^ 
owcs(9dllaść/^'btejktórćJ>pr6ji^ wriikcHiyaojiiu IW^ ąiięy 

Uanimś ^ .Bdde&iego;^ w > gdspjaiUsMirią //FifiioittilUiiK^ ifiNh 

tot^^skijegó, obu .ivi>riii(^ńy»hy'p^iEi^ 

flicaziłekicigo / ohiiiąkśei^iy^ diąpyick .irticni^^riiłciMmytikW' 

pvśrwtae(4olsi^|eń8ilYa- |«Tj]kto8łarft!i u^ jl->notJ.\ .tl'>/fh>i/? 
V ItfoAe.tD-wtddy iBadiniH ńielmly; slMipii^f /af ąaij^ 
liięńiiłidowoiiptiychupóMnliiaA, i wi |>0Hfali9i»i]iikiąm,li9«A^ 
irzyfl^l^wie^^ wi<chinlil|* ziegp llib .wM)łegdi(hMiOMl/ld&tiiolił 
sobie aa ^łbdęgó' t jeaęeak :ę(iA6mfad»m\BYfę)imdpmlii^ 
powania dieastałonęgOi.paifiiGoui iciga/p)»ó^vftiapia(iai tfipq- 
ł% któreprzee iiil3A)rQdii?vipiió»:po|vta]mnclM^ dciiMiui 
palu > NRkwlulkUjli|[Vze0i«ń'>BadeDiir/ miał (.t}'l0 
aqmii,|iiż«lkl|g;o:do '^ublioiiHigi^.ilyeiaMtiil ZaQsąfldtfte||» ilae- 
i ni j^Ial 'kiedy śtoaorfrfiń^ Żj^tem«fi&.Bail6iiite:.«7. ąójńttiifcliąi^ 
pni(yjU4i^\ mgdy «k) »pQdobnejg7(ii!.tt>4^9^*s^<>Kia(Si^^^ 
Ptfni Nakwaaka; «h^ diaAiaąfi f^nbiacy*)^^ 

Pan. ElUttojaltii iaHd€SBl|ał( »|akiś> okaąrififWjiadfiliiiid 
'prtj^Bjaękiijuf.yrfis^^ fifizilr(4«tt j«go 

jakoi fibldiBajraatiłek at«iai^a0ki :i&ikłf}«ii{aB«góbM|ti( limm 
WzictoM^ d: oiot^a (i(ia]rii;kaię4iRa//taiJMwatk(miir/Ł 
dia^ ifaiesiikała i tie awryikł^ :i}6biai:.wfipaiiiał(M%i4i^9i 
atwartyi trz^pEioaifaiU.inrieto .te& zoakotaityfh Ł^m^oti^ĘWr 

4 



l«f — 



jfiki.Q6#IiAdi|, (Łiiiifik«roUki>l Szewtosiu - |Mf ani kd. Paa 
4flliiQfiki^»|lotf|0BopJi 4i':viMKJf«tUm^ Jakci* ayti Andraeja 
iKlt^jWjnhicfp^twp iiii^.3ii^ ii^ry 6^ pnjied dworem. .Poei%- 
4mit(fiĄ}pnei/4miT i /pctiuti ątystokrao^ą i^inieckii, 'eą- 
^4^hi(«^ii)ry jMwiiolwjt^tia wlaiftdtr%i^ atlk 

f|ił)iii0ii> Ui^iUMjMMoym^toubti i^aambeltineikiieeflanikia^ 

fb^Mi^ iA^^<^po^ Ol imieibifaeiiitt.fsic paMwa \Zamo^ 
iiiiAf^M\;^[OWfiiSii^ fgdy właóuie 

pqdijtMo\roj|^j^,j(i9«i|(i4ji vt Mrr^ poiłstała Wielko{)olaka 
i[«ipf^tf'm ^ ppd 'loiecKomL^NaiiplM&a w Księstwa ^Tar- 
H9MF/s^jbiJpfi9Ciikd^iła^. |e^ taś%tayp}^ avśU(y^ck\e p. Z^iacii- 
akifu^ ftpdtkałjjf i.;praes& ira^ ljato:>i8toieilia:t^gi[>>Kaięslwa 
^ 'wi^^* M^eiro na^/t^awttlgfidadme pli^ckyob ^na po^ofaołi 

Hff)(^)^te^<^^^'A M3<^<ipml22 pDłotenjei pix^; jrofwądtk* i 

iiiAir«it|2Q #( eitłjrta [zafĄtem patryotysmi^' )vyja!wiło < śię. 
.H{ I^jifie wtirokt 11800 i;ii()ztoc^ł9.j, imędzy Cesaraam 
mf^m^Uę^ :ijfnitte»fcbitE wjca .amuaita. Geaam aiiairy. 
lliAi<SK^ A^dio^id. idti Węsier u (i /cał^ dyrÓ9 sa iaiim «i^ 
«^ł> jiIMMflę kaiąic Jiól^Boi^tow^^^ Aii^ sfopą g4- 

}Cyie4K^^/ffi<^{P,,f^mraakiMm joikąism U<E drog^ 

(p)*ayiitąi i^^IoaleisTi. /KrjTWA fewtąabila atti^teya^im: d^o- 
>aiDifv8^jaiAft f;mle,]0bjri|i(a(eU)^U^^ natfażaii^ao- 

bę awoją^' żonę, los dzieci, ordynacyę, organizuje Rząd 
Centralny Galicyjski, doborem najzacniejszych i naj- 
gi(&^ll#teyA fWi^kiftw;'^^^^^ -od^ świctój s^ra4vy podej- 



■tł 



— 1«8 — , 

- ■ . ' • 

I 

^ńsJi^ysA. 1iib> dłkasemnydH' ¥ryśtgwiil'Siv«iiii/k4M:AMiitbs|0- 

djyBabjiy dzieriawoy |egoi'0^yidi*ci>.iprsyjkoteIt^i«ft 
oatehnieniem' abieci^ą: się • |H>d-'Za(fl9iMlć ftimm^sid' <«inijid^^ ' 

^te ókaspąło^si^' pod (Igorami >^oite^ 'i^bhiiy, 

pełbomoenikiijOrdymita ^'k)ieF&jo> •'^włośefauiatiii*!^ wd^rają 
się ^0łą07'' ńa ń]ury,.!sśmiikm^ ^/^ionorfi i-^&roycnrt^rc^ 
krnoi ^z ardyiiapyj' 'podaną' > bronią* ' rodąfeom '^ię^Ą ifflik 
na niwy. i4ąk potohid^.ijfii^ *p|layUatfa*iriię 

jd6 'wydareiis{ jsś^rąk 'wieetnmyick^ niófirtyjf^^^; Foiskl^*^- 
piolów wi€]kie(;o swega^9)Pzbdka. <)t» eą pietf^aie dsjtny 
i(t] b€izgi^oeriój//)ak iBię> jebało 'v|)ąa{^SMtiv:tf^ 
'zt(^ topili;; Kieek«8ic dęby godbbne dó pi^k^ <d<^jift 
•iani^iitai waryńskiego'* itafci^tai ^mneamł^ipcrs^ei^lfir! 
Przynajniiii^ > isdojeiinii sii^ ,udie •iłai:di»^ódtpabyblyisbiii 
fł6^k[<y spodniezn^go^prefektą^ cbo^y z aal^jpbMiG^ iy8«* 
kowane ^ kr61<Erwi^ WestfiUskiraiu^ ^e - piiję#a2jf ty^ćk < ^^tit^^) . 
;4Jaf śbijem ^twierdeiti ' Z' n^ooRti^gfci ^wiafieciira' i^B-ubo* 
<OQego ptzQ^óoaBia^''i^;6kd^n'rząd y€nnroIiMyjify^'>fife po- 
ołilnbi rię ipodbbnie ^ czyslr)m;/ salaebetnyn^ ^czyitbytoj 'gor- 
liwym (i nieagł^ga w i cnooie; ćbsrkkl^ 
Jeom i dóbcisrow^ • iaięMw; kióf yini • «i$ titoazył^ • Witma i(Sm- 
lieya teii isaszezyl^ 4e' śwbkn^ zapalote^^fpMrybty^iidb^ 
ofiarami śziea^s^ki wojska: lEsicitir^ Waniżawskiego^ tmjĄ 
ziemi zbawi^ta szukająee^' wsp^rfai; -4Erttlowałaj 4/ że^lftk 

]'» " :[•■ *J<} . > . . .. , ' . • .^ ' -' ' ••"' ./•■'••. , •' J"Vf-. '.fJ^ 
... • • • -i . » • ' j 

kwaska posłała mu swoje łóżko. 



* 



\' 



— 48$ — 

9tef>pdd*i^ , jifj/ Hi • ApiAwJedK/irotain : < JqA' p^^t^Mtmlm 
22aiiioi^kt6^Ą'ioarztt^(:4)0i;(Wai4 prteoiw .{Rnąjkwi 

kikrś9iilf|^^^)rl^ .fhu3ia9b^r0ądghiv\y(eb;w]|- 

^Mftoii. M!(BaE€j6iegaii^wiśa .iwjrajltett/ dd<ifI^(%iU JKst^stifa 
j^]Mila9;rifa9eijj«^;X^ Af^7!Ćrf>«jl¥ifgoi 'pali[yotjr9inn 

Gia]j«y«b|^(difeg^^ rdiieliń^; « nif(|aką( pHinoMąf i k pfinhą 
jiieriiforodiieśo/ jMnysta^c^j { Folafci //d«i^ij}c^ ri< OiIraMU 
oti >8fvxdtttTaDaAi^^:ii|ta^^^ >^p i|K>' 

Księstwa jeneralfiy intendent armii, Rajmund Bidaibi^UJi* 
^M^ itóibgo^.ehńizn^^poii^ps^AÓ^An.p^ pro- 

flodz turkrótrie 9tntmiBą'ikol€t^>kMiyf 'tariiyoysMiititlria^ 
l^>iiiefaes|rf0fa6fietwir«iAHl9)&^0d}raii]rairi.* odijLiWoitia 

^oi 2iadioŚ6iti^ 'od (ZainMHś/doŁtnbHtia^ftnim <i^>UfifidQi«ił 

)fkfiZ€6s0isiBms'\igiy^ fa^piMtji.krfiyrksioctej 

cofającego 9ic od Warj9zawy, już się odkażały pod Puła- 



i / 



I 






iso 



pi%fk\aiiiil{: ^ mi)\tń ? ^8Xy8lkflćh.i'(%wM. // OiSmom^j^ 
t^< fitm «^ całąr9WOj4^rQfUtną!/iOiogą«ińf n|Bflni|f' dfr^^oilyli 
^fJtff i^nr^ ii 9»j(tndtH\v«i9i^ (iiatkł)' /ot«Di^ił4|' gHinen' fibłfr> 

i|ftwali>nfiifdiMi'Bprkwid-tvCh wi9mbraoiv'< luif- 

tM^i^^a:drołmi/ ddati^a «cUęl|aiHebi-^n^^ 

HrtoJowała [i b3iav:ifMbkidb gcdńym^kmi ir jmioiM gia- 

«')<! ^eynRyvb09!^di^."ZamoJAiego^'iimf«^ wffo^ 

Hyfyd/ikt^rt^e^ l^f^ewo^nicayłi /iUpra^djuAii^ ^t^nod|^ 
.wy<nag;kJi^4i4tofitteiita//iłiq|pda)^ f)i<»d 

i^lóredfi t likMo ięifi^o/łmiąil*hśtąfim^i9 skargi 'i staA 
nieeo ^ ^Imrn^^ pk(4coMąłaPifkrB2ąif siDO^iiii^^ lai gdjr 

ii«ii*Uef(^l a9Mni^'4dndo'!właśehve|^ {Hwoim^^dikoi^i^b- 



.«4>-^iiiiKW>iiwBw-iMm.{B»d.:JpisipiiMw k mmmjt^ 
ini^ mM *TAł>(»i»^j ipńw! i|#^./f «|a)«9łi!> j.(^x^ 

-WPJwłfl8P*.fi7/«f(| ;>ił/il'|t/Wł'.iiii fliifif i c^i.u liAił;;v, IsiiiłiW 



I 



TrafiU bdr>«o<VśMi¥%łkUlkii«g«^^ HAlktrA^mimu-Mi- 
tódiUi^y' pt^iieal ^wOif maiki -i^ątil^^gmi^^W^^ 

Wi^ 1iK^irflfHlii«ilt(H^&ii-<}aK>ii^.<uZlt<^^ 1^ 

wania sądził mieć i miał oięwątptlwie prawa.-%Jii^'Mf- 

il>tai^'!śabi"nik#hy^!i^ 'i^WiąKe 4k^ bd»l(^ęóla'JAili- 
fa, jako orgaaa Napoleona, odbiene rozkaz, p. Zamojski 



1 

I 



— In — 

dla pomięBzftnia ząwiąuuiyoh intryg adał się osabiide 
do głównój kwatery księcia Józefa^ następnie do War- 
szawy a zrozumiawszy uprzedzenia rozsiane i zamiary 
protegowanych i protektorów, pospieszył do Drezna 
z Iiołdem dia króla Saskiego Dał mn rzetelne wyobra- 
żenie o sparawach i osobach , oświadczył; że cały Rz%d 
Centralny stawi się w Warszawie dla zdania sprawy 
z swoich czynności i złożenia racbankow z funduszów 
krajowych. Otóż nowa uraza tych, którzy jeszcze byli 
nie zdali rachunków z funduszów podczas wojny prus- 
kiój zarządzanych ; otóż uraza biuralistów warszawskich; 
którzy się wywyższenia spodziewali > lecz obok niój 
wdzięczność Galicyau; że ich praw podeptać nie dozwo- 
Hł ; że podawszy królowi listę osób godnych zasiadać 
w Radzie Stanu .i Senacie utrzymał ją. Poczuło wkrótce 
Księstwo Warszawskie, jakiemi je wspar) talentami i przy- 
miotami w o8oł»ich Matusewieza, WielchorskiegO; Bade- 
niegO; (kabowskiego itd. Czyż i to za zasługę i za wieł- 
kę zasługę łiezonćm nie będzie? 

Sam otrzymawszy order Orła Białego, mianowanym 
został Senatorem Wojewodą. Zasiadł więc swój ' stopień 
pod prezesem Gutakowskim. Zamieszkał z całą swoją 
rodziną w Warszawie i otworzył dom odznaczający się 
patryarcłialnćm życiem, równie jak powagą, wyborem 
towarzystwa i przyzwoitą, stopniowi swemu odpowiednią 
a godną swego imienia wystawnością. Może dom jego 
miał niejakie znamiona zagranicznych, szczególnićj an- 
gielskich, zwyczajów, w posłudze, w ekwipażach, sprzę- 
tach herbami rodu oznaczonych, lecz duch w nim prze- 
magal prawdziwie polski, jedynie polski i narodowy 

25 



194 



Ale w towarzystwie łndekićm biftda wyźssó6ć bądć z ma- 
jątkn, bądź z dostojeństwa; bądź ze zBaczi^aia^ bądź 
z historycznego imienia ; zgoła każda odznaczająca się 
czem bądź rodzina/ jest pod ciągłym rodzajem iledziwą, 
szczególniej stolicznćj powszechnoóci , z której poi krają 
rozchodzą się uprzedzenia, wieści a nawet plotki, słowem 
jest ciągle na językii wszystkich: ' jedni mają jakąś 
rbzkosz w chlubienin się, źe się do nićj zbliżyli i jakby 
poufne jćj sekreta sami tworzą i rózgadują; dru Izy 
mnićj zbliżeni, mszczą się poniźamem j^ do swójćrj mia^ 
ry; inni nie zostawiając jój wolności rządzenia się sobą 
i prowadzenia się, którą sami tylko sobłe zostawiają, 
z najdrobniejszych i nic; nieznaczącyoh. pozorów .simją 
lynioski niepatryotyzmu , sposób u nas zwykle używany 
do podania w podejrzenie najrzetełniejszój zasługi. ' 

Pan Zamojąki młodych swoich synów wyprawił< na 
nauki za granicę do akademi Edynburskiój , jak to zwy- 
kli byli robić przodkowie jego i tyle nawet niiernego 
majątku rodzin. Otóż zarzut chęci odróżnienia się, i na 
dania krajowi cudzoziemców. Owoce tego wyehowania 
w Polsce rozkwitłe , i w Polsce dojrzale , polsktemi i pra- 
wdziwie narodowemi cnotami w całóm potomstwie roz- 
krzewione, których teraz kraj kosztuje, a^ szczegóhiiój 
w Andrzeju Zamojskim uwielbia, najlepiój zawstydziły pło- 
che wnioski. Na gruncie niep<)łskiin niebyłyby nauki 
takiego owOcu wydały; kto dał ten grunt, do tego się 
sława i zasługa odnosi. 

W Księstwie Warszawskłćm żądana od p^ Zainój- 
skiega odstąpienia fortecy Zamościa na wl&snośó' rządU 
t^oż Księstwa. Pan Zamojski jako ^ dobry Polak , sie 



— 195 



MMEem BtrM prsysięgły ordyoacyi i t/łko dosy wołni te^ 
go jMei is^mmism posiadacz , oświadczył się gotowym 
odstąpić ti^ twierdzy, skoro go legalna władza na to 
r<»grzeszy, z takićia terytoryum jak według zasad sztu- 
ki wojeoBiij źsądano, za przyzwoitćm wynagrodzeniem 
ąe^pmHdmii w ziemi lab pieniądzach. Pablicznośó zaraz 
się w ten prosty i legalny ze strony p. Zamojskiego 
ioteros wmieszała: zaczęła za podaszczeoiem osób, prze- 
ciwnych majoratom, rozbierać na brak a' bez żadnego 
wyobtiAiema rz^e^zy prawa p. Zamojskiego do fortecy i 
peGidawać je w wątpliwość. Bząd Księstwa w swoich żą- 
daniach podzielał te mniemane wątpliwości i królowi 
Saskiemu je przesłid^ Mówiono: p. Zamojski chociażby 
był właśeieielem niewątpliwym , jeżeli jrat dobrym pa- 
tryotą, jako możny i bogaty powinien odstąpić twierdzy 
ojczyźnie^ bez żadnego wynagrodzenia ; cóż dopićro, gdy 
kraj do ićj fortecy zastrzegł sobie prawa > przyznając 
ordynacyą po wygaśnięciu linii Jana Zamojskiego Mar- 
mnowi Zamojskiemu przodkowi obecnego rodu?--^ Boz- 
bim*ano rzecz na pamięć i bez rozwagi: p. Zamojski choćby 
efaeiał, nie mógł, równie dla niezłamania przysięgi jak 
i dla tego, że nie był w osobie swojćj dziedzicem ale po- 
sesorem. DziedSsictwo było przyszłych pokoleń, które 
z.samćj natury rzeczy, nie mogły mieć teprezentanta. 
Oręż lub rząd mógł rozwiązać ordynacyę;; żaden posia- 
dacz j^ nie miał prawa zmieniać lub uszczuplać. Mar- 
4An Zamojski wziął na siebie obowiązek utrzymywania 
fortecy i garnizonu, od czego rodzinę Zamojskich Jó- 
zef n uwolnił* Ale dla tych,: którzy tylko brać t ojczy- 
zny nawykli, ^ nic jćj nie dawali,, nie ma w zdrowój 



— 196 — 

loice tak przeważnej raeyi, któraby ich przekonać no«* 
gło. Król Saski rozkazał ten cały interes roztrząsn^ft 
w Radzie Stann i jćj opinii zasięgnął. Jat wtedy zasia- 
dałem w Badzie Stanu i byłem świadkiem kilkodnio- 
wy eh nad rozbiorem tćj rzeczy rozpraw. Jawnie sic' oka- 
zano ze złożonych konstytacyj, przywiłejów i dokumen- 
tów : ' '. 

lód Że Mardn Zamojskie obejmnjąc ofdynadyę 
przyrzekł utrzymywać w dobrym fitanie fortecę''i't$zte- 
rystu Indzi zbrojnych do obrony. Że BzeozpoBpoHieli>or^ 
dynacyę i całą jćj pierwotną instytucyę na wieczne cz«r 
sy potwierdziła w jego rodzie. ♦ 

2re Że po pierwszym podziale kraju Józef It po- 
dobne potwierdzenie dla familii Zamojskich wydał; a 
gdy po ustanowieniu urbariusza i ordynaeya do podat- 
ków, których z całym krajem polskim nie znała, pocią- 
gniętą została, Józef II od trzymania narodowego żoł- 
nierza i utrzymania fortecy ją uwolnił. 

3cie Że następnie Lbopold i Franciszek II, uznaw- 
szy fortecę za niepotrzebną, wydali rozkaz rozebrania 
jój kosztem rządu, a na potwierdzenie własności familii 
Zamojsjsich, materyały z rozebranych murów oddać do jój 
rozrządzenia nakazali. Nie przyszto to do skutku; ledwie 
zaczęto rozbieranie, rząd austryacki przed ostatnią w«j- 
ną naprawić kazał twierdzę, bronił się wnićj przeciw 
wojsku polskiemu, aż w końcu zdobytą przez Polaków 
została. 

4te Nakoniec traktat wiedeński a raczćj preszbur- 
ski, zostawiając wolność rodzinom rozwiązania łub utrzy- 
mania majoratów, większy dochód nad 400,000 złp. czy- 



— 197 — 

niąeych, zastrzegł wyrażniey aby rząd Krięstwa w całAj 
BWij mocy utrzymał wszelkie przywileje ^ donacye itd. 
przez rząd austryaoki w Galicyi, przyłączoaój do Księ* 
fitwa, wydane. 

Gdy to wszystko króJowi Saskiemu * wraz z opioią 
Bady Staną przedłożOiiiSm zostało , król npowaioił rząd 
do wejścia w układy z p. Zamojskim i kazał oznaczyć, 
przez dobrowolną obócłi stron umowę, wynagrodzenie 
za odstąpić się mającą fortecę wraz z miastem i teryto- 
ryum dla bezpieczeństwa twierdzy potrzebnćm. Spełnio- 
ną zostate wela królewska. Pan Zamojski odstąpił for- 
tecy i miasta z przedmieściami czyniącego z samćj pro* 
pinaeyi 12,000, pałacu, ratusza, gmachów akademii, in- 
fułacyi z prezentami itd. wraz z zakreślonćm terytoryum. 
Otrzymał za to indemnizacyę w starostwie Jadowskióm, 
a indemniznjąc wzajem ordymicyę, przyłączył do nićj in 
€quioaienti dziedziczne swoje wsi in cotpore lub przy 
granicach ordynacy i leżące. Szkoły przeniósł do Scze- 
brzeszyna, gmachy dla nicli wystawione przez niego 
przeniosły wartością te, za które wynagrodzenie otrzy- 
mah Cłicąc atoli zostawić na bramach fortecy pamiątkę, 
kto tę twierdzę wystawił i kto ją krajowi odstąpi), we- 
zwał mnie o napis. 

Dałem następujący, który dla pewniejszych okolicz- 
ności umieszczonym nie zostri: 

Twierdzę, która popioły przodków moich chowa 

I którą wzniósł Jan Wielki rodn. mego głowa, 

Bierz ojczyzno z rąk wiernych z wróżbą lepszych wieków. 

Byś przez nią niedostępną została dla Greków. 



— 19« — 

Ody się póżnićj losy kraju ansiefiily i Bpoezęły wła« 
ńnie w rękach tego cesarza, przeciw kiórema ta twier^ 
dza miaJa być obróconą , jttż tea napis nie pfóystał. Za 
rządów cesarza Aleksandra dopićro ten cały interes przez 
komisyą wyznaczoną ostatecznie został zakończony; ce- 
sarz Aleksander potwierdaił układ, i każda strona we^ 
szła w legalne posiadanie zamiepiionych własności Gdy* 
by ci, co tę zamianę za korzystną dla rodziny Zamoj- 
skich mniemają, raz się wyzuli z płochego bez do wsa- 
dów a uprzedzonego sądzenia i przejrzeli całe akta tój 
a^miany; oraz zwaikyli, na jakie wydatki naraziła ona 
p. Zamojskiego, i wspomnieli, że ordynaeya straciła w pa^ 
miątkach dla siebie nieocenionych najgłównieg^ą ozditir 
bę, możeby znaleźli raczó) ofiary a nje korzyści, i możehy 
się zawstydzili swego mniemania^ 

Nie będę wystawiał zachowania się p. Zamojskie* 
go przez cały ciąg Księstwa Warszawskiego , tak w se^ 
nacie jak na sejmach i w całym politycznym zawodzie. 
U demokracy i ł)rnlL0w6j jeden miał grzech pierworodny, 
ie był najmocniejszym z panów i nazywał się Zamoj^ 
skim; prócz tego wyznajmy, że bez dumy i próżności 
godności swojćj osobistej nie chciał okupywać głaslLaniem 
gminnych urojeń. Towarzystwo jego składało się zaWsze 
z najznakomitszych osób, nie imieniem tylko lub mająt- 
kiem, lecz cnotą, rozumem^ nauką, talenlami i patryoty- 
zmem jaśniejących; a jeżdi nie wszystkim się podobał 
(bo któż się tćm poszczyci?), szacunek^ poważanie i 
przychylność, któremi ^go najświętszy i najmędrszy z kró- 
lów Fryderyk August zaszczycał, pozostaną świadectwem 
jego wartości, jako zdolne przeważyć wszelkie mniema- 



— 199 — 

ut ; 'które opinią pinblieną majw^y j a pnad którćm 
sama pani Nakwaska i jćj piam wydawcy^ spodziewam się, 
ustąpić massa. 

W czasie wojny Napoleomt a Bosyą , po zawiązania 
akta Eon&deracyi Jeneralnćj pod laską księcia Adama 
Czartoryskiego, p* Zamojski tym aktem delegowany do 
Rady Jeneralnój z Senata , mianowanym został jćj vice- 
prezeaem ; efaciano w nim dodać stróża i wyręezyeiela 
jat iMirdzo naehylonemd wiekiem Marszałkowi. Pan Za- 
mojski ten watny arząd umiaj sprawować z delikatno- 
Aoią dla teśeia> z pr^syzwoitoicią dla kolegów, ztrafno- 
jS«ią względem dodanego w amłtasadzie franeozkićj strón 
ia* Przekooid się on, że nie nam bez poprzedniego na- 
radzenia się z Pradtem Arcybiskupem MechliAskim >czy- 
nić nie wolno, przekonał się o życzeniu króla i rząda 
jego, aby fiada {Confederacyi nie się nie mieszała do 
atrybuoyj rządowych; a że młodsze członki, jak wyżćj 
wyraziłem szczególoićj przy opisie sprawy ks. Eustache- 
go Sanguszki, wpadali w przywłaszczenia, starzy zaś i 
osiwiali nie chcieli wyjić 2a okred przepisany aktem 
Konfederaeyi, a p. Zamojski z temi ostatniemi trzymał, 
&tąd iczęstokroć p wstawały spory, którym p. Zamojski 
ftigdy nie, dozwolił wziąńć.góry. Jaż o tćm wszystkićm 
mówiłem pod Konfederaoyą. 

Ambasador francuzki Pradt najwięećj pokładał w po- 
czi^ach nfiioAci w p. Zamojskimi 0dy cesarz NiLpoleon 
dał mu zlecenie, aby Bada Konfederaeyi przez swoją 
prokłaniacyę wezwała Polaków w służbie wojskowćj ro- 
syjskiej pozostałych; iżby broń obrócili przeciw Rosyanom 
i It^eśeli w narodowe szeregi, ambasador polecił panu 



— 200 — 

Zamajskiemn, udzielając mu motywów, aby woiosek tea 
przea Radę Konfederacyi przeprowadził; p. Zantojaki 
oddał mi motywa i żądanie posła i polecił napiganie 
w tym daehn proklamaeyi. Kapisałem i przyniosłem ją 
na najbliższe posiedzenie. Gdy jćj^ wysłucliał Książę Mar- 
szałeky oburzył się i odmówił podpisu; zaczął się sp<^ 
między teściem i zięciem. Stary Książę, mając syna w służ- 
bie dyplomaty czDćj cesarza Aleksandra, sądził tę pro- 
klamac}'ę zachęceniem do zdrady i przeciwną zasadom 
bonoru wojskowego; p. Zamojski wystawiał, że, gdy idzie 
o Polskę, którćj jedyny opiekun i żołnierz tego żąda, 
odmówienie byłoby albo prayganą i jakąś nauką dla 
niego i obrazifóby go, albo^^ coby najgorzój sprawie 
publicznćj zaszkodziło — sprowadziłoby posądzenia sprzy- 
jania Rosyi: „postanowieni przesz naród . do wspomagania 
go duchem^, nie możemy jak tylko to róbiij czego po 
nas wymaga, aby nie zobojętniał dla naszćj sprawy^. Te 
przyczyny nie. przekonały starego Księcia, a spór raueił 
na kilka dni oziębłość między zięcia ą teścia. Po sesyi 
p. Zamojski udał się do Matusewicza, który zgryziony 
odmową Księcia udał się wraz z p. Zamojskim! do nie- 
go, i tyle sprawili na umyśle jego, że naza}ntrz na ae- 
syi tę proklaraaeyę podpisał. Ta to jest proklamacy« , 
która zarobiła mi powinszowanie od posła franeuzkiego 
Serra z Drezna. 

Ody oręż zachwiał się w dłoni Napoleona, wspo- 
mniałem jakie propozycye zrobione zostały przez jene- 
rała Czaplica, irnieniefii cesarza Aleksandra , MatUsewi- 
czowi i Mostowskiemu; nie wiem czy o nich p. Zamoj- 
ski wiedział, przecież ciągle i w Warszawie i w Krako- 



mm tat^mrii/^ rmitrmfii ii bds tkasy: .atibny Napoleoaa 
i>i<iaĄja» ykaieoU. J4«dfo Popi^ Dam je^<i ołwBf« 

jakie opuawały krakonską plOfmamlMU^Ać. ZainieflAkat 
writtia «iilttt(^'i « JAkmedsiongteh tikdaieisa ntegpokogtioieią 
a#|ii»]rij)łe«tk)iii:f^'kra^' i.-. 'iv. > ..f .,- v * 
).i . fatiil^iZAlil<4flki^#ko.iwi«dlh4JiT^ Ao lawiessAenla 
e^l^mi(M&&i {Ml'>K<Mift)fłeiiaojty obezpieistył skład dla akt 
KNaiaf<)d6ta<^y{»podfN8al protokdły^ i^ytłschal i odebrał 
iiudniliki' ■% f«fvrieroMyeU > jaęzttfdyeh ' ftindaszów kasjf i 
mmi >siiABii( i»dałą.rodjtiilą> jmbją) dś tiiłactwo się po- 
A^impe& tiZabMiMoy f fiftM fióbie pirsytadek w >Galtey i; > sm* 
ka^i^i^w^^lar^tiyt/łw.któiym 1^ rai%dfi brat ioiiy; 

pAiyisiRÓitoM' sahratttalay ^włascoaia j^e iNapoleoO; aczr ^»- 
p^ełmiffy^ xe swego iStopai^ me był 

strąeoiqn z;ipoft^4j Mwe boj&'j|i>fa)wa}4 Pan 'Zamojski 
więeMładho^wał t • wa^e^ką . tniśrę i|r'pia8toiranłii godnódci^ 
kii&rą jflM {NnrófrzóDo^y i łćj« godboteld ćadne^ ss wal* 
e«%py^'mMaJ»^W/'śi»iiiaffa«iŁ'}^ ontsafóm^ aby 
RadatKoofódeibeyt, j$k< -to - w^iUj rsekłem i jak żądał 
ai]|hasAddr Napoleona d^ion/adaia się do Paryia^ a 
gdy jWJęks^oAi Rady tt9imi|Af ąię.j^^ £^alieyi zamiensyła> 
wce^ptezeiowi (gdyż^fkaiąAę Oeartąryskś jaż się ; był ^da^ 
wmj/i} "uf^i^ doł l^iikmy)>^Mw^iązi^ i mlz«&a pv«ył 
awoitt^ć^aiiKazgrmlbi sostAÓHpti^ i^osteląo^ Radeie. ^Niń 
pfHittięif|bdl»ak!:)ezy;^oaań^«6abi0^^^9^ ^wslęp do 

0afilo^łv fiidM' męr >dó ^Drei^nla^-j&k toiMatnsewioz źrdbily 
esy i^^ wtlBti^ii jnAai«^:;]|i|ęfdi^ io wiem ie 

jHilai^amąlduitiB d^ieimiiBłrak s i^oen)! śmigrantomi pol^ 
sktemilBiepiMrz^)20&ii pmez grj/okę prtiesiadywiiła w przy- 

26 



— 3d» — 

ł 

na kosgres Wiedeński odwidził tęrcdedi^^^^lSiEąi^rj^ 
fikiok Kaiąię Adam sjrnyjui^^Miadl^olipi^wlis^aie^irym:^ 
esasowym,' 3fF}^eid2a^ ^'PlaUw nap^secii^ uKe^.* Gd^tt^' 
toiii -injeidliał śa dcieddiiiiee> wszys^ tmieeftkańtyiiiify^ 
fizHoź do osftitaiehitsto^^gpnbł. .Sk^ 
Zaixioj0kkg!o i^h^l^r ptebwyoiŁigo la^^i^cł iimtoifloąli^ 
m^omego. ^Fo koogreBię p. &uiiM^ki:«ttaiitoii(tojit'twim^ 
toreoi wojewod% ai ra^^ iAto&ymiiflty ma *9Woiiny stopni n^ 
imehował 8i$<ttą.iliin\ ziłą* mofeą ponii^ I • godóośiaąr vjaką 
okazywał za Księstwa! i Wamaifidei^a> Śmiał^/ ^ ^ oiiói 
w%4tt prawdy, tam gd^e interaifi»dobroikiii|a tęgo.»wi;ri 
magały , łaltw^io^ YmfępO; < ?ktńry* miał. do \ moMreby;' nie 
raZ' n^ył. On jeden- meib' nią grzeamył piiseeifs? rtetnąi^dlM 
wi>eiQ« godło^ i p»ysi$d^i9^s«nat^ńw^pdtehidi'tQiri<2g9^ 
Moetjij^' ^lift^ero, at^ef^om. {SSb^itył^sięiziŁrAz da>Ńami€!^tHikiM 
a pi^aiaHy i^ saancmdny ad i niago , nie^ canledUiŁ si^jttfy 
aposobnoftd j^li- aie4wpływ4ańa iua^tmiysl ^almN^p,'^^ 
najmnićj ine itiijeaia preed^mia/iai^k^ raąiio^ >Kji6 !»• 
taję^d sniMitkiem; Ae w.fMMiazaośdi ^nteadwi^ 
ko^^i to^ €a iv^ą6im/ powinpo^byłoc rairi^ p^.Zaani^biawii ' 
Blisłągę, liciągafo ^przyganj/^/i -okńiawy Ma łnatdąakwkai - 
ób^ażonaga« nai Mamkrsljliiia JaUaakt liiiemeevtiii8a ,^ kttąj^ 
t^ioetażsam dairai^ obywał ą>i^|%eakft,}fradb]F b^ł i;»f 
deięć wisaystideh pramyoh fanki ^odstr^hniotiein]^ *M »i)a|. 
dziiipłowsfciego patoep; deapor sam (b9Awa4^^^|Nrąestał.i.t'P^>^ 



sm- — 



^tiQi|irtel| bgi \Wo4 iMfya^ .go: •SUeoiciMto f być i .mniewU*? 

.łiipss|ifiH9 >«C!Bjrt ot(Mmi»y^ «ani«nM t posoli . i ttikesemMii 
pfidobłebeailiy -iMlikMrirąhiiiigdy 4tieri^jm: ^ładzf nie 

m^i^f^m$%mbmm7^lb^ih^l 02^ła\iu^ to oaWstydMM 
j09& Ji^j^iw? '<WM|r«(^yl łWriaąidaii dttdnfe^ i pi^wdsiwi pa- 

IH^n^wioą k^s gi^i tpmnifitiioifi sadlepiiiła, i^ chcąp^ wtBf^ 
4£fe .^^|p?e[d)itoYriiA Naimeal^ ^isflso^ypliwjrm^ęflykieią 
wcT^fmłiri ^p^^sfćląiioiiiMł.^whi' kłórzgr jpctezi dobitte.am^ 
<xlimiiiqy/}$|iilijfi>^m^ Mm Steasyc.to: ctjynił, nie 

.Uąrbaroiiią: >iii^ęfoyełbi KifiiMMliriezj laajdbokoiiahsy do 
ić| bit>pi lalBiyiiienE^-i pi(meirie«diiue^ j&i tiijr wf^^ • B^oie iia 
jjiiiliw^oM '9afe<.flai idowdt^^^ przyK^itillioIi csnotoeii i pn^ 
tiigro^fimie^ itt«e4iie ;|bjrw«iłaHWbidał:>toite|L powiem opih 
ti%^»Jak.eb«il0iiMfW4»t j&i|^^ raAMJ0i& tytaoAuĄjt^ 
iKBl^i aij^^HpiepobaMotiraMlgt ji|lsyka; wysasiy ^rkasiaj 
«tor«^i«i^ pT Zamo^u|g04 oGi^łii it proKakosiitt^di^pii^ 
Uiifsii^r t^iwadę {Mi^^la^wi^izadi załata ^4a< to «2ło* 
«wi!^ t0 torpatFjtfito>(i«iaf iiaiVeotnmrda»9i^!Biii(itoł z^pi^ 
|0y4d9idyfl^<9»zj(Oiię^^«lito d<)<i^ ałdwn^/^c^eljftfij^ 
lvVdł||giiw|oW>b0<$]ts^cii^ ąii^^Moi był tylko j^^aiwyfil 
człowiekiem i życzliwym krajowiir Zijego iiflt $mii(^^wyh 



iao4 — 



|iki7;iiQl:i(r fc^nibt^bic (&teją6l^o\^l^. Aii«iaii]^intW>el^ic» lak 
nisiDO' i się liiaftiai < lite prew .ii(«saiyfiivr«flt<» ' hil^ ^ddłi)f4% ' ibb 

«%Jife..^ Sam «ei3SHirzr.Alekfifawłąr^icl 'tiaWM'vii'{Wt*tS0)9dę 
woleli' i się ^aacbylad nhib* QiodittdiitM9^«tiiłegilH; 'ke(ii^ 

jfgyk': r^zigrał, o ęmtm^ ami ie)rta6^« pjrejfj^Wtfmf^^ife) 
g^ioich /{)am]^ników*^«Aj|tiiikiń.2oalaUłeffi'^ "irini^Af 
|rtst§^ro ,p/*2amojskip<i.iitet ji^i^ptów< ^itbtiitalą^ pmyiK 
d^ dMstaoonp^ileiii-gt^-fiaH loi^ó^d iirez^v<atem bmiMPOiine- 
go ąąda;''iSmikł)8łę\aiwłai»yb& MiiiHiljit^^rżtMi^tttiB^lljlk) 
ioh 'po#vra^cidv '^akoiiiipCMpi^sekoiK^ ^'^slai tiit 

^o^. nfkoiffit hib i|tokflAc(!v^ ^A|e> J6iJelif>ao9laii¥i8t< ' wi itede^ 
pi^zejdaie'' dp ^yotoniDJrdb iivfa«'i« ^to^^ aiwtewca»8rti^y>iyiib 
ubłćt^z '0obi$ saniefiiii} i ai«^poi^#z )^/wąt^HWdi^fiinjiiofa 

5Vcgo ^^aiba «?i0k pptbmóy • (>ez«toq49.^i <(^H. ^ HiaiMe^t* 
eziem (potr^^ba Jbfyło bard^b "OttyjOdniip iti6wi4>; ^/i^biW- 
^0Z!y i |egó ! dva;^iwą ^iłoft6 mhamą; tfi^) iwejM w |^ż^ ^ 
{»(£iefi|ła4c^wa&y^ ' ^ ttiigó). Obiecał ttii/ "^^ ' i^nlinB^y ^4$ 



— 806 — 

moDego pttMtpiMfoMość j).) Etano^kiemi jak^ pres^b^ 
9(ndl seiial»^ 'Ae «isgWałci^**foriMy4 kOB^tylseyjM* V p^kljąt 
Aię«f>reąycteiioyi*) w owgrin «ł«^!myiD«KQ«MtMe fny^ttk^wh 
ińjm ' fmm Cesinto^ do< • wyftledeeniat at^»iiiiycli^xbFO<kiiv otas- 
snpnies f;nnriUattM <Bi^^?^ spisek* KnyśfnowsJiitgoyf Jbi- 
. 1Hra0|V8kac9^«li^'Pe8łIąiy ^^yKomiteeiet' iiielBoii6tylitiQfjiiy«i 
<pme8 to «ti»o»'io sfeiooyni 'Wspólnie' a rOBjrjekidi^i^fKri' 
.c4lkA/6eMt<^m^iEby»TMb^'oirłą• t^^gmiita 'poznaó^-niiihEc 
dojić do^ żr44łar t9goMmo8Kea{)H]ej|^o>Bpn}«ifłe«a/ i dać 
jristoryę^ ]Nmtęf<owilnia> w iiini.'«S)Boro spiMdc /^PeMlą^Relii- 
eni* Bestprfcewar 9|td<!:w.Rosyv odkrytym! ^tał^i/spreysi^** 
deni- póimłaii ijąko* wapMaik^Aiy^ « Jago fańcfta Anioiliega 

walełl^w9^8kfdh.;« Jabłonowski aftawipay nioai&ł <pni0(l 
"cUareftr Mikota$«.. ^Rospoeecłe- aic<'AłedBlW9/ Móf o ^k^J'- 
tkaaało imyti^ jeAetb wspćtifików ^'to^aKróketwaNPolł^ 
nrid€^o;'^Kńrj^fliio^8kJego^,'B6kyka/'8tArpgov i iiiAo^o^ 
^ałimbie^, ffiiisyimiłę AHMia/ Fłpchtę^' Jisifdz» Cteaibka 
i\Maydt, jitifFytlsi pamlc6 Mrae^em. (Airęaikmam iobną^ 

'odkaryó A ^p^dk&wi >da€b ^młodiiiipty ^ioiraszęnie IsipMia 
głównyob Bptfa^cbif « » nównafo • riię .dbaWio^ '^y się, llieaba 
mimtyi^rf9iy<^mi^fsyfMk>ń^ .Dłedoiwicd* 

mzoikfohyfmetmĘMythf ^U^faHiaych--^ gotottycb/aię dia 
Mlyomftók i fliBMtiNMieigo rboHatemfewą 'pMwięciK iśai atc- 
€tfeń8tfMiii>dp'4ego lacczobfi^wai^joko^iAo zabsezytiii rpor- 
^irG}yWa4«^to6ty.i|djiiv4ęli;i^^^ fi0b^;wyi- 

^rilMiriaiili ly apMdflBAw--:*^ ińe 'olptitea}^ (iow^eą; > ino i aa,- 
awisflai fodbiiy^riiiie>tprzybrałaI pmrtiloil powsteoltaś^ą 



\ 

I 



**' " ^ 



3fitfi 



mśm hnnjo, i pr»M<v ^^ iioMąeieafykriC wepf&lnikićtti 8pi- 
Bkn^jiiA 'Bie «a >iildj)rwidilia lees*M >(Mi4;Poitlif nbśoią- 
gm^ła; kaiy /^.Pana i Wlad<^ lQbóęh*iiarpiAfcif> Udry 
rndgŁimoć foknsę^ '2iitS209y<ć> i )Uii(r«e6' tó -oó Jiopcsądotfk 
j(6go> ;alworBył i loadah PrAea tegO' tułodaiei' ^aroapmiirta 
ofebae^aa^ /oieprzezcfrDii*) sama >aiebia*:Me9Mgqcay" nkf- 
'aitaii»|9a '»łl «ivr6ich .a waśiidś0i4.1i ajastępalwaiiii /ppa^ 
v4ę^aięMa^ odważna, i f^Hdiwała gij ntebrapteeaetetwo 
a.dałeka>y'a'g0y'j4l'to nieibezpieeM^fitwff/^nBjf woozjf, 
prtoe8ti:asaajqM'aiąrai«d<>8(»raemia^prąyloiać)^^ nibyl^P-^ 
iiie.będ%eaiv7 stanie (Egł^i6«exyiiionyohisiot]|ie4ttpytą*r|ak 
&ieoi. -dająca Mę podGh«rjFty wąó 4 wil^ąw isic wiodpo- 
wtedaiaeh-rtpewiękgzała/ile islitasych' i^prśtebrn]6jsz{^ 
obkwy. /Sam> W« Ebtąi9^T«fl%Ianąwal)r z glchMuegDf Aala 
po »tritM brała v< a. po (Ztoe6aBaaili/&]ę itiiOAO /len/ ktajnY- 
ifaftagąoy za ind^fimimcy^ Irana irbsyj^ul^;' natrs^iły 
paitzaó na tiiego^jak ^na własne dsieło^i s|»ojoiiy afinieiii 
.przell^>iyle: zmądtóiir .J ^dawykrnaó i istoteie 'dojnego 
aśiifa#6imvapiiisbb6iii^01feywii|Biitfy;;dBTeIR te obaialyv ioi^ 
życzjfł Mtaileeziiyioh .® ^irdda togo* slH^ąym^żabtawrfhi 
'£i^łei»fcwa> Polskiego 6katk6Wrraabyi^był'ia«micrió'ri^ sor 
row4 kaaą aa : kilkn spidKoiry di ^ i ale ' kary/ dla kraja^lHe 
iyeayiy 'a pi^agiiąV>.aby;iIiezkftTwianyi!^ jak t flajmfiiajaią 
i^rokabała. Dat aii i ^uŁn dokM^podęjhiegO' zaf ąttyf^ 
at^ przy' odkryda zteęsB^^fŁrtiąsiAskisga'^ Iwi^ 
jaaerała' KosseiDkiego^^doiiprody^ • it podAireaas ; zmami /ta 
mjfahtt między ofieeikmi^wojilkA otaiset ws^Imb(^«'> W. 
Kmąt/f KoBistiMfy i prpcdfiikł się i6j> .iiozbjf; - kazAł przertrań 
polieyiną inda^^fto^ę^. ta|oa(i«icę aaohat^ąd/ipAMSIałnte 
jeifa#j«ifiaszai Łokasi^sU^^. a<tQ>.&póvvad6w^ p(d^fm^ 



807 



Wito aiefadiMoliiieiiie wo|8ka i<)eniii4p»l winę jfniet G^ 
sarza poezytaoćm nie-byłoll Wlćib/MŚ «d«MB«ii^>to po« 
wod^ Itei^ tmułejA^awi się^ 0tał|j^ 'Prtet{!teg^'prkybył 
iumt3r«ipi»wM'*4& ii^fcgrem' toodków, i')it&M«ii| lęi Mcz 'do 
'Swe^:BaibkMrQł9]PQ(#0dflii!|^^ ą ten 4byl iBOf 

ie iili)«ntai^90liy;/-84fi^ gM#iii6 >4^ •dkeysiey zkąd(f089l« 
iii}ei|ri»i;«wlegoiq»]akii9 WilipKwoleiiHe pod{w4i^.wtQd]r^ 
2e*B%0eyi. Jdlił^iow|ki'ódliryl Jiię > ^riml tpiskowemi ititi 
tk^^śiĄgl^ • leiiz «d odkryeift ie^ó, eąy jcdooezeAnitt) 4ago 
i«ldaąj%. ^pikwefMAic^safiiąziił^ mf^bw wuvdoiiic4ei o^so* 

fliił '«^ą^;fliftj pfaoaBAjmi »łairyil'i>g«i0iu> ikidowj i«g|0 
r^zaiH^fWi^afttaawteB oilóAąycia ra6incvt^<ofcełjeMbiei 
gaifżrtte^ - 0^ fJrt^rego narodn .aironę' m$t nię-mT^ki mń^i 
nadi)^' atfUnębM iiałeżało) »<i|k:i9tetiiie'był6, ia^ Rot 
syimie^ e#alaii - Iio|isU|i|[owąiiil»i aa Fekibil^W ^ Potaoy^^ii^ 
ĘMigraft.f 'W./K»U^9' Ktipalaafy pf a|mł' dła <wyićj prsy^ 
toosdąyeb jpol^ctdltkw oabsoiHĄ od tego aa;auta'Poląk4wf 
L:to - było prty^ayną i mryEaaeaeteia * W8pókie^x> komlłattl 
i^itoii^B^ot \i)ilpi(daków i s^fioftyan:; ' iaai ^d»iagdwaiai <do 
radg&%Ii ink^Jakl inkwia]ątq^-0iwj^:l<$e« 'Jak AwiaS- 

k0wiA iiabesi4 )dii^bAectM^y^:.w^ 
»y< loipofiraiydpili i)a^ iiap^ ]Hrakm^tor» ^^rdlodt^a 
Feteyćya 4i|>f«8€My i^^§p0wattł 'ftM 
WttftiUaykowiii ptokiimtor^^BlkyzemW^ Tttaio^więó kMri^ 
teloiHi\«aiyJKl ^&**W^' K^tęippimm . f^akisl jako atrd« 
iii^^lęi^ pr0aefita»y:^kMiyby iiitięd^^ iiry^^dk^i pomwg^ K 

8ic^«pfsei^ ^prwcifwaeBiw dąftcKifta' BolyMr>' ^g^^ 'd<i^4 



/ \ 



-, 208 — 



w \ . \ 



gof SBjrob dkłoteoMaclfc diri/ Polakowi n 

;/.; Kif^ymna-Wittczętią <ftzemriUM6fM|stemiprZ^ 

Diny dabl%c ponii^k^d juii^t^tailie^! i49iCDiet|k)vtilMesi;byl0iQ 

jid(Oi frtoei^vS.6Bata^i«aBeiii(S4Ai s€^^«ee^^ioftwiądazyl 
m6ji9 aadsiwiebiei niipisff ond < (MoMa^pakicimu^ - leo^nc^kł' 40 
fanie «-T^t„Pa& ;^te<9«ki waibałus^ Ja^goizdiścyd^Hrttitt^^ 
i« mam . fo ^ mocne rprzefeonaniie , « Ibe * m^Iei^i^ i- mińiyimt 
memui kn^oinFL^/iiief media, ila^t^a^ćwe^^ 
Baaae^' pokot^fA. .^ Ja« i Lnbeoki. ikfeDifiimy i^lZtuafii* 
dsiiągo y / ie s z >QkiiatoDl6«ti «jc « d» 4e : winsaąli} iioej^iGiaiiy ck^ 
jlóiktóryek rnwyknląó i.poggtśdzk6 nimip&witiamaj, bat 
kjdDił ifilię. da.DBisaego edaaifi^Tr.i roniiiBął .pr^sefleiBiiBą 
pcsis^ody^ któire tnydi^^iiiułiiueiiileiiiJ i. j^yiimais^śfaeiłem 
nbli^oie^ konstj^ttidyił, tseblc^ ^To jestpnypadelp nadziMry- 
ciaji^y, j:^gO:<kpii«tytqcya.i mepraewidźiała^ a pityMJł 
rmii} - Die: olgębi. Atoli > pierailay ait^uł .^olistjrteoyi 
bnmi : „„ErAl^tw^ Polakieiest «a męesiie^|Cżal»y' pcfłąt 
s, ozoitt9. n GesaiAtwem roayjdiifeim , lecz. Aiiefc będzie odrębną 
^K<ii>fltyj|iieyi^v9^Q«Hi(aj^ łjoflp nairódoiwóMi. d t oddzielną 
^«kdmiid8tra0y(v^.^.KitMiat$<m^Mpodzł4^a6^ie i.w Eróle-^ 
filmie ii . wi CeaaJ{$łjii?i6 .Z9ajd]%t się Indzie^YCo i^ 
^^ i^rBpólttielimipaaa^ema /iia.r(}zet'waftie tągó ziriązito'? 
(^ziełoe /wy^tęf^ki /bioz wąH^iMta >oddz^^me » dfąebl»dM<^ 
itenniby: byly;^ |iA: powinąyi^^tecżi w^ólno jak/ można' od 
WBfihego^ ^ookAdzewatWyłąiazord? iKoiaitttt wtęcj viBfló\Mf 
Jako ( z lO^I^^ > itoepzy , ^yi|)^y wąj^c^y mta , za sobą * łegahioió 
iiBeiobmiia:kq]|«^loe|^M^.ki(iM|. %y^me lytzy* iPaMJąoenm 



— 209 — 

tmdiio zaprzeezyć prawa do wyznaczenia tćjlnb owój 
osoby do kodiitetn przez siebie nstanowionego. Nic tcmn 
nie przeszkadza urząd prezesa Senato w p. Zamojskim ; 
i że jego monarcha na ten urząd wezwał, raczćj mu 
wdzięcznym być należy niż narzekać. Prezydencya w ko- 
mitecie nie pozbawia p. Zamojskiego prezydencyi w Se- 
nacie , a chociażby go niebaczni na swój los obwinieni, 
przez nieznajomość jego charaktem, wyłączali, pozbawiliby 
siebie jednćj krćski pewnćj za nniewinnieniem , a W ko- 
mitecie nabyliby byli kilknnastn przeciw sobie, gdyby 
w nim p. Zamojski nie zasiadał". Przekonały mnie te 
szlachetne i rozsądne powody. Jakoż w tak nadzwyczaj- 
nćm wydarzenia raczćj forma powinna była rzeczy nstą- 
pić niż rzecz formie. Niepomne, czy p. Zamojski wyłą- 
czony został przez obwinionych od zasiadania w Sądzie 
Sejmowym, hib tćż sam przez delikatnońć nie zasiadł. 
Znal p« Zamojski w tćj przerwie, między indagaeyami 
komitetn a zgromadzeniem się Sądn Sejmowego, nie- 
słuszne uprzedzenia przeciw sobie obłąkanój opinii. Jako 
człowiek prawy, mocny swojćm prawem i patryotycznćm 
przekonaniem, nosił je na niengiętćm czole, bolał nad 
zaślepieniem młodzieży potępiającćj go, smucił się prze- 
widywanemi skutkami , a pocieszał się tern , że wszyscy 
starsi, prawi, doświadczeni i niewątpliwego patryotyzmu 
mężowie dzielili i potwierdzali jego sumienne przekonanie. 
Nie będę opisywał Sądu sejmowego i następstw, nadto 
to wszystkim wiadome; nie będę opisywał' koronacyi ce- 
sarza Mikołaja ani następnych sejmów, w których p. Za- 
mojski, jak przystało na pierwszego urzędnika po Namie- 
stniku, zachowywał się z godnością przyzwoitą Preze- 

27 



— 210 - 

sowi Senatu. Mowy jego na powitanie panującego były 
wyrażeniem wierności dla tronn , przywiązaniem do kon- 
stytucyi, wdzięczności za nią i za dobrodziejstwa wyświad- 
czone narodowi. Ojcowie nasi zwykli byli zawsze mó- 
wić do królów na uroczystych posiedzeniach „Najjaśniej- 
szy Panic a Panie nasz miłościwy^ i schylali się przy 
tych słowach; p. Zamojski starożytnych Wzorów wielbi- 
ciel zt\rykł ich w tój formie naśladować. Nie podobało 
się to młodzieży, żakom szkolnym i brukowćj gawiedzi 
poduszczonćj przez krnąbrne i zuchwale duchy. „Po co, 
mówili , p. Zamojski dodaje — Panie a Panie — i tak się 
przy mówieniu nachyla?" Chcieli oni aby prezes Senatu 
Zamojski tak mówił jak niegdyś Jan Zamojski na Sejmie 
inkwizycyjnym do Zygmunta III. Zuchwałość jest ślepą 
na odmienne okoliczności: nie pomniała, że Stanisław 
nie był i nie mógł być Janem , a Mikołaj I nie był Zy- 
gmuntem III, chociaż i ten porwał się do pałasza. — 
W chwilach spokojnych posejmowych p. Zamojski znaj- 
dował się w Paryżu z żoną; byli oboje mile przyjmo- 
wani od Karola X. Chociaż równie z wszystkiemi roda- 
kami dzielił cześć dla pamięci Eościu^^zki, nie mógł należeć 
i nie powinien był, jakoż nie należał do obchodu który mu 
patryoci Polacy obecni w Paryżu wyprawiali, skoro 
jawnem było, że taki obchód nie podobał się W. Księciu 
Konstantemu i ambasadzie rosyjski^, z uwagi na fer- 
mentacyą umysłów i na atitorów tćj myśli, będących przez 
swoje postępowanie i mowy w podejrzeniu. Mój syn znaj- 
dował się wtedy w Paryżu ; będąc kamerjunkrem dworu, 
nie mógł nieby wać w ambasadzie rpsyjskićj : niepodobało 
się to patryotom parysko-polskim ,więc i on i p. Zamojski 



— 211 — 

nie uniknęli przjgan, obmów^ i że tak powiem zarzutn an- 
tipatryotyzma. Mój syn wróciwszy z Paryża, świadek bu- 
rzenia się umysłów i przedsiębranych jako tćż zamie- 
rzonych środków wstrzymania tój burzliwości, przywiózł 
nam wiadomość i przekonanie, że jeżeli rząd francuzki 
wyda jakie ordonanse przeciwne konstytucyi, rewolucya 
w Paryżu nastąpi nieochybnie. Wydał, i rewolucya wy- 
buchła. Wkrótce po abdykacyi Karola X i wstąpieniu 
Ludwika Filipa na tron wybuchło powstanie w Brukseli, 
i cała część Europy zachodnićj zawrzała niespokojnością; 
dreszcz podobny przeszedł i po tćj ziemi. Będąc właśnie 
za urlopem na wsi, wracając do Warszawy, wstąpiłem 
do Puław z synem , gdzie obchodzono 15 sierpnia imię • 
niny księżny Wirtemberskićj : zastałem wiele gości tak 
z Galicyi jak tćż z Warszawy : jakoż z Galicyi Stadnic- 
kich, pana Alfreda Potockiego , a z Warszawy szczegól- 
nićj Kochanowskiego Michała z zięciem swoim Leonem 
Dębowskim, panią Ezewuską, księcia Adama i t. d. 
Wszystkich twarze były rozjaśnione i wesołe, jak gdy- 
by się w tych objawach w Europie powszechnych wstrżą- 
^ śnień czegoś dobrego dla niepodległości Polski spodzie- 
wano. Księżna stara była szczegóbićj w dobrym humo- 
rze. Dano mi stancyę wspólną z Kochanowskim i Dę- 
bowskim. Z rozmowy z obudwoma dostrzegłem , iż od 
powszechnego zaburzenia Europy spodziewając się po- 
myślnych dla Polski wypadków żywili w sobie ich na- 
dzieję; szczególnićj pierwszy, który młodość swoją prze- 
pędziwszy w Polsce niepodległćj , świadek jćj zapasów 
o nią z sąsiadami, poseł na Sejm 3go maja, czynny we 



27* 



— 212 — 

wszystkich rewolucyjnych powstaniach i w Księstwie 
Warszawskićm, upokorzony — w utworzonym przez cesa- 
rza Aleksandra Królestwie — od Namiestnika kasztelanią, 
ostrożny malkontent, enigmatycznemi rozmowami krył, 
co myślał, lecz drugich wybadywał. Wiedział on dobrze 
mój sposób myślenia, zwierzyć się otwarcie uni- 
kał. Po obiedzie całe towarzystwo ku wieczorowi udało 
się do ogrodu nad kanał, z którego fontanny biły. Za- 
siedli wszyscy krzesła, przygotowano herbatę itd. i mu- 
zyka puławska na dętych instrumentach przj^rywać za- 
częła. Rozmawiano wesoło o abdykacyi Karola X i o 
walce marszałka Marmont z powstaticami, niektórzy tyl- 
ko się gorszyli, że do bezbronnych kobiet strzelać kazał 
i że tylu trupami pospólstwa zasłał ulice. Gdy p. Włady- 
sław Zamojski usprawiedliwiał Marmonta, zagadnąłem go 
„ Jakżebyś się znalazł, gdybyś dowodził wojskiem w podo- 
bnym przypadku, jednak to okropna rzecz wyrzynać współ- 
braci, między niemi mogą się znajdować matki, ojcowie 
i rodzeni bracia" „Prawda, odrzekł p. Władysław, ale 
przysięga i honor żołnierza nakazują tam iść i to czynić^ 
co każą" — „ Więcbyś tak się znalazł jak Marmont" — 
„Bezwątpienia i ja i całe wojsko". Gdy sobie to na pa- 
mięć przywiodę, i rozważę że potćm ujrzałem p. Zamoj- 
skiego Władysława rzucającego się w rewolucyę z całym 
zapałem młodego wieku, że w dzień wybuchłćj rewolucyi 
rozwoził, jak mi powiadano, rozkazy W Księcia do puł- 
ków, że podobno strzelono do niego czy też kamieniami 
rzucono, że potćm— spostrzegłszy pułki Bogusławskiego 
i Szembeka łączące się z powstańcami, a W. Księcia po- 



_ 215 — 

mieszanego i strwożonego - dał Y^^!" ^^^>;f *J ^^°'^*^" 
Księcia^ pomyślną dla rewolncyi, ostatecznie ^Ign^i:^" d^a 
kraju i sławy W. Księcia, radę, aby upoważnił wojsko do 
łączenia się z powstańcami. Wnoszę, że p. Władysław Za- 
mojski nie należał do żadnych zmów poprzedzających, że 
nie życzył sobie rewolucyi, a przynajmniej nie życzył w tym 
czasie i w tych okolicznościach, ale rzucił się w nią dla 
zasłonięcia ojca przed uprzedzoną brukową opinią, jako 
dobry syn, i jako dobry Polak, gdy ujrzał powszechne 
jćj poparcie a nie było reakeyi. Powiedziawszy to intra 
parentheaim f kończę o Puławach. Nie małe było moje 
zdziwienie gdy muzyka nagle zabrzmiała marsza Dą- 
browskiego: Jeszcze Polaka nie zginęła, kiedy my żyjemy; 
spostrzegłem na twarzach kobiet uniesienie i radość, na 
twarzach mężczyzn rozmaicie zdradzające się uczucia. 
Pomnąc na okoliczność, na obecność tylu służących, na 
baczność policyi krajowćj, która niewątpliwie między 
niemi miała swoich postrzegaczów , przybliżyłem się do 
p. Ordynata Zamojskiego i zrobiłem mu uwagę, czyli 
w tyra czasie te przypomnienia patryotyczno-powstańcze 
są właściwe i czy nie ściągną na osoby podejrzenia; 
p. Zamojski wstał, poszedł do kapeli i kazał zmienić 
nuty. Przestroga ta moja wkrótce pokazała się nieda- 
remną: rząd rewolucyjny znalazł w kancelaryi W. Księcia 
protokół doniesień policyjnych, w którym i ja się zna- 
lazłem jako byłem na tych imieninach w Puławach, kie- 
dy do Warszawy przyjechałem, gdzie wysiadłem, z kim 
rozmawiałem na ulicy nim się do mego mieszkania do- 
stałem. 



— 21? — 

wszystkich rewolucy* UiAiv udał się do Maciejowic do 
--Sfc^TT^ " to^ 1 ozdobnego blisko Warszawy miesz- 
kania. Wybierał się do Warszawy na Igo grudnia jako 
na dzień normalny zgromadzenia się pod jego prezy- 
dencyą Senatu, gdy 29go listopada wybuchła rewolu- 
cya. Pan Zamojski ufny w swoją prawość, chciał śmia- 
ło wystawić czoło przeciw burzy, i długo się^namyMał; 
przewidując jednak skutki, nie pomyślał o wyjechaniu 
za granicę, lecz jako senator mianowany przez króla, 
rzekł sobie — Prezesa Senatu miejsce jest w takićj chwili 
przy królu konstytucyjnym — takie było jego przekona- 
nie. Udał się więc do Petersburga, aby i tam ojczyźuie 
służyć staraniami odwrócenia od nićj ciosów, jakie zem- 
sta gotowała. Gdy stanął w Petersburgu wezwany i przy- 
jęty od monarchy uprzejmie i łaskawie. Na podchlebne 
wyrazy panującego o jego wierności rzekł z godnością: 
„Najjaśniejszy Panie, powinność moją robię, prezesa 
Senatu polskiego miejsce w każdćm zdarzeniu jest przy 
tronie króla konstytucyjnego". Cesarz okazywał mu po- 
ciągające względy, jakie tylko pochlebiać mogą tak 
wysokiemu urzędnikowi; często go wzywał tak na 
prywatne posłuchania jak na publiczne uroczystości i 
festyny, i jawnie okazywał mu szacunek. GFdy nadszedł 
do wiadomości powszechnćj manifest do Europy Sejmu 
polskiego, cesarz Mikołaj, przeczytawszy go z oburze- 
niem i gniewem, rozkazał kanclerzowi państwa i razem 
ministrowi Spraw Wewnętrznych hr. Neselrode wezwać 
senatorów polskich obecnych w Peteraburgu (byli niemi 
książę Józef Lubomirski kasztelan , książę Maksymilian 
Jabłonowski itd.). Hr. Neselrode dopełnił rozkazu cesar- 



— 215 — 

skiegOy i p. Zamojski jako prezes, wraz z wyżćj wzmian- 
kowaDjmi członkami, ^wezwany został. Opiszę tę andy- 
encyę słowy księcia Józefa Lubomirskiego, jak mi ją 
po powrocie swoim z Petersburga opowiadał w własnym 
damu w Niewierkowie na Wołyniu, w którym roku 1832 
gościłem. 

„Wezwanie injienne, które odebraliśmy od hr. Nesel- 
rode, przeraziło nas; wiedzieliśmy o manifeście Sejmu ró 
wnie jak o niepowodzeniu wojska rosyiskiego, które 
ukrywano przed nami. Cesarz był Qzęsto zachmurzony. 
Położenie nasze stawało się coraz drażliwsze, każdy do- 
mysł trudność jego powiększał. Stawiwszy się więc przed 
hr. Neselrode, zadrżeliśmy, gdy, uwiadomiwszy nasi oka- 
zawszy manifest sejmowy, oświadczył życzenia i wolę 
Cesarza, aby my, jako członkowie Senatu, odpisali na 
ten manifest sposobem zbijającym wszystkie cytowane 
w nim fakta i zarzuty umieszczone dla usprawiedliwie- 
nia buntu, i dodał: „Monarcha spodziewa się, że to 
uczynicie w sposobie dowodzącym waszój wierności • nie- 
poszlakowanój dla niego i prawdziwego przywiązenia do 
ojczyzny, którą buntownicy w przepaść nieszczęść we- 
pchnęli, i z którćj ją monarcha potęgą swoją dźwiga". — 
Zamilkliśmy na te słowa, pojmując nasze w każdym ra- 
zie niebezpieczne lub ochydne położenie, "gdy p. Zamoj- 
ski z odwagą i zimną krwią z najwiękśsSifn naszćm po- 
dziwieniem* odezwał się: „ Sama obecność nasza w sto- 
liey państwa, przy tronie wspólnego nam monarchy, jest 
rękojmią niewątpliwą wierności naszćj ; ta sama wierność 
nakazuje nam przezorność i rozwagę w naszych krokach: 
nim więcprzedsięweżmiemy spełnienie woli monarchy, 



-- 216 — 

upraszam o udzieleBie nam do rozwalgi maiiifestu, a za 
parę dni stawimy się z naszem f)Ostanowieniem". Hr. 
Neseirode powierzył nam manifest i naznaczył dzień sta* 
wienia się przed sobą. Gdy zeszliśmy się u p. Zamoj- 
skiego, on odczytawszy manifest rzekł ; „„Nie wiem, ja-, 
kie będzie panów zdanie, lecz ja wziąłem mocną deter- 
minacyę odmówić i nie kładó swego .imienia na akcie 
nielegalnym , wymuszonym i zadającym fałsz i kłamstwo 
całój reprezentacyi narodowój. Jak rejvolucyi, tak aktu 
tego drażniącego potęgę, pod którą rewolucya ulegnie, 
nie pochwalam, lecz słuszności i prawdzie skarg i żalów 
na ubliżenie kdnstytucyi, jako świadek, zaprzeczyć nie 
mogę, a jako senator, nie raz i prywatnie i urżędownie 
uskarżający się, nie mogę być sam z sobą w sprzeczno- 
ści i upadlać się do zaprzeczenia prawdy"". Odpowie- 
dzieliśmy na to: „Jesteśmy tego samego zdania., lecz 
któż to oświadczy hr. Nesselrode, i może damemu Cesa- 
rzowi, gdy nam przed sobą stawić się każe; co pa nas 
sprowadzić może ta odmowa od urażonegu piina?"—- „„To 
jest moja smutna ale razem zaszczytna rola r^ rzekł p. 
Zamojski — jato sam powiem i p. Nesselrodemu i Ce- 
sarzowi."" Jakoż ponotowal sobie wszystkie prawdziwe i 
rzetelne.zarzUty; i gdyśmy się stawili przed kanclerzem, 
z tą samą odwagą i godnością oświadczył mu to, co 
przed nami mówił. Ą gdy Kanclerz okazał zadziwienie, 
jakby o nadużyciach nie wiedział, p Zamojski, rozwi- 
nąwszy swoje notaty i punktami czytając manifest, na 
wszystkie prawie dowodził, że są prawdziwe i że im 
zaprzeczać jemu niepodoblia. Kanclerz zapytał : „Więc 
panowie odmawiacie odpowiedzi?" — „Odwołujemy się- 



— 217 — 

rzeU p. Zaiii(rjslEt — do 6prawiedIi#o6ci i wspaniałofici 
monafcby; titiń, ie nas nie będzie zmuszał zostać w ó- 
czach świata klltmcami.'' Kanclerz zaniósł Cesai^owi tę 
rozttHwVę. Cesalrz rzekł : „Więc się obejdzie bez ich od- 
powieBzi^. Lecz od tćj ebwilt z zacbmurzonćm czołem pa- 
trt^ł i przyjmował nas." 

Nie wiedziała o tym czynie szanowna paui Kakt^as- 
ka ani wydawcy j*j pism, a tu właściwiej od anegdoty 
o' topoR przystało zacytować 

Jtuliim. et teaaeem pr«pędU: wam 
;^/ Nec,;ardor cińnin prava jttbeoHttni, . 

Nec TuUus in^anUa tyrauii ... 

Mei^te auatit solida. , ., 

"l^yinczaśem, gdy się to działo w Petersburgu, w War^ 

Bżawie zgromadzony Seqat, do którego weszli już byli 

nowi a zapaleni członkowie za poduszczeniem Lelewela 

i zagorzałych posłów, zebra! się dla oczyszczenia,, jak 

mówiono, listy Senatu z tych, którzy nie przystąpili , do 

rewotucyi, Iu]() przed nią chroniąc się, z kraju wyjechali! 

Można się było łatwo doinyślćć, iż ten krok wymierzony 

był szczegóińićj przeciw p.. Zamojskiemu, jako pierwsze- 

niu z porządku. E'śiążę. Adam Czartoryski uwiadomiony 

o zamiarze, odradzał go; a gdy nie, mógł przettiódz za- 

górzałycti, przysłał do mnie syna mego, który był w dy- 

plomatycznSin jegó biórzei ż wezwaniem abym , się na tći 

sesyi znajdował.' f^rzybyłeni więc napią; ledwo zagajoną 

została, pierwszy powstał kasztelan Lewiński, ów domownik 

zmarłego Namiestnika, a za nim p/Nakwąski (ojcieqza- 

palonego syna, który jako olnbieniec matki trząsł ojcem 

28 



- ^^8 - 

urażonym na p. i^moJBkięgo . za Basta^ipektogio^) i pi^arł 
^0 silnie. Uczynili wniosek, przeciwl^oczłoBkomSe^tn 
nieobecnym w kraju i bawiącym m £|*af4cą, i dotknę^li 
a cajńte imienia p. Zamojskiego. Senat milczą)] spocbiowa- 
łem sici że się Niemcewicz odezwie; widząp w jęduy4sb»ałM)r: 
jętność, w drugich zażartośó^ zabrąłe^i gH/oą wyfi^wifjącs 
iż w początkach rewplucyi, nim pojęto, jćj smiHiar i nim 
ją ^ejm ogłosił za narodową; nie xpq^a^nąk<>g9 ^^t^Wil^^ 
za jego postępowanie^ tćm mnićj^ tego, który, udał iNę^do 
boku panującego monarchy, jako pierwszy polityczny 
urzędnik. Pan Zamo^jskt po ogłoszeniu pewolacyi za na- 
rodową, możeby, i nie wątpię pó jego uezuciaeb, był 
rad powrócić i dzielić los narodu ; lećż przyjechać do 
Petersburga było mu wolno, odjechać nie wolno. Za mi- 
mowolne więc zostanie w Petersburgu karać wy^naza- 
niem z Senatu nie może się nazwać sprawiedliwością 
lecz niezasłużoną zemstą. Tu kilku członków^ a. szcze- 
gólnićj Lewiński, wspomniało Sąd sejmowy; . odpowie- 
działem : „Iż gdyby czyny przedrewolucyjne, jakiekolwiek 
jest o nich mniemanie, rozbierane tu być miały, ito^ co 
wtedy robiono ż konieczuości lub mocnego przekonania 
że się dobrze służy krajowi, Ulegając panującćj władzy^ 
miało do potępienia posłużyć, przynajipniój. bez ol>rony 
obwinionych wy tpezonćinby być nie mogło , ani' też iw 
contumaciam sądzónćm, skoro stawienie się dą obrony 
nie zależy od oskarżonych". A gd^ i ten argument, i^ie 
przekonał zagorzalców, ostatnią uwa^ uibzyniłera prawie 
w następujących słowach; jjNiei ,będę bronił tych wfi2;j'st- 
kich, którzy, mogąc. wrócić nie wracają, lecz ciech mi siję 
godzi ża p. Zamojskim^ mimowplnię zatrzymanym w^e- 



— 21d - - 

iet(^!f$/t}Svty okMmą-zroińi nwagę, ktdra^rozutaiietti) przjr- 
ćkytaMj ptzyj^ będzie; Próc2 samego p. Zamojskiego 
ijegb teraz piersi swćffe za ojczyznę wystawiającej ro- 
dziny; kog6t to dotkliwie 1 boleśnie w serce zrani ten 
akt denata? Czy im^-ie tojoBt szwagrem p. Stanisław Za- 
me^i; wszakże jecrt; szwagrem . ief;o męia, którego czyny 
i podwiceeoie się bean^amakowe dla kraju brzmią odgło- 
sem nwiełbi^nia we wszyslktih nslacb. Czartoryskie- 
go -to braf, Zamfojski- to syn Andrzeja, ma być zochydą 
wyrMeofny t Senata? Setiatorowie ! zastanówcie się/ nie 
niażeie tćm własnych' zaszczytów itd.^ Ka te słowa za- 
Wi»ty<hffł "sic Lewiński, zaczął się wymawiać ł śpiewać 
pocbwały księi[$ia Czartoryskiego; lecz tego do ezego dał 
powl^d) jnż' coftkąć nie mó^. Zagorzalcy zaczęli wołać ó 
krśski i wymazano zlisty senatorów: Zahiojskiego, Gra- 
bo#skłbh trzech i Walewskiego/ Mostowijkiego tylko nie 
tknięto, chociaż był za granicą, wprawdzie jako poseł re- 
wohicyi w Berlinie, lecz już w Berlinie przed ambasadą 
rosyjską protestujący o swojćj dla tronu wierności. Na- 
zajutrz książę Adam Czartoryski podał protestacyę prze- 
ciw tak ubliżającemu aktowi w moenyck i godnych sie- 
bie wyrazach. „Nie będę sądził — napisał — szwagra 
„mego wefdłng tak bKskicfa związków, które mnie z nim 
;,lącżą. Gdzie idtie o rabunek, o dobro i sławę ojczyzny, 
„zdołałbym si^ wyzuć ż osobistych uczuć; Ifecz obowiązek 
„sumietna i' przekonania na mnie woła^ abym, jako świa- 
„dek i powiernik 'żywioiiy eh w piersiach jego i okazawa- 
^^lyeŁteztt6dtókrajt^ wyraził przed całym narodem, że 
„p.* Zatoofi^ki jest równie najlepszym Polakiem jak oby- 
„watelein, i Źend postępowanie z nim tak niesluszae nie 



— 2m ^ 

zasłużyL^ Podobno to ^wi^id^ctwo Ar^ifty4esak lamty^tk 
czasów więcćj. będzie miało wagi w póiaej potonincii^i^i, 
ni^ kilku lub kilkunastu zągorza.lQfiW| kfórzy poddina- 
cbnęli Senatowi ten krok, ^hy ^ię im ptwon^ły inMyne^ 
na które się zaraz pchali. Bo wyznajmy^ wilrójd i |^oi)ii< 
mo rzeczywistego p^try otyzniu , taką próźmośó i iąda^ 
wy nięsieijia , opanowała był^ uuaysły^ j^e. zaprAgnęti. pró- 
innych n^iejsp w Senacie kasztelanowie, aby ^ię wynifM 
^a wojewodów, posłowie, ąby wyjść aa* . ka0z|;elanów. 
Nawet uepĄci. okazywali /tę preląn^yęi . ^ą, o ile -praiypoiró- 
o^ip sobię^. jeden ? nicŁ Jbył. kai^dydaieiw^ A lie. m^^waiiP^i 
i pisinami sweji^ pewien pmęcbrzta nąjrwię^ćj.poiąazieft^ły 
tW zataję;., że oburzony^ gdy dowiiodzialeio sic,.ii chóatł 
byó ministrem lub posłem za granj^cą, piiiściłejii an<mme 
wiersze, których tyljko początek i HpoiOjC . sw^rj^ywał^oi 
wpiimięci, a ktf^e zcMstawi^sw >w miyin) jj^hio^Ki K^i^^y- 
iy się. one temi płowy; . .; : 

Obierz Zamojskich 2 szkarłatu 
Choć biegną, na kule, 
• A" przybieraj dó Senatu:' 

Haimy iSisBitile. •■•>'. 



r • / 



' « 



.:, Po wąjściu wojsk rpsyjskicti. 4p jWarsaawy p. za- 
mojski dojczeki wał .w Pętecsbujrgu ostafcępzfiego wyrobu 
C.esarz;a». Z rpzdąrtem sercem kołysał «ię iia4.zi9ją ipr,ze- 
baczenia nieszczęśliwemu i popchniętemu w przepaść 
ł)ez, cwojój winy narodowi. , Stątui^ oi^ganiic^ny praceps. Ste- 
fana (Grabowskiego Ministra Sekretarka s^aa^tu su-eda^owa- 
j^y^ w następstwip zdawał mu się, wró:^ć łaskawość; lecz 
g4y pra^wo wojskowe . w ząstjępstwie stąAotit ogłoszone zo- 



Bte)o, & wi wimijroh sąd wyuiacsooa — przed : kióry . ks. 
Adam CmńMjnki pociągnięiy miał ^łową odpowtadać 
wra& 3^ kUka inseini znpełiie. odmiennej od niego kate- 
goryi«T^.p..Zam<](}9ki w Dajdoikliwflzą ranę seiK)a dotknie- 
fy, i widaąc) jak my' w«%y«cy> iż nie motna już zaszesy- 
tiiii9 słuj^yó aa uraędrJe • krfijo[wi oddalił się do domow^ 
ustmiri do Kiemensoway dokąd z Siei&iwy od matki zje- 
chała jego tona w stanie tego samego uualkn i boleńci 
jatio-i0nay siostra i matka kiłkd synów i diwócli zięoiów, 
wszystkiełi za caynay i gorłtwy udmał w tóta powptaoin 
sagrołonycłi safową i' groźną odpowiedzialnońcią. Będąc 
podówczas >Da wsi odwidzalem go wspólnie z witjewo^ 
dą GrabowsUra. Bolesny był widoŁ'tcgo domn^ nie, da- 
wiM>'jeszeze tak Awietnego, tak szczęśliwego swrijćm 
IMrawdziitfie patryarcbalaćm życiem^ Twarz tćj: niedawno 
najpiękniejsza^ najtuotttwszićj i gronem, dorosłych, i do- 
rastaj^yi^ 4zieei najszczęńliwszq| matki, ' nosiła cechę 
derpienia i .trawiącej ją boleictj patrząc na nią, rozma- 
wiając z nią; trzebił było łzom ^iftałt zadawać. Pan 
Zamojski, aez zasnmcony aiesaczęóciem krajn i o^iwiaty, 
krzepił się; smudahat mtUu, pt^efn^tii aUwm. corde dci^ 
f^m^. roamawiał Zisaipi o ostatoiob wypadkach^ i wiedy 
czoło j<^ wypogadzalo ^^ gdy opowiadaliipiy nia za- 
ctfe^ czyjAy synów^ jego> naradzających) rię na śmierć w bo^ 
ja lab na pdmatę w cywilnych obowiązkach, żył skrom*- 
niO; w szeznpłym domka stał Wkrótce ionU, tiiknąc roz- 
woącą się ja^ GiNjmbą, wybrała się 'na knracyę do wód 
i do ciępłf^zegó klimatn', gdzie ją zapewne od widzał 
syn j^ WładyriaW; wygnaniec nieobieci^y sobie jai 
egiądąó tęjesyzńy i rodzicieisUegO' dómo;' nie^iem^ ozy 



— 222 — 

ją* widrjUł' Zd^isław^ ulubione j^ dfcteetm/ r^nie ^^• 
obiMf2Tee 1 zawikłany w zmowę pod<Aor4życfe Jan, jedefn 
Z' seroem równie prawem i d^ ojczyany przyWiązan^m, 
zmuJs^zonynii był pozo8ta6'*r Peterfifbtrgn - Nielpodiógły 
pani Zamojski^ wody^ nikła fb:y<^nytti i mofahiym' bó^ 
lem, ndkoniec zgasła w objęciach siostry, kgicAny Wtr- 
temberskićj, przykładną, religijną i* cdwaMą śm^ien^i^, 
>ze >.bndowtoie«i otaczającycłi ją ^Mób Kiedy 8<>ble pri^y- 
pominain portreJt jiyw dziewiczym wieka w poslaei »I*«i- 
«be przez Łampiego malowany, wiszący w sypialnym 
pokoju matki' i równie zachwycająry- jak oryginał, wy- 
stawiam sobie, te z jój bajpickitiejdzćj pofilact eho6 
w późniejszym wieka Ba^pód^bnyeb, lecz nie mitołogiez^ 
nycby ale anielskich skrzydłach^ ciiełliwa^ Kto^wa, der- 
broczy lina dusza ulatywała do nieba z ' u^mieehem^ któ- 
rego nie potrafila^^by^ odmalować pani' Ifakwaskai 'Żbiowrać 
potrzeba, ibe jej: xwłoki nie zostały zwródooe' ojesysl^ 
aiemt, że wobcćj a^zywa, pb(| =Wiip|inkiłyim wprawdzie 
nadgrobkiem , z ozdobą dla obcych lecz 2 Polaków stratą; 
otóż a popioły > nasze i visadgr(^kf stairły się wycttód^ea/ibi 
tć] ziemi, którą Bóg jakby ópciścih Atoli public^Hodć 
Warszawy, na którą ta ^wilątobliwa pani tyle^dobrodziejstw 
wylała, lEapragnęła obcbodu pogrzebowego jój i^onu; od^ 
danor jój cześć' i^ie tę, <na jaką aasłtiiyła, leez jaką wd&e 
było akazać; 'przypłacił ją' wymewny 'kaznodzieja, Rek(or 
niegdyift Akademiiy ksiajdź Szweykbwśki^ utratą pensyf i 
Iniełaską, że jój wielkich cnót ojczystych' i miłjBiSct kraju 
inró izamilczał; Pan Zamojski tą > najb<»leśiiiej8zą ; po ojczy- 
ime stratą nderzoiiy, minso swego' stpidde^ charaktera, 
Bie wydołał zdrowióm boleści: wkrótce 'dotknięty pąrsdi- 



- %u — 

]|ie;,2dcowi^ Os^liątąuy tym wypadkiem ^ał ^rdyiłacyo 
oą> ąSsO^ Ra^.kaząw!^y AYpr^ófł dad s<^hro^ieaie<.i cUeh 
oięjef^ę^Hwyia iiozbil;k<m rawoliicari, ili9 tyUko te obęacer 
ne doj^a, pomieicjć icb mog^ ; tak yfyis^ djiłsze a^wy- 
kły Btą^ rnkeH. Syfl,yfi^xfi\e dopdjAl yfUtUt c^^ :lfąxk Za* 
mijjskł . ro^ą^Ttą^W i?9szj;ą oiMątkUy i. 2mĘt;r((9głft|yv 4I« 
»ieJl^ l>rzyaq[Wpity docb^ r o^dt w .Wj|^m|} .ppnfi^iaiof; 
o|d.obcycł|;.i..od dobirycb a. ra9eQV riMzsądoycb L cn^tii* 
wypb .^oi^kófir, f^zwy i pięlęgiiawĄiiy ^J^ląją: ,i^ aa^ 
wych i ,p9bojią<^ią ^ji acwa^ąi ^tęh^ą^^yp}! Jiyadjsr. i iC^ręfc, 

DAm |()^%iY^ity, qtw9jzył dlft H4ub^»I^lga, 9i,ro^ obr 

cbyjch ^^Qm\^6w . to}?i , ijiewyiiiistiiy^ i ^ażij^j j wyżsao^ i ąc- 
cyato^ dgąinągągaw,, .w; łctAryęhJfirfsc J»k.WjftQ^Ad* ja- 

.,j^ą. i były. Jaiipiią . «naJ^jHHi|» ^^^m KP^wigc^ 
wpm 3i§ dła^.^krąiu, ,4H-któ/yxib :i>iewJ;?łCcap M.mWPpOJt 

pac;4^tku,awiąi^\i;9zy^icji więil^<Ji>łr.i ąąfo^w p/D<wier- 

^^ H'Vmfhi -H^f!y^ J^w> J««^^y/ w^ « ^iM: wftich 

ArystydegóW; Temistoklesów^ Focyonów, Scypio^i^^f^i^a-! 
b^ps;ąĄvy,| j!>|iSi;^fwgrvłę4i^ U-pąf wro- 



i 



^ ^t4 — 

trteeh islarostw za wźłęeie MaksyitoiłfHua '„A pońiew a£ 
ws7.ystko wszyscy winniśmy ojczy^ufie^* a ta ojezyzna 
wszystko wi^ua jednetaU; niie^ ma fizicicżpospdłfta takicb 
nagrody ktftreby wielkie ezyoy te^d tóęża* odpłacić 'tao- 
gły^.'*' A» kiedy len Zamojski ~ «a co mu się najwii^sza 
należała wdkięeznóM -^ zabójcy Wap6W!»kTe]g:o i gwaFci- 
cSelówi praiv feamiieloWI Zborowśtównu, jAkA Stamsłia 
I&akowskf, głerwętibi^ć katat; źa głosem słnialbdW'Zb^ 
rawskich dótmiy szarpano jego « słatv$ tak, że W tdzźife- 
nk na nlieWdziębzdciM - żiotnkótt miał inyii Wyrycllei na 
swoim gt^w^UflWlrr Hk iućei JotMii^ Zatnó^ńlii j)tó^ 

titńa p^d ei'^bu'Śj gńi^ord atMim paiśiis. Wzttiilsł^slę 
atóli wad sfas^n^ m^zc, nie '^hiciaHe^gb przypisywać! 
ojezyznie, có było dzieleni mó** kilifeef >*^łkdży jcf^^^ 
zMdiktBviy(Ł, 'psferfdrf-patryotó^, i riliwet td i^dWś, ^Mió- 
ra a dmbus pasms wymazał. Mimo ski^rgy wfe' Polska, 
że miała i Żamć^skiegó, nie wie- łjzyli i' kiedy podobnego 
męża' mieć będzie. Sjlar^any óń jest W dcs^acb nasżydh 
jirże^ p^M?teego rifcWis!^, kt*iy&oMe:pł*zy Płaszczył imię 
politycznego krytyka, hie będĄc |ednak w dianie liiidd 
najtiniiejsże^ wyobrażenia ^ ife swego czysto liailkóWcgd 
i ispecyaltie^o iłatiowiska^— ^ d Wyiłłósiych' chotaieb Wier- 
ki(Sicltidri. 



' t f ' / ' ł ' j . « * 



.L 



Aadrstój *!SaibdjiikS ,* 6#^iiajciidtliwśzy i najodważniej- 
szy obywatel i kśtweiert w ńajze^siftśżym 1 ' spdfilony lii 
wieku, Die nśzedł prfce4faxtówfatJia i nieiiiawiśdi^- CóŹ dM- 
wiłego, i^ tklódrod^zdkiy syn jego' fą ssini^ mbrfdtą* odpJi 
conym został. Alte zapytajta^ się od kd^o^^Od tj cb; któ- 
rych pocbwaia byłaby największą 'dia ka'żdći^o prawćgo 



225 



Polaka krzywdą. Demagogtczoi *) lub płatni historyce 
i gazeciarze naszych czasów przenieócie raczćj wasze 
pióra od krytyk i potwarzy na pochwały i uwielbienia 
Mierosławskieh^ Tysowskicb, może nawet SzelóW; to są 
ł>ohatery godne waszego zawodi^ zostawcie nam nasze 
pomniki, nasze pamiątki ! — Co do mnie Amiem wróżyć 
Stanisławowi Zamojskiemu, niewyrodzonemu plemien* 
nikowi swoich znakomitych przodków^ a odrodzone* 
mn w incnćln i cnotliwćni potomstwie, iż, gdy przeżyw- 
szy mniC) złoży zwłoki przy zwłolcach przodków swoich, 
pozna potomnońć, sądząc z niepodejrzanych świadectw 
i czynów jego, położy na jego grobowcu napis nienmie 
szczony przez Jana Zamojskiego: 

Plurima pro clmbus^ yramora a civihm passus, . 



• *) Xie stosuję tego oczywiście do pani NakwAskiej ani do pana 
Ostrowskiego. 



,' ' • 



I . 



,;t.ł 



29 



• , 1- ,* '<-,».;! 



. 1 • ; 



! i' * : . *. 



j .' J. . i 






Tadeusz/Mostowski^ senator wojewoda i mioist^r 

spraw wewo6|rzttyeb« 



1 adeasz Mostowski, dawnićj kasztelan Raciążki a na- 
koDiec Księstwa Warszawskiego i przez fały czas trwa- 
nia Królestwa Polskiego Minister spraw wewnętrznych 
i Senator Wojewoda, był synem Mostowskiego rodem 
z Płockiego wprzód wojewody Mazowieckiego a późnij 
wojewody Pomorskiego. W dziecinnym wieku wraz z in- 
nem rodzeństwem wywieziony został |)rzez ojca z kraju 
do Francyi, gdy ten, zmuszony Województwo Pomorskie 
sprzedać Flemingowi Podskarbiemu, z przyczyny, iż go 
dla braku indygenatu prowincya pruska za swćgo sena- 
tora przyjąć nie chciała, osiadł w Paryżu i tam wycho- 
waniem dzieci swoieh się trudnił. Mostowski wraz z bra- 
tem swoim Józefem, powróciwszy do Polski, uderzali 
8 wojem wygładzonem wychowaniem. Tadeusz, acz deli- 
katnego składu ciała, z postaci i twarzy nader urodziwy 
żywy, dowcipny, w bardzo młodym wieku znalazł par- 
tyą na Litwie i pojął za żonę księżniczkę Radziwiłówną. 



— 82T — 

Nia DłiaLjasKćfee Iftt/pfsepisanyolipniweBigdy^ zapewne 
aa fttarameDi Badiiwitów, został kasktokiDem Racią^^kim 
i aaaiadł w Senacie; Icez jako piękny, wrodzimy, dowci- 
psy i fiader salotoy a paaiy przez kobiety w^ dwa czy 
cztery lata póżaićj rezląezył tkę zioną, Podezas Sejmu 
Koii8tytncyJBeg& 1788 r. mieackając w Warazwwie połą- 
czył mę «a£az i daęheiłi i sercem z flajeelniejAzemi pa- 
tryotami jako to z Ig^eym Potocktei, Matosewiesem j 
Niemcewiczom; W^faśnkeflem, i był jednym z redaktorów 
Ghaz^ NiimA»w4j i Obcify h^ cfa^eiai we Francji wy- 
chowany^ językr ojczysty w wysokim stopnia znał i pisał 
nim wyborue. Pólityczifte earopeji^kie wi^domoAci były 
je9e^ pitea^ czerpał je^^ pism franeozkioli, które przez 
zwiąfeki swoje, z- Paryżem sprowadzał., Labii liter jrfta^c 
obeą i )nar€«lewą; i podówczas sławniejs^ych autorów 
dzieła jai^ to Krasickiego) Narataewieza, Trembeekiesgo i 
imiiycli cheiwie czyteł. Namiętneteią j^^ były piękne 
ko^irtyy polityka y literatura i .^gospod^^stwo rolne.' Po 
wejściu wojsk; rosyjskich wiai z Konfederacyą Targo*' 
wkiią i 'Upadku Konstytucyi ^go maja wiernym jćj po- 
został, Do e^rsaw- pabkteznycb się nie mieszał/ i usunął 
się dd Tarkomiina) majątku pod War^awą poloibnege, 
gdj»e zamierzył nlepjaizottego gospodarstwa wystawiać 
współziomkom mory. Sprowadził więe z Francy i kilka*- 
aańeie: rodzili rolnie^ychy ^amtą im w Tarkominie roz^ 
dał 7 laky ii ta wica 49tała się prawie osadą frdncuzką 
jodyną HnoiC' w onyeh ezasaeh.na ziemi polski^. 

: Re wolący a podniesiona przez jienerała Kościuszkę 
wywołała go e domu^ jaka znanego ze świalłaz gorliwego 
pate yotysmu ^ i mayyggoi związki zi JFraoeyą , aa IMf^jf 



« 

]^|iiAC, poclówca(^ pciwata^ radu}vnE. Wsiadi do Ba- 
f]yNajwytB3Ój pra^s lOacKdnika Koóchitokę iDianowatiiry 
i równie, przez znajomość polityki dHrepQskići/ jak przea 
zoajoiDOŚć, języka fraBettzkiqgo , którym jakby rtAoyńky 
Frąncjuz władał, był nader poiiMMniyni^ pożytecznym, 
zwłai^zoza^ P^^y ^^ bystreńoi i przeatkliwośei iiąiyaia^ 
jakie w njm nzdawano.* Tszy mai laic. on stałe «troay a^ 
mjarkowanój: ' żadfiyćli gwałlowDycb a tćin mniój krira-^ 
wych i mśeiwydi środków nie pochwalał, owszóm brzy- 
dził się fiic^oii, a cłiociai wycfaoiVdniec ifraBeazki, ówcse- 
$nim okroeiei^^wem francnzkićm nio nasiąknął* 

Po npadka rewoluoyi i wcfśdtt Fjddn»ars%ttlka Sit- 
warowa da Warszawy^izagaronicty wrap&jz inneim czloii-t 
kami ,Bządtt;iiarodow'ego do Petersbnirga^ jako. to z Igoa- 
eym Pc^oalum, NiamdewiezoHi, a prawie iftiiennio' oznd- 
ezony, wysiedział dwtdeteie więzienia, ł^ wstą^^ienia ii» 
tron Pawła I uwolniosy, osiadł wKijezyst^ wsi Tarko- 
minie ivki pod raądem pruskim ł)9d%e^ .Siąslał ;go znpei^ 
nie spustoszonym, wojsluk cwycięzkie nie oszczędzały 
maję|;aoŚQir patryotów; famiłię frąncnzkio -iroi^icrzekiic- 
ły się po kraju za jchi^elm: na miwo^wlęo t-ozi^oezął 
gospodarstif^o. Po matce swojój ,, HilzeDownie z domu , 
miał obszerny palaow Warszawie^ iimę w nim przefiię- 
dMł Hv' towarzyj^twie. dawniejszych przyjaciół, wspólni-^ 
ków rewołiioyi^ pisaraów, łłteratów^ poistów, gdyż poezyfi 
lafoiL iMeuniiejący. być nieozynnym/ zaraz* drukarnią 
swoją W0»uiwi^ i ^ zajął :się< wyda wamęm d«ieł hJetoryez- 
nysk dziejopii^rzy polskicb, ^przy pomocy Józiefa Lipiń- 
skiego i Franciszka Dmoehowskiegoi Gźc4ć tego -zbiom 
wydal ftn pięknym papierze. Nie pojopnę, co ^wstrzynmio 



— 229 — 

naopciliiieMe tek poiyteemego pnedbięwftięińa* P6 wiek- 
EzSj CBfid ndzMał tif lowarzystim : * powabny, wy« 
kntiiło^iiy, dowcipny, nad miarę ztAoUny i h»em imia* 
ły/ sHi^^cy ełabośd^ kobiet i z uwodzenia esyniący sobł6 
igraszkę, pnsytćai sceptyk i widleroskiego wieku pojętoy 
aczefty' stał się niejako potkanym Hj plei • kazicielen, 
najpiękniejs^yeh kobiet w Warszawie tHal się colem 
wcstchnieói i najpiękiiie}6zć} między niemi Kossowskiej 
Pa«fa8kart>hiy Koroaaćj, Bielińskiej z doma, serce podbiŁ 
Straeil ją wkróleewłasDą:winą. Jakói młoda Kuissowska za- 
chorowała na szkarlatynę; a ie Mosfowski doktorów bic-* 
nairii&ił i sam się zwykł był leesyć-^a ze wszystkich 
systemaUów lekarskich był* jedyaie przychylnym ^ pa- 
nnjącema wtedy •systematowi Brama -^ poradził jćjuży^- 
eie^starego włna; dostała zapsUcBia gardła i umarła. Pa« 
fl»iętam wtedy okrzyk przeciw* nieaia ea^ej Warszawy, 
a szezególniój braci zmarłej Panła i Józeia Bjelitekmh, 
kl6rzy te związki siostrjr z nim nieiiawidzifi. Pamiętam, 
iż^ znajdowałem się wFcdawach na jednym feirtynie, na 
którym ołyeeną była prawie cała młodzież żnakomitsza; 
pmwszy tazi tam ajrzahmi Mostowskiego! jego zbyt wolny 
aposób znajdowam'a się z kołŃetami, i nie tyłko poufałe 
rozwalanie «ic na kanapie międiy menH, > lecz także • lek ^ 
ee^ażeoi^ dt'e^o tO|(varzystwa ndęrzyb mnie; były to 
wtedy pówszechiie |)otewcl«ey]ne zwyczajot Stary 'imią- 
ią Czartoryski' nienawidził ich , przędr^żniał siyder- 
essó, karetł' tóm^ .stirowiij i uważał w MostowakM , iż 
miał do ojoa jego słuszną* Urazie 'za wyrządzoną, sdbie 
przykroić- w czasie bytności' w Paryżu. 



ł i 



łi' 



— »80 — 

^d^rl' Mofltow^iego- ni& m(l£iałe|D/'«ż fNray*'>kQto« 
Księstwa Warczą wski^o i KoafederM^i JeneKaliićj> gdy^ 
wieenvany od kr6la Saskiego; na tnimstra S]lraw Wfemic^ 
trzhycb^ w K;9ię8tmetćm' urząd, ted objął. SłysKąłemtyIM 
o iiini^iii £a rząda prai^iego' |>rDwadeąc :^jełe jak wy-* 
iej wzmiivtkkoiiy^\ęmy a aakaniec ująwszy «eiie& młod^j^ 
pięknej ' mcisJki MtcJmłowćj Szymaabwi^kiśj^ JMookiój 
z doiii4i (b^atój .podt^wczas a jeszese bogals-iSĆj' WfiilideieM 
jkdk; jsako jedućj z sttkcesBoi^kbgroinBeg(V'po KltemeasM 
BraBU^ktm Hetniaiiie W/ K. majątkay jkt6ry pod jdoiywo- 
titm sio^^tra krdla^ Pani Krakowska trKyiBałai),i.roewłódł 
ją^<ż 'm^em fsam ro^pocssąwazy iro?iW.ód'i^ swą^oną Badzi^* 
wtłówną *idoxmy pfMiobfio pl'0śd akoóeeenlem jeg^ oże- 
nil się— o ćo .pqd r7^deiu pitwkim triidao nSoł^yło^— i wy-^ 
jechał % tą duugą żoną 4oFraacyi,' gdzie :śakapłł: mają- 
tek^ i tak^ gosp^arająe. iia< wsi', a w Pafyźn, grając im 
papierat^b; znacznie ma jąt^. powiek sżyh 

Ładzic le^ rodfisajn wyebra^eoa i przekonań; jak Mo/< 
atowski; używszy wszdkiieigo "^ródzajn przyjemnośicia roz^ 
koszy; znadzem i przesyceni' tbytkiem aóywiaaia^, gdy 
weismą; postanoivienie astałi^ l^ę : w-- awiązktt > msd^iiskim; 
przeoB" wielką znajomóM świata, ludzi;,, afssozisgdlni^^wad 
i Mlet i^ei nadabn^j^^ do iego ain^iązkor; nie* sznkalą.^ni 
pani ' Sćvipi6, ^ ani patair Sla^; ani /pani {ldUand>iab Bć^ 
caiaiier y alo włainie.w prze^^nym -kienmka ^obeą ena^'^ 
lei^ł domoiise szctsęśeiie. Mostowski' analazl je \% tą młodą 
t nącbbbą. mętatką , .kt^ą prawie w dzieoinnym wieka 
ddtior; . .&woryt j^j imaiiki Potoeldój Starościny K^nfow^ 
skićj; nrodzonćj zSapteHaaki; i gnwemaiitka franeazka 
sprzedali na synowę sławnój intrygantoe Szymanowskićj 



^ wsmembiigBJbif cArkatposabi aa mąft.za iesło^ieka Wprafw- 
dsia dobrze iKfijiohodfaiiego i fmj%w^iiśgo, lecz pdstła 
bas iterca^ ofa^laie więó s nim zerwała irisłteństwo' gd}' 
piMuiMa Bfogtoirskiego^ któreg<» ^od^b^ad tylu ubi^gająfoym 
się o ąiego^ikibietom sądzUatnie ssały m ti^^uinfeiii. Miała 
ooa ayoaz^piefwHeym iaęŁeśa^ Mostowski OBtadł^is nią>we 
Fnuieyicgdy ma nad^tya^ rodeiła dzłeei^ «a nią adał ich 
pi^ęgoowąifie i wy«faowanie^ bo .ińMV trudDió się iiieia- 
bił; a tbędąesam lybo^tny, taką ją •cibfljętdością takil^ 
iuttcbiiąe>aiiliił, iż ikfiua ztych niewiimycb istdt nie 
ziuda atti piersi y iwioliay aai pieszczot matiti.- Leniwie 
urodzone; oddawane je zmrhz oa wic6 ne jenrayib mamkem, 
i odbijano dopiero gdy 'pełzać przestały i były ztrpefaie 
a&fraiiGiisti(me> Saw aai oddając sfęłiteratarfee) polityce i 
gospodarstwa, rezry wał się i^iązkanli s( peliff keiai i Utc^ 
ratami ^aryzkiemlc^ftzeaegóiną przyjaźnią z Wiązał Msię 
z liA.bbóiDełJłejlętAł-y^ wtedy trzymał berło poezyi fran- 
(^nzkSćj/^i dekiamaeyą jegO'' wierszy , kl&rO tia pamięć 
ai»łał; setee je^o itjteawał: Bóptftlikanin w das^y^ ałe 
amiarkiMiraoy^ nie 4abił aai osoby^ ani' r^ądów^ Napdleo- 
aaf jeninsz atoli rjego^ podińwiał i bystrymrezaniem dy- 
ploniaeyę jego baduł i . docietail. 

Niskiem 7 cz^^Ii Tadeusz Matosewiez^ podczas by^- 
fiMÓci swojćj n Cesarza ^Napoleona; gdy^pstaił ^wierni- 
kiem jego- względem Polski ^ zamiarów ; njrssawszy Mo- 
stow^kiega w Paryitt~«<iawną z nfmod sejma koosty- 
śocyjtiege -związany przyfainią-- naiDówtł' go do powtota 
do Pełskt/ evy tćż sam Mostowski stęskniony za ojczyzną 
nafsfręezył się tm.' Jakoifi iedwie Konfedera^ya Jenerałna 



— 282 — 

Q% sebie lekkcińcią iNrz}'»łiri go w Uście * dó Matosewiesa 
i na ńwrgtku. Matmemc^ ^ cheąo go widaieć' mibistirem 
Spraw Wcwiiętrsiiyeli^ na miejson Łafiaeze«r»ki6go--tdo ese- 
go dążył lakiie. Hiclmł Koobaiiciwski^ £m bardf^ iycioBy 
.dla.<8wego roitargniooego. aiayałik^uialatljlię w poło^ 
Błu óiepnayjeiBnćai. Wiedział, toKostowski^ fv\^y^e^^ająe 
« kfą|tt, tmUi^wil w oin) i^epakiieyf Łowlaimi pobkiega; 
wiedziała źe, noiaiaaeyę jego na miais^a; wjrjcdiiiaiią ą 
kr^la Saaki^A, i^a^Jicznaść prssyjiirie z. dawodni przediw 
niemu uprzed^daietn , bez względu ; że > lata i editiiasa 
ataaa ódmieaiły g^^ (Zwykliśmy dJilgo pam^ftae ctidze 
w^a^y^ Kalet fJi)» um widaiaagr albo Jm aaprzeetamy); Jukoi 
l6!4tv9;ie ,sic :«i€|ś6 rozoazk, że. Mostowski przyjeżdża' tia 
urząd ministra Spraw Wewbętrzfiyeh^ .we wszyaikieb do- 
maicb . dzy wyższych ezy siższy eh 8posli*zegłeiB ^ ruazame 
4ramWaafai> zad^wieaie i nienk^ote&tawaAie. JBzcsególr 
m&)\Ko(^haąomHkk iŁiaowski jątrzyli piowMeebną ojiiiiię; 
apij^rwazy i tdnigl £ poweda^ że im zajął Urząd / który 
spbie prs^zaaeaałi,' . i iUąłi wybór Ifoatawskieg^ na/ mi»»- 
Bta*a z powedtt i jeiga tadeatów i jeg^ wyełiowaaia fraa- 
euzkiego^ i )^go że tak pawiem, pobratania fiici z naro- 
dem francazklm; w położenia tiega krajd protegoi^anego 
przez Napoleona ->-^ 00. jedno znaczyło jakby podległego 
jjego woli i wpływowi daeba franeuzkiego ~ był nie^ 
fyjULo, zręcznym ale koaieeznyai. Franeazey miniatrowie, 
jenęratowie, zgOła stróże, Polaków przez liapoleoiia przy- 
słanii tylko tym ustępowali,: byli ^ zwykli eo ich rządki iok 
narpdowe słabo&ei: i . widy znali/ a we Fraoeyi/: atoująe 
z.aimi^ aauczyU się jak znieMi postępować aafeży.l^aejr 



— 238 - 

też tyłki) IwisEie mogli niedawań sobie imponować i na- 
kładać kaprysów i wymagań, które wolą Ni^leona chrKcili 
i Dieówiadomydi anieńmidali lab odstrasEali. 

Oddał mi Matasewiez akces kartkowy Mostowskiego: 
ulożyłitoiy , aby go wkleić aa arkuszowy papier i Ra- 
dsie Eonfederaeyi Jeoeraloćj podać i JBkoi to lekeewiufce- 
Eiie wymówić. Gdy to pnsysląpieaie Mostowskiego wnio- 
słem na ses^ę y pierwszy Linowski odezwał się ^ Jaka 
nieprzebaezona lekkość i uchybienie, Awistek gdyl)y do 
areadarza; lego przyjąć nie m<^na i adesłać z oogaoą 
należy,^ Odpowiedziałem „Że p. Mostowski w liAcie ten 
akoeS przysłał, nie ^oąo mę spażniać ; w tym momencie 
jmi jest w Dreźnie , skoro ta sianie, przyzwoite przyślą- 
^sje arobi ; nie idzie tn o fiH^my, ale o rzęez i powięk- 
szenie tiezby. przystępnląoycb." — -Przecież przystano na 
ogłoszenie akeesn, lecz Linowski rzekł: „Jeżeli tak pło- 
ełło i tekko łiędzie kraj traktował, jak Konfederaeyę, to 
ci,«ogo zrobili ministrem, nie zrobiłi nam przysługi.^ 

W kilłca doi po przyjeździe Mostowskiego znalazłem 
się na wieczorze n ambasadora francuzkicgo Pradta, był 
na nim i Mostowski. Znał^n go młodym i bardzo przy- 
stojnym, z widzenia, jak wyżej rzekłem, w Puławach; 
byłbym go nie poznał, tak mc zmienił, przyłysiał, osłabł, 
wychudł , zmęczony polipem w nosie i faemoroidalnćm 
cierpieniem; był ubrany według mody ówozesoćj w ja- 
sao kolorowy fmk z -orderem Sgo Stanisława. Matusewicz 
zapytał mnie , czy chcę, $kbj mnie z nim zapoznał. Pro^ 
siłem o to. Ody mnie przedstawił, bardzo mnie uprzej- 
mie przyjął i bardzo grzecznym komplementem jako zna- 
jomość literacką powitał. 

30 



— 234 — 

Objąwszy nraąd swój, ujął sobie sarae srEeeanoćcią 
wszystkich członków yządu. Lecz wkrótce^ jak wiadomo, 
bo może po upływie dwu mieśięezaym czasu, losy Na- 
poleona chwiać się zaczęły, i jak wyżćj rzekłem^ pierw- 
sze oświadczenie cesarza Aleksandra przez jenerała Oza- 
plica uczynione, Mostowskiego, Hainsewicza i 'Sobolew- 
skiego pociągnęło do porozumienia się z tym Cesarz^au 
Było to wielkim sekretem; jak się wyjawiło w Krakowie, 
gdy się Sząd Księstwa tam przeniósł, powiedsiałem; ta 
powiem, z czćm mi się póżnićj< już za Królestwa Polskie* 
go Mostowski zwierzył. 

Wyznaczono mnie z Towarzy^stwa Przyjaciół Nank 
do: napisania pochwały zmarłego jenerała Henryka Dą^ 
browskiego, pierwszego twórcy legionów polskich we^Wła-, 
szech, a wKrólestwie Polskióm Jenerała kawaler j^i i Se- 
natora Wojewody. Życie tego bohatera: łączyło się z niaj- 
ważniejs^emi epolunni 'Upadłóji powstając^ P^)lsk]. Na- 
pisawstcy, udzieliłem tćj pochwały ministrowi Mostów- 
skiemu^ nietylko jako literatowi wybornego smaku; jako 
znawcy języka i wymowy, niezazdrośnemu krytykowi, 
lecz równie jako świadkowi i czynnemu działaczowi w tych 
historycznych epokach. Ody przejrzał, napisał mi na 
seksternie najpochlebni^aze zdanie o ścisłości tój nie- 
krótkiój pochwały; podkreśliła szczególuićj jedn^ffazę^ 
w której— malując chwile, niepewności, obawy, i nadziei 
w czasie > cofania się Napoleona wojsk z * Polski i aczjr- 
nionych przez cesarza Aleksandra oświadczeń, stworzeni^s^ 
Polski— rzekłem: „Były to chwile, w których najgor- 
liwszym miłośnikom ojcstyzny, trudno było powziąść prjtet 
konanie, co im czynić lub czego nieczynió dla zbawienia 



— 235 — 

ojezyzny* aależi^^. RztŁl więe do mnie: „To jest zręoz- 
ne wyjście ze wzmunki o owóm położenia naszćoi; otóż 
Hwiadomię dc ó tiićin^ abyś nas wymówił przed sobą^< I 
opowiedziawszy histoiyę znoszenia się z jenerałem Czapli- 
eem i kstęeiem Adamem Czartoryskim , dobył z teki roz- 
maite nutatki na mały4^ karteczkach pisane i przeczytał 
mi aezynione propozycye z obydwóch stron i wamaki od 
ni^o podane. Z tych notatek dowiedziałem się caI6j 
negoeyaeyi^ i że redaktorem proponowanych i przyjętych 
przez eesarża Aleksandra warunków^ pod któremi Polska 
miała odstąpić oesUrza Napoleona a połączyć się z Ro- 
syą^ był Mostowski. Rzekł potem do moie : ^Nie robiliśmy 
tego lekko: przyjęto i zaręczono nam całość Polskie na- 
rodowość ^ konstytooyę liberalną; łeez wojsko nie przy- 
jęło^ zostało przy Napołeonie^ więc i nasze nadzieje i wa- 
mnki ograniczonemi zostały^. Dopiero sobie wytłómaczy- 
łetUy dla czego w Krakowie po odkrycia tćj negocyaoyi 
tak go widziałem zmieszanego i, jak mówiono, lękającego 
się przytrzymania i zaprowadzenia do więzienia fran- 
eazkiego. Lecz Napoleon, mając sobie tę całą rzecz przed 
stawioną, wyrozumiał położenie Polaków i żadnego po- 
łityeznegp nżytkji robić nie kazał* Mostowski więc wraz 
z innemi członkami! rządn, po wyjścia wojsk polskich 
z Krakowa, udał się do Drezna; ztamtąd nie wiadomo 
mi eźy do swoich dóbr we Francyi ezy tćż do Paryża. 
Po wejściu Rosyan do Paryża, po abdykacyi Napoleo- 
na, i wskazaniu prż^ niego ^ssanego drogi ratowknia Pol- 
ski przez udanie się do cesarza Aleksandra , nie był Mo- 
slowski ostatnim w przedstawiemu się temu Cesarzowi a 
jDOżę nawet był wezwaily do niego, jako już mu znany ze 



~ 336 — 

swojego politycznego praękonaiiia i jako jiiż mający a 
niego zasługę , że w wątpUwyeh czasach był z łiczhy 
tych^ co więcój zaolali charakterowi Aleksandra aii Na- 
poleoBa^ a nawet więcćj fortaaie pierwszego niż drogie- 
go. Osobiście poznany njął Ałeksa&dra rozumem i śmia- 
łością. Nikt nad niego przyzwoieićj a razem śmietój nie 
umiał rozmawiać z monarełiami. Oceniony przeto przez 
Cesarza; już przeznaczonym w myśli jego został do przy- 
szłego rządu; stopnia nie żądał wyższego lub innego nad 
ten, który zajmował. pod krółem Saskim^ gdyż ten, i po- 
dług jego upodobania w gospodarstwie i wediug jego 
.zdolności; najwięcej odpamadał j^go talentojii i jego 
obszernym pod tym względem wiadomościom. 

Pod Łuszczew-skim Ministerstwa Spraw Wewnętrz- 
nych; jako w kriiju zubożonym, spustoszonym; nędznym; 
i ciągle albo toczącą się wojną albo przygotowaniem do 
spodziewanćj dręczonym; mimo najlepszych chęci i zdol- 
ności Ministra; nie miało ani tyle znaczenia ani tyle wa^; 
bo ubóstwo zabraniało myśleć o ulepszeniu kraj U; a ko- 
nieczność do nowego wyniszczania tegoż znagiała. Minister- 
stwa Wojny i Skarbu przewodziły w Bządzie. Łuszczew- 
skiemu nie zostało jak trudnić się organiżacyą polityczną 
i ek<»nomiczną kraju ; stosownie do Kon tytneyi przez 
Napoleona nadanćj. Ta zasługa najeży się Łuszczew- 
skiemu; lubo zanadto ściśle i pedantycznie to robił aż do 
obrażania i uszczerbku narodowości i nawyknień pol- 
skich^ Jakkolwiek bądź, Łuszczewski; lepszy pisarz i re- 
daktor niż twórca; wyborny wyk^awca, sam nieśmiały 
działacz ; ciągle zabijającą siebie drobną a mało poży- 
teczną praeą^ przypłacał i przypłactt zdrowiem i życiem 



— 2a7 — 

błąd serca^ i uległoM dawnym repablikanckim w towa- 
rasycdkićm obejścia nawyknieoiom. Wchodząc mimowołnie 
na Ministra S|)raw Wewnętrznych^ nabrał do »wegó bio- 
rą na pomocników z sąsiadów i przyjaciół ładzi najnie- 
zdatniejszyob) drobnych, z któremi żył lab których pre- 
tensyom do znaczenia i naprzykrzeniom ojHrzeó się nie 
m^igh Konsyliarze jego — prócz Michała Wyszkowskiego — 
bftóralińciy sekretarze ani z cnoty, ani z zdolności, ani 
z chęci nie odpowiadali swojemu powołaniu: ponfałość 
w obywi^elskióm życiu z niemi zaciągnIoiKi tak trndaóm 
czyniła położenie ministra zwierzchnika^ że wolał za nich 
sam co do nąjmnicilszych szczegółów pracować, niż im 
wyrzuty czynić lab daremnie niezdolnych przynaglać. Sam 
przeto był razem ministrem, sekr^rz^n i redaktorem, 
i przy znakomitych zdoł&ościach , chęciach najgorliw- 
szych, zamim*ach najc%yściej8zych ściągnął na siebie po- 
wszechny zarztłt i przyganę, iż najpoprawniejszy redak- 
tor nie był tak dobrym ministrem, jakiego ten wysoki 
urząd wymagał. Wina to jednak była więećj czasów i 
wypadków, ni^ osoby. 

Mostowski i inny niż Łuszczewski ezłowiek i w innych, 
a nawet pomyślniejszycli . tak dla kraju jak dla swoich 
zdolności czasach, objął to ważue ^Bisteryum, a by- 
strością swego rozumu, trafnem pojęciem położenia swe > 
go i kraju umiał je zgłębić, a rzadką śmiałością w dzia- 
łaniu umiał 'je obrócić na korzyść kraju i' swoją sławę. 
Jednak niejaki rodzaj obojętności w postępowaniu jego na- 
dał pozory egoizmu, o które z dawnybh uprzedzeń nie bez 
przyczyny był posądzany. Obociaż ten niegdyś w mb- 
dości swojćj Lowtas polśkł już w zdarlćm słabotoiami 



— 238 — 

wieka objął fiwdj Urząd, ohoctiiż wtelkićm dodwiadoze- 
ńiem i fazwagą silną i nkriseploną duszce z sobą przy- 
niósł, cbocidż zariaz rozwinął talentet i zdolności , jakby 
nczeń szkoły Golberta., więoój jedaak pamiętano mti da- 
wne jego usterki niż oceniano w nim nowe i pć>*ytec»Bfe dla 
kraju, roznnme i praktyczne działania. Ja przekonany jestem 
z grnntownćj jego znajomości ^ iż Polska ani żaden kraj 
nie miał idulniejszego, zręczniejszego, śmielszego a ra- 
zem liberalniejszego i przywiązańszego (Jo instytoeyj na- 
rodowych W polityce, a do dobra i pomyślności krs^n 
w gospodarstwie, ministra nad Mostowskiego. Wszędzie 
iw każdym krajn celowałby z ^alet, których ten urząd 
w obecnym duchu czasu wymaga. . ' 

Gdyby był Mostowski należał do narad puławskich, 
gdy w obec cesarza Aleksandra układano zasady przy- 
szłej konstytucyt, to wielkie jego doświadczenie, wielka 
przezorność na przyszłość, wielka ostrożność) trafne po- 
jęcie położenia byłyby wpłynęły na utworzeiiie Konsty- 
tueyi, mnićj inoże liberalnej ale bard«ićj wyraźnćj, mnićj 
dwuznacznćj ale lepićj zrozumianćj ód Narodu. Niesaezę- 
śoiem nad tą Konstytncyą naradzano się wśród świeżego 
entozyazinu i wygórowanych nadziei. Tara; gdzie właśnie 
pcftrzeba było ziinnćj krwi i większćj uwagi na przy- 
szłość niż na obecność, nieszozęśmem wszyscy doradcy 
-^ nie wyłączając kirfęcła Adama Czarforyskiego — Plater, 
Łinówski, byli pólityćznemi poetami : tlmyśł ścigał mary, 
a realność przed ich uniesieniem uszła, i dopiero póżiniej 
odkryła się w niedokładności dzirfa. Mostowski już przy- 
szedłszy do gotowych zasad, których odmienić nie mógł, 
zaraa^ ód' początkh znalazł w swojćm urzędowaniu dwie 



— 289 — 

krępi^ące jego widoki d^oliezDośei^ któee natychmiast 
UBBiiąć umiał. Zaał on scąmiary Cesarza^- a »oże po czę- 
śei i sam w romowach % nim natcłmąć imiiał podaio* 
sienie tego kraju z nędzy i ubóstwa , by lepszym bytem 
dać aezui mieszkańcom różnicę ręki dobraczynnćj i 
hojnej, od dłoni idziercaćj i niszeząe^^j. Z tyeh więe wspa- 
niały di ehęei Cesarza umiał zaraz korzystać. Wiedział bo^ 
wiem^ ie^mimo^tych chęcią utrzymanie wojska i zadpwd* 
nienie W. K&. Konstanta pod tym względom jest pierw- 
szym- warunidom istnienia tęgo kraju, ae^ gdy skarb ro» 
syjskł w początkach zast^pow^ł i wydatki aa utrzynianid 
tego« wojska^ topouaiaoiu tego dobrodziejstwa padnie na 
skarb Kr&kslwa ciężar ntrzymaniago^ i iejue albo miałooo 
z fuaduslów. zo8t{(ttie na podiwignieftie i upięknieaie ter 
go kra|u> a ehoe^aźby cd i pozostało, to każde ministerynin 
będzie wymagtać od Skarbu / pouioey. na sWoją służbę^ 
każde zecbce - się ojisnaczać .ulepaaenieip swoteh wyd^jbis-> 
łów. Z tćj tedy dywidendy, pniewidy wał, nfe tylko że fun^ 
dusze będą niedostatecznemi dta jego wydziału w stosunku 
zamykanych ulepssteń, lecz że lękać si$ wypadnie ztąd spon 
rów z W«. Księciem i odmów. Wyrobił więe.sóble dla swoje^ 
gQ ministerstwa od Cesarza oddzielny i dostat^csny ^fiiut 
dttsz^ z podatku Uwjeruiikowegó^ simieniouego z ziarna^ ną 
gotowis^nci, który do ożmiu miliotiów wynosił. Tego^* po- 
bieranie i.itżyi^io na «pięk^ienie kitaju ^oZtfo ^^o/ciiio pitzed 
Ish^ obrachunkową wyjediuił i isałeżnym jedynie od Kó-^^ 
mjsyi Splrawjwewoęttanyeb/ uczynił. >; .i 

• Winssować najeży ki^damu^ krajowi' ministray któryi^^ 
T»»^ swiają ziemską, wlasfnoóć, tak aamiętnfebyl zako- 
chany . W' roiaiotwie jak Mostowski. ' Na > s wojćj własnoiSrei 



— 240 -« 

doświadczał om w{>rzódy wsaystkicb sagranicznyeli wy • 
nalas&ków^ nmehia, przerabiania płodów i t. d.^ mm je za- 
stosowy wał do krają, jako już niewątpiiwćia do&wiad- 
caeni^n popartycli. 

Mostowski znalazł Komisyc i bióro swoje złożone 
z członków wprawdzie oAwieconyeli i zdolnyoli, lecz nie 
zdolnych ulegać woli bezwartinkowój ininistni; bo więcćj 
na krytyków niż na podległych urzędników stworzonych, 
do czego upoważniała ich kolegialność krępująca widoki 
ministra i ta dawna z nim poufałość jako kolegą Sejmu. 
Tymi członkami byli: Linowski, uprzedzony od dawpą 
przeoiw Mostowskiemu i niechętnie niegdyś równego so^ 
bre żttoeząey za zwieraebnika, i OliszczyAski, za Księstwa 
Warszawskiego prefekt Bydgowski, człowiek oświeeony, 
włożony w systenHat' niemiecki/ łecz w pojęciu eiężki i 
z trudnością Humacząoy się. Ależ piet wszy^ jak wyż^j powie- 
działem^ sam się poebawtt swego miejsca; drugiego umiał 
Mostowski usunąć do Senatu, joiko zawadzającego jego 
planom* Na pierwszego miejsce otrzymał nominacyę Su" 
miiiski z woli W. Kstęeia> lecz ten mu uległym być umiai; 
na miejsce Gliszczyńskiego wyniósł (jednega z dawnyeh 
Łuszczewskiego Eonsyliatzów) Netrebskiego , którego 
pierwszą zaletą była uległość' a wadą lenistwo. Karskie- 
go Augustyna exkoB3yIiahut dawnego miniśteryi|m wy- 
brał pzy ntrzymid s^^retarzeso^pie dla zdolności, kcz 
dla uległośd; w. Qzćm wszystkich cztonk&w przeehod^Kąc 
najdogodniejszym się mu zdawał. Staszyoa przelążył nad 
wydziałem przemysłu i kunsztów; bo jego rozum, gorli- 
wość, znajomość tyjcii przedmiotów szacował i cenił. Zlaa- 
dusztem więc ośmiomilionow^o corocznie docbodu i ^^tak 



— 241 — 

dobranymi ozłonkaini ucsął arzędowanie ^ i aż do wy- 
bocbnienia rewolaeyi prowadził, z tą tylko zmianą, ii 
w miejsce leniwego Netrebskiego , Namiestnik na Dy- 
rektora Jeneralncgo. administracyi mnie ^mianował, co 
Mostowski jakby zgodne ze swojćm życzeniem, z pod- 
efalebnćm dla mnie oftwiadozeniem przyjął. 

Mostowskiemu, Namiestnikowi i szczerćj pomocy Sta- 
szica winien kraj, za kwitnięcie swoje szybkie i postęp- 
ne w to wszystko, co pomyślność jego stanowiło a czćm 
się inne kraje szczycą. Wzrost, powiększenie i uporząd- 
kowanie miasta w nieb gmachy, porządki y fabryki i ró- 
żnego rodzaju pożyteczne zakłady, drogi bite, kopalnie, 
jarmarki, bandol, przemysł, stada owiec, koni, bydła 
lepszego rodzaju , napływ wezwanych z Prancyi rzemieśl- 
ników, przedsiębiorców, artystów, te wszystkie środki 
użyte nie tylko do ozdoby, lecz dla pomyślności kraju 
i wygody mieszkańców, wszystko to aż do lepszego i 
bielszego chleba, jest Mostowskiego zasługą , jemu to na- 
ród winien. On jakby czarodziejską laską trącił w nie- 
płodną skałę i wytrysnęło obfite źródło wszelkitego ro- 
dzaju pomyślności. Ten widok natchnął mi zakończenie 
pierwszo) pieśni Ziemiafialwa. 

Mostowskiego życie było następujące : nie trudnił się 
żadnemi drotmostkami ńni w prywatnćm ani w publicz- 
DĆm życiu, większe sprawy zawsze miał na troskIiv('ój 
pamięci i niemi sam bez udziału kierował. W prywatnym 
życiu, dom, gospodarstwo wewnętrzne, wychowanie d/ie- 
cł a Bzczególntój córek, zdał na żonę, którą kochał, bo 
była rzadkiej dobroci kobietą, a męża aż do czci uwiel- 
-biała; głównemi interesami majątkowemi, ich obrotem 

31 



^ 248 ~ 

s$tm zręcznie kierował i do znakoiaitego przyszedł ma* 
jątku. W publicznćfli urzędowaniii, wewnętrzne nrządae- 
nia kraju, wykonanie ich, wszelkie bidrowe zatrudnienia, 
zdał z uinościa na Radzeów, Dyrektorów Jeneralnyćh; 
sam zaś zachował sobie wszelkie projekta do pomytinó- 
ści kraju dążące, wszelkie ulepszenia, postęp gospodar- 
stwa krajowego i zakładów, zresztą przestawał tla ra- 
pprtacb mu czynionych. Dla słabości zdrowia ledwie pai^ 
razy część kraju objechał;, zwykle wyręczał go Staszie 
co do fabryk, co do regularności słuiby inni Dyrektoro- 
wie Jeneralni, zgoła Mostowski był tćm, czóni być poi- 
winieu każdy wyższych usposobień minii|ter, ł dla tego 
kraj pod jego gospodarstwem , zakwitł nad miarę. Że go 
rzadko widywano, że domn swojego dla .wszystkich nie 
otworzył, obmawiano go o meczynność i ot>ojętność, a 
nawet egoizm; ta nieczynność mniemana, była rozsądną 
i pożyteczniejszą od wszystkich jałowych czynmości. 

Rano wstawszy, w rannym ; szlafroku r^wyklc leżąc 
na kanapie, wszystkie z różoyoh krajów* przychodzące 
zagraniczne gazety, i pisma peryodyezne troskliwie czy- 
tał, a równie ciekawy wiedzie(5 sprawy, polityczne wszyst- 
kich krajów, jak nowe w nich wynalazki, odkrycia i 
umysłowe dzieła; zbierał wszystkie w pamięci, aby je 
w swoim kraju praktycznie przyswajać. Powróci wsjiy »• po- 
siedzeń Komisy! lub Rady Administmeyjnćj, lubił szcze- 
gólnićj na wio»ię, w lecie ^ a nawet w ifesiem udar 
wać się do swego Tarkominą . lab do Włoch, tam 
wciehości czytywać lub pisywać, i dozierać róifenych. no- 
wych zaprowadzeń i ulepszeń gospodarskich, rolnychlub 
ogrodowych , wy stawując. rzadki wzór, w, swojćm gospo-^ 



— 243 — 

darotwie tego wmystkiegO; czćm się tylko obce kraje 
szesyeić mogą. Wszystkiob wyoidazków, przedsięwzięto, 
liłepszeóy naradzi; sam pierwćj do6wiadczał na własnćj 
ziemi. Wino wyciskat z kartofli, cboclai nigdzie obficiej 
i dorodnićj wino nie rodziło się jak u niego, a ogrody 
aigdzie nie były bogatsze w najwybomiejsze owoce jak 
we Wloehaeh lub Tarkonrinie. Zgoła te dwie wioski jego 
były wiernym obrazem włości francazkich i angielskich. 
On ziomków uanezył drzewo na bndowle włościańskie 
zastępować gliną czyli pizą, on pierwszy rzemieślników 
sprowadził. Taki minister nie był bióralistą jak inni, ale 
prawdziwym ministrem, dobrze rozumiejącym swoje po- 
wołaiłie* 

Co niedziela zwykł był zapraszać najpoufąlszych 
swoich przyjaciół do Włoch lub Tarkomina, czasem by- 
wafy i kobiety jak n. p- pani Zamojska z mężem, gdyż 
z tym domem był ścisłą złączony przyjaźnią. Niemce- 
wicz, Staszic, Sierakowski Józef i ja, byliśmy raz na 
zawsze zaproszeni na każdą niedzielę; na wsi był on 
zupełnie wiejskim mieszkańcem , śzczególnićj lubił gołę- 
bia, których wielkie stada przelatywały się po ogrodzie 
i nie raz ma ńa ramionach siadały. Nie same atoli go- 
spodarskie przedmioty były celem rozmów; polityka, li- 
tmitnra, poezya^ wypadki oł)ce i krajowe, zgoła wszyst- 
ko co nowe, rozbierane było przez niego bystro i z dowci- 
pem; dysput, sporów nie lubił, gdy się zapaliły między 
biesiadnikami , dowcipem je godził i dowcipem żartobli- 
wym z nich Wychodził, i nigdy się nie zapalał; gdy go 
zawiodły' jakie projekta lub spektiiacye, czy krajowe, czy 
w domowych jego interesach, z obojętnością przyjmował. 



— 244 — 

nigdy z okoliczi^ońoiami i prsesskudwii wbrew nie wal* 
czył, mówiąc z zimną krwią : ^^Po niejakim czasie wszyst- 
ko to na jedno wyjdzie^; bądź to było skutkiem wiel- 
kiego doświadczenia^ bądź obojętnońci, bądź systematn, 
bądź nakoniec troskliwości o zdrowie ^ które starannie, 
systematycznie lecz oryginalnie pielęgnował. Gdy w zi- 
mie osiadł w swoim pałacn^ wieczory literackie , które 
otworzył, były najpowabniejsze i najmilćj uczęszcasane 
zwykle bywała na nich żona jego i pani Zamojska; najświet* 
niejsze talenta i zdolności znajdywały się na nich. U nie- 
go zawiązało się towarzystwo Ix(Sw opiekujące się wzro- 
stem teatru i rozsądną krytyką dzieł granycli i aktorów. 
Mostowski mu przewodniczył, Książę Adam Czartoryski 
udzielał mu się, Morawski Franciszek, oba bracia Pla- 
tero wie, Niemcewicz, Sierakowski, Józef Kossakowski 
jako Sekretarz, uczeni, dowcipni, grzeczni współpraco- 
wnicy, rozbierali między sobą pracę i na posiedzeniach czy- 
tali, mazali, poprawiali często z śmiechem i zabawą, ni 
gdy z urazą lub gniewem. Czytywano i płody literaekio. 
Nie raz piękniejsze utwory czytał Mostowski; umiał on 
deklamować z czuciem i z przyjemnością , piersi go tylko 
zawodziły; on pierwszy ocenił i podniósł piękności tra- 
jedyi „Barbara Radzmiłówna^ i autorowi jćj powinszo- 
wał, on „Ludgardzie^ KropiAskiego oddał sprawiedliwośó, 
a sąd jego jako mistrza ąmaku, stał się sądem powszecłi- 
ności ; talent Osińskiego wysoko cenił i wspierał wszyst« 
kie jego usiłowania, i 9by się nie zraził od zarządzania 
teatrem, chętnie pomagał mu z kasy publicznej. 

W zimie częste bywały u niego, lecz poufałe i nie 
wielkie obiady; publiczne uczty i wieczorne zgromadzę* 



— 246 — 

Dia rzadko, csasem łaikse i koneerta, osobliwie gdy córki 
dorosły i na te najcelniejszą młod^sież i Dajznakomitsze 
osoby zapraszał Pomiędzy ńwięoonemiy które w Warsza- 
wie Da Wielkanoe nie tylko w najwysŁawniejszych do- 
macby jak a Namiestnika, jenerała Krasińskiego, państwa 
Zamojskieh, Stanisławostwa Potockich, Kasztelanowej Po- 
łanieckiój, Jeneralstwa Hokronowskioh, Prezydenta Woj- 
dy, a Jenerała Kosseckiego i t d. a nawet we wszysl^ 
kicb mniój możnych domach bywały, święcone Mostow- 
skiego między najcelniejsze się liczyło i W. Książę Kon- 
stanty zwykł był na nićm bywać. 

Osobliwszą jest rzeczą, że ten minister i człowiek 
tak rozsądny, tak oświecony, tak dobry, łagodny, ludzki 
tak w wysokim stopnia, czający i znający oo jest piękne, 
szlachetne, wzniosłe, gorący nawet przyjaciel i miłośnik 
ładzi odznaczających się temi przymiotami, przyjaciel 
ludzkości całój, mógł być w dńszy do tego stopnia egoi- 
stą, że nawet przywiązanie swoje do dzieci własnych i 
żony mierzył miłością swojćj osoby, nie poświęcał się 
jak ojciec dla dzieci, lecz znosił tylko te dzieci o tyle, 
ile ma przyjemność czyniły;, najmniejsza przykrość lub 
zatrudnienie dla nich wprawiało go w zupełną i niezro- 
zumianą obojętność; ztąd tak dalece ich wychowanie i 
dal ze prowadzenie zaniedłmł, iż gdyby nie matka, która 
nie straciła maeierzyński^o dla nich serca, trudno było- 
by poznać, chyba jedynie z twarzy i z naturalnego ich 
dowcipa, że to były dzieci Mostowski^o ; i syn i córki 
wszystkie były piękne, bądź podobieństwo do ojca lub 
do matld nosiły, wszystkie dow^sipae i szczebioczące jak 
rodowite francuzki, wszystkie miłe i zalotne jak byli ich 



— 246 — 

rodzice w młodości. Atoli jeżeli ba powsssechnym gtosem 
na7>wicmy Tadeusza Mostowskiego egoistą; przyznać mu- 
simy, że jeżeli on był z tego hodzajtt Uidzi, nie tylko 
był najmniej szkodliwym ludzkości, lecz tę trad^ oliydttą', 
wielkiemi przymiotami w zimnćm ■ ale dobrźm sercu oku- 
pywał; zawsze łagodny, zawsze przebaczający, zawsze 
do litości skłonny^ daleki od prześladowania, zemsty, ura- 
zy, zazdrości, choć nigdy swego dobra-^nie opuścił, lecz 
i dla innych go chętnie byle nie własnym kosztem przy- 
sparzał.* Służył bliźnim, pr/.yjaeiotom, ojczyźnie, rozumem 
lecz nie ofiarą swojćj osoby lub kieszeni. Powszechnie 
ludzie — a nawet najpobożnłejsi -^ te same właśnie wa- 
dy, o które ich sumienie ostrzega, ścigają w drugich 
z nieprzebaczaną surowością. Mostowski acz co do reli- 
gii, wolteryanin, sceptyk a nawet może ateusz, dla tego 
właśnie był pobłażającym i przebaczającym słabości dru- 
gich, że je sam miał i sądził je wrodzonemi naturze 
ludzkiej; nie wstydził się siebie więcćj kochać niż dru- 
gich, byle bez ich krzywdy. We Francyi wychowany, we 
Fraiicyi wzrosły, francuzkiemi obyczajami nasiąkniońy, 
przyniósł do Polski i wady i zalety tego narodu; nie 
sądził ubliżenifsm poczciwości wymagać, aby naród my- 
ślał o jego wy godńćm utrzymaniu aż do najdi^obaiejszych 
szczegółów, gdy on poświęcał wszystkie ćhwle jego do* 
bremu bytowi i pomyślności Miano mu za złe, że |)ałac 
swój zbyt obszerny na sWoje mieszkanie a nawet zbyt 
obszerny na biói*a Komisy i / sprzedał rządowi za 600,000 
żłp., i potćm nie tylko zajmował gd ze swoją rodziną, 
całą osobistą służbą, lecz umieszczał w nim osoby z sobą 
połączone przez związki z płóetaiśj młodości zaciągaionei 



~ 247 — 

z ttięwygpijlą dla biór rządowych. Ody W; Ksiąię Kon- 
stanty ai)iudsióny. przez powszechne. Biemranie zapytał go: 
n Sprzcdaleó dobrze rządowi swój dom " odpowiedział 
mu: jyj^k vąogIem najiepió| Mońei Książę^; iw istocie 
jeżeli la (sprze/łaż była. za drogą, knpająeemu nie z&i 
sprąedającenitt potrzeba. było czynić zarzuty. 

. .Mostowski . przy zimnćj krwi, zręczny i przezorny, 
iatwo dostrzegł, j^e bez ujęcia sobie i zyskania zaufania 
W. Księcia. Konstantego, w najpqżyteczttiejszyoh dla kraju 
zamiarach nie pojstąpi, przyeii^nął więc do siebie Momchei* 
ma sekretarza^ i fawory4;a W. Księcia ^ wydał za niego 
najstarszą 4?órkę Jdy^efę^ któi^a młoda i ładna, zalotne 
gkłoł^nościrojca pkazywać zanzęła. To mu dało taki wpływ 
źe. wprzód ni;L wszyscy,, niż sam Namiostnik, wiedział eo 
się wumyńle i Uiórze W. Księcia przygotowywa. Moarn- 
ebcim . cscłowjek słuszny, oświecony ^ ugrzeczniony, tym 
związkiem uzyskany spirawie polskiej, był nader jćj po- 
zy tec^y.ai> a miał. ^a zaszczyt swemu * urodzeniu spo- 
kr^ewni^i się z domami Mostowskich i Potockich; elegant 
ażtdo przesady, looz oświecony i doł>ry, wypłacał się 
przyb^ianych roJzieów domowi, szczerością, i przychylno- 
ścią, -tr Bązu jednego,: już za pam)wania Cesarza. Miko- 
łaja, rozmawiając z . Mostowskimi o naszćm położeniu, 
która z pi*zy0zyny prześladowania młodzieży na Litwie 
i w Królecitwie stawało się coraz , uprzykrzeńszóm, rzekł 
da mnie :, -Trzeba ile. możności sąanować i pielęgnować 
to .co jest, pamiętając ' na to^ że Vae mctiB. Jedi^ak te for^ 
ipy; kt^nstylucyjnci niekiedy wywarły w|Ayw na fisimego 
W. Ksi^ia, Jijtóry/.icb .nienawidził,, a -nie bpostrz^ł się, 
że ciągle targając &)ę w niota, nawykł i nałożył stę do 



+ 



— 248 — 

nich. Przed kMktt dniami wyrzucał w gniewie Es. Ła- 
bęckiemu niezachowanie konstytucyi i groził mn, ^ go 
oskarży przed Sejmem *, przekonajmy się mqcy że dobro- 
dziejstwem tych form sam W. Książę się odmienił i sza- 
nujmy je. Więcej ci powiem^ tylko zachowaj najściólcjszy 
sekret ^ oto są ekspedycjre W. Księcia przez niego pod- 
pisane do Cesarza, zadziwisz się co one zawierają, Morn- 
choim udzielił mi ich do przeczytania''. Ledwie oczom 
moim mogłem wierzyć, przeczytawszy te słowa, w kon- 
kluzyi wywodu spraw politycznych na Litwie i na Wo- 
łyniu.^ „Przez ciąg panowania Cesarza Aleksandra by- 
y,łem przeciwny zamierzonemu przez niego przyłączenia 
„Litwy, Wołynia itd. do Królestwa Polskiego, teraz pi*zez 
„lat kilkanańcie doświadczenia przekonałem się , że nie 
i^można inacKćj uspokoić ducha mieszkańców tych pro- 
„wincyj , równie jak Królestwa Polskiego, tylfto przyłą- 
„ezeniem do jednego ciała czędci dawnćj Polski i przez 
„to zrobió ten kraj pożytecznym dla pa&stwa rosyjskie- 
„go nie zaś zawsze fermentującym i szkodliwym jak do- 
„tąd; gdyż mocno jestem przekonany, \i lepiój jest Po-, 
„laków mieć przy sobie i z sobą dobremi Polakami jak 
„ziemi Bosyanami.^ Dowiedziałem się póżniój od mini- 
stra, iż Cesarz na tę ekspedycyę nic bratu nie odpisał. 
Mostowski ciągle w tym systemacie jaki wyżćj nad- 
mieniłem postępował, na wszystko radził się mitipaswey 
a wszystkie czynności powolnem nmJarkowaniem mierzyó. 
Gdy na początku mego urzędowania, zastawszy wiele 
zaległości i zaniedbania w administracyi wewnętrznej, 
wyrobiłem kilka projektów o zaprowadzeniacb , które 
mi się koniecznie potrze bnemi zdawsJy, a szczegól- 



J 



- 249 — 

niij projekt zaprowadzenia magazynów zbożowych z sy- 
pek ziarna od wlońcian i właścicieli wiejskich; jedne przy- 
jął, ten ostatni zatrzymał do rozwagi; gdy w kilka dni 
zapytałem się o jego decyzyc, rzekł: „Pan chcesz ko- 
sztem pracowitych i rządnych mieszkańców wspomagać 
próżniaków, leniwców i zwiększyć nędzę krajn bo się 
ich coraz więććj namnoży, rządni nawet i pracowici te- 
raz, przerobią się na nich, bo będą woleli, żeby o nich 
myślano, jak żeby oni myś*eli o drngich, to jest środek 
upoważniający próżniactwo i lenistwo , kosztowny i w wy- 
konaniu trudny; Anglia woli si^ składać na prawdziwie 
ubogieh, Francya i niemieckie państwa głodu nicznają, 
chociaż magazynów zbożowych u nich niema; gdyliy to 
był środek pożyteczny pewnie by go narody oświecone 
przyswoiły," a gdy mu wspomniałem magazyny rosyj- 
skie, on opisując na co się obracają, ich niewierną ad- 
ministracyę i cel tych nagromadzonych i więcój na pa- 
pierze jak w rzeczywistości istniejących zapasów, rzekł, 
„Tu by to samo było" i dodał „Nasze położenie jest takie, 
iż tylko takie zakłady i poprawy czynić powinniśmy, które 
wrosły że tak powiem w naszą ziemię, wyrwać się z nićj 
i przenieść gdzieindzićj i na inny cel nie dadzą, i wie- 
rzaj mi, bądźmy oszczędni w tego rodzaju projektach, bo 
ważąc nasze położenie, mam przekonanie że ten naj- 
więcej dobrego krajowi czyni co jest najmnićj czynnym". 
Brałem to za sofiznu^tt lub Orationem pro domo sua^ 
następstwa przekonały mnie, że miał przyczynę tak 
mniemać. 

Mostowski na każdym sejmie w mowie przedstawiał, 
krótki obraz kraju i postępu adroiuistracyi , którą w ob- 

32 



— 250 — 

szernycb zarj^sach raport Rady Stanu wystawiał. Mowy 
jego za cesarza Aleksandra miane odznaczały się duchem 
liberalnym i śmiałym, tchnęły ufnością i uwielbieniem, 
dla tego monarchy, równie dobrodziejstwa jego jak wdzię- 
czność narodową w żywych kolorach wyrażały; jedne za- 
kończył słowy Sis melior TrajanOj fdicior Augusto. 
Mówiąc o różnicy charakteru tego Cesarza i brata jego 
Konstantego, dziwiącym się zwykł był odpowiadać „Ti- 
łuB et Domicianus^, Mowy jego pod panowaniem cesarza 
Mikołaja powiedziane były zimniejsze, oględniejsze, a co 
do zasad liberalnych ostrożniejsze. Baz tylko powołany 
przezemnie i Platera jeszcze za panowania Aleksan- 
dra podczas dyskusyi w sejmie projektu 'statutu orga- 
nicznego, dla Senatu i Sądu sejmowego, który nieprze- 
łamane spory wywołał, aby nas powagą swoją wsparł, 
przyszedł na posiedzenie sejmu i przemówił z mocą, nawet 
z przestrogą dla sejmujących, aby pamiętali, że naduży- 
wając wolności , mogą ją stracić gdy się władza obejrzy 
na skutki jakie za sobą pociąga ; ale to żadnego na za- 
gorzałych umysłach nie zrobiło wrażenia. Gdy statut 
upadł, żalącemu się mnie odpowiedział „Wszystko to 
jedno czy statut jest czy go niema". 

Po koronacyi cesarza Mikołaja, przed pierwszym 
sejmem, gdy rozmawiając z nim wystawiałem mu potrzebę, 
przy początkach panowania nowego monarchy może już 
nieco uprzedzonego przeciw narodowi z przyczyny owe- 
go Sądu sejmowego na spiskowych, objaśnienia go o wielu- 
ważnych okolicznościach, rzekł: „To nie z cesarzem Ale- 
ksandrem sprawa, mam mieć dziś posłuchanie o drugiej, 
niosę plany rozmaitych zakładów i budowli, spróbuję 



— 251 — 

czy nie da się co powiedzieć o stanie ducha krajowego, 
o przyczynach i cierpieniach; bądź w ogrodzie Saskim 
o godzinie 4ćj y ja tara przyjdę prosto z posłuchania i po- 
wiem ci czy i co wskórałem;" jakoż o tćj godzinie uj- 
rzałem go przechodzącego się po aleach ogrodu saskiego. 
Gdy się zbliżyłem do niego , rzekł z uśmiechm te słowa: 
„Będzie jak bfdziało]^ a gdy w obszerniejszą wszedłem 
z nim rozmowę, opowiedział mi, że na posłuchaniu Ce- 
sarz wziął od niego plany i rozwinął, a ledwie minister 
zaczął przygotowaną przez siebie materyę przedstawiać, 
monarcha jakby nie chciał o nićj wiedzieć i słyszeć, 
zaczął go egzaminować z planów, pytać o rozmiary, o 
architekturę, o koszta, i poczyniwszy uwagi nad planami, 
zwinął, oddał, i pożegnał. Odtąd Mostowski tćm więcćj 
zobojętniał, i zawsze na utyskiwania odpowiadał „Trzeba 
znosić i cierpieć, lepićj by zrobiono żeby zawieszono kon- 
stytucyę , przynajmnićj położenie kraju byłoby szczersze 
i bezpieczniejsze". To się działo podczas ostatniego Sej- 
mu pod laską Lubowickiego. Po tym sejmie , gdy z woli 
cesarza wydano polecenie do Komisyj rządowych, aby 
wejść w użalenia, które się sprawiedliwemi ukażą, zda- 
wało się, że między temi użaleniami słuszną i spra wiedli- 
wą była skarga na uciążliwy kwaterunek wojska w sto- 
licy. Materya zbyt drażliwa, bo się tyczyła W. Księcia 
Konstantego i wojska, a prezydent miasta Woyda głośno 
się o nią dopominał. Naradziwszy się więc z Wojda i 
dowiedziawszy się od niego, iż miasto woli podatek 
złożyć, byle właścicielom kwatery płacono, przyjęliśmy 
oba za środek do tego celu dążący wyznaczenie Komisyi 
z Prezydenta miasta, z wydziału kwaterunkowego, i ze 



- 252 — 

znaczniejszych obywateli miasta pod moją prezydencyą, 
która by ułożyła projekt dogodny równie miastu jak 
wojsku. Raportowałem to ministrowi, rzekł: ^Zaczynacie 
drażliwą materyę, z którój trudno będzie wyjść z dobrem 
skutkiem^' na koniec namyśliwszy się zezwolił, dodając: 
„spróbójmy ale to będzie na próżno, muszę uprzedzić o 
tćm W. Księcia". Tymczasem Komisya zaczęła swoje 
posiedzenia, a Mostowski nie uprzedził. Wielki Książę 
dowiedziawszy się, przywołał go do siebie i gniew swój 
obrócił przeciw mnie, . z obwinieniem jakobym burzył 
miasto przeciw niemu. Minister przywoławszy mnie, 
rzekł „Co przewidywałem stało się, W. Książe obwinia 
ciebie o tę komisyę, zakończcie ją i zawieście rzecz- 
zalimitowałem więc komisie i mniemałem , że rzecz ukoń- 
czona. Tymczasem zjawił się artykuł w Gazecie o. wy- 
znaczeniu Komisyi w celu uregulowania kwaterunku i o jćj 
postępie. W. Książe przysłał do Rady Administracyjnćj 
gorzkie wyrzuty przeciw Komisyi Spraw Wewnętrznych. 
Mostowski wróciwszy z posiedzenia przysyła po mnie, 
a gdy się. stawiłem, wyszedł do mnie i trzymając gazetę 
w ręku „Przeczytaj powiada, kto mógł taką nieroztro- 
pność popełnić, czy mogłeś to upoważnić?" zdziwiłem 
się i wy tłómaczyłem , że równie jestem zdziwiony i o 
niczem nie wiem, że chyba kto z członków miejskich 
to uczynił „Dowiedzże się kto jest tego autorem ; wy- 
stawiacie mnie tylko na spory z W. fesięciem, już i tak 
rozjątrzonym". Pokazało się wkrótce, że autorem był 
mój własny sekretarz Maurycy Mochnacki, młody, nale- 
żący do wszystkich knowanych przeciw rządowi spisków, 
potem wsławiony w rewolucyi 29 listopada przez czyny 



.=^ 



~ 253 -- 

i pisma, którj na Hspiega czynności rządowych od towa- 
rzystw sekretnych wysłany, podchwycił moją litoóć nad 
jego stanem niedostatku, i zdradzał moją nfuodć. Wy- 
pierał się on, lecz tylko na niego mogło paść podejrzenie. 
Przyszedł czas zgromadzenia się Rad Obywatelskicji 
w normalnym ich terminie ; przełożenia ich przychodziły 
przez Komisyą Spraw Wewnętrznych, a następnie o ile 
tyczyły się innych wydziałów rządowych, lab mieściły 
ważniejsze spostrzeżenia i żądania, powinny były być 
wnoszone na Radę Administracyjną w treści lub per esc- 
tensum. Gdy takowe przełożenia jako Dyrektor Admini- 
stracyi przejrzałem, dostrzegłem, w nich wyraźnie obja- 
wionego ducha niespokojności, oporu i niezwykłćj dotąd 
w wyrazach nieprzyzwoitości; szczególnićj Rada Obywa- 
telska Radomska, na którćj czele podpisał się Gustaw 
Małachowski i kilku podobnych mu z wyobrażeń człon- 
ków, taki ton nie tylko nieprzystojny lecz zuchwały przy- 
brała,, iż mnie zastanowił i na różne wnioski naprowa- 
dził , zwłaszcza że to było w chwili, w którćj już znaki 
fermentacyi umysłów w Warszawie zdradzać się zaczęły, 
a Małachowski często bywając w tćj stolicy nieostrożną 
swoją, gadatliwością i chełpliwością, ściągnął był na 
siebie W. Księcia Konstantego podejrzliwość, a u całćj 
publiczności miał reputacyę patryotycznego konspiratora. 
Przedstawiłem wię'c te przełożenia Rady Radomskićj mi- 
nistrowi , czyniąc ustne uwagi i wnioski nad nagłą zmianą 
ducha na prowincyi; zastanowiwszy się rzekł: ,;Tego 
nie poniosę naradę, to obudziłoby podejrzliwość i może 
by przedsięwzięto środki gwałtowne, a to* jest tylko pło- 
chość^ brawada polska nie baczna na czasy, trzeba im 



— 254 -- 

■ 

odpisać; zwrócić ich do zakresu ich obowiązków, ale 
w wyrazach nie drażniących." 

Gdy wkrótce nastąpiła napaść na Prezydenta Woj- 
dę , i najście mego domu przez burmistrza Stankiewicza, 
znajdując się w Tarkominie na obiedzie na którym był 
także Książe Lubecki, chodząc z ministrem Mostowskim 
po dziedzińcu, oświadczyłem mu moje obawy z niektó- 
rych dostrzeżonych symptom ató w tak w pismach jak 
w czynach , aby nas jaka burza nieprzygotowanych 
nie zastała; przystąpił do nas Książe Lubecki „Niech no 
Książe posłucha odezwał się Mostowski co Kożmian opo- 
wiada, i czego się lęka" i dodał „I ja bym nie ręczył 
za zupełną spokojność stolicy, głowy nierozważne goto- 
we jakim krokiem niebacznym wpaść w przygotowaną 
im łapkę, zawsze byłoby to nieszczęściem", Książe Lu- 
becki z uśmiechem przyjął moje obawy i rzekł: „Niecli 
się Pan nieobawia, środki już predsiewzięte tak silne, 
iż żaden rozruch nastąpić nie może, przy tem korpus 
rosyjski kilkadziesiąt tysięczny może wkrótce wkroczy 
do Królestwa". 

Mostowski w tych drażliwych chwilach rzadziej jak 
kiedykolwiek bywał na Radzie Administracyjnćj jakby 
chciał unikać; ja go zastępy walem zawsze, jednak od- 
nosząc się do niego; gdy dla ważniejszego wypadku, o 
którym pod Księciem Lubeckim powiem, przybył do War- 
szawy, w chwili właśnie, w którćj członkowie Senatu 
zjeżdżać się zwykli na ułożenie między sobą kadencyi; 
rozmawiając wtedy z nim, uwiadomiłem go o przybyciu 
Ks. Adama Czartoryskiego , z nieukontentowaniem rzekł 
do mnie : „Po co on tu zjawił się w tćj chwili" i dodał 



— 265 -^ 

„Życzyć potrzeba; żeby jak oajprędzój korpus litewski 
wkroczył do Królestwa, to by było dobrodziejstwetn 
w tych czasach". Z tych słów wnosić można, iż albo nie 
wiedział o duchu wojska prowincyj Litewskich i jćj 
mieszkańców, albo że udawał; lecz przypuszczać raczćj 
należy, że ścisłe związki jego z obecnym porządkiem rze- 
czy i przez urząd jego i przez Morncheima. a przy tćm 
jego doświadczenie i przezorność, chociaż by się domy- 
ślał lub wiedział, raczćj mu się obawiać kazały skut- 
ków tego powszechnego ducha, niż ich życzyć. 

Wspomnę na dowód tego, że po sejmie koronacyj- 
nym wysłałem syna mego do Paryża, a że został 
w tym czasie kamerjunkrem dworu, powierzając go Ale- 
ksandrowi Batowskiemu Łowczeniu nadwornemu, dałem 
mu wspólnie z tym moim przyjacielem przestrogę , aby 
w tćj stolicy jako należący do dworu, unikał wszelkich 
znajomości i związków z osobami podejrzanemi u am- 
basady rosyjskićj a szczególnićj u W. ICsięcia, których 
między rodakami bawiącemi w Paryżu nie mała była 
liczba. Mój syn dopełniał tego ściśle i we wszystkićm 
powodował się radami i przestrogami doświadczonego 
mego przyjaciela, prezentował się w ambasadzie; p. Pozo 
di Borgo przedstawił go na dworze francuzkim, żył naj- 
więcćj we francuzkićh towarzystwach lub polskich zna- 
nych i dobrze widzianych u dworu cesarskiego, jak to 
z państwem Zamojskiemi, z Pacem itd., nie unikał, lecz 
nie szukał młodych Polaków, literatów; nie podobało się 
to ultra i pseudo-patryotom polskim, szczególnićj kore- 
spondującym z Lelewelem. Nie pomnę, czyli w dzień 
imienin, czyli tćż w dzień śmierci Kościuszki, zgroma^ 



— 256 — 

dzenie zagorzałej młodzieży ułożyło' obchód i obiad skład- 
kowy, ani mój syn, ani Batowaki nie zostali wezwani 
do składki, p. Zamojski podobnie, tylko jenerał Pac na- 
leżał do ni6j. Właśnie tćż mój syn w tej chwili przed 
samym obchodem, że mu się zdarzyła sposobność z człon- 
kiom ambasady francuzkiój w Londynie odwiedzenia i 
poznania Anglii, wyjechał do tego kraju. Gdy się w War- 
szawie i przez listy prywatne i przez doniesienia amba- 
sadora rosyjskiego do W. Księcia i przez nioukontento- 
wanie tegoż Księcia wieść o tym obchodzie rozeszła, 
nie mając żadnćj prostćj od mego syna wiadomości, nie- 
spokojny byłem, czy nie został wciągniętym do tego ob- 
chodu, i czy przez ten krolc nie ściągnął na siebie gnie- 
wu a następnie prześladowania W. Księcia; naturalna i 
godna wyrozumienia troskliwość wypływająca z położe- 
nia ojca i syna, przecież nie przebaczona u tych, któ- 
rzy sami usunięci od prześladowania, po drugich tego 
nieroztropnego heroizmu żądają, i że im wolno być nie- 
roztropnemi, bezkarnie roztropność ich potępiają; do- 
świadczyłem tego i niżćj o tćm powiem. 

Gdy powierzyłem Mostowskiemu moją troskliwość 
i niespokojność, rzekł do mnie: „Dowiem ja się o tćm 
od Mornchejma, było by to niewinną nieroztropnością i 
rozumiem, że p. Andrzćj nie jest zdolny jćj popełnić 
tćm więcćj, że mu dałeś Batowskiego za przewodnika; 
nie było wprawdzie czego unikaó, ani tćż niema czego 
się gniewać, ale inne czasy, inni ludzie, inne okoliczno- 
ści zmieniają systemat w rządach ; ci co wymyślili ten 
obchód, są tylko ludzie płosi i nierozważni, nie baczyli, 
że nie o cześć dla Kościuszki , lecz o chęci przebu<łze- , 



— 257 — 

Dia uczuć szkodliwych w tćj chwili rządom^ posądzonemi 
zostaną; na jaki pożytek siebie i drugich naraiać na prze- 
śladowanie?^, i wziąwszy kalendarz, zaczął mnie baiać 
o datę ostatniego listu, i wyrachował, że mój syn nie 
mógł się znajdować na tym obchodzie, uspokoił mnie 
nieco, i drugiego dnia wezwawszy mnie zapewnił przez 
wiadomość otrzymaną z ust Mornchejma, że W. Książę 
o ile jest uniesiony gniewem przeciwko tym, którzy Wy- 
prawiali obchód i na nim się znajdowali, o tyle jest za* 
dowolniony z mego syna, że na nim nie był i chwali go 
z tego postępowania; a tak mój syn za to co przypadek 
zrządził, otrzymał od jednych niezasłużoną pochwalę, 
od drugich przyganę i mściwą obmowę; najboleśniejszą 
dla mnie była od Niemcewicza, który był i moim i me- 
go syna przyjacielem, lecz który często szedł raozćj za 
popędem gminnego wiatru niż za zimnym, nawet w sta- 
rym wieku rozsądkiem. 

Zaskocz^j^ł nas wkrótce niespodzianie dzień na zawsze 
nieszczęsnerai skutkami pamiętny 29go listopada. Ujrzałem 
z mego domu około dziesiątćj godziny w nocy nagłą i 
wielką łunę z okna, z którego widać było pałac Mostow- 
skich^ Józef Sierakowski radca stanu zaskoczony zabu 
rżeniem, nie mógł już się dostać do swego domu i no- 
cował u mnie, obu nam zdawało się, że pałac Mostow- 
skich się pali a ludzie i służący wybiegający na ulicę 
i wracający zaczęli głośno mówić — Pałac Mostowskich 
pospólstwo podpaliło i zdobywa. Oba przyjaciele tego 
domu, wierząc we wszystko najgorsze od motłochu, i 
wiedząc że Mostowski nie był bez nieprzyjliciół, z po- 
wodu związków swoich, systematu i obojętności cha- 

33 



— 258 — 

rakteru; strnchleliśmy o. los jego ; żony, dzieci, wysłaliś- 
my > po wiadomość, przecież nas pocieszono, że luna po- 
chodziła od palących się bliskich koszar, a że pałac 
Mostowskich stoi nietknięty. 

Nazajutrz około godziny ósmćj przyszło do mnie 
kilku biuralistów i szef bióra statystycznego Chlebowski, 
i fałszywie mi opowiedzieli, że zaburzenie po ulicach 
zupełnie uspokojone, że zupełnie bezpieczeństwo powró- 
ciło i że mogę udać się do mego bióra, że minister jest 
w swoim pałacu, tylko zasmucony śmiercią jenerała Sta- 
sia Potockiego a szczególnićj sama ministrowa. Ale za 
pół godziny inna odkryła się postać rzeczy. Parę dni 
z domu nie wychodziłem. Gdy mi doniesiono , że każ- 
demu Dyrektorowi Jeneralnemu dodano jakby do straży 
jego wierności stróża z niższych urzędników biórowych, 
— co sobie minister wyrobił u nowego rządu, aby jakiemi 
zagorzalcami nie zarazić komisyi — poszedłem do Mo- 
stowskiego dla dowiedzenia się o stanie rzeczy; spotka- 
łem w przedpokoju samą ministrowa zapłakaną, ujrzaw- 
szy mnie, zaczęła płakać i użalać się boleśnie nad po- 
wszechnćm nieszczęściem, nad śmiercią jenerała Potoc* 
kiego, nad aresztowaniem Morncheima, z jakąś jednak 
nieśmiałością, bo wtedy już przyjaciel przyjacielowi wie- 
rzyć nie śmiał; gdy ja żywo, głośno i otwarcie darze* 
kać począłem i ona otwarcićj mówić zaczęła; gdy się 
zapytałem jak się ma pan minister, odpowiedziała— 

zgryziony i słaby mogę go widzieć ? poczekaj 

spytam się — i poszła do męża, a wróciwszy rzekła: -7 
prosi cię. Gdy wszedłem, zastałem go na kanapie roz- 
ciągnionego, podniósł się i z przymuszonym uśmiechem 



— 259 — 

rzekł : „Ssaleństwo niepojęte; ale niepojęUzy jeszcze try- 
umf jego i nieprzezornońó i przestrach tego który nas bro- 
nić był powinien. Cóż robić; trzeba z tego jakoś wyjść ; 
nie zrażajcie się, że wam dodałem kolegów, nie mogłem 
inaczćj ochronić koinisyi od nieładu^. Poszedłem więc 
do bióra dla porozamienia jak rzeczy stoją ; a znalazł- 
szy jat anarchią, już we wszystkich podległych biórali- 
Stach; sekretarzach; zuchwałe spojrzenia, głowy do góry 
tak; że niemal na każdego czole można było czytać — 
przyszedł czas znaczenia dla nas— wziąłem postanowie- 
nie uchylić się od służby publicznćj. Zostałem jednak 
parę dni dla usunięcia różnych papierów i korespon- 
dencyj z biórka; i dla oddania papierów rządowych w po- 
rządku memu następcy. Oświadczyłem to ministrowi; 
z obojętnością ani mnie namawiając, ani odmawiająC; zapy- 
tał się: „Cóż więc myślisz z sobą zrobić?" odpowiedzia- 
łem: „Ja myślę wyjechać z kraju do Galicy i, i był bym 
to już może uczynił, gdyby nie słabość brata mego Bi- 
skupa; który do Warszawy zjechał i u mnie stanął" 
„Niech każdy; odpowiedział, o swojćm bezpieczeństwie 
myśli, bo póki dyktatury; poty jakiegoś porządku. Oni 
myślą; że jak zaczęli, długo mącić będą, tu lada chwila 
wojska rosyjskie wejdą i porządek zrobią" Ale mówią 
odrzekłem; że czy Dyktator, czy Rząd; myślą sejm zwo- 
łać „Ha; może to jest i nie zły środek; przecież sejm , 
może nas wyprowadzi z tćj przepaści"; gdy tak ze mną 
rozmawiał; wszedł kamerdyner i zameldował p. Win- 
eeutegti Niemojewskiego posła Kaliskiego; nim wyrzekł 
przyjmuję, powiedział „Przy tobie może się będzie strzegł 
otwartego tłómaczenia się, usuń się do mojego sypiał- 



— 260 — 

nego pokoju i przymknij drzwi, będziesz słyszał o czem 
będzie mówił i pa oo przyszedł". Zaledwie przymkną- 
łem drzwi wszedł Wincenty Niemojewski, a żo był głu- 
chy, i głośno i on mówił i z nim trzeba było mówić , 
słyszałem więc całą rozmowę. Niemojewski zaczął roz- 
mowę od komplementu dla goriiwosci, światła i patryo- 
tyzmu ministra odróżniając go od inny cli, od oświadcze- 
nia ufności w nim narodu, lecz tonem protekcyjnym jak- 
by cały naród w jego był osobie; od wyrażenia nadziei 
iż zapewne sejm, zwołanym zostapie i naród sam na sie- 
bie wezn^ie dyktaturę do prowadzenia, wojny, i do od- 
zyskania swojej niepodległości; że do rewolucyjnego rzą- 
du potrzeba łudzi nieskażonych i energicznych, nieobzie- 
rających się na żadne względy; że potrzeba przerażenia 
a nawet kary nie tylko na występnych i winnych, ale 
nawet na obojętnych lub podejrzanych. Mostowski mało 
odpowiadał, podziękował mu za ufność, oświadczając, 
że nawykł być posłusznym woli narodu, i nigdy się nie 
odstrychnie od toru prowadzącego do jego pomyślniej- 
szych losów. Niemojewski jeszcze raz wysadziwszy się 
na komplement dla ministra, że naród umić oceniać jego 
liberalny sposób myślenia, jego talent i zdolności, i z u- 
fnością szukać będzie u niego światła, rady i pomocy 
w świętćj sprawie powstania, wyszedł; ja także wysze- 
dłem, Mostowski rzekł wtedy do mnie: „Słyszałeś eo 
mówił, to wszystko jest małpiarstwo, co się dziać bę- 
dzie we Francyi, to się dziać będzie i u nas; jeżeli tam 
nie będą sądzić ministrów, to tu nani dadzą pokój, je- 
żeli tam sięgną po głowy ministrów, to i tu nasze nie- 
pewne* Szczęśliwy kto się wydobędzie z tego chaosu^. 



— 261 — 

Jeszcze byłem nie porzucił mego bióra, gdy idąc 
do niego, spotkałem Miobała Kochanowsliiego kasztela- 
na, który już poruszał rewolucyą, ten rzekł do mnie: 
„Idę do waszego bióra od Rżąda ^Najwyższego z uniwer- 
sałami zwołującemi sejm^ abyńcie icb zaraz kazali dru- 
kować i rozesłali po województwach** odpowiedziałem 
ma: „Ja się już uchylam od mego urzędowania, więc do 
ministra lub do mego zastępcy się udaj. Któż to zwołu- 
je te sejmiki, kto uniwersały będzie kontrasygnował ?^ 
„Wlaśoie po to idę do ministra, zmiłuj się, nie porzucaj 
jeszcze biorą, póki tych uniwersałów nie załatwisz, i 
pójdź ze mną do ministra, on ci to poleci". Weszliśmy 
więc oba, Kochanowski swoim bałamutnym językiem 
zagaił rzecz, Mostowski odpowiedział na jego żądanie 
„Ja się w to mieszać nie mogę, nie powinienem i mie- 
szać się nie chce, kto wydał uniwersały niech je ogła- 
sza i rozsyła", a gdy Kochanowski zaczął rewolucyjnym 
językiem domagać się podpisu ministra, porwał się Mo- 
stowski z miejsca i pierwszy raz widziałem go tak unie- 
sionego ; żywo i z gniewem wyrzekł : „Ja jestem mini- 
strem króla konstytucyjnego' nie rewolucyjnym , zabijcie 
mnie, rozsiekajcie, ja żadnego aktu bez upoważnienia 
króla nie podpiszę". Wyszedł Kochanowski i ja za nim. 
Nie pomnę kto wydał i kto podpisał uniwersały ; wiem 
że je drukowano w drukarni Komisyi Spraw Wewnętrz- 
nych, bo chociaż minister nie był rewolucyonistą, korni- 
sya a szczególnićj bióra od sekretarzów zacząwszy a 
kończąc na najlichszym kanceliście, już były zrewolucyo- 
nizow^ne. 



— 262 — 

Zamyślałem o uchyleniu się z Warszawy, gdy mój 
syn, który ledwie co powrócił z misyi powierzou^j mu 
przez Dyktatora Chlopickiego do Zamościa, wysłany zo- 
stał przez Rząd Narodowy do Berlina, jakoby w inte- 
resie bankowym, a w istocie z ustnemi poleceniami i in- 
strukcyami do posła francuzkiego Księcia Mortemart, 
którego król Ludwik Filip wysłał do Petersburga z wsta- 
wieniem się swoj^m do Cesarza za interesami Polski, 
a który miał przejeżdżać przez Berlin; chciano go więc 
uchwycić w podróży. Dowiedziawszy się , że minister 
Mostowski także wyjeżdża do Berlina, poszedłem poże 
gnać go; ujrzawszy mnie rzekł zadziwiony lecz z wesel- 
szym i śmiejącym się humorem „A to jeszcze tu jesteś, 
ja myślałem że dawno gdzie za grianicą, wyjeżdżaj, wy- 
jeżdżaj i spiesz się, widzisz co się gotuje, właśnie już 
głośno zaczynają mówić o propozycji deszeansy. Syna 
twojego nie ma, chciałem go wziąść z sobą, bo i mnie 
wysyłają do Berlina z misyą, podjąłem się aby nie wró- 
cić. Ja jutro jadę , może się spotkam z twoim synem , 
jeżeli się nie spotkam przyszlćj mi go, będziemy razem". 
Jakoż wyjechał Mostowski pod eskortą, konwojował go 
Tykiel teraźniejszy gubernator augustowski, a wtenczas 
bióralista komisył Spraw Wewnętrznych; spotkał go mój 
syn, opowiedział mu rozmowę swoją z Księciem Morte- 
mart, Mostowski rzekł do niego : „Spiesz jak najprędzej 
do Warszawy, opowiedz to lisięciu Czartoryskiemu i 
Rządowi; może to wstrzyma to ostateczne szaleństwo, 
którego się chcą dopuścić detronizując Cesarza. Powiedz 
Księciu Adamowi, że jeżeli mi się nie uda co wjjednaó 
dla rzeczy i kraju, starać się będę przynajmnićj osoby 



— 263 — 

wyratować^. Zajechawszy do Berlina udał się do pana 
Alopensa posła rosyjskiego w Berlinie ^ ońwiadczył^ ii 
chciał się w tej chwili oddalić zkrajn, zaręczył o swo- 
jćj wiernością zgłosił się własnoręcznie do cesarza Mi- 
kołaja, wyprosił sobie uwolnienie od podróży do Peters- 
burga dla słabości zdrowia i wyjechał do Paryża. Jaką 
grał rolę w Paryżu , nie wiem; sądząc po tych wzglę- 
dach i tćj stałćj o jego wierności opinii cesarza Miko- 
łaja; wnosić można, iż się w niczćm bystremu oku poli- 
cyi rosyjskićj w Paryżu podchwycić nie dał, a że po 
ręwolucyi żył ciągle i nie unikał Polaków, owszćm z te- 
mi wszystkiemi, z któremi go w kraju przyjaźń łączyła 
ciągle związki utrzymywał, przypisać to należy wielkićj 
jego zręczności i rozumowi, bo inne nikczemne środki 
nie były nigdy do niego podobne. Dziwić się potrzeba, 
że w Warszawie wszyscy tak przekonani byli o 
jego życzliwości dla ręwolucyi, iż gdy wymazywali i wy- 
rzucali z Senatu członków nieobecnych i za granicą ba- 
wiących, jego jednego— chociaż wiedziano o jego spra- 
wieniu się w Berlinie — nie wymazano; gdyż dodać mu- 
szę, iż mimo tych kroków swoich znalazł skryte sposo* 
by prowadzenia korespondencyj z Księciem Adamem 
Czartoryskim i ostrzegania tak kraju jak i osoby wmie- 
szane w rewolncyę. 

Po upadku ręwolucyi raz tylko od niego miałem 
wiadomość z Paryża przez ręce hr. Edwarda Raczyń- 
skiego wydawcy mego Zienńaństwa. Posłałem Mostow- 
skiemu egzemplarz tego poematu, który on znał w ma- 
łych wyjątkach, odczytał go i w liście pisanym do swe- 
go pełnomocnika Wincentego Rozłowskiego , który jakiś 



— 264 — 

czas pod obecnym rządem był dyrektorem oświecenia i 
wyznań religijnych, wyraził i dla mnie dzięki, pamięć 
i przyjaźń, a o dziele dał zdanie w najpodcblcbniejszyeh 
wyrazach. 

Gdy mu żona na konsumpeyę umarła, zobojętniał 
dla świata i ludzie pielęgnowany przez najmłodszą cór- 
kę, którą wydał za Księcia Sapiehę emigranta. Nako- 
uiec słabnąc i starzejąc się, brodę zapuścił, nigdzie z do- 
mu nie wychodził i w 76 roku z zupełną obojętnością 
życia dokonał. 

Otrzymałem jego litografowany portret i mam go 
na mojój ścianie, bo wyznam, że odbierając od iiiego 
dowody prawdziwej przyjaźni i dla siebie i dla syna, 
zachowałem wdzięczną jej pamięć. Nawykłem kochać 
moich przyjaciół nawet z ich wadami ; miał niektóre i 
nie przebaczone Mostowski w prywatnćm życiu, lecz 
w publicznćm położył w kraju i u całego narodu wielkie 
zasługi; był ministrem czynnym, gorliwym, oświeconym, 
liberalnym i wiernym konstytucyi; przecież o jego zgo- 
nie ledwo kilku słowami w pismach publicznych donie- 
siono. Ja pod portretem jego umieściłem kilka wierszy 
z wyrzutem na to zahaczenie ziomlców. 

Co do prywatnego życia Mostowskiego, słusznie mu 
zarzucono egoizm i obojętność na to wszystko , co się 
wprost nie tyczyło jego osoby, żonę kochał i mężem był 
delikatnym j lecz najobojętniejszym ojcem. Będąc sam 
oświeconym mężem, tak zaniedbał wychowanie syna^ 
tak mu wcześnie wszelką wolność zostawił, iż ten pię- 
kny, z natury dowcipny i żywością francuzką obdarzony 
młodzieniec, wprzód się zepsuł, niż dojrzał; nie dostar- 



— 266 ^ 

czał mu na przyzwoite utrzymaoie się^ wywołał przeciw 
sobie krnąbrnoóć młodzieńca i wyrzaij zbyt gorzkie dla 
ojca o przeszłe jego żyeie , którego usterki sya uwa- 
żał za źrddło swoich nieflzczęść do nrodzeoia swego 
przywiązanych. Kakoniec Eiłodzióniec teo. gwaItQwoych 
namiętoośoi dostał pomieszania zmysłów; per int^rvałla 
.po rozmowie z ojcem zbyt ży wćj wyskoczył z okna dru- 
giego piętra i byłby się zabił, gdyby go by I służący, 
już wylatującego na bruk głową, za nogi nie udiwycił 
zawieszonego w powietrzu nie zatrzymał i as pomocą przy- 
byłych na krzyk nie uratował. Ojeie^ obojętny zamiast 
szuliania 4rodków złagodzenia charakteru syna lub le- 
czenia umy^łow^ choroby, widząc jego płoehoś(J niepo- 
prawioną, wezwiU nad nim pieczy W. Esięeia Konstan- 
tego , który . odesłanego do Turowa majątku matki na 
Wołyniu, strzedz żandarmami kazał; tam opuszczony^ 
zaniedbany od ojea młodzieniec , . oddawszy się polowa- 
niu, prawie zdzidzał, władze umysłowe zupełnie utracił, 
a po śmierci W. Księcia sam. sobie zostawiony, błędne 
wiódł iyeie,. nakoniec po śmierci, ojca, uznany za niedo- 
łężnego przez rodzinę, w k wieeie wi^u zgasł. 

Wyrzucano jeszcze. Mostowskiemu, iż straciwszy żo- 
nę,, którą kochał, matkę tylu dziecię pogrzebu jdj nawet 
nie gprawił; leez zwłoki^ j^j bez żadnego obrządku i na 
l>ożeńśtwa jak lichćj i ubogiej istoty wymieść na ctnen- 
^rz kazał, że aż przyjaeiele złożyli się na przyzwoite 
>6j poclftowattic; Wjedlug mojej znajomości serca i umy- 
słu Mostowskiego, o ob(\jęt|iośó , nieezułi^ć w tym razie 
go nie po9ąd«ę , żałował on straty żony , lecz ■ ten krok 
był skutkiem jego filozoficznego sceptycyzmu, posunięte- 

34 



go moie aż do ateizmu i mniemania wspólnego' wszyst- 
kim uczniom Epikara 

Cokolwiek bądź jeżeli prywatne życie tego ministra 
było nie do nadladowąnia , mimo^ jego błędnych mnie- 
mań i systematów^ praebijała się dobroć ! łagodność je- 
go natary. Przyjemny w pożycia , łagodny, nie mściwy, 
przebaczający, wyrozumiały, nikoma ani czynem , an 
słowem nie szkodzący, chętnie wspierał i pomagał nie 
kieszenią lecz gk>wą i radą*, skłónniejszy wynajdywać 
w drngich zalety niż wady, pici*w»zym głofino i nieoszcaę- 
dnie dawał świadectwo; nmlał rozróżniać ludzi prawych^ 
a chociaż talenta i nauki cenił, w wyborze pomocników 
cnoty i prawości szukał, i-te więcój niż pierwsze szaco- 
wał; a jeżeli kiedy ' dla przyjaźni ustąpienia jakie zrobił, 
jak np. w cierpieniu Karskiego , to wybór innych człon- 
ków a szczególnićj szacunek dla Staszica a stała przy- 
jaźń z Zamojskim Stanisławem, Niemcewiczem , Siera- 
kowskim, Józefem Lipińskim, Morawskim Franciszkiem 
itd. stoją w twierdzenia mego obronie. 

Co do publicznego ' jego życia ztego opowiedzenia 
niech sądzi potomne plemię jakim był ministrem; lep- 
szego, zdolniejszego, liberalniejszego, wierniejszego kon- 
stytucyi żaden' kraj i Polska nie tóiała, gdyby był win- 
nym kraju ministrem, byłbfybyłpotiozony w reędzje naj- 
znakomitszych mężów stanu. 

Zgorszony że mimo tylu jego zasług w kraju i lyle 
zjednanych mu pomyślności, żadne pióro po jego śmier- 
ci nie odezwało się % spi*awi^dliwym dla niego hółdeift ; 
pod portretem jego umieściłem następujący napis: 



267 



Polsce był winien życie, obcym wychowanie. 
Miłośnik nauk, swobód, więzy dźwigał za nie. 
Przy sterze władzy w pośród nadziei zawodu, 
Wzdrygał się przeniewierzyć ustawom narodu. 
Tnrgot i Colbert żądze zasług w nim podniecał, 
Umarł na obcej ziemi. Czyż z wstydu nie spłoniem 
Że kraj, któremu służył, ani wspomniał o nim? 



Książe Ksawery Drucki Lubecki minister skarbu. 



l\to był Książę Łabęcki; wie ró.vnic cała Rosyja jak 
Polska z jego prawćj, silnćj i korzystnej dla obu krajów 
adniinistracyi skarbu polskiego ; csćin był atoli w daszy, 
jakim był w polityce tak zewnętrznćj jak wewnętrznej 
człowiekiem stanu, jakie miał zamiary, co było jego sy- 
stematem i czy miał jaki systemat? to jest dotąd nie 
rozwiązaną zagadką, i ł>cdzie tajemnicą, która do groba 
z nim weszła. Można o jego zamiarach wnioskować, od- 
gadywać je, lecz z 'pewnością osądzić go trudno; tyle 
jest w jego postępowaniu sprzeczności, zawikłań, zmro 
ku, że rozjaśnić go aby prawdę wykryć prawie niepo- 
dobieństwem aię staje. Dla tćj przyczyny jedni z patry- 
otów polskich^ uwielbiają go jako dążącego do emaucy- 
pacyi Polski, za wydarzoną sposobnością z pod wszech- 
władztwa Kosyi, zwiedzeni jego nienawiścią do zniena- 
widzonego Nowosilcowa; w nagromadzonych przez niego 
sumach w skarbie, w ustanowieniu banku , w zaprowa- 
dzeniu systematu kredytowego i w innych polepszających 



— 269 — 

dobry byt krają nrsądl&eniach ^ upatroją odi wczesne 
przygotowanie fundm^ów dla OBiągttięcia tego oelH ^ co 
w ich oczacb ciągle jego związU i przestawanie z naj- 
żarliwszemi patryotami polskiemi, jak księciem Adamom 
Czartoryskim, Julianem Niemcewiczeroy Mostowskim, Pla- 
terem, zdawały się popierać. Drudzy cRa nieograniczonój 
ufności, którą Cesarz Mik(rfaj w nim pokładał, dla jego 
s^imowładztwa nad Polską, które mu cdsars powierzył, 
dla jego niekonstytucyjnego dzi^ania, dla jego arbitral- 
nego postępowania, dla przedsiębranych przez niego 
środków dążących do jego zamiarów, a naruszających 
najświętsze zaręczenia beapiecze&stwa i całości własno- 
ści prywatnych, dla zagarnienla przez niego wss^stkich 
depozytów administracyjnych, mie|skich, sądowych, aż 
do sum wdó# i sierót małoletnich , podzierali go o sy- 
stematyczne, i tak ścisło zmieszanie wszystkich intere^ 
sów pi^licznych i prywatnych z państwem rosyjskióm, 
aby odłączenie się Polski prawie niepodobnćm się stało, 
a pragnienie to w czczych i daremnych marzeniach ni- 
kło, i znikło. Czy pierwszy, czy drngi systemat sobie 
wybrał? Jeżeli według pierwszego o nim mniemania 
fteiałał, nie prsestał byó dobrym Pętakiem i był nim 
niewątpliwie. Przekonanie zaś o dmgim systemacie tak- 
że dzieliło z nim = wielu najznakomitszych patryotów, któ- 
rzy rozumieli być patryolyzmem, tego życzyć, to czynić 
dla ojczyzny, cojój pomyślność, spokój ność i bezpie" 
czeńfi^wo utrwalić może, a przeszkadzać temu wsziyst- 
kiemu, co by ją na zaburzenie, na spustoszenie i na 
zgnbę narazić mogło, a dla wymarzonego a niepodobne- 
go do osiągkiienia szczęścia, olyecnego i posiadanego nie 



--. 270 — 

nf^rad^aó; tak prssjiiąiinoićj . bistorya^ naa uezy^ iżo. myw 
śleli w polityce ojcawie^ na^i ; tak oiyńlat Jan, Zamojski 
w nąjóiwietoiejsKych 0za$ach Pol»ki; kiedy Zygniant^wi 
III . doradzę^ wziąóć za ioaig^córk^ .eara,: tak myś- 
leli wszysey . ważni statyści;: tak' radt&il cootiiwy Jad' 
Kazimierza w p<^c«eniQ Polski z Kosyj%. os&ierali : om 
wBisysi;y jedyną tarcjię.. przeciw diciwości sąmdów Pol* 
3ki| czybaJąi&yGb na jej rozdarcie; o to wołał do narodu 
Staszic w swoich dziełaioh. 

Wpofi^powąniu jednak Łabęckiego tyle. się okazało 
sprz^i&nośoi^ że. trudno ma którykolwiek z owycłi systo* 
matów przyznać. Jeżeli chciał Polski bez Bosy i ; dła 
cfeego gwałcenieai konstytncyi obrażał naród na.sie|)ie? 
dła czego : w każdym razie wyjgryzł z Tząda Staszica 
najczystszego i najgorliwszego patry^otę? dła czego pie- 
ntądzmi i gratyfikacyami jśeierał szlachetne paświęceoie 
się ^a ojczyzny i kaził obarakter njetrodowy? dla czega 
dając smak do przekupstwa^ dawał smak do .systeraatu 
rosyjskiego? 

Jeieli chciał Polski pnzy Roąyj, powiększona czy 
niq)OwiększoQńj , dla czego z No wosilcowem dla osobistej 
urazy ciągłą wojaę toczył; i jsamemu W. Księciii opornym^ 
się stawał? Mnie się zdaje> że Lubecki niemiał żadne- 
go* zwyż wy ni^ienionych systematów^ jeżełi zdciiny był 
mieć jakibądż^ to najp^dobni^szym do . niego jest : byó 
wiernym sługą i pozy teczpym cesarza , jego względy i 
ufność . dla siebie skarbić; j w nicii^i^ się jego woli- nie 
narażać), samowolnie w Połsioi^ |Np«tępować i przez zarząd 
w Polsce skarbu > usłać / sobie drogę do owładnienia 
skarbu paóatwa roayjskiego. TO:^daJe się było. ostateczną 



j 



~ 271 ~ 

jego arobieyą i prawdziwym jego systematem. Pokka 
za małą hyła dla niego; lepićj znał kraj rosyjski niż 
polski 1)0 się w nim wychował. Koło nawet jego dzia- 
łanfa w Pokce zdawało ma się za ciasne y za mało 
dla niego i dla obu krajów pożyteczne; on zdaje się 
zamierzył działać z wyższego i świetniejszego punkta, 
chciał być t^m przy cesarza Mikołaju, cz6m był książę 
Adam Czartoryski przy cesarzu Aleksandrze: Czy by 
i Ke zdolności , t z czucia, i z wyobrażeń i e okolicz- 
ności, 1 z cliarakteru obu moaarchów niógl tćm być, 
to inne pytanie ; ale miłość własna i próżność są ślepemi, 
mógł więc sobie pochlebiać, że będzie; a 'że wiedział, 
że Książe Adam budził zazdrość wRosyanach , przyjął 
więc na siebie postać nijakiego ampbibium, na tle pol- 
skiem Rosyanina. Miejsce Kankryna było j^o jedyną 
ambicyą^ Może chciał skrycie i pieniądzmi wyjednywać 
to, co książę Adam swoim czystym i przez cesarza Ale- 
ksandra szanowanym charakterem otwarcie wyjednywał. 
W małym kraju wszystko się do iego stopy stosuje, 
zasługi, -zdolnośei, sława; w tak olbrzymieli państwie 
jakiem jest Rosya wszystko przybiera olbrzymia iy>zmiai*y, 
karłom nawet przybywa wzrostu, i to może właśnie po- 
dniosło w Lubeckim arabicyę. • 

Wiele osób dziwiło Się i dotąd się d^iwi, jak książę 
Lubeckt prócz umiejętności dokładnćj języków frahcuz- 
kiego, nieniieekiego, i rosyjskiego; nieposiaflający źadńćj 
potrzebno) do administracyi krajów^, a szczególni^ fl- 
nafisów wiadoraośei , obcy zupełnie teoretycznćj nauce 
ekonomii poHtycznćj, nie czytając nigdy żadnego w tych 
materyaeh dzieła, iniion nawet autorów piszących! w tych 



— 272 — 

praedroiotach nieiwiadomy i ledwie słyszący o mob, zgoła 
całkiem do tych spraw oieprzysposobiony^ aiepodróźn- 
jący nigdy, nieznający % naocznego zwidzenia żadnego 
krajn, prócz Rosyi i Litwy i nieeo Niemiec ^ i to tylko 
w przechodzić gdy był podchorążym w wojsku rosyjskiem, 
lab podczas swojego posłannictwa do Wiednia i Berlina, 
mógł od razu jakby trąceniem róiczki czarodziejskiej; 
skarb Królestwa Polskiego nbogi| pnsty, roztrwoniony^ 
napełnić^ uporządkować, i ścisłą jego administracyę zapro- 
wadziwszy, strzedż, pilnować, i w zasoby wzmagać. 
Z tych przyczyn mają go i ogłaszają za nadzwyceajay 
jeniusK finansowy, a pod tćm nazwiskiem wielka część 
naro4u; a prawie wszyscy nrzęduicy krajowi wspominają 
go i sławią; przytłumiając glos narzełuwia i i^.aln do nićgo 
.który, te tąk powiem żródla pomyślności krajowćj przez 
niego dobyte, otworzone i gorliwie pielęgnofirane, utopił 
W sobie. ' . • . 

Łatwo jest dostrzedz przyczyn tego entnzyazmu te- 
mu , kto tylko bacznem i przezornćm okiem , a zimnym 
i nieuprzedzonym msądkicm głębia sięgnie. Jest to' nie- 
zaprzeczoną prawdą , te kąźdy we<Ung swojćj indy wi- 
dnalnćj korzyści sądzi o urzędniku, z którego dłoni spły- 
nęła ta korzyść^na niego , efaoćliy % cudzą krzywdą udzie- 
lojua. Krzywdy innym nie nam wyrządzone, byleby na 
nasz zysk obrócone, albo lekceważymy, albo usprawie- 
dliwiamy, att)o przebaczamy i chętnie zapominamy. Ztąd 
krwawą krzywdę wyrządzoną miastom przlsz odjęcie im 
najświętszych przywilejów i wprowadzenie monopolów, 
przebaczyli Lubeckiemu wszyscy właściciele wicrjsey, łK> 
ona napełniła kasę ^ a ta kasa zasiliła towarzystwo kre- 






— 373 — 

dytowe , które uratowało esią laizlachtę od bankruetwa; ) 
lubo wied^aao,. jąk to wyićj powiedziałem ; ie systemat 
kredytowy ziemski był dziełem Łubieńskiego , popieranym 
przez Matuszewieza i tylko wskrzeszonym i utrzymanym 
przez Lubeckiagp. Prócz tego przy wprowadzonych mo- 
nopolach, tłum monoppljistów, i niezliczonej czeredy po- 
sługaczy^ a istotnie mówiąc łupieżców wzniósł głoa uwiel- 
bienia. Kaganiec wszyscy urzędnicy krajowi i wojsko 
albo lepić] płatni albo grafyfikacyami ujmowani, a zaw- 
Bze regularnie i bez zawodu odbierający swoje pensye, 
przyprowadzi ze ątanu zawodnego do regularnego!, i pe- 
wiiego, głoae^m wdzięczności powiększali uwielbiąnici dla^ 
tak^ nazwanego przez siebie opiekuńczego jeniusza ich 
losu. Ludzie za& prawi, nie egoiści, pie intęre^awani i 
zdolni poświęcić siebie dla drugich , czyli jaśnićj mówiąc, 
dla do]ira powszechnego cierpieć, widzieli i uznali w niin 
nadzwyczajny jeniusz, ale równie dobrego jak złego, 
albo raczenie widzieli i^dtrij w tćm wszystkiem nad- 
zwyczajności, lecz naturalny skntek z naturalpych przy- 
czyn pochodzący od człowieka wprawdzie nie uczonego 
lecz obdarzonego od na;tury rozumem i przebiegłością , 
który naśladował to, w cq się wpatrzył, i co najlepićj znał, 
i za doskonałość w swojćm pojęciu poczytał ,, ^to mie- 
nimy doskonałością j co. sami najdoskonalej umiemy ^^ 
Książe Lubecki jako m^iiiister skarbu niezćm innym nie f 
był, tylko naśładpwcą rządu rosyjskiego. Kąbąk, mo- 
Dopola, banki, nieuszanowanie prywatnćj> własności, 
brak w&izelki^ baczn^(,'i na sprawiedliwość, a raczćj 
znpąłna jćj pogairda, ubóiM;wienie : pieniędzy, każenie nie- 
im , serc, i umysłów ujęzędnicsiy eh , upadlanie szlachetnych 

35 



— 274 — 

ucziić ; zari^ranie tych chinbnyoh cech ladzkości , z Sosyi 
wziął, z Rosyi wprowadził do Polski i rozkrzewił. 

Gdy w miejsce cnoty, w miejsce airiiejętności zno- 
szenia nbóstwja i szczycenia się nićni , ks. Lubecki wzniósł 
W Polsce ołtarz złotemu cielcowi , a obok niego pozo- 
stawił jako kapłana bezecnego Okołowa, cóż się stało? 
Oto stanęły wprawdzie ginachy i fabryki po miastach, 
lecz z drugićj strony pełno szachrajów, spekulantów nie- 
uczciwych i żydów niesumiennych zostało możiiowład- 
cami, wstydem sta,lo się być ubogim, głupstwem będąc 
przy banku iiie zostać bogatym; bezczelność wrzucała 
maskę z ciebie i chlubiła się niejako sżaehrajstwem- i 
kradzieżą. Zgoła w Całćj administracyi , zaprowadzonej 
przez Lubeckiego, zaczął panować w całćj rozciągłości 
system bezecnego Okołowa, wyżćj pod jego portretem opi- 
sany. W skutku tego inne biura rządowe je,>»zt5ze spadko- 
wą po Księstwie Warsżawskłem szlachetność zachowujące, 
uległy wpływowi tego szkodliwego systótnatu, a nawet biu- 
ro Komisyi Oświcfcenia, gdzie prziecież szlachetne uczucia 
jeszcze dyszały. Zaczęła się powszechna dezercya z biur, 
sekretarzy, naczelników, do Komisyi skarbu, dó banku, 
do dóbr narodowych, do straży mśchin i przedsiębiorstw. 
Z i^oczątku przebiegali szaehrśje i bystrzy kręltarze, ucie- 
kali oni z rozmaitych biur pod protekcyę podobnych 
sobie przy komisyi skarbowej i banku, następnie zaraza, 
namowy, przykład' takowego wyniesienia i źbogacenia się, 
dotknęły szlachetniejsze umysły. 

Znałem dwóch nader zacnych ludzi którzy dawszy 
się uwieść namowom ifekafżbnyćh przyjaciół, według' ow^J 
łłszki z ktisym ogonem, co chciała namówić towarzyszki 



— 276 — 

na upięcie ogonów^ . a&e. łzami opowiadali mi woje powo- 
żenie i obrukaiue się prrez sarnę )lol.e4e^stwQ z niego- 
(Jąymi towarzjfszapii. Pierwszym był Aleksander Brocki 
gwardzista napoleoński Galicyąuin rodem, człowiek pra- 
wy, szlachetny, oświecony^ pracujący pod mojem zwierz- 
chnictwem w; Delegącyi Administracyjnćj , a po jej zwi- 
nięciu wezwąoy przez księcia Łubeckijego, na Badoę Stanu 
Dyrektora Jenęralnego dóbr narodowych^ ten nięskażenie 
i cnotliwie zarządzając iym wyd/aalem dochował bez 
plamy swoją szlachetność, lecz ileż razy żalił się prze- 
demną na tę skażoną czeredę pomocników, subalternów, 
których łakomstwie >. niewierności, bezczelności, żebrac- 
twu, całą siłą swój cnoty przeszkodzić nie mógL Drugim 
był nijejaki Głuszyński, zacny i światły sekretarz Komi- 
syi oświecenia , którego Jelski prezes banku ajeneralny 
werbow^nik z wszystkich biur znakomitszych w tym ro- 
dzaju talentów namówił , do przeniesienia się do banku. 
Glttszyńąki parę lart odznaczał się nieskażonością i prze- 
stawaniem na małem , gorsząc się z tych gipąchów i 
domów, które koledzy jego bądź z pomocą banku bądź 
ąkrycie uchwyconemi z niego zyskami stawiali. Razu 
jednego jeden z odwążpiejszych prałatów tego nie kano- 
niczi|jeg9 konsystorza zapytał go. „Cóż to Głuszyński, 
ty nie myślisz ozdobić miasta pięknym jakim domem i 
. nie elłcesz źadnój sobie zrobić zasługi w krajij,?" „„Nie 
niechcę/ odrzekł Głuszyński^ ale nie mogę bo jestem 
ubogi," „UbOjgi jesteś z własnej winy, kup tylko plac, 
a sposoby §ię ziiaj^ią*'^ „Alą ja i na plac nie mam pie- 
niędzy" , „Bank ci pożyczy" „Ale ją nie mam dla po- 
życzki hipoteki" j,Bank przyjmie, przyszłą hipotekę na 



— 276 — , 

placu i dumu, a itn piękniejsty i obB^erni^jtóy d6m wy- 
AtawisZ; pożyczka będa^ie większą i rozłoży się na lata 
jak zechcesz" Dał się namówić poczciwy Ołuszyfiski 
wystawił dom, nie użył go, amarł; może zgryzota a- 
traconćj nieskazitelności; może tóż trttdno4ó wypłat ban- 
kowych ti*apiły poczciwość tego człowieka, który acz 
może bez ubliżenia uczciwości, dość że wszedł w sze- 
reg ludzi których palcem wytykano, padł ofiarą obrażo- 
nćj w sobie samym szlachetności. 

Zapełnienie nagle, prędkie, dostatnie, skarbu przez 
Księcia Lubeckiego, ani nie stało się przez cud, ani nie 
było skutkiem jeniuszu. Śmieć tylko zabrać wszystko 
wszystkim, nieszanować nigdzie i w nikim własności, 
prawnie i nieprawnie zagamywać wszystkie ftmdusze i 
koncentrować je w jednym punkcie, ftmdusze instytutów, 
sierót, wdów, towarzystw pfywatnyeh jak n. p. Towa- 
rzystwa rgniowego, wszystkie kasy na jedne zamienić, 
tym sposobem nie jetaiusz, ale najprościejszy, byle śmiały 
'urzędnik mógł napełnić skarb pieniąd^mi, Ale Księcia 
LubeckiegOy niezaprzeczoną jest zasługą i zaletą nie- 
zmordowana pracowitość, silna i przezorna straż, oglę- 
dność na przyszłość i poświęcenie całego siebie obowiąz- 
kom', które przyjął; a łubo włeJe czasu tracił na dyspu- 
tach i gadulstwie , na pisaniu lub dyktowaniu swoich 
Wykrętnych sofizraatów; na zwiedzaniu mennicy, fabryk, a 
szcz^gólńićj machin rękodzielnidżych, któryfai się przypa- 
trywać i sam ich doświadczać labił; teguTarność służby, 
tok spraw publicznych, straż dochodów tiie na tćm nie 
cierpiały, gdyż był nader skromny w swoich wygodach 
życia tak, że nawet snu sobie ujmował, byle wszystkiemu 



...j 



— 277 — 

wydolać. Jedyną jego namiętnoicią byb pałenie fiijU, 
której 2 ust uf ewy puszczał , oraz * polemika i gadanina ; 
jedyną rozrywką gra w bilard i czasem w wiska, obie 
te gry jakby gracz z profesyi ńafwybomićj umiał; mó- 
wią, że z pistoletu strzelał jak nikt^ tę więc jego pękatą 
i drobną postawę rzadką zręczno6eią fizyczną uposażyła 
natura. 

Upór przy swojem zdaniu y wytrwałość i śmiałość 
utwierdzały mniemanie o nieugiętości i tęgości jego cha< 
rakteru, ale są w życiu człowieka zdarzenia nieprzewi- 
dziane, o które się ta mniemana tęgośó charakteru roz- 
trąca i rozbija, jeżeli jój odwaga cywilna, przymiot wyższy 
o^d męstwa wojskowego, nie wspiera: \ekz aby mieć tę 
odwagę cywilną, potrzeba mieć w sobie nieskalaną i czy- 
stą cnotę , potrzeba na wewnętrznym przeświadczeniu 
być umocnionym o dobroci spraw swoich, ińaczój: 

Maia au moindre reven fimciste. . 
Le masque tombe, Phomme reste 
Et le heros s'ćvanouit. 

Tsik śię stało z Księetem Lobeektm, tym niespodzie- 
wanym, nieprzewidzianym wypadkiem była <Ua niego re- 
wolu<)ya 29go listopada, wktórćj się^y jego niepewny 
i ni^zfiaczony charakter, trwo<iłtwo6ć i bcjaiń zdradziły. 
Nie przypuszczał podobieństwa: r^woldoyi a pr^seląkł się 
jój i głowę straoH gdy wybnełria. Widząc tyłe nie- 
szMsęślłwych ofiair niewianie połegfych^ lękał się podo- 
bnego^ losu, i idcmiał odwagi a raczóf przytomności dać 
dobrą radę rsądowt, którym przed chwilą kierowała a dał 
9a^gafa«iąjszą^ przybraniad^Badgr Adminiflteacyjnój człon- 



ki^w Błessapizeescaią a&oić posiadającymi wnarodtie; eo 
ł)yło j^doo, jak, przyznać t^ic'glo4ao.> źe rząd nie posia- 
da. zaa£»n)a ea^odu, i mojąko 7teQ rząd = mwolacyonizo- 
wać; zyskał on {msez to ł>e74)iecz0j!iBt»:(> dla ciebie i Ba- 
dy Adnaioi^tracyjn/śj^ Królostwą.,: Imz nic postąpił sobie 
polityczme. Tu w tóm nadzwyczaj&eni zdarzenia dla każ- 
dego przytomnego ministra w położeniu Lubcekiego, je- 
dna i proBta wytknięta była droga: udaó^ig natycbmiast 
dp, głównej kwatery W. księcia, gdziekolwiek; był; i j/ak- 
kolwiek; działać zamierzył, w każdym. przypadku, że tak 
powiem, narzucić się ma, wspólnie z nim odezwać się 
do wojska i narodii^ i działać i ośauetać go do działania. 
Słiabą jest wymćwta, ie rząd a szczegćlnićj minister 
skarbu musiał zostać przy straży banku, aby go roz- 
bukaj^e pospóJstwo nie j^lupiło, bo tego mójgł dopełnić 
prezes banku Jełski, mający porozumienie zjrewolucyo- 
nistami; zresztą sam rząd rewolucyjny nie dopuściłby 
łupieży funduszów d!a utrzymania rewólucyj potrzebnych. 
Książę Lubecki zostawszy w Warszawie przy banku, 
zyskał ztąd mniemanie u rewolucyonistów, że jest z re- 
wolucyą, s4?racił ziąś zanlanie u Cesarza i u W. księcia^ 
a przynajmnićj posądzenia nie uBikuął i stał się bezuży- 
tecznymi Ochłonąwszy z pierwszego przerażania książę 
Lubecki mniemał, że mu się ud«i' kieriować rewolucyą 
jak kierował rządefm^ Królestwa, leez zasmr do&wiadcaył, 
że zuchwali i śtóielsi od niego k^^ryfeusź© rewolucyi, znio- 
slii go tylko jako oaniędzie do swoich widoków. Dru- 
giego czy trzećijsgo dnia po wybuchu, Rada Adihifnistra- 
cyjna Królestwa urzędująca w safi baukowćj, zamieniła 
się de faciovł koiniteti rewolucyjny. Gdy podniesiono 



— 279 — 

zdaoia jak ją należy prowadzić; sprawcy rewolncyi i ża- 
ki szkołne^ wąsate { brakowe demagogi opanowali ją, 
głusząc księcia Łabęckiego rady. Nastąpiły wymagania 
z jednój strony, astępstwa ze strony księcia Łabęckiego 
lab rady i mowy takie, które ma jednały opinią, lecz 
nie zaufanie a rewolacyonistów ; tak to minister ten wi- 
kłał się w swoiełt krokach. 

Pierwsza proklamaeya rządu i odezwa db naroda, 
była roiKSądna i godna, podobno ją natchnął Mostowski, 
z^zniejszy i odważniejszy od Łubeckiego. Mostowski 
umiał się na boka postawić i nigdy nie naraził swojćj 
godności. Lńbećki wraz z rządem Utonął wrewołucyi, a 
choe się z nićj wydobył, to jaż nie bez szwanka—a bez 
żadnego dla Polski nżytkn. 

Kto pojmie ze istrony Lilrbeckiego, owego ministra 
posiadającego zaufanie Mikołaja i znającego go, przyję- 
cie miejsca w Depatacyi do Wielkiego Księcia wspól- 
nie z Lelewelem i imiemi, z propozycyandi o wda- 

• _ » _ 

nie się do Cesarza, aby Polskę powiększył Litwą i Wo- 
łyniem? Kto pojmie odpowiedź jego daną jednemu z re- 
wolneyóniijfów, który zupełnie tozumti nie postradawszy 
rzekł: „nie żądajmy nadto, żebyśmy nie zrazili*, tia co 
Lubeeki Odpowiedział „trzeba więcćj żądać, żeby tnriićj 
otrzymjlć^? Widocznie włęc chciał ón ugruntować się w opi- 
nii sprawców rewólucyi, nie dla tego, aby ją popierał, 
lecz żeł)y ją oszokaf, i zyskawszy imię i ufność patryo- 
ty, wysunął się do Rosyl. Ale jeżeli Lubeeki chciał być 
zręcznym, rewolucyoniści byli zbyt podejrzliwi, dodali 
mn zaraz istróżóW w Łef eW(ftłtt i innych, Którzy go trok 
za krokiem po]pychałi^ wikłali i narażali. 



Iz][)ą, b.ą&koii^a . napełnienia, była radsiącąmi a raos^ 
rozkazirjącemi. Mocbuacki i ip^i zaczęli burmistrzować 
przy Lubeakiui. Przeszła jak cień cbwilowa dyktatura 
Gbbpickiego, od któ^egio sig esKC^goi 3ta«owezego spo 
(^iąwauo* Sejm »\^ zgromadzili od którego, spodziewano 
się także j|irki«|)ś zmiany w pplc^ęiua. Na tym jiejnuę 
oszukali się ei , co go zwołać doradzali y a Lubeeki wi- 
dj^ąc na op się zaBosi y my41ał tylko o sposobie wycofa- 
nia się j przyjął, więc czy naptręczył się na jednego z de- 
legatów do traktowania, z Cesarzem, wmówił. w sejm? iź 
taką, posiada ufnoAć u panigącegp I i^egdy mu otworzy 
oczy ną, przyczyny rewojtapyi, spodziewa się^ ie skło- 
ni gp do zadęśćuczy nienia żą(j[aę|Qm: narodu ! Tu Le- 
becki pokazał największą nięznąjomoić ebar$kterą ee* 
sarza Mikołaja, największą niezręc^znodć w pi*9;yjępiu tak 
obrażając^ cesarza misyi^, podjętej praąz jego słmgę i 
w oc^ch jego , zbuntowanego poddanego, najwięksisią za- 
rozumiąłoń^ w swcją osobę ą g^>y;ę. Jeżeli 9zło tu tylko 
o wyeofap|e Mę , to Mostowski stokroć ^ęcs^iiój tp zro- 
bił, przyjmfliąe poselstwo do Berlina. Wprzó<^ on nie 
dwuznąeznćn] , lecz od^nacz^ącćia się postępowaniem i 
radami , aca^ w akutku zawiedzio^emi ^ okazał; : się dmiar 
łyra i odważnyiu ministrem, króla fcomątytucyjiąego* Po 
tóm nie po<?bwąla^C:rewolu;ciyi, przedsięwziął krok zręcz- 
ny dla wydpbyęia się z mej, a tak nie strapił na ppinii 
u nikogo a 89czeg)ółnić|) u nąjrodn^ Przg^t^m wielka, była 
różnic:! między poselstwem do Berlina a delegaoyą da 
oeąars^a MiljLołaja. , ., 

Książę I^nbeeki w|ęp ;M|^pełnie się tn cp^ut^ał; g4x 
w Petersburgu zapytąnp go, .i^y pc^jeębał ją^P depp- 



— 281 — 

towany 0d sejiott, osy jako' ttinlMer -króla; niewleiii eo 
odpowiedatał^ ket przyjętym poddlmo nie zastał, a w Uź-* 
dym razie, praeifi wazy^lkie apokorzenia mrłodei własbfrf' 
przeprowadsMy, na lo pozoatal ir Petersbui^gO', iBiby nie 
przypuszczony* dó obratoMgo^Cesarza^ njrzał po opadkif 
iiewdiłcyi ptz6ńIadowaneg<i przez aicbie w Królestwie an*- 
tagoniistę N^dniteoiya ^na najirylszym stężycie, Jeżeli 
nie htsłt, to pnyntkjmki^i z Aaez^nfa. Ta • ni^aska Mfko- 
Ibja dla Lubeokiego dozwala (^.yniii t^ufióski; i^ posą* 
dzo>ym był o'i^rytą iąttM^i t^półiią wszystkim Poła -i 
kóm f eo zdaji0 ^ią - dpbważnfad do ' uiiiieiiiaDia , źe'%ył 
w dnszy ddbt^m Foiakien).' • • '■'• : 

' ' I ja g^zę si$ na to i tym dodatkiem, ie mi Al ser-- 
C0 pokkie aleglow^ rosyjską. Ta głoWii na pólskićj po- 
slaei wyh)^ wysMrczała nm z PoUkimii, lei^z gdy przy- 
szło ^zmierzyć siętirą z rAKeiDineni) rosyjskiemi' glo^iamf 
okażato' się niedóstaCeczną' w przebiegłości ł elłytróftci; 
na któryefa tór się ptt#oił. : ' 

-Żeby. dai . iepić|)! poznać k«fęeia Łnbeekiego; opoWrem' 
jego iycie ^iiUiezne łtiłektóri^ Mry^farzenia moje znfm' 
w/ttin źyetff, kt^e mog^ ^podlłtźyó do' oceńieiiia je^tt 
ehęeły jego zamiarów, 4 jego osobistych- zalet Inb wad.^- 
Ksiątę^Tiubeckł Litwin rodem, ^pochodzący podobno z ksi^-* 
źąt tuskich/ któryebłtezna i lia róźne Kbte rozkrzei^l^o- 
na ' rodzina ksiąiąf Drdckich^ dzteli stę' na rozmaite sżcz^- 
py > Ditiekich ^ Łnbeckieb> Drnckii^h Soićoiflickićb, itd.: 
posiadają^ rOfedrobn/lone a zatćm szes^npfe jak na ksią- 
Mf majątki'; miał ojca jak' słyszałem od Józefa Sieira^^ 
kowskiego^^brze go i ź liBśka żnającfego,. mHił mówięi 
ojer słaWnego ^jnrystę i razetn* pieniacfein na Lltm^. Mło- 

36 



dj )f^łQQ/«grJ^ jego m^pio^oNa ai)y % nsAwtyi vtwrvL cijea 
ntę ;fv Aiął jaki^6 > /iktoMUośei do wykrętów i B^(Sam9A&w, 
od któi:ych hi^Ii jarf&ci. nmdko wolni ł>ywają; jest to 
zła, strppa ałe prawie powazaabna. nauki pmwa. LiA^edii 
W .mfl<>4yia wietkii , , p^ ofitatem podaiato^Bolaki oddaojr 
został .pą paMkę do korposju. kadetów > w FeterflfburgUf i 
tąiią próc;^ doskpąatidg znajpi^o^ci jęayłpStw francazktego^ 
aiei0!^ckieg4)i itrfSfyjsHJóf^i^^ i.ppc^ątkó^ isłaiby ir<)ji^bo- 
wśj> ia^ną.ipsaą pauką. nie o^dobiwssy omy^Ui^ Wszedł 
jakio pqdf^r%iy d^. pałka IM^^wego, i w tym polka aie. 
i)^j^mjuż„ czy aa w^^nę Aaetęrli^k4» czy Friedlaiyską. 
przeeiw Francuzom wy stąpił ; ,w: )ed9^ fi krwiawyeb bir 
tew ^.^b^tego .pofdaay 9P9tał, leąz. jąk^ uieoawistny mu 
Np^oeilopW' ^9zyii^r;ezym uśmi/Bcfayn > roa^ii^adał, w pa- 
rę i^i^dmel a rączej ,po ; sk^es^i^j wojąie w domaraię 
z^lązł.y o. , GT^im ja . ty Jkp ,» apowiadf^aią NAWoeU^^awnT 
w;ięip^ . 1^, i^m^erci oji^a^ ^Im^mj cs^ sinego mft)ątkil> 
ożenił się z rodzoną swoją siofidi^^ąafeą Seypifin^>w;9ą,,i. 
ipjęs^^ąc na. wsi^» daobem swoim połączy! się, z patry- 
i^aipi pQls)i^|6mi.; juko to Wai)i|rzeckini) SeUanem i iooe* 
v^\, ,w. ktOryinb. J^siątę Adam Czartoryski, upwaipony 
od eię3ar:(a.<A^^p^iądra,. powrócenia Kr^lMwa Polsklegp. 
nadzieje kołysał. Wsze<tti(?y w cywila ała^bę pa&stwa 
ro^yjskiegO| ^]^becki .został miaąpfw^ym Tioe-^berna- 
torem GrpfMfęń^kim^ ,1ią któjym .tftuizędłtie wielpe . się. 
pr?(yczj!nił, dq,,iK>losąląego qiajątkn;-sawagra swego. V^r 
słpwskięgOi .8l9t\?pego z gospodarsl^wa^ i egrpmuego ma-^ 
jątku,'^Rry yf, cj^u^ w.qjen jroayj^iob ,fi Francyą vi^ 
pp4ri^(łacb4.pzyli dpajts^czapin , zMa. magnąy^om. nasyj-) 
sk;^^ zęjiwr^.} Pji:zi^d.sMą^m^,wyb9!DbQi!^efn ostatiii^^ i!r<a- 



- fe88 — 

ty, Łolbefki zuftjdowftlsię w Wiłnfe i tani ^rbes eeflat^A 
AlekMBdta poKnlmy, przjrbrany został do ukrad tego Pa- 
na 1E pati^otami polskiemi o przyszłych i zamier^onyiA 
iMaek Litwy i Pobki; to ttu' dało wcKęp do Wz^lęd6# 
«6i9ima Aleksandra tak , że po akoAczonćj wojnie a lia- 
«£^j pd isajęehi tCslęiltwa Warsźawsktego przc2 wojitfka 
rosyjskie/ wezwany tóBtkł na członka rządtt tyibczadb'- \ ^ 
wegd wsp^iaie z "Senatorei^ Łanskoyetu jakt) prezeiieni, 
kałęciem Adafoiem OMrtofyskim, l^owostłcowehi' i Wa- 
wTseokim jako ezłonka&ii tego rządtl. W podzielę' wy- 
dzłidów rządowycłl Biiał sobie powierzone kierowanie 
toiaisterstweiB spraw wewnętrznych ; na tym urzędzie po- 
snąłem go osObiScie', gdyż wprzttd widywałem go tyłke 
przyjeżdżającego do' Ltibiina do babki swójśj żony Scy- 
j^ium^ Podstołłny£oronn€j, i do jćj synia Karoła Sćy- 
fimkt dziedzica 'Byebawy* 

Będąc w Warszawie, jak jhż Wspomniałem wyźiij 
z liadłowy księcia AdamU Czartoryskiego, miałem złeće'- 
iife od obywateli lafoełskich, ptzedstawiefaia rządowi uci- 
sków^ jakieh to' województwo doznawało przez nadpro- 
porey owalne dostawy ćboża d6 magazynów i przez nadi- 
nżycia msigaasynierói^. Jnż wtedy na lat dwadzicideia li- 
wenttiek wyczerpanjr zbstaF, a że ta inaterya hajwięcćj 
się tyteyfa AiinisterstWa spraw ^riewtictrżnj^h,' jako go- 
spodarzit kraju, i to miaisterstwo' Jedynie mo^ó dać noi' 
toiońym 6p$tkę,' ndalem iią więc do Angnstynia Karskie- 
go, podręiśznego 8ekretiii*za komisyi spraw wewhętrznycli 
dobrze mi' znajomego, z zapytaniem, kiedy się mo^ę 
przedstawili księcia Ltib^ekiema ; Odpowiedział 'mi ', że 
łtó panb^ przyiShcfażi do biura, iŻ irudno go żaśta*' fetó 



— 28* -^ 

mek,tórc,,pr;^l:ażęftift: of^yBió pd ot^yiią^teli W^<]t)evi;<)^tw« 
liiil^elskicgo j powipdU. ^l jpjdnąk, c(^<>iwi(Ok ^^ niai , obi- 
^ajoiij JDttie^ abym 'wJę^^Uł jaji s^. ai^^ mąm, ro^mar 
wiać^TT Karski, pa; to rmiyl ramiciBaiiH i ifiiekh „Cbfei 
zdaje, DH.fuę^ taićji^ dobre^ łec« oa^muUsteaeyi ną«»6j wj^ 
ąbyażepia, ^^e wa , ucjty /się jćj od ^ftJ^ bi«ro }e^t j^g0 aejio 
ią,, pi'qvfadzimy,gqiak.śle|¥ego'<*--.^Lfięj5<'l5)J p<Ón^iąjiB>?f-r^ 
^Q ! xą Ap;Pvjfi«»?i^ je«t bafdzpi >y«try, jeftt 4 prac^^ity^ * 
p^zytćm lubi wiele Haówrić".Tr-Z takieaa ja^eyami Ma^riłem 
sic^.pą^ĄJut^z.ąą aadyęnc^yc,, ,gd^i^: k^fcuaastu obywateli 
z róż^^'ch,dępa^:iapeQtów snaoycfa :mł c^oU/^iei iiie^nar 
Dych zastałem, oraz niektórych U£^iiików. !2'.gabiiiet« 
^1Yegp ^wyszla^^o ąaą%ttra|niąła|,drobna, pękata, W) czar- 
nym swoin^ pbiprzef.74Biey4b^n^ B|a;.tM^arzy ^ibMajatktbjr 
obrzmiała, ,oosa o>clągp,, oczóir i wJ^ąow c^^pycb, opar 
dlyoh na C749J0, niedbale ^przypzofiaaych i ;fcle kryjącycih 
jifż.przezjieriająęą. ly^sinę; pbo^: ^iiąg^ .«?^ędl Karski w »ka^ 
bjąk prawijd.aigigty,. gdy^.był.wyąaki^^ i ajł- 

(imiec^fiRi jaki)^^. tryumfującym jtacząl DfV5 |>nz@df(tawfia«.ł 
gdy sic; do ,mnip zWiżyji książę LuJ^eclęl,, r^ickł odzyw^r 
jftP si9f^4p. papie ;,,^Pąą byieś >y, rządzie Kąięgtwa Wa|:^ 
Sjt^w^Jiipgo" >--- /pdfiq[wie<l'^|a^pi . .„ Bjdem refc«en4ąrzeltt 
w Ra^zię.St^nu." .jjZuariB jest. Uf^H^, pąAskiepiórp^^; pią 
^TfijefJząP; cz^ rpi cl^cJal.powied^^ce.koiapMaient,. tab t^Mt 
ijoi Pf?J^W)ftwi4; Si* .WJ<3 flio^^ prz^oiw Jgoj 

cyapom, rzekłem :, „^jjBm^ f^kreiMi^zięni' w C^d^cią J 



ndMj Krafidderaeyi i starułem się z tego oi^owi^ska wy- 
widywać jak oajlepi^.^^^Kmęstiro Warszawskie, rzeld 
ksiąd^ I j^ nierównie bogatsze w nrzędaików nloinyek 
i.atelentpwnojFeh oiż sania Stmya " ^ przedstawiłem ma 
petćm prożby i zażalenia Wojewódttwa Łabelsktegc), -* 
rzekł: ^Staa wojny jest tego .przyczyną z ustaniem wojny 
trzeba mieć miti^^yis i neiski' nieoddzielne od nićj 
ostaną; proszę mi to )>odaó na piśmie ^ a co iyłko bę- 
dzie moipa ulgi przyaieśc , ile w jsaoj^j motności i jako Or 
i^ędnik Cesarza, znająey jego dobroczynne dla tego krają 
zamiary, i jako współziomek, nie zaniedbam. ^. Odtąd go 
nie widziałwi, aź aa owćm pj^siedzenin Rządo Tymcza^ 
sowego, o którćm pod Nowosilcowem wspomniałem ^ aa 
kt^fćm ealą jego sofistyezność > gadulstwo i upór po- 
anał^m.- i » . ; ' 

Po rozwiązania Rząda Tymczasowego , wróeił* Ła- 
bęcki na swój iirząd Gabcrnatora : Grodzeńskiego , ozdo* 
biony. ordet^m Orła Biai^o^ którego wstrzymanie przez 
senatora iNowosłkowa/ z powziętój.o to arazy stało się 
jedaą z przyczyn nienawitei ■ jego* 

Gdy rząd Królestwa Polskiego aorganizbwawazy się 
zapełnię pod nanriestnikostweba jenerała Zajączka, z kolei 
apraw pńbłiczfiycb przez wojnę: aa Wie9z<m>^, wziął pod 
rozwagę obraehonki z sąsiedbkiemi dwoi:ami z wzaje' 
mnycłi pretensyj, tak z ezaaów panowania ' tych dworów 
w dawflóm KfółesMrie Połsldódity jałco i€t z czasów Eeię- 
alwa ;WarszawAiegó, szika^no osoby któraby przet umie* 
jętaoić językó^ijr, ekarakter osobisfy nieiilegly i razem 
powagę, dawała r^jmię doprowadzenia iefa. dóskatku. 
Taki ołnraehotiek wypadł 'Oapi^zód z, nćądem. prti8kim> 



— 286 — 

który się o przyspieszenie j6go dopoDshiałt w tyk to^Mru- 
chunka najważniejszą rołę grały sumy baijotskie inety- 
tntów itd. Ksią^łc Lttbecki przeto trezwany został na p(>- 
sełstwo' do tego dworu, sprawił isic jak wr(5*on6v nkoó-- 
czył negocyiicyą z korzyścią dla Polski; mówiorio, it 
swemi softzmatami tak zmącił głowy tninistrom priiskttb, 
ii ci znudzeni i obałamuceni przystali na Wiele j^ądaiif, 
aby skończy 6 rozprawy z negocyatorena, kt6ry łłn przjr 
pewnćj kategoryi dowodził, że Księsitwo Warszawskie 
istniało de Jado^ leez nie powinno było istnieć de jur^y 
A zatćni nie isttiiało. Prusacy przelękli się tćj zasady i 
zdecydowali się niektórems ustąpieniami t>klipM się od 
ntój.'- ' •■■'.••■■ .-■ ■ ■ 

Ukoiics^^oiia szczęśliwie negdcyacya z dw^^fem prtr- 
skim, skłoniła Cesarza do wysłania księcia Lut>eckłego 
do dworu iviedeABkiego w takim samym cełti; Z tym 
dworem nie szły ani tak łatwo, ani tak pospiesznie tńćła* 
dy, powolność anstryacka wfóystko żwłóczyła;- zaezęla 
się polemika na piśmie ze strony Anstryi eiemna, roz- 
wlekła ze strony księcia Łnbeekiego,' jasna*, wyraźna 
lecz nie wdna od ulubionyełi sófiismidftów;' ksiąię liUbecki 
znialazł się w swoim żywiole gaddlstwa i pisaniny , łtet 
skutek się od włóczyła a misy a była dla rządi^ Królestwa 
kosztowną, i pierwszy bttd!żet konstytńcyjny aż do obra-i 
chowania aktywów i pasywów KrMestwa statr^ymatty, 
oczekiwał i wymagał: nkoA^zeńia' obracbanków ż dwo- 
rami. I tn sz(»sę9lHwa gwiazda księcia Łnbeekiegd posłu- 
żyła mn do nkoilczeftia tego interesu z korżyżdą kraju. 
Cesarz Aleksander powracając z Kongresit weroAskiego> 
znalazł się w Wiedniu, książę Łubeoki uobwyett tę porę. 



M7 



imkaciyl flię .pned Cesarzen na svlok^ i na opór nunu 
strów ai^ryackiek, a wj^tłumacsywszy monarsze słnśz- 
noAó pKeleagyi, Królestwa prauł, aby się oeobiteie w4ał 
do ,ei^9ar%a Francssaka o aieswłoezae uko^iczeate rasecay. 
Ce»ąr» Ąleksaud^jr wapwiiiii^ eesaraowi Franciszkowi i 
upalił tiję -na .zwlokę prKoz ttinistriw ^stawianą dodający 
H piio^y ma. było^.aby ta negocyaeya w obecaoiei jego 
okfi^A^zoną zioalała. Dosyó byb tego, aby dwór wiedo6^ 
ajki który: potrzebo w^ aawi^e <patęgi i przyfaini cesarza 
roąyJ^i^Oy skłonił się^ aby interes postąplŁ. Jakot ce- 
sarz f^r^iieiszek. przywołał swoieh ministrów i oświad- 
ea;ył im . wolę swi^%, aby okłady bezzwłoczme okoAczone 
zoatały; lecz Hiiaistrowie w ' iaaem ówictle wystawiwszy 
pretensye Królestwa , potrafili przekonać cesarza Fraa* 
GiąadŁa.o ^iepłaszflojlei ,nia(któfy)eb ^^^ i zwłokę na tę 
n^słttiznońó, i księcia Łmbeeki^go zwalili Cesarz Fran<^ 
cisasfęk węe wymawJ^Ś^c ^ wlokę prziKl cesarzem Ale- 
ks;»odreni, nanczopy . interesa od swoieb miniątrów, chcąc 
zaświadczyć » ie.ma.sz^^ą ebęó dogodzenia Aprawie- 
dłiwyin żądaniom 9 dodała ie nakoniac samjCgo cesarza 
Atek^aadra bierze za M^isA^ą, a co on w !# materyi 
uzna za słasznOi en. przyji^ie i wypładć kaca Cesarz' 
o4wiad€^ył to ;ks« l^ube^^ki^mn i zaiądął od niego 8:^ze* 
giAąjff^ ixify^mą^il wtedy kaiąięLttbecki dawszy >ą jak 
ni^l^łin^ł^ozoraiciłszą, rzekt do Cesarza: ^T<^taz . Wasza 
Ce^ajr^ka. Mo^ aiassz, złożDay w dwoim.rękniiajwainiel' 
szy jurac^niiat . ubiogief o skarbu Królestwa Potekiego; 
słowo- : W«^ C, , Jtoiici , za tym . skarbem przyda nowe jego 
dobrodziejstwo 4la Kr<!d^wa. i juedmiertehtą wdzięczńoAó 
w^llfidzi .w 4f#veaieb mic^zbauców^^ Cesarz Ajeksandei? 



— 3M — 

• 

zawsse. przychylny' KMeśt^m, iiid'dici«ł>«j0gd koBMom 
zobdwiczywać sobie oesarzft FirniietMlca f n^aiMwioiiy i 
przd^onany przez Ltfliecl»dgv>,; g<fy isif- do niego zessH' 
mioidtrowie aiislryaccy, oświadczył ib , ie rozwatywssiy' 
dotMTze oaly spór> przekoiiał się ettlarnioict prelensyi^ 
Kirólcśstwa, a następnie! to siriifo i* eesiinśewi Franeistfko^* 
wi oświadozył; a tak z włeNd<!ta nieiikbnietiMWiiini^in 
ministrowi aostryaekieh ksiąif Lułyeli^i ^tfzymał ^ b4lkń 
ohwiłacli przez j^dno i^owo Cesarza, cy.ego prtez dwa 
przeszło^ lata mozolnej negocyacy i ilo|>ią6 nie móg). Za-' 
siaga ta dzieli się między nieg^ aCesarza, a rśezćj sa- 
mego Geielarza jest dziełem, tv^ni^ ma 4;yłłto ndział zr^0ż- 
nojtć księeią'*w przekonania Cesarza t w niyeia* jegi)' po'- 
wagi. .'•'.''■ 1 

Te ,dmQ neg^M^yaeye- tak< cteezęśKwi^ dokonanej zje- 
dnały u eesarza^ Aleksandi^a ppzybbylne wzgłędy-^ane^' 
goeyatora^ a że' to l^yła* óWila^ w l^f^j minister ^skafbn 
Węgłiński przez propozyoyę' swoją zmniejszenia o dzie- 
sięć* tyslęoy ; Itdicby ' wójeka ;de^gaął na siebie niełft^kę'' 
Wgo Księcia i Cesarza i za urząd podeiękowat, Cesarz' 
do zastąpienia go najcdolniejezy^ osądził Księera Ła- 
będziego i na' urząd . ministra akart^n wezwał. Ki^ odm^-^ 
wił ksiąię • lecz twyni^w ił »obie tymozasoWe zmkęp^MOj ' 
p6ki nie wybbda i nie-posjna^tantt ^k^rh* opaszczonego^ 
przez Węgiińlskiego,. iródełd>(M)bod6w,J niezbędnej ko** 
nIeeznoAoi wyioUMikówi Moyo T^łęe lyeeiia) doWarśzawy/ 
zająłi śłę':rozpoznam€lm fifwe^ |)rz€f2fcnaezeiifa i |)0^zl§h' 
oieoi znajomońiei o stanie łzeezy'' od pomdónikiów sliarbo^ 
wyełi^ iiie ztałlazłezy pfffawieiadfaejgó fliitadasza nh wy- 
dotanie na^łyi» wjMatkoKby zaczął airzędownie od wplso-* 



— 388 — 

wft^feei^ monopolów tybsb, talalify wódki ; diięsa ko- 
SEemeg^/ kubako ; od wyszukania- nbnopolii^ów i spro- 
wadzenia ieh'2' Boby i.' Znalazł się zataz Nowaehowici!, 
który ma znaezne stfiny ' zaliezył ii któi^ gpo siaraz dla 
swoiefa ogromnych zysków radami swemi i pieniędzmi 
wspierać zaczął; Łnb^oki skasował natychmiast samo- 
wolaie wstystkió. goreelaie 1 propinacye nriejskłey ozćm 
namszył niety]ko kotfstytncyę ' zabe%p?eezająeą ' 'Wszelką 
włi^smość/ kfez najświętsze ptisywil^je kMłów i dawne 
krajowe -nstawy. Wzmogły się ' zaraz ńale i skargi po 
Briftdla<$h a^ Szcsególniój w stoliey^ Wszystkie jednak pod 
tytii względem skargf podane do ^Naihióstnika i Rady 
AdministracyJBÓj' za przcimóinym wpływem księek Łn- 
bedtiiego i interesu skarbn, beesknteezńen^i 8^ę'Sta!y. Hie^ 
którzy właM^iele^ któryc4»>lii^wary cały majątek iskłia^ 
4aify, wnieśli; pozwy 'i: Skargi prż^dwi^ifądrfwi^ do sądów 
o utrzymacie ich prky prteywtl^jacli Jnb wynagrodsśeliie 
strat; Wi Ks, Konstanty poezytkł' ten krok wlaóoicieli 
za g<»*sząey npór-izaeliwalsIWo^ kazał prezydentowi' po- 
Heyi uwi^ió skarłącyt^k się! i przed paradą Wojskową 
wywoiió im-z plaea saskiego taiezkalnibłbto' i zamiatać 
śniteóte.' Widok >ien tak^ńpadlająłfysltisztiyoh mieszkań' 
toów y '^^ronl^Eukłł na' d^iedi^ittieó^ ' 'imśki n»n6śtwo ładzi' i 
stałi«ięi powodem powsisebkoegot 8%eiiira»ła;- W; Ksif^ę 
nwkdomiofry o nióm y uwołnió kazał uwięziońyeh^i 'lóefc 
s te|fo><wypadka badtriyoiet władzy^ nłesamemi^ W; Ks. 
ptifypkntkoy podśi^iJó mnsia;ł ndział" w narzekaniu £si%ię 
Łittbeoki^ jako wywołujący swojćm^postępowaniem jsawi^e 
4«tsvi&-do przewidzenia^ nniesiento W. Ertębia. • ; 



990 



ieoui) jaki« pQcxątk,9Wo J^o adiDisiiistra^f a w krają^ro- 
bił% bąd:^ naglony utyskiwMiluni włftjhsłęi^li :zi9i»alitebj 
łHidż pfaekonapy q potrz.ałiie nacbima rucha uwifziooyBi 
kąpiitąłoin qa właanoMl^ch zifoniskich pr^iez moratwriufii^ 
bąd^ pr!^€^i{irMezoqy .0 kODiefi^nć] potrzebie pi?«yjśetii 
w.pon^oc wła^eioi&tom gruBto^nym^ aby kdi mająftiinie 
prz^h^d^ily za ^zees w ręce lądiwiai^y^ wskrzawt i 
^Ak>4ł ;na. BbcIc S^m. projekt sysiteii^Atu kredytoiwc^o^ 
^spoczywający j»ko . dąwnićj odrzi^ooiiy przee Radę 3^- 
tiUy lec^ który. przedstawił jako przez siebie . «|ep9f&<Hiy:. 
lĄhę nie 'Spo4?iiew^ł ^sJę todoe^o op^ra, « gdyż* Kofiba- 
^piiprki głpwoy., wieprzyjąiłi^l tegQ projjekŁn jłit m^i^a- 
silidał, inriBadzię ^StM^. a K^Muiesteik wprzi^d przeciwąyr, 
]|)ieigł ks^ Lubeekiego fĘzeiwsA^e^ przyprowadził jed^k 
^.ąoHią trzech Bądc4^.$tepi| do popierania projąklni. l»sa 
mniiltrowif);, radsiqy i referendarze bi%di^ jako władcicif^lą^ 
|>%d^ jako syi^owie, właieicięli, o^idi.. potrzebę tdj oczeki- 
wań^ potnpcy;, ^e. chodaił^i wi)^' o projekt w jego aa- 
iBad;$iey tee?^ o sz^zeg^ne ^artykuły i dyspozycyCiipogąw 
być szkodliwe; bądii kapjitalislomi bądź włai&cieielom, i na 
t0 ^ew^óąil ązo^egóilną n^agę JptasaiC; . wiapidiciel nieodlo- 
iQnyd j&nąkom ty: . kapitalista; Z^ą^ oatyist^inleacyi 
Sit^^^ica.t nie^ległróe j<9go, ądaiłia, ja^ &ni kaf^iałirta, 
ani dteinik) g^ąf^ £^ęnat^jekty/iy;tttczeg(^dwycb(dyg- 
l^o^y^mk, popiersiem .stdaale 3itea;uea. Utrzymał się 
prąjakt^ ale aaoł.spóijj; księciem Łilteokim,6aiągtt4^ i ua 
Staszica., i,. na ,mnie <jegor urazę* .ttie .pojnoował on nie- 
podtegłodci.^daniii, a Slaa^ie (CidDpki i »n6^y , w aw^jćm 
tłumaczeniu dotknął kilku niezgodnycii z konstytncyą 



— 391 — 

ly^efiiatóir jegio, 'eUm Jego* toiłoió vAHBn% obraził^, wie- 
dział pr^iiesi teg^ ttboeBBie Lnbwk\,,ieiaioltioi9ci jego 
S«B»sci€ łekeewttijrł. — iMy systemat kredytowy ptzek 
moflftrohę pittyjflty zMtał, kMąię Lnbeoki dla -Wi!^iera4ii|t 
tl^insityUkcjl y otwofsył btok, di dla opatrseatfei go # ftint- 
duss&e zaesEął prv80 postaBowlenia N^iofiestołka gatoąć 
do mego aafmsy^ i saniy wSBysekidi kas prywatB}'>eh i 
pBkiMmaiyfih iostytiiUw; z^d nowe spory z Komisyaciii 
a ff^j»^fółai<i ze Staiaicefti , jako dyrygującym fundth 
szaui górnictwa; ze mi^ jak^ opiekającymi się towarzy- 
stfi^ii ognrowćm. Po zajęcia fondaszó w górnictwa , isłę- 
ga^ł po aam<^ ^BictWQ> wystąpił z krytyką jego do- 
ty^elicaaaow^ c^dminislracyi^ i do skarba je przyłączył. 
Skiszic' pozbawiony ułabionego przedmiotu kopalni Su- 
ebediuow^kichi żelala; cynka, sołi^ której eodziennie do- 
kopać 8% spodziewał) Stasańc, który o górnictwie pisał, 
badał je i na nióm prawie większą e^ęić sławy i ssasłng 
swoich groatował , zasmucony, zni^hęcony, złożył urząd 
Dyr^tera J^ieralnego .w Komisyi spraw wewnętrznych, 
% ^assmeni do ]UUnistra skarbu żalaini i urazą. Namiest- 
nik słodząc matę przykrość, podał go na M]n'stra Bta- 
BS i ord^ t Oi^ła Białego mu wyrobił. Stetszic odtąd o 
graniczy wszy gortiwoió swqją pracami w Komisy i Oś wi^ 
ocenia i OTowarzystwie Przyjaciół Nauk, acz niestygł rna 
^htcłm, słabł zgryzotą, rozbierając niektóre olbrzymie A 
niepoty toczne , fai» niepodobne do wykonania kbięcm Lii* 
beeł^^o przedsięwzięcia, w ktćre go technicy dla swe 
go zysku wprowadzali, i kibo wewnętrzny żal pokrywał 
pogodą czoła, gasł nieenacznie i tknięty apopłeksyą, z po- 
ars^eobojw^iiatem skomli* ' ^^ ^ ' 






wu 



.•^'.' J^.wi^o ftoatgłem iiąłpla<)ii b^ł^.s|y:QM€itoi-S)^rtt 
(K^ł$ciam>d: spotkały iMMb JQas^)|)fm wydiu^^eiiifl^ .Kisiąi^ 
Jjttbęcki • eay tmie: i gioiriiwie J^^^ty imf^kAembrn dsaita 
j>iibliosiiego^:odbryi^l i cNikOp^wał w^yatiujB Ąmduftse 
itiiró^a jakiekołwiekii : Wnł^rb0^IKrfi|ekt.d« Rady Ad- 
t¥iim6tracyJQój pobdm.iiiektóryjeb podaiisó|iv,>^e2 dekperl 
jcofiarski .i&araz po ogłosadaki Ki^óiestwa Pofakiego, ai do 
iikońef^eBiajeneralnego obraełmnka' międty krajem a rsą^ 
dem, zawierzony eh; Projekt lea tyczył 6ię^ tuioze^Iai^i 
kamisyi: spraw, fK^wactrznyeh, jako gospodyni krofo. i 
^rządsąjąeój li w6rai> kornie k^re przez; rząd wie^asie 
M^ojny ^źt ńa lat kilkanaście z góry pobrane z06tały.^Mi- 
ikktesi Mostowski pjfzyniosłszy z JElady Adt^iiiistiiaG^jiićj 
do ra^biom teu projekt wra^ z motywa^oi, frzywoM 
lEmie jako Py rektora J[ene|aloego Adn^inistmeyi i lizekł 
do mnie :{ y^Ki^ążę Lubeeki mimo' mego przeelwMgo^zda* 
fiia upiera się przy swoim walosku, to nie dobie 'zrobi 
iwraienie w ki^ajtt; itiy ibyliMny imrzędzte^ do wyisiaga* 
nia' od: kyaju/ ofiar-, powinniśmy go: bronić i ob^lawać 
przy ntrzy mania f dekretu cesarskiego^ at do ztakoneB^nia 
jeneralnych •obraohuakfew ^ weźi toi wygi^nj ^ tym da- 
eha umotywowane •pk*zedstawieaie^ które na pi^zyfzłą sor 
syę zanipacf $ mdwiąc nast^sioie M urną z iHi^ssajem iro«- 
ckii O: /fiskalności . nowego ministra Skaiba i o jego. pod 
tym wzglijdem >»^yobraźema€li> obtuiził. welnti^ie ty&ą 
do-kirytyki jego^ czynnoici. Wt^in uspos,ob(i0niu zaaia^ 
dłem do napisania nie prii^edstawienia do BadyAdsnHiU'' 
Mraeyln^jj leez rp^ojoktn myśli ,do^ przedstawienia dla 
samegcrvM^to^sI^^<> d^ j^^ rozwagi ^ l»opEawi<»ia^ 
wymazania^ przyjęcia lub odrzteaoin. W.prajpokde 'fym 



~ 803 — 

ci^bsawissjr nielegalneAć i nieaprawiedłiwoAó wBioska ml* 
nialra Skarbo^ zgwałoettie dobroDzynnegti zastrzelenia 
Moaarobyi wnioskaląc zniogo wi^cćj aciBku i wyrzeka*^ 
akty. niż. pomocy, dla kraju, wy8taiiviw«ay obraz krajn i 
roioiel^wa Miedwie dźwigającego się z nędzy y przy kon- 
kl&zyi umieieiłein na^ępują^ frazes: „trzeba było ta 
być z naaii w czasatk ciągły eh wojen o ojczyznę i wcza^ 
sach klęsk, ofiar i wysileń, aby powziąść' przekonanie^ 
iź ien kraj .raczćj godzien jest i zasługuje na dalsze ulgi 
niż na nowe nciski^; 

.^a kilka dni przed posiedzeniem oddając moje pismo 
flduretarzowi jeneralnema, w cela przesłania go Mostów- 
akieniij który bawSł w Tarkofcninie, miałćm przezorność 
dudać na marginesie: „Mam zaszczyt przesłać ministro- 
wi projefó myśli do przedstawienia^ raczy minister prze* 
czytawszy go i poprawiwszy^ oznaczyć co umiesżczonćm 
a CO' opnszezonćni być ma ^ a porządne przedstawienie 
natycfaiiibst wygotowanćm zostanie^ , sekretarza zaś je* 
nerakiego ostrzegłem, aby zwrócone przez ministra przed- 
Bta^^ienie, oddał mi do ostatecznej redakcyi* Minister bądź 
że nfoy mnie, nie dość nważnie czytały bądź że mn się 
nidktóre krytyczne zwroty podobrfy^ zwrócił sekretarzo- 
wi, jeneralnema przedstawienie z zadekretowaniem na 
marginesie -„przepisać zaraz i oddać mi gdy będę je- 
chał na Radęf'. Tak się tćż stało; gdy sekristarz prze- 
czytał moje pismo ną Badrie, członkowie uśmiechem 
pt)4;wiefdzająe śmiałą* krytykę dotknęli miłoM ' własnćj 
Lebeckiego, nie przyzwyczajonego do tego rodzaj n kry- 
lyczn^o rozbiorą jego projektów; frazes zaś' ostatni obr 
nził Igo. i i nekf: „A. to jest do. nam pirzymówka, biorę 



— 294 — 

do wiadomośei i^piszę na iio'^. t»)Łie było moje «diri^ 
wienie ^y Mostowski przywoławszy mnie dd si^c^ 
w parę ifiiedziel, oddał mi prawie ikiesięóio afkusltową 
chryję w odpowiedei na owe przełożenia póiarknszowe 
fraćta pagina i rzeki do ronie : „Wywołaliśmy polemikę 
której się nie spodziewałem/ ale będziesz umiał odpiśa<$ 
na to, już ja riagodziłem jego drażłiwoSó" i opowiedział 
mi całą dyskusśyę W Badzie AdmiDistrax;yja^ dodająe 
^,Cała Rada rozumiała «ię z konlduzyi ; ja za6 wziąłem 
do wiadomości odpowiedź Liibeckicgo, tymczasem umiar- 
kuje się on, bo tu idzie tyłko o to, aby się z panem 
spotkad na pióra" „Ale, odpowiedziałam, po co p. mini* 
ster nie z^prócił mi projektu, to tylko była kopia dła 
niego samego pisana, w redalŁcyr do Rady byłbym ta^ 
chował więcćj oskożności i wzgłędu" roześmiał się swo- 
im zwj^kłym zwyczajem i reekł i ^^Nie nie sżkodfJ, ja 
podpisałem ja się tego nie wyprę, odpisz a rozwjliżemy^, 
Dowicdziałem^ się prawie tego samego dnia od j^dla^ego 
z członków komisyi skarbu, iż Książę Łubeeki wróciw- 
s^y z owego posiedzenia zebrał w sesyą jeneralną Ko« 
misyi Skarbu całą radę, i wystawiwszy jńj w nieprzy- 
chylnóm świetle odpowiedź Komisyi Spraw Wewnęlra*- 
nych, i rozwinąwszy swoje myśli do projektu na odpo- 
wiedź, Wybrał na redaktora t*j odpowiedsi Kalinowskie- 
go, największego sofistę , umysłowego krętarza i rozwle* 
kłego w pisaniu > a że wszysey prawie człowkofwiisf Ko- 
misy! Skarbu przesadzali się W dodawaniu konceptów 
do odpowiedzi, pochlebiając i jątrząc ministra :" koiakłu- 
zya zaś była dziełem Bamego ministra i brzmiała: ^A 
ponieważ tu jest uińkszcźony pnecfw Ministrowi Skar^ 



— 806 — 

iMi^ftftrzi^' iż on dąiy da tidemifiaiiifr kraju> kMry cki' 
wiedsioiijF fi^ąg^ł by oddanie pod sąd winnego nrzę- 
dntka^ Rada zdecyduje kto, esy Miniater obwiniony, esy 
redaktor zarzat czyniąey ma uledz Uj karze*^* Dowie- 
dziąłesi się, że minister Mostowski z iAy konkluzyi gło- 
śno się^ roase&iniftł na radaie i rzekł: „Koźmian redago' 
wal a ja moio za prędko podpiąłem, iaden zaas nie 
myUsil Kaięoia ezym& zarantu , wszak prawdą jest , ie 
nie byieś la obecnym w.rokn 1^12, nie ma. się o co 
ol>raJbać, proszę o komnnikaeyę, odpiszemy gdy o to idzie^ 
i potćm Jako poofale i^yjąey z Lubeckim wyperswadował 
nm nrazę, łecz nie wyperswadował repliki. na piśmie. 
Przeezytawazy tę pUkę niesłychanyeb wykrętów, posta- 
nowiłem nic nie odpisać i raezćj nrząd złołye jak webo- 
4zić w tak dzieeinnć i niogodae między powąinemi wła- 
dzami spoiny a raccj^jiswary, i oświadczyłem .io Mostow- 
sktemttj który .zdawał się piisystawać na zamUozenie ale 
jednak dodsd^ ^iź Ksiąśę Łubecki co sesya npomińa się 
o odpowiedź^. Przypadek zdarzyła iż . przeeho<kąc przez 
nlieę BymaJ*siLą, spotkaie^ »ię twarz w twarz z Księciem 
na j^. TOgn „Ha nie odpowiadacie mi nic na moją od- 
poiwfeedśi jai« trzy. niedziele: czekam^ rzekł do apnie.^I 
dJażiy jeszcze Ksiąię caiekaó raczy, odpowiedziałem , bo 
jkię odp&wimy mcv4 nigdy 1^ n^i^ ^^ moina tak uchy- 
biać rzecz- ,pttł)łiezni^ i ministrowi?^ „Uchybialibyśmy 
i J^inisiitowi i rzeczy. pub]icznć| i aobie, gdyb^yśmy od- 
powjedsi^łi* Ptd^wika cizeza, jałową do nicze^ dobrego 
nie prowac|»|ea,i a prizez 'manioiyaitte ezasii Waimcjszym 
przedmiolom ^pptraebiegia^ Ićm szkodiiwsz&y ie drażnią- 
ca,, nie- Jest godną <ani Kmęeia .uni ministrów- ani tak 



powątiHego iKmmadBćiua^ jakićm jest Bada Adistaiatra^ 
ey}iia. Łeca^ija się Księcia jatoićj i otwarciśj Hslme^wy- 
tłomaeeę^ ie oie było w myili' inojć) przymawiać i'obm^ 
żać Księcia^ i. opowiedziałem .mu jakim tntfem niepo^ 
prawiony : projekt dostał się na Radę Administracyjną 
d<]tdając ^po co tn rzeczy obmjtai w bawełfię, Staszic 
Księcitt nie dogadzała potiafiłeś^; go znieclięció i usniiąó, 
teraz ją Księcia nie dogadzam^ oszeeędeę Księcia walki 
i sam się nsanę; piętnaście lat przy róinyck mittistraek 
umiałem zasługiwać na icfa szaoanek, nfnoAć i przyjaźń; 
nie jest^n sączę&liwy wyjedna6 sobie tegosamego od Kaię^- 
cia^ będę JTiiał' Ję pocieelię^ że podzielę los l^as«ioay? 
wyrzekłem to ^ z Tzewoym łAłom, na to stiraęły Izy Lii- 
beekieiha w, oezaclr^ rozczulił się „Anieebże mnie Pao, 
rzekły nie posądza o takie zamiary i. myślif bólfelję jeieli 
księdzia Staszica uraziłem ^ bolałbym więei^^: gdy byd 
z mojćj sitrony ten s]ł6r tak, sobie tłoimaczył;' ja tylko 
chciałem spróbować się z padskićm piórem. ^ Odstępnję 
więc i od projektu podatkowego i od odpoWiedzi w do^ 
wód jak cię .szanuję i pfoszęo pw^aza i u&ość w m^»- 
ją^ a: nigdy się < Pan na ńićj nie' zawiedaiesz^ i wziąwszy 
imnie . pod . rałaie, . długo zwykłym- sobie sposobem tto(mar 
czył się; Uści^n^iiu^y się na wzajem i' rofteszii iw naj* 
lepsaćj^ harmonii. Z tdg6 atoli wydarzenia wyciągnąłem 
dla sieibie przestrogę i naukę^ i nieprisestępną odtąd rid- 
ffidam vitde, aby hądi na pr^^wafoei, ł>ądż na pnUkzne 
korespondencye nigdy nie odpowiadać w^ipi^rwisaójcimili 
oburzenia lub obudsooój w sobie buniorystyki^ 'bądź do 
satyry lub chęci dowcipkowania, łecs wekaó wyMawie- 
tiia iółci i pobni^; ilei razy zaobowująe śdiłe to pran 



mih'i'4t^A^^ ^ oipiMi H tfioKDjiiymiiiiDjnrtain t prse- 

itrawk^ntei isottwagą fUnnm-f sufaElmn* HiedoraebznoAcią 

8kw4q[iHire mejfm pomytiy. Kle^^nikoga nie 'obn^Uió i sa^ 

€bow«i6 pfs^aeMł pMgnie;^ radsę niii ' się . <rzyaibif& ttiego 

iisbeckngO; entiti^ imivi^ aposobfioM {ntcysfo^ i teśai 
ttfttd&^pirwfliidjf^^cliefał. "limie' :o^ i^zj k$,1dt) 

djrflltaiiyi #bhifBfr^:j^ iiaiA dorocpiiiyBiibiiclięttaiy. nie 
ftS^BSB^ifii.iii |M»eii«v»ł i'id^kAir; Mwydątlułw^bii^ 
^^ie immf luHcaleiD ; e0 mide-nttńleałona krzjwi^sie 
się 4iieiA, lcole8d# t i^dw4«diiyeh' biimiK8ł6w;<'Nie iti6gł 
ii^ atoli i wsgięddiii ttnieiołrt^^ z^togotiiepoehlłslbnego 
arliiiieiMłi'iBMftmiA«b^ ie- '1}^tt pińfigdaiii prowadiić i 
^ii^iiuMKftó się- dąją.< ; •: u: . •. -;'•'. ' ri 

Gkfty^ 19 png^zyity- okropnego gm^obiciay •kfómgo 
.WBU^ieh wiMkaefa deśwuldilzyłisiby podafemi proMic ei «i- 
tawtaeyf .# <f»odatkiiełi iialetąi^ ni się z pni#R> 4 przeU 

Wii irit *podiEifi|: As^ioaim' a. «apł»enie>^ą]t«ate{^0icii V7]^* 
Alttdbottć} .za Edit^^ghra Warftzaiirskiaga . poBsyi? 7i^a<|est 
taulęlft teieAjrtofidy iylko sńy d«<raj jńJMiiie^od^alifiiiiy; 
>eafek|ileii pfifci^karb bj^ wa^inątaide^ teratftkiedy jeiit 
mdi otMm i a.flfciBifltdr::rózraiies płeniądad^ na pefsye^^i 
/gKąlyfifcaoy^ nwpidi' bmiarytó^r, podam prośbę o wypki- 
ioe«9< fili :td| ^e^eAoi, ^fo potrzekojlę^j^^ iłms' 'Wołę 
a. tiićj żrobid użytek, dłśr dobro łtidti wiejakiego lob* ja- 
ki^ iastytatu;, jak pairaećf ijak* {się aatizepH' ofiftraiai 
ij^MśaSEą i^agodoi* poeUeboy i^kozlezełfii filołUće; ieMb^i 
^^^k> ^p^fiiię^ teFU laiidiiń aś/ ssek^Mkęt rlab W|k1ęAeś 

38 



wyłożył przed Bada Adhiinistraeyjiią bezplata^ Mtt^H M- 
j8>ągi:|)ódkląbiiM^ j< itaśoift^%riifyflkatiycvwr9Mi 
atpi iosMwtąne «iiojąiniq^oM^^ d«liKwga. a|ia^ 
(dięvip^zyv^oińij; wni«śkii^^i^ii^M(&^j«^ 

j^ proMi9U*Jddiikii\|>rflieB iMfą i niiiBMro' Mośbę^f^ 
kore8fióiidwc^l4o Slefand^ &]!abo#riLiegQ| liiiiit^»^£Ktt- 
«v^i wyiodni^em. v8ftbfe . ;ż6l jm ^tnłemi igvatyfiinif yiy - l«c^ 
N|}itttłe0V ni^y])<>śdMbUI»yi0aitai'«ki]łefc*iii^ p^Mi^r. i- 
o » t.Bdii^iepiijeBteBe. I^dooi i ;b8tetiit6 tti€j€r wydsmsmto 
izKAię^aii[£4il3tfoluail.|»ftA}iwM jeg^^BMłiir^Iiitttegd upo- 
ra^ zaciętości te tak powiem w swejćnt >fiapi«/4. nafagu 
>gfi»ittt^aiua;i'i>dpteraBiaM8fr«iji| sefistył^ ^tiaj^aśiMN^^J ^ 
-iąj<«r;itj^ibij|ej«e$;^rąwdgr4 :id(idaw8»}c 'do/i^.^fite ;pdjęll| 
Livr\W(y^9io]iriQai^ ^ięilśiwd^i ^TMyAffy i) :^ś4ukttfo ; «> łii- 
tiro,sołtiii'>wy^Wftó ijKiękci rjaką«)i^>«nf4dk w dy«^^ 
Jiidzioiaft^{^nymy(iift»eK(»^ poj^oin diMigidi 

)^if;wi)f^g^i j«aB€|go.p«g4^^A fitiez ^n< pikyaiiot tooiukt- 

ił^yililr :W»mówi0Qi&:^ ii:^iłi6wiąeg^/^tyIko*: ł^ >!m fMi«^- 

}i)ąy >k«a^bofi^yi»h*i€tpiz0d6w4 tiadui^iiolttią^dką. Ma^tjddiM^j 

Bt{f 09iy V ,w ^pit&nfe^ ^za^wi^ze pewny^ime^o przedmiotlit t fupty 

ji^«$ Jiwó>; ^wi\(ń^ xMiA ttęt ^ d^ktńyę « Kstfeieiiii Łli- 
iiiMdkttD w.ipmwayoi^pri0^iMDdka^ i w^eźćm -Ksiąię Mdim 
inMhi i 'Mdtie|^ot«ity4»hr»ft6nia><tib! mj^l^'^i»ą^ i&iribMiii 
c^liipćzegafiał ^^{^ W«żiiioUiiflte pnt^k^oumy^tleeiif rM- 



b]m']t|^ei^>JfcrMiK ww." /j- »!• •■»» .'.. - • - 'i > ^^ 

. ' OUA luMlłe /Łi|bfttki ^ts^^ >Nvfy'^ ppfyąck^aełMii 

dMhod&w.4kiurbawjrolv;Mii<M^ ppj 

«lw«^ jSSTaiwawthiegPi 4 UDieakMiią<JUii i{tadwjrA8Xoiiąnfagf4 
IBogł^^^ ||dfe9t\pnios :{i4dali|ie Ipfftwo^ z wh^leniemihik 
M|iMą<i<M|d .wylil^ngfWiaąti^GKy locs ,kBiąJiQ 'L^boelii; 
idicąG^trzMuiąra dire^o .ńiodtorii 'AdnfiiisMoirjiifiiBMdaf. 
bfMM|6> .G»)itiiitt 4q |Mawo wir J)MiBfM^ iJPKtma\^\ztf- 
khmimwąmmotipaę/^tsA z obufmry^tJiiekł^ryiih , itftjniDO^ 

pnc^wną*. «WysQ*ett)iiy pnfm 'ifaiąiefitDilMtf dal Dakota* 

}imetf9it' A^^n^pnjfhylem ,n«> y6y ifnoci^dzAiiie^) Btiąie 
Łabęcki: j^zy|^Qi|)ftfl.isiłi.. z .iohąi piAwdoiwegouiafijatapta 
JOiUiipfRflMdgoy 'kt[^rQgo^iT^ eśytaiiia ayr^ 

pi»bl<4fi0ia. *trh]f^pQmm9ihQm\ 9obtavkuĘi/9«aV^^"^*KMv^ 
aliaa 'Wpt^s^^^ifififO' J^^dąc > .ivi. BadsM^^Stantilcałobki^ 
8«kf!j4. «kai:boifr^i' b}(ł$in>[raaii]it , cadakkarem ,iingdkUi, 
siht^git) tatu 5)ipaiizife^wtioahi.lifywMlć iQaikńvii^a,ii|^4oh 
ailaai' wife-H) !ddfisqftonicMpi)awą^ stę|UotivegOi wr/teunmtiif 
J^ni^i^ittfięsaozfm^o^ Kń^ ^Labeeki /wziął: ilMmm^, i 
MMzadisąll ^jrtać dii^kałatfii/ aiBrikieniąjąo ffisnfct^^ 
^«Hi»miite^tttk.zaMaiD.adł iz n&zkfor 

jnariilyipv*ta »praelo>»dD wjbkiS^A- i^HoA ht^Ah wfo^- 



irięc DsBitfiafiSk f pnieoaytAłęlii tok jak ezytanym być^po-i 
wtni^flf i Ibeziaradlieibi^^ohmii^m ; U * e oMowy^ d^rMtt 
w żaden sposób nie da sig wywieść MiliarMiiiłiArii 
riuurba^ i f^rsy^ je<|i|^ z aflg4ułdwpo«vi€idl)iatear. '„"Gdy- 
by* było« zaminrep ^Kompsj^t ' Słutfbił i Njiia zosta wiii 
władzy admfiifetracyjii^ wotaeM ipbdMryte$e«ia |iodśttitt 
Blfplb weg^ ^ = redakcyst * mtykiiht wypadiUa^ * tak^ .u 4 ' tę 
wykniebiłem ^tałua Baś;|aka je»l w praiwie; teg4> Moawe^ 
l«iiia nie i dilje^ . > Na 40* ' kńąiie Labeoki zaeriąl ze* siną 
^apittę <o jf^kiiy o wiyraaM(ek, styM „ Ale Molei ;K»i<^ 
ja> teaiipnpidkt redagowaton^ « zdaje mi ««i9 iie ^fl]Hl} '}^ 
s^kAzoam> a gdybym «oMe imwc|b iiie»ła$anle to frayf 
zn4wał , Ksiąti nie, flwprżcezy^ tego p. Matuaewiesowi 
przesfi^ina Minil9tt09i «łEwrba,'Oo mu dały kraj przyznajt^ 
a g^y-I^mątói olrzyiaywał>* tfB i MnIttSewiez mógł «i| 
oinylidy cfaeąc isk^ńcasyć tę bea końe^ dygpntę^ odi^ołidefii 
fli} do protokółów Hady Staon Kstęstn a^ ^Wanaawiikiego, 
i ) pmajlłem o za^ieszaniie doDai^p^|i|e€^o ^iar* sej^yi^ 
Kaimie zezwołił mówiło. „A' ja' aic zafeżę z Phaeiny M 
ifriprotok(tfaQhv. znajdzie się poiii^6^dsE0iit|e mego wiiioeka^ 
^Bałdzfa dobrze Me6ciKs^|że aakiadam jrię, alo^pbdwa- 
^jdiikjieniy te j^ełi'wygvamj K«u|ie odatąpistsui^ego pro^ 
jefctu^ s^iNiedhui tak bfdai^ 9 • dał< wi trę^w ^ NaMjatrs 
pr^niodtem/ pn^lokół sesyr tpts&eds^mHj Bady £Um« 
i J^rzeezytałem' w nim tiitotfpnjilce słowa; „Nnstępaie 
'^nwA !redakoyą artyłsiilu N;N. caiyidłi uwagi I^dy 6to»ii 
^Hk Nl* ii idowodziii, J&.takar rędakiiiya tego allykułu^zclaje 
^hv^ indiraót^ ńm^ytUt^m^^^ admioijBtrąeyjnój wbiawM 
^oAriękazaiDia ceny pasieni!! żtęplpwfgo^/ ^pa iscpi'/^^^ 



— adi — 

^0lnregbx]r -isote wzią^ó* asn^ powód- do? odnMeiria' ptm^ 
^ektu. iMmnler' Bkai4ba -eświad^ozyły it ute ikriał i Bid 
yyofai. t^rmyHi^ łeez aby ta kraseliTWMilisya prsetf wyrafenlej-^ 
^8zą'i fcabdBpteetiająoą' kiaj red^keyę siaintemoQl| iodtała, 
y^amproponofrał^redaŁoyc Jak nairtępiije^ która przyjętą 
„B«6tida;^:^y te wy rasy prseoffytaAoin/ Ktią^^ie^Ltibeeki 
wsfiął<edeiiB!fli0 prolokóh ^liKeiMałMr l^^protokółti jpr^ed 
Msyma, wygrałeś '^P^n I dotrcysiam słowa" ł tak się kH< 
hadfikiwy i nptuiy «pór Ao^k^ył. • * ' » . ^ ' * { 

^ -f Zrtyok kMki tysów «ez drobnych^ wydaje się H^ 
tenąie Łabeeki miaiwięc^ uporii nkfc prsiehpfiaBia > WJceiftj 
Bpri»edaema'i.aftk»lci. wiswolfii rmstiiBie iftż w najźdtow^ 
bryeh radach; ł m^^o^ im^ośiiiralc^enia l^nsociwpraw- 
dsie^/ ni^ dbę^i-d^.jćj poszttkhrailia. AMi di»41ąo' jego 
ży^iO; zawód i obowiązki i na ^dmłoisiracyjtie i polftyeime; 
o^iłó' w pierwAzyn zaw«drie^' znajdziemy wielkie zal^y 
izafliagiswiełfciedia! krają* korzyści' i przysłogł; o tyle 
w* dmgAnr: Naderzajjące i gori»ząbe; szesególoiój w krają 
koiislytaeyjiiym widkie w^dy, błędy, ^dpełne zapoiniiie-i 
nifi pnaaiępstfmeh^^w pierw8zymi'^aw<id2Je» iki^^ inie* 
i^podaiane piigrprawadzene- ffcarb« w^ój jak irbogiego^ 
ko pttstęgo i odłażoaego ; dO^H^itbąeego Btantl ; czynna 
jego ^śM&j fegriaraoM' złndby^ ^{iraićowltość 'niezpiorao- 
i»>y iiiMotóf ■■ i : iHMgic(nś<^ . "^ wykottzflhi y zaprowadzenie 
ą^temaka-kredytow^^go^ipOmoe idamt w^dśeicielott zieni- 
skM^ ntrzynanie kurza łisiów zastimoydi , ' bank ' naro^ 
dowy^^ wa{>aF(^ fabryk tr<górtaicłwa; zgodne za nieśmier-^ 
ielB^Apdzięozneśoł dla itego^Mkiizka; w .drtigim zawo- 
dsie, 4rył)<kl #»dków źa'i(!l£yoi^ których 'te dfbro na^ 
t^BugM^ igiiaiłfy zadaofB kozbtytaoylia pa*ywataój własao^ 



— SOŁ — 

ieiyt rourralBttió ]i4gr(Hawdaoi^b>pMSBiQ€^f m pcMbyieenie 
i iriepołylecziie przcfdaięw^iceia , ina kofMtoielfeławirtigp 
kanału pacbedojojn^ki^goi , na peoayib , gr^iytilisMye - i ka- 
tew ledwie: nie prsekilpBiwom bbarąklernr.iMMfoilofwego, 
ai do stancia^ jego wrodtoo^ * nia azkohetnMei^ otpeB^llie 
$iig ladiini auuiSj saiiiQrini % ciiofy jA >£ WykrętMr^' nie- 
tDOralnośd i ołicłvro6e»> pofwiet^enie. im «iann|da: bJudKO, 
(2 kf irym oo zraMli ipa jego usanicdia się , trndao' sad 
tem nie jęknąć), wynoHz^iie ^iyoh aanpyob lodzi na «iiaj^ 
wyi»ae polil;}!Cznetarlęd|y> są towise^ Jak iM;ti'kIy jak 
błędy, są- to .wielkie^ cięibie .wiiiy^ lak, te bacsąci napo-i 
wszeeb^ie: z nieb nieabooteniowanie, na ostatnią* dtaKwa^ 
Iłzaoyę ' arBędników, wątpliw<s6ei podpada czyli zAraąd 
księcia Labeefciega arięo^* k^orzyici czy^«zkfrfy ptzyaeaii 
krajowi , . ąr szc^góbiićj ozy ^ mttf i^^ter , fen iaie iprzyoży t 
nMsię atiaeznie do pn^getolmnia grania; dq rewoln^ 
cyi^ czy nie nagromadził^ do. miy potroddNr^ ;Źe jata* zaś 
odwagi /cy wiiłnij zupełnie łirabowaJo,> w pierih^nzyelr daiaoli 
rearolof\yi doT^odauoneni izęsłało; pi^zełąkł się. tęgo . osiegi^ 
sięr. nies^odziewał^ ' ^ przestpiicba i zawikłał się ; ^ nią ; aa^ 
slępnie spostrzegłszy nic zAp<Mtoo) oiezrępania się n^yoo- 
fał^ 'a w ki9ńcu ołiazałfzapełbą nieBdjiiMBOŚć ebiindotera 
Mikołaja, < w CBÓm;al6gł; pochlebstwa i zatroznniiałi»hn wła>- 
sa^j. A jednak powisieji byłby iepi^psyniowadJioesamft 
Mikcdaja « /naltępnjąo^ przestrogi/ Baz^ oflmjfwiwsay - W; 
Księcia! jakiegoś tądania, aaeiągaął Jego neazę i - wyl«|»^ 
nym. groino został, jedimfc >iiie 4istąpił ; nWieikr Ksiąib 
oskarżył go. przed desaltem 'd <iiiżądał jego -dy ans jfi^ 
Oesarz • plfzysłs} ją aa ręce (Wielkiego ^(Księcia i ^do woli 
bratam i&ostawił Jiłj mśyciai i ksi iMiieBi ^^iełla .lOstsAe 



— aoa — 

ocyonąwszy pokazał ją lylko Łabe^iemii, aby go nau- 
czyć względem siebto ul^łości, lecz wykonania cezar- 
ałuego zezwolenia nie żądid. 

Książe Lnbeeki iwietnie zaczął, zmalno skończył, 
bo w upokorzeniu i bezużytecznie, i zostawił wątpliwość 
ozy większej godzin wdzięczności czy nagany. 



, *, ,1 "t 1...* • . ^' ) -'• I •! ^*< ' 



« 



♦ ,. » 



•I . f i ' ' • 1 . ■ - t i 






n 






I \ 



. i 



, i 



^ . ■ ; ■ c • • • 1 - ł " • , .".•.■: ; . ■ • ■;• ■ . J ' 

• ił./ ' ..fłł» » i. .* . : • ' 1 '•• t ;•' i '.;■;>.•.■ ' 

5 ■ • «^ V »v, ł :• . . / ■:••*• ' .• y *", <•' ' • * • ": . ' 

:'.r -, i.\ . , ^. .•,' _ ••: łi- '.i, ,, '/■ ; . ii jui- . *]\ > > >' . • 

{ ,.v» .*-v- .„.11 ■">-•,» ł •• ■ { r • I,* ..:••'•:♦■.•■ I . 






t ; • - ' »i .. " 

; 1 



4 



Wincenty Krasiński jenerał i senator wojewoda. 



u^tokolwiek i kiedykolwiek ten obraz czytać będzie/ powie 
zapewne — to przyjacićl pisiU* Nie zapieram sif tego, i 
owszem głoi&o wyzDaję, że byłem^ jestem i będę4o śmierci 
przyjacielem jenerała Krasińskiego ^ bo go poznałem 
w młodzieńczym jego wieku, pokQcbałem> szanowałem go 
i teraz te uczucia dla niego mezmiennie zachowuję; dozna- 
łem i dozni^ę jego stałćj y niezmienni i gorącej pi zy^ł- 
ni ; zobowiązał mnie po kilkakroć swoją dla mnie czuło- 
ńcią , wdzięczny mu zatem jestem, i tę wdzięczność z serca 
i przekonania podiodząeą, wszędzie i przed wszyst- 
kiemi wyznawać mam sobie za zaszczyt i powinność. 
Gdybym w którym z moich {H*zyjacioł spostrzegł jakie 
niedoskonałości, nieoddzielne od natury ludzkićj, jakie 
słabości, zapomnienia się, uniesienia próinośd^ wady, 
winy i t d. naprzód ostrzegłbym go , a bronił bym go ; 
gdybym go nie mógł poprawić a zatem bronić , .milczał- 
bym; ale nigdy ani bym go potępiał, ani odstąpił— ubole- 
wałbym nad jego wadami w cichości, a języczną złoMi- 
wość zostawiłbym tym, którzy zazdroszcząc tego, czego 



~ 806 — 

sami nie mają, rnssezą sif Ba kałd<j wyższoiei potwarzą 
i ffdsEem swojćj nitocotoi, awojdf iiicoAei i swegd upo- 
korzenia. 

Hflcąo o jeBcnile KrasiAskim spodziewać się mogę, 
że gdy po prosta ftyeie jego i dawne zasługi w sprawie 
aarodów^ połotoae opowiem, przyjaźń' moja , szacunek 
i wdzięoznoić asprawtedliwioiiemi zostaną, dla łego nie 
zamierzam ani go bronini ani wyma?r{a6. Jedna nad- 
zwy:czą|na 6kołiesiio6ó, zamieniona i zagmatwana plot- 
kami awiedziani^go potwarzą ploekego gmina, poniićj 
opowiedziana tego dopełni. Z resztą nie powiem aby je- 
nerał ErasiAskł był wolny od małych, drobnych nawy- 
knieft , których nabył z powietrzem którym oddychał na 
dworze Napoleona i które w końcu stały si$ jego żywio- 
łem i nałogiem, a które chociaż nie ujmnją osobistój 
wartości, narażają sprawy człowieka na obmowę i opaczne 
Hómaczenie. Nie wyroaumiała na położenie pnblicznoM 
ełłętuićj podchwytuje drobne zapomnienia łub usterki, niż 
ocenia ważne zasługi ; chrzci je imionami wad lub prze- 
winień, i przyznaje im mniej godne cele, chociaż one nie 
skaziły serea osoby pod jój poderzłiwem okiem działa- 
jąc<6ji Nakoniec któż się z ludzi mniema doskonałym? 
W każdym razie życie jenerała Krasińskiego jako je- 
dnego z znaczniejszych z owój epoki mężów imieniem, 
czynami, zasługami, tanami odebranemi za ojczyznę na 
polu chwały, do kistoryi należy. Hisiorya mu odda to, 
o czem ziomkowie zbyt często zapominają. 

Jenerał Wincenty Krasiński od najmłodszych lat wy- 
ehowywal się wśród świetnych pamiątek i wzorów zmar^ 
łych i żyjących znakomitych i dobrze zasłużonych rodu 

39 



-^ 806 -^ 

9.W0go nąciów ; : pierwsfyeh ęzyay, satłogi i sławę po> 
znał z historyi, ceaić. 9tę je naiiozył i naAIadować fisapra- 
gnał; w drugich wpatrując się^ czuł tę sarnę krew w ży- 
łach swoich płynącą, która ich oad pozioia wyniosła. 

Bód Krasi&skicb z Krasnego w księstwie Masowieo- 
hićin i w Wojewódactwie Plookićm, za Piaatów g4y la 
ziemia pod jedaym z dziąloic: tego rodu zostawała rządem^ 
jni znakomite posiadał dostatki, i równie w cywilnym 
jak rycerskim zawodzie zasługami. i ^naazefniem na pier- 
ws^ycli urzędach słynął. Ody wygasła linia Książąt Ma- 
zowieckichi a Księstwo to pod berło królów połsk&eh wró- 
ciło; Krasińscy zasługi swoje i sławę w Polsce gtośnemi 
uczynić umieli. 

Wincenty Krasiński i z .ojca i z matki z wszystkie- 
mi znakomitszemi rodzinami w P<^soe połączony , Hyu 
znakomitego patryoty i wyinowofi^o na sejmie 1788 t. 
posła Starosty Opinogórskjego, wnuk Krasińskiego Poi^- 
komorzego B^iańskiego Marszałka Konfedopieyi Bar:skii^ i 
brata jego sławnągo roznmem i cnotą Biskupa Kamier 
ttieckiego, , wnuk Stanisława ]M[ąłacbowskiego Beferenda- 
rzą i Marszałka sławnego sejmu , siostrzeniec r<^7.ony 
Tadeusza Czackiego, najbliższy krewny Jana Tarnow- 
skiego, ileż w rodzie swoim i zeszłym, i ^jącym niinł 
wzorów i pobudek . do naśladowania. Niecłi^ sobie co 
cbcą mówią socyalne demagogi naszycb czasów , którzy 
p^*zeszłość rodzinną lekceważą i . nienaiiridzą ; pamiątki 
przeszłości, obecne i zgasłe wzory gdy. się w nie .wpa- 
truje i rozpąmiętywa je młody umysł, jeżeli nie zawsze 
są pewną rękpjmiąże je. pol^mek wskrzesi, są przynaj- 
^psiniój tego wróżbą, , 



— 807 — 

Po i§mierci ojca w młodym wieka zgasłego, obj^ 
oad Wincentym Krasińskim w piątym roku opiekę Sta- 
nisław Małachowski, i w. domu przy swoim bokn umie- 
ścił. Tadeusz Gzacki wziął na siebie kieranek jego wy- 
chowania i nauk* Za rządu pruskiego goszcząc u Stani- 
^wa Małachowskiego poznałem go na obiedzie już 
w młodzieńczym wiekn, 16 lub 17 lat liczącego; byłem 
przytomoy egzaminowi z nauk , który przed Czackim 
zdawał; już wtedy w młodzieńcu postrzegać się dawały: 
żywość dowcipu, pamięć, przytomność umysłu, śmiałość 
i niepospolite z nauk korzyści, jui^ wtenczas przebijał 
się charakter jego więcćj ukrzepiony do prowadzenia 
drugich, jak skłonny do poddania się; po^nnę, iż go 
dziad strofował, że się często bez opowiedzenia z domu 
wyrywa zbyt smakując w towarzystwie młodzieży ,. na 
zalotach, próżniactwie . i wszelkiego rodzaju niebezpiecz- 
nych przyjemnościach życie ^ trawiącej i skażono). Jakoż 
. wkrótce jako młody , urodziwy , zalotny , zakochał się 
w sławnćj Wielohorskićj. Kochał się i w innych. Dziad 
chcąp ująć w karby, młodego wieku zapędy, skłonił go 
do połączenia się małżeńskim węzłem z Maryą Księ- 
żniczką BadziwHówną pasierbi(5ą swoją, która przy nim 
i pod jego opieką mieszkała. W związku tym spojonym 
bez miłości, bo Księżniczka nie była ładuą i humoru 
liipokondry cznego , umiał sobie zrobić szczęśliwe poży- 
cie, stałością, uprzedzaniem i względami towarzyskiemi, 
chociaż żona wiekiem od niego starszą była. Ujrzałem 
go potom w Puławach, nie pomnę czy to było przed 
ożenieniem, czy po ożenieniu ; znajdowała się tam cała 



39* 



— 308 — 

młodzież warszawska: Radziwiłowie^ Wojewody Wiłet- 
skiego synowie Miehał, Ludwik, Walenty, jako kandy- 
daci do ręki Księżniczki Zofii Czartoryskiej, Bieliński, 
Brzostowski itd., między tą młodzieżą celował Wincenty 
Krasiński w mnnditrze praskim podobnym do maltań- 
skiego: już był straeił pierwotną świeżość, jednak naj- 
przystojniejszym mi się zdawał. 

Odtąd straciłem Krasińskiego z ócz, nie byłem w War- 
szawie podczas wejścia Napoleona i wojsk francuzkicb, 
gdy Krasiński wstąpił do gwardyi jego, dpwodzonćj przez 
Tyszkiewicza. Wiem tylko, iż żywy i gorący patryota 
przemówił się z Molskim pułkownikiem , poetą, dwota^ 
kiem, autorem poematu o panowaniu Stanisława Augu- 
sta i wielu ulotny cłi a stosownych do okoliczności, kry- 
tycznycłi i pochwalnych wierszy, domowym przyjacie- 
lem Marszałka Baczyńskiego i jenerała Gurzyńskiego, i 
przez to podejrzanym u czystych patryotów; a że Mol- 
ski i Napoleona przywitał wierszami , przez to ściągnął 
na siebie sarkazm dwuwierszowy. 

Jakikolwiek jest los Polski, 
Zawsze Wiersze pisze Molski. 

Krasiński zszedłszy się z nim , przymówił mu za 
ostro, i ztąd wyniknął pojedynek, nie wiem z czyjej 
strony wywołany, lecz wiem, że się na Koziój podobno 
ulicy o zmierzchu czy tóż w nocy przy pochodniach por- 
wali do szabel; nie równa była walka, bo Krasiński 
młody , żywy , gorący, Molski mały , słaby , już szpako- 



— 800 — 

waty i na jedno oko iHepy, ledwo się mógł bronić, lecs 
Krasiński uniesiony zapałem wpadł na szablę Molskie^ 
go i przeorał sobie nos tak dotkliwie ^ że go krew ob^ 
lała; sekundanci położyli koniec walce^ Krasiński został 
ze szramą na nosie dotąd widoczną, jakby za karę 
płocłioAci i nierozwagi młodego wieku; liczne za6 rany 
jegO; które późniój na placu boju zaszczyciły jego pier- 
8i i głowę, kryje suknia i włosy. 

Nie ujrzałem go aż w roku 1810 gdy przyjechał do 
Warszawy już jako pułkownik gwardyi Napoleona, dla 
wybrania z całćj kawaleryi polskiej najdorodniejszej mło- 
dzieży i koni do gwardyi napoleotskiój; pomnę jak do- 
wódcy pułków narzekali , że icfa pułki obrał z najcel- 
niejszych żołnierzy i koni. Znałem go z daleka i on o 
mnie ledwie zasłyszał, znajdując się w teatrze w loży, 
obok tćj, wktórój on był i z jakąś damą rozmawiał, 
właśnie Wychyliłem się z loży i usłyszałem z jego ust 
słowo „Eożmian.^, dama z nim rozmawiająca i znająca 
mnie, trąciła go wskazując mu, że ten Kożmian jest je- 
go sąsiadem w bliskiój loży; po skończonój sztuce spot- 
kałem się z nim na korytarzu , z grzecznóm przymile- 
ńiem wyciągnął do mnie rękę jakby do znajomego i ten 
moment był pierwszym, od którego zaczęła się nasza 
znajomość i następnie przyjaźń. Zszedłem się z nim 
'Wkrótce na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk i 
już nie byliśmy dla siebie obcemi; Wkrótce wyjechał do 
Paryża, i przez cały ciąg Księstwa Warszawskiego nie 
widziałem go, lecz wiele o nim słyszałem. Żył w Pary- 
in ludżkO; może nawet rozrzutnie i ujmował sobie serea 



\ >■ 



^ 310 -- 

nprzejmćin obchodzenieib się ze Bwojemti obeemi, za^ 
weee pilnując godnoici polbkiego wojska i nie dozwirla^ 
jąc waleczności jego zacierać tryumfami fraocnzkiemi, 
do których należało. Napoleon nawykał do niego i wkrót* 
ce go tak polubiła że to zazdrośó^ w otaczających go 
wzbudzało. Mówiono, lecz jiie śmiem twierdzić, gdyż iaa- 
go z ust jenerała Krasińskiego nie słyszałem, iż do łask 
tego mocarza i ufności posłużyła następująca okolicz- 
ność. Na obiedzie u jednego z marszałków francnzkich, 
na którym się wielu jenerałów znajdowała, znajdował 
się i jenerał a podówczas jeszcze pułkownik Krasiński; 
wśr<id rozmów o kampaniach i o waleczności wojska 
polskiego jeden z jenerałów miał się odezwać: ^Że woj- 
sko polskie z chwałą służy Franęyi^ na to pułkownik 
Krasiński odrzekł: ^Nie mylcie się panowie, nie służy- 
my Franoyi, lecz wskrzesicielowi naszćj ojczyzny Cesa- 
rzowi Napoleonowi służymy z wiernością, wdzięcznością 
i poświęceniem się, czujemy; zaszczyt, ^ że mtleżymy do 
straży jego osoby, rozkazy jego ślepo wykonywujemy, i 
gdyby mi wszystkich panów jak tu jesteście kazał wziąśó 
na piki, ani momentu bym się nie wabał^, nastało nie- 
nkontentowane milczenie, lecz te słowa doniesiono Na- 
poleonowi, dały mu ujrzeć w Krasińskim takiego osoby 
swojćj strażnika, jakiego szukał i jakiego w Francuzach 
nie łatwo mógł znaleść. Jakoż skoro Bernadotte Ks. Pon^ 
tecoryo posiadacz starostwa opinogórskiego wstąpił na 
tron szwedzki, a jenerał Krasiński podał prośbę do Na- 
poleona aby mu starostwo opinogórskie jako przez ojca 
jego posiadane I a przez rząd pruski wraz z innemi sta^ 
rostwami na skarb zabrane zwrócić rozkazał, Cesarz. 



— 311 — 

^Marował go tóm atarostwem, a tak sosłał pogiadaezdm 
i siemi i kompeteacyi; leez gdy się sbierał do objęcia 
starostwa y rząd polski zrobił ma kwastyą, aie tylko o 
kompeteneyą, kt6rą płacić przesliU, lecz nwaftał obda* 
rowaoogo jako emfitetttę, nie sań jako d»edzica jakiai 
się mnieoiał byó jenerał Krasiński. 

W pn^eciąga csmsu między rokiem 1810 a 1814 je- 
nerał Krasiński ciągle dzielił Napoleona boje^ i był obe- 
cnym jego zwycięztwom. Docbodziły do Warszawy jego 
Bjezaprzeezon^ waleczności ówiadectwa pod Samosiera 
w wąwozach, gdzie szwailron pnłkn jego zdobył te wąi- 
wozy pod szefem Koziotalskim ; wiedziano o jego męz- 
twie pod Wagram, gdzie spotkawszy się z pałkiem ała* 
b6w aastryackieh Merfelda dożonym z samych prawie 
P^daków, wystąpił śmiało i przemówił do nich aby prze- 
cłw Polsce i Polakom broni nie podnosili, lecz połączyli 
się z bracią, na co na rozkaz Merfelda pułk jego odpo- 
wiedział lancami, a KratiAski o mało nie zabity., nie 
wyszedł bez rany, jego pułk gwardyi zasłoniwszy go, 
rzncił się z wściekłością i ledwie nie połowę ułanów 
wykłuł spisami, reszta się ucieczką ratowała. Krasiński 
we wszystkich następnych Napoleona wojnach nie od- 
st^pny od jego boka towarzysz ai do abdykaoyi w Fon- 
tainebleau, nie w jednej walce wsławił swoje imię. Przez 
całą kampanię rosyjską był ciągle przy Cesarzu i świad- 
kiem zdobycia Moskwy, i klęsk nad Berezyną, i niebea;- 
piecznego cofania się i zatartych potyczek w głębi Fran- 
cyi. Gdy Napoleon zmuszony do abdykacyi zgromadził 
około siebie nąj wierniejszych dowódzoów na to sławne 
i rzewne połegnanie przed odjazdem na wyspę Elbę, i 



~ 813 — 

wtedy Połąkotti wi^rtie trasymająejrm się jdgd \^»&w 
wskaaał jedyną drogę ratowania ich ojceyeny przez uda* 
nie się pod opiekę Cesarza Aleksandra. SSapewnial mnie 
jeden z oficerów pnłkn gwardyi polskiej Aleksander 
Broeki jako naoczny , prawy i nie podejrzany Awiaddc, 
iż między tymi, którzy z nim dzielió losy na wyspie El- 
bie oświadczali się, Napdeon pragnął, źyozył i spodzie- 
wał się widzieć Krasińskiego^ T^ecz Krasiński Błniył Na- 
poleonowi póki w nim widzii^ przyszłego wsdLrzesierełś 
Poisk), gdy tę możność losy w«|ny w inne ręce prze- 
niosły, Krasiński nie to osobą Napoleona poszedł, leez 
za ojessyeną. Pierwszym on był z tych wcNdzów, którzy 
chwytając/ się nfnie oAwiadczeA Cesarza Aleksandra, 
wdzięeznośó i wierność mn swoją przynieśli; przyjęty 
od Cesarza Aleksandra równie jak od W. Księeia Kon^- 
stanti^po z podchlebnemi względami, odebrał rozkaz ze^ 
brania rozproszony eh szczątków^ wojska polskiego w je- 
d^i korpus, naczelnictwo nad nim otrzymał wraz z po- 
leeeniem doprowadzenia go do Warszawy. Wykonał to 
polecenie skwapliwie i zebrawszy dOOOną kolnmnę r6- 
żnćj broni żołnierza^ wiódł ją przez nieprzyełiylne i wrzą- 
ce pomstą Niemcy równie przeciw Francuzom jak wspól- 
nikom ich chwały i ncisków, których pan^ęó gniewy 
w nich i pomstę jąlarzyła^ 

Gdy stanął z swoją kolnmną w Pnltt)QS w kraju pra- 
skim, ledwie rozłożył się na kwatery , Prusacy z garni- 
zonu najnienawistniejsi Polakom, wszezęli kłutnią w ober- 
ży z goszcząeemi Polakami, i reneiłi się na żblniei^zy. 
Zawrzały bębny na gwałt, Polacy rozstawieni po wsiaeh 
przybiegli na pomoc i rzucili się do broni; jenerał Kra- 



BU 



skiudii jnt roftetomy ^ wybiegł ismr^j kwatarjf, i wbmi^ 
trwyijMĘy rukny. w>gł6wę krwią «ię ofaial, i łiyłliy m- 
łHtjT). gdjr^by go byfofriytomnoM «ny«ki sle. urartowalai. 
W.MDięratha nlirył si^ u drawt i nienri' erlę okryła- p&' 
tęiialm^ wpk4łoi<do kwmtery/ a, nie- snak^siy/ «ztyMoi 
ga |i0 c|j0aim- pAki tog» d^mn nie' osłoniły 'pi«oporce pol- 
»kii$* Kra«to9ki-4usz krwią 4)bhmy «!& straeił^flreyttHMe^ 
tei wag^dii) eolhął aię-is wc^kieni 'aauRmU^ n#6 eałą^ 
kocżawi^, w pfAup i wrtąee fiomstą 'wofsko hftflio#al, 
kMte .w zapale miaifte e^iinieiiiem i • niesią grońłd, '*oo 
dła^ sk4N>#tti gamifdoo pnuM«go^>łaiwO'«p6l|itoiiAm hyS 
mogło^ BkMM Joomendaoft gam^oim -piiMricieg^ Meiwił «i{f 
z tłdąiafizdnieiii i<w3^n6fvlcąpr9sg»rzeka§ąe mrową kaiid na 
wknyph ^PMamcbn. Krasiteki nki maW miAł -tnidnośei 
w^ttrzyoiąć i ułagodzić emąe^ wojsko, ssdii^' w«^ tj^ko 
ra^jtorte* OęsarsoWi I królowi FraakioaMi, 4 w dai8«ą dro- 
gę kavJRolsee się puśoił. (Fo nń^rbowMw^' sislactieiiie; a 
raziem^ipc^lyieziie poslcpoMiiiie^: z^ada^ło hn - pochwały i 
wzgi^yttt Cesarza Alekaaildi^a^ ktArago zaał aMsanki 
pyzipjiltaf u związki zkrókini Bra(ikitD>' zjednała powa^ 
Bie- a krMa 'Praskiego^ kt6ry kotaaeodaata jgarnicoBii 
w Patdbnii pod 6]^**wo]skowy >oddać kasAł* ...:.. ^ \. 
»^K KriyNAski pnsyt^^^zy do^Wi^szawy 2)ailrie«zkteł'^p#aó 
Gtff^>Bkioh db ilM>ąy.jeg« nałetąey, i.syaa^sylDwadził^^zaeiBął 
tiwloidfliętdomowriraiiiileii&samj^ 09^ za^rzecao- 

Brffii sobie pi%^. rząd sianostWęm ^ii|og6fsł(i4ni; i <y€%6łd- 
wał przybycia Cesarza Aleksandra dla pniedlfMl^enJamu tego 
ifl^esB^ <a ^^ Oesarz jatąe na ^ kongres * wiedei&ski 
ptsybfył^ido Piii)Aw; i tam dni<fcilka 'bawH^ niiał 'Się "do 
t«go nii€9iiBŚy*gdzie się^yi^iekr jaż ;znakoinity<^h ztomk6W 

40 



— 314 — 

9g^Qma49iło»i,TMi gia i^rsałem, taoi^go ipo kilkoleteiim 
niewidsieniu spotkałam; pnymiti.Bię ze omą uprzejmie 
j«k % dobrym ziiąjoiiiym, & mmeołająo' ie m^gę mieć 
nicgaki . wt^y w aa Ka. Adanaa Czartoryskiego^ wziął maie 
pdd r^ę i4ale swoje powiensać zaezął ' f^^Przyjeebalem 
rzekł, ptrzędłi^żyć £!esarzowi Akksandrowi iaterez mojij 
doMjeyi starostwa c^moigtteskięgo, na którą dłagą shiź* 
h^ i ranami zaałułylem u i{^peIeoBa.| spodsiewam aię 
łt będzie spmwiedliwsaym mi faf^łi ziomkowie mot, któ- 
rym Qie zrobiłem wstyda, patwięeojąe. się dla wapółoej 
aam sq»rawy, Rz^ obe^y zaprzeezył mi t^ dena^iy 
Kmsjiię Adam zamulfi w tym rządzie^ nie piamiętał o maie 
a przeeiei. zaduiyleiti na. tti€|akie iU niega względy^/ 

. Skoro ^Kmsiteki: przedstawił aię Oezara^Kri i pnsad- 
łoiył ma «W4iJe żądMie^ Oesarz w d6wM swego. zado* 
wohiienia' s zaekofinrania Sfię jego. w; Piittbiią polwierdatt' 
nadanie NapoleotBa, iiOpkiogótę oddać am nak^lzaL.Nie 
wiem^.w j^kieh wyrazach ł^ło nadanie Napoleona ^ ozy 
wyr»iaie .na dziedzictwo^ lub Hi tylko w i^waniei Jeiełi 
i90ina było jaką wątpliwoAó^powziąść, rząd Kfńłestfrą 
powinien był bionió skarbu, i^Hco^sam eesarz Aleksander 
mógł ostatecznie ją reastrzygnąć^ 1 rozs^zjcgł^ T^^ml^ 
Kjra^Aski* została razem panem i kompęteqojfii :^ 6000 z^. 
i i dziedzicem Oflnagńry, któit| - pMni^j nabyeiaifeL , po-* 
większy! i na^ordynacyę z pizyzwdemem paiaująocigo 
zmiemł, kompeleno|iime:pabieKiyi^ lecz; ją nłH>łszćj Uaii 
Krasi&akicb odztąiuł. .^ . , . 

W ezasie puzed.agloeaeniMi. Królestwa .i po jego 
ogłoszenia^ zamieszkał, jak jnż ipowiedziafen^ pidae^Oza^ 
skic^: dziedzioz»y).żony^ wyrepaisował I ozdobił keszta^ 



— 816 — 

•WD^U' ipracliiiDii kMre m Aarbeów Radu wiło wskich 
i Krestśskioli nagrotnadrił , Mię jedoc napełnił poiireta* 
mi pnadkóWf których ^sęchne 0taraiinte wystukiwały 
(ebeena demokracya nazwie topróinodeią, to było tylko 
naładowaniem obyoaaj(Vw przodków), zebrał piękną i 
bogatą zbrojownię z stMroiytn^ i nowoczesna rzadkiej 
i bogato oprawnej broni, o bibtiof^ece nie zapomniał, do 
którćj stare dzieła ztrieral^ nowew ozdobny ołi wy daniaefa 
sprowadzał.' Zaozął pmwadzić' tycie przystojne , wysta- 
wnej^ wał częste nczty i obiady, na które obojga płci 
z śwf^diejszyeh rcKlów zapraszał; na jednym z takich 
obiadów bądś przez zapomnienie się, bądź przez zbytnią, 
żywośó wymknął mtt się frazes, który mógł zachmurzyć 
na niego ezoło^ Oesarza i W. Księcia ; opowiadiił on z en- 
tnzyazmem i żywoieią czyny i boje Napoleona, uwiel- 
łnając jego wielkie przymioty jako najpierwszego boba- 
tyra świata: kobiety obecne, zostające pod Awieżym aro- 
Idem cesarza Aleksandra, mimły może słuszne powody 
w 4^wój chwili , jako Folki przenosić nad Napoleona Ale- 
ksandra i uwielbiać wspaniało jego znalezienie się ze 
zwyciężonymi i z samym Paryżem. Jenerał Krasiński 
w tym sporze odśzwal i^: ^L'Empereur NapóUm e^ł 
Vemperinf des k^mmes, Aiex<mdre e^ ¥mip6re»r dee fem- 
mes.^ Bądżże to nie doszło do wiadomości cesarza i W. 
Księcia, bądź że policzono tona karb rozgrzanego ucztą 
iimysłu, nic to nie zmniejszyło względów ' okazy waii^cti 
Kmstńskiemu przez Cesarza i jego brata, owszem, gdy 
wkrótce jenerał zachorował tstk niebezpiecznie^ że go le- 
karze' odstąjńli i leżał nieprzytomny między śmiercią i 
życiem > Gesatz przysłał bmi swego przybocznego dokt6- 



:ai6 — 

ją »YiUifiS9iy :kMry<g« unUownł; l»i»yfty)ał rod^^ieńnie 'po 
mMofląoif^ . 0| postfpHSi Bdrewbi''łttb (ebordby^' i okafcał 
tropkliwoj!^ ząoho«HiQia.g4> iobie 1 krąjpwL Muetal p^ 

,iio6ci% do. .FO^ppczę^go trybu iyoM^v Mcz^ly eię^ a irie^a 
flj^y^oe «girQ|tt«^^]^ia. ^(^}|ykowyc^ - i cywitliiyeb przyjaciół, 
obcy^ i swołcbi podvótiJ4<^ych i ztali«a^kałycb^ Zji^y- 
kk^^9^,fi»x,9^m uą mąkim plA<»U:odbytóJ> aabieral do 
ąiebie Da.ii9iadw|ei0hecnycb*)«ii«iałów> po^dbimjf^^ 
cejfóYfy Wgśćt ic^ j»ostfMi¥ała aiwylU^ aa obiad. Wiecizór 
.mmn 3SK0Wi^ą]k sict.priiyj^eto, 4ia (loa^fej. iv^e«ołe i 
.sabaucnę i;49^iii^wy irgpd^^y^ Co.lyiko Vy^arsaawa mała 
iiąianakotMitazegp .^: anodzęoHi^ ^ 9iificteiii&9< z naoki^ ro- 
amau^ dowajpu^ was^Btko- to/cbętoio aczfHz^zalo do do- 
ma ^ : do , . którego . uprzej Qi<jt^ i ^ pn&yjesDOośe towarzyska 
gcifiipodai'za . pczyaiągałjir ] ioałe TWar^s^jfaftoo Przgfaeiifł 
Hauk: Nieiiic^Hcicz,^ . PsŃ^ki y Liade 1 Ud. itd lubili tam 
4Q«99sp»i^ i;<f?ioiNi'.rozpMwjy putWąi»d>:3^bai¥fle łab we- 
sołe,/ W daiiB wielkawenO' imlbo&m^f&e a może Mjob- 
fitaze i|wi9C0De do«ł KrątiłNkieb wyeitmi9if i tiiengamc 
■dobcan^' osi^by, lecz ęała niemal piiblieziioiÓ! warszawska 
aż 4a alM^Otów łeatraloyoh tnuiia w Biim> ndi^iali .Krs- 
sutoki, bowiem zaoiedbyitał często siażnicyszyeb , a za 
popolaFOOŚcją ubie^ /si^ ii AOpłBię. iW«»zyatktoh klas je- 
}in9^ setbieJ^ił.^ uAywsilMik j^ w 6a^# lOaoiągłotoiy bb 
rpAwąe% ;ifói.ziiae4ei|i|^ iiieitaz|ł>- atiuprząjinoMą poislągał. 
Mómiwoy, jtck fiiząd | sam W. Kdi^^ k/^lysdli W/Oihi 
Bpidzjejs pnq^p|^ tiaioteM^toiatwa, =Go logo j^dzęcatytt- 
rDp^i^.iechftiiłtii^i.pcwjioduMi^] podliosabą Nftmiesteil»» jak 



— »17 — 

Boińy i to lak powieto^ uM^^jąc «if -n nią; doświad- 
^7]^ eseg9« prawie ka^y ubiegamy się sa nią dośwkld- 
\e9ft. L^łwo raa odważył atę iM ptzeciw wiejąeema wia- 
4r4»rij ledwie raa obfawił swoje nienległoptiekonaote, 
płoeby.gfliai .odwródł sif od siego i la jMydmaobem pod- 
8B0£iiviaeedw 2 awie&koia praeaamił do si^niwiśei i po- 
imany. 

Po odkrytym apttkoKnsyiaaowUEiego i iimych jego 
.wap6łił|k6w^ snaUslrai fiię wraz z Kraoińriiiiir r Niem- 
cewiezeffi oa obiedue, nie pomnę n kogo; jnż komitet 
wspólnie z Sottyan i Polaków złożony ^ którema p. Za- 
mojfiiktMpneewbdniezył^ prouMidziłB obwiriionyełi indaga- 
4)yje. Nataralnym pomykiem rzeazy o tóm, co- najwięeój 
obchodsUo waayatkioh umysły^ ozćm zajęte były wszyst- 
kieb myśli; ibyła moWa; rozprawiano o nielegalności wy- 
anawM^nego kooiitetn i o trndnóm położenio przyszłego 
sejiliowe^ sądu powołanego do potępienia lego^ co każ- 
dy /dobry . Połak ^ - w^ seren nosi' i doczekaó ^ soMei życzy. 
K{'a8iiMki z zwykłą sobie- otwartością a może i nieostro- 
żaoś&ią iH>zprawiająCy nie taił h^ndnego poł(^enfb. „Ubo- 
lewam 1 rzekł I nad nierozwagą i < zasinieniem :ty6b, iso 
aię dali wciągnąć w -spisek rosyjdd przeciw cesarzowi 
A)eksan4rewiy lees nie taję- mego przekonania; że^ komn 
a ' nieb' dowiedisionóm bidzie należenie do spiskti^ mam 
go <aa\zblNfedąiac6iai stano, tm naraził nsizgnbę to, cokna- 
my, i czego jako ciało konstytn<iyjfae t^ jest senat obroń- 
cami od wśzełkiebK zamachów! jesteśmy, a jeżeli mam za 
K(^jeiśw> 'staną eywttnyeb; podwógnio uważam za takicb 
'ifficlskowyeby^ jak npi .Krzytonowskidg^; fclśry zgiłałoił 
przyaijgigi r^ieńką^r wi0hi<M&6tdioi'ągvłi9> pod ^btdcą shł- 



— 318 — 

ły.^ Nb to Niefflcewies z oburzeoiem i żywoimą rzekł': 
^Więe życzenie niepodległa Pobki jako Polak uważasz 
za zbrodnię stenn ?^ nie pojmane tego patryoty zsiu ^ * który 
dotąd wyznawałeś.^ -- „Nie iyóseDte potępiam, które-saiń, 
jako dobry Polak w sereu noszę^łecz kuszenie się nicrażwa- 
iae o dopięcie tego żjrezema , niepodobnego w t^ ebfwiti do 
niszczenia; a przez t<i zgnbnego i równie przeciw Pcrfsce 
dziś istniejącój/ jak przeciw władzy , któp^j zaptizy bie- 
gliśmy wiarę występnego." — „Więc oskarżon}«ofa potępisz 
w sądzie sejmowym?" — j^Nie wiem, pójdę za mojóm 
przekonaniem y według dowie^buonój lub niedowiedzion^j 
winy." Po skończonym <ibiedzie wyszedł' Ntomeewtcz 
rozgniewany mówiąc do miiie: „Od^d nc^a moja w je- 
go domu nie postoi i rozumiem^ że katdy prawy czło- 
wiek to samo zrobi. " Niemcewicz był wielką powagą jak 
wisidomo dlei pńbliefsoój opinii; skoro się ottstrychnął od 
domu Erasitekiego ; a język jego stracił miarę; skorcr 
jego zdania zaczęły obiegać inne domy, wMu odi^rycłtnęło 
się tak^ od domu jenerała; spostrzegł to Krasiński i w pa- 
rę dni przys^dł do mnie a nie zastawszy uMne, utałał 
się przed moją żoną i zapytał, czy ł mnie obnrzył Niem- 
cewicz {N^zeoiw niemu? Poszedłem do niegO; a wyrozu- 
miewając jego położenie i szanując przekonanie , gdyż 
wiedziałem; że nie ze złych pobhodziło pobudek; nieprze- 
stałera bywać wra^ z innymi przyjaciółmi; którzy uczu- 
cia jego tak znali jak jav 

Gdy nadszedł sąd sejraoWy; Krasiński łącząe w so- 
bie dwa ch^aktery przeciwne sobie ; jak wielu wojsko- 
wych zasiadających w senació; jałp adjutant cesarza i 
kom^dant gwardyi^ każdego dnia musiał się stawiać po 



— 819 — 

ratkMy ; b%di dą diwUę do spełoiMia tej powraaośot 
wybrał, bądź z rozkażą W. Kflięeia, po kaid^ sesyi senatu 
dot ąiego 9pie«cy ó . miisiał ; dońó ie żle aprzedaona publicz- 
no&ć )ui mu to 9a wi<ię poczytała, ełiociaż osobista jego 
poozeiwo^ stawała za ręlsc^mię^. łe względem esób są- 
dowyeh i niepodległiM&oi iob zdania tajemnicy nie zdra? 
dzid; ale któż, nie zaa gmiau? jaki je«t rodzaj potwaray 
kiórcgoby sobie zakazał gdy kogo znienawidzi? Nie^- 
tracka było (jaieli W. Książę cheiał wiedzieó 8stezeg(^-> 
łowe £dii»ia sędziów) wymagać mportn od Krasi juduetgo, 
było bowiem w senacie do&ć takitib, którzy z ochi^ą 
W.tiy. po^dze.się ttbięgall Sam zresztą prezes sądn 
seJHie^e^' fM»y !l^eliiiski , przynosił codziennie wiado^ 
mońci o^przebi^u ciprawy do jenerała Kosseekiego z proś^ 
ł)ą, aby W. Księcia zaręcaał o jego wiernoiei i iprzy-* 
wąązanin do olie^iegó stann rzeczy. Byłem obeeny te- 
mn wyznaniu jl pst samego Biełińskiego. Kiedy BieUft- 
ski nmarł^ młódi akademickia płi^ z ftrdmny jego. aa 
pamiątltę między sielne, rozd^ieruła, .a Zygmunta Kra- 
sińskiego myzaomelsiaego i naj^daebetntejąze^młodzieA* 
ca za to, .ie posłuszny rozkazowi ojea, ucbylił się od 
tego Ql>cłK>du, odarciem go . z wyłc^w akademickich 
znieważyła^ . Wieła z jutpflanycb śmiałków, . którzy pier-r 
wsi ręce wznieśii; dlui : znieważenia ZygitiuntaKras!ń9kie^ 
go^ dziś posiada intratne Uf zędy , u ołneenój wł^zy jest 
w isnsiczićttłu ,. kiedy przeciwnie Zygmunt KrasiAski ,< już 
dziś mąż dcyrzaly, trawi życie, jak męczennik najszla-^ 
chetniejazych uczuć i,ć z narażeoiem iosu swoj^ rodziny, 
dowodząc ciągłe y,( zim był. już podf^wezas^ i jakie zaaa* 
dy prawdsuwój milośei ojczyzny w .domu rodziidełskim 



— 8J0 — 

prowad^ne W naturę mu się obróciły. 

Na^dsaedł naicDoiee sąd sejiuk^wy. Między Bifkupam 
zamdającdmi w Bim , którzy eiię 2 przyczyny dwiętośm 
ieh powoluBta. wyłączyli od notowania, ^^asiadał bral 
mój biskup . Kalifiki ; przez niego wiadiijiałem o każdóm 
taga sąd^i posiedisoiiin ; otóż brat raó}^ rówate Jak W&ro- 
DICK przedemną *aa6wiadGĆyU, ii jenerał EraaiAski Ka^ 
ełiował się % uimafkowaniem , skłbnniejsi&y zaale&ó tiie- 
winbemi oskarźoi^eb^ niż karać surowo wJanyeh.' Wka- 
teg<i>ryi Krzyżanowskiego , z powodu widocznej jego i 
pbdwójnegoi jako żołnierza przekroczenia, % surowćn i 
oifeitgiętóui przekonaniem wystąpił y I^cz; Ks. Adam' Otrar- 
toryski baczny na- smutne nairtępstwa pobłażania, ssapo- 
biegając/ aby sąd sejmowy nie ściągnął nit siebie zarza*^ 
tu ' konwencyi , il^ówił i przekładał senatowi^ itwzgłę* 
dein Krzyżaislowi^ego sttKOwą spmwiedliwośó zadm wa^ 
■ależy i według praiWa ukajać zbń)dm<^/skoło dowia- 
dziobą i przyznaną została; wi9zy^y sędziowie p^szłtza 
tim żdaaiemy próess Ks« Miełiała Sadztwiła, który wssiyst- 
kich bess różnicy* rad byt wideteó uwołnioiiymi. ' 

Niechętnie widział Wv Książę K onslanty ' łicznie zgro- 
madzającą i^ię pnUkznoAó na' posiedzenia fiejmc)weig<> są- 
dn;- jako urzędnik, raztyiko i to na kr^th^ moment ssaj* 
rzalem '^ jego- sali , * i widziałem (siedzących \ na ław- 
icach oskarżonych y tych KatarnAw^ u których łedwiei 
mech młodrieńczy ustąpit miejsca wąsom , widziałem 
młodego Plichlę y- sekretarza protokóliśtę Radjf Stanu, sy-^ 
na ^słusznego onłowieka ^ędziei^ apektcyjnego ,* którego 
ejeowskie' zasło^ prosto- ze ązkół do kajDcełaryt fiadj^ 



~ 321 — 

Stann wprow^driły, % nadan^ ważności jego osobie i 
z natury /iarzuttt i obwinicnia broniącego flic z pewną 
eblabą; widziałem Alberta Orzymałę referendarza Statitt 
z nśmiechem zadowolnłenia gotującego się do podobnój' 
obrony, że można było zgadnąć, iż myślał t „Ja wam tu 
dopiero powiem i zadziwię waś." Odszedłem ze smutkiem 
ale i z ubolewanłem. Jeżeli ważność osób nadaje wa- 
żność ezynom, irie 'mogę odgadnąć, dła jakich poWódów 
władza nad tym- krajem panująca, przedsięwzięła ważno- 
ścią zarzutn i czynu, nadać ważność osobom i posfetwić 
je na takim piedestale; ti'%obaby może^ czytać raporta 
nainistrów o stanie stosunków europejskich i politycznych 
fermentacyi w świecie, równie jak zobowiązania trakta- 
towe żeby sądzić o tem^ może w owć] chwili stało się 
dta, ni6j koaiecanośeią tak a nie' inaczćj postąpić. Gdy- 
by>:ta władza była zamiast do sądu sejmowego, kazała 
trnieSć os^karżenie przeciwko tak młodym i tego znacze- 
nia winowajcom do sądu poHcyi poprawczćj, kara może- 
by była właściwszą, a wptyd; poniżenie i wyjawienie 
w oczach samych oskarżonych nicości ich zamiarów, i 
płochóści ich wiekn, może byłyby się stały chamulcem 
dła wielu już maraących opodobńćj słyńnośoi, moieby 
były odraziły od dalszych podobbych przedsięwzięć, któr 
re lia raz wyjawiły się 29 listopada. 

Pi^zyszedł więc ów w następstwach swoich najnie- 
szczęśliwszy dzień. Pierwszy z pułku Krasińskiego szwa- 
dron, pod dowództwem podpułkownika Zielonki, walczył 
nie be^; sla-aty na ulicach z pospólstwem pierwszego i 
drugiego dnia. Krasińfski zt*ajdował się przy boku W. 
Księcia, lecz ^dy t^n Książę ujrzawszy się odstąpionym 

41 



od pułku Sssemb^a, i zmiarkowAWSzy daeba wojltka złą- 
czonego z podchorążymi, za radą Władysława Zamoy- 
skiego podpisał rozkazj czy zezwolenie do wojska, połą- 
czenia się z zrewolueyonizowanejni pułkami, jenerał 
Krasii^ski mimo wszystkich przeciw sobie i wojska i lu- 
du uprzedzeń, okazał fóadką cywilną odwagę, na którą 
nie zdobędzie się nigdy człowiek, tylko taki, któremu 
czyste umienie nie nie wyrzuca, i którego krzepi we- 
wnętrzne przeświadczenie o wypełnieniu swoich ry<36r- 
skieh i miłością kraju tchnących obowiązków. 

Posłał on zaraz do Dyktatora Chłopickiego z oświad- 
C55enicm, iż przystępuje do rewolucyi i chce się przed- 
stawić władzy narodowój. Ghłopicki wiedząc o nienawi- 
ści przeciw niemu, i bacząc, na jakie niebezpieczeństwo 
się naraża , gdy^ gmin wrzący i rozkiełznany zawsze 
pblegał dom bankowy, w którym Rząd zasiadał; wspól- 
nie z nim na czele pułku jechać zamierzył, aby go od 
spodziewanych obelg zasłonić; okazali się więc razem, 
Krasińg^ki jechał między Gbłopickim i Wąsowiczem; syn 
mój znajdował się wtedy wśród tłumu, i spotkał Kra- 
sińskiego na ulicy Wierzbowćj ; gdy koło niego przejeż- 
dżał, spostrzegł, iż idący obok jakiś z pospólstwa dobył 
pałasza, i chciał nim uderzyć Krasińskiego miotając obel- 
gi; mój syn uchwycił go za rękę i wstrzymał słowy: 
„Oddaje się w nasze ręce, trzeba być szlachetnym i 
wspaniałym^', a wyciągając drugą rękę na powitanie do 
Krasińskiego odezwał się słowami „Jenerale^ ty z namV', 
na to Krasińsrki podając wzajemnie rękę, odrzekł: „Zawsze 
i wszędzie z wami, gdzie honor i ojczyzna.*^ Mówią, ±e 
jakiś drugi z gminu siepacz, w obdartyeh łachmanach 



— a28 — 

ebciał ma sansadć postronek na szyję, lecz go Wąsowicz 
odtrącił. Gdy weszli do Izby bankowćj y jut oblętonój i 
napełnionćj przez krzykaczów, Krasiński wyszedł na 
balkon i chciał mówić do pospólstwa, lecz wrzawa, obeł- 
g\ i groźby ust mu otworzyć nie dały; CUopicki więc 
i Wąsowicz usunęli go od niebezpieczeństwa, ukryli i 
doradzili^ aby wyjeofaaL W nocy prosto z izby bankowćj 
udał się do Petersburga, a odrzucouy od rewolueyi, mi- 
mowolnie poduiesionym został na ten stopień znaczenia 
w obecnym porządku rzeczy, na którym dziś stoi; tak 
io w powszecbnćm zaburzeniu umysłów, w tćj małignie 
Ittdowćj, w tym odmęcie i wrzenia wszystkich namiętno- 
ści, nie wiedzą zaślepieni szaleńcy co sami czynią, nie 
wied^, źe wtrąeają tylko do przeciwnego obozu tych, 
kt<^ych w przepaść wtrącić usiłują. 

Krasiński w Petersburgu ze wz^ędami przyjęty, ja- 
ko adjutant Cesai*za musiał przy nim pełnić służbę. Jak 
się tam zachowywała ma niepodejraanycb świadków w Za- 
mojskim, Lubomirskim, Jabłonowskim, Stefanie Grabow- 
skim; połączył się z niemi jednym duchem i przekona- 
niem, utopił w sercu urazy do ziomków, myślał tylko 
o zasłouicnitt kraju przed zemstą , tłumaczy} wraz z ty- 
mi mężami naród przed rozgniewanym Cesarzem^ wraz 
z niemi łagodził jego usposobienie. 

Po wejściu wojsk rosyjskich do Warszawy, Cesarz 
zesłał od b<^u swego jenerała Krasińskiego do kraju, 
aby objechawszy wszystkie z kolei województwa^ dał mu 
wierny raport o jego stanie po wyniszczeniu wojną ; zje- 
chał więc z dodanym sobie za sekretarza p. Krusensternem 
i koleją objechawszy województwa, przybył do Lublina. 



— 324 — 

I 

Dawiedafaw83&7 się^ te biidko Lublina mieszkam ^ i ie 
jestem w domu^ ua^yehmiąst przysłał do i»nie sztafetę 
abym się n nim wid&kl ; przymtaflte naaze było rzewse^ 
UHiiećKiił muie w tym samym, pokoju^ w którym Barn stał; 
i gorliwie wypytywał, w ezem mi pożytecznym, i usła- 
j^nym być może. ,,Za^my się oddąwną dobrze, rzekł/ ty 
przekonany tak jesteś o mojej prawości, jak ja o twojój. 
Powiedz mi; ezy nie doświadczasz jakiego > prześladowa- 
nia^ a wszędzie się za ciebie zastawię i zaręczę.^* isto- 
tnie nie byłem prześladowany, lecz byłem pod oiągłą i 
pod^rzliwą obserwaoyą raąda, a szczególniej naozehiika 
w()je»nego jenerała Hiirkę.9 odwrdeili się odemnie pra- 
wie wszyscy dawniej pod * mojem. ^^wierzebnictwem zosta- 
jący urzędnicy, prezes Komisyi Bostworowski, mój przy- 
jaciel i krewny jenerała Krasińskiego, os^wiek niedo- 
łężny i słal^ego charakteru, priawie wyparł się znajomo- 
ści ze mną i miikał mnie; listy moje : przejmowano , na- 
syłano do domu żandarmówj i z obojej płoi szpiegów, 
zgołia czułem się . p0d wzrokimn podęjrzUwćj władzy, i 
choć spokojny, nie miałem spokojuośei. Ody to położe- 
nie moje opowiedziałem jenerałowi Krasińskiemu, we- 
zwawszy Rostworowskiego, r^ekł do niego : „ Projazę o 
szczególną^ opiekę dla p. Koźmiana , wiesz , że to ^ ni6j 
przyjaciel od serca, wieszczem był, kto jest, zobowięzaj 
go i przeszkadzaj wszelkim przykrościom, którycb do- 
tąd doświadczał.^^ Odtąd Bo8twoiH)wski , acz nic mido- 
brjego nie ucisyiiił, ziego ile możności, oszczędzał. Włar 
śnie t^o dnia dawał . obia.d dk jj&nerała Krasińskiego, 
Ba ) który równie, wojskowe wład&e . rosyjskie jak i cy- 
wUae polskie zaprosił, a między . inaemi naczelnika woj- 



— 3(25 - 

8kow«go joaMiiltt Utitkę. Jenerał' Krasiński wiiąwMj 



iDiite . £;ą rękę i . prayprowadKtwsay do tego nacaela^ka; 
f^seki : ,,To jesi mój przyjaciel od serca, proszę o wzglę- 
dy cUa niegOy jak go Jeaeralc dobrze posnasz y będziesz 
^ szanował i ocenisz jogo priawo^ć.^ Jenerał Hurko 
pfzy dt<4e wiele ze mną rozmawiała wypytywał się o 
^i^^y? jtt^ j^ S^ znałem jako ^poteia w doma Ka^iDie- 
rza (Grabowskiego w Abraniowioacb^ z którym żył w przy- 
*jaznycb stosunkach, a który był także moim z ojca |H%y- 
jaciełem. Tiaon poznałem tak&e żooę jenerała Burki i 
matkę jej kurlandkę Meden z domu, obie zacne i dabrte 
wychowalne- kobiety; -YTkrótce po ożenieniu mego syna 
oddaliśmy' sobie nawzajem wizyty , i odtąd zaozęła się 
zażyłoś z tym domom, odtąd wzajemne poważanie a 
iiawet .poufałość,. Bo aez w sbiżbie rosyjskiej, Huriso był 
prawymi człowiekiem. 

Skoro, publiezność spostrzegła moje poufałe związki 
z jenerałem łiurko, i moje.* stosunki z jener^em Kj^asiń- 
skim, natychmiast wiele osób tych samych, sz<3zególmćij 
z bliższych urzędników^ co mi^ie pierwej odwiedzali^ aby 
się aaioiieszyó moj<^m przez nich mniemanóm< upokorzę^ 
uiem ze znikłego znaczenia,, któmy mi zadawali pyta- 
nia^ — esy się :nie. nudzę w odosobnieniu wiejsld^m? *- 
równie jak inni, co mi upokarzającą pomoc w stosm- 
kaek z obecną władzą z naigrawaniem :ofiarow|ili, za^ 
ezęli mnie oblegać naprzykrzamem się o instabcye^ to do 
jenerała Krasińskiego^ to do ministra sprawiedliwości 
jenerała Kosseckiego, to do Dyrektora Skaebu Uoibw- 
skiego, to do mioi^rfra oświtecenia Winćentejgo Kozłowr 
skiego, -dąwnićj mego podwładnego.. Te nfq^zykrzenia 



- S36 — 

tóm się na/tr^tin^ powtanuiły, gdy dowiedsiiAO ^ię, ie 
ei paaowie będący dfl»6 w znaezeDia^ nie zapejsinalą o 
dawnym koledze, i starają ^tę z nim zachować stosunki; 
gdy ujrzanO; że jenerał Kosseoki co rok zwiedzając swśj 
majątek w Chełmskim polecony , zawsze fimie odwie- 
dza i po parę dni bawi, a inni wyżćj wspomnient do- 
pytują się o mnie, korespondują ze mną, a acz bardzo 
rzadkO; przezemnie rekomendowanych względnie przyj- 
mują. 

Jenerał Krasiński odwiedzał mnie także , jadąc do 
Dofiajowic na Podole, nie mijał nigdy mego domu, zjeż^ 
dżał na odpoczyn^, bawił parę dni, i szczerą przyjaźnią 
uprzyjemniał samotność mego wiejskiego życia. W odda- 
leniu ciągłą ze mną korespondencyą wciągał mnie i do- 
tąd wciąga w opuszczony przezemnie świat; przez niego 
i przez kilka pozostałych przy życiu przyjaciół, przez 
panią Rozalię Rzewuską^ czuję, że jeszcze żyję. 

Doświadczyłem, jak Krasiński ma serce wdzięezne, 
przymiot rzadki w ludmoh, któ^ry otwiera wejście do 
niego wszystkim cnotom prywatnym, co są podstawą i 
rękojmią publicznych, przez to wejście i ja wci^mąłcm się 
do jego «erea, i w nićm zamieszkałem. Nie z powierz 
chownych więc jego znaków i znamion, lecz z wewnętrz- 
nych uczuć jeco które w nim wyczytałem, powziąłem o 
nim przekonanie, że jest najlepszym w gruncie Polakiem 
i obywatelem ; jak był d<»brym synem i mężem, tak jest 
ojcem i przyjacielem* Byłem w sposobności oddania mu 
małych bardzo i drobnych przysług w nieporozumieniach 
jego z matką, które ta sama matrona, lecz zbyt surowa 
matka, przez ostrość swego charakteru wywoływała; po- 



— 327 — 

esytał te przyfita^ za wielkie i z sRlaebeteij pamięci nie 
uroi^ił. Jakież ja nie mam ma być wdzięcznym za stale 
okazywaną przyjąć w tak różnych kolejach życia, za 
odsonięeie edemałe prześladewania^ a tćm aamdm za spo- 
kejaeńó mego iyeia; wdzięczny mn jestem, wdzięczny 
będę do <imierci. Biada tym, oo doonawazy tego rodzajn 
przysłag i przyjaźni, wstydzą się wdzięcs»ośei ; wypie- 
rając się: najpiękniejszej cnoty, okazują > że są zdolny rai 
podłości. 

Jenerał Krasiński w młodońci swojćj ubiegając się 
za p^ułarwŻQią , boleżnie dodwiadczył^ czćm jest ta opi- 
nia gminna* Gmin w swcyćj ślepćj ciemnocie jak nic wie 
dla czego i za co tworzy sobie t>ożyszeaa z indzi, tak 
z jaką miłością uwieiUal, z taką nienawiścią strąca je 
i depcze. U niego niezćm przeszłe zasłngi, poświęcenia^ 
rany, ntrata majaka, ofiary; z taką zajadłością miota 
obelgi, z jakim zapałem głosił uwielbienia. Biada tym^ 
CQ nie nmieją Malig^mn speme^re vulgti€. 

Jenerał Krasi&ski z prawdziwą . czcią i połmżnością 
że tak rzekę, sj^nowską, znosił zbyt ostre i surowe po- 
stępowanie z sobą matiii ; ta pannjąci^ i ci^pkiego 
charakteru matrona, syna już okrytego ranami z weizyst- 
kiemi znakami honoru na które zasłużył, syna tego uży- 
wającego znaczenia i wziętości nawet u obcych^ uwa- 
żała jako młodzieńca potrzebującego jój straży i prze- 
wodnictwa; dobry syn nigdy się nie zapomniał w usza- 
nowaniu dla ni^j , a nieraz zręcznym dowcipem wyeho- 
dsał z zarzutów nm zawsze słusznych; późne jój lata 
pieięgaował, w domu swoim mieszkanie }żj uprzyjemniał, 
i dowodził jćj, że matka raczój chlubić się takim synem 



— 828 - 

ni'A intt przygawia* była powiiaaa ; alo maitka isbyt oszczę- 
doa, będ^c niewyl^oKiimiAłąnia położenie syna, w kłórćm 
koniecznością się dla niego stało prowadzić życie wy- 
stawne, kosztowne, osiaisem nawe& ra»i*35irtfte, biorąc to 
za niarn<>trawstwo', 7?włag»c«a> gdy eiąU jedne odłttio- 
nego prze« 'Siebie majg^ka sprzedać musiał, gorzkie mu 
czyniła wyrzufy) nie przewidując/ że właśnie, ten sirosć*! 
^ycia zgodny k jego stanowiskiem a« razem zasługi i m- 
ny, przez dary monarchów zrobiły go bogatszym, niżeH. 
b3'^ł przy umdaeniu. ^ •• ' - -i 

: Zamknę' to moje f>powiadame t&m sam6*i zpr^jeko- 
nania' poicłiodzącóm zdanlehi, które objuwiłem pod Sta^ 
msławem^ Ordyiiatem Zamojskim. Jak Zamojsfcicfgo sy- 
nowie, tak KrasiAskłego Syn jedyny, 8% dłairich' naj- 
lepszą obroną i tarczą przeciw wszelkim niesprawiedli- 
wym, fałszywym wnioskom , mniemfantom , posądeenióln, 
potwarzom. ' ' 

Najzacniejszy syn jenerała KmsifiskiegK) Zygmunt, 
męczefunik swoiclł eierpieh «a ójfezyinę, zkiądże wziął tę 
miłośió kłi niej ^ ' jeżeli - me a krwi ojea , z dottiu * jego, 
z zasad , które w* mego ; ptfeez wychowanie^ wsz5eze|>itił? 
Cnotliwy syn od dziecinnego wieku wydołał nadziejom, 
zanłiarom t życzeniom ojca. Ojciec teraz złajany «włe- 
fciem i chorobami, może dziś nie wydoływa wymaga- 
niom, uczuciom, gorącśj imaginacyi syna/ Obecna roz- 
gorączkowana goneracya nic jest zdolną osądzicranioee' 
nió powodów , opartych na sędziwego wiekd doświa<l- 
czeniu i na przezorności, późna i bardzo późna pótci- 
mn<)fśó, jeżeli kiedy ludzie nic namiętni , lecz spokojni i 



— 829 — 

doftwiadczeni opinią pubłioraą skłftdaó kfdą, wyda wy- 
rok, a na nim ani syn, ani ojciec ile nie wyjdą. 

W ńwiecie politycznym i moralnym, przez te same 
działające siły utrzymuje się porządek i trwałość spóle* 
czeAstw i rodzin^ co i w ńwiecie fizycssnym. Te globy 
toczące się nad nassemi głowami w pewnych i odwiecz- 
nych torach, dla tego z nich nie zbaczają, te je utrzy- 
muje atrakcya i repulsya, i to jest sekret tćj harmonii 
w fizycznym ńwiecie. W moralnym pragnąłbym szcze- 
gólniej dla rodziny Krasińskich, aby te sporne sity stały 
się działaczami harmonii. Tego potrzeba dla szczęścia, 
pomyśiaośei i . bezpieoee&stwa tój mlodćj, pięknćj i wiele 
wróikącćj wnuków rodziny, których ze wszech miar, jest 
godna. Radbym, aby opieka i rady dziada, póki go nie- 
bo na tój ziemi trzyma, a gdy wypłaci, daj Boże naj- 
póiniój dług śmiertelności ludzkiój, cieA i duch jego o- 
słaniały i ułiezpieczały ją od przygód politycznych, w któ- 
re tak wiek obecny jest obfily, a w których z bytem 
rodzin ginie byt ojczyzny. 

Oto jest moja oda w roku 1842, napisana w domo- 
wój ustroni, i przesłana jenerałowi Wincentemu Krasiń- 
skiemu : 

Mąż prawy z zmianą doli się nie mieni, 
Wie co zaszczyca czoło, co rumieni 
Wśród igrzysk losu, gdy ma duszę stałą : 

Wychodzi z chwałą. 

Jeźli się kształcił* w starych mistrzów szkole, 
Nie dął na górze, nie tęskni na dole, 
Złość go nie sięgnie bo na straży stoi: 

Sumienie w zbroi. 

42 



— 880 ~ 

Przed pttbonuijrfDi B&e l^ sif iprfriry, 

Żjł bez wyrzutu, unirze be^ obawy, 
Nie schyli duszy — bo wśród wiejskiej strzechy, 

Ma swe pociechy. 

Kiedy mu wttuli w ijitittsżkftch niewiuiiyefa, 
'Wisząc* u Bzyd szezeWocsą prsgijcnuiie, ' 
Powie: liczcie Bię dzieci sz^ęz^cia z innych, 

Sitałości ze nąnie. 

j ■ . ' . . . • 

Pod taką i ja schroniłem się tarczę , 
Żyłem sam z siebie, sam sobie wystarczę — 
I jedna' tylko sępi stare lata; 

Wioie Jaka strato? 

Twa pnEyJAźó krzepi jnnia drogi Korwinj^, . 
Na mą mogiłę wiem łza ci z ócz spłynie; — 
Bo kto wiódł hufce pod Somosiera, 

Ten nie umiera. 



ł I 



I . 



, t 



Wspumnirnia m«je pryuatnc z Królestwa Polskiego. 



^""•^ł^^ 



JNte wiela już liMbi ;żyje t.mokh wspdłezesnyiri}, którzy 
wrai £6 oitią iiiyvpftli tuk fi|)otwarsan(Sj iirzeszłoici. Haj- 
^ick«za czcóć Indności iiiunHłowiy składa się z tyeh , któ- 
rzy re^ołacyą 2d. listopada koniec tój przeszłości położyli. 
JDaieci które, się wtoód rewolneyi porodziły, zdrową sw4)ją 
Mką wnoszą : przeszłość ta dU ojców naszydi jimsiąła 
być niecnośaą, kiedy woleU ńoiiercią wyjśó z niój, jak 
w niój żyć; musiała ona być tem więzienieoi , po k to- 
rem rozlegały się tyliso płacz, jęki, narzekania i prj^- 
kłęstwa, i to samo żwiaideetwo jako siebie tiUższe, 
zabierają albo z. ojst| albo zpis3m sprawców rowolncyi. 
Kie wiedzą przytću nic o tćj epoce od tych którzy żyli 
i znaczyli w nićj i .chcieli ją im dochować; nie słyszą 
wdęc niejako dragićj strony, a na sprawy i fakta tćj 
epoU jako oóie^^tf^ od ich pamięci , nie zwracają^ ba- 
4awcBesgo i ciekawego oka, bo są młodzi, i wolą wie- 
rzyć, jak się przekopać* Nim i^ięc kiedyś, praw- 
dziwa łtistorya tćj epoki spotka się z ich dojrzalszym 
H^ieUem i roauimem, może nie będą bez. pożytku niektóre 



— 332 — 

ogólne uwagi oraz wspomnieBia drobnych na pjozór, n^ało 
znaczących; jednak położenie objaśniających symptoma- 
tów tego ciała ; zdrowia i choroby, które się nagłą 
śmiercią zakończyły. Tak z ogólnych awag jak z poje- 
dynczych Bzczegnłów wyniknie może niejakie objaśnienie, 
czy tę śmierć sprowadziły moralne, czy fizyczne cierpie- 
nia, czy zbytek szczęścia materyalnego, lub moralnego, 
czy też brak i ni^Bdo^tatek jednego lub drugjiego. Nie 
mam tu zamiaru stawiać żadnycli pewników^ cłićę tylko 
jako naoczny świadek kilka bardzo pobieżnych zrobić 
uwag. . • y 

W Królestwie Polskiem * nie tylk^' używalno > nieźa- 
przeczenie dobrego bytu matBryalne^ ,. nie tylko imwiofio 
si^ , śbiano , tańcowano , hulano , ale iKkże uczono «łę, 
pisattio, mówiono, obradowano, a pi*zecież utyskiwano. 
Były bez wątpienia < naduż}^a władzy, nietyłkó oporu 
i^ozkstzoiń nie znoszono, ale zbyt cisęsto za surowo karano 
ten ópóJT, wsadzano bezprawnie do kozy; a nadewszystl^ 
kapryśne postępowanie 'W. Księcia, jątrzyło umyułyj bo 
ńtetiaz uchybiało godności narodowej, }^łe to jednak było 
prawdziwym powodem utyskiwania, aez Wielce przyczy- 
niało si$ do utrudnienia położenia. Z i'esztą nąr^kaiiie 
nie jest bynajmniej oznaką obecn^ij^nieszezęśliwóści, smti- 
' tek i milczenie są dopiero j<^ cfaarak terys^czbemi ' lana- 
miohami. W j^ębi duszy narbdu było pi^agnHmiclegfiłife, 
pragnienie dawnćj zupełniej niepodległości , to jest pra- 
gnienie tego co wowćj chwili' w żaden sposób dopiętem 
być nie mogło. Głuszył to pragnienie dobry 'byt matę- 
' ryciny, a do pewnego czasu i zdrowy ^rozsąttek^ i to nie 
bez dbbry(& poWodÓw, bo któż mógł iytśyi sobte< 



— 833 — 

Augustowski^ i Sta&itUwow»kMij , w. którćj despotycz* 
nymi krdlAtni byłi po kolei: Saldem^ Eepnio^ Sywers 
i IgelstrOni? Inna zaś w ówczetnym sianie Polski, Ro- 
syi i Eon>py> była zdaniem bardzo wielu niezaprzeezenie 
dofaryek palryotów i znaozaAj ezęści powszeehnońei, nie- 
j[)odobną do dopięcia; <lla tego tśi shiszaie wołano znosić 
aez z tftyskiwaniem, nawet W. Ks. Konstai^^o, niż ja- 
kiego Repnina, znostó raez^ pana nit jego sługę. 

WesoMć twarzy, zabawy, owoc dostatków i ob- 
fitością stanowiły pozoruą sprzecznośó z narzekaniem, 
lete w samij rzbczy stan Królestwa był znośny, więc 
go nływano; w diiszy naród był zbolały i ztęsknio- 
ny do świetntejszyck i Iłtstoryoz&ycłi losów, więc uty- 
skiwano. Nie znany dotąd dobry byt materyaloy za- 
prasza- do zabaw I wesoloiei> nadużycia władzy jątrzyły 
ranę; która mote 'byłaby się zagoSa, a przynajmniej ^nie 
tak prędko rozogniła. Bądżeo bądi życie towarzyskie 
było świetne, wesele i swobodne; bawtta się stolica, za 
jćj wzorem bawiono się na prowincyi, w miastach i po 
wsiaeb, W stolicy Kczoe domy możnyok i bogatych wla- 
śoieie^^i, urzędników i prywatnych stały otworem dla 
uczt , zabaw, teatrów, tańców ; nie brakło uciecfh aż do 
zmiżenia. Domy Namiestnika, państwa Zamojskich, Sta- 
msławcmstwa Potoekich , Mokronowskich , Małachow- 
i»kieb, Faeów, Lahekorońskiij kasztelanowej Połanieckiej, 
Krasińskich Wincentego i Józefa, i tylu, których pamięć 
mo|a nie ogaiioia, szczególnłój pod tym względem dla 
towarzystwa obojćj płci jaśniały. 

Lecz dla towarzystwa wyłącznie jnęzkiego , złożonego 
z''OSdłr Brś|zkakomitezych w kraju i zagranicą z rozamn. 



— 334 — 

z doweipu, 2 Banki sgehi e ws^jr^tkiek iiByeiowydi 
zalety Dajpierwsze i jedyne, mlejHo&irńymsi fidm jenerała 
WiaoGiitego Krasińskiego i z osoby gostiodarza i z jego 
mieszkania i z panriątek przeszloód; zgoła z wszystkiego 
co tylko serea szlacbetae i ninysły eiwieci^ie poei^jgać 
może, poi¥abiły» Do tego domu młodzi i starzy spietoyli 
na od^tchmenie w poiifalem^ wy kształoonem towarzy- 
stwie; tam powaga, )»sdautyzm przed proga^^i czaroją* 
cego grzecznością młodego gospodarza i^ładaly swoje 
nawyknienia ł oddawały się naturalnej, mewymaseoaćj 
snadnoścł i Wesołości, tam każdy był tóm cz^ był 
w osobistćj sw«9^j wartości, prayeltodzit nie nezyć, ale 
nauczać się, ale się bawić> śmiać niewiniHe i używać tej 
nieocenionej wesełbśei, która na czole goi^podarza ja- 
śniała; tam Nieiiieęwioz, Osiński, Morawski i Olizar, za- 
prawiali sw^im dowcttpem i^esmowy, tam wbrsze ulotae 
rodziły się i ztamtęd wybiegały na świat i rozweselały 
tych nawet, fetórzy w tern towarzystwie udzłała nie 
mieli. ' 

Zarzucono iemn towars^tstwii w oboenćy chwiU , ii 
za ceł swoicti ż^tów i sarkazmów wybrało Kajetaita 
Jaksę Marcinkowskiego sławnego rymokłetę^ owycb cza- 
sów; podobni jemu ujęli się w- swoich dziełaołi za aiia 
OraUwm pro damo sua. Żeby towaraystwo z 'oajsłasz- 
niejszyefa owego czasu ludzi złożone, ocsyśef4 z tego 
dziwnego ' a w każdym razie śmiesznego zarzutu, po- 
wiem' i to niżśj okażg, że nie ono wybrało za ^zed- 
miot swojćj zabawy Marcinkowskiego , lecz on się«afti 
wyłurał, sam lię '^poraie nastręezał, i że tak powiem 
zomsił nas do śmiechu, I żartobli wośei. Ktokolwiek miał 



— 385 — 

cierpłiwoM liezno jego pisma ; pod któretni prasy jęczały 
ecytać, jeżeli wśród politowania od imiecim się utrzymał; 
meeh spojrzy na postać tego Dajgłapszego , a razem naj- 
zarozumtalszego rymoklety, którą podchwycił w nim Sc* 
kołowski oąjdoakonaUzy karykaturzysta, gdy w całym 
majestacie pyehy i zaroznraiałości , własne wygwizdane 
płody z zadowoleniem siebie samego czytay a dmiaó się 
będzie mnsiał. W powyższych moich wspomnieniach na- 
pomknąłem zapoznanie s^ moje z nim na Wołyniu, fn 
opiszę przybycie jego do Warszawy już obładowanego 
rozmaitemi pismami , i ws^p jego do domu jenera Kra- 
sińskiego. NieszezęMiwa myśl zarozumiałego i biednego 
nieuka, puścić się dcstołicy z uprzedzeniem, że w nićj zna- 
czenia^ sławy, a nawet fortuny dostąpi! Gdyby był przy- 
jechał het pism, bez dumy, bez natręctwa, które tak 
bl skie J0St podłości, gdyby się cfaciał był uczyć, douczyć 
i milczeć , byłby nawet poważany i lubióny, ale przez 
próżność wpsdł we wszystkie rodzaje śmieszności, które 
są jćj karą, a przynajmniej ją wywołują. 

Marcinkowski przyjechawszy do Warszawy naprzód 
acMtł się do Jana br. Tarnowskiego z Dzikowa jako krew- 
nego: Tadeusza Czackiego^ w które- domu jak wyżćj 
wspomniałem już był celem żartobliwóści ; udał się jako 
Wołynianin do Wołynianina, jako ^r^mwr do literatury 
do literata znakomitego i powszechnie znanego. Przez 
Taniowskiego chciał być zaznajomionym z Wszystkimi 
literatami stolicy i razem z znakomitemi domami, ajuź 
prawa do tćj znajomośei przywiózł z sobą w najśłniesz- 
niąjszego. rodzaju i wykonania^ w peemaeie Gorsety szczyt 
rozpasan^ < i krotofilnot-jowialnćj imaginacyi. Tarnowski 



N 



^ 386 — 

nie mogąc się wytndwić natręctwu uprzedził mnie o 
swoim kłopocie, to rad nierad musi go obwozić i łe 
go przywiezie do moie, a odlcrywszy przedemną bała 
jego śmieszność: -Wiesz rzekł, oo na początku zrobienia 
sobie reputacyi uczynił, oto Gor^i^t nąjdziwotworniejsze 
poema wydrulcował i przypisał mojćj kuzynce pani Lu- 
dwikowćj Mataohowskićj , która go pewnie nie czytała.^ 
Jakof. zawiózł Marcinkowskiego do domu j^ierała Kra* 
sińskiego i z tamtąd przywiózł go do mnie. 

Jednego więc dnia wszedł do mnie Tarnowski z twa- 
rzą udmiecłiającą się, a za nfm mężczyzna trzydziesto- 
kilko letni, dobrze wypasiony, fi obliczem ukontentowa- 
nćm , z głową zadartą z czubem na głowie i w zanadrzu 
opakowany książkami. „Prezentuję ci, rzekł Tarnowski, 
pana Jaxę Marcinkowskiego mego współziomka, literata 
i poetę wołyńskiego , którego tu już poprzedziła sława^^ 
,,Tak, odrzekł Marcinkowski, zarobiłem sobie na nią na 
prowincy i , starać się t)ędę zasłużyć na nią w stolicy, 
jeieli pozyskam łaskawe pi'żyjęcłe mnie do swego grona 
mężów znanych w kraju, jak je jai zyskałem u łaska- 
wego hrabiego. Lecz ja się nie przedstawiam przypo- 
minam tylko znajamo6ei pana radzcy^ jako temu , które- 
mu już nie jest obcy mój zawód, gdyż miałem przyjem- 
ność czytać mu moich prac poetycznych ułamki" i ofia- 
rował mi swoje poema pod tytułem Gorset, Poznałem 
po tych słowach owego R^dłałorem acerbum, który mnie 
i Kruszyńskiego udręczył w Annopolu. 

Wkrótce rozrucony przez autora poemat Gorset po 
wszystkich domach wzbudził powszechny między litera- 
tami i ciekawemi śmiech i z siebie i z autora; Osiński 



— 337 — 

pierwszy mnie zapytał, czy czytałem i dowcipnie z niego 
żartował, śmiejąc się przy tóm z pani Małaełiowskićj, 
która nie domyślała się, co za rodzaj poematu przypisał 
j6j Marcinkowski. Ten śmiecłi powszecłiny zabiegł, aż 
do poważnego domu kasztelanowej Połanieekić), gdzie 
rzadko o literatnnse mówiono, leoz książki wycłiodzące 
czytano. 

W kilka dni gdy byłem u kasztelanowej, Ignacy Zapol- 
ska, który lubił swawolbe żai*ty młędzy mężczyznami 
wyprawiać, w zabawnym sposobie zaczął mi mówić o 
poemacie i dedykacyi; kasztelanowa widząc nas śmie- 
jących się rzekła: „Pójdźcie tu bliżćj niech się i ja roz- 
śmieję, jeżeli jest z czego"^ a dowiedziawszy się powodu 
śmiechu, ruszyła tylko ramionami; ale Zapolski cieka- 
wością zdjęty, prosił mnie, abym mn przyniósł to pismo, 
jakoż przyniosłem i w kącie na kanapie czytać mu nie- 
które wydatniejsze wy Indyki zacząłem; śmiech głośny 
ściągnął uwagę kasztelanowćj, a Zapolski w pustocie 
chcąc staruszkę rozweselić odezwał się: „Niech kaszte- 
lanowa pozwoli choć kiłka wierszy sobie przeczytać" 
upatrzyłem chwilę gdy starościanki wyszły a same tyl- 
ko, mężatki zostały się i zacząłem czytać wydatniejsze 
wyjątki. Staruszka zaczęła czoło chmurzyć, a gdy przy- 
szedłem na ^przybytek miłości, którego hrykle i rogi 
strzegą — i na sznurotoanie y wśród którego tmiemka 
pęka a glohiste kłęby służebnic jęk tcydały — kaszte- 
lanowa ręką dając zakaz wzbraniający dalszego czyta- 
nia zawołała: „A pfe, pfe" i odebrawszy mi książkę 
podała Zapolskiemu mówiąc: „Wyrzuć to za drzwi, 

* 

wynuć, spal, liiecli to w domd moim nie' postoi, co to 

43 



^ 338 — 

za drukarnia, która to wydrukowała^ nie ial mi 
autora, ale żal mi Małachowskiej ;" ledwie wyprosiłem 
książkę od ogoia, mówiąc że to jest nieoszaeowany fe- 
nomen głupstwa w liistoryi literatury „Trzymaj więc go 

* 

sobiC; ale do mego domu nie przynoi^. 

Tymczasem Marcinkowski nie wątpiąc o swoim try- 
umfie w całej swojej napuszoności uczęszczał do domu 
jenerała Krasińskiego, szczęśliwy, że mógł się karmić 
dobrerai śniadaniami i obiadami^ gdyż wspomnieć mu- 
szę^ iż był niesłychanym żarłokiem, lubił dobrze jeść i 
szampańskie wino pić. 

Jenerał Wincenty Krasiński napisał był małą bro- 
szurkę o Trubadurach ; w jędnćj z gazet wytknięto mu 
opuszczenia i pomyłki. Marcinkowski chcąc się podchle- 
bić swemu przyszłemu Mecenasowi, odpowiedział na' tę 
krytykę artykułem, do którego pozbierał obrończe do- 
wody z rozmowy, którą między nami a jenerałem sły- 
szał. Jenerał dziękując mu za przyjazne chęci otworzył 
mu dom raz na zawsze, policzy} prawie między domo- 
wników, i dał mu stancyę wspólnie z Balińskim, młodym 
swoim sekretarzem. Ten Baliński był chłopiec wesoły i 
dowcipny; stojąc w jednćj stancyi z Marcinkowskim, po- 
znał wszystkie jego śmieszności, podchwytywał je, uwa- 
żał, donosił towarzystwu zbierającemu się u jenerała, i 
w obec nieg() wyprowadzał Marcinkowskiego na prze- 
chwałki, zdradzał go w jego zwierzeniach, pismach, pro 
jektaeh , wyciągał na spory z sobą, a ztąd na zabawne 
sceny, wśród których Marcinkowski swoją miłość wła- 
sną i napuszoną powagę narażał. Razu jednego w świę- 
ta wielkanocne kiedy Marcinkowski nasyciwszy się a 



— 339 — 

jeserała obfitóm ftwięeonem w najlepszym śnie trawił , 
przyszła wesoła my6ł Krasińskiemu morihus antiąuis 
sprawić mn śmigns. Bali&std będąc w zmowie^ o nmó- 
wionćj godzinie otworzył okno pokojn^ przy którćm 
stał stolik z papierami antorsltiemi Marcinkowskiego , 
zatoczono sikawkę i grubym strumieniem wody wymie- 
rzonym przeciw jego łóżku przebudzono najedzonego 
autora, zerwał się i naprzód porwał swoje papiery i ba- 
zgraniny, zaczął z niemi uciekać jak Eneasz z domowe- 
mi iMigami z pożaru Troi. To go nie zraziło ani od 
święconego, ani od obiadu, ani od wieczoru, na którym 
broniąc się żartom, najboleśnićj wyrzucał sprawcom śmi- 
gusu, że chcieli go pozbawić sławy, którą jednak ura- 
tował.* Tak więc stopniami wywołując przeciw sobie 
żarty, tak do nich przywykł i towarzystwo przyzwyczaił, 
że tęskniono bez niego a i oti przyzwyczajony jak do 
powszedniego chleba dążył do tych żartów, nastręczał 
się im, a raczćj narażał go na nie żarłoczny brzuch je- 
go, który dobre jedzenie jak magnes przyciągało do do- 
mu jenerała. 

Pod ten czas zjawiły się były w Warszawie roz- 
maite wiersze młodych głów, które ściągnęły krytykę 
ludzi lepićj piszących. Marcinkowski chociaż śmiesznićj 
i gorzćj pisał, nie był ostatni w ich krytykowaniu, no- 
wy powód do śmieszności aa którą go wyciągnął OsiA- 
ski i inni. Lecz za tą zarozumiałością przyszła kara. 
Jakaś fatalność naprowadziła Marcinkowskiego z tytułu 
Wołynianina starać się zapoznać z jenerałem Francisz- 
kiem Morawskim, który miał za sobą Woły niańkę, a 
ten najdowcipniejszy owego towarzystwa człcmek, by- 



— 840 -- 

sti^mokii^Hi 4^eimmy gO; odkrył , w warneprafibrimą 
kopalnię wszystkich śioieflznośd jakich źródła jeet w oie- 
wiadomośkci i w głupstwie połąeKoićm 8 pró;fciu»Beią> pychą 
i zaroG^umiałośoią ; Marcinkowski już śmiesssny i znany 
jako taki, ir^z wpadłss^ w te. szpony już się i^moii wy 7 
dobyć, nie mógł. Morawski naprzód wkradł si$ w naj- 
głębsze tajniki jego miłości własn^ , aby wył)adaoe po- 
t<^m niemiłosiernie chłostał; trudno się. było Marcinkow- 
skiemu ieh wypierać I bo się we wszystkich sekretach 
duszy swojćj zdradzał przed Morawskim^ i że tak po- 
wiem obnażył się przed nioi. Małceić własna tak jest 
ślepa, że długo nie postrzegał w sarkisamaeh Morawskie* 
go siebie, aż nakoniee Morawski chąąc dać przestrogę 
i naukę młodym poetom, których brednie już nudzić za- 
częły, napisał lekką satyrę na wszyrtkie niedorzeczne 
wiersze pod tytułem Nowy Parnas ^ Marcinkowski był 
oł)eeny przy jój czytaniu u jenerała Krasińskiego, słu- 
chał i uśmiechał się na imiona wyliczanych, lichych 
wierszokletów, których napaść oa Parnas Polski wyszy- 
dzano i dopiero jak oparzony skoczył, gdy usłyszał (się 
policzonym między napastnikami Parnasu w tym wier- 
szu: 

Pędzi z wołyńskich krajów Marcinkowski dzielny. 

•. ... . ' . . • . , ... 

i najwięcćj go obraził epitet— dzidny-^ tłómacaono ma 
że ten epitet jest pochwałą^ ale tego trudoo było w nie- 
go wmówić, lecz im si^ więcćj gniewał,' tćm>.większeau 
śmiesznościami sadził się usprawiedliwiać swój gniew i 
umyślił skarać towarzystwo zbijające* się u jenerdla 
Krasińskiego, odejmując mu w sobie żywioł i^ powód do 



— 841 — 

irasołości i żartów ; praestał bywać w domu jeaerała i 
rsaeił się w inny rodzaj smiesznoioL Wizyty swoje prze- 
niósł do domu jeoeralstwa MokroDOwskich i do iostytutu 
kanoniczek; i tam to wierszami swemi, to tańcami , to 
grą rozmaitą, którą dla zabawy młodzieży płci żeńskićj 
wymyślał, zarabiał na szyderstwo, gdy2 jak tt jenerała 
Krasińskiego obracano jego wiersze, ixk obracano jego 
osobę, wyprowadzając czterdziesto-Ietniego poetę na sko- 
ki, na walce, na rozmaite wgnioh towarzyskich zasadz- 
ki póki się mm nie znudzono a on tćż nie spostrzegł, ie 
jest celem pośmiewiska. Skoro więc spowszedniał w tych 
domach/ nastręczał się jessu^ae znajomym, a że wiedzia- 
no jego kieszeni niedostatek, przyjmowano go choć nie 
zaproszonego na obiad. Razu jednego znalazł się a mnie 
na obiedzie , na którym był Osiński ; moja żona Woły- 
niańka i znająca go na Wołyniu, wymówiła sobie, aby 
obiad odbył się bez żartów z Marcinkowskiego, przecież 
on sam dał do nich po\vód, rozpocząwszj rozmowę o 
literaturze^ o swdch dziełach i żaląc się na Morawskie- 
go 9^ dany mu epitet dzidnego; a gdy się użalać zaczął 
iż cbyt>a tylko zazdrość przeszkadzać mu się uwzięła 
w tćj reputaoyi , którą sobie przez rozmaite literackie 
prace zarobił, i że gdy siebie bada, widzi się więcej godnym 
szacunku jak prześladowania , Osiński rzekł do niego : 
,,Ja ci się okażę prawdziwym przyjacielem i powiem ci 
prawdę, co ci przeszkadza do poważania, na które z in- 
i^eh względów zasługujesz, i co cię naraża na pośmie- 
wisko wszystkich ludzi oświeconych;* oto głupie wiersze 
piszesz, zizieknij się manii ty ^loklectwa , a ujrzysz, że 
nikt z ciebie żartować nie będzie 'f na<te słowa Marcin- 



— 342 — 

kowgki zemdlał; trzeba była go wódką kolońską trze- 
źwł4; potćm zerwawszy się od stołu zaezął ręce łamać 
i w największym żalu wyszedłszy do drugiego pokoju 
powstawać przeciw Osiiskiema w słowach : „Co to ten 
licby i zazdrosny pijarek prócz sobie nie pozwała ni- 
komu wierszy pisać? G6t on zrobił? Ja w jednym mie- 
siącu więcćj napisałem, niż on przez lat kilka- „Ale 
zmiłuj się rzekłem, łagodząc go, nie zabrania ci, ale ra- 
dzi, napisz jeden wiersz taki j9k Osiński, a wszyscy 
prosić cię będą o więcćj ; nakoniec pisz, nie pisz, a nie 
psuj nam obiadu" nie potrzeba było długich namów ^ 
dotrwał do końca obiadu i rozdał nam bilety na prenu- 
meratę swoich poezyj; to go dopiero ukołyss^o. 

Ale już jakaś fatalnoóć wisiała nad nim, tęsknota 
po dobrym stole zaprowadziła go znowu do domu jene- 
rała Krasińskiego, a włańnie wtedy przyjechał do War- 
szawy Gustaw Olizar, młody, dowcipny, tttalent(many, 
żartobliwy, który dobrze znał Marcinkowskiego na Wo- 
łyniu i przywiózł w swojćj pamięci tysiące nieznanych 
anegdot o nim, i w domu jenerała Krasiństdego w naj- 
zabawniejszym w oł>ec samego Marcinkowskiego rozpo- 
wiadał je sposobie. Marcinkowski tłómaeząc się czy 
przecząc, czy się przyznając, coraz obfitszego do żartów 
dostarczał żywiołu, i wtedy to zaczęła się prawdziwa 
heca na Marcinkowskiego, wtedy urodził się pod dowci- 
pnćm piórem Olizara Partuia i poenia bohaterskie Ja- 
xyaday zgoła zaczęła się kampania żartów literackich , 
do którćj i mnie wciągnięto; Krasiński słowami i dru- 
karnią nadał jój rozgłos; trwała ona, póki Marcinkow- 
ski nie wyjechał z Warszawy. 



— 34S — 

Jenerał Morawski który stał kwaterą w Lablinie roz- 
kołysał w nim gniew na Warszawę i wmówił w niego, iż Ln- 
blin lepićj oceni jego prace i poezye, przyrzekł mu wspierać 
go swemi radami, uprzedzić publicznońć o jego talentach, a 
nadeWszystko ofiarował mn stół i stancyę. Uszczęńliwiony 
tćm nowćm otwierającćm się do sławy polem, Marcin- 
kowski wyjecłiał do LiOblina, aby tam już pieczęć poło- 
żyć swojćj miłońci własnćj i zarozumiałości prawie aż 
do szaleństwa posuniętych ^ gdyż dzió nawet czytając 
w listach jenerała wszystkie mistyfikacye i żarty których 
się stał dobrowolnćm igrzyskiem, ledwie wierzyć można 
tćj ślepocie na wszystkie zasadzki, szyderstwa, którćj 
nigdy się nie pozbył. 

Ledwie przybył do Lublina, otoczony został natych- 
miast uwielbieniami i pochwałami przygotowanerai przez 
Morawskiego i' uwierzył w nie ; jenerał pędził go niemi 
na szczyt Parnasu ! przewidując , że gdy z niego spadnie 
może się poprawi, lecz i to nie pomogło. Nic nie było śmie- 
8zniejszego jak przejeżdżanie się Marcinkowskiego po Lu- 
blinie karetą jenerała, wyglądał oknami i zadowolnioną 
z siebie twarzą obdzielał ukłonami przechodzących. Przy 
pierwszćj zaraz wizycie wszędzie między mlodemi pan- 
nami^czytywał swoje wiersze, pisywał pochwalne, wiel- 
biące młode wdzięki i tak rozkołysany za namową Mo- 
rawskiego napisał na pochwałę Lublina Pobył to Lubli- 
nie, ramotę najdziwaczniejszą, najśmieszniejszą i dla nie- 
go i dla Lublina; wydrukował ją, rozwoził, a że się ra- 
dził jenerała i zwierzał mu się z swoich myśli, ten pod 
pozorem przyjacielskićj rady^ nawpychał mu pełno naj- 
śmieszniejszych, najdziwaczniejszych wierszy, wyrażeń, 



— 344 — 

konceptóW; które on z dobrą wiarą jakby perły W łańcu- 
chu poumieszczał. Opisując np. kościoły lubelskie we- 
brązie kościoła św. Michała założonego przez Leszka 
Czarnego, męczył się nad dobraniem spa4kn do rzeczo- 
wnika mury, które założył Leszek, napisał więc z po- 
krzywdzeniem historj^i — Leszek- wtóry— i radził tiię Mo- 
rawskiego czy ujdzie; Morawski odpowiedział mu^ iż 
koniecznie potrzeba powie(izie<^ licszek Czarny i nako- 
niee wmówił w niego, iż lepiój napiiBać Leszek Bury, 
gdyż czarny a bury bliżej są siebie jak Leszek trzeci a 
drugi* Uwierzył. 

Długo byłoby opisywać wszystkie mistyfikacye przez 
które Morawski go przeprowadzał. Namówił go aby za- 
pragnął sławy dramaty cznój i napisał sztukę na teatr 
lubelski , w którejby się mógł wy^ydzięczyc publiczności 
Inbelskiój za przyjacielskie przyjęcie. Wybrał więc Pszoii- 
kę, właśnie przedmiot do wyśmiania wad Lubliniaknów, 
jak to robił niegdyś ten jowialny szlachcic w rzeczypo-* 
spolitój ł)abióski6j. Czegóż więc nie poplótł w tój naj- 
śmieszniejszej farsie, na przedstawieniu którój obecny 
sam' sobie klaskał. ;6dy się tón najdziwaczniejszy po- 
tw4ic teatralny skończył na mianowaniu^ tchurza Bunt 
dzizucznym Bał^ińskim, gdy mianowany Bundziuezny, od- 
bierał jako- godło swego urzędu skórę tehurza na kiju i 
całował go w ogon, publiczność gwizdać chciała, lecz na- 
mówieni przez Morawskiego oficerowie oklaskami zagłu- 
szyli ją i zawołali: autora, autora Wtedy Marcinkowski 
ukazawszy się w całćj pysze publiczności, przechodził 
się od loży do loży i używał swei>o' tryumfu ; nareszcie 
jeden z aktorów wyszedłszy na scenę, oświadczył z pom- 



— 345 — 

pą, łe autorem Uj • nzUjki jest W. Kajetan Jasa Marcin- 
kowski; powtórzono poklaski, a aktor recytował nastę- 
pująee cztery wiersze godne Marcinkowskiego, a na zło- 
Miwośei których pnblieznodć się poznała, Marcinkowski 
nie. 

Choć to było iikum mikum, 
Mgże pójdzie pod święconkę; 
Jednak niech żyje piiblikum, 
Co ze względem przyjęło Pszonkę. 

Z tego trynmfn Jnż drugiego dnia wpadł w niemały 
kłopot, ponroieszczał bowiem w tój farsie imiona najzna- 
komitsżćj szlachty Inbelskićj jakoto: Wybrano wskich , 
Suchodolskich, Trzcińskich. Prezes komisy i lubełskiój 
przywołał go, dajał, zakazał sztuki. Ztąd wielkie dla 
Mareihkowskiego -martwienie, to go jednak nie zraziło, 
nie pomnę czyli drogą sztukę napisał pod tytułem Piast, 
lub tćż ułożył obraz , w którym sam chciał figurować 
w postaci Piasta , doś<^ źe przybrał się w piastowskie 
szaty; przyprawił sobie brodę, przechod74c tak ubrany 
przez ulicę poruszył psy, którym opędzając się wpadł 
zasapany na scenę i całą publicztifośó rozśmieszył.^ 

Wkrótce potńm wybmł się do Warszawy, gdy^ Lu- 
blin za ciasnym był dla niego 'polem. Zabrawszy swoje ra- 
toofy wjjechał na Opole i Puławy, tam się przedstawił 
i Kisiężnie jenerałowój Czartoryskiej ł pani Rzewuskiój, 
pi erwszój przypisał jeden z swoich poematów, obie ura- 
czył czytaniem swoich wierszy, bawił dni kilka- pisywał 
do Warszawy do jenerała Krasińskiego i do mnie chwa- 
ląc się z pozyskanćj wziętości w tych domach, i przesy- 

44 



~ 346 — 

łał nam swoje wiersze. Gkly pnsybył do Warszawy od- 
żyły żarty i roemaite z nim figle. Bywając u . mnie ezę- 
sto na obiedzie, poznał w domu moim jcdnę z najpię- 
kniejszycli warszawsidcli kobiet młodą Grzymalipę, żofię 
Wojeiecba Grzymały osadzonego w więzieniu za spisek 
z Krzyżanowskim, a mieszkającą w tym samym domu 
co ja na dole; natychmiast w jćj smutku zaczął ją swe- 
mi wierszami bawić, odprowadził ją do jćj mieszkania i 
narzucił się z czytaniem swoich utworów. Znudzona Grzy- 
malina skarżyła się na liiezbyte natręctwo rymoklety i 
Użalała się, ih nie mogła odmówić mn posiedzenia, na 
którćm ma czytać swoje wiersze. Prosilidmyją, aby nas 
ostrzegła o. godzinie czytania. ,^A1^ kiedy on sobie wy- 
mówił rzekła Grzymalina i zastrzegł, aby tę lekturę 
utaić przed jenerałem Morawskim i p. Kożmianem i że- 
by tylko przy mojćj siostrze i krewnych przy zamknię- 
tych drzwiach nastąpiła^. Wyrobiliśmy u Grzymalioy, 
iż jedne drzwi zostawiła nie zamknięte, przy którye|i 
mogliśmy słyszeć deklamacyę Marcinkowskiego. Przy- 
szedł on do mnie w dzieu umówiony opakowany za za- 
nadrzem swemi poezyanu, niecierpliwił się spażniającym 
się obiadem, a po obiedzie spojrzawszy na zegarek zni- 
knął nic nie mówiąc. Domydlilidmy się łatwo gdzie po- 
szedł i udaliśmy się pod wyproszone na Grzymaliny 
drzwi. Marcinkowski siedział tuż kolo tych drzwi; w chwili 
gdy w całym majestacie próżności, zarozumiałości i da- 
my w postaci jak go Sokołowski odmalował rękę wzniósł- 
szy w górę, wybitnie wydeklamował wiersz, na który 
czekaliśmy, wypadły z za drzwi namówione^ dziewczęta 
z garderoby i włożyły mu na głowę wieniec z łopiajna 



— 847 — 

i inoyob zfdł; nie zbiło go to bynajmniej t tom i Grzy^ 
niaKna mnsiala do końca dosłuebać poematu. 

Kto miał cierpliwość czytać brednie Marcinkowskie- 
gOy mi iż przy każdym swoim utworze zwykł był umie< 
szczać cpigrafy e rozmaitycb języków ; z których żadne- 
go dobrze nie nmitt); tłómaczenie epigrafów francnz* 
kich szło jeszcze jako tako, ale łacińskie tlómaczył 
w najzabawniejszy sposób. Chcąc go ukarać przepisałem 
dla jenerała Krasińskiego odę Horacynsza ad Cowinum 
a jenerał udał przed Marcinkowskim ^ że ja tak piękną 
odę łacińską do niego napisałem i prosił go, aby ją 
wierszem na polski język przełożył. Marcinkowski pod- 
jął się i przyszedł do mnie z poehwałami, żądał jednak 
objaśnieni^i niektórych zawiłych sensów. ^Nie jest to oda 
rzekł pisana piórem Horacy nsza, jest to wiersz no wo- 
zy tni^j łaciny, i dla tego dla mnie zawiły ^^ pytał się więc 
mnie oo rozumiałem przez lecłum niassicwn i dla czego 
Katonowi dałem epitet prisci, którego nie rozumie; uwie- 
rzył, że lecŁum massictim jest łóżko masshe na które 
rzucał się pijany Kato; prisci są pryszcze, któt^ w skut- 
ku pijaństwa występowały mu na twarz; w tym więc 
sposobie zaczął tłómaczyć a łatwo sotne wystawić, na 
jaki imiech się wystawił. 

Wkrótce Cesarz kazał ustanowić kuratoryą nad 
szkołami i mianował jeneralnym kuratorem w Królestwie 
Dawida Obselewicza słusznego i pobożnego męża; ten 
wspólnie z komtsyą Oświecenia, któnćj został członkiem, 
zajął się uorganizowaniem tćj nowćj nad młodzieżą stra- 
ży, ł wyborco prowincyónałnyeb kuratorów i inspekto- 
rim. Mareinkowsii dewiedziawj^zy się o tćm, zapragnął 



— 848 ~ 

jednego z tyfA arzędńw > podał wige prośbę do komisji 
i do kuratora, lecz tylko śmiech wywołał. Obiogał <więc 
jenerała Krasmskiego i innych z wyrziaŁami , że p6zba> 
willćoiy go chleba, zaszczytów, sławy i zniweczyli jego 
w krają zasługi, a M' nie tajlio było, ii n^nio rozbiera- 
nej przez nas prenumeraty na jego dzieła^ hieda mu do- 
kucza i nie ma żadnego funduszu na utrzymanie się, 
umyi^lilii^my wnieść za nim instancyę a to z powodu^ ii 
to nowe urzędy wymagały ludzi nie tyle uczonych jak 
poczciwych i niezdolnych do szpiegostwa, wyrozumia- 
łych na połos^enie kraju, ducha czasu i wybryki; młii- 
dzieży, a właśnie Marcinkowski miino śmieszności i ry- 
mokloctwa był takim, szło przedewszystkiem o zapeł^ 
nienie^ tych miejsc ludźmi nieszkodliwemi. Zszedłszy się 
więc z Obselewiczem u brata mego Biskupa na obiedzie, 
gdy ten żalić się pyzedemną ^zaczął na trudność swoje- 
go położenia w obecnym stanie opinii powszechnćj^Or 
świadczająo, że jedynie przez posłupzeństwo woli Cesa- 
rza i wyrozumiawszy, że Cesarz cheey aby ta nowa straż 
była osłoną, i obroną młodzieży nie zaś prześladowanieoi 
niewinnych, a tern bardzićj dziecinnych płochości i uster- 
ków, podjął mę tego ciernistego urzędowania i dodał, iż 
najtrudnićj mu idzie dobór ludzi, którzyby odpowiedzieli 
]. zamiarom Cesarza i jego chęciom^ mówił „iż nie bra- 
kuje na ochotnikach, mam ich tyle i. zalecających się i 
zaleconych, że od natłoku natręctw obronić się nie mo- 
gę i to do tego stopnia, że nawet ten wyśmiany, i wy- 
szydzony Marcinkowski śmiał się podać na .kandydata^, 
odpowiedziałem mu:. „Jeżeli szukasz, jak oświadczasz, na 
te' mic^a ludzi poczciwych i pewDych, z tćj( strony me 



— 849 — 

sądi tak lekko o MMimkowskni , on jest śmie^iayBi 
poetą i rymokletą^ lecK co do uezełwotoi i pewBo6ei te 
przez podłość szkodzić nie będzie, nie wahałbym eię 
go zalecić; bo go znam od lat kilkunastu, zresztą Czac- 
ki używał go takte do objazdu szkółek elementarnych^ 
,,Lecz on wyśmiany, wyszydzony w Warszawie, jakim 
I czołem mógłbym go ni^^yć? Coby na to publiczność po- 

wiedziała'^* »Użyj go na prowincyi daleko od Warsza- 
wy, a zrobisz dwojaką przysługę, dasz chleb ubogiemu 
i zapełnisz miejsce uczciwym człowiekiem, który nie bę- 
dące ani szpiegiem, ani donosicieicHi i nie będzie się 
fiiłszywemi plotkami pocble^ial^, „Ale on nie będzie 
pilnował dzieci, lecz będzie wiersze bazgrał^. „To mnićj 
szkodliwa niż inne a powszechna teraz wada, nakoniec 
zakaż mu wiersze pisać i to postaw jako conditio sine 
qmi non^. Poparli moje rezonowanie brat mój i Kala- 
santy Szaniawski a Obselewicz odchodząc rzekł do mnie: 
,)Prosił mnie i jenerał Krasiński za Marcinkowskim, 
przyszlij mi go, niech go bliżćj poznam^. Jakoż wezwa- 
łem Marcinkowskiego aby się przedstawił jeneralnemu 
kuratorowi i ostrzegłem go, aby się starał dać poznać 
z dobref strony a z poezyą swoją uie wyrywał się. W kil- 
ka dni przyszedł do mnie zmartwiony i zdziwiony, że 
ma kurator przyrzekł miejsce, łeez pod warunkiem, aby 
wierszy nie pisał. „Wolę z głodu umrzeć rzekł, jak 
zrzec się tego, czem sobie w kraju reputacyę i niejaką 
sławę zrobtl^n^^ Nie chcąe go drażnić, a znając jego 
meuleczoną chorobę, wytłómaczyłem mu, że zapewne 
kur^rowi idzie o to, aby pisanie wierszy nie odrywało 
go od ważnych obowiązków, że zresztą może je pisać i 



— 350 — 

obowaó w tókę, byle nie drnkimał „bo wie8£ dodał^^ai, 
źe W. Książę nie lubi poetów a nie tąję ci, że jeszcze 
muszę zjednywać ci krćski n członków koniisyi Oświ^< 
cenią, którzy są przeciw tobie uprzedzenia a kandyda- 
tów jest wielu i od bardzo ważnych osób protegowa- 
nych*. 

Wkrótce byłem na teatrze w lo*y, a w krzemach 
spostrzegłem Marcinkowskiego; w antrakcie przjmiesiono 
mi bilet od Józefa Kossakowskiego członka komisyi 
Oświecenia, donoszący mi prosto z sesyi, że Marcinkow- 
ski został mianowany inspektorem w Płocku, przywoła* 
łem go do loży myśląc, że go tą wiadomością uraduję; 
jakie było moje zadziwienie, że wpadł w największą 
i-ozpacz. „Jakto rzekł, ja tyłko inspektorem, ja co pół 
wieku strawiłem na przy^ugacb literaturze krajowej, a 
inni co pióra nie ismaczali 'kuratorami zostają, to już 
jest krzywda, którój sobie wyrządzić nie dam^ odpo- 
wiedziałom 'mu , „wstąp do mnie wychodząc z teiitni, a 
rozmówimy się". Gdy przyszedł, dopiero ran sumienie 
roztrząsnąłem' pr-awdziwie po przyjacielsku, a miłość wła- 
sną i próżność starałem się ukołysać nadzieją póiniej* 
szych zaszczytów i uwagą, że wśród tych trudności ja- 
kie mieliśmy w oti*zymaniu dla niego miejsca, idzie o 
to, aby nogę włożyć w strzemię a pewnie konra dosię- 
dzie. „Ale niechże mi nie bronią wierszy pisać, tego 
warunku nie przyjmę" jedyna była jego odpowiedź 
„Przyjmij, wstrzymaj się przez wzgląd na W. Księcia, 
i idź podziękować aiezwłocznie Obselemczowi". Naza- 
jutrz przyszedł do mnie; wszedł już w mundurze inspek- 
tora z buńczuczną miną a tak powoli suwał nogami, i± 



— 251 — 

my ńlałem , ie sobie powagę Bastraja, pokaziało aię, ie 
potyezony niundar z chudszego inspektora tak go dci> 
snął^ ±e ledwie m6gł chodzić* Z wielką biedą skłomlem 
go aby poszedł przebrać się i w prywataćj sukni przed- 
stawił się jeneralnema kuratorowi. 

Otrzymawszy nominacyę udał się więc do Płocka^ 
gdzie znalazł protektora w prezesie komisyi płookićj je- 
nerale Kobylińskim, ożenionym z krewną jenerała Kra- 
sińskiego Rostworowską, Prezes znał go ze wszyslkich 
stron i^ wstrzymując jego zapędy do poezyj starał się n 
zwierzchników szk6ł wyjednać mu dobrą opinię; z po- 
czątku Marcinkowski poddawał się radom i przyrzecze- 
niU; które dał jeneralnemu kuratorowi, It^z wkrótce nie- 
pocbampwana chuć do rytpoklectwa przanogła naturam 
etiatmi Jurca repdlas, reinirrct, zdaje się krew w jego 
żyłach płynęła wiersa^ami^ pisał więc d^ćj rozmaite 
wierszem banialuki, opisy wał Płock ^ zabawy, panny,, pi- 
sał do rozmaitych osób, i jak dawnićj czytywał swi^je 
utwory; napisał pod tytułem £clo najśmies^niąjszą ra- 
motę, w którćj między innemi nmiiędcił o jedućj pannie, 
któ^ się kochała w oficerze dwa następujące wiersze: 

• * « 

A .co4o tój pannie na sercu d9Hga 
Echo nie dosłysssało i mówi Szeliga. 

Nakoniec gdy mu przedmiotów nie stało, opisywał 
żydów i żydówki pło(^kie^ Raz jadąc do Warszawy przez 
Miłosne i błiskie wioski. Maoąki i innC; zrobił z tej oko- 
licy kraj miłosny w jowialnych, rubasznych, emblema- 
tyczifycb; dwuznacznych i swawolnych wierszach? kijó- 



— 352 — 

re po drodze po domach czytał. W Warszawie po- 
mimo obawy utraty miejsca, nie mógł wytrzymać i 
przyznał się do tycli wierszy, jednak dowiedział na 
urzędzie aż do rewolucyi 1830 roku 29go Listopada. 
Przerażony nią i pozbawiony fundtis!zu z nagłego za- 
pewnie wzruszenia, dostał lekkiego sparaliżowania ję- 
zyka. Gdy się ukazał w Warszawie i przyszedł do mnie, 
zd/iwiła mnie trudność jego wymowy, ostrzegłem go, 
aby się leczył. Przesiedział w tym stanie kilka niedziel 
między moim a jenerała M=órawSkiego domem, nini ten 
wyjechał do wojska, lecz już dawało się poisftrzegać spa 
raliżowanie czy obłąkanie mózgu. Gdy jenerał Moraw- 
ski powrócił, witał go niezroJsumiałemi oraeyami, nako- 
nieć powierzył się kuracyi Panien Miłosiernych i w ich 
szpitalu umarł właśnie w chwtll, w którćj połityczne wy- 
padki rozMły na zawsze to towarzystwo, które' z jego 
namiętności do rymoklectwa tyle śię naiśmiało. 

Może kto z c/ytającj^ch ten artykuł o rymoklecie i 
histryonie literatury zarzuci, zdziecienciałość memu zgrzy- 
białemu wiekowi, jakoż byó Plntarchem Marcinkowskie- 
go, nie jest poehlebnóm znamieniem dk pisząicego. Mogą 
mi także powiedzieć, że nażartowawszy się za życia 
z biedaka, nie potrzebnie jessicze po śmierci znęcam się 
nad jego pamięcią, że lepićj było zapomniepiu oddać i 
śmiechy z niego i jego osobę; na ten ostatni zarzut biję 
się w piersi ze skruchą, lecz z drugićj strony chcąc dać 
poznać towarzystwo zbierające się ti jenerała Krasiń- 
skiego, wesołość ^ swobodę których używało, nie podo- 
bna było pbmmąć Marcinkowskiego, który z tego powo- 
du ma swoje miejsce nie w literaturze, dle w hi&toryi 



METAN JAffi MARCINKOWSKI. 



— 353 — 

ówcs^nój Hteratury. Zresztą ten artykuł usprawiedliwić 
może ta awaga, że w społeczeństwie Indzkióm nie ma tak 
drobnej 7 tak małćj a choćby nawet najśmieszniejszćj 
istoty^ z którćj postępowania i docieczonych w seren jćj 
powodów nie można wyciągnąć korzyńci dla towarzy- 
stwa ludzkiego. 

Opisujemy sprawy znakomitych cnotami i wielkie- 
mi czynami ładzi, aby młodsze plemię do ich nańlado- 
wania i zamiłowania cnoty zachęcać, opisnjemy także 
występnych, nagannych a nawet śmiesznych, aby wrazić 
wstręt od tych wad i usterków. 

Marcinkowski był tak dziwnćm, niepojętćm i nie- 
poprawnćm nigdy zjawiskiem, że dziś każdy kto na je- 
go portrecik w jednćj tylko pozie deklamacyi podchwy- 
eonćj zręcznym pędzlem Sokołowskiego spojrzy, od śmie- 
chu mimowolnego utrzymać się nie może. Jakże więc 
nie przebaczać śmiechu i żartów tym wszystkim, którym 
się żyjąca jego osoba nastręczała, i w rozmaitych jedne 
od drugich śmieszniejszych położeniach nieustannie przed 
oczyma snuła? Przecież znalazł się w obecoćj epoce młody 
poznański poeta, który zgorszony żartami z tego literac- 
kiego pajaca, ujął się za nim i nazwał go lepszym 
poetą od tych, którzy się z niego naśmiewali. Może to 
być prawdą w dzisiejszej chwili i przed sądem dzisiej- 
szych młodych piąąrzy; nioże Marcinkowski gdyby dożył 
był tych czasów, miałby niepospolite między niemi miej- 
sce, a to co mu w naszćj epoce poczytywano za śmie- 
szność, możeby wizerunek jego wprowadziło do teki osób 
sławnych i zaszczycających obecną chwilę, choćby już 

45 



— 354 — 

tylko dla tego^ ie jak się sam wyraził więcćj napisał 
w jednym m i^iąca jak inni przez całe życie. Wyobra- 
ienia o wszystkićm zmieniają się^ łempora mutantur et 
nos nmtamnr in iUia^ za moich czasów było koma szy- 
dzió ze śmieszności, dziś śmieszność nieznana, brzmią 
tylko pochwały i o drugich i o samych sobie* Szczęśli- 
wa ^poka co się tak w sobie samćj zakochała prawdzi- 
wie pogańską miłością ! w którćj nie ma ani szyderców 
ani wyszydzanych; łecz jest upowszechniona równość nie- 
gdyś wad a teraz zalet. 



/-awy, 
.„ucj ze Szcza* 
..1 się Ludwik Osiński, 
lacyusz z Pompejuszem przy- 
. reticta mm bme parmtda. Rosyanie 
uzUi tę niesforme zebraną zgraję, rozpro- 
j, 1 iM^^ozką, którą się i dowódca Karwowski pod 
iiiqii^jwał. 
jvfv Osiński i za Księstwa Warszawskiego i za Króle- 
i»-dćwa Polskiego opowiadał nam tę swoją wyprawę, śmie- 
jąc się i. żartując i z dowódcy i z siebie, a to w tak 
zabawny sposób, że trudno się było od śmiechu utrzy- 
mać; malował siebie w najkomiezniejszym obrazie, mówił: 
„Zabrano nas z nowicyatu, byłem młodym, gorącym pa- 
tryotą, chętnie zniciłem zakonną szatę, lecz nie było 
fanduszu nietylko na inny strój i broń, ale nawet na 
buty; wystarałem się o pistolet, ładownicę i pałasz, a 
kurtę pożyczyłem sobie od jednego z sług zakonnych, 
ale ta była przestrona i dłnga na mnie, a wierzch su- 
kieony na lisióm futrze miała podarty; a że w marcu 
wychodziliśmy w pole, przewróciłem futrem na wierzch, 
IM)dka8ałem, ścisnąłem i opadałem krajką, włożyłem na 
to ładownicę, i prsiez barki na drugiej krajce przewiesi- 
łam szablę, zatknąłem za pas pistolet, czapkę lisią koł- 
pakowatą włożyłem na głowę, i tak wystąpiłem do obo- 
zu; rozłożono nas nad brzegiem Narwi wraz z kosynie^ 
rami i pikinierami; zasnęliśmy przy ogniskach, gdy w tem 
buk armaty nas przebudził i zaraz wśród naszój niesfor- 
nej czeredy krzyk się wszczął: Kozacy ! Kozacy ! Uciekaj 
kto możesz! uciekałem więc i ja z przestrachem, szabla 



356 



la niewątpliwie poełę podobnego do Horacyusza, nie^l- 
\- nmyslowemi zaletami, dowcipem, umiejętnością i ta- 
żenią a- %»Jc,.flania językiem, wytwornością i czystością 
nos mutamuri w.*^^-^. znajomością sztuki pisania, lecz na- 
dzió ze śmieszności, a»t i^nreizmem, a także i postacią 
tylko pochwały i o drugich i o bUik^ Horacyusz lubił na- 
wa bpoka co się tak w sobie samej zakończ nawet po- 
wie pogańską miłością ! w którćj nie ma ani iia:jić i wy- 
ani wyszydzanych^ lecz jest upowszechniona równokrmula. 
gdyś wad a teraz zalet. ^m, 



— 3» — 

jak ledwie nie wymaganiem lub potrzebą pr^ do Warszawy, 
iniejssych. <*bran^j ze Szczn* 

Mobki przy schyłku panuwania ^ wę Lndwik Osiński, 
wiele pisał, bo miał protektoró^*^^ z Pompejuszem przy- 
rzyńskim ; Dmochowski wiel^^^on bene parmnla. Rosyanie 
bo go wsjHenri Krasicki ^aiesfornie zebraną zgraję , rozpro- 
skiego talent i sdolnor^tó^% się i dowódca Karwowski pod 
gładzie niepod' 

towarzysTiiiSki i za Księstwa Warszawskiego i za Króle- 
Fra^ Polskiego opowiadał nam tę swoją wyprawę, śmie- 
jąc się i żartując i z dowódcy i z siebie, a to w tak 
zabawny sposób, że trudno się było od śmiecha utrzy- 
mać; malował siebie w najkomiczniejszym obrazie, mówił: 
„Zabrano nas z nowicyata, byłem młodym, gorącym pa- 
tryotą, chętnie zniciłem zakonną szatę, lecz nie było 
funduszu nietylko na inny strój i broń, ale nawet na 
buty; wystarałem się o pistolet, ładownicę i pałasz, a 
kurtę pożyczyłem sobie od jednego z sług zakonnych, 
ale ta była przestrona i długa na mnie, a wierzch su- 
kienny na lisićm futrze miała podarty; a że w maron 
wychodziliśmy w pole, przewróciłem futrem na wierzch, 
podkasałem, ścisnąłem i opasałem krajką, włożyłem na 
to ładownicę, i przez barki na drugićj krajee przewiesi- 
łem szablę, zatknąłem za pas pistolet, czapkę lisią koł- 
pakowatą włożyłem na głowę, i tak wystąpiłem do obo- 
zu; rozłożono nas nad brzegiem Narwi wraz z kosynie^ 
rami i pikinierami; zasnęliśmy przy ogniskach, gdy w tóm 
huk armaty nas przebudził i zaraz wśród naszćj niesfor- 
nej czeredy krzyk się wszczął: Kozacy ! Kozacy ! Uciekaj 
kio możesz! uciekałem więc i ja z przestrachem, szabla 



— 360 — 

mi fiię uf wala, pistolet wypadł i fitraeiłem go, przq>a8ka 
pękła, bekieszka długa zaplątywała mi nogi, kilka ra^y 
upadłem, nakoniec podkasany bieguąc dostałem się do 
Szczuczyna i już w klasztorze całą rewoluoyę przesie* 
działem* ^^ Otóż nasz Horacyusz nie pod Pompejoszeoi^ 
lecz pod Karwowskim walczący^ nie przez Merkuryusza 
lecz przez własne nogi ocalony, tak przed swoimi Mece- 
nasami których później znalazł, żartował i z siebie i 
z wyprawy swego dowódcy. 

Po dokopanym podziale Polski przybywszy do War- 
szawy już pod rządem pruskim, zastał Osiński czyli do- 
czekał się przybycia Franciszka DmociKOwskiego , juź 
expijara, a sławnego tłumacza Iliady^ Nocy Junga, i dzieła 
o konstytucyi 3 maja redaktora, któremu Krasicki arcy- 
biskup Gnieźnieński wyrobił u króla pruskiego wolny 
powrót i bezpieczne mieszkanie w kraju. Spotkali się 
zaraz espijarowie, uczeń z mistrzem swoim ^ mistrz przed- 
sięwziął się żenić i ożenił się mimo kapłaństwa, uczeń 
zakochał się w pięknćj i młodćj córce Bogusławskiego^ 
znanego pod Stanisławem Augustem aktora i entrepre- 
nera teatru warszawskiego, do którego ze Lwowa z ca- 
łym orszakiem aktorów i aktorek powrócił. W tym cza- 
sie, młody Osiński wjrdał mały zbiór swoich ulotnych 
poezyj , z których nie można było jeszcze wróżyć tak 
znakomitego w literaturze pisarza i poetę. W tłumacze- 
niach zaś Ałalie i zalotnych od Horacyusza, już można 
było dostrzedz, że w poezyi równie jak w obyczajach 
pójdzie za śladem rzymskiego poety. Wszyscy w młodo- 
ści jako niedouczeni zaczynamy słabo i niedokładnie, 
postępując w nauce> postępujemy w sztuce, a nawet w ta- 



— 361 — 

lencie, wpatrując się we wzory, zbliżamy się do nich; 
gdy się zaś uprzedzimy za pierwszemi próbami pióra 
naszego i doskonałemi je przez zarozumiałość zwykłą 
młodego wieku chorobę lub próżność sądzimy, zostajemy 
zwykle w mierności lub nicości, gdyż ta oryginalność, 
ten jeniusz, któremi młode głowy chrzczą swoje pierwo- 
tne płody, niczćm innćm nie są zwykle, jak tylko głu- 
potą nieuków. 

Wkrótce Osiński dał się poznać przez wiersz do 
przyszłej swojćj żony, piękny, i co do sztuki prawideł 
i co do zalotnćj delikatności myśli, i co do piękności i 
harmonii wiersza. Dmochowski ożeniwszy się, zaczął 
wydawafc za pozwoleniem rządu pruskiego Pamiętnik 
Literacki j w którym umieszczał artykuły naukowe, cel- 
niejsze poezye polskie, rozprawy, polityczne doniesienia 
i rozbiory wypadków, których dość łagodna cenzura 
pruska, nie przeszkadzająca zachowania narodowości pol- 
skićj, pod łagodnym i oświeconym gubernatorem Kelle- 
rem dozwalała. Dmochowski przybrał zaraz do wspól- 
ntctwa pracy i redakcyi ucznia swego ; on ten pamiętnik 
nietylko zbogacał wyborowemi rymami Woronicza, Mol- 
skiego i innych poetów i literatów, lecz swemi własne- 
mi. Wtedy to czytaliśmy jedno z najwyborniejszych tłu- 
maczeń ustępu z Owidynsza — Spór Ajaoca z Ulisesem 
o tarczę AchiUesa. 

Łagodność, dostatek i niejaka swoboda pod rządem 
pruskim^ sprowadziły na mieszkanie do Warszawy wiele 
moźniejszych rodzin: Książę Józef Poniatowski zjechał 
z Wiednia, Stanisławostwo Potoccy, Rafał Tarnowski i 

46 



— 362 — 

Michał Badziwił Wojewoda Wilei^ski, ząmles kali swoje 
pałace. Przybył także Stanisław Sołtyk ex-Pod8toli Ko- 
ronny z żoną, córką Kanelersa Saiuieby i z dziećmi; 
otworzyły się towarzystwa i zabawy równie jak scliadz- 
ki uczonych.. Albertrandy^ Kopczyński; Bobus^ Stassic^ 
Woronicz, uznali znakomitego poetę w Osińskim^, pra^y- 
ciągnęli go do siebie. Stanisław Sołtyk zobowią^iał .g(f 
do dawania lekeyj literatury narodowćj jednemu synowi 
Roipanowi Sołtyko wi , a poznawszy OsiMkiego zdolność^ 
wyprawiając syna do Frsmcyi i Włoob dla dokończenia 
nauk i zwiedzeiua osobliwości; dodał mu go za towa- 
rzysza. Osiński korzystał umysłowo z tćj podró^^J; gdy 
uczeń jako syn magpata i jako. panicz polski pragnął, i 
używał wszystkich pr;&yjeumoód> i podbiwszy towarzy- 
sza dość skłonnego , dzielić je, na aeztach;. zabawach 
teatralnych rozkoszował; przeplatająe je różnemi młp- 
dego serca epizodami i wybrykami. Nie wiele więc 
użytecznego wywiózł z zagranicy; a zostawtt w obcych 
krajach pamiątkę cliulaszczego życia i hojnośoi; że. zaś 
był urodziwym i do ^salotów skłonnym; zarobił na, wspo- 
mnienia u płcł nadobni ; dziwny m;lecz zbyt raaspo.vf(3?ieah- 
nionym w owych czasach zwyezą^ęii]^. odgłos tego życia 
napawał próżność ojca i matki. Osiński w najzabawniej- 
szym sposobie opowiada! tę swoją za gra^eą podrć^ż; 
zabrane podczas niej znajomości; oraz młodego ucznia spo- 
sób życia; gdy mu zarzucano, czemu go nie wstrzymywał; 
odpowiadał : ,,Pisałem do rodziców dyąryusz; donosiłem 
wiernie co robimy, unikając oskarżenia; bo wiedzii^em; 
że ich obrażę , znajdując jaką rniedoskoiiałość . w j^y- 



— 863 — 

nakn; odpisywali , dostarczając ciągle pieaiędsy i cie- 
sząc się , ±e nyn nabywa polom towarzyskiego i 6wiat 
poznając razlsm, godnie reprezentuje imię , które z matki 
i ojca nosi , nie zostało mi więc jak uty waó ^ ; i doda- 
wał do tego opowiadania rozmaite anegdoty i o nim^ i 
o osobach , tak rodakMb jak zagranicznych , nezonyoh 
i prdiniakacfa, których poznali i z któremi iyli, Inb któ- 
rzy się im narzucali. 

Powróciwszy do krają , jat nabywszy mecenasa 
^w Sołtykn, coraz rozszerzał zoajomo&ci, coraz się robił 
słynniejszym tak y że wielu z prowincyi znakomitych 
obywateli zjeżdżało do Stdicy z młodymi synami i zama- 
wiało 11 niego Ickcye ; on chętnie podejmował się , lecz 
Bogusławski wiedząc, jaką mieć może przez jego talen^- 
ta pomoc, i znając jego skłonność do cóiici , szczęśliwy 
byl zawiązać to małżetstwo, przez co dwojakim węzłem 
miłości córki i sztnki przywiązać go do siebie^ i teatm 
pragnął. Jest między zgromadzeniem pijarskićm wieść, 
że Osiński kochał młodą Bogusławską, iecz o małżeń- 
stwie nic myślał', Bogusławski miał użyć na niego po- 
strachu i przymusu ; wypatrzywszy, że wszedł do pokoju 
córki , wpadł tam uzbrojony pistoletem, a zastawszy^ 
u nó^ córki, z uniesieniem wykrzyknął: „Krzywdzisz 
moj^ córkę, albo się zaraz żeń, albo oi w łeb wypalę", 
i przyłożył nm pistolet. Osiński non tam Ubenter^ quam 
reverentery przyrzekł i dotrzymał. Ja jednak o tćm z pe- 
wnością nie wiem. 

Podczas bytności Królestwa Praskich, gdy za wpły- 
wem znakomitych Osób, król pruski zezwoKł na zawią- 
zanie się Towarzystwa Przyjaciół Natuky dla utrzymania 



k. 



~ 864 — 

• 

W czystodci j^ijyki^ narodowego, i przywilejem swoiia 
go upoważniły wtedy Osiński napisał piękny wiersz o 
dobroczynności. W owym czasie trs^ymał palmę poezyi 
epicznćj Molski^ jako autor Staninlaidy i tłumacz Ęimdtf 
Wirgiliusza, Woronicz lirycznej po napisaniu Assarmoto^ 
równie jak wymowy kaznodziejskiej, a i epiczny. taleot 
objawił Świątynią SybiU/i. Dmochowski wydrukował tłu- 
maczenie Iliady i listów Horacy usza, Lipiński w siel- 
skiej i lekkićj poezyi dał się. poznać. Wymową prze- 
wyższał wszystkich Stanisław Potocki. Towarzyaiyyo Przy- 
jadól Nauk zawiązane z nąjznakomitązych literatów 
z Warszawy i prowiucyj, ą powiem prawie, z całćj da- 
wnćj Polski, pod pręzydencyą Albertrąndego, jednomyśl- 
nie wezwało Osińskiego na Sekretarza. Obowiązki tego 
urzędu nie przeszkodziły, owszem jednym więc^ bodi- 
cem dla niego stały się do zajęcia się tłumaczeniem aaj- 
celniejszych tragików francuskich, Cyda Horą>cy\i8Siów i 
Cynny Kornela, Alziry Woltera. Gdy raz pierwszy^ za- 
grano po kolei te sztuki w tłumaczeniu Osińskiego., po- 
klask powszechny i . entuzyazm przyjął je. Jakoż pró- 
żnofoym się wysadzał na pęcliwały tego tłumaczenia, — 
wyższe jest nad wszystkie i -będzie wiecznym wzorem, 
jędrności języka, wierności i trafności wyrażeń a razenoi 
mocy harmonijnój wiersza^ smaku i gładkości Ciągle 
z upodobaniem powtarzano je na teatrze ^ w wypisach 
umieszczano, i podziwiano w dziennikach. Odtąd znani 
w owym czasie poeci ustąpili mu wyższego miejsca, po- 
wtarzając haedere arescesUem ornato poetam. Molski ów- 
czesny naczelnik . poezyi odtąd stracił ; bo chociaż wy- 
bornie zaczął tłumaczyć Enęidfj zawiódł prenumeratę i 
nie dokończył , a pisząc codziennie prawie lekkie, łatwe, 



— 866 — 

często prozaiczne wierszem satyry^ łisty pochlebne^ na 
każdą prywatną i publiczną nroczystośó powinszowania^ 
stjrał talenty poniżył poezyę i na trywialnego wierszo* 
pisa imię zarobił. 

Zjawiła się podówczas trnpa francnzidch aktorów; 
znalazła protekcyę pod Błachą, a raczój protektorkę, 
YT emigrantce francnzkićj pani Yauban, gospodyni domu 
Księcia Józefa Poniatowskiego; całe wyższe towarzyst- 
wo połączone z Księciem, między nUm Stanisław Po- 
tocki z żoną, zaczęło zaniedbywać teatr narodowy, loże 
jego wyładniły się, cierpiał na tóm dochód Bogusław- 
skiego połączonego z Osit^skim. Uczuła tę krzywdę na- 
rodowosiri, patryotyczna Warszawy powszechność. Dmo- 
chowski Franciszek, Osiński i redaktorowie gazet, wy- 
rzekali na to w pismach swoich, zaczęły się przymów- 
kami obrażać wyższe towarzystwa, Stanisław Potocki 
odpisał na artykuł Dmochowskiego i skończył dwoma 
wierszami : 

Nie wielka od mych razów upadnie ofiara, 
Gdy końcem mego pióra zabiję pijara. 

Po tej polemice tenże Stanisław Potocki oświadczył 
swemu towarzystwu, że powszechność warszawska przy 
fałszywym patryotyzmie, jest tak nieoświeconą, i żadne- 
go smaku nie ma, iż on im napisze najnikczemniejsżą 
byle patryotyczna farsę, a przyjmą ją z poklaskiem. 
Tymczasem któreś z amfibiów towarzyskich zdradziło 
ten sekret przed Dmochowskim, Osińskim i Bogusław- 
skim; ci fak przygotowali publiczność, że gdy się kur- 
tyna podniosła i rozpoczęto g;rać sztukę, a umówieni 



~ 366 — 

przez Potockiego widzę, i on sam po loiach czekali try*- 
umfiiy powBzeebnońć wygwizdała sztukę i dokończyć jćj 
nie dała. Zkąd się wszczęła nowa i zawzięta polemika 
literacka ; między podzieloną na dwa stronnictwa po- 
wszeełinodcią warszawską. Dmochowski ostro skrytyko- 
wał' sztukę i autora, wyrzucigąc mu , jak lekko sądził 
o rozsądku publiczności i jak j^ wielce ubliżył; Osin 
ski napisał wiersz satyryczny na tyeli, co przenoś^ ca- 
dzoziemczyznę nad narodowość, i dotknął Blachę wier- 
szami, które wyżćj przytoczyłem, Potocki obrażony na 
autorów paszkwilujących go, satyiyeznie odpowiedział. 
Dmochowski odpowiedział zjadliwie, szczególniój na- 
pomknął ucieczkę jego z plaou bitwy pod Mirem, i skoór 
czył temi dwoma wierszami : 

O wartość twych talentów nie będę się spierał — • 
Taki z ciebie literat jaki był jenerał. ' ' ' • 

t 

* 

lecz o tóm już napomknąłem wyżej; pisząc, co mi pa- 
mięć zawodna na myśl przywodzi, czuję, że nie raz 
wpadam w powtarzanie. 

Gdy traktat lunevilski pozbawił Polaków nadziei 
pomocy od Francyi , rozprzęgly się legiony, a waleczni 
obrońcy Polski w znacznój części powrócili na ojczystą 
ziemię, na którój Król Pruski i Cesarz Aleksander z łaska- 
wością ich przywitali. Między wielu, przybyli do War- 
szawy pułkownicy, Ksawery Kossecki i Grodebski, oba 
utalejitowani i literaci, i zaczęli wydawać pisma i ze- 
brane w obcych krajach długim pobytem wiadomości. 
Godebski już za granicą wiersze pisał, a lubo w wielu 



— 867 -^ 

rodzajach literatury a aaczególaićj poezyi doświadczał 
awoieh zdolności , do satyry najwięcćj mii^ popędu. Tu- 
łacz po klasyCEuój ziemi, wzorami i duchem literatury 
klasycznćj przejęty^ napełniał przyjemnemi tworami swoje 
i peryodyezoe pisma, z Osińskim łatwo się zapoznał, i 
byłby jego przyjaźń pozyskał, lecz w ludziach, co wię- 
cej zwiedzili obcych krajów i więcej widzieli, sławnych 
nsmką i dobrym smakiem stolic, rozwija się zazwyczaj 
jakiś rodzaj pretensyi do wyższości nad tymi, którzy 
tego rodzaju korzyści nie zbierali; nie pomną oni, że 
wrodzonych zdołnóści ani podróże, ani żadne usiłowania 
nie nadadzą* Może tóż i niejaka zazdrostka, tak zwykła 
poetów wada, przeszkodziła jego zbliżeniu się do Osiń- 
skiego, który tak łatwo i szczerze łączył się ze współ- 
zawodnikami. Osiński używał spokojnie i bez pychy na 
teatrze poklasków z tłumaczeń swoich, używał uwielbie- 
nia Towarzydwa P^^zyjeu^ół Nauk i podziwu całej po- 
wszechności z niezrównanego tłumaczenia ustępu meta- 
morfozów Owid^nsza, sporu między Ajaxem i UHseaem 
o tfjrczf Achillesa, któremu czytaniem napnblicznóm po- 
siedzeniu cudownym organem i niezrównaną deklamacyą 
uroku dodał. 

Wśród tych powodzeń powziął nieszczęśliwą myśl 
Dom Stanisława Sołtyka w którym on bywał, a szcze- 
gólniej żona jego , już poważna matrona a wielka ado- 
ratorka sztuk teatralnych przez Osińskiego tłumaczo- 
nych, zapragnęła wystawić jedne z tych sztuk przez 
amatorów, na dochód ubogich na teatrze warszawskim; 
wybrano więc Horacymzów, rozdano role; stary Bogu- 
sławski przyjął na siebie rolę starego Horacyusza, pani 



— 368 — 

ex-podstoIina koronna StsmUławowa Sołlykowa zatądsda 
i wybrała Bobie rolę Kamilli, a naturalnie OsińAkiema 
jako tłumaczowi i najłepiój eznj%eemu i deklamującenui, 
przypadła rola młodego Kuryaeyussą. Osiński zajął f&ą 
nauką i deklamacyą ionycti aktorów^ i z wielką wysta- 
wą przedstawiono sztukę, w obec tłumnie zebranycłi 
w łożacłi i parterze widzów; gra udała sie wybornie i 
z uniesieniem klaskano , lecz ddi^lamaeya traiczoa nie 
okryła komicznoóci osób g^ająoycli; Sołtykowa komicz- 
nie wystawiała postać Kamilli, młodój, pięknój, w którćj 
się kochał taki atleta, jakim był Kornelowski Kurya- 
cyusz; matrona juź dobrze podźyła^ otyła, choć wzrostu 
wysokiego, psuła wrażenie i odjęła całą illuzyę miłosną; 
Kuryacyusz polski, to jest Osiński, mały, pękaty, choć 
jak to trywialnie mówią czupurny, choć cudownie wy- 
mówił j,A jaciebie znam jeszcze^ choć zbroją i kaskiem 
starożytnym się nadstawiał, całą postacią swoją także 
nie sprawił illuzyi. Nazajutrz w pismach publicznych 
wyszły zdania o grze aktorów. Godebskiego artykuł był 
nieco uszczypliwy dla osób i obraził. Osiński na niego 
odpisaŁ Godebski skwapliwy do satyry, napisał ją, a 
w nićj temi dwoma wierszami dotknął Osińskiego: 

^ie wszyscy wszystko możem, tyś był wczora świadek, 
Febus ci twarz pokazał, Melpomena ....'. 

W tych wierszach wyznał hołd dla poety, naganił 
aktora; Osiński odpisał wierszem > lecz rozdał go tylko ale 
nie drukował, i tak się zakończyła ta teatralna pole- 
mika. •. 



S«9 



Prxediivrojiią praską iiiiuurl Franeift2»ek Dmochowski, 
va4czjmńqtmy csłonek T^warzgitwa Ptz^aciół Ndvky 
memkbri&wnny pisarz i redaktor, mistrz i przyjaciel 
Osińskiego. Osiński wedlig przepisów Tmoarzystiea w gro- 
nie jego< słoiył > nai grobie Dmochowskiego w rzewnym 
0«sie.wieiiiee)« w któcy.ral aicasał rsadki talent wymoWy 
i trafiiy sądno jego* dfi&irtaeb.' 'Wtedy Stanisłttw Potocki, 
iiaj#yBiowniejsxy w ówyeh czasach z uczonych męi^ów, 
powziąwsBjr nienyłBą< opkiią o- talentach Osińskiego ró- 
wBie w.wymowie jak po^yi^ i o wzorowej czystofici* je- 
go smakfi, zMył swoją urazę do niego, pnEeniosł dobro 
\xiif: ojesystić) aad osobiste względy, zaczął go przy^ 
Aof aiebic do tego stopnia , i)e 'Chociaź '■ sam wy- 
^^9dKIa i krytyka pisma swoje' zwjykł był mu c%y- 
t^efo 'potwiierdateniasaakać. Opowiadał nam Osió- 
zabawne < wydarzeni^ ,' ^póżnićj , bo już za Księstwa 
[rtecawsktego • przy trafione; ' Jeden z profesorów uni wer^ 
iij^tettt kriakowsfclego, piepomnę Fiałkowski czy Trzciń- 
ski,! wydał jakąA dysertaeyę literacką, która się liiepo- 
dij^M^a Stanisłftwjowi Poto<^iemu^ i na -któtą odpisał 
w 'Sposobie . )afc się i odpo włada<ć zws^^kio antagonidcie w uda- 
nia --i « „Profesor NN. mówi itd.^— ,^Odpowiadam na to 
ild,^' Potocki zebrał. Wł swoim pałaoti na wiecaorne po- 
siedzenie 'Wteln ctłónków z Tmitarzif$Uea Pt^zyjacióM Kcmk 
a< między nksmi 0«|iAskiego, dla odczytania swojój roz- 
pilawy; przed s^mą sesyą przyszedł a- wizytą Jó^etf Wy- 
bicki^ senator WojeWoda. Wyłiicki był jednym z c«łon- 
k4<w*jttż jroawiąitanego rządu Księstwa; gorący pati*yDta 
ma}ąoy>iwsóętoić u Napoleona, zasad ' liberalnych i pa^ 
li^jtatyeznyohyKato polski y a 'tak jak Linowski przewii^ 

47 




t*nV '<xpinią.ii Ijida, od najmłodszego wid^a. literat ^ sta- 
tysta/ polityk 7 w, pacftątkach panQivania ; Staoialftwa Ąjtk* 
gusta praw/iik i literai;^ we wszystkieh rodzajaełi. litera- 
tury, aż do sa^uk teatralpyeb, pilarz. i autor; w sejmie 
konstytucyjnym repreaentani; miast i entafisyasta^ }«r ce^ 
lyohioyi Eotoinss^i pejnon^j^ik^. po rewofaiegri lem^^i^ 
i, tułacz, przy legionach Dąbrofyrskiego, autor słownćj 
pietoi parodowćj ^ęnzesi^^ Polska nie zginfłą^ypmm, koci-r 
fiskatę majątku do.ubAatwa pr^ywiedzijOiiy^ woszący ję 
rz^rmską duss^ą^.sam trudniący sig .ti:ycho<v^anie{u > synów 
i o^rki^ pieszo.z uie^i podrnH^jąpy i lyjąoy j»łai& czas 
jedyi^ie z; dzijcł naukowych i potrgrdtyfZDychy^ nia^? |if| i t 
mujący; iadudgo . wsparcia qd.moix^ieJ8ayefa)kM)7«1l> w pi* 
sma<)ł\ ^wio^h, chłastął; jednak. pizeznawykat^M^da* ! 

W4^'i sa^ailhoen^zyzny^* ^ pray i sp^Dtkaniu) z uieu^ spusufci^fti^i^ *^ Ą 
iSjfiy % hiumoru Katona. W};bicki więo zastawszy, u Pa«^ ' \ 

t^cki^gp kilku uczpuy^ domyślił Jiię,, ^a się izebrali oa 
jąkje^ iposiedfiseui^. i i^.ekł: .!)yj[a panu Wojaw^NĆieie .przo* | 

szt[^a(]f^a0 ni^. będę 'Si kilka minut zaba^iRif^Sz^i^eboiał | 

odejść; Pi^oki.^dilzekł:. ^ Nie fylkopaa. nie 'przeszko- 
dzisz^ ałe zrobisZi : mi iprzyjemaość^ . j^li izaszf zyieifl8 j^o 
mąi(UC2M>ny nasjue itowarzystwo ^ i i ^opowiedział mu sel 
zg|omądzeuła« Wy:bicki chanie przy|ą{ dsajurasieaie, 2at .\ 

siaft I^Potockł zaezął czytanie. Wy bielu .^szcdzie 'plrzy- 
znawaff Potockiemu słusainość. a « potępiał • prasom y . ałe , 

pray jd^ugićm czytaniu stracił Wybicki -.porfeądejs: i. kolźj. 
co m^wił Potocki', co profesor,; a będąc w dyi^oayoyi 
chwał^enia Potockiega pisma ^ > > właśnie: . przeciwnie ;fo4K»ct ; 

ki^o ilława i zdania wziął zaisłpwa .profesora, przy; je? 
dnyio ustępiS; i. zerwawszy, się zeągorasemem} iZawM^ał: 



i > 



kj 



— 871 — 

;,A to jot głupstwo, to jaż łirediMi to literacki nieuk i 
fAmen^-^ zmniHiłi ua to smięszatii towarzysze ; ale Po- 
tocki odeftwał si^ łagodnie I rzekł: ^Ale racz bardziej 
ttważad wojewodo^, i zaczął ma tłnmaczyć sw^je twiei^ 
dzettie ^^omyliłeik się zapewtoo wojewodo, dodał, to ja 
tak twierdzę^; zmieszał się Wybieki, zaczął się w gło- 
wę bid „To< BtMtiMf staroftć mojft tak nierozważna^ prze- 
praszaM, jestem pańskiego zdistnia^ , gdy odszedł, 6miatio 
się. Tak 'to i kiatonizm ma swoje usterki, a rola Kato- 
nW nie zawsze się udaje. » 

Gdy bitwa pod Jena zgruehotała potęgę pruską i 
Napołeob słan^ w Warszawie i chciał być na teatrze, 
Bogusławski i cała poWszeehdodó jechaoig:łodnie zinusila 
Osińskiego do napisania sztuki, l^tdraby malowała uczu- 
eia narodu dla wybawiciefa Polski; czas był nader krót- 
'ki, bo prawie dwadzieścia tztery godzin. Osiński napi- 
sał w jiMłnym akcie sztukę pod tytyłem : Andromeda 
przykuta na skale, którą Perseusz uciąWszy głowę Me- 
duzie uwalnia z więzów ; przedmiot analogiczny dó Na- 
poleona. >8ztoka ta prozą i wierszem lirycznym przepla- 
tana była^łabą, pośpiech ją wymówi, musiała być prze- 
fiumaeafonW na ję^yk francuzki , aby ją miał Najioleon 
prsed óczyn^;' entuzyaizm publiczności i gra aktorów 
iiaidstatriły na Scenie, co jćj pod względem sźtaU bra- 
kowało, sam Osiński tiłe był z nićj kóntent,' lecz Napo- 
leon wyszedł t teatru zadowotaiony, tlosiedzia^wszy do 
końćav' ''••'-•••'• 

Pan Eti^nne podówczas młody audytor czy referen- 
darz przy Napoleonie, napisał odę piękną i wziriosłą na 
zwycięstwo pod Jena, i w nićj wszystkie Napoleona 



reod i : Likurciem. Osiński . {^rzetf uiuaiszyt ją nierdwi^m 
:WievsseiD, lecz wWy borcie i do8łoWi»€. I ja^desIflArszy jiSj) 
nsk wsi, praetłaoMiesyłeoitjąjwiersaeiii i slrofami Mj i9«- 
m^ mmry.<€0 oiygioai^ jeat w moioi s&biotze, nitsM^ś- 
p^wne od Osióiskiogio. 

.3 ni podc^aS' H) wojfiy z Sosy ą i po tróktaeie gi- 
życkim; i ogłoszeniu Księstwa war^z^MY^kłego, ; zbiegli się 
do Warszawy z. całćj przestrzeiu polskiej literad. J^- 
ti;yarcha poezyi i patryotyzmn Jotiaii Niesleewfeoi; przy- 
był z Ameryki i pow^jąoćj. ojczyzfiie >śpjewać ziaczął. 
Młody Fraocjszek Wężyka nozeo alcadc^it krakoilrBkiśj; 
nie obcy językx>Eit greekiemn i laoi leskiemu yizmsiął wy- 
rabiać dla teąiru sztoki n^urodow^e . patryotyezae it seedę 
^ niemi zasilać; Feliński okazsU m^rw Tmotti^yfiwie Pmjf- 
jaciół N<mk z Wieśniakiem D^Ulta^ If^łski itFieeBnie pisał 
po swojema do s^ojch. i o ainfoieh , żadea atoii nie ^- 
dpłał ,wziąść miejsca^ przed Osfió^jni* . • 

Gdy król Saski Fryderyk Aiłgott otijął bei^kO; : F^iiL 
Łubieński mianowany przez niego i^imstr^ sprftwiedł|- 
wości ; przyciągając 4o siebie ludzi ciświeooiłj|^ab>. miano- 
wał Osińskiego Sekretarzemi ministerynin^ ,4|Jl^ xiokii ffi- 
sarzem sądu kasacyjnego w S^l^d^ie Stano- Osiński i^pie« 
rał muustra piórem^ źoiuę. jego autorkę lFcif«%/i$adą^ i tak 
z &yci7. czysto . Utęracikiego wszędi iv publiesme.iiczęda- 
wanię, > i ^ . wielką cUubą dla . siełŃ^ z zadowołoie^tem ^ 
Rady Stanu urząd swój przez cały ciąg Ksic8twaVWar- 
szaw^M^o ^p^awc^wął; przeeież Ktoratoffy i łp^ezyj nie 
czaniedbywałt r. *. , . . ' 



' j 
I t 



ł i 



673 



Pa WDytie rl809 n- i jHi^ylącseiriii do'K0ic0tw8) cizte- 
leeh d^MiitofiieQt6tf'gałi6yj9ki^^ gdy tałający Mc ra^d 
powró«ił i Totoarsy^twoi PrzyjtKiól Nauk yat po dmierci 
Attiefttiftodeg^^) pod presy deneyą Staszica rozpoeeęło swo- 
ja {loiłedzenia, znatdiBienia StaBiica, klióry ś^wteżózTo- 
rttfiia ;od grobu* Kopernika powróciły napisał ' Osiiteki 
^^jcosiytoą. Odf b^Kopemiku, któr^ dodał Mm większego 
Qrok% .ozy4a|^ ją aa- posiedzenia Towarńf^iioa z wyborną 
i niezrównaną deklarisśoyą i łniiniiąeyni sfmm organem. 
Wknl^toe, adl^powrói wbjąk narodowyełi do Sldioy,^ napi- 
sał dnigą> odę Hryeaną , w któro) w zaełi wydających obra- 
za^ wifildófiA. się do wysoUego stopnia poezyi. 
'\^ F^ssea. czas trwaaia Ksręstwa Warszawskiego^ lak 
w T^^tmreyUwi^ F^zgf&ciót ^N^mk^ juk na obchodach po- 
ńmiertt^ycJ}^ okazał rówiny jak w poeiyi talent W9»fff09łćj 
wymowy. .WydśrzyJ się na ptacu- ćwicsieti wojskowych 
soMitny wypadek; pałkotYntk Siemianowski , szykmjl^c 
«w^j p^łk i foroinjąbi^seei^i^ z dobytym* pałasadm za- 
pędził się/konoo: ipa podoficera występającege^it szeregu; 
nio wiedSKieC) cny chciał go pałaszem wtrąció "w szereg, 
lob mu pogroiiió;»iecz udzyoit 40 tak nieszczęiHiwie , -ie. 
.ftziycb) pałasza tmńl W same .usta podoficera, i przeszył 
gaidło; |N>dofieer apadł bez d^zy. Widzowie jedni twłor- 
duAf ie koA ! mimowóittie Sin^nianciwskiego uniósł^ czćtn 
atęlak^ pułkownik wymawiił^ drudzy/^ż Jto w gnie- 
wie' amyilaie ^^ynił^ bylt it taey, którzy' głosHi^ że 
mjał* jftfcąś urazę do tego . podoficera^ r izeiiegi wółiły o 
zemstę ; vpra#0' było sutdwey wszystkie 'pozory mówiły 
prsec&wSIefnkinowsfaiemlł,' wątpiono o jeg|o hnibwińnie- 
ain; <oii* rziicił się .w sęce Osifiskiego; Wystąpił' przed 



~ 874 — 

fi4dem Opiteki^ a tak ognistą}, zręczną 4 prawfią cAiroBą 
dowiódł Biewinnoilći pnikownika , tak zachwycił;* póm- 
«zył i ronrzewnił sędziów i pńbticznoM, iż jedrnunyMnife 
przy pisano • trafowi wypadek; a Siewianowi^i awóltlionyk 
i ooaioiiytn został. Mowa' ta wzór tego fodzajn' oliroU^ 
tak zmhwyeiła wszystkkh, ie Stanisław Polski sam 
wyborny ' mówca i aędzia doskonały smako, itmieśeił jćj 
wyjątki w dziele swojóm o literaturze, i jokó wzór tego 
rodzaja wymowy potomoośoi podał; 

Jnż przed zawiązaniem silg Księstwa Warszawskfć- 
go, podozas jeszcze łiytności Napoleona w Warszawie, 
na hasło powszechnego zapisiłu przybył do Warszawy 
Mian Niśmcewioz/ulnbiotiy narodowy zasejma kbnsty- 
^^yjn^go pisarz, który kiedy* niekiedy z czwartój eżę^t 
świata przysyłał do rodzinbe^o- kraju ^wo^. ti^y 1 żale 
poatracie ojezyzny, i zaraz wziął siędoprdra* P^trya#- 
cha ten poćtów i patryotów Polski, zastał Osińskiego u 

4 

szczytn powodzeń poetycznych^ oddał* mu on ż pociecfhą 
sprawiedliwość nim poznawszy go zjego doWcipn, sma- 
ku, talentu , z boracynszowskiegó równie epikmreizmti, 
jak żyw6j i satyry oano żartobliwój wesołości, to nźyj^ 
tego słowa— pokochał go.--^ Osiński surowy sę<|zia pism 
swoich i cudzych, kfóry nidiień^ prawidłom sztfd^i i czy- 
stem^g smakowi w starszyełr i zasłuteós^ch #ieszcAush 
i pisarzach nie przebaczała tak, że umai^łytn i tywjTsi 
je wiyrzlicał, który szanując i' cz6ząc Woronicza, uzna- 
jąc' tlblent Molskiego, w t^erwszym napnszyśtość Naru- 
szewii^za i nabrzmiałość wyrażeń wytykała yr dmgint 
otiok gładkości 7 wiersza: trywialności nie^zebaczał, two- 
rów Niomcov!^lcza' tkn^. si$ iiądż nie śmiai:, bądź ofe 



— 875 — 

oJieial) witiikoBi. jego naiteatnse aar^dotwym prsedsławia- 
nyni' diętiiie pakleskii^al^ a jako hajkopisana obok* La 
Fontaina i ina caele wszy8tkiffa< narodowych ptgarey nif€^ 
śeił. ,KieiB^|Kviez tak «obio podobał w. Oaińskim^. tak je- 
gO: tc^war^ystwo i spositti <^bcowaiuą f^ołabił, żOiwkfe 
rasy. gdaie ną męzki obiad, lab ^ieexór był zaproszony, 
pytał Bię. isaiysEe/ <ezy. OsibBki będaie2 a gdy fiię^aeszli; 
}ii/^i^e\v.iea poddawał fOsińskietna lulubione jego>.pra^ed- 
ia|oty^ ku9ił go do sarkaatycBońj wesołodci j. i W^edy praw- 
dziwie Osiński umiał być Horacyupze/n. ' : ' • 
.i.i :W.^m włatoie ^eaaioi tó jea(; 1810 r«. będąc mia- 
nawaay referendaKasreop w RadoiefitaDu zjechałem do War- 
szawy na jaieszkiaie.^ Paprssedaiły mnie ^: moje ^jlrakieia 
ogłoszone lody^ a inne.wiersae majo. jqt znał Osiński. 
Stamłedii ^ę aaraz aaznajoinić i z .nim , ia raezćj przypom^ 
i»eć siętznajomioi^ci we Wronowie . od lal najmłodszych 
nabytki Są ladzie a fiiaio ipod tym wzglę<|ein ?jesl wy- 
jtl^lków, eo jakieai* bądź !wydarzeniem>>azozęieieąi; lub 
oeobistemi zaletami przyszodtezy .do znaezenial^ wstydzą 
się ftteriviastk<KWBgo swego ubóstwa^ a przyafljranićj »nie 
Ifkjłe są im % oayefa czasów wspownieiiia. I^rzedstawiłem 
aię.OsiAskiemaJakoiiiieziipjomy, łeoz-on totaz pc^ciągną^ 
mntedot^iebia d wagiem. ityspomaiaaieia. « ,jlf8e powiaieii 
l^y ;^n mnie uważać za nfteanajomego ^ wseak* ja j^sśeia 
jEze^łyitcn sam Osiński, który na iwakaeyaob we Wroaoh 
iwie .z młofdszym bratem pańskim «p. Janem łnyłem zAn^ykł 
awy wolió ^ paąia. pamiętam • jak « «ię . do nks mieszaled. 
Pan za4 próoz4ego znany nam jesteś.ze sv^oich utworów 
poetycznych ^ k^óro uakieszczałam w Dn\oehowskiegd i 
oąoim Samftnikuy. a s^c^ególai^l dwiś ody; którei do* 



— 876 — 

piaro eo e^jtaliimy prukenały nas, fteiliterattiim liabj^a 
nowego imeszeisą. . IVin sauiżęk\ijii9zy byMw 9wi^i^odaeb 
odemnie; posśscdtes 2a torom. -najlepfizyieb iiryków^^tiebo^ 
orałeś : foriay jedncauiarowega Siersza, ja pissąć 'w po- 
ipieeha munaleiif przyjąć raźną* ni jare , me równą/ nie 
mogłem y^eiśas^^ myśli w krótki wiers^^; odpowiediuałem . 
^Fovmy : są >eeozą obojętną. Wt^liiosłońć i piękność'* my^ 
Aiy obrazy^ świetbcl i dokładne/ ktM^pddBiwiam w paA* 
skick oAalib, wynodzą je nad ntoje, bę^ szczęśliwy je^ 
żeli ranie za panem poliezą.^ ,,».«? ,, i 

• I :; Opisałem ^yiij pod Księisiwem WatszaWdkiem jak 
nas^e wyobiafeeńia ^.HteraturliB i poe9yl> nasaDO Msady, 
ttsuiże . przekonanie^ spotkały^ jsię z sob^; odląd>: zaczęła 
fiię >nfa<»ś<i wzajemna ii przyjaźń ^ i trwały* do * śmierci 
Osłiii^iefa Ciągle i za Księsiiwa Warsoawfkiego^.i ża 
królestwa. Polskiego i za newofhicyi, i po^ręwolucyi dia*** 
wał mitój. przyjaźni. doWo^y 5 pe rewoł«<iyi odwi^iiał 
miiie ipo. dwa razy . w moim domn/ bawił 'po tygodjkia^ 
pisywał do mnie eo.:»rzadko ezyail diai dmgieh; Ody 
w T(ń»arjsy9h0M'J^ztfjmiidŁNavh pokilkakroó go Mgło- 
noy abyna pubUcznem pomedaenin ^jaki ntw^ swójój 
poezyipi^ynifteł;^ wtedy jndb* z powieda «ajęeia' się teatrem 
poiśmierici Bogusławskiego ii^ypośeiWazy t ręki > poetyczne 
piórO| z(LW8ze zwykł :był matę nastręczać do czytania. 
Baz«i jednego odezWał się, „Ja nie* nie mam, ale paa 
Eoźmian ima cztery pieaiJ Zi^JitmaAthóa tkW^^ią kol^j 
odbędzie.^ ^yCbętnie, odpowiedziałem,' jeżeli który i»<edb)n- 
ków czego lepszego niema.^' ale mam pii7eBzkądę> gdiył 
właśnie na^tójsesyi ołietoym by<ć> nie naogę dla ^zatrur 
dnie^ uriędewych; a praytćm gdybym nawęl; był, to ja 



— 377 — 

niedo&ć dobree czytam. Ksecz t4ik z natury aiepoetyczna 
jak Ziem:aA$iwoioBehlB, zimna i prawidłowa, niczadowolni 
pubłłczaoAci złoionej po większćj części z pici nadobnój 
i młodzie^^y, która oczekuje rzeczy czułych, rzewnych, 
patryotyeznycb, przemawiających do serca i imaginacyi.^ 
Osiński na to odpowiedział, „Ja tam znajdę ustęp co się 
podobać będzie i czytać się podejmuję^, i wybrał o chowie 
koni. Po sesyi urzędowćj dążyłem na posiedzenie Toioa- 
rzyshcay lecz już było ukończone; spotkałem p. Zamoy- 
skiego prezesa senatu i Platera, oba się do ronie ode- 
zwali: „Winszuj-emy ci, szkoda, że niebyłeś przytomny 
swemu trymfowi,^ pan Zamojski dodał. „Ale jak pan 
Koźmian, literat i poeta, mogłeś nabyć takćj znajomości 
o wj^chowaniu i ujeżdżaniu koni?" „Bo będąc odpowie- 
działem, od młodości wieśniakiem i gospodarzem, żyłem 
z najlepszenii znawcami i jeźdźcami, sam nie żle jeździ* 
lem, lubiłem i lułńę konie, a w bracie rodzonym kawa- 
lerzyście pruskim, znalazłem mistrza jak z końmi postę- 
pować, i jak je ujeżdżać." O kilka kroków dalćj spot- 
kałem Juliana Niemcewicza, który mi mnićj więcćj te 
same powiedział komplementą, dodając, „Ale bo tćż 
Osiński cudownie, czytał, nie dziw, że pięknie, ale że 
szczerze. Co tó za uroczy organ i deklamacya." Przy- 
pominam sobie, że Niemcewicz zwykł był mawiać o 
Osińskim, ,^6dyby on rejestrzyk bielizny czytał to by 
się wydawał poezyą i harmonią." 

Osiński nie tylko wiersze moje przez przyjaźń chę- 
tnie czytywał lecz często i prozę. Na posiedzeniu sądu 
kasacyjnego wyprawie Kuczyńskiego, gdy przy czytaniu 
długiego i nudnego referatu, . bo blisko z dwudziestu ar- 

48 



— S78 ~ 

kuszy złoionegO; piersi mnie zawiodły i ocfaryptem^ Osiń- 
ski wziął odemnie referat, do końca go odezytał, głosem 
swoim podniósł; i z ziewania całą publiczność przebudzić 
O ile Franciszek Morawski z przyoI>ylnego o moich 
tworacli mniemania ; naglił mnie i przymuszał prawie do 
koiicżenia mojego Ziemiańsłtca, tyle pobłażaniem i patrząc 
tylko iia obrazy i imaginacyę, w prawidłowym poema- 
cie oszczędzał uwag. Gdy ukoAczywszy poddałem tea 
poemat pod sąd Jana Tarnowskiego i Ludwika Osiń- 
skiego, ci oba doskonali znawcy rodzajów klasycznej 
poezyi, o ile pochwalili cel i rymowanie , ó tyle zganiH 
wykonanie nie co do formy, lecz co do rzeczy. „Chcesz 
zachęcać do roli, powiedzieli mniej więoćj, a w tak ohy- 
dnych barwach wystawiasz rolnika polskiego, i stan jego 
tak litości i ubolewania godny, a obok tego w tak czar- 
nych kolorach malujesz nadużycia, niesprawiedliwości 
i przywłaszczenia właścicieli i panów, że i włościan i pa- 
nów wzajemnie od siebie odrazisz ; a że jako skutek po- 
stępowania panów z chłopami umieściłeś epizod rsrezi 
Chmielnickiego, jeżeliby chłopi kiedy czytali twój poeińaf>, 
niepozostałoby im tylko porzucić swój stan niewolniczy, 
łub się porwać na panów z kosami jak to uczynił Cbmid- 
nicki; duch dobry, groźby słuszne , skutki 1)yłyby smutne 
i niebezpieczne, wątpimy, ałyy cenzura krajowa dozwo*- 
lila druku.^^ Uznałem słusemość uwag roizs^nyoh i rze^ 
telnych, uznałem przesadę młodego pi-óra, gdyż Zie- 
miańsłwo zacząłem był w 24 roku życia. Odrzuciłem 
{Agawie całą pieśń pierwszą, odrzuciłem epizod Chmieł- 
nkklego w traeeićj pieśni, i zastąpiłem go legionistą 
polskim, a tak tym dV\^om moim przyjaciołom i trzeoienutt 



— 379 ~ 

Krasińskittna winno Ziemiaństwo, że wyszło w t^j formie, 
daehn^ i treśoi jak wydrakowanem zostało. Przed uzyska- 
oieiA pozwotenia cenzury i przesłaniem do puławskiej 
drukarni, poddałem raz jeszeze manuskrypt pod 6ąd Osió- 
ąki^;o ; właśnie wyjeżdżał do Kask wsi przyjaciela swego 
Jana Wołowskiego, wziął więc z sobą rękopism do roz« 
wainego w swobodzie odczytania, powróciwszy za tydzień 
oddał mi go mówiąc ;, Teraz 6mialo moina go drukować.^ 

Już zesnułem pierwszy wątek na poemat epiczny, 
który zostawiam w rękopiśmie Stefan Czm^ieeki, gdy 
był u mnie na wsi po rewolucyi Osiński, dałem mu 
do przeczytania epizod o Tatarach, podobał sobie w obra- 
zie , a gdy mu wytlómaczyłem plan cały dzieła, którego 
dokcmać niespodziewiUem się, rzekł do mnie: „Pisz, nie 
naśladuj ale trzymaj się co do formy wiernie Wirgiliusza, 
to są drogoskazy na długą podróż, żaden z obcych nie 
zbłądził, który f$m podług nieb kierował.^ 

Osiński zostawszy za Księstwa Warszawskiego pi- 
sarzem sądu Kasacyjnego w Radzie Stanu, będąc przy 
teni sekretarzem TowarzyBtwa Frzt/Jaciół Nauky i redak- 
torem Pami^ika już nie miał dosyć czasu na oddanie 
się ułttłńonój przez siebie poezyi. Teatr tylko prze^i 
związki z. Bogusławskim zasilał, a raez'j zachęcaniem 
innych, jak Adamczewskiego, Pękalskiego itd. i krytyką 
ich tworów, wspomagał i ożywiał. 

Za Księstwa Warszawskiego zjechał do Warszawy 
na mieszkanie do swego na Miodowój ulicy pałacu 
Aleksander Chodkiewicz, pan młody, już na Wołyniu 
z miłości literatury, ze związków z uczonymi , z na- 
miętnej jskłpaności do (^emii równie jak z marnotra- 



— 380 — 

cienia ogromnego ojcowskiego majątku Koany. Przy- 
wiózł z sobą młodą y piękną żonę, którą kacbał dziwaczną 
miłością i mniemał się być Argasem ; sprowadził bardzo 
piękną, liczną i bogatą rówjiie w narodowe jak obee 
dzieła ozdobną piękuemi edycyami bibliotekę; przywiózł, 
nabywał i sprowadził najkompletniejsze narzędzia cbe- 
miezne i założył n siebie gabinet czyli pracownię, w któ* 
rój oddawał się przez cały dzień nlubionój nauee; założył 
u siebie drukarnię; otworzył dom piękny, ołwzerny, do- 
statni; szukał zaznajomienia się z wszystkimi literatami 
warszawskimi, wkrótce wszedł do Touarzy^łwa Przyja- 
ciół Navk, zjednał sobie pryjaźó Osińskiego i często go 
do domu swego zapraszała a że miał także preteosyę do 
rymopisma, chciał dopełnić przepisów Towarzystwa i 
prócz rozpraw o chemii napisał trajedyę pod tytułem 
Katon. Nie wiem ezyli przed zjawieniem się jój na sce* 
nie, czy po jój odegraniu sprawozdanie o niój przez 
Osińskiego napisane i umieszczone w jego ds&ienniku, a 
bądź przez przyjaźń, bądź dla niezrażenia Chodkiewicza 
od literatury w bardzo pobłażającym sposobie i^ożofie, 
a nawet z pewnym rodzajem pochlcb^i^go względu, miało 
ten zły skutek , iż Chodkiewicz ośmielony puścił się nie- 
bacznie w zawód teatralny, i jedna od drugich gorsze 
sztuki pisać zaczął. Osiński lepićj byłby zrobił g4yby 
był Chodkiewiczowi przypomniał, że Karol Ctiodkiewicz 
orężem nie piórem pisał, i wicczoie zasłynął, non omnia 
posmmus. Publiczność mówiła o Katonie z UŁyki „Eaton 
utyka." Wkrótce Chodkiewicz pospieszył się z trajedyją 
Wirginia f bo charaktery rzymskie najwłęcćj mu się po- 
dobały i nim dał na scenę, zapragnął zasiągnąć zdania 



— 381 — 

preyjaoiół, mi^zj wylnranymi Osiński i ja zostaliśmy wez- 
wani. Po dobrem obiedzie i wiuio zasiedliśmy do słacliaDia; 
sam aotor czytał , zaraz za pier wszem wierszem akta 
pierwszego sceny pierwszej, drgnęfiśmy oba % Osińskim 
i spojrzeliśmy po sobie, wiersz ten był taki: 

Dzisiaj niebo i ziemię i piekło poruszę 
I dzisiaj Wirginię koniecznie mieć muszę. 

Cala sztaka nie wiele była warta, znużyła nas, a 
ie po dobrym obiedzie, czaliśmy skłonność do snu. Osiń- 
ski czasami się odzywał prosząc o powtórzenie, nako- 
nieć skończył autor mówiąc: „Teraz krytykujcie tylko 
szczerze i sprawiedliwie^. Ja się odezwałem: „Pierwsze 
dwa wiersze zostać nie mogą, wywołają żarty, wiesz 
jaki sens zwyczaj mowy naszćj przywięzuje do tych 
słów — mieć kobietę? porwać kobietę, nwieść kobietę, 
to by było 'właścfwszćm wyrażeniem twojćj myśli" po- 
parł mnie Osiński i wszyscy ; dalćj Osiński wziąwszy 
rękopism zaczął robić uwagi , słuchał z nieukontontowa- 
niem Chodkiewicz, a gdy Osiński i my wszyscy dodali 
weż jeszcze na warsztat i popraw, bo tak pozostać nie 
racie — odrzekł: „A więc nie znajdujecie w ni^ nie do- 
brego?"^ — Nic, albo bardzo mało godnego trajedyi — „A 
ja wam odpowiem że nie wierzę , żebyście cokolwiek 
byli znaleźli do pochwalała, byłbym przyjął uwagi, a 
tak widzę tylko uprzedzenie i nic nie odmienię". Wy- 
chodząc Osiński rzekł do mnie : „Chciał pochwał, pozy- 
skał szczerość i przyjaźń, i uraził się, niechże się pu- 
azoaa na zgubne tory, a szkoda^ bo zacny człowiek i 



~ 382 — 

dobry towarzysz; lecss nieeb ptlDUje retorty^ lepiój sAefm^ 
bikuje Olała jak wiersze. Ptóskońe się w aini odei^wała, 
będąc bogatym; ro&aonte iejest do wszystkiego ntalento- 
waaym'^. Osiński ałoM często bywał 9 Chodkiewfeza bo 
go lubił; to sio przeszkadza, ażeby ezasem so^ie z nie- 
go nie żartował, zwłaszcza z jego osobliwszego jwstępo- 
wania z żoną, którą kocbał; ufał jćj; a jednak strzegł; i 
z jego sporów ciągłych z tą żoną, z któryś nie raz za- 
bawne wy więzy wały się sceny, bo była żywą i dowci- 
pną. 

Obie trąjedye Kitton i Wirginia nie popr^Lwionehab 
ł)ardzo mało poprawione, wyszły z dtukarni Ohodkiewi- 
cza z przypiskami na bardzo pięknym weUn^wytn p«i^ 
pierze, i bardzo pięknym dźukiem. Tem tylko ^się od- 
znaczały, 

> Osiński był surowym przestrzegaozem prawideł wq 
wszystkich rodzajach literatury, a szezególnićj dramaty- 
czoój, jednak za Księstwa Warjszawskiego i sam małe 
ustąpienia robił, i drugim wyrozumiewał wszystkie z sztu- 
ki dla patryotyzmu ofiary, którego podsycane i rozgrze- 
wanie było wtedy koniecznom do dopięcia zamiara. P€id 
względem gorących patryotyczno narodowych sztuk, ee* 
lował nad wszystkimi Franciszek Wężyk ńwieży i mło- 
dy ucz^ń Uniwersytetu Jagiellońskiego, znający w źró- 
dłach literaturę grecką i rzynśską, a szezegMniój podo^ 
bający sobie w literaturze niemieeki^j, dobrze w diój 
wyuczony i wielbkiel piękności Schakespira, piękności 
a nie try wialnodci ; trzymał się '• on koniecznych i nie- 
przestępnych prawideł, łecz trzech j^nodoi nie uwatał 
za niezbędny warunek i za wzoreąi niemieckich pisarey 



— 883 — 

nwalaiał Bię ccftsem od tŃeh, okupując to piękit^m rj- 
mowani^iD, harmonią wiersza, jędmoAcią mydli i wysło- 
wienia. Jolian Niemeewicz moićj jędrny mi miody Wę* 
tyk, gw<^eini weorami dodawał temu powagi, cbociaż 
śeiM^ nieco trzymał się praiHdel. Lecz młodzi pisarze 
idąc aa temi wzorami zaczęli sobie więcćj pozwalać i g^r* 
dzić nietylfeo prawidłami, lecz wyłamywać się z pod 
miary podobieństwa i prawie zdrowego rozsądku; można 
było <► tym dmcbu zjawiającym się powiedzieć — nieebaj 
to będziie ko^iczBo-traiezne, byłe by patryotyezne. Nie 
pomnę,' na jakićj sztneo tego rodzaju, siedząc koło ranie 
w teatrze OsiAdKJ zntecierpliwiony rzekł: „Panie referen- 
da^^ powiedz mi, kiedy my dla miłości ojc^zyzriy prze- 
staniemy na teatrze głupstw robić i kaleczyć sztukę, 
która jest obywatelką świata całego a nie wyłącznie sa- 
mćj Polski; ate ta nikt nie wstrzyma tego popędu, boję 
się, aby do nas nie zastosowano tego wiersza Dmochow- 
skiego: Dla miłości ojczyzny godzi aię h , . , zostać'*. 

Na początku Królestwa Polsłeiego nłożono jakiś 
liryczny dramat, który na dochód ubogich podjęło się 
^*ać towarzystwo amatorów, a na czele kobiet pani Za- 
mojska* Uproszono jednego z młodych naówezas poetów, 
któi*y potćni wytrawiwszy swt^ niezrównany tałcnt osią^ 
gnał jeden z najznakomitszych stopni między wieszcza* 
mi, aby napisał prolog do tćj sztitki; on nacliyfając się 
za gustem kobieta którym już rbmalityićzne twory jako 
tkłiwe i rzewne więcćj śię podobały jak klasyczne wznio- 
słe i poważne, napisał wierszem porównanie Ossyana 
z Homerem przenosząc pierwszego nad drdgiego. Będąc 
obecnym pierwszemu przeczy tadiu tych wierszy u mini- 



— 384 — 

stra Mostowskiego; sprzeciwiałem się wyborowi przed- 
mioiu i porównaniu^ utrzymywałem; że ci dwaj. wieszos^ 
porównać się z sobą nie dadzą ; Homera trudno strącić 
z jego .miejsca; staroży tnońć . o nim mówił^t i cały i&wiat 
powtarza, że latwićj jest Horkiiilesowi wydrzeć maczugę 
jak Homerowi wijCrsz jeden, chyba tyłko ńlepotą, żebraer 
twem i tułaetwein są do siebie po^)bni; leeis m^ z pie- 
śni 1 szczytnośei przedmiotów. Ossyan moie jest Homa- 
rem skandynawskieli na pół dzikich Indów, Homer grec- 
ki jest. i będzie, wieszczem wszystkich oiiwiccoDyob. na 
rodów ,i Homerem całego świata, he^t mnie kobiety 
zakrzyczaly ; spastrzegłem, że między k4>hieta)ni próżno 
bym>się spieirał; z pułkownikiem młodym; urodziwym i 
utalentowanym, a chociaż to był mój przyjaciel, już nie 
uważałem na czytanie ; które towarzystwo^ oklaskami 
okryło. Wyjecłiałem na wieś, powróciwszy zastałem już 
odegraną sztukę na dochód ubogich a prolog rozdruko- 
wany po dziennikach. Zeszedłszy się z OsiAidcim zapyT 
talem go jak się udała sz|uka: „Wyboriiie" odppwjedział, 
lecz wziął ją do ręłdi zae?:ąl łirytykowacVifiiektóJ?e wyp- 
rażenia, między iunei^ń ten wiersz: Z słońcem ^ta czde 
zeszt-dł dzień w&pmiaiiff .móms^ą: ^ Widać że żołnierz 
pisał, dziei^, zrobił kapralem a słońce koka^'dą'!; gdy 
przyszedł na wiersz, ^ę Ossyaii patrs;ął pr/łCz łzęiaa śiii^iat 
a ktoś to wyraźnie cjiwalił, „To tćż żle wids^iaU^ z ży- 
wością dodał; nie. dla tego aby tak myślał,. Iec3$ ażeby 
się odciąć. W Opsyanie bowiem znajdował wiele piękno*- 
ści. Przez cały ciąg Księstwa W^Vfi|zawskiego urząd pi- 
sarza; sądu kai^sacyjnego i sekretarstwo .Topsansystioa 
Przyjaciół Nauk więcćj Oąiń^skieu^u zabierały c^sn, niż 



— 385 — 

literatura: i poezya, jednak w tych przedmiotach stał na 
e^a Arystarchu, i pisssący albo u niego krytyki szukali, 
albo się jćj obawiali. 

W ezasie zawiązania Konfederac^iyi Jeneralnćj pod 
opteką Napoleona, wspierał doeba narodowego teatrem; 
lecz zajęty sądem kassacyjnym o poezyi nie myślał, 
zwłaszcza^ io miał wyręczycieli w Jałianie Niemcewiczu, 
w Morawskim, w Wężyku i w poczynającym już Kanter- 
bnrym Tymowskim. Ja t>ędąc referendarzem i razem 
sekretarzem Eonfederacyi Jeneralnćj, czekałem jakiego 
walnego zwyeięztwa Napoleona aby napisać odę, lecz 
dopiosro mi ją mitehnęło wzięcie Moskwy, które się wkrót- 
ce olMTóeilr) w nabicie wszy stkiełi' naszych nadziei. Mimo 
ie oda ta cs^tana na zebrania się członków TottmrEy- 
siwa Ppzujaciól Nauk u Stanisława Potockiego pozj^ ska- 
ła wziętoać, jednak Matnsewicz główny kierownik rze- 
czy p^biiczDĆj rzekł do mnie : „Wstrzymajcie się z nią, 
aż obaczymy skutki^ została* więc w moich papierach 
nie wydrukowana. Osiński bywał u mnie często, gdy 
przeczytał, w jedoój z moich licznych nie wydanych lob 
ziKezętjrcb tylko •od, porównanie Napo)eona do komety i 
w^yrałenie^-^ piorun zgryzła — rzekł do mnie śmiejąc się 

, * . I ^ * • • 

Kometa z szponami^ 

Piorun z zębami, 

Boże rymów, zmiłuj się nad nami!! 

W (usasie emigi-acyi rządu i rady Konfederaeyi dó 
Krakowa, po wejściu wojsk rosyjskich do Warszawy, 
Osiński nic nie pisał, ustały jego pensye, ustał Pamię- 
tnika bez dochodu tadfiiego musiał rayśle<5 o życiu, zajął 

49 



— 3S6 ~ 

się więe o^yDiue teatrem. Po ihaierei Bogusławskiej 
przyjąwszy na siebie zars^ąd i teatru i aktorów i afcto- 
rek; znalazł się po częśei i zskłonńodei i z zaajomoM i 
z zdoltto&ci w swoim, żywiole; odstąpił zaraz redakcyę 
Pamiętnika Bentkowskiemu, a sam poświęci! się zupełnie 
swojemu przeznaczeniu. 

Po traktacie wiedeńskim i ogłaszania Królestwa Pol- 
skiego/ na tym okruchu obszernej megdyóPołtkt z wskrze- 
szeniem jćj imienia y otworzyła się nowa i niespodzie- 
wana era dla małego tego kraju i Polaków. Cesarz 
Aleksander ogłosiwszy Bię królem Polskim ^ zlał wiele 
dobrodziejstw na tę ziemię w celu zatarcia dawnyok 
krzywd i nienawiści , chciał wtedy i roa^azał otworzyć 
źródła jój pomyślności; jak to wyżćj pod jego^ osobą po- 
wiedzi^em. Mostowski minister Spraw Wewnętrznych 
dobrze : świadomy ezego ten kraj potrzebuje^ aby zakwitł 
i przybrał, postać ucywilizowanych i sżezęśliwyeh państw, 
wchodząc w zamiary monarchy i korśsy^tając z nieb, wy- 
robił dla komisyi Spraw Wewnętrznych ośm milionów 
rocznego dochodu z liweranku, które pod jćj narządem 
na upięknienie i podniesienie tęga kraju przeaaaczone- 
mi zostały. Zaraz lii^ne zaczął zaprowaidzać fabryki, 
drogi bite, osady nowe, zakłady różnego rodzaju i zwró- 
cił oko na wydoskonalenie teatru. Przydiał mu się do 
tego celu Osiński, którego zdolność i talenta znał, za- 
chęcać go więc, naradzać się z nim i chojnic go wspie- 
rać przedsięwziął. Jakoż Osiński z natehnietria Mostow- 
skiego udawszy na czas dyrekcyę teatru Dmuszewskio- 
rau, udał się w podróż za granicę przez Niemcy i Wło- 
chy do Francy i, zwiedził uajeełniejsze w tych krajach 



— 887 — 

leatrAy aafK^oał się z wszystkimi przedsiębiorcami i sła- 
1?iiiej9zyiDi alUorami* Najdłaż^ bawił w Paryżu , gdzie 
zi^oznawszy się z Talmą^ widując i rozważając grę pan- 
ny Ites i pamy Daobioois zbadał wszystkie sekreta 
sztfda i iirietttów^ wszystek arok deklamacyi ; nic nie 
pominął^ ani teatru ani opery, ani baletn^ zgoła jak pilny i 
bystry uczefl nabywszy obszernych wiadomości, wrócił 
z plonem do Warszawy. Zaraz odmienił i orządził de- 
koraeye i machiny i uorgauizował aktorów i baletników 
wedłng ich zdolności do ról komicznych lab traicznych. 
Dam tu przykład' różnicy korzyści, jakie z podróżowania 
w eełu naukowym po obcych krajach odnoszą ladzie do- 
brze pnsygotowani przez naukę i dobiy smak a upojeni 
pocUebnóm uprzedzeniem o sobie i swoich. Osiński wró- 
ciwszy przejęty uwielbieniem dla teatru francuzkiego, szcze- 
gólniej dia Talmy i panny Mars, mawiał, gdy o tój po- 
dróży przyszło mu wspomnieć: „JAy jeszcze jesteśmy 
dziećmi we wszystkićm, co się teatru tyczy, nasi akto- 
rowie i aktorki są to parobki i proste dziewki w poró- 
wnania z francnzkiemi. Tam każdy autor piszący sztukę 
od aktorów zależy, od nich zawisła jego sława i w ich 
ustach rośnie^. Opowiadał nam, że dopiero panna Mars 
odkryła prawdziwą myśl Rasyna i zrozumiała sytuacyę 
Soxam[iy; że Tałma w Scylli taką okrył illuzyą to słowo 
iPabdigmy że wszyscy spojrzeli po sobie , jakby je Na- 
poleon wymówił, gdy się zrzekł koi*ony. Według więc 
tych wzorów i tych pojęć ołićiał kształcić aktorów, czćm 
mizłrne talenta więoęj obrażał niż skłaniał i zachęcał, 

W parę lat Dmuszewski w tym samym celu udał 
się do Paryża^ bywał w teatrach i wrócił z plonem. Po- 



~ 388 -- 

słuchajmy jakie wywióa;}: ;pr^.ekoiiaQie. Ledwie staaąl 
w War^^zawid; obskoctony od aktorów i aktorek prawił 
im następujące słowa: ^Nie miałem^ po co jeżdsić, ża 
łuję maraie straconych pienifdzy. A lo ei wysławieni 
aktorowie i aktorkvte& Talma, ta paoi^Ma»ą to są jak 
opętani; wrzeszczą tak, ie uszy sobie zalykae potrzęł>a, 
a jak się miotają! Nasza Leducfaowska*, Bogusławski, 
SSEjmano^wski; Kudlicz (i ledwie nie tlodał ja) nterówiiie 
doskonale/ pojęli naturę i sztukę. Trzymajmy się naseój 
gry, zagranicznej me ma co nailładować^. Takie rozpra- 
wianie wprowadzało Osińskiego w rozpacz , a uznawszy 
już pod^yłego artystę niepoprawionym w eaiozamiałości, 
SL który przy tćoi miał.się za uniwers^aliiy talent, ju^ nie 
radą i pawagą, ale szyderstwem i żartami sirapić go 
zsMaoiierzył, leczt^go niedokazaŁ Nie raz zdradliwie wpro- 
wadzał go na opowiadania o paryskim i Warszawskim 
teatrze , z czego najkomiczniejsze soeny wynikały mię- 
dzy Dmuszewskim i słuchaczami. 

Jakoż Dmuszewski był szczcg<>lQą isfotą, w operze 
opiewał, choć żadnego. głosu ani metody nie miał, wtra- 
jedyach bobatyrów, w komedyach amantów i bufonów 
grał role, i golów był skakać w balecie, gdyby mu było 
dozwolono. Przy tóm autor .sztukj farso w, rymokieta za- 
, rzucał teatr rozmaitemi fa^rsami > w których główną rotę 
zawsze sobie wyjednywał. Zawsze każdą swoją sztukę 
patryotyzmem zaprawiał, ztąd u publiczności zy^iwał 
przebaczenie w^ i słabości swoich utworów, i często 
oki7ty poklaskami parteru i galery i wy stępowaŁ Prze- 
cież publiczność nasza na teatrze w masie wj^ta, nie 
jest tak ciemna, aby nie umiała zrobić różniey; między 



~ 889 — 

s4<^oteift»iii tftłtateaii; wiedzkl to oam Dmitesewftkf, 
znał zalety i wady naszój publicznoici^ nieiyłko stółeez- 
aćj £^ i kre|owćj, wyttaiazł , więe i odkrył równie dla 
wftbogaeeoia się jak dia pozyskania słynnotei; órod^. 
Wyrolńł sobie przywilej na gazetkę pod lytolem Knrye- 
ra WctrszoicMego. Właiteiwszćm było dia tego pisma 
oazwisko Ploiha ttUeczna; tę płotkę ustroił on w roz- 
maite pooęty dla rozmait^o stanu i wyobrażeń ludzi, 
uiDiesscsał nnędowe wi»dbnłośei, b«iśnie, wiersze, logo- 
^yfy^ zagadki, i swOje własne i eudze płaskie koncepta^ 
tak, ie to pismo moibna było nazwać eiieyklopedyą wDzel- 
kiego rodzaju plotek. Lecz nie raz wpadał w widlki 
kłopot' Ci eo znali j^o trwoiliwy charakter i bojażń, 
jakąbądi wiadomością niepodobania * się W. Księciu, a 
w skutku tego stracenia przywileju, nie raz go mistyk- 
kiowali. Poddawali mu fałszywe i niepodobne do praw- 
dy wiadomeści, które umieściwszy, albo się za nie wsty- 
dzić, albo odwoływać musiał. Osiński w tych mistyiika- 
€y^eh niepospolitą' grał rdę, konipono%vał mu sfinksowe 
zagadki, a dopiero mu żart wyjawiał gdy je rozwiązać 
trzeba było i bezdeos się okazywał; Przeciei ta ency- 
kk^pedya plotelc była początkiem fortuny Dmuszewskie- 
go. Nie ma tak drotmćj lub tak ciemnej istoty, któraby 
się nie sądidła uszlachetniona przez udział wwiadomo- 
śd lego wszystkiego, eo się dzieje w stolicy, ztąd mina 
bogata dla Dmuszewskiego w miłości własnćj^ jednych 
w ciekawości drugich. Gały kraj rzucił się do prenume- 
raty, wszystkim Kuryer dogadzał, jednych zadawainial, 
drugich bawił | innym tmobłiwośoią konceptów di^bry i 



— 880 — 

wesoły bamor aprawkl^ wiela tertowało ^atoMsysisy je^ 
dnak premm^pewałł. / . - 

Otót kiedy o wieln poi^aioyełi i sasłmtonyeh mę^ 
żadi dziś mało kta wspomina , Dmószewski jako sało^ 
żyiJłel Kkfyera tyje proez Kury era i przez Kur^a sły- 
uie; pbcłiodami' żałobneni co rok przypominają gó-kra* 
jowi spadkobiercy. Korzystniej jei^t Indzi bawię ^ roz- 
ńmieszać, jak.iuszyćii oświecali. Przyzbo atoii mtfseę, 
ie Dmusasewski odobiście by I cało wiktem pO(^dwym, 
dobrym Polakiem*^ gdy przyszedł do majątku był nczyn- 
Ąym, ladzkifu, 'eznłym na nędię biitoich; świadczył szpi- 
talom; ręki. najałmainę aie ścisnąb i z tćj strony zasło- 
tył na wspomnienie i na westebnienie za jego duszę. ' 

Wspomnę ta jedną anegdotę ^ którą z ust Osińskie 
go slysztsdem* Osiński jak> nie lubił Dmuszewskiego uni- 
wersalnodcł, Szymanowskiego sapiącój dekłańtacyS; > tak 
niezmiernie poważał osoby^ a tałentom oddawał sprawie- 
dliwość w KudHczu i Żółkowskim. Kudlrez rady przyj- 
mował, oświecał się^ kształcił, detskonałił i szezegółniój 
poważne role z dokładoóm pojęciem odgrywać. Żółkow- 
ski znakomity komiezny ałdor z postaci, z ułożenti do 
krotofilnych, weaołydi, śmiech pobtidzającycfa scen stwó 
rzony i przez to ulubieniec parteru i galery i, dła przy- 
podobania się t^ części ■ pabłiczności często- W grze, w de- 
klamacyi, w mimice nawet przesadzał, porozitmiewid się 
niejako z partlbrem, do niego się obracał, i bieriaz w pła- 
skie bulbnady wsiadał. Osiński' chciał ten znakomity i 
może jedyny tałent, nie obierając go z uroku, na drt^ę wła- 
ściwą i przyzwoitą zwrócić i niejako natifrę jego z pra- 
widłami teatru pogodzić. Wyrzucał mu nieraz, że zanadto 



— 891 — 

bofonnje, m^wił ..mn^ można bawh^, ros^mieszać, podo- 
bać się bez błaznow«aiiift ^ty przesadzasz i przesadą po- 
niżasz swój zaakoiDily te^nty bywaj na teatrze francuz- 
kim, ki^ry jest. yt Brylewsktm padaeu, przypatrz się grze 
Granvilla a szezegókim starega M aissa i Maissowćj, z ja- 
ką prawdą^ irsturą, talentem i taktem odgrywają kroto- 
filne i komiczne role , bgdziesz się śmiał do rozpuku 
słysząc ich i patrząc na mimikę bez kontorsyi^ bez wy- 
krzywiań.konwulsyjnych, o .to jest sekret gry: pomszać; 
rozńmiesz«'uv bez wysilenia i preiensyl^^ Posłuchał l*ady 
i (ttwagOsiiAsklego Żółkowski) bywał na teatrze frauh 
cttzkim^ wpatrywał się^ ptzejął się^ dziękował Osióskie- 
inu i. wcale, inną: opinią powziął o Grranvilin i Maisse 
od tćjy którą głosił Dmuszewski o > teatrze paryskim i 
Talmie. Przyszła, kołćj grania sztuki na benefis Żółkow- 
skiego ,. wybrał sobi^ sam sztukę zgodną ze swoim ta- 
lentem, na próbaeli nietylko grał poprawaie, lecz gdzie 
ma(ł wątpliwość ezy dobrze rolę wystawia łub ddkkr- 
muje> prosił Osińskiego aby mu głosem i gestami poka- 
^^ał jaki ma grać. W dniu gnania sztirki dyrektor teatru 
ukrył się<: za 1 kulisy^ aby był świadkiem spodziewanego 
tryumfiŁPablicziłoś^S licznie zgi*omadzona na sw^o ula- 
bieńea benefis, wita go skoro się okazał hucznemi i 
trzeehkrolnemi oklaskami. Żółkowski stosownie do zda- 
nia Osińskiego gra swoją rolę wybornie, cudownie, sam 
nad siebie się wznosi ; w lożach jyodziwienie, na parte- 
rze i.galeryi eichośń, obojętność, nieukontentowanfe, wi- 
doczna, nuda, szemranie, stukanie^ zniecierpliwienie się 
i o^szezanie miejsc^ Go to jest? zawołiri Osiński i iza- 
kl^pot^ się gdy się przed- nim stawił zsć ^kulisami Żół- 



~ 892 — 

kowskL ^Cóji to rzekł; czy nie obmaiłeś^esćai publiez- 
no^ei?^ odpowiedsiał ;,Obraziłem całą grą i straciłem 
łaski i reputacyę^ Ale ja to naprawię w następnych ak- 
tach; pozwól mi. grać po nMv|jEmm^ nGraj jak chcesz > by- 
łeś utrzymał sztukę^. Jakoż za pierwszćm zaraz wystą- 
pieniem w drugim akcie; ledwie sobie oatnoił dawną mi- 
nę; mimiką na pół bafońską przywitał «tę i porozuiniuł 
% parterem; zagrzmiały oklaski , wiwaty;* a w dati^4m 
grantu f<yf'a bi$ a przy skończeniu krzyk Żółkowski ! 
Żółkowski! i ledwie me noszenia na rękach/ Po tym 
tryumfie rzekł do Osińskiego: „Pan dyrektor lqii^j ode- 
muio zaa sztukę i prawidła jak graó ttałeJ!:y; !a ja łepićj 
od. niego znam naszą pubiiczaośó; to j^Sj daję co^ u niój 
popłaca^. Osiński odpowiedział* ;,Nie idzie zatćm iebyś 
się dla niśj błaźnił. Moftesz zasłynąć nie przesadzając i 
zachownjąe miaręy celetn teatru jest kształcić i popra- 
wiać powszecbno&e. Jeżeliby teatr miał być ig9*zyskiem 
brukowego gminu ; lepićj żeby nie istniał. ■ Gmin lada 
knglarze zabawią; na rynku taki teatr hyi moiC; na 
knglarstwo ^iioda' i was r kosztów^. Kończąc tę aneg- 
dotę, o gi*że Źółkowtikiego preyołiodzi mi natnyńl łmjka 
Jtdkkrawskiego Kognidc i Gęsi i ten wiearsz 'wiii^: < 

. ■ M j • • . . • • . • . : ' ■ ' ' • ■ " 

Jakoż w n£vszym upsidasz kurniku, • 

To to było kukuryku; 
' ' Właśnie dla gęsi stworzone. 

Pod przewodnictwem ministra Mostowskiego; w jego 
domn zawiązało się wieczorne toiwarzystwo ary^tarchów 
dla teatrU; znane we wszystkich' dziennikach -pod titera- 
xni XX; należały do niego najznakomitsze- talenta i 



»9S 



]ŃAvą;ti»]fittal' /protokół jegft /pnie Jńocf 'Kioisakowski) 
gorliwy nattk inr&y^oiel J osłonek tEomUjrt Oiwieoeniay 
Bideieli d0 /iiiQ00\ Jalian Niemeeiwioz^ Ks. Adam i^isarto-^ 
ryski, 0ba. Pfaitar0wia. Ładwik i Stanigiajw^ J6zef Sieiar 
kofraki^ jeaarał Motaundei; tnayah tiki < poumc. Czytaaiii 
rozbiorów krytycznych satak. wiaaelkłęgo rodsaja, jako 
tM' gry 'aktorów i aktonk bywały* prfytoauie,> pani Za- 
moyska, * i aimMiro^a Mostdwika, obeciioiA idi była po: 
iytfes^ą /bo laodyfikowaly awoim emakieb niotylko 
oateoM kryiyki, 3ibyt'4iatliwe źsarty, ale naw^t- wyimże^ 
Biiii4»oralkią. ezęgo aic nk»raa dópaosHnali Jidian >){iaa(i' 
afiwiegs i-iJóeśf^^Siierrakowtkt. 'ZwyUe aaAimaiiil się z-do* 
#ei9^fri:a?iuDłarkowaiio^iek ałoilł\MK^« Obcianp must i 
wesw^s^fido tego areopagn 'Os^BkiisgOyleez oo sję^ wy-> 
móMł^ i miał' w tśm i|faun»le powody. Kien^eebtKMraan 
i aktorkami, nie mógł być własnym krytykiem łab obra^ 
iaó tyełi pabBemie, kti^jrm^iiifógł prawdę powiedzieć 
zathaMBBmL Je^łitgdzte^iniiaftć wtesna jest draMiwą, tti 
w osoha^k pQiftwifea}%0grcfc slęf teal»0wi,:w aieh jeii^ ni^wię^ 
e^^ezolą, KUm rodzaj > talentów eiote jest Bajt^ttdiiie^«E^ 
do ksrtałeeaifli-i prowadsenia dla awierzeha&ów, jest. to 
raeezpospollta t którćj preaydei^t: jeai prawdziwym mę^ 
c<Eeta»ikiem« Osiński wjfb mawiał mim:,j^ oś<nro pano-: 
wieX. .£..kiytyknją «ak|»rów, aatorów^ cbłoszozde jak 
obceeie^.^leeiS/śtfyym^ aktorom prz^iieaajeier, bo ich<n|e 
poprfmoie;' obwideie w mehi>dobi<e' granie f^a ino^iwas 
portai^Mi|ąv'młódyoh taiaatów aiezra^joie; * bo nie jestśś-t 
my .w nie tłiogąei^l Jf iemce|viez /i Józef ^ierakowdsł za^ 
słażyli aa 4e>»feagł; }yMkrózy/niQ)i6ał , fteiBpgosłaWski 
powinienby i jai sobie powiedzieć sojuiił seneBtenfmny' cźćai 

50 



TięeiAy aSiesakówski wjrmttt uię <> maioiiZBaeząo^gtBO 
Wagnerowć)) ffżyeiymyfmńW^nf^roni^s^y^wylpmkśi Um 
na łoteryi^y ftphd&ała się Wagaernwa;' OiiiUdEi na Mm ioiat h 
]^ ie musM o^]Bjivi;ii ' i -. bronić' idbd' wyaiami^ aifo -i 
ieh podwładaj^dł po ^mniiikaeb. -^ 

UtiroESEgria sif takte sakoła '^natyesiia' i bideta^* 
pierwtzii aloioaa. a eAon}LAw'KmtAyi,Oimvtouam^tvt ^Mk 
r6) nuiadał Gmi&aki, a= fire&ydamll StaaEie*^ • dri^^a pod 
€^mkeyą aprowadzonjek z.aagfaaicj7?.aiatńi4m:' Opiga^ 
łatt.;{)(Hł..8teaa^kyeaa j^k ga eaasętt ibyteia .jegot^ifiK 
wAŚd oa kamtcmae alMimla accaiy/ . OaMdei Łbiecai <&» 
mttŁęirszjf^sttiLielegdfactea^aitiite oietiu' w mfalliiriy 

towan^stTT^di W.weaołofai^awkra aie ras deh 4Kf(fmuh 
daaiam: loikmemwśm ^ ffm&l^ da«c%),:.wds|mtkiah baurił i 
roxAfflie8xal« •••■ .••"'••. ^^ '^ -'^ • . '. : i.-, 

Ł0«B w 0i|§^^r6t68twa:B(»h&ie9aiWaikakjsie^ i dta 
jego . sif^y i dla: alMiy ^JiteBatarf nj^sadbwój. ^«aekato: 
O^Hbdiłł^B^tpriteaBaoaeaie, kldm*.]^ aaliiułpiitaia 'ii»a^ 
dziczało. Wzfii€si«fia i i^satoaa^ praesi €eta9za AJdmii»-» 
dra. akadenuawarssawaka, pó^dkina wodh^ piasttiibio4> 
tó«r aa piił)lio9Hi4 katędrjr, sai^la młfdzj poro^am^niou' 
sakti: poMieziiyeli^ aufeaia. aiiędsf pramńfcaod^ "^M^ 
ajBty^ami^ w krają i aa gFa&ieą.ia9iątnEdw a^aki, iieaó^' 
aych, i sasawedw aBSArłyolpt i ifjąo^h jęByków; iKoniitgRkt 
{wykirała z Kddani^warcaawdkiogt) i p<»aiifd|X)ir> 
li z«ajdą|ąMHtłxtJi{ irrtdiey. Indii da ^a^^iaia*; 
aia Baejae^ a ai4>ełQiła. Gdy pnę^ła kotej ali obsadae^. 
oia katedry Ittaratury ipowazaaba^ cfda.}Mibltezaaśd^; cft- 
ła Komisy a Oiiwrieoeiiia; taticau rBi6iii6 aałyktaj^ jedBo^r 



— ««5 — 

aĘfiiam ffM mydlą. M OsiAikfoga jaiM im t»go^ który 
jKk od inumti DmoohoiMkiego iiteQrłke tnsyiiiat bario 
mymńmf i pomjiy kos wlttemłorze wcaUj swćj rozr 
mi^oiei wsicMij, eolovr«ł m^m i flmokióio, «^ m w%^ 
nMhf stwoigrtMM WTUoMony nuitnr, m^l jedynie % zar 
szeąyłem dla siebie t knl»A tę katedrę sepełiiid > otm 
slatolMteiroieh.iracyitkM m tobą pnytMwił rękojmie, 
Jidu>ii w pierwasyeb mme pretekc^^iMh lue sawMdł bst 
d»eii istoł w ri^etlMsi^y pebtieuiodó rosy^diała eełe na- 
nkowe dla przysłuchania się jego wykładoiri i ioi&bto- 
roiDi stemiijrtoyoh i aoYWiytaycb pisarzy- i tak eiągle 
by^ ai do rewiolacyi, tmiBO. nii^iaki^ M9mm egzemy 
w • rt^gidsroości prelokcyi rssi dla satraditt^. teatrałr 
ąydi 09iśskie9P> powtóre s po^wodów. wypływąląeyek 
z 99go .osobisfyeb rosliiHrgnie& i aat^ykoieA* Wkrótee iar 
łirył irspiłsawodnika w młodym ex- wojskowym i oiałea- 
lowtaym> Meny«i i marabyiWy łees słabiowitym pi^so- 
rsei na skatedirse literstoy narodowi; nie o^ął on mn 
irinebaciK&Wi leez. samym prsedjoMlem i metodą > którą 
obrała ii^ynął na- młodirnd;, aa kobie^n w Ci^ie na pe- 
wną ezęftó pnbliezttości. 

. . ' JM wtedy mm^ ob^rdwóeb ty di mistrzów , młódź 
saezeg^hti^ at|ademiok% rsneąłasię do jUozofii niemiee- 
kij^ W fiteiatitrze zai czyti^ ^iioiwie płody Szyllera 
i*^Qoete|)Oy bty^ki Scddegla i pani Sta^y a asczeKólai^ 
aIwKkry ^Bąjrona, wielbiąe słusznie fiehakespira, przez 
złe zroznmienie rzeczy, zaczęła pogardzać nietylko zasa- 
dam i frawidłami ssjtoki >f ałO' cab^ starożytną litcaiatarą. 
W lioAoa ton daoh^ a ra^ój pppęd nmysłówi wpłynął 
zbyt może na profesora literatury narodowćj. 



Bdtąd nie mig^ę wj^Ś^ 2 t)bdBiwie»ia> j^kiCammiars 
Brodziński ozło<wi^ prawy , zaosy ^ mbrainy ) ttiei njnal 
i die rosrótoił tegoy 60 w^i^0Ke«iv^ powraBclm^ ^tli^iio^ 
ttei 'eoropej&kiob literatów, było afobezpieloaniege r zgdbfie^ 
go dla moralnońei. Nidbiestpieoaśeifctgrtiwo 4)94o> to 
8ze/ im znakomitfize były zdol&dści i taletita^- 

Jiik wi*)riigii^ tak terae 'W Itteratiińę 'Si^^f^ 8% 
li^rmacya z p<>dobn6o(ii > nmysłow^emi > moralMtiii r pidi^ 
ty^ztfemi ńiefbezpieczeństwami^ ptzooiw .któryiii nalepiło 
się^ Ka8trzedz'i Ińtmić. ' • . ^:! •. - • : 

^ Powtar:lam, > ipe pojąć &ie' mogę, ^ jak otiotliwj^ i'f<0)- 
rąicy patryota Kasimier^ Brodziński, hi^Ikd- m «^ 
itrźegl tegOi tfie ftpo«tJ^e^ ob#k pi^kntośei nowi^j szkoły; 
J4j aiebezpieczeńj9tw, ale nawet, że tak powieińy * po jiwłi|i- 
^1 poWdzecbną iiibnd^o6d chwilowemu a^posobienia nło^ 
dzieży. Jak ntógł przebacBa<^ Sebyłłerowi teftdeńeyę^tikry- 
tąj, pod- pięknemi wyraiaaii A" i^braaami w Zbdfcmk</^h 
^jronówi tyle- z ogtiiem ifrfewanych febrodni i zbrodnia- 
rzy! AiU pPodeif8& vchMy a^ ddetini^ po^aej me^W- 
głsie 'de'hct4rei' jeżeli przedmioty ^śpiewaiie^ l^Oćrżoae nim 
promnt cnocie i moralności. '^ ! - i**^' 

Pięktioftó wieli' lit W0T<>w jszkoły romaintj^za*] była 
i>n^ciną, i nikt tbgO nie j^«ptfceezlił>^ ale'ponifatattie'£byt 
ti^ęste najprostszą m^raltt^^i^y było' tłil$'d^'przebal»e- 
*nia. Nie trudnóih także było 4^ przewłdzćula, jakte^nktal^ 
ici pociągnie za sobą' ta bezwzgł^ńa , nk^z^itn' ^ niebami 
waihi reforma W literatlrze. 

^ U Hass staś libwy kiet^nek tomysMw'^ Mtefattttrtfe 
Widótsznie dążył do preyi^piesiseilia WypadfedW, który eh 



— 897 — 

oMailMi6«i. żażegiMnie' kyio m Basetai prMkooaiiii bo- 
^lecMt&tti/ >:» "' ' • ••...•: \ 

- »^r0c«'4egOj inm i Ijrłko ti iiMy pod^ wrgl^deni 

tt f yic lti iiil a^^(m»iitye«ityelr uiwopóir,' ide dztwi|6«i zaAlck 
pieniem i Baiiiłęthości4 powodowana ^ b pogardą odrMut- 
całtt >w02}»fi^>'iiaj)HCkinqsM twoty ^laroitytnoM i kłi^ 
sycznćj literatury, zaprzeczała wBsełłiJim |M^awiAoiń/cz^ 
gó Mi^ i tmy dl' krajaek' strzegła się. Ta zi|A pogMdi gro- 
^a widóeziiie ' Vcze6if t# cz jr pAtiri^j * oftwiade^ sar#dów4(fy 
gr6z3a marebii(^ i upiidkSiem ' literśtariee ^jezyit^ ; ł^ 
^edióiii słoiv(£fib prsecrwń^ idf^weina loaiMyAkowh fio^dła 
eiEeg^i' tśinadło pffękiaoteł 'roniaiitjtBiiiti; ^oa pdei^gaiS^ m 
ifis^ Mpoziiame • fi9^sisG^3rtiliiej|sz7błi: ^#orów' lumysłu^ ladzie 
kiego, Iiib hajmi^nrtci^ftzyoh jegi^ kFea^l*^ W takie je^ 
dnak przesady wpadano a nas; prabolw' nim walesył 
0»i6skłM'br4)Btt^dsti#nych wzoriw, bo^^rt i płz^widy- 
«#M^ i^ w koj^it zapełne ^wyragowmie iit iofriftety naroK 
dówój- ttiistr«dW'^«taroź;yf;tioścly że bezrotumfi^ 'Jekeewi^ 
teiiłe^^i^lDOk prawideł szikaki i dobrego ^eoraka ^> if!i» 
ii^itM Si^ £tni( m kfozyM kkmyeif znis, ai» = romantytodkil^ 
itłe ihstńnoiy' r^s^łego^ism^kU w iileralttnso' ojezysldjv ^ 
-^^'fil8awiłvii8*^'wicc i^ a nas wkrMec^y^na Łitiwi^nieseia^- 
przeczenie wielki wieszcz ; uczeń, at^ftetidj niłiitfK ncŃ0^ 
^Ubfyy Adfttti^ Mibkłewibz; WieilbleM^wstystkaMt lingiel- 
sklcfari liiemiei^idh pio«Mw, <KirM(N«jący% poezą^aeh 

catą klasyczną d^ s^ćze^ld^J Itrańmk^ titerataręv'2^^ 
^d')^o«i{»ocż^da mrlki k 3«ia<teekiomi. ^ywróeił^X]id i^aeii 

t^ięi ^tm,iąręi Maisyezną lia Littrie^ leeiały ss pdd jego 

Cfi(ira(' jak grad baBa(^ i poemdta w nowAj fi^rmie pisu^ 



zn 



Feliński amarł nagle w KrzemieAcn, ŚniadeccytflUwtifctii 
Z Mlmmny^ jedm .tjdfco^ NiemceiirieB tiiMiąe pi^knośei 
IworAw MtekiiKnHkKa^ odsy mą do niegOHh^rie m p«^ 
idO'^^ B pfueAtrogamt <o do ntth6gpłee«atotw s tec d tt i M y% 
iDtMą Qbtei^> c(» 4otiimikóWf jaUeat^fiieliffcoieriW Jiir 
kfi6tetyjHi owsie p9eij^;iiąć w Mią tsiwiały ^giutte bI^ 

MMŁ mh^ Wileteka i firceiiienieelUt nmtób mę 

tsi y < noń) .UłoH' iopi. . Oo rt^lbo było w Wj»ft«aime ? lUt«ri- 
oAw 1 Kmeteietemodwy a na ]<^ 4»ełe Wałetyan Kf«r 
nińiAdy ' Odyniaą Ordymee, < rońiMNyU b«iUa^ ffU^r^j^^ 
itd^<kA&») wl4M icimiliię^fkAd^i f^ jnm^ 

4»ai Mię W UęiT M Mifj^itwietiimf f^^ 
iego? ifoaób piMiii»i : 

i : /Mak^ii^ao ^aifała «ię Odaid^MMóhi^ pi^M^Mi^ 
u^^eWĘ^ J9k^ p0wyj^r ^ i^^ iikatek? Oto 

fiipi)9i7idziła wpd^ zaipnr^^^ młodmii włodiRM 

ibwoła fittQ: wMya&ito vr C9oasyftme» iWtpaii^ywiie^ ifi4ir 
j»mśMm^irHpt^ ni9\iąiimM remr^nejpafrWJttemtane 
z dą^^oiińą do Mirolwyi palHireso^:; odi tijnohiriU 99r 
4i:y9igrzi4 i Hewolwy^ w^ i9»y«łki^i wm^ie i^Mlwsz^ 
śfiiiiiyT at^t ^lyaomjnaini^ :v .t • , > w| 

.}r Mkkk^wh% portm$i w lym ki^tiakli' uwy^itiioMr oU^^- 
d«»^ mat oał# ; |a?«»«<;rsse&i ^wi polfllk^j* T« jiii< lofi^ 
i3rtor^.^Jk« t^ ki$ie9i;yc liteyaeką^ Beak^a jodnakf ae alfP' 
HyrlUdi&i ;ro$9ądikyQh.i {fr^eaofoyoii, .ttdi*e,|yttid.|ia poła 
Itteraókifiiii c^jaw^d się moghiy rmkeya ta poosBit^ii^Ii^ 
oieofoa iipolmbaa^ była 9 natiz^j-siTotiyj^abą^iiYJęe^ 



— Md — 

m lAcmadi i pnMteogaf k^ |ak; w. {Mttadiy Jam. i o tój 
dmuMtstooi MtekiewieiMiwi , jątl>soDO go prfeciw Stpliejr^ 
w «kiMkp wi^ .tegft napisał wiena aa Wwmśm^^ « Jli6^ 
ij^b; aab i^ffurfd^ eŁncm ifimU> n^jntąpiłpneeiir <^^j |nd^ 
■iłdfai i nfijPatkiia ^ dum^fm jEaałiig«Mpt i iałMitaa>. a 
Warasawk sapraaojrt dahrego aąita^ i amakn Urlito-^ 
Tabime n. ?. .f. :-ji- 

: Wtedj^ aaifibie Ittaiailiiryt isinymm^ i \iomś0kf0UK^ 
apaBwałjr to: tpoifaf ai^f^^SF Ucugkci^f Lrommaltyhśmu 

Morawski W' tmmm liMa iła: ]9iaflie6«ricsa„' powie- 
dttti ptaw^f' zgMfutt rawaałykfaay aioiHraekaozgrł iUar. 
wgikfMif łaea iVEgl$d0m dragieh był niaooniaapffMtieAi-i 
wfmf^ &s$jmfi kii'«aaraiily paa które mei oasfaiłjrlL Mkw 
daia^ eae^la :apatrywać w Maratlrakini.daaeitoui a kla^ 
ay^mm. iMaki^aiłKan. Fiadm. hea tidenśaf Morawskiego^ 
Bokodiił tak^ za ap«2!yją|%cego :i«liDnmo./ . 

Jodeo Ositeki wałaaył • oMriMŁd aa Uasy aziMHaitivssor. 
raoa^ a kated|*y; w towahtyabtask,, iiływat arsasUdohi 
toadkćaa^' nawet asydarstara^ ^ ^yna^tu^ lód .witMtf^ 
mało to papfda mfodaieiy > . apowaiaioiięgo wocUo ^ J4I 
mmeamut, męlylka przykładetam^ttlwymienii^ayciili- 
tentów i poM6Wy .kae nawiet ]|nraea isamaga prctfemra, 
K^witory aiBodpw^j^ W sam^ raacąy Eaaunteni. Bradi|A-. 
skłw swoiok pi^koyaeb takte 9aeB%t' robii.wąde/a- 
at^pttw. Osiński Jedoń: został pray awojitai piaakanadiłi 
niawiiiiąiODy; to jeat^ istirf prsy aatara^ pciy pcąwdaŁA,, 
a taraami itfay mi^rałności i pan? ayofa ^pialliridłaeh tw: tłi- 
tarnśMOBOy sgoła pnsy custice i jićj aassidaeb/ ała prdrłoo. 

Exemplaria greca ver8ate diuma, 'oersate noctuma. 



400 



PoriwilyMkł kfaM|roBne>wzot]r<z rotiiMi(jCKiitatv«nłwa* 
rami , - tii» aapi^eGzal piękności ^^gdaie ją atiak»ł ^ looZ' 
wytykał Mfdji jirzeelw. sartnłe^ -doskpimłość' up^ 
w ^Qśei^ Bie w ci^^amęlb. Alę. w oHłodsie^y «4e togę^ 
stopmm . wTMtłi zapał ża noifoAeiąy ^ za . pwtfpmn ^ te nie 
tylko llozabyosza polskiego iiiIei^sltapIiaB^i.łeCB^&^rsjo^^ 
skiego szydzić zaczęto; nazywano go Flakkiem, w^^ffOn 
4oUeA$t«ri8< da ąłowa .pctkkięgf)^ -dak., wyiauewaiio-jego 
prawidła. Łatweni: było do przęlndseąia^ ie (en^jB^^bofjn 
a 'naiaiętay sposób {fojMowaiua pefenny/^ wezeAnm czy 
póti^ićj mmi d^rowad«6 do^^am^ta luaysAójk ióą mikti^ 
eUi. Pv6&fio Stanisław Potod^i w imUiio . wy daoim dsłił^ 
wybóraA^i 6 literaturze^ wymowie i • poeflUfi , ńajoełni^ji^er 
wytftawifli z kiłiłiU|o^wk wieków ' weoiy.^; pcóiim ost^zei^ 
gal, i' Z' tego nierozważnego rztlcenia atę w nowoAci^ a* 
niepojętego znienawi^rania n^jpiękai^sayek #aofó^vstar* 
rei^nośei, wróiyl apad«k i^rk^py, ^a t jakt teraz parkeko* 
naó^się 'nolemy^ wy#róiiył. Siowai jego i pirzćatirogi l^figr- 
następojąde: . ^eęz<ei, cór się słe.easją na.fówjiój '^te^ 
y^hnrm^m się rzneają w ^zikiąi pdtftorneiaiOjwoóoi; jakie: 
„tylko zły smak nątehoąó mo^oy :ą tai wyazdaiuir óoiiar 
„tośći jedna im; dlepe poklaski;: wtedy sztaka^ artyńeii i 
„sędziowie równie.s% sisaż^i^ i jest'io. prawdziwa: .^Or: 
^ka upadku smliku^; w innćnd aąu^ste. fego..dzłeł&' do^ 
dał: „Otóż. iródło t^ sma^niój: rozumb Judakiego Ghat&if^, 
„ktAra ge; tak < d$łeoe poniia^j źle do sząleteŁwa* podoiMia> 
„przemienia dobrego «maku rozsąjdekiW/obłąkamr^łe^ 
„go^ ; . leez tych ^ przestnlijg i wróżb ti^dż zarccnoBdała. 
albo nie czytała^ albo czytała z szyderczćm politowaldem^ 



— 401 ~ 

Bad sdaiUflUDł nftjoświeeeńssega męia;!i iii6gd}rA * aącfeelr 
ttka 'ośfwieceaia^ - • -• , -.-i- - >. -> 

Ositaicł doezekał «ię aEawodiit«ra^€ich niflowań^ a na- 
wet doczekał się f oeaęśet w literatiMe aiMfawdaema s^nro- 
icb i Poteckidga''ii«r6żb. BrodciAaki nie dk)6eekał • się 
w liśiNratuin&.tyA Bkdtk6w> :kMre;peosęścijl&bftoia je^ 
ufooM ir ebarakteri rozsądek młoddeżjr flikoAnćj > spea-^ 
wiki. Umarł bo. jak mfczemitk 'swctteh patryotjrozayeh 
acznć i Jsaiesień* &djhy był po rewolacyi/ poUtyicznijr.k 
jćj oktoppyofa ifka&aełi kMfre^ widział , i kióryeb padł 
oiarą ,> 4óeiiekał śię* i: ajf zał sdziaiejizy qpadek ńarodotPćii 
łiterotary>.«te berezye literackie'; ktAre aię objazdy, wd 
Lwowie i w. PoznaBui po ńmierei Edwarda Rae^yńskie-*' 
go, ktiry- }e wstrzymywała gdyby mówię Birodziński 
^ytał to 'Uilinierstwo Iiti9ra6ki6> y, ^ \odkąd ;pDwieaei 
„narodowe pisać Apoczęto,* nauka historyi nś^potrzebna^; 
gdy]^ był caiy tał dziwet wory / które t»ię • obeenie pc)|aq 
wsąpą, gdyby był^słystaił ten. głos cał^ litera;cki^ (War- 
szawy t „Orle Norwidzie^ wiekitwój. idzie '^^ gdyby i^l 
doezekał edyejr^ pai^yzkiob^ i innych^ ^zapełnię niezroza-^ 
miafych poematóiir ^ a przecież w* wypii^ach^ ' w dziebnit 
kaełi zmieszczonych;' ijednótu słowem; gdyb^y był docze^ 
kał pa zamilknięciu jeniaszów i prawdziwie wyższyeb 
taleńtóW;«icb' naśladowców; i irfrzał ^iiiejszysbin liter 
rataryf jak znałem jego' roz8ąddć> miłość literatury i: zan 
eaość serca' i umysła; zapłakałby nad skati^ai&i ufności 
8#djć} w ^niłodziej^y; i męki jego literackie zrównały!^ 
mękoin najlepi^ego 'Pqlaka i' patryoty. Szc^ęśltwy^^ me 
wifbtbS ticgo; mote^ teraz ^zesz^dfiszy się' z Ositekim 



403 



^ łepszyin śmeeie> aronimiał go i oddaje : mi. it$ spra^ 
wiedliwońć, ktdrćj mu oddać nieobce obecna generae^a^ 

> Ci obydwa :isiialumii« pf€fesorowio UterattH^y wy 
siifłi aa Bweieb prddEDjiacli , rówpie jak na .twinraiBh> u^ 
myślowych piętno^ IM^Ł^ według awoj^ tak ttn^słowlSJ 
jak ntateryalnój naiwy.> OriAski silny utoysłam^ postacią 
eiafta i sArowiem^ był w eał^ rosoiągłośei pedagogiem* 
i mistnMn ; niezachwiany w swoich zasadath i przekor 
aanin, mniój dbał o podobanie się młodzieży jak o szta^ 
kf i literatorC; jtf zasad powszeełuiyeh die/ ppdAiwaft 
pod obwik)Wo iifpoflebiieBie pobłioznoi^ BrodzaAski iM-* 
bego zdrowa, Boaząoy w sobie. zaród pictarsiow^iehoro^ 
by, mdłyy często attiutny^ do rzowaośei i mzezalcaia ła« 
twy, z charakteru łagodny ;. gorąeo zakocliany w ójezy-' 
zsie^t^ obczyźnie i ideaławi • swego cnotliwego Mroft 
poddawał literaturę ) i zadby byt j% arobió. narzędima 
pttkryolyzmn; i dła tego więeój'^^! podobał pobUcznóAM. 
Lecz pod wegfłfdeBi czysto. literścłafltt^ iiidiiego siię>* 
day tymi dwoma mifi^tpzami> sbliżenia o^ynić nie mpftna^ 
bo s% i w ieh aaturiC;' i. Wiich >przekoi|9mach > i .l¥ ielk' 
zdolnoAeiach odersuijąco i widot^zne spcaeoenoi^cL Sam 
wybór przedmiotów, sam. z^wód charakteryzige ieh sdel-^ 
■ości. Osiński' liryk wzniosły^ gdyby. ^ćhekJi^.mogąej idę 
wznosić da\epop6i^ mowea wyborny ;• B^odai&Ski z wia-? 
snego /wył>oni: poetai sietoki^^sidaDkowy^' romnososwy^ 
tkliwy. Jaka w ocenienia^ tych rodzajów litesatary. aa^ 
oblodzi nSinica^ taka Jest i wioeenienin idt titlentów. .Dła 
eaego jednak Brodziibskl odbiera pdrwszdohne^tiwidbienie 
i caeić^ »a Osiński, lodwo. nie zapomnienie i obojlgtnó&ói 
powiem ^wyrażnićj powody : 



— 408 — 
Bo OflińBks \)iyi poetą unyałowym «'Brod|ii&«ki po» 

Bo pootę ievo2L, kaMe Mroe m^drobniejas^ łodzkUj 
isto^ jest W' steDM ooenićy i poeiya serea znąjdoge eoho 
w seresł kaciego.. 

' Ifwtfcmraynkmą iylko wybrane* poMi^i 9 ty^^ znaw^ 
ey^ sztoki pbjąć , sroznmie^^ i nal^eie ooeoić umil^ą i 
vBL0gą/z takich znawd^ w kąM(fin narodeie lue wi^a 
jęrt liezba. 

/• Bo (BfodaiAski łyf I oj Ositokiogb wyMy a(ioeM^ 
}dt>'0iłft9kł odHiego wyiss^y timjrsbm isąiem; • 

'V BsodsiAski wy&scy był pałTyotytmem, wice się wi^ 
e^ podobał. -^ Naresacie Orfa^ski tylko literAt, nie brał 
imwet:BiDysiowO'udarikłtt w ostaisich wypadkach, a po 
rewolnojri pogodził się - z < nowy m poraądkiem rzeeqr* 
Arolziftsfci Blłłoteią swoją dla ojozy^ny i gorąećkn uczu- 
eiem^/^a noie i pószakiwąiią popularnoAdą aawikłaay 
w raf olocyc^ stał si^ |)rawd»w3nn> tnccaeiuHkiem s wolak 
SHMsiei, iiwotob ncauć, i jak seęfizeiiiiik ledwie nie aa 
wygoaoiu roakwi^jącc. w toleota (łyeie skiNtozyh 

Osiński, to jakby igcieeko&eioła^ Brodziński to jakr 
by 'Doęeaeimik w łtteraturze; bo likeratiira nKi4akie swi>ją 
tetigiC) a mhuay^ te powszetiiinotó iiajwięoćj <»ci toj ee 
j^ asfó^ły uderza, i z większóia dla tego nąbożetolwem 
oiUegiii idtane ąpfoaesmikii^W; nit cijeów .koteioła. 
*^ . JessozebymrtiL jedaiopytaiiie rau<ał; ezy sąd i uwiel- 
bieaie dki BrodzifiskiegO! obeoaego pokoleaia poeUiebia^ 
ma powinno, jak równie , czy ^lapoiaiiienie i obojętooM 
dla Qsiteł»ego> kr«y wdiuie ' go< ^óie ? Wedtog mnie^ oba 
są godm mećmiertełn^ pam^ci i nzaairia ieh Msłng) ale 



~ 40* — 

woMD^epoee jak jest ia, która nic 3pn^ w iioaticiaeh 
swoich^ w charakterze y w moiemaniach, w dątemacl^ 
i»d: pr^eiistawia ty!)łpo ohao« infesfomycb wyojbuaSeń o 
WBzystkićói ; prawdziwy aipysłówy zaaięŁi Ooido mnie^ 
i mego osobistego przekonania^ oddająe^dl3^dwo«ii«pr»- 
wiedM wdi&<^ ; faiMe^ia w miiurę icb saśkrg w Utecśtnrze, 
jejrełi > nazywam Ositekiegd Horacy nssem ppłskim, przy*- 
KHaję^Brodzińf^kiemn: zalety KatnHay Tybdl£E^ Propercya- 
sza z tą różnicą 7 że jego ulubiona kochanka y eeli jago 
pieAni^'tc«knot/ żalówy idedł jegoinezuć; mebylaaikii Ko- 
ry nna^ ani Delia^ ani Lesbia^-Iecz op^EJyziia) l^żPdIdc»; 
^pra^szłęiei ją ubóstwiał; 9 |ój' przyszłości maHyll przy 
bbeJcttćj żale rozwodnili i fiifl&kał; aie zaprzedzę inu; rize^ 
wiioMy wdzt^ncr r śmafeit' w siBlankach^ ikie zaprzecsę 
gtedkodei i śhądności wierftza;' niióczój tęsknoty. '> 
ł " jGdyby mi ich przyszło r<^wnaó lub złiłiża^ dairan^ 
leoKkiefa-prole^ów^JJleratpry/OMAskiego nazwałbym La 
fiarpem pblśfctm , firodeiitókiego ' YiJIeniainem ; w pierwr>- 
SBymta sama ^ajomcM starożytni' Ht^mtury, to <>aim!ia 
jędrnośó myć^li i wysłowienia, ta sama pewnośó' w s%- 
dbie^ ten sam smaki ćzyistyf w di'i;^in mni^j j^rna i 
t^yrazista wymoway może wię«dj erudycyi^ Bzceególni^ 
nowożytnójy niejaka rbiswI^kłcHló; i^ątpliwośó w 9ceniMia 
i sądzie; dbgadzailie '^ opinii i ' .eieęstokroó niirfaksi nieśmiali 
łość i unikanie w pochwałach lub naganach priJwdy, fek, 
ie: ezyitsljący wid^i, iż mistts; ;miał równie sidbie na celu 
jak' przedmiot, ' i przez dwuznaozniki chcł^ wychodzić 
I z nfi&potkanycH trndnoicL : = :< 1 . : 

i '■' ' UwielMałem^uczucia! Brodzifńskłegoy^ oddawkłem spra- 
't^dłii^oM' talentem y ceniłiem oabb^y d^nawatem jego 



— 40S — 

apiMJin^śoi. Baza jednego^ « jenevAli iMtalnyJBBiliaM 
iFręArjv na obiedzie, witeceął się spór o UasycyRm i'TO- 
masl^anii między Osińskim i mną z jednaj Btroiiy/« Fi^ 
drą i BrodziAskim ic dnigMj; jnerwszy odpierał tias po 
tohiienikny 'dmgi z zwykłą fobie skromnością i deltka- 
tdońeią do nieśmiało&ei poonsfętą. Wieozorem/ wyf^dte- 
ją^ zaprosiłem go do* mego p^jazda/ i odwiozłem dp 
jiegó mieszkania ) rzeU^ do mnie: ,,Nfeeh pan iepiiij i 
i^pobłaftaiiłem trzyma o nasz^ mfo^ieźiyy niech pan z po^ 
ezątkAw ? nie ' sądzi i wróżb nie czyni. * JTa ją znam dobrze, 
onanic^ da prowadzić i naprowadziiiżiiie iraeba j^j cze- 
goś dozwolić >• trzeba ją po ojcowiska radami ostiiz^ać. 
Jednak są między nią niepiośpolite zdolności, nieeb się 
rozwiną, łatwićj im będzie nadań miarę, nit je bód^.^ 
„Pn^znaj jednak, odpowiedziałem, te je$t z^tizaro^r 
fldalą a nprzedzoną o aobie ; ;ta choroba nie Jest. łatwa 
do nłcezema., Uczysz ją dobrze, sam pięknie piszeisz, 
czemnt' cię: nie it^laduje, pamiętajy MŻehyś się nłe^za- 
wiMł^^^^^i^Mam' ja :|ćj ^nfisośić, miłość) przyjatft, spodzie- 
wam słę,'^^ te minie mój system nie zawiedzie ;^- *-^ i za- 
'wióiU się;: g^y tego bystrego. 'i narowistego konia ttjeiN- 
Idzló z łatwością mmćmał, i dosiadł, ńiiiósł gd ' fcoA i iist^ 
.sem^z nim* 'wpadł w przepaść. ! k. - 

Z Osińskim ściślćj byłem p^łiezony, :bo = mnie 'spa- 
jały^ z nim jedne zasady w IiteratQrise,j«dno przekona- 
nie w ^lityće. Dos^aws^m jego przjrjathi , gdy * byłem 
"W l^tfżśzćm od niefo zniftczenin w ki^ajnj dóziiawaiem, 
gdy ^orewQloćyi'zbstałem zerem, i^ wtedy się dla mtAe 
nie odinlenił ; dbał o moją pny^Bżik,^ szacunek i opinię; 
Kiedym po^rewołncyy! napijał kilkanaśeie wierszy, które- 



40« 



tsAmśntff dśij nm wstęp do ^nacaefiia wdiBMiąjmfjrai 
porsądkiL, rzeefcy , i . k9€d]r'^g<3 ^odhariano o to ^ sajwSceiC 
okaezał IroriEliiPfoAel) eo )a powiem (^' tym jego kroks^ ^ 

£o śmiefd j«go^ inilesnym: 'itanionfjir .telinii^ śpódfiUt^ 
wKleiti sif ^ >te <kl6rj z ijTjąfCf^łi jego ^kólegriw i* libesriMm 
w^m^ «ię^o pi6ra/ djbwMaema; jego pamięcią gdjr 
'przemM. wii^r2|^/ao&J« /4t^ 4e(^^ się jefo whe^ 

runka- f iwtponu^etiia jego* zasłitgf w literatarze^ jedmik 
aie Z: tą dok2adoodei% i acsndem^ jakiega sóbieij^eaj^ 
}em^ Wsiałem wligc fi(^e ea otN)wiązjek iamienia^' sat obo- 
wiązek wdaięczi&śd ^dlfl/ stałego przyjaciela^' iMtmńi 
w tgr^t wsponinieittafob iwaadef twb móiefa dla fiiego Hcżii^ 
Choełatt ]vA wpitmym wiek;iły odważyłem s^ irfiTetilć 
Odf.Ż^łoiną^ kMlą.;zOKCawia1l^ w moim zbieohee; JeieK 
jako fsiegd^ś 'poeta, ckei^ ipodińeśiS^ ntiMżyłeni j Jego jia- 
mpA , • gdy '<^a'^ kitidy fffyjdaiis aa światy eieiiie mcgei rsh 
mkoiąe etę sa ,, poezyą.^ nib izsu^amieiiią ' się \ża pniwdę ; 
todiiegavw iuój wioefflA nie ma^^tBryfoy jćj ńbliisyi: 
^ u Powiela -jesai^a^^ k^ocba^eia ' Osiiftskiegol^^ powaisalem 
Brodzińskiego; ^gdyby^ mi ..przyszło wyMera^ sobie » mię- 
day aimi. przyfaet^j^ wybrałbyś BfodaiiAsbiego', nie 
^iiłepciimiłbyja Oaińskiego; leciż gdybyr mi jmywkło pod 
względem samćj literatury wybierać sołMe^ lub: waukem 
mfimr 'mistrza, wybrałbym Osińskiegow 
< Jedno Wispomoieiifee o Osińskim opiiieiłemy i ta je 
^odain.^iObwIdKepi.rąz przed aint utwory- Brodaiftriiiego 
saeKegiUmój Wieełńtoa i ni^KMre jegie ^sewne i tkliwe 
fSegie ; .pi^(fz]iawałem stu wjc^aiełshieb pie&iaob wię- 
&iy. <tklifrQiefe (t rsewjiońdi -, ai wiersz gładfe^zy .ni£ Kar^dtr 
skiego i Kuiatami; godtiy^ trenów Eoebanowskiego ; ^A- 



— 4M — 

pMiMzpł/mi : «„ 1^ orałbAć i -rzemi^ są o^sto ^oho- 
rabU?^^, nie są to sśm^se iide i ji^ idroirieigo' pMtjTi' 
trceb* oapoiPBe^irfftka&y gdy ebecmy aby pMcMO; id# 
niMgnó gif nie tradb«i^ 

' W tte nńijMn png^^iomiiiath soMe • :i • powiatti 
a Oakiflkiiii to, o- ezAm mote -wyU^ mifiBAi mw^ittw^ 
k^.iutłetaio^ Olnński oąftiri^j labił towmrzyitwo vś^, 
kSe,' lees fakie szcBegdlnł^ ; • które nib litawiie* tia 
przeszkodzie je^ aUoanośd do iresolćj^ iaytoIiliiMśei^ 
gdzie trzeba było przybrać powagę, niechętnie by- 
wał , i chyba z^^ronzony dał się sldonió* Z wyższych 
domów najwięcćj Inbił nczęszczać do jenerała Wincente- 
go Krasińskiego, Niemcewicza, Chodkiewicza, Fredry, 
Morawsldego, gdy ten był w Warszawie, a póżnićj do 
Badoszewskiego, gdy ten objął dyrekcyę wydziału prze- 
mysłu i kunsztów w komisyi spraw wewnętrznych, do 
ktteego i dyrekcya teatru należała. Atoli ulubionóm 
mu było towarzystwo średniój klasy, w któróm mogły 
aię mieócić jego aktorki i baletniczki ; w takićm towa- 
rzystwie był prawdziwie w swoim żywiole. Do domu 
jenerała Wincentego Krasińskiego dla tego miał szcze- 
gólny pociąg, że sam gospodarz grzeczny, dowcipny, za- 
bawny, wywoływał nie tylko na biesiadników swoich 
żarty, lecz i na siebie, lubił drażnić drugich, sam się o 
nic nie urażał, nie gniewał, nawet dotknięty czasem 
w swoją powagę, w swoje małe próżności, w arystokracyę; 
umiidi się sam z siebie śmiać, i żartobliwość żartobliwo- 
ścią odpierał. Przytćm w gronie osób składających to 
towarzystwo, znajdowali się zwykle najdowcipniejsi z u- 
czonych i nieuczonych ludzie jak Morawski, Niemcewicz, 



— 40* — 

Qlt»r« JbiAjdowftł mą tam łakie,^ )0k jni iWytĄ p9m9([ 
dziatom^ MardnkoYfisd^i/ o^l wstjrstkich.ssetycliów. Z46go. 
Ugrzeoa&ittOMfo tbwanjrBtsra ' nigdy, żadi^a ^ nrasą nie > wy^ 
nikła, nigdy żaden. gniew nie powitał. Osińskie, knizony. 
przeiB MfOEtpodarza był jedynym, i»rty jego były tok 
di^irdpaey Mks zabawne, łe mkoga nigdy nie Kadi»aBęly> 
podobne, do owego po nagteh łiokaobJa&ótoiUa^ ienie^ 
mi dotiuiięty każdy z siebie samego śmiać się musiiA> 
i prawdę Hn, i trafność spostiseień. przyznać.. ^^ ] 



1 1 



» j f 



• ł 'j 



.) 



i' 'ł 



, { ! » , . ■ • • / » ■ • I 



1 1 



ł t'.M 






; - 1 



. » •• • » / • • . ' < . • > i " •' ■ ' .\ ł 



/ ; ...1 

'i.-.* .' 



I < • 



. "ił 



» > I , « 



Franciszek Morawski* , 

■ <, • « :■ • • -' 

jLisałem żywot brata oij^g^o ks. Józefa Eoimianś biska](>a 
kjdiskaego w nadziei , że znajdzie wiarę u poliomnycb; frz;^- 
niałem się> wnim nieskażonej prawdy, I na jdj poparcie wy -^ 
atawitem czyny jego i sprawy; sąd zostawiłem potomnym.' 
Terae pisząc nie żywot , kez sąd mój, nie ' o rodzon^hi, 
leez o przybranym/ którego mi opatrznodó dał&/ bracie, 
jenerale ' Franeiszkn Morawskim ^— • bo związkom jakie 
mnie z nim we wspólnym publicznym i prywatnym za- 
wodzie : łączą , słowo przyjaciela nie wystarcza ; pisśiąćf 
jako o towarzyszu wdród zł*j i dobrój doli kraju, jakó^ó 
autorze-, poeeie i jednym z najzacniejszy cb' i uajśsilacfaet- 
nkgszycb mężów, radbym wymódz na mojem sercu cbwt- 
Iową obojętność, a władze mego umysłu ocucić i pod-^. 
meść, aby zdanie moje mulój się zdawało podejrzsinem 
lub stronnem*.".:' '■ ' •■••'" '■ ' "•' 

Za wojskowemi i obywatelskiemi zasługami MoraW-^ 
śkiegO' móyri całe jego życie i ich oceniać niebędę , .zua ji§ 
cała powśzecfaność potika na płacach bojti, na urzędzief mi- 
nistra wo)ny, zna na zagonie wie&niaczym , zna w pokoju , 
w burzach i*ewOlucyj«y eh , w doli potnyślBej i uicdólł krajti; 

52 



— 410 — 

i znakomite jego zasługi i talenta powszechnym szacunkiem 
i umiłowaniem odpłaca. Prawi ludzie prawość jego wiel- 
bią i wysławiają. Jest on jednym z tych szczęśliwych 
ludzie co może ma zazdrosnych^ nieprzyjaciół nie ma. 
Bo któżby go niechciał mieć przyjacielem , kto gościem^ 
kto współbiesiadnikiem ? były czasy, w których ożywiał 
towarzystwo jako upragnio;iyjego ulubieniec. 

Za sławą literacką ' mówią jego umysłowe płody, 
z których go opinia powszeclma między najcelniejszymi 
wieszczami naszych czasów umieściła, a potomność hp% 
zaworo zafOhjowa i utrzyma. Długobym musitkl wyliczali 
szereg jego .oryginalnych i tłumaczonych tworów, WkUó-i 
ryoh ,^,gor^|£j: ąt zawsze sforn^ i nieprzesadnćj imagi^ 
naeyi, 9; .^s^y^fości i szczęśliwego władania Barod4>vi^xi& 
jęfy]kięm,f z^ spoiaku,, z harmonii i ^snadności .wierszai, 
z jąsppściii^Glyhi, pa wysokim stopniu dosh^małości 8ia4 
nąj^ . Nie mi^ się on za jenitt6za> chociasz w peWnetn.znar 
c^zeniu. sh^<^ to j^mu^ by słtis^nie .pifzj^stało. Śmiem twier^ 
iu&i że nikogo z tych; poetów^ któiyebrznałem, isi któryiot 
s^ąwpd i^i^Ułem,, tak. hojnie nit^ Uposażyła, natura i 
W .«diqtoo^oi u^iysłową 4 W przymioty .serea, tę warunki 
ni^^zowne i koiuepsine d(Q^ stania 'JłięirówliieiSzćzjrtByiii^ 
jak powabnym, a. razem pożytecznym jElpu^e^ndści an^ 
t^remrpo^^. Jaką nl^zrówt^ana w nim zdolność do wsżyst^ 
kich rodzajów poezyi! Wielu ubogaciła natarfti do* te^ 
lilb owego rpdaaju,^ w. ktćorym na pieiTwidzem^ u&jscn 
między poetami stianęli ^ Morawskiego śmieni ^powiedzicfć 
dpiwss^rątkic^^ jtaki^ ignaszką dla tego it&adkiegp'4o- 
wcipii .i^tąio się ^ równą łatwością i dioskonałością prze^ 
vififiii\ pióro. o4 iNfzędiniptÓTf^ ,ppwfiżayeh:dii^ lekkiek^ od 



~ 411 — 

mao^jaiifio wesołycA^ od gtoinyok do tUiwyob^.od 
wzaipslyeh do pospolity cb ^ od pnecatająćych dopowab** 
jiy^b) od.iutttttoycb do żartobliwych. Pl^oteiuaaż: to przy- 
miot .przemienić się i brać postacie według ąwojćj woli 
i .Qp(^Qbania.? lilie> włąiciwiój mu służy na&swisko Am- 
&>ną Pojbs^ wjumszającego kamienie na budowanie dla 
^ieł^ie kościoła :pamięci^ i nie zaprę się nigdy tych meth 
Wjf : które o nim w ZtemiańsMoie PoleJciem wamkeHobip 

Co, laedy tkUwem piesieiiiriiaUihmes]; rymy tyr^je, 
Piękpość wzdycha i rycer^ porywa 2a zbroja. 

Cbcemy z nim razcaa płakać / czy tajmy jego żale po 
stifa^iei żony ;; cbcemyż serce przyj^aciniejszemi uczaciami 
napełnić ; -^ weźmy jego nłotae wiersze do cAi^i , do 
.wnnkćw f cbcemyż się karmić wznioe^emi myślkmi — 
cjcytigmy' jego ody, jego szczytną poezyą ńpiewane s«tur 
ki., wynsiliizkii t.,d^ jak np. BaUn^ Kolej Żdamc^; cbce- 
myż ugłaskać bćle duszy,, wyjdć z :powątpiewania. o cnocie 
.i ofiiaracb sercezlachetnycb, weźmy- przed oczy Germka; 
cbcemy:ż 6ię< natchnąć wiarą i zuale&ć ją w ludzie ptze- 
.czytejmy /ląjfiipra/ cbcemyż się myślą: Wznieść do Boga, 
kto godnie, kto wyżćj nas podniesie, jak himny Morawr 
•fikiego? Sprawiedliwi iwielbioiele La-Fontaina i naślar 
dowc6w jego, Naruszewicza , Tr ębeckłego ,, Krasickiego. A 
tego mnićj< poprawnego w stylu Juliana Nięmcewieda, 
którego sama/snadność, . łatwość i niejakie ppciągąjące 
zaniedbanie blisko francuskiego bajkopisarza postawiły, 
caytąjoie z uwag^. bajki Morawskiego,, tern powabniejsze, 
że narodowe^ ziłpełniCr. narodowe, a asinacie, że zachwiał 



— 418 — 

^Imę przez NiieiBeeiiirieflMi otroyofaną. Me pocięto, aby 
w mektórycli ^ięprzeoasefpymtł eząsem' przedmiotu w sb^ 
<])HdM)ycb.obrazacb<i rysaefa) iss&tacznie; nieznii^^le sutaez- 
iife wydanych , leosi za> obfityob ^ i w bogactwie dszcźę- 
daym byó ia-zebą — leez to. 8% łnijki młodości jego i w bar- 
dzo inał^j liczbie; a za to ilei jeftt niezrdwbaByeh^ do^ 
wcdpu^ohy satyiyczbyph', a zawsze fia^ralifych i ^Jrafh^^b 
jak Q. p. Kogut i ^^n Inb KaHofie, które się W pamięd 
piętnują. 

Ileż w jego nlotnyob piamaebprzyjemnij nauki; zaba- 
wy, rozkoszy dla czytających. Wefzystko w nich znajdziesz, 
przyszłoić, obecność; a wszędzie prawdę najwłaóciwszemi, 
nąjpówabniejsysemi farbami malowafią. Gdyby z pigdi jego 
wszystkie inne z niepow^owaną -szkodą literatary zagiń^- 
iy, a' tylko Wizyta foSąmdńłwii^f a szczególniej Dwtfrz^c 
mego Dziadka, pozostały^ ji^by autor przez bezstronnych^ 
. a pamiętających ^owe czasy i towarzystwo sęd^idw^ ktOre 
onihiewiem cży zwidzenia, anu^&e tyłko'ze>sł}i^8Zl)^a od> 
malował, między iiajoqIniejss^eh ipodobnych twdrei)w-poe- 
tdW 9 pisarzy -e palmą w ręki polidzdftjrm został. Tego 
todsajn utwory Morawskiego mają jeszcze i tę zaletę, ieje 
zapritwia i uszlachetnia najczystsza, rzewna, tkliwa, z serca 
pfochodząca, ni0*przesadna, nie udan^' miłość ojczyzny 
i nsu^odowoś6i, nie^ ta z którą fał^z^ze patryotyzniili 
^w naszych czasach dla wziętości, pdttipu i ^ysfcn zwy- 
•kK' występować; Me dieirpi u siego dla p^tryc^yzmd, 
ssftiika, prp.wdb, smak , właściwość, styl, zdobi ott* niiti 
t\^ory' swoją ) ale sztuk! pod jego^ panowanie nk poddaje 
ił}flar mu ze smaku i zdrowego rozsądku; nie czyoi; dla 
ttej^o* ' włada czytających ^umysłami i aercamł J9k chce. 



— 418 — 

W pierwsE^ pdowie 0wego Dwof^ zamiensył nas-Baba* 
wić i roz6mi6gsyó poczciwymi , a śmiesziDcaHi fittapoźsytno* 
śei typami, Amiejemy się do rozpnku i wskazujemy 
w obecnym plemieniu pozostałe z dawnych figury ; w drn* 
giij połowie chciał nas rozcinlió, chciał abyśmy po tych 
krotofilnych ustępach zapłakali nad naszym losem i roz- 
idari nasze serca. tak bofeśnie; że sam* zdrajca kraju mu- 
siałby gor^o zapłakać' nad swejwi dziełem. 1\> mofte 
za nagłe przejście z nliły(A ucauć do ok]H>pnyoh, ezy^ 
Bie pokazuje^ tego nadzwyczajnego tal^tu do zwalczenia 
trudności i^ną broiuą i w jednóf chwili/ z równą zręcs- 
ności% irtryuB^m* , 

To są ' zasługi Morawskiego jako oryginalftego poety. 
Osądzę go teraz jako tłumacza. . 

Nie przystępnemi są dla mnie języki niemiecki i 
aaigiełffki; francuski posiadam; o tłumaczetiiaefa przeto 
SdttUefa, BajroAa i isny^ tyie powiem,, ie porówny- 
wając je z ró£nemi tych samych autorów przekładami, 
cauciem i domyślnością jedynie starego poefy i pisarza 
doelNMłaę i twierdzę, że Morawski współzawodników da- 
leko ^asohą zostawił; znajduje bowiem w Morawskiego 
ttamaczeDiach snadność, jasność, łatwoiść, potoczy rtość, 
a w różnych innych utrudzenie, mordującą często ciem- 
iMŚó, niepoprawnośó, te za&roamaite usterki, i^ównie jak 
«aina przyjemnośó w >ezytamu Morawskiego tłumacze A, 
aftwierdzj^ą mnie w mójem mniemaoin. Lecz gdy esy- 
tan już jak właściwszy sędzia/ 1 krytyk jego tłumaczenie 
Andro^iachy Raeina, z głębokiejgo przekonaniu niewaliam 
się wyznać, iż to tłumaczenie tak oddaje oryginał, tak 
Morawski stał się w nim Baeinem > że • oo powiedziałem 



L 



414 



o tłomaeeelBia przez Ositekiego Kornelia y to powtórzyć 
ino|;ę o. Moraw(Bkifl9. 



Kto tak tlacinówi 8|Hro8tał 
Jakby pióra Jego do^tai 



■5 i 



I bez wątpienia jest to' z flutiaezeń najcełniejsrsie i 
na^wierniejflse^ i niepospolite dzieło ze względa na* Bie^ 
przełaihane trndnoici dwó(A tak spraeeznyob języków^ 
oa z«kiękcz6nie ryeerskoici polski^ mowy^ i zaflffcóe^- 
wanie )ój dó miłoBnyeh wei^tchmeń; słowem jest ta najiira- 
foięjszym płodem giętkiego umysłn i tkłiw^o ^erea^ ^ 

Osiński surowy krytyka mistrz nkugicty i obro&ca 
literatury klasycznćj^ starożyto^ i nowszAj, ti szezogiftlnjl^ 
łaGińskićj; z pierwszych i początkowych tworów * młodo- 
śd Morawskiego uznając w nim pojętnego i bystrego 
noznia szkół i akadeipij niemiieckich, lękał się, aby ińło- 
dzieaiec gorąeój i ntepóliamowanćj iinagmacyi ; dneł^em 
swoim niewpłynął na młodzie-, któr^ wyskoki wjbnja- 
V^ wyobraćni podobać się zwykły^ niewpłynął mówię na 
stropienia młodzieży z tego toru > który jćj Osiński w nam- 
łcaeh swoich wskiizywał; lękał się tćan moenić|> i tóm^sli- 
rowi^j małe iiawet usterki wytykał , że Morawslii I)ył mła- 
dym wojskowym rówoie przymiotami umysłn i set ca jak 
urodziwą i nadobną postacią hojaie od natury obdarzonym 
i prze^ wykształeone wychowanie, doweip, sposób zmi|- 
dowania się w towarzystwie nader powalbnym i poe^ 
gającym do siebie, a więc celem uwi^bienia, pochwał 
i westchnień koHet; a^tąd tóż dueha jego moiemał Osiń- 
ski ti^m niebezpieczniejszym literaturze, że u nas. ko- 



— 415 — 

bte^T; i ieh upodobania i nroiemaaia , na wasystko w to- 
warzystwie wywierają przewagę. Jakoż Morawski w po- 
ezątkaoh awego poetycznego zawodu zbyt może ubiegając 
się za nowofteią i popnlaraośeią^ zawsze postępowy i 
idąoy naprzód nie mele się obzierał na przeszłoMy- bądź 
nie doóć znał, bądź zaniedbał poznaó literatury: grecką 
i rzymską^ bądź nie doftó je zgłębił , a zaMm i cenił* 
Francuzi mniśj, Niemki Anglicy więc^ mieli dła niego 
powabu, t pOi ieh dziełach rozrzucone piękaośei- ei^y jego 
eBtttzyazm zajęły. Leoz ten loiczny umysł uwi^iająe pię- 
biośei, wady widział i niepoebwalał wyłamywainia się 
zupełnego z pod wszelkich form. Jednak Morawski postę^ 
pnjąc, więc^ stiirał się sam uczyć jak nauczać; wkrótce 
ten chciwy nauki umysł sihii^ poznawszy język łaciński) 
i zgłębiwszy jego autorów, wczytawszy się w greckie 
w tłumaczeniach wzory, mniemania i uprzedzenia s^oje 
albo zaienit^ albo umiarkował, isak^ źe do jego łflerackiego 
i poetycznogo zawodu mogę zastosować tó słowa Tacyta, 
o AgrykoH , w życiu jego wyrzeczone : Ss in prima jwoenta 
a^^tHtmi pMlosophiae {icriu9 ^ra qiiam eonc€ssum hausi884» 
ScUicBi stMime et 'tfredum ing^rdum puiohrit^diri^eiin' ac 
tpeoiem exetUaB ma^naequs gloHaevehemewtiu8 =quam Cdufó 
€Mppśieh(xt; fnox mitigamt. . . ratio etfletas] retifMiłque gtiod est 
difieillimwny ex eapientia modui/}fi. Tak z postępem wieka 
raczćj lat naszych, wszyscy się doskonalimy jeżełt nas 
miłoić własna ten główny nilsprisyjaeiel naszej sławy 
niezaślopia. 

Morawski wkrótce postrzegł, jakie wyłamanie ''się 
z wszelkich form umysłów nieprzygotowanych i niedoj- 
rsałych pociąga za sobą skutki. 



— 41ft — 

^W< Krakowie podpaś emigracji wojską^ isądu ikot^ 
federaciyi w julsszczęśliwój Cesarza Napoleona ^zRo&ją 
wojnie, taki «zał i ledwie nie nazwę wśdekłość do tsiit* 
eów^ załMiiW i wsaełkiego rodząca rozrywek za namową 
FraicuzóW; opanowała ^kobiety, cywilną i wójidiówą mło^^ 
^^ei— taka sama jaka teraz planuje w Warszawie--*- iż za 
namową jei^jrała KJniazłewiclza i Marcina Basdeoł^o obu^ 
rzonych na to s^gorszenie^ pilśeiłem w obieg mb ignotó 
satyrycznyok kSkanaóoie wierszy. Uśt^y taioie i zaba- 
wy, stare mi^ny i powainiejsi snężowie nkonteatowa* 
nie objawili^ lecz młode kobiety się zasmnafly i uraziły. 
Ustał. Sizał skoków j rbzpasaia się wierszdmąniay niezrę- 
ezna, złośliwa^ trywialna; niezgralnia i ti^ała dni k^ilka* 
nadde. Murawski tą polemiką wierszekłeetwa ołnu^ngr; 
napisał satyi^yczoy wiersz, na rymerkletów^ i ten do|>iero 
wytrącił pióro z rrąk iaków. i usta im zamknął; 

. W roku X815 gdyśmy się wszyscy zjechali do War* 
atsawyii za odbyciem Polskie literatura i poezya» rozwi- 
jać się zacięły ^ i cbęć do nioh oekn^a się w młodych 
umysłach,; pomiędzy dobremi i znakomitetdi tworami , 
zjawiły się szczególfltój na Litwie mnogie i niepojęte dżi- 
wotwory. Morawski z początku pobla^iwy dla tych płodóir 
w częstych między mną vi Osi&skim o potrzebie wstrzy- 
mania iA} wyuzdanej ńiezddkłości; sifo^ach, był za prze* 
baiBzeiiiem i uważai surowość naszą eo do zaehowanm 
prawideł i form; za szkpdliwszą postępowi^ nii pobła^Miie 
tój niesforności pomysłów i tym zapędom pidrą.' Leea 
gdy z tćj gliwiedzi pisniaków zjawiły ślę wiersze Kiszki 
MoIR) a gdy to wszystko przypieczętował sw4>im Oorae^ 
tem ów Jaxa Marcinkowski , > który właśnie wtęd^ pt^y^ 



1 



— 417 ~ 

chjr^JMoMwKki dowcapną antyjni pad tytałmi .iPorrini 
P(mU». . mnsiłt • do . loileseniA. : oiegdolnyeh' ly n^oUeiid^* 
.WkrMiee. wMifiia-ftwoim wyboóniie.. ryaiowaoTiii , / wj/id^ 
flwqi^. wgrĘiiaJiU wiary /ir poesbyi; w piomaz^ częM^swier 

ptMbaeaiÓąeąiMSoroiweM^ ^ariuMtyMnie wjirtiknąłi upitae- 
4!p^xm lini^jmli^^^ J€|cz< taiiadto dowoip^Jifiił 

Z'lyeh^]Z.ki&ryitti jal^o Oj meesy: seiya i< v9^źbóJ; pKywaa- 
ittłe.-79«9iówiii'3i9 aakśaiO; prĄcz tego zbyt lakJko* i' po- 
wjeszcłM)iirQit..i)fSi|d^ statotyinyćh. Lecz; za 

io wdrnę^ ezęici kaftdy: 'Wieifz..ijego.;jest Mt^rebao; 
jest pu^Aalem rdla roomntgrków,' nie dkk.maątrzów^. lecz 
dla tjrcb liłezgraAjpyołii na&la^aweAw MiekiB^i»ifcj- Szy- 
daitet^o- zaiesfomiyctił.płeiddW)^ rady^nib pAośmis:<vfi 
mfhoinei i .w])rbo8n(^Ba;W|k^ 

ikMksk z.lil^ZQre0i'jak.piaać lialeiy. Td jasi; moje^piarBUń 
aiBtnia-o \y.m liiida. i .. .. • I - . ; i'i\i 

' Mofai^aki is oAat^p&f mi viml»|etei Bcmmiii i.>v9Z0Tq- 
w«tti w^ .w8Zyatiucb'pit^iii[ie;r0dzapMdi litor{^^ .-płąfia- 
9H y tak. 4(^10 ^ pctatępoti^ał Jak ten-; oieaiHeniy eb • dóslał- 
ki6w^ibogiu»9^ iaiaxBotmw&y {ife-zez .taezaajfHaftońć ioh JeboB 
waieoicj wa^ffiódiz^otałdrasicbikafflieia^ i^4m i^ąwą- 
.iiąjiUMfraebrailyiB 't^arbie po8iddał>; eb«||^tftU<je<^ isij^ 
jąj[i^H^ot^i:Wifzjlfloy.;.l'a 'on '.|e.i.rozptsaszałtlii:«bagaoał 
m^nM^ ^% 'p»ivvaz<rebaiifi& : 'WiełeŻ4tO'j6go^i5ładM(n»'ipif - 
knych tworóW; rozrzu(^iiy)eh.:paikfW«^eiseb^Hpobffi|eira^- 
Bia^^ , po >fraanitgac^ .palkolnaikaćhvi.{Heeabłr; il^orów 
/iTzbipa^^b^ > Jekk^; d<qveipnye^^i>wez«ł}{cby fozpacaf- 
tji^; ioieakoftczoajf/^b; iwedłog^ powbigtydi ^wrądEÓń^^piaa- 

53 



— 118 — 

agri^b, wpnąjtoiomy^h sottało prsez y^ee tnefiM^ącyA ^lót 
IW niob; irteleż iginęfo, wkikA snm spalił łnb^^^odajł^ 
flkmrby prawdsiwe dla potomoyob^ któreby kh oboMjo- 
miły f w rseMnycii lyaaob % okoHetn^M^M / kttiPe. nas 
^tsezały, z oaobamiy któfe wpływały ii» ła«y }itraj«> a 
kMrym się^ byatydin okiem pny^fztngrmty^ iredłag wra^ 
ieA jakie tacoe i eBotiiwe jega eeree «dMerało>/ ir do- 
(riMMiafyeb rysaeb łub pierwotiijr<A' iSBkioacb^maleMdi'! 
iwyUe nie akoAcsył; odstąpib izańmciL Odybym^ tylko 
te wiwue zawsze doweipae,. żawize trafne , esfato ive- 
aołe z jego listów do mińe ^pim^tydk wypisid; jnft by się 
nri»rał nie mały tom poenyi lekkiej, zabatwoćj^-zawie- 
rająoój tiąiŁ histofyi czas^w^ w któi^^^ iiylitaiyw ; 

MAwią^ te alitorowiey poeei; rymofmy, złymi są Idb 
przynajiBnrUj miernymi prozaist^mi anie zawsze <dbbvy- 
m mowoami; inofte to^jest niejakąi pmwd^ , ; leez 'fetna 
MOfimwski zapneozył mową swsją -W' Sedan kn neiieM- 
nin pamięci Księcia Józefa Poniatowskiego 'miana y aa- 
pneezył Meueott n^mlf^mipordmierci pyzyjaeiM swo- 
ioh^ lir kMcyeh' reoEszewnione' jego > sei^ee -lab - z pod - pióra 
łzy i 1)41 ntezimiyiUeny^ i^tpiśeoz]^ iic^kiiłamł' krytyeziie- 
iBi teatifi w towarzystwie iacdm pisanemiy klóse ^dofwei- 
pa, ze snadaośm; natiira!biciici>siyta Jako ntwdr jego pió- 
ra powszeebaofió zgadjrwi^ay. i»{ri>zeeaył'W <wiaiaitydb 
rozprawach o łitęf atarze ndzielangrA. poalMym *pn9^- 
ei<rfom, zaprzeczył ^pizómówieńiaaii w tcyiaiei-tirirółi^ 
l9m^iK>do^aa' swego minifterztwa.' ^ ^^ 

»• Ja jUk0> stały, i < ett|głyikoreqiondent .jegQ, *lbieni 
twierdzić i ntrajrmałbjym < ispf pray melAm IzdiMni^ fldylry 
mi wohio było wydać .zUóh lisiótw jego do 'mnie^piąy- 



jtmfekf kMfre j«k# aieMemoBy jMmmk . ehMmm; imsm 
poArtamuB ^iwienlaid^ ieaiyl^ epistolamcgOi daru wpM* 
Twma 1^ / mfaNTśbią wendośdą, dowcipein i xdr<^weiiii 
zdąDiatni ^kt- wPoJbi^^ w wytezym stop&ia nie poękdał; 
4zi6, jMnmerto listy wytąHl i odozytnją sAi po kilkakroi 
».4ą[!Mi9ą i iMi ii»i€)|fi»ą. poray^amiiońeią, j«k% Franeuzi 
csw a^lNMi^ i ebołpuie «if sw^oją panią; Sd^g«i4 i Woli* 
ierem. I my moglibyómy się poszczycić zblitoneoii 4a 
Btoh pfoBBJiwaiiy igdyl»y w. nas by|a tyle troskliwoiei o 
8jiąwę.#iMrpd^w^ He im eówieeony naród okaziye Jćj o 
Bą]d|KiJ[>tt|ą}i9ze: Mi ^wy . fiiin^ 

.^'ttezBy^^ <pis«i ł otworów Morawakieg^c^ e kltoy^ 
wyi^j wm^WDią}can> nie nfieUui dat|d cę^H drnUrai 
0£^zQą% . 9patała ; mown w Sedan ^ Lięt, dą Mn^yki^ 
i^ręmmi^fk^f niek^e J^ajki i wyją^ nlK^ąy^h m&c^as, 
rozrziifQ4^er (p<)t |iMi|UM2h p^odycznyok i* gazetach , zbi4r 
rQm^t^&> )tęim^ Iieozyj wBwonnij^ wydany beis kia- 
ąjIsSkimgij: , IHwor^ec Męje^ę Dziadka przyjacielowi przy- 
pisany, nakiOiMc w piękni i azdotnoćj edycyi Pi^fi Pąe* 
motihp ./Lord!a'»3ąir(ma w dmi^m^ .w ŁęssEBię QdMte> 
nih 4^>ą^ narodowy wysz^* Ri^ztą w ukrycia spcK^^y Wpa, 
pr^taa się. pnUi^znońć npeminą o Bpyki*) o przekład 
Andr^naołiy* Uałaehaż jój ,pQtoDłst;{ra? i dąpełnii tęgo 
Via, m 91^^ tąk je^t fi^ętnym.i mnl^ dbałym? Wró- 
ię,. spodzie w«B|.8i^ i Jiiż ,i^a|in ytetgo z^tek i doiwM 
w^4y'^yi i^ifcw P(>^?iHi<^ .po^ję^ zacnego sypia, 



ł r.'i '■ 






ktArji^ w szltf^^n^m Bwojto dereń iłczttf jdUói^e^ i^pud^ 
koł)i6Pc$; lecę nieeh śicapteazy' s dafi^^m^-^^i^ikiitim i 
dłii «wr>}«j i dla iiftrod<m4j siawy^ póki ojlm^wiek 'irtlifcyy 
Atee^ Mjniy ' dd^jegd teki; nkKih wyciligiiii^ i W nić}' i 2*pft- 
mi^i bjeate skarby, Je dcistfltti Aibo Wj^TCftmt^' att>^ 
Wciefim- zftehow^me} ppzteieżi nie z^ptMnmitiie^ tfieehje 
w znpeł&y żbfóF nhiy i ^\iA$x%y nkimi VtMXAt^ fclra- 
ym^i '- '■■ '■•■ ■'-' \ ':■ • V' •* ■':-' -•*' • • 

<^yhy wicffc jflidf ^sigrzy^teły mi^ mi" doł^^^e, Bi© 
naliiydłałbyiii sśię" fcOstftó t^ abiora itjdSiWiĄ, a lo is tro- 
jakiego powodu: mojiy ii$i ^Mof» mdń^zmid; T^/ fiH 
pitfjimnoiif ki^Ę dx)2n&łem tt^^cżytotilti jegt) ti^werów^ 
^wŁdreza lAdy,- poprawy/ ptzyiiagle&iia, którjh^K mi ńt^ 
szczędził przy wydsmiiimego Zimiiśińś^ai piMńitLCmr- 
^\3efctej^o/ tngeeibgó hukónieo po wodo wyssnAitife gwałtem 
mę''tm^gó ii^rc^ Wydriera.' Móraw«ki WywiŁrł''fiftji82ezę^ 
ffliwsssy wpfywjia Wykss&talcMiie serm/ ttmyidła ^M^ sma- 
ku v<ł literaterzfe/j"eayiiego syna mojego; od- mlódti nie 
poi[)ła!l^ł miiy lecz przez wfiasue dońwiadczede 1 poufae 
'powierzanie się, mia¥y i ostrof noSfcfi nakc^yłJ W ćałiftm 
iyciit mófjódi zafęty gfłdwfiie wyehćfwąniem syna, prtsy 
zatrMnieniach jednak ptiMIezńyc^ może by ni tył bez 
żwłązkóW z MdrawfifKm tónińj dopiął ieg^ etiu, tiie me- 
gąc tak wtajemniczyć w jego liczucia powagi djc^wslu^y 
dó c^łtegio ^rzyjkfcń lylko i 'żbliednii mfłoddM thz drogi. 
slHgdy śż6^rośćj otwartość 'ze strotoy podległego tiii po- 
suwa się o tyle i do tego stopnia, o ile jest życzoną, 
zawsze jest linia nie przestępna i nie zatarta, która 
ptzedisiela p€fw4^'Wi«kd 0d młddbdCF, i tylke^I^rzyjaeiel 
może być i stać się niejako spowiedniki^ln niłodegd-sti- 



siietiiiii MHf kiiteącfiiry slbo TĄ%gne9itBją6yiB/t ^ i rumm 
nświ^esj^cym ^ łaiRWl^ ctęsl^ ta; tejbiuBiezaM r obawa 
^jawittftia^i ^Aiania' o^^iaAbyffftMi aajlaffo^iiMSBsynr 
oJ6fi»i |]^ij«łio<bi ^albo "«e wstydu , albo 'se' rala«bfctnośei i 
ddfc»toci''iięl«a dzieeięeia^' ynms kiórą mśi^ $19 lęka 8tio«* 
f<maA, ^ak- Baścpfetfin^ caata rcidśieudskiego i pósądseA 
ar ddMe tata. Morawski paay8k»vrB2y' pnĘjrjatii i afmdi 
ińkgóMfniy spotiiał siig w niaa ztym podągieai jego 8eiv 
6a do fiiebłay ktdry -nńęitj momi nioogtaiiioaoiią otYfar-^ 
tość ustaliła a ciągłym- wzorem swoim j^o obywit^ ja^ 
k&'t04^4 stały 'prsBjgaewł ojca, urobił gatdta oatel jest 
f«i«z«' JoiBii wice -wiiieaemf e7.ęM^aoieb pooiecfa^ ktdre 
9£błe¥abib .w caerstwiefszytn^ wieka- i kMfemi agrzybialf 

' ' % M)gwwa^w łańoEcha życia HddzkicgO; kt^ra ilu są 
jednoetajiUejsKie i podobwejAbei do';skbi^ ttoi silnićj >i6B 
łaAoaeb spajają; Do)a Mo^wakiego jakśe Jest podobna 
do aioj^;'o&Oi^ąeił?akoohaaą -toiięi ja jstraeiłem pkrw- 
s»i9^ m<]]ąid[Dflc;'Ott 4tracił*inkocbaaego a powaftamgo od 
siebie i wszyi^kiofa drogiego • idu bratst, i^i ja straettem i 
ifaj^iszego i' młodszy eh ; on pociesza się synem i oór^ 
ką i ;^ «łe8zy$em się dragą a cieszę '.stc piorWsayiii^: on 
odbiera ^piesiozoty wnuków i ja tą /roskoazą^ iyję ; jego 
ei€fr^eaia fiatyczbe i moi alne przygni€fliiy:'i ja wkód pra- 
wie" tego laM^Modzajunrembcy fiyeiei' włokęg >oa aa- 
ko&ibo nie Utijiegiają[o ^ iię * nigdy ' za: r doMatkami^ ro^bnofuR- 
ny z oręża osiadł ojczysty zagon i orał, i ja odłączony 
od zawodu pablicznego na podobnym zagonie i przy 
I^agtt. nie tęsksiiłeitif Wfessde on : podzielił * majątek mię- 
dzy syna i córkę ^ mieszka przy synie, odwiedza cńrkę 



423 



i |NmiyAtii#śoią iek «|Nrxyjemni« aelna sędawd latai i im 
TTMklea się majątka na syna^ ostadłem pod joga-f^mr 
hą % żo(B4 a jego rodaęaą' oiotką. i jemaimienieDt ^ioffk 
wxi} mAiMwohod^ Tak swiąMnmia. wsaysłkieatt /Oi^-* 
wami z j]irzjr|aeideiii I cM w pozostałe ila^odpłatf jeg^ 
doślfiadozoiDńj wi^móiki i slaloteiS.^^rifcp^jedBa^^caeaie^ 
aby Opatrzność raczyła {Nrzeoiągflą^ ćy4ie jego nad kres 
dla mu^ przeznaozoBy a ofloózędziki ma tych na}bołe« 
iaie|8Byeh eios&w^ kbke we umie i syna mego nderzyły 
a nad ktńremi płakał wraz znamil''). - ^ . ^ 

GSIacaktera jośóbistege mego pfzyjaefda .opasywać 
nie { będę wsąozegdłac^ jednym rysem go rwydam, eba 
nim do ^siebie podbbni jeć»teśmy i ;dla tego. się koehaso^ 
jakby braeia z jednćj krwi i ciała. Oba vf< iMĘyA zda^ 
Biadi tek jesteimy stali, łe nieco na npto' ^n^awamy, 
zaehowiijąc sobie. do praktykowania tp prawidło JMf^«i 
§i ieMo^sęm fr<gpo$iH mrum; ęjif si^ mocno ń. nie /bez por 
wod&w o toAm prai;6k<mamy,:.nawi$tplrzyjaiini nieezyntet 
my z przekimania ofiar: i: ostąpień; kałdy z nas po rezi 
prawach i sporach odchodzi eonuc z g^szym dla sicibie 
szacmikiem i pirzywiązaniem beż najmdiejsze^ zaobmur 
rzema ' czoła. . Kiedy się ma i wyisoąje jedyne zasady ^ je^ 
dnci prawidła w Równych podstawach morałnoMy cnoty^ 
religii^ miłości krslit, kiedy o siczerośd.tegid wyznania 
ma ma powątpiewąaiai lecz ufność wzajemną i :pBzeke- 
namś; Tóżnośi zdania \we 'wszystkich innych przodinior 



.'* 1 ■« 



^'JeM"ta 'iij«^#a iO imierel synowiśś Kai^tana KośiBisMif 



— 428 — 

taeh jest niesćm, je«t albo przelotnym meteorem a za- 
wsze oftwiecającym; lub jasnym obłokiem nie zaś chmn- 
1% jest mówif wzajemnym nszanowaniem niepodległości 
powiększającćm szacnnek i miłość przyjacielską a staje 
się coraz silni^szćmj^ ogniwem. Lecz jednego cliarak- 
terysfycznego rysu odróżniającego go od innych a szcze- 
gólni^ poetów ; antoróWy iHsarzów, opnśció nie mogę. 
Morawski ładnćj nwiłośc) cgc^ do tajwoich tworów a za- 
zdrości nawet cienia nigdy w całćm swojóm życia nie 
okalał. Owszćm cndze płody wynosió, cenić i więc^ 
pi^asości w nich niż nsterków wyszukiwać było jeco 
ciągną i mezmiSMią i jem« tylko właśeiwą sUennośfetąf 
Wizys^o odnosił «do krąjii, do:doiH'a literatury} Aie do 
siebie i dla iriebie. Sława jego jest ińu. obojętną, a cała 
gioirUwość nniortago za ojczyzną za jij ełiwałą. Dia te- 
go kaiczę ten artykuł ^ jum^^nmienzoaeiiyra przezem«ie 
9^^ Ji^ : wtoeruakiem Af^daem cbardtteBymgąeym jego 
osobęi talenta. 



i •• 



1 ' • . . '•■'•*' -t i • ,'. * 



Nie obce wawraynowi w niebo wznosząc skromei 
' ftycerz prawy, wieszcz i^zniosły spoczął na zagonie, 
' " Zkptź^zyi Krasibkiemu choć z nim chwałę dzielił, 
n triccśjBifcu&ą s^awą-Biź swoją weseM^ • ' ■ 

- . > \ . . . .♦ 'ii' -•''.'•»>• •■'■ •' • 1.- 



I .• «i • r. 



i 



f/. . ł ' // . •.■.••.' 'I ..••■; ^ • ••:■'. r ; -I • ' ' ;'j 



. . . • < * 



.ł 



. ;)i.. - ;• • • -.r ■■ i ] *.;• . •• '.■■;* i..^t • ' 



! ^ • 



'i: :. » "5 i • , i. ■ ' 



* I t *■ 



, i' 






ki .«' • I '• • , J I I "■ ''ł . 'I 



■•'• ^ .1 •. '••♦• »r' 5»". '• "• . li. . * ' •» .' .•.•.4 

^'" ' ■ • JSźt!f Mpłdwstt; ' " '•- 



l\ 



. • *i I ;<»'.? , • ' , -J ' * 1 . • ł< 



V ..'•-» 



« « 



'ildysiiam; ii z tyl»iUci»iyt)h . j4j'^o^W/ Ml4 ws&^p^- 
'i^iąłem *dQ liićj^ ii ^kasałen^ isiobie mórdbWftić 60% "Bftd 
otytiiikieid tych isrogonyeh^ wymarKOuy^ ^eżęsto 'pi*«6K 
<iUBflfiinią i t98gttrsEidąiaiiiagiiiacyę'iwot'dWi^ ŁeiPK <ifiA mn 
fiwoieh Bvęakliittilków U isrkiItMeli 9i<«8^dteMj *in!i itiM»^ 
płci łeńskićj, bo rozprawia o niój i o jdj'tiiin)£m5fCffa'a- 
czuciach; jćj pochwałami skłoBiony wziąłem się do prze- 
czytania Jedynaczki Józefa tCórzeniowskiego ; przybyły 
do tego i te powody: Irao Zasiuiopa rejput^cyą autora 
w różnych rodząjac^i qbecnój,.lUe|rątary, 2do. ^ ^bohaty- 
rem tój powieści jest p. Sokołowski już wprawdzie zga- 
sły^ lecz niegdyś mi dobrze znany mój czterdziesto letni 
przyjaciel; którego zacność, poczciwość ^ wychowanie, 
ogładę i talenta ceniłem , który często przebywał w do- 
mu moim, bawił w nim po kilka tygodni i zostawił mi 
po sobie wyborne i niezrównane rysunki swoje ^ które 
zdobią tekę mego syna i mego pokoju ściany. 3tio Że 
bohaterłia tćj powieści Pelisia żyjąca jeszcze przez mę- 



— 425 — 

ła 8 wago rodfeMego skatezeńoft megOi bz wa^fra joat nio* 
jako^ zpcnno^wącoiią ze mn%;: ziiain i ją i j^ piękne 
potomBtwo osobid^. Podoząs newokcyi 2dgo Ustopada 
mwszk^ąo^ kilka nuesigoy w Kaliszny poznałem j^ .mat-' 
kc i ją samą jako cnoiliwą żonę, przykładną matkę i już 
z nuorz^ń. miłosnych zapdnie mryleozaną. Barn 'więe iycb 
osib obpaz taki jakiemi je znalem a szezegMoićj p. So*- 
kcrfowfikieg^^ aby czytekuk porównywająe go zronlan-" 
sowąi i wymarau^ńą po^neicią ^ . dowiedział się eo jest 
prawdą, eo fałszem,' a co nawet zapewne mimo ohęcfr 
anłora zakrawa na potwarz« ! 

Józef Sokołowski syn słusznego : i oświeconego ^oby* 
walela pfsiadąjąeego atarostwo oznłezyokie w ErbUe*' 
ssowśldm^ oddany został natpenayę 'do jśdnego ź Fran*>* 
ęńzÓH^t W Warszawie, tam wynozył aię j^yka fran^ 
enzłciego, jfMmaityeh talentów a szczegółbićj rysimkn, 
do kMrego miał nieporównaną zdoln^Ać. Z tćj pensy I 
wn&eiwszy^do dfomn już po 6mieroi' swego ojoa^ ze wi^yst* 
kiemi przytiiiotami, ktdre zaezozynają młodzieńca ddbirzei 
wyjohowanej^o, Ucząc, zaledwo lat dwadzieścia, przy.{Jo-i 
slaet ^zyjemnćj, proporolyonałniie wytiosłćj,' twarzy • nieco. 
0^^' aaznftc^oćj leez ńwieić^ imótną rzec nadohnój,^ 
włosónr blond ^ znalazł się - w błiskićin sąsiedztwie pani 
Swierskaóji wdowy iź.dofliii Szlnbowskteh-, która miała 
córkę j^ynaczkę; jedyną dziedziczkę ojcowskiego ipa* 
j^kn, pi^aą, młodzinfti^ pobierającą wychowanie w do-. 
mU;; nie petnnę > jakie* mńiła itniC', lecz pewnie nie tó, 
kt^hre ]^iantqir Jśiymactki ąadał. Sokołowski nezęszezan 
jąc db d^mti pani Swiarsldó} Zakodbał się; namiętnie 
w. tt^i j6djnaeąte> > i pozyskał łatwo jój wzajemne nczu* 

64 



— 41ft — 

eia, ab. iBgti»*pantty . imy. &Balyiy Miała yrojito^ ock 
do p«|taii#wie«ią córidu BMtrj6j> rcdBoa^ Ignaejr! Sato- 
liowski p6:teii|i imdkitf Sachtynia/ miU aa sobą Gis»- 
kosMką stoYoteiaaiLf Ui9aoteiewal6% i ada»aią. sioatoafniefi 
9swagiu» mego y > ż|y\f iła. ndęo prer^akt wydatiioi » ctórjki sft 
Ignacego CiestŁaiivkiagi> rodamięi^^D ^brate {umi Sgaano^ 
wdfi Selfiiaicakii^ i iSpnEaeiiiiłsH się aUbnaoicłoiii cdł4av' 
CMak& ^i^oiDdwafiia w paeloi^eAitdfier lummomą^ t^n^ od^ 
dftiei swoją, rękę Igaseamu GiMako^arsliiaiiniy ^t^niu kMrjr 
IjiłiipiaranBiyiBt ]Bn»aase&i/towaFaystwailnaijitoweg^i2^^ 
skiegO; póinićj plenipotentem ir^ rządeą -afstjmacjnri^Sa^ 
BfiojfiUi^; Se^dbwski Um%m9óA wmakwidi tad^-oiDcno 
BCBiiły ie^oddi^iwsay aię einUjacm i od.osdby^yr^eaisiaw 
bie odubio^ój^ dosAal eznwi) mekMiokoIii ii odoaidMiił aif 
ed IadxL €ała* la Jai^oam hi0tarya'«fartife'<ratgkisiki sif^ 
w okotiey; Wieś niesaezfśłiiwregc) ffio hałanwJi iego darty-' 
kała Znłiaa mają&a fsini Oboiuńjt EoromiA) KfastAakitg) 
z doam Osdiaekićj^^^ któraś oseski £ts|yaieia sw<^ jed3P« 
ibakietti Jóa^ib lLna8iilakxm.xW^ KBótestwiaiJMbkYSmj aaaati-^ 
bełanem> cesaFskiiił} ai nadtępoiio senatorem, kasatełalii^ 
przeaiesdawikła^ • fiaai Eoiuńńakai psoez. UMbjS aad m0^ 
sz6Bc61iwym; pizy wabiła < gat do cćwe^ol dban^ pnafkymfjtŁ 
w nim a i^ówsońć mdm^.t^ych^msaaaid^ ^stim^b 
spoliła X sobą dbKJtistejąo^eb aiMbieńoów \i/ tfe db tcgw- 
stopnia, że= i aa, iyoitt^ pauiiObotećj' ii p^^^^iMifrci^fiOł' 
kiolowski został iHęodBl|pw)niDlp^ E^H^ 

słAskiegot JBiaiKiBmi rijrsowaii , < uiladaUi komedy^ ligraiL 
PrrtK owgO'. jenerat Wiaeasly Siasukski upuzeji^śeim Jl 
graeaanością^ przynębił: d^ Aorego domaiSokotewsttłegąLi 
Sdodowaki aca doskonały rysownik maiyehi jiMBędpio^ 



— 427 — 

Mir, nie flii^iey nigdjr pinotoiisiri rtlińa. się matozem-t- 
nawet nie spostrzegałem w nim w t6j sztuee a ssezegót 
1^ whtetoryi malafalmra, jśj- mitlrsów i ieh tworów 
4d»aaei»Qf^ się biegMei, jaką tyła oawet motayeh 
amatfMiow jak Qp. Jaa Taraowski i Sierakowski za^ 
4«wł(K— trysiMi^ sobie z upodobania fUa siebie i przy- 
jaaiftłr = • . 

Wpraw4ale JózeC Si^akowaki doskonały znawca 
taieittów w tym rodzaja, któiy znakOim^ zbiór obrazów 
a^aławmejszyek «9Qb|ltzów pa 4obie ,MStew£^ który Wło- 
^ OjB^e^ Fmn^ą i Anglią zwidail, poznawszy rysan- 
ki. i f^sobf iSokolowski^ga mawiał przeddmoą — te wSe- 
kQł<^8k]m azMje tak wysoki tałe^t i ftmfiioió do kary- 
fkatar^ ^iś. gdyby ehctoł dwa, lab trzy łata za granicą a 
mmeglóis^ we Włoszech ten t^teŁ wydcMikLoaałiióy prze- 
szedłby Sogarta. Ałe Sokołowski nie był /dońć zamożny 
laby t^i^podróżpraedsfęwziął, i ai^j iDenił w eobie ten 
tflient, fctipy wsdystfcieh .^ąohwycał* Rozrywa jąo się aim 
w:0woiia amKftjn, tiforiwawego^łówka^ pióra lab pędź* 
iika^ ndzielał tylko przyjaciołom; przez delikatno)SH6 i 
p&aammH ebairałctem mnićj podchwytywał w, osobach 
toi<i0rooM;by ich na szyderstwo wystawiać^ jak ich na- 
tatśb^ ayodi^ac»s^}i|Cy7od drngich' nkładi a jak to bar^ 
4»y tralbie <wyiiaśł p. Korzeniowski ^ : ie jego słów ta 
niyji s ^Odznficzał je tytsnnek doskonały^ podobieAjstwo 
jyZnpafaie z^figwrą', ziei stroją^ zakładn r^^ ze sposobu 
^ąkam który i tosymal ksiąikę,: tabakierkę lub cybach; 
^katdy był takiin aa* papierza^' jakim. był zwykto kiedy 
^y^ ftłe^nUsttłał), l^y nad sobą ni<!» 4^uwaji^^ Ja dor 

r 



— 428 — 

dam^ iż na podobieństwo. imB,ny rzadko' sj^* nhdml, Inhó 
i to ma się adawałol • .. ■ .^ ; »:> • ♦ j 

W chwili w któri&j Sokołowski 'mt^fmyiAl do dóm 
fetierała Ktamóskiego, władnie był «6lem śitiieebn r '»%j' 
derstw ów sławny) Jaxa Mardtnkowski ', który 'JsIMoie 
był chodiiącą ka^rykattii^ liołiych i Kai^dsmmiałyeh pbe^ 
tów , tak że w całćj jego postaci i dumnych rabbaoh 
głupstwo się niatówało. Na prośby tdwarzyetwa zbiera- 
jącego się u Krasińskiego, Sokołowski 'odrysował gó 
w postaci^ po dtDbrym obiedzie detóamająjoego z pyebą 
swoje wii&rssBe, i podchwycił W' ńiń tak twifnife. caiły jego 
nkład, nbiór itd., że odtąd Marcinkowski z usprawiedl^ 
witóą Jaqs<td^ Olizaraprzejdziedó potomności. Gdy ten 
toały ćwiartkowy portrecik ttka^sał się, powstała ttly*l 
w towarzystwie pr2{ebywająe*m -tl jenerała i Józefa Kra^ 
sifishich , owych ćwiarlfcowych portrecików wiełu osób 
40 • towarzystwo składających. Sokołowski skłonił się i 
€^fysował prawie wszystkich^ ktibieU^ nie rysował nigfty, 
bó te owego towatzys^wa w pafłacu Czapskieh nie skła- 
•dały. ■ • ■ '. ■'" ' ' 

< Mam z nprzejmośei , dla mnie jenerała Wincentego 
Krasińskiego kilka sfctnk z owój kollekcyi portfedfców, 
ó którićj wspomina pi Korzeńiowirki / a która sćnajdnje 
%ię teraz u p. Adama KrasińsM ego syna ^Józefa ^ 'któi»ą 
p. Korzeniowski jak mówi, widtlałj *ie ją albo źle 'wi- 
dział lab nie dobrze pamięta. W nićj Mturęinkowakt nie 
fajkę trzyma ślC' swój^ poema -B^efcf cxy Ht Oops^j je- 
neral Morawski /ńie w<jhwHi deklamaeył' wierfezy swo- 
ich, Ibcz pVzy' tatce' wnstaclij ja'be» podabl^stwa twa- 
rzy, z założonemi w tyle rękami z postaci i nkładu na- 



~ '428 — 

der piHłobDy ; Bąjpodóbsiclsi^ r' twftrty, 2 teikładu: jenerał 
Krttriftski .K cygarem w n^taeli, i Osiński gdy tabakę 
agaiywąjiiCy m^Amiesza drogich ^ sam się nie śmiejąc; 
imsyMkie iMe portreciki) jak ji^nerała Turny, pałkowm- 
kaBoftnaBa)' Wałeryana 'KrafflAskiegcr) Hnsarzewskiego 
jtii; '-' itdi^ ' óiotkónske^ wyobrażają' pod<rf>iM8two ; Ibkz . iiłfe 
są «a a^kas«acb/ lecz na ćwiartkach t^ oetotk> TysowaM 
i' kolorem pewlecsone. W moim dcmn i dla mnie źrebił 
Sk^cełdwski w różnych formatadi) jenerała Andrzeja l&ar- 
trówśkiegO; sławn^ga warsnawsiriego' bnibewcav ^siedi^ 
eego ńa nliey 'ina kłodzie drzewa i zbierającego 0^ j^iiie- 
diodsąeyśh brukowe plotki y Jozefa Sierakowskiego rad- 
cę «tatitt' w jego znanyin* płasźcB)! i kapt^nszny Serfiiee- 
I^a zitaaegb w WarskiiWie lex^^ftetoa iartylery}/ bietntter- 
Mn^egO' do kobiet, wzcfy^hac^gs^ i ^ąpcay J<>i^f& 'Keesa- 
iRmsidegO; zwanego kręcigłówk^Ł^ 
oweg<» opasłego Okołoi^a; bafona '-I żarłoka zksiacteją^ego 
de' obladn 3& ^ftapisem na dde? Ounścta teftHirtm miwta. 

SitikcAewski po rewółacyi ciągle trzymał irię^dotna 
J^efa Erasi6i»kleg(>) gdy ^ ten^ rmBtiy' p^^^eniósł się do 
swcjćj rodżon^ «idstty <S^httz(>4«(ćj> i^n^y dynasty hrti- 
MesKowskiego^ na^pnie siapragoął gdspodarlswa r otrzy- 
tiśał: w kalkołet^te' po^iadairie starostwo .ezttłc:^((}kiej stra- 
tfił^na iłi^tA'; wdał się V 'proces, ńakonieia w» samótnotei 
<nawykłszgr do trUńktty^t^faię jego> poiebno* przebrał > i 
w staiie> tWiAne^ niknącej ^dns^ła z powsstecbayffl ża- 
lem przed kilku łaty wniarŁ^ • ^ ' * ^ ? «; 

^ ^ofcołowski^ prćica ialentn ' ty«iinkii y liył Wylwroym 
aktorem^ i na tekta^are amilorskitfa tiid<^wtt4 gf ą zadiwy- 



\mh Oto rjuii ^«»y«tib»vo Sok^aMfiikbtt, firzes fioiftimiattie 
Ugo artyknłi z •/€4y9ia<vał^*f}rairdft jamio aię 'flUuite. 

Oo do jedynacokiy tejtsscze łfi^^ liwktka jój ftieiłii- 
wm nioąrła. Tferass urobię iiwdgę , i»y 99dtił(». aię- fiKMl 

JBa, którego i>0dćiiui sapiiearia^/iobAród hnlbi^DnOwdat 
fliostra irodjsaiia :iyje za; iłr^itMm^ preaMNHM A^iy^zy^ 
Nitnira. kriiUeMDiv!slpi«g4 ptizies ^Kasaioa zHfMpit^p^y wy*- 
Jiiaitzjfji wmiuuKmą ]mowM6^ ^nipełnie sprzeczną /a|»iAir- 
4ą^ a inąwet di^datn^ jz^iiMwałnoilcią. Motea mab^iló ihęr 
tAtęty 09(^ - tfjąóycb, i^cz, im wtedy aadety dać łmtMa 
9my6hBtr by jiic^ami w ojbrazaeh pottaU^ iecz 4iaiiv 
wariiiei)a<^b i|V|6]rcłi pod icb whaii^mi inriwami^ gdy 
j00t '^bwalą^ z^caw^iMi pdebłebrtiv)0, gdy iaet przy- 
l^wąAliik fałfuseim iiMk i¥)^ jAk .9atyią> }^at.p9a&3m^ 
' lfii9i> ł wskaidym rnąjAtyioi Mąin ^^oitEWfiwby .bj$to jak 
pot«4rst rdąddw^ie. Wprąmdme airtat j€d}fii>a€zU fl» koń^ 
co p(»wieś(ei nadaje j^ oei Qit)r4Jny -- lO^^zadz muM zbiyt 
IJitodlicząee mnMjjct ^ksied^ edrki zbyt wypieazoaotie^i na- 
wykłe d0 tządzeaia aic ^ pdQi^|tk^^ i^m^m^ojąm^ 
ii w jMidyefo tomtr^akilm Mtamwa^ą pofstyśliieść rodzi- 
«6ip^ 8w«9^j całój r^ziay, i-tyck nąmąt^ kik$f a aiwri 
w'jakib%óte związek wdiadz^. Tati^cawda jestt loiewą^^ 
'ii^;i!lf)ez ozyU została rmmmhj^ui d6w€tdzi6»4 f r$y^ 
fstcciM^ ^y«w«Hbte i. wiliropiod^bme? item«E za^Meztt ^ 
zdaje mi m¥ uk arojiowA w ' kmsm^yi Mtora f lelisi^, 
istotna poczwarka rodzaju i^i^kkgą m nfiltotiL^ W 
iataiać: Pad Korzeniewski zsabił tak jfak łeo dp^wiednik 
m i^ez akzr§<mm:pytaifia laa^i^^oiiMzi Bdiod^jif^wira* 

ki; właśnie uczy ją występków, o których nie słysz^^. 



— - 431 — 

Dodani jeszcse jedne nwagf , ii w tćj powieAei nie 
poznaję właściwego autorowi ani Bmakn, ani stylu, ani 
poprawności; spostrzegam makaronizmy niepotrzebne, 
usterki gramatykalne, wyrażenia gminne lub prostackie. 
Zapewne rzecz obstalowaaa, musiała być spiesznie wy- 
ko&ezoną, aby przyniosła zysk i gazeciarzowi i autoro- 
wri* O auTi $aera fanies gdy opanowała umysły , talenta 
poszły na taq4«te| i stały, .«e la^^btnanami,. 



I 



I. ' 



■\ 



■ 'ł 



t ( 



• . « 



ł fr I 



I- 



. .. ' . 



1 . 



• ..! > . 



' ,' . • ' i 



• X 



1 1 



ł , 



1 1 



,• i 



• ' . • . . ' ^ Ilu* 



> ' . 



I • 






• r 



< . II 



Szambelan ilk Kolbmiia Zaboldick!. ' - ' '' 






JTowiem nawiaseoi, kto był i czćm był ten Jan Eohimna 
Zal>oklicki, znany powszechnie w całym krajO; jak 
śmieszna i płaska istota. Syn obywatela szlacłrcica, trzy 
mającego się familii Zamojskich; i od nićj udarowanego 
dożywociem wioski w ordynacyi, odebrał wychowanie 
w szkołach Zamojskich; młody , drobny; dełikatnój i 
kształtnej postaci, twarzy nadobnćj; włosów blond; odda- 
ny do adwokata lwowskiego na aplikanta w chwilach; 
w których największe zepsnciC; i że tak powiem rozpa- 
sanie obyczajów panowało między kobietami, stał się 
celem ich nbiegania się, i jak młody rzucił się nieliacznie 
w ich towarzystwo, zrzucił suknię polską , przybrał firan- 
cuzką ; i tak czas przeznaczony na naukę prawa w szko- 
le zepsucia i skażenia trawił. Wierszyki, aryetki, pio- 
senki, tańce, dowcipne szyderstwa, plotki, pochlebne i 
zalotne koncepta, zjednały mu łatwą wziętodć u lekkicli 
i płochych kobiet. Lecz tak trawiony czas jałowił gło- 
wę i pustoszył kieszenie. Chociaż miał ojca> braci i szwa- 
grów, ci wszyscy bardzo miernego majątku, pomocy nie 



— 433 — 

doBtarcsali. Miesaikały wtedy vre Lwowie trzy panny^ jut 
nie młode^ Potoekie wojewodeianki wołyóiiikie; jedna 
z nieb zaoięła się Opiekować mł4»dym Adonisem; zapła- 
ciła za niego dłogi, pożyczała pieniędzy, pakonieo dla 
piękności mandnra . wystarać się dla niego o kawaler- 
stwo maltańskie. Otóż podniesione znaczenie , otóż ła- 
twiejszy wstęp do możnych domów, otóż podróż do War- 
szawy, wstęp do dwom, i nabyty za pieniądze lob tóż 
z łaski Stanisława Au^sta urząd tytularnego szamł>e- 
lana. Zaboklicki podniesiony w znaczeniu, już zaczął za 
rządu pruskiego okazywać się w domach możmejszyoh 
i obywatelskich, a szozególnićj w domu Aleksandra Za- 
mojskiego podówczas ordynata., w Puławaeh, itd. u Biel* 
skich, z któremi był spokrewniony, u Owidzkiego, i już 
niedawno protegowany, zaczął protegować swoją uboż- 
szą, familią, już przybrał postać< dworaka, zawsze usłuż- 
nego, gi^ecznego^ często z gitarą w ręku nucącego lub 
powtarzającego piosneczki i wiersze, pokazującego od 
pięknych kobiet prezenta , sztambuchy , wpisy w nie i 
pamiątki, i zbierającego świadectwo pięknych rączek 
w podpisach. W tćj postaci poznałem go w domu Ale^ 
ksandra Zamojskiego w roku 1797,' jn^ mającego lal do 
czterdziestu ,. deklamującego wiersze tiKOje, a następnie 
tańcującego, w czćm ma towarzyszył szesnastoletni sio- 
strzeniec jego Bielski, którym się opiekowah 

Nakoniee zebrawszy Aindusze, wyjechał do Paryża 
2a czasów pruskich, kłedy już tam sława Napoleona przy- 
wabiała wszystkich. Tu fortuna nowym kaprysem swoim, 
jakby chciała upokorzyć wielkość, a drobność; i małość 
wynieść nad leb głowy vei imt>> toU^e de graAa mar- 

55 



_ 484 — 

t€de corpm, szczególne > niepojęte ^ osobłiwsze na poko- 
jach w TuUeryaoh wyprawiła z Zabokłiekim widowisko. 
Było to w roku podobno 1802, w kt<jrym Anstryapo 
pokoju z Napoleonem zjbroiła się do nowćj wojny. 2a- 
bokliekijako kawaler nialtal&ski, zapragnął przedstawić 
się Napoleonowi, a jako obywatel galicyjski szukał tegi? 
zaszczytu przez ambasadora austryacki^go, którym nie 
pomnę kto był w ten czas ^ Eob^zeł czy tćź kto inny. 
Napoleon właóoie przed tćm posłuebaniein > odebrał był 
niewątpliwe wiadomości o nzbrajaniach się Austryi, mi- 
mo ciągłycb zaipewDień ambasadora, że Austrya zmniej* 
sza swoje ^^^osjska i szczerze pragnie utrzymania pokoju. 
Rozgniewany więc i w najgorszym humorze, równie prze* 
oiw dworowi wiedeńskiemu jak jego ambasadorowi, uj- 
rzawszy mundur, maltański około, niego, szedł prosto do 
posła, a gdy ten uUónlwszy się, zaczął przedstawiać 
Napoleonowi Zaboklickiegó jaka €ralic|yanina, Napoleon 
odwróciwszy się od ambasadora, i silnym głosem ie 
mógł słyszeć ozwał się do Zabokłiekiego : „ Vom kiR9 
Polonaisy sujet ai^ębien. Que veultni dire ces armB* 
ments^^ i powiedziawszy j^szoze głośno, kiłkia słów > za^ 
kończył: „Je feux\ icraaer et j'^craserai: la \mm8on 
d' Atdriche^y i lyąwszy przerażonego Zfeboklickiego pod 
rękę, zaczął się z nim przechodzić, po eaii,. miotać naj- 
silniejsze inwektyny przeciw Austryi/ zatrzymując się 
przy pomięfeasanym ambasadorze, aby mógł groźby sły- 
szeć^ nakoniec puścił Zaboklickiego i pokłoniwszy się 
innym, wyszedł. Zaboklicki struchlały, wyrwawszy 'się 
jakby z pod piorunów Jowisza Ołimpiji^iego, saraz ob- 
skoczony został, biadany przez innych iambasadórów za- 



pytaniami y w których się uprzedzali , aby sława Naipó- 
leona doiiieAó najskwapliwićj swoim dworoou Zaboklieki 
zaś bojąe coę idi powtarzać, aby aibbasadora an^tryao- 
kiego ni€ obrazić; przytulił się do niego. Ten go zaraz 
wziął do swojćj' karety i protokólarnie go badał. Łatwo 
sobie wystawić obawę Zabokłickiego , aby w opowiada- 
nia najmniejszego słowa nie zmienić, lękał się za po- 
pełnioną omyłkę ściągnąć mczadowolnienie rz^n austry- 
«dkiego, lękał się Napoleona^ aby, jak bywa w polityce 
nie wyparł się słów swoich i j:ego winę kłamstwa nie 
potępił. Ledwie wróeił do- domu, jaż zastał kilka karet 
przed bramą, a w domu i gości, i. bilety wizytowe, nie 
mógł się wymówić od opowiadania, musiał się więc za- 
mykać i kryć przed własną. ehwilową ważnością. Cóż 
gdy na mieście usłyszał rozmaite wersye tćj rozmowy. 
Szczęśliwy swojćm nieśpodziewanćm znaczeniem, uczuł, 
że i znaczenie ma swoją niebezpieczną stronę, samlBi 
obawa utrafy truje je. Próiność doradzała mu pokazać 
się w Tuileryąch, obawa, czy go Napoleon pozna- czy 
będzie z nim mówił, czy nie z gniewną twarzą^ wpra- 
wiłam^ go w wahanie 9 powierzył ambasadorowi austrjyrae- 
kiemu swoje troskliwości i nieustanne od ciekawych na- 
przykrjsi^ia, i za radą jego wyjechał z Paryża, W dro- 
dze dręczyła go płonna obawa, czy go gdzie nie zaare- 
sztują i nie osadz^, nakoniec w tćj niespokojnośoi nie 
odetchnął aż w Dreźnie. Lecz i tu na drugi dzień zaraz 
:pngrszedł szambelan z za|)rosinami do dwbru^ P^^zyjęty 
i pytany od króla , powierzył mu całą rozmowę Napo- 
leona pod sekretem. To samo uczynił i Księciu Maksy- 
milianowi, następcy tróńu Saski^o; miał szczęście po- 



^ 486 ~ 

dobać ma się. A taik yi^ny czyny kilku słów Kapoleonn 
d.o niego wyrseozony ch> wy^BUł się wąteik pt^y^ya^ 
jego pomyi^lnofiM^ Zaznajomił się z dwomm saskim^ i gdy 
kf ól został Księciem Warszattskim ^ Kftiąłę MaksymiłiaU 
wyrobił ma szambełanią rzeczywistą z małą pensyą. 

Z Drezna przybywszy do Warszawy, rozrywany p© 
dom^h, ożywał przyjemności; jaką daje oasycona pr6- 
in(M. Paławy zaraz go przygatB^y i badały^ a ie miał 
taleiit przypodobania się^ już odtąd pod pieszczotliwym 
imieniem Żabcia .wspominanym zos4;ał. 

! Lecz za Księstwa Warssiwskiego zaj^omnisLno i o 
Zaboklickim i o rozmowie .Napoleona; przypomind; się 
on wprawdzib częstemi nawidzipiami po domaołi mahiiej- 
szycli^ lecz wszędzie znajdywał óbojętnoić> i ińteresn 
dla siebie krotpfiłnemi łartami i wesołćm między kobie- 
tami dowćipowaniem obudadó me zdołała gdyż jnż się 
'był podi^arzał; a pretensya udawania młodego na śmiesz* 
ność go inarażał^; Nieuicewicz, który żadn^ śmieszności 
nikomu nieiprzeljac^ał; spotykając go często w domacli^ 
pierwszy na niego rzucił sarkazm ^ nazywając go Ząb- 
nteltm. Tak i ow^go eleganta i Adonisa lwowskiego, 
z owego paryskiego' powicśmika dypl^itoatycznego, z owe- 
go pieszczonego po domach Żabcia, został śmieszny Zab- 
sztel , sam jeden tylko nieznający sw^j śmiesznofoi^ For- 
tuna 8aeva Ui^ negotio imblefUem luduin ludwe pertmax^ 
matał ińcertos^ honor es4 

Mieszkał źa W^ądu < pruskiego i za rządu Księstwa 
•Wai^zawskiego w Warszawie ^ bogacz i wielki egaista 
Krleirsićki^ który s|)rzedawszy majątek ziemski i stawszy 
się milionowym kapitalisltą y wiódł życie Sybaryty ; ku- 



1 



— 437 - 

elłama miał dodkonałego, jadł wybornie^ miał związki 
jeszeze od sejmu konstytucyjnego z wszystkimi najzna'- 
komitsigrmi ludimi, hamoni zawsze wes^riego i żartobli- 
wegO; labił bufonady^ lubił niemi drogich bawió i szukał 
takioh^ eo go niemi bawili , nnikał zasmucenia. Kieniyty^ 
zimny, niewyrozumiały na innych nędzę , naigrawał się 
z nićj lukuUowskiemi obiadami ^ na które dwa razy w ty- 
dzień zapraszał ludzi szczególnićj jowialnych , lub na 
których rcAg^ swoją jowiakiośó szlifować. Niemcewicz^ 
jako jego od sejmu przyjaciel, bywał z liczby pierwszych, 
Zaboklieki z drugich. Niemcewicz lubił dobre obiady i 
We$olość, lee2 nie szanował aui gospodarza, ani gośoia; 
4ał wjęe na teatr' komedyę pod tytułem: Samolub^yf któ- 
rćj ^ tak dobitnie obydwóch , pierwszego pod imieniem 
Samoluba, drugiego pod nazwiskiem Wócibskiego szy- 
^rczo odmalowały ie musidi się ohoeby nie radzi, po- 
znać, gdyż publiczność podczas grania sztuki, wołając 
brawo i .fora, prawie uno hAh zawołała: „A to Krasic- 
ki { A to Zaboklicki!^ Krasicki ro^niewał się na Niem- 
cewicza, wypowiedział niu dom, potćm go zamknął, i 
niepomne czy wyjechał, lub tćż W Warszawie wkrótce 
umarł. 

Zabokłioki zaś już nie mógł się podnieść> gdyż Niem- 
cewicz nienawidzący parasytów, nie przestał na jednćj 
ssittce^ iw każdćj. tego rodzaju ludzi w śmieszność podawał 
i w powieści swojćj pod tytułem : TfczyAdci w złośliwym 
i szyderczym sposobie obraz Zabokiickiego nakreślił. Nie 
odmieniło to jednak Zabpklibkiego; zawsze jeden, zawsze 
narzucający i przypominający się wszystkim domom, 
mający za jakąś chlubę uchodzić - za poufałego wszyst- 



— 438 — 

kich, był celem poómiewiska , póki go Mareitikow»ki nie 
wyręczył. 

ZsL Królestwa Polskiego przez rozmaite związki, 
przez wstęp do Księcia Adama* Czartoryskiego; został 
przy swoim urzędzie szambeiańa dworskiego , a p^źnl^ 
mistrza ceremonii; zyskał pomieszkanie w SSamka, a hibo 
W. Książkę Konstanty znał go ze strony limieśznój; znosił 
go,. bo jego żartom się poddawał. 

■■' ' Smiei*ć Cesarza Alek^randra ua^ nową naraziła śmie- 
sznpóć Zaboklickiego. Żałował on tego Pana straty i jak 
dobry Polai, bo mu isi sprawiedliwość należy się i jak 
dworak: i wiemy «ługa, lecz w tym żalu przesadzuł. 
Wszędzie po domach' chodził z rzewnym płaczem jaik 
kobieta i najęta płaczka; do mnie siamego przyszedł sa- 
mym zmierzchem, gdy Już osdby; trudno było» rozeznać; 
nipa więc go poznałem, UiSłyszałem we drzwiach płacz 
i i^loefaanie, gdy się porwałem z krzesła i poznałem go, 
zanosił się od płaczu, i ledwo utulony, gdy spytałem, 
czego tak szlocha^ „Cóż to nie wiesz, odezwał się, coś- 
my stmciłi," „Wiem, odrzekłem , i boleję głęboko, ^gpz 
nie szlocham jak kobieta, W jestem mężczyzną. ^ Prze- 
cież się uspokoił. 

Podczas koronaeyi Cesarza Mikołaja, die spodziewa- 
ny a razem bardzo go utrudzająey spcticał zaszezyi^ który 
próżność jego podłechtał i na stopień urojonego znacze- 
nia podnosił. Przysłano z Petersburga korony cesarskie 
drogo ubrylantowane do Warszawy. Zaboklicki, jako je- 
dyny w Warszawie szambelan, wezwany został; aby je 
na granicy pod swoją straż odebrał, i w zamkowym 
skarbcu aż do przyjazdu cesarstwa ubezpioczył. Wyprą- 



— 489 — 

wił się więe. z niesłychaną koekliwością i razem obawą^ 
wió^ł z trwogą, niespokojnoicią i uszanawaniem ^ jakby 
samych Cesarstwa przewoził, i nie z mniejszą chlabą 
z ważności tćj posługi w Zlufikn, owe korony umieścił. 
Ta podróż acz krótka, tak go wynędzniła zbyteczną 
troskUwoścłą i obawą , iż ledwie zdrowiem tćj walki pró*^ 
inośd, trwogi i cliłaby nie przypłacił. Nadymał się przed 
wszystkimi zaszczytem , iż mn wolno było . okazywać 
cid^awym brylanty, które zdobiły cesarskie korony; pa- 
trząc na niego, zdawało się, że cała waga wielkiego pa&^ 
stwa rosyjskiego na nim cięży ; zgoła cały był w nien- 
stannćj febrze. , : 

Po in^yjeżdzie Cesarstwa obowiązany pełnić slażbę 
przy audyencyi, którą Cesarstwo dawali nrzędnikom i 
władz<»u Królestwa , gdy cłiciał przedwstępny porządek 
czynić między oczekującymi przedstawienia, zbytnia gorli- 
wość w takie go wprowadziła zapamiętanie, iż z lasecz- 
ką w ręku szykując senatorów i urzędników jakby stu- 
dentów, i ciągle ostrzegając z przestrachem na twarzy 
o dchość, ponarażał się i ściągnął połajanie tak, że 
Wiełki Mistrz obrzędów Potocki, grzecznością i iiprzej^ 
mością swoją musiał niEigradzać ubliżenia, i jego na bok 
usunąć. W czasie balów dworskich dodany do usług isa- 
mćj Cessufzowćj, niedstannle ' trzjmał się jć) boku ^ aby 
widziała jego gorliwość. Raz Cesarzowa matka, zrzuciła 
z siebie szal i oddała szambelanowi , przewiesił go więc 
Bobie przez prawą rękę, którą jak nieruchomą tr^ymał^ 
przesuwając się i ' przepychając przez tłum za obrotein 
Cesarzowćj , aby i ona widziała jego gorliwą słuźbęy i 
wszyscy jego zaszczyt Morawski jenerał, który go ścigał 



szyderczćm okiem ; upatrzywszy chwilę y w któf ^ »ię 
Zaboklieki zapatrzył na G6sarz€wę; śeiągnąłmu z r^i 
cichaczem szal i schował; gdy spostrzegł Zaboklieki 
zgubiony szal, tak się przeląkł y ie o n|ało nie zemdtał. 
Chociaż ma go zaraz oddał Morawski; nie wyszecfi 
z praestracha, lękając się, ezy Cesarzowa nie postrzegła^ 
i ozy nie mniemida; że szał na ziemię ^ apa<ti* O tym 
wypadku długo smn z przestrachem opowiadała i dłago 
tego żartu Morawskiemu prssebaezyć nie mógł. Po od^ 
byt^ koronacyi zawsze jedno prowadząc dworackie ży< 
eio; starzał się ^ nie starzały się w mm nawykuiema i 
śmieszności. Dom marszałka Brońca był dla niego naj- 
pożądańszym; gdyż się tam często i^ W. Ks^eiem i Księ- 
żną Łowicką spotykał; chętnie nastręczając się żarti>m 
W. Księcia. Czasem wyjeżdżał na wieś do famiiił i do 
Puław, i raz się wyprawił do Sieniawy do starego Księ- 
cia jenerała Ceartoryskiego^ już. zwęlna stygnącego sta^ 
rością* Książę, który zawsze nawykły był wesołe a na- 
wet pnste żarty wyprawiać z niego, gdy Zabolblieki 
wszedł z odwiedzinami, podniósł się z krzesła, i z żar- 
toldiwie uradowaną twarzą > witając , wziął go za rękę, 
jakby ją chciał pocałować, Zabtoklioki biorąc pustotę za 
dobrą monetę, wyrywając rękę, trącił Księcia w bro- 
dawkę którą miał na twarzy i starł ; krew obłala Księićia^ 
nie można, jój było utambwać, ikobiety się przeraziły, 
ledwie doktor krew utamował , a przerażody^ meWiany 
sprawca sceny, ledwie trupem niie padt. Nie domyJAał 
się jednak żartu, i w kilka nipdzięl, gdy będąeego u 
mnie zapytałem, jak znalazł Księcia, odpowiedział:- ,yBar* 
dzo dobrze na jego wiek. Zawsze dla mnie uprzejmy i 



— 441 — 

łaskawy; tek był aradowany moją wtzytąy i wdzięezny 
Z9L oómieitimyy te onie obeiał w rękę pocałować.^ 

Bawioao się mm m dworiK Kiły adjatant W. Kiię- 
cia^ znająe jego prsestraeh i aitspokojnoM dągłą, nby 
za pewolaeyonislę poczytywanym nie był, zrobił jego 
p<ntiiet a racKćj karykaturę , wystawiającą go w etrojn 
Krakasa z . piicą. Cesarzowa pokazała ją Zabokliekiema 
preeraionema; teil6$%o się z jego pf otestacyi ; eo go pr^F- 
Wiodło f|o dowodzenia ciągłego swojiSj' wieraoid i przy- 
wiązania w najtoiioszniefszym sposobłe. 

I Ody W* Ksiąię lllohał pierwszy: pned. Cesarstwem* 
zjechał do Warszawy^ Zabokli^ki napisał do niego proś-" 
ł>ę^ 6 aadyen^^^ W. Ksiąię odpiflał anfowrd^hm, Żabo- 
kłiekirto słowo wyciął ^ kazał oprawić zai szkło i wszyst-^ 
kim pokazywał. Do^ał z igardoroby W. Księcia Kon-^ 
stentego #po(kie^ i te opławfone w ramy podszkWr/^ 
ssaciiowywał jak ozdobny i irógi sprzęfr swego mieśzke- 
nia^i na ścianie sJSiWisBił.^ iCoinaby dłagi szereg «ebraó> 
podobnych iibieszności, ^Czasem mn przyołioflsńłaL ianrfa- 
romida mruftyd oczy/ nie -poznawać Indiel' a nawet kobiel/ 
i *potći)(i przepraszać , co nowe ifo niego • ściągało 2arty. 

. 'Po śmik«{ 'Srobca. i> wybncłm niespodziewańć} rewEH 
Incyi^^ prźęł)iegłsi9y prssez Kalist; zdsje <mł się /lecz nie 
wji^ defcirzci czy dc* Wrocławia j czy do GWliicyi wyj^- 
d»ał, Me oka^ab^c w WArsziEtwie< podobbo/.aż pć^ Wej- 
ścia .wojsk rojryjskich. Widać /.le nie był. pddczas- nocy. 
>5 siorpnia i rzezi aamkow^j; bo aftoby był zginął, jak 
tyła miesók^i^eów Katńka pod noftem siepacśsów I<ib z sa- 
mego przestrachu; » ♦ . • ' • ' 



^ 4m — 

Po fF^jńjcmti^ Bofijjan^ i pnsea tj^o. prołesłae^e^ 
i przez fv:i«4oiuo&ciy któfe o^oim Biosjrailie /miełł^ ^ no* 
wym..poFJ9%db;>tt rzeczy t^inymmym «ó8tał. I przy Biroim 
urzędzi^;: i p^y pai^yi, i dworakii|ąo i cesarstwu i.-K^ię- 
ciu j(fai))ie^9ikowl; prowadził iyeie sp^ko^e^ d«he^ iUDiój^ 
się . udzittlaJi dau^am . . pry^atoy m , - a /ai^y podejrzaa j^w . 
r9^awi.ittOflki^WJ9ktoiau> ziK>bił &ię aiftkoisyin, i jesatase' 
więcej jak ^awnićj oatrpinytti i ifklmym. CBaaem wy-< 
jei4^t ioa^więó do familii^ i W ^ooołue owego przysłów 
wia: Czego się sk<^tipka za uiłoda <iapą|#; łćm i ńa stat 

do któryefc się $ifdy nife;pr«yisii«wałv 

Jltk^kcim^ bądl pr^tooM^ . t^r^d^ona ka^^ntt całe-. 
więkoMFJ; bądź pio^p^iobay bądi^ hlis^ard > . ris^uciły gor^ w za-z^ 
v?<^djdwpr«(ekP; a' słaby i 'm^zy umysł [w dmieszriońć -gb; 
pę^ł^ bylĄo ^^sik ezłoMriek w fiUiila4aełŁ awoiok prar 
wyj, poJCiBci^yj; i ^cy. PoJak , tiawet ; jako 4w!0xak ^ ifek. 
za«^ad sie^plaoiił.. Był aoidwisrakiejai/.płaskim :, dnobnym, 
śqił^2)nyiQ iłeęts, aiepo^dłym^ ;«;abiegał o .sbbić, teez dton 
gaw oie mgmt^t^h] ^i^ i^tfih Nikjsioiu ma a^kddmł). 
z ^}my}ą^T%ywAą po to o^ ^niamał ł^^ó aaMiczyłaKP;: 
mą «ięgaJl^ i miiiJ^ j^dofs- mtimną od dwosak<i^ iAiletc, 
że;j?5 iŁe>J|iO%- M^.^któFyęh.pjjzebO^wały żskis^ei^ fi^k' mei 
wypocił; »>boigQ{Bie,p8ki^T;łał^ i /eii4tią .krzywda izaAł4i@' 
sohi^ we myjAl\fr9y}mM> wi§0^j sarkał. »iż;.iiii$ł, kttir 
tychi kt&ryqhjpKjayskftł/J)yl stałym iMi^t^jm^^^mięisiy 
ii\fi4 byli i BhkBzyLi UA^i, ktć«:4yfi.i»afl j«g0 <dii^Daek%' 
lUisaiiią, qbo}ewali>; Zwąik^w ^ loJoUml piodłymi i ocby*; 
dzonymi unikał ^ nawet wstręt miał do Mfihf i .^nąjjąai 
dobrze iinię.oddzielajlicą cnotę odwystępkn^ honor i za- 



443 



ewU tfd f^ikAfń y ilepjm b}4 na linię odrMniająeą 
^Wftgc «ił 4miemiości ,« pierwszo}' ibyt ^eukał bez pra- 
f^ra 4k^jiU^ •ńfaMw «tragą< IMigipi^^ pobożny^ ticzyn- 
loy, utłnżojT; dla* fiiiiiiłii fiiOKególoiAj siroj^ wylany, 
^ «|it)Z6jtnoiei } greeezBości - ckyba ' pncaadą grzeszył. 
Z takim eharakterem da pcmsseołmegg Bzaómika ospo- 
sobionyni; dziwną jest rzeczą, iż stał się celem pośmie- 
wiska i szyderstwa; taki jest świat, chętniej znosi wy- 
stępki i zbrodnie pozorem ozłocone, jak otwarte wady. 
Zabokłicki wpadł w śmieszność własną winą , chciał być 
Byxem na dworze, i został Bielawskim; nie nczuł, że 
nie miał w sobie dość podłości , aby pierwszym a zatćm 
i starostą Piaseczyńskim został; ale fortuna zwykła so- 
bie igraszkę czynić z próżności ladzkićj, i jakby dla jej 
skarania wynosi , aby upokorzyć; tak wyniosła na upra- 
gniony stopień Zaboklickiego za karę, iż siebie samego 
ocenić nie nmiał. Natnra przeznaczyła go stosownie do 
jego urodzenia i zdolności na obywatela prowincyi; 
z miernym ł)ardzo majątkiem, z mierniejszemi jeszcze 
zdolnościami, mógł być bardzo słusznym obywatelem, 
poważanym i kochanym, gdyby się był swojćm przezna- 
czeniem ograniczył; wyszedł za ten obręb, wyskoczył 
w górę aż do dworu, stał się słynnym z śmieszności; 
mógłby być czemsiś na właściwćm stanowisku, stał się 
niezćm na wielkim świecie. 

Nie jeden z czytelników tego artykułu może mi za- 
rzucić, dla czego pióro moje zapędziłem nad tą drobną, 
i prawie niedostrzegalną towarzyską istotą ; odpowiem ; 
Zabokłicki miał jedne u mnie wielką zasługę , że w wie* 
ku tak zepsutym, w wieku rozpasania się wszystkich 



'444 



najgorszych 9iaalięteo6di.| me. bjrł sskodliwyBft tomś^jBtr 
WQ, chociaż mm ńiógł być> i spo^Aolli. tna nastecoza- 
no. Przytto w towarzystwie ladzkićib aie iii4.tak dro- 
bnej jednostki, tibf % j^ <^harakterii / z .j^ pfołoźentU; 
z jćj postępowania,, nifi moina dla siebie i dia dmgr^h 
jakićj Jianki i przosłi^ wyciągnąć. - 



I ' 



ł ■• ł , r 



• :. * 



' ' . . 



• I. / • 



• t 



> 



I 

J 



• • t 



WspomDienia moje z rewolucyi 29 listopada 1830 roku< 



H 



aród^ kMry s taką chwałą istniał prsez tysiąc blisko 
lat''w EarcfpiC; który parę wieków chylił się do upadku^ 
diwignął się aa^e^ i nagle opadł zdradzony pod prze- 
moiiią trzieeh sąsiadów siłą, leoz nie skbnał, kilkanaście 
lat pasował się ze ińmiercią, który eadem- pod tarczą 
silnego opiekana « powstała i znowu wraz z nim zwycię- 
żony i zawojowany^ niepojętóm ztządzeniein Opatrzności 
przez Kongres zwycięzców i pnaez ^ Cesarza Aleksandra 
z oddanym hołdem świętości )ego sprawy dżwigniony 
i .wskrzefiEony z dawnóm imieniem i instytncyamł na- 
rodowymi został; ograniczony małym okrocliem swojój 
ziemi; a pocUębiany; głaskany ; w swoich paiiryoty«znych 
neznefacb ręką. tego- samego Aleksandra; kołysany na- 
4^ją' przyszłego i światniajszego bytU; nie mógł nigdy 
ani zapomnieć czjMin był ;' ani . pozbyć s^ jeżeli nie pra- 
gnienia swojój zupełnćj nieptidległości ; to przynajmniej 
związku ; bardzie odpowiadsijącego jego dumie narodo 
wój; którój nieszfczęśdia i upokorzenia nie tłumią, lecz 
drażnią i jątrzą. Dawne tćż' w^mnienia krzywd i okru- 



— 446 — 

cieństw nie tak łatwo wydarte być mogą % pamięci tych, 
co oa nie patrzyli lab co w swoich rodzinach mieli ofiary ; 
pomarli ich sprawcy^ następca ich usiłował je ziEttrzeó 
i złagodzić , wdzięczność dla niego acz mocna i szczera, 
nie mogła przemódz żaln i nienawiści do narodu, który 
żył i w potęgę się wzmagał. Przyznać atoli bezstronnie 
^ należy, że Rosyanie za wzorem cesarza Aleksandra, już 
synowie i potomkowie owych okrutnych i niemiłosier- 
nyćh przodków^ zapragnęli chwilowo szczerego pojedna- 
nia się z Polakami, nawet ze świeżych zwycięstw nie- 
chełpliwi, nieprzeczyli Polakom wyższości w cywiliza^i 
i nutikmk, Hie ijt^iem jak* myśleli w Peteptoirgti mąko- 
inittt. i aiożniejsipatryoci rosyjscy, leoz oi którzy^ War- 
ftzuwę zfimieszkali w pocpsątkaph krdłesiteay to^jwe mnie 
maionanie ustalili, bądź to było fikadLifim lelr prsittlioBa- 
nia bądź cbęici podobania się swiemu ^n^narMec' WjiMi- 
goili oni jednak . zupełnego zapbmnienjla oraiz > ałefaHi^j 
wymagać) jak je przebaczyć. Trudno |est raebo^ć pod 
tym względem na zgodę w całym narodzte^ 

Oczywistą jest więcrzeceą, że w poeaątiuidh tćj 
zniaay. narędowćj doli, imród a raczej s^acłita póiska i 
cfświecaAsza część luda^ według odebranych od ni^ wra- 
'' ixA'y nadziei , ufnośei lub powątpiewania podeieliła się na 
rozmaite części. Naji»tarśi wiekiem, najdóstathiclsi do- 
świadczeniem, stargani zawodiiim i bezowecnemii ^u- 
fZ^Diami, przetłsjęwzieit i radzili nowy porządek rzeczy 
i obietnice pielęgnować. ^Młodzi niecierpłiw^i, iHebaczBi^- 
si^ iii€a*ozważniejsi na krćtką chwitę tylko e swojam {Mrze- 
aBac;i^nietłi godzili się, i to pdd warunkiem spełnienia 
obietnic przyłączenia innych prowinćyj dawniej do ciała 



- j 



— 447 — 

Pokki nfllećących, inacEĆj w głębi serca powiedzieli so- 
bie fi wm non. 

Oddanie pod naczelne dowództwo W. Ks. Konstan* 
tego wojskS; zaraz z początku przeraziło obawą, a nastę- 
pnie przejęło odira£ą ł w^ijsko i mieszkańców. Wojsko 
przeebodząc z pod łagodnej , zbyt póblaiającćj zwierzch- 
ności Księcia Poniatowskiego pod sarową, groźną i ka-^ 
pry tną kamoi^ * nowego dowód^cy^ obrane ze wszystkich 
znak6ir J w ubiorze i postaci; które przypominały mu 
daWną jego sław^ę^ szemrało; a gdy jenerałowie Kniazie- 
wieź, Woyczyński i Paszkowski uchylili się z komitetu 
wojskowego ; doformaeyi i ubioru wojska przeznaczone- 
8^7 S^y Jerzmanowski przyboczny Napoleona ^ zroza- 
miawszy trudności słuiby oddalił się, gdy jenerał Chło- 
pieki ubliżenia sw<)J^} zasłndziB na paradzie niezniósł> 
i służbę porzuciła gdy Wilczek oficer waleczny na tójte 
parad^i^ stctałem zpistoleliiwglowę^ iyete sobie odebrała 
zapał pierwotnćj wdzięezBodci studzony grożoym Wiel- 
kiego Ksiięcia postępowaniem stygnąć .zaeząh 

Mianowanie t6A Zajączka aa Naihiestnika niemile 
wznieeiyio wrói^by. Dąbrowskiego niezespolił z nowym 
porządkiem rzecaiy ^topieft wojewody i mii^ce wi sena? 
ci&y publicznie milczał y między poufałymi niezadowolenia i 
nie taił i nadziejami w okolicainotoiach Umysłom otuchę 
dawał* Powoli tern duch ^eząl się rozszerzać ^ narzekano 
póki wolno było mówić i pisać, lecz gdy wolnońć zaeaęlo 
krępować, zmiawiać się zaczęto, zwłaszcza^ że cała Europa* 
w Bozmaityok spiska^ i rewolńcyach przykładem swoim 
przemawiała. Dodać do tego jeszcze Wypada, iawsze u 
iMl»)S^ praeważny wpływ kobiet. Kołmty przez iywoM'^ 



— 4*8- — 

imaginacyi i drailiwość uczuiS, nie umieją idać miary unie-' 
sieniom; łatwo przechodzą z bałwochwalczego ubóstwie^ 
nia do nienawidci; esagernją; przesadzają w słoWach^ 
rozmowach, zapalają, i na tćm tryumf swojego wpływa 
na drugą połowa rodzaju ludzkiego zasaldzają. 

Atoli z jednćj strony czynną baezność, z drugiój oifttraż'^. 
^lo6ć w pozornej spokojności kraj utr^mywały. Objawiły 
się wprawdzie w wielu młodych umysłach paroksyźmy 4r$i*i 
wiącćj wewnątrz febry, podchwytywano w pismach; w wier- 
szach r:ewolucyjnego ducha y wpływ sekt poliłyoznycli.wło* 
skicb i francuskich izdradzaó się zaczął'; pi^^wszy.ŁtikasiA-^ 
ski między wojskiem pod pozorem. wolnego mularstwaloiłe 
spiskowe zajlotył; odkryty, uwięziony i sądzony -^tał-się po 
wodem do wyjawienia zmowy już dó 800 oficerów licząoó). ■ 
Przeląkł, się W. Ks. Konstanty rozgałęzionej zmbwy i Jak. 
wy;tój rzekłem dla przyczyn łatwych do zgudnleiyia, in- 
dkgaeyą przerwać kazał, a samego tylko Łukasr6^iego 
zkilku wspólnikami pod sąd wojskowy oddał/ 

Podczas tćj aprawy i po wyroku na Łukasińskiego, 
mógł W. Książe i Rosyanie ^pastrzedz jawnie zdradzają- 
cega się ducha, który młmo'wyzniawaiiój dla cesarza' 
Aleksandra wdtsięezności , w całem młodszym pókoloTlki : 
prisebijał dię. Od tego punktu' mo^na naznaczyć pódsątek ^ 
wzajemnój podejrzliwości i nieufności, od tego czaisu tle^ 
jąoą w popiele iskrę, którą starsi daremnie przyi^ypywfrU 
popiołem , ufejr tlejąc nie rozżancyła^ się t za łada WiAtremi 
nie buchnęła płomieniem. WezyBOy 6^/si i doAwind-^ 
cseńsi , jak żądanie niepodległoloi udzielili , tak dopięcie 
jój po tylu doświadczeniach; traktatach, i w stanie Oł>e-: 
cnym Europy^ sądziąc niepodobnym^ odleglefszym ezasoni' 



— U9 — 

mote nawet póżniejazym ^okoleoiom^ IKroekazywali 
w myśli pomy iłniejize krajo tego losy, a tyoae^aseia 
przesti^ąe na tćm co otrzymali- to upiastować^ zacho* 
waóy. choćby aie ras z uległością postępować, i niczeoi 
nie apowainiaó. zawiedzenja nadziei czynionych przez 
eesarza Aleksandra, pragnęli. Ubywała ich liczba przez 
śmierć, mnożyła się niespokojna, nierozważna, burzliwa 
młodzież' po biórach, po akadenuach, po szkołach* IJie 
za^łtigo nie ojców przekonanie, nie ojców powaga kie- 
rowały domyiriami dzieci, lecz dzieci przywłaszczały sobie 
prawo być stróżami patryofyzma. Wkrótce zmowy, sto- 
warzyszenia^ po szkołach i w akademii, pod pozorem nan- 
kowyeh cek) w rozkrzewiały się, i zacz^y wpływać głośnem 
patwierdzeniem Inb naganą na bióra rządowe, a nawet 
na Jiejmy:. Podczas posiedzi sejmowych cisnęła się 
młódź do izb , w któryeb i profesorowie i rekto^owie po- 
i^owalif klaskała nauczycielom , którzy w nićj podżegali 
zapały, a z ubliżeniem powadze sejmu, gdy Lelewelowi 
i Krysińskiemu dawała te poklaski , Lindego który w du- 
chu umiiarkowaaia przemawiał, wychodząc^o z izby 
przyjęła gwizdaniem i wpędziła na powrót ,^ do. izby wo- 
łająoego „Panowie , bezpieczeństwo dla posła, dla repre- 
zadtatfta narodowego.} . . .^ 

Do mnie samego jeden s-tych zagoi^zalców nazwi- 
skiem Albert Potocki przyszedł , o który m obszernićj po^ 
mówię, dla przestrogi młodzieży, jak zaczął, jak się 
prowadził, i jak sko&czył. Ojciec jego, szwagier Alojzego 
FełińskiegO) i przez ten związek mój przyjaciel, młodego 
wielkich zdolności syna, oddając do szkół warszawskich 
powierzył mojój opieęe; rzucił on się zaraz w najfał? 

57 



— 450 — 

gKyw^zy pfi;try atyam > uzyskał Biejaki wpływ na' umysły 
młodzieży, mowami i wierszami,' wpadł po dwal^roć w rę** 
ce poiicyi; z któryeh go nie he^ wielkich trndnpńci wy-^ 
dobyłem; bywał ii mnie i zaczynał zawsze polityczne 
rozmowy, z ktOrycli go strapiałem do nanki; gdy ras 
zaczął mi spowiadać się ze swoi cli wyobrażeń, zamiarów^ 
i wpływu na młodzież, zacząłem go gromić wystawiając 
całą niedorzeeznońć i nieł>ezpieczeństwo jego postępowa-^ 
nia, wszystkie następstwa ó)a niego i ^a kraju i dodająe 
„pozbawicie się akademii, bo ją zawieszą łab zniosą, 
gdy tak jak dotąd zamiast nauk, wdawać eię będziecie 
w politykę.^ Na tO młody ten zagorzalec, bo nie liozył 
więećj jak łat ośmnadeie' rzekł do mnie. ,^zy -tak pan 
radzca myśH? byłeś dotąd u nas w inną książkę zapi* 
sany^ odtąd t)ędziesz w inn*^.^ Zgromiłem głnpsiwo i 
zarozumiałość młodego zagorzalca, upokorzył się, przy« 
rzekł poprawę, łecz przyrzekł obłudnie. Rozmowa z nim 
dała mi ostrzeżenie o ducłiu całćj młodzieży akada^u^- 
kićj i szkolnćj, równie jak o duchu i dążności profesorów^ 
Zaczęły też już i w innyeh częściach Polski oder^ 
wanych od jćj ciałe , objawiać «ię podobne zjawiska i 
symptomata. Litwa i Wilno tćm niebezpieczniejsze prze-" 
syłały poduszczenia , że w pismach i wierszaobAdarua 
Mickiewicza, Lwów i Poznań niezjasypiały, z tych dwóch 
odłamków, równię mieszkańcy jak rządy w różnym oefai 
wysyłali emisaryuszów, jak w różnym cdu życzyli so-^ 
bie zaburzenia, pierwsi w niem spodziewane oswobodzę* 
nie, drudzy pewną zgubę upatrując; to co same te rządjl^ 
poddmuehiwały, wystawiali cesarzowi AleksiEuidrowi ^ko 
owoc jego dobrodziejstw, aby go , jeżeti nie do odebrania 



— 451 — 

ifltóeiącyob insfytncyj skłontó^ to przynajmniej od dal- 
Bijek netępatw odrazić; Warszawa więe była ogniskiem 
Biespokojnodici i £tfmentaoyi jako główny ponkt napływd 
Litwinów^ WołyniandW; Galicyanów i Poznańczanów, 
«anka|ąeyoh chleba i srzędów, i emisaryuszów nieprzy- 
jaznych Polsce rządów, ozaz awantnriuków wszelkiego 
rodaaja. Patrai(yła ona w Baryi jak w tęczę^ i toiała z nim 
delie związki; a aajmniejsay tam mch odbijał się w wair- 
^zawskieh nmysłiaeh. W takim stanie rzeczy nie tajnym 
dla bystrego oka pbUcyi rosyjskićj, przedsiębrane przez 
tę władcę difodki oBtootnoici, a niekiedy stawiane* prze- 
szkody do jakiego; wybnebn > dowolne aresztowania po- 
dejrzanych fosób^ w Jicągii ki»istytQGyjnym, doprowadziły 
spi«a.wy . p^Uiezne do tego stopnia^ iż równie cesarz Ale- 
ksander jak narody wzajemną ku sobie podc^rzUwoócią 
sl^gniąć zaczęli, 

Bewia pod Brzei^iem, wktórój raz pierwszy wojska 
polskie z rosyjskiemi połączone^ pod okiem wspóhiego 
mwarehy ówii&ztmaodbywałyf ni^rzyczyniła się dd prze- 
konania Cesarza y ie jego zannary względem ktaja na- 
ród bacznością Aa przyszłe łosy popiera. Okazanie się 
WaełdWa BzaWni^ego we wschodnim ubiorze na czele 
arabskiego orszakni i zjawienie się kilkadzieMąt mho- 
dźieiy ze znakomitszój sdac^hty polskiej , niby w ubiorach 
narodowych lecz ai do teatraltiego łdstryjonów stroją posu- 
n«|tyclh; urazili Cesadrza ^ zwłaszcza ^y sposti^zegł szyder- 
czy ńfimiech Bosyan^ jakby wyrzucający mu na co swem 
postępowaniem się naraził; ale uprzedzony od W. Księ* 
ei& o dobrym dnc^u liarodu polskiego w Królestwie, 
który feiimenła<$yą jnłodzieiy z^ nic ważyła a po czę^i 



— 452 - 

dla iiie ściągmenia pa siebie zarzutu mny taił , rówfrie 
jak raportami Nowosilcawa^ który nioifce dla cjbęoi podo- 
bania fiię^ Cesarzowi życzenia i nadzieje jego kołysał, 
wierzył jeszcze wciąt w skuteczność swojego postępowania. 
Przybył on był do Warszawy na ów sejm pod laską 
Bajnannda Bembielińskiego z nadzieją zbierania oa nim 
dowodów dobrego ducha i wdzięcznońei ka sobie ^ a na 
którym jak to pod osobą cesarza Aleksandra^ i Nowosił- 
eowa wyraziłem , ińaezćj znpełnie poszły rzeczy. Cesarz 
uraził się i wziął postanowienie położyć zaporę opoży- 
cyi Niemojewskich , Kaliszanów i Godiewskiegoi O ile 
więc lagodnemi jak zawsze sejm otworzył słowy, otyte 
groźnemi przestrogami go zamknął, i mniemagąo, iź do 
bńrzliwości sejmów przyczynia się oljecnofić pubłicamo- 
ńci, dodatkowym stalntein do konstytttoyi wyłąezył tę 
publiczność z izb narad sejmowych, jakby cłiciał dać 
pózjiać, że to co dał ka^ego czasu odjąć może. Prze- 
raził tto głos i krok panującego goręti^yefa, zasmucił 
głęboko wszystkiefa , nie powstrzymał młodzieży, owszem 
ją rozdrażnił. Znaleźli się zaraz taoy, nietylko zeswo- 
icfa, lecz nawet zobcyeh co powtarzay, dał; ałe odjąć 
nłe może, stworzył nie«am, leez współnie' z Europą, 
stoimy i stać będziemy, pod jćj gwarancyą. Ja sam 
słyszałem na początku królestwa od Jednego z dyplo- 
matćtr zagrahie^nych te słowa- »Nigdy Poteka «iłnićj 
nie stała jak teraz ^ chociaż w tym małym obrębiey Europa 
ją uznała; dlicąc ją zniszczyć trzetm z całą Europą 
bój toczyć." To ugrmitowane mniem^anie przeciw do- 
świadczeniu historyi czsem' jest Europa, i jaką dyploma^ 
cyą-się rządzi, uzucfewaftiłó młodych głów pomysły, bo 



_ 458 — 

.wnosili^ że z oporii lab porwania się lepszy stan sobie 
wyjednać będzie motna^ a w najgorssym. wypadku zar 
<^wać oiewzrttszonćm to eo się miało. 

Cesarz atoU spejrzawszy na zasmucone twarze po 
domaeh a^iszczególnićj między kobietami^ łagodnemi sło- 
wy o stałońoł swoiob inteaeyj zapewniał i sączył balsam 
poeieeby w zosmucMe serca^ jak to pod jego osobą ob- 
aa^nićj powieeteiałam. Gdy odjechał, czas dwuletni mię* 
dzy ^mem a sejmem schodził nie zamąeony i w spo- 
koJQóm bezpieczeństwie y przerywały go jednak eiągłe 
W, Księm Konstantego gonitwy z młodzieżą szkolną, 
kti^ra znów ze swojćj strony różaemi oznakami , nieochy- 
laniem przed nim czapek, raSbiła go i drażniła. 

Przybył w onym czasie do Warszaiwry liClewel, któ- 
ry uzyskawszy równy może jak Mickiewicz wpływ nad 
młodzieżą- litewską z Wilna usunięty został przez Nowo- 
siicowa* Z^omniałem powiedzieć a podobno nawet po- 
{Wiedziałem pod osol)ą Cesarza Aleksandra lub Nowo^ 
!siteowa, że na rewii czy po rewii Brzeskićj, Cesarz ma- 
jąc już raport z .Wilna o jsiespokcgnoici tamtejszćj mło- 
dzieży » nie kpntent ani zWołyjoda, ani z Krzemieńca, 
wymówił giorzko Księciu Adamowi Czartoryskiemu ja- 
ko jeneralnemu kuratorowi zakładów naukowych wybór 
prelesoró^. Książę więc złożyi kurątoryę, zasmuceay 
wyjechał za granicę a na jego miejsce mianow^uiy iku- 
ratcdrem senator Nowosiłeow, zaczął swój zttierz<;hiii a 
surowy dozór przez usunięcie od publieznyeh kżtodr 
dwóch profesorów przez Księcia Adama Czartoryskiego 
z Poteki : przy słanyeh Grołuohowskiego i Lelewela, na kto- 
ry<di prelekcye młódź tłumnie uczędzczata^ 



-f— 454 "— , 

Gołiich<»W8ki trawił swoje oddałeniia spokaj^ą sad 
filozofią medytacją, lecz Lelowel uijwając ur^km^krtDjw- 
dzonego i prześladowanego Banczyeiela i emdj^ta, zna- 
lazł i^i^pólceacie i zaczął trływaó takiego samego wpły- 
wu nad inłodzieią Królestwa jak Litwy. Był ofi przylćm 
spokrewniony z poważaną powszechnie a Hosoą roNiziną 
Cieciszewskich , wspdłcztieie więc dla niega toaKszemsało 
się i po diwhaeh patryotycznyeb; sam zaft skrycie przy- 
gotowywał umysły do rewoincyi. Będąc ezłonkiein ^- 
wąrzysiwa Prz^jmUł Naukj póki Staszic żył, nie wyja- 
wiał w tóm gronie swoich zamiarów; skryte fylkor utrzy- 
mywał związki z Paryiem gdzie się ktika literatów Li- 
twinów przed sarowoiicią i przeńladowanicm Nowosileo- 
wia^ sehroiliłó, jak toChodzkO) Podczaszyński r fami) leez 
g^y po śmierci Staszica iobjęctn prezesostwa lhtb«r:^ 
siwa PrtyjaciM Nauk przez JnHana Kiemcewieza zadzę- 
ło byó więcój pobłażania dła politycznego diicha> Lele- 
wel niei^ylko sam w historjroznych swoich rozprawach 
objawiać go zaczął, pod różnemi pozorami- gromadził 
około siebie młodzież, sc^dzki z nią w domn Toiparss^- 
słmi mleim\ly^ leez wh^w przepisom i zasadom Toufk- 
tzy^iMa \ które zakazywały mu wszelkich politycznych 
przedmiotów, przynosił na l^osiedzeiiia wnioskt, które 
jc^ linienie ńarazió mogły i które samego Niemciewi- 
0ztk tttoskliwość i obawę bndziły. I. tak p. YilnaTO pro- 
fes^ akademił^ par^skiśj przyjmowany grzecznie w domu 
paili Ostrowskiój z domn Safi^^zkow^, eheąc ^ię j6j 
wypłaoi^ , przy' jakiejś sposobności wyrzekł kilka słów 
póełiwalnych dla bohaterstwa polskiego i nadzieje Sła 
przyszłego losu Polski zfconiei^nego interesu Europy 



— 465 — 

fęa?m»SjJL Nie w^^azesooo s eeMory wknś^a tój fase- 
ty fn^ncodućj, w l(Mfi$ to przemówieBie się zsajdowało- 
Lołewel do0tał wypis uboezną drogą s Paryża, przy- 
szedł na posiedzenie z tym wypisem^ piseezytał go t 
nezymł wiiioaek, aby p? Yibiaye. {^zestoć podzif kowanie 
ad TWari^toa i miąisae $Da czianka ma ofiai<ować; waio^ 
sek jafcby umy^Unie wymy&ioiiy dla rozwiązania Tpwor 
fjBgstmcL, Wszyscy esłoiłkowie wyjąwszy dwóeb ozy trze^ 
młodyeb ' powstati przeciw wBioskowi, mnieszezać go aa*' 
wet w protokóle posiedzeała y o eo się Lelewel dopomi^ 
oaly ftie pozwalali; sam prezes Niemcewicz silaie powstał 
przeciw wnioskowi, Lelewel się obraził a iywiąe skryilą 
nimiawiść do przeciwnych sobie ezloiikdw ^ nie przeftlial 
dziidać tajemni na umysły i w gmaehtt T&warssysiwa 
pod pozorem naukowy eb zatrudnić schodził się z mio-' 
dzieżą ^Mt imrady. 

W takim, stanie rzeczy przecbodził czas międzysej- 
mowy. Ksią^ Ad|tm Ozarteryski wrócił z zagraaueyy 
gdy bawił jakiś <»sa8 w Szydłowca otoczyła ^ młódć 
obywatelska gorętszym patryotyzmem wrząca^ wnoszono 
że był miEdkontentem^ wJęc go za«az w my Mi jaŁby aa 
naezdnika wskazywano. Książe ten może nie doić ostro-^ 
ime ndztelał się tego rodzaja towaarzystwom ; ufnońo i 
nwielbi^kłe oka^^wane mn pochtebiałe mn ; cieszył się 
zfidacbetnyeh aoznó i.pragnieńy lecz je warzymy wał ^ 
g^^ to jest pe¥nia^ i± ten Książę za życia Cesarza Ale- 
kaandińi i do żacfaayeb zmów me należał i do żadnycb 
opornyeh kroków nie na]eżaK)y> nłgdy; lecz nieuważna 
młodzież; którą kierowali nastaw Msdaebowski i Eon- 
sAanty Brndziifikski^ hyiaby go n każdego innego monar- 



— 466 — . 

cliy Ba podąneme nantziła^ aie OeMre AI^kaaiKto- b jł 
jego pewnyini N^stąfiłł gpipek Krzyźlaiłowskieg<^ i Ks. 
Aatoaiego JabloBowskiegOi o którym ja^ kilka ra^ tm^ 
łem sposobBOJró mdwić. « . 

Prsypomiiiaiii gobie wydarzenie^ kl^e hmelto^ 
w myśl moją pier^nszy isaród podejpzćiiia ;^ ie mło&ież 
Baw€t móie z konniwencyą starszyck iiialkotitedl6W; ja- 
kłó nierozwaź^ny zaniaeh w glowacb s^roick ror. W kłłka 
Am po Wierci i pogrzebie Stacrziea^ na którym , mk>- 
dsteż. wybiłekła.z całym zapałem patryctyzmu, i na któ^ 
rym Aibert Grzymała powieddiLł mowif fiłezrożnmiałlly 
miałem u siebie na obiedzie Ks. Adama Czartoryskiego^ 
i kałka jego poafałyefa i moieh ^rzyjaoi^/ jako to Niem* 
eewieza; Sierakowskiego, Fredi^^Ofllń&A^iego itd. Roz- 
mowa padła na obchód pogrzebowy i m 'Biezrozamia'^ 
łość mowy Grzymały ; gdy ją rozbierać^^ zaczęli i dzi- 
wiono się> że .pnbłiezno&d słuefaała jćj^^ zaobw^teieniem 
a eała młodzież akad^iieka z uwielbieniem ją rozgła- 
sza, odezwał się Osiński: „Nie można sędzić żeby Grzy- 
mała ł^ł tak ógraniezony,' ani młodzież tak ciemna; aby 
uwielbiała to, ^zega zrozumieć ni^e można; nwiażaj^e da- 
eba tć} młodzieży wn€«H£ należy- że to jest między nie^ 
mi język konwencyonałny , język umówiony , hieroglify 
dla nas, ałe dia nich znaki, po których się rozumieją; 
z zimną krwią przy obecnój skłonnodci mlodyeh umy- 
słów słyszeć i patrzeć na -to nie można^. Ody je^i 
przypisywali to jedynie żądzy Grzymały uchodzenia isa 
romantyka, inni fcrzy wćj j^o głowie, ja żywo popa;rłem 
Osińskiego obawę przywodząc na pamięć różiłe tćj mło^ 
dzieży objawy; na to neichii wszyscy/ a Książe Adalm 



— 457 — 

raekł po franeszka : „Mówicie takie rzeczy w ebeonoAei 
sług; ż» wyjawiooe tab 4<niie8ione raągą obndzió podej^ 
r:diwońć rządu i stać się niewmtią przyczyną osobistych 
ofiar. To są wszystko posądzenia nrojone. Grzymała ani 
myiii^ o pfrfityce gdy tę mowę pisał; pisał zaś jak umie ^ . 
W kilka dni dewiedziadem się od Maksymiliana Fredry, 
ii Ksi^ę Adam rzekł do niego: „Nie byłem dzid kon'^ 
tent z.diHada Eoimiana, zbyt «ę zapalał przeciw mło- 
dzteźy^^ Widząe się z Księciem u Fredry wznowiłem 
rozmowę^ Książę rzekł: ^Jesteście nieprzyjaciołtni ro* 
maotyzmn i iipatrnjeeie w nim nawet polityczne widoki, 
draftffleie młodzież, ^pozwólde im pisać choćby nie w sta- 
rożytnych formaok^^ „Mniejsza Mofei Książę o formy, 
tn idzie o rozsądek i zroznmiałońć^ wszczął się więc 
spór o romantyzm, Fredro przyszedł Księcin w pomoc, 
ja ustąpiłem. 

MijC będę powtarzał jak bjegł czas aż do zgonu ee^ 
sarza Aleksandra, jak biegł po wstąpieniu na tron no- 
wego monarchy, wspomniai^ai o- wypadkach pod osoba- 
mi wyżćj opisanemi, tu tylko dodam, że z tych wypad- 
ków wynikło, że na koronacyę cesarz Mikołaj wjeżdżał 
otoczony wojskiem rosyjskićm nie połskićm; był to już 
skutek po ezęóci rozmaitych doniesień i odkryć. 

Przed samą koronaćyą przyszedł do Juliana Ni^tn^ 
eewicza Gąłieyamn nie pomnę jega imienia, i doniósł mH 
o spisku uknowanym jakoby na .wycięcie familii cesai^ 
skiój podczas procesyi^ zadrżał na to. Niemcewicz a po^ 
cbierając rzetelność doniesienia, zaprowadził go do mi* 
nls^a Spraw Wewnętrznych Mostowskiego; gdy prz,ed 
ministrem to samo powtórzył, aresztowano go, indago* 

58 



— 458 — 

rnuio i wywieeioiio do Galioyi. Eto on był? dla, eaego 
dalój «go nie indagowano? od kogo był wysłany.? nAj 
donosił prawdę^ t%y fałsz^ dla eaego bez odpowiedział^ 
ności lub nagrody nsaedł? ta^emqioa pfEodamną ukrywa^ 

Odbyła się kopronacya z pompą i nroceyaiądoią^ luba 
W. Ksiąif ciągle w złym bmnorzto i mespokojny . otaczał 
Cesarza środkami przezornoici ; Oesarz Mikołaj jakby 
nio wierzył w żadne spinki^ bez żadn^tfitraijr sam obo* 
dail po mieście^ otaczał się Polakami na parlidzie ^raj* 
skow^ i odjeehał jak się zdawało zadowcdaSony. 

Atoli sejm ostatot pod laską Lnbowiokiego odbyty^ 
anz nie miał jai^ w łoicie swojóm Wincentego Niemc^ew*- 
skiego ani Zwierkowskiego^ nabył w Łdewełu y Konstan- 
tym ŚwidziAskim, Onstawie Małachowskim i reszcie. tryv 
Imnattt Kaliskiego opornych ezłosikńw, ntenawistnyeb 
rządowi i zapalonych. Umiał ich ułagodziii<'Kstą^ Lor 
becki prócz Lelewela, kt^y stMrał . ciągle W opozycyi 
przeciw pvojektowi małiei&stw4 reUgijn^o^ i joż wtedy 
okazał czego się po nim wpolifyoe spodziewać moi^na 
było. , . •. 

W Łipea 1829 r. wyjMfiebła rewolocya w Paryto^ 
dteszcz jój zaraz pr^^gwedł Królestwo; wkjróltoe nastąpiła 
rewolucja bdgijska. ^(apisałem Yfyiiyy ił wśród ąi^ % nr* 
łoptt wróoiiem ptzee Pnławy do Wai^zawy; aderzyła mnie 
natychmiast odmienna pos^ć . Warszawy : większa nieeo 
śmiałość pism pnbliiOKnycby radosne rosoKiwy po domach o 
wybnclłłycfa na zacbed^jie rewolacyach, wesołe ctsoło imło- 
dzieły aż do ofieeiM^ i sladtotów, nakoniec jawienie 
się. fozmaitycb poistaci wąsatych^ obdiHi^y^h, znchwałyełi, 
zcDiła jakiś staii nadzwyczajny i. przerażający. Odyjnor 



— 459 — 

je -z tego węgl^da obawy i prsewidsetta olwiadozyłem 
Wojdaie prtoydentoiń miaeta, ten mi feekł z nśtiiiecbem: 
^Kto ttt moie jakid zaburzeaie «prawić, ehyba jedoi 
stronnidy ISiewońieowa'^, gdy j6 powieizyłem jenerałowi 
£oaseckieBm i ten sif rozumiał i rzekł : „Żadne wzra^ 
iteeiiid h^o me może, cłiyba by sami w mim szukali 
ptetcfceta; tu są takie przygot&waniay ie iiąliaBieysze po*- 
rtMeaie natyobmiast przyttnmionćm by zostało^. Ludwik 
Cteiiski, kMry zaał doticońałe dueha młodzieiy szkolnój 
i cał^ powszeebnośei warszawskiej, usiłował mnie utwiw- 
dzió w przekonaniu o ni^iodobilńAtwie najmniejjszego 
rezruchu. OpowiadJEyąo mi wizytę swoją u jenerała Jus- 
sakowa komenderującego gwardyą w koszaraek belwe* 
4efskioh. rzekł do mtiie: y^Zi^rosisoity z ktlku^ memi ko- 
l^ttiińi do tego jenerała na obiad, wnoszę, ie z umysłu 
dla okazania nam gotowo&ei swoj^ na kałde wydarzeń 
nte^t^pa, obiedzie wyprowadził nas dla obejrzenia koszar 
i ' nmieszezdnego w nich batalionu^ obcłiodząc Ujrzeliśmy 
WB&ystkiełi . żołnierzy w koszułack bez ubioru , ezyS^ozą^ 
eyeb broń. i lederwe^ki; po obejściu wszystkich sal, rz^ł 
do tos: — ^Widzłcia panowie moioJb ludzi w jakim są sta- 
nie, ehoeeie a z» dziesięć minut będą gotowi do boju-:- 
zawołać kazał dolKWza, poka^ł nam zegarek, ledwie do- 
ł>osB uderzył lamm, w dziesięć minut ju^ batalion stał 
pod bronią*'* 

. Wktdtee^ pt ezydenta Wcydę powrfltpająeego z mego 
btóra napadł na placu ihiędzy komisyą Spraw Wewnętrz- 
nych a ariskemdem, ex«wc^kowy, który jui ezychając na 
niego i pialająć zemstą za to te mu urzędu odmówił, 
^^r<ył go pafO razy. ^\jem, iż go ledwie przechodzący 



~ 460 — 

obroBili; Wraea|ąc z^ bióra i dowiedziawiszy się o wjr- 
padkn, poszedłem prosto na rattisz^ miejski od#idzi6 
i9krzywdzoneg^ przyjaci^ Wojda był zgryzioBy i eier^ 
piący^ lecz nie mając sobie nic do wyrzneenk^ był spo- 
kojny m; wkrótce sąd 'wydal wyrok- krótkiego więzieim 
przeciw winowajcy. Jeden z artykułów prawa kryminaK 
fiego pruskiego^ rzeczy po dt&łikwentacli ska^smyeb na 
śimierć, przepismje sprzedaó przez łieytiieyę; tu nie było 
tego przypadka; przecież sąd jakby niuiniydłnie; na la- 
skę winowajcy jako narzędzie popełnionego^ wyst^^a 
ogłosił lieytaoyę^ pńbłiczno&i zdradziła się w swoji&iil 
współczuciu dla występku ; licznie; się zgromadziła i li^ 
cyt^nci pędzili się do sumy dziesięć razy wyźiój warto- 
óci) a nastanie sprzedawano podobne laski , ktdte wo|- 
dówkami nabywano, Byłem uczestnikiem powsiseebiego 
z tego powodu ludzi rozsądnychr oburzenia. Jenerał Kos- 
secki w oczach moich wyrzucił zastępcy ministra spra^ 
wiedliwości ^ły duch sądownictwa i zachęcał go do «a- 
rowój nagany sędziów. W. Książę udał obojętność. Wkrót- 
ce ja sam doświadczyłem żudywałóści i razem podłości 
od odsądzonego i skietsowanego burmistrza Stankiewiczi. 
Podczas sejmu 1828 r. posłowie 2^ Hrubieszowskie- 
go Poletyłowie, Węglińsćy, Wydżga wnieśli za nimia- 
stancyą, abym jako ubogiego a nie słusznie oddalonego 
z urzędu umieścił na jakim płatnym urzędziey i abym 
dozwolił mu osobiście się przedstawić; na u^łne wyma- 
gania i prośby nie odmówiłem/ lecz obiecałem cmtdiiio' 
nalUer jeżeli prawnyoh ku temu przeszkód' n$e ma. Na- 
zajutrz zaris^ stawił się przedemną człowiek wysoki , 
dorodny, w pięknym ubiorze przy zegarku i złotych ła4- 



— 461 — 

GiMskiieh i dnęknjąc mi za przyrzeczenie, ktfoe we nmie 
ckeiał wmówić ^ oświadczył ie się mizywa Stankiewicz 
estburmiBtrz ożywający względów i reputacyi między 
obywatelstwem brobieBzowskióm , a dotąd nieslnszme 
przeiladowaiiy przez swoi^ arzędowyeh nieprzyjaciół 
i z proibami swemi odpychany przez komisyę Spraw 
Wewnętrzaycb. Dozwoliłem mu podaó proM)ę do komi- 
sy! i przyłączyć kwalifikacyjne dowody; wręczył mi 
więc prodbę z aaneksami^ a ja oddając ją do dziennika, 
peteeiłem szefowi bióra policyjnego sędziwemu i bardzo 
sacnema człowiekowi Rodbiewiczowi (którego imię zna- 
ne jest z dzieł Ki^asicki^o, gdyż był przy nim kopistą) 
szczególny rozbiór t^ prośby i nwagę, lecz ten ledwie 
rzncił okiem i spostrzegł nazwisko rzekł do mbie: »Ten 
ex-barmistrz dawno się naprzykrza, leez przeciw memu 
ał^, dekreta i postanowienia mówią, jednak przedstawię 
natycbmiast^ i zrobi} cały wywód rzeczy przeciw łada- 
nioffl Stankiewicza* Wyjeżdżałem właśnie na wieś za 
trsćeditygodniowym nriopem, zastępować mnie miał Au- 
gustyn Karski sekretarz jeneralny komisyi , wszystkie 
inoe interesa i prośby zostawiłem mu do załatwienia, 
ten jeden wyłączyłem, z wyrażnćm poleceniem danćm 
Bcefom, aby go zadiował do mego powrotu i decyzyi. 
Że jednak w biórze między młodymi kancelistami nic 
się utaić nie mogło, Stankiewicz uwiadomiony o zawie- 
szeniu rezolucyi do mego powrotu, bądź z akt i wewnę- 
trznego przekonania, nie spodziewając się odemnie przy- 
ełiyhićj, bądź łatwiejszy umiał sobie zrobić przystęp do 
Karskiego, takich środków użył, iż ten Stankiewicza in- 
teres, pod pozorem że pilny przedstawić sobie kazid. 



— 462 — 

Trudno dtoli hylo przełamać dawtiego postatiowiefiia 
Namtefittiika, pod pozorem więc ułatwienia mi isa powro- 
tem decyzyi^ zrobił Earfiikt do Bady AdmiiiłdtrsKi^yjti^j sapy^ 
taflie bez przyłączenia aktów, Ożyli komisya Spraw W©- 
woętrztiych może zadotd uczynić progibte SłatikieWicza. 
Rada Adniintsli^acyjoa mdlą informaHom odpowiediliała, 
i* nie miałaby nic przedw zadodćttczyoietiltt pntółrfe 
Stankiewiesra, jeżeli komisya Spraw Wewnętrztiyci są- 
dzi ze swoich akt , żś mu nrząd na nowo powłerzoDy 
być może. Tak skrzywiony interes zastałem za moim 
powrotem. Szef Rodkiewiez przedstawił mi mundnm te- 
zołneyi do podpisania w słowach zadecydowanych prz«z 
Karskiego. ,,KoQdsya zapatrzywszy $ię na odpowiedź 
,)Rkdy Administracyjnej oświadcza pv Sl»i&iewićzowi^ it 
,,wt^ ehwłłi żadnk posada ttie wakńje^ lecz za pierw- 
„szym wakansem nie omieszka przedl^wió^o jako katt^ 
,/dydata do właściwego urzędu^. Zapytałem się d^efii 
czy po rozważenia akt może sumiennie obiecywać mi^- 
sce tak ochydzonemu i odsądzonemu niegdyś ut-zędni- 
kowi* szef mi odpowiedział: -Nigdy bym ma żadnego 
nrzędn nie dal , to tćż ta rezolneya jest tylko obietnłeą 
która nie obowiązuje komisyi do koniecznego ofiarować 
nia mit miejsca*'. „Lecz czyż to godne jest komisyi zwo- 
dzić człowieka i ciągłe na siebie ściągać napi^ykrzenii^ 
ł narzekanie ? Jak słc można opiekać na rezolucyi Sady 
Adminłstracyjttćj , gdy ta zostawiła komisyi nznania co 
ma przedsięwziąść; więc komisya bierze na siebie od- 
powiedziałnośó za postąpienie wbrew dawnełnu po^- 
nowienin !(^miestnika> które zmieniać tylko sam krdl 
może^. „Przedstawiłem, odpowiedział Bodkiewicz, to 



— 488 -- 

WMjriitko {lu KamkiMM; i mimo mego prtekoiuuua skr^ 
Wiem ią redakejrę; loez paa }§ możesz EmieDić^, wzią^ 
łtm więc pióro i zmusawszy pierwotną redakeyę napi* 
galem m^Ją ręką: ńPrz4i|rzaw9zy z «w«gą wazyatkie an- 
y^Bfikaa do po^óśby podąjąeego dołoione, równie jak n)z^ 
^wały wtfssy wyroki sądu , poatauowięnia NamiefiAoika i 
i,oatataią nezołaoyę Bady Admioistraey^oćj^ oiwiadcsa mu 
„komisya Spraw Wewnętrznych, ii nie jeat w jśj mocy 
„Da iądep mrsąd go mia*ow4LĆ ani rządowi przedsta- 
^wiać^'. Stankiewiez wiedząc o popriedzającój reaolueyi 
}Ut 6Z0kał na jij wręczicnie, a gdy odebrał nie taką jar 
ki^ jui był pewnym, zaczął się żalić na mnie i wyszi^d^ 
W kilka dni po awanturze prezydenta Wojdy w samą 
aza^ą godzinę aam jeden siedziałem w moim pokojn^, 
liid3»e moi wyBzli na miasto, ^dy nagle otworzyły się 
drj^wi od iM)ko>a i i^nął przedemną Stankiewicz z miną 
zuchwałą i groźną, wyi^zacając mi; iż go skrzy wdmłem 
moją lezplncyą, zawiodjlem nffiodtł obywateli wnóaząoyck 
sn nim iijistancyę i jego samego i dodał: „Ja ta pa&a 
nfe.odątąplę, pi6ki nie cofni^z swoj^ rezołacyi, którą 
m^ przynii^słem^ i rzucił aa s^ół pl^mo^ Bę<ł%B sam je- 
den- bez obrony milczałem siedząc, gdy usłyszą^ 
łęm idącyck moicb ładzi, wtedy pow^tałem i groźno isię 
odezwałem: j^Proszę wyjńć za dr^i, zafyomlnasz .aię 4o 
}iW> pr^yc^dziaz, pros»ę zaraz wyjńó? na to- ten ezłor 
jwiek dopiero co zuchwały pada na^kołana, zaczyjna bła*- 
gę^, przepraszaj; mówiąc: „Dariij JW» IUdzcO'{'V ial.mia- 
ry 91^ zna* Uzekłem więc 4o aiiegp: „WćPani mmemasz 
ie moja r^zotocya jest iiiesprawiedUwią^ więc i ja ji^ 
za nięimylną. nie p^zytnję,, na d#¥ód ^ nie elMsę W^ 



— 46* — 

Pana szkodzić ^ jałro tę opinię mo^ wnoszę na posie^ 
dzenie ogólna kcmiisyi Spraw Wewnętr^yck i nie uftAę 
się 9 jeżeli moją rezohicyę cofttie^. „Pan mnie cŁaen 
zgubić zawołał, bo komisya potwierdzi pa&ską opinię^, 
nakoniec wyszedł rozżalony ; a ja nazajutrz . przedstawi- 
łem eały interes ogólnemu zgromadzenia, którcmu osoba 
i sprawy Stankiewicza znane były; rezołncya W swój 
mocy utrzymaną została. 

Będąc tego dnia u jenerała Kosseekiego, opowie- 
działem nm wydarzenie, moje, zdsriwił się i obruszył — 
„Tego nie mOina przebaczyć, trzeba, żeby6 to doniósł 
polieyi** ; gdy ja odpowiedziałem , że nie chcę poszuki- 
wać na zuchwalcu uehybienia którego się dopuścił) wszedł 
Mateusz Lubowidzki wice-prezydent policyi; jen^al Kos* 
secki odezwał się do niego: „Jakie to figury cierpieie 
w mieńcie, dopuszczacie im zuchwalstwa i napaści , po- 
słuchaj, co ci Kasztelan Kożmian opowie^ ; gdy mu opo- 
wiedziałem , rzekł : „ Tu jest dwóch Stankiewiczów ex- 
burmistrzów, ten jakiego jest wzrostu i twarzy?''; gdy 
mu opowiedziałem, rzekł do mnie cichszym głosem: „To 
jest mój ajent policyjny płatny. Oo mu się stało? już 
go Kasztelan więcćj nie ujrzysz ^ skasuję go i każę mu 
zaraz wyjechać^; prosiłem więc zanim, aby mu chleba 
nie odbierał, l^oz tylko surowo przyganił. Oo z nim 
nezynił, nie w>iem, łeez w d/ii^ii rewolucyi 29 listopada^ 
a raczćg nazajutrz chdał mę wedrzeć do domu bankiera 
Frenkla, w którym stałem, uzbrojony pistoletaHił > leez 
go odźwierny nie wpuścił. Widywałem go potćm na po^ 
siedzeniach sgmowyeb, stojącego za szrankami z pa- 
pierem i ołówkiem w ręku, notując0go mówców. Sły- 



— 465 — 

Bzałeoi' wskftsająaych go* jako goriiwego Polaka i pa- 
*ryotc , gdyż całóm gardłem wołał brawo i klaskał w rę- 
ce, bywał na Homwatce i tam potaldwał najszaletiszym 
muemenmR rołoktMtów; gdy miałem. sposobność ,. prze ^ 
sięgałem, f^ młodeież ślepa i zagorzała nie spostree- 
gła że to był szpieg, i dapiero uwierzyła, gdy po wej> 
śein wojsk rosyjskich ujrzano go w przedpokoju jenerała 
Wita z listą. os6b i dyaryitszem spraw i czynów sejmo- 
wyełi, za co mianowany naezalmkiem bióra informacyj- 
nego, podniósł łiarde czoło a raczej bezczelną głowę, 
karaut się- łzami doniesionym^, a od protegowanych przez 
siełiie, wyciśnioneilii lupami kiesz^iie napełniał. 

Miałem i drugi wypadek z innym urzędnikiem, o 
którym może już wspomniałem wyżój, z niejakim Unie^ 
rzyckim oddalonym ze służby, którego przez litośó umie- 
teiłenU na uraędzie komisarza obwedowega. Niepopra- 
wiony w buradiwości 'Unierzyeki, uy^ięził słusznego bar- 
dzo człowieka, fabrykanta, Francuza; musiałem go podaó 
do dy misy i i oddanie go pod sąd wnieżć na Radę Stanu, 
protegował go jako krewnego biskup płocki, przy t^ 
profekcyi by I pewnym, że mu gwałt ujdzie płazem. Ra- 
da Stanu na moje przymówienie się o karę dla samego 
przykładu, zawyrokowała oddanie pod sąd. Unierzycki 
w dniach' rewólucyi, zapomniawszy mego dobrodziejstwa, 
sprawiedliwość wziął za jakąś pomstę z mojój strony, i 
z groźa% mi^4r j^^ j^^^ wojskowy zaciągowy i uzbrojo- 
ny, przyszedł do bióra z wymówką do mnie , lecz spo- 
sfrzegłsz^y że się nie lękam , po hardych wyrzutach za- 
czął żebrać imieniem ojczyzny , abym mu pensyą zatrzy- 

69 



— 466 — 

maąą przes czss sawieszeBia w nrzędowanin wypfaieió 
kazał. 

Oh! gorzki jest chleb prawego urzędBika. Z bióra 
mego mało kto okazał mi się wdzlęeznym^ wszjscy pod- 
władni nie mogli mi przełwozyć że im pensji nie po^ 
większyłeiń; a ściśle dozorował^n ich słniby* 

Jeden tylko poseł Zwierkowskt^ który się za mego 
urzędowania głośno na mnie żalił za m^ krćskę w se** 
nacie, która wyb<^ jego na posła czynić nielegalnym, 
pierwszych dni rewolucyi spotkawszy się zemnąnanłi*' 
cy, gdy myślałem, iż mi czynić będzie wyrznty^ |H«rw- 
szy podał ini rękę i rzekł: ,,Mtałem żal do pana Kasz- 
telana, lecz ten nie zmienił nigdy szacunku, ktdry mia- 
łem i mam dla jego sposobu myślenia; teraz nie czas 
różnic, potrzeba się jednać, dajmy sobie ręce ^; i nśd- 
skawszy mnie, dodał kilka słów przychylnych; Jakoż 
przez cały ci%g rewolucyi jawnie okazywał mi przyjazm 
względy. 

Te wyżij wspomniane wypadki przedrewolucyjne, 
w umysły wielu rzuciły troskliwość, czy się Warszawa 
zachowa spokojnie ? Byłem właśnie u Małgsymiliana Fre- 
dry na wieczorze, na którym był także Schmit, konsul 
pruski. Wśród rozmowy o zaburzeniach w Belgii ^ ode^ 
zwał się on: „Wiele^ jest osób, eo posądza Warszawę 
o ducha rewolucyjnego. Ja nie mniemam, aby Warsza- 
wa, która do tak kwitnącego stanu przyszła pod obec- 
nym rządem, ckciala narażać swoją pomyślność na utra- 
tę*^ — potwierdziliśmy jego zdanie; jednak widać było 
po nim, że nie ufał pożornćj spokojnośei, i: chciał nas 
wybadywać. 



— 467 — 

yn^igm w tym ezasie^ to j69t w miesiąca ligtopa- 
dńBy odbywała swoje indagaoyjiie posiedzema Eomisya^ 
adoiona z jenendów i z członków instytutów edukacyj- 
nyeb; knmterów Olwelewieza i Maksymiliana Fredry; ba- 
dano w niój osoby równie z wojskowój szkoły^ jak z aka- 
demii; powełsse o jakąift polityoanią i rewoiacyjną zmo- 
wę, a iże fóżne zeznaniaeh przed tą komisyą nc^- 
ftionyeb chodziły wieści/ i włatoie ixit gotowała rajpoń 
z czynnośef ^^woieb do Cesarzai zszedłszy się na wieczo- 
rze n Tomasza G^rabowskiego z jenerałem Slasmn Po- 
teekin^; kloty w t^ Kc^mtsjri zasiadał,, zapytałem go: „Co 
to jest^ i jaki rodzaj zmowy, czy spiska, wywołał inda- 
gację ^ i e2y się pc^azało w nim co ważnego??, Stań 
Fa&toeki' rttekł do mnie: „Największe glapstwo młodych 
półgtowków, godne chłosty rózgą* Dzieciachy^ aprzędły 
soUe w ^owie, że oiogą jakieś zrobić zaburzenie. Woj- 
skowe dzieci le^pędzały na cywilnych inieyatywę, cywil- 
ne na wojskowych. I my, i W. Książę pn&ekoiialiśmy 
Bię, że ide oda z czego robió niepotrzebnego faalasn.^ 
^Q mmo potwierdził mi p. Władysław Zamojski i Ma- 
ksymilian Fredro. W kilka dni spotks^^em przed domem 
Komisyi spraw weimętrznych jenerała Aleksandra Bo- 
żftiećkiego, idącego na sesyę teatraloą, gdyif opiekował 
«ię te«trem^ zapytałem go: „Jakżeście zaniknęli waszą 
'Komisyęyt^^niebędaie' zn^ jakteh e£ar?^ ^Żadnych 
nie będzie/ odpowied^ii^, bo od W. Ks^eia ideie raport 
zgodny z opinią naszą; wmz % najsiłnigszóhi przedstawie- 
niem, ie io było .dzieciństwo , 4 że go dałćj doehodzić 
nie ma potrzisby.** ^^Ale jenerale, czy w górze tę rzecz 
t|^ awaźaó będą, jak wy> i czy Cesarz pójdzie za radą 



— 4ft8 — 

brata ?^ „ Aiii wąipić o tćm nie można ; ii» ńskMn raz 
szaloDym głowom płazem tydzie; byle więo^ g^apstw 
nie robili; bo znasza eo to są ^owy nassycb zagoizai- 
ców.^ fiozszedłem si^ !iilrięc^iiim.zft|>^iud za0poko|oiiy. 
W tydzień^ to jest 29 listopada^ odwiedziłem kolegę 
mego BadoBzewskiegOy mieazkająoego na ulioy Le9Bii09 
ohorego i letąeego w łóAka. Zaczęliśoiy rozmairiaó o 
ciągle objawiającym się duchu. Badossśewsfci ostrasegł 
mnie gestami, wskazując na drzwi aby oiszi^ mówić ^ a 
gdy się^ nacbyliłem.do niego, zapytując dla ezfigo, rzekł: 
„Tu stoi z moimi synami korepetytor, J6s^at Osiow- 
ski, bardzo ^apalosy^ podziesam .go> czy nie jest człon- 
kiem jakich tajny dl towarzystw, hb- od iOzasu^ Jak ktlka 
z młodzieży zaaresztowano, ' i Komitet wyznaczoby sa- 
ozą^ prowadzić indagacye, sposbaiegłem w nim niedpo- 
kojnoóć.^ Wńród tćj rozmowy wszedł jener^ Kosśeieki 
z odwidzinami, a gdy się dal^ prowadziła,: z tajemifti* 
czo admiiechąjącą się miną rzekł:: „Wbzystkie te niespo- 
kojno&ei i obawy w jednym momencie s^ sk^&es»i; ^ 
s^ takie iurodki przedsięwzięte i gototirońó ta]|: czujna,^ 
żaden najmniejszy rozrudh nastąpić nie .możt^ ; wiedział 
on jaż albowiem i czytał odpowiec^ Cesarza na raport 
li (^inią W. Księcia, która rano nadeszła, a.w. któtćj 
Cesarz pijiwiadezył , iż w tych chwikch i w stanie Euro- 
7 py, każda feitaeidacyą umysłów. iidi>iera wagiy a zatem 
poleca W. Księciu i fiaiizie Adsoodistpacyjaćj, Aby obwi- 
nionych o sekretne fiumowy natychmiast ajrlssztowaóy i pod 
sąd włsiści wy • oddać. Wyszły już. więc 'sekretne. rozkazy 
od W« Księcia, •sam Kpsaeoki byjjch red&ktorepi,.:a l«łK> 
w sekrecie to trzymAt, zdmdzony został przez jednegio 



— 469 — 

z swoicli aekretaiosy, który ostrzegł o tym rozkazie ob- 
wimonycb, Bronikowaki^o i innych/ a ci już nie mą|ąc 
e^»fm do ucieczki, wzięli aatychisiast postanowienie ude- 
rzyć na Belweder. Kossecki nie wiedsu^, ie w tćj chwili- 
w kiArij rozmawiał z nami > już się Belweder zakrwa- 
wił f i jut • po ulicach podchorążowie dążąc na rozmaite 
.panU»y jenerałów zabijali; nie domydlał się, że to wła- 
óme przyspieszy wybuph, co myi^Iał, żo go udusi. 

2jHiierz0łłać się zaczęło, wyszedłem od Badoszew- 
skiego, zostawiwszy przy nim jenerała Eosseckiego i Ło- 
hiimkkigOf izwagra. jego ; wieczór był posępny i wietrz- 
ny ^^ idąc ułioą pod domami lew4j strony, spostrzegłem 
ńrddkiem aUey żc^nierza pieszo , biegnącego w ubrania 
jak na paradę, z bronią i tornistrem, i pytającego: gdzie 
batalion? w kierunku ku arsenałowi.. Usłyszałem krzyk 
po cieniach -^ zamykajeie domy! — * z jednćj sieni \^- 
padła na tiUcę kobieta> łamiąc ręce z krzykiem-- »^ W>- 
je dziecir! a.moje/dzieei!^ przecbodząc fcoło ni^, zasta- 
nowiłem się i zapyziałem*; „Oe^to jest?'^ oburknęłasięr aa 
mltiie i dfzfwi zatrzasła. Przyspieszony m-kroki^m mijając 
nlioę. Kymar^ką^ spostrze^em już stojący batalion przy 
idonKT: bankowym; a wchodząc na Tłuinąeli:ie, spotkałem 
'kilila ! girnp łttdzi< idących i . głoóno rozmawiających „Rę- 
wołnc^a : w . to^ieńeie;" Wcfcodssąc na ulicę Bielańską spot- 
kałem dą^oy do pałacu Kossowskich, kwatery jenerała 
Łęwiekkga j^azd próżny, vna którym płaczca tylko jego 
leżał, (za pojazdem jechał Kozak , łedwie mnie minęli, 
w kilku minut usłyszałem strzał, ^powieds(iano mi póżnićj, 
i^^ spadł od nie|p9 Kozak z konia. Żywićj więc spieszy- 
łem do Frenkia domu, ^gdjde mieszkiem; gdy zadzwo- 



— 470 — 

nflem do bramy, odźwierny otworzył i przestraszony o- 
dezwał się: „Niech pan prędzćj spieszy, bo rewolttcya 
na mieście.^ Na dziedzińcu domn zastałem pojazd p^ni 
Józefowój Krasińskiej i dorożkę Sierakowskiego Radzcy 
Stann. Wszedłszy do salonu pomieszany, zastałem roz- 
Inawiających najspokojniej wszystkich, i czynione prt&y- 
gotowania do herbaty, gdy ^ię odezwałem, że rewólncya 
w mieście, kobiety myśląc, że je chcę straszyć, śmiać 
się zaczęły, a gdy ż miną serio powtórzyłem, Sierakow- 
ski uaf spokojniej odezwał się: „Gdy wyjeżdżałem z pa- 
łacu pani Stanisławowej Potockiej, słyszałem jakiś Bztim 
i hałas na Krakowskiem Przedmieścin ^ ladzie biegli ku 
^Belwederowi, zapewne tam jakaś awantura wynikła." 
W tym momencie wpada lokaj p. J62efa Krasickiego 
ż biletfem do żony : „Natychmiast przyjeżdżaj do domu, 
„lecz nie jedź Krakowskiem Przedmieściem , ale boczną 
„ulicą. ^ Przelękniona pani Krasińska , ' wsiadła natyeh- 
mfśist do pojazdu i pospieszyła. Sierakowski chciał wy- 
jeżdżać, zatrzymałem ga. W kilka minut wpada mój sy- 
nowiec Stanisław, ticz^ń uniwersytetu, i prędko w kilku 
słowach przestrzegł nas, że rewolucya wybuchła; chcia- 
łeth go wybadać , lecz on spieszył się^ i zniknął nam 
ż oczu. J6go opowiadanie przeraziło kobiety, uspokoiłem 
je, a sam zatrzymawszy Sierakowskiego, gdy się kobiety 
spać pokładły, siadłem w moim pokoju w krześle, za- 
paliłem lulkę , i tak przesiedziałem do białego dum^ pa- 
trząc na łunę z palących się koszar za domem Kotnisyi 
ispraw wewnętrznych. Sierakowski zaś najspokojniejszym 
snem chrapa)^ a rano przebudziwszy się, rzekł do mnie: 
„To jakieś głupstwo, które siJę kozą skończy.^ • 



— 471 — 

Tymozafiem zasnęli aic do mm& ickiodziikf to z.biiirą 
mego »ekTei»ne, to: przyjaciele, a katdy in4% i ezęst0 
sprzeczną donosił wiadomodć; lecz śmierć tyla jeperałów 
i krwawa scena w Belwederze, już nam wątpić nie do- 
zwalały o waiaości zaburzenia. 

Wićm wstzedł do mnie stary jenerlał niegdyś legior 
nów polskich, moj powinowaty Andrzej Kiirwowski ; od 
lat dwndziesttt znany brukowiec Wąrs^sawy, i między 
bn&owymi próżniakami wieńczony laurem patryotyzmu^ 
mający związki z tajemnemi zlńowami, pragnący żarli- 
wie każdego wzburzenia, jako zbawienia dla swoich: in- 
teresów, które . marnotrawstwem zrujnował, zawsze mal- 
kontent, i zawsze prawiący o zaburzeniach, za co nieraz 
i odeiftnie, i od brata mego Bi$kiq)a , ppłajauy Inb wy? 
szydżoDy został. Ten rzekł 2 tryumfującą i ukontento<i 
waną miną: „A cóż panowie ^ nie wierzyliście w rewo- 
lucyę^ otóż ją chwała Bogu macie'^; i zaczął $ię popi- 
sywać ze swojćm znaczeniem u rewolucyonistów; Chcąc 
się więcćj szczegółów dowiedzieć, zatrzymałbm go na 
otriad, przenocował nawet w moim domu i rano wyszedł; 
za pai^ godzin wrócił zachmurzony, i rzekł do mnie; 
„Kasztelan powinienby mi wynagrodzić szkodę, którą 
poniosłem wczoraj przez nocleg w domu Kasztelana/' 
Myślałem, że. mu mieszkanie jego zrabowano* lub okra- 
dziono. „Nie , odpowiedział , ale właśnie, gdy tu ł^awiłen^ 
W: nadziei, że Frenkla będą rabować, nasze poczciwe 
pospólstwo dobyło domu kasyera wojsk rosyjskick Skry * 
bidi^iego, i rozbiło kasę. z kilka. kroć sto tyi»ęcy rubli, 
i podzieliło między siebie. Gdybym tam był, nie małą 
d(M9tałbym sumę; Skrybiokiemii nic się nie stało- J|»o tó 



— 472! — 

md] przyjaciel." Umieszozam wzmiankę o tjm csło^ieku 
dla okazania^ jakici to namiętności pobudzają wszelkie 
zaburzenia; każda nfeinal rewolucya. 

Zacząłem rozbierać z sobą widoczne, a przez wian- 
iu z nas niespostrzegane przepowiednie rewolneyi. Do- 
piero przypomniałem sobie, dla ezego u mnie często by- 
Wał , podsłuchiwał; wyciągał na słowa Franciszek Orzy-^ 
mała /i doszedłem z jego własnego wyznania , ie był 
delegowanym od zmawiających się dla szpiegowania me- 
go sposobu myślenia ; dla czego mój przyjaciel i naj-^ 
znakomitszych zdolności oficer artyłeryi Stanisław Rze- 
wnski; raz przyszedłszy do mnie, wypytywał mnie, czy 
rząd nie niepokoi się obecną £^mentacyą umysłów, i 
widać było po nim, że chciałby był coś mi powierzyć, 
lecz go mojemi odpowiedziami stropiłem; i ten mi po- 
tćm wyznał , iż chciał mnie ostrzedz i wyjawió mi , że 
się gotuje rewolucya, a spostrzegł zaraz po mnie, iż j^ nief 
pochwalam. Nakoniec po wyjawieniu skutku wytłumaczy- 
łem sobie 'moje częste z najznakomitszą młodzieżą dy- 
sputy niby o romantyzm, pod którym kryły się w jćj 
sercu polityczne zamiary, acz może nie przewidywała 
ona wtedy, że katastrofa tak blizka. 

Wspomniałem pod ministrem Mostowskim, 'wspo- 
mniałem w żywocie mego ł>rata przepędzone preei^eitanie 
pierwsze dni rewolucyi. 

Oczekiwałem przybycia syna mego ze wsi, i brata 
mego Biskupa z Kalisza, gdy Julian Niemcewicz przy-* 
szedł do mnie z wyrzutami, dla oźego nie wychoda^ i 
nie pokazuję się; odpowiedziałem mu: „Wiesz, jak lży- 
łem przeciwny temu oo się stało, nic z tego dobrego nie 



— 473 — 

wróżę; ms^ takie ptifikons^nie, nie mo^ być ai)fteez- 
nym, ra^z^. szkodziłby m, .gdybym się cbciał w ta mię- 
SEuć, a zresztą nie Jestem it» odare rewolocyonistów.^ Na 
to rzekł, do mnie Niemcewicz : ^ Albo rozumiesz, że ja 
jestem u nich in odore; powiedziałem prawdę szaleńcom; 
wi^iąż oblegają moje mieszkanie w dzień i w nocy; luby 
to się rad|;% a słuchać nie chcą. Mówiłem im^.aby roz- 
pędzili i zamknęli kluby, a gdy się sprzeczać zaczęli, 
z gniewem się oburzyłem — nie radziliście się mnie nim 
zaczęliście szaloną rewolucyę, dajcie mi teraz pokój i 
lećcie w przepaści, kiedy słuelmć. nie ełi^cie.^ —Od nie- 
go się dowiedziałem, że jenerał Pac przyjął dowództwo 
gwardyi narodowt^j^ i że jenerał Cblopicki na modły je- 
go, gdyż mu Niemcewicz aż don^ padał, wziął dykta- 
tnrę. Ta ostatnia, wiadomość mnie ucieszyła i odetchną- 
łem. Widziałem w dyktaturze przynajmnićj zabezpiecze- 
nie przeciw anarchii. 

Wyszedłem wkrótce na miasto, postać jego była 
smutna, sklepy pozamykane, w innych mie^jseaoh zbie- 
gowiska. Na ulicach pełno postaci brodatych. i wąsatych, 
pełno ludzi częścićj w łaclimanach niż w nbiomch; zawsze 
uzłH-ojonych i groźnych. Ileż spotykało się nowych i nie- 
znajomych figur . w^gskowych ,, a między nimi dzieci. 
Studenci, rzemieślnicy, snuli się po ulicach, wołając: 
Wolność! Wolność! 

Przechodząc, wstąpiłepi do pałacu Tarnowskich do 
p. Tomasza Grabowskiegp , gdzie zastałem zasmucony 
dom, i pełno biórow^j młodzieży z Komisy i oświecenia 
i ipnych biór^ Od Grabowskiego dowiedziałem się , że 
studenci zabrali u jenerała Kosseckiego tylko broń, bar- 

60 



— 474 -- 

dzo pi^ną^ którą składał vr swoim małym ^sćnale: 
Grabowski widząc > ii stadenci oajwięeel się odgnil;aH 
przeciw członkom Komisji ońwiecenia, którćj przewod- 
niczył Stanisław Grabowskie znienawidzony od młodzieży* 
wraz z wszystkimi członkami komisyi którym obskuratityżnr 
zarzucano, zamyślał jak najprędz^ ncliylid się* do Wie- 
dnia. Pamiętam> jak isama pani Grabowska , Tarno^wska 
z domn, w rozdrażnieniu przeciw rewolncyfj rzekła^ do 
mnie: „Znalazłam w hMii to wyratenie. — Kiedy*Mchcc 
karaó narody i skażę je na zagładę, w ręce młodzie- 
niaBzk<>w, oddam władzę-^ Oto dodała, jest wyrok na tc' 
rewolncyę". 

Niespokojny doczekałeny Się nakoniec syna, który 
był na wsi. Ujrzałem go jnź z kokardą narządową 
witającego nas. Na drodze do Wlarszawy dowie- 
dział się on o rewohieyi i w mieóeie przypiął ko- 
kardę. Wpadł zaraz w grono młodzieży , z którą żył 
i natychmiast połączył się z nią. Cłtłoplcki ujrzawszy 
go, powiedział mu: iż ma mu dać ważne zlecenie. Wzią- 
łem go więc sam i zaprowadziłem do Dyktatora Ohło- 
pickiego; oddałem go w jego ręce. Jakoż zaraz wysłany 
został z rozkazami Dyktatora do wszy stkicb jenerałów 
i dowódzców stojących od Lttbłina do Zamościa z pole- 
ceniem, aby ich nakłonić do łączenia się z sprawą na- 
rodową. Misyę tę mógł życiem przypłacić; gdyż między 
tymi jenerałami było kilku a mianowicie ^Ks. Wirtem- 
b^i^gski , którzy nie byli skłonni słuchać tych' rryzka^zów. 

Dla pokazania ' jak wielu ludzi znaczących, zasko- 
czony^ że tak powiem- zostało |»rz<^ r^wolucyę 29' Łi- 



r- 476 - 

stopadai i jak się na nią w pmwwio ehwHi zapatrywało 
opowiem ivk m^ % ipemi rozmowy. 

:: Sam dobrze znany równie jak vRfĄ syn j^ner£dx)wi 
a terali . ^grktatorcwi Chłopiokiemn, ^aprowaidziłem jak 
dopioro 00 powiedziałoni «yna ni€^ do niego ; zdziwiło 
minie io nif jK>mfiłay ił mnie przyjął zimao i źe gdy mo 
oświadczyłem iż mu przyprowadzam jodynogo syw go- 
towego na jOiił^gi kn^n gdzie go najwyższa zwierzolino&i 
powołałar dodająo: „Ziiasz jenerale mój sposób my^łMiAj 
możesz u&ó' iż . za.słQż9/ i w oboonyoh okolicznościach na 
dot>fą sławę!^ odpowiedziid mi dość szorstko i z wido* 
c^pep jiieukontentow^^icon* Nie można sobier było w sa-* 
jjąĄ rzec7.y poctąpió. w talg^j obwili niezr§oznićj z czło* 
wi^ki^n^ j m'zędaiki^m nieskażoinym. Dopiero gdy go 
żegnałem i odpłu)dziłem n^kł: „Niech się Pan nd^ do 
Bp^o. sekretarza Pi Krysiftskieigo i powie mu żeby zar 
rązi umieścił. Pi i Apdrzeja .w:moj^ kaneelaryi^; i wska- 
zał mi dra^wi. do kance}aryi; wszedłem do niej z moim 
cy^eęi; < zastałem człowieka wysokiego wzrostu w mun- 
^lirze igwardyi narodowej stojącego przy kantorku i pi- 
f^ąoęgo, gdy ,się raczył do mnie odwrócić, przedstawi- 
łem ma syna dodając, że to csgrnię z polecenia Dykta- 
tor^a )f 7' wielką grzecznością i uprzejmością oświadczył 
mi, że właśnie Dyktator dopytywał się o niego, że ma 
mu pQwierzgrj& ważną uusy^ ^ i że czeka na niego miej- 
scjB wjeg<».Wórze. . 

..Nie mogłem zrozumieć i rozbierałem w myśli coby 
dałp' ;Pf]^wM'^699f^Pwi phłopickiemu do ,tak isimnęgo 
pinią; pn^yj^ią,. idopiero z jaa^pqągo jego postępowa- 
nia^edkryiem'> (ż wzdrygając się 'na rewolucyę i posą- 



L. . 



— 476 — 

dzając £6. Adama Czartoryskiego o udrial w przygoto- 
waniach do nićj; a znając moje związki z Księciem i 
mnie brat w pierwsza chwili za rcwolncyonisłę, pomimo 
iż musiał wiedzieć, że byłem jój przeciwny. W kilka dni 
dawał Dyktator publiczne posłuchanie , poszedłem na 
nie, zastałem wiele osób a pomiędzy niemi Wąsowićza; 
gdy się do niego przysunąłem rzekł do mnie: „Zaraz 
jenerał wyjdzie". „Nie mam, odpowiedziałen^, do ni^go 
żadnego interesu, a po pierwazćm przyjęciu mnie,' może- 
bym nic powinien się tu znajdować". „Jak to?* z za- 
dziwieniem zapytał, a gdy mu opowiedziałem, „A zmi- 
łuj się rzekł, przebacz mu, on od czasu wybuchu rewo- 
lucyi jej^t ciągle w najgwałtówniejszym stanie, przekMna 
dzień , w którym na nasze namowy i błagania podjął 
się dyktatury; okropne jest jego położenie. Lecz masz 
dowód jak on syna twego szanuje i lubi, skoro mu tak 
ważną miśyę powierzył". Wtćńa wySzedł ' jenerał Cliło- 
picki z nastrojoną jak zawsze miną, rozmówiwszy się 
z hiektóremi osobami i ujrzawszy mnie przystąpił do 
mnie, chwycił za rękę, uścisnął mówiąc: „Bardzo mi 
miło widzieć tu kasztelana pofrzebuję być otoczonym 
słusznymi ludźmi** i gdyśmy wychodzili powtórnie za 
rękę ścisnął. To mnie także utwierdza w mniemaniu wy- 
żćj wyrażonćffl. 

Dowiedziawszy się że przyjechał jenerał Klieki mój 
przyjaciel, z którym szacowaliśmy się, poszedłem do je- 
go kwatery ; stał w Łubieńskich pałacu y zastałem mnó 
stwo oficerów różnćj rangi, jenerałów, pułkowników; 
sam jeden cywilny zapytałem się stojącego przy drzwiach 
sali adjutanta, czy będę mógł jenerała widzieć; ten mło* 



i 



— 477 — 

dy i Bader nprzejmy adjatant Ludwik Orabowski zna- 
jomy mi dobrze, przywitawszy aic (serdecznie rzeki: „Za- 
raz biegnę zameldować jenerałowi". „Nie chcę mu prze- 
szkadzać y widzę wide osób czeka na rozmowę z nim, 
pótnićj prtsyjdę, nie nyełdnj teraz, leez powiedz tylko, 
że byłem n niego^. Za odchodzącym wjrbie^ ,w parę 
minnt Lndwik Grabowski z słowy: „Jenerał prosi", wsze- 
dłiim; nastałem w jego pokojn pułkownika Dwernickiego 
i wielu ofioerćiw tyeh samych, których widziałem w przed- 
pokoju, Elicki przywitawszy mnie i ndciskawśzy rzekł: 
„No kasztelanie, teraz jnż prawdziwie bić się będziemy 
za Polskę. i o Polskę"^ i prowadząc pod rękę przez ca- 
łą dłngodć obszemćj sali przy jćj końca rzekł db mnie, 
eisz^ po ibincazkn aby słyszany nie był. „Zaraz wyj- 
dą, zatrzymaj się pogadamy sam na sam" potćm daw- 
szy rozkazy różnym oficerom, gdy iclh pożegnał i wyszli, 
widząc się sam na sam ze mną , chwycił się obiema 
rękami za głowę i zawołał „A czegóż narobili szaleńcy, 
zgubili Wszystko, zabili ojczyznę, tyle naszych ofiar, ty- 
le krwi, tyle włóczęgi, tnłactwa, tyle dostatków zmar- 
nowanych, straconych ! Jak tu z tego wyjść ? Co z sobą 
robić? Ozy brać udział wtćm, co widocznie do zguby 
prowadzi ? Wezwali mnie na gubernatora miasta w tym 
niesforze, W tym chaosie ! Podjąłem się i muszę wziąść 
w ryzę, ale myślę krótko na tćm stanowisku pozostać 
bo i zdrowia nie mam i znękany jestem tćm nieszczę- 
ściem^. „Zmiłuj się jenerale, nie porzucaj Warszawy 
widzisz jaki nam nieład grozi". ' „Będę, odpowiedział 
póki będzie Cbłoplcki. Tu nie ma rady tylko trzeba 
starać się o przebaczefnie". Po tćj rozmowie prosił mnie 



— 478 ^ 

af)y u niego hywsA .eiąato,, Pri^iósł kwadrę do jnies^ 
kania jenerała Koseecki^o w. oficynie priori n^wiestiii-' 
kowskim pałacU) 'z któar^j ten jeiner^ n^tąpił, G4y Ta^a 
jednego wsssedłem do niego wieczorem, żaglem w pn»|d- 
pokoju kilku akademików , l^yła. to istra^ iakade^ag4eka| 
którą .ro^syłd^^ dla boBoru^ jeajirałi^w^ l^e^; takiil^ dla 
pilnowania i; badania ieh docha. ' Wszedłs^j^.do pokf^a^ 
zartąl^n kilka jsaMych ofioea-ów różnej hroni a między* 
menu, Sta^sląwa; K^wuskiegfo ofioera aotykryi^ pissą-r 
cych a jenerała .dyktoj%c^o rozkaasy* ^9^^ laakaw 
ijzękł domąie, zatrzymaj wę WJJioim sypialnym {K^k^gti^ 
ja zaraz, się nis^wię^^ i kaz^ mi padaó.fąjkę i £(ajn ją 
palił. Drzwi >yły otwarte do pokoju, Klicki przeebodzil 
się ;aź dp kanapy na któi^ siedziałem^, ^ęata jednak 
zwer^ W pis<n9v podkomendny cłirf ^Siadłszy r^a chwilę 
przy./ mnii^ rzekł: »N^ mogę nfaój mussę zazi^4^ nien^ . 
ątannie co^ pi$ząv bo podcłiwycił^m źo przei«taezają gfozr 
kazy i ^zamiast ndoioh sw^ję piszą'^- ^ Ale jenerale maa? 
tu BzCiwnskiegO;, to jest najzdolniejszy oficer i/słnazny 
n^lodzieniee^. ),Co tm tp prawdziwie jest znakomit)^, ani 
na talencie wojskowym i na^e, tanina piórze mu nie 
zbywa. Ale nie wie^a. czy go #)bi:ze znasz^ pod tą ^po- 
ki^ną;PQStaoią nkrywa si^ wznitislia al^ arnbitna' d^za^ 
on by- chciał, niną rządzió> nafw^t kiedyś być Dyktator 
rem^ . bp poże cząje ^e jego głjiwą zdolna je$t zjednaj 
try^ąmf rewiotaoyi^ teraz jest już w ni^j po uszy, a oho-- 
^ia^ jak 'się domyślasz nie i jest jakobinem, nie pochwała 
nai^|;ycb Cizynności;: W mego ji^k w. Bożka iwy^sza jnł<v 
^iąt wieofscy. W. każdym razie, to j^itB^spolity crfowiek^ 
Kliji^M dąlęj móif^ił: ^Nio Wiem co CWopicki,. co sf^m 



— 479 



i. 



gdf się zbiierte poBtatiowią, zatnsymain 'się dopóki będzie 

JeMraf Krakowiaki % którym ^łera w przyjaźni i 
który mi się awjkl był a ufnością powierzać, tą razj| 
gdy ' %\^ spotkbł sse mną , miał minę tajemniczą , gani 
nie rewolueyc lecz osoby a szezególniój powstał na Cbło- 
pjekiegy) i mówił* „Tu na i^zełe potrzeba criótriefca z tvieł- 
ką energią, odwagą i talentami wojskowemi. Cbłopiekr 
zawiedzie wszystko a obejrz się po jenerałaełr, żaden 
nie ma' potrzebnych zdoliiofici; sejm powinien b^ znraz 
mianować Dyktatora"; znając jego ambieyę i mitołć wła- 
si^, zazdrość kas^ego znaczenia, przejrzałem że śiebre 
wskaznje na Dyktatora. Jakoż późniój gdy się sejm 
7^omadzi^ i Chłopicki nie chciał przyjąć ograriiczonój 
Dyktatury, prosił mnie ó króskę dla siebie.' 

W poozątktt zaraz rcwołucyi rozeszła się zbyt* bole* 
sna i smutna dla mnie wiadomość, że w Lublinie zabito 
mego najnlubieńszego przyjaciela jenerała Frianciszka 
Morawskiego, trapiłem się tóra, gdy nagle drzwi się do 
mtego pokoju rozwarły i wszedł jenerał Morawski a rzu- 
ciwszy na stół swój kapelusz z piórami odezwiił Się tCw 
mi słowy : „Jak my tu wybrniemy z tćj brudtdyi^, tego 
nżył wytiazn, i zaczął mi opowiadać przejścia lubelskie. 
On mnie uspokoił' o mego syna, że bezpiecznie udał się 
do Zamościa. Jenerał Morawski, który może swemi pi- 
smami przyczynił się wiele do inozgrzania krwi w mło- 
dzieży eywtlfiój i wojskowrój, mało nie padł oflafą- sza- 
lonego tćj młodieieży zapału; Ody na pierwsze wiado- 
mbści warszawskie, oficerowie przyśnili do niego w die- 
piltacyi aby zatate maszerował do Warszawy, zgromił 



— 480 — 

ich surowo i wjd^tł rojikaz dmntky nakaeająey posłu- 
szeństwo ^ porządek i oczekiwanie w spokojnodei wyż- 
szych rozkazów. Rozjątrzyło to zapaleńców i j&a^^Ii się 
na niego odgraiać, co di^ powód . do wyiój wzmtaa- 
kowanój wieAci; lecz ie Morawski miał miło^ powaze- 
chną, a. tymczasem nadeszły rozkazy dyktatora przy wie- 
zione przez mojego, sy na ^ szum i groźby się,, uspokoiły: 
a Morawski ruszył z wojskiem do Warszawy^ 

Pierwszych takie dni rewoluoyi, gdy przyszedłem 
na sesyę senatu y na którój miąnp wyznaczać kadencya 
senatorom do zasiadania w sądzie najwyższym, zastałem 
Ks. Adama CzartoryBkiego z zasmuconą twarzą, rozu^a^ 
wiającego z członkami senatu ; ten mnie spostrzegłszjt 
wziął pod rękę, zaprowadził pod okno i chwyciwszy «ię 
za głowę rękami rzekł : „ Jąk my ti; wybrniemy z, teigo 
nieszczęięia? Kto się tego gpodzie^rał. Kto mógł to do< 
radzić?^ ^Mości Książę odpowiedziałem ludzie doświad- 
czenia ludzie powi^zechnój wziętości i ufności używający^ 
radzi- powinni o tćm, w ich ręku są złożone losy krain 
i narodu", „Spodziewam mę rzjekł J.e sĄJną wyszle df^- 
pntacyę do Cesarza. Zobaczymy, po na to powie Eureka" 
i dalój mówił. „Gdyby to, to i lo.,. gdyby Francya, 
Turcy albo Austrya nas wsparła *.» teraz mają spospr 
bnoóć! moż^eby coś niespodziewanego nastąpiło".., 

Ludwik Plater w pierwszyoh dniaeb dyktati^ry .byl 
dodany Dyktatorowi Chłopickiąmu jak;o. sekretarz do 
ękspedycyj francuzkich. Po zapadł^ posipk^wieniu zwp- 
lamA s€^mu zeszedłszy się z nim zapytałe^i goc ,|Co my* 
śli o. położeniu", jęknąwszy nad nićm jąk rozsądny człor 
wiek a gorliwy patryota rzekł: „Sejm tu porządek zro^ 



— 481 — 

bi^, niei zgadł' bo sejm wszystko zmątil i wszystko 
z.gabił. 

Z przyjaciół moich najczęściej n mnie byw&ł jene- 
rał Staniaław Małachowski. Ten w pierwszych dniach ró- 
wnie jak ja przeląkł się skntków rewolacyi i głęboko się 
zasmuciły lecz gdy syn jego Gnstaw Małaełiowskiy który 
na nim wielki wpływ wywierał, przybył i w róźowy<A 
kolorach wystawił mu przyszłość; uwierzył i zdanie od- 
mienił; nie przypuszczał nigdy tak okropnych skutków 
jakie rewolacya sprowadziła, ufał w pomoc obcą, w ener- 
gią swoich; a w najgorszym razie przypuszczał, że sam 
Cesarz, przychylnie postąpi sobie, po wziąwszy wiajdo- 
mość o nadąży ciach i że przebaczając wszystko , ściślój 
każe wypełniać konstytncyę. W takie to ludzie najprzy- 
ehylniejsi krajowi wpadali omamienie ! 

W przerwie między spodziewanym sejmem pod- 
czas dyktatury Chłopickiego, posasedłem jednego dnia 
do , Maładio wskiego , którego dyktator mianował organi- 
zatorem siły zbrojttćj w województwie sandomierskićm. 
Dowiedziałem się od niego^ że Dyktator poddał pod je- 
go komendę najgłówniejszych sprawców rewolucyi Wy- 
so(&i^o i Nabielaka:-' trzeciego nie pomhcr— w celu, aby 
ich użył do organizowania pułków, i pod tym preteks- 
tem oddalił ich ze stolicy. ,) Zatrzymaj się rzekł do mnie 
Małachowski, poznasz trzech najgłówni^szych przewód- 
ców rewolucyi 29 Listopada co i teraz burzą lud; wezmę 
ja ich w kluby i wyprawię ich ua prowincyę, dałem 
im rozkaz aby. się stawili'^, jakoż wkrótce zameldowali 
się; Małachowski wyszedł do nich i odezwał się: ^ Em- 
ilowie jeszcze tu jesteście, a ja wam dałem rozkaz, abyś- 

61 



— 482 — 

I 

eie 819 bea źiadn^ swłoki udali do Radomia^^ na te sło- 
wa rzekł Wysocki: „Panie jenerale^ my nie pojmnjemy 
tego rozkazu, ieby ze stoUcy w którćj na utrzymania 
ducha najwięeój zależy, oddalać tyeb, którzy mu prze- 
wodniezą, Czyliż zasłniyliimy na takie obchodzenie się 
z nami za podniesienie rewolucyi i zerwame więzów ; 
naczelnicy rewolncyi nie tego się spodziewali^. Mała- 
chowski z początku grzecznie i wolnym głosem do nidł 
mówił: „Ja nie wchodzę w rozkasy Dyktntora leez po- 
słuszny mu jestem; panowie musicie jemu i mnie być 
posłuszni". „My przyseliihny prosić p. jen^r^a; abyś 
przedstawił Dyktatorowi tę r^ecz^. „To nie jest po służ- 
bie rzekł, ja tego uczynić nie mogę'', gdy się żywsza 
rozprawa zaczęła, wyszedłem przysłuchać się j^ ; jene- 
rał rzeki: „To jest p. Wysocki, to jest p. Nhbielak, to 
p. kasztelan Kożmdao''. Wysocki był wswoiip mundu- 
rze, tfabielak tak jdk go paryskie ryciny wystawiają, 
oba przy pałaszach. Spojrzawszy na mnie i zmierzyw- 
szy tenie Nabielak za^ytał^ „To pai^ski syn jest kamer- 
junkrem, gdzie jest teraz ?'' „Tam gdzie mu kazał Dyk- 
tator''. ^Nie spisał się w Paryżu, nie był na uczcie na 
czeńć Kodi»iuszki i unikał patryotów". „Nie był na ucz- 
cie, bo był wtedy w Łondynić, nie unikał bynajoamćj 
patryotów i sprawiał się jak mu jego położenie wska- 
zywało". SposEtrzegłem że ta rozmowa zaczęte nie- 
cierpłiwić Małachowskiego, przerwałem ją więc^ Ma- 
łachowski wrócił do przedmiotu wizyty i już wpadłszy 
w żywość, drżącym głosem rzekł w końcu: „Proszę mnie 
słuchać i albo natychmiast do Radomia albo do aresztu" 
na to ukłonili się i odeszli. Małachowski jeszcze eały 



48a 



cbiący obrócił się do muie i poiricdz^Ał: ^Maseę juaat 
pójść 2t raportem do Dyktatora^, na to W8zedł Gastaw 
Mdi^achowski syn jenerała^ a dowiedetai^szy się od ojoa 
o przyczynie guiewn rzdkł: „Ale zapewne! jednak obra« 
żai idi nf c trzeba , bo to są Indzie ^ którzy mają dziś 
nie mały wpiyw i nie brak im śmiałośei^. Zapytał po- 
tom o mego syna; -Bardzo praguę^ jak najprędzój widzieć 
się z Jędrusiem; będziemy i sobą zawsze razem^. i 

Gastaw Małachowski miał poczciwe i 6elacłietne 
serce^ lecz głowę zaroztnniałą , obyczaje rozwiązłe a ra* 
zem żądzę odznaczenia się. Mając wziętośó a mło^ 
deieijy i r^secz^Wiste talieiita^ sjiodziewał się kierować 
rewolucyą i zawiódł się. Kaliszanie z Winoefitym Nie** 
ificr^<vs|;!im: na czelC; n<ihwy0fli pierwszą nitkę, a im 
wyrwał- ją Leftewel ze swojćm stronnictwem: 

MiędT&y nawiodzająoemi nmrie w piefwszyeb dniaok 
rewolueyi był jen^^ Kossecki jako mój dawny kokigal 
w zawodzie- publicznym. Ten jęknąwszy przedemfną bo* 
leśnie, opowiedział łiii,' ii z domu. swcigo^ wynieść się 
mnsial do oberży Rosengarta. Odwiedziłem go nazajutrz 
wnowćm jegoikomornem, zastałem ea^łą famiłię z^smu- 
O0flą/ a między ' goszezącemi Księżnę Zajączkową żon^ 
zmiarłc^ NaMestnikd wiiannyin ubiorze iw ezamym 
tMbże iTamorze. ' „Oód myMisz z-sdbą robić" zapylał^n 
słę EosBeckiego;' „Nie Wiem, byłem u Chłopickiego, ^c^a^* 
rowal mi kómemdę dywizji, lecz ja odwykłem 'od ptfla, 
zapomniałem 'przez pi^ateic lat Cywilnego zawodu i 
W3to6#itetti"Bię. Żonę zdaicćmł wyprawiam doWTOCła"- 
Wia; %ydki^iń paszport dła nich, radbyin nh choć do 
grttiiicycidpr^^dzi^niewi^m ćzy mi iię ^i^^iDómf- 



— 484 — 

iliłem Bię, ie myśli zagranice uchylić się ; jakoż przewi- 
działem; w postaci lokaja siedząc na koźle przejeebał 
granicę ; z Wrocławia sam udał się do Petersburga i do- 
piero po rewolucyi powrócił. Opowiedział mi wtedy, że 
w dzień rewolucyi wyszedłszy od Radoszewskiego spo- 
tkał batalion spieszący na obronę banku , w mieszał się 
między ofioerów i wraz z nimi całą noc na tćj straży 
przepędził, i dopiero rano przyszedłszy do domu zastał 
swój mały arsenał pusty. 

Bywałem u Tomasza Grabowskiego, i taro zśstałem 
zamysł w eałćj rodzinie udania się do Wiednia, aszcze- 
gółniój w samćj pani Grabowskićj ; udało się im pozy- 
skać paszport i wyjecbali^ 

Odwiedziłem wojewodę byłego prezesa Rady Admi- 
nistracyjnej Walentego Sobolewskiego , zastałem go w łóż- 
ku, cierpiącego na podagrę; pierwsze jego słowa do mnie 
były. Si mens nan laeva futssetf TrQiaque nunc sŁaret. 
Powiedział mij że ołiee na lK)ku w spokój no^>ci pozostać^ 
umarł z niezaebwianem przekonaniem o zgubności re- 
wolucyi. 

Najczęściej bywałem u mego przyjaciela ci eorde 
Józefa Sierakowskiego Radascy Stanu i tam zastawałem 
często młpdycb ludzi , których on hamował zapędy. By- 
wał u niego Obniński, który miął Sierakowską za sobą^ 
poiseł podlaslu, słuszny człowiek, prawdziwy patnyota 
umiarkowany, i który na ten wybuch patrzał rozsądn^o 
człowieka okiem. Oczekiwał on zgromadzenia sejmu i 
miał nadzieję że sejnt. wyprowadzi nas z odmętu. 'Sie- 
rakowski chciał być użytym za granicą, „Mów rzekł do 
mnJie, Księciu AdamoT^i nieoh kogo wyiślą . do /^glii| 



— 485 — 

csyli tam nie da się co zrobić. Ja podjąłbym się tćj 
misyi , już używany byłem do podobnych czynności ; mam 
osobistą przyjaźń z lordem Pałmerstonem , który jest 
terax w znaczeniu, a ma szczególną przychylność dla 
Polaków^ Jeżeli ranie użyją pojadę o moim koszcie , a 
musisz mi dać do pomocy twojego syna.^ Niestety wkrótce 
zachorował na wyniszczenie sił i ntnarł. Opłakałem jego 
zgon^ pogrzebem trudnił się Obniński. 

Z Osińskim często się widywałem; jego zajmowały 
głównie sceny brukowe ^ a choć był zasmucony w naj- 
komiczniejszy sposób opowiadał o różnych figurach i sce- 
nach rewolucyjnych 9 między innemi rzekł: ^Szedłem 
ulicą Bielańską wieczorem ^ usłyszałem hałas przed skle- 
pem, w którym spnieda|ą szynki, kilkunastu urwiszów 
oil>dartych szturmowało do tego sklepu i zabierało się go 
słupić; zbliżyłem się i odezwałem. „Wstyd! czyli to na to 
zrobiliśmy rewotuoyę, żeby rabować i łupić mieszkań* 
ców?^ na to jeden z urwiszów wąsaty obrócił się ku mnie 
z pałką i groźną miną. „Co to Pan za jeden jesteś że- 
byś ludowi nauki dawał ?^ Na to nie tracąc przytomności 
głośnićj jeszcze krzyknąłem: „Co to Pan, Pan a gdzie 
rewolucya, gdzie równość; nie Pan! ale bracie! tak się 
mówi w rewoiucyi.^ „A pratvda zawołał dragi, tak, ł>racie, 
nsebkaj go^^ i wąsacz pijany ściskając mnie, ledwie nie 
udusił. Trafiłem do przekonania zbiegowiska i miałem 
szczęście odprowadzenia ich od sklepu i zamiaru.^ 

Ody mój syn wrócił z Zamościa dom mój zrobił 
aię^przez kilka dni miejscem zbierania się młodzieży roz- 
wainicifszćj ^ która spostrzegłszy, że rewolucyja z pałryoty- 
czBćj ^rzerodBi6'by się mogła w demagogiczną, araczćj 



— 486 — 

jakobińską ; zamim^yła wydawać pisma ostrzegające pn 
biiosnośó , zbijające sziJoae jakobinów zdania i dążenia^ 
a razeiD utrzymnjąoe patryotyoanego dncha, gdyż jnż 
J« B. Ostrowski i Oórowski pozakładali klBby, w których 
zupdnio jakobińskie rozgłaszali nankiw Na ezele Uj re* 
dakcyi stanął Stanisław Bzewtnski ^ z przybranynii kiika 
młodymi Itdźmi ; między którymi i mój syn się znajdo- 
wał. Gdy mi oświadczyli ten bhwalebnyi zamiar i prosiłi^ 
abym im dostarczał arfyiuiłów, opowiadając co s)ę dzieje 
po klnbaeb > jak licznych i śmiałych mają członków, do- 
świadozeńszy od nich, oświad(»yłem im, ie nieprzemogą 
tych ludzi. ' Otói dzisiaj zaraz rzekli , pierwszy kłub który 
się zbierze rozpędzimy, i odali się w wieczornó) porze do 
sali w dawnym pałada Mniszko^skim, gdzie się klnb 
licznie zebrała Gdy weszli azbrojeni w pałasze i usłyszeli 
wrzask] ,. perory ze stołów iwszdkiego rodzaju języezne 
szaleństwa, pegasili iwtece ikłubistów rozpędzili Po- 
wrócili z tryamfem* ^Nie trynnrfajcie rzekłem^ m drugim 
klubie lepiój się na was przygotoią i was na wzajfsm 
wypędzą.^ Jakoi co. przewldzio^m stalło się; jnż na 
drugim klubie zastali licznie zebranych t pałaszami przy 
boku> a ledwie się nkazaB umiarkowani, przyjęto ich 
grotbami) obelgami, a w końcu ustlipić z płaen musiełi. 
. • Odbywały się iĄt niestety przez caiy ozaś rerwókieyi 
owe klubowe izebranła. Najwiękeaćj lecz smutńój sławy 
dopiął kłtb nazwany Honoralka. Oo tam się działo w^ę 
nid opisywani Tam ódanaczidi Aię: Eanśefbury*TyihoWski, 
ze • stołów ptawilis Franciszek Orzymala, Gui*owski, So- 
chowski> który i!az.zawol,a]N ,)kmi mitra^ś!^ SsB^maA^ 
uki iwiejn lionyc))* .Wyiitawioiio foną 'ińcMłale .gi}o|y«}r« 



— 487 — 

Wszysttco. to pi^omało lyłko opłiJtauy jnA i tak stan 
rseczy. 

Czekałem z nieeierplmońoią na przyjasd mego brata 
biskapa kaluikiego , e którym eałe życie zgodnie postę- 
powaliśmy. . Opisałem w żyein jeg;o *)f pierwsze i wsa}e<mne 
o siebie nieepokojnoioi. Mieliśmy jeden sposób zapatry- 
wania się na raeezy. mieliśmy współnyeh przyjaciół i 
nieprzyjaciół. Jego nienawidzili Niemojewscrjr jako ni^ia- 
wtdaący Namiestnika, że nie mianował prezesem kaliskim 
Wincontego Niemojewskicgo; na mnie urazili się zapa- 
leusi za daną krćskę w senacie, która unieważniała wybór 
Zwierkowskiego na deputowanego z miasta Warszawy. 
Gdy brat mój przyjechał i stanął u mnie, przeraziła mnie 
Jego wymizerniała i osłabiona poi^ó^ z trudnością prze- 
był schody^ przywitaliśmy się ze łzami a opowiedtciat^^y 
sobie na wzajem wypadki warszawskie i kaliskie, za- 
częliśmy się naradzać. Mój syn który był duszą i ser- 
cem przylgnął da rewolucyi, owiany marzeniami swoich 
młodych towarzyszów, brał udział w naszych rozmowach 
i ożywiał nas nadzieją ; kochany niezmiernie przez stryja, 
wpłynął na jego przekonanie i dodał mu otuchy. Brat 
mój nie przesądzając przyszłości, przyjechał był do War- 
szawy, aby się naradzić z kolegami swemi biskupami, 
i obrać w tych okolicznościach drogę odpowiadającą 
godności i stanowisku kościoła polskiego. Jakoż po ro- 
zmówieniu się z biskupem płockim, sandomirskim i 
augustowskim, postanowili czekać na otwarcie sejmu i 
zai^ąść w nim. 

*) Żywot Ks. Józefa Koźmiana biskupa Kujawsko - Kaliskiego 
przez Kajetana Koźmiana, wydany w Poznaniu, u Źupańskiego 1864 r. 



488 



TyiAczaaem już osłabiony wątleć zwo)na zaczął, i po 
świętach Bożego Narodzenia skończył życie. Cios ten 
przygniótł tonie, rogata duska moja niechciała. wyjść za 
nim. Znękany stratą brata, głęboko zasmucony wypad- 
kami polityeznemi, o skutkach których na chwilę nie 
wątpiłem, czając iż z tćm przekonaniem i w tym Stanie 
moralnym nie mogę być użytecznym, powziąłem na chwilę 
zamysł oddalenia się z Warszawy do (ralicyi do mojój 
siostrzenicy Skrzyński^. Jednak czułem zawsze wstręt 
do opuszczenia kraju w takićj chwili i jak powiedziałem 
w żywocie mojego brała, trzymałem się tćj zasady^ ie 
,iSą ehwile w których jest chlubniej z wszystkiemi zgi- 
„nąć jak samemu ocaleć.^ Zgodnie więc z mojem prze- 
konaniem, z życzeniem wielu moich przyjaciół, i zdaniem 
opinii powszechaćj czekałem na otwarcie sejmu. • 



.' \ I 



, • • • • . , • . 

-Ji'..i*.,/ł, •• ■. I it ,•». ' >• '< •• 

I < ' ' I I 

ł 

< . ' • ł • • ' 1 I I • • j • • \ . ' • . ' • • • . ' , I • I 

• • • • • f 

/';" ■'« "Wsiwińmema Woje ż Sejmii 1830 rokn.' 

• '• - • ' • 

1% -A' ••.\ .!• ;. :• ;if ',1.: '».'•. ':*',• ■ \ . ." . ; ^• 

jrgfd ;^icbrapieff pjj/c.f.Sję}^iu.> ^^waly, jfozmai^te nariąijy 

Vj p^^ąpi^ ,,nąa}ip8tmk,ov8kiiP,/ pa ^które. zl^ierali 8ię..pQslor 
^yd\ i.,ąfimjl;or.(]|^ie;.}ł^]^i7ąły j^^wue, i t każ4elIl^ >yoliw> było 
^ą^^flią oh^^jjić, .C!,9, Jtrępoiyało zń^cz^pie,. swobodę ada^. 
Zda^^Ji .p^ęJ.«finąk.^^Y^^s(jy . czqć:.ppt|:?;ebę dj^ktątiirjf, 
lC.C55 jedni ja pjjcielifljieci.sfiwowładną^ drudzy, pr^y sej- 
ip ję ;fostałv,ijiJi, ijpjcRyźisąą wladzg , . ogrąnięzając dykta- 
tury działania. Jp^pr^^e^ieral daeb pijeufHOŚci^ duch bo- 
j^ur„7ąbX' Chłop?.cki .ui'e. s^ab^ł re^olu^yi. , , . 
; Pigrwjsy^ faraz pQ^ipdzenie.8cjipifl, o^łpsiło. ręwolu- 
,9y^,.a5a|laro,(Jow.^, i g^ne,ząwQtovfą^9. podziękowanie ^ej 
^praj!c;co,łp, ^t^ło się ta wśród takiego hałasu, ^yrząwy^ 
ij^i^rs^ykfJw, j^,»aało csób^yiedzi^ło o^brzmi.eiMU uchwały, 
^^rzekanałem, .,się. ; o, ttó^ją. . )?y, , mipsiąjC . jpóżńi6j[, kiedy już 
umysły ochłopc^ly^ z,|)j|e)?wązfigQ zapału. Znajdując się na 
9^^4iW^ .p ^4 wika.Ma^ajch^wskiego między 
ppąłąnji|, gdy jOtwąrciej zac:ccliśmy rozmąwij^ć p rewolp- 
cyi i| jćj zawodach, ją jrze^łepa : „ Kiedy raz rewolucya 
.wji|)uc})lą,^^a. f;zeczy ^k^dalelco.zaszłJ^ wiecie, sejm 



-- 490 — 

musiał ją nznać za narodową , trzeba ją bowiem przyjąó 
z wszystkiemi jćj następstwami, i ratować się jak można, 
to rzecz bardzo prosta. Lecz trudno pojąć; dla czego 
sejm zarazem w imienia naroda uroczyste złożył podzię- 
kowanie tym, z rąk których zginęli, Potocki, Trębicki i 
Siemiątkowski? Czyż nie lepićj było o tćm zamilczeć?" 
Na to z sardonicznym uśmiechem okrzyknął się Konstan- 
ty Świdziński : „A już co to, to największą jest potwa- 
rzą, i tylko nieprzyjaciele sejmu mogą to rozgłaszać i 
temu wierzyć." Gustaw Małachowski i inni zaczęli się 
wypierać tego aktu, jakby nigdy nie nastąpił. Założyłeąi 
się więc ze Świdzińskim, że mu dowiodę aktami. 'Jakoż 
nazajutrz, przyniosłem mu wypis z akt sejmowy ch> w któ- 
rym te uroczyste dzięki się znalazły; na to nie było 
repliki. Spędzono na kancelaryę sejmową , na sekretarza, 
że on wcisnął w redakcyę te dzięki; o których sejm nie 
myślśił, a tylko je sami sprawcy rewolticyi podstępnie 
w kancelaryi pozyskali. Z taką to lekkością i nieroz- 
wagą zaczął si$ ten nieszczęśliwy sejm. ' 

Traktowano wciąż z Dyktatorem o ograniczenie je^ 
go władzy, lecz Chłopicki oświadczył: „Ufacie mnie, to 
tni powierzcie władzę zupełną, hieufttcfe, to ja składam 
Syktaturę" aut iotkim, aut nihit Sejtóowi zaś chciało' się 
uwiecznić i rządzić; wldócźrńćm Więc było, że porozu- 
mienie pomimo uchwalenia drugiej dyktatury, między sej- 
mem a Dyktatorem długo trwać nie tnóie. " 

W tym także czasie, w którym óćzekiWaho ńi wia- 
domość z Petersburga od deputaćyi wysłanćj d^ Cesa^ 
rza, jak przyjętą została, tył obiad składkowy # hofeln 
Oąsioro wskiego , ' nie pomnę z jakićj okoliczności. Byli 



— 481 — 

n» mm wB%y$cy prawie, po^łowie^ senatorowie^ jenerało 
wie^ jenerał CUopioki, Ks. .Adam Czartoryski. Ksiąłf 
był smutny^ trapiła go ntepewnoifie o akatka d^atacyi, 
gdjt jttst błąkały się wiadomoińoi o powrooie JesierskiO'' 
go. Wkrótee nadjechał i wissystkich lodzi prsewidnjąeyell 
sbasmoałyMC. twarze, aapaleńseycb zaś głoWy roagr^ały 
aię do gniewna . wyrzatów i gi^b. Jezierski jak |był < wy* 
jeehi^ zapalony rewolncyą,. tak iprzyjecbal rozczarowany 
i ze zmienionćm przekonanian. Przyzoaó mn mnszę^ ii 
w owycłi chwilach pokazał wiele zimtićj odwagi Zdał 
o& najprzód fiz^owi raport i wyłoimy ł ma przyczyny i 
powody y dla^kttoych weidle jego twierdzenia nie zosta- 
wało^ jak tylko poddać się na łaskawość Cesarza. Wieść 
o JiLm rozciszla siig po mieście^ zawrzały na to nmysiy 
i z eał% nienawiścią wybąchnęły mowy, posądzenia, przy 
mówki; .pi^eciwko peałanlńk»wi. 

Strottfiietwo najgorętsze woiąi podejrzy wało Gbłopickie* 
g!o, zwłaszcza g|dy on, mając sobie doniesionćin dowo^ 
dnie przez Stanisława RzewuskiiegO; ie Lelewel z kilka 
dobtanymi satellitami podbarza Ind, i t»ezwiednie nawet 
może go popchnąć do jakobi^kiój rewolaćyi, kazał go 
wiraz z kMka jego towarzyszami zaaresztować, i chciał 
go rozstrzelać. Na wstawienie się Księcia Adama Oear- 
toryskiego, nwołnił go jędiaak i wypuścił. Więc to co 
się stać^ miało, stało się, i 'Htiadome są powszechnie oko* 
liczności, dla których i wśr^łd których Chlopieki złożył 
dyktaturę. Zki^muciło to wszystkich, którzy od rządów 
fl^^mowych niczego dobrego nie spodziewali się , i prze- 
widywali laaarchię. * 



49£ 



< 'PrflBciei- jeswme jakieś -nwrilasitje* odzywHVy«ic'W8e¥^ 
ca; *e gdy jtiż »ejA mtół^władlać, dcy fttfertf j^b? wył:^a^ 
liy Mawtiałek^Bbiał wszystkich • za ^sdfeąrfikłowKjftoi; Był 
nim Władystew Ostrowski, «yti .tKGąCT Ośtr^wsk^go t^Or 
jtewody/ preaeaa* Setiaiaj ex-wpJsk(My 2 honoretti ńteżący 
krajowi, ozdobiony fcray*««ii'za8tagiv <»fo^łek' nijłyj. »'. 
miarkowany, łagodfiteg^^charakter u, •oMvie«<]rjiy:, nialeo- 
towany,' prawy, 1 ułutójący sobie* jfedttać n«ft:^8ły^' Dwbeh 
więc mężów najzacoiejszycfe ,- jeden' «a c«ele 'repreteińita* 
byi narodowej ,' dragi ,vito jek Kśłąfcę''Adani' Czriirt^rryski 
na <«5el€i Kządu," .pómyślnĄ "w^różbą JJ«g^diiH^-$tftttt4k: 
Lecz niestety; żiaden nie zdoM byó- E(H6m, W-strzr^mfljąi 
cym burzliwe 'wiatry*; nie ci isactti' mętc^wicy- osadziS* j^ 
w jaskini' i wa? eząee przywalili skfUamij lecz wtehry 
i<^h Uttiosły, a • łoay /narodowe^ p^ po wietrefii « TÓapirbszyły . 
Obrady sejmowe nie 'tylho«^mtrio' iMezadawaIńmłjf, 
ale- oz§^t6 • gorszy łyj^asm^io byłe^na pOBied«e»iifl(«ii^ ładu 
i- powagi^ zia wiele 'p^pisówr mlod^HihfJ poetów. » 0wyHe 
naitych pi^edżeniach Konetanij <ŚwMzafćb^ki,^ mąły^ffcb 
dawzrootu, leoiD olbrzym £aroz9iiyia^<>śbiy ^nie eiedziaf, 
ale prawie leżał na krześle, tu^ przy Marl^załkn i ezigsto 
bdz/wał się:.'-^ Panie Marszałku,- pi-oi8»ę..o'głcfe!'--^Od<- 
potwiadał bn prawie, każdemdr pt>8iDwr^ jak ; s^ trójnoga^ 
kilku słoWaml lubj wymo^^rmiejśzym ibad^^^łowa sdydef^ 
ozym ośmieeheia, którjm okrywał nte<^rzy^mda.fąiee i^a 
da smak^ wi^iośkl Młody* Nakwas>ki zw^kMidużo t<(niei 
zrożnsiiałe mówU. ^ BvvM2riftski jednak >^był ro^ufibfnfy i 
zacny, Nąkwdski nłe flfzktwłliwyijtlebz ifaiż to' byi«^JiM»ych 
którzy jak na popisie szkolnym, czytając- swoje 'pn^go^ 
towane mowy, lub improwizując brednie niesłychane, wy- 



— 498 — 

iTwając \Bvhie mLVfa»fBm' 'słoi«fa' t'iwś żrVpoki«jlkieti» gi* 
iBTji, otiiiymj^aUhoa Bićj 'wamzyny^i które- ich rrapała; 
\yfi szcaeg^ólnidj .gdy sł^i^zelf ^8yi dfHkow^ćJ idirakowaói 

^.' MaKsaałek^uacsg /^ jednie > pheciwodiijosącyy 'ozęstp i^ie 
mógi sabi^ -dać/i^ady t wihr6di Wraawy- • i* łśałada. ; Łudoia 
Fomądai ^aśr. rzoidkd = sięi o<fey.waU , jakb^f * ' byli :tai)4eai 'i 
amęcBęm. Wyaiiai»> iżipr^yzwy^pajóiiy ^do ^iupełąie" itoe- 
go spoBolm lObradwraaia^ 'cierpiyem : ore 'raaj piekielne 
mękij; Był tó •dlalnalDic^ cfaaiosi, wjktórym r^źpoziiaói Bif 
1A9 mogłam ^^a^ źe^prfeyMqiiw et&aniych^ bkrdeo ^trarwacfa 
W€Są^'pyzędiitawiała.>dii!(b]ę prayązłioAć ' i losii^eKyź&y, 
błagałem nie raz myślą BogsC, aby mnie wylecftył »tego 
emktpieDia/ • i 4o!zrwottł podzielaó > o|;ióiii^ nadwje- i- entu- 
2Vass!tr.' Siedfiiatośa więc na pofiftedseniaefa jak' kaiaiietl^ 
9 t69ktoisonemr'Ąkkm. ' Pewnego dniay^^niepoiirnę^ jni^ kto> 
pmybUżył' 8ię > do mnie; ii -pi^ypatnijąó ini^-się rzekł: 
^^(kemu io ^w^lym 'i^jmie^ipanii^ KasztelOfnainie' słys^ielil^ 
Biyji^ećse,' a w preeeiłyeA s^ąjfiia^bnasłłicbaUśniy^ię 
tylw «iów jegO"?)" •' „B<>>ja'^"ódpowiedziałeriiy tak mówić 
Jak /kli'«jm0©wie niet pbtra^ęy i' d(^i^o «ię: nczę^ igdy • się 
nanczigr^' la^ będzie .fego 'potns^ba/; itć^<-się Mno^se^ ki^y 
odezwc.^^ ^ '*' '^ ■■ '• ^"' ' '■ • '' "•■ '" ' ' ■ '• '•;'• "'• .• ' •• ■ • 

<* Bj^ftem qbe^y -pa poBiedzeniu/ gdy iLeiew^l^ 'Ssagaił 
pnbłłd^ne pTiyjęGid' d^tttaeyii z. Litwy i Wołynisl, p!r»y- 
siępującyoh' do • wspólnego ^wiązktt> !Pqpntkcya'ta^ skia^ 
dala się Z' kiikiiaasta pzłonków z zabrat>^eh''pn»wine}^, 
ba Wiąriych w ' owym ? ezasie ; w Wari^awi«e5 pedała * oca* *na 
pargamime długi' |akee»'do rewolncyi. ' Sdena jta poriiszyłsi 
ficjm;^diiźo tnowoów zkbiepałd gło9 ^ wddsffHJącyj Lbłewel 
był ¥if«id0e(&me>zadowbla![(my> i wihszcrwal krajowi sz^- 



— 494 — 

ńłiwego daia. W mojim prBekonaoiii y w Mj^ tak wain^ 
a może ną^wańniejszój sprawiis^ wypadała postąpić aobiś 
i o^dni^ i powaiaićj^ wypadido eaekaó na n&eo»ywi* 
Sty, prawdziwy akces ty eh prawiiieyj^ me mi sadawal- 
QJiid śię eświadezeniam kilkoBastn' obywateli nieapra- 
wnioDych do tego , i który<A ręwolueym w Waffisawie 
zaskoesyla, W takkh sprawach manifestacye są prawie 
zaw«xe szkodliwe, i tylko nn rsseeBywisteśei opieraó się 
wypada. Ale jai wp9yw Ldie#e}a był taki, ie «pr7.edi* 
wiać osa się było prawie fliepodobna; Lelewel mćwtt: 
,^Dla obadsenia i utrzyKiauia' dueha w>kra|ii, wszysftie 
środki są godziwe.^ • 

Jak jftł wspetmoiałem , gloŚDe wyjawienie zdaoia 
Jeaievskiogo, powraoaj^ego z Feterabiirga, rozjątrzyło 
iyiko umysły,, atprzeciw oienm wy wołi^o bursę^ irieate^o- 
ptto go jiedoak i oie zmąsiło do milezeoia; jak jai po: 
wiedziałem y pewnćj odwagi aie motna mfu -w tym razie 
iapr£(eczyć« To^ leo objawił Eząd^^y oświades&ył ob^wió 
sejmowi .pubłicziiie. Na pierwszćdi z posiedzeń aejmo^ 
wych> zaraz glotao sprzeeiwiająe stę rozmaifyni ś^odkoln, 
wska^ująeym zamiar walki z Bo«^, na przymówki, za- 
rzuty, posądzenia, groźby, ńmiało odpowiedział. i z za* 
dziwiająGą odwagą wyłoiyl swój sposób myśleiiią i po- 
wody. Galeryo zawreały, lecz ma nst nie zamknęły, ai 
brat jego.rodz€»y przerażony, zbliiył się. do niego z ^o- 
strzeł^em^ Ale Jezierski z taką aamą dmiałodeią ebd« 
dzil pottoi po^ nłieach^ i każdemu, eheącemu go słnobaó, 
iH^z obawy, powtarzał to, eo sejmowi powieldział. 

Od t^ ehwili, to jest od złożenia ra|>Oirttt Jesięr^ 
skiego :w sejmie, saeeęły się roaehodzió wieid pmea&Łeło- 



— 496 — 

weła i ^MLg€^mltego Ledneboirskieg^ mpyzAd nmon^, khf 
tiou o^xm6 fr(h vaemite ^ i to jAko óroikik do przywa- 
błenja do iiieg«6^ Austryi i do t^iągnienia ją do rainnkn 

Jednego wieezora przyszedł do tnnie mł^ddy Wołow^ 
fiki/ ten fiata > <kl6ry terar franeożkie obywatelstwo po- 
ayskał^ i dał siępotaaó przez^ swoje zdoInoJMsi, a pod^- 
ótf^zas dopiero co był wyszedł^ m s^kdł. Prsryszedł on, 
al>y mnie wybadać, co mydlę o obecnym położeniu Pot 
skai po wiadfomośeiaoh preez Jezierskiego przy wiezkmyeii; 
sdiezął więc prsebiegać rótne irodki > nadaó mogące po- 
mydlny fcieninek rewolncyi; leez gdy mnie zapytał, czy 
bym i radlił ^larodowi a rwzij 7ep)*essentacyi < jego ogłosić 
tron pro imeKjmU, nietylko się zdtiwiłem, ale nawet prze^ 
raniłem y gdy^ od raza zmierzyłem całą bezni^tecznóść 
2 jednćj strony ^ całą szkodliwość z drngićj podobnego 
aktsi Nie przekonał mnie bynajmnićj Wołowski .gdy mi 
rozwinął powody, że póki na tronie siedzi C^arztosyj^ 
0ki, nikt się do niego na kandydata nie odzywa, gdy 
tron s będzie 'waknjącym^ będziemy mieli pełno kompe*- 
tentów; nie, nie przekonał mnie, ale dostrzegłem, le ta 
myśl nie w jego tylko głowie się mrodziła^ i źe wysła- 
nym był przez innych , dla wył>adattia 's^aatoró w; > Lecz 
te ja się obruszyłem, nmilkł wymawiając się, że iio tylko 
myAl jest rzncona , którą rozważyć potrzeba. Atolą na 
aesyaeh ■ przedsejmowych dostrzegłem jnż w wiela gło- 
tffich Ssarody tć| mydli. Bozsądniejsi i starsi, osobliwie 
senatorowie nie przypuszczali nawet^^ aby proponowano 
aejmowi dttronizacyę, któraw samćj rzeczy ani jednego 
kołnierza', 'atoi jednego złotego^ sprawie narodowćj ^nie 



— 406 ~ 

samo wniesienie do delibcraoyi, groziła niewyracłiyji^aiii^ 

, I , Ki^yi ' . kilku pU74)? jftiłioJoift < wyęUmlilęm nietf^ wMy 
i\,myr^z\\fim i^pm^lkm^^r M W6iix«tko.i jeisit^ ^oAuhiiim 

w i<4i».\*s^g:<?ifcec(iu;! umyslńw, id pod ..preayąj clora».%b»ifr 
d«i^j.,$ję.%c;|u4 4ąjąo%, ae.atrfmy-kiabi^l.i kUfej) Wnra>z|« 
dwyaapu nlę. ]l>ę!d^ieiny,;^at)9mi .położdiiiaya liUs 

łaohQW6ki!^i Wi€tózyqflkU4aoi^ 7 ^ Bfftnite>wfi|:i'j / Wclifaiiofci 
C.r<)p0»0ĄKali , .al^ 9iit,z(^jAd pa- wanadęi, .leobjfi tóly^tó ' aar 
if^^^jdlą cidtc;fóae»iQ.vtQg^; ;a^9<m6.pr»ypa9B(»^ii!^g(3^ pd^o^ 
«W»| wypadkfti .<lak{>*L«fe»zli&ttiyliaię.<tt Ma(@łą|ft» W.<wJ2(y4ł 
«kiegO'5» /pq^ udzielenia, ^0bi<i,3f(5injrQb, Obod^^scbii-ijubi^r 
ranjf(Jhl,Hije4oi, .gdy \«ię;:ofc4fijał(f,\ żeiJ(^,-,<;z^g}aeię ppld^ier 
.VraI>o^ nie:ii^;jaV^p<)^ftbBj^i»i Ststocbowrifci j,|W0dzj«Sftkł 
3/ijcw»toią D8ll51iad^:5i(l^^.rwZ^Wi'Si§ .dąciy^ nigdy^na 
to m^}mzYla\\w^i.^>.li^(ximOi.j^Tzytąmj M KlsiąilitiAdt^ 
GaaKt(>fy8fci^,^ifimflewi^ il,Ł«oi jak/iwfiuio««i6ii^j^Ji pr«€^ 
j&iwisi deirenj^a^)^ •>!>: .>;i5,ił !,;»;•.!.;•!) • <*. .-ł.H - .'• ^i i. 
; ! ' /W tym jBRftatie . t«idvviied;i|iiem Rasąd- liarodowy,/ Qho%e 
pomówió ^ KMKtS.i C%ari0iiiy6kun;.it)ie a;a«tol0n9 g<^^|a$i inny^cj^ 
.csłonk^w> .p^^\ = IrtBkiWieJa^n to^yi.sied^^ 
Hfj p»zfifdpQkdjtt.iia:kr^alev .praywifeil. mrmi jipiw^j*łiiBfe,i 
pfosiilf y^iaby4fQ s^adl kj}lct >mego r ^yiMio.; %grairłąd2i(^ja jit% 
TKfitołly* a tli caasinjapmei flehfldzi.^-ok^l^nateijłiRajiok^ 
jkenośoiainiit [ DąMępują^ trziśba .iimJQ<$rf 'iNicbikw^j^t^ 
'WsBj^.s4ko5 aara sprzyja,*. W-ałyii.it Litwa.- x^}§»nia*yły,MWi€u^ 
ska ,i(ofly^Bko4itaw^(if pre€K>koidz%.do oia^ ; i^iałftć .i d^ią- 



— 497 — 

łać silnie; prędko i energicznie potrzeba, a tu jest jakień 
obzieranie się, jakieś rezerwowe myśli , duch się waha^ 
trzeba go rozgrzewać. Wahają się nad środkami jedyuie 
i pewnie zbawić kraj mogącemi Arystokracya nas gu- 
biła, tylko demokraeya nas zbawić może i krok śmiały , 
odważny, któryby zadziwił Europę i zjednał nam współ- 
działanie....^ Na te enigmatyczne słowa, odpowiedziałem 
takie ogólnikami. Rzecz szczególna, że Lelewel znający 
doskonale mój sposób myślenia z zatargów i sporów któ- 
re z nim miewałem, i na przedostatnim sejmie i w To- 
warzystwie Przyjaciół Nauk^ w ten sposób mówił do mnie, 
i zdawał się chcieć zwierzyć z swoich zamiarów; bądź 
mnie chciał wybadać, bądź przyciągnąć. 

Przybycie Komana Sołtyka do kraju, zamysłom de- 
tronizacyi nowy dało popęd, szćzególnićj między mło- 
dzieżą dawnićj uwikłaną w spisek Krzyżanowskiego i 
Jabłonowskiego. Zastał on był ojca, gasnącego prawie 
z starości i zgryzoty. Roman , jako dawny oficer artyle- 
ryi i poseł, wszedł zaraz w dwojakie znaczenie. Zaraz 
się połączył z wszystkimi tymi , którzy w związek Krzy- 
żanowskiego' i Jabłonowskiego wchodzili, jakto Grzy- 
mała, Plichta itd.' Zaczął więc zaraz wywierać wpływ 
na Leduchowskiego, Antoniego Ostrowskiego, ŚwidziA- 
skiego, Gustawa Małachowskiego itd., i nie tając zamia- 
ru detronizacyi , głośno ten zamiar wyznawał i popierał. 
Mówiono mi, że Książę Czartoryski długo się bronił na- 
mowom i argumentom, lecz gdy Marszałek sejmowy Wła- 
dysław Ostrowski, wiedząc o przygotowaniach czynio- 
nych przez najgorętszych i stronnictwo Lelewela, do wy- 
muszenia choćby gwałtem na sejmie tego aktu, wahać 

63 



— 498 — 

się począł, zrozumiałem, że detronizacya nie da Jiię od- 
sunąć od obrad sejmowych. Acz bardzo cierpiący, gdyż 
już czułem w sobie zarody choroby, na łctórą niebawem 
zapadłem , uczęszczałem na wszystkie posiedzenia sej- 
mowe. 

Jednego razu wszedłszy do Izby sejmowój, zastałem 
galerye więcćj zapchane jak zwykle; ujrzałem Lelewela 
siedzącego przy stopniach tronu, z kartą w ręku; przy 
boku jego na stopniach tegoż tronu, stał Sołtyk, oparty 
na szabli Po zagajeniu przez Marszałka, prosił o głos 
Lelewel i otrzymał; zaledwie usłyszałem pierwsze fra- 
zesy, z których nie mogłem jeszcze wnosić b co idzie, 
tak się raptem uczułem słabym, że musiałem wyjdć z Iz- 
by, i przyszedłszy do domu położyć się w łóżko. Tyle 
więc tylko widziałem z tćj pamiętnćj, a zdaniem mojćm 
nieszczęsnćj sesyi detronizacyjnćj. 

Przed wieczorem przyszedł do mnie Kasztelan Sta- 
nisław Małachowski, i pomieszany rzekł: „Nie wiesz co 
się stało^? Strąciliśmy Cesarza z tronu"; nie ukryłem 
przed nim mojego zdziwienia, zaczął mi opowiadać całą 
scenę: „chcieliśmy się sprzeciwić, mówił, ale Książę 
Adam Czartoryski i Niemcewicz, którzy nie spodziewali 
się tego wniosku, zaklinali nas, aby nie wywoływać 
gorszących scen, które w razie oporu wnioskowi, nie by- 
ły do uniknięcia; to samo mówił Marszałek Ostrowski. 
Gdybyś był przytomny, i tybyś musiał uledz, nawet 
pytano się o ciebie, a ja oświadczyłem i zaręczyłem za 
ciebie, że się nie oddzielisz od sejmu. " Nie taiłem mu 
mojego niezadowolnienia, że mną bezemnie rozrządził. 
„Bo, powiedziałem mu, inna jest rzecz nie odłączać się 



— 499 — 

« 

od sejmu ; kiedy złe nie do naprawienia , a co innego 
daó do przypuszczenia^ że się pochwalało krok, który 
w naszćm przekonaniu jest zgubny.^ Nie niniejsze było 
moje zdziwienie, gdy się dowiedziałem, że Macićj Wo- 
dzyński, który był przytomny, jednogłośnie i bez żadne- 
go zastrzeżenia wotował z innymi, tćm więcój mnie to 
zdziwiło, że Wodzyński był przecież jednym z tych se- 
natorów, którzy na pry watnój naradzie z zapałem oświad- 
czyli się — raczój dać się zabić, niż na wniesienie pro- 
pozycyi zezwolić. — Gdy mu to oświadczyłem, moićj się 
wymawiał koniecznością i obawą gorszących scen, jak 
rozmaitemi politycznemi powodami, które w niego już 
wmówiono. Uwiedziono go niepojętym przez zdrowy ro- 
zum wnioskiem, i razem kłamstwem, że obcy tego wy- 
magają po nas, że poty się nikt nie oświadczy za nami, 
póki na tronie siedzi Cesarz rosyjski ; że gdy ujrzą tron 
próżny, zaraz się z pomocą w nadziei osiągnienia go 
oświadczą, i że to jedyny jest środek do osiągnienia 
niepodległości Polski. Nie wiem, czy były jakie tego ro- 
dzaju insynuacye obcych, lub tćż, i do jakiego stopnia 
przez kuglarstwo polityczne skłamane zostały, dla uwie- 
dzenia krótko widzących ludzi; w przypuszczeniu na- 
wet, gdyby były, czyż raczćj z doświadczenia przeszłych 
czasów podzierać je, jako dla zguby naszój wymyślone, 
nie należało, nie zaś ślepo im zawierzyć, zwłaszcza, że 
jak podobno rozgłaszał Gustaw Małachowski, czynione 
były przez" Austryę. Lelewel zaś , Niemojewscy, i dzien- 
nikarze głosili, że pochodzą ze strony Francyi, Wpraw- 
dzie Lafayette, komendant gwardyi narodowćj paryz- 
kićj , w listach swoich do Niemcewicza oświadczał przy- 



— 500 — 

chylnodó Francyi kn iSprHwio pokktój y lecz podobnćj ra* 
dy nie dawał. Książę Meternich zaś; jak słyszałem , i to 
z dobrego źródła, nie nam, lecz Cesarzowi rosyjskiemu 
sekretnie od Austryi 80,000 wojska ofiarował, któ- 
rych Cesarz nie przyjął, widząc, iź sam pokona rewo- 
lacyę. Lecz taki był szał w głowach, taka przewaga 
zapalonych, taka ich śmiałość, że nie raz, w co sanu 
nie wierzyli, wpierali w innych. - 

Leżałem w łóżku słaby na zdrowia i znękany na 
nmyśle stanem rzeczy pnblicznój, stratą brata, nieobecno- 
ścią syna, który przez Rząd Narodowy z tajemną wy- 
prawiony misyą, poświęcił się jój z całym zapałem 
młodego wieku. Wysłany on był, jak to już rzekłem, 
kreśląc obraz Mostowskiego, do Berlina, zsekretnemi i 
poufnemi zleceniami, na spotkanie Księcia Mortemart, 
posła króla Ludwika Filipa, wysłanego do Petersburga 
w interesach Polski. 

Wiedząc, że z polecenia Marszałka, obchodzi jeden 
z członków jego kancelaryi domy, z protokółem sesyi 
detronizacyjnój, z wezwaniem nieobecnych na nićj człon- 
ków izb do podpisania, posłałem do Kasztelana i Badzcy 
Stanu Ludwika Platera z prośbą , aby mnie słabego od< 
wiedził; przyszedł niezwłocznie Plater; zapytałem go, co 
on zrobił? i wyraziłem mu niejaki wstręt do podpisywania 
rzeczy, która w mojćm mniemaniu była tylko zgubną. 
Plater mi odpowiedział : „Ja zupełnie jestem twego prze- 
konania, jednak i ja, i Wożnickl podpisaliśmy, bo tru- 
dno i bezużytecznie dla sprawy od wszystkich się od- 
łączać. Przytćm rzeczy są tak zamkłane, tak z obu stron 



— 501 — 

niepewne, że w ciemiio6ci nikt nie wie, czy dobrą, czy 
złą drogą idzie. ^ 

Po odejściu Platera; zameldował mi kamerdyner kan- 
celistę senata; kazałem go prosić; wszedł i podał mi 
protokół , słabą ręką położyłem mój podpis. Nie widzia- 
łem już w samćj rzeczy żadnego pożytku dla sprawy, 
w odstrychnięciu się od woli powszechnój już objawionój^ 
a siebie na przyszłość ochraniać nie chciałem. Walenty 
Sobolewski i Grabowski senatorowie nie podpisali. 

W parę dni nadjechał mój syn; dowiedział się na 
rogatkach o śmierci stryja, zapłakany stanął przed mo- 
jćm łóżkiem, a po wynurzeniu wzajemnych żalów, zapy- 
tał się , 00 się stało z projektem detrouizacyi , a gdy 
mu opowiedziałem, zamyślił się i ze smutkiem powie- 
dział: „To nie było na czasie." Es. Mortemart bowiem 
obznajmił go był z prawdziwćm położeniem rzeczy w Eu- 
ropie, i oświadczył, iż jedzie do Petersburga jedynie dla 
wyproszenia osobistym wpływem, zyskanym na Cesarzu 
Mikołaju podczas wojny tureckiej , przebaczenia dla 
Polskie 

Jak tylko wstałem z łóżka, zawlokłem się do se- 
natu. Byłem na posiedzeniu Izb w chwili nadeszłćj wia- 
domości, o zwycięztwie jenerała Dwernickiego nad Gey- 
smarem pod Stoczkiem. Skoro Marszałek odebrawszy tę 
wiadomość od fiządu udzielił jej sejmowi , trudno sobie 
wystawić, jaki powstał entuzyazm, uniesienie, poklaski. 
Była io chwila prawdziwie piękna. Lecz zaraz przesadą 
co tylko nie wpadnięto w śmieszność. Między łupami i 
armatami zdobytemi na Rosyanach, przesyłał Dwernicki 
krzesło obozowe Geysmara. Niepomne który z posłów. 



— 502 — 

lecz zdaje mi się Lcduchowski ^ o którym przy inn^j 
sposobności obszernićj wspomnę^ trybun zarozumiały i 
śmiały, spokrewniony z Marszalkiem, i wywierający cza- 
sem nieszczęśliwy wpływ na tego zacnego sternika t^j 
burzą miotanćj nawy, uczynił w pompatycznych wyra- 
zach wniosek , aby ku wiecznej pamięci tego zwycięztwa, 
krzesło zdobyte jako trofeum, umieszczone zostało w Izbie 
poselskićj, i aby ustanowić prawem, że na nićm odtąd 
Marszalkowie sejmowi zasiadać będą. Jak zawsze Ledn- 
chowskiego wniosek okryły poklaski; były jednak uwa- 
gi, że propozycya jest przesadną i niewłaściwą. Słu- 
chając tego śmiesznego wniosku, do siedzącego obok 
mnie Małachowskiego odezwałem się i wystawiłem mu, 
że ubliżamy sobie, podnosząc w ten sposób małe zwy- 
cięztwo nad nieprzyjacielem ; uczuł to Małachowski, wstał 
i poszedł powtórzyć moje uwagi Marszałkowi, i wyper- 
swadowano Leduchowskiemu , że od wniosku odstąpił. 

Syn mój na żądanie Gustawa Małachowskiego, u- 
mieszczonym został przy nim w ministerstwie spraw ze- 
wnętrznych, którćm Książę Adam Czartoryski naczelne 
kierował. Żona moja na końcu stycznia wyjechała do 
Kalisza. Sam, acz opuściłem był łóżko, byłem jeszcze 
bardzo cierpiący, czułem naglącą potrzebę spoczynku, a 
przytćm widziałem, że tu już nie narady, ale oręż rzecz 
rozstrzygnie, uprosiłem więc sobie pozwolenie wyjazdu 
do. Kalisza, gdzie mnie interesa zmarłego brata powo- 
ływały. — Wyjechałem w lutym. 

Ksiądz Jasiński mianowany administratorem biskup- 
stwa dowiedziawszy się o przyjeździe mojej żony, już 
ją był prosił aby przyjęła mieszkanie w pałacu biska* 



— 503 — 

pim i cały ten dora wraz z nslagą i zapasami po moim 
bracie pozostałemi do jój zarządzenia oddał. Zajecłiałem 
więc wprost do pałacu biskupiego, otoczyli mnie słudzy 
i przyjaciele brata mego zmarłego, nawet żydzi żałując 
go szczerze, ze łzami mnie powitali. Z rozdartćm więc 
sercem umieściłem się w tym obszernym i wygodnym 
domu. Uprzedził mnie zaraz z wizytą administrator 
z uprzejmością i grzecznością uczynił oświadczenia i po- 
kazał przychylne chęci. Całe wyższe duchowieństwo 
z oficyałem Traffarskim poważnym kapłanem i wielkim 
brata mego przyjacielem^ przedstawiło roi się jakby 
w osobie mojćj chcieli uczcić zmarłego biskupa. Młodzież 
duchowna nawet i zakonnicy przychodzili składać mi 
uszanowanie. 

Wiedząc że z rodu nieprzychylny bratu memu Nie- 
mojewski dawny prokurator i oskarżyciel Kuczyńskiego, 
zaraz pierwszych dni rewolucyi na urząd prezesa komisyi 
kaliskieji wyniesionym został, poszedłem do niego z wizy- 
tą, przyjął mnie grzecznie, udzielił mi zaraz różnych wia- 
ciomości jakie po moim wyjeździe z Warszawy od Rzą- 
du Narodowego odbierał, prosił abym odwiedzał jego 
bióro i zdawał się niezapominać, że przed paru miesią- 
cami stałem na czele administracyi krajowćj. Odwiedził 
mnie na wzajem wraz z żoną słuszną i przyjemną ko- 
bietą Lubowidzką z domu. Był to urzędnik zdatny i 
między Niemojewskiemi najwięcćj umiarkowany. Przez 
cały czas mego mieszkania w Kaliszu doznawałem jego 
stałćj uprzejmości i śmiem powiedzieć przyjaźni. Win- 
centy Niemojewski także chociaż uparty i zapamiętały 
nie dał mi nigdy powodu do jakiego osobistego użalę - 



— 504 — 

nia. Najmniej poharaowatiy a najwięcej zagorzały a ra- 
zem zarozumiały bjł między temi braćmi Bonawentura, 
który jak mi powiadano, na emigracyi obłąkania zmy- 
słów dostał i umarł. 

Mieszkając w mieście tak wzburzonóm jak Kalisz, 
nie znalazłem w nim spoczynku jakiego szukałem ani 
w dzień, ani w nocy. W dzień z ust odwiedzających po- 
trzeba było jak na torturach słuchać różnych niestety 
szalonych nadziei i łudzeń, różnych najdziwaczniejszych 
wniosków. W nocy sen przerywały piosnki i krzyki. 
Kamerdyner po bracie moim pozostały Radliński wy- 
szedł raz z domu po północy prosić hałasujących aby 
się uspokoili^ wzięli go na odwach i zalcdwo rano wy- 
puścili, co tego starego poczciwego sługę okropnie zgnie- 
wało. 

Po odebraniu wiadomości od mojego syna że się 
gotuje bitwa pod Warszawą, poszedłem do księdza Tra- 
farskiego oficyała mego brata. Zastałem na stole jego 
rozłożoną wielką kartę jeograficzną państwa rosyjskiego 
i jego zamyślonego nad nią. Po udzieleniu sobie wiado- 
mości rzekł do mnie: „Racz kasztelanie rzucić okiem 
na tę kartę, oto jest Rosya", i palcem wskazał na cały 
ogrom „Oto jest Królestwo Polskie" i wskazał przy koń- 
cu tego ogromu mały kącik: „Powiedz mi teraz czy 
się to zgadza z rozumem, czy to jest podobieństwem, 
aby ten mały punkcik sam bez niczyjćj pomocy prze- 
ważył tę ogromną masę, aby ją pożarł i połknął? Jak 
tu się można łudzić. Oh! podobno ten wieloryb połknie 
tę małą rybkę". Chcąc go pocieszyć odezwałem się sło- 
wy Starowolskiego Dem mirahilis itd. 



— 505 — 

Kim dóbiegfft tbńie tviadott]o6ć o stoczonćj bitwie 
pod Grochowem ujrzałem z okna nadjeżdżające pojazdy 
z Warszawy. Dotoy Fretiklów, Gedroyców, Morawskiego 
radzcy stanu i wielu innyct szukały chwilowego schro- 
nienia w Kaliszu. Morawski radzca stanu zaraz do mnie 
przyszedł i wyjawił mi powody tćj emigracyi. Wtćm 
nadjechał pojazd cżyli kareta obszerna napełniona ko* 
hititiimi , ludzie służący szukali umieszczenia i znaleśó 
go nie mogli. Poznałem z okna lokaja pani wojewodziny 
M^atihoWskićj, posłałem zaraz prosić jśj, aby z córkami 
wyarfadła do biskupiego pałacu; chętnie przyjęła ofiarę 
i treśzła. Pani ta gorąca patryotka o bitwie pod Gro- 
chowem najpomyśltiiejsze przywiozła wiadomości, które 
jednak nie zgadzały się z tą emigracyą. Ludzie jśj nie 
niogli zhaTeśó dla nićj wygodnego pomieszczenia, prosi- 
łem aby się nam pozwoliła podzielić z nią naszćm mie- 
szkaniem. Jakoż zostawiwszy obszerny salon na wspól- 
ne użycie i schodzenie się, ścisnęliśmy się i urządzili 
tak, ie ona mogła mieć parę pokoi na prawćj stronie 
domu a my na lewźj z oddzielnym stołem przy' jednćj 
kuchni. Przez czas bawienia mego w Kaliszu przerywa- 
nego podróżami do Warszawy a ciągłego przez trzy 
miesiące żohy mojćj, mieliśMy najmilsze, bo szczere i 
poufiie towarzystwo. Wojewodzina Małachowska gorąca 
patryotka mając młodszego syna Stanisława i całą ro 
dzinę Małachowskich i Świdźińskich wmieszaną czynnie 
w rewoludyę— starszy syn Władysław był za granicą 
aż w Kalkucie — patrzyła na wypadki z całą illuzyą naj- 
niepodobniejszych nadziei. I>wie jć) córki Helena I Ce- 
cylia dzieliły z zapałem wyobrażenia matki, trzecia Pau- 

64 



— 506 — 

lina która zwykła była przesiadywać przy Kciięioie Ło- 
wickiej w Belwederze^ inne lecz nie dmiałe miała prze- 
konanie o skutkach tćj nierównćj walki. Częste więc 
miewałem i prawie codzienne spory z matką i dwiema 
córkami; trzecia wraz z moją żoną z mojćm zdaniem . si^ 
godziły. Jest jakaś pociecha, jakaś przyjemność nawet, 
w trudnych czasach znaleść się między osobftmi ohooiaż 
innego sposobu widzenia lecz przekonanemi wzajemnie 
o czystości i nieskążoności swego patryotyzmu; otwarte, 
rozmowy ; najszczersze wyjawienia nie ściągają ani po- 
dejrzenia, ani posądzenia, ani nawet goryczy, bo różność 
zdań na równie szlachetnćj oparta podstawie wzajemne- 
go o sobie mniemania jest przeciw nim tarczą. Woje- 
wodzina równie była przekonana o mojćj niezachwianćj 
miłości ojczyzny, jak ja byłem przekonany o jćj. naj* 
szlachetniejszych uczuciach. Wszelkie więc spory koń- 
czyły się bez zachmurzenia czoła. Wojewodzina g4y ją 
przez wyłożenie moich powodów tak związałem, iż jćj 
nie zostało jak uznać moje wnioski, gdyż ąię godzi- 
ła na przyczyny a skutków nie dopuszczała, zwykle 
kończyła słowy: „Panie Eożmian czarno widzisi^ będzie 
Polska i piękna Polska*. ^ ^ 

I ja i ona odbieraliśmy codzień listy od naszych 
synów zawsze prawie w różowych kolorach wystawia- 
jące stan rzeczy i postępy rewolucyi. Pani Małachowska 
wierzyła tym doniesieniom ślepo i utwierdzała 8(ię w swp- 
ich illuzyach. Ja ^aś jako dobrze znający i młode umy- 
sły i mój naród, ani na chwilę nie, zachwiałem się w .ma- 
jom przekonaniu, i przepowiedziałem nietylko że rewo- 
lucya się skończy, ale jak się skończy. Przepowiedział- 



_ 507 — 

łeifa^ bo jnt przewidywałem wszystkie nieszczęsne nastę- 
pne sceny, które j^j rozwiązanie i upadek przyspieszyły. 
Dla tego gdy |)óźnićj wszystko eo do joty się spraw- 
dziło, gdy po wejściu wojsk rosyjskich do Warszawy 
przyszedłem do domu pani Małacliowskićj , ona zasło- 
niła sobie twarz obiema rękami i zawołała: ;,Nie poka- 
zuj mi się, boś iy prorok, wszystko przewidziałeś !". Oh 
czemuż nie byłem fałszywym prorokiem! 

Podczas bawienia mego w Kaliszu szczególniej po 
batalii pod Grochowem, wiele osób przebiegało Kalisz 
udając się do Wrocławia lub Galicyi, miedzy temi prze- 
leciał Krysiński, lecz ten mi się nie pokazał. Pewnego 
dnia najnini^j spodziewanie wszedł do mnie Jan Żabo- 
klicki, o którym wyżój wspomniałem, znany szambelan 
dworu cesairskiego, ód początku rewolucyi aż do bitwy 
pod Grochowem siedzący w zamku zamknięty jak śli- 
mak w skorupie i nie wychylający z niego głowy. Ta 
nagła aparycya zdziwiła mnie, „Co tn robisz zapytałem ?" 
on obejrzawszy się na około czy kto nie słucha, do 
ńchsi mi szepnął „Uciekam", „Ty, a dla czego ? do ni- 
dzegoś się nie mieszał, mogłeś bezpiecznie doczekiwać 
Rósyań"^ on na to „Chyba nie wiesz jak niemiłosiernie 
jestom skompromitowany"^ „Czóra Przebóg?" „Chyba 
nie byłeś n^ tóm niesżczęśliwóra posiedzeniu, na któróm 
podawano kandydatów do dyktatury, wszakże mnie po- 
dano na dyktatora". Myślałem że mu trwoga rozum 
obłąkalai Istotnie tak się miała rzecz; Jan Połetyło ka- 
sztelan, który jak wyżój powiedziałem za beczkę wina 
daną Okolowowi mimo wstrętu Namiestnika gdyż on 
Cbełmianów jako Targówiczanó w nie lubił , został kasz- 



— 598 — 

telanem/ tę nie w miejscu bafonadę wyprawił z swego 
przyjaciela, który u niego fundusze swoje do życia umie- 
ści! a którego długie życie niecierpjiwilo Poletylę. Tjm 
żartem nawykłą śmiać się z ^aboklickiego ptiblic^aość 
zabawić i rozśmieszyć zamierzył. Mimowołnie z powoda 
tćj ucieczki Zaboklickiegp przychod?ii mi. na myśl owa 
bajka La Fontaina, którą Morawski tak wybornie prze- 
łożył Lew i Zając^ a w któr j po wydanym rozkazie od 
Lwa aby wszystkie rogate zwierzęta z lasu ucłiodziły, 
zając na ich czele uciekał gdyż na cieniu długie swoje 
uszy wziął za rogi. Zaboklicki urzeczywistnił tę b^jkg,. 

W czasie bawienia mego w Kaliszu poznałem \ jego 
okolice i jego mieszkańców tak stały ch^ jak wielu prze- 
jeżdżających lub czasowo bawiących, W tćm* wojewódz- 
twie mnićj spostrjsegłem zapału za Polsl^ą jak za wol- 
nością. Wszystkich tam zaraził syi^temat . Wincpn^go 
NiemojewskiegOy który cliciał grać rolę Benjamipę. Cou- 
stant polskiego; Bonawentura brat jego młody i zarozu- 
miały miał swoje oddzielne i anarchiczniejsze od brata 
wyobrażenia i nawet ze starszym bratem nie raz . spory 
toczył. Biernacki, Pol, Morawski, Komorowski ślepo szli 
za Wincentym. Niekiedy przyjeżdżali poczta, z Warsza- 
wy razem w jednyip dyliżansie dla zajrzenia do swoich 
wiosek i jak mówili dla propagandy między mieszkań- 
ców. Otaczali ich natychmiast wszyscy i :pbiprali z ich 
ust pochlebne nadzieje przyszłości z ślepą wiarą i wfno- 
ścią bo albo byli ministrami^ albo się spodziewali, niepii 
zostać. 

Bonawentura Niemojewski minister Spraw If^Tewnę- 
trznycb emulował: z Gustawem Małąoliowskim, i ji^ż bylj 



— 509 — 

zagnili scepę ną to tylkę^ aby kraj widział i wprawiał 
i^ię do form konstytucyjnych. Właioie tćż to była pora, 
gdy, woj oa się toczyła , o dmieri^ i o życio bawić się 
w koasty tucyonalizip ! Jeden, z posłów interpelował mi- 
nistrów 9 sprawozdanie przed sejmem ze staną kraju i 
stosunków z mocarstwami zagranicznemi; Gustaw Mała- 
chowski sprzeciwił się temu z przyczyn jakicli używają 
ministrowie angielscy gdy nie mają co łub nie cłicą 
udzielić parlamentowi. Toczyły się spory, Niepąjewski 
swojemi , arg:umentami niby pr^emó^ Małachowskiego. 
Sąjm krćskował, Małachowski nie zyskał większo&ci., 
wzorem więc ministrów angielskich złołył ministerium, 
Niemojewski tryumfował. Czyi chwila była po temu? 

Mało wychodziłem z domu w Kaliszu, oby ba na 
przechadzkę do parku przez który Prosną płynie. Cza- 
sem; odwiedzałem dom Frenklów, księdza Trafarskiego^ 
Morawskiego radzcy stanu i Księłućj Giedroiccwćj sta- 
r^o jenerała tony matki pani Kautensztrauchowćj i pani 
Białopiotrowiczowćj isławnćj at do egzaltacyi patryotki,. 
Byl^ przy Księżnie pani Białopjotrowiczowa o ty)e pełna 
illnzyi, ,0. ile piątką czarno widziała rzeczy. Wiedząc 
pną jąk myślę, wciąż występowała z swojemi egzaltacya- 
mi, pv;^ychodjsiłą do nas czasem z wiadomościami fał- 
8Zywei^i i przeaadzpnemj. Okazywała nie^dowolnienie 
z miękkich, działań Skrzyneckiego, iż po bitwie pod 
\V^awre?n nie kors^y stał zzwycięztwa, że się przechylił 
na stronę arystokrącyi itd- Wyjechała ona niebawem 
do >VarssŁąwy. . 

Jgawiłei^. w Kaliszu w czasie bitwy pod Wawrem. 
ii<Q, syp opisąt mi ją wraz .^ nadziejami w npwym dor 



— 510 — 

wódzcy armii, w talentach i obarakterze jenerała Skrzy- 
neckiego, a że mi doniósł iż ten jen^rźił dawny i pou- 
fały mój przyjaciel polecił mu pisać do mnie aT)ym zje- 
chał do Warszawy dla koniecznego z nim widzenia się, 
wybrałem się więc do stolicy, a żonę tsostawiłem jeszcze 
w Kaliszu. 

Prj&ejeźdżając przez Łowicz na rynku miasta spot- 
kałem pułkownika Przebędowskiegó przechodzącego się 
'w zamyfileniu: Nie byłem mu z bliska znany, dowie- 
dziawszy się kto jestem ózwał się: „Pan do Warszawy, 
jedziesz, może się zechcesz widzieć z jenerałem Klićkim, 
on tu od kilkunastu dni bawi". Z kilku słów tego puł- 
kownika wniosłem, że nie był zadowolniouy z obrotu 
rzeczy. Poszedłem więc do jenerała Klickiego, przywitał 
mnie czule, „Chory jestem rzekł, musiałem się na czas 
oddalić, siły mnie zupełnie opuściły. Jedziesz do War- 
szawy, nie znajdziesz tam tego cobyś jak dobry Polak 
tad widzieć", a gdy mii powiedziałem że jadę powoła- 
ny od Naczelnego Wodza, rzekł: „Oh on potrzebuje dó- 
brćj 'rady, lecz nocuj u mnie pogadaińy otwareićj. Bawi 
ta u ranie pani Grabowska ministrowa, ofiarowałem jćj 
mój dóm; mąż tuła się' między familią". Nocowałem u 
jenerała, rano zastałem go nad książka, pokazywał itil 
iswoją bibliotekę, broń, pamiątki, zabudoWania, a gdyś- 
my przystąpili do politycżnćj rozmowy, rzekł: „Oddali- 
łem się/ bó do niczego pożytecznym być nie miogę i źe 
zdrowia i z przekonania b rzeczy. Następstwa tylko Bóg 
cudem oddalić może. Widziałeś pułkownika Przebetidow- 
i^fciego. Waleczny i zdatny oficer, i on się uchyla. Coraz 
powiększa się Htiba usuWająbych sfę j^rawych i ucż- 



— 511 — 

ciwych ludzie c^ż to bfid^je g47 nikpząomicj i 974aleńcy 
dojdą, do steru ?^ ,, Jenerale odrzekłem^ nie rao^f^s^ 
tego powiedzieć o Skrzyneckim, tp Jeat zac^y i poczuci- 
wy człowiek a talent . wojskowy już nie irąz ^pokazał ^. 
„Prawda ale od jak przys^eedł po odsunięciu Eadziwiła. 
tak już sam ma takich ep go spychają i przesfskądzać 
mu będą^ już Krukowiecki pbrążony emuląje, z nim i 
psuję mu opinią. Zastaniesz tam pasztety^* 9,Ja tu, acz 
na boku, mówił dalćj, wolny od jaicb nię jestenu 
zawsze oblężony wizytapai ; prośbfimi;. pretensyami o in- 
stancye. Zaczęli rewolucyę a nie myślą,, że cię aajpie.r-, 
wćj bić trzeba nie zaś ubiegać o stopnie. Do ^ czego ten 
gejm, tejD teatr anarcbii, kuglarstwa, śmieszności ? ^e^en 

# 

Cblopickl mógł to nieszczęście . zakończyć . z honorepi , 
nie chcieli mu bezwarunkpwćj oddać dyktatury, scapra- 
gnęli sami rzecz prowadzić^, zaprowadzą ją tćż do naj- 
okropniejszego rozwiązania. Ja nie nawykłem tłumowi 
ani motlochowi podlegać,; ja jestem napoleoński żołnierz, 
hez ślepego posłuszeństwa w wojnie nie ma zbawienia,, 
bez karności w w(ysktt, Ittórćj rozprężenie jeszcze nie 
widoczne, le^z które ja już spo^styzegam, nie uratujemy 
nawet honoru narpclowegp i opinii u obcych, SlowA sza- 
lone p, Leducliowskiego i tylu zapaieóców, bić się. t^sl 
nas. nic będą, ą czynią wszelki. kompromis, niemożliwy i. 
wywołują zemstę. Gdybym był aidrów podjąłbym się 
lada komendy i^a to, aby w pierwszćj bitwie zginąć, i 
następstw nie doczekać się. Jedź, jedź do Warszawy^ 
kiedy masz przyjaźń ze Skrzyneckim, dodaj mu ducha 
niech działa jak mu^suwienie i przekonanie jego każe. 
Teraz może jest czas jaki stąoo^:czykrok przedsięwziąść". 



— 612 — 

PrtyjechawwRy do Warszawy tódwie wysiadłem z po- 
jazdu f i dowiedziałem się od mego syna o stanie rzecży^ 
przyszedł do mnie jetlerał Knrkowićcki i zaczął powita- 
nie .od tyoh słów „Cóź powiesz na io szaleństwo ^ mia 
nowania Skrzyneckiego na Nsiczielnego Wodza, jakby 
starszych i zdolniejszych nie ihielł^ Wojsko bardzo nie- 
zadowohiione z tego Wyniesienia," i co tylko moźe żłodć, 
gniew, zazdrość, nraza, zemsta wymyftiić słów obelży- 
wych to miotał przeciw osobie Skrzyneckiego zaprzeczając 
mu nawet zasługi i talentów ; opowiadał w przesadnych 
kolorach znalezienie się jego względem Radziwiła, przy- 
pisywał uknowanój zdradliwiie intrydze jego wyniesienie; 
ojbwiniał o ambicyę; nakoniec zaczął się przechwalać 
z swojój krnąbrnej ze Skrzyneckim dysputy, że swego 
nieposłuszeństwa i dodał. „Ja mu nigdy podlegać nie 
będę, on nie godzien mi rozkazywać, ubliżał bym sobie 
żebym go słuchał.^ Na próżno używałem całćj mojćj 
perswazyi aby w nim złagodzić zemstę i urazę, która 
rzecz publiczną na szwank, a jego na niebezpieczeństwo 
narazić mogła; nio wpłerwszćj chwili nie wskórałem. 

Drugiego dnia udałem się do Skrzyneckiego; ten 
mnie przyjął z dawną serdecznością jak przyjaciela, nie- 
spostrzegłem w nim ani ambicyi, ani podwyższonego 
tonu „Nie spodziewałeś się mnie rzekł widzieć na tym 
stopniu, i ja się niespodziewałem ; podjąłem się może 
nad moje siły, W Bogu tylko nadzieja, jeżeli mnie 
wesprze i w prawych ludziach jeżeli mnie nieodstąpią,*^ 
żadnych żalów przedemną nie rozwodził; po przyjaciel- 
sku prosił aby u niego po dawnemu na poufałe obiady 
przychodzić dla narad nad rzeczą publiczną. 



— 513 -^ 

Maszę tu wytłumaczyć powody wpływu jaki mieć 
mogłem ua obu tych zwaśnionych z sobą jenerałów. 
Krukowieckiemu znalazłem się w sposobności na począt- 
ku Królestwa oddać przysługę w klutni jego z jenerałem 
Sokolnickim , za którą W. Ks. Konstanty kazał go zaa- 
resztować , uwięzić i pod sąd wojskowy oddać ; instancya 
tylko Księcia Adama Czartoryskjego do Cesarza Aleksan- 
dra, do którćj ja mu dodałem gorliwości na proźby ob- 
winionego, wyjednała mu przebaczenie. 

Skrzynecki odpowiedziawszy żywo na paradzie W. 
Księciu, podobnież uwięziony, pod sąd wojskowy oddany 
został. Powierzył się mojćj obronie w sądzie, podjąłem 
się jćj bez wahania, z . postanowieniem złożenia nawet 
moich urzędów. Lecz to wszystko małoby było pomo- 
gło, a nawet mogło zaszkodzić Skrzyneckiemu. Za radą 
więc Namiestnika i jenerałów pracowałem nad nim, 
aby go skłonić mimo jego oporu do przeproszenia W. 
Księcia ; wyjednałem to przyjaźnią i życzliwością moją 
na Skrzyneckim; przeprosił W. Księcia, który już był 
przygotowany, i to się stało początkiem jego względów 
dla niego, tak jak stawienie się temu Księciu na placu 
mustry mogło być powodem surowego według praw 
wojskowych wyroku. 

Oba nie zapomnieli tych przysług i obydwom mo- 
głem śmielćj i otwarciej powiedzieć prawdę niż kto bądź, 
usiłowałem użyć przeto mego względem nich położenia 
na korzyść sprawy publicznćj, skłaniając ich do poje- 
dnania. Z Skrzyneckim łatwa była sprawa dla zacności 
jego charakteru, serca dalekiego od zemsty i poświęca- 
jącego się dobru ogólnemu, bez próżności , bo tę już sto- 

65 



— 514 — 

pień najwyższy w wojsku nasycał. Z Erukowieckim tru- 
dniejsza; który w sobie samym zakochany^ zarozumiały^ 
próżny, zazdrosny, burda , wszystko poświęcał swojój wy- 
górowano) ambicyi, i nikogo wyższym być nad siebie 
ani w talentach, ani w cnocie, ani w rozumie nieprzypn- 
szczał; zazdrościł, nienawidził i wszystkiemi środkami 
szkodził, jak się to póżniój pokazało. Skrzynecki nie 
nasycił i nie zaspokoił jego wygórowanój ambicyi mia- 
nowaniem go gubernatorem miasta Warszawy; zawsze 
przechodził za obręb swego stopnia radami, krytyką 
czynności, i ciągle się zdradzał cichemi i jawnemi intry- 
gami do czego dążył, ciągle osłabiał ufność wojska i 
powszechności, ciągle powodzenia swoim radom przy- 
pisywał, niepomyślności odstrychnieniu się od nich; ró- 
wnie jak Skrzynecki demagogów nienawidził, a ciągle 
z niemi żył, podchlebiał im , poduszczał i do swego celu 
używał i kierował ; miał to samo przekonanie co Skrzy- 
necki, że potrzeba pierwszą chwilę do ugody uchwycić; 
oba szanowali Księcia Adama Czartoryskiego i rady u 
niego szukali. Lecz Skrzynecki myślał i działał bez 
interesu osobistego dla uratowania kraju, Erukowiecki 
dla wyniesienia siebie. Oszukał się na wszystkiem jako 
zaślepiony miłością własną, dopiął celu, że Skrzynec- 
kiego obalił, lecz niebawem wojnę musiał zakończyć, i 
od strony zwyciężonćj , a raczćj poddanćj potępienie, od 
zwycięzkićj pogardę zyskał. 

Takie dwa sprzeczne charaktery pogodzić z sobą. 
nie było łatwo: niedopiąłem zjednania zgody szczerćj, 
prawdziwćj, zjednałem przynajmnićj pozorną; nie odda- 
liłem szkodliwych skutków, lecz ukołysawszy Eruko- 



— 515 — 

kowieckiego nienawiść; do przyzwoitszego zachowania 
skłoniłem. Przynajmniej widywali się z sobą i rozma< 
wiali , i nawzajem się znosili. 

K rakowiecki tak był niebezpieczny w życiu publicz- 
nem, jak był nieznośnym, drażliwym, opryskliwym w życiu 
prywatnem; wiedzą o tóm wszyscy. Najpoufalsi przyjaciele 
musieli być z nim ostrożni, aby się nie wystawić na 
wrodzone jego burdactwo^ z którego w pojedynkach szukał 
chluby naśladując Kazimierza Rzewuskiego sławę. Wspo 
mnę nawiasem moje z nim wydarzenie. Zawsze i ciągle 
okazywał mi poufałą przyjaźń. Zapolski Ignacy, który 
go adorował i wszystkie doskonałości w nim widział, 
mój przyjaciel, skłonił n^nie do ufności w niezachwianą 
przyjaźń i przywiązanie Krukowieckiego. Bazu jednego, 
w domu kasztelanowo] Połanieckićj , rozmowa^ toczyła się 
z okazyi Wilanowa, o Janie III Sobieskim, i o jego pry- 
watnem życiu; ja odezwałem się, „Jan także był za 
młodu bujdą, rąbał się i pojedynkował" na to Kruko- 
wieckiemu krew na czoło wystąpiła i z żywością rzekł, 
„Cóż to znaczy to takie y więc to mnie przymawiasz, że 
jestem burdą ?" na to Zapolski struchlał jak na ryk lwa, 
lecz ja nie tracąc przytomności rzekłem „Tak jest, burdą 
jesteś, ale takim jak Sobieski" na te słowa rzucił mi się 
na szyję, uściskał , poklepał ręką po plecach z zadowo- 
leniem. Sobieskinti się mniemał. O próżności jak dalece 
zaślepiasz ludzi! 

Gdy powtórnie przyjechałem do Warszawy, z Kalisza 
dokąd po żonę pojechałem i to znów na wezwanie Skrzy- 
neckiego, zastałem smutną wiadomość o bitwie pod Ostro- 
łęką. Skrzynecki stał kwaterą na Pradze , udałem się do 



— 516 — 

niegO; zastałem go zasmuconego, lecz nie tracącego na* 
dziei. Opowiedział mi bitwę, którćj nieszczęśliwy wypa- 
dek jak mówił, zawdzięczał po części podkomendnym 
jenerałom , którzy na czas i miejsce naznaczone nie przy- 
szli. Wkrótce przeprowadził się do pałacu Tarndwskich, 
i wraz z żoną tam główną kwaterę założył, często za- 
praszając do siebie pouifałych przyjaciół, między którymi 
mnie liczyli Franciszka Wężyka, powierzając nam wszyst- 
kie swoje plany, zamiary, propozycye mu czynione, i 
narady swoje z Księciem Adamem którego czcił i naj- 
więcój mu ufał. Nienawidził on demagogii i wszystkich 
szalonych zapędów; krwawe jeszcze były nie nastąpiły. 
Gdyby był wygrał bitwę pod Ostrołęką, gdyby był jak 
zamierzył gwardyą rosyjską zabrał lub rozbroił , może by 
się był odważył na jaki krok stanowczy i zbawczy, z tój 
otchłani w którą naród wpychano. Teraz w oczeki- 
waniu i niepewności, ulegając i oszczędzając demago- 
gów, wahał się co ma czynić. Zbierał wojsko, i po ode- 
braniu wiadomości od obozu Dybicza i usunięciu tego 
dowódzcy od komendy i śmierci jego, gromadzącym się 
zastępom rosyjskim zastawił się pod Bolimowem i główną 
kwaterę przeniósł do Warszawy. Tu kołysany nadzieją 
ze strony Francyi przez listy Lafayetta, w oczekiwaniu 
skijitku poselstwa Ks. Mortemart do Petersburga, jednego 
będąc zdania z Ks. Adamem , nie życzył sobie na żadną 
nową narażać się bitwę przed wypadkami, których się 
z polityki europejskićj spodziewał. 

Zły geniusz mu poradził zaproponować rządowi i 
utrzymać na ministeryum spraw zewnętrznych Andrzeja 
Horodyńskiego przyjaciela swogo, znanego w kraju z po- 



— 517 — 

przednich zasług i z głowy metafizyką Kanta przewró- 
conej, człowielta poczciwego, lecz połityce obcego, zagra- 
nicą z reputacyi nieznanego, fiłozofa-łiterata ciężkiego i 
niepraktycznego. Był to taki sam błąd jaki Ks. Czarto- 
ryski popełnił, gdy na Kongres Wiedeński , wziął z. sobą 
Kałasantego Szaniawskiego, pierwszy tom Horodyskiego, 
a lubo i tu i tam, sam Ks. Adam prowadził politykę, 
nie pomoc, ale utrudnienie i zawady, nie w ich chęciach, 
ale w ich głowach znajdował. Dość jest na dowód tego 
co piszę; przeczytać projekt HoroJyskiego organiza- 
cyi politycznćj całćj Europy, wygotowany jakby do przy- 
szłego kongresu^ który sobie w głowie uroił; czytając 
ten projekt nie można wyjść z zadziwienia. 

Tymczasem* o ile Ks. Czartoryski, Skrzynecki i Ho- 
rodyski oczekiwanie za prawidło przyjęli, o tyle demo- 
kraci mając na czele Lelewela przez mowy i pisma, naglili 
do rozprawy. Opierał się im w rządzie Skrzynecki lecz 
oni szkalując go przed publicznością coraz zuchwalćj 
nastawali, samo wojsko mu odmawiali, i ziarno niepo- 
słuszeństwa siali. Byłem u niego na obiedzie gdy mu się 
zameldował Krępowiećki podobno podpułkownik artyleryi, 
przed rewolucyą guwerner w domu jenerała Dąbrowskiego, 
jaknbin zapalony. Skrzynecki wstał od stołu i wyszedł 
do przedpokoju; wkrótce usłyszeliśmy głos Naczelnego 
Wodza silniejszy i jakby groźny, wrócił blady i rozgnie- 
wany „Przyszedł mi się tłumaczyć, rzekł, że do obozu 
jechać nie może, woli tu zostać aby burzył. Chcą abym 
się bił, a gdy któremu z krzykaczów dam rozkaz jecha- 
nia do obozu, to się wymawia" ja i Wężyk odezwaliśmy 
się. Czemu go pod sąd wojskowy nie oddasz? przykład 



— 518 — 

na jednym drugich przerazi ; jak to śmiał ci się zuchwale 
stawić, i prawie przymawiać ci, i żyje. — „Dajcie mi sę- 
dziów, odpowiedział, a wahać się nie będę, uwolniliby 
go, i gorzejbym moją powagę i władzę naraził; a kto 
wie, .możeby i co gorszego wyniknęło ; spodziewam się, 
że po tćj rozprawie usłucha. Lelewela to, Lelewela pie- 
kielne nauki, kierują teraz duchem.^ 

W kilka dni znowu znaleźliśmy się u niego rano; 
powiedział nam: „Kaglą mnie koniecznie do bitwy, idę 
na posiedzenie Rządu , przyjdźcie na obiad, dowiecie się 
co postanowią. '^ Około czwartćj godziny, gdyśmy się 
zebrali, przyszedł mocno wzruszony, odpasał pałasz, 
rzucił pod okno „Chcą albo zbawienia albo grobu; będą 
mieli albo jedno albo drugie , przemogli mnie ; jadę do 
obozu, wydam stanowczą bitwę, i albo zginę, i ja i Pol- 
ska, lub śmierć Polski spóźnię. Proszę was obu, napisz- 
cie mi proklamacyę do wojska, którą przed samą bitwą 
ogłoszę. ^^ Nie odmówiliśmy obydwa napisać mu ją do wy- 
boru na następny dzie6. Przy stole i po stole opowiadał 
nam rozmowę z Lelewelem, a raczćj spór, w którym 
sobie oba twarde i ubliżające rzeczy powiedzieli ; prawie 
kontent, że swemi wyrzutami zamknął asta Lelewelowi. 
Rzekłem mu: „Ten spór babski godny Lelewela, nie 
godny ciebie; jesteś Wodzem Naczelnym, ktokolwiekby 
ci śmiał podobne słowa powiedzieć, tćj samćj chwili wi- 
nien być ukarany. Obraziłeś go, pamiętaj, że się pomści.'^ 

Nazajutrz i ja i Wężyk przynieśliśmy mu żądane 
proklamacyę; Wężyka była dłuższa, moją wybrał, prze- 
pisał sobie i w kilka dni wyjechał do Bolimowa. 



— 519 — 

Co się stało potórn^ wszyscy wiedzą , nie byłem na- 
oczDym świadkiem; więc opisywać ze słyszenia nie bę- 
dę, a samo wspomnienie 'wstręt i pburzenie we mnie. 
sprawia. 

Podczas mego bawienia w Warszawie, moją pocie- 
chą było towarzystwo niekiedy jenerała Morawskiego^ a 
szczególniej Lndwika Osińskiego i Maksymiliana Fredry, 
którego żona acz Rosyanka, zacna i słuszna kobieta, 
wiedziała dobrze i przewidywała, jakie skntki pociągnie 
za sobą rewolacya, lecz była przekonana, że ogólna amne- 
stya zakryje przynajmniej przed zemstą kraj. 

. Znajdowałem się na posiedzenia sejmu, w czasie 
nieszczęśliwej sprawy Cichockiego, obywatela podlaskie- 
go. Opiszę tu tę sprawę dla nauki, jak w rewolucyach 
wzburzenie namiętności doprowadza zbyt często do pło- 
chości i lekceważenia zasad sprawiedliwości i ludzkości. 

Cichocki obywatel i radzca obywatelski obwodu pod- 
laskiego, często używany był od komisarza obwodu, do 
rozpisywania nakładów bądź zbożowych, bądź pienię- 
żnych, na powiat i szczególne majątki. Po wybuchu re- 
wołucyi , gdy wojska polskie zbierały się po d Sieleami 
używany był do tój posługi oby watelskiój , i na prośby 
komisarza obwodu i samych obywateli chętnie ją pełnił 
aby ile możności rozkłady wszystkich równo dotykały, 
sprawował ten obowiązek z sumiennością i wiernością. 
Gdy się wojska polskie cofnęły, a weszły w ten obwód 
rosyjskie, i urzędnicy obwodowi usunęli się za wojskiem 
polskićm, unosząc z sobą akta, Cichocki bawił na wsi. 
W tym właśnie czasie sejm postanowił prawo, iż kto- 
kolwiekbądź z mieszkańców zajętego przez nieprzyjaciół - 



— 520 — 

kraju , lub gdziekolwiek pomagałby im , bądź żywnością, 
bądź jakiemikolwiek moralnemi lub fizycznemi środkami 
do utrzymania się, doniesiony, po udowodnieniu śmier- 
cią karany być ma. Bozkazano po całym kraju ogłosić 
to prawo, lecz wiadomość o nićm nie doszła obwodu^ 
w którym Cichocki mieszkał; Rosyanie przecięli wszyst- 
kie komunikacye, i zająwszy obwód, przejmowali i nie- 
dopuszczali do wiadomości wszelkich ustaw i urządzeń 
Rządu Narodowego. Cichocki więc nie wiedział o tem 
prawie, i spokojnie w domu zajętym przez Moskali sie- 
dział; gdy Rosyanie zająwszy Sielce i nieznalazłszy ani 
urzędników, ani akt, zaczęli naprzód sami z wielkiemi 
nadużyciami rozpisywać i egzekwować palety, obywatele 
uciśnieni skarżąc się. władzy wojskowćj prosili, aby kogo 
z obywateli wybrała do równiejszego rozkładu żywno- 
ści z mniejszą klęską kraju, i z mniejszćm zniszczeniem; 
Moskale wymawiali się ucieczką urzędników i brakiem 
taryfy i konsygnacyi; sami więc mieszkańcy wskazali 
Cichockiego, który i obznajomiony z przedmiotem, i zna- 
jący miejscowości, miał u siebie niektóre kopie konsy- 
gnacyi i rozkładów. Tak więc przymuszony prośbami 
mieszkańców, gwałtem prawie z domu przez Rosyan 
przywieziony do Siedlec, pod mieczem i zagrożeniem 
rozkłady furażowe czynić musiał. Gdy zmienną koleją 
wojny Moskale cofnęli się, a wojsko narodowe nadeszło, 
pozostał w domu, nie uchodził, sumiennie przekonany 
o wyrządzonćj krajowi nie Rosyanom przysłudze; wszak- 
że w przeciwnym razie mógł zaraz z niemi się uchylić. 
Wojsko polskie przyniosło z sobą ową ustawę sejmową. 



; — 521 - 

Otói znaluri irię dentittcjant , który podał komendantowi 
zaskarżenie. Aresztowano, włożono kajdany na Giclioc- 
i kiego; 'i odstawiono gd do sądu kryminalnego do War- 

szawy. Tarti ' zawrzały zaraz namiętności motłocku , sło- 

• * # 

wa: zdrajc* krajn, Moskal! ślepy patryotyzm powtórzył. 
Sąd • krymińaliiy , czy przerażony, czy tćż dzielący na- 

I tółętnoSci' pospólstwa, tózpoczi^ł inkwyzycye, i mimo o- 

bron' dwóch ^y trżecłi odważnych adwokatów, ż Mszy- 
wi^e tłnmiaczcfnych zeznań , ha mocy prawa , o któróm 

I GSiflio^r^Tłi^wiecfefał, i które wyszło podczas zajęcia 

obwodu przez Motali , sksfżał hiewinnego obywatela na 
karę miecfza. O jak się cza;sy zmieniły! w rewołncyi Ko- 
ścittsżki; Marszałek, a raczój piodówczas Beferendarz Ko- 
ronny Jati JlałaćhbWśki , mianowany prezesem sądu kry- 
minallt^^o ■ do ' sądzenia zdrajców kraju , przyprowadzo- 
nyeŁ przed siebie przez wściekłe pospólstwo i grożące, 
że jeżeli ich nie potępi , ieb/i &ąd wywiesza, z narażeniem 
na niebezpreczerństWo Włashój osoby,' i^amą powagą swo- 
ją uśkromił to 'pospólstwo, i niewinnych osłonił i awol- 
tA\: Zakrzfewski, pres^dent "miasta Warszawy, już pro- 
wadzonego' na szubienicę Marszałka Koronnego, uwie- 
siwszy 'tou się- lia szyi ^ i wo^łając — Chyba tonie wraz 
ź nim powiesicie-^ wydarł z rąk zaślepionego ludu. 
' '' Gitehocki,' za radą adwokatów w ostatnim ratunku 
odwołał si^ do Eźądu Narodowego o ułaskawienie; w tym 
rządzie zasiadiiił Kmążę Adam. Książę ten, chcąc rato- 
wać niewinnćgO; wyjednał odwołanie się do sejmu. 
' "■ Łudżie prawi, sprawiedliwi i ludzcy, spodziewali 
srę przemódz W sejmiie ia niewinnością, chociaż prze- 



k. 



— 622 — 

(Ufeiie , spiipl)omato ostrzegały i/ob if dt^ości w- 
łowaó. 

Nadeszło posiedzenie seji)OM)wef na którim wniosek 
rs^ądn przedstawiony miał być. Przyszedłepi na ta po- 
s^ędzejde^ jni Zamek otoczony zastslem ci^awćra i zsr 
palezywćm pospólstwem, a galerye napełniope groinemi 
i nzbrojpnemi postaciami. Gała reprezentacya licznie była 
zgroipadzoną* Ledwie zasiadłem krzei^o. migdzy Stani* 
sławem Małachowskim i Bronikowskim Kasztelanaipi, 
siedzący za mną a raczćj pa^emną na ławici dęnutowa* 
ny wars2aw8ki Wołgw^ki, wstai i o«ebyUwg.7 »ę do 
mnie, rz^ł dość głośno, że mógł fayó słyszanym od. in- 
nych, se^^orów: „Panie Ęasztel^inie; zUtnj sią nad nie- 
winnym człowiekiem ; przemów ąa nim. Ja sumieniem 
moj^m, rspzę^ że jest najniewinni^szym , czytałem akta 
przygotowałem się, i bronić go będęi, wss^stkiemi siłami^ 
gdy opowiadać zaczął sprawę^ powstało kilkii senatorów 
i^zbliżyłp si$ do nas; Kasztelan Bieńkowski przy stoli- 
ku Marszałka eoó sobie notujący,. . spost];z(egłs8yr, nasze 
koło, zbliżył się do nas ;,! ja, T^zekł, bronić go będę 
wczelkiemi siłami; uzbroiłam i|ic,w takie argnm/^iit^ i 
w takie niewątpliwe dowody, że chyba szatanów po- 
trzeba^ ażeby odrzucili ułaskawienie. Ale z moją ipową 
zacjiowuję się na koniec dy8k^syi , pod wpjy węm wra- 
żenia, które zrobić spodziewam się,, nie wątpliwie zyska 
ułaskawienie.^. Wtćm ledwie wyrzeUem te. słowa do ko- 
legów „Słyszeliście, pomnijmy ^ięc, aby nas krew nie- 
winną uie oprysnęła'^, J|{ars99jek zagaił posiedzenia Eo- 
led;py zdawali się .pioŁwjerd9;ać. moje słowa, szę^segó^ićj 
Bronikowski, a Małachowski Stanisław porzucił swoje 



— 523 - 

krzedło <dX)k ibme i siadt na drugi- stronie. Joż przf 
czytaniu wniosku zaczął się objawiać szmer , szczęka 
szepty po galeryacb/ wkrótce znalazły ecbo między sej- 
mtojącymi. Powstał Wołowski- i żarliwie zaczął bronić 
Cichockiego; nie dał się stropić sykaniem; i dowiódł ja- 
sno niewinności, ale głosy przeciwne zaraz ryknęły, a 
te wszystkie kończyły się na tćm, że potrzeba przykła- 
da i przerażenia. Gdy tieichła dysknsya, i Marszałek 
zapytał, cży się jeszeze cłK^e kto z posłów lab senato- 
rów przymówić; Bieńkowski, rozwinąwszy papiery i no- 
taty, prosił o głos. Przygotował on sobie w myśH za- 
częcie, które riiiało zawierać przestrogę, jak bacznym i 
rozważnym* być pbtrżeba w rozbiorze i sądzenia sprany, 
w którćj chodzi o życie człowieka; ledwie zabrał głos^ 
sykanie i «zmer czyli go zmieszały, lub tćż natłok przy- 
gotowanych mydli język mu splątał, dońć, że zaczął od 
tych 'słów: „Prześwietna izbo poselska i szanowny se- 
nacie ! Zawsze się ja boję śmierci. ^' na to śmiech po 
WSZechny wszozął się w izbie, krzyk i rozmaite żai-ty 
po, galery ach, które zaghlszyły go i ńie dały mii się po- 
prawić. W tćm , nie wiem co się stało Józefowi Krasiń- 
skiema KasżtelanoAvi , który powstawszy, i nie prósząc 
nawet Marszałka o głos odezwał się: „My ta radzimy 
nad uniewinnieniem jednego zbrodniarza, zdrajcy kraju, 
gdy nieprzyjaciel podsuwa się pod stolicę, proszę o krć- 
skł'^ ha to głos do krćsek, do krćsek! zagrzmiał w ca- 
łćj sali; próżno Marszałek wołał do porządku i chciał 
się Według zwyczaju zapytać, ózyłi kto nieżąd^ jeszcze 
się pi*zymówić ; musiał zamknąć dyiSkusyc i do kresko- 
wania przystąpić, podawszy propozycyę za ułaskawię- 



— 524 — 

niern ^firmatim^ za wykonąakun sądoiKefo vyyroka n^ 
g€UwB. Jakie było moje zadasiwięąie.i ottf&r2eqie»<gdj. 
przyszło głosowanie na senat,, a Brpiił)u);i<rski .^ied^i^y 
obok mnie, mimo pierwszych krówek daiiyob p^fz^z Wo^t 
nickiegp i mnie Ud., wstawszy i nastroiwszy minc; wy^ 
krzyknął ową okropną frazę ^eysa / przez ^naii24o;wni4^- 
two najgorszy ełi czasów rewolucyi franeuzkićj/. La.mort 
sana phrasea — Śmierć bez zająkniąnia! -- T^m więcH^ 
się oburzyłem y gdy Stanisław Małacłuiw4(ki^ mimo, ż^m 
ma z krzesła groził, pzwął się negatipe, jak się potjćm 
tłamaczył, ie przez pmyłt^ę. Antoni Oatrowski i brat je-; 
go Marszał^^ wotowali za ii}askawieiuemf .Qimia.więc 
tylko z oba iadb członków odważyło się bronić; i .osłonić 
Cichockiego. Ziajadły gmin paklasnąŁ 

Nazajutrz ząrf^z J. B. Ostrowski/ ów wydawca ..No- 
tvej Polski i ciągły kompillator dzienników fraup^^ki^h 
z re wolący i 1789 r., wiell)ieiel Ąbirątai St. Justą if^o- 
bespiera, umieścił panegiryk dla- i^by,. prawie j% podno- 
sząc do godności i sławy kpnwęncyi paryzki^jf ośmiu, 
którzy wole^ głosować za ułaskawieniem^. z ^mi^ow^przy- 
ganą jakby ich chciał wskazać wzgardzie i poipśeie Indci 
napisał: „Ośipiu tylko Jaśnie Wielmpjlinyoh; wetowało. za 
^^uwolnieniem Jaśnie Wielmożnego zbrodniarza i zc^r^cy 
,^Krajii« . ■ ■ .( .•'. 

Ten to sam J. B, Ostrowski wydrukoii?ął w swoiapa 
dzienniku Npwa Polskcn przewTotaą i bezboźfią naukę 
dla młodziejl^y, ie synowie jako patryoci, obowiązani są 
donieś^ policyi; sądom i Bzą^owi Narodowemu r^nlzicówy 
w którychby dostrzegli szkodliwe przeciw pjczyznię za- 



r 



-- 586 -- 

mim^r; Uts te z^iięgo ąr4ykfiło. wyfiikało; Ji^ i cfjcob^ifo 
Bk^a.się prąwoeaH i 8ta|e aię ^Mt^ Ajuiów^ kiedy p^^- 
Qk|Qe. jest cUa,..4^<^79Qy.i < . -•.: .1 i .; . . 

wieczorem^ na który u syna mego zekralM^się 'Wsayacy 
członkowie Bządu, a między nimi Książę Adam Czar- 
toryski. Oburzony ze zgrozą zwróciłem jego uwagę na 
ten artyknt; gdy go przeczytała z równóm obarzeniem 
rzekł: „A to zanadto, trzeba położyć koniec temu bez- 
bożnemu rozpasaniu się piór i głupstwa^ ,,Nie dość, 
odezwałem się zakazać i odjąć gazetę, lecz sądzić i u- 
karać potrzeba.^ Na te słowa moje wszedł Wincenty 
Niemojewski. Książę Adam, wziąwszy gazetę leżącą na 
stole, rzekł: „Panie Wincenty; przeczytaj ten artykuł 
z uwagą, trzeba zaradzić temu i położyć koniec tak 
okropnemu zgorszeniu. ^ Fredro i ja gorąco poparliśmy 
Księcia. Niemojewski przeczytawszy raz i drugi rzekł 
z zimną krwią: „Zapewne to nie jest dobre, lecz nie 
jest tak szkodliwe rewolucyi, jak panowie mniemacie; 
szkodliwszćm byłoby ścieśnienie wolności druku, o wol- 
ność dobijamy się, trzeba ją każdemu zostawić i szano- 
wać.^ Jakto, okrzyknęli się wszyscy, więc wolno dzie- 
ciom rodziców donosić a nawet zabijać ? „Ou tego direełe 
nie mówi , myśl zapewne jest ta, lecz ją nie każdy zro- 
zumie i pojmie, a zakaz drukowania każdegoby oburzy 
i obrazi.^ Więc przynajmnićj , ktoś się odezwał, jeżeli 
nie zakazać pisać, to za ten artykuł ukarać. „To jest 
zbyt delikatna materya; tćj potęgi, od poparcia którćj 
pomyślność rewolucyi zależy, zaczepiać niebezpieczno 
dla Bządu, szkodliwie dla rzeczy publicznćj.^ Ks. Adam 



• ' 



— 526 — 

zdawnł się trwać w swąfćm ptxekoii«iira , leczi^ iadne* 
go nie Y^ydano roaporsądseoia ; wnieilUmy, że ga prze- 
mogli Niemojewski i Lelewela którsy prsez podobne po- 
błatente gotowali bezwłedoie stolic krwawą kąpiel na 
dsień 16 nerpnia. 



■ • 



I , 



Dzień 15 sieifiiia i wąjście Meskałi 4o Warszawy* 



s 



yn mój w wilią, jliego. okropnego dnia odwiadc;a^ł w, 
ię .Książę Adam Czartoryski ;iye2y sobie widzieci sję zo 
mną^. Nazajutrz mąę^ już zmierzchem udałem., się 
do niego* Wchodząc w dziedziniec pałacu, Księ^i^j 
Sapieżyny, spotkałem Księcia Adama , wycliodzącę^ 
go z pałacu. „Chciałem z tobą pomówidj, rzekł, ale w tym 
momeoicie spicfizę. pa posiedzenie nadzwyczajne Rządu 
NąrodowegOj;. przysłano.. po mnj.e> jakied poruszenie ludu 
się objawiło^ i wziąwszy mnie pod rękę ; 9zedł ze ipuą 
przyspiessfonym krokiem ku pałacowi namiestnikowskie- 
mu. Spostrzegliśmy jakiś ruch i zbiegowisko pospólstwa 
na Krakowskićm Przedmieściu. Książę rzekł: .|,To jakieś 
podburzenie. Bieda z tym I^elewelem.^ „Przyznaj Ksią- 
żę^ odezwałem się, że jeżeli nie znałeś dobrze swego 
narodu, to tćm mpićj znałeś pospólstwa.^ „Oh,. prawda, 
rzekł z glęb(^ićni westchnieniem. Nie spodziewałam się 
widzieć tęgo co widzę." „Alę cóż Krukowiecki robi?" 
zapy,tąłem. Obruszył się na wspomiiuenie Krukowieckię-^ 



- 6se — 

zdttwuł się IrwEĆ w swąfśtti pitekonr jćj ambieyi; 

go nie Wydano impon^zeoiA; tr^ Tak rozma- 

mogli Niemojewski i Lelewel, ¥ ^ez bramę pała- 

błatenie golowali licewiediik ^Przyjdź do mnie . 

dsień 16 sierpnia. 

.ąc rozmawiających Pa- 
' • •• ^y, których niepomuę, zbli- 

<^' ^1 zmieszany rzekł do mnie: ^Ka 

'O* ^/of:wi^ra(w|jakim.«a<^tti| pdjdilaiy< łbli- 
'^ ^/ 'Jj^ zbiegające się pospólstwo szemrząc, a 
; ♦ ^^'^^ąjąe— Do Zamka! Do Zamku! biegło ku 
J^^. jai ^d rogu ulicy usłyszałem krzyki , wycic, 
pff^^^ . ii^Ms^ nakoiiieć" doiłrtegł ihtfie' ód^os ^^Tzeź 
>^^^,r^ Z daleki 'tłjłzalem kofcittirfańta' gwnłdj'! 
^^,^^j'Seflfttotó AtitOniego Ostro wsklć^ó; btoczoiłego 
^em-Judu poiniószanym t ^aMyią, którój <?^lko ster- 
.^ Wgtiety wyrf^^ły spokojnie' bfejfritóhu, ^'natłoku 
^t^e!^^iĄ(^^^ mdtłóchti'; Z O^i-^w^sfkiegó ' nit isłyszdłetó 
^^ słowśt' ;,PanówJe'porządek", ^rzeksiłtfcóńe toa^zajtrtrts 
iii Wyrazy-^ P^no^wie rżii?jcfie,'lałe porządhtó^.-^Za pAtę 
fliltitit objawił się przedtenmą ' okfdptoy 'widoki Napl-zód 
nft stole cfcyłttwie "przed- Zimkfem stojąc^ potwór z^- 
pienibny ^ ' wściekły - Puławski w 'kapłaifiskigj cźartój sza- 
cie i TOtstRoehranetó włosami tia głowie, 5f obnaibietol 
pk> łokefe rakami, poti^ńoszący 5^' ^ fei5rc i 6htópli\irym 
głosem wyjący ;, Ludu i kfew ' ' zdrajców ' i iidprzyjaciół 
jest najinils^ym Bogu Ikwiatćm'"; móWiat'' ź:e 'ręce jćgri 
tnialy ien kwiat na^oMe."'25Afeźcto Jecłńyc^ triipów' Wy- 
włÓ«feyć'ż Zśmktt , 'drugich' 'oknami btticać, miedzy nie- 
mi ^kobiótę y>inaibiią i okfopAie zamofdoWan^ i^pop)^- 



^ 529 ^ 

X)'dsŁm(mo się jeszoze nad trapetn; gdy wyWleczO- 
owskiego^ umęczonego okropnćm morderstwem^ 
^ciekłego gminu zawołał: „Sprawmy im rewo- 
'nioę^; i zaczął wciągać trupa na trupa z śmie- 
'owiskiem. Zginęli w tym krwawym odmęcie 
scy więźniowie znajdujący się w Zamku. 
, iiie wiem jakim cudem ocalał. Wzdrygnąwszy 
lia ten okropny widok, przypomniałem sobie ^ 2e zo- 
stawiłem żonę w domu pani wojewodziny Małacłiowskićj 
na Senatorskiej ulicy. Gdy usłyszałem głosy: Do Mo- 
rawskiego! Do Łubieńskiego ! podwoiłem kroki, spiesząc 
do domu wojewodziny, leciał przedemną śmiejąc się 
radośnie lub wściekle warcząc motłoch; ledwie pod mu- 
rami domów trotoarem mogłem się przecisnąć do bramy 
domu; już ulica była napchana motłochem. Bramy żela- 
zne od pałacu prymasowskiego, w którego korpusie u- 
rzędowała Komisya wojny, a w oficynie jednćj mieszkał 
minister wojny Morawski, a w drugićj naprzeciw miesz?- 
kał jenerał Bautenstrauch, już przez motłocłi napasto- 
wane były i wypierane. Wszedłszy do pokojów Woje- 
wodziny, zastałem kobiety pomieszane, biegające po po 
kojach a wojewodzinę wołającą: „Pana Józefa! Pana 
Józefa! przecież on komenderuje gwardyą, gdzie jest?" 
Już wiedziały kobiety o rzezi Zamkowćj, nie wiedziały 
o okrucieństwach i o ofiarach; gdyż na początku rzezi 
wpadł do pokoju własny kucharz wojewodziny z rożnem 
i Hożem, i rzekł do nich: „W Zamku rzeź, więźniów 
mordują', ja tam biegnę", i ten sam kucharz po ukoń- 
czoiićj kr^awćj katastrofie wpadł znowu ze słowy : „Już 
skończone w Zamku, idziemy do Łubieńskiego " Wrzawa 

67 



— 530 — 

i wycie ponlicacb, sprowadziły ciekawe acz przeraione 
kobiety do okien. Ujrzeliśmy tłum luda i jakieś postacie 
czarne i zamaszyste, uwijające się wśr6d motłochii na 
koniach i perorujące do gminu; między motłochem stał 
na koniu Józef Małacłiowski, komendant części gwardyi 
narodowój; gdy do niego przysunął się jakiś wąsaty 
zuchwalec i spierał się z nim głośno, usłyszeliśmy głos 
z, motłoehu „Przerżnij mu kałdun" był to głos Pu- 
ławskiego i słowa Małacłiowskiego „Ja Małachowski, 
wasz komendant, czego odemnie chcecie.^ Moja żona 
usłyszawszy to, i widząc motłoch rosnący i owe figury 
czarne przewijające się, a słysząc głosy. Puławski! 
Puławski ! nie ' mogąc wstrzymać oburzenia , otworzyła 
odważnie ale nieroztropnie szybę od okna, i zawołała 
przez nią do Małachowskiego „Powieś Puławskiego! 
Stojąc przy jćj boku, pochwyciłem ją za suknię i odsu- 
nąłem od okna. Gdyby był Puławski usłyszał lub mo- 
tłoch w swojój chwilowej wściekłości , mógł był wpaść 
do domu wojewodziny i w nim rzeź sprawić. Jak ryczące 
wały morskie przetoczył się tłum przez ulicę wyjąc : do 
Morawskiego! Do Łubieńskiego! Nie wiedział, że Hen- 
ryk Łubieński znając do siebie nienawiść i groźby po- 
spólstwa, jsa wywiezienie z Warszawy Mateusza Lubó- 
wiekiego wice-prezesa policyi, pokaleczonego w Belwe- 
derze, zaskoczony w Warszawie rzezią i& sierpnia- 
mało komu z pospólstwa z postaci znany, wmieszał 
aię między motłoch i chodził z nim w ciżbie. Wkrótce 
usłyszeliśmy szczęk szabel na schodach i głośne kroki 
kilku zbrojnych, otworzyły się drzwi, i wszedł ogromnćj 
postaci młody oficer Adam Kożmian^ mój rodzony synfo- 



^ 631 ^ 

* wieC; a z nim szwagier jego także oficer Feliks Bieczyń- 
fiki; i brat cioteczny Kicińskie i jeazcze dwóch czy trzech 
zbrojnych młodzieńców. W czasie tćj rzezi, niespokojni 
o naą spieszyli na naszą straż, a nie zastawszy w domu 
i dowiedziawszy się, że jestedmy u pani wojewodziny 
Małachowskiej, podążyli, aby nas przeprowadzić do do- 
mu. Jakoż otoczeni przez nich, gdy się wściekła zgraja 
odsunęła, dostaliśmy się do domu Frenkla. Zamknięto 
bramy, i udaliśmy się na niespokojny spoczynek. Czu- 
wając noc całą, ledwie nadedniem zasnąłem, gdy nagle 
przebudzony zostałem gwałtownóm wstrząśnieniem dzwon- 
ka i bramy, i po schodach mego mieszkania usłyszałem 
brzęk broni i szybkie kroki zbrojnego człowieka; z trza- 
skiem otworzywszy drzwi stanął przedemną, i silnym 
głosem zawołał: „Ty spisz i nie wiesz co się dzieje 
w mieście. Wstawaj i pisz najspiesznićj proklamacyę do 
ludu. ^ Był to z wielkióm mojem zdziwieniem Kruko- 
wiecki, gubernator Warszawy, który, gdzie był podczas 
rzezi, nie wiem. Mówił dalćj siadłszy przed stolikiem 
-Gdyby nie ja *) byliby byli zamordowali Księcia Ada- 
ma ; ostrzegłem go, wyjechał do obozu, jednak strzelono 
do niego na rogatkach ; byliby zamordowali Skrzynecką 
kazałem ją odprowadzić do Kochanowskiego domu, gdzie 
się ukryła. Wymordowali Zamek, zabili oficera Sousaka 
na słowo honoru wziętego, powiesili Hankiewicza na la- 
tarni i jakiegoś inspektora w suknie kobiety przebrane- 



*) Wiele szczegółów tego opowiadania Kr^ikowieckiego poka- 
zało się jeżeli nie nieprawdziwych, to przynajmniej niedokładny cli 
i przesadzonych. 



— 632 -— 

go; wysłali czterech siepaczów do obozu na zabicie 
Skrzyneckiego, jeszcze latają po mieście, grożą i wie- 
szają. Zmiłaj się, wstawaj i pisz proklamacyę. Na gwar* 
dyi polegać tiie mogę , bo im pomaga ; posłałem po dwa 
regimenta i muszę położyć koniec tym jatkom. Popa *) 
rozstrzelać każę.^ „Uwolnij mnie, odpowiedziałem, nie 
jestem w stanie zebrać myśli , potem na co patrzałem i 
o czćm słyszę ; udaj się do Osińskiego , jeżeli sam nie 
masz czasu, on może spokojnićj noc przebył ; a zaklinam 
cię na Boga i miłość kraju i łionoru, zabezpiecz miasto. 
Jako gubernator, jesteś odpowiedzialny przed Bogiem, 
sumieniem i potomnością," Wybiegł więc na miasto. Ja 
ubrawszy się, wyszedłem na ulicę, idąc, spotkałem pod 
bagnetami prowadzonego do aresztu, o ile zapamiętam 
przez młodego oficera Leona Rzewuskiego, owego okro 
pnego Puławskiega, którego gdzieś z szynkowni wzięto; 
szedł w sutannie, zarosły i brudny, ze spuszczoną gło- 
wą. Zbliżając się do placu Saskiego, dowiedziałem się, 
że Dębiński już wtedy wódz naczelny, dał rozkaz gdy 
Puławskiego przyprowadzono, iż gdyby pospólstwo odbić 
go chciało, aby go zakłuto. 

Wojsko stało w szeregach na dziedzińcu Saskim, ka- 
rabiny stały w kozłach , oficerowie z różnych pułków i 
cywilna młodzież przechodziła się między szeregami i ży- 
wo rozmawiała z żołnierzami ; redaktorowie gazet i człon- 
kowie Honoratki brali oficerów na bok i szeptali z nie- 
mi; przebijały się gdzieniegdzie słowa: „Nie będziecie 



*) Puławskiego. 



— 588 — 

wyrzynać ziomków patryotóW; za to co się stało, za to, ie 
ze zdrajców kraju stolicę wyczyszczono." To znów: „Pu^ 
ławski najniewinniejs^y , najpoczciwszy Polak. ^ Jedni 
rozgłaszali ; że Lelewel kierował ze swego gabinetu rze- 
zią, że do niego noszono raporta, że on dał rozkaz za- 
bicia Księcia Adaraa, i że aresztowanym będzie; drudzy 
zrzucali winę na Krukowieckiego; jak zwykle w takich 
razach pełno było sprzecznych, przesadnych, kłamliwych 
wieści. W końcu wyznaczono sąd wojenny i Michał My- 
cielski miał ir nim prezydować. 

Ztamtąd udałem się do pałacu namiestnikowskiego, 
aby powziąść wiadomość o czynności Rządu Narodowe- 
go; na przechodzącego około żelaznych sztachet zawoła- 
no Kożmian ! Kożmian ! był to głos Krukowieckiego, któ- 
ry otoczon młodzieżą wojskową i cywilną, rzekł do mnie: 
„Kazałem rozpędzić kluby, i będę miał listę tych, których 
wczoraj wywieszać miano; ja i ty, i wielu jesteśmy na 
nićj umieszczeni.^ Zostawiłem go, a gdy wracałem do 
mieszkania mego, spotkałem żywo biegnącego Mochnac- 
kiego; przywitał mnie, prosząc o przebaczenie, że od 
dnia rozpoczęcia rewolucyi nie był u mnie. „Nie byłeś, 
odrzekłem, a jednak mnie powiesić chciałeś; przynaj- 
mni^ u ciebie nie zasłużyłem na to." Odskoczył odemnie 
z zadziwieniem „Ja, gdzie? kiedy? Ja miałbym zapo- 
mnieć kiedy, ile winienem p. Kasztelanowi wdzięczności, 
to najczarniejsza potwarz. " „ A jednak ułożyliście listę 
na klubie, o którćj mówią i Krukowiecki ją mieć bę- 
dzie." „Krukowiecki nie ma jej, mieć nie będzie, bo jćj 
nie było; chyba ją zmyśli , aby winę wczorajszego dnia 
zrzucić z siebie na kluby. Nie wlerss temu Panie, prze- 



— 634 — 

cież ja bywam na posiedzeniaeh klabóW; wiem wszystko 
co się w nich dnieje; nigdy imię pana Kasztelana nie 
było wymienione w klubach bez czci i uszanowania; i 
gdyby był kto śmiał jakie mu zarzuty czynić, nie po- 
zwoliłbym był, i broniłbym p. Kasztelana z całą siłą 
przekonania i wdzięczności mojój. To wszystko są po- 
twarze nieprzyjaciół rewolucyi, aby ją ohydzie i odtrącić 
od nićj. ^ Podziękowałem mii za to oświadczenie, nie 
wszystkiemu wierząc, pocałował mnie w ramie. ,^Gdzie 
spieszysz ?" zapytałem. „Biegnę do Lelewela", i zniknął 
mi} już go odtąd więcej nie widziałem. 

Drugiego dnia znowu przyszedłszy do Rządu^ Naro- 
dowego, na którego czele już był Krukowiecki ; zastałem 
go przed pałacem namiestnikowskim, trzymającego pa- 
pier w ręku; gdy mnie spostrzegł rzekł do mnie: „Oto 
mam tę listę skazanych na szubienicę w Honoratce, ale 
osobliwsza rzecz, ciebie na nićj nie ma." „Gzy życzyłeś 
sobie tego?" odpowiedziałem i ruszyłem ramionami; u- 
ścisnął mnie z miną ukontentowaną ze swojćj władzy, 
chwalił się ze swojćj wspaniałości, że Skrzyneckiego i 
Księcia Adama ocalił, i wziąwszy mnie na bok, już. dał 
do zrozumienia, że się trzeba będzie układać. 

* Podczas ostatniego szturmu Warszawy przez Moskali, 
gdy huk armat Już wstrząsł jćj murami, i wiatr dymy 
i papiery od ładunków roznosił^^po ulicach, udałem się 
wraz z moją żoną do Zamku do pani Brońcowćj matki 
Księżnćj Łowickiej, gdzie zastaliśmy już wojewodzinę 
Małachowską z córkami i wiele innych osób. Pani Broń- 
cowa przyjęła nas z przyjaźnią i dała .schronienie; była 
to właśnie godzina popołudniowa, natłok ludu napełniał 



I 



_ 535 ^ 

dziedziniec zanikowy, oficerowie róinćj broni przybiegali 
i odjeżdżali z różncihi wiadomodciami zawsze pociesza- 
jąc^ni; wielu widzów wbiegało na wieżę zamkową przy- 
patrywać się walce i wracało. Właśnie wyszedłem na 
dziedziniec; gdy kilku wypadłszy z wieży zaczęli wołać: 
„Wygrana nasza ; Francuzi przyszli ' i pędzą Rosyan^, 
przysięgali że własnemi oczyma ich dojrzeli. Pospólstwo 
uradowane wołało: ^ Wiwat Francuzi" i zwiedzione wy-, 
biegło na ulicę drugich zwodzić; broń Boże było zaprze- 
czyć. Z zasmuconćm sercem udałem się do izby sejmo- 
wćj; zastałem ją pustą i tylko jeden kasztelan Nakwa- 
ski przechodził się po nićj. Spostrzegłszy mnie odezwał 
się: „Panowie się nie schodzą, w tak ważnćj chwili se- 
natorom polskim przystoi dosiedzieć na krzesłach swo- 
ich i czekać losu wspólnego z krajem, za wzorem se- 
natorów rzymskich. Ja się ztąd nie ruszę". Zostawiłem 
go na chwilę dla ostrzeżenia żony gdzie będę, gdy za 
kilkanaście minut wróciłem, Nakwaskiego nie zastałem; 
odźwierny mi. powiedział że zeszedł na dół, już go od- 
tąd nie widziałem. Wróciłem więc i ja niechcąc udawać 
Papirinsa. 

Przetrwaliśmy noc całą w Zamku bezsenną , rano 
dowiedzieliśmy się o kapiinłacyi Warszawy. Przedrzy- 
małem się nieco w stancyi Buczyńskiego sekretarza se 
natu, zapytałem go czy ma jakie polecenie od Marszał- 
ka lub prezesa senatu względem akt sejmowych; „Dotąd 
odpowiedział nie mam, lecz nie radbym się włóczyć z ak- 
tami". Był czas wywiezienia akt i nie zostawienia śladu 
dowodów do oskarżeń i zemsty, osobliwie z oryginalne- 



-- 536 — 

go aktu detronizacji. Nie .wiem dla czego nie pomyśla- 
no o tćin. 

Widziałem w parę dni wychodzących według kapi- 
tulacyi na Pragę do Zakroczyma. Książę Adam Czarto- 
ryski prześladowany , w iij chwili przy dywizyi Eo- 
maryna, oddzielonej przez Krukowieckiego od głównego 
wojska, zbliżał się już może do Krakowa; nie należał 
więc do tej smutndj proeesyi, na którój czele pułkownik 
Zieliński człowiek poczciwy i rozsądny, jechał na koniu, 
■między tłumem szedł Lelewel wychudły, wybladły, siny, 
i z tłomoczkiem na plecach; nie dostrzegłem w nim 
w owćj chwili pokory ani skromności, ale raczćj pychę 
demokratyczną, sądził się byó wyższym nad fortunę. 
Spostrzegłem między tułaczami i mego syna jadącego 
na koniu, łzy mi stanęły w oczach i wyciągnąłem rękę 
do niego, ucałował ją ten poczciwy, czuły i jedyny syn, 
uczuł bicie serca i rzekł do mnie: „Odprowadzam tylko 
Rząd na Pragę, wracam zaraz do domu Frenkla poże- 
gnać się z wami^, jakoż wrócił, a widok boleści, ojca i 
płaczącćj matki, namowy i uwagi przytomnych przyja- 
ciół, szczególniej zacnego domu bankiera Frenkla i syna 
jego Antoniego, sprawiły, że rzekł do nas: „Cokolwiek 
mnie czeka, ja was odstąpić nie mogę^, został więc a 
amnestya nas wszystkich okryła, i temu momentowi wi- 
nienem a raczćj Bogu, że żyję, że się tak późnego do- 
czekałem wieku, i cieszę się niewyrodnemi od najlep- 
szego syna wnukami. 

Zacząłem się wybierać na wieś. Staranie się o pa- 
szport zatrzymało mnie po wejściu Moskali blisko sześć 
tygodni. Przyszedł do mnie jenerał rosyjski BuywidLi- 



— 537 — 

twin^ którego żona była n^oją rodzoną siostrzenicą i pra- 
wie wycbowanicą mojćj żony, a że posłał po nią i ocze- 
kiwał jćj przybycia^ prosił mnie abym się zatrzymał 
w Warszawie. Rozbitki tćż. nasze, z mojćj krwi, zaczęłj 
się koło mnie gromadzić, jako to: Aleksander Koźmian 
rodzony siostrzeniec, inni dalsi krewni z naszego wojska, 
i ów jenerał Karwowski , o którym wyżćj miałem spo- 
sobność wspomnieć. 

Domy Maksymiliana Fredry i wojewodziny Mała- 
chowskiej były moją pociechą. Sama pani Fredrowa 
z rzadkićm wyrozumieniem, ze krwi Rosyanka, ze zwiąż- 
ków Polka, żona i matka Polaków nmiała nas pocie- 
szać. Bywał w jćj domu jenerał Witt gubernator War- 
szawy, który także nie wyrzekł się zupełnie uczuciów 
względem Polski i wyrozumienia. Dochodziły nas wie- 
ści z Zakroczymia, przybywali też ztamtąd do Warsza- 
wy równie wojskowi jak cywilni, którzy woleli cierpieć 
w kraju jak puszczać się na emigracyę. Nakoniec nagle, 
nadspodziewanie, zajechał przed mój dom jenerał Fran- 
ciszek Morawski mój największy od serca przyjaciel 
niedawno minister wojny, od rządu Zakroczymskiego de- 
legowany do traktowania, który sprzykrzywszy sobie 
intrygi zakroczymskie, gdy przeciw niemu za jego roz- 
sądnie rozpoczęte układy, krzyk i groźby od szaleńców 
powstały, mogąc wyjechać i usunąć się do Prus a ztam- 
tąd do W. Polski gdzie posiadał majątek, obrał krótszą 
drogę, w nocy przeprawił się przez Wisłę, rzucił się 
w ręce nieprzyjaciół i przybył do Warszawy podzielić 
odważnie los kraju, los tych wszystkich którzy woleli 

* 

narazić się na zemstę, niż nieszczęśliwą ojczyznę opu- 

68 



— 538 — 

szczać. Stał kilka dni a mnie^ ze zgryzoty^ zmęczenia i 
smutku zachorował; wiedząc jnż od kolegów o przezna- 
czonym dla jenerałów losie zrobił testament. Gdy przy- 
szła chwila oddalenia się jego do Wołogdy pożegnaliś- 
my się z rozdartcmi sercami ; wolno nam było udzielać 
się listami. 

Po dwóch latach ujrzałem go w moim domu na wsi; 
gościł w nim blisko rok; tu się doczekał przyjazdu syna 
i córki. Jeżeli jaka może być i mogła być jaka pomyśl- 
na chwila dla Polaka po stracie ojczyzny ; to ta była 
dla mnie, w którćj odzyskałem przyjaciela i w którćj 
w czasie podejrzliwości i pod ciągłą strażą bacznego 
nieprzyjacielskiego rządu oka, można było w cichości 
rozbierać przeszłość, obecny i przyszły los i niekiedy 
pocieszać się literaturą. 

W niebytności Morawskiego rozrywałem się pisa- 
niem wierszy, nawet do Wołogdy posłałem mu balladę 
pod tytułem Partyzant Grzymała, która go doszła. Za- 
snułem był tćż na warsztat pierwsze pasma poematu 
Czarnieckie, Morawski zastał epizod o Tatarach, prze- 
czytawszy go jak mnie był zachęcał i prawie przymu- 
sił do ukończenia i wydania. ZienńaTistwa, tak teraz wy- 
słuchawszy mojego planu do poematu bochaterskiego , 
nalegał i zmuszał do pisania. Początek tego poematii 
zwyczajną formą klasyczną wspólną wszystkim znanym 
tego rodzaju tworom ułożony, radził mi zmienić, nawet 
myśl mi do niego w kilkunastu pięknych wierszach po- 
dał. Zapytałem go dla czego nie mam się trzymać form 
tylu najsławniejszych mistrzów? „Ty możesz być ory- 
ginalnym i nowym, możesz być twórcą" odpowiedzią- 



— 639 — 

łem mu; „Jeżeli mam być oryginalnym; nowym i twór- 
czym^ to z pewnością nim będę o ile mnie na to stać; 
nawet zachowując główne dawne sztaki formy; a formy 
te uchronią mnie od wstąpienia bezwiednie na bezdro- 
ża^. Po mojemu więc wziąłem się do pracy; poddając 
zawsze wyrobione części pod sąd i krytykę tego zna- 
komitego poety; smakownego wierszopisa a mego szcze- 
rego przyjaciela ; korzystając z nićj tylC; ile moje nie- 
zmienne zasady w sztuce pisania i poezyi dozwalały. 



Kilka uwag z powodu rewolucyi 1830 roku. 



Jl odczas rewolucyi i po rewolucyi, były osoby co pod- 
chlebnćm o mnie mniemaniem zachęcały mnie abym się 
zajął dziełem historyi rewolucyi, od początku tylu fał- 
szami i kłamstwami przez niezdolne lub stronne pióra, 
tak w kraju jak za granicą skażonćj. Czułem i czuję 
jćj konieczną potrzebę, bo. czytając te rozmaite elaku- 
braeye, mogę śmiało powiedzieć: Yeritas plurimis modis 
infracta inter inftnsoa vel obnoxio8 neutris cara posteri- 
tatis. Wziąłem więc kilka razy pióro do ręki lecz spo- 
strzegłem i niedostatek potrzebnych materyałów i wła- 
sną pod tym względem niezdolność, postrzegłem iż bę- 
dąc przeciwnym rozpoczęciu rewolucyi a następnie su- 
rowym potępicielem wielu jój działań, nie byłbym jćj 
bezstronnym dziejopisem; tyle bym może zgrzeszył bra- 
kiem pobłażania ile tylu pisarzów miłością i rozkocha- 
niem się w nićj i jój sprawach. Gdy teraz rzucone na 
papier ułamki i zbyt pobieżne o rewolucyi wspomnienia, 
które wzbierze moim zostawuję, przezieram, chociaż 



— 541 — 

prawdy się trzymałem^ obawiam się aby nie była nieco 
j^ółcią zaprawiona. Powiem nawet; moje^ przekonanie 
zdawałoby się podejrzanćm, araczćj stronnćm. Współ- 
cześni wypadków nie są zdolni do pisania bezstron- 
nój łiistoryi; niech opisn ją to czego byli uczestnikami lub 
świadkami; na co własnemi oczami patrzyli lub słyszeli; 
lecz niech nie namawiają, nie uprzedzają potomność aby 
szła za ich sądem. Z takich pamiętników tylko zdolny^ 
zręczny, rozsądny pisarz w odległój potomności poró- 
wnywając z sobą i świadectwa i świadków, oceniając 
i ich osoby, i ich położenie, i ich stanowisko, i o nich 
zdanie współczesnych, może dopiero nakreślić prawdzi- 
wą i bezstronną historyę owćj epoki. 

Jeżeli książę Adam Czartoryski pisze pamiętniki 
swego życia, te niezawodnie będą najważniejszym skarbem 
dla potomności; lecz i jemu zaprzeczę zdolności do na- 
pisania bezstronnćj historyi owych czasów, bo we wszyst- 
kich najważniejszych wypadkach był stroną, a chociaż 
jeżeli kto to on jest zdolny wyzuć się i uwolnić od 
wszelkich podszeptów namiętności i wznieść się piórem 
do majestatu czystćj i nieskalanćj prawdy, przecież sa- 
mćj jego wielkićj i niezrównanćj obywatelskićj cnoty lę- 
kał bym się, aby go nie uniosła aż do poświęcenia sic- 
bie dla drugich, swojćj sławy nawet dla sławy narodu 
a zatćm ubliżenia prawdzie. Książę Adam gotów jest 
przyznać się do winy, którćj nie popełnił aby ziomków 
nie obwiniać; skromność jego kazałaby mu zataić swoje 
zasługi a cudze dla honoru narodowego uwielbiać i po- 
dnosić, jak to uczynił w mowie na pogrzebie Gustawa 
Małachowskiego mianćj w Paryżu. 



— 542 — 

Ostrzegam moick potomków aby chcąc dojść do 
prawdziwego i rzetelnego wyobrażenia o ostatniem po- 
wstaniu, o ludziach i ich sprawach, nie wierzyli żadnym 
wśród rewolucyi wydanym pismom, dziełom pod jakim - 
bądź tytułem ani nawet gazetom ówczesnym, te jedypie 
co do dat którego dnia co się stało mogą im być, po- 
mocą, lecz co do faktów żadnćj wiary mieć nie mogą 
z osób i ich piór, gdyż wiadomo czćm byli prawie wszy- 
scy ich redaktorowie; za dużo w nich jest kłamstw, fał- 
szywych doniesień, namiętności, stronniczości, zanadto 
łudziły i zwodziły aby mogły posłużyć do wyświecenia 
prawdy. Cóż dopiero mam mówić o tych jak grad po 
wybuchu rewolucyi wypadłych pismach, pod różnemi 
tytułami nabazgranych przez żaków szkolnych lub bió- 
ralistów ze stanowiska z którego ani dojrzeć, ani pojąć 
prawdziwych powodów tych wypadków nie mogli, i każ- 
dy je tylko w swojćj niedowarzonć; głowie sobie ma- 
rzył według namiętności, któremi się na każdćj karcie 
zdradzał. Oceniłem te utwory w jednćm z pism moich, 
które w tece zostawiam. 

Czytałem dzieło Mochnackiego z niezaprzeczonym 
talentem napisane, lecz jemu mnićj jak komukolwiek 
przyznać mogę zdolność i możność napisania bezstron- 
nćj historyi owych czasów a szczególnićj rewolucyi. Mo- 
chuacki był w mojćm biórze i tam nie okazywał tych 
zdolności, które zabłysły w jego dziele; ale był to mło- 
dzieniec zawsze z przewróconą trochę głową, z sercem 
od młodu miotanćm najgwałtowniejszemi namiętnościa- 
mi, z ambicyą bez granic. Sądził więp o ludziach i rze- 
czach namiętnie z urazą do jedtiych i drugich ^ sądził 



— 543 — 

z jednego tylko punktu a należąc do pierwszych sprawców 
rewolucyi, do końca mniemał że jćj tryumf jest możli- 
wy, nawet wbrew oczywistości. Wszystko czego pragnął, 
w co wierzył, sądził łatwćm i podobnćm do ziszczenia 
bez względu na trudności i okoliczności, których ani 
znać, ani widzieć ze swojego stanowiska nie mógł; tćm 
bardzićj iż namiętnością był zaślepiony; nakręcał więc 
nie raz fakta do swojego zapatrywania; nie odmawiam 
mu jednak ani talentu, ani bystrości, lecz naród nie po- 
winien go uważać jako bezstronnego historyka czynów 
swoich. 

Spółcześnie z pisniem Mochnackiego wyszło dzieło 
p. Spaziera Niemca, zebrał on fakta o rewolucyi z ust- 
nych opowiadań przejeżdżających emigrantów , łatwo 
więc sobie wystawić jak dalece jest ta historya jego 
prawdziwą, ile w nićj jest błędów, fałszów o czynach i 
osobach. Według swego rodu, według odwiecznćj poli- 
tyki Niemców znać w p. Spazierze nie małe zadowól 
nienie z tego co się stało. Niemiec musiał się cieszyć 
z ostatnich wypadków i z. ich smutnego zakończenia, 
gdyż utwierdziły one panowanie Niemców nad trzecią 
częścią Polski, i stały się zbawczemi dla nich. 

Pióro się moje wzdryga na te banialuki historyczne, 
które przez lat dwadzieścia aż do obecnych czasów wy- 
szły z łona pewnćj a dobrze już teraz krajowi znanćj 
części emigracyi w Paryżu. Do tkaniny fałszów, kłamstw, 
wykrętów, przybyła trucizna niezgod wewnętrznych. Na- 
stąpiła zgubna propaganda klubów paryskich, postrach 
dla swoich, hańba u obcych, i jej okropne, krwawe i ni- 
gdy dosyć opłakane skutki, rzeź galicyjska i zagładzenie 



— 544 — 

Bzeczypospolitćj krakowskiej. Bochaterowie tych wiel- 
kich czynów Mirosławscy, Tysowscy, Dzierżkowscy itd. 
apostołowie demagogów paryskich, to są wasze zasługi, 
to prawa do wdzięczności ziomków! Straciliście nawet 
prawa do litości obcych, i ziomków. Zamiast przyznania 
się do win, do błędów, do usterków z pokorą i żalem, 
rozjedliście się niedołężną zemstą i gniewem przeciw 
tym, którzy chcieli was' wstrzymywać w waszych szalo- 
nych zapędach. Niech Bóg ochroni tę ziemię abyście ją 
kiedy stopą skalać i przerazić mieli, byłby to' dzień osta- 
teczny dla nićj. Już wy tu nie macie sympatyi w żadnćm 
sercu prawćm, poczciwćm, religijnćm i prawdziwie ko< 
chającćm te szczątki znisKCzonćj przez was ojczyzny; 
chyba znajdziecie ją w sercach niektórych niecnych bió- 
ralistów rządu moskiewskiego, tych którzy zapoznając swo- 
je obowiązki, są podobnymi do was sępami co zakrwawione 
szpony trzymają zawsze w ciele ziomków i czekają na was 
gotowi zdradzić tych, którzy im dziś płacą, aby się rzucić 
z otwartemi dziobami na majątki współziomków, na ich zie- 
mię, bo ich nienawidzą, dla tego że marnotrawni i do 
zbytków przywykli, kradną teraz i łupią bezkarnie. Za 
waszćm zjawieniem się klubiści i centraliści paryscy i 
za waszą pomocą spróbują oni dojść do dostatków na- 
szym i ojczyzny kosztem. 

Władza jakakolwiek ona jest, oszukuje się opiera- 
jąc swoją moc wyłącznie na biórokracyi, na sługach nie 
na obywatelach i ziemianinach. Może mi kto zarzuci że zdol- 
ność do służby publicznćj przywięzując głównie do własno- 
ści wyrządzam krzywdę i krajowi i ludziom, jakbym mnie- 
mał że własność może nadać cnotę i zdolność i jakby czło- 



— 545 — 

wiek bez własności nie mógł być cnotliwym. Tego wcale nie 
mniemam; są Indzie uczciwi i nawet najnczciwsi; którzy 
nie mają własności, ale własność jest rękojmią i lepićj 
się jćj trzymać jak hazardu. Niechby tylko ten warunek 
choćby z niejakiemi wyjątkami za prawidło przyjęty zo- 
stał a natychmiast ludzie za najpierwszy cel przyjmą 
zarobienie sobie na własność i rzucą się do pracy. Mo- 
żeby złym rządem mnićj dogadzała ta niepodległość^ 
która utrzymuje ludzi a szczególnićj urzędników przy 
cnocie i jest w stanie odepchnąć wszystkie pokusy ska- 
żenia; lecz dobrC; sprawiedliwe i ludzkie rządy miałyby 
trwalszą podstawę bo miałyby miłość rządzonych. An- 
glia jest nam tego wzorem, tam jest prawdziwy duch 
publiczny bo rządzą ci co najwięcćj mają do stracenia 
na urzędzie a najmnićj potrzeby i pokusy zarobkowa- 
nia publiczną służbą. 

Ale odbiegłem od mojego przedmiotu; wracam więc 
do powstania 1830 r. 

Nie raz sam z sobą w starości mojćj zastanawiałem 
się nad rewolucyą polską 1830 r. 29 Listopada. Nieza- 
przeczoną jest prawdą, że cel jćj był narodowy, a uczu- 
cie i pragnienie którego stała się wyrazem było rozla- 
ne po wszystkich sercach, było naturalne i trwałe; lecz 
rozsądek i miłość pierwszych zawiązków w Królestwie 
Polski ćm dalszych nadziei wstrzymywały je do pomyśl- 
niejszćj i odległćj chwili. Młodzież zawsze niespokojna, 
ambitna, niecierpliwa a nadużyciami władzy drażniona, 
zdradzała się po kilkakroć, lecz starsi, doświadczeńsi i 
rozsądniejsi nie tępiąc w nićj uczuć odwracali od nie- 
wczesnego i zgubnego zapędu i wstrzymywali. Zmowy 

69 



— 546 — 

atoli młodzieży trwały skrycie przed rodzicami aż na- 
koniec rozkrzewione tajemniczo w wojsku , w szkołach , 
w seminaryach , w kancelaryach , w domach , wrzeć ja- 
wnie zaczęły. Przybyły tćż poduszczenia obcych przy- 
jaciół i nieprzyjaciół Polski, przybyły przykłady rewo- 
lucyi w Paryżu i Belgii, młodzież niebaczna myślała, że 
nadeszła dla Polski chwila wybawienia, na którą starsi 
czekali; kilku niebacznych zdradziło się, odkryci mieli 
być uwięzieni i sądzeni, ratując swoje głowy wydali 
hasło rozruchu napadem na Belweder, musieli strzelać 
i zabijać swoich dowódzców znanych z dawna patryo- 
tów. Oto pierwszy wybuch rewolucyi. Pytam się byłże 
on prawdziwie w całćm znaczeniu tego wyrazu narodo- 
wym ? szczególnićj w porównaniu z pierwszemi chwilami 
powstania Kościuszki. Wtenczas tylko byłby nim, gdy- 
byśmy przypuścili z Mickiewiczem że — jak to głosił 
w Odzie do Młodości — sama młodzież jest narodem a 
reszta ludu złożona z ojców familij niczem. 

Ale sejm zwołany i złożony z reprezentantów naro- 
du ratując sprawę, przyznał rewolucyę za narodową, od 
tćj więc chwili stała się narodową. Już wtedy gdy sejm 
aię zebrał trudno było inaczćj postąpić. 

Pozwolę sobie jednak zrobić tę uwagę. W chwili, 
w którćj niebezpieczeństwo wynikło, mogła jakakolwiek 
władza i powinna była wezwać sejm czyli reprezenta- 
cyę narodową, aby w tak ważnym wypadku sam naród 
o swoich losach wydał wyrok. Zważmy jednak czyli 
zwołanie reprezentacyi do czego innego wybranćj, inne 
atrybucye mającej , za których zakres przejść jej nie 
było wolno, było właściwćm, i czy nie musiało pocią- 



1 



— 547 — 

gńąć za sobą szkodliwych skutków. Sejm ten powinien 
był być złożony z członków ad hoe jedynie wybranych. 
Nie nakazano nowyx5h wyborów, nie objawiono przed 
narodem prawdziwego stanu rzeczy. 

. Nie mogę się wstrzymać także od uwagi, iż wielki 
błąd popełniono pomijając zupełnie w owćj chwili naj- 
liczniejszą klasę ludności, tojest włościan. Nietylko nie 
zapytano się ich, ale nawet całkiem nie pomyślano o 
nich, cała ta sprawa zupełnie pominiętą została z wiel- 
ką szkodą Polski. Kiedy agitowano niemiłosiernie i 
wściekle a niepotrzebnie po miastach o ludności wiej- 
skićj zapomniano, były okolice w którćj włościanie nie 
wiedzieli nawet o co rzecz idzie. Przejeżdżając z Kali- 
sza do Warszawy, już w chwili chwiejących się wszyst- 
kich ułudzeó, spotkałem na jednym popasie kosynierów 
prowadzonych przez oficerów do obozu , odpoczywali 
oni w tćm miasteczku. Kilku z nich zbliżyło się do me- 
go pojazdu i ukłoniwszy się mi,, zapytali mnie gdzie ja- 
dę, a gdy odpowiedziałem że do Warszawy, odezwali 
się: „Prosimy Jego Mości chcićj nam powiedzieć, gdzie 
nas prowadzą i po co?" a gdy im odpowiedziałem że 
przeciw Moskalom i zacząłem im tłómaczyć cel wypra- 
wy i zachęcać do męztwa, odrzekli z zadziwieniem: „Al- 
boż tu są gdzie Moskale. Myśmy tu ich ze dwadzieścia 
lat nie widzieli, tak byliśmy spokojni i szczęśliwi. Któż 
to ich tu sprowadził? Myśmy i naszego wojska mało 
znali". Jakoż Województwo Kaliskie prócz główniejszych 
miast, było wolne od konsystcncyi. Pożegnałem ich za- 
smucony. 



~ 548 — 

Przypominam sobie że podczas rewolucyi Kościusz- 
ki, do którćj lud wiejski pod Racławicami chętnie i gor- 
liwie się wmieszał ujęty przyrzeczoną i w częńci zaraz 
wykonaną ulgą ich narodowego losu, gdy po bitwie pod 
Maciejowicami komisya Lubelska i ledwie nie wszyscy 
obywatele i szlachta uchodzili z Polski do Galicyi za- 
stąpiło nam w kosy i piki uzbrojone chłopstwo o milę 
od granicy i przepuścić nas nie chciało; na nasze za- 
dziwienie i oburzenie, odpowiedzieli nam z zapałem i 
groźbą: „Nie puścimy^ nawarzyliście panowie piwa pij- 
cie wraz z nami". Kościuszko umiał rozpowszechnić po- 
wstanie bo za wzorem odwiecznych zwyczajów polskich 
i prawideł przez wszystkich naczelników podobnych po- 
wstań używanych, wezwał województwa do przystąpie- 
nia do aktu powstania i wszystkie województwa po ko- 
lei przystąpiły dobrowolnie bez przymusu i wybór jego 
przez starszyznę cywilną i wojsko uczyniony potwier- 
dziły i legalnością okryły; nie poprzestał on na wezwa- 
niu siebie przez przeważną nawet część szlacheckiego 
narodu, ale zapytał się wszystkich o których los cho- 
dziło. 

Może kto zarzuci po co się pytać chłopów, tćj masy 
ludu ciemnćj, nieczułćj, obojętnćj, nieporuszonćj ? odpo- 
wiem więc, rewolucyi a raczej powstania albo nie trze- 
ba robić, albo trzeba być pewnym, iż ogarnie, pocią- 
gnie wszystkie a szczególnićj najliczniejszą warstwę społe- 
czeństwa. Kościuszko o tćm wiedział. Wiem ja że w 1830 
roku gdyby zapytano się było ludu, może by były jedne 
i te same wypadły skutki, ale wielka zasada, wielka 
tradycya Kościuszkowska byłaby się przechowała. 



— 549 — 

Dla lepszego ocenienia ostatniej rewolucyi porównam 
ją z rewolttcyą Kościuszki dla nauki i przestrogi. 

I tćj i tćj rewolucyi cele jawnie były jedne — nie- 
podległość narodu. Pierwsza wybuchła z ogólnego uczu* 
cia narodowego^ za pierwszóm uderzeniem oręża bez po- 
przednich spisków^ towarzystw sekretnych i klubów lecz 
w skutku jednogłośnćj zmowy najpoważniejszych^ najza- 
cniejszych i najroznmniejszych w narodzie mężów. Dru- 
ga wypłynęła i wybuchła ze spisków i towarzystw se- 
kretnych młodzieży; a następnie zaczęła małpować Pa- 
ryż. Pierwsza zaraz wszystkich zajęła ^ ożywiła, pocią- 
gnęła. Druga wszystkich w pierwszój chwili przeraziła 
i zasmuciła* Pierwszą ułożyli^ przygotowali i zaczęli lu- 
dzie najpoważniejsi wiekiem, najznakomitsi cnotą, świa- 
tłem, zasługami, miłością i ufnością narodową i wybrali 
na jój naczelnika równie najznakomitszego męża cnotą, 
walecznością , umiarkowaniem , ucznia Whashingtona, 
który do nićj przez laury pod Racławicami wydał na- 
rodowi hasło. Drugą zaczęli w wojsku podchorążowie, 
dzieci szkolne, studenci podburzeni przez odkrytych na- 
czelników nie znanych w kraju. 

Tu mi smutne przychodzi na pamięć wspomnienie. 
W pierwszćj powstanie stolicy zaczęło się od uwolnie- 
ma z Więzów ówczesnego ulubieńca całćj powsze- 
ctmości owego przydomkiem Stasia zaszczyconego Po- 
tockiego, Sierpińskiego i innych. Druga od śmierci tego 
Stasia, gdy niebacznym miecz wyrywał z dłoni, a któ- 
rego jak sam pięknie powiedział nie to bolało że umie- 
rał, lecz że z ręki ziomków; Haukiego mężnego niegdyś 
obrońcy Zamościa; Siemiątkowskiego zacnego i niepo- 



— 550 — 

dejrzanego w patryofyzmie ; Trębickiego wodza bez wy- 
rzutu wybierającego raczój 6mierć niż zgwałcenie prze- 
konania własnego. Pierwsza po uwolnieniu od nieprzy- 
jaciół stolicy wybuchnęła w nieprzytomności władz krwa- 
wą zemstą przeciw znienawidzonym członkom ohydzo- 
nego rządu, lecz niebawem upamiętała się i w innych 
bezbronnych y w kobietach osieroconych śmiercią mężów, 
widziała tylko nieszczęśliwych, ludzkością i szlachetno- 
ścią postępowania słodziła ich niewolę, dozwalając przy- 
jaźni odwiedzać ich i opatrywać bez posądzania i po- 
tępiania tych , którzy jak ludzie z ludźmi związki z nie- 
mi mieli. Druga także niestarła szlachetności z charak- 
teru polskiego, lecz niestety splamiła się nocą 15 sier- 
pnia, która była tylko skutkiem nauk rozpowszechnia- 
nych po klubach, szczególnićj w owćm prawdziwćm pie- 
kle rewolucyjnćm nazwanćm Honoratką^ w którćj ubó- 
stwiona obradujących Hebe a w istocie Harpia nalewała 
im durzący trunek, wprawiający ich w szaleństwo koleją 
komiczne lub tragiczne — na co sam własnemi ocza- 
mi patrzałem gdy Erukowiecki chcąc mnie przekonać, 
wziął mnie z sobą i oprowadził po tych miejscach, w któ- 
rych nigdy noga moja nie postała. W pierwszćj ledwo 
zasłyszano o powstaniu w Krakowie, ze stolicy, z całego 
kraju, młódź z kaneelaryj. sądowych , ze szkół, z domów 
obywatelskich, od pługa i siekiery biegła pod Racławice. 
W drugićj w początkach nie widziałem szczególnićj 
w stolicy takiego zapału, nie umiano także poruszyć lu- 
du wiejskiego, który jednak w ogóle nie źle był uspo- 
sobiony. Mój syn mi opowiadał iż gdy jechał z Lublina 
do Zamościa z rozkazami dyktatora i już z kokardą i 



— 551 — 

szarfą narodową^ chłopi na drodze klękali^ modlili się i 
łzy z radości na widok kolorów narodowych lali. P6- 
żnićj zapał się zwiększył i jak zawsze naród obowiązek 
swój na placu walki i honoru wypełnił; a tak w pierw- 
szej jak w drugiój rewolucyi sława oręża polskiego świe- 
tnie zajaśniała a sztandary nasze okryły się nowemi 
laurami. Jest to najpiękniejsza strona i jednćj i drugićj 
rewolucyi i ta pozostanie jak najdroższy skarb naro- 
dowy. 

Miała rewolucya Kościuszki redaktorów pism i ga- 
zet w Niemcewiczu , Mostowskim itd., a gdy pierwszy 
do obozu się udał, w Wyszkowskim i Leszniowskim. Re- 
wolucya 29 listopada miała redaktorów niestety w za- 
gorzalcach namiętnych w I. B. Ostrowskim wydawcy No- 
wij Pohkiy wGurowskim, Żakowskim itd. Pierwsi za- 
chęcali z natchnienia Narodowego Eządu do jedności, do 
przebaczenia, nie prześladując nawet tych, którzy wido- 
cznemi byli winowajcami przeszłości; lecz zachęcając 
ich aby przeszłe 'a przebaczone zbrodnie okupili ofiara- 
mi krwi i majątku przez wdzięczność za tę wspaniałość 
obrażonćj i zdradzonćj przez nich ojczyzny. Drudzy za- 
chęcali do zemsty, wystawiali modele gilotyn na widok 
publiczny, głosili o prawnćm ojcobójstwie , podszepty- 
wali aby dzieci donosiły rodziców gdy ich w swojćm 
mniemaniu za zdrajców kraju uznają. Pierwsza wynikła 
w samym krwawym o^iu rewolucyi francuzkićj, a choć 
pierwsza i druga spodziewała się pomocy od ludu i rzą- 
du francuzkiego , pierwsza wzdrygnęła się na morder- 
stwo' króla, na tygrysie okrucieństwo tylu potworów 
francuzkich, a dziennikarze jćj utrzymywali w narodzie 



— 552 — 

ten wstręt, to oburzenie^ które z poczciwego i ludzkiego 
charakteru polskiego wywołały, terroryzm i krwawe sa- 
turnalia paryskie. Przed redaktorami dzienników drugićj 
rewolaeyi leżały zawsze otwarte księgi nauk Marata, w Ro- 
bespiera, St. Justa, Dantona itd i z nich kopiowali bezbożne 
artykuły, a niewiadomość przyjmowała je za ich własne 
twory i dzivviła się ich rozumem. W pierwszój gdy pospól- 
stwo dopuściło się na Wilfersie i Rohozińskim krwa- 
wćj i morderczej zbrodni. Naczelnik zesłał jenerała Ka- 
mińskiego z rejmentem ułanów, kazał winnych zbrodui 
pochwytać, osądzić, powiesić, a burzliwych rzemieślni- 
ków w szeregi na obronę kraju wcielić ; w drugićj po 
okropnćj rzezi 15 sierpnia ani rząd, ani naczelnicy woj- 
skowi nie śmieli nikogo ukarać; zatrzymano na chwilę 
Puławskiego a potćm puszczono. 

Miała rewolucya Kościuszki swego Tyrteusza w Niem- 
cewiczu, co obok wodza śpiewał, zachęcał i walczył, 
wraz z nim raniony podzielił jego los, niewolę i więzie- 
nie. Mickiewicz był minstrelem a raczej wajdelotą osta- 
tnićj rewolucyi. Oda do Młodości i Walenrod najwięcćj 
może przyczyniły się do wybuchu. 

Zdradził los obydwie rewolucye, pierwsza zakoń- 
czyła się r,zezią Pragi, druga zdobyciem Woli; na Pra- 
dze poległ Jasiński ' jeden z głównych dowódzców, nie 
przeżył ojczyzny; w Woli poległ bez nogi kaleka wale- 
czny Sowiński. Drżała Warszawa podczas układania 
kapitulacyi i w pierwszym i w drugim razie. W pierw- 
szćj rewolucyi główny jćj przewódzca ów Ignacy Po- 
tocki jak drugi Regulus dla okupienia stolicy od zem- 
sty sam się rzucił w ręce okrutnego zwycięzcy a jego 



; \ 

I 



- 553 — 

wspótoicy podzielili los jego. Czemnż w drugićj rewolu- 
cji rosterki wewnętrzne zmusiły już były Ks. Adama 
Czartoryskiego usunąć się z rozpaczą w sercu do Kra- 
kowa! Ten najzacniejszy obrońca honoru narodowego 
ten Kurcyusz polski który się rzucił w przepaść, aby ją 
pod nogami ziomków wykopaną zamknąć, był bez wąt- 
pienia zdolny podobnego jak Ignacy Potocki czynu. 

W rewolucyi Kościuszki Naczelnik waleczny a skro- 
mny jeździł równie na czele wojsk jak do królewskie- 
go zaniku na małym, białym koniku, w sukmanie kra- 
kowskiej. 

Rozwiązała się rewolucya Kościuszki pod Radoszy- 
cami mimo rady Dębowskiego i zaklęć Wawrzeckiego, 
rozproszyło się wojsko po kraju. Rozwiązała się rewolucya 
29 listopada pod Zakroczymem w ten sam sposób. 

Nastąpiła i z tćj i z tćj emigracya. Wznosi się umysł, 
pociesza się serce czytając o emigracyi kościuszkowskićj, 
o jćj usiłowaniach, czynach, chwale którą okryła Pol- 
skę. Chwała wam nieśmiertelni Dąbrowski, Kniaziewi- 
czu, Sokolnicki, Klicki i wszystkim waszym towarzy- 
szom broni, wyście poświęceniem się waszćm, cudami 
waleczności, cierpliwością, stałością obudzili współczucie 
Europy, wyście odnieśli tryumf nad uprzedzeniami, nad 
pogardą, nad obojętnością, którą potwarz sprzysiężona. 
z przemocą okryła naród polski. Wy obudziwszy szacu- 
nek świata dla nieszczęśliwego narodu, wytrwaniem 
w przemianach polityki wyjednaliście jćj opiekuna i 
zbawcę, wyście więc odrodzili Polskę. Wyście ufali uczu- 
ciom ziomków i oni wam ufali, wyście czuli, że kochać 
Kiomków jest to kochać ojczyznę. Nie potrzebowaliście 

70 



— 554 — 

spisków, zmów, sekretnych towarzystw. Nie narażaliScie 
ziomków na podejrzenia, na pi^ześladowania, na kary, 
na więzienia, na śmierć bezużyteczną. Ani jedna fałszy- 
wa nuta nie doleciała do kraju od emigraeyi kościusz- 
kowskiój. 

I w emigraeyi 1831 r. są i były cnoty publiczne i 
prywatne, bo gc|zież ich niema, gdzie są Polacy. Nie mówię 
tylko o małej liczbie tych, którzy się trzymając steru i 
rad Ks. Czartoryskiego czas trawiony na wygnaniu po- 
święcili naukom^ wykształceniu umysłowemu, talentom, 
rzemiosłom, aby tych nabytków mogli użyć równie na 
korzyść jak na chwałę rodzinnćj swojćj ziemi; ale do- 
łączam do nich także tych wszystkich, którzy nie za- 
wsze trzymając się Ks. Czartoryskiego umieli sobie po- 
zyskać dobre imię u obcych, a swoim chlubę przynieśli 
nie ściągając na ojczyznę klęsk, nie narażając ją na 
bezużyteczne ofiary. Dębiński, Chrzanowski i tylu innych 
walecznych wodzów, odnowili tradycye legionistów. 

Lecz niestety cała jedna liczna, zbyt liczna część 
emigraeyi 1831 r. zabiła wszelkie współczucie Europy 
tylu ofiarami zarobione, sama siebie wewnętrznie szar- 
piąc i kąsając, rzuciła się na zgubne tory, w spiski, 
w towarzystwa sekretne równie niebezpieczne krajowi, 
który jćj dał przytułek i jałmużnę, jak narodowi który 
w przepaść wpycha. Nie dość że się targnęła na tego 
męża, którego wychodztwo uświetniało emigracyę, który 
ją osłaniał swoją powagą i wziętością, wspierał radą i 
pieniędzmi. Jedni z tych szaleńców go szkalowali, dru- 
dzy obdarłszy go obmawiali, inni mu ufność u ziomków 
i obcych odjąć usiłowali; a przez wściekłe i szalone pi- 



— 565 — 

sma wciskane w earopejski obieg ileż narobili ofiar 
w Potece nietylko z obłąkanych, zwiedzonych lecz z cie- 
kawych; ileż tę część emigraeyi potępia łez z zakrzepłej 
Syberyi z kopalń kruszczów; ileż przeklęstw nie wyszło 
przeciw nićj z pod Bznbienicy Konarskiego, Zawiszy^ Po* 
tockiego itd. itd. Ona przez swoich wysłańców sprawiła 
rachy galicyjskie ^ gotując przeciw swoim własnym 
narzędziom socyalistowskie noże a chłopstwa . . . ^ 

na wytępienie szlachty polskiój, którćj 

równie nie cierpiała i wjćj dachn działał Szela. Ów 

okropny Szela było to Amfibiam 

Jakichże to bohaterów wywionęła ta część emigraeyi 
na ojczystą ziemię? Mierosławski i jego wspólnicy^ oto 
są jćj chluby i 2fa8zcżyty. Ci to bohaterowie zabili 
Rzeczpospolitą Krakowską , oni na prowincyę Wielko- 
polską sprowadzili tyle nieszczęść, tyle klęsk bolesnych. 
Oni i im podobni a raczćj cały dach centralizacyi wer- 
salskićj pogorszył los Polski, drażnił- ciągle szukającego 
tylko powodów do zemsty Mikołaja. W pismach publi- 
cznych, w dziennikach, w broszurach podburzali ci lu- 
dzie i drażnili z wściekłością i niedołężną zemstą tćm 
podlejszą że bezpieczną, jak to robią psy zajadłe co za 
ścianą szczekają. Któż ze zgrozą nie czytał tyle bezbo- 
źoych wierszydeł i artykułów? Jak gdyby się zawzięli 
czyją bądź ręką wytępić pozostałych na tćj ziemi ziom- 
ków, gdy swoją dosięgnąć ich nie moglL Oto są prawa 
do wdzięczności, do uwielbienia tćj części emigraeyi, 
nąd którą »ię jeszcze niektórzy zaślepieni litują. Nie 
przebaczę także nigdy tym , co do takiego szaleństwa 
doszli, ie z bronią w ręku rzucili się przeciw Głowie 



— 556 — 

Kościoła i przeciw tym samym Francuzom^ którzy im 
przytułek dali, brnąc po uszy w nauce socyalistowskićj 
Raspaliów, Blankich, Prudonów itd.J 

Oh! gdyby po każdóm szalonćm, nierozważnóm , 
zbi»dniczóm zaburzeniu — a nie mówię tu ani o powsta- 
niu Kościuszki, ani o rewolucyi 1830 r., lecz o podo- 
bnych próbach jak w Galicyi i Księstwie Poznańskićm 
odbyły się w 1846 i 1848 r. — gdyby powtarzam po każdóm 
takióm zaburzenin, lud nie z uwiedzionymi i powodują- 
cymi się szlachetnemi uczuciami ale ze sprawcami jego 
i zagranicznymi podżegaczami tak się znalazł, jak się 
znalazł z ową komisyą lubelską o którćj wy^ój wzmian- 
kowałem i nie wypuszczał z kraju ze słowy: „Nawarzy- 
liście piwa pijcie z nami^; gdyby pamiętał te podpala- 
czów uciekających od pożaru który rozniecili godzi się 
w ogień wrzucić; gdyby można postanowić prawo, że 
każdy naczelny sprawca i podżegacz zaburzenia nie po- 
wołany ani upoważniony przez narody wykradając się 
od sprawionego przez siebie nieszczęścia nie jest emi- 
grantem ale banitą, którego wolno każdemu pozbawić 
tego życia, które z hańbą, wepchnąwszy innych w prze- 
paść, uniósł; gdyby nakoniec prawo to opiewało że na- 
wet w szczęśliwćm doprowadzeniu do skutku wszczętego 
zaburzenia każdy naczelny przewódzca już przez sam 
stopień osiągniętćj przez siebie chwały i zasługi był 
wyłączony na zawsze od znaczenia i przewodzenia, od 
urzędów i zaszczytów w nowym a przez siebie zjedna- 
nym dla kraju porządku i był rad nie rad zmuszony 
zostać Cyncynatem lub Washingtonem; o iluż by to 
śmiałków do zaburzeń nie odważyło się^ do tych śmier- 



— 557 — 

telnych dla drugich i naroda skoków! wieloż obłudui- 
ków i knglarzów ambicyą wiedzionych, w nieszczęścia 
ufających nie sercu lecz nogom, a w szczęściu jui chci- 
we i drapieżne pazury gotujących na dostatki publiczne 
i prywatne, nie śmiałoby. powierzać się hazardom! wie- 
leż próżności skonałoby w domowych zaciszach ! 

Odrywam pióro od tego bolesnego, okropnego obra- 
za i już go więcój nie wezmę. Bodajby żaden pisarz 
w najpóżniejszój potomności nie znalazł się w potrzebie 
mówienia i wspominania o podobnych sprawach, na mnie 
wzmiankę wymusiła ta bezczelność, ta próżność, to nai- 
grawanie się z prawdy , to kuglarstwo i samochwalstwo 
owych podżegaczów, którzy nawet uwiecznić swoje twa- 
rze przedsięwzięli przez ryciny, przez galerye obrazów, 
wciągając da wspólnictwa s wojćj niesławy talenta współ- 
ziomków. 

Może więc te kilka słów otworzą oczy uwiedzionym 
i zwodzącym się i przyłożą się do pomszczenia się o- 
brażonćj prawdy Jub zastawionych na jćj obłąkanie sideł. 



Wspomnienia z czasów bieżących. 



Ni 



im do nieh przystąpię, jeżeli mi wiek wystarczy i sta- 
rzejący się nmysl dozwoli, dam tu obiecany wyż^j obraz 
Alberta Potockiego, w niłodo6ct aczńia liceum warszaw- 
skiego w późniejszym wieku przez niesłychane awantur- 
nictwo podpułkownika wojsk rosyjskich, wprzód nie- 
szczęśliwie słynnego między uczniami, a następnie w to- 
W^-rzystwach warszawskich . tak saloiiowych jak litefac- 
kich głośnio. Dam ten obraz dla przestrogi, jak naj^ 
wyższe talenta, najznakomitsze zdolności, niewinne nd- 
wet i najlepsze skłonności mogą się obrócić w prawdzi- 
wą truciznę przez niewłaściwe wychowanie i przez czy- 
tanie zawczesne dzieł niebezpiecznych, rozwięzłych i szko- 
dliwych, gdy na nieprzygotowane umysł i serce niezdolne 
jeszcze rozróżnić fałszu od prawdy, cnoty od występku 
wpłynie ich gangrena i uprzedzi nie zaszczepione mle- 
kiem matki moralności i religii zasady. Nie dziwi mnie 
to czćm był Potocki, bo ze krwi ojca i matki wziął 
skłonności , równie jak w obyczajach epoki w którćj ro- 
dzice jego żyli. 



— 559 — 

Ojciec jego Ignacy Potocki herbu Szeliga, Wielko- 
polanin rodem, miernego lecz dostatniego majątku , brat 
przyrodni Brezy ministra sekretarza stanu za Księstwa 
Warszawskiego, był moim kolegą w palestrze lubelskiej 
i -dependowaliśmy razem u Józefa Podchorodeńskiego 
mecenasa; razem mieszkaliśmy, związany więc z nitn 
byłem od młodości nietylko dobrą znajomością lecz przy- 
jaźnią. Postać jego była nie miłą, nauki z czytania dzieł 
francuskich miał nieco, dowcipu dosyć, złośliwości satyry- 
cznej najwięcćj. Mieszkał na Wołyniu pod Annopolem mia- 
stem Księcia Jabłonowskiego kasztelana krakowskiego we 
wsi Horostka a potćra syna jego Stanisława. Potocki 
jako należący do familii Brezów którą protegowali Ja- 
błonowscy wychowali i na losy jćj wpływali, doznawał 
tych samych od tych możnych panów względów. 

Po śmierci ojca swego, czyli tćż jeszcze za życia 
gdy podczas Kgnfederacyi Targowickićj i następnie re- 
wolucyi Kościuszki trybunały zalimitowały się na czas 
długi, Ignacy Potocki ożenił się na Wołyniu z Felińską 
siostrą rodzoną Alojzego Felińskiego wsławionego już 
poety, wychowaną przez brata poetę, sceptyka i Wolte- 
rzystę i natchnioną smakiem do literatury i poezyi z ca- 
łą egzageracyą uczuć , którym ta płeć miary dać nie 
umie. Z tego małżeństwa urodził się syn Albert czyli 
Wojciech. 

Ignacy Potocki wkrótce owdowiał, i w powtórne wszedł 
związki małżeńskie z panną Dudkiewiczówną. Oddał 
dragićj żonie młodego Alberta, tak iż ten odebrał zupeł- 
nie kobiece wychowanie i że rzec mogę, iż w nim nic 



— 560 — 

męzkiego nie zostało; dusza, serce, umysł napoiły się 
wszystkiemi skłonnościami kobiecemi. 

Postać tego młodzieńca nie była pociągającą, w 
oczach zbyt małych miał wćjrzenie i kształt powiek sło> 
nia, które to zwierzę między najrozumnićjsze bistorya 
naturalne zalicza, nie brakowało mu też na zdolności; 
ciekawy z natury chwytał romansowe książki i pożerał, 
bez żadnćj kontroli, równie jak dzieła filozofów francuz- 
kich osiemnastego wieku. Był on od najmłodszych lat 
bystrym, dowcipnym, przenikliwym W dwunastym czy 
piętnastym roku życia przywieziony został na początku 
królestwa Polskiego do Warszawy i oddany do liceum. 
Była to cbwila w którój gorący patriotyzm wzniecony 
w Polsce przez legiony, rozżarzony przez Napoleona i na 
nowo obudzony przez cesarza Aleksandra, ogarnął wszy- 
stkie serca i umysły. 

W pierwszych chwilach nad wszystkiemi innemi 
uczuciami górowała wdzięczność dla cesarza Aleksandra 
szczególnićj w wyższych towarzystwach stolicy. Wkrótce 
jednak zmieniła się postać rzeczy, do czego najwięcćj 
przyczyniło się postępowanie W. Księcia Konstantego 
i pobłażanie cesarza dla kapryśnego i dziwacznego brata. 
Część więc towarzystwa stołecznego, oziębła w onych 
uczuciach dla monarchy, draga jawną rozpoczęła opo- 
zycyą. Otworzyły się salony polityczne, które się stały 
ogniskiem tćj opozycyi. Albert Potocki jako rozumny, 
dowcipny i miły młodzieniec bywał w tych salonach, 
przysłuchiwał się politycznym rozmowom i niemi imagi- 
nacyą swoją rozpalając, uczniom i towarzyszom swoim 
udsiielać je zaczął, a że przy bystrości pojęcia i pilno- 



' — 561 — 

fici uważanym był jako celający aczeń , niepospolite mię- 
dzy kolegami zajął miejsce. 

Owa opozycya salonowa ^ acz pozornie mało ważna 
była jednak nader znaczącą. Domy które w początkach 
brzmiały nwielbieniem dla cesarza Aleksandra, i do któ- 
rych nawet uczęszczał Wielki książę Konstanty, gdy 

■ 

ten książę przez gwałtowność swego charakteru zaczął 
się dopuszczać nadużyć z obrazą konstytucyi i godności 
narodowćj; zmieniły się w ogniska opozycyi^ w miejsce 
zebrań najgorętszych patryotów i słusznych , a surowych 
przyganiaczów zapędów W. Księcia; a że jak dopiero 
co rzekłem , cesarz Aleksander słabą tym zapędom sta- 
wiał tamę, nieukontentowanie i narzekanie dzieliły się 
między obu braci. 

Albert Potocki a raczćj Albrick, gdyż tak go nazy- 
wano, mile przyjmowany w tych salonach a używający 
z drugićj strony wzięcia u młodzieży szkolnćj , przysłu- 
chiwał się ciekawie i skwapliwie rozmowom politycz- 
nym starszych osób i stał się między młodzieżą szkol- 
ną apostołem przesadnego patriotyzmu. Żywy, utalento- 
wany, a nadewszystko poeta, co słyszał, a dobrze nie 
przetrawił otem rozprawiał ze swojem i współucznciami, 
zakrywając się przed niemi powagą starszych. 

Albert był stworzony na agitatora, wszystko miał 
potemu, rozum, dowcip, imaginacye a nadewszystko 
płochość ł iekość charakteru , uspasabiały go do tćj nie- 
bezpiecznćj roli. Przytem od najmłodszych lat nie miał 
on żadnych ani moralnych , ani religijnych zasad, je- 
dnd tylko 'szlachetne nczacie tkwiło zawsze w jego ser- 



71 



— 562 — 

en, a tern była miłość ojczyzny; lecz i w tern nczuciu 
nie znał żadnćj miary, niepoohamowany w swoich żą- 
dzach, niepochamowanym był także w swoim patryo- 
tyzmie, i dla tego nieraz szl^odził sprawie, którą 
kochał i którćj mniemał służyć. Niedość jest bowiem 
miłować, trzeba jeszcze umieć miłować, i nie raz zrobić 
ofiarę swojego zapału, swoich wzniosłych uczuć, na ko- 
rzyść tego co się miłuje. Potocki zaś tćj cnoty nie po- 
siadał i dla tego nigdy nie wyrósł na prawdziwego męża, 
lecz pozostał amfibią, tak iż nieraz trudno było rozpo- 
znać, czy przeważała w nim natura kobieca czy męzka. 

Wierszem więc i prozą rozbierał z kolegami na 
lekcy ach konstytucyę, piorunował przeciw jćj zgwał* 
ceniu, i w zapędzie zapału na pierwszćj kartce jćj 
egzemplarza napisał słowa: Tyran nam ją dał^ krwią 
tyrana ją zmażem. Gdy na lekcyi trzymał ten sex- 
tern, profesor rzuciwszy okiem, i już z różnych je- 
go poprzedzających wybryków podzierający jego nie- 
rozwagę czy szaleństwo, chciał odebrać książkę, lecz 
Albert wydrzeć jćj sobie nie dał. Ten wypadek jako 
w obecności całćj szkoły wynikły, utaić się nie mógł, i 
doszedł do W. Księcia; a że był przytomny tćj scenie, 
czy tćż miał ją sobie poufnie powierzoną przez profesora 
kolegę, Jan Wołowski, referendarz w radzie stanu, na 
niego padło jak najnieslusznićj podejrzenie, że czyli ga- 
datliwością rozgłosił, lub tćż z umysłu wydał sekret, 
który zatrzeć usiłowano.. 

W. Książę uwiadomiony, kazał zaraz ująć ucznia, 
winowajcę przyprowadzić do swego pałacU| zamknij go 



— 568 — 

pTty wszystkich przyzwoitych wygodach, cesarzowi Ale- 
ksandrowi doniósł, a do namiestnika nczynił wezwanie, 
aby zesłał komisyę do najsurowszej indagacyi w cela 
wykrycia wspólników i dojścia wyrazów napisu na kon- 
stytucyi. Ojciec Potockiego zostawując go w Warszawie 
zobowiązał mnie, abym nad jego nmysłowóm dosko- 
naleniem rozciągnął przyjacielską opiekę i wzierał w je- 
go postępy, czego mu nie odmówiłem jako dawnemu 
koledze trybunalskiemu i przyjacielowi, równie dla nie- 
go jak dla Felińskiego. 

Gtdy więc dowiedziałem się o czynie Alberta, wzdry- 
gnąłem się na tak szalony i mogący być szkodliwym 
postępek, jednak przez powody przyjaźni, ludzkości, jako 
też nie mogąc się oprzeć naleganiom, mójćj żony i pro- 
tektorów i protektorek Potockiego, spowodowany naresz- 
cie litością nad młodym wiekiem, udałem się do Namiest- 
nika. Pierwsze jego słowo było „Twój pupil pięknie się 
w szkołach popisał; dzieciństwem i głupstwem narobił 
nam kłopotu. W. Książę dał mi rozkaz najściślejszego 
dochodzenia tego, co on nabazgrał"; odpowiedziałem: 
jjTo jest chłopiec wielkich zdolności i nadziei, lecz żywy 
i nierozważny ; mógł się dopuścić jakiego dzieciństwa 
zasługującego na skarcenie szkolne i godziłoby się go 
osłonić od gromów W. Księcia; jeżeli to jest podobne, 
właśnie przyszedłem o to Księcia prosić." „Gdyby ode- 
mnie zależało, odpowiedział, dałbym porządną burę pro- 
fesorom, a chłopcu kazałbym dać rózgi; bo z dzieciń- 
stwa robić sprawę stanu, jest dzieciństwem, ale cóż po- 
radzisz. W. Książę już musiał donieść Cesarzowi ten 



— 5ft4 - 

Bskolny pasztąt^ i ja wyznaczyć muszę inkwizytora do 
wykrycia prawdy, więc ciebie samego wyznaczam; je- 
żeli możesz osłoń go, bo to jest dzieciństwo." Podzięko- 
wałem Namiestnikowi mówiąc: „Nim się podejmę pole- 
cenia Księcia, pozwolisz, jiim zacznę indagaoyę na pi- 
śmie, abym wprzód ustnie z profesorów i młodzieży wy- 
rozumiał, co to jest i jak jest, abym Księciu złożył ra- 
port, czyli jest o co prowadzić urzędową indagacyę, i czy 
ona co wykryć może. Wie Książę, że sprawa jest z dzieć- 
mi; przestraszone i zmieszane mogą pleńć, wikłać się 
i z muchy zrobić wielbłąda." „Zrób jak chcesz, i opo- 
wiesz mi." 

Nazajutrz udałem się do jektora i profesora, i od 
nich dowiedziałem się, iż Potocki istotnie coś występne- 
go napisał na kartce, lecz profesor nie mógł przecież 
dokładnie opowiedzieć wyrazów; że kartka ta przez a- 
cznia wydartą i podartą została, że zapewne inni ncznio- 
wie o tym napisie nie wiedzieli i zaręczyli mnie za spo- 
kojnego ducha uczniów ; Potockiego jedynie obwiniali 
o płochość i nierozwagę. Wróciłem więc do Namiestnika, 
przekonałem go, że nie ma co nrzędowćj indagacyi ro- 
bić; obiecał to nazajutrz przełożyć W. Księciu. Wróciw- 
szy do siebie, już zabierałem się do snu, poga|zono 
świece, gdy usłyszałem po ocienanionych schodach kogoś 
dobijającego się do przedpokoju; gdy dano świecę, spo- 
strzegłem przed sobą zadziwiony barona Mornchejma; 
ten mi oświadczył , iż idzie od Namiestnika, do którego 
wysłał go .W. Książę po wiadomości i raport, co wy- 
kryła nakazana indagacya, w przewinieniu ucznia Po- 



^ 666 ~ 

tookiego ; że Namiestnik mu oAwiadczył , iż jako od niego 
w tym ćeln wyznaczony uwiadomię go z dokładnością, 
że przyszedł szakali u mnie tego uwiadomienia; aby 
mógł W. Księciu odnieść. Wszedłem więc w rozłńór 
rzeczy z Momłtejmem; nie wiele miałem pracy przeko- 
nać tego umiarkowanego sekretarza W. Księcia , że rzą* 
dowi z przewinienia niedojrzałego szkolnego ucznia nie 
wypada robić występku czy zbrodni stanu, że tćm ubli*- 
żąłby swojćj powadze i mocy; wystawiłem mu następ- 
stwa i ich niebezpieczeństwa, gdy z dziećmi postępiyąo 
jak z dojrzałemi ludźmi wbijemy w ich głowy, że już 
są członkami politycznego towarzystwa, n wprowadzimy 
ich w zarozumiałe mniemanie, że są ważnemi tego ciała 
politycznego członkami , i że nićm poruszać mogą ; prze- 
konałem więc go, że ponieważ korporacya szkolna ma 
swoje ustanowienia i przepisy, aby skarcenie przewinie^f 
nia jćj zostawić, to jest szkolnćj władzy, a urzędownie 
nie wdawać się^ zwłaszcza że jak wybadałem, wino- 
wajca się wypiera, a profesorowie i ucznie o wyrazach 
winy nic pewnego wyjawić nie są w stanie. Baron Morn- 
hejm odchodząc przekonany, przyrzekł swoją pomoc u 
W. Księcia nie beZ nadziei , że przestanie na tych słusz- 
nych uwagach. 

Przybyła wtćm do Warszawy macocha Alberta owa 
niegdyś młoda, wesoła, pusta, trzpiot, Dudkiewicz6wna^ 
którą W. Książę znał na Wołyniu, której pustoty bawi- 
ły go, i z którą zawsze drażniąc się, poufiE^ości do sie- 

« 

bie dozwalał. W. Książę przy tylu niesłychanych wadach 
miał ten rzadki przymioty że czyim był przyjaciełem za 



— 566 — 

młodn^ był dla niego stałym i nieodmiennym w swoich 
waględacłi. Gdy njr^ał przed sobą tę dawną znajomońć; 
na łzy ]ij i prośby zwolniał w gniewie i przyrzekł j^j 
wstawić si$ n Cesarza o przebaczenie ^ co samo było 
jaż przebaczeniem. Mieliśmy więc wszyscy rzecz tę za 
skończoną y gdy nadeszło to przebaczeoiei Ale w jakić) 
formie nadeszło? Cesarz wydał je urzędowem postano- 
wieniem, rozkazał ministrowi oświecenia ; aby w obec 
zebranych szkół; rektora i nauczycieli , ogłosili naganę 
winnemu uczniowi i łaskawe w nadziei poprawy prze- 
. baczenie. Minister więc oświecenia z całą komisyą w n- 
rzędowe szaty przybrani , z całą uroczystością i powagą 
dopełnić tego musieli. Zamierzono przestraszyć i odrazić, 
zawiedziono się ; skutki z tego urzędowego i pompatycz- 
nego aktu, które Namiestnik, Mornhejm i wszyscy roz- 
ważni Indzie przewidzieli , objawiły się niebawem. Mlódż 
i sam winowajca pozornie pokorny i skruszony, uczuł 
się bohaterem ważnym, niebezpiecznym, prześladowanym; 
młodzież jego wygodne zaaresztowanie uważała za mę- 
czeństwo, otoczyła go czcią, ufnością, i sama w zaro- 
zumiałość się wbiła. Już przepowiednie * tych skutków, 
podczas gdy Albert w Bryło wskim pałacu czy Belwede- 
rze był zamknięty, objawiły się widocznie w ściganiu 
przez młodzież szkolną Jana Wołowskiego referendarza 
stanu, zacnego i słusznego człowieka, niebacznie i nie- 
słusznie posądzonego przez dzieciuchów o oskarżenie 
Alberta; a ja sam w rok póżnićj z ust samego Albeito 
usłyszałem niesłychanego zarozumienia i fermentacyi po- 
lityeznćj po dziecinnych głowach dowody. 



— 567 — 

W czaaie tój dziecinhćj sprawy, szybkim pędem za- 
jechała przed mój dom dorożka, wyskoczył z nićj zmie- 
szany i rozgniewany Jan Wołowski referendarz, i w płasz- 
cza wszedł zadyszany, mówiąc: „Panie Radzco, zaradź 
tęmn; oto patrzaj, mam pistolety pod płaszczem, jaź 
dragi dziąń na alicy pokazać się nie mogę; gdziekol- 
wiek wyjrzę, stadenci mnie gonią i wołają: „łapaj, ła- 
paj szpiega^ — ja któremu w łeb strzelę.^ „Zmiłuj się, 
uspokój się; nie bierz dziecinnój płochońci za jaką gro- 
źną lab ubliżać ci mogącą napaść; gonią cię, bo ich uni- 
kasz ; nie unikaj, stań, spytaj się ich co mają do ciebie, 
a ujrzysz, że spokojnie odejdą, a gdyby cię jakiemi nie- 
przyzwoitemi słowami przy witali , nie pokazuj pistoletów, 
pogroź im skargą do Lindego, a uspokoją się^; — po- 
słuchał mnie, wyszedł ; wprawdzie obskoczyli go studen- 
ci; g^y ^ch zapytał, czego go napastają, odeszli spokoj- 
nie, i tak się ten epizod zakończył. 

Rok przeszedł pozornie spokojny, lecz głucha i skry- 
ta fermentacy a ,' do którćj znacznie przyczyniał się Al- 
bert, trwała. Zwykł on był przychodzić do mego domu 
z żądaniem pomocy pieniężnćj na rachunek ojca, jak 
gdyby mu na potrzeby jego zawodnie dosyłał; dawałem, 
póki nie dostrzegłem marnotrawstwa. Raz przyszedł do 
mnie z tćm żądaniem, i zastawszy mnie czytającego za- 
graniczne gazety, zaczął rozmowę patryotyczno-politycz- 
ną ; stropiłem go , spostrzegłszy, że w nim dawny nałóg 
politykowania odżył i dałem mu czuć, że trzeba sza- 
nować i używać skromnie i roztropnie tego co mamy, 
„porzućcie marzenia, któremi się wielu niebacznych ko- 



— 668 - 

łysze, a wam Btadentom uczyó się i nie rozprawiać." 
„Więc I rzekł do mnie pan Radzca Stanu, radby nam 
widzę nadzieję odjąć; nie wiedzieliśmy, że tak mydli; 
dotąd był pan a nas w książce patryotów zapisany, ale 
odtąd będzie w innćj." „Jak to, wy taką książkę ma- 
cie ? Czyż wie o nićj Linde ? Widzę , jak się poprawiłeś 
po tćj przestrodze, którą ci W. Książę dał. Cóż to mło- 
kosie rozumiesz, że repntacya ładzi mających zasłngi 
w kraju od was zależy, że jest jedna tak nierozsądna 
istota, aby o nią dbała. Opowiem Lindemu, aby cię pod 
silniejszą straż i dozór ujął, bo twemi niepoprawionemi 
nałogami to sprawisz, że rózgi do szkół wprowadzą a 
ciebie wypędzą. Ostrzegę ojca, aby cię wywiózł z War- 
szawy i ochronił cię od nowego więzfenia, które cię 
czeka. Co do mnie, wypieram się ciebie i zostawiam cię 
twojemu losowi." Na te słowa skraszał, zaczął mnie po 
rękach całować ze łzami w oku, zaczął się wypierać 
książki w którą wpisany być miałem, że tego czynu 
się nie dopuścił, tylko niebacznie udał, przyrzekł po- 
prawę, i ja przyrzekłem jćj czekać. 

Wszystko to , co mówił w udanym żalu , było fał- 
szem i obłudą; przez cały rok utrzymywał ciągłą mię- 
dzy młodzieżą fermentacyą, i mego syna do nićj pocią- 
gał; co spostrzegłem w rozmaitych jego pismach i wier- 
szach, które do mnie przez mego syna dochodziły. Za- 
cząłem się obawiać o mego syna^ który ogniście prze- 
tłumaczył najpatryotyczniejszą scenę z Makbeta, i czytał 
ńa egzaminie, co ściągnęło podejrzliwą uwagę Nowo- 
siloowa. 



— 569 ~ 

W kilka niedsiel piiBićj przyszło do głowy Alber- 
towi praebraó się po polsku. Jednego dnia, około godzi- 
ny dziesiątó} rana, wyszedłszy na balkon mego domu 
w ulicy Świętokrzyskiej, usłyszałem szmer i krzyk . ludzi 
biegnących ulieą Nowy-Świat, za jakientsiś nowćm zja- 
wiskiem, i ujrzałem młodą kobietę w kabryoleeie, która 
sama się powożąc, gdy się wykręciła, cbcąc ujrzeć za 
ezćm lud biegnie, wypudciła z rąk lice, i przestraszoną 
konie niosły pędem ulicą Świętokrzyzką. Była to młoda 
mężatka Ludwikowa Eicka, z domu Zofia Matusewiezó- 
wna ; przecież schwytano konie, lecz młodą tę osobę pra- 
wie omdlałą zaprowadzono do bliskiego domu. 

Gdym się na posiedzenie komisyi spraw wewnętrz- 
nych udały i około czwartćj wróciłem do domu, moja żona 
spolkawszy mnie w pokoju, rzekła z uśmiechem : „Masz 
tu znajomego godeia^ ale et się nie pokaże, chyba dasz 
słowo, że się na niego gaiewać nie będziesz." Wtem się 
rozwarły drzwi do drugiego pokoju i spostrzegłem przed 
8(d)ą Alberta Potockiego w najdziwaczniejszym ubiorze 
polskim ; włożył on na siebie karmazynowe atłasowe bufia- 
e^% szarawary w ogromnych fełdaoh, spuszczone na żół- 
te buty z podkówkaini, żupan podobnież atłasowy roz- 
warty, pas bogaty na żupanie, na tóm kontusz biały 
sukienny, z guzami i wylotami skrojony z kozacka, czap- 
ka ogromna z siwym barankiem biała na bakier i w rę- . ^ 
ku ogromna gruba trzcina, z gałką i skówkami mosięż- 
nemi. Na ten histryoAski ubiór kozacko-polski i dmiech 
] gniew mnie ogarnął; łajałem, wystawiłem całą niedo- 
j*zeczno6ć i dodałem : „nie to złe , żeś się przebrał po 
polsku^ lecz że& się wystroił jak arlekin lub błazen; to 

72 

i 



— 570 — 

ty szedłei ulicą ku Belwederowi^ j$khy prsseemeiem, że 
tam może za kilka godzin osiądziesz. Nie wiesz ; ieA 
nastraszył tćm swojćm szal^twem panią Kieką, i o mało 
nie byłeś przyczyną nieszczęścia. Idż misie zaraz prze* 
brać; póki cię W. Książę nie każe przyprowadzić do 
siebie.^ W6ród tć> rozmowy, wszedł kamerdyner od Księ- 
cia Namiestnika z wezwaniem, abym niezwłocznie przy* 
szedł do niego i przyprowadził z sobą acznia Potockie* 
go; na to zmieszał się i rzekł: ;,To ja pójdę się prze^ 
brać.^ „Na co przebierać się, rzekłem, jeżeli mafemasz 
że6 dobrze zrobił, to pójdź i przedstaw się w tym nłnO' 
rze, niech się naśmieje z ciebie, bib rozgniewany rózgą 
dać każe. ^ Wypadł więc z mego domu, i tyłami nlie 
dostawszy się do swego mieszkania, powrócił przebrany. 
Przyszedłszy z nim do Namiestnika, zostawiłem go 
w przedpokoju a sam wszedł^n. Namiestnik mnie zaraz 
przywitał: „Otóż nowe głupstwo twego waryata, i może 
nowy dla mme kłopot, jeżeli się W. Książę dowtedziaL 
Jest on tu , niech wejdzie, a porządnie mu głowę zmyję; 
jego wypędzić trzełut ze szkół. ^ Lecz Albert isdcoro wszedł 
tak sję umiał ułożyć, taką skmdłę i żal okazać, tak sana 
obwiniać w sobie pustotę i przyrzekać poprawę, że Na- 
miestnik udobruchamy, gdy. mu opowiedziałem strój jego, 
ńmiać się zaczął, pozwolił mu się w ręee ucałować i 
^ obiecał wstawić się do W« Księcia „uczynię to, rzekła 
nie dla ciebie , ale dla twojego opiekuna , którego nie- 
ustannie wystawiasz na zmartwienie ; idź , zachowaj się 
spokojnie i popraw się.^ Jakoż Namiestnik tyle okazał 
względów i dla mnie^ i dla niego, że niezwłoc!2Uiie udał 
się do BdwedcTU. Za parę godzin spottcałem gó powra^ 



- 671 - 

* 

eąją(^Oy przywołał mnie do pojazdu i rzekł: Przecież 
^ię na niezćm skończyło. W. Książę już wiedział, za- 
stałem go w dobrym humorze^ i przestał na mojćm tłu- 
maczeniu tego dzieciństwa". 

To wydarzenie dało powód do now^ój komicznćj sce- 
ny. Mł^dź szkolna za przykładem Potockiego zaczęła 
się przebierać po polsku; pierwszy Nakwaski inłody 
okazał się w tym stroju , lecz go wraz z innemi kole- 
gami zrzucił; gdy się dowiedział, że Potocki tylko przez 
wstawienie się Namiestnika od gniewu W. Księcia za- 
słoniony został. Jednak młódź pusta nie zrzekła się swo- 
jej płocłioftcł bez wyprawienia sceny ze swojego rektora 
Lindego; przez nieznajomego sługę przysłała do jego 
przedpokoju zawinięcie z całym garniturem sukni poł- 
skićj. Przestraszony Linde, jakby na niego mogło pa- 
4ać kiedy podejrzenie, że się zamyńla przebrać, i tćm 
dać popęd ^ do przebrania się uczniom , zabrał ten pre- 
zent i przelękły wraz z tćm zawinięciem przedstawił się 
'Namiestnikowi z tłumaczeniem się i Wypieraniem ; roz- 
śmieszył tylko Namiestnika i swoją trwogą i my ślą, ^ 
Jakby wyglądał w stroju polskim. „Zważ Wasza Ksią- 
żęca Mość , drżący mówił , gdy rozwinąłem ten pakiet, 
jak się przeląkłem i struchlałem gdy ujrzałem: Jedm 
żnpsLtL, jeden kontusz, jeden pas, jednę czapkę". Namie- 
stnik nie mógł się utrzymać od śmiechu, i z trwogi, 
i z sposobu niemieekiego tłumaczenia się, i rzekł : „Ale 
kochany rektorze bądź spokojny; nikomu do głowy nie 
może przyjśó, abyście posądził o odmianę sukni ; to jest 
pustota twoich iK^zniów, których staraj się odkryć, skarać 
-i niedozwalaj dalszyt^h plóchości'*. Odszedł więc spokój- 

72* 



— 572 — 

ny, ten zicnj^ oświecony, dobry rektor- prawdziwy ojciec 
dziecii lecz niekiedy w pedantycznym spozierania ną towa- 
rzyskie sprawy z swoim niemieckim rodem zdradzający 
się. Potocki; który zapewne do tego żartu ze swego 
zwierzchnika należał; utaił się, a' w cichości śmiał się. 

Stał on i stołował się u pewnego profesora; ktihry 
miał młodą i ładną żonę ; umiał sobie ująć nauczyciela, 
a więcćj jeszcze jego żonę, i mógł być posądzony a in- 
trygę miłosną; bo gdy się urodziło dziecko , naparł się 
trzymać go do chrztu, a jako ojciec chrzestny nie mając 
jeszcze w ręku majątku spodziewanego, nie bogaty; za- 
pisał dła dziecka 20,000 złp. Bzucił on posądzenie nie- 
korzystne na dom, zwłaszcza gdy profesor miał podłość 
przyjąć ten dar, któremu Potocki miną i językiem da- 
wał nie dwuznaczne znaczenie. 

Była to właśnie chwila^ w którćj Ameryka połu- 
dniowa pod Boliwarem dobijała się niepodległości; ga- 
zety były napełnione czynami tego dyktatora, ze wszyst- 
kich krajów aw^iturnicy biegli mu w pomoc. W War- 
szawie po domach rozprawiano i przewidywano. Potoc- 
ki przysłuchiwał się, i w głowie jego niespokojnćj mózg 
zawrzał. Pozyskawszy list do jenerała Wilsona zbiera- 
jącego ochotników dla Amerykanów, za wyit)bionym na 
inną osobę paszportem, znikł z Warszawy, w celu do- 
stania się przez Londyn do Ameryki, i gdy głowy sd- 
bie łamano gdzie się podział, dopiero wyjawił to listem 
z Kopenhagi do jednego ze swoich współuczniów, w któ- 
rym wylawszy na papier swoje polityczno - poetycziK) 
zapały, o mało nie naraził syna mego na prześladowa- 
niC) umieściwszy wyrazy: „Wstrzymajcie nrfodego Eo- 



^ 67S ~ 

imiana zapały, bo jemu się w głowie pali^ / co mogło 
rzncić podejrzenie^ że wiedział o Potoekiego zamysłacliy 
i że za jego ńladem awanturować się zamierza. Nie po- 
wiodła mu się ta wyprawa, zawiodła go poezya; wsiadł 
wprawdzie na olcręt wraz z ocliotniluimi w porcie an- 
gielskim^ ale napotkał ieh na morzu okręt hiszpański, 
iLtóry zaczął ich ścigać, i uciekających wpędził na po^ 
wrót do portu angielskiego. Nie zastał w Londynie Wil- 
sona. Biedny więc, głodny i na pół nagi, nie mając za 
co znałeść przytułku, nocować musiał na jakimsiś cmen- 
tarzu, wśród którego najwięksi nędzarze sypiać zwykli. 
Szczęśliwy przypadek że późno w nocy czuwając, usły- 
szał dwóch przechodniów około cmentarza rozmawiają- 
cych po polsku; był to Książe Edward Lubomirski ka- 
waler ambasady rosyjskićj i Książe Eustachy Sapieha; 
wybiegł więc do nich, poznał i poznany został, gdyż 
Książe Edward znał i jego i całą jego rodzinę. Obydwa 
Książęta dali mu przytułek, opah*zyli potrzeby, wspo- 
mogli funduszem i doradzili aby wracał do kraju i przez 
Księcia Adama Czartoryskiego, który wtedy bawił w Pa- 
ryżu wyrobił sobie u ambasady rosyjskićj to jest u pana 
Pozzo di Borgo paszport do wolnego i bezpiecznego po- 
wrotu. Posłuchał, udał się do Paryża i drogi tćj użył. 
Pan Pozzo di Borgo odniósł się do W. Księcia Kon- 
stantego i zyskał zezwolenie i zapewnienie, że może bez 
żadnćj obawy prześMowania do kraju wrócić. Potocki 
więc opatrzony funduszem od Księcia Adama Czartory- 
skiego wrócił do domu ojca^ a ztamtąd udał się do Nie- 
wierkowa domu, Księżnćj Doroty Lubomierskićj i tam 
właśnie znajdował się na obchodzie rocznicy małżeń- 



— 672 — 

ny^ ten zicny, oświecony, dobry rekUa- / iyjski oto 
dzieci, lecz niekiedy w pedantycznym/^ szedł, zmię- 
rzyskie sprawy z swoim niemiecl^^' ztował , zabrał 

się. Potocki , który zapewne / ^eznaczeoiem na 

zwierzchnika należał, ntaił si'// An^rć, który da- 

Stał on i stołował się /v którego korpos skła- 
miał młodą i ładną żonf/// om Polaków, Litwinóiif 
a więcój jeszcze jego //' laczył do brygady jenerała 
trygę miłosną, bo r^ ^ ^watery w Bielskn o dwie mile 
trzymać go do e^ ^ mojćj siostry Bobrownickićj. 
jeszcze w rękn ^^ci^iego przytomna tój scenie w Niemir- 
pisał dła dz' ^gisty do Warszawy, już u W. Księcia nic 
korzystne /^ogła. Umyśliła więc pojechać za Potoo- 
przyjąćj;/^l:a dla opatrzenia jego potrzeb. Jako dawna 
wał "" ^\i^ mojćj żony, powierzyła nam swoje i męża 

/^Die; daliśmy jćj listy do mojćj siostry, szczegól- 
^' ^M syn polecił jćj i macochę i pasierba j&o kolegę 
/^^Waciela. Monika więc Potocka przyjęta przez moJ4 
W$> bawiła kilka niedziel w Wólce , widy wała się 
^pugierbem i zrobiła nm wstęp do domn mojćj siostry 
ji siostra moja zaznajomiła go ż sąsiedztwem, co było 
d]a Alberta niezmierną pociechą. Znalazł on w swajźj 
brygadzie wielu młodych Polaków, szozególnićj połączył 
się przyjaźnią z Francuzem Masson, grzecznym i yfj- 
kszti^onym młodzieńcem i nietylko sam w domu mojćj 
siostry często bywał, lecz i swoich towarzyszów wpro- 
wadzał Dom wtedy mojćj siostry był ludny, córka jćj 
młoda była na wydaniu, rezydentki i liczne grono nsiło* 
dych panien zapełniało go. Niepohamowany w swoich 



— 675 — 

ych skłotmośeiaoh Albert wybrał sobie ten dom 

m tak grzecsnie przyjmowano, za plac swo- 

^ ^chodci, lekkości, awantaraiezego i intry- 

kteru, Wyszpiegował, wyśledził wszyfit- 
czajO; gasta, tajemnice, chwytał plotki, 
^ ^biecym językiem nmiał niemi bawić, 

^ v>zśmiegzać. Wkradł się w łaski mojój 

^ .oz rozmowy z nią o literaturze, którą ona 

^ a on w wysokim stopnin posiadał. Bawił młode 
u.nny wesołością , dowcipem, romansowością, płodnością 
nieprzebraną w wynajdywania zabaw. Ujmował słnżą- 
eyeb poufałością i rozr&ntnością , zgoła umiał się zrobić 
s^ęźyną poruszającą dom cały. Wypatrzył, że mój syn 
młody jego kolega, jako brat cioteczny córki mojćj sio- 
stry^ młodćj i urodziwćj, miłe na nią spoglądał, zaraz 
rozdmuchiwał w nim miłość, a gdy te dwie młode osoby 
ani myśleć jeszcze nie mogły o małżeństwie, ani dla 
siebie były stworzone, wdał się w swaty między nią a 
pułkownikiem rosyjskim Buywidem Litwinem z rodu. 

Mieszkała przy mojćj siostrze młoda Francuzka, ła* 
dna, zalotna, żona starego jenerała Karwowskiego bli- 
cki^o krewnego domu Bobrownickich. Przez mesłycha- 
ną pustotę, Albert zrobił projekt zawiązania miłosnćj 
intrygi między panią Karwowską, a 8fai7m Francuzem 
guwernerem mego syna poczciwym Le Nain de Rosemond 
emigrantem i dawnym oficerem w armii Kondeusza. 
Prowadził więc całą intrygę , a gdy stary Francuz nieod- 
powiedział jego pustym zamiarom, napoił go raz tak silną 
dozą pewn^o napoju, że ledwie Le Nain nie zachoro- 
wała dostarczając Albertowi najśmieszniejszych scen. 



— 576 •— 

■ 

Tak rdzpugtając^ prdtniyąc, polując » preejełdiaj%e 
się po domach z projektami zabaW; roznosząc plotki, 
jedne domy przed drngiemi wyszydzając, siostrze tnojćj 
wywdzięczył się za jćj dla niego przyehyIno6ć i znosze- 
nie jego pustot w następującym sposobie. Oficer roąyj^ 
ski szlacbetnćj i majętoćj familii, kochaJ: się w młodćj 
i ładnej córce miejskiego obywatela w Białym Stókn; 
gdy się okazał owoc tój miłości, był w kłopocie jakby 
go utaić, Albert Potocki wiedzący o wszystkich tego 
rodzaju intrygach i protegujący je, oświadcza mu się z tą 
przysługą; bierze ledwo co urodzone niemowlę i wziąwszy 
pocztę w nocy podrzuca pod okno garderoby w Wólce; 
%e dziecko zmęczone i ziębłe nie umarło Opatrzność spra- 
wiła, sprzątnione przez jedną z służących mojćj siostry, 
przyjęte zachowane i wychowane przez nią zostało. Lecz 
jakież z tego kroku tak niebacznego nie powiem niego* 
dziwego, porozumienia, posądzenia, zmartwienia, plotki, 
potwarze, którym złośliwym swoim uśmiechem, jakby 
dociekający tajemnicy, Albert dodawał podejrzenia na 
różne osoby, i używał płochą głową z kłopotu w który 
pustota jego dom jemu przyjazny wprawiła. Siostra moja 
za tę nieprzyjemność wkrótce sowicie nagrodzoną została, 
przytuliła ona niemowlę, rosło pod jćj okiem w wygo- 
dach i pieszczotach jak jćj własne , wychowywała, kształ- 
ciła oddała do szkół, a. że dziecko było nadobne , dobre, 
przywiązane do swćj przysposobionćj matki, wyjawił 
się jego ojciec i matka. Ojciec przyznał się do niego, 
był on z majętnćj familii rosyjskiój i pozostawił go 
w domu mojćj siostry; umarł w lat kilka zaklinając 
braci swoich ^ aby nie wyparli się sieroty i wdzięczności 



— 577 — 

dla tćj która mn uratowała życie i nmcierzj&skiem ser- 
cem dała wychowanie Są i między szlachtą rosyjską 
znakomite cnoty, których rzadki wzór miłośd^ braterskiej 
tu wspomnę. Zaledwie zawarł powieki brat a ojciec 
sieroty, wyjawiwszy tajemnicę która mu oa sercu ciążyła, 
bracia j^o którzy mogli zagarnąć spadek po nim i po- 
dzielić między siebie, podzielili się tak jakby brat ich 
zostawił sukcesora, i przyznali nim być młodego sierotę 

Adama W Napisali do mojćj siostry list z czu- 

łemi i wdzięcznemi dziękami, upraszali, aby im przy- 
słała swego wychowańca w religii katolickićj wychowa-? 
nego. Oddali mu majątek, imię, zatrudnili się jego pror 
moeyą w wojsku^ nakoniec wyswatali zjedna z kuzynek 
i jeden z nich już w wieku , powierzył mu cały majątek. 
Młodzieniec spolszczony długo tęsknił do przysposobiono] 
matki i ojczyzny w którćj się urodził, nakoniec ehoeiai 
dla majątku i interesów familijnych pozostał w Rosyi,^ 
niezapomina o swojćj przybranćj matce, odwiedza ją, 
pisuje, przesyła upominki swego dobrego i wdzięcznego 
serca. Gdy się żenił prosił o błogosławieństwo ; tak moja 
siostra powiedzieć sobie z pociechą może sunt sua prae- 
mia laudu Wprzód Potocki Albert zostawszy podpułko^ 
wnikiem w wojsku rosyjskiem, zaczął się nim opiekować, 
jako junkra przybrał do sw^o boku i prowadzeniem 
się jego zajął; lecz młodzieniec dobrćj i szczęśliwój na- 
tury dał się. powodować dopóty, dopóki niedojrzał i nie- 
przekonał się o wadach i bezecnyeh nałogach swego 
zwierzchnika; ze wstrętem porzucił jego towarzystwo i 
teraz spokojnie używa losu na który przymiotami w domu 
siostry mojćj nabytemi zasłużył. 

73 



:^ 



— 576 — 

Tak rOKpastająe, pr6toiuąc> pr'" ** kilka iiył 
się po domach z projektami asa* ^okolwiek wstęp 

jedne domy pjreed drugietoi m^ ^^> j'^* plotkami, 

wywdzięczył się za j*j dla ' ^"^^^ i^h spokojność. 

nie jego pustot w nastę'^ ' -^ ożenionego Starzyń- 

ski szlachetnej i ma^ . *zyjęcia, doszedł do pou- 

i ładnćj córce mi^ ^iskim i fałszywym językiem 

gdy się okazał^ ..^^^j *® ™" ^^™ wypowiedzieć mn- 
go ntaić. hy 

rodzaju i»^ .^^d «»<9^J siostry mieszkała, zacna, osiero- 
pr zysłii' ^' pe^^y^ wieku , ułomnćj postaci , przyjaciółka 
poor' ^'^ tffi P**^*** Maryanna Stryjeńska, lubiąca poe- 
4^ 0tj^!^cd^ przyjemne wierszyki, autorka kilku orygi- 
ff' h i tłumaczonych z niemieckiego i francuzkiego 
^tó powietei, towarzyszka mojój siostry od młodońei, 
^^r» P^^^ *ywQ d'^ ^^^J przyjaźń, przeniosła się z ro- 
Agion^i okolicy na Podlasie, żeby być bliską mojćj siostry 
^siitdką. Ta zacna panna Stryjeńska w dzień imienin 
iDOJćj siostry dawała dla niój obiad i małą fetę , do ułożę- 
Bia którćj zaprosiła Alberta , radząc się go jako literata 
i poetę w ułożeniu różnych napisów i wierszy. Albert 
mający pustą mydl w głowie namówił ją na fajerwerk i 
już używał rozkoszy* z samćj ntespokojności gospodyni, 
gdyż ją wciąż straszył obawą aby szmermel stodół nie- 
spalił. Wśród łój fety, wśród zabawy gdy pierwszą racę 
puszczono z przestrachem gospodyni , Albert przygotował 
nową scenę, do którćj nawet młodego mego syna wcią- 
gnął. Była w ogrodzie buda słomą pokryta dla sadow- 
ników wystawiona, zmierzchem, gdy zapalono lampy i 
puszczono fajerwerk, pusty Albert zapala budę drzewami 



— 679 — 

ddaloną od stodół i domn i krsyknął, „Pali się !" 
lotnego przestrachu y czego ledwie zdromem 
'iła przerażona gospodyni. Gdy ugaszono 
ogień, śmiał się, żartował, wieraze o tym 
Disały i tak ciągle w takich awanturach i 
wesołe i rozpasane trawiła aż do dnia 
..aa 1830 r., który wpłynął na jego los i prze- 
wożenie ^ łecz nie zmienił jego natury^ nałogów i lek- 
kości charakteru. 

W przerwie tój^ eiągłą prowadził korespondencyę 
2 moim synem bawi^ym w Warszawie, przesyłał foliały 
kilkoarkuszowC; prawdziwe i szczegółowe raporta swoich 
szaleństw, pustot, zatrudnień Hterackieh* Zbiór ich był- 
by ciekawym dla mieszaniny rzeczy lekkich, płochych 
pustot, z dowcipnómi i często rozsądnemi uwagami nad 
literaturą starożytną i nowoczesną; listy te przeplatane 
są prozą, rymami, i zaprawione poważną, to znów lekką 
1 złośliwą satyrą. Jeden pakiet tćj korespondencyi w nie^ 
obecności mego syna wpadł mi w ręce; wyczytawszy 
w. nim żarty nieprzystojne i dowcipno -złośliwe wyraże- 
nia o kilku osobach, które ceniłem, szanowałem i przy- 
jaźnią z niemi złączony byłem , zgorszony tem. najwięcój, 
że do w*spólnictwa tych płohości syna mego wciągnął, 
napisałem do niego list gromiący z oświadczeniem, że się 
wyrzekam z nim wszelkich związków, że jako kazicie- 
lowi mego syna zakazuję mu ukazywać się przedemną, 
a synowi w tym czasie zat>roailem nieprzyzwoitej kore- 
spondencyi. 

• Przed wybuchem rewolucyi 29 listopada umarł stary 
jenerał d'Aurró, a na głównie, dowodzącego korpusem 



_ 580 — 

litewskim szczęśliwym dla losu Alberta zdarzeniem, we- 
zwany został jenerał Rosen Inflandczyk ^ mają^ ^a sobą 
Poikę Albertynę Grał>owską córkę, koninc^ego litewskiego 
Grabowskiego 7 znajomy i znający dobrze Wołyń, prze- 
bywający gdy był niź»zym oficerem w Tulezyme i Anno- 
pola, jako dobrze wychowany i ngrzeczniony dzłowiek, 
i przez te związki znający rodzinę ojca i macochę Alberta 
na którego dzieciństwo patrzał. On więc zaraz zaintere*: 
sował się młodym Potockim, jako odznaczającym się 
dowcipem , nauką i rozumem , i do przebywania w swoim 
domu zachęcił. Albert przez swój dowcip podobał się 
samój jenerałowćj, umiał się zręcznie wkraść w j^ wzglę 
dy; mając za sobą jenerułową, w domu jenerała był 
jak domowym, i z podwładnego prawie przyjacielem. 
Gdy po wybuchu rewolucyi belgijskićj korpus litewski 
dostał rozkaz być gotowym do pochodu, Albert bądź już 
przewidywał po fermentacyi umysłów młodzieży polskićj 
przyszłe wypadki , bądź chcąc się przysposobić w po- 
trzebne fundusze na pochód , prosił jenerała Bosen o urlop 
do domu rodziców; jenerał acz zgadywał co powodowało 
Potockim, i chociaż miał od W. Księcia zakaz dawania 
urlopów, na prośby jego i wstawienie się jenerałowćj 
skłonił się do dania kiłkodniowego urlopu pod warun- 
kiem, iż mu da słowo honoru, że za dni kilka stawi się 
w korpusie, i nie narazi zwierzchnika swego na surową 
odpowiedzialność. Albert wybiegłszy do domu, już zastał 
na Wołyniu zburzenie umysłów i przewidywania kata« 
strofy Warszawskićj i ciche oczekiwanie; w tem położe- 
niu wahał się, między dwoma zdradami; bądź rady ojca 
ł)ądż jego samego pamięć na dane słowo honoru jenerałowi i 






— 581 — 

jenerałowćj) a podobno to drugie silniejsze jak pierwsze^ wy- 
mogło na nim^ će powróeił do Białego Stoku i troska* 
jącego się jenerała z kłopotu wyprowadził. Zastał już 
wiadomość o wybuchłam w Warszawie powstaniu i roz- 
kazy poehodtt na nie. Tu wypada oddać sprawiedliwość 
najpiękniejszemu w życiu Potockiego czynowi; wręcz 
oświadczył, iż przeciw ziomkom bić sią nie będzie. Je- 
nerał Rosen pojmując dobrze jego położenie, za dotrzy* 
manie słowa wywiązał mu się szlachetnie i upoważnił i 
namówiły aby podał prośbę o przeniesienie siebie do ar- 
mii kaukazkićj, którą dowodził jenerał Paskiewicz Ery- 
wański a teraz Książę Warszawski i Namiestnik Króle- 
stwa; poparł jego prośbę, otrzymał przeniesienie, a gdy 
korpus jenerała Rosena objął pod dowództwo Dybicz Za- 
bałkai^ski, Albert już się znajdował przy kaukazkićj ar- 
mii. Czyli tam walczył w szeregach, nie wiem, lecz w kil- 
ka miesięcy po smutnym końcu życia Dybicza gdy hr. 
Erywaóski wezwany został do Polski i objął po Dybi- 
czu dowództwo, na jego miejsce wyznaczonym został i 
objął komendę kaukazką jenerał Sfosen. Otóż najpożą- 
dańsze wydarzenie dla Alberta, początek jego wyniesie- 
nia na wyższy stopień i fortuny którćj niepojętą i nie^ 
uleczoną nigdy płochością wydarł się z rąk, i rzuciwszy 
się w swoje nałogi gdzie go nie znano, mamił i zwo- 
dził gdzie go poznano obawiano się: 

Jenerał Bosen znający jego talenta i zdolności użył 
go w swoim sztabie, mianował oficerem i adjutantem i 
powierzał mu najważniejsze polecenia, wysyłał z misya- 
mi do Książąt i wasalów Bosyi w prowincyach Kaukaz- 
kich. Wkrótce wyniósłszy go na wyższy stopień, miano- 






— 582 — 

wał go zarządcą Mingrelii najpiękniejssćj prowincyi 
bołdnjącćj Rosyi^ tam się zapoznał z Księciem Dadiano* 
wem bogatym i możnym wasalem Rosyi i tyle u niego 
zyskał ufnością iż mu wychowanie syna swego jedynego 
małoletniego i urodziwego młodzieńca powierzył. Aibert 
namówił go aby na dokończenie wychowania wysłał te- 
go syna do Petersburga ^ natchniony zapewne politycz- 
nemi widokami jenerała Rosena. Albert Potocki poko- 
chał tego młod^eńca miłością wschodnią, bo jak umiał 
się karmić urokiem wschodnićj natury, tak razem rozs 
żarzył w sobie wszystkie najbezecniejsze i naturę ludz- 
ką obrażające namiętności wschodnie. Przyjechawszy do 
Petersburga stracił przez śmierć tego młodzieńca, opła- 
kiwał go, a miniaturę jego jak jaki talizman nosił, nie 
kryjąc się przed potifałemi przyjaciółmi z swoich dla 
młodego Księcia miogrelskiego uczuć. 

W Petersburgu znalazłszy przystęp do pierwszyeh 
domów polskich i rosyjskitb, jako świeżo przybyły świa- 
d^ i uczestnik interesujących dwór i całą puł>łiczność 
podbojów, szczególnfćj ciekawe kobiety opowiadaniem 
poetyczućm i bojów i kraju w uroczych farbach powa- 
bnie malowanych przynęcał; słachały go z dobrą wiarą. 
Na jednem z takich zebrań znalazła się pani Fiąuelmont 
żona ambasadora austryackiego przy dworze pctersburg- 
skim; ujęta i zachwycona obrazem kraju i walk które 
Albert opowiadał, znajdując się na balu dworskim i tań 
cując z Cesarzem, winszowała mu zwycięstw na wscho- 
^dzie i tak pięknych zdobyczy, malując je tak jakby tam 
osobiście była. Cesarz Mikołaj zdziwiony jćj wiadomo* 
ściami, zapytał się od kogo je powzięła, pani Fiquelmont 



— 583 — 

wymieniła Alberta Potockiego dając pochwały jego ma- 
lowniczemu opowiadaniu i przyjemności jego rozmowy; 
Cesarz zapytał się na drugi dzień o niego^ a dowiedz! aw« 
szy się że jest za rozkazami jenerała Rosena w Peters- 
burgu i bawi w tej stolicy , kazał go w dowód swego 
zftdowolnienia przenieść do gwardyi^ a tak jako kapitan 
gwardyi wstąpił do niój. 

Na ekwipowanie do tak kosztownych szeregów nie 
dostawało funduszów ^ zaczął więc na wszystkie strony 
pożyczać u swoicb i obcycb^ a póki miał kredyt pod 
zasłoną łask monarchy, marnotrawić, rozrzucać na wszel- 
kiego rodzaju rozpusty i zbytki. Niebawem kredyt ustał/ 
niedostatek zaczął dokuczać, wyjawienie się rozmaitycłi 
sprawek jego było dla niego niebezpieczeństwem, 
mógł służbę stracić a nawet ściągnąć na siebie karę, a 
więc pod pozorem iż utrzymanie się w gwardyi na jego 
małe zasoby jest za kosztowne i rujnujące, podał proś- 
bę do monarchy o' przeniesienie siebie napowrót do kor- 
pusu Jenerała Tymofiewa, w którym wprzód zostawał 
gdy nim dowodził jenerał Rosen. Wstąpił więc do t^;o 
korpusu jako podpułkownik do pułku pułkownika Pa- 
włowa i objął w dowództwo batalion. 

Korpus jenerała Tymofiewa stał podówczas na Wo- 
łyniu, pożądane kwatery dla Alberta między Annopolem, 
Międzyrzyeem , Niewierkowem ; wtedy to żyjąc kie- 
szenią Marcella Lubomirskiego , żle wpłynął na niego i 
natchnął go tćm marnotrawstwem, które temu pięknych 
nadziei młodzieAcu tak zgubnćm się stało. 



— 584 — 

Albert na Wołynia źył tym trybem jak zaczął^ roz- 
pustował, uwodził, oszukiwał kobiety, pożyczał pićuiądze 
i w swoich nałogach duszę i serce hartował. 

W roku zdaje mi się 1842 korpus jenerała Timofiewa 
przeznaczony został do Królestwa. Ja od roku 1830 stra- 
ciłem nawet z pamięci Alberta, od chwili jak zerwałem 
z nim związki i zakazałem nawet pisywać do siebie; 
jakoż przez te dziesięć lat nie dał nawet znaku życia o 
sobie, przeszedł ze swoim batalionem przez Lubtin i nie 
śmiał się nawet wyjawić. 

Jednego razu idąc około d^Jesiątćj godziny ra* 
no na przechadzkę ulicą uł>oczną prowadzącą od Pio- 
trowic do gościi^ca Niędrzwiekiego, usłyszałem od Nie- 
drzwicy trąbkę pocztową i ujrzałem wkrótee bryczkę na 
go6ciń<ni i na nićj siedzącego wojskowego rosyjskiego 
wyższćj rangi, gdyż przez spuszczony z barków płaszcz 
dojrzeć mogłem szlify złote. W owych chwilach apary- 
cya podobna nabawiała niespokojnością a nawet trwogą; 
mego syna nie było w domu, wyjechał z żoną, z małym 
synem z moją żoną i siostrą i z Joanną Hofman wycho- 
wanicą mojćj żony do Galicyi; sam tylko w domu z ma- 
łą dwuletnią wnuczką i jćj boną pozostalćm. W niepe- 
wności czyli mnie ta wizyta minie lub jaką nieprzyje- 
mność przyniesie, wróciłem przyspieszonym krokiem 
przez ogród do domu. Zastałem już bryczkę stojącą 'pod 
lipą na dziedzińcu , zbliżywszy się do nićj zapytałem 
postyliona kogo przywiózł, odpowiedział mi, „pułkowni- 
ka rosyjskiego z Bełżyc", „jak się nazywa" odrzekł „to 
podobno Polak, nazywa się Potocki, bardzo się wypy- 
tywał o Piotrowice i wysiadł w tym domu" wskazując 



— 585 — 

sa mieszkanie mego syna. Dopiero przyszedł mi na 
myśl Albert Potocki i ochłódłera z obawy czy nie jaka 
rewizya. Wszedłszy do biblioteki mego syna, spostrze- 
głem przez drzwi w salonie ogromną i otyłą postać trzy- 
mającą i huśtającą na rękach małą moją wnuczkę, któ- 
ra się bawiła z jego ogromnemi wąsami i szlifami, a bo- 
nę stojącą przed nim z wyciągnięterai rękami z obawy, 
aby dziecka nie upuścił. Gdy mnie posłyszał oddał 
wnuczkę bonie, otarł łzy z oczów, odwrócił się do mnie 
i prawie szlochając zaczął moje ręce ściskać i całować 
mówiąc: „To wnuczka, wnuczka, córka Jędrusia.. Czy 
p. kasztelan poznaje Alberta winowajcę, trzpiota, pusta- 
ka, szaleńca? Oh! inny on jest teraz. Kilkanaście lat 
ostrój służby wojskowćj, okoliczności, rewolucya nie- 
szczęśliwa, wiek, zastanowienie .odmieniły go ale nie 
zmieniły czci, uszanowania i wdzięczności, które to ser- 
ce czuło i czuje. Oh! bodajbym był wcześnićj szedł za 
radami i przestrogami mojego opiekuna, iluż byłbym 
uniknął usterków i nieszczęść! Dopiero pod tą suknią 
poszedłem za niemi i widzisz pan przed sobą człowieka, 
który się wstydzi dawnego postępowania, który się wy- 
rzekł wszystkich swoich błędnych wyobrażeń i nieba- 
cznych spraw, nic w nim dawnego pod tą suknią nie 
zostało tylko serce polskie, prawdziwie polskie i wdzię- 
czne, znikły zapały i uniesienia, przybyło umiarkowanie 
i rozsądek, i w tćj postaci przedstawiając się mojemu 
opiekunowi, błagam o przebaczenie dawnych moich sza- 
leństw i o powrócenie mi dawnćj przychylności, a na 
ufność spodziewam się zasłużyć^^ Tak mnićj więcej mó- 
wił i to z takićm rozczuleniem, czułością, skruchą i pra- 

74 



~ 586 — 

wie łkaniem całując moje ręce, że mnie rozrzewnił i njął. 
„Nie mówmy co było odpowiedziałem. Cieszę się i win- 
szuję ci tego jakim teraz jesteś'^ i uścisnęliśmy się na 
wzajem; „ale przecież do starego przyjaciela nie przy- 
jechałeś na godzinę, zabawisz jaki dzień w moim domu, 
mamy wiele sobie nawzajem do powiedzenia i do wy- 
wiedzenia się o okolicznościach i czasach, któreśmy w od- 
daleniu od siebie przebyli^, „Kiedy p. kasztelan pozwala 
mogę parę dni oderwać od służby, lecz będę prosił aby 
mnie raczył odesłać do Bełżyc". „Odpraw więc pocztę" 
a on powtarzając : „Jędrusia kochanego Jędrusia nie ma" 
wychodził do posty liona i rzekł: „Muszę mu dać trynk- 
gęld a nie mam drobnych, czyby p. kasztelan nie był 
łaskaw zmienić" i dobywszy z zanadrza grubćj paczki pa- 
pierów, wyciągnął banknot pięćdziesiątrublowy; zmieniłem 
mu mówiąc: „Winszuję ci, widzę żemasz dobry zapas fun- 
duszów, zrobiłeś się zapewne rządnym, rachunkowym, 
oszczędnym, i teraz czujesz tego korzyści". „O co do te- 
go stoję na najlepszćj stopię, nietylko pensya podpuł- 
kownika mi wystarcza, lecz mam zawsze znaczny zapas 
pieniędzy, który sobie zebrałem, tak że nawet żadnćj 
pomocy od ojca mego nie- potrzebuję". Któżby mógł 
przewidzieć, że te wszystkie oświadczenia i wyznania 
były zręcznie przygotowane i udane na moje oszukanie?! 
Proteusz ten wszelkie na siebie brał postacie, aby otu- 
manić, zwieść, pozyskać opinię i podobać się. Każdy 
tćż w pierwszej chwili dał się złapać , bo był przyje- 
mnym a w rozmowie nawet uroczym. Gdy wyszedł do 
postyliona, spostrzegłem na murku komina w pokoju me- 
go syna, w którym jest biblioteka, dwie książki z zużytą 



. — 587 — 

oprawą; wziąłem w ręce i spostrzegłem na pierwszej 
kartce napis łaciński: Adalberti Potocki*^ był to „Wirgi- 
liusz^^y a druga książka „Horacyusz^, na każdćj z nich na 
marginesie znalazłem notaty literackie i uczone ręką Al- 
berta pisane^ znalazłem podkreślone wszystkie piękniej- 
sze ustępy i wiersze które na pamięć umiemy i pow- 
tarzamy; gdy wchodził rzekłem: „To twoje książki, nie 
zaniedbałeś więc pod zbroją literatury" — „O rzekł to 
są moi przyjaciele, mistrze, w bitwach mi towarzyszyli, 
nigdy ich nie wypuściłem z ręki; ileż chwil pociechy 
im winienem, ile nauki. Niech przepadnie ten roman- 
tyzm który nam w młodości głowy zawracał i teraz je- 
szcze młodym nieukom zawraca. Ja teraz tylko z klas- 
sykarai żyję, z temi odwiecznemi wzorami piękności, 
rozumu i smaku" I to było udaniem, łapką, sidłami na 
moje przekonanie i miłość starożytności. Jakoż zwiódł 
mnie zupełnie; napisałem pierwszą pocztą do mojój żo- 
ny i syna, jego pochwały i twierdzenie że go znajduje 
innym człowiekiem, poprawionym zupełnie, rozsądnym, 
słusznym i przyjemnym; siostra moja i żona jedynie tylko, 
ostatniemu wyrazowi uwierzyły. 

Podczas obiadu, Albert bawił mnie opowiadaniem 
wojny na Kaukazie, uroczemi farbami malował piękność 
klimatu, kraju i jego bogactwa; w Czerkiesach, w ich 
postaci, obyczajach, ubiorze i w sposobie życia znajdy- 
wał wiele podobieństwa do Polaków i wywodził wspólne 
pochodzenie rodu uczenie i dowcipnie. Podczas obiadu 
przyjechał do mnie Aleksander Kożmian, mój rodzony 
synowiec, przed rewolucyą podchorąży w pułku ułanów 
Rutiego, a w rewolucyi oficer, trzymający w dzierżawie 



— 588 — 

od stryjenki majątek Wronów o milę od Bełżyc poło- 
żony, młodzieniec odważny i duclia prawdziwie woj- 
skowego; zaznajomienie się było prędkie; Potoeki acz 
starszy z nroczą uprzejmością traktował Aleksandra 
jak Kożmiana nie jak o wiele młodszego; zaraz zaczął 
się wypytywać o bitwy, o rewolncję, na każde powodze- 
nie rodaków płakał z radości, gorącym patriotyzmem 
i wojskowością tak ujął niego synowca iż ten został 
parę dni dla wzajemnego sobie opowiadania i zaprosił 
Potockiego na swoją bryczkę do Bełżyc. Tak zaznajo- 
miwszy się z Albertem, oczarowany jego uprzejmością 
i rozumu urokiem miewał go częstym gościem we Wro- 
nowie, zapraszany był do jego kwatery, częstowany, 
ujmowany, lecz podobno póżniój co tylko nie pożałował 
tój przyjemnój znajomości. Potocki miał dziwny dar 
podobania się wszystkim, umiał trafić do .najrozmaitszych 
charakterów i ująć sobie najróżnićj usposobione umysły, 
dla niego było równie łatwem podbić duszę rycerza 
jak poety. 

Czas konsystencyi pułku Pawłowa w Bełżycach 
prawie w domu moim przesiedział Potocki. Umieszcza- 
łem go zwykle w chałupce ogrodowćj w którćj sam sta- 
łem w lecie, i używałem przyjemnćj i nader powabnćj 
rozmowy o literaturze, czytywałem mu wyjątki już zaczę- 
. tego poematu bochaterskiego o Czarnieckim; unosił się nad 
niemi tak, że o szczerości zdania niepodobna było wątpić, 
wybornie umiał popierać swoje rozumowanie klassycznym 
smakiem i wzorami które doskonale znał. 

Razu jednego zapytał mnie co piszę, właśnie pi- 
sałem list do Petersburga do jenerała Krasińskiego; 



I ' • 



-j 



— 589 — 

gdy ma wyjawiłem, prosił mnie, abym mu w imienin 
jego i od siebie podziękował za względy i przyjaźń, litó- 
rych doznawać miał w domu tego jenerała; opowiadał 
mi, iż był od niego poszukiwany, przyjmowany, że był 
prawie codziennym gościem a często stołownikiem; ale 
tym razem przerachował się Albert Dopisałem do listu żą- 
dane podziękowanie i dodałem : ,.Nie jest to ów młody 
„Albert, szalony, występny, awanturnik, którego znałeś 
„lub tylko słyszałeś o nim i jego sprawach w Warsza- 
„wie. Jest to człowiek odmienny, poprawiony, zgoła u* 
„czony, miły, przyjemny, brzydzący się swojemi prze- 
„szłemi usterkami i błędami ; używam z nim najmil* 
„szych chwil, rozmawiając o jego podróżach wojskowych 
„o literaturze i karmię się jego dowcipem." Jakie było 
zdziwienie moje, gdy w parę niedziel odebrałem odpo- 
wiedź od jenerała Krasińskiego co do Alberta w tych 
słowach: „Niewiem, jak się mógł Albert Potocki prze- 
„chwalać^ źc bywał w moim domu. Znasz mnie, że t a- 
„wanturnikami przestawać nie zwykłem; znałem go, ale 
„wiedząc o jego brzydkich sprawach w Petersburgu, 
„musiałem mu. tii zamknąć mój dom. Moje położenie 
„tego wymagało. Nie było mnie w nim dla niego. 
„Widzę z twego listu że go nie znasz." Zdziwiony te- 
mi wyrazami, zacząłem gościa mego podzierać, i wkrót- 
ce w sercu jego i całćm postępowaniu odkryło się 
morze nieprzebrane nałogów i namiętności. Zacząłem 
być uważnym i podejrzliwym , za każdym krokiem 
podchwytywałem fałsz, obłudę, nawet kłamstwo i da- 
wne marnotrawstwo, i odtąd nie stał się niebezpiecz- 



— 690 — 

nym dla mego domu , gdyż jego myśli i chytr ość zga* 
dy watem i strzegłem się. 

Gdy mój syn wrócił z Galicyi , zastał Potockiego 
w moim domu. Ostrzeżony odemnie^ już umiał nadawać 
cenę jego łzom, jego wszystkim udanym wyznaniom cno' 
ty^ prawości, religii, z których sobie igraszkę czynił. Ate- 
usz, cynik, epikurejczyk w najbezecniejszym sposobie, 
Wolteryanin, zgoła w sercu i umyśle stek wszystkich na- 
łogów, przez dwa przeszło lata uczęszczając i prawie 
bawiąc w naszym domu, w nim jednym strzegł się oka- 
zać tćm, czćm był. Bawił nas dowcipem, literaturą, pió- 
rem, mową, wierszami, zabawami. Marnotrawny, rozrzu- 
tny, u nas tylko pieniędzy nie pożyczał nawet ofiarowa- 
nych przyjąć odmawiał. 

Niekiedy zdradzał się mimowolnie w swojćj niepo- 
hamowanćj skłonności do intryg, śledząc i wiedząc 
wszystko co się w domu dzieje, aż do najmniejszych 
drobnostek i plotek folwarcznych, nawet kuchennych, we 
wszystko się wdawał, wszystko poruszał, wszystko przy- 
sługami uprzedzał. To znów wznosił się do wyższych, 
szlachetniejszych intryg i delikatnie, zręcznie, poetycznie 
umiał je sam przeprowadzać. Był to żywioł, w którym 
się dopiero czuł być sobą. 

Chowała się przy mojćj żonie od dzieciństwa młoda, 
piękna bardzo, urocza nie zwykłemi wdziękami j niewin- 
nością panienka, przyzwoicie a nawet starannie wy- 
kształcona Joanna Hofman córka zacnego i powszechnie 
poważanego pułkownika wojsk polskich. Zakochał się 
w nićj szalenie młody mój wnuk Włodzimierz Bobro- 
wnicki, miłość piękna i szlachetna czyniła mu zaszczyt 



— 691 — 

ale wówczas zvviązkowi temu stały na zawadzie prze- 
szkody, które zdawały się nie do przezwyciężenia. Cza- 
liómy więc a szczególnićj moja żona, iż obowiązkiem 
jest naszym przytłumiać acz z bólem serca tę obopólną 
miłość. Panienka^ która jakby rodzoną matkę kochała 
moją żonę^ pasowała się- z swoją skłonnością i miłością 
i sama uznawała niepodobieństwo tego związku. Albert 
wyszpiegował obopólne skłonności, i mimo nas wkręcił 
się zaraz między młodych, nadobnych kochanków, gdy 
myśmy gasili , on tajemnie w młodzieńcu koresponden- 
cyami rozdmuchiwał miłość, krzepił nadzieje i do do- 
pięcia zamiarów namawiał. Moja żona chcąc aby zapo- 
mnieli o sobie, unikała i przeszkadzała widywaniu się 
z sobą mego wnuka i naszćj wychowanicy. Albert w se- 
krecie ułatwiał; on Bobrownickiego ostrzegł o wyjeździe 
' mojćj żony z wychowanicą do Warszawy. Jakie było 
mojćj żony zdziwienie, gdy będąc w Warszawie w ko- 
ściele księży Kapucynów, ujrzeli Włodzimierza Bobro- 
wnickiego. Alberta to była sprawka ' który go ostrzegł, 
sprowadził i do Warszawy i do kościoła i potćra rad 
ze. swego tryumfu, śmiał się z zawiedzionćj przezor- 
ności mojćj żony a nawet opisał to bardzo delikatnie 
i romansowo sub ignoto i do gazety podał. Gdy się na- 
reszcie /ta piękna miłość zakoi^czyła jak najpomyślnićj, 
bo uwieńczeniem przez związek małżeński obopólnych 
życzeń tćj lutdobnćj pary, Albert który o tćm dowie- 
dział się już na Wołyniu, ucieszył się niezmiernie i wy- 
rażając żal że nie może na dzień ślubu podążyć, dodał : 
„Nie będę obecnym a jednak ja na to dzwoniłem". 



— 592 — 

Oddać muszę tę sprawiedliwość Potockiemu^ iż w mo- 
im domu był uważny i hamował swoje gwałtowne na- 
miętności, może dla tego że raz go poznawszy, dosko- 
nale go znałem, a może dla tego, że mnie uważał za 
swego mentora i bał się wyrzutów. Ale za to długo by- 
łoby opisywać ciekawe i nieciekawe intrygi, awantury, 
zasadzki na cnotę kobiet, na dobrą wiarę mężczyzn, 
których się w okolicy naszćj wiejskićj i w Lublinie do- 
puszczał, a bez których żyć nie mógł. Albert o kobie- 
tach dzielił opinią wszystkich sceptyków, mniemał, że 
żądna się zręcznemu. zwodzicielov^i nie oprze. Wszędzie 
więc w okolicy chciał zastósowywać tę teoryę i dowieść 
jćj prawdziwości. 

Póki jego brygada stała w naszćj okolicy, bywał u 
nas a przenosił -swoje intrygi w sąsiedztwie od domu do 
domu. Do tego stopnia posuwał kuglarstwo i tartufostwo 
że gdy spostrzegł w jakim domu wpływ duchownego, 
aby zyskać jego ufność i pochwały przed poboźnemi ko- 
bietami, uczęszczał do klasztoru, klęczał przed cudowne- 
mi obrazami, pościł, spowiadał się i w nic nie wierząc, 
komunikował publicznie i pokutę odprawiał. Rzecz szcze- 
gólniejsza, człowiek ten miał zawsze łzy na zawołanie. 

Gdy dywizya jenerała Tymofiewa wychodziła na 
konsystencyę do Warszawy, kobiety z płaczem żegnał a od 
mężów pożyczał.* W Warszawie takie same życie prowa 
dził, wszystkich z początku tak jak mnie ^wodził i dłu- 
go zwodził, znalazł tam swoich współuczniów, nauczy- 
cieli, zwierzchników, z wszystkimi związki odnowił, 
znalazł przystęp do wielu domów ; wszedł między zgro- 
madzenia uczonych, literatów, bawił dowcipem, rozumem, 



_ 593 — 

pismami, wierszami, żartami, plotkami i wszędzie gdzie 
się wkręcił wzdychał. Pierwszym był do wymyślania 
zabaw, w których mógł dowcip swój i talent kostyczny, 
który się tak zwykł podobać płochym towarzystwom, o- 
kazać. Portrety kobiet malował językiem francuskim tak 
trafnie,, tak dowcipnie, tak pochlebnie lub szyderczo, jak 
wypatrzył skłonności , że chwilowo podobał się w War- 
szawie i uprzejmie był przyjmowany. O tych powodze- 
niach swoich ciągle nam donosił, długie i szczegółowe 
jego korespondencye przez to dla nas były ciekawe, że 
w nich wydawała się cała świerzbiączka kobiecego i 
plotkarskiego języka. Codziennie pisywał listy do mego 
syna, w których szczegółową sprawę zdawał z każdój 
swojój godziny, jak gdzie u kogo bywał, co robił, co pi- 
sał. Jest to ciekawa korespondencya i prawie historya 
najpierwszych warszawskich domów, wypadków, kome- 
rażów, są tam opisy zabaw, osób obojój płci malowa- 
nych trafnie, dowcipnie, często złośliwie, każdy list prze- 
platany jest wierszami dobremi i złemi , zawsze dowei- 
pnemi a często złośliwemi, w których razem zdradza się 
osoba pisarza utalentowanego, znającego co dobre, szla- 
chetne i prawe, a rozpasanego umysłu, serca i imagina- 
cyi prawie szalonćj. Jeżeli to wszystko prawda co pisał, 
był przez czas bytności swojój w Wisirszawie jedną z sprę- 
żyn towarzystwa stołecznego. Bywał we wszystkich zna- 
czniejszych domach polskich, bywał w Zamku, zgoła 
wszędzie prócz domu jenerała Krasińskiego, o którym 
w listach swoich unikał wspominać. Bywał także w do- 
mu mojego przyjaciela Ludwika Małachowskiego, gdzie 
córki wdziękami i dobrom wychowaniem odznaczały się, 

75 



— 594 — 

a najmłodsza Tąida dowcipem. Unosił się więc w listacłi 
nad jój rozumem ; opisywał nam z nią rozmowy i do- 
wcipne jćj spostrzeżenia i odpowiedzi.' W jednym liście 
opowiedział w zajmujący sposób rozmowę z nią p liter 
raturze i romantyzmie; i to zrobił nie bez celn^ lecz 
chcąc mnie się przypodobać że za klasycyzmem ob-' 
stawał. 

Minister oświecenia Stanisław Grabowski wyprawił 
w swoim domu dla zabawy księcia Paskiewicza obraz 
kuligu wiejskiego polskiego ; Albert użyty był do ukła- 
dania wierszy, śpiewów i całą tą fetą kierował. Zrobił 
się na. jakiś czas poetą dworskim publiczności warszaw- 
skiej. 

Uczęszczał na wszystkie zgromadzenia literatów i 
dziennikarzy ; we wszystko się mieszał y wszystkićm 
chciał poruszać; łączył, drażnił, kłócił artykułami swemi 
i rozmowami. Profesor Maciejowski wjednćm piśmie 
wyraził zdanie, iż przenosi Klonowicza nad Kochanow- 
skiego; Albert, chcąc się ująć za Kochanowskim, przy- 
pomniał sobie, iż czytał u mnie wiersze mieszczące tę 
myśl we sutor tiltra crepidam^ zjechawszy do Piotrowic 
porwał mi je i umieścił w swojćj odpo.wiedzi w piśmie 
publicznćm, czćm naraził sobie dawnego swego profeso- 
ra i polemikę z nim toczył. Na książkę Mieszaniny Beyły 
napisał najzjadliwszy wierszami list do autora .^prze- 
chwalał się , że 'mu go posłał, czemu pie credendum. 
Idąc za wiatrem opinii publicznćj, unosił się nad Nor- 
widem dobrym i miłym młodym człowi)6kiem, którego po- 
znałem w moim domu gdzie kilka dni gościł, lecz który 
o ile ładnie rysował, o tyle zbyt często niezrozumiale 



— , 595 — 

pisał. Warszawa zaś brzmiała wtedy odgłosem: ,,0rle 
Norwidzie! Norwidzie wiek twój idzie!" Potocki przy- 
słał mi wiersze jego zapełnię niezrozumiałe z wielkiemi 
pochwałami , a gdy mu wyrzucałem płochość w sądzie, 
wywijał się jak wąż, przyznając mnie słuszność w oczy, 
a za oczami mówiąc co innego. Ciągle do nas wiersze 
pisywał, do każdego z mieszkańców Piotrowic po kolei. 
Gdy nazbierał wór bajek, plotek, komerażów warszaw- 
skich towarzyskich i literackich, biegł z niemi do nasze- 
go domu aby je wytrząsł. 

Gdy jenerał Tymofiew wyruszył z Warszawy , Po- 
tocki z żalem porzucił stolicę. Bawił jakiś czas w na- 
szym domu, pożegnał się ze łzami z nami i wyszedł na 
Wołyń. 

Stojąc kwaterą około Łucka czy Włodzimierza, za- 
wsze równie marnotrawne i rozpasane, nierządne ży- 
cie prowadził. Uczęszczał do możniejszych domów, szcze- 
gólniój do domu Księstwa Sanguszków, gdzie rozumem 
swoim czarować i podobać się umiał. Przez te związki* 
przeniósł się z korpusu jenerała Tymofiewa do armii 
kaukazkićj, a raczćj przez panią Przemysławową Potoc- 
ką, od którćj zyskał list rekomendacyjny do Księźnćj 
Woroncowowćj. Umieszczony w sztabie Księcia Woron- 
cówa, dowcipem, rozumem, talentami, ogładą i przyje- 
mnością towarzyską timiał sobie zjednać przychylność 
i wziętość, i miał Sobie powierzony zarząd kwatery i 
domu Księstwa Woroncowów, gdy panująca w tamtćj 
okolicy cholera nagle przecięła dni jego wśród nadziei 
wywyższenia z tak przemożnych pąk. Żadnćj jakiś czas 
nie dawał o sobie wiadomości, potćm parę razy pisał, 



— 596 ~ 

i późno dowiędzieliómy się ubocznie o jego śmierci; za- 
płakaliśmy nad nią y bo znając go z gruntu^ mnićj by- 
liśmy i jesteśmy surowi w sądzeniu o nim, jak isię oka- 
zała Warszawa- którą on bawił przez blisko rok, i któ- 
ra możaa powiedzieć dopsuła go. Zawsze są najsurowsi 
w sądzeniu wspólnicy. Teraz w szaleństwach stolikowych, 
które opanowały niektóre osoby w Warszawie odmalo* 
wano Alberta jak szatana kusiciela przybranego pozor- 
nie we wszystkie powabne przymioty, aby mógł pew- 
niój oboje płcie ludzkie zwodzić i kazić, zapewne kaził 
on kobiety, a przewrotnenii wyobrażeniami zarażał młódź 
męzką, ale to co o nim mówią jak mi pisze jenerał 
Krasiński, duchy czy stoliki warszawskie jest przesa- 
dzone i niesprawiedliwe. 

Osobliwaza była w nim sprzeczność słów , pism i 
wyznań z czynami, lecz to wszystko pochodziło raczćj 
z rozpasania jego umysłu i imaginacyi jak z serca; pło- 
chy, lekki, nierozważny, idący galopem za pierwszemi 
równie dobremi jak złemi popędami, marnotrawca ró* 
wnie pieniędzy jak talentów, przymiotów^ nauk^, ścią- 
gnął na siebie obrzydzenie i nienawiść wielu. Przecież 
mimo jego wad i nałogów, chociaż głęboko skryta i 
przytłumiona, tlała w sercu jego iskra jakaś szlachetno- 
ści i czułości, i w niejednym razie wybuchła. Gdy sły- 
szał o pięknym i szlachetnym czynie, unosił się z entu- 
zyazmem chwilowo może, ale szczerze; gdy ujrzał ubo- 
giego, potrzebnego, odziewał i wspomagał ze swoją na- 
wet szkodą i ofiarą. W małych, drobnych, towarzyskich 
spostrzeżeniach był plotkarzem, w ważniejszych był dy- 
skretnym. Polskę szczerze kochał i żadnego z współro- 



— 597 - 

daków nie naraził nawet płochością na prześladowanie; 
pomimo rangi w wojsku^ był między nim a Moskalami 
jakby mar ełiiABki, lecz że ciągle pod suknią rosyjską 
patryotyzował z lekkiego swego cliaraktera; ściągnął na 
siebie najniesłaszniejsze potwarze. U mnie tóm sobie 
wyjednał częściowe przebaczenie swoich płochością mar- 
notrawstwa i lekkości, iż przy swoich talentach i łatwo 
ści pisania tyle pisząc prozą i wierszem, w tych utwo- 
rach, które w świat drukiem puszczał, nigdy pióra swe- 
go niem(Hralnością nieskaził, zawsze prawdy religijne, 
zasady zdrowe towarzyskie i literackie popierał i tych 
bronił nawet z narażeniem się na pociski. 

Czytając jego korespondencye z moim synem, widzę 
iż mu pełno najzdrowszych rad dawał jakby Sokrates 
jaki w młodszym wieku ; w późniejszych listach z War- 
szawy już czytam same ptochości, złośliwości, epigra- 
mata ua sprawy i osoby ale zawsze zaprawione nie- 
zwykłym dowcipem. 

Nie miał w sobie zazdrości talentów i zdolności, a 
sam w nie bogaty w młodszych najmniejsze cenił i za- 
chęcał, ł)o czuł i znał ubóstwo czasów. 

Miewał często chwile czułości i szczerości, lecz nie- 
szczęśliwa mieszanina w Qim dobrego^ powabnego i złe- 
go oraz obrzydliwego, ciągle go pędziła na sprzeczności 
szlachetnych objawień z czynami. 

Mego domu i mojój osoby był stałym i nieodmien- 
nym przyjacielem, przyjmował przestrogi a nawet wy- 
rzuty, dziękował za nie ze łzami a nie poprawiał się. 

Kto pogodzi np. tę osobliwszą sprzeczność w postę- 
powaniu ze sługą wiernym i przywiązanym do niego. 



— 598 — 

Gdy się oddalał z tego kraju i naszego domu y polecił 
nam ze łzami swego Jana jako najwierniejszego i naj' 
lepszego sługę swego j aby w przypadku śmierci pana 
jego, wziąść go w opiekę i pamiętać o nim. A ten bie- 
dny Jan pokaleczony, pogryziony, nosił na czole i twa- 
rzy niezagojone rany zadane mu przez swego niemiło- 
siernego pana, bo Albert jak rozczulał się i płakał łatwo, 
jak zdolny był zdjąó z siebie suknię aby nią zziębnię- 
tego okryć, co nie raz zrobił, tak w niepohamowanćj 
pasyi gdy wpadł w gniew , tego wiernego sługę bił ki- 
jami, mordował i kopał. Osobliwszćj natury stworzenie, 
w niczćm nie znało miary I Wszystkie poruszenia swoje 
do ostateczności posuwał. 

Albert od młodzieńczego wieku sti*aciwszy wszelką 
moralną podstawę, z trudnością mógł w dojrzałym wró- 
cić do nićj. Ghocia:tby dokazał tego, nad czćm nigdy 
ani się zamyślał, ani pracował, jużby był nieprzejednał 
opinii i uprzedzeń powszechności; to mu zapewne su- 
mienie powtarzało , i dlatego może po części w swoje 
nałogi brnął coraz głębićj. Lecz życie jego niemoralne 
zostawiwszy na boku, i sądząc o nim jako o literacie, 
tradno w nim nie podziwiać najznakomitszych zdolności, 
talentów y dowcipu, łatwości i giętkości umysłu i pióra. 
Nie zdarzyło mi się czytać jego rozpustnych i rozwię- 
złych wierszy i prozy — a podobno i w tym rodzaju ce- 
lował — lecz miliony jego wierszy rozrzuconych po li- 
stach, po kartkach, po świstkach, i te wszystkie płody 
jego pióra, któremi poobciążał dzienniki, pisma peryo- 
dyczne, Kuryera nawet i które druk rozpowszechnił, są 
w najlepszym , nąjmoralniejszym* duchu i smaku pisane^ 



— 699 — 

wszędzie pomysły i zasady zdrowe, szlachetne, wznio- 
słe, cnotliwe. Gdyby był do nich dodał poprawnońć, 
trud, pracę, gdyby się był przez roztrzepanie umysłowe 
nie powierzył zwodniczćj snadności, która w jednćj chwili 
urojony i niepfzetrawiony pomysł z pod pióra lala, gdy- 
by był zebrał w jedne całość to wszystko, co napisał, 
otrzymałby był słusznie celne w literaturze miejsce. 

£pigramata jego równie jaśnieją trafnością, dowci- 
pem jak zwyczajną mu niepoprawnością dla nieszczę- 
śliwćj skwapliwości , wypaplania tak piórem jak języ- 
kiem co się tylko w głowie jego zrodziło. Dziwić się 
potrzeba czytając jego wiersze, ii obok pięknych, szczy- 
tnych, wzniosłych, brzmiących i harmonijnych, znajdują 
się płaskie, prozaiczne, łatwo mogące być poprawionemi 
lub. wyrzuconemi; umieszczał je mimo że Horacyusza 
umiał na pamięć i cytacye jego, rady przestrogi i pra- 
widła wciąż powtarzał. 

Śmierć jego pod tym jednym względem jest praw- 
dziwą stratą dla literatury, obecna epoka nie jest tak 
bogatą w talenta, aby ubytek tak niepospolitego talentu, 
dowcipu i znajomości sztuki pisania czuć się nie dawał> 
Nikt nad niego nie znał i nie oburzał się silnićj na obe- 
cne obłąkanie młodzieży, na nicość piór i autorów. Nikt 
w obronie rozsądku, smaku , jasności śmielćj nie stawał. 
Nikt oceniając piękności mistrzów romantycznćj szkoły 
nie znał lepiej i nie sądził trafnićj o starożytnćj literaturze 
wyśmiewając pogardę nieuków dla nićj. Nikt śmieszno- 
ści towarzyskich, zabaw, płochości, próżności, zalotno- 
ści trafnićj nie podchwytywał i dowcipnićj nie karcił. 
Niestety zmarnotrawił te wszystkie dary *z rozrzutnością 



— 600 — 

z jaką trwonił pieniądze; mogąc być celnym pisarzem 
Z tylu talentami został pospolitym rymokletą i rzec mo- 
żna że zbyt często poezyę spospolitował i poniżył. 

Co do mnie mniej snrowo go sądząc niż po wszech- 
ność; mnićj snrowo jak zasłużył, cenię talenta, gardzę 
obyczajami; brzydzę się niemi i potępiam; lecz gó wię- 
cćj żałuję niż nienawidzę , więcćj się lituję niż pamięci 
o nim wyrzekam się. Proszę Boga, aby mu przebaczyć 
raczył, na jego złą stronę chciałbym zasłonę rzucić, po- 
wabnej i czarującej, którćj wiele winienem był przyje- 
mnych chwil niezapominam. 

Nakreśliłem ten wierny chociaż bez porządku obraz 
aby młodzi Indzie czytając go nie uwodzili się i nie dali 
się pociągnąć powierzchownemi zaletami ludzi żyjących 
w świecie. Niech patrzą na czyny, w miarę ich niech 
nabierają pociągu lub wstrętu, niech nie kochają bez 
szacunku. 



Dnia 13 sierpnia 1853. 



YY czoraj wyczytałem w Kuryerze doniesienie o Śmierci 
w Radomskiem we wsi Ciszyce Józefa Chociszewskiego 
dawnićj dziedzica Rzeczycy w powiecie niegdyd Urzę- 
dowskim y która kiedyń do nas należała, i z którój my 
ród nasz wywodzimy. Już to ostatni mój współuczeń 
szkół Zamojskich; starszy może odemnie czterema lub 
pięcioma laty. Ja w roku 1784 miałem lat trzynaście, 
gdy jego rodzice jnż wyrostkiem mającym lat 18 lub, 
19 do szkół z domowego wychowania przywieźli. 

Codzień prawie odbieram podobne przestrogi, że 
się do śmierci, a Bóg tylko wie jak bliskiój a z natury 
samój nieodległćj, przygotować trzeba. Czekam na nią 
ze spokojnoścjią sumienia. 

Co dzień bliscy moich lat wymierają. Przeżyłem 
brata mego starszego, którego wieku dziś dotykam. Sio- 
stra moja starsza odemnie czterema laty , już w łóżku 
w cierpieniach zbliża się do grobu. Nie słyszę o nikim 
starszym odemnie prócz Bielińskiego w Lublinie i Eo- 

76 



602 



wnackiego w Warszawie; ten ostatni dogorywa już w Wi- 
lanowie. 

Gdy się obejrzę koło siebie ^ widzę tylko nieznajo- 
^mych i młodszych. Poletyłowie koledzy także szkolni 
są młodszeroi odemnie. Cbociszewski szczęśliwy żył i 
szczęśliwy umarł. Mało o nim mówiono za życia^ jeszcze 
mnićj mówić będą po śmierci; nie wybiegł za obręb 
domowego życia ani osobą, ani piórem. Historya jego 
życia nie wyjdzie na świat, pozostanie w jego rodzinie 
tylko pamięć jego. Nie doświadczył ani popioły jego 
doświadczą niesprawiedliwego sądu, zawiści, zazdrości 
itd. Biada tym których żądza słynności a nawet szla- 
chetna' chęć przysłużenia się powszechności swemi zdol- 
nościami skusiła. 

Wystąpić z czemkolwiek na świat a jeszcze w tjm 
wieku, w którym ja życie kończę. 

Vae! miseris quo8 tania in$ania Ud. 



Wspomnienie. 



Ziapomniałem wyżćj powiedzieć , więc tn wspomnę że 
w roku 1809 gdy po skoAczonóm urzędowania w Lubli- 
nie zjechałem na odpoczynek na wieś 2go czerwca^ tak 
wielki śnieg spadł i cały tydzień leżał; że saniami jeż- 
dżono, firat mój Jan z Woli Gałęzowskićj saniami przy- 
jeżdżał na obiad i wieczór odjeżdżał. Drzewa i krzewy 
zgięły się pod ciężarem śniegu. Słowiki chociaż pod na- 
kryciem śniegowćm śpiewały. 

Trzeba było w piecach i na kominkach jak w chu- 
cie ogień palić. 

Zboża były liche dla późnych zasiewów z przyczy- 
ny przeszkód wojennych. Nastąpił rok kometowy^ słoń- 
ce rozgorzałe aż do jesieni, wypaliło zupełnie jarzyny/ 
oziminy wstrzymało we wzroście, lecz te były namłotne. 



— 604 



Po tych atoli klęskach nie było głodu, bo były da- 
wniejsze zapasy tak u włościan jak we dworach. 
Zaraza na bydło i konie nie była znaną. 



Kilka słów o obecnej literaturze^ dnia 10 lipca 1854 r. 

w 83 r. życia. 



Oą, były i będą czasy nieprzyjazne literaturze narodo- 
wój, i któż tego nie czuje że w takich obecnie żyjemy 
Najstarożytniejsze wieki przez nie przechodziły i najpó- 
źniejsze jeszcze przechodzić będą. Jakkolwiek bądź, nczą 
nas starożytne wieki^ że i w takich czasach w literatu- 
rze wychodziły utwory i dzieła znakomite zasługą mo- 
ralną i pożytkiem z tąd wypływającym. Nie mówię tu 
o naukach ścisłych^ w tych obecna epoka wszystkie prze- 
szła i wyścignęła, lecz mówię o pięknój literaturze, o wy- 
inowie i poezyi, które imaginacya tworzy i ozdabia nie- 
mi najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze dla pióra epoki. 
Są zapewne przedmioty , których w pewnych czasach i 
położeniach narodu bądź z jego przeszłości bądź z obe- 
cnych spraw tykać bez niebezpieczeństwa nie można i 
nie należy ; przecież mamy w starożytności przykłady, 
że i w tych przedmiotach, byle i w wyborze ich i w trak- 
towaniu zachowane było owe prawidło Tacyta non nid 
industria adsit, można i literaturę ozdobić i siebie wsła* 



— 606 — 

wić. Właśnie tego dał dowód p. Maurycy Dziednszycki 
Bwemi dziełami, które ja do najznakomitszycli zaliczam. 

Nie wspomnę tu Eneidy, której Oktawian zostawszy 
Angastem, spalić nie dozwolił. Dość sobie przypomnieć 
pod kim i wjakicli czasach wyszła na świat Farsalya 
LuJcana, Tebaida, Porwanie Prozerpinjfj satyry Jawena- 
lisa, elegie Properciusza, epigramata Marcialisa itd. itd. 
Wprawdzie lady samoistne mają pod tym względem ła- 
twiejsze położenie jak Indy podbite , tych ostatnich za- 
wód w literaturze trudniejszy i niebezpieczniejszy, jednak 
z powyższych przyUadów trudno wszystko zwalać na 
czasy, trudno nie zastanowić się czy przyczyna nie jest 
w nieudolności obecnego plemienia^ w braku prawdziwych 
talentów, w niesforności imaginacyi, w niedostatku praw- 
dziwćj nauki, w nieznajomości przeszłości, którćj dzieła 
zawsze będą w nieukach budzić nienawiść, bo upaka- 
rzają. 

Jednak w ogóle tego twierdzić nie mogę. Są jeszcze 
pisarze z minionćj epoki z grona Towarzystwa Przyja- 
ciół Nauky są z nowćj szkoły, którzy kiedy się acz rzad- 
ko odezwą, tworami swemi zaszczycają wiek obecny. 
Lecz za to jak mnoga liczba młodzieży z rewolucyi 1830 
r. i już z nowego wychowania w zawód literacki pusz- 
czającćj się, tćm co mieni być nowością i nadzwyczaj- 
nością obłąkanćj a upartćj, zarozumiałćj, zakochanój 
w sobie, która ciągle bredzi, ciągle banialuki pisze i dru- 
kuje i ciągle się niemi przechwala. Podobnćj epoki jaką 
jest ta, pod temi względami jeszcze w Polsce nie było, 
jak ona długo potrwa nie wiem , lecz życzę (Ua sławy 
literatury, żeby jak najprędzćj przeszła. 



— 607 — 

Kiedy ze wstrętem i oburzeniem czytam te po ga- 
zetach rozproszone liche powiastki^ bez smaku mydli i 
harmonii pisane wierszydła, zdaje misie, że zaproszony 
jestem na koncert na drumli, na kobzie, lub dudach. Ja* 
cy mistrze taki instrument i harmonia. Nie słychać już 
a przynajmniej bardzo rzadko ani hucznego brzmienia 
organów, ani melodyjnćj arfy, ani nawet umiejętnie wła* 
danego fortepianu; przed powyższą więc muzyką wolno 
do innćj harmonii przyzwyczajone uszy zatykać. Są 
przecież ludzie co podobają sobie w tym stanie litera- 
tury. 

Jak wyżćj powiedziałem są wyjątki, są jeszcze zna- 
komici pisarze, ale ci rzadko się odzywają a hurma ry- 
mokletów i bazgracży niesłychaną odznacza się płodno- 
ścią. Są poeci i pisarze, którzy umieją płody swoje za- 
prawiać, prawdziwym patryotyzmem , tęsknotą i żalami 
po utracie ojczyzny. I ja oddaję sprawiedliwość tym, 
którzy w obeonćj chwili zasługują na nią, acz może nie 
we wszysikićm zgadzam się z niemi, i ja z zachwyce- 
niem czytam szczytne utwory Zygmunta Krasińskiego, 
' z przyjemnością Pola piosneczki, z uznaniem śliczną pol- 
szczyznę L. Siemieńskiego i dowcipne jego krytyki gdy 
czasem do mnie dojdą, cenię nareszcie wielu jeszcze in* 
nych dzisiejszych autorów z mniejszym lub większym 
talentem piszących. Lecz kiedy w tćj literaturze tak się 
dzieje jak rzekł Krasicki w którćj 

Jak zwyczajnie w mieście 

Za dwóch dobrych lichych dwieście, 

* • 

trudno nie jęknąć nad jćj stanem. 



— 608 — 

Etoby mnie zbyt surowym lub uprzedzonym osą- 
dziły niech przeczyta świeże najsławniejszych arystar- 
chów dzisiejszych rozsiane po gazetach warszawskich 
krytyki a raczćj pochwały teraźniejszych autorów, a to 
z taką zarozumiałością pisane ^ że podobniejsze są do 
wyroczni niż do rozpraw lub rozbiorów. Niech te mnie- 
mane krytyki położy obok pism Naruszewicza, Matnsze- 
wicza, Woronicza, Dmocłiowskiego, Śniadeckich', Czac- 
kiego, Karpińskiego i tylu innych a szczególniej Eołon- 
taja, który sztukę pisania do najwyższego stopnia do- 
skonałości podniósł, a wtedy odkryje się przed nim o- 
gromna różnica i dzisiejszy upadek literatury narodowój. 
Ale chwaleni i uwielbiani przez tych krytyków autoro^ 
wie z lichwą odpłacają się im wzajemnością, a biedna 
i mało oświecona powszechność idzie za ich opinią. 

Kiedy zważam stan ducha i dążność teraźniejszo] 
literatury, w którój i o którćj wszyscy bazgrzą, nawet 
tacy co jeszcze uczyć się i milczeć powinni, kiedy wi- 
dzę tę nieuleczoną zawziętość przeciw przeszłości i jój. 
niezaprzeczonym zasługom, kiedy w nićj przedmioty naj- 
wznioślejsze, pamiątki narodowe, bohaterskie czyny na- 
szych naddziadów godne najznakomitszych wieszczów 
pióra, strącają z ich godności i poniżają przez mizerne 
powiastki, przychodzą mi na pamięć owe Harpie Wir- 
giliusza, które najadły na stół i ucztę Eneasza, i rozer- 
wały nieczystcmi pazurami zastawione pokarmy 

Diripinntgue dąpes cunctaque omnei foedanł 
Immundo. 

Przypominam sobie iż razu Jednego w tym sposo- 
bie rozprawiając przed jenerałem Franciszkiem Morliw-- 



— 609 ~ 

skim o stanie literatnry^ nie przecząc mi całkiem^ nie 
we wszystkióm zgadzał się ze mną i okazywał się po- 
błażającym, przyszła mi na mydl materya do bajki, a 
że ja nie czaję w sobie żadnćj zdolności do tego rodza- 
ju utworów, posłałem mu tło i kedć, prosząc aby ją 
w bajkę ndramatyzował i swoim pięknym rymem odział, 
lecz odmówił. Oto jest myśl i jój treść. 

Po zacłiodzie słońca w pomroku przednocnym gdy 
już ptaki ucicłmą, ruszać się zwykła liczna i uprzykszo- 
na gromada lichych a brzęczących i zjadliwych owa- 
dów, z tych liczby , chrabąszcz tłukąc się między drze- 
wami spadł na mrowisko. Te drobne stworzenia z po- 
czątku przelękłe, przypatrując musie gdy łazić zaczął i 
sklnące skrzydła rozwijając zabrzęczał, zdziwione skrzy- 
dłami, lotem którym się w górę wzbijał, i brzękiem, któ- 
ry wzięły za śpiew, osądziły w swoich małych główkach 
że to ptak. Kogut który w bliskości mrowiska grzebał 
ziemię, i który nieraz deptał chrabąszcze i dziobem po^ 
trząsał, obrażony, że tak lichy owad zaliczyły mrówki 
do liczby śpiewających ptaków, tak się do nich ode- 
zwał: „O nędzne i drobne istoty, najlichszy owad bierze- 
cie za ptaka, owad który szkodę czyni lasom i obnaża 
gaje i drzewa z liści , mieszkanie ptaków zamieniając 
w nagie pustki. Pójdźcie do ogrodu a ujrzycie jak tam 
ogrodnik otrząsa z nich drzewa i zamiata z nich ulicę 
na* pokarm najpodlejszćj trzody. Lecz się wam nie dzi- 
wię, małym wszystko się zdaje wielkie a nawet nado- 
bne a wiecie dlaczego? Boście mrówki, boście drobne". 



77 



— 610 — 

Gdy mi jenerał Morawski nie wiem dla jakieh powodów 
odmówił ubrać swoim pięknym rymem podanój ma tre- 
ści powyższój bajki, ja bez. zdolności do tego rodzaju 
poezyi in iaedio meae młae odważyłem się użyć sił znie- 
dołężniałego umysłu i napisałem wierszem ową bajkę. 
Zostawiam tę lichotę w moim zbiorze^). > 



"^l Bąfka ta pod tytułem Mrówki i Koguł ogłoszona została 
jeszcze za życia Kajetana Koźmiana w Gazecie Warszawskiej. 



Ksiądz Teofil Wszelakie Prowincyat zakonu księży 

DominikaDÓw. 



VY roku bieżącym 1856 nmarł w Warszawie w roku 71 
życia ksiądz Teofil Wszelaki esprowincyał zakonu księ- 
ży Dominikanów, podobno na ćbołerę w t^ mieście pa- 
nującą. Księża Dominikanie czy warszawscy, czy lubel- 
scy, dla których zaszczytu całe swoje prawdziwie bogo- 
bojne i iwięte życie poświęcił, powinniby w szczegółach 
życie jego ogłosić drukiem, dia przykładu, wzoru i na- 
śladowania wszystkich icatolickich tak świeckich jak za- 
konnych kapłanów. Nie zawiódł on imienia swego ^Teo- 
fiP. Dostojnością, powagą, dobrocią, łagodnością, aszcze- 
gólniój miłością ludzkości przypominał owego biskupa 
Kijowskiego Cieciszewskiego, którego równie katolicy 
jak różnowiercy do rzędu świętych zaliczają. Klasztor 
lubelski , dla którego i w którym był dobroczyńcą i na 
tój stopie, na którój się dziś znajduje przez czynne, gor- 
liwe podniesienie jego gospodarstwa postawił, najwięcój 
fnu winien wdzięczności. W całój okolicy Lublina tak 
był wielbionym, koclianym, poiyażanym i pożądanym^ 



— 612 — 

iż poczytywano za błogosławieństwo Boże gdzie tylko 
się ukazał. Uczęszczał tćż prawie do wszystkicłi obywa- 
telskich domóWy obdzielając koleją swemi bogobojnemi 
i pobożnemi pracami. Najwięcćj i najchętnićj pracował 
nad oświecaniem wiarą świętą dzieci włościańskich, do 
których pojęcia nauki swoje stosował, wynajdując różne 
sposoby nauczania przez ' obrazki świętych nieumiejących 
czytać. Nie było domu któryby go sobie nie życzył za 
spowiednika i dysponującego na śmierć kapłana. Uczony 
głęboko, równie w duchownym "zawodzie, jak w świec- 
kich dziełach, był nader przyjemnym w towarzystwie; 
zaprawiał rozmowy tą nfewinną wesołością, która jest 
najpewniejszym świadectwem czystości sumienia. Długo 
żyjąc na świecie wiele rozważał, wiele wiedział, wiele 
przebaczał. Mawiał między innemi: „Hiema tak głupićj 
książki z którćj by się najrozumniejszy człowiek czegoś 
jeszcze nie mógł nauczyć'^. W zachowaniu zakonnćj reguły 
był nieugiętym rygory stą, co go narażało na prześla- 
dowanie złych zakonników na ich fałszywe i zdradliwe 
oskarżenie. Oskarżony najuiesłusznićj o używanie spo- 
wiedzi w celach patryotycznyeh, został przez rząd prze- 
śladowany, więziony, głodzony i ledwie się za wstawie- 
niem marszałka Jezierskiego wydobył z więzienia i szpo- 
nów Storożenki. 

Ksiądz Wszelaki był wielkim przyjacielem brata 
mego biskupa Kaliskiego, i tę przyjaźń niezachwianą do 
śmierci mu dochował. Brat mój często stawał