(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Puławy (1762-1830) : monografia z życia towarzyskiego, politycznego i literackiego na podstawie archiwum ks. Czartoryskich w Krakowie"

This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge thafs often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non- commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 

at http : //books . google . com/| 



Digitized by VjOOQIC 






i[': 

Ą-.-- 



S0; 









Digitized by VjOOQ U 






Digitized by VjOOQIC 



Digijizedby V300QIC' 



PUŁAWY. 

Ul. 



Digitized by VjOOQIC 



WYDAWNICTWA KSIĘGARNI 
OUBRYNOWICZA I SCHMIDTA. 



zlr. et. > 
Krasiński Zygmut. Listy. Tom I. Do Konstantego Gaszyńskiego 
z przedmową J. I. Kraszewsldego Z portretem aatora. 

Łw6w 1882, w 8ce, str. VIII i 343. Cena mrk. 6.— ... 3 20 

— Listy. Tom II. Do Adama Sottana, z przedmową J. I. 
Kraszewskiego. Lw6w, 1883, w 8ce, str. XI Y i 482. mrk. 6. 8 20 

— Listy t. in. do Juliusza Słowackiego, R. ^Załuskiego, Ed. 
Jaroszyńskiego, A. K. 8t. Koźmłan6w i Bronisława Tren- 
towskiego. Lw6w, 1886, w 8ce, str. 356 mrk. 6. ... 3 20 

Lemoke Karol dr. Estetyka. Podług wydania oryginału niemiec- 
ki ego z upoważnienia autora przeto^ł Bronisław Żawadski. 
Wydanie 2gie pomnożone z 62ma rycinami. Lwów, 1882, 

w 8ce, str. 552. mrk. 12. złr. 6.40, w oprawie mrk. 15. — 7 60 

Boleslawita B. Hybrydy, powieśd współczesna 3 40 

— Król i Bondarywna, powieść historyczna . . ... 2 40 

— Pamiętnik panicza — Dziennik Serafiny 2 40 

— Nad modrym Dunajem. Nowella 8 40 

Cliłędowskl J. Sylwetki społeczne . 2 40 

Ei...y. Gałfzka łielio tropu. Komedya . — 60 

Estreicher. W. Pol, Jego młodość i otoczenie 8 80 

Jeż T. T. Ostapek. Ustęp z przeszłolcl emigracyjaćj . . . . 8 40 
Kaczkowski Karol. Wspomnienia 1808—1831 z papierów po^o- 

stałycti po i, p. K. K. gen. szt. lekarzu wojsk polskich. 

ułożył T. O. Orzechowski, 8 tomy 4 20 

KanteokI K. Elżbieta, trzecia żona Jagiełły 1 20 

— Z podróży Oświęcima 1 80 

— Dwaj Kraemieńczanie. Wizerunki literackie, 2 tomy . . 3 60 
Kubala L. Dr. Szkice historyczne, dwie serye każda p3 . . . . 3 40 

Lemoke K. Estetyka, 2 tomy . . ... ....« — 

Liske X. Cudzoziemcy w Polsce. Podróże i pamfętniki . . . . 4 20 

Listy Tadeusza Kościaszki, zebrane, wstępem objaśnione, przez Ł. 

Siemiedskiego 2 80 

Lorklęwloz A. Bunt gdański w r. 1825 1 80 

Monupnenta historiae poionioa. Pomniki dziejowe Polski, tom III. 

Wydanie nakład. Akid. Umlejęt 12 — 

Niewiarowioz A. L. Wspomnienie o A. Mickiewiczu 2 SO 

Pamiętnik dumr polskiej z XVIII vieku . 1 80 

Przyborowski. W. Rubin wezyrski. Powieść. I 80 

— Llsiężniczka z Minsterbergu 1 50 

Stadnicki K. Olgierd i Kiejstut synowie Oedymina, W. ks. Litwy 2 40 

Sas Beriioz. Mozaika. Gawędy szlacheckie, 8 tomy 8 80 

Sewer. Braniu dudze. Powieść . . ^ 8 40 

Wilczyński A. Kłopoty starego komendanta. Opowiadania, 3 tomy 

z illustracyami . . 540 

Wilkcńska P. Na teraz, Powieść 9 40 

Wspomnienia Konstantego Wolickieąro, z czasów pobytu w cyta- 
deli warszawskiej i na Syberji .... 2 60 

Zwierciadle głupstwa. Powleić, napisał Ignotus 8 80 



Digitized by VjOOQIC 



P UŁ AW Y 

(1762— 1830). 



MONOGRAFIA 

z ŻYCIA TOWARZYSKIEGO, POLITYCZNEGO I LITERACKIEGO 
na podstawie archiwum ks. GzartorysUcli w Krakowie 



LUDWIK DąBICKI. 



z PIĘCIOMA RYCIKAMI. 



TOM III 



LWÓW. 

NAKŁAD KSIĘGAENI GUBRYNOWJCZA I SCHMIDTA. 



1888. 



Digitized by VjOOQIC 



' ŚfśZ. 'J -a-rrT 




KRAKÓW. 

Druk Wl. L. Anczyca i Spółki, pod zarsądem Jaaa Gadowtkiego. 



Digitized by VjOOQIC 



T .»• n 



Digitized by VjOOQIC 



' &f^Z. 'Ś ^&T^ 




KRAKÓW. 

Druk Wl. L. Anczyca i Spółki, pod zanądem Jaaa Gadowtkiego. 



Digitized by VjOOQIC 






TOM TRZECI. 



POZA PUŁAWAMI. 



(^^^i^^ 



Digitized by VjOOQIC 



I 

Digitized by VjOOQ IC ' 




PEZEDMOWA. 




abmt sua fata libelli. I ta książka ule- 
gła różnym przemianom od pierwotnego 
założenia. Dwa tomy przed rokiem ogłoszone 
nie wystarczyły, aby ująć całość monografii 
Puław. Dobre przyjęcie przez krytykę a pe- 
wne zajęcie wzbudzone wśród ogółu czytającycti 
stało się zachętą, aby rozpoczętej pracy nie prze- 
rywać, iść do gruntu, organicznie ją rozwinąć 
i nie skracać opowiadania dla pośpiechu. 

Niespodziewane powodzenie w czasach obo- 
jętności literackiej nie bywa dowodem wartości 
książki, ale tylko świadczy, że się trafiło na kie- 
runek odpowiadający usposobieniu i potrzebie. 
Piszący szukał w tej pracy wypoczynku i ulgi 
od trudów dziennikarskiego zawodu — nie bę- 



/^ 



Digitized by VjOOQIC 



VIII PUŁAWY. 

dąc ani historykiem, ani belletrystą cofnął się do 
początków naszej niedoli, aby widokiem tego, 
cośmy przeżyli i tej siły odpornej, która się zna- 
lazła, żywotności, która się ocknęła, pokrzepić 
myśl znękaną — gdy z dnia na dzień zapisywać 
przychodzi niedoli tej wzrastający ciągle nad- 
miar; pragnął nadto czytelnikom temi wspomnie- 
niami nieco rozproszyć czarnych myśli, jakie się 
tłoczą w obecnej dobie. . . 

Między przeszłością dziejową a dziennikarską 
współczesnością, między sferą historyi w jej wy ż- 
szem znaczeniu a drobną i banalną anegdotą, 
snuje się mnóstwo włókien z wczoraj na dzisiaj, 
które stanowią pasmo życia obyczajowego i cywi- 
lizacyjnego w narodzie. Nadeszła już widocznie 
chwila, aby te czasy, ci ludzie, te wypadki i prze- 
obrażenia, z dziedziny wspomnień, coraz bardziej 
się zacierających, przeszły w literaturę pod nową 
nieco i szerszą formą, aby do tego co współ- 
cześni zapisali w pamiętnikach, dołożyć źródłową 
pracę, podciągnąć linię i zsumować, co tam wy- 
Wysło żywotnego i pozostało spuścizną dla nas, 
aby nadto spojrzeć poza siebie, jak ta niedawna 
przeszłość przedstawia się w perspektywę dwóch 
już minionych pokoleń. 



Digitized by VjOOQIC 



PRZED!SIOWA. IX 



Wśród zarzutów nader życzliwej zresztą 
krytyki był jeden, któiy zaniepokoił sumienie 
autora, dotyczył on mianowicie zasadniczego 
pytania: czy godzi się piórem publicysty lub kro- 
nikarza dawać wyraz przekonaniom o rzeczach 
i sprawach, o których tylko historyk ma prawo 
rozstrzygać i orzekać? Może to zarozumiałość 
i lekkomyślne targnięcie się w zakres, do którego 
się niema kompetencyi ? Zarzut był tem bardziej 
niepokojący, że zdanie piszącego stanęło w sprze- 
czności z poglądem pierwszorzędnej powagi, a tem 
dziś boleśniejszy, że ta różnica zapatrywań od- 
nosiła się do dzieła niestety przerwanego zgonem 
jednego z najznakomitszych badaczów przeszłości. 
A jednak mimo głębokiej czci, której piszący dał 
równocześnie wyraz i mimo głębszego jeszcze 
żalu po tak ciężkiej stracie, nie mogę zostawić 
zarzutu bez zapytania: czy nie był zbyt bez- 
względny? Sądzę bowiem, iż historya nie jest 
zamkniętą w sobie umiejętnością i nie zna mo- 
nopolu — schodzi ona jako magistra vitae do 
maluczkich, dozwala, co więcej wymaga, aby 
każdy, choć się jej fachowo nie poświęca, zda- 
wał sobie z przeszłości sprawę, bo tylko ten, co 
sobie wyrobił przekonania o historyi własnego 



Digitized by VjOOQIC 



X PUŁAWY. 



narodu, może na nich opierać zasady swe poli- 
tyczne. Podobnie niekażdy chrześcianin jest obo- 
wiązany być teologiem, ale każdy winien granto- 
wać w sobie zasady religijne ; ta jest tylko różnica^ 
że historya nie zna dogmatów jak nauka wiary. 
Dokument i źródło nie stanowi tu zawsze osta- 
tecznego kryteryum, zwłaszcza gdy nie chodzi 
o stwierdzenie samego faktu, ale o pobudki czy- 
nów i o wewnętrzną wartość ludzi. Nie sądzę 
także, aby różnica w punktach zapatrywania na 
tę etyczną bardziej niż polityczną miarę ludzi 
i stronnictw, miała być takiem niebezpiecznem 
i zdrożnem zboczeniem, aby już tego, który się jej 
dopuścił sprowadzała na inne drogi i pozbawiała 
dobrodziejstw korzystania z rezultatów zdoby- 
tych przez historyka, gdy się go przytacza 
z najżywszem uznaniem, ale i z zastrzeżeniem. 
Mniemam przeciwnie, że szczerość i swoboda 
zdania jest właśnie hołdem dla dziejopisarzy 
przynoszących wielkie narodowi zdobycze swej 
pracy i swej myśli. Go innego gdy się wszystko 
odrzuca dla jakiegoś uprzedzenia, a co innego 
jak w tym wypadku, gdy uchylając czoła przed 
ogromem zasługi badacza odzywa się głos, że 
nie wszystko przyjmuje bezwarunkowo. Nieró-. 



Digitized by VjOOQIC 



PRZEDMOWA. XI 



wność kompetencyi nawet w takiej wątpliwości 
czy zastrzeżeniu o tyle się zmniejsza, że histo- 
ryk patrzy na męża stanu, kronikarz na czło- 
wieka, historyk z tajnych dokumentów następ- 
stwa czynów ocenia, kronikarz jest echem uczuć 
i objawów współczesnych. Tamten patrzy zgóry, 
ten zdołu i z tego stanowiska wolno mu sądzę 
nie naruszając sądu o drogach politycznych, 
stanąć w obronie pobudek, które do błędu pro- 
wadziły, wolno i godzi się podnieść te strony 
charakteru i cnoty publicznej, które niezawsze 
ratują od pomyłki, ale zawsze mają swój zba- 
wienny wpływ na poziom społeczny. 

Z ciężkiem sercem, jakby z wyrzutem su- 
mienia przystąpiłem do tego wyjaśnienia, które 
się odnosi do ustępu o stronnictwie patryoty- 
cznem na czteroletnim sejmie. Zdania tam wy- 
rażone nie miały nic wspólnego z tym senty- 
mentalizmem, który ma się objawiać zwłaszcza 
u dam oburzeniem patryotycznem wyrażanem 
po francusku, ani też z tą ciasnotą, która się 
lęka krytyki historycznej, aby nie rozwiała kon- 
wencyonalnych ideałów i popularności; uwagi te 
wypłynęły ze szczerego i głębokiego przekonania^ 
którego dotąd piszący zmienić nie zdołał, iż od- 



Digitized by VjOOQIC 



XII PUŁAWY. 



rodzenie poczucia moralnego w upadającej Polsce 
rozpoczyna się od twórców konstytucyi 3 maja, 
że dlatego mimo błędnej drogi stronnictwo to 
ma największą wartość etyczną z pośród wszy- 
stkich współczesnych, a ztąd i wpływ zbawienny 
na to co zdrowiem, szlachetnością i podźwi- 
gnieniem duchowem w pokoleniach porozbio- 
rowych. 

Usterki i pomyłki zbyt liczne niestety wy- 
tknięte w pierwszej części będzie obowiązkiem 
autora sprostować w drugiem wydaniu, ale było 
także jego obowiązkiem tej wyrozumiałości kry- 
tyki w dalszym ciągu zbyt nie nadużywać. 

Do dwóch poprzednich przybywa znów dwa 
tomy, a jeszcze całość niezamknięta, stosy notat 
i korespondencyj niezużytych leżą przed piszą- 
cym, a cały szereg znaczących osób dopomina 
się jeszcze o należne sobie miejsce w kronice 
puławskiej. 

Przeszedłszy w pierwszym tomie czasy sta- 
nisławowskie, w drugim porozbiorowe i nazna- 
czywszy w głównym zarysie stanowisko domu 
i rodziny Czartoryskich, należało ramy te wy- 
pełnić bardziej szczegółowo. Korespondencya nau- 
kowa i literacka skłoniła autora do wycieczek 



Digitized by VjOOQIC 



PRZEDMOWA. XIII 



poza Puławy. W tomie trzecim epizodami prze- 
suwają się różne kieranki umysłowe i towarzy- 
skie i ukazują się w grupach ludzie współcześni, 
na różnych polach pracujący a mający swe cen- 
trum w Puławach. Tyle tu napotkałem niezna- 
nych dotąd szczegółów, nienaznaczonych obja- 
wów, tyle postaci zapomnianych, że różne te 
epizody i portrety zatrzymały piszącego dłużej, 
niż proporcya książki na to może dozwala. Mógłby 
kto zarzucić, że pod tytuł Puław podciągnięto 
rzeczy, które pośrednią tylko z Puławami mogły 
mieć styczność. Ależ celem tej książki nie jest 
sława jednego domu, ani chęć zaliczenia na karb 
Czartoryskich wszystkiego co się współcześnie 
w Polsce budziło. Był jednak sympatyczny zwią- 
zek, który łączył ludzi owego pokolenia — bra- 
kłoby tła tej monografii i obniżyłoby się zna- 
czenie tego studyum, gdyby tylko chronologicznie 
zapisywać, ćo się w tym dworze wielkopaóskim 
działo, gdyby powtarzać relacye zabaw w swej 
rozmaitości nieco monotonnych, oraz zbierać 
echa pochwał i komerażów. W tej wędrówce 
z Pidaw do Wiednia, Krzemieńca, Wilna, War- 
szawy, Krakowa i Lwowa, w tych szkicach lu- 
dzi, stosunków i wypadków porządek chronolo- 



Digitized by VjOOQIC 



XIV PUŁA WY. 

giczny musiał ustąpić przed epizodycznością ja- 
kiej różnorodny przedmiot wymagał. 

Czwarty tom zawiera rozbiór pism rodziny 
Czartoryskich. Mało to dotąd obrobiony a obfity 
materyał, a równie ważny pod względem biogra- 
ficznym, psychologicznym jak i literackim. Miara 
kultury, poziomu naukowego, nastroju ' uczuć, 
tendencyi i wpływu członków tego rodu złożona 
w pismach rozrzuconych bezimiennie lub leżą- 
cych dotąd w manuskryptach. Niechaj sami mó- 
wią za siebie — staraniem mojem było tylko uło- 
żyć wiernie w całość drobne fi^agmenta a streścić 
większe prace. 

Że książę jenerał był uczonym i mecena- 
sem nauk, to było Aviadomem z tradycyi i prze- 
chodziło w ogólnikach z książki do książki, nie- 
poparte dotąd jednak bliższem rozglądnięciem 
w tem co pisał i co działał. Dwie autorki, księżna 
Izabella i księżna Wirtemberska nieraz bywały 
przedmiotem studyów literackich, nie dość atoli 
dokładnych, często kreślonych na pamięć bez 
stwierdzenia nawet, która z nich napisała „ Piel- 
grzyma "^ a która ^Malwinę". Pisma ks. Adama 
z lat młodych mniej jeszcze były znane, a jednak 
są one najważniejsze i najwyższe. Gdy świeżo 



Digitized by VjOOQIC 



PRZEDMOWA. XV 



pojawiły się Pamiętniki Adama Czartoryskiego, 
analiza jego poezyi, pism politycznych, history- 
cznych i filozoficznych dozwoli łatwiej zrozumieć 
ten głęboki umysł i wzniosłego ducha. Pamiętnik 
pani Zofii Zamoyskiej podany w całości cenną 
jest pamiątką tej szlachetnej postaci niewieściej 
a rzuca wiele światła na zdarzenia rodzinne 
i wypadki krajowe. Stan służby księcia Konstan- 
tego wraz z notatką biograficzną uzupełnia tę 
część monografii, ale jej jeszcze zamknąć nie 
może. 

Trzeba jeszcze wrócić do wnętrza PiJ'aw. 
Mówiąc o uczonych i literatach z Puławami bę- 
dących w stosunkach, odłożyłem do ostatniej 
części opowiadania liczny zastęp poetów co opie- 
wali Puławy lub w Puławach zaczęli śpiewać. 
Od Krasickiego i Naruszewicza aż do Franciszka 
Morawskiego i Kazimierza Brodzińskiego wszyscy 
synowie Apolina do jakieikolwiek należeli szkoły 
składali tu w hołdzie jakąś rymowaną pamiątkę. 
Dalej pozostają jeszcze przyjaciele stale zamie- 
szkali, rezydenci, dworzanie, oficyaliści; w pa- 
tryarchalnym ustroju tego dworu, w związkach 
i tradycyach, które ztąd się wysnuły ich miejsce 
bardzo znaczące. Jak się bawiono w Puławach 



Digitized by VjOOQIC 



XVI PUŁAWY. 



i jak] ztamtąd szedł polor, to także pominiętem 
być nie powinno. A wreszcie przejścia ostatnich 
lat, od śmierci księcia jenerała do wybucłiu po- 
wstania i tragiczny epilog puławskiego życia — 
oto obfita jeszcze treść, którą będzie mojeni sta- 
raniem zamknąć w piątym i ostatnim tomie. 

Autor. 

Kraków 20 października 1887. 



Digitized by VjOOQIC 



; 



RODŁA. 



Z archiwum rodzinnego ks. ks. Czartoryskich tej 
nieprzebranej miny złotej autor czerpał do 3 tomu 
korespondencye z uczonymi, oraz wiele notatek dają- 
cych objaśnienie ich stosunku do Puław — w 4 tomie 
z rękopismów księcia jenerała, księżny Izabelli, księżny 
Wirtemberskiej i księcia Adama porównywując różne 
rękopismów tych warianty i odpisy. 

Nadto autor zawdzięcza wiele materyału ręko- 
piśmiennego, które raczyły mu nadesłać następujące 
osoby : 

30. księżna Leonowa z Zamoyskich Sapieżyna 
(za pośrednictwem Wnej Walentyny Horoszkiewiczowej) 
korespondencye i wiersze. 

JO. książę Jerzy Czartoryski (dokumenta stanu 
służby księcia Konstantego oraz notatka biograficzna). 

JW. hrabia Jan Zamoyski z Sokołowa (odpis 
pamiętnika Zofii Zamoyskiej i inne dokumenta z archi- 
wum JW. hr. Stanisławów Zamoyskich w Podzamczu). 

JO. książę Włodzimierz Czetwertyński (korespon- 
dencye i dokumenta dotyczące stosunku Puław z je- 
nerałem Kropińskim do 5 tomu). 

J. E. William White ambasador angielski w Kon- 
stantynopolu (korespondencye i notatki o swej rodzinie 
1 jej pobycie w Puławach do 5 tomu). 

J. E. Paweł Popiel (korespondencya Marcina Ba- 
deniego). 



Digitized by VjOOQIC 



XVIII PUŁAWY. 



JW. Tadeusz Dzierży kraj Morawski (korespon- 
dencye i materyały biograficzne jenerała Franciszka 
Morawskiego do 5 tomu). 

JW. Stanisław Koźmian (z rękopismów kasztelana 
Koźmiana). 

JW. Emilia z Wojnarowskich Mikułowska (list 
Tadeusza Kościuszki i list Józefa Gołuchowskiego). 



Okrom materyału rękopiśmiennego tak szczodrze 
z pierwszej udzielonego ręki, praca ta oparta na na- 
stępujących źródłach literackich. 

Z autorów współczesnych przestudyowałem pisma: 
Jana Potockiego (podróże i dzieła) J. M. Ossolińskiego, 
Dubrawskiego (o literaturze polskiej) Surowieckiego,- 
(życiorys Chodakowskiego) Tadeusza Czackiego, X. A. 
Osińskiego (życiorys Czackiego) Jana Śniadeckiego, 
Woronicza (prozą i wierszem), Kniaznina i t. d. 

Pamiętniki: Naruszewicza (dwa dyaryusze po- 
dróży Stan. Augusta do Kaniowa i pobytu . w Krako- 
wie), Niemcewicza, Karpińskiego, Kajetana Koźmiana, 
Stanisława Wodzickiego, Fryderyka Skarbka, Jacka 
Mieroszowskiego, Leona Dembowskiego, Andrzeja Edw. 
Koźmiana, Kamertona, de Lavaux; pamiętniki niewy- 
dane Preka, Druziewicza. Memoires du Pce Adam 
Czartoryski. Czerpałem z czasopismów : „Zabawy przy- 
jemne i pożyteczne", „Pszczółka krakowska* (1818— 
1829), „Wiadomości brukowe", „Haliczahin** Walen- 
tego Chłędowskiego. 



' DigitizedbyVjOOQlC 



ŹRÓDŁA. XIX 

Korzystałem z dzieł: Morawskiego „Dzieje Pol- 
ski" tom VI, Kuliczkowskiego „Historya literatury", 
Jana Śniadeckiego .Życiorysy", Michała Balióskiego 
, Pisma", Lucyana Siemieńskiego „Portrety literackie", 
ks. biskupa Łętowskiego „Katalog bisk. i kan. krak.", 
Władysława Łozińskiego „Pierwsi Galicyanie - Puławy", 
Henryka Lisickiego 3 i 4 tom „Żywot Wielopolskiego*', 
Seweryny Duchióskiej (księżna Wirtemberska i kores- 
pondencya księżny Izabelli i księcia Adama w Kronice 
rodzinnej), Mieczysława Krzywosąd Kępieńskiego (z Bi- 
blioteki warszawskiej), Artykuły o Chodakowskim 
w Kraju, Józefa Wawel Louis „O życiu towarzyski em 
wolnego miasta Krakowa", Juliusz Falkowski „Obrazy 
z ostatnich pokoleń" i t. d. 




Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQIC 



PIERWSI 



(Moda oryentaliztnu. — Wpływy Wschodu na Polskę, — 
Stosunek księcia jenerała ziem podolskich z baszą cho- 
chnskim. — Oryentalista Pougens w Paryżu. — Wie- 
siołowski i Bronie wsE w Petersburgu. — Józef Hamid 
w Wiedniu, -r- Jan Potocki. — Wacław Rzewuski. — Ale- 
ksander Sapieha. — Zoryan Chodakowski. — Michał Bo- 
husz. — Ks. Żukowski w Krymie. — Ruś). 



Puławy. T. Ul 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQ IC 





od koniec XVIII i na początku naszego stu- 
lecia, zapanowała powszechna w Europie 
moda Wschodu, badań, studyów i podroży 
oryentalnych. Podróże do Lewantu, jak wówczas ma- 
wiano, wabiły swoją niezwykłością umysły, żądne świe- 
żych wrażeń i nadzwyczajnych przygód. Od Cha- 
teaubrianda aż do Byrona, cały zastęp znakomitości 
zwracał się w te nieznane strony. Akademie i towa- 
rzystwa uczonych, zacząwszy od akademii francuskiej 
aż do tych gniazd erudycyi, jakiemi były drugorzędne 
nawet stolice książąt niemieckich, zajmowały się pilnie 
nauką języków wschodnich, badań geograficznych, przy- 
rodniczych i ciekawości archeologicznych Wschodu. 
Była w tej nieokreślonej początkowo ciekawości pewna 
chęć nieposkromiona szukania świeżych pierwiastków 
nowszej kultury i cywilizacyi, ponieważ obfita dotąd 
spuścizna oświaty i kultury klasycznej zdawała się już 
być wyczerpaną. I rzeczywiście, obok zwrotu do wie- 
ków średnich, poznanie fantastycznego Wschodu miało 
stać się ważnym czynnikiem w przygotowującym się 
zwolna nowym zwrocie, powiedzielibyśmy nieomal, 



Digitized by VjOOQIC 



PUŁAWY. 



W przygotowującej się nieznacznie rewolucyi w mniej 
rozkładowej, ale równie stanowczej formie w dziedzi- 
nie poezyi i literatury europejskiej. 

Dla Polaków nie był Wschód już oddawna świa- 
tem obcym, nieznanym. Od wieków mierzyli się z nim 
w różnych zapasach: wojna, jasyr i poselstwa, stawiały 
ich w bezpośredniej i ustawicznej styczności tak z isla- 
mizmem przez Stambuł i przez Turcyą europejską, 
jak w dalszym postępie z samem wnętrzem Azyi przez 
hordy Tatarów nogajskich, zapuszczających swe za- 
gony i szlaki z dalekich pustyń azyatyckich w samo 
serce Rzeczypospolitej. Czy skorzystała z tych zapasów 
nauka i cywilizacya? Czy z tego zetknięcia, zawsze 
obronnego, wynieśliśmy i zachowaliśmy jedynie bogate 
stroje, tkane złotem materye, haftowane różnowzore tyf- 
tyki, zbytkowne namioty, imponujące chorągwie i nieco 
łupów wojennych ? Lubo nie dla zaspokojenia ciekawo- 
ści badawczej jeżdżono w poselstwach do „Turek*^, to 
jednak nauka języków wschodnich była niezbędną kwa- 
lifikacyą dyplomatów polskich, łączyła się z zaw^odem 
rycerskim tych,- co jeździli do „Turek". Naukę języka 
tureckiego zaleca na pierwszem miejscu w instrukcyi 
dla swoich synów Jakób Sobieski. Wśród takiego po- 
łożenia i potrzeby historycznej, wzięliśmy od Turków 
i Tatarów znaczny zapas słów i wprowadziliśmy tych 
jeńców do języka polskiego ; z postępem czasu przy- 
znaliśmy nabytkom Wschodu indygenat w życiu naszem, 
i szanujemy nawet dziś tych młodszych obywateli na 
niwie wyobrażeń cy>vilizacyi i oświaty zachodniej. Stało 
się to tem łatwiej, że towarzyszyły im imponujące 
formy zewnętrzne: kontusz polski czerkieskie, ma po- 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALISCI I ARCilKUi-OGOWiE PULSCY. 



chodzenie. Tą drogą dostaje się do Polski wiele pojęć 
i przedmiotów nieznanych na Zachodzie, a jak bie- 
rzemy krzywą karabelę aż z Damaszku, a pasy prze- 
tykane złotem z wzorów wschodnich tkanin, tak prze- 
nosimy od Turków na pokojowe szlachty otia ulubioną 
lulkę z długim cybuchem. 

Nietylko w stroju i obyczaju, ale i w literaturze 
są ślady tego sąsiedztwa z Wschodem: ws^ak poezye 
poetów Iranu, jak Saadi, równie wzorzyste jak perskie 
kobierce, po raz pierwszy dostają się do Europy w prze- 
kładach polskich Otwinowskiego. Straż od ściany tu- 
reckiej nie ustawała, choć już powódź tatarska wstrzy-' 
mana u źródła skonsolidowaniem się cesarstwa mo- 
skiewskiego i choć potęgę islamu w Europie złamał 
Sobieski pod Wiedniem. „Mohort" Wincentego Pola 
nie jest poetyczną fikcyą, ale typem historycznym 
naszej sytuacyi dziejowej: Mohort, to rycerz skamie- 
niały, do końca nieruchomię stojący na kresach, choć 
zkądinąd wiszą nad Rzecząpospolitą groźniejsze chmury. 
Jest to wierna postać gasnącej w narodzie rycerskości, 
która wśród gnuśniejącej społeczności, nie przeczuwając 
gromów największego niebezpieczeństwa, szła z przy- 
zwyczajenia na owę straż graniczną od pohańców. 
Obok poczucia obrony, wabiła w tę stronę także pe- 
wna rycerska fantazya, o czem świadczy między innymi 
Stanisław Poniatowski, ojciec króla, który oddawszy 
swój oręż i swoje umysłowe zdolności w usługę Karo- 
lowi XII, gdy ten zwyciężony znalazł się w granicach 
państwa ottomańskiego, okazuje taką znajomość języka, 
charakteru i obyczajów wschodnich, że swym osobi- 
stym wpływem jedna zwyciężonemu królowi opiekę 



Digitized by VjOOQIC 



6 PUŁAWY. 

i pomoc baszów i sułtana i odgrywa nader wpływową 
rolę w Stambule. 

Coś podobnego spostrzegamy także i u księcia 
Adama Czartoryskiego. Potrójny, rzec można, pociąg 
w^abił księcia jenerała w stronę oryentu : tradycya pa- 
nów polskich, przewidywania polityczne i współczesna 
ciekawość głośniejszych uczonych świata europejskiego. 
Ilekroć przedsiębrał objazd dóbr swoich na Podolu 
i Ukrainie, a zarazem lustracyą wojsk, będących pod 
jego komendą, zwykł był zwiedzać najpierw fortecę 
polską Kamiehiec, gdzie major Orłowski komendero- 
wał załogą i był zarazem plenipotentem księcia, na- 
stępnie zaś odwiedzał zwykle baszę w Chocimiu. Jedne 
z takich wizyt, w której wzięła udział także księżna 
jenerałowa, opisaliśmy już w tomie pierwszym. 

Tragiczna anegdotka, o której wspomniał Niem- 
cewicz, nie przeszkodziła księciu wejść w bliższe sto- 
sunki z baszą chocimskim. W archiwum rodzinnem 
Czartoryskich pozostały ślady częstej korespondcncyi 
baszy pismem tureckiem. Jakiej natury jest ta kores- 
pondencya, czy dotyczy spraw politycznych lub woj- 
skowych, czy mieści także szczegóły odnoszące się do 
studyów oryentalnych, którym się książę z wielkiem 
oddawał zamiłowaniem, odsłonić mogą tylko znawcy 
języka tureckiego, których nie brakowało na dworze 
puławskim. Książę miał młodego turczynka, którego 
powołaniem była obsługa fajczarni, on to po obiedzie 
podawał i zapalał fajki księciu i zebranym gościom. 
Był i drugi poddany padyszacha do koni wschodnich, 
o którym była już także wzmianka w pierwszym to- 
mie. Nie trzeba było tak wielkiego dworu, jakim był 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 7 

dwór książęcy w Puławach, aby wśród służby najro- 
zmaitszego stroju pajuków, hajduków, kozaków i wę- 
grzynów, mieć także i turczynka do koni lub fajek, 
bo jak dziś moda każe czasem na murzyna poczernić 
którego z chłopców kredensowych, tak zdarzało się 
wówczas, iż szlachta przebierała po turecku miejsco- 
wego pachołka. Te szczegóły z dworów pańskich do- 
wodzą wymownie, do jakiego stopnia i ludzie i rzeczy 
wschodnie były powszechnym w owoczesnej Polsce 
zwyczajem, jak niemi lubiono się otaczać nawet w co- 
•dziennem życiu. 

Książę Czartoryski, dzielący te gusta, zajmuje się 
kwestyą wschodnią także i ze względów poUtycznych: 
utrzymuje stałą korespondencyą z posłami, których Sta- 
nisław August wysyła do Stambułu, i informuje się od 
nich o usposobieniach panujących w Dywanie i u wiel- 
kiej Porty, śledzi widoki Stanisława Augusta, zamie- 
rzającego wspólnie z Rosyą wydać Turcyi wojnę, ro- 
zważa znaczenie polityczne tego faktu, gdy sułtan, 
jedyny z mocarzów europejskich oprócz papieża, nie 
uznaje dokonanych w środkowej Europie przeobrażeń 
politycznych, gdy wychodźcy polscy doznają w Turcyi 
nietylko opieki, ale i otuchy. Podejrzywany przez dy- 
plomacyą o intrygi z dostojnikami Carogrodu, zajmuje 
się jednak w daleko wyższym stopniu Wschodem z po- 
budek naukowych niż politycznych, bo godłem jego 
było owo klasyczne: homo sum, nihil humanum a me 
iHienum esse puto. Zapalony do studyów lingwisty- 
cznych i hipotez etymologicznych, zna języki: hebraj- 
ski, chaldejski, syryjski, zajmuje się literaturą perską* 



Digitized by VjOOQIC 



8 PUŁAWY. 



W języku indyjskim koresponduje z jednym lordem 
angielskim i zabiera się do studyów nad sanskrytem. 

Paryski stały korespondent księcia, p. Pougens, 
członek Akademii, jest z powołania oryentalistą: jako 
biegły znawca sanskrytu, układa dykcyonąrz etymolo- 
giczny. Z Puław otrzymuje ciągle zamówienia dzieł 
dotyczących Wschodu, jakie się wówczas pojawiały, 
jak dzieła uczonego włoskiego Yiscontego i słynnego 
profesora Sorbony, Sylwestra de Sacy, o Egipcie; 
Brahma, posła holenderskiego, o Chinach. 

Książę dziękuje mu za nadesłanie przekładu po- 
ezyj perskich Hafis'a, którego mieni perskim Horacym 
i zapytuje : „czy nikt nie przełoży słynnej pieśni 
o kruku, śpiewanej w serajach?'* W innych listach 
zasypuje p. Pougens pytaniami w rzeczach porównaw- 
czej filologii, jak np. : „czytając opis miasta Benares, 
spotkałem opis wyspy na Gangesie: Nowai Vispa^ 
jak gdyby Wisła zrobiła nową wyspę ?** To znów prze- 
syła do odczytania napis w nieznanym języku, prawdo- 
podobnie arabskim, wyryty na świeżo nabyt3'm do 
zbiorów puławskich lapis lazuli : „oryentaliści paryscy 
niechaj oznaczą". Najusilniej się domaga zakupna przed- 
miotów muzealnych, mających związek ze Wschodem, 
a gdy Pougens to uskutecznił, naJAviększą sprawił przez 
to księciu przyjemność. 

Gdy po upadku Bpltej stosunek ze Stambułem 
przerwany lub utrudniony został, Petersburg staje 
się najpewniejszym punktem do zbierania informacyj 
o rzeczach dalekiego Wschodu. To też w Petersburgu 
ma książę swego korespondenta naukowego w osobie 
Krzysztofa Wiesiołowskiego, który poświęcał się spe- 



Digitized by VjOOQIC 



ORYKNTAUSCl I AKCiIEOf.OOOWlE POr.SCY. 



cyalnie nauce oryentalizmu. Poczynając od roku 1796, 
regularnie przesyła Wiesiołowski do Puław wiadomo- 
ści o wyprawach naukowych i o stosunkach polity- 
cznych Rosyi ze Wschodem. Z polecenia księcia po- 
dejmuje sam podróż do kraju Kurdów w roku 1811, 

Jeden z dygnitarzy rosyjskich, Aleksander de 
Ribeaupierre, zaprzyjaźniony z domem Czartoryskich, 
donosi księciu o dwóch jego synach; ale znając 
upodobanie księcia, zbiera dlań wszelkie wiadomości, 
odnoszące się do Wschodu. Z tych relacyj dowiadu- 
jemy się zajmujących szczegółów, w jaki sposób za- 
wiązała Rosya po raz pierwszy stosunki z Japonią. 
Staio się to skutkiem dobrego przyjęcia, jakiego do- 
znało w Jeddo dwóch Rosyan, ocalonych z rozbitego 
wśród burzy okrętu rosyjskiego. Gorzej atoli powiodło 
się jenerałowi Łazarewowi z królową Gruzyi. Wscho- 
dnia ta Lukrecya kazała zamordować przedsiębiorczego 
dyplomatę za zbyt śmiałą jego galanteryą. 

Równocześnie z Krzysztofem Wiesiołowskim prze- 
bywa w Petersburgu inny oryentalista, Polak Rroniew- 
ski, będący w służbie dyplomatycznej rządu rosyjski ego, 
Broniewskiego wysłano z Ołomuńca w roku 1806 do 
Konstantynopola dla spisania ratyfikacyi traktatu mię- 
dzy Rosyą a Turcyą. Broniewski, nie poprzestając na 
swojej misyi dyplomatycznej, zakupuje w Stambule 
słowniki tureckie, arabskie, perskie i wysyła je wraz 
z burkami kaukaskiemi do Puław, w dowód swej oso- 
bistej dla księcia jenerała wdzięczności. 

Oprócz tego, zajmiye się Broniewski z polecenia 
księcia sprowadzaniem koni perskich, jako najodpo- 
wiedniejszych do odświeżania ginącej już w kraju rasy 



Digitized by VjOOQIC 



10 PUŁAWY. 



koni polskich. Wreszcie przesyła z dalekiego Wschodu 
via Petersburg do zbiorów puławskich: plan miasta 
Pekinu, oraz sześć malowideł chińskich. Broniewski, 
korespondujący z księciem jenerałem w przedmiotach 
dotyczących oryentu, dochodzi w Petersburgu do wy- 
sokiego urzędu, a następnie obejmuje ważne posady 
na Kaukazie i w Krymie. 

Gdy przez swoje stosunki w Rosyi stara się ks. 
jenerał zbierać informacye z dalekiego Wschodu i przed- 
mioty muzealne drogą lądową, nie zaniedbiye w tym 
samym celu dawnych swych przyjaciół z lat młodych 
w Anglii. Sir Henry Grey zajmował wysokie urzędowe 
stanowisko w Indyach, z czego książę nie omieszkał 
korzystać. Koresponduje z nim w języku angielskim, 
powołując się na cytaty oryginalne indyjskie, a w od- 
powiedziach otrzymuje od Sir Greya obszerne relacye 
z jego podróży, przedsięwziętej w głąb Indyi, oraz 
różne przedmioty, mające zdobić świątynię Sybilli. 
Korespondencyą angielską prowadzi także książę o rze- 
czach Wschodu w ostatnich latach swego życia (1819 
i 1820) z majorem Begg. 

W Wiedniu zaś nastręcza się księciu inny po- 
średnik do rzeczy wschodnich, osobistość nieco zagad- 
kowej postaci. Obyczajem, strojem, a nawet nazwiskiem 
wydaje się być synem Wschodu i wyznawcą proroka; 
ale wykształcenie, ogładę i naukę ma europejską. Ja- 
kaś awanturnicza przygoda rzuciła go za młodu do 
Turcyi, zkąd powróciwszy do stolicy cesarstwa au- 
stryackiego, nie zdjął już fezu i zachował przez resztę 
życia przybrane nazwisko : Józef Hamid. Kim on był 
pierwotnie, nie wyjaśniają nasze źródła; mówią tylko, 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTAŁIIŚCI I ARCHEOLOGOW IE POLSCY. 11 

Że Hamid otoczył się w Wiedniu oryentalnym prze- 
pychem i zachował tę pochopność do bogatych podar- 
ków, która charakteryzuje wschodnich Nababów. Ha- 
mid łączy uczoność z ekscentrycznością, bogactwo 
i zbytek z poezyą, wysokie poczucie honoru z pewną 
tajemniczością i awanturniczością. Hamid używa wiel- 
kiego wzięcia w Wiedniu, zaprzyjaźnia się z gronem 
Polaków i pisuje częste do księcia jenerała listy mię- 
dzy r. 1810 — 1815. Wróciwszy z jednej ze swoich 
licznych wypraw na Wschód, przesyła do Puław go- 
ściniec: sześć pudełek z kości słoniowej z sześcioma 
farbami: czarną na oczy surmę, z aloesu na rzęsy 
wes^ne, na włosy boja, alhema na paznogcie, ru0mę na 
lica, ugmen na brodę. Listy Hamida pisane po fran- 
cusku, ale w stylu oryentalnym, pełne przenośni i po- 
etycznych obrazów, jak np. zakończenie jednego z nich: 
„piasek tego listu mieszam z prochem pod Twemi 
stopami". 

Nie zatrzymywalibyśmy się tak długo nad tą 
stroną naukowych predylekcyj księcia do oryentu, gdyby 
z nią się nie wiązała osobna szkoła czy grupa ludzi 
wyższego umysłu, bujnej fantazyi i niepodległego uspo- 
sobienia, którzy, idąc za tym prądem oryentalizmu, na 
Wschodzie szukać mieli zapomnienia doli kraju i tej 
wolności, której już nie było w ojczyźnie. 

Pierwsze tu miejsce w tym zastępie oryentalistów 
polskich, zajmuje Jan Potocki, syn Józefa Potockiego, 
krajczego koronnego i Teresy z Ossolińskich. Wycho- 
wany wraz z bratem Sewerynem w Szwajcaryi, za- 
ciąga się za młodu do wojska austryackiego i odbywa 
kampanią bawarską w r. 1778, poczem wcześnie roz- 



Digitized by VjOOQIC 



1 2 PUŁAWY, 



poczynś. szereg podróży, które chwilowo przerywa 
w roku 1783 małżeństwo z słynną, czarującej piękno- 
ści Julią ks. Lubomirską, córką marszałka koronnego 
a rodzoną księcia jenerała siostrzenicą. Do Warszawy 
powraca Jan Potocki po dwuletnim pobycie w Stam- 
bule w r. 1788, aby jako poseł poznański zasiąść na 
wielkim sejmie. Należąc do stronnictwa patryotycznego, 
do którego wiedzie go duch postępowy, dążący do re- 
form społecznych, z dwoma szwagrami Ignacym i Sta- 
nisławem Potockimi, zbliża się i do wuja żony księcia 
jenerała; w czasie sejmu zasiada w sądzie sprawy Po- 
1 lińskiego. W wyższym atoli daleko stopniu, aniżeli 
sprawy polityczne, zajmują Jana Potockiego kwestye 
naukowe i filozoficzne. 

Jan Potocki przedstawia jedne z najpotężniejszych 
organizacyj umysłowych swego czasu, i jeden z naj- 
bardziej ekscentrycznych typów epoki. Przedewszy- 
stkiem odznacza się niezmierną łatwością pióra: to co 
pisze, drukuje w własnej drukarni w swym pałacu 
przy ulicy Rymarskiej, ale drukuje tylko po kilkanaście 
egzemplarzy, tak, że znaczna część jego dzieł stała się 
rzadkością bibliograficzną, lub przepadła bez śladu. 
Ekscentryczność i lekceważenie swych płodów nauko- 
wych posuwa do tego stopnia, że wydrukowawszy raz 
dziełko treści naukowej, gdy ono nie zwróciło na sie- 
bie uwagi ludzi, na których kompetencyą liczył Po- 
tocki, kazał cały nakład wrzucić na groblę, aby tym ma- 
teryałem w czasie zimowych roztopów naprawić drogę. 
Jedna to z licznych anegdot o dziwactwach tego męża 
uczonego i o jego fantazyach wielkopańskich. Niedość, 
że pierwszy odbywa wyprawy naukowe do krajów, 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALlŚCr I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 13 

gdzie dotąd stopa europejczyka nie postała; Potocki 
chciwy wrażeń nadzwyczajnych, pragnie tvzbić się po- 
nad ten padół ziemski i zadziwia gawiedź warszawską, 
gdy z Blanchardem puszcza się pierwszy balonem nad 
szczyty i wieże stolicy w podróż nadpowietrzną. Wszy- 
stkie te przygody otoczyły postać Jana Potockiego uro- 
kiem nadzwyczajności. 

Potocki rzuca myśli nowe, często mające piętno 
genialności i świadczące o wszechstronności, właściwej 
epoce encyklopedyzmu. Zajmuje się literaturą klasy- 
czną i teatrem, a kiedy dotąd w Theatre francais 
w tragedyach Racina i Corneilla przedstawiano Gre- 
ków i Rzymian w perukach pudrowanych i haftowa- 
nych frakach, on namawia Talmę, aby występował 
w greckich chlamidach i tunikach rzymskich, co dało 
początek wielkiej rewolucyi w dziejach sceny nowo- 
żytnej. Od Greków i Rzymian zwraca się do staroży- 
tnych Scytów i Sarmatów. Pierwszy wśród Słowian 
rozpoczyna badanie początków słowiańszczyzny, podej- 
muje w tym celu podróże, rozkopuje kurhany, poró- 
wnywa pisarzy greckich z podaniami miejscowemi, 
czyni studya lingwistyczne i etymologiczne, ogłaszając 
je w licznych swoich broszurach. Badawcza namię- 
tność znajduje u Potockiego znakomite ułatwienie 
w wielkiej fortunie i we fantazyi wielkiego pana, ni- 
czem się nie krępującego. Okrąża więc całą kulę 
ziemską. Pomiędzy półwyspem Koreą a Chinami od- 
krywa nieznane wyspy, które odtąd noszą nazwę archi- 
pelagu Jana Potockiego. W Wiedniu zaprzyjaźnia się 
z wspomnianym już Hamidem i puszcza się z nim 
w nową podróż naukową z końcem 1791 roku do 



Digitized by VjOOQIC 



14 PUŁAWY. 



Maroko, a przygody tej wyprawy spisuje w bardzo 
zajmującym dzienniku podróży. 

Gnany ciągle żądzą odkryć i badań, z palących 
pustyń Afryki zwraca się do podbiegunowych strefa 
H po ostatnim rozbiorze Polski podejmuje podróż do 
Syberyi, le pays vierge pour la science europeenne, jak 
się charakterystycznie wyraża. O ile wiemy, dyaryusz 
tej podróży syberyjskiej nie był ogłoszony drukiem, 
lub też zaginął; dlatego sądzimy, że nie będzie rzeczą 
zbyteczną, podać tu kilka ustępów z korespondencyi 
syberyjskiej Jana Potockiego z księciem jenerałem* 
W obszernym liście francuskim datowanym z Tomska^ 
podróżnik nasz zdaje szczegółową sprawę z odbytej 
drogi. 

Na wstępie oburza się na wyrażenie księcia, że 
ulega manii oryentalnej i odpiera, że najszlachetniej- 
szą namiętnością, to namiętność Wschodu. Następnie 
daje odpowiedź na kwestyonaryusz, przysłany mu przez 
księcia za pośrednictwem Matuszewicza, z którym spo- 
tkał się w Petersburgu na samem wyjezdnem. Książę 
zapytywał : „co się dzieje w Gruzyi ? jakie Rosya będzie 
mogła ciągnąć korzyści handlowe ze swych niekończą- 
cych się dróg i granic wschodnich? Czy oświata lu- 
dności syberyjskiej jest możebna, jaka cywilizacyjna 
przyszłość krajów? Co się dzieje w Kandacharze? 
Którędy trakt z ^Rosyi do Tybetu? Czy prawda, że 
Chińczyki Tomów powypędzali? Kto panuje w Samar- 
kandzie? Czy są mapy tych krajów? Gdzie się podział 
Gajos, archirej możdżacki? Czy Muzułman bej z małą 
hordą trzyma się za Wołgą?'' 



Digitized by VjOOQIC 



O RYE>'TALISCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 15- 

Potocki odi)owiada na niektóre z tych pytań 
w opisie podróży. Opisuje Permę, wspaniałą grotę pod 
Kungar, jak w Zawód zwiedzał fabrykę złotych wyro- 
bów Kunfa, genialnego człowieka, będącą własnością 
księcia Strogonowa. Strogonow zaprowadził w Katy- 
renenborgu warsztaty obrabiania topazów. Najpiękniej- 
sze wazony wyrzynają chłopi syberyjscy z zielonego 
jaspisu niezmiernej twardości, według modelów nad- 
syłanych z Europy. Robota podobna do kamei staro- 
żytnych. Kopalnie złota w Breskowie zajmują' naszego 
turystę, nietylko ze względu na ich niezmierne boga- 
ctwo, ale na dobry byt, w jakim znalazł tutaj skazań- 
ców zbrodniarzy. Był obecnym na koncercie dawanymi 
przez kryminalistów. Rozmawiał wiele z nimi i do-^ 
wiedział się od nich, że doznają od swoich nadzorców 
ludzkiego obejścia. Tkliwy filantrop robi tu uwagę, ze 
„zbrodnia u ludu jest najc^sęśtiej następstwem nędzy 
i że jest ostatnim wyrazem nieszczęścia". 

W Tobolsku spotkał się z żądaniem gimnazyum 
i 2 pragnieniem oświaty. Krajowi temu potrzeba ko- 
munikacyi i kanałów, a zakwitnie handlem. W Tobol- 
sku także spotkał kompanią geograficzną z Niemców zło- 
żoną, istnieje tam teatr, gdzie grywają komedye Kotze- 
buego na rosyjskie tłómaczone. Za Tobolskiem kończy 
się- ziemia urodzajna i rozpoczynają ^ się płaszczyzny 
bezludne. 

Do tych relacyj, które tu streściliśmy, dodaje Po- 
tocki uwagi: „Filozofowie mówią^ że Rosya nie po- 
winna dążyć do rozszerzania swych granic, ale do za- 
ludnienia swych olbrzymich pustyni. A jednak Amery- 
kanie, którzy są najmoralniejszym ludem (?) jaki znamy,. 



Digitized by VjOOQIC 



16 PLXAWV. 



zabierają ziemię dzikich, gdy im przypada. Zakupili 
oni świeżo Luiziannę od Francyi, ale gdy Francuzi ją 
zabrali bezprawnie Hiszpanom, wygląda to tak, jak 
gdyby kupowali rzecz skradzioną. Ale wszelkie pano- 
wanie bierze swój początek w uzurpacyi. Moralność 
panujących zawisła na tem, aby przestrzegać dobra 
swych poddanych z najmniejszą szkodą sąsiadów. 
Zwłaszcza zaś potrzeba mieć jakiś racyonalny i kon- 
sekwentny system, bez czego polityka staje się tylko 
grą namiętności !...'' 

Teorya to paradoksalna i niebezpieczna, którą 
z swej podróży wyprowadza nasz turysta, bo nietylko 
że usprawiedliwia uzurpacyą, jako źródło wszelkiego 
panowania, ale nadto taką doktryną w polityce — mo- 
żna Usprawiedliwić wszelkie bezprawie. Po powrocie 
odzywa się znów pan Jan do księcia jenerała z Anto- 
nina na Wołyniu w r. 1814. 

„Otrzymałem miły list księcia, przypomniał on 
mi lata mojej młodości, gdy raczyłeś się mną zajmo- 
wać. Gdy z wiekiem i wypadkami nauczyłem się po- 
równywać, doszedłem do przekonania, że nikt z ludzi 
moich czasów, nie okazywał tyle rozumu, wiadomości, 
zacności i przywiązania do swego kraju nad Ciebie, 
Książę. Mój syn, który ma już wiele krwi Czartory- 
skich w żyłach, bodajby jej jeszcze więcej przelał 
w żyły swoich wnuków, a nie mógłby czerpać z le- 
pszego źródła'^ (listy w rękopiśmie). 

Ostatni ustęp jest aluzyą do układającego się wła- 
śnie podówczas małżeństwa między Alfredem Potoc- 
kim, synem Jana, z księżniczką Józefą Czartoryską, córką 
ks. Józefa, stolnika litewskiego. 



Digitized by CjOO^IC 



^^ B"fliF it^ffy*:^ t':^ 



ORYEKTALIŚCr I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 17 

- 

Z wszystkich dzieł Jana Potockiego najwięcej 
znaną jest fantastyczna jego powieść sześciotomowa 
p. Ł: „Rękopism znaleziony w Saragossie'', gdzie poza 
bujnością fantazyi, odkrywa nam się głębsza idea filo- 
zoficznego umysłu, wykarmionego zamłodu mądrością 
francuskich encyklopedystów. Umysł Potockiego nie 
znajdował jednak w nich zaspokojenia i równowagi 
i nie odnalazł drogi, wiodącej do prawd wiary, aż 
wreszcie niczem niezaspokojony, kończy tę walkę^ sa- 
mobójstwem. 

Jeśli bujna ta natura, pochłaniająca w sobie świat 
cały wrażeń, badań, problematów, przypomina swem 
usposobieniem ów proces duchowy, który równocze- 
śnie Goethe przedstawił w „Fauście'^ — to inna współ- 
czesna postać, nad swą wartość i miarę upóetyzowana, 
postać Emira znajduje echo w wierszach o Parysie 
Mickiewicza i Balińskiego. • 

Wacława Rzewuskiego, syna, wnuka i prawnuka 
trzech z rzędu hetmanów koroi;inych, nie można 
porównać ani pod względem nauki, ani co do pod- 
niosłości umysłu z Janem Potockim. Była to bowiem 
tylko wybujała fantazya młodego polskiego pana, 
goniącego jak Farys za słońcem i wolnem powietrzem, 
za huryskami i rumakami wśród piasków Arabistanu. 
A jednak Rzewuski o wiele w kraju popularniejszy, 
przeszedł w poetyczna legendę. Czemu to przypisać? 
Jan Potocki jest, erudytem i filozofem, jest jednym 
z ekscentrycznych objawów ducha wieku, tej próżni, 
jaką w duszach tej generacyi otwiera filozofia w jej 
przełomie od wolteryanizmu * dg racyonalizmu Kanta; 
typ to bardziej kosmopolityczny. 

Pałttwj. T. III. 9 



Digitized by VjOOQIC 



1 8 PIJŁAWY. 



Potocki przesycony Zachodem i niezaspokojony 
jego cywilizacyą, przerzuca się na Wschód. 

Geniahiy fantasta wpada w obłęd, a sceptycyzm 
filozoficzny nie chroni go od widm i strachów, które go 
ścigają w ostatnich latach życia i podają broń samo- 
bójczą w rękę, jako klucz do ostatecznych, pozagro- 
bowych tajemnic. 

Ekscentryczność i typowość Rzewuskiego miała 
zaś tlo czysto rodzime: był to fantastyczny, błędny 
rycerz, który mógł wyróść tylko u nas, wśród tragicznych 
warunków swego rodu i narodu. Rycerz ten przechowuje 
nawet przywary tradycyjne hulaszczego życia i polskiej 
egzageracyi, którą przystraja wschodnią fantazyą, a gdy 
ugania się z beduinami po pustyniach Arabii, czuć za 
nim jeszcze step ukraiński, przed nim zaś wśród tych 
przygód turysty rozściela się pole bitwy pod Daszo- 
wem, gdzie miał ponieść śmierć bohaterską. 

Tajemnicą osłoniony zgon Emira, żyje on długo 
w wyobraźni współczesnych, przechodzi niemal w le- 
gendę, która, gdy zwłoki nigdy odnalezione nie były, 
twierdzi, że potomek trzech hetmanów po upadku 
ostatniego powstania gdzieś wśród cedrów Libanu 
założył pustelnię. 

Większej w kraju popularności Rzewuskiego prze- 
niesionej następnie do literatury, przyczyną było także, 
że o wiele więcej od Potockiego był zrozumiały dla 
naszego społeczeństwa. Tamten żył wyłącznie życiem 
mnysłowem, jako badacz, turysta i myśKciel. Rzewu- 
ski przeciwnie żył życiem hulaszczem, odziedziczył roz- 
rzutność po swej matce hetmanowej, z którą w ciągłej 
był niezgodzie — alg trwonił czas i fortunę na stada 



Digitized by VjOOQIC 



ORYEN TAŁTŚCI X ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 19 

koni i wielkie obozowisko swych dworzan i towarzy- I 
szy. Stanowi on przejście od magnatów przeszłowie- 
cznych kroju Radziwiłła Panie Kochanku do pospo- / ^j 
litszych typów wołyńsko-podołskiego bałagulstwa. - / 

Potocki zostawił spuściznę literacką, która nie | ^' ' 
minęła bez wpływu i do której długo powracać będą; ;^ 
Emir Rzewuski pozostał jednym z ulubionych moty- 
wów poezyi romantycznej. 

Obie te postacie są zbyt odrębne, abyśmy je 
mieli zaliczać do grona tych mężów, którzy w Puła- 
wach znachodzili swoje ognisko, jednocząc się tam we 
wspólnej pracy, lub ztamtąd wynosząc inspiracye i kie- 
runek. Lecz w przeglądzie ludzi współczesnych, którzy 
z Puławami w bliskich zostawali stosunkach, pominąć 
ich nie należało. Łączył ich z księciem jenerałem bliski 
związek krwi, łączyło ich wspólne, lubo odmienne za- 
miłowanie Wschodu. 

Emir Rzewuski należy już do młodszego pokole- 
nia i jest synem siostrzenicy księcia jenerała, a siostry 
owej pięknej Julii Lubomirskiej, pierwszej żony Jana 
Potockiego. Listy jego pisywane do Puław, są bardzo 
lakoniczne i nie mają ani cechy naukowej ani głębszej 
treści, ale za to przedstawiają tę wartość, że zawia- 
damiają o przesyłce ogierów arabskich, sprowadzonych 
z puszczy, o przesyłce szalów tureckich i innych pa- 
miątek oryentalnych , przeznaczonych do zbiorów 
księżny. 

Do tej grupy podróżników po wschodnich kra- 
inach, zaliczyćby można mniej ekscentrycznego i więcej 
z krajem związanego księcia Aleksandra Sapiehę. Nie 
był to duch wykolejony, szukający drugiej ojczyzny 



Digrtized by Google 



20 PUŁAWY. 



gdzieś za morzami, ani też specyalista w rzeczach 
oryentalnych, ale człowiek spokojnego umysłu, zwra- 
cający się ku południowej Słowiaószczyznie, aby tam 
szukać z ciekawości naukowej a poniekąd i politycznych 
względów, zatartych śladów pokrewieństwa szczepo- 
wego. Podróżował wiele po Grecyi i Turcyi europej- 
skiej, a zostawił nam bardzo cenny opis swej podróży 
po krajach południowej Słowiańszczyzny. Jest to pier- 
wsze studyum etnograficzne i obyczajowe, jakie po- 
siadamy w literaturze polskiej o naszych współple- 
mieńcach nad Adryatykiem i u stoku Bałkanów. Dziś 
jeszcze nie straciła na wartości i znaczeniu ta książka 
w tem, co podaje o Dalmacyi, Hercogowinie, Bośni, 
Czamogórzu, Serbii i Albanii. 

Aleksander Sapieha podejmige podróż swoje, 
tak w owych czasach niezwykłą, wiatach 1806 i 1807. 
Z Wiednia wyprawia się do Zagrzebia. Zważyć na- 
leży, że była to właśnie chwila, kiedy u Lindego 
w Wiedniu otwiera się z inicyatywy księcia jenerała 
i Ossolińskiego pierwsze ognisko, zbliżające między 
sobą wielu uczonych Słowian. Sapieha nie mógł po- 
zostać poza granicami starań i intencyj rozbudzania 
ruchu słowiańskiego w Wiedniu, a w relacyi swej po- 
dróży, jedynej książce jaką drukował, złożył dowód 
tych usiłowań słowiańskich, wychodzących z Puław. 
Dodać należy, że księcia Sapiehę łączyła ścisła zaży- 
łość z Puławami, którą utrwaliło małżeństwo Adama 
Czartoryskiego z jedynaczką Anną Sapieżanką. 



Digitized by VjOOQIC 




Puław puszcza się z polecenia i na koszt księcia 
jeden z pierwszych w Polsce badaczów staroży- 
tności w naukową podróż po szerokiej Słowiańszczy- 
znie, od południa, aż na głęboką północ — mówimy 
o Adamie Czarnockim. 

Adam Dołęga Czarnocki ur. w r. 1784, szlachcic 
ziemi chełmskiej, wychowany u Pijarów w Międzyrze- 
czu, potem w Lyceum krzemienieckiem, odbywa kam- 
panią 1812 r. w piątym pułku piechoty pod Macdo- 
naldem ; pojmany w niewolę przez kozaków pod Bo- 
rysowem i odesłany do gubernii czernihowskiej, zabiera 
się tam po raz pierwszy do rozkopywania kurhanów 
i grodyszcz, do zbierania legend i pieśni gminnych 
i wnet przemieniwszy nazwisko zmienia naturę, rzecby 
można obleka się w innego człowieka, który pod imie- 
niem Zoryana Chodakowskiego, zajmuje stanowisko 
pośrednie pomiędzy światem naukowym polskim a uczo- 
nymi rosyjskimi. 

Czarnocki jeszcze jako uczeń krzemieniecki zwró- 
cił na siebie uwagę Tadeusza Czackiego i księcia ku- 
ratora; zaprzyjaźnił się zwłaszcza z Łukaszem Gołę- 
biowskim, który z polecenia księcia jenerała odpisywał 



Digitized by VjOOQIC 



22 PUŁAWY. 



dla biblioteki puławskiej część dokumentów history- 
cznych z tek Naruszewiczowskich i z młodym Lachein 
Szyrmą, który przenosi się następnie do Puław jako 
nauczyciel wnuka księcia jenerała. Przez te 'stosunki 
przechował się w korespondencyi puławskiej obfity 
materyał dla mało dotąd znanej biografii głośnego ba- 
dacza. 

Biografia Chodakowskiego dotąd stanowczo nie- 
wyjaśniona, wzbudziła niedawno hipotezę, jakoby chcąc 
uniknąć prześladowania i bezpiecznie w celach nauko- 
wych podróżować po Rosyi, jeniec ten wojenny nie- 
tylko przybrał pseudonim, ale z umysłu błędne zosta- 
wił o swej przeszłości wskazówki. Nie mając atoli 
dostatecznych dowodów na poparcie tego twierdzenia, 
trzymamy się tu źródeł puławskich. 

Chodakowski, bo pod tem przybranem nazwi- 
skiem występować on odtąd będzie nietylko jako autor, 
ale nawet w prywatnych stosunkach, z głębi Rosyi 
odwołuje się do Towarzystwa przyjaciół nauk war- 
szawskiego i przesyła na ręce Staszica plan badań 
przedchrześciańskiej Słowiańszczyzny. Gdy nieznany 
dotąd w nauce jeniec rosyjski żąda funduszów dla po- 
dróży naukowych od Białego do Czarnego morza, pre- 
zes Towarzystwa daje odmowną odpowiedź, w której 
przebija pewna nieufność do studyowania krajów, leżą- 
cych poza obszarem historycznej Polski. 

Z Puław przeciwnie nadchodzi zachęta i obietnica 
wnet czynem poparta: „Gdy to wszystko dojrzeje — 
pisze Chodakowski do Gołębiowskiego — i srebrad lub 
złote wiosło dadzą mi już w rękę dla kierowania się 
po rzekach słowiańskich, ruszę po ich krainach, a ta 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 23 

wędrówka się długo pociągnie, aż nadejdzie ta chwila, 
w której będę mógł na brzegu Wisły w przysionku 
Sybilli, uścisnąć pana i do syta z nim pomówić". 

Jakoż bez zwłoki książę jenerał przesyła pierwszą 
pieniężną subwencyą w r. 1814, wezwawszy do udziału 
w niej ordynata Zamoyskiego. Chodakowski powraca 
z głębi Rosyi na Podole, a ztamtąd podejmuje różne 
wyprawy i wycieczki archeologiczne, wspierany i za- 
silany stale przez księcia jenerała. Dopiero w r. 1818 
pubUkacya kilku jego rozpraw zwraca naA uwagę nie- 
których uczonych. Książę kurator przedstawia uniwer- 
sytetowi wileAskiemu pismo Chodakowskiego o staro- 
żytnościach słowiańskich, oraz prospekt, jakie z tych 
badań mogą dla nauki spłynąć pożytki. Chodakowski 
rozwijał tu już naukową metodę. Do tego, co starzy 
pisarze, zacząwszy od Greków i Rzymian, aż do kro- 
nikarzy niemieckich, podają o ludach zamieszkujących 
północny wschód Europy, przykłada on probierz tego, 
co dziś na tym przestworze z żywych wyśledzić się da 
świadectw: a więc z podań ludowych, obrzędów, guseł, 
ze starych rozkopanych grodzisk, żalników i mogił; 
porównywając te dwa rodzaje źródeł, piśmienne i ży- 
jące w etnografii krajów, dodaje do tego krytyczny 
rozbiór mitologii słowiańskiej, oraz badanie o począt- 
kach herbów, o ile one są czysto rodzime. 

Prospekt ten badań na szeroką skalę przychyl- 
niejsze znalazł przyjęcie w gronie profesorów wileń- 
skich, niż w kole uczonych warszawskich. Wsparty na 
zdaniu uniwersytetu książę kurator, przedstawia ów 
prospekt w Petersburgu, wysyła tam Chodakowskiego, 
zaopatrzjrwszy go w listy polecające do Rumiancowa 



Digitized by VjOOQIC 



24 rujLAWY. 



i ks. Urusowa. Protekcja odnosi skutek: mipisteryum 
oświaty postanawia udzielić nietylko wszelkiego popar- 
cia dla uczonego Polaka, ale przyznaje mu roczną 
pensyą 2000 rubli i dodatek 1000 rubli na koszta po- 
dróży i na pomocnika. 

W Petersburgu Chodakowski wchodzi w naukową, 
styczność z Karamzynem, który za jego pośrednictwem 
sprowadza z Warszawy i Krzemieńca wiele źródeł da 
swej historyi państwa rosyjskiego, naodwrót udzielając 
odpisów niektórych nieznanych w Polsce dokumentów 
do naszych dziejów. Tu spotyka Tadeusza Bułharyna,. 
który pisze powieści rosyjskie na tle dziejów polskich. 
Za pomocnika i towarzysza podróży nie chce wziąć 
uczonego filologa Fischera, „aby Niemcy się nie prze- 
chwalali, że w badaniu starożytności słowiańskich nie 
możemy się obejść bez ich pomocy" i bierze młodego- 
Rosyanina, z literaturą polską obeznanego, Koszelew-^ 
skiego. 

Życie tułacze, które przez cały szereg lat aż da 
końca prowadzi Chodakowski, oddając się z niezmier- 
nym zapałem podjętym zadaniom, ma jednak urozmai- 
cenie romantyczne. Na drodze z Połocka do Peters- 
burga zjeżdża się na popasie Zoryan z młodą i uro- 
dziwą panną, która właśnie odwoziła swą kuzynkę da 
instytutu w Smolnym Monasterze dla sierot szlacheckich:, 
dalsza droga wypadła w jednym kierunku. 

„Jechaliśmy razem, w jednym czasie zaprzęgana 
nam konie po stacyach i razem zatrzymywaliśmy się,, 
kiedy było potrzeba jedzenia lub odetchnienia w prze- 
ciągłej drodze. Mieliśmy czas poznać siebie, przywy- 
knąć. Mnie puszczającemu się w tę stronę, gdzie trzeba 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 25 

często przepościć się i różne mieć niewygody ztąd je- 
dynie, że nie mam czasu myśleć o sobie, przyszła myśl 
proponować tej pani wojaż nierozdzielny, wzajemną 
pomoc, słowem, wieczną drużbę. Uważałem bowiem, 
że ta pani sposobem niemieckim cuda sprawia na ku- 
chni, zawsze pod ręką jakąś ma robótkę i w charakte- 
rze coś więcej, jak kobieta lękliwa. Tego mi było po- 
trzeba. Nieodstępnie przez dni kilka błagałem ją, 
użyłem całej wymowy mojej i nakoniec otrzymałem 
zezwolenie, że Konstancya Fleming będzie Chodakow- 
ską. Psków z niedawnego czasu mając kościółek ka- 
tolicki, uwieńczył nasz sojusz i odtąd droga ponad 
jeziorem Gzudskiem do Petersburga, była drogą przy- 
jemności i pokazała, jaką ma być, gdy zapuszczę się 
w okolice Dźwiny północnej, nad Wołgę, Donem i Du- 
najem, lub za Karpatami. Przybywszy nad Newę, pa- 
dliśmy do nóg dobrej matki, której błogosławieństwo 
było jedynie potrzebne do zupełnego szczęścia na- 
szego". 

W niezwykłych zaiste warunkach zawarte mał- 
żeństwo nie wstrzymało na chwilę dalszych naukowych 
wypraw, tylko odbywanych już we dwoje. Po roku 
wspólnych tych wędrówek donosi Chodakowski z No- 
wogrodu do Puław: 

„Moja żona, nierozdzielna towarzyszka moich po- 
dróży, oświadcza dzięki za łaskawą o niej pamięć i ob- 
winia mnie, że nie piszę do Puław. W Ładodze powiła 
była mi syn,a; nazwaliśmy go Olesiem, bo protojerej nie 
chciał chrzcić pod imieniem słowiańskiem, i oddawszy 
go w opiekę horodniczynej Ankowskiej, która nacze- 
piła się nam ze swoją rzadką wymową ł przyjaźnią, 



Digitized by VjOOQIC 



26 PUŁAWY. 



utraciliśmy miłe dziecko. Opłakaliśmy stratę jego i okro- 
pną myłkę nasze; odebrałem napowrót dziecię, żeby 
je w dni kilka własną ręką pogrzebać. Trudno Pola- 
kowi rodzić się na cudzej ziemi! mówiłem to w żalu 
i zagrzebałem drogie dziecię wśród cerkwi starożytnej 
w zamku Starej Ładogi". 

Obfity plan tych ustawicznych peregrynacyj Cho- 
dakowskiego po Litwie, w głębi Rosyi, w mmiejszej 
stosunkowo części znany jest w Polsce ; większą część 
swych sprawozdań pisze Chodakowski po rosyjsku 
i przesyła do Petersburga, do czego był. zobowiązany, 
podróżiyąc na koszt ministeryum oświaty. Mimo tego, 
W3rwiera on bardzo silny wpływ na młodszą zwłaszcza 
generacyą pisarzów naszych. Archeologia, jako umie- 
jętność sięgająca do przedhistorycznej epoki, tam, gdzie 
kolebka narodów słowiańskich, uważa go słusznie za 
swego protoplastę, bó od Chodakowskiego i Suro- 
wieckiego zaczyna się u nas naukowe w tym kierunku 
badanie, zwłaszcza gdy pisma Jana Potockiego mało 
w kraju były znane. 

Chodakowski oddziaływa pośrednio i na poezyą, 
bo romantykom wileńskim i ukraińskim, szukającym 
rodzinnych motywów, zbiory jego pieśni gminnych 
wskazigą złotą żyłę poetyczności ludu, z której dotąd 
nikt nie czerpał. Młodzież pójdzie jego śladem, aby 
zbierać dalej to pokłosie klechd, pieśni, przysłów i po- 
dań, a w piersiach młodych poetów rozżarzy miłość, 
że tak powiemy, etnograficzną do pewnych dzielnic, 
zwłaszcza wschodnich. Wpływ ten znać w Krzemieńcu 
i jego uczniach, znać go w poezyach Bohdana Zale- 
skiego, Goszczyńskiego ; oddziała on również i na grono 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 27 

młodych literatów na uniwersytecie lwowskim, Win- 
centego Pola, Wacława z Oleska, Lucyana Siemień- 
skiego i braci Borkowskich, którzy ideą słowiańską 
i pieśnią gminną bronią się od ducha germanizacyi. 

Nie był atoli ten kierunek bez niebezpiecznej 
jednostronności, a nawet skrajności. Chodakowski tak 
się zakochał w przedhistorycznej Słowiańszczyźnie, że 
nie rozumie i odpycha ducha historycznego własnego 
narodu, z taką czcią zbliżą się do kamiennych bożków 
lub świętych drzew, o których przechowała się pogań- 
ska legenda, że kapłanom, którzy tu nieśli ewangelią, 
nie może nigdy przebaczyć, iż niszczyli pogańskie bo- 
życzcza. Słusznie też w rozbiorze pism Chodakowskiego 
Surowiecki zarzuca mu co najmniej przesadę w tym 
względzie, twierdząc, że gdyby krzewiciele chrześciań- 
stwa nie byli nam w swych pismach zostawili świa- 
dectwa o tem,V co zastali, nie bylibyśmy dziś mieli 
żadnych wiadomości o religii i obyczajach naszych 
pogańskich praojców. Chodakowski zdaje się żałować 
Perkuna, Lelum, Polelum, Marzanny i całego słowiań- 
skiego Olimpu, pała więc nienawiścią do duchowień- 
stwa, a przyjęcie chrześciaństwa wydaje mu się być 
odstępstwem od pierwotnej idei słowiańskiej. 

Jak w religii ma on wyznanie archeologiczne, 
podobne są jego przekonania, a raczej uprzedzenia 
społeczne. Stan kmiecy, to prototyp słowiański, gmina 
najwyższem pojęciem socyologicznem ; wszystko inne 
jest odstępstwem, naleciałością cudzoziemską według 
jego archeologiczno-słowiańskich pojęć. Gdybyśmy go 
chcieli chwytać za słowa, posądzilibyśmy go o ateizm 
i demagogią i dojrzelibyśmy w nim zarodu tego nie- 



Digitized by VjOOQIC 



28 PUŁA.WY. 



bezpiecznego kierunku, który, im głębiej w pierwo- 
stan słowiańszczyzny sięga, tern bardziej obojętnieje 
dla rozwoju indywidualności dziejowych, a ciągłość 
cywilizacyjną, łączącą z całym światem, chce zastąpić 
braterstwem, plemieniem i niwelacyą społeczną. Gdyby 
był myślicielem i politykiem, byłby niebezpieczny, jak 
ci wszyscy, którzy zbyt ukochawszy wspólne kolebki, 
chcą do nich wtłaczać rozrosłych ludzi tytułem wspól- 
ności pierwotnego rodu. 

A jednak pan Zoryan był to szlachcic i żołnierz, 
który zabrawszy się do archeologii, fantazyował sobie 
czasem, ale w gruncie kochał i wyznawał to wszystko, 
co go od dzieciństwa otaczało i za co wałczył w mło- 
dości. To też w Puławach nie chwytano go za słowa; 
nie sądzimy, aby pani Chodakowska pochodziła z tego 
samego rodu, co księżna Izabella: ale dość już było, 
że miała to samo nazwisko, aby okoliczność ta zain- 
teresowała fundatorkę Sybilli, Państwo Chodakowscy 
należą do szerokiej klienteli puławskiej. Sprawozdania 
naukowe wzbudzają coraz większe zajęcie księcia je- 
nerała, a uczony turysta koresponduje już nietylko 
z Lachem Szyrmą i Łukaszem Gołębiowskim, lecz bez- 
pośrednio z samym księciem. 

W listach tych, dotąd niedrukowanych, uwydatni 
nam się ta charakterystyczna postać. 

Książę sprowadza Chodakowskiego w r. 1817 do 
Puław i poleca mu poszukiwania archeologiczne w Ma- 
łopolsce i ziemi krakowskiej. Nasz badacz zdaje sprawę 
z pobytu w Krakowie, nie kryjąc wcale swych uprze- 
dzeń i przesądów. Zbytecznem byłoby tutaj prostować 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALTŚCr I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 29 

jego spaczone poglądy i chorobliwe sądy o rzeczach 
i ludziach, o historyi narodu i o Kościele. 

„Było chęcią domu Waszej Książęcej Mości, aby 
wyszukiwania Słowiańszczyzny były rozciągnięte do 
ziemi małopolskiej ; jako Polak, równie tego pragną- 
łem. Opieka Czartoryskich ziściła te życzenia. Zasilony 
ich duchem i szczodrotą, trzeci miesiąc obliczam w mo- 
jej wędrówce : korzyść jej nie będzie wyrównywać na- 
szym życzeniom i nakładowi W. Ks. Mości. Dwa stany 
zagubiły starożytną narodowość tego kraju. Smutną 
jest rzeczą dla rodaka winić swych ziomków. Prawda 
historyczna przez wszystkie wieki bytu naszego ukazuje, 
że duchowieństwo podległe obcej głowie, cudzą mową 
i nauką rządzące się, zbyt przeważne, wstrząsało nieraz 
tronem najlepszych królów naszych i widzialnie uspo- 
sabiało nas na prowincyą papiezką. 

„Szlachta opanowana zupełnie przez duchowień- 
stwo, wyrzekłszy się przez ośm wieków swojej mowy, 
ciągle przyjmowała obce zwyczaje, gardziła narodowo- 
ścią, bo nie chciała mieć nic wspólnego z pospólstwem 
i lekko dając się kołysać wszelkim zamarzeniom, nic 
już stałego i odwiecznego dziś nam nie ukazuje. Lud 
wiejski pod ciężką ręką obu tych stanów nadto skaził 
się, praca jego nie zapewniona w prawie, igrzyska 
doroczne konfesyonał za grzech śmiertelny poczytywał, 
ognie sobótkowe ustały, bo wszelka gałąź jest pańską, 
wolno mu tylko bawić się w karczmie i kląć za drogo 
nabytą wesołość. 

„Zginęła słowiańska tradycya między wieśniakami 
polskimi; ich myśl i pamięć nie zasięga już dalej za 
ojca. W zbieraniu śpiewów odniosłem pożytku w miarę 



Digitized by VjOOQIC 



30 PUŁAWY. 



południowej Rusi, jak 1 do 10-ciu. Całą zdobyczą 
moją jest poznanie kolosalnej Łysej Góry u św. Krzyża, 
której planu na milę wokół bez dozwolenia rządu 
mieć nie mogę; zdjęcie rysunku z olbrzymiego boży- 
szcza w Chęcinach; przejrzenie się w okolicy Lelowa; 
wymiar z rysunków dwóch mogił pod Krakowem 
i zbiory rzeczy późniejszych dla JO. Księżnej. Listy do 
biskupa krakowskiego i do prezydenta przyniosły mi 
chlubną znajomość i rozprawy przy smacznych obia- 
dach, lecz nic więcej. Biskup przestał być Janem Wo- 
roniczem; powaga, tytuły i prawa dawnych biskupów 
mocno go zniewalają, ich przesądy są maksymą, Jezuici 
powinni sami tylko wychowywać dobrych Polaków 
i przykładną morabiość zaszczepiać; naostatek autor 
SybilU Puławskiej, Lechiady i kilku pamiętnych kazań 
politycznych, wzniósł się do napisania historyi obrazu 
ludowego w Częstochowie z wywodem aż do św./ 
Łukasza. 

^Zarzycki, przyjemny człowiek, lecz nie wyćwi- 
czony w zasadach historycznych, nie wie nic o kry- 
tyce ; wierzy w to wszystko, co powaga sześciu wieków 
przyznała zardzewiałemu Kadłubkowi. U biskupa na 
filarze historycznym myszy okropnie nacierają na Po- 
piela. Kraków wpośród- starych budowli zachowuje 
wszystkie opinie XVII wieku. 

„Historya na krok nie postąpiła i duchowieństwo 
jeszcze teraz kłóciło Bandtkiego, że miał napisać w roz- 
prawie jednej o akademii tutejszej, że ta była nie 
przybytkiem naukowym, lecz zgromadzeniem klasztor- 
nem. Bandtkie wielekroć żałige, że opuścił Wrocław, 
skarży się na niedostatek w Krakowie uczonych, nie ma 



Digitized by VjOOQIC 



ORYEiVTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSC Y. 31 

współpracowników, nie ma z kim żyć. Ilekroć wspo- 
mni sobie o W. Ks. Mości, zawsze to czyni z Wyso- 
kiem uwielbieniem osoby. 

^Go do mnie, powinienbym jeszcze prędzej Kra- 
ków opuścić, niżelim go poznał. Lecz nie uczynię tego. 
Zbyt mocno upowszechnione bajki o jego początkach; 
należy dłużej zabawić, aby odkryć, jaki był stan jego 
w epoce przedchrześciańskiej. Bo dotąd nie widzę 
śladu w samym Krakowie, aby w nim była przynaj- 
mniej parafia pogańska; jakże bez niej mogła być 
stolica? Mogiły na Lasocinie i nad Dłubnią, nie do- 
wodzą w tem miejscu stale panujących; podobne i je- 
szcze większe są: dwie nad Słubną, w kijowskim po- 
wiecie, Perepiata i Perepiatycha zwane; Soroka, mo- 
giła niedaleko Werbicza (Granowa), na Ukrainie; Igora 
pod Korostenem (Iskoronią), w Owruckiem; są podobne 
nad Wołgą w Moskwie, nad Ładogą, są i w Szlązku, 
jak zapewnia Bandtkie. Wiem, że jest podobna, z ka- 
mieni wzniesiona pod Lipskiem, w kraju Syrbów, czyli 
Saksonii dzisiejszej. Jest nakoniec znana mi dobrze 
Mendoga mogiła w Nowogródku litewskim, Sjpano je 
dla wodzów znakomitych w miejscach, gdzie którego 
śmierć spotkała, lecz niekoniecznie pod ich stolicami. 
Historya zmyślona liczy od Ejrakusa do Mieczysława 
niemały poczet panujących. Czemuż według tej liczby 
ich mogił nie widzimy; dwie tylko są i na milę roz- 
trącone; widzimy, że przypadek wojny tem rządził. 
Dowiedziałem się, że w Olkuszu są dwa bożyszaza 
z marmuru wyrobione i niedaleko ztąd, w Rokitnie, 
wykopują się liczne żalki, albo popielnice; pojadę 



Digitized by VjOOQIC 



32 PUŁAWY. 



ztąd, aby zdjąć rysunki z pierwszych i coś otrzymać 
z drugich". 

Kraków, 4 listopada 1817. 

Zoryan Chodakowski. 

Kraków tak mało słowiański, tak bardzo zacho- 
dni i katolicki, wzbudza wszystkie uprzedzenia i nie- 
chęci, a Chodakowski nie przebacza nawet Woroni- 
czowi, z jednym tylko Niemcem protestantem Bandt- 
kiem rozumie się ten słowianofil. 

Wnet powraca do ulubionych wycieczek wscho- 
dnich. W Połocku spotyka rektora 00. Jezuitów, ks. 
Brzozowskiego, który pyta go, czy nie zwiedził kaplicy 
Św. Józefata w Witebsku. „Widziałem potrzebę obja- 
śnić go , że nie jestem pielgrzymem, zwiedzającym 
miejsca święte, ale podróżnym, którego epoka bałwo- 
chwalstwa zajmuje. Długośmy rozmawiali, wzajemnie 
chcąc nawrócić siebie, ale bezskutecznie. Zsfpraszał 
mnie jeszcze dla widzenia gabinetów swoich, lecz ja 
wolałem pójść do magistratu, do kanonika unickiego na 
Zadzwinie i innych osób, co mnie uczyły rzeczy wcale 
jiie klasztornych". 

Inny list Chodakowskiego do księcia jenerała, 
datowany z Homla nad Bielicą 1719 r., mieści pewien 
rodzaj usprawiedliwienia wobec zarzutów, jakie go 
spotkały w Wilnie i w Warszawie, lubo Towarzystwo 
przyjaciół nauk zaliczało go już naówczas do grona 
swoich członków. 

JO. i Miłościwy Książę! 
„Przed rokiem miałem zaszczyt pisać do W. Ks. 
Mości z kraju, kędy przodkowie jego domu kilka wie- 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALTŚCr I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 33 



ków zliczyli i dla mnie było przyjemnością zwiedzić 
ich gniazda starodawne w Czartorysku, Klewaniu i Żu- 
kowie. Dziś odzywam się z Białej Rusi z domu pana 
Rumiancowa, który był w posiadaniu przedtem stryja 
W. Ks. Mości, W. kanclerza, lit. i rychło spodziewam 
się być w Pleskowie, który w wieku XV cieszył się 
swobodą i dobremi rządy jednego z przodków Księ- 
cia, jak o tern pisze Karamzin w VI tomie Ruskiej 
historyi. Tak w moich podróżach często przypomina 
się imię szanowne Czartoryskich i w dowód tego por 
syłam te myśli do Sieniawy. 

„Ja kocham się w ubiegłych wiekach, mam wiel- 
kie dla nich uszanowanie, a błogi wiek Księcia jeszcze 
bardziej wznawia pamięć ich sędziwości. Często pa- 
trzę na zbliżone do zachodu słońce, które mi wska- 
zuje osobę i mieszkanie W. Ks. Mości, a choć mię 
przedświt uniósł daleko i w chłodniejszą strefę, ja je- 
dnak w myślach o Sieniawie znajduję miły jeszcze 
powiew tego ciepła. Niektórzy z moich ziomków przed- 
tem łaskawych na mnie umilkli od tej pory, kiedym 
zaszedł na drugą stronę Dniepru. Dawnom mówił 
o potrzebie poznania tej strony, plan mój, czyU sam 
przedmiot słowiański tego wymagał i w czasie do- 
wiodę, że za Donem i Wołgą można być lepszym Po- 
lakiem jak w Warszawie Słowianinem. Uniwersytet 
wileński, odmawiając dla mnie pomocy, chciał dowieść, 
że on jest w ziemi herulów, obojętnych ku wszystkim. 
Mnie się to nie zdało i prosiłem Towarzystwa war- 
szawskiego o sąd między nami. Wdzięczny jemu je- 
stem za wcielenie mnie w poczet swoich korespon- 
dentów, lecz opinia w moim przedmiocie ukazała, że 

Puławy T. III. 3 



Digitized by VjOOQIC 



34 PUŁAWY. 

nie jest tak łatwo być słowianinem, i że nie zająwszy 
się sposobem podobnym mojemu, można sądzić nie- 
trafnie. Zaprzeczyli mi niektóre szczegóły dla tego 
jedynie, że poczet wyrażonych przeze mnie autorów, 
nic o nich nie wspomina, i zalecają mi temiż autorami 
ograniczyć się, jakby nic do nich dodać już nie można. 
Ta ufność w starych do nas pisarzach, ta mówię, 
ostateczność zadziwia mię. Podług tego, na co grze- 
bać się w zasypach Herkulanum, w Illiryi, w Egipcie 
i po drugich miejscach, wszak one zawierają się w opi- 
sach jeszcze dokładniejszych niż nasze. To zaprzysięgłe 
niewychodzenie nigdy z bibliotek w Warszawie, dalej 
za niemi nie pokaże. Przekonałem się tylko, że o ca- 
łości i rodowitych cechach Słowiańszczyzny nie ma co 
rozprawiać w Warszawie, bo ta jest cząsteczką wiel- 
kiego ogółu i późną znakomitością, nie łączy się z po- 
czątkowem źródłem wszystkiego u nas. Z tych wzglę- 
dów, niemając co przedsięwziąć u młodych Lachów, 
obróciłem się na północ ku czcicielom Rusey Kosy. 
Moje pytania po polsku są w Charkowie, po rusku 
wPleskowie, Kazaniu, Nowogrodzie siewierskim ilicznych 
miejscach, a cały plan z kilku mapami u ministra 
oświecenia księcia Golicyna, do którego pisząc, załą- 
czyłem uwagi na Karamzinie, gdzie ten Plutarch 
Newski, nie mogąc długo utrzymywać się w poprzed- 
niczym okresie, chybia strasznie i mnie zawadza. Jeśli 
drugiej nie odniosę korzyści nad Newą, przynajmniej 
pohamuję historyografa i zrobię go względniejszym ku 
Polakom, których on napastować zaczyna po nieprzy- 
jacielsku od czasów Kazimierzą Jagiellończyka, i gdyby 
moi spółbracia słyszeli, jak po ludzku wszędzie na 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCJ I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 85 

Rusi występuję, mniej może wątpiliby o mnie. Słowem 
gotuję, zmianę w dotychczasowych opisaniach naszych, 
nie mogę mieć spokojnych i dorazu przychyhiych słu- 
chaczów i tu nawet. Lecz czas jednych wytrzeźwi, 
drugich natchnie do pomocy mojej i mnie ubogaci 
w dowody i sposoby znakomitsze. 

Panu Szyrmie dziękuję najczulej za jego pamięć 
O mnie i opis starożytnego Grodziska na pograniczu (?) 
Prus wschodnich koło Kalisza, życzyłbym jeszcze wie- 
dzieć, jak krajowcy zowią ten usep ziemny i jakiej 
wsi jest on najbliższym, żebym podług kierunku 
słońca mógł ten punkt na mapie oznaczyć. 

Polecam się łaskawym względom W. Ks. Mości 
i mocno życzę, aby promienie zachodzącego słońca 
Jego jeszcze przyświecały moim spółziomkom i mnie 
samemu, który pragnę z najdalszych krańców mojej 
wędrówki, jeszcze przez wiele lat dowodzić Sieniawie 
w hołdzie tej czci wysokiej i wdzięczności, z którą 
zawsze jest 

Waszej Książęcej Mości Dobrodzieja najuniżeń- 

szym sługą 

Zoryan ChodakowskL 

Homel pod miastem Bielicą 19 sierpnia 1819 r. 

List ten, który iaiyślą i formą gramatyczną zatrąca 

rusycyzmem był ostatni. 

Zoryan Chodakowski w sile wieku, bo licząc 41 
lat, umiera wśród jednej z6 swych podróży naukowych 
w Twerskiej gubemii. Dzieła jego nigdy w całości nie 
zostały ogłoszone drukiem. Zbiór tylko pieśni i legend 
w dwu tomach i rozprawa o Słowiańszczyźnie przed 
chrześciaństwem ukazała się po polsku, część ręko- 

3* 



Digitized by VjOOQIC 



36 PITŁA.WY. 



pismów znajduje się w zbiorach biblioteki Czartory- 
skich w Krakowie, większą atoli połowę wdowa prze- 
słała do Moskwy na ręce p. Polewoja. 

Jeśli podziwiać wypada wielką wyrozumiałość 
księcia jenerała w stosunkach z Chodakowskim, że 
przez wzgląd na jego zdolność badawczą i zasługi 
naukowe daleko posuwał tolerancyą dla opinij tak 
krańcowych, nietylko pod względem religijnym, ale 
i społecznym, to znów zupełna zgodność zasad i po- 
glądów łączyła naszego mecenasa z mężem zbliżonym 
doń wiekiem a poważnego stanowiska, który także 
jeden z pierwszych zajmuje się naukowo archeologią 
i lingwistyką. 

Mężem tym był ksiądz Ksawery Michał Bohusz 
(ur. 1746 f 1823), były wizytator szkół na Litwie, pra- 
łat i kanonik kapituły wileńskiej, a rodzony brat pod- 
kanclerza litewskiego i posła na wielki sejm. Uczony 
ksiądz Bohusz spełniał posługi publiczne i różne też 
spadały na niego w długiem życiu dostojeństwa. Sta- 
nisław August odznacza go orderem św. Stanisława, 
uniwersytet wileński mianuje go swym członkiem ho- 
norowym, a cesarz Paweł kuratorem szkół. Podeszły 
już w latach, usuwa się z kapituły wileńskiej i prze- 
nosi się do Warszawy, gdzie należy do pierwszego 
grona założycieli Towarzystwa przyjaciół nauk i To- 
warzystwa gospodarskiego, a nawet pomimo sędziwego 
wieku, pełni obowiązki sędziego pokoju miasta War- 
szawy. Prałat ten wielkiej powagi i zacności charakteru, 
jest przedewszystkiem mężem naukowym. Litwin z krwi 
i kości, zajmuje się pierwszy zpośród uczonych na- 
szych badaniem języka litewskiego, tak w samem źró- 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 37 



dłosłowie odrębnego, i pisze obszerną rozprawę „o po- 
czątkach narodu i języka litewskiego" (Wilno 1806 r. 
str. 207). Jak władał Bohusz językiem ludu, dowodzi 
tłómaczenie z Wirgila Ziemiaóstwa na język litewski, 
a praca ta pozostała w rękopiśmie wraz z wielu 
pismami autora, które ukrywają w trzech tomach do dziś 
dnia ważne materyały do konfederacyi barskiej, akta 
kapituły wileńskiej i opis podróży za granicę. Drukiem 
ogłosił ksiądz Bohusz piękną rozprawę, chrześciańskim 
natchnioną duchem w obronie ubogich do żebractwa 
przymuszonych, aby ich nie zamykano i projekta bu- 
dowli z niepalonej cegły, jako materyału trwałego 
a taniego na mieszkanie dla włościan. Od badania 
języka litewskiego zwraca się ksiądz prałat do pisowni 
polskiej i rozprawia się z Onufrym Kopczyńskim, któ- 
rego uważano podówczas za niebezpiecznego nowatora. 
Od ruskich latopisów i najstarszych aktów litewskich, 
przechodzi do polskiego Kadłubka, broniąc go od kry- 
tycznego rozbioru Schlótzera, a wyprzedza tą pracą roz- 
prawę Lelewela o Mateuszu herbu Cholewa. 

Pisanie w różnych materyach stawało się konie- 
cznością w czasach, kiedy piszących był tak nieUczny 
zastęp. Jeśli opracowanie przedmiotu nie zawsze 
wypadało odpowiednio, to z tej wszechstronności zy- 
skiwał umysł ludzi ówczesnych, bo uczoność nie- 
zamknięta w szufladzie jednej specyalności, dawała 
ogólniejsze poglądy. O ile ksiądz Bohusz wyprzedzał 
w poszukiwaniach archeologicznych Chodakowskiego 
i Surowieckiego, dowodzi list, pisany do księcia jene- 
rała z Warszawy w r. 1808. Była to odpowiedź na 
pochlebną ocenę świeżo ogłoszonej drukiem książki 



Digitized by VjOOQIC 



38 PUŁAWY. 

Bohusza o języku litewskim, i na gorące słowa zachęty, 
do dalszych studyów w tym przedmiocie, jakie auto- 
rowi przesłał książę jenerał. 

„Widzę z zapału W. Ks. Mości, że wre w nim 
krew litewska — pisze ks. Bohusz — że czujesz się 
prawdziwie książęciem litewskim. Ależ, mój książę, 
zgubiłeś mapę Litwy, w której już dawno byłeś. Ja 
przed kilku laty, będąc wizytatorem szkół w trzech 
guberniach, przejeżdżając zatem wszerz i wzdłuż całą 
Litwę, już wtenczas ciekawie wszędzie wybadywałem, 
czy gdzie jakiego nie znajdę monumentu, jakiego rę- 
kopismu, jakiego nakoniec dokumentu litewskiego? 
Zupełną wszędzie znalazłem niewiadomość, obojętność, 
jakąś umysłów odrętwiałość i przesąd, że nie warto 
jest trudzić się rzeczą, która się na nic nie przyda. 
Kiedy zacząłem pisać moje rozprawę, napisałem do 
wszystkich w Litwie, od których spodziewałem się 
otrzymać jakąkolwiek informacyą , a pisałem nie do 
uniwersytetu, nie do kapituł, bo wiedziałem, że się 
ztamtąd niczego nie nauczę, ale do tych, co uchodzili 
za umiejących najlepiej po litewsku, do kilku pleba- 
nów, do seniora w Kiejdanach, do mieszczan w Ko- 
wnie, do Pyarów w Wiłkomierzu , do Bernardynów 
w Telszach i tśm dalej. Czy uwierzysz temu książę? 
żaden z nich nawet nie odpowiedział* Jeden Lachnicki 
marszałek, mój siostrzan, przysłał mi książeczkę litew- 
ską przez jednego plebana niedawno wydaną, a zatem 
makaronizmów polskich pełniuteńką o^auce chrześci- 
aóskiej. Tak wszelkiej pozbawiony pomocy, postarałem 
się i w Królewcu z trudnością dostałem gramatykę 
i słownik litewski. Przez cały kwartał wpierw uczyłem 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 39 

się języka litewskiego, nim do pisania rozprawy przy- 
stąpiłem. Zwalono w Wilnie zamek i pałac Jagiełłów, 
czy go wprzód przynajmniej przerysowano? Na jezio- 
rze trockiem jest wyspa,., na. której było mieszkanie 
kilku książąt litewskich. Byłże na niej literat który? 
Może nawet nie wiedzą, że tam książęta mieszkali? 
Znalazł nieboszczyk Kossakowski, wojewoda w Wojt- 
kuszkach, czysty brans srebra w laseczki stopionego 
z napisami do kogo należały; darował ich kilka uni- 
wersytetowi. Zrazu wielka ciekawość, co te laseczki 
znaczą? Teraz w gabinecie spokojnie leżą i nikt się 
nie pyta. Prałatem katedry wileńskiej będąc, chciałem 
przez ciekawość widzieć sklep, gdzie zwłoki są Witol- 
da i Aleksandra. Nikt mi go pokazać nie umiał. Za- 
krysty an nawet nie wie, że tam są pochowani. Prze- 
cież to są fundatorowie katedry! Za panowania Stani- 
sława Augusta miano w Nowogródku wykopać trumnę 
Mendoga, koronę, berło i pałasz. Wizytatorem będąc, 
znalazłem w Nowogródku tylko podanie, że spiżową 
trumnę na dzwon do parafii przelano, resztę miała 
szlachta między siebie rozebrać i potracić. Należałoby 
wpierw oświecić ziomków, że poprzednicy byli to bitni 
ludzie, ale niezupełnie barbarzyńscy, że się naszego 
początku wstydzić nie mamy potrzeby, że język litew- 
ski nie był chłopskim, ale zupełnie polerowanym i tego 
moją rozprawą dowiodłem. Może ona teraz zachęci 
literatów litewskich do szukania pamiątek". 

Smutne to, ale pouczające szczegóły o ignoran- 
cyi i obojętności, jaka zalegała podówczas Litwę. Nie- 
bawem atoli za sprawą obu Czartoryskich, ojca i syna, 
obudzi się tam ruch naukowy uniwersytetu, a z niego 



Digitized by VjOOQIC 



40 PUŁAWY. 



zakwitnie i zabłyśnie literatura i poezya na całą Pol- 
skę. To, do czego Bohusz nie zdołał współczesnych 
zachęcić, to znajdzie później pracowników i badaczy 
jak Teodor Narbut, Lelewel, Chodźkowie, Kraszewski, 
Eustachy Tyszkiewicz, Malinowski i Kirkor. Z korespon- 
dencyj powyższych widzimy tylko zwłaszcza w rzeczach 
badania starożytności i języków, że pobudka wycho- 
dziła z Puław od starego księcia jenerała. Nietylko, 
że z współczesnymi uczonymi utrzymuje ciągłą za- 
mianę myśli, planów, wskazówek, nietylko wśród mło- 
dzieży szuka przyszłych pracowników, ale zwraca się 
on i do klasztorów, utyskując, że „kiedy w dawnych 
wiekach ztamtąd wychodziła nauka, dziś zaległa tam 
obojętność, ignorancya i podszczuwanie". 

Za pośrednictwem swego ajenta literackiego, ja- 
kim był w Wilnie księgarz Zawadzki, odnajduje książę 
jenerał u Dominikanów wileńskich filologa ks. Seba- 
styana Żukowskiego. Skłania Żukowskiego, aby na 
dwa lata podjął podróż do Krymu na koszt księcia 
dla badań archeologicznych, filologicznych i etnogra- 
ficznych starożytnej Tauryki. Żukowski przyjmuje pro- 
ponowane przez księcia warunki i wyjeżdża do Krymu 
w roku 1809, zaopatrzony w listy polecające do rząd- 
ców księcia na Ukrainie i do gubernatora Odessy. 
Czy przywiózł z tej wyprawy jakąś zdobycz i gdzie 
plan tych studyów Żukowskiego — niewiadomo. 

Niemniejszą, jak wobec Litwy, objawia książę 
gorliwość i ciekawość naukową w rzeczach dotyczących 
Rusi. Na naszej szlachecko-łacińskiej przeszłości me- 
tyle cięży wobec Rusi grzech ucisku, ile raczej, poli- 
tyczny, społeczny, cywilizacyjny i religijny błąd lekce- 



Digitized by VjOOQ IC 



ORYENTALIŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSCY. 41 

ważenia i ignorowania wszystkiego, co się nie wcieliło 
w tę społeczność szlachty, a obok niej lub pod nią 
bytowało. W tern leży tajemnica, dla czego siła atrak- 
cyjna i asymilacyjna zatrzymała się na tej granicy, do- 
kąd sięgał szlachecki pergamin i obrządek łaciński. 
W epoce budzących się dążeń do wielkich reform, 
rozprawiano i pisano o wszystkiem, o zbiorowych no- 
bilitacyach, o przypuszczeniu miast do równych ze 
stanem szlacheckim przywilejów, o równouprawnieniu 
protestantów i żydów, o tolerancyi dla dyzunitów; 
najmniej stosunkowo zajmują się ci reformatorowie 
stanem ludu na Rusi. Prawda, że sprawę dyzunitów 
przypomniały świeże krwawe łuny rzezi hajdamackiej, 
że była tu najpotężniejsza podówczas protekcya, gdy 
sprawa innowierców, protestantów i żydów, znajdo- 
wała gorliwego we dworze berlińskim poplecznika. 
O polepszeniu bytu biskupów i kleru rusińskiego, 
jeden tylko nuncyusz papieski Litta, czynił przedsta- 
wienia, ale pod koniec XVIII, wieku na głos Rzymu 
mało kto zwracał uwagę. Episkopat unicki przywykł 
już do tego upośledzenia, które mu odmawiało przy- 
stępu do senatu, a kler do tego zaniedbania, że okrom 
kilku bazyliańskich konwiktów na całym obszarze 
Rzeczypospolitej nie było jednego seminaryum uni- 
ckiego, a młodzież ruska , chcąca się oddać kapłań- 
skiemu zawodowi, szła po naukę do prawosławnego 
Kijowa lub Jas. Historyczno-religijny błąd zaniedbania 
i lekceważenia wobec unickiej Rusi znamy dziś dzięki 
znakomitemu historykowi „Sejmu czteroletniego" — 
i znamy także oporność przeciw jego naprawie, która 
się objawiła ria sejmie czteroletnim, gdy stronnictwo 



Digitized by VjOOQIC 



42 PUŁAM^Y. 



patryotyczne podniosło . znów kwestyą przypuszczenia 
biskupów ruskich do senatu. Ks. Czartoryski był jednym 
z najgorliwszych tej reformy popleczników i bronił 
wniosku kilkakrotnie w gorących przemowach. Nie 
chcemy twierdzić, aby książę jenerał ogarniał całą re- 
ligijną, polityczną i społeczną doniosłość tej kwestjri, ale 
co pojmował wybornie, to naukowe znaczenie i potrzebę 
poznania zabytków języka ruskiego i jego starych 
zabytków. 

Lingwistyka i archeologia, jak w Wiedniu za po- 
średnictwem liindego zbliżyła go do kół słowiańskich, 
tak znów teraz skłaniała go do poszukiwań starych 
ruskich laf opisów, do zbierania ksiąg cerkiewnych i do 
badania ludowego narzecza. . 

Wiemy już, jakie z polecenia księcia Chodako- 
wski czyni obfite zbiory w wschodnich prowincyach. 
Nie poprzestaje na tem puławski mecenas, ale nie- 
zmierną znajduję on trudność w wyszukaniu kogoś 
do odczytywania starych ruskich dokumentów. Szuka 
go w Wilnie przez Zawadzkiego, w Żytomierzu przez 
Czackiego, we Lwowie za pośrednictwem Józefa Dzierz- 
kowskiego, mecenasa. Ciekawe pod tym względem 
szczegóły, znajdziemy w dalszej korespondencyi. Z Bi- 
blioteki we Lwowie wydobywa kilka starych ruskich 
druków i odpisy aktów z przywilejami, ale daremnie 
szuka gramatyki i słownika. Z duchowieństwem uni- 
ckiem ma książę bardzo dobre zachowanie, a był we 
Lwowie podówczas arcybiskup u św. Jura, Piotr Bie- 
lański, który żyje w przyjaźni z kilkoma rodzinami 
panów polskich. Książę nie czyni żadnej różnicy w sto- 
sunkach towarzyskich z episkopatem i klerem obu 



Digitized by VjOOQIC 



ORYENTAUŚCI I ARCHEOLOGOWIE POLSC Y. 43 

obrządków. Równą hojność okazuje dla klasztorów 
łacińskich, co dla monasterów Bazylianów i Bazylia- 
nek, o czem świadczą liczne podziękowania i gratulacye 
przełożonych klasztornych. Ludzkością tą w obejściu 
i poszanowaniem sukni kapłańskiej jedna sobie tak 
gorącą sympatyą w duchowieństwie ruskiem, że na 
pogrzeb księcia zjeżdża do Sieniawy około stu ple- 
banów unickich — a kondukt prowadzić będzie biskup 
unicki z Przemyśla. . Ów pociąg do studyów oryental- 
nych, do lingwinistyki i archeologii, który przeważał 
w wszechstronnem zamiłowaniu nauk, zwraca umysł 
księcia jenerała do zbadania tego najbliższego nas 
Wschodu , który nas też zawsze najgoręcej obchodzić . 
winien. Sięga on i dalej, bo wchodzi w stosunki ze 
szczątkami unii w. państwie ottomańskiem. Brak nam 
danych do wyjaśnienia tego stosunku, ale napoty- 
kamy w zbiorze korespondencyi księcia listy włoskie, 
pełne błogosławieństw i dziękczynień za opiekę, do- 
brodziejstwa i hojne dary, a noszące podpis Metropo- 
lity ormiańskiego w Konstantynopolu. 




Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I LINDE. 



(J. M. Ossoliński. — Jego charakterystyka i działalność. — Sło- 
wnik języka polskiego. — Bogumił Linde. — Dubrawski. — 
Początki ruchu słowiańskiego w Wiedniu. — Wpływ Po- 
laków. — Ustano wa zakładu Ossolińskich). 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by 



Google 




|fV^?*=^-^9=V=V=V=V=V? 



II. 




bardzo poważnego źródła, ale ustną tylko 
przekazującego tradycyą, mamy piękny szcze- 
gół, którego stwierdzenia daremnie szuka- 
liśmy w piśmiennych źródłach. Według tej tradycyi 
w Puławach zawiązała się gorąca przyjaźń między 
trzema młodzieńcami dostojnych rodów. Po kilkoty- 
godniowym wspólnym pobycie w wysokim nastroju, 
jakim w tym przybytku pamiątek wszystko przejmo- 
wało podniosłe ich dusze, wśród rozmów o niedoli 
obecnej narodu i jego przyszłości, trzej szlachetni mło- 
dzieńcy w chwili uniesienia uroczyście poprzysięgli: 
całe życie poświęcić na usługę wspólnej sprawy, w któ- 
rejkolwiek dzielnicy i w jakichkolwiek los postawi ich 
warunkach — cnotą, pracą i wytrwałością dążyć nie- 
ustannie do polepszenia doli ojczyzny. Trzej ci mło- 
dzieńcy, którzy się związali tą przysięgą, to: Adam 
Czartoryski, Tadeusz Czacki i Józef Maksymilian Osso- 
liński. Czy fakt ten zaszedł, kiedy on mógł nastąpić, 
skoro książę Adam tak wcześnie opuszcza Puławy, 
a powraca z Petersburga już mężem stanu ? pytanie 
to obojętne, skoro fakta i czyny okazują, iż mniema- 
nej, czy istotnej dotrzymali przysięgi. 



Digitized by VjOOQIC 



48 PUŁAWY. 



Józef Maksymilian hrabia Ossoliński był synem 
Michała, kasztelana czchowskiego, urodził się w Woli 
Mieleckiej w sandomierskiem w r^ 1748. Szkoły odbył 
w konwikcie jezuickim w Warszawie pod kierunkiem 
Adama Naruszewicza, który wnet z mistrza stał się 
wspólnikiem i towarzyszem prac naukowych. Wcze- 
śnie zasmakował młody magnat w ruchu literackim 
i pracach historycznych — znacznie młodszy od księ- 
cia jenerała nie należy wraz z nim do prac komisyj 
edukacyjnej, zasiada atoli między owymi rycerzami 
okrągłego stołu obiadów czwartkowych. Zajmuje go 
głównie historya, ale zwraca się więcej do dziejów 
literatury i kultury krajowej, niż do dziejów polity- 
cznych. Chcąc rozbudzić zamiłowanie wśród piszących 
i czytających, w tym kierunku łoży na wydawnictwo 
pisma literackiego „Zabawy przyjemne i pożyteczne", 
zasila je często artykułami a poważne rozprawy prze- 
plata wierszami i pogadankami. „Zabawy przyjemne 
i pożyteczne'' dziś już rzadkość bibliograficzna wycho- 
dziły w Warszawie przez 20 lat blisko od 1764 - 1783 r., 
a dostarczyć mogą zajmującego materyału do studyów 
jak publicystyka literacko-belletrystyczna pierwsze za 
Stanisława Augusta stawiała kroki. 

Po pierwszym rozbiorze Ossoliński opuszcza War- 
szawę i osiada w swych dobrach w Galicyi, nieopodal 
Tamowa. Po śmierci cesarza Józefa II. wybrany przez 
obywatelstwo jako deputat dla złożenia hołdu cesa- 
rzowi Leopoldowi, jedzie do Wiednia w r. 1789; na 
dworze cesarskim doznawszy wyszczególniającego przy- 
jęcia kilka ważnych spraw porusza i skutecznie prze- 
prowadza. Arystokrata do szpiku kości zajął się prze- 



Digitized by VjOQQIC 



OSSOŁEifSKI I LINDE. 49 

dewszystkiem uregulowaniem spraw heraldycznych; 
jego też zachodom szlachta galicyjska zawdzięcza pa- 
tent cesarski przyznający dawne rycerstwa polskiego 
tytuły, oraz dalsze ministeryalne rozporządzenia, mocą 
których zaprowadzono przy stanach galicyjskich kan- 
celaryą do spraw szlachectwa. Ossoliński pisywał 
i przedkładał memoryały, w których przedstawiał, iż 
lubo nie było tytułów w Polsce, bywały godności 
i urzędy nadające prerogatywy równorzędne z temi, ja- 
kich używają za granicą rodziny tytułowane. Myśl ta od- 
powiadała zamiarom nadwornej kancelaryi cesarskiej — 
przyjęto więc za zasadę, że kto w chwili przyłączenia 
Galicyi do Austryi miał prawo pisać się jaśnie wiel- 
możnym, tem samem mógł się ubiegać o tytuł hra- 
biego lub barona; tytuł hrabiowski tylko senatorskie 
mogły osiągnąć rodziny — ale bez uwolnienia od taksy. 
Te zaś rodziny, które od obcych monarchów otrzymały 
dawniej tytuły, choć nie używały ich w Polsce ze względu 
na osobną konstytucyą, która tego nie dozwalała, jeśli 
przedstawią dowody, otrzymają wznowienie tytułu 
(eomes rennovatus) a tem samem taksy opłacać nie 
będą. Za popędem danym przez Ossolińskiego szlachta 
galicyjska zaczęła zapisywać się do ksiąg heraldyki 
przy stanach we Lwowie, legitymować się ze szlache- 
ctwa, a z wielu ubiegających się, przeszło 60 rodzin 
otrzymało tytuł hrabiowski, w tej liczbie około 20 otrzy- 
mało potwierdzenie dawnych dyplomów z uwolnieniem 
od taksy. Zdarzały się typowe postacie wśród znamieni- 
tszej szlachty, co nie chciały „niemieckiego hrabiostwa", 
choć posiadały do tego w swych antenatach podstawę. 
Tradycya równości szlacheckiej bardziej jeszcze niż 

Puławy. T. m. 4 



Digitized by VjOOQIC 



50 PUŁAWY. 



patryotyczne skrupuły wstrzymywały wielu, ale były to 
wyjątki tych samych, którzy opłacali się komisarzom rzą- 
dowym, aby wytyczony gościniec nie przechodził przez 
ich włości. Większość atoli korzystała z danej sposo- 
bności, aby dawne tytuły osobiste od urzędów dzier- 
żonych pochodzące, zamienić na dziedziczne, i przez 
nie uzyskać te prorogatywy, które w hierarchicznym 
ustroju monarchii rakuskiej miały wówczas i polity- 
czną doniosłość. Pan Ossoliński, którego nikt o zapo- 
mnienie uczuć polskich ppdejrzywać nie mógł, głównie 
pośredniczył i ułatwiał, a często pobudzał i namawiał 
do legitymowania się z szlachectwa i uzyskania ty- 
tułów. 

Ze sprawą heraldyki łączyły się inne; Ossoliński 
domagał się usilnie w kancelaryach wiedeńskich i uzy- 
skał przypuszczenie synów szlachty galicyjskiej do za- 
kładów wychowawczych podówczas wyłącznie szla- 
checkich, jak Teresianum i szkoła wojskowa w Neu- 
stadt. Równocześnie jak widzieliśmy już, książę jenerał 
organizuje kompanią gwardyi cesarskiej z młodzieży 
szlacheckiej polskiej. W zachodach Ossolińskiego ta 
sama przyświecała myśl, co w całym kierunku księcia 
feldmarszałka, aby w Galicyi unormować warunki i za- 
pewnić o ile się da interesa narodowości, a zarazem 
rzucić pomost pomiędzy dworem cesarskim a War- 
szawą. Niezawsze ten kierunek bywał w kraju popu- 
larny — podobały się bowiem więcej owe szykany, 
których szlachta i niektórzy panowie nie szczędzili 
kreishauptmanom i komisarzom, a o których mnogie 
przechowały się dykteryjki i anegdotki. Było w tem atoli 
więcej krewkości i buty szlacheckiej niż godności naro- 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIJ^SKI I LINBE. 51 

dowej, podczas gdy ci co z księciem feldmarszałkiem 
i z Ossolińskim zbliżyli się do dworu i pośredniczące za- 
jęli stanowisko, nieraz ważne krajowi oddawali usługi. 

I tak pan Ossoliński wyjednał swemi wpływami 
katedrę języka i literatury polskiej w nowo płożonym 
niemieckim uniwersytecie lwowskim.. 

Sypały się na Ossolińskiego zaszczyty i godno- 
ści — a rzecz charakterystyczna, że spadały równo- 
cześnie na niego i na księcia jenerała. Kiedy tamten 
zostaje feldmarszałkiem, Ossoliński mianowany tajnym 
radcą w r. 1808. W rok później zostaje prefektem 
nadwornej biblioteki cesarskiej, i otrzymuje misyą prze- 
glądu bibliotek poklasztornych, których było w Galicyi 
po kasatach Józefa II. niemało. Ossoliński ze znajomo- 
ścią rzeczy przeprowadza tę czynność a w Wiedniu 
opiera się zamiarowi przeniesienia nabytków niemałej 
bibliograficznej, rękopiśmiennej i archiwalnej wartości do 
stolicy państwa. W listach do księcia jenerała wzmian- 
kuje o zachodach, jakie czyni, aby plon tych poszu- 
kiwań pozostał w kraju. Wtedy to zapewne rodzi się 
w Ossolińskim po raz pierwszy myśl założenia pubU- 
cznej biblioteki. Odtąd myśli tej będzie wierny do 
końca życia i odda znaczną część dochodów na za- 
kupno dzieł i gromadzenie materyałów. W uznaniu 
zasług naukowych zostaje w r. 1825 w. ochmistrzem 
królestw Galicyi i Lodomeryi. 

Ossoliński nie był obojętny na zaszczyty jakie go 
spotykały na dworze wiedeńskim — było w jego uspo- 
sobieniu coś oficyalnego, lubił reprezentacyą, należał 
do tego typu wielkich panów, którzy żyć nie mogą bez 

atmosfery dworskiej. 

4* 



Digitized by VjOOQIC 



52 PUŁAWY. 

Pewną słabostkę do tytułów zdradza, gdy na 
dziełach swych tak długi ich szereg wypisuje: 

„Józef Maksymilian hrabia z Tęczyna Ossoliński, 
komandor orderu św. Stefana, zaufany radca stanu 
J. c. k. a. Mci., biblioteki nadwornej prefekt, najwyż- 
szy marszałek koronnego królestwa Galicyi, kurator 
instytutu ekonomicznego wiedeósko-galicyjskiego. Aka- 
demii ces. kr. wiedeńskiej, sztuk wyzwolonych, tudzież 
Towarzystw królewskich warszawskiego, gietyńskiego, 
praskiego, ekonomicznego, stanów niższej Austryi; 
akademicznych wileńskiego i krakowskiego członek, 
w akademii lwowskiej doktor filozofii". 

Widzimy ztąd, że liczbę dworskich dygnitarstw 
równoważyły tytuły naukową zasługą zdobyte. 

Z przechowanych korespondencyj poznajemy Os- 
solińskiego, gdy on bliżej obcuje w Wiedniu i w Ga- 
licy i ze starym księciem jenerałem i ulega jego wpły- 
wowi. Pan ten możny i znakomitego rodu był już na 
torach wyłącznie światowych i kosmopolitycznych, 
kiedy zetknięcie się z rodziną Czartoryskich w Wie- 
dniu, kilkakrotne następnie odwiedziny w Puławach 
zwracają jego ambicyą ku rzeczom ojczystym i przed- 
miotom naukowym. Idąc za przykładem Puław i Po- 
rycka zabiera się do gromadzenia księgozbioru, tem 
gorliwiej studyuje dzieje polskie, staje się autorem i me- 
cenasem, podziela zwłaszcza dawny projekt księcia 
przygotowania i wydania Słownika języka polskiego na 
wielkie rozmiary. Pomysł Słownika wchodzi w życie, 
gdy książę odkrywa odpowiednego pracownika do tak 
mozolnego zadania. Poszukiwania trwają dość długo, 
zrazu jest mowa o Kopczyńskim, ale jego gramatyczne 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I LINBE. 53 



nowatorstwa nie budzą zaufania dwóch mecenasów. 
Niegdyś książę w czasach komisyi edukacyjnej znaj- 
dował pomocników wśród uczonych francuskich. Obe- 
cne pokolenie młodzieży polskiej wzrasta nie do pióra 
lecz do oręża, gdy już powiał duch legionów. Wśród 
Niemców więc szuka Czartoryski pracowników nauko- 
wych: i nie zawodzi się w wyborze, Groddecka spro- 
wadza do nauk filologicznych, Bogumiła Lindego za- 
przęga do pracy lingwistycznej. 

OssoHóski zachował do dziś dnia znaczące stano- 
wisko w literaturze historycznej. Czterotomowe dzieło 
jego „Wiadomości historyczno-krytyczne do dziejów 
literatury polskiej", wydobyło poraź pierwszy na wierzch 
wielką moc nietkniętych dotąd materyałów i stało się, 
że tak powiemy, pierwszą podkładową orką dziewiczej 
jeszcze roli dziejów literatury. Odwracać musi pług no- 
wej krytyki te skiby, ale uprawa gleby od Ossolińskiego 
się zaczyna. Były to pierwsze cięcia siekiery, ale drzewo 
ścięte i obciosane stało się materyałem dla następnych 
pracowników, czy dla tych, co mieli budować syste- 
mata historyczne, czy dla tych, co rzeźbią figury z przed- 
stawieniem szeregu starych kronikarzy i uczonych pol- 
skich od Kadłubka do Stanisława Orzechowskiego — 
od Erazma Ciołka do Stanisława Warszewickiego. 

Ciężkie miał pióro Ossoliński — a żmudną jest 
dziś pracą rozwiązywać 'węzły gordyjskie szumnej 
a zawiłej retoryki, która mu właśnie jednała u współ- 
czesnych sławę wzorowego pisarza. Szacowne swe 
dzieło o Stanisławie Orzechowskim przypisuje księciu 
feldmarszałkowi Czartoryskiemu , a wyliczając jego 



Digitized by VjOOQIC 



54 PUŁAWY. 



mnogie zasługi w dziedzinie nauk i literatury, tak się 
wyraża o zasługach księcia na polu językoznawstwa : 

„Stękał nasz język blisko półtora wieku pod 
brzemieniem narzuconej mu cudzoziemszczyzny, mar- 
niał, niknął, nie postępując za doskonalącem się do- 
koła rozumem, przemysłem, towarzystnością ; nie roz- 
ciągał się do nowych pojęciów, postrzeżeń, wynalazków, 
zwyczajów — podałeś niesilnie gramolącemu się z upadku 
życzliwą rękę. Zwieśniaczały ochrastałeś , oswoiłeś 
z świetnięjszą społecznością, uskromiłeś ślepej nieumie- 
jętności zuchwałość, skazującą go na niedołężny, dziki, 
niewdzięczny; upokorzyłeś chełpliwie obcemi popisu- 
jącą się lekkomyślność, ośmieliłeś pieskliwe, lękające 
jakiejś obrazy od chropowacizny i ciernia jego wyra- 
zów usta, wymawiać je bez wstrętu ; dalej potuszyłeś 
szczęśliwem doświadczeniem, że już teraz i znajdują 
w nich upodobanie, zapomogłeś tenże język w słowa, 
które wyrugowały obcą pstrociznę, oczywistą jego ubó- 
stwa cechę; skłoniłeś go w toki pełniejsze i uszom 
przyjemniejsze, nauczyłeś odważającym się nim pisać, 
w wyjaśnianiu myśli, w wynurzaniu tkliwości, w ma- 
lowaniu obrazów, zachowywać przyzwoitość, zdobić 
się dosadnością i gładkością". 

Ustęp ten z długiej pochwały wystarcza, aby 
przedstawić sobie jak przed sześćdziesięciu laty jeden 
z najznakomitszych pisarzy swego czasu , protektor 
Słownika Lindego poruszał ciężko tą bronią mowy 
polskiej. 

A jednak Ossoliński nie był tylko badaczem dzie- 
jów i literatury ojczystej, ale także i belletrystą swego 
czasu. Zamłodu umieszczał swoje powiastki w czaso- 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I I.TNDE. 55 

piśmie warszawskiem „Zabawy przyjemne i pożyte- 
czne", pisał nawet komedye — w starszym zaś wieku 
zbiera podania o figlach czartowskich, strachach, dzi- 
wach, pojawianiu się duchów i zabawia tern opowia- 
daniem grono rodaków przebywających w Badenie 
pod Wiedniem. Zbiór tych fantastycznych powieści, 
którym autor zamierzał nadać tytuł zapożyczony od 
Klonowicza „Nowy worek Judasza", ogłoszony drukiem 
w 1852 r. u J. Czecha w Krakowie, p. t. „Wieczorów 
Badeóskich", choć ciężkiem pisany piórem, mieści wiele 
materyału legendowego i wiele tej starej filozofii pol- 
skiej, zagrzebanej w przysłowiach, podaniach, bajkach 
i powieściach. 

Ułożenie Słownika języka polskiego na wzór sło- 
wnika akademii Richelieuego we Francyi, to jedna 
z przewodnich myśU, jaką od lat wielu pielęgnował 
stary książę Czartoryski. Powraca do niej często w li- 
stach z rożnej daty. Obok • myśU Muzeum pamiątek 
narodowych, obok projektu bibliografii polskiej, obok 
wydania dawnych kronik polskich lub zakładania cza- 
sopism, jest ona jednym z kardynalnych punktów tego 
racyonalnie obmyślonego programu zadań, jakie miały 
stanowić fundament dla przyszłej budowli literatury 
i umiejętności w Polsce. Dla ratowania narodowości 
trzeba było przedewszystkiem uporządkować i zabez- 
pieczyć ten jej główny skarbiec i arsenał, jakim jest 
mowa ojców. 

Książę był filologiem i lingwistą, posiadał jak już 
wspomnieliśmy 17 języków i był nadto wielkim znawcą 
i miłośnikiem literatury i języka ojczystego. Niemało 



Digitized by VjOOQIC 



56 PUŁAWY. 



nam zostawił tęgo świadectw w pismach drukowanych 
i w korespondencjach z przyjaciółmi. 

Gdy nie powiodło się Czartoryskiemu skłonić war- 
szawskiego Towarzystwa przyjaciół nauk do wydawni- 
ctwa słownika polskiego, na szerszą i naukową miarę, 
zdołał on rozgrzać do tej myśli Ossolińskiego, posiada- 
jącego środki materyalne i odpowiedne zdolności, aby 
podzielić trud i nakład takiego przedsięwzięcia. 




Digitizecf by 



Google 



^ogumił Linde urodził się w Toruniu 1771 r., ojciec 
jego, z rzemiosła ślusarz, pochodził z Szwecyi, 
ale młody Linde otrzymał wychowanie niemieckie na 
uniwersytecie lipskim, tam zaczął pisać swe pierwsze 
rozprawy i tam zetknął się z Weissenhofem, Ignacym 
i Stanisławem Potockimi i z Niemcewiczem, a ponie- 
waż, z Torunia wyniósł nieco znajomości języka pol- 
skiego, używali oni go do tłómaczeń rzeczy polskich. 
Za sprawą Ignacego Potockiego przybywa po raz 
pierwszy Linde do Warszawy, podczas powstania 
w r. 1794. 

Rzecz dziwna zaiste, że ten który miał badać 
najgłębsze tajemnice mowy polskiej, pochodzenie słów, 
ich odmiany i odcienie, prowincyonalizmy, zbierać wy- 
razy przechowane w ustach ludu, oznaczać daty, gdy 
słowo jakieś wchodzi do języka literackiego, przykładać 
do filozofii mowy polskiej miarę porównawczą obcych 
językj6w, śledzić jej poki^ewieństwa z słowiańskiemi 
narzeczami, — nie był Polakiem, języka polskiego nie 
posiadał od młodości, uczył się go dopiero przystępu- 
jąc do dzieła, a do końca życia zachował niemiecki 
akcent i nie zdołał przełamać wszystkich trudności 
wymowy polskiej i polskiej głosowni. 



Digitized by VjOOQIC 



58 PUŁAWY. 



Wybór atoli okazał się szczęśliwy, a Linde obok nie- 
zmordowanej, prawdziwie niemieckiej ścisłości w pracy 
i pedantyzmu, przyniósł do żmudnego zadania sumien- 
ność z prawego płynącą charakteru. Z nader sympa- 
tycznej strony przedstawia nam się osobistość Lindego 
w korespondencyi z księciem jenerałem, która się za- 
wiązuje wr. 1801. Lubo książę zbliżył Lindego z Osso- 
lińskim i zachęcił do wspólnych pieniężnych na wy- 
dawnictwo ofiar, oraz do udziału naukowego, od dzieła 
się nie uchylił, owszem naczelne kierownictwo tego 
przedsięwzięcia z wielką gorliwością, do koóca speł- 
niał. Czartoryski wraz z Ossolińskim zawierają ugodę 
i spisują formalny kontrakt, zapewniający Lindemu 
perisyą na owe czasy dość wysoką 2000 guldenów, aż 
do ukończenia dzieła. Zobowiązują się nadto dostar- 
czyć funduszów na same publikacyą, za pomocą zbie- 
rania prenumeraty. Z narady wypływa, że najodpo- 
wiedniejszem miejscem dla przygotowawczych studyów 
jest Wiedeń, gdyż zdaniem księcia, „by zbadać język 
polski u źródła, trzeba poznać języki słowiańskie, a do 
tego najlepsza w Wiedniu sposobność". Lęka się nadto 
książę „bałamutnych wpływów gramatykarzy i pseudo- 
uczonych warszawskich, którzy coraz większe sprowa- 
dzają zamieszanie w pojęciach i skażenie języka". 
Zresztą w Wiedniu przeważnie przebywa Ossoliński, 
a książę jenerał częstym tam gościem. 

. Linde odwołuje się ciągle do rad księcia w kwe- 
styach języka, znaczenia różnych wyrazów i nalega, 
aby mu dostarczono pomocnika „tęgiego Polaka, bo 
ja czuję, że to przecież nie mój język ojczysty". Znać 
z listów, że stosunek z Ossolińskim coraz ściślejszy, 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLTlf^SKI I LINDE. 59 



nazywa go Linde: „mój hrabia", ale często narzeka, 
że „hrabia zbyt zaprzątnięty sprawami familii i ma- 
jątku, procesem z panią Worcelową, życiem świato- 
wem, a zwłaszcza biblioteką, mało mu przynosi pomocy''. 
To znów chwali w nim „miłość rzeczy ojczystych 
i znajomość ich gruntowną". Ossoliński wyjeżdżając 
z Wiednia 1 801 do Lwowa i Puław, zostawia w rękach 
Lindego testament, którym ustanawia księcia jenerała 
i jego sukcesorów kuratorem biblioteki. 

Za namową księcia, Linde bierze się do studyów 
słowiańskich. „Już przestudyowałem dyalekta: ragu- 
zański, kroacki, dalmacki, sklawoński, teraz się biorę 
do bośniackiego i do różnych odcieni ruskiego: tego, 
którym -mówią koło Przemyśla i tego, którym mówią 
na Ukrainie, Wołyniu itd.". 

Ztąd styczność z uczonymi słowiańskimi, na co 
książę w każdym liście nalega. Do Wiednia podówczas 
przybywa uczony, którego dotąd tylko nazwisko sło- 
wiańskie. „Spotkałem — pisze Linde — w bibliotece 
cesarskiej uczonego saskiego, który się nazywa Du- 
brawski, a nazwisko słowiańskie ma ztąd, że się uro- 
dził w Łużyczach nieopodal Drezna, gdzie są jeszcze 
gminy Wendów, pisuje on do gazety wychodzącej 
w Jena, a uniwersytet jeński wysłał go dla poszukiwań 
w archiwum w przedmiotach historycznych i filologi- 
cznych". 

Książę miał tę naturę, że nie mógł usłyszeć o ja- 
kimś badaczu, aby z nim nie szukać zetknięcia. Pisze 
więc do Dubrawskiego na ręce Lindego, namawia go, 
„aby się oddał lingwistyce słowiańskiej i zwraca jego 
uwagę na starożytne zabytki języka czeskiego „bez zna- 



Di^itizedbyCjOOClC 



60 PUŁAWY. 

jomości bowiem języka starych Czechów niepodobna 
zabierać się do pisania historyi czeskiego królestwa''. 
Linde odpowiada w zastępstwie Dubrawskiego, „tłóma- 
czyłem mu list księcia, bo Dubrawski nie rozumie po 
polsku, a źle po czesku ; mimo to rady WKMości . tra- 
fiają mu do przekonania i obiecuje zająć się sprawami 
dawnych Czechów". 

Stosunki z Dubrawskim przedłużają się, pisuje 
on jeszcze wyłącznie po niemiecku i pisuje do nie- 
mieckiej gazety w Jenie. Równocześnie Jan Po- 
tocki przebywający w Wiedniu inauguruje tam nie- 
tkniętą dotąd naukę porównawczej filologii słowiańskiej 
i w tym celu podejmuje liczne podróże, ogłasza mnó- 
stwo rozpraw będących dziś rzadkością bibliograficzną 
dla nielicznych egzemplarzy wydania — Dubrawski idzie 
za tym popędem i tak się zapala do starożytności 
słowiańskich, że wnet Potockiego prześciga i z nim 
polemizuje o niektóre szczegóły. 

Z księciem Czartoryskim osobiście się zaznajamia 
i tak ulega urokowi jego obcowania, że pod tym wpły- 
wem pisze szereg listów o literaturze polskiej i dru- 
kuje je zawsze w niemieckiej gazecie jeńsKiej. Listy te, 
przedrukowane jako osobna rozprawa w zbiorowem wy- 
dianiu dzieł Dubrawskiego, podpisuje autor pseudonimem 
jjPolofil^j a treść pełna sympatyi dla naszego narodu 
usprawiedliwia ten pseudonim, świadczy o tem także 
i ten szczegół, że Dubrawski zpośród licznych tytułów 
naukowych pod swojem imieniem na pierwszem miej- 
scu kładzie tytuł członka Towarzystwa przyjaciół nauk 
warszawskiego. Szczegóły tego zbliżenia wydobywamy 
z korespondencja Lindego; czyni także wzmiankę 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I LINDE. 61 

O stosunkach z Dubrawskim Jan Potocki. Dubrawski 
lubo. pisał poniemiecka, położył kamień węgielny pod 
budowlę odrodzenia na drogach nauki i piśmiennictwa 
narodu, skazanego na zagładę od wojen husyckich 
i bitwy pod Białą Górą — narodu, w którym wygasła 
wszelka iskra życia, a świat cały miał go za umarły. 
Za przykładem Dubrawskiego pójdą w Czechach Sza- 
farzyk i Hanka, a w Chorwacyi Kolar, oni pobudzą 
swemi badaniami młodszą generacyą uczonych i pisa- 
rzy narodowych, ten zastęp patryotów czeskich, który 
przed r. 1848 mógł o sobie powiedzieć zgromadziwszy 
się w jednym pokoju, że gdyby runął sufit, przywa- 
liłby ,wraz z nimi całą przyszłość narodową Czech. 

Dubrawski, Szafarzyk, Hanka i Kolar prześcignęli 
w badaniu starożytności słowiańskich uczonych pol- 
skich, ale godzi się przypomnieć, zkąd padła pierwsza 
iskra i pierwsza podnieta. Rzucili ją na samym po- 
czątku stulecia dwaj polscy uczeni: książę Czartoryski 
i Jan Potocki. Czy brali tylko stronę naukową, czy 
obejmowali doniosłość polityczną i narodową kwestyi 
słowiańskiej ? — bądź co bądź oni to pchnęU w tym 
kierunku pobratymców i dali pierwszy popęd słowiański, 
który następnie, przyznać to, niestety, trzeba, Polacy nie- 
dość pielęgnowali i z nim się nie łączyli. Gdyby ta inicya- 
tywa nie była tylko doraźną i indywidualną, ale była 
systematyczną i wytrwałą, stanowisko nasze wśród za- 
chodniej słowiańszczyzny stałoby się o wiele silniejsze. 
Ruch naukowy czeski tak spiesznie się rozwijał, że 
wnet język przechowany w ustach ludu, a tak zbli- 
żony do mowy polskiej z epoki piastowskiej, wydaje 
z siebie literaturę, staje się książkowym, choć mu 



Digitized by VjOOQIC 



62 PUŁAWY. 



zawsze braknie tej siły i piękności, jakie językowi pol- 
skiemu nadał rozkwit złotego wieku Zygmuntów i nie- 
przerwana jego literacka uprawa przez następne wieki. 
Język czeski da się porównać do wykopaliska z bardzo 
oddalonej i pierwotnej epoki, do starożytnego zabytku, 
mającego służyć do użytku dzisiejszego. Jednostki 
w Polsce za przykładem Czartoryskiego i Potockiego 
objawiają sympatye dla ruchu czeskiego, ale Polacy 
niedość zajmują się innemi plemionami i narzeczami 
pobratymczemi. Tymczasem Czesi rozwijają cywiliza- 
cyjną działalność i gdy my zaniedbujemy to pole, oni 
narzucają pisownię czeską Morawianom i Słowakom 
węgierskim, lubo mowa tych plemion dużo bliższa 
polskiej niż czeskiej. Nie czyńmy ztąd zarzutu Cze- 
chom, owszem pełne dla ich wytrwałości i dzielności 
uznanie, ale przyznajmy własną winę, choć nam 
przypada zasługa i^ zaszczyt pierwszej pobudki od- 
rodzenia zachodnio - słowiańskiego ruchu. Gdy ten 
posiew zaczął kiełkować, książę Czartoryski z ży- 
wem zajęciem zwracał się do tych objawów literatury 
pobratymczej, które jeszcze nie wyszły poza obręb in- 
dywidualnych zachodów kilku pisarzy. Tę sympatyą 
dla ruchu czeskiego i innych Słowian przekazał książę 
tym, którzy wzrośli pod jego bliższym wpływem. Książę 
Henryk Lubomirski, wychowujący się podówczas w Wie- 
dniu w domu księżny marszałków ej, przejął tę dążność 
od księcia jenerała, stwierdził ją, jako kurator bibli- 
oteki Ossolińskich, gdy Czesi zakładali Muzeum naro- 
dowe w Pradze, gorącem poparciem tej instytucyi, 
a przekazał znów w rodowej tradycyi te uczucia sy- 
nowi Jerzemu. 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIII^SKI I LINDE. 63 

Ta dążność księcia jenerała do zbliżenia się 
i wzbudzenia pewnej solidarności-, do ściślejszych sto- 
sunków na polu nauko wem i zamiany wzajemnych 
zdobyczy oddziałała także na koła literackie polskie. 
Zwłaszcza we Lwowie, gdzie wpływ księcia był bliższy, 
wielu z młodych pisarzy zabrało się do tej terra inco- 
gnita^ jaką dla Polski dotąd była Słowiańszczyzna. 

Poznaliśmy już charakterystyczną postać Zoryana 
Chodakowskiego, za nim pójdą młodsi pisarze, jak 
Wacław z Oleska, zbieracz legend i pieśni gminnych, 
bracia Borkowscy, August Bielowski, Lucyan Siemień- 
ski i Nabielak, tłómacze Rękopismu królodworskiego 
i Wyprawy Igora na Połowców. 

Nastaje chwila egzaltacyi słowiańskiej, mająca 
swój punkt kulminacyjny w roku 1848. Adam Ro- 
ściszewski dla sprawy słowiańskiej i czeskiej ponie- 
sie ofiarę pracy i mienia. Lecz rzecz charakterystyczna, 
iż wszyscy co sprawą słowiańską w Polsce się zajmują, 
występują jako adwokaci i protektorowie przeciw zbyt 
częstym uprzedzeniom opinii. W naszych stosunkach 
ze Słowianami zachodnimi zamało wzajemności, zamało 
starania, aby zapewnić wpływ Polaków i odpowiedne 
naszemu rozwojowi cywilizacyjnemu stanowisko w tym 
koncercie ludów pobratymczych — lecz albo małodu- 
szne uprzedzenia i lekceważenie tego ruchu, albo reak- 
cya jednostek, które znów przejmują się wyłącznie 
sprawą Czechów . jakby własną. Z bogatego skarbca 
rzucamy tam hojne ofiary, ale nie staramy się o zasi- 
lenie tego skarbca tem, co tam wyrasta często z na- 
szego posiewu. 



Digitized by VjOOQIC 



64 PUŁAWY. 



W tyra stosunku bywa jakaś wyniosłość i wspa- 
niałomyślność nie zawsze usprawiedliwiona, bo jeśli 
prawda, że literatura polska góruje ponad innemi, 
wyższym poziomem i nastrojem, to ilością, darem propa- 
gandy, pobudzeniem i wciągnięciem wielkich mas ludu, 
ruch umysłowy i literacki w Czechach sięga głębiej 
i wyrastając z dołu, porusza miliony. 

Lecz wróćmy do tej chwili, kiedy mecenas polski 
z okazyi słownika polskiego namawia pierwszego uczo- 
nego czeskiego, aby się po czesku nauczył. W domu 
Lindego w Wiedniu, gdzie książę i Ossoliński częstymi 
gośćmi bywali, tworzy się pierwsze ognisko słowiańskie. 
Trafiając w myśl swego protektora Linde donosi: 
„Krainczyki wystosowali do mnie adres i ogłosili go 
w gazecie berneńskiej. Nie nowina spotkać u mnie 
Czechów, Krainczyków, Dalmatów i t. p. Jedyne miej- 
sce do mojej pracy — Wiedeń, tak co. do ludzi, jak 
co do książek i druków. Gdzieżbym dostał tylu dzieł 
do rozmaitych dyalektów? Warszawa milczy i nic nie 
pomaga. Jedynie podtrzymują mię : opieka i ciągłe 
dobrodziejstwa księcia, pomoc i serce Ossolińskiego". 

Do pracy zabiera się jednak z rosnącem zamiło- 
waniem. „Co za prześliczna litera S — pisze — ale 
najtrudniejsza, szkoda, że zabałamucona z Z.^ To znów 
przy literze E dowiadujemy się, że „ramota" pochodzi 
od rosyjskiej „hramoty". 

W r. 1802 donosi Linde, że „słownik na ukoń- 
czeniu; rozpoczęty druk kosztować będzie 10.000 złr. 
ze względu na drogość papieru i rozmaitość druków. 
Z tych 2000 złr. daje Ossoliński, drogi, kochany mój 
hrabia, 1000 hr. Worcelowa, skutkiem ugody w proce- 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I LINDE. 65 

sie z Ossolińskim; coś się uzbiera z prenumeraty, aby 
reszta nie spadła wyłącznie na JWKsięcia". 

W liście z 13 kwietnia 1803 skarży się Linde 
najpierw, że spotkał go jakiś nieszczęśliwy przypadek, 
następnie na zmienność Ossolińskiego : „słowa jego — 
wiatr; obietnice — dym. Żli ludzie starają się zepsuć 
serce do mnie tego skądinąd znakomitego i szlache- 
tnego męża". 

Linde komunikuje księciu listy Staśzyca i Czac- 
kiego, którzy go wzywają do Warszawy i pyta „czy 
drukarnie warszawskie są opatrzone dostatecznie w pi- 
sma hebrajskie, greckie, cyrylijskie, głagolickie, mo- 
skiewskie, czesko-gockie ? we wszystkiem tem przebie- 
rać w Wiedniu i tu to mnóstwo słowian rozmaitych 
dyalektów do korekty, do parady^'. Poddaje się wy- 
rokowi księcia, czy drukować w Warszawie, czy zostać 
w Wiedniu. . 

Wiedeń w wrześniu 1803. Linde dziękuje księciu 
za słowniki rosyjskie i księgi nadesłane ; z Warszawy 
żadnej pomocy pieniężnej i literackiej, natomiast JW. 
Seweryn Potocki obiecuje wyjednać pieniądze z krajów 
zabranych. „Hrabia (Ossoliński) zabiera się do swego 
Zygmunta i biblioteki, a mnie popiera : trzeba go pod- 
grzewać, a tem są listy księcia". Wreszcie Linde de- 
cyduje się przenieść do Warszawy, a okolicznością, 
która w tem postanowieniu przeważyła, że rząd pruski 
ofiange mu tam posadę profesora przy Uceum, co ze 
względu na zapewnienie bytu rodziny nie jest do od- 
rzucenia. 

Z Warszawy też już datowany list 17 stycznia 1804. 
„Odpowiedź księcia co do liceum z duszy mi wydo* 

Puławy. T. III. 5 



Digitized by VjOÓQIC 



66 PUŁAWY. 

byta. Księgarz lipski Heyn, szwagier Góschena, pro- 
ponuje wziąć na siebie wydanie, a drukować w War- 
szawie". Książę Adam w Petersburgu przedłożył cesa- 
rzowi plan dzieła, Aleksander I. przeznaczył 500 du- 
katów, o czem książę Adam zawiadomił Lindego, 
dodając: ^pour votre encouragement^ . Linde wyraża 
wdzięczność księciu za tyle dobrodziejstw, których do- 
znaje od całej rodziny i pisze: „Brzmią mi w uszach 
słowa księcia: Linde! wydawaj! publikuj! biada, że 
w Warszawie brak książek". 

Wypadki .wojenne przerywają wydanie i kores- 
pondencyą. Wnet jednak cyfry kosztorysu wzrastają, 
oblicza je Linde w liście z Warszawy 20 grudnia 1 804 
na 15.000 talarów. „6000 papier, 5000 druk, 4000 
druki zagraniczne; na to zebrano wraz z sumą impe- 
ratorską 5000 talarów, które u bankiera Kustla złoży- 
łem. Bentkowski, kolaboiator liceum podjął się ko- 
rekty, 4 tal. od arkusza. Równocześnie wyjdzie podrę- 
czny słownik, Kopczyński powiedział na posiedzeniu 
Towarzystwa przyjaciół nauk mowę znakomitą o du- 
chu języka. Profesor poznański Kaulfus wydał dziełko 
cenne: y^Ueber den Geist der polnischen Sprucke^. 
JW. Stanisław Potocki mocno się bierze do , popierania 
dobrych dla Polaków widoków. 2 stycznia będzie ob- 
chód publicznego otwarcia naszej szkoły, które JW. 
minister mową polską zagai". 

Minister pruski Voss w piśmie pochlebnem prze- 
znacza Lindemu na rzecz słownika 300 tal. Książę 
jenerał zaś z listem zaszczytnym przesyła od siebie 
4000 talarów, jako prenumeratę na 133 egzemplarzy 
słownika. 



Digitized by VjOOQIC 



• OSSOŁIJ^SKI I UNDE. 67 

Warszawa 15 czerwca 1808 r. „Pierwszy tom 
w druku, na ukończeniu, arkusze posyłam. Za granicą 
u Niemców, Czechów, Słowian uznanie: przesłała mi 
je w bardzo pochlebnych wyrazach Akademia pragska, 
minister westfalski, Muller. Wśród rodaków mała tylko 
garstka się interesuje. Litwę i zabrane kraje potrze- 
baby zachęcić do prenumeraty, a tego dokonać tylko 
może najłaskawszy książę. Mozoła nad siły, a pamię- 
tać trzeba, że piszę słownik, nie encyklopedyą". 

Ossoliński niezadowolniony, że utracił tak dziel- 
nego w rzeczach naukowych pomocnika, skarży się 
w liście do księcia jenerała, „że Linde go opuścił, 
przyjąwszy od Prusaków rektoryum gimnazyum w War- 
szawie z 1200 talarów pensyi. Chwali jego gorliwość 
i naukę i nie wątpi, że i tam będzie użyteczny, ale się 
lęka przerządzania uczonych warszawskich w sprawach 
słownika". Gdy już powiodło się wspólnym zachodem 
księcia i Ossolińskiego zebrać znaczny fundusz na wy- 
danie słownika, jakkolwiek charakter Lindego wzbudza 
obu mecenasów zaufanie, potrzeba jednak zabezpie- 
czenia tego kapitału wobec innych dawców. Wtedy to 
postanowiono złożyć te sumy u bankiera, a w miarę 
postępu druku pokrywać koszt nakładu. 

Wreszcie ziściło się dawno żywione w umyśle 
księcia dzieło. Druk słownika, przerywany tylokrotnie 
wypadkami, dochodzi do skutku w roku 1810. Na 
pierwszej karcie umieścił Linde dedykacyę dla księcia 
Czartoryskiego, na drugiej dla hrabiego Ossolińskiego. 
Pomnikowe to dzieło połączyło na zawsze zasłużone 
imiona dwóch mecenasów. 

5* 



Digitized by VjOOQIC 



68 PUŁAWY. 



Po ukończeniu dzieła Towarzystwo przyjaciół 
nauk urządza dla Lindego huczną biesiadę; gdy krążą 
kielichy z toastami, Stanisław Staszyc w gorącej mo- 
wie rzuca myśl wzniesienia pomnika w Warszawie dla 
największej chwały naukowej narodu naszego, dla Ko- 
pernika, i na uczcie rozpoczyna się na ten cel pier- 
wsza składka. 

Wspólne starania w sprawie słownika coraz bar- 
dziej zespoliły Ossolińskiego z Puławami. Coraz gorli- 
wiej zajmując się zabezpieczeniem na wieczyste czasy 
biblioteki, którą zamierza oddać na użytek ogółu, pisze 
testament, wspomniany już w listach' Lindego i zapy- 
tuje księcia, azali w swojem i w swych sukcesorów 
imieniu przyjmie i pod jakiemi warunkami kuratoryą 
zakładu. 

Książę propozycyą: przyjmige, za co Ossoliński 
składa następującym listem podziękę: 

Wiedeń 5 września, 1803. 

„Niosę JO. Księciu Dobrodziejowi najprawdziwszej 
wdzięczności podziękowanie za to, żeś raczył przy- 
chylić się do układu względem biblioteki mojej. Uła- 
twiasz mi książę łaską swoją wykonanie najgorętszej 
mej chęci, żebym przecież jaką dla mego kraju zosta- 
wił pamiątkę. Projekt ustanowy niektórym konsyliarzom 
pokazałem. Nie przewidują oni trudności w otrzymaniu 
aprobaty. Kopie transakcyi mam honor WKMości prze- 
słać. Nie obejdzie się wszakże bez aprobaty agnatów 
najbliższych z ustanowy ordynacyi". 

J, Ossoliński, 



Digitized by VjOOQIC 



OSSOLIŃSKI I LINDE. 69 

Znać atoli, że wystąpiły niebawem nieprzewidy- 
wane trudności: Ossoliński fldeikomis kuratoryi chciał 
oprzeć na dziedzicznym majoracie, a czyniąc to z nie- 
zmierną przezornością, naznaczał cały szereg agnatów. 
Gdy nie postępowała sprawa ustanowienia ordynacyi 
z Sieniawszczyzny, Ossoliński wchodzi znów w układy 
z ordynacyą Zamoyskich, aby z nią połączyć kurato- 
ryę; rzecz się przewleka, a skutkiem wojny 1809 r. 
Lubelskie odłączone od Galicyi, przyłączone do Króle- 
stwa. Książę jenerał skłania Ossolińskiego, aby zawarł 
ugodę z ks. Henrykiem Lubomirskim, przekazując jego 
spadkobiercom kuratoryą, z warunkifem atoli utworze- 
nia Ordynacyi Przeworskiej. 

Ze streszczonej korespondencyi jakiż wysuwa się 
łańcuch prac naukowych i budzącego się ruchu — 
ogarnia on nietylko ziemie polskie, ale sięga daleko 
w ziemie słowiańskie — a pierwsze ogniwo tego łań- 
cucha znów w Puławach. 




Digitized by VjOOQIC 



Digitized by 



Google 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KEZEMIENIECKi 



(Wschodnie dzielnice. — Dom Czartoryskich wobec Litwy 
i Rusi. — Kuratorya Księcia Adama. — Udział księcia je- 
nerała. — Tadeusz Gzacki. — Stosunek do Puław. — 
Korespondencya z księciem jenerałem). 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by 



Google 




III. 




zieje porozbiorowe stwierdzają ten fakt, że 
gdy pod wpływem niekorzystnych warunków 
życie cywilizacyjne upada w jednej, to Opa- 
trzność dozwala dźwigać się mu w innej dzielnicy. 

W Warszawie w ciągu dwudziestu lat od r. 1795 
do kongresu po trzykroć zmieniały się rządy ; Kraków 
podobnym ulegał wpływom wypadków i zmianom sy- 
stemów, Galicya była polem próby dla germanizacyi. 
Wtedy wschodnie rusko-litewskie kraje przodują. Bujna 
to ziemia, o której już Stanisław Orzechowski zrobił 
to spostrzeżenie, że Ruś najwięcej dzielnych Rzeczy- 
pospolitej wydała synów. 

Nowy prąd postępu równie w kulturze umysło- 
wej społeczeństwa polskiego jak i w rozwoju ekono- 
micznym kraju, jaki z sobą przyniósł po dwuwiekowem 
uśpieniu wiek XVIII, stwierdził dobitnie prawdziwość 
owej uwagi Orzechowskiego. Nie rozdzielając mężów 
znakomitych na różnych polach działalności publicznej 
według miejsca urodzenia i prowincyi, która ich wy- 
dała, dostrzedz atoli można w ogólnym poziomie spo- 
łeczeństwa i jego zbiorowych usiłowaniach to zjawisko. 



Digitized by VjOOQIC 



74 PUŁAWY. 



Że postęp rozwijał się u nas w przeszłym i na po- 
czątku bieżącego wieku, nie jak zwykle bywa, z za- 
chodu na wschód, ale w kierunku odwrotnym. Wyłą- 
czając z tego obrachunku stolicę, w wyjątkowych 
oczywiście będącą warunkach*, jako centrum nowej 
zagranicznej kultury, dostrzeżemy za panowania Sta- 
nisława Augusta pewien zastój w Wielkopolsce i Ma- 
łopolsce. Kiedy na Litwie Ogiński własnym nakładem 
przekopuje dziesięciomilowy kanał, Tyzenhaus prze- 
prowadza cały szereg ekonomicznych reform, niezali- 
czający się do magnatów Butrymowicz, znany poseł 
wielkiego sejmu, buduje drogi i zamierza osuszać ba- 
gna w Piószczynie ; wielcy panowie na Wołyniu i Po- 
dolu budzą przemysł i zakładają fabryki, jak Józef 
Czartoryski, stolnik litewski, słynną fabrykę porcelany 
w Korcu i t. p. — w Koronie i jej ziemiach nie słychać 
zgoła o podobnych robotach publicznych, lub prywa- 
tnych przedsiębierstwach. Jakkolwiek obniżono świeżo 
zasługi Tyzenhauza (T. Korzon, Dzieje wewnętrzne 
Polski za Stanisława Augusta t. IV) sprowadzając je 
do pozornych i nieudolnych prób, pozostaje jednak 
niezaprzeczonem, że jego imię było dla współczesnych 
drogowskazem a dla następnego pokolenia stało się 
tradycyą w kierunku ekonomicznych usiłowań od wie- 
ków zaniedbanych. 

Już ten rozbudzony ruch ekonomiczny nie jest 
bez wpływu na stan oświaty, której rozwój idzie zawsze 
społem z podnoszącym się dobrobytem. Szkoły mnożą 
się w tych wschodnich prowincyach skutkiem posta- 
nowień sejmu r. 1786 i komisyi edukacyjnej. Zwłaszcza 
zaś książę jenerał wzorowo zorganizował licea w mia- 



Digitized by VjOOQIC 



^w: 



TADEUSZ CZACZKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 75 

Stach i rozwijał gorliwą czynność około szkół począt- 
kowych w mniejszych miasteczkach. 

I w reformach społecznych, do których hasło 
rzucili przewódcy wielkiego sejmu, nie dają się wy- 
przedzić wschodnie dzielnice; owszem, widzimy tu motu 
proprio przeprowadzane ulgi w stosunkach pańszczy- 
źnianych i szczere zajęcie się ludem, do czego przy- 
kład dają wielcy panowie, a przyznać trzeba, że je- 
dnym z pierwszych pod tym względem jest Szczęsny 
Potocki, wspomniany już Józef Czartoryski na Wołyniu, 
Ogiński, Tyzenhaus na Litwie, którzy w swoich do- 
brach czynią układy co do czynszów i danin, ułatwiają 
włościanom postęp w ich własnem gospodarstwie 
i zakładają jeszcze przed ostatnim rozbiorem szkółki 
i ochrony. W znacznej części te korzystne objawy 
przed i po rozbiorowe spieszniej się rozwijające poza 
linią Bugu, przypisać należy mnogości wielkich fortun 
i wielkopańskich domów. Jeżeli w dawniejszych cza- 
sach anarchii v prywaty przeważa szala win możno- 
władztwa polskiego, nie znajdującego granic swej dumy 
nad szalą grzechów szlachty, rozkochanej w wolności 
bez żadnego hamulca, to cywilizacyjny zwret od po- 
łowy XVIII stulecia idzie z góry, bo przynosi go prze- 
ważnie z zagranicznym polorem arystokracya, wycho- 
wana na cudzoziemskich wzorach. 

Weźmy całą literaturę pamiętnikową z końca prze- 
szłego i początku naszego stulecia, a okaże się, o ile 
ona jest bogatszą we wschodnich niż w zachodnich 
dzielnicach, o ile silniej bije w niej czysta krynica 
dobrych tradycyj, dawnych domowych cnót oraz scho- 
dzi posiew ducha reform. Kiedy się cofniemy o jedne 



Digitized by VjOOQIC 



76 PVLAW\. 



generacyą wcześniej, grozą i odrazą przejmuje nas 
obraz obyczajów i społeczeństwa tych dzietołc w pa- 
miętnikach Michałowskiego. Swawola często sięgająca 
do zbrodni, przeradza się w dobroduszną popularność 
szlachecką Radziwiłła Panie Kochanku, a ta tradycya, 
która nam jeszcze zostawia typy i pojęcia przekazane 
w pamiętnikach Soplicy, ustępuje innej, coraz to 
szlachetniejszej, co starczyć będzie na osnowę „Pana 
Tadeusza", który także jest pamiętnikiem i zwiercia- 
dłem społeczności szlacheckiej na Litwie. Podobne 
szlacheckie tradycye tak skrzętnie zbierane w zacho- 
dniej części kraju z opowiadań Benedykta Winnickiego, 
o tyle wydają się uboższe, a w opowiadaniach Nieczui 
stają się niemal wstrętne, bo przechowują tylko naj- 
gorszą stronę obyczajów z czasów saskich. 

Cała dziejowa przeszłość i stuletnie ciężkie przej- 
ścia stwierdzają, tę prawdę, że te trzy odmienne 
plemiona unią polityczną związane to są trzy etno- 
graficzne składniki, tylko w połączeniu stanowiące cy- 
wihzacyjną całość, razem tworząc jednolitą duchową 
indywidualność. 

Dom Czartoryskich zatarł już dawno specyabiie 
litewsko-ruskie piętno swego pierwotnego pochodzenia. 
Ku ziemiom ruskim, na Wołyń przenieśli wcześnie swe 
gniazdo tak Czartoryscy jak Sanguszkowie te odrośle 
Gedyminowego szczepu, gdy ustępowali zwolna Knia- 
ziowie z pnia rurykowego Zasławscy, Jazłowieccy, Wi- 
śniowieccy, Ostrogscy. Ku Rusi stare litewskie rody 
pociągała ta sama kolonizacyjna dążność, co szlachtę 
i panów małopolskich. 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 77 

Lubo Czartoryscy posiadają rozległe dzierżawy 
na Litwie i Rusi, a piszą się książętami na Klewaniu 
i Żukowie , punkt ciężkości • familii przeniósł się do 
Korony skutkiem związków małżeńskich z Morszty- 
nówną i Sieniawską, przeważnie jednak pod wpływem 
centralizującego się w stolicy życia politycznego, Woł- 
czyn, główna do niedawna rezydencya Czartoryskich 
leżał na pograniczu Litwy, Wołynia i Korony. Dwór 
księcia wojewody ruskiego werbował sobie klientów 
i dworzan we wszystkich porówno dzielnicach, ale 
wziąwszy w spuściźnie całą tradycyą domu Sieniaw- 
skich, ciężył więcej swym wpływem ku zachodniej cy- 
wilizacyi. 

Czartoryscy nie szli też w zawody z terytoryal- 
nym wpływem Radziwiłłów na Litwie, Potockich na 
Ukrainie; częste też porażki odnosi na sejmikach za 
Augusta III coraz to wpływowsza w stolicy partya 
familii — ponawiają się one za Stanisława Augusta, 
a klientela tej barwy lubo werbuje się z światlejszych 
obywateli nie zdoła zrównoważyć, choćby takiej bandy 
Albańczyków nieświeskich. 

Książę jenerał od młodości żyje pomiędzy szlachtą 
małopolską lub w kołach stołecznych. Bądź to z na- 
tury, bądźteż z wychowania kierowanego w tąj myśli, 
że w ustroju Rzeczypospolitej szlacheckiej potrzeba 
przedewszystkiem mieć dar jednania popularności, 
umiał lepiej ją sobie zdobywać, niż starzy dwaj ksią- 
żęta; piastował naprzemian mandaty poselskie ziemi 
lubelskiej, województwa ruskiego, i ziemi inflanckiej. 
Ku Litwie zwracał się z tą miłością potomka książąt 
litewskich, o jakiej wspomina Bohusz w cytowanym 



Digitized by VjOOQIC 



78 PUŁAWY, 



liście. Dwór też w Puławach zapełnia się Litwinami, 
dość wspomnieć nazwiska Kniaźnina, Niemcewicza, 
Skimbara, Siehenia, Spinka, Druziewicza, Lacha Szyr- 
my, Sienkiewicza i wielu innych ulubieńców księcia 
i jego wychowaóców. Predylekcya ta widoczna rozwija 
się atoli w tendencyi zaszczepienia na Litwie i Rusi 
nowych pojęć a nie daje tej przewagi, jaką zachowują 
ci, którzy stale rezydują w swych siedzibach odle- 
głych od Warszawy, koncentrując wkoło siebie całe 
życie prowincyi. 

W epoce rozbiorów ulega Litwa nagłemu prze-, 
obrażeniu. Książę Karol Panie Kochanku umiera bez- 
dzietnie; z nim ginie dawna tradycya hulaszczego 
możnowładztwa. Dom Radziwiłłów w rozbiciu, fortima 
w procesach, a główny jej spadkobierca, młody książę 
Dominik, wychowuje się w Puławach wraz z synami 
księcia jenerała i pod jego pieczą. Inne domy pań- 
skie: Sapiehów, Ogińskich, Tyszkiewiczów, przybierają 
zwolna nowoczesny, nieco cudzoziemski zakrój i koń- 
czy się ów związek patryarchalno-feudalny panów ze 
szlachtą z XVII i XVIII stulecia, który już w Koronie 
znikł za ostatniego panowania. 

Prędzej jeszcze ta zmiana w obyczajach nastę- 
puje na Wołyniu. Tu niema takich potentatów jak 
Radziwiłłowie, ale za to mnogość domów na krój 
melkopański, a w nich napływ emigracyi z czasów 
wielkiej rewolucyi rozszerza spiesznie obyczaj fran- 
cuski. 

Kiedy w Koronie ciągłe przemiany i wstrząśnie- 
nia, w zabranych prowincyach od kampanii 1792 r. 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 79 

dwadzieścia lat spokoju do kampanii 1812 r. Nowe 
rządy w jednym tylko kierunku wyznania ludu prze- 
prowadzają doraźnie dzieło asymilacyi, odrywając kilka 
milionów ludu wiejskiego od łączności z Rzymem. 
Fakt ten mija niemal niepostrzeżenie, wyższe warstwy 
przyjmują go z dziwną obojętnością, którą tłómaczy 
ogólny naówczas indyferentyzm religijny, oraz dawne 
szlacheckie zaniedbanie unii. Lacinnicy, pozostawieni 
w zupełnym spokoju, a wpływ 00. Jezuitów, prze- 
chowanych na Białej Rusi, ożywia i podnosi zwolna 
uczucie religijne. Litwa zachowuje swój statut, wie- 
kopomne dzieło Lwa Sapiehy, które przez dwa zgórą 
wieki było podstawą i regulatorem całego ustroju 
społecznego. Jenerał -gubernatorowie, nie wyjmując 
nawet księcia Repnina w Grodnie, okrom sekwe- 
strowania dóbr, jako środków represyi, nie podejmują 
planów wynarodowienia, a prowincye, zabranemi 
zwane, używają względnej swobody, a nawet w urzę- 
dach marszałków i wyborczych sejmikach szlacheckich 
mają niebawem odzyskać pozór autonomicznych in- 
stytucyj. 

Korzysta z tego kilku mężów ze szkoły Tyzen- 
hausa, aby posuwać projekta ekonomiczne lub sprawy 
dotyczące polepszenia bytu włościan. Kanclerz litew- 
ski, Joachim Chreptowicz, plamę targowicką starał 
się zmazać usługami obywatelskiemi ; kredytu swego 
w Petersburgu używa bądźto dla osłonięcia zwolen- 
ników konstytucyi 3 maja, jako tego dowiódł, przyj- 
mując administracyą zasekwestrowanych dóbr litewskich 
księcia jenerała, bądźteż znów krząta się w Petersburgu 



Digitized by VaOOQlC 



80 PUŁAWY. 



około spraw handlu i żeglugi na Wiśle i Niemnie, 
magazynów soli i t. p., i znosi się w tych kwestyach 
z księciem jenerałem, o ile potrzeba się okazuje współ- 
działania rządu austryackiego. Hr. Strojno wski, brat 
kanonika, który pełnił obowiązki za cara Pawła kura- 
tora uniwersytetu i szkół, zacny i światły obywatel 
zajmuje się sprawą włościan i pierwszy po rozbiorze 
podnosi nanowo myśl społecznych reform w duchu 
konstytucyi 3 maja, pisząc znane dzieło: „O uwłaszcze- 
niu włościan**. Ogół obywatelstwa na Litwie podziela te 
dążenia wbrew temu co twierdzą niektórzy, przypisu- 
jąc niechęć do Napoleona, a ufność Litwy do cesarza 
Aleksandra, pragnieniom zachowania pańszczyzny. Tak 
nie było, bo szlachta litewska w r. 1807 i w r. 1812 
przed samą kampanią francuską składała memoryały 
do cesarza Aleksandra o uregulowanie stosunków 
poddaóczych. To samo wyższe poczucie, ta dobra 
tradycya z czasów komisyi edukacyjnej i wielkiego 
sejmu, oraz gotowość obywatelstwa do ofiar objawiła 
się równocześnie na polu wychowania publicznego 
i przy organizacyi szkół. 

Hasło oświaty nadużywane w dzisiejszych czasach 
było na ppczątku naszego stulecia zupełną nowością. 
Gdy kraj nie opamiętał się jeszcze w swym pogror 
mie chcieć dźwigać ojczyznę przez szkołę i naukę, 
a w epoce wojennych i rewolucyjnych wstrząśnieó, 
gdy cała młodzież śpieszyła pod orły napoleońskie, 
wprowadzać program cywilizacyjnego dorobku, aby 
utrzymać prawo do życia i nie dać się prześcignąć 
innym narodom: to była zaiste myśl zdrowa i praw- 
dziwa, ale tak nowa że z podziwem i uznaniem zapi- 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 81 

sać należy jej zrozumienie i poparcie ofiarami przez 
ogół obywatelstwa. 

Niemniej zadziwiającą może się wydać ta aku- 
mulacya urzędów młodego męża stanu, którego przy- 
jaźń monarchy powołała do steru spraw zagranicznych 
całego państwa w czasach wielkich międzynarodowych 
kataklizmów. Książę Adam przyjmuje urząd ministra 
rosyjskiego, ale wyrabia sobie urząd kuratora szkół na 
Litwie i Wołyniu, a pisząc noty i kreśląc wielkie plany 
polityki państwa, układa równocześnie szczegółowy 
program reformy uniwersytetu i nowo zakładanych 
szkół w krajach polskich. 

Prawdziwą czy pozorną wyższość cywilizacyjną, 
jedyną rękojmię, że żywioł polski nie roztopi się w ro- 
syjskim, należało obecnie zabezpieczyć i spotęgować! 
Przedewszystkiem zaś w tych właśnie prowincyach, 
gdzie podkład ludowy ma różnice etnograficzne, języ- 
kowe i wyznaniowe, gdzie zetknięcie ich bezpośrednie, 
trzeba było tem usilniej wzmocnić ten wał cywilizacyi 
zachodniej, tę potęgę ducha i myśli rodzimej od prą- 
dów asymilacyi i niwelacyi. Teraz zrozumiemy łatwo, 
że minister spraw zagranicznych w Petersburgu, szczery 
wobec swego monarchy a wierny wobec swoich, w celu 
utwierdzenia politycznego kompromisu , tak usilnie 
pracował nad operatami kuratoryi wileńskiej i taką 
do tych prac organizacyjnych przywiązywał wagę. 

Kuratorya szkół stanowi osobny okres w życiu 
publicznem księcia Adama Czartoryskiego, jak osobny 
rozdział w dziejach wychowania, oświaty i literatury 
polskiej. Wymaga też specyalnego zbadania nietyle 

Puławy T. III. 6 



Digitized by VjOOQIC 



82 PUŁAWY. 



dla nauki historyi, ile dla praktycznego pożytku w pe- 
dagogii narodowej. 

W archiwum biblioteki Czartoryskich znajduje się 
kilkanaście woluminów, obejmujących wszystkie akta 
i korespondencye dotyczące kuratoryi litewsko-wołyń- 
skiej z czasów urzędowania ks. Adama. Nie wyzyska- 
liśmy tych woluminów, świadomi, że one winny stać 
się podstawą odrębnego dzieła osobną stanowiącego 
całość. 

W biograficznych szkicach, jakie nam się tu 
przesuwają, nie możemy atoli pominąć Krzemieńca 
i Wilna, zwłaszcza, że nie samym tylko urzędem księ- 
cia Adama przeważny wpływ Czartoryskich tu nazna- 
czony. Jeśli w polityce poszedł syn odrębną koleją, to 
w tych cywilizacyjnych zadaniach wziął książę Adam 
spuściznę po przodkach, i na każdym kroku spotyka 
ślad poprzednich starań i zachodów księcia jenerała. 

Pozostawiając przyszłości opracowanie archiwum 
kuratoryi szkół do osobnego dzieła, otworzymy tylko 
korespondencye starego księcia z Wilnem i Krzemień- 
cem, a wnet przekonamy się, że władza kuratora 
w Petersburgu w zamierzonej reformie szkół i uniwer- 
sytetu, w tem działaniu cywilizacyjnego odrodzenia, 
nietylko szukała rady i współdziałania Puław, ale opie- 
rała się na tradycyi rodowej, którą przechowywał i nie 
przestał rozwijać dawny organizator szkół i komisyi 
edukacyjnej, twórca i szef słynnej szkoły kadetów. 

Plany syna łączyły się tutaj z bliższym wpływem 
a i obfitszem doświadczeniem ojca, który posiadał 
zmysł pedagogiczny a szedł ustawicznie z ogólnym ru- 
chem naukowym. 



Digitized by VjOOQIC 



i 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA ICRZEMIENIECKA. 



83 



Jeszcze książę Adam nie zajął w Petersburgu 
urzędowego stanowiska, zaledwie przed parą miesią- 
cami powrócił z Włoch , przywołany przez cesarza 
Aleksandra, kiedy książę jenerał przesyła mu obszerny 
memoryał dotyczący spraw akademii wileńskiej. 




Digitized by VjOOQIC 




-w^rww^wwww^ 



[auim poznamy skład uniwersytetu i nowe siły 
do niego powołane, musimy zboczyć na Wołyń, 
gdyż mąż, który tam zdobył sobie wśród oby- 
watelstwa przywództwo moralne, był wspólnikiem 
wszystkich planów i działań dwóch Czartoryskich. 
Twórca liceum krzemienieckiego zastępował często- 
kroć księcia kuratora w nadzorze nad uniwersytetem, 
zjeżdżał tam często w specyalnych misyach godzenia 
sporów i przeprowadzania reform, pełnił zaś obowiązki 
wizytatora w trzech guberniach wielkorządztwa kijow- 
skiego. Nie będzie rzeczą zbyteczną poprzedzić stre- 
szczenie długoletniej korespondencyi kilkoma datami 
biograficznemi, bo lubo zasługi tego męża nie uległy 
zapomnieniu — postać jego nie jest dziś dość ogóbiie 
znaną. 

Syn Feliksa podczaszego koronnego i Katarzyny 
z Małachowskich, córki kanclerza, urodził się Tadeusz 
Gzacki w Porycku w r. 1 765 w pierwszym roku pa- 
nowania Stanisława Augusta. O trzydzieści lat młod- 
szy od księcia jenerała a starszy o lat piętnaście od 
jego syna Adama, ogniwem bliskiej przyjaźni i wspól- 
nych prac łączył niejako te dwa pokolenia. 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 85 

Jak wiele innych starych rodzin, które przeno- 
sząc się z zachodu na wschód wyrastały ponad po- 
ziom szlachecki, podobnie i Czaccy dopiero gdy 
w XVII wieku z Wielkopolski przenieśli się na Wo- 
łyń, doszli tutaj do pańskiej fortuny, krzeseł senator- 
skich i związków z domami Sanguszków, Krasińskich, 
Tarnowskich, Małachowskich. Ojciec Tadeusza, pan 
podczaszy Czacki, zaokrąglił fortunę nabytkiem Bru- 
siłowa, wzniósł pałac i piękny kościół w Porycku, 
a w życiu publicznem na początku panowania Stani- 
sława Augusta odgrywał głośną rolę. Postać to starej 
daty, obrońca dawnych swobód i przywilejów, nie- 
chętny dla reform konstytucyjnych, zwłaszcza zaś prze- 
ciwnik reformy edukacyjnej Stanisława Konarskiego, 
z którym nawet wdał się w pisemne rozprawy, podej- 
rzywąjąc jego ortodoksyą ; gorliwy katolik i wielki far- 
mazonów i wszelkich nowinek nieprzyjaciel, gorący 
przytem miłośnik ojczyzny, był on przedstawicielem 
tych uczuć i pojęć, jakie miały przewagę wśród kon- 
federatów barskich. To też gdy konfederacya wybu- 
chła, pana podczaszego Czackiego uwięziono i przez 
siedem lat trzymano go bądź w Brodach, bądźto pod 
dozorem jenerała rosyjskiego Stoffla w Połonnem; 
mimo głośnego upominania się biskupów i senatorów 
na sejmach o jego uwolnienie. 

Tadeusz w dzieciństwie utracił matkę, był po- 
zbawiony opieki uwięzionego ojca; zastąpił ją stryj, 
Franciszek Czacki, strażnik w. koronny i starosta no- 
wogrodzki, ożeniony z Kunegundą księżniczką San- 
guszkówną, marszałkówną w. litewską. Dom stryjostwa 
w Boremlu był prowadzony na stopę wielkopańską. 



Digitized by VjOOQIC 



86 PTJŁAWY. 



Franciszek Czacki miał pojęcia bardziej od brata po- 
stępowe, a jego małżonka była jedną ź najwykwin- 
tniejszych dam owego czasu, zabawiała się literaturą, 
biorąc z wzorów francuskich to, co zdrowsze i z wiarą 
zgodne, tłómaczyła bowiem na polskie Massillona. Po- 
bożną była badycya całego rodu; a Tadeusz dziec- 
kiem był uczestnikiem pięknej uroczystości, gdy obraz 
cudowny Pana Jezusa sami członkowie rodziny Czac- 
kich przenosili na ramionach do nowo zbudowanej 
cerkwi w Boremlu. 

Młodzieńca po początkowych naukach domowych, 
odwiózł stryj do Gdańska i dodał mu za mentora 
O. Grodzickiego jezuitę. 

Wcześnie jednak przerwały się studya. Tadeusz 
Czacki nie uczęszczał na żaden uniwersytet, nie po- 
dróżował w młodości za granicą a ten erudyt i odno- 
wiciel nauk w Polsce był autodydaktą w pełnem zna- 
czeniu tego słowa — sam sobie wszystko zawdzięczał. 
Gdy już w 19 roku życia wstąpił na arenę polityczną, 
uczył się i badał samodzielnie, głównie za poradą 
i kierunkiem Naruszewicza, Albertrandego, pod. wpły- 
wem zachęcającego zawsze księcia jenerała Czarto- 
ryskiego. / 

Pierwsze występy publiczne i pierwsze pisma 
Czackiego zwiastowały raczej statystę, biegłego w spra- 
wach ekonomii politycznej, handlu, górnictwa, żeglugi 
i prawodawstwa krajowego, niżeli uczonego badacza 
i historyka. W roku 1784 Stanisław August powołuje 
młodego Czackiego do nowej magistratury przez siebie 
stworzonej, a mającej na celu podniesienie górnictwa. 
Jako członek tej komisyi, kruszcową zwanej, po utra- 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 87 

cie salin wielickich i bocheńskich, odpadłych pier- 
wszym podziałem do Austryi, Czacki zajmuje się urzą- 
dzeniem eksploatacyi soli warzonki w Busku. Z po- 
mocą sprowadzonego przez króla z Saksonii geologa 
hr. Beusta, organizuje kopalnie w Krzesławicach, 6u- 
miennicy, Zborowie, a w Bejściach zamiast soli od- 
krywa sodę siarczaną. Za przyzwoleniem sejmu wysyła 
za granicę dla kształcenia się w górnictwie kilku mło- 
dzieży, a między nimi Jana Mieroszowskiego, Okra- 
szewskiego i Łukasza Gołębiowskiego, przyszłego bi- 
bliotekarza w Porycku. 

Zachody te umiejętnie podjęte, zwróciły uwagę 
króla oraz podskarbiego koronnego, czyli ministra 
skarbu Kossowskiego, na zdolności Czackiego. To też, 
gdy wstąpił. do sejmu 1788 r. jako poseł, powołano 
go do komisyi skarbu, gdzie wnet rozwija szersze po- 
glądy i praktyczne zasady co do stanu ekonomicznego 
kraju. Siostrzeniec marszałka Małachowskiego i wielki 
jego cnót publicznych wielbiciel- '), mieszkał w jego 
domu w czasie wielkiego sejmu a więc w samem 
ognisku stronnictwa patryotycznego. Biegły znawca 
prawodawstwa polskiego i badacz praw litewskich, 
nie we wszystkiem podzielał projekt konstytucyi 3 maja; 
spierał się wielce o niektóre zasady z Hugonem Koł- 
łątajem i jak sam wyznaje głosował na konstytucyą 
przez to tylko poczucie, aby upragnionej nie psuć 
zgody. 

^) „Klęknąłem przed tą rzadką duszą i dziękowaleui 
niebn^ że mi dozwoliło nazywać się jego krewnym **, pisze 
Czacki o Stanisławie Małachowskim, w jednym ze swoich 
listów. 



Digitized by VjOOQIC 



88 PUŁAWY. 



Sejmowi przekładał Czacki projekt reformy ustaw 
co do żydów, w duchu znanej swej o żydach roz- 
prawy, a głównem jego dążeniem było, aby ludność 
starozakonną zwrócić do rolnictwa i w ten sposób 
wyrwać jej monopol handlu, oraz odjąć wyłączność 
szczepu przez przywiązanie do ziemi. Czacki wysłany 
w roku 1787 do Mołdawii, przeprowadza układy z księ- 
ciem Ypsylantem w sprawach handlowych, a zwłaszcza 
eksportu gorzałki i innych produktów gospodarstwa 
polskiego a w liście, opisującym tę handlowo-dyplo- 
matyczną misyą do Stanisława Małachowskiego, mar- 
szałka sejmu, rozwija bardzo zdrowe i praktyczne 
poglądy ekonomiczne. Po drodze lustruje domy kwa- 
rantanny przeciw zarazie, która zawsze od ściany tu- 
reckiej wdzierała się do południowych prowincyj ; domy 
te zbudowali swoim kosztem Lanckoroński w Żwańcu, 
Szczęsny Potocki w Mohylowie, Aleksander Lubomir- 
ski w Bałcie a Prot Potocki w Jampolu. Gdy kwestyą 
spławu rzek zaczęto się gorliwie zajmować w tćj epoce 
ocknienia się ducha inicyatywy ekonomicznej i cywi- 
lizacyjnej i jakby przedzgonnego rozbudzenia, Czacki 
ofiaruje 10.000 czerwonych złotych celem wydania 
hydraulicznej mapy Polski i Litwy. Mapa ta znajdiye 
się dziś w Petersburgu. Inna ogólna mapa Polski we- 
dług wspólnego planu Jana Śniadeckiego i Tadeusza 
Czackiego nie została wykończoną. Przy tak rozległej 
działalności pohtyka, legisty i ekonomisty, objawia już 
zamiłowanie historyi, poszukiwań archiwalnych i sta- 
ranności o zachowanie pomników i dzieł sztuki. Wi- 
dzimy go też często w Krakowie lub Wilnie, pobudza- 
jącego uczonych i duchowieństwo w tym kierunku. 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 89 

Oto pokrótce Czackiego zasługi z epoki przedrozbio- 
rowej, które odznacza Stanisław August starostwem 
nowogrodzkiem, orderami Orła białego i św. Stani- 
sława, oraz oznakami przyjaźni, którą mu dochowuje, 
gdy już tron opuścił, utrzymując częstą z Czackim 
korespondencyą i jednając mu względy następcy tronu 
W. ks. Pawła. 

Po ostatnim rozbiorze oskarżony, jakoby był pod- 
skarbim Kościuszki w czasie powstania, skazany na 
konfiskatę kluczów Ostróg i Brusiłów, sam zaś Po- 
ryck ulega sekwestrowi. Udaje się wtedy do Peters- 
burga, gdzie spotyka dwóch młodych Czartoryskich; 
ale podróż ta bezskuteczna, bo cesarzowa Katarzyna, 
gdy Czacki ukazał się na balu dworskim, zapytała: 
„co tu robi ten polski Jakobin ?^ Lecz po jej zgonie car 
Paweł, dobrze przez Stanisława Augusta uprzedzony, 
podpisuje ukaz zwrotu dóbr Czackiego. 

Powaga i popularność Czackiego w kraju była 
już wielką; to też szlachta gubernii kijowskiej wybiera 
go na przewodnika deputacyi, udającej się na koro- 
nacyą do Moskwy. Czacki wiezie 'memoryał szlachty 
trzech gubernii własnej redakcyi, a wyrażający prośbę 
o amnestyą dla zesłanych na Sybir, o zaprowadzenie 
obieralnych marszałków gubemialnych i powiatowych 
i inne reformy. Memoryał złożony na ręce księcia Ku- 
rakina, został pomyślnym uwieńczony skutkiem. Po- 
wracają wygnańcy z Syberyi a między nimi wołyniacy, 
jenerał Kopeć, Pawsza, Bohusz, Horodeński, Oskierko, 
Charzewscy, ks. Bułhak, Gorzkowski ; z ich opowiadań 
okazuje się, że Czacki mimo grożącej konfiskaty wła- 
snego majątku, zdołał znaleźć drogę i środki do przesy- 



Digitized by VjOOQIC 



90 PUŁAWY. 



łek pieniędzy i książek w czasie ich wygnania. Insty- 
tucya marszałków i sejmiki wyborcze niemało także 
podnoszą mir Czackiego jako pierwszego inicyatora tej 
myśli; bo przywracają pozorną autonomią i reprezen- 
tacyą stanu przywykłego od wieków do życia publi- 
cznego. 

Gdy cesarz Paweł wraz z małżonką podjął po- 
dróż po dzielnicach świeżo przyłączonych, powołał do 
swego boku Czackiego, który też starał się zwrócić 
uwagę monarchy na wiele potrzeb kraju, lub wnosił 
instancye w sprawach prywatnych. Odtąd ma Czacki 
stanowisko polityczne lubo bez urzędu i tytułu ; Ko- 
rona i opinia kraju uważają Czackiego za- reprezen- 
tanta Wołynia. Jenerał gubernator Bekleszew zasięga 
często zdania Czackiego, zwłaszcza w sprawach han- 
dlu, a zaufanie jego u Rosyan tak się wzmaga, że 
obywatele rosyjscy szukają jego pośrednictwa w kwe- 
styi likwikacyi banku Prota Potockiego. 

Polityk atoli i ekonomista, w tych warunkach tak 
niepewnych i niewdzięcznych, ustępuje miejsca uczo- 
nemu. Czacki zamyka się w Porycku i zaczyna gro- 
madzić bibliotekę z właściwym sobie zmysłem jej 
pomnożenia. Wspomnieliśmy już o zażyłych jego sto- 
sunkach ze Stanisławem Augustem, odnowionych 
w Petersburgu. „Prawo mocniejszego tron ci odjęło — 
pisze doń Czacki 24 kwietnia 1797 — ale wspaniałego 
imienia dobroczyńcy nauk wdzięczna potomność zwy- 
ciężonych i zwyciężających narodów Tobie nie od- 
mówi". 

Po takim wstępie podnosi przyszły założyciel 
szkoły krzemienieckiej sprawę archiwum królewskiego, 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKl I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 91 



tak zwanych tek Naruszewiczowskich. Pozostawały 
one jeszcze w Warszawie pod zarządem Albertran- 
dego. Stanisław August w odpowiedzi oświadcza, aby 
przechowane u Albertrandego, przeszły na własność 
biblioteki popyckiej. Zaznaczyć tu winniśmy, że nie 
jest to nabytek, ale dar prawdziwie królewski, ostatni 
czyn króla-jeńca, zwrócony ku ojczyźnie. Stanisław 
August w liście do Czackiego z Petersburga dołączył 
te pochlebne wyrazy: 

„Będzie niegdyś dla potomności naszej wdzięcznie 
pamiętną, że dobry obywatel, gdy w smutnych ojczy- 
zny okolicznościach nie mógł jej podług żądania swego 
urzędowania służyć, w pracowitem zaciszu jednak dni 
swoje trawi na tem, co jakimkolwiek sposobem dla 
tej powszechnej matki naszej użytecznem stać się 
może''. 

W ciągłych podróżach po kraju nabiera już sławy 
„owego nowożytnego Atylli", jak p. Tadeusza żartobli- 
wie w Krakowie nazwano, co wszędzie dosięgnie, byle 
swe zbiory wzbogacić. Współ-konkurencya i wzajemna 
pomoc z fundatorką świątyni Sybilli odnawia dawne 
stosunki przyjaźni i sprowadza często Czackiego do 
Puław, gdzie jego przybycie bywało wielką uroczysto- 
ścią. W tych zagonach, jakie zapuszcza za rzeczami, 
dotyczącemi dziejów Polski, dociera nawet do Berlina 
i uzyskuje od króla Fryderyka Wilhelma pozwolenie 
odpisów z archiwum królewskiego. 

Raz jeszcze występuje Czacki jako praktyczny 
ekonomista, zawiązuje towarzystwo handlowe w celu 
ułatwienia transportu zboża i innych produktów mo- 
rzem. Do tej spółki należeli z Czackim: Stanisław 



Digitized by VjOOQIC 



92 PUŁAWY. 



Sołtyk, Józef Drzewiecki i Michał Walicki. Niemała to 
była uroczystość, gdy pierwszy okręt towarzystwa no- 
szący nazwę „Tadeusza Czackiego'' wypłynął 9 lipca 
roku 1803 z portu odeskiego do Tryestu; przy tej 
uroczystości był obecny gubernator Odessy, książę Ri- 
chelieu. 

Lecz nadeszła właśnie chwila, kiedy rozrzucona 
na różnych polach działalność pana starosty nowo- 
grodzkiego miała zjednoczyć się w jednem, wielkiem, 
a całą duszą umiłowanem przedsięwzięciu. Ks. Adam 
Czartoryski, minister-pomocnik w gabinecie petersbur- 
skim obejmuje 3 kwietnia 1803 kuratoryą szkół na 
Litwie i w trzech małoruskich guberniach- Czacki ró- 
wnocześnie mianowany wizytatorem w trzech guber- 
niach. 

Czacki odzywa się do dawnego przyjaciela: 

„W ręku Waszej Książęcej Mości jest złożony los 
szczęścia lub niedoli. Chęć dobra, ofiara z majątku lub 
miłości własnej niesioną będzie w hołdzie. Lecz cno- 
tliwej gorliwości kierunek do Ciebie należy. Już karta 
historyi jest dla W. K. Mości gotowa. Tu sądzić będą 
narody Augusta i Mecenasa. Jest jedna chwila uwień- 
czenia sławy panującego i szczęścia kraju w wycho- 
waniu, bo miną pokolenia, a potomek dobroczynnego 
rodu Jagiellonów , nie będzie przy sterze oświe- 
cenia ..." 

Plan liceum wołyńskiego odrazu powstaje w umy- 
śle Czackiego, a bierze się do dzieła pod godłem : „Bóg 
i Wołyń wszystko zrobią". 

Gdy jeszcze kwestya funduszów nie była uregu- 
lowana, a dopiero w lat kilka później za sprawą księ- 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CRACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 93 



ćia kuratora ustanowione zostały komisye, mające re- 
windykować resztki dóbr pojezuickich na rzecz szkół, 
Czacki wzywa współobywateli do ofiar. 

Głos jego budzi niezmierną ofiarność w całem spo- 
łeczeństwie, które czuło potrzebę poświęcenia. Zamiary 
Czackiego wspierają najgorliwiej na Wołyniu: Adam 
Rzewuski, Filip Olizar, Aleksander Chodkiewicz, Wa- 
cław Boreyko, Michał Sobański, Józef Drzewiecki, Ka- 
jetan Proskura, Jan Chojecki. Możniejsi, jak: Potoccy 
z Tulczyna, Czartoryscy, Sanguszkowie, Jabłonowscy, 
Braniccy, Fryderyk Moszyński śpieszą z fundacyami. 

Plan nowej szkoły poddaje Czacki pod rozpozna- 
nie księcia jenerała ziem podolskich, Ignacego Potoc- 
kiego, Hugona Kołłątaja i Jana Śniadeckiego. Książę 
kurator z zapałem popiera utworzenie liceum, które 
też otwartem zostaje w październiku r. 1805. 

Dary do muzeum i biblioteki spływają obficie; 
nowe życie, nowy powstaje ruch w całej dzielnicy. 
Już teraz plany Czackiego nie ograniczają się na 
liceum krzemienieckie, ale sięgają do tworzenia szkół 
parafialnych po całym kraju. Duchowieństwo rzymsko- 
katolickie postanawia na zebraniu w Łucku zakładać 
szkołę w każdej parafii, a Czacki otrzymuje od różnych 
obywateli fundusze na 38 szkół parafialnych w gubemii 
wołyńskiej, 26 w podolskiej, 15 w kijowskiej. 

Dzielniejszego sojusznika nie mógł znaleźć książę 
kurator, ale też i Czacki doznaje jego gorliwej opieki 
a czynnej pomocy i rady szuka ustawicznie u starego 
ks. jenerała w Puławach. Jak ścisły węzeł łączył tych 
dwóch mężów, niech sam Czacki opowie. W archi- 
wum puławskiem przechowały się tylko listy Czackiego, 



Digitized by VjOOQIC 



94 PUŁAWY. 



a nie mamy odpowiedzi ks. jenerała; listy te świadczą, 
że założyciel szkoły krzemienieckiej uznawał nad sobą 
jakby zwierzchnictwo nioralne dawnego założyciela 
szkoły kadetów, że równie w pracach swych nauko- 
wych odnosił się ustawicznie do jego zdania. Coro- 
cznie po każdym egzaminie i każdej uroczystości w swej 
ukochanej szkole przesyła Gzacki do Puław sprawo- 
zdanie o jej rozwoju i postępach uczniów. Z długich 
korespondencyj wyjmujemy fakta i ważniejsze ustępy. 

Poryck 8 kwietnia 1804 r. 

„Plan szkoły przesłałem W. K. Mości na ręce 
marszałka Potockiego ; chluba jest wykonywać i uprze- 
dzać zlecenia Księcia, on jest dziedzicem sławy i cnót 
obywatelskich ojca**. Przechodząc do materyj nauko- 
wych pyta: „czy w bibliotece puławskiej nie można 
odnaleźć śladu, czy biskup Zadzik pisał historyą 
polską ?" 

Poryck 20 paździrrnika 1805 r., nazajutrz po 
otwarciu nowego Uceum : 

„Hołd, który poświęciłem w mojej mowie przy 
otwarciu gimnazyum był czysty, był powszechny od 
wszystkich wołyniaków. Nasza ziemia jest ojczyzną 
W. K. Mości'*. Przesyła ekspedycyą do ks. Adama. 

Poryck 26 lipca 1806 r. 

„Ośmielam się W. K. Mości przesłać moją mowę, 
którą miałem teraz w Krzemieńcu, jedne z czytanych 
rozpraw i wykład materyi, z których egzaminowano. 
W mojej mowie ogłaszałem - prawidła , których od 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOLĄ KRZEMIENIECKA. 95 



W. K. Mości nauczyłem się. Rzuciłem, że tak rzekę, prze- 
kleństwo na tłok francuskich guwernerów, rozważyłem 
pożytki z publicznej i prywatnej edukacyi. W progra- 
mie wykładów czuję brak literatury. W Puławach jest 
przyczyna tego smutnego wypadku, który teraz się na- 
grodzi. W wykładach przybywają teraz ekonomia po- 
lityczna, dyplomatyka podług prawideł Getterera, logika, 
nie idąc do transcendentalnej filozofii, którą wyższej 
zostawiamy szkole, gramatyka filozoficzna języków 
a szczególniej słowiańskich, historya nauk, prawo kra- 
jowe, cywilne i kryminalne, nakoniec gimnastyczne 
talenta. Mniemam, że tak urządzona szkoła pod ści- 
słym dozorem, ożywiona prawidłami honoru i energią, 
którą daje narodowość, uczyni korzyść prawdziwą. 
Taka wiadomość jest winnym hołdem W. K. Mości, 
a jego ukontentowanie będzie największą dla mnie 
nagrodą". 

Niepokoi atoli Czackiego wzmianka w Uście ks. 
jenerała do marszałkowej Mniszchowej, aby jej wnuka 
oddać do wyższego gimnazyum i zapytuje: „co mo- 
jemu brakuje do zupełnej edukacyi? Gotowi są nau- 
czyciele do języków hebrajskiego, chaldejskiego i arab- 
skiego, do włoskiego i angielskiego, metr muzyki, 
dawaną będzie nawet literatura muzyczna. Biblioteka 
i zbiory nasze są znane. Zaczęliśmy florę wołyńską 
i wojaż mineralogiczny, smutną jest bowiem rzeczą 
wiedzieć, co wydaje Afryka, a nie wiedzieć, co nasza 
ziemia zawiera. Wiele razy co ważnego przedsiębiorę, 
zwracam oczy ku Puławom i pytam się: co kochany 
nasz książę powie, czy znajdzie mnie dość gorliwym 



Digitized by VjOOQIC 



96 PUŁAWY. 

i zdatnym do wykonania obszernego planu udoskona- 
lenia nowych pokoleń''. 

Wyraża wreszcie Czacki gorąco prośbę i nadzieję 
odwiedzania Krzemieńca, czemu się też niebawem stało 
zadosyć, bo książę jenerał w tymże samym roku pod 
jesień puścił się w podróż na Wołyń, odwiedził przy- 
jaciela w Porycku i z nim podążył do Krzemieńca. 
Grono obywateli wołyńskich, którzy hojnym datkiem 
przyłożyli się do fundacyi i rozwoju szkoły, zgroma- 
dziło się, aby powitać i uczcić Nestora i Mecenasa 
polskiego. Młodzież wystąpiła z popisem, a książę wy- 
rażał podziw, którego trudno nie podzielać, że w trzech 
latach staraniem jednego męża, ofiarami jednej pro- 
wincyi stanęła szkoła o tak szerokim programie nauk 
i tak wzorowem kierownictwie. 

Korespondencya między Poryckiem a Puławami 
od spraw liceum przechodzi często do przedmiotów 
naukowych i kwestyj historycznych, zwłaszcza, że 
ciągła tu odbywa się zamiana duplikatów, rzadkich 
książek lub też kopij rękopisów. Książę jenerał zamie- 
rzał napisać historyą Zygmunta Augusta, lubo nie 
czuł do tego króla żadnej predylekcyi. Czacki do tej 
pracy przesyła mu wykaz źródeł rękopiśmiennych. 
Bibhoteka porycka zawierała bowiem ze zbiorów Na- 
ruszewiczowskich, ciągle przez Czackiego uzupełnia- 
nych, sto kilkadziesiąt tomów in folio dokumentów do 
panowania obu Zygmuntów. Odpisów dla księcia je- 
nerała podjął się Łukasz Gołębiowski. 

W tćj sprawie pisze Czacki 27 grudnia 1808 r.: 

„Materyał uporządkowania nie będzie trudny, 
szafy się kończą, w kwietniu zacznę z pak wyjmować 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZAPKI I SZKOŁA KR ZEMIENIECKA. 97 

i układać. Drukuję teraz w Wilnie rozprawę, którą 
czytałem na odnowienie roku szkolnego w Krzemieńcu: 
„Czy prawo rzymskie było zasadą prawa Litwy i Pol- 
sW. Paradoksa drukiem upowszechnione w Warsza- 
wie, Lwowie i Wiedniu zniewoliły mnie do napisania 
tej ważnej dysertacyi. Znajdziesz w niej W. Ks. Mość 
materyały do historyi literatury naszej". 

Pomiędzy młodzieżą, która początkowemi pracami 
zwróciła uwagę księcia jenerała, był także uczeń wi- 
leński, następnie nauczyciel w Świsłoczy, Joachim Le- 
lewel Poniżej znajdą czytelnicy listy świadczące, jak 
książę narzucał się z opieką początkującemu history- 
kowi, którą przyszły przeciwnik polityczny domu Czar- 
toryskich niechętnie przyjmował. Lelewel zamierzał 
usunąć się w zacisze domu swego stryja na wsi, gdy 
nominacya na profesora historyi w liceum krzemie- 
nieckiem, zniewoliła go do spóźnionej odpowiedzi na 
kilka listów i przesyłek księcia jenerała. Podobnie jak 
Śniadecki w Wilnie, Czacki w Krzemieńcu z pewną 
nieufnością i surową krytyką przyjmują pierwsze prace 
tego, który miał stać się mistrzem nowej szkoły histo- 
rycznej, a Czacki rozwija tu swe poglądy na smutny 
stan dziejoznawstwa krajowego. 

Poryck 9 marca 1809 r, 

„Oddałem list W. K. Mości Lelewelowi, najła- 
skawsze i ręką mistrza pisane ostrzeżenia. Rozprawa 
jego „O początkach narodu litewskiego" wykazige jak 
wiele rzeczy nie znał, a Naruszewicza zbyt śmiało 
sądzi. Pocóż mamy szukać domniemanych, kiedy 
w późniejszych wiekach mamy pewność; pocóż uczci- 

Puławy. T. III. 7 



Digitized by VjOOQIC 



98 PUŁAWY. 



wie i pracowicie mamy próżnować? Pozwalamy, aby 
bezczelnie Rulhiere kłamał, aby Parthenay wszystko 
opuszczał o Auguście II, co było ważnem, aby Coyer 
w miarę małej swojej znajomości uwiadamiał o Ja- 
nie III. Zygmunt III, świadek, ale nie sprawca wiel- 
kich dzieł, osądzony z wypadków za jego panowania, 
okrytym był pochwałami Jezuitów, zarzutami prote- 
stantów, nie jest osądzony wraz z współczesnymi urzę- 
dnikami i wadami rządu. Stefan przemawia do pokoleń 
dziełami swemi, lecz Heidensteina pismo, relacye Pos- 
sewina i kilka ksiąg dorywczo wydanych, nie oddały 
dostatecznie czci pokoleń. O słabościach nawet Hen- 
ryka, o układach jego o koronę za panowania poprze- 
dnika mało jest wiadomo. O Zygmuncie Auguście, jako 
królu i prywatnym nawet człowieku chcemy napróżno 
u Górnickiego się dowiedzieć. W Sulikowskiego po- 
grzebowej mowie znajdujemy ważne szczegóły w hi- 
storyi nie umieszczone. W Ustach jego w Lipsku dru- 
kowanych widzimy drobiny niegodne króla. Może 
dziejopis Wapowski, gdyby było całe jego dzieło, byłby 
dokładniej mówił o Zygmuncie I, a tak przestawać 
musimy na niedorzecznych czterech księgach Staro- 
wolskiego, które drukowane 1616 r., między rzadkości 
liczą się. Mając tak wiele luk i niedostatków chcemy 
koniecznie pisać o tych epokach, kiedy jeden barba- 
rzyniec drugiego wypędzał". 

Uwaga trafna, do dziśdnia podobno nieprzeda- 
wniona, pomimo, że wiele luk już odtąd zapełnionych. 
„Nie wiedząc co i jak umie Lelewel — pisze dalej 
Czacki — nie wiem jakie mu dać przepisy. Ferrand 
nauczyć go powinien o obowiązkach dziejopisa i celu 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZAC KI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 99 

dziejów. Oswoić go potrzeba z wzorami, których za- 
pewne nie dosięgnie. (Za wzór Czacki cytuje Henry 
historyą Anglii i Hume'a). Podobno każdy przyzna, że 
w nowszej historyi pisać nie można piórem Tacyta 
lub Liwiusza, bo historyą rozumu ludzkiego w odkry- 
ciach nie składała część jej pracy, bo oni pisali 
o wypadkach' w mieście lub o wyprawach panującego 
w świecie mocarza, bo odległe narody tyle ich inte- 
resowały, ile konieczny miały związek z tem państwem 
i bo namnożyły się podziały potrzeb i wiadomości 
ludzkich, o których pióro dziejopisa dziś zapomnieć 
nie może". 

„Dokładność, skrupulatne badanie, bezstronne 
świadectwo ważone na szaU rozsądku, powinny być 
cechą pisarza, a w pisaniu zachować trzeba prawidło, 
które tyle razy nam było powtarzane, a Ludwik Kro- 
pióski odnawia: 

Pisz i maż; pisz, odczytaj, maż wiele, pisz mało. 
Nie łudź się nieznających lub grzecznych pochwałą. 

„Lecz czyż godzi mi się w tej materyi pisać, 
gdziem tylko wyrok W, K. Mości szanować powinien. 
Paki z tekami Naruszewiczowskiemi już odbite i księgi 
w szafach umieszczone". 

Czacki dodaje w sprawie odpisów co do historyi 
Augusta : 

„Wszystko co mam w bibliotece jest na rozkazy 
księcia. Do panowania Zygmuntów ojca i syna, tomów 
przeszło 100. Oryginałów, które dlatego, że mają pie- 
częcie, nie są w księgach, kilkaset, zacząwszy od ory- 
ginału elekcyi Zygmunta I, aż do testamentu Zygmunta 

7* 



Digitized by VjOOQIC 



100 PUŁAWY 



Augusta. Oryginał nadaniai Prus Albertowi ma przy- 
najmniej 200 pieczęci. Nadto kopij zrobionych z woli 
króla, różnych tranzakcyj publicznych i aktów zagra- 
nicznych około 70. Z posłuszeństwem synowskiem 
wypełnię wszystko, co mi zleconem będzie". 

List powyższy snąć wywołał dalszą dyskusyą, 
odnoszącą się do systematycznego opracowania najwa- 
żniejszych działów historyi, a Gzacki, zachęcony przez 
księcia jenerała, donosi w liście z dnia 16 kwietnia 
1809 roku: 

„Uznałeś W. K. Mość, że mój plan pisania hi- 
storyi odpowiada potrzebie czytelnika i ułatwia poję- 
cia — zacząłem już układać wstęp. 

„Nie godzi się kaleczyć język i znieważać logikę, 
jak niektóre pisma czynią w Warszawie. Kocham Niem- 
cewicza, lecz dumy jego o Kazimierzu Mnichu, a na- 
wet o Bolesławie Śmiałym darować nie mogę. 

„Lelewel przyjechał, mało umie, lecz jest pra- 
cowity". 

Gzacki układa mu cały program czytania histo- 
ryków obcych dla wzorów i oddaje mu do strzeżenia 
medale. 

„Smutna jest rzecz, że ani do historyi, ani do 
literatury, ani do numizmatyki, ani do prawa nie mamy 
Polaków — formować ich dopiero potrzeba". 

Ks. Adam, który już opuścił Petersburg i złożył 
urząd ministra, zachowawszy urząd kuratora, kiedy 
w Księstwie Warszawskiem i Galicyi toczy się wojna, 
uchyliwszy się dobrowolnie od wszelkiej politycznej 
akcyi, zjeżdża do Krzemieńca i lustruje Uceum, o czem 
Gzacki donosi 13 sierpnia 1809 roku: 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ C ZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 101 

„Przez 7 dni miałem szczęście mieć w Krze- 
mieńcu kochanego kuratora. Wyższy nad lata swoje 
był i miał być sędzią nauczycielów i uczniów. Zaczęto 
Imię jego powtarzać obok imienia W. K. Mości. Osą- 
dził dostatecznie sposób nasz nauczania, poznawał 
pożytki pedagogiczne i w najłaskawszym sposobie tłó- 
maczył swoje ukontentowanie. O gdyby Krzemieniec 
znów miał szczęście ujrzenia W. K. Mości powtórnie, 
wiedziałbyś najszacowniejszy książę, czy ta młodzież 
jest młodzieżą nadziei". 

Rzecz charakterystyczna, że w chwili wojennych 
wypadków zupełne w listach Czackiego milczenie o po- 
litycznych sprawach, a nadzieja patryotycznego serca 
zwrócona wyłącznie ku postępom młodzieży w naukach. 

„Na popisie dla kuratora — dodaje Czacki nie 
bez chluby — uczniowie z czwartej klasy tłómaczyli 
Pindara, odczytywano napisy na kamieniach z najda- 
wniejszych epok, a w francuskim i angielskim języku 
uczniowie nasi nie mają wymowy (akcentu). 

„Lelewela sposobię; książki nadeszły z* War- 
szawy — jakieżto bezbożne języka naszego kaleczenie!'^ 

W liście z Porycka 4 kwietnia 1810 r., znów 
dyskusya o Zygmuncie Auguście, Gzacki zwraca uwagę 
księcia, piszącego jego monografią na ważność War- 
szewickiego. 

Książę umieszcza w Krzemieńcu Kossowskiego 
i płaci zań 100 fl. za mieszkanie i opiekę u prefekta, 
Gzacki zapewnia: 

„Syn dawnego mego prezesa a zgasłej ojczyzny 
ministra, będzij zawsze pod mojem okiem; dwaj sy- 
nowie poczciwego Bernatowicza, jednego z plenipo- 



Digitized by VjOOQIC 



102 PUŁAWY. 



tentów księcia, mają wygodę, matka za nich płaci po 
1,200 złp.\ 

Książę jenerał wydał w r. 1810 w Wilnie u Za- 
wadzkiego „Myśli Dantyszka* — Czackl tak autora 
anonima odgaduje w pochlebnych metaforach: 

„Przysłana książeczka jest dziełem człowieka, 
który urodzeniem swojem uświetnił Gdańsk, a świa- 
tłem i cnotą swoją umniejszał nieszczęścia i wady 
kraju swojego. Kto wspomni w jakim czasie zbrodnia 
i nie wiadomość otaczała jego ^kolebkę, pierwsze lata 
domowego i publicznego życia, a cnotę i naukę miał 
tylko przed sobą; kto wspomni, że on był pierwszy, 
co korony nie żądał, a wawrzyny uczonym rozdawał, 
uczonych sposobił, honor i wiadomość w korpusie ka- 
detów , umieścił , w komisyi edukacyjnej pracował, 
a każdą godzinę ojczyźnie i dobru ludzi oddał, widzi 
przykład poświęcenia siebie, widzi co cnota i nauka 
w ścisłem przymierzu będąc, może wśród powsze- 
chnego zepsucia i skażenia czynić. Kto jest z nas, 
który •dobroczynnego wpływu Twoich starań najsza- 
nowniejszy Książę nie otrzymał. . . Krzemieniec godzien 
jest Twojej łaski". 

Opuszczając w ogóle w cytacyach z korespon- 
dencyi dziękczynienia, pochwały i napuszyste komple- 
menta; nie pominęliśmy tego ustępu, bo zpod pióra 
Czackiego, który stanowiskiem i charakterem, oraz po- 
ważnym swym nastrojem wolny jest od podejrzenia 
o czcze pochlebstwa — pochwała, choć stylem przesa- 
dnym, ma atoli znaczenie rzetelnego świadectwa. 

Korespondencya między dwoma mężami, przo- 
dującymi w naukowym ruchu, staje się coraz częstszą. 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KKZEIMIENIECKA: 103 

Gromadzenie dwóch bibliotek i zbiorów w Puławach 
i Porycku, zamiana ksiąg, rad i zdań ścieśnia coraz 
bardziej stosunki". 

„Z niczego bibliotekę do 24,000 tomów przypro- 
wadziłem — pisze Gzacki 24 kwietnia 1810 — czuję 
jednak ubóstwo wielkie obok znakomitszych bogactw. 
Wyciągi księciu posyła Gołębiowski. 

„Ossoliński niewiele napisał a może i niewiele 
napisze. Od lat piętnastu Zygmunta I maluje, a jeszcze 
farb nie roztarł i tylko je ma w kilku muszlach. Po- 
słałem mu wszystkie wyciągi, czytałem zaczętą histo- 
ryą — rzekłem: zbiór materyałów wyborny, lecz daj 
życie pismu, nie zostawiaj Zygmunta na katafalku przez 
41 lat panowania". 

„Napisałem rozprawę o rokoszu między Glinia- 
nami a Lwowem -— donosi 10 czerwca 1810 r. — 
Rokosz pochodzi od rok i kosz (termin i obóz). Od 
roku 1515 zniknął porządek w obradach, bo trzeba 
było jednomyślności senatorów i posłów. Przepowia- 
dali Tęczyński kasztelan i Tomicki, biskup krakowski, 
że ta swoboda zbliży naród do upadku. Wzmagająca 
się przewaga Bony nad umysłem męża, kłócenie Zy- 
gmunta Augusta z Elżbietą wzmaga się. Szydłowiecki 
1534, Tomicki 1538 umarli. Nie miał się kto oprzeć 
mocy nierządu. Lekki człowiek, mierny poeta, a łakomy 
biskup, Krzycki, był prymasem. Wierszyki i rozmowy 
wystawiały, króla i dwór na lekkie ważenie. Polska 
nie miała od kilku lat króla, bo siedział na Litwie, 
a znała zapasy dwóch możnowładców Jana z Tar- 
nowa i Piotra Kmity. Pierwszy miał wielkie zasługi 
jako hetman — drugi miał trafność dworaka, przy- 



Digitized by VjOOQIC 



104 PUŁAWY. 

mioty buntownika. Tarnowski z nieprzyjaciela Bony 
stał się jej skinień wykonawcą. Kmita chciał dać uczuć 
królowi, że on jest panem serc ziomków. Dwaj się 
kłócili, a naród cierpiał: Wstydną jest rzeczą czytać 
skargi, które już na sejmie 1536 r. były podane... 
Jadę na rozkaz syna do Wilna*. 

. y,Do Zygmunta Augusta 200 arkuszy wypisanych. 
Młody Mniszech z profesorem Czechem jedzie do Ba- 
den. Kossowskiego powierzyłem Słowackiemu. Uczci- 
wość, rozsądek i piękne talenta, są tego nauczyciela 
cóchą. Jest uczonym a nie pedantem, siedzi ustawnie 
nad autorami, którym wieki cześć oddały, lecz zna 
ludzi i z nimi obejść się umie. Szczęśliwym siebie na- 
zywa, że będzie mógł zawierzeniu W. K. Mości od- 
powiedzieć". 

Wiadomo nam już, że książę był opiekunem Kos- 
sowskiego, a Mniszech, urodzony z Poniatowskiej, był 
jego bhskim krewnym. O popisie w liceum zdaje sprawę 
jak corocznie Gzacki 12 sierpnia 1810 r. i wykazuje 
szczegółowo przedmioty egzaminu. 

„Mniemam, że W. K. Mość z pociechą widzisz, 
jak coraz mocniej Wołynianie postępują w naukach. 
Pochlebiam sobie, że i rysunki map podobać się mo- 
gły. Zakładamy w Krzemieńcu drukarnią. Ważne dzieła 
będą się tu drukować. Raczyłeś W. K. Mość uenać 
potrzebę drukarni w Krzemieńcu, oświadczyłeś mi 
w Puławach przyłożyć się do tego ustanowienia. Do 
mnie należy donieść o potrzebie i czekać dalszych 
rozkazów". 

Niedługo czekał Gzacki, bo w wrześniu przesyła go- 
rące dzięki za dobrodziejstwa ustawiczne dla Krzemieńca: 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 105 

„Pracować będzie nasza szkoła, aby potwierdziła 
zaufanie, które raczyłeś w niej położyć. Dantyszka 
myśli w kilkudziesięciu egzemplarzach rozdane mło- 
dzieży. W drukarni krzemienieckiej gotujemy kopią 
Marcina Galla. Próżnowanie nie będzie grzechem Krze- 
mieńca''. 

Lecz kiedy liceum Czackiego stoi u szczytu swego 
rozwoju, nowe gromadzą się chmury nad głową jego 
założyciela. A nie było to poraź pierwszy. Już bowiem 
przed trzema laty w roku 1807, gdy książę Adam od 
władzy się usuwał, a inne wpływy i stronnictwa w Ro- 
syi brały górę, próbowano w osobie Czackiego dosię- 
gnąć całego systemu wychowania w duchu narodowym. 
W tym celu dawne wznowiono oskarżenia, a nowy 
gubernator wojenny kijowski, Goleniszew, oświadczył 
.mu bez podania powodów, że jest życzeniem rządu, 
aby zwiedził uniwersytet charkowski. Nie przewidując 
do czego to zmierza, Czacki pojechał do Charkowa, 
gościnnie przez profesorów przyjęty, ale gdy chciał 
powracać odmówiono mu paszportu. Była to więc po- 
prostu próba wygnania, która trwała trzy tygodnie. 
Czacki przesłał list pełen godności do cesarza, przed- 
stawiając całą swoje przeszłość i nie tając uczuć, 
które go ożywiały. Skutkiem tego listu z Charkowa 
odwieziono Czackiego do Petersburga pod strażą, zło- 
żono nań sąd, w którym zasiadali Lopuchin, minister 
sprawiedliwości, ks. Kuczubey, minister spraw zagra- 
nicznych i Nowosilców. Wyrok cesarski był nietylko 
uniewinniejiiem , ale pochwałą zasług dla państwa 
i swej narodowości. W trzy lata później te same sprę- 
żyny i intrygi użyły atoli innego środka. Nadeszła do 



Digitized by VjOOQIC 



106 PUŁAWY. 



Petersburga jakaś denuncyacya, skutkiem której zjeż- 
dżała do Krzemieńca jakaś komisya śledcza z Peters- 
burga. Położenie stawało się groźnem, bo już nie było 
w Petersburgu księcia Adama a kuratoryą pełnił w jego 
zastępstwie Czacki; jego sprawa to sprawa krzemie- 
nieckiej szkoły i Wilna, to zamach na wszystkie insty- 
tucye publicznego wychowania. 

„Książę kurator — pisze Czacki do Puław 20 paź- 
dziernika 1810 roku — pokaże W. K. Mości reskrypt 
monarchy. Wszystko się wstrząsa a może i wywraca. 
Niech na mnie spadają pioruny, lecz niech edukacya 
nie upada, niech nasze prace szczęśliwy otrzymają 
skutek. Zniknie moja sposobność służenia ziomkom. 
Zasady oświecenia, dyploma i porządek rzeczy ustę- 
pują wyznaczeniu komisyi, w której gubernator, pre- 
zesem, sowietnik i prokurator członkami. Gorycze są 
wszędzie dla mnia. Kiedy upadnie budowa, jeszcze 
na mnie sarkać będą. Książę! szacunek tak czcigo- 
dnego obywatela jak Ty, ojca nowego prawdziwie po- 
kolenia, słodzić będzie dnie smutku zbliżone do roz- 
paczy. Nie wiem czyby list W. K. Mości do imperatora 
nie otworzył mu oczu". 

Gzy list księcia Czartoryskiego odniósł skutek, 
czy też sprawa cała była dziełem miejscowych władz, 
dość, że i tym razem grom nie spadł na głowę Cza- 
ckiego i nie rozburzył jego budowli. Owszem, cesarz 
kazał wstrzymać działanie komisyi, a na dowód swego 
uznania pozwolił obywatelom wołyńskim wybić medal 
na uczczenie założyciela liceum. Medal ma po jednej 
stronie Minerwę, budzącą laską geniusza nauk, a w pro- 
mieniach światła imię Aleksandra, w kole napis: hoc 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 107 

■>■ - , 

lumine resplendeł, geniumgue litterarum excitat (Tern 
światłem jaśnieje i geniusza nauk obudzą). Na od- 
wrotnej stronie popiersie Tadeusza Czackiego z napisem: 
Grati cives Yolhyniae in memoriam sempiternam. 

Książę jenerał z powodu tej sprawy pisze do 
Czackiego : 

,Ile żółcią i wzgardą obruszyło się serce moje 
na tych, którzy mieli chęć i zamiar zamieszania spo- 
sobności obywatela, wystawującego wzór cnoty po- 
święcenia wszelkich osobistych względów powszechnym 
korzyściom, tyle serce moje uczuło radości, dowiadu- 
jące się o zniszczeniu tych układów. Stałość szlachetna 
i obstawanie przy cnocie i niewinności marszałków 
i obywateli gubernii wołyńskiej równą mi przyniosło 
pociechę". 

W następnych listach Czackiego już niema 
wzmianki, ani o przebytych kłopotach, groźbach i ko- 
misyach, ani o zaszczytnem odznaczeniu medalem 
współobywateh. Ze zdwojonym zapałem powraca do 
spraw Hceum i zajmuje się założeniem dziennika. Książę 
jenerał oddawna czynił w tym kierunku starania, po- 
pierał dzienniki powstające w Warszawie, ale zraża 
go wnet kaleczenie języka i płytkość treści, jaką się 
publicystyka warszawska odznacza, przykłada się do 
założenia dziennika w Wilnie, jako organu uniwersy- 
tetu, ale żaden z ludzi naukowych nie chce poświęcać 
czasu zawodowi publicystycznemu : teraz nowa próba 
w Krzemieńcu. 

„Gdy uniwersytet wziął Słowackiego — donosi 
Czacki 16 września 1811 — sprowadziłem Aloizego 
Felińskiego, znanego ze swych prac literackich i do- 



Digitized by VjOOQIC 



108 PUŁAWY. 



brej zaajomości literatury. Dziennik zacznie wychodzić 
w styczniu pod redakcyą Felińskiego, i ja i Kropiński 
ręczymy, że w ośmiu guberniach, w Księstwie i w Ga- 
licyi jedyny, który rozsądek z gustem i z pracą złączy. . 
Gdy Wilno dziennika nie ma, wydział cały tak wiel- 
kiego niedostatku cierpieć nie może. Wilno i Krzemie- 
niec są pod rozkazami kochanego kuratora. Gzy star- 
sze, czy młodsze dzieci coś dobrego uczynią, równą 
protekcyą, równie ciekawem zaszczyci przyjęciem". 

Polecając projektowany dziennik opiece i hojno- 
ści księcia jenerała, przesyła mu Gzacki swoje roz- 
prawę „o mazowieckich prawach" oraz rozprawę pro- 
fesora Olędzkiego. 

Do terytóryum objętego kuratoryą księcia Adama 
należał i sam Kijów, gdzie obok ludności małoruskiej 
i żywiołu rosyjskiego, żywioł polski był podówczas 
liczny i silny. Z poleceniem księcia kuratora udaje się 
na lustracyą szkół do Kijowa Gzacki w październiku 
1811 r. Nie zapomina tu o świątyni Sybilli, której front 
inkrustowany pamiątkowemi kamieniami z różnych hi- 
storycznych budowli. „Dostałem cegłę ze złotej bramy 
kijowskiej , czy mam złożyć księciu , czy fundatorce 
kościółka Sybilli ?** 

„Nigdy w Ławrze peczerskiej nie było" szkoły. 
W monasterze brackim na Podolu Hulewiczówna ufun- 
dowała 1615 r. szkołę grecką, łacińską i ruską i to są 
owe szkoły kijpwskie, które Teofan Prokopowicz pod- 
niósł, a Piotr Wielki zamienił na akademią. Wizyto- 
wałem ją z rozkazu kochanego kuratora i ministra. 
Godna jest cofnąć się do wieku niezgrabnego schola- 
stycy zmu. Monaster bracki w tym roku zgorzał; uczniów 



Digitized byLjOOClC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOLĄ KRZEMIENIECKA. 109 

było 1055 z powinności synów popowskich. Żaden 
z nich skoropisu nie umiał czytać". 

Na nalegania księcia obiecuje wyszukać mło- 
dzieńca z uczniów krzemienieckich do czytania starych 
latopisów i dokumentów ruskich. 

„Do tego czasu — dodaje Czacki — monarcha 
i minister nic nie wyrzekli o komisyi na mnie nazna- 
czonej. Uzbrajam się w cierpliwość i tej cnoty życzę 
księciu ojcu i księciu synowi". 

Ostatni to list Czackiego, przechowany w archi- 
wum puławskiem. Nastąpiła wojna 1812 r., która unie- 
możebniła komunikacye, a przerywała wątek tych myśli 
i zadań naukowych, jakie stanowiły osnowę korespon- 
dencyi dwóch uczonych przyjaciół, milczących zupełnie 
o sprawach pohtyki i wojny, które wstrząsały pod- 
stawami świata! 

Zaledwie straszna minęła wojna, Czacki znów 
powraca do swoich cywilizacyjnych zadań i otwiera 
nowe gimnazyum w Kijowie z wykładem polskim. 
Przy tej uroczystości ma mowę o pojednaniu na- 
rodów. 

W powrocie z Kijowa spotyka w Dubnie księcia 
Adama, który po ciężkich walkach wewnętrznych i kię 
skach publicznych zamierzał znów podjąć nanowo te 
same prace, które dzielił z Czackim. Lecz nagła cho- 
roba miała w kilku dniach pozbawić najdzielniejszego 
wspólnika tylu myśli i dzieł. Czacki umiera w Dubnie 
8 lutego 1813 r. w 58 roku życia, a więc w pełnej 
jeszcze sile wieku. 

Szkoła krzemieniecka po 8 latach jego kierowni- 
ctwa miała żyć tradycyą swego fundatora, który tem 



Digitized by VjOOQIC 



110 PUŁAWY. 



dziełem utworzył epokę w historyi wewnętrznej Wo- 
łynia. 

Jeśli pokolenie szkoły kadetów, wychowane pod 
okiem ks. jenerała, zdobyło sobie orężem kartę w hi- 
storyi, jeśli inną zapisać miała twórcza generacya mii- 
wersytetu wileńskiego, to i wychowańcy liceum krze- 
mienieckiego , choć sławą pierwszym i drugim nie 
dorównali, nie minęli bez zasług i śladów w życiu 
obywatelskiem i cywilizacyjnem. 

Wołyń i Podole żyło długo tradycyą i tym zaso- 
bem nauki wyniesionej z Krzemieńca. I była odrębna 
cecha i piętno, po których można było poznać scho- 
dzących już dziś z widowni uczniów szkoły krzemie- 
nieckiej. Nie sam tylko plan nauk, na owe czasy bardzo 
wysoki, nawpół uniwersyteckiej skali był zasługą twórcy 
i kierownika tej szkoły; ale było tam coś ważniejszego, 
niż sama nauka, a o czem dzisiejsi zapominają peda- 
gogowie, było wychowanie w najszerszem znaczeniu 
tego słowa. Szkoła nietylko nie odejmowała tego, co 
daje dom rodzicielski, przeciwnie w uczniach roz- 
wijała to wszystko, co dzisiejsza szkoła tak często, 
jakby z umysłu zaciera. A więc najpierw zwracano 
baczną uwagę na ogładę zewnętrzną, na sztukę obej- 
ścia, zachowania się z ludźmi i prawidła światowe, 
bo jeżeli te kwestye form nie zastąpią próżni wewnę- 
trznej, gdy zaniedbana podstawa moralna i wykształ- 
cenie umysłu, to znów bez nich nauka traci urok, 
a one są artystycznem wykończeniem człowieka. W Krze- 
mieńcu osiadło wiele rodzin, których synowie kształcili 
się w liceum, a w tych domach przyjęcia i zabawy 
stosowane były do potrzeb młodocianego meku, aby 



Digitized by VjOOQIC 



TADEUSZ CZACKI I SZKOŁA KRZEMIENIECKA. 1 1 1 

nie przeszkadzać nauce, a dawać jednak możność na- 
brania ogłady i prawideł światowości. Ważniejszem 
jednak byłg od tych zebrań poza szkołą w domach 
poważnych, gdzie rozmowa kształciła, czuwanie profe- 
sorów. Wielkie też powstało między młodzieżą krze- 
mieniecką braterstwo, bez stowarzyszeń, a tem bardziej 
bez tajnych związków; wobec zaś. przełożonych, zwła- 
szcza wizytatora Czackiego, uczucie zaufania i synow- 
skiej miłości. Do utrzymania tych karbów i ożywienia 
tych uczuć przyczyniały się dwa, dziś jednak zanie- 
dbane środki pedagogiczne: mundury studentów i pu- 
bliczne popisy z rozdzielaniem nagród. Egzamina 
krzemienieckie bywały uroczystością dla całego Wo- 
łynia ; z bijącem sercem młodzież oczekiwała tego dnia, 
kiedy zjeżdżał się liczny zastęp obywatelstwa i ducho- 
wnych, kiedy pan Gzacki miewał mowy, a celujący 
uczniowie występowali z rozprawami i popisem z nad- 
obowiązkowych przedmiotów. Egzamin był jakby wstę- 
pem i przygotowaniem do przyszłego działania publi- 
cznego w kraju i zostawiał wspomnienia na całe życie. 
Ta łączność starszego pokolenia z młodzieżą, ten 
żywy udział publiczności, wzniecał szlachetną ambicyą, 
wskazywał wyższe cele i obowiązki przyszłych oby- 
wateli kraju. Duch patryotyczny nie występował tu 
z dołu jakimś niedojrzałym fermentem młodości, ale 
płynął z góry od starszych; w Krzemieńcu nie miał 
on tego deklamatorskiego charakteru, jak dawniej 
w szkołach pijarskich, gdzie sztucznie podniecano za- 
pał wzorami Sparty lub rzymskich stoików, a malców 
budzono hasłem: „Wstawaj, bo ojczyzna na ciebie 
czeka!" W Krzemieńcu było już więcej miary i roz- 



Digitized by VjOOQIC 



1 1 2 PUŁAWY. 



wagi w calem kierownictwie młodych umysłów. Ale 
czego tu jeszcze brakowało — to silnej podstawy 
wiary. 

W szeroko zakreślonym programie nauk, tej je- 
dnej nie znajdujemy. Gdzie wybornie zachowaną była 
równowaga między naukami humanistycznemi a przy- 
rodniczemi, jednej nie było nauki, i to najważniejszej, 
nauki religii, z wyjątkiem katechizmu i pobieżnego 
wykładu Pisma św. w niższych klasach. Naukę religii 
dla doroślejszej młodzieży zastępowała nauka moral- 
ności, wykładana przez ks. Aloizego Osińskiego. Nie 
była to etyka katolicka, ale moralność deistyczna, wy- 
niesiona z XVIII stulecia. Mimo takiego niedostatku, 
duch wiary budził się zwolna, a Krzemieniec nietylko 
nie zostawił po sobie śladów niedowiarstwa, lecz prze- 
ciwnie z tej samej generacyi na Wołyniu miał wyjść 
niebawem silny zwrot i odrodzenie religyne, które 
rozszerzyli na tę dzielnicę ks. Stanisław Chołoniewski, 
ks. Wiktor Ożarowski i arcybiskup Hołowiński. 




Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUIAW Z WiLNEM, 



(Stan akademii przed rozbiorem. — Poczobut. — Niedo- 
konane reformy. — Memoryał ks. jenerała dla syna o aka- 
demii. — Spory i trudności, — Groddeck. — List Lele- 
wela do księcia jen. — Korespondencya z Zawadzkim. — 
Jan Śniadecki i jego stanowisko. — Listy). 



Puławy T. III 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQIC 



=^-V»«^-73% 



IV. 




ojezuicka akademia w Wilnie po zniesieniu 
zakonu zagrożoną była w swem dalszem 
istnieniu i to nietylko przez chciwość człon- 
ków komisyi rozdawniczą zwanej, a którzy najpierw 
rzucili się na dobra pojezuickie na Litwie, ale bardziej 
jeszcze przez zapędy reformatorskie zadaleko sięgające 
niektórych przywódców komisyi edukacyjnej. Kołłątaj, 
który podniecił w Krakowie walkę między senatem 
uniwersyteckim a biskupem , niechętny akademii wileń- 
skiej, bo w niej duch zakonu w pełni się zachował, 
chciał jednem cięciem obalić obie prastare szkoły. 

„Zjawił się w r. 1782 — opowiada Jan Śnia- 
decki (żywot Poczobuta) — projekt w Warszawie, ^by 
akademią wUeóską pozbawioną fakultetu medycznego 
i wielu głównych katedr, zamienić na liceum naro- 
dowe, a jeden tylko imiwersytet w Krakowie dostate- 
cznie uposażyć i opatrzyć. Popierano tę myśl oszczę- 
dnością skarbu i rozległem! szkół potrzebami. Zarzut 
zrobiony o niewygodnem położeniu Krakowa, stojącego 
na samej granicy państwa, poddał drugą myśl nabycia 
Białego Stoku lub innej wygodnej w środku kraju 
osady, do założenia tam jednego tylko na cały kraj 

8* 



Digitized by VjOOQIC 



116 PUŁAWY, 

uniwersytetu. Wkrótce walka akademii krakowskiej 
z powagą kanclerską księcia biskupa krakowskiego Soł- 
tyka, przydała temu projektowi wiele wagi i wziętości. 
Zapytany o zdanie, wyłożyłem nieprzyzwoitość tego 
zamiaru pilnie ukrywanego. Ale wyrozumiany opór 
dwóch poważnych edukacyjnych komisarzy Joachima 
hr. Ghreptowicza, podkanclerzego w. ks. lit. i Adama 
ks. Czartoryskiego, podówczas jenerała ziem podolskich 
i marszałka trybunału litewskiego, zniszczył uknowany 
zamiar i uratował szkołę główną litewską od poni- 
żenia*^. 

Kołłątaj, który jak wiemy zkądinąd był auto- 
rem tego projektu , po jego odrzuceniu z właściwą 
sobie rzutkością, zajął się głównie przy pomocy i ra- 
dach Grzegorza Piramowicza, sekretarza komisyi i po- 
wiernika księcia jenerała, opracowaniem kodeksu rządu 
szkobiego dla akademii wileńskiej, oraz planu nauk. 
Za pośrednictwem Piramowicza książę wpływa na ten 
projeki reformy, która atoli niewiele zmieniła w stanie 
akademii. Szczupłe jej dochody pomnożono nowemi 
funduszami, więcej jeszcze przyznano akademii funda- 
cyj niedających się zlikwidować i ściągnąć. Do za- 
kreślonych przez reformę ram, brakło sił i ludzi. Życie 
naukowe Warszawy nie udziela się prędko akademiom 
krakowskiej i wileńskiej. W Wilnie, jak świadczy histo- 
ryk tej akademii (Baliński) większość katedr do końca 
panowania Stanisława Augusta zajmują przeważnie 
księża, bądź to ex-jezuici, bądź ci, co przygotowywali 
się do zakonu w chwili jego kasaty. Daremnie Kołłą- 
taj pisze w jednym ze swych listów do Śniadeckiego, 
,,aby krzewić tam oświecenie wolne od zaśniedziałych 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 117 

przesądów" — duch zniesionego zakonu przechowuje 
się. Wśród tych profesorów księży błyszczy światłem 
i wiedzą późny następca Kopernika, bezpośredni Jana 
Śniadeckiego poprzednik, profesor astronomii ks. Mar- 
cin Odlanicki Poczobut. On także jest wychowankiem 
domu Czartoryskich, i zapisuje pamięć doznanych za- 
młodu dobrodziejstw w dedykacyach swych dzieł. „Mi- 
chał ks. Czartoryski, kanclerz w. lit. wyznaczył ze 
swego skarbu kilkuletni fundusz i oddał go przełożo- 
nym zakonu jezuickiego na kilku młodych ludzi, celu- 
jących sposobnością i zapałem do nauk, którzyby się 
ćwiczyU za granicą w . matematyce, fizyce, w pięknych 
sztukach i w wymowie. Padł wybór na Marcina Po- 
czobuta. Co zaczął dziad — dodaje Śniadecki — dla 
akademii wileńskiej, tego miał dokończyć wnuk przez 
pracowitą pieczołowitość natchniętą od cnoty publi- 
cznej a kierowaną radami mądrości". 

Poczobut, to pierwszy węzeł Puław z Wilnem. 
Wczasie swego pobytu we Francyi spotkał tam księcia 
jenerała, który go zaznajomił ze światem uczonych 
a między innymi z profesorem Aime Henri Paulian, 
który go używa do współpracowniclwa w\dziele Traite 
de pmx enłre Descarłes et Newton. W lat kilka pó- 
źniej księżna jenerałowa spotyka wileńskiego uczonego 
w domu Bukatego, posła polskiego w Londynie. 

Za powrotem polecony przez księcia królowi Po- 
czobut, otrzymuje tytuł nadwornego astronoma ; na 
stuletnią rocznicę zwycięstwa pod Wiedniem odkrywa 
konstelacyą, która odtąd zachowa nazwę tarczy So- 
bieskiego, a w lat parę później inną konstelacyą gwiazd, 
którą oznaczy na firmamencie imieniem Ciołka Ponia- 



Digitized by VjOOQIC 



118 PUŁAWY. 



towskiego na cześć króla, wypisując pod tą nowo od- 
krytą gwiazdą klasyczne lecz zbyt pochlebne godło : 
Addidit antiąuo virtus nova lumina Codo. Dwa te 
odkrycia gwiazd mające uwiecznić imiona dwóch królów 
polskich, dają powód do złośUwego epigramu przy- 
pisywanego Trembeckiemu. Jeśli brakło nowych gwiazd 
dla pamięci księcia kanclerza i księcia jenerała naj- 
bliższych opiekunów, to swą wdzięczność wypisze ten 
uczony na czele dzieł. 

Szczupłe uposażenie akademii zaledwie dozwoliło 
rozszerzyć nieco budowle gmachów uniwersyteckich 
pod rektoratem Poczobuta, który trwał lat osiemnaście. 
Na przyrządy astronomiczne potrzeba ofiarności me- 
cenasów; do daru królewskiego na ten cel przyłącza 
się książę jenerał i zacna pani, dbała bardzo o sprawy 
oświecenia publicznego i nauk, kasztelanowa mścisław- 
ska z Ogińskich księżna Puzynina, która wpierw zna- 
czne sumy ofiarowała na ręce księcia dla komisyi 
edukacyjnej. Przyrządy astronomiczne przywozi z Lon- 
dynu przyjaciel i wspólnik prac Poczobuta, Jędrzej 
Strzecki. 

Wileński rektor pozostaje w ścisłych stosunkach 
z całym domem Czartoryskich. Poczobut jest nietylko 
astronomem, ale cały obszar postępu nauk przyrodni- 
czych i matematycznych przyswoił sobie za granicą. 
Jeszcze książę kanclerz powierzył mu kierownictwo 
w pomiarach dóbr jego litewskich, a Poczobut wpro- 
wadza po raz pierwszy w Polsce nowe zasady i sy- 
stem geometryi, wyrobiwszy w nim kilku uczniów, 
poleca ich księciu i Tadeuszowi Czackiemu do wiel- 
kiej mapy całej Polski. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 119 

Koraisya, edukacyjna powołała rektorów krakow- 
skiego i wileńskiego dla bliższego porozumienia co do 
reformy statutu. Poczobut wraz z Piramowiczem i Śnia- 
deckim u księcia znajdują najgorliwsze poparcie w tern, 
co dla dobra akademii uzyskać pragną. Gdy książę po 
kilku latach z komisyi ustąpił i % Warszawy się od- 
dalił, stałe stosunki z Wilnem naznaczają się przerwą 
Av korespondencyi księcia. 

Akademia wileńska mimo reform, mimo znako- 
mitego uczonego na jej czele, słabe tylko daje oznafei 
nader powolnego postępu. 

"Raz jeszcze akademia wileńska na nowe nara- 
żona niebezpieczeństwa. Po drugim rozbiorze sejm 
grodzieński jest powtórzeniem sejmu 1773 r., który za- 
twierdził pierwszy rozbiór, a w dwadzieścia lat nie- 
tylko ponawia się ta polityczna abdykacya, co uznaje 
zabory, ale ta sama odradza się prywata, ta sama 
-chuć i pożądliwość, aby ujmując instytucyom publi- 
cziiym pomnożyć osobiste zyski. Na wiadomość, że 
w Grodnie zamierzają znów okroić dotacye akademii 
wileńskiej i innych szkół, książę jenerał lubo w tych 
• strasznych chwilach pognębiony i zagrożony w własnej 
fortunie, porozumiewa się listownie z prymasem Po- 
niatowskim, ze starym Poczubutem i wysyła z Kra- 
kowa młodego Śniadeckiego, a ci dwaj uczeni odwo- 
łują się do króla, który swym wpływem wstrzymuje 
zamiar uszczupleń dotacyi. Król przeciw tym zamia- 
rom niektórych przywódców Targowicy na Litwie, 
znajduje poparcie ambasadora carowej hr. Sieversa, 
a na wniosek posła ziemi krakowskiego Grodzickiego, 
akademia zamiast zmniejszenia funduszów, otrzymuje 



Digitized by VjOOQ IC 



120 PUŁAWY. 



szersze jeszcze nadania. O pomyślnym obrocie sprawy 
donosi księciu do Wiednia Śniadecki, dodając nader ' \ 
charakterystyczny szczegół. 

Król korzystając z obecności Poczobuta kazał 
sprowadzić z Wilna do Grodna teleskopy, lunety i inne 
aparata, jakie przed paru laty Jędrzej Strzecki przy- 
wiózł z Londynu dla obserwatoryum wileńskiego. 
W pogodną noc Stanisław August w otoczeniu kilku- 
nastu senatorów i posłów zasiadł na przygotowanym 
tronie pod gołem niebem, aby czynić obserwacye 
gwiazd, przyczem Poczobut był mu pomocnym i wska- 
zywał mu odkryte przezeń a imieniem Sobieskiego 
i Poniatowskiego nazwane konstelacye. Odbyło się to 
z wielką uroczystością, a król w dowód swego zado- 
wolenia nazajutrz ozdobił Poczobuta orderem orła 
białego. 

Działo się to dnia 5 września 1793 w Grodnie, 
a więc we dwa dni po uchwale sejmu zatwierdzającej 
traktaty drugiego rozbioru. Zaiste scena godna Szek- 
spira — tylko, że wielki dramaturg wyczerpnął wszel- 
kie namiętności natury ludzkiej, przedstawił poczet 
królów okrutnych, rozpustnych, krwiożerczych, pod- 
stępnych, szalonych lub zabobonnych, co także astro- 
logom kazali odczytywać w gwiazdach dobre wróżby, 
ale nieriia tam typu monarchy, coby z podobnym spo- 
kojem i zobojętnieniem nazajutrz po akcie poniżenia 
i hańby zasiadał do obserwacyi gwiazd... 

Po ostatnim rozbiorze akademia wileńska zacho- 
wała status quo swych nadań i przywilejów, ale na- 
dania niezrealizowane, przywileje niejasno określone, 
reorganizacya niedokonana. Jest to prowizoryum, którego 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 121 

nie zdoła uregulować wysłany przez cara Pawła O. Gru- 
ber, Jezuita z Połocka, a który się porozumiewa z rek- 
torem Poczobutem , także jak wiadomo ex-jezuitą. 
Poczobut ustępuje z rektoratu w r. 1799, a w późnej 
starości doczeka się jeszcze odrodzenia akademii, pod 
kuratoryą wnuka swego dobroczyńcy. Chcąc mówić 
o wpływie Czartoryskich na Wilno, od Poczobuta mu- 
sieliśmy zacząć. Od niego też rozwija się nowy kieru- 
nek w umysłowości polskiej. W Warszawie nauka na 
tle encyklopedyzmu, w atmosferze dworskiej światowo- 
ści, przeradza się w ożywiony ruch literacki, w Wilnie 
ma pójść torem scientyficznym. Poczobut lubo miał 
podstawy wykształcenia klasycznego, zamłodu zajmo- 
wał się z upodobaniem Horacym i Sarbiewskim, Pin- 
darem i Krzyckim ; po kilkuletnich studyach za gra- 
nicą oddał się naukom matematycznym, przyrodni- 
czym, a specyalność astronomiczna wiodła go także 
do zagadnień pozaświatowych , metafizycznych. Kar- 
tezyusz i Newton to punkt wyjścia tego uczonego wi- 
leńskiego, a na tych samych torach spotkamy później 
braci Śniadeckich. 

Z lat następnych kiedy ks. Strojnowski, później- 
szy biskup był kuratorem, ks. Bohusz wizytatorem 
a Jundziłł rektorem akademii, korespondencya puław- 
ska nie dostarcza nam nowych szczegółów. Książę 
jenerał utrzymuje korespondencya z Józefem Kossa- 
kowskim, bardzo gorliwym w sprawach naukowych 
i literackich, z Mostowskim z Czerkliszek, z księgarzem 
Zawadzkim i skrzętnie się wywiaduje: „co słychać 
w akademii, czyje wykłady ściągają młodzież, czy wśród 



Digitized by VjOOQIC 



122 PUŁAWY. 



młodych nie znajduje się nikt, coby do nauk większą 
okazywał ochotę". . . 

Pytania zostają bez odpowiedzi, a tylko zachody 
finansowe i trudności administracyjne zużywają siły 
kierowników akademii. 

Zamiar księcia Adama ujęcia steru wychowania 
publicznego w krajach polskich pod rządem rosyjskim, 
nie musiał być nieznanym w Puławach, skoro na pier- 
wszą wiadomość o nominacyi na kuratora, książę je- 
nerał wysyła do Wilna i Petersburga Kłokockiego, 
jednego ze swych najzaufańszych, używanego już w kan- 
celaryi księcia przy komisyi edukacyjnej w Warszawie, 
z pismem do syna. Pisma tego nie odnaleźliśmy w ar- 
chiwum puławskiem, ale z odpowiedzi wnioskować 
można o duchu i osnowie udzielanych rad. 



Digitized by VjOOQIC 



^siążę Adam zbyt zajęty sprawami swego urzędu 
"^ poleca odpowiedź na pismo ojca jednemu ze 
swych powierników. List bez podpisu brzmi jak na- 
stępuje : 

Wilno 31 paźdz. 1801. 

„Książę Adam ogromną pracą zajęty dozwolił, 
abym go wyręczył w odpowiedzi na punkta listu JOX. 
tyczące się akademii wileńskiej. Przestrogi księcia 
z uwielbieniem, a pobudki z wdzięcznością przyjęte 
zostały. Kiedy dwie najlepsze głowy i serca, w duchu 
najczystszym nad jedną zastanawiają się materyą, za- 
miary księcia Adama okazały się zupełnie zgodne 
z środkami, jakie JOX. podawać raczysz. Są niestety 
sćysye i niesnaski, które tamować mogą owoce starań, 
aby akademią do kwitnącego stanu doprowadzić. Kwasy 
te, jak JO. Xiąźę słusznie uważasz sontproduits par la 
fermentation des amours propres mai enłendus. Na 
czele opozycyi jest Śniadecki '), człowiek zdolności 



1) Andrzej fizyk, gdyż Jan Śniadecki nie opuścił je- 
szcze pod tę porę uniwersytetu jagiellońskiego w Krakowie. 



Digitized by VjOOQIC 



124 PUŁAWY. 



niepospolitych, głowy podobno zagorącej, opinii o so- 
bie zdaje się nazbyt wygórowanej. On to z łatwością 
wymowy wyraża i głosi, że się krajowi za obcymi do- 
cisnąć nigdy do katedr nie potrafią. Choćby tak my- 
ślał, mówićby tak głośno nie powinien , gdyby dbał 
więcej o dobro rzeczy powszechnej, niż o własne. 
Góżby odpowiedział na pytanie, gdzie są swoi dość 
uzdolnieni, skoro, wstyd powiedzieć, mimo usilnych 
starań, na profesora wymowy i poezyi ojczystej, nikogo 
dotąd znaleźć nie można. Celem pocisków jest Stroj- 
nowski: talenta jego są mniej wybitne, ale gorliwość 
szczera nagradza suchość charakteru i brak zręczności, 
małe próżnostki i zbytną dbałość o powagę i znacze- 
nie. Ale niełatwą jest rzeczą kierować genus irritdbile 
uczonych ! 

„Oddałem przed księciem Adamem sprawiedli- 
wość rzadkim przymiotom rozumu i serca Kłokockiego; 
zna go książę z osoby i reputacyi, zdatność jego winna 
być użytą dla dobra publicznego. 

„Należy do obowiązków opiekuna wizytować 
swoją akademią. Książę Adam, ważniejszem zatrudnie- 
niem zajęty, wezwał do zastąpienia siebie JP. Fussa, 
akademika tutejszego, równie nauką i światłem, jak 
cnotą i charakterem zaleconego. Książę Adam zasta- 
nawia się, czyli zesłanie osoby obcej w charakterze 
urzędowym, nie obudzi znów wzajemnych animacyi 
i gorszego kwasu. Ja mając z Strojnowskim dawną 
zażyłość i dość poufałą znajomość z Śniadeckim, mógł- 
bym w powrocie przez Wilno złagodzić ostrości, a przy- 
najmniej zdać raport, co się tam, jak i czemu dzieje. 
Przygotowałoby to p. Fussa, co i jak wypadnie mu 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 125 

przedsięwziąć. Akademia, pierwotnie jezuicka, dotąd 
jest zapchaną mało uzdolnionymi księżmi, aby ją przei- 
stoczyć w kształt doskonalszy swobody rozsądnej, aby 
nowa wybujałych opinij zaraza szerzyć się nie mogła. 
„Pismo JO. Księcia nanowo pilnie od deski do deski 
przeczytałem; pismo to niewypowiedzianie użyteczne, 
pełne rad zbawiennych, postrzeżeó trafnych, myśli 
dowcipnych, obrazów przyjemnych, niepowinno jałowieć 
w rękopiśmie. Nie głaszcząc, lecz ćwicząc biczem 
dowcipu, nietylko zachęca do krytyki, lecz wyzywa, 
a wyzwanie takie nie zostanie bez skutku... A na- 
przód wyrzekam się Eanta i wszelkich spraw jego. 
Napaść to była niezasłużona, abym był wyznawcą 
tego mistrza — ja, co ledwie Gazetę Hamburską po 
niemiecku zrozumie. Obym ja umiał po niemiecku! 
oby oni kulfo - szkapo- i kartomanią na kantomanią 
zamienili, możeby sobie głowy pokantowali, ale nau- 
czyliby się myśleć, nie mieliby czasu hultaić. Był czas, 
i niedawny, gdzie pod protekcyą mody encyklopedy- 
stów można było bez pracy myślenia za filozofa ucho- 
dzić: dość było Uznać Kondyda lub Zadyga i śmiało 
z religii szydzić; zgasła moda i filozofowie uciekli. 
Kant nie objął miejsca po Wolterze i niedziw: ten 
bawił i śmieszył, ów suche i twarde wióry do gryzie- 
nia podaje. Któryż w istocie czub nowomodny nastrzę- 
plł się od głębokiego śledzenia krytyki czystego lub 
praktycznego rozumu? Gdzież są te tłómaczenia dzieł 
metafizyczno - kantoskićh, coby uczniom za pokarm 
służyć miały ? Jeden pamiętnik warszawski coś o Kan- 
cie wspomniał i pisał Szaniawski o umyśle i prawi- 
dłach Kanta". 



Digitized by VjOOQIC 



126 PUŁAWY. 



Nie wiemy, kto był ów zwolennik Kanta a po- 
wiernik księcia Adama, bo list bez podpisu ; czy jeden 
z profesorów wileńskich, lub sekretarzy kuratora, czy 
ktoś z poza akademii : najprawdopodobniej JTadeusz 
Czacki, którego książę Adam wezwał do Petersburga 
i który przez Wilno miał powracać na Wołyń. 

List powyższy daje miarę trudności, jakie przyj- 
dzie tu przełamać nowemu kuratorowi w dziele re- 
formy. 

Werbunek profesorów do akademii wileńskiej roz- 
poczynają obaj Czartoryscy z niezmierną usilnością. 
Dla księcia jenerała jest to jakby powrotem do epoki 
komisyi edukacyjnej i jej gorliwych zachodów. Sędziwy 
reformator tę nową pracę pragnie nawiązać z tamtą 
dawniejszą i tem się odradza, jak to każdy list z owych 
lat wskazuje. 

Wyłącznym niemal staraniem dotychczasowych 
kierowników uniwersytetu: ks. Strojno wskiego, Jun- 
dzilła i innych było wydobycie i uregulowanie fun- 
duszów, aby materyalną utrwalić podstawę. Książę 
kurator z wszelką łatwością zaraz w pierwszych mie- 
siącach swego urzędowania rozcina najzawilsze węzły 
kwestyi dotacyi. Cesarz Aleksander ukazem z 10 sier-* 
pnia 1804 przyznaje akademii wileńskiej dotacyę z t. z. 
pogalicyjskłch sum, które rząd austryacki w r. 1786 
wypłacił rządowi polskiemu w kwocie 75,000 złp., 
a które sejm czteroletni przeznaczył na cele eduka- 
cyjne. 

We wstępnem swem działaniu książę kurator 
natrafia na powolność swego kolegi w gabinecie pe- 
tersburskim ministra oświecenia Zawadowskiego. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 127 

Ale gdy kwestya wychowania publicznego w ca- 
łym obszarze dawnych ziem polskich przyłączonych do 
Rosyi programowo hakreślona i prawnie zabezpieczona 
przez księcia kuratora, wiele nasuwa się trudności we- 
wnętrznych, które zwłaszcza w uniwersytecie wileń- 
skim występują, a w których interwencya Czackiego, 
rady, wpływ i znajomość ludzi odznaczająca księcia 
jenerała zwolna ale skutecznie usuwają. Pośrednikiem 
zaś tu był najzaufalszym i prawą ręką Kłokocki do- 
świadczony, bo używany już niegdyś przez komisyę 
edukacyjną do lustracyi szkół w miastach na Husi 
i Litwie. Kłokocki jest obecnie w ciągłych podróżach. 
Wysyła go książę jenerał ze swym memoryałem i ra- 
dami dla syna do Petersburga, to znów przebywa 
w Wilnie parę miesięcy w drażliwych misyach uśmie- 
rzenia osobistych uraz; było też życzeniem obu ksią- 
żąt, aby Kłokocki uzyskał katedrę w Wilnie. Rzecz 
jednak się nie powiodła, i spotkamy znów puław- 
skiego powiernika w parę lat później w komisyi rzą- 
dowej oświecenia w Warszawie, która nanowo podej- 
muje ideę reformy szkół na obszar Polski kongresowej, 
gdzie pod przewodnictwem ministra Stanisława Kostki 
Potockiego, zasiadają z przyjaciół puławskich Niemce- 
wicz, Linde i inni. Gdy nie znalazła się katedra 
w Wilnie dla Kłokockiego, w którego światłem zdaniu 
i zacnem charakterze niezmierne Czartoryscy pokładali 
zaufanie ; z Puław wyjeżdża do Wilna Ernest Groddeck, 
wypróbowany wpierw jako bibliotekarz Puław. 

Poznaliśmy już księcia jenerała, jako zamiłowa- 
nego lingwistę, gdy jest on głównym motorem Sło- 
wnika Lindego, gdy z równą łatwością pisze i mówi 



Digitized by VjOOQIC 



128 PUŁAWY. 



wszystkiemi językami europejskiemi, gdy oddaje się 
studyom sanskrytu i języków wschodnich. Przedewszy- 
stkięm jednak przywiązywał on wielką wagę do filo- 
logii starożytnej, jako głównej podstawy tej kultury 
klasycznej, której był wyznawcą i miłośnikiem. 

Jeśli w jakim dziale nauki, nie było w Polsce 
przerwy to w klasycznej filologii, zwłaszcza w łacinie. 
Przędza nawiązana przez mistrzów epoki humanizmu 
zbliżająca Polskę do cywilizacyi rzymskiej, snuła się 
wprawdzie przez dwa ostanie wieki, ale jakżeż poziom 
tej nauki obniżony? 

Polska jak Włochy, jak cały Zachód ma świetną, 
ale przelotną chwilę rozkwitu w tym kierunku, bierze 
samodzielnie udział w tym wielkim procesie ducho- 
wym, który w dziejach cywilizacyi nazywa się huma- 
nizmem i renesansą i stawia pomost z odkopanych 
posągów, wydobytych rękopismów greckich i rzymskich 
między klasycznem pięknem pogańskiej starożytności 
a ideą chrześciańską. Przez ten pomost jak we Wło- 
szech wielcy mistrze pędzla, dłuta, pióra — tak u nas 
przejedzie w złotym wieku Kochanowski ze swym or- 
szakiem, Sarbiewski zdobędzie miejsce obok Horacego, 
Nidecki i Marycki dorzucą swe prace do badań nad 
starożytnymi pisarzami. Więcej może niż gdzieindziej 
odbiły się w instytucyach i życiu publicznem naszej 
Rzeczypospolitej te pojęcia klasyczne. Lecz wnet ten 
odlew jakby zdjęty z antyków, okazuje się być złudze- 
niem optycznem, bo staje się odzwierciedleniem na- 
szych własnych a nierzymskich stosunków, zasad, skłon- 
ności, instytucyi i duchu. Gdy ów pomost renesansy 
i humanizmu runął w przepaść reformacyi, wszędzie 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 129 

nastąpił upadek nauk klasycznych. .Nietylko średnio- 
wieczna odrzucona scholastyka, ale także i polot od- 
rodzenia wstrzymany. U nas w literaturze i w szko- 
łach wnet wzorową łacinę wieku Augustów zastępuje 
łacina średniowieczna, wlokąc za sobą makaronizm 
polski. Do Greków już nie sięgamy wcale w XVII 
i XVIII stuleciu, a uprawa łaciny oparta na słynnym 
Alwara jak skażony utrzymywała tylko język, tak spa- 
czone już tylko dawała pojęcia o starożytności, jej bo- 
haterach i cywilizacyi. 

Temu obniżeniu poziomu nie mogła jeszcze za- 
radzić reforma Konarskiego i reforma komisyi eduka- 
cyjnej, gdyż za stanisławowskich czasów umiejętności 
klasyczne przychodziły do nas z drugiej ręki, wprowa- 
dzały naśladownictwo naśladownictwa, pseudoklasycyzm 
francuski miasto pierwowzorów greckich i rzymskich. 

W Rzymie tylko utrzymało się bez przerwy ba- 
danie z pierwszego źródła na odkopywanych ustawi- 
cznie pomnikach i odszukiwanych rękopisach staroży- 
tnych autorów, a w Niemczech odradzała się i w system 
umiejętny rozwijała pod koniec przeszłego wieku nauka 
filologii klasycznej. Powrót ten do pierwotnych źródeł 
miał zbUżyć chwilę wyzwolenia od rutyny i dogmaty- 
czności estetycznej, jaka się była utrwaliła we Francyi, 
i jaka się rozszerzyła wszędzie w epoce baroco i rococo. 
Nowy prąd pospoUcie i szablonowo romantycznym 
zwany, nie był zerwaniem tego łańcucha z wielkłemi 
wzorami, którego pierwszera ogniwem Homer, dalszemi 
dramat grecki i literatura epoki Periklesa i poezya 
Rzymu z wieku złotego. W tym łańcuchu nowe 
tylko przybywały ogniwa, a zarówno Goethe jak Mic- 

Pttławy. T. III. 9 



Digitized by VjOOQIC 



130 PUŁAWY. 



kiewicz w orszaku poetów świata naznaczają nowe 
etapy, i raczej powrót niż zerwanie, odrodzenie niź 
bunt przeciw spuściznom starożytności, bo jest w nich 
skończoność formy i klasyczny spokój. 

Książę jenerał lubo więcej erudyt niż literat, 
trzymał się w sądach estetycznych Boala i La Harpa, 
ale nie tak ciasno i niewolniczo, jak jego przyjaciele 
warszawscy. Miał on świadomość o postępach filologii 
klasycznej i oddawna czynił zachody i poszukiwania^ 
za uczonymi, którzyby podnieśli poziom umiejętności 
i literatury w Polsce. Udawał się w tym celu do 
Rzymu, Francyi, Niemiec i Danii, jeszcze za czasów 
komisyi edukacyjnej. Wtedy sprowadził z Kopenhagi 
uczonego Shaw, który po paru latach w r. 1785 po- 
wraca do Danii powołany przez króla na katedrę uni- 
wersytecką do Kopenhagi. 

Ernest Groddeck, Gdańszczanin z urodzenia (r. 1 760) 
jak wnioskuje Węclewski w niedawno ogłoszonem stu- 
dyum biograficznem, z rodziny szląskiej, polskiego pier- 
wotnie pochodzenia, zdobył sobie imię, uznanie i sto- 
sunki wśród uczonych kilku rozprawami "na uniwer- 
sytecie w Getyndze. Pierwszy Herder w liście do księ- 
cia poleca go na bibliotekarza do Puław i nauczyciela 
filologii. Układy przeprowadza pułkownik Ciesielski za 
pośrednictwem tajnego radcy Frankenberga, a książę 
otrzymawszy najlepsze polecenia, ofiaruje Groddeckowi 
te same warunki, jakie miał jego poprzednik Schow: 
200 dukatów, stół wspólny z księstwem, wszelkie wy- 
gody a- za to żąda 3 do 4 godzin lekcyi greki, łaciny 
i autorów starożytnych, oraz nadzór nad biblioteką. 
Groddeck przybywa do Puław na wiosnę 1787 roku. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 131 

Parę tylko miesięcy korzystał z jego wykładów książę 
Adam, gdyż w wrześniu tegoż roku wyjeżdża do An-^ 
glii ; zostaje atoli Konstanty Czartoryski i przybywa inny 
uczeń Henryk Lubomirski, następnie zaś zmieniają się 
wychowańcy puławscy. 

Groddeck poświęca wiele czasu sprawom biblio- 
teki. Urząd ten nauczycielsko-bibliotekarski Groddecka 
trwał lat siedemnaście (1787 — 1804), a przypada on 
właśnie w epoce, kiedy dawna biblioteka zrabowana 
w r. 1794, z wielkim pośpiechem, nakładem i staran- 
nością gromadzi się nanowo, uzupełnia i bogaci mno- 
giemi nabytkami. Wielkie też nowy bibliotekarz poło- 
żył tu zasługi i zyskał wysokie u księcia łaski, który 
w nim znalazł dzielną pomoc i pośrednika w stosun- 
kach z całym światem uczonym Niemiec. 

Ilekroć wydala się książę z Puław prowadzi ze 
swym bibliotekarzem korespondencyą w języku nie- 
mieckim — Groddeck odpisuje w tymże języku. Gały 
tom listów i sprawozdań bibliotekarza dał nam nieje- 
dną wskazówkę do studyów o ruchu naukowym pu- 
ławskim. Książę słynął z wiadomości bibliograficznych 
nietylko w Polsce ale i w Europie. Wie on wybornie, 
gdzie się znajduje jaki kruk biały, a choćby był na 
końcu świata, jeśli go wydobyć nie może, stara się 
przynajmniej mieć jego dokładny opis Itib kopią do 
puławskich zbiorów. Każdą zaś nową sprowadza pu- 
blikacyą i zabiera się umiejętnie ze swym biblioteka- 
rzem do ocenienia krytycznego, w czem ona umieję- 
tność posuwa naprzód, do porównywania tekstów 
i dyśkusyj o metodzie. Przedłużyłoby to zbytecznie 
nasze studyum i wyprowadziłoby nas poza oznaczone 

9* 



Digitized by VjOOQIC 



] 32 PUŁAWY. 



granice, gdybyśmy tu chcieli korespondencyę tę nau- 
kową z Groddeckiem streszczać i wyjaśniać. 

Groddeck w parę lat po swym przybyciu do Pu- 
ław żeni się z przyrodnią siostrą pani Bematowiczo- 
wej, ulubienicy księżny, a matki znanego powieścio- 
pisarza. 

Mimo zamiłowania do wspólnych prac nauko- 
wych i sympatyi do Groddecka, książę nie waha się 
odstąpić ulubionego bibliotekarza dla akademii wileń- 
skiej. Przez kilka lat następnych czyni znów poszuki- 
wania, aby po nim odpowiednego znaleźć następcę, 
a dopiero w r. 1808 Hubsch przybjrwa z Frankfurtu 
do Puław i obejmuje tam posadę bibliotekarską. Za- 
stąpi go później wychowaniec wileński Groddecka 
Lach Szyrma i wychowaniec krzemienieckiej szkoły 
Karol Sienkiewicz. 

Groddeck otrzymał nominacyą na profesora greki 
w r. 1804 z dodatkowym obowiązkiem bibliotekarza 
akademii, z roczną pensyą 2000 złp. 

W Wilnie nie wzięto księciu za dobre tej ofiary. 
Ówczesny rektor Jundziłł i Andrzej Śniadecki przyjęli 
nowego profesora Niemca z uprzedzeniem, które po- 
dzielało grono dawnych profesorów wogóle reformom 
nowej kuratoryi niechętnych. Zatargi te interwencyą 
księcia kuratora, Kłokockiego, Tadeusza Czackiego 
uśmierzane, odnawiają się co chwila, a echa tych nie- 
snasek odbijają się w listach do Puław. Raz chodzi 
o jakiś memoryał Groddecka przedstawiony księciu ku- 
ratorowi, to znów podnoszą się zarzuty, że z fundu- 
szu przeznaczonego na bibliotekę, Groddeck zakupuje 
dzieła kosztowne, ale wyłącznie dotyczące filologii 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 133 



i nauk z nią spowinowaconych z uszczerbkiem innych 
działów wiedzy — lub też, że w konkursach wynagra- 
dza prace swych uczniów (tłómaczenie Michała Bo- 
browskiego z Plutarcha) wbrew zdaniu innych profe- 
sorów, choć sam nie może mieć sądu o przekładzie 
na język polski, skoro nim dobrze nie włada. W tym 
ostatnim sporze książę kurator stanął po stronie Euze- 
biusza Słowackiego, profesora literatury polskiej. 

Roztrzygnąć tych sporów, po której stronie by- 
wała słuszność, z krótkich skarg i wzmianek w listach, 
trudno. W ogóle wnosić trzeba, że Groddeck dążył do 
przewagi w senacie akademickim, miał zaś po swojej 
stronie profesora Franka, a przeciw, zastęp poważny 
z Janem Śniadeckim na czele. 

Śniadecki nietylko, że posiadał wolę, która nie- 
łatwo ustępowała, ale nadto miał w niechęci do Gród- . 
decka ważne powody. Jeszcze w Getyndze zapisał on 
się do loży wolnomularskiej i pod znakami masoń- 
skiemi pisywał wiersze. W Wilnie, jak w Warszawie 
i Krakowie pozostały z czasów stanisławowskich resztki 
masoneryi i kadry lóż, lubo z cechą więcej światową 
niż sekciarską. Groddeck próbował ożywić te związki, 
a zdobywszy sobie popularność wśród uczniów, zaczął 
werbować do lóż (patrz Pamiętniki Karola Kaczkow- 
skiego). Jan Śniadecki był wielkim masoneryi wrogiem, 
może więcej jeszcze przez konserwatyzm polityczny, 
który go cechował, niż przez gruntowne zasady kato- 
lickie. Wydał też za swego rektoratu stanowczą walkę 
masoneryi, a tem samem i jej propagatorowi. Wpływ 
Śniadeckiego na opinią profesorów i umysły młodzieży 



Digitized by VjOOQIC 



134 PUŁAWY. 

krzyżował się; Śniadecki miał więcej u pierwszych 
powagi — Groddeck u drugich wzięcia. 

Niekompetentni do oznaczenia stanowiska, jakie 
Groddeck zajmował w umiejętności, która choć tak 
stara ciągłe czyni postępy, zaznaczmy tylko, że miał 
imię europejskie w swoim czasie, że stał w ciągłym 
stosunku z wieloma powagami zagranicznemi, że po- 
siadł polski język i przywiązał się do kraju szczerze. 

Listy Groddecka do księcia jenerała z Wilna od 
r. 1801 pisywane po niemiecku, przeplatane greką, 
łaciną i francuszczyzną, stanowią osobny tom w archi- 
wum, którego pominąć nie powinien, kto będzie pisał 
historyą uniwersytetu i kuratoryi ^). W listach tych 
donosi o każdej nowej zdolności, jaka się tam wśród 
młodzieży pojawia, zaleca kilkakrotnie Lelewela ulu- 
bionego swego ucznia, wróży mu przyszłość historyka, 
radzi powołać ze szkoły licealnej w Swisłoczy młodego 
profesora Borowskiego, który zapowiada zamiłowanie 
w literaturze, a będzie kiedyś profesorem Mickiewicza; 
poleca Lacha Szyrmę i wyprawia początkującego na- 
ówczas literata do Puław na nauczyciela dla wnuka 
ks. jenerała Adasia, syna księcia Konstantego. 

Wnosić wolno bez ujmy dla samodzielności du- 
cha polskiego i natchnienia poetów, że posiew praw- 



') Tom ten zawiera także rękopiśmienne prace Grod- 
decka. Na czele motto : „Je naher an der Quelle droben 
Herrscht Licht und Gnade Drunten aber immer mehr 
Schatten und Gerichte". Zbiór ten rękopismów zawiera: 
1) Alfabet hebrajski, 2) Eurypid Herc. Furens, 3) De di- 
dascalii, 4) Notitia de Dionisiis, 5) Gonte de Sadi (tłóm. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILN EM. 135 

dziwie klasycznych studyów w Wilnie rzucony przez 
Groddecka, nie minął bez wpływu na rozwój poezyi 
romantycznej, której mistrz wypowiedział tylko walkę 
konwencyonalizmowi francuskiemu pseudo-klasyków 
warszawskich, Groddeck należący do szkoły Schleglów 
i Herdera, nie mógł być obrońcą skostniałych form 
i przeciwnikiem nowych kierunków poezyi, która jego 
postępowym pojęciom odpowiadała, jak raziła konser-. 
watyzni Śniadeckiego. Nie przywiózł on spekulacyi 
transcendentalnej z Niemiec, bo jeśli mamy wierzyć 
jego wyznaniom w listach do księcia jenerała, podziela . 
on jego wstręt do Kanta i przyznaje, że „w filozofii 
jest eklektykiem, bo i Cicero był eklektykiem". 

Książę jenerał przez Groddecka wywiaduje się 
o sprawy akademii, uśmierza jego pochopność do spo- 
rów z kolegami, zachęca do wytrwania, wywiaduje się 
o zdolniejszych uczniów, wzywa do współpraco wni- 
ctwa w piśmie, które ma stać się organem uniwersy- 
tetu. Ale książę nie polega wyłącznie na zdaniu Grod- 
decka. 



francuskie perskiego poety), 6) Scenę des Achąrnes d'Ari- 
stophane, 7) Einiges von den griechischen Accenten, 
8). Fragment der Schrift unter dem Titel: Bios /EXXa5o^ 
oder Beschreibung der Sitten une Lebensart der Grie- 
chen, 9) Philo, ein Geborener Jude, 10)Tabkttes chrono- 
logiąues, contenants les principaux ćvenements et les noms 
des per^onnes, qui font epoąue dans Thistoire ancienne, 
11) Des ąuatres jeux solćnnels de la Grece, 12) Der 
Exkardinal Borggia, 13) Monetae veteris valor ad mone- 
tam nostram comparatus, 14) Rozbiór po łacinie przekładu 
Iliady przez Dmochowskiego, 15) Prograrame du cours de 
la littćrature ancienne a runiversit^. 



Digitized by VjOOQIC 



136 PUŁAWY. 



O sprawach uniwersytetu donosi księciu do Pu- 
ław w listach, pisanych między r. 1804 — 1807 Józef 
Mostowski, zamieszkały z Czerkliszkach pod Wilnem. 
Nie należąc do składu uniwersytetu i ciała profesor- 
skiego, relacyonuje przedmiotowo o zaniedbaniu, po- 
trzebie reform i wewnętrznych niesnaskach. Do rekto- 
ratu Jana Śniadeckiego, nowo powołanego z Krakowa, 
przywiązige Mostowski nadzieję lepszej przyszłości, 
a gdy Jundziłł i Śniadeccy z Groddeckiem w rozterce, 
na wezwanie księcia jenerała Mostowski skłania anta- 
gonistów do porozumienia i zgody. Pojednania tego 
rękojmią wspólna redakcya „Dziennika wileńskiego'^, 
do którego założenia książę ciągle w swych listach 
naglił. Ostatecznie doprowadził myśl tę do skutku, 
Tadeusz Gzacki obiecując poparcie, gdy przybył r. 1805 
do Wilna. W skład redakcyi weszli : Andrzej Śniadecki, 
Jundziłł, Mostowski, Groddeck i podczaszy Kossakow- 
ski, ze wszystkich najgorliwszy w tej sprawie i naj- 
wytrwalszy, Mostowski do tych relacyj dołącza podarki 
dla księżnej, do domku gotyckiego : blachę z trumny 
Żółkiewskiego, oraz figury dwóch świętych, co tworzyły 
karyatydy pod trumną; zabytki te wydobył Mostowski 
od Prozorów. 

Wnet też w Wilnie tworzy się w akademii nowe 
ognisko, ruchliwsze i głębiej zajmujące się nauką, niż 
areopag powag warszawskich. 

Kiedy w Warszawie niema jednego wydawcy, 
a nawet jednego księgarza, któryby ja'.o tako odpo- 
wiadał swemu zadaniu, Józef Zawadzki w Wilnie 
wznawia tradycyą starych drukarzy polskich z XVI w., 
a jest protoplastą zbyt nielicznego zastępu wykształ- 



Digitized by VjOOQ IC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 137 



conych księgarzy polskich, pojmując swoje zadanie nie- 
tylko ze strony merkantylizmu. 

Z Zawadzkim wcześnie zawiązuje książę jenerał 
stosunki i obiera go sobie za stałego korespondenta, 
wydawcę i dostarczyciela książek. 

Warto zaiste podać tu niektóre z tej częstej ko- 
respondencyi szczegóły i ustępy. 

Pierwsze listy, które znaleźliśmy, sięgają r. 1808; 
lubo z ich tonu wnosić można, że stosunek mecenasa 
puławskiego z księgarzem wileńskim był o wiele wcze- 
śniejszy. 

Książę jenerał, przesyła Zawadzkiemu lOGO du- 
katów na pierwszy fundusz do wydawnictw polskich, 
a w załączonym liście, datowanym z Łańcuta, w sty- 
czniu 1808 pisze: 

„Cieszę się aplikacyą Imci Pana Lelewela, o któ- 
rym mi Pan donosisz. Familia jego jest mi dobrze 
znaną i mniemam go być synem Imci Pana w gwar- 
dyi kapitana, a potem kasyera komisyi edukacyjnej, 
który wszędzie pełnił obowiązki zacnie i umiejętnie. 
Chciej go zagrzewać do pracy dokładnej i ciągłej, 
przestrzegać przed zniechęceniem, które nam tak czę- 
sto nie dozwala dojść do doskonałości". 

Lelewelowi zaleca książę wczytywanie się w Sa- 
lustiusza, Liwiusza, Tacyta, Robertsona, przestrzega, 
aby pracy nie rozpraszał na różne strony i pamiętał 
o czystości języka. Radzi mu, aby się zabrał do prze- 
robienia i rozszerzenia książeczki ks. Wagi, a zwra- 
cając te rady do nieznanego młodzieńca, dodaje Za- 
wadzkiemu: „Przekładać należy imberbem adolescentem 
nad próżniaki brodate, wzdęte wydaniem kilku płyt- 



Digitized by VjOOQIC 



1 38 PUŁAWY. 



kich pisemek, w każdym rodzaju, a spoczywające py- 
sznie jako jubilaty, ale w własnem tylko mniemaniu". 

W tym samym liście zakreśla książę program 
wydania dziejopisów naszych, którzy pisali po łacinie, 
w tłómaczeniach polskich obok z tekstem łacińskim; 
a więc najpierw Długosza, potem późniejszych: Pia- 
seckiego, Kochowskiego , Łubieńskiego, biskupa pło- 
ckiego itd. Wzorem do tego wydanie Kromera w Iłó- 
maczeniu Błażowskiego, a Stanisława Orzechowskiego 
w przekładzie ks. Włyńskiego. Jako Litwin, czem się 
szczycę, miłując swe plemię, życzę, aby Litwini do 
tych prac naukowych się zabrali". 

Książę ubolewa nad wymieraniem ludzi nauko- 
wych, nad obojętnością dla nauk zakonów: 

„Żaden zakon tyle dołożyć się nie potrafi do 
utrzymania czystości, do wzbogacenia, a przeto udo- 
skonalenia języka polskiego, jak zakon 00. Bazylianów 
z przyczyny znajomości, którą posiadać powinien źró- 
dłowego języka słowiańskiego i łatwości obeznania się 
z wszystkimi dyalektami, z niego wypływającymi. Tak 
chwalebny zamiar założywszy sobie, mógłby ten zakon 
ustalić sławę swoje i słuszne zagruntować prawo do 
wdzięczności powszechnej , któraby mu była wdzię- 
czną za tak ważną usługę: laborate et orate^. 

Dalej utyskuje książę „nad skażeniem języka, 
niezdolnością nim władania, które się objawia w wy- 
daniach Bogumiła Korna, księgarza wrocławskiego, 
książek elementarnych dla dzieci i pacholąt polskich. 
Zaleca usilnie Zawadzkiemu rozszerzanie na Litwie 
prenumeraty na Słownik Lindego : „który po Knapskim 
i Klężyńskim, przynosi nam takie bogactwo, że jedne 



Digitized by 



Google 



STOSUNKI PUŁAW z WILNEM. ) 39 



tylko możemy wyrazić skargę, jak nowożeniec, któryby 
się skarżył, że żona zbyt wielki mu przyniosła posag". 

„Co robi ks. Żukowski — pyta — który ma się 
oddawać literaturze oryentalnej, ale jakiej, według ja- 
skiego planu? Byle tylko nie porzucał greki". 

List ten wymownie świadczący, jak wszystkiem 
zajmował się umysł księcia, czy to książką, czy czło- 
wiekiem; gdy spodziewał się pożytku dla. nauki pol- 
skiej — poparty darem 1000 dukatów, kończy wspa- 
niałomyślny mecenas życzeniem dla Zawadzkiego „aby 
w nim ożyli Hallerowie, Sternacki i Wojewódka". 

Zawadzki odpowiada dziękczynieniem za wspaniały 
dar, który w trzy lata później ma się ponowić, prze- 
syła nowe edycye, zdaje sprawę z całego ruchu: 

„Lelewel pisze o początkach Litwinów, przyjął 
rady księcia jak należało, marzy o wydaniu Kadłubka 
na wzór Nestora. Szukam biblii Szymona Budnego 
po klasztorach. Rajmund Korsak superintendent w ko- 
misyi skarbowej litewskiej za polskich czasów po re- 
wolucyi mieszkał w Grodnie, gdzie pani podkomorzyna 
Jundziłłowa lubiła u siebie schadzki i zabawy, kiero- 
wane do rzeczy pożytecznych i uczonych. On to od- 
krył książkę X. Baki i opatrzył przedmową. Wydanie 
poszło w odwłokę; obecnie Leon Borowski, nauczy- 
ciel literatury polskiej w gimnazyum świsłockiem, przy- 
gotował ją do druku". 

Wzmianka o Borowskim zwróciła, uwagę księcia, 
to też na zapytanie z Puław odpowiada Zawadzki: 

„Leon Borowski, chłopiec młody, pięknej aplika- 
cyi i niemałych nadziei. Szczęśliwie pracuje w poezyi. 



Digitized by VjOOQIC 



140 PUŁAWY. 



Grano na teatrze tutejszym komedyą jego roboty, 
z Moliera wolnie przerobioną „Sawantki". 

Książę wnet czyni zachody, aby z gimnazyum 
świsłockiego Borowskiego przeniesiono do Wilna, gdzie 
później miał on być nauczycielem literatury Mickiewi- ^ 
cza i całej jego warstwy. 

Do młodego Lelewela pierwszy odzywa się książę, 
zwłaszcza, gdy ojciec Joachima, Kazimierz Lelewel 
przypomina się dawnym względom i przysyła dziełko 
swoje: „o prawidłach rządu". 

Książę jenerał daje młodzieńcowi, pracującemu 
w historyi ojcowskie rady, zachęca do wytrwałości, 
ale odradza myśl zastępowania liter przez akcenty: 
Jest ona dziką i nierozsądną, jak wszystkie drobiaz- 
gowe alembikacye nowych ortografów i chaosby tylko 
sprowadziła w mowie naszej, podobny temu, jaki pa- 
nuje w ortografii oryentalnej, hebrajskiej tudzież arab- 
skiej i tej, jaką Arabowie Persom narzucili". Rady co 
do języka i historyi, kończy książę zaleceniem wzoro- 
wych pisarzy niemieckich. 

Znać nie przypadły do smaku przyszłemu przy- 
wódcy demokracyi polskiej te ojcowskie rady i prze- 
strogi pierwszego w kraju magnata, bo książę w kilka 
miesięcy pisze do Zawadzkiego: 

„Co się tyczy Imci Pana Lelewela, mógłbym ro- 
zumieć, gdybym sądził z pozorów, że sobie najnłe- 
grzeczniej ze mną postąpił. Najpierwiej od tego czasu, 
com na zalecenie WPana oświadczył ochotę dópomo- 
żenia mu w zamiarach aplikacyi i widoków jego nie- 
tylko, że znaku nie dał, że o tych ochoczych zamy- 
słach mych wie, ale nawet, znajdując się u babki swej, 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z W^ILNEM. 141 

Imci Pani Szekininy, o mil tylko dwanaście od Puław, 
uchylił się pod różnymi pretekstami od wstąpienia do 
mnie i wyjechał do Krzemieńca, dokąd posłałem za 
nim pod adresem Imci Pana Czackiego, starosty no- 
wogrodzkiego, list z uwagami nad stylem i układem 
Eddy tudzież początków narodu Utewskiego i dzieła, 
którem rozumiał, że mu się przydać mogą idącemu na 
profesorstwo historyi jako: y,VEnglot de Fresnoy: sur 
la manierę d/eiudier Vhisłoire^. Jest to vade mecum 
szacowne. Wątpić nie mogę, że ta ekspedycya doszła 
do JP. Czackiego i nie wiedziałbym, dlaczego nie od- 
dałby do rąk nowego, przybywającego do gimnazyum 
krzemienieckiego młodziana. Lecz milczenia swego nie 
przerwał JP. Lelewel. Ja też, daleki będąc od chęci 
narzucania rad i przysług, cofam się zupełnie, jak od 
jednych, tak od drugich. Skłonność JP. Lelewela do 
zbierania po próchnie Kadłubka, mogłaby być zwró- 
coną do czegoś pożyteczniejszego". 

Gdy już w ten sposób dobroć i wyrozumiałość 
księcia była wyczerpaną, Lelewel, może ostrzeżony 
przez Czackiego lub Zawadzkiego, przerywa swe mil- 
czenie. Surowy dla siebie i nieprzystępny dla drugich, 
pełen niechęci i dumy dla wszelkich mecenasów i pro- 
tektorów, odpychający nawet rękę najbliższych przyja- 
ciół, gdy wśród późniejszej niedoli chciała mu nieść 
pomoc, stoicką cnotę i republikańską nieugiętość za- 
sadzający nawet na zewnętrznych formach, przyszły 
antagonista możno władco w, a. zwłaszcza owej „familii" 
tak w sądach historycznych, jak w politycznem dzia- 
łaniu , młodzieńcem opierał się, niechętnie przyjmo- 
wał rady, minął Puławy. Zniewolony atoli dobrocią 



Digitized by VjOOQIC 



142 PUŁAWY. 



i opieką księcia, przysyła wreszcie podziękowanie 
w liście, który niemałą ma wartość do biografii histo- 
ryka, niedość dotąd, zwłaszcza z młodych lat wyja- 
śnionej. Zarzucano mu słusznie nowatorstwa w piso- 
wni , które sam miał zachować, ale nie zdołał ich 
narzucić, i nowotarstwa w metodzie historycznej, zwła- 
szcza gdy początkujący pisarz zaczął od krytyki i lekce- 
ważenia wszystkiego, co na polu historyi go poprze- 
dziło. Zarozumiałość młodego Lelewela, którą w listach 
gromią Gzacki i Śniadecki (patrz Listy Joachima Lele- 
wela, Poznań u J. K. Żupaóskiego) nie odstręczyły atoli 
księcia jenerała. 

Lelewel w ogóle mało mówił i pisał o sobie; 
tem ciekawszem okaże się to wynurzenie młodzieńca, 
kończącego lat 24, a od sześciu już lat zajmującego 
się historyą, zwłaszcza, że początkujący historyk przed- 
stawia tu niejako obrachunek z tego, na czem się 
kształcił, czem zajmować się zamierzał, jakie wyrabiał 
sobie o historyi poglądy i zakreślał na przyszłość za- 
dania. 

List datowany z Łucka, z domu stryja swej matki 
znanego z nauki i zacności biskupa Cieciszewskiego, 
pisany w drodze do Krzemieńca, gdzie go Czacki po- 
wołał do gimnazyum na profesora historyi. 

Łuck d. 1 października 1809. 

„Gorliwość JO. Ks. Dóbr. w rozprzestrzenieniu 
oświecenia, nauk i wiadomości była bezwątpienia po- 
wodem do wejrzenia czułem okiem na początkowe 
pióro, stała, się pobudką, że JO. Ks. D. ze względu 
na dziada mego JW. biskupa łuckiego, krewnych i ojca 



Digitized by 



Google 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 143 



zasług i wziętości w narodzie, raczyła dobrotliwie 
zwrócić swe uwagi na usiłki chęciom nie wyrównywa- 
jące. Przenikniony tą łaskawością i dobrocią JO. Ks. D. 
pełen wdzięczności, ośmielam się złożyć JO. Księciu 
słabe dziękczynienia wyrazy, starając się najusilniej 
przy każdej pracy, te najdroższe dla mnie przestrogi 
mieć na oku, niemi być kierowany i na swój i po- 
wszechny je obracać pożytek. Czułe przychodzi mi 
składać dzięki JO. Księciu za łaskawe nadesłanie już 
oddawna mi znanego Langlota, a mało dotąd Ferranda. 
Nader miło mi przyszło czytanie tego znawcy ludu 
i stronnika jednorządztwa, bo za każdym momentem 
przypominałem sobie czułą odezwę JO. Księcia. Zbyt 
pochlebną' przyszłość rokujące w niej wyrazy i łaskawa 
opieka JO- Ks. ośmielają mnie do obszerniejszego wy- 
łuszczenia swych słabości. 

„Oddawna drobne okoliczności zachęciły mnia, 
do kreślenia krajobrazów, do pisywania latopiskich 
szeregów, a nadewszystko do składania rozgałęzionych 
rodów ludzkich, nad czem kilkoletnie bezpomocne i da- 
remne ślęczenie to w nałóg i szczególną pasyą zamie- 
niły. Czas atoli było wriąć się do użyteczniejszych 
rzeczy i już przed sześciu przeszło laty w konwikcie 
u Pijarów trudniłem się pisaniem w pragmatycznym 
i filozoficznym względzie niektórych ułomków dziejów 
nas obchodzących. Zawczasu to jednak do tegom się 
porwał. W pierwszych dwóch leciech bytności mojej 
w Wilnie, oprócz słuchania przez jakiś czas lekcyi dro- 
giej dla mnie pamięci godnego nieboszczyka księdza 
Husarzewskiego , nadto byłem zajęty obcymi przed- 
miotami, żebym się mógł pilniej do historyi przykła- 



Digitized by VjOOQIC 



144 PUŁAWY. 



dać, aż dopiero we dwóch ostatnich latach zacząłem 
porzucać kursą inne, aby prywatnie szczegóhiiej ćwi- 
czyć się w historyi i tu samemu sobie zostawiony od- 
czytywałem, jakie mi się zdarzyło napaść historye i o ja- 
kiej ich dobroci wywiedzieć się mogłem, a zawsze 
w chęci być autorem. Im dalej się zapuszczałem 
w filozoficzne nad dziejami uwagi, tem więcej dostrze- 
gałem potrzeby wstrzymania się z niemi. Tymczasem 
miałem sposobność, uczęszczając na lekcye jego, pozna- 
nia się z p. Groddeckiem. Otwarcie przez niego dla 
mnie książnicy, dostarczenie książek i pozwolenie do- 
wolnego ich użycia a przytem uprzejme i przyjacielskie 
szanownego nauczyciela rozmowy, przyprowadziły mnie 
spiesznie do krytyki dziejopisarskiej, która mnie nieco 
pinhemizmem dotknęła. Zbierałem tymczasem jak naj- 
lepsze filozoficzne dzieła, jako Goldsmitha, Gibbona, 
Mikota, które już ze sławy i różnych pism poznałem, 
aby przy dojrzalszem i wytrawniejszem poznaniu 
z większym je mógł czytać pożytkiem, a przytem pi- 
sałem ustawnie w różnych względach pisemka, wy- 
czytywałem w obcych językach napisy, sięgałem do 
źródeł, starałem się wedrzeć do przybytku spraw na- 
rodowych, ale nadto uboga w tej mierze książnica 
wileńska, kazała mi zatrzymać się w tem miejscu, 
gdzie mi mogła dostarczyć zupełniejszych materyałów. 
Było w niej dosyć dzieł dawnych, trzeba było przytem 
własne dzieje od początku zasięgnąć, rzuciłem się tedy 
już dawniej nieco lekko i jeszcze bardzo bezkrytycznie 
z Pinhertonem wszystkich ludów początki i przemiany 
przebiegłszy, rzuciłem się do śledzenia początków na- 
rodu polskiego i słowiańskiego. Wywód ich (podobno 



Digitized by VjOOQIC 



STOPU^'KI PUŁAW Z AVILNE>f. 145 

bardzo niepewny) od Sarmatów, pobudził mnie przez 
czas, nim potrafił zgromadzić potrzebne do Słowian 
samych źródła, pilniej nieco, nietkniętych dotąd Sar- 
matów przetrząsnąć i dzieje ich nawet pisać. W tym 
ciągu mozołów wypadło słów kilka odłożyć na Litwi- 
nów, o których prawa krytyka do XI tylko wieku śle- 
dzić dozwala. Dostrzegłem w tych pracach moich wiele 
niedostatków osobistych, nie odstręczało mnie to by- 
najmniej, owszem, im co z większą przykrością i tru- 
dnością przychodziło, tem mnie to więcej zapalało 
Trzeba było nakoniec Wilno porzucić, czułem się nie- 
znośnie osłabiony na siłach i zdrowiu i piersiach, ba- 
wiłem tedy nieco dłużej w ulubionym domu a wyzuty 
prawie zupełnie z poti*zebnych mi książek na wsi, 
rozmyślałem nad oddawna zamierzoną nauką dziejów. 
Był wówczas przed oczami (zapewne nadto mało je- 
szcze widzącemi) cały ogrom filozofii historycznej. 
Dwumiesięczne zastanawiania się wygotowały pisemko 
które przejrzawszy szanowny opiekun tego gimnazyum 
JW. starosta nowogrodzki Gzacki, powiedział, że może 
być dobrem. Niemała to dla mnie zachęta w dalszych 
rozmyślaniach, ile że później dostawszy w ręce Schrócka, 
wiele w nim uwag podobnych dostrzegłem, wszelako 
widzę tyle trudności, że nie wiem czy kiedykolwiek 
będę w stanie nawet pomyśleć o pisaniu jakich dzie- 
jów pragmatycznie. Dosięgam teraz lat 25 a Ferrand 
powiedział, że i w tych latach jeszcze dobrze sądzić 
nie można, względem mnie podobno i w dalszych to 
będzie leciech. Tymczasem zaglądając i odczytując po- 
lityczne dzieje, chciałbym się z prędszym i pewniej- 
szym skutkiem, do cząstki krytycznej przyłożyć. Nie 

Puławy. T. III. 10 



Digitized by VjOOQIC 



146 PUŁAWY. 

jest to wprawdzie wiele pożyteczny udział, ale po- 
trzebny i bez niego wszystkie postrzeżenia wnioskowe, 
tak polityczne, jako filozoficzne, stałyby na wątłych 
zasadach i każda naprzykład strona dzieł autora praw 
litewskich i polskich, wywodu początku narodu wy- 
maga, a odkrycie tego prawdziwe, (jeśli być może) 
poprowadzi pewniejszą drogą w poznaniu charakteru 
narodowego i wielu innych względów. Tak mnie się 
wydaje, a jeśU wszelkie domysły i wnioski nawet od- 
rzucimy, tuszę sobie, bez zbytniej pracy, pilnie tylko 
świadectwa przybrawszy do zamierzonej prawdy, tak 
w początkach rodu jak i w początkach dziejów na- 
szych bardzo długo zaćmionych, z łatwością dojdziemy. 
Tym torem postępując, radbym cząsteczkę przynaj- 
mniej dziejów naszych w związek wprawić, oskrobać 
z nieochędóstwa i w szyku ustawiwszy, podać filozo- 
fowi i politykowi gotowe materyały. Należałoby mi 
tedy myśleć o krytycznem Kadłubka wydaniu, lecz 
nieznośnie nudna w tej mierze praca, radzi mi się 
całkiem od tego wstrzymać, ile że z dojrzalszym 
zapewne skutkiem pracuje nad tern we Wrocławiu 
Bandtke. Życzyćby sobie tylko należało, żeby do swej 
pracy przykrej i niesmacznej łaciny Kadłubkoskiej wy- 
kład polski dołączył. Atoli, lubo uchylam się od kry- 
tycznej edycyi Kadłubka, ośmielam się przecie kilko- 
arkuszowe Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa, 
a nadewszystko nad jego tak zbytnio okrzyczaną pier- 
wszą księgą, zanieść pod sąd pubUczności. 

„Lecz mam w tym roku w gimnazyum krzemie- 
niecki em z doskonałego pisma „O rzeczy menniczej 
w Polsce i Litwie" dla uczniów wołyńskiego gimna- 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 147 



zyum JW. Czackiego wykładać, prawie całkiem dla 
mnie nieznaną materyą? Mam przytem z własnej 
pracy, ze źródeł samych czerpanej, traktować o po- 
stępie Greków i Rzymian w doskonałości i rozszerzaniu 
się znajomości ziemi. Oddawna materya ta przedsię- 
wzięta i od półtrzecia roku przygotowywane potrzebne 
do tego zapasy, nakłoniły mnie nakoniec do zupeł- 
nego jej wygotowania. Nie mając innej pomocy, jak 
zawsze szanpwane krajobrazy d'Auvilla, z niektórych 
postrzeżeó uwagi godne dzieło geografii Mannerta, 
Alłe Welłkunde Vossa i wytwornych kilku rozpraw 
Gosselina Recherches sur la Geographie sysłematiąue 
et positive des Anciens. Odczytałem w tych czasach 
nanowo źródła, zbierałem rozsypane uwagi i przedsię- 
wziętą robotę do końca przywiodę i tę knam uczniom 
udzielić. Pierwszym jednak w tej mierze zamiarem 
moim jest pokazanie im, co to są dziejopiskie badania 
prawdy i mały ich użytek. Śpieszę w tem przedsię- 
wzięciu do Krzemieńca jedynie dla okazania, że chciał- 
bym pracą podjętą jak najusibiiej stosowności do zdat- 
ności dopełnić. Upadam jednak na siłach na widok 
dalszych prac nauczycielskich, znam słabość starganego 
zdrowia i ustawne przykrości w tym stanie, znam 
przytem niedoskonałości, które mnie zupełnie niezdol- 
nym do pełnienia tych obowiązków czynią. Najpożądań- 
szem przeto życzeniem moim jest odsunąć się od pracy, 
w którą napróżnobym się wdzierał, której godnie do- 
pełnić nie mogę. Stałem przeto i niezmiennem przed- 
sięwzięciem moim jest uwolnić się od obowiązku po- 
dejmowanego dotąd, nie dla sławy jakiej, ale dla słu- 
żenia publiczności, którą nie chcąc zawodzić, wolę siły 

10* 



Digitized by VjOOQIC 



148 PUŁAW y. 



moje dla pomocy familii zachować. W całym jednak 
ciągu życia swego szczęśliwym się zawsze osądzę, gdy 
najdroższa mi opieka i nader łaskawa JO. Ks. Dóbr. 
towarzyszyć zechce, gdy powodowany nią będę postę- 
pował w pilności i cnocie zawsze. 

JO. Księcia Dóbr. 
najniższym podnóżkiem 

Joachim Lelewel^. 

Lubo w listach Jana Śniadeckiego i Czackiego 
nieraz jeszcze będzie mowa o Lelewelu i jego pra- 
cach, list powyższy jest jedynym śladem bezpośrednich 
młodego historyki stosunków z Puławami i rodziną 
Czartoryskich. 

Widzimy więc, jak za pośrednictwem Groddecka, 
Śniadeckiego i Zawadzkiego książę jenerał wyszukuje 
między młodzieżą zdolności i talenta. Lelewela po- 
suwa do Krzemieńca, Leona Borowskiego przenosi ze 
Swisłoczy do Wilna, Lacha Szyrmę zabiera do 
Puław. 

Chce on jeszcze w klasztorach wskrzesić zanie- 
dbaną uprawę nauk i ciągle się dopytuje, czy wśród 
Bazylianów, niema lingwistów słowiańskich, w klaszto- 
rach łacińskich teologów lub historyków. Jakoż u Do- 
minikanów w Wilnie odkrywa się ks. Zdanowicz zaj- 
mujący się historyą i ks. Żukowski filolog. 

Ks. Mikołaj Zdanowicz obejmuje za namową obu 
książąt naukę historyi w szkole licealnej w Grodnie 
w r. 1809. Gdy wymawia się tenże, że nie czuje się 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 149 



na siłach kontynuowania historyi Naruszewicza, książę 
jenerał radzi mu, by się zabrał do rozszerzenia książki 
ks. Wagi, lub napisania podręcznika historyi polskiej, 
na wzór francuskiej Henault i przesyła mu pomienio- 
nego autora. 

Zawsze za pośrednictwem Zawadzkiego pozdra- 
wia książę ks. Ciecierskiego, ceniąc wysoce jego światły 
umysł i szle doń osobne pismo. Ks. Żukowskiemu, 
profesorowi greki, także z zakonu ks. Dominikanów, 
zaleca, aby jej nie porzucał, ale zarazem chwali jego 
zamiar udania się do Krymu dla nauki języka arab- 
skiego. „Znajdują się w Krymie ludzie między Tata- 
rami w tym języku biegli, są i żydzi w hebrajskim 
uczeni, mianowicie w Bachcie Szarej, gdzie mają oso- 
bne miasto na górze, zwane „Czarne morze''. 

Do tej wyprawy do Krymu ks. Żukowskiego 
pragnie się książę przyczynić funduszem, jak już wspo- 
mnieliśmy, pisze listy . do swych rządców ukraińskich 
i podolskich, dla ułatwienia podróży i przez syna po- 
leca go gubernatorowi taurydzkiemu. 

Jakoż ks. Sebastyan Żukowski, za pozwoleniem 
przeora przyjmuje warunki podróży do Krymu i na 
sumpt księcia przebywa tam dwa lata (1809 — 1811) 
dla badań lingwistycznych, archeologicznych i etnogra- 
ficznych. 

Zawadzki w r. 1810 drukuje dzieło ks. jenerała 
„Uwagi o pismach polskich" podpisane pseudonimem 
DantisciiS. Ztąd jeszcze się bardziej ożywia w tym 
czasie korespondencya, zwłaszcza, że firma Zawadz- 
kiego coraz to bardziej się staje znaną i nowe przed- 
siębierze nakłady. W jakim upadku zostawało księgar- 



Digitized by VjOOQIC 



150 PUŁAWY. 



stwo polskie, wystarcza wymienić tutaj miejsca, gdzie 
można było dostać książek polskich ^). 

Książę wspierając funduszem Zawadzkiego, obo- 
wiązuje go do coraz to nowych nakładów. Drukuje 
on w tym czasie historyą rzymską . Goldsmida, tłóma- 
czoną przez Olszewskiego i Marcinowskiego, który na- 
pisał, jak donosi Zawadzki dobrą rozprawę „O zakła- 
dach edukacyjnych na Białej Rusi", potem wydaje 
flzyologią" Prochaski, tłómaczenie Wolniewicza, „Far- 
macyą" Fischera, „Anatomią Hempla, tłómaczenie He- 
berskiego. Zgoła wychodzą tutaj podręczniki, wybrane 
z najlepszych autorów współczesnych zagranicznych 
do użytków gimnazyów, hceum krzemienieckiego, a na- 
wet uniwersytetu w Wilnie. Książę jenerał zasięga 
zdania ludzi fachowych co do wyboru tych książek 
szkolnych, wyszukuje tłómaczów, a nakład pokrywa 
datkiem 1000 dukatów w r. 1809 i sumą 1000 duk. 
po roku 1812. 

Młodzież w Wilnie ochotna do nauk. Dziennik 
atoli upada nie brakiem prenumeratorów, ale brakiem 



*) W Wilnie księgarnia Józefa Zawadzkiego, w Ber- 
dyczowie księgarnia Toms & Gom , w Brześciu litewskim 
u 00. Dominikanów, w Grodnie u 00. Bazylianów, w Ko- 
wnie u profesora Krukowskiego, w Krakowie były trzy 
księgarnie Czecha, Maja i Groblowej, w Nieświeżu u 00. 
Dominikanów, w Poznaniu u profesora gimn. Szumskiego, . 
we Lwowie i Kamieńcu księgarnia Pfaffa — lwowska firma 
Milikowskiego powstaje w r. 1824, w Warszawie księgar- 
nia Zawadzkiej, w Witebsku Połońskiego, w Wrocławiu 
W. B. Korna, znanego i najruchliwszego wówczas na- 



kładcy. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 151 

redaktora; książę Adam, kurator i Tadeusz Czacki 
zjeżdżają się w październiku 1810 r., ten z Petersburga 
tamten z Wołynia w Wilnie, by radzić o sprawach 
akademii. 

Zawadzki zakłada księgarnię w Warszawie na 
współkę z Męckim. „Protekcya WKMości — pisze — 
jest niewidomą tarczą od pocisków". Dziękuje za na- 
desłanie trzech komedyj gotowych do druku (zdaje się 
że książę cofnął ich wydanie) drukuje zaś teraz Ana- 
charsysa. O Borowskim donosi, że ^.przykłada się do 
autorów greckich i łacińskich, polskich nie zaniedbu- 
jąc. Jeszcze młody, a wiele rokuje". Z młodzieńców 
na akademii celują w naukach: Wolniewicz i Ko- 
narski. 

„Myśli Dantyszka" miały wielkie powodzenie; 
znać, że się domyślano autora. To też Zawadzki za- 
biera się do drugiego wydania, ozdabia winietą we- 
dług rysunku Demla, ucznia wileńskiego, przedstawia 
wśród doryckiej kolumnady biust wielkiego Jana Za- 
moyskiego. Wykonanie atoli tej winiety, w braku kra- 
jowych drzeworytników, wiele przedstawia trudności 
i opóźnia edycyą. 

Ważne dzieło hr. Strojnowskiego, poruszające 
najżywotniejszą kwestyą : „O ugodzie dziedziców z wło- 
ścianami" ogłoszono w r. 1811 u Zawadzkiego; po 
polsku i w tłómaczeniu rosyjskiem, ściąga wielki wy- 
gowor z Petersburga na wydawcę. Wówczas jeszcze 
cenzura nie była odrębnie uorganizowana w Rosyi, 
nie należała jak dziś do policyi, ale była powierzoną 
uniwersytetowi. Otóż cenzura uniwersytecka puściła 
dzieło Strojnowskiego, ale nad profesorem, który dał 



Digitized by VjOOQIC 



152 PUŁAWY. 



swoje zezwolenie i nad wydawcą zawisła groźba pro- 
cesu. Na żądanie księcia jenerała, aby wyszukiwać 
tłómacza starych aktów ruskich, odpowiada Zawadzki, 
że nie znaleźć go w Wilnie, trzeba szukać w Kijowie, 
gdzie byli archiwiści i we Lwowie, gdzie oddawna 
słowiańszczyzną się zajmowano, gdzie istnieje stare 
bractwo stauropigialne, a uczeni lwowscy bywali człon- 
kami akademii duchownej, prawosławnej w Kijowie. 
Nasi zaś uczeni na Litwie nie mają dotąd gustu do 
starej słowiańszczyzny. Obecnie okazuje się postęp 
w filologii : książę kurator za swego ostatniego pobytu 
zaprowadza seminaryum filologiczne na wzór Getyngi, 
wykłady Groddecka bardzo uczęszczane, my zaś, księ- 
garze najlepiej obserwujemy podnoszenie się, lub upa- 
danie nauk**. 

Zawadzki wydaje w r. 1811 na polecenie Puław 
komplet dzieł Kniaźnina. ' 

r Inter arma sileni musae'' — pisze Zawadzki 
w r. 1812 — a lubo podziela zapał ogólny, skarży się 
na zachwianie przedsiębierstwa księgarskiego. Gdy 
rozwiały się nadzieje ogółu, powraca do swych zajęć, 
doznawszy po raz wtóry wspaniałomyślnego poparcia, 
gdyż składa dziękczynienie księciu za dar 1000 du- 
katów, już powyżej wzmiankowany. 

Ponowna ta a znaczna ofiara przypada w chwili 
trudnej dla skarbu puławskiego. Ale sędziwy książę, 
jak własnemi majątkowemi kłopotami nie daje się 
powstrzymać od hojnych nakładów na cele naukowe, 
tak ani wiek, ani ciężkie przejścia i wstrząśnienia 
w kraju nie studzą tego zapału, z jakim wytrwale 
śledzi każdy obj.aw postępu cywilizacyjnego. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 153 



Gdy korespondencja z Zawadzkim utrzymuje pu- 
ławskiego Nestora w ciągłej świadomości o szczegó- 
łach życia akademickiego i budzącym się ruchu umy- 
słowym na Litwie, listy Jana Śniadeckiego do Puław 
dają szerszy i głębszy pogląd w rdzeń kwestyj nauko- 
wych wnikający. 



Digitized by VjOOQIC 




[awód profesorski Jana Śniadeckiego, czynność 
jego sięgająca poza obszar katedry do reform 
edukacyjnych, spraw politycznej i cywilizacyjnej na- 
tury - równie jak stanowisko jakie zajmował w nauce, 
wielostronnie bywało wyjaśniane *). 'Materyał zresztą 
biograficzny jest tak obfity i znany w korespondencyach 
publikowanych Śniadeckiego z Kołłątajem, Czackim 
i innymi, uzupełniają go szczegóły zawarte w życio- 
rysach Poczobuta i Kołłątaja przez niego skreślonych, 
że tylko dla przypomnienia zapiszemy tu główne daty 
życia, wraz z kilkoma rysami tej wyjątkowej inteligen- 
cyi i niezwykłego charakteru. 

Urodzony w Żninie województwie gnieźnieńskiem 
r. 1756, z rodziny średniego mienia, niewiadomo mie- 
szczańskiej czy szlacheckiej, retorykę i dyalektykę od- 
był w szkole fundacyi Lubrańskiego w Poznaniu — 
a pierwszy impuls do nauk przyrodniczych dał mu 



^) Michał Baliński „Pamiętniki o Janie Śniadeckim", 
rozprawy Henryka Struvego, Eleonory Ziemęckiej, Teofila 
Ziemby, Aleksandra Skórskiego, wreszcie dzieło Maurycego 
Straszewskiego: ,.Jan Śniadecki jego stanowisko w dziejach 
oświaty i filozofii w Polsce", oraz artykuł p. Chmielowskiego 
w „Encyklopedyi wychowawczej'". 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI POT.AW Z WILNEM. 155 



profesor fizyki, uczony Jezuita Rogaliński. Z myślą 
wstąpienia do tego zakonu przybył w r. 1772 do ko- 
legium jezuickiego u św. Piotra w Krakowie. Odwiódł 
go od tego zamiaru kanonik Marciszewski, rektor aka- 
demii i dał mu przytułek w bursie jagiellońskiej. Ba- 
kałarzem filozofii zostaje w kilka miesięcy pobytu 
a doktorem filozofii w r. 1775, zaczyna też niebawem 
kurs algebry. 'Przysłany z komisyi edukacyjnej Hugo 
Kołłątaj zadziwiony świetnym popisem słuchaczów 
Śniadeckiego, zajmuje się młodym doktorem i rozta- 
cza nad nim opiekę, którą Śniadecki w późniejszych 
latach, ciężkich dla Kołłątaja, nie omieszka odwdzię- 
czyć. Grosz oszczędzony przez rozważnego młodziana 
i pomoc pieniężna rektora zacnego ks. Żołędziowskiego, 
umożebnia Śniadeckiemu pierwszą naukową podróż 
za granicę w r. 1778. Biskup Poniatowski, przewo- 
dniczący komisyi edukacyjnej i ks. Czartoryski zaopa- 
trują Śniadeckiego w listy polecające do przedniejszych 
uczonych niemieckich. Podróż trwała trzy lata — jej 
etapami Lipsk, Getynga, następnie Amsterdam, Paryż. 
Nie będziemy się zatrzymywać nad relacyami 
z tych pierwszych podróży, bo nie stoją one w bez- 
pośrednim stosunku z naszym materyałem puławskim. 
Zaznaczyć należy, że ten młody badacz, mimo znajo- 
mości z Condorcetem i d'Alembertem , nie daje się 
porwać płytkiemu a rwącemu podówczas prądowi 
encyklopedyzmu; natomiast zajmuje się gruntownie 
systemem Lavoisiera, słucha wykładów astronomii 
La Landa, zgoła oddaje się w Paryżu naukom ścisłym, 
gardząc zaś filozofią francuską, zwraca się raczej do 



Digitized by 



Google 



156 PUŁAWY. 



zapomnianych już naówczas filozofów angielskich szkoły 
sęnsualistów. 

W roku 1781, gdy już reforma akademii krakow- 
skiej przez Kołłątaja została przeprowadzoną, Śnia- 
decki Jan obejmuje katedrę matematyki nie bez niechęci 
dawnych profesorów, pierwszy porzuca łacinę i wpro- 
wadza wykład polski. 

Ile gruntowny w nauce, tyle rzutki i umiejący 
otworzyć sobie drogę w stosunkach światowych, przed- 
stawia się królowi, wchodzi w bliższy stosunek z księciem 
jen. i biskupem Poniatowskim, pozostaje też w ciągłym 
związku z tern, co w komisy i edukacyjnej w Warsza- 
wie zamierzają i przeprowadzają; a choć z Kołłąta- 
jem przyjaźnią złączony nie dzieU wszystkich jego co 
do akademii krakowskiej planów, a zapytany przez 
biskupa Poniatowskiego i Czartoryskiego o zdanie, 
oświadcza się przeciw postępowaniu Oraczewskiego 
i dodaie: „co do mnie, należę do partyi zdrowego 
rozumu". Po pracowitych początkach na katedrze 
i ogłoszeniu kilku specyalnych dzieł, puszcza się znów 
w podróż do Anglii r. 1787. Miał już imię i stosunki, 
bywał na dworze króla Jerzego III i pośredniczył mię- 
dzy słynnym ambasadorem w Londynie Herschlem 
a astronomem francuskim Gousinem. Zwiedził Cam- 
bridge i Oxfort, przywiózł z sobą wiele dzieł, przyrzą- 
dów, mnogie stosunki i poznanie świata politycznego 
jak naukowego. 

Wróciwszy do Krakowa, zastał na uniwersytecie 
walki i kwasy. Stanął po stronie dawnych przywilejów 
i urządzeń akademii przeciw niektórym reformom ko- 
misyi. Pojechał w czasie wielkiego sejmu do Warszawy 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 157 



wystąpił przeciw Oraczewskiemu, starł się z Kołłątajem; 
znalazł poparcie króla, prymasa i księcia jenerała — 
i zwyciężył. 

Przez rząd austryacki zagrożony na swej kate- 
drze, wyjeżdża w roku 1802 na kilkoletnią podróż po 
Francyi i Włoszech, z której przytoczymy niedruko- 
wane relacye w listach do księcia jenerała. 

Po powrocie z zagranicy rozpoczynają się za po- 
średnictwem obu Czartoryskich: księcia jenerała i księ- 
cia kuratora rokowania, aby z Krakowa przeniósł się 
do Wilna, gdzie już młody brat Andrzej zajmował 
katedrę fizyki. 

Zarówno umysł jak i charakter Jana Śniadeckiego 
znamionuje przedewszystkiem wielka samodzielność. 
Nigdy nie idzie on za prądem cłiwili — czy nim jest 
wolteryanizm i encyklopedyzm, czy teoryje rewolucyjne 
francuskie i nowatorstwa reformatorskie komisyi edu- 
kacyjnej lub sejmu czteroletniego, czy nim jest jako- 
binizna, masoneryja, czy znów zapał napoleoński, czy 
nowa filozofia Kanta, czy nowa szkoła poezyi roman- 
tycznej. To stanowisko obronne w dziedzinie myśli 
i w dziedzinie politycznej czyni go często niepopular- 
nym, niekiedy ściąga zarzut pewnej przekory, a gdyby 
to słowo było wówczas w użyciu, nazwanoby go rea- 
kcyonistą z natury. 

A jednak zarówno w filozofii, literaturze jak i po- 
lityce nie była to tylko negacya, ale odporność i sa- 
modzielność, w Polsce rzadka, płynąca z przekonań 
nader krytycznego umysłu. 

Umysł to był trzeźwy, jasny i pozytywny, w pra- 
wdziwie dodatniem znaczeniu tego słowa. Blask chwi- 



Digitized by VjOOQIC 



158 PUŁAWY. 



Iowy nigdy go nie zaćmił, szukał we wszystkiem real- 
nych podstaw. Wolter podbił świat nie systemem 
filozoficznym, bo tego wycisnąć nie można ze stosów 
jego ksiąg, ale blaskiem literackim, szyderstwem, cy- 
nicznym dowcipem; Russo czułostkowością, powabem 
utopii i pochlebianiem dumie człowieka i ludzkości; 
d'Alembert, Diderot i cały zastęp encyklopedystów 
w dogmat i fanatyzm zamienili pianę frazeologii hu- 
manitaryzmu. 

Popularność ich płynęła t ich płytkości. Stosun- 
kowo najmniej oddziałali na Niemców i Anglików, bo 
tam nauki gruntowniej brane. Zapanowali w salonach 
warszawskich tak jak żurnal mód lub romans fran- 
cuski. Wielu obroniło się wiarą tradycyjną, wyjątki 
tylko głębszą nauką; do nich należał jak już wiemy 
książę jenerał, a Jan Śniadecki był pierwszym pisa- 
rzem poruszającym materye filozoficzne, który się od 
encyklopedystów całkowicie u nas wyzwolił. 

Do filozofii szedł drogą scientyficzńą, potrącał ją 
w dziełach matematycznych i astronomicznych, w ko- 
respondencyach z przyjaciółmi, a o wiele później (1819 
i 1820 r.) napisał swoje wyznanie filozoficzne, gdy 
miał się z innym zmierzyć systemem, z Kantem. 

Od Francuzów cofnął się do sensualistów an- 
gielskich Locka, Popea, Huma i do Descartea, a je- 
szcze dalej do Bakona. Zbliżał go tu właśnie wspólny 
grunt scientyficzny, podstawa realna. Słusznie wyka- 
ziye p. Straszewski, że nie przyjął on bez zastrzeżeń 
nauki sensualistów, i że błędnie dzisiejszy negatywny 
pozytywizm podszywałby się pod Śniadeckiego ojco- 
stwo. Jeśli wielki przeciwnik krytyki czystego rozumu 



Digitized byLjOOQlC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 159 



Kanta i jego kategoryi, odwołuje się do zmysłów jako 
pierwszego probierza mechanizmu myślenia, wrażeń, 
świadomości, to ztąd jeszcze daleko mu do mate- 
ryalizmu. Realista ten, bo nim był istotnie Śniadecki, 
uznawał tę osobowość, którą nasi idealiści panteisty- 
czni nazwali o wiele później Jaźnią", ale ją zatwier- 
dzał podmiotowo i przedmiotowo, w duszy ludzkiej 
i w pojęciu Boga, jako astronom i przyrodnik w wy- 
bornem zrozumieniu oddzielności świata i materyi od 
wszechmocnej potęgi, która ją wydała i nią kieruje. 

Przeszedł Śniadecki między sceptycyzmem fran- 
cuskim a racyonalizmem niemieckim, trzymając się 
metody tych filozofów, którzy apriorycznej dyktatury 
nie narzucali rozwojowi umiejętności, ani też nie sta- 
wiali przepaści między wiedzą a wiarą. Rozgraniczenie 
sfery zmysłom podległej od sfery duchowej, nie było 
ich przeciwstawieniem, jak pozytywny postęp nauk 
przyrodniczych, gdy chwilowa wyszumi tendencyjność, 
nie zachwieje prawd sięgających poza świat materyi. 

O zasadach i uczuciach religijnych Śniadeckiego 
niewiele nam biografowie jego mówią. Nie spotykamy 
jednak w pismach Śniadeckiego żadnego śladu niedo- 
wiarstwa, a w życiu i działaniu wiele świadectw, że 
z prądem niewiary, liberaUzmu, racyonalizmu, maso- 
neryi walczył wytrwale. Ma on tylko przesąd do Je- 
zuitów. 

Śniadecki jak zajmował stanowisko obronne w filo- 
zofii, podobnie i w polityce, a odznaczał się niezmierną 
roztropnością, przewidywaniem niebezpieczeństw, zdro- 
wym i głębokim sądem o wypadkach i ich następ- 
stwach. Konserwatyzm w dzisiejszem jego pojęciu 



Digitized by VjOOQIC 



160 PUŁAWY. 



jeszcze u nas nie istniał, bo przecież pod tę nazwę 
nie podciągniemy obrońców liberum veło i praw het- 
mańskich przeciw reformie 3 maja. Ale ten konser- 
watyzm, który się nie zatrzymuje i nie chce wznosić 
gmachów z próchna, idąc naprzód stąpa ostrożnie, aby 
ruin nie przyśpieszyć i nie powiększyć; ten konser- 
watyzm co zna wady narodu i wieku niebezpieczeństwa, 
który się nie zapędza w przepaściste drogi, który chce 
utrzymać równowagę i ład, szuka punktu oparcia, nie 
daje się porwać uczuciu i wyobraźni, ale pyta się roz- 
sądku; ten konserwatyzm ma w Janie Śniadeckim 
bodaj czy nie pierwszego swego protoplastę. 

Dlatego Śniadecki, choć zaprzyjaźniony z Kołłą- 
tajem, nie idzie za nim w kwestyach akademii a bu- 
rzliwość jego temperamentu zna dokładnie; dlatego, nie 
daje się porwać ogólnemu zapałowi na widok orłów 
napoleońskich i ostrzega, aby akademia do demon- 
stracyj politycznych się nie mieszała; dlatego na uni- 
wersytecie walczy z masoneryą i z kierunkiem nie- 
mieckiego liberaUzmu przyniesionym przez Groddecka; 
dlatego tajnym związkom przeciwstawia stowarzyszenie 
ludzi poważnych pod humorystyczną nazwą „Szubraw- 
ców'' i w organie tegoż grona „Wiadomości brukowe*^, 
ostro, bronią szyderstwa, pamfletem dobrze zrozumia- 
nym i uczciwie użytym smaga to, co było zdrożnem 
w społeczeństwie lub żywiołem nieładu, rozstroju. 

Gdy w Polsce zawsze walka rozumu z uczuciem, 
możnaby stronnictwa polityczne podzielić według tego 
czy czerpią wyłącznie ze źródeł poezyi, czy mają pod- 
stawę umiejętną i filozoficzną — a właśnie w poglą- 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNENT. 161 

dach politycznych Śniadeckiego znać umysł filozoficznie 
wyrobiony, przywykły do ścisłego myślenia i znający 
związek przyczyn ze skutkami. Dalekie nasuwają się 
analogie tego profesora astronomii i filozofii, który pod 
kuratoryą księcia Adama przyczynił się przeważnie do 
organizacyi i rozkwitu akademii wileńskiej, z postacią 
profesora historyi w lat 60 później co przyczynił się 
dzielnie do odrodzenia na uniwersytecie krakowskim, 
tego przewódcy Szubrawców z tamtym przewódcą 
Stańczyków, oczywiście mutatis mułandiSy w odmien- 
nych warunkach, sferze działania, i innej* epoce. 

Ale gdy czytamy przestrogi w liście Śniadeckiego 
z Wilna do profesora Szopo wicza w Krakowie pod 
datą 1820 r. zdawałoby się, że czytamy ustęp z listu 
Szujskiego : 

„Bardzo mnie zasmuciła wzmianka w liście W. 
Pana o niesforności studentów, któraby mogła bar- 
dzo okropne ściągnąć skutki na kraj tamtejszy i dać 
pretekst sąsiedzkim państwom do pochłonięcia tego 
kawałka ziemi. W Niemczech północnych młódź 
szkolna jest najrozwiąźlejsza, jakem się jej sam przy- 
patrzył. Ponieważ ją tam wzięto w kluby, bać się po- 
trzeba, żeby się do was co z t«j zarazy nie przywlekło. 
Młódź nasza jest dobra ale do uwiedzenia łatwa. Po- 
trzeba pilnego czuwania i przezornego postępowania 
rządu szkolnego, żeby i cudzej zarazy nie wpuścić 
i wytępić to, co się mogło wcisnąć szkodliwego. W te- 
raźniejszym stanie rzeczy jestto punkt bardzo istotny 
do zbawienia Krakowa. Są w Warszawie półgłówki, 
które drażnią rząd, a coby im tam nie dozwolono 
drukować, posyłają (jak słyszałem) do Krakowa. Tych 

PuUwy T. Ul. 1 1 



Digitized by VjOOQIC 



162 PUŁAWY. 

nierozsądnych patryotów a istotnych nieprzyjaciół oj- 
czyzny, bardzo się należy chronić. Położenie Polski 
i Krakowa tak jest delikatne, tak wielkiemu niebez- 
pieczeństwu podległe, że jeden pretekst niesforności 
wszystko może zgubić. Ten stan rzeczy poty trwać 
musi, póki się stały porządek nie ułoży w Europie, 
od czego niezmiernie jeszcze oddaleni jesteśmy. A roz- 
sądny i* prawdziwie ojczyznę kochający Polak w cier- 
pliwej spokojności nre powinien o tem zapominać, że 
słaby i że to, co teraz ma jest skutkiem wymuszonej 
przypadkami sprawiedliwości. Powinien się w cichości 
ćwiczyć i oświecać; wprawiać w rozsądek i umiarko- 
wanie, w poznanie i zgłębienie dawnych swych przy- 
war : ^azaliż łaskawe nieba nie zjawią dla niego czasów 
szczęśliwszych! Gotuje się wielka w Europie burza, 
starać się o to winniśmy, abyśmy przez nasze winę 
nie wpadli w matnię powszechnego nieszczęścia*. 

Mnogo zebrać można z pism i korespondencyj 
Jana Śniadeckiego podobnych dowodów trzeźwości 
poglądu politycznego i tego spokoju mędrca, wśród 
ogólnego zamętu i burzliwych wypadków. Ocenia on 
nietylko zdrowo położenie kraju rozdartego i obowią- 
zek profesorski uśmierzania zapędów młodzieży, nie- 
tylko patryotyzm jego wolny jest od szowinizmu, czuło- 
stkowości i lekkomyślności, ale zdaje on sobie wcześnie 
sprawę, do czego wiodą hasła i doktryny zainaaguro- 
wane we Fiancyi. Z odrazą odwraca on wzrok od 
orgij rewolucyjnych francuskich, które znajdują w Pol- 
sce niekiedy oddźwięk i zwolenników, jak hołdować 
nie będzie gwiaździe Napoleona. Sąd jego ó stanie 
Francyi porewolucyjnym, który niżej podajemy, świad- 



Digitized by VjOOQ IC 



STOSUNK I PUŁAW Z WILNEM. 163 

czy, że nie są to tylko chwilowe wrażenia, ale prze 
konania, któremi Śniadecki wyprzedza epokę. 

Jak za granicą umiał sobie otwierać drogę i two- 
rzyć stosunki, że mu ofiarowano katedry to w Getyn- 
dze, to w Madrycie, że nietylko znany wśród uczonych, 
ale i na dworach, w zetknięciu z cesarzem Józefem II, 
z Jerzym III, królem angielskim — tak i w kraju za- 
cząwszy od króla Stanisława Augusta i prymasa Po- 
niatowskiego miał profesor wszechnicy krakowskiej 
wyjątkowe stanowisko, powagę i wzięcie. 

W Krakowie łączyła go ścisła zażyłość z rodzi- 
nami Małachowskich, Wielopolskich, Potulickich. Przez 
Jana Potockiego stał się przyjacielem domu księżny 
marszałkowej Lubomirskiej jeszcze w Paryżu, odwie- 
dzał ją następnie w Wiedniu, przebywał niekiedy 
w Łańcucie. Z księciem jenerałem i Puławami łączyło 
go wiele dawnych węzłów, wspólnych prac i zbliżo- 
nych przekonań. 

.Stała korespondencya zawiązuje się, gdy Śnia- 
decki podejmuje drugą swą podróż. Przebywał w Pa- 
ryżu, kiedy ks. Albertrandy doniósł księciu o potrze- 
bie odpowiedzi na książkę Yillersa, która krzywdziła 
sławę Polaków, a którą uwieńczył instytut francuski. 

Wezwany przez księcia Śniadecki naprędce w Pa- 
ryżu ogłasza refutacyą Yillersa: 

„Wpadła mi ta książka w ręce na wyjezdnem, 
bez odpowiednych źródeł i książek pod ręką, napisa- 
łem naprędce odpowiedź, która jutro będzie czytana 
w instytucie, a pokaże, czem była Polska w XV 
i XVI wieku". List datowany z Paryża 18 marca 1804 
jest jakby zadatkiem tej ciągłej straży i obrony, jaką 

ir 



Digitized by VjOOQ IC 



164 PUŁAWY. 



uczeni polscy podejmować ustawicznie będą zmuszeni 
przeciw złośliwej tendencyi, lub ignorancyi cudzo- 
ziemskich pisarzy, a w tern zadaniu obronnem dom 
Czartoryskich spełniać będzie odtąd wiernie swą 
misyą. 

^Yillers — dodaje Śniadecki — jest to kantysta 
i apostoł tej sekty niemieckiej zagorzałych metafizyków, 
którzy anatomią myśli ludzkiej posunąwszy aż za gra- 
nicę pojęcia, chcą durzyć świat apokaliptycznym języ- 
kiem, udawać za mądrość subtelności szkolne XVII w., 
których ani nauczyciel, ani. nikt nie rozumie. Jest to 
morowe powietrze na rozum ludzi, który chcą w cie- 
mnotę pogrążyć. Żałuję, że mi Pan Bóg nie dał 
dowcipu Moliera na wyszydzenie tej nauki, do której 
się teraz przyłożyłem z wielkim żalem czasu i pracy, 
bo nie widzę w niej dotąd, tylko mistyfikacyą rozumu 
ludzkiego i wskrzeszenie wieków tajemnic egipskich". 

Trudno zaiste dosadniejszą a bardziej prawdziwą 
i zdrową dać charakterystykę rodzących się w Niem- 
czech spekulacyj metafizycznych. Niemniej atoli trafne 
wypowiada zdania o narodzie francuskim. 

„Trzeba było przypatrzyć się bliżej rzeczom na 
uleczenie się z tego wrażenia o narodzie francuskim, 
jakie mnie zajmowało, gdym widział rzeczy tylko z ksią- 
żek i gazet. Chociaż pozbycie się tego omamienia, 
w jakiem co do Francyi żyjemy w Polsce, zasmuca 
człowieka, ale go robi rozsądniejszym i baczniejszym 
na to prawidło logiczne, żeby się nie dać uwodzić 
pierwszym wrażeniom, ani na nich sądu o rzeczach 
nie gruntować. 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WTT.NEM. 165 



„Niemcewicz gdzieś się podział, nie mogłem go 
odszukać, a państwo Zamoyscy wyjechali z Paryża do 
Puław**. 

Plan pobytu za granicą obejmuje jeszcze rok cały. 
Z Paryża wyjeżdża Śniadecki do Rouen, Amiens, Bru- 
kseli, ztamtąd do Holandyi, a dalej przez Liege i Spa 
na końcu lipca powraca do Paryża; w wrześniu dąży 
do południowej Francyi i przez Medyolan i Wenecyą 
do kraju. 

O podróży tej zdaje on do Puław sprawę z swych 
spostrzeżeń i uwag, a lubo listy te nie stoją w bezpo- 
średnim związku z przyszłem Śniadeckiego zadaniem 
w Wilnie, zbyt wiele zajmujących podają szczegółów, 
byśmy je mieli w całości tu nie przytoczyć. 

Medyolan 18 listop. 1804. 

„Siedziałem przez 8 miesięcy w Paryżu, widzia- 
łem tam mnóstwo piękności, z których Francuzi inne 
narody złupiwszy tak niemi zapchali to miasto, że 
oko zb3rtnią mnogością rzeczy w jedno miejsce sku- 
pionych więcej się durzy i fatyguje, niż cieszy i uczy. 
Jeden objekt odrywa uwagę od drugiego i nie da się 
jej. długo zatrzymać z pożytkiem. Wszystkie ustano- 
wienia publiczne co do umiejętności i nauk znalazłem 
dziś lepiej opatrzone jak przedtem, ale najsławniejsi 
ludzie przerobieni w pohtyków, więcej myślą o pla- 
nach rządowych i dobrym swym bycie, niż o naukach. 
Pochlebstwo posunięte aż do bezczelności i złączone 
z podłością bardziej im dziś smakuje, niż miłość prawdy 
i skuteczna zdania i umysłu niepodległość. Zyskawszy 



Digitized by VjOOQIC 



1 66 PUX.AWY. 



pierwszych szefów jakobińskich i ludzi uczonych, rząd 
przyszedł do tego, ozem jest dzisiaj. Wszystkie insty- 
tucye dobre zaczynają się psuć, bo są przerabiane 
teraz do nowego stanu rzeczy, czego przykład widzia- 
łem w szkole politechnicznej, która tyle znakomitych 
ludzi w krótkim czasie dla wszystkich stanów wydała, 
a która dziś przeznaczona na formowanie oficerów. 
Rząd militarny nie dba tylko o to rzemiosło, które 
zrobiło jego szczęście — reszta robi się tylko dla pró- 
żności i pozoru. Lud w stolicy niegrzeczny, .ponury, 
podobny do człowieka długiemi konwulsyami zmordo- 
wanego; zgraje szpiegów ukrytych wszędzie się uwija- 
jących, wprowadziły powszechną nieufność ludzi do 
ludzi i zrobiły towarzystwo trudne i niesmaczne. By- 
łem w nowo zdobytych prowincyach nad Renem, obje- 
chałem potem począwszy od Renu dawną Normandyą, 
Pikardyą, Flandryą francuską, Niderland, wielką część 
Holandyi i biskupstwo Leodyjskie. Widziałem miasta 
zawalone gruzami z kościołów, zamków i najpiękniej- 
szych budowli; porty morskie albo próżne albo z ro- 
zebranemi okrętami kupieckiemi, próżno tam gnijącemi, 
albo zajęte leniwą robotą statków wojennych. Kościoły 
niderlandzkie poobdzierane z obrazów, rzeźb i posą- 
gów, brudnemi i gołemi ścianami zasmucają przecho- 
dnia. Kraj ten ledwo nie najpiękniejszy w Europie, 
przez miasta zabudowane i kanałami połączone, przez 
swoje wielką osiadłość, przez żyzność ziemi i prze- 
mysł pracowitych mieszkańców, stęka dzić pod nie- 
zmiernemi podatkami, konskrypcyą żołnierską, zniszcze- 
niem handlu morskiego, pod cłami handlu lądowego, 
które liczne jego manufaktury zbliżają do upadku. 



Digitized by VjOOQ IC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 167 

Zdaje się, że rząd szuka tylko wszędzie pieniędzy i lu- 
dzi, nie dbając o prawdziwy swój i kraju interes. Oto 
jeden przykład: Miasta w Niderlandzie mają wiele ra- 
fineryi cukru, którego przedać za granicą nie mogą, 
nie mogąc utrzymać konkurencyi z Holendrami, bo cło 
włożone na cukier surowy, przywieziony z Ameryki 
jest czterdzieści razy większe we Francyi jak w Ho- 
landyi. Przed 25-ciu.laty widziałem Holandyą w stanie 
kwitnącym, widziałem ją dziś w stanie opłakanym. 
Handel lądowy przez Ren, handel ukradkowy pod 
banierą neutralną, choć niebardzo rozległy na morza, 
oszczędność życia kapitalistów licznych, w zapasy za- 
możnych oddalają na jakiś czas zupełny jego upadek, 
ratują niedostatek skarbu publicznego, ale razem służą 
za fundusz zdzierstwa i łakomstwa dzisiejszych pro- 
tektorów i aliantów. Kilka rodzin wpływowych ubie- 
gając się o miejsca rządowe i o ustalenie oligarchii 
w swych domach, ułatwiły Francuzom odmianę przed 
kilkunastu laty w systemie rządowym stosownie do 
woli i interesu obcego, z obrazą wszystkich praw i na 
prawdziwe kraju nieszczęście. Jeżeli stan wojenny 
długo potrwa, reszta kapitałów przeniesie się do Ame- 
ryki i Anglii i oschną źródła egzystencyi tego. kraju. 
„Cóż tedy zrobiła dobrego rewolucya francuska ? 
stawszy się okropnem zgorszeniem w dziejach ludzko- 
ści, napełniwszy nieszczęściem całą Europę, pochło- 
nąwszy tyle krajów obcych, pogorszyła byt i zdoby- 
tych i swych dawnych mieszkańców, skończyła na 
stworzeniu rządu żołnierskiego, dumnego i chcącego 
przewodzić a przez to zaszczepiła dla Francyi nasienie 



Digitized by VjOOQIC 



168 PUŁAWY. 

wiecznego niepokoju w trwodze i obrażonej miłości 
własnej wszystkich narodów. 

„Wróciwszy ze Spa do Paryża, wyjechałem 
ztamtąd do Bordeaux i Tuluzy, zwiedziłem kanał 
langwedodzki i prawie całą Francyą południową, aż 
do Marsylii, zkąd brzegiem Renu przez Awinion i Va- 
lencyą jadąc ku północy, zboczyłem do Delfinatu, 
ztamtąd przez Sabaudyą przedzierałem się przez Alpy 
do Piemontu, z którego tu przybyłem. Przejechałem 
już granicę, ale nie przejechałem panowania francu- 
skiego. Na zachodzie i południu Francyi tak nic po- 
cieszającego nie znalazłem jak i na północy. Wszędzie 
szemranie na niezmierne podatki, kilkakrotnie większe 
iak przed rewolucyą, na konskrypcyą wojskową, na 
stratę wiele swobód używanych za dawnej dynastyi. 
Miasta osobhwie dziś są bardzo uciśnione, bo oprócz 
opłat z gruntu, domów, ruchomości, przemysłu i t d. 
przymuszone są jeszcze drogo opłacać wszystkie arty- 
kuły komsumpćyi czyli akcyzę. Rewolucyą pożarła 
wszystkie dobra i kapitały szpitalów na chorych i ubo- 
gich. Dziś rząd wszystkie te ustanowienia ludzkości 
i miłosierdzia wrócił i bardzo dobrze urządził, ale na 
ich utrzymanie włożył podatek na konsumpcyą pod 
imieniem Octroi de hienfaisance. Możnaby dziś zrobić 
dość gruby dykcyonarz nomenklatury podatkowej pod 
różnemi nazwiskami tu zaprowadzonej ; ale mieszkańcy 
pomnąc na gwałty, rozboje i trwogę, przez które w re- 
wolucyi przeszli, woleliby nawet jeszcze większym ko- 
s/.tem okupić spokojność, aby się tylko te okropne 
czasy nie wróciły? Ten ogólny sentyment zrobił całą 
pomyślność dzisiejszego rządu. Stan nauk po prowin- 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 169 



cyach znalazłem pogorszony i smutny. Można powie- 
dzieć, że pod tym względem administracya robi wszy- 
stko tylko dla Paryża, a prawie nic. dla prowincyi. 
Oprócz szkoły medycznej w Montpelier w dawnym 
stanie utrzymanej, wszystkie towarzystwa uczone, aka- 
demie, uniwersytety po miastach główniejszych zni- 
szczone i rozsypane, nie egzystują tylko jeszcze w żur- 
nalach paryskich. Na ich miejsce pozaprowadzano licea, 
szkoły centralne, specyalne i t. d. wszystko to niedo- 
kończone, źle opatrzone i nic dotąd nieznaczące. Zgoła 
gorzej niż było u nas po rozsypaniu Jezuitów i za ko- 
misyi rozdawniczej, nim komisya edukacyjna zaprowa- 
dziła ład i rozsądek. Wszystkie te instytucye nie mają 
oddzielnej kasy i funduszu, dochody zwyczajne pożera 
wojna, przepych rządowy i administracya niezmiernie 
kosztowna, osadzona rojami subalternów i oficyalistów, 
których rząd coraz bardziej mnoży jak własne pod- 
pory w różnych widokach mu posłuszne. 

. „Niderland r Piemont są dwie najszacowniejsze 
posesye, z któremi nic z dawnej Francyi porównać się 
nie może co do bogactwa, osiadłości, pięknego zabu- 
dowania kraju, co do przemysłu, pracowitości i do- 
broci mieszkańców. Widziałem kanał langwedoski, 
jedno z najpiękniejszych i najśmielszych dzieł Lu- 
dwika XIV, ale jeśli kanał przez St. Quentin łączący 
Sekwanę z L*Escaut będzie dokończony, nad którym 
z wielkim pośpiechem pracują, dzieło to będzie jeszcze 
śmielsze i większego podziwienia godne". 

Za powrotem Śniadeckiego z zagranicy, książę 
jenerał z Puław, książę kurator z Petersburga i T 



Digitized by VjOOQIC 



170 PUŁAWY. 



deusz Czacki z Porycka przypuszczają istny szturm do 
znakomitego profesora, aby przeniósł się z Krakowa 
do Wilna. Śniadecki zrazu się waha, bo do Krakowa 
przywykł, a wie, jak trudne czeka go na nowem sta- 
nowisku zadanie. Książę jenerał bierze na siebie za- 
bezpieczenie Śniadeckiego, że pensya profesora uni- 
wersytetu krakowskiego nie będzie mu zatrzymaną. 
Śniadecki pobierał w Krakowie 6000 złp., a lubo 
z niewyjaśnionych powodów od katedry w roku 1802 
został już odsunięty, zastąpił go zaś profesor mate- 
matyki Kodesch, Niemiec z rodu i bez imienia nauko- 
wego, pensyą Śniadecki pobierał i w ruchu naukowym 
Krakowa dość uśpionym był najważniejszym czynni- 
kiem. Książę Adam przeprowadza znów z ministrem 
oświaty w Petersburgu układy o odpowiedną dotacyą 
katedry astronomii i rektoratu, czekającego na Śnia- 
deckiego w Wilnie. 

Pertraktacye te trwają czas jakiś. Nowe nastają 
zwłoki, bo, mimo gorliwego poparcia ks. Adama, w Pe- 
tersburgu, targują się co do pensyi i żądają jej mo- 
dyfikacyi. Śniadecki stawia swoje ultimatum i wyjeżdża 
do Porycka, ale tam nowe nalegania; wTeszcie nad- 
chodzą pomyślne decyzye z Wiednia o uwolnieniu na 
trzy lata i z Petersburga. Śniadecki ulega namowom, 
a objechawszy Wołyń i Litwę, wraca do Galicyi i od- 
wiedza dom pani Morskiej, zkąd donosi księciu o swem 
postanowieniu. 

Z Zarzecza pod Jarosławiem 4 paź(}z. 1 806. 

„Strawiłem większą część wiosny i całe lato na 
objechanie Litwy i Wołynia^ dla przypatrzenia się Lli- 



Digitized by Vj.OOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 171 



żej nowym ustanowieniom nauk. Chciałeś W. X. M., 
abym się przeniósł do akademii wileńskiej, kilkakrotne 
wezwanie księcia kuratora wymogło na mnie, żem przy- 
jął miejsce astronoma. Wypadało mi jechać do Wilna 
przed zawarciem ostatecznej z rządem umowy i dla 
zatrzymania tam brata swojego, chcącego się od aka- 
demii oddalić i dla zaspokojenia mojej troskliwości 
czyli poznawszy bUżej stan rzeczy, będę mógł tak po- 
ważnemu zawołaniu dogodzić? W Petersburgu wa- 
runki wynagrodzenia za przeniesienie się pod inny 
rząd, znaleziono wygórowanemi, zdawało mi się, żem 
już uwolniony ze słowa. Za przybyciem do Wilna 
obskoczony byłem naleganiami akademików i osób 
obcycti, abym przyjął urząd rektora, do którego mia- 
łem z różnych powodów wstręt. Już wyjechałem 
z Wilna, gdy list księcia kuratora pełny chlubnych dla 
mnie i obywatelskich przełożeń skłonił do powrotu". 
Dalej pisze, że przerobił propozycye do" Petersburga na 
łatwiejsze, prosi o wyjednanie u dworu wiedeńskiego 
pozwolenia wydalenia się do Rosyi na trzy lata, aby 
pensya z akademii krakowskiej nie upadła. 

„Byłem w Porycku ii JWPana Czackiego, a z nim 
w Krzemieńcu; oglądałem wszystkie zakłady i gabi- 
nety, czytałem wszystkie projekty do tej ważnej insty- 
tucyi, roztrząsałem jego opatrzenie, potrzeby i fundu- 
sze. Trudno opisać pociechy serca z jaką pgitrzyłem 
na szczęśliwe początki i rosnącą pomyślność tej pra- 
wdziwie narodowej szkoły. Próba w znacznych korzy- 
ściach uczniów przekonało tamecznych obywatelów, jak 
wielkie zafundowali dobrodziejstwo dla kraju i swych 
potomków. Zaludnia się ta szkoła dziećmi znakomi- 



Digitized by VjOOQIC 



172 PUŁAWY. 

tych familij, rodzice osiadają w Krzemieńcu — i jeżeli 
posiłkowana będzie gorliwość Czackiego, gimnazyum 
to wyrośnie na przykład i na najlepszą szkołę ze wszy- 
stkich prowincyj naszej zgasłej ojczyzny. Gabinet fizy- 
czny w kosztowne machiny zagraniczne zaopatrzony, 
piękny zakład do obserwacyj meteorologicznych i astro- 
nomicznych, zbiór mineralno-zoologiczny coraz się po- 
większa. Bibliotekę po królu zakupioną powiększają 
świeżo sprowadzone księgi, zaczęto robotę około ogrodu 
botanicznego, mnożą się zakłady mechaniki praktycznej, 
kursą nauk bardzo rozsądnie urządzone. Projekt szkół 
parafialnych oparty na czystych pryncypiach, gdy zo- 
stanie potwierdzony, rozszerzy stosowną do potrzeb 
pospólstwa instrukcyę. Trudno opisać extraordynaryjnie 
wygórowaną gorliwość JW. Czackiego : cała jego czyn- 
ność, zabiegi, praca, wszystkie prawie chwile czasu, 
znaczne nakłady z własnego majątku temu przedmio- 
towi poświęca. Żadna trudność, żadna przeszkoda, ani 
go zraża, ani w zapale studzi. Bóg i Wołyń eróbić 
powinni wszystko ! jest jego maksymą. 

„Syn marszałka Mniszcha a wnuk W. X. M. jest 
pod bliższym domowym dozorem i instrukcyą dyrektora 
gimnazyum, JP. Czecha, człowieka ze wszechmiar słu- 
sznego, znanego mi od dwudziestu kilku lat, zaleco- 
nego nauką, pracą, słodyczą charakteru i nieposzlako- 
waną czystością obyczajów, który pod rządom komisyi 
edukacyjnej w Warszawie, Płocku, Krakowie z chwałą 
pracował i umiał dać pierwszy szczęśliwy ruch tej 
nowej instytucyi w Krzemieńcu". 

Stało się wreszcie zadość życzeniom tych, którym 
leżało na sercu przeprowadzenie reformy akademii 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 173 



wileńskiej przez postawienie na jej czele męża zdol- 
nego sprostać temu zadaniu. 

Jan Śniadeeki przenosi się do Wilna i obejmuje 
rektorat na początku roku szkolnego 1807/8. Równo- 
cześnie książę kurator wyjednywa w Petersburgu fun- 
dusze na przebudowanie i urządzenie, obserwatoryum 
astronomicznego, którego kierunek przypada Śniade- 
ckiemu. Łączy on bowiem dwie katedry: astronomii 
i filozofii, gdy brat jego Andrzej pozostaje na katedrze 
fizyki. Groddeck prowadzi seminaryum filologiczne, 
Jundziłł wykłada matematykę. Borowski przygotowuje 
się do kursu literatury polskiej, który w lat kilka do- 
piero będzie mu powierzonym. 

Są tu jeszcze wielkie luki w innych wydziałach, 
trwają niesnaski i małe zawiści, które pod wpływem 
Czackiego i księcia Adama wnet nikną. 

Dawna korespondencya Jana Śniadeckiego z księ- 
ciem jenerałem znów się nawięzuje. Śniadeeki pisze 
z Wilna 14 lutego 1808 r.: 

„Zdobisz WXMość ród Polaków zbiorem rozle- 
głych wiadomości i rzadkiemi darami dowcipu, nie 
szczędzisz majątku, żadnych prac i starań na szerzenie 
nauk pomiędzy swymi ziomkami, nie zechcesz więc 
odmówić zaszczytu, o który się ubiega uniwersytet 
wileński, aby WXMość liczył i czcił w rzędzie swych 
członków honorowych. Stawszy się objektem powsze- 
chnego uwielbienia za tyle dobrodziejstw dla nauk 
i wychowania młodzi polskiej, należysz WXMość do 
wdzięczności wszystkich zgromadzeń temu zatrudnieniu 
poświęconych". 



Digitized by VjOOQIC 



174 PUŁAWY. 



Nie jest obojętną Śniadeckiemu i historya, gdy 
pieczy księcia poleca materyały do historyi polskiej, 
które zebrał w Warszawie zmarły świeżo Albertrandy. 

„Naruszewicz historyi nie skończył, Czacki mio- 
tany róźnemi ważnemi sprawami nie ma potemu czasu. 
Niech przynajmniej będą zebrane i drukiem ogłoszone 
materyały Albertrandego, a znajdzie się choć później 
szczęśliwe pióro i trafna głowa, która z nich ułoży 
porządne dzieło dziejów Polski". 

Na odwrót odpowiada na polecenie księcia co do 
poprawy polszczyzny w książkach dla dzieci wydania 
Korna w Wrocławiu. Troską księcia sprawa dziennika 
w Wilnie a obsada katedry literatury polskiej i łaciń- 
skiej zostaje załatwioną. Ofiarowano ją ks. Woroni- 
czowi, ale jej nie przyjął, bo inne czekało nań w ko- 
ściele stanowisko. Chreptowicz radzi, aby konkurs 
rozpisać na trzy lata a dotacyą tymczasem składać: 
najgodniejszy odrazu weźmie sumę uzbieraną. 

Ukazem imperatorskim ustanowiono dwie komi- 
sye do funduszów edukacyjnych z władzą sądzenia bez 
apelacyi. Na gubernią wołyńską, podolską i kyowską 
prezyduje w ważnej tej magistraturze Tadeusz Czacki; 
komisarzami zaś są mianowani: Olizar, Sobański, Bo- 
reyko i Chodkiewicz. W komisyi dla Litwy i Białorusi 
prezyduje Tomasz Wawrzecki, komisarzami: Białopio- 
wicz, Niesiołowski, Lachnicki i Romer. „Jest to try- 
umf — dodaje Śniadecki — wielkich i zbawiennych 
starań księcia kuratora, Adama". 

„Myśli Dantysza" przygotowane do druku, dają 
nowy temat do rozpraw dostojnego autora z uczonym 
przyjacielem w przedmiotach czystości języka i po- 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 175 



prawności pisania. „Nie. jestem bezwzględnym czcicie- 
lem — pisze książę jenerał — języka Skargi i nie chcę, 
aby się krępowano wzorami Kochanowskich i Gór- 
nickich. Nie bylibyśmy mieli Rafaelów, Tycyanów, 
Gorregiów, gdyby obarczała ich geniusz bojaźó zbo- 
czenia i oddalenia się od sposobów, w których malo- 
wali : Giotto Giorgione i farby mieszali i pędzla się 
jęli, krótko po odrodzeniu nauk i kunsztów". 

Po tej uwadze pełnej głębokiego poglądu i jakby 
przewidzenia, że Rafael języka polskiego, Mickiewicz, 
nie pójdzie za Giottem jakim był dla mowy naszej 
Skarga — żartobliwa wycieczka na jakiś przycinek 
Śniadeckiego: „Dantiscus, jak zgadłeś, lubo rodem 
Kaszuba, ale długo mieszkając w Połondze, dla handlu 
swego, stał się zaciętym Żmudzinem. Pojawiły się 
w Warszawie niedrukowane anegdotki i satyry na 
Albertrandego pod nazwą kardynała Alberoniego. „To- 
warzystwa warszawskiego praca — dodaje książę — 
boję się bardzo, żeby nie przestała być nigdy pstrą 
i rozprutą robotą, bez związku, a osobliwie bez pe- 
wnego i jednostajnego celu. Kanonicy składający tę 
kapitułę, są to zosobna ludzie sposobni i nie bez nauki, 
ale kapituła niebardzo wie, do czego zmierza". 

Po tej wycieczce dość zasłużonej, humorystycznie 
spiera się Dantiscus ze Śniadeckim o wolności skła- 
danych słów, o akcentach i o potrzebie szukania źró- 
deł w językach słowiańskich. 

Inny list księcia jenerała, poświęcony znów spra- 
wom teatru według Diderota. 

Śniadecki pod d. 3 lipca 1808 r. pisze o Lele- 
welu: 



Digitized by VjOOQIC 



176 PUŁAWY. 

„Miody Lelewel dosyć się do nauk przykłada, ale 
nie wiem dlaczego poradził mu p. Groddeck, być złym 
autorem. Wydał on tu pisemko „o dawności narodu 
litewskiego** źle ułożone, z tonem dla młodego stu- 
denta jeszcze nieprzyzwoitym. Zapowiada pisać prze- 
ciw Naruszewiczowi w tytule książki, nie powiedziawszy 
w samem dziele nic uczonego, ani rozsądnego. Zgani- 
łem mu i pismo i lekkomyślność, radząc, żeby pisząc 
wiele dla swej nauki i ćwiczenia, nie był nadto skory 
do drukowania, ani się sposobił na wzór pisarzy nie- 
mieckich, którzy więcej się troszczą o upatrzenie w kim 
błędu, jak o wynalezienie prawdy i chcą dlatego ucho- 
dzić za mądrych, że wszystkich ganią i posądzają 
o myłki. Spodziewam się, że uznał ważność i potrzebę 
tych reflekcyj i że się poprawi. Myślałem zawsze dłu- 
żej przy uniwersytecie go zatrzymać i z duszy radbym, 
aby mu się powiodła nauka historyi, której się chce 
poświęcić". 

Lelewel stał naówczas wobec starej naruszewi- 
czowskiej szkoły na tem stanowisku bezwzględnej kry- 
tyki, na jakim staną w pół wieku później wobec szkoły 
lelewelowską nazwanej przywódcy nowego kierunku. 
Naturalna to kolej rzeczy, bo praca badawcza choć 
przekazuje z pokolenia na pokolenie to co wydobyła 
z głębi, z każdą atoli generacyą zmienia się horyzont 
poglądów i zmieniają, narzędzia i metoda badania. 
Ciekawem jest dziś odczytywać te skargi starych kon- 
serwatystów Śniadeckiego i Czackiego wobec młodego 
Lelewela, który krytycyzm niemiecki wprowadza i za- 
czyna od inaugurowania nowej metody obalającej 
zdobycze poprzedników. 



Digitized by VjOOQ IC - 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 177 

I 

Lelewel w pierwszych już zaraz pracach niewąt- 
pliwie naznaczył postęp w krytycznem opracowaniu 
i skonstatowaniu źródeł, nie znać atoli jeszcze, aby 
poza zmianą metody badawczej, przeprowadzał już 
nowe poglądy i tendencye, które rozwinie w dalszym 
swym pracowitym zawodzie. 

Szkoła naruszewiczowska, która zjednoczyła orga- 
nicznie do wspólnej przygotowawczej pracy poważny 
zastęp ludzi : Albertrandego, Niemcewicza, Wagę, Osso- 
lińskiego, Czackiego i biorącego żywy udział we wszy- 
stkich tych zadaniach ks. jenerała, miała jeden wytknięty 
cel i jedne tylko dążność, tę sarnę, która przewodni- 
czyła w zbiorach puławskich i poryckich: dążność i cel 
zpośród ruin walącego się gmachu nagromadzenia pa- 
miątek historycznych. Chodziło tu o uratowanie bytu 
historycznego dla przyszłości, gdy polityczny upadł, 
o zbliżenie i uświetnienie wszystkiego co było chwałą 
i wielkością. Wobec tej głównej tendencyi uczuciowej 
i patry o tycznej, która chciała wydobyć jak najwięcej 
blasku z zamierzchłej przeszłości, nie mogło być mowy 
o ścisłym obrachunku i sądzie krytycznym; wszelka 
legenda w starych zapisana kronikach wchodziła do 
dzieła Naruszewicza, a inni bliższe zbierali i przeka- 
zywali tradycye. Jeśli tę apologetyczność naruszała 
niekiedy krytyka, to wypływała ona z modnych pojęć 
liberalno-fraucuskich. Lelewel z natury i ze studyów 
zbliżony do Niemców, wprowadzi w późniejszych swych 
dziełach ideje demokratyczne niemieckie i szukać dla 
nich będzie podstawy w jakimś pierwotnym gmino- 
władztwie słowiańskiem. 

PaUwy. T. III. l2 



Digitized by VjOOQIC 



178 PUZAWY. 

Bystry znawca ludzi Jan Śniadecki, nie będąc 
historykiem z zawodu, może odgadywał ten kierunek 
i tę tendencyą przyszłego przywódcy demokracyi i re- 
publikanizmu w młodym Lelewelu i dlatego tak ostro 
karci jego zarozumiałość. 

Od młodości złączony przyjaźnią z Kołłątajem, 
pamiętny protekcyi jakiej niegdyś od podkanclerzego 
i wizytatora akademii krakowskiej doznawał, gdy teraz 
Kołłątaj po więzieniu skompromitowany wobec rządów, 
zrujnowany majątkowo, skompromitowany i wobec 
swoich burzliwością swego charakteru, przerzucaniem 
się od jakobinizmu do Targowicy, od Targowicy do 
tych knowań swej kuźni podczas powstania kościusz- 
kowskiego — złamany na siłach i opuszczony osiada 
w Krakowie, wtedy Śniadecki bierze go w obronę, 
choć ocenia nader trafnie. 

Oto co pisze 6 listopada 1809 r. : 

^Podobnobyśmy jeszcze wygrali w porównaniu 
z innymi narodami postawionymi w podobnem co my 
położeniu. Aleksander I i ród W. X. M. wspominani 
będą z wdzięcznością w dziejach nauk polskich. W ję- 
zyku ojczystym uczy się pod rządem tutejszym prze- 
szło 20.000 młodzi w 8 guberniach. 

„Pisał do mnie z Krakowa X. Kołłątaj, że tam 
przychodzi do odzyskania skonfiskowanej mu własno- 
ści. Zwykł on czasem słuchać mojej rady i nigdy na 
tem nie szkodował. Korzystając z położonej we mnie 
ufności, myślę mu przełożyć, aby się na resztę życia 
wyrzekł wszelkich spraw, marzeń i awantur polity- 
cznych, aby się o żaden urząd krajowy nie ubiegał 
i ofiarowanego sobie nie przyjął, bo ten rodzaj i teatr 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 179 

zatrudnienia przyniósł mu w korzyści tylko ogromną 
nienawiść, srogie prześladowanie i ostatnią nędzę. 
Stał się on męczennikiem za przywidzenia, które wię- 
cej złego jak dobrego zrobiły dla ojczyzny i ziomków. 
Jego charakter śmiały aż do zuchwałości, jego bujna 
i niczem powściągnąć się nie dająca imaginacya, nie 
przystaje w sprawach publicznych na dzisiejszy wiek, 
okoliczności i że tak powiem, przeznaczenie Europy 
Niech raczej zapewniwszy sobie przystojny dochód 
w domowem zaciszu, poświęci się całkiem pisaniu nie 
marzeń i projektów, ale rzetelnych czynów i wypadków 
w dziejach i naukach krajowych. Ma on prawdziwy 
talent, dobrze wyrobione choć cokolwiek zarozwlekłe 
pióro, zwroty i sposoby mówienia. Przy tak zaciętej 
i lubej mu pracy może wyjść na wzorowego pisarza, 
stać się sławnym a krajowi prawdziwie pożytecznym. 
Niech dokończy swego dzieła o początkach narodów 
słowiańskich, które choć jest hipotetyczne ale dobrze 
pisane. Niech opisuje niektóre znakomitsze epoki hi- 
storyi krajowej, której aę tak długo uczył. Miał on 
wiele kosztowych materyałów do historyi akademii 
krakowskiej, która się tak wiąże z dziejami krajowego 
oświecenia. Jestto człowiek niemłody, wyćwiczony 
w szkole nieszczęścia, znękany ciągłem artrytecznem 
cierpieniem, powinienby przyjąć i uznać ''tę radę za 
zbawienną. 

„Brat mój utopiony w kwasach, niedokwasach 
i przekwasach są to trucizny na wesoły humor. Patrząc 
w niebo, gorąco wzdycham oto, aby Opatrzność Waszą 
Książęcą Mość strzegła od wszelkich kwasów i nie- 
dokwasów**. 

12* 



Digitized by VjOOQIC 



180 PUŁAWY. 

W innym liście 20 grudnia 1809 r. rozpisuje się 
Śniadecki o rękopiśmie Dantyszka, a do pochwał do- 
łącza poprawki językowe. 

W liście z 23 lutego 1810 r. ostro krytykuje To- 
warzystwo warszawskie przyjaciół nauk za to, że nie 
w swoje wdało się rzeczy, urządzając sesyą publiczną 
na przywitanie wracającego wojska. „Obraziło to rządy 
sąsiedzkie, podało w podejrzenie członków Towarzy- 
stwa żyjących pod temi rządami, było dziecinnym po- 
pisem. Go przystoi władzom politycznym, do tego 
wdawać się towarzystwa uczone nie powinny. Okropne 
i niesłychane w dziejach ludzkich nieszczęścia, które 
zapaleni sawanci, wmieszawszy się do rządu krajo- 
wego, sprowadzili na Francyą, zhańbiły nie naukę, ale 
ludzi, źle jej używających. Powinno to być przestrogą, 
ile niebezpieczne jest uczonym wychodzić z granic 
swojego zawodu. Gondorcet, będąc głębokim geometrą, 
rozumiał, że potrafi być wielkim prawodawcą. Prze- 
jąwszy myśl Franklina, z którym wiele przestawał, 
uwziął się zburzyć konstytucyą monarchiczną i ucho- 
dzić będzie w dziejach, jako sprawca srogich nieszczęść 
dla swej ojczyzny". 

Kiedy uczone grona warszawskie tworzyły rodzaj 
dekoracyi przy powitaniu wojsk francuskich, rektor 
uniwersytetu wileńskiego, wystawiony na nacisk z innej 
strony dostrzegł, jak to niebezpieczna gra, a uwagi 
powyższe winny być zapisane w księdze stałych reguł 
dla wszystkich ciał uczonych, zapominających o tej 
Unii demarkacyjnej, jaka istnieje między światem nauki 
a polityką. Znaczącemi są także słowa poprzedniego 
listu o saVantach we Francyi mieszających się do po- 



Digitized by 



Go(^e 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 181 



lityki, gdy zważymy, że dziś dopiero oceniono we Fran- 
cyi zgubny wpływ sawantów ze szkoły encyklopedy- 
stów na utworzenie dogmatów rewolucyi francuskiej, 
a Śniadecki współczesny świadek do tych samych już 
wówczas dochodzi poglądów. 

Śniadecki krytykuje prospekt na historyą polską, 
ogłoszony przez Towarzystwo nauk warszawskie, widzi 
w tem także tylko czczą chęć popisu bez możliwości 
osiągnienia celu na teraz. „Trzeba bowiem materyał 
wpierw przygotować. Towarzystwo zaś zanim ogłosiło 
konkurs, powinno było porozumieć się z Czackim, 
który nabył od Pijarów pisma po Albertrandym i Do- 
gielu". 

Kołłątaj znów pisząc do Śniadeckiego, zaręcza, 
że zrzekł się na całe życie polityki, ale nie może 
uzyskać restytucyi majątku i jest w nędzy. Pracuje 
teraz nad sprostowaniem błędów zawartych w dziele 
Rulhiera. 

Śniadecki odwodzi go od polityki, w której zawsze 
Kołłątaj unosił się zadaleko, nieszczęśliwą odgrywając 
rolę, ale uznaje w nim wielkie zdolności badacza. 
„Dzieło Kołłątaja „O początkach narodu'*, które mi 
jeszcze w rękopiśmie z Moraw do Porycka przysłał, 
ma wiele rzeczy znakomitych i da się porównać z dzie- 
łami Bailly Gonot de Gibelin". 

Ostatnia odezwa, którą odnaleźliśmy Śniadeckiego, 
do gospodarza Puław, datowana 8 stycznia 1810 r.: 

„Muszę skarżyć się przed Waszą X. Mością na 
księcia kuratora, który mnie nie chce puścić do Puław, 
Sieniawy i Łańcuta, gdziem się bawił tak przyjemnie. 
Przytępił on nawet we mnie ochotę do strzelania be- 



Digitized by VjOOQIC 



1 82 PUŁAWY. 



kasów. Po skończonych trzech latach mozołu, na któ- 
rem się do Wilna zaciągnął, uwziął się książę kurator 
dłużej mię tutaj zatrzymać. Żeby przynajmniej chciał 
mię zostawić z samemi gwiazdami; strzelając oczyma 
po niebie, zapomniałbym o bekasach, w tem cichem 
i wspaniałem zachwyceniu. Ale ckliwa profesya wo- 
dzenia ludzi, od której całem życie uciekał, psuje mi 
humor, wprawia w myśli posępne i melancholiczne, 
zdaje mi się czasem, że chodzę po cmentarzu pogrze- 
banego rozsądku, i jeżeli kiedy mi przyjdzie do głowy 
pod cieniem litewskich cyprysów napisać coś w guście 
Junga, w tej kirowej inspiracyi, odezwę się na samym 
początku do księcia kuratora. 

„Przeczytałem teraz w gazecie francuskiej, że 
umarł w Paryżu doktor medycyny Piotr Franelle, licząc 
lat 120. Z pewnością on nie był rektorem żadnego 
uniwersytetu". 

Mimo tych skarg, dał się nakłonić przedstawie- 
niom ojca i syna ks. Czartoryskich, zachował berło 
rektora i pozostał na katedrze aż do r. 1825. Prze- 
trwał więc kuratoryą księcia Adama, który z niej ustą- 
pił w roku 1823, w chwilach prześladowań młodzieży 
przez Nowosilcowa. 

Śniadecki ciężkie na swem urzędowaniu przetrwał 
próby, ale doczekał się plonów ze swego posiewu, 
plonu zbyt bujnego, aby jego rozkwit nie wzbudzał 
w mistrzu nieufności. Wiadomo, że wystąpił jako sta- 
nowczy przeciwnik szkoły romantycznej a obrońca 
starych reguł klasycznych. Na starość można niekiedy 
zmienić przekonania, nie zmienia się już smaku. Błę- 
dnem byłoby jednak mniemanie, że pokolenie mickie- 



Digitized by VjOOQ IC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 183 



wiczowskie wychowało się jedynie pod wpływem libe- 
ralnego kierunku, reprezentowanego zrazu przed Grod- 
decka i Francka — następnie przez Lelewela, że ten 
rozdział profesorów na dwa stronniciwa oddziaływał 
jednostronnie na młodzież. Przeciwnie, powaga i wpływ 
Śniadeckiego nie tracił na tem, że był on przedstawi- 
cielem konserwatyzmu w nauce i w polityce. Widzimy, 
że skutecznie zwalczył na uniwersytecie francuską 
encyklopedyczność , masoneryę i niemiecką filozofię 
Kanta. Tomasz Zan, przewódca filomatów zapisał się 
do loży na to, aby ją rozbić. Ani Mickiewicz, ani nikt 
z jego towarzyszy nie hołduje Kantowi i jego pan- 
teistycznym następcom. Co więcej, pierwszy popęd do 
organizacyi filomatów i filaretów, wyszedł od tego grona, 
które się „Szubrawcami* przezwało, a w którem Śnia- 
decki przewodniczył. Świadczy o tem Domejko, Karol 
Kaczkowski, stwierdza w swej cennej o Szubrawcach 
monografii p. Hordyński. Szubrawcy walczyli z ma- 
soneryą i w „Wiadomościach brakowych'' nawoływali 
młodzież do naukowego, moralnego życia i poważnych 
zajęć. W tym duchu zjednoczyli się filomaci, a na 
ich majówkach brali udział starzy członkowie klubu 
Szubrawców. Leon Borowski, profesor literatury, był 
ulubieócem Śniadeckiego, choć w pojęciach literackich 
się z nim różnił. Józef Gołuchowski zajął katedrę filo- 
zofii po Śniadeckim, a choć w systemie także różny, 
doznawał od niego wyszczególnienia, a Gołuchowski 
należał do największych ulubieńców młodzieży, w pó- 
źniejszej nieco epoce. 

Śniadecki umysłem i charakterem przerasta wielu 
współczesnych, nietylko wśród polskich znakomitości, 



Digitized by VjOOQIC 



184 PUŁAWY. 



Jeśli polityczne jego poglądy dziś wydają się tak zdrowe, 
świeże, jędme, że wyprzedzają to, do czego docho- 
dzimy po 60 latach ciężkich doświadczeń i prób, to 
i w nauce to co samoistnie zdobył , co od obcych nam 
przyswoił, co w organizacyą całość związał umy- 
słem filizoficznem — to pozostało nieprzedawnione, 
do tego dziś pod wielu względami powrócić możemy 
z pożytkiem. Jest błędne mniemanie, powtarzane usta- 
wicznie, jakoby Jan Śniadecki uznawał jedynie zwierz- 
chnictwo nauk matematycznych nad wszystkiemi in- 
nemi umiejętnościami, a zapewne dlatego, że nie hoł- 
dował encyklopedystom i zwalczał Kanta, powstała 
opinia, że Śniadecki nawet w filozofii był tylko ma- 
tematykiem. Wynoszenie jednej umiejętności nad inne, 
bywa wypływem ciasnoty i jednostronności specyalistów, 
lub też arogancyą doktrynerów podciągających wszy- 
stko pod jedne formułkę i szablon. Że Śniadecki szerzej 
spoglądał na tę Rzeczypospolitę wiedzy ludzkiej, że 
uznawał równorzędność jej różnych działów i hierar- 
chiczną łączność świadczy nam ustęp z przemowy 
rektorskiej wypowiedzianej w roku 1811, którą dziś 
powtórzyć nie będzie zbytecznem: 

„Przesąd uczonych — mówi Śniadecki — wy- 
noszących jedne naukę z pogardą drugiej, jest to sa- 
molubstwo chcące się przecenić lekceważeniem rzeczy 
sobie nieznanych; jest to uczone barbarzyństwo wy- 
nikające z krótkiego i fałszywego rzeczy widzenia. 
Bieg i doskonałość cywjlizacyi idzie za biegiem i za 
wzrostem dobrze urządzonego oświecenia. Ale że czło- 
wiek nic prawie nie odkrył, czegoby na złe nie użył; 
mają i nauki swoje zarazy, jako skutki i blizny chorób 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 185 

umysłowych, od których młode głowy chronić i zabez- 
pieczyć należy. Cokolwiek jest prawdą, cokolwiek roz- 
wija i doskonali siły człowieka, daje im kierunek prosty 
i porządny, jest w instrukcyi krajowej pożytecznem 
i szanownem. Nauka języków ćwiczy pamięć. Nauki 
matematyczne przyzwyczajają do rozwagi, do porząd- 
nego wywodzenia myśli i wzmacniania rozumu i pro- 
wadzą refleksyą do rozleglejszego rzeczy widzenia. Nauki 
fizyczne obznajmiają człowieka z dziełami przyrodze- 
nia, zaostrzają i rozprzestrzeniają w nim pojęcie. Nauki 
moralne i historya podnoszą i prostują jego czucie, 
a oswajając go z porządkiem moralnym świata, ska- 
zują drogę prawdziwej zacności. Wymowa, poezya, 
historya kunsztów rozwijają, doskonalą i prostują ima- 
ginacyą, okazują mu potęgę i czarujące wdzięki mowy 
ludzkiej podnieconej talentem. Zgoła, rozmaite te 
wiadomości wydobywają, kierują i podnoszą rozmaite 
władze umysłu i czucia; wszystkie zaś te pierwiastkowe 
ale czyste i porządne każdej nauki obrazy i wrażenia, 
składają magazyn myśli^ prawd i postrzeżeń potrzebny 
do trafnego o rzeczach sądzenia. Natura obdarzywszy 
tak rozmaitemi siłami człowieka, skazuje sama potrzebę 
rozmaitych pomocy każdej sile właściwych. Człowiek 
porządnie uczony powinien wprzódy wiele wiedzieć, 
aby mógł potem jeden przynajmniej objekt gruntownie 
objąć i umieć. Trzeba, żeby każda jego siła miała 
swoje zapasy, aby mogła skutecznie i dzielnie posił- 
kować drugą. Ten skryty łańcuch, który łączy władze 
ludzkiego umysłu zachodzi między naukami, które są 
jego twory i dzieła zadziwiające pojęcia i talenta, są. 



Digitized by CjOOC IC 



186 PUŁAWY. 



najczęściej owocem tego związku i wzajemnego na 
siebie władz i nauk wpływu". 

Tak pojmował rektor wileński organizm umie- 
jętności, a tak kochał naukę, że chcąc jej wyłącznie 
się poświęcić i dochować wiary, pozostał bezźennym, 
twierdząc, że obowiązki rodziny krępują swobodę umy- 
słu i niezawisłość pracy. W rozprawie z Brodzińskim 
Śniadecki odtrąca wprawdzie nową teoryę romantyzmu 
w literaturze, ale nie polemizuje z tak ciasnego sta- 
nowiska, jak Dmochowski i inni w Warszawie. Wprost 
wyznaje, że Grecy i Rzymianie nie wycz-rpnęli całego 
przestworu wyobraźni, nie przeczy geniusza Szekspi- 
rowi, tylko dbały o ścisłe reguły i ustalony porządek, 
lęka się zbytniej swobody nieskrępowanej stałemi pra- 
widłami ani nie opartej na wzorach. Obawy Śniade- 
ckiego okażą się słuszne, gdy je zastosujemy do tego 
co po pierwszym rozkwicie poezyi wybujało następnie 
chorobliwie i bezładnie. Zresztą ten, co jak Śniadecki 
z taką lubością rozkoszuje się nad „Malwiną'^ księżny 
Wirtemberskiej i poleca ją siostrzenicy, którą zawsze 
od czytania romansów odwodził, nie mógł zasmako- 
wać w płodach romantycznej muzy. 

Recenzya Malwiny wywołała w Puławach wdzię- 
<5zne echo, gdy najpoważniejsze podówczas pióro pod- 
nosi wartość powieści będącej wylewem uczuć zbolałej 
duszy. Autorka doznała niemałej ztąd otuchy i przy- 
jemności, jak się o tem zwierza w Ustach do matki. 
Śniadecki ustąpiwszy z katedry w roku 1825, 
osiadł na wsi u swej synowicy w Jaszunach, o cztery 
mile od Wilna — i tu kończył niektóre ze swych prac. 
Zmarł w 74 roku życia, 21 listopada 1830, a więc 



Digitized by VjOOQIC 



STOSUNKI PUŁAW Z WILNEM. 



187 



we dwa dni po wybuchu belwederskim w Warszawie, 
jak gdyby zgonem swym chciał zaprotestować przeciw 
porywom młodzieży, które zawsze za zgubne dla na- 
rodu uważał. 

Do uniwersytetu wileńskiego wrócimy jeszcze 
z księciem kuratorem. 




Digitized by 



Google 



Digitized by CliOOC lC 



« 



MliZY WARSZAWA A PUŁAWAMI 



(Stan ]iteratury w Warszawie. — Zawiązanie Towarzystwa 
przyjaciół nauk. — Albertrandy. — Korespondencya Niem- 
cewicza. — Wielki świat. — • Konstytucya 1815 r. i rozwój 
instytucyi. — Staszic. — Stanisław Potocki. — Mostowski. — 
Matuszewicz. — Marcin Badeni, kasztelan Tarnowski. — 
Kajetan Koźmian i obóz klasyków). 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by 



Google 



jli-y-^^no^Nr ^y"v' N/' ^ V" 



w^ wic 



V. 




a rządów pruskich Warszawa przestała być 
głównem centrum ruchu naukowego i hte- 
rackiego. Rozprysło się to koło, które zasia- 
dało na obiadach czwartkowych w zamku króla Sta- 
nisława Augusta, a jeszcze nie zjednoczyła się ta nowa 
szkoła literacka, która tradycyą obiadów czwartkowych 
miała wskrzesić, ale jej nie dorównać w pałacu jene- 
rała Wincentego Krasińskiego. 

Książę poetów, jak go współcześni słusznie zwali, 
biskup Krasicki od kilku lat opuścił Warszawę, dzieląc 
swój czas między swą siedzibą w Warmii a dworem 
berlińskim, umarł w r. 1801 jako nominat na arcy- 
biskupstwo gnieźnieńsko-poznańskie. Jego towarzysz 
biskup łucki, Adam Naruszewicz, od którego poczyna 
się nowoczesne dziejopisarstwo u nas, już także nie 
żył (t 1 796 r.), a odumarł swoje historyą narodu pol- 
skiego nie doprowadziwszy jej jeszcze do połowy. 
Z jego zgonem przerywa się wielkie dzieło, podjęte 
sumptem króla, dzieło wypisów z aktów koronnych 
i archiwów publicznych zbioru dokumentów history- 
cznych. Tak zwane teki Naruszewicza, pozostały jednak 



Digitized by VjOOQIC 



192 PUŁAWY. 



najobfitszym a umiejętnie dobranym skarbem, który 
rozpada się z wywiezieniem króla do Grodna na dwie 
części ; jedne przechowuje biskup Albertrandy, drugą 
Marcin Badeni, który, zarządzając dobrami stołowemi 
na Litwie, stał blisko osoby króla. Teki Naruszewi- 
czowskie zostały zachowane dla kraju; te które były 
w posiadaniu Albertrandego, dostały się po jego zgo- 
nie darem króla na własność Tadeusza Czackiego. 
W Porycku najpierw Łukasz Gołębiowski czyni odpisy 
kilkunastu^ tomów aktów, tyczących się panowania 
dwóch Zygmuntów dla biblioteki puławskiej; a po 
śmierci Czackiego, wraz z całą porycką biblioteką na- 
bywa je książę Adam do Puław. Ztamtąd wywiezione 
po roku 1831, stanowią jedno z bogactw biblioteki 
książąt Czartoryskich w Krakowie. Druga część tek 
Naruszewiczowskich, pozostała w posiadaniu Marcina 
Badeniego, jest dziś własnością jego wnuka, p. Pawła 
Popiela w Krakowie. 

Inne zbiory stolicy uległy rozbiciu. Najbogatszy 
księgozbiór Załuskich przewyższający o wiele bibliotekę 
jagiellońską, bo mieścił 300.000 tomów i niezmierne 
bogactwo rękopismów, przewieziony do Petersburga. 
Bibliotekę i cenne zbiory, zgromadzone staraniem 
podkanclerzego Hugona Kołłątaja również stracono, 
gdy Kołłątaj po powstaniu Kościuszki schronił się do 
Galicyi i tu podejrzywany o nowe spiski, uwięziony 
został; część tych zbiorów Kołłątajowskich znajduje 
się podobno w bogatej, ale mało przystępnej bibliotece 
Pawlikowskich we Lwowie. 

W Warszawie niema więc w tej epoce ani je- 
dnej biblioteki pubUcznej, zwłaszcza, że bibhoteka 



Digitized by VjOOQIC 



MFKDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 193 

!_. j ._ 

Zamoyskich nieuporządkowana, wraz z archiwum była 
jeszcze w Zamościu przy tamtejszem liceum, a biblio- 
tekę uniwersytecką w pałacu Kazimierzowskim o wiele 
później zaczęto gromadzić. 

Warszawa nie posiadała uniwersytetu, ale tylko 
szkołę prawną i lekarską fundacyi Stanisława Augusta, 
a dopiero za staraniem księcia Adama Czartoryskiego 
i ministra oświecenia Stanisława Potockiego, cesarz 
Aleksander po roku 1815 uzupełnił tę wyższą szkołę 
wydziałami teologii, umiejętności i sztuk i nadał jej 
przywilej akademii. Z 44 profesorów, którzy tam wy- 
kładali, mało imion przeszło do potomności; a podo- 
bno jeden tylko Kazimierz Brodziński' zajął wydatne 
i wpływowe w literaturze stanowisko. 

Towarzystwo przyjaciół nauk zawiązane w r.1800 
głównie za inicyatywą Tadeusza Czackiego, ma zrazu 
bardzo wątły żywot. Do pierwszych założycieli Towa- 
rzystwa książę jenerał nie należał bezpośrednio, bo 
właśnie w' owych latach rządów pruskich od War- 
szawy stronił; zaproszony na członka tego uczonego 
grona, z właściwą sobie ciekawością i gorliwością inte- 
resuje się rozwojem instytucyi, a zawsze równie hojny 
i skory do pieniężnych na rzeczy naukowe ofiar, nie 
odmawia ich równie jak zdania i rad, lubo niezupełnie 
podziela kierunek obrany i jak się niebawem z cyta- 
cyi przekonamy, wytyka Uczne niedostatki tej, jak ją 
zowie kapituły, co miała się stać areopagiem stołe- 
cznym. 

Prezesem Towarzystwa obranym został ten, który 
po Naruszewiczu na polu historyi ojczystej najzna- 
czniejsze położył zasługi, sędziwy ks. Albertrandy, 

l'ul«wy T. ni 13 



Digitized by VjOOQIC 



194 PUŁAWY. 



biskup zenopolitański. Cichy i skromny pracownika 
wśród stołecznych prałatów odznaczał się surowością 
obyczajów i głęboką religijnością; uczoność wieku 
encyklopedystów nie przeszkodziła mu pisać katechi- 
zmu dla szkół, a badania historyczne nie odwiodły go 
od powołania kaznodziejskiego. 

Wspólnik prac Naruszewicza, zwłaszcza w zbie- 
raniu dokumentów i źródeł, za któremi jeździł do 
Rzymu i do Stockholmu, należał do tego grona, które 
postanowiło opracować zbiorowemi siłami dzieje na- 
rodu, rozbierając między siebie poszczególne panowania 
królów. Był to plan zbudowania niejako, jak się wy- 
raża w jednym Uście ks. Czartoryski, „trzypiętrowego 
gmachu dziejów ojczystych" dla młodzieży szkolnej 
miał starczyć podręcznik księdza Wagi, dla doroślej- 
szych historya Naruszewicza, a dla uczeńszych jeszcze, 
osobno opracowane dzieje różnych epok i każdego 
króla zosobna. 

Plan ten powzięto jeszcze na naradach koraisyi 
edukacyjnej, ale wykonanie zwolna wchodziło wżycie. 
W myśl tego planu, ks. Krajewski napisał historya 
Władysława IV, Kwiatkowski panowanie Jana Kazi- 
mierza, najpierwej jednak wywiązał się z zadania 
Albertrandy w dziele : „Panowanie Henryka Walezego 
i Stefana Batorego", do którego następnie dodał mono- 
grafią Kazimierza, Jana Olbrachta i Aleksandra Jagiel- 
lończyków. Są to wprawdzie prace bardzo słabe; ks.^ 
Albertrandy, w „Panowaniu Stefana Batorego", prze- 
tłómaczył tylko Heidensteina bez żadnych krytycznych 
studyów. Niemcewiczowi przypadł w udziale Zy- 
gmunt III, do którego czuje odrazę, o czem się sze- 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘMZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 195 

roko i dosadnie rozwodzi w listach do księcia. Książę 
jenerał znacznie później rozpoczął studya na szersze 
rozmiary i zamierzał napisać panowanie dwóch osta- 
tnich Jagiellonów: Zygmunta Starego i Zygmunta 
Augusta. Zgromadzenie atoli materyałów tyle przed- 
stawiało trudności i tak rozszerzało pierwotny plan 
dzieła, że książę zamiaru tego nie doprowadził do 
skutku. Przełożył zaś Pamiętniki Jana Choisnin, sekre- 
tarza Montluca, biskupa Walencyi, z opisem negocya- 
cyi i elekcyi Henryka Walezyusza. Ważną tę relacyą 
opatrzył tłómacz wstępem, w którym daje wyraz 
swych przekonań i poglądów historycznych. Jak zwy- 
kle, książę jenerał ukrył się tutaj za pseudonimem: 
Wincenty Turski. Pamiętniki Jana Choisnin wydał 
u Zawadzkiego w Wilnie 1818 roku. Do tych prac 
historycznych księcia, powrócimy jeszcze gdy będzie 
mowa o jego pismach. 

Albertrandy miał zasługę w zebraniu „Relacyi 
nuncyuszów apostolskich" pierwszej przed Rykaczew- 
skim i Theinerem publikacyi z archiwum watykań- 
skiego, dotyczącej Polski, która obok „Pamiętników 
historycznych o dawnej Polsce'' J. U. /Niemcewicza, 
rozpoczynała szereg źródłowych wydawnictw. Zamiło- 
wany w numizmatyce zajmował się nią wtedy, gdy już 
nie zdołał podjąć szerszego zadania, do czego go cią- 
gle namawiał książę jenerał, tj. do kontynuacyi dziejów 
Naruszewicza. Gdy powołanym został do przewodni- 
czenia nowoutworzonemu Towarzystwu przyjaciół nauk, 
był to już wiekiem pochylony a pracą złamany starzec, 
nie mający ani inicyatywy do poruszenia, ani energii 
do przeprowadzenia zbiorowych robot. Do księcia je- 

13* 



Digitized by VjOOQIC 



196 PUŁAWY. 



nerała zgłasza się często zawsze z jakąś petycyą o za- 
siłek pieniężny i o radę naukową w podejmowanych 
przedsięwzięciach. 

I tak, donosząc w roku 1801 o zgonie Piramo- 
wicza, prosi o fundusz, aby módz wydać pozostały po 
nieboszczyku rękopism „Prawidła wymowy**. To znów 
w roku 1805 donosi o zamiarze, jaki powzięło Towa- 
rzystwo odparcia potwarzy miotanych na Polaków 
w piśmie jednego z członków francuskiej akademii, 
przez nią uwieóczonem. Albertrandy sądzi, że trzeba 
ogłosić konkurs i program owej refutacyi, a zabierając 
się do rzeczy wymagającej doraźnego odparcia tak 
pedantycznie i zwolna, obiecuje księciu według jego 
życzenia, dochować tajemnicy . co do udzielonego fun- 
duszu na ten cel i wielbi „nowe dobrodziejstwo dla 
ojczyzny, które jak zawsze pragnie pozostać ukrytem**. 
Książę, lubo żądany fundusz na konkurs i programy 
przesłał do Warszawy, nie chce czekać na jego re- 
zultat i pisze do Paryża do p. Pougens, który zadość- 
uczynienie od akademii dla obrażonej dumy narodowej 
wyjednał; a bawiący tam podówczas Jan Śniadecki 
stanłe pede jak widzieliśmy daje odprawę Yillersowi, 
francuskiemu akademikowi, który przez ignorancyą ubli- 
żył przeszłości narodu polskiego. 

Albertrandy przesyła do Puław trzy tomy Roczni- 
ków Towarzystwa przyjaciół nauk z własną rozprawą 
„O medalach cesarzów rzymskich" wraz z drugą rze- 
czą numizmatyczną: „Historya polska trzech ostatnich 
wieków medalami objaśniona" według zbiorów meda- 
lów króla Stanisława Augusta, ks. marszałka Lubo- 
mirskiego i Stanisława Potockiego. „Z rozkazu i na 



Digitized by VjOOQ IC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI, 197 

zachętę W. Ks. Mości — dodaje — moje dzieje Polski 
lat porządkiem ułożone, nanowo podjąłem — wiele 
pracy na człowieka brzemieniem 74-rech lat przygnie-* 
cionego''. 

W stosunkach z Towarzystwem przyjaciół nauk 
i zacnym jego prezesem ks. Albertrańdym, pośredniczy 
Stanisław Kłokocki, bliżej nam już znany. 

Kłokocki pełni w Warszawie obowiązki naukowego 
pełnomocnika Puław, na jego ręce przychodzą z za- 
granicy przesyłki książek, on zajmuje się wydaniem 
Dziejów Albertrandego i innych pism na koszt księcia. 
A jest to mąż wytrawny i uczony, zwłaszcza obznaj- 
miohy z rodzącą się dopiero umiejętnością ekonomii 
politycznej. Tłómaczy on słynne dzieła Adama Smitha 
i Juliusza hr. Sodena. Gdy sprawa katedry dla Kło- 
kockiego w akademii wileńskiej nie dochodzi do 
skutku, pozostaje w Warszawie czynny w Towarzy- 
stwie przyjaciół nauk i komisyi oświecenia. 

Wogóle z owych czasów mniej obfity i mniej 
zajmujący dostarcza nam materyał korespondeńcya 
puławska z Warszawą niż z Wilnem, a nawet ze Lwo- 
wem i Wiedniem. 

Całe to pokolenie czy szereg mężów z wielkiego 
sejmu, którzy tworzyli nietylko stronnictwo polityczne, 
ale i szkołę literacką, było już w rozbiciu. J. U. Niem- 
cewicz w Ameryce, ożeniwszy się rozpoczyna żywot 
plantatora i ztamtąd wywiaduje się skrzętnie o sprawy 
ojczyzny. Kołłątaj w austryackiem więzieniu. Ignacy 
Potocki opuścił Warszawę i Willanów, jeden tylko Sta- 
nisław Potocki ma objąć niebawem kierownictwo wy- 



Digitized by VjOOQIC 



198 PUŁAWY. 



chowania publicznego- Ignacy Potocki, który wcześnie 
owdowiał, od roku 1797 mieszka stale na wsi w Kle- 
mientowicach w lubelskiem nieopodal Puław, musi tam 
bywać częstym gościem, bo korespondencya pełna 
humoru jest jakby uzupełnieniem przerywanych poga- 
danek, naukowych dyskusyj i zasadniczych niekiedy 
szennierek. W listach tytułuje on żartobliwie księcia 
hospodarem a księżnę hospodynią. Kilka wyjątków da 
nam próbę tej poufałej i wesołej zażyłości. 

Książę jenerał przesłał do Klementowic w po- 
darku imieninowym dla swej siostrzenicy, pani Igna- 
oowej, czwórkę koni wschodnich, na co pan Ignacy 
odpowiada: „Obrządku wręczenia listu z wspaniałym 
darem dopełnił p. Szadkowski z gęstą miną, pasem 
ukośnoległym , barkami niehoryzontalnemi i głosem 
mruczno-mężnym. Od tej epoki jagiellońskiej w stajni 
mojej a raczej stajence rewolucya: nie mam do czy- 
nienia tylko z Lechitami. Każdy służący swoje prawi, 
donosi i doradza. Pierwszy raz muzy żalą się na Czar- 
toryskich pogoń. Jeżeli te czasy trwać będą, użyję po- 
dobno krzyżów moich herbowych". 

Rozeszła się była pogłoska, tak uporczywie zre- 
sztą w różnych odstępach czasu i w różnych krajach 
powracająca, o morderstwie rytualnem, którego mieli 
się dopuścić żydzi w Biłgoraju. Tym razem nie brako- 
wało bardzo znaczących poszlak i rzecz miała się stać 
przedmiotem sądowego dochodzenia, lecz jak zwykle 
opinia rozdzieliła się na postępową, odrzucającą po- 
dejrzenie podobnie okrutnego przesądu, i na domaga- 
jącą się śledztwa. Książę jenerał dbał bardzo o to, 
aby zbrodnie nie uchodziły bezkarnie, a znamy pod 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 199 

tym względem jego katońskie zasady z czasów kiedy 
marszałkował w trybunale litewskim. Pan Ignacy prze- 
ciwnie dzielił wraz z swym bratem autorem „Podróży 
do Ciemnogrodu" wiele przesądów epoki co do Ko- 
ścioła katolickiego, ale o okrutnym zabobonie żydow- 
skim mówi w tonie żartobliwym. 

„W interesie Żydów biłgorajskich przypominam 
sobie, że doktor Szymon Syreński, mając arkusz pró- 
żnego papieru przy końcu zielnika swego zapisał go 
krótką rzeczą o Żydach, wystawując świadectwo o sro- 
giem ich okrucieństwie, którem się oni na dziatkach 
chrześciańskich z dawnego i wściekłego postanowienia, 
co rok pastwią. Niech to uważają wielcy panowie pol- 
scy, (ostrzega nasz doktor), iż gdy w Tyrnawie węgier- 
skiej 1523 roku wzięci na mękę i dobrze ciągnieni 
byli Żydowie starsi, między innemi wyznali, że krew 
chrześciańska dawana przez nich w jadle albo napoju 
magnatom, dziwnie jest pomocną do jednania tychże 
miłości ku Żydom. Poty Syreniusz, wierny bajarz. 
Nie mogłem nie wypisywać moralnej przestrogi, a toby 
odtąd hospodar mój baczniej unikał popasów i nocle- 
gów u Żydów, mianowicie w Biłgoraju". 

Jeszcze jeden wyjątek z listu równie humorysty- 
czny, a odnoszący się do wspólnej przyjaźni Puław 
i Klementowic dla Tadeusza Kościuszki: 

„II Re Thadeo przesłał mi w tych dniach dank 
prawdziwie majestatyczny, alabastrowe swoje popiersie 
w stroju konsularno-rzymskim i z napisem y^Amicis 
Amicus^. W przeprawie otarł się nieco nosek najja- 
śniejszego, a ztąd twarz jeszcze podobniejsza. Go w tym 
posągu najbardziej uderza, to zaiste, że wszystkie 



Digitized by VjOOQIC 



200 PUŁAWY, 



organa geniuszu i energii duszy są w nim wyryte we- 
dług kranologii sławnego Galla. Napis amicus amicis 
nie wskazujeż, że połowa tego daru do hospodara 
należy, albo, że podobnym uraczony będzie, czego ja 
daleki od zawiści księciu memu życzę i życzę**. . 

W tym samym tonie żartobliwym zwykł odpo- 
wiadać swemu siostrzeńcowi stary książę, a trzeci ko- 
lega z wielkiego sejmu i poufały przyjaciel Niemce- 
wicz, nawet w listach pisanych z drugiej półkuli wtrąca 
swe dosadne żarty w ten humorystyczny rozhowor. 
Głównym jednak tematem dowcipów jest pan Stani- 
sław, brat Ignacego, który nawet w kole najbliższem 
nie uchodzi nagany z powodu swej próżności. Ciągle 
też Niemcewicz żartuje sobie z dworu pana Stanisławia, 
z jego wysokiej dyplomacyi i porównywa go z władcą 
cesarstwa niebieskiego w Pekinie. 

Ignacy Potocki, marszałek wielki litewski, zmarł 
w Klementowcach podczas kampanii 1 809 r. W chwili 
tryumfów i radości, zgon tego patryoty wywołał ogólną 
żałobę i boleśnie się odbił w Puławach. W sądzie 
o ludziach ówczesnych, należy oddzielić wyobrażenia 
epoki i jej spaczenia — od osobistego charakteru. 
Ignacy Potocki, lubo nie wolny od wpływu wolteryani- 
zmu i masoneryi, miał wyniosłą duszę na krój staro- 
żytny i nie możemy zapominać, że on był moralnym 
przewódcą partyi reformy wielkiego sejmu i przedsta- 
wicielem najszlachetniejszych jej dążności. Na wygnaniu 
wraz z Kołłątajem pisał obronę konstytucyi w trzech 
językach; powróciwszy do kraju zagrożony konfiskatą 
dóbr, wpływom księcia jenerała zawdzięczał zniesie- 
nie sekwestru. Nie minęło to jednak bez znacznego 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 201 

uszczerbku w fortunie, co nie powstrzymało go od 
nowych ofiar w roku 1794 tak, że pan Ignacy mimo 
równej schedy z swym bratem i równego posagu po 
marszałkównie Lubomirskiej, jak zeszedł ze świata 
bezpotołnnie, tak nie zostawił po sobie znaczniejszego 
spadku. 

Wiadomo, że Niemcewicz, gdy Targowica po przy- 
stąpieniu króla wzięła górę, wyjechał wraz z prze- 
wódcami sejmu czteroletniego, Kościuszką i kilku je- 
nerałami do Drezna. Ztamtąd wraz z marszałkiem 
Małachowskim puścił się w r. 1793 w podróż do Włoch, 
w drodze spotkawszy księcia jenerała w Wiedniu. 

Opatrzony listami rekomendacyjnemi księcia do 
kardynała Caprary, pani Le Brun i abbó Gastri, wpro- 
wadzony zostaje w najwyższy świat florencki, przed- 
stawia się na dworze, tam spotyka siostrę króla szwedz- 
kiego: „która mówiła o naszych nieszczęściach z taką 
czułością jakby była Polką" — poznaje się z p. Fon- 
taną, zarządcą muzeów. „Francuzów tu pełno — do- 
nosi — ci co bez pantalonów (sans culottes) sypią 
pieniądzmi, ale wszyscy ich unikają, prawdziwi pano- 
wie emigranci w ubogich dzielnicach i w płóciennem 
odzieniu'*. 

„W wilią Św. Jana, patrona miasta — pisze 
z Florencyi Niemcewicz — były tu gonitwy wozów, 
słabe wyobrażenie igrzysk olimpijskich, ale miłe zawsze 
do widzenia. Nazajutrz ceremonia odbierania hołdów 
od miast i zamków Toskanii, ustanowiona przez Me- 
dycyuszów. Obok palazzo Yecchio przy portyku wspa- 
niałej budowy ustawiono tron, na którym w. książę 
zasiadł. Są monarchowie, którzy ukaziyą się ludowi. 



Digitized by VjOOQIC 



202 PUŁAWY. 



otoczeni tłumem żołnierstwa i wodzów, na znak, że 
przez nich panują; Wielki książę inaczej dał się wi- 
dzieć, jako rządca kraju, którego pokój jest źródłem 
bogactwa a sztuki ozdobą. Tron w przedsionku wspa- 
niałym, wsparty na potężnych korynckich kolumnach, 
senatorowie siedzieli na boku, ministrowie przy tronie, 
w głębi przysionku, wybitego pięknemi szpalerami, 
stało sześć greckich posągów przedziwnej roboty; 
u podnóżka tronu dwa lwy niezmiernej wielkości, je- 
den greckiej, drugi rzymskiąj roboty; dalej Jana z Bo- 
nonii dłuta, grupa „Porwanie Sabinek" dziwnie piękna; 
z drugiej strony Perseusz Benvenuta Cellini, tego 
faworyta W. ks. Mości. Wkoło plac del pcdazeo vecchio 
otaczało mnóstwo patrzących. Gdy wszyscy zasiedli, 
herold zaczął przywoływać miasta, prowincye, zamki 
do oddawania hołdu. Ukazał się najprzód rycerz re- 
prezentujący Florencyą na koniu w kapie starożytnej 
aksamitnej karmazynowej, koń podobnąż kapą przy- 
kryty. Dalej jechali porządkiem rycerze z chorągwiami, 
z herbami miast i prowincyów, każdy z nich miał 
w ręku tacę srebrną, na której trybut oddawał. Ry- 
cerz przedstawiający miasto Sienne miał komplement 
do W. księcia. Po nim ukazały się wozy, na których 
były przedstawione zamki niezmiernej wysokości; na 
samym zaś końcu jechał św. Jan na wielkim wozie, 
i także atencyą swą W. księciu uczynił. Po całej ce- 
remonii W. książę udał się w paradzie do kościoła 
Św. Jana. Wieczorem przejażdżka w wspaniałych kare- 
tach po Corso, nazajutrz wyścig koni nieosiodłanych; 
koń komandora Pazzi wygrał 250 duk., które według 
zwyczaju zwycięzca oddaje na ubogich*'. 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PtJLAWAMI. 203 



Przytoczyliśmy opis uroczystości, która niebawem 
wyszła ze zwyczaju i nie dotrwała do końca bytu po- 
litycznego) księstwa Toskanii. Oczarowany Florencyą 
Niemcewicz namawia księcia, aby się tam przeniósł 
z całym dworem i oblicza, że za 300 dukatów można 
nająć przepyszny pałac a za 700 duk. prowadzić wielki 
dwór przez rok cały. 

Tak ogólne naówczas zapanowało zwątpienie, że 
myśl ekspatryacyi powracała często, jako pokusa zu- 
pełnego o przyszłości kraju zwątpienia, to też Niem- 
cewicz na końcu listu w ten ton rozpaczny uderza: 
„Miłoby mi było oddać hołd cieniom ojczyzny. Nie 
mam żadnej wiadomości, co się tam z wami dzieje. 
Ja kiedy nie myślę o kraju, jestem spokojny i mówię 
z Horacym: Excepło quod non simul esses, caetera 
laetm''. 

„Mieliśmy tu Ghreptowicza — pisze innym ra- 
rem 11 paźdz. — dzisiejszego targowickiego kancle- 
rza; był u marszałka, ale bardzo pomieszany i znać 
w nim wewnętrzną zgryzotę. Małachowski atoli ośmielił 
go, przyjąwszy grzecznie i uprzejmie i nie wspominając 
o tem, coby mu winę jego na myśl przywieść mogło. 
Chreptowicz pociesza swe smutki wielkiemi i pięknemi 
Włochów widokami, zapamiętale zakochał się w We- 
nus medycyjskiej, całe dnie trawił u niej. Bogini atoli 
obojętnie atencye te przyjmowała, i oboje przez cały 
czas ani jednego słowa do siebie nie przemówili". 

Turysta nasz opisuje z zachwytem wycieczkę do 
benedyktyńskiego opactwa w Yallombrosa, a jęki pa- 
tryotycznego serca zwracane do kraju przerywa śmie- 
chem, sypiąc anegdoty i złośliwe przycinki. 



Digitized by VjOOQIC 



204 PUŁAWY. 



Podróż po Włoszech przerwana wielkoczwartko- 
wym wybuchem w Warszawie, a korespondencya kil- 
koletniem następnem więzieniem w stolicy Rosyi, za- 
wiązuje się znów w lat pięć, ale na drugiej półkuli. 

„Czytać w Ameryce, co było pisane w Puła- 
wach — pisze Niemcewicz (Filadelfia 6 lutego 1798) — 
w jakiem towarzystwie, w jak zmiennych niestety cza- 
sach, jakiem przejęło uczuciem, łatwiej WKMość zga- 
dniesz, niż ja wyrazić potrafię. Dzielił te ze mną uczu- 
cia towarzysz podróży (Kościuszko) a nadewszystko 
post scriptum Zdrowie jego jest lepsze, oprócz nogi, 
którą jeszcze nie włada; lekarze ufać każą, że kąpiele 
odejmią zupełnie kalectwo". 

Niepodobna nam tu podawać zbyt obszernych 
opisów długiej podróży, niewolnej od przygody zde- 
rzenia statków, opisów kraju, natury i społeczeństwa, 
na które Niemcewicz w pierwszych zwłaszcza listach 
z Ameryki, zapatruje się przez zbyt różowe szkła. Po 
trzech latach pobytu (20 kwietnia 1800) za Atlanty- 
kiem, donosi o zamiarze ożenienia się dość korzystnego 
pod względem materyalnym, ale zwraca się do swego 
opiekuna i dobroczyńcy, aby wpłynął na braci dla 
przesłania części działu, bo egzystencya ciężka i żyje 
z długów. „Tęsknota, smutek, opuszczenie, wdzięczność 
dla księcia i jego rodziny, która nigdy nie zapomina". 

Odezwa nie została bez skutku, a Niemcewicz 
wsparty pomocą księcia, żeni się z panią Livingston 
Kean, właścicielką plantacyi, ale listy niemniej pełne 
tęsknoty. 

„Listy przepadają pożarte — skarży się (7 marca 
1803) — par un reąuin de mer ou de terre". Z żoną 



Digitized by VjOOQIC 



mtt=;t)Zt wakszawą a puławami. 205 

szczęśliwy, ale nudzi się i tęskni. „Tak zgłupiałem, że 
choćbym chciał pisać, nie zdołam dwóch myśli po- 
wiązać i co dawniej płynęło, teraz zaledwie lezie. Je 
dna maleńka Sara (pasierbica) jest klejnocik nieosza- 
cowany, godny, aby go umieścić w koronie Puław . . . 
Jeśli ten list dojdzie WKMość przy śniadaniu, czytać 
go będziesz, słyszę co księżna JMość powie na to: 
„No ! patrzajcież, to jeden siedzi w Puław*ach, drugi 
w Ameryce i przez morza i lądy komponują sobie 
duby i potem śmieją się''. 

„Dzięki za wiadomość o czerstwem zdrowiu (Eli- 
zabeththown 9 kwietnia 1803); ja nimfie bardyowskiej 
coroczne za nie czynię dzięki. Nasiona lnu litewskiego 
i pszenicy sandomierskiej nie zeszły; dzięki za wspa- 
niałe dary dla żony i pasierba". Na zapytanie księcia 
o dzieło Yolneya o Ameryce odpowiada Niemcewicz, 
że autora poznał i gościł w swym domu. Czy świąty- 
nia puławska skończona, czy poświęcona? Jak wiele 
piękności przybyć musiało? co się dzieje w literaturze 
polskiej? czy Słownik Lindego i dzieła Czackiego wy- 
chodzą? 

„Zazdroszczę tak miłego familii zgromadzenia 
w Puławach (Elizabeththown 7 lipca 1803) i wspa- 
niałych fetów. Pantomina królowej Maryi Ludwiki 
musiała być przepyszna. Za wspaniałe nowe dary 
dzięki; Pater (pasierb) paraduje przy karabeli". Do 
listu dołączony obszerny opis wycieczki do wodospadu 
Niagary. 

W roku 1804 przybywa Niemcewicz na krótki 
pobyt do Europy. W Berlinie odbywa kwarantannę 
w domu księcia Antoniego Radziwiłła et his Royal 



Digitized by VjOOQIC 



206 PUŁAWY. 



Consort i u księżny kurlandzkiej, „zawsze ładnej, do* 
brej, grzecznej''. W Dreźnie spotyka księżnę stolnikową 
Czartoryską z córkami, » tańcują, śpiewają jak anioły, 
mówią dobrze po polsku". 

Po krótkim pobycie w Warszawie i odwiedzinach 
Puław, powraca Niemcewicz znów za Atlantyk, a prze- 
prawę morską opisuje barwnie. 

W roku 1805 znów tę samą odbywa podróż, 
i znów wraca do żony i swych plantacyj. 

Z hstu pani Stanisławowej Potockiej dowiaduje 
się o szczegółach pobytu cesarza Aleksandra w Pu- 
ławach. 

„Mój Boże — pisze on do księcia (No wy- York 
9 lutego 1806) — ktoby się spodziewał, że wnuk tej, 
której wojska burzyły to miejsce, odwiedzi go jak naj- 
poufalej i najprzyjaźniej. Ważne i bardzo ważne sta- 
nowiły się tam układy, ale z późnych nowin, które tu 
dochodzą zdaje się, że skutki zawodzą sprawiedliwie 
żywione nadzieje. Niech w tych trudnych przygodach 
Przedwieczny spojrzy łaskawie na ziemię długo stra- 
pioną, na mieszkańców długo osierociałych. 

„Życie moje jednostajne i niewesołe. Zbiór Mais 
nie udał się, ale za to jak dawnemu inflantczykowi 
Pan Bóg pobłogosławił na lnie". 

„Dzięki za list tak łaskawy (28 sierpnia 1806) 
tak uprzejmy, tak interesujący. Ze wszystkich euro- 
pejskich nowin najszczęśliwsza dla mnie, żeś WKMość 
zdrów i zachowujesz zawsze dziwną świeżość, trafność 
i wesołość umysłu; ja przeciwnie, codziennie widzę 
się bardziej starym, głupim, tłustym. Zdarzenia da- 
wnego świata nie pojętą jakąś toczą się fatalnością. 



Digitized by 



Google 



MI ĘDZY WARSZAWĄ A PU/AWAMI. 207 

Bolesno jest, że w tak powszechnem zburzeniu i przei- 
stoczeniu narodów, nic nie wypadło dla naszego. U nas 
lubo party e kąsają się nawzajem w gazetach, spokoj- 
ność jednak panuje. Zachęcasz mnie WKMość do pi- 
sania, chciej wierzyć, że nie zbywa mi na chęci dobrej, 
ale położenie i zatrudnienie moje, tęskna jednostajność 
przedmiotów, która mnie otacza, gdzie nic nie dotyka 
serca, żaden obraz nie budzi imaginacyi, stępiły myśl 
moje, uczyniły niesposobnym do pisania^. 

W roku 1 807 w listopadzie, Niemcewicz wyjeżdża 
z Ameryki do kraju, aby tam już więcej nie powrócić. 
Małżonka bowiem, która uznając obowiązek Niemce- 
wicza względem kraju, odprowadziła go do portu, po 
jego wyjeździe niebawem umarła. 

W rzędzie przyjaciół puławskich Niemcewiczowi 
należy się jedno z pierwszych miejsc, a choć kores- 
pondencya powyżej streszczona nie odnosi się do ru- 
chu naukowo-literackiego, którego ogniskiem Puławy, 
rzuca jednak światło na stosunek puławskiego mece- 
nasa z pisarzem ruchliwym, Avielostronnym i nader 
wpływowym, który powróciwszy z dalekiego tułactwa, 
w Puławach czerpać będzie natchnienie do Śpiewów 
historycznych i podnietę do poważniejszych prac dzie- 
jopisarskich. 






u 



Digitized by VjOOQIC " 



O rf * * ' I ». f . ir »i if .< r j 




'arszawa zagłuszona ustawicznie okrzykami za- 
pału: to na cześć wybawiciela Napoleona! to 
na cześć bohatera księcia Józefa ! to na cześć wskrze- 
siciela Aleksandra! w ciągłem politycznem uniesieniu, 
ale nie wytrzeźwiała z upojenia światowości i zabaw, 
jakiekolwiek na naród spadają losy. 

Wśród katastrof, duch światowości pozostał, zmie- 
niał tylko pozory zabaw i uciech, jak zmieniły się mody. 
Znikły peruki, pudry i muszki -—przywdziano suknie 
kroju empire, powiewne i obcisłe przylegające dla 
uplastycznienia kształtów przejźroczystą ostindyjską 
gazą zaledwie przysłonionych jak mgłą ; przypadły one 
do gustu i obyczajów jeszcze bardziej wiotkich i przej- 
rzystych. Salon warszawski za rządów pruskich i rzą- 
dów sasko-francuskich zachował tło stanisławowskich 
czasów. Nie było już pani Grabowskiej w zamku a pani 
Yauban ustąpiła z pałacu pod blachą, ale nie znikły 
moralne następstwa w ustroju towarzyskiem tego nie- 
legalnego w nim przodownictwa. To też panią Yauban 
zastąpiła pani Gzosnowska i orszak innych dam ota- 
czających czarującego księcia bohatera, . który nie po- 
trzebował fortelów Don Juana, tem mniej podstępów 
Almawiwy, aby być zdobywcą serc, bo smutna kronika 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 209 

galanteryi warszawskiej tern się różni od takich czasów 
jak rejeneya we Francyi, że intrygę dworską zastępuje 
kobiecy entiizyazm polityczny. Jest w tym upadku mo- 
ralnym pewne upojenie, z którego wiele kobiet się już 
nie dźwignie, inne zachowają dość jeszcze w duszy 
stron czystych, aby, jeśli nie przywdziać odzieży po- 
kutniczej, to znaleźć rehabilitacyą w przymiotach wy- 
kształconego umysłu, szlachetnych popędach serca, 
w dobrych uczynkach miłosierdzia i towarzyskości. 

Niemasz przed kongresem wiedeńskim bezpośre- 
dniego i stałego stosunku między salonem warszaw- 
skim a pałacem puławskim, bo księstwo zjeżdżaU do 
stolicy tylko w wyjątkowych chwilach i na krótko. 
Puławy wytworzyły sobie własny świat, właściwą so- 
bie atmosferę , tradycyą i osobną , że tak powiemy 
dekoracyą — pośrednio tylko oddziaływały na War- 
szawę, która szła odrębnym torem. Starsza generacya 
w Puławach zatrzymała się na epoce sejmu czterole- 
tniego i zachowała wszystkie tej chwiU znamiona^ 
młodsza generacya puławska wniesie nąpowrót do War- 
szawy wyższe i szlachetniejsze pierwiastki. Zabłysną 
tu wnet wychowanki puławskie: urodą Zofia z Matu- 
szewiczów Kicka, urokiem Laura z Potockich Tarnow- 
ska, rozumem Klementyna Tańska, trzy córki pani 
Sewerynowej Potockiej; a dwie siostry najpierw Zofia 
Ordynatowa Zamoyska, a później nieco księżna Marya 
Wirtemberska w swych salonach rozpoczną ważną 
reformę wielkiego świata stohcy, reformę obyczajową, 
narodową, a co główną podstawą, i zwrot religijny. 

Po kongresie wiedeńskim z ustaleniem stosunków 
zmienia się fizyonomia Warszawy, budzi się nanowo 

Pttławy. T. III. 14 



Digitized by VjOOQIC 



2ł0 PUŁAWY. 

piśmiennictwo, salon odradza i poważnieje łącząc 
sprawy publiczne z literackiemi, a Warszawa odzy- 
skąje prawa stolicy. 

Jakby zrozumiano w Puławach, że spełniły one 
swą misyą, że należy skoncentrować teraz życie w sto- 
licy ; epoka świetności puławskiej się kończy po r, 1815. 
Książę jenerał osiada stale w Sieniawie, książę woje- 
woda w częstych podróżach, pani Zamoyska i księżna 
Marya spędzają zimy w Warszawie, gdzie często prze- 
bywa u córek księżna jenerałowa. Puławy latem tylko 
gromadzą znów po dawnemu, nęcą słynną gościnnością, 
nęcą zbiorami świątyni Sybilli i Domku gotyckiego 
i stają się miejscem letnich wycieczek dla gości war- 
szawskich. Ożywiony to ruch i ciągła zamiana między 
Warszawą a Puławami. Korespondencye tu nieliczne, 
ale odwiedziny częste i taka wspólność tych dwóch 
światów, że niemasz wybitnej postaci warszawskiej, 
któraby nie była poniekąd postacią puławską. 

Dziś ludzie jakby z jednej formy odlani lub zpod 
jednego strychulca, choć wartością wewnętrzną nie- 
równi, podobni do siebie zewnętrznem zatarciem zna- 
mion indywidualnych. Na przełomie dwóch wieków, 
wśród gwałtownych przejść i przemian, każdy wyra- 
biał się inaczej, pełno też było odmiennych typów, aż 
do oryginałcfw ; jeszcze frak czarny nie przeprowadził 
ogólnej niwelacyi XIX wieku. 

Mamy przed sobą grupę jeśli nie ludzi stanu, to 
urzędu, polityków a przytem i literatów wyższej miai7 
jak dwaj Potoccy, Wybicki, Staszic, Marcin Badeni, 
Matuszewicz, Linowski, Kochanowski, Koźmian i ludzie 
oręża i pióra jak Ludwik Kropiński, Franciszek Morawski. 



Digitized by VjOOQIC 



:\aĘD2Y WARSZAWĄ A PUŁAWAMI.. 211 



Była to jeszcze generacya owiana tradycją przed- 
rozbiorową, biorąca punkt wyjścia z konstytucji 3 maja, 
ale kierunek dalszy opinii i zasad rozwijał się tu bar- 
dzo różnie. Przerwane^ ostatnim rozbiorem życie poli- 
tyczne, wybuchało niekiedy jakimś aktem publicznym 
za Księstwa Warszawskiego, ale przed wolą cesarza 
wszystko z góry narzucającą, upadało znów do biernego 
poddania się biegowi wypadków. Ludzie wybitni 
z ostatniego sejmu odgrywali niekiedy rolę statystów 
teatralnych na scenie, gdzie role czynne mieli Moreau, 
DaYoust, Bignon lub Pradt. 

Dopiero po kongresie niezatarta dwudziestoletnią 
przerwą tradycya życia pubUcznego odrodziła się, ujęta 
w karby nowej organizacyi i nadanych instytucyj. 
A musiało być w tej epoce wielkiego sejmu coś wyż- 
szego, coś organicznego, musiał być pierwiastek idei 
stanu, skoro stworzyła szkołę i wydała zastęp ludzi 
zdolnych do władzy, gdy tylko przywrócenie normal- 
nych stosunków na to dozwoliło, aby zapełnić świetnie 
nadane kadry. Instytucye można narzucić, ludzi trudno 
zaimprowizować. Z wyjątkiem kodeksu napoleońskiego, 
który cesarz Aleksander zachował i granic dualisty- 
cznego do Rosyi . stosunku, które zaznaczyli jego do- 
radcy, cały wewnętrzny ustrój Królestwa Kongresowego 
nie był dziełem obcej ręki, lecz wynikiem przygoto- 
wawczych prac z 1814 r. komisyi, w której ks. Adam 
przewodniczył w Warszawie wśród dawnych posłów. 

Książę Adam zrazu w Warszawie spotkał uprze- 
dzenia i niepopularność. Wnet reszta zapału napo- 
leońskiego dogasła, zaczęto tak oblegać księcia, w nim 
już tylko i jego przyjaźni z Aleksandrem upatrując 

14* 



Digitized by VjOOQIC 



212 PUŁAWY. 



ratunek, że przed tą nagłą zmianą opinii zamykał się 
książę, jak świadczy Kajetan Koźmian, z kilku bliższymi 
przyjaciółmi. 

Główny szkic konstytucyi rzucił Aleksander, a ra- 
czej naznaczył tę miarę do jakiej dojść można, zosta- 
wiając swobodę wypełnienia tyc^ ram. Książę Adam 
z Platerem i Linowskim główne omówili zasady, kon-. 
stytucyą napisał Llnowski. 

Gzy była ona tak błędną, jak ją dziś oceniają 
(Lisicki w IV t. dzieła „Aleksander Wielopolski*')? 
Doskonałą nie była, bo żadna konstytucya zaimpro- 
wizowana, konstytucya na papierze, być nią nie może, 
tylko ta, co. jak angielska rozwija się przez wieki 
i wyrasta organicznie z ducha historyi, praw zwycza- 
jowych i normalnego postępu społeczeństwa. Nie mo- 
gła też być wolną od błędów, luk, niebezpieczeństw, 
skoro podstawa stosunku politycznego, z jakiego wy- 
pływała była tak kruchą i anormalną. Niesprawiedli- 
wym byłby atoli zarzut, jakoby sama ta konstytucya 
stała się powodem konfliktów i zgubnych następstw. 
Że nie przechylono tu zbytecznie szali na rzecz władzy 
prawodawczej z uszczerbkiem władzy wykonawczej, 
że nie powtórzono błędu sejmu czteroletniego przez 
oddanie rządów sejmowi, że zgoła nie przebrano miary 
liberalizmu, aby otworzyć wrota tradycyjnej anarchii, 
najlepszą na ten zarzut odpowiedzią ten fakt, iż w lat 
trzy okazała się właśnie w tym kierunku luka w kon- 
stytucyi, a mianowicie co do kontrasygnacyi ministrów 
i prerogatyw sejmu wobec budżetu, luka, którą na 
przedstawienie księcia Adama w r. 1818 zapełnił cer 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 213 



sarz Aleksander, choć już mniej liberalnie dla Polski 
usposobiony. 

Zarzut liberalizmu staje się także niekiedy zarzu- 
tem szablonowym, bo inny był liberalizm w r. 1815, 
inny w r. 1830, inaczej się ukształtował w 1848, ina- 
czej jeszcze wygląda on dzisiaj. Liberalizm księcia 
Adama nie był zaiste czerpany z Conłrat social, bo 
miał chrześciaóską podstawę. Inny też był konserwa- 
tyzm • Gentzów, Mettemichów i Nesselrodych, niż te 
zasady, jakie dziś pod tem mianem rozumiemy. Wsa- 
dzie historycznym zwłaszcza u nas, ponawia się usta- 
wicznie ten błąd, że na wszystko patrzymy pod kątem 
tych skarg i żalów, jakie nam następne wskazują nie- 
szczęścia,- że nie sądzimy ludzi i ich postanowień według 
położenia, w jakiem oni działali, ale wyłącznie a poste- 
riori. Dobrze jest wykrywać błędy poprzedników, ale 
niesłusznem jest szukać jednej tylko przyczyny zawo- 
dów i nieszczęść w ich działaniu, kiedy przyczyny 
w historyi w ogóle zawsze bywają skomplikowane, 
a tem więcej tam, gdzie tak jak u nas naród, społe- 
czność jest jednym tylko czynnikiem, jedną stroną 
akcyi. 

Najlepszej konstytucyi nadużyć można, najoglę- 
dniejszą skrzywić i użyć na szkodę i zgubę. Konsty- 
tucya 1815 r. sama z siebie nie dała broni opozycyi, 
ani otwarła szluz anarchii. Nie jej winą, że^ pod wpły- 
wem obcych doktryn, teoryi Benjamina Constant, przy 
ciągłym drażnieniu opinii z góry, i naruszaniu przy- 
znanych swobód, Niemojowscy dali wolny popęd in- 
stynktom opozycyjnym. Owszem szkodliwa Kaliszanów 
porywczość dowiodła właśnie, jak ci co tę konstytucya 



Digitized by VjOOQIC 



214 PUŁAWY. 



układali baczyli, aby położyć tamy polskiemu warchol- 
stwu, bo o te zapory rozbijała się ich opozycya, a choć 
książę Adam nie był powołany przez cesarza do obrony 
własnego dzieła, niechęć Kaliszanów przeciw niemu 
głównie i jego najbliższym zwracała się przyjaciołom. 
Świadczy o tem niedawno ogłoszony pamiętnik jednego 
z posłów kaliskich Kaczkowskiego, tchnący nieprzyja- 
źnią do Czartoryskiego, i oskarżający go, że w ukła- 
dzie konstytucyi i w stanowisku jakie zajmował, usta- 
wicznie paraliżował liberalne zapędy. 

Widzieliśmy już z przytoczonych (tom II) listów 
księcia Adama do cesarza, że przed kongresem prze- 
widywał wszystkie powody starć. Żartuje sobie biograf 
Aleksandra Wielopolskiego, że myśl Czartoryskiego, 
sekundogenitury polskiej dla siostry cara W. księżny 
Katarzyny i rada powołania Kościuszki była mrzonką. 
„Kobieta namiestnikiem, ministrem wojny Kościuszko, 
to zbyt poetycznie". Ale żart to niewczesny, gdy zwa- 
żymy, że Czartoryski dążył do ustalenia stosunku Pol- 
ski do Rosyi, na podstawie szerszej, że był uprawniony 
do tego usposobieniem cesarza, że lękał się połowiczno- 
ści, która musiała prowadzić do katastrofy. Kraj, który 
miano połączyć nowym węzłem z cesarstwem, nie był 
dotąd Rosyi posiadłością, można więc było żądać i na- 
leżało, aby ten węzeł był tylko dynastyczny, a nie- 
krępujący organizm rządu, jak się to stało przez no- 
minacyą W. księcia. Kościuszko byl jedynym z jene- 
rałów polskich, który z Napoleonem nie wkroczył 
w granice Rosyi — więc choć posiadał największy mir 
i sławę w narodzie, nominacya jego nie byłaby póezyą, 
ale prawdziwie myślą polityczną. Łączność z Rosyą 



Digitized by VjOOQIC 



^ MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 215 

byłaby pewniejszą, gdyby . ją zapewniała obecność sio- 
stry cesarskiej, łatwo mogącej zjednać sobie serca Po- 
laków, a gdy Kościuszko ministrem, jakaż opozycya 
podkopaćby zdołała ustalony porządek? 

Ułożenie konstytucyi w owych czasach i w da- 
nych warunkach nie było zaiste łatwem zadaniem, 
a na lekceważącą krytykę jedno tylko postawimy py- 
tanie: czy było potrzebnem? Największy przeciwnik 
konstytucyonalizmu, niech nam powie, jak Polak, który 
sam jeden na własną odpowiedzialność anneksyą części 
Polski do posiadłości rosyjskich obmyślił i przeprowa- 
dził, mógł temu krajowi inaczej zabezpieczyć jego 
względną samodzielność? czy był między oddaniem 
królestwa na autokratyzm caratu a konstytucyą w sto- 
sunku dualistycznym, inny środek? Jak inaczej połą- 
czyć te dwie korony, aby system despotyczny jednej 
nie zawładnął drugą ? Sądzimy, że innej formy, innego 
systemu nie było, bo nie istnieje w ogóle. Przyznać 
należy, że w tej antitezie despotyzmu w olbrzymiem 
imperium a konstytucyonalizmu w drobnem królestwie 
leżał zaród niebezpieczeństwa, ale był naówczas tem 
mniej widocznym, że w intencyach cesarza przyznanie 
konstytucyi dla Polski miało być próbą i wstępem 
konstytucyi dlaRosyi. Może to znów poezya i mrzonka, 
która wnet miała się rozwiać, ale poetycznym był ce- 
sarz, i chcąc coś dla Polski uzyskać, trzeba było z tego 
usposobienia korzystać. 

Trudnem było zadanie trzech ludzi, co w 120 
artykułach ujęli statut konstytucyjny królestwa, zadanie 
bez wzoru i precedensu. Żaden kraj na kontynencie nie 
posiadał naówczas form konstytucyjnych. Ludwik XVIII 



Digitized by VjOOQIC 



216 PUŁAWY^ 

przygotowywał kartę dla Francyi. Ci trzej autorowie, 
przejęci byli duchem wielkiego sejmu i jego tradycyą. 
Czartoryski stawiał ciągle przed oczy cesarza Aleksan- 
dra jako jeden z kardynalnych punktów odrodzenia 
Polski i pojednania z Rosyą, powrót do zasad 3 maja* 
Zasady te przyjmował Aleksander I dla Litwy przed 
kampanią 1812 r. — tem bardziej zgadzał się na nie 
dla Polski w r. 1814, że w tem uszanowaniu drogiej 
dla narodu pamiątki upatrywał swą wyższość nad na- 
rzucającym obce prawa i formy Napoleonem. 

Jeśli prawdziwem jest przypuszczenie, że konsty- 
tucyą 3 maja zredagował ostatecznie Linowski, zpod 
tego samego pióra wyszła konstytucya Polski kongre- 
sowej. A jednak nie była ona tamtej plagiatem. Od- 
kładała na później dalsze rozwijanie reform społe- 
cznych w duchu 3 maja, wzięła za podstawę to co 
pod tym względem przeprowadziły rządy pruskie i crasy 
Księstwa Warszawskiego, a ograniczyła się na głównem 
staraniu, aby jasno określić stosunek autonomiczny 
wobec Rosyi, a jednak, aby zbytecznie nie rozszerzyć 
zakresu sejmu. Dlatego sesye raz co dwa lata z okre- 
ślonym terminem; widoczna w tem przezorność przed 
wrodzoną pochopnością do sejmikowania. Ordynacya 
wyborcza do sejmu była uznaniem zasad równoupra- 
wnienia dla wszystkich stanów, z gwarancyą atoli wła- 
sności nieruchomej i pewnym censusem. Więc było to 
zerwaniem z monopolem szlacheckim, zgodne z du- 
chem 3 maja, a zarazem zdrowe pojęcie społeczne. 
Senat uzupełniający się na własne przedstawienie za 
nominacyą króla. Dlaczego nie oparty na prawie dzie- 
dziczności? — zapytuje p. Lisicki. Może z obawy 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 217 

przed duchem możnowładztwa , który także wiódł do 
anarchizmu; skład senatu przez całe piętnaście lat 
istnienia konstytucji okazał, że ten proceder był sto- 
sowny, bo powoływał ludzi poważnego stanowiska 
i rzetelnych zasług. 

W dwadzieścia cztery lat odłam kraju otrzymał 
odłam tej konstytucyi, której pamięć naród umiłował, 
a której wartość w całej Europie podówczas oceniano. 
Twórcy jej umieli się nagiąć do dannych warunków, 
a to co na szeroką skalę dla wielkiej projektowano 
Polski, to w kraju o czteromilionowej ludności miało 
stać się podstawą stopniowego rozwoju i dorobku. 

Na Królestwo kongresowe powołać się możemy, 
ilekroć nam mówią, że polska społeczność sama rzą- 
dzić się, sądzić i zagospodarować niezdolna. Pocieszający 
to choć krótki epizod po długich dziejach bezrządu 
i nieporadności. Tu znaleźli się pierwszorzędni ludzie 
do administracji, finansów, spraw ekonomicznych, są- 
downictwa, wojskowości, pedagogii. A nietylko zwierz- 
chnicy lecz i szeregowcy. Dziwnie przeistacza się na- 
tura społeczeństwa. Gdy dawniej lubiono urzędy ołium 
cum dignitate a cała republikańska szlachta dba o ty- 
tuł bez obowiązku, tu powstaje nowy stan urzędniczy, 
karny, sprężysty i ścisły, a władzy nie używający, jak 
to częstokroć w biurokracyi polskiej bywa' dla wyszu- 
kania trudności i ciężenia nią innym, ale na pożytek 
dobra ogółu i rozwój stosunków, W miejsce tak pod- 
upadłej dawnej palestry polskiej, wytwarza się stan 
sędziowski poważny, zacny, światły. 

Kraj zniszczony i wyczerpany wojną i organiza- 
cyą w celach wojskowych wyłącznie za Księstwa War- 



Digitized by VjOOQIC 



218 PUŁAWY. 



szawskiego, wnet rozwya się, kwitnie i nietylko do- 
równywa ale prześciga inne kraje środkowo europejskie. 
Musiał tu być jakiś zaród i zdrowe rzucone ziarno, 
które teraz zeszło; tern ziarnem były niewątpliwie te 
szlachetne myśli i ta cnota publiczna, która znamio- 
nowała prawodawców wielkiego sejmu. 

Czego brakło tak wówczas jak teraz, to szkoły 
politycznej, to ludzi i stronnictw, coby z programem 
w ręku stali na czatach i całość położenia obejmo- 
wali z poglądem w przyszłość. Jeśli brak dyplomaty- 
cznej przezorności i zręczności, słusznie zarzucają tym 
co podjęli się układów z obcymi dworami podczas 
wielkiego sejmu, to i w Polsce kongresowej ten sam 
brak idei stanu, któraby wcześnie bronić i strzedz 
umiała, tego co uzyskano, czy gdy ścieśnienia i zama- 
chy szły z góry, z zewnątrz , czy gdy ferment wewnę- 
trzny wzbierał. 

Jeden książę Adam dorósł do tej miary męża 
stanu, on był twórcą tego królestwa, znał Rosyą 
i europejskie stosunki, miał pogląd i stanowisko się- 
gające poza tę lub inną dykasteryą ministeryalną, lecz 
sprowadzony do roli biernej, oderwany od swego 
dzieła, postawiony poza obrębem spraw rządowych, 
nie dał się przerzucić do opozycyi, stanął nauboczu, 
zasiadł w senacie. Siła atoli i wpływ jego osoby, jego 
imienia, jego poglądu i doświadczeń, nie była zużytko- 
wana; a ufność kraju od początku osłabła, gdy to 
imię będące sztandarem pominięto. Przewidywał on 
zgubne następstwa połowiczności, ostrzegał nie kraj, 
w którym chciał budzić i utrzymywać ufność, ale 
wcześnie cesarza Aleksandra, jak zgubnym być może 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 219 



dla charakteru polskiego gwałtowny temperament W. 
księcia Konstantego. 

Firma Zajączka dla opinii kraju wystarczyć nie 
mogła. Mimo uciętej pod Możajskiem nogi, patryotyzm 
jego był podejrzywany a charakter zmienny. ISkorzystał 
on z niewoli rosyjskiej, aby sobie utorować w Peters- 
burgu drogę do wyniesienia. Konspirator- i terorysta 
z powstania kościuszkowskiego, stawał w r. 1809 po 
stronie jenerałów francuskich przeciw księciu Józefowi, 
a po stronie dyplomatów rosyjskich i W. księcia Kon- 
stantego przed kongresem przeciw księciu Adamowi. 
Błąd ten często ponawiają obce rządy, że wybierają 
ludzi krańcowych i zmiennych w mniemaniu, iż przez 
nich zabezpieczą się od skrajnych kierunków i niespo- 
kojnych żywiołów, i wynoszą zużytych konspiratorów 
lub zdepopularyzowanych trybunów, aby ominąć mężów 
wypróbowanych i niezłomnych. 

Mimo tych antecedencyj Zajączek miał przymioty 
i zasługiwał na poparcie. Znalazł je ze strony księcia 
Adama tak wobec kraju, jak wobec cesarza, choć do- 
mowi Czartoryskich zawsze był niechętny, znalazł je 
zwłaszcza w rodzinie Zamoyskich, dla której żywił 
uczucia wdzięczności. Nielicznych jednak miał przy- 
jaciół. 

Pałac namiestnikowski, gdzie zamieszkał jenerał 
Zajączek, nie stał się centrum żadnego stronnictwa, 
nie zjednoczył nawet tych, którzy z nim władzę po- 
dzielali. Wzbudzał nieufność dla zbyt wielkiej uległości 
wobec Belwederu i lekceważenie dla wielu śmieszności, 
jakie ściągała księżna namiestnikowa, odświeżając sztu- 
cznie swą młodość i otaczając się zaimprowizowanym 



Digitized by VjOOQIC 



220 PUŁAWY. 

dworem, Dworactwo jednych jak szambelan Żaboklicki^ 
serwilizm innych jak Szaniawski, Lubowidzki, Kossecki 
odstręczały ludzi poważnych i niezawisłych. A byli mi- 
nistrowie, którzy dbali o tę cenną zawsze dla Pola- 
ków nie«awislość tak wobec Belwederu jak i wobec 
zamku. 

Więcej od porywów gwałtowności W. księcia^ 
misya Nowosilcowa i jego roboty • usprawiedliwiały 
wzmagającą się nieufność. Dawny powiernik i prote- 
gowany księcia Adama zwrócił najpierw ku Czartory- 
skim tajoną niechęć i stał się w Warszawie pionem 
tego stronnictwa w Petersburgu, które w przyznanych 
królestwu atrybucyach i swobodach upatrywało krzywdę 
i poniżenie dla Rosyi. 

Zobaczymy później, że Mickiewicz w „Dziadach'^ 
choć niewolny od poetycznej przesady, odgadł prze- 
wodnią myśl i pobudkę Nowosilcowa, aby pokonać 
księcia Adama na jedynem polu działania, które mu 
pozostało w kuratoryi wileńskiej. 




Digitized by VjOOQIC 





Liędzy Warszawą a Puławami snuje się dalej przę- 
^ dza dawnych przyjaźni, dążeń i uczuć, i choć 
archiwum niezawsze równie obfitego dostarcza nam 
materyału w listach, ukazuje w żywych barwach i od- 
miennym oświetleniu wizerunki ludzi publicznych, 
którzy trzymają naówczas albo ster władzy, albo ster 
opinii w stolicy. 

Po Niemcewiczu najbliższym Puławom, a który 
po powrocie z Ameryki w ostatnich latach Księstwa 
warszawskiego i za Królestwa kongresowego odzyskał 
i umocnił swoją dyktaturę w pewnych sferach war- 
szawskich, a wcześnie puścił znów wodze swych nie- 
nawiści patryotyczno opozycyjnych, najwpływowszym 
na opinię kraju i miasta był niewątpliwie Stanisław 
Staszic. 

Szujski nazywa Staszica pierwszym apostołem 
demokracyi w jej znaczeniu zasadniczem. Ks. Kalinka 
przedstawił wizerunek publicysty-ręformatora z mło- 
dych lat. Paweł Popiel uzupełnia go kilkoma rysami 
z własnej pamięci. Wobec tego, nic już dodać nie zo- 
staje, a jednak obraz ówczesnej Warszawy byłby nie- 
zupełny, gdybyśmy pominęli tę postać. Z domem Czar- 
toryskich miał Staszic pośrednie tylko stosunki przez 



Digitized by VjOOQIC 



222 PUŁAWY. 



dom Zamoyskich. Plebejusz, syn mieszczanina z Piły, 
zrównoważył w swym umyśle i charakterze wolterya- 
nizm a bardziej jeszcze idee Russa obcowaniem z kan- 
clerzem Andrzejem Zamoyskim. Nauczyciel jego synów, 
a podobno i pomocnik w pracy, Staszic w domu kan- 
clerza owiany został temi ideami reformy zakreślonej 
a niedokonanej w pełni przed dwoma wiekami przez 
Jana Zamoyskiego i owiany tym duchem prawdziwie 
rzymskim, jaki znamionował jego potomka i następcę 
w urzędzie kanclerskim i w wielkiem dziele statutu 
praw. Te dwa pierwiastki rzymski, w pojęciu epoki 
odrodzenia i w tradycyi przechowanej w domu Za- 
moyskich i pierwiastek francuski w znaczeniu encyklo^ 
pedyzmu, złożyły się na ten typ i były natchnieniem 
owej książki ^Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego'' 
i innych pism politycznych Staszica. Pierwszy nadawał 
mu powagę, drugi dodawał mu popularności, pierwszy 
był źródłem czystego patryotyzmu, drugi idei demo- 
kratycznych. 

Wówczas jeszcze szczęśliwie ujęte słowo, wyra- 
żające uczucia ogółu wywierało wpływ magnetyczny 
i stawało się hasłem, powtarzającem się długo jak 
maksymy ze starożytnych pisarzy. Jeśli nie wszystkie 
teorye pubUcysty na poparcie reform się przyjęły, taką 
maksymą będącą w ustach wszystkich, powtarzającą 
się przez całe pokolenia były słowa Staszica: „Upaść 
może naród wielki, zginąć tylko nikczemny". Zapisano 
ją także i w księdze pamiątkowej w Puławach. 

A złote to słowa i maksyma wysokiej etycznej 
wartości, zdrowego wpływu, do dziś niezatarta, nieza- 
przeczona; bodajby w chwili wyzwolenia szczęśliwsza 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 223 

potomność odczytała ją jakby godło minionych dziejów 
upadku. Demokratyczność Staszica, o której pięknie 
wyraża się Szujski, mało ma następców. Kołłątaj mniej 
był demokratą z zasady, w pismach swych i czynach, 
losem ludu mniej się zajmuje, ale natomiast nauczył 
się od klubistów francuskich praktyk rewolucyjnych, 
szlachcic z rodu i dygnitarz Rzeczypospolitej staje się 
w pewnych chwilach jakobinem, daje impuls teroryzmu 
ulicy. Kołłątaj ma licznych zwolenników i wspóbiików, 
całą partyę w r. 1791 i 1794, a następcę w Lelewelu 
z równie dobrej szlacheckiej rodziny, kuźnia zaś kołłą- 
tajowska z rewolucyi kościuszkowskiej odradza się 
w Honoratce,- jak egzekucye biskupów i hetmanów 
mają powtórzenie w wypadkach 15 sierpnia 1831 roku. 
Od Kołłątaja i Lelewela snuje się dalej ten ferment 
w klubach emigracyjnych i sprzysiężeniach. 

Staszic przeciwnie — szczery demokrata, demo- 
krata zasad, przejęty czcią dla kanclerza Andrzeja Za- 
moyskiego, znajdiye na sejmie czteroletnim wspólników 
tych samych dążności społecznych w stronnictwie pa- 
tryotycznem wśród Potockich, Małachowskich, Czarto- 
ryskich. Idzie z nimi społem, nie tworzy osobnego 
stronnictwa, bo o własnem nie myśU wyniesieniu. Stoik 
rzymski zwycięża adepta pryncypiów francuskich. Odtąd 
do koóca życia pójdzie on zgodnie z tym obozem pa- 
tryotów i zwolenników reformy, którzy jeśli nie zasa- 
dami to stanowiskiem i urzędem wchodzą w kolej 
konserwatywną. To też Staszic jak zamłodu nie był 
nigdy wichrzycielem, tak zasiadłszy krzesło w radzie 
stanu, w komisyi edukacyjnej Królestwa kongresowego, 
oraz krzesło prezesa Towarzystwa przyjaciół nauk po 



Digitized by VjOOQIC 



224 PUŁAWY. 



Albertrandym, tączy dwa rzadko z sobą idące zgodnie 
kierunki, choć nie będące sprzecznością: jest demo- 
kratą-konserwatystą, człowiekiem szerokiej popularności 
i powagą w doborowych kołach. 

W głównych liniach swych przekonań i dążeń, 
jak za wielkiego sejmu spotykał się z księciem jenera- 
łem, tak później z księciem Adamem, bo choć ucze- 
stniczył w demonstracyjnych obchodach na cześć Na- 
poleona, w głębi zachował do Napoleona podobną co 
Kościuszko nieufność, i raczej przechylał się na stronę 
Aleksandra I. Mimo tych punktów wspólnych, nie 
znajdujemy w archiwum puławskiem listów Staszica, 
a gdyby księga gości zwiedzających zbiory puławskie 
nie była przepadła po roku 1831, wątpić przychodzi, 
czybyśmy tam odnaleźh jego podpis. Czemu to przy- 
pisać? Do niechęci nie miał Staszic żadnego powodu, 
ale uprzedzenia demokraty wobec dworu książęcego, 
zostawiły pewien ślad. Zwyciężył on je w stosunku do 
Zamoyskich, bo tam dworu wielkopańskiego nie było; 
zwyciężał je w akcyi politycznej zespoloną przyjaźnią 
z doborem mężów świetnych imion , ale Puławy 
miały pozór i cechę dworskości, miały warunki form 
i względów, które obopólnie oddalać mogły od bliż- 
szych stosunków, gdy przyjaźń Czartoryskich z natury 
rzeczy wzbudzała wrażenie wielkopańskiej klienteli, 
gdy z drugiej strony Staszic nie był człowiekiem wiel- 
kiego świata a zrzuceniem sukni kapłańskiej razić 
musiał resztki uczuć religijnych. 

Staszic raził samem ubraniem ; sutannę zastąpił 
długim surdutem z wysokim kołnierzem, który krojem 
przypominał czasy konwentu, a w tym stylu było także 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 225 

jego obejście, jego wymowa łącząca retoryczność 
z szorstkością i porywczością w dyskusyi. Był to komo 
novus, którego ceniono charakter i zasługi a rachowano 
się ze zdaniem w kołach męskich; do wielkiego, świata 
puławskiego nie przystawał. 

Staszic wziął rozbrat z Kościołem a tradycyi nie 
posiadał, w Puławach poszanowanie religii nigdy nie 
ustało a wiara odradzała się z miłością tradycyi. Pióro 
Staszica i jego rozmowa nie miały wdzięku, nie miały 
polotu idealnego, jakaś sztywność znamionowała postać 
i styl. Staszic objąwszy prezesostwo Towarzystwa przy- 
jaciół nauk, niewiele się przyczynił do jego rozwoju; 
w listach księcia jenerała częste skargi nie na prezesa, 
ale na całe kierownictwo, brak planu i konsekwen- 
tnego działania, na skażenie języka i czcze deklama- 
torstwo. 

Obok prezesa Towarzystwa przyjaciół nauk mi- 
nister oświecenia, a raczej naczelnik komisyi oświe- 
cenia Stanisław Kostka Potocki staje się kierowniczą 
osobistością. Tak blisko spokrewniony z Puławami 
przez żonę, a tak zespolony wspólną działalnością 
przed laty, pan Stanisław wywołuje często żartobliwe 
wzmianki w listach księcia jenerała, a nie wzbudza 
wcale sympatyi księcia Adama. Ze zgonem brata 
Ignacego Potockiego (w roku 1809) pan Stanisław 
nową rozpoczyna karyerę. Na miejsce Łubieńskiego 
obejmuje tekę oświecenia. Zachowa ją po roku 1815 
z dołączeniem spraw wyznań i ze zwierzchnictwem 
nad komisyą edukacyjną, w której zasiedli Gołaszewski, 
biskup wigirski, Hołowczyc, arcybiskup warszawski, 

ordynat Zamoyski, Węgleński, minister stanu,' Staszic, 
PuUwy T. in. 15 



Digitizeiby VjOOQIC 



226 PUŁAWY. 



Niemcewicz, Plater, ks. Prażmowski, Józef Sierakowski, 
Lipiński, Józef Kossakowski, infułat Koźmian, Linde, 
Surowiecki i ks. Żukowski. 

Działalność swą rozwija minister Potocki z wielką 
energią, rozszerza za zezwoleniem cesarza uniwersytet^ 
warszawski, mnoży . szkoły, z własnych funduszów za- 
kupuje i oddaje na użytek szkół zbiory, jak słynny 
zbiór rycin Stanisława Augusta, przewodniczy w orga- 
nizacyjnych pracach komisyi, a ma w tem poparcie 
jej członków równie jak sejmu. Wiele w tem działaniu 
wyższego poczucia, tradycyi komisyi edukacyjnej za 
Stanisława Augusta i wielkiego sejmu. Nie brakło 
Stanisławowi Potockiemu nauki i poświęcenia, ale 
brakło równowagi, taktu płynącego z głębszych zasad. 
Raz ustępuje naciskowi z Petersburga, jak w sprawie 
cenzury, to znów chce odzyskać popularność frazesem. 

Mamy przed sobą doroczne mowy ministra oświe- 
cenia, jakiemi zagajał otwarcie roku szkolnego — po- 
równywamy je z mowami Tadeusza Czackiego w Krze- 
mieńcu i Jana Śniadeckiego w Wilnie. Do szczytu tu 
dochodzi frazeologia krasomówcza, której ogniskiem 
była Warszawa, i odbija rażąco od treściwości tego, co 
twórca szkoły krzemienieckiej naznacza jako rachunek 
roczny i dalszy program, i od głębokości poglądów 
rektora wileńskiego. Gorliwości niebrak w mowach 
ministra, najpiękniejszych obietnic, ale wszystko zato- 
pione i zagłuszone szumem retorycznym, kwiatami 
przenośni, metafor i deklamacyi. Najbliżsi przyjaciele 
Willanowa jak Niemcewicz, wielki zwłaszcza pani Sta- 
nisławowej wielbiciel, nie mogą utaić głównej wady 
ministra, którą była małostkowa próżność. Kajetan 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMŁ 227 

Koźmian wychwala wprawdzie naukę i znajomość lite- 
ratury Potockiego, jego najlepsze chęci i czynność, 
choć go rażą nieprzystojne przeciw duchowieństwu 
i religii wycieczki. 

Raziły one w Puławach, wypowiada to książę 
Adam, a głośny pamflet „Podróż do Cieumogrodu*^, 
zgromił najpierw uczony Surowiecki pamfletem ,, Wy- 
gwizdany świstak*^, podnosząc zwłaszcza nieprzystoj- 
ność dla ministra podobnych na duchowieństwo na- 
paści. Gdy użalił się i zaprotestował oburzony biskup 
Woronicz, cesarz Aleksander postanowił dać dymisyę 
ministrowi. Wybór następcy wypadł w myśl księstwa 
Czartoryskich. Stanisław Grabowski, syn Stanisława 
Augusta był niemal wychowankiem Puław — książę 
jenerał wysłał go do Rzymu, gdy młodzieniec odzna- 
czający się na owe czasy uczuciami religijnemi, zamie- 
rzał poświęcić się stanowi duchownemu. Choć powo- 
łanie się rozbiło, uczuciom katolickim pozostał on 
wiemy, jak pozostał wiernym w przyjaźni dla Puław. 
Świadczą o tem listy, z których kilka podaliśmy wyjąt- 
ków. Nominacya Grabowskiego była niepopularną; 
wstępował on na miejsce wielkiego pana, równie libe- 
ralnego w opiniach jak w przyjęciach i zebraniach, 
wydała się być krokiem wstecznym, aktem reakcyi 
przeciw wolności słowa i myśli, obniżeniem poziomu, 
gdy ustępował jeden z tych, co przykładali rękę do 
koństytucyi 3 maja a zastępował go młody jeszcze 
urzędnik znany z opinij klerykalnych. Mówiono, że 
Grabowski nie sprosta zadaniu, że nie ma tak szero- 
kiego wykształcenia jak Potocki, a te zdania powta- 
rzają się w pamiętnikach. Prawdą było atoli tylko, że 

15* 



Digitized by VjOOQIC 



228 PUŁAWY. 



Grabowski nie mógł sprostać trudnościom położenia, 
gdy stopniowo ścieśniał się zakres swobód Królestwa, 
a do spraw wychowania, jak do wszystkich innych 
coraz silniej obce mieszały się wpływy. 

Z dygnitarzy warszawskich najściślejszy węzeł 
łączył z Puławami ministra skarbu Tadeusza Matusze- 
wicza, ministra spraw wewnętrznych Tadeusza Mo- 
stowskiego i członka rady stanu Aleksandra Linow- 
skiego; byli to przyjaciele • i wspólnicy z czasów wiel- 
kiego sejmu. Matuszewicz połączył swoje imię z aktem 
wniesienia do izby konstytucyi 3 maja i z aktem za- 
wiązania konfederacyi 1812 r. Gorącego temperamentu 
więcej patryota niż dyplomata, o popularność dbały, 
ale zdolny podjąć ważne zadania polityczne; przytem 
pięknej postawy, wielce ogładzony. Jak wszyscy ludzie 
publiczni owej epoki zamiłowany w literaturze, sam 
wiersze pisał, wymowny, śmiały, wywoływał zarówno 
entuzyazm, gdy przemawiał z trybuny, jak gdy w Pu- 
ławach lub salonach pani Zamoyskiej mimo wieku 
i teki ministeryalnej brał udział w teatrach amator- 
skich. Wdowiec, na żądanie księżny jenerałowej oddał 
swą jedynaczkę' Zosię do Puław; wnet wyrosła na 
ozdobę dworu puławskiego i tak zdobyła sobie serce 
swej wychowawczyni, że księżna pragnęła ją mieć sy 
nową i długo pogodzić się nie chciała z innym wy- 
borem księcia Adama, a gdy zaślubiona z hr. Kickim 
w dwa lata po zamążpójściu umarła, była to jedna 
z najcięższych żałob w Puławach, bo tę żałobę nosili 
długo w sercu i księstwo i wszyscy domownicy pu-. 
ławscy. 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 229 



Tadeusz Mostowski miał światową i burzliwą 
młodość, a wiek męski . męża stanu. Syn wojewody 
pomorskiego z Hilzenówny, wraz z bratem wspomnia- 
nym już Józefem Mostowskim z Czerkliszek, wychowany 
we Francyi, przesiąkł i obyczajami i wyobrażeniami 
franciiskiemi. Poślubiwszy w młodym wieku księżniczkę 
Radziwiłłównę rozwodzi się, aby rozwieść piękną pa- 
nią Szymanowską, Potocką z domu, córkę słynnego 
starosty kaniowskiego z księżniczki Sapieżanki. Mimo 
to tryumfy i podboje nie ustają, a Mostowski należy 
do tej młodzieży, która wprowadza zbytnią swobodę 
w obejściu i obyczajach, za co życzliwy mu zresztą 
książę jenerał często strofuje i napomina, karcąc su- 
rowo jak świadczy Kajetan Koźmian, jego zbyt wolny 
sposób znajdowania się z kobietami. 

Równocześnie Mostowski otrzymuje od Stanisława 
Augusta starostwo raciążskie i zasiada, choć jeszcze 
bardzo młody w senacie podczas wielkiego sejmu, łączy 
się tu z Potockimi, Weisenhofem i Niemcewiczem, staje 
przy sztandarze stronnictwa patryotycznego i konsty- 
tucyi, a gdy sztandar upada, opuszcza Warszawę nie 
zmieniając stanowiska. Ta wierność zasadom zbliża go 
do Sieniawy, gdzie częstym przebywa gościem. 

Nominacya Mostowskiego na ministra spraw we- 
wnętrznych za Księstwa warszawskiego była niespo- 
dzianką i nie wywarła dobrego wrażenia, bo w War- 
szawie pamiętano mu dawną lekkość i wielkoświatowe 
lekceważenie. Wnet jednak niepospolite jego admini- 
stracyjne zdolności rozbrajają przeciwników. Mając 
bliską zażyłość z księciem Adamem, Ogińskim i An- 
tonim Radziwiłłem jeszcze jako minister króla saskiego, 



Digitized by VjOOQIC 



230 PITŁAWY. 



przechyla się po kampanii 1812 r. do układów z Rosyą, 
które z ramienia księcia przeprowadza w Warszawie 
stary przyjaciel Puław jenerał Gzaplic. 

Jakim Mostowski był administratorem, gdy stanął 
u steru spraw wewnętrznych po roku 1815, zbyte- 
czna tu się rozwodzić. W najtrudniejszych warunkach 
wobec Petersburga, zamku. Belwederu, wobec sejmu, 
wobec opozycyi salonowej Niemcewicza, parlamentar- 
nej Niemojowskich, ulicznej Lelewela, nie stracił na 
chwilę z oka głównego celu: rządził krajem, utrzymał 
jego administracyjną autonomię w pełni, a jeśli słusznie 
powtarzają się często pochwały Lubeckiego jako ge- 
nialnego finansisty, to całkowicie mu dorównywa jako 
wzorowy administrator kraju Mostowski. Co więcej, 
kierował wybornie całym światem urzędniczym i stwo- 
rzył szkołę. Jeśli zpod ręki Lubeckiego wyszedł Leon 
Sapieha, to z biura Mostowskiego wyszedł Andrzej 
Zamoyski, i wielu innych. 

Gzy był Mostowski przy tych niezwykłych, zwła- 
szcza w Polsce tak rzadkich zdolnościach administra- 
cyjnych mężem stanu, czy poza systemem administra- 
cyjnym miał program polityczny? to inne pytanie. 
Stronnictwa, któreby się skupiło około władzy, a zje- 
dnoczone miałoby zapobiegać konfliktom i stawić czoło 
burzom — nikt wówczas utworzyć nie zdołał. Takie 
stronnictwo mogło było się utworzyć jedynie koło księ- 
cia Adama, gdyby on był na czele władzy, okrom 
niego nikt w kraju nie miał tego stanowiska, tego muii 
i tego wpływu. 

Mostowski był wielkim pracownikiem i specyalistą 
w swoim zawodzie; on nietylko kierował machiną rządu. 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 231 



ale wraz z Lubeckim gospodarował w kraju. Literatury 
nie opuścił -— u siebie, na czwartkowych obiadach 
u jenerała Krasińskiego, w salonach pani Zamoyskiej 
i księżny Wirtemberskiej błyszczał dowcipem i tym 
zasobem literackim, jaki niegdyś wyniósł z Francyi ze 
ścisłej przyjaźni z poetą Delilem i innemi ilustracyami. 
Korespondencya Mostowskiego z księżną Wirtemberską 
ogłoszona świeżo przez pana Lisickiego, dostarczy nam 
w dalszem opowiadaniu zajmujących szczegółów. 

Aleksander Linowski, choć z tego samego stron- 
nictwa i podobne jak Mostowski przechodził koleje, 
rozwiódł się z żoną, ożenił się z rozwódką, pisywał 
wiersze dla dam, zwracał je do księżny Wirtember- 
skiej, skarżąc się na nieczułość autorki » Mai winy czyli 
domyślność serca" — żył w antagonizmie do ministra 
spraw wewnętrznych, nie wiadomo czy może z zawiści 
dla jego sukcesów światowych, czy z zawiści, że młod- 
szy odeń wiekiem, wyżej w karyerze politycznej stanął. 

Czy byłby Linowski równie zdolnym administra- 
torem jak Mostowski, nie śmiemy twierdzić, ale są- 
dzimy, że było w nim więcej przymiotów politycznych. 
Jest mniemanie, że Linowski ostateczną nadał redakcyą 
konstytucyi 8 maja ; to pewna, że on jeden stawił się 
ostro robotom Kołłątaja i jego partyi, że stanął obok 
Kościuszki i zdobywszy sobie jego zaufanie, równo- 
ważył wpływy skrajnych żywiołów, że pisał odezwy 
kościuszkowskie i memoryały dyplomatyczne, towarzy- 
sząc w obozie Naczelnikowi, że podjął choć nie zdołał 
przeprowadzić trudną misyę w r 1813 namówienia 
księcia Józefa, aby z krajem uznał, iż Polska nie ma 
już obowiązków dla Napoleona i Francyi i chciał go 



Digitized by VjOOQIC 



232 PUŁAWY. 



powstrzymać na drodze do Lipska. I później za Księ- 
stwa warszawskiego i Polski kongresowej zdanie Li* 
nowskiego w Radzie stanu rozstrzygało nieraz najdra- 
żliwsze kwestye. 

Z tych faktów wnioskować wolno, źe Linowski 
miał przezorność, zmysł polityczny, odwagę cywilną, 
zręczność i dyskrecyą. Miał on przytem instynkt kon- 
serwatywny a o ile oględny w przeprowadzeniu akcyi 
politycznej, o tyle bezwzględny i wyzywający w pole- 
mice, jak świadczy jego broszura przeciw Kołłątajowi. 
Nie znalazł za Polski kongresowej odpowiedniego swej 
przeszłości i swym zdolnościom stanowiska, wyrobiła 
się też w nim niechęć, to do Mostowskiego, do Sta- 
nisława Potockiego, to bardziej jeszcze do Niemcewicza, 
a gdy zważymy, że Potockiego zapędy antiklerykalne 
bywały szkodliwe i gorszące, a wpływ opozycyjny 
Niemcewicza niekiedy drażniący i niebezpieczny, wnio- 
skować można, że i ta niechęć miewała nietyle oso- 
biste ile pobudki zasadnicze. 

Linowski także bywał poetą w przerwach zajęć 
politycznych, pisał poemat żartobliwy „Wino z her- 
batą" odczytywał w Sieniawie, zwracając go do księ- 
żny Wirtemberskiej. W Puławach przepędzał całe 
tygodnie, stałym gościem bywał w salonach pani 
Zamoyskiej i jej siostry, a księcia Adama najzaufań- 
szym przyjacielem i w wielu trudnych sprawach po- 
wiernikiem. 

Gdy książę biskup warmiński kreślił wzór obywa- 
telski w Podstolim, wziął może za typ zacną postać 
Marcina Badeniego. Rodzina Badenich dawno osiadła 
w Polsce, bo^ podobno od czasów królowej Bony, zy- 



Digitized by VjOOQIC^ 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 233 

skawszy indygenat, piastowała urzędy ziemskie w Kra- 
kowskiem. Dwóch braci za Stanisława Augusta pod- 
noszą ród zacnością i rozumem. StanifJ'aw Badeni 
otrzymał od króla urząd dworski i mieszkał w zamku 
warszawskim. Wyróżniał on się w stolicy z całego oto- 
czenia królewskiego gorącą wiarą, żywą jej praktyką, 
gorliwością katolicką i surowym, staropolskim obycza- 
jem. Brat jego Marcin Badeni dzieląc te same cnoty 
i uczucia, odznaczał się siłą woli, pracą, ładem i rzą- 
dnością. Stanisław August drogo opłacał ze swych 
dóbr stołowych na Litwie próby ekonomiczne Tyzen- 
hauza, gorzej jeszcze było, gdy w ich zarządzie mar- 
szałek Rzewuski Tyzenhauza zastąpił. Zakłopotanemu 
zawsze o brak pieniędzy królowi, nadworny jego szam^ 
belan Stanisław Badeni nasunął myśl, aby do tej ad- 
ministracyi użył jego brata Miarcina. To był wstęp do 
służby królewskiej, która wnet tak świetnym uwień- 
czoną została skutkiem, że król zamiast deficytu otrzy- 
muje corocznie 100.000 czerwonych złotych, a drugie 
tyle idzie na wkłady. Stanisław August chciał uposa-v 
żyć swych bratanków książąt Stanisława i Józefa Po- 
niatowskich ; za radą Badeniego staje układ tej treści : 
król pobierać ma rocznie 100.000 czerwonych złotych, 
ze zwyżki zaś ^4 stanowi apanaż dwóch książąt, 74 za- 
robkiem na rachunek p.' Badeniego. 

Badeni, któremu dawano tytuł ministra, wielkiego 
doznaje wzięcia na dworze, w rodzinie królewskiej, 
powagi i wpływu w stolicy. Okrom spraw ekonomi- 
cznych i finansowych zdanie jego wysoce cenione 
w rzeczach polityki i dyplomacyi. Spełniwszy zur 
szczytnie powierzone zadanie, ożeniony z Wawr'^*^pK^ 



Digitized by VjOOQIC 



234 puuiwY. 



siostrą jenerała na Litwie ; po rozbiorach powraca do 
stron rodzinnych w krakowskiem i zakupuje od San- 
guszków dobra Bejsce w krakowskiem a po Klemensie 
Branickim dobra gniazdowe Jaxów Branickieh, Ruszczę 
i Branice pod Krakowem. Na dworcu, który postawił 
w Bejscach pisze godło: „Praca darzy spoczynkiem". 
Nie było nic dworaka w tym wzorowym urzędniku. 
Francuskiego obyczaju i francuskich wyobrażeń oraz 
wszelkiej cudzoziemszczyzny wielki przeciwnik, mówił 
tylko po polsku i po polsku się nosił, choć golił wąsy; 
łącząc zakrój starego szlachcica z typem urzędowym. 
Jak Podstoli Krasickiego tylko na większą skalę, prze- 
dewszystkiem gospodarz wiejski, znajduje czas od roli 
i mnogich zajęć dla nauki i ksiąg, których wielkim jest 
lubownikiem i znawcą. Wśród białych kruków i cennych 
rękopisów zgromadzonych w bibliotece, znalazły się 
u pana Marcina księgi rachunkowe Bonara, podskar- 
biego Zygmunta Starego — to też ten podskarbi Sta- 
nisława Augusta przypominał wielce czasy i typy 
XVI stulecia. Miał rozum polski, polski rozsądek, pol- 
ski dowcip, a nauki więcej niż starzy Polacy z czasów 
upadku. Po zgonie przyjaciela Jan Śniadecki chce 
zbierać przysłowia, jakich używał Badeni, bo jak pi- 
sze : „zbiór tej prawdziwej filozofii narodu płynął obfit- 
szy z jego ust niż te, które nam przekazał Maksymilian 
Fredro". Wśród tych przysłów, które powtarzać lubił 
było jedno bardzo roztropne a charakterystycznie szla- 
checkie : „z wielkimi panami — mówił on — nie należy 
być ani za blisko, ani za daleko", r 

Z wszystkimi znakomitszymi ludźmi swego czasu 
zostawał Badeni w zażyłej przyjaźni, do Bejsc zjeż- 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PLTJ^AWAMI. 235 

dżano się z całego kraju, aby przyglądnąć się wzoro- 
wemu gospodarstwu, pięknej bibliotece, pomnożonej 
archiwami rodziny Poniatowskich, które książęta Sta- 
nisław i Józef mu odstąpili, oraz nabytkiem połowy 
tek naruszewiczowskich. 

Mamy sporą paczkę listów księcia jenerała do 
pana Marcina o datach od roku 1786 do 1821, a więc 
pół wieku zażyłej przyjaźni. W ślad Poniatowskich, 
Czartoryscy w częstych jak tamci kłopotach finanso- 
wych odwołują się do zdania i rady słynącego z obro- 
tności i mądrości pana Marcina: to go książę łącznie 
z ordynatową Zamoyską wzywa do jakichś komplana- 
cyi, to w imieniu stolnika Czartoryskiego uprasza, aby 
zechciał należeć do kuratoryi nad majątkiem Kalwaryą, 
cierpiącego obłąkanie, brata Kazimierza Czartoryskiego, 
to znów odwołuje się do starej przyjaźni dla obojga 
rodzeństwa, zapraszając pana Marcina w imieniu sio- 
stry księżnej marszałkowej na naradę do Łańcuta. Po 
odwiedzinach w Bejscach pisze książę do .dawnego przy- 
jaciela: „w pielgrzymowanie do Bejsców niedopierom 
się ofiarował, każda rzecz w tem tu miejscu jest pod 
piętnem tej jasnej i porządnej gło^wy, którą ja zwy- 
kłem, jak relikwią całować przez wzgląd dla rzadkiej 
jej roztropnej ścisłości z najlepszem sercem**. Przesy- 
łając zaś życzenia z powodu małżeństwa córki pana 
Marcina Badeniego z Konstantym Popielem, o przy- 
szłym zięciu dodaje': y,chlubię się z tego, że moim jest 
wychowańcem (ze szkoły kadetów), bo bardzo się do- 
brze udał**. 

Z entuzyazmem księżna jenerałowa wspomina 
o tem, co w Bejscach widziała, gdy w przejeździe do 



Digitized by VjOOQIC 



236 PUŁAWY. 



Wambnin odwiedziła ten dwór: ^oby więcej takich, 
dodaje w swym pamiętniku — gdzie obyczaj dawną 
Polskę przypomina, a gdzie nauka podaje dłoń gospo- 
darności". To znów książę Adam z Tadeuszem Cza- 
ckim odwiedzają Bejsce. Nie znajdigemy wskazówek 
czy paii Marcin odwiedzał często Puławy. Czyliż 
i w tym stosunku wierny był przysłowiu: „ani za 
blisko, ani za daleko". 

Gdy jako radca stanu Królestwa kongresowego, 
osiadł stale w Warszawie, dom jego stał otworem dla 
doboru przyjaciół. Najpoważniejsze schodziło się tam 
grono mężów od Staszica, Niemcewicza aż do młod- 
szej generacyi jak Zamoyscy, Rzewuscy przyjaciele 
wnuka Pawła Popiela. 

Pani Marcinową Badaniowa, siostra jenerała Wa- 
wrzeckiego, naczebiego po Kościuszce wodza, słynęła 
zarówno z rozumu i cnoty jak z oryginalności i dzi- 
wactw, a liczne anegdoty przeszły w legendę. Pod 
Krakowem na Pocieszce urządziła letnie mieszkanie, 
które było przeciwieństwem tych arkadyi, jakie ówcze- 
sne wielkie panie zwykły były sztucznie tworzyć i zdo- 
bić. Ta Litwinka wydała wojnę afektacyi, cudzoziem- 
szczyźnie i zbytkom. Marcin Badeni wraz z małżonką 
naznaczają zwrot w dziejach obyczajowych do prostoty 
staropolskiej i staroszlacheckich tradycyj — zwrot mó- 
wimy, bo nie powrót. Jakaś urocza woń staropolska, 
dawna pobożność przypominała raczej Polskę XVI w., 
niż Polskę saską, a ta woń jakby ze starego węgrzyna 
i jakby z ksiąg Reja, Kochanowskiego, Górnickiego 
i Skargi przechowała się w tym domu w dalszych po 
mieczu i po kądzieli pokoleniach. 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. t?37 

Zpośród figur urzędowych Warszawy bliskimi 
Puław byli jeszcze Walenty Sobolewski i kasztelan 
Kochanowski. Pierwszy był wzorem wykwitności wielko- 
światowej, a pani Sobolewska była damą wielkiego 
tonu w zażyłej z damami puławskiemi przyjaźni. „O ko- 
lonii na Grzybowie", gdzie razem kilka spokrewnio- 
nych mieszkało rodzin, częste w wspomnieniach pu- 
ławskich i sympatyczne spotykamy wzmianki. 

Z kasztelana Kochanowskiego ustawicznie żartują 
sobie Niemcewicz i. Koźmian. Choć nie bez zasług, 
lubił on się naprzód wysuwać, przemawiał przy każdej 
okazyi z wielką patetycznością, a słynął z roztargnie- 
nia, które bywało mnogich politycznych, literackich 
i towarzyskich bałamuctw powodem. Jako przyjaciel 
domu uprzedził on wszystkich w mowie pochwalnej 
w Towarzystwie przyjaciół nauk po zgonie księcia je- 
nerała. 



Digitized by VjOOQIC 



;zem są Bejsce w stanie szlacheckim, tern stać się 
miał Dzików w sferze wielkopańskiej. Zmiemie 
są koleje wielkich rodów w różnych epokach Rzeczy- 
pospolitej. Jedne jaśnieją wcześnie a potem nikną 
wpomroce, zstępując niepowrotnie w tłum szlachecki; 
tak zeszli Rożnowie, Kmitowie, Jordanowie i sami^ na- 
wet Zborowscy z Rytwian. Inne domy później wystę- 
piyą na widownię historyczną, ale rosną z pokolenia 
w pokolenie bez przerwy, potęgą mienia, dostojeóstwy, 
wpływem i wysoko wzniesionym rodowym sztanda- 
rem — Potoccy, Lubomirscy, Czartoryscy, Rzewuscy. 
Tarnowscy z Melsztyńskimi mają rozkwit najwcześniej- 
szy wśród możnowładztwa małopolskiego, ale tarczowa 
gwiazda świecąca w XIV, XV stuleciu, doszła z het- 
manem w złotym wieku do zenitu, przygasła w epoce 
elekcyjnej. Zwłaszcza w czasach saskich, okrom konfe- 
deracyi zawiązanej w Dzikowie za Leszczyńskim nie od- 
grywa ten dom w sprawach publicznych pierwszorzę- 
dnej roli. Starożytność rodu nie zawsze w Polsce daje 
kryteryum do rozróżnienia arystokracyi historycznej od 
ogółu szlachty, ale je daje zawsze fakt wielkiej histo- 
rycznej postaci, co wyszła z domu. To też Tarnowscy 
przechowali ten urok tradycyi hetmańskiej, jak Za- 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 239 

moysćy utrzymali całą spuściznę dziejową kanclerza 
i hetmana. 

Jan Feliks Tarnowski najstarszy z trzech synów 
Jacka Tarnowskiego, konfederata barskiego i Rozalii 
z Czackich siostry Tadeusza i pani starościny opinogór- 
skiej matki jenerała Krasińskiego, urodzony w r. 1780 
a zmarły w 1842 r., należy już więcej do naszego stu- 
lecia. Po matce wziął wielką pobożność odznaczającą 
dom Czackich, wychowaniem kierował ks. Antonowicz 
pijar, z wyboru wuja Tadeusza Czackiego i za jego 
wskazówkami i instrukcyami. Rzecz dziwna, że naj- 
wykształceńśi ludzie ówcześni, ci co największe okazali 
następnie zamiłowanie nauk, domowe otrzymali wy- 
chowanie. 

. Mimo sprzeciwiania się rodziców poślubił Jan Tar- 
nowski córkę Waleryana Strojnowskiego, kilkakrotnie 
wspominanego w tej książce, autora dzieła „O uwła- 
szczeniu włościan", urodzoną z Tarnowskiej lo voto 
Jełowieckiej. Była to jedynaczka w takiej wychowana 
prostocie, że jak zapisuje w swych cennych a niewy- 
danych pamiętnikach, trzy miała tylko suknie w wy- 
prawie, z których biała muszlinowa była najstrojniej- 
szą, choć posag liczył się na kilka milionów. Gdy no- 
nowożeócy tracą w lat kilka pierworodnego synka, 
teść p. Waleryan Strojnowski dla rozerwania w smutku, 
proponuje podróż do Włoch i Francyi, a w tej podróży 
wspóbiej dozwala do woU czerpać ze swej kasy. Re- 
zultatem tej podróży odbytej w roku 1804 i świade- 
ctwem usposobień, smaku i znawstwa pozostała gale- 
rya obrazów w zamku dzikowskim. Króliye tam Mater 
dolorosa Tycyana, piękny Palma Yechio, idący o le- 



Digitized by VjOOQIC 



240 PUŁAWY. 



psze z tym, który nabył hr. Artur Potocki w Weneftyi, 
dalej kilka obrazów szkoły weneckiej, portret niewieści 
Tan Dycka, podobno Henriettę de France, Krannacha 
portret Anny Bolejny, a nadto słynny LisowczykRem- 
brandta zakupiony przez pana Strojnowskiego z ga- 
leryi Stanisława Augusta. O wiele więcej nabyto we 
Włoszech obrazów i rzeźb, lecz okręt czy zatonął, czy 
w czasie blokady zabrany przez Anglików, i nabytki 
te przepadły. Gdy państwo Tarnowscy byli w Rzjrmie 
zaznajomili się z Ganovą, który właśnie na zamówie- 
nie papieża Piusa VII kończył posąg Perseusza, który 
w galeryi watykańskiej miał zastąpić wywiezionego 
przez Napoleona Apolina belwederskiego. Zdarzyło 
się, że blok marmuru kararyjskiego, z którego mistrz 
wyciosał Perseusza miał żyłki i plamy, Ganova po- 
wtórzył to samo dzieło z innego marmuru dla papieża, 
a pierwszą statuę odstąpił za znaczną sumę państwu 
Tarnowskim. Perseusz Ganowy nie miał odpowiedniej 
sali w Dzikowie, przewieziony do Chorochowa, nastę- 
pnie do Willanowa ; przy późniejszym podziale rodziny 
sprzedany w Wiedniu do Ameryki, a za jego cenę 
wiele innych pamiątek mających cechę polską zboga- 
ciło zbiory Tarnowskich. 

W podróży państwo Tarnowscy bywają na dwo- 
rach watykańskim i neapolitańskim, pani Tarnowska 
zaprzyjaźnia się z Karoliną królową obu Sycylij, w Rzy- 
mie z Letycyą Bonaparte. Dziennik podróży zapełniony 
szczegółami o znakomitościach współczesnych arysto- 
kratycznych, naukowych i artystycznych. Pani Tarnowr 
ska pięknie malowała, skopiowała pod kierunkiem 
AngeUki Kauftnann miniaturę Napoleona ■— lubiła poe- 



Digitized by VjOOQ IC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 241 

zyą a więc od panny Georges uczyła się deklamacyi. 
W czasie tej podróży wrodzony smak i instynkt ar- 
tystyczny rozwga się w prawdziwe znawstwo. 

Za powrotem przybywa więc w kraju nowe ogni- 
sko i nowe zbiory. Willanów, Puławy, Łańcut, Krze- 
szowice, Dzików, później nieco w Wielkopolsce Kurnik 
Działyóskich i Raczyńskich Rogalin gromadzą płótna 
starych mistrzów, a zbiory te z małymi wyjątkami 
niemal równocześnie bogacą kraj pod względem sztuki 
europejskiej i stanowią jakby fundament do później- 
szego rozwoju rodzimego malarstwa. Że pobudka, 
przykład, moda i współzawodnictwo w tym kierunku 
szło z Puław, zbyteczna dowodzić. 

Obok obrazów obcych mistrzów Jan Tarnowski 
znów za przykładem Puław, a zwłaszcza Porycka 
zbiera księgozbiór, który w dziale starych rzeczy pol- 
skich jest niemal kompletny, a posiada wiele unikatów, 
prawdziwych białych kruków. Bibliotekarzem dzikow- 
skim był ks. Juczyński, następnie Sobieszczański pó- 
źniejszy cenzor warszawski. 

Jako bardzo gorliwy członek Tow. przyjaciół nauk, 
siostrzeniec i wychowaniec Czackiego zabiera się do 
pracy historycznej, i po Albertrandym pisze panowanie 
Walezyusza i Batorego — rękopism tej pracy prze- 
padł. Natomiast przechowały się płody poetyckie: Me- 
siada Klopstocka w przekładzie i Elegia o ogrodzie na 
wzór Delila. 

Ta elegia z pierwszych lat ożenienia, opisigąca 
piękności okoUcy Dzikowa, powiśla i widoku na San- 
domierz, wyraża ten sam popęd od miłości natury, do 
sztuki i do historyi, jaki wskazaliśmy dawniej w opi- 

PulawyT. m. 16 



Digitized by VjOOQIC 



242 PVLAW\. 



sie Puław, gdy księżna zaczyna od ogrodnictwa a koń- 
czy na archeologii i zbiorach pamiątek narodowych. 
Starożytny zamek w Dzikowie byl w upadku — kaszte- 
lan Tarnowski go odbudowuje około r. 1820, ówcze- 
czesny architekt Lanci daje mu styl gotycki, lubo go- 
tyk to wadliwy tej niewdzięcznej pod względem archi- 
tektury epoki. 

Oto kilka szczegółów, które z tradycyi rodziny 
powiodło nam się uzyskać, dodaćby należało to, co 
zostało w tradycyi kraju, co zapisał Kajetan Eoźmian, 
wielki Dzikowa przyjaciel i czciciel. 

Za Ki-ólestwa kongresowego Jan Tarnowski za- 
siada w senacie jako kasztelan i wraz z małżonką za- 
mieszkuje przeważnie w Warszawie. Wielka zacność, 
tradycyjna pobożność i patryotyzm, obok kultury euro- 
pejskiej, zamiłowanie szczere wszystkiego co rodzime, 
cechuje tę postać i to stadło, i tworzy z domu Tar- 
nowskich ognisko odradzające cnoty domowe i pu- 
bliczne. Stosunki z Puławami są oczywiście i częste 
i serdeczne, gdy odległość niedaleka, wiele związków 
przyjaźni i powinowactwa, wspólność celów i dążeń, 
lubo już odmienny nieco kierunek. Rękopism dzien- 
nika pani Tarnowskiej mieści wiele rozrzuconych wspo- 
mnień o Puławach. 

Postacią, która zbliża zamek dzikowski do Puław 
jest pani Laura z Potockich Tarnowska, bratowa ka- 
sztelana Tarnowskiego. Była ona córką Jana Poto- 
ckiego, trzeciego brata panów Ignacego i Stanisława, 
urodzona z Francuzki, wcześnie osierociała, wychowana 
w Puławach. Umysł to miał być niezwykłej miary, 
wdzięk i urok słynny na całą Europę, wiele przytem 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 243 

oryginalności. W czasie kongresu pani Laura przebywała 
w Wiedniu, a wśród starych dyplomatów różnych dwo- 
rów długo wspominano tę Polkę, która^ świetnością 
rozmowy, polotem uczuć, rozumem zaćmiewała ówcze- 
sny świąt kosmopolityczny cesarskiej stolicy, a tryumfy 
jej były tem bardziej zadziwiające, że nie była już 
młodą. W galeryi wychowanie puławskich należy się 
tej pani jedno z pierwszych miejsc. Niestety, ani pa- 
miętnik, ani korespondencye jej ręki nie są nam znane, 
zapisujemy tylko z tradycyi wzmiankę. 

Równorzędne z nią miejsce zajmuje jeśli ją nie 
przewyższa pani Jarosławowa Potocka, córka hetmana 
Rzewuskiego, wnuka księżny marszałkowej Lubomir- 
skiej. Bliską ona jest także Puławom, ale podobnie 
jak pani Laura, pod temi samemi wpływami i w tej 
atmosferze, rozwya się jednak odmiennie, w duchu tej 
nowej renesansy, jaką stanowi poniekąd epoka restaura- 
cyi. Salon dyplomatyczny i salon artystyczny wyrósł 
w tym okresie od 1815 do 1830 roku do wysokiego 
stopnia kultury i przetrwał aż do 1848 r. w różnych 
stolicach europejskich. Odtąd obniża się za drugiego 
cesarstwa czczością pogoni za zabawą, lekkością i płyt- 
kością oraz eklektyzmem towarzyskim, który otwiera 
. wrota nowym żywiołom a wznosi ołtarze dla cielca 
złotego. Salon ten europejski w pierwszej połowie stu- 
lecia ma wykwintność arystokratyczną dawnego po- 
rządku, ale nie zamyka się w wyłączności, uznaje 
jeden tylko census talentu, wyższej inteligencyi i wy- 
chowaniia. Nie jest kosmopolityzmem czerpanie ze źró- 
deł zagranicznych, byle one miały pierwiastki zdrowa, 
ożywcze, cywilizacyjne. Najpotężniejsze postacie zło- 

16* 



Digitiżed by VjOOQIC 



244 PUŁAWY. 



tego wieku miały powłokę humanizmu włoskiego. Nie 
francuszczyzna, ale niezdrowy duch encyklopedyzmu 
zatruł czasy, stanisławowskie, choć nie ugasił uczuć 
patryotycznych. Ta kultura europejska, ta napozór 
kosmopolityczna salonowość, jaka przypływa do nas 
z początkiem naszego stulecia, razi bardziej zaśnie- 
działą demokratyczność, niż przynosi ujmy poczuciom 
narodowym. Nie mówimy o bezmyślnej podróżomanii, 
lafiryndyzmie parafianek olśnionych Paryżem, o lekko- 
myślnem trawieniu mienia i zdrowia przez młodzież, 
która nie salon europejski, ale dom gry i dom ze- 
psucia poznała. Taki kosmopolityzm i cudzoziemszczy- 
zna zawsze godne pogardy. 

Lecz łączność polskiego świata ze światem euro- 
pejskim nietylko nie odwodziła od miłości sprawy oj- 
czystej, ale rozszerzała nam własny horyzont, tysiącami 
węzłów, wpływowych stosunków, przypływem idei, 
dostarczeniem punktów obserwacyi i porównania, bo 
tylko przez znajomość drugich poznać siebie można. 

Mnóstwo ciśnie się pod pióro imion znakomitych 
i zasłużonych w narodzie ludzi, którzy przeszli przez 
tę szkołę europejską, a miara ich przewyższa domo- 
rosłych patryotów, owszem oddziaływa na całą spo- 
łeczność i podnosi jej poziom. 

Są jeszcze w stolicach europejskich uniwersytety, 
salonu w tem wyższem jego znaczeniu, już podobno 
niema. A z tym upadkiem i z tem obniżeniem, ze zwy- 
cięstwem demokratycznej kawiarni, do której salon 
coraz podobniejszy, ubyło Polsce w świecie przyjaciół, 
zerwały się sympatyczne węzły, ścieśnił horyzont i sto- 
sunki przecięły. 



Digitized by VjOOQ IC 



MIĘDZY WABSZAWĄ A P UŁAWAMI. 1/45 

Z ust mężów bardzo znakomitych starszej gene- 
racji, słyszeliśmy często to świadectwo, że salon pani 
Jarosławowej Potockiej, to w Paryżu, to w Genewie, 
to w Rzymie był szkołą, której więcej może zawdzię- 
czają niż zagranicznym uniwersytetom. Niema 'współ- 
czesnej ilustracyi, któraby w tem ognisku polskiem 
nie zapisała swego wspomnienia. W Paryżu odradza- 
jący się ruch katolicki, obok salonu pani Swetchin miał 
tam drugi punkt zborny, a łączył się ze znakomito- 
ściami naukowemi i artystycznemi. W Genewie pro- 
fesorowie Sismondi i Rossi, późniejszy minister Piusa IX, 
byli codziennymi w nim gośćmi. W Rzymie Ganova, 
później Overbeck, Delaroche, Torwaldsen, Furich spo- 
tykali się z kardynałem ConsaM i znakomitszymi pra- 
łatami, a tło pozostało polskie. 

Rzecz dziwna, że ta generacya dam polskich, do 
której pani Laura Tarnowska i pani Jarosławowa Po- 
tocka należą, w przejściu od sentymentalnej generacyi 
księżny Wirtemberskiej, do kobiet egzaltowanych, któ- 
rych typem pani Delfina Potocka, wyróżnia się we- 
wnętrzną równowagą, jakby przeniesieniem tradycyi 
dawnej matrony polskiej, w wir europejski. Tę równo- 
wagę i powagę zawdzięczają religijnoiici, do której nie 
dochodzą jak księżna Wirtemberska drogą sentymen- 
talną, ani nie rozlewają jej w mistycyzm jak kobiety 
następnej warstwy. 

Odbiegliśmy od Puław i od Warszawy, wspo- 
mnieniem osób, które literackich nie zostawiły śladów 
tylko się zapisały wpływem. Pani Rozalia Rzewuska 
była autorką, zostawiła pamiętnik, który u jakiegoś 
dyplomaty w Wiedniu zaginął. Mieszkała nieopodal 



Digitized by VjOOQIC 



246 PUŁAWY. 



Puław w Opolu, a wspomnienia jej matki, ofiary tero- 
ryzmu frsmcuskiej rewolucyi, tkliwie zapisała księżna 
jenerałowa. W spuściznie zostawiła pani Rozalia córce 
Kalikscie zamężnej za księciem rzymskim Gaetani pióro 
powieściopisarki. Pani Rozalia nielubiana w Puławach, 
odwdzięczała się uprzedzeniem. U niej legitymizm za- 
chodni wygórował nad polskością, a brak szczęścia 
domowego, zniechęcił do kraju. Wychowała jednak 
synów niezwykłej miary. 

Z warszawskim salonem poznamy się bliżej, gdy 
z wycieczki poza Puławy, powrócimy do szczegółów 
biograficznych księżny Wirtemberskiej i pani Za- 
moyskiej. 




Digttized by VjOOQIC 



i^^ ^jg^ ■>^'fetr'!^Uafflb^y 




jj^T- j^ «^i^,^^ ^j^ '•j* **'*??*^*^ ^ ' * j>^ ^ ^ '^y " ^j** >>ftv» ^0^ * w 



^ąjetan Koźmian w gronie tych co zapamiętali sejm 

czteroletni, choć młodszy, niezwykłą zdolnością, 
powagą i statkiem nad wiek wcześnie pierwszorzędne 
zajmuje stanowisko. Koźmianowie byli w lubelskiem 
hene possesianati. 

Z trzech braci jeden miał zasiąść tron biskupi 
w Lublinie, drugi krzesło senatorskie w Warszawie, 
a ważniejsze od kasztelanii Królestwa kongresowego 
zająć miejsce w życiu literackiem i towarzyskiem 
stolicy. 

Już samym tytułem sąsiedztwa Piotrowic z Pu- 
ławami (bo okręg sąsiedztw Puław sięgał o mil kil- 
kanaście) Kajetan Koźmian od pierwszej młodości 
należy do tej społeczności Puław. Pi*żed ostatnim 
rozbiorem, gdy ze szkół lubelskich udawał się do 
Warszawy, książę jenerał tak go zaleca Niemcewi- 
czowi: ^ młody Koźmian piękne zapowiada talenta, 
tłómaczy łacińskich poetów i pisze wiersze gładkie, 
a nad wiek. rozsądny i stateczny, będzie literatura 
miała z niego pożytek. Godzi się początkujących do- 
puszczać do rozmów z uczonymi, bo słuchając ich, 
poznają, że są dopiero u początku". Widzimy go 
wśród gości zaproszonych z powodu pobytu Aleksan- 



Digitized by 



Goo^e 



24H PUŁAWY. 



dra I w roku 1805, spotykamy go przy każdej wię- 
kszej uroczystości puławskiej, kiedy w r. 1809 pisze 
wiersz do księcia jenerała w imieniu, dawnych uczniów 
szkoły kadetów, to znów w roku 1812, kiedy książę 
powołuje go dla biegłości w piórze na sekretarza 
konfederacyi generalnej, której jest marszałkiem. 

Mimo tych dawnych , ścisłych , przyjacielskich 
związków Kajetan Koźmian zajmige odrębne stano- 
wisko i nie zaliczymy go do puławskiego świata. Tak 
w politycznych opiniach, jak w życiu towarzyskiem 
i w kierunku literackim Koźmian zatarł niejako tę ce- 
chę puławską, i naznacza w Warszawie nowy okres. 

W charakterystyce Niemcewicza zauważyliśmy, 
że on dzierży berło od czasów Krasickiego do epoki 
Mickiewicza, że autor Śpiewów historycznych nie miarą 
talentu, ale wpływem nadaje ton i nastrój uczuć pa- 
tryotycznych i wyciska swoje piętno na całem poko- 
leniu. Uwaga ta wymaga uzupełnienia. Niemcewicz 
władał uczuciami miłości ojczyzny, był echem cztero- 
letniego sejmu i powstania kościuszkowskiego, nieza- 
wsze atoli sterował w ruchu literackim Warszawy, 
gdy wypadki, kampania 1794 roku, więzienie i dwu- 
krotny pobyt w Ameryce oddalały go od stolicy, a ta 
władza, którą wnet odzyskał, ta popularność, ten 
wpływ był już pozbawiony powagi w świecie uczo- 
nych, w kołach literackich i kołach mężów polity- 
cznych. 

Koźmian nigdy nie był popularny, wcześnie uży- 
wał powagi. Polecony przez księcia Niemcewiczowi, 
Koźmian nie pójdzie jego torami, owszem naznaczy 
wnet w świecie warszawskim nowy kierunek. Darem 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 24^ 

jednania wpływu więcej niż zdobywania poklasku, roz* 
sadkiem bardziej niż uczuciem, a nadewszystko zmysłem 
politycznym, którego brakowało Niemcewiczowi równo- 
ważyć będzie dyktaturę, jaką autor „Śpiewów history- 
rycznych" wywierał na opinię literacką i salonową* 
Równoważenie to i te przeciwieństwa dziś łatwo 
dające się wykazać z treści i tendencyi pism obu 
pierwszorzędnych autorów, nie doprowadzały wówczas 
ani do starć, ani do antagonizmu. Eoźmian nie chciał 
być mistrzem i przywódcą, wysuwał naprzód takie 
mierności jak Osiński i Dmochowski lub takich mece- 
nasów jak jenerał Krasiński, ale on był właściwie du- 
szą i głową obozu klasyków. 

Zbyteczna zatrzymywać się nad szczegółami bio- 
graficznemi, wszak pamiętniki kasztelana Eoźmiana są 
najlepszem, najwytrawniejszem źródłem i świadectwem 
historyi owych czasów. Chodzi tylko o charaktery- 
stykę. 

Kajetan Koźmian więcej znany jako poeta i przy- 
wódca obozu klasyków, niż jako urzędnik i polityka 
miał w istocie w naturze więcej ducha politycznego niż 
literackiego, więcej zmysłu na kierownika stronnictwa, 
niż na twórcę szkoły poezyi. 

Dziwnie w owej epoce polityka z poezyą się 
zrosła, bardziej może niż w epoce romantyzmu, bo 
kiedy później młodzież działała pod wpływem poetów, 
wówczas mężowie dojrzali i sędziwi, stojący u steru 
władzy, rozprawiali o odach i elegiach jakby o pro- 
gramach, zasady polityczne przenieśli w świat staro- 
żytnych muz, a kodeks Boala i La Harpa, wzory Wir- 
gila i Horacego miały stanowić podwalinę ustalonego 



Digitled by Google 



250 PUŁAWY. 



porządku i zaporę przeciw nowym prądom i zamachom, 
w braku innej podstawy i innej tamy. I mieli słuszność, 
bo od dźwięków poezyi wileńskiej jakby od trąb pod 
Jerycho, miały runąć te ciasne mury, jakie wzniósł 
kongres 1815 r., a które jeszcze następnie ścieśniono. 

Obóz klasyków warszawskich, to było stronnictwo 
polityczne. Instynkt zachowawczy, dążność skupienia 
ludzi, ujęcia prądu uczuć i pojęć w karby, utrzymania 
porządku, hierarchicznośo; powagi i stałych reguł, nie 
mając innego sztandaru, pod chorągwią klasycyzmu 
objawiły się konserwatyzmem literackim. Koźmian 
stworaył z obozu klasyków warownią, w której miał 
się bronić do ostatka. Przywrócić kult Horacego i Wir- 
gila, więcej jeszcze niż Homera, który jest najstarss^ym 
romantykiem, nałożyć wzory Racina i Gornela, ująć 
fantazyę poetyczną w karby, reguł i wzorów prze- 
strzegać, to był akt polityczny i psychologiczny, wobec 
wybujałości polskiej, co rozrywa wszelkie tamy, nie 
krępuje się powagą, lekceważy zasady, tradycyonalizm 
i hierarchię ; ale to był błąd literacki i poetyczny. 

Może bezwiednie ale według tego sztandaru i tych 
zasad ugrupowały się stronnictwa, rozdzieliły obozy 
w całej Polsce. 

Odrodzenie poezyi klasycznej za Księstwa War- 
szawskiego a bardziej jeszcze za Królestwa Kongreso- 
wego nie było dalszym ciągiem poezyi stanisławow- 
skiej. Uległa ona była stanowczej przerwie, a szkoła 
rozbiciu na odrębne indywidualności. Dawna muza 
Krasickich, Węgierskich i Trembeckich była lżejszą aż 
do swawolności i wolna od patetycznośei. Formą 
wyższa nad ciężki neoklasycyzm Towarzystwa przy- 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUf AWAMI. 251 



jaciół nauk, a odrodziła język na wzór Kochanow- 
skiego. Dość przeczytać ustęp z Zofljówki, bajkę Kra- 
sickiego i porównać ją z ustępein Ziemiaóstwa lub 
którą odą, aby poznać różnicę dwóch tych okresów, 
na korzyść prostoty i wartości estetycznej u pierwszych, 
na korzyść wartości etycznej i powagi z głębszych 
płynącej zasad u drugich. 

Specyalnie puławski kierunek poezyi, o którym 
zosobna mówić będziemy, wziął z klasycyzmu fran- 
cuskiego manierę więcej niż prawidła, wziął uczucio- 
wość i sielanko wość, przeniósł je na tło polskie, nastroił 
lirycznie i mistycznie w ton patryotyczny i religijny, 
i dogorywał z szaleństwem Kniaźnina, melancholią 
Karpińskiego. Jeden tylko z obozu warszawskiego 
Franciszek Morawski najobficiej z tego źródła czerpał, 
i dlatego z Franciszkiem Wężykiem i starym Niemce- 
wiczem oskarżony przez Koźmiana o odstępstwo, po- 
jedna się wcześnie z wileńską poezyą uczucia. 

Autor Ziemiaństwa wziął tylko tło z wirgilowych 
Bukolik, aby na tem tle rozsiał krajobrazy wsi pol- 
skiej, a nawet, co wyjątkowem u klasyków niektóre 
wizerunki współczesne jak księcia Józefa i aluzye do 
wypadków bieżących. Książę jen. rozkoszował się nad 
tym utworem i obszerne dla autora napisał uwagi na- 
der pochwalne, z szczegółowym rozbiorem i porówna- 
niem do pierwowzoru. Polityczne ody choć uprawnione 
przykładem Horacego, okazywały także ten pierwia- 
stek polityczny, który znamionuje postać Koźmiana. 

Koźmian najwytrwalszy i najsilniejszą obdarzony 
wolą, w walce obronnej dotrwał do końca, bo połą- 
czył przekonania polityczne z wyznaniem literackiem. 



Digitized by VjOOQIC 



252 PUŁAWY. 

w warunkach utrudniających dla Polaka silne oparcie 
się o władzę, szukał punktu krystalizacjjnego w pra- 
widłach estetyki klasycznej, w przeciwstawieniu poezyi 
rozsądku, miary i powagi, do poezyi uczucia i wyo- 
braźni idącej z Wilna. Z tego stanowiska można tylko 
zrozumieć, że umysł głębszy i wszechstronnie wy- 
kształcony, pisarz wzorowy, gorący patryota, nietylko 
nie uległ czarom pierwszych poezyj i ballad Mickie- 
wicza, ale nie dał się przejednać nawet ^Panem Ta- 
deuszem", że do śmierci pozostał przy swem dawnem 
literackiem wyznaniu, jego przesądach i jednostron- 
ności, że patrzał na wszystkie tryumfy poezyi roman- 
tycznej, a choć się sprzeniewierzyli najbliżsi towarzy- 
sze, on w pół wieku po Ziemiaństwie odpowiedział 
na Wallenroda, Grażynę i Zajazd na Litwie klasycznym 
Stefanem Czarnieckim. 

Był atoli jeden charakterystyczny wyjątek w tern 
stanowisku nieprzejednanem starego klasyka: Mickie- 
wiczowi nie przebaczył, choć Mickiewicz tyle ma 
w sobie pierwiastków klasycznych, a z Zygmuntem 
Krasińskim, który co do wyblakłości i formy w mic- 
kiewiczowskiej szkole stanowi rewolucyą, zamienia sę- 
dziwy bard piotrowicki te wzruszające strofy : 

Czemu wieszczu masz siwiznę. 
Stokroć młodszą mej młodości... 
Boś za młodu miał ojczyznę, 
A ja tylko proch jej kości. 



A na to wezwania, odpowiada Koźmian : 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY M-ARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 253 



Los i cierpienia wspólne nam obu : 
Gdy cios morderczy wydarł matce życie, 
Ja płaczę jak syn schylony do grobu, 
Ty, jak od piersi oderwane dziecię. 

Czy ten ojcowski do autora Irydyona zwrot, na- 
znaczony także i w korespondencyaeh Koźmiana z Wę- 
żykiem, jest tylko chwilą słabości i przypomnieniem 
dawnej z ojcem jenerałem Wincentym przyjaźni? Nie, 
nam się wydaje, że Koźmian z Mickiewiczem się nie 
pojednał, bo czuł, że ten sam duch, co wionął z jego 
pieśni uzbroił belwederczyków i wywołał katastrofę 
1830 r. Pojednał się zaś stary kasztelan z poetą mi- 
stykiem, bo w psalmach Zygmunt odczuł magnetycznie 
nieszczęścia narodu, bo walczył jak ongi obóz klasy- 
ków, choć w odmiennej formie, z nowemi prądami na 
gruncie zasad i konserwatyzmu. 

Nie zapuszczamy się w rozbiór i charakterystykę tego 
Jiocztu, któremu przodował Koźmian, choć się z niego 
naprzód nie wysuwał. W tym zastępie widzimy żołnierzy, 
mężów piastujących urzędy i tych, których literatura 
była wyłącznym zawodem. Pierwsi ludzie oręża jak 
Morawski i Kropiński wynoszą z obozów żywsze tętno, 
jakby pobudkę wojeniją, i dlatego bliżsi Puławom ry- 
cerską uczuciowością i galenteryą, spotkamy ich też 
W przeglądzie poetów puławskich. Kierownictwo atoli 
w Warszawie, na obiadach czwartkowych u Krasiń- 
skiego, w Towarzystwie przyjaciół nauk wychodziło 
w całym tym areopagu od tych, którzy łączą obo- 
wiązki stanu i biura z literaturą. Literaci zawodowi 



Digitized by VjOOQIC 



/ 



254 PUŁAWY. 



jak Dmochowski, Osiński, Szymanowski i wielu już 
zapomnianych stanowią balast, choć nieraz na pier- 
wszy plan i na pierwszy ogień wysuwani. 

Gzy Ludwik Osiński był taką miernością za jaką 
dziś uchodzi? A jednak zastęp ludzi wykształconych 
i znakomitych brał go za pierwszorzędny talent. Nikt 
dziś już nie zagląda do jego kursów przepisywanych 
z obcych autorów, poezye przeważnie tłómaczone po- 
szły w niepamięć. Miał to być więcej wirtuoz poezyi 
klasycznej, niż obdarzony darem twórczości. Niezmierny 
miał być wdzięk jego intonacyi i wymowy, gdy roz- 
prawiał, wykładał, odczytywał swoje, deklamował obce 
wiersze. Wraz z bratem ks. Aloizym Osińskim, pro- 
fesorem krzemienieckim, posiadał tę miarę nauki ency- 
klopedycznej, która wystarczała, aby być powagą. 
W Puławach także uchodził za taką powagę, ale tylko 
w rzeczach poezyi. Mamy listy księcia jenerała zapra- 
szające Osińskiego, aby „sprawił tę prawdziwą ucztę 
bogów'^, gdy przyjedzie do Puław z zapasem wierszy. 

Franciszek Dmochowski za powagę nigdy nie 
uchodził, ale za użytecznego pracownika, tłómacza, 
kompilatora, a w potrzebie dziennikarza i polemistę. 
Książę jenerał popiera jego nieudane przedsięwzięcia 
dziennikarskie, skarży się atoli na grzechy językowe 
pism Dmochowskiego. 

Jak w kołach literackich tak i w salonach war- 
szawskich, wśród dam objawiła się zmiana, postęp 
czy reakcya, nowe wpływy, odmienne pojęcia, smak, 
nowe typy towarzyskie. Przerwała się w tej generacyi 
przędza, wysnuta z czasów wielkiego sejmu, zastąpił ją 
powiew zachodni legitymizmu, religijności — powiew. 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WAKSZAWĄ A PUŁAWAMI. 255 

W którym się * mieszały pierwiastki idei kongresu 
1815 r., z tem co w epoce restauracyi zaczęło się bu- 
dzić na zachodzie. Puławy wyszły z mody, jak już 
cytowaliśmy, powtarzano w tych kołach on y sent de 
la rance. Alegoryczne obrazy, tendencyjne komedye^ 
sielankowość i chęć propagandy już nużyła i zużyła się. 
Niemcewicz tęroryzował jeszcze swym dowcipem i sar- 
kazmem, ale zaczęto się buntować. Zarzucano poprze- 
dniemu pokoleniu lekkość obyczajów, manierę i afek- 
tacy%. Przybyło nieco cnoty, ubyło polotu. Konserwa- 
tyzm był zaprawiony kosmopolitycznie — patryotyzm 
utracił na uczuciowości, oblekł się w spokój, krytycznie 
spoglądał w przeszłość i wytykał jej sprzeczności. 

Świat warszawski podzielił się nie powiemy na 
dwa obozy, bo stanowczej niechęci, współzawodnictwa 
i antagonizmu nie było, ale na dwa rodzaje i typy 
salonu, w jego znaczeniu towarzyskiem, literackiem 
i politycznem. W jednym utrzymywały się jeszcze tra- 
dycye puławskie z nastrojem patryotycznym, senty- 
mentalnym i z całym przyborem znanego nam stylu — 
tu przewodniczyła sędziwa ale zawsze pełna życia, 
zapału w rzeczach narodowych, w rzeczach sztuki 
i w sprawach dobroczynności księżna jenerałowa. Pa- 
miętniki Dembowskiego, Skarbka, źródła z których p. 
Falkowski dają obraz tego odnowionego ruchu w sto- 
licy snującego się aż do roku 1830 a ciągle z przędzy 
tych wspomnień sejmu czteroletniego i Kościuszki, le- 
gionów i księcia Józefa. W tym świecie dominował 
Niemcewicz. 

Codzienna styczność zacierała napozór różnice dru- 
giego kierunku, który przynosił z sobą pewną reakcyę^ 



Digitized by VjOOQIC 



256 PUŁAWY. 



a choć świeższy i modniejszy, miał więcej chłodu i prze- 
ciwstawiał równowagę rozsądku polotom uczuciowości. 
Tu znów wpływ Kajetana Koźmiana był przeważny. 

W szczegóły kroniki warszawskiej, gdzieindziej 
szeroko opowiedziane nie zapuszczamy się. Jak te dwa 
światy wzajemnie na siebie patrzyły, jak się sądziły, 
wskaże nam niedrukowany list kasztelana Koźmiana 
do pani Rozalii Rzewuskiej, która miała napisać jakiś 
pamiętnik o Puławach. 

Gzy napisała? nie wiemy — mamy tylko pod 
r^ką autograf listu Kajetana Koźmiana O • 

„Mój syn mi powiedział — pisze Koźmian do 
pani Rzewuskiej — że JWPani Dóbr. z pobłażającą 
łaskawością czytujesz moje odezwy, spróbiyę, czy ją 
nieco dłuższą nie znudzę i nie uśpię. Pamiętniki w ro- 
dzaju i zakresie, jaki sobie sama autorka zamierzyła, 
nic trafniej, nic rzetelniej i bezstronniej nakreślić nie 
można — wszędzie znać, że zacna i wzniosłych czu- 
ciów osoba pisze życie domowe tych, których z wiel- 
kich cnót i zalet szacowała, a których jednak przesadę 
i znaturalizowany w towarzyskiem obejściu przymus 
do stopnia, że się samą naturą być zdawał, bystrzej- 
szem wzrokiem od innych przejrzała. 

„W czasie swoim Puławy były wykształconą Pol- 
ską, miały przecież sobie tylko właściwy i odrębny 
ton, sposób, zwyczaje, obyczaje, czucia, wyobrażenia, 
wzór powabny najtrudniejszy do naśladowania dla Po- 
laków, najnieszczęśliwszy dla tych, którzy się pokusili 
nie udawać. Była to Paphos czy Cytera polska, Owi- 



^) Udzielony nam przez wnuka Stanisława Koźmiana. 



Digitized by VjOOQIC 



MFĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 257 

dyusz jaki mógłby bardzo interesujące wydać meta- 
morfozy, z tycłi nimf i najad nadwiślańskich, które 
otoczały dwór bogini zalotności i wdzięków. Masz JW. 
Pani Dóbr. słuszny powód sądzić, że zbiór obyczajowy 
tego małego królewskiego dworu byłby nader ciekawy 
i zajmujący dla czytelników. Ileż rozmaitego rodzaju 
przedmiotów, wydarzeń domowych, politycznych, pu- 
blicznych, niespodzianych, sprzecznych cisnęłoby się 
pod piórem piszącego z młodości i późniejszego wieku. 
„Dość sobie przypomnieć kościół Sybilli, tyle po- 
święceń, tyle wielkich ofiar dla oświecenia i sławy 
kraju — tyle przymiotów, talentów, cnót towarzyskich. 
Dość wiedzieć wypadek skradzionych Skowrońskiemu 
pieniędzy, wykupienie kilku tysięcy Szumlańskiego 
z niewoli, aby uwielbiać Puławy. Ten też jest duch 
JWPani Dóbr. pisma, przeziera przez niego przyjaźń. 
Księcia życie na trzy epoki przedzielić można; w mło- 
dości lekki, płochy, zalotny, niestały, marnotrawny 
czasu i pieniędzy — w średnim ważnemi sprawami 
zajęty, czynny, pożyteczny krajowi wpływem, rozumem 
i bogactwy — w starości poważny, wszystkim pobłaża- 
jący, pracą młodych i ich losem zajęty Censor Castegatore 
minor, zawsze wesoły, przystępny, grzeczny, stały wiel- 
biciel płci pięknej i jej towarzystwa. Z charakteru 
swego we wszystkich epokach swego życia słaby — 
w społeczeństwie z mężczyznami poufały, łatwy, z pou- 
fałymi zaś przyjaciółmi żartobliwy aż do rubaszności. 
Najulubięńszym przedmiotem jego rozmów były w chwi- 
lach poważniejszych nauki, w chwilach weselszych ko- 
biety, intrygi miłosne, mistyfikacye ; w tych rozmowach 
często Woltera {sic) Pirona (?) przypominających oka- 

Puławy. T. III. 17 



Digitized by VjOOQIC 



258 PUŁAWY. 



zywał, że atmosferą wieku dwóch Augustów i Lu- 
dwika XV nasiąknął i z niej się otrząść nie mógł. 
Czaplic, Dłuski, St. Łukaski a nawet Ignacy Potocki 
wiernie mu wtórowali. Taki był wiek, że najoświe- 
ceńsi i najwięcej wykształceni ludzie poniżali się bufo- 
nadami, lub płaskiemi a rozpustnemi konceptami, do 
których sobie wynaleźli słownik dwuznacznych wyra- 
zów, zrozumiałych jedynie przez Oborską. Takim był 
naczelnik tego wieku Stanisław August; biskup Naru- 
szewicz i Trębecki umieli głaskać tego rodzaju pismami 
i żartami ucho rozpustnego pana; tego talentu ostatki 
jeszcze reprezentował Niemcewicz swojemi nieśmier- 
telnemi bufonadami i konceptami, których wyskok wi- 
dzieliśmy w podarku i napisie na nim przesłanym na 
loteryą pani Wąsowiczowej. 

„Uważałem, iż zaraz na początku pisma autorka 
wyznaje, że księcia jenerała niedość znała, aby o nim 
obszerniej mówić mogła a tylko przez wyraz „mó- 
wiono, że umiejętność 17 języków zjednała mu imię 
uczonego** wychodzi z tego położenia. Książę jenerał 
śmiało twierdzić można nietylko był jedynym opieku- 
nem nauk w Polsce, lecz nadto był jednym z najuczeó- 
szych ludzi w kraju. Nie miał on wysokiego talentu 
do wymowy, ani nawet smakownego i łatwego stylu 
w pisaniu. Pisma jego i mowy trąciły zawsze wiekiem 
Augusta III, co i królowi Stanisławowi Augustowi 
nie bez powodu zarzucano. Pan Fihsem, bibliotekarz 
Fryderyka II w dziele swojem uznał księcia jenerała za 
najsławniejszego bibliografa europejskiego. Na popar- 
cie tego, co tu o księciu jenerale wyraziłem, śmiem 
przyłączyć JWPani Dóbr. biografią tego księcia przeze 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WAKSZAWĄ A PUŁAWAMI. 259 

mnie, na żądanie księcia Adama i na udzielonych mi 
przez niego notatach życia tego księcia napisaną. Była 
ona prawie żywcem wy ttómaczoną i umieszczoną w za- 
granicznych pismach. Kochanowski z niej wypowie- 
dział mowę na obchodzie inauguracyi pomnika, który 
kadeci, dawni jego uczniowie wznieśli w pałacu kazi- 
mierzowskim. Nie jest ona wszechstronną i zatem nie 
jest dokładną, pisaną była z natchnienia familijnego 
i dla familii pod wpływem okoliczności, w których 
wszystkiego powiedzieć i tak powiedzieć jak należało, 
nie było wolno, trzeba było opuszczać czyny, któreby 
obrażały drażliwość władzy, trzeba było ostrożnie trą- 
cać w tę strunę, którą Rulhiere w swoim dziele na 
Czartoryskich zbyt naciągnął, a któren fałszywy czy 
prawdziwy dźwięk jeszcze brzmiał w uszach całego 
narodu. O sprawie Dogrumowej niema wzmianki — to 
była jędza, która panów Potockich i księżnę marszał- 
kowa omamiła, a ona w śmieszność naraziła mego 
ojca. Jakkolwiekbądź to słabe pismo da JWPani Dóbr. 
poznać czem był książę dla Polski. Nie wiem co miał 
w tem Niemcewicz, że będąc ode mnie zdolniejszym 
do napisania" życia księcia, mnie księciu Adamowi 
wskazał. Jestto przeznaczeniem znakomitych ludzi być 
opisywanymi przez pióra mierne lub nieudolne. W To- 
warzystwie przyjaciół nauk mimo tylu ludzi zdohiych 
wyj^ównać przedmiotowi, naparł się wyrzec pochwalną 
mowę Skarbek, podówczas młody, mało wiadomy ży- 
cia księcia, romansista i razem zimny ekonomista poli- 
tyczny, który na wszystkie rodzaje stylu rzucał się, 
a żadnego nie miał. Powiedział więc mowę niewy- 
mowną i nieodpowiadającą wzniosłości przedmiotu. 

17* 



Digitized by VjOOQIC 



260 PUŁAWY. 



Kochanowski najsławniejszy bałamut chcąc moje słabe 
pismo zrobić dokładniejszem, znalazł, że niedość wy- 
biłem zasługi księcia w opiekowaniu się teatrem po- 
łożone i swoją frazą siebie na śmieszność wystawił; 
ten frazes prawie tak brzmiał: „do domu swego 
aktorki i baletniczki sprowadzał, sam je za kulisami 
ubierał, krok i poruszenie układał i tak dopiero przez 
siebie wyćwiczonym na publiczną scenę występować 
dozwalał". 

„Ledwieśmy z księciem Adamem wymodlili, że 
ten ustęp z opisanego obchodu wymazał. To pewna, 
że książę jenerał wart był Plutarcha, ale go Polska 
jeszcze niema". 

Na tern kończy Koźmian charakterystykę Puław 
i księcia jenerała, w której obok uznania jest ta ostrość 
sądu i dosadność, która cechuje wszystkie poglądy 
jego na ludzi i wypadki współczesne, wyrażone w Pa- 
miętnikach. On jeden z przyjaciół puławskich, wobiym 
był od pietyzmu, bo należał już do innej szkoły, jaka 
tworzyła się w Warszawie. 

Przytoczyliśmy z umysłu i bez zastrzeżeń poufny 
Hst kasztelana Koźmiana do pani Rzewuskiej, choć 
pisany nie do druku, a wytyka w nim błędy i czyni 
krytyczne spostrzeżenia, jakie ten sam autor starannie 
omija- w Żywocie księcia jenerała dla Towarzystwa 
przyjaciół nauk. Żywot ten jest pochwalny i mieści 
w sobie główne fakta i czyny księcia jenerała, które 
zkądinąd znamy — więc go pomijamy. 

W przeglądzie społeczeństwa stolicy, przesunęły 
nam się tu tylko główne figury i te co łączyły War- 



Digitized by VjOOQIC 



MIĘDZY WARSZAWĄ A PUŁAWAMI. 



261 



szawę z Puławami. Pominęliśmy tych, których jak 
Lubecki, Łubieńscy ściślejsza zażyłość z domem Czar- 
toryskich nie łączyła. Innych jak Franciszka Moraw- 
skiego, Kazimierza Brodzińskiego, Lacha Szyrmę, Ant. 
Edwarda Koźmialia spotkamy, gdy w następnym tomie 
powrócimy do wnętrza Puław. 




Digitized by VjOOQIC 



Digitized by LjOOQ 



le i 



KRAKÓW 

ZA STANISŁAWA AOGUSTA I PO ROZBIORACH. 



(Upadek Krakowa. — Jego znaczenie dziejowe. — Anti- 
historyczny duch XVIII w. — Stanisław August w Krako- 
wie. — Przyjęcia. — Stan miasta. -^ Obudzenie życia. — 
Kraków pod rządem pruskim. — Austryackim. — Za Księ- 
stwa Warszawskiego. — Wolnem miastem. — Woronicz. — 
Malowidła pałacu biskupiego. — Pogrzeby Poniatowskiego. — 
Kościuszki. — Tegoż mogiła. — Stan społeczny. — Towa- 
rzyskość. — Duchowieństwo. — Uniwersytet. — Literatura). 



-S^^^ 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQIC 



i 



A,-A-A^.\-A.^ -»-^-.».^^— i»-^\.^ftjlf 




VI. 




wędrówce naszej do koła Puław za śladem 
korespondencyi i tej szerokiej sieci przy- 
jacielskich i naukowych stosunków, po Krze- 
mieńcu, Wilnie, Warszawie — przychodzi z kolei za- 
wadzić o Kraków. 

A gdy mowa o Krakowie, nieodzowną tu wycie- 
czka, która na chwilę oddali nas od Puław i Sieniawy, 
bo aby zrozumieć wzajemne oddziaływanie lub choćby 
tylko pośredni wpływ współczesnych prądów cywiliza- 
cyjnych i towarzyskich, potrzeba niektóre pytania prze- 
szłości objaśnić i zastanowić się: do czego zeszedł 
Kraków pod koniec przeszłego stulecia, a co w popio- 
łach i starych rumowiskach podniosło iskrę odżycia 
na początku naszego wieku ? Łatwiej podobno dziś, na 
podstawia dokonanych badań, zdać sobie sprawę, jak 
Kraków wyglądał za Bolesława Wstydliwego, Kazimie- 
rza W. lub za Zygmuntów, niż jakim był przed stu laty. 
Panowanie Stanisława Augusta pogrążyło starą 
stoUcę Piastów i Jagiellonów na dno upadku, do któ- 
rego chyliła się stopniowo od przeniesienia siedziby 
królewskiej do grodu książąt mazowieckich. Była to 
konieczność polityczna, która wobec dokonanego pro- 



Digitized by VjOOQIC 



266 PUŁAWY. 



cesu historycznngo unii, kazała Zygmuntowi III szukać 
punktu bardziej centralnego. Ludność przechodząca 
100.000, jaką mieściły pod Wawelem mury Krakowa 
wraz z Kleparzem i Kazimierzem, zmniejszyła się wie- 
lokrotnie wciągu półtrzecia wieku. Wojny szwedzkie 
i pożary otwarły puste miejsca w tak niegdyś zabu- 
dowanej stolicy, jednej z najwspanialszych w Europie. 
Kraków w swem opuszczeniu zachował jednak po- 
trójny przywilej : miasta koronacyjnego, miejsca grze- 
bania królów w sklepach katedry wawelskiej, oraz 
tak doniosłe przywileje cUmae matris, jedynego miasta 
uniwersyteckiego w Koronie. Więc choć przestał być 
stolicą, nie utracił majestatu historycznego. Każda ko- 
ronacya i każdy królewski pogrzeb, każdy wielki fakt 
dziejowy, czy klęski Jana Kazimierza, czy zwycięstwa 
Jana III, najpierw dźwiękiem Zygmunta obwieszczane 
żałobnie lub tryumfalnie, uroczystością kościelną i ob- 
chodami królewskiej majestatyczności zapisywały się 
w pamięci pokoleń, a uwieczniały w marmurach po- 
mników i grobowców. 

Nie było więc przerwy w tej wspaniałej ciągłości 
dziejów, wyrytej tu na kamieniach. Kto te kamienie 
krakowskie zbada w całości, ten z nich odczyta jakby 
z kart starej kroniki historyą wzrostu, kwitnienia i tego, 
co w epoce stopniowego rozkładu, w dniach chwały 
czy latach pogromu, błyszczało jeszcze dawną wielko- 
ścią. Te dokumenta pomnikowe Krakowa mieszczą 
w sobie klucze do historyi cywilizacyi narodu. Badania 
tego kierunku odkrywają tu i owdzie pozostałości 
stylu romańskiego, choćby zagrzebane pod pawimen- 
tami kościołów i naznaczone kilkoma pozostałemi liniami 



Digitized by VjOOQ IC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 267 

murów. Na tym podkładzie przypominającym pierwszy 
karczunek i pierwszy posiew cywilizacyjny Benedykty- 
nów i Cystersów, strzelają w górę wieżyce kościoła 
Panny Maryi, ostrołuko we sklepienia innych świątyń, 
bramy i strzelnice miejskie, ołtarze i pomniki norym- 
berskiego mistrza, zgoła duch średniowiecza. To Polska 
wzrastająca, to Kraków XIII i XIV stulecia, równie bo- 
gaty w postacie świętych jak w bohaterskie postacie 
rycerzy. Wiek wzrostu w pamięci narodów jak w pa- 
mięci pojedynczych ludzi nie zaciera się, daje ton 
i nastrój na całe życie. To też ten duch gotycki, śre- 
dniowieczny, kościelno - rycerski dominować będzie 
w Krakowie, choć dalszy rozwój zostawi tu mnogie 
pomniki. Nietylko wzniosłością najlotniejszej, najwy- 
żej w niebo wzbijającej się architektury kościołów, 
epoka ta zostawiła piętno niezatarte, dominujący 
charakter, który uderza na pierwszy rzut oka czy 
patrzymy na stare drzeworyty, czy na dzisiejszą jego 
postać — ale duch średniowieczny wsiąknął głęboko 
w społeczność miasta, w jego instytucye, cechy, bra- 
ctwa, mimo swego zachodniego pochodzenia, dostroił 
się i zharmanizował z etnograficznemi właściwościami 
ludu. Do dziśdnia widok procesyi Bożego Ciała, z bra- 
ćmi w kapturach snującymi się wśród świątecznie przy- 
branych włościan, profesorów w togach, cechowych 
z godłami; śpiew gorzkich żalów w wielkim poście, czy 
kolęd Bożego Narodzenia, jak i nuta weselnego kra- 
kowiaka — wszystko to razem w swej barwności 
i pierwotnej prostocie, przedstawia obraz, w którym 
brak tylko rycerzy w turniejowych zapasach, oni jedni 
wraz z królem znikli z widowni. 



Digitized by VjOOQ IC 



268 PUŁAWY. 



Inaczej wygląda rozkwit i świetność następnych 
stuleci. Przejściowość z gotyku do renesansu nigdzie 
podobno lepiej się nie uwydatnia, jak tu, gdzie oba 
kierunki nie wyrosły samorodnie, ale przypływają te 
style i te pojęcia cywilizacyjne po sobie z feudalnego 
Zachodu i z humanistycznej Italii. Na gotyckiem skle- 
pieniu kazimierzowskich Sukiennic, Padovano wznosi 
górne piętro włoskie zdobne w bogatą atykę, a do 
katedry ostrołukowej dobudowuje Bartolomeo Berecci 
arcydzieło włoskiego odrodzenia, kaplicę zygmuntowską. 
Tak wszędzie, łączą się te dwie epoki przejściem har- 
monijnem, nie niszczą ale wiążą swe ogniwa ; to samo 
wykazaćby mogły annale instytucyj mieszczaństwa kra- 
kowskiego, oraz dzieje uniwersytetu, gdzie walka scho- 
lastycyzmu z humanistami jest tylko odbiciem wszczy- 
nającej się gdzieindziej burzy. 

Burza reformacyi z Krakowa rozszerzyła się na 
kraj, przebrzmiała, nie zostawiając w stolicy trwałych 
śladów. Wiek XVII zwycięstwem nad reformacyą i przy- 
wróceniem jedności religijnej narodu, zwrócił nas znów 
poza epokę humanizmu. Nie jeden pierwiastek, jakby 
przechowany z XIII i XIV stulecia, odradza się popę- 
dem feudalnym wśród możnowładców i szlachty, w mia- 
stach odświeżoną tradycyą bractw i cechów, która 
zastępować miała, gdzieindziej rozszerzone przywileje 
i znaczenie trzeciego stanu — wszędzie obyczajem, 
który traci wykwintność renesansową, wraca się do 
prostoty jakby z czasów ostatnich Piastów; rozluźnioną 
w XVI wieku hierarchiczność i patryarchalizm rodzinny 
znów przywraca i wzmacnia, a jeśli puszcza wodze 
anarchii i swywoli w przedwczesnym szlacheckim re- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 269 

pulikanizmie i sejmikowaniu, to zapominać o tern nie 
należy, polotem wiary odradza na ziemi polskiej chrze- 
ściańską rycerskość, ratuje Rzeczpospolitę z nawałnicy 
wrogów za Jana Kazimierza i zamyka orszak bojowni- 
ków krzyża, przerwany od krucyat, odsieczą wiedeńską. 
Wszystko to zapisanem było, wszystko się uwie- 
czniło w murach Krakowa. Niemasz narodu europej- 
skiego i niemasz stolicy, w którejby łańcuch tradycyi 
i jedność historyczna mniejszym ulegała przerwom. 
Dawne cesarstwo niemieckie reformacyą rozbite w ka- 
wałki, sklei się w naszych czasach, ale już nie na tym 
cemencie chrześciańskim i historycznym, który od Ka- 
rola Wielkiego do Karola V, cesarzom niemieckim przy- 
znawał taki prymat w świeckim ustroju Rzeczypospo- 
litej chrześciańskiej, jaki naród włoski w porządku 
duchowym i cywilizacyjnym zawdzięczał papiestwu. 
Z okruchów protestanckich i katolickich zlepiona a że- 
lezną obręczą militaryzmu pruskiego okuta jedność 
narodowa niemiecka sztuczną ma tylko analogią z da- 
wnem cesarstwem rzymsko-niemieckiem. Francya rozwi- 
nęła w sobie wprawdzie jedność terytoryalną państwa, 
ale historya jej kilkakrotnie przecięta i przegrodzona 
wielkiemi przesileniami. Nigdzie znów ciągłość histo- 
ryczna, która utrzymuje przez wielki indywidualizm na- 
rodowy, tradycya i ustrój społeczny, większym nie uległ 
zmianom jak tam, czy wtedy, kiedy idea monarchiczna 
od Ludwika XI do Ludwika XIV łamała i kruszyła 
wszystko, co samodzielnie, hierarchicznie, w korpora- 
cyach, w autonomicznym i municypalnym kierunku się 
rozwinęło — czy bardziej jeszcze wtedy, gdy przewrót 
rewolucyi wraz z obalonym tronem zniwelował war- 



Digitized by VjOOQ IC . 



270 PUŁAWY. 



stwy krerownicze. Dzisiejszy naród francuski zmieniony 
z gruntu, nie czuje się już spadkobiercą dziesięciu 
wieków, ale datuje swą historyą od stu niespełna lat. 
Nasze pasmo dziejowe było nieprzerwane żadnem 
podobnem przesileniem, myśmy dochowali do końca 
cośmy snuli od początku. Polska runęła jako zabytek, 
który zachował cechę średniowieczną i nie od wewnę- 
trznego przewrotu lecz od zamachu z zewnątrz, gdy 
w duchu antihistorycznej negacyi XVIII wieku usunąć 
postanowiono anachronizm nie przypadający do miary 
i pojęć ówczesnych. Anarchiczna politycznie jest naj- 
konserwatywniejszą cywilizacyjnie i obyczajowo spo- 
łeczność polska. Podobnie jak nasz język najmniej 
z wszystkich europejskich uległ zmianom i nie potrze- 
bujemy dziś, jak Francuzi lub Niemcy osobnych sło- 
wników dla zrozumienia zabytków średniowiecznej 
polszczyzny, tak nic nie uległo przedawnieniu, wszystko 
przechowało się tradycyą, co było zdobyczą i właści- 
wością odwieczną. Polityk może ubolewać nad tym 
niedostatkiem siły ewolucyjnej , który nie dozwolił 
wyłonić się po przesileniach nowożytnej idei monar- 
chicznej, gdy rwały się przedwcześnie dynastye, i po- 
rządkowi państwowemu, gdy brakło silnej ręki, coby 
go ugruntował. Pojęcia państwowe dziś przeważające 
wszędzie nad pojęciami społecznemi, często nie dozwa- 
lają nam czerpać otuchy z tej nieprzerwalności dzie- 
jowej. Szukamy też zwykle pod gruzami idei państwa 
polskiego, które się przeżyło, a właściwie nigdy na modłę 
nowożytną nie skonsolidowało, nie zawsze zaś dostrze- 
gamy, że poza budowlą państwową tak kruchą i mamą, 
biły źródła życia i toczyły się potokiem nieprzerwanym. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 271 

gdy gdzieindziej dawno wyschły lub zmieniły łożysko. 
Historya państw niezawsze rozwija się równolegle i jest 
synonimem historyi narodów, najczęściej potęga poli- 
tyczna wyrasta kosztem życia społecznego i naodwrót. 

Skrystalizowaną tradycyą dziejową był Kraków. 
Ten wielki pomnik historyczny z czasów rozwoju 
i kwitnienia, zatrzymał się w swym wzroście, gdyśmy 
stali u szczytu potęgi, opuszczony w epoce chylenia 
się ku upadkowi, w XVIII w. uległ nietylko zaniedbaniu 
ale poniewierce. 

Stanisław August był pierwszym królem polskim, 
który lekceważąc pięciowiekowy obyczaj swych po- 
przedników, nie koronował się przy trumnie św. Stani- 
sława w katedrze wawelskiej — to też jakby odwróciły 
się duchy królów spoczywających w grobach tej świą- 
tyni od tego, który ich uczcić nie umiał, spaść miała 
2 głowy korona i berło strzaskane, którego nie wziął 
z tego ołtarza. Fakt ten bez przykładu w dziejach 
innych monarchij europejskich, dowolnego zerwania 
tradycyj miejsca koronacyjnego, jest jedną z najwybi- 
tniejszych oznak, jak Stanisław August z obojętnością 
w rzeczach wiary łączył brak poczu(;ia historycznego. 
Nie zwrócono dotąd o ile wiemy uwagi na tę ujemną 
stronę jego charakteru, jego pojęć i tendencyi. 

Cywilizacyjna działalność Stanisława Augusta 
przypomina pod tym względem Piotra Wielkiego, z róż- 
nicą stanu oświaty społeczeństwa reformowanego oraz 
temperamentu i politycznej dzielności reformatora. Jak 
tam spadały brody bojarów, podobnie i tu balwierze 
mieli wiele do czynienia, więcej jeszcze perukarze. Jak 
Piotr Wielki nową wzniósł stolicę, tak Stanisław August 



Digitized by VjOOQIC 



272 PUŁAWY. 



w Warszawie chciał stworzyć wielki dwór, nowy świat, 
nowe obyczaje. Tylko, że pierwszy miał przedewszy- 
stkiem ideę państwową, potęgę władzy i rozszerzenie 
granic na oku, a carską stolicę zakładał na zdobytej 
ziemi; drugi choć ojczyzna uszczuplona, gotów zawsze 
do zwłoki, ustępstw i zmiany w sprawach integralności 
i niepodległości państwa, mniej o wzmocnienie funda- 
mentów, ale dbał przedewszystkiem o pokost i otyn- 
kowanie starych murów, choćby były z ciosu. 

Kraków pominięty, opuszczony, zdegradowany, 
nie zapisuje w swych annałach od wstąpienia na tron 
Stanisława Augusta nietylko ważnigszych zdarzeń i wy- 
padków, ale choćby głośnych obchodów i uroczysto- 
ści. Tylko konfederaci barscy wdarli się na Wawel 
i zdobyczą Krakowa, przypomnieli czasy Czarnieckiego, 
pobudzając znów w ludności upadłej stolicy patryoty- 
czne wspomnienia. Raz tylko Stanisław August za- 
trzymał się w murach Krakowa, gdy powracał z Ka- 
niowa. 

Otwórzmy mało znane dyaryusze, które w czasie 
podróży spisywał Naruszewicz. Dadzą one nam poznać 
Kraków XVIII stulecia w uroczyste przybrany szaty. 
Pamiętna podróż Stanisława Augusta na Ukrainę 
w roku 1787 nietylko dyplomatyczne miała znaczenie, 
gdy z dwoma miał się spotkać sąsiedniemi monar- 
chami, z imperatorową Katarzyną w Kaniowie a z ce- 
sarzem Józefem podróżującym incognito pod nazwi- 
skiem hrabiego Falkenstein w Korsuniu ; ale podróż ta 
stała się pierwszym objazdem kraju, jedynem przez 
trzydziestoletnie panowanie zwiedzaniem rozległych 
dzielnic Rzeczypospolitej. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA, 273 

Okoliczności sprzyjały tej królewskiej podróży 
z prawdziwie monarchiczną podjętej okazałością. Choć 
celem jej był zjazd z tymi sąsiadami, którzy wzięli 
udział w pierwszym rozbiorze — czternastoletni okres, 
który odtąd upłynął, zatarł poniekąd bolesne wraże- 
nia, a szerokie pole otwierało się do konjunktur na 
przyszłość z tych spotkań i zjazdów. W orszaku kró- 
lewskim spotykamy Tyszkiewicza, hetmana Ut., wielu 
senatorów, przybocznych jenerałów i dygnitarzy dwor- 
skich. Gała podróż trwała pięć miesięcy od 13 lutego 
do 22 lipca. Zwolna posuwał się ten orszak tam i na- 
powrót, a król w swej łaskawości zatrzymywał się 
w miastach, przyjmował gościnę w zamkach i dworach . 
wielkich panów. Pominął jedne tylko Puławy dla zbyt 
wielkiej kry na Wiśle, bardziej może jeszcze dla tych 
lodów, które od lat kilku zaostrzyły stosunek Stani- 
sława Augusta do rodziny Czartoryskich, a które nie- 
bawem miały się roztopić w wiosennych promieniach 
wielkiego sejmu. W całym dyaryuszu podróży nie spo- 
tykamy ani razu imienia Czartoryskich, choć z powro- 
tem z Kaniowa nocleg wypadł królowi w Sieniawie 
pod nieobecność gospodarstwa. Z powrotem z Ukrainy 
drogę łukiem ku północy obrócono w ten sposób, aby 
ominąć granice odpadłej Galicyi, a więc przez Wo- 
łyń, Lubelskie i Sandomierskie ku Krakowu. 

Ostatni nocleg wypadł w Kościelnikach, gdzie 
w pięknym pałacu wzniesionym przez podskarbiego 
Morstina, właściciel ówczesny starosta krakowski Wo- 
dzicki wraz z bratem jenerałem naówczas szefem za- 
łogi krakowskiej, świetne przygotował przyjęcie. Zje- 
chała tu na spotkanie koronowanego brata pani kra- 

Polftwy. T. m, 18 



Digitized by VjOOQIC 



274 PUŁAWY. 



kowska, wdowa po hetmanie i kasztelanie krakowskim 
Klemensie Branickim, a dziś jeszcze oglądać można 
w ogrodzie kościelnickim wzniesiony na pamiątkę tego 
spotkania monument. 

Dnia 16 czerwca^ w sobotę powitał zbliżającego 
się do starej stolicy monarchę we wsi Gzyrzyny orszak 
szlachty na dzielnych rumakach, w kontuszach o bar- 
wach województwa krakowskiego, a na czele jechał 
Małachowski, wojewoda krakowski. Król z powozu 
przesiadł się na konia i otoczony senatorami powi- 
tawszy szlachtę „która poważną majestatowi formowała 
asystencyą**, jechał zwolna wśród tłumów ludu tło- 
czącego się po obu stronach gościńca. We wsi Dąbie 
Synagoga kazimierska od piątku wieczór oczekiwała 
króla, mając pod baldachimem przykazania. Od Kle- 
parza do bramy Flory ański ej stali uszykowani cechmł- 
strze miast Kleparza i Kazimierza z chorągwiami i go- 
dłami, oraz mieszczanie uzbrojeni w rusznice i pałasze. 
Gdy król wjeżdżał w bramę Floryjańską odezwały się 
dzwony wszystkich kośfciołów, na bramie i wieżach: 
maryackiej i ratuszowej trąbienie i granie, na trzech 
rondlach z moździerzy i armat strzały. 

Przed bramą Wodzicki, jenerał regimentu kon- 
systującego w Krakowie, oddawał na poduszcze czer- 
wonej aksamitnej klucze od miasta — w samej zaś 
bramie Józef Wytyszkiewicz dr. praw, wówczas bur- 
mistrz krakowski, zwrócił do króla powitalną mowę 
„od magistratu i wszystkich stanów miasta Krakowa**. 
Wśród bicia dzwonów i strzałów z moździerzy nie 
była to chwila do retorycznych wystąpień, to też prze- 
mowa następcy dawnych konsulów krakowskich była 



Digitized by 



Google 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 275 

jak na owe czasy zwięzła, a król w trzech słowach 
zwracając klucze miasta burmistrzowi dziękował za 
przyjęcie. 

Gdy orszak królewski przejechał miasto wprost 
do katedry na Wawelu ks. Szembek, biskup płocki 
książę pułtuski, gdy był wówczas wakans dyecezyi 
krakowskiej na czele kapituły, ponłificaUter przybrany 
powitał u wrót kościoła i wprowadził króla najpierw 
do kaplicy Cymboryi (Stefana Batorego) dla oddania 
adoracyi przenajświętszemu Sakramentowi a następnie 
do kaplicy ś. Stanisława dla ucałowania jego relikwii. 
Gdy Stanisław August zasiadł na tronie przed wiel- 
kim ołtarzem, ks. Olechowski, sufragan krakowski miał 
długą i świetną oracyą, która musiała mieć wielkie 
uznanie dla swej wykwintnej i szumnej formy. Kate- 
drę na Wawelu nazwał kaznodzieja „teatrem chwały", 
„składem prochów monarszych" i rzekł: „że gdyby 
żadnej nie było pisanej historyi krajów polskich, ściany 
i marmury tej świątyni poznaćby ją dały". W Stani- 
sławie Auguście witał „potomka krwi jagiellońskiej". 
Kaznodzieja zapuszczał się w przeszłość i w przyszłość 
i historyczne wspomnienia politycznemi zaprawiał alu- 
zyami: „oznaczone są blisko dwa wieki — mówił — 
nieszczęśliwą cechą zamieszek i anarchii pod kilką pa- 
nowaniami przed Waszą Królewską Mością — a dla 
niej przewrócona karta, na której odwieczny wyrok 
wyryty, abyś skutki tych dawnych zamieszań i anar- 
chij z boleścią znosił, abyś choroby politycznej do naj- 
gorszego stopnia zbliżonej najsroższe dręczenia wy- 
trzymał, abyś kochający syn patrzał w najtkliwszym 

18* 



Digitized by VjOOQIC 



276 PUŁAWY. 



smutku na odcinanie części ciała najmilszej sobie matki 
mocą zastarzałej gangreny z życia wyzutych*^. 

Bolesna ta ailuzya czyni zaszczyt kaznodziei tem 
większy, że król po świeżem spotkaniu z carową Ka- 
tarzyną i cesarzem Józefem starał się omijać wszystko, 
co pierwszy rozbiór mogło przypominać, i godził się 
do tego stopnia z faktem dokonanym, iż jakiś poeta 
nadworny ułożył w Kaniowie wiersz na cześć impera- 
torowej wielbiąc dobrodziejstwa, jakie s|łyną na kraj 
jej mieczem zdobyty. Wiersz ten zamieszczony w urzę- 
dowym dyaryuszu podróży daje miarę usposobień 
w najbliższem otoczeniu króla. 

Stanisław August posiadał łatwe słowo jak i bie- 
głe pióro, choć styl jego i wymowa pozbawione wyż- 
szego polotu. Odpowiedź króla na mowę sufragana 
Olechowskiego, nie daje nam miary ty^h uczuć, jakie 
mogły cisnąć się do duszy przy pierwszym wstępie do 
katedry na Wawelu, tego, którego mieniono potom- 
kiem Jagiellonów, a który dźwigał ciężar jagiellońskiej 
i elekcyjnej korony. 

Wspomniał on, że rodzina Poniatowskich z ziemi 
krakowskiej pochodzi, że dawno pragnął tę ziemię i tę 
stolicę odwiedzić, a zakończył pięknym zwrotem: 

^Jeżeli twym głosem, mówco świątobliwy, nieba 
objawić raczyły przeznaczenie moje i jeżeli dla mnie 
choć tyle dozwolą, abym zebrał, przygotował i zosta- 
wił, jak Dawid następcy szczęśliwemu przyszłej po- 
myślności krajowej narzędzia — Ty Boże dobrotliwy 
racz przyjąć szczerą i gorącą prośbę moją. Niech choć 
na głowie mojej legnie kaimień węgielny wspaniałego 
przybytku, w którymby honor, powaga i trwałe bez- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 277 

pieczeństwo Polski wiekować mogły. Idź kapłanie przed 
ołtarz i tam nieś ofiarę serc i modłów naszych ! azaliż 
będą wysłuchane, wszak o to prosimy wszyscy przy- 
tomni, czego życzyć jest powinnością haszą !" 

Po mszy Św. celebrowanej przez kanonika Wbj- 
czyóskiego i odśpiewaniu Te Deum król udał się w oto- 
czeniu ministrów, senatorów i dygnitarzy do zamku, 
gdzie udzielił posłuchania ławnikom miejskim z wój- 
tem Wojciechem Mączyńskim na czele, następnie da- 
mom przybranym w suknie mundurowe województwa, 
w gronie których znajdowała się siostra królewska z Po- 
niatowskich Branicka, oraz z Dzierzbickich Ożarowska, 
kasztelanowa wojnicka. 

W dniu tym piei^wszym pobytu po odpoczynku 
w swym gabinecie zwiedzał Stanisław August komnaty 
zamkowe, oprowadzany przez ks. Sebastyana Siera- 
kowskiego, kanonika kap. k., który z planem w ręku 
udzielał objaśnień. 

U prezydenta miasta p. Wytyszkiewicza odbył się 
w dniu przybycia monarchy wielki obiad z kapelą,, na 
który senatorowie, urzędnicy i obywatele otrzymali za- 
proszenie. 

Nazajutrz w niedzielę wysłuchawszy sumy w ka- 
tedrze, odśpiewanej przez biskupa płockiego Szembeka, 
udzielił król posłuchania obywatelstwu województwa 
krakowskiego, w imieniu którego miał długą przemowę 
Michałowski, podkomorzy krakowski. Było tam wiele 
o obowiązkach królów i poddanych, o różnych dole- 
gliwościach obywatelstwa, o stanie włościan, upadku 
miasta, a wszystko panegirycznie zwrócone do wielko- 
dusznego monarchy, mającego odrazę do krwi rodewu 



Digitized by VjOOQIC 



278 PUŁAWY. 



a darzącego ojczyznę dobrodziejstwami pokoju. Na co 
król w odpowiedzi dziękował za życzliwość i uczucia 
wierności oraz wspominał o niektórych potrzebach 
województwa, poprawie dróg i t. p. 

Następnie na czele senatu akademickiego, rektor 
Oraczewski, z ramienia komisy i edukacyjnej na ten 
urząd powołany miał mowę w duchu postępowym 
„wieku oświecenia" i witał w monarsze przyjaciela 
muz i protektora nauk. Odpowiedź królewska brzmiała 
na pochwałę zasług rektora, który świeżo z naukowej 
powrócił podróży ; końcowy ustęp zwrócony do senatu 
i profesorów dość lakoniczny, bez zwrotu do sławnej 
przeszłości tej starożytnej szkoły; przyjęcie zakończyło 
się przypuszczeniem profesorów do ucałowania ręki 
królewskiej. Obiadował król w pałacu Wielopolskich 
u wojewody krakowskiego Małachowskiego, poczem 
zwiedzał katedrę z dziekanem kapituły ks. Sołtykiem, 
a wieczór spędził u swej siostry pani krakowskiej. 

W poniedziałek król dał najpierw posłuchanie 
ks. Kołłątajowi, świeżo referendarzem litewskim mia- 
nowanemu — zwiedził następnie archiwum ziemskie 
przyjmowany przez sędziego Stadnickiego imieniem 
trybunału grodowego i przez mecenasa Rotermunda 
imieniem palestry. Z pałacu starosty Wodzickiego 
w rynku przyglądał się ustawionym cechom i pocho- 
.dowi strzelców miejskich, na których czele szedł rot- 
mistrz Sebastyan Glixelli niosąc srebrnego kura, ów 
dar pamiątkowy Zygmunta Augusta, bo był w tym 
roku królem kurkowym. Obiadował Stanisław August 
u kasztelana wojnickiego Ożarowskiego w Krzysztofo- 
rach i wznosił zdrowie gospodarskie. Zwiedzał w tym 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 279 

dniu skarbiec i kapitularz katedralny — po obiedzie 
zaś ogród botaniczny świeżo na Wesołej założony 
i miejsce zwane Gelestat dla przypatrzenia się strze- 
laniu mieszczan do kurka. Mało zostać musiało czasu 
dla zwiedzenia akademickiej biblioteki, a wieczór na 
zamku przyjmował król przybyłego świeżo księcia pry- 
masa Poniatowskiego. 

Na wtorek przypadło posłuchanie radców miejskich, 
w których imieniu przemawiał poważny i wielce szano- 
wany w mieście radca Piotr Szaster. W imieniu króla 
odpowiadał podkanclerzy Ghreptowicz , zapewniając 
o łaskawości króla dla tego miasta — poczem radcy 
przystąpili do ucałowania ręki królewskiej ^). W zamku 
był królewski obiad na osób 400, a między nimi z po- 
śród magistratu otrzymali zaproszenie: prezydent Wy- 
tyszkiewicz i radcy Szaster, Wohlmann i Kaspary. Po 
obiedzie dysertacya akademicka w sali jagiellońską 
zwanej o historyi kościelnej polskiej wieku XV. Wie- 
czór król spędził u kanonika Wacława Sierakowskiego 
(bratanka arcybiskupa lwowskiego), gdzie młodzież 
przez tegoż kanonika utrzymywana odśpiewała dobra- 
nemi głosami kantatę o Betsabei, Dawidzie i Salomo- 
nie. Udramatyzowana powieść biblijna, przypominała 
raczej średniowieczne misterya, niż modne podówczas 



O Oto nazwiska obecnych radców: Józef Wytyszki«- 
wicz, prezydent, Jan Laszkiewicz, Piotr Szaster, Michał 
Wohlman, Karol Tuszek, Jan Kozłowski, Tpraasz Kikulinus, 
Maciej Beyer, Józef Wałkanowski, Jan Gzałczyński, Wa- 
lenty Bartsch, Jan Kaspary, Karol Like, Stanisław Paczkow- 
ski, Filip Lichocki (syndyk), Michał Wotowski, Marcin 
Krzyżanowski, Sebastyan Glixelli, Stanisław Zawadzki (rot- 
mistrze miasta). 



Digitized by VjOOQIC 



280 PUZiAWY. 

w Warszawie światowe lub pasterskie sceny. Ale 
w treść prozą ułożoną wpleciono wiersze, które śpie- 
wa! chór zwracając do króla z analogią to Dawida 
dzielności, to mądrości Salomona, 

Żyj i panuj na catą ziemię, 
Wierne Bogu Dawida plemię ; 
Ozdobą Izraela w koronie.... 

lub też: 

Widzę: tego kościoła wyniesione gmachy, 

Pokryte złotem ściany, sklepienie i dachy. 

Widzę: mądrość Twych rządów, które wszystkie kraje 

Zadziwi, sług porządek i ich obyczaje. 

Widzę : że wszystkich królów Ty przewyższysz chwałą. 

Imię Twoje' z sławą będzie wiecznie trwało .... 

Po panegirycznej kantacie o królach Judei, Sta- 
nisław August dzień zakończył przechadzką nad Wi- 
słą, przyglądając się jak bito mocne tamy po drugiej 
stronie od Kordonu cesarskiego z wielką szkodą dla 
Krakowa. Dyaryusz urzędowy o tern nie wspomina, 
ale mówi miejscowa tradycya, że króla otoczyli Górale 
i flisaki a kłaniając się do nóg pytaU, kiedy im każe 
chwycić za strzelby i kosy, „aby obcych panów z kraju 
wyżenić". 

Piękną uroczystością kościelną rozpoczął się dzień 
czwartkowy, a zakończył świetnym balem dworskim, 
ostatnim podobno w salach zamku wawelskiego. 

Kapituła krakowska witała uroczyście przybyłego 
prymasa w katedrze, poczem nastąpiła procesya na 
Skałkę, w której król wziął udział w pełnym maje- 
gtąc}e. A więc szły przodem cechy, bractwa jak ną 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 281 

Boże Ciało, książę prymas pontyficaliter kilku bisku- 
pów, kapituła i niesiono głowę św. Stanisława w zło- 
tym relikwiarzu. Król postępował za laską marszał- 
kowską, za nim szedł hetman litewski Tyszkiewicz, 
senatorowie, obywatelstwo województwa i magistraty 
miast: Krakowa, Kazimierza i Kleparza. Widok taki 
już więcej nie miał się powtórzyć. 

Król obiadował samotnie w swym gabinecie, bo 
obywatelstwo ucztowało u wojewody Małachowskiego. 
Natomiast w zamku wieczorem były „asamble", rzęsi- 
sto iluminowano sale, komnaty i galerye. Kapele grały 
z 50 muzyków złożone. Król rozpoczął bal tańcem 
polskim z hetmanową Branicką panią krakowską, po- 
czem tańcował z senatorkami i urzędniczkami, oraz 
z dwoma damami z osób miejskich. O pierwszej król 
odszedł do swego gabinetu — b.al trwał do drugiej. 

Konno nazajutrz zwiedzał Stanisław August przed- 
mieścia nad Rudawą, zatrzymał się w kościele Kar- 
melitów na Piasku dla oglądania cudownego obrazu 
i innych osobliwości — dojechał do Łobzowa, zwie- 
dzał tam pałac Kazimierzowski i ogród, a zaciekawiony 
mogiłą Esterki kazał ją rozkopywać, azali nie znajdą 
się tam jakie pamiątki. Rzecz charakterystyczna, że 
jedyne to poszukiwanie archeologiczne, jakie Stanisław 
August w Krakowie podjął. Po obiedzie w zamku 
odwiedził dziekana Sołtyka i oglądał bogate jego zbiory 
do historyi naturalnej. 

W sobotę przyjmował król zrana magistrat mia- 
sta Kazimierza, w którego imieniu przemówił prezy- 
dent Sebastyan Zakulski — następnie konno zwiedził 
Bielany, klasztor Zwierzyniecki i górę św. Bronisławy, 



Digitized by VjOOQIC 



282 PUŁAWY. 



przyglądając się widokowi na miasto i obdarowawszy 
hojnie mieszkającego tam pustelnika. Przybyli dnia 
tego do Krakowa admirał Czerniszew i jenerał Le- 
waszew, a po tych odwiedzinach król uczuł się tak 
znużonym, że zamknął się w swym gabinecie, gdy 
dwór i goście rozjechali się na assemble do wojewody 
Małachowskiego i starosty Wodzickiego. 

Książę prymas celebrował na zamku niedzielną 
sumę 24 czerwca, a ks. Jezierski, koadjutor kapituły 
miał kazanie w obecności króla. Król zaszczycił Zie- 
lińskiego, kasztelana biedzkiego, przyjąwszy w jego 
domu obiad -— a zwiedziwszy kościoły Panny Maryi, 
Św. Barbary i św. Wojciecha, przyglądając się ich sta- 
rożytnej architekturze, zatrzymał się aż do wieczora 
w domu Wodzickiego, starosty krakowskiego. Zaczęła 
się świetna iluminaoya całego miasta. Sukiennice go- 
rzały od lamp oliwnych, olbrzymie transparenta z na- 
pisami łacińskiemi zdobiły ich facyatę. Wtedy to za- 
wieszono owe 36 kotwic w dolnej hali Sukiennic, które 
dotrwały aż do ostatniej restauracyi, i na każdej umie- 
szczono po 24 świec. Sklepy były także iluminowane 
a w nich rozdawano wina, ciasta i chłodniki. Półtora 
tysiąca osób zapełniło halle jak najpiękniej przybra- 
nych. Król okrążył cały gmach, odpoczął w przygo- 
towanej loży, przyglądał się z zadowoleniem zabawie, 
a wyraziwszy podziękowanie kongregacyi kupieckiej, 
która ten festyn urządziła, wrócił do zamku o 1-szej, 
zabawa przeciągnęl'a się do 3-ej. 

Nazajutrz po zwiedzeniu kościoła św. Anny, 
oraz w koUegium flzycznem zbiorów do historyi natu- 
ralnej dr. Juszkiewicza i wysłuchaniu tegoż dysertacyi 



Digitized by VjOOQ IC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. V83 

„O produktach krajowych" — król podejmował na 
obiedzie wysłańców carowej Gzerniszewa i Lewaszewa, 
a po obiedzie dał prywatną audyencyą magistratowi 
miasta Krakowa. Wręczono wtedy monarsze długi 
memoryał, zaczynający się od historycznego wywodu, 
z datą założenia 700 roku przez Krakusa, oraz lokacyi 
miasta przez Władysława Pudyka w r. 1257. Wymie- 
niono tam wszystkie - dawne królów przywileje, a prze- 
chodząc do obecnego stanu, przedstawiono własność 
miasta, składającą się z mostu stradomskiego, wiosek 
Grzegórzki, Góra kamienna, Dąbie, Gaj, Piaski, Ka- 
wiory, Blich, z ogrodu Montelupich, oraz 7 kamienic, 
wielu kramów, jatek, olearni i 15 placów pustych. 
Dochód miasta przynosił 58,294 zł. polskich — ciężary 
zaś 332,357 zł. polskich. Memoryał wyłuszczał po- 
wody upadku, zacząwszy od pożarów, ofiar na po- 
trzeby Rzeczypospolitej, niekorzystny wpływ kordonu 
cesarskiego, tolerancyą dla żydowskiego handlu, która 
„ścieśniła cnotliwych kupców", upadek ceł i t. p. Po- 
słuchanie trwało od .3-ej do 9-ej wieczór. 

Jakby w odpowiedzi na te przedstawienia król 
nazajutrz zwiedzał kramy żelazne, bogate, płóciennicze 
i t. p., wagę miejską, udał się następnie na ratusz, 
gdzie podpisał przygotowany akt pamiątkowy swego 
pobytu a przeglądał stare miasta przywileje. W aka- 
demii był obecny popisowi uczniów a odznaczającym 
się wręczył medale diligentiae, zaszczytu tego dostą- 
pili Andrzej Śniadecki, Stanisław Małachowski woje- 
wodzie sieradzki, Antoni Kochanowski chorążyc san- 
domirski, Tomasz Żarski i Wojciech Gołuchowski — 
za co wszyscy uczniowie nieusatnnie wznosili okrzyki : 



Digitized by VjOOQIC 



284 PUŁAWY. 



vivat Rex ! — rektor zaś Oraczewski otrzymał w dniu 
tym order św. Stanisława. 

Nazajutrz znów aż dwie dysertacye w akademii 
w obecności króla „o chemicznem ciał powinowactwie^ 
mówił p. Szejt, wiceprofesor fizyki a ks. Trzciński, 
profesor fizyki „o wzroście nauk wyzwolonych mecha- 
nicznych przez ducha obserwacyi w Europie, o pożyt- 
kach i wygodzie ich w społeczności i o sposobie sto- 
sowania onychże do potrzeb kraju ojczystego **. Po- 
czem nastąpiły eksperymenta fizyczne, a NPan różne 
zadawał profesorom naukowe kwestye; złożył podpis 
w księdze pamiątkowej akademii. W dniu tym zeszedł 
Stanisław August do sklepów podziemnych Wawelu, 
gdzie spoczywają zwłoki jego poprzedników. 

Zbliżała się chwila powrotu do Warszawy. Z dwóch 
ostatnich dni dyaryusz zapisuje tylko niektóre audyen- 
cye, spacer po mieście Kazimierzu i zwiedzanie jego 
pięknych świątyń i okopów szwedzkich, obiad w zamku 
dla wojewody Małachowskiego, w dzień jego imienin, 
i przygotowania do podróży. 

Król Stanisław August przybył do Krakowa 
16 czerwca w sobotę a opuścił to miasto 29 czerwca 
w piątek — a więc bawił całe dwa tygodnie. Przy 
wyjeździe znów bito w dzwony i strzelano z armat, 
ale uczucie ogółu było rzewne i smętne, a wyraz ich 
pozostał w licznych wierszach dziękczynnych, a w go- 
rących hymnach do Boga za ukochanego monarchę 
szli o lepsze duchowni synowie św. Francisska i Fe- 
liksa z poetami synagogi starozakonnej. 

Powróciwszy do Warszawy Stanisław August 
w rocznicę swego wstąpienia na tron dnia 7 września 



Digitized by VjOOQ IC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 285 

wydał reskrypt najwyższy, w którym wyrażając zado- 
wolenie, iż zwiedził siedzibę dawnych królów, że do- 
znał tam dowodów wierności i przywiązania, a ubo- 
lewając nad dzisiejszym upadkiem tego miasta — zanim 
pora nadejdzie, aby ze zgromadzonymi stanami o po- 
lepszeniu bytu Krakowa się naradził, postanawia z wła- 
snych dochodów, z królewszczyzn województwa kra^ 
kowskiego udzielić na potrzeby tego miasta sumę 
czerwonych złotych 300 rocznie, mianowicie na szpi- 
tal 50 Św. Jadwigi, a 250 do dyspozycyi magistratu, 
z corocznem zdaniem sprawy o ich użycni. 

W roku 1790 Stanisław August wysyła do Kra- 
kowa Tadeusza Czackiego, a lubo główną jego tu 
misyą była sprawa komisyi kruszcowej, oraz wydanie 
mapy całej Polski, Gzacki otrzymuje od króla i sejmu 
polecenie zbadania przyczyn upadku miasta i obmy- 
ślenia środków podźwignięcia. Raport Czackiego jest 
jednem ze źródeł, które nam służą do poznania tego 
opłakanego stanu Krakowa. Już nie starczyło Rzeczy- 
pospolitej czasu do podjęcia reform, ulg i napraw, 
jakie Czacki doradzał, za to on sam umiłował Kra- 
ków i poznał się na wartości jego starożytnych za- 
bytków. Nie mogąc przeprowadzić zamierzonej po- 
prawy, ratuje po swojemu co może, i w czasach, gdy 
kasaty Józefa II zamykały świątynie, a inne ulegały 
przeistoczeniu tego rodzaju jak ks. Łopackiego u Panny 
Maryi, Czacki zbiera co się da z archiwów, z kościo- 
łów opuszczonych, z zakrystyi. Wtedy go zowią w Kra- 
kowie nowym „Atillą''. 

Lubo za pobytu króla Krakowianie starali się jak 
najświetniej wystąpić, upadek, ubóstwo i zacofanie jest 



Digitized by VjOOQIC 



286 PUŁAWY. 



tu widoczne, a zwłaszcza sprzeczność z wykwintnością, 
zbytkiem, elegancyą, do jakiej Stanisław August przy- 
wykł w Warszawie. Protektor teatru francuskiego i mi- 
łośnik opery włoskiej, nie miał nawet tych widowisk 
salonowych, szarad, obrazów, kostiumów i maska- 
rady, bez jakich nie obywała się żadna uroczystość 
w zamku, Łazienkach, pod Blachą, w Powązkach 
i Królikarni. 

Jedynem widowiskiem na jakie stać było Kra- 
ków, to iluminacya Sukiennic kazimierzowskich i pię- 
kniejsza od niej procesya z głową św. Stanisława 
z Wawelu na Skałkę. Zamiast masek i kostiumów pa- 
sterskich a la Yatteau wystąpiły bractwa w kapturach 
i cechy z godłami. 

Nie było w tern zamiaru i tej myśli, aby innemi 
wrażeniami otoczyć króla trawiącego zwykle czas w sto- 
licy wśród modnych zabaw i lekkich uciech. Gzy wra- 
żenia te poważne, odzywające się głosem przeszłości, 
z pomników świątyń i sklepów grobowych przemówiły 
do duszy Stanisława Augusta? Nie dał on im głęb- 
szego wyrazu w żadnej ze swych mów i pism. Czy 
oceniał zabytki sztuki i pamiątki historyczne? wątpić 
przychodzi, skoro ani jedna restauracya starożytnych 
budowli i pomników, zagrażających ruiną nie nastą- 
piła skutkiem tej podróży. Wiek XVIII wogóle restau- 
rować starych zabytków nie lubił, ale przerabiał na 
swą modłę lub miał je niszczyć. Autor dyaryusza kła- 
dzie głównie nacisk na piękność struktury kościołów 
Św. Piotra i św. Anny, a pomija wrażenie katedry 
wawelskiej, Panny Maryi i św. Katarzyny i jest zape- 
wne wiernem pod tym względem echem opinii króla 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 287 

i osób jego otoczenia. Jakoż sami Krakowianie stracili 
już byli poczucie tych piękności średniowiecznych, ja- 
kie stanowią ich miasta główną ozdobę. Zacny pra- 
łat Łopacki już w połowie stulecia odznaczył się nie- 
zwykłą hojnością, która tak smutną zostawiła pa- 
miątkę w przeistoczeniu nawy kościoła Panny Maryi, 
aby ślad „wieków ciemnoty" w nich zatrzeć, wyrzucił 
okna o kolorowych witrynach a żebra gotyckie desko- 
wemi zasłonił pilastrami. Kapituła wawelska także 
zabierała się do niektórych innowacyj, aby weselszą 
nadać postać surowej i wielce wówczas zaniedbanej 
świątyni. 

Barocowe ołtarze z czarnego marmuru z chmurą 
ctiiiołków to złoconych, to różowo lakierowanych tak 
w katedrze wawelskiej jak w kościele P. Maryi odnieść 
wypada do drugiej połowy XVIII wieku, a bądź co 
bądź mają one jeszcze więcej powagi, niż to, co z po- 
czątkiem naszego stulecia urozmaici stare krakowskie 
bazyliki w czysto świeckim tonie empire, lub później 
jeszcze, gdy w kościele stawiano pomniki, mogące być 
ozdobą chyba eleganckiego budoaru z epoki restau- 
racyi. 

Zamek, gdy w nim miał zamieszkać Stanisław 
August już był w wielkim upadku. Gdy po raz osta- 
tni dotknięty został pożarem w czasie najścia Szwe- 
dów pod Karolem XII, blachę miedzianą oderwano 
z dachu i wywieziono w roku 1 706 do Saksonii na 
tych samych brykach, które ztamtąd do Krakowa ubiory 
żołnierskie, prochy, kule i inne potrzeby wojenne przy- 
wiozły. Bez pokrycia dachu zamek staje się ruderą. 
Dach łata i gmach podpiera nieco biskup krakowski 



Digitized by VjOOQIC 



288 PUŁAWY. 



Szaniawski w roku 1727 ; upomina się potem u sta- 
nów Rzeczypospolitej o fundusze dla reparacji zamku 
w r. 1758 ks. Michał Wodzicki podkanclerzy koronny, 
ale bezskutecznie. 

Dopiero przed samym przyjazdem Stanisława 
Augusta przybywa z Warszawy Dominik Merlini, ar- 
chitekt nadworny i przeprowadza nie powiemy restau- 
racyą, ale dekoracyą tej ruiny. Wybrano część, która 
jeszcze mogła być mieszkalną a mianowicie szereg po- 
kojów na drugiem piętrze od ulicy Grodzkiej ponad 
salami, które stały pustką. Pomalowano i pobielono 
ściany, poreparowano podłogi, wniesiono nieco oka- 
zalszych sprzętów, które jeszcze w zamku znaleziono. 
Wcześniej bowiem był on ogołocony ze starożytnych 
mebli, makat, szpalerów, które zostały przewiezione 
do zamku królewskiego w Warszawie, zkąd miały się 
dostać do Petersburga, a między niemi owe słynne ha- 
rasy z czasów zygmuntowskich z przedstawieniem Potopu, 
które dziś zdobią jedne ze sal w Gatczynie. Przygo- 
towawcza dekoracyą, jaką przeprowadzał Merlini na 
przyjęcie Stanisława Augusta miała główną ozdobę 
w pomalowaniu ściany frontowej przed wjazdem do 
zamku. 

Wśród Bsów i floresów barocowych wymalowano 
tam cztery figury alegoryczne przedstawiające spra- 
wiedliwość, męstwo i dwie inne cnoty monarchiczne, 
których już znaczenia zapomniano wytłómaczyć, po- 
niżej alegoryi były cztery figury patronów polskich, 
a w pośrodku wmurowano wielką tablicę marmu- 
rową z napisem: 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 289 

ŚTANISLAO AUGUSTO 

BEGNI POLONIAE OPTIMO, 

cm PATRIA AERARIUM PUBLIOUM, JUYBNTUTIS INSTITUTIO 

DEGUS, PBAESIDIUM, INCBEMENTUlf 

ARX QUOQUE HAEC RBGIA, CUM RBDUX CANIOYIA 

CRACCYIAM DIYEBTERBT, 

nrSTAURATIONEM 8UAM TESTATUB 

ANNO 178.7 DIE 16 JUNU. 

Nielepłej jak w zamku było w mieście. Stał je- 
szcze stary ratusz na rynku, a wkoło Sukiennic całe 
szeregi kramów bogatych, żelaznych, płóciennych i t. p. 
zapełniały znaczną przestrzeń rynku nadając mu 
charakter jarmarczno-ludowy. UUce zamykały jeszcze 
duże bramy i forty należące do cechów — mury atoU 
już się waliły, zasypując gruzami wały i kanały nie- 
gdyś zawodnione, teraz przedstawiające obraz pustko- 
wia. Dzisiejsze plantacye używane w, części za pastwi- 
sko miejskie i jako takie w księgach miejskich zapi- 
sane, w części zaś jako nieużytek i bagnisko, po którem 
ławy drewniane dozwalały przedostać się na przed- 
mieścia jak np. w okolicy kościoła 00. Reformatów. 

Świetny zjazd na przyjęcie króla był przypad- 
kowy i chwilowy tylko, przeważna liczba wymienionych 
w dyaryuszu senatorów i dygnitarzy z dalszych przy- 
była stron. Wdowa po pierwszym senatorze kasztelanie 
krakowskim i Małachowski, wojewoda krakowski mieli 
tu wprawdzie pałace rezydencyonalne, ąle do stałych 
mieszkańców nie należeli. Dawne rody krakowskie 
Morstinów, Wielopolskich, Dembińskich, Mieroszow- 
skich, Wodzickich, Żeleńskich odnajdujemy w spisie 

ówczesnych właścicieli piękniejszych domów, ale o ży- 
Pulawj T. ni. 19 



Digitized by VjOOQIC 



290 PVLAW\. 



ciu towarzyskiem w Krakowie z czasów Stanisława 
Augusta pamiętniki milczą. Można śmiało twierdzić, 
że Kraków jako siedziba wielkiego świata po strojach 
włoskich i hiszpańskich z epoki odrodzenia i czasów 
zygmuntowskich, znał jeszcze w XVII wieku robrony^ 
przechował w końcu naszego stulecia bogate stroje 
mieszczanek z złotogłowia i bisioru — ale Kraków nie 
znał wcale postaci w perukach, pudrach i z muszkami 
na twarzy. Ta epoka tu nie istnieje. Wśród piękności 
na balu królewskim wymieniają tylko pan\ą Laszkiewi- 
czową, żonę radcy miejskiego i bankiera, której pię- 
kniejsza jeszcze córka poślubiła syna starosty Skotni- 
ckiego, malarza i mecenasa sztuki. Pani Skotnicka 
słynęła nietylko z wdzięków ale i z swych podróży po 
Włoszech, zakupiła tam wiele obrazów a po śmierci 
męża wzniosła mu dwa pomniki dłuta słynnego rzeź- 
biarza Riccego na Wawelu i we Florencyi — jej zaś 
portret przez francuskiego malarza, znajduje się obe- 
cnie w muzeum. 

Miarę upadku towarzyskości Krakowa daje nam 
zapewne tylko anegdytyczna tradycya, która mówi, że 
był czas, w którym istniał w Krakowie jedyny pojazd, 
będący własnością starosty Kluszewskiego , a jedynego 
Avierzchowca trzymał Jan Śniadecki — później nieco 
przybyła kolasa ks. Antoniego Jabłonowskiego. Żart 
ten o pojeździe starosty jakoby jedynym w Krakowie, 
tern się tłómaczy, że on rzeczywiście założył fabrykę 
pojazdów, a już w czasach porozbiorowych był za- 
łożycielem pierwszego teatru w miejscu dawnego 
kościoła przy ulicy Św.. Jana zburzonego przez Jó- 
zefa II. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 291 



Pan starosta Kluszewski jest bardzo postępowy 
i wnosi do zaśniedziałego Krakowa nowe pojęcia, 
nowe dążenia. Pierwszy ten reprezentant ducha 
XVIII wieku, stoi w zupełnej sprzeczności do średnio- 
wiecznego mieszczaństwa krakowskiego i jego insty- 
tucyi; niebawem tworzy nową partyą reformatorów, 
która znajduje główne ognisko w loży wolnomu- 
larskiej założonej obok ogrodu botanicznego w domu 
dziś będącym pp. Antonich Potockich, a zdaje się, że 
zbudowanym na ten cel do tajnych schadzek bez 
okien od ulicy. Wiadomo, że tajne schadzki wolno- 
mularskie były dość jawne, owszem w wielkiej mo- 
dzie u mężczyzn i dam za Stanisława Augusta. Któż 
wówczas do nich nie należał pod pokrywą filantropii 
a z ponętą zabawy — wszak i duchowni od lóż nie 
stronią. Wielkim poplecznikiem wolnomularstwa kra- 
kowskiego był obok p. starosty Kluszewskiego, Francuz 
architekt, przybyły z Warszawy p. Etienne Humbert. Jest 
on bardzo czynny na wielu polach, a doszedłszy do ma- 
jątku czyni piękne zapisy filantropijne i na cele nau- 
kowe; odrazę swą do religii i wszelkiego kościelnego 
kultu naznacza nawet w swej ostatniej woli, gdy się 
każe pochować według zwyczaju masońskiego tylko 
w bieliźnie i z godłami wolnomularskiemi a bez na- 
bożeństwa — wszelako żąda, aby jego pomnik umie- 
szczono we dwóch aż kościołach. 

Niejeden prałat, którego zacność wielce chwalą 
współcześni, nie był może obcy schadzkom na We- 
sołej. Wnet też prałaci krakowscy strój duchowny 
zamienili na świecki i w miejsce sutanny wdziewają 
fraki aksamitne z żabotami koronkowemi, a tonsurę 

19* 



Digitized by VjOOQIC 



292 PUŁAWY. 



przykrywają pudrowaną peruką. Broni się atoli duch 
katolicki miasta na krój średniowieczny przed napływem 
nowych pojęć i reform, broni się w licznych klaszto- 
rach krakowskich. Wszak gdy książę biskup warmiń- 
ski kreśli w Warszawie „Monochomachią", jakby na jej 
zaprzeczenie z cichej celi klasztoru karmelitańskiego 
na Piasku wychodzi postać iście średniowieczna Ojca 
Marka. Rozglądając się po krużgankach i ubocznych 
kaplicach Zgromadzeń ś. Franciszka w Krakowie, spot- 
kamy mnogo wotów, pamiątek, dziękczynień za do- 
znane łaski przy cudownych obrazach z końca prze- 
szłego stulecia, z epoki zarazy Woltera i encyklopedy- 
zmu. Mieszczaństwo krakowskie, zarówno patrycyat 
jak i niższe warstwy przechowują ducha XVII wieku 
i od nowych prądów, od wielkoświatowej masoneryi 
zamykają się w bractwach i cechach. Stary Kraków 
broni się w radzie miejskiej, wówczas magistratem 
zwanej, i broni się w uniwersytecie. 

Wśród wymienionych przy powitaniach Stani- 
sława Augusta rajców, spotykamy poważne postacie 
z dawnego krakowskiego patrycyatu. Należy do nich 
prezydent Wytyszkiewicz i wójt czyli prezes ławy są- 
dów miejskich Mączyński — należy także, choć z fran- 
cuskiego szlacheckiego pochodzenia Piotr Szaster, bar- 
dzo szanowany i wpływowy w mieście. Nawet rajca 
Lichocki, który po Wytyszkiewiczu zostaje prezyden- 
tem, niesłusznie tak surowo przedstawiony przez je- 
dnego z autorów dramatycznych. Sądząc z pamiętnika 
Lichockiego, nie można mu odmówić patryotyzmu, 
za to, że w chwili wybuchu powstania kościuszkow- 
skiego nie pozbył się nieufności do partyi kołłątajow- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA feTANISJ,AWA AUGUSTA. 293 

skiej oddawna w mieście wichrzącej. Wobec Kościu- 
szki pan: prezydent Lichocki okazał tylko, że swoje 
godność burmistrza tak wysoko stawiał, że się o pier- 
wszy krok z samym Naczelnikiem targował, a gdy go 
za to zgromił jł. Wodzicki, wtedy mu nieco brakło 
odwagi, do czego znów sławetny burmistrz nie jest 
koniecznie obowiązany. Złym atoli Polakiem nie był, 
z nieprzyjacielem w żadne bowiem nie wchodził kon- 
szachty. 

Jałową i pustą jest kronika krakowska z tego 
trzydziestolecia. Zapełniają ją spory akademii jagielloń- 
skiej z władzą kanclerską księcia biskupa Sołtyka, re- 
formy edukacyjne i wizyty Kołłątaja oraz kierowni- 
ctwo Oraczewskiego. Nowy duch nieodrazu się za- 
szczepił. Na uniwersytecie zupełna nastąpiła przerwa 
ruchu naukowego a jego niepłodność, utracony kredyt 
i wzięcie wykazać mogą księgi immatrykulacyi, w któ- 
rych przez cztery wieki poprzednie znajdziemy wszy- 
stkie niemal imiona znakomitszych w narodzie mę- 
żów ; przeciwnie zaś za panowania Poniatowskiego 
nie przeszedł przez starą szkołę krakowską żaden 
z tych, co mieli znaczące zająć stanowiska w od- 
rodzeniu literatury i nauk lub w sprawach publi- 
cznych. Jedni z konwentów jezuickich, drudzy z kon- 
wentów pijarskich, inni z wychowania na dworach 
wielkich panów, poza granicami kraju szukają uzupeł- 
nienia po większej części autodydaktycznego encyklo- 
pedyzmu. 

Partya duchowna w senacie uniwersyteckim od- 
zyskuje znów chwilową przewagę, a doczekawszy się 
kanonizacyi św, Jana Kantego, uradowana wielce tym 



Digitized by VjOOQIC 



294 PULA.WY. 



zaszczytem, że do czci ołtarza podniesiony jeden z pro- 
fesorów jagiellońskiej szkoły, usuwa z pieczęci rektorskiej 
ś. Stanisława, aby na niej wyryć postać nowego patrona 
Św. Jana Kantego. Ale Kołłątaj wnet korzysta z tej 
innowacyi, aby usunąć obu świętych, a za herb uni- 
wersytecki zostawić tylko skrzyżowane berła, jako go- 
dła czysto świeckie, godne wieku oświecenia. 

Daremnieby szukać u poetów stanisławowskich 
lub w pamiętnikach ówczesnych czegoś, coby świad- 
czyło, że nie wygasło poczucie dla starożytnej stolicy, 
w której złożone najdroższe narodu pamiątki. 

Za ^vzorem króla wszyscy odwrócili się od Kra- 
kowa, nikt go nie rozumiał, nikt go nie ukochał, nikt 
nie oceniał jego wartości, choćby ze stanowiska sztuki 
i archeologii. Jak o Ryczywole książę biskup warmiński, 
tak i o Krakowie zamilczano w literaturze i w poezyi 
XVIII w. I nic dziwnego; archeologia jeszcze u nas 
nie istniała, estetyka wręcz przeciwne przepisywała 
prawidła, poczucie tradycyi dziejowej wraz z wiarą 
zwietrzało pod wpływem francuskim. 

Kraków zasklepił się w swej kamiennej skoru- 
pie, zeszedł do poziomu ludowego. Mieszczańska kapota 
i zawiesista konfederatka wraz z włościańską karazyą 
i czerwoną czapką, zastąpiła delje i kołpaki senator- 
skie; opuszczone pałace otoczyły wiankiem na przed- 
mieściach poza murami domostwa drewniane o wy- 
sokich dachach i podcieniach , lub chaty na wzór 
wiejskich, albo gospody kleparskie dla targowych 
gości. 

W chwili ostatniego rozbioru ludność miasta 
Krakowa z przedmieściami oraz z Kleparzem i Kazi- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW ZA STANISŁAWA AUGUSTA. 295 

mierzem liczy już tylko 9300 mieszkańców, według in- 
nych liczba mieszkańców podawana na 7000, któce za- 
mieszkują 500 domostw. 

Ów pierwiastek antihistoryczny, który tkwił w du- 
chu XVIII wieku i cechował zwłaszcza Stanisława Au- 
gusta, ten kierunek goniący za nowością i cudzoziem- 
szczyzną w sztuce, życiu towarzyskiem i teoryach poli- 
tycznych, doprowadził przesławną tę stolicę do takiego 
poniżenia i upadku. 

A jednak niebawem miał powstać zwrot i sto- 
pniowe odrodzenie. Owszem przed ostatnim rozbiorem 
nastąpił fakt, który dał pierwsze hasło odżycia, stał 
się, powiedziećby można, kamieniem węgielnym odro- 
dzonego i z gruzów znów dźwigającego się Krakowa. 
Przysięga Kościuszki stała się tą datą, od której za- 
czyna się nowy okres w historyi miasta. Dźwiga się 
ono nie wspaniałością i opieką monarchów, nie potęgą 
możnych ani też przemysłu lub handlu rozbudzeniem. 
Świadomie lub bezwiednie Kościuszko chcąc obudzić 
naród, stanął na tym gruncie historycznym i uderzył 
w struny tradycyi. Odtąd imię jego nieodłączne z Kra- 
kowem, zkąd sława się rozeszła i uwiecznić miała 
słowiańskim pomnikiem. I rość będzie odtąd Kraków, 
gdy po przysiędze Kościuszki, w lat kilkanaście, książę 
Józef po Raszynie w Krakowie obchodzić będzie swe 
tryumfy. 



Digitized by VjOOQIC 




fnia 24 marca 1794 r. po wysłuchania mszy św. 

'i poświęceniu oręża w kościele 00. Kapucynów 
w kaplicy loretańskiej, jenerał Kościuszko wystąpić kazał 
załodze wojskowej przed ratusz. Było żołnierza około 
tysiąca i czternaście małych dział polowych. Tłum 
szlachty i ludu zapełnił ryneL Obejrzał się na garstkę 
wojska go otaczającego Kościuszko: „mało nas, rzekł, 
żeby pokonać trzech wrogów, ale dość zawsze będzie, 
aby bez czci nie zginąć". Obok Kościuszki stał jene- 
rał Wodzicki, nad nimi powiewały sztandary. Uderzono 
w bębny, poczem nastąpiła uroczysta cisza; odczy- 
tano ustawę narodową i przygotowany jeszcze w Lip- 
sku akt powstania, ogłaszający walkę aż do przywró- 
cenia niepodległej Polski, a oddający siłę zbrojną pod 
wodzę Kościuszki, jako naczelnika narodu. W jego 
ręce składali starsi oficerowie przysięgę - powtórzyło 
ją wojsko, powtórzyli zgromadzeni przedstawiciele mia- 
sta, wszyscy obecni: szlachta, mieszczanie i lud zapeł- 
niający rynek. 

„Po wysłuchaniu przysięgi jenerał Wodzicki dał 
znak, aby wojsko stojące w szeregu przedefilowało, po 
czem obaj jenerałowie na czele pomaszerowali do ko- 
ścioła Panny Maryi, gdzie Naczelnik wstąpił na przy- 



Digitized by 



Google 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 297 

gotowane przed cymboryura wzniesienie i uroczystą 
złożył narodowi przysięgę. Gdy na rynku wznosiły się 
bez przerwy okrzyki zapału, w kościele słychać było 
głośne łkania kobiet i starców**. 

Oto krótka relaćya wiekopomnego dnia, zaczer- 
pnięta z niedrukowanego /iitiWiiętJ^ika!^ a w niej spro- 
stowanie faktu, że Kościuszko me' przysięgał na rynku 
jak niesie tradycya,'ale odebrawszy ją od wojska zło- 
żył przysięgę narodowi w kościele Panny Maryi. 

W trzy miesiące później, jakżeż odmienny, bole- 
sny i sromotny fakt zapisany w annałach miasta Kra- 
kowa. „Stanęli za murami miasta 14 czerwca wieczorem 
dwaj jenerałowie pruscy na czele niezbyt licznego od- 
działu wojska — pisze Ferrand. — Nazajutrz zrana 
przysłali przez parlamentarza pierwszą somacyę do 
poddania się, ponowili ją przed południem grożąc bom- 
bardowaniem, chociaż nieUczny był oddział Prusaków " 
stojących poza murami i nie miał dział oblężniczych. 
Winiaski, jenerał dowodzący załogą konsystującą w Kra- 
kowie podpisuje kapitulacyą'^. 

Poddanie się Krakowa bez próby obrony, bez je- 
dnego wystrzału, stało się pierwszą klęską dotąd pomy- 
ślnej i bohaterskiej kampanii kościuszkowskiej, i jedyną 
plamą, którą komendant załogi krakowskiej stwierdził, 
gdy następnie nie został jeńcem, nie uległ deportacyi, 
ale przez Prusaków odesłany do obozu rosyjskiego, 
gdzie dobre miał znaleść przyjęcie. 

Blisko dwa lata Prusacy gospodarowali w Kra- 
kowie, bo oddali go Austryi mocą traktatu trzeciego 
rozbioru w dzień 9 stycznia 1796 r. 



Digitized by VjOOQIC 



298 pur.AWY. 

Niestety nie powiodło nam się odkryć żadnego 
pamiętnika, żadnych bliższych szczegółów do tego smu- 
tnego dwulecia okupacyi pruskiej. 

To milczenie naznacza właśnie wielki upadek 
ducha a nadto wstręt czy zobojętnienie do zapisania 
faktów, jakie w tym okresie zaszły w Krakowie, gdy 
ogrom nieszczęść: raaciejowicka klęska, rzeź pragska, 
wzięcie Warszawy, wywiezienie króla i całkowite Pol- 
ski wykreślenie z pośród żyjących narodów, zagłuszyły 
to, co się działo w starej stolicy w małą zamienionej 
mieścinę. 

Mówi tradycya — może tylko legenda, że Pru- 
sacy wywieźli z Krakowa skarbiec koronny. Sierakow- 
ski kanonik i kusztosz katedralny odmówił kluczów 
do skarbca, jenerał pruski miał przyprowadzić ślusarza 
i otwarłszy wytrychem drzwi, dostał się do wnętrza. 
Według ostatniej lustracyi z roku 1730 miał skarbiec 
wawelski, zawierać same już tylko insygnia korona- 
cyjne czyli regalia, a mianowicie koronę Chrobrego, 
Jadwigi węgierską, szwedzką Zygmunta III, moskiew- 
ską Władysława IV, pogrzebową i homagialną. Tra- 
dycyę o zabraniu koron do Berlina zapisuje także 
Niemcewicz, choć świadectwo jego o tyle nie ma cechy 
autentyczności, że więziony w Petersburgu, w kraju 
się nie znajdował. Według Niemcewicza koronę bole- 
sławowską kaznł Stanisław August przerobić, aby na 
każdą głowę przystawała; zamiast dziesięciu składała 
się zjedynastu części, które zdobić miało 371 rubinów, 
szafirów, szmaragdów, pereł. Tradycya czy legenda 
mówi, że w Berlinie przerobić ją miano na naszyjnik 
dla królowej. . 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW PO ROZBIOROWY. 299 



Gdy Kraków z pruskich w austryackie przecho- 
dził ręce, wtedy poddano mieszkańców pod obowiązek 
przysięgi homagialnej , przez jaką przeszły już wcze- 
śniej inne miasta polskie. Akt ten homagium krakow- 
skiego znany nam już z tragiczno-humorystycznego 
opisu księżny jenerałowej. 

Kilkunastoletnie rządy austryackie w Krakowie 
(1796 — 1809) nie zostawiły wiele wspomnień, przy- 
niosły tylko napływ urzędniczy niemiecki, niektóre re- 
formy i próby organizacyi, oraz zostawiły wiele gruzów 
z kościołów zburzonych w^edług znanego patentu Jó- 
zefa II. 

Jednem cięciem dwanaście kościołów przezna- 
czono na zburzenie, czternaście zaś postanowiono prze- 
robić na szpitale, magazyny i t. p. Ogółem z 72 ko- 
ściołów, którymi szczycił się Kraków, w tym krótkim 
okresie lat utracił on 26 świątyń Pańskich ^). Były mię- 
dzy nimi niektóre cenne starożytnością swej budowli, 
inne wspomnieniami historycznemi, a kilka swą arty- 



*) W obrębie zamku zburzono kościoJy ś. Michała 
i ś. Jerzego — ś. Szczepana (plac Szczepański), ś. Macieja 
00. Jezuitów (plac Szczepański), ś. Maryi Magdaleny (ul. 
Grodzka), ś. Jakóba (na Kazimierzu), ś. Jadwigi, ś. Agnieszki, 
ś. Sebastyana i ś. Gertrudy (na Stradomiu), śś. Szymona 
i Judy i ś. Krzyża (Kleparz). Przerobiono zaś kościół ś. 
Jana Bożego na teatr. Niepokalanego poczęcia na hotel 
(dziś saski), ś. Scholastyki na pustkę, ś. Ducha na szpital, 
ś. Rocha na dom, WW. Świętych zamknięto a rozebrano 
dopiero w roku 1838, ś. Piotra na dom, ś. Zofii, ś. Wa- 
wrzyńca, ś. Leonarda zostawiono pustką później zburzone, 
takiż los kościołów śś. Filipa i Jakóba, ś. Walentego, ś. 
Piotra małego i ś. Małgorzaty. 



Digitized by VjOOQIC 



300 PUŁAWY 



styczną ozdobą, jak np. kościół ś. Michała na górze 
wawelskiej, o pięknych bardzo starych witrynach ko- 
lorowych i starych rzeźbach, które odnajdujemy w świą- 
tyni SybilU, gdyż księżna jenerałowa przed doszczę- 
tnem zburzeniem tego kościoła, całe wewnętrzne urzą- 
dzenie nabyła od rządu i kazała przewieść do Puław. 
Zamykanie i burzenie kościołów nie wywoływało 
skarg, tem mniej protestów, ani ze stanowiska sztuki, 
wspomnień historycznych, ani ze stanowiska kościel- 
nego. Lud prosty, stare krakowskie mieszczaństwo pa- 
trzeć musiało ze łzą w oku, gdy jedną po drugiej 
zamykano świątynię. Wiele słyszeliśmy anegdot i do- 
tkliwych żartów na napływ urzędniczy, na kolonistów 
niemieckich, których cesarz Józef wyprawiał do Galicył, 
a którzy zjeżdżali po nowym gościńcu, mając swój 
dobytek na wózkach z zaprzęgiem psów — obfitigą 
archiwa galicyjskie w petycye przeciw podatkom, 
a raptularze szlacheckie w satyryczne wiersze lub la- 
menty na nowych panów i ich rządy. Nie zdarzyło nam 
się spotkać z jakimkolwiek śladem bolesnego wrażenia 
z powodu reform kościelnych, kasaty wielu klasztorów 
i zaboru dóbr duchownych. A przecież ta własność ko- 
ścielna była także własnością narodową i do końca bytu 
Rzeczypospolitej starodawne fundacye obdarzały społe- 
czeństwo, w znacznej części zastępując budżet wycho- 
wania publicznego szkołami klasztornemi, zaopatrigąc 
ubóstwo a gdy świeckie panem befie merenłium upadło, 
chlebem duchownym dźwigając nieraz całe rodziny. 
Podwójne tu było zobojętnienie: narodowe, skutkiem 
nieszczęść i ostatecznego pogromu, oraz zobojętnienie 
religijne. Stronnictwo postępowe ze starostą Kluszew- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 301 

wskim, rektorem Oraczewskim, architekta Hubertem na 
czele patrzało z zadowoleniem, że ubędzie kościołów 
a przybywa teatr i inne instytucye do oświecenia przy- 
datne. 

Kraków, którego okręg administracyjno-sądowy 
jako stolicy zachodniej Galicyi za czasów austryackich 
sięgał od Szląska po San, od Karpat aż po Pilicę, 
po roku 1809 przyłączony zrazu de facto orężem księ- 
cia Józefa, następnie traktatem pokojowym do Księ- 
stwa Warszawskiego, zachował aż do r. 1815 stano- 
wisko poniekąd prowizoryczne a wobec Warszawy 
drugorzędne; natomiast zaś po kongresie wiedeńskim 
wprawdzie uposażony wyjątkowemi przywilejami wol- 
nego miasta, zamknięty atoli w okręgu zaledwie ośmio- 
milowej przestrzeni. 

Zmienne te koleje i warunki oddziaływały od- 
miennie na rozwój materyalny miasta. Progresya w za- 
ludnieniu Krakowa za pierwszych rządów austryackich 
szybciejsza z dwóch przyczyn: napływu licznej biuro- 
kracyi przeważnie obcej, która w znacznej części wsiąka 
i asymiluje się ze starem mieszczaństwem krakow- 
skiem o niemieckich nazwiskach (rodzina Sternstein 
Helcel ze szlachty czeskiej i kilka innych z tej epoki 
pochodzą, jak rodzina bar. Lipowskych od rezydenta 
pruskiego po roku 1815) nadto skutkiem ściągania do 
Krakowa obywatelstwa niemieckiego z dalszych stron 
dla załatwienia interesów urzędowych i sądowych, 
a wiele z tych rodzin w owych latach zakłada w Kra- 
kowie stałą siedzibę, co nie było w zwyczaju w osta- 
tniej przedrozbiorowej epoce. Po roku 1 809 progresya 
nie ustaje ale jest nieco wolniejszą, natomiast po r. 1815 



Digitized by VjOOQIC 



302 PUŁAWY. 



znów cyfry statystyczne wykazują stagnacyę, Kraków 
zatrzymuje się na liczbie 23.000 mieszkańców. 

Wszelako odrodzenie Krakowa nie zawisło od 
centralizacyi urzędów, tem mniej od ruchu ekonomi- 
cznego, bo handel i przemysł nie wybujał tu nawet 
w najświetniejszych epokach. Jak związek Hansy szukał 
dla siebie stosunków daleko na wschód, tak i później 
drogi między środkową Europą a handlem azyatyckim 
znajdowały swe etapy we Lwowie, Kijowie, Dubnie, 
a omijały Kraków. Gdy usiłowano na początku naszego 
stulecia bardziej przez tendencyą społeczną niż nawet 
dla celów ekonomicznych wydobyć na jaw imiona ze 
średniego stanu i z ludu — wtedy obok postaci hi- 
storycznej Wierzynka, wyprowadzono legendowe lub 
zgoła fikcyjne figury wójtów Zbroi z Woli Justowskiej, 
Bruzdy z Łobzowa, oraz owego młynarza, który miał 
sprowadzić własnem przedsiębierstwem pod mury 
Krakowa rzekę Rudawe o kilka mil odległą, aby przez 
ich spopularyzowanie stworzyć typy i przykłady. Tra- 
dycye te czy legendy opisywane szeroko w czasopi- 
smach, uwieczniane we freskach stachowiczowskich 
pałacu biskupiego, a nawet przeniesione na scenę na- 
ro dową przez J. N. Kamieńskiego i Innych dramaturgów 
okolicznościowych, niezupełnie licowały z prawdą hi- 
storyczną, a rozniijały się z realnemi stosunkami. 

Był atoli inny, wyższy pierwiastek, który jak nowy 
kwas w dzieży według ewangielicznej przypowieści, 
pobudzał ferment, on to stał się magnesem i iskrą 
elektryczną, co wstrżąsła staremi murami. Po wstę- 
pnym epizodzie powstania 1794 roku, odegrał się tu 
epilog kampanii 1809 roku. Ów pierwiastek patryoty- 



Digitized by VjOOQ IC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 303 



czno-rycerski i romantyczno-heroiczny tych wypadków 
i dwóch postaci Kościuszki i księcia Józefa rzucił nowy 
urok na to miasto zamarłe, zapomniane. 

Przybycie księcia Józefa na czele rycerskich huf- 
ców, gorące powitanie, uroczystości przedłużające się 
kilka miesięcy, opowiedzieliśmy już gdzieindziej. Choć 
jak zwykle u nas więcej było tryumfalnych festynów 
niż miało być trwałych następstw zwycięstwa, choć 
z większym witano zapałem zwycięscę zpod Raszyna 
niż ongi zwycięscę zpod Wiednia, a wnet zapełniło 
się miasto tem co Polska miała najświetniejszego, 
wśród zebrania dam ł ciągłych uczt, Kraków nie stał 
się Kapuą dla bohaterskiego wodza i jego dzielnych 
towarzyszy. Przeciwnie gdy rozczytujemy się we współ- 
czesnych pamiętnikach i opisach, jakżeż inaczej przed- 
stawia nam się postać szlachetnego wodza w czasie 
jego pobytu pod Wawelem, niż wówczas, gdy w pa- 
łacu pod Blachą salonowej galanteryi tylko zbiera 
wawrzyny. Tam łoże uroczego księcia zaścielają kwia- 
tami walczące o jego serce piękności stołeczne, on zaś 
daje nad nimi pierwszeństwo baletniczkom teatru; tu 
książę Józef otrzymuje błogosławieństwo w mowie 
Woronicza i sam trzyma straż przy wielkopiątkowym 
grobie Chrystusa w katedrze na Wawelu. Żadnej lek- 
kości, żadnego ekscesu i swywoli nie zapisują współ- 
cześni, same tylko przekazują nam rysy pięknej duszy^ 
co najwyżej, najszlachetniej zrozumiała pojęcie honoru 
narodowego. Do. szczegółów tego pobytu nie powra- 
camy, zna je czytelnik z drugiego tomu naszego opo- 



wiadania. 



Digitized by VjOOQIC 



304 PUŁAWY. 



Po odwrocie z Moskwy znów przypadła komenda 
wojskowa nad miastem Krakowem Poniatowskiemu. 
Tym razem pobyt jego trwał blisko rok cały. Obcho- 
dów już nie było, bo nie było z czego tryumfować, 
ale odbywały się walki stronnictw i sprzecznych kie- 
runków i odbywała się wielka wewnętrzna walka w du- 
szy księcia. Przypomną sobie czytelnicy misyę księcia 
Antoniego Radziwiłła, rady Linowskiego, stopniowe 
usuwanie się wielu towarzyszy broni, odstręczające 
stanowisko Bignona, coraz większe zniechęcenie umy- 
słów i przechylanie się na stronę Aleksandra. Kordo- 
nem austryackim otoczoną była od strony Galicyi za- 
łoga krakowska, Rosya zajęła była całe niemal Księstwo 
Warszawskie. Nader to ścieśniony plac do formowania 
nowych zastępów, jakich się domagał reprezentant 
Napoleona,, zwłaszcza, że ze strony austryackiej jawną 
już była niechęć, ścisły nadzór i liczne szykany w pasz- 
portach, dowozach i t. p. 

Kraków był przepełniony, cały świat oficyalny 
Księstwa Warszawskiego o ile nie opuścił spadającej 
gwiazdy napoleońskiej, tu znalazł schronisko. Wiele 
rodzin przybyło, między innemi jak już wiemy pani 
Zamoyska i księżna Wirtemberska. Czas jednak nie 
na ucztach schodził. Przygnębienie, niepokój, zniechę- 
cenie i zawód tylu nadziei ogarnął wszystkich. Nie 
była to już pora do ponowienia balu w Sukiennicach, 
a nawet do podwieczorków „pod' Lipkami''. Jeden 
Bignon daremnie starał się ożywić towarzystwo kra- 
kowskie festynami w Łobzowie, które się nie powio- 
dły. Książę Józef często przebywał w Krzeszowicach 
u swego ukochanego adjutanta Artura Potockiego 



Digitized by VjOOQIC 



. KRAKÓW POROZBIOROWY. 305 

i ztamtąd datuje wiele listów, które mieliśmy sposo- 
bność przeglądać. Najulubieńszym jego towarzyszem 
pod tę porf jest jenerał Franciszek Paszkowski. 

Gdy książę Józef uzupełniwszy swe kadry tymi, 
którzy wbrew zniechęceniu i chwiejącym się umysłom 
chcieli z wodzem dzielić losy do końca pod sztan- 
darem honoru wojskowego, opuścił Kraków i przedarł 
się przez Szląsk do Saksonii — w mieście zapanowała 
cisza i złowrogie przeczucia, które wnet żałobna wieść 
o bohaterskim zgonie pod Lipskiem sprawdzić miała. 

Zamknęła się na długo księga wypadków histo- 
rycznej miary dla Krakowa; wszystko co później na- 
stąpić miało — było już tylko wypływem woli obcych 
monarchów, ale w tej księdze dziejowej Krakowa, 
pełnej królewskiego majestatu, zapisały się na ostatniej 
karcie imiona Kościuszki i Poniatowskiego. Sława i po- 
pularność tych imion dorównała temu, co się odzy- 
wało echem dawnej wielkości i chwały. Ten ostatni 
protest krwi i bohaterski epilog pobudził najgłębsze 
struny uczuć narodowych, nastroił ducha mieszkańców, 
miał przejść w tradycyę pokoleń, jak miały się otwo- 
rzyć groby na Wawelu i rozsunąć trumny Jagiellonów 
dla dwóch nowych sarkofagów. Zakończył się okres 
czynów, miał się niebawem rozpocząć okres uroczy- 
stości pamiątkowych, święcenia rocznic, pogrzebów, 
wznoszenia pomników- Jak Zygmunt August tłumił 
swój żal, gdy mu czarodziej ukazywał oblicze Barbary, 
tak i nam wywoływanie cieniów przeszłości miało za- 
stąpić żywą historyę — a jeśli w tym kierunku de- 
monstracyj narodowych, który w Krakowie znalazł 
stałe ognisko i często do dziśdnia się odzywa, było coś 

Puławy T. HF. 20 



Digitized by VjOOQIC 



306 PUŁAWY. 



anormalnego i złudnego, niejedną podniosłą przyniósł 
on chwilę. Od tego kierunku poczyna się szanowanie 
pomników przeszłości, których jeszcze ocenić ze sta- 
nowiska sztuki nie umiano, zaczyna się zwrot przeciw 
antihistorycznym usposobieniom^ jakie panowały za 
Stanisława Augusta. Z Puław to powiał nowy duch 
czci dla przeszłości, pietyzmu dziejowego, duch .de- 
monstracyi i obchodów narodowych. Zrozumiano, że 
w Krakowie najświetniejsza dla nich dekoracya. 




Digitized by VjOOQIC 




^ciiA\ozglądnijmy się nieco w społeczeństwie krakow- 
skiem i jego przeobrażeniach od ostatniego roz- 
bioru aż do utrwalenia instytucyi wolnego miasta. 

Na stolicy biskupiej siedział wówczas Feliks Tur- 
ski (1791 — 1800). Przeniesiony z biskupstwa chełm- 
skiego, źle był przyjęty przez kanoników krakowskich, 
wśród których zasiadali mężowie urodzeniem, świa- 
tłem, tradycyą wyżej stojący. 

W kapitule zasiadało wówczas dwóch Sierakow- 
skich i dwóch Sołtyków równocześnie, był znany z nauki 
i wymowy sufragan Olechowski a na opactwo mogil- 
skie przeniósł się niedawno z kanonii krakowskiej Jan 
Kanty Wodzicki. 

Zatrzymajmy się chwilę w tem gronie prałatów, 
bo choć niewszyscy przechowali ducha wiary swych 
poprzedników, gorliwość swoje zwracali często do 
nauki a otaczali się pompą godną dawnej tradycyi 
starej stolicy. 

„Był Sołtyk wspaniały, tak w życiu publicznem, 
co w domowem — wspomina pod żywotem tegoż bi- 
skupa Łętowski. Dawnym obyczajem nie ruszył się ni- 
gdy bez dwóch karet poszóstnych, choć po mieście. 
Turski, biskup jeździł jeszcze jedną, a Gawroński tylko 

20* 



Digitized by VjOOQIC 



308 PUŁAWY. 



do kościoła. Woronicz miał już cztery konie w dro- 
dze i pod górę Wawel, a po mieście jeździł parką. 
Fuimus quondam Troes. Nie była to pycha, ale maje- 
stat narodowy". 

Kanonicy na początku naszego stulecia jeszcze 
miewali karoce czterokonne. Sierakowski Wacław miał 
śpiewaków i kapelę nadworną i urządzał u siebie 
asseińble z koncertami. Inni o więcej światowem uspo- 
sobieniu wydawali u siebie bale. 

Obaj kanonicy krakowscy byli bratankami arcybi- 
skupa lwowskiego. Sebastyan Sierakowski ile brat 
Wacław był miłośnikiem muzyki , tyle on oddawał się 
architekturze, z jakim smakiem niech świadczy ko- 
ściół w Pleszowie i srebrne tabernaculum na wielkim 
ołtarzu w katedrze. Gdy biskup Woronicz kazał Sta- 
chowiczowi malować pałac biskupi, Sierakowski na 
pamiątkę swego rektorstwa kazał wymalować temuż 
mistrzowi freski w jednej ze sal biblioteki jagielloń- 
skiej, a u ś. Anny wzniósł pomnik Kopernika, równo- 
cześnie, gdy w Warszawie za sprawą Staszica go wzno- 
szono na placu. 

Po Turskim ujął pastorał biskup Gawroński 
(1805—1813), niegdyś sekretarz przyboczny Stanisława 
Augusta, jego ulubieniec i powiernik a biegły w pió- 
rze, tak; że jemu przypisywano wiele aktów i odezw 
królewskich, członek koraisyi do ksiąg elementarnych, 
zwolennik konstytucyi, przyjaciel Czackiego. Przez Sta- 
nisława Augusta polecony był Tugutowi, ztąd mający 
wpływy w Wiedniu, gdzie go też wysłała kapituła 
w interesach dyecezyi. Kapłan zacny i światły patryota 
miał zakrój dyplomatyczny. Jeździł kilkakrotnie to do 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. i 09 

Wiednia za rządów austryackich, to do Drezna po 
przyłączeniu Krakowa do Księstwa Warszawskiego, 
umarł w roku 1813 przed wyjściem księcia Józefa do 
Niemiec. Cała Polska — jak świadczy Łętowski ~ 
skupiła się naówcżas w Krakowie, i pogrzeb biskupa 
był świetny. 

Jan Paweł Woronicz urodzony na Wołyniu koło 
Ostroga w roku 1757 w możnym domu szlacheckim 
z ojca Jana Pawęźy Woronicza i Maryanny z Kmitów. 
Z konwiktu jezuickiego w Ostrogu, gdzie już był nau- 
czycielem poetyki, po kasacie zakonu wstąpił do Misyo- 
narzy w Warszawie. Opiekował się nim biskup kijow- 
ski Kasper Cieciszowski, polecił królowi, zbliżył do 
marszałka Małachowskiego i Czartoryskich. Woronicz 
już podczas sejmu czteroletniego miewał kazania pa- 
tryotyczne w Warszawie i ogłaszał pisma polityczne. 
Król daje mu probostwo w Liwie, ale go ztamtąd 
przyjaźń księcia jenerała sprowadza do Puław. W^ od- 
ległym o milę Kazimierzu obejmuje N probostwo w roku 
1795. ,,Kraj uroczy, dom książęcy nieopodal wielki 
i gościnny — pisze Łętowski — świeża pamięć wy- 
padków opacznych, działały na jego duszę piękną. 
Tam on poskładał nieśmiertelne wiersze swoje: Hymn 
do Boga, Sybillę, Sejm wiślicki i t. d.". 

„Pisma Woronicza nie zginą — dodaje Łętow- 
ski. — Nie należą one do żadnej epoki np. do Księ- 
stwa Warszawskiego lub do czasów Poniatowskiego 
króla. Człowiek ten sam sobie był wfókiem. Ani naśla- 
dował, ani współubiegal^ się z kimkolwiekbądź. Myśl 
jego była lita polską i takie też wysłowienie się jego. 
Każdego poetę porównasz jednego do drugiego, ale 



Digitized by V?00QIC 



310 PUŁAWY. 



jego nie masz porównać do kogo. Są poezye jego jak 
wody rzek naszych, co płyną od koryta do koryta, 
pełno i równo. Są poezye jego jak dźwięk arfy Da- 
widowej, co ochładzał zbolałe serce Saulowe; a kto- 
kolwiekbądź go się nasłuchuje, odchodzi lepszym, jak 
spotkałby się z obliczem poczciwego człowieka. Są 
poezye jego swojskie zupełnie : śpiewasz je w kościele 
i czytasz w domu, lecz nie przełożysz na język obcy. 
. Poważamy go też sobie i kochamy : raz za to co po- 
medział, a potem za to jak powiedział. Człowiek ten 
nie ma dotąd pomnika dla siebie...* 

Do rodzimej muzy Woronicza, która się ode- 
zwała pierwszym jękiem pod gromami ostatniego roz- 
bioru, powrócimy z osobna, gdy mówić będziemy o Pu- 
ławach w poezyi. 

Za rządów saskich otrzymał Woronicz dziekanią 
warszawską i krzesło w senacie od Fryderyka Augusta. 

Sława jego i miłość w narodzie była już wielką, 
to też cesarz Aleksander podczas kongresu na poradę 
księcia Adama chcąc ujmować sobie serca Polaków, 
Woroniczowi ofiarował biskupstwo krakowskie. 

Poeta, co opiewał Sybillę puławską, zasiadł 
na tronie Oleśnickich, Maciejowskich i Gębickich. 
Przeniósł on tu te same upodobania zabytków, te 
same pojęcia o sztuce, tę samą miłość rzeczy oj- 
czystych, jąka panawała w Puławach i natchnęła za- 
równo założycielkę jak poetę Sybilli. Lutnię już od- 
rzucił, wydobywszy z niej tony najwyższe i najsilniej- 
sze, jakie odezwały się po świeżym pogromie. Pasterz 
i wieszcz wstępuje na kazalnicę. Gdyby więcej nieco 
prostoty dopuszczał zepsuty podówczas smak literacki, 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 311 

duch Woronicza miewał niepospolitą siłę i lotność 
a ścisła analiza mogłaby u autora hymnu do Boga 
i tylu politycznych pieśni wykazać te same pierwiastki, 
które kiedyś Mickiewicza zawiodą na drogę mesyani- 
zmu a Krasińskiego na drogę folski Chrystusowej. 
Lecz choć miłiye i boleje równie gorąco, miłość pod- 
daje pod karby wiary. Wówczas górował Woronicz 
w całej społeczności, był on tern w sferze duchowej, 
czem w sferze rycerskiej książę Józef, najwyższym 
przedstawicielem idei. Witał on też młodego bohatera 
zpod Raszyna, będąc jako dziekan w dniach jego 
tryumfu w Warszawie, kazaniem i błogosławieństwem 
z ambony. 

Jak rycerski książę strzegł honoru, tak pasterz 
wieszcz strzegł skarbu wiary w narodzie. 

Z domem Czartoryskich od młodości zaprzyjaź- 
niony, piewca świątyni Sybilli zachował najściślejsze 
stosunki z Puławami na stolicy biskupów krakowskich 
i później, zostawszy prymasem w Warszawie. Z Puław 
przybywali często. do biskupa krakowskiego goście. Pałac 
biskupi zawsze otwarty, zwłaszcza dla ludzi naukowych, 
stał się wtedy ogniskiem życia umysłowego i artysty- 
cznego, tak bardzo pod tę epokę w Krakowie upadłego. 
Przybył i Tadeusz Gzacki, bliski Woronicza przyjaciel. 
Wtedy to pałac biskupi zaczął się zdobić malowaniami 
ściennemi Stachowicza, które z niedołęstwem techniki 
łączyły intuicyą ducha rodzimego. Każdy obraz bywał 
wpierw przedmiotem długich dyskusyj, w których 
zwłaszcza kiężna Izabella żywy brała udział. Zachodzi 
też ścisły związek pomiędzy charakterem tych fresków 



Digitized by VjOOQIC 



312 PTTLAWY. 



W pałacu biskupów krakowskich a świątynią Sybilii 
w Puławach. Rozpoczęło się poszukiwanie zabytków 
i gromadzenie pamiątek, a biskup Woronicz może 
nieco zbytnią okazywał tu powolność dla Tadeusza 
Czackiego i księżny; płynęło to z przekonania, że 
w czasach ogólnej obojętności, Poryck tylko i Puławy 
dają rękojmię prawdziwego zamiłowania zabytków 
przeszłości. 

Do pięknie przyozdobionego pałacu biskupów 
krakowskich wprowadza nas sam dostojny gospodarz 
i objaśnia znaczenie świeżych malowideł Stachowicza^ 
Smuglewicza, Peszki z przedstawieniem scen history- 
cznych, portretów, krajobrazów ojczystych i alegory- 
cznych figur. 

Opis jaki nam zostawił czyni takie wrażenie, jak 
gdybyśmy słyszeli jego narady z Tadeuszem Czackim 
i księżną jenerałową, w jaki sposób dodać jeszcze świe- 
tności i uroku wspomnieniom historycznym, aby wzru- 
szały potomnych i wzbudzały w nich chęć szlache- 
tnego naśladownictwa czynów przodków, lub też, jak 
gdybyśmy go widzieli w żywej rozmowie z IMci panem 
Michałem Stachowiczem . malarzem i panem Szczepa- 
nem Hubertem, budowniczym, co do wykonania po- 
wziętych planów. 

Wstępujemy po wspaniałych schodach otoczo- 
nych kolumnadą, przysionek okazały usłany marmu- 
rem, wiedzie nas do przedpokoju. Tu w naddzAvier- 
nikach (supraportach) umieszczone widoki Ojcowa, 
Pieskowej Skały, klasztorów na Tyńcu, Czerny i Bie- 
lanach, które według wyrażenia księcia biskupa , zdają 
się mierzyć z obłokiem przyległych Karpatów". 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 313 



Z drugiego przedpokoju przeznaczonego dla gości 
oczekujących posłuchania wchodzimy do sah krakow- 
ską zwanej. Malarz rozległe jej ściany ujął w filary 
doryckiego porządku , zapewne według wskazówek 
p. Huberta; na suficie umieścił Minerwę trzymającą 
w jednej ręce tarczę z herbem Krakowa, w drugiej 
księgę konstytucyi wolnego miasta według traktatu 
1815 r. Medaliony pół łokcia wysokie tworzą pod sufi- 
tem gzyms dokoła sali, przedstawiają wizerunki osób 
wchodzących w skład nowego rządu. A więc najpierw, 
legalność tego wymagała, trzej pełnomocnicy opiekuń- 
czych dworów do wyjaśnienia konstytucyi umocowani, 
po prawej stronie senatorowie dożywotni, po lewej 
senatorowie na rok pierwszy obrani — dalej władze 
sądowe dwóch instancyj, sędziowie pokoju, naczelnicy 
milicyi krakowskiej. Na przeciwległej ścianie widzimy 
w medalionach wizerunki kanoników kapituły kate- 
dralnej, rektora, dziekanów i członków senatu akade- 
mickiego. Ponad oknami jest tu poczet osób znakomi- 
tych i zasłużonych w mieście, odznaczających się 
w sztukach, w handlu i kupiectwie ; czwartą ścianę . 
zajmują opiekunowie ubogich, którym Piotr Skarga, 
założyciel Arcybractwa miłosierdzia i Banku pobożnego 
przodkuje, a gdzie także z współczesnych są ci, co 
niedawno dali początek świeżo założonemu Towarzy- 
stwu dobroczynności. 

Troje drzwi tej sali zdobią supraporty z symbo- 
lami tak umieszczone, że pod przedstawicielami władz 
są godła rolnictwa, przemysłu i handlu — pod me- 
dalionami członków kapituły godła religii i moralności, 
pod akademikami godła nauk i prawodawstwa. Pa- 



Digitized by VjOOQIC 



314 PUŁAWY. 



raiętnik ks. biskupa nie wyjaśnia, czy były to godła 
tylko, czy figury alegoryczne. 

Jeśli francuski architekt Hubert wszystko do kla- 
sycznych reguł chciał dostroić, to pod pędzel Stacho- 
wicza cisnęły się temata rodzime i postacie ludowe, 
które z takiem życiem, zajęciem i charakterem odda- 
wać umiał. To też na wielkim obrazie al fresco wska- 
zuje nam ksiądz biskup ^Targ na kleparzu", pełny 
krakowskiego ludu, zawiślańskich Górali, Morawców, 
Czechów, Węgrów targujących się o płody naszej 
ziemi. Kilkaset figur cisnących się wśród wozów z ja- 
rzyną, zbożem, na targowisku przedstawiało jakby ro- 
dzaj wystawy etnograficznej, gdyż Stachowicz wszelkie 
typy ludowe i rodzaje strojów pragnął tu uwidocznić. 

Drugi obraz nie ustępujący pierwszemu życiem 
i ruchem to spław wiślany na Kazimierzu. Wkoło 
mostu między Krakowem a Podgórzem, na znanym 
krajobrazie podwawelskim, Wisła zapełniona łodziami, 
tratwami i statkami ładownemi drzewem, węglem i zbo- 
żem — pełno tu znów typowych flisaków, rybaków 
i t. p. krzątających się koło ładunku. 

Kolosalny słup z ałegoryami zastępujący piec, 
oddzielił obraz spławu wiślanego od widoku kopalni 
węgla w Jaworznie, gdzie znów przedstawiony od- 
rębny świat górników. Jest obok i kopalnia żelaza na 
Siewierzu, boć tego domagała się pamięć Zbigniewa 
Oleśnickiego i godność biskupów krakowskich, książąt 
siewierskich. 

Aby wszystkie bogactwa ukryte w łonie naszej 
ziemi uplastycznić, są dalej kopalnie marmuru w Dem- 
bniku, własność klasztoru na Czerny, a zarazem przed- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 315 

stawione prace kamieniarskie i rzeźbiarskie. Olkusz 
z minami srebra, zniszczonemi w czasie najazdu Szwe- 
dów, nie pominięty, owszem przypomniane pieczary 
dawnego polskiego górnictwa. Wreszcie żupy wielickie 
pod pendzlem Stachowicza wypadły świetnie, bo do- 
stojny protektor i fundator chwali niezmiernie cienio- 
wanie perspektyw, że „widzi się niknące w otchłaniach 
ustępy, gorejące kagańce, rozmaite prace górników, 
a widz w omamieniu zachwycony zdaje się być prze- 
niesionym w bajeczne królestwo Plutusa". 

Dział górniczy zamykają Swoszowice z kopalnią 
siarki i kopalnie Miedzianej Góry w kieleckiem, do któ- 
rych początek dali biskupi krakowscy. 

Z głębin i podziemia powracamy znów na po- 
wierzchnią, aby uczestniczyć w obchodach tradycyjnych 
i widowiskach ludowych. A więc pompatyczny po- 
chód strzelców krakowskich z królem kurkowym na 
czele — scena z życia wzięta, tak jak się odbyła przed 
Stanisławem Augustem w r. 1787. 

Sobótki świętojańskie zapalone na wzgórzach 
Krzemionek i Zwierzyńca i owe obrzędy z przedchrze- 
ściańskich czasów skakania przez ogień, stanowią 
ostatni obraz fresco. Konik zaś zwierzyniecki umie- 
szczony już tylko na ekramie przed kominem czyli 
„zasłonniku" jak się wyraża poprawnie Woronicz. 

Sala krakowska jak już sama jej ornamentyka 
wskazuje miała przeznaczenie na przyjęcia oflciahie, 
posłuchania dyplomatycznej i urzędowej natury, na 
deputacye i t. d. — dla zgromadzeń więcej ścisłych 
i światowych służyła obszerna komnata, którą zwano 
bądź bawialną, bądź też salą towarzyską. To też sym- 



Digitized by VjOOQIC 



3 1 6 PUŁAWY. 



boliczne figury przedstawiały tu na błękitnem tle cztery 
cnoty towarzyskości : roztropność, sprawiedliwość, 
wstrzemięźliwość i męstwo — symbole wiary, nadziei 
i miłości jakby tych przymiotów udoskonalenie, umie- 
szczone w supraportach, a na soficie geniusz nieśmier- 
telności z globu ziemskiego w obłok wstępujący miał 
przypominać zacność i przeznaczenie człowieka. 

W owej błękitnej bawialni, zdobnej w klasyczne 
symbole chrześciaóskich cnót gromadził się u księcia 
biskupa na kawę poobiednią lub na wieczorne asam- 
ble ówczesny wielki świat krakowski. 

Kongres 1815 roku wskrzeszający imię Królestwa 
Polskiego, choć w tak ścieśnionych ramach i tworzący 
w Krakowa osobną Rzeczpospolitą z narodowettii in- 
stytucyarai, wymagał upamiętnienia w pałacu bisku- 
pów krakowskich, zwłaszcza gdy zważymy, że Woro- 
nicz rozpoczął tę ozdobną restauracyę w pierwszym 
roku po kongresie. Była więc i sala trzech monar- 
chów o 18 kolumnach korynckich przerzynających ściany 
powleczone naśladownictwem marmuru. Tu zawieszone 
portrety olejne cesarza Aleksandra, cesarza Franciszka 
i króla pruskiego, pendzla Józefa Peszki. Nad drzwiami 
alegoryczna figura trzymała wstęgę z napisem mie- 
szczącym artykuł traktatu wiedeńskiego dotyczący Kra- 
kowa : 

La ville de Cracovie avec son territoire sera envi' 
sagie a perpetuiti comme ciU libre, indipendante et stric- 
tement neułre. 

Druga podobna figura nad przeciwległemi drzwiami 
trzymała księgę traktatu ś. przymierza {la ligue sainte) 
z napisem: 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 317 

Nous gouverneron$ nos peuples en Peres de famiUe, 
pour consewer la fot, la paix et la virUL 

Na suficie bogini Urania ziemski glob cyrklem 
mierząca r— dobrze, bo może nie bez ironii symboli- 
zowała te geometryczne podziały teryturyów i krajanie 
narodów. W kątach sali trzech monarchów na ozdo- 
bnych posterunkach zawieszono trofea i umieszczono 
posągi Minerwy i Gerery jako godła zbrojnej mądro- 
ści i zamożnej obfitości, pocieszające ludzkość nadzieją 
stałego pokoju. 

Były to dzieła dłuta rzeźbiarza Daniela Grajzmera 
krakowianina, jak wogóle biskup Woronicz używał 
tylko artystów i rzemieślników krakowskich i mate- 
ryałów z ziemi rodzinnej. 

Były tu jeszcze znamiona władzy rzymskich kon- 
sulów i tarcze z napisami, pod portretem zaś cesarza 
Aleksandra na marmurowym postumencie podłużne 
zwierciadło tak było umieszczone , że w nim przez 
przeciwległe okna odbijał się widok zamku i katedry 
wawelskiej, na zwierciadle zaś napis złotemi literami 
był jakby inwokacyą w przenośni Trojanów do monar- 
chy, którego zwano wówczas wskrzesicielem Polski: 

Sacra, suogue Tibi commendat Troja Penates, 

Zwierciadło to ocalało z pożaiu pałacu r. Ii351. 

Wstępujemy wreszcie za postacią Woronicza do 
sali, którą z rzewną miłością poświęcił dziejom ojczy- 
stym. Na suficie jeniusz historyi z księgi czasu prawdę 
potomności przekazuje. Obramienia obrazów tworzyła 
kolumnada jońskiego porządku. 

Naprzeciw wejścia czytamy na kolumnadzie na- 
pis : Antiqtiayn exqumte matrern. Na architrawie wiążą- 



Digitized by VjOOQIC 



3 1 8 PUŁAWY. 



cym kolumny Assarmota w oWokąch pierwszy patryar- 
cha Sarmatów rozrojonym swym pokoleniom^ krainy 
na północy do dzierżaw przeznacza, rycerskie rynsztunki 
dawnych Sarmatów i puklerze z wizerunkami bożyszcz 
pogańskich błyszczą na kolumnach. Dwie środkowe 
tarcze przedstawiają przybycia z Azyi do Europy lu- 
dów słowiańskich, Henetów. i Paflagonów pod wodzą 
Antenora po zburzeniu Troji do Illiqi żeglujących, 
oraz Sarmatów pod wodzą Alana z gór kaukazkich 
na równiny roxolańskie zstępujących. Następuje dwa- 
dzieścia rysunków naśladigących rzeźbę: Lech obiera- 
jący na stolicę Gniezno; Wizimir zwyciężający Duńczy- 
ków na Bałtyku; obiór dwunastu wojewodów; Krakus 
zakładający Kraków, śmierć jego syna z ręki brata; 
Wanda rzucająca się w nurty Wisły, Przemysław od- 
pędzający Węgrów, gonitwa o koronę nad Prądnikiem; 
Leszek III zawierający pokój z Karolem Wielkim 
w Akwizgranie, dzieli państwa między dwudziestu je- 
den synów a przenosi stolicę do Kruszwicy, założe- 
nie miasta na Pomorzu, myszy zagryzające Popiela 
za otrucie stryjów, gościnna Rzepicha podejmująca 
elektów, obiór Piasta, Ziemowit urządzający rycerstwo 
polskie, Ziemomysł, jak buduje kościół w Krakowie 
dla kupców czeskich i morawskich, wreszcie cudowne 
postrzyżyny Mieszka.. 

Zgoła artysta na tych filarach dał szerokie pole 
legendom i podaniom przedhistorycznej Polski co gor- 
szyło wielce niektórych uczonych, bardziej krytycznych, 
jak Bandtkie i Chodakowski. 

Pod napisem na gzymsie Erepti salute Penates 
cały poczet królów polskich od Mieczysława I do Sta- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY 319 

nisława Augusta w popiersiach. Naprzeciw wizerunki 
królowych polskich w dwóch obrazach z Dąbrówką 
i Jadwigą na czele, mirtowym wieńcem otoczone 
wdzięczny przedstawiały obraz pendzla Stachowicza, 
a współcześni chwalą charakterystykę twarzy i stroje 
niewieście z różnych epok. 

Smuglewicz z Stachowiczem snują dalej sceny 
historyczne: Mieczysław obalający bałwochwalstwo; 
Bolesław. Chrobry przy ujściu Sali do Elby i w bra- 
mie Kijowa, Mieczysław II poskramiający bunt Po- 
morzan, Kazimierz I odzyskujący koronę polską od 
cesarza Henryka, Bolesław Śmiały wprowadzający Belę 
na tron węgierski, Władysław Jagiełło gdy oddaje po 
wiktoryi grunwaldzkiej Krzyżakom zwłoki Ulryka; po- 
słowie cara Iwana pod Pskowem błagający na klę- 
czkach o pokój Stefana Batorego; poselstwo rosyjskie 
przed Zygmuntem III zapraszające Władysława na tron. 

Jak w poemacie o świątyni Sybilli, jak w wspa- 
niałym wierszu Hymn do Boga, Woronicz wybiera 
dnie chwały narodowej i w dolnej części tej ściany 
umieszcza jeszcze w kształcie płaskorzeźby po jednem 
zwycięstwie z każdego stulecia, a więc Psie Pole, 
bitwa z Haliczanami pod Zawichostem, z Krzyżakami 
pod Płowcami, z Tatarami pod Kłeckiem, flotyka pol- 
ska pod wodzą Sierpińskiego zabiera okręta szwedzkie 
i angielskie (1562), batalia pod Beresteczkiem, a z osta- 
tniego stulecia odzyskanie Kamieńca podolskiego za 
Augusta II (1699) i założenie szkoły rycerskiej przez 
Stanisława Augusta, w braku innej chwały. To do- 
wolne grupowanie faktów z różnych epok łączą nie- 
odzowne znów figury alegoryczne mające przedstawiać 



Digitized by VjOOQIC 



3-0 PUŁAWY. 



cnoty publiczne przodków: religijność, prawodawstwo, 
naukę, wierność w sojuszach i karność siły zbrojnej. 

Pod napisem Cueis pietas et prisca fides et gloria 
leąum w kształcie pół kolumny z mahoniu stał ro- 
dzaj relikwiarza czy pomnika, na którym umieszczono 
rzeźbę na cyprysowym drzewie „chrzest Jagiełły", 
w kopułce zaś malowidła chrztu Mieczysława I i Wło- 
dzimierza księcia ruskiego, a więc trzech połączonych 
plemion patryarchowie przyjmujący wiarę Chrystusa. 
Poniżej w wydrążonej kolumnie za szkłem, nagrobek 
Bolesława Chrobrego według nagrobka w katedrze po- 
znańskiej, a w trumnie kość palcowa tego króla-boha- 
tera z trumny poznańskiej wyjęta. Tkliwą musiała być 
myśl podobnego relikwiarza historycznego, wykonanie 
nie odznacza się smakiem, jak o tem przekonywa nas 
ten zabytek znajdujący się do dziś w pałacu biskupim. 

Wielki obraz olejny Stachowicza: Kazimierz W. 
nadający prawa w Wiślicy, otaczają portrety znako- 
mitych biskupów krakowskich z każdego wieku: Iwona 
Odrowąża, Piotra Wysza, Jana Grotta, Zbigniewa Ole- 
śnickiego, Samuela Maciejowskiego, Jerzego Radziwiłła 
i Piotra Tomickiego — ich czyny naznaczają dokoła 
napisy na ścianie. 

Po drugiej stronie wisiał obraz olejny: Kazi- 
mierz W. zakładający akademią krakowską na Bawole, 
powyżej napis: Qui duram inventas vitam exculaere 
per artes — wkoło znów portrety : Bartłomieja Brózdy 
wójta z Łobzowa za Kazimierza W., Mikołaja Wie- 
rzynka, Mikołaja Gierlaka owego młynarza, co Ru- 
dawe o mil kilka sprowadził do Krakowa, Oktawiana 
Woltzera słynnego budowniczego krakowskiego, leka- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 321 

rza Sebastyana Petrycego, drukarza Franciszka Ceza- 
rego — a nad tymi przedstawicielami oświaty i prze- 
mysłu w różnych stanach, wizerunek Mikołaja Ko- 
pernika. 

Pod godłem: Quique pii vates et Phoebo digna 
locuti obraz olejny unii na sejmie lubelskim. Rzecz 
dziwna, jak ludzie z XVIII wieku najmniej rozumieli 
wiek XVL Widzimy to w świątyni puławskiej, widzimy 
to w obrazach pałacu biskupiego. Ze złotego wieku 
wybrano tu zaledwie kilka postaci, których wizerunki 
otaczały ten obraz : marszałek Łukasz Opaliński, wo- 
jewoda poznański Stanisław Leczczyński, przedstawiają 
statystów z epoki humanizmu, Piotr Skarga obok 
Orzechowskiego religijne zapasy czasów reform'acyi, 
Jan Kochanowski i Maciej Sarbitiwski poezyą a Kromer 
dziejopisarstwo. 

I ^nów XVII wiek do heroicznych zwraca wspo- 
mnień: Qiii caramoh patriam pugnando vulnera passie 
batalia chocimska przez Smuglewicza — pod obrazem 
popiersie Jana III otoczone trofeami z napisem Turcia 
prosłrała, Europa literata. Wkoło wizerunki wodzów 
zacząwszy od Żehsława, Skarbimierza, do Stanisława 
Żółkiewskiego i Stefana Czarnieckiego. 

Ostatnia karta dziejów narodowych zapełniła prze- 
ciwległą ścianę sali. Pod portretem Stanisława Au- 
gusta przez Bacciarellego — obraz Stachowicza sejmu 
konstytucyjnego, a pod nim upadek konstytucyi i po- 
grzeb króla-jeńca w Petersburgu. Ramy obrazu rzeź- 
bione w liście a na liściach imiona patryotów z wiel- 
kiego sejmu. Podobne zwierciadło jak pod portretem, 
cesarza Aleksandra, tu pod wizerunkiem Stanisława 

Puławy. T. III. 21 



Digitized by VjOOQIC 



322 PUŁAWY. 



Augusta, a na nim baltazarowe głoski Mane Tekd 
Fares. 

Ostatni przedrozbiorowy na fryzie napis: Fuit 
Ilium, et ingens gloria Teucrorum, a pod tym tragi- 
cznym tekstem w gzymsie medaliony naczelnych se- 
natorów i dygnitarzy koronnych i litewskich ostatnich 
przed upadkiem Rzeczypospolitej. 

Obok pogromu politycznego odrodzenie nauk 
i literatury przedstawione na narożnikach w portre- 
tach celniejszych pisarzy i opiekunów nauk, a na ich 
czele dwaj biskupi Krasicki i Naruszewicz oraz książę 
jenerał Czartoryski. 

Heroiczne wypadki łączą się z tragicznemi. A więc 
znany i wielokrotnie reprodukowany obraz Stachowi- 
cza „Przysięga Kościuszki na rynku krakowskhn" a po- 
niżej Racławice, Maciejowice i rozwiązanie powstań- 
ców pod Radoszycami, którzy idą w rozsypkę a niżej 
znów pod godłem : Qui profugi quae terra patet petiere 
Penates dzieje legionów: bitwa pod Mantuą, wejście 
do Rzymu pod wodzą Dąbrowskiego, przejście Pire- 
neów, wylądowanie w San Domingo, szturm Saragossy, 
wąwozy Samosiery. Wszystkie te epizody przedsta- 
wione w rzeźbie na piramidzie napół strzaskanej 
i znów okrzyk: Exoriare heu! post tot funera, Troja 
lugubris! 

Zkolei Księstwo Warszawskie; Queis materna 
novo praefulsit lumine tellus — w pośrodku olejny 
obraz: Wjazd księcia Józefa w r. 1809 do Krakowa, 
poniżej Raszyn i zgon księcia Józefa w nUrtach Elstry. 
Nadto w tym dziale portrety ministrów i jenerałów 
owej epoki. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 323 

Kiedy postać Napoleona w tej epopei narodowej 
pominięta, cesarz Aleksander ma tu hołd wdzięczno- 
ści. Nad drzwiami przecinajacemi ścianę w obłoku na 
tęczy herb nowo nadany Królestwu kongresowemu 
Aąuila nigra biceps, alba pereunte seąuetur Juncta 
Lechis, poniżej Aleksander gdy odbywa w Paryżu 
przegląd hufców polskich. 

Na ostatnim przedziale ściany wchodowej wjazd 
Aleksandra do Warszawy, ogłoszenie koristytucyi w ko- 
ściele katedralnym ś. Jana, dalej poświęcenie chorągwi 
polskich na Saskim placu, w pośrodku zaś znów obraz 
olejny tych co „Przysięga Kościuszki" rozmiarów, a na 
nim sejm warszawski 1818 roku, który tem większe 
wzbudzał zajęcie, że Stachowicz jeździł z ramienia bi- 
skupa do Warszawy, aby tu wiernie odportretować 
wszystkich posłów — napis: Qui rediviva nianu po- 
suerunt Per gama forti, do uczuć ówczesnej, chwili sto- 
sowny. 

. Epilogiem tej malowanej epopei był obraz sym- 
bohczny, gdzie wśród chmur i mgły synowie Lecha 
błąkają się wśród krajobrazu ujętego w granice dwóch 
mórz i łańcucha Karpat, szukając straconej ojczyzny: 
Yenturae soboli saeclorum nasciłur ordo. 

Nad oknami tej sali umieszczone przeźrocza 
a w nich Palemon przybywający na Litwę , Witołd 
odpędzający Tatarów i cienie Krakusa i Wandy przy- 
glądające się zamkowi na Wawelu, któremu Kazi- 
mierz W. i Jagiełło z góry błogosławią. 

Na kolumnie wyryty wiersz: 

Quae regis in terris nostri non plena laboris 

lorte dobił vobis haec pałria salutem. 



21 



* 



Digitized by VjOOQIC 



324 PUŁAWY. 



Następna sala warszawską zwana z widokami 
stolicy według Canalettego i krajobrazami okolic War- 
szawy. Pokój zielony zamykał szereg apartamentów, 
a służył biskupowi na codzień, w nim religijne temata; 
w supraportach ofiara Abrahama, Mojżesz na górze 
Sinai i patronowie polscy orędujący za nieszczęśliwą 
ojczyzną. 

Kaplica pałacowa miała być przez znanego nam 
architekta Hunaberta w stylu gotyckim przyozdobioną. 
Złożenie Chrystusa do grobu stary obraz włoski był 
w ołtarzu, na murze fresk Stachowicza łódź Piotrowa, 
pod nią napis: lussa ttimere tumet, jussa silere silet. 
Dokoła posągi 12 apostołów i portrety wszystkich bi- 
skupów krakowskich. 

Cała restauracya i tak skomplikowana a obfita 
w pomysły dekoracya pałacu wykonaną została wciągu 
czternastu miesięcy. 

Z powyższego opisu, który streściliśmy za samym 
dostojnym fundatorem, znawca sztuki zaiste nie wy- 
niesie korzystnego wrażenia, gotów niemal pocieszać 
się, że spłonął zabytek epoki zepsutego smaku. 

Polskie atoli uczucie, jak porusza do dziśdnia 
poemat o Sybilli, bardziej jeszcze Hymn do Boga, 
tak i w tej pieśni dziejów ojczystych, którą krakowski 
malarz przelał w swe obrazy, ten sam urok, to samo 
zrozumie uczucie. Jak poezyj Woronicza nie zagłuszył 
świetny rozkwit późniejszych poetów, tak i Stacho- 
wicz zachowa swe miejsce mimo rozwoju malarstwa 
polskiego. W wadliwym rysunku, przy niesmacznych 
alegoryach i dekoracyach, umiał tyle wydobyć pierwia- 
stku rodzimego, ludowego, że powracamy dziś często- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBTOROWY. 325 

kroć z upodobaniem i wzruszeniem do tego, co nam 
jeszcze z jego pendzla pozostało. 

Woronicz dwanaście lat przepędził na biskupstwie 
krakowskiem. Zżył się z miastem — stworzył tu epokę. 
Otoczony czcią warstw wykształceńszych, uwielbiany 
był przez lud dla pobożności; miłosierdzia, cnoty i pro- 
stej wymowy. W czasach masoneryi i indyferentyzmu 
budził uśpioną wiarę i na poprawę obyczajów zna- 
cznie wpływał, a do \viary pociągał serca miłością 
ojczyzny. 

Niebawem po wstąpieniu na tron cesarz Mikołaj 
mianuje go arcybiskupem warszawskim — Woronicz 
sądzi, że go koronować będzie, tymczasem Mikołaj 
koronę przywiózł z Petersburga a z nią archireja — we- 
zwał tylko prymasa królestwa do asysty. Woronicz 
wymówił się słabością i pozostał w domu. 

Woronicz był prymasem w Warszawie, kiedy 
umarł książę jenerał; i tam w kościele św. Krzyża po- 
żegnał dostojnego przyjaciela mową pochwalną cnót 
obywatelskich i ważnem z ust pasterza świadectwem 
uczuć religijnych. 

W lat siedem później, na pół roku przed powsta- 
niem umiera Woronicz, a syn księcia jenerała Adam 
Czartoryski w podniosłej a treściwej mowie głosi sławę 
poety, zasługi patryoty i cnoty pasterza na posie- 
dzeniu Towarzystwa przyjaciół nauk. 




Digitized by VjOOQIC 




rawna nazwa parva Roma, którą Mickiewicz wzno- 
'wił mieniąc Kraków „Rzymem słowiańskim" łą- 
czyła się tu odwiircznie ze sławą akademii jagiellońskiej, 
zajmującą jedno z najpierwszych miejsc w Europie 
i dawnpścią i znaczeniem. Nie nam w epizydycznem 
opowiadaniu badać i wyjaśniać pod jakiemi wpływami 
i z jakich przyczyn wczesny rozkwit z Xy i XVI stu- 
lecia (dmae matris jagiellońskiej tak prędko się obniża, 
a uniwersytet jeśli już w XVII wieku traci europejski 
rozgłos, to w wieku XVIII traci nawet wpływ i sta- 
nowisko wobec cywilizacyjnego życia społeczności pol- 
skiej. Przyszły historyk akademii krakowskiej, który 
podejmie szerzej i głębiej, co Sołtykowicz po kroni- 
karsku naznaczył i dopełni wielkiego zadania, jakie 
rozpoczął Szujski, wykaże nam kiedyś zastój i. upadek 
prastarej szkoły "krakowskiej w epoce odrodzenia nauk 
i literatury za Stanisława Augusta. Reformatorowie 
komisyi edukacyjnej zastali tu niewdzięczny i wcale 
nieodpowiedni grunt dla swych pojęć i dążeń. Ognisko 
wiedzy oddawna przygasło, ale tliły się dawne trady- 
cye, utrzymywał stary obyczaj, znalazła się siła od- 
porna przeciw nowym zmianom w samych już przy- 
wilejach. Te zaś tradycye utwierdzał duch zakonny du- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 327 

chownych przeważnie profesorów, którzy lubo nie zdołali 
wystąpić w szranki i zasadniczy stoczyć bój z nową 
nauką na. modłę encyklopedyzmu- niesioną z War- 
szawy, bronili się jednak od niej do ostatka. Podwójna 
tu toczyła się walka: o sekularyzacyę uniwersytetu, 
którego katedry przeważnie zajmowali zakonnicy To- 
"^warzystwa Jezusowego i o wyzwolenie akademii od 
zwierzchniczej władzy biskupów krakowskich, jako kan- 
clerzów uniwersytetu. Wspomnieliśmy już, że Kołłątaj 
projektował rozwiązanie akademii krakowskiej i utwo- 
rzenie nowej w innem mieście. W drukowanej korespon- 
dencyi Kołłątaja mnogo jest dowodów, jak mu jest 
przeciwnem to, co zastał na uniwersytecie krakowskim. 
Reforma edukacyjna tak pło.dna w rezultaty pod wzglę- 
dem niższych i średnich szkół na całym obszarze Rze- 
czypospolitej, nie wydała owoców w zakresie uniwer- 
syteckim, bo tak w Krakowie jak w Wilnie zatrzymała 
się na pół drogi, * zostawiła tylko po* sobie niektóre 
inwestycye i zakłady nowe, ogrody botaniczne i obser- 
watorya astronomiczne. Zamiar założenia uniwersytetu 
w Warszawie zatrzymał się na jedynej szkole lekar- 
skiej. Za krótki to był czas, aby nowym duchem oży- 
wić, ogarnąć najwyższe te szczeble publicznego wy- 
chowania , aby średniowieczny uniwersytet zdobyć 
całkowicie dla nowej wiedzy, aby z niego wypłoszyć 
rutynę scholaistyczną, a wygrzebawszy humanizmu ślady 
przeciągnąć je świeżym, encyklopedycznym pokostem. 
Kraków, jak już wyżej naznaczyliśmy, nie znał pod 
względem towarzyskości owych wykwitnych postaci 
w perukach pudrowanych i z muszkami na twarzy, 
tak i pod względem naukowym i cywilizacyjnym obcą 



Digitized by VjOOQIC 



328 PUŁAWY. 



mu została epoka nowego odrodzenia na tle francu- 
skiego klasycyzmu i francuskiej filozofii. To odrodzenie 
wyszło we Francyi z dworu Ludwika XIV a nie z uni- 
wersytetu, tę cechę dworską zachowało w Polsce, 
żyła nim Warszawa, Puławy, dwór królewski i dwory 
wielkich panów. W stolicy rozkwitła literatura na tych 
wzorach, nie powstała nauka. Uniwersytet krakowski 
pozostał mimo reform fortecą staroświecczyzny i reakcyi, 
a duch negacyi w rzeczach wiary, wolteryanizm, ani 
też humanitarne mrzonki Russa nie owładły żadną 
z katedr uniwersytetu krakowskiego, który właśnie 
pod koniec bytu Rzeczypospolitej, święcił uroczyście ka- 
nonizacyę swego patrona Jana Kantego. 

Łatwiej zrozumiemy to co jest właściwością Kra- 
kowa w jego cywilizacyjnym i duchowym rozwoju, 
gdy zważymy, że między bujnym rozkwitem złotego 
wieku a ciężkim dorobkiem naszego stulecia, jest tu 
w uniwersytecie i ruchu umysłowym przerwa, że zwła- 
szcza wiek XVIII nie zostawił po sobie trwałych śla- 
dów w krakowskiej wszechnicy. A jednak niebawem 
poziom naukowy podnosi się nieco a uniwersytetowi 
dodaje znów blasku imię Jana Śniadeckiego. Mówi- 
liśmy o nim już obszernie — wiemy więc, że Śnia- 
decki należy do uniysłów potężnych i samodzielnych, 
że nie wnosi z sobą pierwiastków filozofii i umieję- 
tności XVIII stulecia, ale idzie naprzód jako uczony, 
jako myśliciel w systemie naukowym i w przekona- 
niach politycznych wyprzedza swój czas, dochodzi do 
rezultatów dlatego mniej przeciwnych duchowi prze- 
szłości, że głębiej w przyszłość sięgających. 



Digitized by 



Google 



KRAKÓW POROZBIOROWY. .■^29 

Wiele już pisano o Śniadeckim , ale możnaby 
jeszcze, na podstawie jego korespondencyi i jego pism, 
osobne ułożyć studyum co do jego działalności i wpływu 
jako profesora i rektora uniwersytetu krakowskiego. 
Z Krakowa podejmuje on te podróże, które go tak 
wiele uczą; tu ma nietylko w uniwersytecie ale i w spo- 
łeczeństwie wyjątkowe stanowisko, wpływy i mnogie 
stosunki. To też jego imieniem możnaby naznaczyć 
epokę w umysłowem życiu Krakowa. 

Obok Jana Śniadeckiego, w pierwszych latach 
naszego stulecia, używają wzięcia profesorowie dr. Rus, 
Szeit i Józef Czech, z dawnej mieszczańskiej rodziny 
krakowskiej. Jak Śniadeckich obu braci powołują 
Czartoryscy do Wilna, tak profesora Czecha zabiera 
Czacki do Krzemieńca. Zastępują ich profesorowie Soł- 
tykowicz, Radwański i Szopowicz. Było wówczas w zwy- 
czaju, że profesorowie uniwersytetu zakładali pensyo- 
naty, gdzie wyborowa młodzież znakomitych rodzin 
otrzymywała wychowanie, które ubożsi znajdowali 
w bursach pozostających pod władzą i nadzorem uni- 
wersyteckim. Pensyonat Sołtykowicza słynął w Krako- 
wie, jak pensyonat Czecha w Krzemieńcu. 

Obok uniwersytetu powstaje pierwszy nader wątły 
zawiązek Towarzystwa naukowego, na wzór warszaw- 
skiego przyjaciół nauk. Pierwszą myśl rzucił jeszcze 
Jan Śniadecki, ale dopiero, gdy epoka wojen minęła, 
a Kraków po kongresie zaczyna się organizować we- 
wnętrznie, spotykamy ważniejsze ślady pracy zbiorowej 
Towarzystwa naukowego w latach 1818 — 1820. Za- 
czynają się drukować książki — sędziwy ksiądz Ju- 
czyński wydaje „Dykcyonarz poetów polskich", Sołty- 



Digitized by VjOOQIC 



330 PUŁAWY. 



kowicz opracowuje „Historyą akademii jagiellońskiej", 
Samuel Bandtkie „Historyą drukarzy polskich", a ten 
nieobfity zbiór publikaćyj naukowych, . uzupełnia prezes 
rządu wolnego miasta, pierwszy dygnitarz Rzeczypo- 
spolitej krakowskiej hr. Stanisław Wodzicki kilkoto- 
mowem dziełem „O hodowaniu roślin i ogrodach 
w Polsce". 

Te kilka książek to podobno wszystko, co z tych 
czasów zostało. Prąd liberalny i demokratyczny zwró- 
cony opozycyjnie przeciw rezydentom rządów opie- 
kuńczych, prezesowi rządu i członkom senatu ze stanu 
szlacheckiego, czyli jak w mieszczaństwie mówiono 
„z magnateryi", ma swego przedstawiciela i kiero- 
wnika w rektorze uniwersytetu Litwińskim. . 

Z tym odcieniem demokrątyczno - opozycyjnym 
powstaje w r. 1816 pismo „Pszczółka", z którego ro- 
czników niejedną czerpiemy wskazówkę. Deraokracya 
to, że tak powiemy operetkowa, w tonie podobnym, 
jak śpiewa student w' „Krakowiakach i Góralach" 
J. N. Kamieńskiego. W tym rodzaju w „Pszczółce" 
traktuje się historya, literatura i sprawy społeczne. 

Poczet poetów w Krakowie jest w owych cza- 
sach dość liczny. W „Pszczółce" spotykamy wiersze 
okolicznościowe zacnego infułata maryackiego ks. Łań- 
cuckiego, wcale udatne sielanki mecenasa J. K. Rze- 
sińskiego, ody Stanisława Jaszowskiego, bajki Leona 
Szabla, pieśni wojenne lub miłosne legionisty Ksawe- 
rego Godebskiego. Na czele czy też na szarym końcu 
tego pocztu poetów stoi klasyczny Jacek Przybylski, 
którego przekłady Iliady Homera i Eneidy Wirgila, 
nawet dla warszawskich klasyków zbyt ciężkie, zbyt 



Digitized by 



Google 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 331 

nużące. Zarzucano tłómaczowi przesadę w wierności 
wobec oryginału, która kazała mu bez końca tworzyć 
składane wyrazy na wzór greckich. 

Nawet Hugo Kołłątaj, gdy uwolniony z więzienia 
na Morawie osiadł w Krakowie, w przestankach od 
swych badań to geologicznych, to lingwistycznych 
chwytał za lutnię , a muza jego opiewa powrót do 
ziemi ojczystej i głosi chwałę nowego wskrzesiciela 
Polski : 

August ruski ocalił, gdy się rzymski srożył. 

A opiewając „Anioła z północy" dodaje Kołłątaj: 

Dźwiga nasze ułamki dzielnic Adam młody, 
Naprawia, co budował stary Adam wprzódy; 
Nowy mecenas z lepszym Augustem pracuje, 
August kreśli zarysy, mecenas buduje. 



Kraków budzi się zwolna — gdy Warszawa na 
wawrzynach klasycznych zasypia, a na powolne to 
ocknienie literackie nie pozostają bez wpływu Puławy. 
Zbliżone podziałem politycznym, bo leżały one po 
ostatnim rozbiorze w granicach Galicyi zachodniej, 
zbliżyły się jeszcze do Krakowa po r. 1809, gdy pod 
wpływem wypadków tu tworzy się nowe ognisko wiel- 
kiego świata polskiego. Co chwila wzmianki o wy- 
cieczkach księżny jenerałowej i dwóch jej córek do 
Krakowa, a z każdej wycieczki jakaś nowa przyby- 
wała psiątka do zbiorów świątyni Sybilli. Książę 
jenerał lubo już mało wyjeżdżał z domu, korespon- 
dencyą swoją dosięgnąć i poruszyć umiał każdego zaj- 
mującego się rzeczami nauki i literatury. 



Digitized by VjOOQIC 



332 PUŁAWY. 



Znamy już ścisły stosunek łączący Czartoryskich 
z Janem Śniadeckim. Jego następca w urzędzie rektor- 
skim profesor Sołtykowicz, wchodzi wcześnie w sty- 
czność z księciem jenerałem, jak zostawał w przyjaźni 
z Tadeuszem Czackim, który częstym w Krakowie 
gościem, skoro krakowiankę Dembińską córkę staro- 
ściny wolbromskiej wziął za żonę. 

Sołtykowicz zachęcony przez Czackiego i przez 
księcia jenerała, pisze „Historyą Akademii" i zostaje 
w stałej z Puławami korespondencyi, przesyłając stare 
księgi i stare wino Hungariae natum, Cracoviae edu-' 
catum. Mamy tego ślady w częstych zamówieniach, 
kwitach i podziękowaniach za księgi i za wino. Książę 
dopomaga Jackowi Przybylskiemu do ogłoszenia dru- 
kiem tłómaczeń Homera i Yergila i przesyła mu na 
ten cel 500 złotych polsk., za co Przybylski gorące 
wyraża dzięki. 

Gdy z Wrocławia przybywa do Krakowa Jerzy 
Samuel Bandtkie i zostaje kusztoszem biblioteki jagiel- 
lońskiej, książę zawiązuje z nim stosunki, i jak użył 
Lindego do Słownika, tak namawia Bandtkiego, aby 
się zabrał do dzieła o pierwszych drukarzach polskich 
i rozwija mu systematyczny plan bibliografii, starej 
literatury ze złotego wieku. Była to myśl, do której 
często książę jenerał w swych pismach powraca, jeden 
z głównych punktów jego programu wskrzeszenia 
w Polsce życia naukowego. Pierwsze Bandtkiego dzieło 
o drukarzach polskich, zaliczyć należy do tych prac, 
które wyrosły pod bezpośrednim wpływem, poradą 
i poparciem księcia jenerała. Bandtkie atoli, oddając 
się poważnym studyom prawa polskiego, pisze Historyą 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 333 

ze stanowiska protestanckiego, a w bibliotece jagiel- 
lońskiej zostawia ślad swych uprzedzeń i niechęci do 
scholastycyzmu , choć pod innemi względami składa 
tu ważne zasługi naukowej działalności. Przypisywano 
też Bandtkiemu, że z biblioteki jagiellońskiej wyrzucił 
znaczną ilość rzadkich starych druków, które miały 
tę scholastyczną i klerykalną woń, natomiast uporząd- 
kował inne działy z niemiecką systematycznością, nie- 
jedno zaś opracował i wydobył na jaw. Z listów 
Chodakowskiego przekonywamy się, jak ten uczony 
Niemiec i protestant czuje się osamotnionym w Kra- 
kowie, gdzie go razi duch katoUcki. Zamierzał nawet 
Bandtkie opuścić Kraków i powrócić do Wrocławia; 
od tego zamiaru odw^odzi go Czacki i książę jenerał, 
dbając wielce o każdą siłę naukową. 

Niemniej skrzętnie zajmuje się sprawami biblio- 
graficznemi mniej głośny od Bandtkiego Józef hr. Sie- 
rakowski. Nie był krewnym arcybiskupa lwowskiego 
i dwóch prałatów krakowskich — podobno innym pie- 
czętował się klejnotem, mieszkał przeważnie w War- 
szawie, gdzie piękne gromadził zbiory. Zamiłowany 
w bibliografii, szedł śladem Czackiego w poszukiwaniach 
archiwalnych do dziejów polskich. Przesyła on księciu 
(1809) wiadomość o rękopismach polskich i rosyjskich, 
dotyczących naszych dziejów, „które się znajdują w bi- 
bliotece akademickiej finlandzkiej, aby ich nie spotkał 
los biblioteki Załuskich, której sam katalog 10,000 
rękopismów obejmujący, byłby dla nas skarbem" ^). 



^) Spis rękopismów biblioteki finladzkiej, dotyczących 
Polski, według notatki Sierakowskiego obejmuje : Tractatus 



Digitized by VjOOQIC 



334 PUŁAWY, 



u Dominikanów w Krakowie szukał Sierakowski 
śladów sławnej negocyacyi papieskiej z Mendogiem, 
księciem Litwy, względem nawrócenia Litwy, do czego 
Dominikanie krakowscy użyci byli. „Ale Dominikanie 
mają archiwum; w którem sami nie czytają a innych 
nie przypuszczają" — - dodaje Sierakowski w obawie 
„przed nowym Atyllą Czackim'^. 

Wzmianka kilku nazwisk i kilku książek zamyka 
w sobie cały ruch naukowo-literacki Krakowa z dwóch 
pierwszych dziesiątek lat naszego stulecia. Z tego 
niskiego szczebla podniesie się uniwersytet po r. 1830 
i pod koniec bytu Rzeczypospolitej krakowskiej, wy- 
stąpią nazwiska Michała Wiszniewskiego, Zygmunta 
Antoniego Helcia, Józefa Kremera, Józefa Majera; 
po Rzesińskim, Przybylskimi ks. Łańcuckim przybę- 
dzie z warszawskich klasyków Franciszek Wężyk, 
a z romantyków odezwą się Edmund Wasilewski, 
Ehrenberg i inni. Po Stachowiczu, lymige pendzel 



contra cruciferos Serenis. Princ. Gasimiro D. S. R. Polo- 
niae. Sbignei de Góra humile obseguium. Długosza ma- 
nuskrypt od 1407 — 1444. Pisma i akta. do interesów ro- 
syjskich za Iwana Wasilewicza. Listy kanclerza OxenstierDa 
do kanclerza Jana Zamoyskiego z Elbląga 1631 r. Com- 
paratio linguarum latinae^ russiae Samojedjae; etc. (Jaciń- 
skiem i słowiańskiem pismem ^ rzecz ciekawa). Eniha 
latopisiec rosyjski (o początkach Moskwy), fragment dzieła 
o Moskwie do roku stworzenia świata 6042. O niewoli 
Kniazia Juria, przybyciu cara krymskiego Sefakina do Rosyi. 
Historya podbicia Syberyi. O premerencyi cerkwi wielko- 
rosyjskiej z cerkwom rymskom (dzieło podane Piotrowi W" 
przez Sorbonę w Paryżu). Genealogia księcia Wasyla Iwa- 
nowicza Szujskiego. O zatargach Rosyi z Chinami w r. 1723. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 335 

W rękę mistrza Piotr Michałowski, a Statler da pod- 
walinę szkoły malarstwa. 

Nie docierając do tych późniejszych, bliższych 
nam czasów i postaci, zaznaczyć należy, dla ich zro- 
zumienia, że Kraków nie znał właściwie walki klasy- 
cyzmu z romantyzmem, która wrzała między War- 
szawą a Wilnem, że miewał równocześnie przedstawi- 
cieli obu szkół żyjących w zgodzie, bo w okręgu 
„wolnego i ściśle neutralnego miasta Krakowa" nie 
rozgrywał się ten problemat bardziej politycznej niż 
literackiej natury, który wiódł romantyków wileńskich 
do szturmu, obóz klasyków warszawskich do obrony 
j stanowiska odpornego. Wiadomo, że ten szturm i to 
oblężenie, było wstępem do nocy listopadowej. 

Wprawdzie i Rzeczpospolita krakowska miała 
dwa stronnictwa w senacie, sejmie i na uniwersytecie, 
miała w ostatnich czasach publicystę konserwatywnego 
Meciszewskiego, organ poważny „Kwartalnik naukowy* 
A. Helcia i liberalną ^,Pszczółkę" pod redakcyą Te- 
sarczyka. Konspiratorstwo dostawało się poza ro- 
gatki krakowskie, podobnie jak na odwrót zagraniczne 
towary przemycano do Galicyi i Królestwa^ Emisaryusze 
emigracyjnych klubów tu mieli swoją etapę, a litera- 
ratura krakowska przed rokiem 1846 dzieliła się na 
dwa kierunki, starych i młodych, bardziej jeszcze we- 
dług sfery towarzyskiej niż skutkiem przeciwieństw 
zasad. 

Młodych i starych, klasyków i romantyków, kon- 
serwatystów i demokratów krakowskich łączyła i wspól- 
nie ożywiała miłość tradycyi narodowych, duch histo- 
ryczny, który powiał od Wawela. Patryotyzm gdzie- 



Digitized by VjOOQIC 



336 PUŁAWY. 



indziej bywa kwestyą sporną, źródłem rozdziałów 
stronniczych według odmiennej doktryny, lub prze- 
ciwnych tendencyj, którym ma służyć za narzędzie. 
W Krakowie miłość ojczyzny płynie z przeszłości, wieje 
od pomników, ogarnia wszystkie porówno warstwy, 
krąży w żyłach społeczeństwa, obyczajem, tradycyą, 
wrodzonem poczuciem. 




Digitized by VjOOQIC 



^s^&t^ 




|ie będziemy zatrzymywać czytelnika rozbiorem 
^instytucyi i praw nadanych, tem mniej historyą 
polityczną drobnego państewka z zamiaru i natm*y 
rzeczy skazanego na bierność. Wspominany tylko 
o tem, co jeśli nie stoi w bezpośrednim związku ze 
światem i epoką Puław, ma atoli z nimi widoczną 
analogię w nastroju uczuć, kultury i towarzyskości. 

Jak w dawnej Polsce lubiono biesiadować i uczto- 
wać bez miary, tak w Polsce porozbiorowej wyrodziło 
się zamiłowanie obchodów publicznych i manifestacyj 
narodowych. Podwójnego rodzaju bywały za wolnego 
miasta uroczystości: jedne oficyalne, drugie patryoty- 
czne — podobnie jak w dwóch salach pałacu bisku- 
piego : jedna ilustrowała stan obecny wolnego miasta 
z należnym hołdem dla opiekuńczych monarchów, 
druga poświęcona wyłącznie wspomnieniom sławy 
i dziejów ojczystych. 

Ustanowiono więc święto urzędowe w rocznicę 
nadania konstytucyi Rzeczypospolitej krakowskiej dnia 
6 września. Nabożeństwo w katedrze, obiad u prezesa 
senatu hr. Stanisława Wodzickiego, wieczorem ilu- 
minacya, czasem bal u jednego z rezydentów lub 

Puławy. T. III. 22 



Digitized by VjOOQIC 



338 PUŁAWY 

przedstawienie okolicznościowe z obrazem alegory- 
cznym w teatrze Kluszewskiego ; oto zwykły obchodów 
tych porządek, uświetniony w r. 1818, gdy ukończone 
były prace organizacyjne, wręczeniem medalu trzem 
komisarzom pełnomocnym hr. Józefowi Miączyńskiemu 
przedstawicielowi cesarza Aleksandra, Józefowi hr. 
Swert Sporn, który był komisarzem austryackim i re- 
prezentantowi Prus Wilhelmowi br. Reibnitz. 

W tych aktach lojalności przebijało się S7xzere 
uczucie wdzięczności i nadziei wobec osoby cesarza 
Aleksandra, zwłaszcza w pierwszych latach bytu Rze- 
czypospolitej. 

Lecz silniej biły serca, tłumniej i goręcej wszy- 
stkie warstwy brały udział, gdy manifestacya bez żadnej 
wewnętrznej restrykcyi i bez zewnętrznej przeszkody, 
przybierała charakter czysto narodowy. Miasto grobów 
i pomników stało się miastem uprzjrwilejowanem pogrze- 
bów narodowych. Ten okres pogrzebowy, do dziś 
trwający, zaczyna się w Krakowie ze sprowadzeniem 
zwłok księcia Józefa. 

Najpierw Warszawa zapragnęła szczątków bo- 
haterskiego wodza, sprowadzono je więc z Lipska 
i złożono 10 września 1814 r. w podziemiu kościoła 
ś. Krzyża, przyczem ks. Woronicz, naówczas dziekan 
warszawski, gorącą i świetną powiedział mowę. 

Siostrzenica księcia pani Aleksandrowa z Tyszkie- 
wiczów Potocka, późniejsza jenerałowa Wąsowiczowa, 
na balu w zamku warszawskim wyraziła cesarzowi 
Aleksandrowi życzenie, aby zwłoki księcia Józefa zło- 
żono w grobach królewskich na Wawelu. Cesarz 
nieomieszkał nigdy sposobności uprzedzenia życzeń 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 339 

dam i jednania popularności wśród Polaków. Nietylko 
dał przyzwalającą odpowiedź, ale oświadczył pani Po- 
tockiej, że ze swej strony uczyni wszystko, czego wy- 
maga hołd dla bohatera, bo jak dodał, „nigdy żałować 
nie przestanie, iż niedanem mu było podziwiać 'ina- 
czej jego męstwa tylko w obozie nieprzyjaciół". 

Dokładnego opisu pogrzebu Poniatowskiego w Kra- 
kowie nie znaleźliśmy w żadnym pamiętniku. Sarkofag 
fundowała pani Aleksandrowa Potocka. Zjazd musiał 
być wielki — przybył ordynat Zamoyski z żoną i książę 
"Konstanty Czartoryski podkomendny i towarzysz broni 
Poniatowskiego. Czartoryscy mieli świeżą rodzinną ża- 
łobę, bo niedawno zmarła w Wiedniu księżna mar- 
szałkowa; stroskanego księcia jenerała otaczała ro- 
dzina w Sieniawie. 

Nad trumną Poniatowskiego w Krakowie znów 
przemówił Woronicz: 

„Pocieszmy się raz jeszcze pożegnaniem tego dni 
naszych bohatera, gdy szczątki jego mieszamy z po- 
piołami tych, którzy na tym Wawelu pierwszy sztan- 
dar sławy naszej zatknęli, tę świątynię rozjaśniali, 
a piersiami swemi Chrześciaństwo całe tyle wieków 
zasłaniali. On po waszemu wierzyć i działać nie wsty- 
dził się, więc i do waszego górnego szeregu należeć 
powinien. Stawcie go przed wiecznym i niezachwia- 
nym Panem. On ojciec litości i miłosierdzia. On i złemu 
pokoleniu dla dobrych ojców przepuszcza. Niech się 
więc jeszcze do nas przyzna, że Bogiem jest naszym, 
a to nasionko dalszych nadziei, w jednym dniu wy- 
sokie cedry Libanu przerośnie". 

22* 



Digitized by VjOOQIC 



340 PUŁAWY. 



Tak kończył natchniony pasterz ostatnie poże- 
gnanie mężnego wodza, któremu przed wyprawą bło- 
gosławił. 

Gdy grzebano Poniatowskiego w Krakowió, umiera 
w Soloturn w Szwajcaryi Kościuszko 16 października 
1817 roku, otoczony troskliwą opieką i objawami naj- 
wyższej czci rodziny Zeltnerów. 

Cesarz Aleksander tym razem już nie czekał, 
aby ktokolwiek przypominał mu, jak drogą dla Pola- 
ków jest pamięć Kościuszki. Z własnego popędu wy- 
syła on księcia Antoniego Jabłonowskiego do Szwaj- 
caryi, aby sprowadził zwłoki do Krakowa. Jabłonowski 
i Zeltner towarzyszą konwojowi. Gdy niejedną przyszło 
usuwać trudność, podróż trwa kilka miesięcy, a uro- 
czysty pogrzeb w katedrze krakowskiej odbywa się 
w maju 1818 r. Czekał tu już grobowiec wrzekomo 
w stylu greckim, według rysunku architekty Lanciego, 
wykonany przez rzeźbiarza Pawła Frlipiego, a kosztem 
wolnego miasta Krakowa. 

Uczucie ogółu domagało się czegoś więcej; nie- 
dość tego hołdu dla dwóch ostatnich wodzów, że po- 
grzebani w grobach królewskich. Równocześnie w kole 
warszawskiego Towarzystwa przyjaciół nauk powstaje 
myśl pomnika dla księcia Józefa, w sejmie i senacie 
krakowskim dla Kościuszki. Tam trwają długie na- 
rady — tu szczęśliwą ktoś miał inspiracyą, aby zwy- 
cięscę zpod Racławic, jeńca maciejowickiego, ostatniego 
naczelnika narodu, który połączył wszystkie stany 
w obronie ziemi ojczystej, uwiecznić imię pomnikiem 
z ziemi sypanym, na wzór mogiły Krakusa i Wandy. 
Wniosek postawił w senacie sekretarz senatu Jacek 



Digitized by VjOOQIC 



KHAKÓW POROZBIOROWY. 341 

Mieroszowski, ale pomysł pierwotny odnieść potrzeba, 
chyba do biskupa Woronicza. Pomysł to tak sprze- 
czny z ówczesnemi pojęciami estetyki klasycznej, tak 
swojski, starosłowiański, w swej prostocie tak wznio- 
sły, że mógł powstać tylko z natchnienia poety, z wiel- 
kiego umiłowania pierwiastków naszego narodu. Gdy 
się rozczytujemy w pismach Woronicza, spotykamy 
na każdej karcie te wysokie poczucia ducha narodo- 
wego, z jakich mogła tylko powstać myśl podobna. 
Zdobiono wprawdzie mogiłami pod koniec XVIII w. 
ogrody francuskie w Powązkach, Arkadyi i Puławach. 
Sielankowość pasterska wiodła do tego, co było oby- 
czajem ludowym, legendą pierwotnych dziejów narodu. 
Ostateczności się stykają, najbardziej wymuszony i kon- 
wencyonalny smak epoki potrącał o struny swojskie 
i ludowe, wywoływał zwrot ku romantycznym mo- 
tywom. 

Od kogokolwiek ona wyszła, myśl mogiły była 
szczęśliwa, piękna, myśl wielka. O ileż każdy inny po- 
mnik ze spiżu lub granitu byłby umniejszył postać Kościu- 
szki w oczach potomnych, gdybyśmy co dzień patrzyli 
na rynku krakowskim na nieudane dzieło ówczesnych 
artystów — i to wrażenie ujertme,. niesmaczne budziło 
pierwsze pojęcie o samym bohaterze. Niebotyczna 
miara „tego górca", który dobiega szczytów Karpat, jak 
się wyraził Woronicz, stała się dla ludu, dla obcych, 
dla następnych pokoleń miarą człowieka i wypadków, 
których był bohaterem. Wrażenie to pierwsze, tak 
urocze i imponujące pozostaje w duszy niezatarte. 

Wnet utworzył się komitet pomnika pod prze- 
wodnictwem prezesa senatu Stanisława Wodzickiego, 



Digitized by VjOOQIC 



342 PUŁAWY. 

a w nim zasiedli senator Radwański, Józef Janusze- 
wicz sędzia apelacyjny, Mąkalski prezes trybunału, 
Józef hr. Wodzicki, Stanisław Mieroszowski, Krzysztof 
Dembiński, Kajetan Florkiewicz, Floryan Straszewski, 
Antoni Morbitzer, Józef Wasserab, J. Statler, J. Czer- 
niński, M. Stummer, Szymon Benda, Wojciech Kwiat- 
kowski i Jan Librowski. 

Na pierwsze wezwanie ofiary płyną z całej Pol- 
ski. Artur Potocki zbiera datki na Ukrainie, sam ofia- 
ruje sumę 18.000 złp., Filip Plater na Wołyniu, książę 
jeiierał we wschodniej Galicyi, książę Adam i ordynat 
Zamoyski w Warszawie. 

„Szesnasty dzień października 1820 r., nieoce- 
nionym będzie w historyi — pisze kronikarz ówczesny 
w sprawozdaniu z uroczystości. 

„Od trzech dni zgiełk niezmierny, wszystkie domy 
gościnne zajęte, ulice napełnione mnóstwem powozów. 
W wilią obchodu był koncert Towarzystwa muzycznego 
z kantatą na cześć Kościuszki, a wieczorem w teatrze 
w Wiśliczankach, za cieniami Żółkiewskich, Czarnie- 
ckich i Sobieskich ukazał się cień nieśmiertelnego 
obrońcy ojczyzny, w pośród największych uniesień 
widzów. 

Nadszedł dzień naznaczony, a mimo późnej je- 
sieni zajaśniała wiosenna pogoda. O dziesiątej wyru* 
sza orszak w oznaczonym porządku z ulicy Grodzkiej 
ku Zwierzyńcowi. Naprzód wóz tryumfalny ozdobiony 
liściem dębowym, uzbrojony w kosy i piki, w zaprzęgu 
czterokonnym. Na wozie skrzynia z napisem: „Ziemia 
racławska. pamiętna zwycięstwa Kościuszki 4 kwietnia 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 343 

1794 r., z szczątkami rycerzy polskich poległych pod 
Racławicami'^. 

DAvaj krakowiacy w białych sukmanach, w czer- 
wonych czapkach z zielonemi kitkami torowali drogę. 
Milicya krakowska tworzyła szpaler między lipami od 
Zwierzyńca na szczyt góry, gdzie stał ołtarz. Ołtarz 
okalały cztery obrazy, które na tę . okoliczość Stacho- 
wicz wymalował, przedstawiały one Kościuszkę pod 
Dubienką, przysięgę na rynku krakowskim, zwycię- 
stwo racławickie i maciejowicką klęskę; w koło ołta- 
rza stali cechowi z chorągwiami i godłami. Za zbliże- 
niem senatu, akademii i władz Rzeczypospolitej wy- 
strzały z dział dały znak rozpoczęcia uroczystości. Po 
ofierze mszy św. przez jednego z kanoników kapituły, 
jenerał Paszkowski Franciszek towarzysz Kościuszki 
i Poniatowskiego miał mowę na temat: „Nic droższego 
dla ludzi, jak niepodległość''. 

Poczem prezes senatu Wodzicki złożył do urny 
wykutej z ciosu pergamin z uchwałą senatu i wywo- 
dem słownym uroczystości. Urnę ustawiono nad po- 
ziomem, przykryto ją i najeżono kosami i obsypano 
ziemią. Pierwszą taczkę zawiózł na mogiłę Wodzicki, 
pierwszy dygnitarz Krakowa. Już porządek kolejny 
według dostojeństwa nie dał się utrzymać, rzucono się 
tłumnie do rydlów i taczek, sędziwe matrony i zakon- 
nicy, wielkie panie i wieśniacy, weterani z powstania 
i z legionów i profesorowie i młodzież. 

Zapał rósł ciągle, zamienił się wnet w gło- 
śny płacz uniesienia, żałoby, nadziei, gdy zagrzmiał 
mazurek Dąbrowskiego i pieśń powstańcza: „Do bron 
bracia ! do broni !" 



Digitized by VjOOQIC 



344 PUŁAWY. 



Do zmroku tłumy nie ustąpiły, a wieczorem już 
znacznie usypany kopiec zajaśniał oświetleniem w kształ- 
cie piramidy — odpowiedziały mu z oddali jakby bra- 
tniem powitaniem mogiły Krakusa i Wandy także rzę- 
siście oświetlone. 

Wieczorem w teatrze przedstawiano dwie oko- 
licznościowe sztuki: „Łaska imperatora* i „Pierwsza 
miłość Kościuszki" ; nie było zaś końca obrazom z ży- 
wych osób przedstawiającym bohaterskie czyny Na- 
czelnika, pieśniom, alegoryom. 

Jak chwytano ochoczo za taczki tak i za pióra; 
a porówno z pieniężnemi ofiarami na mogiłę Kościu- 
szki sypały się wiersze. 

Prałat Łańcucki napisał wiersz „Cieniom Tadeusza 
Kościuszki", a „Odę do mogiły" mecenas Rzesiński. 
Kantaty i śpiewki niewiadomego poety powtarzały się 
na koncertach, w teatrze, przy sypaniu mogiły i roz- 
chodziły się po całym kraju.. 

W kilka dni później pojawił się pod Krakowem 
na Wiśle galar obładowany ziemią z pobojowiska pod 
Maciejowicami, umajony zielenią i okryty godłami na- 
rodowemi. Wyprawiła go z Puław księżna jenerałowa, 
za co senat krakowski na mocy uchwały przesłał „naj- 
lepszej Polce" hołd i dziękczynienie. 

Codziennie tłumnie bywało na górze ś. Broni- 
sławy, a wśród osób wywożących taczki z ziemią wy- 
mieniają dwóch gości zagranicznych: słynną śpiewaczkę 
pannę Catalani i Thorwąldsena. 

Koncerta Catalani wzbudzały zachwyt licznie 
zgromadzonego wielkiego świata w Krakowie. Głośnej 
sławy rzeźbiarz powracał właśnie z Warszawy, dokąd 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 345 

go sprowadzono w celu zawarcia umowy o pomnik 
dla księcia Józefa. Wiadomo, że pomnik ten, którego 
wykonanie spóźniło się o lat kilka, nie mógł już być 
po zgonie cesarza Aleksandra postawionym na placu 
publicznym, pozostał więc w zbiorach Towarzystwa 
przyjaciół nauk, zkąd dostał się po r. 1831 do przy- 
watnej rezydencyi księcia Paskłewicza. 

Thorwaldseń w czasie swego pobytu w Krako- 
wie oznaczył miejsce w katedrze na pomnik dla Wło- 
dzimierza Potockiego , którego ciało złożone zostało 
o lat dziesięć wcześniej w kaplicy Potockich. Ks. Łań- 
cucki oprowadzał Thorwaldsena po mieście i jego 
„ osobliwościach **, jak wówczas mawiano; jakież mu- 
siało być zdziwienie ówczesnych znawców krakowskich, 
gdy sławny rzeźbiarz wyrażał podziw nad y,drewnia- 
nemi rzeźbami ołta^^za u Panny Maryi", oraz nad ko- 
lorowemi witrynami tej świątyni. 

Wszak dotąd jedno i drugie uważano u nas za 
zabytek barbarzyńskich niemal czasów, wszak Łańcucki 
zamierzał dokończyć, co Łopacki zaczął, a mianowicie 
wyrzucić ołtarz Wita Stworzą i wytłuc okna z malo- 
widłami. 

W tym samym roku gdy najpiękniejszy pomnik 
wznoszono Kościuszce, burzono równocześnie staroży- " 
tny ratusz na rynku, na mocy uchwały senatu. Po- 
przednio już zburzono osiem bram zamykających nie- 
gdyś miasto. Jedyna pozostała brama Floryańska była 
także zagrożoną, jak świadczy o tem rozmowa Piel- 
grzyma z Pustelnikiem na górze ś. Bronisławy, druko- 
wana w „Pszczółce". Pielgrzym przynosi pustelnikowi 
pierwszą wiadomość, że postanowionem zostało sypać 



Digitized by 



Google 



346 PUŁA^VY. 



mogiłę dla Kościuszki. Następują sceny rozrzewnienia 
patryo tycznego i wspomnień z ostatnich walk, po tem 
rozmowa o Krakowie, jego pamiątkach i pomnikach 
zakończona tą konkluzyą, że z dawnych murów obron- 
nych została jedyna brama, ale i tę należałoby roze- 
brać, aby najpiękniejszej ulicy nie dławiła, w miejscu 
zaś strzelnicy wysuniętej ku Kleparzowi wznieśby trzeba 
obelisk z napisem: „Tędy Sobieski wracał zpod Wie- 
dnia^ 

Dalszemu atoli niszczeniu położyło wnet tamę 
kilka wpływowych osób , które szersze i zdrowsze 
wniosły z sobą pojęcia. Sentymentalną była dotąd mi- 
łość przeszłości, o której w czasach Woronicza tak 
wiele mówiono i pisano; Artur Potocki i Henryk Lu- 
bomirski dzieląc te uczucia, przynieśli z sobą znawstwo 
i umiejętność w rzeczach sztuki; hrabia Artur proje- 
ktował nawet osobną komisyę dla zachowania, obrony 
i utrzymania starodawnych pomników. 



Digitized by VjOOQIC 



Jedy w JKrakowie powstaje salon? gdzie szukać 
jego genezy, prototypów, zawiązków i pierwo- 
tnych trądy cyj? 

Gdyby zapytać ksiąg miejskich, kto te domy zbu- 
dował? kto je -zamieszkiwał? co krok napotkamy imiona 
historyczne związane z murami pałaców, lub imiona 
już tylko w pamiętnikach kościoła Panny Maryi zapi- 
sane starego patrycyatu mieszczan. Myśl chętnie ucieka 
o trzy wieki wstecz. Tu wielkopańskie pałace Ten- 
czyńskich, Zborowskich, Kmitów, Górków, Lubomir- 
skiego spiskiego starosty, tam domy Montelupich, Bo- 
narów, Celaryuszów. Na zamku świetny dwór zygmun- 
towski, wspaniałość Bony, poważne i surowe otoczenie 
królewien i Anny Jagiellonki świątobliwe oblicze. Je- 
szcze nie zaniechała rycerska młodzież turniejowych 
zapasów, a już w obyczaj wchodzą uczone zebrania, 
żarliwe teologów dysputy, popisy poetów i retorów 
dysertacye. Mnogi zastęp mistrzów przybyłych z Włoch 
lub Niemiec przeprowadza w osobny świat cechowy, 
bo między sztuką a rzemiosłem nie było wtedy prze- 
działu, gdy w rękodzieła dłutem czy młotem można 
było przelać tyle piękna, ile w obraz pendzlem, lub 
piórem w księgę. Na barwnem i promienistem tle hu- 



Digitized by VjOOQIC 



348 - PUŁAWY. 



manizmu staje przed oczyma, ten wielki ruch towarzy- 
ski i kulturalny stolicy potężnego i sławnego króle- 
stwa, ze złotego wieku. 

Lecz z tego śwjata zostały tylko ślady w murach, 
pomnikach i księgach, pasmo życia i tradycyj się prze- 
rwało w późniejszych pokoleniach. Zostały tylko sta- 
rodawne ramy, gdy obraz zniszczony; czasem budzi 
się jakaś analogia , występuje wspomnienie i zdaje się 
znów kiełkować ziarno rzucone przed trzystu laty 
a przywalone gruzami, ziarnko wygrzebane uczucio- 
wym lub nauko wo-artystycznym zwrotem w przeszłość; 
schodzi ten posiew blado i smętnie, bo w cieniu klęsk 
narodowych, ale we wszystkiem co tu wyrośnie pod 
tymi murami odzywa się historyczny pierwiastek, i od- 
zywa się duch miejscowy, genius loci. W czasach nie- 
doli, w warunkach twardych, Kraków nie puszy się 
i sadzi jak dorobkiewicz , ale dostraja wszystko do 
majestatu historycznego. IfoUesse óblige oto godło tej 
ruiny prastarej siedziby królów. 

Jeśli zwolna na początku naszego stulecia bu- 
dziły się w Krakowie nauki, literatura i sztuki, spie- 
sznie obudziło się życie towarzyskie, zupełnie w cza- 
sach stanisławowskich zamarłe. Wypadki to tryumfalne, 
to tragiczne, gromadziły w Krakowie w r. 1809, w r. 1814 
mnogie zjazdy znakomitych osób i rodzin z całej Pol- 
ski. Zjeżdżano się bądźto, aby uczestniczyć w świe- 
tnych obchodach, bądź pod przygnębiającem wrażeniem, 
jakie zapanowało w Warszawie. Kraków był punktem 
odpoczynku i wytchnienia, pierwszą etapą dla rozli- 
cznych emigracyj, miejscem grzebania bohaterów. Na 
tem tle patryotycznem, utworzyło się ognisko, które 



Digltized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 349 

do dziś zachowało charakter oazy wśród ogólnego 
zalewu: i to stanowi znamię Krakowa XIX wieku. 
Nie zastąpił on Warszawy, nie odzyskał znaczenia sto- 
licy, ale tu przepływały wszystkie znakomitości, osia- 
dały upadające wielkości, ludzie i rody, stworzeni na 
szerszą arenę, ale dla których, w stolicy nie było już 
odpowiedniego miejsca i pola działania. 

Zaczyna się ten ruch falisty, przepływowy, jak już 
wspomniano z księciem Józefem i jego doborowym 
sztabem, nie kończy się z eniigracyą 1831 r., której 
naczelnicy w Krakowie najpierw się zatrzymują, gdy 
tu osiada dyktator Chłopicki, a ostatnie łata życia 
spędza naczelny wódz Skrzynecki. Rycerskie rapsody 
i wojenna epopeja wiążą się na początku stulecia 
z romantyczną idylą. 

Tego połączenia ślady wyryte na pamiątkowych 
kamieniach w pięknej wili „pod Lipkami'', gdzie ordy- 
natowa Zofia Zamoyska, czarująca urodą i wdziękiem, 
smętne zapisuje wspomnienia: 

Kiedy się wszystkie smutki na mą duszę zlały, 
Kiedy bolesnym czuciem szukać ulgi chciałam, 
Miejsce mego dumania był ten zakąt mały; 
Nadzieje i pamiątki tylko z sobą miałam, 
Pociechy moje były: uczuciów niewinność, 
Piękne niebo i szczera mieszkańców gościnność. 

W tem ustroniu czytamy na innym głazie napis: 

Tylu bolesnych uczuć i smutku przyczynie 
Sam tylko wyrok nieba cenę nadać może. 
Nigdy w cnotliwych duszach nadzieja nie zginie; 



Digitized by VjOOQIC 



350 PUŁAWY. 

Tu i wśród ostrych kolców wdzięczne pieści róże, 
Wszędzie za cnotą idzie uczuciów niewinność, 
A sama ją da poznać ludziom dobroczynność. 

Jak pieśń wojenna brzmiała w obozach, hymny 
śpiewano przy uroczystościach, odą naznaczano każdy 
wypadek, pieśnią pasterską opiewano miłość — tak 
każde uczucie, każde wspoumienie festynu weselnego 
czy pogrzebu, każde wierszowano wrażenie. Mało zo- 
stało z owych czasów pamiętników, mnóstwo mamy 
przed sobą sztambuchów. 

Wiersze ryto na głazach, na korze drzew, zapi- 
sywano w albumach. W jednym z takich sztambu- 
chów znajdujemy wiersz pożegnalny „od księstwa je- 
neralstwa do ich kampanii w Krakowie po spędzonej 
tamże zimie w r. 18^10*. 

Długi wiersz, w którym miłość przemawia do 
przyjaźni, kończy się zwrotem: 

Tak choć rozstaniem się z wami 
Miłość swe rączki roztoczy, 
1 jak łańcuch ogniwami 
Nas stale z wami zjednoczy. 

A z mieszkańcy swemi Kraków 
Tylu pamiątek siedlisko, 
Będzie w pośród pól i krzaków 
Pamięcią zimy, nas blisko. 

Na pożegnanie pisane przed wyjazdem na lato 
do Puław, pełne przenośni o matce miłości, która wy- 
daje na świat przyjaźń i inne towarzyskie cnoty — od- 
powiada księżnie niewiadomy nam poeta: 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 351 

Góżto księżno ! chcesz z kosza te wypuścić dzieci 
Spalisz Kraków, my spłoniem, jakiż z tego skutek 
Skoro się ten skrzydlaty gmin wśród nas rozleci; 
Dla nas rozpacz, dla ciebie ztąd przynajmniej smutek 
Zgaś pochodnie, pal skrzydła i pokrusz ich strzały, 
Bez nich już nasze serca Tobie się oddały. 

A po szumnych tyradach tak czarodziejską moc 
księżny poeta opiewa: 

Go dotkniesz, co wymyślisz, co rzekniesz, co zrobisz. 

Wszystko u nas umilasz, odświeżasz i zdobisz; 

A jeśli kształcić wdzięki i ożywiać ludzi. 

Cześć w nich wzbudzać, budować ich twemi przymioty 

Już cię długim nałogiem ta zabawa nudzi. 

Idź szczęśliwa, gdzie słowik twe odwiedza groty. 

Gdzie flora swe bogactwa pod twe nogi sieje. 

Nam zostaw twej bytności pamięć i nadzieję. 

Te kilka strofek wymownie świadczą jakie po- 
byt księstwa zostawił ślady, jak pod wpływem księżny 
wiele rzeczy w Krakowie się odświeżało i zdobiło, 
kształcił smak a ożywiali ludzie. A Kraków w owej 
fazie, śmiało twierdzić to można, więcej zaczerpnął 
z Puław niż z Warszawy, bardziej dostrajał się do pu- 
ławskiego tonu narodowego liryzmu, niż szedł w za- 
wody z pompatycznością uczonych warszawskich lub 
z kosmopolitycznym ruchem wielkiego świata stolicy. 

Przemijające były to jednak stosunki. Pani Zofia 
Zamoyska, która w owej epoce heroicznej Krakowa 
od r. 1809 do 1814 z krótkiemi przebywała przerwami, 
pierwsze zajmowała miejsce, wieńczyła wodzów i pro- 
stym żołnierzom przypinała krzyże zasługi, przed kon- 



Digitized by VjOOQIC 



352 PTTŁAWY. 



gresera opuszcza Kraków i ustronie r»Pod Lipkami". 
Odnajdziemy ją w Warszawie otoczoną gronem doro- 
dnych dzieci, oddaną ich wychowaniu i poświęcającą 
się działaniu miłosierdzia, gdy zakłada Towarzystwo 
dobroczynności. 

Księżna jenerałowa powraca do swych grot i sło- 
wików w Puławach, odtwarza nanowo to ognisko, 
a stosunki rodzinne częściej zimową porą pociągają ją 
do Warszawy niż grono przyjaciół krakowskich. 

Powraca znów tu stagnacya, dopokąd postać i dom 
Artura Potockiego nowej w życiu Krakowa nie stwo- 
rzy epoki. Lubo ustaje w pierwszych latach po kon- 
gresie napływ z wszystkich dzielnic Polski, osiada je- 
dnak stale w Krakowie kilkanaście rodzin, które tu 
założą fundament, nadadzą tło, wytworzą osobny oby- 
czaj i zostawią tradycyą. 

Pierwsze miejsce zajmował dom z Morsztinów 
Dembińskiej, starościny wolbromskiej, przy ulicy Sław- 
kowskiej. Słowo „matrona polska" zbyt często niekiedy 
stosowane, ma jednak swe uprawnienie, bo we wszy- 
stkich czasach, mimo zmieniającej się mody, pojęć 
i obyczaju, odnajdujemy ten typ poważny, społeczności 
tylko polskiej właściwy. Wszystko dokoła ulega zmia- 
nom ducha epoki, typ matrony polskiej zachowuje 
zawsze te same znamiona, te same przymioty społe- 
czne i cnoty rodzinne. Matrona polska nie odgrywa 
roli politycznej, nie miesza się do spraw stanu ani do 
tajemnic gabinetowych, nie pobudza mężczyzn chwi- 
lowym zapałem, ambicyą lub egzaltacyą, ale w danej 
chwili znajdzie w sobie pierwiastek heroiczny z ko- 
biecego płynący poświęcenia, złoży ona ostatni klejnot 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 353 

na ołtarzu ojczyzny, gdy mąż pociągnie na wojnę, ona 
zamknie się jak Małgorzata z Zębocina, przywdzieje 
szaty wdowie jak hetmanowa Żółkiewska i jak ona 
okaże w nieszczęściu hart męski i niewieścią tkliwość. 
Matrona polska tak w epoce humanizmu, jak w wieku 
wolteryanizmu lub w naszych emancypacyi czasach, 
nie sięga po berło rozumowe, nie tworzy wkoło siebie 
areopagu, ona włada powagą i dobrocią. Jeśli z wieku 
i usposobienia zwykle wstrzymuje społeczność ją ota- 
czającą od niebezpiecznych nowości i zagranicznych na- 
bytków, matrona. polska stoi na straży dawnego oby- 
czaju, surowych zasad i tradycyj, ale wpływ swój 
zbawienny rzadko narzuca zgóry tym salonowym te- 
roryzmem, który się zowie weredycznością. Wystarcza 
powaga jej cnót i dobroci urok, aby wkoło zapewnić 
poszanowanie dla tego, co czci i przechowania godnem, 
aby w życiu towarzyskiem postawić stałe granice, tego, 
co przystoi, a co nie przystoi, aby wywierać moralną 
władzę i utrzymać równowagę. Typ matrony polskiej 
w tem tradycyjnem znaczeniu, odradza się na początku 
naszego stulecia i od niego zaczyna się reforma oby- 
czajów przeszłowiecznych, . zwrot do wiary i dawnej 
cnoty, oraz do staropolskich tradycyj. W Warszawie 
pani Lanckorońska kasztelanowa połaniecka, w Kra- 
kowie starościna wolbromska pani Dembińska a we 
Lwowie z Potockich Kossakowska, lubo więcej polity- , 
czaa niewiasta, naznaczają ten zwrot w przeszłość, 
zwrot narodowy i zwrot religijny. To też ścisła łączy 
starościnę wolbromska przyjaźń z biskupem Woro- 
niczem. Był on w podróży po dyecezyi, gdy miał 
widzenie, że czeka na ostatnią pociechę jakaś bliska 

PuUwy T. III. 23 



Digitized by VjOOQIC 



354 puiiAWY, 



mu dusza; przerywa podróż, przybywa do Krakowa 
i nieprzyzwany śpieszy wieczorem do pałacu pani 
starościny. Konająca odzyskuje przytomność na widok 
pasterza, a wzorowa śmierć świątobliwej matrony 
wśród licznego zebrania przyjaciół wywarła silne wra- 
żenie i stała się pobudką do nawrócenia się wielu 
obecnych niedowiarków. Syn starościny wolbromskiej 
poślubił pannę Gostkowską, córka oddała rękę Ta- 
deuszowi Czackiemu, ale nie przeniosła się do Po- 
rycka i po zgonie starościny wolbromskiej utrzymała 
tradycyjny salon, lubo już mniej wpływowy i mniej 
typowy. 

Typ matrony polskiej powtarza się w innych ro- 
dzinach, które osiadają w Krakowie. Mówiliśmy już 
o oryginalnej postaci pani miuistrowej Badeniowej, 
obok niej pani Małachowska z Wodzickich, której imię 
zapisane w instytucyach miłosierdzia, jako pierwszej 
prezesowej Towarzystwa dobroczynności, założonego 
w r. 1818 i obejmującego za uchwałą senatu mury zamku 
królewskiego, w coraz to większą ruinę popadające. Tu 
też powstało pierwsze schronisko dla dziadów i bab 
zostających pod opieką Towarzystwa, tu założony dom 
roboczy, a gdzie niegdyś odbywały się rycerskie goni- 
twy w dziedzińcach zamkowych, ostatniemi uroczysto- 
ściami są loterye i ognie sztuczne z muzyką na cele 
dobroczynne. 

Osiadają stale, po ustaleniu nowych instytucyj 
krakowskiej Rzeczypospolitej, dawne krakowskie ro- 
dziny: Wielopolscy z Pińczowa i Wielopolscy z Su- 
chy, Potuliccy z Bobrku, dwie linie Wodzickich, z któ- 
rych jedna na ulicy św. Jana wywodzi się od sta- 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 355 



rosty grybowskiegO; druga od starosty krakowskiego 
w rynku. 

Dom prezesa rządu i senatu ożenionego z Jabło- 
nowską a ciotecznego siostrzeńca przez matkę Kra-- 
sińską królewiczówny saskiej, ma nietylko bficyale zna- 
czenie. Pan wojewoda, bo ten tytuł nadany przez 
cesarza Aleksandra wyższe miał znaczenie niż preze- 
sowstwo wolnego miasta, posiadał przymioty polityczne 
i dyplomatyczne szersze niż były granice Rzeczypo- 
spolitej krakowskiej. W stosunku z monarchami i mi- 
nistrami trzech dworów tej miary, jak kanclerz Met- 
temich składał on dowody taktu, godności i zręczności. 
W stosunkach wewnętrznych wolnego miasta, lubo 
zdobył sobie zaufanie poważnego obywatelstwa, skoro 
go po trzykroć powoływali na naczelny urząd i pier- 
wszą godność, musiał się łamać z anarchizmem re- 
publikańskim, który się odradzał w jakimś kwasie de- 
mokratycznym. Smutne są też karty tych wewnętrznych 
dziejów wolnego miasta. Rozpoczęła się już wówczas 
ta praktyka, że aby osłonić nadużycia, które prezes 
rządu wykrywał i karcił, rozwijała się agitacya opo- 
zycyjna, i najbrudniejsze sprawki i pobudki osobiste 
osłaniano szumnemi frazesami niezawisłości patryoty- 
cznej; kto zaś chciałby utrzymać popularność, tenby 
musiał puszczać wodze bezkarności. 

Trzykrotnie powoływany na krzesło prezesa se- 
natu i rządu wolnego miasta Krakowa Stanisław Wo- 
dzicki mający także krzesło w senacie Królestwa 
Polskiego, posiadał wszystkie warunki do tego zada- 
nia i stanowiska, mało wprawdzie otwierającego pola 
do działania, ale wiele przedstawiającego trudno- 

23* 



Digitized by VjOOQIC 



356 PUŁAWY. 



ści. Łączył uznanie poważnie myślących współobywa- 
teli z zaufaniem i względami opiekuńczych rządów, 
umiał bowiem godzić ścisłą legalność z godnością. 
W korespondencyi z cesarzem Aleksandrem i kancle- 
rzem Metternichem okazał zdolność dyplomatyczną. 
Unikał kolizyj, utrzymał status quo nadanych swobód 
i instytucyj, posiadał dar w drażliwych chwilach, jak 
wspomniane obchody narodowe, nadania cechy powa- 
żnej i naznaczenia granicy, porywom opinii, aby na 
odwrót zasłonić miasto i jego mieszkańców od zarzu- 
tów i reklamacyj obcych rezydentów. Jeśli z tych swo- 
bód i instytucyj nie wyrosły owoce, jeśli Kraków za- 
trzymał się w postępie a ten okres od kongresu wie- 
deńskiego do warsza\vskiego wybuchu listopadowego, 
nie zostawił po sobie trwałych pamiątek tak w zaso- 
bności i dobrobycie, jak w ozdobie i pomnikach; 
przyczynę zastoju rozłożyć trzeba na czasy ogólnej 
apatyi i ciasne warunki narzucone. 

Niezawsze gorączkowy postęp idzie społem z har- 
monią i swobodą społeczeństwa; owszem w ogóbiej 
pogoni za bogactwem, władzą, wyniesieniem lub sławą 
ludzie ludziom zawadzają na drodze i w ścisku, w go- 
nitwie roztrącają się wzajem: kto pierwej do mety 
dobieży, lub kto kogo strąci. Nie było tego ruchu za 
Rzeczypospolitej krakowskiej, starożytna stolica ukła- 
dała się do snu w ciasnem łożu t. z. krakowskiego 
rejonu, ale otulała się i drapowała w płaszcz histo- 
rycznych wspomnień. Były to czasy wytchnienia i od- 
poczynku dla całej Europy po wstrząśnieniach napo- 
leońskich, tem bardziej dla Polski. Spokój i cisza Kra- 
kowa była jego urokiem i przynętą. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBTOROWY. 357 

Społeczność krakowska zrastała się w jedną pa-^ 
tryarchalną i hierarchiczną rodzinę zwłaszcza odkąd 
przybyło ogniwo spajające razem wszystkie sfery 
i warstwy. 

Artur Potocki żyje do dziśdnia w tradycyach ca- 
łej ludności Krakowa, z tej tradycyi niejedno wzięło 
początek w obyczajach i instytucyach miasta, niejedno 
jest spuścizną szerszego, bo całą Polskę obejmującego 
znaczenia. Popularność tego sympatycznego imienia, 
szczególny urok jaki je otaczał , z opowiadań starych 
ludzi przechodzi w trzecie i czwarte pokolenie, przy- 
biera kształt legendy zarówno w sferach wielkoświa- 
towych, jak w mieszczaństwie i wśród krakowskiego 
ludu. Rzecz dziwna, że ta żywa tradycya tak mało 
przeszła w literaturę, że w galeryi typów narodowych 
brak dotąd portretu postaci, od której zaczyna się 
nowe pojęcie wielkiego pana polskiego w porozbioro- 
wem społeczeństwie. 

Syn znanego nam już Jana Potockiego z pier- 
wszego małżeństwa z Julią marszałkówną Lubomirską, 
urodzoną w r. 1787, gdy matka wcześnie umiera, oj- 
ciec wchodzi w drugi związek z Konstancyą Potocką 
z Tulczyna, córką pana Szczęsnego z Mniszchównej, 
dwaj młodzi Potoccy Artur i Alfred wychowują się 
w części przy boku babki księżny marszałkowej w Wie- 
dniu, następnie w Niemczech i Holandyi. Gdy powracają 
do kraju, ojciec świeżo przybyły z podróży do Afryki 
ledwo poznał młodzieńców po długoletniem rozłącze- 
niu. Dwaj bracia wstępują do wojska austryackiego, 
i dopiero po kapitulacyi pod Ulm kwitują. Najpierw 
Artur, w parę miesięcy później Alfred Potocki za ogól- 



Digitized by VjOOQIC 



358 PUŁAWY. 

nym popędem zaciągają pod orłj napoleońskie, odby- 
wają kampanią 1809 roku przy boku księcia Józefa. 
Nawskróś rycerskie Ło były naim7, w kampanii mo- 
skiewskiej Artur otrzymuje kilkanaście cięć w głowę pod 
Możajskiem, Alfred wzięty do niewoli rosyjskiej i de- 
portowany na Sybir. W kampanii niemieckiej znów 
pod Lipskiem Artur Potocki przy boku wodza odnosi 
ranę, która niezagojona miała być pierwszą przyczyną 
wczesnego zgonu. Okryty ranami Artur Potocki za- 
kończył kampanią w randze^ pułkownika huzarów. 

Słynął z urody, z tryumfów u płci pięknej sztab 
księcia Józefa. Do Apolina belwederskiego porówny- 
wają posąg Włodzimierza Potockiego dłuta Thorwald- 
sena na Wawelu. Niezwykłą także szlachetnością po- 
stawy i klasycznością rysów odznaczali się dwaj bracia, 
a słynną urodę Artura Potockiego podnosił wyraz 
otwartości rozlanej na twarzy, serdeczność obejścia 
podbijająca wszystkich. 

Nic z wojen napoleońskich nie wypłynęło dla 
Polski, potoki krwi i kości polskiego rycerstwa roz- 
siane na wszystkich polach europejskich, przepadły dla 
sprawy narodu, a niedość, że te ofiary padły niewy- 
nagrodzone, ich ślad nawet, wspomnienia waleczności 
polskiej starają się zacierać historycy francuscy. Lecz 
nie wszystko poszło na marność; epopeja ta wojenna 
poruszyła znów krew bohaterską w żyłach narodu, 
podniosła poziom miłości ojczyzny w ogniowej próbie, 
zostawiła wielkie wspomnienia i wydała pokolenie ry- 
cerskie z kultem honoru, hartem męskim i wysoko 
wzniesionym ideałem. Czy to zetknięcie z geniuszem 
tak opromieniło jedne generacyą? nie, był on zbyt sa- 



Digitized by VjOOQIC 



^ KRAKÓW POROZBIOROWY. 359 

molubny — to jedyna nasza zdobycz i spuścizna księcia 
Józefa, Dąbrowskiego, Kniaziewicza i tylu innych. 

Tę bohaterską spuściznę przedstawiał w Krako- 
wie Artur Potocki — dlatego stał się takim ulubień- 
cem ludu i tu pierwsze źródło popularności tego męża 
i tego domu. 

W roku 1817 hr. Artur poślubił w Białocerkwi 
Zofią Branicką, jedne z trzech córek hetmana Ksa- 
werego Korczak Branickiego. Data ta stała się ważną 
dla kroniki życia towarzyskiego w Krakowie, ważną 
i dla dziejów mnogich instytucyj, dla wszystkich spo- 
łecznych stosunków, które teraz znalazły punkt opar- 
cia, ognisko, nieprzebrane źródła ofiarności, obfitsze 
źródła szlachetnych uczuć: przyjaźni, opieki, poparcia, 
inicyatywy, wpływu, przykładu. 

Piękne dziedzictwo po babce księżnie marszałkowej 
hrabstwa tęczyńskiego, kluczów staszowskiego i mędrzy- 
chowskiego, pomnożyło wiano małżonki i powstała 
majątkowa potęga, która zawsze jest niezbędnym wa- 
runkiem, aby imię historyczne nadało stanowisko wiel- 
kiego pana. 

Wielki zjazd całej Europy w czasie kongresu do 
Wiednia, przeciągnął także wiele rodzin możnych z Pol- 
ski — to zetknięcie ze światem europejskiem nie mi- 
nęło bez ujemnego wpływu. Zaczęto kraj opuszczać 
i przenosić się do stolicy nad Dunajem, inni osiadali 
w Paryżu. Atrakcya obcych dworów monarszych, gdy 
polskiego nie *było, rozkwitająca znów kultura wiel- 
kiego świata europejskiego, ruch literacki i artystyczny, 
nowy zwrot i nastrój pojęć religijnych i politycznych, 
jaki przyi:iiosła z sobą restauracya : to tyle ponęt, tyle 



Digitized by VjOOQIC 



360 PUŁAMTY. 



pokus, które odciągając od kraju pochłaniały wiele ro- 
dzin w wirze kosmopolitycznym. Warszawa miała 
jeszcze pozory stolicy, ale Kraków mimo swej wzglę- 
dnej niezawisłości, schodzi do rzędu partykularza. 
Wpływ Puław miał się już ku schyłkowi, i już nie 
wystarczał ten dwór wielkopafiski w głębi prowincyi. 

Aby zatrzymać ten prąd ku zagranicy, państwo 
Arturowie dają przykład stałego w kraju pobytu, osie- 
dlają się w Krzeszowicach, nabywają od możnej ro- 
dziny Przyrębskich stary dom „pod Baranami*^, gdzie 
niegdyś odbywało się wesele Jana Zamoyskiego z Gry- 
zeldą Batorówną, i tu stałe zakładają siedlisko. 

Dwie są tylko podstawy dla ustroju arystokraty- 
cznego: albo krystalizuje się on wkoło dworu monar- 
chów, albo opiera się na wpływie tery tory alnym. Lubo 
możnowładztwo polskie stało niegdyś o własnej mocy 
wsparte tylko na klienteli szlacheckiej, z upadkiem 
Rzeczypospolitej zaczęło tracić grunt pod nogami. Nie- 
które rody pod wpływem obcych pojęć czepiały się 
jak powój zagranicznych dworów. Dawniej wielcy pa- 
nowie zwykli byli jednać sobie tylko szeroką klientelę 
szlachecką, od niedawna zaś za wzorem Puław i księ- 
żny jenerałowej, zajęcie się włościanami aż do roz- 
pieszczenia, przechodziło w modę sielankowo-patryar- 
chalną. Państwo Arturowie „pod Baranami" tem się 
wyróżaiali, że zadania swoje i obowiązki rozszerzyU 
porówno na wszystkie warstwy, że umieli zdobyć sobie 
stanowisko opiekuńcze nad całem miastem, od jego 
murów i pomników zacząwszy a przenosząc na mie- 
szkańców. Wypadek to wyjątkowy taki stosunek, gdy 
on nie od monarchicznego pochodzi dworu, a zdobyty 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWy. 361 

wyłącznie umiłowaniem i gotowością do poświęcenia. 
Nieraz obce rządy zazdrosnem patrzyły okiem na ten 
prymat jednej rodziny nad całem miastem, a gdy po 
wielu latach na ten dom zwrócono prześladowanie, 
mawiano z przekąsem w wysokich sferach o wdowie 
Artura Potockiego la reine de Cracovie. 

To zwierzchnictwo moralne, tem się jeszcze różniło 
od przewagi dawnych możnowładców polskich, że nie 
miało służyć do celów politycznych. Artur Potocki nie 
zasiadł nawet w senacie wolnego miasta, i o żadne 
dostojeństwa lub urzędy ani od wyborców, ani od 
rządów się nie ubiegał. Wpływ to był czysto społe- 
czny. Przyjacielem ludzkości zwali go współcześni, tę 
nazwę nadają mu poeci krakowscy w lamentach po- 
grzebowych, ale nie był to tylko humanitaryzm lub 
filantropia ; to była chrześciańska miłość bliźniego w ży- 
ciu towarzyski em i w dziełach miłosierdzia i nowe, 
szerokie, dodatnie pojęcie patryotyzmu. 

Patryotyzm niezawsze idzie społem z umiłowa- 
niem tego, co istotę ojczyzny stanowi. Wielu kocha 
tylko oderwafią ideę, nie znosi klimatu rodzinnej ziemi, 
tęskni za niebem południa, za wyższą kulturą zachodu, 
lub za komfortem zagranicznym. Wiele dobrowolnych 
emigracyj stąd bierze początek, a w ich rzędzie spo- 
tykamy duchy poetyzujące jak najwyżej idealny pa- 
tryotyzm. Inni patryotyzmem mienią uczucia negatywne, 
demokratycznej zawiści', ciągłego jątrzenia różnych 
warstw społecznych, a ten patryotyzm na czerwono 
zabarwiony bywa często nienawiścią rodaków, jest 
duchem przeczenia. Jedni i drudzy gotowi zginąć dla 
sprawy narodowej, ale żyć w kraju, wszystkich wkoło 



Digitized by VjOOQIC 



362 PUŁAWY. 



jednoczyć, wszystko popierać co ma dobro publiczne 
na celu, to najrzadszy rodzaj miłości ojczyzny. 

Bywa on dziś często wypływem poczucia obo- 
wiązku — u Artura Potockiego i jego małżonki pły- 
nął z serca, upodobania, usposobienia. Były to więcej 
jeszcze przymioty natury niż objawy cnoty publicznej. 
A więc najpierw gościnność, na szerszą niż staropolska 
stopę, chęć i potrzebą otaczania się, jednoczenia, ztąd 
zabawy nie dla przepychu i impozycyi, ale dla roz- 
weselenia całego miasta. Następnie hojność w miło- 
sierdziu, w potrzebach publicznych i w pomocy pry- 
watnej. I dwa jeszcze wielkie przymioty znamionowały 
Artura Potockiego i przeszły spuścizną w ród: pa- 
tryotyzm jego zwrócony w pierwszej linii do Krakowa 
był, że tak powiemy, historyczny i etnograficzny, czyli 
że umiłował stare mury i wszystko co nadaje histo- 
ryczną cechę tej stolicy, i że odczuwał całą poezyą 
ludu krakowskiego, jego obyczajów, tradycyj, ob- 
chodów. 

Konik zwierzyniecki, Emaus, Rękawka, majówki 
studentów, odpusty na Zielone Świątki na Bielanach, 
wianki świętojańskie, wesela krakowskie i kuligi: w tern 
wszystkiem uczestniczył z rozkoszą ten wielki pan, 
i uważał się za gospodarza rozrzucając wszędzie złoto 
i dobre słowo, podejmując całą młodzież liceów i uni- 
wersytetu, obmyślając uciechy dla dziatwy, żaków, 
pauprów i całej ludności krakowskiej. Wyższe znów 
gromadził towarzystwo w swym pałacu, lub gdy i ten 
dom był za ciasny, w najobszerniejszej sali. jak wówczas, 
gdy już śmiertelnie chory przed wyjazdem za granicę 
urządził pożegnalny bal kostiumowy w hotelu Knotza. 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 363 

Odezwały się tradycye Puław, z któremi Artur Potocki 
był złączony bliskiem pokrewieóstwem, gdy wystąpiły 
postacie historyi polskiej, alegoryczne figury i typy lu- 
dowe wszystkich zakątków ziemi polskiej. Nie będziemy 
wymieniać fundacyj i hojnego szafunku na cele pu- 
bliczne, kościoły, domy i zakłady ubogich. 

Nie było to tylko szerokie serce i szlachetna 
fantazya wielkiego pana — syn erudyta i myśliciela, 
jakim był Jan Potocki miał także pan Artur wyższe 
wykształcenie. Zwłaszcza w rzeczach sztuii zostawił 
dowody umiejętności i znawstwa. JeśU od Tadeusza 
Czackiego i księżny jenerałowej zaczyna się kolekcyo- 
narstwo starożytności, to od Artura Potockiego po- 
czyna się w Krakowie poszanowanie zabytków, tam, 
gdzie je przeszłość zostawiła. Sejmowi wolnego miasta 
przedłożył projekt komisyi opiekuńczej nad pomnikami. 
Projekt nie przyjęty, ale na ratuszu krakowskim za- 
trzymuje się poprzedni kierunek burzycielski. Zakupno 
całej galeryi z jednego pałacu patrycyuszów w We- 
necyi zapełniło pałac „pod Baranami" dziełami sta- 
rych mistrzów włoskich. Dwuletni pobyt po ożenieniu 
w Paryżu dał sposobność do cennych nabytków. Pan 
Artur zamierzał w Krzeszowicach wznieść zamek we- 
dług najlepszych wzorów i zapełnić go dziełami sztuki. 
Planów przygotowanych wczesna śmierć nie dozwoliła 
wykonać, nadeszły tylko z Francyi mnogie paki z bron- 
zami, meblami, makatami, liońskiemi materyami zamó- 
wione przed upadkiem Napoleona do jednego z zam- 
ków cesarskich, zakupione w ostatnich latach życia 
przez Artura Potockiego, a wydobyte z pak w pół wieku 
później po zgonie czcigodnej jego wdowy. 



Digitized by VjOOQIC 



364 PUŁAWY. 

Zasługą Artura Potockiego, że nową rezydencją 
wielkopaóską założył w kraju wbrew prądom ku za- 
granicy, że zrozumiał na czem wpływ w zmienionych 
warunkach oprzeć należy, że stworzył społeczną tra- 
dycyą domu i rodu, towarzyskich obowiązków i ducha 
ofiary w potrzebach publicznych, tradycyą, którą wdowa 
i syn utrwalili i przez pół wieku z górą coraz szerzej 
rozwijali. 

Biedni ludzie, co nędza w swem łonie was kryję. 
Zanurzcie się w łzach żalu, Artur już nie żyje! 
Artur, wasz dobroczyńca, wasz przyjaciel drogi. 
Jakich niegdyś wznosiła ludzkość między bogi. 

„Tym wierszem nie dworzanin lub pochlebca, 
lecz mąż tej zasługi i powagi jak infułat Łańcucki, 
oznajmiał miastu bolesną stratę pierwszego obywatela", 
tak pisze autor Pamiętnika o życiu towarzyskiem Kra- 
kowa (J. Louis). 

Sprowadzono zwłoki zmarłego we Włoszech, 
pogrzeb był jednym z najuroczystszych i najrzewniej- 
szych. Żałobna wdowa naznaczyła dzień ten wieloma 
fundacyami. Obok trumny matki złożono zwłoki hr. 
Artura pod kaplicą Potockich na Wawelu. 

Obok pałacu „pod Baranami" państwa Arturów, 
książę Henryk Lubomirski ożeniony z Teresą Czarto- 
ryską córką księcia stolnika litewskiego, osiada na zimy 
w Krakowie w pałacu Krzysztofory. Nieco odmienny 
to typ wielkopański, o kilka lat starszy od pana Artura, 
wychowanek swej stryjenki księżny marszałkowej, sta- 
nowił wzór wielkiego tonu europejskiej salonowości 



Digitized by VjOpQ IC 



KKAKÓW POROZBIOROWY. 365 

a polskiej serdeczności. Powierzchowność i obejście 
czarujące — gdy był dzieckiem tak był pięknym, że 
panie Le Brun i Angelica Kaufmann kilkakrotnie go 
portretowały w postaci kupidyna, a jeden ze zna- 
komitszych rzeźbiarzy wykonał w marmurze posąg. 
Reprodukcye portretów i posągu były poszukiwane 
w owych czasach i dostały się nawet do petersbur- 
skiego Ermitażu. W młodzieńczych latach wychowywał 
się w Paryżu, przed epoką teroryzmu — miał dobór 
nauczycieli, jednym z nich był późniejszy dyplomata 
przyboczny Stanisława Augusta PiatoUi, po nim Fran- 
cuz Massot towarzyszył młodemu księciu w podróżach. 
We wszystkich stolicach europejskich posiadał szero- 
kie stosunki odziedziczone po księżnie marszałkowej 
i mnogich przyjaciół zdobytych własnym urokiem. 
Wszędzie go zwano Virresistible. Zarówno wśród ary- 
stokracyi francuskiej, belgijskiej, angielskiej zaprzyja- 
źniony, jak odznaczany na dworze wiedeńskim, gdzie 
księżna marszałkowa miała wyjątkowe stanowisko. 
Małżonka cesarza Franciszka zaprzyjaźniona ź księżną 
marszałkowa odznaczała także i jej bratanka, lecz 
mimo wielkiego powodzenia na dworze wiedeńskim za 
młodych lat, Henryk Lubomirski po kongresie, gdy 
metternichowskie rządy coraz dalej pchały do reakcyi, 
nie uszedł podejrzenia a utraciwszy względy dworu 
i sfer rządowych, zachował stosunki ze sferami ary- 
stokratycznerai i politycznemi Wiednia, Pesztu i Pragi, 
do których odnieść należy pierwsze punkta porozu- 
mienia. Gdy jakiś proces spowodował księcia Henryka 
do podróży do Petersburga, rozstrzygnienie sprawy 
spornej zdecydował charakterystyczny przypadek. Książę 



Digitized by VjOOQIC 



366 PUŁAWY. 



na prospekcie newskim spotkał cara, a był to już nie 
Aleksander ale Mikołaj. Znając gdzieś z zagranicy 
księcia zbliżył się do niego, rozpoczął rozmowę, a gdy 
książę spacerował w tużurku trzymając na ręku paltot, 
cesarz zwrócił jego uwagę, że czas jest chłodny i przy- 
trzymał mu paltot do wdziania. Okoliczność ta wy- 
starczyła, że w tej chwili proces był Wygrany, nie dla- 
tego, że był najsłuszniejszy i sprawiedliwy, lecz że 
tłumy spacerujących patrzyły, jak car podawał paltot 
księciu polskiemu. Zwano też tę spraWę Tayfatre du 
paletot. 

Ten urok i powab zewnętrzny, ta kultura euro- 
pejska i wielkoświatowa pokrywała najzacniejszą du- 
szę i gorące polskie serce. Henryk Lubomirski był 
kochany i wielbiony powszechnie, przekazał też tę mi- 
łość i cześć współrodaków synowi. Politycznej roli nie 
odegrał, równie jak Artur Potocki, bo czasy tego nie 
wymagały^ nie dopuszczały, ale jeśli pan Artur działał 
na społeczność krakowską, Henryk Lubomirski wy- 
wierał więcej wpływ zbliżenia między krajem a świa- 
tem zagranicznym. Bratanek księżny marszałkowej 
bardziej jeszcze sercem niż pokrewieństwem złączony 
z rodziną Czartoryskich, a dziedzic Przeworska z są- 
siednią Sieniawą w najbliższych zostawał stosunkach 
i miał niejedne stronę wspólną z całym światem 
Puław. 

Wstąpimy jeszcze do Przeworska przepełnionego 
dziełami sztuki, w przeważnej części ze spuścizny księ- 
żny marszałkowej pomnożonemi nabytkami i zbiorami 
księcia Henryka, który był i znawcą i miłośnikiem 
rzeczy pięknych. Układ z J. Maks. Ossolińskim, a po 



Digitized by VjOOQIC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 367 

jego- zgonie kuratorya biblioteki otwarła pole do sta- 
rań i zajęć naukowych i artystycznych, które Lubo- 
mirski podejmował z zapałem i z wyższą narodową 
myślą. W czasie powstania 1831 r. był on powołany 
przez współobywateli do przewodnictwa w komitecie 
pomocy obejmującym całą Galicyą. Wtedy. liczne sto- 
sunki wiedeńskie z młodości zachowane niemało przy- 
czyniły się do życzliwego stanowiska rządu wobec po- 
wstania, do poruszenia spóźnionej misyi jenerała Gabogi 
i do względów wobec napływu emigracyi w pierwszych 
jej latach. 

Szkic towarzystwa i salonu krakowskiego wy- 
magałby obszerniejszego pamiętnika, aby się tradycye 
nie zatarły. Naznaczywszy zaledwie przewodniczące 
postacie i pierwiastki wpływowe, kończyć musimy tę 
wycieczkę wymienieniem tych domów, które tu zwolna 
się gromadziły. Państwo Alfredowie Potoccy spędzili 
kilka zim w Krakowie za życia pana Artura, później 
pociągnięci życiem dworskiem do Wiednia. Pani Ale- 
ksandrowa Potocka, naznaczy później wpływ niezwy- 
•kłej miary wykształcenia i darów towarzyskich, gdy 
tu z Zatora założy swój salon jako jenerałowa Wąso- 
wiczowa. Dom prezesa Wodzickiego uświetnia uroda 
i wdzięk pięciu córek, z których Helena wzbudzała 
poetów porównania do bohaterki Homera, a siostra 
jej Aniela piękniejszy od tych hołdów galanteryi otrzy- 
mała w dniu ślubu z Zygmuntem Działyńskim podarek 
we wzniosłym wierszu biskupa Woronicza: 

Anielo! Król aniołów^ Bóg i człowiek razem 
Niech cię w tajnikach serca uczy tym obrazem, 



Digitized by VjOOQIC 



368 PUŁAWY. 



Ile Go kosztowało ród człowieczy zbawić 
Odziać go swojeiu bóstwem, obok siebie stawić. 

W Jego szkole zrozumiesz, na czem wielkość stoi 
Świat ją w dumę, bogactwa i rozkosze stroi; 
Ten mistrz uczy: że żadna znikomość przechodna 
Ani ciebie ukoi, ani ciebie godna. 



Jak z pożerczych płomieni wynijść bez obrazy 
Tonąć w świecie i świata nie zaciągnąć skazy. 
Próżności się uśmiechać i od niej odwykać 
Nogą poziom pomiatać, sercem niebios tykać. 

Prześliczny wiersz do Anieli, którego parę przy- 
taczamy strof, jak najczystsza krynica popłynął w ten 
ogród nadobnych dziewic i młodych niewiast a oczy- 
szczając z namułu przeszło wiecznych pojęć i obycza- 
jów, dokonał więcej niż poezya romantyczna i wcze- 
^iej niż ona, bo pobudził nową wiosnę najszlache- 
tniejszych uczuć — on to dał wzniosły nastrój kobiecie 
w społeczności Krakowa. 

Linia starosty krakowskiego, w tym samym domu 
na rynku, z którego Stanisław August przyglądał się 
ilustracyi, przed którym Kościuszko wraz z jenerałem 
Wodzickim odbierał od żołnierzy przysięgę, utrwaliła 
swój tradycyjny wpływ przez wielkie towarzyskie przy- 
mioty hr. Józefa Wodzickiego i jego małżonki Petro- 
neli z książąt Jabłonowskich. 

Domy wymienione stanowią jakby punkta kry- 
stalizacyjne około których po kongresie nowa tworzy 
się społeczność krakowska. Grupuje się ona w trzech 



Digitized by vJiOOQ IC 



KRAKÓW POROZBIOROWY. 369 



kategoryach czy sferach: wielkiego świata, świata szla- 
checkiego i ś^viata mieszczańskiego. Niema ścisłej granicy 
między dwoma pierwszemi kategoryami, a wyłączno- 
ścią odznacza się pełen starych tradycyj patrycyuszów, 
świat mieszczański, naówczas jeszcze zamożny i soli- 
darnie zjednoczony, a bardziej niż arystokracya nie- 
przystępny. Niestety, znikły dziś stare firmy kupców 
krakowskich i rody wymarły, lub też ustępując przed 
zalewem żydowskiej konkurencyi, wbrew tradycyi cives 
cracovien$is nobili par zeszlacheciały osiadając po 
wsiach. 

Wiele ciśnie się pod pióro imion osób, co były 
ozdobą salonu krakowskiego w tym pierwszym jego 
okresie i zostawiły liczne wspomnienia: poeta Jan 
Mieroszowski sypiący kwiaty i kadzidła dla dam a czę- 
sto nader uszczypliwemi darzący epigramami mężczyzn, 
wielu wojskowych z wspomnieniami Kościuszki i księ- 
cia Józefa jak bracia Paszkowscy jenerał i major, se- 
nator Floryan Straszewski , czynny, przedsiębierczy 
i towarzyski a założeniem plantacyj na zawsze pamię- 
tny. Świetne typy elegancyi jak bracia Mole i Paweł 
Wielopolski. Wymieniać wszystkich zadługo, snuje się 
to pasmo tradycyj towarzyskich Krakowa w ramach 
kilkunastu domów i w ogniwach trzech pokoleń, a za- 
chowuje pierwotne znamiona, wielkiej rodziny o bliż- 
szych lub dalszych szczeblach powinowactwa i koli- 
gacyi.. A im mniej tu bywało zmian, tem silniej za- 
znaczała się odrębna typowość. 

Tę tjrpowość ma dawny urzędnik z czasów wol- 
nego miasta, ma ją hterat, mieszczanin i ten, co się 

Puławy T. III 24 



Digitized by VjOOQIC 



870 



PUŁAWY-. 



do arystokratycznego zalicza koła. Dopiero ostatnie 
czasy napływem z innych prowincyi zacierają tę od- 
rębność świata krakowskiego, która obok pewnej mo- 
notonii miała właściwy sobie urok ścisłego zjednoczenia 
i daru przechowywania tradycyjnych związków i wspo- 
mnień. 




Digitized by VjOOQ IC 



LWÓW i GALICY A. 



(Lwów. — Jego znaczenie w przeszłości. — Społeczeń- 
stwo. — Literaci. — Poeci. — Łańcut. — Przeworsk. — 
Sąsiedztwa. — Wpływ Sieniawy). 



Digitized by VjOOQIC 



Digitized by VjOOQIC 




VII. 




ielu mniema, że historya i rozwój miasta 
Lwowa zaczyna się dopiero z chwilą pier- 
wszego rozbioru. Rząd austryacki jak nadał 
antihistoryczną nazwę królestw Galicyi i Lodomeryi 
nowej swej anneksyi, wywodząc ją od wrzekomych 
praw królów węgierskich do części Rusi, przeciw czemu 
uczony Łojko w swej rozprawie protestował, podobnie 
chciał ustanowić nową stolicę władz w mieście bez 
tradycyi. Ważył się zrazu wybór między Stanisławo- 
wem, Jarosławiem a Lwowem. 

Siedziba trzech arcybiskupów nie mogła być za 
polskich czasów bez znaczenia. Z wszystkich miast na 
Rusi Lwów od dwóch ostatnich wieków inne prześci- 
gnął. Do odległej archeologii zaliczyć się da tradycya 
grodu Lwa, jako drugiej po Haliczu stolicy dawnych 
książąt ruskich, ale i polska tradycya nie przesiąknęła 
tu głęboko różno - plemiennej i różno -wyznaniowej 
ludności, choć jej śladów i pamiątek tu nie brak. Lwów 
przewyższał w epoce rozbioru zamożnością i liczbą 
mieszkańców starą stolicę Piastów i Jagiellonów. Kra- 
ków od czasów Zygmunta III stał się już tylko mia- 



Digitized by VjOOQIC 



374 PUŁAWY. 

stem koronacyjnem, żył wspomnieniami, patrycyat 
miejski utracił dawny wpływ, starożytne pałace i domy 
przypominały czasy Kmitów, Zborowskich, Tenczyń- 
skich; nowe tu nie przybywały rezydencye, chyba pa- 
nów i szlachty z bUższych stron jak Wielopolscy, Mor- 
sztynowie, Dembińscy, Wodziccy. Równocześnie ze 
stopniowym upadkiem Krakowa przez XVII i XVIII wiek 
podnosi się znaczenie Lwowa ; oddalenie od Warszawy 
sprawia, że tu tworzy się punkt środkowy dla wielkich 
możnowładców, osiadłych na Rusi: Żółkiewskich, Ko- 
niecpolskich, Sobieskich, Sieniawskich, Potockich, Rze- 
wuskich. Fundacye kościołów z XVII zwłaszcza stule- 
cia i nie jeden okazały dom przywodzi na pamięć te 
nazwiska i tradycye, które jeśli w Krakowie są kró- 
lewskie, to we Lwowie wywołują postacie hetmanów, 
jak pobliskie pobojowiska świadczą o ich czynach. 
Lecz choć przebywają tu niekiedy wielkie rody, spo- 
łecznego nie wywierają wpływu. 

Lwów był przedewszystkiem magazynem i główną 
stacyą na wielkiej drodze handlu Zachodu z Wscho- 
dem, i dlatego miał on oddawna cechę kosmopolityczną. 
Mieszczaństwo niemieckie, jak we wszystkich naszych 
miastach, nie przesiąka polską cywilizacyą jak patry- 
cyat krakowski, bo o wiele świeższej daty, nie zaznało 
wpływu dworu, ani wpływu jagiellońskiej akademii, 
a odświeża się ustawicznie nowym przybytkiem współ- 
plemieńców i wzmacnia sojuszem z żydowską ludno- 
ścią. W chwili rozbioru w Iwowskiem mieszczaństwie 
żywioł niemiecki przeważa, a obok niego osobne two- 
rzą kolonie Ormianie, Wołosi; jest nawet kolonia 
włosko-francuska, która podlega tylko jurysdykcyi kon- 



Digitized by VjOOQ IC 



LWÓW I GALICYA. 375 



sula weneckiego. Lud ruski nie ma najmniejszego po- 
czucia swej odrębności i pierwotności w tym kraju, 
ale w sferach cerkiewnych tkwi pociąg ku wschodowi 
i śmeże jeszcze wspomnienia prawosławia. 

Zmiana rządu, napływ urzędników z Czech i Nie- 
miec wzmacnia odrazu tę przewagę niemczyzny, a ger- 
manizacya stolicy galicyjskiej w pierwszych zaraz dzie- 
siątkach lat stała się faktem dokonanym. I nie było 
się czem przeciw niej bronić, bo nigdy Lwów nie był 
ogniskiem ducha i literatury polskiej, a uczeni i pisarze 
nie mieli tu dla siebie pola. 

W pośród reform Józefa II są dwie, którym nie 
można zaprzeczyć, że wypłynęły z idei prawdziwego 
postępu i miały spełnić to, co zaniedbały polskie rządy: 
organizacya uniwersytetu i utworzenie seminaryum dla 
duchowieństwa unickiego. Ale uniwersytet od początku 
jest wyłącznie niemiecki, a seminaryum ruskie w du- 
chu józefińskim ma stać się gniazdem nowej kasty 
klerykalno-biurokratycznej. 

Po pierwszym rozbiorze stolica Galicyi przedsta- 
wia towarzyską a poniekąd i polityczną walkę między 
żywiołami przedstawiającemi niezawsze w korzystnym 
świetle tradycye narodowe a temi. Które już pocią- 
gnęła ku sobie ponęta nowego porządku rzeczy. Wi- 
dzimy w pierwszym obozie taką charakterystyczną postać 
jak pani Kossakowska, która nie zakończywszy zaciętej 
walki przeciw „stolnikowi litewskiemu", jak zwała króla 
Stanisława Augusta — staje teraz na czele malkon- 
tentów i jest postrachem komisarzy cyrkularnych, 
kreishauptmanów, samych nawet gubernatorów. Ko- 
bieta to wyższego umysłu i silnej woli — gardząca 



Digitized by VjOOQIC 



376 PTTŁAWY. 

wszelką obczyzną, nawet mową cudzoziemską, wielka, 
jakby ją nazwał który ze starych kronikarzy „rządzio- 
cha" — ma obok dumy rodowej gorące uczucie polskie. 

Typ starosty kaniowskiego znajduje tu jeszcze na- 
stępców w Kalinowskim i innych, którzy dawną sa- 
mowolę polityczną stosują do wybrykó\y, szaleństw 
i oryginalności, niekiedy zdrożnych i wstrętnych. Są 
i ludzie wyższej ogłady i naukowej kultury, synowie 
XVIII wieku jak Aleksander Batowski zaprzyjaźniony 
ściśle z księżną kurlandzką a zajmujący się rzeczami 
naukowemi, wielki podróżnik i erudyt, jak Kazimierz 
Rzewuski, przyjaciel Puław. Żyje jeszcze regimentarz 
Starzeóski bliski niegdyś towarzysz hetmana Klemensa 
Branickiego. Jest pan Mi er wielkiej ogłady, dowcipu 
i oryginalności. Świetną elegancyą w stroju polskim 
słynie hr. Kuropatnicki , który w Janie Stadnickim 
zBoratyna znajdzie swego następcę. Jan Kanty Stadni- 
cki zajmie zaszczytnie krzesło prezesa sejmu stanowego, 
a w wydziale stanowym znajdzie uzdolnionych kole- 
gów w Bąkowskim i Łukaszu Dąmbskira, który zbiera 
bibliotekę i galeryą obrazów. Nieco później Izydor 
Pietruski wielką zacnością, roztropnością polityczną 
i dokładną znajomością stosunków kraju i stosunków 
nowej administracyi oraz praw austryackich, otworzy 
szereg tych mężów, którzy w czasach absolutyzmu 
i biurokracyi nie założą rąk i podnosić będą ze Lwowa 
w stanowczych chwilach głos w obronie interesów 
kraju. 

Na tronie metropolitalnym unickim po Szeptyckich 
i Szumlaóskich zasiadł Piotr Bielański nawskróś pol- 
skiego ducha i szlacheckiego obyczaju. Po Sierakowskim, 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALICYA. 377 

Wacławie Ankwicz arcybiskupem łacińskim, w krótkim 
czasie opuści stolicę lwowską dla arcybiskupstwa prag- 
skiego, aby w zamian Czech Pischtek zacny kapłan 
ale rażący na kościelnem dygnitarstwie w kraju pol- 
skim, stał się niejako próbą, czy germanizacyą nawet 
na polu kościelnem nie dałaby się zaszczepić. 

W tem społeczeństwie Lwowa nie brak jedno- 
stek charakterystycznych i znaczących, ale brak spójni 
i brak w tradycyach miasta podstawy do zjednoczenia. 
Księstwo Czartoryscy i Ossoliński podtrzymują ducha 
narodowego, lubo z politycznych względów i stosun- 
ków z dworem od opozycyi odwodzą. 

Na innem miejscu wspomnieHśmy o podniesieniu 
ducha polskiego i o zbhżeniu z zapomnianą już War- 
szawą w sferach nowej arystokracyi galicyjskiej, gdy 
przybywał do Lwowa z małżonką feldmarszałek au- 
stryacki, osobisty cesarzów przyjaciel, a zarazem do- 
stojnik Rzeczypospolitej i poseł na sejm polski. Z prze- 
glądu korespondencyi naukowej, widzieliśmy już, że 
książę jenerał nie był bez wpływu na postanowienie 
J. M. Ossolińskiego, aby we Lwowie utworzyć biblio- 
tekę polską, a więc pierwsze to ognisko ducha i cy- 
wilizacyi narodowej. 

Nadto książę jenerał rozciąga swoje opiekę, pro- 
tekcyą i daje zachętę kierownikowi innej instytucyi, 
mającej pobudzać gasnącą polskość. Bogusławski, do- 
znawszy skutkiem wojny 1794 roku dotkliwych strat, 
przenosi się ze swą trupą sceniczną do Lwowa. Książę 
wyrabia mu swym wpływem u gubernatora bar. Goess 
pozwolenie przeniesienia rekwizytów teatralnych bez 
cła, przychodzi mu z zasiłkiem pieniężnym, a sam 



Digitized by VjOOQIC 



378 pur.AWY. 

będąc komedyopisarzem wzbudza w wyższych kołach 
towarzyskich zamiłowanie sceny. W tekach korespon- 
dencyi puławskiej spotkaliśmy też kilka listów Bogu- 
sławskiego z dziękczynieniem i błogosławieństwami 
pisanych do księcia jenerała w tej epoce ze Lwowa, 
których tu nie przytaczamy ze względu na brak treści 
literackiej a zbytnią uniżoność stylu. 

Do ulubionych dysertacyj naukowych znajduje 
książę Czartoryski we Lwowie towarzysza. Jest nim 
mecenas Józef Dzierzkowski. Nie jest to już palestrant 
dawnego kroju, choć szlachcic kontuszowy, wielkiej 
zażywający wśród obywatelstwa powagi i miru. Obe- 
znany z nowemi prawidłami i słynny z biegłości jury- 
sta, wzywany bywa do rady ilekroć chodzi o jakiś 
memoryał do Wiednia, bo głowa to ministeryalna i dy- 
plomatyczna, a kiedy pan Dzierzkowski ułoży jakiś akt, 
jakąś remonstracyą, zwłaszcza w porozumieniu z panem 
Izydorem Pietruskim, to już pewny sukces. Jako adwo- 
kat fori nobilium Dzierzkowski nie łatwo przyjmował 
sprawy, ale gdy je uznał godnemi swej obrony nie 
zdarzyło się nigdy, aby kiedykolwiek przegrał proces, 
a krążą pod tym względem liczne anegdotyczne po- 
dania. 

Obok zdolności prawniczych, posiadał nasz me- 
cenas zamiłowanie do historyi ojczystej i pisywał 
rozprawy historyczne. Będąc prawnym doradcą księ- 
cia, stał się wnet jego poufnym przyjacielem i nauko- 
wym korespondentem. 

Dzierzkowski lubił w materyach historycznych 
dyskusyą a książę chętnie podnosił rękawicę. Spór 
uczony powstaje o tę samą kwestyą, a którą i dziś 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALTCYA. 379 



historycy się wadzą — o Zygmunta Augusta i jego 
historyczny charakter. Książę, rzecz dziwna, wbrew 
poglądom naruszewiczowskiej szkoły, staje na stano- 
wisku dzisiejszego hyperkrytycyzmu i jest tu oskarży- 
cielem ; — Dzierzkowski nie wychodzi ze swej roU 
obrońcy. 

Na obronę Dzierzkowskiego dopisuje książę na 
marginesie listu: „to zdanie o Zygmuncie Auguście 
w liście niniejszym jest żartem między mną a p. Dzierz- 
kowskim; nadto jest tenże światły obywatel znanym 
z rzadkiego rozsądku i przenikliwości, jakżeby mógł 
kto wierzyć, że doprawdy daje pochwały Zygmuntowi 
Augustowi, inaczej jak dla zabawnego przekomarzania 
się, jak się zwyle dzieje w poufałości biesiadnej spo- 
łeczności. Umie on doskonale cenić Zygmunta Augusta 
i widzi w nim ten ostrowidz nic nieznacżącego czło- 
wieka i wzgardy godnego króla (!) którego gnuśne 
panowanie stało się źródłem następnych nieszczęść 
i poniżeń Polski, kończących się jej zniszczeniem'^ 

Na zbyt surowy ten sąd, Dzierzkowski przesyła- 
jąc księciu swą rozprawę o Janie Tarnowskim, odpo- 
wiada żartobliwie: „pojednaj się książę z Zygmuntem 
Augustem, z którym masz związki krwi jednego rodu". 

Puławy, a raczej bliższa Sieniawa, w ostatnim 
dziesięcioleciu życia rezydencya stała księcia jenerała 
przenosi w tę najwcześniej oderwaną dzielnicę i nowo 
kreowaną- stolicę Galicyi wiele pierwiastków umysło- 
wego ruchu Warszawy, nietylko utrzymuje łączność 
między ludźmi naukowymi z przedrozbiorowych cza- 
sów, ale nieustannie uprawia rolę i rzuca ziarno na 
nowy posiew. 



Digitized by VjOOQIC 



380 PUŁAWY. 

z uczonych mających już ustalone imię do Ga- 
licyi się przenosi ks. Siarczyński, dawny sekretarz księ- 
cia, którego daremnie swojemi wpływami chce on 
posunąć na nowo utworzone biskupstwo tarnowskie, 
a gdy te starania są bezskuteczne, oddaje mu książę 
beneficyum w Jarosławiu. Proboszcz jarosławski ks. 
Siarczyński jest tem dla Sieniawy, czem był Piramo- 
wicz proboszcz w Końskiej Woli dla Puław, najulu- 
bieńszym gościem i towarzyszem, przypomnieniem prac 
z epoki komisyi edukacyjnej i do ostatka dni księcia 
jakby kontynuacyą tych samych starań, dążeń, myśli 
i celów. O częstych też odwiedzinach u proboszcza 
w Jarosławiu, o długich pogadankach i dysertacyach 
naukowych sędziwego w zgrzybiałość wpadającego 
księcia z dawnym powiernikiem, wspomina Prek i inni 
w pamiętnikach i listach. 

We Lwowie Wojciecha Bogusławskiego zastępuje 
J. N. Kamieński i naznacza w utworach scenicznych 
i kierownictwie teatru nowy okres. Któż w „Krako- 
wiakach i Góralach" nie pozna tej samej nuty, która 
tak często grała w Puławach na ton i nastrój reform 
społecznych zainaugurowanych na wielkim sejmie, i dal- 
szego ich rozwoju przez ludową dążność kościuszkow- 
skiego powstania. Jest to utwór mimo swych wad 
bardzo znaczący w literaturze i w kierunku pojęć 
społeczno-narodowych. Od słynnej Matki Spartanki 
Kniaznina snuje się okolicznościowy dramat, mający 
budzić poczucia narodowe i tendencye społeczne, w Pu- 
ławach ma stałe swe ognisko, ztąd przenosi się do 
miast, wyprowadzając zaś na scenę postacie history- 
czne Łokietka, Kazimierza Wielkiego, Kościuszkę lub 



Digitized by VjOOQ IC 



L. 



LWÓW^ I GALICYA. B8l 

cały szereg bohaterów jak w Wiśliczankach, wytwarza 
osobny rodzaj, który w Krakowiakach i Góralach Ka- 
mieńskiego przechodzi z pola historycznego na pole 
współczesne. 

Niejedno zarzucićby można melodramatycznej de- 
mokracyi tego utworu, ale że w nim tętno narodowe 
i ludowe drga silniej niż we wszystkich poprzednich, 
stwierdza sama już ta okoliczność, że dziś jest równie 
popularne jak przed siedmdziesięciu laty. Ma ten 
utwór jeszcze i pod tym względem ważne znaczenie, 
że wyprzedza o lat dwadzieścia pierwszy rozkwit poe- 
zyi romantycznej, że stanowi przeciwieństwo z tem 
wszystkiem, co w Warszawie dla sceny pisano w wa- 
runkach ścisłego klasycyzmu. 

Kto pierwsze pierwiastki polskiego romantyzmu 
ściśle badać będzie, ten przyznać musi, że Uteratura 
galicyjska zwraca się najwcześniej na te tory, że Lwów 
poniekąd wyprzedza Wilno, choć na innych drogach 
i pod innymi wpływami na nie natrafia. 

Z jednej strony jest to skutek niewątpliwy szkoły 
puławskiej czyli tych poetów, którzy w tem ognisku 
tworzyli i śpiewali za popędem uczucia narodowego 
zdała od powag szkoły warszawskiej. 

Z drugiej zaś strony na uniwersytecie lwowskim, 
gdzie była pierwotnie katedra historyi i literatury pol- 
skiej, następnie usunięta, ale gdzie była zawsze do- 
brze obsadzona katedra literatury niemieckiej, młodzież 
miała wcześniej sposobność poznania Schleglów i Les- 
singa, Klopstocka i Schillera. Kiedy Kamieński tłómaczy 
Pieśń o Dzwonie i Balady Schillerowskie, Chłędowski 
równocześnie z Brodzińskim pisze rozprawy ,,0 poezyi 



Digitized by VjOOQIC 



382 PUŁAWY 

i poetach" i śmielej niż profesor warszawski przechyla 
szalę ku angielskim i niemieckim wzorom a przeciw 
francuskiej rutynie. 

Pod względem filozofii jeszcze Warszawa nie 
wzięła zupełnego rozbratu z encyklopedystami, a je- 
den tylko J. K. Szaniawski próbuje popularyzować 
Kanta; we Lwowie Chłędowski i Kamieński ulegają 
„kantomanii^ jak tę nową doktrynerską zarazę zwykł 
nazywać stary książę, przeciwnik równy wolteryanizmu 
co niemieckiej metafizyki, i obaj piszą wcześnie roz- 
prawy treści transcendentalnej, uprzedzając o całą ge- 
neracyę naszych filozofów przerabiających Hegla. 

Lecz wpływ niemiecki na umysły młodzieży pol- 
skiej działa tu dwojako: przez szkołę i uniwersytet 
dając substrat naukowy oraz prawem reakcyi, gdy po- 
pycha zwłaszcza pisarzy młodego pokolenia ku ruchowi 
słowiańskiemu, obudzonemu jak już widzieliśmy przez 
inspiracyę polską z Wiednia w promieniach Pragi i Za- 
grzebia. Hanka odkrywa Królodworski Rękopism, któ- 
rego pewnych części autentyczność dziś zaprzeczana. 
Wrażenie było silne, a Zabój Sławoj i Ludjek wyrośli 
w poetycznej wyobraźni młodzieży na wyżynę homero- 
skich epizodów prastarej słowiańszczyzny. Wydobyto 
również zapomniane pieśni serbskie o królu Łazarzu 
i królewiczu Marku, do których KoUar dorzuca zbiór 
nowych poezyj serbskich i przypomniano staroruską 
epopeję „Wyprawa Igora na Połowców*, zwracano 
się też wpierw do Nestora niż do Długosza. Młodzież 
lwowskiego uniwersytetu rzuca się między 1820 a 1830 
rokiem na to nieznane pole: wszystko tu chwytają mło- 
dzi poeci jakby porzucone i odgrzebane na staroży- 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALICYA. 383 



tnych pobojowiskach ludów słowiańskich oręże, łuki 
i tarcze, aby nimi bronić się i zasłaniać od coraz to 
groźniejszego zalewu germanizacji. Józef i Leszek Bor- 
kowscy, Lucyan Siemieński i August' Bielowski prze- 
kładają zabytki pierwotnej poezyi słowiańskiej. 

Do poezyi gminnej zwrócili się już wcześniej ci 
co poszli torem wskazanym przez badacza starożytnych 
i etnograficznych pierwiastków słowiańskich Zoryana 
Chodakowskiego i zbierają klechdy, pieśni, legendy 
i przysłowia Tymon Zaborowski, Wacław z Oleska, 
Ludwik Nabielak, Wincenty Pol. Stanisław Starzyński 
wyprzedza Berangera, niekiedy jak on swawolny 
w dowcipie, niekiedy satyryczny, często rzewniejszy od 
pieśniarza francuskiego jak w znanej pieśni : ^Na 
wschód patrząc swym zwyczajem . . . '' Ludwik Jabło- 
nowski i Kikiewicz śpiewają lirycznie — wszyscy mają 
cechę romantyczną. Od poezyi na pole powieści prze- 
chodzą wychowanek Puław Bernatowicz i Dominik 
Magnuszewski. 

Zgoła gdy porównamy i polot i liczbę, orszak 
młodych poetów we Lwowie i na Rusi gahcyjskiej 
wytrzyma porównanie z orszakiem poetów wileńskich. 
Jednego im tylko brakowało, aby zgodnym odezwać 
się chórem, aby zabrzmieć wielką pieśnią wstrząsającą 
całem społeczeństwem, brak temu zastępowi wodza, 
brak Adama Mickiewicza. 

Nie mógł go zastąpić potężny talent napoleoń- 
skiego oficera, który także z początku o liryczne ude- 
rzał struny. Aleksander Fredro odrębne zajmuje sta- 
nowisko, gdy wśród smętnych lub burzliwych porywów, 
on odradza humor polski i rzeźbi szereg pomników 



Digitized by VjOOQIC 



384 PUŁAAW. 

z typów narodowych i wprowadza na widownią sceny 
taki spór o mur graniczny mający wiele analogii z osta- 
tnim zajazdem na Litwie. Wiadomo, że wiekopomne, 
bo wytrzymujące wszelką próbę czasu komedye Fredry 
nie odpowiedziały usposobieniu i tendencyom młodych 
pisarzy, a krytyki Nabielaka i Bielo wskiego na długo 
wytrąciły pióro z ręki polskiego Moliera, który zresztą 
najmniej ze. wszystkich był romantykiem, najwięcej 
w toku wiersza i w całym układzie swych utworów 
klasycznych trzymał się reguł. Wincenty Pol lubo żył 
w tem gronie i do tej zalicza się generacyi przedpo- 
wstańczej, jeszcze wierszy nie pisał, pierwsze pieśni 
śpiewał na obozowiskach powstania listopadowego 
a zapisywał na żołnierskim czaku zamiast pulpitu. 

W roku 1830, przy odgłosie bitew zlały się do- 
piero te dźwięki litewskie, ruskie, mazurskie w jeden 
akord, w jedną wielką pieśń i stworzyły jednolitą poe- 
zyę polską nowego okresu. Ale początki i pierwiastki 
składowe równocześnie z różnych wytrysły źródeł. 
We Lwowie i na Rusi strumień teń samodzielnie wy- 
dobył się zpod kamieni niemczyzny, która już była 
przywaliła całe miasto i znaczną część społeczeństwa. 

Że wśród tych pobudek budzących młody zastęp, 
że wśród tych pierwiastków i źródeł, z których wy- 
płynął ruch literacki i poetyczny we Lwowie, gdzie 
nie miał żadnych w przeszłości antecedencyj puławski 
pierwiastek i wpływ domu Czartoryskich na społe- 
czność Lwowa i Galicyi nie jest naciągniętą analogią, 
na to nie brak wskazówek. Posiew to rzucany hojną 
ręką od pierwszego rozbioru przez lat blisko pięćdzie- 
siąt, bo do roku 1820. Teatr polski za Bogusławskiego 



Digitized by VjOOQ IC 



LWÓW I GALICYA. 385 



i za Kamieńskiego doznaje stałego z Sieniawy popar- 
cia. Znamy udział księcia w zakładzie Biblioteki na- 
rodowej imienia Ossolińskich. Z Sieniawą w bliskiej 
zażyłości zostaje Aleksander Fredro i jego bracia, 
z Puław wychodzi Bernatowicz, a i młodzi poeci po- 
średnio lub bezpośrednio ulegają tym wpływom, że 
tylko przytoczymy z lwowskiego Hahczanina wiersz 
Albina Niezabitowskiego p. t. Puławy: 

W krainie cudów, w krainie uroków, 
Witaj zabytku chwały wielkiego narodu^ 
Sród ćmiących byt nasz obłoków 
Witaj mi gwiazdo zachodu ! 

Z dalekiej Naddniestru strony, 
Przez matki mojej obszerne cmętarze, 
Miłością dla jej wspomnień pędzony, 
Zwiedzam powywracane mych bogów ołtarze. 
Każdy ułam jej gruzów i ogromu szczątek 

Ubiegali moich cel święty, 
GzarodziejskJemi stawia mnie ponęty 

W krainie pamiątek ! 

Puławy ! jakiż pendzel lub jakież wyrazy 

Skreślone przez was w mej duszy wzbudzają obrazy? 

Widok wasz łzy radości i holu wyciska, 

Lzy różne, lecz z jednego płynące źródliska, 

Przechód z olbrzymich w karle koleje 

Dumny przeszłością, przyszłością boleję. 

Dzięki wam, jeśli w sercu każdego ź Polaków 

Widok wasz, to co w moim zdoła wtłoczyć piętno; 

Tyle tak żywo mówiących znaków, 

I wielkości zgasłej i zwiędłych wawrzynów ! 

Puławy. T. m. 25 



Digitized by VjOOQIC 



386 



PUIJ^.W\'. 



Duszę w miłości kraju już z rodu namiętną 
Zbudzą może do żalu . . . rozpaczy i czynów. 
Natenczas oby wierne były moje słowa: 
Puławy, jak was dzisiaj zwę gwiazdą zachodu 
Gdy po nocy na okrąg wstąpi jasność nowa 
Zawołam : witaj ! witaj gwiazdo wschodu ! 




Digitized by VjOOQ IC 



;i:«.ji^<gaŁ'ff>'^<-^^iife«-kł»gst-i.^^, ,^^, Jefe s^ 'J^, r^?i^^ 





^ narodzie pozbawionym politycznej samodziel- 
ności, a w wyjątkowych^tylko chwilach używa- 
jącym politycznego samorządu, pamiętnik obyczajowy 
stanowić może główną podstawę historyi. Z wszystkich 
dzielnic Polski Galicya posiada najmniej literatury pa- 
miętnikowej. Czasy pruskie, Księstwa warszawskiego 
i Królestwa kongresowego wyjaśnia nam w najdro- 
bniejszych szczegółach szereg pisarzy, bo Warszawa 
stanowi tam centrum i towarzyskie i literackie. Każdy 
dwór wielkopaóski a choćby półpankowski na Woły- 
niu i Podolu miał swego kronikarza i znamy tamtejsze 
obyczaje z licznych pamiętników. Jeśli Litwa uboższą 
jest w pamiętniki, to je zastępują obrazy literackie tej 
miary i tej prawdy jak ^Pamiątki Soplicy" i „Pan 
Tadeusz". W Galicyi taka była próżnia i przerwa w łań- 
cuchu tradycyj, że chcąc go nawiązać Wincenty Pol 
w licznych gawędach sięgnął w czasy przedrozbiorowe, 
a Zygmunt Kaczkowski cofnął się aż do czasów sa- 
skich. Niedawno dopiero pierwszy Władysław Łoziń- 
ski wskazał, że z pierwszego okresu porozbiorowego 
można wysnuć bardzo zajmujące obrazy. 

Źródła puławskie a raczej sieniawskie niewystar- 
czający dostarczają materyał do wyczerpującego w tym 

25* 



Digitized by VjOOQIC 



PUŁAWY. 



, któreby zresztą wyprowadziło nas 
ążki niniejszej. Wsparci na wskazów- 
Dnych a zwłaszcza na świadectwach 
ianego dotąd pamiętnika, spisanego 
^o Preka, który w Sieniawie od dzie- 
le, naznaczymy tu tylko niektóre domy 
e w bliższych z Sieniawą i Puła- 

7sze niewątpliwie zajmuje tu miej- 
idziba rodu Pileckich, tu Władysław 
swą ostatnią małżonkę, następnie 
ihodzi na własność hetmana Jerzego 
Burzliwe tu zaiste przypominają się 
charaktery. A więc rokosze i konfe'- 
tu swój punkt zborny, a wśród tego 
zamku docierały zapędy kozackie 
Mimo tych burz i potopów rosnąca 
omirskich, naznaczyła się jak w tylu 
ich świetnością i poczuciem wspa- 
) jeden z największych w całej Rze- 
len z najozdobniejszych. 
:ód posiadał kilkanaście rezydencyj 
em opuszczania, a często ruiny. Gdy 
lla Czartoryska wzgardziwszy ręką 
3lnika litewskiego Stanisława Ponia- 
a ją Stanisławowi Lubomirskiemu .; 
mę przewyższał o wiele posag żony, 
(nieśli się do Willanowa i tam pier- 
wania Stanisława Augusta przeżyli, 
skiego znów zabrzmiał życiem dwor- 
n. Księżna marszałkowa zamierzała 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALTCYA. 389 



go zmodernizować, na szczęście dla tej rezydencyi waśń 
z królem wstrzymała te zamiary, gdyż księżna opuszcza 
Polskę i przenosi się do Paryża. Z Paryża przeniósłszy 
się znów do Wiednia skutkiem rewolucyi, księżna tak 
wiele drogocennych przywiozła z sobą nabytków, że 
je trzeba było rozłożyć w obszerniejszej przestrzeni, 
niż dom nabyty na Bastajach. Łańcut staje się rezy- 
dericyą letnią księżny marszałkowej, to co się chyliło 
w zamku do upadku znów się dźwiga, odnawia i zdobi; 
zapełniają się sale i komnaty obrazami, galerye zam- 
kowe starożytnemi rzeźbami i wykopaliskami z Pompei, 
a na drugim piętrze na wzór willanowskich urządzają 
się apartamenta chińskie i japońskie. 

Wśród tak przeistoczonego zamku odrysowuje się 
postać dostojnej pani, którą natura zarówno jak uro- 
dzenie i los wyjątkowo uposażyła, dając jej bowiem 
podobne przymioty towarzyskie i umysłowe, jakie od- 
znaczały jej brata księcia jenerała, dodała jej silną 
męzką wolę, której jemu brakowało, rządność i ład, 
a nadto o wiele więcej dumy. Ironiczne słowa Fryde- 
ryka Wielkiego o kobietach, które w Polsce rządzić 
powinny, niewątpliwie bardziej były usprawiedliwione 
rolą. polityczną księżny marszałkowej niż księżny jene- 
rałowej, do której je stosował. Poparcie elekcyi Sta- 
nisława Augusta w radzie famihi, otoczenie pierwszych 
jego kroków opieką wujów, werbunek partyi dworskiej 
w tym pierwszym okresie panowania Poniatowskiego, 
a później rzucenie mu rękawicy po sprawie Dogru- 
mowej, projekta paryskie, rokowania z panem Szczę- 
snym, memoryał Piatollego : w tem wszystkiem był 
pośredni, ale tem donioślejszy wpływ kobiecej woli. 



Digitized by VjOOQIC 



390 PUŁAWY. 



tej woli, która silniejszą bywa od woli męskiej w cza- 
sach rozkładu. Co przedstawia trudności nieprzeparte 
dla loicznej konsekwencyi umysłu męskiego, to zaró- 
wny wa z łatwością zręczność kobieca, gdy nią wiedzie 
duma, uraza lub zemsta. Minęły już dawno te czasy, 
księżna marszałkowa z polityką zerwała, choć przy- 
wykła do atmosfery dworów monarchicznych i euro- 
pejskich stolic. Z krajem wiązały ją uczucia rodzinne, 
zwłaszcza wielka miłość do brata. Śmierć dwóch córek 
Julii i Krystyny Potockich zwróciła ją do wnuków, 
a brak męskiego potomka zastąpiło wychowanie bra- 
tanka męża Henryka Lubomirskiego. Było więc wiele 
uczucia w tym dumnym sercu, a pewna wyniosłość 
nie ostudziła wrodzonej Czartoryskim dobroci, o czem 
świadczą zarówno korespondencye członków rodziny 
jak i pamiętniki współczesnych. Od księcia Adama aż 
do głuchoniemego Preka wszyscy przyznają niezmierny 
urok dobroci, pamięci, uprzejmości tej pani. Była to 
jedna z tych organizacyi niespożytych, będących wyjąt- 
kowym przywilejem owej generacyi, która miała przeżyć 
tyle przejść i zmian a zachować do późna czerstwość 
fizyczną, świeżość umysłową, żywość wrażeń. 

Łańcut nie był wprawdzie tak przepełniony re- 
zydentami jak Puławy i Sieniawa — nie tak też sze- 
roko otwierały się bramy zamkowe dla gości, wpływ 
nie był tak ogólnym. „Skutkiem długoletniego mie- 
szkania za granicą księżna marszałkowa — pisze 
Prek — nabrała zagranicznych obyczajów. W Łańcu- 
cie jadano obiad wieczorem, jak we Francyi i po fran- 
cusku mówiono, nawet ze służbą, którą z obcych po- 
zbierała księżna krajów. Mieszkało też w Łańcucie kilka 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALTCYA. 391 

rodzili emigrantów francuskich, a między nimi długo 
tam żył biskup z Laonne, który hodował piękne kwiaty 
a w piwnicach stare wina. Księżna dla sąsiadów 
oznaczała jeden dzień w tygodniu, zjeżdżano się tu 
w niedziele zrana, czekały zwykle jakieś niespodzianki, 
spacery, przejażdżki, a po obiedzie grywano teatra 
i kończono balem*'. 

Bywać w Łańcucie u księżny marszałkowej ucho- 
dziło w Galicyi za szczyt dystynkcyi arystokratycznej. 
Kiedy w Sieniawie zjeżdżali się wszyscy pojazdami 
i bryczkami, jak kto mógł, zawsze tam był pewny do- 
brego przyjęcia i tego, że pamięć dawnej przypomną 
znajomości; w Łańcucie więcej było chłodu i groma- 
dziło się tu tylko bardzo wykwintne towarzystwo. 

Księżna miłowała bardzo swego wychowanka 
Henryka Lubomirskiego i wychowywała go z najwię- 
kszą starannością, dobierając guwernerów i mistrzów, 
obwożąc go i wysyłając na podróże i wprowadzając 
wcześnie w wielki świat. Już poprzednio wskaza- 
liśmy, jakie ta staranna, wielkopańska edukacya wy- 
dała skutki. Niezmiernie piękny, słynący z uprzejmości 
młodzieniec otrzymał ogólną nazwę Virresistible. Stry- 
jenka pragnęła go ożenić ze swą siostrzenicą Zofią 
Czartoryską, i w takim razie wyposażyć Łańcutem. 
Przyszło do zaręczyn, ale maryaż się ten zerwał, nie- 
wiadomo z jakich powodów, to pewna, że to zniszcze- 
nie dawno żywionego projektu nie przyczyniło się do 
pomnożenia wątpUwej zawsze sympatyi między dwoma 
bratowemi, które jedno nosiły imię ale miały bardzo 
odmienne charaktery. Gdy księżna Izabella Czartoryska 
wydała córkę Zofię za Stanisława Zamoyskiego, wtedy 



Digitized by VjOOQIC 



PUŁAWY. 



rócił się do Teresy Czartoryskiej, 
ka litewskiego. 

ostał się w udziale nowożeńcom, 
iczem kiężna marszałkowa obdaro- 
lężowskiego a swego wychowanka 
)razów i przedmiotów sztuki. Zbiory 
g Henryk przez całe życie, wzbogacił 
, w której zwłaszcza polskie groma- 
anie i karabele, a wszedłszy w układ 
lierzał połączyć muzeum Lubomir- 
Ossolińskich, czego też jego syn Je- 
później dokonał. Jaką miał miłość 

pamiątek narodowych dość przyto- 
Iziono mu jedną karabelę najcenniej- 
ipieża Innocentego XI po kampanii 
izącą, w testamencie nałożył na syna 

karabelę, choćby na drugim końcu 
choćby częścią całego swego mienia 
jrny ojcowskiąj woli, równy miłośnik 
iątek książę Jerzy odnalazł karabelę 
zy tej sposobności trafił na ślad je- 
liejszych zabytków mowy polskiej, 
fii, która od miejsca gdzie się znaj- 
iii szarospatockiej nosi nazwę, 
ę książę Henryk spędzał wraz z swą 
iViedniu, a dom na Bastajach ożywił 
y piękna jego małżonka brała udział 
trach amatorskich, a cudownie pię- 
występowała w obrazach z żywych 

starej cesarzowej i kwiata arysto- 
. W Przeworsku zbudowano pałac 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALICYA. 393 



i przybyło nowe ognisko w tej okolicy bardzo zapeł- 
nionej i ożywionej, jedno ogniwo między Łańcutem 
a Sieniawą. 

Węzły rodzinne ścieśniły się tern więcej , gdy 
rodzony wnuk księżny marszałkowej Alfred Potocki 
poślubił starszą siostrę księżny Henrykowej Józefę Czar- 
toryską i zamieszkał wraz z żoną przy babce w Łań- 
cucie. Do koła tego rodzinnego przybywały często 
zamężne już trzy siostry : pani Janowa Potocka, księżna 
Klementyna Sanguszkowa i Cecylia jenerałowa Rzy- 
szczewska. Każdy przyjazd był powodem balów w Łań- 
cucie, Przeworsku, Sieniawie, oraz w dworach sąsiadów. 

Księstwo Sanguszkowie przeważnie mieszkali na 
Wołyniu w Sławucie i Antoninie, i tylko kiedyniekiedy 
zjeżdżali do Tarnowa. Książę Eustachy jenerał kościu- 
szkowski był typem odrębnym, w którym mniej kultura 
współczesna niż u innych postaci owej epoki zatarła 
cechy tradycyjne, swojskie. Pisywał on także wiersze 
i pisał pamiętnik, a te wiersze i ten pamiętnik uwy- 
datniają właściwości rodowe, pewną prostotę i ruba- 
szność żołnierską, serce szerokie a zwrócone ku prze- 
szłości, ku starym obyczajom wołyńskiej ziemi, ku 
braci szlachcie, ludowi ruskiemu, jego poezyi, pieśniom, 
podaniom. Rycerski animusz zwrócił się ku upodo- 
baniu w koniach starej polskiej rasy oraz krwi wscho- 
dniej. Słynne stado w Sławucie było jego dziełem — 
kilkakrotnie książę Eustachy sprowadzał konie z Arabii, 
lubił sam polskie bachmaty i wschodnie rumaki do- 
siadać, a istnieje portret księcia na koniu w stroju 
wschodnim, przypominający ów hipiczny oryentalizm 
wprowadzony do kraju przez Emira Rzewuskiego. 



Digitized by VjOOQIC 



394 PUŁAW r. 



W obcowaniu książę Eustachy miał kordyalność da- 
wnych panów polskich, a rubaszność żołnierską, która 
raziła w salonach. Odbijać musiała ta postać od wy- 
kwintności obyczajów i mody zagranicznej. Na Wołyniu 
i w tarnowskiem cieszył się on szeroką klientelą szla- 
checką i popularnością wśród ludu. 

Wśród sąsiedztw Łańcuta i Sieniawy wymienić 
należy Zarzecze z Dzieduszyckich Morskiej, która piękny 
założyła ogród a wśród niego wielką zbudować kazała 
salę balową i teatralną w stylu greckim. Domu mie- 
szkalnego natomiast nie było. W oficynie mieszkała 
gospodyni zaczarowanego parku i w dnie oznaczone 
w tej budowli greckiej przyjmowała gości. Podróżując 
wiele, pragnęła pani Morska zastosować w Polsce bu- 
dynki wsi holenderskich — zburzyła wszystkie chaty 
drewniane a wybudowała domki piętrowe w stylu 
holenderskim dla włościan, w ten sam sposób urzą- 
dziła ogrody i farmy, dając swym poddanym przepisy 
zachowania holenderskiej czystości i elegancyi. Próba 
ta atoli się nie powiodła, i wielu włościan porzuciło 
rolę i poddaństwo zbyt wymagającej i troskliwej cy- 
wilizatorki. 
» W Łące mieszkała pani Czosnowska Potocka 
z domu, której stosunek z księciem Józefem był zbyt 
głośny, a że nie był jej życia jedynem zboczeniem, 
przeto wiele dam stroniło od jej znajomości. 

Natomiast dwie inne niewieście postacie młod- 
szej nieco generacyi naznaczają w życiu towarzyskiem 
w Galicyi oraz we Lwowie i w Wiedniu bardzo ko- 
rzystny postęp w obyczajach i w życiu umysłowem. 
Były to dwie przyjaciółki Helena z Górskich księżna 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓAV I (iALTCYA. 395 

Ponińska i Wanda z Potockich 1^ voto Wielopolska 
2^ voto Uruska. Księżna Ponińska piękny zamek nad 
Czeremoszm Czerwonogród, stojący na skale czerwo- 
nego granitu, zapełniła wieloma przedmiotami sztuki, 
we Lwowie jej salon był jedyhem ogniskiem literackich 
zebrań, jak o tem zachowali wdzięczną pamięć Pol 
i Siemieński a imię księżny Heleny przeszło w trady- 
cyę. W Wiedniu miała stosunki av najwyższych sfe- 
rach dworskich, oraz przyjaźń z wielu uczonymi. Prze- 
chowana w Gzerwonogrodzie korespondencya księżny 
Heleny dostarczyć może zajmującego materyału do 
stosunków z współczesnemi znakomitościami za granicą 
i w kraju. 

Przyjaciółka księżny Heleny Wanda z Potockich 
jedna z trzech córek znanej naszym czytelnikom pani 
Sewerynowej Potockiej, znaczną część młodości prze- 
żyła z matką i siostrami w Puławach. Wydana wcze- 
śnie za Wielopolskiego, nazajutrz po ślubie rozdzielona 
od męża, w lat czternaście weszła w drugi związek 
z wojewodzicem Uruskim a w kilka lat owdowiawszy 
poślubiła jenerała Cabogę. Pani to była wielkich cnót, 
dobroczynna i wysokiego rozumu; obok wielu orygi- 
nalności w zaniedbanym stroju i wstręcie do wszelkich 
światowych błyskotek. Pamięć hr. Cobogowej jeszcze 
świeża zapisana szerokiem działaniem miłosierdzia, 
oraz czynnym udziałem, mądrą radą i przeważnym 
wpływem w wielu sprawach rodziny, przyjaciół i kraju. 

Za Sieniawą i Łańcutem poszło Zarzecze pod 
względem ogrodów i pięknego urządzenia na stopę 
pańską, a ten popęd ogarnął całą ziemię przemyską, 
słynną ze swej żyzności; czasy łatwe i dobre, zamo- 



Digitized by VjOOQIC 



PUŁAWY. 



cvateli nie brak, więc przemyskie przodowało 
dem zabaw, pięknych pałaców, starannych 
obyczajów arystokratycznych. Prąd ten szedł 
nu w piękne górzyste okolice. Wszędzie tam 
Inaleść można ślad tradycyj sieniawskich 
eh. 

^isie podróży księżny Izabelli wstępowaliśmy 
h licznych i zamożnych dworów, jak Ba- 
;yńskich, Nienadowa Dembińskich, Dubiecko 
Nozdrzec Preków. Czartoryscy dbali o za- 
iedzką i każdą znajomość ścieśniać umieli 
'zyjaźni — lubili oni wyszukiwać, choćby 
powinowactwa, a w ich braku łączyć się 
em przy chrzcinach, poczem już szło wycho- 
sestników w Puławach i Sieniawie, zjazdy 
we i wzajemność odwiedzin szlacheckich 

tern wszystkiem nie było już ani dawnej 
lolitycznej, klienteli na sejmiki, ani wynio- 
ile była nowoczesna tendencya, była chęć 
y obok zamiłowania zabawy. Jak Puławy 
ik Sieniawa w ostatnich kilkunastu latach 
wała ruch towarzyski i rozszerzała książki 
kładanie ogrodów oraz pielęgnowanie ludu, 
1 dziatwą wiejską. 

ya jest dziwnie niejednolitym krajem; wkaż- 
f wymiary majątków szlacheckich są nie- 
gdy w zachodniej liczą je na setki morgów, 
iniej na tysiące a ta miara obszarów dwor- 
Lcza także stopnie poziomu towarzyskiego, 
iycia kultury i obyczajów. Jest tu wielo 



Digitized by VjOOQIC 



LWÓW I GALICYA. 397 

szczebli między wielkim panem a szlachcicem jedno- 
wioskowym. Inaczej też żyła szlachta w górskich 
zakątkach, choć bardzo starodawna i wysoko swój 
klejnot ceniąca, ale niełatwo dająca przystęp nowa- 
torstwom. W sanockich i sandeckich górach przecho- 
wało się może najdłużej wiele cech obyczajowych 
z czasów saskich, bardziej atoli nastrój konfederacyi 
barskiej, bo też to była ostatnia walka, która aż w te 
zakątki dosięgła. Chyba gdzieś w głębi litewskich za- 
ścianków szukać równie typowej szlachty, stroniącej 
od miasta , a mającej mniej niż szlachta litewska 
atrakcyi do możnych i wielkopaóskich dworów. Sej- 
mikowa tu jeszcze zamaszystość, prostota obyczaju 
i wiele patryalchalnej solidarności stanu i rodów. 
Wzdłuż cesarskiego gościńca, który przeciął GaHcyą 
szły nowe prądy zacierające szlachecką typowość. Domy 
ozdobniejsze , obyczaj wykwintny, popęd miejscami 
emulacyi, i życia nad stan. 

Ale w tym popędzie ku zbytkom, elegancyi i mo- 
dzie, odznaczającym oddawna społeczność galicyjską 
były dwa prądy -— jeden koncentrował się we Lwo- 
wie a miał swój punkt ciężkości w Wiedniu, w tym 
zaś kierunku tracił związek z Warszawą i cechy na- 
rodowe. 

Drugi prąd miał punkt środkowy w Sieniawie, 
a tam wiązał się z Warszawą — a jeśli i w tern tak 
bardzo patryotycznem ognisku było wiele form za- 
granicznych, to owa francuszczyzna grasująca o wiele 
silniej na początku stulecia niż dziś, stanowiła zaporę 
przeciw niemczyznie, która się wdzierała w arystokra- 
tyczne koła lwowskie. 



Digitized by VjOOQIC 



398 



PUŁAWY. 



Będziemy mieli jeszcze sposobność podając kro- 
nikę ostatnich lat przed zgonem księcia jenerała 
zawiązać bliższą znajomość z całem sąsiedztwem Sie- 
niawy. 




Digitized by VjOOQIC 



SPIl RZECZY TOMU III. 



Str. 

Przedmowa vn 

Źródła XVI 

I. Pierwsi oryentaiiści i arciieologowie polscy. (Moda oryen- 

talizmu. — Wpływ Wschodu na Polskę. — Stosunek 
księcia jenerała ziem podolskich z baszą chocimskim. 
Oryentalista Pougens w Paryżu. — Wiesiołowski i Bro- 
niewski w Petersburgu. — Józef Hamid w Wiedniu. 
Jan Potocki. — Wacław Rzewuski. — Aleksander Sa- 
pieha. — Zoryan Chodakowski. — Michał Bohusz. 
Ks. Żukowski w Krymie. — Ruś) 1 

II. Ossolińslci i Linde. (J. M. Ossoliński. — Jego charaktery- 

styka i działalność. — Słownik języka polskiego. — Bo- 
gumił Linde. — Dubrawski. — Początki ruchu sło- 
wiańskiego w Wiedniu. — Wpływ Polaków. — Ustano wa 
zakładu Ossolińskich) 45 

III. Tadeusz Czacici i szlcoła krzemieniecka. (Wschodnie 

dzielnice. — Dom Czartoryskich wobec Litwy i Rusi. 
Kuratorya księcia Adama. — Udział księcia jenerała. 
Tadeusz Czacki. — Stosunek do Puław. — Korespon- 
dencya z księciem jenerałem) 71 

IV. Stosunki Puław z Wilnem. (Stan akademii przed rozbio- 

rem. — Poczobut. — Niedokonane reformy. — Me- 
moryai ks. jenerała dla syna o akademii. — Spory 
i trudności. — Gróddeck. - List Lelewela do księcia 
jenerała. — Korespondencya z Zawadzkim. — Jan Śnia- 
decki i jego stanowisko. — Listy) 113 

V. Między Warszawą a Puławami. (Stan literatury w War- 

szawie. — Zawiązanie Towarzystwa przyjaciół nauk. 



Digitized by VjOOQIC 



II 



Albertrandy. — Korespondencya Niemcewicza. — Wielki 
świat. — Konstytucya 1815 r. i rozwój instytucyi. — * 
Staszic. — Stanisław Potocki. — Mostowski. — Ma- 
tuszewicz. — Marcin Badeni. — Kasztelan Tarnowski, 
Kajetan Kożmian i obóz klasyków) 

V. Kraków za Stanisława Augusta i po rozbiorach. (Upa 
dek Krakowa. — Jego znaczenie dziejowe. — Antihi 
storyczny duch XVIII w. — Stanisław August w Kra- 
kowie. — Przyjęcie. — Stan miasta. — Obudzenie ży- 
cia. — Kraków pod rządem pruskim, austryackim, za 
Księstwa Warszawskiego, wolnem miastem. — Woro- 
nicz. — Malowidła pałacu biskupiego. — Pogrzeby 
Poniatowskiego. — Kościuszki. — Tegoż mogiła. — 
Stan społeczny. — Towarzyskość. — Duchowieństwo. 
Uniwersytet. — Literatura) 

VII. Lwów I Galicya. (Lwów. — Jego znaczenie w przeszło- 
ści. — Społeczeństwo literackie. '— Poeci. — Łańcut. 
Przeworsk. — Sąsiedztwa. — Wpływ Sieniawy). . . 



Str. 



189 



263 



371 




Digitized by VjOOQ IC 



f 



. Digitizedby V3i.OOQIC 



Digiti?ed by VjOOQIC. 



*»% 




1^ ". 



. J- 





Digitized by VjOOQIC