(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Rozprawy .."

THE ROYAL CANADIAN INSTITUTE 



RO_ZPRAWY 

AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 

WYDZIAŁ 

FILOLOGICZNY. 

Serya 111. Tom VII. 



Ogólnego zbioru tom pięćdziesiąty drugi. 

THE ROYAL CANADIAN INSTITUTE 




W KRAKOWIE 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI SPÓŁKI WYDAWNICZEJ POLSKIEJ. 

1913. 



^. 7. i~5r 



Kraków. — Drakarnia Uniwersyteta Jagiellońskiego pod żarz. J. Filipowskiego. 



TREŚĆ. 



Sto. 

1. MARYAN SZYJ KO WS KI: Ossyan w Polsce na tle genezy roman- 
tycznego rnchn 1 — 174 

2. HELENA WINDAKIEWICZOWA : Stodya nad wierszem i zwrotką 

poezyi polskiej ludowej . . - 175 — 269 

3. REGINA LILIENTALOWA: Święta żydowskie w przeszłości i te- 
raźniejszości ... 270 — 380 



P^ 



X 



Digitized by the Internet Archive 

in 2009 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/s3rozprawy07pols 



Ossyan w Polsce 

na tle genezy romantycznego ruchu. 

Napisał 

Maryan Szyjkowski. 
I. KSIĘGA. 

Ossyan w Europie zachodniej. 

I. 

,,Novvy Homer". 

»The song rises, like tho snn, in my soul. I feel 
the joys of other times«. (Ossian »The war ot Inis- Thona)«. 

„W połowie 18. wieku gruchnęła wieść z Edynburga, źe 
w Szkocyi odkryto pieśni starożytnego poety, tak wielkiego, jak 
Homer. Mówiono, że często usłyszeć można w dolinach Grampianu 
lub na Hebrydzkich brzegach urywki pieśni heroicznej, która ża- 
łobnym wierszem opowiadała o dzielnych czynach przeszłości, 
o walkach sławnego króla Fingala i niedolach syna jego Ossyana" i). 
Przedziwna pieśń owa pochodziła rzekomo z 3-go wieku po Chry- 
stusie, zaś twórcą jej miał być syn Króla Morwenu, Ossyan, który 
sam jeden przeżył towarzyszów wojennej chwały i, złamany wiekiem, 
ociemniały i ogłuchły, trwał myślą we wspomnieniach dawno mi- 
nionych „innych czasów". Niemal 15 wieków przechowała pieśń 
starego barda ludowa tradycya szkocka, aż dopiero w czerwcu 
1760 roku czasopismo „Gentleman's Magazine" ^) ogłosiło dwa jej 
urywki, przedrukowane zaraz potem w osobnym zbiorze^ który po- 



ił Saunders Bailey „The life and letters of James Macpherson", London 
1894 8. 1. 

') To mb o Rudolf „Ossian in Germany" zob. Colnmbia University Germanie 
Studies, Vol. I. Nr. II. New York 1901. 

Rozprawy Wydziała filolog. T. LII. 1 



MARYAN SZYJKOWSKI 



jawił się w Edynburgu p. t. „Fragmenta of Ancient Poetry collected 
in the Highlands of Scotland and translated from the Gaelic or 
Erse Language". Wrażenie tych 16 utworów poetyckich było tak 
wstrząsające, poczytność tak niebywała, że jeszcze w tymże samym 
roku okazała się potrzeba powtórnej edycyi. Zachęcony powodzeniem 
wydawca „Urywków", który zrazu zachowywał „incognito", pospie- 
szył z ogłoszeniem w początkach grudnia 1761 roku obszernego 
poematu p. t. „Fingal, an ancient Epic Poem, in Six Books; together 
with several other Poems, composed by Ossian, the son of Fingal" 
(z datą 1762); w marcu zaś 1763 roku wydał w tymże rodzaju 
poemat p. t. „Temora, an ancient Epic Poem, in Eight Books: to- 
gether with seyeral other Poems, composed by Ossian, the son of 
Fingal". W dwa lata później pojawiło się zbiorowe wydanie utwo- 
rów „Ossyana" w 2 tomach, obejmujące bez mała 20000 wierszy 
prozy rytmicznej. 

W dziejach literatury europejskiej wydarzył się epokowy 
wypadek, któremu niewiele równych: urodził się — wedle wyra- 
żenia pani de Stael — ^i^owy Homer", którego pieśń wstępnym 
bojem zdobyła uwagę czytającego ogółu, pchnęła myśl twórczą na 
nowe tory, zawładnęła fantazyą najwybitniejszych artystów i, po 
półwiekowem przeszło trwaniu na nieboskłonie poezyi, zagasła jak 
świetny meteor w blasku nowych słońc. „Żaden z autorów angiel- 
skich" — mówi jeden z biografów Macphersona" ^) — nie wyłą- 
czając Shakespeara, Miltona, Addisona i Popego, nie znalazł takich 
zastępów wielbicieli zagranicą; żaden po nim (sc. Macphersonie), 
z wyjątkiem Byrona, ledwo może Sir Walter Scott i Dickens, nie 
cieszył się większą sławą. Po dziś wiara, że Ossyan jest jedną 
z chwał literatury angielskiej, gwiazdą, świecącą na naszem niebie, 
utrzymuje się na kontynencie". 

Istotnie: jest objawem wielce charakterystycznym, że stały 
ląd europejski entuzyazmował się Ossyanem w stopniu o wiele 
wyższym, aniżeli ojczyste wyspy. Przyczyniła się do tego zapewne 
znana trzeźwość krytycznej opinii angielskiej, która bardzo rychło 
podała w wątpliwość autentyczność „celtyckiego Homera", zwła- 
szcza w sposób głośny i brutalny przez usta Dra Johnsona. Sku- 
tkiem tego tak ponętna fikcya starożytności Ossyana nie mogła 



*) Smart J. S., James Macpherson, an episode in literaturę. London 
1905. str. 11. 



0S8YAN W POLSCR 



była w Anglii zapuścić głębiej korzeni, hamując zbytni zapał, który 
utrzymywał się głównie ułudą co do autentyczności ślepego barda. 
Jednakże nie znaczy to bynajmniej, jakoby falsyfikat Macphersona 
nie obudził w kraju ojczystym żywego zainteresowania. Oprócz na- 
miętnych przeciwników, znalazł Ossj^an równie zapalonych obroń- 
ców w szeregach krytyków angielskich ^). Pomijając dzieje długo- 
trwałego sporu naukowego o postać Ossyana — jednego z najgłośniej- 
szych w dziejach krytyki europejskiej — chcę podnieść na tern 
miejscu niepoślednią rolę, jaką pieśni Ossyana odegrały w poezyi 
angielskiej. Sprawę tę rozpatruje obszernie i gruntownie rozprawa 
Schnabla p. t. „Ossian in der schoneu litteratur Englands bis 
1832" 2) Wedle statystyki, tamże sporządzonej, doczekał się Ossyan 
w przeciągu lat 70-ciu 24 wersyi metrycznych, 6-iu opracowań 
dramatycznych oraz 45-iu naśladownictw. Ta literatura ossyaniczna 
w Anglii podlega różnym fluktuacyom: wersye metryczne wypełniają 
głównie pierwszą ćwierć wieku od wydania „Fragmentów" (po 
1785 rok); przez następnych lat 20 (do 1805 r.) nie pojawia się 
ani jedna wersya, natomiast występują najważniejsi Ossyanidzi (t. j. 
naśladowcy i falsyfikatorzy na wzór Ossyana). Sprawozdanie „High- 
land Society of Scottland" w sprawie autentyczności pieśni Ossj^a- 
na (1805 rok), oraz wydanie przez Sinclaira rzekomych orygina- 
łów gallickich (1807 — w rzeczywistości dość nieudolnych przekła- 
dów Ossyana z angielskiego na język celtycki) — rodzi w Anglii 
powtórną falę zainteresowania dla poematów Macphersona. W latach 
1805 — 30 powstaje 9 metrycznych wersyi, postać Ossyana powraca 
na scenę [po raz pierwszy zjawiła się w utworze D. E, Baker'a, 
granym w Edynburgu w 1763 r. p. t. „The Muse of Ossian, a dra- 
matic poem of III. acts" 3)], wpływ pieśni Ossyana na dzieła an- 
gielskich romantyków zarysowuje się wyrgiźniej. Pod wrażeniem 
pseudo- celtyckiej muzy tworzą: Wiliam Lisie Bowles, Coleridge, 
Samuel Taylor, Robert Southey — naśladują Ossyana mniej 
znani, jak Michael Bruce, John Logan, Alexander Dow, Wiliam 



*) Tak bystry krytyk, jak Wiliam Hazlitt, wyliczając cztery arcydzieła 
literatury powszechnej, wyniienił: Homer, Biblia, Dante i Ossyan (cf Smart. s. 18). 

-) Zob. „Englische Studien" Bd. XXIII. Leipzig 1897. s. 31 i 366 sq. 

*) W 1791 r. wystawiono balet — pantominę na tle opowiadań Ossyana, wi- 
dowisko bardzo popularne, jak świadczy kilka wydań książeczki p. t. „The airs 
daet3 choruses, and argument of the new ballet-pantoraine (taken from Ossian), 
called Oscar and Malvina . . . ef Schnabel, s. 66. 

1* 



SIARVAN SZYJKOWSKI 



Blake, Henry, Kirke White; cytują go: Lamb Charles, 
Montgomery James, Cara pbel 1 Thomas, Roger Samuel. 

Mniej wyraźnie zaznacza się to promieniowanie nowego słońca 
na szczytach poezyi angielskiej. Burns, choć liczył się do wiel- 
bicieli Ossyana i w kilku wierszach próbował przyswoić 
sobie styl jego („Liment for James", „Earl of Glencairu'". „On the 
death of Sir James Hunter Blair"), był zbyt odmienną organizacyą 
twórcz-^, ażeby zbyt silnie uledz wrażeniom poematów Macpher- 
sona ^). Wordsworth, choć wspomina nieraz pieśni Ossyana, wy- 
raża się o nich zawsze niekorzystnie. Dla Walter Scotta były 
one ulubioną lekturą dziecięcą; z wiekiem jednak zmieniły się 
upodobania i autor „Pani Jeziora" zachowywał się wobec dzieła 
Macphersona sceptycznie. Byron wreszcie, jakkolwiek jest auto- 
rem rytmicznej przeróbki z Ossyana, zamieszczanej w „Godzinach 
próżnowania" („The Death of Calmar and Orla" — an imitation) 2) 
nie ulega w późniejszej twórczości wpływom celtyckiego barda; co 
więcej, Byron właśnie staje się dla Europy tem słońcem, które 
wchłonęło w siebie blaski gwiazdy Ossyana, ażeby tem potężniej 
rozgrzać wyobraźnię poetów romantycznych. 

Tak więc bezpośredni wpływ Ossyana na wielką twór- 
czość romant3'Czną w Anglii nie był znaczny; zato tem silniej za- 
znaczyło się ich działanie na drodze pośredniej: stanowią bo- 
wiem jedną z głównych sprężyn potężnego przewrotu, któremu 
ulega poezya angielska w drugiej połowie 18 -go stulecia; one to 
odegrały wybitną rolę w wyzwoleniu literatury angielskiej z pod 
jarzma szkoły Pope'a, one stanowią „a leading force in changing 
the popular taste" — i to tak w Anglii, jak i w całej literaturze 
europejskiej na przełomie dwóch epok. 



Miarę popularności każdego dzieła stanowi zawsze w pewnym 
stopniu liczba jego przekładów. Otóż pieśni Ossyana przełożono 
niemal na wszystkie języki europejskie, w niektórych wielokrotnie: 
istnieją liczne przekłady niemieckie, francuskie, dwie wersye hi- 



1) cf. Smart, str. 18. 

-) To „nieadaie naśladownictwo" — jak pisze — poświęca Byron wielbi- 
cielom Macphersona jako dowód swojego „przywiązania do ulubionego poety" 
(zob. Dictionary of national Biography edited by Sidney Lee t. XXXV. s. 266i. 



OSSYAN W POI-SCE 



szpańskie (z tych jedna Ortiza), dwie holenderskie (jedna Bilder- 
dijka), głośne i wczesne tłumaczenie włoskie Tabbć Cesarotti'ego 
(1766 r.). przekład szwedzki, duński, nowogrecki, rosyjski (z dru- 
giej ręki)i), nie mówiąc na razie o wersyach polskich. Poza prze- 
kładami stoi ogromna masa przeróbek metrycznych, rymowanych, 
opracowań dramatycznych, muzycznych i malarskich — przede- 
wszystkiem w literaturze niemieckiej oraz francuskiej. 

Pod względem rozlewności i natężenia fali Ossyanicznej na 
pierwsze miejsce wysuwają się Niemcy, pozostawiając daleko wtyle 
swoich kuzynów z drugiej strony kanału. Pojawienie się Ossyana 
w Niemczech było tą dobrą nowiną, której z upragnieniem ocze- 
kiwała młoda szkoła poetów niemieckich; Ossyan stał s'ę dla niej 
znakiem bojowym, w imię którego poszła w bój z wszechwładną 
dotąd trad^^cyą klasyczną. Do nowych wartości, jakie przynosiła ze 
sobą poezya „celtyckiego barda", przyłączył się tutaj i moment 
nacyonalistyczny z chwilą, kiedy Klopstock dopatrzył się w Ossya- 
nie germańskiego pochodzenia i oparł na jego pieśniach swoje 
idee patryotyczne ^). 

Sporządzona w dziele Tomba bibliografia literatury ossyani- 
cznej w Niemczech, której zupełność sam autor kwestyonuje, obej- 
muje trzy działy: suma pozycyj pierwszego działu, w którego skład 
wchodzą przekłady, przedruki, opracowania metryczne i rymowane, 
recenzye, wzmianki dziennikarskie, rozprawy i epigramaty — do- 
chodzi liczby 383 za czas 1762 — 1897 r. Przeważająca jednak 
część tych druków, w liczbie 313, mieści się w latach 1762 — 1812 
i rozpada się znowu na dwie nierówne części: po 1800 rok wy- 
kazuje bibliografia 207 pozycyi, poczem dopiero w latach 1800 — 12 
fala Ossyaniczna dochodzi szczytu, wylewając corocznie pod postacią 
znacznej liczby „ossyanników" w sumie 106. 

Drugi dział bibliografii (s. 63 — 64) obejmuje 20 muzykaliów, 
wśród których spotykamy takie nazwiska, jak Brahms, Mendelssohn 
Bartholdy, Szubert i Weber. W skład trzeciego działu wchodzi 11 



1) cf. Smart, s. 11 nadto zob. Texte Joseph „JeanJacqaes Eonsseaa et 
les origines du cosmopolitisme litteraires. Etades sar les relations litteraires de 
la France et de TAngleterre XVIIP siecle, Paiis 1895 s. 387; przekład rosyjski 
nosi tytuł: „Stichotvorenija Ossijana, syna Fingałova . . . Najdennyja i izdannyja 
V svet G-nora Garaldom. Perevod s Nemeckago. Moskwa 1803. Jest to prozaiczne 
tłóinaczenie przekładu Edm. Harolda, Diisseldorf 1787. (cf. Tombo s. 43). 

2) cf. Tombo, Chapter II. 



6 MARYAN SZYJKOWSKl 

pozycyi z zakresu malarstwa, rysunku i miedziorytnictwa. W sze- 
regu niemieckich wielbicieli Ossyana nie brak najwybitniejszych 
nazwisk. Obok Klopstocka i jego przyjaciół — z entuzjazmem wita 
pojawienie się pieśni Ossyana Herder. Przeczytawszy je. planuje 
podróż do Szkocyi i odrzuca wszelki cień niepewności do istoty 
pochodzenia tvch poematów, wołając: „Coś podobnego nie mógł 
Macoherson utworzyć! Coś podobnego nie da się w naszym wieku 
pomyśleć! ^). Gdzieindziej podejmuje Herder pomysł Blaira, w słynnym 
wstępie do „Fingala" wypowiedziany, i rozwija paralelę pomiędzy Ossya- 
nem a Homerem, dochodząc do wniosku, że „Homer jest czysto objek- 
tywn}^, czysto epicki, Ossyan zaś czysto subjektywny, liryczno- 
epicki" ^). W Ossyanie słyszy przedewszystkiem „głos przyrody" 
i opiera na nim w szerokiej mierze swoje teorye o poezyi ludowej ^). 

Zestawienie Homera z Ossyanem staje się w Niemczech 
wdzięcznem polem dyskusyi: Lerse w głośnym wykładzie stras- 
burskim wymienia trzech wodzów świętej poezyi: Shakespeare'a, 
Homera i Ossyana; ^) Voss posuwa się jeszcze dalej, pytając: „ja- 
kiż jest użytek z piękna przyrody? Szkot Ossyan jest większy 
poeta, aniżeli Jończyk Homer" °). 

Pod wpływem Herdera Goethe rozczytuje się w poematach 
Ossyana i przekłada z nich urywki. Wyraźne ślady tego zajęcia 
odbiły się na „Cierpieniach Wertera": tamto ze łzami w oczach 
odczytuje młody Werter Charlocie przekład „Pieśni Selmy", tam, 
w przeddzień samobójstwa, odpowiada jej cytatem z „Berrathonu", 
tam wreszcie pojawia się ów głośny okrzyk, którego później wsty- 
dził się dojrzały twórca „Hermana i Doroty": „Ossian hat in mei- 
nem Herzen den Homer yerdrangt" (II Bd. am 12 Oktober). O tych 
to słowach miał się wyrazić Goethe w latach dojrzałych, kiedy 
miejsce uwielbienia zajęło lekceważenie muzy Ossyana: „Werter 
wielbił Homera, jak długo był przy zdrowych zmysłach, Ossyana 
zaś, gdy miał popaść w szaleństwo" ^). 

Również i Schiller unosił się nad szczerością patosu poe- 



1) ^.Uber Ossi.an a. die Lieder alter Yolker Ans Deatschcr Art a. Kanst" 1773. 
*) „Homer u. Ossian" w „die Horen, eine MonatsBchrift X Sttick 1795. 
s) Toż Hegel „Estetyka"' III 315, 346, 405. 
*) cf. Texte, s. 388. 

5) cf. Smart s. 12; Historyę zestawień Homera z Ossyanem podaje Finsler 
Georg „Homer in der Neuzeit", Leipzig u. Berlin 1912. 
«) cf. Smart s. 15. 



OSSYAN W POLSCK 



matów Ossyana oraz szczęśliwym instynktem, z jakim „ciemna 
i melancholijna poezya została użyta jako karm dla sentymental- 
nego charakteru" i); w młodzieńczych dramatach Schillera nie brak 
też śladów gorliwej lektury Ossyana. 

Obok tych najwybitniejszych talentów poetyckich — u któ- 
rych zajęcie się Ossyanem ma charakter przejściowy — kroczy 
szei-eg mniej znanych synów ApoUina. Gerstenberg pisze ob- 
szerny dramat w duchu Ossyana, Denis przekłada go i naśladuje, 
Claudius, Matthissou i Kosegarten ulegają silnie jego 
wpiywom. Przede wszy stkiem zaś dla grona poetów „Burzy i Naporu" 
oraz „Gottingskiego Związku" staje się Ossyan wodzem i mistrzem. 
Merck zajmuje się angielską edycyą poematów Ossyaaa, Lenz 
przekłada „Fingala". Biirger, Holty, Voss, Fried, Stolberg 
i Cramer — pozostawiają liczne ślady swojego uwielbienia dla 
„galickiego Homera". Nawet Gessner wykazuje pewną zależność 
w późniejszych idyllach. Na wzór Ossyana powstaje w Niemczecłi 
osobny rodzaj rapsodyi, określony charakterystyczną nazwą „Bar- 
dengebriill" albo „Bardengeschrei". Obszerne nadto sprawozdania 
z Ossyana piszą Weisse i Haller, kwestyą autentyczności zaj- 
mują się Adelung. Wilhelm i Fryderyk Schlegel, oraz Jakób 
Grimm. Melancholia Nowalisa znajduje nowe źródło w Ossya- 
nicznej „ioy of grief" — zachwycają się nią w młodości Tieck, 
Holderlin i Freiligrath. Imiona Ossyaniczne: Oscara, Selmy 
i Malwiny — wchodzą w powszechną modę. 

Z tem wszystkiem w Niemczech bezpośredni wpływ pieśni 
Ossyana nie sięga zbyt głęboko. W rozważaniach wpływów dzieła, 
choćby tak niezwykłego, jak książka Macphersona, trzeba zawsze 
uwzględnić ściśle zasadę, którą doskonale sformułował jeden z hi- 
storyków angielskiego romantyzmu w następujących słowach: „The 
influence of any particular book becomes dispersed and blended 
with a hundred currents that are in the air" ^). Owóż działanie 
poematów Macphersona na ukształtowanie nowego kierunku w po- 
ezyi europejskiej schodzi się w Niemczech i w literaturze innych 
narodów z pokrewnemi zjawiskami na polu twórczem. „Nowa He- 
loiza" Rousseau'a, „Myśli nocne" Jounga, „Szczątki starożytnej po- 



*) „Uebe"* das Erhabene". 

*) Beers Henry A. A History of English Romanticism in the 18*''. ceu- 
tnry, New Jork 1899, s. 337. 



8 MARYAN SZYJKOWSKI 

ezyi angielskiej" Percy'ego, Shakespeare i „Werter", to wszystko — 
że pominiemy drobniejsze przejawj'^ — ^^czy się z dziełem Mac- 
phersona w jeden zaczyn, pod którego działaniem dokonywa się 
wymiana wartości, tworzą nowe formy i wyrasta gmach nowej 
myśli twórczej., W tej kombinacyi pieśni Ossyana zajmują stano- 
wisko wybitne. Rozgłosem przewyższają Jounga, Percy'ego i nawet 
Shakespeare'a — w czasie schodzą się z „Nową Heloizą" a wy- 
przedzają „Wertera", któremu zawdzięczają głóunie olbrzymią po- 
czytność w Niemczech. 

Podobnie jak w Niemczech, tak i we Francyi — choć nie 
w tj^m stopniu — należało dzieło Macphersona do najpoczytniej- 
szych w swoim czasie 1), Utorowała mu drogę anglomania, która 
w drugiej połowie 18 go wieku zapanowała w modzie i obyczajach 
francuskich niepodzielnie. W tym czasie imię Anglika stało się 
dla Paryża — wedle Gribbona — „clarum et respectabile nomen 
gentibus". Poezya angielska znajdowała we P^rancyi zawsze chę- 
tnych słuchaczy i wydawców, a zwłaszcza te utwory, w których 
wyczuwano wiew nowej myśli, znajdującej pokrewn}' i pełny swój 
wyraz w dziełach Russa. Stąd czytywano chętnie sentymentalne 
romanse Richardsona. Fieldinga i Sterne'a, „Elegię na wiejskim 
cmentarzu" Gray'a, a zwłaszcza „Noce" Jounga, jak również „Pory 
roku" Thomsona i sielanki Gessnera. Kiedy zjawił się Ossyan — zastał 
we Francyi dla siebie jak najkorzystniejsze warunki. A zjawił się 
tutaj bardzo rychło, gdyż już we wrześniu 1760 r. paryski „Jour- 
nal śtranger" przyniósł tłómaczenie dwóch ułamków, a mianowicie: 
„Connal i Crimora" oraz „Ryno i Alpin", pióra Turgota. W lutym 
następnego roku zjawiły się dwa inne fragmenty — poczem od 
grudnia 1761 roku do lipca 1762 r. podało toż czasopismo kolejno 
przekłady wszystkich innych poematów Macphersona w opraco- 
waniu Suarda- W 1762 r. wychodzi przekład „Carthona" księcia 
d'Aiguillon, który rozpoczyna we Francyi żywą dyskusyę na temat 
autentyczności tekstów, toczoną głównie na łamach „Journal des 
savants" w latach 1762 — 4, a zakończonej konkluzyą: „rhonneur 
d'avoir crćer ces poósies touchantes et sublimes vaudrait bien Theu- 
reux hasard de les avoir decouvertes". Posypała się masa mniej lub 



1) cf. Te X te — nadto Schmidt Erich, „Richardson. Rousseau and Goethe" 
Jena 1875 i Tedeschi A., „Ossian „IHom^re du Nord" en France-Paris 1912. 
Champion 8". 



OSSYAN W POLSCE y 

więcej udatnych przekładów i przeróbek. Do najstarszych należy 
wolne tłómaczenie Letourneura, które wyszło w Paryżu w 1777 r. 
p. t. „Ossian fils de Fingal, pośsies galliques, traduites de Tanglais 
de Macpherson". Lctourneur, wedle Wolrera „secrótaire de la librai- 
rie, mais non secrćtaire du bon gont", należał do najzagorzal- 
szych anglomanów we Francyi. Na spółkę z Fontaine-Malherbem 
założył prawdziwe przedsiębiorstwo przekładów i — oprócz Oss\'ana — 
przyswoił literaturze francuskiej Sbakespeare'a, Richardsona i Jounga. 
Jednakże specyalnie jego przekład Ossyana cieszył się (niezaslu- 
żenie) znacznem powodzeniem, chwalony nawet przez La Harpe'a ^). 
Z liczn3^ch przedruków tego dzieła wymieniam tutaj pracę, która 
pojawiła się w Paryżu w 1794 r. ^) w trzech tomikach p. t, Po- 
emes d'Ossian et de quelques autres bardes^ pour servir de suitę 
k rOi5sian de Letourneur; traduits sur Tanglais de J. Sinith. 
W edycyi tej Labaume i David de Saint George połączyli przekład 
Letourneura z „ossyanidą" Jana Smitha, która wyszła w Edynburgu 
w 1780 r. p. t. „Gaelic. Antiquities", łącznie z Macphersonem do- 
stała się do Francyi (nowe wydanie w 1799 i 1810 z przedmową 
Ginguene'a) i Włoch, oraz do — Polski. 

Z innych przeróbek wymieniam jako charakterystyczne „si- 
gnum temporis" pracę Baour-Lor miana z 180L p. t. „Poć- 
sies galliques" dla użytku armii francuskiej ^J. W 1796 r. Arnault 
pisze 5 aktową tragedj^ę „Oskar, fils d'Ossian" — w 1801 r. wy- 
chodzą w Paryżu imitacye: generała Despinay „Catheluina ou les 
Amis rivaux", Arbaud Jouque'a >,Traduction et imitations de quel- 
ques poósies d"Ossian^ i J. Taillasson'a „Traduction librę en vers 
des chants de Selma". 

Sceptycznie wobec poematów Macphersona zachował się od 
początku Wolter. Już w styczniu 1762 r. umieścił o nowem dziele 
w „Journal EncycIopśdique" następującą uwagę: „Tout son mórite 
consiste a peu pres dans son antiquite. Une traduction francoise de 
cet ouvrage serait certainement insupportable" — do czego dodał 
Lessing: „desto schlimmer fiir die Francosen''. Nadto wydrwił 



1) Wielbił go de Foutanes wierszykiem: O Letourneur! o toi dont la prose 
hardie Des vera audacieux osa presqne imiter L'inimitable melodie Ta decouvris 
plus d'ane fois Des tresors inconnus aux mnses de notre ago! 

2) Tę datę podaję za wydawcą edycyi z 1810 DentQ"ego — datę u Texte"a 
uważam za mylną (1795)" 

') cf. Saunders s. 21. 



10 MARYAN SZYJKOWSKI 

Wolter Ossyana w artykule „Anciens et raodernes", wydrukowanym 
w „Dictionnaire philosopłiique". Z ironią, w której celował, przed- 
stawia rozmowę, prowadzoną w salonie lorda Chesterfielda pomiędzy 
wielbicielem Ossyana. a trzeźwo myślącym profesorem uniwersy- 
tetu, który ostatecznie udowadnia, że przy niewielkiej zręczności 
łatwo „entasser combats sur combats", co stanowi istotę poematów 
Ossyana. 

Głos jednak Woltera hyl odosobniony i stał w jaskrawej 
sprzeczności z ogólnym entuzyazmem, dobrze wyrażonym przez 
Creuze de Lessera w wierszu: 

„Adieu les fables des vienx ages, 
Los dieux des Grecs et des Troyens! 
Vivent les heros des nnages 
Dans lears palais adriens!" 

Poezya bardów, lub — jak ją we Francyi nazywano ko- 
lejno — poezya irlandzka, runiczna, gallicka, przetrwała zwycię- 
sko wszystkie przewroty polityczne we Francyi na przełomie obu 
stuleci. 

Młody Edgar Quinet dziwi się i nie potrafi sobie wytłó- 
maczyć tego powszechnego zapału dla pieśni Ossyana, sam go nie 
podzielając. Opowiadają, że w okresie dyrektoryatu grono młodych 
wielbicieli Ossyana wybrało się nocą z pieśnią na ustach i o-itarą 
w ręku do Bulońskiego lasku, podpaliło drzewa w kilku miejscach 
i postanowiło przepędzić noc pod gołem niebem na wzór Kaledoń- 
skich rycerzy. 

To powodzenie rapsodów celtyckiego barda znajduje swój wy- 
raz i w sztuce francuskiej. W 1802 roku pojawia się w salonie 
paryskim wielkie płótno olejne Girodefa, wyobrażające na pierw- 
szym planie Fingala i Ossyana, którzy przyjmują cienie francu- 
skich rycerzy. W 1804 roku odegrano premierę opery Lesueur'a 
p. t. „Bardes", którą zachwyca się Napoleon. Podobnież Móhul 
skomponował na tle jednego z epizodów Ossj^ana swój dramat mu- 
zyczny „Uthal" 1). Trzy generacye we Francyi wykarmiła poezya 
Ossyaniczna — a pomiędzy niemi i samego „Boga wojny" Na- 
poleona. 

Poematy Macphersona były dla wielkiego Korsykanina nio- 
wyczerpanem źródłem artystycznej rozkoszy przez całe życie. 

^) cf. Saundeis s. 23. 



OS.SVAN W POLSCE 11 

W przekładzie włoskim Cesarotti'ego czytywał je podczas wy- 
prawy do Egiptu — z książką tą nie rozstawał się niemal nigdy, 
aż wreszcie znalazła się ona i na okręcie, którym odbył ostatnią 
swą podróż na wyspę św. Heleny. Ossyana czytywał Napoleon na- 
wet chętniej i częściej, aniżeli Wertera. Na dochowanym egzem- 
plarzu, którego używał, widać marginesy, pokryte wykrzyknikami 
w miejscach bardziej patetycznych; kartki noszą od częstego uży- 
cia ślady wielkiego palca i dziś jeszcze bije od nich zapach ta- 
baki kamfory i paczuli. Widomym znakiem przejęcia się Ossya- 
nem była akademia celtycka, założona przez Napoleona — a w jego 
biuletynach wojennych i rozkazach dziennych do armii dopatrują, 
ponoś nie bez racyi, śladów lektury Ossyana i). 

Jest rzeczą trudną do uwierzenia^ a jednak niewątpliwą, że 
książka Macphersona przyczyniła się w pewnym stopniu do usta- 
lenia nowej dynastyi na tronie szwedzkim. Bernadotte, chcąc po- 
zyskać opinię publiczną i przyspieszyć swoją elekcyę na króla 
szwedzkiego, dał synowi swemu imię Oskara, W ten sposób ujął 
sobie Szwedów, którzy radowali się, że ich przyszły władca nosi 
imię jednego z głównych bohaterów pieśni Macphersona, Oskara, 
syna Ossyana.. Dzisiejszy też król szwedzki, Oskar II, jest poniekąd 
żywem wspomnieniem tych czasów, kiedy imiona Oskarów i Mal- 
win powtarzały usta przeważnej liczby piastunek zarówno w Niem- 
czech i Francy i, jak i w innych krajach Europy -). 

Ogólny zapał dla pieśni Ossyana nie pozostał oczywiście bez 
wpływu i na najwybitniejsze jednostki doby romantycznej we Fran- 
cyi. Dwie z nich przedewszystkiem należały do zagorzałych wy- 
znawców poezyi Ossyana: pani de Stael i Chateaubriand. 
Pragnąc ustalić zasady nowej poetyki, przyjęli oboje za podstawę 
Ossyana, jako cenny spadek ubiegłego stulecia. W epokowem dziele 
„Littćrature consideree dans ses rapports avec les institutions so- 
ciales" (1800) de Stael pierwsza rzuciła podwaliny pod nowoczesną 
teoryę literackiego kosmopolityzmu. Z niepospolitą bystrością pod- 
patrzyła związek haseł Rousseau'a z nowym kierunkiem poezyi an- 
gielskiej, z „ideałem germańskim", którego urzeczywistnienie w zna- 
cznej części widziała w dziele „nowego Homera" Europy, Ossyana, 



1) cf. Smart s. 15 i Te xte k. 400. 
") cf. Smart a, 16 i Texte s. 401. 



12 MAUYAN SZYJKOWSKI 

Sama pozostawała długi czas pod urokiem jego pieśni, szukając 
w nich pociechy w swoich troskach małżeńskich. 

Chateaubriand, głosząc piękno średniowiecznego feudali- 
zmu, stał niewątpliwie pod wpływem poematów pseudoceltyckich, 
którym zresztą całe życie pozostał wiernym. Już podczas pobytu 
sweo-o w Anglii w 1793 roku rozczytywał się z zapałem w Ossya- 
nie, przygotowując materyał dla przyszłego „Renć'go". W „Geniu- 
szu Chrześcijaństwa" zaś poświęcił poezyi ślepego harfiarza takie 
epitafium: „Quatre pierres couvertes de mousse marąuent sur les 
bruyeres de la Calódonie la tombe des guerriers de Fingal; Oscar 
et Małvina ont passo, mais rien n'est changó dans leur solitaire 
patrie. Le montagnard ócossais se plait encore a redire les chants 
de ses ancetres; ii est encore brave, serviable, gónśreux: ce n'est 
plus, qu'on nous pardonne Timage, ce n*est plus la main du barde 
meme qu'on entend. sur la harpe: c'est ce frćmissement des cordes 
produit par le toucher d'une onibre^ lorsąue la nuit, dans une salle 
dóserte, elle annoncait la mort d'un hóros". 

Z powabną iluzyą autentyczności Ossyana trudno było rozstać 
się autorowi „Męczenników". Przeto pisał do Lamartine'a, że gotów 
jest sam jeden walczyć z bronią w ręku o podtrzymanie wiary 
w istnienie szkockich bardów pod hasłem: „Harfa Morvenu jest 
hasłem moje] duszy" ^). Kiedy zaś okazało się ponad wszelką wąt- 
pliwość, jak niewiele jest w poematach Macphersona z poezyi „of 
other times" — pisze Chateaubriand w przedmowie do przekładu 
„Poezyi gallickich": „Już nie wierzę w autentyczność dzieł Os- 
syana; jednakże słyszę jeszcze harfę barda, jakby słyszało się glos. 
co prawda monotonny, ale słodki i żałosny" ^). 

Obok pani de Stael i uhateaubrianda, gorących wielbicieli 
znalazł Ossyan również w osobach Ge orge Sand i Lamartina. 
Ten ostatni stawiał nawet Ossyana ponad Homerem a na równi 
z Dantem i przenosił jego pieśni ponad utwory Byrona *). Vigny 
i Musset byli również ujęci pięknością malarską obrazów Mac- 
phersona, jakkolwiek melancholia ich nie ma nic wspólnego z Os- 
syanem, wypływając ze zgoła odmiennych założeń. Natomiast nie- 
jeden szczegół pejzażowy w „Le Cor", „Eloa", a może i w „La 



1) cf. Smart s. 16. 

2) cf. Texte s. 393. 

3) cf. Smart s. 12. 



OSSYAN W POI.SOR 13 

Maison du Berger" przypomina ossyaniczny sztafaż — a takiż 
wpływ widzą i w pomyśle porównań w Musseta „Coupe et les ló- 
vres" i „Nuits", oraz w pięknych stancach ,,Saula" (przypominają- 
cych „Pieśni Selmy") i). 

A teraz kiedy poznaliśmy rozległość i natężenie wpływu po- 
ezyi ossyanicznej w kraju, w którym się urodziła, oraz w dwóch 
najbardziej nas obchodzących literaturach: niemieckiej i francu- 
skiej — pora zastanowić się nad przyczynami tego zjawiska. Na 
jakiem tle powstały utwory Macphersona? co przynosiły nowego? 
na czem polega ich znaczenie i rola w dziejach epoki romantycznej? 



II. 
„Pieśni Ossyana". 

W połowie XVIII wieku rozpoczęto w Europie coraz po- 
wszechniej zdawać sobie sprawę, że kierunek sztuki neoklasycznej 
przeżył się, że trzeba rozglądnąć się za nowemi, świeżemi źródłami 
twórczej inspiracyi. Zwrócono przedewszystkiem uwagę na taje- 
mniczy urok feudalnych form średniowiecza, niedocenianych dotąd 
jako poetycki materyał, a przeto czarujących mimowoli nowością 
i całkowitą odrębnością kształtów. Ta poczynająca się u schyłku 
doby pseudoklasycznej reakcya średniowiecza, wychodząc już w sa- 
mych początkach ze stanowiska przeciwstawienia siebie klasycznej 
starożytności — choć zrazu nie uświadamia sobie teoretycznie ta- 
kiego założenia— kieruie się na północ, jakby już terytoryalnie usi- 
łowała jak najdalej odsunąć się od sfery wpływów kultury staro- 
żytnej i jakby pragnęła wydobyć na światło dzienne dobytek du- 
chowy tych ludów^ których rozwój cywilizacyjny dokonywał się 
samorodnie, jak najwięcej niezawiśle od promieniowania wielkiego 
ogniska grecko-rzymskiej cywilizacyi. Wyrazem tego kierunku 
jest w Anglii utwór Collinsa p. t. „An Ode on the popular su- 
perstitions of the Highlands of Scotland", wydany w 1749 roku — 
w szczególności zaś oba dzieła Maile ta t. j. „L'Introduction 
d rhistoire de Danemark" 1755 — oraz „Monuments de la My- 
thologie et de la poósie des Celtes et particulieremeut des anciens 
Scandinayes" 1756 r. Te oba dzieła Malleta mają dla teoretycznej 



^) Zob. La grandę Encycl., Paris t. XXV, art. pióra J. Douady'ego. 



14 MARYAN SZYJKOWSKI 

stron)'- romantyzmu znaczenie zasadnicze: skierowały one wogóle 
uwagę Europy na poezyę Północy. Przekład Eddy Malleta w tłu- 
maczeniu niemieckiem zaszczepił u Klopstoka i jego szkoły za- 
miłowanie do poezyi bardów. Tłumaczenie angielskie, dokonane 
przez Percy'ego, zdobyło rozgłos w Anglii i). Cała generacya 
poetów i krytyków poznała za pośrednictwem dzieł Malleta Europę 
północną, a pani de Stael zaczerpnęła stamtąd mnóstwo notatek. 
W ten sposób urodziła się niespodzianie nowa starożytność, zjawiła 
odrazu cała cywilizacya, bardzo odmienna od grecko-rzymskiej, sa- 
morodna, wolna od naśladownictw, przedstawiająca bogaty a niety- 
kany materyał dla poetyckiej fantazyi. Tam też tkwi w pewnej 
mierze punkt zaczepienia dla całej literatury ossyanicznej. 

W pewnej mierze — gdyż na „pieśni Ossyana" składają się 
również inne elementy, które wchodzą w skład formacyi nowego 
kierunku poezyi. Renesans bowiem ducha feudalnej starożytności 
łączy się szybko w sposób dość szczególny z hasłami, których nie 
znają ani tradycye średniowiecznego rycerstwa, ani wogólności in- 
stutycye feudalne. Zrazu ta średniowieczna reakcya zamyka się 
inst3'nktownie w kilku pół-klasycznych formach, za jaką uważać 
można w Anglii np. Allana Ramsay'a „Gentle Shepherd". Ram- 
say jest przedstawicielem stylu sielankowego; w treści odrzuca 
fikcj^ę „złotego wieku", zrywa z tradycyjnymi faunami i nimfami, 
przenosi sceneryę ponad jezioro i w górską okolicę naturalną, 
wprowadzając ludowe śpiewy. Zwrot ku przyrodzie, jako drugiemu 
nietykanemu źródłu piękna, zaznacza się coraz wyraźniej. To po- 
czucie przyrody było zresztą poezyi angielskiej wrodzone: w wy- 
sokim stopniu posiadał je Shakespeare i Milton, a nawet w naj- 
bardziej oschłych latach XVIII wieku pojawiają się głośne „Pory" 
Thomsona (1730 r.). Obecnie jednak to hasło, któremu na konty- 
nencie tak silny akcent nadaje Rousseau, przybiera w Anglii cha- 
rakter bojowy, ma stać się w założeniu zalecaną odtrutką na prze- 
cywilizowanie społeczeństwa, ma wywieść poez3'ę z omylnych dróg, 
na które weszła, obracając się wśród zagadnień etycznych i dyda- 
ktycznych, i uprościć jej podstawy przez zwrot do naturalnego 
Piękna przyrody. Nawet mający się za klasyka Horace Wal pole, 
który lubił ironizować dzieła Macphersona, jest za połączeniem na- 
śladowania przyrody z cudowną machiną średniowiecza. Mało ory- 



*) Gray slndyaje dzieła Malleta z sapałem — zob. Texte 8. 385. 



OSSYAN W POLSCK 15 

ginaliiy w formie William Somervile koclia i opiewa wieś z jej 
urokami, wyprzedzajj^c pod tym względem Williama Shensto- 
ne'a, który uchodzi za angielskiego Rousseau'a w miniaturze, łą- 
cząc ideał prostoty z odczuciem przyrody i tonem elegijnym. 

Ten ton elegijny jest trzeciem znamiennem zjawiskiem, które 
występuje w poezyi angielskiej już w polowie XVIII w. Jest on 
najczęstszą i ulubioną formą owego „entuzyazmu lirycznego", który 
przeciwstawił się atrofii uczucia doby pseudoklasycznej. Potrzebę jego 
podnoszą bardzo silnie obaj W ar ton o wie, Józef i Tomasz, pierwsi 
krytyczni pionierowie angielskiego romantyzmu. Józef Warton. autor 
ody p. t. „The Enthusiast", wielbiciel Shakespeare'a. protestuje prze- 
ciw panującym w poezyi tendencyom etycznym i dydaktycznym ze 
szkodą liryki. Tomasz Warton, autor „The Pleasures of Melancholy", 
propaguje na długo przed Chataubriandem odrodzenie gotyckiej ar- 
chitektury i wskazuje narodową starożytność, jako najbogatsze źró- 
dło lirycznego entuzyazmu ^). 

Facultas lacrimatoria staje się w poezyi angielskiej pod- 
stawą szeregu utworów, które przedostają się do Europy, przygoto- 
wując grunt zarówno pod przyjęcie Ossyana, jak i „Nowej He- 
loizy". Obok wierszy Wartonów, pojawiają się „Myśli nocne" 
Jounga. „Elegia na wiejskim cmentarzu" Gray'a^ W. Blair'a „The 
Grave", Johnsona „Vanity of Humań Wishes". Zwłaszcza Gray, 
a jeszcze bardziej Joung cieszą się tak w Niemczech, jak i we 
Francyi znaczną wziętością -). 

Na takiem tle pojawiają się pieśni barda Ossyana. Pojawiają 
się jako świadoma, modna podówczas w Anglii mistyfikacya. Teo- 
retycznie bowiem zwrócono już dawno uwagę na urok pieśni ludo- 
wej, a uczynił to Józef A ddison w „Spektatorze" (1710 roku), ze- 
stawiając twórczość ludową z — Homerem ^). W praktyce wyprze- 
dził Addisona Dryden, ogłaszając w swoich „Miscellanies" 5 sta- 
roangielskich ballad (1684, 1708). W 1718 roku ogłasza Matthew 
Prior „The Notbrowne Mayde", w rok później pojawia się naj- 
starsza wersya „Chery Chase" w opracowaniu Tomasza Hearne'a. 
Najwcześniejszy zbiór autentycznych ballad wychodzi w 1723 r. 



1) Conrthope W. J., A History of English Poetry, London 1905, roi. V, 
rozdział XII : The early Romantic renaissance. 

2) ef. Tombo Texte. 

3) cf. Richter s. 114. 



16 MARYAN SZYJKOWSKI 

p. t. „Collection of Old Ballads; w 1760 r. wreszcie wydrukowano 
zbiór pieśni ludowych p. t. „Prolusions, or Select Pieces of An- 

cient Poetry". 

Spodziewanego sukcesu jednak wydawnictwa te nie odniosły. 
Czytający ogół okazał się jeszcze zbyt niedojrzałym, ażeby odczuć 
istotnie cały powab ludowości w nieskażonej jej postaci. Ka razie 
był to jeszcze materyał surowy, który trzeba było odpowiednio 
przystosować i przerobić, jak to był uczynił Percy, ażeby zdobył 
sobie wziętość. Pozatera zaś mógł on dostarczyć ogólnych ram, 
w których wygodnie mieścił się pomysł indywidualny i tegoż po- 
mysłu rozprowadzenie, W ten sposób pojawia się już w 1719 roku 
pierwszy falsyfikat, ballada o 42 strofach pióra Elżbiety Hal ket 
p. t. „Hardy ku Ute" — później tak podziwiana przez Walter Scotta. 
Podobnym falsyfikatem jest również wspomnianego Ramsay'a 
zbiór pieśni wydany w 1725 r. pod nazwą „Evergreen", pochodzą- 
cych wrzekomo z przed 1600 r. i). Ka tejże zasadzie opierają się 
i „ossyaniczne" poematy Macphersona. 

Jest w nich, jak stwierdzono ^), niesłychanie mało śladów sta- 
roceltyckiej poezyi ludowej. Cały np. poemat o „Fingalu", złożony 
z ksiąg sześciu, obejmuje szczątki jedynie dwóch oryginalnych bal- 
lad, tj. nie więcej jak 200 wierszy; z ośmiu ksiąg „Temory" tylko 
jedna odpowiada w pewnym stopniu starej balladzie. Cała ogromna 
reszta wypływa z najrozmaitszych źródeł literackich, jak: poezya 
Hebrajska, Homer, Milton, Pope, Grray? niitologia Skandynawska — 
a przedewszystkiem z własnej duszy twórcy, który potrafił te tak 
rozbieżne elementy zjednoczyć w całość odrębną i nadać jej cha- 
rakter epokowego dzieła, skupiającego w sobie wszystkie owe pier- 
wiastki nowego prądu, który już drgał w powietrzu. 

Fanatyczny wielbiciel poematów Ossyana, Gray, powiedział 
o ich wydawcy, że „albo Macpherson jest demonem poezyi, albo 
odnalazł skarb od wieków ukryty". A choć z czasem rosły w nim 
wątpliwości co do pochodzenia ty-ch utworów, ,,chciał, ażeby te 
pieśni były prawdziwe". To „ja chcę", stanowi klucz do taje- 
mnicy bezprzykładnego powodzenia fragmentów. Posiadają one zmu- 
szającą, suggestywną siłę, siłę poetyckiegu geniuszu. I śmiało orzec 



») cf, Richter, s. 114—116. 

2) Zob. Stern Lud. Chr. „Die ossianischen Heldenliedcr" w „Zeitschr. 
f. vergl. Literaturgeschichte", "Weimar 1895. 



OS8YAN W POI.SCE 17 

można, że nie owe skromne szczątki ludowej poezyi celtyckiej, 
które tkwią w nich i dopiero drogą żmudnej analizy filologicznej 
mogą być stamtąd wydobyte, stanowią o ich epokowem znaczeniu, 
lecz właśnie wszystko to, co jest tych poematów jądrem, a co ma 
wyłącznie falsyfikatorską podstawę. 

Schlebiając współczesnemu kierunkowi w literaturze, przyjął 
Macpherson fikcyę dzikiego ludu o rycerskiej odwadze a jednocze- 
śnie o silnie wysubtelnionej stronie uczuciowej przy najbardziej 
prymitywnej obyczajności. Wszystko to spowił w poezyę wiatru 
1 mgieł — niedarmo też „poetą mgieł" go nazwano — w czar księ- 
życowych nocy lub grozę huczącej burzy i rzucił na tło krajobra- 
zów górskich, przeważnie głuchych i posępnych. W ten sposób po- 
łączył w jedność wszystkie owe oddzielnie trudne do koordynacyi 
motywy, które wchodzą w skład stałej rekwizytorni Romantyzmu. 
W przedmowie do swych poematów, napisanej w 1773 roku, tak 
pisze Macpherson: „The following Poems, it must be confessed, are 
morę calculated to please persons of exquisite feelings of heart, 
than those who receive all their impressions by the ear'* i). A dr. 
Blair w głośnej swojej „dyssertacyi krytycznej", którą poprze- 
dził „Fragmenty" określił je słusznie, jako „the poetry of the 
heart". Rys ten uważa Blair za dominujący: w dalszym ciągu 
uwag swoich podnosi wszędzie „ten sam żar uczucia" (s. 84), „ton 
wzniosły i patetyczny" (s. 91). „Ossian appears everywhere to be 
prompted by his feelings; and to speak from the abundance of his 
heart" (s, 94). „Można by go (sc. Ossyana) zganić za to" — mówi 
poniżej— „że zbyt często wywoływa łzy z naszych oczu; jednakże, 
że potrafi nas do tego zmuszać, temu, wierzę, nie zaprzeczy nikt, 
kto choć trochę posiada uczucia. Ogólny charakter jego poezyi po- 
lega na tonie heroicznym o elegijnej barwie" (s. 114). 

Istotnie — hipertrofia czułości i w parze z nią idąca łatwość 
płaczu czyni z tych rzekomo staroceltyckich herosów całkiem wy- 
raźny typ nowożytny z drugiej połowy 18-go wieku. Fingal i jego 
rycerze nie wiedzą, co to niepowodzenie w boju; zwycięstwo towa- 
rzyszy im stale, nikt im nie jest w stanie się oprzeć, z kości po- 



^) Cytować będę stale wedle lipskiego wydania Tauehnitza (184-7). „The 
poems of Ossian", zawierającego nadto „dissertations on tho aera and poems of 
Ossian'' i dra Biair'a „Critical dissertation-". 
Rozprawy Wydz. filolog. T. LII. 2 



18 MARYAN SZYJKOWSKI 

zabijanych wrogów mógłby Fin gal wznieść sobie pałac, niemniejszy 
od Selmy, a jednak — rzadko kiedy czuje się zadowolonym lub 
szczęśliwym. Miłość odgrywa w tych poematach rolę niepoślednią — 
a jednakże jakże rzadko łączy się z nią uśmiech szczęścia i roz- 
koszy. Pasmo miłosnych marzeń przerywa najczęściej śmierć bez- 
litosna: młody bohater pada w boju lub umiera „ona". Strona pozo- 
stała przy życiu ginie w regule z żalu i rozpaczy i oboje przy- 
krywa wspólna darń mogiły. Czarnym cieniem kładzie się smutek 
na kartach utworów Macphersona. Określa go Ossyan charaktery- 
stycznym terminem, często powtarzanym: thejoyofgrief. Twórcą 
tej nazwy jest Homer („i[i,£poc yoóio" II. 23.108), lecz u Ossyana 
przybrała ona wartość odmienną i .szczególną: stała się ona istotnie 
określeniem na lubowanie się we własnych bolach, które bez wi- 
docznej przyczyny zewnętrznej wydobywają się z głębi duszy i twa- 
rzy bohatera nadają interesujący wyraz melancholii. To samo wy- 
bitne znamię „Weltschmerzu", które charakteryzuje i „Nową He- 
loizę" i „Wertera" — zostało już szeroko zaznaczone w poematach 
Ossyana. Ci kolosalnych wymiarów rycerze, którzy — wedle zwy- 
kłego określenia poety — nie chodzą, lecz „poruszają się" (they 
move), czynią częstokroć wrażenie nerwowych dzieci, których ła- 
twość płaczu przypomina zapewne „Myśli nocne" Younga przyczyna 
natomiast tej łatwości tkwi w całkiem nowożytnej podstawie ich 
psychiki: w zbyt pospiesznem tętnie ich wewnętrznego życia. Fin- 
gal, rycerze jego, a nade wszystko sam Ossyan, zapatrzeni są okiem 
ducha w przeszłość. Rozpamiętywanie tej przeszłości tworzy pod- 
stawę tej pozornej antynomii, którą znał dobrze twórca „Nowej 
Heloizy" i określił tak trafnie w słowach: „ce souvenir amer et 
dćlicieux qui nourrit nos tourments du vain sentiment d'un bon- 
heur qui n'est plus" ^). Kiedy Fingal po skończonej walce każe 
bardom śpiewać pieśń o nigdy niepowrotnej przeszłości, mówi im: 
„Pleasent is the joy of grief — ta radość smutku jest jako powiew 
wiosny, który rozmiękcza gałąź dębu a młody liść podnosi swoją 
zieloną głowę" (Carrictura). 

Tym „smutkiem radosnym" z lubością pieści się poeta. „Jest 
urok w smutku" — mówi Ossyan — „lecz zgryzota niszczy czło- 
wieka; pada on jako kwiat, na który spojrzało słońce z całą swoją 
siłą, gdy przeszło ponad nim południe a noc pokryła go ciemnością". 



») cf. Texte s. 382. 



OS8YAN W 1'0I,SCE 19 

^Radość wsmutku jest jako blady promień księżyca, który dotyka gęstej 
chmury a nie przenika jej" („Croma"). Wszystko bowiem przemija jako 
sen, pozostawiając tylko wspomnienie. Ten Salomonowy motyw „va- 
nitas va ni ta tum" stanowi też główne źródło melancholii Os- 
syana. Wielekroć raz}'^ podkreśla rys ten poeta, nadając mu coraz to 
inne zabarwienie. W „Carthonie" łączy go z motywem sławy, osła- 
biając beznadzi(!Jność biblijnego „Kohelet" ostatecznym wnioskiem, 
że co zginęło w życiu, może ożyć w pieśni. „I przyjdzie dzień, 
w którym musimy zginąć. Pocoś wybudował dom twój. synu prze- 
lotnych dni? Dziś patrzysz z wież twoich: a lat jeszcze kilka i na- 
dejdzie podmuch pustyni; it howls in tby empty court, and whist- 
les round thy half — worn shield. And let the blast of the desert 
come! we shall be renowned in our day! The mark of my arm 
shall be in battle; my name in the song of bards. Raise the song, 
send round the shell: let joy be heard in my hall"! To samo sły- 
szymy w V-ej księdze „Fingala": „One dsij the warriors must die, 
and the children see their useless arms in the hall. We too shall be 
no morę. Warriors on day must fali". „We shall pass away like 
a dream. No sound will remain in our fields of war. Our tombs 
will be lost in the heath. The hunter shall not know the place of 
our rest. Our names may be heard in song". („Fingal" Book VI). 
Starzec Morni stwierdza w „Lathmonie" po raz nie wiem który: 
„Giniemy jak trawa na wzgórzu; moc nasza nie powraca nigdy". 

Kiedyindziej zjawisko przyrody nasuwa poecie smutną refle- 
ksyę. Najczęściej rodzi się ona na widok słońca: to słońce, od wie- 
ków zachodzące i wschodzące nieprzerwanie na nowo, przypomina 
prawem kontrastu znikomość człowieka. A jednak przyjdzie dzień, 
kiedy i ono padnie; a przeto wita je Carrii w „Temorze" następu- 
jącym hymnem: „O sun! Terrible is thy beauty, son of heaven, 
whan death is descending on thy locks; when thou rollest thy va- 
pours before thee, over the blasted host... How long shalt thou rise 
on war, and roli a bloody shield through heaven? I sce the death 
of heroes, dark wandering over thy face!... Roli on, thou careless 
hight! Thou too perhaps, must fali". (Book II). 

W szczególności w samej postaci Ossyana motyw znikomości 
wszechrzeczy wiąże się z motywem z przyrody. Postać to, która 
już w założeniu przypomina biblijnego Hioba: oślepły i bezwładny 
starzec, żyje tylko wspomnieniem przeszłości; to jefiro stanowi ra- 



20 MAKYAN SZYJKOWSKI 

cyę jego żywota, który mu cięży i z którym radby już rozstać się 
jak uajprędzej. „O tbat I could forget my friends" -- skarży się — 
till my footsteps should cease to be seen! till I come araong them 
with joy; and lay my aged limbs in the narrow house"! („Con- 
latłi and Cuthona"). Rozpamiętywanie na zawsze minionej a pełnej 
chwały doby rycerskich czynów, quorum magnapars fu it, wy- 
pełnia schyłek życia Ossyana uwym „smutkiem radosnym", o któ- 
rym sam mówi, że „jest jako blady promień księżyca, który do- 
tyka gęstej chmury a nie przenika jej", zaś dotknięty nim czło- 
wiek „pada jako kwiat, na który spojrzało słońce z całą swą siłą 
gdy przeszło ponad nim południe a noc pokryła go ciemnością" 
(„Groma"). 

Nie jest to uczucie jałowe; przeciwnie — plenny to smutek: 
z niego rodzi się pieśń Ossyana „of other times", pieśń, która na 
chwilę wypełnia światłem nakształt zachodzącego słońca duszę starca. 
„Czuję wracającą radość młodości" — woła w takiej chwili Os- 
syan — „tak zjawia się słońce na zachodzie, kiedy ślady jego świa- 
tła okazały się po burzy; wzgórza zielone podnoszą swe zroszone 
głowy; błękitny strumień raduje się w dolinie. Sędziwy wój (hero) 
wyszedł ze swej siedziby, oparty na kiju, jego siwe włosy błyszczą 
w świetle". (Calthon and Colmal"). Oto jest poetycka wizya, którą 
w duszy starca urodziła myśl o przeszłości: w ogromnie charakte- 
rystyczny sposób smutek wspomnień, przeobrażając się w chwilową 
niepamięć teraźniejszości, wywołał obraz zachodzącego po burzy 
słońca i na purpurę tej zjawy słonecznej rzucił symbolicznie syl- 
wetkę starego rycerza. W takiej też chwili rodzi się konieczność 
poetyckiego wyrazu: ,.The song rises, like the sun, in my soul. 
I feel the joys of other times" („The war of Inis-Thona"). „Przy- 
nieś mi harfę, córko Toscara" — woła Ossyan do Malwiny — 
„przynieś mi harfę! Światło pieśni powstaje w duszy Ossyana. Jest 
ona podobna równinie, kiedy ciemność pokrywa szczyty dookoła 
a cień rośnie powoli". Przed okiem duszy ślepego barda rozwija 
się wizya przeszłości: wojownicy gromadzą się jak strumienie po 
burzy, których wzdęte fale toczą się dumnie — Oscar z rycerzami 
wychodzi na wzgórze — nocne meteory osiadły przed nim na wrzo- 
sach, odległy strumień głucho zaszumiał. Rzadki powiew powiał 
poprzez dęby. Czerwony i mglisty pół blask miesiąca padł poza nim 
na wzgórze. Słabe głosy dały się słyszeć na łące. Oscar wyciągnął 
swój miecz! „Przybywajcie o wy duchy moich ojców, oznajmcie 



OSSYAN W POL8CR 



21 



mi losy przyszłości". Ileż w przytoczonym skrócie ustępu z poe- 
matu p. t. j,The war of Caros" nowożytnej nieomal plastyki opi- 
sowej! jak subtelne stopniowanie cieni i półcieni, ażeby spotęgować 
w czytelniku wrażenie nastroju! 

Cudnym jest czar marzenia; radosną jest droga, po której 
„rzeczywistość się pomału w kraj przemienia ideału" — tem smu- 
tniejszvm być musi powrót do szarzyzny bieżącego życia, które 
dla duszy, zwróconej w przeszłość, żadnej już nie niesie radości. 
W takich chwilach jakże beznadziejnie smutną jest dusza Ossyana! 
I often fought" — mówi stary wojownik — and often won, in 
battles of the spear. But blind, and tearful, and forlorn, I walk 
with little men!" („Fingal" Book III). „Now I fight no morę!" — 
powtarza w VI-ej księdze „Fingala" — „The fanie of my former 
deeds is ceased. I sit forlorn at the tombs of my friends". „But 
lam sad, forlorn. and blind" — skarży się w IV- ej księdze tegoż 
utworu Mai winie — no morę the corapanion of heroes. Give, lo- 
vely maid, to me thy tears. I have seen the tombs of all my 
friends". 

Nie zawsze smutek dni dzisiejszych Ossyana wylewa się cichą 
falą rezygnacyi; niekiedy wybucha on potężnym buntem przeciw 
niezłomnym prawom losu. Pozornie z pod praw tych wyłamuje się 
wiecznie odmładzająca się przyroda, z którą duszę Ossyana spajają 
tak ściśle nici wzajemnego oddziaływania. Ten wzajemny związek 
mikro- i makrokosmu musiał być istotnie bardzo żywy w społe- 
czeństwie pierwotnem, którego obraz dochował się rzekomo w rap- 
sodach Ossyana. Świadomość jednakże tego związku i silne jej za- 
akcentowanie w poezyi staje się znamienną własnością Romanty- 
zmu, który już w teoryi głosi nawrót do prymitywów. 

Skargi ossyanicznego „Weltschmerzu" odbijają się niejedno- 
krotnie echem wśród otaczającego świata przyrody, któremu poeta 
w ten sposób nadaje personifikacyjny charakter, znamię współczu- 
jącej i rozumnej istoty. Wybuchy Ossyana kierują się stale przeciw 
księżycowi i przeciw słońcu. W „Dar-Thuli". zwracając się do 
księżyca, woła ślepy bard: „Hast thou thy hall, like Ossian? Dwel- 
lest thou in the shadow of grief? But thou thyself shalt fail one 
night, and leave thy blue path in heaven". Ten sam motyw zostaje 
wspaniale rozwinięty w głośnym hymnie do słońca w „Carthonie". 
Jest to niewątpliwie jeden z najsilniejszych ustępów w historyi 
poezyi lirycznej ; chcę go bodaj w skróconym i możliwie wiernym 



22 MARYAN S2YJKOWSKI 

przytoczyć przekładzie: O ty. który toczysz się w górze, krągły, 
jak tarcza naszych ojców — skąd twe promienie, o słońce, skąd 
twe światło wieczne? posuwasz się w twojej piękności potężnej — 
gwiazdy kryją się poza sklepienie niebios — księżyc, chłodny i blady, 
zapada w falę zachodnią; lecz ty jedno poruszasz się. Któżby mógł 
byó towarzyszem twojego biegu? Dęby górskie padają — same 
góry kruszą się z czasem; ocean kolejno wznosi się i opada — 
sam księżyc gubi się na niebiosach — lecz ty jesteś zawsze takie 
samo, radując się rozległością (in the brighlness) biegu. Gdy świat 
zaciemnią burze, gdy toczy się piorun i leci błyskawica, ty wyglą- 
dasz przez chmury w twej piękncjści i śmiejesz się z burzy — (ale 
Ossvan już cię nie widzi), ani gdy twe złote włosy powiewają na 
wschodnich chmurach, ani gdy drżysz u bram zachodu. — A nioże 
i ty skończysz się i zaśniesz w chmurach, nie słuchając głosu po- 
ranka (zob. motyw „Chanteclera"!). Raduj się, o słońce, siłą twej 
młodości! Starość jest ciemna i przykra: jest jak skrzące światło 
miesiąca, kiedy zjawi się poprzez rozdarte chmury, a mgła leży na 
wzgórzach: powiew z północy jest na równinie; pielgrzym drży 
w połowie swej drogi". 

Cały ten przytoczony ustęp stanowi jedną z najciekawszych 
i najpiękniejszych ilustracyi właściwości talentu Macphersona: na 
ogólne tło bolejącej duszy człowieka, rzucony mistrzowską dłonią 
w krótkich rysach cały splot zjawisk z przyrody, nad którenii gó- 
ruje gorejąca, potężna zjawa słońca. Pomost pomiędzy człowiekiem 
a przyrodą stanowi ów wybitny dla ossyanicznej poezyi rys perso- 
nifikacyjny, który już był uderzj^ł Herdera i bardzo trafnie został 
przez niego określony w następujący sposób: „Ossian ist in Per- 
sonifikationen Hiobs Bruder. Alle Gegenstande sind bei ihm per- 
sonificirt, voll Leben, voll Bewegung sey's Wind und Welle, oder 
gar der Bart einer Distel, Die Sonne ist ihm ein rascher Jungling, 
der Mond ein Madchen, der auch Sćhwestern, andre Monden, am 
Himrael gehabt hat; der Abendstern ein lieblicher Knabe^ der 
Kommet blickt und wieder weggeht" ^). 



1) Ten „hymn do słońca" Ossyana bywa zestawiany z apostrofa do słońca 
szatana w „Paradiae Lost", z nstępern z „Fausta" Goethego: ,,Uoch scheint die 
Gottin Sonne endlich wegznsinken" — wreszcie z ustępem z ,, Dzwonu Zatopio- 
nego" Gerh. Hauptmanna: „Urmuttor Sonne! deiu iind meine Kinder, Durch dei- 
ner Bruste Milch emporgesaugt" cf. Sniart s. 214. 

*) zob. Herder W erkę 1, s. 90. 



OS8YAN W POLSCE 23 

Końcowy zaś moment tego hymnu do shmoa stanowi również 
próbkę zdolności operowania nowoczesnym nastrojem, któr}- w da- 
nym wypadku przypomina iście Maeterlinkowski sp(»sób szkicowa- 
nia myśli, pozornie nie wiążących się z głównym tokiem a jednak 
mających wewnętrzne uzasadnienie i wid(;ezną celowcjść w kierunku 
wytworzenia pewnego rodzaju nieokreślonej sensacyi smutku i me- 
lancholijnej zadumy. 

Ostatnim akordem harfy Ossyana jest epilog „Berrathonu'^, 
którym tak zachwyca się Werther Goethego, że w godzinę przed- 
śmiertną z tego poematu zapożycza frazesów. Wedle objaśnienia 
Macphersona jest „Berrathon" łabędzim śpiewem celtyckiego pie- 
śniarza, w którym ten żegna się ze zbyt długiem życiem i rado- 
śnie wyciąga ręce w stronę zbliżającej się śmierci. Ukochana harfa 
Ossyana, wierna i współczująca towarzyszka jego doli i niedoli, 
odzywa się sama głosem żałosnym, czując, ze nadeszła chwila, 
w której ostatnia pieśń ma urodzić się na jej strunach. Na duszę 
ślepego barda si^ływa ostatnia wizya: oto w chwale i majestacie 
jawi się na obłokach niezłomny wódz-ojciec Fingal. „The storms 
are darkening in thy hand" — szepcą zachwycone wargi ostatniego 
barda — „Thou takest the sun in thy wrath, and hidest him in 
thy clouds"^. Ale na widok opuszczonego ślepca rozjaśnia się duch 
Fingala: wtedy i słońce uśmiecha się do niebieskich równin — 
strumyk szemrze — krzewy wychylają swe głowy zielone na wiatr 
sarny skaczą w borze. W takiej chwili odzywa się łagodnie głos 
Fingala: „Come, Ossian. come away — come. fly with thy fathers 
on clouds^. A na to wezwanie zabłysła radość w duszy Ossyana 
„Idę, idę, o królu łudzi!" — woła ku zjawie. — „Zycie Ossyana 
gaśnie. Usnę na stokach Mory. Wiatry, rozwiewając mój włos si- 
wy, nie obudzą mnie więcej". „Inni ludzie nadejdą. Ludzie są jako 
fale oceanu; są jako liście lasu Morweńskiego; jedne porywa precz 
wichr szumiąc}', a oto już drugie wychylają swoje głowy zielone 
na wzgórzu". Wszystko przemija: oto jest podstawa smutku i za- 
razem całej filozofii Ossyana. Wyrzekł to tylekroć — powtarza raz 
jeszcze, jakby stały refren, w obliczu śmierci: wszystko pada pod 
młotem czasu: piękność, męstwo. „Fingal himself departeed". Pozo- 
stanie jedno; pozostanie tak długo, aż nie wypełni się sam czas: — 
pozostanie sława pośmiertna. „But my famę shall remain, and 
grow like the oak of Morven; whicli lifts its broad head to the 
storm. and rejoices in the course of the wind". 



24 MARYAN SZYJKOWSKI 

Takie są ostatnie słowa ślepego starca, pieśniarza „innych 
czasów", rycerza, druha i najmilszego syna sławnego króla Fingala. 

Goethe, objaśniając w późniejszych latach w swoich „Pamię- 
tnikach" przyczynę zapału, który wśród młodzieży niemieckiej obu- 
dziły pieśni Ossyana, tłumaczy ten objaw tem, że Ossyan dał ujście 
skłonnościom do tych „ponurych rozmyślań, które gubią w nie- 
skończoność tego, kto im się odda" i). Istotnie; rys ten znamionuje 
bardzo wybitnie psychikę figur Ossyanicznych a w szczególności 
samą postać ślepego barda, jak wykazaliśmy powyżej; że zaś roz- 
myślania owe, zaczepiając punktem wstępnym o przeszłość odległą, 
biegną następnie po linii, która ginie w mrokach nie dającej się 
bliżej oznaczyć przyszłości — sprawia to bardzo silne zespolenie 
tych rozmyślań z życiem przyrody. Rola przyrody nie jest 
zewnętrzną, akcydentalną dekoracyą akcyi poematów Macphersona, 
jak to się dzieje w nowoklasycznej poezyi; również nie ma ona 
nic wspólnego z filozoficzną koncepcyą Thomsona — uważanego 
pod tym względem za poprzednika pieśni Ossyanicznych — który 
w przyrodzie widzi równoległą i równorzędną z człowiekiem ema- 
nacyę siły najwyższej i czci ją jako taką. Nie drogą rozmysłu kro- 
czy Ossyan po rozległych obszarach swojego krajobrazu; on czuje 
w nim współżycie z duszą człowieka, podnosi bardzo silnie ten te- 
lepatyczny związek i czyni zeń, jak widzieliśmy, układową część 
swojego „Weltschmerzu". Jest to, jak oczywista, zasadniczy mo- 
tyw romantyzmu, po raz pierwszy w Europie w tym stopniu i z taką 
siłą ekspressyi rozwinięty. 

Krajobraz Ossyana opiera się na tle przyrody górskiej, na 
której piękno zwraca uwagę również Rousseau w „Nowej Heloizie". 
Caledonia (Szkocya), Erin (Irlandya) i Lochlin (Skandynawia), do- 
starczają obszernych ram, w obrębie których rozgrywa się akcya 
poematów. Z niepospolitą siłą plastyki rozwija poeta swoje opisy 
przyrody, nadając im wybitnie personifikacyjny charakter. Stąd 
to przeważna część tych obrazów tchnie cichą melancholią lub na- 
wet posępnym smutkiem Jar górski o zboczach lesistych, prze- 
rżnięty cicho szemrzącym strumieniem i oświetlony jasną smugą 
księżycowego światła — na tem tle biała postać dziewicy, płaczącej 
nad utraconem szczęściem; albo dzikie, podarte granie w świetle 
błyskawic, drżące od huku grzmotów i odgłosu śmiertelnej walki, 



1) cf. Texte, s. 389. 



OSSYAN W POLSCE 25 

przebiegające po niebie meteory, które rozświecają blade twarze 
z chmurami płynących duchów: takie byłyby typowe okazy ossya- 
nicznego sztafażu. Zwłaszcza słynne są noce miesięczne Ossyana, 
ulubione już w dziele Younofa, ale dopiero przez Macphersona do- 
prowadzone do prawdziwej maestryi, którą zachwycała się cała 
Europa. Słusznie powiedziano, że „żaden poeta nie wyczerpał tak 
doszczętnie czaru nocy miesięcznej w jej rozmaitości i głębi" ^). 

Dla przykładu przytoczę kilka ustępów. W Cath-Lodzie" 
(duan I.) Fingal wybiera się nocą na zwiady. W świetle miesiąca 
spostrzega na skale postać z rozwianym włosem, „like Loch]in's 
whitebosomed maids": jej kroki niepewne — śpiew przerywany 
wiatrem; widać jak wznosi białe ramiona ku górze, „for grief is 
dwelling in her soul". Jest to córka zabitego Torcultorna. której 
w poświacie miesiąca jawi się duch ojca. Gdzieindziej („Carthon") 
na polu bitwy rozegrała się straszna tragedya, znana zresztą już 
poezyi wschodniej („Rustem i Sohrab): rycerz Clessamor zabija 
w walce, nie wiedząc o tem, własnego syna. Poznawszy zapóźno 
straszną pomyłkę, rzuca się w rozpaczy na ciało syna. Na równi- 
nie zapada noc — cisza — nagle z poza nieboskłonu wychyla się 
rozpalona kula miesiąca i ciska czerwony blask na tragiczną scenę; 
na pierwszym planie ojciec, obejmujący w głuchej rozpaczy sty- 
gnące zwłoki syna — w dali połyskujący mur znieruchomiałych 
rycerzy „jak cichy gaj, który wznosi głowę na Gormalu, gdy wia- 
try ustały a na równinę zeszła ciemna jesień". 

Gdzieindziej znowu spotykamy obraz, pasujący Macphersona 
na pierwszego poetę ruin. Gaul powraca z wyprawy wojennej do 
pałacu, w którym zostawił ukochaną Oithonę. Tę jednak porwał 
pod nieobecność Gaula jego rywal, spustoszywszy paląc: po opu- 
stoszałych komnatach wałęsa się blady miesiąc • — wichry przela- 
tują z jękiem — liście, z drzew opadłe, pokryły próg; pozatem ci- 
sza i pustka („Oithona"). W innym poemacie rozpaczająca nad 
śmiercią kochanka Comala spostrzega nagle jego postać i bierze ją 
za wizyę zmarłego. Kiedy jednak przekonała się, że wieść o śmierci 
Hidallana była fałszywa, umiera z radości. Księżyc, ten nieodłą- 
czny świadek najbardziej dramatycznych scen Ossyana, zjawia się 
tym razem, oświecając zwłoki dziewicy. Ponad niemi bardowie 
wznoszą pieśń żałobną, rozpoczynając i kończąc jakby refrenem: 



1) cf. Richter, s. 143. 



26 MAKYAN SZyjKOWfiKI 

„Patrz! meteory bł3'^szczą ponad dziewką! Patrz! światło księżyca 
dźwiga jej duszę (moon-beams lift her soul)" („Comala"). 

W przytoczonych przykładach księżyc pełni funlccyę punktu 
kulminacyjnego w opisie: związek jego z akcyą jest widoczny, 
celowość użycia dla podniecenia nastroju uderzająca. W tych no- 
cach księżycowych Ossyana tkwi w ))ewnym stopniu również zaro- 
dek całej późniejszej „Schauerromantik", za którą Macpherson jest 
w znacznej części odpowiedzialny. W podanych jednakże wypad- 
kach jest ta rola księżyca bądź co bądź drugoplanowa, dekoraty- 
wna, nie tworzy sama dla siebie artystycznego celu. Są jednakże 
w pieśniach Ossyana ustępy poświęcone w pierwszej linii opisowi 
zjawiska przyrody, a wśród nich na plan pierwszy wysuwa się 
głośna w swoim czasie apostrofa do „Gwiazdy wieczornej", rozpo- 
czj^nająca „Pieśni Selmy". Jest to najobszerniej i najpiękniej prze- 
prowadzony obraz wieczoru w utworach Macphersona. Po dniu bu- 
rzliwym zapada cichy wieczór: wiatr ustał — zdała dochodzi szmer 
strumienia — płynące fale rozbijają się o skałę odległą — ćmy 
wieczorne kołyszą się na swoich słabych skrzydłach — brzęczenie 
ich lotu słychać na polu. „Czemu przyglądasz się odległe światło 
(gwiazdy wieczornej)! Śmiejesz się jednak i nikniesz. Fale z rado- 
ścią otaczają cię kołem — kąpią twoje piękne włosy. Bądź zdrów 
cichy blasku. Niech wstanie światło duszy Ossyana". W bladem 
tłumaczeniu Krasickiego ustęp ten brzmi, jak następuje: 

Księżyca, światło nocy, co wschodzisz nieznacznie, 
Nim się blask twych promieni rozpościerać zacznie. 
I na dnie błekitnawem wyiskrzać się pocznie, 
Aż się w śkleniu srebrzystem pokaże widocznie; 
Cóż cię tu w te spokoyne doliny przywodzi";* 

Po burzy, noc w zaciszy ponurey nadchodzi, 

Szum się morza uśmierzył, iuż wiatry ustały, 

W brzeg skalisty, bałwanów szturmem zapieniały, 

Też same lekko biją i nazad wracaią 

Motyle, uniesione wietrzykiem, igraią: 

Brzęk się baków i muszek po wrzosach rozchodzi. 

Światło nocy, cóż cię w te doliny przywodzi? 

Oddalasz się i spuszczasz coraz w twoim locie. 

W morze zapadasz; wnły w radosnym obrocie 

Wiią się wkuło ciebie, i twóy warkocz moczą. 

Żegnam cię, inż niknący spadzistą ubocza; 

Blask twój przestał, niechay się pieśni moich zacznie. 

Czuję, żem wzruszon — wzrasta — wyiskrzą się znacznie. 



OSSYAN W l'()LSCK 27 

Tak więc i w tym ustępie wschodzący miesiąc służy jako 
paralela do „wyiskrzającego się" blasku pieśni w duszy Ossyana, 
w dalszym zaś toku opowiadania ma oczom Golmy, wyczekującej 
kochanka, odsłonić trupy kochanka i brata, leżące u stóp skały. 

Jakkolwiek obrazy nocy i wieczoru. odp(jvviadając najlepiej me- 
lancholijnemu kolorytowi opowiadań Ossyana, zdarzają się najczę- 
ściej, to jednak znajdzie się tu i ówdzie w kilku rysach nakre- 
ślony opis wschodu i zachodu słońca. I tak np. akcya 6-ej księgi 
„Fingala" zaczyna się o wschodzie: „High Cromla*s head of clouds 
is grey. Morning trembles on the half-enlightened ocean. The blue 
mist swims slowly by, and hides the sons of Inis-fail". Opowiada- 
nie o „Carricturze" rozpoczyna inwokacya do zapadającego w mo- 
rze słońca, którą śpiewa bard Ulin: „...Golden — haired son of 
the sky . . . the waves come to behold thy beauty. They lift their 
trembling heads. They see thee Iovely in thy sleep; they shrink 
away v»'ith fear". 

Zresztą jednak „syn nieba" pojawia się w poezyi ossyanicznej 
jako środek opisowy bardzo rzadko — rola słońca łączy się czę- 
ściej z „Weltschmerzem" Ossyana w sposób wskazań}^ powyżej. 
W charakterze zaś ossyanicznego kolorytu leży półcień lub mrok. 
a jeśli światło dnia, to szare, mgliste, zazwyczaj w późną jesień, 
ulubioną porę akcyi tych poematów. 

Podniesione powyżej znamienne cechy pieśni Ossyana zostały 
szczęśliwie uchwycone i w wersyi Smitha, którą za pośrednictwem 
przekładu Letourneura znano i u nas. Ossyaniczna helioracya w po- 
łączeniu z nastrojem melancholijnym wytworzyła kilka analogicz- 
nych hymnów do słońca; jeden z takich hymnów, położony u wstępu 
do poematu p. t, „Trathal", opatruje Smith w nocie następującą 
uwagą: „It was naturel for sightless Ossian, as well as for Milton, 
to make freąuent adresses to this luminary" ^). W tym też duchu 
powstał piękny monolog Ossyana w „Gaulu", który, łącząc motyw 
słońca, melancholii i opuszczonych ruin, stanowi typową próbkę 
ossyanicznej poezyi. „Lubię błądzić sam" — mówi Ossyan — nS^J 
wszystko jest ciemne i spokojne. Ciemność nocy jednoczy się ze 
smutkiem duszy mojej... O słońce! oszczędzaj twych promieni. 
Jak król Morwenu, rozrzutne jesteś w twoich dobrodziejstwach. Czyż 
nie wiesz, że kiedyś światło twoje może zagasnąć tak^ jak jego? 



') Smith John, Galie Antiąuities. Edinburgh 1780, s. 267. 



28 MAUYAN SZYJKOWSKI 

Oszczędzaj ogni, które rozpalasz tysiącami w twym ażurowym pa- 
łacu, gdy idziesz spocząć poza ciemną bramę zachodu ... Morwenie, 
czemuż światła twoje zagasły... Pałace twoje padły w gruzy i te- 
raz otacza je cień śmierci . . . Nie słychać więcej śpiewu bardów 
i harf koncertu... Szukam Selmy: spotykam zwalone i splątane 
głazy, kędy rosną krzewy i zioła bezpłodne. Powiew wichrów no- 
cnych wstrząsa łodygą samotnego ostu, który ugina się pud cięża- 
rem rosy. Sowa krąży dookoła moich białych włosów. Daniel, leżąc 
na swem z mchu legowisku, budzi się na jej krzyki i podskakuje 
bez obawy, gdyż widzi, że to nikt inny, tylko stary Ossyan" ^). 

Powieściowy wątek opowiadań Ossyana nie tworzy jednolitej 
zwartej akcyi. Jest to, wzorem średniowiecznych romansów rycer- 
skich, cykl podań o czynach króla Morwenu, Fingala, i jego towa- 
rzyszy, o bardzo luźnym związku wewnętrznym, opartym często- 
kroć jedynie na powtarzających się postaciach głównych bohate- 
rów. Podstawa fabuły tych powieści poetyckich opiera się zasa- 
dniczo o dwa motywy, które łączą się nieraz wzajemnie: motyw 
walki i motyw miłości. Nie uważamy za wskazane rozbierać tutaj 
szczegółów, w jaki sposób rozprowadza poeta oba te wątki; pra- 
gniemy tylko wskazać te rysy, które zostały następnie wciągnięte 
do stanu posiadania poezyi romantycznej. 

I tak, do bardzo pospolitych pomysłów fabularnych Macpher- 
sona należy przebranie dziewicy w szaty męskie, zazwyczaj w zbroję 
młodego rycerza. Zwykle pomysł ten wypływa z erotycznych po- 
budek i stanowi główny szkielet całej konstrukcyi opowiadania. 
W „poemacie dramatycznym" p. t. „Comala" — tytułowa boha- 
terka, zakochawszy się w Fingalu, towarzyszy mu w jednej z wy- 
praw w przebraniu męskiem. oczekując na pobliskiem wzgórzu 
wieści o wyniku walki. Jednakże odrzucony poprzednio wielbiciel 
poznał był mimo przebrania Comalę i zmyśla przed nią śmierć 
wodza; kiedy zaś zjawił się Fingal. dziewica, przekonawszy się, że 
nie ma do czynienia z duchem, umiera z radości. W „Carricturze" 
Utha, w zbroi młodego rycerza, towarzyszy w walce kochankowi — 
a podobnież Crimora stoi u boku Cormala. stając się mimowoli 
sprawcą tragicznej śmierci ukochanego. W „Colna-Donie" boha- 
terka, chcąc wypróbować miłość Toscara, przebiera się w zbroję 
i oznajmia Toscarowi, że Colna ucieka z młodvm królewiczem; 



») cf. Smith, s. 152—153. 



OSSYAN W POLSCE 29 

Toscar postanawia bezzwłocznie rzucić się w pościg i chce od zna- 
jomego rycerza pożyczyć zbroi — gdy w tem wylania się z pod 
niej „pierś dziewicza biała, jak łono łabędzie, wznoszące się maje- 
statycznie na szybko płynących falach". Gdzieindziej Colmal, po- 
cząwszy miłość do pojmanego Calthona, ułatwia mu ucieczkę 
i w zbroi rycerza chroni się z ukochanym na zamku Fingala 
(„Caltbon and Colmal"). W innym poemacie mistyfikacya wyja- 
śnia się aż pod sam koniec, kiedy z pod zbroi rzekomego Cathlina, 
który przybył do Fingala z prośbą o pomoc przeciw zabójcy swo- 
jego ojca — okazuje się postać córki zabitego, pięknej Lanul („Ca- 
thlin of Clutha"). Motyw z „Colna-Dony" powtarza się w Il-iej księ- 
dze „Fingala". Galwina, chcąc wypróbować miłość Connala, przy- 
biera zbroję męską — powoduje to jednak tragiczne nieporozumie- 
nie: Connal bierze młodeofo rycerza za zazdrosneo^o Grumala i za- 
bija go strzałą. W księdze VI-ej tegoż poematu opowiada bard 
UUin o przebraniu się Inibaki w zbroję wojownika i wyzwaniu 
Trenmora, którego pokochała, do walki. Gdzieindziej mężna dzie- 
wica towarzyszy w zbroi rycerza zgrzybiałemu ojcu w ostatniej 
jego walce („Dar-Thula"). Podobnież młody towarzysz Cathmora, 
nie odstępujący go w walce, to zakochana w nim Sul-Malla („Te- 
mora" Book II, IV, VI). Nie wie o tem zrazu nawet sam Cath- 
mor. idący do śmiertelnej walki z Fingalem, od której napróżno 
usiłuje go powstrzymać piękna i pełna poświęcenia dziewica. 

Jak widać, ten częsty pomysł Ossyana w liczn3"ch swoich 
waryantach odbił się wdzięcznem echem w europejskim Romanty- 
zmie; był bowiem sam w sobie — „romantycznym": roztwierał sze- 
rokie pole dla lirycznego patosu i stwarzał gotowy typ dziewicy 
pięknej (oczywiście), kochającej i ofiarnej. Można go było przytem 
rozciągać w tę lub ową stronę, można było w utworach drugorzę- 
dnych romantyków wyzyskiwać dowolnie „sensacyjność" pomysłu, 
przedłużać mistyfikacyę i drażnić przez to ciekawość czytelnika. 
To też z powieściowych konceptów Macphersona — ten bodaj wła- 
śnie zjednywa sobie największą popularność. 

Niewątpliwie mniej rozgłosu zdobyły te wątki opowiadań Os- 
syana, które rozsnuwają się dookoła postaci kaledońskich bardów — : 
jakkolwiek postaci te należą do najbardziej charakterystycznych 
i najlepiej pod względem poetyckim pomyślanych w poezyi Mac- 
phersona. Rola barda jest w pieśniach Ossyana bardzo wybitna 
i bardzo wielostronna: jest on żywym, uświęconym piastunem kun- 



30 MARYAN 8ZVJKOWSKl 

sztu Śpiewaczego, mającego tak wysoką wartość i znaczenie wśród 
celtyckiego rycerstwa — a pozatem pełni funkcye dyplomatyczne, 
spieszy z wypowiedzeniem wojny, zwiastuje pokój i zaprasza w go- 
ścinę. Postać to czcigodna, na którą podnieść rękę, równałoby się 
zbrodni świętokradztwa; nawet okrutny Cairbar, cbociaż rozkazał 
zamknąć bardów w jaskini, obawiał się „to streteb his sword to the 
bards. though his soul was dark". — Cathmor zaś polecił natych- 
miast przywrócić im wolność, gdyż „...tbey are the sons of futurę 
times. Their voice shall be heard in other years; after the kings 
of Temora have failed" („Temora" Book I). Ta koncepcya potęgi 
i czaru pieśni stanowi też niewątpliwie jeden z najpiękniejszych 
rysów Ossyana, „Pieśni bardów" — mówi pięknie jeden z boha- 
terów Ossyana (Cuthullin) — „są dla mnie jak chłód rosy poran- 
nej na wzgórzu kozic, gdy słońce okazało się na jego zboczach, 
a niebieskie jezioro spoczęło w dolinie". („FingaP Book III). Ta 
pieśń jest niezbędną towarzyszką Fingalowego rycerza w życiu — 
a nawet po śmierci: ona opiewa zwycięstwo, podnieca do walki 
osładza ból i stratę, przeno.si podczas długich wieczorów myśl w da- 
wno minione czasy, brzmi przy stole biesiadnym — a wreszcie po 
śmierci umożliwia spokój duszy, którego koniecznym warunkiem 
jest odśpiewanie elegii żałobnej (zob. „Temora" Book II, toż „Con- 
lath and Cutbona"). Nieraz też dla podniesienia efektu rozpoczyna 
lub kończy poemat pieśń bardów — zaś „Pieśni Selmy" mają być 
w całości utworem barda, który na dorocznym turnieju śpiewaczym 
został przez króla wyróżniony. 

Pieśniom bardów towarzyszy nieodłącznie dźwięk harfy. In- 
strument ten ma w poematach Ossyana całkiem szczególne znaczenie. 
Używa go poeta stale jako materyalnego symbolu samej pieśni, 
nadając mu wybitnie per.sonifikacyjny charakter. Harfa Ossyana 
staje się cndowną. nieomal żywą istotą, do której zwraca się w li- 
cznych inwokacyach, czcząc utajoną w niej moc pieśni. A pozatem 
tkwi w niej pierwiastek proroczy: ilekroć śmierć zagraża znako- 
mitemu rycerzowi, struny harfy drgają jękiem żałosnym Słyszy 
ten płacz harfy Ossyan w przededniu śmierci, odzywa się on w „Te- 
morze" (Book I), wieszcząc skon Cormaca. Tamże zwraca Mac- 
pherson uwagę w nocie na tę cudowną właściwość harfy bardów, 
pisząc: „That prophetic sound mentioned in other poems, which the 
harps of the bards emitted before the death of a person worthy 
and renowned". 



OSSYAN W POl-SCE 31 

Ale najpełniej rozwinięty obraz nastrojowy utworzy! pomysł 
ten w poemacie p. t. Dar-Thula. Fiugal siedzi przy uczcie w pa- 
łacu swoim w Selmie, nie wie nic, że w tej chwili stacza śmier- 
telną walkę w Iriandyi młody bohater Nathos. „The wind was 
abroad in the oaks. The spirit of the mountain roared. The blast 
came rustling through the hall, and gently touched my (sc. Ossian) 
harp. The sound was mourful and Iow, like the song of the tomb. 
Fingal heard it the first. The crowded sighs of his bosom rosę. 
„Some ofmy heroes are Iow", said the grey-haired king of Morven. 
„I hear the sound of death on the harp. Ossian. touch the trem- 
bling string. Bid the sorrow rise. that their spirits may fly with 
joy to Morven's woody hills!" I touched the harp before the king; 
the sound was mournful and Iow". 

Na osobną uwagę zasługuje świat duchów Ossyana: w nim 
bowiem tkwi w znacznej części ziarno późniejszej „Schauerroman- 
tik~. która wiele pomysłów Macphersona przyjęła za swoje, potę- 
gując za ich pośrednictwem nastrój grozy, już widocznie w poezyi 
ossyanicznej występujący, jednakże bez karyliaturalnego nadużycia^ 
O mitologii w pieśniach Ossyana mówi dr. Blair, że jest ona „mi- 
tologią natury ludzkiej"; opiera się bowiem „na wierzeniach ludo- 
wych, wspólnych wszystkim wiekom i wszystkim krajom i właści- 
wym każdej formie religijnej, dotyczącej zjawienia się duchów 
zmarłych". „Machina cudowna Homera" — wywodzi w dalszym 
ciągu tenże najstarszy komentator Ossyana — j^jest zawsze miła 
i zabawna; daleka jednak od uszanowania swojej własnej godności... 
Natomiast machina cudowna Ossyana zachowuje swą godność w ka- 
żdym wypadku. Jest to coprawda godność ponura i straszna; lecz 
taka właśnie jest na swojem miejscu; bowiem odpowiada kierun- 
kowi i duchowi poezyi (sc. Ossyana)" i). 

System duchów Ossyana był w literaturze europejskiej zu- 
pełną nowością '^); nie ma on nic wspólnego ani z mitologią klasy- 
czną, ani z feerycznym światem Pope'a — po analogię trzebaby 
chyba sięgać do skandynawskiej Eddy. Duchy Ossyana biorą 



1) 1. c. s. 76. 

*) Zob. Thurnan C, die Geister in der englischen Literatur des XVIII. 
Jahrhunderts. Ein Beitrag zar Geschichte der Romantik". „Palaestra" LV, 
Berlin 1906. 



32 MARYAN S/OYJKOWSKI 

czynny udział w akcyi, pozostają w stałym związku z ludźmi, oży- 
wiają pusty krajobraz, tworzą element retoryczny w mowach po- 
staci ossyanicznych. Przebywają w miejscach ustronnych, w jaski- 
niach wzgórz ojczystycłi. Po śmierci snują się w gęstej mgle, jaka 
wznosi się ponad jeziorem Lego, dopóki nie wyzwoli ich stamtąd 
pieśń żałobna — poczem płyną z miejsca na miejsce z wiatrem 
i chmurą, w otoczeniu gęsto padających meteorów. Oczom śmier- 
telnym jawią się w mglistych, rozpływających się sylwetkach, 
w szarej opończy z mgły i obłoków, z mieczem w ręku, który two- 
rzy na pół zagasły meteor. Są to widma bezsilne, które mogą uledz 
nawet zranieniu. Drżące ich ręce i gł(js („trembling") — łzy spa- 
dają po bladem licu — ręka wskazuje często śmiertelną ranę (np. 
The Death of Cuthulin). Tylko duchy kobiet „retained (their) 
beauty" — wedle uwagi Macphersona — „and transported themsel- 
ves from place to place, with that gliding motion which Homer as- 
cribes to the gods". 

W życiu zagrobowem zachowują dusze ziemskie prz3'jemno- 
ści: otulone mgłą, ścigają niedźwiedzia i strzelają doń z łuków po- 
wietrznych. Zdolne są również do ziemskich uczuć miłości i nie- 
nawiści, gdyż troszczą się o los przyjaciół, a radują na grobach 
wrogów. Znając przyszłość, gromadzą się nocą ponad miejscem, na 
którem ma ktoś umrzeć; nocą również porozumiewają się ze śmier- 
telnymi, bądź to w sennych marzeniach, bądź wprost przemawiając 
w poszumie wichru i wychylając blade twarze z poza chmury albo 
krwawego promienia. Raz nawet widmo, powstawszy z jeziora, pły- 
nie poprzez cichą równinę, podparte własnym cieniem i w pobliżu 
pałacu Selmy opada deszczem krwi, zapowiedzią krwawego boju 
(„Carthon"). 

Są duchy złe i dobre; pierwsze pokazują się tylko nocą. dru- 
gie i we dnie, niosąc ludziom troskę lub pociechę. Każdy człowiek 
ma swojego „attendig spirit", który zjawia się mu przed śmiercią 
w tej pozycyi, w której ma skonać. A przytem ich silne okrzyki 
są zapowiedzią śmierci, a od gwałtownych ich ruchów dźwięczą 
harfy. Do bardzo częstych zjaw należy wizya kochanka z zapowie- 
dzią śmierci pozostałej przy życiu dziewicy (np. Carric-Thura) — 
lub odwrotnie (n. p. Temora, book VIII); podobnież zabity bo- 
hater odwiedza we śnie żonę (Temora, III), ojciec córkę (Te- 
mora V). W wirze wichru na powierzchni rzeki spostrzega matka 
ducha syna, który poległ (Temora V). Duch Aida jawi się ko- 



OSSYAN W POLSCE 33 

chance Lormie. „like a water}' beam of feeble light; wben the 
moon rushes sudden from between two clouds and the rnid-ni^ht 
shower is on the field"; „and the soul of Lorma come on a feeble 
beam; when thou liest down to rest, and the moon looks into the 
eave" („The Battle of Lora"). Podobnież brat zjawia się bratu z za- 
powiedzią śmierci („Temora" IV). Fingal spostrzega ducha Agan- 
dekki, który żali się, że król Morwenu tylu c/łonków jej narodu 
pozbawił życia („Fingal" IV). W świetle bł3'skawic zwiastuje To- 
scarowi duch ojca, że ktoś z jego pokolenia padnie. Nie brak ró- 
wnież motywu zemsty: duch Colmara, pokazując swoje rany, jawi 
się bratu, żądając pomsty (Calthon and Colma); Gaul, szukając na- 
próźno porwanej narzeczonej, widzi wizyę jej śmierci (Oithona). 

Wreszcie ostrzegaią duchy przed groźnem niebezpieczeństwem: 
np. duch Crugala (Fingal II), Ewerellina (Fingal IV), Trenmora 
(Cathlin of Clutha). Ten ostatni zjawia się powtórnie w tymże sa- 
mym celu w poemacie p. t. The war of Caros; przypływa z chmurą, 
ma na sobie płaszcz, tkany ze mgły Lano, która niesie śmierć lu- 
dziom — w ręku dzierży zamiast miecza zielony, na pół zgasły 
meteor. Twarz jego ciemna i bezkształtna — n^^^Y ^^zy przemó- 
wił i po trzykroć zajęczał wicher nocny". 

Jak obszerne pole dla romantycznej wyobraźni otwierał świat 
duchów Ossyana, ile dostarczył nęcących wątków i motywów — 
nie trudno sobie wyobrazić. Jak już Blair zauważył, charakter tej 
mitologii był doskonale dostosowany do nastroju całego dzieła; 
ona to właśnie potęgowała ten nastrój, dostarczała, łącznie z dziką 
sceneryą górską i melancholią duszy ślepego barda, tych barw po- 
nurych, w których tak lubował się Romantyzm. Jako rzekomo cel- 
tycka spuścizna ludowej poezyi, przekazana w ustnej tradyc^n cza- 
som przyszłym, stanowiła mitologia Ossyana jakby rodzaj literackiej 
kontraband}', którą przepuścić musieli celnicy Neoklasycyzmu, nie 
przypuszczając, jak płodne będą jej skutki i jak doniosły wpł3^w 
wywrze na wzrost zarówno szlachetnych jak i zniekształconych pło- 
nek romantycznych, które niewątpliwie silne uczucie dreszczu, wy- 
wołane wizyami Ossyana, zastąpiły świadomie sensacyą strachu 
i obrzydzenia „Schauerromanów", 

Koncepcya duchów Macphersona, której nie zna w samej rze- 
czy poezya celtycka, wprowadziła do literatury całkowicie nową 
machinę cudowną, opartą w pewnym stopniu na szkockiej tradycyi 
ludowej. W głównym swoim zarysie była zbyt oryginalną, ażeby 

Rozprawy Wydziaia filolog. T. LII, 3 



34 MARYAN 8ZYJK0WSK1 

można ją bez widocznych znamion plagiatu naśladować ; za to 
w szczegółach uż^^źniła obficie, jak powiedziano, ruń romantycznej 
fantazyi. Że tkwią w niej elementy szkockiego folkloru, dowodzi 
tego wspomniana -,Oda" Collinsa, napisana wprawdzie wcześniej, 
aniżeli poematy Macphersona (w 1749 r.), ale drukiem ogłoszona 
dopiero po nich (1788 r.). Wiersz ten poprzedza charakterystyczna 
przedmowa autora pod adresem przyjaciela, jadącego do Szkocyi, 
zawierająca zachętę, ażeby opiewał tych „whose sight such dreary 
dreams engross,With their own vision oft astonish'd droop" — i ażeby 
w dalszym ciągu opowiedział, jak to zjawia się żonie ze skargą 
duch wieśniaka, którego zwabił demon wody Kelpie, jak o północy 
duch}' królów opuszczają swoje groby etc. Macpherson jakby usłu- 
chał tego wezwania: zużytkował wątki ludowej baśni, nadał im wy- 
raz artystyczny i przystosował do ogólnego charakteru całego dzieła, 
wrzekomej spuścizny śpiewaka „of other times". 

W ten sposób powstaje — wedle Th ilrnaua — trzeci, nowy świat 
duchów w literaturze europejskiej XVIII wieku: oprócz autenty- 
cznego (t, j. klasycznego) i germańsko-pogańskiego — ossyaniczny. 
Mitologia klasyczna w poezyi tego czasu tworzy czysto zewnętrzną 
dekoracyę, bez bliższego związku z duszą człowieka: świat duchów 
Ossyana stanowi część składową wewnętrznej strony jego bohate- 
rów i budzi głębokie wrażenie nastroju — trzeci wreszcie system 
mitologiczny, przyjęty przez Shakespeare'a, obudzą strach i grozę. 
Pozwalam sobie jednakże zauważyć, że tego rodzaju dystynkcya 
obu tych ostatnich światów może być ledwo w teoryi i to z tru- 
dnością utrzymana; w praktyce bowiem poezya romantyczna utoż- 
samia niewątpliwie zasadniczy ton zarówno Shakespeare'owskiej jak 
i Ossyanicznej mitologii. Pod względem pierwszeństwa Ossyan na 
długie lata wyprzedza w Europie Shakespeare'a, którego systemowi 
duchów sam naprzód toruje drogę, tworząc następnie wraz z auto- 
rem „Snu nocy letniej" jednolitą antytezę mitologii klasycznej. 

Podobnie jak treść opowiadań Ossyana zawiera szereg nowych 
i żywotnych dla epoki romantycznej elementów — tak i forma, 
w jakiej te pieśni się pojawiły, odbiega daleko od szablonu, uświę- 
conego powagą mistrzów pseudoklasycznej szkoły. Formę tę sta- 
nowi proza rytmiczna, będąca wyraźnie pod wpływem poezyi he- 
brajskiej, stanowiącej, jak wiadomo, również jeden ze wzorów lite- 
rackich, któremu renesans romantyczny przywrócił należne znacze- 
nie. I pod tym względem literatura angielska wyprzedza piśmien- 



OSSYAN W l'OLSCE 35 

nictwo kontynentu; w 1753 roku ogłasza biskup Londy-nu, Robert 
Lowth stybstykę hebrajską p. t. De sacra Poesia Hebraeorum Prae- 
lectiones Acadeniicae — które to dzieło w pierwszej linii oddzia- 
łało na Macphersonai). Cenne uwagi o właściwościach stylu pieśni 
Ossyana znajdują się już w rozprawie Blaira: kilkakrotnie podnosi 
on, że styl ten jest „alWays rapid and vehement", że zdolność opi- 
sową posiada Ossyan w wybitnej mierze, że w opisacłi swoich jest 
zawsze zwięzły (concise) i prosty oraz że prostota ta dodaje wiele 
uroku całej jego poezyi. „We met" — wywodzi — „with no affe- 
cted ornaments; no forced rafinement; no marks. either in style 
or thought. of a studied endeayour to shine and sparkle. Ossian 
appears everywhere to be prompted by his feelings; and to speak 
from the abundance of his heart" ^). Dłuższy ustęp poświęca Blair 
figurze porównania, które w zadziwiającej obfitości pojawia się w pie- 
śniach Ossyana. Szybko dostrzeżono pewną monotonię i jednostaj- 
ność, jaką zbyt częste użycie tego środka ornamentacyjnego spowo- 
wodowało. Wal pole drwił sobie, że z wielkim trudem starał się 
zapamiętać „w jak różnorodny sposób wojownik przypomina księ- 
życ lub słońce, skałę, lwa, albo ocean" ^). A jednakże w tvch po- 
równaniach Ossyana właśnie rozlewa się w całej pełni romantyczne 
poczucie przyrody, w nich okazał się Macpherson mistrzem muzy 
epicko-lirycznej. Dobrze zrozumiał to Blair, który w ten sposób 
określa materyał porównawczy Ossyana: „The sun, the moon, and 
the stars, elouds and meteors, ligthuing and thunder, seas and wha- 
les, rivers, torrents, vinds, ice, rain, snów, dews, mist, fire and 
smoke, trees and forests, heath and grass and flowers, rocks and 
mountains, musie and songs, light and darkness, spirits and ghosts; 
these form the circle within which Ossian's comparisons generally 
run. Some, not many, are taken from birds and beasts; as eagles, 
sea-fowl, the horse, the deer, and the mountain bee; and a very 
few from such operations of art as were then known". 

Dla przykładu przytoczę kilka obrazów porównawczych, za 
których pośrednictwem kreśli poeta piękność kobiety, czerpiąc 
w tych wypadkach materyał porównawczy stale ze zjawisk przy- 



*) Zob. Drechsler W., Der Stil des Macphersonschen Ossian. Diss. Ber- 
lin 1904. 

») 1. c. B. 94. 

>) cf. Texte s. 387. 

3» 



36 MARYAN S/.YJKOWSKI 

rody. Strina-Dona w „Cath-Lodzie" (Duan II) ma „piersi bielsze 
nad łabędzie i nad pianę morza, oczy wielkie — gwiazdy światła 
twarz — tęcza, ciemny włos spada jak płynące chmury". Bli- 
źniaczo pod(;bny jest portret Moimy („Carthon'^): „Her breasts 
were like foam on the wave, and l)er eyes like stars of light: 
her hair was dark as the raven's wing"; duch jej. który zjawia się 
Clessamnrowi „came through the dusky night. along the murmur 
of Lora; she was like the new moon, seen tbrought the gathered 
mist; when the sky pours down its flaky snów. and the world is 
silent and dark'^. Oczy Oiny „to były dwie gwiazdy", patrzące 
wdał poprzez nawałnicę (Oina-Morul); podobnież oczy Colny „...were 
rolling stars; her arms were white as the foam of strearas. Her 
breast rosę slowly to sight. like ocean's heaving wave. Her soul 
was a stream of light" (Culna dona). Córka zabitego w bitwie 
króla Suran-Dronlo płynie rzeką w łodzi: jej włos rozpuszczony, oczy 
ciskają płomienie — białe ramię, z włócznią w dłoni, wyciągnięte 
naprzód; wysoko wzniesiona pierś biała „jak piana wodna, kolejno 
podnosząca się pomiędzy skałami, piękna, ale straszna dla maryna- 
rzy". „Miłość w duszy jej, jak ogień skryty w trawie, który bu- 
dzi się pod podmuchem wiatru (tj. pod wpływem opowiadania o uko- 
chanym) i dookoła szerzy swój blask — odeszła jak poszum le- 
niego wiatru, gdy dotknie głowy kwiatów i utrefi jeziora i rzeki" 
(Sul-Malla of Lumon). Zakochany Duchoraar tak przemawia do 
Morny: ty jesteś śniegiem na wrzosach; twój włos jest chmurą na 
Cromli, kiedy pokrywa szczyt i jaśnieje od światła zachodu. Tw<ije 
ramiona podobne dwom białym filarom w salach wielkiego Fingala 
(Fingal I). 

Jakże daleko odbiegają te obrazy Ossyana, jednemu tylko po- 
święcone szczegółowi, od charakteru porównań klasycznych, stano- 
wiących owoc chłodnej refleksyi, a opartych na szarej, bezbarwnej 
codzienności! 

Ze stanowiska historyczno-porównawczej ewolucyi formy poe- 
tyckiej na przełomie obu epok, formułuje Helena Drecbsler w cytowa- 
nej rozprawie kwestyę tworzenia się nowych stylów w sposób następu- 
jący: po 1860 rok panuje w poezyi angielskiej powszechnie styl 
klasyczny; znamienne jego właściwości, to 1) szeroko rozwinięta 
plastyka przy nader słabym stopniu współddczuwania. Skutkiem 
tej cechy jest obfitość przydomków zdobniczych i apozrcyi. sze- 
roko rozprowadzone obrazy porównawcze (w duchu klasycznym), 



OSSYAN W PULSCK 37 

częstość metafor, personi6kacyi, oraz pelnycli allegoryi. Tutaj do- 
dać wypada, że podobnie jak porównanie w poezyi nowo-klasycznej, 
tak samo i inne obrazy przenośne nie są wypływem lirycznego 
wzruszenia, lecz aktem cbłodnej obserwacyi, regestrującej metody- 
cznie dostrzeżone fakty na podstawie punktów porównawczych. 
Drugą cechą klasycznej dykcyi, którą za tymże autorem przyjąć 
można, jest zamiłowanie do szeroko wydętych okresów a w szcze- 
gólności do syntaktycznej konstrukcyi, złożonej ze zdań względnych 
podrzędnych lub participiów. Trzecią wreszcie właściwością formy, 
to monopodia, jednostajn3r. monotonny rytm oraz poprawne, „stru- 
gane" ryniy (dodajmy: przeważnie żeńskie, z wyjątkiem chyba 
jednej bajki Lafontaine'a i jego licznych naśladowców). 

Po 1760 roku wyrabia się w Anglii ~— a za nią i w Euro- 
pie — nowy styl epicki w balladzie, który jest zupełnem przeci- 
wieństwem dotąd panującego, gdyż: 1) unika szerokiej plastyki 
opisowej, natomiast stara się o wyrażenie żywego, naturalnego wspól- 
odczuwania, a przeto obficie używa ])ytań i okrzyków retorycz- 
nych ^), sympatetycznych adjektiwów oraz powtarzania słów i sensu; 
2) w składni używa zdań krótkich lub całkiem prostych okresów, 
unikając łączeń względnych i participiów; porusza się w dipodyi 
(tj. w rytmach o różnych miarach — przytem i rym jest znacznie 
więcej urozmaicony). 

Ten nowy styl w poezyi, który swój pełny wyraz znalazł 
w zbiorze Percy'ego (1765), nie pokrywa oczywiście całego obszaru 
tak wielostronnie rozwiniętej techniki poezyi romantycznej. Niewąt- 
pliwie poezya ta, w pewnem stadyum swojego rozwoju, przeciw- 
stawiając się jak najostrzej wszystkim tym właściwościom, litóre 
cechują dobę pseudoklasyczn?,, skwapliwie wciągnęła w zal^res form 
swoich angielską balladę i przeniosła niejedną tej formy cechę do 
ogólnego zapasu swojej techniki poetyckiej. Rolę pośrednika ode- 
grał tu — jak myślę — w znacznym stopniu Macphersou, którego 
dykcya zajmuje odrębne stanowisko, łączące pewne cechy metody 
Iclasycznej z innowacyami stylu balladowego. Ten styl bowiem 
pieśni Ossyana zachowuje po 1) wiele klasycznej obrazowości, któ- 



1) Praklyczuie dowiodłem prawdziwości tej tezy w rozprawie: „Wykrzyk 
i pytanie retoryczne w poezyi młodzieńczej Jal. Słowackiego. Przyczynek do po- 
znania techniki polskiego romantyzmu" w rozpr. Akad. lim. Wydz. filo]., tom 
XLVII. Kraków 1910. 



38 MARYAN SZYJKOWSKI 

rej jednak nadaje bardzo silny akcent ludowego współodezuwauia; 
2) upraszcza składnię w jeszcze silniejszym stopniu, aniżeli ballada 
ludowa; 3) posługuje się prozą rytmiczną, naśladując typowy dla 
hebrajskiej poezyi paralelizm myśli i formy. 

W zasadzie tętni w Ossyanie bardzo wyraźnie nerw drama- 
tyczny. Niektóre poematy przybrane są w formę dyalogu (np. Con- 
lath and Cuthona, The songs of Selma. Carric-Thura) w innych 
często użytą jest mowa wprost, jako skutek tej dramatycznej ce- 
chy opowiadań. Podobnie jak w balladzie, pomija poeta lub zbywa 
jak najkrócej szczegóły uboczne, skupiając uwagę czytelnika na 
głównych punktach akcyi. Bardzo obfite inwokacye i pytania re- 
toryczne, oraz częsty „praesens historyczny", obcy czysto epickie- 
mu przedstawieniu rzeczy — stanowią element liryczny pieśni Os- 
syana. Z drugiej zaś strony jest poeta mistrzem w technice epi- 
tetów zdobniczych, zarówno jak i w użyciu figury „powtórzenia''. 
Ten ostatni środek zdobniczy, obcy klasycznemu stylowi, a rozwi- 
nięty w balladzie w refreny, stanowi bardzo charakterystyczną ce- 
chę poezyi ossyanicznej; na nim polega w znacznym stopniu jej 
patos i rozmach, ale z drugiej strony zbyt częste użycie tej figury 
czyni wrażenie monotonii i przeładowania. 

Składnia Ossyana jest asyndetyczna, zatem zbliżona do skła- 
dni ballad a obca stylowi klasycznemu. Operuje ona skrótami: spie- 
nionym nurtem przewalają się obrazy, jeden poprzez drugiego, 
krótkie, porwane frazy pędzą, jakby gnane niepokojem, słowa — 
krzyki i słowa — westchnienia wypełniają gorączkowym tłokiem 
to dzieło, któremu nic równego dotąd nie wydała poezya euro- 
pejska. 

Nie dziw też, że na przełomie obu epok stoi Ossyan jak słup 
graniczny. Na spragnioną nowych wrażeń wyobraźnię podziałał jak 
życiodajny snop wiosennego słońca. Zarówno w treści, jak i w for- 
mie przynosił nowe, nieznane dotąd akordy, z których nadchodzące 
czasy złożyć miały potężną pieśń odmiennej Poezyi. Porównać pro- 
szę styl „Nowej Heloizy" i „Wertera": odmienna od klasycznej, 
na wspólodczuwaniu z życiem przyrody oparta obrazowość, namię- 
tne wykrzyki i pytania, skróty syntaktyczne. całe to gorączkowe 
tempo dykcyi, idące w dziele Rousseau'a decrescendo, u Goethego 
zaś odwrotną koleją — jakże ono przypomina styl pieśni ślepego barda 
celtyckiego! Dźwięk tych pieśni rozszedł się, jak widzieliśmy, 
ogromnie szerokiera echem po stałym lądzie. Czyżby to echo nie 



OSSYAN W POL8CK 39 

odbiło się i na dalekiej północy, wśród narodu, którego wykarmiła 
zachodnio-europejska kultura i który na Zachód miał zawsze raniej 
lub więcej bacznie zwrócone oczy? 



II. KSIĘGA. 

Ossyan w Polsce XVIII, wieku. 

I. 

Warunki recepcyi. 

w krainie Polski Przybysi od zachod« 
Nacić chcę, ieśli mnie kto &^acbać raczy. 
Edward Lubomirski >Groby w dniu 
śmierci Tadeusza Kościaszki<. 

Smutny widok przedstawia duchowa spuścizna czasów Sa- 
skich w Polsce. Perz politycznego bezwładu i chwast umysłowej 
ciemnoty pozarastał gęsto przeszło od wieku nięuprawiane ścieżki, 
które tak śmiałym rozmachem tyczyła ręka polskiego humanisty. 
W gruzy rozpadł się był gmach Kochanowskich i Modrzewskich, 
budowany na węglach zachodnio-europejskiej kultury a świetny 
przytem swoistą ornamentyką słowiańskiego geniuszu. Wiekowa 
nieobecność na wielkiej arenie romańsko-germańskiej pracy cywi- 
lizacyjnej, wyjście poza ewolucyjną linię myśli nowożytnej — po- 
grążj-ło w niemoc śmiertelną polskiego ducha a w ostatecznym re- 
zultacie sprowadziło wielką tragedyę 1795 roku. I zaiste „odwa- 
żnymi być śmieli" ci wielcy patryoci. którym widok ruin nie zwią- 
zał rąk zniechęceniem i nie powstrzymał od zbierania gruzów, iżby 
z nich nowy gmach wznosić. 

Rzecz oczywista, że zabierając się w połowie XVIII stulecia 
do tego wielkiego dzieła Odrodzenia, zwrócono oczy na Zachód do 
tej metropolii światła, jaką była Francya Ludwika XIV i jego na- 
stępców. Pracy był ogrom zda się nieprzebrany, który przechodził 
siły nawet takiego człowieka, jakim był Konarski: potrzeba było 
odrobić wiekowe zaniedbanie, wyplenić szeroko bujające chwasty 
zacofania i ciasnych, nacyoualistycznych uprzedzeń, jednem słowem 
stworzyć na nowo typ Europejczyka, którego tradycye jakby do- 



40 MARYAN SZYJKOWSKl 

Bzczętnie wygiiK^-ły w narodzie, żyjącym zasadą: jedz, pij i popu- 
szczaj pasa. Taki typ miał wytworzyć zreformowany przez Konar- 
skiego system edukacyjny — a generacya Wielkiego Sejmu jest 
najchlubniejszem tej reźormy świadectwem. Ażeby zaś zrównać się 
z Europą zachodnią w cywilizacyjnym postępie — trzeba było z ko- 
nieczności skracać drogę, opuszczać początkowe fazy rozwoju i prze- 
szczepiać na grunt ojczysty rozwinięte już na Zachodzie płonki. 
Stąd, jak wiadomo, to co we Francyi dochowało się na drodze na- 
turalnego rozwoju w dwóch po sobie następująch epokach: — re- 
nesansu literackiego za Ludwika XIV. i dążności reformacyjnych 
wieku oświecenia — to u nas zjawia się łącznie, jako owoc w je- 
dnam dojrzały lecie, jako zjawisko, ugruntowane już powszechnie 
na Zachodzie, zdobycz cywilizacyjna, miarodajna dla każdego Euro- 
pejczyka. 

Ten dobrze dojrzały owoc, przeszczepiony na grunt nasz z Za- 
chodu, staje się dla nas siłą faktu nowalią: przystosowawszy się 
nieco do nowej gleby, krzewi się szybko i bujnie i dochodzi peł- 
nego rozkwitu wtedy, kiedy na Zachodzie coraz więcej kiełkuje 
ziarn nowych i kiedy mnożą się znaki, zwiastujące koniec starych 
a początek nowych czasów. 

Na czele zaś tych zwiastunów kroczy stary bard celtycki, 
Ossyan. Jest rzeczą zrozumiałą, że wdanych warunkach dźwięki 
jego harfy nie mogły dojść do nas ani zbyt rychło, ani zbyt wy- 
raźnie. Coprawda, Anglia, która tę pieśń nową wydała, zajmowała 
naszą uwagę za czasów Stanisławowskich i w okresie późniejszym 
bardzo żywo; zrazu jednakże niemal wyłącznie jako potęga poli- 
tyczna i ekonomiczna. Ze zjawisk zaś literackich te przedewszyst- 
kiem, które, odpowiadając „gustowi" neoklasycyzmu, zdobyły sobie 
uznanie we Francyi i za pośrednictwem przekładów francuskich 
osłabioną falą odbiły się w Polsce — lub wreszcie i takie zjawi- 
ska, które, jak powieść angielska, potrafiły wywalczyć sobie prawo 
obywatelstwa na Zachodzie i również przez Francyę dostały się do 
nas, częstokroć upstrzone obcymi sobie wtrętami przez francuskich 
tłumaczy. W ten sposób „Robinsona" Defoe'go poznajemy poraź 
pierwszy w 1769 roku w przeróbce Ambrożego Feu tr y'e go, która 
zatarła zalety oryginału, oraz w nielepszym przekładzie Campego 
w 1806 roku. Swifta „Podróże Gulliwera" przełożono u nas na 
podstawie francuskiego tłumaczenia Tabbe G u y ot-Desf on tai- 
ne8'a w 1784 roku i tąż drogą poszedł Zabłocki, tłumacząc 



OSSYAN W 1'01.8c;k 41 

w 1787 r. Fieldiaga ^Jospph Andrews" (/. Desf(mtuines'a) i tegoż 
autora „Tom Jones'a" w 1793 r. (z La Place'a). W ten sam sposób 
przyswoiliśmy w XVIII wieku Tomasza Smoli eta romans p. t. 
„Roderik Random" (1785 r.) i Franciszka Sheridana „Miss Sy- 
dney Biddulph" (1786 r.;i). 

2 poetów, Arystarch angielskiego neoklasycyzmu, Aleksander 
Pope, dostarcza naszej bibliografii drugiej p(;łowy XVlIi wieku 
kilku pozycyi. Pierwszy raz w fym czasie pod rokiem 1780, jako 
przekład Adama Czartoryskiego, komedyi „Trzy godziny po 
ślubie" (Lipsk-Warszawa, u Grolla), następnie w 1788 roku X. A. 
Cyankiewioz tłumaczy „Początki moralności czyli wiersz o czło- 
wieku" (Kraków, Grebel — ponownie w 1789 roku, pod nieco od- 
miennym tytułem) i w tymże ruku wychodzi słynny „Pukiel Be- 
lindzie ustrzyżony i porwany" w przekładzie Ignacego Bykow- 
skiego (Warszawa, Dufour). W 1790 roku tłumaczy Jacek Przy- 
bylski „Rzecz o krytyce" (Kraków, Grebel) — zaś „Listy Heloizy" 
pojawiają się w krótkim odstępie czasu w dwóch różnych tłumacze- 
niach: w 1794 r. w Warszawie Dufour) p. t. „Listy Heloizy i Abe- 
larda z francuskiego Colardeau przetłumaczone" (bez nazwiska tłu- 
macza) — i w 1795 r. w Krakowie (Maj) pióra T.K. Węgierskiego. 

Obok Pope'a — tłumaczy .lacek Przybylski (zapewne z ory- 
ginału) „Raj utracony" Miltona w 1791 roku (Kraków, Grebel) 
i tegoż „Raj odzyskany" w rok później (tamże). 

O ile jednakże obaj klasycy angielscy wchodzą do naszej lite- 
ratury pod znakiem panującej mody — o tyle stosunkowo szybkie 
pojawienie się polskiego przekładu Younga da się objaśnić roz- 
głosem w Europie tego autora, który potrafił przebić skorupę pa- 
nującego w poezyi konwenansu i przedrzeć się do nas — zatraci- 
wszy wiele ze swoich właściwości — oczywiście przez Francyę. 
W ten sposób już przed 1772 rokiem poznajemy „Mściwość, tra- 
gedyę z cingielskiego na francuskie, z francuskiego na polskie prze- 
łożoną" '''), w 1783 „Listy moralne" (Lublin), zaś w 1785 roku 
Franc. Xaw. Dmochowski tłumaczy „Sąd ostateczny po fran- 
cuzku przez Le Tourneur prozą, a z francuskiego wierszem" (War- 
szawa), dedykując swą pracę Adamowi Naruszewiczowi — a wre- 



*) Zob. Estr. IX — oraz Bronisław Gubrynowiez „Romans w Polsce 
sa czasów Stanisława Augusta'" Lwów 1904, s. 65 — 70. 

') Zob. Estr. IX s. 402 — roka wydania bliżej nio podano. 



42 MAUYAN SZYJKOWSKI 

szcie pod sam koniec wieku pojawiają^ się dwa przekłady głośnych 
„Nocy": jeden z pod pióra tegoż Dmochowskiego (s. 1. s. a.) — • 
drugi w dwóch tomach p. t. „Nocy, z angielskiego i francuskiego 
przetłumaczone" (Lublin, u Trynitarzy). — Tu wreszcie dodam, że 
pod 1782 rokiem notuje bibliografia S hak es peare'a: „Samochwał 
albo amant wilkołak" (Warszawa, Dufoura), który tak rychłe poja- 
wienie się zawdzięcza zapewne koligacyom z pomysłem Plauta. Prze- 
kład zaś „Hamleta'", dokonany przez Bogusławskiego w 1797 roku, 
opiera się na niemieckiej przeróbce Schrodera. 

Poza wymienionymi powyżej przedstawicielami angielskiej 
literatury „pięknej "• — wchodzi w drugiej połowie XVIII wieku na 
karty naszej bibliografii „magnus parens" wieku oświecenia 
Locke, którego „Logikę czyli myśli o rozumie ludzkim" tłumaczy 
A. Cyankiewicz i dedykuje Kołłątajowi; o dwa lata wyprzedza 
Locke'go Hume, którego dzieło „O ludności czasów dawnych'' tłu- 
maczy Ad. Kamiński. 

Z innych pisarzy angielskich wymieniam wreszcie Chester- 
fielda. którego nazwisko połączył Yoltaire — zresztą czysto me- 
chanicznie — z Ossyanem. „Filozof indyjski" tego autora cieszył 
się u nas w przekładzie Józ. Ep. M i n a s o w i c z a znaczną poczy- 
tnością i doczekał się kilku wydań w drugiej połowie XVIII stu- 
lecia (1767, 1769, 1771. 1774.^1784.). 

Bez porównania jednak wydatniej, aniżeli te odległe i przy- 
tłumione echa angielskiej literatury, zarysowuje się wpływ publi- 
cystyki angielskiej na nasze „czasopisma uczone. Jak wiadomo, na 
wzór „Spektatora" założył Bohomolec swojego „Monitora", który 
w ostatnich swoich rocznikach zatraca z kretesem wszelką samo- 
dzielność, upodabniając się w zupełności do wielkiego wzoru, przy 
pomocy zresztą tłumaczeń francuskich. Jak dalece imponowała nam 
w owym czasie Anglia pod względem stanu um\\'*łowości świadczą 
o tem wzmianki i artykuły zarówno w „Monitorze" jak i w innych 
czasopismach „uczonych" zamieszczone. I tak w Nr. XXXI. (1765 
rok) wypowiada „Monitor" taką opinię: „Nie masz teraz na świecie 
Państwa, w którymby wszystkie gatunki (y że tak rzekę) piątra 
Ludzi byli tak powszechnie uczeni y mądrzy iak w Anglii". Za- 
sługę tego przypisuje ks. Bohomolec znakouiitemu systemowi edu- 
kacyjnemu, panującemu w Anglii, i radzi wysyłać przyszłych pe- 
dagogów — zakonników na wyspy Wielko- Brytyjskie celem stu- 



OSSYAN W POLSCK 



43 



dyowauia angielskiego szkolnictwa. Wiadomości jednak o zjawi- 
skach na polu literackieni są w „Monitorze" wogóle bardzo skąpe. 
Stosunkowo najciekawszy jest pod tym względem artykuł w Nr. 
67, 1772 roku, w którym porusza autor ogólnie kwestyę użycia ma- 
chiny cudownej, dochodząc do wniosku, że poezya może wogóle 
obyć się bez mitologii ^). 

O wiele więcej ciekawego materyalu dla ogólnego omówienia 
stosunku Polski Stanisława Augusta do angielskiej kultury dostar- 
czają czasopisma, prowadzone przez księdza Piotra S Witkow- 
ski ego. Jego „Pamiętnik polityczny i historyczny" jest zasypany 
poprostu artykułami, zwracającymi uwagę polskiego społeczeństwa 
na różne właściwości społecznego organizmu odległych wysp. Po- 
cząwszy od wstępnych uwag, otwierających rocznik 1783 „zasta- 
nowieniem się" nad Anglią „iako we wszystkich okolicznościach 
prym między innymi Kraiami trzymaiącą" — ciągnie się długi 
szereg artykułów, złączonych nieraz w obszerne serj^e (rocznik 
1786). czasem z podaniem proweniencyi (1786 s. 90 sq „Lingueta 
charakter y sposób pisania o Anglii"), częściej zaś bez wskazania 
źródła. Artykuły te rozstrząsają zazwyczaj względy ekonomiczne 
lub militarne — tu i ówdzie jednakże znajdzie się mniej lub więcej 
obszerna wiadomość literacka. Tak więc we wspomnianym refe- 
racie z Lingueta spotykamy opinię o Shakespearze — najcieka- 
wszą, jaką w drugiej polowie XVIIL wieku potrafimy wskazać. 
Zdanie Lingueta o Shakespearze jest ujemne — i to mu referent 
„Pamiętnika", co wypada podkreślić, bardzo ostro wytyka w na- 
stępujący sposób: ,iJego (sc. autora) zdaniom o Schakspearu (sic) 
y Angielskim Teatrze trzeba przepuścić, iako pochodzącym od Fran- 
cuza. Puszczał on Avszystkie cugle dowcipowi swemu, gdy mu przy- 
chodziło mówić o tym nieśmiertelnym Rymotwórcy y zni- 
żał go aż do klassy naymizernieyszych gryzmołów. Czynił on 
o iego tragedyach fałszywe wyobrażenia, natężał wszystkich sił 
iraaginacyi swoiey, aby ie iak naybardziey wyszydził" (s. 93.). 
Szkoda tylko, że nad wj^raz ciekawa — zważywszy czas i wa- 
runki — opinia polska o „nieśmiertelnym Rymotwórcu" angielskim 



*) W roczniku 1765 Nro 82 spotykamy w formie listu do „Moaitora'' cie- 
kawą opinię o aEmilu" Roussa: awidziałem w niej z admiracya (ac, książce") 
pisze autor listu — ,.vvraz y z żalem przy cudnym styla y przedziwnie dobrych 
mądrych, głębokich refleksyach, obok z niemi straszące każdego prawowiernego 
iophismata. 



44 MARYAN SZYJKOWSKI 

nosi tak wybitnie negatywny charakter, że |!otępia bezwzględnie 
wprawdzie sąd ujemny (jako wyszły od Francuza!), ale odmien- 
nego zapatrywania swojego zgolą nie motywuje. W każdym razie 
uwaga ta zainteresuje jeszcze więcej, jeśli się ja zestawi z dwoma 
innemi, a znanemi nam opiniami polskiego „wieku oświecenia": 
Fr. Xaw, Dmochowskiego i Krasickiego. Pierwszy w swojej kompila- 
cyjnej -Sztuce Rymótwórczej"- (Warszawa 1788 s. 39, nota) osą- 
dził, że w dziełach .,Szykspira" „przy nayżywszych myślach i nay- 
mocnieyszyeh wyrazach obok podle błaznov%ania idą" — '^^ugi, 
w dziele podobnem („O rymctwórstwie i rymotwórcacb") mówi to 
samo. tylko innemi słowy: ,,Angielski Schakespear zawiera w so- 
bie niekiedy godne największego zadziwienia i uczucia Avyrazy: 
ale nierówny, w locie częstokroć [jrzesadza zbytniem wysileniem^ 
niekiedy zaś tale się zniża i upadla, iż pojcić ])rawie nie można, 
aby takie różnice jednego pisarza hjly dziełem". Czasy porozbio- 
rowe i Księstwa Warszawskiego przynoszą wiele sądów o twórcy 
„Hamleta", z tych zaś warto już tutaj przypomnieć opinię Jana 
Śniadeckiego, zawartą w głośnej rozprawie „O pismach klassycz- 
nych i romantyczn3'ch" (Dziennik wileński"" 1819. I tom) — opinię 
tak zadziwiająco zgodną ze stanowiskiem Dmochowskiego i Krasi- 
ckiego (dzieła Shakespear'a — budynek pnwabny, ale lepiony 
„z członków nieokrzesanych, grubych, a nawet obrzydliwych"), że 
ten konserwatyzm neoklasj^cystów na przestrzeni lat kilkudziesięciu 
istotnie uderza. 

Tern większą też zwraca uwagę wyprzedzający Dmochow- 
skiego a korzystny sąd o vvielkim dramaturgu angielskim, którego 
nazwisko miało być wraz z inneuii wypisane na sztandarze woju- 
jącego Romantyzmu. Byli snąć w Polsce Stanisławowskiej ludzie, 
których zmysł piękna nie zawiądł w rutynizmie formułek Boileau^a 
i nie odebrał im możności dostrzegania dzieł sztuki, które w tych 
formułkach pomieścić by się nie UKjgły. 

Do takich należy przedewszystkiem Piotr Switkowski. Umysł 
trzeźwy, na którym wiek oświecenia Avycisnął wybitne piętno — 
z drugiej strony jednak posiada wyjątkową niepodległość i samo- 
dzielność sądu oraz rzadką u nas zdolność inicyatywy w połącze- 
niu z żelazną wytrwałością. Nie mogąc tutaj zajmować się bliżej 
jego świetnymi, jak na swój czas, pomysłami ekonomicznymi, które 
rozrzucił po czasopismach, niezmordowanie redagowanych — za- 
znaczyć jednak musimy, że pierwszy Switkowski występuje u nas 



OSSYAN W l>OLSCE 45 

Z naciskiem przeciAvko hegemonii francuskiej w literaturze, torując 
przez to drogę nowym prądom. 

Obok przytoczonej uwagi o Shakespearze — drukuje „Pa- 
miętnik"^ w grudniu tegoż roku obszerny artykuł o angielskim tea- 
trze. I tutaj oczywiście poświęca gł(5wną uwagę „nieśmiertelnemu" 
Sliakespear'owi. którego uroczystość jubileuszową w Stradtforcie 
(1769 r.) obszernie opisuje — następnie zaś opowiada o zasługach 
Grarrika (który Adamowi Czartoryskiemu dostarczył osnowy do ko- 
medyi p. t. „Panna na wydaniu" 1771 r.), wspomina Sheridana, 
komedj^e Foote'a, mówi o organizacyi teatru angielskiego, o akto- 
rach i widzach i t. p. 

Ponieważ jednak „Pamiętnik", juko pismo „polityczne i histo- 
ryczne", nie mogło zbyt wiele miejsca poświęcać sprawom litera- 
tury pięknej — zakłada przeto Świtkowski w 1784 roku „Maga- 
zyn warszawski p-ęknych nauk", który jednak po niespełna dwu- 
letniem trwaniu wychodzić zaprzestaje. Czasopismo to ma wyraźnie 
racyonalistyczne tendencye : zwalcza „skłonność do uroienia" 
i „szkodne podburzanie gwaUownych passyi" za pośrednictwem mo- 
dnych romansów (przeciw „Werterowi"? — zob. artykuł wstępny, 
przedmowa do „Timlera i Kryzmeryny. Powieści prawdziwej" II 
część, t. 437 sq., nowela „Skutki bezrozumnej miłości" IV część 
t. 948 sq.) i potępia wydane w Niemczech dzieło Swedenborga 
„o duchach" (pierwsza u nas wzmianka o Swedenborgu) — z dru- 
giej zaś strony drukuje artykuł o Niemcach (s. 30) i obszerniejszą 
rozprawę o Anglikach (s. 270). W tej ostatniej wymienia trzech 
poetów angielskich, których uważa za najwybitniejszych. Miltona 
(pojmie go tylko „rozumna głowa") Shakespeare'a (zrozumie go ten 
kto „ma wielką duszę i tkliwość") oraz Fieldinga („sam tj^lko pilny 
obserwator różnych klas ludzi"). Niestety i tu znowu spotykamy 
ogólnik, co prawda bardzo charaktery st3'^czny w żądaniu „wielkiej 
duszy i tkliwości" dla zrozumienia Shakespeare'a. 

Mimo tO; że „Magaz3m warszawski" nie zdołał się utrzymać^ 
nie zaniechał Świtkowski myśli stworzenia czasopisma o charakte- 
rze literackim. Od czasu zawieszenia wydawnictwa „Zabaw przy- 
jemnych i obywatelskich", które zresztą poza Gesnerem i kilku 
odami I. B. Roussa nie dopuściły na swoje łamy żadnych nowszych 
prądów z Zachodu — nie posiadaliśmy wogóle peryodycznego or- 
ganu, któryby zaznajamiał polską intelligencyę z nowszemi zjawi- 
skami literatury zagranicznej. Raz jeszcze spróbował temu zaradzić 



46 MARYAN SZYJKOWSKI 

niestrudzony Świtkowski. zakładając w 1792 roku swoje „Zabawy 
obywatelskie". „Zważaiąc przez lat kilkanaście stan Literatury 
naszev" — pisze na wstępie — „postrzegiiśmy w niey znaczny je- 
den niedostatek. To iest niedostatek wiadomości Litteratury obcey". 
Posiadani}'^ wiadomości polityczne; — „ale nikt dotąd nie znalazł 
się, coby nam oznaymił, co gdzie piszą, czem się bawią uczeni ró- 
żnych kraiów, iaki iest stan literatury Europeyskiey. duch, który 
się w niey wydaie i rodzay nauk, który nad innemi górę bierze. 
Postanowiliśmy tedy w tern piśmie uratować drogę Polskim Pisa- 
rzom, wystawuiąc obraz Literatury obcey". 

Że program tego rodzaju pisma powstaje u nas już z końcem 
XVIII stulecia, to świadczy bądź co bądź nader chlubnie o szyb- 
kiem odrodzeniu polskiej kultury — dalsze zaś rozwinięcie tego 
programu mogło być dziełem jednostki, która swój czas znacznie 
wyprzedziła, a w szczególności rzuciła myśl, którą dopiero ma pod- 
jąć i rozwinąć pani de Stael w epokowem dziele „O Niemcach". 
Oto co pisze Świtkowski: „Dotąd w Polszczę zaięci byliśmy wiel- 
kim uprzedzeniem dosamey litteratury Francuskiey- 
F^rancyą mieliśmy tylko za przybytek rozumu ludzkiego, z niey 
wyglądaliśmy tylko dzieł uczonych, rozumiejąc, że tam tylko, iak 
mod i stroiów. tak też i pism naywybornieyszych tworzą się wzory. 
Te uprzedzenie zachodziło tak daleko, iż nawet brzydziliśmy się 
tvm i orardziliśmv, co nie bvło Francuskiego. Osobliwie zaś chv- 
dziliśmy z pism wszelkich Niemieckich. Na okazanie naywiększego 
naszego wstrętu od wszystkiego, co było napisane w Niemczech, 
używaliśmy wyrazu, że to było deytcz^ iakoby daiąc znać, że w Niem- 
czech co tylko piszą^ musi to być coś ociężałego, nieprzyiemnego; 
że Niemcy nie mogą mieć w pisaniu owey przyjemności, owych 
wdzięków i powabów, które znayduiemy w pismach Francuskich; 
nakoniec. że Niemcy nie maią tyle dowcipu i bystrości, aby mogli 
wynaleźć co powabnego, interessuiącego do czytania". A tymcza- 
sem: „Naypięknievsze czasy dla Litteratury Francuskiey iuź mi- 
nęły. A zaś czasy te, sławne i chlubne, nastały dla Niemców". 
Zaczem wskazuje Świtkowski rozkwit nauki niemieckiej, podnosi 
„żelazną pilność", „chciwość czytania po wszystkich klasach"*, bo- 
gactwo bibliotek, znajomość obcych języków — i ufundowane na 
tych wszystkich zaletach bogactwo i szeroka skala literatury pięknej. 

Że zaś redaktor „Zabaw" chciał przeciwstawić Francuzom 
pracę duchową wogóle germańską — o tem zdaje się świadczyć 



OHSYAN W POI.30K 47 

zaraz pierwszy po wstępie artykuł, który, na podstawie dzielą For- 
stera, mówi o „Stanie niniejszym litterafury Angielskiey". Omó- 
wiwszy tedy w tym artykule świetność zdobyczy naukowych an- 
gielskich — przechodzi do stanu poezyi, która -.nigdy pewnie nie 
miała świetnieyszey epoki iak teraz, tak co do liczby natchniętych, 
iako też co do ognia prawdziwie nadludzkiego'". Poczem wymienia 
Hayley'a, Cowpera i lloole'a — w dramacie zaś, oddawszy należny 
hołd geniuszowi Shakespeare'a, mówi o dramaturgach współcze- 
snych: Greatheadzie, Cowley'u i Sheridanie, oraz o belletrystyce 
(Burney, Helme), satyrze politycznej (Walcott), wymowie, naukach 
prawnych i dziejopisarstwie (Gibbon). 

Niestety — nie było danem Piotrowi Switkowskiemu rozwi- 
jać dalej tego programu, który mógł był z „Zabaw obywatelslcich"^ 
stworzyć pierwszą naszą, prawdziwie europejską „Revue" literacką. 
Już bowiem w rok później (1793) umiera ten wielce zasłużony 
i stanowczo za mało doceniany mąż, którego publicystyka polska 
uznać powinna, jeżeli nie za swojego twórcę — tytuł ten Boho- 
homolcowi przynależy — to w każdym razie za najbardziej twór- 
czego i postępowego promotora ^). 

Z dotychczasowych uwag wynikać się zdaje niezawodnie, że 
Polska czasów Stanisława Augusta, przy całej swojej zależności 
w rzeczach ..gustu" od literatury francuskiej, nie przeoczą w zu- 
pełności tego, co dzieje się na polu pracy duchowej wśród innych 
narodów zachodnich — a w szczególności niemało uwagi poświęca 
kulturze angielskiej. Przekłady wprawdzie autorów Wielkiej Bry- 
tanii dochodzą nas za pośrednictwem francuskiem, są to przy tern — 
za wyjątkiem Younga — dzieła wybitnie pseudoklasyczne; belle- 
tryści angielscy, przepuszczeni przez alembik francuskich tłumaczy, 
zatracają wiele ze swoich właściwości; — publicystyka natomiast 
a przedewszystkiem czasopisma Świtkowskiego (1782 — 1792), płyną 
wyraźnie przeciw wodzie, zwalczają wyłączność wpływu francu- 
skiego, podkreślają świetność i świeżość literatury angielskiej i nie- 
mieckiej, wspominają nie na jednem miejscu wielkość geniuszu 
Shakespeare'a. Na razie ta ich tendencya nie potrafi obalić gru- 



*) O Piotrze Świtkowskim piszę w książce „Genie du Christianisme a prądy 
nmyslowe w Polsce porozbiorowej", Lwów 1908, s. 50 sq; oczywiście zostało tam 
zaznaczone, z natury przedmiota, stanowisko Świtkowskiego wobec zagadnień in- 
nego rodzajn. 



48 MARYAN SZYJKOWSKl 

bego muru uprzedzeń, wzniesionego stosunkowo niedawno przez 
renesans literatury polskiej — ale niewątpliwie nadwątla go, za- 
znacza zlekka nowe kierunki, stwarza niewidzialne rysy, które po 
latach dopiero pogłębi rucli młodo-romantyczny, jeszcze i na Za- 
chodzie na niepewnych nogach stojący. 

Jeszcze głucho u nas o .Nowej Heloizie", nie wymienia się 
wyraźnie ,, Wertera" ; ^.Zygwarda klasztorne przypadki" (1779) 
przynoszą bardzo odległe i niepewne echo romansu Goethego ^). 
Tymczasem zaś {i*zyjmują się u nas tylko te utwory, które bardzo 
niewidocznie odchylają się od panujących tonów i jako takie uzy- 
skały sankcyę szkoły francuskiej. Zatem stary Naruszewicz tłu- 
maczy sielanki Gessnera w „Zabawach przyjemnych i pożyte- 
cznych" (1770^ I), z Thompsona próbuje czerpać Kniaźnin 2); 
Węgierski, chociaż w latach 1784 — 1785 przebywał w Anglii, a na- 
wet pozostawać miał w bliższych stosunkach z ks. Walii, dokonał 
jedynie przekładu klasycznych „Listów Heloizy" Pope'a. tłuma- 
czonych w dodatku z francuskiego tłumaczenia Colardeau'a. 

I oto na tem tle, przed „Nową Heloizą" Rousseaua (na której 
przekład nie zdobyła się literatura polska) i przed „Werterem" 
(tłumaczonym dopiero w 1822 r. przez Brodzińskiego) — zjawia 
się w Polsce ślepy bard celtycki — Ossyan. 



II. 

Pierwsza recepcya ,, pieśni Ossyana". 

Ażeby zrozumieć pojawienie się Ossyana w Polsce XVIII 
wieku, trzeba pamiętać dobrze o rozgłosie, którem to dzieło cie- 
szyło się w Europie zachodniej, nie wyłączając Francyi. Mimo zu- 
pełnej odrębności pieśni Ossyana zdołały one wzniecić zapał nawet 
wśród pseudoklasyków francuskich; wszakże, jak widzieliśmy, na- 
wet La Harpe wyrażał się z uznaniem o przekładzie Letourneura. 
Poprostu pseudoklasycy francuscy, w odróżnieniu od swoich kole- 
gów angielskich, ulegli mistyfikacyi: nie dojrzeli, że Ossj^an to pe- 
wnego rodzaju kontrabanda zawiązującego się w poezyi nowego 



*) Dr Konstanty Wojciechowski, Werter w Polsce, Lwów 1904, str. 
27-29. 

*) „Dzieła", Warszawa 1828 I, e. 75, „Piorun, obraz wzięty z Tiiompsona". 



<>.S.SVAN W l'()LSCK 49 

kierunku, uwierzyli w jego luclowośd. której „per licentiam" wolno 
w pewnym stopniu nie podlegać regułom klasycznej sztuki — a że 
stopień tej niezawisłości dziwnie odpowiadał nowym hasłom, z tego 
sprawy sobie nie zdawali. Pod tym wzglgdem, o ile cbodzi o na- 
szych pseudoklasyków, można śmiało się oprzeć na sądzie Jana 
Śniadeckiego w rozprawie „O pismach klasycznych i romantycz- 
nych", który, choć o tyle lat późniejszy, był niewątpliwie miaro- 
dajny i dla opinii klasycznych tłumaczy Ossyana w drugiej poło- 
wie XVIII wieku, zważywszy skrajny konserwatyzm tego kierunku 
w literaturze. Oto, co sądzi o Ossyanie „m(^drzec ze szkiełkiem 
w oku'^: stwierdziwszy po raz nie wiem który, że prawidła 
sztuki nigdy „nie będą wręcz przeciwne już znanym: bo prawda 
ogólna nigdy się w fałsz nie zamienia", stawia jako przykład na 
poparcie tej tezy „nowy rodzaj poezyi Ossyana, która, malując mę- 
stwo i posępność charakteru u dawnych ludów północnych, żywiąc 
się i zdobiąc mitologią sobie właściwą, nie jest przepisom Horacego 
przeciwna". Ta pseudoklasyczna idyosynkrazya, która nie waha 
się urągać Ossyanowi Horacym — zadziwia w 1819 roku, kiedy 
w naszej dyskusyi teoretycznej oddawna okrzyknięto już tegoż sa- 
mego Ossyana heroldem nowej szkoły — byłaby jednak zupełnie 
na miejscu w XVIII wieku, kiedy Krasicki i Tyminiecki zabierali 
się do przekładu pieśni Macphersona. Niewątpliwie bowiem tak 
o tem nowem zjawisku w literaturze sądzili klasycy francuscy oraz 
ich wielbiciele w Polsce. Ponieważ zaś z drugiej strony nie za- 
strzegano się u nas zgoła przeciwko dziełom angielskiego ducha 
a przeciwnie dość pilnie jego przejawami się zajmowano — zatem 
droga dla celtyckiego śpiewaka ze Szkocyi do Polski była wy- 
tknięta; pamiętać tylko wypadnie, że zrazu prowadzi go do nas Mal- 
wina przez Paryż, gdzie mu jego rozwichrzonych włosów nieco 
przycięto, a podarty wichrem północnym płaszcz śpiewaka, trochę 
na modę francuską poprawiono. 



Pierwszy ślad Ossyana w Polsce znajduję — rzecz charakte- 
rystyczna — w pismach „poety serca", Karpińskiego, a mianowicie 
w rozprawie „O wymowie w prozie albo wierszu", napisanej — 
jak sam w „Pamiętnikach" podaje — około 1782 r. ^). 



») „Pisma", Warszawa, 1896. W „Pamiętnikach" (s. 615) czytamy: , po- 
wróciwszy do Warszawy (z Grodna) wydałem ,,0 wymowie w prozie albo wiersza", 

Roaprawy Wydz. filolog. T. LII. 4 



50 MARYAN S :YJKO\V.sKI 

Jak wiadomo. Karpiński, nie była to inteligencjra zbyt lotna; 
j^»zyka francuskiego nauczył się. już dorósłszy, a niemieckiego znał 
tylp, ile w czasie pobytu we Wiedniu mógł połapać. To też jego 
odrębność w pewnym stopniu na tle naszej literatury neoklasycznej 
nie polega tyle na zapoznaniu się z nowemi ideami z Zachodu, ile 
na odmiennej konstrukcyi psycbicznej, która zdobyła mu przydomek 
„poety serca''. Dzięki temu Karpiński potrafi więcej odczuwać, ani- 
żeli rezonować, podczas gdy u pseudoklasyków „pur sang" pa- 
nuje stosunek odwrotny. Na tej też rzadkiej podówczas zdolności 
odczuwania oparł Karpiński swoją znamienną rozprawę „O wymo- 
wie", która więcej uprawnia tytuł „poety serca", aniżeli cała liry- 
czna twórczość autora „Zabawek". Cóż bowiem głosi tam Karpiń- 
ski? — oto przedewszystkiem wyzwolenie od ciasnych reguł i for- 
mułek, które tamują swobodny lot fantazyi. „Wymowa" (sc. poe- 
zya) — pisze — „jak ów ptak bujny traci zaraz z czerstwości 
i piękności swojej, skoro go tylko w klatce zamknięto" (s. 422) *). 
Cała ziemia, wszelkie myśli zapędy „do warsztatu wymowy należą. 
Któżby teraz tak niezliczonemu rzeczy przychodzących tłokowi [)o- 
rządek i dokładne mógł naznaczyć przepisy? Kto z pośrodku biegu 
swojego... zaciek myśli, albo wylewy serca zatrzyma? i niewcze- 
snem chcąc je hamować prawidłem, wyrazu najpiękniejszego, jakim 
usta natury mówią, nie zepsuje? I z tychto przyczyn zdają się 
wszystkie przepisane reguły (prócz porządku i przystojności mówie- 
nia) wcale nam do wymowy niepotrzebne". Albowiem: „pojęcie 
rzeczy, serce czułe i |)iękne wzory, oto są źródła nadto dostateczne 
wymowy". Niechaj do gmacliu poezyi wejdą tylko ci, którzy^ po- 
siadają „czułe serce"; „wy tylko wnijdziecie śmiało, którzy- boleć 
umiecie; którym nie wstyd i poczciwe czasem łzy wylać" (s. 433). 

A wzorem i niewyczerpanym środkiem piękna, niech będzie 
przedewszystkiem „księga natury"; tam to znajdują się obrazy, 
„które widzą umiejący w tej księdze czytać": uśmiecha się łąka, 
zasępiły się skały, „w gruzach własnych niedobyte kiedyś zamki 
dawnej swojej siły i piękności płaczą, zachód słoneczny tę bo- 
gatą chmurom przyległym rozdaje barwę, księżyc okropnej nocy; 
i w niezmiernej tara gdzieś odległości statecznie gwiazdy migocą'' 
(s. 424). 

Gdzież spotkać mógł Karpiński tego rodzaju obrazy? Przy- 



*) Pisma. . . op. c. 



OSiSYAN W POI.KCK 51 

tacza w dalszym ciągu wzory, których się trzymać można; wylicza 
Tassa, Aryosta i Woltera, ale tuż obok wspomni o „wyniosłym Mil- 
tonie w swoim Raju zgubionym; .loung przeraźliwy w Nocach 
swoich; przyjemny Tom son we czterech roku porach; naturalny 
Ge 3 ner w śmierci Abla i sielankach swoich" (s. 427). Powróci 
raz jeszcze peniżej do tegoż Younga i wygłosi zdanie iście rewolu- 
cyjne: ^Edward Joung w Nocach swoich, żadnej nie zachowujący 
regułv. równie pójdzie do nieśmiertelności, jak pilniejszy względem 
przepisów Wolter w Henryadzie^ (s. 438). 

Znał więc niewątpliwie „Noce^ Younga i odnosił się do tego 
dzieła zupełnie inaczej, aniżeli tłumacz jego, Dmochowski. Ale obok 
tego poznał Karpiński i zachwycił się jeszcze jednem dziełem, któ- 
rego po tytule nie wymienia, a może nawet wyleciała mu nazwa 
z głowy — ale dobrze treść jego zapamiętał i — mówiąc o innych 
poetach tylko ogólnikowo — z tego to dzieła wyjątek cytuje, pro- 
ponując komisy i dla ksiąg elementarnych, dla której rozprawę 
„O wymowie" wypracował, iżby tej poezyi wyjątki w podręczni- 
kach szkolnych zamieściła. „Żeby cokolwiek" — pisze — „z dzieł 
wymownych i późniejszych pisarzów przytoczyć" (se. dla użytku 
szkolnego) „weźmiemy z poezyi Ersów naprzyklad, jak Armin 
opowiada Alpinowi smutną zgubę dzieci swoich: „podnieście się 
wiatry jesiennne. Podnieście się... Wiejcie po tej smutnej krze- 
winie i tę noc oliropną przypomnijcie mi, kiedy wszystkie dzieci 
moje poginęły; kiedy możny mój Arundal upadł; kiedy wdzięczna 
moja Daura ginęła! sama na skale w pośrodku morza falami gwał- 
townemi tłuczona, córka moja jęczała. Jej krzyk był częsty i gło- 
śny, a jej ojciec nie mógł jej poratować. Stałem całą noc nad 
brzegiem, widziałem ją nawet przy słabem świetle księżyca; sły- 
szałem jęczenia jej! wiatr był gwałtowny i deszcze biły w tę stronę 
góry; niżeli dnieć zaczęło, już głos jej był słabszy. Minęła się!... 
jako wiatr wdzięczny, który po wionął po kwieciu i przeszedł! pa- 
dła i umarła!" „To wołanie na wiatry" — kończy Karpiński — 
„i sprowadzenie ich na krzewiny, to młodej dziewczyny na skale 
w pośrodku fali zostawienie, jej krzyk gwałtowny, potem wolniej- 
szy, jej potem cichość i zgon, z jakąż wydatnością i czułością od- 
malowane? Jak ważne pochwytane okoliczności? które kiedy Ar- 
min wylicza, wzbudza w nas politowanie nad nieszczęśliwą, chęć 
ratowania jej, gdyby można, i ledwie nie tęż samą boleść, którą 

-ten osierocony ojciec ponosił". 

4* 



52 



MAUYAN SZYJKOWSKI 



I Oto W 20 lat po rozbrzmieniu harfy Ossyana w Edynburgu 
odpowiada je] entuzjastycznym tonem głos polskiego „poety serca". 
Na tło wykraczających poza swój czas poglądów, proklamujących 
wolność twórczego natchnienia, prawo lirycznych uniesień i wpa- 
trywanie się w żywą księgę przyrody — rzucono jako próbkę 
i argument fragment „The songs of Selma" i opatrzono go słowa- 
mi najwyższego uznania. Jakże to daleko odbiega od tego, co są- 
dził o Ossyanie Jan Śniadecki w lat 37 później — i co o tern 
dziele sądzili pseudoklasycy, Karpińskiemu współcześni. 

Urywek przekładu Karpińskiego obejmuje początek opowia- 
dania Armina z „Pieśni Selmy", następnie, skracając rzecz, opusz- 
cza cały środek i kończy obrazem opuszczonej na skale i umiera- 
jącej Daury; wybiera zatem ustępy najsilniej wstrząsające, począw- 
szy od wstępnych okrzyków rozpaczy nieszczęsnego ojca, a kończąc 
na tragicznym obrazie śmierci. Opiera się zaś na przekładzie fran- 
skim Letourneura i), sankcyonowanym przez La Harpea, a przeto 
znanym i uznanym w Polsce — jak zobaczymy — pcjwszechnie. 
Rozpoczyna od ustępu: „Levez-vouB, vents d'automme.. .", tłumaczy 
mniej więcej pięć następujących wierszy, opuszcza następnie 48 
wierszy przekładu i kończy ustępem, zaczynającym się od słów: 
„Seule sur le rocher..." do: „elle expira^. W tym obrębie posłu- 
guje się też Karpiński skrótami, z których niektóre są bardzo in- 
teresujące dla indywidualności „poety serca". Opuszcza np. okre- 
ślenie „la noire bruyere" lub „nuit cruelle"; widocznie gołębiej 
naturze kochanka Justyny wydały się takie epiteta zbyt ponure. 

Ze jednak Karpiński odmiennie odczuwał piękności Ossyana 
aniżeli Krasicki, o tem świadczy porównanie z odnośnem miej- 
scem przekładu „Pieśni Selmskich" autora „Wojny Chocimskiej". 
Owóź Krasicki cały ten obraz rozpaczy ojca, nie mogącego pospie- 
szyć z pomocą umierającej córce, poprostu w tłumaczeniu opusz- 
cza. Miejsce jego zastępuje jeden, jedyny wiersz (sic): „Słychać 
niekiedy było, iż mnie wzywa" — wiersz tak chłodny i prozaiczny, 
jakby chodziło tu o stwierdzenie n aj zwyczaj ni ej szej w życiu oko- 
liczności, która nie może nik(jgo ani zająć, ani tem mniej wzru- 



») Trzymam się wjdania: „Ossian, fila de Fingal, barde du 3-esiecle; po- 
esies galliąues tradaites sar Tanglais de Macphereon par Letoarnenr. Aagment^e 
des Poemes d'08Bian et de ąueląues aatres Uardes tradnits sur Tanglais de J, 
Smith", Paris 1810, 2 tomy. 



OSsjYAN W POLSCE 58 

tzyó. Oto jak różnie reagowali na taki sam obraz „poeta serca" 
i poeta „rozumującego rozsądku". 

Napróżno jednak szukalibyśmy wśród wierszy Karpińskiego 
jakichś dalszych a wyraźnych śladów wpływu celtyckiej Muzy. 
Karpiński bowiem, kiedy zapoznał się z Ossyanem, był już zape- 
wne wyrobioną organizacyą poetycką i — mimo wszystko — od 
pieśni celtyckiego barda odmienną. Mogły być analogie we wspól- 
nym gruncie pierwiastka uczuciowego — i te sprawiły, że Karpiń- 
ski zachwycał się „Pieśniami Selmy". Zachwyt ten jednak był 
natury czysto teoretycznej — wyraz bowiem zewnętrzny uczucio- 
wości Ossyana, jej nastrój ponuro-melancholijny musiał pozostać 
naturze autora „Tęskności na wiosnę'' obcym, nie pokrywając się 
zgoła z charakterem jego „tkliwego" sentymentu. A przeto, jak 
widzieliśmy, nawet w przełożonym ustępie usuwa Karpiński nie- 
które wyrażenia, które mu się wydają zbyt ponure. Jest wprawdzie 
wśród pieśni jego wiersz p. t. „Zabawa na ustroniu", w którym 
i scenerya wyobraża dziką, skalistą dolinę i poeta na tle tem wy- 
znaje : 

„Ja wtenczas w słodkich myślach zatopiony 
Rozpainiętywam starych ideków dzieła. 
I zapuszczam się tak w kraj oddalony, 
Którędy noga ludzka nie chodziła". 

Jest w tych wierszach niewątpliwie poza ossyaniczna, z ulu- 
bionem, jakby refrenowem określeniem: A tale of the times of old; 
pomysł jednak „Zabawy" nie jest własnością Karpińskiego i mógłby 
być uznany jedynie za odbicie Osśyana z drugiej ręki ^). 

Podobnież sielanka pod obiecującym tytułem „Pożegnanie 
z Liudorą w górach" nie zawiera ani śladu opisu górskiej przy- 
rody, której tyle przepięknych tonów poświęca harfa Ossyana. 

A jednak najbliższa potomność, stojąca już w pełnem świe- 
tle romantycznych promieni — czuła dobrze odrębność poezyi Kar- 
pińskiego na tle epoki Stanisławowskiej i czulszem, aniżeli my 
uchem, łowiła w niej odległe echa lutni Ossyana. Ta potomność 
poświęca w roku śmierci autora „Zabawek" bardzo charakterysty- 
czne jego pamięci epitaphium. wydrukowane w 1. nrze „Wandy, 
tygodnika nadwiślańskiego" *) p. t. „Wiersz na śmierć Franciszka 



-) „Myśl z Angielskiego Arystypa* — zob. ,, Pisma" op. c. s. 65. 
2) .Jedyny rocznik tego czasopisma wyszedł pod redakcyą Wandy Małeckiej 
w Warszawie w 1828 r. u Zawadzkiego. 



54 MAKYAN SZyjKOWSKI 

Karpińskiego". Nieznany autor [w spisie inicyały autora: F (ryzę?) 
M (alecka?)] obrał za motto nielitościwie z Ossyana przepisane 
słowa: „I sit al (!) thy tomb... when i thing i hear the voice. it 
is bot (!) tbe blast of desart" — poczem z taką inwokacyą zwraca 
się do cieniów poety: 

Zgasłeś więc Bardzie, pełen lat i chwały ! 
1 ta latnia, którą Ci dawne wieszcze zdały! 
Już niestety wraz z tobą ucichła wieczyście! 

A następnie, jakby jeszcze nie było obu części „Dziadów" 
i „Sonetów erotycznych" — zapytuje: 

Karpiński ! któż ią teraz z rąk Twych odziedziczy, 
Któż przeymie Twoię czułość, któż zrówna słodyczy? 

Nie potrzeba Ci było do Polskiego rymu 
Brać obcych uam obrazów od Aten i Kzymn. 

Przez pryzmat romantycznych uniesień, przez szkła ossyani- 
cznej melancholii, opłakującej pamięć zgasłych bardów-towarzyszy, 
patrzy na poezyę „tkliwego" kochanka Justyny autor żałobnej elegii; 
a przeto w lirycznych tonach tej poezyi dostrzega coś więcej, ani- 
żeli sielankową czułość, jej zlekka elegijny koloryt łącząc z ponurą 
wizyą celtyckiego śpiewaka. 

Rzecz wiadoma, że z poematów Ossyana przełożył Krasicki 
Fingala. Śmierć Oskara, Minwanę, Pieśni Selmy i Noc Bardów. 
Gdzie należy szukać pobudek do tej pracy księcia Stanisławow- 
skiej poezyi, że jest ona odbiciem tej idyosynkrazyi, które] wobec 
nowego dzieła ulegli pseudoklasycy francuscy i) — o teni mówi- 
liśmy powyżej. Tutaj należy jeszcze podkreślić, że Krasicki, jako 
umysł prawdziwie europejski, stojący przytem niejako lokalnie bli- 
żej sfery działania zachodniej kultury — nie mógł pozostać dłużej 
obojętnym wobec tych zjawisk w literaturze, które, jak Ossyan, 
w szybkim, tryumfalnym pochodzie przeszły zachodnio europejskie 
narody. Był przytem autor „Podstolego" zbyt subtelnym artystą, 
ażeby popadać w jaskrawą krańc(jwość i ekskluzywność. Świadczą 



') Stanowisko pani de Stael, która Ossyana ochrzciła ..Homerem północy" 
jest — mimo pozory — wręcz odmienno: ona bowiem ujmuje rzecz nie „per aua- 
logiam" — ale ^per antithesam' . Jednakże i tu tkwił powód pomieszania pojęć 
co do właściwego charakteru „pieśni Ossyana" — które po oba stronach, n kla- 
syków i romantyków, dłagi czas się zaznacza. 



OSSYAN W POLSCE 55 

O tem bodaj sądy, jakie o niektórych „ryinotwórcacli", niezupełnie 
prawom y sinych w pseudoklasycznej opinii, wypowiedział. Shakos- 
peare*owi przyznał, mimo wszystko „godne największego zadziwie- 
nia i uczucia wyrazy"; Younga scharakteryzował wcale trafnie, jako 
poetę, którego Muzą była „melancholia, a groby świątynią, w któ- 
rej natchnienia tego bóstwa szukał". 

Najciekawszym jednak jest sąd Krasickiego o poezyi Os- 
syana, w temże dziele „O rymotwórstwie i rymotwórcach" zamie- 
szczony ^). Przedewszystkiem pierwszy Krasicki, jeszcze przed 
Kołłątajem (1802), wskazał tu jasno i Avyraźnie potrzebę badań lu- 
dowych pieśni, pisząc: „Prostota gminu, który się mało od dziczy 
r<^źni, zachowała je (sc. pieśni bohaterskie) u siebie i dotąd zacho- 
wuje w każdym prawie kraju; tak dalece, iż gdyby te dumy ze- 
brane i ściśle roztrząśnione były, możeby stąd dziejopisowie oso- 
bliwie w wydobyciu kraju każdego pierwiastków wiele korzystać 
mogli". Sąd zaś ten nasunęła księciu biskupowi lektura — Os- 
syana; albowiem — pisze — „na czele takowych pieśni kłaść można 
dumy Ossyana, ciągłem wieków podaniem zachowane dotąd w Szko- 
cyi i które niedawno zebrane i podane do wiado:ności powszechnej, 
rozmaitością, zwięzłością i dzielnością wyrazów swoich zadziwiają 
czytelników". 

Jest rzeczą godną zauważania, że w ten sam sposób zazna- 
czone stanowisko zajął wobec Osssyana — Herder, któremu utwory 
Macphersona dostarczyły argumentów dla idei „Głosów ludów". 
Różnica leży tu w zewnętrznym wyrazie, w entuzyazmie i zapale 
Herdera, a chłodnej obserwacyi Krasickiego; ale to już kwestya 
temperamentu — rzecz istotna pozostaje ta sama. W każdym zaś 
razie wzgląd etnograficzny, o którym można przypuszczać, że w po- 
budkach pracy Krasickiego odegrał również niejaką rolę — jest 
znowu odbiciem prądów z Zachodu, tym razem jednak idących 
z odmiennych a nowych źródeł. 

Nie potrafimy bliżej oznaczyć czasu, w którym Krasicki s\^ o- 
jego przekładu dokonał. Utrzymuje się zwyczajnie, jakoby dopiero 
Dmochowski z papierów pośmiertnych tę pracę Krasickiego wydo- 
był i w zbiorowem wydaniu z 1803 roku drukiem ogłosił. Tym- 
czasem już sam Dmochowski w „Nowym Pamiętniku Warszaw- 



') § II. O llymach Bohatyrskich albo Epopei. 



56 MARYAN SZYJKOWSKI 

Bkim" wskazuje ^), że „pieśni Ossyana, syna Fingala, drukowane 
(były) bez oznaczenia miejsca". Istotnie, jeszcze za życia autora 
„Monachomachii" wyszła książka — dziś biały kruk — p. t. „Pie- 
śni Ossiana, S3ma P^ingala z angielskiego tłumaczone na francuzki 
język, z francuzkiego na polski przez Ignacego hrabię Krasickiego 
Xięcia Biskupa Warmińskiego" ^). 

Edycya ta różni się bardzo znacznie od znanego wydania 
Dmochowskiego, i — jak się zdaje — została ogłoszona bez wie- 
dzy i kontroli autora. Wszak w liście do Dmochowskiego uskarża 
się Krasicki, że niejeden jego utwór został przez sekretarzy pota- 
jemnie skopiowany, a następnie Groblowi sprzedany. („Tym sposo- 
bem zdarzyło mi się często rzeczy na prędce tylko pisane widzieć 
nie raz ze zdziwieniem w druku ogłoszone") 3). Do takich nale- 
żała zapewne i wersya Ossyana, wydrukowana w XVIII wieku. 
W porównaniu bowiem z edycyą Dmochowskiego robi wrażenie 
brulionu. Nie zawiera ani wstępnych streszczeń, ani objaśnień 
w notach -- w tekście zaś znajduje się obfita liczba waryantów, 
których wyliczenie na tem miejscu nie miałoby celu. Wystar- 
czy zaznaczyć, że najliczniejszym zmianom uległ w wydaniu 
Dmochowskiego przekład ,,Fingala", a w szczególności I. „du- 
ma" tego poematu, oraz, że zmiany te wychodzą wogóle na korzyść 
pracy Krasickiego. Uzupełniają bowiem liczne wypuszczenia w pier- 
wszej redakcyi, poprawiają fatalną interpunkcyę i wiele omyłek 
druku, wygładzają często chropawą formę, a nawet wprowadzają cza- 
sem odmienne pomysły w obrazowaniu. Przeprowadzono przytem 
nieistniejący w pierwszym wydaniu podział na rozdziały i dodano 
— co najważniejsze — - wersyę „Pieśni Selmy", której wydanie 
z XVIII wieku nie objęło. Jest rzeczą bardzo możliwą, że ta szczę- 



*) R. 1801, II. tom w artykule ,.0 życiu i pismach Ignacego Krasickiego" 
str. 64 sq. 

*) istnieją wogóle tylko dwa egzemplarze tego draka: jeden w posiadaniu 
Warszawskiej Bibl. Uniw., drugi w Bibl. Ossolińskich w Lwowie; ten ostatni mam 
w ręku (sign. 11817). — Rękopiśmienna kopia 6 tomu Fingala dochowała sie 
w manuskrypcie z XVIII w., zatytułowanym : „Tłumaczenia podciwego (sic) Ta- 
chowskiego y Pyszne Tłumaczenia X. Bisknpa Warmińskiego Krasickiego" Ek. 
Ak. Um. w Krakowie, 1. 1282, folio, kart. 109. 

*) List ten pisany z Berlina 9 grudnia 1800 r., wydrukował Dmochowski 
w „Pam. Warsa." ISW, IV, 247 w „Uwiadomieniu o Nowej Edycyi dzieł Ignacego 
Krasickiego". 



0S8VAN W POLSCK 57 

Śliwa korekta jest dziełem Dmochowskiego; wszak sam Krasicki, 
przesyłając pod koniec Ż3'cia rękopisy dla zbiorowego wydania, 
prosi wyraźnie w wymienionym powyżej liście Dmochowskiego, 
ażeby poprawił, co uzna za stosowne. Z chwilą zaś śmierci księcia 
biskupa obowiązek ten zaciążyć musiał jeszcze silniej na wydawcy 
pośmiertnego wydania pism autora „Monachomachii". 

Jak nagłówek pierwszej edycyi objaśnia, posługiwał się Kra- 
sicki tłumaczeniem francuskiem a mianowicie — co łatwo spra- 
wdzić — pióra Letourneura ^). Świadczą o tem prozaiczne stresz- 
czenia, poprzedzające poszczególne pieśni i poemata a dodane w wy- 
daniu Dmochowskiego; — są one wiernym przekładem takichźe 
„sujets" Letourneura, który ułożył je zgoła odmiennie, aniżeli 
w oryginale. A choćby przypuścić, że owe „treści" zostały dopiero 
później przez Dmochowskiego dorobione — szczegółowe porównanie 
tekstów i sam wreszcie wybór poematów Ossyana nie pozostawia 
co do podstawy przekładu Krasickiego żadnej wątpliwości. Owóż 
pierwsza edycya przekładu Letourneura pojawiła się — jak wska- 
zano — w Paryżu w 1777 roku i obejmuje wyłącznie te utwory, 
które wchodzą w skład oryginalnego układu Macphersona. Jednakże 
jiie na tej edycyi — ale na rozszerzonem przez Labau- 
me'a i Saint-George'a o wersyę Smitha (oryginał z 1780 
roku) wydaniu z 1794 roku opiera się przekład Krasi- 
ckiego: zawiera bowiem tłumaczenia poematów Macphersona p. t. 
„Fingal" „Pieśni Selmy" i „Śmierć Oskara", który to utwór po- 
jawia się dopiero w późniejszych wydaniach „pieśni Ossyana" (np. 
w edynburskiera z 1792 r.) jako „one of the Fragments of An- 
cient Poetry lately published", jako „poem which, if not really of 
Os3ian's composition, has much of his manner". Dwa pozostałe poe- 
maty „Minwaua" i „Noc Bardów" — nie są wogóle dziełami Mac- 
phersona, lecz jedną z licznych „ossyanid", którą poraź pierwszy 
w przekładzie francuskim przynosi rozszerzona edycya Letourneu- 
ra z 1794. 

Cały ten wywód, oparty na stwierdzonych faktach, ma dla 



*) W 1785 r. wychodzi w Warszawie Younga Sąd ostateczay „po fran- 
cuska przez Le Toarneur proza, a z francaskiego wierszem przez Fr. X. Dmo- 
chowskiego" zob. Estr. IX, 586 — również w tym roku pojawia się tegoż Letour- 
neura ,,Nadgroda wierności"' w zbiorze tłumaczeń z francuskiego p. t. ..Zabawka 
serc czułych" — zob. Gubrynowicz op., c. s. 159. 



58 MARYAN NZyJKOWSUI 

nas tę niewątpliwą wartość, że pracę Krasickiego każe przesunąć 
na ostatnie lata 18-go stulecia, pomiędzy 1795 — 99 rokiem. 

Z kolei nasuwa się ważne pytanie, jakie motywy Ossyaniczne 
wchodzą do poezyi polskiej za pośrednictwem przekładu Krasic- 
kiego, oraz w jaki sposób został przekład ten dokonany. Celem 
uniknięcia powtarzania się v/ystarezy stwierdzić najogólniej, że 
obszerny, z 6-ciu ksiąg złożony, (tę klasyczną nazwę oryginału, 
zmienioną przez Letourneura na „pieśń", oddaje polski tłumacz 
określeniem „duma"; — f^zyźby pod wpływem pierwszych „dum" 
Niemcewicza?) poemat o „Fingaiu" oraz dwa inne utwory z pierw- 
szych wydań Macphersona, zawierają w wystarczającej mierze te 
wszystkie wątki i motywy, które czynią pieśni Ossyaua dziełem 
„romantycznem" — a o czerń obszerniej mówiliśmy w pierwszej 
części pracy niniejszej. Nic nowego pod tym względem nie przy- 
nosi również „Minwana", króciutki utwór liryczny, o bardzo rze- 
wnym i wzruszającym tonie elegijnym, jakim nacechowana jest 
skarga dziewczyny, która z wysokiej skały widzi powrót z wyprawy 
morskiej floty Fingala, lecz nie dostrzega ukochanego i z tęsknotą 
wyczekiwanego Ryna. 

Natomiast niepodobna pominąć ki'ótko „Nocy Bardów", która 
u Letourneura nosi tytuł: „Dćscription (Fnne nuit du mois docto- 
bre dans le Nord de TEcosse". Rzecz zadziwiająca, że mając do 
wybcjru taką masę poematów Ossyana i jego naśladowców — wy- 
brał Krasicki ten utwór mgli-stych przeczuć i mrożącej krew w ży- 
łach grozy, która mimowoli przywodzi nu myśl nastroje Maeter- 
lincka i Edgara Poe'go. W dopisku u Letourneura^), jakby chcąc 
osłabić krzyczący anaclironizm — podano: „Nie jest to wcale 
poemat Ossyana, został on nawet napisany w więcej jak 1000 
lat po nim; ale ponieważ autor ma wiele z właściwości szkockiego 
barda, wierzymy, że sprawimy przyjemność naszym czytelnikom, 
dołączając go tutaj". 

Czy „szkocki bard", nawet gdyby mógł istnieć w XIII wieku, 
mógłby stworzyć utwór tego rodznju — niech rozstrzygnie treść, 
bodaj w krótkości podana. Pięciu bardów gromadzi się nocą paź- 
dziernikową u wodza a zarazem arcy-barda — i każdy kolejno 
rzuca szereg impresyi, kończących się ponurym refrenem: o przy- 
jaciele, ratujcie mnie przed nocą. 



») op. c. II. 8. 233. 



0K8YAN W PCtLsCK 59 

Bard pierwszy spostrzega cień ducha, jakby zwiastuna nad- 
ciągającej burzy. Krótkim, urywanym tokiem bezładnie biegną prze- 
rażone myśli: — duch w.skazał drogt^, po której poniosą zmarłego, 
smutny podróżnik zabłądził — padła z trzaskiem gałąź starego 
drzewa. Oto słychać stąpania widma: „noc jest ciemna, mglista, bu- 
rzliwa; wiatry, widma, umarli są na równinie: o przyjaciele, przyj- 
mijcie mnie, chrońcie przed nocą!" 

Bard drugi śpiewa wybuch burzy: gdzieś kona pielgrzym — 
widma napływają z chmurami — groza nocy oplata potwornemi 
mackami struchlałe serce — „o przyjaciele, przed nocą mnie 
brońcie!" 

Bard III: burza dochodzi punktu przełomowego... Kochanek, 
zdążając na drugą stron<^ jeziora do ukochanej utonął... „o przy- 
jaciele...!" 

Bard IV: chwila ulgi; przeminęła burza — - z poza chmur wy- 
szedł księżyc i gwiazdy a w niepewnej poświacie zjawia się wi- 
dmo dziewicy: „przyjaciele moi, pozwólcie mi napawać się tą pię- 
kną nocą". 

Lecz oto minęła północ (bard V.): w przestworach rodzi się 
groza na nowo — księżyc skrył się poza wzgórzem; ciemność i ci- 
sza, którą przerywa tylko ledwo dosłyszalny szmer armii duchów: 
„o przyjaciele! — ocalcie mnie od nocy!" 

Zaczein odzywa się głos naczelnika bardów: cóż stąd, że noc 
jest matką trwogi, wszak po niej nowy dzień wzejdzie, „Lecz my 
niestety, my nie powrócimy nigdy z łona grobu. Gdzież nasi woje 
minionych wieków? Gdzie stawni nasi królowie? — - I nas rychło 
pokryje niepamięć". 

Na tle I rzyrody nocnej rzucono obraz, który jakże jaskrawię 
odskakuje od spokojnych, schematycznych konceptów neoklasycy- 
zmu! Z motywów Ossyana wzięto to i owo (zwłaszcza w zakoń- 
czeniu) — lecz tajemniczy niepokój wizyi syna Fingala przybrał 
koloryt ponurej grozy, ulubione mgły i półniroki przeszły w gro- 
bową ciemność, natężaną umiejętnie samym sposobem ujęcia i prze- 
prowadzenia, które operuje czysto impresjonistycznymi środkami. 
Gdyby ktoś chciał na przykładzie zobaczyć, którędy od Ossyana do 
„Schauerromantik" prowadziła droga — trudno o wymowniejszy 
przykład nad ten „opis październikowej nocy". 

Niepodobna zrozumieć, co mogło w tym utworze tak dalece 
zająć uwagę Krasickiego, że przyswoić go mowie polskiej posta- 



60 MAUYAN SZYJKO WSKI 

nowił; ch3'ba że i w tym wypadku sprawdza się przysłowie: les 
contrastes se touchent. Co prawda sposób, w jaki tego dokonał, sam 
najwymowniej okazuje, czem tego rodzaju utwór mógł stać się w rę- 
kacli wychowanka ,, wieku oświecenia". 

Przekład Krasickiego — tak „Nocy Bardów, jak i innych 
^pieśni Ossyana" — jest wersyą rymowaną. Już przez to samo nie 
może być dosłownem i wiernem odbiciem ani prozy Letourneura, 
ani tem mniej wolnej r\^tmiki orj^ginału. Puzatem zaś wprowadza 
do samej rzeczy liczne zmiany i skrócenia, czasem bardzo chara- 
kterystyczne a w przetworzeniu ^Nocy październikowej^ najdalej 
idące. Utwór ten przybiera Krasicki w klasyczną formę 13-to zgło- 
skowego leoninu — a zmiany, które w treści prze{)rowadza, mają 
widoczną tendencyę osłabienia tego nastroju grozy, którym przepo- 
jona jest cała ta „ossyanida". Zatem widmu w pieśni czwartego 
barda każe się rozwiać jak najprędzej, a córkę wodza wskrzesza 
z martwych i obdarza ją zdrowiem kwitnącem; w ten sam sposób 
systematycznie tępi wszelkie wzmianki o duchach w pieśniach barda 
drugiego i piątego i w przemówieniu ich wodza, jakby miał żywo 
w pamięci te liczne artykuły „Monitora", zwalczające wiarę w „upi- 
rów" 1). Jeżeli przypomnimy, że nerwowy tok prozy or3'^ginału prze- 
istoczył się w stateczny bieg 13-to zgłoskowego wiersza — nabie- 
rzemy dość dokładnego wytjbrażenia, czem w rękach klasyka stało 
się „Opisanie Nocy miesiąca Października na północy Szkocyi". 

Mniej więcej to samo, co o przekładzie „Nocy Bardów", mo- 
żna powiedzieć o innych „ossyanicznych'" wersyach Krasickiego. 

Obszerny poemat o „Fingalu" ma u Krasickiego formę prze- 
ważnie 11-to zgłoskowego wiersza parzystego, który tu i ówdzie 
urasta do zgłosek 13-tu — w miejscach jednak, w których tłumacz 
odczuł potrzebę szybszego toku. zastosował różne formy liryczne. 
Tak w księdze I-ej miłosna pieśń Brassolidy biegnie rymem łań- 
cuchowym, mieniając kolejno 8-io i 7-io zgłoskowe wiersze, opart* 
na metrach trochaiczno-amfibrachicznych na wzór.- 

±\J \ ±^ W J.KJ \ ±^ ». 

±\~/ I ±\j I ^J.v^ b 

Opowiadanie Karyla o Fingalu w „dumie" Hl-ej zamknięto 
w oktawę rymem łańcuchowym, opartym na I I-to i 8-io zgłosko- 



») Zob. „Monitor" 1765 Nro XUI, 1771 Nro XXn. 



OSSYAN W POLSCE 61 



W 



cach. Podobnyż rym przybiera Ulin w VI-ej księdze, kiedy roz- 
budzić chce zapał wojenny Gaula; używa przytem 8-miu i 7-iniu 
zgłoskowego wiersza. 

W pięknych cztero-wiersiiowych strofach o rymie parzystym 
toczy się pieśń o Lamdargu i G^lchossie w księdze V-tej, tworząc 
dość oryginalną w poezyi Stanisławowskiej formę zwrotkową, któ- 
rej trzy wiersze początkowe liczą po 11 zgłosek, ostatni zaś zbiera 
rzecz krótko w pięć zgłosek wedle wzoru: 

JLG \ ZJ±\\C ±<j \ D 1<J a 

a 

± ^ 1 ciJ-O b 

Wreszcie hymn pokoju Ullina w księdze ostatniej ma odpowiednią 
dla swojej treści formę spokojnej i równej sestyny, zbudowanej 
z 11-to zgłoskowych wierszy łańcuchowych. 

Ze zmian w treści — pomijając drobniejsze — wskażę opu- 
szczenie z epizodu o Cornalu i Galwinie w księdze drugiej ustępu, 
w którym opisano zabójstwo Galwiny przez Cornala. Nadto imiona 
niektórych bohaterów, poprzekręcane już przez tłumacza francu- 
skiego, uległy w przekładzie Krasickiego dalszej metamorfozie. Tak 
to oryginalny Cathba, przechrzczony przez Letourneura na Cair- 
bara — przybiera u Krasickiego imię Kaitbata. Gorzej jest, kiedy 
te zmiany zacierają właściwy koloryt myśli Ossyana i zniekształ- 
cają jego obrazy. Tak np. u wstępu VI-tej dumy dowiadywał się 
czytelnik polski, że pod wpływem śpiewu Karyla „ćmy nocne ślo- 
chały (?!) I cichym iękiem pieśni powtarzały". Tymczasem nie 
o żadne „ćmy" tu chodzi: w oryginale i) i u Letourneura jest w tera 
miejscu obraz duchów, które na głos harfy barda napłynęły z wia- 
trem i wychylając się z obłoków z zadowoleniem słuchają hymnu, 
im poświęconego. Krasicki umyślnie zatarł w swojej tendencyi an- 
tispiritualistycznej obraz duchów i — z pogrzebaniem zdrowego 
sensu — uraczył polski ogół czytający „ćmami ślochającemi". 

„Pieśni Selmy", z których urywek zacytował już był Kar- 
piński, uzyskały w wersyi Krasickiego formę bardzo rozmaitą. Część 



*) The ghosts of those he sung came in their ruatling winds. They wer« 
■een to bend with joy, towards the sound of their praise! — toż wiernie Letoar- 
neur na str. 111 tom II. 



62 MARYAN' SZVJK()W81CI 

wstępna, ogólua, ujęta jest w zwyczajne leoniny; następnie jednak 
indywidualność opowiadających bohaterów fłddaje poeta polski ró- 
żnym tokiem wiersza. Tak więc „pieśń I. Kolmy" opiera się na 
8-io zgłoskowcu parzystym; „pieśń II. Kolmy nad Salgarem i bra- 
tem" łączy na przemian wiersz 8-io i 7-io zgłoskowy, zam^^kając 
je przytem rymem łańcuchowym. W analogiczną formę przybrane 
jest opowiadanie Alpina. podczas gdy Ryno mówi 11-to zgłosko- 
wym wierszem łańcuchowym. 

W treści — prócz charakterystycznego pominięcia obrazu 
śmierci Daury, wspomnianego powyżej — jest zmian istotnych 
sporo. Wypuszczono zatem ust^^p o zjawieniu się Arindala, wraca- 
jącego z polowania po porwaniu Daury, o związaniu przez tegoż 
mściwego Eratha — dodano zaś nieistniejący szczegół, jakoby ojciec 
rankiem, gdy uciszyła się burza, łodzią dostał się na wyspę, ale 
już tvlko trupa córki zastał. Wogóle i tu widać jakby umyślną 
tendencyę osłabienia efektów wzruszeniowych, które snaó nie przy- 
stoją wychowr-nkowi wieku Locke'a. Toż samo — oczywiście mniej 
wyraźnie — dojrzeć można w dwóch krótkich wersyach o „Śmierci 
Oskara" i o „Minwanie". 

Wersya Krasickiego jest bądź co bądź dokumentem, okazują- 
cym, w jaki sposób klasycy, uległ3zv mistyfikacyi co do pocho- 
dzenia poezyi „ossyanicznej" i nie zrozumiawszy właściwego jej cha- 
rakteru — usiłowali jednak rzekomego tego celtyckiego Hom.era bodaj 
nieco ucywilizować i do panujących w sztuce upodobań w pewnym 
stopniu dostosować. Wchodzi Oss3'^an do Polski, już przez Letour- 
neura trochę „ojrładzony" a przez księcia biskupa warmińskiego 
w modną perukę alexandrynu przybrany. Odjęto mu przedewszyst- 
kiem jego rodzimą, swoistą dykcyę, która w krótkich, gwałtownych 
spadkach burzliwego rytmu wyrażała treść, pełną niezwykłych 
wzruszeń, pomysłów i obrazów. Aleć z pod tej peruki przecież wy- 
gląda twarz o rysach odmiennych: niepodobnaż było zatrzeć do- 
szczętnie tej głuchej melancholii, która przysłania jej oczy, ani 
zdusić zapału, jaki w nich nieci dzikie, żadną sztuką niekiełznane 
piękno przyrody. 

Jest rzeczą ciekawą, że dwaj zwolennicy tego samego kie- 
runku w literaturze wypDwiedzieli o przekładzie Krasickiego sądy 
zupełnie odmienne. Franciszek Dmochowski wyrażał się z wielką 
rezerwą w tym względzie, twierdząc, że „autor (sc. przekładu) szczę- 
śliwszy był w napisaniu oryginalueoa, niż w tłumaczeniu" — że 



OSSYAN W l'0I.8i)K 63 

„'Izielo to bardzo wolnie zrobione i iiiewyprac(jwane: widać w niem 
jednak po części talent autora" ^). 

Natomiast Stanisław Potocki w 15 lat później nie ma dość 
słów uwielbienia dla tego dzieła Krasickiego. „Zbogacił" pisze — 
„znaczną częścią pieśni Ossyana literaturę polską i nie mniey się 
okazał znak(jniitym tłómaczem, jak w innych rymach swoich wzo- 
rowym pisarzom". „Wyższym się okazał Krasicki nad te wszystkie 
trudności (so. przekładu) w przekładaniu lO^j pieśni i dum Ossyana. 
Przenosi on w Polski ięzyk szczęśliwą łatwością Kaledońskiej liry 
brzmienia, co opiewa tylko naturę, niekiedy w swoiey przyiemney, 
niekiedy w straszliwey wielkości". Nakoniec zaś ryzykuje Potocki 
twierdzenie: „pono żaden język pochełpić się nie może wyższym 
nad polskiego Ossyana tłómaczem" ■^). 

Zadziwia, że przy tej sposobności żaden z krytyków pseudo- 
klasycznego znaku nie wspomniał o drugiej, rymowanej wersyi 
Ossyana w Polsce, niemal współczesnej pracy Krasickiego a napi- 
sanej również przez poetę „wieku oświecenia" — Konstantego Ty- 
minieckiego *). 

W murach sejmującej War.szawy zbierało się około 1790 r. 
grono młodych, utalentowanych ludzi, adeptów Apollina, z których 
jeden zwłaszcza, Aloizy Feliński, nosił w tornistrze buławę przy- 
szłego marszałka literatury. Wiązała ich ścisła przyjaźń i wspólne 
umiłowanie sztuki rymotwórczej ; zbierali się na literackie poga- 
wędki, odczytywali przyniesione utwory własne i zawzięcie po mło- 
demu dyskutowali. Tam to pewnego razu gwardzista koronny, ko- 
chany „Tyś", zażywający wśród przyjaciół opinii wytrawnego zna- 
wcy poezyi, przyniósł i przecz3'tał fragment przekładu, który spowo- 
dował ożywioną dyskusyę, wywołał szereg prób odmiennych i odbił 
się jeszcze wyraźnem echem w ćwierć wieku później w korespon- 
dencyi Felińskiego. Na zebraniach młodych klasyków zjawił się — 
Ossyan, i dostarczył niewyczerpanego tematu do jednej z najcie- 



») Zob. „Nowy Pam. warsz." 1801, II. tom, s. 74. 

^) T. j. 6-ciu pieśai Fingala oraz cztery inne poematy. 

*) „Pamiętnik warszawski" 1816 Nro 14 ,, Pochwała Krasickiego" na etr. 
134=135. 

*) Na tę niesłusznie zapomnianą postać zwracam uwagę w studyum p. t. 
,,Z obozu klasyków" I. , .Biblioteka warsz." 1910, III; tam też mówię obszerniej 
o okolicznościach, wśród których powstała ossyaniczna wersya Tyminieckiego. 



64 ilARYAN SZyjKOWSKI 

kawszych a mało znanych dyskusyi teoretycznych w dobie najpeł- 
niejszego rozkwitu szkoły pseudoklasycznej. 

Tyminiecki bowiem, sam zresztą znawca i wielbiciel lite- 
ratury klasycznej, wyborny tłumacz Terencyusza — przyniósł na 
zebranie przyjaciół utwór tak odmienny od upodobań panujących, 
a przy tern o zasadach przekładu miał wyobrażenia tak różne, że 
Wyszkowski z Osińskim długo zastanawiali się po śmierci przyja- 
ciela, czy jego przekład Ossyana pomieścić w jedynej, pośmierinej 
edycyi dzieł. W przedmowie też do tej edycyi ^) poczuwa się Wy- 
szkowski do obowiązku usprawiedliwienia przyjaciela. „Podług 
niego" — pisze — n^^^ myśli i obrazów wszystkie rymy 
poświęcać należało", mniemał on „iż rymy powinnysłu- 
żyó bardziej do ucha, jak do oka. O toku wiersza szcze- 
gólne także było jego wyobrażenie; pilnując jedynie właściwości 
wyrazów i przymiotników rzecz malujących, nie przypuszczał, aby 
jednozgłoskowe, w przestanku wiersza mieszczone słowa, dźwięk 
i harmonię psuć mogły. Jeśli podobne zdania nie wszystkim się po- 
dobają, jeśli za chropowatość czy zaniedbanie poczytają to, co Ty- 
miniecki prostotą i naturalnością nazywał; nie można go 
przecież obwiniać, zwłaszcza, że te i tym podobne, choćby też na- 
nawet uwidzenia, tysiącem innych niezrównanych piękności na- 
gradzał". 

Ile nowych myśli zawierała ta ekscentryczna naówczas teorya 
Tyminieckiego — o tem mówię gdzieindziej ^). Tu zaś potrzeba 
zwrócić uwagę, że zastosował ją Tyminiecki do przekładu nowego 
dzieła, które też staje się polem eksperymentów dla kółka młodych 
petów „wieku oświecenia". „Pamiętasz w Ossyanie" — pisze 
Feliński 15 kwietnia 1815 rjku w liście do Wyszkowskiego — 
„wieleśmy wierszów popisali, które wszystkie zda- 
wały się gładsze, niż jegcj i on sam się na to zgadzał, 
a jednak zostawił swoje rymy". 

Ci młodzi klasycy woleliby, ażeby te pieśni, niedawno „od- 
kryte", uczynić dla ich „gustu" bardziej strawnemi. ażeby nadać 
im o ile możności bodaj formę, wedle panujących zasad urobioną; 
sam tłumacz nawet, jak widać, przyznawał im słuszność — a je- 
dnak mimowoli, niemal podświadomie czuł, że ta nowa poezya 



*) Pisma Konstantyna Tyminieckiego, Warszawa 1817. 
») „Z obozu klasyków" s. 14-5. 



OSŚYAN W POLSCE 65 

wymaga w przekładzie przedewszjstkiem prostoty i natu- 
ralności. 

Niestety, nie znamy pierwotnej, młodzieńczej redakcyi wersyi 
Tyminieckiego, która wyjść miała drukiem w 1791 roku w War- 
szawie p. t. „Ossyana Kaledończyka trzy poemata przekładania 
Konst. T3'minieckiego" (u Zawadzkiego^). Już Bentkowski, w swojej 
„Historyi literatury polskiej-' wspominając Ossyana, wymienia tylko 
Krasickiego przekładaj; podobnież zaginął ślad wszelki po tłuma- 
czeniu „Temory", które w podarku imieninowym ofiarował Tymi- 
nieeki Felińskiemu — jak o tem opowiada Wyszkowski w „Wierszu 
do Aloizego Felińskiego". Być może, że sam tłumacz starał się pó- 
źniej o wycofanie z obiegu tej swojej pracy, która tyle wrzawy 
narobiła w gronie przyjaciół a nam dostarcza dowodu, jak wyra- 
źnym odgłosem odbijają się „pieśni Ossyana" w Polsce już w osta- 
tniem dziesięcioleciu XVIII wieku. 

Sam Tyminiecki, niesłychanie wstrzemięźliwy w publikacyach 
prac swoich, ogłosił później jedynie wersye „Oitony" w „Dzienniku 
Wileńskim" w 1806 roku'). Dopiero w wydaniu pośmiertnem (1817) 
pojawia się — prócz „Oitony": -- Karton. Pieśni Selmy i Trzy 
epizody: Brassolis, Galwina i Minwana *j. Czasem jednak powstania 
oraz częściowem ogłoszeniem w druku z 1791 roku — należy to 
dzieło do minionego stulecia. 

Nie ulega żadnej dla mnie wątpliwości, że wydanie Wysz- 
kowskiego, dokonane po długich naradach z Osińskim i Felińskim, 
stara się o ile możności wygładzić tę „chropowatość", która wypły- 
nęła z odmiennych poglądów teoretycznych Tyminieckiego, Mimo 
to pewne szczątki tej odrębności dadzą się dostrzec: polegają one 
na dążeniu do świeżości opisu, na liberalizmie w dobieraniu rymów 
„dla ucha, nie dla oka", oraz na pewnych szczególnych właściwo- 
ściach rytmicznych w enklitycznej budowie cezury — na co wszystko 
podałem przykłady w cytowanej pracy „Z obozu klasyków". 

Tutaj zaś pragnę baczniejszą poświęcić uwagę stosunkowi 
wersyi do oryginału. 



1) Tak podaje Przyłęcki, Bibl. IV, 584, a za nim Estr. XXIII, 491. 
») „Historya liter, pol." wyd. 1814, I, s. 330. 

') ,, Dziennik Wileński" 1806, II tom s. 512 ,,Oitona, poema Ossyana". 
*) Wydanie z 1791 roku obejmować mogło poematy : Karton, Pieśni Selmy 
i z epizodów „Brassolis" lub „Galwinę'. 

Rozprawy Wydz. Biolog. T. LII 5 



66 MAllYAN SZYJKOWSKI 

Podobnie jak Krasicki, opiera się i Tyminiecki na przekładzie 
Letourneura. W wyborze zaś są obaj dziwnie zgodni: i jeden i drugi 
tłumaczy „Pieśni Selmy", „Minwanę" — nadto zaś „Brassolis" 
i „Galwina" są niczem innem, jak fragmentami z „Fingala", któ- 
rym Tymieniecki wedle imion występujących bohaterek nadał tytuły. 
I tak „Brassolis" jest urywkiem z końca I ej księgi „Fingala", za- 
wierającym opowieść barda Karyla, „Galwina" zaś jest opowieścią 
tegoż barda z końca księgi drugiej. 

Porównanie dwu wersyi wypada stanowczo na korzyść Tymi- 
nieckiego: obrazy jego mają większą świeżość i wypukłość, w treści 
znacznie mniej zmian i skróceń a i dobór formy, zawsze wzorowej, 
jest nieraz bardziej odpowiedni, aniżeli u Krasickiego. Tak np. skarga 
Minwany. o wybitnie lirycznym nastroju, przybrana u Krasickiego 
w ciężką formę wiersza o 13-tu zgłoskach — tworzy w wersyi 
Tyminieckiego 4-ro wierszowe strofy na wzór: 

Cii.Ci I -LO 1 -iCi II J-O I J.O I J.O a 
±0 j J.O I OJ. o a 

Również opowieść Karyla w „BrassoHdzie", znacznie przez Krasi- 
ckiego skrócona, odzyskuje w tej drugiej, odmiennej wersyi tekst 
pełny, zamknięty w typową sestynę naprzemian 8 io i 7-io zgło- 
skowych wierszy. Podobnie 13- to zgłoskowiec Krasickiego w opo- 
wieści o Galwinie, skrócony został o dwie zgłoski. 

„Pieśni Selmy" doczekały się w tym czasie jeszcze jednej 
wersyi; która wychodzi z pod pióra drugiego „poety serca" — 
K n i a ź n i n a. 

Ten trzeci przekład tego poematu, zawarty w najobfitszej z do- 
tychczasowych wersyi polskiej „ossyanicznych" pieśni — powstaje, 
jak i cały zbiór, również w tych latach, kiedy zajęcie się Ossya- 
nem w Polsce stfije się coraz wyraźniejsze. Jakkolwiek bowiem 
całe dzieło wyszło dopiero po śmierci poety 1), to jednak musiało 
być dokonane przed 1795 r., w którym to czasie myśl autora „Cyga- 
nów" popada w obłąkanie. Tak więc „Ossyana pienia Selmskie" wy- 
wierają ze wszystkich poematów Maephersona najsilniejsze w Pol- 
sce XVIII wieku wrażenie. Urywek z nich tłumaczy Karpiński — 
przekładają je Krasicki, Tyminiecki (po raz pierwszy podając 



*) Dopiero w wydaniu „dziel"' Kniaźnina prze/. F. S. Dmochowskiego, 
Warszawa 1829. tom V. i VI. 



OSSYAN W l'()L.SCB 67 

we wstępie za Letouriieurem nazwisko Macphcrsona) i Kniaźnin. 
Wszystkich pociągał liryczny nastrój tego utworu, który podkreśla 
Letourneur. pisząc: „II est (sc. poóme) entierement lyriąue, et la 
yersification en est tr^s-variće dans roriginal gallique. L'apostrophe 
a Tćtoile du soir. qui est au comuienceinent, est, suivant M. Mac- 
pherson, pleine d'une harmonie douce: les vers ont, pour ansi dire, 
le caline et la fraicheur de la scenę que le poetę veut peindre". 

Zewnętrznie niejako różni się Kniaźnin od obu współczesnych 
&obie tłumaczów tern, że u wstępu nie streszcza utworu prozą, jak 
to czyni Krasicki (lirótko) i Tyminiecki (dłużej); streszczenia te 
zresztą zostały przez Kniaźnina wogóle uznane za zbyteczne i w całej 
wersyi w zupełności pominięte. Pozatem, podczas gdy Tyminiecki 
nadaje „Pieśniom Selmy" jednolitą formę parzystego 13-to zgło- 
skowca — Kniaźnin używa budowy jakby stroficznej, stosując 
wszystkie trzy rodzaje rymu i używając częścią 11-to a częścią 
lO-cio zgłoskowych amfibrachów — lub też 8-io zgłoskowej budo 
wy amfibrachiczno-trochaicznej. 

Obok tej formy lotniejszej - — odróżnia Kniaźnina wybitnie 
od obu klasyków dykcya, dostarczając ciekawego przykładu na 
dowód, jak głęboko sięgają różnice w konstrukcyi psychicznej od- 
mienne] organizacyi twórczej. Okazuje się to najdobitniej na „Pie- 
śni Kolmy": Krasicki przełożył ją parzystym wierszem 8-io zgło- 
skowym — Tyminiecki nadał jej regularną budowę stroficzną, ży- 
wo przypominającą Mickiewiczowską balladę, na wzór: 

±)^ \ ^ ±):^ W ±'id ' '^ ±^ a 

^^\^±'^\):^±^ b 

J.^|iiiiJ.!^|j^±|!i^j-5^ a 

J.ii!l!i^JL^|k!J-kf b 

Karpiński użył wierszy 8-mio i 7-mio zgłoskowych, o rymie 
i rytmie nieregularnym — ale ożywił rzecz niepospolicie, nie szczę- 
dząc pytań retorycznych, wykrzyków i powtarzania. 

Opowiadanie Ryna przybrał Tyminiecki we wzorową, jakby 
Tassa przypominającą oktawę — Kniaźnin pobudował w tem miej- 
scu krótkie, cztero-wierszowe zwrotki. Opowieść Alpina ma u Ty- 
minieckiego nie mniej regularną budowę stroficzną, kończącą się 
w każdym czwartym wierszu krótką dipodyą ()^±)=!. \ l^j). Kniaź- 
min nie zważa na regularność — ale, kombinując różne formy 

5 



68 MARYAN SZYJKOWSKI 

rymu i rytmu, podnosi żywość kolorytu. Podobnież powieść Armi- 
na, płynąca alexandrynem u obu klasyków — ma rozwichrzoną 
formę u „poety serca", o wierszach ośmio — i dziesięcio-zgłosko- 
wych i trzech rodzajach rymu. 

Zato jest przekład Kniaźnina bardzo swobodny: poopuszczano 
wiele określeń, dla rymu przezwano „Anirę" \nemą (do „ocze- 
ma"), przez amplifikacyę użyto frazesu Karpińskiego: „Którey (sc. 
Kolmie) przyrzekłeś znaleść się wieczorem Pod umówionym ja- 
worem" (Tyminiecki: „Kolma w miejscu umowy czekała Salgara"). 

Z tem wszystkiem, ażeby okazać, jak odmiennie występuje 
rzecz w rękach innej organizacyi poetyckiej — niech, jako ty- 
powy, posłuży następujący przykład: Spotykamy w oryginale obraz 
— inwokacyę do księżyca — „Walk through broken clouds, O moon! 
shov thy pale face, at intervalsl" 

Przełożył to Letourneur dość wiernie: „Roule sur les nuages 
brisćs, o lunę! montre par intervalles ta face mćlancoliąue et pa- 
lissante. 

Krasicki przesuwa cały obraz na koniec odnośnego ustępu 
i bez podnoszenia głosu, spokojnie przedstawia: 

„A xiężyc wybledniały, gdy się wzmaga burza, 
Sili się z chmur wydobyć i znowu w nie nurza". 

Tyminiecki nie zaciera w zupełności formy wezwania — 
ale też nie natęża zbyt głosu: 

„Wschodź xieżycu wiatrami na podarte chmury 
I raz po raz pokaż lic blady i ponury". 

Kniaźnin postąpi inaczej: mając jeszcze w uchu francuskie 
„roule" odrazu znajdzie słowo gromkie „ruń" i szybkim rytmem 
podchwyci patetyczny ton oryginału: 

„Ruń o Xiężycu! w chmury rozbite 
I między niemi twarz swoią 
Ukazuy, twarz Mado-smutna". 

Trudno o przykład, lepiej i dosadniej ukazujący różnice, 
jakie indywidualność trzech poetów nadała pracy, mniej więcej 
w tym samym czasie dokonanej. 

Oprócz „Pieśni Selmy" i poemat p. t, „Karton" tłumaczy za- 
równo Tyminiecki, jak i Kniaźnin — pierwszy 13-to zgłoskowym 



0S8YAN W POLSCE 69 

wierszem, rymowanym parzysto, drugi 11-to zgłoskowym wierszem 
białym o rytmie amfibrachic.znym. Wersya Tyminieckiego jest 
i bardziej wierna i w układzie bardziej przejrzysta — Kniaźnin 
zmienia często i nie zawsze szczęśliwie myśl oryginału i, opuszczając 
cudzysłowy (np. w zwycięskim łiymnie bardów, zeszpeconym w do- 
datku nieszczęśliwą przekładnią: „Dalekich krain uciekłyście dzie- 
ci"), oraz nie przeprowadzając podziału na rozdziały — zaciemnia 
konstrukcyjną stronę fabuły poematu. Tak więc mówi Ossyan 
u Kniaźnina: „Malwino! widzisz tę skałę omdloną(?)" — co zgo- 
dnie z oryginałem i ze zdrowym sensem przełożył Tyminiecki: 

Malwino! patrz tam, kędy ta skała chropawa, 
Którą w zielonych wieńcach zdobi gęsta trawa 
(Dost tliou not behold; Malwina, a rock with 
its head of heath?) 

Tu i ówdzie popełni Kniaźnin gallicyzm. Tak czytamy u niego: 

Często my strumień przebrnęli Kariina 
Uderzyć razem w szeregi najeźdźców. 

Lub W obrazie ruin Balkluty „le vent du dćsert" Letour- 
neura określi jako „przyleci pusty nieć". 

Obraz piękności Moiny skreśli Kniaźnin bardzo swobodnie 
w sposób następujący: 

Łono (sa gorge) iey białe, iak na morzu piana, 
Oczy iak ognie (les etoiles) wśrzód nocy na niebie 
Włosy czarniejsze, niżeli lot kruczy, 
Dusza w niey była wspaniała i tkliwa 



Glosa ludzkiego nie było posłyszeć. 

(ne s'y faisait plus entendre) 

Tenże obraz oddaje Tyminiecki bez porównania wierniej: 

Niczem jest piana morska ku iey sayi białey. 

Nad gwiazdy nocne żywsze iey oczy się zdały, 

Czarnośe iey wło&ów krucze pióra przewyższała, 

A dusza iey jak słońce (dodaje od siebie) czysta i wspaniała 

Nigdzie prawie nie było słychać ludzkiey mowy. 

Słynny hymn do słońca, zamykający poemat, został przez obu 
przełożony wcale wiernie i pięknie. 

Przekład poematu „Oitona", który opracował Tyminiecki już 
— jak się zdaje — w początkach XIX wieku — ma te wszystkie 



70 MARYAN SZYJKOWSKl 

właściwości, które w powyższej analizie porównawczej usiłowaliśmy 
podkreślić. Przybrany w formę nieskazitelną, choć nieco ciężką 
(13-to zgłoskowiec parzysty), stara się o wierność w oddaniu myśli 
i plastykę w opisach. 

Podobnie jak Krasicki, przełożył i Kniaźnin trzy pierwsze 
śpiewy „Fingala" — a nadto, prócz „Pieśni Selmskich" i „Kar- 
tona", utwór p. t. „Lathmon", obszerny, z ośmiu ksiąg złożony po- 
emat „Temora", oraz trzy utwory: Oskar. Erragon i Karos. Te 
trzy ostatnie tytuły zostałv dość dowolnie wedle imion bohaterów 
przez Kniaźnina sfingowane. „Oskar" nosi w oryginale tytuł „The 
war of Inis-Thona" (u Letourneura „La Guerre dlnistona"), „Er- 
ragon" odpowiada „Bitwie pod Lorą", „Karos"" zaś równa się „The 
war of Caros" („La Guerre de Caros"). Nadto podział na ustępy 
zapomocą gwiazdek jest również pomysłu Kniaźnina. który, jak 
stąd widać, już pod zewnętrznym względem poczyna sobie wcale 
swobodnie. 

Tę swobodę widać również i w treści tych utworów, podo- 
bnie jak też stwierdziliśmy ją już w poematach, wspólnie z Tymi- 
nieckim przełożonych. Dla uzupełnienia chcę tutaj dodać jeszcze 
kilka uwag, zwłaszcza tam, gdzie nasuwa się porównanie z Krasi- 
ckim, tj. we „Fingalu". 

Wersya Kniaźnina ma w tych wszystkich poematach formę 
jednakową: 11-to zgłoskowy wiersz bial^'. Gallicvzmów i tutaj 
sporo np. „O pierwszjr rycerzu dzielić się z nami uciechą biesiady" 
(le premier a partager la joie de nos fetes), „Kaitbat zginął mie- 
czem (par rćpće) Dukomara". „czarne chrusty op^rowadź oczy- 
ma" (porte tes regards sur la noire surface des bruyeres). Takich 
usterek — a możnaby przykłady pomnożyć — nie da się wytknąć 
wersyi Krasickiego. Nieraz też chęć dosłownego przełożeoia fra- 
zesów Letourneura prowadzi do zaciemnienia sensu w takich np. 
określeniach, jak „dolińcy" (les enfans des vallons), „wzrok twóy 
obraca źrzenicę ognistą" (tes yeux roulent une prunelle enflammć), 
„Swaran grom wyda" (Swaran frappa son bouclier) w „Fingalu"; 
„krok się mój styrka" (mes pas sont mai assurćs), „by noga 
w grobie Ossyan nie umknie" (quand ii aurait dćja un pied dans 
le tombeau, Ossian ne fuirait pas) — w „Lathmonie". I pod tym 
względem mają obaj „klasyczni ossyaniści" daleko delikatniej, 
szą rękę. 



OSSYAN W rOLSOK 71 

Czasem zmiana tekstu zaciera w wersyi Kniaźnina właściwy 
charakter oryt^inału. Tak w „Erragcmie" iiiwokacya: „Przychodniu! 
cichy mieszkańcu krainy" — nie pozwala się domyślać, że mowa 
o chrześciańskim pustelniku, który zamieszkał „jaskinię milczącą". 
W takich razach, kiedy rzecz wymaga osobnego wyjaśnienia. Kra- 
sicki najczęściej pomija ją bardzo zręcznie. Tak np. w III. pieśni 
„Fingala" czytamy u Kniaźnina o starym śpiewaku Suiwanie, „co 
nieraz śpiewał naokoło Lody": „Kamień Potęgi głos jego poru- 
szył". Miejsce to nie może obyć się bez komentarza; daje go też w no- 
cie za Letourneurem Kniaźnin, tłumacząc, że „kamień potęgi jest 
niewątpliwie obrazem jednego z bóstw Skandynawii". Krasicki na- 
tomiast, oszczędzając sobie kłopotu, odda miejsce to bardzo spry- 
tnie: „Na odgłos iego (sc. Suiwana), jakby czuciem zdięte, Nieraz 
Icamienie wzruszały się święte". 

Gdzieindziej powody zupełnego wypuszczenia obrazu przez 
Krasickiego tkwią zapewne w innem źródle. Tak w I ej pieśni 
„Fingala" skreślił Krasicki w zupełności obraz piękności Morny, 
a w szczególności ten rys tego obrazu, który dochował się dość wier- 
nie w wersyi Kniaźnina w słowach następujących: „Łonoć wydaie 
kule marmurowe. Jakowe widać nad Branna zdr(jiami". Podobnież 
znacznie skraca Krasicki obszerny obraz wozu Chuchullina w tejże 
pieśni, dokładnie przez Kniaźnina podany. 

Oto są cechy i właściwości wszystkich trzech wersyi ossya- 
nicznych w Polsce, których powstanie sięga ostatniej dziesiątki lat 
XVIII wieku, kiedy o innych nowych zjawiskach w poezyi Za- 
chodu nie było jeszcze u nas żadnych wyraźnych i utrwalonych 
wieści. Na wersyach tych odbił się indywidualizm ich twórców 
dość wyraźnie. Wszyscy oni ulegli urokowi „nowej" poezyi — 
ale też inaczej odczuwali ją obaj „klasycy", aniżeli drugi nasz 
„poeta serca", co najwyraźniej występuje w „Pieśniach Selmy", 
przez wszystkich trzech opracowanych. Krasicki i Tyminiecki mają 
więcej artystycznego smaku i doskonalej wyrobioną formę — Knia- 
źnin odczuwa żywiej nastroje liryczne Ossyana. Są pozatem dość sub- 
telne, a jednak wyraźne różnice pomiędzy dwoma klasykami. U Kra- 
sickiego widać tendencyę „zmodernizowania" celtyckiego barda, 
nadania mu bodaj pewnych pozorów poezyi „wieku oświecenia". 
Tyminiecki nie waży się wprowadzać zmian istotnych: w formie 
cięższy od Kniaźnina, choć bez porównania od niego poprawniej szy, 



72 MARYAN SZYJKOWKI 

usiłuje byd wiernym w oddaniu myśli, a świeżym i naturalnym 
w obrazowaniu. Jego też wersyę uznać trzeba za stosunkowo najlepszą. 

Opierając się wszyscy trzej na Letourneurze i najprawdopo- 
dobniej zupełnie w prac}'^ swojej od siebie nawzajem niezależni — 
mają jednakowoż dziwnie zbieżne upodobania. Stąd to wszyscy 
tłumaczą „Pieśni Selmy" „Fingala" (w całości lub części), nadto 
Krasicki i Tyminiecki przekładają „Minwanę", zaś Kniaźnin i Tymi- 
niecki „Temorę" (dochowany tylko przekład Kniaźnina) i ^.Kartona". 

Na oryginalną twórczość tych autorów pierwsz\^ch w Polsce 
wersyi Ossyana nowa poezya znaczniejszego wpływu nie wywarła. 
I rzecz to naturalna: Krasicki i Kniaźnin zapoznali się z nią 
u końca swojej karyery literackiej; Tyminiecki zaś za życia nie- 
mal prac swoich nie ogłaszał, a to, co po nim opublikowano, za- 
wiera oryginalnych wierszy niesłychanie mało. 

Znam tylko kilka pieśni autora „Żalów Orfeusza"^ na których 
poezya Ossyana zostawiła ślad niewątpliwy. Wiersze te pochodzą 
zapewne z ostatniej fazy twórczości Kniaźnina. a wydrukował je 
„Pamiętnik Warszawski" pod nagłówkiem „Niektóre pieśni Knia- 
źnina niedrukowane" dopiero w 1823 roku (T. V, s. 269). 

Wystarczy zestawić zasadnicze motywy tych pieśni, a nie bę- 
dzie ulegało wątpliwości, że powstać musiały w okresie przejęcia 
się pracą nad przekładem Ossyana. W wierszu „do Boga" skarży 

się poeta: 

Jak samotny na ngorze, 

Co tylko wiatrem oddycha, 

W cichey kwiat polny pokorze 

Skłania się, więdnie, usycha 

Upłynęłyście dni moie . . . 

Ileż W tej skardze, nawet w obrazowem jej ujęciu, odgłosów 
zasadniczej podstawy melancholii śpiewaka „Berratonu"! Lub drugi 
wiersz, w tymże rodzaju, którego strofa: 

Grywałem dawniey na lotni. 
Sława oyców na niey brzmiała, 
Dzisiay kiedy ludzie smutni, 
Pękły strony, chęć omdlała, 

— ^jak Żywo przypomina choćby tę skargę z końca „Pieśni Selmskich": 

„Ale dziś starość ścięła iezyk właśnie, 
Tępieie nmysł i duch móy gaśnie. 

Gdyby zaś i te analogie nie wszjstkim wystarczyły — niech 



0S8YAN W POLSCE 73 

zestawią obie początkowe strofy pieśni „Do Xiężyca" z wstępną 
zwrotką wersyi „Pieśni Selmy" tegoż poety: 

Do Xiężyca. 

Luno! ty córo niebios wysoka, 
Boskiey podobna Teinirze, 
Sieiesz czystego blask oka 
Po gwiazdo- litym szafirze ! 

Czego z aśmiec^hem ku tey dolinie 
Wychyliwszy się z obłoku, 
Tey się przyglądasz dolinie, 
Migaiąc w bliskim potoku? 

Pieśni Selmy. 

Xiężycu! nocy ty iestea ozdobą, 

Świetne obłoki rzucaiąc za sobą, 

Gdy krok twóy pyszny po niebiosach płynie, 

Czego się niskiey przyzierasz dolinie? 

Zależność formalna i rzeczowa jest tu uderzająca. Kniaźnin 
rozłożył na dwie strofy to, co Macpherson skondensował w jednej; 
zachował jednak wiernie i wstępną figurę wykrzyku i końcową py- 
tania retorycznego, zachował metaforyczne ujęcie obrazu i zasadni- 
czą treść jego aż po ścisłą zależność słowną. 

A tych kilka wierszy Kniaźnina, które wchodzą w skład do- 
piero warszawskiego wydania jego dzieł z 1829 roku ^) — to nie- 
wątpliwie najpiękniejsze liryki, jakie stworzył. Od oschło-rezoner- 
skiej poezyi ód „wieku oświecenia" lub ckliwo-arkadvjskiej sie- 
lankowości Dafnisów i Koryn — daleko odbiega sercowa nuta tych 
wierszy. Czuć w nich bowiem wyraźnie powiew nowej sztuki, która 
w przebraniu ludowo-celtyckiego kostiumu^ przekrada się do Polski 
już w ostatnich latach XVIII stulecia i rozrzuca ziarna; już w la- 
tach najbliższych zaczną one coraz bujniej wschodzić. 

Tymczasem zaś, jeszcze pod koniec wieku, zjawia się ona na 
innej jeszcze drodze. 



W 1791 roku wychodzi edycya druga „Powrotu posła", „do 
którey przydane są bayki i dumy". Tutaj, w towarzystwie tenden- 
cyjnej komedyi i Lafontaine'owskich bajek — pojawił się „nowy" 



*) Nie zna ich jeszcze wydanie wileńskie z 1820 r. 



74 MARYAN SZYJKOWSKI 

rodzaj w poezyi polskiej: duma (o Żółkiewskim i o Stefanie Po- 
tockim). Nazwa przyjęła się szybko (u Krasickiego) ^) — treść 
miała stać się cząstką składową tej miny. pod której działaniem 
padnie kiedyś w gruzy okop pseudoklasycznej teorvi. Kie leżało 
to zresztą w intencyi autora „dum", którego więcej zajmowały pro- 
blemy społeczno-polityczne, aniżeli artystyczne. Miał jednak Niem- 
cewicz w wysokim stopniu rozwinięty zmysł publicysty: a zatem 
ową bardziej szeroką, aniżeli głęboką chwytliwość dla nowych zja- 
wisk na wszystkich polach umy.słowego ruchu, która, nie wdając się 
w zbyt daleko idące analizy, reprodukuje szybko i łatwo, podobnie 
jak czuła płytka fotograficzna każde załamanie światła w przestworzu. 

Zdarzyło się zaś, że w 1785 roku przebywał autor „Powrotu 
posła'^ w Anglii, tam poznał język angielski, zaciekawił się pewne- 
mi formami poezyi — i powróciwszy do kraju, postanowił wycią- 
gnąć z tych swoich wrażeń korzyść dla własnego społeczeństwa, 
W „Śpiewach historycznych", których geneza w tak ścisłym pozo- 
staje związku z najstarszymi dumami Niemcewicza — czytamy 
■w objaśnieniu do „Dumy o Żółkiewskim", że: „ — Śpiew ten lat iuż 
30. bo w 1786 pisany, dla słodyczy i przyjemności nuty Imć. Pani 
Konstancy i Dembowskiey przez usta płci piękney powtarzanym był 
dotąd, i stał się powodem Towarzystwu królewskiemu, że znako- 
mite czyny królów i bohatyrów naszych podobnym sposobem poda- 
nemi mieć chciało". 

Że oba pierwsze „Śpiewy historyczne" Niemcewicza były próbą 
stworzenia narodowego rapsodu na wzór pieśni Ossyana — próbą, 
której następnie „Śpiewy historyczne" z 1816 roku są całkowitem, 
ale też i pod pewnym względem zasadniczo zmienionem rozwinię- 
ciem — to niewątpliwie wynika z przedmowy do tego najpopular- 
niejszego w epoce przedroraantycznej dzieła. Czy tamy ź tam, że 
„wszystkie prawie narody miały w pierwiastkach swoich upowa- 
żnionych, publicznych śpiewaków, silnemi były pieśni ich nad umy- 
słem rycerskiey młodzieży". Poczeni powołuje się na ustęp Gib- 
bona („The decline and fali of the Rom. Emp."), gdzie mowa jest 



^) Nazwa „dumy" przeszła do poezyi polskiej w XVI w. (zob. Józef Tret lak 
„Bohdan Zaleski". Kraków, 1911, cz. I, s. 144); zainaogarowany jednak przez Niem- 
cewicza pod tą nazwa nowy rodzaj literacki nie ma nic wspólnego pod względem 
formy z dumą lądową ukraińską. 



OS8YAN W POLSCE 75 

O „Bardach czyli śpiewakach", „którzy zj^łc.hiać chcieli staroży- 
tności Celtów, Skandynawów i Germanów". 

„Bardziey" — pisze dniej — „niż wyryte w twardych gła- 
zach napisy, zachowuią nam pieśni pamięć ięzyka ludów iuż za- 
traconych" — (por. stanowisko Krasickiego w tej kweatyi) — „Ję- 
zyk Ersów, dawnych Szkocyi mieszkańców, wśród ostrych skal, 
wśród huku spienionych bałwanów, brzmi dotąd w uściech 
Ossyana następców... Nie iestem ia tak ślepo próżnym, bym 
pieśniom moim podobne obiecywać mógł i upowszechnienie i trwa- 
łość... We dwóch śpiewach, w młodości moiey pisanych o Żół- 
kiewskim i Stefanie Potockim, umieściłem kochanie obok odwagi, 
iest ono zapewne nierozdzielnym z walecznością, lecz nie zdało mi 
się powtarzać iey częściey w pieniach poświęconych prawdzie". 

Skutkiem wyrzucenia za nawias motywu „kochania" — zmie- 
nił się bardzo znacznie kąt widzenia barda — Niemcewicza w „Śpie- 
wach historycznych"; lecz w pierwszych tego barda pieśniach pol- 
ski Ossyan odbija bardzo wyraźnie wpływy swojego celtyckiego 
mistrza. 

Pomysł „Dumy o Żółkiewskim" opiera się w ca- 
łości na poemacie p. t. „Ga ul". Poemat ten nie jest dziełem 
Macphersona. lecz pojawia się dopiero w kontynuacyi Smitlia 
z 1780 roku. Poznał ją Niemcewicz w czasie pobytu swojego 
w Anglii, jako dzieło stosunkowo niedawno z pod prasy drukar- 
skiej wyszłe. 

Utwór Smitha rozpoczyna opis księżycowej nocy. Na tle tego 
opisu rozwija się monolog Ossyana: „Lubię błądzić sam, gd}'^ 
wszystko jest ciemne i spokojne. Ciemność nocy jednoczy się ze 
smutkiem duszy mojej..." Oto ruiny pałacu Fingala — „spoty- 
kam zwalone i splątane głazy, kędy rosną krzewy i zioła bezpło- 
dne..." Oto wśród ruin „uderzyła włócznia o kawał tarczy". Bu- 
dzą się wspomnienia minionych Ck-asów, „czuję na nowo smutek 
w mej duszy". Próbujmy rozpoznać do kogo należała tarcza: „po- 
dobna jest księżycowi, kiedy niknie; jest na pól zżarta rdzą lat- 
Gaulu! towarzyszu mojego Oskara, ta tarcza należała do ciebie. 
Lecz skąd to wzruszenie, które mnie ogarnia? ...Potrzeba w pie- 
śni ożywić imię Gaula". Poczem następuje opowieść o wyprawie 
Fingala, w której Gaul wziął udział. Wyprzedziwszy główną armię, 
opadnięty został przez przeważającą liczbę nieprzyjaciół i, mimo cu- 
dów męstwa, uległ przewadze. Lecz pamięć jego przetrwa wieki. 



76 MARYAN SZYJKOWSKI 

Fingal rozkazał bardom Avznieść mu grobowiec; „ten szary kamień 
będzie wskazywał podróżnikowi miejsce jego spoczynku". 

Na tych motywach zbudowai Niemcewicz swoją „dumę". Przez 
pobojowisko Cecorskie, w księżycową noc majową jedzie rycerz 

— Sieniawski i wzdycba „żalem obciążony". Zrazu powodem jego 
westchnień są „niebieskie oczy", które „serce mu zraniły" — lecz 
kiedy „po bladym promieniu" błyszczącą dojrzał stal „pomiędzy 
krzaki", a w niej rozpoznał szczątki hełmu, na którym „herb Żół- 
kiewskiego, i krwi, z rdzy znaki" — wtedy: 

Zdiął go, i na tak tkliwe widowisko 
Jął mężny Rycerz rzewne łzy wylewać, 
A widząc srogie walk poboiowisko 
Usiadł, i takie zaczął Rymy śpiewać. 

I następuje opowieść o pogromie cecorskim, która tak dziwnie 
przystaje do pieśni Ossyana o skonie Gaula. źe zapewne stała się 
tym punktem zaczepienia, na którym urodził się poetycki zamiar 
Niemcewicza napisania „Dumy o Żółkiewskim", mając gotowy wzór 
przed sobą. 

To, czego w tej opowieści Smitha nie znalazł, a zatem mo- 
tywu „niebieskich oczu" i zemsty Sieniawskiego — mógł sobie 
łatwo na podstawie innych pieśni Ossyana uzupełnić. Motyw miło- 
ści, która ustąpić musi przed powinnością rycerską — należy do 
szablonowych rysów poezyi ossyanicznej; zemsta za śmierć towa- 
rzysza jest najświętszym obowiązkiem Fingalowych rycerzy. A tak 
tylko ostatnia zwrotka dumy, z ową pseudoklasyczną przemianą 
lauru na mirt i uznaniem cnoty rycerskiej przez „niebieskie oczy" 

— kłóci się z kolorytem Ossyana i jest charakterystycznym przy- 
kładem, jak Niemcewicz powstrzymać się nie mógł, iżby bodaj 
przed położeniem ostatniej kropki, nie zaświecić ogarka dyabłu 
pseudoklasycznej maniery. 

„Duma o Stefanie Potockim" nie opiera się specyalnie na je- 
dnym z ossyanicznych poematów: zawiera jednakże szereg wybitnie 
ossyanicznych motywów, powtarzających się zarówno u Macpher- 
sona, jak i u Smitha. Do takich należy przedewszystkiem wstępna 
inwokacya do lutni, mającej oddać w pieśni „dawnego męstwa" 
wspomnienie. Rzecz jest postawiona zupełnie na ossyaniczną modłę: 
bard (bliżej nie określony) bierze lutnię i, zwracając się do „mło- 
dych rycerzy", zapowiada „żałosney Lutni ięczenie" na chwałę po- 
ległych w obronie ojczyzny (por. apostrofę do harfy w „Cath-Lo- 



0S8YAN W POLSCR 77 

dzie" duan III, wstęp do „Carthonu", zwrot do harfy w „The war 
of Caros" oraz początek „Manos" Smitha). 

Wódz, któremu starość wytrąca z ręki oręż, a przeto wysyła 
do boju syna — młodzieniaszka — pojawia się u Os.syana w po- 
emacie p. t. Groma. Tam Rothmar, wyzyskując starość Crothara, 
napada jego włości. Rusza przeciw najeźdźcy młody Fovar^ormo, 
syn Crothara — ale zostaje zwyciężony i zabity. Analogicznych 
obrazów bitwy, jak pod Zółtemi wodami, możnaby przytoczyć z Ob- 
syana setki. Motyw rozpaczy kochnnki nad zwłokami bohatera — 
można spotkać również niemal w każdym z poematów Ossyana. 

Wreszcie i końcowa strofa jest żywcem wzorowana na licz- 
nych podobnych obrazach, które zwykły kończyć poematy Ossyana: 

Spoczyway Rycerzu mile 
Między cichym drzew tych cieniem ; 
Niech Xiężyc głuchey mogile, 
Przyjaznym świeci promieniem. 

Jeśli kiedy Rycerz mężny 
W tey się tu znaydzie Krainie, 
Spoyrzawszy na grób potężny : 
Niech iak ty walczy i ginie. 

Jest tu wszystko, w czem lubuje się Muza ossyaniczna: w oto- 
czeniu drzew „głucha mogiła", oświecona światłem księżyca — pa- 
miątka po poległjnn i nauka dla potomnych. 

Obok zaś dum Niemcewicza, wyrzuca na brzegi nadwiślańskie 
pierwsza fala ossyanizmu najstarszy okaz polskiego śpiewu barda 

„Bard Polski 1795", jakkolwiek ogłoszony drukiem po raz 
pierwszy w 1839 roku i), należy czasem powstania do pierwszej 
recepcyi Ossyana w Polsce. Rękopis tego poematu, którj'^ znajduje 
się w prywatnem archiwum XX. Czartoryskich w Krakowie, nosi 
tytuł: „Bard Polski, Pisany przez Xięcia Adama Czartoryskiego 
Roku 1795, a przez siostrę Jego, Marię z Czartoroskich (sic) Xię- 
żnę Wurttemberską w Świątyni Pamięci złożony. Roku 1803". 

Wedle relacyi prof. Chrzanowskiego późniejszy pierwodruk 
różni się znacznie od redakcyi rękopiśmiennej, a to zarówno pod 
względem waryantów językowych i stylistycznych, jako też i skut- 
kiem obszernych amplifikacyi, obejmujących 175 ww., w których 



1) Zob. , Skarbiec historyi polskiej" Karola Sienkiewicza, Paryż 1839, T, I, 
8. 465 sq. ; przedmowa J. U. Niemcewicza. 



78 MAliVAN SZYJKO WSK[ 

pojawiają się najpiękniejsze ustępy, obce pierwotnej redakcji. Za" 
szły ponadto zmiany konstrukcyjne, wprowadzono podział na sześć 
pieśni, a zasadniczy motyw wędrówki barda z młodzieńcem wy- 
stąpił w pierwodruku plastyczniej, aniżeli w pierwotnem brzmieniu ^), 

Zi tem wszystkiem pomysł i założenie utworu musiały pozo- 
stać nienaruszone. A pomysł ten nosi wybitnie ossyaniczne piętno 
i czyni z utworu ks. Czartoryskiego najwcześniejszy u nas 
refleks bujnie rozplenionej na Zachodzie poezyi 
„bardów". Mamy przed sobą pierwszy polski „krzyk barda" 
{Bardengeschrei), zrodzony pod wpływem wsłuchiwań się w pienia 
lutni celtyckiej, a wyprzedzający już cały chór naszych „słowiań- 
skich" bardów, którzy swoje harfy rozpoczynają stroić około 1815 
roku, kiedy pieśń Ossyana t^^m razem mocniej rozbrzmiewająca, 
powtórnie zawita do Polski. 

Już sam tytuł poematu wskazuje, gdzie należy szukać źródeł 
pomysłu: określenie Tacyta „barditus" uzyskało w Europie prawo 
obywatelstwa dopiero skutkiem olbrzymiej popularności fragmen- 
tów Macphersona: one to wprowadziły do literatury europejskiej 
poetyczną postać śpiewaka i wieszcza narodowego pod imieniem 
„barda", który tonem elegijnym opiewa zamarłą przeszłość rycer- 
skiego ludu. Ten zasadniczy punkt wyjścia dochował się bez 
zmiany w poemacie ks. Czartoryskiego. Poeta, wchodząc w rolę 
Malwiny^ wzywa barda, iżby wziął „ukrytą lutnię" i udał się z nim 
w smutną wędrówkę po ziemi mogił: 

Pójdźmy jeszcze zobaczyć, pożegnać tę ziemię, 
Zapłakać na nieszczęsne pozostałych plemię. 

Tego rodzaju ekspozycja nosi wszystkie cechj pomysłów Mac- 
phersona, a dalsze jej rozwinięcie, w szczególności postać tjtułowa 
barda i główne motjwy jego patryotycznej elegii, tworzą niewątpli- 
wie na wzór Ossyana skrojoną szatę, w którą przyodział poeta 
wspomnienia górne a bolesne Kościuszkowskich bojów. 

Przyjąwszy pozę celtyckiego śpiewalca w myśl jego „idei- 
matki", która w pieśni nakazuje przechować i podać potomności 



1) Zob. „Sprawozdania z posiedzeń Tow. Nauk. Warsz." 1908, s. 7 — 8: 
Stosanek rękopisu Barda Polskiego (1795) do jego pierwodruku (1840); wedle 
przypuszczeń prof. Chrzanowskiego — które przyobiecał w przyszłości uzasadnić 
— autorem zmian w poemacie jest J. U. Niemcewicz. 



0S8YAN W POLNCM 79 

chwałę poległycli rycerzy — staje polski rapsod na pobojowisku 
i rozpoczyna hymn o doli i niedoli Kościuszkowskiej insurrekcyi. 
Na tern kończy się historyczna część poematu, którą później- 
szy redaktor ująt w jedną pieśń p. t. „Powstanie". Zaczem roz- 
poczyna się fikcya: szereg obrazów, jakby iliustracyi narodowego 
czyśca. A i sam „bard" przybiera jakieś hieratyczne cechy, przy- 
pominające mistrza Wergilego, kiedy rozpoczął wodzić Dantego po 
krainie wieczności: 

Zaszliśmy w bezdroż. — Lasy zewsząd i opoki, 
Nawiasem coraz g^łebiej wleezem błędne kroki; 
Patrz! czy się mylę? zobaczmy ją zbliska, 
Jakieś tu zaszło nadobne stworzenie 
W dzicz głuchą, w smutno samoty siedliska? 

Poczem modelowana na wzór bohaterek Ossyana. zjawia się 
postać „dziewicy". Na tle skalistego ustronia, niedostatecznie 
odziana („śnieżne ciało ledwo otula odzienie"), siedzi blada, z obłę- 
dem w oczach: oto ogólna klęska porwała jej najdroższych — stra- 
ciła ojca, matkę i kochanka. W tern miejscu, naśladując Ossyana, 
wplata poeta motyw, który bodaj poraź pierwszy zjawia się wśród 
podobnych okoliczności w poezyi polskiej. Jest to motyw ducha 
(1795 rok!): o zmierzchu słyszy obłąkana dziewica „nad sobą ję- 
czenie" duchów rodziców — ściśle wedle demonologii Ossyana — 
a nadto odwiedza ją duch kochanka. Ustęp ten, w którym „dzie- 
wica" Czartoryskiego staje się prototypem Mickiewiczowskiej Ka- 
rusi — (jeśli istotnie cały ten epizod należy, jak przypuszczam, 
do redakcyi pierwotne!) — ma dla historycznego rozwoju nowej 
szkoły tak niepospolitą wartość, źe nie waham się przytoczyć go 
w całości: 

I mój kochanek, zawsze mną zajęty, 
Choć nieodwrotną wiecznością przecięty, 
Lekkim mżeniem powieki byle się skleiły 
Natychmiast mnie odwiedza i wszędy znachodzi. 

Wzrok jego razem i smutny i miły 
Teskność moją niby słodzi. 

Lecz czasem ran tysiącem rażą go mordercę, 
Każdą ja czuję, każda krwawi moje serce. 

O pomoc do mnie, zda mi się, że wola; 
Lecę — wstrzymują — dobiegam — upada. 
Gdy dla ojczyzny nic więcej nie zdoła. 
Gdy dla niej siły ostatnie postrada, 



80 MAKYAN SZYJKOWBlil 

Wtedy mnie szuka śmiertelnem wejrzeniem 
I mnie ostatniem pożegna westchnieniem. 
Swego się kwiatu trzyma listek mały, 
Mech się czepia koło skały, 
Lube me związki już wszystkie zerwane 
1 samotna na pustej ziemi pozostanę. 

Dodajmy, że cały ten obraz zjawienia się kochanka we śnie 
z wieścią o śmierci na polu bitwy — ma liczne analogie w syste- 
mie duchów Oss^-ana, o czem bliższe szczegóły podaliśmy w pierw- 
szych rozdziałach pracy niniejszej. Wolno nam zatem na tem miej- 
scu stwierdzić, że tak ważny dla romant^^zmu motyw ducha ko- 
chanka (motyw par excellence balladowy) zjawia się w poe- 
zyi naszej pod wpływem pieśni Ossyana i to już — jak 
można przypuszczać — w 1795 roku. Fakt ten osłabia jedynie ta 
okoliczność, że poemat ks. Czartoryskiego pozostał w latach przeło- 
mowych w rękopisie, zatem wpływu szerszego wywrzeć nie mógł. 

Pozostałe obrazy „Barda polskiego" mają dla celu naszych 
rozważań znaczenie podrzędniejsze. Wystarczy zaznaczyć, że wśród 
wątków tych obrazów nie brak analogii z pomysłami -pieśni Os- 
syana": tak w opowiadaniu ^.starca" epizod poświęcenia się córki 
dla ojca, jak w szczególności końcowa inwokacya barda do lutni — wy- 
kazują niewątpliwie podobieństwa do konceptów celtyckiego śpiewaka. 

Zauważmy w końcu, że, choć poemat ogłoszono drukiem bez- 
imiennie, staraniem Niemcewicza, dopiero w lat 44 po napisaniu — 
to jednak znano go w gronie najbliższem oddawna, jak o tem sam 
autor poucza: „Pod tytułem Pieśń Barda" — pisze — „opisałem 
wierszem ówczesny stan mojej duszy podczas pobytu naszego w Gro- 
dnie; przesłałem tę poezyę Kniaźnino wi i często ją potem z roz- 
rzewnieniem odczytywano w gronie rodzinnem" ^). 

Bądź co bądź jest rzeczą wielce znamienną, że Czartoryski 
posyła swój utwór autorowi wersyi ossyanicznej i „poecie serca" — 
i że z pierwszym naszym „bardem" z 1795 roku łączy się nazwi- 
sko zarówno Kniaźnina, jak i przyszłej autorki „Malwiny^^, Maryi 
ks. Wirtemberskiej ^). 



1) Chrzanowski 1. c. — cytuje na podstawie „Puław" 1888, IV tom. 

2) Już po rozpoczęciu druku pracy niniejszej, pojawił się pierwodruk 
pierwszej redakcyi „Barda" (wydał Józef Kallenbach. Brody, u Westa. „Arcydzieła 
polskich i obcych pisarzy" I, 79). Edycya ta potwierdza istotnie przypuszczenie, 
że wszystkie cechy „ossyaniczne" Barda znajdują się już w I-ej jego redakcyi 
z XVIII wieku. 



088 YAN W POLSCE °^ 



Pogląd, jakoby słupem granicznym, od którego rozpoczyna się 
w Polsce ruch romantyczny, była rozprawa Brodzińskiego, należy 
już oddawna do przeżytków w historycznej krytyce literackiej. 
Podobnież utrzymujące się mniemanie, iż działanie Ossyana rozpo- 
czyna się w literaturze polskiej gdzieś dopiero około 1815 — ja- 
koby rok ten był w posiadaniu jakiegoś inkluza, który nagle i nie- 
spodzianie przetransport.mał poezyę ossyaniczną na glebę polską 
i nakazał jej działać sposobem klasycznego „boga z machiny" — 
mniemanie to nie ma żadnej faktycznej podstawy. Należy ono do 
rzędu tych jeszcze licznych niestety komunałów w nauce, które za 
dotknięciem' krytycznej analizy pękają nakształt mydlanych baniek. 
Ktokolwiek bowiem zechce sięgnąć głębiej i dotrzeć do początków 
tych nici, po których rozwija się u nas ruch romantyczny — ten 
musi natknąć się na Ossyana. Poezya ossyaniczną stoi 
u kolebki polskiego romantyzmu — jest ona u nas pierw- 
szą i najstarszą jego piastunką. Niepodobnaż pomijać u nas je- 
dnoczesnego niemal ukazania się trzech ossyanicznych wersyi (wy- 
mienia się tylko dwie— zapomina o najlepszej: Tyminieckiego); me 
można zbywać tego faktu znowu komunałem, że są to zjawiska 
sporadyczne, oderwane od ogólnego tła rozwojowego, bez znaczenia 
na przyszłość. Trzeba te fakta zbadać bliżej, przyjrzeć się warun- 
kom, wśród jakich powstały, zbadać ich właściwości indywidualne, 
stwierdzić, o ile zatarły lub przekształciły odmienne wartości poe- 
tyckie. A wtedy będzie można łatwo wywnioskować, że to są pierwsze 
i wyraźne odbicia tej fali, która z hukiem przebiegła Europę i po- 
zostawiła wszędzie osad nowych haseł i nowych programów. 

Ten osad pozostał i u nas. tltwierdziły go dumy Niemcewi- 
cza, tak wybitnie przepojone — w treści, jeżeli nie w formie — 
duchem poezyi nowej, propagującej zwrot do czasów rycerskich, 
łzy bólu i uniesienia, i czar księżycowej nocy. Uległ tym nowym 
wartościom, zapewne w ostatnich swoich lirykach, Kniaźnin, a także 
Czartoryski - zaczną ulegać niebawem inni, coraz powszechniej 
i coraz wyraźniej. 

III. KSIĘGA. 
Druga recepcya „pieśni Ossyana". 

Jako materyał faktyczny, który stworzyć może podstawę dla 
dalszej analizy wpływu poezyi Ossyana na formowanie się ruchu 

6 

Rozprawy Wydziału filolog. T. LII. 



82 MAIłYAN SZYJKOWSKI 

romantycznego w Polsce, niech służy w pierwszej linii wykazanie 
postępu znawstwa tej poezyi, oraz zamiłowania ku niej, widocznego 
we wzmiankach o Ossyanie oraz dalszych jego wersyach, rozrzu- 
conych w czasopiśmiennictwie polskiem dwóch pierwszych dzie- 
siątków nowego stulecia. 

U wstępu jednak potrzeba zauważyć, że normalny rozwój 
polskich czasopism rozpoczyna się dopiero od 1815 roku; przed tym 
zaś czasem organa literackie w Polsce skutkiem niepomyślnych 
warunków zewnętrznych pojawiają się nielicznie i nie trwają nigdy 
czas dłuższy. Mimo to i w nich zajęcie się literaturą angielską 
i wzmianki o poezyi Ossyana pojawiają się niejednokrotnie, po- 
przedzone nową opinią o tej poezyi, którą spotykamy u wstępu 
XVIII wieku. 

W mowie, wygłoszonej na obchód pamiątki Ignacego Krasic- 
kiego dnia 12 grudnia 1801 roku na posiedzeniu Tow. Przyjaciół 
Nauk w Warszawie — wypowiedział Franciszek Dmochowski myśl 
następującą: „Nie tu iest rzecz mówić o pieśniach Ossyana: dzieło 
to zupełnie iest innego toku od greckie y i łacińskiej 
poezyi; ani roztrząsać twierdzenie jedney uczoney i myślącey 
kobiety [w nocie: Madame de Sthal (sic)], że iak Homer iest oycem 
literatury południowcy, tak Ossyan północney. To powiedzieć na- 
leży, iż pieśni Ossyana pełne są żywych opisów, tkliwych uczu- 
ciów, silnych wyrazów, osobliwie rozlany w nich ton słodkiey me- 
lancholii, który rozrzewnia czytaiącego i czułem zasmuceniem serce 
napełnia" ^). 

Oto na progu niemal do nowego stulecia, jako bardzo bliska 
konsekwencya i bezpośredni ciąg dalszy tego zainteresowania się 
nową poezyą. które wyraźnie zaznacza się w ostatniej dziesiątce 
minionej ery — wychodzi z ust autora pseudoklasycznej ,.Sztuki 
rymotwórczej " pierwszy, odmiennie sformułowany sąd o nowem 
zjawisku w poezyi. Nie upłynęło lat kilka od czasu pierwszej, wy- 
raźnej recepcyi Ossyana w Polsce, a oto następuje refleksya, roz- 
poczyna urabiać się sąd krytyczny, że jednak te pseudo ludowe 
pieśni, to dzieło „zupełnie innego toku od greckiej i łacińskiej po- 
ezyi", że pełno w nich „żywych opisów, tkliwych uczuciów, sil- 
nych Wyrazów", że słychać w nich jakiś ton „słodkiej melancholii", 
który porusza serce. 



*) Mowę wydrukował „Nowy Pamiętnik Warszawski** 1802 r. t. V, s. 87 8q. 



(l.SSYAN W POI,SCK 



83 



I rzecz ciekawa nad wyraz, źe sąd ten urabia si(^' pod wpły- 
wem twórczyni epokowej teoryi kosmopolityzmu w literaturze, któ- 
rej nazwisko pada poraź pierwszy na proji^u nowego wieku. Pani 
de Stael to okrzyknęła ontuzyastycznie Ossyana „nowym Home- 
rem" 1) — a zaszczytny ten tytuł przyjął się bardzo szybko w całej 
Europie, a równie rychło zaaklimatyzował się i długie lata prze- 
trwał w Polsce. 

Zadziwia istotnie ta wzmożona czułość na odgłosy nowych 
prądów z Zachodu, jaką okazuje nasz jedyny organ literacki w pierw- 
szych latach nowego wieku: „Pamiętnik Warszawski" — spadko- 
bierca nieodżałowanej pamięci „Pamiętnika" księdza Świtkowskiego 
i stąd też .,nowym" nazwany. Już drugi rocznik tego pisma dru- 
kuje artykuł „O poezyi w ogólności", w którym powiedziano, że 
„poezya bez baiek, bez cudów, bez przemian nadprzyrodzonych 
byłaby czczą i próżną, nie miałaby czem bawió słuchacza i wpra- 
wiać go w słodkie zadumanie"; źe „mocą prawdy i stałości w cha- 
rakterach osób, które udawał, Schakespaer (sic), mimo wady swoie, 
iest i będzie nieśmiertelny" (V tom, s. 367 — 8). 

W tymże roku drukuje „Pamiętnik" Chateaubrianda „Uwagi 
nad Anglią i Anglikami" (VI tom, s. 158 sq.). Tu zaznajamia pol- 
skiego czytelnika z obyczajami, charakterem, systemem edukacyj- 
nym, silą militarną i rozwojem stronnictw politycznych w Anglii — 
a odkładając obszerny referat o literaturze i nauce angielskiej do 
osobnego artykułu (który się nie pojawił) — wymienia szereg uczo- 
nych i literatów, a między nimi i Shakespeare'a („ciągle w wzię- 
tości zostaie"). 

Rok 1803 przynosi przedruk z czasopisma niemieckiego p. t. 
„O przyczynach spóźniaiących wzrost literatury Niemieckiey". 
Pierwsza to w XIX w. obszerniejsza i ciekawa wzmianka o Goe- 
them, w szczególności o „Werterze" i „Gotzu z Berlichingen", 
w których to dziełach autorowi „nie dostawało leszcze doyrzałego 
rozsądku i lubo oba te dzieła wiele wybornych rzeczy zawieraią 



1) Uczyniła to pani de Stael w dziele p. t. „Do la litterature consideree 
dans ses rapports avec les institutions sociales" F® partie, Chapitre XI „De litte- 
rature du Nord" (cały ten rozdział poświęcono zestawieniu „południowego" z „pół- 
nocnym Homerem"). Dzieło to wyszło poraź pierwszy w Paryża, w 1800 roku, 
a więc na rok przed mową Dmochowskiego. Dla rozwoju romantyzmu w Polsce 
ma ono znaczenie epokowe. 

6* 



84 MARYAN SZYJKOWSKl 

nie można iednak uważać ie, iako zupełnie ukończone. Ostatnie 
szczególniey, zamiast bydź naturalnem, iest naśladowaniem tego, co 
złem irst w Szekspirze" i). 

\Yśród opisów podróży miał czytelnik sposobność zaznajomić 
się bliżej z ojczyzną Ossyana, czytając „Wypis z podróży T. Ne- 
wte do Anglii i Szkocyi" (1805, XVIII tom, s. 285 sq.); znajdował 
tam obszerniejszą relacyę o Edynburgu, o życiu górali szkockich, 
o nabożeństwach „w języku Erse" i t. p. 

Jednocześnie zaś, w dalekiem Wilnie, skąd jednak wzejść 
miała „świćttłość ze Wschodu" — odbija się pnraz pierwszy w Polsce 
odgłos sporu o pochodzenie pieśni Ossyana. W VII. nrze „Gazety 
literackiej wileńskiej" z 1806 r. (s. llO) przedrukowano w „Wiado- 
mości.ich literackich" z czasopisma angielskiego '^) „rapport JP. Mac- 
kenzie" o „Autentyczności (Ossyana) poematów wydanych przez 
Macphersona". „Względem sławney sprzeczki o autentyczności po- 
ematów Ossyana" — pisze „Gazeta Wileńska" — „wyszło niedawno 
bardzo interesuiące pismo". P(jczem podano streszczenie sprawo- 
zdania Ma('kenzi'ego, który z polecenia „Highland Society" badał 
sprawę na miejscu — i doszedł do następującej konkluzyi: „Mac- 
pherson przez dołożenie wielu kawałków dopełniał, czego brako- 
wało, i starał się ustanowić związek między wyobrażeniami, potem, 
według własnego zdania, poematom oryginalnym więcey godności 
i delikatności nadał, opuszczaiąc niektóre mieysca, łagodząc wiele 
zdarzeń, zaciiowuiąc w wyobrażeniach więcey szlachetności i t. d." 

I w tymże samym roczniku „Gazety literackiej", o kilka nu- 
merów później, dowiadujemy się o „Przeciwnem mniemaniu J. S. 
Sin('lair'a, który temuż „Towarzystwu Szkockiemu" przedstawił 
„naywiększą czrść poematów Ossiana, wydrukowanych w języku 
orygindnym, z przydaniem tłumaczenia łacińskiego", obiecał zaś 
niebawem dostarczyć reszty, upewniając, „że takowe ogłoszenie 
zniesie wszelką wątpliwość, iaką podobało się utrzymywać o auten- 
tyczności tych poezyy" (s. 374). 

W latach 1800-1815 pojawiają się w druku trzy wersye 
polskie Ossyana: poprawna edycya wersyi Krasickiego z przyda- 
niem po raz pierwszy przekładu „Pieśni Selmy" (Dzieła, t. I, War- 



•) Artykułu tego nie zna Wojciechowski. 
*) „Engl. Misc." T. XX, Cap. 3. 



0S8YAN W POLSCE 85 

szawa 1803) Tyminieckiego „Oitona" w „Dzienniku Wileńskim" 
za 180B rok i osobno wydany w kilkunastu egzemplarzach prze- 
kład „Bitwy pod Lorą**, pióra Władysława hr. Ostrowskiego, w War- 
szawie 1814 r. 

Od 1815 roku, z chwilą uderzającego wzmożenia się ruchu 
na polu literackich wydawnictw peryndycznych — rozpoczynają 
na różnych punktach ziem dawnej Rzeczypospolitej pc^jawiać się, 
jak grzyby po deszczu, nowe wersye. 

Pierwszą z kolei daje hr. Władysław Ostrowski w 1815 r. 
Jego przekład „Bitwy pod Lorą" ^), zamieszczony na łamach „Pa- 
miętnika Warszawskiego", nosi charakterystyczne motto: Silente 
Martę delectant Musae; umilkły ostatnie odgłosy Napoleońskich 
fanfar bojowych, a na gruzach księstwa wzniosła si(^ świeżo nowa 
budowla autonomicznego Królestwa — na odłogiem leżącej niwie 
poezyi rozpoczynają wschodzić nowe kwiaty, a mit;dzy nimi Os- 
syan „redivivus", I tym razem pośrednictwo spoczywa w wypró- 
bowanych rękach Letourneura: sam tłumacz przyznaje otwarcie, że 
daje „poema Ossyana z francuskiego przekładu Leturnera, który 
się trzymał tłómaczenia angielskiego Macphersona". 

W nocie zaś zamieszcza ciekawą wiadijmość, że „poema to 
w kilkunastu egzemplarzach przed rokiem wydrukowane, teraz zna- 
cznie poprawione na widok publiczny wychłodzi"; rzeczowo zatem 
wypada wersyę Ostrowskiego odnieść do 181-t r. 

Poprzednika ma Ostrowski w Kniaźninie_, który ten sam poemat 
przełożył p. t. Erragon, używszy do tego 305 wierszy Ił-zgłosko- 
wych, podczas gdy 13-zgloskowa wersya Ostrowskiego liczy ich 308, 
Jest tu zatem widoczna skłonność do amplifikaeyi. która jaskrawo 
odbija od niesłychanej lapidarności dykcyi oryginału. Jako przy- 
kład typowy niech posłuży następujący szczegół upisow^y. Czytamy 
w oryginale ~,The horn of the king is sounded; the deer started 
from their rocks. Our arrows flew in the woods. The feastofthe 
hill is spread". Toż u Letourneura: 

Le cor de Fingal retentit; nos fleches meurtrieres yołerent 
dans les forets; on prepara la fetę. 

Wersya Kniaźnina: 

Zagrzmi Fingala łak (?), a strzały nasze 
Poleca w lasy. Dano dla nas ucztę. 



1) Pierwsza edycya w 1811 r. drakowaua byZa jako manuskrypt. 



86 MARYAN SZYJKOWSKI 

Toż Ostrowski: 

Zabrzmiał Fingal na trąbie, wnet myśliwcy tłaszczy 
Słychać wrzawę radosną, warknęły cięciwy, 
Lecą zabóyczo strzały, pada zwierz lękliwy, 
Oczeknie znużonych łowami biesiada, 
Spieszym na nią. 

Pozatem jednak nie popełnia Ostrowski rażących błędów fa- 
ktycznych, które szpecą wersyę jego poprzednika. 

„Wyjątek z pieśni drugiej Poematu Ossyana, nazwanego Te- 
mora" — pojawia się we Lwowie z początkiem 1816 roku ^). Ta 
wersya anonimowa, bardzo swobodna w treści, nie jest pozbawiona 
poetyckiej wartości. Od przekładu Kniaźnina wyróżnia ją przede- 
wszystkiem foi*ma, którą przyszły badacz romantycznej metryki 
będzie musiał uwzględnić. Śpiew barda o Krotarze został ujęty tu- 
taj w bardzo poprawne sestyny, rymem i rytmem przypominające 
żywo ..Alpuharę". Cztery pierwsze wiersze, naprzemian 10-cio 
i 8-io zgłoskowe, rymują krzyżująco; ostatn a para, 10-cio zgło- 
skowa, ma rym parzysty. Rytm jest amfibrachiczno-trochaiczny. 

W drugiej połowie 1816 r. zamieszcza w „Pamiętniku War- 
szawskim" znanj^ nam już Władysław Ostrowski „Dumę. Śmierć 
Oskara. Tłómaczenie wolne z Ossyana". I ten poemat Ossyana 
zajął już byl uwagę Krasickiego, który przełożył go w 72 wierszach 
13-to zgłoskowycb. Tę ciężką formę odrzuca Ostrowski: ujmuje 
rzecz w 13 zwrotek 8-io wierszowych, jakby oktaw, używając pa- 
rzystego wiersza 11-to zgłoskowego. Oczywiście tego rodzaju forma 
jest właściwsza, nie zaciera bowiem epicko-lirycznego kolorytu 
Ossyana. W treści są liczne licencye, jednak bez błędów zasa- 
dniczych. 

Jeszcze pod koniec tego samego roku publikuje „Pamiętnik 
Warszawski" — „Kartoua. Poema Ossyana podług tłómaczenia 
angielskiego Macphersona przekładania Antoniego Borze w skiego". 
Dokończenie tej wersy i pojawia się w temże piśmie z początkiem 
1817 roku. 

Jest to istotnie pierwszy nasz przekład, dokonany z orygina- 
nałem w ręku: świadczy o tern „rzecz poematu", podana na podstawie 
Macphersona, oraz dopiski angielskie, a przedewszystkiem wierniej- 



*) Po szczegóły bibliograficzne odsyłani do „Bibliografii przekładów Os- 
syana", dołączonej u końca. 



OSSYAN W POLSCR 87 

sze oddanie treici, aniżeli w poprzednich wersyach. Nie idzie je- 
dnakże za tern, ażeby koloryt ossyaniczny był tu lepiej uchwy- 
cony; skutkiem zasadniczej zmiany iormy i tu musiało się zatrzeó 
wiele właściwości „celtyckich". Używa przytem Borzewski ciężkiej 
formy wiersza 13-to zgłoskowego, jak to uczynił już Tyminiecki; 
jedynie pieśni bardów w I-ej części nadał wiersz krótszy, podczas 
gdy i Tyminiecki i Kniażnin budowę wiersza pozostawiają bez 
zmiany. 

Ten sam wreszcie rocznik „Pamiętnika" przynosi w ostatniej 
swojej części pierwszy polski przekład „Berrathonu", nazwany tu- 
taj „Ostatnim Hymnem Ossiana". Autor tej wersyi, Jan Janu- 
szewski, oparł swój tytuł na wstępnych słowach „Sujet" Letour- 
neura (obcych oryginałowi), objaśniających, że „poemat ten uważa 
się za ostatni, jaki Ossyan ułożył". 

W treści jest to najwolniejsza wersya z dotychczasowych: 
przekłada i zmienia tok oryginału, wiele opuszcza dowolnie, a w miej- 
sce to wkłada obce wtręty i rozszerzenia. Raczej jest to parafraza, 
aniżeli przekład; jednakowoż główne, charakterystyczne motywy: zni- 
komośó jednostki ludzkiej, ból życia i pragnienie skonu, przezwy- 
ciężenie śmierci przez sławę — ostały się. Forma bardzo nieregularna: 
na pół stroficzna, obejmuje wiersze różnej długości od 8 do 18 zgło- 
sek, rymuje na wszystkie trzy sposoby, a w rytmice posługuje się 
najchętniej trochajem i amfibrachem. 

Rok 1817 przynosi dwie wersye Ossyana: lwowską i wileń- 
ską. W „Pamiętniku lwowskim" ogłasza Józef B r y k c z y ń- 
ski ^) wyjątek z IV-ej księgi „Temory"', ujmując w aleksandryny 
ustęp o zjawieniu się ducha Kairbara — „Tygodnik wileński'" dru- 
kuje bezimienny przekład iiryv/ku najpoi)ularniejszych w Polsce 
„Pieśni Selmy", a mianowicie: w formie również parzystego wier- 
sza 13-to zgłoskowego wstępną apostrofę do noc}' i skargę Kolmy, 
oczekującej na skale kochanka. 

W roku następnym 1818, pojawiają się cztery nowe wersye. 
Trzy w czasopismach warszawskich; są to „Barrathon" (sic) Kazi- 
mierza Brodzińskiego, „Kroma" Brunona Kicińskiego 
i „Oina" Józefa Brykczyńskiego; nadto I. pieśń „Temory" 
X. B. Śmigielskiego w „Tygodniku wileńskim". Trzy ostatnie 



*) Przyjaciel Kaz. Brodzińskiego ; por. wiersz tegoż „do Jós. Brykczyńskiegro, 
odjeżdżającego do Wioch". 



88 MARYAN SZYJKOWSKI 

wersye wystarczy krótko opisać. Zarówno poemat „Kroma", jak 
i „Oina" (w oryginale „Oina-Morul") znajdują tu po raz pierwszy 
polskich tłumaczy, Kiciński tłumaczy w formie nieregularnej z licz- 
nemi odstępstwami w tekście; Brykczyński, poznany już powyżej 
wersyfikator Ossyana, wyróżnia trafnie miejsca opisowe od lirycz- 
nych, ujmuje zatem główny tok poematu w parzysty wiersz o 11-tu 
igłoskach, zaś liryczną introdukcyę skraca do 8-mio zgłoskowej 
formy i pieśni Oiny nadaje budowę stroficzną; Śmigielski wkońcu 
używa parzystych wierszy 13-to zgłoskowych. Dłużej nieco, ze 
względu na osobę autora, wypada zatrzymać się przy drugiej 
z rzędu (po Januszewskim) wersyi „Berrathonu". Posłuchajmy naj- 
pierw, co mówi Brodziński o tej pracy swojej w przedmowie: 
„W dowolnym przekładzie tey smętney Ossyana dumy, szedłem 
więcey za iego czuciem, niżeli za słowami. Tok liryczny i miarę 
wiersza starałem się zachować ile możności uczuciom przyzwoity (?)j 
w podobn3'm też rodzaiu poezyi naywięcey może na tem zależy". 
Istotnie: wersya Brodzińskiego, podobnież jak jego poprzednika, 
wkracza już w zakres poetyckiej parafrazy danego tematu. „Osta- 
tni" hymn Ossyana, pełen lirycznego napięcia, ogromnie jak widać 
podniecał wyobraźnię polskich naśladowców, którzy obaj idą więcej 
-za czuciem, niżeli za słowami". 

Odznacza się jeszcze ta praca Brodzińskiego i tą osobliwą ce- 
chą, że nie opiera się na głównym „impresario" Oss^^ana w Polsce, 
Letourneurze — lecz zapewne dokonaną została na podstawie ja- 
kiejś wersyi niemieckiej, której nie potrafię bliżt^ oznaczyć^). Wi- 
dać to po odmiennem streszczeniu prozą u wstępu, oraz po bardziej 
do oryginału zbliżonej nomenklaturze boliaterów. Zresztą niepodo- 
bna byłoby zdaje się wskazać napewne, który z przelicznych prze- 
kładów niemieckich służył autorowi „Wiesława" za podręcznik. Za- 
chował się bowiem tylko najogólniej szj^ tok opowiadania, który wy- 
pełniają liczne dodatki i rozszerzenia, zwłaszcza w ustępach lirycz- 
nych i w obrazowaniu; nadto i w konstrukcyę wprowadza autor 
własnego pomysłu podział wedle osób, głos zabierających. 

Strona formalna tej parafrazy Brodzińskiego przedstawia się 
bardzo zajmująco, zawiera bowiem wielką obfitość ciekawych ty- 
pów wersyfikacyjnych, które nieraz dobrze oddają niespokojny, ner- 



1) Może na przekładzie Denisa, wysoko cenionym przez Herdera — 1. wyd., 
Wien 1768/y, następne tamże 1791—4. 



OSSYAN W POL8CK 89 

wowy tok akcyi. Tak więc mamy wiersze o 3- ech, 4 ech. 5-ciu, 
6-ciu, 8-miu, 10-ciu, 11-tu i 13-tu zgłoskach, rymujące na wszyst- 
kie trzy sposob5^ Zadziwia bogactwo form rytmicznych, zarówno 
krótkich, lirycznych dimetrów i trimi^trów — jak i dłuższych, opi- 
sowych cztero-, pięcio-, i sześciostopowców. Zauważyłem nie mniej, 
jak 10 rozmaitych form rytmicznych, z których dla przykładu, 
jako mniej więcej typowe, można wskazać dwa następujące: 

1) ±<J I Kjl^ 2) ±^ I ^±^ I ID II ±-^ i J-v> I JL^ 

lub ^1^ I ^±^. 

Natomiast w strofice widać tylko nieliczne ślady usiłowań; 
np. w pieśni Ninathony i jej zwnjcie do barda Letbmala (ślad 6 cio 
wierszowej zwrotki). 

Jest w każdym razie ta praca Brodzińskiego wśród wersyi 
Ossyana jedną z najciekawszych; i ze wzu;lędu na „ossyanizm" au- 
tora na innych polach i na tle ogólnego rozwoju polskiego „ossya- 
nozuawstwa" i wreszcie niewątpliwie na drodze ewolucyi formy 
romantycznej, na którą i pod tym względem wersye Ossyana nie 
pozostają bez wpływu. 

W 1819 roku pojawia się pięć rymowanych przekładów 
z Ossyana: cztery w „Tygodniku Polskim" (Warszawa), — jeden 
w „Pamiętniku Warszawskim". Bezimienny autor daje dwa urywki 
p. t, „Pieśń poranna przed bojem" i „Ostatnia walka Fingala", — 
Brykczyński ogłasza nowy wyjątek z „Temory" p. t. „Opis 
bitwy", H. A. Zalewski wreszcie przekłada po raz pierwszy 
„Katlodę" (w oryginale „Cath-Loda") oraz „Komalę". Dwa pierwsze 
urywki, to fragmenty z „Temory"; w szczególności „Pieśń po- 
ranna" jest bardzo wolnym przekładem jednego z tych przepięk- 
nych hymnów do słońca, które stanowią prawdziwe perły liryczne 
w poezyi Ossyana (w tyra wvpadku jest to pieśń Carrila w II 
księdze „Temory"). Brykczyński dał tym razem skrócony przekład 
Ill-ciej księgi „Temory", ubrawszy końcowy hymn zwycięstwa 
w cztero-wierszowe zwrotki liryczne. 

Po raz pierwszy wreszcie wstępujący w szranki wersyfika- 
torów Ossyana Zalewski przyznał u wstępu otwarcie, że pracy do- 
konał podług „Francuzkiego tłómaczenia Letournera". Jest to prze- 
kład giadki w formie aleksandrynu. Cechuje go widoczna dążność 
skracania zwłaszcza w miejscach, które wymagają specyalnych ob- 
jaśnień (np. Tesprit de Loda sur la pierre du pouvoir'^ u Zalewskiego 



90 SIAIIYAN SZYJKOWSKI 

pominięte). Nie zawsze jednak uclironi się autor niezręczności; na- 
tykamy się n. p. na określenie „parne widmo" — które dopiero 
w odsyłaczu zostało określone ściślej jako „meteor powietrzny" 
(„les móteores" u Letourneura). 

Osobliwością poematu p. t. „Comala" jest jego forma drama- 
tyczna, którą Zalewski wiernie zachowuje. Rzecz zatem poprzedza 
wykaz osób działających, poczem sama akc^^a toczy sie w formie 
dyalogów. W treści posługuje się Zalewski metodą skrótów: obcina 
„ kwesty e" występujących osób, opuszcza całe frazy i łączy dowol- 
nie poszczególne ustępy. We formie używa wierszy parzystych, 13 
zgłoskowych. 

W roku 1820 wydaje Władysław Ostrowski w Warsza- 
wie swój przekład „Kartona". Trzy „ossyaniczne" urywki dołą- 
czono nadto do obszernego artykułu p. t. „Nieco o Bardach i o Os- 
syanie" — którego autorem jest Stanisław Jaszowski. Artykuł 
ten ogłosiła w I tomie „Pszczoła polska" (s. 355 sq.), która w tym 
roku właśnie rozpoczyna pod kierunkiem Walentego Chłędowskiego 
poszukiwać miodu na bruku lwowskim. 

Warto zapoznać się bliżej z treścią rozprawy Jaszowskiego. 
Na wstępie streszcza w niej autor w krótkości mniej więcej to, co 
podaje „Dissertatinn conceruing the aera of Ossian" oraz „Kryty- 
czna rozprawa" dra Blaira — obie drukowane na czele wydań an- 
gielskich Ossyana, oraz nieco odmiennie u Let(mrneura. Przytem 
jednak nie jest Jaszowski pozbawiony własnego sądu i rzecz uzu- 
pełnia wlasnerai uwagami krytycznemi, które opierają się na wni- 
Icnięciu w ducha pieśni Ossyana. 

Dowiaduje się tedy czytelnik polski naprzód o druidach i bar- 
dach, których „jeszcze Lukan wspominał*' — poczem następują 
szczegółowe uwagi na temat Ossyana i jego rapsodów. Ossyan — 
czytamy — „miał z natury tkliwe serce i był skłonnym do czu- 
łej melancholii, która często wielkim ieniuszom towarzyszy". Był 
synem króla Fingala i śpiewakiem rycerskiego ludu. który duchy 
poległych umieszczał wśród obłoków i kazał im z zad(jwoleniem 
słuchać stamtąd pochwalnych hymnów pieśniarzy. „B3'łoż cudem" 
— powtarza Jaszowski za panią de Stael — „że w tych czasach 
i w tym kraju, gdzie tak szanowano poezyę, Szkocya nowego wy- 
dała Homera?"' Okazuje się autor rozprawy stanowczym zwolenni- 
kiem „starożytności" Ossyana, którą uznać musi „każdy czytelnik ob- 
darzony smakiem". Wśród dowodów na to cytuje także D. (? za- 



OSSYAN W POLSCE 91 

pewne Dra) Blaira, który wskazał, że mało jest w poezyi Ossyana 
^abstrakcyjnych wyobrażeń i uosobistnień", właściwych poezyi no- 
wożytnej; „lecz zdaie się'- — próbuje polemizować Jaszowski — „że 
D. Blair pisząc to zapomniał o Homerze, który tak często używał 
uosobistnień". 

„Czułość i wyniosłość" cechują Ossyana; w dziele jego brak 
śmiechu „lecz rozlewa się... w ogólności nieiakaś świetna uroczy- 
stość, iakieś tkliwe rozrzewnienie. Wznosi się nieustannie do 
krainy wielkiego i patetycznego uczucia. Wszystkie zdarze- 
nia są tam ponure, a sceny dzikie i romantyczne. Owe rozpo- 
starte na brzegach iezior pastwiska, owe góry mgłą zaciemnione, 
rzeki przerzynaiące puste okolice, na grobach bohaterów wzrasta- 
iące dęby mchem porosłe; to wszystko tworzy w naszey duszy za- 
pał i wznieca nadzwyczayną uwagę. Jego poezya zasługuje na na- 
zwisko poezyi serca. Tam przemawia serce. . . które pała i wyo- 
braźnię podnieca, które nam swoie skrytości wynurza. Ossyan... 
śpiewał iedynie z miłości do śpiewu ; natchniony poetycznem za- 
chwyceniem, przemawiał głosem natury... pisząc, nie radził się 
prawideł, lecz własnego uczucia". 

Następuje porównanie Homera z Ossyanem , na rozprawie 
Blaira oparte, a wkońcu „niektóre wyjątki z Ossyana, dotąd nie- 
znane Polakom", celem zachęcenia „którego z naszych poetów do 
uzupełnienia tego szkockiego wieszcza, Ictórym się iuż szczycą Fran- 
cuzi i Niemcy'^; za wzór zaś posłużyć może „Konstanty Tyminie- 
cki, który, tłumacząc niektóre poemata Ossyana, duchem oryginału 
przejąć się umiał". 

Dla celów naszych rozważań ma Jaszowskiego rozprawa war- 
tość pierwszorzędną: jest to pierwsze u nas syntetycznie 
ujęte, na pod.stawie zarówno rozprawy Blair'a, jak i własnych 
spostrzeżeń przeprowadzone określenie właściwego cha- 
rakteru Ossyana. 

Z wyjątkiem świata duchów, o którym wspomniano nawia- 
sowo — nie pominięto w niem żadnej z cech głównych, które „pie- 
śni Ossyana" czynią pierwszem w Europie dziełem nowej sztuki: 
podkreślono najdobitniej ich stronę uczuciową, jej patetyczno-me- 
lancholijny charakter, jej niezależność od prawideł, lecz służenie 
samej sztuce, jako takiej („a miłości do śpiewu") — romanty- 
czną sceneryę a wkońcu i rozgłos wśród Francuzów i Niemców; 
dodatkowo, pomijając tak liczne wersye nowsze, wskazano najlep- 



92 MAUYAN SZVJKO\V;<KI 

szą: Tyminieckiego, powtórnie w zbiorowem wydaniu pism przed 
trzema laty wydaną. 

U wstępu XIX-go wieku stwierdził był Dmochowski, źe poe- 
zya Ossyana „zupełnie jest innego toku od greckiej i łacińskiej";: 
uznał jednak, źe bliżej tego rozstrząsat^ jeszcze „nie tu jest rzecz". 

Mija od tego czasu lat niemal dwie dziesiątki; zjawia się sze- 
reg przekładów, od Ossyanicznych motywów roi się coraz więcej — 
jak zobaczymy — w literaturze; aż wreszcie dojrzewa i nowa, ro- 
mantyczna opinia. 

Dołączone przez Jaszowskiego wiersze noszą tytuł}' : „Pieśń 
Bosminy", „Pieśń Sulmalli" i „Pieśń Katmora". Próżno szukaliby- 
śmy dla dwóch pieśni ostatnich oryginału wśród poematów Ossyana: 
nie są to bowiem przekłady — ale samodzielnie pomyślane 
waryanty, sklecone z najrozmaitszych, trudnych do 
rozplatania wątków Ossyanicznych; Jaszowski więc po- 
pełnił tutaj świadomą mistyfikacyę. I tak: „Pieśń Sulmalli" nie 
opiera się wcale, jakby można sądzić, na poemacie p. t. Sul-Malla 
of Lumon — lecz w zwrotkach początkowych czerpie osnowę z pie- 
śni Sulmalli u końca IV księgi „Temory", poezera, przechrzciwszy 
ojca Sulmalli Conmora, na rzekomo poległego już kochanka (za- 
miast Katmora), dokonywa w ten sposób pewnego rodzaju fuzyi 
ustępów z „Temory", stwarzając pieśń, „nieznaną dotąd Polakom" 

Jeszcze trudniej — pomimo staranne poszukiwania — zna- 
leść w pieśniach Ossyana jednolitego prototypu dla „Pieśni Kat- 
mora''. Imię bohatera jest wzięte również z „Temory". kochanka 
jego „Kloto" odpowiada zapewne imieniowi matki Fillama „Clatho" 
w tymże poemacie — treść jednak wiersza jest tworem fantazyi 
Jaszowskiego, przejętej głęboko lekturą Ossyana. Jedynie pieśń Bo- 
sminy można uznać za wersyę Ossyaniczną ; kto chce zadać sobie 
trudu i przedrzeć się nietylko przez las poematów Ossyana, ale 
i przez ich uzupełnienia w anneksach — ten znajdzie w notach Le- 
tourneura do VI-tej księgi „Temory" opowieść Bosminy, której na- 
dał Jaszowski formę lirycznego wiersza. 

Zdemaskowawszy w ten sposób mistyfikacyjny charakter pie- 
śni Jaszowskiego — dwie z nich m<jżemy skwalifikować jako 
pierwsze polslcie „ossyanidy", które i w literaturze Za- 
chodniej pojawiają się w chwili, kiedy fala wplyWów ossyanicznej 
poezyi wzbiera najwyżej. Pojawienie się u nas tego typu — to 



(>S8VAN' W 1'OLSCE 93 

pierwszy dowód, okazujący, że w czasie około 1820 roku na- 
pięcie „ossyanizmu" w polskiej literaturze znajduje się u szczytu. 

Wydana oddzielnie w 1820 roku Ostrowskiego wersya „Kar- 
tona" jest czwartym z kolei polskim przekładem rymowanym tego 
poematu Macphersona. Gdy jednak Kniaźnin i Tyminiecki opierają 
się na Letourneurze, współczesny zaś niemal Ostrowskiemu Bo- 
rzewski tłumaczy z oryginałem w ręku — autor tej czwartej wer- 
syi używa pośrednictwa głośnego przekładu Cesar otti 'ego *), 
który, jak wiemy, już był zapoznał Napoleona z rapsodami Finga- 
lowego syna i był we Włoszech najbardziej zapalonym prctpagato- 
rem kultu dla „ossyanizmu". 

Na podstawie Cesarotti'ego pisze Ostrowski końcowe „uwagi 
do Kartona", w których włoskiego wersyfikatora nazywa „nay- 
przyiemnieyszym z tlómaczów Ossyana" — choć jeszcze w 1814 
roku używał do przekładu „Bitwy pod Lorą" pracy Letourneura. 

Wersya Ostrowskiego operuje w głównym toku opowiadania 
— jak i poprzednie — formą aleksandrynu. Ustępy jednak o cha- 
rakterze lirycznym, jak: wstępny hymn bardów (podobnież u Bo- 
rzewskiego), opowiadanie Fingala o Balklucie, hymn pokoju Ullina, 
pogrzebowa pieśń „nad Kartona stratą" — uzyskały formę krótszą, 
właściwszą dla ich nastroju. 

Wersye Ossyana, które nieprzerwanym łańcuchem ciągną się 
dalej w latach 1820 — 30, należą już właściwie do epoki pełnego 
skrystalizowania się polskiego ruchu romantycznego; Odyniec, Wi- 
twicki, Goszczyński i i. — to już zdecydowani chorążowie nowego 
znaku. Tutaj, gdzie chodzi o rozważanie problemu, jaką rolę ode- 
grały pieśni „celtyckie" w dobie formowania się polskiego roman- 
tyzmu, który wybucha pełnym płomieniem w pierwszych tomi- 
kach poezyi Mickiewicza — ossyaniczne wersye „romantyków" 
nie należą. Wystarczy zatem wspomnieć, że w 1821 roku Antoni 
Edward Odyniec ogłasza w „Tygodniku wileńskim" naśladowa- 
nie „Pieśni Ullina", Brzozowski Maryan Dyonizy w warszaw- 
skiej „Wandzie" „Śmierć Kukulina", a Franciszek Dmochow- 



') „Dziennik wileński" drukuje w 1816 r. (III. s. 100) „O smaku filozofi- 
cznie uważanym. Wyj;Uek 7, Cesarottego". W nocie dodaje: „Wytlómaczył z an- 
gielskiego poernata Ossyana". Pierwsze wydanie tej włoskiej wersyi pojawiło się, 
jak już wskazano, w 1766 roku. 



94 MAUYAN SZTJKOWSKI 

ski tamże „Zaczęcie poematu Gaul". Obie te ostatnie wers3-e nie 
mają u nas poprzedniczek; „Gaul" nadto jest utworem Smitha, 
a nie Macphersona. i był dobrze znany Niemcewiczowi. 

Cbcąc wydać sąd o tym długim szeregu polskich wersyi Os- 
syana, można w zupełności oprzeć się na opinii współczesnej. Opi- 
nię tę spotykamy w recenzyi pism Brodzińskiego (wyd. w 1821 
roku) zamieszczonej w „Gazecie literackiej" (Warszawa) za 1822 
rok. Z racyi uwag nad Brodzińskiego „Berrathonem" czytamy tam 
taki sąd ogólny: „Zdarzyło nam się nieraz czvtać wiele naślado- 
wań i tłumaczeń tego poety (sc. Ossyana); postrzegaliśmy gładkość, 
poprawność a nawet wierność, nigdy iednak nie znaleźliśmy podo- 
bieństwa z oryginałem co do ducha i owey melancholii określić 
się nie daiącey, do naśladowania trudney. a do zachowania konie- 
czney. Zdaie nam się, że główną tego przyczyną iest mniemanie, 
źe poezya i rymy są rzeczami albo tosamerai, albo przy- 
najmniej nieoddzielnemi od siebie. Zważając zaś, że poeci 
pragnący podobać się Polakom, zepsutym w większej licz- 
bie francuskie m deklainatorstwem, muszą periody 
krótkie Ossyana rozciągać, słowa proste i w liczbie 
i w szyku do uczucia naystosownieysze podnosić 
i przemieniać a zatem psuć; muszą drzewa tu i owdzie po- 
rozrzucane, wiszące nad strumieniami, pnące się na skały, w po- 
rządne szykować szpalery. Sądzimy przeto, źe Ossyan w pro- 
zie polskiej podobnieyszjMU byłby do Ossyana an- 
gielski eg o. Łatwa, giętka i niepodległa przyiąć może tok ory- 
ginału i zapewne ten sam koloryt zachowa". 

Zaczem kilka własnych przekładów prozą, a mianowicie po- 
czątek i zakończenie „Berrathonu" — zestawia recenzent z rymami 
Brodzińskiego (s. 121). 

Że tego rodzaju sąd, zamykający epokę, którą rozważamy — 
opiera się na zupełnie uzasadnionych przesłankach, dowodzi tego 
analiza Ossyanicznych wersyi. To zaś, źe opinię taką spotykamy 
już w 1822 roku, świadczy wymownie, jak pogłębiła się i doj- 
rzała znajomość utworów Macphersona, 

Dodajmy w końcu, źe autor rymowanej wersyi „Berrathonu", 
Kazimierz Brodziński, dochodzi rychło do tegoż samego przekona- 
nia, źe rym zatrzeć musi koloryt „ossyaniczny". W drukowanym 
mianowicie w ,, Pamiętniku Warsz." za rok 1822 wyjątku z roz- 



0S8VAN W POLSCE 95 

prawy o elegii, przytac/isi przekład prozaiczny jednej z „dum" Os- 
syana, gdyż ducha jej „rymowe tlómaczenie osłabłoby mogło". 

Tak w tym, jak i w tylu innych wypadkach, jest autor 
„Wiesława" ściśle zawisły od Herdera. Najlepiej dowodzi tego 
sam ów przekład „żalu Dartula (?) na grobie kochanki". Owoż 
w IV tomie „Głosu ludów" wśród „pieśni północnych" ogłosił był 
Herder na pierwszem miejscu próbę rytmicznego przekładu p, t. 
„Darthula's G-rabesgesang"^), co wyczytawszy Brodziński, 
przekłada żywcem na język polski, odrzucając rymy, l^ctórymi je- 
szcze przed dwoma laty w wersy i Ossyana się posługiwał. Popeł- 
nia przytem za Herderem bałamuctwo : „żal Dartula" bowiem, to 
bardzo wolne tłumaczenie żałobnegcj hymnu bardów na cześć Da r- 
tuli (w poemacie „Dar-Thula"), która na ciele zabitego kochanka 
Nathosa odebrała sobie życie, (od słów: „Daughter of Colla! thou 
art Iow!... do: „She will not come forth in her beauty!") Brodziński 
przekręcił imię i rzecz całą odwrócił. 

Reasumując faktyczny stan sprawy, stwierdzamy: w ostatnich 
latach XVIII-go wieku powstały i częścią w druku się pojawiły 
trzy wersy e Ossyaniczne, oraz prozaiczny fragment Karpińskiego. 
W latach 1800 — 15 wychodzi drukiem uzupełniona przydaniem 
„Pieśni Selmskich" wersya Krasickiego, Tyminieckiego „Oitona" 
i Ostrowskiego „Bitwa pod Lorą", nadto nieliczne czasopisma tego 
okresu podają tu i ówdzie „wiadomości literackie" o dziele Mac- 
phersona. 

Począwszy od 1815 roku rozpoczyna się wprost masowy ruch 
na polu przekładów pieśni Ossyana; żadne bodaj inne dzieło lite- 
ratury obcej nie mogłoby się wykazać u nas większą w tak kró- 
tkim czasie liczbą tłómaczów. Jak załączona bibliografia wskazuje, 
w przeciągu 7-iu lat, po 1822 rok, mamy 25 wersy i — oprócz 
wydania pism Tyminieckiego w 1817 roku — z których dwie 
oznaczyć można jako t. zw. ossyanidy. Zamieściły je czasopisma 
wydawane w Warszawie, Wilnie, Lwowie i Krakowie. Niektóre 
z poematów Ossyana cieszą się szczególnem powodzeniem: „pieśni 
Selmy" tłumaczą Karpiński, Krasicki, Tyminiecki, Kniaźnin, Ano- 
nim w 1817 roku i A. E. Odyniec; urywki „Temory", już przez 
Kniaźnina przełożonej, podobają się powszechnie; po raz trzeci prze- 



1) „Stimme der Yolker- I. Bd. 1. Aufl. Leipzig 1778. 



96 MAUYAN SZyjKOWSKl 

kłarla Borzewski „Kartona" i tenże poemat, niemal jednocześnie, 
Ostrowski ; na łamach te;^o samego „Pamiętnika Warszawskiego" 
w obrębie dwóch lat drukują się dwie różne wersye „Berrathonu". 

Dla rozwoju form poetyckich, dla zupełnego wyzwolenia z pęt 
pseudo klasycznej maniery — stanowi Ossyan znakomite pole eks- 
perymentów. Jego zbita, zwarta forma, nawet u Letourneura w ogól- 
nych zarysach dochowana — wymaga wysiłków od tych, którzy 
pragną ubrać ją w rymy; tok jego osnowy, skupiający różne ele- 
menty o()i8owo liryczne, żąda odpowiednich zmian w budowie wier- 
sza. Wysiłek ten, oraz rezultaty jego w poszczególnych wypadkach 
— starałem się podnieść i zaznaczyć; uważam bowiem, że tego ro- 
dzaju praca nie pozostała bez korzyści i wpływu na wyrobienie 
romantycznego „stylu". 

W treści zaś niosły te wersye szereg motywów nowych i po- 
mysłów świeżych, które wsiąkają w glebę. Zauważyć to można już 
w samych początkach XIX-go wieku. 



IV. KSIĘGA. 
Ossyan w krytyce literackiej. 

Skonstruowawszy na podstawie wzmianek, wersyi i nowych 
określeń charakteru „pieśni Ossyana" (Dmocbowski- Jaszowski) — 
obraz faktycznego stanu znajomości tej „nowej" pcjezyi w Polsce 
wiatach 1800-22. wysoki stopień i rozległość zainteresowania się 
nią, wypada przystąpić do oznaczenia skutków i konsekwencyi, ja- 
kie stąd dla rozwoju ów-czesnego ruchu literackiego w Polsce wy- 
płynęły. A jakkolwiek i tutaj praktyka wyprzedza teoryę, wpływ 
pieśni Ossyana na ewolucyę t zw. literatury pięknej zarysowuje 
się wyraźnie już od pierwszych lat nowego stulecia, zanim jeszcze 
rozpoczęto ziawisk(; „(jssyanizmu" roztrząsać w dyskusyi teoretycz- 
nej; — pozwólmy sobie dla jednolitości obrazu rozważyć naprzód 
rolę, jaką grają w ówczesnej krytyce literackiej pie- 
śni Ossyana. 

Pierwsza nasza rozprawa krvtyczna, owiana duchem nowych 
haseł, powstała w 1>^11 roku. Z polecenia Towarzystwa Przyjaciół 
Nauk pisze Franciszek Wężyk swój artykuł „O puezyi dramaty- 



0S8VAN W POLSCB 97 

cznej — uznany przez Towarzystwo za „niebezpieczny" i przez 
skruszonego autora z obiegu wycofany i). Oczywiście nie leży w ra- 
mach tej pracy rozpatrywać nowych myśli, jakie przed zdumiony 
areopag polskich pseudo- klasyków zostały w rozprawie Wężyka 
rzucone. Chcę wskazać jedno ze źródeł, skąd autor swoich poglą- 
dów zaczerpnął; jest to mianowicie dzieło Sulzera „Allgemeine 
Theorie der iSchonen Kiinste", na które Wężyk powołuje się trzy- 
krotnie 2). A książka Sulzera 3) to — obok pani de Stael, Herdera 
i dra Blair'a — czwarty dobry przewodnik, po którym znajomość 
poezyi Ossyana przenika do ówczesnej krytyki literackiej w Pol- 
sce i dostarcza podstaw pod budowę teoryi „nowej " sztuki. Dzieło 
Sulzera należy do najpoczytniejszych u nas podręczników w tym 
guście: na niem oparł Królikowski w zupełności swoją rozprawę 
„O istotnych celach dzieł smaku" (1819) i), do czego sam się przy- 
znaje — studyował je z zapałem Mickiewicz w czasach filoma- 
ckich. Oczywiście, że i wydrukowane u Sulcera studyum o poe- 
zyi Ossyana wraz z przykładami w tłumaczeniu Denisa 2) — nie 
mogło było ujść uwagi. 

Toteż gdy w 1815 roku ogłasza Wężyk bezimiennie swój ra- 
dykalny artykuł „O poezyi w ogólności" 3) — choć po imieniu nie 
wymienia Ossyana — musi jednak uważać go również za „geniu- 
sza", który obejdzie się bez prawideł. „Prawidła" — pisze tam — 
„są potrzebnemi dla kierowania miernych zdolności, które iedynie 
w innych ślady stąpać zdołają. Obeydzie się bez nich prawdziwy 
geniusz. Bo prawdziwego natchnienia dzieła nie z długiego rozmy- 
słu, lub z mozolnego wypływała przysposobienia, lecz piorunem, 



1) Zob. St. Tomkowicz „Przyczynek do historyi początków romantyzmu 
w Polsce" Kraków 1878, 

2) Taraże s. 5, 4:'\ 48. 

') Snlzer (Johann Georg) I wyd. tego dzieła wyszło w Lipska 1771—4, 2 
vol.; następne 1775, 79, 87, 93. 

*] Zob. „Pam. Warsz." 1819, tom XIV, s. 8 (w nocie). 

5) Op. c. Lipsk 1793, 3 vol., p. 631—43; w latach 1792—808 wydano 
w Lipska „Nachtrage zu sulzers Theorie" 8 toI. : tam, w vol. 8 p. 237—52 za- 
mieścił W. N. rozprawę p. t. „tjber die Celtischen Barden" oraz w toI. 8 p. 
384 — 414 „Ossian a. die hebraischen Uichter". 

«) Zob. „Pam. Warsz." 1815, III tom s, 35; mimo, że spis raeczy, umie- 
szczony w tomie 21 (1821) „Pamiętnika" wskazuje wyraźnie Wężyka, jako autora 
rzeczonego artykułu — Kraszewski, przeoczywszy ten szczegół, przysądził artykuł 
Brodzińskiemu i ogłosił w dziełach jego. 
Rozprawy Wydziału filolog. T. LII. 7 



98 MARYAN SZYJKOWSKI 

natchnęła. Przyiemne, smutkiem napełniające obrazy iego iak noc, 
a często nawet z zadumieniem własnego twórcy na świat wycho- 
dzą". Myśl analogiczną, z wyraźnem wskazaniem Ossyana. spo- 
tkamy niebawem. 

Przedrukowany w „Pamiętniku Warsz." (1817 r.)^) artykuł 
z „Bibliotheque Universelle" nie jest bez znaczenia dla sformowa- 
nia u nas teoryi romantyzmu. Pod tytułem „Rzut oka na stan ni- 
nieyszey literatury niemieckiey" — podaje on obj aktywne informa- 
cve o najwybitniejszych zjawiskach w niemieckiej literaturze : mówi 
o Goethem, Schillerze, Wielandzie, Herderze, Lessingu, Kancie, 
Winkelmanie i dziele pani de Stael („O Niemczech"). Wspomina 
Nibelungów i Schlegla przekład Shakespeare'a. a wkońcu stara się 
określić zasady ruchu romantycznego pod przewodem Tiecka, No- 
walisa i i.; w związku zaś z tem zawiadamia, że „p. Alwart zboga- 
cił niemiecką literaturę pięknym przekładem poezyi ponurych 
Ossyana" 2). 

W roku następnym (1818) pojawia się Brodzińskiego roz- 
prawa „O klasyczności i romantyczności, tudzież o duchu poezyi 
Polskiej" ^) — a w niej najobszerniejsze omówienie poezyi Ossyana 
jako argumentu w dyskusyi i podstawy historyczno-krytycznych 
wywodów autora wersyi „Berratonu". Usiłując dojść do właściwego 
naprzód określenia „romantyzmu" stwierdza Brodziński, iż „nie 
można przypuścić, ażeby to, co romantyczne sprawia wrażenie, ie- 
dynie do średnich wieków należało, gdy dawna Skandynawska mi- 
tologia, gdy Ossyan, Shakespeare . . . tak się do czasów Rzym- 
skich unosił, gdy nakoniec i pieśni różnych ludów ... są dla nas 
romantycznemi" . 

Nazwawszy tedy w ten sposób rzecz po imieniu, wskazawszy, 
że Ossyan, choć nie na średniowieczu oparty, jest jednak dziełem 
romantycznem — podaje Brodziński w dalszym ciągu cechy 
tego dzieła wyczerpującej analizie. Zaczyna od charakterystycznego 
— dla całej Europy a stąd i u nas — zestawienia Ossyana z Ho- 
merem. W myśl tezy pani de Stael traktuje rzecz przeciwstawnie: 
Ossyan i Homer podzielili „berło poezyi". „Zdaie się, że Dyanna 
po górach i skałach poluiąca podzieliła z bratem swoim poezyę, 
tak iak oświatę dnia i nocy, że iak tamten Homera, ona Ossyana 



1) T. VII, 8. 154. 

*) Metryczny przekład Ahlwardta (Christian) wyszedł w Oldenburgu w 1807 r. 

») Zob. „Pamiętnik Warsz." 1818, X tom s. 356 i 516. 



■OSSYAN W POLSCE 99 

niosą ieszcze cechę kobiecey łagodności i wdzięków, we łzach na- 
wet przyiemney. Jak noc pogodna ze dniem, walczy Homer z Os- 
syanem o piękności. Jeżeli pierwszy iak słuńee budzi, ożywia całą 
naturę i w jasnych barwach poznać ią daie, ieżeli śmiało porywa 
za sobą słuchacza do Olimpu ; drugi, iak Xiężyc, łagodne nad 
uśpioną, cichą ziemią rozlewaiąc światło, sprawia, iak noc, rozko- 
szne wrażenia; iak w nocy, oko niepewne, błąka się po ledwo roz- 
poznanych drzewach, zwaliskach, gcjrach, iak doliny nikną w ciem- 
ności, a szczyty skał w obłokach, tak pędzel Ossyana przy łago- 
dnym cieniu nocy zdaie się z za nigly uśpioną w rozległości swo- 
jej malować naturę. Poezya lego iest wolna, iak wiatr z chmu- 
rami ku morzu przepły walący, wydaie ona glos iak wiatr według 
fantazyi trącaiących o zawieszone strony i z tonami niniey porzą- 
dnemi, ale pelnemi wrażenia, gubiący się w przestrzeniach. Noe 
Ossyana tak mało iest okropną, iak groby iego rycerzów". Duchy 
Ossyana „przyjemniejsze są", aniżeli cienie Elizejskie. „Okropne 
moł^dy" u Homera — „nie przerażaią w Ossyanie, miłość i luba 
poezya wszędzie śmierci iest towarzyszką". Pamięć zmarłego ożywa 
w pieśni barda lub kochanki; jej duch „pośpiewa za życiem swo- 
iego r^^cerza. a towarzyszki, za ieleniein zapędzone, napotykaiąc 
zwłoki kochanków płaczą tylko, że dwie dusze uleciały od nich... 
i zgaduią ich pobyt na obłokach. Mgłą pokryte brzegi Morwenu 
odłączone zdaią się być od reszty świata; lud obłokami oddzielony 
od Bogów... rycerze samotni o miłości i rycerstwie tylko zadumani, 
brzękiem tylko tarczy lub arfy przebudzam, opuszczone zamki, 
mogiłami nasterczone pagórki, wszystko to posępney poezyi czaro- 
wnym kraiem być się wydaie". 

Spróbujmy wydzielić, co w tych zapatrywaniach Brodzińskiego 
na pieśni Ossyana jest pomysłem ory;iinalnym. Zasadnicze posta- 
wienie kwestyi (Homer-Ossyan), sprecyzowanie na przykładzie poe- 
zyi celtyckiej myśli Wężyka, że prawdziwy talent twórczy nie po- 
trzebuje krępować się prawidłami („według fantazyi — tony mniej 
porządne, ale pełne wrażenia") — to wszystko zostało już zauwa- 
ż(me i szeroko rozwinięte w rozprawie Blair'a. w dziełach Herdera 
(„Kritische Walder" I. Wiildchen „Von deutscher Art. u. Kunst, 
einijre fliegende Blatter", „Stimme der Volker" I. Bd.) i u pani de 
Stael. Stamtąd czerpanym myślom daje Brodziński obrazową opra- 
wę (Dyana-Febus) — a pozatem zabarwia je w sposób wielce zna- 
mienny własnym subjekty wizmem. 



100 MARYAN SZYJKOWSKI 

Oto W „posępnej" — jak sam mówi — poezyi Ossyana. nie 
dostrzega Brodziński owej ponurej melancholii 
obrazów, owych dreszczów grozy, tajemnych przeczuć 
i głośnych okrzyków żalu, które wypełniają poemaiy Macphersona. 
Dla Kazimierza z Królówki obrazy Ossyana są „przyjemne", po 
kobiecemu „łagodne", noce ciche, nigdy „okropne", oświecone 
zlekka smętną, ale nie tragiczną poświatą miesiąca, śmierć nawet 
osłodzona „miłością i lubą poezyą", duchy „przyjemne", nawet płacz 
bezbolesny, nawet ruiny zamków i cmentarze — „poezyi czarow- 
nym krajem". W poezyi średniowiecznej — jak w dalszym ciągu 
czytamy — „pamięć przodków nie iak u Homera i Ossyana obia- 
wiała się, ale lękliwa imaginacya tworzyła z nich nocne widma, 
nad które nic okropnieyszego nie utworzyła", 

W pieśniach Ossyana niema żadnych okropności — niema 
śladu jakiegokolwiek tragizmu; myśl krytyka chwyta tylko te prze- 
jawy, które odpowiadają jego upodobaniom; ponury Ossyan prze- 
mienia się nieomal w sielankowego Wiesława. 

Tego rodzaju transformaeya, to typowy przykład, jak wielki 
przedział istnieć może pomiędzy twórcą a krytykiem, jeśli nie po- 
łączy ich kongenialna nić współ-odczuwania, jeśli w procesie od- 
twórczym biorą udział tylko pewne ośrodki psychofizyczne, inne na- 
tomiast trwają w stanie biernym. Wtedy w dziele sztuki dostrzega 
się nie to, co w niem tkwi rzeczywiście, ale to, co w niem chce 
się zobaczyć. 

Rozprawa Brodzińskiego wywołała, jak wiadomo, artykuł Jana 
Śniadeckiego „O pismach klasycznj^ch i romantycznych" ^) a w nim 
określenie nowego kierunku jako tego, który „się zaymuie i oży- 
wia żałosnem wspomnieniem i tęsknotą do rzeczy przeszłych albo 
■wznowieniem zdarzeń, iakie bawiły ludzi w wiekach rycerskich". 
I jakkolwiek tego rodzaju definicya pokrywa w sposób zadziwia- 
jąco dokładny ossyaniczną poezyę „ofother times". czyni uwagę pro- 
fesor wileński, że „nie iest ona przepisom Horacego przeciwna". 
Toteż końcowy wniosek uwag Śniadeckiego : „Uciekaymy od ro- 
mantyczności, jako od szkoły zdrady i zarazy" — ma w tem ze- 
stawieniu więcej energii, aniżeli logicznego uzasadnienia. 

Jakoż w tym samym jeszcze roku (1819) pojawia się ostra 
replika p. t. „Uwagi nad Jana Śniadeckiego rozprawą; o pismach 



^) „Dziennik wileński" 1819, I tom s. 2 Bq. 



OSSYAN W POLSCE 



101 



klasycznych i romantycznych" i) — a w niej Ossyan znowuż jako 
argument, jako broń obosieczna, którą łatwo ująć ze strony prze- 
ciwnej. Tym razem ze stanowiska „serc czułych, zdolnych czuć 
poetyckie uroki". „Czyż może być obszernieysze i świetnieysze 
pole dla poezyi" — czytamy — „iak tęsknienie do niewinności 
i cnoty? U Greków, Hebreów i w Ossyana oyczyźnie, poezya 
podawała zawsze dłoń przyiazną religii i z nią razem szła serca 
podbiiać i nawracać. Zatarły ten iey rzetelny charakter wieki pó- 
źniejsze; romantyczność go wskrzesiła". „Ten z kamienia serce 
mieć musi, kto lutni Yunga, Bealtie, Szyllera, Getego rzewnemi 
łzami nie skrapla". 

Co zaś do ulegania w twórczości poetyckiej jakowymś pra- 
widłom, od których już był Wężyk zwolnił „geniuszów", na co je- 
dnak przystać nie chce Śniadecki, wtłaczając Ossyana w ramy 
„Sztuki poetyckiej" Horacego — ten problem rozważa Brodziński 
w „Listach o polskiej litera. urze" (1820)2); \ znowu zjawia się ulu- 
biony, jak widać, konik naszych teoretyków ówczesnych — Ossyan. 
„Talent hoynie od natury obdarzony" — przyznaje Brodziński — 
„chociaż nie wsparty skarbem oświecenia wieku swoiego, może się 
rozwinąć... Każdy przyzna, że Ossyan byłby Homerem, gdyby 
obyczaie, religia i wyższa to warzy skość więcey wyobraźni iego do- 
starczyły. Tak, gdyby natura skąpą nie była i gdyby dziś powstał 
drugi Homer, możebyśmy go tak z pierwszym, iak Iliadę z Ossya- 
nem równali". I podtrzymując w dalszych „listach" tę dobrze 
znaną nutę — radzi Brodziński opierać twórczość na znawstwie 
i miłości kraju rodzinnego. Zwłaszcza wyraźnie czuje tego potrzebę, 
gdy czyta Homera i Ossyana. „Ktoby się mierzył z ich geniu- 
szem, z ich prostą naturalnością, niech się nie ogląda na przepisy 
filozofów i estetyków, niech szczęśliwy darem natury uszczęśliwia 
nas tak, iako ona pięknością": jednak i geniusz, który „tak śpie- 
wa, iak czuie, tem piękniey śpiewać, im wyżey czuć będzie". 

„Nie każda romantyczność przeciwna jest klasycznośei" — 
odzywa się w tym samym czasie głos z Poznania 3) — „owszem, 



*) Piimiętnik Wars.^ 1819; XIV, s. 458 sq. 

^) „Pam. Warsz." 1820, XVI, XViII, s. 27 i 3-26. 

3) , Rozprawa, w którey się okazuie, że nie kr.żda i-omantyczność . . ." była 
czytana na posiedzeniu szkolnem w Poznaniu 2 paźdz. 1820 r., a wydrukowana, 
w „Mrówce poznańskiej" 182], III, s. 81 są. 



102 MARYAN SZYJKOWSKI 

ażeby literatura była narodową i celowi odpowiadaiącą, romantycz- 
ności wyrzekać się nie powinna". Wszakże: „sam nawet Homer 
i Ossyan, to przez opieranie zmyślonych zdarzeń, to przez tkliwe 
uczucia byli romantycznymi; a przecież iednego wielkim, 
a drugiego iedyn37m nazywaią". 

Ossyan i Homer, klasycyzm i romantyzm, serce i rozum, 
sztuka rymotwórcza i luzem chodzące geniusze — to wszystko bierze 
się za ręce w tej kr\'tycznej dyskusyi i rozpoczyna taniec wzajem- 
nych nieporozumień. Wprowadzić do tego lad pewien, pooddzielać 
niejednorodne zjawiska usiłuje w 1820 roku Leon Borowski 
w „Uwagach nad poezyą i wymową pod względem ich podobień- 
stwa i różnicy" ^). Oryginalnych pomysłów i Borowski nie stwa- 
rza: chce bodaj, zająwszy stanowisko pani de Stael. sięgnąć za nią 
głębiej i powtórzyć mniej więcej to, co ona o różnicach poezj-i 
„północnej" i „południowej" orzekła. W rozdziale zatem p. t. „Po- 
ezyą narodów północnych" (toż u de Stael), mówiąc o Eddzie, za- 
znacza Borowski, że „głos tych bardów, religii i waleczności śpie- 
waków, między tarczami brzmiący, smutnieyszy był. twardszy 
i chrapliwszy od lutni południowcy". Jednak i tu spotkać można 
tony słodkie. Podobnież i „sam Ossyan, bądź on całkowicie, jak 
go znamy, dawny, bądź później z ostatków dawnych pieśni umie- 
jętnie złożony" — (pierwszy w Polsce, blady cień zachodniego kry- 
tycyzmu w sprawie genezy Ossyana) — „ma już dziwnie wiele 
słodyczy. Zachwyca w nim nieprzerwany powab samotności i mi- 
łych serca poruszeń, męstwa i samotności. Niepogoda i blask Xię- 
życa, obłoki pełne duchów, noc i glosy przodków mieszają się 
w jego pieniach ze Izami i tkliwem jęczeniem arfy". Zachodzi za- 
sadnicze przeciwieństwo p(jmiędzy poezyą Anglii a Francyi — wy- 
wodzi autor „Uwag". „W Anglii rodzinne pienia niestroyney po- 
ezyi narodowey, wdziękiem starożytney literatury bardziey oży- 
wione, brzmiały z całą swoią silą i szczerością, z właściwą sobie 
prawdą, mocą i głębokością uczucia". We Francyi XVIII wieku 
natomiast literatura doszła „kresu naysurowszego smaku". „W An- 
glii zaczął się nowy wiek geniuszów twórczych, jakkolwiek śmia- 
łością swoią nieraz łamiących przepisy dobrego smaku". 



1) „Daiennik Wileń^kł" 1820, I, 11, III; na egzem. Bibl. Jag-, ręka współ- 
czesna podpisała: Leon Borowski. 



OSSYAN W POLSCB 103 

Dochodzimy końcowej konkluzyi: najrozsądniejszej, na ja- 
ką u nas spór klasyków z romantykami się zdobył: „Połączenie 
tylko geniuszu twórczego z rozsądnym smakiem stanowi w sztuce 
piękney dzieła wzorowe... Lecz ani dzieł geniuszu lekceważyć 
możemy dlatego, że dę w nich tu i ówdzie drobne uchybienia po- 
strzegaią, ani uwielbiać poprawney mierności, którey całą zaletą 
iest zachowanie prawideł... Nie przeto iednak talent północny 
mniey iest od południowego twórczym, nie mniey przeto Ossyan, 
jak Homer, Kopernik, Newton, jak Arystoteles zadziwiaią swym 
geniuszem". 

Dla polskiego ruchu romantycznego w pełnym jego rozkwi- 
cie (pod znakiem Byrona), ma pierwszorzędne znaczenie przełożony 
w 1821 roku artykuł p. t. „Zdanie Francuzów o lordzie Byronie 
i iego poezyach" (z Niem. Tygodn. Liter )i). Nie możemy wda- 
wać się tutaj szczegółowo w rozbiór myśli, w tym artykule rzuco- 
nych: nie możemy streszczać charakterystyki „poetv XIX wieku", 
który przedstawiony tutaj został jako „ecce homo" europejskiego 
Romantyzmu; ani zastanawiać się nad bardzo bystrem kojarzeniem 
zjawisk pokrewnych, tak zasadniczych dla nowego kierunku, jak: 
Byron-Rousseau i Byron-Chateaubriand. Natomiast zaznaczyć trzeba 
jedno z tych skojarzeń: Ossyan-Byron. Autor artykułu kry- 
tykuje „greckie tematy" Byrona, dając do zrozumienia, że właści- 
wem polem natchnień poetyckich winna być ta atmosfera, wśród 
której dany twórca wzrósł i dojrzał. Tematy z dziejów Grecyi 
nadają wprawdzie poezyom Byrona „barwę oryginalną. Ale czy- 
taiąc ie, spostrzegamy aż nadto drugie przeciwieństwo, iakie wv- 
wystawia przez niego szkoła i obrane przedmioty. Grecyą powi- 
nienby tylko Homer opiewać^ a dźwięk arfy ossyańskiej zdaie 
się być przeznaczonym opiewać tylko burzliwe niebo 
Kaledonii i góry wiecznym śniegiem pokryte". 

Jest w tem utożsamieniu Byrona z Ossyanem znaczna li- 
cencya; ale licencya to wielce znamienna. Wszak Byron pochło- 
nął w całej Europie Ossyana właśnie dzięki analogiom z dźwię- 
kiem harfy kaledońskiej. „Byronizm" nie dałby się pomyśleć bez 
poprzedzającego to zjawisko „ossyanizmu"; ma się do niego, jak 
skutek do przyczyny w ewolucyi ogólno-europejskiego romanty- 
zmu — i, oczywiście, w rozwoju tegoż ruchu w Polsce. 



1) „Pamiętnik Warsz." 1821, XIX, s. 158 i)q. 



104 MARYAN SZYJKOWSKI 

Rok 1822 przynosi trzy rozprawy krytyczne Brodzińskiego, 
a w nich dalsze jego uwagi o poezyi Ossyana. 

Biorąc impuls z nawoływań Herdera do zajęcia się poezyą 
ludową, zastanawia się Brodziński nad erotycznemi pieśniami litew- 
skiemi i); zdaje mu się przytem. że panuje w nick „łagodna me- 
lancholia, słodka bolesna tęsknota, która w pieśniach Ossyana 
i balladach hiszpańskich tyle porusza". „Rozkoszna iest boleść" — 
powtarza za Ossyanem — rS^J "^ smutnem sercu pokóy zamie- 
szkał " . 

Uderza Brodzińskiego „świeżość" ossyanicznej poezyi. „Po- 
znałem człowieka na scenie Szekspira" — pisze w dalszych swo- 
ich „Listach o literaturze" ^), znowu zresztą za przewodem Her- 
dera — „a słuchaiąc lutni Ossyana, porównywałem obłoki iego 
z Erebem i rycerzów szkockich z Grekami. Wszędzie znalazłem 
dotąd mi nieznaną naturę, moc i świeżość '^ Zaczem stwierdza już 
kategorycznie: „Ossyan opiewając dzieie swoiego 03' ca i synów, 
chciał ich potomności przekazać; układaiąc swoie poezye. nie my- 
ślał, według iakiego kodexu krytycy o nich wyrok wydadzą". 

Jak minimalną jest samodzielność opinii Brodzińskiego, świad- 
czy o tern najwymowniej jego rozprawa „O elegii", której wyjątki 
„Pamiętnik Warszawski" w 1822 roku drukuje ^). Jest to poprostu 
konglomerat zdań i sądów, wypełniających pierwszy 
krytyczny „lasek" Herdera, w którym została zawarta „filo- 
zoficzna historya elegijnej sztuki poetyckiej". W szczególności zaś 
cały. obszerny passus o Ossyanie nosi wszelkie cechy plagiatu, głó- 
wnie wymienionej powyżej rozprawy Herdera, oraz pewnych myśli 
Herderowskiego studyum „Von deutscher Art und Kunst" *). Wpra- 
wdzie objął Brodziński cudzysłowem następujące zdanie: „Zycie 
Szkotów (mówi Herder) upłynęło wśród czynów, uczuć i pieśni, 
a pieśni właśnie do tego iedynie przeznaczone były, aby też czyny 
i uczucia uwiecznić" (zob. Herder I. Waldchen „Das ganze Leben 
der Nation bekennt ist, ais ein Leben, das unter Thaten, Empfindun- 



1) „O poezyi ludu Htewakie^o" „Pam. Warsz." 1822, III, s. 235 sq. 

2) „Pam. Warsz. '• 1822 I, a. 8 są. 

») „Pam. Warsz." 1822 II, fi. 44, 133, 261. 

*) Herder: „Kritische Walder" I. Waldchen, I,wyd. 1760 („Eine philoso- 
phische Geschichte der elegiscLen Dichtkunst"), „Von deutscher Art u. Kunst. 
Briefwechsol iiber Ossyan u. die Lieder alter Yolker." I wyd. 1773; tutaj cytuję 
na podstawie: Herders Werke w „Deutsche NationallitterAtur" iStuttgart, III. Teil. 



088YAN W POLSCE 105 

gen u. Gresaugen verstrich, und wo die Gesange eben zu nichts 
bestimmt waren, ais diese Thaten u. Empfiudungen zu verewigen" 
s. 24); ten cudzysłów jednak powinien być znacznie w obie strony 
rozszerzony. 

U wstępu proponuje Brodziński, ażeby „elegię" nazywać u nas 
„dumą" — co od czasów Krasickiego staje się w Polsce prawem 
zwyczajowem. Następnie spotykamy definicyę „dumy": „iest to 
rozpamiętywanie z rozrzewnieniem zl^ączone, błąkanie się serca mię- 
dzy tęsknotą i wspcjmnieniem" ^). Któż mistrzem tego rodzaju ele- 
gii? Oczywiście — Ossyan. „Po Homerze nie masz poety, któ- 
ryby tak ściśle był narodowym, lak Ossyan, nie masz i nie było 
poezyi tak prawdziwie elegicznej nad tę. którą pod iego pieśniami 
znamy. Tamten opiewał czyny swoie i swoiey rodziny; nietylko 
iako rycerz, ale iako syn i 03'^ciec, dzieła własne, własnego oyca 
i dzieci". Przytoczywszy cytat z Herdera — odpisuje Brodziński 
dalej, już nie podając źródła: „Dusze ich (sc. Szkotów) do czynów 
i uroczystey miłości gorzały. Ich religia, położenie, rycerska suro- 
wość nadała melancholiczną barwę ich tkliwym uczuciom. Są oni 
równie czułymi synami, oycami i braćmi, iak kochankami. Jakże 
to słodko widzieć w tej poezyi w iedney osobie pnetę, króla, oyca, 
syna, przyiaciela i rycerza!" ^j. Następuje wzmianka o mglistej sce- 
neryi Ossyana i przekład żalu „Dartuli" na podstawie Herdera, 
z zachowaniem błędu faktycznego, jak wykazano powyżej. 

Zakończenie powyższeszo ustępu nie jest wprawdzie dosłownym 
niemal przekładem z Herdera, ale trzyma się bardzo ściśle Herde- 
rowskich pomysłów. Zatem mówi Brodziński o przeciwnikach po- 
ezyi Ossyanicznej. których razi mała „towarzyskość Ossyana i nuży 
monotonia ciągłych obrazów boju i łowów", co wszystko spowite 
w „ciągłą melancholię i zawsze posępne obrazy natury... w nud- 
ność przechodzi". Z takimi zarzutami rozprawił się już bvł Her- 
der („Von deutscher Art..."), opisując specyalne warunki, w jakich 

1) Por. definicyę elegii Krasickiego (O Rymotwórstwie" § V. „Elegija jest 
z istoty swojej narzekaniem, okazaniem żalą i czułości"). 

*) „In jedem Bardenliede zeigt sich ein Volk, dessen Seele ganz der Tap- 
ferkeit u, einer feierlichen Liebe flammete, ein Volk, dessen Denkart iiberhanpt 
Ton einem Heldenernst eine gewisse melancholische Farbę erhalten und diese auch 
aaf seine weichen Empfindnngen rerbreitete", „f ei er 1 ic he Tr a u erge sange an 
die nichts im Altertnme, und was die Seite des Gefiihls betrifft selbst nichts im 
grieebischen Altertume reimf. „Die elegische Stiramo der Schoten ist in der 
Vater-, in der Geschlechtsliebe eben so siiss und tapfer, ais in der Weiberliebe*. 



106 MARYAN SZYJKO WSKl 

poznał i zachwycił się poezyą śpiewaka celtyckiego. Potrzeba do 
tego przeclewszystkiem odpowiedniej predyspozycyi wewnętrznej: 
„Da lassen sich Skalden und Barden anders lesen, ais neben dem 
Katheder des Professors" (s. 189^ — por. Brodziński: „poezya Os- 
syana tylko w pewnych chwilach, tylko w pewnem usposobieniu 
umysłu, czuć i czytać się daie"). 

Ostateczne wnioski obu „ossyanistów" są również jednobrzmiące 
— z tern oczywiście, że Brodziński jest wiernem echem swojego 
mistrza. Herder nawoływa pod koniec bardzo energicznie i gorąco 
do zbierania ludowych pieśni niemieckich (1. c. s. 212) — Brodziń- 
ski zaś „spominając bardów kaledońskich, którzy tak głośną dziś 
sławę swych pieśni Macphersonowi są winni, nie może opuścić ob- 
szernego plemienia dawnych Słowian"; zaczem daje wiązankę „dum 
ludowych słowiańskich". 

Zauważyć należy, że tutaj chwytamy dokładnie punkt 
styczny Ossyana z naszym ruchem folkory st y czny m 
w początkach XIX-go wieku — oraz tę nić pośrednią, która 
obie linie zbliża i łączy, a mianowicie: Herdera. Już, jak wska- 
zano, Krasicki podniósł wzgląd etnograficzny, mówiąc o pieśniach 
Ossyana — toż na szeroką skalę, w teoryi i praktyce, propaguje 
Brodziński, którego recepcya Ossyana różni się od Herderowskiej 
jedynie ową skłonnością do sielankowości. tak znamienną dla psy- 
chiki Kazimierza z Królówki. 

Nie trzeba przeoczać, że w tymże roku 1822 pojawia się na- 
reszcie w Polsce definitywna, krytycznie dojrzała i pogłębiona defi- 
nicya romantyzmu. Nie brak w niej i Ossyana; co więcej, pie- 
śni szkockie i skandynawskie zostają tutaj, niejako oficyalnie, 
uznane wogóle za źródło tego ruchu. „Namienió musimy" — czy- 
tamy w warszawskiej „Gazecie literackiej" ^) — „że również mię- 
dzy klasy cznością i romantycznością nietylko z zewnętrznych pra- 
wideł, lecz z gruntu rzeczy, z odmiennego ich źródła 
wynika, że duch średnich rycerskich wieków, duch religii 
Chrześciańskiey i sama nawet posępna wspaniałość gór 
Szkocyi i Skandynawii, gdzie pijwstał pierwszy zawiązek 
Poezyi romantyczney, nadały iey odrębną cechę i wpoiły w Pisa- 



») „Gazeta literacka" (główny redaktor A. T. Chłędowski 18":!2) s. 1. „Rzat 
oka na obecny stan literatury polskiej". 



OSSYAN W POLSCE 107 

rzy niepodległość dla wszelkich przepisów, ścieśnia- 
jących popęd wyobraźni". 

Jest to krótkie, syntetyczne ujęcie sprawy, roztrząsanej sze- 
roko, w przeciągu lat siedmiu. 

Szereg artykułów krytycznych w ciągu tego siedmiolecia, 
mniej lub więcej znane głosy polskich teoretyków, cała zasadnicza 
dyskusya analityczna pod hasłem dążenia do syntezy i wreszcie jej 
ostateczne, ze stanowiska romantycznego, ujęcie — oto materyał, 
z którego usiłowaliśmy wydzielić i oznaczyć rolę „pieśni Ossyana". 
Rola ich pierwszorzędna: Ossyan to hasło i problem, argument 
i probierz. Niepodobna przejść nad nim do porządku dziennego, 
stoi na drodze zasadniczych założeń, należy się nim zająć, rozwa- 
żyć, zacytować. Spróbuje Jan Sniadecki zaopiniować, że Ossyan, 
choć tak odmienny od wypróbowanych wzorów pseudo-klasycznej 
sztuki — jednak prawidłom Horacego przeciwny nie jest. Zakrzy- 
czą go inni: podniosą kwestye serca, prostoty, posępnego kolorytu; 
uczynią dziełem „geniuszu" ludowego, któremu wolno nie kierować 
się żadnemi przepisami — ogłoszą wreszcie (zbyt pochopnie) pra- 
żródłem całej Romantyki. 

Przewodniczą tej dyskusyi obcy: Herder, de Stael, Blair, 
Sulzer; oni udzielają głosu, redagują referaty, nieraz wprost pod- 
powiadają mówcom. Ci, chwytając obce myśli i zdania, przemawiają 
nieraz chaotycznie, bezładnie (jak u nas) — ale z najlepszą wiarą 
i zapałem. Wszak jednocześnie chcieliby poznać jak najbliżej tę 
nową gwiazdę, przyswoić ją, bodaj z drugiej ręki. ojczystej mowie 
(Brodziński). Zaczem mnożą się wersye kaledońskiego „poety serca" 
(Jaszowski), użyźnia się potokami łez celtyckich rycerzy wyschła od 
racyonałizmu gleba polska, iżby mógł wzejść na niej, niby pło- 
mienny meteor, Ten, który zawoła: Miej serce i patrzaj 
w serce. 



V. KSIĘGA. 
Ossyan w powieści. 

Pierwszy, konkretny ślad wpływu lektury Ossyana spotyka- 
my w powieści Józefa Lipińskiego p. t. „Halina i Firley czyli 



]:Qg MARYAN Sz.yjKOWSKl 

niebezpieczne zapały", zawartej w pierwszym tomiku „Wyboru po- 
wieści moralnych i romansów", wydanych w Warszawie w latach 
1804—5 (tomików 20). Powieść ta ma wartość dokumentu: pod 
względem artystycznym więcej, jak mierna, posiada jednak niesły- 
chaną doniosłość historyczną. Jest to pierwszy nasz utwór, w któ- 
rym jak na dłoni widać zlewanie się strumieni z trzech zbliżonych 
i ideowo pokrewnych sobie źródeł — spływających następnie wraz 
z innymi w jedno koryto nowego prądu. Ossyan, Werter i Reno 
rozdzielili pomiędzy siebie role w powieści Lipińskiego. Dwaj osta- 
tni czuwają nad opracowaniem motywów rzeczowych, pomagają 
w opracowaniu charakterystyki osób. Ale podczas gdy rozpoznać 
ich działanie można drogą analizy porównawczej — nie wymaga 
tego bynajmniej funkcya Ossyana. Głośno bowiem o nim w książce. 
Cóż czyni Halina, kiedy na tle romantycznego krajobrazu Krzeszo- 
wic spotyka ją Firlej ? — śpiewa „dumę o bokorze" (?) z Ossyana. 
Jakżeż nie miał jej pokochać Firlej, kiedy sam jest gorącym wiel- 
bicielem pieśni celtyckiego poety! Snąć już samem brzmieniem 
imienia przypomina mu Halina „Malwinę", kiedy, pokochawszy ją, 
każe namalować i umieścić w swoim gabinecie obraz, który mógł- 
by zdobić karty „dum" Ossyana. Zatem „wpośród groty młoda 
osoba, siedząca na ogromney skale"; pośrodku „obraz Melancholii, 
siedzącey z zakrytą twarzą na opoce nad brzegiem burzliwego 
morza; u nóg swoich miała ułamki pokruszoney kotwicy, a tuliła 
do łima zranioną gołąbkę". Możnaby pod tym obrazem podpisać: 
'pinxit Ossian — gdyby nie szczegół dekoracyjny ze „zranioną go- 
łąbką", który już jest dziełem Firleja — Lipińskiego. 

A nie tylko tego obrazu dostarczył Ossyan. U niego też po- 
życzono innych dekoracyi. jak grot skalnych, dzikich ustroni, księ- 
życa, szemrzących strumieni i t. d. Tylko, że malowidło zblakło 
i pojawiły się tu i ówdzie ~ dziury artystycznego ubóstwa ^). 

Motyw średniowiecznego rycerstwa spróbuje niebawem uzu- 
pełnić dwoma innymi: romantyczną sceneryą i światłem duchów — 
Anna z książąt Radziwiłłów hr. Mostowska: — i stworzy od- 
razu pierwsze polskie ^^Schauerromane'^. Cztery jej romanse opusz- 



1) XIII. tomik „Wyboru" Lipińskiego przynosi powieść p. t. .Sygryda czyli 
Miłość na<?rodą męstwa", tłumaczona z duńskiego. We wstępie wspomniano o mi 
tologii Skandynawskiej, „która była relij^ią wszy.stkich narodów Celtyckich na 
północy" — poczem odesłano po bliższo wiadomości do „Eddy" w wydaniu Melleta. 



OSSYAN W POLSCE 



109 



czają prasę drukarską w Wilnie w 1806 roku: „Strach w zame- 
czku, powieść prawdziwa", „Matylda i Daniło, powieść źmudzka 
oryginalna", „Nie zawsze tak się czyni, iak się mówi, powieść bia- 
łcjruska, przez stoletnią danię opowiadana" i „Zamek koniecpolski, 
powieść ruska oryginalna". 

Ciekawszą bodaj od treści tych powieści, operujących kilku, 
coprawda bardzo znamiennymi szablonami — jest przemowa do 
czytelnika, położona na czele pierwszego z tych romansów. Otóż 
stwierdza w niej autorka, że powieści, które budziły zajęcie w XVIII 
wieku, teraz: „mam-że prawdę wyjawić? Teraz niezmiernie nas 
nudzą". 

„Jeśli matki nasze rozrzewniały się z łatwością nad losem Kla- 
rysv, Pameli i t. d. — wyczerpane nasze uczucia gwałtownieyszych 
wzruszeń potrzebuią. Okropne Avidma, z tamtego świata powracaiące 
istoty, burze, trzęsienie ziemi, rozwaliny starożytnych zamków przez 
duchy same tylko zamieszkałych, zbóyców kupy, uzbroieni pugina- 
łami i trucizną zdraycy. mordy, więzienia, na koniec diabły i cza- 
rownice. Gdy się to wszystko znaydzie razem, wtenczas mamy Ro- 
mans w kształcie upodobanym wiekowi naszemu". 

„Moje powieści — dodaje skromnie autorka — „lubo są tylko 
cieniem chwalebn3^ch naszych nowo-czesnych autorów tego rodzaiu, 
znaidą jednak kąteczek w zaludnionych podobnemi xiążkami w współ- 
czesnych naszych księgozbiorach (sic)". 

Zmienił się zatem „gust" czytającej publiczności; wyczerpane 
uczucia (czytaj : nerwy) gwałtowniejszych potrzebują wzruszeń. 
Czyżby autorka zamierzała temu przeciwdziałać? Takby można 
wnosić z rozwiązania hiperromantycznej fabuły opowieści. A je- 
dnak — choć „Strach w zameczku" okazuje się ostatecznie tenden- 
cyjnym figlem — wyznaje autorka u wstępu: „Jest coś w czło- 
wieku, co nie może bydź odgadnionym i co nas prowadzi do chęci 
nab3'cia nadprzyrodzonych wiadomości. To wszystko, czego zrozu- 
mieć nie możemy, ma dla nas nieprzezwyciężony powab. Skoro 
nocne obłoki okryią niebo, a długie cienie przez niepewną poświatę, 
co gwiazdy rzucaią. powstawać zdaią się po ziemney przestrzeni, 
aliści wyobrażenia nasze wystawiaią nam tysiące mar, które żadney 
istoty nie maią". Oto mam^^ pierwszą bladą próbkę nastroju, któ- 
rego takim mistrzem Ossyan. Pierwsze w literaturze polskiej jesz- 
cze nieudolne stwierdzenie owego niepoznawalnego „marę tenebra- 



110 MARYAN SZYJKOWSKl 

rum", któreg-o mistyczna głąb ciągnie i nęci, gdy spocznie na niej 
niepewna poświata miesiąca. 

O tem jednak wspomniała Mostowska mimochodem, na strunie 
tej jeszcze zagrać nie umie. I to, coby miało być pół-szeptem i pół- 
zjawą, występują z jarmarcznym aparatem trupich głów. piszczeli, 
czarnych ołtarzy, otwierających się grobowców — przy ponurem 
biciu północnej godziny, wśród krzyków sów i puhaczy i teatral- 
nego huku pioruna. To wszystko rozgrywa się w opuszczonych 
ruinach zamku, w tajemnej a przypadkiem odkrytej komnacie, 
zdała od miejsc zamieszkałych, na wyniosłej zazwyczaj górze. Bo- 
haterowie przynależą do stanu rycerskiego, we dnie zabawiają się 
w łowy i turnieje — o ile obowiązek nie wzywa ich na plac boju 
(wtedy „ona" zostaje i tęskni) — nocą, najniep<itrzebniej odwiedzają 
one miejsca, po których tłucze się duch pokutujący, urządzając 
ultra-groźne widowiska. 

Jeszcze w „Nie zawsze tak się czyni..." okazuje się pod ko- 
niec, że te widowiska zostały urządzone sztucznie — natomiast 
"W romansach „Matylda i Daniło" oraz w „Zamku Koniecpolskim" 
jest rzecz traktowana poważnie. W tej ostatniej powieści rozsądna 
i trzeźwa matka bohatera, Kasylda — mówi jednak, zapewne od- 
bijając sąd samej autorki w tej sprawie: „Któryż mędrzec pochlu- 
bić się z tym może, że do tego punktu zdarł zasłonę przyrodzenia, 
iż śmiało powie: iuż między człekiem a Bogiem nie masz granicy". 
I znowu zawarto w tych słowach protest przeciwko myśli „oświe- 
conej" — tym razem w obranie Niepoznawalnego. 

Czy zachodzą jakie anah^gie pomiędzy poezyą Ossyana a ty- 
mi pierwszymi okazami polskiego „romansu strachu"? Biorąc rzecz 
zasadniczo, przypomnieć trzeba, że poezya Ossyana stanowi jedno 
ze źródeł tego nowego gatunku literatury pięknej w Europie, zawie- 
rając w stanie zalążkowym te wątki i motywy, z których na pniu 
romantyzmu ta zwyrodniała, pasożytna gałąź urosła. Zatem i po- 
wieści Mostowskiej zostają również w pewnym, pośrednim związku 
z Ossyanem. Ale związek to tylko luźny: ruiny zamku, opuszcze- 
nie bohaterki przez bohatera, spieszącego na boje, przeczucia i znaki 
zwiastujące jego śmierć, wizya ducha poległego kochanka, skromne 
próbki pejzażu księżycowej nocy lub wschodu słońca („Zamek Ko- 
niecpolski") — to wszystko znajdzie swoje analogie i w Ossyanie; 
w historycznym rozwoju powieści polskiej są to motywy nowe 
z przemiany haseł wynikłe; ale bezpoś redniej zależności swojej od 



OSSYAN W POLSCR 111 

utworów ossyanicznych dowieść nie potrafią. Mogą tylko okazać, 
że zajęcie się Ossyanem pod koniec XVIirgo wieku przygotowało 
grunt i umożliwiło — między innemi — pojawienie się już u wstępu 
nowego stulecia tego typu powieści. 

Ma zaś Mostowska zislugę inicyatywy i na polu stworzenia 
pierwszej próby polskiej powieści historycznej w duchu Waltera 
Skotta. Jest nią dwu-tomowa „powieść oryginalna z historyi litew- 
skiej'', wydana rok później (1807) we Wilnie p. t. „Astolda Xię- 
żniczka z krwi Palemona, pierwszego Xiążecia litewskiego, czvli 
nieszczęśliwe skutki namiętności". 

We wstępie mówi autorka, że praca jej „iest z rodzaiu ro- 
mansów historycznych" — oraz stwierdza, że „ten rodzay był mało 
lub wcale nie używany w naszym ięzyku"; tej pierwszej próbie 
pragnęłaby nadać wierny koloryt dziejowy i w tym celu studyuje 
Kromera, Gwagnina i Stryj ko wskiego — a nawet w rozdziale VL 
pierwszego tomu zdradza znajomość podań o królu Artusie. 

Nie tu miejsce wskazywać, w jakim stosunku pozostaje fabuła 
tej „powieści litewskiej" do dzieł twórcy „Wawerley'a" — ani też jaki 
związek — a związek ten jest widoczny — łączy ten romans z pier- 
wszemi „powieściami litewskiemi" autora „Żywili". Nam wystarczy 
ogólne stwierdzenie, że w 1807 roku powieść, która zrazu jakby 
przodowała postępowi ruehu romantycznego w Polsce, wydaje cie- 
kawy okaz, w którym pierwiastek historyczny złączono 
z kierunkiem sentymentalnym — przyczem z lat dawnych 
zatrzymano (zresztą niezbyt wyraźnie) dążność tendencyj no-dy- 
daktyczną („nieszczęśliwe skutki namiętności"). 

Stwierdziwszy zaś istnienie tego tak dla przełomowej chwili 
charakterystycznego typu mieszanego romansu — należy bliżej za- 
znaczyć, że zawiera on przytem motywy mniej lub więcej niewąt- 
pliwie „ossyanicznego" pochodzenia. 

Główny motyw „.Astoldy": miłość dwóch braci, synów Pale- 
mona, ku bohaterce, śmiertelna walka, do jakiej pomiędzy nimi 
dochodzi — ten motyw w formie zbliżonej wypełnia epizod o Co- 
malu i Gal winie, zawarty w II ej księdze Fingala, a spolszczony 
przez Tyminieckiego, a nadto dostarcza osnowy do poematu o „Śmierci 
Oskara", przełożonego już przez Krasickiego. Przeczucia, tajemni- 
C2e głosy przestrogi, pustelnik w puszczy (jakby chrześciański 
druid, — to wątki równie dobrze znane Ossyanowi. 



112 MARYAN SZYJKOWSKI 

Silniej jednak do przekonania, aniżeli te analogie wątków — 
przemawia pokrewieństwo stron}?- opisowej, zatem: obraz burzy, hu- 
czącej nocą ponad zamkiem (tom I, rozdz. V), widoki na tle przy- 
rody leśnej, a w końcu księżycowe pastele, których Ossyan jest 
mistrzem. 

Ponad te wszystkie jednak pokrewieństwa, ponad cały interes, 
jaki obudzą w historyku literatury powieść Mostowskiej — wysu- 
wa się daleko na czoło wiersz, wpleciony do VI-go rozdziału dru- 
giego tomu. Określiła go autoi-ka jako „dumę"; a wszakże „du- 
ma" — to nowa forma poetycka (choć termin nie nowy) — którą 
za pośrednictwem Krasickiego i Niemcewicza wprowadziły do Pol- 
ski — pieśni Ossyana. 

Ale wiersz Mostowskiej jest w treści i w formie czemś wię- 
cej aniżeli dumą. Już w nim zarysowuje się ten subtelny przedział, 
jaki pieśń Macphersona oddziela od Percy'ego — ballady. Jeszcze 
początkowe strofy mają typ(;wo ossyaniczne ujęcie: 

Nad cichym Niemnem Xiężyc się unosił, 
I czyste wody posrebrzał promieniem : 
Gdy starzec w smutney damie powieść głosił 
I tkliwe pienia mieszał z lutni brzmieniem. 

Przychodzień, który odwiedzał te niwy. 
Słyszy te dźwięki i krok swóy wstrzymuie; 
A na nieszczęśc-ia opiewane tkliwy, 
Te słowa pamięć iego zachowiiie. 

I po tej introdukcyi, która, ileż podobnych w Ossyanie na 
pamięć przywodzi! — następuje objektywne, epickie, już obce cel- 
tyckiemu śpiewakowi, a właściwe dla balladowego „genre'u" przed- 
stawienie historyi miłosnej Alony i Hipolita. Oboje już na ślubnym 
kobiercu klęczą, gdy wieść o napadzie wroga wypędza Hipolita na 
pole walki. Napróżno powstrzymać go pragnie Alona, która: 

— — mai.ac odzienie w nieładzie, 
"Włos roztrzepany i na twarzy bladość, 
Mniemasz — zawoła, że nie wiem o zdradzie, 
Tylko swey sławie chcesz uczynić zadość ! 

Hipolit wyrywa się z objęć kochanki, honor rycerski zwy- 
cięża miłość. Za trzy dni obiecuje powrócić: 

Xicżyc na niebie gdy w pełni powstanie, 
Nad brzegiem Niemna znowa się uyźrzymy". 



08SYAN W POLSCE 113 

Bieży Alona w oznaczonym czasie na umówione miejsce. Na 
brzegu Niemna, błyszczącego romantyczną poświatą miesiąca, czeka 
Alona, pełna złych przeczuć, Hipolita. Zrozumiałyby ją dobrze te 
liczne bohaterlci Ossyana, Ictóre w zupełnie podobnej znalazły się 
były sytuacyi; współczułaby z nią Colma z „Pieśni Selmskich", 
tak rozpacznie w przeczuciu nieszczęścia wołająca: „Ilise, moon! 
from behind thy clouds. Stars of the night, arise!" — niech wzej- 
dzie światłość, niech ujrzę twarz kochanka, który nie przychodzi; 
płakałaby nad Aloną Minwana, której rycerz w bój poszedł i pró- 
żno go czeka na wybrzeżu morza. 

Zwiastuje Alonie nieszczęście pies Hipolita, Morgan — przy- 
rodni brat tych nieodstępnych towarzyszów rycerzy Fingala, którzy 
tak wytrwale dzielą ich dolę i niedolę. Ten pies prowadzi Alonę 
pomiędzy zarosła: 

„Gdy oto zbroia błyśnie w mieyscu ciemnym" 

Krzyk wydobywa się z ust Alony: 

„Strachem przeięta, daley postępuje: 

Gdy się iey oczom grobowiec przedstawia". 

A na nim napis, oświecony blaskiem księżyca: 

„Przechodnia! tutay zastanów twe kroki 

I zawieś wieniec na tych zbroiach świetnych: 

Tu spoczywała Hipolita zwłoki, 

Ojczyzno! warte są twych żalów wiecznych!" 

Rozpacz Alony nie zna granic; cóż jej po życiu bez Hipolita? 
A złączyć może ich tylko śmierć: 

Niech nas ta sama mogiła zagrzeba, 
Złączyć się z tobą ioż iestem skwapliwa". 

I Z temi słowy wskakuje do Niemna. 

Ale nie na tem koniec: brak tej osnowie jeszcze pierwiastka 
cudownego, który może dopiero zaokrąglić i nadać tej „dumie" 
znamienne piętno. Jakoż zjawia się i „duch" pod koniec: 

Odtąd gdy Xiężyc nad Niemnem się w/.nosi, 
A lekki powiew w nim wały porusza, 
Duch się Alony na ten czas podnosi 
I smutnym iękiem wszystkie serca wzrusza. 

Rołprawy Wydzia/u filolog. T. LU. S 



114 MARYAN SZYJKOWSKl 

Powinna się na tem smutna powieść o Alenie i Hipolicie koń- 
czyć. Lecz nie potrafi autorka zapomnieć, źe wiersz swój wplotła 
do powieści o „nieszczęśliwych skutkach namiętności"; zatem do- 
daje jeszcze kilka wierszy a w nich dość niezgrabnie zawinięty 
plasterek morału, że oto i treść „dumy" dowodzi, jak to niedobrze 
dać się porwać zbyt silnemu uczuciu miłości. 

Jest ta duma u progu niemal nowego stulecia znowu cieka- 
wym dokumentem, jak coraz wyraźniej przenikają do nas prądy 
z Zachodu, idące pod splotem nowych haseł: na tle niestylizowa- 
nego krajobrazu niech wysoko bije płomień uczucia, niech się sko- 
jarzy z błyskiem rycerskiej zbroi i błękitną od miesięcznej po- 
światy wizyą ducha — bo. jak mówi inny wiersz współczesny, 
który służyć mógłby za motto „Dziadom": 

Nie żyie ten, kto serca swoiego nie czuie, 
Kto szczerego kochania nie doznał ełodyczy 



Martwy na pustym świecie czcze miejsce zaymaie*). 

Oddziaływanie poezyi Ossyana jest w „dumie" Mostowskiej 
bardzo wyraźne: i w ujęciu pomysłu i w poszczególnych motywach 
i w ^mise en scenę"' względnie do prozaicznego toku powieści. Ar- 
tystycznym zamiarem autorki jest za pośrednictwem „dumy" wy- 
wołać nastrój. Do uszu bohatera powieści dochodzi ten śpiew przy 
wtórze „cytary" wśród arcy-romantycznych okoliczności: jest jasna, 
księżycowa noc, jest park, dyszący wszystkimi zapachami maja. 
„Głos żałobliwy tey dumy; i wdzięk niewypowiedziany, z którym 
śpiewaną była; głębokie i uroczyste milczenie, .które potym nastą- 
piły; te dwie białe postacie" — (wyszły z altany) — „które iako 
duchy powietrzne ukazały mu się i w milczeniu zniknęły; wszystko 
to duszę iego w niewypowiedziane uczucia wprowadziło". 

A pozatem są pewne rysy, które „dumę" Mostowskiej zbli- 
żają do ballad: epicki tok, przybrany w formę strofy lirycznej — 
i duch Alony, unoszący się w noc księżycową ponad Niemnem ze 
„smutnym jękiem" (motyw powszechny w zasadzie poezyi Ossyana 
z pewnem szczególnem jednak zabarwieniem). W 1804 roku poja- 
wia się u nas po raz pierwszy nazwa „ballady" ^), — w trzy lata 



1) Zob. „Dziennik Wileński" 1806 r. lU t. s. 223 wiersz p. t. , Skutki 
czułego i nieczułego serca". 

') Po raz pierwszy nazwa „ballady" zjawia się u nas jako i kreślenie po- 



O.SSYAN W POLSCte 115 

później spotykamy już utwór, który, operując motywami Ossyana 
i zachowując przyjętą w Polsce dla „celtyckiej" poezyi terminolo- 
gię, wprowadza jednak pewne rysy „balladowe". 

Jest to zjawisko naturalne i zgodne z ewolucyą ogólno euro- 
pejskiej poezyi romantycznej: i na Zachodzie od „dumy" Ossyana 
do ballady był tylko krok jeden. 

Ogłoszona w 1816 roku, głośna w swoim czasie powieść Ks. 
z Czartoryskich Wirtemberskiej p. t. „Malwina czyli domyślność 
serca" i) ma już w tytule imię bohaterki Ossyana, które i w poe- 
zyi polskiej wyrobiło sobie już w tym czasie prawo obywatelstwa. 
Poza imieniem dadzą się i w akcyi tej powieści wskazać ślady 
lektury poematów „celtyckich". Zwłaszcza widoczna predylekcya 
do rzucania pewnych szczególnie efektownych epizodów na tło 
księżycowej nocy wydaje się być wypływem rozczytywania się 
w poezyach Ossyana, którym przypisano zasługę rozpowszechnie- 
nia księżycowych pejzażów. Tak więc Malwina, żegnając się ostatni 
raz z Ludomirem, ma sposobność patrzeć na wschodzący księżyc 
i gwiazd miliony, czera, mimo smutnej chwili rozłąki, zachwyca 
się bardzo wymownie (tom I. s. 79). Jeszcze charakterystyczniej sza 
jest seena z rzekomem widmem w drugim tomie (Rozdz. XX). Mal- 
wina odwiedza w noc księżycową opuszczony zamek Wilanowski, 
nie bacząc na to, że wedle krążących wieści pokazuje się o tej po- 
rze widmo w zamku; istotnie, w pewnej chwili dostrzega bohaterka 
„w gęstwinie szpaleru blaskiem Xiężyca oświeconego" postać, którą 
bierze za widmo. 

To zbyt częste używanie księżycowego tła dla podniesienia 
wrażenia zakrawa na manierę. Tak pobojowisko pod Mohilewem 
oraz postać zemdlonego upływem krwi księcia Melsztyńskiego 
oświeca blady miesiąc (Tom II. rozdz. XXIII) i on również towa- 
rzyszy Malwinie, spieszącej na „łąkę Ludomira", ażeby wysłuchać 



wieści Floryana „Gonzalw z Kordaby", tłumaczonej przez Jana Nowickiego w Kra- 
kowie w 1804 roku. Zwrócił na to uwagę już Piotr Chmielowski w dzieło „Adam 
Mickiewicz" wyd. II. Warszawa 1898, I tom s. 124. Przeto myli się prof. Bra- 
chnalski, kiedy utrzymuje, że termin ten położono pierwszy raz pod przekładem 
„Nurka" Schillera w ^.Pamiętniku Warszawskim z 1815 roku (zob. Bruchnalski 
W. „Niemcewicz-Mickiewicz" Pamiętnik literacki 1904. s. 244). 

*) Warszawa 1816, II wyd. tamże 1818 i w tymże roku przekład francu- 
ski. Ze współczesnych recenzyi por.: „Pam. Warsz." 1816, IV, 232 „Dziennik 
Wil." 1816 III 127 „Malwina. List stryja do synowicy"; tamże (s. 299) wiersz na 
cześć Malwiny („Do Malwiny"). 



116 MARYAN SZYJKOWSKl 

tam opowiadania zakouuika, które stanowi „clou" fabuły (II. roz- 
dział XXV). 

Że źródła tej „księżycowej" maniery w „Malwinie" można 
z bliskiem prawdopodobieństwem dopatrywać się w Ossyanie — do- 
wodzi tego charakterystyka postaci tytułowej (I. s. 35). Czytamy 
w niej, że Malwina była obdarzona „żywą imaginacyą", która 
„wstecz ią zwracaiąc, stawiała iey na pamięci świetne Rycerskie 
czasy lub mgliste Bardów dumania". „Kibić iey giętka 
i hoża, długie, czarne warkocze — gdy w białą szatę odziana po 
Xiężyca promieniu, który wąskiemi dobywał się oknami, iak 
letki cień po owych salach (sc. gotyckiego zamku) przechadzała 
się, postać iey iak i imię przypominały te młododzienne (?) dzie- 
wice, które niegdyś po baiecznych pałacach Fingala snuły się 
i które Ossyan śpiewał". Sama więc autorka stwierdziła, że 
stylizacya w guście Ossyana nie może obyć się bez „księżyca pro- 
mieni" — które też należą do jej ulubionych środków dekora- 
cyjnych. 

Środek ten rozplenia się w ówczesnej belletrystyce nader buj- 
nie. Używa go bardzo obficie Ludwik Kro piń sk i, którego „Julia 
i Adolf", choć dopiero w 1824 roku wydana drukiem, już od 1810 
roku przyprawia w krążących rękopisach damy o czułe spazmy i). 
Pozatem jest w jego powieści i tło górskie i romantyczna scene- 
rya skał (I 47) i refleksya na temat ruin Krasnogrodu (Cz. II) — 
to wszystko ma oczywiście swoje analogie w pieśniach Ossyana, 
których ślady odbijają się zresztą i w poezyi Kropińskiego, lecz 
razem wzięte przedstawia materyał zbyt nikły, ażeby można było 
na nim dalej idące hipotezy budować. Toż samo powiedzieć można 
i o „Nierozsądnych ślubach" Bernatowicza 2), który naśladuje 
niewolniczo powieść Kropińskiego. 

Bez porównania uchwytniej przedstawia się „ossyanizm" w dwóch 
innych powieściach, wydanych jednocześnie w Warszawie w 1821 
roku. Romans Łucyi z Gedrojciów Rautenstrauchowej „Em- 



•) „Julia i Adolf czyli nadzwyczajna miłość dwojga kochanków nad brze- 
gami Dniestra" Warszawa 1824, 2 tomy; rok 1810, jako czas napisania powie- 
ści, podaje sam autor w przedmowie; tamże wspomina „Nową Heloizę" i „Mal- 
winę", którą nazywa łpismem sercaa. jak również żali sie, bardzo dyskretnie, na 
plagiatorsŁwo Bernatowicza. 

2) Warszawa 1820. 



OSSYAN W POLSOR 117 

melina i Arnolf" szafuje również obficie księżycowem oświetleniem 
a przytem zawiera sceny, w których czuó niewątpliwie pozę Os- 
syana. Do takich należy opi.^ rozstania się Emmeliny z Arnolfem. Jest 
wieczór; na niebie świeci blady księżyc, który „zdawał się nasz 
smutek dzielić". Enimelina klęczy u wrót kaplicy „oświecona księ- 
życem". „Cała jey postać lekką okryta gazą". „On" zemdlał ze 
wzruszenia — a kiedy przyszedł do przytomności, już niema Em- 
meliny; „ten sam Xiężyc — ale po cóż on świecił? czemuż się 
czarnemi nie okrył chmurami? czegóż ta natura tak cicha? (s. 95). 

Na drugi dzień Emmelina znowu podąża do kaplicy — tym 
razem o świcie; jemu zaś wydaje się ona wizyą o rysach duchów 
Ossyana: „tąż samą., okryta gazą, ale otoczona tą ranną mgłą ie- 
szcze nieopadłej rosy, zdawała się iakaś powietrzna, na obłoku 
uniesiona, z nieba spuszczaiąca się istność". 

Już nie tylko poszczególne motywy ornamentacyjne, ale cała 
konstrukcya i przeprowadzenie zasadniczego pomysłu w „Żalach 
Elwiry" Adama Kasperowskiego opiera się na wątkach, które 
wchodzą w skład poetyckiego szablonu „Pieśni Ossyana". Sarn au- 
tor w przedmowie do czytelnika nie broni dochodzenia pokrewieństw. 
„Tak liczne i rozmaite m^^śli w tem dziele razem zebrane" — pi- 
sze — „mogły zbliżeć(!) podobieństwo do myśli innych pisarzy w za- 
granicznych językach ; czego nawet nie wystrzegałem się" ; przy- 
czem cytuje aforyzm „Anglika Alterbury": „Kto nigdy nie naśla- 
duie. naśladowanyin nie będzie". 

Krytyka naukowa nie potrafiła wykazać w powieści Kaspe- 
rowskiego uchwytnego wpływu „Nowej Heloiry", oddziaływanie 
„Wertera" sprowadziła do skromnej roli kilku drugorzędnych po- 
mysłów a stosunkowo największy udział przypisała powieściom Ri- 
chardsona, choć w rezultacie i ta ostatnia zależność nie przybiera 
szerszych rozmiarów; niepotrzebnie tylko pozostawiono kwestyą 
otwartą pochodzenie zasadniczego pomysłu „Żalów Elwiry", odsy- 
łając, w formie domysłu, aż do „jakiegoś zapomnianego dziś utworu, 
może włoskiego (?)"^). Kto poznał siłę i rozległość „ossyanicznej" 
fali w literaturze polskiej tego czasu, ten zapewne nie zechce wy- 
bierać się do Włoch na poszukiwanie genezy romansu Kasperow- 
skiego — lecz przyzna chętnie, że zarówno główny motyw, jak 



*i Wojciechowski, op. c. s. 7.Ó. 



118 MARYAN S7iVJKO\V8Kt 

i jego rozwinięcie urodziła panująca atmosfera „ossyanizmu" — • 
w Polsce. 

To, co do „Żalów Elwiry" dopłynęło z innych źródeł, da się 
w niedłuorim szeregu wyliczyć: osoba matki, książę (i to, co się 
z temi osobami łączy), epizodyczna figura „dobrej niewiasty" oraz 
refleksye społeczne. Wszystko inne ma wybitne analogie 
z powieściami celtyckiego barda, nawet ujęcie w formę 
osobistych rozważań: wszakże niczem innem, jak jednym wielkim 
pamiętnikiem są „Żale Os?:yana". Ta forma nadała im ciepły ko- 
loryt bezpośredniego przeżycia, urodziła tę całą kaskadę westchnień 
i ięków. żalów i rozpaczy za tem, co bezpowrotnie pochłonęła okru- 
tna przeszłość. 

Taki sam koloryt mają i „Żale Elwiry". Umarł Albin, a ją 
„mocnym żalem dotkniętą'' ogarnia „melancholia". Na grobie jego 
„zaprzysięga dozgonną wierność. Odwiedzaiąc mieysca odludne 
i grobowiec Albina, mocą wybuiałej imaginacyi widzi zawsze cień 
iego przed sobą"; z tym cieniem długie, bolesne prowadzi rozmowy, 
dopóki śmierć miłosierna nie połączy ją z ukochanym. 

Ileż podobnych postaci urodziła melancholijna muza Ossyana! 
Zupełnie tak samo postępuje córka Torcultorna w „Cath-Lodzie". 
I chociaż jedna płao?rp kochanka, druga zaś zabitego o.ica — boleść 
ich jednakowy znajduje wyraz. Krąży zatem bohaterka Ossvana 
w księżycowe noee wśród skalistych urwisk „like Lochlin's white- 
bowmed maids": jej włos rozwiany, kroki niepewne, śpiew, prze- 
rywany wiatrem — „for grief is dwelling in her soul". Podnosi 
w górę białe ramiona i rozmawia z wizyą ducha w księżycowej 
poświacie („thou sometimes hidest the moon with thy shield"). 

A owe liczne kuchanki Ossyana. których rozpacz łagodzi zja- 
wiający się cień ukochanego, często z zapowiedzią, że niebawem po- 
łączy ich znowu dłoń śmierci. Ich patos, pełen głośnych pytań 
i wykrzyków. bvł czemś zgoła nowem w poezyi świata: wrażenie 
wywarł niesłychane, na wyrobienie nowej mowy w erotyce roman- 
tyzmu oddziałał — wraz z innemi zjawiskami natury pokrewnej 
— potężnie. 

Wystarczy rzucić okiem na powieść Kasperowskiego. a od- 
razu uderzy jej styl, tak odrębny a tak dykcyę bohaterek Ossyana 
przypominający. Spojrzawszy na ten rój wykrzyków i pytań reto- 
rycznych, powtarzań i przerywań — można utrzymywać śmiało, 
że głównym mistrzem, u którego polski powieściopisarz nauczył się 



08SYAN W POŁSOK 119 

tej mowy — był „bard celtycki". Zwłaszcza, że owej dykcyi Ka- 
sperowskiego towarzyszy typowo „ossyaniczna" oprawa dekoracyjna 
i wątki pomysłów, stanowiących własność „pieśni celtyckicłi". Oko- 
lica górzysta, ponure noce, blady księżvc. który od czasu do czasu 
przeziera poprzez chmury, głos puszczyka, na pierwszym planie sa- 
motna wieża i mogiła Albina — to ulubione tło, na którem i Os- 
svan swoje „żale" wywodzi. A trzeba tutaj podkreślić, że „żale 
Elwiry" nie mają wyłącznie erotycznego podkładu; często mają one 
podkład odmienny i wtedy właśnie najsilniej przypominają Os- 
syana. „Żyć między umarłemi" - — powiada Elwira — „szukać ich 
cieniów, do nich przemawiać stało się moim żywiołem": te słowa 
mogłyby bez żadnej zmiany służyć za motto wspomnieniom syna 
Fingala. „Luba melancholio" — czytamy gdzieindziej — „Jakże 
wierną iesteś w twoiey dla mnie usłudze. Ty w głębi mey duszy 
założyłaś mieszkanie. Z mieysca na mieysce przenoszę moy smu- 
tek". Ten smutek staje się racyą bytu Elwiry, jest dla niej tem. 
co tak charakterystycznie określił Ossyan: „the joy of grief". 

A oto inny, podstawowy rys meloncholii Ossyana: czas, który 
wszystko obala w gruzy. „O czasie!" — woła Elwira — „w gru- 
zach przeszłości każesz deptać niedoyrzałą szczęścia notęgę: twoią 
potęgą niszczysz berła, buławy, kmiotków narzędzia i wszystko 
w proch zarówno obracasz". Wprost jakby kopią z Ossyana jest 
inny ustęp, na tym samym motywie zbudowany. Elwira znalazła 
się wśród ruin zamczyska; usiada na głazie i takie snuje refleksye: 
„Alboź te smutne zwaliska dzisiaj mchem porosłe nie były kiedyś 
oznaką wielkości wspaniałegro pana? Ich wyniosłe wieże, pychą za- 
mieszkałe, roztrącały wtenczas chmury swoim wierzchołkiem . , . 
zdawały się czas swoią trwałością pokonywać... Pomarli mieszkance. 
Pomarło wiele pokoleń — wieki minęły — i waszey ( — zwrot do 
ruin zamku — ) nakoniec wielkości runęły szczytne kamienie... 
Jakże próżne w człowieku żądze do chwały". Toż samo mówił 
Fingal na ruinach Balcluthy i tyle razy powtarzał svn jego. ile- 
kroć znalazł się wśród gruzów, świadków minionej mocy. 

Aż po sam koniec swojej smutnej po komnatach melancholii 
wędrówki — pozostaje Elwira wierna bardowi Morwenu. Kiedy 
wzywa samotności, żąda od niej. ażeby pokazała jej obraz kochanka 
„w obłokach", kiedy zbliża się dzień wyzwolenia przez śmierć — 
czuje „tę słodką radość", która w podobnej chwili przepełnia du- 
szę Ossyana w „Berrathonie", 



120 MARYAN SZYJKOWSKI 

Powieść Kasperowskiego jest w okresie rodzącego się w Pol- 
sce romantyzmu zjawiskiem bardzo interesującem. W szeregu po- 
wieści: Lipińskiego, Mostowskiej, księżny Czartoryskiej, Kropiń- 
skiego, Bernatowicza i Rautenstrauchowej — najpełniej duch poe- 
zyi Ossyana przepoił „Żale Elwiry". Tara mieliśmy dekoracye, po- 
szczególne motywy, czasem pewne ślady, czasem — być może — 
pozory: wszakże tam, gdzie działali z natury rzeczy głównie Ri- 
chardson, Rousseau. Goethe, Walter Scott wreszcie — nie mogło 
wiele miejsca pozostać dla celtyckiego barda. Ze i on ma swój 
udział, często niewątpliwie uchwytny, dowodzi to, że „pieśń" Os- 
syana zbyt wielkie wywierała wrażenie na twórczość ówczesną, 
iżby to nie odbiło się na polu sentymentalno-obyczajowej po- 
wieści. 

Pod koniec zaś omawianego okresu pojawia się i w tej dzie- 
dzinie utwór, o pomyśle, kolorycie, dekoracyach i formie, wyka- 
zujących bliskie pokrewieństvvo z poezyą Ossyana, która, jedno- 
cześnie, te wszystkie elementy wprowadza i na szeroką skalę roz- 
powszechnia — w ówczesnej poezyi polskiej ^). 



VI. KSIĘGA. 

Ossyan w poezyi. 

I. 
Melancholia kochanka i patos słowiańskiego barda. 

Nie wszystkim dzisiaj wiadomo, fże pierwszy, gromki 
i stanowczy głos, proklamujący prawa serca, pode- 
ptane filozofią „wieku oświecenia" i to na tle 
apoteozy „Nowej Heloizy" Roussa — rozlega się 



^) W 1822 r. wychodzi w Warszawie romans p. t. „Przyjaźń i miłość, po- 
wieść z czasów woyny austryjackioj", podpisany literami E. Ł. Tii mogą być 
tylko „pozory" ossyauizmn i to bardzo nieliczne: akcya toczy się „w górzystych 
okolicach Oycowa", .liidwiga spogląda ze skały ponad nrwiskiem na pasmo Tatr, 
gdzieindziej zaś śpiewa damę — bliżej nie określoną — którą napisał Kazi- 
mierz „kiedy kochaiąc potaiemnio Jadwigę użalał sie na swoią miłość'; — to 
wszystko. 



OSSYAN W POI.8CR 121 

W Wilnie już w 1804 roku. Oto gronu młodych podówczas lu- 
dzi, takich jak Kazimierz Kontrym, Leon Borowski, Józef Twar- 
dowski, Ludwik Pinabel i Jan Rychter — z których niejeden 
znajdzie się później wśród najbliżazegu utoczenia Adama Mickie- 
wicza — zakłada w 1804 roku pod redakcyą Izbickiego „Tygo- 
dnik wileński", który, okazawszy się w 22 numerach, zaprzestał 
wychodzić — i dziś należy do bibliograficznych rzadkości ^). Tam 
to, w numerze 14 i 15. pod niepozornym tytułem „Uwagi nad Ro- 
mansami" wydrukowano wiersz, który w zasadniczem założeniu: 
przeciwstawienie serca rozumowi — jest w prostej linii poprzedni- 
kiem Mickiewiczowskiej „Romantyczności". Niepodpisany autor 
tego niesłychanie ciekawego a zupełnie zapomnianego wiersza, któ- 
rym bvł zapewne jeden z grona powyżej wymienionych współpra- 
cowników pisma, wychodzi z zamiaru zwalczania opinii, jakoby po- 
wieść współczesna podburzała szkodliwe „pasye" — jednakże za- 
łożenie to traktuje autor zasadniczo, nie chroniąc się typowych dla 
późniejszych romantyków uogólnień. Czyż nie przypomni nam się 
„mędrzec ze szkiełkiem w oku", kiedy czytamy takie wiersze: 

Gdy zimna Filozofia na tronie usiadła, 
Wszystkie zaraz skrytości przenikła i zgadła; 
Ona aczucia nasze zmierzyć była zdolną, 
Ezekla: „poty masz kochać, a daley nie wolno", 
W miłości nie wiedziała, iak dwóch płci złączenie, 
Którem swóy byt uwiecznia rozumne stworzenie^. 

Kocham ciebie, Kloryno — woła jakby na przekór poeta: 

„ — — — i cała filozofów siła 
Tegoby czucia w sercu moiem nie zniszczyła", 
„tją, iak wy zatwardziali, i iak wy nieczuli. 



Człowiek czuły iest śmieszne dla nich widowisko, 
W ich sercach żadnych niema ludzkości zarysów'. 

A przeto — precz z filozofią! 

„Moia dusza na zawsze iey praw się wyrzeka: 

Nie chcę dzikich prawideł wyssanych w iey szkole, 

Gardzę taka mądrością, niewiadomość wolę, 

Słucham serca, co czułem utworzyły nieba. 



•) Jakkolwiek Bibl. .Jagiellońska posiada jeden egzemplarz tego rzadkiego 
druku isigii. czasop, 286) — to jednak nie miał go w ręku Estreicher: zob. Bi- 
biiogr. IV 's. bid. 



122 MARYAN SZYJKOWSKI 

Wy prawicie morały — mnie szczęścia potrzeba. 
AYszakźe, gdy świat północne pochłonęły hordy 

Ludzkość do serc przemawia językiem kochania 

Chcę mówić o rycerstwie, ślachetny zakonie! 
Rycerz wierny dla swego Boga i kochanki, 
Niósł obronę niewinnym, a karę bezbożnym, 
Czuła miłość nio była urojeniem próżnem". 

Oto na wiele lat przed rozprawą Brodzińskiego, śmielej i pew- 
niej od niej, dopomina się serce o swoje prawa. Nie wywodzi rze- 
czy uczenie, nie zapuszcza się w dociekania liistoryczno-porównaw- 
cze — ale mówi o sobie, o swojem prawie do miłości — powo- 
łuje się, jak charaktc^rystycznie! -- na średniowieczną, rycerską -słu- 
żbę Bogu i kobiecie" i nie mniej znamiennie kończy rzecz zwro- 
tem do drugiego ze źródeł romantycznego prądu — do „filozofa 
Genewskiego" : 

„Do ciebie się odwołam ludzkości zaszczycie 



Filozofie Genewski, dobroczyńco świata! 

Jeśli ludzkość wdzięcznością dla ciebie przeięta, 

Dziękuieć za przesadów pokruszone pęta ; 

Jeżeli twa prawd pełna towarzystw umowa 

Oświeciła narody: Heloiza nowa 

Milszą drogą człowieka do szczęścia powiodła, 

Ileż dobra spłynęło z tak pięknego źródła? 

Jak wysoką moralność, iaką czułość wszędy 

Uczą mnie twoich osób i cnoty i błędyl 

Zachwyca mnie wspaniałość w rozsądnym Weimarze, 

Dobroczynność w Bomstonie, stała przyiaźń w Klarze, 

Ta tkliwość i moc duszy, co Julii ą znaczy. 

Obrazy St. Preuz szczęścia, żalu i rozpaczy. 

Jego oflary, iego kochanki łagodność. 

Jakież pióro miłości nadało tę godność? 

Kto bez wzruszenia widzi to cudów zebranie, 

Kto po ich przeczytaniu lepszym się nie stanie 

Czemże są względem niego oziębłe morały? 

Czytaniem Heloizy wzniesione iey (sc. kochanki) czucie 
Niech mi da błąd mój poznać w dotkliwym wyrzucie. 
Do wielkich ofiar moio serce przysposobi 
I robiąc mnie szczęśliwym, niochay caułym zrobi". 



OSSYAN W POLSCR 123 

Mamy przed sob.'^ pierwszą poetycką proklamacyę romanty- 
zmu w Polsce. Z mniejszym rozmachem, aniżeli Mickiewicza „Ro- 
mantycznośó" skreślona — ogarnia jednak daleko więcej progra- 
mowych punktów nowego kierunku. A mianowicie: 1° odcina się 
wyraźnie od eksperymentalnych tendencyi umyslowości „wieku 
oświecenia". 2° przemawia w imieniu własnego „ja", 3" rozstrzy- 
gającym trybunałem w miejsce „dzikich prawideł" czyni „serce", 
4° stawia dwa wzory: rycerstwo średniowieczne i „Nową Heloizę". 

Trzeciego wzoru, pieśni celtyckiego „poety serca", uznanych 
później w teor^M za źródło poezyi romantycznej — ta proklama- 
cya z 1804 roku nie wymienia: wszakże w założeniu, wśród „uwag 
nad romansami", trudno było pomieścić rapsody Ossyana, choć 
w praktyce, jak widzieliśmy, motywami z nich nie gardziła pol- 
ska belletry styka. 

Tern więcej zaś, rzecz oczywista, zasila się nimi poezya. Po 
„dumach" Niemcewicza i lirykach Kniaźnina — wybitnie Ossya- 
niczny pomysł spotykamy po raz pierwszy w 1805 r. W „Ułomku 
z Poematu o Imaginacyi: Amelia i Wolnis" pióra Tadeusza M a- 
tuszewicza^) czytamy u wstępu o nieszczęsnej dziewicy, której 
kochanek zginął podczas morskiej wyprawy. Ona jednak na pół 
przytomna co dzień spieszy na brzeg morski: 

„Czeka go nieustannie... i morze winuie. 

Ze drocri iey tęsknocie powrót zatrzjmnie; 

Na ścieszkę. co iey własnym śladem iest utarta, 

Co dzień sie ta nadzieia wiedzie nieprzeparta, 

Stawa... i zaraz oko rznca na wsze strony 

Po niezmierzonych wodach wzrok nienasycony, 

Pyt.n wałów, azali z odlegley krainy 

Nie wraca wiatrów pędem cel trosków iedyny? 

Nic nie widać!... 

Jest rzeczą oczywistą, że obraz ten został przeniesiony do pol- 
skiego utworu z Ossyana „Min wany" — znanej bodaj z wersyi Kra- 
sickiego i Tyminieckiego — z wiernem nawet zachowaniem planu 
sytuacyjnego (wybrzeże morza). Ponadto u bohaterki Matuszewicza: 

,...w swem szaleństwie ów zapał miłosny 
Widzi po zgonie, słyszy i rozmowy miewa". 



*) Wydrukował „Dziennik Wileński" 1805, II. s. 85. 



124 MARYAN SZYJKOWSKI 

W czem podobna jest do całego szeregu tragicznie „owdowiałych" 
kochanek Ossyana i przyrodniej ich siostry — Elwiry Kaspe- 
r o w s k i e g o. 

Może być stosunek odwrotny: „on" rozpacza nad „jej" sko- 
nem. W ten sposób odwrócił kwestyę autor „Julii i Adolfa" w ob- 
szernym swoim wierszu p. t. -Emrod". 

Podobnie, jak hipersent\ mentalny romans Kr opiński ego, 
cieszył się i „Emrod" w swoim czasie uznaniem i poczytnością. 
Po raz pierwszy wydrukował tę elegię „Pamiętnik Warsz'" w 1810 
roku — po raz wtóry osobno w Krzemieńcu w 1815 roku, po raz 
trzeci w „Dzienniku Wileńskim"^ w 1817 roku ^j. Tam to czytamy 
w nocie o tym utworze: „Jak w ogólności inne gustowne poezye 
tego autora, tak i ninieyszy opis, pięknością poetyckiego wysłowie- 
nia obrazów natury uymuiący, znany iest iuż z rozmnożonych rę- 
kopismów, już z ogłoszenia jego w Pam. Warsz.; lecz gdy w ko- 
l)ijach przepisywanych niemało znaj^dzie się omyłek, wydrukowa- 
nie w Pamiętniku znacznie różni się od poprawionego osobno wy- 
dania w Krzemieńcu r. 1815, które w niewielkiej zapewne liczbie 
exemplarzy ogłoszone, mało komu iest wiadome; osądziliśmy... za 
rzecz dogodną... powtórzyć w naszym dzienniku... opis, który do 
wyborniej sz}' eh swego rodzaiu wzorów w poezyi naszey służyć 
może". 

Trzy wydania „Emroda" w ciągu lat siedmiu, pochlebna 
o tym utworze opinia, wskazuje, że było w nim coś, co dla współ- 
czesnych miało powab „wybornego w swoim rodzaju wzoru w poe- 
zyi". Wrażenie to polegało na skojarzeniu obrazów przyrody zpoe- 
zyą „serca". Oto wiosna w powietrzu: słońce budzi z uśpienia 
przyrodę, skowronek śpiewa hymn powitalny, liściem stroją się 
gaje, kwiatem pokrywa ruń świeża. Ale Emrod „któremu Telimeny 
strata Czarną spuszcza zasłonę na rozkosze świata" — nie czuje ra- 
dości; „z łez pełnera okiem — Wolnym ku jej mogile postępował 
krokiem". Za gór wierzchołki zapada słońce: 

„Jaż wieczór, zaświecaiąc gwiazdy niezliczone 
])o bram zachodu wioiką dociągał zasłonę: 
Już dzień znika, noc idzie, piią rosę kwiaty, 
W ciszy spoczywa ziemia, w ciszy ida światy; 



1) „Pam. Warsz." 1810 s. 396, .Dziennik Wil." 1817. I. s: 55t; wydania 
z 1815 roku nie zna Estreicher. Po raz czwarty wydano „Emroda* w .Pismach" 
Kropińskiego, Lwów 18i4 i. 74 8q. 



«»83YAN' W p(»l,8(!IC 125 

Wstaie Xiężyc z za góry; dmuch wietrzyka mały 
Obiegł wiotkie gałązki, aby go witały. 
Idzie światło nieśmiałe, a z postacią zbladła 
Zdaie się patrzeć trwożnie, czy słońce zapadło •). 

Na tle nocy, pełnej księżycowego czaru, tem większy ból ro- 
dzi się w duszy Emroda: 

„Szuka awey Telimeny i mocą zapędu 

Zwodniczych wyobrażeń nie dostrzega błędu. 

Raz ią widzi w powietrzu i czystych wód ciszy 

W tchnieniu wietrzyków czuie, w szmerze liatków słyszy, 

To łzami obciążone wznosząc w górę oczy 

Wśród przestrzeni ią wznosi, z światami ją toczy. 

To czystą, iak to światło, co iey grób oświeca 

Po nieśmiałym ią spuszcza promieniu Xiężyca. 

Tymczasem „zapada Xiężyc krwawy"; następuje przełomowa 
walka dnia z nocą, piękny obraz brzasku i wschodu słońca. 

„Wychodzi pyszne słońce, milionów pienia 
Ogłosiły wstęp iego na górne sklepienia; 
Leiąc strumienie światła od osi do osi 
Co raz świetniey i wyżey kręg ognisty wznosi, 
A potęgą i blaskiem swego maiestatn 
Tysiące sypie darów rozległemu światu. 

Na ten wspaniały widok woła Em rod: 

Ach dla czegóż niezmienna odwiecznemi laty 
Natura w koło człeka rozsypuie światy! 
Nieprzystępne granice i oczom i myśli 
Obraz nieskończoności śmiertelnemu kryśli? 
Na te wszystkie powaby, ozdoby i dziwy 
Z tkliwym smiitkiem pogląda człowiek nieszczęśliwy, 
Który czuie, by cierpiał, myśli, by przenikał, 
Walczy, aby upadał, a żyie, by znikał". 

Nie należy lekceważyć utworu Kropińskiego; w rozwoju pol- 
skiej poezyi romantycznej stanowi on niewątpliwy krok naprzód. 
Tony, jakie w nim słychać, są nowe i nowość ta zapewne podbi- 
jała współcześnie „czułe" serca. Nowość ta polega na paralelnem 
przeprowadzeniu dwóch linii niemal stycznych : obrazu nocy księ- 
życowej od zachodu aż do wschodu słońca i „żalu" Emroda nad 



*) Trzymam się I wyd. „Emroda" z 1810 r.; wszystkie następne edycye 
mają liczne i znaczne waryanty, zmieniające tekst pierwotny niezawsze szczę- 
śliwie. 



126 MAKYAN SZYJKOWSKI 

Stratą Telimeny^, który pod koniec wylewa się w formę ogólnycłi 
refleksyi na temat znikomości człowieka. 

Jeśli idzie o wzory, na który cli Kropiński oparł swojego „Em- 
roćla" — to niewątpliwie na pierwszem miejscu należy postawić pie- 
śni Ossyana: zasadnicze założenie wiersza, poszczególne motywy 
(cień kochanki w świetle księżyca) beznadziejna „filozofia" Emroda 
na tle majestatycznej zjawy wschodzącego słońca — a przede- 
wszystkiem sztafaż: okolica górzysta, obrazy zachodu, „białej" nocy, 
brzasku i wschodu słońca, mogiła kochanki, na niej w smutnych 
myślach pogrążony kochanek — to wszystko ma wybitnie Ossya- 
niczny charakter; po dowody, nie chcąc się powtarzać, odsyłamy 
do pierwszej części niniejszej pracj^ 

Szkoda, że te nowe w poezyi naszej elementy nie otrzymały 
właściwej sobie formy. Jakkolwiek bowiem w „Dzienniku wileń- 
skim" określono „Emroda" jako „wiersz opisowy" — nie jest to 
określenie słuszne. Jest bowiem „Emrod" takąż samą kombinacyą 
pierwiastków epicko lirycznych, jak utwory Macphersona, a przeto 
jednolita forma parzystego wiersza lo-to zgłoskowego nie odpo- 
wiada w całej osnowie naturze tego rodzaju opisowej elegii. 

Tutaj jeszcze należy dodać, że Kropiński wprowadza pierw- 
szy do poezyi polskiej imię Malwiny, która od 1805 roku 2) 
obejmuje spadek po Petrarkowskiej Laurze i w całym szeregu ero- 
tyków — nie mających zresztą nic poza imieniem wspólnego zpoe- 
zyą Ossyana — staje się synonimem, podobnie jak na Zachodzie, 
osoby ukochanej. 

Wysoki kult Ossyanicznej lutni, widoczny na tylu polach 
pracy literackiej w Polsce ówczesnej, znajduje pełny swój wyraz 
w częściowo ogłoszonych urywkach poematu nieznanego autora pt. 
„Wenda. Pieśni Sławiańskiego Barda, wyiątki z pieśni pierwszej". 

W utworze tym, który pojawił się na łamach „Pamiętnika 
Warsz." w 1815 roku ^), nie mamy już do czynienia tylko z ana- 
logią wątków i motywów — ale spotykamy wprost wyznaną w ty- 
tule i przedmowie chęć stworzenia polskiej ossyanidy, pra- 



1) Zob. „Dziennik Wil." 1805, I s. 106 „Miłość malaiąca obraz Malwiny 
Ludwika Kropińskiego". 

-) Tom II, H. 178 sq.; autor podpisał aię inicyalami: A. C. 



OSSYAN W 1>()I,8(;K 127 

ktyczną próbę stworzenia „sławiańskiego" rapsodu na wzór Os- 
syana a w myśl tendcncyi teoretycznych Herdera i Brodzińskiego. 

Z prozaicznego wstępu, który jjoprzedza poemat, dowiadujemy 
się, że autor po stracie ojczyzny wolne chwile poświęcał poezyi. 
Wtedy — pisze — „unosił mnie twórczy Homer, zachwycał nie- 
porównany Wirgili, lecz więcej nad innych upaiał wdzię- 
kiem rozrze w niaiących pieśni Ossyan. Ta słodka me- 
lancholia poezyi północney tak stosowna do losu i położenia na- 
szego, zapalaiąc rozgrzaną imaginacyę, ośmieliła puścić się 
torem przez geniusza ubitym, wziąłem sobie za wzór 
Ossyana, a przenosząc się w czasy historyi naszey baieczney 
pieniem 8ławiańskiego barda nuciłem czarodziejskie wdzięki Wendy, 
które nasi kronikarze przez podania swoie tak nadzwyczaynemi 
nam wystawiaią. Historyia w powieściach tyle do bayki podob- 
nych, wolne pole fikcyi zostawiała; naśladowałem Ossyana, 
lecz nie sądzimy, ażeby ślepo iść za nim(należało). zdawało mi się, że bard 
Sławiański gust oryginalny mieć powinien, a ieżeli przez położenie 
kraiu ten bardziey do ducha Poezyi północney zl>liżać się musiał, 
przez wygnańców Rzymu zadziwiaiące twory wieszczów południa 
znane mu być mogły... Kiedy uśpione szczękiem oręża muzy Pol- 
skie ocucić wydawaniem pisma peryodycznego potrzeba... mam ho- 
nor przesłać niektóre wyjątki z I pieśni Wendy... Jeżeli który 
z czytelników dostrzegłszy w niey iakiey zalety zachęci się iść 
tym samym zawodem, lub śledząc wady trafniey w ięzyku naro- 
dowym wieszcza Morwenu naśladować z ech c e, ia zawsze 
za szczęśliwego się poczytam, kiedy iakimkolwiekbądź sposobem do 
zbogacenia literatury kraiowey przyłożyć się potrafię". 

Powstaje zatem na tło polskie przeniesiona ossyanido, której 
genezę, myśl przewodnią i cele finalne sam autor w niezwykłej 
konfessyi wszechstronnie przedstawia. Pobudka napisania ma 
charakter patryotyczny; wzorem: — pieśni Ossyana, jako najle- 
piej odpowiadające naszej politycznej poz^^cyi; m^^śl przewo- 
dnia; — zatarcie teoretycznego przeciwieństwa pani de Stael „lu- 
tni północnej" a „południowej"; niech „bard Sławieński", niedolą 
narodową równy celtyckiemu, pamięta jednak, że jest dzieckiem 
kultury łacińskiej; wreszcie celem finalnym: — zachęcenie in- 
nych, ażeby wstępowali w ślady „wieszcza Morwenu". 

Szkoda, że mimo zapowiedzi nie wyszły trzy dalsze pieśni 
„Wendy* — a i z pierwszej podano tylko urywki, wypełniając 



128 MARYAK HZYJKOWSKI 

luki streszczeniem w prozie; nie możemy bowiem wyrobić sobie 
pełnego obrazu, w jaki sposób autor podany plan u wstępu usiło- 
łował przeprowadzić. W każdym razie i to, co drukiem ogłos/.ono, 
jest ogromnie interesującą kombinacyą obu naczelnych założeń my- 
śli przewodniej; ossyanizmu, ze „Sławiańskim, oryginalnym gustem", 
opartym na tworach „rzymskich wieszczów". Bodaj czy kiedykol- 
wiek znalazła się poezya Ossyana w podobnej spółce! Wydzielmyż 
oba te elementy z I-ej pieśni poematu o „Wendzie" i oddajmy, co 
się Ossyanowi a co pseudoklasycznej manierze przynależy: A. „Pie- 
śni Ossyana": wstęp wypełnia wezwanie bardów, ażeby opiewali 
skon Wendy, córy Kraka. Posłuszny temu wezwaniu bard zaczyna 
opowieść. „Ossyaniczne" wątki w tej opowieści: Wenda, obudziwszy 
się „uderza w puklerz oszczepem", dając hasło do łowów (Fingal). 
Na znak ten „mocarze z różnych ziemi krańców... w zamku się gro- 
madzą". Na łowach ocala Wendę z niebezpieczeństwa pies, poda- 
rowany jej przez „Grzmitora, Xięcia Litwy". Następuje południo- 
wy spoczynek. Znużeni rycerze zbierają się „na mchem zrosłey 
skale", opodal pieniącego się potoku — a zanim zasiędą do uczty, 
wzywa Wenda bardów: 

„Wy zaś przyiemne Bardy, tkliwym waszym tonem 

Wzraszaycie zmarłych duchy, płacząc nad ich zgonem. 

Pieśni wasze są milsze, niźli wód mruczenie, 

Milsze, niźli czułego słowika kwilenie. 

A iak wietrzyk wiosenny, gdy wesoły wieie, 

Wonne kwiaty kołysze, wątłym liściem dmieie, 

Tak sie niesyta sławy, bohatyrów dusza 

Opisem dzieł chwalebnych unosi i wzrusza. 

Ty Boiosławie wspomniy naszych przodków czyny, 

Co się zaszczytem stali Sarraackiey krainy". 

Po tem wezwaniu, którego Wenda nauczyła się na pamięć od 
Ossyana — rycerze niecą ognisko, zdzierają skórę z ubitych zwie- 
rząt i gotują ucztę; a tymczasem „bard z cytrą ukryty pod cieni- 
ste drzewa — O odległey przeszłości temi słowy śpiewa". 

Opowieści Bojosława o zamorskich wyprawach „Wizimierza, 
Xięcia Polskiego" słucha nie kto inny, jak dobry znajomy króla 
Fingala, „morwiński Konnal", który, choć musiałby podówczas li- 
czyć conaj mniej lat 500^), mimo tak podeszłego wieku nie żałował 

*) Chyba że i historya Wandy ,,co nie chciała Niemca" roigrywa się w III 
wieku. 



OS8YAN W P0L8CR 129 

trudów i ze Szkocyi do Polski powędrował. Do niego to zwraca 
się Wenda z prośbą, „ażeby lako ziomek Osayana w rzędzie stanął 
bardów". Zaezem posłuszny Konnal „nuci" rozwlekłą — ale dla akcyi 
poematu ważną — pieśń o Alwinie, Arpinie, Gromwrogu (kocha- 
jącym się w Wendzie księciu Litwy j i zawistnym Kotarze (silnym 
„iak puklerz Fingala"). Ta pieśń Konnala, to prawdziwe „revue" 
motywów z pieśni Ossyana a mianowicie: — ^The Songs of Selma" 
(opis nocy i pomysł tragicznej pomyłki), epizod o Mornie, Fergusie 
i Duchomarze z I. księgi Fingala (Rotar w zbroi Arpina, wzięty przez 
Alwinę za kochanka), „Conlath and Cuthona" i „Oithona" (porwanie 
Alwiny), epizod o Comalu i Galwinie z II. księgi „Fingala" i „Śmierć 
Oskara" (motyw strzały, która zamiast wroga, zabija kochanka) — 
i bardzo wreszcie pospolity u Ossyana obraz końcowy: 

,, Płaczące wierzby i brzozy 

Baynych topól smutne cienie 

I ukryto między łozy 

Mchom zrosłych grobów kamienie, 

Wy połączaiie nieszczęsnych swłoki, 

Duch ich cieszycie zbiegłych w obłoki". 

Nie wiem zaprawdę, czy przejęcie się lekturą Ossyana wy- 
dało wśród jakiegokolwiek innego narodu twór. który mógłby się 
mierzyć z tym epizodem poematu „sławiańskiego barda". 

Jeszcze bardziej jednak pouczający, choć nieraz niepozba- 
wiony mimowolnego humoru, jest sposób, w jaki po tej „ossyani- 
dzie" polskiej tułają się szczątki pseudoklasycznej sztuki, 

B. Element pseudoklasyczny poematu o „Wendzie" 
polega na „machinie cudownej", która na rozwój znanej legendy 
o Wandzie i Rytygierze ma wpływ wybitny. Ta „machina cudo- 
wna" opiera się na uznanych w epice XVIII, wieku trybach: za- 
tem postaci allegoryczne, posiłkowane przez bogów olimpijskich, 
przebranych tutaj w kostiumy „mitologii słowiańskiej", co ma wła- 
śnie stanowić o „słowiańskości" poematu, a jest tylko niezręcznie 
zarzuconem z wierzchu przebraniem. Dla przykładu przytoczmy 
obraz wrażenia, jakie wśród sił piekielnych wywołuje odtrącenie 
zalotów Rytygiera przez Wandę: 

Lecz kędy promieniste i wrzące potoki 
Dziewięćkroć siarczystemi toczą się zatoki, 
Kędy wieczysty ogień dnia nigdy nie bywa, 
Wrzask bluźnieratw, ięk cierpiących milczenie przerywa, 
Rozprawy Wydziafu filolog. T. LII. 9 



130 MARYAN SZYJKOWSKI 

Kędy okropne Płaczą i Trosków mieszkania, 

Straszliwe Męki, smntne Skargi i wzdychania, 

Tam usiadłszy nad Styxu czarnemi brzegami 

Jędza Zawiści trzykroć zgrzytnęła zębami, 

Wstrząsa na łbie kudłatym padalce i żmiie, 

Kłem własne piersi gryzie, warczy, ięczy, wyie, 

Aż się Nicey *) porusza na żelaznym tronie, 

Bierze mitrę z ołowiu na obrosłe skronie. 

Na znak ten pies troy-głowy i smok skrzydło-skory 

Gromadzą wężowłose widma i potwory, 

Z niemi lecą sto-paszcze rogate straszydła, 

Zgryzot, Występków, Zbrodni, Mąk tłuszcza obrzydła, 

1 Hela*), która w ręku krzywą kosę nosi 

A nią życia ludzkiego słaby wątek kosi. 

Cały ten obraz jest wielce typowy, jako kombinacya pseudo- 
klasycznej maniery z tendencyą stworzenia słowiańskiej mitologii. 
Ossyana tu ani śladu. I dobrze się jeszcze dzieje, kiedy oba ele- 
menty odwracają się do siebie plecami, unikają zetknięcia, biegną 
luzem; gdy bowiem się zdarzy, że zetkną się czasem — powstaje 
istne „mixtum compositum" różnorodnych zjawisk, które zagraża 
powadze „sławiańskiego barda". 

Nad zapomnianym poematem (w urywku) o „Wendzie" za- 
trzymałem się nieco dłużej; jest to bowiem dla celu naszych uwag 
zjawisko wielce pouczające ze względu na swój charakter prze- 
łomowy. 

Jako próba pogodzenia kierunku starej i nowej szkoły skupia 
w sobie bardzo przejrzyście różne, nieskoordynowane motywy: ma- 
nierę pseudoklasyczną z „ossyanizmem" i tendencyami „sławiań- 
skiemi", co wszystko razem ma zapewnić poematowi charakter utworu 
„narodo wego". 

Obok „Barda" ks. Czartoryskiego z 1795 roku i pierwszej 
polskiej ossyanidy z 1815 roku należy w końcu poświęcić wzmiankę 
zapomnianemu dzisiaj utworowi, który nosi w zasadzie te same ce- 
chy gatunkowe. 

W szeregu naszych „bardów" staje nieznany bliżej „Bard 
polski", którego poemat, mający wspólny tytuł z utworem ks. Czar- 
toryskiego, pojawia się drukiem w 1819 roku (bez podania miej- 



*) Wedle objaśnienia autora: ,,W mitologii polskiey Pluto". 
*) „Hela... bogini śmierci'". 



OSSYAN W POLSCE 131 

sca wydania — zapewne w Warszawie). Pełny tytuł tego — nie- 
znanego dzisiaj — poematu^ brzmi: „Bard polski, czyli Rękopis 
o byłey rewolucyi w kraiu, i niektórych woynach w Europie od 
roku 1792 przerywczo ciągnionych, a w roku 1815 skończonych 
znacznieyszych z nich wypadkach" ^). Rzecz poprzedza przemowa, 
w której wyznaje autor, że do pisania wierszy skłoniło go „uczu- 
cie, ten to silny w wielu usiłowaniach bodziec" — jakkolwiek do 
braku poetyckich zdolności sam skromnie się poczuwa. Utwór 
obejmuje pieśni cztery, przyczem, na wzór Ossyana, każda pieśń 
poprzedzona jest prozaicznem streszczeniem, u końca zaś zamiesz- 
czono obfite noty historyczne. W budowie użyto 11-zgłoskowych 
zwrotek sześciowierszowych (sestyn). 

Od innych „bardów słowiańskich" różni się ten „bard polski" 
zupełnem niemal zatarciem fikcyi. To, co z tej fikcyi pozostało, 
ogranicza się wstępną zwrotką pierwszej pieśni: 

Uciskiem nieszczęść Bard Polski stradzony, 
Przy zdroia stoku o potomkach Lecha 
Śpiewał smatnemi nad ich losem tony 
A tkliwy odgłos powtarzały echa; 

Bytu wspólnego wzmianka dla imienia 

Warta niekiedy naszego wspomnienia. 

Jedynie to wstępne założenie, oraz sam główny tytuł, łączy 
ten zapomniany poemat z „pieśniami Ossyana" i pozwala zaliczj^ó 
go do polskiej literatury ossyanicznej. Pozatemjest to sucho i mono- 
tonnie wlokąca się kronika rymowana wypadków „od roku 1792 
przerywczo ciągnionych a w roku 1815 skończonych", przetknięta 
tu i ówdzie dygresyą dydaktyczną lub zabarwiona porównaniem 
o budowie klasycznej. Ze jednak i tego rodzaju opowiadanie kro- 
nikarskie nie wahał się autor włożyć w usta „barda polskiego", 
usadowiwszy go przy „zdroiu stoku" — świadczy to, że uległ pa- 
nującej modzie i oparł introdukcyę swojej kroniki na zbyt dobrze 
znanym i niejednokrotnie nadużytym gruncie modły „celtyckiej". 

W 1816 roku wychodzi najpopularniejsze tych czasów dzieło — 
„Śpiewy historyczne", pisane od 1809 roku począwszy. Ich związek 
genetyczny z pierwszemi „dumami" oraz z poezyą Ossyana wyłożył 
sam autor w przedmowie — jak o tern wspomnieliśmy powyżej. 

») Egz. Bibl. Jagiell. 8» str. 4 nlb., 197. 

9* 



132 MARY A N SZYJKOWSKI 

Skutkiem zmienionego obecnie założenia, a mianowicie przez po- 
wzięcie zamiaru stworzenia rymowanego podręcznika do dziejów 
ojczystych (w pewnym związku ideowym z Woronicza „Pieśnio- 
Księgiem") — wyrzucił Niemcewicz poza nawias „kochanie", za- 
czem zatarł w bardzo ważnej partyi analogię motywów. Pieśni Os- 
syana jednak, jako najpierwotniejsza pobudka stworzenia polskie- 
go rapsodu historycznego — pozostały, jak to wyraźnie daje do 
zrozumienia przedmowa. Co więcej — ich racyę bytu, jako takich, 
utwierdzają panujące w literaturze tendencye: wszakże i poemat 
„Słowiańskiego barda" o „Wendzie" jest niczem innem, jak ró- 
wnież próbą (nieudolną) stworzenia „ossyanidy", na przedhistory- 
cznych dziejach Polski opartej. Istnieją bowiem u nas, jak 
widać, dwa kierunki, dla których „poezya Ossyana" jest pun- 
ktem wyjścia: jeden, słuchając Herdera, zbiera pieśni ludowe, 
w których widzi podobnie swoistą, bezimienną produkcyę ludowych 
śpiewaków, jak ma nią być poezya szkockiego barda — nic jednak 
analogicznego nie znajduje. Drugi zaś kierunek chce bodaj sztu- 
cznie wytworzyć rodzaj poetycki, analogiczny do rzekomo -ludo- 
wego" Ossyana. 

Pierwszym okazem tego drugiego ruchu jest poemat o „Wen- 
dzie"; ponieważ nie opiera się on na tle historycznem, nie potrzebuje 
troszczyć się o dziejowy koloryt; mając w ten sposób ręce rozwią- 
zane, może tem snadniej zapożyczać się u celtyckiego śpiewaka; 
tkwiąc jeszcze w znacznym stopniu w manierze pseudoklasyków 
i mając wogóle zbyt słabo rozwinięte poczucie smaku, stwarza ten 
nieznany bliżej „bard Słowiański" nieomal kar^^^katurę. 

Śpiewy historyczne" są w zasadzie objawem zupełnie ana- 
logicznym do „Wendy" — w przeprowadzeniu zgoła odmien- 
nym. Odmienność tę powodują trzy czynniki: 1) bez porówna- 
nia wyższa kultura artystyczna autora „śpiewów", która nie po- 
zwala mu łączyć elementów rozbieżnych, 2) wyłączenie motywu 
erotycznego i 3) ściśle określone tło historyczne. W sumie zaś te 
trzy czynniki razem uniemożliwiają ślepe, niewolnicze naśladowanie 
Ossyana, który zresztą jest jako moment genetyczny zupełnie tej 
samej wagi dla Niemcewicza, co i dla autora „Wendy". 

Jakkolwiek autor „Śpiewów" zaznacza skromnie w przedmo- 
wie, że „nie iest tak ślepo próżnym, by pieśniom swoim podobne 
(sc. jak pieśniom Ossyana) obiecywać mógł i upowszechnienie 
i trwałość" — to jednak nie jest on wobec tych pieśni bezkrytyczny. 



OSSYAN W I'OLSOK 133 

Sam bowiem pisze, że usiłował w przedstawieniu „ustrzedz się 
nadewszystko tey ustawiczney tożsamości woien, bitew, potyczek, 
na które naród nasz, z natury waleczny, był wystawiony". Owóź 
ta „tożsamość bitew" musiała znużyć Niemcewicza wśród lektury 
Ossyana — sam zatem cbeiałby jej uniknąć. 

O ile udało się Niemcewiczowi istotnie ustrzedz pod tym 
względem monotonii — nie naszą rzeczą tutaj rozpatrywać. W ka- 
żdym razie trzeba zaznaczyć, że zrezygnowawszy dobrowolnie z mo- 
tywów erotycznycti znalazł się w stokroć trudniejszem położeniu 
od Macphersona, któr}^ z okrasy tej może korzystać. 

Poznawszy bliżej psychologiczne tło genezy „Śpiewów histo- 
rycznych" — nie da się absolutnie pomyśleć, ażeby, pomimo 
wszystkie zmiany i modyfikacye, nie ostały się wśród nich pewne 
motywy w treści i wątki w obrazowaniu, które na karb Ossyana 
należy policzyć. Pominąwszy obie najstarsze „dumy", ogłoszone już 
w XVIII wieku i omówione na swojem miejscu, oraz dumę „O Knia- 
ziu Michale Glińskim", ogłoszoną po powrocie z Amer^^ki w 1803 
roku^) a od pomysłów „ossyanicznych" wolną — wskażę pięć na- 
stępujących „śpiewów historN^cznych". w których niewątpliwie „Os- 
syaniczne" wątki dostrzegam, a to: „Władysław Łokietek", „Wła- 
dysław Jagiełło", Kazimierz Jagiellończyk", „Konstanty Xźę. 
Ostrogski" i „Jan Tarnowski": dwa pierwsze — w obrazowa- 
ni u, trzy ostatnie — w motywach treściowych. Zacznijmy 
od ostatnich. 

Szala zwycięstwa w bitwie pod Chojnicami przechyla się na 
stronę Krzyżaków; „Kazimierz Jagiellończyk przeczuwa klęskę: 

,, Kiedy rozpacza w tak okropnym razie 

Głos go nieznany uderza. 

Widzi wspartego na poblizkim głazie 

We krwi potokach rycerza 

Ten ciężką ranę gdy ręką zakrywa, 

Tak się do Króla swoiego odzywa : 

W iakimźe Królu oględam cię bycie, 
Bierz konia mego co prędzey, 
Przed buntowniki unoś drogie życie, 
Nie patrz na widok mey nędzy. 
Mnieysza, że legnę pod srogiemi ciosy, 
Ty żyi, i czuway nad królestwa losy''. 



») Drukowano w „Rocznikach Tow. Przyj. Nauk'- t. II. ŁbS. 



134 MARYAN SZYJKO WŚKI 

Jakkolwiek docliodzenie pokrewieństw literackich ma często 
do pewnego stopnia wartość względną, a prowadzone „coute que 
coute" przybiera cechy szkodliwego woltyżerstwa własną erudycyą — 
w tym wypadku mamy jednak wszelkie podstawy odnieść ten pomysł 
Niemcewicza do epizodu w Ill-ej księdze Fingala. Tam wojsko 
Cuthullina, pokonane przez Swarana, idzie w rozsypkę. Sam wódz 
z hufcem najwierniejszym cofa się w góry; lecz nieprzyjaciel nie 
przerywa pościgu i grozi zupełnym pogromem. Wtedy zjawia się 
Kalmar: 

„Ranny był Kalmar, krwią własna zbroczony, 
Wolnym szedł krokiem; a że osłabiony, 
Ledwo wlekł oszczep, odpadły inż siły, 
Duchy go leszcze wspaniałe rzeźwiły". 

Niechaj wódz ratuje się: Kalmar zastąpi drogę nieprzyjacie- 
lowi i jakiś czas sam go na sobie powstrzyma: 

„Kapcie sie razem, póki czas pozwala 



Słychać Loklińców ogromne zbliżanie, 
Wy uBtępuycie, sam Kalmar zostanie. 
Wodza I pamietay na mnie, ieśli zginę". 

Oczywiście tożsamość pomysłu a nawet formalna analogia 
z przekładem Krasickiego — nie da się zaprzeczyć. 

Podobnie nie da się zaprzeczyć, że „misę en scenę" śpiewu 
o Konstantym Ostrogskim [na rozkaz złożonego chorobą hetmana 
śpiewa giermek pieśń o czynach Ostrogskiego] — odpowiada sza- 
blonowi introdukcyi w utworach Macphersona. 

Co zaś do śpiewu o Tarnowskim — już sam tytuł na nutach 
do tego śpiewu: „Jan Tarnowski. Płacz starego Rycerza na iego 
pogrzebie" — przywodzi na myśl Fingalowego syna. A jakkolwiek 
częstokroć niełatwą jest rzeczą umiejscowić „ossyaniczny" mo- 
tyw (powtarzają się bowiem w nieskończoność) — początek śpiewu 
o Tarnowskim śmiało można odnieść do „Berrathonu". Za Ossyanem 
niewątpliwie powtarza „stary rycerz": 

,,Czemaż mię losy zbyt nielitościwe 

Na ten smutek zostawiły, 

Czemaż nie zstąpią te ioż włosy siwe 

Do iedney z tobą mogiły. 

Z tobąm ia walczył, obce zwiedzał kraie, 



OSSYAN W POLSCE 135 

Tyś poległ, u, ia nieszczęsny zostaię. 

— — 

Już nie podniesiesz tey dzielney prawicy, 

Którąś gromił naiezdników. 

Już cię nie uyizą starzy woiownicy". 

Analogia uderzy każdego, kto pamięta, że w tym wypadku 
„stary rycerz", to Ossyan a Jan Tarnowski — Fingal. 

Możnaby się spierać, czy niektóre obrazy porównawcze „Śpie- 
wów historycznych" należy odnosić do „pieśni Ossyana". Oczywi- 
ście — absolutnej pewności tu niema i być zresztą nie może. Kto 
jednak poznał dobrze stosunek, który łączy oba te dzieła, ten bez 
wątpienia okaże się skłonnym i tutaj przyjąć pokrewieństwo. Po- 
mijając porównania bardziej pod tym względem wątpliwe, przyto- 
czę jako typowy przykład obrazowania zawieruchy wojennej za- 
pomocą porównania ustęp w siódmej strofie „Władysława Jagiełły": 

Jak czarne chmury pędzone wiatrami 
Gdy z srogim grzmotem uderzą o siebie, 
Tak hufce Polskie z Krzyżaków rotami 
Zwarły się... 

Porównanie bitwy z burzą należy do szablonowych środków 
techniki opisowej Ossyana. Tak Fingal posuwa się na czele hufca 
„jak chmura przed łańcuchem zielonego ognia, kiedy roztoczy się 
na niebie nocnem a żeglarze przewidują burzę", idzie do walki po- 
dobnie jak „głuchy i smutny łoskot poprzedza burzę" („Carthon"), 
»Fingal jest jak burza w walce", „armia porusza się ze wzgórza 
jak chmura górska, kiedy wicher przeszył jej łono" („Calthon and 
Colmal"^ „bądź jak burza w bitwie" poucza Fingal wnuka („The 
war of Inis-Thona") i t. d. i t. d. 

Oczywiście Macpherson nie pierwszy i nie jedyny używa tego 
środka plastyki; w każdym jednak razie on go upowszechnia. 

Żadnej natomiast nie może ulegać wątpliwości, że wstępny 
obraz „Władysława Łokietka" ^), powstał pod wpływem lektury 
poematów Ossyana. 

„Już noc swe smutne rozpostarła cieaie. 
Gwar tylko słychać woiennego ludu, 
Tu, ówdzie ognisk rozdęte płomienie. 



*) Po raz pierwszy ,. śpiew" ten wydrukował „Pamiętnik Warszaw." 1809, 

m, 340. 



136 MARTAN SZYJKOWSKI 

Przy nich w spoczynku z długich wałek trndn, 
Wsparci na tarczach woiownicy stali 
1 o przypadkach bitwy rozmawiali. 

Niekiedy Xiężyc, wychodząc z obłoków, 

Okropney bitwy okazywał ciosy, 

W równinach Płowców i w głębi potoków 

Krzyżackich trupów niozliczone stosy, 

Leżące konie, zabite rycerze 

I połamane hełmy i pancerze. 

Że ten obraz pobojowiska na tle księżycowej nocy jest styli- 
zowany na licznych podobnych w poezyi ossyanicznej jest rzeczą 
zbyt widoczną, ażeby potrzeba było przytaczać dowody; podobnie 
i Łokietek w chwili, kiedy zdejmuje hełm, „czoło okazuje sę- 
dziwe" i siada pod dębem — aż nazbyt widocznie naśladuje króla 
Fingala. 

A zatem: geneza „Śpiewów historycznych" wiąże 
się bardzo ściśle z „pieśniami O s s y a n a" w sposób okazany 
powyżej, i, jako taka, jest odbiciem pewnej specyalnej 
dążności, której źródłem Ossyau, a celem stworzenie „sztucznego" 
rapsodu narodowego na wzór „ludowego'* Ossyana. Mimo zmiany 
założenia „Śpiewy historyczne" zachowały w treści 
i obrazowaniu wyraźne ślady wpływów dzieła, które 
przed tą zmianą przekracza w najstarszych ,,dumach' historycz- 
nych granice pokrewieństwa, a staje wobec tych dum w stosunku 
ścisłej zależności. 

Wydane w 1820 roku i), ale napisane znacznie wcześniej bal- 
lady Niemcewicza, nie należą, ściśle biorąc, do zakresu niniejszej 
pracy, są to bardzo cenne dla i'ozwoju polskiego romantyzmu po 
1820 roku naśladowania Percy'ego, Wordswortha, Goldsmitha, Swi- 
fta i innych angielskich poetów — które jednak na razie na ewo- 
lucyę ruchu romantycznego w Polsce widocznego wpływu nie wy- 
wierają, choć w rękopisach przed 1820 r. mogły były krążyć. Czy 
jednak wątki „ossyaniczne" wśród tych „powieści, dum i innych 



») „Bayki i powieści" II. wyd. Warszawa 1820; prof. Bruchnalski w pier- 
Bzych częściach cennej pracy p. t, „Niemcewicz — Mickiewicz* (Pamiętnik liter. 
1903, 4r, 6) przeoczył to wydanie. A jakkolwiek sprostował następnie w nocie 
tę nieuwagę, bez koniecznego sprostowania pozostały wnioski i uogólnienia z po- 
myłki tej wynikłe. 



08SYAN W POLSOK 137 

rymów", których proweniencyi sam autor nie wskazał — zaginęły 
w zupełności? Tak, zdaje się, nie jest. Wprawdzie „Mai wina. bal- 
lada z angielskiego" ma tylko imię bohaterki Ossyana, w treści 
natomiast jesc ciekawym okazem importu do Polski BUrgerowskiej 
„Lenory" drogą okólną, przez Anglię. 

Zato na dobrze znanym motywie Ossyana może się opie- 
rać „Sen Marysi, duma". Prócz imion bohaterów: Staś i Marysia 

— nic tu polskiego. Marysia w księżycową noc słyszy głos Stasia 

— ngłos ten z morza dalekiego" — i spostrzega cień jego, który 
przynosi jej smutną wieść, że już „głębokie morze sen mu wieczny 
dało"; a zarazem zawiadamia Marysię, że i ona „dokończy wkrótce 
dni swych biegu". 

Owóż tło: noc księżycowa, nadmorska okolica — a niemniej 
wizya ducha nosi wszystkie cechy ossyanicznego szablonu. Jak 
wiadomo, jest Ossyan twórcą nowego systemu duchów, bladych 
i wiotkich, zjawiających się we śnie i na jawie (u Niemcewicza za- 
chodzą tutaj obie ewentualności) z zapowiedzią śmierci. Bardzo czę- 
sto jest to duch kochanka (np. Temora VIII), który nieraz znajduje 
się w zupełnie analogicznej sytuacyi, jak duch Stasia: a zatem przy- 
nosi wiadomość o własnym skonie i zapowiada rychle połączenie 
się na drugim świecie (np. Battle of Lora). Przypuszczenie zatem 
co do pochodzenia „Snu Marysi" — (czas napisania tego wiersza 
nie jest nam znany) — w prostej linii od utworów Macphersona, 
nosi cechy wielkiego prawdopodobieństwa. 



Po Niemcewiczu, Karpińskim i „sławiańskim bardzie" — wstę- 
puje w szranki polskich „ossyanistów" w poezyi Kazimierz Bro- 
dziński. Było rzeczą do przewidzenia., że tłumacz „Berrathonu" 
i „Dar-Thuli", teoretyczny wielbiciel (za Herderem) poezyi „celty- 
ckiej" — iw praktyce nie stłumi dźwięków lutni "Ossyana. 

Trudno właściwie uwierzyć, ażeby zapał Brodzińskiego dla 
„morweńskiego" śpiewaka polegał na pokrewieństwie twórczych 
organizacyi. Nic w istocie bardziej obcego skłonnościom artysty- 
cznym autora „Wiesława" nad ponurą melancholię śpiewów Fingalo- 
wego syna. Wszak widzieliśmy, jak w teoryi Brodziński albo za- 
myka oczy na najbardziej zmienne cechy poezyi Ossyana, albo po- 
wtarza o niej niewolniczo sądy Herdera. 



138 MAKYAN SZYJKO W 8KI 

Był jeden wzgląd — oprócz fenomenalnego rozgłosu „pieśni 
Ossyana" na Zachodzie — który z góry nakazywał Brodzińskiemu 
patrzeć na te poematy z szacunkiem. Wszakże są to relikwie „lu- 
dowej" twórczości, po tylu wiekach zapomnienia na jaw wydobyte! 
Na tej to ^ludowości" Ossyana fundował się entuzyazm Herdera 
i jego polskiego „alter ego" — Brodzińskiego". 

Kiedy wśród wiersz}^ Brodzińskiego, ogłoszonych drukiem 
w tych latach, spotykamy już w 1816 roku „Dumę nad grobem" i) 
— uderza nas ton tego wiersza, obcy zasadniczym podstawom psy- 
chologii twórczej Kazimierza z Królówki. Grobowy smutek, filo- 
zofia rozpaczy, Salomonowe „vanitas vanitatum" — toż to zasadni- 
cze tło melancholii Ossyana. Wszystko przemija: potęga, bogactwo, 
rozum — wszystko kończy się grobem, „wszystko iest polotne". 
Cóż przetrwa, cóż się ostoi? Sława — woła niejednokrotnie Os- 
syan. A toż samo, zapożycz}' wszy oprawy klasycznej, stwierdza 
jako ostateczną konkluzyę smutnych rozmyślań — Brodziński: 

„Dwa nas bóstwa uskrzydlone 
W przeciwną mijają stronę: 
U przeszłości rozkosz stawa, 
Do przyszłości dąży sława". 

Analogiczne myśli wypełniają „Pogrzeb przyjaciela" ^). Noc, 
pora jesienna — oto kanwa (jak zwyczajnie u Ossyana), na której 
snuje się szara, beznadziejna nić smutku. „Za radością smętek 
blady, A za życiem śmierć nas goni"; „cmentarzem iest ta ziemia", 
„z grobami tylko pod gwiazdami krąży"; „ku przyszłości tęskność 
wodzi, ku przeszłości żale rzewne" (zob. Ossyan) — nawet „dwa 
bóstwa" z „Dumy nad grobem" zjawiają się tutaj powtórnie. Le- 
piej duchom zmarłym, jak nam; śpią oni „jak rycerze z długiey 
woyny cyprysami uwieńczeni" — „wysoko nad niemi biią niebios 
pioruny, krążą burze ziemi". 

A dodać należy, że „Pogrzeb przyiaciela" ma właściwie dwie 
redakcye. Pierwszą p. t. „Wiersz żałobny" drukuje Brodziński 
(bez podpisu) w 1817 roku ^). Spotykamy tam tylko waryanty tych 
samych myśli: „Cmentarzem iest ta ziemia"; wszystko kończy się 



») „Pamiętnik Warszawski" 1816, t. V, s. M6, toż w Pismach" 1821, t. 1, 
8tr. 11. 

») „Pisma", Warszawa 1821, I, s. 183. 

») ,Pam. Warsz." 1817, t. VIII, s. 424. 



OSSYAN W l'OLSCK 139 

Śmiercią. „Mąż w nadzieiach iak dąb rośnie, ale iako iskra mi- 
nie"; „lecz poco płacze zmarłych śmiertelnik w żał(jbie, on leszcze 
walczy z życiem, oni śpią iuż w grobie". Lecz duch „ten nie iest 
dla ziemi", ten „krąży w górę, uleci i popiół zostawi". 

Jeżeli zważymy^ że tego rodzaju tony elegijne są obce w za- 
sadzie psychice autora „Wiesława", że słyszeć się dają w spo- 
sób niemal jednobrzmiący w dobie najżywszego zajęcia się poezyą 
„celtycką", w okresie pracy nad wersyą „Berrathonu" — to trudno 
nie uznać za najwłaściwsze wskazania Ossyana, jako tych tonów 
sprawcy. 

Obok tego rodzaju elegii ogłasza Brodziński w tych latach 
— niezawodnie pod wpływem Niemcewicza — dumy historyczne 
również o elegijnym nastroju, a to: „Na wprowadzenie zwłok X. 
Józ. Poniatowskiego z pod Lipska do Warszawy r. 1814" (wydru- 
kowano mylnie: 1815) i „Pole Kaszyńskie". Pierwszy z tych wier- 
szy ma, jak dzisiaj wiadomo, pięć redakcyi, a z tych najstarszą 
ogłosił autor osobno w 1814 roku ^). Z pośród świeżo wydanych 
jedna rozpoczyna się klasyczno-ossyaniczną inwokacyą: 

„Pójdźcie Muzy na pomoc smatnemu bardowi". 

Z innych najwyraźniej duchem poezyi Ossyana przeniknięta 
jest redakcya, znana z edycyi z 1821 roku. I w niej także ujęcie, 
rzeczy „ossyaniczne" kojarzy się z reminiscencyami klasycznemi 
Zatem noc księżj^cowa, jako tło, forma opowiadania zwrócona do 
hraci (toż u Ossyana do bardów, Malwiny i t. p.), zjawienie się 
„bladego cienia" bohatera, „filozofia" Ossyana („zdołał wszystko los 
przemódz, okrom marney chwały"), mnogość wykrzyków i pytań 
retorycznych — a z drugiej strony Troja i Hektor, oraz wiersz 
parzysty 13- to zgłoskowy. 

Duch poezyi Ossyana, występujący tak wyraźnie w wierszu 
żałobnym na cześć księcia Józefa Poniatowskiego — wypełnia 
w formie jeszcze bardziej nieskażonej, bo od klasycznych przydat- 
ków wolnej, krótszą znacznie dumę p. t. „Pole Kaszyńskie", ogło- 
szoną po raz pierwszy w 1819 roku ^). Cicha noc na pobojowisku, 
apostrofa do księcia, snujące się duchy rycerzów, smutny cień Go- 



') „Kaz. Brodzińskiego nieznane poezye" wydal z rękopisów Dr Aleksander 
Łucki, Kraków, Ak. Um. 1910, s. H8— 49. 
») ,Pam. Warsz." 1819, Xin, s. 345. 



140 MARYAN SZYJK0W8KI 

dębskiego i końcowa inwokacya pod adresem „cieniów braci" — 
całą tę osnowę modelował Brodziński na pieśniach celtyckiego ra- 
psoda 1). 

Niebawem też przybrał otwarcie jego szatę i dnia 26 listopada 
1821 roku odczytał na posiedzeniu Tow. Przyj. Nauk w Warsza- 
wie swój „Pobyt na górach Karpackich" ^). 

Poeta opowiada, jak Ossyan. w pierwszej osobie o wizyi, jaką 
miał „na górach Karpackich". Była noc: 

„Krążył księżyc, na straży gwiazdy rozstawione, 
Ja w zimney mgle czuwałem. Straszna samotności! 
Gdzie echo śpi umarłe i wiatr nie zagości, 
A myśl wnet eię anosi po światów przestworzach 
Wnet z trwogą błędna krąży po ciemności morzach, 
Sama tworzy widziadła i niemi się nęka. 



Żelaznym snem śpi przeszłość iak ta noc milcząca. 

To gdym dnmał w przepaści ieziora przedemną 
Księżyc zdawał się podróż odbywać podziemną, 
A po tle wody złote prowadząc promienie, 
Sępne skały poświęcał i przenaszał cienie". 

Zrywa się wicher, „drży" księżyc: 

A z rozpadlin w około roznosząc szmer głuchy. 
Zdawał się lecząc krążyć z powietrznemi duchy. 

W obłokach zjawia się „tłum widmów": 

„Wnet iakby za mgłą pole poznaię otwarte; 

Siedzą Bardowie; lutnie na puklerzach wsparte, 

Dźwięk ich słychać, iak wiatry na wiosnę świszczące 

Z okólnych mogił duchy zchodzą się milczące: 

W tem liard naystarszy, który Boianem sie zdawał, 

Mącąc strony, taki głos do cieniów wydawał: 

Oycowie setnych plemion po 8łowiańskiey ziemi! 

Gaśnie iuż pamięć wasza miedzy potomnemi ; 

Znikną, znikną i oni, iako my zniknęli, 

Gdy wieczne zapomnienie od nas ich rojidzieli". 



*) Prof. Trotiak (Bohdan Zaleski... str. 126) widzi w tym wierszu „co4 
z elegii i z sielanki i z Ossyaoa" ; najmniej tu w każdym razie „sielanki" — 
elegia zaś i Ossyau są w tym wypadku |)ojęciami jednorodnemi. 

») Ogłosił „Pam. Warsz." 1822, I, a. 3 sq. 



OSSYAN W 1*<)LSCE 141 

Minęła potęga: — zostały „głuche tylko mogiły" nad Łabą 
i Wezerą. Ci, co pozostali, niech idą naprzód: 

Wy dnchy oyców krążcie pońród waszych dzieci 
Niech będą czem bydź mogą, nie pomnąc, czem byli. 



Czcijcie pracę rolniczą, pracę i proatotę 

W was oświata uzacni nam wrodzoną cnotę, 

Wiele bierzcie od obcych, lecz chrońcie się wiele ! 

Zajmujcie się rolą, przemysłem, a chrońcie zniewieściałości 
(Troja przez nią upadła). 

Tak, radząc, śpiewa Bojan-Brodziński: 

...inź dalszy głos mię nie dochodził 
1 obłok coraz gęstszy ten widok obwodziła 
Powoli wszystko znikło. Stałem zadumany, 

Wkrótce skały uwieńczył iutrzenki świt rany. 
Zorze różana pasma rozciągły w około 
I słońce nad krąg ziemski wychyliło czoło. 

Oto mamy — drugiego „barda słowiańskiego". To, co on 
mówi i radzi, tego nauczył go optymizm Herdera (pogląd na zba- 
wczą rolę cywilizacyi), panujące dążności słowianofilskie (Bojan, 
jako ich widomy symbol) i) i wrodzone skłonności Brodzińskiego 
(„praca rolnicza, prawda i prostota"); poetyckie uatomiast ramy, 
pozę, stronę dekoracyjną, motywy — wzięto z Ossyana. I to po- 
średnio i bezpośrednio. Pośrednio zapewne sam pomysł wizyi na 
tle przyrody górskiej. Tu zwrócić należy uwagę na Walter Scotta, 
który pod wpływem poezyi Ossyana pisze swoją „Powieść osta- 
tniego barda". Z Ossyana bierze Scott samą postać „ostatniego 
barda", ale stylizuje ją zasadniczo odmiennie: nie jako zbolałego 
lecz pełnego godności i bohaterskich wspomnień śpiewaka rycerza, 
który „sobie, nie komu" śpiewa hymn o przeszłości, lecz jako wę- 
drownego dziada — pielgrzyma, pieśnią proszącego o wsparcie 
i pełnego drżącej nieśmiałości wobec gościnnej księżny i jej oto- 
czenia, kiedy zaczyna swoją opowieść o dziejach zamku Branksome. 
W tej opowieści jednak jest jeden szczegół, który Brodziński, w tym 



») Zob. Józef Tretiak, op. c. s. 106. 



142 MARYAN SZYJKOWSKI 

samym roku, tłumacząc utwór Walter Scotta (1821) i), zapewne do- 
brze zapamiętał. Oto „duch strumienia" rozmawia z „duchem gór": 
ten ostatni wieści przyszłość zamku Branksome. 

Nic naturalniejszego, jak w miejsce bezosobowego „ducha gór" 
wstawić postać modnego wówczas Bojana (jeszcze w „dumie pod 
drzewami na rynku krakowskim 1810" „bitnego" 2)^ a zatem 
Ossyanowego brata po harfie i mieczu) i na tle fantastycznego kra- 
jobrazu górskiego w guście Ossyana kazać mu wieścić przyszłe losy 
Słowiańszczyzny. Scenaryusz bowiem jest tu wybitnie ossyaniczny: 
noc księżycowa, skały (na jednej sam poeta spoczywa), przepaście 
jeziora, krążące w powietrzu duchy, bardowie, których „lutnie na 
puklerzach wsparte", skierowanie proroctwa pod adresem „cieniów*' 
— wszystkie te rysy czerpie Brodziński pełną ręką z utworów 
Macphersona. 

Dwie wersye ossyaniczne. rozprawy literackie, elegie i „Po- 
byt na górach Karpackich" — na tern wyczerpuje się całokształt 
„ossyanizmu" Brodzińskiego po 1822 rok; późniejsze utwory autora 
„Pobytu" niewielu nowymi rysami potrafią uzupełnić ten obraz sto- 
sunku Brodzińskiego do poezyi Ossyana, który tutaj po raz pierwszy 
usiłowaliśmy bliżej wyjaśnić i rozpatrzeć. 



n. 

Zapomniani Ossyaniści. 

Obok bardziej znanych postaci — występuje w okresie kształ- 
towania się polskiego romantyzmu szereg mniej lub więcej zapo- 
mnianych „ossyanistów", których działalność literacka, choć zazwy- 
czaj jakościowo nie pierwszorzędna, a ilościowo nie obfita, w histo- 
rycznej „ewolucyi rodzaju" przecież zaważyła i z pyłów niepamięci 
winna być wydobyta. 

Na ich czele kroczy Stanisław Jaszowski, znany nam już 
autor artykułu o poezyi Ossyana i dwóch waryantów, na jej te- 



1) „Pam. Warsz." 1821, XXI, s. 56. 

*) Na epitet ten, niezgodny z charakterem Bojana, zwraca uwagę prof. Tre- 
tiak, op. c. 8. 108. 



OSSYAN W P0L8CK 143 

matach opartych. Wydał był Jaszowski trzy tomiki „Zabawek ry- 
motwórczych" we Lwowie w 1826 roku ^) — ale dał się poznaó 
wcześniej, ogłaszając od 1816 r. wiersze po czasopismach („Pszczółka 
krakowska", „Pszczoła polska" Lwów, „Wanda"); działając zaś na 
terenie głównie galicyjskim, może reprezentować „ossyanizm" ...ga- 
licyjski. 

Jedyne wydanie swoich utworów ułożył Jaszowski chronolo- 
gicznie, jakby chciał potomności, która nimi zająć się zapragnie, 
ułatwić zadanie (zob. przedmowę „Do czytelnika"): pierwszy za- 
tem tomik objął utwory najwcześniejsze, pomiędzy 1817 — 20 ro- 
kiem napisane, w drugim znalazły się wiersze z lat 1820—3 wraz 
z 5-cio aktową „powieścią dramatyczną" p. t. „Rozwida"; trzeci 
tomik zawiera komedyę p. t. „Dom modny" i poemat w 3-ch pie- 
śniach „Haydamacy", przez który wchodzi Jaszowski do grona 
poetów „szkoły ukraińskiej". 

Dla naszych celów materyału — istotnie w kilku szczegółach 
zajmującego — dostarczają dwa pierwsze tomiki. 

Oto w grupie najwcześniejszych spotykamy wierszyk, któ- 
rego już sam tytuł intryguje: „Melancholia". Melancholia, to bo- 
gini smętna, która „poi kochanków dusze" i lubi „na groback 
dumać". Poeta wśród „miłości cierpienia" pójdzie, „gdzie posępne 
jęczą zdroje" i usiędzie „pod grzbietem skały, która lasem oto- 
czona". A kiedy księżyc „z łona obłoków gay ten srebrem przyo- 
dzieie" — wtedy odda się cały tej smętnej bogini; z nią razem: 

„Wzorem duchów Ossyana 
Będziem krążyć po nad lasy, 
Nad łąką, co rosą zlana 
I pełna rzadki ey okrasy". 

Czemuż ludzie boją się myśleć o śmierci? „boią się nawet 
iey cienia?" „Ja" — twierdzi poeta — 

Lubię na ^obach dnmanie, 
Smierc mi się straszną nie stanie". 

Zyć — to „umierać sto razy", „być tylko chwili odgłosem". Wier- 
szyk ciekawy: Ossyan z Werterem wzięli polskiego poetę pod ręce 



1) Dedyk. I. tom: ks. Henrykowi Lubomirskiemu, 8" drak Filiera s. 96, 
3 nlb. II. tom % dedyk. hr. Józefie Humnickiej, motto z Mickiewicza : I ten szczę- 
śliwy, kto legł śród zawodu...; s. 100, 1 nlb.; III. t. s. 103. 



144 MARYAN SZYiKOWSKI 

i dyktują mu obrazy i myśli na temat smutnej bogini melancholii, 
która wesołość życia przysłania czarną krepą i każe głosić chwałę 
śmierci... 

Ze zaś Jaszowski poznał bliżej „Cierpienia Wertera" — do- 
dajmy ubocznie — wyraźny ślad tego dochował się w wierszach: 
„Jest leszcze miłość święta, prawdziwa i szczera: Uniesienie Le- 
andra zgubiło Wertera" i) — w wierszach wyjętych z utworu p. t 
„Urywcze myśli o krytyce i poezyi" (druk. w „Wandzie"), który,' 
w myśl intencyi autora, miał zastąpić Pope'go poemat „O poezyi 
i krytyce". 

O wiele ciekawszą dla nas jest wzmianka, znajdująca się 
w wierszu p. t. „Na listek wawrzynowy uczkniony(!) na grobie Wir- 
gilego i nadesłany mi z Rzymu dnia 16 maja 1821". Owóż odno- 
śnie do tej gałązki czytamy tu następując}' cztero wiersz: 

Gałązka twoiey krzewiny 

Miły Sarmatom cień roni 

Na Bardów natchnionych skroni: 

Chrobrych, Emroda, Graziny. 

Do tej zwrotki dołącza autor objaśnienie: „Nie tylko zasługa 
ale i wdzięczność kazały mi położyć Pana Niemcewicza na 
czele żyiących jeniuszów polskich, którego, z powodu wydanych 
Śpiewów historycznych, Śpiewakiem Chrobrych nazwałem. 
Bard Emroda iestto p. Kropiński, Graziny p. Mickiewicz. 
Dla obeznaymienia (sic) się z poezyami ostatniego, w Wiedniu bawiący 
Anglicy uczą się po polsku. Ta zwrotka dorobiona była r. 1824" 

Mamy tu zatem świadectwo, które dowodzi, że mimo wszel- 
kie różnice już współcześnie upatrywano wspólną nić. która łączy 
„Emroda", „Śpiewy historyczne" i „Grażynę" — a mianowicie do- 
strzegano, że nić ta spoczywa w ręku — Ossyana. 

Dlaczego utworów, w których wyraźnie znać ślady lektury 
pieśni Ossyana, nie pumieścił Jaszowski w wydaniu zbiorowem, 
poprzestając na ogłoszeniu przedtem w czasopismach — objaśnić 
nie umiem. Dość, że ani „Wieczoru" ^j ani „Myśli na cmentarzu"'), 



*) Do tych wierszy dodał antor notę, w której przypomina, że „miłość 
Wertera, opisana przez Goethejjo, znana i polskiema nczonemu świata w dobrym 
przekładzie". Oczywiście mowa tu o przekładzie Brodzińskiego z 1822 r. 

») „Pszczółka krakow." 1820, III. 41. 

») Ibid«m, 111. 2U3. 



OSSyAN w I'0L8CK 145 

ani „Lutni^' ') i „Olgara, śpiewaka narodowego" 2) wśród „Zabawek 
rymotwórczych" nie spotykamy. 

Dwa pierwsze z wymienionych utworów, to wiersze tego sa- 
mego typu, co „Melancholia" i elegie Brodzińskiego. Poeta w noc, 
oświeconą „bladym" księżycem, udaje się do cichej ustroni, gdzie 
snuje dobrze znane refleksye na temat znikomości wszech rzeczy, 
niszczącego działania czasu, który „obala Panteony, zadaie cios 
róży". Dookoła widzi mogiły poległych rycerzy, mchem zarosłe; 
dekoracyi „ossyanicznego" tła uzupełniają nieodzowne skały, z któ- 
rych z szumem spadają strumienie i ośnieżone szczyty, sięgające 
obłoków (Wieczór"). 

„Myśli na cmentarzu" różnią się od „Wieczoru" — tytułem. 
Reszta pozostaje bez zmiany: mogiły, skały etc; — na analogi- 
cznem tle analogiczne refleksye („szczęśliwi, których kryją mo- 
giły « — śpijcie cienie ziomków, które jakby ze skał wyniosłych 
patrzycie na nas). 

Odmienne są pozostałe z wymienionych wierszy Jaszowskiego: 
„Lutnia" i „Olgar". Pierwszy z nich — to typowo ossyaniczna 
inwokaeya do lutni, jako towarzyszki śpiewaka, l\;tóra rozpędza 
chmury smutku. Używał jej z dobrym skutkiem „Jung nieszczę- 
śliwy", kiedy „na dzieci mogile w pieśni szukał pociechy" — 
a z jeszcze lepszym skutkiem Erwin, na którego zaczaił się Go- 
swin, chcąc go zamordować. Lecz Erwin: 

,,Miał lutnię w ręku, a uczuciem tkuięty, 

Żal wjdajac pogrzebowy, 

Smętnego Ossyana wygłaszał hymn święty. 

To wzruszyło Goswina i wstrzymało go od zbrodni. „Olgar. 
śpiewak narodów}', poeraa w czterech pieśniach" — to, po „bardzie 
sławiańskim", „bardzie- Chrobrych" i bardzie-bojanie, czwarty z rzędu 
pieśniarz narodowy, których w epoce rozwijającego się romantyzmu 
namnożyła w Polsce poezya Ossyana. Jako rodzeństwo, mało do 
siebie nawzajem podobni, przecież pochodzenie swoje od jednego 
ojca, celtyckiego barda, wywieść potrafią. 

Z obszernego poematu Jaszowskiego znamy niestety tylko te 
urywki, które w 1822 roku drukiem ogłosił. I to jednał:, co się 



») „Pszczoła polska" (Lwów) 1820. I, 219. 
2) „Wanda- 1822, IV. 60. 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LH. 10 



146 MARYAK SZyjKOWSIil 

dochowało, wystarczy w zupełności, ażeby bardzo ścisłą zależność 
od „celtyckiego" wzoru niewątpliwie stwierdzić. 

Olgar, „śpiewak wędrowny", który „dzieła rycerskie opowia- 
dał wszędzie", wybiera się o świcie z lutnią na ramieniu w świat. 
Wita się naprzód i oddaje hołd przyrodzie, poczem, wzorem swo- 
jego praojca, spostrzega „duchy ojców": 

„Dachy się mu na wiatrach spuszczają z obłoku 

To się po chmurach gonią przy świetle xiężyca (o świcie?) 

To je w grobach pochodni ciemny blask oświeca. 

Następuje „Pieśń Olgara do kochanki", z której treścią bliżej 
autor nie zaznajamia. Jeszcze więcej należy żałować, że nie mamy 
sposobności poznać, na czem w dalszych dziejach Olgara polega — 
zaznaczona już w tytule — jego „narodowość"; na tym punkcie 
dopiero bowiem dokonywały się główne adaptacye pierwiastka 
„celtyckiego" na słowiański, względnie polski, zależnie — jak wi- 
dzieliśmy — od indywidualności poszczególnych „bardów" polskich 
oraz innych okoliczności ubocznych. 

Utwory Jaszowskiego nie są gorsze od wielu innych, o któ- 
rych się pamięta. Zawierają kilka ziarn nowych, kilka rysów zna. 
miennych. Z tych, rzecz naturalna, podkreśliliśmy rys jeden, ale 
niewątpliwie występujący w nich najwyraźniej i ze wszystkich 
najciekawszy: Jaszowskiemu, jako „ossyaniście" w dobie genezy 
polskiego romantyzmu, należy się wspomnienie. 

Antoni Górecki ma prawo zaliczać się do grona „zapo- 
mnianych" o tyle. że znacznie lepiej znany jest jako autor bajek 
„Poezyj Litwina", aniżeli jako „ossyanista". A jednak pierwsze 
próby poetyckie tego autora w latach 1814 — 18 stoją wyraźnie 
pod znakiem „pieśni Ossyana". 

W 1814 roku — a więc przed „Śpiewami" Niemcewicza — 
wydaje Górecki w Warszawie „Uumę o Generale Grabowskim po- 
ległym pod Smoleńskiem dnia 17 sierpnia 1812 roku" i). „Oss3^a- 
nizm" jest tu zapewne w części pośredniem odbiciem poprzez 
najstarsze „dumy historyczne" Niemcewicza: ma bowiem z niemi 
wszystkie zasadnicze rysy wspólne, z przydaniem jednego nowego — 
apoteozy w końcowych zwrotkach „błogosławionego imperatora Ale- 
xandra"; w części bezpośrednio łączy „dumę" Góreckiego 



1) Data cenzury: 15 września 1815, s. nlb. 5, 8". 



0S8YAN W POLSCE 147 

Z Ossyanem świat duchów, skrojony na znaną modłę celtyckiego 
barda; w pewnych jednak szczegółach ten rys ostatni przybiera 
znamiona, właściwe — balladzie; co wszystko razem, zważywszy 
wczesną, datę ogłoszenia utworu, czyni z niego na linii historycznej 
ewolncyi ruchu okaz ciekawy. 

Na pobojowisku Smoleńskiem, ponad krwią zrumienioną wodą 
Dniepru, siedzi kochanka (moment erotyczny, „kochanie" Niemce- 
wicza) i jęcząc wzywa „rodaków cienia", iżby objaśnili ją, „gdzie 
jej miły". Oczywiście dzieje się to w noc księżycową, wiatr chwyta 
jęki „kochanki" i podaje echu: 

W tern znagła budzą się ptaki 
Wichrem puszcze zaszumiały, 
Zarżały zbroyne rumaki 
I cienie mężnych powstały. 

Cienie gotują się do bitwy, na czele stają duchy Zakrzew- 
skiego i Gawara, słychać szczęk mieczów i „głos trąby chrapliwy" — 
aż dziwi się „Xięźyc ciekawy". Odtąd zaczyna się ballada. Przed 
„Polską wybladłą" (kochanką) rozpada się ziemia, z niej wychodzi 
rycerz zbrojny, Grabowski. Ona „zimnym strachem" zdjęta — duch 
jego spokojny, ale straszliwy". Ona, mimo wszystko, chce go uści- 
skać, lecz on: 

Mieczem w kamienie uderza 
I wnet go chmury okryły. 

Z tych „chmur" zaczyna do niej przemowę (typowo „ossya- 
niczne"). Tu kończy się i „ossyanizm" i „balladowość" — a za- 
czyna morał (nie czas na „niewieście ięczenia") i panegiryk (car 
Alexander jako zbawca). 

W „Wierszu na śmierć Dąbrowskiego", ogłoszonym w 1818 
roku. można stwierdzić, zato ponad wszelką wątpliwość, że tylko 
samo ujęcie opowiadania naśladuje manierę Ossyana. Wystarczy 
zacytować dwa wiersze wstępne: 

Dąbrowski umarł — pieśń żalu Bardowie 
Cicho w noc ciemną zacznijcie. 

W „Dumie pod Smoleńskiem" i) z tegoż roku, choć analogie 
z „Dumą o Grabowskim" zdaje się sam tytuł wskazywać, odgłosy 



1) „Tygodnik polski i zagr." 1818, III, 204 i 225. 

10* 



148 MAUYAN SZYJKOW.SKI 

pieśni Ossyana — jeśli istnieją — są bardzo odległe: chyba w sa- 
mym scenaryuszu (widok pobojowiska) i w formie zwrotu do braci 
(„Jak tu wiele braci moich jęczało wśród krwi strumienia"). 

Podobnie zatarte rysy z Ossyana — w ogólnym nastroju me- 
lancholijnym i pewnych szczegółach dekoracyjnych — możnaby 
wskazać w dwóch jeszcze wierszach Góreckiego z tych lat: w „We- 
stchnieniu do Emy w Alpach" i w „Smutku" ^j. Wspominam o tych 
lirykach głównie dlatego, że są rzewne i szczerze odczute a, jako 
takie, w rozwoju pierwiastka uczuciowego w okresie przełomowym 
na wspomnienie zasługują bez względu na to, czy i o ile na ich 
ton elegijny wpłynął Ossyan. 

„Westchnienie do Emy w Alpach" jest miniaturą — excusez 
Ig f)iot — „W Szwaj caryi". On. opuszczony przez kochankę, ucieka 
w góry. 

„Uciekłem w lasy między skał ustronia 

I rozumiałem, że Iżey sercu będzie, 

Miłey oyczyzny porzuciłem błonia, 

■Szedł za mną (^mutek i znalazł mię wszędzie! 

Ten smutek nie opuszcza ani na chwilę poety: 

Ale ty idziesz, iJziesz ty posępny 
Młodości moiey stróżu nieodstępny. 
Wstąpię na morza głębokiego tonie, 
Może cię burza, albo wir pochłonie. 

Nie dziw, że w drugim, krótkim wierszyku „smutek" na tle 
nocnej ciszy wypełnia po brzegi duszę poety i wydziera z niej 
takie okrzyki: 

„O ty! którego moc sroga 

Dręczy mię ciągle dni i nocy tyle, 

Ty czarny posłańcze Boga 

Smutku! choć iedna day mi zasnąć chwilę!'' 

Jakże daleko odbiegliśmy od mdłych żalów Filonów! Wszak- 
że dusza ludzka się nie zmienia, odczuwa boleść jednakowo 
w XVIII jak i XIX wieku. Tylko niezawsze potrafi wypłakać się 
w poezyi, niezawsze potrafi przemówić tak, ażeby można było 
uwierzyć, że płacz to szczery a nie — „modue spazmy". 

Tej mowy płaczu uczy się poezya nasza w początkach XIX 



3) „Fam. Warsz." 1816, IV, 216 i 1817, VII, 93. 



ns.SYAN w l'()LSCK 



149 



wieku na Zachodzie. Wśród nauczycieli — i nie ostatni — znaj- 
duje się Ossyan; lecz wyjątkowo tylko można wskazać, że kun- 
sztu „Melancholii" on głównie nauczał (Jaszowski). Przeważnie, jak 
i w przytoczonych lirykach Góreckiego, mamy ostateczną sumę 
oddziaływania różnych, jednorodnych zjawisk z Zachodu, wśród 
których udział poszczególnych mistrzów zaniknął doszczętnie, stwa- 
rzając w definitywnym wyniku: zdolność subjektywnego wyrażenia 
w formie odpowiedniej głosu własnego sercami. 

Któż dzisiaj, jako o adeptach kultu Apollina, wspomni na- 
zwiska: Platona Sosnow3kiego< Karola Sienkiewicza, Narcyza Oli- 
zara, Piątkowskiego (Pawia?', Zarzeckiego, Franciszka Jakubow- 
skiego, Jana Kantego Brzezińskiego, Januszkiewicza A(dolfa?) 
i Edwarda Lubomirskiego? Niektórzy z nich, jak Karol Sienkie- 
wicz, dali się poznać później na innych polach; Olizar, autor 
„Z psalmu psalmy", działał na emigracyi; inni przerzucili się na 
zupełnie odmienne pola pracy, lub zmarli przedwcześnie z istotną 
szkodą dla narodowej sztuki; inni wreszcie po pierwszych pró- 
bach złamali pióra i zlali się zupełnie z szarą, bezimienną masą, 
że i śladów żadnych z późniejszych kolei ich życia nie pozostało. 

A jednak — nie znane i uznane powagi pseudoklasycznej 
szkoły, wprost nowym ruchom wrogie — ani wyłącznie tych kilka 
wybitnych jednostek, ku nowym znakom się skłaniających — ale 
właśnie szereg zapomnianych członków ówczesnej „młodej Polski", 
nieznacznych jako indywidua, ale możnych liczbą, chłonie chciwie 
i bez braku nowe nasiona, przywiane z Zachodu i przygotowuje 
glebę pod rodzime zasiewy. Jakże byłby możliwy tak wspaniały 
pęd wielkiej romantyki polskiej, gdyby wiele rąk skazanych na 
niepamięć pracowników nie nawiozło przedtem własnym trudem 
pola? Na kwiat się patrzy, upaja jego wonią i kształtem — o tem, 
na czem wzrósł tak i wybujał za mało się pamięta. 



1) że wiersze, w rodzaju wymienionych, nie sa zjawiskiem oderwanem 
w poezyi ówczesnej — niech za dowód posłuży analogiczny wiersz anonima w „Pa- 
miętniku lwowskim'' 1816, III. 341 p. t. „Do smutku"; zwłaszcza zwrotka, przy- 
toczona poniżej, zdaje się wskazywać, że głównym mistrzem „smutku" był tu 
Ossyan : 

Ucichły wiatry — milczy noc ponura 

Znużona pracą spoczywa natura, 

Śpią po mogiłach mężni bracia moi 

A do mnie nawet sen zbliżyć się bci. 



150 MARYANSZyjKÓWSKl 

Wymieniono zaś tutaj jedynie takich, u którycli — bezpośre- 
dnio czy pośrednio, w mniejszym lub większym stopniu, ale za- 
wsze niewątpliwie — cechy „ossyaniczue" pochwycić się dadzą. 
Z wyjątkiem Lubomirskiego, dla którego osobną potrzeba zastrzedz 
kartę — wszyscy inni ogłaszają utwory swoje po czasopismach 
w różnych stronach Polski w latach 1816 — 22 wedle porządku 
chronologicznego, w jakim zostali wymienieni. 

Platon Sosnowski (późniejszy teolog?), posyła z Białosto- 
ckiego gimnazyum do redakcyi „Tygodnika Wileńskiego" ^) „Du- 
mę", która, mając charakter zjawiska przełomowego, powinna być 
w rozpatrywaniu literatur}'^ „dum historycznych" tego czasu przy- 
pomniana. Z plastyką Ossyana skreślił autor naprzód obraz bitwy 
nad Elsterą, poczem nakazał zjawić się duchom poległ\'ch: 

Pod bronią wszystkie wraz stanęłj dachy 
Chmary przykryły i xiężvc i zorze, 
Umilkły wiatry, pioruny i burze 
— — — A wtem obłok jasny 
Powstał z nad rzeki; rycerz znamienity 
Siedział w rydwanie, trzymaiac miecz własny. 

W tem miejscu uczeń białostocki uważa za stosowne po obu 
stronach rydwanu umieścić ]\Iarsa i Palladę — rychło jednak każe 
na sposób Ossyana porwać chmurze cień rycerza, którym jest — 
jak objaśniają glosy niewidzialne — Poniatowski: 

„Cóż jest godnego, co po nim zostało? 
Sławal a która po wiekach nie ginie. 

W ten sposób kończy Sosnowski swoją „dumę", która, jak 
się zdaje, jest jego pierwszym i ostatnim w druku śpiewem ła- 
będzim. 

Karol Sienkiewicz wydrukował na łamach tegoż „Tyg. 
Wil," 2j „dumę Mikołaj i Małgorzata'-, w której wątki ossyaniczne 
występują wyraźnie. Bolesław Śmiały gnuśnieje w Kijowie. Jeden 
z jego rycerzy — występujący zrazu bezimiennie — opuszcza bez- 
czynne szeregi i wraca do kraju. Była noc księżycowa, kiedy 
znalazł się na ziemi ojczystej. Zbłąkawszy się w lesie spostrzega 
ruiny zamku; usiada na skale i — duma: 



*) /l'yg- WiP. 1816, II. U6. 
') „Tyg. Wil." 1817, IV. 305. 



OSSYAN W i'(>LSCK 151 

,,U nóg mu wody o skały wstrząśnione 
Z lieżyca światłem igrały 
W koło zwaliska z wiatrom ożywione 
Wzdychać się ciężko zdawały. 

Nagle wypada z rozwalonej wieży dziewica: to Małgorzata 
z „Żebocina", uciekająca przed „zniewieściałym" Zbigniewem, który 
korzystając z tego, że kochanek jej, Mikołaj, poszedł na bój, chce 
ją porwać (por. „Gaulu"). Od Zbigniewa ratuje Małgorzatę nieznany 
rycerz, który okazuje się ostatecznie Mikołajem. 

Narcyza Olizara „Smutek i narzekania nad grobem El- 
wiry* i) jest poetyckiem opracowaniem motywu, znanego dobrze 
naszej powieści ówczesnej. Nieszczęsny kochanek biada w noc księ- 
życową nad mogiłą zmarłej: 

„Gdy wszystko znikło dla mnie pocóż ia sam żyię? 
Ostatnia czemuż moia godzina nio biie''. 

Ponad grobem zjawia się cień kochanki — poczem „on" 
umiera z żalu. 

Dla uzupełnienia dodajmy-, że w tymże roku (1819) drukuje 
„Pamiętnik lwowski", „dumę. Edwin i Zelina" bez podania nazwi- 
ska autora 1). Tło ossyaniczne i zasadniczy motyw wskazuje jeszcze 
bardziej pokrewieństwo z „celtyckiemi" pieśniami. Zelina na brzegu 
morza oczekuje kochanka. Już widzi zbliżający się okręt, gdy 
wtem zrywa się burza, fale odpychają nawę od brzegu i w oczach 
Zeliny ternie jej Edwin. Jednak dobre serce autora nie godzi się 
na tak tragiczne rozwiązanie. Zaczem fale wyrzucają bołiatera, je- 
szcze przy życiu, na wybrzeże a Zelina, która popadła była z żalu 
w omdlenie, szczęśliwie się cuci. 

Do tej samej kategoryi „dum" erotyczno -tragiczny eh należy 
wiersz pióra kobiecego (podpis H. D...cka) pt. „Elfryd i Malwina. 
Duma.", ogłoszony w „Pszczole polskiej" w 1820 roku ^). 

Imię bohaterki jest jednem z licznego szeregu Malwin, które 
na wzór Zachodu wprowadził był do poezyi polskiej Kropiński. Sy- 
tuacya w pierwszej części „dumy" również „ossyaniczna": Mal- 
wina siedzi we łzacli na brzegu Wisły — może w tej chwili gi- 



«Tyg. Wil." 1819, VII 177. 

2) „Pam. Lwowski" 1819, III 576. 

») „Pszczoła polska" (Lwów), 1820 I, 34. 



152 MARYAN SZYJKOWSKI 

nie w boju za ojczyznę Elfryd jej ukochany. Tak dzieje się z re- 
guły w poezyi Ossyana; inaczej u pani D...ckiej: przed zapłakaną 
Malwiną staje nagle jej rycerz „wierny oyczyźnie i jej". 

Bardzo interesującą kombinacyą zasadniczego r3'su tragedyi 
Ren ego z wątkami Ossyana przedstawia duma Piątkow- 
skiego pt. „Edwin i Oskar" i). Jest to smutna historya kazirod- 
czej miłości dwóch rodzonych braci ku siostrze, po ossyanowsku 
tragicznie rozwiązana. Zapadł wieczór, na niebo wyjrzał „blady" 
księżyc, gdzieś słychać złowróżbny głos puhacza. Scena przedsta- 
wia ponure zwaliska zamku, z którego ocalała tylko samotna wieża. 
Z tej wieży patrzy Heloiza na krwawy bój braci o nią, zakoń- 
czony śmiercią obu; wtedy i ona bronią „pierś przeszywa". Odtąd 
co nocy krwawe widma tłuką się z jękiem po ruinach. 

Kiedy się czyta tegoż autora „Dumkę na zwaliskach Rab- 
sztyna", jak żywo stają w pamięci ruiny zamku Balclutha w poe- 
macie o „Carthonie"! Oto dumny gród padł w gruzy — cóż po- 
trafi się oprzeć niszczącej potędze czasu? 

Przy znanem ubóstwie inwenc}^ w całej poezvi tego okresu 
nie dziwi powtarzanie się wątków; ten objaw stwierdza właśnie ich 
popularność oraz wspólne ich pochodzenie od tego samego źródła. 
Zatem obok „dumki na zwalislcach Rabsztyna" na lamach tego sa- 
mego pisma i w tym samym roczniku czytamy zupełnie analogi- 
czny wiersz A. Zarzeckiego p. t. „Duma o Zamku Krakow- 
skim" 2). 

Też same tu retłeksye: jakiniże smutkiem przejmuje widok 
ruin zamku, ongiś potężnego! 

Strflca czas grody — wstrząsa całym światem 
Lecz wielkich ludzi nie zatrze Imienia! 

Ożyje ono w pieśni elegijnej; zaczem pisze Franciszek Ja- 
ku l)o w ski „Elegię na śmierć Jenerała Henryka Dąbrowskiego". 
Znowuż znajomy temat, opracowań}' ledwo przed rokiem w sposób 
analogicznym przez Góreckiego — podobnie jak ski.n boliaterski Po- 
niatowskiego znalazł pokrewne upracowania Brodzińskiego i So- 
snowskiego. 

Kiedy Jakubowski wydał w 1831 roku w Warszawie poświę- 



1) „Pszczółka krak." 1820, I, 193. 
») Ibidem, 1819 I, 7 i i 177. 



OSSYAN W POLSCK 153 

eony Niemcewiczowi zbiorek poezyi ^) — uczynił to bardzo po nie- 
wczasie. Wiersze w tej książeczce zawarto nic są pozbawione war- 
tości historycznej, ale wydane po 1831 roku musiały wydać się 
rażącym anachronizmem. Niewątpliwie też powstały znacznie wcze- 
śniej, jakkolwiek tylko co do wspomnianej elegii na śmierć Dą- 
browskiego potrafimy wskazać, że ogłoszoną została po raz pierwszy 
w 1819 roku ^). Rozpoczął ją autor wstępem w duchu poezyi Os- 
syana: 

Gdy noc otula czułe Braci żale 
W dalekich echach jek mdleje i kona, 
Bardzie! weź lutnię poświęconą chwale, 
Niech drżenie eerca naśladując strona, 
Powie Dąbrowskiego czyny. 

Poczem, zwróciwszy się do „cienia" Kościuszki, oraz wezwa- 
wszy skały Apenińskie na świadków „odwagi i nieszczęść Lechi- 
tów" — kończy ostatecznie: 

Runęły trony, świątynie, 

Czas na gruzach spycha wieki, 

Sława Kamillów, Czarneckich nie zginie 

Poda ią światu potomek daleki. 

W .,dumie o jenerale Wodziekim poległym pod Szczekoci- 
nami 1794 roku" — spotykamy znowu pozę Ossyana. Na tle ci- 
chej nocy postać zbrojnego rycerza o bladem licu. zapatrzonego 
w blaski miesiąca — taki w.stęp nie odbiega daleko od szablonu 
„celtyckiego". Mniej wyraźne ślady tego szablonu ma w zbiorku 
Jakubowskiego trzecia „duma o Włodzimierzu Potockim" (zmarł 
1812 r.) 

I znowu ten sam temat przybiera w podobną formę Jan Kanty 
Rzesiński ( — później zajmował się prawem — ) w swojej „dumie 
o Wodziekim poległym pod Szczekocinami R. 1794" i). Rozpoczyna 
inwokacya do smutku i typowo oss3'^aniczny wstęp ( — zupełnie 
jak w Jakubowskiego elegii na śmierć Dąbrowskiego — ): 

Bard boleiący odświeżywszy blizny, 

Łzy dziś wdzięczności rycerzom poświęci. 



*) „Poezye Fr. Jakubowskiego"... motto z Mickiewicza „Ody do młodości'" 
(„I ten szczęśliwy, kto śród zawodu..."), 4, s. ioO. 
») „Pszczółka krak." 1819, II, s. 13. 



154 MARYAN SZYJKOWSKf 

Czemu odpowiada równie „ossyaniczne" zakończenie: 

„Wśród ciemnych borów nad szamnym strumieniem 
Wdzięczni współbracia niosą wodza zwłoki, 
Śpiewają czyny i sypią grobowisc". 

Nawet tak „piastowskiego" Bartosza z pod Racławic nie omija 
ten pęd ossyanicznej maniery. Tenże Rzesiński pisze „Dumę o Glo- 
wackim"2). Po raz nie wiem który powtarza się tutaj sztafaż księ- 
życowy a w mdłem świetle widać „smutną brzozę". Pod nią że- 
gna Głowacki swoją żonę Halinę w sposób, któregoby dzielny 
Bartos z pewnością ani nie rozumiał, ani przeto za swój nie uznał. 
Najbardziej jednak charakterystyczne jest zakończenie dumy: au- 
tor, chcąc rzędowickiego kosyniera jak najbardziej zbliżyć do mo- 
delu rycerzy Fingalowych i zakończyć wiersz efektem w duchu 
Ossyana — gwałci prawdę historyczną, każe, po dokonaniu całego 
szeregu cudów odwagi, poledz Bartoszowi na Racławickich polach. 

Napróźno czeka bohatera w smutku i tęsknocie Halina: — 
towarzysz broni Głowackiego przynosi jej wiadomość o bohaterskiej 
śmierci męża. 

A. Januszkiewicza „Meliton i Ewelina"^) jest „dumą hi- 
storyczną" w guście pierwszych dum Niemcewicza; łączy zatem 
tło historyczne z momentem erotycznym. Czyni to przytem w spo- 
sób właściwy pieśniom celtyckiego barda. A zatem: „on" poszedł 
na wyprawę Wiedeńską i poległ. „Ona" pozostała osamotniona 
w zamku nad Dniestrem. 

„Wieczór się zbliżał... a bladawe cienie 
Milczących borów zalegały szczyty. 
Xiężyc rumieniąc piorunne przestraenie, 
Obszernych niebios objaśniał błękity". 

W taki wieczór wracają zwycięzcę z pod Wiednia. Ona, pełna 
przeczuć najgorszych, pyta o Melitoiia: — „niema Melitona": 

,Na te wyrazy... nioma Melitona... 
Drży Ewelina... upada... i kona... 

Jednym z najciekawszych pod względem historycznym utwo- 
rów, jakie wydała poezya polska w przeddzień wybuchu romau- 



*) „Pszczółka krak. " 1822, I 116. 
») „Pszczółka krak." 1810, V, s. 4. 
») „Dziennik Wil, 1821, HI, 185. 



<)SSY-AN W POLSCE 155 

tyzmu w dwóch pierwszych tomikach Mickiewicza — jest nieznany 
dzisiaj poemat, którego I cz^ść pojawiła się w Warszawie w 1821 
roku p. t. „Groby w dniu .śmierci Tadeusza Kościuszki. Dumy ry- 
cerskie. Oryginalnym wierszem napisane przez tłomacza Tragedyi 
Faust" ^). Autorem poematu był — przedwcześnie zmarły — Edward 
Lubomirski^); jak dowiadujemy się z przedmowy, drugą część 
utworu obiecywał autor „wytłoczyć" w roku następnym, jeżeli 
część pierwsza spotka się z uznaniem krytyki. Jakkolwiek waru- 
nek ten został dopełniony — część druga nie wyszła: w 1823 r. 
bowiem autor „dum r\'Cerskich" już nie żył. A tymczasem ponad 
wileńskie lasy wzeszło słońce, w którego blasku światełko drobnej 
gwiazdki znikło bez śladu: „niedokończony poemat" Lubomirskiego 
poszedł w zapomnienie. Szkoda — na tle bowiem procesu krysta- 
lizowania się polskiego romantyzmu są te „dumy rycerskie" zja- 
wiskiem ciekawem i poiiczającem. 

W „Przemowie", wyprzedzającej pierwszą część „lirycznego 
Poematu Groby", pisze autor, że przybrał swój „lekki płód w po- 
stać dotąd nieznaną ieszcze w rodowite}' poezyi". W rzeczywisto- 
ści jednak, jak się pokaże, tak nie jest: „Groby" ^) na tle rozwoju 
„dumy historycznej" i poprzedzających je występów innych „bar- 
dów słowiańskich", są jednem z ogniw tego łańcucha przejściowego, 
który łączy poezyę starej szkoh' — z młodą; coprawda, ogniwo to 
jedno z najciekawszych. 

Już w przedmowie napotykamy myśli wielce ciekawe. Na- 
przód krótką (i niedokładną) treść, z której wynika, że opowiada- 
jąca w pierwszej osobie postać barda jest identyczna z poetą („poeta 
w osobie barda") — poczem następuje kwestya „machiny cadow- 
nej", która, jak wiadomo, w tej dobie przełomowej stanowi jeden 
z głównych punktów teoretycznych rozważań (por, Mickiewicza roz- 
biór „Jagiellonidy"). Lubomirski opowiada się za użyciem mitologii 
greckiej, jako mniej, aniżeli rzymska, spowszedniałej i bardziej od 
tamtej harmonijnej. Następnie oddziela z osnowy swojego poematu 



^) Drukiem Zawadzkiego i Węckiego 8, s. YII, 118, motto z Felińskiego; 
,,Kościuszko! twoia skromność niedba o pochwały". 

-) Zob. Estr. II, 627. Tenże Lubomirski jest autorem dzieła p. t. „Rys sta- 
tystyczny i polityczny Anglii" wyd. Ed. Raczyński, Poznań 1829. 

') Pisząc swój utwór musiał Lubomirski znać niewątpliwie — obok innych 
źródeł — poemat Uga Foscolo: stamtąd zapewne wziął tytuł, miejsce, na któ- 
rem rozgrywa się akcya i ogólną tendencyę patryotyczną. 



156 MARYAN SZYJKO NYSĘ I 

fikcyę od historycznej prawdy: fikcyą są postaci czterech rycerzy, 
których rozmowa wypełnia treść utworu, oraz miłość Kościuszki ku 
Z^ofii — natomiast czyny Racławickiego zwycięscy opierają sie na 
historyi. W arcylojalnem zakoń-zeniu przedmowy zastrzega się au- 
tor, że „myśli tu wierszem rzucone nie stosuią się bynaymaiey do 
teraźnieyszych okoliczności i że nie są w duchu burzycieli napi- 
sane". Nie zamierzał autor bynajmniej podburzać „demagogii", ani 
zniechęcać „Rządzonych przeciwko Rządzącym". 

Omawiana część I poematu Lubomirskiego obejmuje cztery 
dumy, przybrano w formę ośmio-wierszowych zwrotek (łącznie 165) 
o 11-to zgłoskowych przekładanych wierszach. Z najrozm.aitszych 
pierwiastków, które złożyły się na treść tego utworu, na czoło wy- 
suwa się — ossyanizm. Jest on tu w I. dumie nazwany po imie- 
niu. Poeta, przybrany w płaszcz barda kaledońskiego z pokolenia 
tvch, którzy opiewali „śmiałego Fingala" — przybywa do Polski. 
W początkowych zwrotkach legitymuje się jako druh po lutni tru- 
badurów, minnesiingerów, truwerów i menestrelów ^) — których 
pieśń służyła ongi rycerskim godom i zawodom, śpiewała miłość 
i walkę, władała berłami królów i strzegła rycerskiego honoru. 
Niestety, zmieniły się czasy; wiek obecny: 

„...ciemnoty nas pietnuio znakiem, 
Zimny rozsądolc czucia dziś rozbiera. 
Miłość iest słowem, prostota niesmakiem, 
Rozum się zdobi, lecz czułość umiera. 
Kłądzić bez celu przymusza mnie żałość, 
W siedzibie królów przyięły mnie ^riizy; 
Już dawno szczęścia poznawszy niestaiość 
Nad zgonem płaczę cziiłey Bardów Muzy". 

Oto stanął na „ruinach zamku krakowskiego" (zob. duma Za- 
rzeckiego). Na dworze świta (Febus, Boreasz) — z wawelskiego 
wzgórza roztacza się wspaniały widok na dolinę krakowską. Bard, 
rozważywszy na widok ruin zamku — wzorem swoich poprzedni- 
ków — znikomość dzieł człowieka, wstępuje do podziemi katedry, 
l^rzebiegłszy najważniejsze czyny królów polskich*) (zob. „Śpiewy 
historyczne") — spostrzega czterech polskich rycerzy, którzy ko- 



1) Zob. objaśnienia o tych pieśniachrycerskich, dołączone na końcu utwora 

6. 98, 9. 

') W wierszu „Chocim, co natchnął ducha Lechów Harda" — widoczna 

aluzya do poematu Krasickiego. 



ossYAN W poi.scp: 157 

lejno, w dumie drugiej, trzeciej i czwartej, podejmują się roli 
bardów. 

Rozpocz)'na zatem Gedymiu szerokim wywodem pochodzenia 
„Sarmatów" (w myśl istniejących teoryi) i rozpamiętywaniem przy- 
czyn upadku Polski, spowodowanego głównie skutkiem przyrodzo- 
nych wad społeczeństwa. Te wady trwają — zaczem ostro wytyka 
je Gedymin. Polemizuje z nim zlekka Zbigniew. A kiedy nazbyt 
przedłuża się dysputa, j)rzerywa ją Sieciech, wskazując, że już za- 
padł wieczór. Obraz wieczoru, jaki daje Sieciech, wygląda jak 
płótno, które w pierwszej połowie wymalował pędzel jednej szkoły 
- — a w drugiej wykończyła ręka, na zupełnie odmiennych kształ- 
cona wzorach: 

.Już dawno Febus zawail dnia podwoie, 

Córka Chaosu świat obwiodła nirokiem 

Ciągnie za sobą Zdrady, Śmierć, Zaboie, 

Spory, Sen, Strachy, Woynę z groźnym wzrokiem. 

Puchacz wśród wieży noc żałośnie wita, 

Cisze niekiedy przerywa głęboką; 

Modra nad ziemią przestrzeń gwiazdolita. 

Zewsząd się chmurna okryła powłoką. 

Luna raz w •jzęści srebrzyste oblicze. 

Raz całe zjawi, w tym znowu zasłoni. 

Z pod chmnr połyska łor.o iey dziewicze; 

Patrzcie: na ścianach cień za cieniem goni". 

Jawią się widma, stylizowane w duchu Ossyaua z dodaniem 
rysów, właściwych ,,romantyce grozy": 

„Przy drobnem świetle, które lampa sieie, 

Widma okropne spostrzegam w około. 

Tu pod obłąkiem ziawisko eio chwieie, 

Zawóy z obłoków zdobi iego czoło, 

Tułub chmurzysty mgliste wleką nogi; 

Czyście słyszeli iak boleśnie ryknąly 

Tam... przy filarze potwór widzę srogi... 

Idzie... zbliża się... stanął... gdzie iest?... zniknął". 

Rozsądny Gedymin zwraca uwagę, że „lękać się duchów nie 
należy"; — ponieważ zaś ma widoczną słabość do antycznych pe- 
ryfraz w guście Trembeclciego, radzi przeczekać zrywającą się bu- 
rzę w podziemiach, wyrażając to w następujący sposób: 

„Dżdżyste Hyady zmyjyby nam szaty, 
Nas by Eolska mogła przemódz siła". 



158 MARYAN SZYJKOWSKI 

Zawisza, choć „nie iest Bardem, słabym głosem nuci" pieśń 
o czynach Kościuszki, lecz zaledwo to słowo padło, zagasła jedna 
z lamp i zatrzęsły się od grzmotów posady („Czy usterk przy- 
szły te głoszą łoskoty?"); to znak. że w tej chwili skończył życie 
w odległej Solurze Naczelnik z pod Racławic. 

Jemu też poświęcone są dumy trzecia i czwarta. Mitologia 
klasyczna (obraz ciszy morskiej z całj-m aparatem klasycznych 
wspomnień), reminiscencye z cyklu o Cydzie Kampeadorze, epo- 
peja Tassa, „Luzy tań czy cy" Camoensa (w ustępach o pobycie Ko- 
ściuszki w Ameryce), Trembeckiego „Zofiówka", Ossyan i "Walter 
Skot — oto ślady obszernej lektury autora, które chórem niestroj- 
nych głosów wypełniają jego poemat. Jako przykład typowy niech 
posłuży epizod, w czwartej dumie zawarty. Kościuszko, przed uda- 
niem się na „pole chwały", żegna Zofię. Zastaje ją w parku, który 
jest miniaturową kopią Zofiówki (niedarmo bohaterka Zofią się na- 
zywa): są w nim zatem chłodniki, sztuczne gaje, wyspa Natchnie- 
nia etc. Ale oświetlenie i inne szczegóły dekoracyjne wykonano 
już w „nowożytnej" pracowni. Zatem noc i jej „towarzysz" pu- 
szczyk, srebrzyste promienie księżyca i w ich świetle postać Zo- 
fii, siedzącej nad brzegiem wody. Jeszcze w pozie, jaką przybrała, 
znać ślady sentymentalnego gestu z końca XVIII wieku: siedzi na 
„darnistej ławie", przybrana w białą, powłóczystą szatę, mając 
„loki utrefione" i u nóg swych „wierną służebnicę". Ale już biała 
opaska, która otacza jej kibić, przyrównana została do „obłoku nad 
porankiem", kiedy „świetne powleka Morweuu pagórki". A po- 
zatem w tę noc księżycową śpiewa Zofia krótkim, lirycznym wier- 
szem rzewną piosenkę o skowronku i swojej smutnej, skazanej na 
rozłąkę miłości — a drogą pewnego rodzaju poetyckiej antycypa- 
cyi kończy rzecz całą hymn pogrzebowy na cześć zmarłej, ujęty 
w piękne, jakby powolnym marszem żałobnym kroczące strofy 
cztero- wierszowe. 

Kto ciekaw, jak znacznym zasobem erudycyi i czytania 
w dziełach różnego typu i pokroju, zarówno dawniejszych, jak 
nowszych i najnowszych, rozporządzał Lubomirski, pisząc swój po- 
emat o ..Grobach" — niech przejrzy objaśnienia autora, dodane na 
końcu. Znajdzie tam zaraz w dwóch pierwszych obszernych no- 
tach wiadomość o kaledońskich bardach i druidach oraz o Fingalu 
i pieśniach Ossyana, przez Macphersona zebranych, a które „czy- 
tamy zawsze z iednostaynem podziwieniem'". 



OSSYAN W POLSCK 159 

Ta crudycya autora, przy zbyt słabo rozwiniętych zdolnościach 
poetyckich, nie pozwoliła doprowadzić do ładu całej masy rozbież- 
nych najczęściej wątków. Znaj;j;C i uznając wartość i pic^kno no- 
wych zjawisk w poezyi Zachodu — zbyt jeszcze silnie tkwił Lu- 
bomirski w nawyczkach starej maniery literackiej, ażeby stworzyć 
dzieło „romantyczne". Dał jednak utwór pod względem historycz- 
nym nadzwyczaj ciekawy, jako jeszcze jedna więcej próba stwo- 
rzenia narodowego rapsodu, którego geneza i poszczególne wątki 
wskazują w prostej linii pieśni Ossyana jako źródło. 

Współcześnie zachwycił się poematem Lubomirskiego Bojan- 
Brodziński. Zamieścił też o tym utworze bardzo obszerną i po- 
chlebną ocenę w „Pamiętniku Warszawskim'' ^]. Podawszy szcze- 
gółowo treść, orzekł Brodziński, że „dzieło to obiecuie narodowcy 
literaturze znakomitego poetę", że zaletą jego „swoboda, nowość, 
czerstwość i rozmaitość obrazów". ..Autor oświeconv dzieiami" — 
wywodzi Brodziński — ,,głębszą znaiomością mitologii, przeięty du- 
chem śmielszych i oryginalniejszych pisarz}'-, umie nadać dziełu 
swoiemu piękną rozmaitość, rozsądną głębokość w postrzeżeniach 
moralnych i czucie prawdziwe"; poczem podkreśla w sposób tak 
znamienny dla autora „Pobytu w górach", że utwór Lubomirskiego 
posiada „cechę narodową i pewną nam właściwą oryginalność, 
o którą wola literatura nasza". W czeni widzi Brodziński tę ory- 
ginalność — wiemy dobrze, znając stosunek tłómacza „Berrathonu" 
do pieśni celtyckiego barda. Z tej samej podstawy wyrasta i wielce 
charakterystyczny zarzut, jaki czyni autorowi „Grobów". Oto stre- 
szczając pierwszą dumę — mówi w osobnej nocie: „Niepotrzebnie 
zdaie się tu sprowadzony bard Kaledoński, aby nasze narodowe 
przygody opiewał. W późniejszych czasach po Fingalu 
mieli Sławianie swych bardów, których równie było 
obowiązkiem nietylko czyny rycerskie opiewać, ale 
do nich zachęcać i należeć" 2). 



1) „Para. Warsz." 1822, I, 238. Recenzja podpisana jest inicjałami (jak 
bardzo często u Brodzińskiego): K. Br.; charakterystyczne myśli, w niej zawarte, 
usuwają wszelkie wątpliwości co do autorstwa tego artykułu. 

2) O Edwardzie Lnbomirskim pisze Stanisław Wasylewski w „Pamię- 
tniku literackim" 1910, B. 214, p. t. „U świtu romantyzmu. I. Edward Lubomirski". 
To jednak, co u tego zapomnianego poety istotnie zaciekawia, t. j. wybitna jego 
rola w szeregu polskich ossyanistów — zostało w pomienionym artykule zupełnie 
przeoczone. 



160 MAKYAN SZYJKOWKl 

Oto W kilku słowach myśl^ która mniej lub więcej przyświeca 
wszystkim polskim „ossyanistora": zapatrzeni w rzekomo ludową 
postać ślepego piewcy Morwenu, zasłuchani i w różnym stopniu 
przejęci melodyą jego harfy — szukają, czyby w ojczystej tradycyi 
ludowej nie znaleźli analogicznych motywów. A nie znalazłszy nic 
podobnego — stwarzają sztucznych „bardów słowiańskich" (jak 
sztucznym był Ossyan), z których jedni nawet dochowali strój 
i gesty celtyckiego śpiewaka, inni chcieliby mu włożyć na twarz 
maskę Bojana — nikt jednak nie potrafił zerwać doszczętnie tego 
silnego węzła ideowego, który pod wpływem prądów Zachodu 
praca już drugiego pokolenia zadzierzgnęła pomiędzy bardem Fin- 
gala a „słowiańskimi bardami" w Polsce. 

U samego końca omawianego okresu, w przedświtowej łunie 
wielkiej romantyki — spot3'kamy w poezyi polskiej taką scenę ^): 

Poeta (wchodzi wolnym krokiem zadumiouy i trzjmaiący w ręku 

Poezje Homera i Ossyan a): 

Któregoż w laur świetniejszy \ otoniność przybierze, 
Czy ciebie Ossjanie, czy ciebie Homerze? 

(patrząc na Xięgę Homera): 

Ty coś na Greckiej lotni mężne głosząc roty, 
Powtarzał wrzawę bojów i Jowisza grzmoty, 
Wzniosłeś kolos twej cliwaly na Achila grobie! 
Coś świat ten w całej jego wystawił ozdobie, 
Głosił wielkość człowieka, same bogi głosił, 
Jakżea duszę zapalał! myśli moje wznosił! 
Uczułem godność wieszcza, tyś mi wlał natchnienie 
I śmiałem aż pod nieba męzkie podnieść pienie. 

(patrząc na Xięgę Ossjana): 

Ty zaś, co na północnej i samotnej skale 
Na cichszej lutni ciężkie rozwodziłeś żale 
I zawsze blady, nocy otoczony mrokiem, 
Topiłeś smutne myśli w dumaniu głębokiem, 
Blizszij tkliuej naturi/, mniej świetny od Greka, 
Prsez łzę tylko patrzałeś na świat i człowieka, 
Jakześ, jakześ mnie często s Homerem rozdzielał, 
Jakżeś lubą posępnoić w duszę moją przelał, 



») „Wanda" 1821, II, 12 „Dainauie wyjątek z Sceny lirycznej pod tyt. 
Sen Poety"*; nazwisko autora i reszta „Snu Poety" — nieznane. 



0S8VAN W fOLSCE 



161 



Jak często razem z tobą winiac los okrutny, 
Twera czuciem rozczulony, twoim smtitkiem smutny 
Na pustynię, na skały biegłem nocną dobą 
Kazem błądzić i dumać i zapłakać z sobą. 

(po chwili namyślenia): 

Któregoż pójdę ńladem: dwie otwarte drogi ! 
Czuje, że i mnie także powołały Bogi, 
I w moje także piersi piękną żądzę chwały 
I ten ogień tak święty razem z życiem wlały. 

Tak — czuję w sobie serce rozognione, 
Myśl olbrzymiemi goreje obrazy, 
Cisną się do ust lirtjczne wyrazy. 
Czuję że Bogiem Poezyi płonę! 

Wybór został dokonany: Ossyan zwyciężył Homera. Pod jego 
kierunkiem odbywa się dalszy, górny lot poety, jego „mała 
'mprowizacya. „Zuba samotność" jest mu piastunka - og.en plome 
mu w piersi: 

.Nisdym jaszoje ni« nczal tjl» żądzy chwalj, 

Tjle sil w moiej dnszy! iakaż to potęga 

Odozwata Sie w« mnie, samjcli niebios sięga. 

Nieznanym dotąd goreję natchnieniem, 
Czncie się z czncia, myśl z mySli rozmija, 
Cznję. jal! serce swem rozltosznem drieniem 
Wielltą mi cliwaly godzinę wybija, 
Któż mi to skronie nwięcza laorami, 
Niezliozone wieków okrąża mnie mnóstwo". 

Przemówiła aowym językiem poezya polska; wskazała mi- 
strza: na północnej, samotnej siedzi skale, smutny, ^^^^^^^j^^' 
ski naturze", przez Iz, patrz.ey na św.at , człow.eka, bHkwcy 
się samotnie wśród skalistyeh urwisk. Ten .■"-'^\- *° J"' ""^ 
sam tylko Ossyan; on tu symbolem, imieniem gatunkowem na 
Tz^acJenie ea.ej samy nowych zjawisk; Ossyan -. Romantyzm, to 
iedno iak synonimem staje si« tutaj Homer i klasycyzm. ^ 

' 'nie jLt win, poezyi polskiej, że utożsam. la śptewaka , n- 

skiego - najniesluszniej - ze skazanym na zagładę hufcem sta- 
rych Wszakże czyniono to, bardzo nieraz energicznie i namiętnie 

nlzachodzie. Herder, pani dc StaSl "y--";P°"""=°^^°. f .^/^ 
ponad „południowego", Goethe zawołał już dawno „Ossian hat m 

Rozprawy Wydziału filolog. T. LII. 



162 MARYAN SZYJKOWSKI 

meinem Herzen den Homer verdraDgt", Voss, a za nim młodsi, osą- 
dzili, że „Szkot Ossyan jest większy poeta, aniżeli Jończyk Homer". 

Przyszła kolej na Polskę: — na wschodnim nieboskłonie wi- 
dać pobrzask świtu. 



Synteza. 

Na podstawie powyższych wywodów stwierdzić można, że 
pochód Ossyanizmu w Europie zachodniej przedstawia dwie fazy. 
Pierwsza poczyna się zaraz po wydaniu „Fragmentów". Spragniona 
odmiennych wrażeń Europa chwyta nowe Piękno, entuzyazmuje 
się „poezyą serca", upaja szczerem odczuciem przj^rody, interesuje 
nowymi wątkami fabuły, nowym systemem duchów, zwięzłym 
a dźwięcznym rytmem, tak sposobnym do oddania tej całej sumy 
odrębnych wartości poetyckich. Jedynie w Anglii, i to nieliczne 
tylko jednostki z obozu klasyków próbują stawiać tamy temu „en- 
tuzyazmowi lirycznemu". Gdzieindziej przedstawiciele starej szkoły 
ulegają mistyfikacyi: wszakże Ossyan — to śpiewak ludowy, prze- 
pisów Arystotelesa znać nie mógł, nucił nieuczenie, jak ptak na 
gałęzi. Niech sobie zatem śpiewa. 

Dzięki tego rodzaju tolerancyi przechodzi Ossyan drogą kon- 
trabandy, pod płaszczykiem ludowości — do Niemiec i Francyi 
i bez znaczniejszych przeszkód zjednywa sobie fanatycznych wiel- 
bicieli, którzy rychło dostrzegą, że pomiędzy „bardem celtyckim" 
a Rousseau'em, pomiędzy Ossyanem a Werterem i Renć'm wybitne 
zachodzą koincydencye. 

Ta pierwsza fala ossyanizmu w Europie trwa niemal aż po 
koniec XVIII wieku. Tymczasem jednak mnożą się wątpliwości co 
do rzekomo ludowego charakteru „pieśni Ossyana"; a wszakże ta 
ludowość to zrazu główna podstawa nimbu Ossyana; zatem fala 
entuzyazmu słabnie i opada. 

Ale w 1805 roku następuje słynna ekspedycya naukowa z ra- 
mienia „Towarzystwa Szkockiego", a potem „odkrycie" rzekomych 
oryginałów celtyckich przez Sinclaira. Ludowy Ossyan uratowany. 
Fala entuzyazmu wzbiera powtórnie i podnosi się jeszcze wyżej, 
jak poprzednio, wsparta i tem, że już pierwszy prąd wyżłobił ko- 
ryto i że tymczasem reakcya przeciwko panującej manierze litera- 



OSSYAN W POLSCE 163 

ckiej wzrosła, poparta innemi zjawiskami natury pokrewnej. Przy- 
tem jednak ta wtórna fala traci swoją pierwotną czystość i jedno- 
litość — spływają się z nią inne, siostrzane strumienie — tworzą 
razem jedną, wspólną rzekę, która przerywa groble i tamy i sze- 
roką strugą zalewa pola poetyckiej inwencyi. Już w tej rzece co- 
raz trudniej wyróżnić, co wypłynęło ze źródeł na górach Szkocyi, 
co zaś ma swój początek w innych stronach, zwłaszcza od chwili, 
kiedy potężnym nurtem zalewa koryto Byronizm, nadając całej 
rzece sw^j własny koloryt. 

Zupełnie analogiczny widok przedstawia polski ossvanizm, 
kiedy spojrzeć na niego z lotu ptaka. Są dwa spóźnione odbicia 
fali zachodniej, któreby można wprost graficznie oznaczyć. Pierw- 
sza faza ossyanizmu zjawia się u nas pod koniec „wieku oświece- 
nia", tworząc w ostatnim lat dziesiątku charakterystyczne skupie- 
nie, na które składają się: zachwyt naszego „poety serca", opinia 
Krasickiego, trzy wersy e Ossyaniczne. utwór „Bard Polski" ks. 
Adama Czartoryskiego, oraz dumy Niemcewicza, przyczem zauwa- 
żyć należy, że te ostatnie na innej drodze dostały się do nas. 

Ta pierwsza recepcya nie może być uważana za jakiś czysto 
mechaniczny odruch, za objaw natury sporadycznej i bez znacze- 
nia na przyszłość. Tak absolutnie nie jest. Należy rozważyć bliżej 
charakter tego pierwszego skupienia ossyanizmu w Polsce. Choć do- 
szedł do nas drogą przez Francyę, opatrzony cenzurą La Harpe'a: 
„można drukować" — zastanawia pierwszych naszych ossyanistów 
zupełna odrębność zjawiska. Karpiński swój ur^^^wek przekładu 
„Pieśni Selmy" rzuca na tło radykalnej rozprawy, napisanej pod 
hasłem: precz z hamulcami w poezyi! — obejdzie się prawdziwy 
geniusz bez prawideł. Grono młodych klasyków, gromadząc się 
w murach sejmującej Warszawy, w długich i ożywionych dyspu- 
tach nie może znaleźć odpowiedniej formułki na określenie no- 
wego zjawiska i nie potrafi przejść do porządku dziennego nad 
„dziwactwami" wersyi Tyminieckiego, który na zadania tłumacza 
zapatruje się z odmiennego stanowiska. 

Nawet Krasicki odczuwa potrzebę innego określenia „Ksiąg 
Fingala" i w tym celu wydobywa zapomniany termin: duma. Spo- 
strzega bowiem, źe są analogie pomiędzy tym „bardem celtyckim" 
a historycznemi dumami Niemcewicza. 

Każdy z tych najstarszych wersyfikatorów Ossyana zdaje so- 
bie sprawę z tej odrębności i każdy inaczej na nią reaguje. K ra- 
ił* 



164 MARYAN SZyjKOWSKl 

sicki próbuje zreformować Ossyana i zbliżyć go bodaj trochę do 
wzorów pseudoklasycznych; Tyminiecki zachowuje wierność 
myśli, choć nowej formy wynaleść nie potrafi; Kniaźnin zanied- 
buje myśl, a za tó formę stara się uczynić jak najbardziej gibką 
i w budowie stroficznej zmienną — i sam wkońcu, w ostatnich 
zapewne lirykach, ulega czarowi „Pieśni Selmy". Czartoryski wre- 
szcie daje pierwszą próbę polskiego „Krzyku Bardów" [Barden- 
geschrei), który wielokrotnem echem odbije się u nas w okresie 
drugiej recepc;yi Ossyana, po 1815 roku. 

Jednocześnie zaś Niemcewicz przywozi z Anglii dwie 
swoje „dumy" i stwarza nowy gatunek literacki, który tak bujnie 
rozpleniać się pocznie już od pierwszych lat nowego wieku. 

Na skutki bowiem tej pierwszej recepcyi Ossyana w Polsce 
nie trzeba długo czekać. Choć pierwsza fala opadła, pozostał — 
jak w całej Europie — osad. Z niego to wyrastają w pierwszych 
latach XIX wieku wątki ossyaniczne w naszej powieści i poezyi, 
które stwierdzają, że pomiędzy pierwszą a drugą recepcyą Ossyana 
w Polsce niema przerwy — a przeciwnie jest dająca się uchwycić 
ciągłość. 

Bardzo rychło, bo już w 1806 roku dochodzi nas wiadomość 
o „odkryciach" Ossyana. Ale i tu skutki tej wiadomości opóźniają 
się w Polsce o lat blisko dziesięć. Musiała naprzód fala ossyanizmu 
w Europie zachodniej podnieść się powtórnie i rozlać dość szeroko, 
ażeby jej odnoga dosięgła Polski. Następuje na linii ewolucyjnej 
polskiego ossyanizmu drugie skupienie, druga recepcyą — po 1815 
roku. Jest ona bez porównania wydatniejsza i okazalsza, aniżeli 
pierwsza, wersye przybierają charakter masowy. Nie są to już wy- 
łącznie rymowane przekłady, ale obok nich i parafrazy a nawet 
t. zw. ossyanidy, które wszędzie na Zachodzie są oznaką, że 
w danej chwili ossyanizm stoi u zenitu. 

Mnożą się drogi pośrednie, na których te wersye powstają. 
Chociaż i teraz Letourneur jest „wielkim sekretarzem" (jak go 
zwał Yoltaire) polskich wersyfikatorów, to przecie już nie dzierży 
w swem ręku monopolu: zjawiają się obok niego w roli pośredni- 
ków Cesarotti, Herder, tłumacze niemieccy — a nawet po raz pierw- 
szj' znalazł się taki, który sięgnie wprost do oryginału. Rozgałęzia 
się forma wersyi, mnożą typy metryczne — co wszystko razem 
przyczyni się do wyrobienia, nowego, romantycznego stylu. 



OSSyAN w POLSCE 165 

w parze z tą drugą recepcyą idzie niepomierne wzmożenie 
się osayanizmu w literaturze. Ossyan staje się hasłem i argumen- 
tem w teoretycznym sporze romantyków z klasykami. Już 
na progu nowego stulecia pojawia się opinia, że tok poezyi Ossya- 
na odbiega daleko od wzorów klasycznych. Jeszcze iednak Dmo- 
chowski w szczegóły zjawiska nie wchodzi, poprzestając na ogól- 
niku negatywnym. 

Dopiero po 1815 roku zaczyna się kwestyę ossyanizmu roz- 
ważać bliżej. Krytycy nasi słuchają w tym względzie wskazówek 
Herdera^ pani de Stael, Blaira i Sulzera — i poprzez cały 
chaos dysku.syi, poprzez wzajemne nieporozumienia dochodzą do 
do krańcowej opinii, że Ossyan i romantyzm, to nieomal synonimy. 

Równolegle z teoryą rozwija się ossyanizm w powieści 
i poezyi. Pierwszej dostarcza w dalszym ciągu motywów i obra- 
zów, aż w 1821 roku zrodzi nawskróś „ossyaniczny" pomysł po- 
wieściowy. 

W poezyi stwarza druga fala ossyanizmu całą literaturę, na 
ilość bogatą, na jakość — wielce znamienną, jako zjawisko prze- 
łomowe. Są w tej literaturze różne odcienia i kierunki. Dawna du- 
ma historyczna rozwidla się w dwie strony: tworzy elegię ero- 
tyczną i rapsody „bardów słowiańskich". Pierwsza, w podsta- 
wowych rysach melancholii pokrewna Ossyanowi. zapożycza się 
u niego w dekoracye. Rapsod „narodowy" narzuca zewnątrz ko- 
stium mitologii słowiańskiej, nie znajduje jednak w rodzimej tra- 
dycyi ludowej nic analogicznego z powieściami „celtyckiemi". Za- 
czem adaptuje z nich wątki i obrazy mniej lub więcej zręcznie, 
zależnie od zdolności poszczególnych „bardów" i od kierunku ich 
artystycznych zamierzeń. 

Czasem zjawi się znowu dawna „duma historyczna", która 
połączy erotykę z „historyą", doda nowy motyw duchów i zbliży 
się do ballady — lub też nastrój Ossyana przejaskrawi i da 
próbkę „romansu grozy". Na drodze od dumy do ballady — stoi 
Ossyan. 

Nie już poszczególne jednostki, ale całe mnóstwo zapomnia- 
nych dziś ossyanistów zasypuje czasopisma polskie utworami, które 
stanowią często nieudały debiut poetycki. Skutkiem ubóstwa inwen- 
cyi powtarzają się wkoło motywy, wytwarza pewien ossyaniczny 
szablon i maniera, którą można przeciwstawić szablonowi i manie- 
rze pseudo-klasycznej. Tylko gdy ta ostatnia jest objawem wyją- 



166 MARYAN SZYJKO W8KI 

łowienia gruntu — maniera ossyaniczna odgrywa rolę pożywnego 
nawozu, który pole zasila i użyźnia, iżby wzejść na niem mogła 
zrazu bodaj owa „mała" improwizacya nieznanego poety, z Ossya- 
nera i Homerem w ręku stającego na rozstaju. 

Jest jedna zasadnicza różnica pomiędzy drugą falą ossyani- 
zmu w Europie a jej odbiciem w omówionym czasie w Polsce. 
Podczas gdy na zachodzie ossyanizm tworzy już, wraz z innemi 
zjawiskami o charakterze pokrewnym, jedną, wysoko wzdętą rzekę 
romantyzmu — to u nas nie zdołała się jeszcze zatrzeć bezwzglę- 
dnie jego jednolitość. Są to skutki tego opóźnienia w rozwoju lite- 
ratury, za które obwiniać trzeba czasy Saskie, 

Pomiędzy Karpińskim a pierwszymi utworami Mickiewicza 
przeciągnąć można jeszcze bez znaczniejszych przeszkód jedną li- 
nię. Wszakże i talent Mickiewicza przeszedł w skrótach ową drogę: 
od „Wolteromanii" poprzez poezyę kochanka Justyny do „Byrono- 
manii". Nie tu miejsce wykazywać, co w rozwoju pierwiastkowym 
talentu Mistrza wypełniło ten ostatni etap: od Karpińskiego — do 
Byrona. Dość wskazać, że takiż sam etap przechodzi cały rozwój 
poezyi polskiej przed Mickiewiczem i że bez odbycia tej drogi dwa 
pierwsze tomiki autora „Romantyczności" nie mogłyby się były 
pojawić. 

Na czele przewodników, prowadzący^ch poezyę polską ku 
szczytom, kroczy Ossyan; ten, który mu to przodownictwo odbie- 
rze — Byron — pojawia się dopiero na krańcach zachodniego nie- 
boskłonu. 

Gdybyśmy chcieli utrzymywać, że świt polskiego romanty- 
zmu pokrywa się w całości z wpływem poezyi Ossyana — powie- 
dzielibyśmy za wiele. Opierając się jednak na tern, do czego upra- 
wnia nas szczegółowa analiza, możemy stwierdzić, że u kolebki 
romantycznego r u eh u w Polsce stoi staryśpiewak cel- 
tycki — „Ossyan". 



OS.SYAN W l'()LSCE 167 

Bibliografia. 
I. Przekłady, wersye, parafrazy i ossyaiiidy. 

fok. 1782]. 
Karpiński Franciszek. Urywki przekłada prozą „Pieśni Selmy". 

1791. 

Tymi niecki Konstanty. „Ossyana Kaledończyka tray poemata". Warszawa. 

[po 1794]. 

Krasicki Ignacy. „Pieśni Ossiana, syna Fingala z angielskiego tłumaczone na 
francuski ięzyk z franc. na polski" s. 1. s. a. 

[przed 1795]. 
Kniaźnin Fr. D. „Pieśni Ossyana" (wydrukowano po raz pierwszy w „dziełach 
Fr. D. Kniaźnina". Warszawa, 1829, tom V i VI). 

1803. 

Krasicki Ignacy. „Pieśni Ossyana" edycya poprawna z przydaniem po raz 
pierwszy „Pieśni Selmy" w „dziełach", Warszawa, I; tamże, tom III s. 
444 urywki przekładu „Pieśni Selmy" (w rozprawie „O rymotwórstwie i ry- 
motwórcach"). 

1806. 

Tymi niecki Konstanty. „Oitona" — „Dziennik wileński" II, 512. 

1814. 

Ostrowski Władysław hr. „Bitwa pod Lorą, z francuskiego przekładu Letour- 
neura, który się trzymał tłumaczenia angielskiego Macphersona wierszem 
polskim". Warszawa, (wyd. jako rękopis). 

1815. 

Ostrowski Wł. „Bitwa pod Lorą...." wyd. poprawne. — „Pam. warsz." III, 494. 

1816. 

(Anonim). ~ Wyjątek z „Temory". — „Pam. Lwowski" I 273. 
Januszewski Jan, „Ostatni hymn Ossiana". — „Pam. Warsz." VI, 47H, 
Ostrowski Wł. „Duma. Śmierć Oskara". — „Pam. Warsz," V. 182. 

1816/17. 

Borzewski Antoni. „Karton, podług tłómacz. ang. Macphersona". — „Pam, 
Warsz," VI i Vni. 

1817. 
(Aponim). — Urywek z „Pieśni w Selmie". — „Tyg. Wileń," III, 80, 
Brykczyński Józef. Wyjątek z IV pieśni „Temory". — „Pam. Lwów." IV, 128. 
[Tyrainiecki K. „Pisma". Warszawa, tom I]. 



168 MARYAN SZYJKOWSKI 



1818. 
Brodziński Kazimierz. .Barrathon" (sic). - ,,Pam. Warsz." XII, 64 (toż w „Pi- 
smach" 1820, I, 91). 
Brykczyński J. „Oina, duma". — „Tjg. pol. i zagr." III, 289. 
Kiciński Brano. „Kroma". — „Tyg. pol. i zagr." I, 87. 
Śmigielski B. X. „Temora" I pieśń. - „Tyg. Wileń." V i VI, 281, 304. 

1819. 

(Anonim). — „Pieśń poranna przed bojem", „Ostatnia walka Fingala". — „Tyg. 

polski" III, 70 i 73. 
Brykczyński J. „Opis bitwy, wyjątek z Temory" — „Tyg. pol." IV, 49. 
Zalewski H. A. „Komala". — „Tyg. pol." IV, 264. 
— .Katloda". — „Pam. "Warsz." XIV, 81. 

1820. 

Jaszowski Stanisław. „Pieśń Bosniiny". „Pieśń Snlmalli". „Pieśń Katmora'. — 

„Pszczoła polska". (Lwów) I, 361—4. 
Ostrowski WL „Karton". Warszawa, u Glucksberga. 

1821. 

Brzozowski Maryan Dyonizy. „Śmierć Kukalina". — „Wanda" I, 265 i 297. 
Dmochowski Franciszek. „Zaczęcie poematu Gaul". — „Wanda" II, 292. 
Odyniec A. E. „Pieśń Ullina". — „Tyg. Wileń." I, 212. 

1822. 

Anonim). — Urywki z „Berrathonn" prozą — ., Gazeta liter.", 121. 
Brodziński Kaz. — Urywki. „Dar-Thali'' prozą. — „Pam. Warsz." s. 266 
(w rozp. „O Elegii"). 



II. Ossyan w dyskusyi. 

Wiek XVIII. 

Karpiński Franciszek. „O wymowie w prozie albo wiersza" (nap. ok. 1782 r.). 
Krasicki Ignacy. „O rymotwórstwie i rymotwórcach" Cz. I. § II „O rytmach 
Bohatyrskich albo Epopei" (wydrak. w „dziełach". Warszawa, 1803, tom 
III, s. 10). 

Wiek XIX. 
1802. 
„Nowy Pam. Warsz." V, 87 (Art. F. S. Dmochowskiego). 

1806. 
„Gazeta literacka Wileńska", 110, 374 (sprawa pochodzenia „pieśni Ofesyana"). 

1816. 
„Dziennik Wileński" III 190 (o przekładzie Cesarotti'ego). 



OSSYAN W POLSCB 



169 



1817. 
,Rzut oka na stan niniejszej literatury niemieckiej". — ,,Pam. Warsz." VII, 
154 (o przekładzie Ahlwardta). 

1818. 

Brodziński Kazimierz. ,,0 klassjczności i romantjczności " — „Pam. Warsz." 

X, 356, 516. 

— Wstępne uwagi do wersji „Berrathonu" — j- w. 

1819. 

Śniadecki Jan. ,,0 pismach klassjcznjch i romantjcznjch". — „Dziennik Wi- 
leński" 1819, I, 2. 
„Uwagi nad Jana Śniadeckiego rozprawą o pismach " — „Pam. Warsz." 1819. 

XIV, 458. 

1820. 

[Borowski Leon]. ,, Uwagi nad poezją i wjmową pod względem ich podobień- 
stwa i różniej". — „Dziennik Wil." I, I!, III. 

Brodziński Kaz. „Listj o polskiej literaturze". — ,,Pam. Warsz." XVI, XVIII, 
27 i 326. 

Jaszowski Stanisław. ,, Nieco o Bardach i o Ossjanie". — , .Pszczoła polska" 

I, 355. 

1821. 

„Rozprawa w której się okazuie, że nie każda romantjczność przeciwna iest kla~ 

sjczności". — „Mrówka poznań." III, 81. 
„Zdanie Francuzów o Lordzie Byronie i iego poezjach". — (Byron-Ossjan). — 

„Pam. Warsz." XIX, 158. 

1822. 

Brodziński Kaz. ,,Li8tj o literat, pol." — ,.Pam. Warsz." I, 8. 

— „Wjjątki z rozpr. „O Elegii". — „Pam. Warsz." II, U, 133, 261. 

— ,,0 poezji ludu litewskiego". — ,,Pam. Warsz." 111. 235. 

,,Rzat oka na obecnj stan literatur j polskiej". — „Gaz. liter." s. 1, (tamże o na 
turze przekładów Ossjana, s. 121). 

III. Ossyaii w powieści. 

1804. 

Lipiński Józef. ,, Halina i Firlej czjli niebezpieczne zapałj". Warszawa. 

1806. 

Mostowska Anna hr, ,, Strach w zameczku, powieść prawdziwa". Wilno. 

— „Matjlda i Daniło, powieść żmudzka orjg.", Wilno. 

— ,,Nie zawsze tak się czjni iak się robi ". Wilno. 

— „Zamek Koniecpolski, powieść ruska oryg.". Wilno. 

1807. 

Mostowska Anna. ,, Astolda Xiężniczka z krwi Palemona ". Wilno, 2 tomj. 



170 MARYAN KZYJKOWSKI 

1816. 

[z Ks. Czartoryskich Ks. Wirtemberska Maaya]. „Malwina czyli domyślność 
serca". Warsz., 2 tomy. 

1820. 

(Bernatowicz Ludwik. , .Nierozsądne śluby''. Warszawa, 2 tomy). 

1821. 

Kasperowski Adam. ,,Żale Elwiry". Warszawa. 

[Ran tenstrau chowa z Gedrojciów Łucya]. „Emmelina i Amolf". 

1824. 

(Krop i ńs ki Ludwik. „Julia i Adolf czyli nadzwyczajna miłość dwojga kochan- 
ków nad brzegami Dniestru". Warsz., 2 tomy; napi.iane w 1810 roku). 

lY. Ossyan w poezyi. 
Wiek xviii. 

Niemcewicz J. U. „Duma o Żółkiew.skim". „Duma o Stefanie Potockim". War- 
szawa, 1791, (II wyd. „Powrotu posła" s. 129—135). 

Kniaźnin Fr. D. „Do Boga", do Xięźyca" I, II (wydruk. — ,,Pam. Warsz.'' 
1823, V, 269. 

Czartoryski Adam Ks. ,,Bard polski z 1795 r." (druk ,, Skarbiec historyi pol- 
skiej" Karola Sienkiewicza. Paryż, 1839, I tom). 

Wiek XIX. 
1805. 
Matnszewicz Tadeusz. ,, Amelia i Wolnis". — „Dziennik Wil." II, 85. 

1807. 

Mostowska Anna hr. ,,Duma" — zob. „Astolda Xięźniczka. . . .". 

1809. 
Niemcewicz J. U. , .Władysław Łokietek". — „Pam. Warsz." III, 340. 

1810. 

Kropiński Ludwik. „Emrod". — „Pam. Warsz.". Nr III, 396 (toż „Dziennik 
Wileń." 1817, I 554 i „Pisma". Lwów, 1844, s. 74). 

1814. 

Brodziński Kazimierz. „Na wprowadzenie zwłok X. Józ. Poniatowskiego z pod 

Lipska do Warszawy". Warszawa. 
Górecki Antoni. ,,Duma o generale Grabowskim poległym pod Smoleńskiem 

17 sierpnia 1812 r.". Warszawa. 



OSSYAN W POLSCE 171 

1815. 

A. C, ,,Wenda. Pieśni słowiańskiego barda" (wyjątki z I pieśni). — „Para. Warsz." 

II, 178. 

1816. 

„Do smutku". — „Pam. Lwów." III, 341. 

Brodziński Kaz. „Duma nad grobem". — ,,Pam. Warsz." V, 446. 

Górecki Antoni. „Westchnienie do Emy w Alpach". — „Pam. Warsz." IV, 216. 

Niemcewicz J. U. „Śpiewy historyczne". Waiszawa. 

Sosnowski Plato. „Duma". — „Tyg. Wileń." II, 146. 

1817. 

Brodziński Kaz. „Wiersz żałobny". — ,,Pam. Warsz." VIII, 424. 

G(orecki) A(ntoni). „Smutek". — ,.Pam. Warsz." VII, 93. 

Sienkiewicz Karol. „Duma, Mikołaj i Małgorzata". — „Tyg. Wil." IV, 305. 

1818. 

Górecki Ant. ., Wiersz za śmierć Dąbrowskiego". — „Tyg. pol. i zagr." III, 204. 
— „Duma pod Smoleńskiem'-. — .iTyg. pol. i zagr." III, 225. 

1819. 

„Duma. Edwin i Zelina". — „Pam. Lwów." III, 576. 

Brodziński Kaz. .,Pole Kaszyńskie". — ,,Pam. Warsz." XIII, 345. 

Jakubowski Franciszek. „Elegia na śmierć Dąbrowskiego". — „Pszczółka kra- 
kowska" II, IH (zob. „Poezye". Warsz , 1831). 

Olizar Narcyz. ,, Smutek nad grobem Elwiry". — ),Tyg. Wileń." VII, 177. 

Piątkowski. „Dumka. Na zwaliskach Rabsztyna". — ,, Pszczółka krak." I, 74. 

Zarzecki A. „Duma o zamku krakowskim". — „Pszczółka krak" I, 177. 

Anonim. „Bard polski" b. m. w. ^ 

1820. 

H.... D. ..cka. „Elfryd i Malwina. Duma". — ,,Tyg. pol. i zagr." I, 34. 

Jaszowski Stanisław: ,, Melancholia" i ,,Na listek wawrzynowy uszczkniony na 
grobie Wirgiiego" — pisane w latach 1816 — 20, drukowane w „Zabawkach 
rymotwórczych". Lwów, 1826, I i II. 

Tenże. ,, Wieczór". „Myśli na cmentarzu". — ,, Pszczółka krak." III, 41 i 203. 

Tenże. „Lutnia". — „Pszczoła polska" I, 219. 

Niemcewicz J. U. ,,Sen Marysi, duma" zob, „Bayki i powieści" II wyd. 
Warszawa. 

Piątkowski. „Edwin i Oskar. Duma". — „Pszczółka krak." I, 193. 

Rzesiński Jan Kanty. ,.Duma o Głowackim". — ,, Pszczółka krak." V, 4. 

1821. 

Brodziński Kaz. ,, Pogrzeb przyjaciela". „W dzień żałobney rocznicy Ks. Józefa 
Poniatowskiego". — „Pisma". Warszawa, 1821, I, 183 i 216. „Dumanie 
wyjątek z Sceny lirycznej p. t. „Sen Poety". — ,, Wanda" II, 12. 

Januszkiewicz A. „Meliton i Ewelina. Duma". — „Dziennik Wileń." III, 185. 

[Lubomirski Edward]. ,, Groby w dniu śmierci Tadeusza Kościuszki. Dumy ry- 
cerskie". Cz I. Warszawa. 



172 MARYAN SZYJKOWSKI 



1822. 

Brodziński Kaz. „Pobyt na górach Karpackich''. — ,,Pam. Warsz." I, 3. 
Jaszowski Stanisław. ,,01gar, śpiewak narodowy". — ,, Wanda" IV, 60. 
Rzesiński J. K. ,,Dama o Wodzickim". — „Pszczółka krak." I, 116. 



T R E S C. 



I. Księga: Ossyan w Europie zachodniej. 

I. „Nowy Homer" str. 3 — 13 

Pojawienie się Ossyana. — Wrażenie w Earopie. — Fikcya , .ludowości". — Roz- 
głos fragmentów w Anglii. — Przekłady pieśni Ossyana. — Ossyan w Niem- 
czech. — Ossyan we Francyi. 

II. „Pieśni Ossyana" str. 13-H9 

Chwila przełomowa. — Renesans średniowiecza. — Poezya północy, — Nowa sta- 
rożytność. — Poprzednicy Macphersona. — Formy półklasyczne. — Dążenie do 
prostoty. — Powrót do przyrody. — „Entuzyazm liryczny". — Faeultas lacHnia- 
toria. — Moda mistyfikacyi. — Fiasko niesfałszowanej ,, ludowości". — Falsyfi- 
katy. — Folklor a utwory Macphersona. — Konieczność illuzyi. — Fikcya Mac- 
phersona: Poezya serca. — ,,1^® j''y '^^ grief". — Podstawy melancholii. — Smu- 
tek rodzi pieśń. — Człowiek a przyroda. — Krajobraz: Smutek w przestworzu. — 
Noce miesięczne. — Poezya ruin. — Koloryt. — Watki romantyczne. — Nowy 
system duchów. — Romantyzm grozy. — Nastroje. — Odrębność formy. — Wpływ 

poezyi biblijnej. — Nerw dramatyczny. — Tropy i tigury. — Składnia. 

II. Księga: Ossyan w Polsce XVIII wieku. 

I. Warunkirecepcyi str. 39 — 4;8 

Powrót do kultury Zachodu. — Metoda skrótów. — Zajęcie się umysłowością an- 
gielską. — Odgłosy w publicystyce. — „Monitor". — Wydawnictwa Księdza Piotra 
Switkowskiego. — Wzmianki o Shakespearze. — Konserwatyzm opinii pseudokla- 
sycznej. — Pierwszy protest przeciwko francuskiemu „gustowi". — Odległe echa 

nowszych haseł. 

II. Pierwsza recepcya „pieśni Ossyana" str. 48 — 81 

Jaką drogą przybywa Ossyan? — Idyosynkrazya neoklasyków. — Zachwyt Kar- 
pińskiego. — Tegoż urywek przekładu „Pieśni Selmskich". — Odrębność odczu- 
wania. — Karpiński bardem. — Wer.<«ya Krasickiego. — Krasicki a Herder. — 
Pierwsze wydanie wersyi. — Czas napisania. — Źródła przekładu. — ,,Noc bar- 
dów" : treść i forma wersyi. — Wersya Tyminieckiego: Ossyan w gronie mło- 
dych klasyków. — Odmienne poglądy na zadania tłumacza. — Pierwsze wydanie 
wersyi. — Jej stosunek do oryginału. — Wersya Kniaźnina: Różnice i podobień- 
stwa do obu poprzednich w treści i formie. — Stosunek do oryginału i francu- 



OSSYAN W POLSCE 173 

skiego pośrednika. — Ślady Ossyana w lirykach Kniaźaina. — Dumy Niemcewi- 
cza: czas napisania. — Próba stworzenia narodowego rapsodu. — Naśladowni- 
ctwa i pokrewieństwa z poezyą Ossyana — ,,Bard polski" Ks. Adama Czar- 
toryskiego. — Znaczenie pierwszej recopcyi Ossyana dla przyszłego rozwoju ro- 
mantycznego mchu. 

III. Księga: Druga recepcya „pieśni Ossyana" (str. 81 — 96). 
Odmienna opinia o poezyi Ossyana pod wpływem pani de Stael. — Wzmożona 
czułość na nowe odgłosy z Zachodu. — Pierwsze echo sporu o pochodzenie Os- 
syana. — Nowe wersye: (Ostrowskiego Władysława, Borzewskiego Antoniego, Ja- 
nuszewskiego Jana, Brykczyńskiego Józefa, Brodzińskiego Kazimierza, Kicińskiego 
Brunona, Śmigielskiego X. B., Zalewskiego H. A., Jaszowskiego Stanisława, Odyńca 
A. E., Brzozowskiego Maryana, Dmochowskiego Franciszka. — Anonimy). — Ich 
stosunek do dawnych. — Pierwszy przekład z oryginału. — Nowi pośrednicy (Ce- 
sarotti, Herder i i.). — Pierwsze określenie właściwego charakteru poezyi Ossyana. — 
Parafrazy. — Ossyanidy. — Współczesny sąd o naturze przekładów Ossyana. — 
Masowy charakter wersyi. — Ich znaczenie dla wyrobienia romantycznego stylu. 

fIV. K.sięga: Ossyan w krytyce literackiej (str. 96—107). 
Stanowisko Wężyka. — Rozprawa o literaturze niemieckiej. — Kozprawa Bro- 
dzińskiego: Subjektywizm krytyka. — Zanik tragizmu. — Złudzenia Jana Śnia- 
deckiego. — Sprostowanie. — Ossyan jako broń obosieczna. — Wzajemne niepo- 
rozumienia. — Poezya północna a południowa. — Konkluzya Leona Borowskiego. — 
Ossyan i Byron. — Wpływ Herdera na Brodzińskiego teoryę elegii. — Ossyan 
mistrzem ,,dumy". — Ossyanizm a ruch folklorystyczny. — Ostateczna definicya 
romantyzmu. — Ossyan uznany za źródło ruchu. — Doniosłość roli Ossyana w ca- 
łej dyskusyi. 

V. Księga: Os^^yan w powieści (str. 107—120). 
Romans Józefa Lipińskiego: Kombinacya trzech zjawisk. — Najstarsze „powie- 
ści grozy" (Schauerromane). — Próby nastroju. — Typ mieszanego romansu. — 
Od damy do ballady — Księżnej Czartoryskiej „Malwina". — Maniera księży- 
cowa. — Powieści Kropińskiego i Bernatowicza. — Romans Kautenstrauchowej. — 
Kasperowskiego „Żale Elwiry"': zanit ossyanizmu w powieści. — Fakty i pozory. 
Udział Ossyaaa w ewolucyi powieści polskiej. 

VI. Księga: Ossyan w poezyi. 

I. Melancholia kochanka i patos słowiańskie;?© barda. . . . str. 120 — 142 
Najstarsza proklamacya romantyzmu w poezyi. — Duma Matuszewicza. — Kro- 
pińskiego „Emrod"'. Jego znaczenie w rozwoju romantycznego ruchu. — Malwina 
w miejsce Laury. — „Bard słowiański'- : pierwsza Polska ossyanida. — Kombi- 
nacya ossyanizmu z klasycyzmem. — ,,i?ei«e" ossyanicznych motywów. — Ko- 
stium mitologii słowiańskiej. — Zjawisko na przełomie. — Jeszcze jeden ,,Bard 
polski". — ,, Śpiewy historyczne" Niemcewicza: Zmiana założenia. — Wspólność 
momentu genetycznego z , .bardem słowiańskim-'. — Odmienne przeprowadzenie. — 
Wspólność genezy i wątków z poezyą Ossyana. — Ballady Niemcewicza. — Os- 



174 MARYAN SZYJKOWSKI 

syanizm Brodzińskiego. Punkt styczny z Ossyanem. — Tony elegijne. — Dwie 
redakcye ., Pogrzebu przyjaciela". — Damy historyczne. — Bojan-Brodziński. Wal- 
ter Scott i Ossyan. 

I. Zapomniani Ossyaniści i • • 8tr.*14r2 — 166 

Jaszowski Stanisław: Melancholia. — Ossyan i Werter. — Bardowie -Chrobrych, 
Emroda i Graziny". — Pessymizm Ossyana. — Motyw potęgi pieśni. — Jeszcze 
jeden „bard słowiański". — Górecki Antoni; Dumy i elegie. — Miniatura „w Szwaj- 
carył". — Nowa mowa płaczu. — Debiuty poetyckie: Działanie masy. — Dalszy 
rozwój rapsodu i elegii. — Zjawiska przełomowe. — Ossyan i Eene. — Ubóstwo 
inwencyi : powtarzające się motywy. — Franciszek Jakubowski : Szablony Ossya- 
na. — Bartosz Głowacki na „celtyckich" koturnach. — Edwarda Lubomirskiego 
„Dumy rycerskie": Na drodze ewolucyi rodzaju. — Dwa style. — Rozmaitość, 
wątków. — Na rozdrożu. — Brodzińskiego recenzya. — Wytyczna linia polskich 
Ossyanistów. — Homer czy Ossyan. — Ex oriente Lux. 

Synteza. 

Bibliografia: I Przekłady, wersye, parafrazy i ossyanidy. 
II Ossyan w dyskusyi. 

III Ossyan w powieści. 

IV Ossyan w poezyi. 



Studya nad wierszem 
i zwrotką poezyi polskiej ludowej. 



Przez 

Helenę Windakiewiczową. 



Część I. 

Celem naszej pracy jest ustalenie typów wiersza w zakresie 
poezja ludowej, zestawienie jej form wierszowych, usystemizowanie 
pieśni przez wskazanie grup, dla których dana forma jest typiczną, 
ewentualnie gdzie jest użytą masowo. Prócz tego omówimy niektóre 
właściwości muzyczne pieśni i stosunek melopei do tekstu ^). 

Co do materyału, przejrzeliśmy wszystkie niemal nasze zbiory 
pieśni ludowych, główną zaś podstawą studyów obecnych jest zbiór 
Oskara Kolberga, naj kompletniej szy, i jak nam się zdaje, mimo 
pewnych niedokładności , wystarczający do ustalenia zasadniczych 
praw twórczości ludowej. Nie pomijamy zresztą, o ile potrzeba tego 
okazała się, i innych wielce cennych zbiorów. 

Bardzo chwalebny z ostatnich lat dorobek na polu badań nad 
metryką wiersza polskiego ułatwiał nam oryentacyę w ogromie ma- 
teryału. Prace prof. Kawczyńskiego, Ćwiklińskiego, Rowińskiego, 
Bruchnalskiego, Kolessy, poruszając kwestye ogólniejszej natury, 
wielekroć wysoce trafnie je rozwiązują. 

W szczególności jednak należy mi podziękować na tem miej- 
scu JWP. prof. J. Łosiowi za zainteresowanie się mą pracą i za 



*) W azupełnienin wyników rozprawy „Rytmika mu7,. polskiej ludowej", 
Wiała, 1905. 



176 H- WINDAKIRWICZOWA 

korzyści, jakie odniosłam ze słuchania Jego wykładu w Uniwersy- 
tecie (w I. półroczu szkolnem 1911/12 roku) o zasadach metryki 
polskiej . 

Pobudkę do pracy niniejszej dał mi prof. St. Windakiewicz, 
zwracając moją uwagę na konieczność usystemizowania form wier- 
szowych poezyi ludowej. 



ROZDZIAŁ I. 
Wiersz w pieśni ludowej. 

Odróżniamy dwa odrębne typy wiersza: 

1° Wiersz zdaniowy. Nierytmiczny, t. j. bez stałych grup 
zgłoskowych lub też akcentów; o nierównej ilości zgłosek, którego 
długość zależna od myśli, którą ma wyrazić. Pojawia się w krót- 
kich, kilku lub kilkunasto-wierszowych urywkach z refrenem lub 
bez niego; zawsze wiersz ten ma rym lub asonancyę o schemacie 
aa, bb, cc etc. np.: 

W Krakowie nam wianecek wito, 

Lelum Tandum (stały refren) 

W Sandomierzu chusteńke szyto. 

Wyśli do niego Sandomierzanie: 

Oj co wieziecie panowie Turczanie? 

Oj wieziemy my wielgie dary: 

Oj wianecek to ruciany. 

Od kogóż to, do kogóż to? 

Od Pana Jezusa do pana Jendrusia etc. 

O. K. Lud XVI. 272 1). 
Albo: 

Pomału swatkowie, pomału, a z tej wysokiej góreńki, 
Niech ja się napatrzę zielonej dąbroweńki. 

Wiersz ten, podobny do prozy kościelnej, łączy się z melodyą 
psalmodyczną , niesymetryczną, gdy zaś bez melodyi, używanym 
bywa do przemów weselnych. Przykłady cytujemy w rozdziale II 
części pierwszej naszej pracy. 



1) Dobre wzory: Pośrataj Boże nr. 167, Zesłał nam Pan Bóg — w tymże 
tomie. 



STUDYA NAD WIER8ZRM [ ZWROTKĄ POE/.YI POLSKIEJ LUDOWEJ 177 

Dalszym stopniem rozwoju wiersza zdaniowego jest wiersz 
z odcinkiem trzyzgłoskowym, który, przy całej zresztą do- 
wolności co do rytmu i ilości zgłosek, okazuje przecież pewną stałą 
cechę w rozkładzie wewnętrznym. Mianowicie oddziela wiersz ten 
wyraziście grupę trzyzgłoskową, zakończającą go; może' to być 
jeden, dwa lub nawet trzy wyrazy, np.: 

Coś nam dał panie gospodarzu — coś nam dał? 
Pójdź-ze nam ten boski dar — przeżegnaj. 

Prócz urywków pieśni, zagajających niejako obrzęd wesela, 
jak np.: 

Szczęśliwa nam dziś soboteńka — nastała, 
Młoda Marysia po rodzineńkę — posłała. 
Posłała wona cztery koniki — piąty wóz, 
Oj a szóstego przewoźniczeńka — żeby wióz. 

O. K. Lud XVI. 341. 

śpiewane są w tejże formie wiersza krótkie kilku wierszowe we- 
zwania; to do osób wesela, jak: matki, ojca, państwa młodych, swa- 
chów, drużbów; to do potraw: grochu, kapusty; naczyń lub stołów, 
ław etc. Przyśpiewy te nazywamy inwokacyami, a tworzą one 
wcale pokaźną grupę pieśni weselnych. W zbiorach O. Kolberga 
najobficiej spotykamy je w Lubelskiem (tom XVI) ^) i Radomskiem 
(tom XX) 2)j jak np. : 

Hej jużeśmy pod kościołeńkiem — na błoniu. 

Ej wracaj że się pani starościno, ze swoją drużyną — do domu. 

Nie na to ja swojej drużyny — spraszała, 

Oj żebym ja się od kościołeńka, ku domeńkowi — wracała. 

O. K. Lud XVL 205. 

Prócz w weselnych pieśniach, należy nam wskazać wzory te- 
goż wiersza w drugiej grupie pieśniowej, mianowicie w pieśniach 
„Dożynkowych". Okazują one tam wiersze od 7 — 11 zgłosek, 
gdy w inwokacyach przeważa wiersz od 9 — 17 zgłosek. Oto 
pieśń przodownicy: 



1) Nra 219, 221, 209, 213, 214, 270 i wiele innych. 
») Nra 106, 158, 3U, 317, 327 etc. 
Rozprawy Wydziału filolog. T. LII. 12 



178 H- WINDAKIEWICZOWA 

Otwórz-że nam panie — nowy dwór ^), 
Bo ci prowadzimy — wsystek zbiór, 
Naźęliśmy, nawiązali — kopecek, 
Jak na niebie — gwiazdecek. 
Naźęliśmy, nawiązali — trzysta kóp, 
Dla naszego pana — na rozchód. 
Sprawże nam panie — okrężne, 
Bośmy żniwiarecki — potężne. 
Otwórz-że nam panie — pokoje. 
Co ci złożym wianek — na stole. 
Zabij że nam panie -- barana. 
Bośmy sobie potłukły — kolana. 
Zabij że nam panie — i byka, 
Bośmy mieli ekonoma — rzeźnika. 

Należy zauważyć, że pieśni dożynkowe są zbiorem luź- 
nycli dwu ewentualnie czterowierszy i odpowiadają zupełnie co do 
charakteru swego inwokacyom (w innej formie wiersza mamy 
przykłady takiej dorywczej twórczości w pieśniach paster- 
skich i w piosenkach satyrycznych). 

Ten typ wiersza zdaniowego z odcinkiem trzyzgłoskowym jest 
z wielu względów ważnym pojawem. Odnajdujemy go i w wier- 
szach wyższego typu rytmicznego, jak np. w wierszu 11-zgłosko- 
wym: 

Hej za lasem wołki moje — za lasem, 

A mam ci ja fujareckę — za pasem. 

Spada się on z charakterem melodyi ludowej polskiej, której 
typową formą w pieśniach obrzędowych jest właśnie zdanie o na- 
stępniku krótszym. Melodya do wyżej cytowanej pieśni może słu- 
żyć za wzór. Jest to zdanie sześciotaktowe o składzie wewnętrznym 
4 -[- 2 w takcie */»• 



1) Ciekawem jest porównać z tą luźną formą tę samą pieśń w wiersza 
9-zgło8kowym rytmicznym : 

Otwórz Panie szeroko wrota, 
Idzie twoja z pola robota. 

Plon niesiemy plon 

Jegomości w dom. O. K. Lad II. 2H3. 



(sTUHYA nad WIKKhZKM I ZWROTKĄ POKZYl POLSKIKJ LUDOWEJ 



179 



;j 



4 



S S S 

Ś Ś 







/J|J 



Szczęśli — w» nam dziś so— bo — teń— ka na— sta — /a, 

Widzimy więc, że następnik zdania muzjrcznego odpowiada 
odcinkowi trzyzgłoskowemu wiersza. Zastosowanie melodyi do wier- 
szy nierównej długości tworzy się na dwa sposoby, zachowując 
zawsze powyżej zaznaczony charakter śpiewu. Albo więc powtórzony 
zostaje takt cały, tworząc jakby nawias, jak tu np. w dwuwierszu 
12- i 18- zgłoskowym: 



N S S S i 

lilii 
ś ś ś d ś 

A kiej bę-dzie-my 



I r r I 

4 4 4 4 

te— go kar-pia 



JJMI 



r r r r 1 1: r r I r j 



za — zy — wac, 



4 4 



A rac ze go nam 



Pa — nie Je — zu-sie 
Najświętsa Pan-no 



przeżegnać. O. K. Lud XVI. 292. 



Albo też następuje zamiana wartości trwania dźwięków w obrę- 
bie danej formy: 

«jjjji;;j\Nj 

Dzięku— je— łay pa-nie gos— po— darzn, 

44444444\44444d4 
Z two— ją pa-nią gos— po - dy— nią po o— bje-dzłe po dobrym. 



I. c. 394. 



Dalszy jeszcze stopień rozwoju wiersza, bezpośrednio łączący 
się z wierszem rytmicznym, jest wzór wiersza sylabicznego, t. j. 
liczącego zgłoski dokładnie ze stałym odcinkiem trzyzgłoskowym 
w końcu wiersza, ale jeszcze bez stałego podziału na grupy w ca- 
łym wierszu. Taki np. wiersz 10-zgł.: 

Oj juz nam cas, nasi druzebkowie — juz nam cas. 
Daleka droga, głęboka woda — ciemny las. 

O. K. Lud XVI. 316. 

A bez progi nasa panno młoda — bez progi, 
Uchyć se ojca i swoją matkę — za nogi. 

O. K. Lud XX. 75. 
12* 



180 H. WINDAKIEWICZOWA 

uważamy za typ przejściowy, ponieważ grupy zgłosek wśród wier- 
sza nie mają stałego schematu. Mianowicie pierwsza grupa liczy raz 
cztery, to znowu pięć zgłosek; łączy się on jednakże już ściśle 
z typem wierszy sylabiczno-rytmicznych. 

2° Wiersz rytmicznj^ Cecliuje go: stała liczba zgłosek, 
stałe przestanki śródwierszowe (ewentualnie przestanek), rym albo 
asonancya, akcenta stałe w końcu wiersza lub przed przestankiem, 
albo też akcenta ruchome przy stałym podziale na grupy muzyczno- 
rytmiczne, obejmujące z góry zamierzoną, równą zawsze ilość zgło- 
sek; oba te akcenta, ruchomy lub stały, mają na celu zszeregowanie 
zgłosek w jednostkę rytmiczną. 

Wzór I. Zgłoski wiersza, dzielone na grupy równo-zgłoskowe ^). 
mają akcent zszeregowujący ruchomy, np. wiersz 11-zgł.: 

A już to precz | moja mała | już to precz. 
Powieś wionek | na koł^/szek | wciś czepiec. 

O. K. Lud III. 78. 

A sc?/rze ja | Panu Bogu j służyła, 

Kiedy ^a. tę \ jabłonecke | sadziła. 

I nie wysło | jabłonecce j dwie lecie, 

Juz ci moja | jabłonecka | biało krzcie. 

Cerwone mi | jabłusecka | rodz?ła, 

Zielonemi | listuskami j przykr</ła. 

I urwała | panna młoda | dwanoście, 

I zaniesła | do Krakowa | staroście. 

Pan starosta | tem jabł?<skom | bardzo rad. 

Zaprosił ci [ pannę młodą j na obiad. 

O. K. Maz. IV. 49. 

Na przykładzie powyższym (i wielu innych, które cytujemy 
przy szczegółowym rozbiorze wiersza 11-zgł.) możemy dokładnie 
badać istotę tego nieregularnie padającego akcentu, a który jednak 
dzieli wiersz na trzy stałe grupy: dwie czterozgłoskowe, a jedne 
trzyzgłoskową. Melodya wspomaga również ten podział, dając na 
każdą grupę jeden takt Y^-koWy (śpiew sylabiczny). Zdaje nam 
się jednak, że głównym twórcą rytmu danego wiersza, t. j. osią, 
która skupia w koło siebie zgłoski w grupę rytmiczną, jest właśnie 



*) t. j. z góry określone ilości zgłosek w każdej grupie, niezmienne w ciągu 
pieśni. 



STUDYA NAD WIKRSZEM I ZWROTKĄ HOEZYI P0L8KIKJ I.UDOWBJ 181 

ÓW akcent zależny głównie od myśli, ale nigdy nie przeciwny gra- 
matycznemu, który nazwaliśmy akcentem zszeregowującyra, 
a który może padać w grupie rytmicznej na którąkolwiek zgłoskę, 
t. j. 1, 2, 3 lub 4-tą, np.: Już ci moja | jabłonecka | biało krzcie. 
Wzory tego typu mamy również w wierszu 13-zgłoskowym, ale 
w tym zarysie ogólnym pomijamy je, jako niedodające żadnego 
nowego rysu. Odmianą, może pierwotniejszą tego wzoru, są wiersze 
powtarzające grupę początkową na końcu wiersza, skróconą o jedną 
zgłoskę, np.: 

A w lesie są | bycki moje | w lesie są (som?), 

Nie pójdzie tam | kochaneeka | pójdę som. 

A wstań rano | Kasiu moja | wstań rano, 

Pojadziemy | na Kujawy | po siano. 

O jadź-ze som | mój Jasinku |jadź-ze som etc. 

O. K. Maz. III. 427. 
Wiersz ten tworzy najczęściej zwi'otkę dwuwierszową. 

Wzór II. Wiersz, liczący zgłoski jak poprzedni, posiada ak- 
cent stale umiejscowiony przed średniówką lub w końcu wiersza, 
zgodnie z charakterem języka, na zgłosce przedostatniej. Wiersze 
krótsze od 8-zgł. nie mają średniówki; wiersz 8-zgł. i 10-zgł, moźebny 
z kilkoma stale umiejscowionymi akcentami, tworzącymi wyraźny 
i odrębny rytmiczny charakter wiersza i). Wiersze dłuższe okazują 
średniówkę stale umiejscowioną, dzielącą wiersze na dwie równe 
połowy, np. w wierszu 10-, 12- i 14-zgłoskowym: 

A w lecie, w lecie | słońce gorące, 
Pasła dziewcyna | wołki na łące. 

O. K. Lud VI. 199. 
Idzie woda z góry | na dole się wraca, 
Gdzie moja dziewczyna | gdzie mi się obraca. 

O. K. Lud VL 658. 
A wyjrzyj że dziewczyno | da za owczarskie pole. 
Jeżeli ta nie jadą | da nasi owczarkowie. 

O. K. Lud 1857. Tańce, nr 5. 

Średniówkę powyższego typu mamy również w wierszach 11- 
i 13-zgłoskowych, ale w formach literackich tych wierszy; w 11- 



*) Cfr. M. Rowiński: O wersyfikacji polskiej str. 88. 



182 H. WlNDAKIEWmZoWA 

Zgłoskowcu dzieli go ona na grupy 5- i 6-zgłoskowe. w 13-zgło- 
skowym wierszu przypada po zgłosce siódmej. Np. w zwrotce, na- 
śladującej saficką: 

Śmierć malarzowi narobiła bólu, 

Wzięła go za łeb. ściągnęła go z muru. 

Jesce mu wapnem ocy zalepiła, 

Tak sie pastwiła etc. O. K. Lud VI. 378. 

Widzimy więc, że w poezyi ludowej mamy dwa rodzaje pauz 
śródwierszowycb: mianowicie przestanki krótsze, zaznaczające grupy 
zgłosek krystalizujących się wkoło jednej zgłoski akcentowanej, lecz 
niekoniecznie będącej przedostatnią, w szeregu zgłosek i śre- 
dniówkę właściwą, rozdzielającą dwa szeregi (kolony) w wierszach 
dłuższych, w których akcent, zszeregowujący zgłoski, pada stale 
na przedostatnią zgłoskę przed średniówką i w końcowej grupie 
zgłosek. 

Wiersz nasz jednakże oprócz rytmiczności, wynikłej z powyżej 
opisanego grupowania zgłosek raz przez dwa, to znowu przez jeden 
przestanek, okazuje w całej grupie przyśpiewek tanecznych jeszcze 
mocniejsze i bardziej zróżniczkowane poczucie rytmu. Tworzą się 
mianowicie dwie odrębne grupy zgłosek, których nagromadzenie 
przeważne w wierszu nadaje mu osobną a łatwą do ujęcia cha- 
rakterystykę. Tak np. w wierszu: 

Będziesz moją, nie bądź czyją, 
Będziesz sobie gospodynią, 

widzimy, że jest to wiersz 8-zgłoskowy, którego akcent główny, 
zszeregowujący zgłoski całego wiersza, pada na przedostatnią — 
niemniej jednak prócz tegoż spostrzegamy, że zgłoski w ciągu wiersza 
otrzymują akcent gramatyczny co drugą zgłoskę, czyli że tworzą 

schemat: J. L l l± , którego akcent na zgłosce siódmej 

jest najsilniejszym. Jest to rytm, którego używali świadomie nasi 
poeci, biorąc sobie za wzór trochaiczne stopy poezyi łacińskiej; 
chociaż więc nie chcemy twierdzić, że śpiewak piosenki takiej np.: 

Idzie woda między dęby, 
Najmilej sza daj mi gęby — 

O. K. Lud 1857 nr. 2. 

myślał o naśladowaniu poezyi łacińskiej, to jednak wiersze, ulega- 
jące temu rytmowi, możemy nazwać trochaicznemi , bo będzie to 



STUDYA NAD WIRRSZEM 1 ZWROTKĄ HOEZYI I^OLSKIEJ LUDOWEJ 183 

określeniem zrozumiałem dla czytelnika i pozwoli spokojnie czekać 
na wprowadzenie nazwy krótkiej a dokładnej, odpowiedniej do 
oznaczenia nowożytnego pojęcia własności zgłosek. My zaś na razie 
i dla drugiej grupy, cechującej nasze pieśni, dla grupy trzyzgło- 
skowej, zapożyczymy jeszcze nazwy obcej. Mianowicie powiemy, 
że wiersz, w który -n mamy przewagę (lub też wyłącznie) grupy 
zgłosek, w których akcent gramatyczny pada co trzecią zgło- 
skę 1), że wiersz taki ma rytm daktyliczny, tworzący schemat: 

_L I _1 j etc. Zastrzegamy się tylko, że o stopach 

mowy tu wcale niema. Wiersz cały nasz uważamy za jednostkę 
rytmiczną, której akcenta śródwierszowe tworzą rytm, albo: zło- 
żony z akcentowanej i bez akcentu zgłoski, albo z akcentowanej 
i dwu nieakcentowanych. Ta jest różnica zasadnicza naszego rytmu. 
Dlatego, o ile się mówi o poezyi ludowej, kwestya. czy rytm jest 
amfibrachiczny czy daktyliczny, upada. Dla nas grupa zgłosek ta 
czy owa jest dla rytmu wiersza, t. j. dla charakteru jego pozna- 
walnego przez ucho nasze, zupełnie obojętną. Dla nas antitezą ry- 
tmu: J. \ J. będzie jakikolwiek szereg zgłosek, okazujący 

następstwo J. | . A więc wierszyk o schemacie: 

(^ \j KJ I \J \J ^ V^ 

Kj — ^ ^ \y w \j ^ 

Idzie woda z góry | na dole się wraca, * 

Gdzie moja dziewczyna | gdzie mi się obraca, 

O. K. VL 658. 

wpada nam w ucho, jako złożony z kolonów różnego rytmu, t. j. 
zaznaczający jedyną jasno uchwytną różnicę, mianowicie grup dwu- 
zgłoskowych i trzyzgłoskowych. 

Bezpodstawność rozróżnień amfibrachów od daktyli spostrze- 
żemy w takim np. wierszu 8-zgłoskowym: 

Płynęły gąski, płynęły, 
Kole Józińka stanęły. 

Schemat pierwszego: L L L | nie różni się 

wcale od: _i L ^ | , gdy postawi się go jako anti- 

tezę schematu -): J. L f L | 



*) Na podział ten rytmu w wierszach naszych zwrócił awage prof. Rowiński 
I. c. str. 86 i 87, nie precyzując zresztą tego spostrzeżenia. 
2) Zob. poniżej przykład : A pod Krakowem. 



184 H. WINDAKIEWICZOWA 

Wczoraj święto, dziś niedziela, 
Idź do domu, psie gardzielą. * 

O. K. Lud 1857, 311, nr. 7. 

Piękne rytmy daktyliczne spotykamy szczególniej w wierszu 
10- zgłoskowym, np.: 

On idzie drogą, ona len piele. 

On do nij mówi, ona się śmieje. 

Moja dziewcyno, nauc się robić, 

Bo cie nie weźmie żaden woj wodzie etc. 

O. K. Maz. IV. 199. 

Z tych dwu głównych grup rytmicznych tworzą się trzy 
wzory wierszowo-zwrotkowe, które tu dajemy w wierszu 
8-zgł. jako najliczniejsze. 

1. Wzór trochaiczny: 

Oj-że malowana szklanka, J. L L L — 

Dali jedzie kasztelanka. 
Oj-że za nią kasztelanie, 
Dali od warszawskich granic. 

O. K. Lud 1857, nr. 407. 

'2. Wzór daktyliczny (czyż te rzekome amfibrachy wier- 
sza 2° i 3*^ nie są dla ucha najzupełniej równe z 1 i 4-tym czysto 
dakty licznymi wierszami?): 

A pod Krakowem na błoniu, _£ L !_l 

Wywija Jasiek na koniu. t L u 

Dziewczyna za nim chodziła, L L LL 

Dziecko na ręku nosiła. J. . L 'J_ 

O. K. Lud 1857. 12. z. 

Wzór III: Zwrotka, będąca kombinacyą dwu poprzednio wy- 
mienionych wzorów 1): 

Zagrajże mi mazureczka, J. L L 

Z nogi na nogę, na nogę. J. 1 

Niechże ja se potańcuję, J. L L u. 

Chociaż nie mogę, nie mogę. -1 L LL 

*) Podwójny akcent zgłoski przedostatniej schematu oznacza akcent zszere- 
gowującj wszystkie zgłoski w jedną całość. 






STUDYA NAD WIERSZEM I ZWROTKĄ POKZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 185 

Zagrajże mi mazureczka, 
Aby ładnego, ładnego. 
Niechże ja se potańcuję 
Do dnia białego, białego. 

O. K. Lud 1757, Tańce nr. 64; 1. c. XXII. 371, 372, 374 etc. 

To są więc główne typy rytmiczne, które spotykamy w zbio- 
rach pieśni ludowych. Są one, zgodnie z charakterem mowy polskiej, 
rytmami opadającymi, a ciekawe stąd, że je ilustrują rytmy tane- 
czne wprost przeciwnego typu. Tańce bowiem nasze należą do grupy 
rytmów wznoszących się, anakrustycznych. Krakowiak, mazur wraz 
z całą grupą pokrewnych tańców, polonez — wszystkie te ruchy 
taneczne oddają dokładnie rytmy wznoszące się: anapestu, jambu, 
joniku mniejszego. Jest to jednak kwestya, którą na razie pomi- 
niemy. 

Przykłady, wyżej przytoczone wiersza 8- zgłoskowego , dały 
nam dowody wyrobienia rytmicznego poezyi ludowej. Omawiając 
szczegółowo w części Il-iej tej pracy każdy gatunek wiersza, zoba- 
czymy, że i inne wiersze, np. 12-zgłoskowe, stoją na tymże wysokim 
stopniu rytmicznego uzdolnienia. Odległt. one bardzo od wierszy 
zdaniowych, używanych w inwokacyach i przemowach we- 
selnych. Od jednych do drugich wskazaliśmy wiele wzorów po- 
średnich, które zapewne nie odrazu powstały; ponieważ jednak czer- 
piemy je ze zbiorów pieśni wydanych drukiem w początku XIX stu- 
lecia i późniejszych, narzucić tym pieśniom innej chronologii nie 
możemy, jak wynikłej z samego przedstawienia stopniowego roz- 
woju form. 



ROZDZIAŁ II. 
Części składowe zwrotki i). 

1. Par i son. Na poezyi naszej ludowej studyowaó możemy 
różne rodzaje łączników wierszy, które je w mniej lub więcej or- 
ganiczną całość spajają. Dają one nawet pewnego rodzaju obraz 



*) Cfr. Kawczyóski: Porównawcze badania nad rytmem w Pam. Akad. Um. 
tom VI str. 140. liównież Tobler: Vom Franz. Yersbaa str. 300. 



186 H. W1NDAK1EWICZ')WA 

rozwojowy aż do rymu zupełnego. Pierwszym momentem byłby 
więc używany przy tyradach weselnych rodzaj parisonu: 

Nawiedzamy tu pańskie progi 
I stołowe nogi. 

Upadamy panu ojcu, pani matce pod nogi. 
Prosi pan młody, panna młoda, abyście ich wiedli do domu Bożego. 

Z domu Bożego 
Do gościńca bitego, 
Z gościńca bitego 
Do domu weselnego etc. 

O. K. Lud XXIII. 191; Maz. IV. 199. 

Zdaje nam się sprawiedliwem zdanie, że końcówki takie kon- 
sonujące w prozie, można uważać za wzór zastosowany następnie 
w wierszu. 

2, Rym na samogłoskę. 

Następnym pojawem byłyby próby tyrad ^) już wierszowa- 
nych na zakończenie jednosamogłoskowe, jak np. przy śpiew we- 
selny do grochu: 

Na ten grosecek orano 2), 

Pana Jezusa wzywano. 

Na ten grosecek siej ono. • 

Pana Jezusa wzywano. 

Na ten grosecek wlecono, 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek wybrano. 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek zwieziono, 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek zmłócono, 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek zwiej ono, 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek strzebiono, 

Pana Jezusa wzywano. 



») Cfr. Tobler ibid. 

*) Taż pieśń, weraya z Mazowsza (O. K. Maz. III, nr. 45), ma rym na e. 



STUDYA NAD WIERSZKM I ZWROTKĄ POKZYI POLSKIEJ LUDOWKJ 187 

Ten grosecek strzebiwszy wstawiono, 

Pana Jezusa wzywano. 

Ten grosecek z pietrusko, 

Dobra Marysia z podusko. 

A ten grosecek z lilijo. 

Dobra Marysia z pierzyno etc. 

O. K. Maz. III. 208. 

3. Concatenatio. Rym, asonancya, to muzyczny przede- 
wszystkiem czynnik wiersza, wyrażony przez tożsamość dźwięku 
grupy spółgłoskowej i samogłoski, a uwydatniony przez odmienną 
znowuż grupę poprzednią spółgłoskową. Mniej wymyślnym tejże 
harmonii wyrazów pojawem są wymienione powyżej jednosamogło- 
skowe tyrady; do tego typu należy również concatenatio, bo brak 
mu równie, jak tamtym, kontrastu dźwiękowego grup niejednako- 
wych. Pojawia się u nas nie jako rym łańcuchowy — łącznik 
zwrotkowy, — ale jako połączenie łańcuchowe wiersz}^ przez powtó- 
rzenie wyrazu lub wyrazów w dwóch czasami trzech następują- 
cych po sobie wierszach, np.: 

Stoi nam tu lipeczlra, 

Lipeczka zielona, 

A pod tą 1 i p e c z k ą 

Wódeczka zdrojowa. 

A w tej to wódeczce 

Maryja się myła, 

Jak ci się umyła. 

Syna porodziła. 

Jak ci go porodziła. 

W pieluszki go powiła 

I powinąwszy go. 

W jasełka włożyła etc. 

O. K. Maz. III, nr. 3. 

Łączą się więc przezeń nie zwrotki, ale pojedyncze wiersze ^). 
Może też być powtórzony pół wiersz z dwu wyrazów złożony: 

Hej pójdziemy bracia, rzeczkę zagrodzimy, 
Zagrodzimy rzeczkę drobnym krzemieniuszczkiem, 



1) Por. Schipper: Grundr. d. eng. Metrik 278. 



188 H. WINDAKIEWICZOWA 

Drobnym krzemieniuszczkiem i rydzym piaseczkiem, 
By nie przyleciała ta raba zieziula etc. Z. Gloger L. 18. 

Może być również powtarzany wyraz niekoniecznie kończący 
wiersz, ale np. poprzedni i równocześnie oba te gatunki konkate- 
nacyi będą w pieśni użyte, np.: 

Pod tą wodą trawka leży, 

Po tej trawie chodzą pawie; 

A te pawie panna pasie. 

Panna pasie, piórka zbiera, 

Piórka zbiera, wianki wije. 

Wianki wije, złotem szyje etc. 1. c. 16. 

Rozmaite sposoby zastosowania powtórek wyrazów, — nawet 
i wierszy całych, — okazuje ciekawa bardzo pieśń, śpiewana przez 
chodzących z Turem w zapusty: 

A czyje to, czyje to nowe Siedlo? 

W tem nowem Siedle komnateczka, 

W tej komnateczce jest dwa okieneczka. 

W jednem okieneczku krasna pani z pannami, 

Wyszła sobie przed ganeczek 

I wyjrzała w szyre pole, 

W szyre pole, na podole 

I zobaczyła zwierza tura. 

Zwierza tura, co złote rożki ma. 

I zawołała na służków swój ich: 

Służkowie wstańcie, koni siodłajcie, 

Będziecie gonić zwierza tura, 

Zwierza tura, co złote rożki ma. 

Służkowie wstają — koni siodłają 

I dogonili zwierza tura. 

Zwierza tura, co złote rożki ma. 

Gdzież tego tura podziejemy? 

Złote rożki mu pozbijamy, 

W komnateczce powbijamy, 

W komnateczce, we ścianeczce. 

Cóż na tych rożkach wieszać będziemy? 

Rysie, sobole, przepyszne stroje. 



SrUDYA NAD WIERSZEM 1 ZWROTKĄ POBZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 189 

Nabój eezkę i szabeleczkę, 

Jej -Mości piosneczkę, 

A nam kolendeczkę. O. K. Lud XVIII. 44, nr. 1. 

W niektórych pieśniach jednakże, gdzie łańcuch wyrazowy 
jest zerwany, można być niemal pewnym, że stało się to później, 
wskutek zapomnienia, rozszerzenia lub przerobienia pieśni przypad- 
kowego. Za dowód może służyć początek pieśni weselnej O złotem 
ziarnie, który w jednej wersyi ściśle łączony łańcuchem wyra- 
zowym, w następnych już ten charakter traci. Wersy a mazowiecka 
od Płocka (Maz. IV, str, 160) łączy bezpośrednio wiersze powtórze- 
niem wyrazu śródwierszowego lub końcowego: 

Nasieliśmy gros ku na przyłozku, 
A w tym gros ku wieprzak ryje. 
I wyrył ci złote ziarno, 
Coz z tern ziarnem cjnić bańdziem? 

Wersya od Łęczycy rozszerza ten wstęp i daje konkatenacyę 
ylko w dwu wierszach: trzecim i czwartym. W 1-ym i 2-im pod- 
stawiono już rymy: przyłogu, Bogu, na co cały wiersz drugi został 
dorobiony: 

Zasiała ja grochu na przyłogu, 

I urodził mi się, chwała Bogu. 

A w tymże to grochu wieprzak ryje, 

A i wyrył ci to złote ziarno, 

A i podnieśże je młoda panno. 

O. K. Lud XXn. 79. 

Trzecia wersya z Kaliskiego (O. K. Lud XXIII. 138) z obu 
poprzednich złożona, zachowuje konkatenacyę w 3 wierszach i ró- 
wnież dodany wiersz wersyi łęczyckiej: 

Siałam grosek przy dolinie, 
A w tym grosku wieprzak ryje. 
I wyrył ci złote ziarno, 
Podnieś-ze go moja panno. 

Dalsza część tej samej wersyi zachowała najlepiej ze wszyst- 
kich dawną formę: 



190 H. WIN HAKI KWICZOWA 

A Z tego [prosku] ^) złoty kielich. 
Kto tym kielichem pijać będzie, 
Da sam Pan Jezus po kolędzie. 
Sam Pan Jezus z aniołkami, 
My do grosku z łyzeckarai. 

Wymienimy tu jeszcze ciekawy przykład pieśni, gdzie użyto 
równocześnie rymu, konkatenacyi i śródwierszowego refrenu. 
Są to jednakże tylko urywki, bo cała pieśń charakter właściwy 
zatraciła. Zwrotka więc piąta pieśni: Jedzie, jedzie nadobny Jasie- 
niek (O. K. Maz. IV. 180), tak się przedstawia: 

Każ wystawić, moia matuleńku stół malmurowy. 
Na tym stole, moja matuleńku. obrus bielony. 
Na ten obrus, moj a matuleńku, talerz toc o n y. 
Na ten talerz, moja matuleńku. kapłon piec on y etc. 

4. Asonancya. Z przestudyowania więcej jak tysiąca par 
rymowych w pieśniach, przekonywamy się, że w poezyi ludowej 
asonancya ma dotąd równe niemal prawa z rymem zupełnym. 
Ogólnie biorąc, liczba asonancyi ma się do liczby rymów zupełnych 
jak 1:5. Jednak są pewne różnice. Procent najwyższy okazuje 
grupa przyśpiewek małopolskich do tańca krakowskiego. Na 113 
par rymowych (O. K. Lud VI. 438—448) 30 asonancyi, czyli więcej 
jak czwarta część ogólnej liczby. W pieśniach weselnych na 272 
par rymowych 50 asonanf^yi, czyli jak 1:5 (O. K. Sandomierskie 
Lud II). Mniej więcej szóstą część asonancyi okazuje grupa opo- 
wiadań i erotyków. Na 324 par rymow^^ch mamy 52 asonancye 
(O. K. Lud II. 127 — 170). Również podobny stosunek daje grupa 
przyśpiewek mazurowych z okolic Warszawy: na 321 par rymo- 
wych 53 asonancye (O. K. 1857, Tańce od 1—200). 

Asonancye rozróżniamy: 

a) Rymuje druga, t. j. końcowa samogłoska i grupa spółgło- 
skowa nieakcentowana, samogłoska akcentowana odmienna: Teres: 
poleź, stracił, wrócił (O. K. Lud II. 14). Jest to odmianka mniej 
częsta. Ten rodzaj uwydatnia się doskonale w śpiewie o psalmodycz- 
nem zakończeniu zdania, t, j. że akcent muzyczny pada na samo- 
głoski zgodne: stracił, wrócił. 

>) Ziarna? 



STUDYA NAD WIERSZKM 1 ZWROTKĄ POEZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 191 

b) Samogłoska akcentowana zgodna, ewent. obie samogłoski 
przy płynnem zakończeniu wyrazu; grupa spółgłoskowa odmienna. 
Np. dobrą: wiodą (O. K. Lud XII. 137), piwa:nima (O. K. Lud XXIL 
357), wezmę: jeżdżę (O. K. Maz. II. 163), rodzona: doma (O. K. Maz. 
VII. 39), ocknie: odpocznie, zieleni: niemi, nogą:tobą etc. Przykła- 
dów bez liku. 

c) Przy wyrazie jednozgłoskowym lub zakończeniu wyrazu 
spółgłoskowym, np. plon: dom, kwiat: wiatr (O. K. Lud II), latasz: 
obracasz (O. K. Lud XII. 132), jawor: zabawiuł (O. K. Lud VI. 24.Ó), 
niewierz: świedlerz (O. K. Lud II). 

d) Wyrazy tworzą rvm doskonały, ale tylko w wymowie gwa- 
rowej. W języku literackim okazuje się albo zupełny brak rymu, 
albo asonanCya; np. przęsła : niesła (O. K. Lud VI. 721), wozem: 
gospodozem (O. K. Lud 314). dwanoście: staroście (O. K. Maz. IV. 
491), skrzyni: wzieni, ś w. Jonie: zagonie, jesce: wiesce, pyska:kieli- 
ska, casu:kiermasu etc. 

Asonancya i rymy gwarowe, jak zresztą i rymy zupełne 
w poezyi ludowej, dają częste przykłady rymów złamanych, to jest, 
że dwa wyrazy jednozgłoskowe rymują z wyrazem dwuzgłoskowym, 
albo dwa wyrazy: jeden dwu- i drugi jednozgłoskowy rymują 
z wyrazem trzy zgłoskowym, np. na krzyż: patrzy s (O. K. Lud VI. 
625), nie chce: jesce (O. K. Lud VI. 718), kamień: na nim (O. K. 
Lud 1857, nr. 8), bardzo rad: na obiad (O. K. Maz. IV. 49), do dom: 
wodom, nie łżej:leży, do mnie: godzinie (O. K. Lud II), ojcem zwać: 
zapłakać, dała mi: jaglany (O. K. Lud TI). 

5. Rym doskonały. Polega na zgodzie samogłoski akcen- 
towanej i drugiej bez akcentu jeśli w wyrazie więcej zgłoskowym; 
następnie, zgody grupy końcowej spółgłoskowej a różności spół- 
głosek przed samogłoską, np. stołecka: wianecka. Rym ten, jak oka- 
zaliśmy poprzednio przy asonancyi, zajmuje ^/s ogólnej liczby ba- 
danych par rymowych. Pod względem ilości rymujących 
zgłosek rozróżniamy: 

a) Rym jednozgłoskowy, np. wdziać: siać (O. K. Lud II. 
32), mam: dam (O. K. Lud XII. 56). Rym ten w poezyi ludowej 
można śmiało uznać za wyjątkowy. Na 324 par rymowych (O. K. 
Lud II. 127 — 170, opowiadania i pieśni) naliczyliśmy tylko pięć 
rymów męskich. Najczęściej zaś wyraz jednozgłoskowy tworzy rym 
złamany, jak np. w refrenie: 



192 H. WINDAKIKWICZOWA 

Trzeba ij dać, 

Nie żałować. O. K. Maz. I. 159. 

W pieśniach rymujących wyrazami jednozgłoskowymi spot- 
kamy zawsze więcej asonancyi, jak rymów zupełnych. Np. w pieśni 
A wyjrzyj -że pacholiku w pięciu zwrotkach, zakończonych 
wyrazem jednozgłoskowym (na 10 ogólnej liczby zwrotek), mamy 
4 pary asonancyi: dwór: mój, koń: sam (som), 8tół:marcypon. mój: 
mój i rym: próg: nóg. Tego rodzaju rymy jednoz^łoskowe najczę- 
ściej miewamy na początku pieśni w 11- i 13-zgłoskowym wierszu 
tworzonych ^). Wtedy robią one wrażenie jakby przypadkowych. 
Inaczej jednak rzecz się ma przy wierszu ośmiozgłoskowym ^), gdy 
w zwrotce czterowierszowej pierwszy dwuwiersz zakończa rym, albo 
asonancya jednozgłoskowa, drugi zaś ma rym dwuzgłoskowy. Przy- 
pomina to manierę średniowiecznej legendy, np.: 

Nie chciało ci się rutki siać. 
Kazałaś se czepiec wdziać. 
Nie chciało ci się w rucianym, 
Chodź se teraz w nicianym. 

Siądź Basieniu, siądź, 

Trzeba wianecek zdjąć. 

Posukajcie stołecka 

Dla rucianego wianecka. O. K. Lud II. 32. 



Albo też: 



Zacynamy ten wianek wić, 
Nie dali nam do niego nic. 
Ani pierza, ani ruty. 
Cemze będzie wianek wity? 

Zacynamy ten wianek wić, 
Nie dali nam do niego nic. 
Ani ruty, ani pierza, 
Cćmze wianek rozcepirzem? 

Zacynamy ten wianek wić, 
Nie dali nam do niego pić. 



») O. Kolberg: Lud XXII, 124 ; XII, 26, 56. 
*) Pierwsiego typu. 



STIIDYA NAP WIKRSZKM I ZWROTKĄ 1'ORZYI POLSKIEJ LUDOWRJ 193 

A dali nam tę kapeckę, 

Dla nas mało baryłeckę i). O. K. Lud XX. 94. 

Dążność rymów (asonancyi) jednozgioskowych dobierania się 
z wyrazami paroxytonicznymi wyraża się muzycznie w ten sposób, 
że obie zgłoski, akcentowana i nieakcentowana, gramatycznie uje- 
dnostajnione są akcentem muzycznym, który najczęściej bywa i pod- 
wyższeniem i przedłużeniem dźwięku, np.: 

Prze-le-ciai ga — wron 

15! ^ ^ M I 

J S ś ś \ ś- 

Przed mej matki dom O. K. Lad VI. 211. 

W piosnce powyższej uwydatnia się jeszcze ów akcent anti- 
gramatyczny. zaznaczający rym przez melodyę gis a h gis a, opisa- 
niem swem podnoszącą wartosó dźwięku końcowego. Przy rymach 
zaś zwykłych (nie złamanych), w wyrazach paroxytonicznych, me- 
lodya wskazuje lżejszy spadek głosu, jak np. : 

wa — ny. 

/CS 

J J ^ 
cha-ny. O. K. Maz. III. 17.5 

Nie podajemy tych uwag jako reguły, ale jako przykłady 
częste do zauważenia. 

b) Rym d wuzgłosko w y. i) płynny, t. j. zakończony na 
samogłoskę: matki — kwiatki (O. K. XX. 270); 2) na spółgłoskę: 
listek — wszystek (O. K. XX. 270). Rym ten. jak wogóle u nas, tak 
i w poezyi ludowej, należy do najpospolitszych. Liczy on ^/^ wszyst- 
kich innych rymów. Statystyka, przeprowadzona w grupie wesel- 
nych pieśni z Sandomierskiego (O. K. Lud II), tanecznych w Kra- 
kowskiem 'O K. Lud VI) i na Mazowszu (O. K. Lud I. 1857, Tańce), 
wykazuje następujące cyfry. W pieśniach weselnych na 272 rymów 
ogólnych jest 200 żeńskich. W Krakowskiem tanecznych (wraz 
z zapisanymi z Kieleckiego tańcami tom XIX od str. 25 — 82) na 
213 par rymowych jest 167 rymów żeńskich; na Mazowszu tanecz- 
nych (Lud I. 1757, Tańce) na 533 par rymowych jest 245 żeńskich. 



^W po— la — 


gró-de-cek. 


w po — lu 


ma— lo 


4 4 4 


4 4 4 


4 m 4 


• 


A kto go 


ma - lo - wai 


Ja-sień — 


ko ko - 



*) Jak wiadomo, taka mieszanina rymów jest właściwą legendom średnio- 
wiecznym, np. we francuskim języku legendzie o św. Alexym. 
Rozprawy Wydzia/u filolog. T. LU. 13 



194 H. WINDAKIEWICZOWA 

Rym żeński spółgłoskowy odznaczamy jako osobny rodzaj 
rvmu. gdyż w poezyi ludowej odgrywa on często rolę rymu jedno- 
zgłoskowego. zmuszając niejako wyrazy dwuzgłoskowe do przerzu- 
cenia akcentu na zgłoskę końcową. Taki objaw, tworzący rym zła- 
many: raz — obraz (Lud 1857, 282), omówiliśmy już poprzednio; 
tu chcemy jeszcze dać przykład użycia równoczesnego rymu spół- 
głoskowego i rymów złamanych w całej pieśni w wierszu 13-zgł. 
z rymami jednozgloskowymi: 

Jak ja jechał rano orać, jesce nie boł dzień. 
Natrafiłem dziewce swoje, ona pele len. 

Kochanecko, jedyneeko. mas ty moją być. 
Jasineckii, kochaneckii, nie umiem robić. 

Co to mi tam za robota, ten pelinie Ićn, 
Dopieroć mnie matka moja zniewoliła w niem. 

A mam ci ja brzezineckę, jik dębową wić. 
Ta najocy i obudzi, jak tv mas robić. 

A jesce ranie mój Jasieńkij. jesce mnie nimas. 
A juz ci mnie, mój Jasieńkć). brzeziną smagas. 

O. K. Lud XII. 27. 

Widzimv z powvższego przykładu, że rymy spółgłoskowe są 
w istocie pokrewne rymom jednozgloskowym. Nawet odczytując je 
w porządku: dzień— len, wić — robić, nimas — smagas; rym nimas — 
smagas nie nadto odcina się na tle poprzedzających go rymów — 
tem więcej rozumiemy, że w śpiewie uważano je — jak się zdaje — 
za jednotliwe, gdy akcent muzyczny padał całą siłą ('/* I ) na osta- 
tnią zgłeskę. 

3) Rym trz y zgłosko svy. zwany rymem bogatym, zamiiist 
zgłosek dwu w wyrazach trz}'- i czterozgloskowych, rymują trzy 
zgłoski całe. W ludowej poezyi są to rymy wcale niewykwintne, 
fleksyjne; zresztą i wcale nieczęste. Np.: bielonego — rodzonego, stry- 
jecznego — wujecznego (O.K. Lud II. 101), raminiu - kaminiu (Lud 
III. 26j. Bywa on częściowo asonancyą, jak np : zakładała — płakała, 
dobrego godnego (O. K. XVIIL 59). 

Co do stosunku, w jakim rym pozostaje do wier- 
sza, odróżniamy: 

a) Rym wewnętrzny, t. j. śród wierszowy, najczęściej 
w dwu wyrazach sobie przyległych: 



STUDYA NAD WIKRSZKM I 7,WI{()TKĄ l'OKZYl P<M.^KI^■J I.UDOWKJ 195 

Przejechałem Kraków, Maków i cygańską wieś. 

O. K. Lud VI. 19. 

Idzie wóz na przewóz, malowane kółka. 

O. K. Lud VI. 845. 

Służba moja u pokój a. ucieczka u drzwi. 

O. K. Lud 1857. 196. 
Ej fartuszek z jabłuszek, a zapaseńka z maku. 

O. K. Lud XVII. 55. 

b) Rym leoninowy śród wierszowy, dzielący wiersz na dwa 
pół wiersze : 

Oj njój ty mocny Boże, da służyłam przy dworze, 
Oj żaden mi się dworak da podobać nie może. 

O. K. Lud 1858, Tańce. 

Mamy tu wiersz 14- zgłoskowy dzielony rymem i ten najczę- 
ściej występuje już w śpiewkacłi w tej formie, tworząc cztero- 
wiersze 7-zgłoskowe sehem.atu aa bb. Na 103 przyśpiewek do ma- 
zura (O. K. 1857, str. 309-448) 75 okazuje rym parzysty, a tylko 
w 23-ch j)odział przez rym nie zaszedł jeszcze i mamy 14 zgl. 
dwuwiersze. Na zwrotkach tych można z ciekawością śledzić roz- 
padanie się wierszy długich, jak właśnie nasz przykład: Oj mój ty 
mocny Boże, którego wiersz pierwszy, dzielony rymem, tworzy wła- 
ściwie dwuwiersz 7-zgłoskowy, a drugi pozostaje jeszcze pełną formą 
14- zgłoskowego wiersza. 

W śpiewkach zdarza się też połączenie tych dwu rodzai dotąd 
wymienionych, t. j. rymu wewnętrznego i leoninowego. 
np, w rzadko spotykanym dwuwierszu 16-zgłoskowym: 

Siedmiu miała, siedmiu dała, jednym sieczki, drugim siana, 
Jednym sieczki po kosteczki, drugim siana po kolana. 

O. Kolberg notuje przeważnie przyśpiewki jako wiersze kró- 
tkie, tworzące schemat ab cb. Jest to bałamutne i tylko dla rze- 
komej wygody w spisywaniu może znaleźć usprawiedliwienie. Uwa- 
żaliśmy też, że nowsze zbiory nie idą za tym przykładem. 

Co do sposobu rozmieszczenia rymów w zwrotce, 
należy zauważyć, że oprócz w zwrotce pięcio- i sześciowierszowej 
(o czem osobno mówić będziemy), w całej pieśni ludowej niemal 
wyłącznie panuje r3fm parzyst^^ Schemat zwrotki czterowierszowej 

13* 



196 H. WINDAKIEWICZOWA 

l)ędzie prawie bez wyjątku: aahh. Rym przekładany: ab ab. po- 
spolity w czworowierszu literackim, tu prawie się nie trafia. Na 
800 nrów przyśpiewek w Krakowskiem (O. K. Lud VI. Tańce) 
mamy w 738-miu rym parzysty aabb. a w 19-tu tylko przekła- 
dany; w innych rym obejmujący, jak: abba, a ab a, po kilka przy- 
kładów, i te robią jakby przypadkowe wrażenie. Rym więc parzysty 
można uznać jako typowy dla pieśni ludowych polskich, co zresztą 
i w innych językach stwierdzono. 

Rymy refrenowe, łączące całą pieśń czy to przy refrenie, 
czy też w samej zwrotce, mamy w pieśni naszej niezbyt licznie 
przedstawione. Rym ten bywa u nas najczęściej powtórzeniem tego 
samego wvrazu, jak np. w pieśni sobótkowej (O. K. Maz. III. 33): 

Hej posły były panny, panienecki 

Do kalinecki, 

Lnianki rwać. 

Lnianek nie wyrwała. 

Stłukły i stargały, 

Nic nie znać. 

I napotkały 

Oleksego Wawrzka 

I zobacyły: 

On jedzie. 

On jedzie na mysy, 

Ledwie pod nim dvsv. 

On j e d z i e. 

I napotkały 

Wojtka Michałowej 

I zobacvłv: 

On jedzie. 

On jedzie na scurze, 

Uwiąż mu łeb w dziurze. 

On jedzie etc. 

Prócz tej pieśń: O biały .Janie (O. K. Lud II. 143). Refren: 
on jedzie, powtarzany przez ciąg dwunastu zwrotek. Również 
w pieśni: Chodzi Kantar (O. K. Maz. III. 445). refrenowe wiersze 
przyjść mozes i cego chce. place, powtarzają się naprze- 
miany w ciągu dziesięciu zwrotek pieśni. Niekiedy mamj^ — ale to 



STUDYA NAD WIKKSZKM 1 ZWKOTKĄ P<>K/A'I P0L8KIBJ LUDOWEJ 197 

są rzadko spotykane przykłady — asonancyłj połączone zwrotki, 
tworzące istotny rym zwrotkowy: 

Jak pojedziesz orać. 

To innie będziesz wołać, 

A ja będę poganiać, 

Jak się narobiemy, 
Sobie usiądziemy, 
Będziemy się namawiać. 

Jak się namówiemy, 

To się oźeniemy, 

Będziemy się szanować. O. K. Lud XII. 377. 

Przykład powyższy jest równocześnie wzorem rymu na nie- 
akcentowanych zgłoskach. 

Rym tak zwany couće^). Tworzy on zwrotkę wybitnie 

ludową. Początek tej formy jest, jak wiadomo, liościelno-ludowy. 

Wzór ten, będący wierszem długim trzyczęściowym o rymie pa- 

, a — a — h 11- 

rzystym, a więc tworzący schemat: , roziamai się następnie 

wskutek rymów leoninowych na zwrotkę sześciowierszową sche- 
matu: aah. ech. W pieśni naszej mamy wzory formy pierwotnej, 
jak np. 2): 

A cyli mi wesła | cyli mi nie wesła | moja rutka w ogrodzie, 
A z cegoz ja sobie | wionecek uwiję . az mój Jasień prz^-jedzie. 

i również wiele pieśni, w których forma ta jest w stanie ewolucyi 
i jedne zwrotki są dwuwierszem długim, inne sześciowierszowe 
o czem obszernie w rozdziale o zwrotce refrenowej powiemy. 

Do wszystkich tych gatunków rymów możemy jeszcze dołą- 
czyć wzór rymów humorvstvcznvch , niestety niezbyt wykwintnej 
piosenki: 

Oj dana, dana — służyłem u pana, 

Oj dana, dynie — pasałem mu świnie. 
Oj dana, dąsa — pędziłem do łasa, 
Oj dana, dyńkiem — usnąłem pod pieńkiem etc. 
" O. K. Lud XXIL 246. 

') Nie umiem znaleźć polskiej nazwy (niem. Schweifreim). 
>) Podobnit treścią i formą (O. K. Lud XVI. 166). 



198 • H. WINDAKIEWICZOWA 

Co do gatunku rymów, odnośnie do rozmaitych grup pieśnio- 
wych, to ścisłej statystyki niełatwo podać. Poza wykazami staty- 
stycznymi, które w początku rozdziału o rymie umieściliśmy, ogólnie 

można zauważyć, że w pieśni obrzędowej, legendzie, dumach nie- 
których pojawiają się często asonancye średniowieczne, jak np.: 

m oj a — kościoła, okna — plotła, ławy — niemały (O. K. Lud II). W opo- 
wieściach wędrownych przeważa wogóle język literacki i rymy po- 
prawne (O. K. Lud, 1857, I). Pieśni taneczne natomiast okazują 
największy procent rymów gwarowych, asonancyi, rymów i aso- 

nancyi złamanj^ch, a gros stanowią rymy dwuzgłoskowe wcale nie- 

wy szukane. 

6. Refren ^). Refren rozrósł się bardzo bujnie w naszej poezyi 
ludowej. Zdaje się, że może on być jednem więcej potwierdzeniem 
zdania Gastona Paris co do pierwotnego charakteru tej formy. t. j. 
raazycznego początku pośpiewu tak świeckiego, jak kościelnego. 
W wielu pieśniach opowiadających świeckich lub legendach refre- 
nem jest przygrywka na jakim instrumencie. Np. w pieśni: Pod Ka- 
m ieńcem pod podolskim (Żeg. Pauli Lud 66) i teraz jeszcze na od- 
p ustach krakowskich i indziej słyszeć można, jak śpiewak -dziad 
wę drowny śpiewa i gra naprzemiany tę samą zwrotkę melodyjną. 
Odmianą tego refrenu muzycznego jest zwrotka, której tekst i me- 
lodyę powtarza śpiewak dwa tsczj. Powtórzenia te nadają poważny, 
głęboki ton całej pieśni. Muzycznie wytwarza się wtedy prześliczna 
' orma, tak zwany okres kolisty. Wzorem może być piękna duma 
o Podolance 2): 

Na Podolu biały kamień. 
Na Podolu biały kamień, 
Podolanka siedzi na nim, 
Podolanka siedzi na nim etc. 

a) Właściwy refren słowny osobny, mamy, gdy do powtórzenia 
w iersza dodano zgłoski bez związku — onuniatopeiczny refren, — 
albo też wykrzyki różnej treści. Przykłady onomatopei mamy naj- 
częściej w embryoniczncj formie zwrc>tki. które nazwaliśmy sty- 
chiczno-refrenową zwrotką, np.: 



') Ksfrim, refraiii, Barthen, Kohrreim. 

*) Czasopismo Lud VIII. Pieśni ludowe z Dobczyc nr. 3. Duma powszech- 
nie śpiewana. O. Kolberg podnje 32 warjanty w tomie I zbioru Lud. 



STUDYA NAD W IKltSZEM 1 /.WROTKĄ POKZYI HI>I,SK1EJ LUDOWEJ 199 

Tam pod borem doinecek. 

Tam pod borem — m a c b e r w a c h I e r. 

cum ber, łup cup — domecek. 

Przy domecku młyueeek. 

Przy domecku — macber wachler, 

c u m b e r, łup cup — m i y n e c e k etc. 

OK. Maz. II. 104. 
Wy krzyk radosny: 

Da bój a ino dyna! 

A cyja ja dziewcyna? 

Twoja Jasiu, twoja, 

Da juz nie niatusina. O. K Lud VI. 231 

Wykrzykżałośny: 

Nieseęśliwe te pokoje. 

A cb j ej j e j j e!! etc. O. K. Maz. IV. 308. 

Wykrzyk naśladowczy: 

Jechał chłop do młyna. 

Zdechła mu kobyła. 

Wie ha ha! wie ha ha! O. K. Lud VI. 422. 



Wykrzyk drwiący 



A m}^ dziady z Baranowa, 

hm, hm, h m. 

Przybyliśmy tu z Krakowa. 

h ra, hm, hm, etc. O. K. Lud VL 438. 

b) Refreny złożone z wezwań, próśb, jeszcze nie sa- 
moistne, lecz równie jak poprzednie, przyłączone do powtórzonego 
wiersza właściwej zwrotki: 

Z tamtej strony jezioreczka ułany jadą, 
Hej hej, mocny Boże — ułany jadą. 

Jeden mówi do drugiego — wianeczek płynie. 
Hej hej, mocny Boże — wianeczek płynie. 

O. K. Lud 1857, 16 a. 



200 H. WINOAKIKWICZOWA 

Ach nieszczęsna dola, 

Za mąz mi niewola. 

Ja w lata podesla, 

Za mązem nie posła. 

Mój Boże. za mązem nie posła. 

Mój Boże, mój Boże etc. O. K. Lud II. 172. 

Ach były tu rosoły. 
Nas pan starosta wesoły, 
hej a, hej a, matusiu moja, 
Wesoły, wesoły. 

A były tu i grochy, 

Nas pan starosta płochy. 

hej a, hej a. matusiu moja, 

Płochy, płochy etc. O. K. Lud XX. 81. 

c) Refren jedno- lub paruwierszowy, niezależny od 
zwrotki: 

Oj chmielu, chmielu, ty bujne ziele, 
Nie będzie bez cie żadne wesele. 

I Oj chmielu, oj niebożę, 
refren \ Niech ci Pan Bóg dopomoże, 

I Chmielu niebożę itd. O. K. Lud II. 30. 

Starała się nasa Marysia o stroje, 

Roztocyła złote obrusy po stole. 
J Dobrze ona sobie zrobiła, nie komu. 
[ Przebywa tu Pan Jezus w jej domu. 

Starała się nasa Marysia o stroje, 

Roztoc3'la złote łyzecki po stole. 
j Dobrze ooa sobie zrobiła, nie komu, 
I Przebywa tu Pan Jezus w jej domu etc. 

O. K. Lud IL 128 a. 

d) Refren podwójny w pieśniach dyalogowych: 

Stanę się, stanę siwym kaczorem 

Popłynę sobie bystrym jeziorem. 

Twoją miłą nie będę, I ,. . 

\kj M u- • • j f refren 1-szy 
Wedle ciebie nie siędę. •' 



refren 



STUUYA NAD WIKRSZEM I ZWROTKĄ POEZYI POL.SKIKJ LUDOWEJ 201 

A mam ci ja też takie sidełka, 

Złapię ja kaczkę za jej skrzydełka. 

Moją miłą musisz być. I ^ « • 
-. . ^ , . , ' refren 2-gi 

Mnie tę wolę uczynić. J 

Co do rozmieszczenia swego w zwrotce, mamy do 
zauważenia: 

a) Refren w końcu zwrotki. Za przykład powyżej cyto- 
wana pieśń o chmielu i inne. Wybitnie ludowa forma refrenu 
z końcem każdego wiersza, zastępująca poniekąd rym: 

Oj śrataj-ze nas moja Matulu — wielom Ładom, 

Niech cię Bóg śrataje, co dolą i'ozdaje — wielom Ładom. 

O. K. Lud XVI. 279. 

b) Refren na początku zwrotki: 

Oj Łado, Łado, Łado, Łado, 
Dokoła dworu ziele, 
A we dworze wesele. 

Oj Łado. Łado, Łado, Łado, 

Gontami dwór pobity, 

Śrybłera, złotem nakryty. O. K. Lud XVL 376. 

c) Refren okalający zwrotkę: 

Plon niesiemy, plon, | 

Jegomości w dom. [ 

Żeby dobrze plonowało. 

Po sto korcy z mędla dało. 

Plon niesiemy, plon. I „ 

^ , . " , ' I refren 

Jegomości w dom. j 

O. K. Lud II 200. 

d) Refren ś ródź wrotko w y. Refren oryginalny, a bardzo 
w naszej pieśni pospolity: 

Jechał Maciek do Warsięgi na welekcyją ^), 
Cóznatem?nawelekcyją. 



') Pieśń ta sięg-a w istocie dawnych dosyć czasów; jest to ciekawa para- 
fraza przemowy błazna polskiego Wielkiegochwała: 



202 



H. WINUAKIEWICZOWA 



Najął sobie na przedmieściu w karcmie stancyją. 

Cóz na tern? w karcmie stancyją. 

I jęli go przyjaciele na piwo prosić, 

Cóz na tem? na piwo prosić. 

A on się im z famuliją zacął wynosić, 

Mój ojciec był wojewodą, bo woził wodę, 
Cóz na tem? bo woził wodę. 
Miały zydy po Warsędze z niego wygodę, 
Cóz na tem? z niego wygodę etc. 

O. K. Lud VI. 365. 

Ze forma ta z refrenem śród wierszowym jest w istocie jedną 
z dawniejszych w poezyi naszej, to wskazują i melodye, które naj- 
częściej fjbejmują tylko jeden wiersz; mimo więc rymu. łączącego 
parami wiersze, są to pieśni stvchiczne. a jak nazwaliśmy je: sty- 
chiczno-refrenowe. Taką jest pieśń powyższa „Jechał Maciek", taką 
również „Parę koni Jasio miał", na której możemy jeszcze zauwa- 
żyć przetwarzanie się formy zwrotkowej Raz mamy tylko powtó- 
rzenie dwa razy każdego wiersza, muzycznie tworzące formę koli- 
stą okresu: 

I M r r I r f F m r M ^ n 

dśd0\śdś śśśś\ś4ś 

•Ste — ry ko-nie Ja— sio miaf. Ste-ry ko— nie Ja— sio miaJ. 

Wszystkie zlotem kować dił. Wszystkie z/otem kować da/. 

A od każdej podkowy — a od każdej podkowy, 
Talar bity gotowy — talar bity gotowy etc. 

O. K. Maz. IV. 269. 

i wersyę drugą z refrenem śród wierszo wy m; z refrenem tym 
łączy się bardzo oryginalne, a dosyć pospolite w naszych pieśniach 



Jam cny dziedzic z Kowadła jest burgiindyjskiego, 
Chowałem sie przy sworni a króla duńskieoro 
Jestem sławny z rodzaju, mam ciotkę w Stryng^lii, 
I świokrę nad fraucymerem kozaokiem w Anglii. 
Brat jest przednim strengretom janczarskiego króla, 
Podle drogi pownzi wóz tam z jednokola oto. 

W tragedyi o polskim .Scilurnsie Jana Jurkowskiego w części 
trzeciej, drnkowanej w Krakowie 1604 r, /.ob. iS. Windakiewicza : Teatr ludowy 
w dawnej Polsce str. 156. 



STUDYA NAD WlKKSZKM 1 /.WKOTKĄ POLSKIEJ POBZYI LUDOWKJ 203 

(tanecznych szczególnie, np. Lud XVI. 364) zastosowanie slow pie- 
śni do melodjn: 



Pa-re ko-ni Ja sio miał co je zło-tem (Mo-ja Ma-rys) 



lh^^;l:;;^^^'i^^^i'^' 



j;h^/;;iJ/lJHl 

rad ko - wał, Rad ko-wal, rad ko — wat. 

Jak po moście stąpały, 

Samem złotem (moja Maryś) brząkały, 

Brząkały, brząkały. 

A u każdej podkowy 

Leży talar (moja Maryś) gotowy, 

Gotowy, gotowy etc. O. K. Lud XXII. 165. 

Możemy tu zauważyć niespodziewaną zmianę rytmu melodyi 
(powrót pierwszego taktu) wskutek wtrętu zdania refrenowego „Moja 
Maryś" i wynikłe z tego bezpośrednie rozpoczęcie na drugiej sze- 
snastce taktu czwartego (części drugiej) ;refrenu powtarzającego 
rad kował". Podobne zwroty spowodowane wtrąceniem refrenu 
śródwierszowego mamy w pieśni weselnej: „Lepi było nie tano- 
wać" (O. K. Lud II. 35). w pieśniach: „Cztery lata wierniem służył 
gospodarzowi" (O. K. Lud II. 168) „Jedzie Jasio od Torunia" 
(dtto 154) „A kiedy ja jechał" (dtto. 162) i innych. 

Przykłady te wskazują, jak ostrożnym trzeba być, mówiąc 
o podziale rytmicznym wiersza jako rzekomem następstwie rytmiki 
zdania muzycznego. Widzimy, że tu np. zachodzi wypadek oddzia- 
ływania właśnie układu słów na formę rytmiczną melodyi. Może 
najlepiej zgodzić się, że niekiedy oddziaływa rytm melodyi na po- 
dział wewnętrzny wiersza, czasem zaś bywa naodwrót. W każdym 
razie tworzenie systemów rytmicznych na podstawie grup wyra- 
zowo-melodyjnych, to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie, którego 
nawet inicyatorzy nie zdolni ściśle przeprowadzić i). Co do nas. 



1) Cfr. WoUner, Uber dea Yersbaa des sildslay. Yolksliedes. Archiv. f. 
sl. phil. Bd. IX. 



204 H. WINDAKIEWJCZOWA 

podział ten wiersza zastosowaliśmy do formy wierszy w fazie 
przejściowej od zdaniowych do rytmicznych. 



ROZDZIAŁ III. 
Zwrotki refrenowe. 

1° Zwrotka wyliczająca. Prócz bujnego refrenu jako 
łącznika zwrotki, daje nam poezya popularna osobne a chyba 
w istocie pierwotne — formy pieśni, które możnaby nazwać pie- 
śniami refrenowemi. — Są to pieśni, chóralne najczęściej, dru- 
żyn^ weselnych lub obrzędowo-zabawowych np. obrzędu Sobótki. 
Tekst ruchomy takiej zwrotki refrenowej tworzy jeden, czasem 
parę wyrazów, reszta powtarza się niezmiennie kilka lub kilkana- 
ście razy. Naprzykład pieśń, wymieniająca dary ^) i osobę w każdej 
zwrotce inną: 

Gdzie się Tatulo podział 
Co na cepecek nie dał. 
Tatulo w kącie stoi 
Na cepecek dukat stroi. 

Gdzie się matula podziała 
Co na cepecek nie dala. 
Matula w kącie stoi. 
Na ceoecek dukat stroi. 

Gdzie się bracisek podział 

Co na cepecek nie dał. 

Bracisek w kącie stoi 

Na cepecek dukat stroi. etc. O. K. Lud XX. 204). 

I tak dalej wymienia „siostrzyckę, swatów" etc. Albo pieśń 
śpiewana na dobranoc Pannie młodej: 

Dobranoc Matce Boskiej dobranoc. 
Dobrą nockę oddajemy, 
Sami służką ostajemy, 
Dobranoc! 



*) Niżej wymieniona: „Syna mój". 



STUDYA NAD WIKRSZEM I ZWROTKĄ POLSKIEJ lOEZYI LUDOWEJ 205 

Dobranoc Panu Jezusowi dobranoc. 
Dobrą nockę oddajemy, 
Sami służką ostajemy. 
Dobranoc. 

Dobranoc Pani Matce dobran(jc. 

Dobrą nockę oddajemy, 

Sami służką ostajemy. 

Dobranoc, etc. O. K. Maz. I. 150. 

W następnych trzynastu zwrotkach wymieniają śpiewacy całe 
zgromadzenie weselne, a więc: Pana ojca, p. matkę, swachy, dru- 
żbów etc. Pieśni te miewają często charakter dyalogu między 
młodym a rodzicami młodej; między młodym a młodą; i tym 
podobnie. Śpiewane są przez dwa chór}^ drużbów i druchen. Np.: 
Dyalog młodego i młodej: O. K. L. XXII. 55. 

— Pierwsi k.irzy piali 
Jesce nie był dzień biały. 

— Otwórz nadobna Kasiu do nowej komory. 
Choćbym otworz\'ła 

Kiedy nie mam łuczywa. 

— Otwórz że mi otwórz, choć tak posiedziewa. 

— Stojał Stasio godzinę, 

— Stójże jeszcze chwilę, 

Aże ja tu panu ojcu koszulki doszyję. 

Drudzy kurzy piali 
Jesce nie był dzień biały. 

— Otwórz nadobna Kasiu do nowej komory. 

— Choćbym otworzyła 
Kiedy nie mam łuczywa. 

— A otwórz że mi otwórz, choć tak posiedziewa. 

— Stojał Stasio godzinę 

— Stójże jeszcze chwilę. 

Aże ja tu pani matce czepeczka doszyję. 

Trzeci kurzy piali — etc. cała trzyczęściowa zwrotka aż 
do zakończenia: aże ja młodszej siostrze chusteczki do- 
szyję. Wreszcie: 

Czwarci kurzy piali aż do zakończenia, aże ja bratu etc. 



206 H. WINDAKIKWICZOWA 

W pieśni powyższej jak widzimy, na dziewięć wierszy od- 
dzielnej grupy stale powtarzanej tylko jeden wyraz pierwszego 
wiersza i trzy ostatniego są zmienną częścią zwrotki. Wyrazy te 
wszędzie podkreślamy, dla ułatwienia oryentacyi. Podajemy jeszcze 
kilka pieśni chóralnych tego rodzaju, które ułatwią odróżnienie do- 
kładne tej formy i uchwycenie pewnych różnic. Dyalog dru- 
żyny i młodej: O. K. Lud. XX. 287. 

— Oj zielona wierzbino 
Zielono się rozwijas 
Oj nadobna Marysiu 
Młodziuchno się zawijus 

— -Nie samam się zawiła, 

Braciskam się radziła. 

— Oj zielona wierzbino 
Zielono się rozwijas 
Oj nadobna Marysiu 
Młodziuchno się zawijas. 

— Nie samam się zawiła, 

M a t e c k i m się radziła, etc. 

W pieśni tej chór śpiewa refren w całości swej niezmienny; 
tylko końcowy dwuwiersz panny młodej odmienia jeden wyraz, 
oznaczający coraz inną osobę z jej rodziny. Podobny stały refren 
chóru ma dyalog znowuż pana młodego ze s wachami: 

— Na pirse zaloty 
Straciłem s e złoty 

I tak mi jej nie chcą dać. 

— Dadzą ci ją dadzą 
Sami przyprowadzą, 
Nietrza ci się frasować. 

— Straciłem i talar 
Ledwom nie osalał 

I tak mi jej nie chcą dać! 

— Dadzą ci ją dadzą 
Sami przyprowadzą 

Nietrza ci się frasować, etc. O. K. Lud IL 41. 

Dyalng matki panny młodej z młodymi: (wyrażający wiano- 
wanie panny) 



STUDYA NAD WIBRSZRM I ZWllOlK^ PDK/Yl Pi.LSKIK.I I,II1)()WKJ 207 

Synu mój. zięciu mój, 
Cego odemnie chces? 
S u k m a n e k nowy 
Wisi gotowy 
To go sobie bzie.s. (bierz) 

Curuś moja dziecię moje 
Cego odemnie chces? 
Faworki nowe, 
Wisa gotowe 
To je sobie bzies. 

Synu mój. zięciu mój, 
Cego odemnie cbces? 
Kaps iluś nowy, 
Leży gotowy, 
To go sobie bzies. 

Córuś moja dziecię moje 
Cego odemnie chces? 
Po ściółka nowa 
Wisi gotowa 
To ją sobie bzies. 

Synu mój zięciu mój 
Cego odemnie chces? 
Koniki wroue 
Stoją za stawem 
To je sobie bzies. 

Córuś moja. dziecię moje 
Cego odemnie chces? 
Lejbicek nowy 
Leży gotowy 
To go sobie bzies. etc. 

Następnych parę zwrotek wymienia jeszcze inne części ubrań 
jak: kosiulki.' kitelki etc. (O. K. Maz. IV. 170). Niektóre z tych 
pieśni mają nieco więcej urozmaicony tekst, me tracą jednak 
wcale charakteru zwrotki refrenowej. Tak np. pożegnanie młodej 
z rodziną: 



208 H- WINDAKIEWICZOWA 

Zostaj z Bogiem panie ojce. 
Bvwali tu za mnie goście, 
Tera nie bendą. 

Zostaj z Bogiem pani matko, 
Chowaiaś mnie bardzo gładko. 
Tera nie bendzies. 

Zegnam i cię panie bracie. 
Bywali tu za mnie grace. 
Tera nie bendą. 

Zegnam i cię pani siostro. 
Trzymałaś mnie bardzo ostro. 
Tera nie bendzies. O. K. Maz. IV. 172 — (w tej wersyi 
pieśń ta spisaną jest m\lnie wraz drugą pieśnią). 

Podaj em\' teraz spis pieśni refrenowych tworzących śpiewy 
obrzędowe weselne, dające dowód ważności tej formy: 

Otwórzcie nam Panie gospodarzu te wrota. Lud XX. 281. 

Wvjdźze Tatulu na nowe progi. Maz. III. 206. 

Wielem ja miastów objechała, Maz. III. 210. 

A pląsaj ze do matusie. Maz. III. 150. 

Oj niemas tego na świecie. Maz. III. 10. 

Złą ja, złą ja, złą ja matkę mam. Mag. II. 83. 

Kiedy zastukom zapukcjin. Mnz. I. 151. 

Przede wroty kamień złoty. Maz. III. 159. 

Oj kołem, kołem, kołem. Maz. III. 57. 

Pomaga Bóg Matko moja. Lud XX. 173. 

Trzęsła ^larysia na gody jabłuska. Maz. II. 130. 

Zakukała kukawka lecący. Maz. III. 229. 

Starsy druzebka. jeśliś młodzieniec. Maz. III. 191. 

Juz słońce zasło w rogu zapiecka. Maz. I. 152. 

A w tem kole mój wianeeku. Maz. I. 103. 

Za morzem Marysia. Lud XVI 348. 

Pierwsi kurzy piali. Lud XXII. 55. 

Posła Kasinka do sadu. Maz. III. 149. 

Kogozeście się radzili. Maz. III. 207. 

A były tu rosoły. Lud XX, 81. 

Dziękujem}' Panu Bogu. Maz. I. 147. 



STUDYA NAD WIRRSZKM 1 ZWROTKĄ POEZYI P0L8KIKJ LUDOWEJ 209 

Oj poznać, poznać. Maz. III. 87. 

Tańcowała starościna śmiele. Lud XVI. 190. 

Cyś ty chmielu nie miał matki. Lud XVIII. 66. 

Witaj chlebie stalinoga. Lud XVIII. 22. 

Hej dobranoc temu domowi. O. K. Maz. IV. 67. 

(Wszystkie powyższe cytaty odnoszą się do dzieł O. Kolberga: 
„Lud" i „Mazowsze"). 

Ta forma pieśni refrenowych, dyalogowych i innych może 
być uważaną za typową dla obrzędu weselnego. Nie jedyna, rozu- 
mie się, obecnie, ale chyba ta właśnie, o której możnaby mówić 
z pewnem prawdopodobieństwem (mimo braku świadectw pisanych), 
że była ona pierwszem podłożem następnej obszerniejszej grupy pieśni 
obrzędowych weselnych. W niej zawarte są wszystkie najgłówniejsze 
i najogólniejsze ^) (względnie do zwyczajów innych plemion) oby- 
czaje weselne i wraz z grupą pieśni, które nazwaliśmy „Inwo- 
kacyami weselnymi" można je uważać za samorzutne owoce 
natchnienia zbiorowego. Łatwo bowiem można sobie wyobrazić, że 
te chóralne pieśni, w których z biegiem zwrotek tylko jeden lub 
dwa wyrazy nowe dodawano, mogły być improwizowane przez 
śpiewaków. Co do ustalania jednakowoż chronologii bezwzględnej 
pieśni tych, o to się kusić chyba trudno. Można łatwo zauważyć, 
że forma powyższa była nieraz naśladowaną w dzisiejszej dobie: 
zwrotka refrenowana oddana w wierszu rytmicznym np. „Liście 
w ogrodzie, liście padają"; piosenka o wyborze zalotnika (O. K. 
Maz. II. 72) albo erotyk „Po ryneczku chodziła" (O. K. Maz. 
II. 163) i inne. Prócz weselnych, za równe im co do pokroju pier- 
wotnego można uważać niektóre dożynkowe jak np.: „Przede dwo- 
rem" (Maz. I. 78) albo sobótkowe jak „Hej posły były" (O. K. 
Maz. m. 33) i „Oj brzmią wozy brzmią" (O. K. Lud IL 139). 

Wśród opowieści (pieśni wędrownych) znajdujemy również po- 
dobną zwrotkę refrenową, ale ona przybiera już raczej formę zwy- 
kłej zwrotki dwuwierszowej z refrenem nieproporcyonalnie długim, 
tworząc schemat aa BB CC DD: 

Wdowa dwór buduje. 
Żołnierz jej się dziwuje. 



*) Wspólne np. francuskim nawet pieśniom jak np. pieśni „Oavrez la porte, 
ouyrez" por. Tiersot Hist. de la Cbanson popnlaire. 237. 
Rozprawy Wydz. filolog. T. LII 14 



210 H. WINDAKIRWICZOWA 

Nie dziwuj się żołnierzu. 
Nie dziwuj się rycerzu, 
Bo ja wdowa sfrasowana 
Już trzy lata owdowiona. 
Mąż na wojnie wojuje, 
Sama niewiem czy żyje. 

Każesz że w do w ulu. 

Na podwórze zajechać? 

Nie każę żołnierzu, 

Nie każę rycerzu. 

Bo ja wdowa spracowana, etc. 

O. K. Lud 1857. 24. 

2" Zwrotka stychiczno-refrenowa. Drugą formą 
pieśni refrenowych jest forma, którą nazwiemy zwrotką styehi- 
czno refrenową, gdyż jeden wiersz tworzy tu wraz z refrenem 
zaczątkową formę zwrotki. O starożytności tej formy, równie jak 
i poprzedniej, nie wypowiemy żadnego zdania, w każdym razie 
obydwa te gatunki zwrotek musimy uznać za najmniej rozwiniętą 
formę zwrotkową wśród znanych poezyi popularnych. Pieśni tej 
formy są bardzo nieliczne, niektóre cytowaliśmy przy wzorach re- 
frenu onomatopeicznego jak np. „Tam pod borem" i „Posed 
Jasio rano do łasa". Inna z takimże refrenem żartobliwa, prze- 
platana powtórzeniem wyrazów wiersza: 



refr. 



Z tamtej strony jeziora. 

{Z tamtej strony jechunder macbcumber, 
Jaworowy Wojtek zaborowy — jeziora. 



Pasła Kasia gąsiora — 

Pasła Kasia jechunder machcumber, etc. 

O. K. Lud II. 180. 

Dożynkowa. Również jak w poprzednich, melodya obej- 
muje refren i wiersz pieśni w jednym okresie melodyjnym. Refren 
podwójny obejmujący: 

Ej nam ej. 
1 Czy ja to roliczka co ugorem leży '? 
Ej nam ej. 



8TUDYA NAD WIKKSZEM I ZWROTKĄ h-OEZYJ POLSKIKJ l>UDOWKJ 21 I 

Ej nam ej. 

2 Pana gospodarza co w łóżeczku leży. 
Ej nam ej. 

Ej nam ej. 

3 A wyjdź że ty do nas, panie gospodarzu. 
Ej nam ej. 

Ej nam ej. 

4 Co my ci powiemy, to cię uciesemy. 
Ej nam ej. 

Ej nam ej. 

5 Na swojćm polecku, złoty kulig orze. 

Ej nam ej. O. K. Maz. III, nr. 19. 

Melodya pieśni tej jest wspaniałem znowuż zaczątkowem 
zdaniem kolistem, względnie dla formy bardziej rozwiniętej okresu 
kolistego, o którym mieliśmy już sposobność mówić poprzednio. 
Zdanie to czterotaktowe spada się ściśle z charakterem i formą 
wiersza, uwydatniając podwójny refren: 



t 



gaŁiSaEi ifegl^ggiEł 



i:^=^ 



Ej nam ej. Cy ja to ro— lic— ka co n— go — rem le — zy? Ej nam ej. 

Również ciekawą jak powyższy przykład jest pieśń sobótkowa 
tejże formy, ale z dłuższym dwuwierszowym refrenem: 



refr. 



Z dawna dawnego rzeceńka ciece. 
Pod winem, hej pod winem, 
Pod zieloneńkiem wineńkiem. 

Na tej rzeceńce ruciany wianek. 
Pod winem, hej pod winem, 
Pod zieloneńkiem wineńkiem. 

Wiatrecek wionął, wianecek sfrunął. 
Pod winem, hej pod winem, 
Pod zieloneńkiem wineńkiem. 

Moj i rybackowie, łówcie mi wianecek. 
Pod winem, hej pod winem, 

Pod zieloneńkiem wineńkiem, etc. O. K. Lud XVI. 359. 

14* 



212 



H. WJNDAKIEWICZOWA 



Z opowieści i innych: „Z tamtej strony jezioreczka" (O. K. 
Lud 1857 16. a); „Hej pójdziemy bracia" (Z. Gloger Lud 18): 
„A mój miły zajączeńku" (O. K. Maz. II). I jak zwykle odnośnie 
do każdej pierwotniej szej formy tak i tu mamy znaczną wzglę- 
dnie grupę pieśni weselnych: 

Nie uginaj się kalinowy moście. 
O Łado Łado Łado Łado! 

Bo bez cię jedzie pysznieńkie wesele. 
O Łado Łado Łado Łado! 

Pyszne wesele, pyszny drużbeńka. 
O Łado Łado etc. 

Rano nie rano kurowie pieją. 
O Łado Łado etc. 

A jeszcze raniej swaszeńka wstaje. 
O Łado Łado etc. 

Szyła wyszywała chorążemu koszulę. 

O Łado Łado Łado Łado. O. K. Lud XVI. 88. 

Melodya również zaznacza jednowierszową zwrotkę. 

Inne weselnej grupy pieśni: „Prowadzili bratkowie siostrę ze 
dwora" (O. K. Lud XVI. 76); „Powiewaj wiatreńku" (dtto 132); „Cy 
mgła cy woda pod wieś podbiegła" (dtto 87); „Pośrataj Boże goście 
nasze" (dtto 167 i 204). Typiczną formą raelodyi do tych pieśni 
jest zdanie psalmodyczne zamknięte w obrębie tonalnej kwinty: 



i 



* 



^*-^ 



pES 



5i=tz: 



^S 



^ 



w^ 



*— * 



'm 



') 



Po-śra — taj Bo — że 



te go>ście na 



sze 



Ła— do, Ła— do. 



Przechodzimy teraz do najbardziej rozwiniętej formy zwro- 
tkowej, utworzonej na podstawie refrenu; mianowicie do formy 
sześciowierszowej zwrotki, której wiersze 3- ci i 6-ty były począ- 
tkowo refrenem. 

3* Zwrotka dwuczęściowa sześcio wierszowa*). 



») Mybyśmy tu raczej dali takt ^g — jeśli wogóle takt znaczyć. 
2) Tak zwana „Schweifreimstrophe. 



STUDYA NAD WIKRSZKM J ZWROTKĄ V'OK/.YI POLSKIEJ LUDOWKJ 213 

Najbardziej rozwiniętą formą powstałą na podstawie refrenu — lu- 
dowo-kościelnych pośpiewów — jest forma sześciowierszowej zwrotki. 
Mówiąc o rymie, daliśmy bliższe ogólnie przyjęte określenie po- 
czątku tej formy zwrotki, teraz pozostaje nam przepatrzyć główne 
tejże odmiany w naszej pieśni. Studyum to ciekawe, gdyż możemy 
tu śledzić rozwój stopniowy tej zwrotki tak bardzo u nas rozpo- 
wszechnionej. Pierwszym więc momentem rozwojowym, byłyby 
zwrotki dwuwierszowe l7-o zgłoskowe, spotykane niemal wyłącznie 
w grupie pieśni weselnych, jak np.: 

Wyjdźże Marysiu do ogródeńka. pośrataj ze się z zielem, 
Hej ziele moje, drobna ruteńko, chtóż mi cię tu podleje? 

A zostaje tu młodsza siostrzyczka, podleje ona ziele, 
Podleje ona, podleje ziele, z soboty na niedziele. 

O. K. Lud XVI. 186. 

Tejże formy weselne: 

Ej już jedziemy, już wyjeżdżamy, tyło Mar3'sia jesce. 

O. K. Lud XVL 198. 
Wyszła Marysia przed kościółeczek, rzywnieńko zapłakała. 

O. K. Lud XVI. 210. 
Obiecała mnie moja matula daleko za mąż wydać. 

b. K. Lud XIL 175. 
Przeproś Marysiu swoją mateńkę jeśliś ją przegniewała. 

O. K. Lud XVI. 166. 
Wyszła Kasieńka na podwóreczek i pod kaliną stała. 

O. K. Lud XVI. 336—6. 
Poznać Jasienka, poznać młodego, co po Marysię jedzie. 

O. K. Lud XVI. 202. 
Ej prosili mnie na weselisko, da jak na jakie dziwy. 

O. K. Lud XVL 258. 
Ani ja sieję, ani ja orzę, sama się rutka rodzi. 

O. K. Lud XVL 421. 
Porównaj Boże góry z dołkiemi (?), by było równiusieńko. 

O. K. Lud XX. 358. 
Już na dobranoc, moja Kasiuniu, bodajeś zdrowo spała. 

O. K. Lud XVin. 111. 
Przyjechaliśmy na rozpleciny, niema dziewcyny doma. 

O. K. Lud XX. 335. 



214 H. WINDAKIKWICZOWA 

Przemiana przez rymy wiersza długiego 17 zgłoskowego na 
trzy wiersze krótkie, dokonywa się zwolna; wiele powyżej wymie- 
nionych pieśni zaznacza już dokładnie przez układ zgłosek sche- 
mat b-{-b-\-l w wierszu długim, omijając jednakże jeszcze rymy. 
Wogóle zaznaczyć trzeba, że w wierszu tym spotykamy bardzo 
często asonancye, a wiele znowuż pieśni ma naprzemiany zwrotki 
sześcio i dwu wierszowe; dopiero późniejsza forma, jakto zobaczy- 
my, złożona z 6-0 i 7-o zgłoskowego wiersza ma stałą formę sze- 
ściowiersza schematu aabccb. Podajemy wzór pieśni dającej to 
pojawianie się. to znowu znikanie rymów. Spisujemy ją jednako- 
woż już w całości jako formę 6-cio wierszową: 

Siwy koń zarżał. 
Gościniec zadrżał, 
Dąbrowa zaszumiała. 
Cv3 nie był doma. 
Cyś niemiał konia, 
Jagem ja po cię słała. 

Byłem ia doma. 
Miałem ja konia, 
Matka mi nie broniła. 
A młodsza siostra. 
Lat nie dorosła 
Ta ci mi odraiła. 

Nie jedź braciszku. 

Nie jedź rodzony. 

Tego dnia powszedniego. 

Konika strudzisz, 

I sam się znudzisz, 

I nie będzie nic z tego. 

Konika strudził, 
Sam siebie znudził. 
Podarunki kupował. 
Bodajże temu 
Bóg szczęścia nie dal, 
Kto ją będzie szanował. 

O. K. Lud XVI. 419. 



8TUUYA NAD WIERSZKM I ZWROTKĄ POBZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 215 

Złożonych w ten sposób jest wiele pieśni. Np. w pieśni „Stoi 
lipeńka" zwrotka trzecia ma rym chwiejny: 

U jezioreńka 
Zimna wódeńka 
Jako lód, jako lód. 

U mej dziewcyny 

Słodka gębusia 

Jako miód, jako miód. O. K. Lud XVI. 422. 

Stały rym ma dopiero forma następna złożona z wierszy sze- 

a ab c cb ^ 
ścio i siedmiozgłoskowych: g^^^j^g^I^ • 

Przeleciały ptaski. 
Przez raazewskie laski, 
Piórka na nich zadrżały. 
Rozmyślać to było, 
Nadobna dziewcyno^ 
Miałaś ci cas niemały. 

Nie dopiero wtedy 

Kiedy niema kiedy, 

Kiedy juześ w niewoli. 

Przysła do domecku, 

Siadła na łózecku 

Główecka ją zaboli. O. K. Lud XXII. 93. 

Forma ta sześciowierszowej zwrotki o wierszu rytmicznym 
i starannych rymach pojawia się niemal wyłącznie w piosence 
erotycznej. Wzory dają pieśni następujące: „A na onej górze" 
(O. k. Lud II. 157); „Pytała się Kasia" (O. K. Lud XXL 6); 
„Do Warszawy jadę" (O'. K. Lud VI. 289); „Pasła pasterecka" 
(O. K. Lud VI. 388); „A cóześ ty myślał" (O. K. Lud VL 282); 
„Wele tego młyna" (O. K. Lud VI. 204); „Przysyłała do mnie" 
(O. K. Lud XXIL 110); „Gdzież to jedziesz Jasiu?" (O. K. Lud 

1857, 36. c). 

Obok form, które powyżej omawiamy, mamy jeszcze formę, 
która znowuż z pierwotnego typu laisu kościelnego zachowała tę 
właściwość, że wiersz trzeci i .-zósty są istotnym refrenem: 



216 



H. WINDAKIBWICZOYTA 



refren 



refren 



Wstaj aj córuś doić krowy, 
Już pastuszek u dąbrowy. 
Oj dana moja córuś. 

Niech tam będzie za dąbrową. 

Dogonię go z jedną krową, 

Oj dana moja matuś. etc. 0. K. Lud XV. 465. 



Wyraźniejszy jeszcze wzór refrenu daje pieśń złożona z wier- 
szy dwunasto i siedmiozgłoskowych, tworzących schemat zwrotkowy 

a a B c c B 
12—7 12—7' 

A jechał Jasieńko z dąbrowy na łowy, 

I zdybał Kasieńkę zbierała jagody. 
refren Bo ja twoją nie chcę być. 

A zbieraj że zbiera], niemam się co spieszyć 

Przyjadę ja do cię, będziemy się cieszyć, 
refren A ty moją musisz być. 

Skoro on przyjechał, to ona się skryła. 
I przykryła ci ją drobnieńka leszczyna, 
refren Bo ja twoją nie chcę być. 

A mam ci ja, mam ci, takie siekiereczki, 
Każe ja wyścinać drobne leszczyneczki. 
refren A ty moją musisz być. O. K. Lud XVL 434. 

Pieśni tej mamy kilka wersyi, których porównanie jest po- 
uczającem ze względu na przetwarzanie się form wierszowych 
z równoczesną zmianą melodyi. W Sandomierskiem i Poznańskiem 
mamy pieśń powyższą przerobioną na wiersz dziesięciozgłoskowy, 
refren pozostaje siedmiozgłoskowym, ale rozszerzony do dwu wierszy: 

Stanę się. stanę siwym kaczorem, 
Popłynę sobie bystrym jeziorem. 

( Twoją miłą nie będę 

\ Wedle ciebie nie siędę. 

A mam ci ja też takie sidełka 

Złapię ja kaczkę za jej skrzydełka, 

. i Moią miłą musisz być 
refren < ,, ": , . , 

[ Mnie tę wolę uczynić. 



O. K. Lud IL 161. 



STUDYA NAD WIERSZKM 1 ZWKOIKĄ POKZYl POLSKIEJ LUDOWKJ 217 

aaB B ccDD „.. 
Pieśń więc przerobiona ma schemat j^ q_„ iq_7 ' ^^^^'^'^' 

10-cio zgłoskowy użyty tutaj z przepołowieniem średniówką b-\-b 
na wzór wersyi poprzedniej, która ma wiersz 12-o zgłoskowy 
również z średniówką przepoławiającą wiersz na dwie równe czę- 
ści. Melcdya zaś, z rytmu poważnego poloneza wersyi lubelskiej 
przetwarza się tutaj na obcy nain skoczny rytm V8-kowy nawpół 
operetkowej aryjki. 

Jako ostatnią do wymienienia odmianę zwrotki sześciowierszo- 
wej mamy formę utworzoną w całości z wierszy sześciozgłoskowych, 
o pięknym rytmicznym układzie wewnętrznym. Mianowicie wiersz 
refrenowy 3 i 6-ty ma rytm daktyliczny i) a dwuwiersze 1 i 2 
4 i 5 trochaiczne: 

Rozleciały mi sie 

Gołąbecki dysie 

I krążą i krążą. 

A już ci to naju, 

W tym tutejsym gaju, 

Juz wiążą, juz wiążą. 

Rozleciały mi sie, 
Gołąbecki dysie, 
Po dachu, po dachu. 
Nie dla ciebiem rosła, 
Com za ciebie posła, 
Ty Bukowski ciarachu. 

Rozleciały mi sie 
Gołąbecki dysie. 
Po rosie, po rosie; 
Poznas ci Marysia 
Swojego Jasienia 
Po głosie, po glosie. 

Rozleciały mi sie 
Gołąbecki dysie. 



1) Tłumaczyliśmy we właściwem miejscu, że chodzi ta wyłącznie o oł:na- 
czenie ilości nieakcentowanych zgłosek. 



218 H. WINDAKIEWlCZoWA 

Po drodze, po drodze; 

Poznas ci Jasieniu 

Tę swoją Marysię 

Po chodzie, po chodzie. O. K. Lud XX. 219 

Powyżej podane przykłady wyczerpują już wszystkie waż- 
niejsze formy zwrotek refrenowych, używanych w poezyi popularnej 
i tworzących w całości swej pierwotny pokład twórczości popularnej. 
Pozatem jest jeszcze jeden rodzaj formy refrenowej wyliczającej — 
ale ten należy uważać za sztucznie tworzony w celu dydakty- 
cznym; są to tak zwane „Pieśni rosnące". Pierwowzorem ich 
jest pieśń hebrajska o dziesięciu tablicach mojżeszowych ^Echod 
mi jodca" śpiewana w wieczór paschalny i). U nas parafrazą tej 
pieśni jest szkolna pieśń: „A ty żaczku uczony, coś we szkołach 
ćwiczony" (O. K. Lud V. 204). Inne naśladownictwa tej formy są to 
pieśni zabawowe jak np. „Pan Zelman" (W. Zaleski Pieśni ludu galie, 
str. 49) albo „Służyłem Pani na pierwse lato" (O. K. Maz. II. 147). 



Cześć 11. 



Szczegółowe zestawienie gatunków wiersza i zwrotki w pie- 
śniach ludowych. 

W części pierw.szej omawialiśmy wiersz zdaniow}- i jego dal- 
sze stopnie rozwojowe wraz z wierszem rytmicznym — następnie roz- 
wój zwrotki refrenowej. Mówiliśmy najobszerniej o formach wzglę- 
dnie pierwotnych, pojawiających się masowo w niektórych grupach 
pieśni jak np. weselne, dożynkowe etc. W części drugiej mamy 
zamiar przedstawić całokształt form rytmicznych poezyi popularnej 
i uwydatnić grupy pieśniowe właściwe tym formom. Podział naszej 
pracy zastosowaliśmy do materyału. Mówiąc o rodzaju wiert^za, 
omawiamy i właściwe mu formy zwrotki i wskazujemj' grupy 
pieśni, gdzie zwrotka ta i dany wiersz są pospolite lub typiczne. 
Sposób ten ujęcia materyału zdał nam się dobry, gdy ma na celu 
opracowanie pewnej tylko grupy poezyi polskiej. Ściągnięcie to 
treści, to jest równoczesne omawianie wiersza i form zwrotkowych, 



1) Zob. Ludwiff Erk, Deatsches Licderhort, Ul. 829. 



STUDYA NAD WIRRSZKM I ZWKOTKĄ POEZYI POLSKIEJ I.U1>0WKJ 219 

złe [)rzy całości metryk) wiersza polskiego — tutaj posłuży nam do 
ominięcia niepotrzebnych powtarzali, nie utrudniając wcale łatwego 
przeglądu form, wobec małej stosunkowo ilości osobnych wzorów 
zwrotkowych. W rezultacie uzyskamy, że materyał pieśniowy roz- 
padnie się pod względem zasadniczym na dwie główne grupy: 
form pieśni obrzędowych i form pieśni tanecznych. Pierwsze ce- 
chować będzie wiersz i melodya zdaniowo-psalmodyczna — drugie 
forma: rytmiczno-taneczna. Prócz tych biegunowo odległych grup wy- 
różniamy grupę pośrednią, używającą wiersza sylabicznego o akcen- 
tach ruchomych a stałych grupach sylabicznych — wiersz ten po- 
jawia się w obu grupach, przeważnie jednak w grupie pierwszej, 
do której należy jeszcze dodać — prócz pieśni obrzędowych i we- 
selnych, sobótek, dożynkowych — legend}' i opowieści świeckie. Do 
grupy zaś tanecznej należą prócz przyśpiewek (krótkich pieśni 4 
lub 8 wierszowych dzielonych na zwrotki 2 i 4 wierszowe) także 
dłuższe erotyki lub satyryczne piosenki. 



ROZDZIAŁ I. 

Wiersze o*śmio i "siedmiozgłoskowe wraz z wierszem dzie- 
więciozgłoskowym. Zwrotki dwu, cztero i sześciowierszowe. 

Wiersz 8 zgłoskowy przedstawia się w poezyi popularnej 
w trzech odrębnych typach: 1° wiersz bez wyraźnego, stałego 
rytmu, tworzący urywki stychiczne lub dwuwiersze metaboliczne 
w połączeniu z wierszem 6-io, 7-io i 9-io zgłoskowym. Najczę- 
stszy w pieśniach obrzędowych, weselnych i innych, następnie 
w legendach ^) i opowieściach świeckich. Np. 

Trzebaby nam czasu. 
Trza nam stołka śrybnego 
Na tatula rjodnego 
I tatula posadzity 
I jemu się ukłonity; 



*) Typem takiego wiersza u nas jest legenda o św, Dorocie O. K. Lud 
XIX. 441 : 

Była to święta Dorota 
Pobożnego żywota. 
Przyszła pod królewskie wrota 
Nadał jej król śribła i złota. etc. 



220 H. WINIJAKIEWICZOWA 

Ej nisko, niziusieńko, 
Żeby było milusieńko. 

O. K. Lud XVI. 86 melodya 167. 

Do pieśni tej melodya dzielona nie tyle na takty miarowe, co 
na grupy jednakie co do wzniesienia i obniżania się dźwięku. 

Tenże wiersz 8-o zgł. nierytmiczny w dwuwierszach 
metab olicznych 1): 

— Zajadę dróżkę zajadę, 

Jak Marysia pójdzie po wodę. 

— I ja się też poranię. 
Wezmę konewecki na ramie. 

Trzebaby do rano wstać, 
Żebyś mi miał dróżkę zajechać. 

Wstała Marysia jeno dzień, 
Posła do sąsiada po ogień. 

Nie po ogień chodziła, 

Ino se Jasinia budziła. O. K. Lud II. 123. 

W czworowierszu metabolicznym schematu - — - — : 

Z tamtej strony dunaja 
A jest ci tam dwa gaja. 
W jednym ptaskowie śpiewają 
A w drugim ludzie gadają. 

A o cemze ta rada? 
O wójtównie światowyj: 
Ze dwoje dzieci powiła 
Za panienkę sie nosiła. 

Przysed do nij młodzieniec, 

Pyta sie ją o wieniec, 

Oj porwał ci ją i niesie 

Po borowisku, po lesie. etc. 8 zwrotek. 

O. K. Lud VI. 447. 



*) Metaboliczny rozumiemy we względzie ilości zgłosek. 



STUDYA NAD WIEKSZEM I ZWKOTKA POKZYI POLSKIEJ LfDOWKJ 221 

2° Wiersz 8 zgłoskowy dzielony średniówką ^) na grupy 
czterozgłoskowe — w przeciwieństwie do formy rytmicznej typu 
trzeciego — który również jest wierszem nowożytnym literackim — 
odznaczającego się jednym akcentem głównym na zgłosce przed- 
ostatniej wiersza. Wiersz ten dzielony średniówką pojawia się 
w tycłiże grupach pieśni co typ pierwszy, w niektórych nawet pie- 
śniach średniówka bywa uwydatnioną rymem. Np.: 

Po tej trawie, chodzą pawie 

A te pawie, panna pasie. 

Panna pasie, piórka zbiera, etc. Z. Gloger Lud 16. 

Lecz i bez podznaczenia rymem średniówka w tych wier- 
szach jest bardzo wyraźną np.: 

Święty Michał w trąbę piszczy. 
Wstajcie na sąd, zmarli wszyscy, 

Jedni staną po prawicy, 
Drudzy staną po lęgwiey. 

Tym co staną po prawicy, 
Rzecze sędzia: łebstaś wszyscy. 

Tym co staną po lę.o^wicy. 
Rzecze sędzia, kpyśta wszyscy. 

Jak się zwali, tak się zwali. 

Byle w niebie królowali, etc. O. K. Lud XIL 616. 

Tegoż typu wiersz okazują pieśni: 

Nad jeziorem lipka stała. O. K. Maz. L 199. 
Cienka mała, konopielka. Z. Glog. Lud 12. 
Między dwiema góreckoma. O. K. Lud II. 77. 
A w niedzielę po objedzie. Z. Glog. Lud 241. 
Pojechał Jaś (:) do kościoła. O. K. Maz. III. 393. 
Idzie żołnierz, borem, lasem. O. K. Lud XXI. 130. 
A w Warszawie, na ulicy. O. K. Maz. III. 401. 
A my dziady z Baranowa. O. K. Lud. VI. 437. 
Czarna rola — biały kamień. O. K. 1857 8 a. 



1) w literaturze francaskiej zaprzeczają niektórzy uczeni wogóle istnienia 
tej formy 8 zgłoskowca efr. Tobler ibid. 109. 



222 "• WINDAKlEWJ02;OWA 

Oba dotąd omawiane typy wiersza ośmiozgłoskowego mamy, 
prócz w sobótkowych i opowiadających, w naj znaczniejszej liczbie 
w obrzędzie weselnym. Cały on da się złożyć z dwuwierszy, rza- 
dziej czterowierszy i stychicznych urywków z powyższych dwu 
typów wiersza 8-0 i 7-o zgł. Wymienimy tu cały ten zbiór pieśni, 
jako niezmiernie pouczające zestawienie i dowód rzeczowy. Mamy 
tu pięć głównych grup pieśni weselnych: 

1. Ogólne błogosławieństwa i wezwania. 

Bóg zaczyna i Bóg kończy. O. K. Lud II. 1. 
Przyjechali dziewosłęby. O. K. Lud II. 118. 
Oj obeśliśmy w koło wieś. O. K. Lud II. 115. 
Błosrosław nas, matko moja. O. K. Lud II. 56. 
Moja matko, wyjdiże do nas. O. K. Lud II. 60. 
A cegoz na nas patrzycie. O. K. Lud II. 113. 
Poznać sierotkę bo poznać. O. K. Lud II. 124. 
Pomaga Bóg matko moja. O. K. Lud XX. 73. 
Pani młoda ścięzała. O. K. Lud II. 17. 
Ctery świece zgorzało. O. K. Lud II. 59. 
A drużbowie koleją. O. K. Lud II. 9o. 
Starszy drużba marsałek, O. K. Lud II. 99. 

2. Pieśni do wianka. 

Juz rózgę wić zacynamy O. K. Lud II. 2. 
Oj zacynajmyz ten wianek wić. O. K. Lud II. 44. 
Wiła Kasinka wianecek. O. K. Lud XX. 25. 
Ojze jeno rozmarjonie. O. K. Lud XX. 17, 
Kołem wianku, kołem, kołem. O. K. Lud II. 5. 
Ej córusia się matki radzi. O. K. Lud II. 52. 
W poniedziałek rutkę siała. O. K. Maz. III. 64. 
Idziem z wieńcem lawendowym. O. K. Maz. III. 73. 
Mój wianecku z biały róży. O. K. Maz. IV. 39. 

3. Pieśni do oczepin. 

Oj pomalutku rozplatajcie. O. K. Lud II. 86. 
Nie chciało ci sie rutki siać. O. K. Lud II, 32. 
Ty wianecku na pułecke. O. K. Lud II. 135. 



STUDYA NAD WIKHSZKM I /.WJIOTKĄ POEZYI POI.SKIEJ LIIDOWKJ 223 

A drużbowie koleją. O. K. Lud II. 93. 
Zawołajcie braciska. O. K. Lud II. 101. 
Moje miłe kobietecki. O. K. Lud VI. 167. 
Ach dla Boga. co takiego. O. K. Lud VL 171. 
Oj zielona wierzbino. O. K. Lud XX. 287. 
Gdzie się tatulo podział. O. K. Lud XX. 204. 

4. Pieśni przy obiedzie, wieczerzy. 

Wyjdźze do nas z siwą bródk.i. O. K. Lud VI. 96. 

A rzędem gości sadzajcie. O. K. Lud II. 24. 

Jaworowe stoły macie. O. K. Lud II. 20. 

Oj niesą, niesą potrawy. O. lv. Lud II. 129. 

A kraj matusiu ser mokry. O. K. Lud II. 96. 

Witaj chlebie stalinoga. O. K. Lud XVIII. 22. 

Nasa Marysia nasa. O. K. Lud II. 73. 

Wesołuchu, cy ty spis. O. K. Lud II. 26. 

Siedzi zającek pod miedzą. O. K. Lud II. 27. 

A cemus nas nie wywiedzies. O. K. Lud VI. 88. 

Zato mi się podobacie. O. K. Lud VI. 87. 

Do jamy wilcku do jamy. O. K. Lud VI. 101. 

Cyś ty chmielu niemiał matki. O. K. Lud XVIII. 66. 

Idźcie do dom gospodynie. O. K. Lud II. 22. 

Zabierajmy sie z gospody. O. K. Lud II. 127. 

5. Pieśni ze strony p. młodej. 

Lepsa ja sobie niźli ty. O. K. Lud II. 123. 
Juz was zegnam, piece, ławy. O. K. Maz. IV. 79, 
Ni ma ci tego na świecie. O. K. Lud XXIII. 96. 
Mój wianecku z trojga ziela. O. K. Lud VI. 891. 

3«Typ trzeci wiersza ośmiozgłoskowego daje wzór 
wiersza rytmicznego, przestrzegającego ściśle następstwa zgłosek 
akcentowanych i bez akcentu; bez średniówki albo też podziału 
na grupy, dąży do jednego akcentu na przedostatniej zgłosce 
wiersza , akcentu zszeregowującego wszystkie zgłoski wiersza 
w jedną całość 1). Czterowiersze 2) tego typu są charakterystyczne 

1) Cfr. Część I wiersz rytmiczny. 
*) Ośmio- i siedmiozgłoskowe. 



224 H. WINDAKIKWICZOWA 

dla przyśpiewki do tańców mazowieckich i im pokrewnych, jak 
kujawskie etc. w takcie ^/g i ^j^. Są one dla tych tańców tak ty- 
powemi, jak forma dwuwiersza dwunastozgłoskowego dla tańca 
krakowskiego. Na 325 przyśpiewek w tomie I. Ludu O. Kolberga 
zawartych (str. 309 — 448) mamy niemal 300 czterowierszy ośmio 
i siedmiozgłoskowych. (122 ośmiozgł., 103 siedmiozgł., 88 metab. 
7, 8 i 6 zgł., około dwudziestu innych). 

Obie formy rytmiczne wiersza ośmiozgłoskowego spotykamy 
i w opowiadaniach i w powyżej wspomnianych przyśpiewkach. 
Zdaje się jednak, że forma trochaiczna jest dawniejszą, trafia się 
częściej, np. na 122 przestudyowanych przyśpiewek (O. K. Lud 
18Ó7, tańce) 85 mamy trochaicznych, 12 daktylicznych i) a 25 
mieszanych. Z tego zestawienia widzimy: 1" że rytm trochaiczny 
jest pospoliciej w użyciu; 2° że przyśpiewki te cechuje rytm 
izometryczny — przyśpiewki o rytmie mieszanym zdają się być 
utworzone na wzór wiersza 12-o zgłoskowego przyśpiewki do kra- 
kowiaka. Wogóle wpływ dwuwiersza 12 zgł. i przyśpiewki mało- 
polskiej — co do treści i formy — na przyśpiewkę mazowiecką jest 
tematem do osobnego a interesującego studyum. Cecha ta jednoli- 
tości rytmu wiersza 8 zgł. odnajduje się i w opowieściach. Np. 
pieśń „Czarna rola biały kamień" (O. K. Lud 1857 8 a), 
na 34 wiersze 29 trochaicznego rytmu 5 niedbałych; „A w Kra- 
kowie na ulicy" (1. c. 25 a), na 24 wiersze 23 trochaiczne; „Na 
Podolu w sz czy rem polu" (1. c. 22 p), na 49 wierszy 35 tro- 
chaicznych. 14 mieszanych — i to zdaje się z powodu złego zapa- 
miętania tekstu; „Kieni pojedziesz Michale" 14 wierszy — 
wszystkie z wyjątkiem jednego w rytmie daktylicznym (1. c. 13 d). 
„Tam pod Krakowem na błoniu" 32 wiersze, z tych 28 da- 
kty licznych, 4 trochaiczne (1. c. 12 f); „W dole kalinka sto- 
jała" 30 wierszy daktylicznych prócz jednego. 

Co do kwestyi pierwotnośei wiersza daktylicznego, to już po- 
minąwszy, że wogóle w literaturze pisanej pojawia się on później ^) 
od trochaicznego, a znowuż piosenki znane w XVII w. jak „Ma- 
zurowie naszy" ^) i inne, okazują w zwrotkach rytm metaboliczny, 



1) Jeszcze raz zastrzegamy się, że określenia te nie oznaczają stóp, ale 
rozmieszczenie akcentów w wierszu. 

^) Dopiero Kniaźaia z prawdziwem zamiłowaniem upowszechniał wiersz 
daktyliczny 8 zgł. 

3) Poniżej cytowana przy wiersza 12 zgłoskowym. 



8TUDYA NA1> WlERSZKM 1 ZWROTKĄ POEZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 



22j 



same melodye do przyśpiewek dają nam częściowy dowód, że 
wprzód śpiewano mazurki w rytmie trochaicznym, zanim pojawiły 
się czterowiorsze daktyliczne. Mianowicie prozodya wiersza tro- 
chaicznego zgadza się pięknie z rytmem mazurowym piosenek, 
gdy wiersz daktvliczny prawie zawsze ma akcent gramatyczny 
w niewJaściwem miejscu (na nieakcentowanej cząstce taktu) i me- 
lodya. oczywiście wprzód w tym razie istniejąca, pomija zupeł- 
nie akcenta mowy, a swoje tylko uwydatnia, z czego widar, że 
skomponowaną była do wierszy rytmu trocliaicznego. Oto przykład 

wiersza trochaicznego zgodnego z rytmem melodyi: j J J J 

Wczoraj święto, dziś niedziela 

Idź do domu psie gardzielą. O. K. Lud 1857. 311. 

Do takiejże melodyi gdy półwiersz daktyliczny: 

Nie pójdę ja, grabić siana 

Bo się boję persyjana. O. K. Lud 1857. 4. 

akcent muzyczny pada na zgłoskę drugą wyrazu pójdę. 

Ten sposób zachowania się melodyi wobec rytmu daktyli- 
cznego jest stale do zauważenia w przyśpiewkach 8 zgłoskowych 
w rytmie mazurowym. Inaczej rzecz się ma w dwuwierszu dakty- 
licznym pieśni opowiadających. Np. pieśń „Tam za Warszawą" 
w daktylicznym dwuwierszu ma melodyę dobraną w rytmie polo- 
nezowym: 



^ j j j j j I j j j I 



zastosowującym się niemal doskonale do tekstu pieśni. Tosamo 
widzimy w pieśniach „Którędy Jaśku" i „W dole kalinka" powy- 
żej cytowanych. Z innych pieśni daktyliczny ośmiozgłoskowiec 
pojawia się jeszcze najczęściej w erotyku żartobliwym np. „Zie- 
lona ruta jałowiec" (O. K. Lud IL 147—8). „Gorzała 
lipka i jawor" (1. c. 148). „Kąpała się Kasia w morzu" 
(O. K. Lud XVI. 459) etc. 

Musimy jeszcze zauważyć co do faktu niezgody akcentu gra- 
matycznego z muzycznym, że jeśli błąd ten tak często spotykamy 
w pieśni popularnej, to pochodzi on prawie zawsze z przygodnego 
dostosowywania melodyi do tekstu pieśni. Nie w każdej okolicy 

Rozprawy Wydzia/u filolog. T. LII. 15 



226 H. WiNDAKlEWlCZOWA 

utrzymała się pieśń wraz ze swą właściwą melodyą. Np. pieśń 
w rytmie daktylicznym „Ożenił się pan z Dąbrowa" i) 
śpiewają pod Warszawą według melodyi mazurka i akcenta są 

I J 'I wypada akcent na zgłosce trze- 
ciej. Tenże zaś tekst ^) w Rawskiem śpiewany posiada widocznie 
melodyę pierwotną do tekstu dostosowaną, w rytmie poloneza: 

N N N I I S N 



; 



ś ś ś d 



J J 



Tarota zaś mazurowa melodya przedo- 



stała się z doczepienia całego początku innej pieśni w wierszu 
8 zgłoskowym „W surmy grają psy szczekają" 3). 

Co do zwrotek, to łatwo spostrzec bez szczegółowej statystyki, 
że dwuwiersze najczęstsze są w opowiadaniacli i obrzędowych pie- 
śniach, a czterowiersze w przyśpiewkach tanecznych. Schemat zwrotki 
izometrycznej (co do ilości zgłosek) najczęstszy a abb jak to w sta- 
tystyce rymów wykazaliśmy. Wogóle zaś zwrotka dwu i cztero- 
wierszowa należy do najpospolitszych w wierszu ośmiozgłoskowym. 
Jednakże wiersz ten lubi się łączyć z innemi rodzajami wierszy 
i tworzy zgrabne zwrotki metaboliczne, z których wyliczymy naj- 
częściej się jawiące. 

^.„ 1 ab ab , ,, ,... 

1'' Zwrotka: ^-^nr^ (przez rym dokonane rozpadniecie się 
8 o 8 o 

wiersza długiego 14 zgłoskowego): 

Abo mnie weź do tonecka, 

Abo mnie każ komu. 

Uboga ja sierotecka. 

Muszę iść do domu. O. K. Lud XII. 207. 

2** Zwrotka przez połączenie dwuwierszy ośmio i sześciozgło- 
a abb 



skowych: - — ~ — 
o — o — 



Pocóżeście przyjechali, 

Kiedyśmy was nie żądali 

Kasię nam wziąć chcecie, 

Ale nie weźmiecie. O. K. Maz. III. 154. 



') O. K. Lud 1857. 22 g. 
«) O. K. 1. c. 22 h. 
=>) O. K. 1. c. 22 d. 



STUDYA NAD WIKKSZEM I ZWKOTKĄ POBZYl POLSKIEJ LUDOWEJ 



227 



, aab a 

30 Toż połączenie tworzące schemat wymyślniejszy: k^j^ g^ 

Skoro rano świta 

Skowroneczek śpiwa, 

A jużci się Marysieńka, 

Gości się spodziwa. etc. O. K. Lud XXII. 107. 

40 Też o-atunki wiersza, zwrotka sześciowierszowa; schemat : 
a abb c c 
6 - 8 • 

Napiję się troskę, 

Na moją kokoskę. 

Napiję się siła. 

Bo cubatka była. 

Siemieniatka popielatka. 

Co mi dała moja matka, etc. O. K. Lud II. 179 

aabbbb a 
50 W zwrotce siedmiowierszowej schemat: o n g • 

Niechcę cie Kasiu, niechcę cie, 

Bliscy sąsiedzi ganią cie. 

Bo rano nie wstaj es, 

Kurom ]eść nie dajes. 

Kądziołki nie przędzies, 

Złą gosposią będzies. 

Niechcę cie Kasiu, niechcę cie. etc. 

O. K. Lud VL 277. 

Poza tymi przykładami, wiersz ośmiozgłoskowy mamy jeszcze 
bardzo często w zwrotce pięcio wierszowej, w przeróżnych połączeniach 
z wierszami 7-io, 6-io, 5-io i trzyzgłoskowymi, rzadziej lO-o i ll-o 
zgłoskowymi. Zwrotkę pięciowierszową jednakże, jako bardzo roz- 
powszechnioną i ze względu na jej prawdopodobne pochodzenie 
literackie, będziemy omawiać osobno. 

Pozostaje nam jeszcze wskazać pokrótce stosunek melodyi 
do zwrotek metabolicznych. W czterowierszu 8 i 6 zgłoskowym 
melodya zachowuje rozmiar normalny ośmiotaktowy, tylko na dwu- 
wiersz dłuższy daje drobniejsze wartości, np.: 

15* 



228 



H. WłNDAKIEWiCZoWA 



My -śla — łaś 

I s 



dzie — wn— cho. 

r r I 

Ś Ś (^ 



żem ci 



się za — le — cał. 



J J l}\ . 



Po — da — łem ci 

N N I 



kie — Ii— sze — czek. 

S N I II 



Ka— wa — ler — ski zwy — czaj. 

i 1 1 r M I 



o. K. Lud 1857. 80. 



Uprzedzając opis wiersza siedmiozgloskowego, damy tu od- 
razu wzór raelodyi na wiersz 7 i 6 zgł., bo jest ona podobnie po- 
myślana, jak w 8 i 6 zgłoskowym wierszu: 

w sla — żeń — skim dzie — dzień — cu 

I I I N ^ I II 

J J J J J J 



Da cho — dzi 



ła we wień— ci. 



I ! 1 1 r r I I 



1. c. nr. 150. 



Na przykładach powyższych możemy jeszcze zauważyd cie- 
kawy fakt. który uzasadnia zdanie nasze co do formacyi wiersza 
siedmiozgłoskowego. Mianowicie widzimy tu, że grupa wyrazowa 
np. 4-|-3„da chodziła | we wieńcu" nie wspiera się wcale 
na podziale taktowym czyli metrycznym melodyi. Wyraz cho- 
dziła ostatnią swą zgłoską zachodzi na początek nowego taktu, 
tosamo „kawalerski zwyczaj" melodya przedziela wyraz na 
dwie połowy, czyli, że rytm melodyi nie tworzy grup wyrazowych, 
ale mogą one w pieśni nawet istnieć — a co zatem idzie powsta- 
wać — niezależnie. 

Streszczając, co o wierszu ośmiozgłoskowym powiedzieliśmy, 
pokazuje się, że możemy wskazać trzy różne formy tego wiersza, 
mające jedną wspólną cechę t. j. ry-n, a dwie formy ponadto 



STUOYA NAD WIRKSZEM I ZWKUTKĄ 1'OEZYl l'OL8KlEJ LUDOWEJ 229 

i liczbę zgłosek. Pierwsza forma przedstawia brak zdecydowa- 
nego rytmu i na wzór średniowiecznych wierszy, chociaż znać tam 
dążenie do utrzymania się w obrębie ośmiu zgłosek, realnie jednak 
mamy tu zbiór 6 7 8 i 9 zgłoskowych wierszy. Forma druga, 
to wiersz ośmiozgłoskowy, dzielony wyriiźną średniówką po czwartej 
zgłosce. Forma trzecia figniskuje wszystkie zgłoski wiersza, 
przez podporządkowanie tychże jednemu głównemu akcentowi na 
przedostatniej zgłosce wiersza — typem jest zakończenie na wyraz 
dwuzgłoskowy; wewnętrznie zaś wiersz tworzy szereg stałych grup, 
względnie do następstwa akcentowanych i bezakcentowych zgłosek. 
Różne te zgrupowania zgłosek zowiemy rytmem trochaicznym i da- 
kty licznym. Formy pierwsza i druga są typowemi dla pieśni 
obrzędowych, niektórych opowieści i legend — forma trzecia jest 
niemal wyłączną własnością pieśni tanecznych a następnie erotyków 
o wykwintniejszej formie zwrotki. 

Wiersz siedmiozgłoskowy spotykamy w tychże gru- 
pach pieśni, co i wiersz 8 zgł. O wierszu samym niewiele mamy 
mówić. Dzielenie go na grupy, jak niektórzy teoretycy czynią, 
wydaje mi się niekoniecznem. Muzycznie podział na grupy 3 -|- 4 
albo 4 -[- 3 uiezawsze da się usprawiedliwić, bo często odcinki 
wiersza i melodyi nie pokrywają się, dopiero cały wiersz tworzv 
całość rytmiczną z melodyą. Wogóle wyszukiwanie uporne w me- 
lodyi wzoru dla rytmu wiersza, chyba że nie rozjaśni kwestyi. 
Wiadomo zresztą, że bywało tak i tak. Tekst pieśni chóralnych 
bywał wzorowanym na rytmie muzycznym — śpiewy zaś solo na- 
rzucały metr wiersza melopei ^). Ale gdy większość pieśni naszych 
ma wiersz rytmiczny, to robić jakiś ogólny system zastosowany 
do całości poezyi nowożytnej niema żadnej racyi. Co innego gdy 
stwierdzimy, że pewna grupa pieśni ma wiersz, którego główną 
charakterystyką rytmiczną jest podział na grupy 2). Ciekawe prze- 
cież, źe nawet Wollner '), który tak wierzy w starodavTność form 
serbskiej poezyi, przyznaje ubocznie, źe nie zawsze zgadzają się 
jego grupy wyrazowe z odcinkami melodyi. 

W opowiadaniach, gdzie wiersz siedmiozgłoskowy jest bar- 



*) Fr. A. Gevaert, L. Melopee Antiąue etc. Second appendice. 471 
i następne. 

*) Uwidoczniliśmy ten system na wierszach dłuższych, o dwu przestankach. 
3) W. Wollner, 1. c. p. 269. 



230 



H. WINDAKIEWICZOWA 



dzo W użyciu, raamy zwykle prymitywną zwrotkę dwuwierszową: 
da hh cc 



7- • 7— ■ 7—' 



etc. 



Stała nam się nowina 
Pani pana zabiła. 
W ogródku go schowała, 
Rutkę na nim posiała, etc. 



O.K. Lud 1857 3 a. 



Towarzyszą dwuwierszowi temu melodye formy okresu koli- 
stego, który już opisaliśmy, wskutek czego tekst powtarzany dwa 
razy otrzymuje rozmiar cztero wierszowej zwrotki najprostszego 
typu: aa aa'. 



^ h h h 
^ ś ś ś 



h ^ h h 

ś ś ś ś 

Pa — ni pa— na 



s h h h 

J J d 1 ś ś ś 


1 
4 4 


J J 


ę no— wi-na. Sta— ła nam się no — wi— na, 


J J J J ^ J J 


^ 


4 4 


^ 


za — bi — ła, Pa — ni pa — ns 


\ 


za — bi 


- ła. 



Inne pieśni tej formy: Opowiadania: 

U młynarza dolnego. O. K. Lud XVL 460. 
Czyja dziewczyna czyja. O. K. Lud XVI. 452. 
Szła dziewczyna po wodę. O. K. Lud XVI. 457. 
Cztery konie Jasio miał. O. K. Lud XVI. 444. 
A w niedziele z porania. O. K. Lud XVIII. 346, 
A na dębie na dębie. O. K. Lud VI. 279. 
Służyłem ja przy dworze. O. K. Lud VI. 339. 
Służył Jasio u pana. O. K. Lud 1857 14 1. 
U mej matki rodzony. O. K. Lud 1857 15 a. 
Pojechał pan na łowy. O. K. Lud 1857 17 e. 
Hej zdunowie, zdunowie. O. K. Lud 1857 20 e. 
A wieczorem za borem. O. K. Lud 1857 24 f. 
Świeci miesiąc na niebie. O. K. Lud VI. 385. 
Coś tam w lesie gruchnęło. O. K. Lud VI. 416. 

Dwie ostatnie pieśni to żartobliwe przyśpiewki; w przyśpiew- 
kach występuje też często wiersz ten w połączeniu z 8-mio-zgło- 
skowym: 



STUDYA NAD WIKKSZKM 1 ZWROTKĄ ł'OEZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 231 

Oj jedz pij. kiedy dają, 

A tańcuj, kiedy grają. 

A uważaj, kiedy dzwonią, 

A uciekaj, kiedy gonią. O. K. Lud 1857 326, 

Piękną zwrotkę tworzy z wierszem dziesięciozgloskowym. 

n. , a b c b 1 . , , 

bchemat ~ — : odmianka: a a o c — 

Zaszumiała leszczyna, 

Biała rola plonuje. 

I stoi tam śliczna krakowianka, 

Białe kwiaty zrywuje. 

Pan się o niej dowiedział, 

We sto koni przyjechał. 

Pojmij, pojmij śliczna krakowianko, 

Choć mnie pana samego. 

Niemam srebra ni złota. 

Dy ja biedna sierota. 

Pojmij, pojmij śliczny królewiczu, 

Co ci Pan Bóg przeznaczył, etc. 

O. K. Lud 1857 32. 

Takiź czterowiersz, ale z wierszem 11 -o zgłoskowym: 

I przyjechał Jasinko, 

Do Kasinki w komnaty. 

I prosi Jasio Kasi, Kasineczki, 

O nocliczek, o dobry. etc. O. K, Lud XVL 469. 

Z wierszem ll-o i 5-o zgłoskowym: 

Pojedziemy na łów to warzy su mój 

Ej. ej na łów, na łowy 

Do zielonej dąbrowy; 

Towarzysu mój! etc. O. K. Lud VL 404. 

Wiersz siedraiozgłoskow}^ spotyka się często jako trzeci i szó- 

,.. . ., a a b c c b 

Sty w zwrotce szescio wierszowej, tworzącej schemat: ^- — = — ^ — = 

albo 6—7 6-7 

przykłady podaliśm}^ przy opisie zwrotki refrenowej. Zwrotka czte- 



232 H. WINPAKIS-.WICZOWA 

, ahcb.aahh. ,, ,. 

rowierszowa schematu ^ _ _ „ i _ ^ - „ lest bardzo pospolitą 

^676 7d7d ^ ^ 

w przyśpiewkach mazurowych, jednakże tylko drugi schemat zali- 
czymy do istotnych czterowierszy siedmiozgłoskowych np.: 

Oj w stodole ja spała, 

Myszki się bojała. 

Oj kotek myszki gonił 

Mnie pan Jezus bronił. O. K. Lud 1857 49. 

bo gdv mamy rym przerywany {a h c h) taką np. zwrotkę: 

Ej żołnierz ci ja żołnierz. 

Moja matko żołnierz; 

Jeżeli mi nie wierzysz. 

Spojrzyj mi na kołnierz. O. K. Lud 1857 9. 

to zdaje nam się sprawiedliwiej uznać tę zwrotkę jako dwuwiersz 
trzynastozgłoskowy. Wogóle wiersz czternasto i trzynastozgłoskowy 
nie rozpadł się jeszcze definitywnie na wiersze krótkie, choć prze- 
ważnie w ten sposób przyśpiewki w dziele O. Kolberga i indziej 
bywają notowane. A jednakże według rymów okazuje się, że na 
103 czterowierszy siedmiozgłoskowych (O. K. Lud 1857. Tańce) 
75 ma rym przerywany a h c h. czyli że są raczej dwuwierszami 
13 lub 14 zgłoskowymi; 28 zaś zaledwie jest istotnymi cztero- 
wierszami z rymem parzystym. (23 : aahh pięć: a ab a itp.). Zwro- 
tkę więc taką np. należałoby notować jako wiersz długi: 

A wyjrzyjże dziewczyno, da za owczarskie pole, 
Jeżeli ta nie jadą, da nasi owczarkowie, 

O. K. Lud 1857, nr. 5. 

W wierszu siedmiozgłoskowym zgoda melodyi i akcentów 
mowy nie jest zbyt przestrzeganą. Jednak w początkowym wierszu 
przyśpiewki akcent gramatyczny bywa zwykle szanowany, np.: 

Oj zi — mnv kie — by wo — da etc. 

J J J ^ ^ 



ale indziej : O. K. Lud 1857, Tańce 14. 

Oj roz — stąp się ka — mie— niu 



; ; j j 11 



Ś 

da na czte — ry po — /o — wy. 



STUDYA NAD WJBKSZKM 1 ZWROTKĄ POKZYl POLSKIHJ LUDOWEJ 233 

widzimy już tekst zlekceważony, przez piękny, co prawda, i typo- 
wy zwrot melodyjny. Również, jak w powyżej cytowanych przy 
kładach, możemy zauważyć, że melodya wcale nie wpływa na 
utworzenie grup zgłoskowych (4 i 3) w wierszu 7-o zgłoskowym, 
ale owszem je rozrywa. 

W zakończeniu rozdziału o wierszu 8-0 zgłoskowym wspo 
mnimy jeszcze wiersz 9 zgłoskowy, który najczęściej spotykamy 
w metabolicznym dwuwierszu z wierszem ośmiozgłoskowym; tak 
np. w dożynkowej pieśni: 

Oj będziemy się krążyli 
Kiedyśmy pszeniczki dożęni. etc. 

O. K. Lud XVI. 128. 

Albo też w weselnych wezwaniach: 

Błogosław ze nam matko moja, 
Bo juz idziemy do kościoła. 

Ale ponieważ są to wiersze, których długość zależną jest od tre- 
ści, więc następny dwuwiersz liczy tylko 8 zgłosek w wierszu: 

Błogosław ze nam ojce mój 

Bo juz idziemy na ten ślub. O. K. Maz, I. 165. 

Więcej już intencyonalnie użytym okazuje się w następującej 

- , . , ^ a a h h 
piesni schematu: ~ 

^ 8 9 8 9 

9 9 9 9 

Poszła Marysia do ogroda, 
Śliczna rumiana jak jagoda. 
Hej tam sobie rozmyślała, 
Z czego wianecek uwić miała. 

A uwiła go z białej róży, 
Boć ten wianecek długo służy. 
Hej od niedziele do niedziele, 
Az sie jej zjadą przyjaciele. 

A jak się zjadą, cóż uradzą 
Za kogóż oni mnie wydadzą? 
Hej cy za chłopa poganina, 
Hej cy za Jasia dworzanina. 



234 H. WINDAKIEWICZOWA 

Hej za chłopa ją trzeba wydać 
Nie będzie ona chleba żądać. 
A na dworaku żółte buty 
Ej. leciusieńkie do roboty. 

Hej za chłopem się będzie nosić, 
Nie będzie ona chleba prosić 
A na dworaku zupan krasny. 
Ej do roboty 'ć on przyciasny. 

Hej mój wianecku z barwinecku, 
Powieszę ja cię na kołecku. 
Powieszę ja cię w nowej sieni, 
Żeby cię pręcej chłopcy wzięni. 

O. K. Lud XVI. 239. 

Zacytowaliśmy dłuższy przykład, bo w weselnych pieśniach 
i wogóle nie łatwo spotkać pieśń całą w tym wierszu. Zauważyć 
możemy, że rytm jego wewnętrzny tworzy przestanek po 5-tej 
zgłosce i dwa akcenta zszeregowujące: paroksytoniczny przed śre- 
dniówką i również na przedostatniej zgłosce w końcu wiersza. 
Z dłuższych pieśni zauważyliśmy w t3'm wierszu opowiadania: 
„Czego kalinko w dole stoisz"? (O. K. Lud 1857. 18) i „A tam pod 
gajem ptasek śpiewa" (O. K. Lud XVI. 437. 



ROZDZIAŁ II. 

Wiersz dwunasto i sześciozgłoskowy. 

Wiersz dwunastozgłoskowy z dwoma przestankami rzadko się 
trafia, ale wobec tego, że w innych literaturach kwestyonują 
wogóle jego istnienie 1) podajemy przykład takiego wiersza, nale- 
żący do grupy śpiewów obrzędowych: 

1. Rozplitajcie bracia siostrę jak naj pręcej, 
Nie zadajcie matce żalu jak najwięcej. 

2. Rozplitajże bracie siostrę a nie targaj. 
A dostaniesz za warkoczyk, bity talar. 



*) Zob. A. Tobler: Vom franzbsischer. Yersbaa 1903 str. 104. 



8TUDYA NAD WIERSZEM 1 ZWROTKĄ POEZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 235 

3. (Z innej pieśni wtręt). 

4. Popytaj się matuleńki, cy pozwoli, 

A rozpleciesz i rozczeszesz. po swej woli ^). 

O. K. Lud XVI. 192. 

Jak widzimy przestanki wiersza stałe, po czwartej i ósmej zgłosce 
są tutaj wyraziste. 

Przechodzimy teraz do ważnej formy, ściśle rytmicznej, wier- 
sza dwuuastozgłoskowego; formy typicznej dla śpiewki tanecznej, 
małopolskiej. Charakter główny tego wiersza polega na rozmaitości 
rytmicznej składających go półwierszy. Przedzielony średniówką 
na dwie równe połowy, w każdym z półwierszy może mieć rytm albo 
trochaiczny albo daktyliczny — ale wewnętrzny rytm półwiersza 
musi już być jednolity. Typem przyśpiewki do tańca Krakowiaka 
jest dwuwiersz z powyższego typu wierszy utworzony, do melodyi 
w takcie dwuz wrotkowym, rytmu wznoszącego się: 



h h I I hi ^ 
J • J J J J 



(O. K. Lud VI od str. 381—497). 



Zwrotki te dwuwierszowe spisywano czasami bez względu na 
rymy jako czterowiersze sześciozgłoskowe, lecz również jak przy- 
śpiewki do mazura w wierszu siedmiozgłoskowym. trzeba je uwa- 
żać jako tworzone w wierszu długim 12-o zgłoskowym. Na 800 
przyśpiewek notowanych w tomie VI Ludu (O. Kolberga) 663 ma 
rym przerywany a h c h czyli, że są dwuwierszami, a tylko 137 
rymuje parzysto tj. tworzy istotną zwrotkę z cztero wierszy sze- 
ściozgłoskowych. W tych krótkich wierszach stosunek rytmiczny 
pozostaje ten sam, tj. że zwrotka jest metaboliczną co do rytmu, 
ale każdy wiersz jest rytmu jednolitego, rozmaitość więc odnosi 
się zawsze do całości półwiersza. ewentualnie wiersza 6 zgłosko- 
wego. Ten sposób rozmieszczenia w zwrotce dwu gatunków rytmi- 
cznych, trochaicznego i daktylicznego, jest właśnie charakterystyką 
przyśpiewki krakowiakowej. Dwuwierszy czystego rytmu jest bar- 
dzo mało. Naprzykład na 308 krakowiaków (Tom VI 1. c. od 
str. 438 — 448 i 388 — 398), 225 dwuwierszy rytmu mieszanego, 
74 trochaiczne, a tylko 3 daktyliczne. Zobaczymy później, że 



*) W zwrotce dwuwierszowej: 8 i 12 zgłoskowych wierszy: (7 zwrotek) 
Jadą wozy za wozami, 
Napotkali dziewcynecke : siadaj z nami. O. K. Lud VI. 35i* 



236 II. WINDAKIKWICZOWA 

W opowiadaniach wierszem 12 zgłoskowym panuje rj^tm trochai- 
czny Zwrotka ta metaboliczna ma główne typy następujące: 

1 a) Kary konik kary, i) 

Za cztery talary. 
Jak mi się wypasie 
Pojadę do Kasie 

1 b) Będę Boga prosić, przez całe kazanie. 
Żeby go Bóg skarał za moje kochanie. 

O. K. Lud VI. 657 i 787. 



2. Mętną wodę w stawie, pańskie konie piją, 
Kaj ładna dziewcyna, parobcy się biją. 

— O. K.Lud VI. 677. 

3. Idzie woda z góry, na dole się wraca, 
Gdzie moja dziewczyna, gdzie mi się obraca. 

O. K. Lud VI. 658. 



4. Nie w każdym ogrodzie oset się urodzi, 
Niema tej synowej, co matce dogodzi. 

O. K. Lud XII. 151. 



5. Naokoło młyna, kwitnie iarzebina. 

Kochałbym Marysię, bo piękna dziewczyna, 

^- — O^K. Lud VI. 658. 



6. Oj w lesie oj w lesie, hajwok pod wierzbiną, 
Pan Jezus mnie skarał, ladaco dziewczyną. 

6. K. Lud VL 665. 



Rozmaitość rytmiczna występuje w ten sposób i w składance-) 
dłuższej, np. w piosenkach satyrycznych. W satyrze na matkę 



') Linia prosta oznacza rytm trochaiczny, kreta daktyliczny. 
*) O zbierankach takich Inźnych zwrotek obszernie mówiliśmy w Uwa- 
gach do katalogu pieśni poisko-morawskich. 



STUDYA NAD WIKKSZKM I ZWKOTKĄ 1'0KZYI POLSKIEJ LUDOWEJ 237 

męża „Na niskiej dolinie" (O. K. Lud XII. 151) liczącej 19 
zwrotek, szesnaście okazuje półwiersze róźnorytmiczne a tylko trzy 
zwrotki mają rytm jednolity. Pieśni jak i przyśpiewki metaboli- 
czne zdają się być względnie nowszj^m utworem, bo opowiadania 
mamy częściej w czystym rytmie trochaicznym np. „W tymto 
jednym dworze, co się tamój stało" (O. K. Lud 1857 ba). „Była 
babuleńka rodu bogatego" (O. K. Maz. IV. 417). Dłuższe zaś pieśni 
rozpoczęte w rytmie daktylicznym, nigdy czystości tego rytmu do 
końca nie utrzymują np.: 

Przyjechał Jasieńko z dalekiej krainy. 
Namówił Kasieńkę do swojej rodziny. 

Kasia głupiusieńka namówić się dała, 
Swoje koniki wronę zakładać kazała i). 

Oj nabierz że nabierz srebra złota dosyć, 
Zebj koniki miałj^ co za nami nosić. etc. 

O. K. Lud 1857. 5 d. 

Gdy inna wersya tej pieśni z pod Warszawy (1. c. 5 a) w rytmie 
trochaicznym trzyma rytm ten niemal bez błędu przez ciąg dwu- 
dziestu jeden zwrotek: 

Jasio konie poił. Kasia wodę brała, 
On sobie zaśpiewał, ona zapłakała. 

Niepłacz Kasiu niepłacz, nabierz złota dosyć, 
Żeby miał co wrony koń pod nami nosić. 

Jabym pojechała czas mi nie pozwoli 
Niepozwoli matka do nowej komory, etc. 

inne jeszcze wersye tej pieśni podane przez Kolberga w liczbie 
około 50-ciu są niemal wyłącznie trochaiczne. Jak jednakże tru- 
dno jest o dawności jakiejś formy wyrokować, to świadczy pio- 
senka znana już panu Paskowi ^j; 

Mazurowie mili, 
Gdzieście się popili: 



*) Wersya ta okazuje ciekawe połączenie 12 i 13 zgłoskowego wiersza. 
^) Cfr. S. Windakiewicz. , Pieśni i erotyki popalarne" str. 197. 



238 H. WINDAKIEWICZOWA 

W Warce na gorzałce 

W Czersku na złym piwsku? 

Jechali przez pole 

Złamali dwie kole ^). etc. 

^ , . , ,-. , a a b b c c 
Grdzie mamy zwrotkę szesciowierszową schematu: 

z dwuwierszem ostatnim intencyonalnie daktylicznego rytmu przy 
poprzedzającym go czterowierszu trochaicznego rytmu. 

Osobne zastosowanie ma wiersz 12-o zgłoskowy w kolędach 
przeważnie żartobliwych, opiewających zabawy w Szopie Betlejem- 
skiej. Wiersz ten jest rytmicznie tensam, co w przyśpiewce krako- 
wiakowej, bywa jednak użyty na zwrotkę utworzoną na wzór safi- 
ckiej. Kto wie nawet, czy »nie tu należałoby szukać wytłumaczenia 
pojawienia się rytmów logaedycznych w naszych pieśniach popu- 
larnych. Naśladowcy strofy safickiej z wybornem odczuciem mu- 
zykalności tych rytmów pochwycili te czysto melodyjne akcenta 
muzy horacyańskiej i na tej podstawie utworzyli typowe nasze 
zwrotki taneczne. Otóż wracając do kolęd, oto wzór zwrotki, który 
już Kochanowski Jan, Kochowski i inni poeci wprowadzili do lite- 
ratury : 

Hej widzę jasności wielkie hań za górą, 

Już myślę od strachu wymknąć się by dziurą. 

Wstań Marku i Stachu hej Kuba i Wachu 

Bo strach za nami etc. Ks. Miód. Kolędy 61. 

Podobnież „Hej w dzień narodzenia" (1. c. 60) i inne. W ko- 
lędach też spotykamy w wielu różnego składu zwrotkach wiersz 
sześciozgłoskowy. Np.: 

Panie gospodarzu, 
Domowy szafarzu, 
Nie bądź tak ospały. 
Każ nam dać gorzały, 
Dobrej z alembika, 
I do niej piernika. 

Hej kolęda. Ks. Miód. Kolędy 83. 



*) Kiermasz Wieśniacki, str. IŁ 



STUDYA NAI> WIEKSZEM 1 ZWROTKĄ POKZYl POLSKIEJ LUDOWEJ 239 

Albo też zwrotka ośmio wierszowa, która właściwie nie oka- 
zuje żadnej wewnętrznej spójni, ale jest tylko składanką dwuwier- 
szy, jak to i w piosenkach dłuższych do rytmu krakowiaka można 
zauważyć ^): 

A wczora z wieczora, 

Z niebieskiego dwora; 

Przyszła nam nowina, 

Panna rodzi syna, 

Boga prawdziwego 

Nieogarnionego. 

Za wyrokiem boskim 

W Betlejem żydowskiem etc. Ks. Miód. Kolędy 8. 

Przyśpiewki w wierszu sześciozgłoskowym, w rytmie dakty- 
licznym. nie są zbyt częste i przeważnie wyrażają koncepta żar- 
tobliwo-erotyczne bardzo niewymyślne; 



albo: 
albo też: 

albo : 



Walanty galanty, 

Naprowadźmy Kaśkę etc. O. K. Lud XIII. 407. 

Matyjas co mi das etc. O. K. Lud XIII. 408. 

Maryniu, ksiądz jedzie 

Do kogo? do ciebie etc. O. K. Lud XIIL 231. 

Olsowe korytko, 

Co ci to kobitko 2) etc. O. K. Lud XXII. 359. 



ROZDZIAŁ III. 
Wiersz dziesięciozgłoskowy. 

Wiersz ten ma w poezyi ludowej trzy główne formy. 
Najwyższy stopień rozwinięcia rytmicznego okazuje forma z śre- 



1) Np. „Albośmy to" etc. O. K. Lud VI. 621, 622 etc. 
*) Te dwaakcentowe wiersze przypominają włoskie trisillabi: 
Non faccio bevande 
Ma tesso ghirlande 
również używane w poematach żartobliwych etc. Grober Grundriss d. rom. Phil. 
III. Teil 2 Absch. Stengel Lebre v. d. roman. Sprachknnst S. 4A. 



240 H. WINDAKIRWICZOWA 

dniówką dzielącą wiersz na dwie poiowy równe — jest to forma 
pieśni tanecznych i tę na końcu omówimy. Pierwszą formą 
jest wiersz lO-o zgłoskowy z średniówką po szóstej zgłosce; naj- 
mniej będący w użyciu, jednak są przykłady; mianowicie pieśń 

dożynkowa, zwrotka dwuwierszowa z refrenem, schematu: -- — = — 
•^ 10 — 5 — 

Zielona bylicka, na odłogu 
Sprzątnęliśmy żytko, chwała Bogu. 

Plon niesiemy plon. 

Jegomości w dom. 
U nasego pana cepy biją, 
A u Brzozowskiego wilcy wyją. 

Plon niesiemy plon etc. O. K. Maz. I. 76. 

Następnie pieśń weselna przy uczcie, do grochu; w której 
prócz 8-go i 11-go wiersza wszystkie mają średniówkę po 6 zgłosce. 

Rytm melodyi ^ p I i . Taktów sześć 4-1-2. Dwa ostatnie 
takty przypadają na refren powtarzający^): 

«^h;ij;ij;i.^jiij;i.f3MI 

Za — sia — ta ja gro-chu na przy — to — gu na przy — to — gn. 

I urodził mi się, chwała Bogu. 

A w tymże to grochu wieprzak ryje 

A i wyrył ci to złote ziarno. 

A i podnieś że je młoda panno. 

Zanieś że je zanieś do złotnika, 

A i do dobrego umiejętnika. 

A i zrobi on tarę (czarę) z niego 

A toć my tą tarą pijać będziem 

A i panna młoda z druchenkamy 

A i pan młody z druzbeckamy. O. K. Lud XXII. 79. 

Zacytowaliśmy całą pieśń i ze względu na budowę wiersza — 
w którym, niewiem, czy jeszcze jaką dłuższą pieśń posiadamy — i na 



*) W części 1-ej tej pracy wskazaliśmy na ciekawe kształtowanie się 
waryantów tej pieśni. 



STUDYA NAD WIKRSZKM I ZWROTKĄ POKZYl POIiSKIICJ LlfDOWKJ 241 

budowę stychiczną całej pieśni (mclodya służy tylko na jeden cały 
wiersz z refrenem powtarzającym dwa wyrazy ostatnie) również 
niewiele mającą przykładów. Powyższe pieśni treścią swą zdawa- 
łyby się potwierdzać teoryę starożytności — względnej rozumie się, 
danej formy — ale są w krótszych przyśpiewkach nowsze zapewne 
naśhidownictwa np.: 

Zachodzi slonecko, ku lasowi. 
Niedajze gębusi, dworakowi. 

Jak/e mu nimam dać, kiej się prosi, 
Całuje i ściska — wódkę nosi. 

Jakże mu nimam dać — kie'm mu dała, 
Bede se dworaka pamiętała. 

Melodyjnie i ta piosenka należy do typu — jednego z najstar- 
szych u nas — pieśni sylabicznych wzorowanych na pięknym ry- 
tmie choreicznym: 

* hhhj hhhl ,N|| hi 

Drugą formą wiersza dziesięciozgloskowego jest wiersz 
ze średniówką po zgłosce czwartej ^). Pojawia się on w pieśniach 
opowiadających, a więc w dziale epicznym pieśni popularnej. Przy- 
kłady u nas' nie nazbyt liczne. Np. pieśń: 

1) Jedzie, jedzie, Jasio z wojenecki 

Wiezie, wiezie, siostrze sukienecki . . . 

7) Poślijcież mi po siostrę rodzoną, 

Niech jej podaruję chusteckę zieloną. 

8j Poślijcież mi po moją siostrzyckę, 

Niech je] podaruję chustkę jedwabnickę. 

9) Poślijcież mi po brata mojego. 

Niech mu podaruję konika wronego. etc. 

O. K. Maz. III. 394. 

Pieśń powyższa jest zresztą zbiorem różnych zwrotek, jak 



*) Podobny zdaje się do wiersza epickiego serbskiego, (tzw. Serbischer Tro- 
chaeus) ale tam bez rymn. 

Rozprawy Wydzia/u filolog. T. LU. 16 



242 H. WINDAKIEWJCZOWA 

widzimy, i pierwotną jej formą będzie chyba dwuwiersz metaboli- 
czny lO-o i 12-0 zgłoskowy, jak zwrotki od 7 — 13-tej, Inne pieśni 
w tymże wierszu: „Kiedy będzie słońce i pogoda" (O. K 
Lud VI. 215); „Przede dworem zieleni się trawa" (1. c. 
XII. 74); „Przyjechała starościna z Węgier" (1. c. XVL 
215); „Niedobrą ja matulejkę miała" (O. K. Maz. III. 382); 
„Uciekła mi przepiorę cka w proso" (1. c. 181). 

Niekiedy wiersz ten tworzy oryginalny czterowiersz z wier- 
szem 7-0 zgłoskowym; np.: 

Zaszumiała leszczyna, 

Biała rola plonuje. 

O stoi tam śliczna krakowianka, 

Białe kwiatki zrywuje. etc. O. K. 1857. 32. 

Dochodzimy wreszcie do formy trzeciej, najważaiejszego 
w naszej pieśni typu wiersza lO-o zgłoskowego. Jest to wiersz 
przyśpiewki tanecznej, rytmiczny, dzielony średniówką na dwie 
r^^wne połowy. Odnajdujemy tu więc popularny nasz tvp wierszy 
tanecznych; mazura 14 zgł. i 16 zgł. ze średniówką po siódmej 
i 8-mej zgłosce, i krakowiaka, wiersza 12-o zgłoskowego, również 
ze średniówką dzielącą wiersz na dwie połowy równe. 

Wiersze te 10- o zgł. pod względem wewnętrznego rytmu pół- 
wierszy są niezmiernie ciekawe wybitną swą przynależnością do 
rytmu adonijskiego ^). Muzycznie oddane bywają te rytmy niemal 
wyłącznie rytmem polonezowym (bez odbitki, późniejszego typu 
polonezów): 

^) -^ J J J J j ^) w' J ^ J J ^) J J ; J J 

którego ćwierć nuty i ósemki mają trzy tylko powyżej wyróżnione 
formv. 

Co do treści, są to śpiewki źartobliwo-erotyczne bardzo swo- 
bodne, albo przyśpiewki tegoż tematu do „chodzonego" czyli 
poloneza; np.: 

Oj lecie lecie, słońce gorące. 
Pasła Kasinka, wołki na łące. 



') Takiego, rozumie się, jakiego w naśladowania safickiej zwrotki ożywali 
nasi poeci. 



STUI>YA NAD WIKUSZEM I ZWROTKĄ POKZYI POLSKIKJ LUDOWEJ 243 

Przyjechał do iiij na siwym koniu, 

Zajmij Kasinko gąski do domu. etc. O. K. Lud XII. 333. 

Rytm melod}^ stały: P i j j J 

Inne podobne: „Boże mój Boże, com doczekała" (1. c. 

VI. 299) mclodyi rytm: P I P P P. „Posła dziewcyna 

ś ś » \ 

do Borowina" (1. c. 202) J / / / J" [• „Ja idę drogą ona 

len piele'' (O. K. Maz. IV. 198) J" J" ]" j M- „Moja Ja- 
gienko, otwórz okienko" (1. c. 201); „Moje bziałecki, 
byśta wiedziały" (1. c. 202); „Oj siasta, siasta, dziew- 
eyna z miasta" (1. c. III. 72); „Siano cedziła, piasek 
wiązała (1. c); „Nocki nie spała, piórka dzierała" (1. c. 
142). Niektóre weselne przy biesiadzie: 

Oj chmielu, chmielu, ty rozbójniku (1. c. 164). 

Jesce gorzałka nie lutowana (1. c. 156), 

Braciszku który, choć nie rodzony (1. c. 140). 

Jedzie dziewcyna w ciężką niewolę (1. c. IV. 151). 

Dobrze to dobrze, służyć przy dworze O. K. Lud 1857. 10 c. 

W formie tej spostrzegliśmy tylko jedną legendę: „A posła 
była, święta Halina" (O. K. Lud. XXIII. 79) i tragicznej 
treści opowieść: 

Hej tam na łące, tam na zielonej 
Leży Jasieńko, bardzo zraniony. 
Przyszła do niego, mateńka jego, 
Płacze wyrzeka i żałuje go. 
— Moja mateńko, idźże odemnie. 
Bo już umiera serdeńko we mnie. 

He] tam na łące tam na zielonej. 
Leży Jasieńko bardzo zraniony. 
Przyszedł do niego, ojczeńko jego 
Płacze wyrzeka i żałuje go. 
— O mój ojczeńku, idźże odemnie, 

Bo już umiera serdeńko we mnie. etc. 

(O. K. Maz. II. 20). (Z. Gloger Lud str. 170) 

16* 



244 »• WINDAKIEWICZOWA 

Pieśń powyższa jest również prześlicznym wzorem zwrotki 
refrenowej, o której rozmaitych formach mówiliśmy w części I-szej 

tej pracy. 

Ciekawa rzecz, że w tym samym rytmie — i co do melodyi — 
mamy 6 kościelnych pieśni, śpiewanych na mszy Pasterskiej: Jest 

to zwrotka pięciowierszowa o schemacie: ^^ — ^ — ^, który to schemat 

jak zobaczymy przy omawianiu zwrotki pięciowierszowej , jest 
również bardzo pospolity w pieśni ludowej — jedyny, można rzec, 
z form wykwintniejszych, który stał się prawdziwie popularnym. 
Oto pieśń pierwsza na Introit: 

Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi, 
Wstańcie pasterze. Bóg nam się rodzi. 
Czemprędzej się wybierajcie, 
Do Betlejem pospieszajcie. 
Przywitać Pana. etc. ^) 

Również z pieśni półkościelnych mamy w tym wierszu znaną 
pijacką kolędę z czasów saskich: 

Najświętsza Panna gdy skosztowała, 
Z pełnego sobie nalać kazała. 
Ej wino wino wino. 
Lepsze niż przedtem było. 
W kanie galilejskiej. 

Piotr z apostoly, stając przy dzbanie etc. 



1) Prof. Tobler podaje Ko mańce B^raagera tejże formy dziesięciozwlo- 
skowego wiorsza, zupełnie lodowego charakteru, i cytowany przezeń rytm muzyki: 



S N S S 



N S 



I 

I 
• 



do piosenki .,L es Reyerends Peres" 



zupełnie zgadza się z rytmem melodyi do powyżej notowanej kolendy na Introit: 

I I I I ' I ' ' ' ' J I' ^ który to rytm w śpiewkach świeckich 

zastosowano do taktu na ^j^. nie odbierając mu zresztą właściwego charakteru. 



STUOYA NAD WIKKSZKM 1 ^WKOTKĄ POKZYI POLSKIEJ I.UDOWKJ 245 

ROZDZIAŁ IV. 

Wiersz jedenastozgłoskowy. 

Wiersz ten okazuje wzory rytmiczne dwa. Pierwszy, jeden 
z najbardziej zajmujących — jest formą wybitnie popularną, o dwu 
przestankach śródwiersz(jwych stałych — jednakże o akcentach zmien- 
nych co do miejsca, jakie zajmują w danej grupie i). Równie jak 
wiersz 8-0 zgłoskowy (pierwszego i drugiego tyi)u) jest on panują- 
cym w pieśni weselnej i pasterskiej, obejmuje więc bardzt) ważne 
działy pieśni popularnej. Sposób tworzenia się tego wiersza widzi- 
my na przykładach zbudowanych w ten sposób, że odcinek pierw- 
szy powtórzony jest na końcu wiersza: 

A już to prec. moja Mary ś. j u ż to p r e c 
Ciepnij stązki, na gałązki, wdziej cepiec. 

Nie będę ja w tym cepcysku chodziła, 

Bobym ja się Krasicanek wstydziła. O. K. Lud XXIII. 97. 

Te słowa powtarzane zdarzają się jednak zwylcle tyll^o na 
początku pieśni, jak to mamy uwidocznione na powyższym przy- 
kładzie; dalsze wiersze mają tyllio właściwy sobie podział po czwar- 
tej i i^smej zgłosce, ujawniający odcinek trzj^zgłoskowy w końcu 
wiersza, który, przypominamy, należał do elementów twórczych 
w procesie kształtowania się rytmu w wierszu naszym. Schematu 
na ten wiersz możemy zapożyczyć od obcych uczonych ^) i pisać 
go (4 -p 4 -)- o), co jednakże u nas ma oznaczać, że rytmiczność 
jego polega na grupach sylabiczuych równej długości co do ilości 
zgłosek, a niezawsze na odpowiednim motywie melodyjnym 3). 

Forma ta ll-o zgłoslvOwea jest typową dla obrzędu weselnego 
i pieśni pasterskich. Prócz tych dwu ważnych grup spotykamy ten 
wiersz w kolędach popularnych w całej Polsce jak np.: 

Przybieżeli, do Betlejem, pasterze. 

Grali slioczno, dzieciątliowi, na lirze etc. O. K. Maz. III. 59). 



') Zob. powyżej : Rozdział I. Części l-szij, wzór 1-szy wiersza rytmicznego. 

2) Cf. Tobler, Yom f r an zosi schen Yersban. W. Wollner, Untersu- 
chnngen iiber den Yersban des siidsl. Volksl. Arch. f. sl. Philol. IV. 1886. 
S, 205. U nas A. Kolessa, Ukraińska rytmika, a przedewszystkiem prof. 
M. Rowiński, O wersyfikacyi polskiej. Warszawa 1891. 

^) Wollner 1. c. str. 206. 



246 H. WINDAKIEWICZOWA 

Pró(!z tego jednak najwięcej pieśni utworzonych w dwuwierszu 
11-0 zgł. tego typu należy do grupy pieśni weselnych. — FVjdajemy 
tu dwadzieścia kilka pieśni: 

Nasieję ja drobnej rutki pod dębem. O. K. Maz. IV. 42. 

A scyrze ja panu Bogu służyła. 1. c. IV. 49. 

Oj wiele ja ogródecków przelazła. O. K. Lud II. 48. 

Niemas tego, mocny Boże, na świecie. O. K. Maz. IV. 22. 

Potocę ja swój wianecek, po stole. 1. c. 75. 

A niescęsna godzinecka na świecie. 1. c. 59. 

A w tem kole, mój wianecku, w tern kole. 1. c. I. lOo. 

A nie wvdam, moi róscki. nie wydam. O. K. Lud XXIII. 80. 

A gdzież nam się panna młoda podziała. O. K. Maz. III. 8. 

A już to prec, moja Basiu, już to prec. O. K. Maz. IV. 41. 

Oj obeśliśmy w koło wieś, w koło wieś. 1. c. II. 115. 

A schyl ze się, młoda panno, we drz wieki. 1. c. XXIII. 176. 

A wynidźze, panno młoda, z zastola. 1. c. 105. 

Zakukała kukawecka, za dworem. O. K. Maz. IV. 72. 

Zabacys ci, moja mała, świebody. 1. c. 43. 

A nie damy, panny młody, nie damy. O. K. Lud XVIII. 78. 

Cepili tu, pannę młodą, cepili. 1. c. II 134. 

Da juz ci cas panno młoda, do dum spać. 1. c. XX. 158. 

Oj zol mi cię panno młoda, zol mi cię. 1. c. III. 21. 

Jezeliś ty panie młody, rad chłopcu. 1. c. II. 134. 

Nie będę ja roli orał, ani siał. 1. c. XXIII. 214. 

Oj nie raźny, starsy drużba, nie raźny. 1. c. XX. 176. 

A koślawce, starsy drużba, koślawce. 1. c. XVIII. 98. 

A zarżały siwe konie, zarżały. O. K. Maz. IV. 77. 

Hej dobranoc, panie młody, dobranoc. 1. c. 68. 

W nawiasie możemy zwrócić uwagę na bardzo zajmujący 
fakt, rozświetlający naszą pieśń pod względem chronologicznym. 
Otóż parę z powyższych pieśni weselnych posiadamy w dwu re- 
dakcyach: pierwotnej 7-o lub 8-o zgłoskowej i naśladowczej ll-o 
zgłoskowej. Wiadomo, że w pewnym czasie było modą moderni- 
zowanie w ten sposób starszych dzieł poetyckich i), np. pieśń: 



*) Np. „Ilistorya o Zmartwychwstuniii Pańskim" Mikoł. z Wilkowiecka 
(wyd. przez prof. Stanisława Windakiewicza) została przerobiona na wiersz ll-o 
zgł. z ośmiozgl. w początku XVII w. Wstęp str. 5. 



STUOYA NAD WIERSZEM I ZWKOTKĄ POKZYI POLSKIKJ LUDOWEJ 247 

A nima tego na świecie, 

Co mi warkocyk rozplecie, etc. O. K. Maz. III. 76. 

odnajdujemy w dwuwierszu ll-o zgłoskowym: 

Niemas tego mocny Boże, na świecie, 

A któż mi tez, zloty warkoc, rozplecie, etc. 1. c IV. 22. 

Pieśń: 

Potoc ze się wionecku, 

Do pani matki rącków. 

Pani matka go nie przyjmą, 

Bo w nim nadziei niema. etc. 1. c. IV. 129. 

jako 11-0 zgłoskowy czwt^ro wiersz: 

Potocę ja. swój wionecek po stole. 

Niech upadnie matuleńce na łonie. 

Przyjmijcie go, matuleńku, do siebie. 

A niechcę go, moja córko, i ciebie, etc. 1. c. 75. 

Dwuwiersze ll-o zgłoskowe, takieźsame jak w pieśniach we- 
selnych są tj^powemi dla pieśni pasterskich; tylko znacznie częściej, 
jak w pieśni weselnej, zdarzają się tu początkowe wiersze pieśni 
z odcinkiem trzyzgłoskowym, powtarzającym początek wiersza. Kil- 
kanaście urywków najobszerniejszych pieśni pasterskich w ten spo- 
sób się rozpoczyna: 

A z podoła, wołki moje, z podoła. O. K. Lud II. 192. 

Oj na bobrze, moje wołlci, na bobrze. 1. c. XVI. 502. 

A za rzeką, moje wołki, za rzeką. 1. c. 503. 

A za Bugiem, moje byśki, za Bugiem. O. K. Maz. IV. 399. 

A w lesie są, moje bycki, w lesie są. 1. c. III. 427. 

A pędź woły, fryzowana, pędź woły. 1. c. III. 428. 

Zajadę cię. moja Kasiu, zajadę. 1. c. III. 429. 

Oj rycały. moje bysie, rycały. 1. c. IV. 397. 

A za lasem, moje wołki, za lasem. 1. c. IV, 399. 

Jest to więc, jak powyższe przykłady dowodzą, forma usta- 
lona i w istocie typowa dla dwu grup weselnych i pasterskich 
pieśni. Wogóle zaś dwuwiersz ll-o zgłoskowy jest jedną z naj- 
częstszych form pasterskich śpiewanek. Statystyka przeprowadzona 
z pieśniami mazowieckimi (O. Kolberg, Mazowsze, tomów pięć) 



248 H. AYINOAKIEWICZOWA 

i małopolskimi (Lud. tomy: II. VI. XVI. XVII. XVIII i XIX) 
okazuje, że na 224 ?:wrotek ogólnej liczby zawartych w tych 
zbiorack pieśni pasterskich 65 jest dwuwierszy ll-o /.głoskowych, 
czvli że tworzą ^'g całości^). 

Pod względem muzycznym, pieśni w tej formie wiersza ] przed- 
stawiają tę osobliwość, że wszystkie, jakiejby treści być mo^ly, 
czy kolędy, czy weselne, czv pasterskie, wszystkie mają stały, 
niezmienny schemat rytmiczny tj. choreiczny w odmianie swej 
logaedycznej. dopuszczającej mieszanie rytmów dwu i trzydziel- 
nych (tzw. daktyl C3klicznyj. Melodya jest trzytaktowa na jeden 
wiersz tekstu, uwydatniająca odcinek trzyzgłoskowy: 



s ^ ^ > ^ 

o • » # • 



^ ^ 



^ S 



s s s 



« • 

I / 

Nie że— nię się z dworską dziwką nie że — nie. i,0. K. Lud l.'>.'>7. 127). 

Charakter t\'powy tego składu zdania muzycznego trzytakto- 
wego (2 -|- 1) dla polskich pieśni popularnych na innem miejscu 
obszernie omówiliśmy 2) a tutaj, z zestawień powyższych, okazuje 
się, że pod względem tekstu wiersz ll-o zglr>skowy. o dwu prze- 
stankach śródwierszowych, i odcinku trzyzgloskowym z końcem 
wiersza, i jego forma powtarzająca, są jedynie ważnymi formami 
dla twórczości ludowej. 

Forma druga wiersza ll-o zgłoskowego, o jednej średniówce, 
zdaje się być zapożyczoną z klasycznej poezyi łacińskiej, mianowicie 
safickicgo jedenastozgłoskowca fhendecasyllabus minor). Orzekać, 
jaką drogą się to uskuteczniło, nie leżv w temacie naszej pracy 
i o żadnej formie sądów w tej mierze nie wvdajemy — prawdo- 
podobnie wszakże, bacząc na rodzaj pieśni ludowych, w których 
ten wiersz się pojawia, możemy przypuszczać, że wzór ten podały 
na pospolity użytek pieśni kościelne i liryki np. Kochanowskiego 
Jana i innych poetów XVI i XVII w. 3). W wierszu tyra mamy 



1) Wogóle dwuwiersz panuje w pieśni pasterskiej, na tjeh 224 zwrotek 
161 mauiy dwuwierszy. 

2) „Rytmika muzyki polskiej-ludowej". Warszawa 1896 r. .Wisła". 

^) Np. „Wieczna sromota i nienagroJzona" J. Kochanowski Pieśni Ks. I. 
Psalm; Kto sie w opiekę etc. Wiele pieśni kościelnych na Boże Narodzenie 
i innych, zob. śpiewnik X. Jliod. (wyd. z r. 188H) str. 148, 150, 157, 159, 163, 
174, 184. 652. (Siedem antyfon zwrotka safi' ka) etc. 



STUDYA NAD WIKK.SZKM I ZWROTKĄ 1'OLSKIK.I POEZYI LUDDWKJ 249 

troch(^ kolęd, jak np. znana ogólnie „Dzisiaj w Betlejeni wesoła 
nowina", prócz tegcj pieśni dziadowskie i opowiadania świeckie. 
Niektóre maja formę zwrotki safickiej jak np.: 

Śmierć malarzowi narobiła bólu. 
Wzięła go za łeb, ściągnęła go z muru. 
Jesce mu wapnem ocy zalepiła. 

Tak sic pastwiła, etc. O. K. Lud VI. ;i78. 

Takaż: -Dawni królowa w dziadzie się kochała" (1. c. 432). 
Inna z repertuaru dziadowskiego, ale w dwuwierszu ll-o zgł.: 

Polska korono. L,le słychać o tobie, 

Drogie klejnoty, utraciłaś sobie. etc. 1. c. 441. 

Z opowiadających pieśni: ,,0j przyjechali żołnierze z obozu" 
(1. c. III. 31); „I przyjechało ćterech panów z wojny" (1. c. XVI. 
405); „Była babula rodu bogatego" (1. c. 510). 

Tworzący dwuwiersz metaboliczny z wierszenł 12 o zgło- 
skowym: 

Powiedz mi, powiedz lewandowy kwiecie, 
Czy żyje. czy żyje, braciszek na świecie? 

Oj żyje, żyje, z innemi bonuje, 

Proś Boga siostro, do cię przywędruje. 

Jedzie braciszek przez ojcowskie })ole. 

Jego siostrunia, piele len na dole. etc. 1. c. 412. 

Tejże formy: „Rozlecieli się ptaszki po stodole" (1. c. 428). 

Ale i z tej obcej zupełnie formy ll-o zgłoskowego wiersza, 
wytworzył zmysł ludowy właściwą sobie odmiankę oryginalną. 
Zachowując średniówkę po piątej zgłosce, wprowadził na wzór 
formy popularnej o dwu przestankach, również odcinek trzyzglo- 
skowy. dzieląc kolon 6 zgłoskowy na dwie wyraźne grupy, zapo- 
mocą powtarzania zdań, procederem wybitnie ludowym. Utworzył 
się z tego wiersz również o dwu przestankach, ale innego sche- 
matu wewnętrznego, mianowicie nie 4 -}- 4 -|- 3, ale 5-)-3-|~'^* 

Oj obeśliśmy w koło wieś, w koło wieś, 
Moja Marysiu, gdzieżeś jest, gdzieżeś jest. 

Stoi Marysia u plota, u płot a, 

Wstązecka na niej od złota, od złota. O. K. Lud II. 115. 



250 H. WINDAKIEWICZOWA 

ROZDZIAŁ V. 
Wiersz trzynastozgłoskowy. 

Mówiąc o poezyi ludowej, najciekawszym dla nas wierszem 
13-0 zgłoskowym jest nie ten, znany z literatury, wiersz epicki 
z średniówką po 7 -ej zgłosce, ale typ popularny o dwu przestan- 
kacb schematu 4-|-4-[-5, odpowiadający podobnemu wierszowi ll-o 
zgłoskowemu; i następnie wzór przejściowy, o jeszcze niższym roz- 
winięciu rytmicznem uwydatniający odcinek trzyzgłoskowy. którego 
schematem będzie lO-f-S ^). Oba te wzory, mają wybitnie popularne 
zacięcie, a jeśli spotykamy je dość często w pieśniach pólkościel- 
nych, jak np. „Narodził się Jezus Chrystus, bądźm^^ weseli" (Ks. 
Miód, 1. c. 118), to zarazem odkrywamy tam bezpośrednie zapo- 
życzenie tej formy z pieśni ludowej. Mianowicie kolęda: 

Cztery latu, zawszem pasał, w tej tu dolinie, 
Jako żywo. nie słyszałem o tej nowinie, etc. 

Ks. Miód. 1. c. str. 344. 

prócz formy, ma i początkowe wyrazy tesame z pieśnią: 

Cztery lata, wierniem służył, gospodarzowi. 

Sieczkę rzezał, nie wieczerzał, niech on sam powi, etc 

O. K. Lud XVI. 436. 

Dwie średniówki tego typu wiersza są tak wyraźne, że czę- 
stokroć pojawia się rym wewnętrzny: 

A ty pta s z k u, kręgula s z k u, po tej dąbrowie. 
Rozpuściłeś złote piórka, po swojej głowie, etc. 1. c. 424. 

W ogródecku. przy ziołecku, pod białą wiśnią. 

1. c. VI. 225. 

Wiersz ten, tworząc dwuwiersze schematu: aabb etc, należy 

niemal wyłącznie do pieśni weselnej; w zwrotce zaś metabolicznej: 

a ahhc , . . , , i n, i i 

—^ — - — - spotyka się często w piosenkach erotycznych. Mełodya 

do tych pieśni formy dwuwierszowej ma rytm stały: ^ p i i I 



*) Przestanek dragi pojawiający się wśród 10 zgłoskowej części nie jest 
stale umiejscowionym. 



STUOYA NAD WIKRSZKM I ZWROTKĄ PoEZYI POLSKIEJ LUDOWKJ 251 

równie jak to zauważyliśmy o wierszu U-o zgłoskowym tego typu. 
Jest to zdanie melodyjne o trzech odcinkach, które odpowiadają gru- 
pom sylabicznym wiersza. Dajemy poniżej jedną z typowych pieśni: 



-I ,6! ^ r r I ^ f r r m r r i j 

•otwórzcie nam, ma- tu leń-ku. sze— ro— ko wro — ta, 
A niechże się mój kochanek, nie ty— ka pfo — ta. 

Połóżcie mu, matuleńku, serwetę pod próg, 
A niechże se mój kochanek, nie tarza ostróg. 

Postawcie mu, matuleńku, stół marmurowy, 
A na stole marmurowym obrus perłowy. 

Na obrusie na perłowym, talerz toczony, 
Na talerzu, na toczonym, kapłon pieczony. 

Spytajcie go, matuleńku, czyli ma nóż swój? 
A jak nie ma swego noża, połóżcie mu mój. etc. 

O. K. Lud XVI 406-7. 

Pieśni weselne i inne te] formy: 

Uciekłabyś, moja Maryś, niemas którędy. 1. c. II. 134. 

Wielkie kola u jeziora, woda je bierze. 1. c. XII. 212. 

Posed wilcek, za góreckę, sobie wywija. O. K. Maz. III. 84. 

A za dworem, siwy kamień, modra lelija. 1. c. IV. 197. 

A w niedzielę, raniusieńko, deseyk z porania. O. K. Lud XVI. 408. 

Juz ja ciebie, dziewce niechcę — carne nogi mas. 

O. K. Maz. IV. 194. 

Chodzi Jasio po rynecku, na skrzypeckach gra. 1. c. 207. 

Jechał Sobek do Warsęgi, na welekcyją. 1. c. III. 426. 

Z tamtej strony jezioreczka, jadą panowie. O.K. Lud 1857 16 c. 

Tenże wiersz w zwrotce metabolicznej, pieśniach treści obrzędo- 

a ahh c 
wei 1 mnei schematu: ^-^ — 5 — ^ . 
•' •' 13—8—5 

Zaprzęgajcie, białe woły, te siwe klace. O. K. Lud. XVI. 
A czy ja śpię, czy ja jadę, czy u roboty. 1. c. XII. 244. 
Ach mój Boże, mocny Boże, dziś pochmurny dzień. 

O. K. Maz. IV. 55. 



252 H. WINDAKIEWICZOWA 

Jedna lipka, w ogródecku, a w sadecku dwie. 1. e. 60. 
Posłuchajcie, panieneczki, co wam zanucę. O. K. Lud XII. 315. 
Naści tobie, pani matko, zasługi moje. O. K. Maz. III. 356. 
Jedynackam sobie była, zawdy wesoła. 1. c. IV. 217. 

Forma druga wiersza 13-o zgłoskowego scłiematu: 10-j-H. tj. 
z odcinkiem trzy zgłoskowym należy wyłącznie do obrzędu wesel- 
nego. W formie tej wiersza można odróżnić wiersz, zaznaczający 
drugi przestanek śródwierszowy po 5-ej zgłosce, częściej zaś po 
czwartej. Tworz\^ się on przez znany nam z wiersza 11 -o zgłosko- 
wego, rdzennie ludowy sposób powtarzania na końcu części wier- 
sza początkowej, przez co grupa środlcowa, wyraziście t=ię odłącza. 

A bez pi:ogi, nasa panno młoda — bez progi. O. K. Lud XX. 75. 
Rozbujał się, kary koniceńko — rozbujał. O.K. Maz. III 75. 
Oj juz nam cas, nasi druzebkowie — juz nam cas. 

O. K. Lud XX. 516. 

Powtarzania te nie rozciągają się na całą przyśpiewkę, nawet 
dwuwiersze, obydwa z powtórzeniami, są dość rzadkie, jak np. 
w przy mówce do drużby, gdzie na 6 wierszy, cztery z powtórzeniem: 

W polu zagawki, Jasieniu — w polu zagawki. 
A jużci mi przymarzają nogi do ławki. 

A nie lusy, starsy drużba — nie Insy. nie lusy'). 
Nie rusy sie, do tanecka — nie rusy, nie rusy. 

A nie raźny, starsy drużba — nie raźny, nie raźny, 
Po zastolu panny druclmy, pomarzł}', pomarzły. 

Powtórzenia te wskazują nam tylko proces tworzenia się da- 
nej formy, i przeważna część pieśni — dłuższych mianowicie, za- 
trzymuje już tylko formę, tj. wyróżnia odcinek trzyzgłoskctwy, ale 
niezależnie od mechanicznego jej powstania. Takiemi są pieśni: 

Oj polecieli, siwe gołębie — po wudzie. O. K. Lud XVI. 489. 
Otwórzcie nam, panie gospodarzu, te wrota. 1. c. XX. 281. 
Wyglądas ci mnie, moja matulu — z kościoła. 1- c. 2o8. 
O scęśliwa nam dziś soboteńka — nastała. 1. c. XVI. 267. 



1) To mieszanie wierszy różnej długości jest również typowera dla tego 
wzoru wiersza. Ta chodziło nam o przykład pieśni, całej niemal z powtarzaniami- 



STl[l»VA NA1> WlICKSZEM I ZWROTKĄ POLSKIEJ VOK7.\ I LlfDOWKJ 



253 



Z naciskiem podnosimy tu raz jeszcze ten sposób tworzenia 
wewnętrznej harmonii wiersza przez powtarzanie, bo jest on po- 
wszechnie zastosowywanym w poezyi ludowej tam, gdzie l)rak wier- 
szowi ściślejszej rytmiki lul) nawet równej liczby zgłosek. Pojawia 
się on, począwszy od form zupełnie pierwotnych zdaiii(Mvego 
wiersza, aż do wiersza rytmicznego i). Wszelkie długości wiersza, 
mogą być w ten sposób tworzone. Przytoczyliśmy powyżej 13-o 
i 14-0 zgłoskowe (a jak wiemy i lO-o zgł.) wiersze, mi.żciny 
jeszcze wskazać, jako ciekawostkę, dwuwiersze 15 zgł. i 17 zgło- 
skowe tego typu: 

Oj a z za stola druzynecka — z zastola, z zastola, 

A niechże będzie panna młoda wesoła, wesoła. O. K. Lud II. 15. 

Oj da pod ławę. ruciany wianecku — pod ławę, pod ławę. 
Oj a na głowę, niciany cepecku — na głowę, na głowę. 

Oj da na pułkę. ruciany wianecku, na pulkę, na pułkę. 
O) i na o-łówkę, niciany cepecku, na główkę, na główkę. 

I. c. 100. 

Z pieśni ])owyżej przytoczonych przekonywamy się też. że 
wiersz 13-o zgłoskowy służy w poezyi ludowej zupełnie innemu 
rodzajowi, jak wiersz literacki, który spotykamy w literaturze jako 
podstawowy dla epiki polskiej. I z tego więc względu okazuje się 
wiersz ten ludowy o dwu przestankach zupełnie odrębną formą, 
nie mającą z wierszem epickim nic wspólnego, prócz tego, że 
również liczy zgłoski i jest rymowanym. 

Jednakże i w poezyi ludowej mamy wiersze 13-o zgłosko- 
we z średniówką po 7-ej i po 6-ej zgłosce i to w dziale zno- 
wuż najmniej do epiki zbliżonym, mianowicie w przyśpiewach 
tanecznych Mazurów i Kujawiaków. Dziwnemby to było takie 
zastosowanie zupełnie obcego charakterem wiersza; po bliższem 
jednak zbadaniu sprawy, przekonywamy się, że jest to pozornie 
tylko forma 13-o zgł. W każdym mianowicie wierszu tych przy- 
śpiewek jest jedna zgłoska właściwie z tekstem niespojona, nad- 
liczbowa- a wierszyk jest w istocie swej formą dwuwiersza l2-o 
zgłoskowego, który śpiewak przygodnie przerobił na wiersz dłuż- 
szy, przypuszczalnie dla przystosowania lepszego do dłuższej nieco 



») Np. 8-0 zgłoskowy „Płynęły gąski płynęły" etc. Część I. Wiersz 8-o zgł. 



254 H. WJNDAKIEWICZOWA 

melodyi w takcie ^^ mazurowej od -/4-ej melod}^ krakowiakowej. 
Przeprowadziliśmy w tym celu małe badanie przyśpiewek. Otóż na 
150 przyśpiewek (O. K. Lud Tańce 1857, od nr. 1 — 150; mamy 
dziesięć, rzekomo 13-o zgłoskowych — jednak na 34 wiersze, two- 
rzących owe śpiewki — wszystkie prócz jednego mają przydatki 
jak: oj, da, a, przedłużające sztucznie pierwszy lub drugi półwiersz; 
szczególnie gdy chodzi o przedłużenie terai dodatkami drugiego 
półwiersza i gdy średniówka pada po zgłosce szóstej, wyraźnie 
znać ten przypadkowy charakter wiersza: 

W służeńskim dziedzieńcu — da chodziła we wieńcu, 
Jak przyszedł listopad — da wianeczek jej opadł. 

Zielonom posiała — d a i modro mi zeszło, 

Nie wiedzą ta ludzie — da bez kogo mi tęschno. 

O. K. Lud II. 150. 
z średniówką po 7-ej zgłosce: 

Oj żołnierz ci ja, żołnierz, moja matko żołnierz, 
A jeśli mi nie wierzysz, spojrzyj mi na kołnierz. 

A jeśli mi nie wierzysz, spojrz^^j mi na głowę, 

Da jak jej ogolili calutką połowę. 1. c. 9. 

Takież przykłady nr. 26, 58, 61. 73, 76, 120, 144. 

Istotny wiersz 13-o zgłoskowy z średniówką stale po 7-ej 
zgłosce mamy tylko w działach obojętnych, to jest pieśniach pół- 
kościelnych, dziadowskich i tym podobnych, np. 

Dobranoc głowo święta — Jezusa mojego. O. K. Lud XX. 41. 
Wszystka moja nadzieja — w tej torbie skórzanej. 1. c. VI. 429. 
A dla Boga, dla Boga, co już to za lata. 1. c. 422. 

Przykładów tych, nie mnożymy, gdyż są to wyraźnie utwory 
ściśle na dziełach literackich wzorowane, jak np. psalmy Lubel- 
czyka, Kochanowskiego etc. Prócz wyżej wspomnianej zwrotki 
pięciowierszowej — wiersz 13 zgłoskowy literacki epiczny spotyka 
się w opowiadaniach (wędrowne opowieści) w dwuwierszu z 12-o 
i 14-0 zgłoskowym wierszem, o czem obszerniej w następnym roz- 
dziale mówić będziemy. 



STUOYA NAD WIERSZKM I ZWItOTKĄ POEZYl POLSKIKJ LUOOWEJ 255 

ROZDZIAŁ VI. 

Wiersz czternastozgłoskowy. 

Wiersz ten ma w pieśni naszej dwie formy. Pierwsza forma 
wzorowana prawdopodobnie na wierszu 12-o zgłoskowym, należy 
do rodzaju wierszy popularnego typu ze średniówką dzielącą wiersz 
na dwie rówjie części. Jak np.: 

Oj jedna sobie jedna, ja u matuli była, 
Da powiedzieli ludzie, da że ja nie robiła. 

Oj bodaj u matuli, da bodaj u rodzonej, 

Go zrobię to zrobię — da to mnie wyrozumie. 

Ażebym gospodyni i mury postawiła, 

Da przyjdzie i wykrzyka, da cóżeś ty robiła! 

Wiersz ten spotykamy w większej liczbie przyśpiewek do 
mazura, wogóle zaś przyśpiewek tanecznych, na 325 przyśpiewek 
(O. K. Lud 1857 Tańce) blisko 100 jest dwuwierszy 14-o zgło- 
skowych ^). 

Forma druga wiersza 14-o zgłoskowego ze średniówką po 
8-ej zgłosce, o rytmie wewnętrznym trochaicznym kolonu pierw- 
szego 8 zgłoskowego, daktylicznym następnego 6 zgł. ^). Forma ta 
miewa często drugą średniówkę po 4-tej zgłosce, szczególnie, gdy 
się w ludowy sposób tworzy rytm przez powtarzanie: 

Przybieźeli, przybieżeli, tak piękni anieli, 

Wszyscy w bieli, wszyscy w bieli, złote pióra mieli. 

Przybieźała, przybieżała, ta piękna nowina. 
Czysta panna, czysta panna, porodziła syna. 

Porodziwszy, porodziwszy, w pieluszki powiła, 
I noszący, i noszący, w żłobie położyła, etc. 

O. K. Lud XXn. 22. 

W świeckich piosenkach erotycznych nie mamy tak konse- 
kwentnie przeprowadzonego powtórzenia pierwszego odcinka wier- 
sza np.: 



*) Zob. Rozdział I. Części II-ej o wiersza 7-o zgłoskowym. 
*) Ta mieszanina rytmów, niby dowolna a przecież systematyczna, jest po- 
dobna do wierszy 12-o zgl. Krakowiaka. 



256 H. UI.\!>AKlEWICZO\VA 

Idzie deszczyk, idzie deszczyk, po drobnej leszczj-nie, 
Kochaj że mnie. mój Jasieńku, byle nie zdradliwie. 

Jabym kochał, jabym kochał, widzi Bóg na niebie, 
Niech ja sobie karczek złamię, jadący do ciebie. 

I wyjechał, i wyjechał, na rozłożne drogi, 
Oj i złamał zaraz szyję, konik cztery nogi. 

Wiele liści, wiele liści pod jaworem gnije, 

Tyle złości, nieszczerości, w każdym dworzaninie^). 

O. K. Lud XVI. 431. 

Prócz powtarzaniem zdań, może być również zaznaczonym 
przestanek rymem wewnętrzn^^m, co jak wiemy należy do proce- 
deru ludowego: 

Ile ziarnek, tyle ości, "w tem janemiennym snopku, 
Tyle złości i chitrości. w każdziusińkim chłopcu. 

Stoi rumień, wedle gumien, jesce nie t\'kany, 
A rozmaryn w ogródecku, az przekwita ściany. 

O. K. Maz. IV. 259. 

Na dzwonnicy, kłębek nici, na kościele gałka, 
Nie pójdę ja, za niliogo, ino za Michnłkn. 

Fryzuje się. maluje się, od cudów piękności. 
Chodzi w strojach, po pokojach, i wygląda gości. 

1. c. 258. 

Charakterystyczna różnica w rytmie wiersza czternastozglo- 
skowego z jedną średniówką po siódmej zgłosce i z dwoma, ewen- 
tualnie z jedną, po ósmej zgłosce — uwydatnia się świetnie w zwrotce 
dwuwierszowej, złożonej bardzo zmyślnie z obu gatunków wiersza 
14-0 zgł.: 

Miałam ci ja pirsego | oblubieńca swojego, 

A ten pirsy j nic nie słusny | nie pójdę za niego. 

Miałam ci ja drugiego | oblubieńca swojego, 
A ten drugi | bardzo długi | nie pójdę za niego. 



*) Wersja mazowiecka (O. K. Maz. IV. 260) liczy 13 zwrotek tego typu. 



STUDYA NAD WIKRSZEM I ZWROTKĄ POEZYI P0L3KIKJ LUDOWEJ 257 

Miałam ci ja trzeciego | oblubieńca swojego, 
A ten trzeci | ćwicy dzieci | nie pójdę za niego. 

Miałam ci ja ćwartego \ oblubieńca swojego, 

A ten cwarty | grywa w karty | nie pójdę za niego. 

Miałam ci ja piątego | oblubieńca swojego, 

A ten piąty | patrzy w kąty | nie pójdę za niego. 

Miałam ci ja sóstego I oblubieńca swojego. 

A ten sósty | bardzo tłusty | nie pójdę za niego. 

Miałam ci ja siódmego | oblubieńca swojego, 

A ten siódmy | chłopiec ładny \ to pójdę za niego. 

O. K. Lud VI. 263. 

Zwykle jednak wiersz 14-o zgłoskowy, ze średniówką po 8-ej 
zgłosce, tylko lekko zaznacza pierwszy odcinek czterozgłoskowy: 

Wyjechałci pan starosta, w pole na zające, 
I napotkał trzy panienki, na zielonej łące. 

Jednej było panna Anna, a drugiej Zofija, 
A o trzeciej nie powiadał, bo to jego miła. 

Wysłał ci pan zaraz sługę, by mu wianek dała, 
Ona tamój nic nie rzekła, ino się rozśmiała itd. 

1. c. XVI. 449. 

Wiersz l4-o zgłoskowy tego typu, znajdujemy w grupach 
pieśni, bardzo na pozór oddalonych, mianowicie w pieśniach pół- 
kościelnych, kolędach, opowieściach dziadowskich, opowieściach 
wędrownych, a równocześnie spotyka się jako formę przyśpiewki 
tanecznej i erotycznych piosenek. 

Gdy przyjrzeć się jednak bliżej tym pieśniom, okaże się, że 
wszystkie, do któregokolwiek działu należą, noszą bardzo wyraźną 
cechę — ludowej to pewna — ale równocześnie piśmiennej litera- 
tury 1). Wielka ilość pieśni kościelnych ludowych w tej formie, 
wskazuje, że wiersz ten jest chyba naśladownictwem którejś z form 
łacińskiego wiersza średniowiecznego. Sposób używania u nas wier- 
sza tego wraz z dwunastozgłoskowym w zwrotce dwuwierszowej 



») Jak np. i powyżej cytowana pieśń o wyborze konkurenta. 

17 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LU ** 



H. WINDAKIKWICZOWA 

258 

w opowiadaniach wędrownych — przykłady poniżej — wskazywałby, 
że wzorem był tu takzwany septenar (w Anglii nazywany z po- 
wodu swej popularności „common metre) tak czysto używany w po- 
łączeniu z aleksandrynem i innemi formami w średniowiecznej 
poezyi romańskiej. Nie możemy jednak bliżej w to wchodzić, za- 
znaczamy tylko, jako jeden z dowodów, że pieśni tej formy są 
dość obce na gruncie ludowym, mimo iż w końcu pojawia się ona 
i wśród przyśpiewów tanecznych. A jaką drogę przebyła, to spró- 
bujemy uwidocznić studyując przykłady. Pier wszem więc ogniwem 
między formą klasyczną i) a taneczną ludową byłyby pieśni ko- 
ścielne jak np.: „A witajże pożądana perło droga z nieba" (Ks. Mio- 
duszewski „Pastorałki i kolędy" wyd. z roku 1883. 18); „A któż 
cię tu Stwórco świata wszystkiego i panie" (1. c. 23); „Anioł pań- 
ski otoczony światłością dokoła" (1. c. 27); „O Jezu mój przenaj- 
słodszy, zmiłuj się nad nami" (O. K. Lud VI. 443) i w. innych. 
Pieśni te okazują jednolitszy pierwsz^^ kolon (8- my), niż to w śpie- 
wach świeckich widzimy, są jednak i w tych wierszach wzory 
drugiej średniówki i to wzmocnionej rjmem; co prawda jest to 
już kolęda z odcieniem ludowym: 

Czas radości | wesołości | światu nastał teraz 

Bo Bóg wieczny | nieskończony j narodził się dla nas. itd. 

Ks. Miód. 1. c. 54. 

Za dalszego pośrednika w dostaniu się tej formy do niektó- 
rych rzeczywiście ludowych grup pieśni uważalibyśmy piosenki 
erotyczne śpiewane niegdyś na dworach pańskich jak np.: 

Płyną czasy, dni mijają, a ja chudzineCzka i), 
Spodziewając | wyglądając | mego kochaneczka. 

Łzami kropię, łóżko moje, cierpiąc niepokoje, 
Bywaj, bywaj, mój najmilszy, kochanie moje. itd. 

i inne do tej podobne, dla których choć źródła wskazać nie mo- 
żemy, jednak uważać je można za dworskie piosenki, jak „Idzie 
deszczyk" o nieszczerym dworzaninie, wyżej cytowana — albo: 



*) Ewentualnie popularnej średniowiecznej. 

*) Cfr. w zbiorku wierszy z XVI[ w. Wirydarzu poetyckim taż pieśń Je- 
rzego Schlichtinga. Wyd. Akad. Um. w Krakowie. 



STUDYA NAD WIERSZKM 1 ZWROTKĄ POKZYI POLSKIEJ LUDOWKJ 259 

„Trudna rada, trudna rada, przyjdzie nam się rozstad" (O. K. Maz. 
IV. 264). 

Nikomu się nie dziwuję, tylko sama sobie. 1. c. 265. 

Stoi rumień, wedle gumien | jesce nie tykany. 1. c. 257. 

Dalszy krąg, który ta forma zatacza, obejmuje piosenki miej- 
skie jak np.: 

Kukułeczka w lesie kuka, już poranek czuje. O. K. Lud VI. 525. 

i rozmaite arye operetkowe i piosenki, w których nasi poeci z po- 
czątku XIX w. zastosowali ten wiersz 14-o zgł. do melodyi kra- 
kowiaka — gdy poprzednio cytowane pieśni kościelne, dziadowskie, 
kolędy i piosenki dworskie mają rytm ^4"'^'^}' ^^^ wyraźnie (w pio- 
senkach erotycznych) rytm mazurowy. Otóż pierwszy taki sztuczny 
krakowiak mamy w zbiorku Męcińskiego z r. 1816 w znanej pieśni: 

Pije Kuba do Jakuba, Jakub do Michała, 
Wiwat i ty, wiwat i ja, kompanija cała. etc. 
Melod. 2/4 O. Kolberg zaznacza: „znana w Czechach" Lud VI, 563. 

Takie krakowiaki już liczne pojawiły się w operetce „Kra- 
kowiacy i Górale" Kurpińskiego, jak np.: 

Pędźcie trzody z łąk pasterze, i grajcie w multanki. 
Pasterki wam na wieczerzę, dadzą mleka dzbanki. 

O. K. Lud VI. 585. 

W „Cracovienne Bendla" umieszczono powinszowanie rzekomo 
chłopskie tejże formy: 

Kiedyście państwo łaskawi, przyjąć nas do siebie, 
Niech wam Bóg da raj na ziemi, a królestwo w niebie. 

1. c. VI. 495. 

Inne podobne piosenki notuje O. Kolberg (1. c. 517) „Dobry wieczór 

ci Halino, kochana dziewczyno" i Brodzińskiego (1. c. 585), który 

jednak przepoławia już stale wiersz 14 zgłoskowy rymem i two- 

, a h a h 

rzy czterowiersz schematu ^ ^ _ ^ : 
•' 8 6 8 6 

Czemuż ja w proszowskiej ziemi 
Małe zaznał dziecię, 

17* 



260 H. WINDAKIEWICZOWA 

Byłbym między krakowskiem! 

Najszczęśliwszy w świecie, etc. (Wiesia w). 

Prawdopobnie za tymi przykładami i Wasilewski tę formę 
przystosował do swych krakowiaków, chociaż i prawdziwe krako- 
wiaki w dwuwierszu 12-o zgłoskowym pisywał. Lenartowicz tosamo 
uczynił, i w ten sposób forma używana pierwotnie wyłącznie do 
melodyi w takcie ^/^ rytmu mazurowego, została ochrzczoną kra- 
kowiakiem — niesłusznie, gdyż ludową krakowiakową przyśpiewkę 
tworzy zawsze dwuwiersz typowy dwunastozgłoskowy, dzielony 
średniówką na dwa półwiersze równej długości. Tu i ówdzie śpiewa 
lud jeszcze parę różnego wątku piosenek w tej formie: „Jestem 
mazur z drelichami" (O. K. Lud VI. 549) melodya na %. „Hejwa 
chłopcy krakowiacy" (1. c. 377j flisacki takt 2/4, melodya opere- 
tkowa wcale nie ludowego ^pokroju) „Przyszed mazur do mazura 
chodaka pożyczać" (1. c. VI. 369 śpiewka szlachty zagonowej). 

Otóż z tych wszystkich wyżej wymienionych źródeł forma ta 
przedostała się wreszcie i na niektóre pieśni weselne, jakkolwiek 
bardzo nieliczne, albo dożynkowe jak np.: 

U nasego jegomości, stoi lipa w polu, 

Nie bywa tu i nie będzie, w psenicy kąkolu. 

O. K. Lud VI. 182. 

A cóz to tam za kucharka, co za ręce miała, 
Co nain tego barscowiny, nie dogotowała. 

Leniwa nasa kucharka, leniwa, leniwa, 
Dopiero nam łyżki, miski, umywa, umywa. 

1. c. XX. 340. 

Melodya do przyśpiewki weselnej na Yg mazurka; takaż me- 
lodya do piosenki: 

Powiedziałaś dziewczę moje żem ci wianek ukrad. 1. c. XII. 166. 

Do dożynkowej zaś powyżej przytoczonej melodya wybitnie 
krakowiakowego rytmu na 2/4 — więc istotnie u ludu śpiewają kra- 
kowiaki wierszem 14-o zgłoskowym z średniówką po 8-ej zgłosce? 
Odpowiedź jednak mamy we wszystkich innych zwrotkach tej 
pieśni — zwrotek szesnaście — które wracają do normalnego typu 
12-0 zgłoskowego dwuwiersza, jak zresztą i wszystkie inne pieśni 
dożynkowe w Krakowskiem (1. c. VI.). 



STUDYA NAD WIERSZEM I ZWROTK/^ POEZYl POLSKIEJ LUDOWKJ 261 

Z przykładów powyższych mogliśmy jeszcze zauważyć, że 
przedostawszy siy wreszcie na teren istotnie ludowy przyspiewów 
dożynkowych, weselnych erotyków, forma omawiana choć zacho- 
wuje ogólny swój zarys i średniówkę po ósmej zgłosce, przecież 
wewnętrznie zmienia się, zaznaczając jeszcze wyraźniej zmiany 
rytmu charakteryzujące inne ludowe formy, mianowicie wiersz 
dwunastozgłoskowy i inne, i zastosowując proceder twórczości ludo- 
wej to jest: powtórzenia wyrazów i zdań, rymy wewnętrzne. Gdzie 
jednak można powiedzieć, że w istocie na szerokę skalę lud sobie 
tę formę przyswoił, to, jak wiadomo, na Rusi. Śpiewka na nutę naro- 
dowego tańca małoruskiego w takcie ^ją-yra.^ tak zwana kołomyjka, 
ma właśnie tę formę wiersza: 

Koło młyna, biła hłyna, szerokaja fosa, 
Wyletiła diwczynojka do paribka bosa. etc. 

O. Kolberg Przemyskie, 90. 

Prócz dwuwierszy izometrycznych co do ilości zgłosek wiersz 

14-0 zgłoskowy tworzy w opowiadaniach wędrownych dwuwiersze 

mieszane z 12-o i 13-o zgłoskowymi wierszami i to konsekwentnie 

przez całą pieśń nieraz kilkanaście zwrotek liczącą — podobnie jak 

to trafiało się z czterowierszem siedmio i ośmiozgłoskowym sche- 

a a b b „^ ,,,..,.,, 

matu -= ^. W szczególności pieśni, które należą do opowieści 

wędrownych okazują częstokroć kilka bardzo interesujących wersyi. 
Np. pieśń „Przyśniło się Kasiuleńce" z cyklu „Żeglarz" zachowała 
się w kilku formach. Wersya h ^) jest cała w dwuwierszu 14-o 
zgłoskowym 2): 

Przyśniło się Kasiuleńce, w łóżeczku, 

Ze utonął jej Jasieniek, po morzu płynący, etc. 

(dziewięć zwrotek) 

wersya h daje mieszaninę 12-o i 14-o zgłoskowego wiersza: 

Stoi koń przed sienią, pięknie osiodłany, 

I odjeżdżam ma najmilsza, jestem twój kochany, etc. 

(8 zwrotek). 



») O. Kolberg 1857 nr. 9 n. 

') Tejże formy 1. c. 10 h. 38 a. 1. c. VI. 22. 



262 H. WINDAKIKWICZOWA 

wersy a k zaś daje dwuwiersz 13-o i 14-o zgł.: 

Stoi jawor zielony, złotem pokrapiany, 

Oj jużci mnie już odjeżdża najmilszy kochany, etc. 

(dwanaście zwrotek) 

wreszcie wersye a i d przedstawiają mieszaninę rozmaitych dwu- 
wierszy jak 12 i 13, 12 i 14, 12 i 12: 

Śniło się Marysi, na łóżku leżącej, 12 

Ze jej Jasio utonął, przez morze płynący. 13 

Rybac}'^; rybacy, przez Boga żywego, 12 

Czyście nie widzieli Jasieńka mojego? 12 

Widzieli, widzieli, ale nieżywego, 12 

W środku morza płynącego, mieczem przebitego. 14 

Skoczyła Marysia z brzegu wysokiego, 12 

I wyrwała miecz ostry z boku Jasiowego, etc. 13 

(zwrotek 6, wersya d^ zwrotek 12) 

Z innych pieśni wędrownych spostrzegliśmy jeszcze przykłady 
zwrotki 12 i 14 zgłoskowej, mianowicie: 

A moja kochana, a moja wdowuniu, 

A przyjmijże mnie żołnierza, na nockę do domu. etc. 

1. c. 24 a. 
Również w piosence dworskiej zapewne: 

Gdzie odjeżdżasz Jasiu, Jasiuleczku panie; 

Na bankiecik do Warszawy, Marysiu kochanie, etc. 

1. c. 28 a. 

Na tern kończymy przegląd gatunków wiersza używanego 
w pieśni ludowej. 

O wierszu 3 i 4-o zgłoskowym nie wspomnieliśmy, bo poja- 
wia się on najczęściej tylko jako składowa częśó zwrotki 5-cio wier- 
szowej , o której w ostatnim rozdziale naszej pracy powiemy. 
Wiersze te pojawiały się również w zwrotce 6-cio wierszowej. 
Jednym z rzadkich przykładów zwrotki, w której przeważa wiersz 
trzyzgłoskowy, jest następująca piosenka pasterska, którą jako cie- 
kawostkę cytujemy: 



STUDYA NAD WIRRSZKM I ZWKOlKĄ ['OBZYI POLSKI KJ LUDOWKJ 26<J 

Pasturze 

Na górze 

Bydło już we wsi. 

Sej noga 

Proś Boga 

Żeby się ześli. 

Turlu-lu 

Turlu-lu. O. K. Maz. IV. 404. 



ROZDZIAŁ VIL 

Zwrotka pięciowierszowa. 

Zwrotka ta pojawia się dość obficie w rozmaitych działach 
pieśni popularnej — wyjąwszy rzetelnie ludowe grupy. Np. gdy 
trafi się obrzędowo-weselna pieśń tej formy, zaraz spostrzeżemy, że 
to jest parafraza pieśni dawniejszej formy, prostszej, najczęściej 
dwuwiersza z refrenem lub bez. Np. pieśń pożegnalna: „A siadaj ze, 
siadaj, Mar37Ś kochanie" w zwrotce pięcio wierszowej, chociaż typu 
popularnego, bo należąca do pieśni powtarzających, przecież posiada 
pierwowzór w pieśni dwuwierszowej. Oto obiedwie pieśni: 

1 A siadaj ze siadaj, Maryś kochanie 
A juz nic nie nada twoje płakanie. 

Juz nie nada, nie pomoże, 
Ctery konie stoją w wozie. 
Juz zaprzężone. 

A jakże ja będę z tobą siadała, 
Kiedy ja się z ojcem nie pożegnała. 

Ostaj z Bogiem panie ojce. 

Bywały tu za mnie goście, 
Teraz nie będą. 

2 A siadaj, siadaj, Maryś kochanie 

A juz nic nie nada twoje płakanie. 
Juz nie nada, nie pomoże 
Ctery konie stoją w wozie 
Juz zaprzężone. 



264 H. WINDAKIEWICZOWA 

A jakże ja będę z tobą siadała, 
Kiedy ja się z matką nie pożegnała. 

A zegnaj ze moja matko 

Chowałaś mnie pięknie gładko 

Teraz nie będzies. itd. O. K. Maz. I. 107. 

Pieśń dwuwierszowa 8 zgł., pierwotna, ma zamiast powyższych 
omówień w rodzaju strofy i antistrofy tylko esencyonalną część 
treści pożegnalnej, mianowicie: 

1) Juz się żegnam z tobą ojce 
Bywali tu za mnie goście, 

Teraz nie będą. 

2) Juz się żegnam z tobą matko, 
Chowałaś mnie ślicznie, gładko, 

Teraz nie bandzies. 

3) Juz się żegnam z tobą siostro, 
Trzymałaś mnie bardzo ostro, 

Teraz nie bandzies. etc. 1. c. IV. 26. 

Zwrotka ta więc nie należy właściwie do form obrzędowych, 
jednakże gdy, jak powyższa, należy równocześnie i do 5-o wier- 
szowych i do refrenowo-powtarzających, wtedy możemy ją uważać 
za bardziej swojską na terenie ludowym. Takiemi są pieśni: „Hej 
dobranoc temu domowi" (O. K. Maz. IV. 67); „Gospodarze gmu- 
rzy" (1. c. IV. 66) i inne notowane przy omawianiu pieśni refre- 
nowych 1). 

Zwrotka pięcio wierszowa przedstawia dość wielką bujność 
form i w wielu rozmaitych działach pieśni ludowej spotyka się. 
Jest to przybysz chwilowy bez stałego miejsca pobytu. Najczęściej 
w formie tej mamy piosenki erotyczne. 

Najstalszym typem jest zwrotka metaboliczna z wierszy trzyna- 
sto, ośmio i pięciozgłoskowych, rymowana aabbc ew. aahbC rzadziej 
aahha^ i to tylko przy formach z wierszy krótszych (8, 7 i 3 zgł.) 
zdarza się ten rym obejmujący. Jak wszędzie, tak i tu zaznaczyć 
możemy, że śpiewki czysto liryczne mają zwrotkę przeważnie wier- 



*) Część I tej pracy. 



8TUDYA NAD WIKRSZIOM I ZWKOTKĄ POKZYl POLSKIKJ LUDOWKJ 265 

szem krótszym, w dziadowskich zaś. kolgdach etc. pierwszy wy- 
mieniony tu typ przeważa. Wzór schematu: — ^ — ^ — ^: 

Wszystkać moja nadzieja w tej torbie skórzanej, 
Co ją mój ojciec nosiuł z dziadów powołany. 

Bo gdzie tylko z nią usiędę. 

To głosu mego dobędę, 

Wnet ją napełnią, etc. O. K. Lud VI. 429. 

Inne tegoż schematu: 

„Posłuchajcie panieneczki, co wam zanucę" (1. c. XII. 315) 
„Jedna lipka w ogródecku, a w sadecku dwie" (O. K. Maz. IV 
60); „A i wy tez matuleńku swój rozum miejcie" (1. c. III. 71) 
„Czemuźeś mnie matuleńku za mąż wydała" (O. K. Lud XX. 290j 
„A mój Boże, mocny Boże, dziś pochmurny dzień" (1. c. XII. 164) 
„Naści tobie pani matko zasługi moje" (O. K. Maz. III. 356) 
„A czy ja śpię, czy ja jadę, czy u roboty" (O. K. Lud XII. 244) 
„Moi mili przyjaciele, co mi radzicie" (1. c. XX. 324). 

Drugi wzór bardzo rozpowszechniony z wierszy lO-o, 8-o 

i 5-0 zgłoskowych: — — - — ^ służy wyłącznie piosenkom lirycznym, 

czasem satyry czno-opiso wy m, jak np. znana w całej Polsce: 

Owo ja mazur tęgo bogaty. 
Świecą się na mnie prześlicne saty, 
Kosulecka dreliskowa, 
Nakształt niby muślinowa, 

Dratwami syta. etc. O. K. Lud VI. 371. 

Tu należy wyżej cytowana „Oj siadaj, siadaj" i „O chmielu" 
(O. K. Maz, IV. 81) pieśń istotnie weselna, ale którą również ma- 
my w formie dwuwierszowej ^). Inne tej formy: „Jezus Maryja, już 
mnie mąż bije" (O. K. Lud XII. 157); „Siądźmy se Jasiu, przy tej 
dolinie" (1. c. XVI. 462); „Wziąłem po ojcu posagu wiele" (1. c. 
XII. 482); „Mam ci ja Jasiu swej roli staje" (1. c. XXL 78). 

Tejże formy o schemacie rymowym a ab ba: 

Byłam ja tamój wcoraj we dworze, 
Mówili o nas Józiu nie dobrze. 

*) O. K. Maz. 



266 H. WINDAKlEWJCZoWA 



Żeśmy z sobą siadywali, 
Po kącikach rozmawiali, 
Józiu niebożę, etc. O. K. Maz. IV. 305. 



■rrr . . , ttahl) C 

Wzory mniej częste: 



12—6-5 



Ach ja niescęśliwa. co ja ucyniła 

Ze ja swój wianecek, marnie utraciła. 

Za cerwony złoty 

Postradałam cnoty 

Franusieńkowi, etc. zwrotek 16. O. K. Lud VI. 453. 

Schemat: — — = — ^. Wiersz 12-o zgłoskowy o podziale 1-\-b 

nie mającym prawie przykładu w pieśni ludowej: 

Hej pamiętaj dziewcyno, Pan Bóg cię skarze, 
Ja się w tobie zakochał, nie chcesz żyć w parze. 

Cy ja jestem kalika, 

Cy ja ni mam konika, 

Dziewcyno moja. itd. O. K. Lud XVI. 447. 

(2, aahhc rj , • - • , ■ » 

bchemat: — j — ^ — --'. „Zaśpiewajmy piesni panu nowemu" 

(Kolęda O. K. Maz. III. 25). 

Zwrotka krótszym wierszem daje formę nieco wykwintniej- 
szą, bo niemal stale z rymem obejmującym. Typem takiej zwrotki 

schematu: ^ — - — ~ może być piękna piosenka przy weselu śpie- 
wana: (powszechna) 

Pod borem sosna gorzała, 
Pod nią dziewcyna siadała. 
Iskry na nią padały, 
Suknie na ni gorzały 
Az do dnia. 

Przyjechał do ni pin stary. 
Prosił o wianek rucianj^ 
Nie ddm ja ci wianecka, 
Boć ja grzecna dziśwecka 
Tyś stary. 



STUDYA NAD WIKRSZEM I ZWROTKĄ l'OEZYl POLSKIEJ LUDOWEJ 267 

Przyjechał do ni pan średni, 
Prosił o wianek, o śrebny. 
Niedam ja ci wianecka, 
Boó ja grzecna dziśwecka, 
Tyś średni. 

Przyjechał do ni pśn młody, 
Prosił o wianek, o złoty. 
Nie dam ja ci wianecka 
Boć ja grzecna dziśwecka 
Tyś młody. 

Przyjechał do ni młodzieniec, 

Ona nie wió, co mu rzec, etc. O. K. Maz, I. 198. 

Inne tej formy „Wstawaj Jasieniu" (I. c. IV. 83); „A widział 
ja rano dzisia" (O. K. Lud XII. 216). Tenże schemat z odmianką 

r^ r. . j. r- ' „Gdzicżeś chodziła Dorotko" (1. c. VI. 316). 

8, 8, 4, 4, 5 " ^ ^ 

Ładną zwrotkę tworzy złożenie 8-o i 5- o zgłoskowych wier- 

- a a b h a 

szy schemat g^_-g-g: 

Hej z góry z góry 

Jadą mazury. 

Jedzie, jedzie mazureczek, 

Wiezie, wiezie mi wianeczek, 

Rozmarynowy. 1, c. II. 145. 

Z rymem męskim w dwuwierszu początkowym: 

Czemużeś mnie brał, 

Kiedyś nic nie miał. 

Patrzałeś na mą urodę. 

Ja ci robić nie pomogę. 

Teraz będziesz miał. O. K. Maz. IV. 102. 

®'''"*'"="^ 55665 = 

Przyleciał gawron, 
Przed rybaczki dom. 



268 H. WJNDAKIKWICZOWA 



Usiad w okieneczku 

W rucianym wianeczku 

Roztoczył ogon. etc. O. K. Lud XII. 141. 

Odmianka ładna schematu ^ = : 

o — O 

A kto chce rozkoszy użyć, 

Niech idzie do wojska służyć, 

Tara się naje i napije, 

Tam on rozkoszy użyje. 

Gorzkich łez jego. 1. c, XII. 500 

której jednak piąty wiersz bywa refrenem jak np. w pieśni: „Wy- 
szła panna przede wroty" (1. c. 359). To byłyby mniej więcej 
wszy.stkie odmianki zwrotki pięciowierszowej. Dodamy tu jeszcze 
jedno jej rozszerzenie tworzące schemat trzydzielnej 8-o wierszowej 

, . aahhcdde --i 'vj iu;i 

zwrotki: —^ — - — ^— ^ — =. Uytujemy ją jako wzór ladny, ale bardzo 

rzadko spotykany. 

Ej mój Jezu co takiego, co pochmurny dzień, 
Co nie widać Jasia mego, już drugi tydzień. 
Ockim sobie zapłakała, 
Główkę sobie sfrasowała, 
Wszystko dla niego. 

O wianeczku z białej róży, 
Mój Jasinek innej służy. 
Matulu moja. 

Miło było matulince słuchać muzyki, 
Kiedy grali pod okienkiem kieby słowiki. 

Grali, grali na dobry dzień, 

Grali, grali cały tydzień, 
Matuli mojej. 

A mnie teraz jest nie miło 
Roboty mnie ucyć było 

Matulu moja. O. K. Maz. I. 



STIIDYA NAD WIERSZEM I ZWROTKĄ POEZYI ł'OI,SKIKJ LUDOWEJ 



269 



Pieśń powyższa jest jednak tylko parafrazą wersyi innych 
w formie pięciowierszowej ^). 



Treść części I-szej. 

Rozdział I. Opisanie wiersza pieśni ludowej. Wiersz zda- 
niowy. Zdaniowy z odcinkiem trzyzgloskowym. Charakter melodyi. 
Grupy pieśniowe, w których wiersz ten jest panującym: Inwokacye 
weselne; pieśni dożynkowa. Wiersze ry tmi czne. Wzór pierwszy 
o dwu przestankach; grupy sylabiczne zgodne z motywem melodyj- 
nym. O akcencie w tym wierszu. Wzór drugi o jednej średniówce 
i stale umiejscowionych akcentach. O charakterze dwu głównych grup 
akcentowych w poezyi ludowej , wytwarzających dwa charakterysty- 
czne rytmy wierszowe: trochaiczny i daktyliczny * . 175 — 185 

Rozdział II. Części składowe zwrotki. Parison. Rymy samo- 
głoskowe. Concatenatio. Asonancya. Kym i różne jego rodzaje. Refren. 185 20i 

Rozdział III. Zwrotki refrenowe. 1° Zwrotka wyliczająca. 2" 
Zwrotka stychiczno-refrenowa. 3° Zwrotka dwuczęściowa sześciowier- 
szowa 204-218 



Treść części ll-giej. 

Rozdział I. Wiersze siedmio i ośmiozgłoskowe. Wiersz dziewię- 

clozgłoskowy. Zwrotki dwu, cztero i sześciowierszowe z tychże wierszy, 218—234 

Rozdział II. Wiersz dwunasto i sześciozgłoskowy 234 — 239 

Rozdział III. Wiersz dziesięciozgłoskowy 234—239 

Rozdział IV. Wiersz jedenastozgłoskowy 245 — 249 

Rozdział V. Wiersz trzynastozgłoskowy 250—254 

Rozdział VI. Wiersz czternastozgłoskowy 255—263 

Rozdział VII. Zwrotka pięciowierszowa 263 — 269 



») O. K. Lud XII. 164, O. K. Maz. IV. 55. 



święta żydowskie 

w przeszłości i teraźniejszości 



przez 
Reginę Lilientalową. 



Część II. 

Do trzech wielkich świąt przekazanych przez tradycję a omó- 
wionych w części I-ej pracy niniejszej, księga Leviticus ^) dorzuca 
jeszcze dwa: „Dzień trąbienia, t.j. późniejsze Rosz-Haszana (Nowy 
rok) i Jom-Kippur (Dzień Odpuszczenia). Aby nie dzielić tego, co 
pozostaje z sobą w związku, nie podawałam świąt w porządku ka- 
lendarzowym i Nowy rok rozważam po Sukoth, aczkolwiek przy- 
pada wcześniej. Zarówno Rosz-Haszana jak Jom-Kippur nazwalam 
świętami religijnemi 2), chociaż bowiem zogniskowały w sobie ob- 
rzędy nie mające nic wspólnego ani z synagogą ani z kultem Je- 
howy, przecież urobiły się pod wpływem pewnego i określonego 
już systematu religijnego. 

Rosz-Haszana, t. j. „początek roku" 5), pierwsze ze świąt je- 
siennych, przypada pierwszego dnia siódmego miesiąca, zwanego 
Tiszri i trwa dwa dni. Żydzi uważają święto to za pamiątkę stwo- 
rzenia świata, mówiąc: „Dzień ten jest rozpoczęciem dzieła Two- 
jego, wspomnieniem dnia pierwszego" *), także — za dzień sądu 



») 23, 24. 27. 

') Ob. część I-% tej pracy str. 9. 

') R08Z ^f^ - znaczy głowa, wierzchołek, początek, zaś szana T^ZXO rok. 
*) Uwtęp /, modłów zwanych Zichroiiuth a w tym dniu odmawianych Obacz 
też spór r. Eliazera z r. Jehoszu.i na temat pory stworzeuia świata w części I-ej 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 271 

(jom hadin) i za początek roku cywilnef^o; a wszystko to na pod- 
stawie Talmudu i), gdyż ani jako Nowy rok ani jako Dzień sądu 
nie występuje on w Piśmie Św., które zowie go „świętem przypo- 
minania trąbą" '^) i „dniem trąbienia" ^). „Oświadcz synom Izraela 
i powiedz: „miesiąca siódmego, pierwszego tegoż miesiąca, będzie 
u was święto uroczyste, przypominanie trąbą" *). „Miesiąca sió- 
dmego, pierwszego dnia miesiąca zgromadzenie świąteczne będzie 
u was;... dniem trąbienia będzie on wam!" ^). I dopiero w Misznie"), 
gdy jest inowa, iż cztery razy do roku sądzonym jest świat, a mia- 
nowicie: w Pesach ^) - zboże, w Szabuoth s) — płody drzewne, w Su- 
koth ^) — wody deszczowe, znajdujemy, że w Rosz-Haszana „wszy- 
scy mieszkańcy świata przechodzą przed Nim niby benemaron", tj. 
niby owce sądzone każda pojedynczo ^o). Według Tosefty ^i) sąd nad 



tej pracy, str. 11 dop. 2, do czego dodam, iż według pierwszego z nich praojco- 
wie urodzili się w Tiszri, umarli w Tiszri i w Tiszri świat będ/.ie zbawiony, gdy 
dragi składa to wszystko na miesiąc Nisan. (Talmud, traktat Rosz-Haszana 10 b 
i 11 a). Midrasz Wajikra rabba 29 (w niemieckim przekładzie dra Augusta Wiin- 
sche. Lipsk 1884 r.) podaje, iż myśl stworzenia człowieka przyszła Bogu w pierw- 
szej godzinie pierwszego dnia w roku, tj. pierwszego dnia siódmego miesiąca. 

*) Miszna, tr. Rosz-Haszana 1, 1. 2. 

2) T. j. „sabbathon zichron therua" (nj^nr p"13J i'i'^3^) i tak nazywają go 
Samarytanie, tylko że słowo „therua" rozumieją nie jako uderzenie w surmę, lecz 
jako chwałę bożą, którą wyrażać należy głosem donośnym. (A. Cowley. ,,The Sa- 
maritan liturgy and reading of the law w The jewish ąnarterly review. Tom VII 
1894 r. Londyn, str. 128; także Dr Siegmund Hanover. Das Festgesetz der Sa- 
maritaner nach Ibrahim ibn Jakub. Berlin 1904 r. str. 44. 

') T. j. „Jom therua" ("^J^^l"!?? QVf i tak nazywają go Karaici (chociaż w ka- 
lendarza nosi oficyalną nazwę Rosz-Haszana\ lecz „therua" objaśniają podobnie 
jak Samarytanie (Dr Zunz. Die Ritus des synagogalen Gottesdienstes geschichtlich 
entwickelt. Berlin 1859 r. str. 158; także Dr S, Hanover. Das Festgesetz der Sa- 
maritaner itd., str. 30). *) Leriticus 23, 24. 

5) Numeri 29, 1. «) Tr. Rosz-Haszana 1, 2. 

') O tem święcie w części I tej pracy, str. 10. 

8) T. j. w święto Tygodni — obacz tamże str. 44. 

^) T. j. w święto Szałasów — tamże str. 62. 

'") Tłomacz Talmudu, Lazarus Groldschmidt, w dopisku do tr. Rosz-Haszana 
na str. 328 objaśnia, że „benemuron" znaczy „skokiem baranim". Wyraz ten roz- 
maicie pojmowali już amoreici, zarówno palestyńscy jak babilońscy, powiada N. 
Pereferkowicz w dopisku do tłomaczonej przez siebie Miszny, tr. Rosz-Haszana 
1, 2; wedle niektórych, ma to oznaczać, iż detiluja jako tylna straż przed swym 
dowódcą (Talmud jerozolimski, tr. Rosz-Haszana 1, 3, w przekładzie francuskim 
M. Schwaba. Paryż 1883 r.). 

") Tr. Rosz-Haszana 1, 13. 



272 R. LILIENTALOWA [3] 

wszYstkiem dokonywa się w Nowy rok, a różnice poglądów r. Meira 
i r. Jehudy dotyczą jedynie pory wydawania czyli podpisywania 
wyroków ^). R. Jose twierdzi ^), że sąd nad człowiekiem odbywa się 
codzień. stosownie do słów 2): „Że go nawiedzasz z każdym poran- 
kiem, a każdej chwili go doświadczasz", lecz wierzenie to bladło 
wobec skupiającego w sobie ten atrybut jednego dnia w rokn. 

Nazwę „Nowy rok" po raz pierwszy napotykamy u Eze- 
chiela^), dopiero jednak Miszna^) wyraźnie określa dzień ten jako 
początek roku cywilnego, orzekając, że pierwszy Tiszri jest nowym 
rokiem dla lat zwykłych, sobotnich i jubileuszowych. Zakon Moj- 
żeszowy nakazuje w dniu owym zgromadzenie świąteczne^), ofiary''), 
wypoczynek^) i to rozwija Talmud ze szczególnem uwzględnieniem 
nakazu odnośnie trąbienia, poświęcając karty traktatu Rosz-Haszana 
głównie temu a także procedurze świadczenia o nowiu księżyca. 
Gdyż, aby się stało zadośó słowom ^): „Oto uroczystości Wiekuistego, 
zgromadzenia świąteczne, które obwieszczać macie w czasie swoim", 
należało ściśle oznaczyć pojawienie się „nowego" księżyca'^), o czem 



*) R. Meir twierdzi, że wszelkie wyroki podpisują się w Dnin Odpnsta, 
gdy r. Jehuda w imieniu r. Akiby orzeka, iż każda rzecz ma swoją na to porę, 
a więc na zboże zapada wyrok w Pesach, na płody drzewne — w Szabnoth itd. 
O tern też Talmud, tr. Rosz-Haszana 16 a. 

2) Tosefta, tr. Kosz-Haszana 1, 13; też Talmud, tr. Rosz-Haszana 16 a. 

8) Ijob 7, 18 — w polskim przekładzie dr, J. Cylkowa. Kraków 1903 r. 

'-) 40, 1. 

*) Tr. Rosz-Haszana 1, 1. 

«) Leviticu8 23, 24; też Numeri 29, 1. 

') Leyiticus 23, 25; Numeri 29, 2—6. 

8) Numeri 29, 1. 

») Leyiticus 23, 4. 

^•') Z tego powodu dla Nisan i dla Tiszri wolno było świadkom o nowiu 
świadczącym nawet sabat naruszyć, co za czasów świątyni, gdy w nów ofiary 
składano, czyniono dla każdego miesiąca. (Miszna, tr. Rosz-Haszana 1, 4; Tal- 
mud, tenże traktat 19 b i 21 b). Badaniem świadków, tj. sprawdzaniem postrze- 
żeń zajmował się Beth-din (Synhedryon), szło bowiem oto, w jakiej postaci księ- 
życ ukazał się świadkowi. R. Gamaliol miał tablicę z wyobrażonemi na niej fa- 
zami księżyca, na które wskazując, pytał świadka (Miszna, tr. Rosz-Haszana 2, 

6. 8; Talmud, tenże traktat 23 b i 24 a; także tr. Aboda Zara 43 a). „Nowy" 
księżyc, objaśnia N. Pereferkowicz w przypisku do Miszny, tr. Rosz-Haszana 2 

7, oczekiwany był wieczorem 29-go dnia miesiąca i spostrzodz go wtedy znaczyło 
zobaczyć go „w poro" ; wówczas naoczni świadkowie przychodzili z wieścią tą do 
Beth-dinu i następnego dnia, który uchodził za 1-y dzień nowego miesiąca, poświę- 
cano „nowy" księżyc. Jeżeli zaś wieczorem 29-go nie dojrzą o księżyca, czyli że 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIK 273 

Z pomocą sygnałów ogniowych z góry Oliwnej ^), a w późniejszych 
czasach przez posłów-) uwiadamiano Żydów innych miast i miej- 
scowości Palestyny, Syryi i Babilonii ^). Ponieważ zaś po za Pale- 
styną wzbronione było ustanawianie dni nowiu*), więc w miejscach 
oddalonych od Jerozolimy, np. w Egipcie, dokąd wiadomość tak 
prędko dojść nie mogła, obchodzono nów przez dwa dni, t.j. 30-go 
i Hl-go mijającego miesiąca ''). 

A gdy tylko Beth-din poświęcił miesiąc (Tiszri), sąd Boży 
się rozpoczynał, głosi Tosefta "), jako że Bóg stosuje się do uchwał 
ziemskiego trybunału^) i skoro ten — dzień pierwszy w roku ozna- 
czy, nakazuje Wiekuisty przygotować trybuny dla obrońców i o- 
skarży cieli ^); bowiem co „ustawą dla Izraela, prawem Panu Ja- 
kóba" 9). 

Jeszcze bardziej drobiazgowo omawia Talmud akt trąbienia, 



nie był dostrzeżony „w porę", to świadkowie mogli nie przychodzić do Beth-dinu, 
gdyż wówczas 31-y ubiegłego miesiąca poczytywano za 1-y nowego miesiąca. 

1) Miszna, tr. Rosz-Haszana 2, 2 — 4; Talmud, tenże traktat 22 b i 23 a. 

*) Z powodu Samarytan, którzy, dając sygnały ogniowe w niewłaściwym 
czasie, w błąd wprowadzali ogół. (Miszna, Rosz-Haszana 2, 2). 

3) Aleksandrya nie jest wymienioną, ponieważ miała swój własny kalen- 
darz. 

*) Talmud, tr. Berakhoth 63 a. 

5) Dziś tak się rzecz ma, że o ile miesiąc ma dni trzydzieści, to i 30-y, tj. 
ostatni dzień ubiegającego miesiąca i 31-y jako pierwszy dzień nowego miesiąca 
uchodzą za dni nowiu; i tylko wówczas obchodzą nów przez dzień jeden, gdy 
miesiąc ma 29 dni. Wątpliwości odnośnie ustanowienia dnia nowiu i stąd wyni- 
kłe podwojenie głębokiej widać sięgają starożytności, gdyż oto, co nam podaje I 
księga Samuelowa (20, 27. 34): „A gdy przyszedł wtóry dzień po nowiu, zaś zo- 
stało próżne miejsce Dawidowe. I rzekł Saul do Jonathy, syna swego : Czemu nie 
przyszedł syn Izai ani wczora ani dziś jeść?" „Wstał tedy Jonathas od stołu 
w gniewie zapalczywości i nie jadł chleba wtórego dnia nowego księżyca". (Prze- 
kład ks. Wujka). To samo było u Sabejczyków, którzy przez dwa dni nów świę- 
cili. (Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier und der Ssabismus. Petersburg 1856 r. Tom 
I str. 539). Z tej przyczyny, tj. wskutek niedoskonałości wiedzy kalendarzowej po- 
chodzi również święcenie Nowego roku przez dwa dni, które mędrcy epoki tal- 
mudycznej jako jeden dzień rozważają (Miszna, tr. Erubin 3, 7. 8). 

«) Tr. Rosz-Haszana 1, 12; Talmud, tenże traktat 8 b. 

7) Midrasz Debarim rabba 2, 3 (W przekładzie niemieckim dra Augusta 
Wiinsche. Lipsk 1882 r.). 

8) Talmud, jeroz., tr. Rosz-Haszana 1, 3; Pesikta 53 b i 54 a (wydanie 
Bubera). 

9) Psalm 81, 5. 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LII. 18 



274 K- LILIKNTALOWA 

rozwodząc się nad rogiem — szofarem i jego tonami i). Wszelkie 
np. rogi uznane zostały za odpowiednie prócz krowiego -). lecz r. Je- 
huda orzekł ^j, iż w Rosz-Haszana w rogi baranie dąć należy. Szo- 
far, którym się w dniu tym posługiwano, był prosty, otwór miał 
wyłożony złotem*), a po bokach jego znajdowały się dwie trąby, 
t. z. chacocry. Przez róg wydawał trębacz dźwięk przeciągły 
w przeciwieństwie do krótkiego tonu trąb, ponieważ główny nacisk 
spoczywał na rogu ^) i po za świątynią trąbiono tego dnia tylko 
w szofar ^). Róg uszkodzony niezdatny był do użycia '), a w wy- 
padku, gdy jeden róg w drugim się znajdował, przepisowi czynił za- 
dość dźwięk, pochodzący z rogu wewnątrz umieszczonego^). Wszy- 
scy byli obowiązani wysłuchać dźwięków szofaru w Rosz-Haszana 9) 
i każdy, z wyjątkiem głuchoniemych i małoletnich i") a także — jak 
dodaje Tosefta ^^) — kobiet i niewolników i^}, mógł innych od tego 
obowiązku wyzwalać i"). Po zatem rozpisuje się Miszna nad kolej- 
nym porządkiem modlitw w Rosz-Haszana. 



*) Talmud, tr. Rosz-Haszana 33 b, 34 a, 34 b. 

2) Gdyż przypomina grzech złotego cielca (Midrasz, Wajikra rabba 27, 22). 

*) Miszna, tr. Rosz-Haszana 3, 5. 

*) Lecz nie w miejsca, którego trębacz dotyka ustami (Talmud, tr. Rosz- 
Haszana 27 b) 

= ) Miszna, tr. Rosz-Haszana 3, 3, gdy towarzyszenie trąb oparte jest na 
słowach Psalmu (98, 6): „Na trąbach i głosem surmy wykrzykujcie przed królem, 
Bogiem". 

*) Maimonides. Miszne Thora. Szofar 1, 2. 

') Talmud, tr. Rosz-Haszana 27 b. 

^) Tosefta, tenże traktat 3, 4. 

9) Tamże 4, 1. 

i«) Miszna, tenże traktat 3, 8. 

>i) Tenże traktat 4, 1. 

12) W dziedzinie religijnej u Żydów jest kobieta w wielu wypadkach zrów- 
nana z niewolnikiem. Śluby, jakie czyni niewiasta, mogą ojciec lub mąż utwier- 
dzić lub znieść (Numeri 30, 4—14), a już naj dobitniejszym wyrazem jej poniże- 
nia jest codzienna modlitwa poranna, w której mężczyzna dziękuje Bogu, że go 
nie stworzył niewiastą. Niewątpliwie są to szczątki pasterskiego okresu, w któ- 
rym kobieta upośledzone zajmowała stanowisko, kiedy to panem rodziny był mąż 
sam trzody pasący i sam krzątający się koło dobytku. Koran również poniża ko- 
bietę, uważając ją za „pozbawioną wszelkiego poznania" (16, 80; ob. też 4, 38. 
228; 42, 17 — w polskim przekładzie Jana Murzy Tarak Buczackiego. Warszawa 
1858 r. 

'3) T. j. trąbić, aby drudzy słyszeli, a tem samem obowiązek swój wy- 
pełniali. 



ŚWIKTA ŻYDOWSKIE 



275 



I tak to „Dzień wspomnienia i trąbienia" urósł do powagi 
dnia sądu, sądu bardzo po ziemsku pojętego, jak to później zoba- 
czymy, i — dnia pierwszego w roku. 

Poszukajmy pierwiastków, które na owo przeobrażenie się 
złożyły, rozpatrzmy każdy składnik poszczególnie, a może z chaosu 
obrządków wyłoni się pierwotne jądro tego święta. 

Odrazu uderza nas szczegół, że Rosz-Haszana przypada na 
nów (jedyne święto obchodzone pierwszego dnia miesiąca) i że 
ten pierwszy dzień siódmego miesiąca tak akcentuje Pięcioksiąg^); 
aby jednak zrozumieć znaczenie pierwszego dnia siódmego miesiąca, 
musimy pierwej się dowiedzieć, czem był dla starożytnych Hebraj- 
czyków pierwszy dzień każdego miesiąca. 

Otóż nów czyli początek miesiąca, a raczej początek odnowie- 
nia miesiąca (rosz-chodesz) obchodzili Hebrajczycy uroczyście. Gdy 
błysk rodzącego się na niebie księżyca wskazywał chwilę nowiu^), 
kapłani z wieży, srebrnemi trąbami, ogłaszali o tem ludowi, który 
na owo hasło na służbę bożą śpieszył — otwierano bramę dworca 
wewnętrznego świątyni 3) i składano ofiary. O ofiarach w dzień no- 
wiu wzmiankują już księgi Samuelowe*), a Pismo Św. szczegółowo 
nad tem się rozwodzi s). „A na nów miesięcy waszych przynosić 
będziecie na całopalenie Wiekuistemu: cielców młodych dwa, barana 
jednego,jagniąt rocznych siedm, zdrowych". „I trzy dziesiąte efy mąki 
itd." „Oto całopalenie od miesiąca do miesiąca przez wszystkie miesiące 
roku". Ezechiel ^) wprawdzie podaje mniejszą liczbę ofiar na nów, lecz 
stawia go w jednym rzędzie ze świętami i sabatami^). W nów świę- 
towano, o czem wyraźnie mówi Amos^): „Kiedyż przeminie nów, 
abyśmy kupczyli zbożem..." a także ucztowano, na co znów wska- 



1) Leviticus 23, 24; Numeri 29, 1. 

2) W braku narzędzi astronomicznych, kierowano się naocznemi spoetrze- 
żeniamii o czem była już mowa na str. 3 (dopisek 10) niniejszej pracy. 

3) Ezechiel 46, 1. 

4) I 20, 6; także Ezra 3, 5: Nehemiasz 10, 33; I Kronika 23, 31; II Kro- 
nika 2, 4; 8, 13; 31, 3. 

5) Numeri 28, 11. 12. 14. 

6) 46, 6: -A na dzień nowiu cielca młodego, zdrowego i sześcioro jagniąt 

i barana. 

') 45, 17. 

«) 8, 5. 

18* 



276 R- LILIENTALOWA 

żują słowa Dawida do Jonathy:^) „Oto jutro jest nów miesiąca, 
a ja wedle obyczaju zwykłem siedzieć podle króla, abym jadł..." 
Zrozumiałym też się staje ustęp z księgi Królów: 2) ,,Dlaczegóż 
idziesz do niego? Dziś nie jest nów ani sabbath...", gdy dowiadujemy 
się 3), że w sabaty i w nowie jako w dni świąteczne szło się do 
męża bożego, t. j. że obowiązkiem było wtedy, jak tłómaczy Tal- 
mud*), odwiedzić mistrza. W radosny dzień nowiu nie wolno było 
ciała umartwiać ^), postu publicznego naznaczać ^), ani mowy po- 
grzebowej wygłaszać ^), a niewiasty nie zawodziły wtedy t. z, „kiny" 
t. j. pieśni żałobnych®). Z czasem nów stracił na powadze i Tal- 
mud ^j przyzwala już na pracę, lecz zarówno w wiekacli średnich^*'), 
jak i dziś pobożniejsze żydówki nie szyją w rosz-chodesz i^), a Szul- 
chan aruch^^) chwali ten zwyczaj. Nikt także wtedy paznogci ani 
włosów nie ucina i^), chłopcy tylko pół dnia spędzają w chederze^*), 
wszyscy ubierają się prawie odświętnie ^^) i lepsze potrawy poja- 
wiają się na stole ^^). 



1) I Samuelowe 20, 5 (przekład ks. Wujka). 

2) II 4, 23 (przekład ks. Wujka). 

^j D. Rudolf Kittel w objaśnieniach do II Królów 4, 23 (Die Biicher der 
Konige iibersetzt und erklart voa D. Rudolf Kittel. Getynga 1909 r.). 
*') Tr. Rosz-Haszana 16 b. 

5) Judith «, 6. 

6) Miszna, tr. Taanith 2, 10; Talmud, tenże traktat 10 b i 17 b. 

') R. Gamaliel uczcił mową pogrzebową matkę ben Zazy nie dlatego, iżby 
była tego godną, lecz aby lud wiedział, że Beth-din nie poświęcił był jeszcze no- 
win (Talmud, tr. Rosz-Haszaua 25 a). 

8) Miszna, tr. Moed Katan 3, 9. 

9) Tr. Chagiga 18 a; tr. Megilla 22 b. 

10) larael Abraharas. Jewish life in the middie ages. Londyn 1896 r. str. 
154. (Nie przędły w nów i wogóle unikały wtedy pracy). 

**) Głównie bowiem płeć żeńska, ten z natury swego społecznego stanowi- 
ska bardziej konserwatywny element, pielęgnuje stare zwyczaje. 

**) Orach Chaiim § 417 a. O tym kodeksie Karo-Isserlesa !ob. część I-sza 
pracy niniejszej, str. 8 i 9. 

1') Zakaz ten znajduje się w'testamencie r. Jehudy Chasida, kabalisty z 1-ej 
połowy 13 wieku (Moses Briick. Rabinische Cereraonialgebrżiucha in ihrer Ent- 
stehung und geschichtlichen Entwickelung. Wrocław 1837 r.). 

'*) Dawniej cały dzień świętowali. 

*5j W średniowieczu niewiasty przywdziewały w nów strój przeznaczony 
tylko na chwile bardzo uroczyste. (Dr. A. Berliner. Aus dem inneren Lebon der 
deutschen Juden im Mittelalter. Berlin 1871 r. str. 38). 

") A chasydzi urządzają zwykle wieczorem ucztę składającą się z ryby, 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 277 

Teraz jest to pół-świcto, ale że ongi był nów jedną z więk- 
szych uroczystości, świadczy, prócz danych powyżej przytoczonych, 
jeszcze dęcie w trąby. „W dzień też radości waszej, w uroczystości 
wasze, i na nowiu miesięcy waszych — uderzać wam w trąby..." ^), a po 
dziś dzień odmawiają w rosz-chodesz hymn świąteczny „Halel". 

Święto owo, uznane przez krytyków biblijnych za bardzo 
stare ^), niewątpliwie w okresie pasterstwa początek swój bierze. 
Nocne, gwiaździste niebo i księżyc — to istoty, w których koczownik 
widzi swych przyjaciół i opiekunów, wyzwalających go z dręczą- 
cego żaru słońca, powiada Goldziber^), żaru, o którym mówi Jeza- 
jasz*): „...nie porazi ich żar i słońce..." Pasterz stref gorących, pa- 
sterz-koczownik potrzebuje dla swych wędrówek nocy i stąd czci 
wielki drogowskaz na niebie — księżyc, którego światło jest dla 
niego błogosławieństwem, a zaćmienie — niedolą. 

Nie było dla pogan nic okropniej szego nad zbliżające się za- 
ćmienie słońca lub księżyca, w czem upatrywali zniszczenie i ko- 
niec świata, pisze Grimm ^). Zaćmienie księżyca do tego stopnia 
przeraziło żołnierzy zbuntowanych przeciwko Tyberyuszowi, że 
w obawie, iż jest to groźba zwiastowana im przez niebo, poddali 
się władzy monarszej^). Powszechny lęk budziło to zjawisko w Ba- 
bilonii '), gdzie uchodziło za znak nieukontentowania boga księżyca 



mięsa i piwa. W średnich wiekach kobiety grywały w nów w karty (wygraną 
Btanowi^^y jaja), ob. Dr. A. Berliner. Aus dem inneren Leben itd. str. 11. 

1) Numeri 10, 10. 

2) Dr Fritz Hommel (Der Gestierndienst der alten Araber und die altisrae- 
litische Ueberliefernng, Monachium 1901 r. str. 28i, na zasadzie, że arabskie hi- 
lal (nów) jest pokrewne hebrajskiemu halel (sławić, świętować), twierdzi, że nie- 
wątpliwie nazwa uroczystości nowiu rozciągnęła się później na uroczystości inne, 
czego dowodem jest wyraz „hilulim" na oznaczenie święta zbiorów w ks. Sędziów 
9, 27 i w Leviticus 19, 24?. Także Dr I. Benzinger (Hebraische Archaologie. 2-e 
wydanie, Tubinga 19 j7 r. str. 169) wywodzi okrzyk radosny „halel" jak i nazwę 
„hilulim" (dla świąt jesiennych) od „hilal", którym witano nów. 

*) Dr Ignaz Goldziher. Der Mythos bei den Hebraern und seine geschicht- 
liche Entwickelung. Lipsk 1876 r. str. 68. 

*) 49, 10. 

^) Deutsche Mythologie, -ł-e wydanie. Berlin 1876 r. str. 588. 

^) Tacyt. Roczniki I, 28 (Oeuyre^ completes de Tacite traduits par J. L. 
Bnrnouf. Paryż 1833). 

') Morris Jastrow, jr. Die Religion Babyloniens und Assyriens. Giessen 
1902 r. Zeszyt 4, str. 299. Jeszcze dziś złowrogi to znak dla Greków (W. H. Ro- 
Bcher. Ueber Selene und Yerwandtes, str. 183), przepowiednia nieszczęść i nieu- 



278 K- LILIENTAI-OWA 

lub iego porażki, czego następstwem były: wojna, mór i zamieszki 
wewnętrzne; niepomyślną było wróżbą dla wrogów Izraela (eufe- 
micznie: dla Izraela), ponieważ Żydzi rachują podług księżyca^). 
Właśnie ta okoliczność, że był on miernikiem czasu, potęgowała 
i tak już wydatne jego stanowisko. Zmiany w postaci księżyca, tak 
łatwo dostrzegalne a powtarzające się ze ścisłą regularnością, uczy- 
niły zeń „złotą wskazówkę na ciemnym cyferblacie nieba^, jak po- 
wiada F. M. Muller ^). Rok księżycowy mieli Ateńczycy 3), Babi- 
lończycy*), Egipcyanie ^), starożytni Litwini-), w Eddzie zwie się 
księżyc artali, tj. miernik roku, w języku Basków argi-izari czyli 
światłomierz "), a powszechne w starożytności liczenie czasu na noce 



dzaja dla ludu Galicji (Lud IX, str. 65), a oto jak maluje pojęcia te w Anglii 
Szekspir (Król Lear — przekład Ulricha. Kraków 1895 r. str. 158:: ,.Te ostatnie 
zaćmienia słońca i księżyca nio rokują nam nic dobrego. Choć świadomi rzeczy 
przyrodzonych mogą je tak lub owak tłumaczyć, to przecież ich następstwa mącą 
przyrodzony porządek". 

1) Talmud, tr. Siikka 29 a; tu wyszczególnione są niegodne postępki ludz- 
kie, z powodu których następuje zaćmienie świateł niebieskich. O tern też w To- 
sefta, tr. Sukka 2, 5, a Tosefta, tenże traktat 2, 6 rozwodzi się nad rodzajami 
zaćmienia. Widocznie grozą przejmowały Hebrajczyków te zjawiska, skoro prorok 
(Jeremiasz 10, 2) woła: „...Do drogi narodów nie przywykajcie, a przed znamio- 
nami nieba nie trwóżcie się, choć trwożą się narody przed niend". W księdze 
Zohar III 281 b (Sepher Ha-Zohar — le livre de la splendenr. Traduit pour la 
premierę fois sur le texte chaldaiqiie et accompague de notes par Jean de Paoly. 
Paryż 1906 — 1911 r.) znajdujemy, iż zaćmienie księżyca sprowadza głód, a lu- 
dowa piosenka żydowska (znana na Litwie) brzmi: 

Och biada Żydom 
Od czasu, gdy widzieli zaćmienie księżyca, 
Od tej pory im źle 
I żadnej nie mają pociechy. 

*) Wykłady o umiejętności języka. Przetłómaczyl na język polski Adolf 
Dygasiński. Kraków 1874 r. str. 5. 

') G. F. 8choemann. Griechische Alterthiimer. 4 wydanie. Berlin 1897 — 
1902 r. Tom I, str. 401. Archiv flir Keligionswissenschaft. Lipsk 1911 r. Tom 
KIY, str. 426, art. Martina P. Nilsson'a. Die alteste griechische Zeitrechnung. 

*) Alfred Jeremias. Das alte Testament im Lichte des alten Orients. 2-gie 
wydanie Lipsk 1906 r. str. 65. 

^) W. H. Koscher. Die enneadischen und hebdomadischen Fristea and Wo- 
chen der altesten Griechon. Lipsk 1903 r. str. 5, dop. 6. 

8) Teodor Narbutt. Dzieje starożytne narodu litewskiego. Wilno, 1835 r. 
Tom I, str. 128 i 297. 

') F. M. Muller. Wykłady o umiejętności języka, str. 5, dop. 2. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 279 

pozostaje w związku z tą rolą księżyca i). W Koranie 2) czytamy: 
„On dał... blask księżycowi. On jego zmiany urządził, służą one 
do podziału czasu i do lat rachunku". Wiele ludów dziś tę rachubę 
stosuje. Na Fidżi 3) księżyc odgrywa główną rolę przy podziale 
czasu i wyraz rula (księżyc) oznacza tam zarazem i miesiąc; u Bu- 
ryatów*) miesiąc (hara) — to obieg księżyca: z nowym księżycem 
się rozpoczyna i nów jest ich niedzielą; u Tunguzów'^) rok ma 
trzynaście księżyców (miesięcy), z których każdy z nowiem się za- 
czyna; Eskimosi •') również dzielą rok na trzynaście miesięcy, a czas 
od jednego nowiu do drugiego zwie się u nich tak samo jak księ- 
życ „taktuk"; Mongołowie i Kałmucy ') liczą czas według obiegu 
księżyca, także w Tybecie^), panuje rachuba czasu księżycowa; 
Mandyngowie^) dzielą rok na dwanaście księżyców, a dzicy bra- 
zylijscy ^''j zdają się szczególną czcią otaczać księżyc, według któ- 
rego ustanawiają święta, regulują czas i wróżą o przyszłości. U Ży- 
dów od prawieków służy księżyc do mierzenia czasu. „Ustanowił 
On miesiąc na pewne czasy..." woła psalmistami), a w księdze Kró- 
lów m^) znajdujemy zupełne utożsamienie miesiąca z księżycem 

*) Germanowie liczyli czas na noce, twierdząc, źe noc przed dniem postę- 
puje (Tacyt. Germania XI), tak samo Gallowie, o czem poucza nas Cezar (Wojna 
gallijska 6, 18, w polskim przekładzie Andrzeja Wargockiego. Warszawa 1803); 
u Arabów doba zaczyna się z wieczora (Dr I. Goldziher. Der Mythos bel den 
Hebraern, str. 75), wreszcie za przykład służą Hebrajczykowie, którzy w swym 
micie o stworzeniu oddali pierwszeństwo nocy (Genesis 1, 5 — 31). 

^j 10, 5 — w polskim przekładzie Jana Murzy Tarak Buczackiego. War- 
szawa 1858 r. 

3) Dr Georg Gerląpd. Anthropologie der Naturvolker. Lipsk 1872 r. Tom 
VI, str. 615. 

*) Joh. Gottl. Georgi. Bemerkungen einer Reise im russischen Reich im 
Jahre 1772. Petersburg 1775 r. Tom I, str. 299. 

5) Tamże, str. 271. 

*) tJI. nipeHKt. Oót nHopo;i,u,ax'B AjiypcKaro Kpaa. Petersburg 1883 — 1903 r. 
Tom III, str. 43. 

') P. S. Pallas. Sammlungen historischer Nachrichten iiber die Mongoli- 
schen Yolkerschaften. Petersburg 1776 — 1801. Tom II, str. 220. 

8) Tamże, str. 168. 

') Gnstar Klemra. Aligemeine Kulturgeschischte Lipsk 1850 r. Tom III 
str. 389. 

*") Edward B. Tylor. Cywilizacya pierwotna. Przekład Z. A. Kowerskiej, 
Warszawa 1896 r. Tom II, str. 247. 

11) Psalm lOi, 19 (w przekładzie Dr Cylkowa). 

1^) I 6, 37. :-18; 8, 2, gdzie na określenie, iż coś zaszło w miesiącu Ziw, 



280 R- LILIENTALOWA 

którego nazwa „jerach" i) służy na określenie tego pojęcia czasu. 
Obieg miesięczny był pewnie ongi jedynym, dłuższym okresem 
czasu, który rozpoczynał się z nowiem*), lecz nie tym. który astro- 
nomowie zowią złączeniem się księżyca ze słońcem, a — z nowem 
światłem ^). 



Bal i Ethanim, służą wyrażenia: b'jerach ziw, b'jerach bal, b'jerach ho'ethamm. 
(Księżyce używały sie często na oznaczenie miesiąca, pisze F. M. Muller. Wy- 
kłady o umiejętności języka, str. 6\ 

1) Jerach {pil) jareach {pZi) co znaczy ^wędrujący' (od n*K — wędro- 
wać) jest jedną z najstarszych starosemickich nazw dla księżyca. P. Jensen (Die 
Kosmologie der Babylonier. Strasburg 1890 r. str. 103) twierdzi, że przedstawi- 
cielem hebrajskiego fTj-jakH"!" jest babilońsko-asyryjski wyraz arhu (albo arah — 

zwykła nazwa dla miesiąca. Eberhard Schrader. Die Keilinschriften und das Alte 
Testament. Giessen 1872 r. str. 2-48). Nazwę jareach napotykaną u Fenicyan i Ka- 
naanejczyków (Dr I. Benzinger Hebraische Archaologie. 2-gie wydanie. Tubinga 
1907 r. str. 169), a którą znajdajemy często w hebrajskiem piśmiennictwie (Ge- 
nesis 37, 9. Deuteronomium 4, 19; 17, 3; 33, 14: Hiob 31, 26. 27; Jezajasz 60, 

19, 20; Jeremiasz 8, 2; Psalmy 72, 5; 104, 19), zastępuje później wyraz Ibanah 

(^n;2. ) od laban — biały (w przeciwieństwie do czerwonego słońca), a na ozna- 
czenie miesiąca począł służyć „chodesz". Lecz i to ostatnie miano z księżyca 
bierze początek, gdyż oznacza nów. (Chadasz — nowy, chidusz — odnowienie. Dr. 
J. Levy. Neuhehraisches und chaldaisches Wórterbuch. Lipsk 1889 t.\. 

2) Stąd — kalendarz, pochodzący od łac. calendae — pierwszy dzień miesiąca. 
') Jeszcze po powrocie z niewoli babilońskiej w ten sposób określano nów 

w Palestynie i Karaici po dziś dzień tego się trzymają (jeden z najwybitniejszych 
Karaitów, Józef Alkirkesani z 11 wieku opiera to postępowanie na orzeczeniu Pi- 
sma Św. icnr2 ty^r (Numeri 28, 14), które tłómaczy jako początek miesiąca w jego 

odnowienia. Zeitschrift der deutschen morgenlandischen Gesellschaft. Lipsk. Tom 

20, str. 541), gdy rabbanici przyjęli rachubę astronomiczną, wraz z czem ozna- 
czanie nowiu na zasadzie postrzeżeń ustało. Kalendarz wzięty od Babilończyków, 
jak tego jego asyryjskie nazwy miesięcy dowodzą (A. Jeremias. Das alte Testa- 
mement im Lichte des alten Orients, str. 551. E. Schrader. Dio Keilinschriften 
und das alte Testament, str. 247), miał za zasadę zrównać rok księżycowy ze 
słonecznym, opierał się jednak na obiegu księżyca dokoła ziemi. Itak ponieważ dwa- 
naście miesięcy księżycowych daje 354 dni 8 godzin, 48 minut i 48 sekund, więc, 
aby wyrównać różnicę wynoszącą 10 dni, 21 godzin i 10 sekund, co trzy lata 
wstawiano jeden miesiąc. Kok taki zwał się przybyszowy libur), miesiące zaś 
ustalono tak. że zawierały naprzemian po 29 i po 30 dni z wyjątkiem Marche- 
szwana i Kislew, które niekiedy miały po 29 a niekiedy po 30 dni. (H. Ilepe- 
4)epK0BnH'B. Ta-iMy;;-!), ero ncTopin n co;^ep•yKaB^e. Petersburg 1897 r., str. 155). 
Jeszcze w epoce Miszny długość roku i miesiąca nie była oznaczona ściśle. Wpra- 
wdzie wraz z ukazaniem się „nowego"* księżyca następował nowy miesiąc, ale 
gdy czas księżycowy na tyle się posunął, że do Pesach nie mogły rozpocząć się 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 281 

Otóż byt nomadów, w tak silnym stopniu uzależniony od tego 
światła niebieskiego, powołał do życia kult księżyca, który stał się 
przez to bogiem, najwyższą i najpotężniejszą istotą. Czci go mie- 
szkaniec pustyni, Beduin ^), wielbią go Botokudzi -), którzy, uważa- 
jąc go za sprawcę grzmotu i błyskawicy, wyznaczają mu pierwsze 
miejsce pośród ciał niebieskich; przedmiotem szczególnego ubóst- 
wienia jest on u murzynów Afryki ^j, u Karaibów ^), w południo- 
wej Australii ^). Księżyc uchodził za istotę boską i potężną u wszy- 
stkich prawie ludów starożytnych; u Egipcyan ^J, Greków, Rzy- 
mian '^j, Persów^). W Babilonii uważany był za summus deus ^), za 
najwyższe bóstwo reprezentujące zmartwychwstanie^"). Pod nazwą 
Nannar, co znaczy „Jedynj^^, który światło tworzy", czczony był 
w Ur, jednem z najstarszych i najsławniejszych miast, nad któ- 



żniwa, wtedy wstawiano jeden miesiąc i rok stawał się meubereth. Z trzech przy- 
czyn, objaśnia Tosefta (tr. Synhedrin 2, 2), czynią rok embolimicznyra: 1) z po- 
wodu abiba, 2) płodów drzewnych i 3) nawrotu słońca, tj. baczono: aby 16-y Ni- 
sana, w którym należało złożyć pierwszy snop, przypadł w abib — miesiąca doj- 
rzałych kłosów; aby na Szabuoth można było przynieść pierwociny i aby Pesach 
nastąpił po wiosennem porównaniu dnia z nocą, kiedy słońce znajdowało się pod 
znakiem barana. I otóż, gdy pod koniec roku, w miesiącu Adar zauważono, że 
Pesach nastąpi przed wiosennem porównaniem dnia z nocą, to wstawiano jeszcze 
jeden miesiąc, zwany adar szeni (Adar wtóry) lub w'adar (Tosefta, tr. Synhedrin 
2, 1 — 15). Uzupełniać rok wolno było tylko w Palestynie (Talmud, tr. Berakhoth 
63 a). Właśnie główną funkcyą synhedryonu w Jamnii było opracowywanie ka- 
lendarza, a uczeni palestyńscy troskliwie strzegli tego prawa (Miszna, tr. Kosz-Ha- 
szana 2, 8. 9). 

*) G. Klemm. Allgemeine Kulturgeschichte. Tom IV, str. 218. 

2) E. B. Tylor. Cywilizacya pierwotna. Tom II, str. 247. Przewagę kultu 
księżyca u tego ludu Ameryki południowej zaznacza także A. Reville. Les reli- 
gions des peuples non cirilises. Paryż 1883 r. Tom I str. .S66. 

3) A. Reville. Tamże. Tóm I, str. 58. 
*) Tamże, str. 3^9. 

^) Dr G. Gerland. Anthropologie der Naturvolker. Tom VI, str. 799. 

6) Herodot II 47. 

') G. Klemm. Allgemeine Kulturgeschichte. Tom I, str. 32. 

8) Zend-Avesta, Yasht 7, 5 i 24, 4; też Siroza 1, 10 (Le Zend-Aresta. Tra- 
duction nouvelle avec commentaire historiąue et philologiąue par James Darme- 
steter. Paryż 1892 — 1893 r.): Mah, Maonha (księżyc) „to Bóg szczodry, wspaniały... 
władca chmur, umiejętności, bogactw; dzięki jemu mnoży się trzoda, on daje 
powodzenie, on jest źródłem dobrodziejstw". 

8) A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 832. 

i«) Tamże, str. 100. 



282 R- LILIENTALOWA 

remi panował ^), zwykłem określeniem dla niego było En-zu (mą- 
dry pan), a z biegiem czasu jedynem jego imieniem stała się na- 
zwa Sin 2), „Siu, królu bogów, nieba i ziemi", tak się i-ozpoczyna 
błagalna modlitwa króla babilońskiego do księżyca 3)^ którego uważa 
za swego opiekuna i którego nazwa często figuruje w imionach 
własnych królów babilońskich ^). Szczególnie uwj-datnia rolę księ- 
życa hymn Akkado-Sumirów »), ładu rasy turańskiej, który zamie- 
szkiwał ongi AzN^ę Zachodnią, ludu zwyciężonego późnie] przez Chal- 
dejczyków i Asy ry jeżyków, ale który, ginąc, potrafił wycisnąć 
na zwycięzcach znamię swej kultury^). U Sabejczyków był księ- 
życ głównym bogiem i kult jego w Haranie był jeszcze w pełni 
rozkwitu za cezarów rzymskich^); według Indusów bóg księżyca, 
Tvashtar, to jedno z pierwszych bóstw: brał on udział w stworze- 
niu świata, tj. nieba i ziemi i wszN^^stkich jestestw żyjących, i uży- 
cza długiego życia, szczęścia i pomyślności^). 



1) M. Jastrow. Die Religion Babyloniens uad Assyriens. Zeszyt, 1 str. 72. 

2) Tamże, str. 73. 

^! Tamże, zeszyt 6, str. 410. 

*} Dr I. Goldziher. Der Mythos bei den Hebraern, str. 90. 

5) „Panie, władco dachów, który na niebie i na ziemi sam jesteś najwyż- 
szy, ojcze oświeciciela, duchu obfitości, królu dachów, którego światło potężnieje, 
rogi nabierają siły, członki się kształtują, broda jaśnieje wspaniale, gdy obej- 
dziesz swój krąg. Litościwy, który wszystko rodzisz, ponad żyjącymi swój przy- 
bytek jaśniejący wznosisz, ojcze litościwy, odnowiciela, którego ręka podtrzymuje 
życie na ziemi..." (I. Kadliński. Pierwsza karta historyi religii. Art. w Bibliotece 
samokształcenia. Warszawa 1904 r., str. 80 i 81). 

6) I. Kadliński. Tamże, str. 28. 

') Dr D. Chwolsohn. Die .Ssabier und der Ssabismus. Tom I, str. 399 — 404; 
tom II, str. 158. Maimonides. Moreh nebochim III 29 podaje (Le guide des ega- 
res. Traite de thćologie et de philosophie — przekład S. Mank'a. Paryż 1866 r.), 
iż według Sabejczyków Adam był apostołem księżyca. 

8) Fredorik Sander. Kigveda und Edda. Sztokholm 1893 r., str. 37 i 53. 
Wydatne stanowisko księżyca objawia się także w przypisywaniu mu przez hoł- 
dujące mu ludy przodującej płci męskiej. Męskiego rodzaju jest meksykański 
Meztli (księżyc, także miesiąc), któremu poświęcano piramidy (M. L'abbe Brasseur. 
Histoire des nations civilis^es du Mexique. Paryż 1857 — 1859. Tom I, str. 149, 
tom II, str. 464), grenlandzki Anningat (J. Grimm. Deutsche Mythologie, str. 586); 
^•/KOH-B .leóóoK-B. Hana.io unBnjinsanin, 2-e wydanie wedla 5-go angielskiego wyda- 
nia. Petersburg 1889 r. str. 160); takim jest u Arabów (Ditlef Nielsen. Die alta- 
rabische Mondreligion und die mosaische Ueberlieferung. Strasburg 1904 r. str. 
21, odnośnik 1): w południowej i północno-zachodniej Australii (Dr G. Gerland. 
Anthropologie der Naturvolker. Tom VI, str. 799 i 800); we wszystkich dyalektach 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 



283 



u Hebrajczyków zajął księżyc stanowisko dominujące, a na 
prastary jego kult wskazują liczne ustępy ze starożytnego piśmien- 
nictwa hebrajskiego. „Albo żebyś podniósłszy oczy swe ku niebu 
i widząc słońce i księżyc... dał się uwieść, abyś się im korzył i słu- 
żył im..." 1). „I rozrzucą je przed słońcem i księżycem... które so- 
bie upodobali i którym służyli, i za któremi postępowali, i których 
się radzili, i przed któremi się korzyli", gromi Jeremiasz 2). „Bo pa- 
dłaby już trwoga na mnie przed skarceniem Boskiem..." „Jeślim 
zbytnio się wpatrywał w blask słońca, gdy świeciło, albo w księ- 
życ, gdy wspaniale się toczył". „A dało się potajemnie uwieść 
serce moje. aby się w hołdzie składała ręka do ust moich, woła 
Job 3). Tosefta*) wyraźnie powiada, że jeżeli kto zarzyna ofiarę 
w imię słońca, księżyca, gwiazd — ofiara to bałwochwalcza, a Mai- 
monides^) tłumaczy, iż dlatego kozioł składany na ofiarę zagrze- 
szną tylko w nów zwie się „ofiarą Wiekuistemu" ^). że zacho- 
dziła obawa, aby nie rozpatrywano go jako ofiary dla księżyca. 
Z natury rzeczy przypisywano księżycowi światło własne^), co je- 
szcze twierdzi Talmud »), objaśniając mniejszość jego od słońca 
karą za grzech popełniony. Bo gdy Bóg stworzj-ł dwa światła wiel- 

litewskich (Teodor Narbutt. Dzieje starożytne narodu litewskiego. Tom I, str. 128); 
w języku gotyckim, szwedzkim (F. M. Muller. Wykłady o umiejętności języka, 
str. 6), a u Niemców, u których cześć dla księżyca przetrwała pierwsze czasy 
chrześcijańskie, apostołowie wyrzekali, że lud kłania się swemu -Herr Mon" (J. 
Grimm. Ueiitsche Mythologie, str. 587), którego bawarscy i szwajcarscy chłopi zo- 
wią ,Herr Man (Karl Simrock. Handbuch der deutschen Mythologie, 5-e wydanie. 
Bonn 1878 r. str. 400). 

*) Deuteronomium 4, 19. 

*) 8, 2. 

3) 31, 23. 26. 27. Dr Cylkow w przypisku objaśnia, że bożyszcza, których 
bezpośrednio na znak hołdu ucałować nie było można, czczono przykładaniem 
ręki do ust i przesyłaniem pocałunku z daleka. Ten gest ubóstwienia stosowany 
był też w Grecyi starożytnej względem obrazów i posągów bogów (Erwin Rhode. 
Seelenkult und Unsterblichkeitsglaube der Griechen. 1894 r. str. 635; G. F. Schoe- 
mann. Griechische Alterthlimer. Tom II, str. 265). 

*) Tr. Chullin 2, 18. 

5) Moreh nebochim III, 46. 

6) Numeri 28, 15. 

'j „Nie będzie ci nadal słońce światłem dziennem, ani będzie dla jasności 
księżyc przyświecał tobie..." (Jezajasz 60, 19). „I zakryję, gdy cię zagaszę, nie- 
biosa... a księżyc nie da świecić światłu swojemu" (Ezechiel 32, 7). Ob. też Je- 
zajasz 13, 10. 

8) Tr. Chullin 60 b. 



284 It. LILIENTALOWA 

kie, zazdrosny księżyc, głosi legenda ^), rzekł do Boga: „Panie 
świata, czyż mogą dwaj królowie jedną posługiwać się koroną?" 
i za to Bóg mu odpowiedział: „Idź i stań się mniejszym". Zrozu- 
miałą się staje ta legenda, gdy uprzytomnimy sobie, że wraz ze 
zmianą bytu koczującego na osiadły znaczenie księżyca zmalało na 
korzyść słońca, a myśl ludu, omotana tradycyą i nie znosząca roz- 
dźwięku z życiem, szukała odpowiedzi na pytanie, dlaczego przed- 
miot, w tak wielkiem poszanowaniu u ojców będący i taką mocą 
naówczas obdarzony, mniejszym jest od słońca i słabsze od niego 
ma światło? 2). Lecz „...będzie światło księż^^ca niby światło słońca... 
w dniu, w którym opatrzy Wiekuisty uszkodzenia ludu Swego", 
woła prorok 3), a lud żydowski dziś jeszcze wierzy w samodzielne 
światło księżyca, twierdząc, że silne jego promienie oślepić mogą 
każdego, kto zbyt długo weń się wpatruje, choć najsilniejsze są 
nad Jerozolimą, nad którym to świętym grodem *) księżyc ma swe 
siedlisko ^). Uważa go też za uosobienie piękna ^) i widome oznaki 
czci mu oddaje. Gdy księżyc widnieje na niebie, nie wyrzucają 
śmieci na wprost, lecz wybierają na to jakiś kąt ciemny '); nie 
wskazują na niego palcem, a kto to uczynił, winien ugryźć się 
w palec ^), (inaczej bowiem coś się potłucze); kto w obliczu świe- 



1) Opowiada ją r. Szymon ben Pazi (Talmud, tr. Chullin 60 b). 

2) Mój artykał: Zjawiska przyrody w wyobrażenia i praktyce luda żydow- 
skiego (Safras, książka zbiorowa, poświecona sprawom żydowstwa. Warszawa 1905 r. 
str, 58). 

») Jezajasz 30, 26. 

*) Stanowiącym środek ziemi, 

=) Zjawiska przyrody w wyobrażenia i praktyce luda żydowskiego, str. 59. 

'j „Piękna jak księżyc w pełni" mówi przysłowie ilgnaz Bernstein. „Jiidi- 
Bche Sprichworter and Redensarten. 2-e wydanie, Warszawa 1908 r. str. 275 Nr, 
3758), a wyraziła to jnż „Pieśń nad pieśniami'' 6, 10 (w polskim przekładzie dra 
Cylkowa): Któraż to jest, która spogląda jako zorza poranna, piękna jak księ- 
życ.,.." 

') Mój artykuł: Przesądy żydowskie (Wisła. Tom XIV str. 640, Nr. 83). 

8) Zjawiska przyrody w wyobrażeniu i praktyce luda żydowskiego str. 58. 
Pokazywać palcem na księżyc — to czyn nieprzystojny i obraza dla księżyca, 
który ukarze za to sprawce, myśli współczesny nam lud grecki i matki mówią 
tam do dzieci: „Nie pokazuj palcem na księżyc, bo ci go odetnie" albo: „bo pa- 
lec ci odpadnie", (W. H. Eoscher. Ueber Selene and ^'^erwandtes mit einem An- 
hange von N. G. Politis iiber die bei den Neugriechen rorhandenen Yorstellungen 
vom Monde. Lipsk 1890 r. str. 186). Nie wolno palcem wskazywać na księżyc, 
bo się aniołki kole, podaje Dr Adolf Wuttke. Der deutsche Yolksaberglauben 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 285 

cącego księżyca wodę puści, ten stanie się lunatykiem^), a jeśli 
waży się na to mężczyzna, którego żona jest w ciąży, to urodzi 
ona potwora, t. z. „muunkalb" ^). 

Cala mitologia hebrajska wywodzi się z rozważania sił przy- 
rody, osobliwie zaś bóstwa księżyca ^), które, w miarę wzrostu an- 
tropomorfizmu, coraz więcej ludzkie przybierało kształty. Astarte, 
królowa nieba, to bogini księżycowa, a o czci dla niej czytamy 
u Jeremiasza*), że „Dzieci zbierają drwa, a ojcowie rozniecają 
ogień, aby przygotować ołatki dla królowej nieba...", które to oła- 
tki, jak objaśnia dr. Cylkow s) identyfikują zazwyczaj z okrągłymi, 
wyobrażającymi księżyc, plackami, jakie w Atenach na cześć Ar- 



der Gegenwart. Berlin 1900, str. 13 § 11 ; w Bogumiłowicach, pod Tarnowem, 
dziewczyna, któraby to zrobiła, miałaby po zaraąźpójścia znaczne szkody w go- 
spodarstwie (Lud. Tom X, str. 94), a w powiatach Wielickim i Nowosądeckim 
powiadają, że to grzech. (Zbiór wiadomości do antropologii krajowej. Kraków, 
Tom Xyi, str. 254, Nr 11). 

*) Lub melancholikiem, jak znów twierdzą w Radomskiem. 

2) Lub, jak mówią inni, ,.mundkalb". Zarówno w „muunkalb" jakw„muud- 
kalb" (księżycowe cielę) odnajdujemy niemieckie nazwy dla księżyca: Mon (ob. 
str. 14 tej pracy, dopisek) i Mond. Powiadają, iż gdy potworek taki wyda głos, 
matka natychmiast umiera. 

*) Hebrajczycy przejęli prawdopodobnie wiele z ogólno-semickich podań 
kosmicznych od ludów Chaldei i od Arabów. Księga Genesis (11, 31) opowiada 
o wędrówce Teracha z Ur do Haranu, a oba te miasta słynęły jako ogniska kultu 
księżycowego. Lecz panbabiloniści, wyprowadzając wszystko z Babilonu, za mało 
baczą na dalszy samoistny i odmienny rozwój pokrewnych plemion. Hommel (Die 
altisraelitische Uberlieferung in inscbriftiicher Beleuchtung. Monachium 1897 r. 
str. 308) powiada, że prahistorya Hebrajczyków wykazuje ścisłe pokrewieństwo 
z tradycyą babilońską; Hugo Winckler (Geschichte Israels. Część I. Lipsk 1895 r. 
str. 123) twierdzi, że stary Testament w formie i treści tkwi korzeniami w wie- 
dzy babilońskiej, a Herman Gunkel (Schopfung und Chaos in Urzeit und End- 
zeit. Mit Beitragen von Heinrich Zimmern. Getynga 1895 r., str. 114 i 115) 
uważa, że mit biblijny o stworzeniu świata — to przeróbka oryginału babiloń- 
skiego i że wiele kosmologicznych pojęć późniejszego żydowstwa jest babilońskiego 
pochodzenia. 

<) 7, 18; o tem też 44, 17-19; księga Sędziów 2, 13; 3, 7; 10, 6. 

5) W przypisku do księgi Jeremiasza 44, 19. — Wedle Alfreda Jeremiasa 
(Das alte Testament im Lichte des alten Orients, str. 576), owa malkath hasza- 
maim (królowa nieba), to babilońsko-asyryjska Isztar, kanaanejska Astarte, a wy- 
raz kawan oznacza w kulcie babilońskim pieczywo Isztary, kamanu. — O Astar- 
cie jako o bogini księżycowej ob. W. H, Roseher. Nektar and Ambrosia. Lipsk 
1883 r. str. 77. 



286 R. LILIENTALOWA 

temidy wypiekano ^). Z tego kultu niewątpliwie biorą początek amu- 
lety — półksiężyce, t. z. saharonim ^j^ zwieszające się z szyi wiel- 
błądów midyanickicb 3) i noszone jako ozdoba przez niewiasty izra- 
elskie*), a będące także świętym znakiem — amuletem dla Ara- 
bów^), starożytnych Greków^) i Rzymian^). Nielsen^) dowodzi, że 
sam Jebowa jest pochodzenia lunarnego i że pospolite imię bóstwa 
księżyca stało się nazwą narodowego boga hebrajskiego. W wier- 
szach psalmist}?^ ^): „Zwróć na nas światło oblicza Twojego, Boże", 
„Panie, wskrześ nas, rozświeć oblicze Twoje, a będziem zbawieni" 
upatruje on^") potwierdzenie swej teoryi, t. j., że Jehowa pierwej 



1) W. H. Roscher. (Ueber Selene uud Yerwandtes str. 112) podaje, że pla- 
cki te formy okrągłej, przypominające pełnie, składano w ofierze Selenie. 

2) Sałiaronim — to forma zdrobniała od sahar (księżyc), objaśnia dr Cyl- 
kow w przypisku do księgi Jezajasza 3, 18. Te nazwę dla księżyca napotykamy 
i w Talmudzie (tr. Berakhoth 53 a; tr. Bosz-Haszana 20 b), a w Syryi oznacza 
także sahar księżyc (D. Nielsen. Die altarabłsche Mondreligion, str. 47) i — boga 
księżyca, o czem świadczą dobitnie dwa napisy na grobowcach w Nerabie, miej- 
scowości położonej na południe od Aiep, a poświęcone pamięci kapłanów boga 
„Sahar-en-Nerab". (Revae sźmitiąue d'epigraphie et d'histoire ancienne, pod reda- 
kcyą J. Haleyy. Paryż 1896 r. IV, str. 279 i 280). Te same napisy cytnje M. Li- 
dzbarski (Handbuch der nordsemitischen Epigraphik nebst ausgewahlten Inschri- 
ften I Text. Weimar 1898 r. str. 445), czyniąc uwagę, że powinny pochodzić z 7-o 
wieka przed Chr. i że znajdują się w Luwrze. 

3) Księga Sędziów 8, 21. 26. 

*) Jezajasz 3, 18. Judyta ustroiła się w nie, gdy poszła do Holofernesa 
(Midrasz Judith w niemieckim przekładzie dr Aug. Wiinsche. Aus Israels Lehr- 
hallen. Kleine Midraschim zur spateren legendarischen Literatur des alten Te- 
staments. Lipsk 1908 r. Tora II str. 172). ZMiszny (tr. Aboda zara 3, 3) dowia- 
dujemy się, że wyobrażeniami księżyca zdobiono różne przedmioty, a Tosefta 
(tenże traktat 5, 1) objaśnia, że do przedmiotów tych należały: naszyjniki, obrą- 
czki nosowe, łańcuszki, pierścienie a nieraz — i sprzęty kuchenne. O tem także 
w Talmudzie, tr. Aboda zara 42 b. 

*) A. Jeremias. Das alte Testament ini Lichte des alten Orients, str. 101 — 
znajdujemy tu wizerunek owego amuletu. 

*) W. H. Roscher w swem studyum z mitologii greckiej, p. t. „Ueber Se- 
lene und Yerwandtes^ (str. 60, 72 i 86) pisze o amuletach w kształcie sierpa 
księżycowego (iunulae) lub pełni, że wieszano je na szyi małym dzieciom i że 
posiadały one czarodziejskie działanie. 

') Juvenal. Satyry 7, 191 (przełożył na niemiecki D. Carl Friedrich Bahrdt. 
Nowe poprawione wydanie. Berlin 1787 r.) wspomina o półksiężycach przy obu- 
wiu patrycyuszów rzymskich. 

^) Die altarabische Mondreligion, str. 133 i 136. 

») Psalmy 4, 7; 80, 4. 

•0) Nielsen. Die altarabische Mondreligion, str. 179. 



ŚWII^TA ŻYDOWSKI B 287 

astralny miał charakter ^). Jahwe — to prastara nazwa dla księżyca, 
pisze uczony oryentalista, Hommel^), a Sinai — to góra księżycowa^), 
boża góra o treści kosmicznej, jak objaśnia Jeremias ■*), Sinai bo- 
wiem odpowiada księżycowi, a wspaniałość Jehowy na niebie — 
o ozem mówi Exodus s) — to wschodząca pełnia; gdyż „kto wi- 
dział wschód pełni na Wschodzie, ten rozumie, że może ona ucie- 
leśnić bożą wspaniałość". Bischoff^) dopatruje się rysów księżyco- 
wych w postaciach biblijnych, a lud żydowski nieświadomie po- 
piera teoryę astralną, dostrzegając w tarczy księżycowej twarzy Moj- 
żesza lub Jozuego ''). Nie wypowiadając się ani za, ani przeciw po- 
glądom o astralnem pochodzeniu mitów, przytoczyłam je jedynie 
w celu dobitniejszego zobrazowania pierwotnej czci dla księżyca. 
A jakież fazy większą radość i podziw budzić mogły w człowiek u- 
pasterzu, jeśli nie nów zjawiający się po nocach ciemnych i pełna, 
okrągła tarcza księżyca — pełnia, szczególnie jednak nów, jako po- 
wrót upragnionego, zbawczego światła, rozjaśniającego mroki nocy? 
Szczepy zamieszkałe na południu Afryki środkowej witają 
oczekiwane pierwsze promienie księżyca radosnymi okrzykami 



1) Zohar (I 22 a) powiada, że Szechina (Dach boży) jest usymbolizowaną 
przez księżyc. 

^) Dr. Fritz Hommel. Dor Gestierndienst der alten Araber und die altisrae- 
litische Ueberlieferung-. Monachiom 1901 r. str. 28. 

») Tamże, str. 22. Także Goldziher (Der Mjthos beidea Hebraern, str. 184) 
sądzi, że góra ta w starożytności była poświęcona księżycowi, gdyż nazwa jej 
geograficzna pozostaje w związku z jedną z semickich nazw księżyca: Sin. 

*) Das alte Testament itd. str. 416, 421 i 422. 

5) 16, 10. 

«) Dr. Erich Bischoff. Babylonisch-astrales im Weltbilde des Thalmud und 
Midrasch. Lipsk 1907 r. str. 162. 

') Białorusini widzą na księżyca Kaina i Abla (Michał Fedorowski. Lud 
białoruski na Rusi litewskiej. Kraków 1897 r. Tom I, str. 394), tak samo — na 
Podolu (II. ^yónHCKiS. Tpy;i;Bi 3THorpa(|)nHecKO-CTaTHCTnHecKOH 9KCne;^ni],in bi> sa- 
na;];HO-pyccKiii Kpaii. Petersburg 1872. Tom I, str. 11); tak również myśli lud łań- 
cucki (Materyały antrop. archeologiczne i etnograficzne. Kraków. Tom VI, str. 
254), współcześni Grecy (W. H. Roscher. Ueber Selene und Yerwandtes, str. 181 
i 182). W Krakowskiem powiadają, że Św. Jerzy mieszka na miesiączku i ku 
czci boskiej gra na lutni (O. Kolberg. Krakowskie. Serya VII, cześć III, str. 29), 
a lud czeski mniema, że św. Dawid siedzi na księżycu i gra na gęśli (A. A(j[)aHa- 
ctesTb. IIoaTnnecKiH Boaspinia CiasHU-Ł na npnpo^iy. Moskwa 1865 r. Tom III, 
8tr. 251). 



288 li- LILIENTALOWA 

„kua" i wielkim głosem modlą się do niego i). W całej Afryce 
pisze L. Frobenius -), odbywają się uroczystości w czasie nowiu. 
Mieszkańcy Kongo np., wierząc, że księżyc umiera i zmartwych- 
wstaje, padają wtedy na kolana i śpiewają: „Oby moje życie tak 
się odnowiło, jakoś ty jest odnowiony". Hotentoci. hodowcy by- 
dła 3), święcą nowie i pełnie tańcami, tak samo Karaibi *) i mie- 
szkańcy południowej Australii ^j. Mandyngowie ^) mówią przy uka- 
zaniu się księżyca modlitwę, a Mordwa "), zwąc go Od-gou (mate- 
czka), kłania mu się i prosi o pomyślność. W Peruwii ^) i starożyt- 
nym Egipcie^) obchodzono uroczyście pojawienie się nowego światła 
księżycowego, u Indusów, Rzymian i'*). Fenicyani^). Persów i-) skła- 
dano regularnie ofiary na nowiu i podczas pełni, ukazanie się obu 
tych faz księżyca ogłaszano w Rzymie uroczyście przez kapłanów, 
a na nowiu przytem ucztowano i^). Z pośród stałych, miesięcznych 



*) E. B. Tylor. Cywilizacja pierwotna. Tom II str. 248; o Beczuanach po- 
daje to eleóóoKT.. Haia.-io ij;nBn.;in3aąin str. 219. 

*) Die Weltanschauung der Natarvolker. Weimar. 1898 r., str. 370 i 379. 

^ A. Revill9. Les religions des peuples non civilises. Tom I str. 165 i 170. 

*) Tamże, tom I str. 349. 

*) Dr. G. Gerland. Anthropologie der Naturvolker. Tom VI str. 799. 

8) G. Klemm. Allgemeine Kulturgeschichte. Tom III str. 359. 

') ŹKnBaa crapnna 1900 r. str. 197; Ch. G. Muller. Description de toates 
les nations de Tempire de Russie. Petersburg 1776 r. Tora I str. 64. 

8j Dr Theodor Waitz. Anthropologie der Naturv6lker. Lipsk. Tom IV (1864 r.) 
str. 465. 

®j Eduard Mahler. Der Schaltcyclus der Babyloaier w Zeitschrift der deut- 
schen, morgenlandischen Geselischaft. Tom 52 str. 236. Jeszcze po wyzbyciu sie 
rachuby księżycowej, którą zamienili na słoneczną, święcili starożytni Egipcyanie 
nów i pełnię, o czem pouczają napisy pozostałe. (Tamże). 

^0) Th. Mommsen. Histoire romaine. Nowe wydanie w przekładzie de Gnerle. 
Paryż. Tom I str. 211; A. Adam. Handbuch der romischen Alterthiimer. Erlan- 
gen 1832 r. Tom II str. 4; G. Klemm. Allgemeine Kulturgeschichte. Tom VIII 
str. 486. 

*i) A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 41. Jeszcze za Ptolomeuszów 
były nów i pełnia głównymi, ofiarnymi dniami w Fenicji (Dr I. Benzinger. He- 
braische ArchŁologie, str. 389. 

1') O ofiarach na cześć nowiu i pełni, zwanych świętemi, czytamy w Zend 
Avesta (Yasna 1, 8; 66, 7). Wtedy odmawiane modły t. z. Nyaysh. (Tamże, Mah 
Nyaysh 3, 1 — 9), a kto ich przy każdym nowiu nie zmówił, ten wyznaje to przy 
spowiedzi jako grzech. 

•8) Horacy. Ody 111 19, 9 (przełożył na francuski Dacier. Hamburg 1733 r. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 289 

Świąt Selen3^ zdaje się, iż dni nowiu główną rolę odgrywały i), 
a w Babilonii ze wszystkich lunacyi także był wywyższony nów, 
który czczono wielce ^j, tak. że zaniedbanie tej uroczystości ucho- 
dziło za przekroczenie 3). Szczątki kultu księżycowego i właśnie 
nowiu odnajdujemy w obfitości w folklorze europejskim. Serbowie*), 
ujrzawszy po raz pierwszy „nowy" księżyc, pozdrawiają go sło- 
wami: „Zdrav, zdravljace, nov, novljace". Łęczycanin s) mówi wtedy: 
„Witam cię, witam, miesiącu, niebieski dziedzicu! Tobie światło, 
z gwiazd korona, a mnie zdrowie i fortuna! Witam cię, witam, mie- 
siącu nowy. żeb}'- nas nie bolały głowy", W powiecie Żytomier- 
skim 6), gdy ukaże się księżyc, każdy odmawia „Ojcze nasz" i po- 
kłon mu oddaje, Grimm ^) wzmiankuje o zginaniu kolan i uchyla- 
niu kapelusza przed nowiem, we Francyi również wtedy klękają 
i odmawiają modliwę^), a Grek dzisiejszy, ujrzawszy po raz pierw- 
szy księżyc, śpiewa na jego cześć: „Pokorą zdjęty, witam cię, mło- 
dy księżycu i t. d."^). 

Żydzi po dziś dzień święcą nowy miesiąc i t. z. „kidusz ha- 
chodesz (poświęcenie miesiąca) lub, jak częściej się wyrażają, „ki- 
dusz halbanah" ^^) (poświęcenie księżyca) polega na błogosławień- 



*) W. H. Roscher. Ueber Selane und Yerwandtes, str. 110. chociaż i peł- 
nię obchodzono uroczyście w starożytnych Atenach. (Augaat Mommsen. Feste der 
Stadt Athen im Alterthum. Lipsk 1898 r. str. 402 i iOi). 

*) A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 100. Pouczają o tem najstarsze 
arabskie i babilońskie pomniki, na których księżyc wyobrażony jest w tej fazie 
(D. Nielsen. Die altarabiscbe Mondreligion, .str. 49). 

3) Morris Jastrow. jr. Die Keligion Babyloniens und Assyriens. Zeszyt 9, str. 
125 i 126. 

*', Przypisy J. Karłowicza do I-go toma Cywilizacyi pierwotnej E. B. Ty- 
lora, w przekładzie Kowerskiej, str. 429. 

*) O. Kolberg. Łęczyckie. Serya XXII, str. 183. Obacz też powitanie księ- 
życa w Poznańskiem (O. Kolberg. Serya XV, str. 5) i w Międzyrzecczyźnie (ks. 
Adolf Pleszczyński. Bojarzy Międzyrzeccy. "Warszawa 1892 r., str. 101). 

^) n. HyónHCKLH. Tpy;i;u 9THorpa(J).-CTaTHCTHi. 3Kcne;iinii;in bt. aana^HO- 
pyccKiM Kpaa. Tom I, str. 9 i 11. 

') Deutsche Mythologie, str. 587. Ob. też Karl Simrock. Handbuch der 
deatschen Mythologie, str. 400. 

8) A. AeanacBeBt. IIoaTHiecKin Boaspinia cjiasHHt na npnpo^iy. Moskwa 
1865-1869 r. Tom III, str. 776. 

*) W. H. Koscher. Ueber .Selene und Yerwandtes, str. 185 i 186. 
'") njsSn rnp. 

Rozprawy Wydz. iilolog. T. LII. 19 



290 R- LILIKMALOWA 

stwie, które mężczyźni ^) pod golem niebem odmawiają -), a które 
wyraża dziękczynienie za powrót tego światła niebieskiego, będą- 
cego dobrym znakiem i pomyślną gwiazdą dla całego Izraela" ^). 
W Talmudzie ta formuła modlitewna brzmi krótko: „Błogosławiony 
niech będzie Ten. który odnawia miesiące" *), a także: „Błogosła- 
wiony niech będzie Ten, który dzieła stworzenia dokonał" °j, lecz 
później znacznie się rozwinęła. Pierwsza jej część pochodzi z 4-go 
wieku nowej ery''), część druga, jeszcze nie cytowana przez Mai- 
monidesa, wziętą jest z traktatu Sopherim i przedstawia księżyc 
jako symbol nadziei Izraela, trzecia część zawiera orzeczenie r. 
Izmaela o znaczeniu tego błogosławieństwa, a całość wieńczą psal- 
my ''). Akcent spoczywa tu na odnawianiu się księżyca^), który ja- 
koby co miesiąc w niebie się odnawia i którego odmłodzona po- 



1) Najmniej masi ich być trzech. Niewiasta nawet przysłuchiwać sie temu 
nie powinna, gdyż rodziłaby ciężko, powiada lud żydowski. 

2) Najwcześniej w trzy dni po nowin astronomicznym, gdyż księżyc musi 
być wtedy widoczny, i najpóźniej do 16-go, ponieważ wolno odmawiać to błogo- 
sławieństwo tylko do czasu, aż księżyc pełne swe światło osiągnie iTalmud, tr. 
Synhedrin 41 bj, t. j. do pełni. (Maimonides. Miszne Thora. Halachoth Berachoth 
10, 16). Kalendarz żydowski podaje dzień, godzinę i minutę, kiedy księżyc stanie 
sie widocznym w Jerozolimie, który to czas zwie sie molad-nów (od jelad: po- 
wstanie, narodziny, wszczęcie. Dr. Jacob Levy. Neuhebraisches und chaldaisches 
WSrterbuch iiber die Taimudim und Midraschim. Lipsk 1889 r.), a także w sa- 
bat poprzedzający rosz-chodesz kantor, biorąc rodały, ogłasza dzień, w którym 
przypadnie początek miesiąca. 

*) Dany ustęp powtarzają trzykrotnie. 

*) Tr. Synhedrin 42 a: Baruch mechadesz chadaszim. 

5) Tr. Berakhoth 59 b. 

6) Słowa te przytoczył po raz pierwszy r. Jehuda (Talmud, tr. Synhedrin 
42 a). 

') Psalmy: 150 i 67. W skład tego błogosławieństwa wchodzi jeszcze 
Psalm 121 i wiersze z „Pieśni nad pieśniami" (2, 8. 9) wcielono tu w końcu mi- 
nionego tysiącolecia (wedle rachuby żydowskiej) przez r. Jehudę Chasida. 

*) Między innemi lud błaga wtedy Boga o powrót dawnej wielkości świa- 
tła księżycowego. „Oby Ci sie spodobało, Wiekuisty... dopełnić braku u księżyca, 
aby w nim nie było ubytku i aby światło księżyca było jak światło słońca i jak 
światło w siedmiu dniach stworzenia i jakiem było przed jego zmniejszeniem*'. 
Tkwi tu mniemanie, jakie napotykamy w księdze Henocha 73, 2 (E. Kaiitsch 
Die Apokryphen und Pseudepigraphen des alten Testaments. Tabinga 1900 r. 
Tom U), że przybywanie i ubywanie światła księżycowego polega na dokładaniu 
i ujmowaniu mu cząstek światła. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 291 

stać stała się wyrazem odrodzenia ludu izraelskiego ^), zapowie- 
dzianego przez proroków. 

Poświęcenie miesiąca, rzekł r. Abaji-), jest przywitaniem Ojca 
w niebiesiech i dlatego odprawia się je, stojąc; w szkole r. Izmaela 
nauczano ^), że gdyby tylko co miesiąc raz udało się Izraelitom 
przywitać Ojca swego na niebie, to już byłuby dostatecznem; 
r. Jochanan *) twierdził, że kto w swoim czasie błogosławi nów, to 
jakgdyby oblicze Boga witał, a lud wierzy, że kto nowy miesiąc 
przywitał godnie, ten ma darowany miesiąc życia, chociażby prze- 
znaczonem mu było już umrzeć^). To też ceremonii tej winni do- 
pełniać Żydzi w odświętnem odzieniu '''), a na znak radości podska- 
kują wtedy trzy razy"*). 

Racyonalizm religijny dopatruje się w „kidusz hachodesz'^ 
sposobu, z pomocą którego człowiek uczy się poznawać Boga w Jego 
dziełach, lecz nie zdołała oficyalna teologia zatrzeć siadów czci dia 
księżyca ani wielkiego znaczenia nowiu, które lud w wierzeniach 
swych i praktykach ilustruje. 



1) Talmud, tr. Synhedrin 42 a. W Szeinot rabba 15, 12 (w niemieckim 
przekładzie dr. Ang. Wiinsche. Lipsk 1882 r.) znajdujemy następującą analogię: 
jak księżyc poczyna świecić I-go dnia miesiąca, a światło jego, potężniejąc, 
szczytu dosięga dnia 15go, tak i piętnaście pokoleń izraelskich, począwszy od 
Abrahama, szczytu chwały dostąpiło za Salomona; jak światło księżyca przez na- 
stępne piętnaście dni maleje, aż dnia 30-go staje się niewidzialnom, tak i poko- 
lenia izraelskie po Salomonie coraz więcej chyliły się do upadkn, aż zniknęły 
z widowni. 

*) Talmud, tr. Synhedrin 42 a. 

») Tamże. 

4) Tamże. 

5) Inni mówią, ży nagłą śmiercią nie umrze. W Bośuii i Sławonii powia- 
dają, że kto przed nowiem się pokłoni, ten z pewnością w tym miesiącu nie 
umrze. (Bernhard Stern. Medizin, Aberglaube und Geschletsleben in der Tiirkei 
mit Beriicksichtigung der moslemischen Nachbarlander und der ehemaligen Va- 
sallenstaaten. Berlin 1903 r. str. 385). 

«) W Mesichta .Sophrim, roz. 20 powiedziano, że należy błogosławić 
księżyc przy ujściu soboty, gdyż winno się ceremonii tej dopełniać w pogodnem 
usposobieniu i w ładnej odzieży; Hagahoth Maimnni opiera się na Hagahoth 
Mardochai, który orzekł, że w sobotnich szatach należy błogosławić księżyc, cho- 
ciażby dopełniało się tego w dniu powszednim. To samo — w Szulchan Aruch. 
Orach chaiim. Halachoth Kosz-chodesz § 426. Jedynie pobożniejsi stosują się do 
togo rozporządzenia rabinów, gdy ogół nie przestrzega go pilnie. 

') Przy słowach: „Jak ja podskakuję ku Tobie i nie mogę Cię dosięgnąć, 
tak niech nieprzyjaciele moi nie będą mogli dosięgnąć mnie w złym zamiarze". — 

19* 



292 K. MLIENTALOWA 

Rozmaite fazy księżyca, które bardzo różne w pasterzu bu- 
dziły uczucia, po dziś dzień dużą rolę odgrywają w codziennym 
bycie ludu żydowskiego i o ile powrót młodej tarczj^^ pierwsza 
kwadra i majestatyczna pełnia uchodzą za pomyślne dla wszelkich 
przedsięwzięć, o tyle koniec miesiąca stał się jednoznacznym ze 
smutkiem i niedolą ^). Dzień nowiu uważają za najbardziej sprzy- 
jający i z tego względu większość ślubów małżeńskich odbywa sie 
w rosz-chodesz ^). 

Nie jest to zjawisko odosobnione, gdyż wiarę w różny wpływ 
poszczególnych faz księżyca spotykamy u bardzo wielu ludów i na 
odległych od siebie przestrzeniach. Zarówno u Babilończyków^), 
jak starożytnych Greków*), Germanów s), u ludu Wabondei ^), na 
Żmudzi ^), w Sycylii ^), u Słowian »), panowała lub jeszcze panuje 



Murzyni Feta, ujrzawszy nów, skaczą trzy razy. (G. Klemm. AUgemeine Kultar- 
geschichte. Tom III, str. 359, cytując W. J. Miller'a. Die africanische aaf der 
guinełschen Gold Gust gelegene Landschaft Fetu. Hamburg 1676 r. 

1) Szczęściem jest urodzić się podczas pełni, natomiast „niejasną"' będzie 
miał dolę ttn, kto przyszedł n:i świat na schyłku miesiąca, a jedno z przekleństw 
żydowskich brzmi: „Bodaj ci dola tak świeciła jak księżyc pod koniec miesiąca" 
(I. Bernstein. Jiidische Sprichworter und Redensarten, str. 157, Nr 2227). W księ- 
dze Zohar, owem odległem echu pierwotnej tradycyi, znajdujemy, iż ludzie, któ- 
rych dusze zstępują na ziemie podczas, gdy księżyc jest w pełni, zażywać będą 
wszelakich dóbr świata: będą bogaci w dobytek i w potomstwo i cieszyć się będą 
dobrem zdrowiem (I 180b); że księżyc wywiera wpływ dodatni w okresie swego 
wzrostu, lecz działa szkodliwie w czasie, gdy ubywa (III 281 b), gdyż wtedy złe 
dachy wałęsają się po świecio (I 19 b). 

*j Chociaż Szulchan aruch (Joreh Deah 179, 2) zaleca żenić się w czasie 
pełni. Johauu Jacob Schudt (Jiidische Merkwiirdigkeiten. Frankfurt i Lipsk 1715 r. 
Tom I, część II, str. 3) podaje, że we Frankfurcie wesela n Żydów odbywały się 
w parę dni po nowiu lub podczas pełni, gdyż wtedy zapowiadały się pomyślnie. 

'j Morris Jastrow, jr. Die Religion Babyloniens uud Assyriens. Zeszyt IV, 
str. 299. 

*) W. H. Koscher. Die enneadischen und hebdomadischen Fristen and Wo- 
chen der altesten Griechea. Lipsk 190.S r. str. 38, dopisek 126. Tenże autor. Ue- 
ber Selene und Yerwandtes, str. 65. 

^) Tacyt. Germania Xl pisze o nich, że zbierali się dla obrad w dni ozna- 
czone, gdy księżyc był „nowy" lub w pełni, aby dać pomyślny bieg swym spra- 
wom. Obacz też Jacob Grimm. Deutsche Rechtsalterthiiraer, 4-6 powiększone wy- 
danie. Lipsk 1899 r. Tom II, str. 447. 

*) L. Frobenius. Die Weltanschauung der Naturvolker, str. 379. 

7) J. Kibort. Wierzenia ludowo Żmujdzkie (Wisła. Tom XIX, str. 369). 

8) Wisła. Tom III, str. 820 i 821. 

*) Jan Karłowicz w przypisach do I-go tomu Cywilizacyi pierwotnej E. B. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKI K 293 

zasada astrologiczna, że wzrost i zanik wszelkich zjawisk zacho- 
dzących w przyrodzie znajduje się w stosunku sympatycznym do 
przybywania i ubywania księżyca i stąd takie znaczenie nowiu 
w praktykach życiowych ^). Zwany zaszczytnie „holder Herr", 
jest on pomyślnym dla wszelkich początków, pisze Grimm ^), i dla- 
tego na nowiu należy śluby małżeńskie zawierać, budowę domu 
rozpoczynać, do nowego mieszkania się wprowadzać, pieniądze li- 
czyć^), włosy i paznogcie obcinać. Każde ziele najpomocniejsze na 
„maładziku" *), wszelkie zamawiania są wtedy najskuteczniejsze^); 
kto się urodzi w nów, długo żyć będzie *'), zestarzeje się, a twarz 
mieć będzie młodą ''). 

Na mocy danych, jakie przytoczyliśmy, nasuwa się mniema- 
nie, że „Dzień wspomnienia i trąbienia" to przedewszystkiem uro- 
czyście święcony nów, który, wchłonąwszy inne jeszcze pierwiastki 



Tylora, str. 423; M. Federowski. Lud białoruski. Tom I 1973, 2134, 2139; A. 
AeanacBeBt. JIosTniecKia BOBspinia cJiaBaH'B na iipnpo;i;y. Tom I, str. 191 i tom 
III, str. 780. 

1) Zasadą litewską było odłączać chłopców na nowin a dziewczęta w cza- 
sie ostatniej kwadry, aby uczynić chłopców silnymi a dziewczęta wysmnkłemi (E. 
B, Tylor. Cywilizacya pierwotna. Tom I, str. 118; J. Grimm. Deutsche Mytholo- 
gie, str. 595 podaje pełnię miast nowiu). 

2) Deutsche Mythologie, str. 595. 

*) U Żydów dobrze jest mieć przy sobie monetę, gdy się pierwszy raz uj- 
rzy ^nowy" księżyc. 

*) M. Federowski. Lud białoruski. Tom I 529; II. ^yónncKin. Tpy;i;fci stho- 
rpa(j).-CTaTncTn"i. 3Kcne;i0i],in b-ł 3ana;i,Ho-pyccKin Kpaa. Tom I, str. 9. U staro- 
żytnych Greków panowało pojęcie, że aby uczynić skutecznym szakłak, który 
uchodził za środek ochronny przeciw truciźnie i czarom, należało uciąć go na no- 
wiu. (G. F. Schoemann. Griechische Alterthiimer. Tom II, str. 358). 

5) Np. zamawiania od bólu zębów: „Ksienźycu młody, broń mnie od szkody, 
od zembou bolenia, od nieszczęść i utrapienia" (M. Federowski. Lud białoruski. 
Tom I 1287). Ob. też: Materyały antropologiczao-archeologiczne i etnograficzne. 
Tom I, str. 157; II. HyćascKiii. Tpy;i;bi itd. Tom I. str. 124. W Albanii chory 
mówi wtedy: „Ty przybieraj, a mój ból niech ubywa". (B. Stern. Medizin, Aberglaube 
itd. str. 384), a u Żydów: pozbędzie się bólu zęba, kto przez kilka chwil w mil- 
czeniu będzie się wpatrywał w księżyc na nowiu. 

6) A. AeanacBeBt. IloaTHHecKiH Bosapinia itd. Tom I, str. 191. 

') M. Federowski. Lud białoruski. T. I, 804; IL HyónHCKin. TpyAw itd. 
Tom I, str. 9 (powiat winnicki). A przeciwnie: „chto na starych dniach rodzi 
się, to prędko się zestarzeje" (M. Federowski. Lud białoruski. Tom I 805), jak zaś 
Słowak mówi: „Ver sa ten uż na starom mesiaci narodil (stary je, ubudu mu 
sile). Sbornik sloyenskych narodnich pieśni, povesti, prislovi, porehadiel, hadok 
itd. wydany przez Maticę slovenską w Wiedniu 1870. Zeszyt I, str. 102. 



294 R. LILIENTALOWA 

Z bytu Hebrajczyków, urósł do powagi jednego z ważniejszych 
świąt dorocznych. W Rosz-Haszana skoncentrowały się cechy za- 
tracone przez nowie wszystkich innych miesięcy, w niem znalazły 
przytulisko obrzędy, ongi w każdy nów praktylcowane, i Rosz-Ha- 
szana — to nów tylko spotęgowany i udoskonalony. Stąd też w pierw- 
szy dzień Nowego roku lektor synagogalny głosi: „Utwierdź nas, 
Panie Boże, w ten dzień nowiu..." stąd powtarzane wśród modłów 
słowa psalmu 1): „Zadmijcie na nowiu w szofar,..", stąd wreszcie 
przebijający skroś powłokę ascetyczną pogodny charakter dnia tego. 
Lecz dlaczego ta koncentracya padła na nów miesiąca sió- 
dmego, dlaczego siódmy nów w roku został wyróżniony i wywyż- 
szony ponad inne? Otóż, zważywszy wielkie ongi znaczenie sym- 
boliki liczb 2), musimy się z tem liczyć, że liczba siedm odgrywała 
poważną rolę w światopoglądzie starożytn3'ch Hebrajczyków i snuje 
się wciąż po przez stosunki życia Izraela. Siedm dni utworz^^ło 
tydzień (zwań}' szabua od szeba — siedm), którego siódmy dzień 
błogosławiony i poświęcony Wiekuistemu^); co siedm lat nastę- 



^) 81, 4. Talmud, tr. Rosz-Hauzana 8 b. twierdzi, że psalm ten odnosi się 
do Nowego roku, gdyż użyty w nim wyraz „bakese" ("2:2) znaczy „w ukryciu", 
a w ukryciu pozostaje księżyc na nowiu; nów zaś, który święto dla siebie two- 
rzy, przypada tylko w Rosz-Haszana. Tak samo utrzymuje Midrasz, Wajikra 
rabba 29, 23, na zasadzie, że mowa tu o nowiu i o święcie, a niema święta, 
które byłoby obchodzone w nów, prócz Nowego roku. Dr Cylkow tlomaczy, „kese" 
jako pełnię, a odrzucając orzeczenie talmudystów, odnosi ten wiersz psalmu do 
Pesaełi, czego trzymałam się przy opracowywaniu tego święta (Ob. cześć I, str. 
23 niniejszej pracy), lecz teraz inne narzuca mi się przypuszczenie. Gdyby bo- 
wiem ,.kese'' oznaczało pełnię, nie wszedłby ten wiersz do rytuału Rosz-Haszana, 
nie licujący zaś później z tym dniem wyraz „chag" mógł się odnosić do nowiu, 
który był uroczyście święcony — gdyż chag (święto) w przenośni znaczy nów 
(Dr J. Levy. Neuhebraisches und chaldSisches Wortcrbuch). 

-) Pytagorojczycy i greccy lekarze przypisywali liczbom wielkie znaczenie. 
W systemacie Pytagorasa są liczby istotą wszechrzeczy (Arystoteles. Metafizyka I 
5, 6; 13, 8; li, 3 — w niemieckim przekładaie dr. Eug. Rolfes. Lipsk 190i r.), 
a Platon tę naukę rozwinął i zastosował do świata wiecznych idei (Tamże I, 6 
i Arystoteles. O duszy 1,2 — w przekładzie niemieckim: Drei Biicher iiber die Scolo 
iibersetzt und orlRutort von J. H. von Kirchmann Lipsk 1871 r.). Do pytagorej- 
sko-platońskiej nauki cofa się późaiojsza toorya mistyki i symboliki liczbowej, 
która tak opanowała umysły i tak wydatną odgrywała rolę w magii i teurgii, 
lecz Pytagoras i Platon zawdzięczają swe poglądy na istotę znaczenia liczb staremu 
Wschodowi. (Dr. Aug. Wiiusche we wstępie do „Aus Israols Lohrhallen. Tom IV', 
str. n i IH, Lipsk 1909 r.) 

8; „Sabbat Wiekuistemu" (Exodu3 20, 10. 11). 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 



295 



pował t. z. rok sobotni (szmita)i), a po każdych 1 y^l latach — rok 
restytucyi powszechnej, t. z. rok jubileuszowy 2). obchodzony za- 
wsze w miesiącu siódmym 3). Siedm tygodni dzieli Pesach od 
Szabuoth*), wktóre przynoszono z siedmiu produktów składające 
się pierwociny (chwalebnem było w siedmiu naczyniach je przy- 
nosić ^), siedmiodniowe są święta Pesach i Sukoth «). Po sie- 
dmioro zabrał Noe z bydła i ptactwa'), siedmioro jagniąt po- 
stawił Abraham, gdy zawierał przymierze z Abimelechem^). sied m 
lat wysługiwał się jakób za Rachelę, a gdy mu zamiast tej dano 
Leę, „służył jeszcze siedm lat innych «)", siedm razy kłaniał się 
on ku ziemi, zanim przystąpił do brata swego 1°). Siódmego roku 
wychodził na wolność kupiony niewolnik ibrejski"), siedm dni 
trwała uczta weselna 12), siedm dni — ceremoniał żałobny i^); ktoby 
się dotknął umarłego, jakichkolwiek zwłok ludzkich, będzie nie- 
czystym przez siedm dni" 1*), „niewiasta,któraby płód wydala i uro- 



1) Exodus 23, 10. 11: „Sześć lat obsiewaj ziemię twoją, i zbieraj płody 
jej". „A siódmego zaniechasz ją;..." Ow siódmy rok Żydzi święcą tak jak siódmy 
dzień w tygodniu, pisze Józef Flawiusz w „Dziejach wojny żydowskiej" (Prze- 
kład A. Niemoj owakiego. Warszawa 1906 r.). 

2) Leviticus 25, 8: „Poczem naliczysz siedm lat odpoczynku po siedm lat 
siedmkroć, — aby uczynił ci czas siedmiu lat odpoczynku czterdzieści i daie- 
więć lat". 

s) Tamże 25, 9. 10. 

4) Leviticus 23, 15; ob. toż I część, str. 45 tej pracy. 

^) Część I, str. 47 tej pracy. 

«) Tamże, str. 23 i 62. 

') Genesis 7, 2. 3. 

8) Tamże 21, 28. „...przeto nazwano miejsce ono Beer-szeba, albowiem tam 
przysięgli obaj (Genesis 21, 31) i stąd szabua — przysięga pochodzi od szeba — 
siedm, a Beer-szeba — to studnia przysięgi albo siedmiu sztuk bydła; także mi- 
szba — przysiągł (Dauteronomium 4, 31; 8, 18), niszbu — przysięgli (Genesis 21, 
31) znaczą dosłownie: siedmił, siedmili, jak objaśnia Karl Christ. Wilh. Fel. 
Babr. (Symbolik des mosaischen Cultus. Heidelberg 1837 r. Tom I, str. 200). 

9) Genesis 29, 27. 30, 
i») Tamże 33, 3. 

11) Exodus 21, 2: „Gdy kupisz niewolnika ibrejskiego, sześć lat niechaj 
płuży, a siódmego wyjdzie na wolność, darmo". To samo w Deuteronomium 15, 12. 

12) Księga Sędziów 14, 12; księga Tobiasza 11, 17. 

13) Genesis 60, 10: „I doszli oni do gumna Cierniowego... i urządzili tam 
żałobę wielką i ciężką bardzo; obchodził po ojcu swym żałobę przez siedm dni". 
I Samuelowe 31, 13; I Kronika 10, 12; Sirach 22, 12; Judith 16, 25. 

1*) Numeri 19, 11. Ob. też 19, 16. 



296 R- LILIENTALOWA 

dziła chłopca, nieczystą będzie przez siedm dni^), cała manipula- 
cja z trędowatym zarówno jak i obserwacya trądu pozostawały 
w ścisłym związku z siódemką^). A wkulcie: siedm dni trwał 
akt wyświęcenia kapłanów^), siedm dni — oczyszczenie i uświę- 
cenie ofiarnicy *), siedmkroć kropił kapłan przed obliczem Wie- 
kuistego, przed zasłoną świątyni ^), siedm razy okalano ołtarz 
w siódmym dniu święta Szałasów^), siedmioro jagniąt składano 
na całopalenie''), siedm wrót wiodło na dziedziniec świątyni^), 
a w niej siedmioramienuy znajdował się świecznik s). Dalej: 
siedm tablic w ręku anioła widział Jakób w sennem widzeniu ^°), 
o siedmiu oczach opatrzności mówi nam prorok ^i), siedmiu jest 



I) Leviticn8 12, 2; po urodzeniu dziewczyny ten czas podwojony. 
*) Tamże 13, 4—6. 21—27. 31-34. 50-54; 14, 7-9. 16. 27. 

3) Exoda8 29, 35. 
*) Tamże 29, 37. 

5) Leviticas 4, 6; też 4, 17. 

6) Ob. część I, 8tr. 68 tej pracy. 

') Numeri 28, 11. 19. 27.— „Zbuduj mi tu siedm ofiarnie, a przygotuj mi 
ta siedm cielców i siedm baranów", rzeki Bileam do Balaka (Numeri 23, Ij; 
II Kronika 15, 11 i 29, 21. 

^) Talmud, tr. Joma 19 a. 

8) Exodus 25, 37; Numeri 8, 2. O tym świeczniku pisze Flawiusz (Dzieje 
wojny żydowskiej 7, 5. 5): „...u podstawy szedł słupiec, a od niego w rozgałęzie- 
nia cienkie ramiona, jak to wyobrażają trójząb, na każdem ramieniu była umie- 
szczona u góry spiżowa lampa, tedy razem siedm, aby świętość cnej liczby a Ży- 
dów okazać". 

1") Das Buch der Jubilaen 32, 21, w przekładzie niemieckim E. Littmana 
(E. Kautsch. Die Apokryphon und Pseudepigraphen des alten Testaments. Tom II, 
Tubinga 1900 r.). 

II) Zacharyasz 4, 10; „Z radością wszak spoglądają na ołowiankę w ręku 
Zerubabela owe siedm; oczy Wiekuistego to są, rozpatrujące całą ziemię". Zda- 
niem Steinberga, którego cytuje Dr Cylkow w przypiskn do tego wiersza, napo- 
myka tu prorok o siedmiu amsze-spandach czyli aniołach opiekuńczych nazwa- 
nych w nauce Parsów oczami Ormuzda; również według Erika Stave (Ueber den 
Einfluss des Parsismus auf das Judenthum (Haarlem 1898 r. str. 217) zapożyczył 
prorok tę symbolikę z zewnątrz, a ponieważ pogląd Parsów o siedmiu amszespuu- 
dach bliższym jest nauce żydowskiej o siedmiu archaniołach aniżeli babilońskie 
siedm planet, wiec należy się tu dopatrywać wpływa parsizma. Tak samo sądzi 
Dr Alexander Kohut (Ueber die jiidische Angelologie und Demonologie in ihrer 
Abhangigkeit vom Parsismus. Lipsk 1866 r.) Lecz Gunkel (Schopfung und Chaos 
in Urzeit und Endzeit, str. 302, dopisek 1) utrzymuje, że owe perskie Amesha- 
spenta pozostają w zależności od siedmiu bóstw planetarnych Babilończyków. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 297 

archaniołów w późniejszej teologii żydowskiej^), siedm jest nie- 
bios 2), siedm sfer ^), siedm wrót posiada Eden *) i siedm od- 
działów -piekło 5), siedm imion ma zły duch"), siedm nazw po- 
siada ziemia ''), siedm rzeczy stworzył Bóg przed stworzeniem 
świata^), który siedmiu przymiotami stworzył^), siedm darów 
da Pan w przyszłości sprawiedliwym ^°) i siedm razy zadmie w szo- 
far, aby umarłych ożywić^'); siedm rzeczy jest ukrytych przed 



*) Księga Tobiasza 12, 15: „Jam jest bowiem Raphael, anioł, jeden z siedmi, 
którzy stajemy przed Panem". (Przekład ks. Wnjka). 

') Talmud, tr. Cbagiga 12 b, a nazwy ich: zasłona, sklepienie, obłoki, 
przybytek, gród, siedziba i niedocieczOna głąb nieba. To samo w tr. Rosz-Haszana 
32 a. — Zbiorowy, stary Wschód zna siedm niebios (Dr Alfred Jeremias. Babyloni- 
sches im neuen Testament, Lipsk 1905 r. str. 81). 

'j Aboth r. Nathana. Wersya I, roz. 37 (w rosyjskim przekładzie N. Pere- 
ferkowicza. Petersburg 1903 r.) Siedm stroa : góra, dół, przód, tył, prawa, lewa 
i wokoło (Midrasz-Taasche w książce Aug. Wiinsche. Ans Israels Lehrhallen. Tom 
V, str. 97). 

*) Dr Ang. Wiinsche. Ans Israels Lehrhallen. Kleine Midraschim zar jiidi- 
schen Eschatologie and Apokalyptik. Lipsk 1909 r. Tom III, część I, str. 57: die 
Mauern und Hallen zu Gan Eden and seine Bewohner. — Siedm rodzajów spra- 
wiedliwych przebywa w raja (Midrasz Wajikra rabba 30, 23). 

^) Talmud, tr. Sota; też tr. Erubin 19 a, a nazwy ich : przepaść, nicestwo, 
wądół zaguby, otchłań ogłuszająca, grzęzkie bagno, pomroka śmiertelna i świat 
podziemny. W nich ma siedlisko siedm rodzajów winowajców: zły, złośliwy, 
grzesznik, bezbożnik, niszczyciel, szyderca i pyszałek (Zohar II 150 b). 

8) Talmud, tr. Sukka 52 a. K. Aha b'}n Jakob ukazał się zły duch w po- 
staci hydry o siedmiu głowach (Talmud tr. Kiduszin 29 b). Siedm imion ma 
zły popęd: nieobrzezany, nieczysty, zły, wróg, kamień, zapora i przybywający 
z północy (Midrasz Maase Thora w książce Dra Aug. Wiinsche. Aus Israels Lehr- 
hallen. Lipsk 1910 r. Tom V, str. 296). 

') Aboth r. Nathana. Wersya I, roz. 37; Midrasz Wajikra rabba 29. 23. 
Siedm imion miał Mojżesz (Midrasz Szemot rabba 40, 31), a według tradycyi 
Samarytan urodził się o siódmej godzinie siódmego dnia siódmego miesiąca (Dr, 
M. Heidenheim. Die Samaritanische Liturgie. Lipsk 1885 r. str. XLVI. 

^) Talmud, tr. Nedarim 39 b: naukę zakonu, pokutę, raj, piekło, tron wspa- 
niałości, świątynię i imię Mesyasza. To samo w tr. Pesachim 5i a. 

8) Aboth r. Nathana. Wersya I, roz. 37: rozumem, wiedzą, mocą, łaskawo- 
ścią, miłosierdziem, sądem i groźbą. 

1^) Tamże. Wersya II, roz. 43: moc, piękność, bogactwo, uczoność synów, 
długowieczność i pokój. Siedm błogosławieństw otrzymał od Boga Abraham (Mi- 
drasz-Bemidbar rabba 11, 6 — w niemieckim przekładzie Dra Aug. Wiinsche. 
Lipsk 1885 r. 

'') Nowa Pesikta, ob. Wiinsche. Aus Israels Lehrhallen. Tom V, str. 60. 



298 R. LiLlENTALOWA 

człowiekiem ^). Liczbie siedm przypisywano moc cudowną, bo oto 
rzekł Eliasz do sługi swego ^j: „Wstąp a pojrzyj ku morzu... I za- 
się rzekł mu: Wracaj się po siedmkroć. A za siódmym razem: 
Alić obłoczek mał}^ jako stopa człowiecza występowała z morza..." 
Elizeusz kazał Naamanowi omyć się siedm razy w Jordanie, aby 
wróciło się zdrowie ciału jego ^j. Samson powiada, że straci moc, 
jeżeli go zwiążą siedmiu świeżymi powrozami albo jeśli siedm 
jego loków wprzędą w płoclię tkacką*). A przy zdobywaniu Jery- 
cha ^j: „Siedmiu... kapłanów niosących siedm trąb z rogów ba- 
ranich przed arką Wiekuistego szło, idąc i uderzając wciąż w trą- 
by..." «Tak czynili przez sześć dni". „Ale dnia siódmego wy- 
ruszyli rano z wzejściem zorzy porannej i okrążyli miasto zwy- 
Idym porządkiem siedmiokrotnie..." „Za siódmym tedy ra- 
zem, gdy uderzyli kapłani w trąby, rzekł Jozue do ludu: podnie- 
ście okrzyk wojenny, albowiem podał wara Wiekuisty miasto". 
Wszystko, co siódme, znajduje upododanie i ma pierwszeństwo, 
orzeka Midrasz'';, jest wyższe ponad inne, mówi Zohar'). W obja- 
wieniu Jana często występuje siódemka jako liczba mistyczna^), 
w żydowskich podaniach historycznych pot3^kam3' się wciąż to 



1) Talmad, tr. Pesachim 54 b: dzień jep^o śmierci, dzień pocieszenia, prze- 
bieg sadów, co „myśli serce" bliźniego, czem zdobędzie sobie zasłagi, kiedy wróci 
państwo Dawida i kiedy ranie państwo bezbożne. 

«) I królów 18, 4;-i (przekład ks. Wajka). 

3j II królów 5, 10. 14. A. Talmud (tr. Sabath 66 b i 67 a) podaje środek 
przeciw febrze, którego cała moc zdaje się spoczywać na siódemce, bo oto r. 
Hona radzi wziąć: siedm gałązek z siedmiu palm daktylowych, siedm wiórów 
z siedmiu pniaków, siedm klinów z siedmiu mostów, siedm węgli z sie- 
dmiu pieców, siedm grodek ziemi z siedmiu progów, siedm kawałków 
smoły z siedmiu okrętów, siedm ziarn kminu, siedm włosów z brody starego 
psa — i sznurem z włosów uwiązać to na szyi. 

*J Księga sędziów 16, 7. 13. 

8) Jozue 6, 13—16 (w przekładzie dra Cylkowa). 

6) Wajikra rabba 29, 23: zarówno w pośród dni (Genesis 2, H) jak śród 
miesięcy (Leriticus 23, 24) i lat (Exodus 23, 11), pokoleń (Chanoch był siódmym 
z kolei, a o nim Genesis 5, 22). praojców (Mojżesz tu siódmy, o nim zaś Esodus 
19, H), potomstwa (Dawid był siódmym z rzędu synem Izai), królów (Assa był sió- 
dmym na tronie, a o nim II Kronika 14, 11). 

') III 47 b. 

^; Siedm ducliów przed oblicznoś^ią „stolice jego" (1, 4), siedm lichta- 
rzów złotych (], 12), siedm gwiazd (1, 19. 20), siedm rogów i siedm oczu ba- 
ranka (5,6), „siedmią pieczęci" zapieczętow.nne księgi (5, 1|, s i ed m trąb wręku 
siedmiu aniołów (8, 2), siedm gromów (10,3), siedm głów smoka, a na nich 



ŚWJĘTA ŻY^DOWjSKIK 299 

O siedm osób, to o siedm rzeczy-), rabini wyliczają siedm 
głównych nakazów obowiązujących Noachidów ^j, a lud po dziś 
dzień przestrzega w swych obrzędach i praktykach liczby siedm, 
u. p. oblubienica, wszedłszy pod baldachim, siedm razy obcho- 
dzi wokoło pana młodego; podczas ślubu i przez następne siedm 
dni odmawiają t. z. „siedm błogosławieństw" 3); na siedm sup- 
łów zawiązane są rzemyki, które u pantofla szwagra rozwiązuje 
wdowa podczas obrzędu chalicy *); na ui'oczyst3^ch nabożeństwach 
Icantór odczytuje publicznie siedm ustępów z Pięcioksięgu °), 
siedm nitek zawiera każda z czterech pętlic t. z. małego talisa, 
siedm razy okręcany bywa naokoło ręki^) rzemylc od tefilin ''), 
siedm razy obnoszą dokoła bóżnicy ciało zmarłego rabina ^j; czu- 
jąc zbliżający się poród, niewiasta obchodzi siedm razy wokoło 
stół; opuściwszy mieszkanie, nie wprowadzają się tam napowrót 
przed upływem siedmiu lat^); kto skradnie jajo, będzie siedm 
lat w nędzy; gdy dziewczyna siądzie u rogu stołu, to siedm lat 
czekać będzie na męża i"), o ładnej kobiecie mówią, że ma siódmy 



siedm koron (12, 3). siedm głów bestyi (13, 1), siedra plag ostatecznych (15, 1), 
siedm czasz złotych pełnych gniewu Boga (15, 7). Mateusz (12, 45) mówi o sie- 
dmiu duchach nieczystych, tak samo Łukasz (11, 26). 

1) Siedmiu synów Jefeta (Genesis 10, 2), siedmiu synów Jozafata (II 
Kronika 21, 2), siedmiu synów Saula (II Samuelowe 21, 9i, siedmiu synów 
Hioba (Jjob 1,2 i 42, 13), siedmiu braci Machabeuszów (II Machabeuszów 7,1), 
siedm lat trwała budowa świątyni Salomona (I królewskie 6, 38). siedm sto- 
pai miał tron jogo (Zohar III 47 h.), przez siedm dni namawiał Bóg Mojżesza, 
aby poszedł do Egiptu (Midrasz Szir ha-sziriin 1, 8 (w przekładzie niemieckim 
Aug. Wiinsche. Lipsk 1880; także Midrasz Bemidbar rabba 21, 27), przez siedm 
dni błagał Mojżesz Boga, aby pozwolił mu wejść do ziemi obiecanej (Midrasz 
Szir ba-szirim 1, 8). 

2) Talmnd, tr. Synhodrin 56 a; tr. Aboda zara 2 b. 

3) Mój art. Zaręczyny i wesele żydowskie (^Wisła. Tom XIV str. 65 i 66). 

4) Przesądy żydowskie (Wisła. Tom XIV. str. 642, Nr. 107). 

5) Przywołując członków gminy do asystowania. 
*) Naokoło lewej ręki. 

') Tefilin — to dwie kwadratowo skrzyneczki ze skóry zakończone długimi 
rzemykami i zawierające ca czterech kawałkach pergaminu ustępy z Pisma św,; 
jedną skrzyneczkę nakładają na czoło, drugą zaś — na rękę. 

^) Wogóle pobożnego. 

9) Chyba, że pozostawili gwóźdź w ścianie, gdyż ktoby to inaczej zrobił, 
popadłby w nędzę. 

1") Aby unicestwić to działanie grożące danej dziewczynie staropanieństwem, 
czyni ona wtedy uwagę, że właśnie w owej chwili upłynęło 6 lat i 11 miesięcy. 



300 R. LiILIENTALOWA 

powab, a przysłowie^) głosi, źe siedmiu synów wnosi krzesło do 
raju^), zaś siedm córek do piekła. 

Z siódemką jako liczbą kosmiczno-mistyczną spotykamy się 
u wielu ludów. W Egipcie występuje ona często w księgach umar- 
łych ^)j na napisach asyryjskich liczne są siedmiodniowe okresy*), 
świętą była ta liczba u Babilończyków^), Persów^). O Arabach pi- 
sze Herodot^), że przy zawieraniu przymierza pomazują krwią 



^) J. Bernstein. Jiidische Sprichworter und Kedensarten, str. 97, Nr. 1434. 

2) T. j. wiedzie rodziców do raja, 

8) Dr Georg Ebers. Aegypten und die Biicher Mosis. Lipsk 1868 r. Tcm 
I, Btr. 339. 

*) Siódmy dzień w tygodnia — to dzień święta, siódmego dnia od roz- 
poczęcia się potopa uspakajają się wody (Epos babilońskie w opracowaniu A. 
Lange. Brody 1909 r. Ennma Eliś, str. 46), siedm dni i nocy trwa waika boga 
Sina z siedmiu posłami Anusa itd. (W. H. Roscher. Die enneadischen und heb- 
domadischen Fristen and Wochen der altesten Griechen. Lipsk 1903 r. str. 29). 

*) Tamże, str. 29 i 30. M. Jastrow, jr. Die Keligion Babyloniens und As- 
syriens. Zeszyt IV, str. 282. U nich to panował kult siedmiu planet i typowe, 
astralne pojmowanie bóstwa było siedmiorakie (D. Nielsen. Die altarabische 
Mondreligion, str. 22), oni to wyobrażali sobie ziemię jako podzieloną na siedm 
stref (P. Jensen. Die Kosmologie der Babylonier. Strasburg 1890 r. str. 174 i 182), 
a zodyak — jako wieżę o siedmiu stopniach, z których ostatni wiódł do naj- 
wyższego nieba boga Anu (A, Jeromias. Das alte Testament itd. str. 14 i 15)-, 
siedm wrót świata podziemnego musi przebyć Isztar, aby dostać się do piekła 
(P. Jensen. Assyrisch-babylonische Mythen und Epen. Berlin 1901 r. str. 81 — 91: 
„litars Hollenfahrt"), siedmiu demonów zwanych wprost „siódemką" szerzyło 
postrach i grozę (M. Jastrow, jr. Die Keligion Babyloniens und Assyriens. Zeszy^ 
IV, str. 282 i zeszyt V, str. 361 i 362: Hugo Winckler. Altorientalische Forschun- 
gen. Lipsk 1901 r. III serya, I tom, 1 zeszyt, 58 — 60 str.), co przeszło niewąt- 
pliwie do Mandejczyków (wg. Dra A. J. W. Wilhelma Brandt'a ,,Mandaische Ee- 
ligion, ihre Entwickelang und geschichtliche Bedeutang" Lipsk 1889 r. str. 182, 
staro-babilońska treść zachowała się w mandejskich wyobrażeniach, a gnoza ich 
operuje pojęciami babilońskiemi, żydowskiemi i perskiemi), których „Wielka 
księga" mówi o siedmiu aniołach-uwodzicielach, uwodzących dzieci Adama. 
(Tenże autor: Mandilische Schriften aus der groasen Sammlung heiiiger Bucher ge- 
nannt Genza oder Sidra rabba iibersetzt und erlautert. Getynga 1893 r., str. 45 
i 85); występuje też często siódemka w babilońsko-asyryjskich trenach (M. Ja- 
strow, jr. Die Keligion Babyloniens und Assyriens. Zeszyt VIII i IX). 

8) Siedm najwyższych duchów zwanych Ameeha-spentas, ziemia podzie- 
lona na siedm okręgów, tz. Karshvares (Zend-Avesta. Yasht 19, 15 — 18; Yasna 
61, 5; Aban nyayish 4, 6). 

') Historya 3, 8 (repo;;o'n>. HcTopin. Ilepesofli. cb rpenecKaro O. T. Mii- 
ląeHKa, II wydanie. Moskwa 1888 r.) 



ŚWIĘTA ŹYDOWKKIK 301 

sprzymierzających się siedm kamieni, Koran i) mówi o siedmiu 
ziemiach, siedmiu niebiosach i siedmiu wrotach piekia, w Rig- 
wedzie, tym najstarszym dokumencie indo-germańskiego szczepu 
przodującą jest rola siódemki*). Solon dzieli życie ludzkie na 
siedmioletnie okresy^), siódmy dzień każdego miesiąca po- 
święcony był u Greków ApoUinowi*), Eneasz składa w ofierze na 
włoskiej ziemi siedm cielców i siedm owiec 5). Również wierze- 
nia i praktyki współczesnych ludów Europy pełne są siódemki. Je- 
dna z siedmiu córek u matki jest zmorą '^), siódmy z kolei 
syn posiada szczególną moc stosowania leków ^); gdy czarny jak 
węgiel kogut ma siedm lat, to składa jajo, z którego powstaje 
smok setki lat żyjący^); gdy jaskółki w jakiem gnieździe przez 



1) 65, 12; 2, 27; 15, 43. 44. Wedłag Abrahama Geigera (Washat Moham- 
mad aus dem Judenthume aufgenommen? Lipsk 1902 r. II wydanie, str. 63 — 66) 
zapożyczył Mahomet owe siedm niebios i siedm piekieł z tradycyi żydowsiiiej. 

2) Dr. P. von Bohlen. Das alte Indien mit bcsonderer Riicksicht auf Aegy- 
pten. Królewiec 1830 r. Tom II, str. 247. Siedmiu świętych Rishi, siedm rumaków 
Suryi (boga słońca), siedm języków Agni (zwanego bogiem siedmiopłomiennym- 
Maha-Bharata w tJomaczeniu A.Lange. Brody 1911 r. str. 345), siedmiogłowy 
smok, siedm mitycznych ujść Gangesu, skąd jego nazwa w sanskrycie sapta- 
mukhi (von Bohlen. Tamże. Tom I, str. 16, dopisek 29). P. Jensen (Die Kosmo- 
logie der Babylonier, str. 180 — 182) wykazuje, że u Indusów panował dogmat 
o siedmi o-pierścieniowatym układzie ziemi, znają oni siedm światów górnych 
i siedm — dolnych (F. Nork. Braniinen und Kabbinen. Miśnia 1836 r. str. 189), 
przy zawieraniu ślubu w Indyach osoby łączące się tym związkiem brały się za 
ręce i tak razem robiły siedm kroków, skąd ślub zwie się saptapada — sie- 
dmiokrokowy (Maba-Bharata, str. 141 i objaśnienie N. 24 na str. 158). j 

^) W. H. Koscher. Die enneadischen und hebdomadischen Fristen und Wo- 
chen, str. 51. Podział taki oparty bywał zwykle nie na obserwacyach stanów fi- 
zycznych, lecz na liczbach mistycznych i etymologii, np. perypatetyk Staseas od- 
różniał dwanaście stopni po siedm lat każdy (Leopold Low. Die Lebensalter in 
der judischen Literatur. Szegedin 1875 r. str. 6). 

*) Gdyż Leto urodziła go dnia siódmego (L. Preller. Griechische Mytho- 
logie. Berlin 1887 r. IV wydanie. Tom I, str. 238). 

5) Eneidy 6, 38 (w polskim przekłaizie Jędrzeja Kochanowskiego. War- 
szawa 1754 r.). 

^) Dr. Adolf Wuttke. Der deutsche Yolksaberglaube der Gegenwart. Berlin 
1900 r. str. 275, § 405- W Niderlandach panuje wierzenie, że najpiękniejsza 
z siedmiu córek musi się stać zmorą (Karl Simrock. Handbuch der deutschen 
Mythologie mit Einschluss der nordischen, str. 437), 

') Wuttke. Tamże, str. 1323 § 479. 

8) Tamże, str. 52 § 58. W Galicyi zachodniej: kto czarnego koguta siedm 



302 K. I.ILIENTALOWA 

siedm lat wysiadywćiły jaja, to zostawiają tam jaskółczy kamień, 
pomocny szczególniej w chorobach oczu i); jeżeli mleko nie chce 
zsiąśó się w masło, należy nazwać po imieniu siedm czarownic 
ze wsi 2), gdy siedm kobiet stanie na rozstajnych drogach, będzie 
deszcz 3), jednym ze środków przeciw febrze jest następujący: pić 
przez siedm dni, o siódmej rano i o siódmej wieczór świę- 
coną wodę z siedmiu kościołów*). W Galicyi zachodniej 5) po- 
wiadają, że aby się uczynić niewidzialnym, trzeba wziąć czarnego 
kota mającego siedm lat, siedm miesięcy i siedm dni, żywego 
zgotować itd. Białorusini^) wierzą, że strzałka piorunowa co siedm 
lat wychodzi na powierzchnię ziemi, że katar siedm chorób od- 
gania, a jęczmień na oku leczą siedmiu ziarnami jęczmienia. 
Słowak^) powiada: „Se dem raz ze zaprisahal — zaklial" a w Czar- 
nogórzu ^) gdy kobieta nie rodzi synów, co przypisują czarom, 
siedmiu kapłanów te czary unicestwia. 

Liczby symboliczne, twierdzi L. Krzywicki 9), są podstawą 
całego systemu filozofii i streszczeniem zapatrywań na budowę 
wszechświata. „Tu i owdzie natrafiamy na pojmowanie przyrody 
jako sześciokrotnej czy siedmiokrotnej całości i niezmiernie ciekawą 
jest filozofia liczb świętych, która u każdego szczepu kształtuje się 
odmiennie". 

Np. zasadniczą liczbą świętą filozofii Czeroków jest czwórka, 
bo struli^tura kosmosu składa się według nich z czterech tej samej 



lat chowa, to się z niego dyabeł zrobi (Zbiór wiadomości do antrop. krajowej. 
Tom XVI, str, 2bi Nr. 13). 

1) Tamże, str. 121 § 159. 

2) Tamże, str. 449 § 708. 
s) Tamże, str. 209 § 288. 

^) Tamże, str. 353 § 529. Również w podaniach i mitach niemieckich po- 
wtarza się często siódemka (K. Simrock. Handbuch itd. str. 301, 343, 356, 361). 

5) Powiat Bocheński (Zbiór wiad. do antrop. kraj. Tom XVI, str. 267, 
Nr. 174). 

6) M. Federowski. Lud białoruski. Tom I, 424, 2369, 2H64; też 1416 i 1920. 
Porównaj A. Wuttke. Der deutsche Volksaberglaube, str. 410 § 638. 

') fcjbornik slovenskych narodnich pieśni itd. 1870 r. I zeszyt, str. 103, 
Nr. 616. 

*) B. 8tem. Medizin, Aberglaube itd. str. 346. W pieśniach ludowych roz- 
maitych ludów często przewija się siódemka (Pieśni ludowe Celtyckie, Germań- 
skie, Romańskie spolszczył Edward Porębowicz, Lwów 1909 r.). 

*) Kosmos i jego budowa w pojęciach ludów (Biblioteka Warszawska 1898 r. 
Tom III, zeszyt II, str. 244 i 245. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIM 303 

wartości działów i w każdym z pośród nich znajduje się ognisko 
jednej z czterech postaci właściwych wszelkiej sile sprawczej, to 
też każde zaklęcie, każde odczynianie uroków, wszelka ceremonia 
religijna zawiera u Czeroków cztery części. Pojmowanie znów 
wszechświata jako całości siedmiorakiej jest podstawą filozofii Zuii- 
czyków 1). Prócz zwykłych stron świata przyjmują oni jeszcze dół 
i górę oraz środek-) i układają je w pewien szereg hierarchiczny, 
to też w ich ceremoniach i zaklęciach siódemka jest cyfrą świętą. Je- 
remiasz) upatruje religijne znaczenie siódemki wtem, że jest to liczba 
dni tygodnia, w czem znów widzi związek z planetami. Roscher*) są- 
dzi, że świętość siódemki pochodzi od naturalnego podziału księży- 
cowego miesiąca na cztery okresy po siedm dni i tak samo uważa 
Nielsen^), który powiada, że święty księżyc daje święte fazy, święte 
fazy — święte czasy księżycowe, te zaś — święte księżycowe li- 
czby ^), które właśnie świadczą o pierwotnej księżycowej chrono- 
logii. Tydzień jest bezwątpienia poddziałem synodycznego miesiąca'), 
twierdzi Ideler^), tylko zamiast T^/g dnia, które kwadry księżyca 
przeciętnie posiadają, przyjęto liczbę najbliźe) leżącą, t. j. liczbę sie- 
dmiu dni. Siedmiodniowy tydzień znali Babilończycy ^j, Sabejczy- 
cy 10), Indusi, Persowie, starożytni Grecy ^^), Germanowie ^'). Peru- 
wiańczycy, Chińczycy ^^), ale napotykamy i tygodnie pięciodniowe, 
znane Babilończykom pod nazwą hamuśtu ^^j, także — ośmiodniowe 



1) Tamże, str. 247 i 249. 
*) Porównaj dopisek 3 na str. 28 tej pracy. 
3) Das alte Testament itd. str. 183 i 38. 

*) Die enneadischen nnd hebdomadischen Fristen und Wochen, str. 4, 73 i 7-4. 
5) Die altarabisehe Mondreligion, str. 88. 

®) T. j. trójkę i siódemkę, gdyż księżyc na trzy dni znika, a do swej wę- 
drówki od stacyi do stacyi potrzebuje siedmiu dni. 

') Synodyczny miesiąc — to czas trwający od jednego nowiu do drugiego, 
t. j. 29 dni, 12 godzin, 44 minuty i 2,9 sekund. 

®) Dr Ludwig Ideler. Handbuch der matematischen und technischen Chro- 
nologie. Berlin 182.5—1826 r. Tom I, str. 60. 

8) A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 58 i 59. 
»") Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier. Tom I, str. 541. 

^') W. H. Roscher. Die enneadischen und hebdomadischen Fristen itd. str. 7. 
>2) Tacyt. Roczniki 1, 50 i Germania XI. 
") Ideler. Chronologie. Tom I, str. 87 i 88. 

") A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 41, 58 i 59; ob. też H. Wiu- 
ckler. Altorientalische Forschungen, II Serya. Tom I (Lipsk 1898 r.), str. 96 i 182. 



304 R- LILIENTALOWA 

U Rzymian 1), gdyż zależało to, jak twierdzą zwolennicy tylko co 
wyłuszczonej teoryi, od sposobu rozważania księżyca 2). Przypuścić 
jednak należy, że pierwszy i najprostszy podział miesiąca był na 
dwie połowy, które akcentowała pełnia i że dopiero potrzeba ści- 
ślejszej rachuby czasu wzięła pod rozwagę i pozostałe fazy, dzie- 
ląc miesiąc na cztery siedmiodniowe okresy Czyli tygodnie, któ- 
rych granicą u Żydów stał się wyróżniony dzień spoczynku — sa- 
bat 3), jak granicą miesiąca był nów*). Jakiekolwiek zresztą zaj- 
miemy stanowisko w sprawie genezy liczb świętych, faktem jest, 
że jak siódmy dzień w tygodniu, siódm}'- rok i rok jubileuszowy 
(7X'?) tak i siódmy nów na przednie wysunął się miejsce. 

Ale uroczystości związane z nowiem były radosne, więc taki 
charakter mieóby powinien „Dzień trąbienia", tymczasem znajdu- 
jemy tu pierwiastki tak mu obce, jak lęk i grozę dnia sądu, „trwo- 
źnego dnia upominania, który postrachem swoim wszystkie stwo- 
rzenia krępuje"^). Nów tedy stał się tylko bezpiecznem, bo trady- 
cyą zawarowanem przytuliskiem dla święta, które pokonało go 
i przyćmiło, a przez które on tylko się przedziera i znaczj'' swe 
ślady ^), pozostające w dziwnej sprzeczności z uczuciami smutku 
i obaw, skądinąd tu nagromadzonemi. 

„Człowiek pierwotny tak samo jak mniemał, że z wiosną cała 
przyroda przebywa tajemniczy dreszcz odnowienia, również wie- 



^) Roscher. Die enneadiscliea und hebdoniadischen Fri.ston itd. str. 7 i 8. 

*) Jaż starożytni astronomowie babilońscy znali miesiąc synodyczny i sy- 
deryczny; ten ostatni — to czas, którego potrzebuje księżyc, aby wrócić do tej 
samej gwiazdy, to jest: 27 dni, 7 godz. 43 min. 11,5 sekund. 

') Więc święto księżycowe. Inne dni u Żydów nie miały nazwy i ozna- 
czano je przez porządkowe liczby. H. Zimmern (Zeitschrift der deutschen, mor- 
genlandisclien Geselischaft. Upsk 1904 r. Tom 58, str. 200, 202 i 459, art. Sab- 
bath) utrzymuje, że babilońskie śapattu (śabattu) i stąd prawdopodobnie zapoży- 
czony izraelski sabat — to pierwotnie dzień pełni (ob. też Dr I. lienzinger. He- 
braische Archjiologie, str. 389) i dlatego takie jego znaczenie w kulcie: i że do- 
piero później, przy podziale miesiąca na cztery części, nazwa „śapattu" przeszła 
na dni 7-y, 21-y i 28-y. O święceniu pełni przez starożytnych Hebrajczyków ob. 
I część, str. 23 i 64 tej pracy. 

*) Tę analogię uwydatnia piśmiennictwo hebrajskie, zwykle sabat obok no- 
wiu wymieniając, ob. Jezajasz 1, 13. 14; Hozeasz 2, 13; I Kronika 23, 31; II 
Kronika 2, 3; 8, 13; 31, 3; Nehemiasz 10, 33 i inni. 

5) Z modłów porannych na Rosz-Haszana. 

^) W Talmudzie jerozol., tr. Rosz-Haszana 1, 2 znajdujemy; Izrael w dniu 
sądu je, pije i raduje się w przekonaniu, że Bóg cudów dokaże dla niego. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIK 305 

rzył, że ze zbliżeniem się zimy złe potęgi siejące śmierć i zni- 
szczenie unoszą się nad całym światem"'). Tak musiał czuć pa- 
sterz, gdy znikały najważniejsze dla niego pastwiska, a strach ten 
wzmógł się zapewne jeszcze w okresie rolnictwa, w którem, nieza- 
leżnie od pracy i starań, wpływy atmosferyczne warunkują uro- 
dzaje. Lęk przed zimą. obawa o zasiewy, a głównie niepokój o osta- 
teczne zbiory zrodzić mogły ów okres „wspomnienia", t. j. rozpa- 
miętywania grzechów, okres „trwogi" 2), który później, w niewoli 
prawdopodobnie, skupił się w „Dniu wspomnienia i trwogi", w onej 
to bowiem porze roku lato ustępowało zimie ^), kończyły się zbiory 
i rozpoczynał się nowy siew. Ze zaś ów okres, utworzywszy trzy 
etapy, t. j. Rosz-Haszana, Jom-Kippur i Hoszana rabba, czyli, mó- 
wiąc językiem ludu: Dzień sądu, Dzień opieczętowania wyroków 
i Dzień rozdawania kartek z wyrokami *) — zaczyna się z nowiem 
miesiąca siódmego; że Dniem sądu stał się właśnie pierwszy Tiszri, 
chociaż w pojęciu ludowem „straszne dni" rozciągają się od pierw- 
szego dnia miesiąca Elul do Hoszana-rabba ^j, to na to jedna na- 
suwa się odpowiedź, a mianowicie: o ile święta pierwotne i wszel- 
kie idące z niemi w j)arze nastroje były naturalne i szczere, bo 
żywiołowe, o tyle ujęcie ich w karby i ustalenie ich późniejsze 
było „robotą" stojących na czele kapłanów. Do świętych dla na- 
rodu momentów, czy to nowiów czy pełni, dorzucano motywy inne, 
w innym czasie i pod wpływem odmiennych warunków powstałe, 
i każde święto stało się istnym amalgamatem pojęć, uczuć i praktyk. 
Miesiąc Tiszri miał w danym wypadku tę jeszcze przewagę, 
że przypadało w nim jesienne porównanie dnia z nocą, a na prze- 



1) L. Krzywicki. Rozwój kultury (Poradnik dla samouków. V, str. 497). 

2) Jem therua (Numeri 29, 1) może być też rozumiany jako „dzień trwogi" 
jeśli sądzić z tego, co nam mówi ta księga o sposobach trąbienia. 

3) Pięcioksiąg (Genesis 8, 22) zaznacza tylko te dwie pory roku, przeciw- 
stawiając je sobie; także Psalmy (74, 17) wymieniają jedynie lato i zimę. Był to 
podział powszechny w starożytności. 

*] Pesikta 189 a (wydanie Bubera). 

5) Przez który to przeciąg czasu odmawiają rano i wieczorem 27-y psalm. 
[O Hoszana rabba obacz I część, str. 93 i 94 tej pracy). Dawniej bardzo pobożni 
pościli od I-go Elul do Jom-Kippur (codzień do wieczora), podaje Dr Zunz (Die 
Ritus dei synagogalen Gottesdienstes geschichtlich entwickelt. Berlin 1859 r. str. 
123); z Szulchan aruchu (Orach chaiim § 581 b) dowiadujemy sie, że był zwy- 
czaj pościć w wigilię Rosz-Haszana, co u gorliwszych wykonawców wszelkich 
praktyk religijnych utrzymało sie po dziś dzień. 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LII. ^ 



306 •«• LILIENTALOWA 

silenia słońca już w głębokiej starożytności baczną zwracano uwa- 
crę IV jednym zaś ze sprzyjających warunków ukształtowania się 
dnia pierwszego Tiszri w dzień sądu była astrologia. W staroŻ3't- 
nych midraszach 2) znajdujemy zestawienie wag, na których czyny 
ludzkie się ważą, ze znakiem wag (mazał moznaim), pod którą to 
konstelacyą przypada Tiszri ^), a Ibn Ezra w swym komentarzu do 
trzeciej księgi Mojżeszowej *) daje do zrozumienia, iż Rosz-Haszana 
ma taki decydujący wpływ na losy człowieka dlatego, że przy- 
pada w nów. 

Najpóźniejszą warstwą nałożoną na ten dzień uroczysty zdaje 
się być obchód Nowego roku, której to nazwy (Rosz-Haszana), jak 
już wspomnieliśmy, niema ani w Zakonie, ani w całem piśmien- 
nictwie hebrajskiem, za wyjątkiem Ezechiela^). 

Nowy rok obchodzony na jesieni, to już sam przez się wy- 
twór późniejszy, bo będący wynikiem osiadłego, rolniczego trybu 
życia^). Wyliczając święta, jeszcze Ezechiel Rosz-Haszana jako ta- 
kiego nie wymienia, pierwotny bowiem Nowy rok Hebrajczyków 
obchodzony był na wiosnę, w miesiącu Nisan ^). 

Wprawdzie dwa ustępy w Exodus ^) wskazują na to, że po- 
czątek roku cywilnego przypadał na jesieni, rzeczy to jednak nie 
zmienia: istotnie w życiu ekonomicznem wziął później przewagę 



1) Indusi, święcąc podwójny Nowy rok, obchodzili jeden z nich w porze 
jesiennego porównania dnia z nocą, drugi zaś — w czasie zimowego przesilenia 
(Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier Tom U, str. 180). W Peruwii wielkie święta przy- 
padały w okresie przesileń (Dr Theodor Waitz. Anthropologie der Natarvolker. 
Tom IV, str. 465). U Żydów — święto Pesach w miesiąca wiosennego porównania 
dnia z nocą. Thekafa (przesilenie) omawianą jest w Talmudzie (tr. Rosz-Haszana 
11 a i 11 a; tr. Erabin 56 a), a lud jeszcze dziś lęka się tej walki astralnej i roz- 
maite ostrożności wtedy zachowuje. Obacz Mitteilungen der Gesellschaft fiir jii- 
dische Yolkskunde. Hamburg. V, str. 84; mój art. Wierzenia, przesądy i praktyki 
lada żydowskiego (Wisła. Tom XIX. str. 149). 

*) Pesikta 154 (wydanie Bubera). 

') „Wszystkie winy Izraela popełnione w ciąga roku unoszą się na wa- 
gach, a Bóg wybacza je w gwiazdobiorze wag w miesiącu Tiszri^ czytamy w Mi- 
drasz, Bemidbar rabba 16, 14. Ob. też Midrasz, Wajikra rabba 29, 23. 

4) 23, 24. 

5) 40, 1. Porów. str. 272. 

*) Rozpoczynał się wtedy, gdy rok stary kończył swój obieg co do wy- 
siewa i zbioru, po zakończeniu, słowem, robót polnych. 
') Część 1, str. 11 tej pracy. 
8) 23, 16 i 34, 22. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 307 

jesienny miesiąc Tiszri, lecz już to samo, że Nisan pozostał pierw- 
szym w dziedzinie kultu i) a więc w ognisku tradycyi, że po dziś 
dzieńjest pierwszym dla roku kalendarzowego 2), przemawia za jego 
starszeństwem. 

W okresie pasterstwa i pół-osiadłego rolnictwa wiosna, ta pora 
budzenia się wegetacyi ze snu zimowego, musiała za początek roku 
uchodzić ^), gdy rolnik za czas wytyczny bierze zbiory, sianobranie 
i winobranie. Rok egipski rozpoczynał się we wrześniu*), u Syryj- 
czyków — z dniem pierwszym Tiszri ='), podwójny nowy rok: re- 
ligijny na wiosnę i cywilny na jesieni mieli Babilończycy «). Sa- 
bejczycy^), Indusi^), Persowie 9); Arabowie w Palestynie obchodzą 



1) Talmud, tr. Kosz-Haszana 4 a. Także królowie liczyli lata swego pano- 
wania od pierwszego Nisan (Miszna, tr. Kosz-Haszana 1, 1; Talmud, tenże tra- 
ktat 8 al; prżj wynajmowaniu mieszkań rok liczył się od Nisan (Tamże 7 b). 

*) Tak samo Samarytanie i Karaici, rozpoczynając rok cywilny z dniem 
pierwszym Tiszri, miesiące liczą od Nisan. 

3) U Arabów-nomadów najważniejsze znaczenie zdaje się mieć święto na- 
rodzin i świątynia ich zwie się „Al-śahar al-haram", tj. „pierwszy wiosenny mie- 
siąc* (U. Nielsen. Die altarabische Mondreligion, str. 92). W Meksyku rozpoczy- 
nał aię nowy rok na wiosnę (Brasseur. Mexiqne. Tom III, str. 502), u Mongołów 
pierwszem i najgłówniejszem świętem jest Nowy rok obchodzony na wiosnę (P. 
S. Pallas. Mongolischen YoJkerschaften. Tom II, str. 190), u starożytnych Kzy- 
mian był luty ostatnim miesiącem w roku (Ideler. Chronologie. Tom II, str. 51), 
starożytni Litwini święcili pierwszy dzień nowego roku pierwszego kwietnia i było 
to u nich święto wiosny. (T. Narbatt. Dzieje starożytne narodu litewskiego. Tom 

I, str. 297, 30'J i 301), u starożytnych Słowian zaczynał się rok z pierwszym 
dniem wiosennego miesiąca marca i jeszcze Nestor i jego następcy trzymali sie 
marcowego roku (A. AeanacBeBi.. IIoaTHnecKia Bosapinia cjislbhsi, na iipupo;];y. 
Tom III, str. 659 i 660). 

*) A. Adam. Handbuch der romischen Alterthiimer. Erlangen 1832 r. Tom 

II, str. 4. 

'") Dr F. C. Movers. Die PfSnizier. Untersuchungen iiber die Religion und 
die Gottheiten der Pfónizier mit Riicksicht auf die verwandten Culte der Cartha- 
ger, Syrer, Babylonier itd. Bonn 1841 r. Tom I, str. 211; ob. też 1 część, str. U 
i 12 tej pracy. 

^) H. Winckler. Altorientalische Forschungen II serya, II tom, str. 326 
344, 345 i 382. P. Jensen. Die Kosmologie der Babylonier, str. 511. Stąd w ka- 
lendarza ich (księżycowo-słonecznym) miesiącem dodatkowym był albo Adar II 
(przed Nisan) albo Elul II (przed Tiszri) ob. Revae des etudes jnives. Tom LVIII, 
str. 293. 

') Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier. Tom II, str. 178 i 180. 

8) Tamże. 

*) Tamże. 

. 20* 



308 H. LILIENTALOWA 

koniec starego roku i początek nowego w miesiącach październiku 
i listopadzie, z których każdy nosi nazwę teszrin ^). 

Bischoff^) sądzi, że ustanowienie początku roku w Tiszri na- 
stąpiło u Żydów w epoce pobabilońskiej i tak samo utrzymuje Je- 
reniias^), dodając, że Rosz-Haszana odpowiada babilońskiemu res 
satti *), kiedy to Nebo^) wyroki podpisuje. Lecz nowy rok u rolni- 
ków ma miejsce po całkowitych zbiorach, z któremi kończy się 
rok stary i taką wskazówkę dają nam słowa Pisma Św.: ^) „...i święta 
zbiorów z końcem roku, gdy zbierzesz plony twoje z pola", a wo- 
bec tego Rosz-Haszana winno było być obchodzone po Sukoth, 
które zamykało zbiory doroczne, nie zaś je wyprzedzać. Sprzeczność 
tę rozwiązuje hypoteza, którą pozwolę sobie postawić, a mianowicie, 
że nowym rokiem jesiennym dawniej był dzień, wieńczący święto 
Szałasów, przezwany znacznie później Simchath Thora ''). Naprowa- 
dzają mnie na to następujące dane: że w ten dzień „radości tory" 
kończy się i rozpoczyna czytanie Zakonu, co u Nehemiasza^) idzie 
w parze z pierwszym dniem siódmego miesiąca a więc późniejszym 
Nowym rokiem, że przy ujściu ostatniego dnia święta Sukoth^), 
wszyscy zwykli byli spoglądać na dym idący z ołtarza i z jego 
kierunku wróżyć o losach nadchodzącego roku ^"^j (a takie wróżby 
zazwyczaj z pierwszym dniem nowego roku się wiążą), wreszcie 
bardzo znamienną i przemawiającą za powyżej wyrażonem przy- 



*) L. Bauer. Yolksleben im Laade der Bibel. Lipsk 1903 r. str. 134. W do- 
piska 3, na str. 307 była mowa o Arabach-nomadach). 

') Dr Erich Bischoff. Babyloaisch-astrales im Weltbilde des Thalmad und 
Midrasch. Lipsk 1907 r. str. 6ł. 

3) Das alte Testament itd., str. 42 i 589, dop. 3; ob. też tegoż autora Baby- 
lonischea im neuen Testament, str. 70. 

*) Co znaczy: początek roku. 

5) Po babilońsku Nebo, po asyryjska Nabiu albo Nabu (prorok), ob. Eber- 
hard Schrader. Die Keilinschrifton und das alte Testament. Giessen 1872 r. str. 
272 — imię bóstwa czczonego niegdyś w Babilonii, bóstwa potężnego, jeśli sadzić 
ze wzmianek u Jezajasza (46, 1) i Jeremiasza (48, 1). Dzierżąc w ręku tablice 
świata, wypisywał na nich przeznaczenie ludzkie. 

6) Exodus 23, 16. 

') O tera święcie w części I tej pracy, na str. 95 — 98. 
«) 8, 2. ' 

*) Święto Sukoth a raczej nazwa tego święta obejmuje idące po niem Ho- 
Bzaoa rabba, Szemini Azereth i Simchath Thora (Ob. część I, str. 62 — 98 tej pracy). 
1") Talmud, tr. Joma 21 b. 



ŚWIĘIA ŻYDOWSKIE 



309 



puszczeniem jest okoliczność, iż po radosnem Sukoth, po którem 
idą ponure i groźne Hoszana-rabba i Szemini Azereth i), następuje 
znów święto drgające uciechą, owo właśnie Simchath Thora. Bo 
gdy zbiory napawały radością, a zasiewy przejmowały lękiem, nowy 
okres czasu budził nastrój pełen uciechy. 

Przeniesiony*) na dzień pierwszy Tiszri Nowy rok, ujarzmiony 
przez „Dzień wspomnienia", tylko w części zdołał zachować ów 
pierwiastek pogodny =^) tak licujący z uroczystością nowiu, z którą 

się zespolił. 

Rozważone powyżej składniki święta Rosz-Haszana występują 
i we współczesnym rytuale żydowskim, więc tu ponownie je roz- 
patrzymy. 

Na miesiąc przed tem świętem, począwszy od I-go dnia Elul, 
spotęgowane jest życie religijne. Z bożnic dolatuje przenikliwy 
dźwięk szofaru*), nawołujący pobożnych do skruchy i przygotowa- 
nia się do dnia sądu. Dźwięki te budzą trwogę i skupienie ducha 
i lud powiada, że „w rosz-chodesz Elul drży nawet ryba w wo- 
dzie"^). Wszyscy chodzą na groby «), gdzie błagają zmarłych, aby 
wyprosili" dla nich u Boga^) odpuszczenie grzechów, zbawienie 



») Część I, str. 71, 90 i 94 tej pracy. 

2) O przenoszeniu dnia Nowego roku w Kosyi pisze Afanasjew (IIoaTune- 
CKiH Boaap-iiHiH cJiaBHH'B Ha npupoAy. Tom lll, str. 659 i 660), że pierwotnie ob- 
chodzono go w marca; w r. 1492 sobór w Moskwie przeniósł początek roku cy- 
wilnego na 1-y wrześaia, a rok styczniowy wprowadził Piotr Wielki. W wiekach 
średnich rozpoczynano rok już to z dniem narodzenia Chrystusa, 25-go grudnia, już to 
z dniem Zwiastowania, 25 marca, lub z dniem Wielkiejnocy. W Anglii jeszcze do 
r. 1752 obchodzono Nowy rok 26 marca. 

S) U Nehemiasza (8, 10. 12) tak się przedstawia dzień pierwszy miesiąca 
siódmego: I rzekł im Ezdrasz: „Idźcież, jedźcie rzeczy tłuste i pijcie słodycz, 
a posyłajcie części tym, którzy sobie nie nagotowali: bo święty Panu dzień jest, 
a nie bądźcie smutni, wesele bowiem Pańskie jest moc nasza". „Odszedł tedy 
wszystek lud, aby jadł i pił i posyłał części, i czynił wielkie wesele"... (Przekład 
ks. Wujka). 

*) Rogu baraniego. 

^) J. Bernstein. Jiidische Sprichworter, str. 14, Nr 156. 

«) Gdyż wówczas, tak jak w rocznicę śmierci swego ciała, dusza stoi przy 
grobie i oczekuje odwiedzin, których brak naraziłby ją na wstyd i upokorzenie; 
zresztą wtedy najskuteczniej jest zanosić do niej prośby. 

') Do którego zmaili łatwiejszy mają dostęp niż żywi. 



310 K. LILIENTALOWA 

duszy, chleb powszedni, spokój i późną starość, co maluje nam na- 
stępująca piosnka ludowa^). 

Gdy nastaje rosz-chodeaz Elul, 

Dmą w szofar, 

I każdy wtedy wspomni sobie, 

Ze jest tylko prochem. 

Odrzaca się złe myśli wszystkie, 

Niewiasta zrznca krynolinę *), 

Wszyscy udają sie na groby ojców, 

Aby zasługi ich ') były im obroną 

W Dniu sądu*). 

Następnie^ od niedzieli poprzedzającej Rosz-Haszana do dnia 
9-go Tiszri włącznie odbywają się w bożnicy, o świcie, t. z. „sli- 
choth", t. j. modły o przebaczenie 5). Jeszcze tedy przed Dniem 
sądu mają miejsce cechujące go akty skruchy ^). 

Nastrój święta Rosz-Haszana wyrażają trojakie modły ^): kró- 
lewskie (malchioth), wspominające (zichronoth) i surmowe (szofa- 
roth), które, jak orzekł r. Akiba^), należy głosić przed Panem, 
„abyś uznał Go królem ponad wszystkiem, aby On wspomniał was 
ku dobremu i aby modlitwa twoja wzniosła się do Niego przy 
dźwięku surmy". W wierszach „królewskich" sławioną jest wszech- 
moc Boga, króla wszechświata, a składają się na nie te ustępy 
z Pisma św.^), proroków i") i psalmów "), w których znajduje się 

1) Mitteilungon der Geselschaft fiir jiidische Yolkskunde. Zeszyt III, str. 
13. (Kurlandya). 

*) Czyli, że przestaje się stroić. 

*) T. j. onych przodków. 

*) Racyonalizm teologiczny upatruje w tem chodzeniu na groby myśl, że 
jesteśmy wobec Boga równi zmarłym i tak twierdzi r. Lewi ben Hama, z któ- 
rym jednak spiera się r. Hanina, dowodząc, i£ celem owych odwiedzin jest, aby 
zmarli o zlitowanie dla nas prosili (Talmud, tr. Taanith 16 a). Ostatni ten po- 
gląd, będący wyrazem pojęć ludowych, trwa po dziś dzień. 

5) Od slicha (^'^'^°) — przebaczenie. AV Barcelonie ,dni slichy" rozpoczy- 
nały się 25-go Elul, w Lucenie, Afryce i niektórych miejscowościach perskich — 
I-go Elul (Dr Zunz. Die Ritus, str. 122). Szulchan aruch (Grach chaiim § 581 b) 
wzmiankuje, iż większość pościła I-go dni slichoth. 

«) Ob. dopisek 5 na str. 305. 

') Wcielone do musaf Nowego roku. 

8) Tosefta, tr. Rosz-Haszana 1, 12. 

») Exodus 15, 18; Numeri 23, 21; Deuteronomium 33, 5. 

1") Jezajasz 44, 6; Obadyasz 1, 21; Zacharyasz 14, 9. 

») 22, 29; 93, 1; 24, 7—10. 



ŚWIĘTA ŹYDOWSKIK 311 

wyraz król lub królować, królowanie; „wspominające", gło- 
sząc, że dzień ten jest dniem wspomnienia, w którym Bóg wszy- 
stkie twory wspomina, a kończące się błaganiem, aby Wiekuisty, 
pomny na przymierze zawarte z praojcami i na ofiarę Izaaka, 
wspomniał Izraela przychylnie i osądził miłosiernie — utworzone 
są z wierszy, zawierających wyraz wspominać lub pamięć^); 
wreszcie w „surmowych", których treścią jest objawienie boże 
i przyobiecane wyzwolenie, powtarza się wyraz szofar^): ^^W gro- 
mach i błyskawicach objawiłeś się im i przy odgłosie szofaru 
im zajaśniałeś, jako napisane jest w Torze Twojej ^): „I stało się 
dnia trzeciego z nastaniem poranku, że były gromy i błyskawice 
i obłok gęsty nad górą i głos szofaru potężny bardzo..."*). „Za- 
dmij w szofar wielki na wyswobodzenie nasze, wznieś sztandar, 
by zebrać wygnańców naszych i zjednocz rozproszonych naszych 
z pośród narodów, a rozsypanych naszych zgromadź z krańców 
ziemi i zawiedź nas do Syonu, grodu Twego, z pieśniami i do Je- 
ruzalemu. miejsca świątyni Twojej, w wiecznem weselu itd.^). Bo 
Ty słuchasz głosu szofaru i uważasz na trąbienie i nie masz po- 
dobnego Tobie. Bądź błogosławiony Ty, Wiekuisty, który wysłu- 
chujesz głosu trąb ludu swego Izraela w miłosierdziu". Nie ulega 
wątpliwości, że modły powyższe są dziełem jednego autora, który 
ułożył je na tej samej zasadzie, na jakiej opartą jest modlitwa 



1) Genesis 8, 1; Eiodas 2, 24; Leviticus 26, 42. 45; Psalmy 111, 4. 5; 106, 
45; Jeremiasz 2, 2; 31, 19; Ezechiel 16, 60. A. Cowley (The samaritan litnrgy 
and reading of the law w The jewish quarterly review. Tom VII, str. ISOj po- 
daje próbkę zapoczątkowania n Samarytan „Dnia wspomnienia" (ob. dopisek 2 
na str. 271): „Ale wspomniał Bóg na Noacha..." (Genesis 8, 1) przeto 
„...wspomnę na przymierze Moje, co między Mną a wami..." (Tamże 9, 15) 
,....! spojrzę nań, abym wspomniał na przymierze wieczne,.." (Tamże 9, 16). 
I ,...wspom niał Bóg na Abrahama"... (Tamże 19, 21) „I wspomniał Bóg na 
Rachelę (Tamże 30, 22) i t. d. Widać z tego, powiada Cowley, że modlitwa ta 
składa się poprosta z ustępów biblijnych, zawierających wzmiankę o wspomina- 
niu, chociaż nie pozostających z sobą w żadnym związkn, 

2j Nie cytuje się w owych modłach tych ostępów z Biblii, które zawierają 
groźbę, choćby znajdowały się w nich odpowiednie, pożądane, wyrazy. Z tego po- 
wodu w „królewskich" nie przytaczają Ezechiela 20, 33, we „wspominających" — 
psalmu 78, 39, a w „surmowych" — Hozeasza 5, 8. 

3) Exodus 19, 16. 

*) Tu idą ustępy: Exodu8 19, 19. 20. 18; Psalmy 47, 6; 98, 6; 81, 4. 5; 
150, 1—6; Jezajasz 18, 3; 27, 13; Zacharyasz 9, 14. 15. 

5) Tu idzie wiersz z Numeri 10, 10. 



312 H- LILIENTALOWA 

O wodzie w święto Sukothi) t. j. na wierze, że słowo, wielokr<itnie 
powtarzane a szczególniej zespolone ze świętemi wierszami Biblii, 
zyskuje moc nadprzyrodzoną i osiąga cel pożądany, jak w danym 
wypadku — łaskawy sąd. Trzy myśli przewodnie, zawarte w owych 
modłacli, stanowią punkt środkowy dnia tego, poświęconego spra- 
wom etycznym, dnia, w którym rozpatrywane są winy względem 
Boga i bliźnich, w roku ubiegłj^m popełnione. „Ojcze nasz. Królu 
nasz, zgrzeszyliśmy przed Tobą" ^). „Zniszcz w wielkiem miłosier- 
dziu Swojem wszystkie dowody naszej winy". „Zwróć nas ku Sobie 
w szczerej pokucie". „Wysłuchaj wołania naszego, osłoń nas i ulituj 
się nad nami". „Przyjmij modły nasze w miłosierdziu i łasce". 
„Otwórz bramy niebios dla modłów naszych". „Nie racz oddalić 
nas bezskutecznie z przed oblicza Twojego", „Przebacz i odpuść 
nam wszystkie nasze przewinienia". Wiara, że wtedy postanawia 
się: „której ziemi przypadnie w udzielę wojna a której — P^^kój, 
na którą spadnie klęska głodu a na którą obfitość, kto ma umrzeć 
w czasie swoim a kto przed czasem ^). kto przez wodę a kto przez 
ogień, kto ma paść od miecza a kto — z głodu, kto — od burzy 
a kto od zarazy, kto ma być wywyższony a kto poniżony" — wiara 
ta wywołała modlitwy błagalne o podtrzymanie zdrowia, przedłu- 
żenie życia, dostarczenie środków utrzymania i uchronienie od 
wszelkich niebezpieczeństw. „Oddal mór, wojnę, głód, niewolę, zni- 
szczenie, winę i zarazę od sprzymierzeńców Swoich". „Napełnij 
ręce nasze błogosławieństwy Swojemi". „Napełnij składy nasze ob- 
fitością". „Użycz nam pomyślnego nowego roku". „Wspomnij nas 
na życie, Królu żądający życia, i zapisz nas do księgi życia". Owo 
„zapisz nas do księgi" powtarza się wielokrotnie*), a oparte jest 
na wierzeniu, że w Rosz-Haszana zapisywane są wyroki do ksiąg 
leżących przed sądem nieljieskim. Wtedy trzy księgi są rozwarte, 
powiedział r. Keruspedai w imieniu r. Jochanana^): jedna dla grze- 



*) Ob. cześć I, 8tr. 91 tej pracy. 

^) Przytaczam najbardziej charakterystyczne ustępy z modlitw przeznaczo- 
nych na ów dzień. 

8) Zachodzi ta sprzeczność z powszechnie przyjętem u Żydów wierzeniem, 
ie chwila śmierci oznaczonej jest przy urodzeniu. 

-) „Zapisz nas do księgi życia szczęśliwego, zapisz nas do księgi wyswo- 
bodzenia i ocalenia, zapisz nas do księ^^i utrzymania i wyżywienia, zapisz nas do 
księgi zasług, zapisz nas do księgi przebaczenia i odpuszczenia. 

5) Talmud, tr. Rosz-Haszana IG b. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 313 

szników, druga dla cnotliwych a trzecia dla miernych. Cnotliwych 
i grzeszników zapisują natychmiast: jednych do księgi życia a dru- 
gich do księgi śmierci, gdy pośredni pozostają w zawieszeniu do 
Dnia Odpustu i), który o losie ich rozstrzyga. Wzmianki o księdze 
bożej i o zapisywaniu w niej wyroków napotykamy często w Bi- 
blii^). Dr Cylkow^) mniema, że wyrażenie „zapisać do księgi ży- 
cia" jest figurą retoryczną, nie bierze on jednak pod uwagę w-yo- 
brażeń ludu, który w najzupełniej zmysłowy sposób przedstawia 
sobie sąd boży, nadając mu świeży i żywy koloryt. „Ze świata 
musisz być przegnany. W księdze śmierci jużeś zapisany", brzmi 
piosnka ludowa*). „Państwo na ziemi, powiada r, Szeszeth ^), podo- 
bne jest do państwa na niebie". Bóg siedzi na tronie^), a księgi 
żywych i umarłych otwarte przed Nim^). „Przypatrowałem się, aż 
postawiono stołki, a staro wieczny usiadł; szata Jego biała jako 
śnieg..." „Rzeka ognista a bystra wychodziła od oblicza Jego. ty- 
siąc tysięcy służyło Mu, a po dziesięć tysięcy kroć. sto tysięcy 
stało przy Nim; zasiadł sąd i księgi otworzono ^). A czvny ludzkie 
ważone są na wagach ^) i podług uczynków człowiek sądzony ^"), 

1) Przez ten czas mają możność czynienia pokuty. 

2) ^.Każdego, co zapisany na żywot... ^ powiada Jezajasz (4, 3), a psalmi- 
sta woła: „Niech wymazani będą zksiegi życia, a wraz z prawymi nie zapisani". 
Ob. też Exodus 32, 32. 33; Maleachi 3, 16. 

3) W dopisku do Jezajasza 4, 3. 

*) Ludowe pieśni żydowskie (Wisła. Tom XVII, str. 589j. 

=1 Talmud, tr. Taanith 5 a; tr. Berakhoth 58 a. — Jest w niebie Jerozolima, 
świątynia, ołtarz, a Michael, wielki książę, składa ofiary (Talmnd, tr. Chagiga 
12 b; tr. Taanith 5 a). 

^) Talmud, tr. Rosz-Haszana 32 b. Według r. Jose dwa są trony: sprawie- 
dliwości i miłosierdzia (Talmud, tr, Synhedrin 38 b, tr. Chagiga 14 a) i Bóg raz 
na jednym, raz na drugim zasiada. Właśnie w modlitwie dodatkowej (musaf) na 
Rosz-Haszana lud prosi Boga, aby krzesło sędziowskie zamienił na tron miło- 
sierdzia. 

') Talmnd, tr. Erachin 10 b. 

8) Daniel 7, 9. 10 (w przekładzie ks. Wujka\ — Podobnie według panują- 
cej nauki babilońskiej, o losie ludzi stanowił w Nowy rok Marduk, którego wyo- 
brażano sobie siedzącego w świetnej radzie w sali losów, otoczonego głównymi 
bogami panteonu (M. Jastrow, jr. Die Keligion Babyloniens und Assyriens. Ze- 
szyt 8, str. 2). 

^) lob 31, 5. 6: „Jeżelim postępował w fałszu..," „Niechaj mnie zważy na 
wadze sprawiedliwej..." Ob. też Psalmy 62, 10; Daniel 5, 27; Henoch 41, 1. 
A ustęp z modłów porannych na Rosz-Haszana: „Stwórca wszech istot, który 
każdą myśl dla zdania rachunku wzywa, kładzie bogatego i ubogiego na równej 
szali". '") Przypowieści 24, 12. 



314 It. LILIENTALOWA 

lecz gdv winy równe są zasługom'). Bóg przechyla szalę zasługi). 
Wyroki, pozostając w związku przyczynowym z postępowaniem 
człowieka, wiążą się zarazem i z ogólnem przeznaczeniem zakre- 
ślonera każdemu śmiertelnikowi natychmiast po urodzeniu. Jehowa 
sądzi nie samowolnie i despotycznie, lecz według procedury praw- 
nej i — publicznie. Rozprawy odbywają się pod Jego przewodnictwem, 
a przystęp mają mieszkańcy nieba, tj. dusze zmarłych cadyków 3). 
Michael*j występuje jako orędownik obwinionych, podczas gdy 
szatan^) zawzięcie oskarża. A szatan — to istota złośliwa, zły duch, 
który, zstępując na dół, uwodzi, a wstępując na górę, obwinia. On 
to skusił Dawida, aby zliczył Izraela, co pociągnęło za sobą karę 
bożą^), on namówił Boga, aby zesłał klęski na Joba''), on oskar- 
życiel, oszczerca, demon złego, wróg człowieka, sprowadzający go 
z właściwej drogi, którego prorok^) widzi po prawicy obwinionego 
Jehoszuego, arcykapłana, „aby go oskarżał"; on, pan ciemności, 
mający zastęp demonów na swe usługi i posiadający władzę, z którą 
Bóg się liczy ^). Otóż w Dniu sądu szatan przed areopagiem nie- 
bieskim tę rolę swoją pełni i aby go przepędzić, trąbią w róg ba- 
rani. Gdyż dźwięki szofaru posiadają moc odstraszania złego du- 
cha^") i mącenia jego myśli: „Lud Twój... trąbi na szofarze... aby 
się potwarca zmieszał i żadnej Ci skargi przeciw nim nie przed- 



1) Np. Ahab był równej wagi (Talmud, tr. Synhedrin 102 b). 

2) Pesikta 167 a (wydanie Bubera). Dlatego modlą się w Rosz-Haszana: 
„Gdy, badając w dzień JSowego roku dobre i złe czyny mieszkańców świata, wa- 
żyć je będziesz, przechyl szalę dobrych". (Ustęp z modlitwy dodatkowej, w prze- 
kładzie Fabiana Straucba, Warszawa 1883 r.). 

*) Sprawiedliwych. 

*) „...Książę wielki, który stoi za synmi loda Twego"... (Daniel 12, 1), 
anioł miłosierny, który ujmuje się za Izraelem i dostępuje w niebie najwyższej 
godności, gdyż jest tam arcykapłanem (ob. dop. 5 na str. 313. Szczegółowo 
o tym archaniele u Wilhelma Ijueken'a. Michael. Getynga 1898 r. 

5) l^K* po aramejsku '^J^C od l''-^^ — obwiniać, przeszkadzać (Dr J. Levy. 
Neuhebraisches und chaldaisches Worterbuch). 

6) Zarazę, podczas której wyginęło 7U000 ludzi (I Kronika 21, 1. 7. 14). 
') Księga loba 1, 11; 2, 5. 

') Zacharyasz 3, 1. — Zarówno u Joba, jak u Zacharyasza „szatan" jest imie- 
niem pospolitem oskarżyciela i ma przedimek „ha" (hasatan), gdy w Kronice pi- 
sze się bez ,ha", jest przeto tu imieniem własnem. 

») Midrasz, Szemot rabba '^1, 14. — Uderza tu zmodyfikowany dualizm Zo- 
roastra. 

»") Talmud, tr. Kosz-Haszana 16 b. 



ŚWIĘTA ŻVOO\V8KlR 315 

stawił"'). Stąd, niepomyślnym będzie koniec roku, na początku 
którego nie trąbiono, orzekł r. Izhak^). Dęcie w róg odbywa się, 
wedle przepisu, podczas modlitwy dodatkowej ^). Trębacz (Baal the- 
kia) wydaje jedną tylko nutę, lecz ta winna być wykonywaną we- 
dług trzech określonych sposobów: 1) thekia — dźwięk długi, prze- 
ciągły i równy od początku do końca, 2) therua — dźwięk krótki 
i urywany i 3) szebarim — grupa złożona z trzech tonów łama- 
nych *).' Trębaczowi asystuje biegły w Zakonie lektor, który dyktuje 
mu nazwy dźwięków, w następującym porządku: 

I. 

Thekia. Szebarim. Therua. Thekia. 

II. 

Thekia. Szebarim. Thekia. 

III. 

Thekia. Therua. Thekia. 

Każda z tych seryi powtarza się trzy razy, co razem tworzy 
tonów trzydzieści. Księga Zakonu kładzie główny nacisk na dźwięk 
therua^), lecz w braku pewności, czy oznacza on wzdychający czy 
też jęczący ton, zalecił r. Abahu z Cezarei 6) therua i thekia oraz 
trzy tony łamane, t. j. szebarim. Maimonides '') pisze, iż, aby usu- 
nąć te wątpliwości, przyjętem zostało, że therua ma naśladować 
szlochanie, a szebarim — westchnienia albo jęki^). Trąbieniu owemu, 



1) Ustęp z modłów porannych na Rosz-Haszana — w przekładzie F. Stran- 
cha. Warszawa 1883 r. Część II, str. 65. 

2) Talmad, tr. Kosz-Haszana 16 b. 

') W świątyni jerozolimskiej trąbiono i w sabat, jeżeli tego dnia przypadł 
Nowy rok, lecz na prowincyi było to wzbronione i zakaz ów objął i dyasporę, 
gdzie w takim wypadkn szofar obowiązuje tylko drugiego dnia liosz-Haszana. 
(Maimonides. Miszne Thora. Szofar 2, 8. 10). 

*) Nazwa Szebarim pochodzi od szabar — łamać (Dr J. Levy. Neuhebrai- 
sches und chaldaisches Worterbnch). 

5) Leviticu8 23, 24; Numeri 29, 1. 

*) Talmud, tr. Rosz-Haszana 34 a. 

') Miszne-Thora. Szofar. 3, 2. 3. 

8) Przypisywanie tym tonom znaczenia jęków lub szlochów jest niewątpli- 
wie wytworem ad hoc podrobionej etymologii talmndystów i szczególniej nas to 



316 «• LilIilENTALOWA 

jak każdemu aktowi religijnemu, np. trzymaniu ethrogu w Sukothi), 
towarzyszy odnośne błogosławieństwo *), przyczem recytowane są 
psalmy^) i wiersze biblijne tworzące akrostychon ze słów ^iitt' y-p*), 
a także po każdej seryi tonów lud prosi Boga, aby zesłał aniołów, 
stróżów azofaru, którzyby zanieśli dźwięki rogu przed tron Wie- 
kuistego^). 

Każdy, nawet kobiety i dzieci^), obowiązany jest wysłuchać 
w Rosz-Haszana tonów szofaru, gdyż szofar jest główną powinno- 
ścią dnia tego ^) i znaczy więcej niż błogosławieństwo ^). Albowiem 
w chwili, w której Izraelici biorą róg^j i dąć weń poczynają, po- 
wstaje On z tronu sprawiedliwości i zasiada na tronie miłosierdzia^") 



aderza przy zasadniczym dźwięku theraa, który jest dźwiękiem naturalnym wy- 
dawanym przez róg. Jak szy-szy-koi zwie f^ie grzechotka mistyczna znachora in- 
dyjskiego, która się powtarza u Indyan Daryjskich w postaci szak-szak, a Ara- 
waków jako szuk-szuk, u Chińczyków — szuh, jak w kraju Haussa bęben zwie 
się ganga, u Jorubów — gangan, u Gallan — gunguma, na Wschodzie — gong, 
jak dzwon w języku Jokamów w Ameryce północnoj brzmi kwa-lal-kwa-lal, 
w gwarze Jolofów w Afryce — walwal, a po rosyjsku kołokoł (F,. B. Tylor. Cy- 
wilizacya pierwotna. Tom 1, str. 178—179), tak i therua mogło się stać mianem 
jeśli nie samego instrumentu, to przynajmniej sposobu trąbienia. 

1) Ob. część I, str. 86 tej pracy. 

2) ,,Bądź pochwalony... który poświęciłeś nas przykazaniami Swojemi i po- 
leciłeś nam wysłuchanie dźwięku szofaru". A cały ten akt wieńczą słowa: „Błogo 
ludowi, który pojmuje dźwięk szofaru"... 

») Psalm 47. 

*) T. j. podrzyj szatana. 

5) Machsor wyd. w Piotrkowie 1901 r. Szerokie zastosowanie znalazła ta 
gematrya (Gematryą zwie się wniosek wyciągnięty z obliczenia wartości liczbo- 
wej wyrazu i środek to bardzo pomocny dla uzasadnienia spekulacyi mistycznych. 
W średnich wiekach stanowiło to ulubioną rozrywkę bachurów (żaków) rabiui- 
cznych, ob. Israel Abrahams. Jewish life in the luiddle ages. Londyn 1896 r. str, 
382.) polegająca w danym wypadku na tem, że wartość liczbowa wymienianych 
wtedy aniołów odpowiada wartości liczbowej takich słów, jak: szofar, thekia, the- 
rua. Np. anioł Anaktem (orij-JH) tworzy gematryę słowa ha'szofar (iBirr), Szam- 
sziel (t.s'^'!:-) — therua (nynn), Hadarniel (""wainn.) i Sandalfon (nc'n:D) — the- 
kia (nyłpn), ob. tenźo Machsor, gdzie zaznaczone jest, iż wszystko to znajduje 
się w księdze „"^znei luchoth habrith" (Dwie tablice przymierza), która znów ze 
starych ksiąg czerpała. 

8) Maimonides (Miszne Thora. Szofar 2, 1) kobiet i dzieci nie wymienia. 

') Talmud, tr. Kosz-Haszana 27 a. 

81 Tamże 34 b. 

*) W święto Kosz-Haszana. 

"0) Midrasz. Wajikra rabba 29, 23. 



ŚWJRTA ŻYDOWSKIE 317 

i wymiar kary odmienia w laskę. Lecz tylko lud izraelski potrafi 
szofarein łaskawie swego Stwórcę usposobić ^). Wielka cisza panuje 
w bożnicy podczas „thekioth-szofar" i wszyscy śledzą z napręże- 
niem za rozlegającymi się tonami. Jeśli brzmią czysto i donośnie, rok 
nadchodzący zapowiada się pomyślnie i — odwrotnie. Dlatego, gdy 
trębacz źle ton wydobędzie, lektor każe mu go powtórzyć drugi 
i trzeci raz. aż wyjdzie bez zarzutu. Niekiedy szatan bróździ, bo 
„zatyka" szofar^), a dzieje się to wówczas, gdy gmina bardzo jest 
grzeszną. 

Przepędzanie złych duchów przy odgłosie trąb jest praktyką 
rozpowszechnioną. Czeremisi z gub. Kazańskiej 3), wierząc, że sza- 
tan umyka przed dźwiękiem trąby, imają się tego sposobu; na Wę- 
grzech, w dzień św. Łucyi, obchodzą pastuchy wieś dookoła i trą- 
biąc, przepędzają wiedźmy^). Tak samo postępują w Tyrolu, gdzie 
w noc Św. Walpurgi (nieraz i w noc św. Jana) pastuch dmie w róg, 
aby odstraszyć czarownice^), a w gub. Łomżyńskiej, w powiecie 
mazowieckim, trąbią codzień podczas adwentu, gdyż, jak objaśniają 
niektórzy, pomaga to Bogu odpędzać siłę nieczystą^). Środki walki 
z duchami, powiada Lippert '^), grupują się około wody, ognia i hałasu, 
a gdy weźmiemy pod uwagę szum, jaki czynią ludy podczas zaćmienia 
ciał niebieskich, które wyobrażają sobie wtedy jako pochłonięte przez 
smoka^) lub pożarte przez dyabła^); jak to w Górnym Egipcie strze- 
lają wówczas z fuzyi 10), a Grenlandczycy biją wkotły i kufry, aby 



1) Tamże, roz. 29. 

*) 8idur „Or laszarim", cytując Maharila „Derech hachaiim", podaje, że 
razn pewnego nie mógł Baal-thekia wydobyć dźwięków z szofara, więc odwrócił 
róg i wypowiedział do jego wnętrza słowa psalmu (90, 17), poczem tony dały się 
słyszeć. 

3) jKnBaa CTapana 1900 r. str. H45. 

*) Tamże, str. 35. 

5) Dr A. Wuttke. Der deutsche Yolksaberglaube. str. 158, § 215. 

*) JKnBaa CTapuna 190 ) r. str. 33. 

') Kultargeschicbte der .Menschheit. Stutgart 1887 r. Tom II, str. 241. 

8) Stąd jako spuścizna pozostała nazwa „miesiąc smoczy" (mensis draco- 
nicus) dla okresu czasu, w którym się to zjawisko powtarza. (J. K. Steczkowski. 
Astronomia. Kraków 1861 r. str. 365). 

8) Na Borneo krajowcy przekonywali Beeckmana w r. 1704, że „dyabeł 
pożarł księżyc' (A. Lang. Mythes, caltes et religion — ♦'•aduit par L. Marillier. 
Paryż 1896 r. str. 125). 

*") D. JleóóoKi,. HaHa.?io u,nBmjm3Siis,iu, str. 162. 



318 K- LIMENTALOWA 

księżyc wrócił na swoje miejsce i); jak Karaibi w tym celu krzy- 
czą i w świętą grzechotkę kołaczą 2) a w Chinach uderzeniem 
w cymbały i metalowe naczynia przepędzają smoka 3); jak w Tybe- 
cie strzelaniną i bębnieniem a także przy pomocy egzorcyzmów płoszą 
złego ducha, Aracho, sprawcę zaćmienia*) a w Afryce nad brze- 
gami Nigru dmą w ogromne rogi, aby usunąć potwora pożerającego 
księżyc^); gdy, zwróciwszy się do narodów starożytnych, zważymy, 
że Indusi głównie wrzawą starali się wyzwolić słońce lub księżyc 
z pod władzy smoka-demona, Rahu, powodującego zaćmienia"), że 
Grecy czynili wówczas krzyki i wrzaski i bili w naczynia meta- 
lowe ^), co stosowali także Rzymianie, o czem dowiadujemy się od 
Juvenala ^j i Owidyusza, z których ostatni ^) opowiada, że zaćmio- 
nemu miesiącowi „w posiłek brzmi cymbał tłuczony"; gdy wre- 
szcie uprzytomnimy sobie prastare pojęcie Hebrajczyków, przypi- 
sujących zaćmienie świateł niebieskich mitycznemu potworowi i"), 



») Tamże, str. 160. 

2) Tamże. 

3) Dr P. Yon Bohlen. Das alte Indien. Tom II, str. 291. 

*) S. S. Pallas. Mongolischen Yolkerschaften. Tom II, str. 41 i 42. 

*) JKHBan CTapnna 1900 r. str. 455. 

«) Dr von Bohlen. Das alte Indieu. Tom II, str. 290, też tom 1, str. 222 
i 223, O Kaha jako sprawcy zaćmienia, ob. Maha-Bharata w tłumaczenia A.Lan- 
gego, str. 20. 

') W. H. Koscher. LTeber Selene and Yerwaudtes, str. 92. Postępowanie to 
oparte było na wierzeniu (które przechowało się w niektórych starych waryan- 
tach ludowych pieśni greckich), że zaćmienia powodują złe duchy, smoki lub po- 
twory, połykające księżyc lub słońce. Lud grecki dla odwrócenia tego rzekomo 
groźnego niebezpieczeństwa odprawia modły, coraz rzadziej uciekając się do środ- 
ków stosowanych w starożytnej Helladzie (N. G. Politis w dodatku do pracy 
Koscher'a. Ueber 8elene und Yerwandtea, str. 187). 

8) Satyry 6, 441 (w przekładzie niemieckim D. C. F. Bahrdt'a. Berlin 
1787 r.). 

9) Owidyusz. Metamorfozy 4, 339. 340 (w polskim przekładzie Jakaba Że- 
browskiego. Wydanie II, Wilno 1821 r.) 

") Księga loba 26, 13. W liście Samuela Dawida Luzzato do r. Iz laka 
Samuela Kiggio z r. 18Ż58 (Sepher Kerem cbemed, wyd. w Pradze 1839 r. IV 
187 — zawiera zbiór cennych listów pisanych przez żydowskich uczonych z tego 
czasu) znajduje się wzraianka, pochodząca, z „Seder Tanaim w'Amoraim" (doku- 
mentu bodaj czy nie z 9 w. poChr.), że gdy umarł r. Aha syn Raba, to smok połknął 
księżyc. Smok nosi ta nazwę „thli" ('-"n). A. E. Harkawi w artykule ł«''7nN-'7n 
(Thli-athalia), pomieszczonym w naukowo-literackim miesięczniku hebrajskim 'DŁ' ]3 
Petersburg, Styczeń 1887 r.), wykazując pokrewieństwo pomiędzy hebrajskiem 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 819 

i wspomnimy zdobycie Jerycha (miano swoje biorącego od jareach 
— księżyc) przy pomocy trąb ^), to nasunie nam się przypuszczenie, 
że Hebrajczycy posługiwali się ongi trąbą (rogiemj w celu prze- 
pędzenia potwora, który w ich mniemaniu więził księżyc: zarówno 
podczas zaćmienia, jak w czasie trzydniowej jego nieobecncjsci {)rzed 
nowiem'^). Gdy zaś później astralny ten smok zantropomorfizował 
się, tj. uczłowieczył, trąba zwróciła się przeciw niemu, jako prze- 
ciw duchowi złego i sprawcy niedoli wogóle. To też w Palestynie 
trąbiono z powodu wszelakiego nieszczęścia 3): z powodu rd/y na 
na zbożu, szarańczy, dzikich zwierząt, morowej zarazy, trzęsienia 
ziemi, posuchy, a gdy miasto było osaczone przez wrogów lub gro- 
ziło mu nawodnienie, albo gdy okręt tonął na morzu, to nawet 
i w sabat trąbiono*). Jeszcze dziś, jeżeli zmarła położnica nie może 
oddać płodu, a wszelkie błagania i namowy nie odnoszą pożąda- 
nego skutku, to grożą jej trąbieniem w szofar^), co, w przekona- 
niu ludu, jest środkiem niezawodnym w danym wypadku; także 
przy rzucaniu klątwy (cherem)^) i podczas t. z, wielkiej przysięgi^), 



''?n a syryjskiem k-7,-iX, przytacza najstarsze źródła żydowskie, w których owa 
nazwa (thli) na określenie smoka się napotyka. I oto w pierwszym rzędzie figu- 
rnje „Sepher Jezirah" (księga stworzenia i praw tajemniczych — przypisywana 
Abrahamowi), pochodząca (najpóźniej) z 8 wieku po Chr. 

*) Jozue 6, 13 — 16. 

^) Stąd prawdopodobnie bierze początek zwyczaj, że pobożniejsi poszczą 
w wigilię każdego nowiu i jak w dnia pokuty, rozdają ubogim jałmużnę; tu na- 
leży szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego dzień przed nowiem zwie się Jom- 
Kippur katan t. j. Mały Jom-Kippur. Mahler bowiem (Dar Schaltcyclus der Ba- 
bylonier. Zeitsehrift der deutschen morgenlandischen Gesellschaft. Tom 52, str. 
236 i 237) powiada o Babilończykach, że dla nich dzień spotkania się księżyca 
ze słońcem w jednym punkcie zodyaku był „Dniem sądu", 

*) Miszna, tr. Taanith 3, 8. Tylko nie z powodu zbytniej obfitości deszczu. 

*) Miszna, tenże traktat 3, 1. 4 — 8. W tych ostatnich wypadkach — na 
alarm zapewne. 

*) Czynią to również podczas bardzo ciężkiego porodu i na pogrzebie wiel- 
kiego cadyka. 

^) O dęciu w szofar przy ekskomunice czytamy w Talmudzie (tr. Moed 
katan 16 a). W średnich wiekach był to zwyczaj bardzo rozpowszechniony. Pin- 
kos litewski (06.^acTH0H hhhkocb Baa/i;a r.?iaBHBjx'B eBpeHCKHX'B oóianai, JThtbei. 
TeKCT'B CŁ pyccKHM'b nepoBo/łOMT) ;];-pa H. I. TyBHMa no;i,'Ł peflaKąieS C. M. ^j6- 
HOBa, Petersburg 1909 — 1912 r. Tom I, str. 9, Nr 2 i str. 27, Nr ii) w postano- 
wieniach Waadu (sejmu żydowskiego) z 1623 r. mówi o klątwie przy pogaszonych 
świecach i przy dźwiękach szofaru. 

') S. Pen w artykule „Oót. espencKOH npncarb^. (Kkuhckh Bocxo;i;a 1902 r. 



320 K- LILIKNTALOWA 

który to akt uchodzi u Żydów za straszny i ostateczny, dęto w róg 
barani. 

We wszystkich z bytu żydowskieo^o przytoczonych tu przy- 
kładach trąbą jest szofar — róg, a więc instrument prastary, proto- 
typ późniejszych trąb drewnianych i metalowych, instrument pa- 
sterski, dzięki któremu, w potrzebie, czynił pasterz donośniej szym 
głos swój 1). A może dźwięk rogu dzikie zwierzęta straszył i to 
doświadczenie nauczyło pierwotnego nomadę stosować ów środek 
i względem nadprzyrodzonego potwora? 2). 

Trąb}^ — rogi znane były starożytnym Persom ^), w Indyach 
jeszcze w 18-tem stuleciu napotykano je u górali*), u starożytnych 
Egipcyan nosiły nazwę „chnu" ^), u Greków „keras", a u Rzymian 
„cornu" ^), posługiwali się niemi ^) starożytni Litwini-), a Pomorza- 



Nr 9 i 10) podaje opis takiej przysięgi w Odesie. w 1818 roka: w kitla (białej, 
śmiertelnej koszuli , bez obawia, z lO-g-iem przykazań w ręka, przy czterech czar- 
nych świecach, przysięgający odmawiał formułę odpowiednią, przyczem szames 
(posługacz bóźniczny) trąbił w szofar. Babka moja, Salomeą ze Spirów Eigerowa, 
pamięta dobrze fakt podobny z przed 50-cia laty w .Sandomierzu (skąd jest ro- 
dem), gdzie ów osobnik dlatego (według mniemania ogółu) umarł w rok później, 
że krzywoprzysiągł, a w Zawichoście (nad Wisłą), przed laty 40-sta pociągnięto 
do takiej przysięgi niejakiego Ch. Hercberga, którego w sprawie granicznej na 
1000 zł. pol. zapozwał Oszczepalski (świadectwo ojca mego, Maurycego Eigera). 
Zwykle do owego aktu stawiano jeszcze de.«kę, służącą do obmywania zmarłych. 

1) „Wołaj na całe gardło, nie ustawaj, niby surma podnieś głos twój..." 
brzmi ustęp z księgi Jezajasza (58, 1). Tak pojmują słowo „therua" Samarytanie 
i Karaici (ob. dopisek 2 i 3 na str. 271) i nie stosują ceremonii szofaru (A. Co- 
wley. The samaritan liturgy and reading of the law. The jewish ąuarterly re- 
view. Tom YII. 1894, str. 128, dopisek 3), 

2) Był to sygnał trwogi niewątpliwie i stąd stał się sygnałem wojennym. 
„...Drżę... Wre we mnie serce moje, nie mogę zmilczeć! Bo odgłos trąb słyszysz, 
duszo moja, wrzawę wojenną!" (Jeremiasz 4, 19). „Przeto zeszlę ogień na Moab... 
i zginie w tumulcie Moab przy dźwięku surmy, przy odgłosie trąb". (Amos, 2, 2) 
Ob. też Sędziów H, 27; 6, 34 itd. 

8) B. A. MoraKOB-b. Tpyóa bt. Hapo;^. B-fepoB. (JKusaH crapnua 1900 r. str. 305). 

*) A. W. Ambros. Geschichte der Musik. Ill-e wydanie. Lipsk 1887 r. Tom 
I, str. 508. 

^) Tamże, str. 356. Dźwięk rogu, którego powstanie przypisywano Ozyry- 
sowi, był u nich hasłem do składania ofiar (Tamże, str. 375). 

*) B. A. MoraKOBt. Tpy6a bt. napo,T,Hux'b B'fepoBaHiax'B (^Hsan CTapnua 
1900 r. str. 307). 

') We wszystkich większych uroczystościach. 

8) T. Narbutt. Dzieje starożytne narodu litewskiego. Tom I, str. 13, 141 284. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 321 

nie. zgodnie ze starym obyczajem przodków, przechowywali w świą- 
tyni w Szczecinie między innemi bogactwy także rogi służące do gra- 
nia '). Z czasem trąby drewniane i metalowe, jak u Żydów chaco- 
cry2), zastąpiły swą prarodzicielkę, lecz z kultu nie zdołały jej 
wyprzeć. I jak w Indyach bramini i derwisze używają starożytnej 
trąby-muszli»). która również w buddyjskich klasztorach Mongolii 
przednią rolę pośród innych trąb odgrywa; jak w klasztorze Gał- 
dan-Chitu przechowują ją jako świętość o cudotwórczej mocy, 
a w Tybecie ^) trąbieniem w muszle morskie witają rok nowy ^), 
tak i szofar przetrwał w służbie bożej, najpocześniejsze znalazł- 
szy^ schronienie w uroczystości nowiu, z którą od prawieków 
w ścisłym pozostawał związku. (I ono to jest owo wyraźne piętno, 
jakie wycisnął nów na święcie Rosz-Haszana). Stary, uświęcony 
tradycyą instrument sam nieomal stał się przedmiotem czci. Już 
nazwa szofar pochodząca od szafer (^Dr) upiększać, gdy róg wo- 
góle zwał się ker en 6), przemawia za jego apoteozą 7). cudowną 
jego moc maluje zdobycie Jerycha «), a Talmud mistyczne na- 
rzędzie zeń czyni: wiążąc go z ofiarą Izaaka, którego ma być 
wspomnieniem 9). twierdzi, że potomkowie Abrahama będą wyzwo- 
leni dzięki rogom baranim i"). gdyż barana ofiarował Abraham 



*) 3THorpa(|)mecKoe Oóoapinie 1895 r. Część III, str. 35. 

») Numeri 10, 2. 8—10. 

^) K. Łada. Historya muzyki. Warszawa 1861 r. str. 9 i 10; Ambros. Ge- 
schichte der Musik. Tom I, str. 508. Służyła ona ongi Indusom jako surma bo- 
jowa (Maha-Bharata — wtłomaczeniu A. Lange, str. 185). Jak róg stanowił najpier- 
wotniejszy instrument mieszkańców lądu, tak znów muszla była nim dla ludów 
nad wodami żyjących. 

*) Gdzie również za świętość jest poczytywaną (P. S. Pallas. Mongolischen 
Yolkerschaften. Tom II, str. 166). 

5) B. A. MomKOB-B. Tpyóa b-b napoci;. sipoB. {'MaBdm CTapHna 1900 r. str. 
329, 333 i 851). 

«) Np. Jozue 6, 5; I kronika 25, 5; Daniel 3, 5. 7. 10. 15 (w tej ostatniej 
księdze nosi aramejska nazwę „karna" (Klip). 

') Hebrajczycy apoteozowali wogóle miniony swój byt pasterski: Abel, szla- 
chetny pasterz, przeciwstawiony jest rolnikowi Kainowi (Genesis 4, 4), a zaszczytny 
tytuł pasterza noszą książęta i przewodnicy ludu (Jezajasz 44, 28; Jeremiasz 23, 
2; Zacharyasz 10, 3, Psalmy 78, 70. 71). 

8) Jozue 6, 13—16. 

*) Tr. Rosz-Haszana 16 a. 

10) Talmud jerozol. tr. Taaulth 2, 4; też Midrasz, Wajikra rabba 29, 23. 
Rozprawy Wydz. filolog. T. LII. 21 



322 K. LILIENTALOWA 

W miejsce Izaaka. I rogi tego właśnie barana i) użyte zostały na 
dwa szofary boskie ^) : z lewego rozbrzmiały tony na górze Svnai, 
w dniu darowania Tory, prawy zaś, większy od lewego, ozwie się 
w przyszłości, jako hasło powszechnego wyzwolenia 3). 

Ten, któremu powierzają zaszczytną misyę trąbienia*), musi 
być człowiekiem pobożnym i ze wszech miar godnym. Przed przy- 
stąpieniem do tego aktu, posiadającego tak doniosły wpł^^w i zna- 
czenie, Baal-thekia kąpie się w mikwie^), co zresztą w dniu tym^) 
czynią wszyscy, na zasadzie, że w czystem ciele jest czysta dusza. 
„W Mikwie pozostawia się wszystkie grzechy" powiada lud ^), po- 
nieważ woda, będąc pierwszą od stworzenia świata, a więc bez- 
grzeszną, „oczyszcza". „Kąpiel jest jako Thaszlich" 8), a ten obrzęd, 
również oczyszczenie z grzechów mający na celu, odbywa się pierw- 
szego dnia Nowego roku^) i polega na tem, że zarówno mężczyźni, 
jak kobiety udają się na brzeg rzeki, jeziora lub stawu, gdzie, wytrzą- 
sając kieszenie, rzucają do wody znajdujące się w nich okruchy, przy 



1) Który według tradycji stworzony został o zmierzchu w dniu szóstym 
stworzenia (Zohar I, 120 b). 

*) Pirke r. Eliezer 31; a skóra z niego poszła na pas dla proroka Eliasza 
(Tamże). To dominujące stanowisko rogu baraniego wynikło prawdopodobnie stąd, 
że barany były głównym dobytkiem Hebrajczyków-nomadów (Genesis 21, 28; 30, 
40; 31, 12. 38; 32, 15. 16; strzyżenie owiec obchodzone było uroczyście — II Sa- 
maelowe 13, 23. 27; też I Samaelowe 25, 4 — 11. 36) i jeszcze Ezechiel, czerpiąc 
porównania z bytu pasterskiego, przyrównywa często lud izraelski (jak to widzimy 
także u Jeremiasza 23, 2,Zacharyasza 10, 3) do owiec i baranów (roz. 34). — I tera/s, jak 
w czasach biblijnych, owca jest głównem mieniem palestyńskiego gospodarza (Dr 
Samuel Krausa. Talmndisehe Archaologie. Lipsk 1910 i 1911 r. Tom II, str. 112 
i 113). 

*) Przyjście Mesyasza obwieści głos rogu, w który zatrąbi archanioł Mi- 
chał, mniema lud, wyrażając gorące to pragnienie (najczęściej w znaczenia przy- 
sięgi) w słowach : Obym tak doczekał szofaru Mesyasza''. (I. Bernstein. Jiidische 
Sprichworter, str. 268, Nr 3658). 

*) Zaszczyt ten najlepiej malują słowa: „Kto się staje ni stąd ni zowąd 
arystokratą? Baalthekiu w Kosz-Haszana" (Tamże, str. 158, Nr 2246). 

5) T. j. w przepisanej rytuałem kąpieli. Obowiązkiem jest wziąć wtedy ką- 
piel (Talmud, tr. Kosz-Haszana 16 b), 

*) Lob w wigilię tego dnia. Pobożni chodzą do mikwy przez cały miesiąc Elal. 

') 1. Bernstein. Jud. 8prichw8rter, str. 168, Nr 1382. 

8) Tamże, str. 25, Nr 319. 

*) Jeżeli pierwszy dzień Kosz-Haszana przypada w sobotę, to idą do Tha- 
szlich drugiego dnia tego święta, lecz zawsze po nabożeństwie przedwieczornem 
(mincha). 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKI K 323 

słowach modlitwy „Mi el kamocha:"i) „Któż jako Ty, Bóg, który 
przebacza winę, a odpuszcza występek szczątkowi dziedzictwa Swo- 
leo^o. Nie utwierdza na zawsze gniewu Swojego, gdyż pożąda łaski 
On". „Znowu zmiłuje się nad nami, zniesie winy nasze. Tak rzu- 
cisz 2) w otchłań morza wszystkie grzechy ich". „I wszystkie 
orzechy ludu Twojego, domu Izraela, rzucisz w miejsce, gdzie nie 
będą wspomniane ani rozważane i nie brane do serca po wieki". 
Okażesz niezawodność Twą Jakóbowi, miłość Abrahamowi, którąś 
zaprzysiągł ojcom naszym za dni starodawnych" 3). Symboliczny ten 
akt ma dla ludu znaczenie tak konkretne, że wywołał nawet opo- 
zycyę rabinów, lecz — bezskuteczną. Kiedy powstał ów obrzęd, czy 
jest bardzo starym, czy też późniejszego jest pochodzenia, trudno 
dociec. Słusznie mówi Sumcow *), że „w zastosowaniu do pomników 
ludowej poetyckiej i obrzędowej twórczości wyraz chronologia pra- 
wie tak jest bez treści i nie na miejscu jak w zastosowaniu do 
kamiennych narzędzi paleolitycznego i neolitycznego okresu histo- 
ryi". Ani w Talmudzie, ani w pismach Gaonów niema wzmianki 
o Thaszlich" — pierwszy wspomina o tym zwyczaju r. Jakób 
MóUn z Moguncyi (znany jako Maharil)^), od którego pochodzą po- 
wszechnie przyjęte przepisy, dotyczące modlitw i liturgircznych ob- 
rządków. Według tego kabalisty^) „Thaszlich" obchodzony jest na 
pamiątkę ofiary Izaaka, którego w tym właśnie dniu ^) Abraham 
zamierzał poświęcić Wiekuistemu. Albowiem szatan, aby przeszko- 
dzić Abrahamowi w wypełnieniu woli Najwyższego, zamienił się 
w rzekę, w której ojciec i syn ugrzęźli po szyję, lecz ponieważ 
Bóg wysłuchał Abrahama i sprawił, że szatańska rzeka natychmiast 
wyschła, więc, aby zachować pamięć o tern dobrodziejstwie, należy 
iść do rzeki; a za to Bóg znowu się zmiłuje i grzechy odpuści 8). 
Inni rabini utrzymują, że celem tej ceremonii jest, aby lud żydo- 



1) Tak nazwanej ód początkowych swych wyrazów. 

2) Od tego wyrazu (thaszlich) bierze nazwę cały obrzęd. 

3) Micha 7, 18. 19. 20. 

*) H. 0. CyMi^OBt. Xjiii6'h bi. oópa^as-B n n'fecHHX'B. Charków 1885 r. str. 3. 

5) Umarł w 1427 roku w Wormacyi. 

6) Sepher Maharil. Halachoth Kosz-Haszana. 
') T. j. w Rosz-Haszana. 

8) Wtedy zmiłował się przy r^ece, więc i teraz przy rzece okaże swe mi- 
łosierdzie — oto sens tego rozumowania. 

21* 



324 R. LILIENTALOWA 

wski na wzór ryb się mnożył i), jeszcze innijak Jezajasz Horwitz^). — 
aby widok ryb przypomniał człowiekowi, iż „nie zna wszak czło- 
wiek i czasu swojego: jako ryby łowione w sieci złowrogiej... 
tak pojmani bywają i synowie ludzcy w czasie niedoli, gdy 
przypada na nich nagle" ^j, które to myśli naprowadzają skruchę; 
następnie, że szeroko zawsze rozwarte, pozbawione powiek, oczy 
ryb są symbolem wiecznie czuwającej opieki bożej*), jako rzekł 
psalmista^): „...nie drzemie, nie śpi stróż Izraela". Wreszcie, r. 
Mojżesz Isserles^) tłomaczy w ten sposób: ponieważ głębiny mo- 
rza odzwierciedlają dzieło stworzenia, a Rosz-Haszana jest pamią- 
tką dnia stworzenia, więc idzie się wtedy nad wodę. aby sobie 
cuda Stwórcy uprzytomnić. To zaś pomaga w Dniu sądu, gdyż roz- 
ważanie wielkości Bożej wywołuje żal za winy względem Niego 
popełnione, a szczerze skruszonym On wybacza i grzechy ich rzuca 
w głąb morza ^). Wytrząsanie kieszeni, o czem powyżej mówiliśmy^), 
w interpretacyi kabalistów wygląda nieco inaczej : niektórzy z nich 
mianowicie zalecają otrząsać wierzchnią odzież, aby usunąć znaj- 
dujące się na niej złe moce, t. z. klipoth ^). 

Wszystkie te objaśnienia nie odsłaniają przed nami istoty 
owego zwyczaju; raczej zaciemniają go wybujałą sofistyką, dowo- 
dząc tylko, że odgrzebany z pokładów zapomnienia, w jakiem przez 



*) M. Briick. Rabinische Ceremonialgebrauche. Wrocław 1837 r. str. 23. 

*) Szelah (t. j. Sznei luchoth habrith), str. 214 b. Amsterdam 1698 r. 

»; Kohelet 9, 12 (przekład dra Cylkowa). 

*) Kabalistyczne objaśnienie (inne jeszcze), że otwarte oko ryby pobudza do 
pokuty, znajduje swą paralelę w Chinach, gdzie w przedsionkach buddyjskich świą- 
tyń wisi długa, drewniana ryba, zwykłej wielkości, a której obecność tam tłu- 
maczy jedno chińsko-buddyjskie dzieło, jak następuje: Jak ryba nie zamyka oczu 
ani w nocy ani w dzień, tak samo ci, co pragną odmienić swój sposób postępo- 
wania, niech zapomną o łożu za dnia i w nocy, dopóki nie wejdą na drogę do- 
skonałości. (I. Scheftelowitz. Das Fischsymbol in Judenthum und Christenthum. 
Archiv fur Religionswissenschaft. Lipsk 1911 r. Tom XIV, zeszyty: 3 i 4, str. 
384). I płusznie powiada Scheftelowitz (Tamże, str. 384 i 385), że zarówno w ży- 
dowskiej kabale jak w owein dziele chińskieiii, nadano nową racyę zwyczajom, 
których sens pierwotny poszedł w zapomnienie. 

5) Psalmy 121, 4. 

6) Torath ha'OIah. Część III, rozdział 56. 
') T. j. w otchłań zapomnienia. 

8) Ob. atr. 53 tej pracy. 

») M. Briick. Rabinische Ceremonialgebrauche. str. 24. Klipa — to ,złe" 
„nieczyste", odwieczne źródło wszelkiego grzechu. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKI K 325 

długie wieki spoczywał, zagadkowością swą dręczył umysły tych, 
którzy pragnęli doszukać się w nim sensu. Najprawdopodobniej, 
postać obecną przybrał „Thaszlich" późno, ale to pewna, że skła- 
dniki, z jakich się utworzył, biorą początek w zaraniu dziejów i że 
zasada, na jakiej się opiera, pierwotne rozumowanie zdradza. Na- 
trafiamy tu albo na kult wody, o którego istnieniu u starożyt- 
nych Hebrajczyków poucza nas jeszcze z epoki talmudycznej po- 
chodzący zakaz zarzynania ofiar „do mórz i rzek" ^), albo na kult 
ryb-), albo — na jedną z praktyk „sprowadzania deszczu 3), tak po- 
trzebnego w owej porze roku ^), gdyż rzucanie podczas tego ob- 
rzędu okruszyn chleba do wody, czego zabrania Maharil ^), a co tem 
samem świadczy o owym zwyczaju, dziwnie przypomina nam Man- 
gajanów z nad jeziora Njassa, u których kapłanka, aby deszcz 
uprosić, sypie garściami mąkę na ziemię ^), a jeszcze bardziej — 
lud ruski na Wołyniu, gdzie dla sprowadzenia deszczu sypią w cza- 
sie posuchy mak do studni''). Cel polegający na odrzuceniu grze- 
chów wiąże się również z pradawnem pojęciem, przypisującem wo- 
dzie moc „oczyszczającą"^), t. j. unoszącą wszystko złe i szkodliwe, 
a więc w pierwszym rzędzie — złe moce, owe późniejsze złe po- 
pędy-grzechy. Alfurowie^) uważają wodę za środek „przepędzający" 
nieszczęścia i utrapienia i kąpiąc się, mówią: „Niech woda zabie- 



1) Miszna, tr. Challin 2, 9; Tosefta, tenże traktat 2, 19; Talmud, tr. Aboda 
zara 42 b. Aby uniknąć podejrzeń, objaśnia N. Pereferkowicz, że zwierzę zarzy- 
nano w imię bóstwa morza lab rzeki. 

^) W Deuteronomium 4, 16. 18 znajdujemy: „Abyście się nie skazili, i nie 
czynili sobie rzeźby, obrazu jakiejkolwiek podobizny..." „...w postaci jakiejkolwiek 
ryby, która w wodach poniżej ziemi!" Obfity materyaJ dotyczący czci dla ryb 
u różnych ludów podaje I. Scheftelowitz w artykule: Das Fischsymbol im Juden- 
thum und Christenthum. 

^) Albo na wszystkie te praktyki razem. 

*) Ob. część I, str. 74 — 92 tej pracy. 

'") Sepher Maharil. Halachoth Kosz-Haszana. Szczególniej zabrania tego 
w sabat, co dowodzi, że pierwej dzień ten nie rugował obrzędu Thaszlich, jak to 
ma miej.«ce teraz. 

«) E. B. Tylor. Cywilizacya pierwotna. Tom 11, str. 305. 

') Zbiór wiadomości do antrop. kraj. Tom XI, str. 207 i tom XIII, str. 
183. To samo praktykuje się w Lubelskiem (Wisła. Tom VIII, str. 810). Ziarnka 
maku mają przypominać kropelki deszczu. 

8) „Wszakże źródło i studnia, jako zbiór wody, czyste zostaną";... (Leviticus 
11, 36). 

^) J. Lippert. Kulturgeschichte der Menschheit. Tom II, str. 243. 



326 K. MLIBNTALOWA 

rze z sobą choroby, zmęczenie i złe sny"... U Persów ^) woda „Ar- 
dwi Sura Anahita" (bogini wód) jest wrogiem demonów, to też na- 
leży zgodzić się z Lippertem^), że poważnym cz3mnikiem w tej 
dziedzinie obrzędowej jest wiara ludów pierwotnych we wstręt 
złych duchów do wody. Rażące wprost podobieństwo do „Thaszlich" 
odnajdujemy w zwyczaju starożytnej Peruwii, gdzie Inka, wyspo- 
wiadawszy się z grzechów i kąpiąc się w rzece, powtarzał: „O rzeko, 
przyjmij grzechy; ...zanieś je do morza i niech się już nigdy nie 
ukażą" ^), a także — w hymnach Indusów, modlących się do „bo- 
skich wód": „Unieście, o wody, wszystko, co jest we mnie nie- 
prawością i niesprawiedliwością, com uczynił złego bądź kłam- 
stwem, bądź przekleństwem" *). 

Obrzędy oczyszczania, występujące tak jaskrawo w święcie 
wiosny, Pesach ^). przedostały się do Rosz-Haszana, pociągnięte siłą 
kojarzenia, a więc prawdopodobnie wtedy, gdy to święto stało się 
Nowym rokiem, ponieważ z początkiem roku pozostają one w zwią- 
zku. Lecz gdy na wiosnę spotkaliśmy się z oczyszczeniem ogólnem 
sprzętów i dobytku (bo i oczyszczenie świątyni odbywało się w mie- 
siącu Nisan)^), w Rosz-Haszana dotyczy ono tylko człowieka. Do no- 
wej podziałki czasu winno się wejść odnowionym, dlatego też w No- 
wy rok każdy przywdziewa nową koszulę, a niewiasty (mężatki) — 
jeszcze nowe czepki lub stroiki ''), aby się „odnowić", jak powiadają, 
i „aby rok był odno wiony na szczęście i błogosławieństwo" **). Żeby 
zaś „czystym" stanąć przed sądem, starają się spłacić długi przed 
Rosz-Haszana i urazy wzajemnie sobie wybaczają, a kobiety idą do 
bożnicy w jasnych sukniach i z przypiętemi do włosów (raczej 



1) Zend Avesta. Aban nyayisch 4, 2. 

2) Kulturgeschichte. Tom II, str. 241. 

8) E. B. Tylor. Cywilizacja pierwotna. Tom II, str. 362. 

*) Rig-Veda I 23, 22 (przełożył na niemiecki Hermann Grassman. Lipsk 
1876 — 1877). Wody Gangesu, tej pierworodnej z rzek, w pojęciu Indusów, oczy- 
szczają z grzechów (Maha-Bharata — w tłom. A. Langego, fltr. 324 i 333). 

6) Część I, str. 25—27 tej pracy. 

6) Ezechiel 55, 18; II Kronika 23, 15. 18. 

') Gruzini kładą w Nowy rok nową, odzież i nowe obawie. (STHOrpacjjnHecKoe 
OóoapiHie. 1889 r. Część III, str. 32); w Chinach najuboższy wieśniak sprawia 
na Nowy rok nową odzież dla siebie i swej rodziny (G. Klemm. AUgemeino Kul- 
tnrgeschichte. Tom VI, str. 425). 

*) „Miłosierny On, oby odnowił nam rok ten na szczęście i błogosławień- 
stwo", brzmi modlitwa dziękczynna po uczcie w Rosz-Haszana. 



ŚWIJ<JTA ŹYD0W8KIIC 327 

peruk) białemi kokardkami, gdyż biały kolor to symbol niewin- 
ności i stąd — biała zasłona u arki w dzień tego święta ^j. Biel jest 
także wyrazem szczęśliwości: „Każdego czasu niechaj będą szaty 
twoje białe" 2)^ co nabiera wagi wobec pojęcia, że stan, zapoczątko- 
wany w dniu pierwszym roku, na cały rok się rozciąga. Działa tu 
to samo pojmowanie, które każe pannie młodej nosić w dniu ślubu 
jasną suknię, aby „jasnym" był jej los 3). Jak w tym wypadku 
domniemana tożsamość barwy odzieży i losu wpłynęła na wytwo- 
rzenie praktycznego przepisu, tak znów obowiązkowe spożywanie 
miodu w Rosz-Haszaua mogł(j powstać na zasadzie upatrywanego 
tu podobieństwa smaku. Ponieważ zaś słodycz uosabia dobro w prze- 
ciwstawieniu do gorzkiego i kwaśnego, które jest równoznaczne ze 
złem, przeto spożywa się słodki miód, aby „słodkim", t. j. pomyśl- 
nym był rok nadchodzący. 

Folklor europejski obfituje w praktyki, polegające na wierze 
w sympatyczny związek i wzajemny wpływ rzeczy uważanych za po- 
dobne czy to z kształtu, barwy, dźwięku czy smaku*) i tak samo jak 
pannie młodej, wracającej od ślubu, dają się napić wody, aby była do- 
brą jak woda°), jak, podając komu pieprz lub chrzan, należy się uśmie- 
chnąć % bo inaczej goryczą się zaprawią zobopólne stosunki, tak też 
i miód — tylko w odwrotnem znaczeniu — szerokie ma zastosowa- 
nie. W gub. Wileńskiej panuje zwyczaj, że przy wprowadzaniu się do 
nowego mieszkania smarują miodem wszystkie cztery kąty, ab}^ życie 
w niem było „słodkie" ''), a u dawnych Litwinów smarowano miodem 
usta oblubienicy ^). Rzymianie posyłali sobie w Nowy rok pomiędzy 



*) Jak również w Jom-Kippur, Sukoth, Hoszana-rabba do Simchath Thora 
włącznie, co znów dowodzi związku tych nroczystości. 

») Kohelet 9, 8. 

2) Wierzenia, przesądy i praktyki ludu żydowskiego (Wisła. Tom XIX, str. 
160, Nr. 497). 

*) U ludu żydowskiego, ob. tenże artykuł (Wisła. Tom XIX str. 158—160), 
do którego dodam ta kilka następujących: Nie należy zmiatać ze stołu szczotką, 
żeby nie „wymieść" parnasy" (utrzymania); nie bić nożem w stół, aby nie prze- 
ciąć parnasy: nie wycierać stołu papierem, bo będzie kłótnia. 

^) W Galicyi zachodniej (Materyały antrop.-archeol. i etnograficzne. Tom 
VII, str. 59, Nr. 19). 

*) W. Szukiewicz. Wierzenia i praktyki ludowe zebrane w gub. Wileńskiej 
(Wisła. Tom XVII, str. 269, Nr 45). 

') Tamże, str. 271, Nr 60. 

*) Aleksander Brilckner. (Starożytna Litwa. Warszawa 1904 r. str. 85. — 
Teraz dają jej cukier (Wisła. Tom XVII, str. 276, Nr 131). W Galicyi zachodniej 



328 K. LILIENTALOWA 

innemi również miodownik^), u Gruzinów gospodarz domu rozdaje 
wtedy wszystkim po kawałku chleba z miodem ^), a Kartaliniec. uga- 
szczając miodem, mówi: „Obyś się tak słodko zestarzał, jak słodkim 
jest ten miód" ^). W Rabce i okolicy *) smarują niekiedy miodem opła- 
tki ^), lud iiiemiecki piecze na wigilię Bożego Narodzenia placek z mio- 
dem*), a u Afanasjewa ^)czytaQiy,że do uczt}'' wigilijnej nieodzownym 
jest miód. Miód był i jest ulubionym przysmakiem ludów Wschodu^). 
Cenny ten produkt Palestyny 9), zaliczany w Piśmie św. i") do lep- 
szych płodów tej ziemi, którą stęskniona wyobraźnia przedstawia 
jako opływającą mlekiem i miodem i^), służy w starożytnem pi- 
śmiennictwie hebrajskiem na określenie rzeczy najsłodszej ^-) i naj- 
lepszej 12). Dlaczego ów paralelizm, do którego wchodzi właśnie 
miód, stosowany jest w Nowy rok, staje się zrozumiałem, jeśli się 
weźmie pod uwagę znaczenie, jakie przywiązuje umysł pierwotny 
do pojęć: „pierwszy" ^*) „nowy", „początek". Co zachodzi na po- 
czątku pewnego okresu, wierzy, lud, to dłuży się przez cały ów 
okres ^^) i stąd takie wydatne stanowisko pierwszego dnia w tygodniu ^^), 



panna młoda bierze z sobą do kościoła cakier, aby jej życie słodko płynęło (Ma- 
ter. antrop.-archeol. i etnogr, Tom VII, str. 61, Nr 41). Ten sam zwyczaj panuje 
w niektórych okolicach Królestwa Polskiego. 

*) Dr Otto Seemann. Die gottesdienstlichen Gebrauche der Griechen and 
R«mer. Lipsk 1888 r. str. 167. 

2) 3THorpa4)HiecKoe 06o3p-feHie 1889 r. Tom III, str. 33. 

') Tamże, str. 35. 

*) Powiat Myślenicki. 

5) Lnd. Tom X, str. 280. 

6) Dr A. Wuttke. Der dentsche Yolksaberglanbe, str. 66, § 76. 

^) HoaTUHecKin Bosapinia c^jasnab na ^pHpo;^y. Tom III, str. 734. 

8) Wedle Koranu (16, 71) „miód zawiera lekarstwo dla ludzi"*. 

9) Ezechiel 27, 17. 
'») Genesis 43, 11. 

»») Exodus 3, 8; 13, 5; Leviticu8 20, 24; Deuteronomium 6, 3; Jozue 5, 6; 
Jeremiasz 11, 5; Ezechiel 20, 6. 

12) Psalmy 19, 11; 119, 103, a w Przypowieściach (24, 13): „Jedz miód, 
synu mój, bo dobry jest; i plastr najsłodszy gardłu twojemu". 

13) Ezechiel (3, 3) przyrównywa smak zwoju księgi bożej do miodu, u w Przy- 
powieściach (24, 13) miód służy na określenie mądrości bożej. 

1*) Przesądy żydowskie (Wisła. Tom XIV, str. 318 — 321). 

*5) Rzymianie wierzyli, że gdy początek dobry, to wszystko dobro będzie 
(O. Seemann. Die gottesdienstlichen Gebrftuche der Griechen und Romer, str. 166). 

*') Wierzenia, przesądy i praktyki ludu żydowskiego (Wisła. Tom XIX, 8tr. 
156, Nr 437), do czego tu dodam, że nie należy, w prsekonania ludu, dawać na 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 329 

miesiącu 1), a szczególniej — w roku. „Nowy rok jaki, cały 
rok taki", mówi polskie przysłowie -), a r. Jebid orzekł ^\ że gdy 
pierwszy dzień Nowego roku jest ciepły, to przez cały rok będzie 
ciepło i — odwrotnie. Kartaliniec unika w Nowy rok kłótni, a wie- 
rząc, że kto będzie wtedy płakał, cały rok przepłacze, śpiewa i we- 
seli się*). Gdzieindziej znów przestrzegają, aby w Nowy rok nic 
z domu nie zginęło, gdyż straty podobne powtarzałyby się przez cały 
rok ^); także, aby nic się nie stłukło ^j; starają się mieć wtedy przy 
sobie pieniądze, aby nie zaznać ich braku w ciągu roku '') i t. p.; 
a kto upadnie w Nowy rok, tego czeka prędka śmierć ^). To też 
Słowak powiada'-*): „Co robis alebo 60 prihodi sa ti dnes od rana 
do veĆera, to robierat' budeś, tak vodit'sa ti budę po cały rok". 
Najwięcej wprawdzie wróżb u Słowian wiąże się z wigilią Bożego 
Narodzenia i co wtedy komu się zdarzy, dziać się będzie przez 
cały roki"*), to jednak nie przeczy powyższym wywodom, albowiem 
Boże Narodzenie — to dawniejszy Nowy rok ^1). 

Na tej zasadzie należy być w Rosz-Haszana wesołym, nie 



kredyt w sobotę wieczorem (początek tygodaia), gdyż przez cały tydzień nie sprze- 
dawałoby się za gotówkę. W Galicyi zachodniej : w poniedziałek nie powinno się 
nic nikomu pożyczać, bo albo rzecz pożyczona przepadnie albo nie będzie rychło 
zwrócona. (Mater. antrop. archeol. i etnograf. Tom VII, str. 55, Nr. 5). 

*) Zjawiska przyrody w wyobrażeniu i praktyce ludu żydowskiego (Safrus, 
str. 59). W Galicyi zachodniej : stosownie do tego, jaki jest każdy pierwszy dzień 
w miesiącu, tj. pogodny czy deszczowy, ciepły czy zimny, taki będzie i cały miesiąc. 
Podobnie ze stanu pogody pierwszych dni wiosny, lata i t. d., wróżą sobie 
jaka będzie wiosna, lato itd. (Mater. antrop, archeolog, i etnograf. Tom VII, str. 49). 

*) Samuel Adalberg. Księga przysłów. Warszawa 1894 r. str. 345, Nr 10. 

*) Talmud, tr. Baba bathra 147 a. 

*) 8THorpa(j[)nrecKoe 06o3pfeHie 1889 r. Tom III, str. 35. To samo podaje 
o Międzyrzeczanach ks. Adolf Ploszczyński (Bojarzy Międzyrzeccy. Warszawa 
1892 r. str. 84). 

^) Tarnawa, powiat Żywiecki (Mater. antrop. archeol. i etnograf. Tom VII, 
sta, 67). 

*) Dr A. Wuttke. Der deutsche Volksab9rglaube, str. 66, § 75. 

') Kuhn. Markische Sagen und Marchen nebst einem Anhange vou Ge- 
brauchen und Aberglaubeu. Berlin 1843 r. str. 378. 

*) A. AeaHacteB-B. IIoaTniecKin Bosapinia cJiaBHHi. na ^p^po,^^y. Tom III; 
str. 770. 

°) Sbornik slovenskych narodnich pieśni itd. 1870 r. Zeszyt 1, str. 177. 

10) Mater. antrop. archeol. i etnogr. Tom VI, str. 254; także tom VII, str. 
72 i 76; Lud, tom VIII, str. 254 i tom X, str. 155 i 280. 

") Ob. str. 40, dop. 2 tej pracy. 



330 R- T.U,IENTALOWA 

gniewać się na nikogo, a nawet nie wspominać gniewu, jak zale- 
cał r. Nachman^); nie spać, gdyż wówczas szczęście na cały rok 
„zasypia" ^), aby zaś szczęścia „nie wymieść'^, nie zamiatają w ten 
dzień 3). 

Prócz modłów, którycłi treścią jest wiara w nastąpienie pań- 
stwa bożego, w pokój powszecliny, miłość i sprawiedliwość, wcho- 
dzą w skład liturgii noworocznej różne niekanonizowane piutim 
(pieśni) ułożone głównie przez peitanów (poetów) średniowiecznych. 
Pieśni owe, stanowiące najczęściej wary anty podań ludowych i opo- 
wieści talmudycznych o ofierze Izaaka*), stały się mocą zwyczaju 
obowiązujące, a jedną z nich, malującą sąd niebieski i śpiewaną na 
nutę szczególniej rzewną^) otacza nawet nimb męczeństwa, gdyż 
autor jej, r. Amnon z Moguncyi ^) dał ją poznać ogółowi w mękach 
przedśmiertnych, pozbawiony rąk i nóg, odcięt3'^ch przez kata ''). 

1) Talmud, tr. Eosz-Haszana 32 b. 

*j Dotyczy to głównie pierwszego dnia tego święta (Wisła, Tom XIX, str. 
159, Nr 494. art. Wierzenia, przesądy itd.) Nie należy spać w dzień Bożego Na- 
rodzenia, twierdzą w Krakowskiem, bo jak gospodarz śpi, „to mysy zboże zreją" 
(Mater. antrop. archeol. i etnograf. Tom III, str. 173). 

^) Porównaj zwyczaj podobny u Białorusinów (M. Federowski. Lud biało- 
ruski. Tom I 1507) i u Dżewachów (3THorpa4)HqecKoe Góosp-fenie 1889 r. Tom 
III, str. 40). 

*) O ofierze patryarchy Izaaka często jest mowa w obu Talmudach, w li- 
teraturze midraszowej i w modłach. 

5) M. Deutsch. Yollstandige Sammlung der alten Synagogen-Intonationen. 
Wrocław, str. 86, Nr. 340—344 (Ob. nuty Nr. 1). 

6) Umarł około 1200 r. 

'I Jak głosi relacya r. Efraima ben Jakóba z Bonn, przechowana w dziele 
r. Izaaka ben Mozę z Wiednia: ,,0r sarna" (z 1-ej połowy 13-go wieku), r. Amnon 
przewyższał wszystkich współczesnych sobie szlachetnością rodu, pięknością obli- 
cza i mnogością cnót. Między innymi cenili go bardzo i dostojnicy państwowi 
a arcybiskup namawiał go gorąco, aby przyjął wiarę chrześcijańską. Gdy na- 
mowy te nie odnosiły pożądanego skutku, arcybiskup począł pewnego dnia na- 
tarczywie tego się domagać, a wówczas r. Amnon, pragnąc na razie uniknąć 
sporu, poprosił o trzy dni do namysłu. Lecz zaledwie opuścił pałac arcybiskupi, 
poczuł, że powiedzeniem tern obraził wiarę świętą, w którą jakoby zwątpił i stra- 
szne wyrzuty sumienia poczęły szarpać jego duszę. Nie jadł, nie pił, ai wreszcie 
ciężko zaniemógł. Gdy trzeciego dnia, na rozkaz arcybiskupa, nie stawił się w pa- 
łacu, sprowadzono go przemocą, a wtedy na zarzuty mu czynione, r. Amnon 
rzekł: „Zawiniłem i sam na siebie wyrok wydam: niechaj język, który skłamał 
zostanie odcięty". Nie, odparł na to arcybiskup, nie będziesz pozbawiony języka, 
boś dobrze mówił, ale nogi twoje za to, że nie stawiły się na czas oznaczony, 
będą ci odjęte a także inne części twego ciała ulegną karze". Na rozkaz arcy- 



ŚWJĘrA ZYDOWSKiK 



331 



Untliane tokef (tak zwie się owa pieśń)') <]<j tego stopnia rozrze- 
wnia wszystkich, że zazwyczaj głośny płacz rozlega się wtedy 
w bóżnicy; lud bowiem boi się sądu bożego, lęka się wyroków, 
których całą grozę modlitwa ta przedstawia'-^), żałując, że słuchał 
złego popędu a nie był wiernym nauce Zakonu »). Gdyż błogo temu, 
kto wszystkie nakazy Tory wypełnił, bo one w świecie przy- 
szłym przemawiać za nim będą'^); ale na szczęście „pokuta, mo- 
dlitwa i dobre uczynki znosząc) złe wyroki", również modły spra- 
wiedliwych przemieniają gniew boży w miłosierdzie 6), wreszcie za- 



biskupa kat poddał torturom r. Amaona, a gdy ten, pomimo nadludzkich mąk, 
nie chciał wyrzec się swej wiary, wykonawca woli arcybiskupiej odciął mu ręce 
i nogi, poczem w skrzyni odstawiono go do domu. W Nowy rok, który wkrótce 
po tym wypadku nastąpił, zaniesiono r. Amnona do „domu zboru", a grły kantor 
miał wygłosić Keduszę, wielki ów męczennik zawołał: „Zatrzymaj się, gdyż pragnę 
wsławić potężne Imię Boże". I popłynęły słowa modlitwy, z której ostatnim wyrazem 
uleciało ostatnie tchnienie umierającego rabbi. 1 nagle zniknął on z oczu zebra- 
nym. Lecz pieśń jego nie zaginęła, gdyż przekazał ją r. Kalonimosowi ben Me- 
szullam, któremu ukazał się we śnie, polecając mu rozpowszechnić ten „piut" 
pośród Żydów całej dyaspory. 

1) Od początkowych wyrazów: Głośmy moc. 

») Także w modłach porannych na Rosz-Haszana znajdujemy: „Zar pali 
me wnętrze, gdy masz badać tajne jego głębie, a dusza moja rozpacza, lękając 
się sąda Twojego". 

3) Wprawdzie i zły popęd stworzony został przez Boga, ale dał On Torę, 
której drogami postępując, pokonać go można. (Talmud, tr. Baba bathra 16 a). 

*) Tamże, tr. Aboda zara 2 a. — Świat przyszły, którego świat doczesny jest 
tylko przedsionkiem, według wyrażenia ludu, a w którym godzina szczęśliwości 
więcej jest warta od całego życia na ziemi, (Miszna, tr. Aboth 4:, 17) zajmuje 
bardzo wiele miejsca w rozmyślaniach i marzeniach Żyda. Mit hebrajski stworzył 
Eden dla sprawiedliwych a Gehennę dla grzesznych i gdy nagrodą za dobre 
uczynki, szczytem rozkoszy, jest raj, gdzie dusze cadyków o jaśniejących obliczach 
i w koronach na głowach napawają się widokiem blasku bożego (Talmud, tr. 
Berakhoth 17 a; Midrasz. Wajikra rabba 30, 23), gdzie, siedząc pod Drzewem ży- 
cia, studyują Zakon (Midrasz. Szir ha-szirim 6, 9) a w niebiańskiem kolegium 
wiodą rozprawy, w których sam Bóg udział bierze (Talmud, tr. Baba mecia 85 b 
i 86 a), to karą za przekroczenia jest piekło, siedlisko mąk najokropniejszych, 
gdzie z bólu wyją i łzy leją (Tamże, tr. Rosz-Haszana 17 a; tr. Erubin 19 a); 
gdyż jak niezmierzoną jest otchłań, tak zmierzyć się nie dadzą kary bezbożnych 
w świecie przyszłym (Pesikta 73 b. wyd. Bnbera). Raj i piekło odmalowane są 
w księgach żydowskich bogato, groteskowo (ob. w przekładzie Aug. Wiinsche. 
Ans Israels Lehrhallen. Kleine Midraschim zur jUdischen Eschatologie und Apo- 
kalyptik. Lipsk 1909 r. Tom III). 

5) Lud mówi: rozdzierają. 

6) Talmud, tr. Jebamoth 64 a. Wielkie bowiem jest znaczenie cadyka, 



332 H. LILIBNTALOWA 

słuo^i praojców swoje robią, t. j. jednają łaskę bożą i). Powoływanie 
się na cnoty patryarchó w stale w modłach się przewija 2) np.: „Oby 
nam jeszcze pamiętał miłość (ku Niemu) stałego w wierze Abra- 
liama, praojca naszego, oby przez wzgląd na Izaaka, syna tegoż, 
związanego na ofiarę, obezwładnił oskarżycieli naszych i zniweczył 
skargi tych, co chcą nas potępić na sądzie, oby dla zasług bogo- 
bojnego Jakóba wywiódł na światło ku zbawieniu niewinność sprawy 
naszej, w dniu dzisiejszym, który jest święty Panu naszemu" ^). 
Wspominają też: zasługi Noego, który wyróżniał się pobożnością 
pośród ludów pogrążonych w bałwochwalstwie; Józefa, który oparł 
się pokusom żony Potifara; piękne czyny Mojżesza i Arona, wznio- 
słe hymny Dawida. Hymnów pochwalnych „Halel" nie głoszą 
w Rosz-Haszana*), a gdy aniołowie o przyczynę tego zapytali Boga, 
odrzekł im, iż nie pora na to wówczas, gdy król zasiada na tronie 
sędziowskim a księgi żywych i umarłych leżą otwarte przed nim^). 
Nabożeństwo w Nowy rok kończy się późno. Wychodząc z mo- 
dlitewni, wszyscy pozdrawiają się ^j słowami: „Iszanah tobah thi- 
kotheb wthichathem lalther Ichaira tobim" '), a formułka ta nie 
jest konwencyonalnym frazesem lecz jest pełną ożywczej myśli, 
którą daje jej wiara w magiczną potęgę słowa, posiadającego, w owej 
chwili szczególniej, moc nadzwyczajną. To też winszują sobie ze 
szczerem wzruszeniem. 



większe niż aniołów (Tamże, tr. Synhedrin 93 a; Pesikta rabbati, roz. 35 — przy 
Midraszu, Debarim rabba w przekładzie A. Wiinsche, Lipsk 1882 r.). Midrasz, Szir 
ha szirim (2, 1) przyrównywa sprawiedliwycli do najpiękniejszefro kwiatu lilii gór 
dolin, a w Talmudzie (tr. .Toma 38 b) powiedziano, że dla jednego cadyka świat 
zostałby stworzony i dla jednego ostałby aię. 

*) „Jeślibyś miał zapłacić podług czynów, to serce drżeć a zdroje łez z oczu 
moich bezustannie płynąć powinny, leez wyroku łaski Twojej oczekuje i żywię 
się nadzieją, że na prawość przodków moich wspomnisz, by grzechy mi przeba- 
czyć". (Z modłów porannych na Koaz-Haszana). 

*) Gdyż l^6g rzekł do Izraelitów: „Dzieci moje, jeśli pragniecie być przed 
sądem, w dniu tym, bez winy, to wspominajcie cnoty ojców". (Midrasz, Wajikra 
rabba 29, 23; Pesikta 153 b). Jako bowiem żywa winorośl opiera się na martwem 
drzewie, tak i Izraelici żyjący opierają się na umarłych praojcach. (Midrasz, Sze- 
mot rabba 44, 32j. 

') Ustęp z modlitwy dodatkowej (mnsaf) na Rosz-Haszana. 

*) Ani w Jom-Kippur. 

5) Talmud, tr. Arachin 10 b. 

•) Jeszcze w pierwszy wieczór tego święta. 

') Co znaczy : obyś był zapisany na dobry rok i zatwierdzony na szezę- 



ŚWIRTA ŻYDOWSKIK 333 

Przed jedzeniem odbywa się, jak przy każdem zresztą świę- 
cie, „kidusz"!) i, jak w każde święto, uczty są obfitsze i potrawy 
lepsze. Nieodzownemi jak zwykle, są: ryba^) i mięso 3), lecz baczą 
jeszcze, aby karasie*) przy kupnie były żywe i aby mięso było 
tłuste „by rok był żywy i tłusty" t. j. zdrowy i obfity. Do specyal- 
nych potraw w Rosz-Haszana należą: głowa barania, którą, spożywa- 
jąc^) na pamiątkę ofiary Izaaka'') mówią: „obyśmy byli głową a nie 
ogonem" ^); omawiany już miód, w którym maczają pierwszy kęs 
kołacza^) i którym głowa rodziny smaruje jabłko, przy słowach: 
„oby Ci się spodobało, Wiekuisty... dać nam rok pomyślny i słod- 



śliwy żywot. Zwykle mówią tylko pierwsze trzy wyrazy, t. j. Iszanah tobah thi- 
kotheb. 

') T. j. obrzęd poświęcenia dnia z kielichem wina w ręku, ob. część I. str. 
32 tej pracy. — Jak w wigilie każdego święta, niewiasty zamężne obowiązane są do 
zapalania świateł w wigilię Kosz-Haszana (Tamże, str. 30 i 31). 

2) Ryby stanowiły ulubioną potrawę Hebrajczyków. „Wspominamy sobie 
rybę, którąśmy jadali w Micraim..." (Numeri 11, 5^, a prorok Ezechiel, malując 
obraz przyszłego państwa, mówi (47, 9. 10): „...i będzie ryb mnóstwo wielkie..."; 
„I staną przy niem rybacy od Engedi do Eneglaim, rozścieliskiem dla sieci ono 
będzie; rozmaitego rodzaju ryby tam będą, jako ryby morza wielkiego, mnóstwo 
wielkie". Ob. też Nehemiasz 13, 16. — Niektórzy objaśniają, że dlatego w Nowy 
rok je się rybę, aby dobre postępki mnożyły się jak ryby, które są płodne i li- 
czne. (I. Scheftelowitz. Das Fisehsymbol itd. Archiv fiir Religionswissenschaft. 
Tom XIV, str. 383 i 384). — W Marchii wierzą, że przez cały rok ma się aż do 
zbytku pieniędzy, gdy w Nowy rok je się śledzie (lub jagły) a w tym samym 
celu jedzą wtedy w Wittenbergu sałatę ze śledzia, w Styryi zaś i Łużycach — 
karpie (K. Simrock. Handbuch der deutschen Mythologie, str. 549 i 550). 

') Gdzie jest mięso i ryba, tam wesołą jest biesiada, mówi lud. 

*) Przeważnie kupują wtedy karasie lub karpie. 

^) W pierwszy wieczór tego święta. 

*) Którego okupem był baran, a co się stało w Rosz-Haszana. 

') Schulchan aruch. Orach chaiim 583 b. Zwyczaj ten był rozpowszech- 
niony w średniowieczu (Israel Abrahams. Jewish life in te middle ages, str. 151) 
obecnie spotyka się jeszcze w Królestwie Polskiem, na Litwie, Wołyniu, gdzie- 
niegdzie w sferach chasydzkich w Galicyi, lecz naogół zanika coraz bardziej. 
Niekiedy zamiast głowy baraniej posługują się głową rybią (gdyż jest tańszą), 
twierdząc, że to wszystko jedno, idzie tu bowiem jakoby o głowę (rosz), która 
jest jedno-znaczną ze słowem „początek" (rosz), ob. str. 1 tej pracy, a co znów 
stosuje się do „Rosz-Haszana". Wyraz „zanab (a:;) — ogon tłomaczy dr Cylkow 
jako kończynę (Daute ronomium 28, 13: „I uczyni cię Wiekuisty głową a nie 
kończyną"). 

8) Tak samo jak w Sukoth (Część I, str. 89 tej pracy). — Piją też miód 
w to święto. 



334 n. LILIRNTALOWA 

ki"; jarzyny również miodem zaprawione *), wreszcie jakikolwiek 
nowy^),t. j. do Nowego roku nie kosztowany owoc, na który skła- 
dają się zwykle winogrona^), a która to nowalia nowy rok akcen- 
tuje. Kołacze wypiekane na Rosz-Haszana mają specyalny kształt*) 
zwą się „ptaki" lub „ptaszki" 5), „obwarzanki"*^) lub „okrąglaki"'^), 
a dlatego są skręcone, powiada lud, „aby szatanowi w głowie się 
zakręciło" ^). Na zakończenie przytoczę jeszcze dwie ludowe pio- 
senki żydowskie 9), które streszczają poniekąd współczesny cere- 
moniał tego święta. 

I. 

W Rosz Haszana modlą się z wieikiem namaszczeniem 
I nad owocami odmawiają „szehajonu" i°), 



*) Najczęściej marchew (jak w Sukoth), aby się mnożyły cnoty, jak obja- 
śnia Szulchan arach (Orach Chaiim 583 b), na zasadzie etymologii, o której mowa 
w części I, na str. 89 tej pracy. Również jak w święto Szałasów (tamże) potrawy 
gorzkie i kwaśne są wykluczone, lecz w Rosz-Haszana nie jadają jeszcze orze- 
chów, a to z powodu, że gematrya słowa ł'JJ.v (egoz)- orzech równa się wartości 
liczbowej słowa nian (cheta)- grzech. (Szulchan arach. Orach chaiim 583 b). Słu- 
sznie zaznacza Dr M. Gudemann (Geschichte des Erziehungswesens und der Cul- 
tur der abendlandischen Juden. Wiedeń 1880 -1888 roku. Tom I, str. 206, dop. 2), 
że ta igraszka liczbowa powstanie swe zawdzięcza nieuctwu, bowiem słowo grzech 
pisane jako an (bez m na końcu) czyni dopiero ową gematryę dokładną. 

*) Ze zbiorów roku bieżącego. 

'j Lub brzoskwinie, melony cukrowe, a u bardziej zamożnych — ananas 
Pożywając ów owoc w drugi wieczór Rosz-Haszana (aby zaznaczyć, że i ten jest 
Nowym rokiem), mówią U z, ,,szehechejanu": „Bądź pochwalony, Wiekuisty... który 
zachowałeś nas przy życiu, utrzymywałeś nas i pozwoliłeś nam doczekać tej pory 
uroczystej". Jeżeli kto nie może jeść owoców, to odmawia błogosławieństwo od- 
powiednie nad nowem ubraniem. 

4) Ob. ryc. 1. 

5) Skąd się wzięła ta nazwa, trudno dociec, gdyż kołacz ów niczem nie 
usprawiedliwia takiego miana; niektórzy powiadają, że zakończeniem przypomina 
dziobek ptaka, „aby prośby ludzkie wzleciały do nieba jak ptaki". 

*) Tak się nazywają na Litwie. 

') Taką nazwę (po żydowsku; radyś'n) dają im w Sandomierskiem, lecz 
najpospolitsze są dwie pierwsze nazwy. 

8) T. j. aby zmąciły się jogo myśli. A może kołacze owe mają symboli- 
cznie przedstawiać „okrągły" rok? 

») C. M. rnnaóypn, h U. C. MapeKt. EepeiicKifl ^apo/^^wfl ntcnn BTb Poc- 
cIh. Petersburg 1901 r. Pierwsza z nich pochodzi z gub. Kowieńskiej i Witeb- 
skiej, druga z Kowieńskiej i Chersońskiej. 

*") Lud tak wymawia hobr. „szehechejauu", o którem była mowa na tejże 
str. w dop. 8. 



ŚWIĘTA ŻYDÓW SKIB 335 

« 
W Rosz-Haszana musi kantor przed pulpitem śpiewać, 
A pierwszy kęs kołacza maczać się musi w miodzie. 
Do trzeciej godziny żarliwie się modlimy, 
A potem pożywamy gorące jarzyny. 

II. 

W Rosz-Haszana trąbią w szofar 
I wszyscy się starają kupić „alijoth" *), 
Każdy idzie do stawa się otrząsnąć 
Z grzechów, których ma dużo. 

Jom-Kip pur (Dzień Odpuszczenia), podniosły dzień skruch 
ostatni z dziesięciu dni pokuty, które były przygotowaniem do tak 
wiełkiej chwili, jest naj ważniej szem dorocznem świętem religijnem, 
a przypada 10-go Tiszri^). „I niechaj będzie to dla was ustawą 
wieczną: miesiąca siódmego, dziesiątego tegoż miesiąca dręczj^ó 
będziecie dusze wasze.. .^)" „A wszelka dusza, któraby nie udręczała 
się dnia tego, wytrąconą niechaj będzie z ludu swojego" *). „Sab- 
bat odpoczynku to dla was...^)" „...i żadnej roboty nie będziecie 
wykonywali, tak krajowiec jako i cudzoziemiec, który osiadł wpo- 
śród was"^). „Wszelka też dusza, któraby wykonała jakąkolwiek 
robotę w tenże dzień, wytrącę duszę tę z pośród ludu jej""^). Oto, 
co nakazuje Zakon, Talmud zaś rozwija owe orzeczenia w specyalnie 



1) Alijoth to liczba mnoga od alijah {n'>hv), co znaczy wstąpienie na górę, 
a w przenośni — dostąpienie wysokiej godności, zaszczytu, czem jest w danym 
wypadku wezwanie do odczytatua ustępu z Tory. Zaszczycony niem ofiarowuje zwy- 
kle pewną kwotę na potrzeby bóżnicy, a po małych mieścinach licytują „aliotb**, 
aby datki powiększyć. 

2) T. j. w drugiej połowie września lub w pierwszej połowie października. 
Jem Kippar nigdy nie wypada w niedzielę, dlatego, że ten, ktoby umarł w so- 
botę, musiałby być pochowany dopiero trzeciego dnia (w sobotę ani w Dzień Od- 
pustu nie wolno grzebać zmarłych), a to w pojęciu Żydów byłoby straszną dla 
nieboszczyka zniewagą. Z tego samego względu Rosz-Haszana (również w pierw- 
szy dzień tego święta nie wolno urządzać pogrzebu) nie może przypaść w nie- 
dzielę, środę i piątek. (W środę dlatego nie, że 10-y Tiszri wypadłby w piątek, 
co z powodów powyżej wyłuszczonych także być nie może). 

^) Leviticu3 16, 29. 
*) Tamże, 23, 29. 

5) Tamże, 16, 31. 

6) Tamże, 16, 29. 

') Tamże, 23, 30. Wogóle w święta jedynie pracy uciążliwej wykonywać 
nie wolno (Leviticus 23, 7. 8. 21), przyrządzanie zaś pokarmów jest dozwolone 
(jak np. w uroczyste dni święta Przaśników-Exodus 12, 16), lecz w Jom-Kippur 
wszelka robota je.st wzbroniona. 



336 K. MLTENTALOWA 

temu poświęconym traktacie Joma i), który daje nam następujący 
obraz Dnia Odpustu za Il-iej świątyni. Na siedm dni przed Jom- 
Kippur, w obawie „zanieczyszczenia" 2), usuwał się arcykapłan ze 
swego domu do komnaty zwanej „parhedrin" i przez cały ten czas 
wszystkich czynności w świątyni sam dopełniał ^). W wigilię od- 
prowadzali go kapłani do komnaty „beth Awtinas" i zobowiązywali 
przysięgą, że w niczem nie odstąpi od przyjętego rytuału^), po- 
czem uczeni mężowie, najstarsi w Radzie, odczytywali mu rozdział 
z Pięcioksięgu, traktujący o Dniu Odpuszczenia, a także ustępy 
z ksiąg Joba, Ezry, Kronik i (nieraz) Daniela ^). Rano, arcykapłan 
się kąpał ^) i nakładał białe szaty i powtarzało się to tak kilka- 
krotnie w ciągu dnia tego ^). Po dopełnieniu wstępnych aktów słu- 
żby bożej, przystępował on do cielca swojego, a położywszy na nim 



1) Joma po aramejsku znaczy właściwie „ten dzień" — wiadomy dzień 
(Dopisek N. Pereferkowicza we wstępie do Miszny, tr. Joma, str. 304). 

*) Przez stosunek z żona, która mogłaby się okazać wątpliwą niddą (men- 
struacyjną), a co uczyniłoby go niegodnym do pełnienia służby bożej (Miszna, tr. 
Joma 1, 1; Tosefta, tenże traktat 1, 1), gdyż „...gdyby obcował z nią mąż i wy- 
dzielina jej będzie na nim, nieczystym będzie przez siedm dni"... (Leriticns 15, 24). 

') Miszna, tr. Joma 1, 2; Talmud, tenże traktat 4 a. 

*) T. j. żo nie będzie się trzymał uchwał Saduceuszów, którzy, opierając 
się na Leviticus 16, 13, twierdzili wbrew Faryzeuszom, że arcykapłan winien 
wchodzić w Przenajświętsze z rozpalonem kadzidłem (Talmud, tr. Joma 19 b; To- 
sefta, tenże traktat 1, 8). Płakał wtedy arcykapłan, iż był posądzany, jakoby był 
saduceuszem, płakali również ci, oo mu tem posądzeniem krzywdę czynili 
(Talmud, tr. Joma 19 b). Antagonizm pomiędzy Saduceuszami, członkami arysto- 
kracyi kapłańskiej, trzymającej się ściśle litery Zakonu, a Faryzeuszami, sprzy- 
mierzeńcami tradycyi, ludowych wierzeń i prastarych, religijnych praktyk — uja- 
wniał się często w dziedzinie kultu. (Ob. część I, str. 77 a także 45 tej pracy). 

5) Czynili to w tym celu, aby nie spał, gdyż w razie pollncyi nie mógłby 
nazajutrz pełnić służby bożej; a ponieważ sytość naprowadza sen, więc w wigilię 
Dnia Odpustu dawano mu skąpą strawę. Zabawiano go też śpiewem psalmów 
(psalm 127: „Pieśń stopni"), a znakomitsi obywatele Jerozolimy przez całą noc 
sprawiali hałas, aby arcykapłan nie mógł zasnąć (Miszna, tr. Joma 1, 4. 6. 7; 
Tosefta, tenże traktat 1, 9; Talmud, tenże traktat 19 b). 

«) Miszna, tr. Joma 3, 2. 6. Gdyż nie wolno było przystąpić do pełnienia 
służby bożej, nie zanurzywszy się uprzednio. (Miszna, tamże 2, 3). 

') Pięć zanurzeń (podczas których rozpościerano zasłonę z bisioru) i dzie- 
sięć obmywań rąk i nóg (ze względu na czary, należy po zanurzeniu się w rzece 
lub Iiźni opłukać ręce i nogi, poucza Midrasz, Maase Thora — w przekł. A. Wiin- 
sche. Aus Israels Lehrhallen. Tom V, str. 287) obowiązywało arcykapłana w Jom 
Kippur, a wszystkie, prócz pierwszego, które spełniano u Wodnych wrót, od- 
bywały się w miejscu świętem, nad komnatą „beth Parwa" (Miszna, tr. Joma 3, 



ŚWIĘTA ŻYDOW8K1B 337 

obie ręce i wymawiając czterozgłoskowe imię Boga ^), spowiadał się 
z grzechów swoich i swego domu 2). Potem przechodził na wscho- 
dniił stronę azary, gdzie (jbok dwóch kozłów jednakich pod wzglę- 
dem barwy i wzrostu ^j znajdowała się urna z dwoma losami:*) je- 
dnym dla Jehowy, drugim dla Azazela i — losował. Jeśli los dla 
Jehowy został wyjęty prawą ręką, to tę rękę podnosił arcykapłan, 
jeśli — lewą, to podnosił lewą ^), poczem składał odpowiednie losy 



3. 6: 7, 3. 4; Tosefta, tenże tr. 1, 20; Talmud, tenże tr. 19 a; 31 a; 32 a. Mi- 
szna, tr. Middoth 5, 3 opisuje te komnaty w azarze). Do tego stopnia prz strze- 
gano czystości u arcykapłana, że gdy raz na Szymona ben Kamchit, podczas roz- 
mowy z królem arabskim, bryznęła ślina tego ostatniego, brat musiał go zastą- 
pić w kapłańskiej powinności. (Tosefta, tr. Joma 4, 20; Talmud, tenże tr. 47 a 
podaje to samo, ale o Izmaelu). 

1) . '. ' •■ 

2) Miszna, tr. Joma 3, 4. 

') Tamże 6, 1. Były też jednakowej ceny (Tamże). 

*) Pierwotnie losy owe były z bukszpanu, póz'niej — ze złota. (Tamże 3, 9). 

^) Gdy los dla Jehowy dostał sie w prawą rękę, to radował się Izrael i — prze- 
ciwnie. (Tosefta; tr. Joma 3, 2i. Przez czterdzieści lat urzędowania Szymona 
Sprawiedliwego dostawał się los dla Jehowy do prawej ręki, zaś na czterdzieści 
lat przed zburzeniem świątyni — do lewej (Talmud, tr. Joma 39 R i b). — Prawa 
strona uchodziła za przednią i pomyślną. „Prawica Twoja, Wiekuisty, uświe- 
tniona mocą, prawica Twoja... zgromiła wroga** (Exodu8 15, 6); „Wiekuisty 
z Synai przyszedł... po prawicy Jego pochodnia zakonu..." (Deuteronomium 3H, 
2); „...Moja prawica rozpięła niebiosa..."' (Jezajasz 48, 13) „Zaprzysiągł Wie- 
kuisty na prawicę Swoją..." (Tamże 62, 8); „Córy królewskie są między oblu- 
bienicami twojemi; stanęła małżonka po prawicy twojej"... (Psalm 45, 10 — t. j. 
na honorowem miejscu, ob. też I królów 2, 19); „A zarżnąwszy barana, weźmiesz 
nieco krwi jego, i włożysz na chrząstkę ucha Ahrona i na chrząstkę prawego 
ucha synów jego, i na wielki palec ręki ich prawej, i na wielki palec nogi ich 
pra wej'^, (Exodus 29, 20; ob. też Leviticus 14, 17); „Rzekł ira tedy Jezus: Dzieci 
a macie ryby? Odpowiedzieli mu: Nie". „Rzekł im: Zapuśćcie sieć po prawej 
stronie łodzi, a najdziecie" (Jan 21, 5. 6). W Midraszu Tadsze (w przekł. Aug. 
Wiinsche. Aus Israels Lehrhallen. Tom V, str. 93) znajdujemy, iż od południa, 
które jest zwane stroną prawą, spływają na świat rosa i błogosławieństwo, gdy 
od północy, zwanej stroną lewą, spada zło. Utożsamienie strony prawej z dobrem 
a lewej ze złem szczególniej jaskrawo występuje w księdze „Zohar", która pou- 
cza, iż od strony prawej wyszedł Zakon i wszelkie błogosławieństwa (III, 178 b), 
gdy strona lewa, „nieczysta" (I, 5i a i 55 a) jest źródłem waśni (I, 17 a) i od 
niej to wychodzą liczne orszaki demonów (II, 65 a). Podobne kojarzenie pojęć 
napotykamy u Chaldejczyków (Dr Alfred Lehmann. Aberglaube und Zauberei von 
den altesten Zeiten an bis in die Gegenwart. Deutsche autorisierte Ausgabe voa 
Dr Petersen. Stutgart 1898 r. str. 38l, u starożytnych Greków (Homer. Iliada X. 274 — 
277 ptak lecący z prawej strony wróżył szczęście. W .Rzeczypospolitej" Pla- 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LU. 22 



338 «. LILIENTALOWA 

na oba kozły, mówiąc: „Panu ofiara za grzech i)" i przywiązując 
do kozła purpurową wstęgę odpuszczenia 2). Po drugiej spowiedzi, 
w której arcykapłan wyznawał grzechy swoje, swego domu i sy- 
nów Aroua, t. j. kapłanów, zarzynał on cielca, a nalawszy jego 
krwi do kropielnicy, wchodził z kadzidłem w Przenajświętsze^) 
i cała świątynia napełniała się dymem*). Wracając^), odmawiał 
krótką modlitwę za pomyślność roku: „Oby było wolą Twoją, Pa- 
nie, Boże nasz, aby rok ten był dżdżysty i gorący ^)", (co w głów- 
nych rysach po dziś dzień się utrzymało). Po skropieniu krwią 
cielca a potem kozła wieka w Przenajświętszem ^) i zasłony dzie- 



lona (X, 614) — przekład polski A. Bronikowskiego, Poznań ISS^ r. — sędziowie 
wydający wyroki na sądzie niebieskim rozkazują sprawiedliwym udać się drogą 
na prawo i w górę, niesprawiedliwym zaś — na lewo i w dół. Koran (56, 1. 
8. 9; 69, 19. 21. 25; 84, U. 12) obwieszcza: „Skoro przyjdzie dzień sądu..." „Je- 
dni zajmą prawicę, jakaż będzie ich szczęśliwość". „Drudzy zajmą lewicę, 
jakież będzie ich nieszczęście;" „Ten, któremu dadzą księgę wprawą rękę..." 
„..użyje życia szczęśliwego". „Ten, który przyjmie księgę w lewą rękę, zawoła: 
Czemuż Bóg nic dozwolił, abym jej nie oglądał". „Ten będzie rozpaczał". „I zo- 
stanie pastwą płomieni". — Po dziś dzień u Żydów oddawane jest pierwszeństwo 
stronie prawej, która, jak ongi, uchodzi za dodatnią: prawą rękę przed lewą 
myć należy, na prawą nogę— pierwej but wciągać (o tem ostatniem jest mowa 
w Talmudzie, tr. Sabath 61 a); wstając z łóżka, trzeba najpierw stanąć prawą 
nogą, w przeciwnym bowiem razie nie wiodłoby się przez dzień cały; kto rozpo- 
cznie bieg prawą nogą, ten prędzej dobiegnie; panna młoda, idąc do ślubu, robi 
pierwszy krok prawą nogą (Wisła. Tom XIV, str. 318, Nr 5; tom XIX, str. 157, 
Nr 444 — 446); niewiasta, która pragnie mieć syna, kładzie się natychmiast po 
stosunku na prawy bok; gdy prawe oko swędzi, będzie radość, gdy lewe — 
smutek; jeśli kogo swędzi prawe ucho, to mówią o nim dobrze, jeśli lewe, to 
obmawiają, gdyż co prawe, to pomyślne, twierdzi lad. W Galicyi zachodniej po- 
wiadają, że do domu powinno się wstępować najprzód prawą nogą, aby było 
szczęście (Mater. antrop. archeol. i etnogr. Tom VII, str. 55, Nr 11); w gub. Wi- 
leńskiej: lewą nogą nie należy ani przez próg przestępować, ani z łóżka w-^ta- 
wać, bo spotka przykrość (Wisła. Tom XVII, str. 269, Nr 46) i t. d. 

1) Na co obecni odpowiadali: „Niech będzie pochwalone imię świetnego 
królestwa Jego zawsze i po wieki (Miszna, tr. Joma 4, 1), 

') Barwa czerwona — znamię grzechu. 

*) Ta stawiał kadzielnicę na kamieniu, zwanym „szetia", na którym pier- 
wotnie mieściła się arka i na którym według r. Jose, cały świat się opiera (Mi- 
szna, tr. Joma 5, 2; Tosefta, tenże tr. 3, 6 Talmud, tenże tr. 54 b). 

*) Miszna, tr. Joma 4, 2. 3; 5, 1; Talmud, tenże tr. 41 b. 

*) Z twarzą zwróconą w stronę Przenajświętszego. 

•j Miszna, tr. Joma 5, 1; Talmud, tenże tr. 53 b. 

') W ten sposób: raa w górę i siedm razy na dół, licząc: „raz, raz i raz, 



ŚWIICTA ŻYDOWSKIE 339 

lącej je od świątyni, arcyicaplan kropił ołtarz '), poczem podcho- 
dził do kozła odpuszczenia. Kładąc na nim obie ręce*), wyznawał 
grzechy ludu izraelskiego^) i kończył temi słowy*); „Albowiem 
w dzień ten rozgrzeszy was, aby uczynić was czystymi; od wszy- 
stkich grzechów waszych przed obliczem Wiekuistego czystymi 
być macie"'*). Kozioł ten, odprowadzony na pustynię*), tam bywał 
strącany ze skały ''), o czem natychmiast uwiadamiano arcykapłana, 
chociaż i przedtem już wiedziano o tem, bowiem purpurowa wstęga, 
zawieszana u wejścia do hechału 8), z tą chwilą bielała, zgodnie ze 
słowami proroka 9): „Choćby były grzechy wasze jako szkarłat, 
niby śnieg zbieleją..." ^'^). Odczytawszy na głos odpowiednie roz- 
działy z Pisma św.^^). arcykapłan kładł zwój Zakonu w zanadrze 



raz i dwa, raz i trzy, raz i cztery, raz i pięć, raz i sześć, raz i siedm (Miszna 
tr. Joma 5, 3. 4). 

') Tamże, 5, 4. 5. 

*) O kładzeniu rąk na głowie ofiary zagrzesznej, ob. Leviticu8 1, 4; 3, 2; 
4, Ł 15. 24; 5, 29. 83; 8, 14; II Kronika 29, 23. 

3) Wymawiał przytem dwukrotnie imię boże, a słowa „ach Panie" docho- 
dziły aż do Jerycha. Dziesięć razy wymawiał arcykapłan imię boże w Jom-Kip- 
pnr: sześć razy nad cielcem, trzy razy nad kozłem i raz przy rzucaniu losów 
(Tosefta, tr. Joma 2, 2; Talmud, tenże tr. 39 b). Wogóle obawiano się wymawiać 
najwyższe imię „Johowa". — Obawę nazywania bogów właściwem imieniem i uży- 
wanie zamiast tego opisów spotykamy, między innymi, także u dawnych Litwi- 
nów i Słowian (Szymon Matusiak. Olimp polski podług Długosza. Lwów 1908 r. 
Btr. 60). 

*) Leviticns 16, 30. Każda spowiedź tak się kończyła. 

5) Miszna, tr. Joma 6, 2. 

®) Najczęściej przez kapłana, lecz nie zawsze. Znakomitsi obywatele jero- 
zolimscy wyprowadzali go za miasto (Miszna, tr. Joma 6. 3). 

') Tamże 6, 6. W Leviticu8 16, 21. 22 niema mowy o strącaniu kozła 
w przepaść, lecz żo ma być wolno puszczony, widocznie jednak w obawie jego 
powrotu, który wedle ówczesnych pojęć mógłby spowodować nieszczęście, jęto się 
tego aposobn. 

*) Przedniej, wschodniej części świątyni. 

^) Jeznjasz 1, 18. 

10) Przez czterdzieści lat urzędowania Szymona Sprawiedliwego wstęga owa 
zawsze bielała, później rozmaicie bywało, lecz na czterdzieści lat przed zburze- 
niem świątyni nigdy nie stawała się białą. Aby zaoszczędzić ogółowi smutnego 
widoku niełaski bożej, zawieszano później wstęgę wewnątrz krachty, a gdy i ta 
zmiana nie okazała się skuteczną, postanowiono przywiązywać ja do głowy ko- 
zła, o czem powyżej (na str. 338) mówiliśmy (Talmud, tr. Joma 39 a i b; 67 a; 
tr. Rosz-Haszana 31 b). 

") Leviticns, roz. 16 i 23, 27—32. 

22* 



40 »• LILIBNTALOWA 

i mówił: „Ta napisano więcej, aniżeli wam czytałem", poczem, zło- 
żywszy jeszcze pewne ofiary, kończył służbę bożą. Jeżeli z dobrą 
myślą opuścił świątynię, to wyprawiał ucztę dla swych przyjaciół '). 
Aczkolwiek Pięcioksiąg nie mówi wyraźnie, na czem ma po- 
legać owo „udręczenie dusz" ^j, przecież wobec tego, iż użyte tu 
wyrażenie n:> oznacza w Deuteronomium^i udręczenie z głodu, 

więc i w Leyiticus rozumieć przez nie należy to samo, t. j. po- 
wstrzymanie się od pokarmów — rozumuje Sifra*). jeden z naj- 
ważniejszj-ch balachicznych midraszów »). Zarazem jednak obejmuje 
wyraz ten nietylko wyrzeczenie się wszelkich uciech cielesnych, 
lecz i umartwienie ducha, do czego najlepiej zastosowaćby się 
daty słowa psalmisty:^) „...trapiłem postem duszę moje..." Talmud 
zabrania w Jora-Kippur: pożywania pokarmów i napojów, umywa- 
nia się, namaszczania wonnościami, nakładania obuwia ^) i — coitus ^). 
Wszyscy ^) winni byli pościć w Dzień Odpustu i za spożycie po- 
karmu wielkości figi lub za wypicie pełnego łyka napoju spoty- 
kała kara. Miszna^°) rozwodzi się nad tem, czy pokarm spożyty 
w mniejszej ilości, lecz kilkakrotnie w ciągu dnia tego, liczy się 
razem i ile czasu musi upłynąć, aby te ilości nie szły do jednej 
sumy. Według Talmudu ^i), Jom-Kippur przynosi przebaczenie tylko 
wówczas, jeśli łączy się z nim skrucha, gdyż Bóg przebywa przy 
skruszonym i zgnębionym „aby ożywić ducha zgnębionych, aby 



*) Miszna, tr. Joma 7, 1 — 4. 

») LeviticuB 16, 31. 

=>) 8, 3. 

*) Do Levitica9 16, 29. 31 (W przekl. ro8yjskim N. Pereferkowicza). 

•) Za pomocą sposobu „gzera-szawa'', polegającego na tem, że gdy wyra- 
żenie użyte w pewnem miejscu Pisma św. różne objaśnienia dopuszcza, to okre- 
śla się je przy pomocy innego wiersza Piecioksięgu, w którym tenże wyraz tylko 
jedno może mieć znaczenie. 

8) 35, 13. 

') Tosefta, tr. Joma 5, 1: ze względów przyzwoitości nawet małoletni nie 
powinni wtedy nakładać sandałów. 

8| Miazna, tr. Joma 8, 1; Talmud, tenże tr. 74 b i 77 a. Zakaz ten doty- 
czył wszelkich postów publicznych (Miszna, tr. Taanith 1, 6). 

8| Prócz dzieci, któro przyuczano do tego na rok lub dwa przed dojściem 
do pełnoletniości. (Miszna, tr. Joma 8, 4). 

10) Tr. Joma 8, 2; Tosefta, tenże tr. 5, 3. Porów. Tosefta, tr. Pesachim 1, 
12, gdzie ten sam sposób rozumowania dotyczy kwaszonego ciasta w święto Prza- 
Bflików. 

") Miszna, tr. Joma 8, 8. 



ŚWIĘTA ŻYI>OWSKIR 341 

ożywić serce skruszonj^ch" ^). A skrucha ta ma się wyrażać w po- 
kucie, którą uosabia ów wielki dzień postu i której moc jest zna- 
czną. P(jkuta bowiem uzdrowienie światu przynosi 2), a sięgając 
tronu wspaniałości, wyzwolenie sprowadzi ^), przedłuża lata czło- 
wiecze i gTzechy w zasługi zamienia*), jest ostatecznym celem 
mądrości 5) i nawet przypieczętowany wyrok niweczyć). To też kto 
się nawrócił i pokutę czyni, otrzyma przebaczenie''). „A gdy 
odwraca się niegodziwy od niegodziwości swojej, a pełni prawo 
i sprawiedliwość, to im gwoli zachowa życie swoje" ^). Szczegól- 
niej zaleconą jest pokuta pomiędzy Nowym rokiem a Dniem Od- 
pustu 9), gdyż Bóg przebywa wtedy w Izraelu i") i „gzar din", ów 
wyrok boży, zapadły w Rosz-Haszana i zawieszony do Jom-Kippur, 
staje się, dzięki owej dziesięciodniowej pokucie, przebaczeniem, 
które winy umarza, wymazując je z księgi grzechów ^i). 

Po zburzeniu świątyni, gdy ustał kult ofiarny, Jom-Kippur 
zyskał na podniosłości. Zasadniczym jego rysem stała się wewnętrzna 



*) Jezajasz 57, 15. Lecz nie wybacza tym, którzy grzeszą, licząc na sku- 
teczność swej skruchy (Miszna tr. Joma 8, 9). 

*) Talmud, tr. Joma 86 a. 

') Tamże 86 a i b Od niej zależy zbawienie, (Talmud, tr. Synhedrin 97 b). 

*) Tamże 

5) Talmud, tr. Berakhoth 17 a. 

•) Tamże. tr. Rosz-Haszana 17 b. 

">) Midrasz. Szemoth rabba, roz. 31. Pokuta wiedzie do poprawy i w tym 
sensie je.st to zalecone od Mojżesaa aź do ostatniego proroka Maleachi, Biblia bo- 
wiem nie czyni grzesznika przepadłym, lecz do powrotu na dobrą drogę zachęca. 
(Ob. Deuteronominm 30, 1 — 10). 

8) Ezechiel 33, 19. „Izalibym pragnąć miał śmierci niegodziwego, rzecze 
Pan Wiekuisty, wszak raczej, aby nawrócił się od dróg swoich i tył". (Tamże, 
18, 23). 

9) Talmud, tr. llosz-Haszana 17 b. Już w starożytności zwano dni te „dzie- 
sięciu dniami pokuty* (n; ari 'O' r\'\T ) i tak określali je peitani. (Ur Zunz. Die 
Ritus. str, 122). U Karaitów noszą one nazwę „dzieBięciu dni ubłagania" (,-i ry 
U^-rn^ " -'), u Samarytan — „dni przebaczenia"* (i T"" n a) lecz zarówno u je- 
dnych jak u drugich mają to samo znaczenie, co u Rabbanitów, t. j. są dniami 
pokuty i przygotowaniem do Jom-Kippur. (A Cowley. The samaritan litargy. The 
jewish quarterly review. Tom VII, str. 128; Dr S. Hanower. Das Festgesetz der 
Samaritaner, str. 30). 

") Pesikta 156 b (wyd. Bobera). 

") Owo pojednanie z Bogiem nie ogranicza się na przedłużeniu ziemskiego 
żywota, lecz uwalnia jeszcze od mąk piekielnych i daje udział w wieczyrtem ży- 
ciu i niezmąoonem używaniu sprawiedliwych. 



342 R. LILIENTALOWA 

przemiana człowieka: oderwanie się od życia poziomego i powrót 
do doskonałości — przez pojednanie z Bogiem miał się człowiek 
wprost odrodzid. Późniejsza tendencya Jom-Kippuru znalazła swój 
wyraz w słowacii proroka Jezajasza^), odczytywanych w dniu tym 
jako haftara: „Czyż nie raczej ten jest post, który upodobałem So- 
bie: Rozerwać pęta niegodziwości, rozwiązać więzy ujarzmienia, 
wypuścić uciśnionych na wolność, i abyście wszelkie jarzmo zła- 
mali". „Czyż nie raczej: Ułamać łaknącemu chleba twojego, i abyś 
biednych tułających się wprowadził do domu, gdy zobaczysz na- 
giego, abyś go przyodział, a przed powinowatym twoim się nie 
ukrywał". „Wtedy przeniknie jako zorza światło twoje, a uzdro- 
wienie twoje szybko się rozwinie, i pójdzie przed tobą zbawienie 
twoje, a będzie chwała Wiekuistego w odwodzie twoim". Wtedy 
wezwiesz a Wiekuisty wysłucha, zawołasz a odpowie: Oto jestem! 
Gdy wydalisz z pośród siebie ucisk, wytykanie palcem i mowę 
niecną". 

Czy Jora-Kippur obchodzony był za pierwszego państwa? 
Wszystko zdaje się świadczyć przeciw temu. nie wspominają o nim 
bowiem: ani księga Królów, chociaż opisuje 2) poświęcenie świątyni, 
trwające od I-go do 14-go siódmego miesiąca, ani Ezra i Nehe- 
miasz. pomimo iż akcentując) dzień pierwszy tegoż miesiąca i święto 
Sukoth przypadające piętnastego, ani Kroniki*), ani Ezechiel^). 
Wprawdzie Exodus ^) podaje: „I dopełni Ahron oczyszczenia na- 
rożników jego') raz do roku; z krwi ofiary zagrzesznej, oczyszcza- 
jącej dopełniać będzie raz do roku oczyszczenia jego w pokoleniach 
waszych...", lecz kiedy przypadał ten raz do roku, o tem milczy 
druga księga Mojżeszowa. I dopiero Leyiticus ^) datę nam określa 
właściwą nazwę tego dnia wymienia. 



1) 58, 6—9. 

^) I, 8, 65, R. Parnakh, w imieniu r. Jochanana, orzekł, że nie obchodzono 
Jom-Kippura w rokn poświęcenia świątyni Salomona (Talmud, tr. Moed katan 9 a, 
ob. też Midrasz, Bamidbar rabba 17, 15). 

') Ezra 3, 1 — 4; Nehemiasz, roz. 8. 

*) II, 8, 13, aczkolwiek jest tu mowa o Pesach, Szabuoth i Sukoth. 

^) 45, 18 — 20, u którego oczyszczenie, t. j. rozgrzeszenie świątyni odbywa 
się w dniu pierwszym i siódmym miesiąca pierwszego. W danym wypadku jest 
owo testimonium silentii dowodem poważnym. 

•) 30. 10. 

') T. j. ołtarza. 

8) 16, 29 i 23, 27. 



ŚWIĘTA ŹVDOW.^KIE 343 

Opierając się na tem, dochodzimy dn wniosku, że Dzień Od- 
puszczenia zaczęto obchodzić późno, t. j. wówczas, gdy idea ekspia- 
cyi głębiej kult przeniknęła i gdy zrodziła się potrzeba dorocznego 
rozgrzeszania ogółu całego. Ado tej jednodniowej, jedynej w swoim 
rodzaju i zupełnie różnej od innych uroczystości, łatwo przylgnęły 
ceremonie prastare, z bytu codziennego albo kompletnie wyparte albo 
w słabym zaledwie stopniu praktykowane: pod skrzydłami wielkiego 
Dnia Przebaczenia wyolbrzymiały obrzędy lustracyi i ofiary za- 
grzeszne. odżył pierwotny, poufny stosunek do Bóstwa, akt spowie- 
dzi nabrał niebywałej dotąd powagi, wreszcie odgrzebaną została 
z pod gruzów zapomnienia ofiara „dla Azazela". 

Ceremonie oczyszczania u Hebrajczyków początkiem swym tkwią 
niewątpliwie w realnym bycie. Gorący klimat i obfitość pyłu na Wscho- 
dzie czyniły brud ciała niebezpieczniejszym tu aniżeli np. w środkowej 
i północnej Europie i już w zaraniu dziejów, drogą empiryi. nau- 
czyły, że najskuteczniejszym środkiem przeciw zgubnym następ- 
stwom nieczystości są częste obmywania. „Niecbże przyniosą nieco 
wody, a omyjecie nogi wasze"... rzekł Abraham ^) do trzech mę- 
żów-aniołów, a także Lot 2) mówi do nich: „...wstąpcie też do domu 
sługi waszego i przenocujcie, i umyjcie nogi wasze";... Utożsamiona 
ze „złem" 3), nieczystość stała się z czasem rzeczą nieprzystojną: 
najpierw względem osób wysoko postawionych, później w stosunku 
do bóstwa i tak rozwinęły się praktyki owe, które, otrzymawszy 
sankcyę religii, część kultu zaczęły stanowić. Jakób, zamierzając 



*) Genesis 18, i. 

2) Tamże 19, 2. Ob. też 2*, 32. 

') Np. chorobę zwana Szibta powoduje zły duch, spoczywający na końcach 
palców, a powstaje ona wtedy, gdy się bierze pokarmy niemytemi rękoma. (Obja- 
śnieni<} tlomacza, L. Goldschmidta do Taluiudn, tr. Taanith 20 b, w któiyni jest 
mowa o tpj chorobie). W Zoharze (I. 10 b) znajdujemy, iż zły dach lubuje sie 
w nieczystości, a w pojęciu współczesnego luda żydowskiego: szkodliwem jest 
przestąpić przez paznogcie, bo „złe" raa w nich siedlisko; natychmiast po wsta- 
niu z łóżka trzeba polać wodą końce palców, bo złe moce głównie za paznogciami się 
kryją, a wodę tę należy wylać tam, gdzie nikt uie chodzi, ponieważ „złe" się w niej 
mieści; nie przechodzić przez iiomyje, a o północy nie zbliżać się do śmietnika, 
gdyż „źli" tara przebywają. (Wierzenia, przesądy i praktyki ludu żyd. Wisła. 
Tom XIX, Btr. 148, Nr 308—313). — Rzymskie „lustrare" (oczyszczenie) ozna- 
czało uwolnienie się od złego, naprowadzanego przez złe duchy (Richard AViinsch. 
Griechische und romische Koligion. Archiv fiir lieligionswissenschaft. Tom XIV, 
Btr. 531). 



344 R. LILIENTALOWA 

iśd do Bethel. aby wystawid tam ofiarnioę Bogu, polecił domowni- 
kom swoim: ^Usuńcie bogi obce... a oczyśćcie się, i zmieńcie szaty 
wasze" 1), tak samo Job 2) rozkazał dzieciom swym, aby przez umy- 
cie i zmianę szat do religijnego obrzędu się przygotowały. Moj- 
żesz i Aron „gdy wchodzili do przybytku zboru, a przystępowali 
do ofiarnicy, umywali się... 3)" „...aby nie umarli..."*), gdyż wszelka 
nieczystość jest Bogu wstrętną i podpada śmierci, kto z niechluj- 
stwem doń się zbliża — objaśnia dr Cylkow 5). Stąd oczyszczenie 
stało się jednoznacznem z uświęceniem i wyraz t^np, odpowiadający 

babilońskiemu kadas^), oba te pojęcia obejmuje. Pismo Św., opiera- 
jąc się na tym powszechnym zwyczaju, podaje liczne przepisy 
o czystości'), lecz drobiazgowe rozwinięcie, zupełnie w duchu 
nauki irańskiej, osiągnęły one dopiero po powrocie z wygnania ^). 
Szczególniej przestrzegali owych przepisów Faryzeusze ^) a także 
Esseńczycy, o których pisze Flawiusz ^o). że zmywali ciało zimną 
wodą i oczyszczeni wkraczali do stołowni niby do świątyni, że 
myli się po wydzieleniu odchodów itp. 

Obrzędy oczyszczania tak cząstkowego jak całkowitego znaj - 
dujemy zarówno w świecie starożytnym, jak i u współczesnych 
nam ludów dzikich. O kapłanach egipskich pisze Herodot ^^), że 
kapali się dwa razy w dzień i dwa razy w noc3\ ^ ^^^ uprzed- 
niego oczyszczenia po coitus nikomu nie wolno było wejść do 



*) Genesis 35, 2. 

») 1, 6. 

») Exodn8 40, 32. 

*) Tamże 30, 20. 21. 

*) W przypisku do Exodas 30, 19. 

*) Co znaczy: oczyścić się (A. Jeremias. Das al te Testament itd. str. 554). 

') Leviticus, roz. 11-15; Numeri 5, 1 — 4 i roz. 19, liczne bowiem przy- 
padki zanieczyszczały, jak: śmierć (Leviticu8 11, 39); urodzenie (Tamże, roz. 12); 
trąd (Tamże, roz. 13); menstruacya (Tamże 15, 19-30); pollucyu (Tamże/15, 2 — 
18), stosunek płciowy (Exodu8 19, 15). Ob. też księgi Samuelowe I, 21, 4 i II, 
11, 4, a Josephus (Ant. 17, 6, 4) podaje, że z powodu podobnego widzenia sen- 
nego, t. j. domniemanego stosunku płciowego, musiał zastąpić Mateusza w jego 
kapłańskich obowiązkach krewny, .Józef, syn Ellima. 

8) Ob. traktaty Miszny: Kielim (sprzęty), Obaloth (szałasy), Negaim (rany), 
Mikwaoth (zbiorniki wody), Jadaim (ręce) i inne z oddziału Teharoth, poświęco- 
nego tak zwanej lewickiej czyli rytualnej czystości. 

») Mateusz 15, 2; Marek 7, 3; Łukasz 11, 38. 

*o) Dzieje wojny żydowskiej II, 8, 5. 9 (w przekł. A. Niemojewskiego), 

»») Historya II, 37, 64. 



ŚWIĘTA ŻYDOW.SKIK 345 

Świątyni. Podobnie było u starożytnych Greków ^), u których kult 
religijny wymagał zupełnej czystości ciała i odzieży. „Wina Zeu- 
sowi Kronidzie wylewać dłonią nieczystą. — Nie śmiem; nie dozwo- 
lono do czarno-chmurnego Kronidy. — Modlić się pokalanemu posoką 
i pyłem bojowym" 2). „Zaś Agamemnon Atryda nakazał oczyścić 
się mężom: — Myli się tedy i wodę nieczystą do morza zlewali. — Zaś 
Apollowi następnie składają wonne ofiary..."*). U Rzymian odgry- 
wały „lustrationes" dużą rolę w uroczystościach religijnych*), to 
samo rzec można o Babilończykach ^), Sabejczykach ^). W Meksyku 
obmywanie stanowiło glówn}', codzienny obowiązek kapłana''), wln- 
dyach zasadniczym punktem wszystkich religijnych praktyk jest 
oczyszczenie obrzędowe^), a Koran ^) upomina „wiernych": „...nie 
módlcie się, gdy jesteście nieczyści, nim sie nie obmyjecie". Ob- 
rzędy te, jak już nadmieniłam, spotykają się na bardzo niskim 
szczeblu kultury, np.: u wyspiarzy Samoa i Sandwich, Jumanów 
brazylijskich, Jakunów na półwyspie Malajskim, u Nowozelandczy- 
ków, krajowców Turcyi azyatyckiej, Koloszów w Ameryce półno- 
cnej, Patagończyków w Ameryce południowej, Kafrów, Basutów, 
Kałmuków i innych ^o), tylko że tu o wiele szczuplejszą dziedzinę 



') Którzy oczyszczali się po pogrzebie, po coitns, u których oczyszczać się 
mnsiała położnica, noworodek. (G. F. Schoemann. Griecłiischo Alterthiimer. Tora 
II, str. 372 i 373; Erwin Rohde. Seelencult and Unsterblichkeitsglaube der Grie- 
chen 1894 r. str. 212 i 360). 

2) Homer. Iliada 6, 266—268 (przełożył i objaśnił Stanisław Mleczko. War- 
szawa 1894 r.). 

») Tamże 1, 313-315. Ob. też 9, 171. 174 i Odyssea 3, 261. 262; 12, 
336. 337; 17, 58. 59. 

*) U nich tak samo jak a Greków, musieli się też oczyszczać uczestnicy po- 
grzebu (Dr O. Seemann. Die gottesdienstliche Gebrauche der Griechen und Ro- 
mer, str. 194). 

5) A. Jeremias. Das alte Testament im Lichte des alten Orients, str. 432. 

*) Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier und der Ssabismus. Tom II, str. 9, 98, 
445 i 718. 

') Życie Azteka kończyło się tak, jak się rozpoczynało t. j. oczyszczeniem 
obrzędowem. (E. B. Tylor. Cywilizacya pierwotna. Tom II, str. 363). 

*) Gwoli temu przy każdej świątyni znajdują się tam święte kąpiele, t. z. 
tirthani, w których każdy codzień musi się kąpać, o ile w pobliżu niema rzeki. 
(Dr P. von Bohlen. Das alte Indien. Tom I, str. 268, cytując Manu 4, 45 i 5, 
135. Ob. też F. Nork. Braminen und Rabbinen, str. 207 i 208). 

9) 4, 46. 

»o) Dr Hermana Heinrich PIoss. Das Kind in Brauch und Sitte der V6lker. 



346 ". LILIKNTALOWA 

Ogarniają, mają bowiem za zadanie jedynie usunąć „złe", które 
brud uosabia, podczas gdy u ludów bardziej posuniętych w roz- 
woju nabierają one jeszcze znaczenia et3^cznego. Zeud Avesta ') na- 
zywa „czystym" tego, kto moralnie jest bez zmazy, a Biblia, je- 
dnocząc również grzech z nieczystością^), wyraża to, jak następuje: 
„Obmyjcie, oczyśćcie się, oddalcie zło postępków waszych... prze- 
stańcie złoczynić" ^), albo jeszcze dobitniej w Psalmach *): „Zupeł- 
nie obmyj mnie z winy mojej, a z grzechu mojego oczyść mnie". 
I ten sens posiada wyrażenie „nieczystość oddal od nas", wypo- 
wiadane w Jom-Kippur, który w epoce Il-iej świątyni w całej 
dełni odzwierciedlał wiarę w rozgrzeszającą moc obrzędów lu- 
stra cy i. 

Ofiary zagrzeszne znane były Izraelowi od niepamiętnych 
czasów i Pismo św.^) często o nich mówi. Mając swe podścielisko 
w psychologii pierwotnego człowieka, którv za winę popełnioną 
względem bóstwa dawał okup, ofiary te były ongi dobrowolne, tj. 
składała je jednostka, gdy do błędu sie poczuwała, a. wraz ze wzro- 
stem spoidła społecznego, i zbór cały, jeśli grzechu się dopuścił. 
I dopiero, gdy kapłaństwo ujęło to w swe dłonie, straciły ofiary 
zagrzeszne swój charakter szczery i naturalny i stały się, jak 
wszelkie inne, uregulowane i określone. „A jeżeliby kto sam... 
zgrzeszył nierozmyślnie, to niechaj złoży kozę roczną na ofiarę za- 
grzeszną" *"), „...jeżeli z nieuwagi zboru popełniony był... błąd. nie- 
chaj złoży cały zbór jednego cielca młodego na całopalenie... i ko- 



Stutgart 1876 r. Tom II, str. 4, 5, 7; E B. Tylor. Cywilizacja pierwotna. Tom 
II, str. 357—361; P. S. Pallas. Mon^olischen Yolkerschaften. Tom I, str. 166 
i tom II, str. 242. 

*) Poświęca dożo miejsca przepisom o czystości, ob. Yendidad. 

*) Mięso i skórę i nieczystości ofiary zagrzeszne] palono w ognia po za 
obozem (Exo(lus 29, 14), a „każdy, który się dotyka mięsa jej, wyświeconym być 
mosi; a jeżeliby krwią jej obryzgał szatę, to zbryzganą wypierzesz na miejscu 
świętem". (Leviticns 6, 20) rTen ...który zawiódł kozła do Azazela (uwaga: ko- 
zioł ów był obarczony grzechami ludu), wypierze szaty swe i wykąpie ciało swoje 
w wodzie, poczem wejść możo do obozu" (Tamże 16, 26), a to samo musiał zro- 
bić ten, kto palił cielca i kozła zagrzesznego. (Tamże 16, 27. 28). 

') Jezajasz 1, 16. 

*) 51, Ł. Czystość rąk to symbol niewinności: „... W prostocie serca mo- 
jego i w czystości rąk moich uczyniłem to" (Genesis 20, 5). Ob. też Deuterono- 
minm 21, 6; Psalmy 26, 6 (Umywam w niewinności ręce...") i 73, 13. 

6) Leviticu8 4, H. 14; 9, 3. 7; Numeri 7, 16. 87; 28, 15; 29, 38 itd. 

•) Nuineri 15, 27. 



ŚWIljTA ŻYDOWSKIE H47 

zła jednego na ofiarę /agrzeszną" i). „I rozgrzeszy kapłan cały zbór 
synów Israela i odpuszczonem irn będzie" ^). Tu, jak widzimy, były 
one jeszcze sporadyczne, t. j. okolicznościowe, lecz tę ich cechę 
zatarła epoka pobabilońska, w której lud. uginając się pod brze- 
mieniem grzechu, do stałych okupów dał się pociągnąć. Składał 
kozła zagrzesznego i w Pcsacb, i w Szabuoth i w Sukoth =*), nie 
wystarczało to jednak duchowi zgnębionemu niełaską bożą i po- 
wstało pragnienie rozgrzeszenia raz do roku ogółu całego ze wszy- 
stkich grzechów, popełnionych bądź rozmyślnie, bądź nierozmyślnie. 
A ponieważ rozgrzeszającą moc otiary przypisywano przeważnie lub 
jedynie tylko krwi: „Albowiem dusza ciała we krwi jest, a Ja 
przeznaczyłem ją wam dla ofiarnicy ku rozgrzeszeniu dusz wa- 
szych..."*), więc też kropienie krwią stanowiło punkt środkowy ry- 
tuału, I to, co zaleca Ezechiel 5): „...weźmie kapłan nieco krwi ofiary 
zagrzesznej i nada na odrzwia przybytku i na cztery węgły ofiar- 
nicy przedsienia i na odrzwia bramy dworca wewnętrznego". „A tak 
uczynisz i siódmego dnia tegoż miesiąca... za każdego, który zgrze- 
szył z pomyłki albo nieświadomości, i oczyścicie dom", i to, co opi- 
suje Kronika "): „...ofiarowali je ^) kapłani, a krwią ich kropili przed 
ołtarzem na oczyszczenie wszystkiego ludu izraelskiego'^, to — wJora- 
Kippur czynił arcykapłan z krwią cielca i kozła zagrzesznego. 

Do aktów, sprowadzaj ąc3» eh rozgrzeszenie, należała także spo- 
wiedź. Ów wyraz samoponiżenia i słabości, który później tylko 
raz do roku miał miejsce i dopełniany był przez arcykapłana, 
kiedyś, jako szczery wylew uczucia, stanowił z pewnością jedną 
z praktyk częstych, dowolnych i całkiem osobistych. „Kto... za- 
wini... niechaj wyspowiada się, w czem zgrzeszył" ^). „...jeżeliby 
mężczyzna albo niewiasta popełnili jakikolwiek grzech przeciw 
człowiekowi..." „Niechaj... wyspowiadają się z grzechu swojego"^)... 
Gdyż już bardzo wcześnie pojął człowiek, że najlepszym sposobem 
złagodzenia winy jest przyznanie się do niej, bo „Kto tai swoje 

1) Tamże 15, 24. 

») Nameri 15, 25. 

8) Tamie 28, 22, 20; 29, 16. 

*) Leviticu8 17, U. 

^) 45, 19. 20, stosując to do miesiąca pierwszego. 

«) II 29, 24. 

') T. j. kozły za grzech. 

8) Leriticas 5, 5. 

•) ...i zwrócą kraywde w całości..." (Nameri 5, 6. 7). 



i]4S R. LILIRNTALOWA 

winy, nie ma powodzenia; zyska współczucie, kto się przyznaje 
i zmienia" ^). „Grzech mój wyznałem Tobie, a winy mojej nie tai- 
łem; a Tyś odpuścił winę grzechu mojego" -) — i samooskarże- 
niem starał się zmiękczyć gniew Boga, aby zdobyć jego miłosier- 
dzie. „Bo rozmnożyły się występki nasze przed Tobą, a grzechy 
nasze świadczą przeciw nam; bo występki nasze są nam obecne, 
a winy nasze — znamy je", woła Jezajasz^), a podobnie i Jere- 
miasz*): „Znamy, Wiekuisty, niegodziwośó naszą, winę ojców na- 
szych, żeśmy zgrzeszyli Tobie". Wyznanie grzechów napotylca się 
często w babilońsko- asyryjskich modłach błagalnych^), u Persów 
spowiedź ocala duszę od piekła, bowiem religia Ahura-Mazdy unosi 
od człowieka, który się spowiada, wszystkie winy ^); znali ten śro- 
dek przebłagania bóstwa starożytni Litwini ''), a znajdujemy go też 
u Ind^^an amerykańskich^). Niedola, rozważana jako następstwo 
przekroczeń i uchodząca za widomy objaw kar}^ bożej, pchała do 
tego rodzaju skruchy, to też Żydzi pozostający w niewoli babiloń- 
skiej zalecają współbraciom swoim w Jerozolimie, aby modlili się 
za nich, złożyli ofiarę zagrzeszną i wyspowiadali się z grzechów^), 
a Nehemiasz ^0), bolejąc nad nieszczęściami swej ojczyzny, wy- 
znaje grzechy synów izraelskich. 

Mozaizm uczynił ze spowiedzi akt publicznej służby bożej, 
pierwsze zaś a później jedyne miejsce zajęła spowiedź arcykapłana 
w Dzień Odpustu, kiedy to, posługując się formułą: „ Zgrzeszy li- 



*) Przysłowia Salomona 28, 13 (spolsBCzyl Nama v. Joachim Nirnstein. 
Warszawa 1895 r.). 

») Psalm 32, 5 

») 59, 12. 

*) 14, 20. 

5) M. Jastrow jr. Die Keligion Babyloniens und Assyriens. Zeszyt VIII, 
str. 71—73 i 76; zeszyt IX, str. 90, 91 i 94. 

8) Popełnione bądź z rozmysłem, bądź nieświadomie względem Stwórcy, lu- 
dzi lab /.wierząt. (Cytowane z Saddar 45 — w dodatka A — w przekładzie 
Zend Ayesty przez Darmestetera tom II, str. 147; Yendidad 3. 411 Spowiedź 
przed śmiercią uchodzi w księdze Zaratustry za najważniejszą ze świętych mo- 
dlitw (Hadhokht Nask. Yasht 21, 14. 15). 

') T. Narbutt. Dzieje starożytne narodu litewskiego. Tom I, str. 283. 

8) Dr Theodor Waitz. Anthropologie der Naturv6lker. Tom 111, str. 209. 

») Barach 1, 10. 13. 

»«) 1, 6. 6. 



ŚWIISTA ŻYDOWSKIE 349 

śmy, zawiniliśmy, złoezyniliśmy" i), streszczał on grzechy popeł- 
nione przez omyłkę, płochość i odszczepieństwo. „I położy Ahron 
obie ręce swe na głowę kozła żywego i spowiadać będzie nad nim 
wszystkie winy synów Izraela i wszystkie wykroczenia ich, we 
wszystkich grzechach ich, a 'Aoży je na głowę kozła i odeszle go 
przez umyślnego człowieka na pustynię" -). I był kozioł ten, jak 
objaśnia Miszna ^). odkupieniem wszystkich grzechów wymienionych 
w Zakonie: zarówno lekkich, jak ciężkich, rozmyślnych i nieroz- 
mvślnych, wiadomych i niewiadomych rozkazów i zakazów. 

Wiara w przenoszenie czy to chorób, czy grzechów, na zwie- 
rzę z pomocfi tak prostego sposobu, jak położenie rąk na jego gło- 
wie, również przekonanie, że przegnane później w miejsce odludne 
unosi ono z sobą bezpowrotnie to, czem je obciążono — wypływały 
z całokształtu pojęć pierwotnych Hebrajczyków, a nie były i nie 
są obce wielu ludom*). W starożytnej Grecyi rolę kozłów odpu- 
szczenia spełniało dwoje ludzi ^), których, po złożeniu na ich głowy 
przewinień ogółu obywateli, zabijano''), a to samo widzimy w Rzy- 
mie podczas Luperkaliów ^), tylko w szczątkowej formie: tu przy- 
prowadzano dwóch młodzieńców i do czoła ich przykładano nóż, 
zmoczony we krwi zwierzęcia ofiarnego ^). W czasie uroczystości 
pogrzebowej u Badagów (plemienia drawidyjskiego, zamieszkują- 
cego góry Nilgeryjskie), stawiają dwa bawolęta, a złożywszy na je- 
dno z nich grzechy nieboszczyka i jego rodziny, przepędzają je 
na pustynię^); Kałmucy, w celu odwrócenia niedoli, puszczają ofiarę 



1) Formułę tę przekazały Dam między innemi księgi: Królów (I, 8, 47), 
Kronika (II, 6, 37), a to świadczy o jej dawności. 

2) Leviticus 16, 21. 
») Tr. Szebuoth 1, 6. 

*) Mam na myśli podobieństwo zasadnicze nie zaś formalne. 

5) Jeden rozgrzeszał mężczyzn i ten nosił naszyjnik z fig czarnych, drugi 
w naszyjniku z białych fig był odkupicielem niewiast. Zwykle przeznaczano na 
tę ofiarę zbrodniarzy. 

^) E. Rhode. Seelencalt itd. str. 366; G. F. Schoomann. Griechische Alter- 
thiimer. Tom II, str. 472. August Mommsen (Feste der Stadt Athen im Alterthum. 
Lipsk 1898 r. str. 47M) utrzymnje, iż niema pewności, czy kamionowano owe 
ludzkie ofiary. 

') Właściwa nazwa tego święta: Februare. 

8) Dr O. Seemanu. Die gottesdienstlichen Gebrauche der Griechen und Ro- 
mer, str. 164. 

9) Richard Andree. Ethnographische Parallelen nud Yorgleiche. Stutgart 
1878 r. str. 29. 



350 R. LILIKNTALOWA 

zagrzeszną wolno, na step ^), a Aymara-Indyanie, aby usunąć za- 
razę (panującą w 1857 r.), zarzucili na lamę odzież zarażoną, po- 
czem przegnali ją w góry 2). 

Lecz ozem był Azazel, dla którego drugi los był przezna- 
czony ^) i do którego na pustynię odpuszczano kozła?*) Znaczenie 
tego wyrazu, pomimo wielu prób w tym kierunku, nie zostało do- 
tąd całkowicie wyjaśnione. Sifra Achare ^) rozumie pod Azazelem 
górę skalistą i takąż jest etymologia talmudyczna^), której trzy- 
mali się średniowieczni egzegeci żydowscy^), natomiast Ojcowie 
kościoła, Wulgata, Luter imieniem tem nazywali kozła odpuszcze- 
nia. W Biblii występuje Azazel jedynie w związku z rytuałem 
Jom-Kippuru, lecz spotykamy go jeszcze w jednej z najbogatszych 
pod względem treści, pseudoepigraficzoych ksiąg starego testamentu, 
w owem zwierciedle staro-wschodnich wyobrażeń, mianowicie — 
w księdze Henocha, gdzie jako jeden z przywódców-olbrzymów, 
którzy dla cór ludzkich zeszli na ziemię s), jest on uosobieniem lu- 
bieżności i wszelakiej nieprawości^) i wiąże się z legendą biblijną 
o upadku aniołów^"). Erik Stave^i) utrzymuje, że upadłym anio- 
łem stał się on znacznie później, gdy pierwotnie uchodził za de- 
mona pustyni, istotę złą i szkodliwą; tego mniej więcej zdania są 
Ewald 12)^ Lippert^^j i Gesenius 1*), my zaś, opierając się na zakazie 



1) P. S. Pallas. Mongolischen Yolkerschaften. Tom II, str. 321 i 322. 

-) R. Andree. Ethnogr. Parallelen, Btr. 30. 

3) Ob. str. 337. 

*) Leviticu8 16, 8. 10. 

5) Do Levitica8, roz. 16 (w rosyjskim przekładzie N. Pereferkowicza). 

6) Talmud, tr. Joma 67 b. 

') Chociaż starali się jednocześnie przeniknąć symboliczne znaczenie tego 
wyrazu. 

8) Księga Henocha 6, 1 —7 (E. Kantzscb. Die Apokryphen and Pseudepi- 
graphen des alten Testaments, Tubinga 1900 r. Tom II). 

9) Tamże 9, 6; 13, 1. 2. Związany za ręce i nogi przez archanioła Rafaela 
pozostawać ma do Dnia sądu w jaskini skały Dudael, poczem rzucony będzie 
w ogniste jezioro (Tamże 10, 4 — 6). 

'0) Ob. też Midrasz. Debarim rabba 11, 31 i Midrasz. Szemchazai i Azazel 
Aug. Wiinscho. Aus Israels Lehrhallen. Lipsk 1907 r. Tom I), stanowiący przy- 
czynek do demonologii żydowskiej. 

*') Ueber den Einflufis des Parsismns anf das Judenthum, str. 241. 

»*) Die Alterthiimer des Yolkos Israel. Getynga 1848 r., str. 370. 

'*) Kulturgeschichte der Menschheit. Tom II, str. 431. 

'<) Hebraisches und aramaischea HandwSrterbuch iiber das alte Testament, 
XII wydanie. Lipsk 1895 r. 



ŚWIĘTA żtdowskił; 351 

trzeciej księgi Mojżeszowej ^): „Aby nie ofiarowali już rzeźnego by- 
dia swego kosmaczom^)^ za którymi się uganiają"...^), również są- 
dząc z tego, co podaje Mainionides *), a mianowicie, że demoni, 
których czcili Sabejczycy ^), mieli postać kozłów") i stadna ofiary 
zagrzeszne u Izraelitów szły k -zly. jako że za główny grzech po- 
czyt3'wali oni wtedy przynoszenie ofiar kozłom- demonom — mu- 
simy zgodzić się z Mannhardtem "*}, że duchy leśne w postaci ko- 
złów powszechne były w semickiej Azyi, że sair^) — kozioł ozna- 
czał właśnie dla Hebrajczyka ducha leśnego, którego on czcił z re- 
ligijną trwogą ^j i że takim sairem-kosmaczem, co jest już dal- 
szym naszym wnioskiem, był prawdopodobnie Azazel. Władca pu- 
styni -"), bóstwo lokalne, przypominające faunów i satyrów, któremu 
lud izraelski w okresie swego bytu koczowniczego składał ofiary, 
ostał się on, wraz ze zmianą tego bytu na osiadły, w pierwotnej 



») 17, 7. 

2) W oryginale: seirom (;■ "JT^). 

3) T. j. którym korzą się, hołdują, jak objaśi.ia dr Cylkow w przypiska 
do Leviticus 17, 7. 

*) Moreh nebcchim III, 46. 

5) Maimonides, jak wiela współczesnych ma pisarzy arabskich, rozumiał 
pod nazwa ^;;-;ł (Sabejczycy) wszystkie wogóle Indy starożytno (Dopisek tłuma. 
macza, S. Munk'a, do Moreh nebochim III, 29). 

fi) Kozioł był dla starożytnego świata pogańskiego upostaciowaniem złego 
ducha i wyrazem lubieżności (F. Nork. Braminen und Rabbinen, str. 3"i5); nie 
zażywał on nigdy dobrej sławy w wyobraźni ludowej, pisze Adam Fischer we 
wstępie do „Bajki o kozie obdarćej". Zarówno w Czechach jak na Litwie, w Ty- 
rolu, u Serbów łużyckich, w Niemczech a także w Pol.sce rozpowszechnioue jest 
mniemanie, że dyabsł ukazuje się ludziom w postaci kozła (Tamże; Adolf Czerny. 
Istoty mityczne Serbów łużyckich w „Wiśle", tom XII, str. 197; K. Simrock. 
Handbuch der deatschcn Mythologie, str. 480 i 563; Seworyn Udziela. Świat nad- 
zmysłowy ludu krakowskiego — Wisła, tom XIII, str. 66 i 67; E. Majewski i K. 
Stołyhwo. Koza w mowie, pojęciach i praktykach ludu polskiego — Wisła, tom 
XIX, str. 55 („Koza a dyabeł — to jedno") i 62). 

') Der Baumkultus der Germanen und ihrer Nachbarstamme. Berlin 1875 — 
1877. Tom II, str. 144. 

*) W liczbie mnogiej: seirim. 

9) W Midraszu, Wajikra rabba 22, 17 czytamy, że w Egipcie składali 
Izraelici ofiary leśnym duchom — seirom. 

10) Dr F. Hommel (Uie altisraelitische Uberlioferung in inschriftlicher 15e- 
lenchtung. Niemieckie wyd. Monachium 1897 r. str. 280) twierdzi, że Azazel po- 
chodzi od pierwiastkowego płowa arabskiego „azala", które jednoczy w sobie po- 
jęcia jałowości i nieskończoności pustyni. 



352 u. LILIKNTALOWA 

swej siedzibie, która, w przeciwieństwie do uprawnych i błogosła- 
wionych niw, stała się obrazem zniszczenia i opustoszenia i), gdy 
on sam, Azazel, ideę złego uosobił 2). Pomimo jednak, iż jako do 
źródła grzechu odsyłał do niego lud winy swoje w Dniu Odpustu 
i nie ofiarą był mu już kozioł odpuszczenia, przecież wyłania się 
z kultu jom kippurowego dawny sair, któremu kozły dawano 
w ofierze ^), którego siedliskiem była pustynia i którego lękał się 
ongi Izrael. To też zrozumiałą jest tendencya późniejszych komen- 
tatorów Pięcioksięgu, pragnących oczyścić wielki Dzień Przeba- 
czenia z pierwiastków sprzecznych z jahwizmem, gdy twierdzą*), 
że kozioł odpuszczenia jedynie grzechy odnosi, nie jest zaś ofiarą 
dla suirów ani też nie pozostaje w związku z zakazem ofiarowywania 
seirom. 

Wszystko wogóle podporządkowane zostało Jehowie, którego 
wielkość i potęga tak wygórowały w niewoli, że uwielbienie grani- 
czące ze strachem począł budzić ten bóg narodowy i przystępu do 
siebie bronić. „Powiesz Ahronowi, bratu twojemu, aby nie wcho- 
dził każdego czasu do świątyni po za zasłonę, przed wieko, które 
jest na arce, aby nie umarł, gdy w obłoku objawiać się będę nad 
wiekiem", głosi księga kapłanów ^), którzy gorliwie misteryi tych 
strzegli, lecz Jom-Kippur czyni wyłom w tej przegrodzie, albo- 
wiem arcykapłan wstępuje wtedy w Przenajświętsze i lud — acz 
pośrednio — zbliża się do Bóstwa, które w dniu tym przebłagać 
się stara. 

Jeszcze jednym ze środków do tego celu zmierzających był 
post. Aczkolwiek Pismo św. ten jeden jedyny post wjnnienia, nie 
był on wynalazkiem Dnia Odpustu, lecz był praktykowany od naj- 



') Pastynia — to siedlisko dyabła, znajdujemy u Mateusza (4, 1; 12, 43), 
Łakasza (4, 1 ; 8, 29), ob. też Zohar I, 14 b i II, 184 b. — Po babilońsku zwie się 
pustynia „aśra elln" (czyste miejsce), co należy rozumieć eufemicznio jako sie- 
dzibę demonów (A. Jeremias. Das alte Testament im Lichte des alten Orients, 
str. 432), a Belit Seri (pani pustyni) to bogini piekła (A. Jeremias. Babylonisches 
im neuen Testament, str. 95). 

2) Liczne przykłady podobnej ewolncyi bóstw dają nam mitologie wszyst- 
kich ludów świata. 

3) Niewątpliwie stąd ród swój wywodzi kozioł jako ofiara zagrzeszna, którą 
przeważnie w tej postaci spotykamy w Biblii, ob. Leviticu8 9, H; Numeri 7, 16. 
87; 16, 24. 25; 28, 15 ; 29, 38; Ezechiel 43, 22; 45, 23; II Kronika 29, 23 itd. 

*) Zohar do Leviiicus 16. 
^) Leviticu8 16, 2. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 353 

wcześniejszych czasów i zawsze łaskę Boga miał na względzie. 
„I prosił Dawid Pana za dziecięciem: i pościł się Dawid postem i)"... 
Przed walką z Filistynami: „...zeszli się., i pościli..."^); ^e strachu 
przed Holofernesem „...wołał wszystek lud do Pana z wielkiem usi- 
łowaniem i korzyli dusze swe posty i modlitwami..." a „Eliachirn... 
kapłan I>ański... mówił do nich". „...Wiedzcie, iż Pan wysłucha 
prośby wasze, jeźli... potrwacie w pnściech i modlitwach" 3).. Dla 
odwrócenia klęski, grożącej od Moabitów i Amonitów, Jozafat „...bo- 
jaźnią przestraszony... zapowiedział post wszystkiemu Juda"*) 
Ezdraszs) zaleca to samo w drodze z Babilonu do Jerozolimy: 
„abyśmy... prosili od Niego drogi prostej sobie i synom naszym...", 
a Nehemiasz6j mówi już nawet o dniu po^tu ^j, który rytuałem' 
swym bardzo przypomina Jom-Kippur. Na wygnaniu zaczął nale- 
żeć post do regularnych obrządków religijnych, a ukształtowawszy 
się w formalny system, objął nazwą swojak) cały traktat talmudy- 
czny, z któreg(j dowiadujemy się, że naznaczano posty ogólne z po- 
wodu: braku deszczu, rdzy na zbożu, zarazy, szarańczy, pomoru 
1 innych nieszczęśliwych wypadków 9). Samoudręczenie, "które nie- 
raz okazywało się skutecznem w stosunkach ludzkich, a które Lip- 
perti") uważa za najstarszą formę ofiary, miało wywoływać po- 
błażanie, litość i miłosierdzie ze strony bóstwa i — najbardziej na- 
wet nieokrzesane ludy poddają się umartwieniom i postom, aby 
gniew boga złagodzić. Pośród Indyan plemion rolniczych zaobser- 



») II Samaelowe 12, 16. 
*) I Sainuelowe 7, 6. 
») Judith i, 8. 11. 12. 
*) II Kronika 20, 3. 

n 8, 21. 

«) 9, 1-3. 

') 24-go siódmego miesiąca. 

^1 „Taanith" (post). 

9) Miszna, tr. Taanith 1, 4-6; 3, 6; Talmad, tenże tr. 14 b; 19 a, 21 b; 
22 b. Post dodatnio oddziaływa na zły sen (Tamże 12 b; tr. Sabath 11 a) i spra- 
wia, że zadość się staje życzenin (Tamże, tr. Baba mecia 85 a). „A tenci rodzaj 
(uwaga: złe dachy) nie bywa wypędzon jedno przez modlitwę i post" (Mateusz 
17, 21), a i dziś lud żydowski utrzymuje, że post, jak wogóle' wszelkie udręcze- 
nie ciała, pozwala odnosić zwycięstwo nad złym duchem (Wierzenia, przesady 
1 praktyki lądu żyd. Wisła, tom XIX, str. 150). O częstych postach Faryzeuszów 
wspominają Mateusz (9, 14), także Łukasz (18, 12). 

10; Kulturgeschichte der Menschheit. Tom II, str. 312. 
Rozprawy Wydz. filolog. T. LII. 23 



354 K. LILIKNTALOWA 

wowano posty w czasach ciężkich nawiedzeń i wogóle w chwilach 
poważnej natury i); tak samo u Kafrów i Azteków '2), a wPeruwii^) 
odprawiano je uroczyście w białych szatach: przed uprzątnięciem 
z pól, przed wymarszem na wcjjnę i przed rozpoczęciem robót 
w kopalniach. Rzecz naturalna, iż tak potężny środek przejedna- 
wczy*) zespolił się z dniem, którego głównem zadaniem było po- 
jednanie z Jehową. 

Każda z omówionych powyżej praktyk sięga, jak wykazaliśmy, 
odległej przeszłości, lecz zgrupowanie ich razem i utworzenie takiej 
syntezy, jaką jest obejmująca je najwyższa idea religijna, powstać rao- 
gł(i dopiero na gruncie ogromnego uświadomienia etycznego i spotęgo- 
wanego pojęcia grzechu, a więc w okresie wzmożenia się więzów spo- 
łecznych i poczucia wzajemnych ludzkich obowiązków. Wprawdzie 
i u innych ludów napotykamy uroczystości o charakterze rozgrzesza- 
jącym, jak naprzykład: święto Thargelion u starożytnych Greków^), 
święto Luperkaliów u Rzymian ^), a nawet u Indyan amerykańskich 
z plemienia Greek w pewien dzień, zapoczątkowany przez post, rozwa- 
żane były i umarzane wszystkie występki minionego roku''), jednak 
wszędzie tu grzech zasadzał się na uchybieniach natury obrzędowej, 
t. j. na zaniedbaniu obowiązków względem bóstwa i wyjątkowo tylko 
dotyczył moralnych przekroczeń. U Żydów ten wysoki rozwój oby- 
czajowy dokonał się w niewoli babilońskiej, która w religijno -histo- 
rycznym pochodzie żydostwa stanowi rozstrzygający punkt zwro- 
tuy i do owej to epoki należy odnieść powstanie Jom-Kippuru. 
Data 10-go Tiszri, ustalona wówczas dla dnia tego. nie była do- 
wolną ani przypadkową, chociaż bowiem jeszcze u Ezechiela **) roz- 
grzeszenie świątyni i Izraela ma miejsce w miesiącu pierwszym, 
t. j. na wiosnę, przecież wraz z przesunięciem się punktu ciężko- 



«) Tamże. Tom I, str. 120. 

*) G. Klemm. Allgemeine Kalturgeschichte. Tom V, str. 96. 

') Dr Teodor Waitz. Aathropologie der Natarvólker. Tom IV, str. 463. 

*) „Ale i teraz jeszcze... nawróćcie się... calem sercem swojem i postem 
i płaczem i biadaniem!" „Kto wie, czyby się znowu nie zialił..." (Joei 2, 12. 14). 

6) August Moramsen. Feste der 8tadt Athen im Alterthum, str. 479 — 482. 
O publicznych i powszechnych świętach oczyszczenia i rozgrzeszenia w staiożyt- 
nej Grecyi pisze G. F. Schoemann. Griechische Alterthiimer. Tom II, str. 868. 

8) Dr O. Seemann. Die gottesdienstlichen Gebrftuche der Grieehen und K8- 
mer, str. 163 i 167. 

') Dr Theodor Waitz. Antbropologie der Naturv5lker. Tom III, str. 208. 

8) 45, 18-20. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 



355 



ści życia gospodarczego na jesień, na tę porę roku przeniosła się 
i procedura pierwotnie wiosenna. A że miesiąc Tiszri wybranym 
został, sprawiły to te same czynniki, jakie działały przy ustano- 
wieniu Dnia sądu, mianowicie: trwożny nastrój tego okresu, tak 
zgodny z ówczesnym mrocznym światopoglądem i). Tylko, że strach 
przed wynikiem zbiorów przeobraził się był wtedy w grozę cał- 
kiem innego rodzaju, bo płynącą już nie z realnych warunków 
bytu. lecz — ze źródła życia moralno-religijnego i gdy pierwej pewne 
uroczystości radosne, siłą tradycyi z wcześniejszych epok przetrwałe, 
przerywały od czasu do czasu te dni troski i obaw, w owej 
epoce te właśnie chwile szczególniej były tłumione przez tenden- 
cyę ascetyczną. I jak pełen wesela nów przycichł pod uciskiem 
„Dnia wspomnienia", tak i kipiący ongi uciechą dziesiąty Tiszri 
zamilkł pod przygniatającym go Dniem Odpustu. Gdyż nie było 
tak radosnych świąt w Izraelu, jak 15-ty Aba i Jom-Kippur, po- 
wiedział r. Szymon ben Gamaliel 2). Dziewice izraelskie, w białe 
szaty odziane, pląsały podówczas w winnicach, mówiąc do mło- 
dzieńców: „Młodzieńcze, podnieś oczy, patrz i wybieraj. Nie zważaj 
na urodę, lecz na ród: nadobność zwodnicza, piękność czcza i tylko 
żona bogobojna jest godną chwały" 3). Odgłosy tych zalotów 
z okresu winobrania dosłyszeć się dają jeszcze wtedy, gdy dzień 
ten dawno był już stracił swój charakter lekki i wesoły, bo oto 
rzekł Abba Saul*), że w przeddzień Dnia Odpustu na prowincyi 
zwykli byli dopuszczać się grzechu % także znamienne są słowa 
r. Eliahu do r. Jehudy, brata r. Saula pobożnego "); „Skarżycie się, 
że Mesyasz nie przybywa — toż dziś Jom-Kippur, a ile dziewic 
zostało poślubionych w Nebardei"; wreszcie: po dziś dzień odczy- 
tują ^) w synagogach rozdział XVIII z księgi Leviticus, traktujący 



1) Dzieje cierpień tegro ludu, pisze M. Jastrow. jr. (Die Religion Babylo- 
niens and Assyriens. Zeszyt IX, str. 13) najlepiej tłumaczą ów poważuy i ponury 
ton, dominujący w powygnaniowtj literaturze hebrajskiej i objawiający się w kul- 
cie, osobliwie — w Dniu Odpustu. 

2) Miszna, tr. Taanith 4, 8. 
*) Tamże. 

*) Talmud, tr. Joma 19 b. 

5) T. i. wszelakiemi, nieobyczajnemi rozrywkami sie zabawiać, jak obja- 
śnia tłumacz Talmudu, L. Goldschmidt, w przypisku do tr. Joma 19 b. 

6) Talmud, t. Joma 19 b. 

') Podczas modlitwy przedwieczornej w Jom-Kippur. 

23* 



356 K. LILIENTALOWA 

O związkach zabronionych. Obok dążności do prz^T^tłumienia r^'zko- 
szy zmysłowych i nadania wszystkiemu tonu ponurego, na osa- 
dzenie Jom-Kippuru w dniu dziesiątym Tiszri mogło też wpłynąć 
uprzywilejowane stanowisko liczby dziesięć, która, acz nie miała 
tej powagi co siódemlca. jednak również godnie występuje w dzie- 
jach Żydów starożytnych 1). Bo zważmy: dziesięcioro przyka- 
zań, w których zawarta jest Tora cała; zwyczaj oddawania dzie- 
sięciny, o czem mówi nam już Genesis ^j. a co było jednym 
z przejawów przyjętegu u Hebrajczyków systemu dziesiętnego^). 
i wogóle okrągła ta liczba, którą Arystoteles*) uważał za najdo- 
skonalszą z liczb, przewija się często w piśmiennictwie biblijnein^). — 



1) U jednego i tego samego ludu może istnieć kilka liczb świętych U He- 
brajczyków duże znaczenie miała też trójka (Genesis 9. 25 — 27; 40, 10; Exoda8 
4, 3-9; 7, 20; 10, 22; 19, 16; 23, 17; Numeri 10,33; 22, 23—28; 24, 10; Dea- 
teronomium 4; 41; 19, 2; Jozue 22, 22; Jeremiasz 22, 29 itd.l, którą i obocnie 
lad żydowski szeroko stosuje w swych praktykach („Dziecko żydowskie^ — Ma- 
teryaly antrop. archeol. i etnogr. 1904 r., str. 149 — 154; „Wierzenia, obrzędy 
i praktyki ludu żyd." - Wiała. Tom XVm, str. 108 i dalsze; Wisła, tom XIX, 
tenże artykuł, str. 151 i dalsze; „Zaręczyny i wesele żydowskie" — Wisła, tom 
XIV, str. 65; B. W. Segel. Materyały do etnografii Żydów wschodnio-galicyjskich. 
Kraków 1893 r., str. 59, Ni. 7 i 8; str. 60, Nr. 11 i 13; str. 62, Nr. 46 i dalej) 
i która wogóle znaczną rolę odgrywała, np.: u Greków starożytnych 'G. F. Schoe- 
mann. Griechische Altertliiimer. Tom II. str. 303, 355, 374), Germanów (Tacyt. 
Germania X; J. Grimm. Deutscho Keehtsalterthiimer. Tom I, str. 286—290; tom 
II, str. 71, 84, 413, 449), Rzymian (Owidiusz. Metamorfozy 7. 193—195; 8, 470. 
498; K. Pliniusz starszy. Historya naturalna 28, 7. 10. 11), Litwinów (A. Brii- 
ckner. Starożyimi Litwa, ob. też o Władysławie Jagielle n Długosza w „Dzie- 
jach Polski" księga XI, tom IV, str. 497— w przekł. polskim Karola Mecherzyń- 
skiego. Kraków 1868 r.), Słowian (M. Federowski. Lud białoruski. Tom I; Lud, 
tom VIII, str. 57, 86 i dalej ; tom X, str. 355 i 356; Wisła, tom XVIII, str. 101, 
176 i dalej; Sbornik sloyenskych narodnich pieśni itd. 1870 r. Zeszyt I, str. 103, 
Nr 625), Gruzinów (3THorpa(|)nH. Oćospijnie 1889 r. Część III, str. 29—38), Wo- 
tiaków (BepemarHH-b. Bothkh. Petersburg 1886 r. str. 216) itd. 

') 14, 20; 28, 22. 

s) Exodus 18, 25; Numeri 31, 14; Deuteronomium 1, 16; Ezechiel 45, U. 

■») Metafizyka 1, 5 —przełożył na niemiecki Dr. Eu-j;. Kolfes. Lipsk 1904r. 

5) Exodus 12, 3; Tamże, roz. VII— XII; Numeri 14, 22; Sędziów 20. 10; 
Jozue 4, 19; 22, 14; Ruth 4, 2; Zacharyasz 8, 23; Amos 6, 9; Ezechiel 20, 1; 
24 1; 40, 1. U późniejszych Żydów każde zebranie religijne musiało się składać 
conajmniej z dziesięciu osób, gdyż Bóg wpada w gniew, jeśli brakuje do tej 
liczby, orzekł r. Jochanan (Talmud, tr. Berakhoth 6 b), opierając się na słowach 
Jezajasza (50, 2): „Dlaczegóż, gdym przyszedł, nie było nikogo, gdym wołał, nikt 
nie odpowiadał". Dużą także powagą cieszyła się dziesiątka w kombinacyi z li- 



i^WfĘTA ŻYDOWSKIR 357 

Dzień Odpustu wprost organicznie się wiąże z „Dniem przy- 
pominania trąbą": ta sama myśl przewodnia zrodziła je i zjedno- 
czyła, a wzajemna ich zależność uwidocznia się szczególniej w zo- 
bopólnem zapożyczeniu modłów^) i obrzędów*). Lecz jako z No- 
wym rokiem nie ma Jom-Kippur z dniem pierwszym Tiszri nic 
wspólnego, w przeciwnym bowiem razie mógłby logicznie przypa- 
dać nie po nim a przed nim. ponieważ do nowej podziałki czasu 
człowiek starał się wejść czysty — bez grzechu. A to potwierdza 
wypowiedzianą już przez nas hypotezę, że Nowy rok jesienny 
przypadał ongi po zbiorach, dniem zaś, stanowiącym niejako wstęp 
do niego, mogło być tak zwane później Hoszana-rabba ^), które po 
dziś dzień ton jom-kippurowy zachowało. Lud żydowski, otrzasku- 
jąc hoszanoth *), ogałaca się jakoby z grzechów, które, jak znów 
twierdzi, odpuszczone mu zostały w Dzień Odpustu, a ta sprze- 
czność i niekonsekwencya najwymowniej właśnie świadczą o po- 
wikłaniach, jakie poplątały sens uroczystości, kiedyś z pewnością 
jasnych i logicznych. Co się tyczy roku jubileuszowego, który Za- 
kon °) nakazuje obchodzić dziesiątego miesiąca siódmego, to sądzę, 
że urządzenie to prastare, zapomniane od wieków a zmartwych- 
wstałe w niewoli, zespoliło się z dniem tym dzięki swej zasadzie 
humanitarnej, albowiem ze świętem, zapoczątkowuj ącem rok po- 
wszechnego spoczynku, rok wyzwolenia dóbr i niewolników, 
najlepiej się godził wysoki poziom etyczny Dnia Przebaczenia. 



czba siedin, t. j. w postaci siedmdziesiątki, ob. Genesis 5, 12; 11, 26; 46, 27; 
Exodus 1, 5; 15, 27; 24;, 1; Numeri 11, 16. 24; Deuteronomium 10, 22; Sędziów 
9, 2; II Król 10, 1; Jezajas/, 23, 15; Jeremiasz 25, 11; Psalmy 90, 10; Midrasz, 
Wajikra rabba 2, 1; Bamidbar rabba 14, 7; Midrasz, Tadsze 10 (tu sporo o tem); 
Zohar II 30 b; 58 b; a współczesny lud żydowski nważa, że dożyć lat siedm- 
dziesięciu znaczy przeżyć swoje lata, jeśli zaś kto wcześniej umrze, to lata jego 
dopóty płaczą w grobie, aź się spełnią, tj. dojdą do tej liczby. 

*) Słowa: ..Zapisz ku życiu szczęśliwemu wszystkie dzieci Przymierza 
Swego!" „Obyśmy byli wspomniani w księdze życia" itp., wypowiadane w mo- 
dlitwie dodatkowej na Jom-Kippur, należą do Dnia sądu; to samo rzec można 
o modlitwie „Unthane tokef", a modły Królewskie, Wspominające i Surmowe, 
odmawiane w Rosz-Haszana (ob. str. 310), za czasów istnienia świątyni wygła- 
szano i w Jom-!\ippur, gdy w dniu tym przypadał rok jubileuszowy. 

*) Ob. omawiany dalej obrzęd „kapparoth". 

') Część I, str. 93 i 94 tej pracy. 

*) Tamże, str. 93. 

5) Leviticus 25, 8—10. 



358 R. LILIENTALOWA 

Wyjałowiony jednak po powrocie do ojczyzny przez sztywną, bezdu- 
szną formalistykę, Jom-Kippur jądra swojego nie stracił i dziś je- 
szcze budzi w duszach wierzących nastrój podniosły. Przypatrzmy 
się jego fizyonomii obecnej, a ujrzymy, że z powodzi niezrozumia- 
łej i często bezsensowej już teraz obrzędowości wyłania się na- 
czelna idea tego święta — idea odrodzenia moralnego. 

Już okres dziesięciu dni, poprzedzających Dzień Odpustu, tak 
zwane „jomim noroim" ^) tchną grozą i cechuje je wielkie skupie- 
nie wewnętrzne i rozpamiętywanie 2), które szczytu swego dosię- 
ga w Jom-Kippur, W przeddzień tego święta łagodzą się spory, 
przerywają kłótnie, ponieważ Bóg, wybaczając w dniu tym grze- 
chy, popełnione wobec Niego, winy względem bliźnich odpuszcza 
dopiero z chwilą, w której pokrzywdzony otrzyma zadośćuczynie- 
nie ^). To też, gdy kto kogo obraził, przeprasza wtedy, jeśli zaś 
ów obrażony zmarł, to poczuwający się do winy względem niego 
sprowadza na jego grób dziesięć osób, wobec których mówi: „Zgrze- 
szyłem przeciw Panu, Bogu Izraela, i przeciw temu, którego skrzy- 
wdziłem" *). 

Rano, 9-go Tiszri, udają się wszyscy^) na cmentarz^), gdzie 
błagają zmarłych o orędownictwo, a racząc się tam wódką i pier- 
nikiem (miodownikiem) ^), rozdają zebranym licznie ubogim jał- 
mużnę, która jest jednym z ważniejszych środków, jednających 
przychylność bożą. „Szczęsny, kto ma wzgląd na biednego, w dzień 
niedoli ocali go Bóg" ^). „Kto lituje się nad współbraćmi, nad tym 



i) „Straszne dni". Noszą one jeszcze nazwę „dziesięcin dni poknty" (ob. 
str. 341, dop. 9). 

2) Nastrój poważny panuje wszędzie: nawet dzieci nie bawią się wtedy, 
a chłopcy w chederze z przejęciem rozważają wszystko, co się odnosi do wielkiego 
Dnia skrachy. 

3) Miszna, tr. Joma 8, 9. „Wielką jest zgoda, mówi Midrasz. Bamidbar 
rabba 11, 6, skoro potrzebują jej nawet mieszkańcy wyżyn — aniołowie, a stąd 
wniosek a minori ad majua: jeśli tam, gdzie niema wrogości ni nienawiści, nie- 
zbędną jest zgoda, to o ileż niezbędniejszą jest tam, gdzie one panują. 

*) Talmud, tr. .Joma 87 a. 

5) Zanika ten zwyczaj i wiernem ma zostało tylko bractwo pogrzebowe 
(cbebra kadisza). 

*) Zwany dla eufemii „dobrem miejscem". 

') W niektórych miejscach, jak na Wołyniu np., spożywają ów poczęstunek 
w bożnicy. 

8) Psalmy 41, 2 (przekład Dr. Cylkowa). 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 359 

litują się w niebie" ^). Na lichwę daje Panu. kto ma litość nad 
ubogimi i nagrodę jego odda mu" ^). „Jałmużna od wszelkiego 
grzechu i od śmierci wybawia, a nie dopuści duszy do ciemności" 
i „...ona to jest, która czyni, że się znajduje miłosierdzie i żywot 
wieczny" s). Gdyż „ogień gorejący gasi woda, a jałmużna grzechom 
się sprzeciwia*), broni przed oskarżeniami szatana^), przyspiesza 
wyzwolenie^), jest ważniejszą od wszelkich ofiar ^), wraz z „gmi- 
luth chasadim" ^) równa się wykonywaniu wszystkich przepisów 
Zakonu ^) i — podtrzymuje górny i dolny świat ^°). Dlatego Da- 
niel ^i) zalecał Nabuchodonozorowi, aby grzechy odkupił jałmużną 
a nieprawości miłosierdziem nad ubogimi, i z tych samych pobudek 
płynie szczodrość przed Dniem Odpustu ^^). 

Tegoż dnia, w godzinach rannych lub na dzień przedtem ^*), 
wieczorem, ma miejsce obrzęd zwany „Kapparoth" i*), polegający 
na tem, że, przy słowach psalmu i^), każdy okręca dokoła swej 
głowy i*') kurę lub koguta >^), poczem, rzuciwszy ptaka na ziemię 



1) Talmad, tr. Sabath 151 b. 

2) Przypowieści 19. 17. „Kto zatala uszy swe na wołanie ubogiego, będzie 
i sam wołał, a nie wysłuchają go" (Tamże 21, 13). 

s) Tobiasz 4, 11; 12, 8. 9 (przekład ks. Wujka). 
*) Eklezyasta 3, 33. 

5) Midrasz, Szemoth rabba, roz. 31. 

6) Talmad, tr. Baba bathra 10 a. 
') Tamże, tr. 8ukka 49 b. 

8) Żydowskie pojęcie „grailoth chasadim", tj. miłosiernych uczynków obej- 
muje dobrodziejstwa, nie koniecznie związane z materyalnemi ofiarami, lecz ró- 
wnież: odwiedzanie chorych, pocieszanie osieroconych itp. 

*) Talmud jerozol. tr, Pea 1, 1. 

>«) Midrasz, Wajikra rabba 26, 21. 

»i) 4, 24. 

''') Także, wychodząc z bożnicy po nabożeństwie mincha (tegoż dnia), ob- 
dzielają ubogich. 

") T. j. 8-go Tiszri. 

'*) r. j. odkupienie. Kapporeth znaczy wieko, przykrycie, pokrycie od kap- 
per (idd) pokrywać i stąd, objaśnia dr Cyikow (w przypisku do Exodu8 25, 17) 
pokryć grzech, wybaczyć. Temu kapper odpowiada babilońsko-asyryjskie knppuru- 
przykryć, potem: zetrzeć, oczyścić. (A. Jeremias. Das alte Testament itd. str. 428 
Lud nazywa tę ceremonię „kappurojss schlugen". 

") Psalmu li)7-go. 

'*) Trzy razy. 

*') Zależnie od płci: mężczyzna posługuje się kogutem, kobieta — knrą. 
Nawet najmniejsze dziecko powinno mieć swoją kapparę (ktoś starszy okręca mu 



360 



R. LILIENTALOWA 



mówi trzy razy: „Mnie — życie, tobie — śmierć". Drób ten pó- 
źniej 1) spożywają, lecz nóżki, szyjki i główki z niego oddają ubo- 
gim. Według r. Aszera^), należy całe kappary rozdać biednym (po- 
nieważ to rozgrzesza) a wnętrzności ich rzucić na dach dla ptactwa, 
MahariH) zaś uważa za obelgę posyłanie komu ptaka obciążonego 
grzechami i chwali obyczaj, zastępujący to jałmużną*). Szulchan 
aruch 5) gani wogóle tę ceremonię, lecz r. Isserles ^) sankcyonuje 
ją jako „zwyczaj pobożnych", zalecając właśnie koguta dla męż- 
czyzny, kurę dla niewiasty i parę, t. j. kurę i koguta dla brze- 
miennej ^), a bacząc na słowa Jezajasza^). radzi dobierać ptactwo 
białe ^). Aczkolwiek kaczki i gęsi i°) a nawet ryby także mogą słu- 
żyć do obrzędu „kapparoth", przecież najczęściej posługują się ko- 
gutem, czemu niewątpliwie sprzyja przychodząca w pomoc etymo- 
logia: geber (-::;!) zwie się kogut i geber oznacza człowieka, męż- 
czyznę 1^). 



ptaka nad głową), lecz nbożsi, nie mogąc ponosić takich wydatków, nie przestrze- 
gają tego tak ściśle i baczą jedynie, aby ojciec z synem, a matka z córką nie 
mieli jednej i tej samej kappary. 

1) Podczas wieczerzy lO-go Tiszri wieczorem (po poście). 

2) M. Briick. Kabinische Ceremonialgebranche, str. 26. R. Aszer ben Ichiel 
Aszkenazy arodz. w Niemczech, zmarł w Toledo 1328 r. 

3) Hilchoth ereb Jom-Kippnr. 

*) Odpowiadającą wartości kappary. 

5) Orach chaiim 605. 

6) O nim ob. część I, str. 8 i 9 tej pracy. 

') Aby rozgrzeszyć i płód. Zwykle bierze ona jeszcze w tym cela jajo 
albo tylko karę i jajo) i wszystko oddaje potem biednym (nieraz kurę zostawia 
dla siebie). To samo się robi z kapparą dziecka, które nie ma jeszcze roka. 

8) 1, 18, przytoczone na str. 339-ej. 

9) Głównie dla głowy rodziny starają się o białego koguta, wogóle zaś na 
opierzenie niewiele zwracają uwagi ; byleby tylko nie było czerwone (Ob. powód 
tego w dopisku 2 na str. 338-ejj. 

JO) Nigdy gołębie, jako że składane były w ofierze w świątyni jerozolimskiej. 

*•) Wprawdzie kogut odgrywa dużą rolę w zabobonach i praktykach ludów 
Europy, gdyż na krzyk jego pierzchają siły nieczyste, upiory, widma (J. Lippert. 
Kulturgeschichte der Menschheit, tom 1, str. 561; M. Federowski. Lud biało- 
ruski, tom I, str. 59, Nr 177 i 183; str. 184, Nr 659; K. \Vł. Wójcicki. Klechdy, 
starożytne podania i powieści ludowe. Wyd. 11-gie. Warszawa 1851 — 1852. 
Tom I, str. 224; Wisła, tom VIII, str. 619; czemu Szekspir dał wyraz w ,,Ham- 
lecie" 1, 1; spotykany na szczytach wież kościelnych— K. Simrock. Handbnch der 
deutschen Mythologie, str, 284 i 285) i ogromne było jego znaczenie w parsy- 
zmie (Bundahisch 19, 33, w dopisku do Yendidad 18, 14 — w przekładzie J. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 361 

Ani w Biblii, ani w Talmudzie niema nawet wzmianki o ca- 
łej tej praktyce i dopiero w responsach Graonówij o nią się poty- 
kamy, a i to uiezawsze w jednakowej postaci. Wprawdzie w Chemda 
Genuza2) wyglądaów ceremoniał zupełnie tak, jak obecnie, boiofiarą 
zastępczą jest tam kogut i tylko niektórzy używają w tym celu 
baranów lub jagniąt, lecz Raszi 3j podaje nam*) coś kompletnie in- 
nego, a mianowicie; na dwadzieścia dwa albo na piętnaście dni 
przed Rosz-Haszana rozdawano dziatwie^) z liści palmowych uple- 
cione i ziemią napełnione kosze, w których był zasadzony bób 
egipski lub groch, w przeddzień zaś tego święta każde dziecko 
brało swój kosz, a obracając go siedm razy dokoła głowy, powta- 
rzało: „To zamiast mnie, to niechaj będzie moją ofiarą zastępczą", 
poczem rzucało kosz do rzeki. Niektórzy «) upatrują w tern podo- 
bieństwo do t. z. ogrodów Adonisa^), do których aluzyęs) czyni 
jakoby Jezajasz^) i zresztą bardzo być może, że ten rytuał rolni- 



Darmestetora), od którego wiele przeszło do wierzeii żydowskich, bo np. w Mi- 
drasz, Bereszith rabba, roz. 36 znajdujemy, że pianie koguta kładzie kres władzy 
demonów, również mit żydowski o rajskim kogucie, który modli się i chwali Pana, 
a piejąc o północy, budzi aniołów i cadyków na modlitwę, iest jak gdyby żywcem 
wzięty od wyznawców Ahura-Mazdy (Zend Avesta — w przekł. Darmestetera, tom 
III, str. 12, też tom II, str. 244); w dawnych czasach stawiano u wezgłowia po- 
łożnicy głowę koguta (gdy nowonarodzone było chłopcom] lub kury (gdy było 
dziewczyna) natkniętą na patyk dla ochrony przeciw urokowi (B. W. .Segel. Wie- 
rzenia i lecznictwo ludowe Żydów — Lud, tom III, str. 60, Nr 51); lud wierzy, 
że gdy człowiek umiera i lament jego rozchodzi się od jednego krańca świata do 
drugiego, to ze wszystkich tworów ziemskich słyszy go tylko kogut — to wszy- 
stko jednak nie objaśnia przedniego stanowiska koguta w obrzędzie „kapparoth". 

^) Na których właśnie opiera się Isserles. 

2) 93. 

*) Urodź, w 1040 r., umarł w 1105 r. 

*) Wiadomość zaczerpniętą z responsów Gaonów — w komentarzu do tr. 
Sabath 81 b. 

^) Zarówno chłopcom jak dziewczynkom. 

6) Revue des etudes juive,s. Paryż 1911 r. Tom LXI, Nr 122, art. Les jar- 
din d' Adonis. Les kapparot et Rosch-Haschana. 

') Były to garnki gliniane lub kosze, w których zasiewano kiełkujące ro- 
śliny, jak: koper, jęczmień, sałatę. Rośliny te, wystawiane podczas uroczystości 
Adonisa wraz z podobizną tego boga, wrzucane były potem do morza (Tamże, 
str. 207). 

*) Według nowoczesnych komentatorów. 

*) 17, 10, mówiąc o „uite iiaamanim" (o'iDy: '>"-:), t. j., jak twierdzą nie- 



362 R. LILIKNTALOWA 

czy, rozpowszechniony w Byblos, w kraju Libanu, na Cvprze 
i w Grecja, dotarł i do Żydów babilońskich, a ponieważ obcho- 
dzony był najczęściej na wiosnę, t. j. w porze Nowego roku (w wielu 
krajach), więc u tych ostatnich przylgnął do Rosz-Haszana i). Lecz 
w epoce Gaonów^) posiadał obrzęd „parpisy"^) charakter już nie 
agrarny: przeobraził się był już całkiem w ceremoniał odkupienia, 
którego idea głęboko przeniknęła umysł żydowski. W braku kozła 
odpuszczenia ofiarą zastępczą łatwo stać się mogła „parpisa"*) 
i obecne kappary^) są prawdopobnie ewolucyą owych koszów z ro- 
ślinami, które opisuje Raszi. 

Spożywszy obiad ^), składający się z ryby ''), rosołu z piero- 
gami 8) mięsa i marchwi, a przy którym obficie jeść należy, gdyż 
poczytywane jest to za zasługę ^j, ostatni posiłek^") w wigilię Dnia 
Odpustu przyjmują 11) po powrocie z modlitwy przedwieczornej 
(mincha), poczem rozpoczyna się post^^). Zapalają światła. Prócz 



którzy o „sadach Naainana" (wedle dr. Cylkwa: sadach rozkosznych), byJo to 
bowiem także miano Adonisa. 

•) Tenże art. w R^vue des etudes jaive8. str. 207 i 211. 

2) Pomiędzy 8-ym a 11-yra wiekiem nowej ery. 

') Parpisa (nd'sib) oznacza właśnie owo naczynie, które służyło do ob- 

T • - 

rzędu, podanego przez Raszi 

*) Ponieważ przypominała manipulacyę z tym kozłem przez znamienny rys 
Bwego rytuału, polegającego na rzuceniu przedmiotu w wodę czyli wyzbywaniu 
się go na zawsze. 

^) Rzecz naturalna, iż ze względu na swą ideę weszły w skład obrządków 
jom-kippurowych. 

*) Około godziny 12-ej. 

7) Koniecznie żywo kupionej — z tych samych względów co w Rosz-Ha- 
szana (ob. str. 333). 

8) Nadaiewanemi mięsem. Czpm lud objaśnia tę potrawę wtedy, ob. cześć 
I, str. 94 tej pracy. 

') R. Chija utrzymuje, że w wigilię Jom-Kippuru trzeba dożo jeść i dużo 
pić, a kto w ten sposób przygotowuje się do postu, ma zasługę, jakgdyby po- 
ścił 9-go i 10-go dnia Tiszri (Talmud, tr. Berakhoth 8 b). Podobnie Saulchan 
aruch, Orach chaiim § 604 a. 

*") Złożony z ro.sołu z kaszką i mięsa. Zarówno przy tym posiłku jak i przy 
wzmiankowanym obiedzie pierwszjm kęsem jest bułka maczana w miodzie. 

") W milczeniu i smutku. 

*') Aby w dniu postu nie dokuczało zbytnio pragnienie, imają się takiego 
sposobu: pijąc po raz ostatni (przed rozpoczęciem postu) wodę, obracają szklankę 
czy kwartę dookoła u.ot. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIR 363 

zwykłych świec, służących do błogosławieństwa '), przygotowane są 
jeszcze dwie woskowe ^): jedna t. zw. „za życie" ^) pali się w domu *), 
drugą, poświęconą pamięci zmarłych s), zanoszą do bóżnicy ^). Na- 
stępuje błogosławieństwo, udzielane przez najstarszych członków ro- 
dziny młodszemu pokoleniu, gorące powinszowania wzajemne, któ- 
rym towarzyszy szlochanie głośne, poczem wszyscy udają się na 
nabożeństwo. Zagaja to święto modlitwa „Kol nidre", której n^izwa 
pochodzi od początkowych jej wyrazów, a która brzmi, jak nastę- 
puje: „Wszystkich ślubowań ''), zrzeczeń się, przysiąg, klątw, kona- 
mów, kinusów^) i tym podobnych wyrazów, któremi nierozmyślnie 
ślubować, przysięgać, zaklinać i wyrzekać się dla swojej osoby bę- 
dziemy, od tego Dnia Odpustu aż do przyszłego Dnia Odpustu — 
który oby nadszedł ku zbawieniu naszemu — wszystkich ich ża- 
łujeniy^ teraz naprzód. Wszystkie one niechaj nie będą obowiązu- 
jące ani ważne. Nasze śluby niechaj nie będą ślubami, nasze zrze- 
czenia — zrzeczeniami, a nasze przysięgi — przysięgami". Na za- 
kończenie trzykrotnie powtarzają te słowa z Pisma św.^): „I odpu- 
szczonem będzie całemu zborowi synów Izraela i cudzoziemcowi, 
który przebywa wpośród nich; gdyż popełnił to lud cały nieroz- 
myślnie". Czas powstania i autor tej modlitwy nie są dokładnie 



>) Ob. str. 333, dop. 1. 

*) Coraz częściej zastępują je stearynowemi. 

*) T. j. za życie i zdrowie całej rodziny. Dawniej knot do tej świecy skrę- 
cany bywał z tylu nitek, z ilu osób składała się rodzina w domu, a po dziś dzień 
wierzą, że jeżeli owa świeca zgaśnie, nie wypaliwszy się, to ktoś z bliskich umrze 
w tym roku. 

*] Umieszczona zazwyczaj w garnku albo w moździerzu, napełnionym pia- 
skiem. 

*) Robiąc tę świecę, niewiasty (zwykle starsze wiekiem) odmawiają prze- 
różne modlitwy, poczem płaczącym głosem wymieniają, począwszy od patryar- 
chów, wszystkich zmarłych członków rodziny, a wspominając ich dobre uczynki, 
dla każdego ciągną nić, z czego powstaje knot do świecy. Ale i ten zwyczaj na- 
leży już raczej do przeszłości. 

*) Wieczorem, po Jom-Kippur dziatwa (chłopcy) zbiera wosk skąpany z o- 
wych świec zadusznych, wdzięczny to bowiem materyał plastyciny dla małych 
artystów. Wosk ten ma i znaczenie lecznicze, np. na ból w uchu powlekają nim 
kawałek płótna, które, zwinąwszy, wkładają do ucha. 

') T. j. Kol-nidre. 

8) .\ramejskie nazwy dyalektyczne ślubów (Ob. artykuł Dra S. Poznań- 
skiego w Wielkiej encyklopedyi ilustrowanej). 

9) Numeri 15, 26. 



364 K. LILIBNTALOWA 

znane, pisze Dr S. Poznański ^). W Talmudzie niema o niej wzmianki 
a pierwszy wspomina o tern gaon Natronai, w wieku 9-ym, zazna- 
czając, iż zw3'^czaj to bezpodstawny, przez przodków nie obserwo- 
wany i nie znany ani w obu akademiach 2) ani wogóle w Babilo- 
nii. R. Hai. gaon z Sury^). przewodniczący szkoły w Nehardei, 
powstawał nawet przeciw recytowaniu „Kol-nidre", także opornym 
był temu. i)omimo swej czci dla tradycj^i, autor „Tur orach chaiim", 
r. Jakób ben Aszer*), jednak modlitwa ta się utrzymała, a dzięki 
swej starej, przepięknej melodyi°), ogromną cieszy się popularno- 
ścią. Tłok i gorąco, jakie podczas „Kol nidre" panują w modlite- 
wni, lud objaśnia sobie tern. że i zmarli uczestniczą w tern nabo- 
żeństwie. 

Wiara, iż w pewnym dniu w roku dusze zmarłych przycho- 
dzą na ziemię, jest bardzo rozpowszechnioną. Lud polski mniema, 
że w noc Zaduszek zbierają się w kościele^), gdzie zmarł}' ksiądz 
odprawia nabożeństwo ^) i gdzie patrząc się o północy przez 
dziurkę, powstałą w desce wskutek wypadnięcia sęka, widzi się 
duszyczki 8). O starożytnej Litwie pisze Briickner^), że w dni za- 
duszne zastawiano po lasach uczty dla zmarłych^"), odprawiano 



1) W wymienionym artykule Wielkiej encykl. pow. ilustrowanej. 

2) T. j. ani w Sura ani w Pambadita w Babilonii. 
^) W 9-em stuleciu. 

*) Ob. Szaare theszaba 143; Chemda genuza łi; Tur erach chaiim 619. 

5) M. Deutsch. Yollst^ndige fSammlung der alten 8ynagogen-Intonationen, 
str. 95, Nr 377 (<>b. nnty Nr 2). Melodya ta zachowała się prawie wszędzie, po- 
mimo iż w niektórych gminach niemieckich i amerykańskich samą modlitwę wy- 
rugowano — z powodu napaści, jakie zdawna na siebie ściągnęła. Słynną jest 
obrona „Kol-nidre" r. Jechiela z Paryża, w wieka 13-yra (K. Jechiel. Wikkuach 
7) przeciw oskarżeniom renegata, Michała Donina. Zarzutem, jakim obarczono tę 
modlitwę, jest ten, że, uwalniając z góry od przysiąg, daje pole do nadużyć, pod- 
czas gdy w istocie „Kol nidre' rozwiązuje jedynie śluby, jakie człowiek sam na 
siebie nakłada, t. j. odnoszące się tylko do jego własnej osoby. 

') Tak samo myśli lud białoruski. (M. Federowski I, str. 61, Nr 184; str. 
221, Nr 1045; str. 228-9 N. 1090). 

7) Wisła, tom VIII, str. 148 i 149; Zbiór wiad. do antrop. kraj., tom X, 
str. 225, Nr 17; O. Kolberg. Poznańskie, część III, str. 44. 

*) Materyały antrop. archeol. i etnogr. Tom VII, str. 71, Nr 73 — w Ga- 
licy i zachodniej. 

9) Starożytna Litwa, str. 45. 103, 104, 124—5, 135. 

">} Starowieczny ten obyczaj, obchodzony wspólnie z Husią litewską i zwany 
po litewsku Chaataras, opisuje Narbutt. (Dzieje starożytne narodu litewskiego. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKI K 365 

wspominki z hojną zastawą, a zmarłych wzywano, aby jedli, pili 
i pamiętali o żywych ^). W kalendarzu wielu ludów, powiada Ty- 
lor^), obcych sobie pod względem rasy i cywilizacyi, znajdują się 
osobne, doroczne świętu umarłych. Czas oznaczony na te świętii jest 
rozmaity w różnych okolicach, zdaje się byó jednak w związku 
z jesienią i z końcem roku, przypadającym zwykle w połowie zimy 
lub na początku wiosny. Karenowie składają doroczne ofiary zmar- 
łym w grudniu, czjli „miesiącu cieniów", w Afryce zachodniej 
święto umarłych obchodzone bywa po zbiorze jamu, Bulgarowie 
spożywają w kwietnia niedzielę ucztę na cmentarzu, zostawiając 
resztki na grobach krewnych i przyjaciół, którzy przychodzą w nocy 
się posilić, w Bretanii tłum idzie w Dzień Zaduszny 3) na cmen- 
tarz i napełnia wodą święconą lub mlekiem wydrążenia kamieni 
grobowych, a Estowie *) drugiego listopada stawiają potrawy dla 
zmarłych. W południowej Karolinie u Irokezów i Huronów ^), także 
w Peruwii ^) obchodzą wielkie święta umarłych, w Meksyku^) 
przyjmowano uroczyście gości z zaświata w miesiącu dwunastym, 
ściśle odpowiadającym listopadowi, Japończycy raz do roku, w t. zw. 
święto latarni, udają się na groby i spraszają umarłych do domu, 
gdzie przygotowują dla nich zastawę, składającą się z ryby, ryżu, 
ciasta, owoców itd.^) W Atenach główne święto dusz przyp idało 
na koniec dyonizyjskich antesteryi na wiosnę 9), Rzymianie spra- 



Tora I, str. 379 — .^81); o „Dziadach" na Białej Rusi znajdujemy a Federowskiego 
(Tom I, str. 75, Nr 216; str. 267, Nr. 1355, str. 268, Nr 1358) ; także Szejn podaje 
opis tej uroczystości (II. B. nieSm,. MarepiajiBi fl^jia Hayienia 6uTa h asuKS, 
pyccKaro nace-^enia ciEepo-sana^Haro Kpaa. Petersburg 1890 r. Tom I, część II, 
str. 582-3 i 597). 

1) Były to najważniejsze święta, decydowały bowiem o pomyślności całego 
roku. (A. Briickner. Starożytna Litwa, str. 129). 

*) Cywilizacya pierwotna. Tom II, str. 30 — 33. 

*) Wieczorem. 

*) J. Grimm. Deutsche Mythologie, str. 761. 

5) Dr Theodor Waitz. Anthropologie der Naturvolker. Tom III, str. 201. 

^) Tamże, tom IV, str. 466. 

') Brasseur Mexique. Tom III, str. 23 i 24. 

8) Julius Lippert. Der Seelenkult in seinen Beziehungen zur althebraischen 
Religion. Berlin 1881 r. str. 23. 

8) E. Rhode. Seelenkult und Unsterblichkeitsglaube der Grieehen, str. 216 
— 219. O powszechnych uroczystościach na cześć zmarłych u starożytnych Gre- 
ków, ob. Schoemann. Griechische Alterthiimer, tom II, str. 459, 497 i 600. 



366 K. Lir.IENTALOWA 

4 

wiali swe „dies parentales" w lutym ^j. który bv} u nich ongi osta- 
tnim miesiącem w roku, poświęconym oczyszczeniu żyjących i prze- 
jednaniu zmarłych 2), Sabejczycy^j palili potrawy dla zmarłych 
w połowie miesiąca Teszrin. wreszcie Persowie*) również w końcu 
roku obchodzili uroczyste święta na cześć przodków, którzy wtedy 
jakoby schodzili na ziemię, dopominając się o ofiary i dobre przy- 
jęcie U Żydów wielki kult dla zmarłych był niejednokrotnie przez 
nas zaznaczany, wiemy także ^), że modły poświęcone ich pamięci 
cztery razy do roku miały miejsce, lecz w Jom-Kippur wszystko 
to prz\'brało rozmiary znacznie większe i — istne to Zaduszki. Prze- 
mawia za tem zarówno chodzenie na groby w dniu dziewiątym 
Tiszri, jak świece za dusze zmarłych i wiara, że zjawiają się wtedy 
wśród żywych, szczególniej jednak charakterystycznym jest ów 
poczęstunek ^) na cmentarzu, przywodzący nam na pamięć stypy 
pogrzebowe starożytnych Hebrajczyków '), pokarmy stawiane przez 
nich na grobach ^) i cały ten świat cieni tak żywo przedstawiony 
w piśmiennictwie biblijnem ^j, tak uzmysłowiony przez talmudystów^") 
i tuk jeszcze po ziemsku pojmowany przez współczesny lud ży- 
dowski i^). Żyd dzisiejszy aczkolwiek nie kładzie nieboszczyka na 



^) O. Seemann. Die gottesdienstlichen Gebrauche der Grłechen und Ro- 
mer, 8tr. 167. 

*) Dr L. Ideler. Chronologie, Tom II, str. 52. 

») Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier. Tom II, str. 31 i 32. 

♦; Zend Avesta. Yasna 1, dodatek D; Farwardin Yasht 13, 49-52. 

5) Ob. I część, str. 28 tej pracy. 

') Urządzany staraniem bractwa pogrzebowego. O tem na str. 358. 

') „I nie będą łamali po nim chleba ialoby..." (Jeremiasz 16, 7); też Ho- 
zeasz 9, 4; .Syna człowieczy!... stypy niczyjej oie pożywaj", (Ezechiel 24,16. 17); 
„Chleb twój i wino twoje staw na pogrzebie sprawiedliwego, a nie jeds go ani 
pij z grzesznikami" (Tobiasz 4, 18). 

8) „Nie pożywałem z niej (uwaga: mowa ta o dziesięcinie oddzielonej) w ża- 
łobie... anim oddawał z niej dla umarłego" (Deuterouomium 26, 14). Ob. też ben 
Sirach 30. 18. 

») Jezajasz 14. 9. 10; Ezechiel 32. 21—24. Praktykowane było wywoły- 
wanie umarłych i wywiadywanie się u nich o przyszłość (Deateronomiam 18, 10. 
11; Jezajasz 8, 19; 65, 3. 4). 

") Tr. Sabath 152 a i b; tr. Berakhoth 18 a i b; 19 a. 

»») Ob. str. 309, dopiski 6 i 7; o tem także B. W. Segel, Mate- 
ryały do etnografii Żydów wschodnio-galicyjskich. Powieści i baśnie, str. 4, 16, 
19, 22. 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 367 

łożu pelnem „rzeczy wonnych i piaści" ') i na cześć jego nie pali 
kadzideł -). a do grobu nie daje mu złotych ozdób ani innych dro- 
gocennych przedmiotów 3), przecież zaopatruje go w rzecz, według 
jego mniemania, bardzo ważną, bo w widełki, na których będzie 
mógł się oprzeć w wielkim dniu zmartwychwstania, a także odziewa 
go w talis*), jeśli jest żonaty. Szanując uczucia zmarłych^), nie 
chowają obok siebie wrogów, ani też mężczyzn obok niewiast^), 
dbają również o czystość rytualną zmarłych położnic i, w braku 
rzeki lub stawu w pobliżu, urządzają specyalne zbiorowisko wody 
w tym celu ^). Ogromną radość sprawia umarłemu mowa pogrze- 
bowa, t. z. hesped. bardzo się też cieszy z odwiedzin żyjąeych, 
gdyż zewsząd ze strony współtowarzyszy dochodzi go wtedy: „Nie- 
chaj miłym ci będzie gość twój" ^), najprzyjemniejszą zaś dla niego 
chwilą jest otrzymanie pomnika (maceba). którego inni zmarli win- 
szują mu zwykłym na ziemi, radosnym okrzykiem „mazeltow" ^). 
Podobnym pojęciom nie tylko nie przeczy, ale nawet jest ich kon- 
sekwencyą święto umarłych; i uczta na „dobrem miejscu" i^) w dniu 
9-ym Tiszri, będąca, jak lud twierdzi, wyrazem czci dla niebo- 



1) „I pogrzebli go (uwaga; \sę) w grobie jego... i położyli go na łoża jego 
pełnem rseczy wonnych i maści..." (II Kronika 16, 14). 

2) O tem jeszcze w Misznie, tr. Berakhoth 8, 6. Że wonne korzenie pa- 
lono na cześć zmarłych królów, znajdujemy u Jeremiasza (Si, 5): „W pokoju 
umrzesz (uwaga: zwrot do Cydkiasza, króla Judy), a jak palono dla ojców two- 
ich, królów poprzednich, którzy byli przed tobą, tak palić będą i dla ciebie''... 

8) Znaleziono je np. w grobie Dawida (Josephas, Ant. 15, 3, 4; 16, 7, 1). 
Zwyczaj dawania zmarłym do grobu: lamp, czar, mis, talerzy, dzbanów, amfor, 
panował u Żydów od czasów najdawniejszych do bardzo późnych, o czem świad- 
czą odkrycia poczynione. (Dr I. Benzinger. Hebraische Archaologie. II wyd. Tu- 
binga 1907 r. str. 128). Że rycerzom dawano broń do grobu, o tem u Ezechiela 
(32, 27): „...legli w grobie z bronią swą wojenną, a pod... głowy położono mie- 
cze ich"... 

*) Płaszcz modlitewny, którym tylko żonaty posługiwać się może. 

5) Wierząc w dalsze trwanie tych uczuć po śmierci. 

•) W dużych miastach nie przestrzegają tego. 

') Inaczej przyszłyby się „oczyścić" do mikwy, przeznaczonej dla żywych, 
co wywoływałoby strach paniczny, a co dawniej często się przytrafiało, jak twier- 
dzą z całą stanowczością stare żydówki. O tem obacz też art. Wierzenia, przesądy 
itd. ludu żyd. Wisła, tom XIX, str. 164, Nr 564. 

8) Pozdrowienie pospolicie używane przez żyjących. 

') Po hebrajsku: mazał tob, co znaczy pomyślna planeta czyli pomyślny 
los, a więc: „pomyślności". 

*") T. j. na cmentarzu (ob. str. 358 dop. 6). 



368 «• LILIENTALOWA 

szczvków i rzetelną dla nich uciechą, jest bezwątpienia szczątkiem 
dawnych, szumnych uroczystości zadusznych. Pozatem zwyczaj 
każe^) wspominać zmarłych w Jora-Kippur i dawać jałmużnę 2) za 
ich dusze 2) i tu nasuwają nam się słowa Tylora*), że „dary i bie- 
siady dla zmarłych przeszły ostatecznie w zwyczaje czysto trady- 
cyjne, które są co najwyżej oznaką pamięci po zmarłym lub uczyn- 
kiem dobroczynnym względem żywych" °). 

Po powrocie z „domu zboru" ^), pobożni znów roztwierają 
święte księgi i całą noc spędzają na modłach, ściśle się trzymając 
zakazu talmudycznego odnośnie uciech zmysłowych'), o świcie zaś idą 
na nabożeństwo, które, z małemi przerwami, ciągnie się aż do wie- 
czora ^j. Niewiasty, tak samo jak w Rusz-Haszana. ubrane są jasno 
i białe kokardki noszą we włosach, tak samo biała zasłona ^) wisi 
u arki i biały „płaszczyk" ^^j okrywa zwój Tory, a mężczyźni ^i) 
modlą się w białych, śmiertelnych koszulach, co tylko raz do roku 
w Jom-Kippur ma miejsce^-). O znaczeniu białej barwy u staro- 
żytnych Hebrajczyków pisaliśmy przy święcie Rosz-Haszana^'), 
szaty zaś białe, owe szaty święte ^*). szaty aniołów i=), stano- 



1) Jak orzeka Midrasz, Tancbuma Haasinn 1. 

«) W przeddzień (ob. str. 358). 

') Aby wybawić ich z piekła, wg. powyżej cytowanego Midraszo. 

*) Cywilizacya pierwotna. Tom II, str. 35. 

^) Np. pod Kielcami i w innych okolicach (mowa tu o Indzie polskim) 
pieką w Dzień zaduszny bułeczki żytnie, które rozdają żebrakom, aby się mo- 
dlili za dusze zmarłych. O tych bułeczkach mówią, że je pieką dla „Dziadów", 
a w tem wyrażeniu widzi .T. Karłowicz lO człowieku pierwotnym. Lwów 1903 r. 
str. 87) zapomniany zwyczaj przynoszenia zmarłym jadła na groby. 

8) Beth ha'kneseth — synagoga. W średnich wiekach przez całą noc po- 
zostawali w modlitewni (I. Abrahams. Jewish life in łhe middle ages, str. 17), co 
i teraz czynią niektórzy. 
'1 Ob. str. 340. 

8) U Samarytan trwa służba boża w Jom-Kippor 24 godziny (A. Cowley. 
The samaritan litnrgy. The jewish ąuarterly review. Tom VII, str. 128). 

*) Zwykle wisi kolorowa. 

10) Mappa szel sepher thora — właściwie futerał okrywający zwój Pisma św. 

") Tylko żonaci. 

") W Hoszana-rabba tylko kantor modli się w białym kitlu (ob. część I, 
str. 93 tej pracy). 

") Str. 327. 

**) Leviticu8 16, i. 

»') Kzechiel 9, 2; Daniel 10, 5; 12, 6. 7; Marek 16, 5; Jan 20. 12; Mi- 
drasz, Szemoth rabba 38, 29. 



ŚWII^TA ŻYDOWSKIK 369 

wiące^) nieodzowny strój arcykapłana w Dzień Odpustu 2) a dziś 
okrywające w dniu tym wszystkich synów Izraela — to dawny 
acz przeobrażony „kethonet" ^), który, koleją wszelkich przeżytków, 
ostał się wkulcie. — Zarówno mężczyźni jak kobiety pozostają cały 
dzień*) bez obuwia^), a zwyczaj ten, będący obecnie znamieniem 
pokuty, jest także odgłosem rzeczy bardzo dalekich. Boso chodzili 
brańcy ^), tylko boso wolno było się ukazać w obecności Inkasa 
w Peru^), w Meksyku wasale Montezumy obowiązani byli zdjąć 
trzewiki, gdy mieli stanąć przed nim ^), w Persyi ktokolwiek ma 
się znaleźć wobec króla, musi obnażyć stopy i podobnie rzecz się 
ma w Birmanii 9), a ten akt pokory względem władców stał się, 
drogą naturalną, obowiązującym względem bóstwa. Bez obuwia 
przestępowano progi świątyni Zeusa i Ateny na Delos ^"), a do 
Mojżesza rzekł Bóg^^): „Nie przystępuj tutaj; zżuj obuwie twe 
z nóg twoich, gdyż miejsce, na którem stoisz, ziemią jest świętą". 



*■) Za czasów istnienia świątyni. 

2) „W spodnią szatę lnianą, świętą przyoblecze się, spodnie też lniane będą 
na ciele jego i pasem lnianym opasze się, i zawojem lnianym obwinie się..." 
(Leviticus 16, 4). Wprawdzie Miszna (tr. Joma 7, 3. 4) wspomina o kilkakrotnej 
zmianie szat arcykapłana w Jom-Kippur, a między temi były i zbytkowne, lecz 
do służby w Przenajświętszem służyły tylko szaty lniane (Tamże 3, 6 — 8). Ró- 
wnież kapłani egipscy nosili odzież lnianą (Herodot. Historya II 37) i a staro- 
żytnych Greków biały kolor był najprzyjemniejszy bogom. (G. F. Schoemann. 
Griechische Altherthiimer. Tom II, str. 445). 

^) nsns — pierwotna szata starożytnych Hebrajczyków; mowa o niej w Ge- 
nesis 3, 21 (tu była jeszcze ze skóry); 37, 3. Dr Jos. L. SaalschUtz (Archaologio 
der Hebraer. Królewiec 1855 r. Część I, str. 6) utrzymuje, że według wszelkiego 
prawdopodobieństwa od „kethoneth" pochodzą: kitel i łać. tunica. 

*) Kównież podczas „Kol-nidre". 

5) Zgodnie z przepisem talmndycznym (Ob. str. 340; też tr. Joma 78 a i b). 

6) „Tak wprowadzi król Aszuru brańców Micraimu... boso... na hańbę Mic- 
raimn" (Jezajasz 20, 4). 

') Herbert Spencer. Instytucye obrzędowe, z II-go wydania oryginału prze- 
łożył J. K. Potocki. Warszawa, 1890 r. str. 121. 

8) Tamże. 

9) Tamże. 

10) Schoemann. Griechische Alterthlimer. Tom II, str. 231, dopisek 1. 

") Exodu8 3, 5. Także wódz zastępów Wiekuistego rzekł do Jozuego: „Zżuj 
sandały twe z nogi twojej, albowiem miejsce, na którem stoisz, święte jest!... 
(Jozue 5, 15). 
Rozprawy Wydz. filolog, T. LU. 24 



370 1^- LILIENTALOWA 

Nie wolno nosid obuwia tam, gdzie ukazuje się Szechinai), pou- 
cza nas Midrasz2), i dlatego kapłani pełnili służbę bożą boso, co 
po dziś dzień praktykują potomkowie kapłanów, gdy błogosławią 
lud 3) i co zwykli czynić wszyscy w Jom-Kippur*). Podobną ge- 
nezę ma inny jeszcze wyraz bezwzględnej uległości w Dniu Od- 
pustu, mianowicie: padanie obliczem na ziemię s). ^J przyszedł Je- 
huda i bracia jego do domu Józefa... i padli przed nim na zie- 
mię" ^). „...I obejrzał się Saul... a Dawid, schj^liwszy się twarzą ku 
ziemi, pokłonił się" 'j. „A gdy przyszedł Miphibosath, syn Jocatby, 
syna Saulowego do Dawida, padł na oblicze swe i pokłonił się"^), 
zupełnie tak samo jak w Tonga, gdzie ludzie pospolici okazują wo- 
dzowi swemu największy szacunek, padając przed nim; jak w Ame- 
ryce starożytnej, gdzie, stając przed kacykiem, twarzą dotykano 
ziemi 9), a „ta postawa człowieka podbitego, jakiej również używa 
niewolnik wobec swego władcy, staje się też postawą czciciela wo- 
bec bóstwa", powiada Spencer i"). „I padł Abram na oblicze swoje"... 
gdy mówił z nim Bóg^^), i „...padł Mojżesz i Aaron na oblicze 
swoje..." aby poskarżyć się Bogu na ciężki los swój ^^), „...padł 
obliczem na ziemię przed arką Wiekuistego..." Jozue i^); ^^...nachy- 



1) T. j. Duch boży. 

*) Szemoth rabba, roz. 2. 

*) Ma to miejsce w każde święto (prócz sabatu), a więc także w Kosz- 
Haszana i Jom-Kippnr. Lud wierzy, iż wówczas spoczywa na kapłanach .Szechina 
i że zaniewidziałby ten, ktoby spojrzał na nich w chwili, gdy udzielają błogo- 
sławieństwa. 

*) „Patrz, jak tu stoją przed Tobą, bez obuwia, odziani w śnieżno-białe 
szaty", brzmi ustęp z modłów porannych na Dzień Odpustu. 

5) Właściwie przyklękają i pochylają się kn ziemi, opierając się na dwóch 
dużych palcach rąk. (Tylko mężczyźni). 

*) Genesis 44, 14. 

') 1 Samuelowe 24, 9; ob. też 25, 23. 

8) II Samuelowe 9, 6. 

9) Spencer. Instytucye obrzędowe, str. 108 i 109. — Gilacy, chcąc się przy- 
podobać, t. j. łaskawie dla siebie usposobić urzędników chińskich, przyklękają 
przed nimi, pochyliwszy głowę {Jl. IUpenK-B. Oó-b uHop,^^^ax'b AjaypcKaro Kpan. 
Petersburg 1883—1903 r. Tom Iii, str. 40). 

10) Instytucye obrzędowe, str. 110. 

»») Genesis 17, 3. 

12) Numeri 14, 5. «I uszedł Mojżesz i Aaron przed zgromadzeniem do wnij- 
ścia przybytku zboru i padli na oblicza swoje..." (Numeri 20, 6); też Numeri 17, 
10 i inne. 

i») Jozue 7, 6. 



ŚWJĘTA ŻYDOWSKIB 371 

liii się i kłaniali się Bogu twarzami na ziemię", gdy błogosławił 
Ezra Panu ^); czynili pokłon i padali obliczem na ziemię kapłani 
i naród podczas wymawiania przez arcykapłana 2) imienia bożego^), 
a dzisiejszy rytuał zastosowuje tę czołobitność raz jeden w Rosz- 
Haszana i pięć razy w Jom-Kippur. Mężczyźni ^) poddają się je- 
szcze chłoście °) w wigilię Dnia Odpustu "), w przysionku bóźni- 
cznym, gdzie, na żądanie, szames ^) wymierza razy. Razów owych ^) 
zwanych „malkuth" ^j, a jak lud mówi „malktiss", musi być trzy- 
dzieści dziewięć, taką bowiem karę cielesną naznacza Talmud 1*^). 
Wprawdzie w Zakonie 1^) jest powiedziano: „To jeżeliby zasłużył 
na skarcenie winny... czterdzieści razów dać mu można, nie wię- 
cej... "^^), lecz rabini, w obawie, aby przez pomyłkę liczby tej nie- 
przekroczono. ustanowili jako normę o jedno uderzenie mniej, a wła- 
ściwie: trzynaście razów — dyscypliną z trzech rzemieni złożoną. 
„Od Żydów wziąłem po pięć kroć, po czterdzieści plag bez jednej", 
pisze Paweł apostoł, w liście do Koryntyan ^^), o biczowaniu w boż- 
nicach czytamy znów u Mateusza^*), a kary tej, stosowanej wzglę- 
dem winnych, użyto jako środka w celu przebłagania Jehowy. Oby- 
czaj smagania siebie lub drugich napotyka się w kulcie różnych 
ludów. U Sabejczyków ^^j razy wymierzał kapłan ^^) w dniu 30-ym 



^) Nehemiasz 8, 6. 

2) W Jom-Kippar. 

3) Miszna, tr. Joma 6, 2. Imię własne Boga: Jehowa (o tern ob. str. 339 
dop. 3). Starożytni Ezymianie zbliżali się do ołtarza w pochylonej postawie 
a przed obrazami bogów rzucali się na posadzkę. (G. Klemm. AUegemeine Kaltar- 
geschichte. Tom VIII, str. 480). 

*) Pobożniejsi. 

5) Gwałtownie zanika ten zwyczaj. 
*) Po modlitwie przedwieczornej. 

') Właściwie: szamasz — posługacz bożniezy. Otrzymuje on za to wynagro- 
dzenie. 

8) Wymierzonych po plecach rzemieniem ze skóry wołowej. 

9) T. j. chłosta. 

»o) Miszna, tr. Makoth 3, 10. 11; Tosefta, tenże tr. 5, IŁ 

^*) Deuteronomium 25, 2. 3. 

**) Midrasz. Baraidbar rabba 5, 5 podaje mistyczne wyjaśnienie tego prze- 
pisu, rozważając znaczenie liczby czterdzieści. 

") II 11, 24. 

**) 10, 17; 23, 34, O chłoście biczami bykowymi — w II ks. Machabea- 
szów 7, 1. 

15) Dr D. Chwolsohn. Die Ssabier. Tom II, str. 34 i 244. 

18) Gałęzią tamaryszku (Tamże). 

2Ł* 



372 R. LILIBNTALOWA 

miesiąca Kanun; w starożytnej Grecyi, kupcy, wylądowawszy na 
wyspie Delos i błagając tam bóstwa o błogosławieństwo dla swych 
przedsięwzięć, poddawali się biczowaniu i); w Sparcie, w święto 
na cześć Artemidy, miała miejsce krwawa chłosta chłopców 2); Pe- 
ruwiańczycy, odbywając pokutę, smagali się pokrzywą 3), a Żydzi 
wciągnęli chłostę do praktyk Jom-Kippuru ^), z którym to dniem 
udręki sposób ów najbardziej licuje. Grłówną jednak ofiarą, pono- 
szoną w Dniu Odpustu, jest post. Poszczą wszyscy, nawet brze- 
mienne i karmiące ^), a gdy kto słabnie z głodu, udają się do ra- 
bina po radę. Zazwyczaj kategorycznej odpowiedzi nie otrzyma- 
wszy, głodny sam do siebie mówi: „Dziś jeść nie wolno, dziś Jom- 
Kippur", albo też kto inny wyręcza go w tej przemowie do ja- 
kiejś istoty, niewidzialnej a domagającej się pożywienia, i sze- 
pce mu słowa owe do ucha. W razie, jeśli próby te są daremne, 
dozwolonym jest posiłek i dają jeść dopóty, aż „przyjdzie do sie- 
bie" ^). Również chory otrzymuje pożywienie, gdy go się domaga 
i to w takiej ilości, aż powie „dosyć" ^), a położnicy stawiają je- 
dzenie przy łóżku, nie zabierając głosu w tej sprawie. Aby łatwiej 
przenieść post, mężczyźni zażywają tabakę, lecz wszyscy „mdleją 
prawie z udręczenia ciała", jak to wyraża jeden ustęp z modłów 
porannych ^). 

Modlitwy jom-kippurowe w formie obecnej pochodzą prze- 
ważnie z wieków średnich^), ale są i wcześniejsze, które przypi- 
sują mężom t. z. „Wielkiej synagogi" epoki przed i po Machabej- 
skiej. Pełne legend, owiane mistyką, obracają się koło jednej osi, 
jaką jest rozgrzeszenie, oczyszczenie z win — przebaczenie. „I da- 
łeś nam Wiekuisty... w miłości ten Dzień Odpustu na pobłażanie, 
przebaczenie i odpuszczenie, aby nam w nim darować wszystkie 



*) Schoeraann. Griechische Alterthlimer, Tom II, str. 265. 

2) Tamże. Tom II, str. 502, ob. też str. 521. 

8) Wałtz. Anthropologio der Naturvolker. Tom IV, etr. 463. 

^) Praktyki, wykonywane w wigilię święta, do danego święta się odnoszą. 

5) Tosefta, tr. Taanith H, 2. Wyjątek stanowią dzieci, chociaż już dzie- 
więcio-dziesięcioletni chłopcy poszczą conajmniej przez kilka godzin. 

«) Talmud (tr. Joma 82 b i 84 b) zaleca to w stosunka do brzemiennej. 

') Talmud, tr. Joma 83 a. 

8) Na Jom-Kippur. 

8) Poeci synagogalni znajdowali tu pole dla owocnej działalności i najle- 
psze siły obrabiały je z miłością i zapałem, pisze J. Elbogen (Studien zur Ge- 
schichte des judischen Gottesdienstes. Berlin 1907 r. str. 50). 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 373 

winy nasze" ^) „dzień, który ma miłość i przyjaźń ustalić, zazdrość 
zaś i urazę wyrugować" ^). Najważniejszą częścią liturgii dnia tego 
jest spowiedź, którą kilkakrotnie wciągu doby odmawiają. Od zbu- 
rzenia świątyni musi każdy pojedynczo powinności tej dopełniać s), 
a już w I-ym wieku po utracie samodzielności państwowej toczyły 
się dysputy na temat, czy spowiedź owa ma określać przewinienia 
ogólnie czy też wyliczać je szczegółowo. Obecna spowiedź jom- 
kippurowa składa się z różnych części: jedne ułożone są przez tal- 
mudystę Rawa, inne są wcześniejsze, jeszcze inne, jak „Aszamnu"^) 
i „Al chet" 5), pochodzą od Gaonów. Zarówno „Aszamnu", którem 
to wyznaniem przygotowuje się także umierający na drogę do wie- 
czności, jak i o podwójnym szeregu alfabetycznym „Al chet", do- 
wodnie wykazują, że grzechy, wymieniane w Dniu Odpustu, doty- 
czą win, popełnionych względem bliźnich, rodziny i społeczeństwa. 
„Wielce przewiniliśmy, krzywdziliśmy przemocą, potwarzaliśmy, 
pobudzaliśmy do złego, potępialiśmy bezzasadnie niewinnego, byliśmy 
hardzi, dopuszczaliśmy się gwałtu, zmyślaliśmy kłamstwa, dawali- 
śmy złe rady, zawodziliśmy, obracaliśmy w pośmiewisko rzeczy 
godne poszanowania i t. d."^). ^^Al chet" wyszczególnia, między 
innemi, następujące grzechy: zatwardziałość serca, pokrzywdzenie 
bliźniego, lekceważenie rodziców i nauczycieli, zły popęd serca, 
kłamstwo i zwodzenie, przedajność, szyderstwo, oszczerstwo, lichwę 
i procenty, wzrok lubieżny, dumne spojrzenie, bezczelność, sąd fał- 
szywy, zastawianie sideł na bliźniego, zawiść, krnąbność, pochop- 
ność do złego, potwarz, krzywoprzysięstwo, nieuzasadnioną niena- 
wiść, przeniewierstwo. Podczas spowiedzi — a spowiadają się po 
cichu, aby słowa samooskarżenia nie doszły złych aniołów, którzy by 
nie omieszkali wyzyskać tego na ich niekorzyść — płaczą bar- 
dzo-) i wogóle dużo łez wylewają w Jom-Kippur, kto zaś nie może 
płakać, ten winien zmuszać się do tego, inaczej bowiem niepo- 
myślną miałby zapowiedź na rok bieżący, powiada lud. „Spójrz na 
łzy moich oczu..." „...bramy siedziby chórów niebian otwórz ry- 



1) z modlitwy wieczornej w dniu 9-ym Tiszri. 

2) Z modlitwy dodatkowej w Jom-Kippur. 
^) Jak było pierwej, ob. str. 347—349. 

*) „Zawiniliśmy" — ułożona przez gaona, r. Saadja. 

®) „Z powodu gTzechów" — ułożona przez niewiadomego gaona. 

8) „Aszamnu" — w przekł. iStraucha. 

') Szczególniej niewiasty. 



374 R- LILIENTALOWA 

chło modlącym się z zaczerwienionemi od płaczu oczyma" ^), mo- 
dli się ogół, a — głośno 2) „aby niebo poruszyć". Wieńczy modły 
„Neila" 3): „Ojcze nasz, królu nasz. zatwierdź nas w księdze 
szczęśliwego życia, zatwierdź nas w księdze wyzwolenia i zba- 
wienia, zatwierdź nas w księdze wyżywienia się i utrzymania, 
zatwierdź nas w księdze zasług pobożnych, zatwierdź nas 
w księdze przebaczenia i odpuszczenia. Widzimy, iż jak w Rosz- 
Haszana, przy „Abinu malkenu" *), powtarzało się wciąż „zapisz 
nas" 5), tak znów w Jom-Kippur — „zatwierdź nas", a właściwie 
(dosłownie): „przypieczętuj nas" (chathmenu). Wtedy to daje się 
słyszeć głos rogu, mający w pojęciu ludu to samo znaczenie co 
w Rosz-Haszana ^) i znów baczą, aby dźwięk był czysty i dono- 
śny. Gdyż aczkolwiek Talmud '), na podstawie gematryi ^) słowa 
„ha'satan", twierdzi, że w Jom-Kippur szatan pozbawiony jest mocy 
oskarżania ludzi ^), przecież „odpędzają" go szofarem i modlą się: 
„Odepchnij z pogardą oskarżyciela, odrzuć jego potwarz... zgrom 
go twym potężnym głosem... przywiedź oskarżyciela do milczenia, 
przyjm obrońcę na jego miejsce 1°)". Cały ten zwrot nadaje się je- 
dynie do Dnia sądu, lecz zaznaczyliśmy już^^) wzajemną zależność 
i stąd wynikłe pogmatwanie obu tych świąt; co zaś do rogu bara- 
niego, to z pewnością służy on wtedy na pamiątkę restytucyi ogól- 
nej, jaką po każdych czterdziestu dziewięciu latach, w Dniu Od- 
pustu, instrumentem owym ogłaszano. „I każesz uderzyć w surmę 
miesiąca siódmego, dziesiątego dnia miesiąca; w dzień przebacze- 
nia każecie uderzyć w surmę po całej ziemi waszej". „I poświę- 



1) Z modlitwy wieczornej na wigilię Jom-Kippnru i z „Neili". 
*) Gorliwsi tak krzyczą, że aż chrypną, co jest wtedy swojego rodzaju za- 
szczytem. 

*) „Zamykanie wrót". 

*) „Ojcze nasz, królu nasz". 

8) Ob. Btr. 312 i 313. 

«) Tamże, str. 314. 

7) Tr. Joma 20 a. 

8) Objaśnienie na str, 316, dopisek 5. 

*) Jako że ha'satan (]t3rr) tworzy liczbę B6i, więc tylko przez tyle dni 

T T - 

W roku oskarża, ponieważ zaś rok ma 365 dni, ledy w Jom-Kippur mocy tej nie 
posiada. To samo podają: Pesikta 176 a (wyd. Bubera); Midrasz, Wajikra rabba 
21, 16; Midrasz, Bamidbar rabba 18, 16. 

1**) Z modlitwy wieczornej na wigilię Unia Odpustu. 

") Na str. 357, 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 375 

cicie rok pięćdziesiąty, a ogłosicie wolność na ziemi wszystkim 
mieszkańcom jej,.."^) — a marzący o wolności lud wspomina tę 
wielką chwilę ze swej przeszłości w dniu, wyrokującym o jego lo- 
sach '^). Właśnie przez to zapadanie wyroków, które wreszcie Bóg 
wręcza aniołowi Metatronowi % ten zaś dalej — odpowiednim wy- 
konawcom, przez owo „zamykanie wrót", Neila takim lękiem ogar- 
nia wszystkich. „Otwórz nam bramę łaski w czasie zamknięcia 
bramy nieba, gdyż dzień ma się ku końcowi!" wołają prawie z roz- 
paczą. Szczególniej dziatwa *) boi się tej pory zmierzchu, gdyż wie 
od starszych, że duchy zmarłych wałęsają się wtedy po świecie i że 
nieszczęście spotkałoby tego, ktoby podczas Neili odważył się wyjść 
na ulicę. Dlatego zamyka drzwi mieszkań, a drżąc ze strachu, 
z upragnieniem wyczekuje pojawienia się na niebie gwiazdy, która 
kres kładzie tym obawom, obwieszcza bowiem koniec Dnia Od- 
pustu 5). 

Po wyjściu z bożnicy, mężczyźni zatrzymują się jeszcze, aby 
poświęcić księżyc, co ma być wtedy ponownym dowodem miłości 
dla Stwórcy % poczem, składając życzenia po drodze, udają się 
do domu. 

Dopełniwszy obrzędu „Habdali" ''), przyjmują ^) posiłek — kawę 
lub herbatę z piernikiem, po krótkiej zaś przerwie następuje wie- 
czerza, złożona z ryby, rosołu i kapparoth. Tego jeszcze wieczora 9) 
wbijają kołek pod mającą stanąć „sukkę" i"), a nazajutrz od samego 
rana spieszą do modlitewni. Jedno i drugie robią z obawy, aby 
szatan nie oczernił ich przed Bogiem, że przedtem chodzili do 

„slichoth" ^^), po otrzymaniu zaś przebaczenia lekceważą sobie obo- 



1) Leviticu8 25, 9. 10. 

2) O powiązaniu rokn jubileuszowego z Dniem Odpustu ob. str. 357. 

3) W Talmudzie, tr. Chagiga 15 a jest, że Metatron zapisuje zasługi Izraela. 
*) Która pozostaje w domu. 

5) Sama przeżyłam to w dzieciństwie. 

*) Gdyż obrządek ten nie jest wówczas obowiązującym. 

') rr^nan — rozdział, rozróżnienie (pomiędzy świętem a dniem powszednim). 

T T : T 

Odbywa się w sobotę i w każde święto, a na czem polega, ob. Modły starożytne 
Izraelitów, w przekładzie Daniela Neufelda. Warszawa 1866 r. str. 51. 

^) Wszyscy. 

*j Wtedy zazwyczaj odbywają się ciche i skromne zaślubiny wdów i wdowców. 

1") Ob. część I, atr. 8Ł tej pracy. 

") Ob. str. 310. 



376 K- LILIENTALOWA 

wiązki względem Niego. Lud utrzymuje, że o ile źle jest umrzeć 
w wigilię Jom-Kippuru, o tyle dobrze — przy końcu dnia tego i), 
a piosnka 2) tak ów dzień charakteryzuje: 

Jom-Kippur ma dla Żydów wielkie znaczenie, 
Każdy musi zarżnąć kappare. 
W Jom-Kippur zsyła Bóg przebaczenie 
Osobliwie tema, kto kupi „wstęp "3; do Neili. 
Przez dzień cały stoi się w pończochach, 
Wieczorem wbija się kołek pod sukkę. 

Ach jak błogo, ach jak dobrze 



Jest jednak Żydem być ' 



\ bis 



») O tern jest w Talmudzie (tr. Kethuboth 103 b). 

*) FiiHsóyprt H MapcK-B. EBpeacKia Hapo;i;HKiH irfecHH, str. 38, Nr 39 — 
gub. Kowieńska i Witebska. 

') T. j. prawo otworzenia wtedy arki przymierza. 



Omyłki w druku. 

Na str. 277, w dop. 6 powinno być Burnouf. 

Na str. 285, w dop. 2 powinna być podana str. 283 (zamiast str. 14). 
Na str. 291, w dop. 6 powinno być: Mesichta Sopherim. 
Na str. 295, w dop. 8 powinno być: niszha. 

Na str. 296, w dop. 11 powinno być: parsyzmu (zamiast parsizmu). 
Na str, 298, w wierszu Ł od dołu powinno być: upodobanie. 
Na str. 299 w wierszu 13 od góry powinno być : niewiasta siedm razy 
okraza stół wokoło. 

Na str. 300, w dop. 5, wierszu 16 od dołu powinien być znak ; (zamiast :), 
Na str. 308, w dop. 2 powinna być podana str. 297 izamiast str. 28). 
Na str. 314, w dop. 5 powinno być: ]'jr po aramejsku sitsc od ]Br. 

TT T : • T 

Na str. 324, w dop. 8 powinna być podana str. 322 (zamiast str. 53). 

Na str. 329, w dop. 11 powinna być podana str. 309 (zamiast str. 40). 

Na str. 3.S3, w dop. 7 powinna być podana str. 270 (zamiast str. 1). 

Na str. 340, w wiersza 3 od góry powinno być: pomyślnie (zamiast: z do- 
bra myślą). 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 



377 



Lento 



i 



fe 



EB 



Sp 



* 



-U 



->H- 



3^^ 



tesg ą 



N— tv 



^3^: 




^l^^rf 



J I ■_ ^ i ^ * M ^ 



STi W 






•^ — — • 



-»-B-»- 



W-ar- » ^ 0- 



^^=f 



P»M łMOSSO 



fe^aga 4^ifaijj^*a^; ^^ ^ 



i 



ii 



# 



/T\ 



fej ^^^ai=g Eg^gE^ 



;ł=£ 



-• •- 



a=t 



W- 



3 S 



* 



S^Pitf* 




^1^ 




» 



li* 



> 

I I I 



^fe^ 



fe—f-^y^^ 



3 



ritard. 



±i 



I I l"^l- 



* 



W ^ ' «> d 



m-^«—4 



m^tt 



-^-^ — *-^~2? 



* 



Andante 
rfzi 



pSE^^^a^ 



e^e 



/C\ 



fc:-=:^5 



M^1^ 



izz^Jz* 



- J J Łl 



^-ifflESi 



i ^J-h l [j/^ jj* f c ^^ 



378 



R. LILIKNTALOWA 



0^^^^^^^^^^^] 



^ . ueniu s, I I i [ I ' 



i^^g^ 




^^ Eecit. 



-#-•- 



:«-#^ 



fet 



S 



^^SeJ3 



ivi T! ^JJl 



•-# 



^^^T^^- 



• I J W •-^-^ 



^ 



f-^^ 



^ 1 -^Jl'ri 




3^^^^?^^^^^^^ 



* 



/T\ 



M^-^nJ-J'^=J^-^ 



± ś_J_» _ 



:ts=t^ 



=^ 



IS^ 



i 



-<g ^ d ś 
Grave 



* ś Z • ' e J 



-Oi 



# — •• ś — •-» 



+— I 1 H 



^ 



-• — I- 



^ 



^■^■^^ 



— J. J J • 



1. h> ^r 



-j-^ 



^ 



1 



ŚWIĘTA ŻYDOWSKIE 



379 



2. 



Adagio ma non troppo 



te 



^^ 



¥*=3 



^ 



W^^W^^^^ł^i^^r^^ 



^ 




tt 



? 



jpi- 



•"» 



ig ^3^3£^^ ^^1 



1^ 



♦-^ 



^ 



•H^ 



Si 



gj-^^ 



S 



» • • 



^g^^EEl 



♦-#- 



^=:W 



^ ^ff^-^-*^ 



i. ift 



4^. j h 



^ 



|i=^^^^ 



/TN 



r««r- 



I h r 



^ 



^ 




^ŁsMHj 



•-^-# 



?*^ 




;p^jS ^^ 



/TS 



(V-K 



d * J *- 



^3^^ 




^ 



^ 



♦^-#- 



- g? ■' # 



N*? N ^ 



-4^-M = ^ 



jiJ=J=_ ^Li^^ J=j 



g= 




^-*-# 



380 



R. LILIENTALOWA 



1^^ 



/TN 



^$ 



^^^ 



i^'i:ii:^j 



# 



if: 



* ^-"-25* 



ś ś • ' • 



-ś-zt^ 



* 






i 



i 



T>^-t>^ 



H 1- 



/-TN 



r ^^^j^ ^^j-^ 



=iJ= 



S^^ 



^^" 



^? 



^f-t 1 — i< — [ I I H3^^ — ~T r*T^ P*" ii 3 



h^R:- 



^—-—^^— , -9 .^.0.9 



$- 



-0^ -•- 



^ it d i m 



-^--j^3— — --K 



-W—r 



J-ZJ^J^ 



ROZPRAWY 

AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 



WYDZIAŁ 



FILOLOGICZNY 



-#-- 



Serya III. Tom VIII. 



Ogólnego zbioru tom pięćdziesiąty trzeci. 




■«....l.,ss»^ 



W KRAKOWIE 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 

SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI G. GEBETHNERA I SP. 

1916. 



Kraków — Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego pod zarządem J. Filipowskiego. 



TREŚO. 



Str. 

1. ZDZISŁAW JACHIMECKI: Tabulatura organowa z biblioteki kla- 
sztoru Św. Ducha w Krakowie z r. 1548 1 — 58 

2. ALEKSANDER BRUCKNER: Z dziejów języka polskiego . . . 59—138 

3. MARYAN SZYJKOWSKI: Gessneryzm w poezyi polskiej .... 139—260 
Ł JÓZEF ROSTAFIŃSKI: O nazwach oraz ożytkach ćwikły, bara- 
ków i barszczu 261 — 304 

5. S. WINDAKIEWICZ: Krasiński i Dante 305—317 

6. THADDAEUS SINKO: De Cypriano Martyre a Gregorio Nazian- 

zeno laudato 318—348 



^ 



\ 



Tabulatura organowa z biblioteki kla- 
sztoru Św. Ducha w Krakowie z r. 1548 



opisał 
Zdzisław Jachimecki 



Katalog tematyczny. 

W bogatym zbiorze rękopiśmiennych zabytków dawnej mu- 
zyki polskiej Prof. Aleksandra Polińskiego w Warszawie miejsce 
naczelne należy się Tabulaturze organowej z XVI w. Jest to zna- 
komicie zachowany rękopis, formatu 29X20, liczący kart 181, 
oprawny w drzewo obciągnięte skórą. Na wewnętrznej stronie 
okładki czytamy napis : Bibl. Crac. Ordinis St. Spinłus. Jedyną 
w rękopisie datę znajdujemy na str, 318 : A. D. 1548. Epoka więc 
powstawania cennego zabytku i miejsce jego powstania, względnie 
cel i przeznaczenie, nie ulegają wątpliwości. Twórca zbioru utworów 
organowych zawartych w Tabulaturze nie umieścił w niej ani swo- 
jego nazwiska, ani monogramu, ani żadnego innego znaku, któryby 
pozwolił nam poznać jego osobę. Nie możemy dokładnie stwier- 
dzić, czy był Polakiem czy Niemcem ; przy utworze 83 z kolei 
(p. 284) napisał, w miejscu używanem na tytuł, słowo „nyewyem" ^ 
ale przy 68 (p. 240) dopisał w tytule Finitur Josquin „nicht gan- 
czer'^. Podobnie i treść tabulatury nie może pomóc do wyjaśnie- 
nia tego pytania, składa się ona bowiem z utworów pochodzenia 
niderlandzkiego, włoskiego, niemieckiego, francuskiego i kilku utwo- 
rów, których polskie pochodzenie nie podlega wątpliwości. 

Obok tabulatury Jana z Lublina z r. 1540, będącej najbo- 
gatszym ze znanych nam zbiorów muzyki organowej do połowy 
XVI wieku, jest tabulatura z r. 1548 drugim wysoce cennym pom- 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LIII. 1 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



nikiem praktyki organowej w Polsce, specjalnie zaś w Krakowie, 
drugiem zaszczytnem świadectwem naszej kultury muzycznej w Zło- 
tym wieku. 

W przeciwieństwie do tabulatury Jana z Lublina (własność 
Akademii Umiejętności w Krakowie), zaczynającej się traktatem 
teoretycznym o grze na organach, tabulatura z r. 1548 była w ca- 
łości poświęcona praktyce organowej. Korzystać więc mógł z niej 
tylko zaprawiony do sztuki swojej organista. 

Pierwszem zadaniem w pracy nad tabulaturą naszą była 
stworzenie katalogu tematycznego zawartych w niej utworów. Za- 
chowuję w nim porządek tabulatury, w której układzie brak ja- 
kiejkolwiek myśli przewodniej. 

Do stwierdzenia autentyczności kompozycyi zawartych w ta- 
bulaturze, przy których obok samych tytułów rzadko tylko zapi- 
sane zostało nazwisko autora, posłużyły mi wydawnictwa zbiorowe 
i poszczególnych mistrzów, od pierwszych druków Petrucci'ego aż 
do połowy XVI stulecia, niemniej znaczna ilość rękopisów współ- 
czesnych. Naj usilniej starałem się nie pominąć nic, co mogło po- 
móc do wyświetlenia zagadek tabulatury. Niemniej skrupulatnie 
od wydawnictw szesnastego stulecia uwzględnione zostały w pracy 
wydawnictwa nowoczesne. Jakkolwiek więc niejeden jeszcze utwór, 
pomieszczony w tabulaturze, przedstawia i dalej problem do rozwią- 
zania, ze spokojem oddaję nauce pierwszą część tej pracy, w prze- 
konaniu, że plon w niej zawarty nie jest bez wartości dla historyi 
muzyki w Polsce, i że tem łatwiej zagadki wielkiej wagi pom- 
nika tego naszej kultury muzycznej zostaną wyjaśnione. Katalog 
ten należy uważać za pierwsze słowo w ważnej dla historyi mu- 
zyki w Polsce sprawie Tabulatury. 

Historya zabytku tego w naszych czasach przedstawia się 
w sposób następujący. Po rozwiązaniu klasztoru św. Ducha w Kra- 
kowie przesłano tabulaturę do oceny jej wartości historycznej Ka- 
rolowi Kurpińskiemu w Warszawie. Dyrektor opery polskiej, nie 
znając się zupełnie na starej nutacyi organowej, nie spieszył się 
z wydaniem opinii o Tabulaturze, która w posiadaniu jego pozo- 
stała do śmierci jego. Wraz z całem archiwum Kurpińskiego prze- 
szła tabulatura na własność szwagra jego, Józefa Brzowskiego, 
kompozytora warszawskiego. U schyłku życia (um. w r. 1888) od- 
stąpił ją Brzowski prof. Aleksandrowi Polińskiemu. Wielkiej uprzej- 
mości prof. Polińskiego i Jego zrozumieniu ważności zadania tego 



TABULATUUA ORGANOWA Z K. 154 8 



dla historyi muzyki polskiej zawdzięczam możność korzystania 
z cennego pomnika, za co w imieniu własnem i młode] u nas 
nauki składam wyrazy podzięki serdecznej. 



I. Str. 1 i 2 Preamhulum magnum 4 gl. 



1^1^^^^^ 



oo 



OO -T oo - 



ffi^ 



oo oo 



oo 



oo 
oo 



oo 



oo 



oo 



^m 



i t. d. 



OO" 



yxs- 



II. Str. 2 — 3. Preambulwn N. C. Pro mtrodiictionis peduum 
applicare. 4 gł. 



i 



S 



=i^3^ 



3 



•-#- 



■o^-©- 



-»— *- 



f~^~:r~^ 



^S: 



- oo 
oo 



-C5- 



OO" 



"TOr 



OO 



^ 



$ 



bo zr 






o "xy 

oo — 



-<s> — ^ 



PfS*- 



(Wytłómaczenie monogramu N. C. przy numerze 23). 

III. Str. 3. Aliud Preamhulmn N. C. (mmiualiter ?) 4 gł. 



^ 



fi 



-^ 



-ś—* 



3±^: 



=^ 



^ — ^ 



^ 



-Jli 



J 



:^ 



i 



-<5^ 



^^ 



-bi 






-^ 



i^ 



i 



^ 



1— JTm j-= j: 



~ar- 






1* 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



33E^ 



^Or 



-cr-«^ 



iś—ra J o 



::-=-*-^ 






IV. Str. 4 — 6. Tanhitn ergo Sacramentum N. Z. 4 gł. 







:^=^ 



-f22- 



iS>- 



t 






o o- 



i^^r 



■©-©■ 



-e-©^- 



it. d. 



"CJ" 



-^- ^ - *-^ 



"cy 



jS'- 



(=2-^ 



-^2^ 



O. ^ 



#-^s^ 



r — r 



Wyjaśnienie monogramu N. Z. przy nr. 41. 

Utwór Tantum ergo Sacramentum ma związek z dwiema kom- 
pozycyami pod tj-m samym tytułem zamieszczonemi w tabulaturze 
Jana z Lublina. Pierwsza z nich, umieszczona na karcie 85 a i 6, 
ma identyczną formę z utworem nr. IV tabulatury z r. 1548, nie 
ma wszakże przy nim ani monogramu ani daty ^). Druga kompozy- 
cya pod tym tytułem na karcie 248 a. opatrzona jest datą r. 1546. 
Forma jej, po za podobieństwem melodyi tematu imitacyjnego, od- 
biega znacznie od nru. IV tabulatury 1548 r. 





V. Str. 6 — 9. Deus t[ui sedes. 4 gł. 



(s>.^i(S'r"f'-0-T 



m^- 



JS -^^ 



•'^tT^ 



-o-o^ 



rTfr-** 






-cy- 



^^^ 



1) Por. katalog utworów (boz melodyi) ogłoszony przez dra A. Chybińskiego 
w „Kwartalnika muzycznym" i w „Satnmelbande der Int. Musikgeselhcłiaft" 
XIII. 8. 479. ff. 



TABULATURA ORGANOWA Z K. 15 48 



f^P^5^3Edf 



i 



T^^ffff 



^ 



V- 



m 



r-= — *i3 — 



-Ol- 



~zr 






oo - 



'^. 






W rękopisie nr. 4. (LXXIII) biblioteki Rathsschulbibliothek 
w Zwickau pomieszczony jest pod 1. 87 utwór Ludwika Senfla pod 
tymże tytułem. (Rękopis ten pochodzi z pierwszej połowy XVI 
wieku). Kompozycya naszej tabulatury nie ma żadnej wspólności 
z utworem Senfla. 



VI. Str. 10, 11. Infunde uiicUonem. 4 gł. 



i 



iSlZJ 



m. 



^cr 



— s> 



rr 



sa~^ 



-,<-r-»- " '' 



S3S 






:j: 



3 



-csr 



f?^P= 



r 



i 






::1: 






-or 



"ps: 



it. d. 



"X5- 



Temat główny tego utworu kryje się w trzecim głosie ; po- 
czątek jego, jakby dla imitacyi, zapowiada głos najwyższy. W Fu7i- 
damentbuch Jana Buchnera (Hans von Constanz) str. 128, użyty 
jest ten sam temat chorału w czterogłosowej kompozycyi Infunde 
undionem tuam, w której dwa najw)'^ższe głosy przeprowadzają go 
w kanonie w kwarcie post unam brevem. Kompoz3^cya w naszej 
tabulaturze jest przeszło dwa razy dłuższą (liczy 36 taktów) od 
tamtej. 

W tabulaturze Jana z Lublina znajduje się odpis tej samej 
kompozycyi co nr. 6 na karcie 91 a. Po za pewnemi małemi ró- 
żnicami w kierunku kolorysty czuo- organowym odpowiadają sobie 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



oba odpisy w zupełności. W pracy mojej o „Wpływach włoskich 
w muzyce polskiej" (str. 23. sq.) popełniłem pomj^łkę, objaśniaiąc 
utwór ten jako trzecią część madrygału „Aleó nademną Wenus". 
Pomyłka ta wynikła z tej przyczyny, źe tytuł ^infmide imctionem"' 
tłómaczyłem jako wskazówkę na oznaczenie charakteru nastrojo- 
wego tego ustępu. Na usprawiedliwienie moje podać mogę okoli- 
czność, źe zarówno tabulacurę z r. 1548 jak Fundamenłbuch Buch- 
nera znałem bardzo niewystarczająco, nie rozporządzadzałem więc 
materyałem porównawczym. Wreszcie tytuł kompozycyi w tabula- 
turze z r. 1548, bardzo wyblakły i nieczytelny, dał się odcyfrowaó 
z wielkim trudem, prawie przypadkiem, i to dopiero po ukończe- 
niu pracy, w czasie ponownej rewizyi tabulatury, udzielonej rai na 
czas niedługi przez prof. Aleksandra Polińskiego. 



VIL Str. 11—12. Fuga. 4 gł. (Kaoon) 

Cf9 




» ^ g-^^ 



— ^r. — ^ ^ r s 



3: 



.^ O O ©■ 



~cy 



a 



®: 



"cr- 



-^ — ?^— 



4 



v^ 



-<s- 



-G>-^= 



-^-=A'- 



-ś- 



^-- 



-^ G- 



Utwór pochodzący z nieznanego źródła. 



VIII. Str. 12-13. AUa fuga. 4 gł. (Kanon) 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1648 



feE3=s^^3^.==b^e^ 



m 



-xs 



::-'^J— gr 



r 



IX. Str. 13 — 15. Seąiiitiir nunc psalmus: Deus laudem meam 
ne tacueris. Prima pars. 4 gł. 



:- ^4i-_ -jz=j: 

in 1^ .- ^ — c* a-l rf V J- 



I I I 



3^i3^^^^|3 



Se 



oo o - 



::1: 



(5' (s> 



\>ci^^^ 



a 



ifEEEf: 



g*— P 



=K 



J^-W 



-I©- -fS 



EES 



p 



^"S^^g' 



-^ — t^- 



:^: 



iT ^^ 



:9^=^=^ 



l2^: 



—^ p -pbp- 



?^ 






:^=t=P 



X. Str. 15 — 17. Secunda pars. 4 gł. 







§łE; 



-g-i-^g 



- -s^bg -gj-j" 



iw 



^i^zi 



:1=I=T 



' 'l 



1^^ 



±E^=a; 



l^f 



etsi 



-^p^Ą^ę=Ł 



n 



r-T 



Autor nieznany. 



XI. Str. 18 — 19. Pr2;e2; thwe szwyęte szmarthwywsthanije. (Przez 
twe święte zmartwychwstanie). 3. gł. 



^ElS 



ite 



— • -(S» 



r 



'^rT 



A 



8 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 



i 



a^i 



1-= 



-C3f- 



rrj 



te 



fr 



^^ 



-ys- 



"O 



w głosie basowym przeprowadzona jest melodya prastarej 
pieśni polskiej, której najstarsza- znany odpis z XV w. znajduje 
się w rękopisie biblioteki kapitulnej w Pradze (B. V.2 str. 51) 
(Nehring : Altpolnische Sprachdenkmdler 186). 



Bas: 



^j 



-^or 



o o - 



:^=^^ 



oo 



i 



m 



g > o 



p^-^- 



o o 



—& 



9<s>^- 



i 



Melodya pieśni: 



-e^-si- 



srs) 



^ 



Z^Z^Z^yz^Z^ 



-©-^ 



^ 



m 



Przes twe swijanthe zmartwijwstańije bo-żij szynu odpnsczijs nam nasche zgraeschenije. 

(Wedle ks. dra J. Surzyńskiego: Polskie pieśni kościoła katolic. 237). 



W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy pieśń tę na kar- 
cie 157. b. -Przesz thwe swijnthe smarthwi/'^ . 



BE 



-o^- 



"O" 



-C3 ^^ 



^^ 



§3! 



jJ7I]-J4Ji 



I I I ij 



Ai^ i 

— *-#-CT~— 



I 



J. 



-© 



■ ■ 



I 



¥- 



s 



^ 






li^ 



=1: 



4^^^. 



1 



CX- 



J=i 



~gy 



-cjr 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1548 



9 




XII. Str. 19, 20, 21. Cum Sancło Spiritu ex officio Josąuini. 3 gł. 



-cy- 



^^rftlrf 



o o 






a4 J= g=Ł 



W znanych nam wydawnictwach mszy Josquina de Pres 
z pierwszej połowy XVI wieku, ustępu, odpowiadającego utwo- 
rowi tabulatury 1548, nie znajdujemy. Twórca naszej tabulatury 
posługiwał się zapewne zbiorem utworów na lutnię Hansa Neu- 
siedlera (Hans Newsidler) p. t.: „ Der ander theil des Lautenbuchs^ , 
wyd. w r. 1536. Utwór nr. 40 tego wydawnictwa nosi napis: Josz 
Quin. Cum sancto spiritu. W nutacyi lutniowej przedstawia się po- 
czątek tego utworu następująco : 



P m 



i o i o i i i 



rrrr 

o 5 9 o 
d 



«=-4=]: 



:— 




1 


:-- 




— [~ 



rr 



9 9 p 9 p k p 9 k 
o d 4 n y 



Transkrypcya utworu tego wykazuje tożsamość obu utworów 
przy pewnych zmianach w diniinucyi pierwszego motywu, doko- 
nanej przez Neusiedlera. 



XIII. Str. 21 — 24. Capellae Leonis Papae. 4 gł. 



^ ffrnr 



-Sh. 



r 



»-^»-ł- 



f 



-r-f- 



^s 



rJ gJ- 



-f- 



■^-^-xs- 



;^ 



f=^ 



^ 



t 



i 



S3; 



Ei 



T- J^-J4 



-cy 



'^cr 



G — y-P^-^ 



f^\ 



oo- 






■m 



rr 



^^E^i 



-cy- 



10 



ZDZISŁA.W JACHIMECKI 



Sprawdzenie autorstwa kompozycji tej napotyka na znaczne 
trudności. Uprzejmości prof. uniwersytetu w Berlinie, dra Johannesa 
Wolfa, zawdzięczam możność poznania katalogów tematycznych ko- 
deksów rękopiśmiennych kaplicy Sykstyńskiej. sporządzonych przez 
tego znakomitego uczonego. Dokładne przejście ich nie doprowadziło 
do wykrycia pochodzenia utworu nr. XIII. Identycznej kompozycyi 
nie zawiera także wspaniałe wydawnictwo p. t.: j^Liber Cuindecim 
Missanim eledarum quae per excellentissimos musicos composiłae fiie- 
runt^, które Andreas Antiquus ofiarował papieżowi Leonowi X. 

XIV. Str. 25. Quod dudiim immensis arde?it mea pectora 4 gł. 



' - vy — zr. — o — <^ — P— *■ — '^ — 1^ — % — <5^ 
T I ' I I ' ! f 



^S: 



~<S>^ 



-<? — -r 



•— P- 



-[=^^f=F 



:t: 



1 



f 



-<s> — s)- 



-(=2- 



t- 






-cr 



Źródło, z którego pochodzi utwór ten, nieznane. 



XV. Str. 26 — 28. Suh timm praesidium. 4 gł. 



EEi 



-^ — ^^ 



o or- 



icr 



JfJ 



§S 



-© O^- 



ife 



£^. 



S>' 



==f=l2^ 



=P=F 



i(l2) 



P 



-cy- 



?€►- 



P=^|^i^iE 



fE^: 



^*— •^ 



r 

Na końcu utworu umieszczono literę N. (bez zwykłej drugiej C). 



Głos najwyższy w taktach, następujących po podanych tutaj, 
ma następującą melodyę: 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1548 



11 



m 



-V5 ■Cy" 



P^EEE^E^^^-^E^E^E^ 



C5 ^ ^^— O O — 



(Wartości skrócone o połowę). 

W rękopisie Muzeum brytyjskiego Additional 19583 ff. za- 
warta jako nr. 20 f. 39 b. kompozycya Suh tuum presidium o temacie: 



g 



=^3^— ©^ 



|=l^l=^E=i 



-^^=? 



-o o 



(Katalog rękopisów muz. Aug. Hugbes-Hughes t. I. str. 261). 
XVI. Str. 29—30. Per mio hente Veder Iłalicmn. 4 gl. 




P^ 



_=^,« 






-=)—.€: 



P 



:J-J- 



Kompozycya ta wyjęta z wydawnictwa p. t.: Gamoni nove 
eon alcune scelte de varii libri di canto. Sculpito in Roma per Andrea 
Antiąuo de Montona e fatto imprimare in compagnia di Giouanbat- 
tista Columba Miniałore: per Marcello Silber aVs Franek sapatore in 
Roma: Nellano MDX. A di IX de Octohre. Autorem pomieszczonego 
tam utworu na 4 głosy p. t.: ^Per mio hen U vederei'^ jest Barto- 
lomeo Tromboncino. 

(E. Vogel: Bibliothek der gedruckten weltliclien Musik Italiens, 
II. 372). Oryginał tego utworu przepisany z unikatu wydawnictwa, 
zachowanego w bibliotece uniwersyteckiej w Bazylei, przedstawia 
się w taktach początkowych następująco : 



12 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 















1--I 


ft 












c. 


p^p^^, 


—^ 1 


1_ 





— 1 — 1 


— ^ h" 


• 


■y.\j 


&' ci 


_ m 




^& ^^ 


,-:? *^ /-J 


oo • 




.1. 1 ' 


• » 




l^ 








Per mio ben— 


ti ve de — 


re— i 


■ 












f2-© ^i 


—G> 1 








-+- 


1 1 




T. 


=2=^ 




_ 


p-l G 


V3 


""O — O — 


^J^ 


1-s^— 


-S)"®'— C5 


• 




' i 




1 










-^ — '-■ 




->• 




V3 


/-^ 




o 




1 i 


A 








.■^ ^ V3 


C*k <7*l 


A<^ 






• 




^ j 








VJ W3 






r> ^-11 






' 










'-' 1 






1 1 




,, 1 








C\' !^ '^ 






1 


1 




^^ 1 1 


H 


*|./ł- 1 


_.! <rJ 




,-J-. 


rJ 


• 




^ \l'^ \ 


a ^ 




<!>«5l ! 


\^ 


• 






1 © 1 


o o 


a 


«>,- 


a o 





Różnice zachodzące w transkrypcji są, jak widać, nieznaczne; 
ograniczają się one do ożywienia głosów wewnętrznych delikatnemi 
diminucyami, harmonia oryginału w takcie trzecim jest durowa, 
podczas kiedy w tabulaturze 1548 widnieje akord miękki. 



XVIL Str. 30. Xas Shauyczyel. (Nas Zbawiciel). 3 gl. 



fe^ 



^ C5-* 






^3 



-^-ti 



or 



7 



n 



T f 



^ 



-15^ 



f-» 



£ 



^¥=P 



^-^ 



i: 



£ 



Pieśń wielkanocna, której tekst, liczący 62 strofek, zachował 
się w rękopisie pieśni polskich biblioteki XX. Czartoryskich z r. 1521, 
nosi tytuł: „Piesn o zmartwewstaniu pana Jezusowem barze na- 
bożna y wesoła". Od pierwszych słów pierwszej zwrotki ^Nasz 
zbawiciel, pan bog wsechmogąci" poszły tytuły pieśni tej w tabula- 
turze z r. 1548 trzykrotnie opracowanej (nr. 17, 31 i 41) i raz 
jeden pojawiającej się w tabulaturze Jana z Lublina (f. 105 a.). 

(Tekst wydany w „Polskich pieśniach katolickich" Mikołaja 
Bobowskiego str. 242 ff.). Melodya użyta w drugim głosie tej pieśni 
jest identyczna z melodyą pieśni Jesus Chrisłus unser Herr und 
Heiland zawartą w wydawnictwie : Christlkhe Gebet uiid Gesaeng 
auff die heilige Zeił und layertage.... voti Christophorus Hecyrus, 
zu Prag 1581. (Baumker I. nr. 248). 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1648 



13 



XVIII. Str. 31— 3'i. Pteambulum. Aliud preambulum super con- 
cordantias. 4 gł. 







, .u-j^ 



I I 



'JSŻL 



=1— : 



z^rzzi 







XIX Str 32—33. Animoso meo desiderio. 4 gl 

3i 



mE 






I^CZZIS 



:«rn=^ 






Utwór powyższy jest organową przeróbką kompozycyi Barto- 
lomea Tromboncino, p. t. : Animoso mio desir, zawartej w wy- 
dawnictwie: Frottole libro secondo z r. 1516 (Ant. Laneto w Nea- 
polu v, Emil Vogel: Bibliothek der gedruckten welthchen Musi/c 
Italiens... IL 373-4). Unikat wydawnictwa w bibl. Marucelliana 
we Florencyi. 



XX. Str. 34. Preambulum in C. in principio cantus faciendus 




I I '1 1 - 



III- 



fŚiK 



— cygr 



V* 







Z nieznacznemi odmianami identyczne z preambulum z tabu- 
latury Jana z Lublina f. 18 b. Preambulum in c 

XXI Str 34—35. Aliud preambulum ad d. 4 gł. 



14 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy na karcie 19 a. Pre- 
ambulum super d, zaczynające się podobnie jak nr. JLX.l, w drugim 
już jednak takcie ma ono odmienną formę : 



(b) (b)^ 



XXII. Str. 35 — 36. Preambulum. 5 gł. 



^ 



^i=l: 



i 



-o^-^- 



[niziii 



■& z, ^ 0- 



i 



^ «^ 



~o~ — _ 



* 






-cy- 



r 



-ir-o- 



oo 



^^ 



oo 



"cy 



r 



I I I I 



Identyczne z preambulum w tabulaturze Jana z Lublina f. 19 b. 



XXIIL Str. 36. Preambulum. 4 gł. 



fe 



^. 



333 



g* g 



;§teE?E; 



-&- 






-^ 



>00- 



b^ 



^-* 



■:^ 



- oo - 



o-o- 



-*— •- 



Identyczne z preambulum w tabulaturze Jana z Lublina f. 20 a. 



XXIV. Str. 37. Preambulum. 4 gł. 




m 



1 g— ęg 



5313? 



■g^-S- P f5 



CS 



4=^=i^ 



:S; 



iJ=iJ=J_.J 



r 



^33i 






rr 



:Ee^ 



^p 



§: 



■cy- 



o- 



Dwa pierwsze takty tego preambulum identyczne z preambulum 
w tabulaturze Jana z Lublina f. 91 b. 



TABULATUUA OKGANOWA Z 11. 154 8 



15 



XXV. Str. 37 — 38. Ecce panis angelorum. N. Z. 4 gł. 




■^ — €»— izr 



giE^: 



<^— X3r 



-gr- 



-^k 



i3L. 



-©--1CF 



J^_l2o_ 



-^^ 



iCJ" 



- o ^o- 



^^^=^- 



rr 



n>- 



o o 



9-&- — ^ 




<g — g^ 



:_^^^- 



?o o - 






XXVI. Str. 39. ^?<s guthen gronth. [Aus gułem Grund). 4 gł. 



TT^ 



:93!: 



-M — ^ 

SE? 



_ _ f-^—lS> B 1- 



oo 



~CF' 



-C5~ 



[^^ 



X3r 
"CJr 



^ 



liU 



^ 



lifl 



:t: 



oo - 



Utwór ten jest czterogłosową transkrypcją pięciogłosowej pie- 
śni Ludwika Sen fi a, którą w nowem wydaniu znajdujemy 
w trzecim tomie Puhlicationen aelterer praktischer wid theoretischer 
Musikwerke der Geselschaft fiir Musikforschung. Twórca tabulatury 
naszej wyjął ją z wydawnictwa: Georg Forster ^Auszzug.... 
teutscher Liedlein"' (Norymberga 1539) nr. 42, lub z wydawnictwa: 
Johann Ott: jjllo weltliche und einige geistliche Lieder'^ 1544, 
Nr. 106 (nr. 6 pieśni pięciogłosowych). 

Dla poznania w jakim stosunku pozostaje przeróbka do ory- 
ginału, przytaczam początek pieśni Senfla. 



16 



Dic 



Alt. 



Ten. I. 



Ten. H 



Bass. 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



=^^ 




Aus gu — 






w=^^-- 



Mz 



vom 



Sz=; 



^=^=F- 



^sr 



Mund ałis 



gu— tem Grnnd 




Aas ga — 




tem Grand nm 



IZZ^^^^ 



=PS 



§ir^ 



-X3r 



-r 



£-^^= 



-&- 



tera Grand — — 



XXVII. Str. 40—44. Fa/f/e ł"a?ie una Sabatorum 5 gł. 







^i^=s^s 



EEEE=gg^ 



^^— «Ma- 



-.J-^i--^-i-^. 






=i^^^^ 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1648 



17 



Druga kompozycja pod podobnym tytułem w tabulaturze, 
nr. 66, jest odmienną. W całym szeregu kompozycyi z pierwszej 
połowy XVI wieku, zaczynających się od tych słów, nie znalazła się 
kompozycya odpowiadająca nr. XXVII. 

XXVIII. Str. 44—47. Kyryeleyson pascale. N. C. 4 gł. 

Obok monogramu, umieszczonego u końca utworu, dopisano 
przy literze C skrócenie rac poniżej zaś imię Nicolai. Za Aleksan- 
drem Polińskim przyjęto ogólnie, że monogram ten oznacza kom- 
pozytora Mikołaja z Krakowa, nieznanego nam dotąd bliżej z ża- 
dnych źródeł archiwalnych. Początek tego Kyrie jest następujący: 



I 



e: 






-J. 



Jii 



~cy 



^ 



^łj:l 



-TS 



©^- 



I 




iiii^ 



i 



^^l^A 



-©-=^ 



Temat tego Kyrie zaczerpnięty jest z gregoryańskiej „Missa 
mbbathi sancH tempore paschali^. W tabulaturze Jana z Lublina 
pojawia się Kyrie pascale dwukrotnie. Pierwszy raz z oznacze- 
niem N. C. na f. 155 b. 156 a. b. Forma tego Kyrie odpowiada 
w zupełności nr. 28 tabulatury z r. 1548. Drugie Kyrie pascale ta- 
bulatury Jana z Lublina, bez monogramu, f. 190 b. 191 a. operuje 
tym samym tematem i przebieg ma analogiczny, obniża jednak 
utwór o kwintę : 




»E 



-er — • Ś • 



i 



- — cy- 



SlJiJ^^^ 



-X2f" 



«^=i=3 



—&■ 






S=E=^^d 



Rozprawy Wydz tilolog. T. LIII. 



18 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



W wieku XV i XVI temat Kyrie pascnle pojawiał się często 
w kompozycyach różnycli mistrzów i utworach anonimowych. W rę- 
kopisie biblioteki królewskiej w Berlinie, Codex mus. Z 21 f. 22 b. 
znai dujemy Kyrie pascale, którego osnowa tematyczna, będąca me- 
lizmatem melodyi gregoryańskiej, przedstawia się następująco : 




=P 



EEt 



^^^^^^ 



— o o o 



551:^11^=:;::!=^ 



i— o- 



~cri 



-^-^^ 



-g-s^ 



XXIX Str 47—48. Ortus de Polojńa {Stanislaus) 3 gł 



iE=s_-- 



Ty 



-^e-^ 



"gy 



=«: 



-» cJ^ 



^nfzsii:^ 



Se: 






=^^^ 



m 



:§=#»■ 



^ddE 



^: 



« 



iJijl 



^^ 



iii 






P. nr. XLIII. 

XXX. Str. 48—52. Gaurfi; KeJ genitrii. (Duae partes). 3 gt 

--S 



Pars prima: 



Si: 



-crcjr- 



"^3S^ 



g^rjJiSS iSg 



^iB^ 



OO " 



-o-©^- 



^^^m 



Pars secunda. 



sCE?; 



SES^ 



.©_ 



ms^^Ei^E^ 



r 



■^ 



-la €►- 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 154 8 



19 



(W ^Fundamentbuch" Jana z Konstancy! znajdujemy do słów 
tych inną kompozyCyę. Por. Viertelsjahrschńft Jur Musikioissen- 
schaft t. V. str. 172). 

XXXI. Str. 53—54. Nasz Zbawiciel Pan Bog. 3 gł. 






r f Trr 



E3te 



^ — oo 



r 



mmmmmm 



-^ 



"OO 



ltóp«= 



r 



OO- 



Kompozycya w całości odmienna od nru. XVII. Por. nr. XLL 

XXXII. Str. 54 — 59. Salve regina^ ad te clamamus^ ergo ad- 
vocata. 3 gł. 



"^ m 



- OO - 



-^^ -^ 

3!ir ~ 



3^ 



t 



x^ 



r 



■!©- 



^y- 



-ox> 



U 



y^Sii 



rr 



T O O 



^ 



rr^f 



3? 



oo 



^ 



(W tytule po słowie Salve niema re^i»a, lecz widnieje, niewyraźnie 
dające się odczytać, słowo «w redum i niżej dictum est). 

Cantus firmus znajduje się w utworze tym w głosie najniż- 
szym. W tabulaturze Jana z Lublina, f. 105 b. sq. pojawia się can- 
tus firmus w kompozycyi Salve regina, opatrzonej monogramem 
N. C. w głosie naj wyższym : 



oo - 



jE^^E£ 



f^- 



msE^ 



-^ 



-vyof- 



-g (g ■ — &- 



-J^ -g— ,b^ 



oo 



^p=rf 



^^H 



p-^ 



r-T 



iS>- 



J 



-J-. 



Josquin de Pres w swojem >S«Zye Begina, (rękopis 15941 Biblioteki 
nadwornej w Wiedniu) użył tego tematu gregoryańskiego do imi- 
tacyi w kontratenorze i tenorze : 



fe^ 



:^=>^ oo— gg: 



ry- 



■ oo - 



i t. d. 



-^js: 



-^5" 



2* 



20 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



XXXIII. Str. 59 — 64. O sacrum misterium. Fink (Henricus 
Finek). 4 gł. 



^ 



I 



'^o~ 



r 



aa; 



-O. 



•s>- -s*- 



-or 



J- 



-iS'- (S- 



-^-•- 



^i 



tr. 



^±3^ 



i 






f — p—f — ^— -o 



f=F=F=f 



d^=^ 



r 



:^=?5: 



W wydawnictwach kompozycji Fincka nie został utwór ten 
pomieszczony. Eitner nie podaje tytułu jego ani w Quellenlexikon. 
ani w katalogu dzieł Fincka, który ogłosił w wydanym przez sie- 
bie zbiorze jego kompozycyi (Publikationen cilterer pi-aktischer und 
łheorełischer Musikwerke der Gesellschaft fur Musik forschung, Jahr- 
gang 7. Batid 8). 

XXXIV. Str. 64—70. (Str. 71 i 72 niezapisane). Tytuł da 
się jedynie odczytać jako : Miresone. 4 gł. 



^ 



— J - J 1 ^d: 



;^; 



m^i 



m 



ff 



trfff" 



d:^-^ d-:=g 



fi ri r 



t 



J J J- i 



Sl— <Si^ 



^ 



f^- 



e 



;=3; 



3 



r 



^•=_4^^:. 



35 C^ ^ 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1548 



21 



Kompozycja, której pierwszą tylko część przepisał autor tabula- 
tury, ma charakter programowy, zadaniem zaś jej illustrac};jnem 
jest zapewne przedstawienie zgiełku wojennego, podobnie jak w „Bel- 
lum francigenum^ . Świadczy o tem bodaj taki epizod : 



kilkakrotnie 



^ 



^tt^E^^ 



^^^i 



fe^^ 



Ś Ś ^ 



r77f 



._jtlA±l^.Li 



:E£ 



pT 7 i II 

«^ -«--•- -Ł -*■ -Ł A 



t 



"• ^ P P \" 



-0 •- 



:t= 



Wlf 



I i I I II 
■ii-* ^^^ 



:«: 



-SI- 



:|==t: 



-rrr 



xxxv. Str. 73 — 82. Ich stund (an einem Morgen) 4 gi. 



[i 



k ^>«j' 



5. r 



§?fi 



r 



-Tcy- 



=PP=P 



~cy^y 



^7- 



J. 



Tabulatura z r. 1548 zawiera trzy części tej pieśni, fałszy- 
wie mianując część pierwszą jako „2-a pars" ^ drugą jako ^tertia 
pars^, trzecią jako ^quarta pars^. Utwór ten jest transkrypcyą 
popularnej pieśni niemieckiej, znanej nam z rozlicznych opracowań 
z pierwszej połowy XVI wieku. Transkryptor tabulatury z r. 1548 
trzymał się wiernie formy cmitus firmiis pieśni tej wedle wersyi 
Ludwika Senfla, transponując ją o kwintę wyżej, umieścił śpiew 
stały w głosie melodyjnym, inne zaś głosy opracował analogicznie. 
W Orgeltabulałurbuch Leonharda Klebera (1520—1524) znajduje 
się pieśń ta na karcie 148 b. (Ludwicus Senfli (sic) : Ich stund au 
ainem morgen) [Ms. mus. Z. 26 ms. 4. Bibl. król. w Berlinie]. 




^yo" 



m. 



■ m—W, .. 



-0-±0 



- eJ • ^ J.i - 



W- 



xy- 



e J • ś A ś -^ 



■^ 



t- 



OO" 



^fef: 



^0- 



22 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



Jest to, jak widać z porównania pierwszych taktów, zupełna ró- 
wnoległość w opracowaniu pieśni; jedyną różnicą są diminucye 
w tabulaturze Klebera, których brak w tabulaturze z r. 1548. 
Transkryptor nasz, na pewne możemy tak twierdzić, nie przepisał 
utworu tego z tabulatury^ Klebera (powstałej w Esslingen i Pforz- 
heim^), lecz z łatwo dostępnego mu wydawnictwa Hansa Ott'a : 
Hundert und ainimdzweintzig neue Lieder von beruhmbtenn dieser kunsł 
gesełzł lustig zu siiigeti 1534. Nr. 22 tego zbioru służył za pierwo- 
wzór transkrypcyi. Dalsze numery tegoż wydawnictwa, 23, 24 
25, przeróbki tej samej pieśni, są zasadniczo odmienne od formy 
jej w naszej tabulaturze. Odmiennemi są także transkrypcye Hen- 
ryka Fincka, Henryka Isaaka i kilka innych anonimowych prze- 
róbek zawartych w zbiorkach Otta. O rozpowszechnieniu pieśni tej, 
także we Francyi, świadczy rękopis Bibliotheque Nationale w Pa- 
ryżu : Recueil de chansons et airs de danse du debut du XVI sUcle. 
sans paroles. V. III p. 234 nr. 40 : ^^Ich słund an einem Morgen" . 



|ffi: 



~gy 



~cy 



-s^ 



n 



32: 



Różnice melodjń wpadają same w oczy. 

(Patrz : Catalogue du fonds de musiąue ancienne de la Biblio- 
tMąue Nationale. Jules Ecorcheville. [T. III p. 234]), 



XXXVI. Str. 82—84. Fuga. 4 gł. (Kanon) 



^ 



=|: 



ms 



-M— j- 



353^ 



■X5" 



^4=J 



"CJr- 



f^:: 



m 



u 



=^ 



■-t5>- 



-d- 



-&- 



■d — I 




r 



^^^^^^^; 



») Hans Looweafeld : Loonbard Kleber.... 1897. 



TABULATURA OKOANOWA ZR. 154 8 



23 



i 



S 



XXXVII. Str. 84—87. Fuga Josąuini. 4 gł. 



ES 



jOEC>" 



-e> — ar 



±^^=^i^^^^ 



cyssL- 



oo 



.4X. 



ffff 



£^Q. 



OO 



OO" 



-cy 






-cy- 



W latach poprzedzających powstanie tabulatur}'^ 1548 pojawiły 
się samoistne kanony (fugi) Josąuina de Pres w następujących wy- 
dawnictwach : Sebalda Heydena : De arte canendi 1537 i 1540 Xo- 
rimhergae apud loh. Petreium ; w zbiorze kompozycyi p. t.: Bici?iia 
Gallica, Latina et Germanica, Yitemhergae apud Georgium Rhaw 
1545 (nieuwzględnione u Eitnera) ; w slynnem dziele Glareana 
(Henricus Loriti) Dodecachordon (Ba.^ileae 1547). Żaden z kanonów 
tych nie odpowiada kanonom Josąuina z naszej tabulatury (oprócz 
nr. 37 także pod nr. 90 i 92). 



I 



E 



XXXVIII. Str. 87—91. Decus mundi. 4 gł. 



OO 



a^E 



^^^ 



oo - 



■^- 



-J^4 



zi=±ń 



o -©• 



i 



» 



IS — 'O" 



-•— *■ 



iiS 



i— tt 



i 



*t? 



^^ii 



^ 



J- 



OO 



OO 



Po dziewięciu pauzach (breves) pojawia się w drugim głosie can- 
łus firmus: 



(połowa wartości nat) 



W 



-O" 



-® — d — d 



ar 



24 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 



XXXIX. Str. 91. Christus iam surrexit. N. Z. 3 gł. 



F#V ^ 





-O « 












^^ \/ ^ 


«2> -^ 


t 1 


^^-Ti^^ 



i 



~or 



-S^ f 



-&- 



^ 



i 



-cr- 



:i 



f 



e 



:i: 



:il 



. # 



5 



J 



^5" 



J^ 



P,&- 



rr 



źródłem raelodyi tej pieśni wielkanocnej jest sekwencja Vic- 
timae paschali laudes. Podobnie jak w Polsce, praktykowano ją także 
w Niemczecłi, gdzie do melodyi urobionej z sekwencji śpiewano pieśń 
Christ ist erstanden. Wilhelm Baumker cytuje pieśń tę z rękopisu 
z XV stulecia król. bibl. w Monachium Cod. germ. 716 (Das ka- 
tholische deutsche Kirchenlied in seinen Singweisen I. 506). W ko- 
deksach trydenckich widnieje pieśń Christus surrexit w głosie al- 
towym utworów nr. 723 — 726 (cf. Denkmdler der Tonkunst in 
Oesłerreich, VII Jahrgang, katalog tematyczny). W wieku XVI 
pojawia się pieśń niemiecka w rozlicznych wydawnictwach. Pierwszy 
wydał ją Peter SchofFer w r. 1513. Monogramista N. Z. zaczerpnął 
jej pewnie z wydawnictwa p. t.: Ein New Gesanghuechlin Geystlicher 
Lieder, vor alle gutthe Chrisłen... zu Leiptzigk 1537, MichaeFa Vehe, 
gdzie melodya pieśni ma przebieg identyczny z formą jej w tabu- 
laturze 1548. Ze źródeł pol.skich znamy pieśń tę z Kancyonału 
Walentego z Brzozowa r. 1554 i z mszy y^Missa paschalis"' Marcina 
Leopolitj (w ostatniej ze zmianami melizmatycznemi). 



XL. Str. 92 — 97. Kyryeleyson pascale magisłri Josguin. 4 gł. 



r-^' -1 


O 


r 1-| 


J. , J ^-gi- 


•'~*i"S • - "i - \1' 


oo 


^JT g 


1 


o 

■ 1 








i^S-£= 


1 - 


1 


1 


1 


■ 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1648 



25 



II. 



t 



e: 



Pi 



§iE; 



■oo 



:-?El 



-©-©• 



I© G> 



P-» 



"icr 



-X3 



1^^ 









T==^(SI 



T C^"iB 



III. 



t 



a 



— ^ e»- 



-^# 



^ 



^ f 



f=^ 



^y=^ 



£ 



~or- 



—&■ 






t- 




;335 



r^^^^^rf 




I 

Nieznana z żadnego wydawnictwa kompozycya słynnego Jos- 
quina. Trudno na razie stwierdzić, czy znajduje się w jakiejś z bi- 
bliotek rękopiśmienny jej odpis. Tom partytur dzieł Josquina, spi- 
sany przez Ambrosa (Ambros'sche Partiturensammlung) w bibliotece 
nadwornej w Wiedniu, nie zawiera tego utworu. Bibliografia Eitnera 
nie cytuje go. 



XLI. Str. 97—100. Nasz ZbaiińcieL N. Z. 3 gł. 




^m 



^: 



■•-!^-l 



*-•- 



a 



Z&L 



^ 



-^ O" 



n 



r^ 



ms: 



-xs- 



W pieśni te] przerobiony został imitacyjnie temat, identyczny 
z tematem wielkanocnej pieśni niemieckiej ^Jesus Christus unser 
Herr und Heiland'-^ (Hecyrus 1581) : 



m 



-f=>- 



it 



Je — sus 



Chri— stus un — ser Herr und Hei— land 



26 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy na karcie 105 a. b. 
pieśń Nas Zbawyczyel^ N. C. 1537. Temat ten sam co w utworze 
nr. 41 naszej tabulatury, opracowany imitacyjnie, w formie od- 
miennej i w tonacyi mixolidyjskiej : 



F^; — =^ 


1 1 1 ~ 




1 


=1^ 


o 


1 


1 
■ 


© 

1 


o 1 • • 

1 


o 


— © 



Na str. 100 tabulatury z r. 1548 dopisał kopista przy monogramie 
N. Z. crac. Uzyskujemy w ten sposób podstawę twierdzenia, że 
podobnie jak N. C. pochodził i monogramista N. Z. z Krakowa, 
lub przez stałe w nim zamieszkanie do przynależności w mieście 
tem czuł się uprawnionym. 



XLII. Str. 100—101. Yersus. 4 gł. 







i^i 



_o_ 



^' 



i 






■rA 



f? 



s 



#-•- 



3^ 






-m-»- 



^ 



•- -CF 



T 



r^t 



£ 



Źródło, z którego pochodzi ten utwór kościelny, nieznane. 



XLIII. Str. 102 -104. Orłus (de Polonia). 4 gł. 



SB^ 



^^^ 



■jt: 



:śzżit 



^Z2Ż1 



« «-#-^-# 



^^==i= 



-o-©^- 



OO" 



oo - 



J 



TABULATUKA ORaANOWA Z R. 1648 



27 




Odmienne opracowanie tego samego śpiewu stałego, co w utwo- 
rze nr. 29. Prof. Al. Poliński posiada w zbiorach swoich kompo- 
zycję czterogłosową Jerzego Libana z Lignic}^ z r. 1501, f,Ortus 
de Polonia Stanislaus studia legit^, której tenor jest, oprócz kilku 
nut, identyczny ze stałym śpiewem utworów tabulatury z r. 1548. 
W nrze. 43 znajduje się cantus firmus w basie. 



I 



E 



XLIV. Str. 104—107. Non vos relinquo. 4 gł. 



-cy 



as: 



«ES- 



-C3 (^ 



-(=:• -a-^^I=^^ ■f^<5>- 



Ffff 



ri 



'ę^-xs- 



S^' 



P. nr. 74. 

XLV. Str. 108 — 113. Seqimntur nunc psalmi. Wilhelma 
Breitengassera (lub Breitengraser). [Breitengasserus i Breiten- 
grasserus]. Beatus vir qui łwn abiit. 4 gł. 

P. I. b 



e; 



§3! 



S 



-#-• 



:^: 



-cy — O^- 



"OO 



^=§^ 



^ ^ 



_cy? 



i 



9^ 



P. II. 



ijjj- ^ ^- i J J l_ 
e^ T o — — |!2i-*:^-# 



I 



g' ^^ 



-J- 



I J i i J ^TJj 



^ 



i 



28 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 



i 



i^ 



-X2r- 



-\3r 



■»-©• 



^^ 



-4 



-& 






W rękopisie Ms. 4. biblioteki Rathsschulhihliothek w Zwickau 
w Saksonii, pisanym około r. 1534 (Eitner X. 462, Nachtrag) znaj- 
duje się kilka psalmów Breitengassera, ani jeden z nich wszakże 
nie odpowiada psalmom wpisanym do naszej tabulatury. Drukiem 
nie ogłoszono nigdy tych psalmów, nie jest także znane żadne 
inne źródło rękopiśmienne, któreby je w sobie zawierało; jest więc 
tabulatura z r. 1548 przypuszczalnie jedynym odpisem ich. 



XLVI. Str. 114 — 119. Beati omnes qui timent Dominiini. 4t gł. 



W. Breitengasser. 



$1 



'•r 



^ 



CłO' 



rrrrrr 



-^5" 



~C3r 



nf\ 



CTO ■*■ 



OO' 



^ ^ \ — 



e 



^ 



^"r r r rr[r 



OO 



T ♦ 



r 



♦ (^ 



^: 



-xs- 



-o^ 



n 



'T3fO- 



XLVII. Str. 120 — 128. Credidi propłer quod... 4 gł. W. Brei 
tengasser. 4 części. P. I. Credidi. 



f 



(5>- 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 154 8 



29 



P. II. Cuid retrihuam. 



X — : 




1 




— 1 


-teiH-J-J-.-^ 


^ — 1 


fn> 


^-^ ^-». 






1 




» • 


"■ • 


«*' 1 


\^\) -^ '-' 




bo 


« 


J « 


• O 


^-S . 


o 1 


"•/ 




o 




ia.Q. 


oo 


^- 




o 


-7xs 


fT 


'i* 


t ^ 




-y 













P. III. Fofa mea reddam. 



i 



i 



^= 



£^E5 



-25l- 



'^-gl— 



-O^— S"- 



-gi-s)^' 



-Si- 



^ 



i 



P. IV. Credidi, direpisti Domine vincula mea. 

fe_ 



•% 



(2? ^ 



Lnr 



«>-=-• 



^ż=i-- 



^:Jid^ 






-©^^ ©^ 



''II 



^^ 



i 



J=J=J: 



-J !- 



g . ^ 



OO" 



:3t 



■J: 



-Ii 



OO 



^ 



l=— ^ 



>oo 



XLVIII. Benedictus Dominus qui docet manus meas. 4 gł. W. 



Breitengasser. P. I. 



s 



-^ — o^^- 



oo 



3 



•-— -t«»- 



^^^:^-#=P= 



-•— ^ 



i3 



?g^- 



Tf 



§3 



-crc>- 



Ld. 



OO 



oo — '-■ 



30 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



Str. 132—135. P. II. 



^^ 






J2' 



Jj i IjŁiji 



y^f^0 



^ ś~*- 



w=i 



oo 



oo - 



ii3i^: 



fPr 



XLIX. Str. 135—139. Domine non est exaUatum eor meum.. 
4 gł. W. Breitengasser. P. I. 




irni" 



§!e^S- 



-&- 



rJij^t^^ 



S 



J?.Ct' 



-s^- 



zJz=-_:^^=:d=J=q 




P. II. 




i^iĘaSS 



gi^^ 



E- 



-■ O 



-«p, 




•-^Itit 



-1© (5>- 



t- 



^^. 






f 



L. Str. 140—142. lubilate Deo omnis łerra. 4 gl. W. Breiten- 
gasser. P. I. 



:|si 



Ty 



-&^=^--'' 



oo 



^"^^7^ 



I 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 354 8 



31 



Str. 143-146. P. II. 



^ 



^^^ 



:4 



5^ 



1=:t=:: 



3J-<s'-ł 



^^-^-■■ 



M 



ex o. 






o o - 



oo 



:pEEEp 



Na str. 146 po skończonym psalmie zapisano imię i nazwisko 
autora tych kilku psalmów : Guilelmus Breitengraserus. 



LI. Str. 178—179. (Strony 147 do 177 niezapisane). Panis 
transpositus ad minorem tactum. 5 g\. 



fe 



3^i=as 



"gy- — cj- 



-izi r J- 



-© ©- 



9te 



-© o^- 






-G>- 



J-J^ 



ft- 



-(•— ^ 



-CS" 



igig^^zzE 



-(S>- 



e 



I^H— ]0[- 



Na końcu utworu dopisek : videas lente festinare. Autora utworu 
tego nie udało mi się wykryć. 



LII. Str. 180—185—188. Mcichisedech Fijnk. (Henricus Fink) 
4 gl. Pars I. 



|ę 



a 



oo 



oo 



^ffl 



13 <J 



^l 



_A 1_ 



T I J 



* 



^ 



V3«-3 



-iS^^ 



J_J ^^- 



OO 



^^ 



OO- 



-J — 

•-no- 






'ś ■©■ 



oo 



1 ■ 



32 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



Pars II. 



8-baisa 



i 



e: 



-© — »■ 



h^ 



'mi 

Jfei_ 






§EE 



i^ 



cy- 



-^=S: 



-c>' 



* 



Nieznany z żadnego drukowanego wydawnictwa XVI wieku, ani 
z żadnego rękopisu, utwór Henryka Fincka. 

LIII. Str. 188—191. Pulcherrima. 4 gł. 




J- 



-0-^—&- 



SiE 



W wydawnictwie zbiorowem Jakóba Modernus'a z r. 1539 
(Jacobus Modernus de Pinguento) pomieszczona jest kompozycya 
p. t.: O 'pulcherrima mulierum, 5 v. (f. 48 sq.) w zupełności odmienna 
od powyższej. 

LIV. Str. 191—193, Trocz lychyer. 4 gł. 




m^^^ 



m^ 



r i 



T"^ 



ś • 



'^T^ - (^ 






Sb; 



-^y- 



"O — O' 



fP=^ 



rr 



Tytuł tego utworu jest niezrozumiały. Nie przypomina on ani 
w prz^^bliżeniu żadnego z tytułów pieśni niemieckicłi drukowanych 
w XVI wieku, lub znanycli nam z rękopisów. Znaczenia jego nie 
umiał mi podać ani znakomity germanista prof. Johannes Bolte 
w Berlinie, ani tak wszechstronny w swej erudycyi prof. Wilhelm 
Creizenach, którym kwestyę tę pozwoliłem sobie przedstawić. 



TABUI-ATURA ORGANOWA 7. K. 1548 



33 



[E 



LV. Str. 194 — 195. (Juołldie eram apud vos 5 gł 



¥ ¥" 



żtiEs; 



-cy- 



=1: 



-^5-¥- 



©^- 



t: 



=m 



.-j. 



€ 



fr-'- 



-xsxs — 



Utwór ten jest transkrypcją pięciogłosowego motetu, pomie- 
szczonego w wydawnictwach pieśni kościoła reformowanego: Johann 
Walther'. Wiłłemberrjisck Gelstlich Gesanghuch z r. 1524, 1525, 
1537, 1544 i t. d. 

W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy transkrypcję mo- 
tetu tego na karcie 184 b. p. t.: Cołidie apud vos eram vi łemplo 
docens. Forma jej wykazuje nieznaczne tylko odmiany zdobnicze, 
n. p. w głosie najwyższym: 



1^ 



- e J ' ś - 






-•—ś 



Oryginał motetu przedstawia się tak: 



Disc- 



Alt. 



Vagau8. - 



Teu. 



Bas. 



(^ CS 


■ -=]: 


— p— •- 


~7s-\ 


■ r- ^ i=-g- 


■ ^ 


, 1 — 


\j *^ 


^f* ^ 










^•^ 


'>• o 








' 






3. 

Cot 


ti — 


1 


— 


— — - di 
1 


e, cot 
1 


— — 


-3-i^ł 1 









-^^^^^~^ 


'^ p" 


' 


O 







1/ 

3./» t 




1 




■ 


■ 




1 


1 


^^* 


- 


~®' (^ ■ 




^ 


o<j 


cr- 


^W=^ = 


© 


r- 


-\- 






■■ — ' — 



Rozprawy Wydz filolog. T. LIII. 



34 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



LVI. 3tr. 196—197. Magisłri Pauli Carmen. (Paulus Hofhai- 
mer) 3 gł. 



fe^^^^ 



9S 




i 



p 



f 






4: 



^©- 



?trz^ 



(2- 



Iraię ^magistri Pauli'"'' odnosi się z wszelką pewnością do słyn- 
nego kompozytora i organisty cesarza Maksymiliana I, Pawła Hof- 
haimera (1459 1539). Nazwa carmen oznaczała w wieku XVI utwór 
instrumentalny, podobnie jak włoska canzona. Bibliografia dzieł 
Hofhaimera (Robert Eitner : Quellenlexicon V. 171) nie cytuje źró- 
dła, w którem moglibyśmy odszukać oryginał utworu naszej tabu- 
latury. Dla ścisłości porównywałem znane z druków lub rękopisów 
utwory Hofhaimera, mogące mieć związek z carmen tabulatury 
z r. 1548. Rezultat z góry juz wykluczało zbadanie wydawnictwa 
p. t,: Harmo7iiae poeticae P. Hofhaimeri swe carmina nonnulla Ho- 
ratii 4 voc. Norimbergae 1539 (utwory wokalne metryczne). W rę- 
kopisie ms. mus. 18810 biblioteki nadwornej w Wiedniu znajdu- 
jemy 9 utworów Hofhaimera do tekstów pieśni niemieckich ; dwa 
z nich mają nazwę carmen. 



F. 23. Paulus Hofhaimer unschuldiger Ritter. Carmen. 



:3i 



b: 



jLzur 



o f^ <>3 



-O C5 ■— ■ O — G> O — ©^ 



'^- 



F. 27 a. Paulus Hojhaijmer. Carmeti. 



?^: 



P—<s- 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 1648 



35 



Inne pieśni niemieckie Hofhaimera, zawarte w tym rękopisie, 
podobnie jak utwory jego z Tricinia Rhaua (1545), nie mają także 
podobieństwa z tematem carmen tabulatury z r. 1548. 

LVII. Str. 198 — 199. Fugę fugę cor meiim. 4 gł. 




Tytuł utworu tego jest przekładem łacińskim włoskiego ory- 
ginału. W zbiorze madrygałów Filipa Yerdelota : Di Yerdelotto 
tutti li niadrigali del primo et secondo libro a 4 voci, wydanym 
przez Scotta w r. 1540 znajdujemy utwór (p. 20) p. t: Fuggi, 
fuggi cor mio^ wedle którego ułożył twórca tabulatury naszej 
powyższą transkrypcyę. Oryginał przedstawia się w sposób nastę- 
pujący : 



^ 



E 



"^ — gy 



o o 



a^ 



-(=2- 



Jd HL 



It 



-sh-^- 



Fug — gi fug — gi cor niio — 



L'ln— grafe crud'a — mo — re 



Ms: 



_Q.- 



(g g- 



-(=^ 



^^ 



( S (3 o . 



^^H f 



-O G> 



"O" 



t: 



f2_si 



^ 



^ c) — e o 



ggB! 



-G—G>—& 



^- 



-©—--,©—(» 



f©H=- 



^- 



i?; 



LVIII. Str. 200-202. Tribularer 4 gł. 



=1: 



m 



G- 



F9^ 






r 



i]CT 



: r^fr 






^h^ 



^r- 



Tcy- 



-X Q.. 



3* 



36 



ZDZISŁAW JACH IM ROKI 



Utwór ten nie jest identyczny z licznemi kompozyeyami 
^Tribularer si nescirem^ pomieszczonemi w wydawnictwach pierwszej 
połowy XVI wieku. 

Nie miałem możności skontrolować wydawnictwa Gardaue'a 
z r. 1544 a. p. 2, gdzie zawartą jest korapozycya Jakóba van Ber- 
chem po tym tytułem. 



LIX. Str. 303—205. Ortus (de Polonia). N. Z. 4 gł. 



-~-J-»-ś^ś-»-ś-^^ś 



ms 



oo - 




Na tym samym śpiewie stałym, na jakim oparte są utwory nr. 29 
i 43, rozwinął N. Z. kompozycyę, bogatszą od tamtych w diminucye. 

LX. Str. 206—208. Crux fidelis. N. Z. 4 gł. 



^: 



xs "^ 



X3r 



-xs 



iS^-a-— 



rr 



i] 



r^Tf 



T-<a» — c^ 



7^ 



O § 



a 



-?3^»- 



P-0- 



xs- 



Teraatyczną ostoję tej kompozycyi stanowi początek starego 
hymnu kościelnego Crux fidelis inter onines : 



^^- 





— er — 


^f_ f =^ ^ ^ Tr f"> 


^-- 


— o^— 




i- 1 — _ 1 — 1 — ^- 



Crux fi — de — — lis 



in — ter om — nes.... 



LXI. Str. 209 — 211. fngresso Zacharle in templum Domini. 4 gł 



fe^^^^H^^^ 



9iE: 



OO' 






^^^ 



isrcy- 



-©^ -©■ 



-■©-o— — 

-o- (©- 



:ti=d 



TABULATUKA ORGANOWA Z K. 1548 



37 



Autora, ani źródła, skąd kompozycya ta została przepisana 
do tabulatury, znaleść nie mogłem. W wydawnictwie Ottaviana 
Scotusa z r. 1541 pomieszczona jest pięcioglosowa kompozycya pod 
tym tytułem Jalcóba van Berchem. zupełnie wszakże odmienna od 
nru. 61 naszej tabulatury. Odmienną również jest kompozycya Be- 
nedj^kta Ducis'a, zawarta w wyd. G. Rhaua z r. 1538 nr. 36. 



LXII. Str. 212-220. Bellum Franciae. 4 d. Pars I. 




:9a; 



:SS3 



-^ 



1 Ji_ 



O' ~gr 



"C5"C>- 



-O-t- 



-£ 



is<y- 



oo- 



•r^— ^ 



- ; •♦^ 



X3ri 



-0^ 



-^=^ 




Jest to organowa transkrypcya kompozycyi programowej Cle- 
mensa Janneąuina p. t.: ha guerre; utwór ten cieszył się w wieku 
XVI wielkim rozgłosem. Jan z Lublina przepisał go także w swo- 
jej tabulaturze, na kartach 178 a. — 180 b. — 181 b, nazywając część 
pierwszą częścią drugą, części zaś drugiej oryginału wyznaczył 
miejsce trzeciej. Cykl złożony z trzech części otrzymał Jan z Lu- 
blina w ten sposób, że na pier wszem miejscu swojej Bellum fran- 
cigenum umieścił transkrypcyę kompozycyi Janneąuina ^UAlouetłe^ 
(or sus, or sus, vous dormez trop) ze zbioru Attaignant'a. (Wska- 
zał to, prostując niedokładność odnośną, zawartą w pierwszem stu- 
dyum moich „Wpływów włoskich w muzyce polskiej", dr. Adolf 
Chybiński w trzeciej części pracy o tabulaturze Jana z Lublina 
„Kwartalnik muzyczny" r. II. z. III str. 233). 



38 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



LXIII. Str. 221—227. Flede manus. 4 gł. 



i 



^ 



o 



oo 



oo 






/' ff 



rpfr 



"^~^~— 



U 



Ss 



oo 



~C5- 



^^i©- 



oo 



OO" 



f 




■^^_g^ 



OO" 



-TO' 



f r 



r 



r 



f 7 



§i 



OO' 



^ 



" • oo 



P-m- 



i<i%s- 



-P- &- 



Pomimo skrzętnego poszukiwania nie udało mi się odnaleść 
pochodzenia tej kompozycyi. 



LXIV. Str. 228—229. Per merita Sancti Adalberti 4 gł. 



'^E= 



-xy- 



i^: 



-<©^ 



rrr 



I-o- 



— <©^ 



^ 



(^ -& ^ 



^- 



LXV. Str. 230 — 232. Vita in ligno moritur. 5 gł. 

J2_ 



|^^^^_J J-^ 



-Ty 



^ 



--t- 



"cr 



--"^ST-S? 



§!E 



or- 



-i5>- 



^ 



-to_. 



Ay 



W tabulaturze Jana z Lublina znajduje się kompozycya pod 
tymże tytułem na karcie 171 a. ff. Jest ona — poza odmianami 
diminucyjnemi — niemal równoległą do powyższej : (5 gł). 



TABULATURA ORGANOWA Z R. 154 8 



39 



^^^^^ 



:3fEi 



~cy- 



!^iS3 



ło. 



-^g^^ 



r 



LXVI. Str. 232—235. Et valde mane. 5 gł. 



|i= 



o o 






3 



:i^ 



n: 



di--J=,::i 



rui: 



^fe^J=t 



S 



-•-^—Gi 



J J^ 



"n: 



t 



-^ 



=|: 



i^ 



-# <S>- 



^: 



-<S'- 



J. J J.' 



ttl: 



W rękopisie biblioteki Pro8ke'go w Ratysbonie (Regensburg) 
Ahłeilung Butsch, Kat. 211 z roku 1538 znajduje się kompozycya 
pod tym tytułem z monogramem H. ¥. (Henricus Finek), której 
temat jest analogiczny do tematu powyższego utworu : 



-Ol- 



■ © — ©- 



o ""O 



^ 



(2_ 



(S-f^ 



5 



g; p — 



Et val 



de ma — ne — u— na Sab-ba — to — lum 



LXVII. Str. 235—239. Oratio. 4 gł. 



fe 



f 



tte 



oo o 



f^-^ 



■m d ' o 

■©■• -#-=- 

-er <S> _ 



"CT" 



-TO- 



s=i^ 



Utwór nieznanego autora. 



fFf 



-.g^ 



n^ 



■TO- 



40 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 




LXVIII Str 240-243. Finiłur Josguin {nichł ganczer). 4 gł. 



•1?-*:^ I ^^'f-l^-^"^^ 



<5>-. 



tEfteps 



Fi„Uur cum sancto Spiritu ex officio Jo^iuin. Por. nr. XII 




i t. d. 



LXIX. Str. 244—246. Benedidus. 3 gł. 







r^ r T * 



irz^ 



¥f^*- 




*^rz: 



(bas niedokJadnie spisany w Tabalaturze) 

Autor niewiadomy. 



eI^^=ee^^ 



LXX. Str. 246—247. AVce qMfl>H 6ow?<»?. 




^S?^^^=i 



feE^3 



-^ 



i^S^ 



^ 



fe*E*?^ 



Utwór niewykrytego autora. 



TABULATUKA ORGANOWA Z K. 15 4 8 



41 



LXXI. Str. 248—249. Patńs sapieiitia. 4 gł. (Mądrość Ojca 
przedwiecznego). 

""Cf~ ^y 




.i 



:9!e^^^g 



.r: 



Jr 



-££fF^f^-P 



-^- 



-G-fyt—^ 



— -■ -^ ó -^ 



T. — f-p- 



^f2_ 









-^ ^ 



^-n 



f-rr"^^ 



Autor kompozycyi tej nie jest znany. Temat utworu tego 
zaczerpnięty jest z popularnej pieśni łacińskiej ^^Fatiis sapietitia 
veritas dwina. Deus homo captus est hora matutina", której autorem 
mianują jużto Jana XXII, jużto Benedykta XII. Z wieku XIV 
zachowało się wiele odpisów tej pieśni. W XV wieku tłumaczono 
ją już na język francuski, staroniderlandzki i niemiecki Przekład 
polski znany nam jest z wieku XVI. „Jezu mądrość i prawda 
Ojca niebieskiego, Bóg i człowiek pojman jest czasu zarannego". 

W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy pieśń tę w opra- 
cowaniu nie-imitacyjnem na karcie 120 b. 121 a. W kancyonałe 
Walentego z Brzozowa z r. 1554 pomieszczona jest ona z pewnemi 
odmianami. 



LXXII. Str. 250—251. Dominus secundum acłus nostros noli 
nos iudicare. 4 gł. 




^^SEEE»^ 



Korapozycya niewiadomego autora. 



LXXIII. Str. 252—253. Tytuł bardzo nieczytelny ; niepewny: 
No7i est [vestrum] (verbum) nisi ha (bet) vitam?? 4 gł. 



42 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



fe 



oo — ~- 

■©■ -&■ -- 



§31: 






^_-^I^^ 



^r 



^l 



OOO" 



:f= 



-ś-» 



A— ©- 






LXXIV. Str, 254 — 256. iVow vos reUquani orphanos. 4 gl. 
Kompozycja w zupełności identyczna z nr. 44. 

LXXV. Str. 256 — 257. Cuam dura sunł arma cupidinis. 4 gł. 



I 



E 



? 






-ii— 



r 



^ 






r 



-cy- 



g g - 



-^ ^ o 



J 



o o 



-er 



^- 



m 



=i=F^^ 



Kompozycya nieznana z żadnego druku ani innego rękopisu 
stulecia XVI. 



LXXVI. Str. 258—259. De Sancto Spiritu, muteta. 5 gł. 



^ 



-CF O' 



a-^j-j .:^.^ 



§iB 



J77 j J jJ 



g* ^ 



oo 



oo 



i 



<S^ «! • 



ś — •- 



5 



:1^=1: 



:^ — •- 



i3 



«>3V3 



-O-O^- 

- oo 



Autor tego motetu niewykryty. 



TABULATUUA OKOANOWA 7, W. 154 8 



43 



LXXVII. Str. 260 — 263. Invocałe nomen Domini omnes genłea. 
4 gł. I Pars. 



s 



E=F^ 



-cy- 



r-rrr 



W^ 



m 



r 



j 



r 



Se 



-«^ — 15>- 



^ 



-©^ •- 



^ 



-^ -O^- 



~0 TCy 



?^ ^ 



-.(©= 



f^ 



-^ 



f 



II Pars. 



^ 



;SaEi 



A 



jS 



4Jbiii 



^ 



-42- 



P(^ 



r 



-^i=- 






-(©- 



#• 



»-s-0 



tt 



LXXVIII. Str. 264 — 268. Et universi puheris. 4 gł. (Duae parte s) 



fe 



S5iE^EidE*d: 



^ 



J JTjj J j j J 



iji<i 



-i_JU 



_i_i- 



~cy- 



f^ 



(oktawy) 



Ft~- ■ ^ 


■ 


■ 


-W 

J J J ♦ -^ ♦ J 
O. oo 




— ■©■ -a- — 

' ni 


■ 




1 t_p=F3 



Utwór niewiadomego autora. 

Str. 269 do 271 niezapisane. 



44 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



LXXIX. Str. 272—274. Da pacem Ludovin Sueijczer 4 gł. 
(L. Senfl). 



-fe^* o o— 


©~ 


« 4^- 


&~ 







^-^-i^ 




I 


5 ^ 

1 


■ 
1 


1 

1 


^ 


1 



g'— o- 



i^ 



^ 



-Tcr 



-«'- 



1^=^ 



:1: 



0- 
— 



rr 



— I 

-<s) — — j- 



OO 



-crc5 



Ludwig Senfl podpisywał się częstokroć w sposób jak w ty- 
tule utworu (Eitner IX 139). Rękopis Abt. Butscb z r. 1538 Kat. 
211 biblioteki Proskego w Ratysbonie zawiera pod monugramem 
L. S. (Senfl) utwór Da pacem. Discantus tej kompozycyi ma ten 
sam rysunek melodyjny, odmienne są jednak wartości nut i ich 
bieg rytmiczny : (polowa wartości) 











c* 




=%=^ 




—o- 


oo ■ *^ 




-° — P_?-J^^p^-^ 


lx^ ^' ■ ' 1 



polowa 
wartości 



Da pa — rem 



do — mi— ne 



in di — e— bas 



nostris 



Ten sam temat melodyjny znajdujemy w utworze Da pacem 
Donńne Cod. mus. 0. 21. biblioteki krótewskiej w Berlinie, f. 68, b. 
69 a, i drugi raz f. 226 b. Pojawia się on także w inuj^ch kompo- 
zycyach do tego samego tekstu n. p. w zbiorze p. t.: Trimn vocum 
carmina. Norimhergae per Heronymum Formscbneider 1538, Nr. 40, 



i 



^ 



oo 



- oo - 



^gr 



Da 



pa — cem 



Do 



Mił — ne 



(Egzemplarze tego wydawnictwa znajdują się : w bibliotece Akad. 
instytutu dla muzyki kościelnej w Berlinie ; w Bibl. uniwersy- 
teckiej w Jenie). 

Arnoldus de Bruck użył także tematu tego : Da pacem., wy- 
dawnictwo Rhaua z r. 1544 nr. 85. 



TABULATURA ORGANOWA 7. R. 154 8 



45 



LXXX. Str. 276—280. (Str. 275 niezapiaana). iiurge Fetre. 
Angelus Domini. 4 gł. 




Sb==^ 



^sS 



ft 



3^= 






r 



-■ — -^y- 



Jt?:^: 



-r-=r^^ 



"cy- 



Utwór ten jest transkrypcją czterogłosowego motetu Miko- 
łaja Gomberta. pomieszczonego w zbiorach jego motetów wydanych 
przez Scotta i Gardana (N. Gomherti, Musici Imperatorii, Motedorum j 
Nuperrime Maxima Diligentia in lucern aediłorum \ Liber secnndiis. 
Yenetiis apud Hieronymiim Scotum 1541, późniejsze wydawnictwo : 
Yenetiis apud Antoiiium Gardane 1542). Początek kompozycyi 
w oryginalnym układzie, podany poniżej, pozwala poznać niezna- 
czne różnice transkrypcyi : 



"-?o 



E 



-cy 



"tS- 



ł=^«=#=^ 



_i ^=3 ^n 1 ff I 



-gl -g-g 



^?^<S'-«3f.- 



:|=t: 



^ 



Sur— ge 



Pe — tre 



et indua- 



te 



t^E; 



■m 



-*^2 (= S>- 

=^— I ^ 



:t: 



S 



:^=P^^"P=#: 



me: 



-- tS. 



^EES. 



~&- 



1^ 



-iS>- 



i: 



§?PB^^=^; 



-of- 



(Nie poruszam tu sprawy akcydencyi, dla której miejsce znajdzie 
się w dalszej części pracy o tabulaturze). 



LXXXI. Str. 280—281. Con lacńme sospir Yerdelot. 4 gł. 



S 



fSfei 



-x> — si — si; 

'■©■ f^ r~ 



3 



f 



-cy- 



f 



jjJ^-^ 



-«»i S'- 






4-4 



-g?- 



-«>- 



46 



ZDZISŁAW JACHIMECKI 



Madrygał Verdelota (bez podania nazwiska autora przepisał 
go dwukrotnie w Tabulaturze swoje] Jan z Lublina f. 103 a, 
i 209 b.) mógł zostać wyjętym z wydawnictw : M. Valerio j^Ma- 
drigali Xoui de diuersi eirelloitissimi Musici^ , Roma 1533. lub ze 
zbioru madrygałów, przerobionych na lutnię przez A. Willaerta 
z r. 1536 i 1540. 



LXXXII Str. 292—293. Epi fesfe [Biirg] isth tmser got. A gl 



^ 



E 



f 



-r* 



f 



- ' - J J ^ n" " g> ' g~g J " 



rg g > 



f 



-#^ 



Tr 



p»-# 



3-: 



-cy- 



^^■h 



1 ! 



Sas: 



J: 



Twórca tabulatury naszej wybrał zpośród licznych kompozy- 
C3'i do słów pieśni Marcina Lutra poważny utwór pięciogłosowy 
Stefana Mahu, zawarty w wydawnictwie : Neue deudsche Geistliche 
Gesenge. Georgen Rhau 1544 nr. 61 i przerobił go cztero-głosowo, 
opuszczając głos czwarty. Różnice między pierwowzorem a prze- 
róbką wystąpią w kilku taktach początkowych : 



-^ 



^ 



^ 



3ż^; 



zEbE; 



~o~ 



t 






_C3l. 



'^~=^ 



Ein fe — ste 

-i ^ _ r ? 



=^ 



-(©—<©- 



Burg ist un 
^-0 






-f^T 



"Tgy- 



£ 



-O" 



-s>—f ^ o 



-- — G- 



^^i=^3 



t^ZS^- 



■^ — I — r 



-^^-ś- 



-*^ 



o o 



s»r Gott 



-ShS*- 



m 



iS 



vy" 



a 



^^A 



-xy-s>- 



B 



TABULATURA OUGANOWA ZR. 1548 



47 



LXXXIII. Sir. 284—285. neywyem. 4 gł. (Kompozycya, któ- 
rej tytułu nie znał twórca tabulatury). 




^= 



-(S>^ 



-^ — ^- 



oo 



OO" 



? oo" 



^ oo - 



-o- 



.la- 



f^^m 



-Ol 



-Z5I-3 



Twórca tabulatury nie znał autora ani tytułu utworu, który 
przepisał, do czego w napisie nad nim otwarcie się przyznał. Nie 
może nas to dziwić, kiedy i w poważnych wydawnictwach XVI 
wieku nierzadko brak przy kompozycyach nazwisk autorów. Dla 
przykładu wskażę na zbiór następujący : Concentus octo, sex quin- 
gue et quatuor vocum.... Augustae Yindelicormn A. D. 1545, Philip- 
pus Ulhardus excudehat. Dwa utwory tego wydawnictwa (Pater noster 
nr. 1 i 6) opatrzono dopiskami : incognito authore i incerto authore. 



LXXXIV. Str. 286-287. (Str. 288-313 niezapisane). Vita 
in ligno moritur. 5 gl. 

(3) 




^ 



_l__l. 



^m 



^-^yy- 



"cy 



^±*Z±±^ 



o 



-&-■ 



'xs- 



LXXXV. Str. 314-315. Et in terra pax homitiibus, per oc- 
tauas. 4t gł. 




SiE 



a a 



-C5" 



^ -&■ ^ 



W tabulaturze Jana z Lublina znajduje się kompozycya ^^Et 
in terra pax" (f. 23 b.). której temat zasadniczy jest identyczny 
z tematem powyższym, opracowanie zaś jego odbiega pod wieloma 
względami od utworu naszej tabulatury. 



48 



ZDZISŁAW JACHIMECKl 



'-^- 



jEi 



•tii* 



-o ł" 









rrr 



-^3r 



-g^g-^-gi- 



¥n 



--¥^^i^ 



3!e: 



LXXXVI. Str. 316—317. Domine Deus agnus Dei 4 gł. 



e; 



aa 



TT 



<Ż' 



-J-j- 



-s^ 



-t: 



li^Jiif 



"55- 



-ś — O- 



--]- 



—^ o s i^ 



^. iT 



bS 



-S"- 



^EE£ 



w tabulaturze Jana z Lublina znajduje się na karcie 24 b. 
ff. utwór Domitie Deus agnus Dei^ którego temat imitacyjny zgodny 
jest z tematem powyższym, ale opracowanie jego jest odmienne, 
jak to widać z początkowych taktów dwóch najwyższych głosów : 



sEE^: 






_0- 



zfzti 



•>-•# 



"O- 



LXXXVII. Str. 318—319. Sanctus Angelicus 4 gł. Amw Do- 
mini 1548. 



0- 



X 



m 






-Cf- 



-O-TT^ 



-&—Ś- 



S^^ 



^— e>- 



155: 



-C5- 



Jan z Lublina pomieścił w tabulaturze swojej f. 241 a. ff. 
następujące Angelicum Sanctus: 




IZZZJZ 



^^ 



-xs- 



Jto 



TT 



-0-^ 



rm 



0-^ 



M 



=^ 



g p- 



^-•- 



TABULATURA ORGANOWA X R, 1548 



49 



LXXXVIir. Str. 322-323. (Koniec na str. 321). l^ladrasens.4gl 



Sm^E^m 



^— , 



ł~^-: 



J 1^ 



-<5><^^ 



~:.U-J^_^=^ 



Ip - 



-C5X5 



^ 



ijtE^Eid^ 



^ s 



f=r' 



-t5>- 



— ^^- 



^iE^dEi^^J=U^-- = 



^~^=^ 



Utwór niewiadomego autora. 



LXXXIX. Str. 324—328. Fuga Josąuini. 3 gł. 




?s^li?= 



^§zE^^ 



-4-^ 



P^>-* 



^^: 



--J- 



•-*-^-#- 



. -1=2.1 



titzz: 



f 



==rt 



j^ »- 



ja_: 



Patrz nr. 37. 



XC. Str. 328. Vita in ligno moritur. 3 — 5 gł. 




^= 



?^^^s3i^: ;zs_-^: ;^E3i 



^^^i=^ 



zziazz 



^-~g^- 



-\^- 



— "^,— (. 



s/^« 



r 



"cy- 






^^^: 



-9-ś- 



TCT 



Odmienne opracowanie tej samej melodyi gregoryańskiej c 
w utworze nr. 84. 



co 



Rozprawy Wydz. filolog. T. LIII. 



50 



ZDZISŁAW JACHIMKCKl 



XCI. Str. 332 — 335 koniec str. 340. Deus qui sedes. 4 gł. 



ve: 



\?p. ^ f> -^ e^ę 
I Iii 



?(S>. 



-A. 



t7xy -p- f 



?^H©^ 



P»- 



I ' I i I T f" 



PS"- 






"O 



<5ii- 



^ 






JłOL 



f 



^-# 






•-^ 



I 



f- 



-Sf — - 



=ii 



Utwór ten został zaczerpnięty ze śpiewnika protestanckiego : 
Jobann Walther : Wittenihergisch Geisłlich Gesanghuch z 1524 sq. 
Transkryptor nasz poddał go nieznacznym tylko przeróblcom me- 
lizniatycznym. W oryginale przedstawia się kompozycya ta na- 
stępującej formie : 



^ 



^/* » — \ ■ — 



i 



De - 

:3iJ2gzizn: 



^ 



-o— e- 



us qai 



oo 



e^LS:= 



se — — 



— des, pui 






t^::t 






se 



-\>C5 






=1^: 



^ 






Tabulatura Jana z Lublina zawiera także ten utwór, f. 116 b. 
ff. Deus qui sedes super tronum. Spostrzegamy av nim nieco bogatszą 
fakturę diminucyjną. 



i^ 



1 — ■ - ^o-- -^ 



TABULATURA OU(?ANO\VA Z R. 1548 



51 



:g: 



\y 



« g> - 



--(2- 



"T f^. ^ T 

r f^ 'rr 



XOII. Str. 336-340. Fuga Josfjuini. 3 gł. 




'^^—^ 



-^5 



-O— 



O^- 



ł 






r 



"CT- 



TO 



— -©^ 



«&- 



isz-s*- 



XCIII. Śtr. 341-343. ^cA ycA mi;cA^ (Ach ich mocht')? 3 gł. 




A. 



:9te^Pi-^i 



___^-_,2_p^ 



:-t=i 



T-^- 



.bJ: 



t=t:t=g: 



-I ^ 



t=:- 



■cyer 



J 



-^^ ^ 



iS^ I — 



•r-iS^^ f^\ 1 T a 

ł-[:iin[::iEi— ^-ł-^-^ 



-i5l— ■■ 



Ul 

T «-'^ 



■^t 



Tytuł ten wskazuje na pieśń niemiecką. Wydawnictwa zbio- 
rowe pieśni niemieckich z pierwszej połowy XVI wieku i znane 
do dziś dnia rękopiśmienne zbiory pieśni nie zawierają podobnego 
utworu. Cf. Franz Bohme : Altcleułsches Liederbuch: Eck und Bohme: 
Deutscher Liederhort. 



XCIV. Str. 344 ff. Scmctus solemne. N. Z. 4 gł. 



M- 



tT' _0 Z 

rrrr 



mi^y^-^ 



—&^G>- 



-^■^ 



f 



^—i^^ 



CS O 



^Of 






=^^ 



r 



o o ! .■ % 

1^ iil^ 



;:=!: 



tS" — ^■'^ey T o^ 



5=J 



^ 



^ V 



-o-©^- 



Sanctus solemne tabulatury Jana z Lublina f. 154 b. sq. jest 
utworem identycznym z powyższym utworem. Monogram umiesz- 
czony w naszej tabulaturze na str. 346 tam został pominięty. 



52 



ZDZISŁAW JACHIMKCKI 



XCV. Str. 346—349 AUud Sarnim solennie. 4. 




Wszystkich Sałictu? solemne je;t 5; na końcu Osanna napis : 
finitur Osanna et tot. Sand. N. Z. 

XCVI. Str. 360—352. Gaudeamus. N. Z. 4 ^l. 




ate 



T5 — ®-:: 



rj 



©-» 



J " I ij _ 



■ ł 



L^-d:' 



.l25L^« 



^-«'-J ' 



"cy 



• -©- 



x_i__ 11- 



-C5- 



"©- 



Introitus in festis Mańae Yirginis -.Gaudeanni^i omnes^ wpisał 
do tabulatury swojej także Jan z Lublina f. 60 b (z datą 1539), 
zaczynając tenże sam temat chorału, jako temat imitacyjny w wyż- 
szej kwarcie. Jan z Konstancyi {Hans von Constanz. Jan Buch- 
ner) pomieścił w swojem słynnem Fundamenłbuch fpisanera przed 
r. 1551) ten introit. w wielu miejscach bardzo zbliżony przez formę 
opracowania do powyższe^ro utworu tabulatury naszej. Pouczają 
o tem pierwsze takty utworu Buchnera ( Yierteijahrsschnfł fur Mu- 
sikwissenschnfł V — 1889, S. 136 są). 



^: 



^ 




^ 



3!e= 



I ■_i 



-«>- 



^4=1: 



T^ 



-^- 



I 



TABULATURA OHOANOWA Z l{. 1648 



5a 



XCVII. Str. 852-353. Gloria eius. N. Z. 4 gł. 




T — 



<u 



^E 



-©-©— 



:i_Ł. 



"O" 



-Jl-Jl- 



-JC[CT~ 



J-li^Ł:^i 






•^or- 






-i_ł. 



33=4- 



f^' 



'-r; 



-^^- 



V*-; 



Jest to dopełnienie powyższego introitu In festo Asstimptionis B. M. V. 



XCVIII. Str. 354—359. Kyrie eUijzon fons bonitatis N. Z. 4 gł. 




-^-e>- 



^m 



-xs 



-<s-&^- 



1S^ I 



Iii 



wm 



P -eh 



:^-p 



-0 



t 



-» m- 



» I 



r 



^: 



- 00 



■^ 



d: 



is3^3^=l 






"gy- 



--o^- 



if^żzz^: 



-©^ 



■^5"CF" 



-(2- 



-S)^- 



-^-s> 



:t: 



Melodya umieszczona w tenorze tej Icompozycyi ma następu- 
jący przebieg : 



ii 



00 " 



"X3~ 



00 




i t. d. 



Odpowiada ona doliładnie melodyi pieśni : Panie nasz studnico do- 
broci {Kyrie fons bonitatis pater), Istórą w kancyonale swoim ogło- 
sił Walenty z Brzozowa w r. 1554 f. 16 a.: 



i 



-■t 



:^z=jr=: 



-ń — ^ — <^ — "g — gi [^ - [^ — <s> 



--A-- 



=1: 



-^=i 



-S" sH 

Pa— nie nasz stu— dni— co do — bro — ci, oj-cze nie ro — dzo — ny, 

i t. d. 



(Ks. J. Sarzyński : „Polskie pieśni kościoła katolickiego" str. 228). 



54 



•ZDZlSf,AW JACHIMECKI 



Melndya ta została zwozerpnięta ze starodawnego tropiis „Ky- 
rie^ fons boniłałis, pater mgcnite^ a quo bona cuncta procedunt'-^ . Pieśń 
polska zawdzięcza tropowi cały swój tekst i stronę muzyczną i od 
źródła swojego w niczem się nie różni : 



m 



^xs' 



-X5- 



.Si.- 



Kv — ri 



fons bo — ni — ta — tis, 



Jan z Lublina użył do swojego Ki)ie fons honitatis (f. 137 b.) 
odmiennej melodyi. 



XCIX. Str. 359—360. Et in terra sollenue. 4 gł. 






E& 



-<^' 



'^s- 






-??- 



-0^0 



'^-s 



rr^^ 






X5- 



V5- 



W tabulaturze Jana z Lublina znajdujemy Et in terra dwu- 
krotnie. Po pierwsze na karcie 23 h.. gdzie przerabia temat odmienny, 
po drugie f. 140 a., gdzie ma temat identyczny z kompozycyą naszej 
tabulatury nr. 99 i wiele podobieństw w opracowaniu, utrzymane 
jest jednak w tonacyi o kwintę wyższej. 



C. Str. 361 — 362. Domine Deus Agnus Dei. 4 gł. 



ifeEEi 



-^y- 



"^y" 



gte; 






^ 



t-. 



'5^ 



rl^ 



-te 



g-r 



r 



"Of- 



-er- 



-(2=^ 



:3=S 



OO" 



-C3f 



CL Str. 362. O królach polskich 5. gł. 







■i^ -&■ ■&■ 



iii=:Srrf=g::,fc':= 




i-< tsŁ Łft jc^i. .^n- 



l2^ 




f 1 r r 



#-^ • 






oo 



-^hO^ 1 






TABULATURA OKGANOWA / U. 1548 



55 



Jedyną świecką pieśń polską, z,avvartą w tabulaturze, wpisane 
później ud poprzednich utwonSw. 

W przeglądzie tabelarycznym przedstawia się zawartość ta- 
bulatury w sposób następujący. 

Charakter utworów. 

Kompozycye kościelne : 70. 

Kom pozy cye świeckie : 9. 

Preludya i utwory instrumentalna: 11. 

Kanony (fugi) : 6. 

Kompozycye bez bliższego określenia : 3. 

Ze względu na pochodzenie utworów. 

Kompozycye pochodzenia polskiego: 18. 

„ „ niemieckiego : 16. 

„ „ niderlandzkiego : 9. 

„ „ włoskiego : 2. 

Kompozycye oznaczone nazwiskami : 15. 

„ „ imieniem : 1. 

„ „ monogramem : 10. 

Kompozycye nieoznaczone : 75. 
Wykryte źródła pochodzenia utworów nieoznaczonych : 10. 



Tabulatura nasza przedstawia bogaty materyał porównawczy 
do poznania techniki transkrypcyjnej wielogłosowych kompozycyi 
wokalnych na instrument harmoniczny, jakim są organy. Przepro- 
wadzenie porównania tych transkrypcyi z oryginałami nie leży 
w granicach tej części pracy o tabulaturze. 

Dotknąć natomiast należy kweslyi czysto zewnętrznej, mia- 
nowicie paleografii muzycznej tabulatury. Nie wyszczególniam 
każdego znaku nutacyi tabulatury, utrzymanej w typowym cha- 
rakterze niemieckiej tabulatury organowej, pragnę tylk(j zwrócić 
uwagę na jeden rys właściwy tabulaturze, rys, wyróżniający ją 
z pośród wszystkich znanych nam ksiąg organowych pierwszej 
połowy XVI stulecia. Są to linie, biegnące pionowo przez wszystkie 
strony tabulatury, przecinające systemy nutowe i przestrzenie mię- 
dzy nimi leżące, wypełnione literami-nutami. Dzięki tym właśnie 



56 ZUZISŁAW JACfllMKOKl 

liniom nabiera każdy wpisany do tabulatury utwór wielkiej przej- 
rzystości rytmicznej, gdyż kreski te. to nasze kreski taktowe, pla- 
styczne granice jednostek rytmicznych, rytmicznych komórek mu- 
zycznego organizmu kompozycyi. Otto Kinkeldey w cennej pracy 
p. t. : „Orgel und Klavier in der Musik des 16 Jahrhunderts^ (1910, 
str. 190) uważa wcześniejsze od naszego zabytku tabulatury nie- 
mieckie : Konrada Paumana z r. 1452, Leonarda Klebera z r. 1520 — 
1524 i Hansa Kottera z r. 1532, a także i późniejszą Jana z Kon- 
stancyi z r. 1551, za partytury. Są one tem istotnie w porównaniu 
z głosami danych kompozycyi, rozpisanymi w książkach głosowych. 
Z powodu atoli różnych modyfikacyi w stosunku do wokalnych 
oryginałów należałoby uważać tabulatury raczej za wyciągi forte- 
pianowe, nie są one bowiem raechanicznem tylko ściągnięciem gło- 
sów w przejrzysty system. Prawa instrumentu ujawnione są w kolo- 
rystyce organowej, a dla nich to podpada utwór pewnym formalnym 
przemianom, którycŁi z natury rzeczy nie zna i znać nie może 
partytura kompozycyi wokalnej czy instrumentalnej, zwierciadło, 
skupiające wszystkie głosy w autentycznej ich formie. Tabulatury 
niemieckie z przed roku 1550 nie osiągnęły jeszcze doskonałości 
nowoczesnych partytur- wyciągów, choć, mimo całej tajemniczości 
w technice kompozytorskiej tych czasów, do doskonałości tej (a jest 
nią właśnie system łatwego oryentowania się w rytmice) dążyły. 
Faktycznie osiągnęła ją nasza tabulatura Jej linie pionowe są zja- 
wiskiem epokowem w pałeografii muzycznej. Wolny od scholasty- 
cznych doktryn w teoryi muzyki, pragnąc wynieść z praktyki 
muzycznej więcej zadowolenia estetycznego, niż mieć zabawy w po- 
konywaniu łamigłówkowych trudności kontrapunktu, był twórca 
tabulatury naszej dokładnie prz,eciwnym biegunem teoryi, repre- 
zentowanych n. p. przez muzyka hiszpańskiego, Juana Bermudo, 
autora dziełka p. t: Declaracion de instrumentos musicales (Ossuna 
1555). Bermudo wymagał od organisty nielada zdolności w oryen- 
towaniu się w polifonicznie bardzo zawiłych kompozycyach, których 
głosy spisane były całkiem niezależnie na dwóch rozwartych kar- 
tach księgi chóralnej. Dobry organista powinien był zdaniem Ber- 
muda grać a visła. wyczuwać rytm w takim, nierzadko małym, la- 
biryncie imilacyi. skróceń i powiększeń wartości rytmicznych. 
Kinkeldey przyjmuje twierdzenie Bermuda za świadectwo klasy- 
czne dla praktyki organowej całej tej epoki, (świadectwo obowią- 
zujące dla Hiszpanii, Włoch, Niemiec i Francyi) wysnuwa nawet 



TABULATURA ORGANOWA Z K. 1548 57 

Z niego wniosek, że właśnie z powodu takich warunków uzdolnie- 
nia organisty i wynikającej z nich rzekomej praktyki organowej 
nie zachowały się we Włoszech tabulatury. Żaden z teoretyków tam- 
toczesnych nie osądził tak bezwzględnie ułatwień rytmicznych, doko- 
nanych przez organistów, jak Berraudo : suelen virgular le papel 
pautado per no perderse en la cuenta... este modo sea harharo. Jego 
słowa to najlepszy dowód jego doktrynerstwa, „Barbarzyńca" kra- 
kowski z klasztoru św. Ducha nie powinien był smucić się wyro- 
kiem hiszpańskiego teoretyka, gdyby miał w siedm lat po spisaniu 
swojej tabulatury poznad jego Declaracion. Cała potomność, po na- 
sze dni. z wielką dla muzyki korzyścią używa tego samego sy- 
stemu w partyturach, jakim odznacza się Tabulatura z r. 1548. 

System linii taktowych tabulatury powinien być także wska- 
zówką w wydawnictwach polifonicznych dzieł owej epoki, w której 
takt cały miał naczelne znaczenie w rytmice muzycznej. Pomimo 
zupełnej jasności w układzie rytmicznym wielu kompozycyi owo- 
czesnych, widać w nowszych wydawnictwach naszych czasów dą- 
żenie do komplikacyi rytmicznej przez umieszczanie kresek takto- 
wych w różnych głosach nie w tych samych momentach akcentowych, 
a to dla uwydatnienia frazowania, którego atoli kreska taktowa 
nie może i nie powinna zmienić. Patrząc na taką metodę, moźnaby 
przyjść do przekonania, że wydawcy starych kompozycyi o jasnym 
i regularnym przebiegu rytmicznym starają się rytmikę ich ile 
możności skomplikować, tak jak zadaniem badaczy chorału gre- 
goryańskiego staje się ujęcie w ścisłe więzy rytmiczne swobodnie 
w rytmie wykonanych psalmod}^ i różnych śpiewów liturgicznych. 
Do uwag tych skłania system taktowy tabulatury naszej. 

Omówienie znaczenia, jakie tabulatura mieć mogła w kultu- 
rze muzycznej Krakowa, której jest z epoki tej jedynym swego 
rodzaju wspaniałym pomnikiem, nastąpi w innym rozdziale pracy 
o niej. Tu zaznaczyć wypada, że jest to znakomity przekrój przez 
praktykę muzyczną ówczesnego Krakowa. 



Nakoniec zwracam się z podziękowaniem do instytucyi i osób, 
które mi ułatwiały tok pracy tej, mianowicie do: Cesarskiej biblio- 
teki nadwornej w Wiedniu (kustosz dr. Kobert Lach), Królewskiej 
biblioteki w Berlinie (dyr. Kopfermann i dr. Hermann Springer), 
dyrekcyi Kathsschulbibliothek w Zwickau w Saksonii, biblioteki im. 

Rozprawy Wydz. filolof. T. LIII. i a 



58 ZDZISŁAW JACHIMBCKI 

Proske'go w Ratysbonie, prof. Uniwersytetu w Berlinie dra Johan- 
nesa Wolfa. prof. tegoż uniwersytetu dra Johannesa Bolte'go. dra 
Augusta Hughes-Hughes, kustosza działu rękopisów muzycznych 
w Muzeum brytyjskiein, prof. Uniw. w Monachium dra Teodora 
Kroyera, starszego bibliotekarza bibl. uniw. w Hazylei dra C. Chr. 
Bernoulli'ego, dra Alfreda Einsteina w Monachium, wreszcie do 
samego Szan. posiadacza Tabulatury, prof. Aleksandra Pcjlińskiego, 
który, łaskawie kollacyonując złożcme arkusze pracy z orygina- 
łem, poprawił sumiennie niejeden błąd odpisu w katalogu tematy- 
cznym i nie szczędził mi cennych wskazówek. 



Przyczynki do dziejów języka polskiego. 

Serya trzecia. 

Przez 

Aleksandra Brucknera ^). 



13. Rękopis lekarski XV wieku z glosami polskiemi. 

Rękopis w Ossolineum, pochodzi z biblioteki Stanisławowskiej 
ks. Lubomirskich; dar to kuratora Muchanowa dla księcia Tadeusza; 
oprawny w deski foliant papierowy bez początku i końca, pisany 
w jedne kolumnę, z szerokimi brzegami, które ktoś w XIX wieku 
silnie obrzynał i tekst miejscami uszkodził. Rękojiis składa się 
z kwinternów, policzbowanych u góry wedle kart od D5 do Yx 
(brak więc na początku kart 34; co zawierały, wypływa ze spisu 
treści, umieszczonego po karcie Y x). Dalsze kwinterny już nie- 
liczbowane; na końcu wiele kart wydarto; o treści poucza spis 
rozdziałów, zamieszczony tym razem na początku traktatu : Incipit 
ars et formuła conficieudi medicinas, in qua secreta practice rese- 
rantur et in qua permaxima utilitas reperitur, cuius Formule tituli 
prenotantur. 

Przepisany jedną ręką starannie, zawiera błędy liczne, nieraz 
przez kopistę samego poprawiane. Jest to zbiór praktyki lekarskiej, 
zaczynający podręcznikiem elementarnym, jakimś Medicinale; włą- 
czono tu naturalnie i Regimen sanitatis (scholae salernitanae) i inne 
popularne traktaciki. Między tym „Medicinale" a końcową „For- 
muła" wsunięto niby obszerny regestr, spis roślin alfabetyczny 



1) Serya pierwsza, nrr. 1 — 6, Rozprawy XLVII, str. 337 — 385; Serya draga 
nrr. 7 — 12, Rozprawy XLIX, str. 1—64. 



60 A. bruob:ner 

z dodaniem, na co która służy; są i rozmaite recepty, wpisywane 
na dole i po bokach na wielu miejscach rękopisu. 

Rękopis z drugiej polowy XV wieku (daty bliższej nigdzie 
niema a filigrany papieru rozmaite) powstał w Krakowie; dowodzą 
tego liczne glosy polskie i niemieckie w samym tekście; niemieckie 
dopisywano i później; dowodzą tegoż wzmianki o lekarzu polskim, 
królewskim, Jakubie. Wzór jego pierwotny pochodził jednak z Pragi 
a dowodem tego są glosy czeskie w samym tekście, w pierwszej 
polowie kodeksu mianowicie, i powoływanie częste mgr. Albika, 
arcybiskupa praskiego i medyka słynnego. Rękopis służy wyłącznie 
celom praktycznym, więc zaczyna opisem rozmaitych słabcjści i po- 
dawaniem środków na nie w owym Medicinale: dalei. niby Antidota- 
rius, opis roślin krótki i wyrażenie, przeciw jakim chorobom służą; 
tu są najliczniejsze glosy p'ilskie. aż potrójne: bo najpierw w sa- 
mych napisach, potem w obszerniejszem registrum a nakoniec 
w króciutkim regestrze; tu jednak rychło się urywają: od k. S6 
zaczyna się to słowami Si quis herbarum virtutes voluerit cognoscere 
subsequens breviarium vel breviatorium ... secum deferat. potem 
w porządku alfabetycznym od Absinthium w r. pyolvn est calidum 
in primo gradu etc. Abrotanum Bozedrzewko est calidum. siccum in 
tercio gradu etc. Najwięcej glos jest w owym obszernym regestrze 
i ten obrałem jako podstawę, dopisując odmienne brzmienie (a naj- 
częściej tylko odmienną ]Usownit^\ bardzo niestałą) w nawiasie kan- 
ciastym; w nawiasie okrągłym dodawałem później dopisywane glosy 
po brzegach czy nad liniami. Początkowym kwinternoni brak zu- 
pełnie glos polskich fchvba są przy później dopisanych receptach, 
np. na k. ElO: ebułus in vulgari chebdzina. glires qui in terra 
nascuntur i. v. glysty^ nad tekstem przewypąp do tornientiila; F3: 
paritaria alias nocz ydzen\ G8: vermes terrenos i. v glisthi, rubra- 
cinctorium a. czirvonąmasca\ H6: poma silvestria a. plo/iky)\ zaczy- 
nają się one dopiero od K6 i następnych. Wypisywałem wszystkie, 
ile ich dostrzegłem, ilekroć się powtarzają; notowałem przygodnie 
i inne zapiski. Glosy te nie przynoszą wiele nowego, znamy je 
ze znakomitego dzieła prof. Rostafińskiego, z którem stale je porówny- 
wałem; nie należało ich jednak zdaniem mojem pomijać, ponieważ 
rękopisy lekarskie z takiem stosunkowo bogatem słownictwem pol- 
skiem bywają arcyrzadkie. O języku, pisowni, niema co i rozpra- 
wiać osobno, parę uwag dodam na k(jńcu; nadmienię tylko, że 
z tejto łacińskiej nomenklatury pozostały u nas piłuły (później 



z DZIEJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 61 

piguły), kalktis, kolika kolka, gramatica s^ramatka (polewka), tudzież 
liczne tłumaczenia nazw roślinnych, czego dowiódł prof. Rostafiński 
w wymienionem dziele (tom I). 



(K5 hoc reverendissimus archiepiscopus Albicus de tinnifu 
aurium). 

K6 herba stropharia wr. truskcwt/ecz, crescens in communi 
via; et si in iunctura cuiuscunque membri dislocaretur gdysz wy- 
stupy klubu (1). 

K 7 pisces valent nominate gezdzycovye (na boku dopisano 
Jasdze). 

K8 valet dywyzna cocta vel aqua dyuyzne .. . per vapores dy- 
wyzne, valet maczka\ dywyznam Italiei appellant tapsum barbatum. 
in latino dyptamus vocatur; antiqua stramina quibus stabulum te- 
gitur w r. poschyczye. 

K9 Mgr Johannes dieit. quod sunt duplices herbe dyptamus 
albę vel subalbe, albę dicuntur wr. smldnyk. subalbe dicuntur peuce- 
danum. Dicunt quod mgr. Albicus dederit album pro diptamo 
i. gelyenye corzyenye, quam herbam hic vocant smldnyk. Mgr. Jo- 
hannes dicit oppositum, quod peucedanum sunt gelyenye corzyenye ... 
diptamus husworcz (t. j. hirsworcz); Maczycza (pierwsza litera nie- 
czytelna): yencus (!) maczka. 

K 10 de feno aut de othawa. 

LI cnntra verucam in manibus brodatcky:^ Sirriones texant 
in manibus wr. veszky. 

L3 uugulam cabellinam i. copytiiik vel lapaciam i. lopyan 
flaton. malve i. vyelky szlasz. spica nardi svathey mariey magdaliny 
corzenye. 

L4 semen cimini zymny kwyath et anebo harnynek. 

L6 Item mgfr. Albicus fecit reo:i Bohemie aliud conforta- 
mentum: fac minutum panem i. nadroh. 

L 7 salviam crispantem i. balssan soluendo cum soco i. ko- 
szya sywatka aut lacte caprino; contra scabiem summe valet aqua 
scabiosa distillata i. kauyaszk. 

L8 apium linistum proprie lipyecz (przekreślono), lipczek. 

M2 radices ebuli i. chyebdye. 

M 5 carvi i. polsky krnyw^ contra ictericiam i. zlutenyczy radix 



62 A. brCckner 

lappacii i. rzyepyk, radix celidonie i. wlastowyczye korzenye\ pire- 
trum i. peltram. 

M7 remedia mgr. Albici contra tussim; uvas passis rosynky^ 
contere cum szyrvatka caprina, faciendo gramaticam ad vinum 
szaytlinum, czubr mel? 

M9 recipe pyiooykmi (?); mel debet esse quod fluit wr. swos- 
czyn vel spląstu^ quod in latino dicitur favus mellis. 

1 (epatica wr. Mayownyk). 

03 Contra calculum, expertum in decano Pragensi. Recipe etc. 
rzepne syniye, srnowky racowe bozly srpupcziwo adych kokatwo a ty 
wytyssczye dobrzej matricariam i. rzym baba et fac malum kytha 
aprzypyecz modicum circa ignem. Contra ficum mgr. Syndel ex- 
pertum: recipe millefolium et fac podlugovałho czoletkuw... aliud ad 
id postruszky recipe. 

04 sarłathnye et impone super dolorem; rosinky\ recipe arvi- 
nam sąuarz et liquefac (późną ręką dopisano: cum ligno levigato 
wr. kopystkką f lathka); de aqua rosacea unum zzaytlinum; absci- 
das verticem (raphani) cum oleribus et exc(illigas i. vylupay\ recipe 
szysky dąbove, roszetrzy dobrzye. vyphy quocumque potu excepio vino. 

05 recipe pipinellam hyrsivorcz steyworcz maczkam; sczevy- 
covye korzenye piane latine vocatur accedula; quis habet in aurę 
skwory. 

6 piper mixtum cum wloszky kmyn\ cinamonum szkorzyecze, 
hirintus (!) i. maczka; mgr. Gisserus de villa parisiensi 

07 Contra hictericiam Głuche pocrzyvy a 3-y zayłliky swynem 
vel spivem aby dwa zaytliky wywrzala atreczy ostal'^ cum dolor est 
in digitis, qui wr. dicitur cvrcz'^ lupsczek, prout revrnd, mgr. Albicus 
fecit in coquina. 

O 10 plantaginem a. babka; Szadzes est herba multum efficax 
que valet pro locione volneris odnaparzettya; othok tiychodz; quer- 
cum fetidum a. Sgnyly\ accipe vertices de pi no pacovye et ungas 
naparzay herbara costyval, ortimilium v. brzanky. celidoniam a. ma- 
rzana^ in vas vitreum a. banka^ agrimoniam a, rzyepyk. 

P2 acori coschaczycez, arthdniasie wrothicz, mentis aquatice 
i. myatka votdna, super tempora naszktonye\ ad capitis dolorem 
accipe vrothicz bukvicza rumyen swoysky vodna myatka poley polna 
roszą bilicza szlasz y rzyepik'^ sal i. chrusecz cum lappacio acuto 
i. lopyan\ (herba in v. Schantha)\ Magister Jacobus. 

P4 terę in mortario a. wstapcze. 



z dzibjÓw języka polskiego 63 

P5 coctanam a. pygwy\ ad lippos oculos a. nnlipkye oczy; 
przytacza rece[>tę na oczy z książki Thesaurus pauperum. 

P6 tegas intus sal clinkem... depones klin-, centaurea drogo- 
slołh; atramentum ranthcza cum vino bibat. 

P7 lumbricos terre wr. glisty; folia fragarum wr. yezyni. 

P8 cytuje wiersze De retjimine pestilencie z r. 1395. 

Q 1 sub brachio sinistro i. e. pod pacha leua venam splenis 
dictam sleszyona; feces papaveris a. makovyni. 

Q3 abrotanum hozedrzyewko et adde herbam dictam i. v. bag^^ 
celidonie semen wr. Czeywyana. 

Q5 barbam Jovis i. nełrzesk, eleborum nigrum czyemyerzycza. 

Q6 ut fermentizet ahy kyszyalo yako pyvo. 

Q7 dyewyternyk in aqua coquendo bibat. 

Q8 hrzoskew de oleribus recentibus; res incise bene valent 
maczka; iusąuiami i. hyelon; linguam bovis i. v. cobily sczaw; recipe 
cortices spinarum circa terram ad unius palmę longitudinem wr. 
napyądzy odzyemye. 

Q9 Ut crines fiant spissi... et fiant ut vis yako długo chczescz 

Q 10 levisticum proprie lubsczek. 

R 1 squila Klescz; Informaciones mgri Jacobi regis Polonie; 
fac emplastrum Colaczek; accipe halun; contra belmo equi; (recipe 
catulam fetidam i. v. camomillam canum). 

R2 (eufrasia ptaszę oczka, anisum wlosky kopr). 

R4 apium i. opichen piper kylvngen i. yagodi czyrvo7ie, her- 
bam rostep, saxifragam i. lamykaniyen, nucleos hoc e. broszkynove 
Jćoszłky, zarnowky de cancris, calamum a. thatarskye szyele, nucleos 
sarnkove. Tractatum mgr. Johannis de Piua. 

R9 Versus de regimine sanitatis Anglorum regi scripsit tota 
scola salerni etc. 

Si de superfluitatibus canapi a. Sgrzehye. 

S2 smigma grecum s. quod vocatur barczkye. 

54 yirgultam salicis parve que in vulgari dicitur Smylzyna; 
item si habes szantham, lixivium Calcusz. 

55 morsus dyaboli i. v. comonicza; fluxum narium a. nos; her- 
bam i. V. rdest; radices urtice minoris a. szagauicze\ herba rothich... 
pellit pulices et wszoly; (asthma equi a. dychavicza; duo frusta a 
sraby; radix salicis a. slotovyrzby; arboris dicte broszy cze vel broszat 
contra epidimiam tiriacam polonicam). 

Y8 contra maculas faciei w. pyegy. 



64 A. brCukner 

Y9 rubea tinetorum vel buglossa maior polonice czyrwone 
corzyenye\ contra morbum qui dicitur Solknyenye (u góry icterica); 
herbani que dicitur szroczka. 

YIO medonem videlicet stercz (przekreślone), strecz-^ herbam 
ossed et rael quod dicitur yarzączy^ de herba Svoysky rumycn et 
berbtt kocza/tky, laua caput aut naparzay. berbam vspiwrod cum 
herba koczanky naparzay caput; siiiigma midlo. folia fragorum dicto- 
rum yezyny\ dopisano Grenesta zanowyancz. 

Absinthium pyolin {pyolyn). 

Abrothanum Bozedi zewko. 

[Acorus Kossaczecz\. 

Acecatum (!) Coprzywne szemye (jiaszyene koprzyiuii.e pod 
Ardemia). 

Acedula Sczaytc (sczaw) [sczaph, leszny por\. 

Affodillus Slothoglow. 

Agrimoaia Rzepyk {rzepik). 

Agaricus Gampka modrzeioowa [Gąbko modrzeyya] (contra emoro- 
gidas infirmitates czekącza czyriwna ny...). 

(Altifnrago Smlodu 

Altbea Slasz [szlasz et malua]. 

Allelluia Coriyk, alii dicunt zayączy sczaio. 

Allium Czosznek. 

Amigdala Migdal. 

Adiantus zagauicze. 

Anetum Polny Cumyn \Cmin\. 

Anetuui Copr (kopr) [copr et alii dicunt lupen: tak samo w ręk. 
jag. 774]. 

Anisium wloszky kopr. 

(Anagallus mvsoczrcw). 

Angplica Dzangyl. 

Archangelica zagawka. 

Apium OpytJiik, przekreślono; OpicJi. 

Aquileia Koza broda [kozyo broda]. 

Aristologia boszthezoch. po bokach dopisano: pyelnyk v. podrazecz, 
Uuthek; rystek cocorzek. 

Artemisia Były cza [Bylicza]. 

Anaglossa Babka (Bapka; arbipoles v.. dalej odcięte). 

Azarus Copyldnyk {Kopildnyk) \Copytliiyk]. 

Atriplex lebyothka \lyebyotka\ 



z DZIEJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 65 

Athenasia Rothycz (!). 

Aveiia Owyesch [owyesech]. 

As^ryk miszcaschkuh. 

Balanitia ąuyath yahlkowy. 

Balsaraitha wodna myethka [myatka vodnd\. 

Barba iovis nyetrzak albo royownyk {tietrzesk). 

(Barba hi rei lanik). 

Branca ursina harzcz [barcz'^ (bozuk labon)?] 

Balsa mnis balsam. 

Betha Czwykla. 

Bethonica Bvkivycza [bucuicza]. 

Buglossa wolowy yasyk. 

Bardana wielky Rzep. 

Brionia Przesstamp. 

[Calamus aromaticus tatarske żele], 

Cdmedreos Ozanka. 

Camomilla Rvmyen. 

Canapus Conopya. 

Capillus Veneris, inną ręką wpisane nodzek\ a k. T3b: Ca- 
pillus nodzek yeneris. 

Cecedo Sczothky. 

Cartarnus Crokosz. 

Carda Rzeyp Siłny [wyelky Rzyep, lappa maior]. 

Calamenthum Polna myethka (byalą lebotkka). 

[Catapucia skoczek] cauda eąuina Scrzip]. 

Caulis Capusta. 

Celidonia Zolthy mlecz (Szolthnik). 

Centaurea Drogosloth. 

Cicorea zolczyen aut podroszjiyk , alii vocant modrag\ [na k. 
T5 zolczyen przekreślono, przypisano zankyel]. 

Ciclamei) Boleglow [na k. T 5 przekreślono, pampawa\. 

Cicuta Swyną wesz {boleglow, svina ves). 

[Collofonia przysszkirzycze; (colloąuintida cibida górka), pulpa 
i. obyczek eius]. 

Corona regia Swonyecz. 

Citrullus Dyna [dynya vel malo)i]. 

Coctana Pigwy. 

Ciroglossa Koszthywal, consolida maior pszy yąszyk idem sunt 
(i. V. czyrwone korzenye, rubea tinctorum). 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LIII. 5 



66 A. brCoknku 

Colofonia Zywycza. 

Cariofollus Gosdzyk (poprawione z gosgyk\ [goszdyk]. 

(Cucurbita Kurbis wr. banye). 

Cythwar (na boku: crocium!). 

Diptamus Gelenezele [yelenye korzenye'^ na boku tremdala a. gelene 
korzene i trzemdalą]. 

[Draguntea, na boku waszownik, łiesrzal, hadowe zelye]. 

Ebulus Chebdze [Chebdzen]. 

Eleborus Czemyerzycza [Czemyorka]. 

Endiyia 3Ialy mlecz [Czrwal, na boku mlyecz]. 

Enula Omay [Oman]. 

Euruca Byalą gorczycza. 

Esula Schosznka [cucorzecze. nadpisano sosnka, buczkiricza], 

[Eupatorium saluia polna]. 

Eufrasie Ambroze vel ptaszę sicieczky [ptasza oczka]. 

Edera Bluscz seu Br zostań \bluscz]. 

Faba Bob [(fabaria, bobownik); frumtutum zytho albo pszetticza]. 

Filex Paprocz. 

Funus terre Zayacza Butha [(flos ]et\cAe naszyedrzo.. . urwane]. 

Fungi Grzyby. 

[Filipendula Gimdran, na boku Przerwypamp\ (flos amoris vasi- 
lek vel sarlath). 

Fam ula Yaszker. 

Galanga Galgan. 

Genciana Gorzyczka [Goriczka]. 

Gith Pakoioye. 

Glandes Zolandz [Zolancz]. 

Gladiolus Myeczykowye. 

Girasolis, pendodactilus vel catapucia maior vulgare8 vocant 
pyoniam. 

Jarus wezownyk [yaszownyk^ na boku herba vidue wdowky 
vel... odcięto]. 

Jeners Ber. 

Jusquiaraus By don. 

Juniperus Yalowyecz. 

Juncus Szythowie [sythovye]. 

Ipericou Zwonyecz. 

Ireos accorus Koszaczyecz. 

Iringus Centum eapita Sztoglow vel Mikolayek [na boku Micolaek]. 



z DZIKJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 67 

Jovis barba Royownyk. 

Lapacion lopyan lapatiiim acutum kobyły sczaw. 

Lactuca loczyga. 

Laureus Bobek. 

Laureola Wylcze łyko. 

[llaccea modrzewowa gąbka wymazanej. 

Lapis lazuli Lazur. 

Lens Szoczevicza. 

Levisticus Lvbsczek. 

[Liąuericium Uakrycya]. 

Linum Len. 

Liliuni Lilia. 

Litargirum Szrebnm pyana [srzyebna p.; przedtym Lignum 
aloes £>rzevo]. 

Lolium Kąkol. 

Łupi ans wylczy mak. 

Malva Ślaz. 

Mandragora Pocrzyk. 

M(jlagranatus wioska yablka. 

Moracelsi alia est morabatus (nad linią) Jagoda hikomorowa 
[{morowe iagodi. gezyny)]. 

Mastix Kadzydlo. 

[Margarita pyerla]. 

(Maurola Czamezyele). 

Mercurialis Sryebryk [Sczeczyna]. 

Menta crispa Kadzerzaica myethka. 

Mellilotum Zolthy konyk. 

Matricaria Maruna prodest his qui per potum se oifendunt 
alias ochfaczą. 

Mellisa Kadzydlo (przekreślone, nad ty na:) Myodvnky [Myo- 
dunky]. 

Meu Polny kopr. 

[Mespilia sypky\\. 

Melo Malvn [Malon]. 

Menten Powoy. 

Muscus Pysmo. 

Millefolium Kr{w)aivnyk. 

[Morsus diaboli camonicze]. 

Malacithonia Lesznyayabka [mała mariana lleszna yaplka]. 

5* 



68 A. BRtiCKNKR 

Nasturcium Rzerziicha [Zerncha]. 

Neufer Grzyhyenye [stulikep. zaś grzyhyeuye przy Narcisus 
przekreślono]. 

Nigella Czanwcha. 

Neopida Lesztiya myethka [leszna myatka]. 

Nitrum Sanlerth [u góry: Sanletra]. 

Numularia Slasz. 

Nux Orzech. 

Nux muscata Muskath. 

[Nux indica indyyski orzech]. 

[Opium Opich]. 

Origanum Lebyothka. 

Olibanum Kadzydlo [byale kadzydlo]. 

(Orobus uyka\ oculus cornicis wronye occko)\ [ordeum yaczmyen]. 

[Papaver mak\ 

[(Pleuretica pnyhok\ persicaria reddest): Primula Szesmk:, Polli- 
taria po Noczydzen]. 

[Peucedanum yelenye żele]. 

Pastinopa Pasternak. 

Passule Rozinky. 

Plantago Babka. 

Prassiurn Głuchą pocrzywa. 

Paritaria Nocz y dzen [dzen ynocz]. 

Persica Broskynya [brzoszkynya]. 

Petroleum Kamyenyouy mosg. 

Polipodium Faprołhka. 

Poleyum Poley. 

Porum Luk. 

Populus Topola. 

Prunne Slywy (na k. X I i przy pionia podano siwy). 

Psilium Brzashothąn (z pierwszego A zrobiono^?) [Brzaszgotan 
nadpisano]. 

Poma Yabka. 

Pisum Groch. 

Pipinella Wyedrzenyecz. 

Raphanus Rzothkyew. 

Rostrum porcinum Szwyny mlecz. 

[Reubarbarum Gąbka szamorska]. 

[Risii Byssz]. 



55 U7J KJÓW JĘ/.yKA POLSKIKOO 69 

Ruta ao-restis Zayacza rutka. 

Sature^ia Czamhr \Czampr\. 

Saxifra^a Thriiskawky alias pozemky (dopisano: Saxifraga est 
triplex, SC. herba frag^aruni wr. pozemki/, alia paprothka, tercia ad- 
modum pinipinelle). 

(Spatula fetida Rogosind). 

Salix Wirzha. 

[Sauina Schaoyna (przy Sandali... albi et rubei dopisano na 
boku... nowa.^ obcięte, na dole in vulgari zmiowyancz curat dentes, 
początek z terminem łacińskim obcięty, może było tu sandix, które 
jest rzeczywiście „zanowcem")]. 

[Sal armoeniacum sol ormyenska]. 

[Sal gemmę cruszczova sol]. 

Sambucus Besz. 

Scoriola Swyathego pyotra żele (Pampawa). 

Satirion Koslowa yaycza. 

Ścabiosa Dńakyew polna alias wspi wrzód. 

Sapo mydło. 

(Salmuca Wronyecz alias Stonok). 

Sal yanime Trzysthab glisteriis et suppositoriis valet {lauter- 
zalcze). 

Serpillum Madzerzaduska [Maczerza duszka]. 

Serpentina Wązoumyk. 

Semperviva Roszchodnyk. 

Senatinon Royowuik alias Nyetrzask contra fulmen etc; [vodna 
zer zucha]. 

Scicados Koczenky [Koczanky]. 

[Stercus Gówno]. 

(Spica celtica Moribaha). 

[Spodium wyelhladovą koscz est os ex elephantis conbustum; 
(spolium serpentis vaszovy lupyesz)'., tamariscus cysz'., terebentina zy- 
vicza modrzevova] (Tormentilla przervipąmp contra morbum qui di- 
citur Sparny mel purum alias trzescz). 

Solatrum Psinky. 

Sulfur Szara. 

(Tartarum weynsteyn wr. viny kamyen). 

Tapsus barbatus Dzewana. 

Titimalus Romanowa żele. 

Tribulus Oszełh [ossed]. 



70 A. brCckner 

[Trifolium konyk]. 

Vermicularis Eoszgodnyk [roszchonyk]. 

Verbena Choschisko. 

Virga pastoris (i. e. przaslka, Sczothky). 

(Yinum vyno). 

Volubilis Powoy. 

Zudarium Czythfar. 
■ Zynziber Inbir. 

Następuje sam spis nazwisk z niemieckiem a nieraz i pol- 
skiem tłumaczeniem, powtarzająeem poprzednie, odmienną jego piso- 
wnię zaznaczaliśmy w nawiasie; dodano nazw kilka, antliera rosen- 
same Szemyą roszane^ boleti hdly, cerusa olouyany proch, castoreos 
Stroye^ balsamita ivassermyncze wodna myathka. cencenodia sporgras 
sporysz, celidonia zolthi mlecz, coandrum nesselwurcze koreandr. 

Kto z tego spisu korzysta, winien łacińskie i polskie nazwy stale 
porównywać z materyalem, podanym przez Rostafińskiego; nadmienię 
więc tylko mimochodem, że np. ortimilium jest artimilium her\ 
formy polskiej brzanki Rostafiński nie wymienia, powtarza się zato 
w dzisiejszej nomenklaturze botanicznej dla phleum (od ber wy- 
mienia Rostafiński tylko brzycę^ brzyk)\ zamiast macka, jak Rosta- 
fiński przepisał, należy czytać znaczka (jak w czeskiem). Co do wy- 
razów polsko-łacińskich, gramatica^ gramatka, polewka, nie z greek, 
krommation poszło, będzie to przystosowanie nazwy gramatyki (ła- 
cińskiej), podobnie jak miserią sałatę ogórkową nazywamy i t. p. 
Pisownia wyrazów polskich jest w naszym rękopisie na ogół bardzo 
zaniedbana, z zapiskami Stańki równać się nie może. O Jakubie, 
lekarzu króla Jagiełły, wspomniałem już dawniej z puwodu pracy 
dra Lachsa o lekarzach krakowskich XV i XVI wieku. 



14. Uwagi krytyczne. 

Zanim przystąpię w kilku następnych Przyczynkach do uza- 
sadnienia, dlaczego w drugiem wydaniu „Dziejów języka polskiego" 
nie zmieniłem wielu szczegółów, zaczepionych przez krytykę, wy- 
każę na dobranych przykładach różnicę między filologicznem 
a lingwistycznem traktowaniem j(;zyka, t. j. między stosowaniem 
się do języka samego, do jego dziejów i do chronologii tych dzie- 
jów skrupulatnej, a między mechanicznem nieraz stosowaniem 



z nziEjÓw JI5ZYKA POLSKIRGO 71 

jakichś, często urojonych „praw" (reguł) i narzucaniem norm roz- 
wojowi językowemu, które mu całkiem obce. 

Zwalczam stale i nie całkiem bez skutku nowomodną etymo- 
logię lingwistyczną, zasadzającą się na bezowocnem wywodzeniu 
słów z „pierwiastków" (miewamy też po pięć lub sześć wywodów 
dla jednego słowa, a wszystkie równie fałszywe — proszę porównać 
Słowniki etymologiczne Waldego i Bernekera, składy największe 
poronionych etymologii), zamiast na śledzeniu dziejów wyrazu i naj- 
bliższego jego otoczenia. Ale nietylko na tej dziedzinie, można 
i w fonetyce i morfologii (słowiańskiej, do niej się bowiem ogra- 
niczam) stwierdzać coraz zawody lingwistów - zawodowców, zawo- 
dzących czytelnika na manowce; pomysły ich roztrącają się stale 
o historyę i chronologię; wystarcza też dla uśmiercenia tych po- 
mysłów nieraz najprymitywniejsze zestawienie faktów a szczególniej 
dat, co dla lingwistów jakby nie istniały na świecie. Byle przykład 
uwidoczni to lepiej niż wszelkie rozumowania. 

Języki np. satemowe, szczególniej litewski i słowiański, po- 
siadają liczne k^ g, miasto wymaganego przez „regułę" sz (s), i [z): 
sprzeczność powtarzająca się przy podobnych zjawiskach głosowych, 
por. niż.; wedle Brugmanna zaś, Bernekera i i. pożyczyły języki 
satemowe owe słowa z k. g, od języków kentumowych. Byle słowo 
dowiedzie jawnej niedorzeczności takiego tłumaczenia rzeczy, np. litew- 
skie kłausyti słuchać, obok szłowe sława. Słowianin ma w obu słowach 
prawidłowe s, Litwin w jednem fc, w drugiem sz. ale ani mu się śniło 
pożyczać od jakiegoś fantastycznego kentumowca (którego w całem 
sąsiedztwie jego ani śladu niemasz), nazwy dla — słuchu! Wybra- 
łem ten przykład, uśmiercający odrazu i inny pomysł lingwisty- 
czny, Meilleta, aby te niewygodne dla lingwisty a naturalne dla 
filologa wyjątki usunąć; Słowianie mówią wedle niego geś, nie ześ 
(= litewsk. żansis) niby dla uniknienia następstwa syczących, dla 
rozpodobnienia niby, ależ właśnie słuch (t. j. słus, nie kiiisl) do- 
wodzi, źe się Słowianom i o tem ani śniło, że więc przyczyny 
owych stałych wahań {kłonić i słonic) indziej szukać należy. Tem 
przypuszczaniem wpływów języków obcych na wyjątki z głosowni 
własnej, wojują stale lingwiści; niżej wymienię fakt całkiem nie- 
prawd(jpod(ibny a mimoto najprawdziwszy, że dla Jednego zjawi- 
ska gł(jsowego słowiańskiego przypuszczają lingwiści ni mniej ni 
więcej tylko ośiti rozmaitych wpływów obcych i to z strony ta- 
kich nawet języków, co się z sobą wcale nie stykały. 



72 A. BRtJCKNRR 

Te i tym podobne, samą metodę kompromitujące wymysły 
wynikaią zaś z innego, zasadniczego błędu, z dążenia, wypowiada- 
neo-o jawnie lub stosowanego milczkiem, do mechanizowania języka, 
do narzucania rozwoju identycznego procesom od siebie niezawi- 
słym, mianowicie zaś do przeprowadzania reguł, „prawami" szumnie 
nazywanych, bez wyjątków, jakbyto język wychodził z koszar, 
gdzie wszystko z precyzyą matematyczną się odbywa; ależ język 
to nie automat, bywa raczej ruchawką pospclitaków; na komendę 
„na ramię broń" odezwie się ich nieraz sto, lecz dwudziestu broń 
przy nodze zatrzyma, bo komendy nie dosłyszeli, albo poprostu im 
się tak zachciało. Otóż dla usuwania wszelkich wyjątków stosują 
lingwiści środki gorsze od mniemanego zła, bo niemożliwe; przy- 
kłady zob. niż. Bywa też, że środki, wypróbowane gdzieindziej 
ze skutkiem najlepszym, stosują na miejscu zupełnie nieodpowie- 
dniem i zamiast wyjaśnienia rzeczy najfatalniej ją gmatwają; przy- 
kłady zob. niż. 

Inny ich błąd metodyczny, to rozrywanie dla błahych czy 
pozornych powodów rzeczy nierozerwalnych, przecedzanie komarów 
a połykanie wielbłądów. Nikomu się nie śiulo jazdę od jadę odrywać, 
aż zawyrokował lingwista, że ponieważ niema przyrostka -2da w sło- 
wiańskiem (w istocie jest!), to jazda należy do chodzenia] Nikomu 
się nie śniło odrywać radio od litewskiego arkłas (a w dalszym 
ciągu od aratrum, arotron). aż zawyrokowali lingwiści, że ponieważ 
^ w (^ nie przechodzi (w istocie przechodzi nieraz!), przeto słowiań- 
skie -dło poszło nie z piewotnego -tro i nie jest równe lit. -kłas^ 
lecz z pierwotnego - dhro\ że to wierutna bajka, dowi(*dlem w Zeit- 
schrift f. vergl. Sprachf. XLVI i słów. dło powróciło znowu do 
naturalnego związku z lit. -kłas, łac. -trum. Jak na podobnej ana- 
lizie wyszły końcówki czasu teraźniejszego, wiemy; formy identy- 
czne, jeść i jest. bo zachodzące spółcześnie w tem samem narzeczu, 
rozerwano; szkoda że nie wciągnięto do analizy form je i jesta\ 
jesta byłoby gr. esto a je imperfectum bez augmentu, jak vede. 
nese i t. d. i otrzymalibyśmy zamiast jednej aż cztery fc^rmy. 

I takich przykładów co niemiara. Nikt np. nie oddzielał sło- 
wiańskiego jinz (jeden, inny), od oinos, wienas i t. d., aż oświad- 
czono, że jakiś niesłychany (w słowiańskiem) zresztą zaimek tkwi 
w tem jim, co powstało z bm, bo jedhm (co zastąpiło jim unus, 
gdy to przybrało znaczenie alius), jest starsze niż jedim, co po- 
wstało z jedbłiz analogią dopiero. Ależ dowodzi chronologia (nie 



z DZIEJÓW JĘ/.YKA l'OL8KlEaO 73 

istniejąca jak wiemy dla lingwistów), że jedim jest starsze niż 
jedbtiz (najdawniejsze pomniki mają wyłącznie /t^o^i//*, nigdy jedbutll) 
a powtóre jest taki fakt. Gdyby jedim powstało dopiero analogią 
z jedhm. niech wytłumaczą, dlaczego ruskie albo bułgarskie mają 
tę formę niby analogiczną tylko w -jedynym przypadku (nom. sing. 
masc), w żadnym innym zresztą; kto słyszał o analogicznie utwo- 
rzonym pniu nowym dla jednego jedynego przypadku? Otóż była 
niegdyś tylko odmiana jedim^ jedina, jcdino. jedinogo itd.; wszyst- 
kie formy uległy skróceniu (Jedbna itd., jak np. z gospodina po- 
wstaje gospodbna), tylko nom. sing. masc, nie mógł mu uledz i po- 
został jak był. A więc _/«'«« (i jedim) są formy pierwotne, identy- 
czne z oinos, wienas, co z natury rzeczy samo wynika; jedbm po- 
wstało później do jedbnogo itd. 

Z głosowni wymienię, co up. z eh wyprawiają. Żeby przepro- 
wadzić regułę bez wyjątku, której się vbsh = lit. wisas sprzeciwia, 
jedni orzekli, że litewskie jest pożyczką słowiańską (co o takich 
pożyczkach sądzić, wyżej wspomnieliśmy); inni zaś, źe Słowianie 
pierwotnie odmieniali Vbchz. vbchogo itd.; od prawidłowego vbsemb. 
Vhsi, vbsechz. rozszerzyło się to nowe s na całą odmianę. Ależ Sło- 
wianin tak przywykł przy eh do stałej wymiany {duch, dusi, du- 
sze, v% duse, por. łakz, tocenib, taci, tacechh), że gdyby miał kiedy- 
kolwiek odmianę vbhz vbsi, niezawodnieby ją zatrzymał. Z chęci 
uniformowania wszystkiego narzucają i nagłosowi regułę, dotyczącą 
tylko środka słowa, i twierdzą, że chodzić zawdzięcza eh zamiast s 
złożeniom z pri- i u-, gdzie po i, u wedle reguły z s powstało, co 
się później rozpowszechniło; chromy zawdzięcza podobnie swe eh 
stałemu jakiemuś 7iogu srorm: obie bajki wymyślił Pedersen, naj- 
zdolniejszy zresztą, wedle Zimmera, z lingwistów młodszych; Ber- 
neker pierwszą bajkę powtórzył z całą wiarą, tylko co do drugiej 
się wahał; ależ nie znamy dotąd wcale warunków, w jakich na- 
gło.sowe eh powstaje; to należy poprostu wyznać otwarcie, nie zaś 
klecić niemożliwości; jedynie chód zgadza się z hodos, o innych nic 
nie wiemy (ratuje się też zakłopotany Berneker przy tem eh cią- 
gle niemożliwą jakąś „Lautnachahmung"). Wedle ts, ps, ns i t. d., 
dających tylko s, możemy wnioskować, że i ks s daje; lingwiści 
przemieniają natomiast ks w eh, na podstawie jedynego przykładu 
rechz, reśe, chociaż wszelkie prawdopodobieństwo za tem przema- 
wia, że rech resę, jak jaśę (zamiast jasę), peśe (zamiast pesę), zajęło 
miejsce pierwotnego nsz resę a innego przykładu dla eh z ks niema, 



74 A. brCckskk 

bo żeby chudi/ hyl = indy \sk. kshudra, i to do bajek należv. I we- 
wnątrz słowa dopuszcza reguła wyjątków, jak vbSb wieś i wszystek, 
dowodzi, bo żeby s z k (vicus) regule tej nieulegało. jest tylko 
wymysłem na tej w niefortunne wymysły tak płodnej dziedzinie. 
Inny wyjątek, to bes. identyczne z litewskim haisus straszny, baisa 
strach; słowa te należą do bać się. do baime bojaźni, ale żeby „re- 
gule" zadość się stało, oderwał Pedersen oba. bes i baisus, od bać 
a przyczepił do zmyślonego baidsa z całkiem innego gniazda i do- 
dał łacińskie foedus. Wymyślili dalej, że i sr po u, i przechodzi 
w chr a to przez rr w proste r. tak że litewskiemu auszra odpo- 
wiadałoby słowiańskie luo: te wywodj'. nie oparte na niczem. oprócz 
fantazyi autorskiej, odrzucamy naturalnie i utożsamiamy auszra 
z ustro, z którego poszło uh'o, j;ik to filohg wie napewno z przy- 
kładów, nieznanych może lingwistom: ów lingwista, co uro wymy- 
ślił, wywodzi utro z pierwotnego uchtro; jak zaś to uchtro powstało, 
skoro już us-tro istniało (bo autor uważa -łro. nie -ro za przyro- 
stek tego sło'.ra wbrew świadectwu innych języków), tegom już nie 
zrozumiał dobrze. Oto tvlko wiązanka pomysłów lingwistycznych 
z dziedziny jedynego eh: niżej wymienię jeszcze inne z tej samej 
dziedziny. 

Do pary z mechanicznem narzucaniem reguł chodzi wyrywa- 
nie szczegółów z całości; co dla kilku trafnem by się zdawało, 
upada, skoro się av dalszych szczegółacli rozejrzymy. Gdy np, lin- 
gwista twierdził, że medweda biota polskiego dyplomu z XIII w. 
pisał Prusak rodowity, nie wymawiający polskiego dz. że byli więc 
Prusacy tubj-lcy i po lewej stronie Wisły, na Pomorzu, zapomniał, 
że d zamiast dz i dż piszą Polacy sami jeszcze i w wieku XIV, 
że więc ta pisownia niczego o narodowości pisarza nie stanowi. 
Inny twierdził, że nasze chocia to ostatni przykład naszego imie- 
słowu czasu teraźniejszego na -a. jakie w czeskim i ruskim istnieją 
(jeśli istnieją, bo wykład ich chwiejny); zapomniał, że w polskim, 
~a {-ia) stale przystępuje do wszelakich przysłówków, np. kromia, 
procza, wedla obok wedle, dzisia (niekoniecznie attrakcyą do 
wczora). tuta, więca (w rotach), nawet jesta, że więc nierównie 
mniej ryzykujemy', przypuszczając je i dla chocia a to odnosząc 
do byle innej formy czasownikowej (choti). 

Inny znowu biedzi się napróżno, polskie formy z ie zamiast 
ia wytłumaczyć, powiedać, krzesło; żehyż ])vzj po iciedać. pedać. przy- 
puścił choć wpływ powiedzieć, pedzieć, miałoby tu jeszcze jaki taki 



z DZIEJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 75 

sens, ale te ludowe (nietylko staropolskie — a tam znowu po- 
wszechne, nietylkopo książkach treści ascetycznej panującej) formy ^) 
za czechizmy wydawać, sensu mieć nie może; fantastyczny wy- 
wód krzesła sam zarzucił, ale „jak tu owe e objaśnić — nie wie", 
chociaż nie ma ani tu ani przy powiedać co objaśniać; są to takie 
same sporadycznie zachowane ie. jak np. owe sporadyczne A;, <jr, 
zamiast -s, z. w językach satemowych. 

Najwalniejszym brakiem pozostaje to od czego zaczęliśmy, 
pomijanie chronologii, dochodzące do tego, że np. prasłowiańskie 
spłynięcie pierwotnego s i s z k datują po raetatezie trot z pierwo- 
tnego tort, należącej dopiero do VIII lub IX w. po Chr.! Fałszywe 
kombinacye gramatyki Yundraka wynikały głównie z tego, że au- 
tor nie zdawał sobie sprawy z chronologii, że cofnął np. przegłos 
jo w je już w czasy najodleglejsze. I wylęgają się coraz nowe dzi- 
wactwa; wynachodzi się jakieś nowe prawa (przechód str w zdr 
z powodu jedynego nozdri, boć nięzdra nic z mięso niema spólnego), 
działanie jakiegoś niesłychanego sandhi i tym podobne łamańce. 
Wiemy np., że jig^ła, choć może nie odpowiada pruskiemu aieiilo 
litera w literę (pożyczka?), jest formą ogólno słowiańską; więc na- 
próżno silą się wszyscy (Gebauer, Berneker, Vondrak i. i.), oder- 
wać od niej czeskie jehla i zmyślać niesłychaną w całej słowiań- 
szczyźnie (co każde jb- w ji- odmienia, por. jigo, j'i=is, eum itd.), 
formę jbhla. To znowu uroił sobie lingwista, że polskie przesta- 
wione r {trot z tort) różniło się co do artykulacyi od nieprzesta- 
wionego r, bo znalazł w psałterzu puławskim dwojaką pisownię 
płynnej a ponieważ kilkadziesiąt przykładów odpowiadało przy- 
padkowo jego zachciance, wydał ją za fakt, niepomny, że w ręko- 
pisach średniowiecznych nietylko r, ale i 5, y nawet, mają dwo- 
jakie kształty, co jednak z artykulacyą ich w żadnym nie pozo- 
staje związku. Bardzo wypróbowany w tych pomysłach środeczek, 
to odwracanie stosunków historycznych; zamiast od formy starszej 
wychodzi się od młodszej: czakać np, jest we wszystkich językach 
słowiańskich formą starszą, urobioną od czaka do cza-joM (por. znak 
do znać, brak do brać itp.); przeciw temu naturalnemu wykładowi 

') Jeszcze po rękopisach XIX w. można spotykać w nagłówkach opowie- 
danie i nie jestto mj-łka pisarska. Ów autor istnienie owego poiciedać jak naj- 
fałszywiej przedstawił, bo tylko tak mógł ochronić mniemany swój czechizm ; 
przeciw niemu należy stwierdzić, że powiedać było ogólnopolskie niegdyś a dziś 
jeszcze jest ludowe i dla tego samego myśl o pożyczce jest niemożliwa. 



76 A. BUUCKNKR 

zmyślono, że to (niesłychany w słowiańskiem) reduplikowany imie- 
słów czekam^ równy wedyjskiemu cakanas, t. j. powtarza się ów 
dawny błąd, który uważaliśmy już za zupełnie wyświecony, owo 
chwytanie powierzchownych, łudzących zestawień słów od siebie 
najdalszych, niby jak owe 'osławione Hermejas = Sarameja itp.; 
odrywając czakati od czajati grzeszy się przytem i przeciw funda- 
mentalnej zasadzie, że należy rzeczy np. słowiańskie najpierw z sło- 
wiańszczyzny wykładać, a więc brak ślub od brać, a nie z łaciń- 
skiego merx; ręka lit. ranka, od lit. renkiu zbieram a nie od ja- 
kiegoś ur-; powszechnie dziś uznane zrównanie naszej roty z indyj- 
skiem vratam uważam za taką samą bajkę jak dawne (Picteta i i.) 
zestawianie np. (i)X£avoc i wedyjskiego acajanas. Ów niefortunny 
wymysł czekan :=czekanas powtarzają ufnie Berneker i Milikola, 
ależ właśnie Mikkola okazał się (w Urslavische Grammatik), mi- 
strzem w odwracaniu naturalnego porządku rzeczy i w niesłycha- 
nej plątaninie chronologicznej; przykłady drastyczne (np. co do 
polskiego słyszał — słyszeli; co do czasu przegłosu w człon i w biorę), 
poznamy niżej. 

Pomijam inne słabostki metody lingwistycznej, np. tworzenie 
coraz nowych „praw" na podstawie kilku zasadniczo niemożliwych 
etymologii; każdy niemal (nowszy) rocznik naszych czasopism fa- 
chowych dostarczy przykładów, których nie myślę dalej zbierać, 
bobym nie skończył: i tak w dalszym tych przyczynków ciągu 
muszę coraz z podobnymi wymysłami walczyć. 

Zwalczam naturalnie, nie lingwistykę, nie lingwistów, lecz 
braki metcjdy, głównie owo pomijanie dziejów językowych. Obja- 
wia się to mniej na polu języków klasycznych lub germańskich, 
gdzie filologia dawno dzieje ustaliła tak, źe wybryki nie łatwo 
uchodzą niepostrzeźone; natomiast na niwie słowiańskiej, gdzieśmy 
jeszcze od podobnego ustalenia dalecy, rozrządza się każdy po swo- 
jemu: wolnoć Tomku w swoim domku. Otóż temu kres jakiś poło- 
żyć; wykazać, że nie wolno pomijać chronologii, jak się komu po- 
doba; że z nią naj skrupulatniej liczyć się należ}^, jeźli się do pra- 
wdy chce dotrzeć: to jest zadaniem dalszych przyczynków; w ten 
sam sposób wystąpiłem w pracach, ogłoszonych w 45 i 46 tomie 
Zeitschrift f. vergl. Sprachf, dokąd odsyłam czytelnika co do bliż- 
szych szczegółów o męzdra, jedim, ustro itd. 

Wojuję zarazem przeciw naszej manii pomysłów, których 
obcy, nieslawiści albo niepoloniści, kontrolować nie mogą i przyj- 



z DZlKJÓW JĘZYKA li >i..SKIFS(4() 77 

mują je od slawistów i polonistów w najlepszej wierze, ani się do- 
myślając, że o fałsz jawny nowe fałsze opierają; przykłady zob, niż. 
Lecz zamiast dalszych wywodów ogólnych, wolę przystąpić do rze- 
czy samej; czytelnik na podstawie faktów niżej przytaczanych sam 
osądzi, co do celu pewniej prowadzi, czy filologiczne wnikanie 
w rzecz, troskliwe wsłuchiwanie się w dzieje i życie języka, czy 
też narzucanie mu norm i reguł, o których język nie wie. Ponie- 
waż mi jednak o polemikę nie chodzi, przeto nie wymieniam ża- 
dnych nazwisk ani przytaczam cytatów, chociaż często dosłownie 
wywody lingwistów powtarzam — tern swobodniej rozprawiam o rze- 
czy samej. Literaturę przedmiotu zebrałem całą, z wyjątkiem jednej 
broszury, W3^łącznie przeciw mnie zwróconej ; tej nie czytałem, więc 
jej ani słowem nigdzie nie uwzględniam. 

15. Teraz. 

Dla krótkości i dogodności tak ten Przyczynek nazwałem, 
chociaż Teraz jest mi tylko punktem wyjścia dla dalszych docie- 
kań, co i poza granice polszczyzny sięgają; wysuwam zaś już tu 
tę uwagę, bo dotyczy ona i niektórych dalszych nagłówków, co 
też właściwej treści bynajmniej nie wyrażają. Ze zaś ciągle od 
tematu odbiegam i wszelkie możliwe pytania poruszam, wina w tem 
nie moja. Jak nie posiadamy historycznego słownika — a proje- 
ktowany słownik staropolski temu brakowi nie zaradzi, bo mu 
zgóry zbyt ciasne nakreślono granice, tak nie posiadamy i grama- 
tyki historycznej, oprócz kilku luźnych przyczynków, z których 
najcenniejszy. Morfologia Kaliny, mimo niemożliwego wykładu i nie- 
wy zyskania całego materyału. Wobec tego dotkliwego braku nie 
pozostaje nic innego, jak samemu starać się rozwiązywać, ile mo- 
żności, coraz nowe zagadnienia z całej tej dziedziny i to jest wła- 
ściwym celem tych Przyczynków. 

Nasze, co najmniej od XVI w. ogólne, teraz skrócono z ten 
raz; poucza o tem choćby „Sąd Parysa" z r. 1542, gdzie obie 
formy istnieją, np. poydę teras do tańca w. 642, będzim z wami 
ten raz tańcować w. 665, ten raz ia pomszczę nad tobą krzywdy 
moiey w. 773 itd. a niejedyny to pomnik dawny z ten raz ^). Nasi 



1) Język toj arcylichej komedyi szkolnej wcale nie ciekawy ; zwrócę nwag-ę 
na jedno. Pojawia się tu niestoycie (niestety), co wymaga przyimka na, przecież 



78 A. brCcknkr 

lingwiści inaczej rzecz wywodzą; wedle jednych ma to być te 
(= cerkiewnemu h) -\- raz^ co niemożliwe, byłożby po polsku traz^ 
por. czeskie wetczas wtenczas; wedle autora innego jest to te raz\ przypu- 
szcza się więc biernik żeński na podstawie białoruskiego pierszuju 
raz, tuju raz, jakby białorusczyzna czegośkolwiek dla polszczyzny 
dowodziła. Przytoczę więc sam, wyręczając owego autora, przykłady 
polskie: teraz w Marchołcie 1521 r. (zob. podobiznę w wydaniu 
Dr. Bernackiego); pierwsza raz w J. Tarnowskiego Consilium ra- 
tionis bellicae 1558 r., jedną raz w faceciach anonima z drugiej 
połowy XVI w. (w wydaniu Chrzanowskiego str. 25); drugą raz 
we spółczesnym słowniku Mączyńskiego. Dlaczegóż mimo tak ja- 
wnych przykładów obstaję przy dawnym wywodzie? Teraz w Mar- 
chołcie będzie myłką druku, bo na tej samej stronicy czytam i li- 
tęry\ jedną raz wyśmiewa Anonim jako „grubą chłopską mowę" 
(istotnie znam tylko jeden raz u pisarzy i po słownikach ówcze- 
snych), czegoby nie czynił, gdyby teraz istniało powszechnie; we- 
dle jedną raz (nie jedne razW) i drugą raz należałoby nakoniec 
oczekiwać tą raz, nie te raz, gdyż jedną i drugą są tu narzędniki, 
nie bierniki, przecież to cerk. jedinoją, czeskie jednou. Otóż wedle 
tego odwiecznego jedną (i jena) mówionej i drugą a raz przycze- 
piano mechanicznie; obok jeden raz i ten raz mówiono i jedną raz 
(Anonim) i drugą raz (Mączyński). 

Z jedną raz, drugą raz, powstało drogą t. zw. atrakcyi gra- 
matycznej, a więc znowu mechanicznie, jedną rażą. Przj^toczmyż 
kilka tej atrakcyi przykładów; najbardziej znany, to cerkiewne 
dni]ą i nosztiją (zamiast dniem i nocą); u nas częsta ona przy przy- 
irakach, w oce mgnieniu (dawniej ogólne, dziś ludowe wocgmnieniu 
itp.). zamiast w oka mgnieniu (z dawnym szykiem dopełniacza); po 
zmartwym wstaniu (wiek XVI, częste), zamiast po zmartwych wsta- 



nastojcie nań perseąuimini eum pierwotnie mawiano, nim nie się wcisnęło; ta 
zapomniał o tem autor (czy zecer?) i stójcie z nad hiin połączył: niestoycie mnie 
nad zdrajcij tego (!) y na złodzieia domu mego w. 700 i 701, niestocie nad zło- 
dzieia złośliwego 716. Z słownictwa można wyróżnić stroki, razy, stąd ważne 
w dawnych gusłach ostroczyć = zczarować kogo, kreśląc nad nim razy — linie, 
np. aleć mi ją już dyabeł podobno ostroczył Synod klechów podgórskich 1607 r. 
(kochała mnie niegdyś a teraz ani patrzy); wyraża tego SI. W. nie objaśnił; od- 
powieść i pod. zamiast odpotciedź, hazany Posanneu i i.; razi nieco stałe oży- 
wanie dubletów, słnałek i smutek, miotać i mietać, wedla i wedle. Jest zielazo 
(por. ciemierzyca, ślusarz, źródło itd., kuciaba i inne ć, z, ś zamiast cz, z, sz). 



z 1>/.1KJÓW JĘZYKA I'OL,8KIKGO 79 

niu\ po lyscze tviszczu Starr)d. pruwa polsk. pomniki VIII, 1888, 
nr. 10463 (zamiast po lista H-ijszciu\ w nr. ]{)122 poli/słu ivischc2a\)', 
do poty-poki dodano, pująwszy je jako bierniki liczby mnogiej, 
miasty zamiast miasta, np. ez poky mi/asty yesnii vyechali poty myasty 
itd., tamże nr. 10647; natychmiast poszło jednak z analogii do do- 
tychmiast. 

Po tej wycieczce na pole różnorakiej atrakcyi gramatycznej 
wracamy do jedną rażą. Najday^^niejszy tegoż przykład mamy w ko- 
deksie Swiętosławowym na k. 69, pyrwą raszą weszraye genego 
wyeprza wthorim raszem naydzj^ely może wszysthky swynye za- 
gyącz itd., gdzie warto zaznaczyć zrozumiałą, jak z powyższego 
wynika, różnicę między pirwą rażą a wtórym razem. Ale była to 
w r. 1449 forma narzeczowa, mazowiecka; o pół wieku późniejszy 
kodeks dzikowski ma na tem samem miejscu: za pyrzwem razem 
ma wyeprza wzyącz a gdy drugy raz naydzye a trzeezy raz. Gdy 
się jedną., pirzwą rażą ustaliło, mówiono i ^g, drugą rażą. co już 
u Knapiusza zapisano. Ale nie dosyć na tem; na ostatnim, już tylko 
narzeczowym stopniu, dorabia się do rażą żeńskie raza. kasz. do 
trzecie raze i i.; i tu dopiero możnaby prawić o jakiemś wahaniu 
rodzajowem, którego w języku książkowym i potocznym wcale zre- 
sztą przy tym słowie niema. Dla teraz niemam więc miejsca: by- 
łyż tylko jedną'., potem jedną raz\ dalej jedną rażą., nakoniec tą 
raza/., łatwiej też mojem zdaniem przypuścić ogólną wyrzutnię spół- 
głoski {ten raz\ niż ogólne zastępstwo nosowej samogłoski czystą 
(te raz). Warto też zaznaczyć, że w najlepszych drukach XVI w. 
spotykamy stale drugieraz. a więc raz w rodzaju nijakim niby. ale 
i tu dodano tylko mechanicznie raz do drugie, jak w jedną raz. 

Nasze jedną albo jena a raczej jednać, jenąc (że tak średnio- 
wieczne jednącz czytać należy, nie jednać, dowodzi kilkakrotne je- 
dnać u Leopolity), nawodzi mię na usunięcie błędnego wykładu, 
panującego od dawna do dziś (a dziś szczególniej) w slawistyce. 
Wywodzą przyrostki, uogólniające u zaimków, mnożące u liczebni- 
ków, z rozmait^^ch rzeczowników i czasowników. Np. -gda, w jegda, 
kogda, togda. nasze jegdy, kiegdy, tegdy ma być dopełniaczem albo, 
wedle Mahlowa, co pierwszy to poruszył narzędnikiem rzeczo- 
wnika god (którego miejscownik gode. istotnie w południowej sło- 
wiańszczyźnie tak się używa, por. bułg. kojgode ktokolwiek, słów. 
kajgodi cokolwiek, serbochorwackie -godi, -god. równe łacińskiemu 
-canque):, ależ właśnie ów przykład dowodzi czegoś wręcz przeci- 



80 A. brOcknek 

wnego, mianowicie, że o rdzenne się nie ulatnia. W liczebnikacli 
dwasłi. Mzbdy dwa kroć, trzy kroć, upatrują pierwotne szhd -chód; 
dwa Sbdy (z czego upodobnieniem niemych i dźwięcznych, to wprzód 
to wtył dzialającem, dwaśti lub du-azdy). znacz37łoby więc właści- 
wie dwa chody, lecz właśnie przykład, przez Leskiena na potwier- 
dzenie domysłu przytoczony, duńskie Gang w znaczeniu razu, to, 
tre gange, dowodzi czegoś przeciwnego, bo Ga)ig jest istotnym rze- 
czownikiem, rzeczownika hdz zaś nigdy nie było; był tylko chodź. 
Nakoniec zaimek kzzhdo. każdy ma być ściągniętym z kz zbdo za- 
miast kh zbdeif). 1. poj. od czasownika zbdati czekać; Miklosich. 
zresztą tak przezorny, dał się zwieść analogii łacińskiej (quivis, qui- 
libet), ależ właśnie łacina przestrzega przed takim wykładem, boc 
vis, lihet albo nasze chce {jakichce, słowieńskie kdochte itp.) są wy- 
raźne formy czasownikowe, nie zaś słowiańskie -zbdo. Wszystkie 
trzy wykłady są mylne, przy dwasti, zupełnie niemożliwe, gdyż te- 
goż -sti powstało z pierwotnego tji i z sbd w najdalszym nawet 
związku stać nie może, czego właśnie z polszczyzny dowiedziemy, 
choć Berneker o polskich formach milczy. Wszystkie powyższe 
formy polegają nie na rzeczownikach ani na czasownikach, ale na 
naj zwykłej szem, nietylko u Słowian, skupianiu partykuł u zaimków 
i przysłówków, a więc de {da. dy, do), ke izb) i ga (litewsk. gu itp.), 
bo czasowniki lub rzeczowniki zmianie nie ulegałyby żadnej, o czem 
nas formy z gub [dwtguh), lub z krat {dwa kraty), lub z gode (patrz 
wyżej), pouczają. 

Pomówmy najpierw o polskiem jednać, zawdzięczającem swoje 
c (z i/), formie dwoje, dwojec {= małoruskie dwijczy, łużyckie dwójcy), 
dwakroć; formy troje polszczyzna niema, por. górnołuż. trójcy, ma- 
łorusk. trijczy obok tryczy. Przykłady pf)lskie dla jediiąc, dwój(e)c 
znajdzie czytelnik w psałterzu (u Nehringa), w biblii (u Babia- 
czyka), w statutach (u Bystronia, Rozprawy t. XXVIII, str. 196); 
dodam parę uwag. Dwoje a raczej dwóje jest formą starszą, dwojec 
ma wstawne e; mamy ją i w kazaniach gniezdzieńskich: iscy sv0ły 
gan. .dvocz m0k(> cirpal (Nehring Rozprawy XXV, lOo, mylnie 
tłumaczył „zapewne duog^cz m^k^'^, ale dwoją nie ściąga się w dwa, 
por. dwog^cz rzecz tamże; ś. Jan dwakroć mękę cierpiał, diroc = 
dwóje wedle pisowni kazań stałej, np. / troczy = w trójcy itd.); 
tamże jedn<^ dna raz w dzień; w biblii Zofii dodano raz zbytecznie 
kroć', dwoycz krocz, widocznie tracono poczucie znaczenia; słońce 

ti^le dwoyc świeeUo Rozmyślanie przemyskie str. 26; dwóje w kode- 

/ 



z DZIEJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 81 

ksie Stradomskiego {gednacz olho chroycz a na wyaczey trzy krocz 
str. 65), polega na odpisie z dawuiejszego. W księdze ziemi czer- 
skiej (wydania ks. Lubomirskiego, Warszawa 1879) pod r. 1410 
mon groho dwoyecz tvracafya}icz)\ w rocie wareckiej z r. 1458 (wy- 
dał Piekosiriski, Arcbiw. komis, prawn, VIII, 1907, str. 52) mieli- 
byśmy nawet formę najpełniejszą, gdybyśmy wydawcy całkiem za- 
wierzać mogli: iacom ya nye przisetl dwugiczy u- dom twoy. Dwoycy 
jest wreszcie i parę razy u Opecia w wydaniu z r. 1522. 

Otóż to polsko łużyckie -cy, małoruskie -czy dowodzi niezbi- 
cie, że poszło nie z szed-^ lecz z -tji (lub -tje)^ tego samego co 
w naszem jacy (tylko, kolwiek), w cerkiewnem aUi i aUe (z jaUi, 
od zaimka trzeciej osoby; aUi nie poszło z jastebi, jak zwykle 
twierdzą, lecz jest pierwotne), w starosłowieńskiem (pomników z Fry- 
syngu) ecze itd. Ten sam przyrostek, ale, jak zwykle, w dublecie 
słowiańskim z s-, powtarza się w jeszcze t. j. je-stje (pomijam fan- 
tastyczne tegoż wywody u Bernekera 454). Od dvasti z dwatji ró- 
żni się więc dwazhdy jak najzupełniej co do pochodzenia, zgadza- 
jąc się z niem w znaczeniu. Wokalizm w dwaśti (a wedle tego 
w nmogaśti), i trlsti nie wskazuje przypadku, lecz należy go oce- 
nić jak wokalizm w jasti, w taki i sicb'^ w nowszych językach po- 
wtarza się triśH w małoruskiem tryczy, gdy inne zastąpiły osnowę 
porządkową (dwa, tri) zbiorową (dwój-, trój-), por. polskie trzykro- 
tnie z ruskiem trojekratno. Czy o w ruskiem dwożdy pierwotne? 

Obok przyrostka {-tje). -tji w dwasti, tristi iid., w jaste i jasti, 
istnieje w tej samej funkcyi i inny dublet jego, -dje, cerkiewne 
tozde^ ruskie toze. zachodnie (w kijowskim głagolickim urywku) 
toze'^ tozde różni się więc najzupełniej od kizbdo, chociaż kzzbde pod 
wpływem tego tozde e zamiast o przybrało. Otóż nie wahałbym się 
połączyć khzhdo z dvazbdy, trizidy itd., podobnie jak jasti z dvasti\ 
uważałbym więc formy z -zhdy za pierwotne, na które wpłynęło 
znaczeniowo identyczne -sti i ze skrzyżowania tych form powstały 
owe -shdy i sdi, w jakie pomniki cerkiewne obfitują bardziej niż 
języki żywe (w ruskiem przeważnie tylko dwazdy, dwożdy, łriżdy, 
obok dważzy, triżży). Miklosich II, 204 wiedział, że „języki nowsze 
wskazują -tji'^ dla -sti cerkiewnego, ale niesłusznie z tym -sti po- 
łączył -Shdy, co ma swój własny, odrębny początek. Z k%żhdo por. 
wreszcie dozda (zamiast dożę) pamiątek fryzyngskich. 

Co dotyczy owego skupiania partykuł, jakie w k^-żh-do i diva- 
żh-dy przyjmujemy, to wystarczy wskazać skupienia jak ponieważ, 

Rozprawy Wydz. filolog. T. LIII. 6 



82 A. BHtJCKNER 

wciornastki itp. Nie dosyć na samem ktole quicumque lub ktoli\ 
urasta ono w ktokoU, ktokole, dalej w ktokolwie, z czego nakoniee 
u Czechów i Polaków ktokoliciek urosło i nie jestto wcale pier- 
wotne złożenie z wiek. jak Miklosich i Yondrak przypuszczają. Wspo- 
mnieliśmy o kzzbdo, więc pomówmy i o l.azdy^ a tegoż objaśnił 
Vondrak słusznie wskazaniem analogii kaki^ taki, jaki (obok każdy 
mamy. pod wpływem ktokoli. i koJizdy i kalizdy. kalżdy\ czy kózdy 
z kolzdy powstało?); Berneker poradził sobie z tem w sposób nadto 
naiwny. Twierdzi 675 „kazdyj aus dem ferain. ka-zbdo. vgl. aind. 
femin. kd^: ależ jakim cudem może się w późnej, tylko czesko- 
polsko-ruskiej formie, objawić, dobre w staroindyjskiem, niesłychane 
w słowiańszczyźnie femininum ka? W podobny sposób, przyjmując 
nigdy niesłychane „erstarrte Casusformen" objaśnia on i inne for- 
macye, np. ruskie poka zawiera wedle niego „plur. neutr.", ależ 
liczby mnogiej u pytajnika jak i rodzaju żeńskiego w słowiań- 
szczyźnie nigdy nie było, więc nie mogły się ani w ruskiem poka, 
ani w słowieńskiem kaj co (wedle Bernekera 673 plur. neutr. -)-i) 
cudem niepojętym nagle objawić; a nasze poko, czyżto może neutr. 
do kz wedle tej samej recepty? Wszelkich tych form, równie jak 
naszego i małoruskiego póki poty (małoruskie wedle tego i doty, 
uidky, zaky), nie sposób tak objaśnić (skąd u nas ścieśnione ó, któ- 
rego niema np. w pokąd?). Wszystkie te formy Yondrak II, 479, 
wywiódł ze skróceń z pokoli, pokole. potoli. potole przez pokli potli, 
na podobieństwo języków południowych, gdzie te skrócenia, pokle, 
dok itd., rzeczywiście istnieją; w pomylonem (?) Boliz psałterza flo- 
ryańskiego odnalazłby on pokliż, Kopitar i Nehring się pokiz domy- 
ślali; puławskie aliz dowodzi chyba, że nie ma tu pomyłki, że bo- 
liż = aliz. Berneker 673 pominął ten wywód milczeniem i ja się 
nań zgodzić nie mogę, dla braku jakichkolwiek danych. Widzę, 
że już w XV w. stoją obok siebie w rotach poto i poty (np. w ro- 
cie nr. 10554, Starodawne prawa p. pomniki VIII; tamże nr. 10647 
poty myasty a poto, nr. 10376 poty yest me itd.), i wedle tego tak- 
samo poko i póki [poko w rocie brzeskiej z r. 1420, póki rota brze- 
ska nr. 1710; poko później staje się coraz rzadszem. ginie dopiero 
w w. XVni), ale żeby to były formy skrócone ze znanych do dziś 
narzeczowych pokil, pokle, potyl, nawet posiel (por. do siela u Ope- 
ca), niczem tego nie dowiedziemy. Mogłoby się zdawać, że tkwią 
tu formy skrócone od kzj, naszego ki, i od tzj, naszego ty (w ty- 



z DZIKjÓw języka 1'OLSKlKttO 83 

dzieii'^ gramatycy nasi wspominają o ki, kiego, ale milczą o ti/^), tego); 
przynajmniej ruskie pokamiesta, pokamiesł, nasze dawne potymiastg 
(por. wyż.), za tern by przemawiały. Ale i to tylko złudzenie; ru- 
skie poka = naszemu pako i poki^ przypominając taką samą wy- 
mianę końcowej samogłoski u partykuły -go, ga, gi ^), są nowotwo- 
rami; cerkiewszczyzna, czeszczyzna nie znają ich i już to uprzedza 
przeciw ich pierwotności; właściwie tylko k i t pnie zaimkowe 
przedstawiają i o „erstarrte casus" mowy być nie może; miesta 
i miasta dodano później; poko zaś itd. dorobiono sztucznie i późno 
do poto, poty. 

Niemniej przeczę formie czasownikowej (niby 2. sing. praes. 
czujesz), w partykule objaśniającej toczuz (toczusz też pisanej), cze- 
skiej i polskiej, u nas do XVI w. używanej. Obok niej w tej sa- 
mej funkcyi istniejące totiz dowodzi mi, że i toczuż jest tego sa- 
mego początku, zawiera partykułę czu (por. czg, a dla -u partykuły 
jaru, tu, -du itd.), znaną nam z cerkiewnego nyneczu, jak toti^ ti 
zawiera; to czu potwierdzało i wzmacniało^ jak ci lub że, w Kazaniu 
na wszystkich świętych: prze mię jenczu jeśm prawda; gromady 
ani (a oni) czu kniemu idą; toczu (toć) tako pewno; ziemię, po jej że 
czu chodzą; przeciwieństwo, jeżczu je potka itd. Jeżeli się u nas 
i tocuz (na tej podstawie mylnie jako to cóż tłumaczone), pojawia, 
jestto forma „mazurska", bo chociaż się język ogółu mazurzenia 
wystrzegał jak ognia, mimoto przedostało się doń niejedno, np. cyga, 
staroczeskie cziha, co więc niemoże być pożyczką z węgierskiego, 
jak Karłowicz mniemał; rzecz ma się przeciwnie; od cyga, czyga, 
wywodzę i czyhać, czeskie czihati, co nie jest czugati, jak Berne- 
ker 161 sądzi, ani czychaó, czchnać, jak je w Słowniku Warszaw- 
skim „humorystycznie" objaśniono; słowackie czuhat' nie dowodzi 



1) Tu należy i zwrot przysłówkowy wtąz = taksamo, częsty w XVI i XVII w. 
Od ten można wymienić jeszcze pierwotny narzędnik, ciew (zastąpiony zresztą już 
od XIV w. przez tym)^ ruskie tern przeto, używany stale przez ludzi XV wieku, 
np. przez Biernata Lubelczyka; przetociem (jeszcze na końcu XVI w.) jest takiem 
samem zdwojeniem jak dwoje kroć Biblii. Warto też zaznaczyć co do odmiany 
tydzień, że jak w liczbie pojedynczej teyo- (dziś tygo-) uogólniono {tv thym łhe- 
godny w dodatku do kazań gnieździeńskich, w gednetn tegodnyu u Stradomskiego 
itd.), tak w liczbie mnogiej ty uogólniono, sedm tidnyow Biblia 85, gody lub 
święta tydniowe tamże (por. w Modlitwach Wacława przesz ti dny — przez ty- 
dzień) itd. 

') Taka wymiana końcówek u partykuł jest czemś zwykłem. Berneker 316 
twierdzi przy go-ga, jakoby tu zachodził „Ablaut" ; co o tom sądzić, zob. niż. 

6* 



84 A. BRliCKNER 

bynajmniej pierwotnego czu- {czu-. szu zastąpiły nieraz dawniejsze 
czi-, szi-, por. szudzić. szubienica i i.). Do tych mazurzeń języka 
piśmiennego należą dalej cebr, dzban, całun, cyranka^ cacko, kucnąć 
i i.; też ceUio (parzyste), co niemoże być pożyczką z ruskiego, bo 
go już ks. Kłos, piszący w Krakowie dla Krakowian, w Algory- 
tmie 1537 r. stale używa; jakikolwiek tego cetna wywód, czy od 
czety czy od 'pocztu, c jego jest „mazurskiem". 

Ale od zmazurzonego tocuz (jeszcze u Opeca częstego), wra- 
cam jeszcze do jednego z owych złożeń z -gdy, do wszegdy, aby 
zaznaczyć, że z pierwotnego icszegdy pod różnym przyciskiem (por. 
staroczeskie d^ies i dens, fałszywie przez Gebauera wytłumaczone), 
powstają odmianki wszegdy, wżdy i wzgi, zaifzdy, a z drugiej strony: 
weszgdy, weszdgi, weszgi, częste w psałterzu i biblii, patrz Słowniki. 

16. Józwa. 

Znowu drobiazg, lecz znamienny. O Józwie (Józefie), skąd 
poszedł, zapisało paru autorów razem stronic kilkanaście, lecz za- 
gadki nie rozwiązali; jeden trafił do Sudanu, drugi do „hypostazy" 
i do nie mniej niż pięciu innych przyczyn psychofonetycznych; 
wykład jego, że do (prawie nieużywanego) miejscownika, «' Józwie, 
dorobiono całą nową żeńską odmianę, Józwa, Józivy itd,, jest nie- 
możliwy: IV lesie ciągle się używa, mimoto nikt doń nie dorobił 
odmiany żeńskiej lasa^ lasy. Przedruk ow3"ch trzech artykułów 
o Józwie byłby naj dosadniej szą ich krytyką, ale rzeczy by nie 
objaśnił, więc powiem sam króciutko, co o Józwie sądzić należy. 

Lud polski przyswajał sobie t. j. przerabiał na swój ład wszel- 
kie imiona chrzestne, por, Więcenć, później Więcetiiec, Wawrzeniec 
(nie Wawrzyniec; forma to późniejsza i mylna) itd.; przy tym pro- 
cesie przypominał mu Józef z twardem (a więc ruchomem) e je- 
dyny możliwy wzór polski, pozef (pozew); istotnie też odmienia lud 
od wieków wedle pozef pozwą i Józef (Józew) Józwa. Odmiana ta 
wywoływała wedle stałego u imion chrzestnych trybu coraz nowe 
formy, i tak powstała, wedle wzoru Stacho, Wacho, (pozornie) ni- 
jaka odmiana Józwo, a wedle częstszego i dawniejszego wzoru Jura 
(wiek XIV), Kuba, (pozornie) żeńska, Józwa. 

Oto i wszystko, acz bez Sudanu i tym podobnych specyałów. 
Dodam kilka uwag filologicznych. 1. Linde, jak nieraz, zawodzi 
zupełnie, bo nie przytacza z dawnej literatury przykładów ani dla 



7i DZIEJÓW JĘZYKA P0L8KJKG0 85 

odmian}^ Józef Józwa ani dla Józwa Józwy^ chociaż są, np. w Ja- 
błonowskiego „Pararelle (!) dwóch śś. Jozefów" itd., r. 1749: 

znam takich, którzy z katami i kacia 

cieszyli, że brat przed niemi się żali, 

zemstę taiemną przypiąwszy do kwefa, 

Jozwę przedali w targu do Jozefa] 
częstsze są formy męskie, np. u Chrościńskiego (Jozef do Egiptu 
od Braci przed any. r. 1749): tak zhuzoivaivszij Jozwa; żołnierz stary 
Rożniatowski w Pamiątce krwawej ofiary itd., r. 1610 (wydawanej 
kilkakrotnie pod różnymi tytułami), z Jozwem nieraz używa; z Da- 
chnowskiego s3'mfonii r. 1631 przytoczono również z Jozwem. Joz- 
irie (wołacz). 2. Męskie imiona na -a są w polskiem stosunkowo 
rzadkie, natomiast ulubione u Czechów; obok Józ, Józek, Józiek itd. 
istnieje i Józa. niezapisany u Karłowicza (znam osoby tego imie- 
nia ze wsi polskiej); Czesi mają również Juza. Jouza, Joza. formy 
niby polskie, boć w przeciwieństwie do Polaków zachowali Czesi 
na piśmie nieme s, Josef-}. Gdyby można było dowieść, że Józa 
dawny, możnaby odmianę Józwa Józwy wytłumaczyć i skrzyżowa- 
niem odmian Józa^ Józy, i Józef, Józwa, ale to niepotrzebne wobec 
Kuba, Jura itp. 3. Żeńska odmiana nie przeszkadza przymiotni- 
kom dzierżawczym męskim; od Kuba i Józwa mamy Kubów, Józ- 
wów, chociaż ten naturalnie i do Józew należeć może; w dzierżaw- 
czym Józów tkwi również Józ albo Józa. 

17. We człowieka. 

W nowem wydaniu „Dziejów" wyłożyłem obszerniej regułę 
dla ive, ze, obok w, z, tęsamą co i w czeskiem, acz tu i tam li- 
cznymi dziś wyjątkami („eufonicznymi") przełamywaną, ściślej zato 
przestrzeganą w czasach dawnych, chociaż już w najdawniejszych 
pomnikach z XIII i XIV wieku wyjątki się zdarzają. Regułę cze- 
ską określił Gebauer, ale już Hanka w falsyfikatach swoich prze- 
ważnie ją dobrze stosował; w książce własnej jej się również trzy- 
małem, chociaż nieraz nachylałem się do powszechnie panującej wy- 
mowy, np. pisząc w którym, z którego zamiast poprawnego ive któ- 
rym, ze którego. Osobną rozprawkę poświęciłem temu w „Przy- 

» w wymowie istnieje jednak tylko z, Jozef, Jozefik itp.; małego chłopca 
wołają, z ciHniom pogardy Joska, znowu w ulubionej u nich formie żeńskiej (por. 
Jouza). 



86 A, brCcknkr 

czynku" dziewiątym (Rozprawy XLIX, str. 21—31), a wywołał ją 
pomysł autora, co na fałszywem spostrzeżeniu oparł wywody fał- 
szywe. Wracam do przedmiotu dla przeszkodzenia dalszemu sze- 
rzeniu się błędu. 

Twierdził autor, spotykając w psałterzu puławskim formy^ 
we człowieka, we młodości, iveśród, że przestawiona płynna nie przy- 
legała szczelnie do spółgłoski nagłosowej, że była jakaś choćby 
najdrobniejsza przerwa w tern nowopowstałem t-}\ t-ł, że dlatego 
występuje przed niemi przyimek z e, iremłodości niemal jak tve- 
mnie. gdzie między m sl n półgłoska istotnie zaniemiała. I samo 
spostrzeżenie fałszywe (boć formy owe puławskie są poprostu mylne) 
i wniosek stąd wysnuty; obcy, co polszczj^zny kontrolować nie 
mogą, przyjęli w najlepszej wierze to wszj^stko za prawdę i na tern 
nowe pomysły opierali. I tak przypuszczał Osten Sacken, Archiv. 
f, slav. Philol. XXXIII, str. 6, całkiem słusznie, że przestawka dała 
bezpośrednio trat z tort, lecz w nocie do tekstu powołał się na ów 
pomysł i mniemał, że na jego podstawie możnaby pomyśleć i o ja- 
kichś fazach przejściowych przy przestawce. Mikkola. Urslavische 
Grammatik I (1913), str. 88, już z wszelką pewnością mówi o tej 
„Silbengreuze zwischen dem Anlautskousonanten und der Liquida, 
so dasz kłos, prosię hinsichtlich ihres Anlautes von kłonić, prosić 
verschieden waren". O mojej rozprawce, obalającej z gruntu ów 
pomj^sł. obaj nie wiedzieli; sam autor zaś owego pomysłu wyraził 
się o niej, że te „krytyczne" przyczynki niczego w jego artyku- 
liku nie zmieniły: nie wiedziałem dotąd, że unicestwienie czyjegoś 
pomysłu nazywa się jego „niezmienieniem". 

Wobec tego stwierdzam, że formy we młodości, we człowieka^ 
jako fałszywe, zamiast jedjj^nie poprawnych iv młodości, w człoicieka, 
niczego nie dowodzą; że zbitki nagłosowe w kłos a kłonić, w pro- 
sie SL 23rosić, są i bjły zawsze zupełnie identyczne, bo język je za- 
wsze tak samo traktował. Jeżeli się parę raz 3'^ pojawia, obok pra- 
widłowej, fałszywa pisownia we młodości, we człoirieka, to zawiniła 
okoliczność, że w kilku często używanych słowach z nagłosem 
„spółgłoska -|- 1" istotnie półsamogłoska zaniemiała: wedle popra- 
wnego tve młynie, ze złem [złością, złohą itd.), ze cłe^n i i., powie- 
dziano tak samo fałszywie iie głowach, we młodości, jak np. już 
w kazaniach świętokrzyskich wedle poprawnego wedwu fałszywe 
wetrzech znachodzimy. 

W dawnym jęzj^ku potocznym, jak go z rot sądowych znamy, 



z DZIRJÓW JIĘZYKA POLSKIKGO 87 

dostrzegamy tego samego: formy poprawne i mylne obok siebie, 
a więc zawsze ire dwie grzyicnie itp. a wedle tego i we trzech, se 
trzinii nr. 665 kilkanaście razy, nigdy z trz-, ote trzi lat 1403, pode 
łrzemi g)'z.\ nigdy inaczej niż przeze szkody (roty poznańskie z r. 
1400 — 1410 czysto), ne podaval sza pode szcod<> tamże nr. 617 z r. 
1403, ive szkodę 118; ze szkodi 623; ve mline 657 [po ohesylanu 
674. por. oheslanu 708 i i., zdaje się, pomylono); ot mene 697 po- 
mylone z otemne\ ze zrzebięty 756; ot mnychoic 808 (jak w czeskiem!); 
jest nawet, nim by się to roszło (rozeszło) 938; ive Włostoicie 1177 
(mylnie), ze pczoiami 387. W Sandomierskich rotach: od trzy lat 
nr. 861 itd. W biblii szczególniej nie rzadkie formy arcy fałszywe, 
np. z wnatrz a z wnu\ Wszystko razem dowodzi zupełnego za- 
chwiania się reguły w XV w.; tem bardziej tracą formy puławskie 
jakiekolwiek znaczenie a o oneto oparł się właśnie ów błędny 
z gruntu pomysł. 

Ale dolnołużyckie proch obok pszoso, pszosyś? czy nie do- 
wodzi istnienia pauzy jakiejś między p a przesta wionem r, nie 
istniejącej w pierwotnej zbitce pr? Nadają temu narzeczowemu 
tylko zjawisku znaczenie, jakiego wcale nie ma. Narzecza łużyckie 
górne jak i dolne, cechuje dążność przemiany pierwotnej zbitki ^r 
itd. w ^ -j- syczącą; oba narzecza przeprowadziły tę dążność zu- 
pełnie przy )• palatalnem (t. j. przed jasnymi samogłoskami); nie- 
które dolnołużyckie narzecza zabrnęły dalej, nawet pr itd. niepa- 
latalne (pra-, pro-, pru- itd.) ulegają w nich takiej przemianie. Cóż 
więc dziwnego, że świeżo (przez przestawkę lub przez oniemienie 
półsamogłoski) powstałe zbitki nie ulegają tejsamej dążności, lecz 
pozostają (z wyjątkami pewnymi) niezmienione; przecież ich nowe 
pr itd. musiało energiczniej brzmieć, niż owe pierwotne pr itd., 
chylące się wcześnie ku upadkowi. Powoływanie więc łużyckiego 
pszoso, aby ratować czy podpierać nieistniejące polskie p- rosie, we 
p-rosze, zawodzi zupełnie. 

Języki, polski i czeski, tak są pod względem używania we, 
ze i w, z, tkliwe, że możemy na tej podstawie niejedno zagadnienie 
rozwiązać. Pyta np. Berneker 247: „wieweit dva aus d^va durch 
Schwund des Halbvokals entstanden ist oder wie weit es etwa auf 
die indog. Satzdoublette dvd zuriickgeht, laszt sich nicht entschei- 
den"; otóż właśnie z stałego polsko-czeskiego wedwu, zedwa „laszt 
sich entscheiden", że Słowianie nie znali wcale owej „Satzdoublette", 
że mieli tylko d%va. Nie wyklucza jednak ta tkliwość bynajmniej, 



88 A. brCcknek 

by w niektórych słowach już od XIII w. reguły stale nie łamano; 
w. Jcnez książę oniemiała półsamogłoska. mimoto już w najdawniej- 
szych pomnikach czeskich, w psałterzach, w Albertanie itd.. czy- 
tamy stale zamiast we knyezatech tylko w knyezatech, z kniezat, 
z knyezskeho pokolenie itd. (cytaty u Gebauera) a taksamo v: hiy- 
hach i i. I odwrotnie, równie stare wegłowach zamiast /rgiowach, 
również niczego nie dowodzi. 

Usunąwszy więc ostatecznie ów pomysł, jako zupełnie bez- 
podstawny, wracam do nagłówka, we członieka, aby własną omyłkę 
poprawić. Uważałem bowiem (Rozprawy XLIX. 29) tę formę za 
poprawną, ależ to bajka; poprawna forma brzmi tylko uczłowiece. 
ołczłowieka, sczłowiekiem i i. (cytacye z psałterzy zob. tamże; iv czlo- 
toyecze biblia itd.), taksamo w czeskiem, nigdy inaczej; oba języki 
zgadzają się najzupełniej z cerkiewnym, cłovekz, nigdy chlovek^. Cóż 
to znaczy? Berueker 140 wystawia jako prasłowiańską formę ce/o- 
vek% i twierdzi „diesem Ansatz steht nichts entgegen", zamiast ra- 
czej powiedzieć „«Z/e.s", gdyż polskie, czeskie, cerkiewne dowodzą 
niemożliwości takiej praformy; praformą było czolwiek z czełwiek 
(e między cz, z, sz a, ł przechodzi w prasłowiańskiem w o, przy- 
kłady zob. niż.); to czolwiek przetrwało na wschodzie (na Rusi) 
aż do czasu pełnogłosu i z czolwiek powstało prawidłowo czołoiińek 
i czełowiek (jak szełom i szołom z $zolm = polskie szłom itd.); na 
zachodzie i południu przestawiono je taksamo w człouiek^ jak np. 
pożyczkę turkotatarską (prasłowiańską już) kołhuk w kłobuk (co 
Berneker 475 o chronologii tej pożyczki twierdzi, jest mylne; po- 
wszechna co do formy zgoda, od Wołgi aż do Jaśli załabskiej, do- 
wodzi jej prawieku; pożyczka to równie dawna jak np. topor) 
Wszelkie inne pomysły o pierwotnej formie słowa człowiek (wyli- 
cza je Berneker) zawodzą zupełnie, nic nie tłumaczą, a najmniej 
już formy zachodniej i południowej. 

Języki więc czeski i polski nie zdradzają najmniejszego dą- 
żenia do jakiejkolwiek alteracyi pierwotnego tr-, więc gdy ich tart 
i tort w trat i trot przechodziły, nie było najmniejszej różnicy mię- 
dzy pierwotnem a wtórnem trat, trot (to samo co do tlat. łłoł)', 
przeciwnie, narzecza łużyckie, szczególniej dolne, zdradzają dążność 
ku alteracyi pierwotnego tr-, więc świeżo przez przestawkę po- 
wstałe tr-, z wibrującą silniej płynną^ nie mogły się zrównać zu- 
pełnie z owymi pierwotnymi, nie uległy więc owej ich zmianie. 
Oto i wszystko, co się o tem da powiedzieć. 



z DZIRJÓW JĘZYKA POLSKIEGO 89 

Wymieniłem umyślnie język czeski i „Gebauera", Wobec 
braku polskiej gramatyki historycznej i dla najściślejszej łączno- 
ści polszczyzny z czeszczyzną pozostaje na razie Gramatyka Ge- 
bauera niezbędną niemal pomocą dla pcjlonisty. Parę więc uwag 
o niej może się przydać. Trwała to, niespożyta podstawa dziejów ję- 
zyka czeskiego, ale jak wysoko cenię i podziwiam mrówczą za- 
biegliwość i sumienność wykonania olbrzymiej pracy, tak mało ce- 
nię autorskie objaśnienia zjawisk językowych. Filolog popełnia tu 
te same błydy, cośmy wyżej lingwistom zarzucali, tylko z całkiem 
innych przyczyn. Nie z braku znajomości przedmiotu, nie z braku 
wniknięcia weń — boć to jest głównym powodem niepowodzeń lin- 
gwistycznych, lecz dla zbyt ciasnego, pedantycznego, banalnego tra- 
ktowania rzeczy, dla zadowalania się pierwszą lepszą racyą, cał- 
kiem mechaniczną. Popełnia więc autor horrenda istne, np. twier- 
dząc, że przegłos czeski długich o, u, y w «o, au (ou), aj (ej), po- 
wstał pod wpływem bawarskiej niemczj^zny! Ten przegłos czeski 
jest dla nas ważny, bo pozwala nam poniekąd ustalić czas prze- 
głosu długiego niegdyś o w uo (co zresztą i pożyczki wskazują; 
młodsze/ora, moda itd. nie znają go, zato starsze, stuła (już w XVI w. 
tak pisana), próba, boty, glóza, nota, i liczni Niemcy jak ślósarz, łót, 
kót, burta, szuter itd.), ależ z bawarszczyzną niema to nic do czy- 
nienia, por. załabskie ai = i itd,; co sądzić o obcych wpływach, któ- 
rymi lingwiści głównie szafują, o tem już wyżej mówiliśm}'-. Albo 
rzecz o zastępstwie półsamoglosek, z której właśnie korzystaliśmy. 

Zformułował ją Gebauer jak najniezręczniej i najpedanty- 
czniej, i dawno już inni (Jagić, Polivka) oświadczyli się przeciw 
jego liczeniu zgłosek parzystych i nieparzystych (od końca słowa); 
wyjątków istotnych nie umiał wcale objaśnić, zato ponatwarzał 
form niemożliwych bez liczby. 

„Prawidło j ero we" brzmi u nas (a podobnie i w czeskiem) 
tak: 1. Wszelkie półsamogłoski w wygłosie niemieją (znikają) bez 
śladu (prócz miękczenia w dzień itp.). 2. W środku słowa niemieją 
półsamogłoski w otwartych zgłoskach, przed i po zgłoskach z peł- 
nymi samogłoskami; natężają się zaś (aż do nabrania pełnego wa- 
loru samogłoskowego) w zgłoskach zwartych. 3. Zwarcie to powstaje 
zaś dopiero z zaniemienia innych półsamoglosek, postępując od 
końca słowa, stąd więc różnica między pies, psa', między podeszwa, 
podszeivha', pkieł (forma Czechom już nieznana, pruskie pikuls), pie- 
kła'^ sjem, sejf na itd. 



90 A. BRUCKNBR 

Reguła pierwsza nie zna wyjątków, tem więcej druga, gdzie 
rozmaitość przycisku bróździ; tak różnią się czeskie dens (nasze 
dzińś, dziś) i dnes (wymysł Gebauera. że deus powstało z obok sto- 
jących, nie tworzących jedności dbUb sb jest niemożliwy; obok siebie 
stałyby tylko Sb dbUb. por. polskie do siego roku. do sichmiast). na- 
sze tęsknić (tęsknić) i cJcnić, wezdy i wżdy. czestoicać (częstować) i i. 

Najfatalniej wypadła rzecz o złożeniach z idę, o rzeczowni- 
kach igo^ ighła, ig%ra. Opierając się na czeskiem (i polskiem) uejdę, 
zejdę, myślał Gebauer, że to jest prawidłowe zastępstwo pierwo- 
tnego vhjbdQ. Shjbdę^ że jehla zastąpiła prawidłowo pierwotne jbgzla\ 
że dla czesk. ;/?o, jhra. należy wychodzić od form pierwotnych 
jbgo jbgra, co wszystko jest bajką, dla tej prostej przyczyny, że już 
w prasłowiańskiem każde jb- (w nagłosie) przechodzi, tężeje w ji. 
A więc nom. acc. zaimka brzmi ji z jb i nic nie pomogło, że to 
niesłychana zresztą nigdzie forma męska; przeciw wszelkiej analo- 
gii zwyciężyła zasada głosowa, taksamo w jigo z jbgo. Jeżeli więc 
kied^^kolwiek istniało jbdę (nie koniecznie chce mi się w to wierzyć, 
mimo akcentuacyi ruskiej, wolałbym pierwotne ei- tu upatrywać, 
jak w litewskiem), toć już w prasłowiańskiem przeszło w jidę i cze- 
skopolskie (ruskie itd.) łve)de^ zejdę, nie przedstawiają pierwotnego 
vhjbdQ\ taż to formy późne (pierwotne brzmiały przecież vnidQ. snidQ\ 
powstały wedle analogii z dojdę., pojdę., najdę, zajdę, taksamo jak 
staroczeskie vendu, sendu, nie dowodzą pierwotnego vznbdQ. stnbdę, 
lecz są również tworami analogicznymi z dii zamiast jdu. Podobnie 
niedowodzi czeskie vejhu pierwotnego vijbgu. a gen. plur. jeh z jhgz 
„nedolożen", jak i *jehr do jbgra, naturalnie, boć to formy niemo- 
żliwe; ich j z ji ginie, jak stale w czeskiem (i polskiem), a ginie 
i całe je-, np. w odmianie czasownika posiłkowego, brevis es tu 
mihi in planta crotek sszy mi w stopO Księga Ziemi Czerskiej 
nr. 2057 z r. 1411, obok zwykłego jeś. 

Przejdźmyż do wyjątków i nowotworów. Jeżeli pierwotnie 
wymawiano ogii, okn, hłazn itp., to wcześnie zjawiło się analogi- 
czne e. e wsuwne (dnia: dzień = ognia: ogień', dno: den = okno:okieii)\ 
chybaby można wytknąć wielkie szerzenie się tej wsuwki w ję- 
zyku n()W6zym, przy wszelkich pożyczkach nawet, taniec [ie z po- 
wodu c, ale tanecznica — czy czechizm? znaczy pierwotnie salę do 
tańców), arabesek (przypomina to serbochorwackie ftmdanwiat itp.); 
albo pojmowanie obcego e jako naszego ruchomego, Luter Lutra 



z DZIEJÓW JĘZYKA 1'0LSK1EQ0 91 

zamiast jeclyuie poprawnego Ltifera, w czem Czesi jeszcze przed 
nami prym wiodą i w czem ich naśladować nie należy. 

Inne, ciekawsze nasuwa się pytanie: czy niemieją. wbrew 
regule drugiej, i dwie pólsamogłoski zrzędu? Tu należy rzecz skru- 
pulatnie rozróżniać; w cebr np. t. j. lit. ki/ńras, bynajmniej nie 
oniemiały dwie półsamogłoski (-6r«), boć to forma niepierwotna, do- 
piero od gen. cebra wywiedziona (pierwotna brzmiała czber, czebra^ 
mazurskie cber, cebra). Wedle tego moźnaby twierdzić, że i formy 
dawnej polszczyzny, Krosfawc, iawl; matk są nowotworami wedle 
Krostaicca, łairJci, łnatki, że i kaszubskie i łużyckie formy podobne 
(nom. otc wedle gen. otca itd), nic innego nie przedstawiają. Razi 
jednak wiek i ogólność zjawiska; jeżeli zważymy, że właśnie bulą 
1136 r. najwięcej podobnych polskich nominatiwów zawiera, to 
uwierzymy raczej, że to pierwotna cecha narzeczowa. że jedni Po- 
lacy wymawiali Krostairiec, drudzy Krosłaicc. Bo nie brak istotnie 
przykładów dla oniemienia dwu półsamogłosek z rzędu, np. dens 
obok dnes, nasze dziś; w nagłosie cn^ z czhsth7iy\ źdźbło (obok ście- 
bło) nie jest stbbio, jak Gebauer twierdzi, lecz stbb^ło = stipula; 
może i gzło tu należy (ale wywód jego niepewny). 

Wyjątkowo pojawia się zamiast ruchomego, miękkiego e stałe 
i przed lub po r, np. w cf/rkieiv, dźwirze., chrzybiet^ w dziiis nawet 
przed n — i to nietylko u nas, cyrkiew z i jest i na południu, 
chrzybiet narzeczowo u Czechów; notujemy fakt, przyczyny nie 
znamy; obok tych form z i pojawiają się jednak i „prawidłowe" 
(oprócz przy dziś); ir z ier mamy i w grupach tbrt' [tuirzha itd.), 
Gebauer (I 161) całkiem mechanicznie odtworzył dla staroczesk. 
cierkev formę pierwotną cerzkzvb-^ u Yondraka (I 308) pierwotne 
cbrbky niesłychane łamańce wyprawia: wedle niego powstaje bo- 
wiem z pierwotnej odmiany cerky crekve przez kontaminacyę (nie- 
znaną wcale u Czechów w dawnych czasach), cereky Gerekve (nie- 
słychana w Cześkiem podobna kontaminacya); to niby pełnogło- 
sowe ere przemienił Czech wedle stałej swego języka zasady w cre- 
kev — nie, w cerkev^ bo pierwszą samogłoskę nistąd nizowąd za- 
trzymano, ale obok tej „czeskiej" formy zatrz^miano i owe „pełno- 
głosowe", lecz i do nich ie się wkradło (!!), cierekve. Takich bajek 
powtarzać ani godziłoby się, ale wedle nich można metodę samą 
ocenić, co je spłodziła. W istocie odmieniał Polak cyrkieio cyrekwie 
albo cerkiew cerekwie (por. Cyrekwica, nazwa miejscowa) wedle 
korzkieir korzekwie (miejscowość Korzekwica), rzodkiew rzodekwie 



92 A. BrCCKNER 

a że się wcześnie, np w psałterzu floryańskim. fałszywe formy [cy 
rekiew) pojawiają, nic nie stanowi. Co do południowosłowiańskiego 
i warto zaznaczyć, że powtarza się ono zamiast półsamogłoski 
i w starocłiorwackiem okrisl, czeskie okrslek, co dla wieku i formy 
nie mogą być. jak powszechnie twierdzą (Gebauer. Berneker. Kar- 
łowicz), pożyczką niemiecką (od Kreis, Kreisel). lecz stoją w zwią- 
zku z słów. krhło'^ tu należy i nasze kreślić, dawniejsze kryslió. 
z ry zamiast rzy^ co nieraz się powtarza. 

Słowiańskie cbrbky, pożyczka południowa VII wieku, przeszło 
na południu w chrky (i cirky), ^^^J j^k Saracenus w sorcim za- 
miast sorocim:, to chrky (crky) pisze się wedle zasady graficznej 
(obcej wymowie samej) przez crzky (najczęściej jednak w skróce- 
niu); u Czechów zamiast oczekiwanego cerky jest derky. dlaczego, 
nie wiem; długie ie zamiast e znaehodzimy i w niejednem innem 
obcem słowie a zresztą język grupy ce wcale nie znał, przynaj- 
mniej nie w nagłosie, bo tu miał tylko krótkie i długie ce; u nas 
c stwardniało wcześnie zupełnie (por. niż.), mamy cerky {cerkiew) 
i cyrkieio. ze stwardniałem r (nie cerzkiew jak np. korzkieic). co 
u półsamogłosek nieraz bywa (por. stegna obok ścieżka', ruskie ton- 
kij a nasze cienki i i.). 

O stosowaniu się formy przyimków (we lub w itd.) wedle na- 
głosu następnego słowa rozprawialiśmy wyżej; tu nadmieniamy o in- 
nej rayłce Gebauera: ponieważ przed knize itd. (a również i przed 
kniha)^ niemal stale w?, z itd., nie ive. ze już w najdawniejszych 
źródłach się pojawiają (podobnie ma się rzecz i z tnnichem), twier- 
dzi on, że półsamogłoska w kiti-, mzn-. oniemiała już przed działa- 
niem prawidła jerowego; w istocie niema tu nic innego, jak tylko 
owo chwianie się wymowy między //■ a we itd,, zjawiające się już 
w najdawniejszych źródłach. 

Reguły powyższe stosują się i do półsamogłosek w grupach 
trbt rbł itd. A więc hłcha, błeszka (ale Błeszyński, por. czestoicad 
itp.); bhcać i plivać\ uginać (ulgnąe); ośbiąć (olsnąć); ogłchnąć (oknąć); 
Pszczyna ze Piszczy ny; płty płeł; płeć opłcenie; łkać; głtać (zekłtano) 
itd.; również: brnąć; hrznieć (brzmieć); drira dreirna; drgać; grzmieć; 
krew krwi; krtań krtęczyć (z dźwięcznymi dubletami g