(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Sprawozdania z czynności i posiedzeń"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial partics, including placing technical rcstrictions on automatcd querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designcd Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automatcd queries of any sort to Google's system: If you are conducting rcsearch on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laigc amount of text is hclpful, pleasc contact us. We cncourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout this project andhelping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał WhatCYcr your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assumc that just 
becausc we believc a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whcthcr a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offcr guidancc on whcthcr any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http : //books . google . com/| 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 



Uoc ZJSI.W.fO 



HAR\'ARD COLLHC;i:]JHRARY 



Bought withtheincome of 

THEKELLERFUND 



Bequeathed in Memory of 

Jasper Newton Keller 

Betty Scott Henshaw Keller 

Marian Mandell Keller 

Ralph Henshaw Keller 

CarlTilden Keller 




/ 



r 



AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE. 



SPRAWOZDANIA 

X UYnności i posiedzeń. 



ROK 1898. 



LSoo 3751.80.90 



VOL. 3 LACKS NOS. 1,7 
VOL. 5 LACKS NOS. 4,10 

NOT AYAILABLE, BIND AS TIKD. 



AKADEMIA DMlEJĘTKOkl W KRAKOWIE. 

SPRAWOZDANIA 

1. c^yn^o^ci i posiedzeń. 



ROK 1898. 



KRAKÓW. 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 

D OŁÓWIT W EBl^SABBl BPÓŁSI WTDAWICKZEJ 



Kraków, 188«. •^ DrakMuU Uniw. JmgittLy pod »rzadom ^. Filipowrakiego. 



T R Ę Ś C. 



I. Wydział fliologiczny. 



Strona 



Posiedzenie dnia lOsiyeznia 1898 r. Nr. ł 8 

L. Malinowski. O zabytku jesyka polskiego w mannskrypcie 
nr. 1798 Biblioteki uniwersyteckiej w Erlangea (str. 3). 

Posiedzenie dniei 14 lutego 1898 r Nr. 2 3 

J. Tretiak. Cze4ć Mickiewicza dla Najsw. Panny (str. 3). — 
Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi historyi sztuki 
z dnia 20 stycznia 1898 r. (str. f)). 

Posiedzenie dnia 14 marca 1898 r. Nr. 8 8 

J. B. Antoniewicz. Stndya nad sztuką wioską XV i XVI wieku. 
I. Rozwój młodzieńczy Lorenza Costy i jego obrazy w ga- 
lery! XX. Czartoryskich w Krakowie (str. 3). — Sprawozda- 
nie z posiedzenia Komisyi historyi sztuki z dnia 24 
lutego 1898 r. (str. 6). — Sprawozdanie z posiedzenia Komi- 
syi językowej z dnia 9 marca 1898 r. (str. 8). 

Posiedzenie dnia 19 kwietnia 1898 r. Nr. 4 2 

.1. Tretiak. Zmiana pierwotnego planu i tytułu Grażyny Mickie- 
wicza (str. 2). — L. Ćwikliński. O nowo odkrytych po- 
ematach Bakchylidesa (str. 5). 

Posiedzenie dnia 9 maja 1898 r. Nr. f) 8 

J. Rozwadowski. Wymowa bułgarska (str. 3). — Sprawozdanie 
z posiedzenia Komisyi językowej z dnia 7 maja 1898 r. 
(str. 4). 

Posiedzenie dnia 18 czerwca 1898 r. Nr. 6 2 

J. Czubek. Jan Chryzostom z Gosławic Pasek w oświetleniu ar- 
chiwalnem (1667 — 1701) (str. 2). — Sprawozdanie z posie- 



IV 



Strona 



ir^ 



dzeń Komisyi historyi sztnki z d. 24 marca i 26 maja 
1898 r. (atr. 4). 

Posiedzenie dnia 11 lipca 1898 r. Nr. 7 4 

K. Morawski. Z dziejów Uniwersytetu krakowskiego w XV w. 
(str. 4). — Sprawozdanie z posiedzeń Komisyi historyi 
sztuki z dni 25 czerwca i 14 lipca 1898 r. (str. 5). 

Posiedzenie dnia lOpaździer. 1898 r. Nr. 8 3 

J. Bystro ń. O pisowni i języku ksiąg ustaw polskich w w. XV 

(str. 3). 

Posiedzeniednia 14 listopada 1 898 r. Nr. 9 2 

K. Morawski. De rhetoribus latinis observationes alterae (str. 2). 

Posiedzenie dnia 12 grudnia 1898 r. Nr. 10 3 

J. Baudouin de Courtenay. Strona językowa oryginiUn pol- 
skiego listu Dymitra Samozwańca do papieża Klemensa VIII 
z dnia 24 kwietnia r. 1604 (str. 3). — J. Tretiak. Nie- 
znany rękopiśmienny zabytek poezyi polskiej z końca ^X VI 
lub początku KYU w. , nazwany „ Dumą ukrainną^ (str. 8). — 
Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi historyi sztuki 
z dnia 24 listopada 1898 r. (str. 9). 

II. Wydział historyczno-fllozoflcziiy. 

Posiedzenie dnia 17 stycznia 1898 r. Nr. 1 5 

^VV- Kętrzyński. Przyczynek do historyi Piastów i Polski Pia- 
stowskiej (str. 5). — F. Piekosiński. Przewód sądowy 
wedle prawa polskiego. Część I ; Sądy (str. 8). — Posiedze- 
nia Komisyi historycznej z dni 18 grudnia 1897 r. 
i 5 stycznia 1898 r. (str. 10). 

Posiedzenie dnia 21 lutego 1898 r. Nr. 2 6 

X^- i^iekosiński. Zawiązki rzeczy menniczej w Polsce w dobie 
Piastowskiej (str. 6). 

Posiedzenie dnia 21 marca 1898 r. Nr. 3 lO 

^ ^, JKętrzyński. Gail-Annonim i jego kromka (str. 10). — W. 

Kętrzyński. Najdawniejsze żywoty ś. Wojciecha i ich au- 
torowie (str. 12). - F. Piekosiński. Długosz jako heral- 
dyk na tle heraldyki polskiej średniowiecznej (str. 14). 

Posiedzeniednia 18 kwietnia 1898 r. Nr. 4 9 

ioŁoBiński. Goście polscy na soborze konstancyjskim 
C&tx. 9). - K. Pot kański. Przegląd spornych kwestyj naj- 
^a,wniej8zych polskiej historyi. I. Lechici. II. Piast (str 9) 



Strona 

Posiedzenia dnia 16 i 23 maja 1898 r. Nr. 5 5 

J. Kleczjński. O spisach pogłównego generalnego z Xyil wieku 
i ich wydaniu (str. 5). — W. Gzermak. Handel zboiowy 
gdański w XVn wieku (str. 8). — A. Wini ar z. Polskie 
prawo majątkowe małżeńskie w wiekach średnich (str. 10). — 
A. Prochaska. Geneza i rozwój parlamentaryzmu za pier- 
wszych Jagiellonów (str. 15). 

Posiedzenie dnia 20 cz* rwca 1898 r. Nr. 6 7 

A. Lewicki. O przymierzu Zygmnnta w. księcia litewskiego z kró- 
lem rzymskim Albrechtem II (str. 7) — W. C zer mak. Przy- 
czynek do dziejów skarbowości polskiej w KYII wieku (str. 8). 

Posiedzenie dnia 11 lipca 1898 r. Np. 7 10 

St. Wróblewski. Posiadanie na tle prawa rzymskiego (str. 10). — 
Wł. Abraham. O materyałach archiwów watykańskich, 
odnoszących sie do średnich wieków (str. 23). — Posiedzenie 
Komisyi historycznej z dnia 5 lipca 1898 r. (str. 23). 

Posiedzenie dnia 17 paździer. 1898 r. Nr. 8 7 

St. Smolka. Korespondencya Stanisława Augusta z Piattolim 
(str. 7). — F. Koneczny. Liturgia króla Jana III Wazy 

(str. 7). 

Posiedzenie dnia 21 listopada 1898r. Nr. 9 3 

St. Estreicher. Początki prawa umownego ze szczególnem uwzglę- 
dnieniem rozwoju prawa w Niemczech. Częśó I. (str. 3). 

Posiedzenie dnia 15 grudnia 1898 p. Np. 10 11 

St. Estreicher. Początki prawa umownego ze szczególnem uwzglę- 
dnieniem rozwoju prawa w Niemczech. Część II. (str. 11). 

in. Wydział mateiuatyczno-przyrodniczy. 

Posiedzenie dnia 7 lutego 1898 r. Np. 2 10 

L. Satke. Stan zachmurzenia w Galicyi (str. 10). — S. Niemen- 
towski. O azimidach benzimidazoli (str. 11). — K. Rad z i e- 
wanowski i J. Schramm. O wpływie światła na che- 
miczne podstawianie (str. 11). — M. Kowalewski. Studya 
helmintologiczne. Y. Przyczynek do bliższej znajomości kilku 
przywr (str. 13). — Posiedzenie Komisyi antropologi- 
cznej z dnia 11 stycznia 1898 r. (str. 18). 

Posiedzenie dnia 7 marca 1898 r. Np. 3 15 

w. Kulczyński. Symbola ad faunam Aranearum Austriae infe- 
rioris cognoscendam (str. 15). — L. Adametz. Nowy ^a- 



yi 



StroM 



tanek dyluwialny ro^tego bydła: Bob (bracbyceros) earo- 
paeas n. sp. (stjr. 16). — W. Na tan son. O wpływie ruchu 
na zmiany stann skąpienia (str. 17). — J. BognskL O wła- 
ftnoóciach roztworów azotynu sodowego (nitrytn) (str. IB). 

Posiedzenia dnia4i26kwiet. 1898 r. Nr. 4 11 

T. Browicz. O zjawiskach krystalizacyi w komórce watrobnej 
(str. 11). — M. Kudzki. O pewnem zjawiska podobnem do 
dyspersyi optycznej (str. 11). — A. Wróblewski. O isto- 
cie chemicznej fermentów arayloly tycznych (str. 12). — E, 
Niezabitowski. O wyrastania ostatnieg'o zęba trzonowego 
w dolnej szczęce niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus) 
(str. 12). — W. Jaworski. O fermentacyi luleka pod wpły- 
wem lasecznika Bacillus butyricus Hueppe (str. 13). — G. 
Bikeles. O lokalizacyi dróg do4rodkowych (czuciowych) 
w rdzeniu pacierzowym psa i królika w wysokości górnej 
części lędźwiowej i dolnej piersiowej, oraz Badania nad ana- 
tom! ii i czynnością szarej substancyi (str. 14). -=- Posie- 
dzenie Komisyi fizyograficznej z dnia 17 marca 
1898 r. (str. 15). — Posiedzenie Komisyi antropologi- 
cznej z dnia 30 marca 1898 r. (str. 19). — T. Browicz. 
O śródnaczyniowych komórkach w włoskowatych krwiono- 
śnych naczyniach zrazików wątroby (str. 21). — W. Na- 
tan son. O wpływie ruchu na zmiany stanu skupienia, 
część druga (str. 21). 

Posiedzenie dnia 2 maja 1898 r. Nr. 5 17 

T. Browicz. W sprawie pochodzenia melaninu w nowotworach 
barwikowych (str. 17). — N. Cybulski. Próba nowej teoryi 
zjawisk elektrycznych w tkankach zwierzęcych (str. 18). — 
L. Świtalski. O pozostałościach ciała i przewodu praner- 
cza u płodów i dzieci płci żeńskiej (str. 21). 

Posiedzenie dnia 6 czerwca 1898 r. Nr. 6 10 

T. Browicz. Sztuczna krystalizacya hematoidyny w komórce mię- 
saka barwikowego (str. 10). — S. Kępiński. O peryodach 
całek hyperelip tycznych (str. 10). — R. Moreckł. Nieokre- 
sowa zmienność temperatur powietrza w Polsce (str. 11). — 
Posiedzenie Komisyi antropologicznej z dnia 3 czer- 
wca 1898 r. (str. 13). 

Posiedzenie dnia 4 lipca 1898 r. Nr. 7 24 

A. Witkowski. O oziębianiu się powietrza wskutek rozprężenia 
nieodwracalnego (str. 24). — W. Natan son. O termokine- 
tycznych własnościach roztworów (str. 24?). — E. Strumpf. 



vn 



8tronA 

Z histologii sosny (str. 24). — H. Znatowicz. Działanie 
azotonu srebra (Ag No,) na pochodne chlorowcowe węglo- 
wodorów aromatycznych (str. 25). — Posiedzenie Komisy i 
f i zy o graficznej z dnia 2 lipca 1898 r. (str. 29). 

Posiedzenie dnia 3 paździer. 1898 r. Nr. 8 9 

A. Wróblewski. Nowy białkowy składnik mleka (str. 9). 

Posiedzenie dnia 7 listopada 1898 r. Nr. 9 7 

T. Browicz. Obraz mikroskopowy komórki watrobnej po wstrzy- 
knięciu do żyły szyjnej rozczynu hemoglobiny (str. 7). — 
£. Janczewski. Dwupostaciowośc graszok (str. 10). — A. 
Wróblewski. O soku wyciAnietym z drożdży (str. 10). — 
W. Heinrich. O wahaniach w natcżoniu minimalnych 
wrażeń optycznych i akustycznych (str. 12). 

Posiedzenie dnia 5 grudnia 1898 p. Nr. 10 12 

A. B o B n e r. W sprawie etyolog^i złośliwego nowotworu nabłonków 
kosmkowych (str. 12). — J. Nusbaum. Badania porównaw- 
cze nad podjęzykiem, przegrodą językową i lyssą zwierząt 
ssących (str. 13). 



-^3E> 





^ (I 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcja Sekretarza generalneg^o 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



SprawoBdania b posiedzeń 1 caynnoici Akademii Umiejętności w Krakowie yrjcho^rĄ 
8 końcem kaidego mieal^ca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 60 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — sa granicą w obrębie Bwląska 
pocEtowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starcBy, po 85 kr. 
Skład glówBj w kaięganl Spółki wydawaiezcj w Krakowie. 

Tom III. Luty 1898. Nr. 2. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Potiedze- 
nie Wydziahi filologicznego dnia 14 Imtego: Gze6ć Mickiewicza dla 
Najśw. Panny przez J. Tret i ak a. — Posiedzenie Komisyi historyi 
sztuki z dnia 20 Stycznia 1898. — //. Pońedzenie Wydziału hitto- 
ryczno-filozoficznego dnia 21 Lutego: Zawiązki rzeczy menniczej w PoU 
Bce w dobie Piastowskiej przez F. Piekosińskiego. — 111, Poiie- 
dzenie Wydziału maUmatyczno-przyrodniczego dnia 7 Lutego: Stan za- 
chmurzenia w Galicyi przez W. Satkego. — A azimidach benzimi- 
dazoli przez S. Niementowskiego. — O wpływie 6wiatla na che- 
miczne podstawianie przez K. Radzie w ano w ski ego i J. Schram- 
ma. — Studya helmintologiczne Y. Przyczynek do bliższej znajomo- 
ści kilku przywr przez M. Kowalewskiego. — Posiedzenie Komi* 
syi antropologicznej z dnia 11 Stycznia 1898. 



BIBLIOGRAFIA. 



Odbitki z Rozpraw: 

Ludwik Birkenmajer: Wyniki pomiarów natężenia siły ciężko- 
ści w kilku miejscowościach Galicyi zachodniej, 8-o, sir. 36. 
Cena 40 kr. 

Aleksander Brdckner: O Piaście, 8-o, str. 46. Cena 50 kr. 

Stanisław Dobrzycki: O mowie ludowej we wsi Krzęcinier 
8-0, str. 78. Cena 55 kr. 

1 



HARVARO UNIVERSITY 
UBRARY 

OCT 1 o 1977 



V 



L. 5 (PC 3 7 r/. ^a 70 .^/i A ^ ó, ?:/^. ,^ 



Emil Godlewski iun.: O przeistaczaniu ppermatyd w plemniki 
w gruczole obojnaczym Helix pomatia (z jedną tablicą), 8-o, 
str. 85. Cena 50 kr. 

Ł. Marchlewski: O gossypolu, składniku nasion bawełny, 8-o, 
str. 5. Cena 15 kr. 

— Studya nad związkiem O^Neilla i jego pochodnymi, 8-o, str. 7. 

Cena 15 kr. 
K. Olearski i L. Silberstein: Kilka uwag o parze przesyco- 
nej, 8-0, str. 6. Cena 15 kr. 
Franciszek Piekosiński: Sądownictwo wieków średnich, 8- o, 

str. 84. Cena 85 kr. 
M. P. Rudzki: O rozchodzenia się drgań podczas trzęsień ziemi, 8-o, 

str. 29 (z jedną tablicą). Cena 85 kr. 
LudwikSilberstein: O falach elektromagnetycznych wymuszonych 

w sprężystym ośrodku drgającym, 8-o, str. 12. Cena 15 kr. 
Kazimierz Żórawski: O całkowaniu pewnej kategoryi równań 

różniczkowych zwyczajnych rzędu trzeciego, 8-o, str. 65. Cena 

55 kr. 

— Przyczynek do teoryi nieskończenie małych przekształceń, 8-o, str. 

15. Cena 15 kr. 

Odbitka ze Sprawozdań Komisyi historyi sztuki: 

Ludwik Puszet: Ołtarz św. Jana Chrzciciela w kościele św. FIo- 
ryana w Krakowie (z 5 cynkotypami w tekście) 4-o, str. 14. 

Odbitki z Archiwum Komisyi historycznej, tom VIII: 

Józef Kleczyński: Poszukiwania spisów ludności Rzeczypospoli- 
tej polskiej w zbiorach Moskwy, Petersburga i Wilna, 8-o, sir. 
12. Cena 15 kr. 

Józef Kleczyński i Franciszek Kluczycki: Liczba głów 
żydowskich w Koronie z taryf roku 1765, 8-o, str. 22. Cena 
20 kr. 

Anatol Lewicki: Listy i akta Piotra Myszkowskiego, generalnego 
starosty ziem ruskich króla Jana Olbrachta, zebrane przez ś. p. 
Adolfa Pawińskiego, wydał...., 8-o, str. 89. Cena 60 kr. 



-o.<0e>^- 



HARVARD UN/V£RS1TY 
UBRAHY 

OCT 1 8 1977 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnm 14 Lutego 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Przewodniczący K. Morawski poświęca gorące wspomnie- 
nie pamięci zmarłego przed miesiącem sekretarza Wydziału 
filologicznego, ś. p. Lucyana Malinowskiego, zaznaczając, jak 
wielką wskutek tej śmierci ponosi Wydział stratę. Obecni 
uczcili pamięć zmarłego przez powstanie. 

Czł. J. Tretiak przedstawia rozprawę swoją p. t.: 
jjCześó Mickiewicza dla Najśw. Panny^. 

Autor zastanawia się naprzód nad źródłami tej szczególnej czci 
dla Bogarodzicy, jaka się uwydatniła w poezyi Mickiewicza, i widzi 
je tak w tradycyi narodowej, jak i w pobożnero wychowaniu poety. 
Następnie wykazuje na utworach Mickiewicza, jak ta cześć w różnych 
okresach jego twórczości przybiera odmienny charakter, jak przeobraża 
się stosownie do nastroju poety w danym okresie, stosownie do prą- 
dów, współcześnie go ogarniających. Pięć różnych faz w ewolucyi tei 
czci , pięć różnych sposobów przedstawienia Najśw. Panny, zarysowuje 
się w jego poezyi, a każdy dobrze znamionuje okres prądów, nurtu- 
jących duszę poety. Autor analizuje naprzód Hymn na dzieńZwia- 
stowania i wykazuje na nim cechy okresu pierwszego obudzenia się 
sil twórczych, romantycznych zapędów fantazyi , marzycielskiej miłości 
dla Maryli i wpływu Tassa. Zwraca przytem uwagę na to, jak wręcz 
odmiennie traktowali ten sam przedmiot najznakomitsi przedstawiciele 
pokrewnych narodów: Puszkin i Szewczenko i wskazuje przyczyny tej 
różnicy. Następnie mówi o wierszu „Do Matki Polki**, w którym obraz 
Matki Bolesnej zjawia się na to tylko, aby wtórować wallenrodycznym 
«ier pieniom, bajroniczno-patryotycznemu nastrojowi poety. Najśw. Panna 
nie jest tu jeszcze ideałem macierzyńskiej dobroci opiekunką, pocieszy- 
cielką, orędowniczką, ale tylko klasycznym wzorem cierpienia. 

W trzeciej części Dziadów całe przedstawienie Najśw. Panny od- 
powiada stanowczemu zwrotowi poety od bajronizmu ku wierze tra- 
dycyjnej. Występuje ona tutaj, jako czuła i kochająca matka cierpiącej 

1* 



ludzkości. Do niej zwracają się modły Ewy za prześladowanych na Lit- 
wie, Ona zasmuconemu dziewczęciu zsyła we śnie błogie ukojenie. 
Ale ma przytem inny jeszcze charakter. Uwieńczona na obrazie od 
dziewiczych rąk kwiatami , Ona się kwiecistem odwdzięcza marzeniem y 
występuje tedy jako królowa kwiatów, królowa roślinności, zgodnie 
z tradycyą katolicką , która w Jej święto każe poświęcać zioła. W P a n u 
Tadeuszu zachowuje ten sam charakter co w Dziadach, tak 
samo jest matką-pocieszycielką , ucieczką strapionych, tak samo kró- 
Iową roślinności, jako Najśw. Panna Kwietna, na której ołtarzu wieś- 
niaczki składają snopki ziela. Ale do wszystkich tytułów, jakie się Jej 
w Dziadach należą przybywa tu jeszcze jeden, który Jej tradycyą 
narodowa przynosi: tytuł królowej Polski i Litwy, opiekunki już nie- 
cierpiących jednostek, ale całych warstw, całego cierpiącego narodu, co 
zgadza się wybornie z charakterem poematu, streszczającego życie ca> 
lego narodu ze wszystkiemi jego świetnemi wspomnieniami i gorącemi 
aspiracyami. Mówiąc o czci dla Najśw. Panny w Panu Tadeuszu 
autor utrzymuje i dowodzi, że wprowadzenie do poematu Jej święta, 
obrazu cudownej pogody i uroczystego nabożeństwa w ten dzień świą- 
teczny nie ł)yło rzeczą przypadku, ale wypłynęło z chęci poety oka- 
zania w zakończeniu powieści szczególnej czci dla Tej, którą obrał za 
swoją muzę. Wyjaśnia też, że święto Najśw. Panny Kwietnej, w któ- 
rem wszyscy dotychczasowi komentatorowie Pana Tadeusza upa- 
trywali marcowe święto Zwiastowania, jest sierpniowem świętem Wnie- 
bowzięcia Maryi Panny, przesuniętem przez poetę na mocy licencyi 
poetyckiej na początek lata, to jest do historycznej pory wejścia wojsk 
Napoleońskich na Litwę. 

Ostatni obraz Najśw. Panny, ostatni objaw czci dla Niej w po- 
ezyi Mickiewicza występuje w hymnie, rytmiczną prozą pisanym, p. t 
>Słowa Najśw. Pannyc i przypada na czasy pogrążenia się poety 
w mistycyzmie. Nosi też wyraźne znamiona tego okresu. Wszystkie 
rysy i barwy dawniejszych Jej obrazów, piórem poety kreślonych, 
znikają tu zupełnie. Pomimo tego jednak, i pomimo braku rymowanej 
szaty, autor uważa ten obraz za wyższy od wszystkich poprzednich, 
jeżeli nie swoją mistyczną pięknością, to ideą w tę piękność obleczoną. 
W tym obrazie Bogarodzica występuje jako idealny typ matki boha- 
terów. W końcu autor zwraca uwagę na ogromne znaczenie tej czci 
poety dla Bogarodzicy pod względem etycznym. Ona to przed ewszy- 
stkiem rozlewa w poezyi Mickiewicza, a także i w całej współczesnej 
poezyi polskiej, w Mickiewicza zapatrzonej, tę czystość i świeżość mo- 
ralną, która jest podstawą zdrowego życia rodzinnego*). 



*) Rozprawa ta ukaże się niebawem w jubileuszowym rocznikti 
Pamiętnika wydawanego przez Tow. im. Ad. Mickiewicza. 



Zastępca Sekretarza zdaje sprawę z posiedzenia Komi- 
szi historyi sztuki, które się odbyło dnia 20 stycznia 1898 r. 
pod przewodnictwem czł. Maryana Sokołowskiego. 

Pr of. WZadysZaw Łuszczkiewicz odczytaZ referat o ruinie 
kościóZka św. Idziego w pobliżu miasta InowZodza nad Pilicą na pod- 
stawie zdjęć rysunkowych dokonanych na miejscu przez p. Maryana 
Wawrzenieckiego. Zabytek ten nie byZ napewne kościoZem gro- 
4owym z XII wieku, śladów bowiem inkastellacyi nie zoslaZo przy nim 
wcale. Nasyp czworokątny zamku inowZodzkiego znajduje się w pobliżu; 
broniony on byZ rzeką i bagnistemi Ząkami, a ślady muru obwodo- 
i¥ego i baszt świadczą, że powsŁaZ w epoce Kazimierza Wielkiego. 
KościóZek, od zamku o wiele dawniejszy, zbudowany jest z dzikiego 
kamienia, posiada jedną bardzo wąską nawę, romańską absydę, a u fa- 
•cyaty okrągłą wieżyczkę, która zapewne byZa klatką schodową do em- 
pory kasztelańskiej. Okna wąskie mają już wyraźne ślady gotyku, 
a znaczna grubość murów nie dowodzi przecież inkastellacyi zabytku. 
ByZa to zapewne kaplica cmentarna, postawiona na wzgórzu, na którem 
<lotąd cmentarz się znajduje, a nie kościóZ grodowy romański, jak re- 
ferent przed paru laty przypuszczaZ. 

Z kolei p r o f. dr. Jerzy br. M y c i e 1 s k i zwróciZ uwagę 
na pracę p. Henryka de la Tour pomieszczoną w »La Revue de Tart 
ancien et moderne« o t. z. puharze Sobieskiego, odnoszącym się do 
-odsieczy Wiednia, a który znajduje się dziś w >Cabinet des módailles< 
w Paryżu. WspaniaZy ten pZaskorzeźbiony pubar z kości sZoniowej, 
utwór niemiecki z końca wieku XVII, nie ma nic wspólnego z osobą 
Jana III, ale dokZadne jego zbadanie świadczy, że ma za wyZączny cel 
gloryfikacyę cesarza Leopolda I oraz księcia Lotaryngskiego, elektora 
saskiego i hr. Stahremberga, których portretowane postacie wyraźnie 
na nim rozpoznać można. Sobieski z umysZu w utworze tym pominięty 
zostaZ, co zdaniem referenta dowodzi wymownie, że caZa znana niechęć 
niemieckiej opinii publicznej i cesarskiej polityki do gZównego sprawcy 
odsieczy z r. 1683 nawet w drobnych dzieZach sztuki wyraz swój 
znajdowaZa. 

Następnie pro f. dr. Jerzy hr. Mycielski omówiZ przepi- 
jane przez siebie dwa listy malarza Norblina, znajdujące się w archi- 
wum książąt RadziwiZZów w Nieborowie i tekst ich odczytaZ. Przy zu- 
peZnym dotąd braku wZasnych enuncyacyj wielkiego francuskiego artysty 
pod koniec wieku XVIII na lat 30 z górą w Polsce osiadłego, są listy 
te wyjątkowego znaczenia dokumentem do jego charakterystyki. Pisane 
po francusku do księżnej Heleny z Przeździeckich MichaZowej Radzi- 
wiZZowej, wojewodziny wileńskiej, odnoszą się do wielkiego jej dzieZa 
pod Łowiczem, do sZynnej tArkadyi,c w której gZówną »świątynię Mi- 



nerwy « Norblin ozdobił najpiękniejszym swym utworem freskowym na 
sklepieniu wcbodowej sali, przedstawiającym » Jutrzenkę uciekającą, 
przed Dniem c. Oba listy, pobieżnie datowane, najbliższe są r. 1780, 
a rzucają wiele światła i na stosunek Norblina do księżnej i na jego 
wykształcenie, oraz na prace przedwstępne do fresku w »Arkadyi«- 
Noszą na sobie charakter delikatnej francuskiej kultury końca wieku 
XVIII, wytwornych malarza manier i sposobu wyrażania się, dowcipu 
jego wreszcie i ogółem niezmiernie sympatycznej osobistości, która 
dzięki badaniom lat ostatnich — jak to zauważył prof. Maryan Soko- 
łowski — coraz jaśniejszą się staje, a w tem nowem świetle na niepo^ 
ślednią artystyczną postać wyrasta. 

W końcu członkiem Komisyi wybrany został jednogłośnie p. 
Maryan Wawrzeniecki, artysta- malarz w Warszawie. 

Na posiedzeniu ściślejszera uchwalono poruczyó tymcza- 
sowo czynności sekretarza Wydziału filologicznego Czł. J. 
Tretiakowi i uznano potrzebę reorganizacyi komisyi języko- 
wej. Następnie na wniosek przewodniczącego uchwalono pracę 
ś. p. Lucyana Malinowskiego, przedstawioną przez niego na 
ostatniem posiedzeniu O zabytku języka polskiego 
z początku XVI, odesłać do komitetu wydawniczego. W końcu 
zatwierdzono wybór p. Maryana Wawrzenieckiego, artysty- 
malarza w Warszawie, na członka komisyi historyi sztuki. 



11. Wydział historyczno -fllozoftczny. 



Posiedzenie dnia 21 Lutego 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Wł. Łuszczkiewicz. 

Czł. Fr. Piekosiński czyta rzecz p. t. j^Zawiązki rzecztf 
menniczej w Polsce w dobie Piastowskiej^. 

Autor stwierdza przede wszy stkiem, iż nie istnieje żadne źródło 
historyczne, któreby dostarczało jakiejkolwiek wiadomości, jak wyglądała 
stopa mennicza w Polsce w dobie piastowskiej. A chociaż już od 
Mieczysława I posiadamy nieprzerwany szereg monet z każdego pra-^ 
wie panowania, to nam to, acz niezmiernie ważne, źródło przecież 
do oznaczenia stopy menniczej pomódz nie może, skoro nie wiemy, ile- 



bitej monety, mianowicie denarów, liczono na jedne grzywnę polska 
staropiastowską. 

Aby więc dotrzeć do pożądanej wiadomości, trzeba się chwycić 
jedynie w takich razach wskazanej metody retrospektywnej, biorąc za 
punkt wyjścia wstecznych badań taką epokę, z której stopa mennicza 
polska wieków średnich jest nam dobrze znaną, i na podstawie tych 
wiadomości czynió wnioski o epoce poprzedniej nieznanej. 

Taką epoką dobrze znaną w bistoryi numizmatyki polskiej wieków 
średnich jest wiek XIV, o którym wiemy, iż podówczas w rzeczy men- 
niczej polskiej byhi w użyciu grzywna Krakowska o 198 gramach srebra, 
rozłożona na 48 groszy, każdy grosz po Vż denarów. 

Otóż zachodzi pytanie, czy ta grzywna Krakowska z XIV wieku 
nie jest przypadkiem grzywną staropiastowską? Fakt, że grzywna ta 
nie nazywa się grzywną polską ale Krakowską, wskazuje, że to nie jest 
grzywna pierwotna polska powszechna, ale grzywna partykularna. Kraków 
został założony w r. 1357 na prawie niemieckiem wedle wzoru miasta 
Wrocławia, grzywna zatem Krakowska z wieku XIV jest prawdopodo- 
bnie grzywną Wrocławską, więc nie może być dawniejszą nad rok 1257, 
i tak też jest rzeczywiście. Jakoż grzywna Krakowska pojawia się w bistoryi 
numizmatyki polskiej średniowiecznej dopiero na początku XIV wieku. 
Grzywna mennicza Krakowska nie jest przeto grzywną staropiastowską. 

Jaką była grzywna staropiastowską, posłużą nam następujące 
szczegóły. W statutach średniowiecznych polskich są ustanowione różne 
kary w grzywnach, któreto grzywny karne w rzeczywistości płaciły się 
daleko mniejszą liczbą grzywien bitych pieniędzy. I lak za karę 70 
grzywion płaciło się tylko 14 grzywien pieniędzy, za karę 15 grzywien 
płaciło się tylko 3 grzywny pieniędzy, czyli, że grzywna karna równała 
się tylko Ys grzywny pieniężnej a pięć grzywien karnych szło na jedne 
grzywnę pieniędzy. Jak wytłomaczyć tę sprzeczność, zachodzącą pomię- 
dzy grzywną statutową a grzywną pieniędzy? przecież dla grzywien kar- 
nych nie formowano osobnej stopy menniczej. Ta sprzeczność tak się tłoma' 
czy, że w obwili wydania owych postanowień statutowych była w użyciu 
inna lżejsza grzywna pieniężna, niemniej że takich lżejszych grzywien 
5 szło na późniejszą ciężką grzywnę Krakowską. 

Ze zaś takie postanowienia statutowe są prastare i głębokiej 
sięgają starożytności, przeto jest wszelkie prawdopodobieństwo, że owa 
lekka grzywna statutowa jest właśnie grzywną staropiastowską. 

Tym sposobem grzywna staropiastowską, równająca się Ys grzywny 
menniczej Krakowskiej, ważyłaby około 40 gramów srebra i przedsta- 
wiałaby wartość około 10 późniejszych groszy Czeskich czyli Krakow- 
skich lub polskich. 

A ponieważ jedyną monetą wybijaną w Polsce w dobie piastow- 
skiej był denar, chodziłoby więc jeszcze o sprawdzenie, ile denarów 



8 



liczono na jedne grzywnę sŁaropiasŁowską. I ta znowu źródła history- 
czne pozostawiają nas bez wszelkiej pomocy, musimy więc znowu uciec 
się do metody retrospektywnej o pomoc. 

Otóż w chwili, kiedy na początku XIV wieku grzywna Krakowska 
staje się grzywną menniczą polską, liczącą 4S groszy, idzie na grosz 
12 denarów, czyli na grzywnę 576 denarów. Jeśli przeto grzywna staro- 
piastowska równała się Vs grzywny Krakowskiej czyli okrągło 10 groszom, 
to powinna była liczyć 120 denarów, a w takim razie denar powinien 
trzymać wagę 0*33 grama. 

Porównywając denary bite za czasów Mieszka I i Bolesława 
Chrobrego, dostrzegamy, że takowe ważą daleko więcej niż jeden gram, 
•czasem ly, grama, czasem nawet wagi 2 gramów dochodzą, a zatem 
są kilkakroć cięższe, niżby wedle rezultatów naszych dochodzeń powinny 
być denary staropiastowskie. Jak to wytłomaczyć? 

Przyczyna tego zjawiska leży w następujących faktach. Nie mie- 
liśmy w dobie piastowskiej żadnych kopalń szlachetnych kruszców, 
zwłaszcza kopalń srebra, nie mieliśmy przeto z czego bić pieniędzy; 
srebro zatem, do bicia pieniędzy potrzebne, musieliśmy sprowadzać 
z zagranicy, a że nie mieliśmy czem za to srebro płacić, gdyż nie mie- 
liśmy żadnych wartościowych towarów eksportowych, prócz wosku 
oraz skórek z drobnych szlachetnych zwierząt, jak gronostaje, kuny, 
łasice i wiewiórki, przeto stosunkowo bardzo tylko niewielką ilość srebra 
mogliśmy sprowadzać z zagranicy, a i z tego srebra moneta musiała 
być w pierwszej linii przeznaczona na zapłacenie kupcom zagranicznym 
towarów importowanych, jak paramentów kościelnych, zbroi, sukna 
i kosztownych materyj i t. p. tak, że dla obrotu wewnętrznego pienię- 
dzy bitych już nie starczyło. 

Że zaś kupiec zagraniczny potrzebował takich pieniędzy, jakie 
były w handlu zagranicznym pospolicie używane, to jest denarów bitych 
wedle stopy menniczej frankońskiej, przez Karola Wielkiego zaprowa- 
dzonej, wagi około V/.2 grama, przeto też tak Mieszko I jak i Bolesław 
Chrobry swe nieliczne denary, głównie dia kupców zagranicznych prze- 
znaczone, musieli wybijać na wzór denarów, będących w obiegu w Niem- 
czech, z pominięciem zupełnem stopy menniczej krajowej staropiastowskiej. 
Obrót zaś wewnętrzny dla braku bitej monety, która nadto z powodu 
swej wielkiej rzadkości miała wygórowaną wartość obiegową, przewyż- 
szającą o wiele swą wartość rzeczywistą , musiał się ograniczyć do sur- 
rogatów pieniędzy. 

Takiemi surrogatami były: naprzód bydlęta, w szczególności woły 
wół mianowicie szedł za dwa grosze i stąd powstała w rzeczy menni- 
czej polskiej nazwa szkojca na 2 gr., szkojec bowiem czyli szkot oznacza 
w języku staropolskim bydlę. Drugim surrogatem były poprzód już wzmian- 
kowane skórki zwierzęce: gronostajowe, kunie, łasicze, wiewiórcze, które 



9 



jako główny przedmiot handlu eksportowego, dłużej niż inne surrogaty 
utrzymały się w obiegu. Mamy dowody, że jeszcze w Xin wieku były 
w obiegu grzywny kun, że w takich grzywnach oddawano w niektórych 
okolicach daniny publiczne, dziesięciny i cła. 

Najmniejszej wartości surrogatem, zastępującym dzisiejszą zdaw- 
kową monetę, były drobne kruszyny soli, których 150 liczono na jeden grosz. 

Oprócz tego stanowiły wedle Al-Bekrego ulubiony surrogat pie- 
Jiiędzy cienkie chusteczki, prawdopodopnie te same, jakiemi po dziś dzień 
wiejskie kobiety stroją swoje głowy; te chusteczki czyli płatki były pra- 
wdopodobnie najstarszym surrogatem pieniędzy, skoro wyraz płacić 
widocznie od tych płatków pochodzi. Także wyraz polski grzywna, ozna- 
-czający zarówno karę jak i stopę menniczą, a powinowaty z wyrazem 
grzywa, zdaje się wskazywać, że surrogatem pieniędzy były także grzywy 
włosia końskiego. 

Skoro zaś aż do połowy XIII wieku utrzymują się surrogaty w we- 
wnętrznym obiegu, mimo, że już od HOO lat mieliśmy bitą monetę, to 
•dowód, że ta bita moneta była przeznaczona głównie dla handlu zagra- 
nicznego, a obrót wewnętrzny surrogatami posiłkować się musiał. 

Wobec tego więc nietylko że ci pierwsi Piastowie, którzy poczęli 
hić monetę polską, musieli bić tę monetę na stopę zagraniczną a nie 
fia stopę krajową, ale co więcej bito wprust cudzoziemską monetę wedle 
•cudzoziemskich wzorów. Wykopaliska nasze dostarczają w wielkich ilo- 
ściach takiej naśladowanej cudzoziemskiej monety. Taką naśladowaną 
monetą są przedewszystkiem denary DoreszŁackie Karola Wielkiego, 
denary Ottona III i Adelajdy, wreszcie denary tak zwane Wendyjskie. 
2wolna denary polskie spadają coraz więcej w wadze, aż w drugiej 
połowie XII i w pierwszej XIII wieku spadają do 016 grama, i wten- 
<:zas 240 takich denarów równa się już grzywnie staro piastowskiej czter- 
-dziestogramowej. 

Atoli grzywna mennicza staropiastowska 40 gramowa nie prze- 
inieniła się bezpośrednio na grzywnę menniczą Krakowską o 198 gramach, 
istniała jeszcze faza przejściowa. Mianowicie u schyłku XIII i na po- 
czątku XIV wieku zarzucono wybijanie denarów brakteatowych staro- 
piastowskich a poczęto wybijać denary na stopę Toruńską. W tym czasie 
jest w użyciu grzywna mennicza, która się równa Ys późniejszej grzywny 
menniczej Krakowskiej a więc przedstawia wartość 3 grzywien staro- 
piasŁowskich czyli 120 gramów, czyli .SO groszy a 360 denarów. 

W dyskusyi, która się wywiązała nad tą pracą, zabie- 
Tal głos prof. dr. Wojciechowski. 

Następnie odbyło się posiedzenie ściślejsze, na którem 
wskutek ustąpienia prof d-ra Smolki ze stanowiska Sekreta- 
arza Wydziału, wybrano jednogłośnie pełniącym funkcye Se- 



10 



kretarza prof. d-ra Ulanowskiego, a wybór stanowczy na 
Sekretarza stosownie do regulaminu odroczono do pełnego 
posiedzenia Wydziału w maju. 



III. Wydział matematyczno-ppzyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 7. Lutego 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Krrutz. 

Czł. J. Karliński zdaje sprawę z pracy p. L. Satkego 

p. t. : j^Stan zachmurzenia w Galicyi^. 

Na podstawie materyału zgromadzonego od r. 1866 w Sprawo- 
zdaniach Komisyi fizyograficznej obliczył autor dla wszystkich stacyi 
w Galicyi, chociażby te nie obejmowały nawet roku całego, średnie 
miesięczne i roczne stanu zachmurzenia, a nadto ilość dni pogodnych 
i pochmurnych w każdym miesiącu , uważając za pogodne dni te, któ- 
rych średnia wynosiła najwięcej 2, 0, a za pochmurne te, których śre- 
dnia była najmniej 6, 7. Następnie omawia autor wartość tych spo- 
strzeżeń, wykazując na kilku przykładach, że spostrzeżenia te są 
w wielu przypadkach błędne lub niepewne. W średnich rocznych n. p. 
wynosi różnica 277© , a ta jest stanowczo dla Galicyi za wielka. Jesz- 
cze większe różnice napotykamy w średnich rocznych dni pogodnych 
i pochmurnych, które dla pogodnych wynoszą 91 a dla pochmurnych 
150 dni, co jest wprost nieprawdopodobne. 

Mimo to przychodzi autor do następujących wniosków. W śre- 
dniej roku i pór roku stan zachmurzenia wzmaga się od wschodu ku 
zachodowi, a w górach jest mniejszy, niż: w odpowiednich miejscowo- 
ściach nizinnych; to zjawisko tłomaczy za pomocą przeważnie pa- 
nujących wiatrów. W roku leży Galicya między izonefami 55^^ a 577oł 
najpochmurniejszym miesiącem jest grudzień i listopad, najpogodniej- 
szym wrzesień lub sierpień. Krzywa jednak wyobrażająca przebieg 
roczny stanu zachmurzenia na poszczególnych stacyach nie jest regu- 
larna, bo w czerwcu jest stan zachmurzenia wogóle większy niż w są- 
siednich miesiącach. 

W pojedynczych porach roku znajdujemy znowu, że zima jest 
najpochmurniejszą a lato naj pogodniejszą porą roku; jesień jest 
bardziej pochmurną niż wiosna oprócz miejscowości położonych poni- 



u 



niżej 49% pól. szer. Największe róinice napotykamy w lecie, bo na 
wschodzie mamy izonefę 457o a na zachodzie w tej samej porze pra- 
wie 607o I jakoteż w jesieni , gdzie na wschodzie bioże izonefa 557o. 
a obok Krakowa prawie 707o« 

Czł. S. Niementowski zdaje sprawę z pracy swojej 
p. t.: „O azimid(wh b&nzimidazoli^ . 

Nawiązując do swej ostatniej pracy >0 nowych sposobach otrzy- 
mywania anhydrozwiązków* podaje autor charakterystykę dwu nowych 
związków zawierających w (P)-orto-poIoźeniu fenylbenzimidazolu grupę 
amidową NH,. Opisuje następnie przetwory otrzymane z tych istot 
działaniem kwasu azotowego, które tworzą nowy typ związków orga- 
nicznych, azimidów benzimidazoli, ogólnego wzoru C« H^^-ts ^4* z po- 
czątkowym członem w szeregu homologicznym Cjg Hg N4. Ciała te są 
jednokwasowemi zasadami , w kwaśnych rozczynach zachowują się jak 
sole właściwych związków diazowych, tj. przez zagotowanie utrącając 
azot diazowy zamieniają się w odpowiednie oxypochodne. Z bromem 
reagują jak wszystkie anhydrozasady, przyłączając dwa atomy bromu 
wskutek zerwania połączenia podwójnego w pierścieniu imidazolowym. 
Przez stapianie z p-naftolem i innymi fenolami wytwarzają czerwone 
barwiki azowe. 

Czł. K. Olszewski zdaje sprawę z pracy pp. K. Radzie- 
wanowskiego i J. Schramma p. t.: „O wpływie światła na 

chemiczne podstawianie*^. 

Ta praca jest dalszym ciągiem prac J. Schramma ogłoszonych 
częścią pod powyższym tytułem, częścią pod tytułem: »0 wpiywie 
światła na przebieg reakcyj chemicznych przy działaniu chlorowców 
na połączenia aromatyczne*. Autorowie opisują w niej zachowanie się 
orto-, meta- i para-ksylolu , mesitylenu i etylobenzolu przy działaniu 
chloru pod wpływem światła słonecznego, a w celu ułatwienia działa- 
nia promieni słonecznych i uniknięcia zetknięcia się gazów z korkami 
używali przy tem działaniu odpowiednio urządzonego aparatu szkla- 
nego. Doświadczenia przeprowadzali w czerwcu między godz. 11—3. 
w czasie najsilniejszego działania światła słonecznego. Wyniki pracy 
są następujące: 

1) Podczas działania chloru na ortoksylol w ilościach odpowiadają- 
cych stosunkom drobinowym tworzy się pod wpływem światła sło- 
necznego, jako główny produkt działania, chlorek ortoksylilu CHg — 
Cg H^— CH2 Cl, o położeniu łańcuchów bocznych 1: 2, otrzymany po- 
przednio przez Reymanna przy działaniu chloru na wrzący ortoksylol. 
Obok niego tworzy się także przy tem działaniu niewielka ilość chlorku 
ortoksylilenu Cg H^ - (CH, Cl)^ (1 : 2), który się otrzymuje jako głó- 



12 



wny produkt działania, w stanie bardzo czystym, przy działaniu dwóch 
drobin chloru na drobinę ortoksylolu pod wpływem światła słonecznego. 
O ile tyczy się tworzenia się tych dwu ciał, jest działanie chloru na 
ortoksylol pod wpływem światła zupełnie analogiczne do działania 
bromu, które już poprzednio zbadał Schramm. Obok wspomnianych 
dwu ciał, tworzy się jednak podczas tej reakcyi w małej ilości także nie- 
znany dotychczas produkt dodania sześciu atomów chloru do drobiny 
ortoksylu, składu Cg H^ Clg (CHg)^, ciało interesujące ze względu na 
teorye budowy drobinowej benzolu. 

2) Paraksylol zachowuje się przy działaniu chloru pod wpływem 
światła zupełnie podobnie, jak ortoksylol, i daje przy działaniu jednej 
drobiny chloru na jedne drobinę paraksylolu chlorek paraksylilu CHg — 
Cg H^ — CHg Cl (1:2), a podczas działania dwóch drobin chloru na dro- 
binę paraksylolu chlorek paraksylilenu Cg H^— (CH, ('l)^ (1 : 2). Dzia- 
łania przebiegają prawie ilościowo i pozwalają otrzymać obydwa te 
ciała łatwo i w stanie tak czystym, w jakim za pomocą dawniejszych 
metod trudno je było otrzymać. 

3) Metaksylol jest nierównie mniej czułym na wpływ światła 
przy działaniu chloru, jak orto i paraksylol, gdyż pomimo wpływu 
bardzo intenzywnego światła słonecznego podstawiają się w nim czę- 
ściowo atomy wodoru także w rdzeniu benzolowym. Podczas działania 
jednej drobiny chloru na drobinę metaksylolu otrzymuje się w tych 
warunkach mieszaninę chlorku metaksylilu CHg — Cg H^ — CH^ Cl. (1 : 3) 
z chloroksylolem w stosunku 77 : 23, jak to udowodniają daty anali- 
tyczne. Podczas działania dwóch drobin chloru na drobinę metaksylolu 
tworzy się mieszanina chlorku metaksylilenu Cg H^ — (CH^ Cljg (1 • 3) 
z iromerycznymi produktami podstawienia chlorem w rdzeniu, a to 
w stosunku 86 : 14;. Ponieważ tworzące się równocześnie izomeryczne 
produkta podstawienia w rdzeniu benzolowym utrudniają wydzielenie 
czystego chlorku paraksylilenu przez oziębienia, gdyż ten topi się już 
w temp. 34 2° C. i tworzy łatwo roztwory przesycone, udowodnili au- 
torowie jego obecność w powyższym produkcie działania w ten sposób, 
że zamienili go przez ogrzewanie z wodnym roztworem węglanu pota- 
sowego na alkohol metaksylilenowy, a ten ostatni działaniem kwasu bro- 
mowodorowego na bromek metaksylilenu, topiący się w temp. 77® C. 

4) Mesitylen jest jeszcze mniej czuły na wpływ światła podczas 
działania chloru, jak metaksylol, i pochłania chlor pomimo intenzyw- 
nego działania światła tak chciwie, jak gdyby światło nie wywierało 
żadnego wpływu na to działanie. Chlor podstawia w tych warunkach 
atomy wodoru przeważnie w rdzeniu benzolowym mesitylenu, gdyż 
produkta działania jednej i dwóch drobin chloru na mesitylen zawie- 
rają według dat analitycznych tylko stosunkowo niewielkie ilości pro- 
duktów podstawienia chlorem w łańcuchach bocznych. 



13 



Ta obojętność mesitylenu na wpływ światła podczas działania 
chloru jest interesującą. Orto i paraksylol są bowiem czuZynii na wplyvv 
światła przy chlorowaniu, metaksylol jest już mniej czułym, a najmniej 
czułym jest mesitylen. Jest więc rzeczą widoczną , źe węglowodór aro- 
matyczny jest tern mniej czułym na wpływ światła przy chlorowaniu » 
im więcej zawiera bocznych łańcuchów metalowych w położeniu meta. 
Poprzednio już udowodnił Schramm, że mesitylen jest także nieczułym 
na wpływ światła przy działaniu bromu. Pomimo niedostatecznej ilo- 
ści bromu podstawiają się bowiem pod wpływem światła równocześnie 
dwa atomy wodoru bromem w drobinie tego węglowodoru, a miano- 
wicie jeden w rdzeniu benzolowym, a w drugi łańcuchu bocznym i w po- 
łożeniu para do pierwszego atomu bromu. Mesitylen zachowuje się 
więc w tym przypadku tak, jak gdyby dopiero przez podstawienie bro- 
mem jednego atomu wodoru w rdzeniu zmieniła się jego nieczułość na 
światło, wskutek jakiejś zmiany stosunków między atomami w jego 
drobinie. Jest rzeczą prawdopodobną, że podobne stosunki zachodzą 
także przy działaniu chloru na mesitylen, co wyjaśnią bliżej dopiero 
późniejsze badania. 

5) Poprzednio już udowodnił Schramm, że działając chlorem 
na etylobenzol w ilościach odpowiadających stosunkom drobinowym two- 
rzy się pod wpływem światła a-chloroetylobenzol Cg Hg-CHCl— CHg. 
Chcąc się przekonać, w jakiem miejscu drobiny podstawia w tych wa- 
runkach chlor drugi atom wodoru w etylobenzolu , działali autorowie 
dwoma drobinami chloru na etylobenzol w świetle słonecznem. Ponie- 
waż otrzymany produkt działania nie wydzielał całej ilości chloru podczas 
ogrzewania z alkoholowym roztworem azotanu srebrowego, więc mógł 
zawierać obok produktów podstawienia w łańcuchu bocznym etylo- 
benzolu także produkta podstawienia w rdzeniu benzolowym, ale też 
a-w- dwucblorofitylobenzol. Autorowie udowadniają, że ten produkt za- 
wiera Oj- dwuchloroetylobenzol Cg Hg— CClg-CHa, gdyż przy działaniu 
wilgotnego tlenku srebrowego zamienia się na acetopbenon. Etyloben- 
zol zachowuje się więc pod wpływem światła przy działaniu chloru 
zupełnie podobnie, jak przy działaniu bromu , który w tych warunkach 
tworzy najpierw a- bromoetylobenzol , a następnie a^- dwubromoety- 
lobenzol. 

Czł. Wł. Kulczyński podaje treść pracy p. M. Ko- 
walewskiego p. t. : jjSłudya helmintologiczne V, Przyczynek 
do bliższej znajomości kilku przywr^ (z 37 figurami). 

I. Echinostomnm spathulatnm Rud, 1819. 

Rzadka ta przywra była znaleziona dotąd raz jeden tylko (dwa 
okazy) na początku bieżącego wieku przez Bremsera w jelicie bączka,^ 



14 



i opisana przez Rudolphiego pod nazwą DiHomum spaihulatum, — 
Autor znalazł jeden okaz jej również u tego samego ptaka. Należy ona 
do rodzaju JSchinontomum , a to ze względu na obecność Ł. zw. tarczki 
przy ustnej, uzbrojonej na kodcach czwórkami kolców, jak również ca2ą 
zewnętrzną i wewnętrzną budowę ciała, charakterystyczną dla tego ro- 
dzaju przywr. 

Autor opisuje obszernie osobne, właściwe temu zwierzęciu or- 
gana przyczepne pomocnicze w postaci t. zw. brodawek brzusznych. 
Jest ich dwie. Leżą one, jedna za drugą, na linii środkowej brzucha, 
bliżej tylnego końca ciała. Na zewnątrz są one uzbrojone kolcami 
i mogą wpuklać się do środka ciała i wypukiać się z niego przy współ- 
udziale mechanizmu, podobnego do mechanizmu nóżek ambulakralnycb 
u szkarłupni. Rolę układu wodnego pełnią tutaj naczynia główne boczne 
wydzielnicze. Mianowicie tworzą one ślepe wypukliny, wchodzące daleko 
w głąb brodawek. Pod wpływem ucisku, wywieranego na naczynia wydziel- 
nicze przy skurczu worka mięsnego podskórnego, zawarty w nich płyn wy- 
pełnia te wypukliny i powoduje wypuklanie się brodawek. Możliwem 
zaś staje się to dlatego, że skurcz worka mięsnego nie rozciąga się 
wcale na brodawki, o których mowa, ponieważ w miejscach, zajętych 
przez nie, worek ten zupełnie nierozwinięty (jakby w nim były odpo- 
wiednie wykroje). Wpuklanie się odbywa pod wpływem skurczu mię- 
sni grzbielowo-brzusznych , przyczepiających się pod szczytem bro- 
dawek. 

Autor omawia w dalszym ciągu kolejno wszystkie organa zwie- 
rzęcia mniej lub więcej obszernie. Do punktów ważniejszych, które po- 
rusza, należą szyjki skórne nadzwyczaj bogato rozwiniętych gruczołów 
skórnych w przedniej części ciała, zdradzające pewne podobieństwo do 
t. zw. pęcherzyków i brodawek dotykowych, opisywanych u przywr 
w ostatnich czasach przez Blochmanna, Bettendorfa i in. Bez odpowie- 
dnich rysunków, w krótkim referacie punkt ten nie da się należycie 
wyjaśnić. — W rozdziale o przewodzie pokarmowym zwraca autor 
uwagę na wyraźnie nabłonkową budowę całej prawie gardzieli, a przy 
omówieniu ramion jelita opisuje szczegółowo budowę ścianki ich 
u okazu B. echinatum Zw., zabitego sublimatem alkoholowym, a to ze 
względu na obecność na jej powierzchni wewnętrznej obwódki poprze- 
cznie prążkowanej, przypominającej wyglądem swym zupełnie wygląd 
warstwy rzęs. 

II. O trzech przedstawicielach rodzaju Opisthorchis R. BI., 1895, 
oraz nwagi ogólne o przedstawicielach tego rodzaju przywr. 

Trzy pierwsze ustępy tego rozdziału poświęca autor trzem no- 
wym przedstawicielom rodzaju OpUthorchit, a mianowicie: 



15 



1) O. cratsinscula Rud. var. (qov.? sp. nov.?) Jantu z pęche- 
rzyka żółciowego kaczki swojskiej; 

2) O. aoarUhosoma Crept? Wag. var. ? compatcua z pęcherzyka 
iólciowego cyranki i 

3) O. timulana Loos var. (nov.? sp. nv.?) poturzycensis z prze- 
wodów żółciowych kaczki swojskiej. 

W krótkim referacie, jak obecny, nie można kusić się o przed- 
:stawienie budowy Łych trzech gatunków, a to ze względu na to, że 
różnice pomiędzy pojedynczymi galunkann rodzaju Opitthorehia są 
wogóle niewielkie, często subtelne, klóre wymagają dłuższych opisów, 
a przedewszystkiem ilustracyi za pomocą rysunków. 

Ze szczegółów, zasługujących na uwagę^ autor podnosi nieznane 
dot^d położenie otworu wydzielniczego w O. Janiu na brzuchu zwie- 
rzęcia, w znacznej odległości przed tylnym końcem ciała. Podobne, 
i)rzuszne położenie tego otworu, znacznie bliższe jednak końca ciała, 
posiada również O, compaatua. — U O. poiurzyeenns znalazł autor 
kanał Laurera częściowo zdegenerowany : końcowa część jego przed- 
stawia się w porównaniu z resztą kanału, jako wąziutka rurka i nie 
posiada wcale otworu na zewnątrz. Na uwagę zasługuje również u tego 
samego zwierzęcia liczba ośmiu grup pęcherzyków żółtkowych, two- 
rzących pasy boczne, charakterystyczne również dla O. tenuioollis Rud., 
MUbl. (pasorzyta ssących). Autor sądzi, że cyfra ta nie jest przypad- 
kowa, ale stanowi cechę wspólną dla wszystkich przedstawicieli tego 
rodzaju i wyraża przypuszczenie, że tam, gdzie pasy, o których mowa, 
stanowią jedne całość, lub gdzie grup tych jest mniej albo więcej, cy- 
fra ta da się odszukać w odpowiedniej ilości otworów grup pęcherzy- 
ków żółtkowych do ich przewodów głównych. — Omawiając jądra u O. 
Janu$, autor podnosi dążenie ich (o ile nie są one prawidłowo kuliste 
lub owalne) u przedstawicieli rodzaju OpiuhorchU do płatowatości 
w stałym, określonym kierunku, a mianowicie: przedniego jądra — do 
czteropłatowatości, tylnego — do pięciopłatowatości, przyczem zwraca 
uwagę na większą konserwatywność przedniego jądra pod tym wzglę- 
dem. — W ostatnim ustępie tego rozdziału omawia autor szczegółowo 
istotę t. zw. dwojakiej symetryi odwrotnej organów płciowych czyli 
w skróceniu — amfitypii płciowej, cechującej przedstawicieli rodzaju 
OpUthorchit. Nazwę tę nadaje autor zjawisku, polegającemu na tein, 
ze u pewnej kategoryi osobników tego samego gatunku przywry wszyst- 
kie organa płciowe, ewentualnie ich części, leżą odwrotnie symetry- 
cznie do takichże organów i ich części u osobników innej kategoryi. 
Zjawisko to wyjaśnia najlepiej następujący przykład: jeżeli n. p. po- 
łożymy jeden osobnik, należący do jednej z tych kategoryi , brzu- 
chem do góry i przykryjemy go następnie drugim osobnikiem, nale- 
żącym do drugiej kategoryi, ale zwróconym grzbietem do góry (przyj- 



16 



mując naturalnie, że oba osobniki są jednakowo wielkie i posiadają 
podobne kształty zewnętrzne i budowę wewnętrzną), to w takim razie 
wszystkie odpowiadające sobie organa płciowe, ewentualnie ich części, 
przykryją siebie nawzajem zupełnie dokładnie. Na zjawisko to zwrócilt 
już częściowo uwagę Stiles i Hassall. o tyle jednak, o ile ono dotyczy 
tylko jąder tych zwierząt, przyczem zauważyli, że zbiornik nasienny 
mieści się stale przy tym boku ciała zwierzęcia, przy którym leży tylne 
jądro. Autor dodaje, że przy tym boku oprócz zbiornika leży również 
stale i cewka nasienna (= pęcherzyk nasienny) i podkreśla następnie 
ze szczególnym naciskiem, że omawiane zjawisko dotyczy całego na- 
rządu płciowego samiczego i samczego bez wyjątku. — W dalszym 
ciągu wypowiada przekonanie, że musi ono mied ważne znaczenie 
w życiu tej grupy przywr pasorzytnych. Jakie — trudno orzec, przy- 
najmniej na teraz. Ze jednak tak jest, dowodzi tego najprzód okoli- 
czność, że z pomiędzy wszystkich 20-tu znanych dotąd gatunków tej 
grupy (pomiędzy którymi niektóre są wątpliwe) stwierdzono dotychczas 
amfitypią płciową z całą pewnością u 9-iu (co do innych, to należy 
podnieść tutaj, że badacze nie zwracają dotąd na to należytej uwagi!), 
z tych u trzech gatunków (O. Jantu, O, poturzycentU i O. erauiut- 
eula Rud.) autor stwierdził ją osobiście. Następnie przemawia za tern 
fakt, spostrzeżony przez autora, że pomiędzy okazami tego samego ga- 
tunku przywry, pochodzącymi z tego samego źródła, t. j. tego samego 
osobnika żywiciela, znajdują się zawsze przedstawiciele obydwu typów 
symetryi po połowie; przy liczbie nieparzystej — przeważa zawsze typ 
o prawem jądrze tylnem, co stwierdził autor w dwóch wypadkach u 0. 
Janut^ w jednym u O. poturzyeerŁsit i w jednym u O. crataiuteula Rud. 
Na ostatku zastanawia się autor nad genetycznymi stosunkami 
przedstawicieli rodzaju Opisihorchu, zestawia ich cechy charakterysty- 
czne w formie dyagnozy rodzajowej i dzieli całą grupę na podstawie 
topograficznego położenia pasów gruczołu żółtkowego (oraz częściowa 
macicy) na trzy podgrupy. 

111. Jeszcze słów kilka o Bilharzia polonica M. Kow., 1895. 

Na wstępie zwraca autor uwagę na wielką liczbę żywicieli osta- 
tecznych tego pasorzyta (7-iu gatunków ptaków), wykrytych dotąd, 
oraz, że pasorzyty te oprócz naczyń krwionośnych spotykają się ró- 
wnież w pęcherzyku żółciowym. Znalezienie przywry tej w szlach.irku, 
a przedewszystkiem w kaczce swojskiej, stwierdza wyrażone dawniej 
przypuszczenie autora, że przejściowy żywiciel jej (nieznany dotąd) 
należy do fauny polskiej. W dalszym ciągu polemizuje autor z Loos- 
sem , który na podstawie swych obserwacyi nad zawartością jelita 
u Bilharzia haematobia Bilh. wnioskuje, że zwierzęta te (mowa tu 
o formach żyjących we krwi) karm swój czerpią z wątroby (bliżpj 



17 



Looss nie określa źródła pokarmu) i obserwacyom tym przeciwstawia 
(i ilustruje za pomocą rysunków) swoje własne nad zawartością jelita 
u B. polonica y prowadzące go do wręcz przeciwnego wniosku: że po- 
karm ten stanowi krew normalna, taka, jaka płynie w naczyniach. 
A mianowicie u jednego z osobników (cj) B. polonica, zakonserwo- 
wanego w pełni życia, znalazł autor całe jelito wypełnione całkowicie 
czerwonemi ciałkami krwi, pomiędzy któremi należały do niezmiernych 
rzadkości komórki o odmiennym wyglądzie (leukocyty?). Obok tych 
ciałek znalazł również autor ogromną ilość kropelek (rozmaitej wielko- 
ści) ściętego osocza krwi, w których w wielu miejscach jeszcze pozo- 
stały miniaturowe kuleczki tłuszczu (nie usunięte przez odczynniki) 
o własnych, cieniutkich, wyraźnych zupełnie otoczkach. — Ze w po- 
karmie Bilharzyi obok czerwonych ciałek krwi osocze gra ważną, może 
nawet dominującą rolę, dowodzi tego, zdaje się, to, że u trzech innych 
osobników tego zwierzęcia, pochodzących z tego samego źródła, ciałek 
tych było bardzo mało, natomiast kropelek osocza niezmiernie dużo. 
Na końcu uzupełnia autor opisy dawniejsze omawianego tutaj 
zwierzęcia opisem skóry jego, która jest bardzo cienka i gładka, i je- 
dynie na smoczku ustnym — aż do głębi prawie — oraz na brzegu 
smoczka brzusznego posiada drobniutkie, gęste kolce. Następnie opisuje 
szczegółowo u samców B, polonica utwory skórne, które nazywa indy- 
ferentnie ciałkami skórnemi, a to ze względu, że nie zdołał ~ pomimo 
usiłowań — zbadać ich natury właściwej. Znajdują się one w wielkiej 
ilości na całej brzusznej powierzchni ciała zwierzęcia, nie wyłączając 
obu smoczków, zachodzą częściowo na grzbietową jego powierzchnię, 
a na szyi są na całym grzbiecie, najsilniej jednak rozwinięte w głębi 
canalis gynaecophorus , gdzie są największe i najliczniejsze. Posiadają 
one wielkie podobieństwo do t. zw. pęcherzyków, brodawek itd. doty- 
kowych, opisywanych w skórze przywr przez Blocbmanna, Battendorfa 
i in., częściowo jednak i do szyjek skórnych gruczołowych, opisanych 
na początku tego artykułu przez autora u K spathulaium Rud. — 
Przedstawiają się one jako okrągłe lub owalne pęcherzyki rozmaitej 
wielkości, o własnych ściankach, zajmujące sobą całą grubość skóry, 
pospolicie wystające z niej nawet mniej lub więcej. Na zewnątrz po- 
siadają one krótki włosek, który przy bardzo silnych powiększeniach 
wygląda, jakby był utworzony z szeregu kilku ziarenek lub ziarenko- 
watych nabrzmień. Wewnątrz wypełnia pęcherzyki jasna substancya, 
która przy bardzo silnych powiększeniach i odpowiedniem zabarwieniu 
zdradza wyraźną budowę ziarnistą. Substancya ta łączy się z włoskiem, 
o którym mowa, za pomocą niezmiernie cieniutkiej niteczki (ewentual- 
nie kanaliku?), przedziurawiającej ściankę pęcherzyka. Podobna nite- 
czka odchodzi również z przeciwnej strony w kierunku ciała. Po szcze- 



18 

goły musi czytelnik udać się do omawiani^ tu obszernej pcacy autora 
z rysunkami. 

Sekretarz zawiadamia, że Komisya antropologi- 
czna odbyła posiedzenie dnia. U stycznia b. r. pod prze- 
wodnictwem prof. Lucyana Malinowskiego. 

Na wstępie Przewodniczący podniósł zasługi zmarłego członka 
ś. p. Jana Nep. Sadowskiego, a obecni oddali przez powstanie hołd 
jego pamięci. 

Z kolei Dr. Demetrykiewicz zdawał sprawę z wycieczek swoich 
podjętych w lecie roku ubiegłego z powodu odkrycia drugiego skarbu 
złotego w Michałkowie w powiecie Borszczowskim. 

Ponieważ z różnych stron usiłowano rzecz całą osłaniać taje- 
mnicą, więc potrzeba było niemałych i długich zabiegów, aby zebrać 
dokładniejsze informacye i poczynić spostrzeżenia potrzebne do wyda- 
nia sądu naukowego o nowem odkryciu. 

Włościanie kopiąc 19 maja 1897 na pastwisku gminnem za po- 
zwoleniem wójta, znaleźli w odległości kilkudziesięciu metrów ku pół- 
nocnemu wschodowi od miejsca, gdzie w r. 1878 natrafiono na pierw- 
szy skarb złoty, różne złote przedmioty, które podczas zbiegowiska, | 
jakie wkrótce powstało, rozchwytane, a w części także pogniecione 
i uszkodzone zostały. 

Jak przy pierwszem odkryciu, podobnie i teraz, nie ma żadnej 
pewności, czy miejsce, gdzie złote przedmioty znaleziono, było grobem, 
czy też ukrytym skarbcem. 

Do muzeum Dzieduszyckich we Lwowie nabyto wprawdzie wraz 
z kilku przedmiotami złotymi z ostatniego odkrycia, także czaszkę 
ludzką długogłową ze szwami niezrośniętymi , która ma nad czołem 
zielony pas od śniedzi z metalu, oraz kość udową; są jednak ważne 
wątpliwości, czy kości te pochodzą rzeczywiście z miejsca, gdzie złoty 
skarb znaleziono. 

P. Wł. Przybysławski konserwator z Uniża, kopiąc wkrótce po 
odkryciu skarbu w miejscu jego znalezienia, napotkał odłamek dna 
i kawałek krawędzi większego naczynia glinianego grubej ręcznej ro- 
boty i słabo wypalanego, z epoki przedhistorycznej, lecz bez wybitnego 
charakteru, oraz odłamek kości, która, według opinii prof. Dybow- 
skiego, sięga odległej starożytności i jest szczątkiem konia. 

Przedmioty złote rozchwytane i ukryte zrazu przez włościan, 
dostały się z czasem w ręce różnych nabywców, u których Dr. Deme- 
trykiewicz miał sposobność zabytki te jużto w oryginale, już to w do- 
brej fotograficznej reprodukcyi oglądać i badać. 

Okazało się, że przedmioty te mają na sobie te same cechy cha- 
rakterystyczne panońskiego odcienia stylu La T^ne, co zabytki pierw- 



id 

ś2ego skarbu Michalkowskiogo (opisane przez sprawozdawcę w arty- 
kule: »Vorge8cbichte Galizieus* w dziele: OesŁ. Ung. Monarchie in 
Wort u. Bild) i są prawdopodobnie z nimi współczesne. 

Należą tu mianowicie okrągłe z lekka wypukłe płytki z uszkiem 
w środku (jakby malutkie tarcze mające około 11 cm. średnicy) t. zw. 
Zierschreiben , kształtem i charakterem swej prostej ornamentyki bar^ 
dzo zbliżone do takichże płytek w pierwszym skarbie. Także czarki 
pólkuliste, które niestety w czasie zbiegowiska powstałego podczas od* 
krycia skarbu zupełnie pogniecione a względnie połamane zostały, zga- 
dzają się rozmiarami i kształtem z czarką złotą, która należy do pierw- 
szego skarbu, są jednak nieco mniej ozdobne. Również paciorki złote, 
zarówno okrągłe jak i graniaste (złożone z 6 malutkich lejków prsy- 
lutowanych na rurce na krzyż), w liczbie przeszło 100 sztuk, są zupełnie 
identyczne z paciorkami w dawniej odkrytym skarbie. 

Nowem zjawiskiem jest natomiast blacha złota, nabyta przez 
hr. Mieczysława Borkowskiego w Mielnicy, która zarówno swym kształ- 
tem (trapez) jak i rozmiarami przypomina t. zw. karwasz (ochrona 
przedniej części ręki) w pancernej zbroi średniowieczną]. Blacha ta 
jest ozdobiona szeregiem na poprzek biegnących wypukłych trybowa- 
nych pasków (właściwość stylu La T^ne). 

Drugi egzemplarz takiej samej blachy, lecz już umyślnie przez 
włościan połamany na kawałki nabył p. K. P. we Lwowie. 

Oprócz tego niektóre osoby, które kupiły autentyczne zabytki 
z ostatniego skarbu Michałkowskiego, jak p. A. D. handlarz broni i p. 
L. W. prywatny przedsiębiorca we Lwowie, nabyli od włościan z Mi- 
chałkowa także masywne złote sztabki (jedna okrągła o średnicy 1*5 cm., 
skręcona preclikowato, inne sztabki w formie prostokątnych płytek), co 
do których bez bardzo dokładnego i ścisłego badania nie da się roz- 
strzygnąć wątpliwość, czy nie są świeżo odlane ze stopionych przed- 
miotów, ehociaż z drugiej strony zaprzeczyć się nic da, że w t. zw. 
skarbach metalowych z epoki przedhistorycznej znajdują się czasem 
obok wyrobów, także nieforemne zapasowe kawałki kruszcu i sztab. 

Według niepewnych wreszcie relacyj znajdować się miało w osta- 
tnim skarbie Michałkowskim także szklanne naczynie (w dawniejszym 
skarbie w muzeum Dzieduszyckich są 3 paciorki ze szkła niebieskiego) 
oraz sztabka , czy płytka srebrna (?) rzekomo z napisem , czy też ze 
znakami, która dostała się jakiemuś żydowi i przepadła bez śladu. 

Ze stanowiska naukowego bardzo trzeba ubolewać, że z powodu 
wadliwej organizacyi i niedostatecznego uposażenia krajowych muzeów 
tylko mała i nieznaczna część tego ważnego nowo odkrytego skarbu 
z przedhistorycznej przed -Chrystusowej epoki dostała się do muzeum 
Dzieduszyckich, reszta zaś rozprószyła się wśród osób prywatnych, 
i może pójdzie za granicę. 



^0 

Jeżeli juź nie oryginał, to przynajmniej dokładna kopia galwa- 
noplasŁyczna takiego ważnego i wybitnego zabytku powinna była po- 
zostać w muzeum krajowem dla ułatwienia badań naukowych, które 
obecnie do tego stopnia są utrudnione, w sposób w innych krajach nie- 
praktykowany, że właściciele odkrytych zabytków nie chcą do użytku 
naukowego nawet fotografii ich odstąpić. 

Dr. Demetrykiewicz zdawał następnie sprawę ze spostrzeżeń, 
akie poczynił, badając w muzeum Stauropigialnem we Lwowie zabytki 
wykopane staraniem prof. Szaraniewicza na dwu cmentarzyskach 
przedhistorycznych w Czechach i Wysocku pod Brodami, które dotych- 
czas jeszcze naukowo opracowane i publikowane nie zostały. 

Były to cmentarzyska przeważnie szkieletowe, gdyż tylko kilka 
grobów ciałopalnych znaleziono. Typ czaszek jest wybitnie długogłowy. 

Przy szkieletach leżało wiele przedmiotów służących do ozdoby, 
wykonanych przeważnie z bronzu (niektóre tylko z żelaza), jak naszyj- 
niki, bransolety, pierścienie, szpile zakończone tarczami ze spiralnie 
zwiniętego drutu. 

Są one uderzająco podobne do takichże zabytków, odkrytych 
dawniej przez Kirkora w grobie szkieletowym w Hłuboczku wielkim 
w Tarnopolskiem oraz przez Ossowskiego w takichże grobach w Ra- 
kówkącie w Husiatyńskiem. 

Zarówno charakterystyczny typ tych przedmiotów, służących 
do stroju, jak i kształt i ornamentyka naczyń różnorodnej wielkości, 
wyrobionych ręcznie z gliny i słabo wypalanych, które znaleziono 
przy szkieletach, wskazuje, że cmentarzyska w Czechach i Wysocku 
powstały w epoce t. zw. czysto bronzowej (jak dowodzi naczynie 
z ozdobą półksiężycową na uchu t. zw. ansa lunata) i były w użyciu 
przez epokę t. zw. hallstadzką, czyli pierwszą żelazną. Nie przeszka- 
dzają temu przypuszczeniu bynajmniej nieliczne wyroby kamienne, 
które na tychże cmentarzyskach znaleziono, gdyż dotychczasowe bada- 
nia pouczają, że wyroby kamienne utrzymały się (prawdopodobnie ze 
względów rytualnych) niezwykle długo w użyciu i spotkać je można 
obok bardzo wydoskonalonych wyrobów kruszcowych nawet w wyko- 
paliskach z ostatnich okresów przedhistorycznych po wędrówce na- 
rodów. 

Zaznaczyć wreszcie wypada, że wspomniane cmentarzyska w Ga- 
licyi i znalezione w nich zabytki mają bardzo wiele analogii z takiemiż 
wykopaliskami po drugiej stronie Karpat w północnych Węgrzech 
i prawdopodobnie z pokrewnego pochodzą źródła. 

Profesor Baudouin de Gourtenay objaśnił sprawę druku melodyj 
litewskich X. Juszkiewicza, podjętego z pomocą p. Zygm. Nosko¥rskiego, 
znanego kompozytora: nadto złożył referat o pracy Dra Jul. Talki- 
Hryncewicza p t.: »Rosyanie staro wiercy za Bajkałem*, 



^1 



Sekretarz Dr. DemeŁrykiewicz przedstawi! prace nadesłane do 
działu archeologiczno -antropologicznego, a mianowicie: 1) Dra Hryn- 
cewicza »MateryaIy do paleoetnologii mogił Azy i wschodniej c; 2) p. M. 
Brennsteina >Komunikat o grobach szkieletowych z okolicy Telsz gub. 
Kowieńskiej*. Nadto uwiadomiła że p. L. Magierowski pragnie opraco- 
wać instrukcyę do obliczania trwania życia. Co do prac pod 1) i 2) 
postanowiono je drukować w >MateryaZach< ze stosownemi zmianami ; 
co zaś do instrukcyi, postanowiono sprawę tę oddać do referatu Drowi 
Buszkowi. 

Sekretarz działu li. prof. R. Zawiliński przedstawił nadesłane 
prace z działa etnograficznego: 

1) p. Wlodz. Tetmajera: »6ody i godnie święta w Krakowskiem*. 

2) p. Andrzeja Stopki: ^MateryaIy do etnografii Podhalac 

3) p. Stan. Cerchy: »Wieś Przebieczany w pow. wielickim. Mo- 
nografia etnograficzna*. 

Prace te na wniosek referenta postanowiono drukować w publi- 
kacyach Komisyi po porozumieniu się z autorami. 

Dr. Demetrykiewicz uwiadomił Komisyą o zapisie darów archeo- 
logicznych po ś. p. prof. Pawińskim i o darze Dr. Wereńki ; nadto wniósł, 
aby PP. hrabstwu Koziebrodzkim w Podhajczykach i p. staroście trera- 
bowelskiemu Sewerynowi Wasilewskiemu za życzliwe poparcie i pomoc, 
daną wnioskodawcy w tegorocznych poszukiwaniach, Komisya przesłała 
podziękowanie, co też uchwalono. 

Na wniosek sekretarza postanowiono nadal odbywać posiedzenia 
peryodycznie, o ile możności wkrótce po 15 dniu miesiąca lutego, 
kwietnia, czerwca, października i grudnia. 

P. Jan Świętek przypomniał sprawę fonetycznej pisowni, propo- 
nowanej w publikacyach Komisyi i sprawę zbiorowego kwestyonarza 
etnograficznego. Co do pierwszego przyrzekł sekretarz po porozumieniu 
się z p. Przewodniczącym przedłożyć wkrótce wnioski , co do drugiego 
podjęli się opracowania szczegółowych kwestyonarzy : Dr. Hoyer antro- 
pologicznego, Dr. Bylicki muzycznego (przy spisywaniu pieśni), p. Świę- 
tek demograficznego, p. Tetmajer dotyczącego budownictwa i ornamen- 
tyki ludowej, a p. Udziela topograficznego. 

Na wniosek prof. Baudouina de Courtenay uchwalono przybrać 
na członka-współpracownika Komisyi p. Zygmunta Noskowskiego, kom- 
pozytora w Warszawie. 

Nakoniec przystąpiono do wyboru przewodniczącego i sekretarzy. 
Przewodniczącym na r. 1898 wybrany został prof. Lucyan Malinowski, 
sekretarzem działu antropologiczno-archeologicznego Dr. Demetrykiewicz 
a etnograficznego prof. Zawiliński. 

Na posiedzeniu ściślejszem wszystkie prace, przedsta- 
wione przez członków, odesłano do komitetu wydawniczego. 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie , 1898. — Drukarnia Ubłwenytetn Jl^rfelloftskiego. 



E 



© 469539 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 
pod redakcyą Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z wspóIudziaZem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania z posiedzeń i czynności Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą 
z końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w ICrakowie: 1 fl. 50 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związku 
1'ocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
SUad główny w księgarni Spółki wydawniczej w Krakowie 



Tom III. Marzec 1898. Nr. 3. 

Treść: Wiadomości bieżące. — Bibliografia. — Sprawozda- 
nia z posiedzeń: /. Posiedzenie Wydziału filologicznego dnia 14 
Marca: Studya nad sztuką wtoską XV i XVI wieku. 1. Kozwój mło- 
dzieńczy Lorenza Costy i jego obrazy w galeryi XX. Czartoryskich 
w Krakowie przez J. B. Antoniewicza. — Posiedzenie Komisyi 
historyi sztuki z dnia 24; Lutego 1898. — Posiedzenie Komisyi języ- 
kowej z dnia 9 Marca 1898. — //. Posiedzenie Wydziału historyczno- 
filozoficznego dnia 21 Marca: Gall- Anonim i jego kronika przez St. 
Kętrzyńskiego. — Najdawniejsze żywoty k Wojciecha i ich auto- 
rowie przez W. Kętrzyńskiego. — Długosz jako heraldyk na tle 
heraldyki polskiej średniowiecznej przez F. Piekosińskiego. — 
III. Posiedzenie Wydziału matematyczno-przyrodniczego dnia 7 Marca: 
Symbola ad faunam Aranearum Austriae inferioris cognoscendam przez 
W. Kulczyńskiego. — Nowy gatunek dyluwialny rogatego bydła: 
Bos (brachy ceros) europaeuB n. sp. przez L, Adametza. — O wpły- 
wie ruchu na zmiany stanu skupienia przez W. Natansona. — 
O własnościach roztworów azotynu sodowego (nitrytu) przez J. J. Bo- 
guskiego. — O odmianach optycznych kwasu p-oksymaslowego przez 
E. Bandrowskiego. — O myxosporydyach karpia przez A. Wie- 
r zejskiego. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



Biografia Arcyksięcia Karola Ludwika. Nakładem Dru 
karni państwowej we Wiedniu wyszła właśnie z druku bio- 



grafia zmarłego w r. 1896 pierwszego Protektora Akademii 
Umiejętności 5 Areyksięcia Karola Ludwika p. t.: >Erzher- 
zog Carl Ludwig 1833 — 1896. Ein Lebensbild, herausge- 
geben von Alfred von Lindheim«. Dzieło, ozdobione licznemi 
illustracyami, liczy 384 stronnic formatu wielkiego 8-vo. 



->-<l?>-<- 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu Marcu opuściły prasę następujące wyda- 
wnictwa Akademii : 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filolo- 
giczny. Serya II, tom XI, ogólnego zbioru tom dwudziesty 
szósty, Iex. 8-o, str. 409. Cena 5 zZr. 

Treść: Stanisław Schneider: Czy mądrości i cnoty 
można nauczyć? (Bezimienna rozprawka z polowy w. V przed 
Chr.) (str. 1—30). W. Lutosławski: O pierwszych trzech 
tetralogiach dzieł Platona (str. 31—195). Stanisław Wit- 
kowski: Prodromus grammaticae papyrorum graecarum aeta- 
tis Lagidarum (str. 196—260). Cyryl Studziński: Charak- 
terystyka i geneza poetycznych utworów Ambrożego Mellińskiego 
(str. 261—311). Carolus Stach: De »Philopatride« dialogo 
Pseudo-Luciani dissertatio philologica (str. 312—331). S t a n i- 
sławDobrzycki: O mowie ludowej we wsi Krzęcinie (po- 
wiat Podgórski) (str. 332— 4'09). 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział histo- 
ry cz n o-f i 1 ozo f i czn y. Serya II, tom X, ogólnego zbioru 
tom trzydziesty piąty, lex. 8-o, str. 409. Cena 5 ^łr. 

Treść: A. Prochaska: Na soborze w Konstancyi (str. 
1 — 100). K. Potkański: Kraków przed Piastami (str. 101 — 255). 
F. Piek osiński: Sejm walny Warszawski z r. 1572 (str. 
256 — 269). F. Piekosiński: Laudum Wojnickie ziemi Kra- 
kowskiej z r. 1503, w przedmiocie pospolitego ruszenia pospól- 
stwa (str. 270—279). F. Piekosiński: Czy król Władysław 
Jagiełło był za życia królowej Jadwigi królem polskim, czy tylko 
mężem królowej ? (str. 280—289). F. Piekosiński: Przywilej 



króla Kazimierza Wielkiego w przedmiocie założenia sądu wyż- 
szego prawa niemieckiego na zamku krakowskim (str. 290—306). 
A. Bruckner: O Piaście (str. 307—352). F. Piekosiński. 
Sądownictwo w Polsce wieków średnich (str. 353—386). F. Pie- 
kosiński: Moneta polska w dobie piastowskiej. I. Zawiązki 
rzeczy menniczej w Polsce wieków średnich (str. 387—410). 

Odbitka z Rozpraw: 

F. Piekosiński: Moneta polska w dobie Piastowskiej. I. Zawiązki 
rzeczy menniczej w Polsce wieków średnich, lex. 8-o, str. 23. 
Cena 25 kr. 

Odbitka z Archiwum Komisyi historycznej t. VIII : 

A. Czuczyński: Spis Żydów województwa Krakowskiego z roku 
1765, 8-0, str. 22. Cena 20 kr. 



<l> 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział Iłlologicziiy. 



Posiedzenie dnia 14 Marca 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. Jan Bołoz Antoniewicz przedstawia pracę swoją 
p. t.: „Studya nad sztuką włoską XV t XVI wieku. Część I^. 

CzI. Jan Bo2oz Antoniewicz zapowiada szereg studyów do historyi 
sztuki włoskiej (przeważnie malarstwa) XV i XVI wieku. Doszedłszy 
już do ostatecznych wyników swoicłi badań, zamierza je w ciągu 
roku przedłożyć do wydawnictw Akademii, a później złączone w jeden 
tom wydać w języku niemieckim. Studya te oprócz rozprawy poniżej 
streszczonej obejmować będą następujące temała: 

2-5. Cztery studya nad Lionardem da Vinci. [2. » Wniebowstąpienie* 
galeryi Berlińskiej (Nr. 90 A) H. Opis zagadkowej świątyni przez Lionar- 
da da Vinci. 4. Dzieło Lionarda da Vinci w galeryi CzarLoryskicli w Kra- 
kowie, o. Młodzieńcze prace rzeźbiarskie Lionarda da Vinci.] 6. Zwia- 
stowanie Cossy (?) w Galeryi Drezdeńskiej (Nr. 4'^). 7. »Giorgione« 
w XVII wieku (»Deposizione« w Monte di Piet^ w Treviso). 8. ^Tycyan* 
wXVII wieku (»Bacchanale* w Galeryi Mogunckiej N. 135). 9. Greckie 

1* 



napisy na obrazach quaŁtrocenta i cinqueceDta i portret humanisty An- 
timacha I przez Bonifazia U (w prywatnem posiadaniu we Lwowie). 10. 
Portret Raffaeleski w Galery i Czartoryskich w Krakowie. 11. Filippina 
Lippi jako portrecista. 12. Najdawniejszy datowany obraz na miedzi 
i jego stosunek do sztuki weneckiej XVI w. (w posiadaniu autora\ 
Szereg tych studyów otwiera autor rozprawą p. t. 

Rozwój młodzieńczy Lorenza Costy i jego 
obraz w galeryi XX. Czartoryskich w Krakowie. 
Obiaz ten przedstawia się już ogólnie z powodu swej techniki^ 
ruchów, typów i strojów jako dzieło z lat 1480—1495. Wybitną 
charakterystyką, umiejętnością raczej niż nadobnością kompozycyi za- 
chęcał w niemniejszym stopniu do bliższego zbadania kwestyi autorstwa, 
jak znów zupełną zagadkowością przedmiotu do rozwiązania kwestyi 
ikonograficznej. Obraz (wys. 1205 szer. 150) dzieli się na trzy momenta: 
Główna scena odgrywa się po prawej stronie w hali renensansowej : 
kobieta w bogatym stroju wskazuje wymownym gestem na stopę, 
w której tkwi prostopadle wbity nóż ; prawą ręką chwyciła za ramię 
męszczyzny, który równie wytwornie ubrany stoi obok niej z wyrazem 
biernego współczucia; w głębi taż sama postać męska powtarza się 
raz drugi, wznosząc błagalne ręce ku niebu, po lewej stronie dwie 
z poblizkiego domu nadbiegające młode postacie kobiece. 

Temat obrazu. Wbrew ogólnemu mniemaniu uważał autor 
nowelę z góry za wykluczoną. Nowela znajdowała się prawie wyłącznie 
na przedmiotach sztuki drobnej, na kassonach lub mniejszych skrzynkach 
wyprawnych, na fajansach itd •, z goła nowel Boccacia tylko w zupeł- 
nie wyjątkowych wypadkach używano w XV w. do tematów obrazów, 
z uwagi zaś na pewien monumentalny charakter tego obrazu autor 
szukał źródła w literaturze starożytnej i znalazł je w Plutarcha Jitot 
:rapaXXT,Xoi a mianowicie w życiorysie Brutusa. Wedle Plutarcha Por- 
cya, dla wypróbowania siły charakteru, zadała sobie nożykiem w bok 
głęboką ranę; grupa prawej strony obrazu przedstawia właśnie pate- 
tyczną przemowę Porcyi do Brutusa, w której ona zadaną sobie ranę 
wskazuje; w głębi widzimy modlącego się do bogów Brutusa, znowu 
ściśle wedle slow Plutarcha. Ten sam motyw mamy w Szekspirze Juliuszu 
Cezarze (II, 2). To, w czem obraz krakowski od Plutarcha odstępuje 
(nóż przebił stopę a nie biodro, dodatkowy moment nadbiegających 
z lewej strony służebnic) znajduje się dosłownie w pierwszem dziele 
Boccaccia pisanem po łacinie »De claris mulieribus«. Drzeworyt z editio 
princeps Ulm 1478 usuwa wszelkie wąlpUwości co do trafnego rozwią- 
zania kwestyi ikonograficznej. Ponieważ atoli nie jest prawdopodobnem, 
żeby malarz pędzlem kompilował dwa źródła, z których jedno przynaj- 
mniej było dość odległom, musimy przypuścić, że posługiwał się jakąś 
gotową już kompilacyą Plutarcha i Boccaccia prawdopodobnie dziełem 



Fra Filippa Forestiego „De plurimis claris sceleŁisque (sicl)^ mulieri- 

bus Ferrariae impressum opera et impensa magistri Laurentii de 

Rubeis de Yalenlia MCCCCLXXXXV!l. Późniejsza data wyjścia z druku 
tego pierwszego bogato drzeworytami illustrowanego dziewa bynajmniej 
nie zostaje w sprzeczności z datą powstania dzieła samego, które 
autor odnosi do lat 14-91—1493, albowiem drz.woryt dedykacyjny, 
a więc nie wą(pliwie już po napisaniu dzieła wykonany, nosi 
datę o cztery lala wcześniejszą (1493). 

Autor obrazu. Obraz ten nie pochodzi, jak dotychczas mnie- 
mano ze szkoły weneckiej, lecz z ferraryjskiej. Twórcą jego jest Lorenzo 
dosta (1457?- 1535) uczeń Francesca Gossy i Cosima Tury zwanego 
Cosm6. Datuje on z lat około 1491 — 1493 a więc z dojrzalszej 
młodości tego mistrza ; powstał w Bolonii już po jego przesiedleniu się 
z Ferrary (około 1481). Autor omawia obszernie cały rozwój młodzieńczy 
Lorenza Costy. Za najdawniejszy jego obraz uważa św. Sebastyana 
nabytego przed rokiem przez galeryę Drezdeńską (dawniej był 
w ferraryjskiej galeryi Costabili). Wbrew zdaniu Moreilego, Bodego 
Woermanna i Harcka uważających ten obraz za dzieło Tury, udowadnia 
-autor autorstwo Costy i wykazuje w nisko leżącym punkcie perspe- 
ktywicznym niewątpliwy wpływ fresków paduanskich Mantegni. Hebraj- 
ski napis na tym obrazie powoduje autora do dłuższego exkursu o całym 
szeregu hebrajskich napisów znajdujących się wyłącznie na obrazach 
Tury i Costy, a będących objawem humanistyczno-uczonych tendencyi 
tej szkoły, analogicznym do greckich napisów Mantegni i innycb. Żadną 
miarą z tych hebrajskich napisów o żydowskiem pochodzeniu Costy 
jak to czyni Woermann, wnioskować nie wolno. 

Omawia autor następnie dwa jego datowane obrazy bolońskie 
Madonnę ze Świętymi Sebastyanem, Jerzym, Jakóbem i Hieronimem 
w San Petronio z r. 1482* i wotywny obraz Madonny z portretami 
całej familii ks. Giovanna II Bentivoglia w San Giacomo maggiore 
z r. 1488. W trzy do czterech lat po tem drugiem dziele powstaje 
krakowskie »Bohaterstwo Porcyic i absolutnie jemu współczesny, o naj- 
drobniejszych szczegółach z nim się zgadzający maty obrazek galeryi 
berlińskiej » Wyścig Atalanty«, nazwany pierwotnie — podobnie jak 
obraz krakowski — wątpliwym Carpacciem. później ogólnikowo »ierra- 
ryjskiem dziełem około 1480«, a teraz 'przez Bodego i Tschudiego błędnie: 
Francesco Cossa. 

Oba te obrazy wykazują niewątpliwie wpływ nowy, wpływ 
Piera dei Franceschi. 



*) W dziele tem czytali wszyscy dotychczas fałszywie datę 1492, 
zamiast 1482, co cały rozwój młodzieńczy Costy przedstawiało w zupełnie 
falBzywem i bałamutnem świetle. 



6 



Załączone ^Bohaterstwo Porcyi* jest skomponowane zupełnie 
wedle »Biczowania« Piera dei Franceschi znajdującego się w Urbina 
(w zakrystyi katedralnej). Autor wykazuje szczegółami związek tych 
obu dzieł tak z dziełami Piera, jak też i z poprzedniemi Lorenza Costy, 
i z obu jego »Triomphi«. 

Autor przypuszcza, że obraz krakowski należał do seryi obrazów 
malowanych przez Costę do pałacu Bentivoglich, o której Vasari wspo- 
mina. W »Bohaterstwie Porcyi* widzi on portrety księcia Jana II. Benti- 
YOglia i jego żony Ginewry Sforzy a w skaliste m tle o trzech wierz- 
chołkach, z basztami zamkowemi przypuszcza Borgo i San Marino, 
dokąd posiadłości Bentivoglich prawdopodobnie sięgały. 

Ale znaczenie krakowskiego obrazu sięga o wiele dalej. Timoteo 
delia Vite opuszcza na wiosnę 1495 Bolonię i przenosi się do Urbino. 
Tam powstaje obraz powołany do odegrania tak ważnej roli w rozwoju 
młodzieńczym Raffaela: Madonna ze św. Yitalim i Krescentym Ten 
obraz zaś pozostaje w bezpośredniej zależności od dwóch obrazów 
Lorenza Costy: wspomnianej „Santa Conversazione«w San 
Petronio z r. 1482 i krakowskiego » Bohaterstwa Forcyi« ; rzec/, 
więc jasna, że musiał powstać wówczas, kiedy uczeń Yiti miał jeszczcy 
świeżo w pamięci całą manierę swego mistrza Costy, a więc w r. 1495 
Tak więc ostatni zarzut, czyniony teoryi Lermolieffa, upada, bo obraz 
ten, jak to chce p. von Seydlilz, żadną miarą w pierwszym dziesiątku 
16 w. powstać nie mógł. Obraz galeryi Czartoryskich odgrywa więc 
pośrednio rolę rozstrzygającą w historyi młodzieńczego rozwoju Rafaela 
z Urbino. 

Zastępca Sekretarza zdaje sprawę z posiedzeń Komlsyj: 
historyi sztuki i językowej. 

Posiedzenie Komisyi historyi sztuki , odbyło się dnia 24 lutego 
1898 pod przewodnictwem prof. Dra Maryana Sokołowskiego. 

P. Karol Potka ńs ki nawiązując referat swój do rozpraw 
prof. Maryana Sokołowskiego z powodu książki Dietrichsona »0 budo- 
wnictwie drewnianem« oraz z » Dziejów kultury i sztuki*, przedstawił 
ustępy z bardzo dokładnej i ciekawej wizyty kościelnej archidyakonatu 
sądeckiego z r. 1608 z archiwum konsystorskiego w Krakowie. Szcze- 
gółowe opisy siedmnastu kościołów głównie na Podhalu pozwalają na 
częściowe ich odtworzenie. Wszystkie one były drewniane, prócz dwu 
murowanych i miały podcienia zewnętrzne t. z. soboty, odpowiada- 
jące lob'om skandynawskim; wewnątrz były one zwykle malowane, 
rzadziej bielone. W kilku znajdowały się tryptyki, pochodzące, jak się 
zdaje, ze Spiża. Najciekawszym i najstarszym był kościół w Sromowi- 
cach Niżnich, podówczas już w ruinie. Znajdowała się tam cała scena 
Narodzenia Pana Jezusa, złożona z figur rzeźbionych naturalnej wiel- 



kości uslawionych ko2o wielkiego oUarza. Kościół ten nie miał puZapu. 
Z wszystkich tych kościołów dziś istnieje tylko jeden w Dębinie, opi- 
sany dawniej przez prof. łjuszczkiewicza w publikacyach Akademii; — 
o innych dowiadujemy się tylko z owej wizyty kościelnej z r. 1608. 
Z tego powodu dostarcza ona ważnego materyalu do historyi budo- 
wnictwa drewnianego w Polsce, które wykazuje ciekawe i dalekie po- 
uczenia to z Rusią, to aż ze Skandynawią. Następnie referent podał 
drugi jeszcze przyczynek do dziejów dawnego drewnianego budownic- 
twa w Polsce. Jest to wiadomość o modrzewiowym dworze a raczej 
pałacu z pierwszych lat XVII wieku stawianym w Ciepielowie w Ra- 
domyskiem przez Kazano wskicb. Dwór ten zgorzał doszczętnie przed 
kilku laty. Składał się on z głównego parterowego budynku o bardzo 
wysokich komnatach, z dwiema wieżami po bokach. Do niedawna wi- 
dniały na nim jeszcze ślady rzeźb na zewnętrznych modrzewiowych 
deskach między oknami ; wszędzie tam było po trzy deski , na środko- 
wej znać było ślady jakiejś allegorycznej figury, na dwu bocznych or- 
nament składał się z panoplij. Pod okapem biegł szeroki ornament 
z liści i gron winnych, niegdyś złocony i malowany. Polichromia i zło- 
cenia tych wszystkich rzeźb widoczne były jeszcze w początku bieżą- 
cego wieku. 

Prof. Dr. Franciszek Piekosiński przedstawił nadesłany 
przez p. Szczęsnego Jastrzębowskiego z Radomia rysunek tablicy erek- 
cyjnej kościoła we wsi Mikułowicach Kościelnych , fundowanego w r. 
1H12 przez kanonika sandomierskiego a dziedzica Mikułowic Wczysława. 
Na tablicy wyoDrażony herb przedstawia jakby ósemkę, z której obu 
boków wybiegają dwa krzyże ukośne ku górze. Ze względu, że dzie- 
dzice Mikułowic w wiekach średnich używali herbu Wilczekosy, ów 
przeto herb na tablicy erekcyjnej kościoła będzie zapewne prastarą 
formą tego herbu. 

Z kolei prof. Dr. Maryan Sokołowski przedstawił szereg 
nadesłanych mu z Królestwa i z Litwy rozpraw i komunikatów. 
W pierwszym p. Dr. Półjanowski, archiwista z Nieświeża, uczynił 
niektóre rektyfikacye dotyczące rozprawy p. Aleksandra Jelskiego o pa- 
sach słuckich. P. Federowicz, adwokat w Witebsku, pizesłał szereg 
fotografij zabytków zebranych na Litwie, mianowicie zbroi, plakietek, 
a zwłaszcza nader ciekawych kafli, z których niektóre mają wyraźne 
wzory pochodzenia bizantyjskiego. P. Dziekoński, architekt w War- 
szawie, nadesłał Komisyi cały zbiór fotografij z wielu zabytków budo- 
wlanych w Królestwie, jako to szczegółów romańskich z kościoła 
w Wąchocku, przepysznych romańskich partyj z kościoła i klasztoru 
w Jędrzejowie, drzwi drewnianych z pięknemi żelaznemi okuciami 
z Kałuszyna i Zwolenia, ceglanego kościoła w Zakroczymiu nad Wisłą, 
kościoła w Ciechanowie, kościoła w Gąbinie z herbami na ścianie ze- 



8 



wnętrznej oraz bóżnicy z kopulą lamźo (te ostatnie, są do pełń i t- nic in 
rysunków udzielonych poprzednio przez p Worobjcwa z Pfocka.. siali 
barokkowycb i słynnego nagrobka Szydłów ieckiego w kościele w Opa- 
towie, rzeźby drewnianej z początku XVI w. przedstawiającej Malkę 
Boską, Św. Jana Chrzciciela i św. Stanisława z kościoła w Cegłowie 
na Mazowszu i t. d. P. Świętosław z Lublina przedstawił Komisyi 
rozprawę swą o cechu nmlarskim i kamieniarskim w Lublinie w XVII 
w. wraz z rysunkowemi zdjęciami; widnieją tam nazwiska włochów, 
niemców, francuzów i polaków a bardzo pięknem jest fascimile doku- 
mentu cechu murarskiego poznańskiego, przesłanego cechowi lubel- 
skiemu w r. 1691 z marginesem o ciekawych ozdobach. Wreszcie p. 
Aleksander Celski nadesłał rozprawę wraz z wielu rysunkami 
o fabryce szkieł, założonej w Urzeczu przez ks- Neuburskiego jak się 
zdaje, a prowadzonej dalej przez Radziwiłłów w XVIII w.; wyrabiano 
tam piękne rytowane szklanice, puhary, kielichy, karafki, wszystko 
z herbami, dalej ozdobne weneckie zwierciadła i nawet kolorowane 
kinkiety i appliki. Wyroby te świadczą o wytwornym smaku rodzimego 
przemysłu oraz o wcale znacznie wydoskonalonej technice. Rozprawa 
ta, opatrzona licznymi dokumentami, będzie pomieszczona w Sprawo- 
zdaniach Komisyi 

W wykonaniu uchwały, powziętej na posiedzeniu Wydziału filo- 
logicznego Akademii Umiejętności z d. 14 lutego r. b. , o potrzebie re- 
organizacyi Komisyi językowej, Dyrektor Wydziału filologicznego zwo- 
łał na 9 marca posiedzenie Komisyi, z porządkiem dziennym: Program 
dalszej pracy, stan materyałów dotychczas zebranych. 

W posiedzeniu tem wzięli udział: Dyrektor Wydziału filologi- 
cznego, piof. Dr. K. Morawski, jako przewodniczący, członkowie Aka- 
demii: Dyr. Wł. Łuszczkiewicz, J. Baudouin de Courtenay. J. Tretiak, 
A. Miodoński. J. Bystroń, pp. prof. W. Kosiński, R. Zawiliński, K. Pot- 
kański. Pizewodiiiczący zagaił posiedzenie wspomnieniem o zasługach 
ś. p. L Malinowskiego, jako sekretarza poprzedniej Komisyi językowej. 
Obecni złożyli cześć pamięci zmarłego przez powstanie z miejsc. 

Następnie na żądanie przewodniczącego, J. Baudouin de Cour- 
tenay zdał sprawę z przebiegu prac poprzedniej Komisyi językowej. 
Z jednej strony, rezultaty tych prac złożone są w pięciu tomach »Spra- 
wozdań Komisyi językowej., z których pierwszy wyszedł w r. 18^0, 
a ostatni w r. 1894, z drugiej zaś strony zbierano materyały do sło- 
wnika staropolskiego, chociaż właściwie nie przy współudziale Komi- 
syi, ale całkiem od niej niezależnie. Czł. J. Bystroń opracował pełny 
słownik do przekładów statutów polskich, oraz do B. Opecia; co zaś 
do innych zabytków staropolskich, to surowe materyały zebrano pra- 
wie JUŻ do wszystkich, tak że obecnie pozostaje praca redakcyjna 
sprawdzenia dokładności wypisów, uporządkowania wyrazów i ostate- 



9 



•cznego przygotowania słownika do druku. W ostatnich czasach zajmo- 
wał się tern tylko czl. J. Baudouin de Courtenay, który, skoncentro- 
wawszy się tymczasem na najobszerniejszym zabytku, t. z. >Biblii kró- 
lowej Zofii «, pragnie opracowanie tego zabytku położyć za podstawę 
do dalszych zajęć redakcyjnych nad słownikiem staropolskim. 

Program dalszej pracy zawarty jest w § 2-im projektu Regula- 
minu Komisyi językowej, odczytanym przez J. Baudouin'a de Courte- 
nay. Według tego projektu do 'zajęć Komisyi należy; 

1) Prace słownikowe, a przedewszystkiem praca nad słownikiem 
staropolskim. 2) Wydawanie zabytków języka według wymagań krytyki 
filologicznoj. a więc takie kontrola nad przedrukowywaniem zabytków 
staropolskich, stanowiących ^Bibliotekę pisarzów polskich*. H) Prace 
dyjalektologiczne : streszczenie dotychczasowych przyczynków gwaro- 
znawczych w ich wzajemnym związku, z uwzględnieniem całej biblio- 
grafii tego przedmiotu; ułożenie programu dalszych badań, kierowanie 
temi badaniami i urządzanie wycieczek naukowych. Ze względu na to 
zadanie, Komisya językowa porozumiewa się z oddziałem etnografi- 
cznym Komisyi antropologicznej. -4) Zbieranie systematyczne nazw 
miejscowości i nazwisk włościańskich na całym obszarze Polski etno- 
graficznej, dawniejszej i dzisiejszej, oraz na terytoryach geograficznie 
bliskich lub etnograficznie pokrewnych. 5) Układanie inwentarzy gra- 
matycznych tj. spisów wyrazów i wyrażeń odnoszących się do poje- 
dynczych kwestyj fonetyki, morfologii i składni polskiej. G) Ekspertyza 
w sprawach czystości i poprawności języka. 7) Sprawy pisowni pol- 
skiej. 8) Badania specyalne z zakresu gramatyki języka polskirgo i ję- 
zyków pokrewnych. 

W dyskusyi nad projektem regulaminu brali udział: pp. Moraw- 
ski, Łuszczkiewicz , Tretiak, Miodoński, Zawiliński, Polkański i Bau- 
douin de Courtenay. Na wniosek p. Miodońskiego do projektowanych 
zadań Komisyi dołączono 9) ułożenie programu badań systematycznych 
nad historyą języka polskiego. 

Uchwalono też przesłać projekt regulaminu do uważnego odczy- 
tania i ewentualnych uwag tym członkom Komisyi, którzy tego zażą- 
dają, oraz przedstawić go przez dyrektora Wydziału filologicznego do 
zaopiniowania Sekretarzowi generalnemu i Zarządowi Akademii. 

Na członków Komisyi wybrano na tern posiedzeniu: pp. Dra 
Jana Rozwadowskiego, Karola Potkańskiego i Kazimierza Nitscha 
w Krakowie, oraz pp. Dra Wilhelma Bruchnalskiego, Dra Franciszka 
Kr^eka, Dra Jana Leciejewskiego i Stefana Ramułta we Lwowie, p. Zy- 
gmunta Paułisza w Tarnowie, ks. Romualda Koppensa w Chyrowie. 
Postanowiono też zapytać kilku innych filologów, czy nie zechcieliby 
przyjąć udziału w pracach Komisyi, jako jej członkowie. 



10 

Nareszcie zostali wybrani: na przewodniczącego Komisyi J. Bau- 
douin de Courtenay, na zastępcę przewodniczącego J. Bystroń, na se- 
kretarza (pod warunkiem zatwierdzenia wyboru na członka przez Wy- 
dział filolog.) J. Rozwadowski. 

Na posiedzeniu ściślejszeni poruczono przewodniczącemu 
Komisyi językowej rozpatrzeć staropolski zabytek rękopiś- 
mienny p. t. » Książka Zofii Odrówążównyt, znajdujący się 
w muzeum XX. Czartoryskich i na jednem z najbliższych 
posiedzeń Wydziału przedstawić wniosek, jak i gdzie ów za- 
bytek drukować. Następnie zatwierdzono wybór wszystkich 
nowoobranych członków Komisyi językowej, wyżej w spra- 
wozdaniu z posiedzenia tej Komisyi wymienionych. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 21 Marca 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Wł. Łuszczkirwicz. 

Czł. czyn. Wojciech Kętrzyński przedstawia pracę p. 
Stanisława Kętrzyńskiego p. t. ^Gall-Anonim i jego kronika^. 

Wiadomości nasze o pierwszym kronikarzu są mimo licznych 
studyów w tym kierunkn bardzo nieznaczne. Przyczyną tego zjawiska 
jest głównie to, iź nie opierano się dotąd na całym materyale, znaj- 
dującym się w kronice , lecz na paru oderwanych wyrazach , z czego 
pochodzi kruchość dowodzeń i hypotez. Autor zbiera cały szereg wia- 
domości odnoszących się do naszego kronikarza, które się w kronice 
znajdują i na ich dopiero podstawie buduje swe hypotezy i poglądy. 

Cała rozprawa rozpada się na dwa rozdziały: w pierwszym zaj- 
muje się autor Gallem-Anonimem i jego kroniką; w drugim znanymi 
nam rękopisami tejże. Pierwszy rozdział nadto dzieli się na cztery 
części: a) Wstęp: określający ogólne stanowisko kroniki Galla wśród 
zabytków literatury historycznej polskiej*, b) Literatura: ustęp rozbiera- 
jący wszelkie hypotezy o Anonimie od Lengnicha do Gumplowicza; 
c) Gall-Anonim: obejmujący zapatrywania autora na pierwszego kro- 
nikarza polskiego; d) Ogólna charakterystyka: w której autor przed- 
stawia intelektualne i duchowe właściwości naszego pisarza. 



u 



Zdaniem autora, Gall Anonim hyt z pochodzenia Francuzem, za- 
konnikiem Saint-Gilles we Francyi południowej, skąd kolo r. 1109 
przybyZ do Polski na wezwanie jednego z polskich biskupów Franka. 
Nie długo po przybyciu naszego kronikarza zmarZ Franko, nie zape- 
wniwszy Anonimowi żadnego w kraju stanowiska. Do bajek należy 
zaliczyć przypuszczenie, że Gall uzyskał w Polsce godność kapelana 
Bolesława III, lub opata lubińskiego, albo nawet biskupa kujawskiego. 
Zawiedziony w nadziejach, które w protekcyi Franka pokł>dał, zaczął 
nasz »exul et peregrinus« pisać dzieje Bolesława III poprzedzone opo- 
wiadaniem o poprzednikach tego księcia. Pierwsze dwie księgi napi- 
sane w r. 1112 dedykował Gall-Anonim biskupom polskim z prośbą 
o wstawienie się o łaskę i nagrodę u księcia. W rok potem w r. 1113 
napisaną została księga trzecia. Lecz między pierwszą i drugą a trze- 
cią księgą nic się w położeniu naszego kronikarza nie zmieniło. Przy- 
czyn tego łatwo się dopatrzeć we wstępie do trzeciej księgi. Widać 
z niego, iż między Gallem-Anonimem a duchowieństwem względnie 
biskupami powstał pewien konflikt, który uniemożliwił kronikarzowi 
otrzymanie pożądanej nagrody książęcej za napisane dzieło. W księdze 
pierwszej i drugiej znalazło się dość ustępów, które mogły się niepo- 
dobać biskupom (najważniejsze są o zabójstwie biskupa Stanisława 
i otruciu Mieszki, syna Bolesława) i które wywołały gniew i oburzenie 
wśród duchowieństwa. Dlatego też mówi: Et ń forte pro ponitis me talem 
łalisque vitae indignum talia praeaumpaisae, respondebo ^ beli a regum 
atque ducum^ non evangelium me acripsisse. Zaznacza tem świecki 
charakter swego dzieła, a następnie idąc dalej oświadcza się za wyż- 
szością władzy świeckiej nad duchowną w zdaniu: Oportet enim Dei 
ministrra in hiis^ quae Dei aunt^ Deo spiritualiter obedire^ in hiiSj quae 
sunt caeaaris^ honorem et nermtium mundi principibus exhibere. Wstęp do 
księgi trzeciej przedstawia się zatem jako apologia i odwołanie się 
Galla- Anonima od biskupów do ogółu duchowieństwa. Na tem urywają 
się nasze wiadomości o Gallu. Co się z nim polem stało, domyśleć 
się nie można, bo nie mamy żadnych do tego wskazówek. 

Drugi rozdział zajmuje się rękopisami kroniki Galla: rękopisem 
Zamojskich, Sędziwoja i heilsberskim i ich wzajemnym stosunkiem. 
Od dawna utarło się twierdzenie , że kodeks Sędziwoja jest kopią rę- 
kopisu Zamojskich , a tekst heilsberski pochodzi z bardzo dawnych 
i dobrych rękopisów. Tak nie jest. Kodeks heilsberski wykazuje zna- 
czny stopień pokrewieństwa z kodeksem Sędziwoja, mimo jasnego po- 
dobieństwa tegoż do kodeksu Zamojskich. Również wiele cech wspól- 
nych mają rękopisy Zamojskich i heilberski. Wynika ztąd, iż między 
kodeksy Zamojskich i Sędziwoja należy wstawić nieznany jakiś ręko- 
pis, 2 którego mógł wziąć rękopis heilsberski wspólności tekstowe 
- obu tamtymi kodeksami. Ponieważ obecny kodeks heilsberski jest 



12 



niewątpliwie kopią kompilacyi naszej kroniki z Vita maior a. Stanialai 
i z rocznikami, zatem do genealogii znanych nam rękopisów wchodzi 
pięć kodeksów, trzy znane i dwa zaginione. 

1) Rękopis Zamojskich 



2) Rękopis zaginiony (N I) 



8) Rękopis Sędziwoja. 4) Bękopis zaginiony (N II) 

kompilacyi heilsberskiej 



5) Rękopis heilsberski. 

Dalej rozpatruje autor ślady rękopisów innej grupy, którą przed- 
stawiają nam szczątki tekstu, zachowane nam w »Herbach Rycerstwa 
Polskiego* Paprockiego. Tego tekstu używaZ Długosz w swej »Historyi<. 

W dalszym ciągu czł. czyn. Wojciech Kętrzyński stre- 
szcza własną pracę p. t. j^Naj dawniejsze kywoły ś. Wojciecha 

i ich autorowie^ . 

W wstępie rozpatruje autor rozprawy prof. Kaindla, który się 
w ostatnich czasach wiele zajmowaZ żywotami św. Wojciecha, i w^yka- 
zuje, że dotychczasowe zapatrywanie, jakohy ś. Brun byZ autorem Vita 
II, jakoby tekst krótszy byZ redakcyą drugą powstaZą r. 1004 w Wę- 
grzech, a tekst obszerniejszy redakcyą pierwszą, jest pełne sprzeczności, 
tern większych, jeżeli się uwzględni, że ś. Brun nie roku 1004-, lecz już 
roku 1002 udaZ się byZ do Węgier, że zatem ów rozdział 28 redakcyi 
drugiej o Węgrzech mógZ być napisanym już dwa lata przed redakcyą 
pierwszą, a jednak go w niej nie ma. 

Pierwszy rozdziaZ poświęciZ autor żywotowi II, który ś. Bru- 
nowi przypisują; aby wyrobić sobie zdanie o stosunku, jaki zachodzi 
między tekstami, krótkim a obszerniejszym, porównywa je autor szcze- 
gółowo jeden z drugim. Z tego porównania wynika taki rezultat : albo 
tekst dZuższy jest opracowaniem nowem tekstu krótszego a w takim 
razie stanowi drugą redakcyą, tekst krótszy zaś wbrew opinii Pertza 
i Kaindla pierwszym; albo tekst dZuższy jest tekstem pierwotnym, 
stanowiącym jedyną redakcyę, a w takim razie tekst krótszy jest póź- 
niejszą przeróbką. Że sam tylko ostatni wniosek jest uzasadniony, 
tego dowodzi autor na podstawie glossy w tekstach się znajdującej^ 
która, gdybyśmy mieli dwie redakcyę, tylko w jednej z' nich znajdo- 
wać się mogZa; skoro zaś jest tu i tam, mogZo to się stać tylko w ten 
sposób, że przerabiacz wypisując tekst dZuższy przejąZ stąd ową glossę. 

W dalszym ciągu zastanawia się autor nad tern, kto ów żywot 
mógZ napisać? Autor Vita II był jak i ś. Brun, Saksończykiem, bawił 
w Rzymie w klasztorze ś. Bonifacego i Aleksego, w którym niegdyś 



13 



przebywał ś. Wojciech, i tu w Rzymie spisał w jesieni roku 1004- ów 
iywot i to na podstawie Vita I i opowiadań Wilika i Benedykta. Tym 
autorem nie mógł być ś. Brun, który roku 1(XJ2 opuścił Włochy i ni- 
gdy nie należał do klasztoru śś. Bonifacego i Aleksego. Nazwisko au- 
tora nieznane. 

Przy tej sposobności przeprowad/a autor także dowód, ie Jan 
Kanaparyusz i opat Jan, który umarł dnia 15 października r. 1004, 
były to dwie osoby zupełnie różne. Z papatem Wojciechowym 
spotkał się autor długo po napisaniu swego dzieła i dlatego ów rozdział 
pomieścił w swym rękopisie na osobnej karcie wolnej poza obrębem 
tekstu. Kopiści przepisujący cały rękopis, przepisali także ów rozdział; 
gdy później z tych kopij wypisano tekst żywotu, przeoczono ów roz- 
dział, który jednak nie uszedł uwagi przerabiacza ; ten wciągając go 
do swojej pracy, umieścił go w miejscu niewłaściwem. 

Tekst pierwotny t. j. obszerniejszy znany był już r. 1008 w Polsce 
w XII wieku ; korzystają z niego jedna z legend o ś. Wojciechu i An- 
nales Magdeburgenses. 

W drugim rozdziale rozpatruje autor najdawniejszy żywot, 
który Pertz i Kaindl przypisują Janowi Kanaparyuszowi , podczas gdy 
Yoigt, Palacky, Contzen i inni mniemali , że autorem jest Gaudenty, 
brat i towarzysz ś. Wojciecha, bo sama Vita jest bezimienna. 

Autor należał do klasztoru św. Bonifacego i Aleksego w Rzy- 
mie, ale pisząc bawił na północy, bo zna ówczesne spustoszenie Mag- 
deburga i jego blask dawniejszy. Tym autorem jednak nie mógł być 
Jan Kanaparyusz Rzymianin, który prawdopodobnie nigdy nie był 
w Niemczech, ale mógł nim być Gaudenty, który razom z św. Wojcie- 
chem wstąpił do wspomnianego klasztoru i znał Magdoliurg od dzie- 
ciństwa. Gdyby Kanaparyusz miał ,być autorem, nie mógłby prędzej 
pisać jak po przybyciu Gaudentego do Rzymu r. 999 ; z HO rozdziałów 
żywotu, 27 pochodzi od Gaudentego i tylko od niego; gdyby Gaudenty 
był autorem, nie potrzebowałby dla owych 27 rozdziałów żadnego 
obcego źródła, bo sam we wszystkiem brał udział , a co po śmierci 
Św. Wojciecha zaszło w Rzymie, o tem łatwo mógi się dowiedzieć, 
będąc r. 999 w Rzymie i mieszkając, jako były jego czionek, w klaszto- 
rze Św. Bonifacego i Aleksego. 

Z tym wynikiem zgadzają się rozmaite szczegóły mieszczące się 
w żywocie, które tylko Gaudentego, ale nikogo innego interesować 
nie mogły. Nareszcie świadczy przeciw autorstwu Jana Kanaparyusza 
okoliczność, że Vita I jest źródłem głównem żywotu 11, który powstał 
w klasztorze, gdzie Kanaparyusz przebywał i to jeszcze za jego życia. 
Gdyby on był autorem, nie odstąpiłby swej pracy krcUko po jej napi- 
saniu komu innemu, lecz uzyskawszy nowe materyały, byłby sam na- 
pisał drugą redakcyę. 



14 

Z tych wszystkich powodów sądzi autor, źe opinia dawniejsza 
jest jedyną, która zasługuje na uwzględnienie. 

Passio s. Adalberti martiris, odkryta niegdyś przez A. Bielow- 
skiego, jest utworem późniejszym od tamtych żywotów, ale pochodzi 
jeszcze z czasów Bolesława Wielkiego. Lat kilkanaście, które upłynęły 
od śmierci św. Wojciecha, zdołało zaciemnić już obraz ostatnich dni 
jego rozmaitymi mytami, o których świadkowie osobiści nic nie •wie- 
dzieli. Legenda niniejsza powstała prawdopodobnie w Polsce i zaw^iera 
kilka szczegółów ciekawych. Nie jest ona jednak wyciągiem z w^iększego 
dzieła, jak myślał autor w r. 1869 a obecnie Kaindl przypuszcza. 

W czwartym rozdziale zajmuje się autor ową Passio, o której 
kronika Galla wspomina, a w której mieściZ się obszerny opis zjazdu 
gnieźnieńskiego w r. 1000. Zastanawiając się nad autorem jej, dochodzi 
autor do rezultatu, że nim był św. Brun, który, jak Yita quinque fra- 
trum dowodzi, nie pisał żywotów szablonowo, kończąc je śmiercią bo- 
hatera , lecz przeplatał je opisem zdarzeń osobistych itp. i opowia- 
dał niejedno, co zaszło później. I opis zjazdu gnieźnieńskiego wskazuje 
właśnie na takiego człowieka, jakim był św. Brun, którego stosunki 
do cesarza i Bolesława były tego rodzaju, że mógł być poinformowa- 
nym doskonale o wszystkiem, co zaszło w Gnieźnie. 

Jeżeli zaś Annales Magdeburgenses św. Brunowi przypisują bez- 
imienny żywot Św. Wojciecha (Yita 11), jest to niewątpliwie dowodem, źe 
w owym czasie jeszcze wiedziano o tem , że był autorem takiego iy- 
wotu, choć przydzielając mu Vita II, pomylono się. 

Nakoniec czł. ozyn. Fr. Piekosiński zdaje sprawę ze 
swojej rozprawy p. t. r^Dłiiyosz jako heraldyk na tle heraU 
dyki polskiej średniowiecznej^. 

Autor rozpatrując dochowane po dziśdzień rękopisy dzieZa DIu- 
goszowego o klejnotach królestwa i rycerstwa polskiego oraz jego za- 
wartość, dochodzi do następujących rezultatów: 

że Długosz nie był wcale heraldykiem, i że pisząc swoje Klej- 
noty, me miał bynajmniej zamiaru pisać dzieła heraldycznego, lecz 
tylko dzieło historyczne. Brak bowiem w Klejnotach wyszczególnienia 
rodów, które odnośnych herbów używały, bez czego herbarz polski 

herhi; r'\? ^''' f' ""''' '"'^'' ^^^"^"^^^^ ^^^^"^ J^^t przy każdym 
herbie charakterystyka odnośnych rodów, która w herbarzu jest z^oła 

tl^ijt;' '""''^ '^r^^^^^^ ^^»^^-J ^^^ odnoszącem, gdSe ri 
Ta litu Nir^' '"''"'' '^^^'"^^^^ "P^y- wywierały, bardzo 

iył zasługi '"'^^^'^ średniowiecznej polskiej wielkie poło- 



J 



15 



źe zdanie, jakoby ten tekst klejnotów Dtugoszowych , który się 
do dni naszych dochował , nie byZ pierwotnym tekstem pracy DZugo- 
szowej, lecz tylko skróconą jej przeróbką, a że tekst pierwotny, który 
był niegdyś w posiadaniu Paprockiego, zaginął na zawsze, jest zgoła 
fałszywe, albowiem tak rękopis Klejnotów Długoszowych , znajdujący 
się w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie, jak i rękopis przechowany 
w bibliotece Kórnickiej, są, jakto porównanie pisma okazuje, niewąt- 
pliwymi autografami dzieła Długosza. Posiadamy więc autentyczny 
tekst Klejnotów Długoszowych; 

źe wreszcie Długosz przerabiał kilkakrotnie swoje Klejnoty za 
swego życia a przerabiano je i po jego śmierci. Najstarszą i najkrótszą 
redakcyę zawiera kodeks Ossolińskich, nieco pomnożono kodeksy kór- 
nicki i Chigich, znacznie pomnożono kodeks Łętowskiego, a najobszer- 
niejsza redakcya, jaką posiadał Paprocki, zaginęła. Natomiast herbarz 
arsenalski (w Paryżu) jest już przeróbką Klejnotów Długoszowych, po- 
chodzącą dopiero z pierwszej połowy XVI wieku. 

Autor zestawia następnie opisy wszystkich tych herbów, które 
są znane z Klejnotów Długoszowych wszystkich redakcyj, jest ich ra- 
zem 112 szlacheckich, 18 ziemskich i 4 kapitulne. 

Następnie zestawia autor także te herby, które są znane z in- 
nych dzieł Lługosza, zwłaszcza z jego Historyi i Liber beneflciorum, 
a o których w Klejnotach Długoszowych wzmianki nie ma. Jest takich 
herbów 24. 

W końcu zestawia autor jeszcze wszystkie te herby średniowie- 
czne polskie, które nieznane Długoszowi, znane są z innych źródeł 
historycznych, mianowicie z zapisek sądowych, pieczęci i zworników 
kościelnych, i tym sposobem przedstawia całokształt heraldyki pol- 
skiej średniowiecznej. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 7. Marca 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Krkutz. 

Czł. W. Kulczyński zdaje sprawę z pracy swojej p. t. : 
^Symhola adfaunam Aranearum Ausłriae inferioris cognoscen- 

Fauną pająków Niższych Rakuz mało się dotychczas zajmowano, 
a wiadomości o niej, bardzo rozproszone w literaturze, są w znacznej 



16 



części przestarzałe lub z innych powodów niepewne. Gatunków ozna- 
czonych pewnie i niewątpliwie w Rakuzach Niższych znalezionych, jest 
zaledwie około 106; 41 innych jest pod jednym lub drugim względem 
wątpliwych; nadto istnieje pewna ilość podań z pewnością bZędnych albo 
zupełnie niepewnych. — Autor wymienia 461; gatunków i odmian, miano- 
wicie 13 wyłącznie na podstawie literatury, resztę zaś na podstawie bo- 
gatego zbioru zgromadzonego prawie wyłącznie przez Prof. B. Kotulę 
w okolicach Wiednia i w Alpach austryackich; sześć z wymienionych 
^'atunków, znajdujących w zbiorze tylko w okazach młodych lub jako 
samice, wymaga jeszcze sprawdzenia. 

W drugiej części pracy, oprócz kilku uwag synonimicznych, autor 
podaje cechy charakterystyczne tych gatunków, których brak w jego 
tablicach analitycznych pająków węgierskich, zamieszczonych w dziele: 
Araneae Hungariae secundum collectiones a Leone Becker pro parte per- 
scrutatas enumeratae a C. Chyzer et L. Kulczyński. Budapeszt 1891—97, 
oraz opisuje następujące gatunki i odmiany nowe, tudzież nieznane 
płci dawniej opisanych gatunków: Dictyna mitis Thor. C, Prosthesima 
pUipen n. sp.^ Pr. collina n. sp. ^ Pr. declinans Kulcz. Q, Theridium ti- 
mulans Tiior. ("J, (Caracladus globipea (L. Koch) ^ ), Styloctetor Austria- 
CU8 n. »p.j Centromerut Yindobonenaia n. sp. ^ Sintula »implex n. ap., S. affi- 
lua n. ap. , S. montanua n. ap. , Lephthyphantea geniculaiua n. sp. , (Lepłuhy- 
phantea Kochii n. = Linyphia angulipalpia L. Koch), L. nanus n, ap. , L. 
montanua n. ap. , L. qHadriniaculatua n. ap , Oxyptila Kotulai n. ap. , Xyati- 
nis viduna n. ap. , Cluhiona aaltuum n. ap. , Agroeca gracilior n. ap. , Coelo- 
tea brevidena n. ap,, Tegenaria Auatriaca n. ap.,, Hahnia pieta Kulcz. (jj 
Lycoaa montivciga n. ap. , Heliophanua auratua C. L. Koch var. medio- 
( incta n. 

Czł. L. AdameLz zdaje sprawę z pracy swojej p. t.: 
nNowi/ gatunek dyluwialny rogatego bydła: Bas (brachyceroś) 
niropaeus n. sp.^ . 

W zbiorach Akademii Umiejętności w Krakowie znajduje się 
niezupełna czaszka bydlęca wykopana w Krzeszowicach, która niebyła 
dotychczas oznaczona. 

Wykazawszy, że czas/ka ta pochodzi od dzikiego, dorosłego 
osobnika źońskiogo, autor podaje szczegółowy jej opis osteologiczny, 
przeprowadza porównanie z kilkoma czaszkami męskiego i żeńskiego 
13 o s p r i m i g e n i u s B o j. , znalezionemi w Meklenburgu i w Galicyi, 
i dochodzi do wniosku, że pomiędzy opisywaną czaszką a czaszkami 
15 o s p r i ni i g e n i u s B o j. zachodzą bardzo zasadnicze różnice. 
Różnice te objawiają się w składzie czoła, w braku wielkich brodawek 
kostnych u podstawy wyrostków rogowych, jakie widzimy u Bos 
p r i m i g e n i u s, w budowie wyrostków rogowych, a zwłaszcza w b u- 



17 



dowie wała czołowego. Bezwzględne wymiary czaszki z Krze- 
szowic wynoszą niewiele więcej, jak połowę odpowiednich wymiarów 
u B o s. p r i m i g e n i u s ; co się tyczy wymiarów względnych, t. j. od- 
niesionych do długości czoła, to wprawdzie pod wielu względami zga- 
dzają się one bardzo dobrze z odpowiednimi wymiarami u męskich 
turów, ale od względnych wymiarów żeńskich czaszek tura daleko 
odbiegają. 

Na podstawie szczegółowego rozpatrzenia się w osteologicznych 
znamionach czaszki z Krzeszowic oraz porównania j€j z róinemi cza- 
szkami kopalnemi, dochodzi autor do wniosku, że w hydie dzikiem 
z Krzeszowic mamy gatunek różny od znanego, wielkoroźnego B o s 
primigenius Boj. i że dyluwialne dzikie bydło z Krzeszowic, 
znacznie mniejsze od dyluwialnego również tura, niewątpliwie jest 
dzikim protoplastą całej grupy ras bydła oswojonego, objętych nazwą 
>brachy ceros*. 

Autor znajduje, że zachodzi dcisłe pokrewieństwo zoologiczne 
pomiędzy bydłem domowem grupy brachyceros, a nowym gatun*^ 
kiom bydła dzikiego, do którego należeć musiało dzikie bydło z Krze- 
szowic. 

Ten nowy gatunek bydła dzikiego, pochodzącego z dylluwittm, 
autor oznacza mianem Bos brach yceros europaeus. 

Czł. W. Natanson zdaje sprawę z pracy swojej p. t. : 
jfO wpływie ruchu na zmiany stanu skupienia**. 

Autor roztrząsa zagadnienie następujące. Przypuśćmy, że mamy 
układ, złożony z dwóch ciał jednolitych, nie mieszających się ze sobą, 
klóre mogą przechodzić jedno w drugie, wzajemnie; np. woda ciekła 
i para wodna, woda i lód i t d. Niechaj układ ten porusza się w spo- 
sób dowolny, t. j. niechaj różne elementy nieskończenie małe jednej 
fazy i drugiej mają prędkości, wyrażone przez funkcye ciągłe spółrzę- 
dnycb i czasu. Można zapytać, czy do ruchu podobnego układu sto- 
si^ą się prawa zwykłe ruchu np. prawa hydrodynamiki, jeśli ciała 
układu przyjmiemy za płyny. Albowiem badanie ruchu w tym razie 
wykracza, ściśle biorąc, poza ramy zwykłej hydrodynamiki. Można 
zapytać po wtóre, o prawa zmiany stanu skupienia, lub ogólnej reak- 
cyi, jaka odbywa się w układzie, który się porusza. Zadanie znalezie- 
nia tych praw leży znowu widocznie, po za granicami nauki termo- 
dynamiki klasycznej. 

Obadwa zadania można jednocześnie rozwiązać, zasadzając się 
oa prawie t. z w. »termokinetycznem«, któremu autor poświęcił dwie 
poprzednie rozprawy, ogłoszone w Rozprawach Wydz. mat.-przyrodni- 
czego w latach 1896 i 1897. 

2 



18 



Czł. W. Natanson zdaje sprawę z pracy J. Boguskiego 
p. 1. : „O icłaśnościach roztworów azotyjiu sodowego {nitrytuY. 

Aulor otrzymaj czysty azotyn sodowy przez trzykrotną kryslali- 
zacyą oraz suszenie na wirówce i w ekssykatorze ; przygotowywał 
następnie nasycone roztwory azotynu w wodzie czystej, w temperatu- 
rze 20°C. , unikając rozpuszczania się w nich powietrza, i oznaczał: 
procent zawartości soli, ciężar właściwy roztworu (20°/'20°; oraz spól- 
czynnik załamania światła (X== 589*5 jedn. Angslroma). 

Czł. E. Bandrowski czyta rzecz p. t. : „O odmianach 
optycznych kwasu ^oksymasłowego^ . Tymczasowa wiadomość. 

Autor podaje tymczasową wiadomość o odmianach optycznych 
kwasu p-oksymasłowego. Odmianą optycznie bierną jest kwas otrzy- 
many po raz pierwszy przez Wislicenusa z acelylooctanu etylowego 
a dokładniej zbadany przez autora w r. zeszłym. Za pomocą soli 
strych ninowej lub cynchoninowej, można go rozłożyć na odmianę prawą 
i lewą. Autor postępował w tym celu jak następuje. 

Ponieważ kwas p-oksyma słowy ulega łatwo anhydryzacyi. 
a przetwory anhydryzacyi tylko z trudnością ulegają hydrolizie, przeto 
zamierzał autor otrzymać oksymaślan strychniny przez podwójną wy- 
mianę między oksymaślanem barowym a siarkanem strychniny według 
równania. 

(C,H,03\Ba-^H2S0,) (Str), = BaS0^ + 2C,H,03. Str. 

Reakcya przebiega jednak inaczej o tyle, że w osadzie obok siai- 
kanu barowego znajduje się wolna strychnina, rozczyn zaś oddzia- 
ływa silnie kwaśno a po odparowaniu pozostawia masę krystaliczną 
lepką, złożoną najwidoczniej z dwu części: krystalicznej i bezpostacio- 
wej, zlepiającej pierwszą. Można je oddzielić przez ługowanie benzo- 
lem, w którym na zimno rozpuszcza się owa część lepka, pozostaje 
zaś krystaliczna. Ostatnią można dogodnie przekrystalizować z gorą- 
cego benzolu. Wydzielone kryształy tworzą c/.ysty oksymaślan stry- 
chniny wzoru C^HyO.,. Str-f-HoO. Z soli tej, rozpuszczalnej w wodzie, 
wydzielono za pomocą amoniaku strychninę a przesącz zakwaszony 
kwasem siarkowym, wykłócano wielokrotnie eterem. Wyciągi eterowe 
pozostawiają po odparowaniu kwas p-oksymasłowy skręcający w roz- 
czynach wodnych lub jakichkolwiek innych płaszczyznę światła spolary- 
zowanego silnie na prawo. 

Rozczyny benzolowe otrzymane po wytrawieniu pierwotnego 
przetworu podwójnej wymiany, pozostawiają po odparowaniu benzolu 
ciecz bardzo gęstą, mocno kwaśną, która po dłuższym czasie wydziela 
nieco kryształów soli obojętnej i strychniny. Pozostałość po oddzieleniu 
owych kryształów rozpuszczano w wodzie, wydzielano amoniakiem 



E Ht 469540 



19 



strychninę , poczem zakwaszony przesącz wyługowano wielokrotnie ete- 
rem. Z wyciągów tych pozostawać po odpędzeniu eteru kwas p-oksy- 
masłowy, który w rozczynach skręcał płaszczyznę światła spolaryzowa- 
nego na lewo. 

Do tego samego wyniku dochodzi się, zobojętniając optycznie 
bierny kwas oksymasłowy w rozczynie wodnym lub jakimkolwiek in- 
nym za pomocą wolnej strychniny. W tym celu dodaje się strychniny 
do rozczynu kwasu p-oksymasłowego najlepiej wodnego, jak długo 
strychnina się rozpuszcza; ilość dodanej strychniny jest mniej więcej 
o Ys mniejszą od tej, której wymaga zobojętnienie według równania, 

C,Hs03 + Str=C,H8O3Str 

tak, źe otrzymany rozczyn oddziaływa zawsze silnie kwaśno Rozczyn 
ten paruje się w próżni do suchości, poczem postępuje się jak pierwej. 
Przetworami działania są znowu : obojętna sól strycbninowa kwasu 
P-oksy masłowego prawego i sól kwaśna kwasu lewego. Z soli kwasu 
prawego otrzymuje się kwas p-oksymasłowy prawy, z lewego kwas lewy. 
Autor zamierza podać wkrótce wszystkie uwagi odnoszące się do po- 
wyższych faktów, jakoteż do bliższej charakterystyki optycznie czyn- 
nych odmian kwasu p-oksymasłowego. 

Czł. A. Wierzejski podaje tynnczasową wiadomość; „ O my- 
xosporydyach karpia^. 

Autor zajął się badaniem tych pasorzytów karpia z .powodu epi- 
demii, która wybuchła pomiędzy karpiami, sprowadzonymi przez pe- 
wnego handlarza z Śląska pruskiego i przechowanymi na zimę w zwykłych 
do tego celu używanych skrzyniach w Wiśle. Choroba objawiała się na 
zewnątrz bladością trupią skrzel i osłabieniem energii mięśniowej, we- 
wnętrznie zaś głównie tem, że cała wątroba chorych i śniętych karpi 
była żywo-zielona. Ponieważ sekcya wykazała znaczne zmiany, a ba- 
danie mikroskopowe niezmierną ilość pasorzytów z rodzaju Myxobolus, 
tak w całym przewodzie pokarmowym jako też we wszystkich organach 
z wyjątkiem mięśni i nerwów, przeto nasuwało się przypuszczenie, że 
pasorzyty te są istotną przyczyną choroby. Prawdopodobieństwo togo 
przypuszczenia zdawało się być tem większe, że w zewnętrznych 
warunkach nie można się było dopatrzeć żadnej przyczyny niezwykłej 
śmiertelności , a z drugiej strony dotychczasowi badacze chorób rybich 
wypowiadali zgodne mniemanie, że myxosporidia mogą wywołać wielką 
śmiertelność u ryb różnych gatunków, jeżeli się w nich rozmnożą 
w znacznej ilości. Autor uważa za rzecz prawdopodobną^ że te paso- 
rzyty mogą wywołać groźny stan chorobowy u ryb, czy atoli same 
przez się w tym przypadku istotnie go wywołały, o tem starał się prze- 
konać przez równoczesne zbadanie zdrowych karpi, żyjących mniej wię- 
cej w tych samych warunkach co chore, a zakupionych z innych 



20 

stawów. Okazało się, ie wszystkie badane okazy byty w wysokim 
stopniu zakażone tym samem rodzajem pasorzytów, a jednak nie miały 
wcale tych objawów chorobowych, jakimi się odznaczały karpie, snące 
centnarami codziennie. Ściślejsze badanie mikroskopowe nad oalatniini 
wykazały nadto, że w wysięku w ich jamie brzusznej zwykle zawartym 
są bakteryc, które udato się prof. Hoyerowi wychować na żelatynie. 
Ponieważ nie można byto dotąd wykonać szczepień próbnych, przeto rola 
bakteryi pozostała na razie nie wyjaśniona. Jak się zdaje, oba rodzaje 
pasorzytów, miały udział w zniszczeniu organizmu, ale niewiadomo, 
który dla którego naprzód przygotował glebę. 

Podczas badania morfologicznych właściwości myxosporydyów 
karpia okazała się rzecz bardzo ciekawa, t. j. że wydane przez nich za- 
rodniki należą do dwóch różnych gatunków, mianowicie: Myxobolus 
ovalis z rzędu Myxosporidia i Coccidium sp? z rzędu Coccidia. Autor 
usiłował wykryć istotę tego zjawiska niezwykłego. Chodziło tu o zde- 
cydowanie, czy mamy do czynienia z dwoma gatunkami żyjącymi 
w symbiozie, czy z pasorzylami pasorzyta, czy wreszcie z formą szcze- 
gólną, zdolną do wytwarzania dwojakich zarodników. Dotychczasowe 
badania nie zdołały stanowczo tej zagadki rozwiązać, autor sądzi wszakże, 
że ostatnia alternatywa jest najprawdopodobniejsza. Do tego wniosku 
skłania się głównie z tego powodu, iż mimo usilnych starań nie udało 
mu się wykryć w organizmie gat. Myxobolus OYalis orgauiamu obcego, 
który mógłby być uważanym za formę dojrzałą Coccidyi, zdolną do 
wydawania zarodników, których olbrzymią ilość badał pod względem 
budowy i rozwoju, l^oniewai przedmiot jest trudny do badania, i będzie 
wymagał jeszcze dłuższego czasu, bo porównawczych badań w innych 
porach roku i na rybach różnego wieku, przeto poprzestaje autor na 
razie tylko na podaniu wiadomości o dotychczas osiągniętych głównych 
rezultatach swych badań. 

Na posiedzeniu ściślejszem wszystkie te prace odesłano 
do Komitetu wydawniczego. 



--?3G>-c- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w KraKowie, 1898. - Drukarnia Uniwersytetu JagieUoA.kiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyą Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania b poBiedseń i czjnnoici Akademii Umlejętnoiei w Krakowie wyehodsą 
s końcem ka^ego mietiąca^ z wyjątkiem Sierpnia 1 Wrzeinia. Prenumerata wynoti 
w Krakowie: 1 fl. 60 kr. , — w Anitryi 1 fl. 80 kr., — aa granicą w obrębie swiąaka 
pocatowego 2 fl. roosnie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 

Skład główny w księgami Spółki wydawniczej w Krakowie. 

Tom III. Grudzień 1898. Nr. 10. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Potiedze- 
nie Wydziału filologicznego dnia 12 Grudnia: Strona językowa ory- 
ginału polskiego listu Dymitra Samozwańca do papieża Klemensa VIII 
z dnia 2-4 kwietnia r. 1604 przez J. ITaudouin^a de Courtenay. — 
Nieznany rękopi^ienny zabytek poezyi polskiej z końca XVI lub po- 
czątku XVII w., nazwany ^l^umą ukrainną" przez J. Tretiaka. — 
Posiedzenie Komisyi historyi s/tuki z dnia 24 Listopada 1898 r. — 
//. Posiedzenie Wydziału hittoryczno-filozoficzneyo dnia 15 Ghrudnia: 
Początki prawa umownego ze szczególnem uwzględnieniem rozwoju 
prawa w ^'iemczech Część druga przez St. Estreichera. — ///. Po- 
Biedzenie WydziaJbi maiemaŁyczno- przyrodniczego dnia 6 Grudnia: W spra- 
wie etyologii złośliwego nowotworu nabłonków kosmkowych przez A. 
Rosnera. — Badania porównawcze nad podjęzykiem, przegroda ję- 
zykową i lyssą zwierząt ssących przez J. Nusbauma. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu Grudniu opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii: 

Sprawozdanie Komisyi fizyograficznej, obejmujące pogląd na 
czynności dokonane w ciągu roku 1897, oraz materyaty do fi- 
zyografii krajowej. Tom 33 (z 1 ryciną), 8-o, str. XVII, 200, 
211 i 4f6. 



Treść: A). Sprawozdania. 1. Przegląd czynnośei Eomisyi ii- 
zyograficznej akademickiej w ciągu roku 1897/8 (str. I— X). II. 
Spis członków Komisyi iizyograficznej akademickiej w Krakowie, 
(str. X— XV). 111. Obrót funduszów Komisyi fizyograficznej aka- 
demickiej w roku 1897/8 (str. XV— XVI). IV. Stan funduszu prze- 
znaczonego na zakupno narzędzi meteorologicznych dla Sekcyi 
meteorologicznej Komisyi fizyograficznej i stan zbioru tych na- 
rzędzi z końcem roku 1897 (str. XVI— XVm). B). Materyaty 
do fizyografii krajowej. Część I. Materyaly zebrane pizez 
Sekcyę meteorologiczną. Dr. Karliński: Wypadki spostrzeżeń 
meteorologicznych dokonanych w Galicyi w roku 1897 zesta- 
wione w c. k. Obserwatoryum astron. krakowskiem (str. 3—191). 
D. WierzbickiiGrady w roku 1897 (str. 192-197). D. Wierz- 
bicki: Pioruny w roku 1897 (str. 197). D. Wierzbicki: Wy- 
niki spostrzeżeń magnetycznych zrobionych w Krakowie w roku 
1897 (str. 197—198): Dr. Karliński: Liczba godzin ze słońcem 
jasao świecącem w Krakowie, według piętnastoletnich spostrze- 
żeń (str. 198—200). Część II. Materyaly zebrane przez Sekcyę 
geologiczną, botaniczną i zoologiczną. J. Paczoski: Szkic 
flory i spis roślin zebranych we Wschodniej Galicyi, na Buko- 
winie i w Komitacie marmaroskim na Węgrzech (str. 1—106). 
W. Teisseyre: Kilka uwag z powodu VII zeszytu Atlasu geo- 
logicznego Galicyi (str. 107—112). St. Klemensiewicz: O no- 
wych i mało znanych gat-unkach motyli fauny galicyjskiej (str. 
113—190). R. Gutwiński: Algae in itinere per montem Babia 
Góra coUectae (str. 191—203). Fr. S eh i He: Fauna lepidoptero- 
logiczna doliny Popradu i jego dopływów (str. 2041—211). Część 
n. Materyały zebrane przez Sekcyę rolniczą, M. Kiecki i J. Mi- 
kułowski-Pomorski: Zawartość azotu, kwasu fosforowego 
i węglanów w niektórych typowych glebach Galicyi wschodniej 
(str. 3—14). J. Bzowski: Opis geologiczno-rolniczy majątku 
Lipnik w Królestwie Polskiem, gubernii radomskiej, powiecie san- 
domierskim położonego, ze szczególnem uwzględnieniem glin po- 
chodzenia sylurskiego (str. 15—26). J. Mikułowski-Pomorski: 
Rozbiory ziem ornych nadesłanych do krajowej Stacyi chemiczno- 
rolniczej w Dublanach w latach 1895—1897 (str. 27—36). St. 
Go liński: Badania łąk. Siano (str. 37— 4;5). W sprzedaży tylko 
odbitki, p. niżej. 

Odbitki z Rozpraw: 

Gustaw Bikeles: O lokalizacyi dróg dośrodkowych (czuciowych) 
w rdzeniu pacierzowym psa i królika, w wysokości górnej części 
lędźwiowej i dolnej piersiowej, oraz badania nad anatomią i czyn- 



nością szarej substancyi (z 1 tablicą i 34 ryciDami w tekście), 

8-0, str. 67. Cena 60 kr. 
J. J. Boguski: O własnościach roztworów azotyna sodowego (nitry tu) 

(z tablicą), 8-o, str. 9. Cena 20 kr. 
Jan Czubek: Jan Chryzostom z Gosławic Pasek w oświetleniu archi- 

walnem (1667—1701), 8-o. str. 78. Cena 66 kr. 
Mieczysław Kowalewski: Studya helmintologiczne V. Przyczynek 

do bliższej znajomości kilku przywr (z dwiema tablicami), 8-o, 

str. 61. Cena 76 kr. 
S. Maziarski: Zmiany mikroskopowe w wątrobie pod wpływem 

wstrzykiwania mydła i cukru do żyły wrotnej (z 1 tablicą), 8-o, 

str. 28. Cena 40 kr. 
Antoni Prochaska: Geneza i rozwój parlamentaryzmu za pierwszych 

Jagiellonów, 8-o, str. 184. Cena 1 złr. 26 kr. 

Odbitki ze Sprawozdań Komisy i fizyograficznej t. 33: 

Materyaty do fizyografii krajowej zebrane przez Sekcyę zo- 
ologiczną, botaniczną i geologiczną Komisyi fizyograficznej, 8-o, 
str, 211. Cena 1 złr. 

Materyały do klimatografii Galicyi zebrane przez Sekcyę me- 
teorologiczną Komisyi fizyograficznej, 8*o, str. 200. Cena 1 złr. 

Materyały do rolniczej fizyografii kraju, zebrane przez Sek- 
cyę rolniczą Komisyi fizyograficznej (z 1 ryciną), 8-o, str. 46. 
Cena 26 kr. 

^^W-< 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 12 Grudnia 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. J. Baudouin de Courtenay składa swoją pracę p. t. : 
-Strona językowa oryginału polskiego listu i^ Dymitra Samo- 
zwańca * do papieia Klemensa V III-go z dnia 24 Kwietnia 
1604 r.€ 

Do zajęcia się tą kwestyą pobudził autora p. Szachmatow, czło- 
nek ces. Akademii nauk w Petersburgu, do którego znowu zwrócił się 

1* 



4 

ksiądz Pierling z prośbą o wypowiedzenie zdania o przynaloiności et- 
nograficznej osobnika, zpod którego pióra niógl wyjśd podobny list. 
Przez ogłoszenie podobizny tego listu p. t. »Lettre de Dmitri, diŁ le 
Faux k Clśment VIII publiśe par le P. Pierling, 8. J. etc. Paris, 1898< 
wydawca jej wywołał ogromne zainteresowanie się i cały szereg u wągr 
rozbiorów i artykułów, mających na celu wyświetlenie zagadkowej 
osobistości autora czy teź przepisywacza listu. Jednym z tych artyku- 
łów jest także praca Baudouina de Courtenay, która nie może zawie- 
rać żadnych absolutnie nowych danych, a jedyną jej zasługą jest ze- 
branie w jedno wszystkich szczegółów, odnoszących się do strony ję- 
zykowej listu Dymitra, oraz bardzo drobiazgowe wypracowanie tycb 
szczegółów. 

Na wstępie dotyka autor strony paleograficznej listu, który od 
pierwszego rzutu oka sprawia wrażenie pisma ruskiego, a wp:ttrzeni& 
się w pojedyncze litery (zwłaszcza M, A, k, z, p, jakoteż znaki skró- 
ceniowe) potwierdza to ogólne wrażenie. 

Następnie, przytoczywszy możliwie dokładny przedruk listu 
Dymitra, opatrzony bardzo szczegółowemi objaśnieniami, przechodzi 
autor do rozbioru właściwości ortograficznych: 

1) Spółgłoskę j oznaczano w liście w sposób, właściwy ówcze- 
snym Polakom, t. j. przed samogłoskami przez », a zaś po samogło- 
skach tej samej zgłoski przez y. 

2) Samogłoski y i i wyraża Dymitr zgodnie z ówczesnym i dzi- 
siejszym zwyczajem polskim: y, ». 

Po w, i, cz pisze Dymitr przeważnie y, ale także, zgodnie ze 
zwyczajem pisowni ruskiej, ». Podobnie mamy tu rzi, obok nierów^nie 
rzadszego rzy. Rzecz prosta, że tam, gdzie Dymitr zam. rz pisze r^ 
spotykamy stale iiri. 

3) łZmiękczeniec przeważnej liczby spółgłosek przedniojęzyko- 
wych (oprócz /, sz, i, c«\ wargowych i tylnojęzykowych przed samo- 
głoskami, z wyjątkiem samogłoski », oznacza Dymitr zwykle za po- 
mocą litery i, podobnie jak dotychczas w pisowni polskiej. Nierównie 
rzadsze są wypadki oznaczania » miękkości c spółgłosek za pomocą y, y-, 

Charakterystycznemi dła narodowości Dymitra są wyrazy, w któ- 
rych »miękkość« spółgłosek przed samogłoską e nie jest wcale osobno 
oznaczaną, gdyż w głowie piszącego wyobrażenie »miękkości« spółgło- 
ski kojarzyło się — jak to ma właśnie miejsce w grafice wielkoruskiej 
czyli rosyjskiej — z wyobrażeniem litery e, następującej po literze 
spółgłoskowej : nc, mne. 

4) W pisowni listu Dymitra odbijają się pewne właściwości wy- 
mawiania polskiego, nie znajdujące sobie wyrazu w zwykłej unorniV>'- 
wanej pisowni polskiej. 



z tego wszystkiego widać, ie w pisowni Dymitra p^zewaiają 
cechy polskie, ale pomimo to dają się w niej zauważyć właściwości, 
wskazujące na jego obce pochodzenie: 

1) Że Dymitrowi przeszkadzaj ciągle znany mu dawniej albo 
też z wielką gorliwością przyswajany alfabet cyrylicki czyli ruski, do- 
wodzą najprzód sporadyczne użycia liter cerkiewnoslowiańskich za- 
miast łacińsko -polskich, a następnie dość częste poprawki liter. Tak 
już pierwsza litera listu jest nie N, ale H (ruskie y). W rozmaitych 
zaś miejscach listu poprawiono H na Ni, y na F, e na #, na z, 

2) Jeszcze ciekawsze są wypadki, w których takie poprawki zo- 
stają w związku z przypuszczalnem wymawianiem osoby, piszącej po- 
dobny list. Tak np. betide poprawiono na bendzie^ otwari na otworzi, 
roztzeric na rozazerzyc. 

3) Pewna chwiąjność w używaniu dwójek graficznych m i cz 
pozwala przypuszczać brak wprawy w rozróżnianiu spółgłosek f, e 
od ^, ^ w sposób, właściwy grafice polskiej, a obcy grafice ruskiej. 

4) Z całego tekstu pisanego listu Dymitra widnieje ręka, nie- 
przywykła do ozdabiania liter znaczkami diakrytycznemi, służącemi do 
odróżniania odcieni fonetycznych, t. j. różnic wymawiania (ii, 6, i, ź 
obok n, e, 9, Z' i obok z; ł obok 1] Ct q obok e, a . . .), a właśnie do- 
dawanie takich znaków w tych mianowicie celach graficzno-fonetycz- 
nych, charakteryzujące grafikę polską, jest obce grafice rosyjskiej. W liście 
Dymitra nie spotykamy ani razu liter ń, i, 6, i, zamiast których pisze 
on stale n, f, c, z. Litery ż używa wprawdzie Dymitr niekiedy, częściej 
jednak opuszcza kropkę i pisze po prosta z. Rzadko też używa Dy- 
mitr kropki nad i. 

Zaniedbuje on ogonki przy f i ą. 

Dla oznaczania obu odmian spółgłoski /, tak >miękkiej« 2, jak 
i » twardej c ^, używa jednakowej litery, I, 

Chcąc wyraźnie oznaczyć >miękkie« l\ używa Dymitr litery t, 
t j. połączenia li. Przypomina to zasadę grafiki rosyjskiej, jia obok na, 
-chociaż li jako znak > miękkiego* / spotykamy także w ówczesnych rę- 
kopisraach niewątpliwie polskiego pochodzenia. 

5) Zarzut, że te same właściwości, a mianowicie to samo uni- 
kanie znaczków diakrytycznych (n, #, «, c zam. »i, 4, », 6\ z zam. i; i bez 
kropki; c, ą bez ogonków; I zam. I i i) oraz to samo oznaczanie I 
przez li, spotykają się także w innych ówczesnych rękopismach pol- 
skich, osłabia autor wyrażeniem wątpliwości, ażeby właściwości t^ 
były w jakimkolwiek innym rękopiśmie nagromadzone tak, jak je spo- 
tykamy w liście Dymitra. Zresztą otwarto teraz drogę do badań i po- 
równywań. 

6) Drugi zarzut) że w ówczesnych rękopisach cerkiewno-ruskich 
spotykamy nie mniej może znaczków nad literami, aniżeli w rękopi- 



8 

ździernika r. 1898, przyznaje w ogóle słuszność wywodom p. PŁaszyc- : 
kiego, mianowicie przypuszczeniu, że tlist ten jest odpisem tekstu, na- ' 
pisanego przez osobę, władającą poprawnie językiem polskim, odpis 
zaś dokonany przez człowieka niebiegtego w języku polskim, nawy- 
kłego do języka ruskiego wogóle, a do pisma moskiewskiego w szcze- 
góle«, ale pomimo to wypowiada pewne wątpliwości. 

Powoływanie się p. Ptaszyckiego na » nieprawidłowy przedział 
wyrazów« uważa autor za całkiem chybione i popiera to dowodami. 

Również twierdzenie p. Ptaszyckiego, jakoby »rusycyzmy«, spo- 
tykane w liście Dymitra, »mógł popełnić Białorusin c, nie da się wcale 
uzasadnić. 

Kończąc swą pracę, autor usprawiedliwia się ze swej drobiaz- 
gowości względem jedynie na historyków, gdyż dla lingwistyki i filolo- 
gii korzyść z tego rodzaju poszukiwań równa się prawie zeru. 

Filolog i lingwista mogą orzekać tylko o narodowości osobnika, 
od którego pochodzi dany dokument historyczny. Określenie zaś samej 
osobistości wymaga innych danych i innych badań. 

Wspomniawszy jeszcze o zdaniu niektórych historyków rosyj- 
skich (jak Bestużewa -Riumina, Szczepkina . . . ) co do osobistości tak 
zwanego Dymitra Samozwańca, wyraża autor powątpiewanie, czy za- 
gadka, wiążąca się z tą osobistością, zostanie kiedykolwiek rozjaśnioną. 

Czł. prof. J. Treliak przedstawia treśó swej pracy p. t: 

„ O nieznanym rękopimiennym zabytku poezyi polskiej z końca 

XVI lub początku XVII wieku p. t, * Butna Ukrainna^. 

Autor objaśnia, że wiersz ten znajduje się zapisany w jednym 
z rękopisów Bibl. XX. Czartoryskich noszącym tytuł Silva rerum 
z 17-go wieku (Nr. Katalogu H77 p. 80) i swoją wartością poetycką 
przyjemnie się wyróżnia z pomiędzy mnóstwa wierszy zalegających da- 
wne Silyae rerum. Jest to pieśń żołnierska, albo raczej pieśń o życia 
żołnierskiem. Autor porównywa ją z niektóremi pieśniami iudowemi 
pokrewnej treści i z tego porównania wynika, że jakkolwiek »Duma 
Ukrainnac w niektórych strofach swym tonem i wdziękiem swej pro- 
stoty zbliża się do nich, to w całości jednak nie może być zaliczoną 
do poezyi ludowej, ponieważ nosi na sobie wyraźne ślady wpływu 
poezyi kunsztownej. Mianowicie widać na niej bardzo wyraźny wpływ 
Pieśni świętojańskich Kochanowskiego, a w szczególności pieśni dwu- 
nastej. Autor wykazuje szczegółowo podobieństwa między Sobót- 
kami a Dumą Ukrainną, a następnie oznacza czas utworzenia 
Dumy. Terminem a q u o jest r. 1p85, w którym po raz pierwszy 
ukazują się Sobótki w druku, za termin ad q u e m może być 
uważany rok 1648, początek wielkich wojen kozackich, ponieważ idy- 
liczny obraz Ukrainy, podany w tej pieśni byłby niemożliwy po tym 



roku. Autor sądzi nawet , ie można dalej wstecz posunąć tę drugą 
granicę, mianowicie na czas przed buntami kozackimi za Władysła- 
wa IV. W końcu autor objaśnia, że Duma Ukrainna pomimo 
swej nazwy nie ma nic wspólnego z dumami kozackiemi, oprócz tego, 
ze jak tamte była śpiewaną przy kobzie i przypuszcza, ze tej to wła- 
śnie okoliczności zawdzięcza ona swoją nazwę *). 

Na posiedzeniu ściślejszem uchwalono pracę prof. J. 
Baudouina de Courtenay odesłać do Komitetu wydawniczego. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisy i hi- 
:storyi sztuki, które się odbyło dnia 24 Listopada 1898 r. 
pod przewodnictwem prof. Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący przedstawił najpierw wiadomość nadesłaną mu 
przez p. Koehlera z Poznania o srebrnym »kurku« strzeleckim mia- 
sta Kościana, nabytym przez niego i odfotografowanym. Jest to, jak się 
2daje, najstarszy »kurc ze znanycb dotąd w Polsce, powstał przed 
r. 1456., a korona na jego głowie i inne szczegóły ornamentacyjne 
wskazywałyby na epokę Władysława Jagiełły, jako czas jego powstania. 

Z kolei prof. Władysław Łuszczkiewicz w zakończeniu 
«wej pracy o kościołach murowanych miejskich w Polsce z epoki śre- 
Klniowiecznej, podał opis kilku jeszcze zabytków tego rodzaju archite- 
ktury. Kościół Św. Marcina w Starym Korczynie jest budową niejedno- 
litą z kamienia ciosowego i cegły a wieży nie posiada; części ciosowe 
należą do XIV w., ceglane odpowiadają budowom Długosza; nie po- 
siada on ścian szczytowych, ani sklepień, ale budowa cała przepro- 
leadzona jest nadzwyczaj starannie. Kościół św. Wawrzyńca w Kościel- 
nej Wsi pod Kaliszem datą erekcyi r. 1206. i przynależnością do Be- 
nedyktynów zapowiadał ważny zabytek romańskiej architektury; nie 
znalazło się tam jednak nic, coby mówiło o średniowieczu, cała budowa 
bowiem jest przerobioną i powiększoną w XVII w; zaledwie u facyaty 
jest parę warstw granitowych kostek świadczących o XIII w. Kościół 
^w. Katarzyny w Odrowążu jest budową w ścianach romańską, ale tak 
przerobioną w w. XVI, zewnąlrz i wewnątrz, iż z pierwotnego stylu 
nic nie pozostało. Kościół w Dziekanowicach ma dawne maleńkie prez- 
biteryum, dziś zapomniane, z okienkiem i narożnymi wspornikami z XIII 
"W.; nawa jego ciosowa, służy obecnie za prezbiteryum nowej nawy, do- 
budowanej w wieku XVII. Kościół św. Andrzeja w Jeżowie, niegdyś na- 
leżący do prepozytury lubińskich Benedyktynów, przedstawia ciekawy 
typ budowy sklepionej w końcu wieku XV, ale dziełem sztuki wytwor- 
łiem nie jest, raczej utworem murarza niż architekty. — W końcu przy- 



^) Praca ta ma się niebawem ukazać w warszawskiem ,|A.teneum^. 



10 



pomniał referent kościół w Starym Wiśniczu, który już dawniej obja- 
śniał. 

Prof. Dr. Jerzy hr. Mycielski przedstawi! szereg nowych 
szczegółów o Gryzeldzie z Batorych, hetmanowej Zamoyskiej i o je) 
siedmiogrodzkim skarbcu. Zaczerpnął je z oryginalnych aktów w Bi- 
bliotece Zamoyskich w Warszawie, a oświetlają one przedewszystkiem 
bladą i całkiem dotąd nieznaną postad trzeciej żony Zamoyskiego a córki 
brata króla Stefana. Są to naprzód cztery jej własnoręczne listy, po 
łacinie do męża pisane, jeden z Knyszyna z r. 1584;. trzy następne 
z Krzeszowa z września r. 1589. Wszystkie są treści obojętnej, dzie- 
cinnie nieledwie stylizowane, mówią tylko o zdrowiu i czule męża 
o jego zdrowie pytają a świadczą o wcale niskim poziomie umysłowym 
siedmiogrodzkiej księżniczki. — Ciekawy jest w nich szczegół o mala- 
rzu nadwornym w Zamościu, który kopiował tam portret ojca Gryzeldy 
dla jej brata ks. siedmiogrodzkiego Zygmunta. Dwa własnoręczne jej 
kwity na zboże ź r. 1587, pisane poprawnie w języku polskim, świad- 
czą, że się po polsku nauczyła. Wreszcie zajmującym jest również spi- 
sany po polsku regestr rzeczy, jakie ze skarbca w Zamościu hetmanowa 
brała w drogę do Lublina w r. 1588, są tam wyliczone klejnoty i bb- 
gate szaty, które uzupełniają spis skarbca Gryzeldy, jaki po jei śmierci 
w r. 1590 Zamoyski do Siedmiogrodu odesłał. 

W końcu p. Zygmunt Hendel przedłożył referat o planach 
i dokumentach odnoszących się do historyi architektury w Polsce za 
czasów saskich (1697—1764) a znajdujących się w państwowem taj nem 
archiwum w Dreźnie. 

Ogólny przegląd zachowanych tam kilkuset rysunków daje obraz^ 
ogromnie rozwiniętej działalności artystycznej na polu architektury 
w głównych centrach ówczesnego życia politycznego w Polsce. Głównie 
tu działającym architektem, szczególniej w Warszawie, jest jenerał-ma- 
jor von Pappelmann, twórca drezdeńskiego >Zwingera«. Najwięcej pla- 
nów i rysunków dotyczy naturalnie stolicy kraju. Są to artystycznie 
wykonane widoki Warszawy i Pragi, plany Zamku królewskiego, gdzie 
od zdjęć z dawnego Zamku zrobionych śledzić można wszelkie proje- 
kta i urzeczywistnione zmiany przez cały przeciąg panowania Augusta- 
n i Augusta HI, szczegóły dekoracyi sal, festyny dworskie, illuminacye 
i fajerwerki w królewskim ogrodzie; dalej plany, dotyczące różnych 
pałaców i ich przebudowy, jak pałacu Kazimierzowskiego a potem Błę- 
kitnego (dziś Zamoyskich), pałaców Potockich, Sanguszków, plany ko- 
ściołów, arsenału, różnych koszar i prochowni. Grodno zajmuje drugie 
miejskie po Warszawie, a odnoszą się do niego plany nowego zamku 
królewskiego, sali senatorów, kaplicy, oraz fortyfikacyj. Na trzeciem 
miejscu stoi Kraków, z planami dekoracyi katedry podczas koronacyi 
królewskiej, planami grobów królewskich, szczegółami kaplicy Zygmun- 



11 



towskiej, oraz planami zamku z oznaczeniem, gdzie kto mieszkał pod- 
czas koronacyi Augusta III. Dział osobny obejmują plany paZaców i pa- 
łacyków królewskich w Czeroiakowie, Dombrowie, Wi liano wie, Pia- 
secznie i t. d. Ciekawe są dalej plany budowli królewskich i państwo- 
wych z Boguszyc, Bolimowa, Gdańska, Oczakowa, Sarokowy i Slupny, 
a nadto cały plan drogi pocztowej z Drezna do Warszawy z planami 
wszystkich stacyj. — Liczne korespondencye ministra Briihla z Póppei- 
mannera, baronem yon Goltz i marszałkiem Bibersteinem, dotyczące 
architektury, uzupełniają te wszystkie plany, które dyrektor archiwum ,^ 
radca Hassel przyrzekł częściowo Akademii wypożyczać w celu opra- 
cowania ich monograficznego. Wreszcie p. Z. Hendel przedłożył szkice 
widoku zamku krakowskiego z czasów Władysława IV, będącego tłem 
współczesnego portretu króla, który znajduje się w zbiorach hr. Bra- 
nickich w Suchej. 



11. Wydział historyczno - filozoficzny . 



Posiedzenie dnia 15 Grudnia 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Dr. Stanidaw Estreicher przedstawił dalszy ciąg pracy 
p. t.: jf Początki prawa umownego^ ze szczególnem uwzględnie- 
niem rozwoju prawa w Niemczech^. Ob. Sprawozdanie z listo- 
pada 1898, str. 3. 

Na posiedzeniu ściślejszem, odbytem wspólnie z Wy- 
działem filologicznym, wybrano Komitet do przygotowania 
wniosków w sprawie nagrody im. ś. p. Probusa Barczeskiego 
za najlepsze dzieło historyczne z r. 1898, złożony z pp. 
Smolki, Sokołowskiego, Tretiaka, Ulano wskiego i Zakrzew- 
skiego. 



12 



III. Wydział matematycz^o-pi^yrodiiiczy. 



Posiedzenie dnia 5 Grudnia 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Krkutz. 

Czł. T. Browicz zdaje sprawę z pracy Dra A. Rosnera 
f, i. >W sprawie etyologii złośliwego nowotworu nabłonków 
kosmkowych « . 

Autor dzieli pracę swoją na cztery rozdziały. W pierwszym za- 
stanawia się nad bistoryą tego nowotworu i nad sprawą jego punklo 
wyjścia. Podnosi zasługi Sangera i Marchanda i wypowiada zdanie, 
źe prace tego ostatniego rozjaśnij należycie pytanio, skąd nowotwór 
wychodzi. Porusza następnie sprawę genezy t. zw. syncytium i jest 
zdania, że jest ono zewnętrzną warstwą nabłonka ektodermalnego. Co 
<lo kwestyi, czy rozwój tego nowotworu, pochodzącego z tkanek pło- 
dowych a niszczącego organizm matki, można identyfikować z doświad- 
<:zalnie stwierdzonem przeszczepieniem raka z jednego indywiduum 
na drugie tego samego gatunku, zajmuje autor stanowisko pośrednie. 
Zwraca uwagę na to, że te dwa indywidua, o które tu chodzi , są so- 
bie pokrewne, jak niemniej, że nabłonek przeszczepił się na ustrój 
matki, zanim rozwinął się z niego nowotwór. 

W rozdziale drugim opisuje trzy mikroskopowo badane przy- 
padki. Jeden tyczy się chorej, dotkniętej nowotworem złośliwym (t. zw. 
deciduoma). Przypadek ten opisał autor w r. 1896 w krakowskiem To- 
warzystwie ginekologicznem. Drugi odnosi się do osoby, u kti^rej jaje 
płodowe pozostawało w macicy przez 4 miesiące po śmierci płodu 
i uległo zmianie zwanej haematoma tuherotum subchoriale deciduae. Ba- 
danie mikroskopowe okazuje w tym przypadku przerost nabłonkowej 
warstwy Langhansa obok zaniku podłoża kosmkowego. W trzecim 
przypadku chodzi o zaśniad groniasty. Zgodnie z innymi autorami 
znalazł autor przerost t z w. syncytium. 

W rozdziale trzecim zestawia autor literaturę i dochodzi do 
przekonania, że przypadki jego nie są odosobnione i że można przyjąó 
za regułę: 

1) że w nowotworze, zwanym dedduoma malignupi^ bujają obip 
warstwy nabłonka ektodermalnego. 

2) że w długo zatrzymanych w macicy jajach buja nabłonek 
Langhansa. 

3) że w zaśniadzie groniastym buja syncytium. 

W czwartym rozdziale zastanawia się autor nad przyczynami 
tego bujania ektodermy i przychodzi do przekonania, że w drugim 



1$ 



i trzecim przypadku przyczyną tego bujania jest śmierć płodu oraz 
ustanie krążenia płodowego. W tern bujaniu widzi jeden czynnik etyo- 
logiczny rozwoju t. zw. deciduoma. Przypuszcza również, że po śmierci 
płodu zajść może zwichnięcie równowagi w energii proliferacyjnej 
między komórkami doczesnej a nabłonkiem ektodermalnym. 

Czł. prof. K. Kostanecki przedkłada pracę p. J. Nus- 
bauma : y^Badania porównawcze nad podjęzykiem, przegrodą 
językową i lyssą zwierząt ssących^, 

W dalszym ciągu badań swoich nad narzędziami podpierającymi 
język ssaków, klóre to prace ogłoszone zostały w części w » Rozpra- 
wach Akademii Umiejętności* (T. XXXII W. M. P.), w części zaś 
w »Anatomischer Anzeiger« (T. XII i XIII), podaje autor nowe spostrze- 
żenia nad podjęzykiem (tuhlingua)^ przegrodą językową {ieptum linguae) 
i lyssą u następujących ssaków: Perodicticus polto^ Chiromyt madaga- 
tcarensi§y Canis vulpea, Sorex fodieru, Manii gig<u^ Oorilla giną. 

Co się tyczy małpozwierza Perodieiicu$ poito^ autor przypomina 
przedewszystkiem, że według poprzednich jego badań, u starszych em- 
bryonów psa występuje w okolicy języka, odpowiadającej podjęzykowi, 
lyssa, która w dolnej swej połowie zawiera często ku tyłowi wysepki 
chrząstki, w górnej zaś połowie — po większej części włókna mię- 
śniowe. Mocna, łącznotkankowa osłona lyssy przechodzi bezpośrednio 
ku górze w przegrodę językową, która jednak u dorosłych osobników 
zupełnie oddziela się od lyssy. Otóż stosunki te pozostają w ścisłym 
związku z tymi, jakie autor znalazł u Perodictieus. 

U tego małpozwierza istnieje przez całe życie bardzo dobrze roz- 
winięty podjęzyk (Fig. 1, a, b). Wewnątrz tego ostatniego znajduje się 
utwór, odpowiadający t. zw. »jądru« opisanemu przez E. Gegenbaura 
u Stenopa graeilit. Autor nazywa ten utwór lyssą podjęzykową. Wy- 
pełnia on prawie całe wnętrze podjęzyka i składa się z mocnej grubo- 
wlóknistej osłony łączno-tkankowej (torebki) oraz wewnątrz z tkanki 
tłuszczowej i z wysepek chrząstki. Wzajemny stosunek tych tkanek 
widoczny jest na Fig. 4, 5, 6. Wysepki składają się ze szklistej tkanki 
chrząstkowej i mieszczą się w części wewnątrz tkanki tłuszczowej, 
w części zaś na obwodzie, tuż pod osłoną zewnętrzną, przyczem daje 
się zauważyć stopniowe przejście z jednej strony pomiędzy tkanką 
chrząstkową i łączną włóknistą, z drugiej zaś pomiędzy tą ostatnią 
a tłuszczową (Fig. 7, 8), co wskazuje, że części szkieletowe zostały tu 
zredukowane w biegu rozwoju filogenetycznego. 

Podobnie jak u niektórych innych ssaków (n. p. u psa, ocelota, 
Stenops) przedstawiają one mianowicie szczątki processtct entogloasus 
trzonu kości gnykowej (hyoideum) w języku (pierwotnym) gadów, jak 
to wykazały z bardzo znacznym stopniem prawdopodobieństwa poprze- 



14 

<lnie prace Gegenbaura i autora. W tylnej części lyssy wysepki chrząst- 
kowe zlewają się stopniowo z nieprzerwaną, spłaszczoną w kierunku 
grzbieto-brzusznym płytką (Fig. 6). Tkanka tłuszczowa i chrząstkowa 
otoczone są, jak powiedziano, spoistą, silną, łączno- tkankową osłoną, 
z której oddziela się pączek mniej spoistej ^słabiej się barwiącej) łącz- 
nej tkanki, biegnący w kierunku ku górze do języka (języka mięśnio- 
wego) i łączy się tu znów ze spoistą, grubo-włóknistą osłoną lączno- 
tkankową lyssy językowej, która to osłona ma taką samą hudowę 
jak torebka lyssy podjęzykowej. O połączeniu wzajemneni obu utwo- 
rów przekonywują nas skrawki poprzeczne z pełnej seryi, na których 
można widzieć związek wspomnianego pęczka z jednej strony z lyssą 
pod językową, z drugiej z językową (p. Fig. -4, 6). 

Lyssa językowa, która wygląda jako dosyć znaczny sznur po- 
dłużny, jakkolwiek o wiele mniejszy niż lyssa w podjęzyku, biegnie 
blizko dolnej powierzchni języka, odgraniczona od lyssy podjęzykowej 
przez warstwę luźnej włóknistej tkanki łącznej. Składa się ona z po- 
chewki zewnętrznej oraz z zawartości wewnętrznej, mianowicie luźnej 
tkanki łącznej, tkanki tłuszczowej oraz mięśniowej. Włókna mięśniowe 
(jak i we wszystkich innych przypadkach poprzecznie prążkow^ane) 
przebiegają w części podłużnie, w części łukowato (okrężnie). Ku ty- 
łowi średnica lyssy stopniowo się zmniejsza; organ staje się bogatszy 
w tkankę tłuszczową, ilość włókien mięśniowych staje się znacznie 
mniejsza, a pochewka zewnętrzna, otrzymująca tu budowę znacznie 
luźniejszą, przechodzi w wyżej wspomniany pęczek, łączący, jak po- 
wiedziano, lyssy językową z podjęzykową. 

Gdybyśmy teraz chcieli porównać stosunki, znalezione przez 
autora u psa i niektórych innych ssaków (np. kreta) z tymi, jakie au- 
tor wykazał w Perodicłicusy należałoby sobie wyobrazić, zdaniem au- 
tora, że u Perodicticua, u którego podjęzyk istnieje przez całe źycici 
oddział odpowiadający dolnej (częstokroć chrząstkami opatrzonej) czę- 
ści lyssy u psa, pozostał w podjęzyku, natomiast oddział, odpowiada- 
jący górnej, przeważnie mięśniowej części lyssy psa, przesunął się u Pe- 
rodiciicus do muskulatury języka, utworzywszy tu lyssę językową oraz 
septum linguae^ będące przedłużeniem pochewki lyssy. 

W tylnym końcu podjęzyka u Perodictictu, gdzie organ ten ści- 
śle jest zrośnięty z językiem mięśniowym, znajdujemy pod lyssą pod- 
językową dosyć znaczny, nieparzysty mięsień, złożony z wielu delika- 
tnych pęczków włókien podłużnych (Fig 6 m. n.), który w kierunku 
ku przodowi biegnie pod błoną śluzową dna jamy ustnej i prawdopo- 
dobnie przytwierdza się do spina mentaluf na wewnętrznej stronie 
przedniego kąta szczęki dolnej, ku tyłowi zaś stopniowo grubieje 
i przenika pomiędzy włókna mm. geniogloMi^ tak że dalej ku tyłowi 
włókna jego nie mogą już być odróżnione od włókien tych ostatnich 



15 



mięśni. Mięsień ten odpowiada bardzo prawdopodobnie mięśniowi, 
który według Henle^go i Bocbdaleka istnieje niekiedy w języku ludzkim 
jako t. z. Mu$cului loncitudinalii liiiguae inferior meditu (s. m. azygot) 
a który zaczyna się od tpina mmtalU i biegnie ku tyZowi, przenikając 
pomiędzy włókna mm. genioglośti. 

U Chiromys madoffotcarentis (Fig 9) znalazł auŁor również dobrze 
rozwiniętą lyssę, nie zauważoną przez innych autorów, którzy opisali 
podjęzyk u tego malpoz wierzą (Owen, C. Gegeubaur). Lyssa ta (Fig. 
10—16) biegnie na granicy języka i podjęzyka, w płaszczyźnie 
środkowej , jako obły utwór podłużny, znacznych stosunkowo wy- 
miarów. Składa się on ze spoistej, lecz stosunkowo niezbyt grubej 
osłony, utworzonej z grubowlóknistej tkanki łącznej oraz z zawartości 
wewnętrznej. W skład tej ostatniej wchodzi luźna włóknista tkanka 
łączna, tkanka tłuszczowa oraz włókna mięśniowe, podłużnie, poprze- 
cznie i łukowato (okrężnie) biegnące. W pobliżu przedniego końca ję- 
zyka (Fig. 10) teptum linguae tworzy bezpośrednie przedłużenie osłony 
lyssy, przyczem tutaj poprzeczne włókna mięśniowe języka przytwier- 
dzają się nietylko do przegrody, lecz i do górnej części osłony lyssy, 
co stanowi nowy dowód, że teptum linguae i lyssa są tylko wyróżnio- 
nemi częściami jednego pierwotnego utworu. Dalej ku tyłowi teptum 
jest już zupełnie oddzielone od lyssy. 

U lisa {CtmU vulpe») znajdujemy bardzo silnie rozwiniętą 
lyssę; stosunek jej średnicy do grubości języka widoczny jest z Fig. 
20. Tworzy ona obły sznur, i tylko w tylnej części jest spłaszczona 
z boków (Fig. 23). Ze względu na budowę przypomina ona lyssę 
u kota; nie zawiera wysepek chrząstki i składa się z silnej, grubo- 
wlóknistej osłony lącznotkankowej oraz z tłuszczowej zawartości. 
Środkiem łysy biegnie wewnętrzna osłona łączno- tkankowa, która ró- 
wnież ogranicza zawartość z tkanki tłuszczowej i zastępuje prawdopo- 
dobnie miejsce części szkieletowej, zanikłej w biegu rozwoju rodo- 
wego. W środkowym oddziale lyssy ciągną się w górnej jej polowie 
poprzeczne włókna mięśniowe (Fig, 21); w oddziale przednim i tylnym 
niema ich zupełnie. 

Zasługuje na uwagę, że z przodu w jednej trzeciej długości 
lyssy mm, trannertalea linguae przytwierdzają się tylko do jej osłony, 
mianowicie do grzbietowej jej części. W środkowej jednej trzeciej tep- 
<um linguae połączone jest bardzo luźno z osłoną lyssy, przyczem 
wm. tran»veracUe« przytwierdzają się już tylko do przegrody. Wreszcie 
w tylnej trzeciej części $eptum jest już zupełnie oddzielone od lyssy 
i służy również wyłącznie za przyczep mięśni poprzecznych (Fig. 22). 
Najbardziej tylny, z boków spłaszczony oddział lyssy zawiera we- 
wnątrz tkanki tłuszczowej torebkę łączno-tkankową podzieloną poprze- 
cznemi przegródkami na kilka piętr, również wypełnionych tkanką tłu- 



16 



szczową (Fig. 23). Jest to bezpośrednie przedłużenie oWego ulworir 
iączno-tkankowo-tłuszczowego, który widzieliśmy w poprzednich i środ- 
kowych częściach lyssy. Jako stopniowo coraz cieńszy sznurek, ciągnie- 
się końcowa część lyssy aż do trzonu kości gnykowej. 

Stosunki znalezione u ryjówki {Sorex fodient) przypominają 
te, jakie istnieją, według dawniejszych badań autora, u kreta. Tutaj 
jednak bardzo wielka, mocną osłoną zewnętrzną opatrzona lyssa, nie 
zawiera żadnych elementów chrząstkowych, lecz tylko włóknistą łą- 
czną tkankę tłuszczową oraz włókna mięśniowe (Fig. 17, 18). Te osta- 
tnie biegną w części podłużnie, w części łukowato (okrężnie). 1 tu 
także w najbardziej przednim oddziale lyssy daje się widzieć bezpo- 
średnie przejście jej osłony w przegrodę językową (septum linguae), 
W środkowym i tylnym oddziale nie istnieje już ten związek. Jak 
i w innych przypadkach, lyssa zaczyna się od wierzchołka języka, 
zachowuje ona wyżej opisaną budowę w dwóch trzecich swego prze- 
biegu, w tylnej trzeciej części ilość włókien mięśniowych wydatnie się 
zwiększa, natomiast ilość tkanki tłuszczowej zmniejsza się, a tak sto- 
pniowo cały utwór przekształca się w ciało mięśniowe, złożone po 
większej części z podłużnych włókien mięśniowych, a tylko z małej 
ilości łukowato biegnących (okrężnych). (Fig. 19). U niedźwiedzia {Ur- 
»ua areioi) stosunki są w części podobne do tych, jakie istnieją u psa 
(Fig. 23, 29). 

Wielka lyssa, istniejąca w języku łuskowca {Manis gigaa) wy- 
kazuje pewne swoiste stosunki budowy. W przedniej okolicy języka 
jest ona potężnym, obłym sznurem, opatrzonym silną, grubowłóknista 
osłoną zewnętrzną i zawierającym wewnątrz liczne, delikatne, podłużne 
pęczki włókien mięśniowych, pomiędzy którymi znajdują się pęczki 
włóknistej tkanki łącznej, wybiegające ze środkpwego sznura łączno- 
tkankowego, w którym mieści się nieparzyste naczynie tętnicze (Fig. 
24, 25). W środkowym oddziale języka oddzielają się od osłony lyssy 
dwie błony łączno-tkankowe (t.'l.' i t."l." Fig. 26), służące za przyczep 
mm. tran8ver8alM linguae. A mianowicie, do górnej błony przyczepiają 
się właściwe włókna poprzeczne, do dolnej — szczególne mięśnie 
o przebiegu poprzeczno-łukowatyin (m. t), biegnące z każdej strony 
pomiędzy aeptum linguae^ które jest przedłużeniem dolnej błony, i obu 
wspomnianemi błonami i przytwierdzające się w części do wszystkich 
tych trzech utworów łącznotkankowych. 

W środkowym oddziale lyssy włókna mięśniowe tego organu 
biegną w górnej jego połowie w kierunku poprzecznym, w dolnym 
w podłużnym. 

Ku tyłowi tak osłona lyssy jaTco też muskulatura jej ulegają 
stopniowemu zanikowi; powyżej i poniżej lyssy zachowuje sie przytem 
jeszcze na dosyć znacznej przestrzeni mała przegroda językowa: górna 



E 



^ 469562 



1 1 



i dolna, z których pierwsza jest produktem górnej błony, dolna — 
dolnej (Fig. 27). Układ włókien mięśniowych języka poprzeczno-Zuko- 
watych gubi się ku tyłowi pomiędzy włóknami mm. genioffloni, 
w miarę jak jednocześnie zanikają takie obie przegrody wyżej wspo- 
mniane. 

U młodego egzemplarza goryla {OariUa giną) znalazł autor 
bardzo dobrze rozwinięte : plica mediana i fimbriae na dolnej powierz- 
chni języka; lyssy brak, tepium linguae bardzo słabo rozwinięte 
i o budowie blaszkowatej, a nie torebkowatej. 



>-<3^-«- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w Krakowie, 1898. — Drukarnia (Jniwersyteta JagleUońBkiego. 



■<^ /I-I ■ 

L Soc -ilSI. iORO (,św'-i^ 



AKADEMIA UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE. 



SPRAWOZDANIA 

X Czynności i posiedzeń. 



ROK 1899. 



KRAKÓW. 

NAKŁADEM AKADEMII UMIEIĘTNOŚCI. 

SKŁAD OŁiwNY W KBIKOAHNI SPÓŁKI W YUAW.IICZRJ HO 

1899. 



OCT 1 3 19// 



"A 



^^i7r/,M.9a [jm). 



[ 



Krkk«n, 18SS. 



TREŚĆ. 



I. Wydział filologiczny. 

Strana 

Posiedzenie dnia 9 stycznia 1899 r. Nr. 1 3 

L. Sternbach. Studia critica in Georg^inm Pisidam. Pan I: De 
Pisidae apad Theophanem aliosąae historicos reliqaiiB (str. 3). 

Posiedzenie dnia 13 lutego 1899 r. Nr. 2 3 

A. Bruckner. Spuścizna rękopiśmienna po Wacławie Potockim. 
Część II. (str. 3. — St. Ciszewski. Bajka o Midasowych 
uszach, studyum z literatury ludowej, (str. 5). — Sprawo- 
zdanie z posiedzenia Komisyi historyi sztuki z dnia 
26 stycznia 1899 r. (str. 7). 

Posiedzenie dnia 13 marca 1899 r. Nr. 3 2 

Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi językowej z dnia 13 
marca 1899 r. (str. 2). — Sprawozdanie z posiedzenia Ko- 
misyi historyi sztuki z dnia 23 lutego 1899 r. (str. 2). 

Posiedzenie dnia 17 kwietnia 1899 r. Nr. 4 2 

J. Tretiak. Studya nad Puszkinem i jego stosunkiem do Mickie- 
wicza. Cz. I. (str. 2). — R. Zaw i liński. O wpływie języka 
słowackiego na polskie gwary góralskie (str. 3). — Sprawo- 
zdanie z posiedzenia Komisyi historyi sztuki z dnia 
23 marca 1899 r. (str. 4). — Sprawozdanie z posiedzenia 
Komisyi historyi literatury i oświaty z dnia 14: 
kwietnia 1899 r. (str. 6). 

Posiedzenie dnia 15 maja 1899 r. Nr. 5 . . 3 

z. Gelichowski. O polskich indeksach ksi^ zakazanych (str. 
3). — M. K a w c z y ń s k i. Zycie Apulej usza Platonika z Ma- 
daury (str. 4e). — Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi hi- 
storyi sztuki z dnia 29 kwietnia 1899 r. (str. 5). 



IV 



Strona 

Posiedzenie dnia 12 czerwca 1899 r. Nr. 6 2 

L. Sternbach. Stadia critica in Georgiam Pisidam. Pars II: de 
Pisidae reliąmis apad Saidam ser^atis (str. 2). — Sprawo- 
zdanie z posiedzenia Komisji historyi sztuki z dnia 
27 maja 1899 r. (str. 4). 

Posiedzenie dnia 3 lipca 1899 r. Nr. 7 . . 5 

H. Łopaciński. Glosarynsz łacińsko-polski z r. 1471 (str. 5). — 
P. Bieńkowski. O dwóch amforach attyckich w Mazenm 
archeolog^cznem w Madrycie (str. 6). — J. Rozwadowski. 
Qaaestionum grammatic^rąiii |itqae etymolog^camm series 
altera (str. 7). — Sprawozdanie z posiedzenia Komisji 
historyi sztnki z dnia 23 czerwca i 13 lipca 1899 r. 
(str. 8). 

Posiedzenie dnia 17 październik. 1899 r. Nr. 8 3 

A. Briickner. Apokryfy średniowieczne. Cześć pierwsza (str. 3). — 
M. Kawczyński. O pismach oratorskich i filozoficznych 
Apalejnsza Platończyka z Madaary (str. 5). 

Posiedzenie dnia 13 listopada 1899 r. Nr. 9 2 

J. Tretiak. Stadya nad Paszkinem i jego stosunkiem do Mickie- 
wicza. Cz. II. (str. 2). — T. M a n d y b u r. Mitologia grecka 
w dyalogach Lnkiana (str. 4). — Sprawozdanie z posiedzenia 
Komisyi iiteraokiej z dnia 28 października 1899 r. 

(str. 5). 

Posiedzenie dnia U grudnia 1899 r. Nr. 10 3 

M. Kawczyński. O Metamorfozach Apulejusza, czyli o „Złotym 
Ośle" (str. 3). — S. Zdziarski. O genezie Ballad i roman- 
sów Stefana Witwickiego (str. 4). — Sprawozdanie z posie- 
dzenia Komisyi językowej z dnia 12 grudnia 1899 r. 
(str. 5). -r- Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki z d^ia 23 listopada 1899 r. (str. 6). 

II. Wydział historyczEo-fllozoflwwny. 

Posiedzenie dnia 16 stycznia 1899 r. Nr. 1 4 

Fr. Piekosiński. O źródłach heraldyki jaskiej (str. Ł). — Spra- 
wozdanie z posiedzenia Komisyi historycznej z dnia 
16 grudnia 1898 r. (str. 6). 

Posiedzenie dnia 20 lutego 1899 r. Nr, 2 . 9 



Strona 

Posiedzenie dnia^O ijiarca 1899 r. Nr. 3 . 4 

Fr. Piekosińaki. Stndya namizmatjcsne (atr. 4r). — K. Pot- 
ka ńs ki. ^jkjidya 9iid ^V wiekiem. I. Jj^cmfiskata majątków 
Jaaa i Mikołaja s Kębłowa 133^ roku. U. Piotr Wydiga, 
9t»ros(a aą^eeki, i ąaprowadsenie Litwinów 1376 r. 111. 
3k»i^gi 99(ls^tj O^algpoUkiej na Kazimierza W. o niepra- 
wiay sabór mąją^ów (str. 6). 

Posiedzenie dnia 24 kwietnia 1899 r. Nr. 4 6 

w. Kętrzyński. O Słowianach mieszkających niegdyś miedzy 
Renem a Łabą, Salą i czeską granicą (str. 6). — A. Pro- 
chaska. Uwagi krytyczne o klęsce warneńskiej (str. 14). 

Posiedzenie dnia 23 maja 1899 r. Nr. 5 . . 7 

T. Wojciechowski. Kościół katedralny w Krakowie (str. 7). 

Posiedzenie dnia 19 czerwca 1899 r. Nr. 6 6 

Fr. Pieko«iński. Statnt litewski, ezęitó I : dzieje trceeh redakoyj 
(str. 6). — K. Potkański. Stadya nad XIV wiekiem. 1. 
Walka o Po^nitń. ii. Domniemana zdrada Wincentego z Sza- 
motał (str. 7). 

Posiedzenie dnia 7 lipca 1899 r. Nr. 7 . . 12 

St. Kętrzyński. Kazimierz Odnowiciel (1034—1058) (str. 12). — 
W. Czermak. O. Walery an Magni i jego rola polityczna 
w Polsce (str. 14). 

Posiedzenie dnia 16 październ. 1899 r. Nr. 8 7 
Posiedzenie dnia 20 listopada 1899 r. Nr. 9 6 

Wł. Chotkowski ks. Ze studyów w archiwum ministerstwa wy- 
znań i oftwiaty w Wiednia do historyi klasztorów w Gali- 
cyi (str. 6). 

Posiedzenie dnia 18 grudnia 1899 r. Nr. 10 8 

Fr. Papee. Litwa w ostatniem dwunastolecia Kazimierza Jagiel- 
lończyka (str. 8). — F. Pi ek osiński. Wiece, sejmiki,'sejmy 
i przywileje ziemskie w Polsce wieków średnich (str. 12). 

III. Wydział iiiatematycznoprzyrodiiiczy. 

Posiedzenie dnia 2 stycznia 1899 r. Nr. 1 . 7 

J. Rostafiński. O mąka (Paparer somniferum L.) i jego ho- 
dowli w Polsce (str. 7). — Sprawozdanie z posiedzenia Ko- 



VI 



StroBA 



tniBji antropologicznej z dnia 10 grudnia 1898 r. 

(str. 8). 

Posiedzenie dnia 6 lutego 1899 r. Nr. 2 . . 9 

H. Hoyer. O zachowania się jąder podczas konjugacyi wymoczka 
Colpidinm colpoda St. (str. 9). — S. Kępiński. O całkach 
rozwiązań równań różniczkowych z sobą sprzężonych, rzędu 
2-go, posiadających trzy punkty osobliwe (str. 10). — K. 
Żórawski. O zbieżności szeregów odwracających (str. 
11). — Tenże. Przyczynek do geometry! nieskończenie ma- 
łych przekształceń (str. 11).— T. Garbowaki. Z histolo- 
gii i fizyologii Gastread (str. 11). 

Posiedzenie dnia 6 marca 1899 r. Nr. 3 . . 8 

A. Wróblewski. O soku wyciśniętym z drożdży (str. 8). — N. 
Cybulski i M. Kirkor. O przewodzeniu stanu czynnego 
przez zwoje między kręgowe i o odruohowem wahaniu wste- 
cznem prądu spoczynkowego (str. 8). — S. Gólski. Doj- 
rzewanie i zapłodnienie jajka u Ascidii^Gionia intestinalis 
F. (str. 10). — J. Sosnowski. Studya nad zmianami geo- 
tropizmu u „Paramaecium aurelia** (str. 11). — WI. Kul- 
czyński. Arachnoidea opera Rev. E. Schmitz collecta in 
insulis Maderianis et in insulis Selvages dictis (str. 12). — 
A. Witkowski. O prędkości głosu w powietrzu zgęszczo- 
nem (str. 13). 

Posiedzenie dnia 10 kwietnia 1899 r. Nr. 4. 16 

St. J. T h u'g'u 1 1. O^zeagonicie ,' nowym produkcie wietrzenia ne- 
felinu (str. 16). — M. P. Rudzki. Odkształcanie się ziemi 
pod ciężarem wielkich lodowców (str. 17). — Sprawozdanie 
z posiedzenia administracyjnego Komisyi fizyografi- 
cznej z dnia 27 marca 1899 r. (str. 18). 

Posiedzenie dnia 1 maja 1899 r. Nr. 5 . . 10 

S. Niementowski. O nowych rodzajach anhydrozwiązków (str. 
10). — W. Syniewski. O budowie skrobi 1. (str. 10). — 
A. Bochenek. O dojrzewaniu i zapłodnieniu jaja u Aply- 
sii (str. 11). 

Posiedzenie dnia 5 czerwca 1899 r. Nr. 6 . 8 

T. Br o wic z.* Krystalizowanie się hyaliny w komórce mięsaka 
(str. 8). — Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi antro- 
pologicznej z dnia 25 kwietnia 1899 r. (str. 10). — 
Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi fizyograficznej 
w dniu 18 maja 1899 r. (str. 11). 



VII 



strona 

Posiedzenie dnia 10 lipca 1899 r. Nr. 7 . . 10 

A. Wyczółkowska. O illnzyach optycznych (str. 16). — A. Bo- 
chenek. 1. Dro^ nerwowe przedmóidia salamandry pla- 
mistej. 2. O nnemńeniu splotów naczyniowych mózgu żaby 
(str. 18). — WI. Natanson. O termokinetycznych własno- 
ściach roztworów, część II. (str. 19). — T. Browicz. Po- 
chłanianie krwinek czerwonych przez komórkę wątrobną 
i stąd powstać mogące obrazy w tej komórce (str. 19). — 
Tenże. Drogi odżywcze w komórce wątrobnej oraz zesta- 
wienie wyników badań nad komórką wątrobną, ogłoszonych 
przez siebie w pablikacyach Akademii od r. 1897 (str. 20). — 
M. P. Rudzki. O kształcie fali sprężystej w pokładach 
ziemskich. iV. studyum z teoryi trzęsień ziemi (str. 21). — 
K. Rogóyski. O deuitryfikacyi i o rozkładzie odchodów 
zwierzęcych w ziemi (str. 21). 

Posiedzenie dnia 27 listopada 1899 r. Nr. 9 9 

S. Tołłoczko. Chlorek antymonawy w zastosowaniu do kryosko- 
pii (str. 9). — M. P. Rudzki. Dalsze badania^nad odkształ- 
ceniem ziemi. Wpływ ciężaru wielkich lodowców^(str. 10). — 
W. Beiss. O rozwoju naskórka w pierwszych miesiącach 
życia płodowego, ze szczególnem uwzględnieniem warstwy 
Malpighiego (str. 10). — S. Niemczycki. O trzech nor- 
malnych butyl otoluolach (str. 11). — L. BrunneriS. Toł- 
łoczko. O szybkości tworzenia się estrów w chlorku ben- 
zoilowego i alkoholi tłuszczowych (str. 12). — K. Hoyer. 
O budowie i podziale komórek mięśnia sercowego (str. 12). 

Posiedzenie dnia 4 grudnia 1899 r. Nr. 10 13 

w. Heinrich. O stałości wrażenia zaledwie spostrzegalnego przy 
użyciu tonów stałych (str. 13). — M. Siedlecki. O rozwoju 
płciowym gregariny Monocystis ascidiae R. Lank (str. 14). — 
N. Cybulski i J. Sosnowski. Gzy istnieje związek mię- 
dzy wahaniem [wstecznem i stanem czynnymj nerwu (str. 
15). — Sprawozdanie z posiedzenia Komisyi antropolo- 
gicznej z dnia 13 czerwca 1899 r. (str. 15). 



i3C>-<- 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KKAKOWIE 

wydawane 
pod redakcjr^ Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania s posiedzeń i czynnoici Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą 
z końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prennmerata wynosi 
w Krakowie : 1 fl. 50 kr. , — w Austryi 1 fl. 80 kr. , — za granleą w obrąbie związku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 

Skład główny w kilęgarnt Spółki wydawniesej w Krakowie. 

Tom III. Kwiecień 1898. Nr. 4. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania ■ posiedzeń: /. PotU' 
dzenie Wydziału filologicznego dnia 19 Kwietnia : Zmiana pierwotnego 
planu i tytułu Grażyny Mickiewicza przez J. Tretiaka. — O nowo 
odkrytych poematach Bakchylidesa przez L. Ćwiklińskiego. — 
//. Posiedzenie Wydziału hittoryezno^filazoficznego dnia 18 Kwietnia: 
Goście polscy na soborze konstancyjskim przez Fr. Piekosiń* 
8 k i e g o. — Przegl^ spornych kwestyj najdawniejszej polskiej hi- 
storyi: I. Lechici. U. Piast przez K. Potkańskiego. — 7/7. Posie- 
dzenia Wydziału matematyczno-przyrodniczego dnia 4 i 25 Ktoieinia: 
O zjawiskach krystalizacyi w komórce wątrobnej przez T. Bro wi- 
eź a. — O pewnem zjawisku podobnem do dyspersyi optycznej przez 
M. Rudzkiego. — O istocie chemicznej fermentów amylolytycznych 
przez A. Wróblewskiego. -- O wyrastaniu ostatniego zęba trzono- 
wego w dolnej szczęce niedźwiedzia jaskiniowogo (Ursus spelaeus) przez 
E, Niezabitowskiego. — O fermentacyi mleka pod wpływem 
lasecznika f,Baeillu8 butyricus Hueppe*^ przez W. Jaworskiego. — 
O lokalizacyi dróg dośrodkowych (czuciowych) w rdzeniu pacierzowym 
psa i królika w wysokości górnej części lędźwiowej i dolnej piersiowej 
oraz Badania nad anatomią i czynnością szarej substancyi przez G. B i- 
kelesa. — Posiedzenie Komisyi fizyograficznej z dnia 17 Marca 
1898. — Posiedzenie Komisyi antropologicznej z dnia HO Marca 
1898. — O śródnaczyniowych komórkach w włoskowatych krwiono- 
śnych naczyniach zrazików wątroby przez T. Bro w icza. — O wpły- 
wie ruchu na zmiany stanu skupienia, część druga przez W. Natan- 
80 na. 



BIBLIOGRAFIA. 

W miesiącu Kwietniu opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii: 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny- 
Serya 11, tom KII, ogólnego zbioru tom dwadziesty siódmy, lex. 
8-0, str. 399. Cena 5 zlr. 

Treść: Cyryl Studziński; Geneza poetycznych utworów 
Markiana Szaszkiewicza (str. 1—40). Bronisław Kruczkie- 
wicz: Royzyusz, jego żywot i pisma (str. 41—182). Karol 
Potkański: Lachowie i Lechici (str. 188 — 256). Aleksander 
Bruckner: Spuścizna rękopiśmienna po Wacławie Potockim 
(str. 257—375). Petrus Passowicz: De Flori codice Craco- 
viensi (str. 376—399). 

K. Estreicher: Bibliografia polska. Częśó III, tom Y, lit. E. F. 
(ogólnego zbioru tom XVI), 8-0, str. 377 i XXXIV. 

Odbitki z Rozpraw: 

A. Briicknor: Spuścizna rękopiśmienna po Wacławie Potockim, 8-o, 
str. 119. Cena 85 kr. 

W. Kętrzyński: Przyczynki do historyi Piasto wiczó w i Polski Pia- 
stowskiej. 8-0, str. 39. Cena 3ó kr. 

P. Passowicz: De Flori codice CracoYiensi, 8- o, str. 24. Cena 25 kr. 

Odbitka z Archiwum Komisyi historycznej (tom YIII): 

Fr. Papee: Wiadomość o archiwach węgierskich i materyaie ich do 
dziejów polskich w drugiej połowie XV wieku, 8-o, str. 29. 
Cena 20 kr. 

>-55>-< 

SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydzi^ fii^^lo^iczny. 



Posiedzenie dnia 19 Kwietnia 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. J. Treiiak przedstawia lre.4ć swej pracy p. t. : 

^Zmiana pierwotnego planu i łt/htłit Orazyny Mickieivicza^ . 

Aulor oznajmia naprzód, źn praca jego opiera się przedewszyst- 
kiem na porównaniu autografu ^Grażyny", który się zachował i jest 



•drukowmiy w PamięŁntkti Tow. im. Ad. Mkslctewłcza (T. fil 21b i nast.) 
z ostateczną jej redalceyą. W tym autografie Gtadyna nosi imię Ka- 
ry ny, Łttawor MizwKnj Korybiitnn, a miejwni Wtt«lda zaj^mofe Kiej- 
stut; ca^ zaś poemat nosi tytuł: „Kcnrybat, kaiąźę NowogrMka — 
pooma z dzieijów Ltt^y*'. Że Kory but, książę nowogrodzki jest fK>stacią 
iiistoryczną, a jego stosunek do Kiejstuta i Witolda w latach 1381 
i 1H93 taki, jak jest przedstawiony u Stryj ko wskiego (ks. XiU i XIV) 
-odzwierciedla się dotć wyraźnie w »€hraiyiiie« w stCKSunku Litamrom 
do Witolda, to wskazał jnŁ dr. W. Brucbnalski w rozprawie swojej 
p. t. »Gen«za Grażyny*. (Sprawozdanie Zakikula nar. im. Ossolińskich 
1889). Autor idzie dalej i zadaje sobie pytania których dr. Bruchitalski 
tiie stawiał: dlaczego poeta odstąpił od na^w pierwotnie nadanych 
postaciom swego poematu i dlacsego zmienił tytuł? 

W początkowym planie poeta chciał widocznie trzymać się bh» 
iej historyi. Z tytułu widać, ie kładł nacisk na historyczno- swej 
powieści: dlatego nazwał ją >poema z dziejów Litwy«, dlatego tytuł 
wziął od imienia Korybuta, postaci historycznej, pomimo, że Gradbyna, 
nosząca imię Karyny, miała mieć tę samą rolę, co później, miała być 
główną postacią, wyobrazicielką idei poematu. Obok tego chciał poeta 
uświetnić w poemacie miasto rodzinne, które mu było drogie, którego 
tradycye historyczne splotły się najsilniej ze wspomnieniami dzieeiA*> 
stwa; dlatego Nowogródek obrał za tło swojej powieści. Mogła być 
inna jeszcze pobudka: Mickiewicss twoi*zęc coś nawet wyłącznie z fan- 
ta^yi, lubił mieć zawsze jakiś punkt oparcia w rzeczywistości, a takim 
punktem oparcia w tym ra^ie był krajobraz Nowogródka i okolicy. 
Znalaaiłszy Korybuta w Stryjkowskim, miał on i punkt oparcia w hi- 
storyi, potrzebny dla głównej idei vr powieści, poświęcenia Karyny, 
i wszystko skladakrby się dobrzo', gdyby ten Nowogródek, w którym 
3)anował Korybut, był tym Nowogródkiem, który poeta chciał uświe- 
tnić w poezyi. Ale to był Nowogródek albo raczej Nowogród siewier- 
ski, nie w okolicach Niemna, ale daleko sd za Dnieprem leśąey. Stryj- 
kowski nazywa go ^tNowogródek**, ale dodaje wyraźnie słowo „sie- 
wierski^. Gzy poeta przeoeaył to słowo, czy też wystarczało mu 
podobieństwo nazwy, aby Nowogród siewierski nastąpić swoim Nowo- 
gródkiem^ to tylko pewtiai ie od samego początku, swojego Korybuta 
osadza na Nowogródku litewskim. Świadczy o tern tak wiersz B8 
Grażyny, jak jeszcze bsrdziej wfersze 1^ i 120, które bez zmiany 
przeszły z autografu do -druku. Było więc -w poemacie umyślne czy 
nicuinyślno qm pra quo historyczne albo raczej geograficzno, które 
poeta w ciągu pisania poematu postanowił ii«un«ć. Ate tu stanęfy do 
wnliti z sobą wymagania s<»rca i wymagania literackie. Trzeba było 
«lho poświęcić Nowogródek litcwstcr, ratując btstoryozność, albo po- 
^mfcić histoFpyczność din pozostania przy ukochanym Nowogródku. 

1* 



Poeta wybrał ostatnią alternatywę, a następstwem tego było, że histo- 
rycznego Kory buta zamienił na fikcyjnego Lita wora. 

Następnie autor objaśnia, dlaczego Karyna zamieniła się na Gra- 
żynę i dlaczego to ostatnie imię obrał poeta za tytuł dla poematu. 
Rola bohaterki, jak to z autografu widać, była w pierwotnym planie 
mniej rozwiniętą, jej kobiecość mniej uwydatniona, jej nadzwyczajny 
czyn mniej uzasadniony. Widać to z tego, że ów piękny obraz, w któ- 
rym się budzi i dojrzewa w księżnej bohaterski zamiar, umieścił poeta 
w autografie zaraz po pierwszej rozmowie z Rymwidem. Nie miał więc 
jeszcze wtedy w planie kilku scen, oddzielających dzisiaj dwa wyżej 
wymienione ustępy, a w których się uwydatnia przy bohaterskiem sercu 
pewna nieporadność i słabość fizyczna Grażyny. Karyna w pierwotnym 
planie miała być podobniejszą do Kamilli Wergilego, Kloryndy Tassa^ 
Żory Floriana i innych znanych poecie wzorów orężnych bohaterek. 
W scenach, później wprowadzonych do planu powieści, bohaterka na- 
biera więcej kobiecości, a w związku z tern zostaje zmiana imienia 
Karyny. Imię Karyna, jak to już dr. Bruchnalski zauważył, utworzone 
zapewne zostało z litewskiego »karauju» (walczę), podczas gdy imię^ 
Grażyna, jak to sam poeta ^^aznaczył, pochodziło od litewskiego >graża« 
(piękna). Otóż dla bohaterki nazwa walecznej, po zmianie, jaką do je} 
charakterystyki poeta wprowadził, nie była stosowną i dlatego poeta 
dobrał dla niej imię lepiej malujące jej kobiecość. Wprowadzenie zaś^ 
imienia Grażyny do tytułu nastąpiło wtedy, gdy powieść zrzekała się 
pretensyi do tytułu »poemat z dziejów Litwy*, gdy obie główne po- 
stacie poematu były już zarówno fikcyjnemi i gdy za tem pod każdym 
względem właściwiej było nadać powieści tytuł od imienia tej, która 
nad wszystkimi górowała bohaterstwem. 

W końcu autor objaśnia, dlaczego poeta wprowadził naprzód 
do powieści Kiejstuta, a potem zamienił to imię na Witolda. Obrawszy 
za bohatera powieści historycznej Korybuta, Mickiewicz miał do wy- 
boru : albo wprowadzić jego zatarg z Kiejstutem z r. 1381, albo zatarg 
z Witoldem z r. 1898. Pierwszy krótko jest podany u SŁryjkowskiego^ 
drugi rozwinięty. Przypuściwszy, że krótkość lepiej dogadzała poecie^ 
bo zostawiała więcej pola fantazyi, zawsze pozostaje pytanie, dlaczego 
wybrawszy z tych dwóch wielkich książąt Kiejstuta, dał mu przecież: 
charakterystykę, która daleko lepiej odpowiadała Witoldowi? Autor 
na to pytanie daje odpowiedź, że taka charakterystyka lepiej uzasa-^ 
dniała gniew Korybuta na Kiejstuta i jego zaciętość w nienawiści ka 
wielkiemu księciu; zwraca przytem uwagę na inny jeszcze wzgląd. 
Gdyby Mickiewicz obrał był Witolda i jego historyczny zatarg z Kory- 
butem, musiałby przenieść powieść swoją na tło chrzęści ańskie, nic 
mógłby opisywać obrzędów pogańskich, w szczególności obrzędu pale- 
nia ciała, którym się poemat kończy tak malowniczo. Więc Kiejstut 



albo raczej czasy Kiejstuta, czasy panowania pogaństwa na Litwie 
były mu potrzebne do tła malowniczego. Do postaci Kiejstuta ciągnęła 
też zapewne poetę i znana mu litewska piosnka o tym księciu. Gdy 
jednak w ciągu pisania »poemat z dziejów Litwyc zamienił się na 
> powieść litewską*, historyczny Korybut na fikcyjnego Litawora, gdy 
wskutek tego zatarg bohatera powieści z W. Ks. Litwy nie byt przy- 
wiązany do żaanej daty wyraźnej, — wówczas można było zastąpić 
Kiejstuta Witoldem tern łatwiej, że charakterystyka Kiejstuta w poe- 
macie odpowiadała jak najlepiej Witoldowi. 

Czł. L. Ćwikliński czyta rzecz: „O nowo odkrytych 
poematach Bakchylidesa^, 

Przed półtora mniej więcej rokiem rozeszła się wiadomość, że 
brytyjskie muzeum nabyło nowy stcarb papyrusowy, wynaleziony w gro- 
bie egipskim — rękopis zawierający poezye Bakchylidesa , z których 
posiadaliśmy dotychczas tylko kilkadziesiąt nieznacznych przeważnie 
ułamków. Wcześnie, bo już w końcu r. 1897 pojawiło się pierwsze 
wydanie, dokonane z wzorową starannością przez niestrudzonego G. 
F. Kenyona, któremu również zawdzięczamy pierwsze edycye innych 
nowo pozyskanych zabytków literatury greckiej, jakoto dziełka Arysto- 
telesowego o konstytucyi Aten, pieśni Herondasa i t. d. Arabowie po- 
darli byli odnaleziony rękopis na drobne kawałki; było ich razem 200, 
gdy się dostały do brytyjskiego muzeum. Wydawca potrafił je złożyć 
w trzy wielkie całości; pozostało jeszcze 40 maleńkich skrawków, któ- 
rych część pewną dalszym zabiegom uczonych powiedzie się może 
jeszcze doczepić do owych większych. Uzyskaliśmy tym sposobem około 
1200 wierszy, między nimi 1100 przechowanych zupełnie dobrze, lub 
tak przynajmniej, że je z zupełną pewnością uzupełnić można. Kenyo- 
nowi dopomagało w pracy kilku angielskich uczonych, prócz kilku 
innych znakomici filologowie Sandys, Palmer i Jebb, z niemieckich 
uczonych Fryderyk Blass. 

Wiersze przechowane składają się na 20 utworów poetycznych, 
te zaś są w części mniej lub więcej zupełne, w części brak im począ- 
tku lub końca, zdarzają się też znaczne braki w środku. 14 pieśni na- 
leży do klasy t. zw. epinikiów, resztę zaś stanowią pieśni chórowe 
różnego rodzaju. 

Ile wynosiła całkowita spuścizna literacka Bakchylidesa, zebrana 
przez aleksandryjskich gramatyków, niepodobna dokładnie oznaczyć. 
Cytują epinikia. dytyramby, hymny, peany, parthenia, prosodia, hypor- 
<;hemata, skolia. Jeżeli każdy z tych działów obejmował jedną księgę, 
mniej więcej po 1200 w., natenczas przypuszczaćby można, że otrzy- 
maliśmy teraz w przybliżeniu ósmą część spuścizny Bakchylidesowej. 
Rzecz niepewna, <;zy papyrus brytyjskiego muzeum jest kopią pewnej 



6 



caęści afivp«kie90 wydaftia BakefayłUksa, czy ted zbiofeni wybrdDyd» 
ttiworów tego poety. Być onoie, śe od kok. Mi& (utwór XV) rozpoc^zyiut 
tię drugi zwój, że w pmwszym mieściły się same etpimkia, w drugin 
inne pieśni ehóroi««, nazwaoe m(de ogjóln^ nuwą dyŁymmbów, eho- 
ci«ż nie wszystkie ponieszczooe w tym dziale utwory są dyŁ^nrambauai 
w ścisłym tego słowa anaezeaiu. W tym drugim da&iale uporządkowane 
•ą utwory wediug alfabetycznego porządku tytułów. 

Mi^zy 14 epinikiani (razem około 900 wierszy) znajduje sie 
kilka pieśni małych rozmiarów (1 sir., lul) 1 str. i przynateina antistr., 
lub] 1 str., antistr. i epodos), jakoto II, VI i VII ; w piosenkach tych 
poeta stawi zwycięstwo najbliższych rodaków^ zwycięzców pochodzą- 
cych z Keos, gdzie też i sam ujrzał światło dzienne, a raczej szle im 
flłowa pozdrowienia i radości : w ii. Argeiosowi (nie Melasowi), w VI. i VIL 
Lacbonowi. Króciuchną jeat także pieśń na cześć zwyeięstwa, które Hiero, 
władca syrakuzański, odniósł w igrzyskach pttyjakich w r. 470. Podo- 
bnych piosenek mniej spotykamy u Findara; porównano je słuazaie 
z wyrobami drobnego przemysłu artystycznego. 

Do większych epinikiów należy pieśń I, poświęcona Argeiosowi (aie 
Mełaaowi); na nieszczęśeie otrzymaliśmy jeno znaczny z niej urywek, 
część końcową, wierszy 4^ ; reszta zniszczała — czego żałować trzełta,. 
bo oda należała niezawodnie do najświetniejszych. Najwięcej zajęcia 
budzą z pomiędzy epinikiów obszerne ody V i III, obie skomponowane 
na cześć Hierona: tamta w r. 476 z powodu zwycięstwa, które znako- 
mity wierzchowiec ąjednał Hieronowi w Olimpii (zwycięstwo to sławi 
także Pindar w I. olimpijskiej odzie) — ta (t. j. ill. oda) w r. -468,. 
kiedy Hiero odniósł zwycięstwo w Olimpii czterokonnym zaprzęgiem. 
Bakchyiides napisał tę pieśń w Syrakuzach, powołany na dwór Hie- 
rona, który gromadził około aiebie poetyczne talenty. Bawił tam przez 
czas niejaki Pindar, bawił równie genialny Simonides, wuj Bakch>li- 
desa, który niezawodnie siostrzeńca wtajemniczył w sztukę wierszo- 
wania, utorował mu wstęp do możnych gmin i dworów arystokraty- 
cznych. 

Z Pindarem Bakchyiides rywalizował kilkakrotnie — po raz 
pierwszy, jak się zdaje, już w r. 48H lub 481 (por. Bakcb. XIII i Pind. 
Nem. V), następnie w r. 476 (por. Bakchyl. II i Pind. 01. I), i w r. 
470 (por. Bakch. IV i Pind. Pyth. I). W r. 468, kiedy Bakchyiides 
układał w Syrakuzach odę Ul, Pindara już od lat kilku w Syrakuzach 
nie było. W rok później ^r. 467) Hiero zeszedł z tego świata. Bakchy- 
iides opuścił zapewne wkrótce potem Sycylię, wrócił do kraju macie- 
rzystego, ale w rodzinne m Keos mieszkać mu nie pozwolono, przeby- 
wał więc w Peloponezie. Kiedy życia dokonał, niewiadomo. 

Większe pieśni zwycięskie Bakchylidesa podobne są do ód Pin- 
dara pod względem treści i układu — bo tak jeden jak drugi trzymał 



się urobionych i arlysŁycznie wydoskonalonych form i zwyczajów. Ale 
są między epinikiami jednego a drugi(*go różnice znaczne pod wzglę- 
dem nastroju poetycznego i tonu, barwy i dykcyi. 

Jak w odach Pindara, tak samo w epinikiach Bakchylidesa zaj- 
muje główną część poematu liryczno-epiczne opowiadanie- Jest ono 
zwykle luźnie związane z osobą zwycięzcy i zwycięstwem, które poeta 
sławi. 1 Łak w V odzie Bakchylidesa spotykamy rodzaj nekyi — pieśń 
o spotkaniu Herkulesa z Meleagrem w podziemiu, pieśń petną sity, 
zabarwioną pesymistycznie. Odczytawszy poetyczny przekład pieśni, 
prelegent dorzucił kilka uwag o jej znaczeniu i wartości. Trzecią odę 
zapełnia prawie całkowicie legenda o Krezusie, dość ściśle powiązana 
z osobą opiewaną, władcą Hieronero, który równie jak Krezus hojne 
słał dary delfijskiemu bogu. Bakchylides w ustępie tym — który pre- 
legent również odczytał w przekładzie — podaje wersyą zajmującą 
legendy, która tak wcześnie otoczyła postać lidyjskiego króla; czerpał 
on zapewne z poematu epicznego, napisanego w Delfach przez kapła- 
nów. W innej odzie (Xl) B. opowiada historyę córek Proitosa, jeszcze 
w innej iXIll) walki Ajasa przy okrętach w Troi. 

Aczkolwiek dział pieśni chórowych, zwanych epinikiami, lepiej 
nam jest znany, aniżeli inne rodzaje liryki chórowej greckiej, dzięki 
przechowanym odom Pindara — mimoto Bakchylidesowe epinikia £ą 
dla filologów darem nader pożądanym: odsłaniają nam jedną stronę 
poetyckiego talentu samego autora, przyczyniają się do lepszego oce- 
nienia ód Pindarowych, mogą służyć do dokładniejszego poznania bu- 
dowy epinikiów w ogóle, nastręczają wreszcie sporo materyału dla ró- 
żnych zagadnień językowych i metrycznych. Osobliwie zaś zyskują 
na tern odkryciu badania archeologiczne i mitologiczne, albowiem epi- 
nikia obfitują w mity. a poeta podaje tę formę tradycyi, która w jego 
epoce była najwięcej rozpowszechniona, i tradycyi nie przekształca. 

Większą jeszcze obfitość mitów znajdujemy w owych sześciu 
pieśniach religijnych albo bohaterskich, któro, jak już wspomniano, 
pocbodzą może z drugiego zwoju papyrusowego; mity stanowią nie- 
mal wyłączną treść tych pieśni. Szczęśliwe to zdarzenie, że utwory te 
wydostały się z ciemności grobowych na światło dzienne; podobnych 
bowiem nie mieliśmy dotychczas w literaturze greckiej. Epiczno- liry- 
czną sztukę doprowadza Bakchylides w niektórych pieśniach do pełnego 
rozwoju. 

Do której klasy pieśni chórowych starogreckich mamy tych 
sześć utworów zaliczyć? Na to pytanie ścisłej odpowiedzi dać niepo- 
dobna. Nie są to pieśni na jedną modłę napisane. Porównano je słu- 
sznie z balladami i romancami. Tę samą różnicę, którą przeważna część 
teoretyków — choć nie bez opozycyi ze strony innych — ustanawia 



8 

zwykle między balladą i romancą, spostrzegamy i w pieśniach Bakchy- 
lidesa: jedne mają charakter więcej liryczny, drugie więcej epiczny. 

Do pierwszego rodzaju należy utwór XVI, kantata śpiewana 
w Delfach: po krótkim prologu, sławiącym ApoUina, następuje nagle, 
hez przygotowania i przejścia stosownego, zwięzła opowieść o Hera- 
klesie i Deianeirze, a opowieści tej, wskutek zwięzłości, nawet zrozu- 
mieć niezdota, komu obce jest podanie. Być moJte. że zaginęła znaczna 
część kantaty. Bakchylidesa utwór miał w pamięci Sofokles, pisząc 
dramat Dziewice Trachińskie, osobliwie w. 750 i n. 

Nierównie więcej epiczności ma w sobie utwór XVII, perła ca- 
łego zbioru, szeroko rozprowadzona ballada o Tezeuszu, o jego sporze 
z Minosem, odważnem rzuceniu się w morze za pierścieniem, o po- 
dróży śmiałej do królestwa Posejdona i Amfitryty — utwór, przypomi- 
nający, jak już inni zauważyli, »Nurka« i kilka innych ballad niemie- 
ckich. 

Odczytawszy ten utwór w przekładzie wierszowanym i poświę- 
ciwszy mu kilka uwag, wspomniał prelegent pokrótce o trzech innych 
utworach, mianowicie: o niezupełnej zapewne pieśni XV 'AvTiłvopt8ai; 
51 'EX^v7ic oLTzoLizr^atę (por. Sofoklesową Łragedyę *E)iv7j; 'ajuai-cijaic i Kocha- 
nowskiego „Odprawę posłów greckich*), XIX 'Iw i XX "I5ac z której 
mamy tylko fragment. 

Wyjątkowe stanowisko zajmuje w całym zbiorze pieśń XVIII, 
dramat tragiczny albo dytyramb w ścisłem tego słowa znaczeniu, 
dyalog między królem królem Aigeusem a chórem (nie Medeą, jak są- 
dził Kenyon): chór czyni pytania, król odpowiadając, opisuje męża, 
który przybył do Attyki t. j. Tezeusza. Brak zakończenia zadowalają- 
cego wytłómaczyć należy tem, że pieśń stanowiła „libretto, które pełną 
barwę otrzymało dopiero z pomocą sztuk pokrewnych" (Crusius). 
Dla historyi literatury greckiej utwór ten — unicum rzeczywiste — 
ma wartość niezmierną; Arystoteles, jak wiadomo, z dytyrambu wy- 
wodził tragedyą ateńską. 

W dalszym toku wykładu określił prelegent pokrótce dyalekt, 
dykcyę i metra poezyi Bakchylidesowych, zwrócił uwagę na fragmenta 
dotychczas znane, przypomniał sądy, które starożytni krytycy wydali 
o Bakchylidesie, zestawił je z tem wrażeniem, które pieśni jego na 
nas sprawiają. Zakończył kilku uwagami ogólniejszej treści. 



II. Wydział historyczno -filozottcziiy. 



Posiedzenie dnia 18 Kwietnia 1898 r. 



Przewodniczący: Frof. Dr. F. Zoll. 

Czł. Dr. Fr. Piekosióski zdaje sprawę ze swojej roz- 
prawy p. t. j^Goście polscy na soborze konstancyjskim^, 

W kronice soboru konstancyjskiego Ulryka Reychenthala (Augs- 
burg 148H) znajduje się dużo ustępów, które się odnoszą bądź do 
Polski, Litwy i Rusi, bądź do gości z tycłi krajów na soborze konstan- 
cyjskim obecnych. 

Na nieszczęście wszystkie nazwiska są tak okropnie poprzekrę- 
cane, iź często nawet najbys trzej szy dowcip nie jest w stanie domyślić 
się, jaki kraj, miasto lub osoba kryje się poza owem przekręconem 
nazwiskiem. 

Prelegent stara się nieklóre przynajmniej z tych poprzekręcanych 
nazwisk wyjaśnić; jest atoli zdania, że do takiej pracy trzeba zaprosić 
szersze grono uczonych, zwłaszcza tych wszystkich, którzy się bada- 
niami nad dziejami polskiemi XV wieku zajmują. Że zaś kronika Ul- 
ryka Reychenthala nie dla wszystkich uczonych polskich jest łatwo 
dostępna, przeto postanowił prelegent ogłosić drukiem wszystkie te 
ustępy z pomienionej kroniki, które się do rzeczy polskich odnoszą, 
dołączając do nich swoje uwagi i domysły oraz wizerunki herbów do 
gości polskich się odnoszące. 

Karol Potkański przedstawia swoją pracę p. t. j^ Prze- 
gląd spornych kwestyi najdawniejszej polskiej historyi. /. Le- 
chici; II. Piast 

I. L e c h i c i. Autor opierając się na ostatniej pracy £. Kunika 
p. t. Lęcbica dochodzi do wniosku, że wyraz Lengyel oznaczający Pol- 
ska w języku węgierskiem może być starszy niż zajęcie Pannonji przez 
Węgrów w IX wieku. W takim razie zyskuje na możliwości domysł 
autora wyrażony w pracy p. t. Lecbici i Lachowie, że siedzibami pier- 
wotnemi Lechów mogła być istotnie Ukraina, naturalnie jeśli się przyj- 
mie etymologia wyrazu Lech od Lęd, wyraz ten bowiem oznacza step, 
ugór, pole, a Ukraina właśnie przedstawia dziś i przedstawiała zawsze 
taki bezleśny stepowy kraj. Mieszkańcy takiego kraju w przeciwstawie- 
niu do innych mogli się albo sami tak nazywać, albo co więcej 
prawdopodobnie, mógł ich ktoś tak nazwać, (ryś, sąsiednie plemię Dre- 
wlan). Hypoteza ta, zresztą jak sam autor przyznaje bardzo niepewna, 
przedstawia tylko jedną ludność: oto trzeba przyjąć, że oni Lechowie 
z nad Czarnego Morza zmienili swe siedziby i przeszli na zachód i na 



10 



północ. Gzy będ^i^^ moina tęgo, choćby bipoŁetycznie dowieść? to autor 
będzie się slaral szerzej rozwinąć w ciągu dalszych swych badań nad 
tą kwestyą. 

H. Piast Autor vv tej części pracy ogranicza się jedynie do 
krytyki źródeł podania- W tym celu przechodzi krytycznie kronikę Galla 
i wykazuje, że Gall podania o Piaście nie wymyślił ale je przejął i bar- 
dzo nieznacznie przerobił. Dowody aa to są w ^mej jego kronice. 
Miejsca, wśród których rozgrywa się opowieść, są bardzo wiarogodne, 
jestto Gniezno i albo Ostrów Lednicki albo Kruświca na Gople, do je- 
dnej z tych dwóch wysp bowiem mógł się schronić bajeczny książę 
Popiel. 

Nazwy Piasta, Popiela i Chociska nie świadczą wcal« o nieau- 
tentyczności podania- Są to przydomki, prócz może Popiela. Są one 
zkądinąd znane. To zaś, że nie znamy imion osób działających, to 
według autora, nie przeczy wiarogpdności legendy, ale ją owszem po- 
piera. W ustnej ludowej tradycyi mogły właśnie zostać nie imiona ale 
przydomki i przezwiska. Że zaś były one znane u Polaków, na tc^ do- 
wody są bardzo liczne. 

Prócz tego wszystkiego przemawia za wiarogodnością Galla jeszcze 
i to, że wspomniał on o obrzędzie postrzyżyn w swem opowiadaniu. Jestlo 
bezsprzecznie obrzęd prastary, pogańskiej sięgający doty. Przypuszcze- 
nie zaś, że go umyślnie sam umieścił, bo jeszcze postrzyżyny za jogo 
czasów były znane w Polsce, jest bardzo szluczn**, należałoby bowiom 
w takim razie przypuścić, że robił to Gallus w celu umiejętnego 
podrobienia legendy, czego wtedy kronikarze popełniający ciągle ana- 
chronizmy robić nie umieli i nic robili. Cały zresztą tok opowiadania 
kronikarza dowodzi, że chciał on zo swego stanowiska duchownego 
i chrześcianina, uprawdopodobnić i usprawiedliwić niejako podanie po- 
gańskie. Jeśli zaś kłoś wymyśla jakieś zdarzenie lub legendę, Ło ją 
wymyśla tak, aby wymysł zupełnie odpowiedział temu, co sam chce 
przedstawić; jest to oczywiste. U Galla zaś przeciwnie widoczna jest chęć 
pogodzenia dziwnego dla samego kronikarza podania z jego własnemi 
pojęciami człowieka innej epoki a przedewszystkiem chrześcianina. 
Gall sam niejako jest w niezgodzie z tem, co opowiada. Prócz postrzy- 
żyn owa chłopskość Piasta przedstawia też pewne bardzo dalekie zre- 
sztą rysy uiiejscowe słowiańskie. Autor przypomina ów ceremoniał 
obioru księcia Karyntji , gdzie książę udaje niejako wieśniaka, zastrzega 
się zresztą, że ciekawy ten obrzęd znany jeszcze w XIII w. należałoby 
bliżej i dokładniej zbadać. Dalszy ciąg pracy będzie poświęcony pyta- 
niu, o ile i czy w ogóle będzie można zużytkować podanie o Piaście dla 
historyi a raczej dla socyologii. 

Następnie odbyło się posiedzenie ściślejsze. 



IL 



III. Wydział matematyeziio-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 4t. Kwietnia 1898 r. 



Przewodniczący: Frof. Dr. F. Krrutz. 

Czł. Browicz wnosi własne praoę p. t.: „O zjawiskach 
krystalizacji w komórce wątrobnej^. 

Autor wyjaśnia zjawiska krystalizacyjne w komórce wątrobnej 
opisane przezeń w roka ubiegłym w biuletynach z marca, kwietnia 
i czerwca. 

Kryształy brunatne igielkowate i tabliczkowate w jądrze i cyto- 
plazpftie komórki wątrobnej ludzkiej uważa autor, na podstawie pó- 
źniejszych poszukiwań, za krystalizacyą methemoglobiny, świadczącą 
o obecności hemoglobiny w kooiórco, wytworzonej pod wpływem for- 
maliny a nie za krystąlizacyę barwika żółciowego, jak to mylnie 
sądził. 

Krystalizacyą hemoglobiny w jądrze komórki wątrobnej psa 
uważa za wynik tylko oziębienia rozczynu hemoglobiny, powstałego 
pod wpływem karyoplazmy a aie działania jakichkolwiek innych czyn- 
ników chemicznych. 

Czł. Natanson referuje o pracy p. M. Rudzkiego: „O pe- 
wnem zjawisku^ podohnem do dyspersyi optycznej^. 

Zastanawiając się nad trzęsieniami ziemi, autor dochodzi do 
wniosku, że podczas rozchodzenia się fal seismicznych zachodzą zja- 
wiska, podobne do a^awisk, znanych w optyoe pod nazwą dyspersyi. 
Prędkość rozcbodł&enia się fal zależy od okresu drgań, przyczem za- 
zwyczaj jest tem większa, im okres drgań jest krótszy, a zatem przy- 
najmniej w pewnych granicach prawo dyspersyi seismicznej jest wprost 
przeciwne prawu dyspersyi optycznej. Dalej autor wskazuje, że dzięki 
wewnętrznemu tarciu drgania seismicznc bywają pochłaniane, przyczem 
absorpcya jest tem silniejszą, im długość fali jest mniejsza, oraz im 
okres drgań jest krótszy. Bardzo krótkie fale, mianowicie fale, których 
długość jest wielkością tego samego rzędu, co rozmiary kryształów 
lub ziarn, z których składają się skaty, prawdopodobnie wcale się nie 
rozchodzą Autor Wskazuje, że niektóre spostrzeżenia zdają się potwier- 
dzać to mniemanie. 

W końcu autor zaznacza, że w powierzchownych warstwach 
niekiedy w trzęsieniach ziemi pojawiają się fale grawitacyjne, podo- 
bne do fal wodnych. 



12 

Czł. Godlewski referuje o pracy p. A. Wróblewskiego 
p. 1.: „O istocie chemicznej fermentów amylolytycznych^ . 

Na podstawie metody wypróbowanej już poprzednio na diasta- 
zie*), autor wykazał dowodnie, iż Tokadiastaza, ferment wytwarzany 
przez A$perciUu* oryzae^ inwertyna, oraz pŁyalina, sa ciałami protei- 
nowemi. Autor wskazuje również, gdzie szukać należy przyczyny tego, 
że dotychczas przyjmowano częstokroć fermenty amylolytyczne za ciała 
różne od proteinoMrych. Niektórym z tych fermentów, mianowicie dia- 
stazie, inwertynie, a i tokadiastazie towarzysza w przyrodzie węglo- 
wodany, podobne do nich pod względem niektórych właściwości fizy- 
cznych. Te węglowodany stanowiły zwykłe zanieczyszczenia prepara- 
tów diastazy i inwertyny i wprowadzały w błąd badaczy. Autor opisał 
już pierwej ^), oraban towarzyszący diastazie, obecnie zaś wydzielił 
węglowodan towarzyszący inwertynie zapomocą strącenia jej jodkiem 
rtęciowo-potasowym i opisał niektóre własności tego węglowodanu. Na 
dowód, że te węglowodany nie grają roli podczas działania diastazy, 
służy ten fakt, że fermentowi pokrewnemu, mianowicie plyalinie, nie 
towarzyszy żaden węglowodan, za tem przemawia też i możność otrzy- 
mania bardzo silnie działającej inwertyny a i diastazy, wolnych od zanie- 
czyszczeń przez węglowodany. Autor podaje metodę otrzymywania dia- 
stazy nie zawierającej jakichkolwiek uchwytnych zanieczyszczeń, oprócz 
siarkanu amonowego, który można zupełnie usunąć przez dialyzę. 

Opisując własności diastazy, autor podaje, że chociaż garbnik 
strąca diastazę w rozczynach obojętnych i kwaśnych, to jednak w roz- 
czynach słabo alkalicznych jej nie strąca i w tych warunkach diastaza 
może wywierać swoje działanie. 

Czł. Wierzejski referuje o pracy p. E. Niezabitowskiego 
P. t.: „O wyrastaniu ostatniego zęba trzonotoego to dolnej 
szczęce niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)^. 

łoźpn- ^"^r ^^"^^J^^ "^ ^^^"^J szczęce jaskiniowego niedźwiedzia po- 
powierzchirT l^.^^^"«"^^^g«' P^^^d wydostaniem się jego nad 
trzeciego Zt f ^^ ' ^^""^"^^ ^"^ następujących rezultatów : Korona 
u Vo^L^Tl^^^^^ pierwotnie znajduje się w szczęce 

swym brzegiem T' ^^'"P^'^^*' ' ^^^^^ g^^^^Y"^. * właściwie tylnym 

proressus artiruirrir^^p'^^'''''^^ ^'''''' ^ ^ "'""• P^^^^^j ^^^^^y 
jamy ustnej a oś !' ^T'""^^'"* ^^'""^ ^^^^^Y Jest zwrócona do 
szczęki. W miarę wLthr''' 'I""' Prostopadle do brzegu zębodołowego 

^§ba; zostaje on bowT.n T"^ ""^ ^^"^^^^' ^"'^^"^^ ^'^ ' Polożenie 

'>owiem obrócony około swej osi dłuższej o kąt 90° 



'^ Zeitschr. f. phy3ioi_ Ch. B. 



XXIV. 173. 



13 



nie zmieniając jednak położenia względem szczęki. W dalszym ciągu 
ząb zostaje obrócony około swej krótszej osi (osi szerokości), znowu 
o kąt 90^ i przyjmując normalne położenie, wydostaje się nad po- 
wierzchnię szczęki. 

Tego podwójnego obrotu zęba, zdaniem autora, nie może wy- 
tłomaczyć teraźniejsza teorya, przyjmująca, źe szczęka wydłuża się 
w ten sposób, iż przednia część processus temporalis ulega rebsorbcyi, 
tylni zaś brzeg tego wyrostka nadrasta przez appozycyę. Tutaj należa- 
łoby raczej przypuścić, że wzrost szczęki na długość odbywa się we- 
wnątrz niej i to w płaszczyźnie skośnie przebiegającej przez ostatni 
ząb trzonowy od przodu i zewnątrz ku tyłowi i wewnątrz. Autor ró- 
wnież i u ludzi obserwował podobne położenia zęba mądrości. Czę- 
stokroć przytrafiające się hakowate zagięcie korzeni tego zęba ku 
stronie zewnętrznej, można, zdaniem autora, w ten sposób wytłomaczyć^ 
że gdy korzenie tegoż zęba w czasie swego rozwoju przyrosną przy- 
padkowo do ściany zewnętrznej szczęki, to przy następowej zmianie 
położenia zęba muszą uledz zagięciu. 

Czł. Godlewski referuje o pracy p. Jaworskiego p. t.: 
„O fermentacyi mleka pod wpływem lasecznika Bacillus bu- 
tyricus Hueppe^. 

Bacilltu butyricui odkrYiY pr^ez Hueppe'go w r. 1884; został za- 
liczony przez niego do bakteryi, powodujących fermentacyę masłową 
Za ferment masłowy uważają go także inni bak tery ologo wie. 

Kwas masłowy otrzymywano jednak zawsze tylko w kulturach 
bulionowych, zawierających mlekan sodowy; wszelako niema konie- 
czności, aby w tym przypadku kwas masłowy tworzył się właśnie z mle- 
kanów, gdyż nie była tu usunięta możliwość wytworzenia się tego 
kwasu także ze związków białkowych zawartych w 'bulionie. Pomimo 
tego na tej podstawie przypuszczano, że kwas masłowy w mleku ste- 
rylizowanem pod działaniem tego lasecznika wcale nie powstaje. 

Autor starał się więc rozwiązać pytanie, czy BacUlui buiyricuf 
Hueppe jest istotnie fermentem masłowym i jeżeli tak, to do której- 
grupy należy. 

Stwierdziwszy, że Bacillus hutyricut jest identyczny z baktery% 
znaleaioną przez Hueppe^go, a opisywaną także przez innych bakte- 
ryologów, autor uzupełnił braki odnoszące się do morfologii i fizyologii 
tego lasecznika. Następnie autor zajął się dokładnem zbadaniem pro- 
duktów rozkładu mleka pod działaniem tejże bakteryi. 

Badania rozkładu mleka doprowadziły do następujących wyni- 
ków. BacUlua buiyrieus, wbrew zapatrywaniom Hueppe^go i innych ba- 
daczy, w mleku sterylizowanem wytwarza mieszaninę kwasów tłuszczo- 
wych a mianowicie głównie octowego i masłowego. Kwasy te wystę- 












» 



%avv\^** A«»»«** <>fctoie ° I Ccz*^ !i c^^ i ety"* 






i dolnej. P ^^,,^ne^;^ ^-^^^^^^^^-^^^^SS*- ^^ . ^*i 



„«„« »»r;.i •'"'"■' 



':*« "* '" 



16 



doświadczeń na królikach autor dochodzi do wniosku, że drugorzędne 
drngi czuciowe przebiegają w oznaczonej wysokości przeważnie skrzy- 
żowane w sznurze bocznym i to w znaczniejszej mierze w przedni^ 
jego części. Doświadczenia na psach wykazują, że istnieją u nich in- 
dywidualne różnice pod tym względem, że u jednego zwierzęcia reakcya 
je&t wybitniejsza z tylnej kończyny po stronie operacyi, u drugiej zaś 
przy takiem samem uszkodzeniu, rt^akcya jest wybitniejszą z tylnej 
kończyny strony przeciwległej operacyi. 

Co się tyczy dośtriatlczeń na psach, które po operacyi rdzenim 
zostały utrzymane przy życiu, autor się przekonał, że i tu przy utrzy- 
maniu jednego sznura bocznego przewodzenie dośrodkowe nadal 
zostaje. 

Autor wykonywał także badania co do anatomii szarej substan- 
cyi i dochodzi do wniosku, że ona na dłuższej przestrzeni nie 
może mieć zdolności przewodzenia. Szara substancya może li tylko za- 
pomocą gałązek obocznych tam się zfiajdujących łączyć przerwane na 
jednem miejscu części głównych dróg czuciowych, które według na- 
szego przypuszczenia we wspomnianej wysokości znajdują się w sznurze 
bocznym. 

Sekretarz zawiadamfa, że 17. marca odbyte się posie- 
dzenie Komisyi fizyograficznej pod przewodnictwem p. F. 
Kreutza. 

Przewodniczący wspomniał o stracie, jaką Konrisya poniosła przez 
śm^ierć członków : Jana N. Sadowskiego w Krakowie, Godfryda Ossow- 
skiego w Tomsku i Antoniego Ślosarskiego w Warszawie. Pamięć zmar- 
łych utizcili obecni przez powstanie. 

Zdając spra*^ z czynnt>śći Komisyi w r. z. zawiadomił Przewo- 
dniczący, że wydano tom 82 Sprawozdań Komisyi, a z Atlasu geóló- 
giczilego Galicyi wydrukowano tekM Prof. M. Łomnickiego do mapy 
okolic Lwowa. Prace Komisyi postępowały podług uchwalonego w r. z. 
prog^ańfiti, z tym wyjątkiem, że z pawodu nieprzewidzianych przeszkód 
odpadły w Sekcyi meteorologicznej badania siły ciężkości ziemskiej, 
a w Sekcyi rolniczej badania flory łąkowej i }>race geoiogiczrio-rolnicze. 
Te ostatnie nie leżały jednak całkiem odłogiem, zajął się bowiem niemi 
za inicyatywą Sekcyi rolniczej, a z polecenia i za zasiłkiem Wys. Wy- 
działu krajowego Dr Miczyński. 

W roku ubiegłym otrzymała Romisya następujjące prace: n) do 
wydnnia w Sprawozdaniach: 1) p. J. Dzięflzłełewicza Badania fauni- 
styczne ot\*kdów siatkoskrzydli]?ych dokonano w ciągu błt h89S 97 
{część I). 2) Dra J. Klemensiewicza O nowytih i mało znanycii gatifil- 
kach motyli fauny galicyjskiej, H) Dra W. Teisseyrec^o Kilka uwag z po- 
wodu VII ziBSzylu Atlasu geologicznego Galicyi, 4) p. St. Golińskiogo 



16 



Siano łąkowe w okolicy Krakowa, 5) p. Bzowskiego Opis geologiczno- 
rolniczy majątku Lipnik, 6) pp. W. Kleckiego i J. Mikułowskiego-Po- 
morskiego Zawartość azotu, kwasu fosforowego i węglanów w niektó- 
rych typowych glebach Galicyi wschodniej. 7) p. Łuszczkiewicza O by- 
dle gór Świętokrzyskich, 8) p. Mikułowskiego -Pomorsiciego Rozbiory 
ziem ornych nadesłanych do Krajowej Stacyi chemiczno-rolniczej w Du- 
blanach w latach 1895-97; b) do wydania w Atlasie geologicznym 
Galicyi; 1) Prof. M. Łomnickiego Tekst do mapy geologicznej okolicy 
Lwowa, /^) Prof. Dra W. Szajnochy mapę geologiczną Wieliczka-My- 
ślenice. 

Przyjęto do wiadomości następujące sprawozdanie Zarządu mu- 
zealnego, sprawdzone i podpisane przez pp. K. Bobka, R. Gutwińsklego 
i Dra S. Zaręcznego, odczytane przez sekretarza: 

»Do Muzeum Komisyi fizyograficznej przybyły od dnia 26. marca 
1897 do 9. marca 1898 r.: 

1) Skóra antylopy z Urga w Mongolii, dar Dra Talko-Hryńcewicza 
w Trojckosawsku, 2) Czaszka konia mongolskiego czyli zabajkalskiego, 
dar tegoż, 8) 49 skórek ptaków z północnej Mongolii, zebranych przez 
p. Wł. Mollesona, dar Dra Talko-Hryńcewicza, 4) 80 gatunków chrzą- 
szczów palearktycznych w 58 okazach, otrzymanych w zamiaaie od 
p. M. Rybińskiego, 5) 7 gatunków chrząszczy palearktycznych w 19 
okazach, dar Dra H. Lgockiego, 6) Zbiór glonów galicyjskich, złożony 
przez Prof. R. Gutwióskiego, 7) 10 gatunków roślin zarodkowych z Po- 
dola galicyjskiego, dar p. A. Knappa w Wiedniu, 8) Zielnik z Galicyi 
wschodniej, Bukowiny i komitatu marmaroskiego, złożony przez p. J. 
Paczoskiego w Dublanach, 9) Zielnik z gór Chandagaj w Mongolii 
i z doliny średniego biegu rzeki Czykaja, zebrany przez p. Wł. Molle- 
sona, dar Dra Tal ko Hryńcewicza, 10) Sferosyderyt iłowy z Jastrzębiej 
pod Lanckoroną, dar p. 8. Stobieckiego, 11) Lepidodendron z Dąbrowy 
górniczej w Król. polsk., dar za pośrednictwem Prof. Dra J. Rostafiń- 
skiego, 12) 7 ślimaków i małży trzeciorzędowych z okolicy FulszŁyna 
w pow. płoskirowskim na Podolu ros., dar za pośrednictwem Prof. Dra 
J. Rostafińskiego, 18) Kość mamuta z brzegów Wisłoka w Rzeszowie, 
dar p. Fr. Gartnera, 14) Skamieliny z okolic Paczołtowic, zakupione, 
15) Jahrbucher der k. k. Centralanstalt filr Metereologie und Erdma- 
gnetismus, rocznik 1894, zeszyt 1, roczn. 1895 zesz. 1, roczn. 1896 
zesz. 1, dar Zakładu, 16) Mapa Galicyi Artarii, zakupiona, 17) Seeslu- 
dien. Erlauterungen zur zweiten Lieferung des Atlas der osterreichischen 
Alpenseen. Von Dr E. Richter. Dar Zakładu geograficznego w c. k. Uni- 
wersytecie wiedeńskim, 18) Nymana Conspectus Florae Europaeae 
z dwoma dodatkami, zakupiony. 

Pracami muzealnemi zajmował się w r. 1897 w zastępstwie ku- 
stosza Prof. W. Kulczyński, a pod jego kierownictwem stypendyści 



17 

Akademii Urn. pp. J. Król i E. Niezabitowski, tudzież przez pewną częśd 
roku pp. S. Smereczyński i S. Wójcik. 

Znaczną część czasu zajęły roboty konserwacyjne w zbiorach 
zoologicznych i botanicznych. Co do sporządzania inwentarzy, to w dziale 
zoologicznym doprowadzono do porządku zbiory chrząszczów, prasiatnic 
i sieciarek, a z zielnika uporządkowano '/4 zbioru roślin naczyniowych 
i spisano prawie połowę. Wreszcie przygotowano do spisania zbiory 
geologiczne z W. X. Krakowskiego. 

Pan M. Rybiński zajmował się w dalszym ciągu oznaczaniem 
zbioru chrząszczów: własnego i Prof. B. Kotuli, tudzież pewnych części 
zbioru p. S.Stobieckiego; ze zbioru własnego oznaczył rodziny: Chry- 
tomelidae do Concinellidae i Carabid<ie (gatunków około 600, okazów 
około 12.000), ze zbioru Prof. B, Kotuli rodziny: Cerambyeidae do Coc- 
einellidae (gatunków krajowych około 500 w 16.000 okazów, niekrajo- 
wych 400 gat. w 5000 okazów), ze zbioru p. Stobieckiego: rodzinę 
Cureulionidae (okazów około 22.000). Chrysomelidae z wyjątkiem rodza- 
jów: Chryaomela i Orina (okazów około 8(XX)). 

P. E. Niezabitowski częścią oznaczył, częścią sprawdził pod wzglę- 
dem oznaczeń cały zbiór rośliniarek (ffymenopiera phytophaga). 

Co do zewnętrznych warunków do pracy w Muzeum, nie zaszła 
w roku ubiegłym żadna zmiana na lepsze. Muzeum mieści się zawsze 
jeszcze w dawnym ciasnym lokalu, nieoświeconym i z wyjątkiem pra- 
cowni nieopalanym, tak źe zimową porą praca ograniczać ń% musi do 
krótkiej pory dziennej, a w dziale geologicznym jest zupełnie niemo- 
źebna*. 

Rachunek z funduszów komisyi za r. 1897, sprawdzony i pod- 
pisany przez skrutatorów: Prof. Dra E. Godlewskiego i Dra D. Wierz- 
bickiego, przyjęto i udzielono Zarządowi Komisyi absolutoryum. 

Uchwalono następujący preliminarz budżetu na rok 1898: 

Dochody: 

9Ełr. et. 

1. Zasiłek z funduszów Akademiii Um. na r. 1898 .... 6814 — 

2. Pozostałość z r, 1897 ._^ 674 41 

Razem . . 6488 41 

Wydatki: 

Ii Wydawnictwo Sprawozdań Komisyi (oprócz części rolniczej) 1400 — 
II. Potrzeby Sekcyj: 

a) Sekcya meteorologiczna 470 — 

1. Wydatki bieżące 260 - 

2. Zakupno narzędzi meteorologicznych . . 150 — 

3. Druk formalarzy 60 — 

b) Sekcya botaniczna 200 — 

2 



18 

ZasSek p. Dr A. Zalewskiemu na badanie ^ _ 

porostów lOOO — 

c) Sekcya zoologiczna • • ' ' ' 

1. Reinuneracya p. M. Rybińskiemu 2a otna- 

czenie chrząszczów. do końca kwietnia ^ ^ 

1899 r '. ' J K 

2. Zasirek p. F. Schillemu na badanie motyn ^^ ^ 

drobnych w okolicy Rytra . • • • • 

3. Zasiłek p. M. Rybińskiemu na wycieczkę ^ 
koleopterologiczną na Czarną Hofę - • ^ 

4 Zakupno książek do oznaczania blonkówek o" .^^ _ 

d) Sekcya geologiczna • * 

1. Zasiłek p. Dr. Wiśniowskiemu na wyko- ^ 
Tianie mapy geologicznej Dobromila . • 

2. Zasiłek prof. W. Friedbergowi na wyko- ^ 
nanie mapy geologicznej Rzeszowa . • 

3. Zasiłek prof. M. Łomnickiemu na wyko- 
nanie map geologicznych Jarosławia i Le- 

źajska ^250 — 

4. Zasiłek Drowi W. Teisseyremu na rewizyą 
map geologicznych: Komarno-Rudki, Zy- 

daczów-Stryj, Halicz-Kałusz ^^ "^ t90O 

e) Sekcya rolnicza 

1. Druk części rolniczej W Sprawozdaniach 

Kom. oraz honorarya ^^^ 

2. Zasiłek na badanie flory łąkowej w oko- 
licach Krakowa '^^ "^ 

3. ZasiJek na prace geologiczno rolnicze i 
wykonanie mapy 600 -^ 

III. Urządzenie i utrzymanie Muzeum 1218 -ti 

1. Potrzeby i naprawy w Muzeum . . . 4:38 41 

2. Remuneracya zastępcy kustosza i pomo- 
cników 600 — 

3. Szafka na minerały prof. Dra I. Domeyki 180 — 

IV. Remuneracya sekretarza 3O0 — 

Suma wydatków . . 6538 ^ł 

Dra ^^'■^'^^^"ic^^cym Komisyi na r. 1898 obrano ponownie f^rof 

dlewskie^T^Dt^D^r^^^T'^"'^'^" ^^"^^^^^ PP' ^'^^' ^^ ^' T 
W. Ściborowskiego ; 2o7'^^ ^^^^^ następcami skrutatorów: pp. Dra 
trolujacej mu7P«Tn • P ^- naręcznego, czlonkatoi Komisyi kon- 

suego^ Wof^TStwi^'ski!::'z''; ^^'r' ^^^^^ -^^^"- *^- ^- ■^^^'^'' 

^uiwmskiego. Zatwierdzono wybranych przeu Sekcye 



19 

delegatów do Zarządu muzealnego: pp. Prof. Dra J. Roslafi oskiego 
z Sekcyi botanicznej, S. Stobieckiego z zoologicznej, Prof. Dra J. Za- 
ręcznego z geologicznej. Przyjęto wreszcie przedstawionego przez Za- 
rząd Komisyi kandydata na spó^pracownika Komisyi, p. St. Ooiińskiogu; 
p<xczecc^ Prz^wadaiczący zamknął posiedzenie. 

Sekretarz zawiadamia, że 30. marca pod przewodni- 
ctwem czł. N. Cybulskiego odbyło się posiedzenie Komisyi 
antropologicznej. 

Pq odczytaniu i wyjaśnieniu niektórych punktów z protokołu 
z ostatniego pojsiedzenia, Dr Demetrykiewicz zdawał sprawę ze swoich 
badań i pos:^ukiwań archeologicznych, dokonanych w jesieni roku ubie- 
głego. 

Prowadząc w dalszym ciągu badania ąa gruntach wsi Zieleń- 
ca a nąd Seretem pod Trembowlą, gdzie się znajdiyą neolityczne 
naczyn^i malowane, miał sposobność przekonać się i stwierdzić osta- 
tecznie z c^ pewnością, że poruszona już dawniej wątpliwość co do 
gkręślęnia istoty wykopalisk, zwanych przez ś. p. G. Ossowskiego nie- 
właściwie groban\i ceglowymi, jest zupełnie uzasadniona. Miejsca te, 
podobiiicf jak analogiczne ślady na Bukowinie, badane przez uczonych 
Wiedej^ich, są niewątpliwie zabytkami dawnych osad. Ścisłe poszu- 
kiwania Pra D. }^ ^elęl^czu odkryły wyraźne ślady chat, zbudowanych 
ną planie (kwadratowym lub prostokątnym, które jak widać z odcisków, 
dochowanych na przepalonej glinie, miały ściany skonstruowane z ple- 
<;i09ęigQ c)]rÓ9t|i, oblepionego gliną z klocami drewnianymi na rogach. 
Chaty tę w czasie jakiejś katastrofy spaliły się, a względnie zwaliły, 
dmzgoeąc i grze))iąc w swem rumowisku cały dobytek ówczesnych 
mieązka^ców, z czego dochowały się nam liczne czerepy naczyń gli- 
uiąnycb, grubych, ręcznie bez koła wyrabianych i malowanych, ułamki 
figurek nagich, narzędzia krzemienne, paciorki gliniane, ciężarki do 
sieci rybackich etc. 

Dr Denaetrykiewicz podniósł, że charakterystyczne zabytki malo- 
wanej qeraqiiiki neolitycznej, właściwe Galicyi wschodniej i krajom są- 
siednim ku wschodowi i południu, nie mają żadnego podobieństwa ani 
genetyeąnego stosunku z zabytkami malowanych naczyń przedhistory- 
cuiyęht znajdowanych na Śląsku, Morawii, w obu Austryacb, komitacie 
oedenburskim i w Bośni. Wszystkie różnią się znacznie techniką wy- 
Ipąąniii. i spo^oheni ornąmentącyi od zabyti^ów galicyjskich, które 
jednak, podobnie jak i blizko im pokrewne wykopaliska z Bukowiny, 
Wołoszczyzny i Siedmiogrodu, mają dziwnie wiele analogii z ceramiką 
nialowąną, jaką rftzem z narzędziami obsidianowemi znalazł Schlieman 
w najstarszych grobach na zamku w Mykenach. Spostrzeżenie to, które 
srobit pierwązy prof. Tocilescu w Bukareszcie i które akceptowali na- 



20 

stępnie inni uczeni, potwierdził świeżo z własnej inicyatywy Dr Benn- 
dorf, prof. archeologii klasycznej w Wiedniu, zwiedzając muzeum an- 
tropologiczno-archeologiczne Akademii. 

Podobna analogia istnieje także z ceramiką najstarszą na wy- 
spach greckiego Archipelagu, oraz z ceramiką t. zw. mykeńs^kiego typu 
w pokładach IV miasta liisarliku (Troi), co Dr D. miał sposobność oso- 
biście stwierdzić podczas swoich studyów porównawczych w muzeach 

berlińskich. 

Figurki gliniane, znajdowane często obok zabytków malowanej 
ceramiki neolitycznej w Galicyi wschodniej, które przedsUwiają nagą 
postać ludzką i to zwykle z silnie uwydatnioną płcią żeńską, mają 
znowu stosunkowo najwięcej analogii, jak to słusznie zauważył uczony 
Dr Much, z takiemiż figurkami w wykopaliskach na Cyprze. 

W Podhajczykach zwiedził Dr Demetrykiewicz miejsce, gdzie 
przed kilku laty podczas budowy odkryto przypadkowo groby szkiele- 
towe z naczyniami glinianemi, pięknie na kole wyrabianemi i wyro- 
bami metalowymi. Te ostatnie zaginęły. Naczynia zaś ofiarowali obecnie 
hr. Koziebrodzcy do zbiorów Akademii. Należą one do tego samego 
typu, co ceramika cmentarzyska (z epoki rzymskiego cesarstwa), ba- 
danego przez ś. p. prof. Kopernickiego w Lipicy w Rochatyńskiem. 

Kurhan w Hleszczawie, rozkopany przez Dra Demetrykiewi- 
cza, zawierał kamienny grób ze szkieletem, przy którym leżało rozbite 
ozdobne naczynie szklane rzymskiego typu. Znalazły się ślady, że grób 
ten był dawniej otwierany i obrabowany. 

W Semenowie badał Dr D. jeden z dwu wielkich kurhanów 
na górze położonych. Znalazły się w nim groby szkieletowe z naczy- 
niami glinianemi, obłożone grubymi brusami dębowymi i uprupowane 
w około nasypu. Odnieść je trzeba do ostatniej epoki przedhistorycznej. 

Poszukiwania Dra Demetrykiewicza w Lipicy, w miejscu, gdzie 
niedawno podczas budowy kolei zniszczono po barbarzyńsku do szczętu 
całe cmentarzysko, nie wydały pożądanego rezultatu. Jedynie z pozo- 
stałych ułamków urn wielkich rozmiarów, doskonale wypalanych, 
z charakterystyczną ornamentyką, wnioskować można, iż cmentarzysko 
to miało bardzo wiele podobieństwa i analogii do cmentarzysk ciało- 
palnych z IV wieku po Chr. odkrytych w Reichenhall w Bawaryi 
i Birgelstein w Salzburskiem i pochodziło prawdopodobnie z tego sa- 
mego czasu. 

Ponieważ dotychczas jeszcze nie odkryto cmentarzyska tego typu 
na naszych ziemiach, tern większą więc stratę poniosła nauka przez 
jogo lekkomyślne zniszczenie. 

Dr Demetrykiewicz przedłożył następnie wykopalisko, odkryte 
przypadkowo w okolicy Krakowa nad granicą we wsi W., które 
właściciel p. M. ofiarował za pośrednictwem Dra Iwanowskiego do mu- 



21 



zeum archeolog. Akademii. By) to prawdopodobnie grób ciałopalny, 
w którym obok urn znalazły się bardzo starannie wykonane narzędzia 
kamienne, charakterystyczny grzebień z rogu jeleniego (typu, jaki znany 
był dotychczas z cmentarzysk w Brandenburgii) i moneta srebrna ce- 
sarza Trajana. 

Komisya upoważniła jednomyślną uchwałą Dra Demetrykiewicza 
do dalszych poszukiwań archeologicznych we wspomnianem miejscu 
oraz do zamówienia fotografii zabytków skarbu Michałkowskiego, a ta- 
kże nowo rzekomo odkrytego skarbu w Stebniku (w bohorodczań- 
skim powiecie), o którym doniosły dzienniki i uchwaliła na te cele 
zasiłki. 

W dyskusyi zabierali głos pp. Umiński, Cybulski, Lepszy i Pot- 
kański. 

W końcu przedstawił prof, Baudonin de Courtcnay album etno- 
graficzne z Łuźyc, które postanowiono zakupić do biblioteki podręcznej 
komisy i, i złożył w darze tomik »Kryptadia« etnograficzne. 

Na posiedzeniu ściślejszem postanowiono odbyć w tym 
miesiącu drugie posiedzenie d. 25., a wszystkie powyżej wy- 
mienione prace odesłano do komitetu wydawniczego. 



Posiedzenie dnia 25 Kwietnia 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

Czł. Browicz podaje treść swojej rozprawy p. t. : „O śród- 
naczyniowych komórkach w włoskowatych krwionośnych naczy- 
niach zrazików wątroby^. 

Autor zwraca uwagę na komórki, które w normalnej wątrobie 
leżą wśród krwionośnych, włoskowatych naczyń zrazików, przylegają 
ściśle do ścian tychże naczyń i sterczą do ich światła; są one komór- 
kami ciałkonośnemi i barwiko-twórczemi. 

Następnie czł. Natanson mówi: „O wpływie ruchu na 

zmiany stanu skupienia, cześć druga^. 

Autor roztrząsa tu powtórnie zagadnienie, którem zajmował się 
w pracy, złożonej na posiedzeniu Wydziału z dn. 8. marca r. b. Uo- 
gólniając mianowicie założenie, jakie był przyjął co do kształtu energii 
swobodnej układu niejednolitego, będącego w ruchu, autor znajduje 
szerszą (niż poprzednio) postaó równania, które w przypadku ruchu 



2^ 

• 

zastępuje zwyezajny wamaek (ermo^namicznej równowagi. Ńa^k> autor 
korzysta ze spesebności, a^eby uzupełnić i zarazem uprościć dawniejsze 
awe metody rachunku. Gzyni też uwagi o moAKwem uogólnieniu poję- 
cia »poteneyalu tennodynamłeznego zupełnego* (pod ciśnieniem stałem). 

Na posiedzeniu ściślejszem obie te prace odesłano do ko- 
mitetu wyd^wuiczego i QŁu*adaw«ua ivad p^woetni zo^iai^aii 
wydawttkiw Wydaiahi. 



->— «^c^— «- 



Nakładem Akademii Umiejętno^ot, 



w Kjrakf wie , 16M. - Drakami. Uniwew^tetn J«gieU<iM(ie90. 



E 



^ 469541 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyą Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



SprawoBdania z posiedzeń i cijmnoiei Akademii Umiejętnoiei w Krakowie wyohods) 
s końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Wneinia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr. , — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — sa granicą w obrębie swiąikn 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 86 kr.- 
SUad główny w księgarni Spółki wydawniczej w Krakowie. 

Tom III. Maj 1898. Nr. 5. 

Treść: Wiadomości bieżące. — Walne Zgromadzenie Akade- 
mii dnia 14 maja 1898. — Bibliografia. — Sprawozdania 
z posiedzeń: /. Pońedzenie Wydziału filologicznego dnia 9 Maja: 
Wymowa bułgarska przez J. Bozwadowskiego. — Posiedzenie 
Komisyi językowej z dnia 7 Maja 1898. — //. Pońedzenie Wydisiału 
hittoryezno-filozoficznego dnia 16 i 23 Maja ; O spisach pogłównego ge- . 
neralnego z XVII wieku i ich wydaniu przez J. Kleczyńskiego. — 
Handel zbożowy gdański w XVII wieku przez W. Czermaka. — 
Polskie prawo majątkowe małżeńskie w wiekach średnich przez A.. 
Winiarza. — Geneza i rozwój parlamentaryzmu za pierwszych Ja- 
giellonów przez A. Prochaske. — ///. Posiedzenie Wydziału matę- 
matyt^no-przyrodniczego dnia 2 Maja: W sprawie pochodzenia mela- 
ninu w nowotworach barwikowych przez T. Browicza. — Próba 
nowej teoryi zjawisk elektrycznych w tkankach zwierzęcych przez N. 
Cybulskiego. — O pozostałościach ciała i przewodu pranercza u pło- 
dów i dzieci płci żeńskiej przez L. Switalskiego. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



WALNE ZGROMADZENIE AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 



Dnia 14 maja 1898 odbyło się publiczne doroczne po- 
siedzenie Akademii Umiejętności. 

1 



w imieniu .J€goXpsL i KkóL Wyso^oi Najdostojniej- 
szego Protektora zagaił posiedzenie WicepretefctcH* Jego Excel- 
leoLcya Dr. Julian Dunajewski 

Nastąpiło przemówienie Zast. Prezesa Akademii Dra 
FryderyJca Zolla. 

Sekretarz Generalny. Dr^ Stanisław Smolka zdał 
sprawę z czynności Akadeipii w ci§gu ubiegłego roku i oznaj- 
mił, że na wąlnem zgromadzeniu z dnia, poprzedniego wy- 
brany został członkieip kQrespQndeptem Wydzisiu historyczno- 
filozoficznego p. Stosław Laguna. Wybór p. Laguny jako 
członka zagranicznego wymaga zatwierdzenia Najjaśniejszego 
Pana. 

Poczem mi^ odczyt Prezes. Akademii Stanisław hr. 
Tarnowski p. t. : „ Ogólna charakterystyka Adama Mickiewicza"'. 

W końcu Sekretarz generalny ogłosił nazwiska tego- 
rocznych laureatów. 

Nagrody z fundacyi ś. p. Probusa Barczewskiego za 
dzieło ^historyczne, przyOTano,p. Karolowi P^tkiańfirkieiiBU, 
za prace p. t. : y^Kraków przed Piastami^ i y^Lętchowie i L^ 
cMci^.; zadziało*malarskie — p. Ja/C k owi Ma^Lci&e^sJŁierBu, 
mianowicie za obraz p. n. „Biiedne ktyło". 

Nł^codę im. Lindego za. prace leksykogjjaficane otrzy- 
mał p. Stefan Ramułt, za pracę p. t.: ^Notte materyały 
do słoujnika poomrskiego czyli kaszubskiego^. 

Poprzedniego dnia, 13 maja, odbyło się półroczne po- 
siedzenie administracyjne Akadenłii, 



BIBLIOGRAFIA. 



W ciągu miesiąca maja opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii: 

Odbitki z Rozpraw: 

^^'^'iramrw?\'r^%''''""''^^'°^^^ ^^^^^^^^^ ślinowych. Z ry- 
cinami w tekście, 8-0, str. 60. Gena 40 kr. 



8 

Jll. P. B^ł^^kd. O kv&Me»% lali sprężystą) w pokładach zieowkich, 
8-0, sir. 21. Cena 25 kr. 



•a--4 3Q > «' 



SPRAWOZDANIA. Z POSIEDZEŃ. 



1. Wydział filologiczny. 



PoaMzenie dom 9 Maja 1886 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Dr. Jan Rozwadowski przedstawia treść swojej pracy 
p. t. : „ Wymowa bułgarska^, 

AttŁor wifjaónia; ie praca jego z»wmra ayatenmtycsne z&adanio 
i przedstawienie wymowy p. PiSo CSŁkova, pochodzącego z Plewny. Ca- 
łość podzielona' jest na iiasŁ§pująice części: 

1. Wstęp zawiera ogólna charakterystykę wymowy bułgarskiej. 
Takiemi ogólnemi cechami są: a) dążność do podnoszenia języka a ścią- 
gania warg w tyl przy ma2em otwieraniu tychże; b) nadzwyczaj srhiy 
akceikti eKpiratopyczmy i to gtówny, obok którego irystępiye weale re- 
gaUc&ie słabszy akcent poboczny. Skutkiem bardzo silnego akcenfcu jest 
redukowanie samogłosek nieakcentowanych ; c) skłonność do kończenia 
zgłosek sonantem; d) słaba palatalizacya : istnieje ona w duszy mdwią- 
^;ego, ale. w szybkiem tempie prawie wszędzie raoźe być niedomó- 
wioną. 

2. Sonanty. A) w wyraźnem, wohrem tempie mowy: a) samo- 
^oski' akcentowane 8ą'i3asrtępiijące': a, a (różni się od a podniesieniein 
maiłem' języka i napięcłerm mnszkołów), a (bardzo wysokie palatałne 
a), V \Tiieczysty dźwięk z kfttegoryi wysokich średafO-»tylnyćh a^dźwię- 
ków), e, », jr (jestto niskie, wymawiane z opuszczonym językiem i bet 
napięcia musflkuiów t), u, a; b) nieakcentowane. Tu rozróżnia się dwa 
stopnie reddkcyi: pierwszemu stopniowi redukcyi ulega zgłoska stojąca 
bezpośrednio przed akcentem', a stojąca bezpośrednio po akcencie tylko 
wtedy, jeżeli satnogłosika^stoł na sa>nym końcu. Tu mitmy następujące 
samogłoski s o^^ (różni się od « brakiem napięcia muszkt^lów, a odpo- 
'wiada' aktjefitowanym <i a 0); ^ (sihiie zwężone c; odpowiada 'akcento- 
wanym e i y), ^ (sihrie zwężone o, odpowiada akt^entowanem^i o\ «, ^ 
{osłabione tf). Wszystkie fnne s&mogioski nieakc^ntowane (to znaczy 
niemające ani głównego ani pobocznego akcentu) przechodzą w 9, sa- 

1* 



mogloskę wymawianą mrukiem przy podniesionym jednostajnie i śre* 
dnio środku i tyle języka. 

6) w szybkiem tempie mowy: a) samogłoski akcentowane wyka- 
zują dążność do zwężenia się, a mianowicie a zlewa się z o, _^ prze- 
chodzi w ^ £ w ó> b) nieakcentowane samogłoski ogółem biorąc prze- 
chodzą w 9 lub też znikają. 

W osobnym dodatku jest mowa o wymawianiu r 2 + % (^). Au- 
tor konstatuje istnienie r ^ sonantycznycb, ale fakultatywne tylko. Wy- 
mawianie o lub przy r / jest unormowane w zasadzie tem, czy zgło- 
ska kończy się na r /, czy nie. W pierwszym razie o lub pojawia 
się przed r /, w drugim po. Zamiast obu połączeń występuje fakulta- 
tywnie ** I sonan tyczne. Nieakcentowane połączenia te występują 
w pierwszym stopniu redukcyi jako «. (+ r O, w drugim jako niezna- 
czona samogłoska mrukowa (+ f ł). 

3. Akcent. Tutaj autor wylicza wypadki, w których występuje 
akcent poboczny, grający dość wielką rolę. 

4. Spółgłoski i grupy spółgłoskowe. 

5. Fonetyka międzywyrazowa. Dodatek zawiera teksty i słowni- 
czek z transkrypcyą. 

Pracę tę przedłoży p. Rozwadowski w najbliższym cza- 
sie Wydziałowi filologicznemu z prośbą o pomieszczenie w jega 
publikacyach. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi językowej 
z dnia 7 Maja 1898 r. pod przewodnictwem J. Baudouina 
de Courtenay. 

Po odczytaniu protokółu poprzedniego posiedzenia przystąpiono 
do dyskusyi nad ^Projektem regulaminu Komisyi językowej Akademii 
Umiejętności w Krakowie*, ułożonym przez Przewodniczącego i druko- 
wanym jako rękopis. W dyskusyi brali udział: przewodniczący Baudo- 
uin de Courtenay, sekretarz Rozwadowski, członkowie Bystroń, Kosiń- 
ski, Nitsch, Piekosiński, Potkański, Tretiak, Zawiiiński. Nadto czł. 
Rostafiński zakomunikował pisemnie swe uwagi. Uchwalono szereg drob- 
nych zmian upoważniając równocześnie Przewodniczącego do poczy- 
nienia zmian, jakichby się domagał Zarząd Akademii, któremu popra- 
wiony > Projekt regulaminu* przedstawiono do zatwierdzenia. 

Przechodząc do szczegółowego programu prac Komisyi uznano 
za najpilniejsze pracę nad słownikiem staropolskim, dalej wzorowe 
opracowanie jednego dyalektu i krytyczną bibliografię dyalektologii 
polskiej. Od dalszego szczegółowego programu ucbwalono na wniosek 
czł. Piekosińskiego powstrzymać się. aż do uchwalenia dotacyi przez 
Zarząd. Czł. Piekosiński stawia wniosek, aby Komisya uchwaliła naK 



i^^^i^ 




nowo druk »Nattk moralnych Zofii Odrowążówny*, które Wydział fi- 
lologiczny jui dawniej drukować postanowił. 

CzI. Tretiak składa list nadesłany Akademii (Nr. 3S40, Praes. 1 
V. 1898): upoważniono sekretarza do załatwienia lego listu. 

Przewodniczący składa prośbę p. J. Steina o przyjęcie opraco- 
vranego przezeń słownika bydgoskiego za pewnem wynagrodzeniem. 

Przyznano warunkowo wynagrodzenie H5*60 złr. 



II. WydaciHł historyczno - lllozolicziiy. 



Posiedzenie dnia 16 Maja 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dp. Łitszczkirwicz 

ProL Dr. Kleczyński podaje wiadomość: „O spisach 
pogłóumego generalnego z XVII wieku i ich wydaniu*^. 

Z poprzednich prac autora »o spisach ludności w Polsce* i o pogló- 
^wnem generalnem« wiadomo, że do spisów ludności w dawnej Polsce jest 
dwojaki materyal: wykazy podatku pogtównego według rejestrów z lat 
1662, 1673, 1674 i 1676, a w Litwie 1662 i 1677, oraz spisy z czasów 
^'mu czteroletniego z lat 1789 oraz 1790 i 1791. Należało przeto zba- 
dać w archiwach warszawskich, o ile materyal tych spisów przecho- 
wał się. Badanie to przeprowadził prelegent na miejscu i przekonał się, 
ie w dawnych aktach skarbowych, znajduje się obfity materyał po- 
datku pogłównego, ale niema prawie materyału z czasów spjmu cztero- 
letniego. Z r. 1789 jest obfity materyał co do podatku podymnego, 
ż któr ym byty połączone spisy ludności; prawie jednak wszędzie wy- 
kazy ludności zostały oddzielone od wykazu podymnego, tak iż tylko 
niewiele wykazów ludności było razem z dotyczącemi podymnego. Wy- 
kazów z lat 1790 i 1791 także w aktach skarbowych prawie niema. 
Powszechnie utrzymują, że te akta muszą być przechowane w archiwum 
głównem w Warszawie; jednakże dyrektor tego archiwum udzielił mi 
ustnej oraz pisemnej odpowiedzi, że takich aktów archiwum nie po- 
siada. Wobec zatem małej bardzo ilości odszukanych aktów z XVIII 
wieku, należy na razie odłożyć obliczenie ludności na tej podstawie, 
aż do odnalezienia większej liczby wykazów przedstawiających skupione 
terytoryum. Natomiast wykazy dla pogłównego z drugiej połowy wieku 
XVII są obfite i mniemam, żeby należało przystąpić do ich opraco- 
wania. 



6 

Wykazy podatku pogfównego najitczniejfffie odnoasą się do r. MW' 
a potem 1673 i 4; z r. 1676 stosunkowo* wi^l a wypasów ł»rakifje ; n^t- 
wane do poborti- podatku w ISJfHl wiek« mostaly w ózędci' -zagiń ą<5. 

Wykazy w Warssawie obejmuję Koronę; « Litwy* nie zoalaisilefn 
ani jednego wykazu ; praskie takżfr są niepełne, bo' nmmy^ tyiko jeden 
a woj. Pomorskiego r r. 17662 a nadto z biskupstw Warmińskiego i Cheł- 
mińskiego z tegoż roku. Z Korany braitiije wojewódetwa Braciawskiego,, 
prawie zupełnie województw Kijowskiego i Czernichowskiego; a w^oj. 
Podolskie tylko raz liczone w r. 1662. Te braki pochodzą stąd, źe 
w województwach rzeczonych widocznie nie odbywały się popisy z po- 
wodu wojen i zniszczenia. Pomiędzy dokumentami, jakie prelegent miał 
pod ręką, jest jeden bardzo ciekawy, wykazujący taryfy różnych po- 
datków Rzeo^ypospoli^j pomiędzy lalami 1689 a 1676. Są tam podatki 
łanowe i podymne, oraz 4 podatki pogłówne każdego z lat, w których 
był popis ludności d(ViUMiątiuji ppgłównego. Ze&Ł^w^ienie to przecho- 
wcge się w oryginale oraz w kilkudziesięciu egzemplarzach druku. Można 
się stąd dowiedzieć, ile podatek pągłównego pizyniósl w każdem wo- 
jewództwie; okazuje się mianowicie, że z województw ruskich po- 
głównego nie zbierano lub tyUro w tych drobnych- sumach; jakie 
w aktach miilaałam, -ie zatem lu apisiwzu^ffiilis w k^icb latanb nie 
prwfldsonp,. a* w ę. 1i676 pie byio .iph tMjSt w jsiemi Oalickieji 

, ,^ Jnaych' woj^w^dzt^ <wi/^za caąii ^uaóW:^oaJiaj(ła się. w War- 
szawie. S§ i. t# ,liAi,r j^niik .przawMnie >ivie iak bardzo, wielkie. 
Wmląiąjszyfni, 8ą.brf^ki\wy^a^ów z r,. Xd6i2.2 w(^ew«ódziw Posaailskił^go^ 
i ,Kaliąkiag/o, i zien^i Waiszaweki^j^ d^ięj^ z zieail Sanoakią}, Halickiąj 
i 3ial4k|ejv Soc)^acaewsk,ięj, i Gostyńskiej^ z 1. 137 fi z. ziami CzecslUej'' 
Sochac^ewsli^iej i Go^ityi^^iej cksąa, .brak wielu w-ykazów z t. 1676. 

. Cz^ tych brak|yijiących wyj^azów możeistnieie w ajicbiwum skar*r 
bowem;.«gd^ż t^lkp. J^a .rf^ię- x)ię udało ;Bię. odszukać jedoąi zbiosoweii 
kąięs^ swyicązów, którą, jeda^k .archiwum ma posiadać. Na podstawie 
Pf^jrząn^y^h- przeje siebie, j^ater^ątów konstatuje, autor, ia pogidwna 
^66^ c. Pffynioąlp największe kwo^y,; w małąjit^lkoliczbie wąjawódzŁsk^ 
li^. zfem jpąźojiejsz^. w^ykąi^. byiy pełaiej/iza; .wa«^nem jasi. aalam, że 
f^Oi^iadan^y pcąwia ws2;ystj^^ wykaf&y ziomfkie iwnjpwiftdakie z r. i662, 

^^Yr 4p I^c#(^9ego bfify róinie^' ^) ogólne ludaośfii iwiackiej^ 
które. wła4pie dochowały ^ią^; Z) ąpisy ducho^nFi^óstwa; i te enajdji^ą .aią^ 
ch^cia^n^ iKiadoi^OyPf^y kompletne, miano wiisiądMchowieóstwa.uiuckiego 
i ^-9uaic|u^99k Bęięątiią i«[(^pkQw» napotykał preleg^t kilkakroteie, ale 
nią ,ą^iy aby mai w .rętiu .w^zy^i^; spisf^w dworu króla i. królowej^ 
osąząj^ifiów .dQlu))ąyw|ifny4ii piezęzi adouoistratPEto iupnyiih nie odnar 
lazł wcale. 

.^my główne bywają dwojakie: jedne, są to wykaay dokonane 
przez plebanów, które służą do rachunku dla poborcy; drugie, są. t» 



•góliie eaiui«Eenia łiczby ludności podane przy zaprzfsięgsnHU w"gr»* 
dacb. Pierwwe aą szcsegćlowe, esęsto dobrze ptBaae; wyszczegótTWijti 
Ittdfioód, opienją często jej skiad; drugie eumaryeane. Pierwsze prtj 
ti«ceaiu nastręczają więeej pracy, aie wydają się pewniejaze i zwykte 
aą latwiipj ezyteten. Proytem^ ponieważ pogMwne płacone było w dwó<^ 
iatacb> bfywają laŁeiB wykuay do obu rat, do pierwszej awykle pellie,. 
dodragiej ogólne i ezęsto bes podania liczby ludnoiei tylko z sunfą 
pacMkii. Słąd niektóre z wykazów mogą być podwójne, inne sań wcfti<e 
aie do n^yeia. 

Przy naewaeb wai często niema podanej liczby głów; al« po- 
nieważ wyktasóm jest cztery z okrean lat H, więc można mieć nadzt^J^ 
uzapieinienia jednago wylisaa przez drugi;;'i te wioski, co do których 
brałc bliiazych danyob w jednym -wykazie, mogą znaleźć 'się w innym. 
'Posłużyć Łu powinna do pomocy księga do>pog{ównego w- r 1676 przy* 
(goło^rana i obejmująca wszystkie miejscowodei; iraię^ ta, znajdująca kię 
w biblfioteee Akademii ^miejątności , daje wykaz misjsc0wodci wedte^ 
województw. 

Jaka może być wartość tego materyalu? 

Wykazy są robione przez duchowieństwo na podstawie miejsco- 
wego podania i zaprzysięgane przez d^óch miejscowych Indzi. Mimo t^go 
dokładność :p<)4^isów nie może być pewną; przysięga nie wstrzymywała 
od podaa fołs^ywyob^ opusaosano więc fblwarki, musiano opuszciać 
i Męść ludności bądć uiayślaie, ^rzez sąsiedzką uczynność, bądź ppzea 
nie d ba ls two^ Przepatrując wykao^y, napotyka się często wsemianki, że 
wieś pusta, lub zniszczona i cfaociaż noże braki w jednym spisie dar 
dzą się uaupetoić zapomoeą spisów innych, to częściej misina obawiać 
sifi że brak tylko powtórzy się i potwierdzi poprzedni. Szcaegółiiięj 
senny w^ade^ąee z obliczenia liczby ludności miejskiej wydi^ się nazbyt 
Diskienu. Jeśli porównamy sumy podatkowe według zestawienia 
w tabliay, o której^ już wzmiankowano, okazuje się, że podatek w r. 166l^ 
uczynił 2.781000 złr. w 1678 r. 2.169000, w 1674 r. 1.5690()0 i wreszcie 
w 1676. r. 1.8Z8000 eeyli za każdym razem coraa mniej. Są 
wprawdzie ziemie wykazujące w roku 167H wyższe sumy iak w r. 1662, 
ale fóóoiej już zawsze jedynie niższe sumy podatkowe. 

Można więc uważać za pewne, że spiay wykażą ludność niższą 
od rzeczywista},, bez względu nawet aa braki tery tor yalne głównie 
zies^ puskieb, o klócyeh powyżej była mowa: 

Mima tyek niedokładności materyał jest bardao ciekawy i ważny. 
O ludaośei Polski w wieka XV II zna autor tylko jedną datę. Riecioli 
w aw^je^ Geograpbiaa et Hydrogimpiiiiie reforanktae libr i duocbein^ 
wydanej^ w Wenecyi 1672 r. ,. oblicsn po raz pierwszy ludność świata 
i szacuje Ludność Polaki, Litwy i Porn«vanii na 6 miloonów, a opisi^ąe 
Polskę robi jeszcze parę wzmianek o ludności miast. Np. liczy na 



10 



PaaiedMoie 4Qia .^H Aiafa 1«BB r. 



Przewodniczący: Prof. dr. W. ŁirszczmEwicz. 

SekretAC2 przedstawia treść pr^usy dra A. Wiaiarza 
p. t.: ^ Polnie prawo majqfkmce mał^fimkie w wiekach 4i^ 

W Polsce średniowiecznej uważano kobietę na równi z mężczyzna 
za członka rodziny, która ją wydala, a temsamein za uprawnioną na 
równi z męż^czyzną do udziału w majątku rodzinnym. Stąd też kobieta 
niezamężna miata prawo do dożywotniego utrzymania z majątku ro- 
dzinnego, który jej byl dać powinien ten krewny męski, który majątkiem 
tym zarządzał Wychodząc zaś za mą^ż, miała prawo wziąć z sobą ti| 
część majątku rodzinnego, która na nią przypadała, i wnieść ją mężowi. 
Część tę nazywano posagiem. Córka, za życia ojca za mąż wydana, 
nie miała prawa żądać od niego wydania posagu, gdyż od woti ojca 
zależało dać jej posag lub nie. Gdy jedna^k ojciec zmarł, wówczas 
córka mogła żądać od krewnych męskich, którzy dobra ojca objęfi 
W zarząd, wydania* jej posagu jako części spadkowej przypa- 
dającej jej z majątku ojco wsiciego. 

Zasady, któremi się kierowano przy wydzielaniu posagu, naieżnfg^ 
córce, z majątku rodzinnego, zmieniały się znacznie w ciągu wieków 
pod wpływem zmieniających się Stosunków i wyobrażeń. 

Pierwotnie córka, jako kobieta, była w ogóle wykiuczoną od 
dziedziczenia dóbr nieruchomych, które obejmowali jej bracia a nawet 
dalsi krewni męscy. Córka zaś dostawał£i z dóbr tych jedynie pieniężną 
odprawę, będącą tytko cząstką tego, co warte były dobra. 0(^rawę tę 
nazywano posagiem. Zwyczaj ten utrzymywał się aż do końca w. SM 
a zapewne nawet Ao początków w. Xltl. Odtąd jednak zaczęła się 
zmiana na korzyść córek. Ojcowie poczęli rozporządzeniami ostatfnie} 
woli dawać córkom w posagu dobra ziemskie, które sami nabyli, fctór« 
zatem nie były dobrami dziedzicznemi. Tym sposobem utb^ 
rowała sobie drogę zasada, że córki , wykluczone od dziedziezenta dóbr 
dziedziczrrych, mogą przecież dziedziczyć w dobracli nabytych. 
Z biegiem czasu zatarła się zaś różnica między dobramf dztedzicznemi 
a nabytemi, tak że w drugiej ćwierci w. XIV córki dziedziczyły na 
równi z synami nietylko w dobrach nabytych, ale także dziedzicznych* 
Tylko jako reminiscencya dawneg zasady, że córki od dóbr dzie- 
dzicznych są wykluczone, utrzymało się prawo braci i dalszych kre- 
wnych męskich do wykupna dóbr dziedzicznych z rąk kobiet, względnie 
spłacenia im ich części spadkowych w gotówce. 

Od połowy w. XIII mógł być zatem posag dany w nieruchomo- 
ściach. Najczęściej jednak dawano go w dobrach ruchomych a w szcze- 



11 



gólnańci w pieniądzach lub bydle. Wysokość posagu ustalano w umowie 
przedślubnej, wktdiiiBJ mogli bra<5 udfeiat pofirednicy (dsi^woslęby). Po* 
Big diiny w Tuebomośiiisch wypiftcarro n^jczęśeiej dopiero po ślubie 
i to albo odra^ afbo'tieS ratami'. ZoboiK^iązahie wyptaty posagu urna- 
ctitano w ^ró^ny sposób, jakoto : karą konweticyonalną , poręczycielami^ 
zapisem obowiąsfcu wypłaty posagd do kiTtąg sądowycti lub daniem 
d^br jakich w zastaw atHlcbretyczny. Posag dany W ruchomośoiacii 
stawał się nieograniczoną własnością męża, który nitn mógł rozporzą- 
dx»6 wedle upodobania. 

Obok posar^, dostawała kobieta wyprawę, składającą się 
z odzieży, klejnotów, sprzętów {ordinatio, proeuratio, eespedimenki, fOr 
raphtnmiia, wyprawa). Między posagiem a wyprawą ta zachodziła 
różnica, że do poeraga zalibzano przedewstrjFstkiem gotówkę, podczas 
gdy inne rućhomiDdci obejmowano pojęciem wypi^awy. Różnicy tnj je»> 
dhak nie przestrzegano ściśte. 

-Mą^, po óthsymania posagu- w ruchomościach, zabezpieczał go 
na swych dobrach riienicbohiych a nadto ofiarowywał ze swej strony 
żonie stimę pieniężną tej samej zazwyczaj wysokbści co suma posagowa. 
i^^xńJ ofiarowanej żonie nie wypUeicał jednak, alie ją tylko obok póaagu 
1 łącznie z posagiem na- dbHrach s^^ycfa zabezpieczał. Pray tern zabez- 
pieczanfu przestrzt^^TCo zwyczajnie' %{(sady, Zenobie sumy razem, Ł. j. po* 
sag i dkt tiii^, «abezpiet;zńt)e by wtcły ila połbwie t^alego majątku mę* 
żowskiego ruiihomegyy i' ntefuchbmego, óbUćnefco i przysfcłego, tudaioż 
aa całym dbmtr inietokałtryin- wraz' z obpj^ciem doń należącem. 

€l!lem zabezpieczenia' fipgo było nietytko danie pewności, że sumy 
żony nie zmięszBtją się z- majątkiem męża i zawsze będą miały pokry- 
cie w wartośisr dóbi*, na- któri*ych zostały zabezpieczone. Takie bezpie- 
czeństwo mogła dad rtieraz nie dopiero połowa dóbr męża ale znacznie 
tntiiejśżft tch czajka. Byf jednak jeiszcze cel inny. Ćbddziło o danie 
łonie gwarśncyr, źte śmiertJ mazanie pogorszy jej pozycfyi majątkowej, 
gdyż' mając swe bumy zabezpieczone na całym domu i na połowie ca- 
łego majaku' thęSk, pozostanie nadal w domu mężbwskftn i używać 
będzie połowy dochodów tjftgo inajątltn, którego dochodami mąż za ży- 
cia z nią się dzi^ti!. Teh śpósótt zabezpfeczenia siim iuAy utarł się już 
6d początków w. ^lY. 2^bezpfećzetfie to zapisywano do ksiąg sądowych 
a żoniie Wydawano' dfokament' żwahy w fd a wn y to I i śHem^ w i e n n y m 
listem, liUera dottUkU, i. rtffhrnŁOiionU: 

Do aabezpiec^enia Żonie posagu i do dania jej daru wzajemnego 
zobowiązywał się ntąi w umdwie pr2edśt\)bnej' i mcSgr ewentualnie to 
i^t^ 'Zobowiązanie tfrtfociiić poręczycierami. 

W wypadkach gdy posag ustarroWiony był w dobrach nienicho- 
mych, odpddalk pot^eba ube^Zpieczania go na dobrach męża i wówczas 
nąż' zsAezpieczał* Zótiite tyłko s^irój dar prełiięźriy. 



12 

Terminologia źródeł średniowiecznych bardzo jest cbwipjną, gdy 
choilzi o nazwę Łych instytutów prawnych, które powyżej poznaliśmy. 

Posaf? nazywają źródła dos albo doialicium^ po polsku posag. Od- 
wzajemnianie się męża również dotalicium, redotaliciumy po polsku wiano^ 
na Mazowszu zaś ntperdoŁatidum, przy wianek. Posag i wiano razem 
nazywają również dotaiicium, wiano. Około połowy w. XV. zjawia się 
w źródłach nowy termin polski na oznaczenie posagu i wiana razem: 
jesllu oprawa, refomiatio. 

Zabezpieczenie posagu i wiana na majątku męża powodowało 
doniosłe skutki prawne zarówno podczas trwania małżeństwa jak i po 
jego rozwiązaniu. 

l*osagiem danym w dobrach nieruchomych nie mógł mąż rozpo- 
rządzać bez zezwolenia żony a ewentualnie także jej krewnych. Posa- 
givm danym w ruchpniościach mógł natomiast rozporządzać dowolnie. 
Inaczej już było z dobrami, na których żonie posag i wiano zabezpie- 
czył Ilekroć bowiem chciał rozporządzić tymi dobrami, na których 
połowie, czy to idealnej, czy też fizycznie oddzielonej, posag i wiano 
Żony zapisał, tylekroć żona musiała poprzód wyraźnie dobra takie od 
ciężaru tego uwolnić. Za osobiste zobowiązania męża nie odpowiadały 
bowiem dobra takie i żona mogła skutecznie protestować przeciw egze- 
kucyi prowadzonej na nich za długi męża. Dobra te odpowiadały 
bowiem za długi męża tylko w dwu wypadkach: a) gdy dług męża był 
wcześniejszy niż zapis posagu i wiana żony, b) gdy żona przechowy- 
wała na dobrach wiennycb męża sądownie za długi ściganego. Tylko 
na Mazowszu nie obowiązywała ta druga zasada, i żona, mimo iż mąż 
się u niej ukrywał, nie odpowiadała za jego zobowiązania. 

Skutkiem tak ukształtowanego stosunku prawnego hyło to, że 
ilekroć chodziło o rozporządzenie dobrami nieruchomemi, na których 
posag i wiano żony były zabezpieczone, tylekroć żona musiała poprzód 
dobra te uwolnić od posagu i wiana albo też oboje małżonkowie razem 
musieli zeznać akt odnośny, gdyż dopiero wówczas cale dobra męża 
mogły już za zobowiązanie takie odpowiadać. Żona zaś, która wraz 
z mężem akt jaki zeznała, nie mogła się zasłaniać ekscepcyą, że akt 
len zeznała pod przymusem, ulegając rozkazowi męża. 

Podobnie jednak jak mąż, tak też i żona nie miała prawa za 
życia męża rozporządzać się sama posagiem danym jej w nierucho- 
mościach lub oprawą zabezpieczoną na dobrach męża. 

Poza posagiem i wianem mogła żona posiadać inny jeszcze ma- 
jątek ruchomy lub nieruchomy, nabyty drogą np. darowizn lub spadków. 
Tymi nabytkami mogła już rozporządzać swobodnie bez zezwolenia 
męża, a mąż mógł co najwyżej zarządzać nimi jako pełnomocnik żony 
Za długi męża majątki te nie odpowiadały. Ten majątek mógł być 
także przedmiotem aktów prawnych między małżonkami, gdyż żona 



13 



mogła nim np. poręczać za męia, sprzedać go mężowi, zastawić, usta*' 
nowid na nim mężowi dożywocie. Mogła taliże z majątka tego uczynić 
mężowi darowiznę, ale do tego musiała już uzyskać zezwolenie krewnych. 
Bez ich zezwolenia mogła zaś mężowi tylko Ya część swego majątku 
darować. 

Po śmierci męża pozostawała wdowa w domu, w którym ją mąż 
odumarł, i rozpoczynała użytkowanie połowy wszystkich dóbr rucho- 
mych i nieruchomych, które mąż w chwili śmierci pozostawił. Ta po- 
łowa musiała być w razie potrzeby wdowie fizycznie oddzieloną. Przy 
podziale ruchomości przestrzegano zazwyczaj zasady, że wdowie odda- 
wano te wszystkie ruchomości, które w dom męża wniosła, nadto zaś 
konie, któremi za życia męża jeździła, połowę sprzętów i szat męża 
i połowę koni i bydła z jego inwentarza domowego. Na dobrach męża 
miała wdowa jedynie użytkowanie, t. j. prawo pobierania dochodów, 
bez naruszenia substancyi gruntów tudzież inwentarza domowego, 
żywego i martwego. 

Dobrami temi nie odpowiadała wdowa za długi zmarłego męża, 
zaciągnięte przez niego samego i bez jej współudziału, ale odpowiadała 
niemi za zobowiązania zaciągnięte wraz z mężem. Mogła jednak listem 
królewskim t. z. inhibicyjnym uzyskać to dobrodziejstwo, że przez 
rok od dnia śmierci męża nie miała obowiązku odpowiadać na. pozwy 
przeciw niej wniesione. Na Mazowszu służyło zaś to prawo każdej 
wdowie. 

Użytkowanie dóbr wicnnych przysługiwało wdowie dożywotnio 
i kończyło się dopiero z chwilą jej śmierci lub powtórnego zamężcia. 
Wdowa mogła jednak zgodzić się ze spadkobiercami męża, przyjąć od 
nich w gotówce posag i wiano i ustąpić z tych dóbr. 

Wdowa, mająca dzieci niedorosłe do lat sprawnych, obejmowała 
zazwyczaj sama zarząd całego po mężu pozostałego majątku i sprawo- 
wała go imieniem nieletnich dzieci, zasięgając w ważnych sprawach 
rady krewnych. Gdy synowie dorośli, obejmowali sami zarząd całego 
majątku, nie mieli jednak oczywiście prawa rozporządzać tą częścią 
majątku, na której matka ich miała posag i wiano. Często też zdarzało 
się, że synowie przeprowadzali z matką rozdział majątku, oddzielając 
dla niej część, na której jej posag i wiano ubezpieczali. Matka mogła 
się też zupełnie zrzec posagu i wiana na korzyść synów, którzy wza- 
mian za to zobowiązywali się matkę przy sobie chować, karmić i odzie- 
wać lub też płacić jej roczny czynsz w pieniądzach i płodach ziemskich. 

Gdy mąż zmarł nie zapisawszy żonie na dobrach swych ani 
posaga ani wiana, wówczas wdowa po nim nabywała prawo do t. z w. 
erinałe albo crinile. Była to SU ma, wynosząca zazwyczaj 80 grzywien, 
klórą spadkobiercy męża powinni byli wdowie wypłacić. Dopóki zaś 
suma ta wypłaconą jej nie została, nie miała wdowa obowiązku 



14 

opiMzcaać dóbr m^. . Zainiaat ,gptówki mogli, jea ^adkobieccy pafi^ 
Wfdaielió caę^ dóbr przynoąz^c% 3 grzy,wjvy rocznego dochodu. Ceinalę 
byio Jakiem zabeapieozeniein z raooy prawa wddw nie mających pf^Mffi 

ani wiana. 

InsŁytucya ta doznała na Mazowszu zasadniczej zmiany^ Pier* 

wolnie eminale mazowiecfcie nie różniło cię ..od.crinąle w ionyci* dziel- 
nicach Polaki i tylko wysokowJ j«i b^yto iaa*, ,gd^ w,y;nosila 15 ,k6p 
groszy. W latacb 1414 i 1421. w^prowadaOły iednak at^tuty książąt. nia- 
zowieckicb nowe 2»aady zaopatrzenia wdciw,.ni^ r^ająCyycbppsagu ani 
wiana, i postanowiły,, ie wd^wy takie nąift pjCB^wo pcM|Qsta<5 w 4^iniL 
i w obe^ójciu, w którem je mąjL odupfiafct, ą i^ąwęt,iiiog% .luLylkpwać do- 
ebody całej wsi in;ęża. Odtąd strącili crftii#^..na,Mazowaza>fia.wąiy 3w<!a 
charakter, gdyż je o4tąd wypłacano (w tejuuun^ co.daxiirniej ^ysi^^ci) 
tym wdowoEH lylkA, które powtórnie za nv^ wsiphodziły, skutkięfi;^ 
czego winale pą .Mazowszu stało się odprawą jąal^żaą wiiawom drugi' 
raz za mąż wychodzącym a nie mającym posagu aoji wiana. W razie, 
śmierci męd^ spowodowanej dokona^m na nim zabójatwein, należała 
się po nim główazczyzna wdowie. O ile z i^iedoł^adnypb w tym wszędzie 
wzmianek źródłowych wnoaić można, to wda\^a beaułzietna. miała nie- 
zaprzeczone pzawo do główszczyzny pio zabitym mężu, gdy zaś miała 
dzieci, to dzieoi te wykluczały ją. od .gł^w&zcsyzny. 

W razie powtórr^ozamę^ia .traciła wdow^. prawo dożywotniego 
użytkowania dóbr męża, na których miała posag i wiano, i spadkobiercy 
męża mieli prawo wypłacić jej posag i wiano w gotówce i zransić ją do 
opuszczenia dóbr. 

Gdy zaś wdowa taka miała z pierwszego miatżeńatw.a dziecię 
wówczas wychodząc za mąż powtórnie, .powinna była połowę całego, 
swego majątku pozostawiiS tym dzieciom. Zwykle wdowa taka. wycho- 
dząca drugi raz za mąż, brała ze sobą posag, a wiano (które jak wia- 
domo zwyczajnie równem było wysokością posagowi) pozostawiała 
dzieciom. Tylko na Mazowszu było ipaczej. Tam wd^^wa brała z&.sobą 
posag i przy wianek i musiała tylko dać poręczycieli aa.to« że po jęi. 
śmierci przy wianek wróci do dzieci z pierwszego małżeńsiwa. J>al8zą 
konsekwencyą .powtóimego małżeństwa wdowy było to, ,że trąciła prawo 
opieki nad dziećmi z pierwszego raalżeóatwa- Prywatnymi układami 
można było jednak w konkretnych wypadkach ułożyć ,te. ,(^-ąwno- 
majątkowe stosunki inaczej, niż to zwyczaj .powyższy, prząpisy wał. 

Gdy żona zmarła bezpotomnie, to owdowiały, mąż powinien był 
jej spadkobiercom zwrócić jedynie tylko posag, podczas ^gdy wiano .gasło. 

Gdy zaś żona zmarła z pozostawieniem potomstwa, a wszczegól- 
ności synów, to wedle zasady w Wielkopolsce obowiązi^ącej mogU 
synowie żądać od ojca natychmiast podziałju cał«^o,majątku jego, przy- 
czem ta połowa, na której zmarła matka miała posag i wiano, przypa- 



16 



^idib ^sieolOBi^ Znsada^ ta^ obowiązywała MSŁ» w Malt^see, »łe ziilosiy 
ją; 8tatvŁy wiśtiokii» iKNftaiicwiailc ie sfno^i^ mog^ te^ riudtlattt 
ifotać od oi^a tylko w dwu wypadkiMcb: gdyby się piM/IIMie ei^iiit, 
gdył>y ^yl manuHiraiweą. Pewtórfie oźeomme si^ o^ea powodowano ItMib 
oailfaiaawMstif roMbsial tnająUiu -t synami. 

Sekretarz przedstawia pracę Dra A. Prochaski p. t. „G^«- 
m»a i rozwój pąrlammiwryzmu za pierwszych Jag^elloniiw'^ 

Poghtdy dotychczasowe na rozwój pariaroentaryztnU w fól^ce są* 
wf^Cz sobie prtsećiwne; jedfii z -bi^oryków (za Herobowśkim) uznają go 
za ko^ift atosunkróWżacbodlHćb, drodzy (za Pawińskiro) za utwólr ro^' 
dzimy, los^^fjs^ąćy się ż zarodków niepozornycb na podobieństwo roz- 
woju bioiogiczDfego . Uti^rór teft 'miki zna leść swój wyraz w sejmikacb, 
które następtfi^ • rotwin^y się *w sejtny* Pogląd pierwszy opa'fty na 
zap^ryv^limcb jednegt) tylko oboza biitorykóW zacbodnicb ńie jest 
wycżerpojącym, o ile źe ^tostinrki w Polsce Były nieco odmienne aiilśeK 
Da ZacbOd^ie. gdyż społeczeństwo w niej nie przeszZb tej szkoty feu« 
didiztnu, jaki^wybitne pięttio "Wycisnął na wszystkich Stosunkach, a za- 
tem i na rozwojti parłanientaryżtnu na Zachodzie. Drugiemu natomiast 
pogłądtrwi przeczą -wpfóst fakta z dziejów naszych, burzące teotyę 
o witoScie parlamehtatyzmu na Wż6r rozwoju biologicznego.' 

Uciekatf^ się do dzied^ny faktów, dowodzi autoir na ich podsta- 
wi*, ie pariamentarytm je^ instytucyą wynikłą z ducha chrystyanfzmu, 
ie roźwłja Się wzt)rem pierwotnej gminy ćhrześćrfaiiskiej, któr^ spójnię' 
stanowi węzeł wiary; ftda czyli prawda jest jego spójnią i podstawą. 

sejmikach ziemskroh, owych zarodkowych komórkach partamenta- 
ryzmu, niema jeszcze mowy, gdy in^ylucya Rady koronnej jest już 
całkowicie fozwiniętą, co dowodzi, źe parlamentaryzm rozwija się 
2' góry, od' tych, którtjy wnoszą chrystyanizm dó Polski i stoją na straży 
chrześcijańskiej cywiHzacył. 'Organem Rady jestsfejtn, którego znaczenie 
przez tfadanie cafićiem nowego, żywotnego kierunku cywilizacyjnego 
<iXTejóTn polskim na schyłku XIV w. jest bardzo donfósłe. 

W sześciu rozdziałach uzasadnia autor swoje poglądy. W pier- 
wszym ustępie o stanach dowodzi, że fides-praWda jest nietylko łączni- 
kiem pomiędzy stanami, ale podstawą pokoju na wewnątrz i zewnątrz 
państwa, że Manowi ona węzeł z Zachodem, że stany są tylko czynni- 
kami cywilizacyjnymi każdy w swoim zakresie; z naruszeniem wiary 
przez którykolwiek ze stanów powstaje zamęt w społeczeństwie i pań- 
stwie, ucisk i»nych stanów. W obronie uciśnionych występuje Kościół 
i jego głowa. Obowiązki i zakres działania otaczającej króla Rady 
złożonej z najwyższych dostójrtików duchownych i świećkfch, dadzą się 
streśció w dwóch puifktach, w przestrzeganiu ducha chrystyanizniu 

1 całości pań«?twa.' Wszystkim najważniejszym zadaniom państwowym 



16 



nadaje Rada koronna kierunek wyłączny, wspomagając króla w spra- 
wach najtrudniejszych; ona za niego tak wobec stanów jak i w obee 
zagranicy przyjmuje porękę wiary; w czasie bezkrólewia steruje pań- 
stwem. Organem Rady dzielącej się na ściślejszą i obszerniejszą jest 
sejm, którego cbarakterystycznem znamieniem jest dzielnicowośó; osobny 
istnieje dla Wielkopolski osobny dla Małopolski, chociaż już pod koniec 
XIV w. najważniejsze sprawy państwowe odbywają się na sejmach 
walnych. Na takim sejmie walnym podjęta przez Radę koronną myśł 
Unii zostaje omówioną i przyprowadzoną do skutku. Prawodawstwo 
i obejmujące stosunki wszystkich stanów, prawa i przywileje powszechne, 
uskutecznia się na sejmach walnych; wytyczne dla całej rzeszy ludów 
i krajów dyktują się na sejmach dwóch państw: Polski i Litwy. W III 
rozdziale przeprowadza autor zasadę, którą się kieruje sejm polski, 
a jest nią nietykalność instytucyi samorządu ziemskiego, którą to zasadę 
widzimy i w Unii: wypływa ona z ducha chrystyanizrou, ^fidea będąca 
spójnią stanów, stanowi tęż siłę sejmu. Znaczenie sejmu tak w stosunku 
do Króla jakoteż i kraju jak wreszcie i zagranicy jest bardzo rozległe; 
on bowiem obmyśla i przeprowadza do skutku obronę takiego dzieła 
cywilizacyjnego jakim była Unia, broni go tak na soborach w obec 
ataków Niemieckiego Zakonu jakoteż orężem w ręku w obec buntów 
Świdrygiełły; on przez poparcie rozwoju samorządu w ziemstwach 
tworzy siłę atrakcyjną i otwiera szerokie pole rozwoju ducha chrystya- 
nizmu, on utrzymuje równowagę stanów i zgodę z sąsiednimi pań- 
stwami, na nim powzięto myśl obrony Krzyża zagrożonego przez Ma- 
hometan. Organizacya sejmu i podział jego uzupełniają rzecz o do' 
niosiem znaczeniu sejmu, jako czynnika cywilizacyjnego chrystyanizmu, 
utrzymującego związek Polski z Zachodem i Rzymem. 

Jak szerzenie oświaty i cywilizacyi chrześcijańskiej, będącej głó- 
wnem zadaniom chrześcijańskiego państwa, spoczywało w duchowieńsŁwie,^ 
tak obrona tych zadań polegała na rycerstwie, którego misyą cywiliza- 
cyjną traktuje autor w rozdziale IV. Stan ten nadto piastuje i wykształca 
po ziemstwach samorząd ziemski; zasady przez sejm pouczane, zasto- 
sowuje i wykonywa w ziemstwach na sejmikach, które jak sejm dla 
całego państwa stają się szkołą wychowawczą ludów w mniejszym 
zakresie dla ziemstw. Samorząd jest siłą tych ziemstw, ich obroną od 
wroga, jest dźwignią cywilizacyjną, na co widocznego przykładu do- 
star«jza historya sejmiku Czerwonej Rusi, którą autor szczegółowo prze- 
prowadza. 

W rozdziale V. przechodzi autor do ujemnych objawów parla- 
mentaryzmu, wskazując na źródło tegoż w husytyzmie, skąd płyną 
prądy antyspołeczne. Z nauk Wiklefa, Waldusa i Husa powstają owe 
dążenia przewrotowe, znajdujące wyraz w walce stanów i zaburzeniach 
wewnętrznych, w dążeniach do walki z Zachodem, z Rzeszą Niemiecką^ 



kkóre jednak ustępują przed pnewi^ sejmu i olbnymiem zmtcKeniem. 
Rady koronnej. Dążenia przewrotowe atoli żyją w spoteezcńatwie, 
szczególnie w młodszem, i na aiem to opiera się miody Kazimierz Ja- 
giellończyk, dążący do samowoli w rządach, do rządów w duebu wręc% 
przeciwnym, aniżeli wytyczyła go Rada i jej organ sejm w duchu Unii. 
Zaraz na początku swoich rządów król, oparty na sejmikach rozpoczyna 
walkę z Radą i sejmem i całym dotychczasowym kierunkiem Unii. 
Kierunek ten doprowadza do zerwania z Zachodem, do wojny pruskiej 
z jednej, do rozwoju parlamentaryzmu w ujemnym kierunku z drugiej 
strony. Co do tego drugiego punktu, dowodzi autor, że objawy tego 
ujemnego kierunku widoczne są w duchu buntu podsycanym przez 
króla a nurtującym na sejmikach, wzrosłym w 1458 r. przez nowy 
fawor króla na radzie w Grudziądzu i spoczywającym też na dnie 
ustawodawstwa nieszawski^go z 1454* r. W ciągu nieszczęsnej wojny 
trzynastoletniej zrobił król smutne doświadczenie, że bezskutecznie 
podsycał walkę wewnętrzną, celem złamania wpływu sejmu i Rady; 
sejmiki bowiem same dążą do przywrócenia Radzie i sejmowi ich pier- 
wotnego znaczenia. W ten sposób sejmiki użyte za cel do walki prze- 
ciwko Unii i jej zasadom, stają się drogoskazami do celu tj. powrotu do 
Unii, którą sejm tak wysoko podniósł i rozwinął. W osobnych trzech 
ekskursach zastanawia się autor nad przywilejami Cerekwickim, Nie- 
szawskim wreszcie nad reprezenlacyą stanów na sejmy, dowodząc, że 
była potrójną: od stanu duchownego, rycerstwa i stanu mieszczańskiego; 
tudzież że co do reprezentacyi stanu rycerskiego spotyka się ją już 
w czasach Władysława Warneńczyka, a około 1452 r. już stale z sej- 
mików posłowie wysyłani bywają na sejmy dzielnicowe. 

Co do różnicy w rozwoju parlamentaryzmu polskiego a zacho- 
dniego zaznacza autor, że jak zachodni wiedzie do wyższego rozwoju 
stanów, tak znowu polski, kładąc główną wagę na samorząd ziemski, 
kształci ducha chrystyanizmu po ziemstwach, które podnosi do godności 
ostoi cywilizacyjnych, stanowiąc temsamem siłę atrakcyjną dla całej 
rzeszy ludów garnących się pod opiekuńcze skrzydła Korony, przedsta- 
wicielki oświaty i cywilizacyi zachodniej. 



III. Wydział matematyezna-pnyradniczy. 



Posiedzenie dnia 2. maja 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

Czł. Browicz referuje o pracy: * W sprawie pochodzenia 
melaninu w nowotworach har^ikowifch,€ 



18 



Autor tbadawflz; mikroskopowo I mikrochemkiDie t^powYP'^ 
padek barwikowego mięsaka ocikowatego, wyprowadsa wniosek, ii me- 
lanin nie jest wynikiem pnemiany bi»lka komórkowego, ale pochodzi 
od hemoglobiny. 

Czl. Cybulski podaje: • Próbę notcef Uoryi ejauńsk di 
ktrycznych w tkankach zwierzęcych*. 

Foniewai wszystkie dolycbcEaaowe teorye zjawisk elektrycznyc 
w tkankach łwieri|cych, a w Bzcxególności w mięśniach i nerwach s 
zanadto sztuczne i nie zawsze opierają się o znane zasady fizycin' 
lub pom^ają zupełnie (jak n. p. teorya Borutlau'a] właściwości bioli 
gjozne tkanek, autor proponuje nową, przeciwko której łych zarzató 
podnieść nie moina. 

Wychodząc z założenia, nie ulegającego wątpliwości, ie kaic 
element tkanek, podobnie jak kaidy twór niiszy samotny, odbiera p 
trzebne dla siebie substancye z bezpośredniego otoczenia i teoioj ot 
czentu oddaje substancye, które pochodzą z przemiany materyi w pr 
toplazmie, autor przyjmuje, ie powierzchnia knidego elementu tkane 
jak równiei każdej istoty samodzielnej jedno-k om orkowej, skutkiem I 
ciągłej wymiany materyi, posiada własności elektromotoryczne, pod 
bnie jak n. p, powierzchnia cynku lob innego metalu zanurzonei 
w wodzie lub kwasie; gdyby więc była możność połączenia otaczając 
cieczy z punktem w środku ci^ elementu tkanki lub jakiejś istc 
samoistnej jedno-komórkowej za pomocą przewodnika elektrycznej 
to byśmy otrzymali prąd, który miałby w przewodniku kierunek wsk 
zany przez kierunek działania elektromotorycznego tej powierzchni. 
W zupełnie analogicznym stanie muszą się znajdować także mięśn 
i nerwy. Ponieważ w stosunkach prawidłowych odżywianie mieś 
i nerwów odbywa się w kierunku poprzecznym, więc ich naturalna p 
wierzchnia podłużna staje się zarazem powierzchnią elektromo tory cza 
t. j. że włókna mięsne, jako też włókna osiowe nerwów będą mis 
na całej swej powierzchni podłużnej pewne napięcia elektryczne z p 
wodu działania siły elektromotorycznej, klórą możemy wyrazić n. 
wysokością strzałek na ryc. 1. Skoro tak jest, to każde połączenie p 




19 



\rieTzchni podłużnej z poprzeczną za pomoea elektrod, o których 
na. razie przypuszczamy, ie same nie są elektromotorycznie czynne, 
musi dać prąd, co tei w rzeczywistości istnieje. Jest to prąd spoczyn- 
kowy nerwów i mięśni, który powstaje, jeieli się łączy za pomocą prze- 
w^odników sztuczny przekrój poprzeczny z powierzchnią naturalną 
nerwu lub mięśnia. 

Siła tego prądu będzie zależała oczywiście od siły elektromotory- 
cznej, która z kolei zależy prawdopodobnie od intenzywnośct procesów 
osmoŁycznych i biochemicznych w samem włóknie. 

W ten sposób rozstrzyga się przede wszystkie m kwestyę jeszcze 
sporną preegzystencyi prądów elektrycznych w nerwach i mięśniach. 
Z teoryi tej wynika, ie we włóknach całych w rzeczywistości żadnych 
prądów niema, tak jak ich niema i w stosie o nie połączonych biegu- 
nach; prąd jednak z koniecznością powstanie, skoro połączymy po- 
wierzchnię podłużną z poprzeczną lub dwa punkta na podłużnej po- 
wierzchni o nierównej sile elektro-motorycznej. 

Każdy stan czynny w mięśniu lub nerwie, przenosząc się wzdłuż 
włókien, pociąga za sobą zmianę przyswajania, w każdym razie pewnego 
stopnia dezasymilacyę, a skutkiem tego i pewną zmianę o^motycznych 
waranków. Wszystko to razem nie może także oddziałać na własności 
elektro-motoryczne powierzchni włókna, a więc musi wywołać zmianę 
w napięciu, w miejscu, w którem w danej chwili powstaje stan czynny. 
Ponieważ w chwili, gdy się rozwgają procesy dezasymilacyjne w wię- 
kszym stopniu, niż w nerwach w spoczynku, podczas gdy asymilacya 
podług wszelkiego prawdopodobieństwa może się nawet zmniejszać, 
jeżeli nie zupełnie ustaie, siła elektro-motoryczna powierzchni tego 
miejsca prawdopodobnie także się zmniejszy, to w fakcie tym znajdziemy 
wytZómaczenie przyczyny wahania wstecznego i prądów czynnościo- 
wych (patrz rycina 2). Za takiem przypuszczeniem przemawiiyą także 




Fig. S?. 



następujące doświadczenia autora: 

1. Jeżeli nerw lub mięsień, możliwie nieuszkodzony, podwiążemy 
nitką lak, ażeby przewodzenie przez miejsce podwiązania zostało zu- 
pełnie zniesione, następnie z obu stron podwiązki przyłożymy eiek- 



M 



iredy nie pohrysujące atę, prowadnce do i&lwiiiloinetrii, to iłrainw 
po jednej lub po drugiej atronie pieparal, tnąjdnjemy, ie utwsie elek 
tn>d« po Btrani« drainiesit, tUje się ujemną. Zftleinie więc od ki* 
ninku prądu gpocKynfc owego, otriym^my bądf wahanie mteesne bąd: 
dodMnin, a jeieli po połączeniu nerwu z falwanomrtrem nie było ia 
daego wychylenia, to w takim razie podczas drainienik powstaje prąc 
ktdry w przewodnikach płynie od itrony niedrainion^ do drainionej 

K. Drugi Bzeref deiwiadeień wykonat autor na nerwach, zoaj 
dujących się w atnrotfene tlenu lub bezwodnika kwasa węglow(f< 
Tten Wprowadzony do komory, eiczelnie Kamkniętej, w której się zoą; 
doje nerw na «lektrodaeh niepolnryzDjących aię, w pierwbsych kilk 
minutwch i;wifkBia nieco prąd spoczynkowy, pocaem zwytle następuj 
stopniowe tinnieisianie aiq tegai prądu. Wahanie wstecene, wywołl 
wano wafcutek drainienia nerwu r6wnivi eapomocą elektrod ni«polari 
żujących się, b^ź cewką indukcyjną, bąd£ pnemiennym prąd«in pm 
rywanym magneloinduklore ziemskiego, bądi w końcU fosbrojeniui 
kondenaatera, zwykle pnet cały czas pozostaje prawie bes smian 
Jeieii w tq samej komorze zastąpimy Hen bezwodnikiem kwasn wi 
gtowego, prqd spoczynkowy i reguły zmniejsza się Enaczni* Więcc 
i tylko w pierwezyeh dwo, trzech minutach daje się zanwaiyj ^^ 
twiękMienie — natomiast wahanie wsteczne jui ku końcowi pierwszi 
minuty znika zupełnie (pobudliwoM nerwu jak wiadomo takie spwda i 
zwra). UsnwBJąe tietwodnik kwasu węglowego i wytwarzając ponowni 
atinoslerę tlenu w okolicy nerwu, insjdnjemy ponowne szyt>k(e wtn 
atsnie prądu spoezyiik owego w pierwszych kilku minutach, poctei 
wiraslanie ustaje i prąd na nowo zaczyna się imniejMutć. Wahań: 
waleczne sjawia się napowrót, w ciągu 3 do 4 minut weiąi wsrasl 
i dochodzi do pewnego maiimum, kture zwykle jest wyteae nil pi 
przednio w atmosferze powietrza; stan ten jednak trwa krótko, f 
kilku minutach wraca do pierwotnej wysokości, na której też ntrz) 
muje się przez dfuiszy czas. 

Dośniadra^enia te, zdaniem autora, wskazują, ie przynajmnii 
w części i prąd spociyokowf i wahanie wstecine zileią od przeniki 
nia ujemnych jonów tlenu do nerWu, a być może takie od jego as] 
milacyi. 

Znikanie wahania wstecznego w at m osferze b e z wo d nika kwas 
węglowego (wbrew Iwierdseniu Boruttftu'a) wymownie świadczy o 7J 
lezności [ego zjawiska od powstania stanu czynnego w nerwie. 

Ze stanowiska tej tRoryi można także prityjąć pewną analogię po 
między nerwem a tak zwanym przewodnikiem o jądrze przewodząceu 
(Kernleiter), przewodnik bowiem taki również posiada powierzchnię elek 
tro-motoryczoą i jest również podobnym do stosu o niepołączonych bie 



ai 



gmisK^. — * Stąd tei pochoddi ie a^itriska potarytacfi w obu przypad. 
Itacfa są analogicEne, leea podobieńitwo między niemi na temsią i ofranicn 
a analogie, które pewni antorawie potunąH ai do odmówienia nerwom 
pobudliwości i przewodzenia jako cech biologicznych, idaniem autora, 
byZy wynikiem tylko niedostatecznie ściśle przeprowadzonych doświad- 
czeń. Jedyną wspólną ceebą pomiędzy tak zwanym »R«'rnlciter€ a ner- 
wem lub włóknem mięsnem jest istnienie w oba razach powier%chtoi 
ełektro-motorycznej jako zjawiska fizycznego, którego przyczyny jednak 
w obu przypadkach są zupełnie odmienne. 

Jeżeli w końcu przyjmiemy z Heringiem, źe wszelki prąd elek- 
tryczny przepływając przez nerw lub mięsień wywołuje w miejscach 
\^pjścia i wyjścia zupełnie różne stany, w okolicy 4* zwiększa asy- 
milacyę, w okolicy — ją zmniejsza, to będziemy mieli także wytlómacze- 
nie prawa Pflugera. Tam, gdzie w danej chwili asyniilacya jest wzmo- 
żona, wywołanie stanu czynnego będzie wymagało silniejszych wpływów 
niż tam, gdzie ona jest obniżoną lub gdzie nawet istnieje, być może, 
w słabym stopniu dezasymilacya. Dlatego też w okolicy 4> pobudli- 
wość obniża się a w okolicy — zwiększa się. Po usunięciu prądu polary- 
zującego zmiany z konieczności muszą być odwrotne. W okolicy +, 
gdzie przez czas przepływania prądu asymilacya była zwiększoną, po 
przerwaniu jego zupełnie ustaje a w każdym razie znacznie się zmniej- 
sza i dlatego łatwość wywołania sianu czynnego wzrasta; w okolicy — 
odwrotnie, z przerwaniem prądu polaryzującego usuwamy czynnik, który 
wstrzymywał procesy przyswajania, — asymilacya więc jakiś czas 
idzie energiczniej niż poprzednio, a to z kolei obniża pobudliwość. 

Powyższa teorya, zdaniem autora, w sposób prosty i zgodny 
z faktami znanymi z zakresu fizyki i biologii tłómaczy wszystkie ^a- 
wiska elektryczne znane dotychczas, obszerne zaś rozwinięcie jej i uza- 
sadnienie zastrzega sobie autor na przyszłość. 

Wreszcie czŁ Kostanecki referuje o pracy p. L. Świ- 
talskiego p. t. : „O pozostałościach data i przewodu praner- 
cza u płodów i dzieci płci żeńskiej^. 

Autor badał zachowanie się ciała i przewodów Wolffa po skoń- 
czonej ich funkcyi u płodów starszych i w pierwszych latach wieku 
dziecięcego i na podstawie swoich badań przyszedł do przekonania, że 
pozostałości ciała Wolffa zachowują się rozmaicie w tym czasie nie 
tylko zależnie od wieku płodu ale i od osobnika. Uwzględnił w pracy 
swojej dokładnie rozmieszczenie i budowę pozostałych kanalików i utrzy- 
manych części przewodów Wolffa. Również doszedł autor do przeko- 
nania, że kanaliki Wolffa nierzadko nl^gaja i*ozszerzeniu torbielkowa- 
Icmu już w życiu płodowem, że kanaliki mog§ znajdować się wśród 



22 

Ściany trąbki i źe przewód Wolffa moie we wczesnym okresie ro« 
zwoju wejść w połączenie z ektodermą, której cząstki w dalszym ciągu 
rozwoju mogą się dostać wraz z przewodem pomiędzy blaszki wię- 
zadla szerokiego. 

Na posiedzeniu ściślejszem wszystkie te prace odesłano 
do komilelu wydawniczego. 



>-^^i^ — 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



W Krakowie , 1898. — DrokarnU Uniwersytetu JagtelloAskiego. 



E 



«& 469542 



i 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEIsI 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyii Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 

Sprawozdania z posiedzeń I czynności Akademii Umiejęttaośei w Krakowie wychodzą 
z końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr.. 

Skład główny w ktlęganl Spólkt wydawniezej w Krakowie. 

Tom III. Czerwiec 1898. Nr. 6^ 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. PasU' 
dzenie Wydziału filologicznego dnia 13 Czertoca: Jan Chryzystom z Go- 
sławic Pasek w oświetleniu archiwalnem (16B7 — 1701) przez J. 
Czubka. — Posiedzenia Komisyi historyi sztuki z dnia 24 Marca 
i 26 Maja i 898 r. — //. Posiedzenie Wydziału hiitoryczno-filozoficznego 
dnia 20 Czerwca: O przymierzu Zygmunta w. księcia litewskiego 
K królem rzymskim Albrechtem II przez A. Lewickiego. — Przy- 
czynek do dziejów skarbowości polskiej w Xyil wieku przez W^ 
Czerniaka. — 111, Posiedzenie Wydziału małematyczno-przyrodniczego 
dnia 6 Czerwca: Sztuczna krystalizacya heraatoidyny w komórce mię- 
saka barwikowego przez T. .Browicza. — O peryodach całek hyper- 
eliptycznych przez S. Kępińskiego. — Nieokresowa zmienność tem- 
peratur powietrza w Polsce przez R. Mereckiego. — Posiedzenie^ 
Komisyi antropologicznej z dnia 3 Czerwca 1898 r. 



BIBLIOGRAFIA. 



W cięgu miesiąca Czerwca opuściły prasę następujące 
wydawnictwa Akademii : 
Odbitki z Rozpraw : 

Tadeusz Estreicher. Przyczynki do znajomości butylobenzolu dru- 
gorzędnego, 8-0, str. 13. Cena 15 kr. 

Stanisław Kętrzyński. Gall-anonim i jego kronika, 8-o, sir. 49^ 
Cena 35 kr. 

1 



Wojciech Kętrzyii»ki. ^iUwDiąjsze żywoty Św. Wojciecha i ich 

autorowioi 8<!0, sŁr. 41. Ctna 85 kr. 
Władysław Kulczyński. Symbola ad faunani aranearum Austriae 

inleriorłs cognoscendam, 8-0, str. 114;. Cena 90 kr. 
Stefan Niemen towski. O azimidach benztmldazoU , 8-0, str. 83. 

Cena 25 kr. 
Franciszek Piekosiński. Goście polscy na soborze konsŁancyj- 

skini, H-o, str. 31. Cena 35 kr. 



■O 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 



T. Wy«buał ttlol«sł<^"y- 



Posiedzcine dnis 13 Czerwca 1898 r. 



Przewodniczfcy : Dyrektor łŁ Morawsku 

Prof. Jan Czubek przedstawia treść swej pracy p. i. : 
„Jam Chrjfgottom z Gosiauiie Pasek w oiwietUtUu archiwalnem 

(1667—1701"). 



Jesłto atudyum bio«taficaBe. Na pwUtaww okoIa 90 akt kra. 
Jcwwafciego archiwom (krajow«go> stara się aator (riyaśnid oteea w iy- 

ri6fi7!?^fti***^'^^''"^ ^ województwach krakowskiem i stnidomienkiein 
lbb7 1701); w 9 roadziaJach przedstawia według dokumetitów 18 
St7^ P*8kowv«b, porówny waiąc krytycznie opowiadanie .Pa- 

nad to TI „ o^ "^ «ioiywocia) dokumenta nic więcej nie mówią 
u Pa^a rń^l^'*\'^ '*y'='' •P«'»' opowiedział. Natomiast 7 spraw, 
w sSbTadir* T "-doWadnie wspomnianych, dopełniają akta 
np.^p^wr sTaHU^ *"^ "^"^^ '"" '"'"«*»^ »«*% «c«gól^w. tak 
tylko z kro^kief wn7 ' /P- ^"•'^ńskimi i Go»»liński«ii anaiitey 
Pi««> oki ^T '"^''°"*<*"«J wzmianki w »Pa«..; » ^^ aI 
^órym swoje nro^2 ^**?''*° Pokrewieństwa i tytuł prawny, na 
^^ka, na kt^,, 1 1, i ,*'»'^J*- Podebuie i ^dzieciane kłopoty. 

lao r. i68o) przedstawiają dopiero dokumenU 



» 



:2 tfoź^doną dokładnościif. O Ghrianolf skiitti nit którego hasz PasiJł otrzy- 
msil >poenam colli< (>Pam.« pod r. 1676), dowiadujemy się 1u poraź 
pierwszy, że byt nim bohaterski obrońca Trembowli. Nawet sprawa 
2 margrabią, lubo źródłowo jui przedstawiona przez p. A. Krausbaara, 
objaśnia się tii kilku jeszcze nowyirii szczegółami. Dalej następuje 10 
^praW, o któtyeh W>Pa^.c tldjmniejsż<r) ti^żmiailKi ffiema; z tego jednak 
<rdliczyd t^zebli 2, gdyś pf 2y|)adają nil ej^kę , do której f Psm;€ itasz Pa- 
4sek nie doeiągn^. Pozoslalycb 8 ebArakt^rynąje nlfcder jaskrilwb kreW- 
kośó i pteńiaet^wo naste^o paiiiiętni karzą; ptzyesyny tak błahe jak np. 
fTzezwiskaj dawane głośno przejeżdibąjąeemo kolo dwo^ii Paska sslachei^ 
^owi przez swawolne panny («krewne dsłeoinne* w *Paro.«)4 lub 
^kradsioiia krowa ebłdpska^ to znów niepłsyswoit^ znalezienie się 
^ obcym domii pijanego siostraetleA Paska -^ takie to Inśirne fiotn^ody 
irywolują ueiażłiwe i kosztownlF, niekiedy nawet długoletnie prdeesy, 
które się opierają aż o trybunat kofotiny. W roadziałe p. i. i Ostatnie 
Iftta^ wykasuje tiutor, że tendtę Wsi króleWski^ Udeszków (ir troje#. 
sandom.) otrzymał Pasek od Sobieskiego wtośme ńa dwym sejmie 
grodzieńskim (r. 16S8), o którym jesMze w « Pamiętnikach < wspomina; 
dzierżawę tę późnij (w f. 16^) sprzedał ń następnie piMi 8 lata 
(1697^1699) trzymifl od wdowy po staroście wiślickim, Teodorze Den- 
hofie^ wieś #ównitó królewską ^ Gófdą Wolę. tImaW Wedle wszelki^o 
podobieństwa do pfUWdy w sierpniu f. 1701.' 

W ostatniej teęści firwecj pracy strestfMa autor uzyskane wyniki 
badania. Stosunek aktów do iiPamiętAikóiT* je«t dtw^^aki: 1. treść 
aktów zgadza się całkiem liTb jbrftwie ^up^lnie ź opowr^danirai Pftska^ 
2. akia prżedstawiąję i^eet; tmoinUs inaese} attłżeli i^Pdmiętnłki<» 
B. w yPam.t zniijdują się Iśkkte , ogólnikowe w«fniiinki^ które dopiero 
akta pożądśinymi szci^egóiAmf wypiełBitfjt| i <A]jatniaj}ąy 4 ddkufedenta 
przedśtawćl^ft nam z mnóstwem sssćz^ófow S]^wę, o której Pasek 
w :fPam.< ani słówkiem nie Wspoinntał. Antor starft się to zjawisko 
psychołogitenie wyttótoaesya, ka ez^mti tfstatenlir czairti ptrwstania iFn- 
mięiników^ okaćiito się nader pom^cnetn. Dowody zaczerpnięte t śa- 
mycbże »Pam.< a poparte szeaegółami skądinąd znstnymt, przemawiają 
za iemr^ że Pasek pisał sWć tPaiiiiętnikl« w lalitoh 1O91--109& w Ude- 
azk^rWie. Tem się tłómikcmą liozne niedorktadności , optłśzeżtfnia a ^a- 
wet wyraźne błędy w »Pam.<; w pewnych jednak raśEfich opusstfżenie 
bywd umyślne, w tych miiinowicfe,' kiedy spfaWsC jest albo nieprzyjemna 
albo Pasek niezbyt taszezytną odegrał w niej rolę. Ogólny wynik : Ptf- 
sefc przy ikm jMmejszefff ośWifellenifi, jak to bytó można z góry prze- 
widsieć, zyekśić niś mlRto} dokument*/ niie wywracając na8^g<^ sądn 
o Paskttj prżesnwają go jednak ku stremiier li^wcj, ujemnej; traoi 
ińeeo nasz Pasek; ate zysktęc prirwda. 

1*. 



Rzecz kończy się krótką charakterystyką porównawcza Paska, 
i W. Potockiego. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzeń Komisył historyi 
sztuki, które się odbyły pod przewodnictwem prof. Dra Ma- 
ryana Sokołowskiego w dniacli 24 Marca i 26 Maja 1 898 r. 

Na posiedzeniu z dnia 24 Marca r. 1898 prof. Dr. Jerzy hr. 
Mycielski przedłożył referat p. t. »Siediniogrodzki skarbiec Gryzeldy 
Batorównyc. Wśród niewydanych przez A. Z. Helcia rękopisów >Księgi 
pamiętniczej Jakóba Michałowskiego « znajduje się współcześnie spisany 
oryginalny inwentarz wyprawy w klejnotach, szatach i srebrze, )ikką. 
Gryzelda, córka Krzysztofa Batorego, brata króla Stefana, z Siedmio- 
grodu do Polski przywiozła, poślubiając w r. 1683 w Krakowie, kan- 
clerza i hetmana w. kor. Jana Zamoyskiego. Po jej śmierci bezdzietnej- 
w r. 1590 skarbiec ten cały został zregestrowany przez jej domowni-^ 
ków w obecności krewnych po matce, Elżbiecie z Bocskayów, i do 
Siedmiogrodu rodzinie zwrócony. 

Jedna z kopij tego spisu dostała się również do rodzinnych pa- 
pierów Melchiora Michałowskiego, wojskiego lubelskiego, który w r. 
1605 wyznaczony był jednym z opiekunów małoletniego syna kancle- 
rza Jana Zamoyskiego i to tłómaczy jej odkrycie wśród kodexów rę- 
kopiśmiennych Jakóba Michałowskiego, syna Melchiora. Inwentarz tea 
rzuca nowe światło i na rodzinne stosunki węgierskie Gryzeldy Zamoy- 
skiej i na niesłychane bogactwo królewskiej wyprawy, jaką do Polski 
z sobą przywiozła. Dzieli się ona na trzy grupy. Pierwszą stanowią, 
klejnoty w ogromnej ilości: kanaki, manele, krzyże, wisiory, kulczyki,, 
łańcuchy, pasy, pierścienie, wszystko ze złota z drogimi kamieniami, 
i perłami; dział drugi przedstawiają szaty bogate, świetnością swą da 
skarbca należące, suknie z drogich materyj , płaszcze, osobne rękawy, 
futra, ubiory na głowę, kapelusze, birety, siatki złote; wreszcie grupę* 
trzecią stanowi srebro, wszystko prawie z herbami Batorych i Bocskayów^ 
a które od sreber z Zamościa dokładnie odliczono. W ogóle skarbiec 
ten cały, którego odpis referent przedstawił, stanowi ciekawy przyczy- 
nek do stosunków kulturalnych Polski z Węgrami i Siedmiogrodem^ 
w końcu XVI wieku, oraz rzuca nowe światło na wspaniały alians. 
królewski hetmana Zamoyskiego. 

Z kolei prof. Władysław Łuszczkiewicz przedstawił na- 
przód okaz kamienia sztucznego otrzymany z Gniezna, jakiego w miejsce, 
naturalnego używali na rzeźby ornamentacyjne architekci XIV wieku 
w katedrze i dwu innych kościołach tego miasta. Dawniejsze przypu- 
szczenie referenta w tej sprawie potwierdza wymownie ten okaz. ma- 
jący podobieństwo do gruboziarnistego, szarego piaskowca, zdolnego, 
za mokra do modelowania rzeźb, oraz do odgniatania w formacb 



drewnianych składowych części żeber ozdobnych gotyckich sklepień. 
Następnie zakomunikował zapiski z księgi rachunkowej klasztoru Augu- 
stynów u Św. Katarzyny na Kaźmierzu z lat 1502 — 1508, odnoszące się 
do malarzy krakowskich Joachima i Jana Goraja. Ten ostatni malował 
obrazy do ówczesnego wielkiego ołtarza u św. Katarzyny i złocił obra- 
mienia. Referent podniósł ważność tych ksiąg wydatków i dochodów 
klasztornych, szczęśliwie dochowanych a wydobytych na jaw przez 
Augustyanina X. Su torą, komisarza jenerała Zakonu, który od dłuższego 
czasu zajmuje się wypisami z nich, odnośnemi do historyi sztuki, kul- 
tury i obyczajów i zamierza je drukiem ogłosić. — W końcu prof. 
-Łuszczkiewicz odczytał pracę swą >Topografia Krakowa z doby przed- 
historycznej na podstawie dotychczasowych badań gruntu c. WykazaZ 
w niej, jakie zmiany przyniosły wieki bliższe w konfiguracyi terenu, 
hędącego podstawą dzisiejszych ulic i placów; przede wszystkiem okre- 
iiił bliżej pewną liczbę dawniejszych wzgórz i wyniosłości rozdzielo- 
nych wąwozami, które naprzód zaludnipnemi były i przeszły w osady 
podgrodowe ze swymi najstarszymi kościołami. Za podstawę badań 
«łużyła rau obserwacya przy rozkopywaniu ziemi pod fundamenta ka- 
mienic i budowę kanałów, i dlatego też pracy swej nie uważa za 
ukończoną, dopóki nowsze badania ziemi nie przyniosą jeszcze pozy- 
tywniejszych dowudów położenia pagórkowatego dawnych siedzib lu- 
dzkich u stóp wawelskiego grodu. 

Na posiedzeniu z dnia 26 Maja 1898 r. p. przewodniczący prof. 
dr. M. Sokołowski przedstawił naprzód referat o garnkach wmurowy- 
wanych we wnętrzach kościołów średniowiecznych, nawiązując takowy 
do wiadomości o tego rodzaju garnkach przy oknach prezbiteryum ka- 
iedry w Włocławku z w. XIV otworami na zewnątrz zwróconych, 
o których podał świeżo wiadomość *X. prałat Brykczyński w »Revue 
de Fart chretien«. Jest to pierwszy wypadek odnalezienia takich garn- 
ków w Polsce; na północy Europy są one w kościołach bardzo częste, 
a tożsamo we Francyi i w fiełgii od wieku XII do wieku XIV. Naj- 
ciekawsze są w Wirtembergii w kościele w Burgfelden auf der Schwil- 
hischen Alp z w. XI, gdzie cały fryz dookoła prezbiteryum je posiada, 
dalej znajdują się one też w Kolonii w kościele św. Seweryna, a mają je 
także cerkwie w Kijowie, w Owruczu, w Kołoży nad Niemnem i w W. 
Nowogrodzie. Dotąd ustalonem było twierdzenie, że służyć one miały 
do silniejszego resonansu w. kościołach, podobnie jak słynne e c h e a 
spiżowe umieszczane pod siedzeniami w greckich teatrach Azyi Mniej- 
szej. Obecnie jednak stwierdzono, że garnki te w średniowiecznych 
kościołach bywały nieraz kawałkami tufu i wapnem zatkane, a świeżo 
odnaleziony tekst z r. 1431 dowodzi, że zaprowadzone wówczas takie 
garnki w kościele w Dijon na resonans nie wpłynęły wcale. Dziś pa- 
nują w tej sprawie trzy główne teorye, mianowicie: że umieszczano 



w Łyeh g^mkaob pod (iklepieoiem kpśeioitóiir rtłikwit iwiętyeh, aiabf 
bi)dowU atFuogły, dniej, ie oUrory f araków pomagały do slawiaaia fuaatar 
wań, wresseip, ie eeleich były aknatytRae; budow^ici^Gebbardi twierflai 
w końeu, ie aluiyly oąe do tego, by «wą wypiiblą pewierscbaią wzraa- 
eniad Łyok pod malowidła praasaaeaoiiy a ppaea ogriaoia kośfliola 
łatwo pękająay. W kaidya^ i^asie aprawa ta dotąd w zupełnońei wy^ 
J9Śaioną nie jest, ą u nas takie garnki po ras pierwszy w katedrze 
włocławskiej' wy8tęp^ją* 

Następnie prof. Władysław Łusseakiowiez odeiiytal r(»- 
prawe swą p- t. »Prayoiiynek do dai^pw arehitektury koieieidw wiejV 
akieb w Polsce średaiowieozoejf , ebjaśaiąjąo ją planami , praekrąfami 
oraz rysunkami zdjętymi w ęzasie awyęb wyeiaezek do Królestwa BoU 
akiego. Koiciól faray w Oosławieaeh pod Kqniaem zbudowany jest 
a eegieł i z kamienia pa podstawie ośmiokąta z ramionami krzywa, 
powatałemi praea wysunięte presbiteryum, duże kaplice i ^r^ehtę; na 
c3Q0y berbów iiqzayfł^ w koioiele, zdaje się, ie twierdzid moifia, ii ge- 
fuadowf ł w połowie w. XV Jaa Łubrąóaki wojewoda brzesko-kujawski;, 
w w. XVII kościół Y^iele ucierpiał i zaobowałp się dotąd tylko więkaaa 
jego wnętrze ze środkową kolumną. Koś6i(V w Skotnikaab pod Sandor 
mier^em zbudował Jarosław Bogorya Skotaieki, arehidyąkon Iceakowaki,. 
w. r. 1840; bi^dowa piękna oeglaop-kamieaną ma sklepienie w nawia 
wyrosłe z środkowego filara z bogatem iebfowaniem, of^a a rzeiba 
rośłinną na kroksatynapb i ozdobnymi klueaami skłepiennymi. Do hu- 
downietwa eioaowego epoki romańa|^i«y naieiy kośoidł św. dtaniaława 
we wsi Oblawiskacł) pod Szydłowcem w Radomakiemi a tylko pęiezą- 
tak XVI stuleeia przerobił go w piękny ko^eiół krayiewej formy w stylu 
kolcowego gotycyzmu, z ozdobnemi obramieniami poino-gotyckiemt 
drzwi i okien zakrystyi z lat 1611 i 151 S. Piękny rówaiei, eiosowy 
gotycki kościół we wsi Piasok Wielką, dziś fuiaą będący, jest fundacyą. 
z 1^. XIV Spicymira, kasztelana krąliowakiągck, prptopląsty rodu Tar» 
nowskieb, i posiada dotąd wapaniały portal z fryzem roślinnym przor 
plątanym zwierzątkaiąi i snbŁeinem profilowaniero węgafów. Ceglany 
gotycki kośoiól w daąiiHtcj wai nraewioy poehodzi z. r. 1463, nie ma akie^ 
pien.ia^ ale drewniany pułap a posiada wspaniałą okrągłą wi^ awią^ 
zaną z htaadą, zbudowaną w cbwili, gdy Drzewięa została miastem^ 
Wreszcie w ceglanym kościółku w IfembaeiBia poc( Proszowieaipi z w. 
XIIł siwiesdzić nalęźy ślady romaatzmu i inkaatełlaeyi cdinąo praerc^ 
laiienia z wieku XVIi. W koai^cu referent zapowiedział podobne dalaze 
wiadomości o kośoiołacb we wsiacb Bzieręini i Odrewąin w Radcm<» 
akiem, Biąłyniaia i Jehowie w Rawakiem oraz w ^ośeiąłnoj wai pod 

Kaliszem. 

Prof. Sławoipir Odrzywelski praedstawił praeę p. Fr« llą^r 
ozyńakiegoo bóiniey w Kamuoaea Strumilo wej pod Lwowani a wiek u 



XVII, wraz z 12 tablicami, z których 8 kolorowanych illustttije wspa- 
niała wewnętrzną polichromię sali modlitwy. Sala ta jest prawie kwa* 
dratową, a znajduje się przed nią przedsionek z górną salką dla kobiet 
Na zewnątrz budynku biegnie ganek, spoczywający na drewnianych 
slupach, do którego wiodą dwa ramiona schodów zewnętrznych. Po'> 
lichromia wewnętrzna stanowi jednak główną wartość zabytku, pocbo* 
dzi z roku 1766 a znajduje się na trzech ścianach sali modlitwy, zaj« 
mując pas około 6 m. 30 cm. wysoki. Na ścianie wschodniej widne 
jest tło niebieskie zasiane gwiazdami , wraz z kilku polami z ornamen- 
tern różnobarwnym o splotach roślinnych z fantastycznemi zwierzętami, 
ptakami i t. d. Na ścianie północnej znajduje się w górze ornamentacya 
symboliczna a wśród niej widoki ogrodów, gór, zwierzęta, pttiki oraz 
widok miasta, o różnobarwnych kopułach, okolonego murem z bramą 
w środku; część dolną wypełniają napisy hebrajskie z modlitwami 
i dedykacyami fundatorów wraz z różnobarwnym ornamentem roślin- 
nym. Ściana południowa wreszcie ma w środku siedmioramienny świe- 
cznik pokryty napisami, u którego spodu wspinają' się lwy z dzbanami 
i w łapach, w górze zaś w 4 polach symboliczne zwierzęta. Całość tej 
ornamentyki o motywach wschodnich perskich a ze względu na styl 
(, i charakter, powiedzieć można, nawet japońskich, jest wspaniała i nie* 
I zmiemie interesująca, pełna werwy i kolorystycznego poczucia. Roz* 
f prawa cała, tłómacząca znaczenie wszystkich symbolicznych rysunków^ 
napisów i modlitw, z datami historyezMroi opartemi na lustracyaeh 
Iri starostwa kamieneckiegd z r. 1755, zamieszczona zostanie w wydawni-^ 
^ ctwach Komisyi. 

i 

i' 

II. Wydalał kistoryesiio-fiłosaflesiiy. 



Jvt- 



^ Posiedaeoie dnia 20 Czerwca 1H98 r. 

i 



^^ PrsBewodnicz^cy : Dyrektor Fr. Zołł. 

I Prof. dr. A. Lewicki przedstawia rzecz > O przymierzu 

jj? Zygmunta w. księcia litewskiego z królem rzymskim AThre- 
^ chtem II 4L. 

Przymierae to, a raczej rokowania o to przymierze, były dotąd 
prawie nieznane w historyografii polskiej. Autor ogłosił kilka aktów 
do tej sprawy się odnoszących w kodeksie Kst^w wieku Xy. , tataj się 
ogłasza nowe listy z ^[fótewteckiego archńwwm i na podstawie tych n©^ 






« 

wych materyatów konstruuje niniejszą pracę. Okazuje się, źe Zygmunt, 
2aledv\ie wyniesiony na wielkie księstwo za sprawą Polaków i przeciw 
Świdrygielle, gdy już się czul bezpiecznym na tronie litewskini, usiłował 
niezwłocznie podnieść nowy bunt przeciw Polsce, za pomocą króla 
rzymskiego Albrechta, który byZ zarazem królem Czech i Węgier i za 
pomocą Zakonu niemieckiego, usiłować zatem w zupełności, powtórzyć 
to, co się Świdrygielle nie udało i co sam zwalczyć pomagał. Powód 
hył ten sam: podrzędne stanowisko,, jakie Polacy w ugodzie grodzień- 
skiej z r. 1432 wielkiemu księciu litewskiemu mimo wszystko narzucili 
a nadto ociąganie się ich ze zwrotem Łucka; sposobność zdawała się 
być nawet bardziej nęcącą, albowiem Polacy po śmierci cesarza 
Zygmunta wystąpili przeciw jego zięciowi Albrechtowi !(. i rozpoczęli 
na wielką skalę ąkcyę antyniemiecką, chcąc w Czechach przeciw Al- 
brechtowi osadzić młodszego Jagiellończyka Kazimierza. 

Autor na podstawie znanych teraz listów wykazuje cały tok ro- 
kowań Albrechta z Zygmuntem i Zakonem niemieckim. Ale przymierze 
nie przyszło formalnie do skutku, a to dlatego, ie Russdorf, wielki 
mistrz krzyżacki, zawarłszy zaledwie z Polską pokój brzeski, nie chciał 
go zrywać, obawiając się, że tak jak w poprzedniej wojnie, mimo 
przyrzeczeń będzie rzucony Polakom na pastwę. Wtedy Albrecht usiło- 
wał inną drogą dojść do celu. Głównie z powodu pokoju brzeskiego 
i lichych rządów Russdorfa powstała w Niemczech i Inflantach, za 
«prawą Deutschmeistra, silna opozycya przeciw Russdorfowi i groziła 
wojna domowa w łonie Zakonu. Zaostrzył te stosunki w Inflantach po- 
dwójny wybór mistrza inflanckiego. Otóż Albrecht II , gdy Russdorf 
odmówił współudziałania przeciw Polsce, usiłował zawiązać rokowania 
jz przeciwną Russdorfowi partyą w Inflantach, na której czele stal wy- 
brany przeciw niemu mistrz w Inflantach Fincke von Overberg. Zygmunt, 
zdaje się, godził się także na tę nową kombinacyę i chciał wejść do 
przymierza przeciw Polsce, choćby tylko z udziałem Inflant. Ale sprze- 
ciwili się temu panowie litewscy, którzy, jeżeli w ogóle nie chcieli 
rozpoczynać nowej krwawej zawieruchy zaledwie uśmierzonej, teraz, 
w obec ociągania się Russdorfa, tern mniej byli do tego skłonni. 

Skutkiem tego przymierze Zygmunta z Albrechtem U. formalnie 
nie doszło do skutku i Zygmunt wnet potem odnowił zgodę z Polską. 
Można zatem powiedzieć, że tym razem właśnie mistrz wielki pruski 
swojem zachowaniem się uchronił unię litewsko-polską od nowego 
krwawego wstrząśnienia. 

Dr. Wiktor Czermak podaje pracę swoją p. t : * Przy- 
czynek do dziejów skarhowości polskiej w XVII wieku <, 

danyclf druk.r'''^''%" ''''^^"' "' ^^"^^^ niedostatek materyałów, wy. 
danych drukiem, a odnoszących się do skarhowości polskiej w XVII 



9 



-wieku, stoi ciągle jeszcze na przeszkodzie wyjaśnieniu najważniejszych 
,i)aweŁ kwestyj z zakresu Łej tak doniosłej części naszych dziejów; są- 
dzi jednak, że na podstawie tych materyalów, jakie mamy obecnie 
w rękach, można sobie wyrobić przynajmniej przybliżone wyobrażenie 
o ogólnych stosunkach finansowych Rrzeczypospolitej w pewnych okre- 
sach czasu. Autorowi chodziło w szczególności o stwierdzenie: jak 
znaczną mogła być wydatność podatkowa ludności polskiej w XVII 
wieku. Na podstawie znanych mu cyfr podatków, wpłaconych do skarbu 
Rzeczypospolitej w latach 1629 (z wydawnictwa Bostla), 1658 — 1663 
(z dochodzeń Korzona, streszczonych w dziele o Sobieskim), 1672—1675 
(z rękopisów), 1676 (z wydanego także drukiem wykazu), konstatuje, 
że najwyższa dotąd znana cyfra podatków, wpłaconych do skarbu je- 
^Inorazowo, przypada na rok 1663 i wynosi przeszło 19,217,000 złp. 
Jestto prawdopodobnie maximum^ jakiego nigdy przedtem ani potem 
w XVII wieku dochody państwowe jednoroczne w Polsce nie dosięgły, 
bo jest rzeczą wiadomą, że w r. 1662/3 nałożone zostały na ludność 
Rzeczypospolitej, pod naciskiem wojsk skonfederowanych, najwyższe 
względnie — na wiek XVII — ciężary. Gdyby wziąć przeciętną wszy- 
stkich znanych cyfr wpłaconych podatków z trzeciej ćwierci XVII wieku, 
okazałoby się, że ludność Rzeczypospolitej płaciła w tym okresie 
^zasu od 5—7 milionów złp. rocznie do skarbu państwa; przeciętne 
te mają jednak wartość dosyć wątpliwą, bo znane dane z pojedyn- 
czych lat wahają się między cyframi od 900.000 do przeszło 19 
milionów. 

Autor starał się wyrobić sobie także przybliżone do prawdy 
wyobrażenie o względnej wydatności podatkowej Rzeczypospolitej w po- 
równaniu z innemi państwami. Wskazuje mianowicie na fakt, że w r. 
1661 dochody skarbu francuskiego dosięgały 85 milionów liwrów, 
a w okresie od 1662—1683 za rządów Colberta tak się podniosły, iż 
fniędzy r. 1673 a 1683 dochodziły do przeciętnej wysokości 200 milio- 
nów liwrów. Wedle dziełka Payen'a, wydanego dwukrotnie w latach 
1663 i 1668 (Podróż po Polsce) w tern siódmem dziesięcioleciu XVII w. 
1 liwr równał się dokładnie co do wartości 1 złp. Znaczyłoby to, 
że dochody Francyi w trzeciej ćwierci tego wieku były aż kilkanaście 
i niekiedy kilkadziesiąt razy większe, niż dochody skarbu Rzeczypospo- 
litej ; nie wolno jednak z tego zestawienia i rezultatu wysnuwać wnio- 
sków o odpowiednio wielokrotnie mniejszem bogactwie ludności i ziemi 
polskiej. Nie mówiąc już o odmiennych warunkach terytoryalnych, 
o odmiennym rozwoju dziejowym, o innej liczbie zaludnienia i t. d. , 
trzeba mieć zwłaszcza to na uwadze, że we Francyi i cały system skar- 
bowości i administracyi państwowej był inny: że do dochodów skarbu 
państwa wliczano tam i dochody ze wszystkich dóbr państwowych 
i regaliów i że istniała tamże zasada uposażania dygnitarzy i urzędników; 



10 

pensyami, wyjątkowo tylko dożywotnio nadanemi dobrami ziemskiemf. 
W Rzeczypospolitej natomiast wynagradzano dygnitarzy i urzędników 
głównie dochodami z nadawanych im dożywotnio starostw; a nadto 
dochody królewskie nie były wciągane do rachunków skarbowych 
Rzeczypospolitej. Wreszcie trzeba pamiętad i o tem, że w Polsce XVn 
wieku skarbowość była podwójna, a raczej rozbita na wiele odrębnych 
wydziałów; że istniały osobne skarby wojewódzkie, od głównych pań- 
stwowych niezawisłe. Dopiero gdyby można było te dochody, wpływa- 
jące do skarbów partykularnych wojewódzkich, miejskich i t. d. zesta- 
wić i zliczyć, zdołalibyśmy wyrobić sobie właściwe wyobrażenie o wy- 
datności podatkowej ludności Rzeczypospolitej w danym okresie czasu. 



III. Wydział matematyczno-pMyrodniezy. 



Poued«eaie dnU 6, C^rwoa 1898 r. 



Przewodniczący: I^f. Dr. F. Knieirra. 

Csł. Browicz referuje własną praoę p. t: y, Sztuczna 
krystalizacya hematoidiny w komórce miesaka barwihmntgo^. 

Autor podaje wiadomość o sztucznem wykrystalizowaniu hema- 
toidyny w komórce miesaka barwikowego, ważnej, zdaniem autora, t» 
względu na to, iż 1) obok znanej możliwości krystalizowania się hema- 
toidyny poza komórkami, wykazanej po raz pierwszy przez Tfrcbowa 
w starszych większych wybroczynach krwi, wykazana możliwość kry- 
stalizowania się sztucznego w komórce 2) iż możliwość sztucznego 
wykrystalizowania hematoidyny w komórce wskazuje na przemiany, ja- 
kim hemoglobina pod wpływem komórki ulega 9) iż możliwość 
sztucznego wykrystalizowania hematoidyny w komórce miesaka bar- 
wikowego stanowi dalszy dowód, iż melanin pochodzi od hemoglobiny 
a nie powstaje z białka komórkowego. 

Cst. łUrlińaki reteru^je pracę p. & Kępióslu^o p. 1 1 

W pracy tej zajmuie się autor uproszczeniem metody Fachsa, 
za pomocą której można otrzymać związki między peryodami całek 
bypereliptycznych. W rozważaniach swych wprowadza mianowicie 
Puehs peryody tych całek jako funkcye jednego z punktów rozgałęzie- 
nia, czyniące, jako takie, zadość pewnym równaniom różnic zko wym. 



Ił 



Baleiąoym do tej samej kategoryi (Art). Owoik właśnie, korzystająe 
s Dgólnyeh w)asno^i równań tej samej kalegoryi, Puohs, a nastę- 
pnie Sobiesinger i R. Fuehs oaęśoią wyprowadzają a ezęścią tylko do- 
wedsą istnienia wspomnianych zwiąsków. 

Autor lauwaiy}, ^ zwiątki te motoa olrcymad bez pomocy 
owych ogólnych twierdzeń drogą o wiele prostszą 1 prowadzącą do 
zupełnego rozwiązania zagadnienia, jeAełi się przyjmie za podstawę 
rozumowania pewną oalkę bypereltptyezną gatunku I-go, której pe- 
ryody czynią zadość równaniu róśniezkowemu z sobą samem sprzę- 
żonemu. 

Sekreter? c%}i. Bojitefińaki wferąjc pracę p. R, Merę©- 
\m^ Pi t.: YiVttP^r^««KK» s^md^nmii Ump^ręOnr pawkti^sm 

W celu uzupełnienia prac Dra Hann'a, Pr. Kremsera, R. Scotfa 
i Wablena odnoszących się do nieokresowej zmienności temperatury 
powietrza w Ąustryi, Niemczech północnych^ Anglii i Rosyi, autor 
opracował przebieg te^o elementu na zasadzie spostrzeżeń 64 stacyj 
meteorologicznych w Polsce, nierównomiernie jednak na obszarze kraju 
rozmieszczonych, tak, że niektóre dzielnice jak Ks. Poznańąkie i LTtwa> 
słabo tylko uwzględnione być mogły, 

W krótkim poglądzie historycznym na rozwój pojęcia zmien- 
ności temperatury przypomina autor, iż metoda Hann*ą zmian z dnia 
na dzień, podana w r. 1875 i obecnie ogólnie stosowana, już od r. 184t 
służyła stale do określania t. z. » zmienności dziennej* podawanej 
w sprawozdaniach warszawskiego Obserwatoryum asŁronom.icznego (Bi- 
blioteka warszawska 1841— 1869J, pozostającego pQdówczas przed dy- 
rękcyą Jana Baranowskiego. 

Za punkt wyjścia przyjął autor stuletni okręs czasu obserwacyj 
w Wilnie I Warszawie, opracową?iy przez Wahleną, zestawiając clzie- 
sięcioteciami w postaęi odchyleń miesięcy od średniej rocznej i od 
średniej stuletniej. Pierwsze wskazi^, iż w okresie rocznym max im u m 
zmian przypada w Styczniu Inb Grudniu, minimum w Sierpniu lub 
Wrześniu, drugorzędne max!ma w Maju, minimum przeważriie w Kwie- 
tniu; 2 drugich zestawień wrdać^ jak dalece średnie dziesięcioletnie 
nie wystarczają do poznania przebiegu zjawiska, z czego wynika 
konieczność redukcyi do wspólnego okresy cz.ąsu, aby umożliwić po- 
równanie zmienności na innych stacyach, (Pijących sposlrzeżejiia 
z różnych lat lub mniejszej ich liczby. Przy zastosows^ftiu metody re- 
dukcyjnej Hann^a, metody róijnic, często na bliskich odległościach 
otnymywane były wyniki wątpliwe lub zgoła błędae, autpr przeto, wy- 
chodząc z założenia, że w naszym kraju, z przewagą również, najgłó- 
WAiejszymł czynnrkamf, powodującymi zmienność nieokresową, są za- 



12 



i)u rżenia atmosfery za sprawą przebiegających depresyj, starał się 
wykryć dziedziny wspólnej zmienności , zależnej od sfery działania tych 
wirów. Stwierdzone istnienie uprzywilejowanych szlaków cyklonów 
pozwala przypuszczać stałość wykrytych dziedzin. Przez notowanie, 
w ciągu szeregu lat, jednoczesnych, znaczniejszych zmian w. pojedyn- 
cze dni, zjawiających się z tymże znakiem na pewnej i zawsze ogra- 
niczonej przestrzeni, otrzymane zostały 4 dziedziny zmienności, w któ- 
rych zakresie wyniki redukcyi były zadawalające, z wyjątkiem naj- 
odrębniejszej dziedziny górskiej, gdzie wpływ wielu lokalnych czynników 
bardzo utrudniał znalezienie różnic normalnych. 

Zmienność ze ściśle spółczesnych spostrzeżeń jest zestawioną 
w pięcioleciu (Lustrum) od r. 1871 do 1895, za pomocą zaś redukcyi 
w okresy od 1881 — 90 i od 1881—95. Podane są również ilości zmian co 
1°G i prawdopodobieństw dla grup miejscowości co 2^ W okresie piętna- 
stoletnim maxima i minima są rozmieszczone, jak wskazuje przebieg 
normalny dla Wilna i Warszawy, przyczem max. maximoruin zjawia 
się w Styczniu. Nienormalnie wielka zmienność w ciągu miesięcy letnich 
i główne mazimum w Maju na kilku stacyach (Bielsko, Ujście Jezuickie 
i Drohobycz) jest wynikiem godzin terminowych obserwacyi (8 a, 8 p, 
i 1 p; lub 2 p), z których otrzymana średnia służyła za podstawę do 
obliczeń. W takich przypadkach konieczną jost redukcya do rzeczy- 
wistej zmienności. Zupełnie zbliżony do powyższego przebieg zmien- 
ności na niektórych stacyach w Królestwie każe przypuszczać niesto- 
sowanie się obserwatorów do godzin wskazanych w Instrukcyi (7 a, 
1 p, 9 p); pomieszczenie stacyi meteorologicznej na śródmieściu bardzo 
zmniejsza zm. miesięcy zimowych (Lwów i Dublany, Lublin i Nałęczów, 
Warszawa I i II); przeto drugorzędne max. majowe może stać się głó- 
wnem (Warszawa II, Lublin, Piotrków). 

Polska leży w strefie pośredniej zmienności 1^*9 do 2°0; małą 
zm., właściwą środkowej i zachodniej Europie, 1^7, znajdujemy na kre- 
sach zachodnich (Poznań); wielką 2^3 na wyżynie podolskiej wscho- 
dniej, już pod wpływem krańcowego lądowego klimatu Rosyi Europej- 
skiej : podobnie wielka zm. panuje w krainie górskiej, jakkolwiek 
z licznemi anomaliami, i przedstawia dwa wybitnie różniące się typy 
gór wysokich z wielką zmiennością zimy (przeszło S\) i z mniejszą niż 
na sąsiednich nizinach zmiennością lata, i typ podgórza, z prawie je- 
dnaką dość wielką (2"5) zmiennością w ciągu całego roku. 

Z miesięcy, wyróżniających się niezwykłą anomalią termiczną, 
wybranych w Wilnie i Warszawie, zasługuje na uwagę niezwykle wielka 
zm. (przeszło S\) wyjątkowo mroźnych miesięcy i mała zm. (l'*8) wy- 
jąlkowo ciepłych miesięcy w zimie. Wogóle zm. temperatury w ciągu 
dni zimdwych ciepłych, z temperaturą powyżej 0°, jest bardzo małą 
i mniejszą niż zm. normalna w lecie. Cyklony niektórych szlaków, je- 



13 



żeli następują jeden po drugim, jak to najczę^iei się zdarza w typie 
IV Van-Bebbera. nie rozwijając zimnych wiatrów na stronie tylnej, utrzyj 
mują długo temperaturę w naszym klimacie powyżej O*, obniżając jej 
zm. ponad samą okolicą. 

Z kolei przechodzi autor do rozważania t. z. przez Hann'a fal ter-' 
micznycb. złożonych z fali nagrzania i oziębienia ; na stacyach krajo- 
wych górskich i na nizinach mamy przebieg jednaki: fala ciepła od 
Stycznia lub Lutego do Września lub Października przewyższa falę 
chłodu. Całkowite fale są największe w jesieni i na wiosnę. Niezwykle 
mroźne miesiące zimowe znacznie powiększają wielkość fali; niezwy- 
kle chłodne letnie zmniejszają. 

Poszukując związku pomiędzy podniesieniem i spadkiem tempe* 
ratur i ciśnienia, autor nazywa calkowiteroi falami ciśnienia, podobnie 
obrachowane, jak fale termiczne Hann*a, falą spadku ciśnienia w dniach 
wyrażoną , więcej jego podniesienie, ponieważ okresowe roczne i dzienne 
zmiany ciśnienia w naszych szerokościach są niewielkie, przeto średnio 
spadek lub podniesienie ciśnienia z dnia jednego na drugi jest spowo- 
dowane przez przebiegające główne, poboczne i miejscowe depresye 
i czasowe autycykiony. Przebieg fal w Warszawie wskazuje najwięcej 
zaburzeń w Listopadzie, najmniej w Kwietniu; zestawienie według pór 
roku z liczbami wirów bezpośrednio znalezionemi przez Van-Bebbera 
i Bronnowa daje wyniki zgodne. Wogóle fala ciśnienia jest nieco wię- 
ksza niż fala termiczna, największe różnice zachodzą w lecie, kiedy 
okres dzienny temperatury jest najsilniej wyrażony. Fale ciśnienia' 
w czasie niezwykłych mrozów są znacznie większe niż normalne; 
w czasie niezwykle zimnych miesięcy w lecie są znacznie mniejsze, ca 
w połączeniu z wykrytym przez Hann^a stanem ciśnienia niżej normy, 
wskazuje na większą niż zwykle ilość przebiegających cyklonów. Wielka 
fala w wyjątkowych mroźnych miesiącach przemawia na korzyść pa- 
nowania trwałego stanu wysokiego ciśnienia. 

Sekretarz zawiadamia, że Komisya antropologiczna od- 
była posiedzenie dnia 3 czerwca b. r. pod przewodnictwem 
p. N. Cybulskiego. 

Sekretarz działu etnologicznego, R. Zawiliński, zdał sprawę z po- 
stępu badań podjętych w dalszym ciągu nad ludnością polską na Ora- 
wie (Węgry) w ubiegłym roku. Przez zamieszkanie podczas wakacyj 
wśród tej ludności nie tylko zbliżył się do niej sprawozdawca i po- 
zyskał jej zaufanie, ale nadto poznał wielu w tych okolicach zamie- 
szkałych intelligentnych Słowaków, którzy mu byli pomocni i na przy- 
szłość wszelką pomoc przyrzekli. Oni to zwrócili sprawozdawcy uwagę 
na literaturę etnograficzną słowacką i czeską, tyczącą się Orawy i pol- 
skich na niej osad; nadto wskazali 2 grupy polskich wsi w komitacie 



14 



liptowskimi która 4aai WyMif z Orawy i Iliadą być dekawym pn04^ 
miotem badań. 

Poza Łetn rdiaseneniem wiadomości o mtcMkańeach poiskidi 
na Węgrzech zwrócił sprawozdawca uwagę na biiAsze zbadanie typu 
ubiorów ludu i mieszkań, s oł^awów kaś liycia ludowego — ^ na obrzędy 
i swyczaje dorocsne» t których jednego t. zw« rafania lnu był świach 
kiem ; opróoz tego potrafi! W tym eiasie zapisać pewną iloćć pieśni*, 
powieści ) wydobyć t metryk naawiska włościan, a a map katastralnych 
nazwy pół, lasów, wzgóray, itp. co wszystko pomnożyło adacanie ma- 
teryał, gromadzony do osobnej monografii o ludzie polskim na Orawie, 
którą sprawozdawca po dopełnieniu złoży Komisyi do uśytku ( z licznymi 
fotogramami). 

Z kolei Dr. Demetfykiewies aśkommukował Komisyi sWoje spe^ 
strzeżenia i uwagi, jakie sia mU nasbnęły przy i#iśdkanitt abioró# 
etnograficznych w Muzeum Towaraystwa etnografiezńego wiedeńskiego 
i porównaniu dzisiaj uśywanfob Wyfobów ludowych a typami aaby- 
tków znanych z wykopalisk. 

Najwifonj jeszcze stosunkowo analogii i abllśenia zdają się mieć 
dziaiejsBe wyroby ludowe z aabytkami epoki wędrówki łudów i nowsayoh 
okresów przedhistorycznych; odnosi się to kzozegółnie do oadób meUn 
lowyoh. Przykładem mogą być n. p. okazy z wsehodniąj 6alicyi lab 
Dalmaoyi. Natomiast analogia daisiejfizyeh ludowych wfróbów z zaby- 
tkami dawniejszych okresów praedhistoryćanych t. j« przed fepoką wę^ 
d rowek ludóWi należy do wielkich rzadkości. Dlatego Wielce charakt^ 
rystyeznera jest podobieństwo i oezy wisty stosunćk powinowactwa, 
jaki zachodzi między dzisiejsza ceramiką ludową na Pokuciu i na Bu* 
kowinis a typami ceramiki rzymskiej z epoki cesarstwa. Na tę cAccdi'' 
czność zwrócił już uwagę także prof. Bomstorfśr w Gzerniowoacfa. 

Niemniej interesującym badacza arohtelogioznego jest prasta^ 
zwyczaj, panujący dotąd po wsiach w krajach alpejskich a zwłaszcza 
w Salzburskiem i Górnej Austryi, już mniej w Styryi i Karyntyi, 
przyozdabiania czaszek malowaniem w czasie przenoszenia kościotrupów 
z grobów pierwotnych do kostnic. Obowiązek przyozdabiania czaszek 
cięży na najbliższych krewnych zmarłego. Na czasz%a6b if^alują ozdoby 
roślinne a często wieńce z róż i umieszczają napisy, jak to Dn D. miał 
sposobność oglądać na okateoh takich czasśek w nowo sałożonem Mu* 
zeum etnograficznem w Wiedniu. 

Ponieważ wiemy z wykopali^, że zwyczaj fnatoWartia szkieletów 
facbą ziemistą czerwoną był w epoce kamiennej w Europie ćalej do* 
syć rozpowszechniony a w okolicach nad Dnieprem utrzytnał się takie 
jsszcze w następnym okresie przedhistorycznym, nasuwa się pytanie 
dla archeologa, czy istnieje jaki związek tradyoyjny między zwyczajem 



^ ^- 469543 



&*s 



Ał.- 



dotąd praktykowanym w krajach alpejskich a czasami przedhistory- 
cznemi. 

Prafr Baudouin de Courtenay przedstawił następujące, na jego 
ręce nadesłane prace : 

1. Dra M. Allerhanda : >Przyczynek do historyi imion i nazwisk 
u Żydowi. 

2. Dra J. T. Hryncewicza: »Materya2y do paleontologii mogił 
Azyi wschodniej*. (Cz. IL). 

3. tegoż: »Przyczynek do poznania świata kurhanowego Ukrainy «. 

4. tegoż: »Trwanie życia ludności rosyjskiej w krainie Zabaj- 
kaZskiejc. 

5. tegoż: Starożytni aborygeni Azyi Środkowej c 

a sekretarz pracę p. Maryana Kucza (z Warszawy): » Przysłowia 
z ust ludu spisane w okolicach Witebska, Smoleńska, Mohylowa, 
Orta itd.*. 

Prace te oddano do referatu członkom. 

Nadto prof. Baudouin de Courtenay przedstawił projekt wyna- 
grodzenia komitetu wydawniczego »Melodyj litewskich* X. Juszkiewi- 
cza, tak w części muzycznej jak i literackiej, który w zasadzie przyjęto. 

Sekretarz odczytał kopię pisma Wydziału krajowego, wystoso- 
wanego do Akademii w sprawie założenia »Muzeum krajowego* we 
Lwowie. Komisya po przeprowadzeniu wyczerpującej dyskusyi upowa- 
żniła Przewodniczącego i Sekretarzy do przedstawienia Zarządowi Aka- 
demii w tym przedmiocie swej opinii. 

W końcu uchwalono subwencye na tegoroczne wycieczki naukowe, 
a mianowicie Drowi Demetrykiewiczowi na archeologiczną a prof. Za- 
wilińskiemu na etnograficzną. 



-^^^f^- 



Nakladem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1898. — Dmkamia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 
wydawane 

pod redakcja Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawoadania s posledseń i czyaiioici Akademii Umiejętnoiei w Krakowie wychodaą 
a końcem kaidego miesinca, z wyjątkiem Sierpnia i Wraeinia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie; 1 fi. 60 kr. , — w Anstryl I fl. 80 kr., — sa granicą w obrębie swiąsku 
pocatowego 8 fl. rocsnie. Nnmer pojedyncisy epraedąfe elę, o Ile taepmt itaroiy, po 26 kr. 
Skład główny w kiifgami Spółki wy4awnlexą| w Krakowie. 

Tom ILI. Październik 1898. Nr. 8. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Pońedze- 
nie Wydziaiu filologicznego dnia 10 Października: O pisowni i języku 
ksiąg ustaw polskich w w. Xy. przez J. By stronia. — 7/. Posiedze- 
nie Wydziaiu hitioryezno-filozoficznego dnia 17 Października: Korespon- 
dencya Stanisława Augusta z Piattolim przez St. Smolkę. — Litur- 
gia króla Jana 11 1 Wazy przez F. Konecznego. — 111. Poeiedzenie 
Wydziału matematyczno-przyrodniezego dnia 3 Października : Nowy biał- 
kowy składnik mleka przez A. Wróblewskiego. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącach Sierpniu, Wrześniu i Październiku opu- 
ściły prasę następujące wydawnictwa Akademii : 

Tadeusz Korzon: Dola i niedola Jana Sobieskiego 1629—1674. 
Wydawnictwo Akademii Umiejętności z funduszu im. ś. p. Kon- 
stantego Kmity, 8-o, 3 tomy. T. I: sir. 586 i 6 tablic. T. II: 
str. 4M. T. III: sir. 542 z 1 mapą. 

Archiwum Komisyi historycznej. Tom VIII, 8-o, str. 486. Cena 
3 zir. 



Treść: Dr. Kazimierz Fedorowicz: Dostojnicy i urzędnicy 
świeccy województwa krakowskiego w liitaeli 1374 — 1506 (str. 
1—290). Anatol Lewicki: Akta i listy Piotra Myszkowskiego, 
i;eneralnego starosty ziem ruskich króla Jana Olbrachta, zebrane 
przez ś. p. Adolfa Pawińskiego (str. 291 — 877). Józef Kle- 
czy ós ki: Poszukiwanie spisów ludności Rzeczypospolitej pol- 
skiej w zbiorach Moskwy, Petersburga i Wilna (str. 378 — 387). 
Józef Rleczyński i Franciszek Kluczycki: Liczba głów 
żydowskich w Koronie z taryf r. 1765 (str. 388—407). Dr. Ale- 
ksander Czuczyński: Spis żydów województwa krakow- 
skiego r. 1765 (str. 408 — 427). Dr. Fryderyk Papśe: Wia- 
domość o archiwach węgierskich i uiateryale ich do dziejów 
polskich w drugiej polowie XV wieku (str. 428—454). Dr. Fran- 
ciszek Piekosióski: Nieznane zapiski heraldyczne średnio- 
wieczne polskie, głównie sieradzkie, zebrał Stoslaw Laguna (str. 
455-485). 

Materyaly antropologiczno-archeologiczne i etnografi- 
cznC) wydawane staraniem Komisy! antropologicznej Akademii 
Umiejętności, tom lii (z 29 figurami i 19 ftablieami) , 8-o, str. 
XV, 108 i 197. Cena 3 złr. 

Treść: I. Dział antropologiczno- archeologiczny. 
Wł. Olechnowicz: Grania polonica (str. 1 — 21). S. Ciecha- 
nowski i R. Urbanik: Materyaly do geografii wola i mato- 
Ii>ct\va w Galicyi (sŁr. 22— 37). M. £. Brenstein: Wykopalisko 
na folwarku > Raj nie « w powiecie telszewskim na Żmujdzi (str. 
38—40). L. Magierowski: Trwanie życia w okolicy Jaćmie- 
rza na px>dslawie metryk z lat pięćdziesięciu (1845—1895) (str. 
41—50). M. Wawrzeniecki: Poszukiwania archeologiczne 
w Lelowicach i Mieroszowie w gubernii kieleckiej (str. 51—56). 
J. Talko Hryncewicz: Materyaly do paleontologii mogił 
Azyi wschodniej (str. 57— 75). Wł. Deuietrykiewicz: Neolity- 
czne groby szkieletów tak zw. siedzących (Hockergr&ber) w Prze- 
myskiem i Krakowskiem (76 — 92). Wł. Demetrykiewicz: Wy- 
kopaliska w Jadownikach mokrych i Gorzowie, oraz inne ślady 
epoki La T^ne w Galicyi: zachodniej (str.- 93—108), U. Dział 
etnograficzny. Anonim: Obszar języka litewskiego w gu- 
bernii wileńskiej (str. 1—72). A. Stopka: Materyały do etno- 
grafii Podhala (Zakopane, Kościelisko, Poronin, Czarny Dunajec) 
(sir 78—164). Wł. T et maj er: Gody i godare świata eayli okres 
Świąt Bożego Narodzenia w Krakowskiem (str. 16& — 197). 

Rocznik Akademii Umiejętności w Krakowie. Rok 1897/8, 
8o, str. 141 i 7 tablic. Cena 60 kr. 



3 



Odbitki ź HozpraW: 

LSópaid Adaiłtótz. NóWy gatunek dylu^i&lirego rogatego bydła 
(Bos brachytierds ^tifopaeiis n. sp.), 8-0, str. li-, i dwiema rfci- 
ftaitti W tekściś. Cefift ^ kf. 

A. Le\Vicki: Pratymlei^ze ZygttiunU W. K. litetirskiegio ż królem rżym- 
^kiid Aib^^ćhterti II, 8-ó, str. 38. Cena 25 kir. 

L. Malinowski: Zabytek ji^zyka polskiego z początku wieku XVI. 
2 fikopiśu Biblioteki Uniwersytetu w Erlttn^eU, &-o, str. 82. 
Cena sb kf. 

Edward L. NieziibłtoWski: O Wyrastaniu ostatniego s^ęba trzono- 
wego W dolnej szczęce niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelae- 
uś), z tablicą, 8-0, str. 5. Cena 25 kr. 

Korbki tladzi^wanoWśki i Julidn Schi^amm: O wpływie świa- 
tła na chi&miczne podstawiaiiie, 8-0, str. 19. Ceda 15 kr. 

M. P. Rudzki: O pewnem zjawisku pbdobnem dó dyspersyi opty- 
cznej. III. Studyuin i teofył trzęsień ziemi, 8-0, str. 12. Cena 
15 kr. 

Władysław Sdtke: Roczny przebieg stanu ^nachmurzenia GAlicyi, 
8-0, stf. 142. Cena 95 kr. 

Alojzy Wifaiarz: Polskie pfawo majątkowe- małżeńskie w wiekach 
średnich, 8-0, str. IBJi. Cena 1 złr. 

Odbitka z Archiwum Komisyl historycznej t. VIII. 

Franciszek Piekosiński: Nieznane zapiski heraldyczne średoio- 
wiecene polskie, głównie sieradzkie^ zebrał Stoslaw Laguna, 8-0, 
str. 81. Cena 20 kr. 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział flBologlcżny. 



Posiedzenie dnia 10 Października 1898 r. 



Praewodnlczący : Dyrektor Ki Morawski. 

Gzi. J. Bystroń czyta rzecz p. t. : „O pisowni i języku 
kmg ustaw polskich z w, XV^. 

Praca niniejssa przedstawia materyał językowy zawarty w czte- 
rech rękopisach: w tak ZWanytti kodeksie Świętosławowym (Ś), w ko- 

1* 



deksie Dzia}yńskich (DI), Dzikowskim (Dz) i Stradomskiego (Str.). 
Autor oparł się na wydaniu Łych rękopisów przez Prof. Piekosińskiego 
w Archiwum Komisyi prawniczej (T. HI. Kraków 1895). 

Osohny rozdziat poświęca autor pisowni tych zabytków rękopi- 
śmiennych. Najbardziej starożytne cechy przedstawia kodeks Świętoslawa, 
zasługujący na uwagę głównie dla tego, że w bardzo licznych przykładach 
są w nim dźwięki ścieśnione a. ó^ i oznaczone przez znaki podwójne aa^ 
ooj ee n. p. baaczącz, przydaawaa, daawnosczi, dzaal, gaalki, gwaalthem, 
skaazaan, wyklaad, snaacz, zaakow, daan, yrayaan, ymaa, dzirzaal. ymy- 
aal, layaal, pozwaal, braczaa, sbozaa, dzewyczaam, mąszatkaam, robo- 
taamy, rzeczaach, zzalobaach, poszaaw, staacz, naas, naam, oszandzoon, 
zaplaczoon, panoow, thakoosz, — rzeeki, brzeeg, pozwaneemu, bląndnee, 
drzirzeecz itd. Dalszą właściwością pisowni S jest wyrażanie dźwięków 
miękkich ć, dź, ź. ś tudzież drugorzędnie zmiękczonego 11 znakami uźywa- 
nemi na wyrażenie odpowiednich dźwięków twardych bez miękczącego 
y: robocze, Woczecha, czala (ciała); poczandzon; dzedzyną; dzaal, gne- 
znenskey; crakowskey i t. d. Znamienną cechą pisowni Świętoslawa 
jest także nadzwyczajna skłonność do. pisowni fonetycznej, nader czę- 
ste wyrażanie spółgłosek dźwięcznych zwłaszcza d na końcu wyrazów 
i przed bezdźwięcznemi w środku przez odpowiednie znaki dla spół- 
głosek bezdźwięcznych: paropkoma, sethronadzescza, szolącz (żolądź), 
zastawyphschi , zasŁawyph, myoth, moklliby (mógłliby). szlekl (zległ), 
swyathkow, doswyathczicz i t. d. Druga część kodeksu Świętoslawo- 
wego (S WII— XIX), zawierająca przekład ustaw mazowieckich Macieja 
Różańskiego, ma nieco odmienną pisownię od części pierwszej (I — VI). 
Pisownia DI nie jest tak starożytna jak w S, na uwagę zasługuje je- 
dnak konsekwentne wyrażenie dźwięku di przez dz (bez y); w ko- 
deksie Dz. spółgłoski miękkie wyrażone są przez dodanie znaku y, tak- 
że w Str., gdzie obok y występuje często i. Na uwagę zasługuje właści- 
wość Str. wyrażania (bardzo często) a przez c, ale tylko przed spółgłoskami 
m, n: pąn, ląn, nam, vstawyąmy i t. d. Samogłoski nosowe we wszy- 
stkich rękopisach bywają wyrażone przez ą (ąn, ąm) lub a, u Ś. kil- 
kakrotnie użyto jeszcze dawnego tudzież podwójnego ąą na wyrażenie 
obu dźwięków nosowych. W S i Str. dźwięk nosowy ę dość często wy- 
rażono także przez e, en. 

Z zakresu fonologii zauważyć należy dyalektyczną właściwość 
Świętosława objawiającą się z jednej strony w skłonności do a w wy- 
razach: czasny, czaladzin, dzianie, najazdnik, jana, piach, jadnacz, 
miaszkać, namiastnik, pojadzie, z drugiej do e . rena , renić. Pierwotne 
c zachowało się w wyrazach pożega, siestrzenica, w sufiksach — ewo, 
— ewski, w wyrazie miedzy, niewiesta i innych. Pierwotne » w alibo, 
domnimanie, dopiro, kalita, kaliżdy, siekira, siroto, wieliki, Kazimir, 
Kazimirz, pobirać, imieć, igra i t, d. .Pierwotne o w włostny, włosny, 



Wlod2is2aw i in. Bardzo licznie zachowały się wyrazy w postaciach 
dawniejszych '''cirŁ, cirŁ i t. d., obok których występują także postaci 
późniejsze: cirpieć, czwirć, ówirdzić, dzirżoć, czwirtnia, pirwy, cirzpioć, 
sirzp, pirzwy, mirziączka, śmiró, i t p. Z zakresu 8|.ófglosrk zauważyć 
jes/.cze należy: wielgi, gańba, tegdy, hfa, fala, krolofila, czestny, wlo- 
sln>, zlosŁnik, stalczyó, miesŁce, rozdrzeszyd, rozdrzaz, wzd ruszyć. 
Hendryka, darempnie, dompnimanie, sampnienie, jena, kaiżdy, kaliźdy, 
krzecbki, knąbrzny, chytrzy, sośnia, świadocstwo. bracski, niemiecski, 
csnoŁa, drapieżstwo, ubożstwo, czlwarty, wycięsca, zlza, gielk, puścina, 
różny, sjem, czrzos i t. d. 

Z zakresu form zasługują na uwagę imiona zbiorowe hracid, 
chorąża, rycerzi, święciś,, formy gen. sg. z dawniejszem a (dziś-u) jak 
n. p. czasa, długa, doby tka, dwora, gaja, gniewa, grzecha, inlerdykta, 
kordą, obyczaja, łasa, lista i t. d. , formy gen sg. fem. owce, prze, 
świece i 1. d. obok placej, mszej, wolej i t. d. Z form dat. sg. zauwa- 
żyć należy takie jak sąprzewi, oćcewi, mężewi ob. uiężu, kupcewi, 
objigraczewi, Grzegorzewi, wujewi, Andrzejowi, kmieciewi, pisarzewi, 
z żeńskich żenię; z form acc. sg. pierwotne: prze Bóg, za mąż, na 
żolądź, łowiąc zając i t. d. Bardzo liczne są inslr. sg. z zakończeniem 
im: baczenim, bakanim, dozwolenim, głównie w Ś i Dz. Z form loc. 
zasługują na uwagę: Bodze, człowiece, mieJzie, dłudze, roce, wienie, 
sienie, lecie, zimie, wieśnie, czrzedzie. 

Liczne są przykłady liczby podwójnej, n p dwa kmiecia, dwie 
dziedzinie, dwie stronie; dwu koniu, dwu rodu, z ręku, dwu kopu, 
dwu latu; dwiema groszoma, obiema panoma, obiema stronoma i t. d. 
Z form liczby mnogiej podnieść należy iic/.ne przykłady rzeczo- 
wników męskich z końcówką — owie w nom. : żydowie , wołowie , wa- 
gowie, owocowie, wojewodowie i t. d.; pierwc:tne formy gen. pL: ło- 
kiet, rządziec, sąsiad, starost, statut i Ł. d.; formy dat. pK — em: dzie- 
ciem, koniem, ludziem, sędziem, podkomorzem. Liczne są przykłady 
rzeczowników żeńskich z końcówką dat. — am: częściam, dawnościiim, 
dziewkam, drapiescam, grzywnam i t. d., także kilka rzeczowników 
nijakich ma tę końcówkę: bracstwam, miaslaui. Acc. pi. z końcówką 
(y, i): sąsiady, służebniki, z końcówką — e: jęćce, kmiocie, męże, oćce 
i t. d. InsŁr. pi. z końcówką — y (i): czasy, dary, dobry, kastelany, 
laiki, namiastki, pomocniki i t. d.; z końcówką — mi; artykulmi, czyn- 
szmi, dobrmi, dziedzicmi, jazmi , jednaczmi i t. d. Loc j)I. z końcówką — 
ech: clech, dębiech, dobrzech, folwarcech, grzeszech i t. d. z końców- 
ką—och: arlykułoch, dęboch, dnioch, poloch, i t. d. Z przymiotników 
podnieść należy liczne przykłady odmiany rzeczownikowej: dłużen, pi- 
len, praw, przeciwien, posłuszen, wierzeń, bił, jęt, dan, puszczon, po- 
zwan, Janowo, dłużnikowo, ważno., dat. samotrzeciu, sędzinu; żywię; 



gen. d?ttg» pftndWd} ftc6. óąb iHidk, w e«ii las) Adlli. pi. lattt ^i^iti^ 
na; prliwa Eiemskft i t d. 

W osofoiiym ifóżd^ate prte^laWfóne są lieftehnifti, których 
W księi*fł<5h ustaw zflajdaje ś\ę wWe. W Ś WyBł^aj* li^tebtiiUl w f&r- 
itiie jen, jan : jena ihońeta , jeno pW#o i t. d. Z fłl^ch Itc»eb*iików 
zasługują ha tiwdg[ę: trEfe{b^acia) ; tetywy 6b: cei^ty | druga śieść; geo. 
sześti, dat. szeilci, ifistr. sz^ści4 ; siedm' (§<»thffly); diru dżieaiętil ; indtr. 
dwiemarta^ie (12) obdk dWiemańadewmia ; ffzyiwćei* ifh^ trzynllści^; 
czlyrrłaiJcie ob. czt^rna<»de, cźtei^ńaśćie ; pictriAS^i^, pi^hlidriefieia, pię- 
tnaście i t. d. Daty wyraża się n. p. lata ^ź^gb fiftfóda#«iła tysiąc 
cztyrysła wtotegóna^le (1418) Wbo: lata BoiegO tłai^ódaettiii tysiąca 
czleretlhsgt trzydziestego lala (l=fó3); Z źftirtików eftiAugUlą ila uwagę 
formy zaimka *i •ja *je: jpgo< jemu, ji, (ti)iełhi iiWft, iuiii iaimek 
względny jen, jaż, j^j zaimek ktt w fbrrfiacl! po-kó , kint , kfeiti ; ♦oboj, 
Oboja, oboje ma w gen. obojega, óBojego i dHójg^; fórti. obojej, loc* 
Bg. W Obojem (czlotiku); ćf. pi. oBoićh (ksiąg). Stópiefi wyfeef przy- 
miotnika wielki występuje W formie większy, Wi^tsay i wigfiszy, sto- 
pień nftjwyi^zy ód lekki — lekćejszy. 

Z fOrm czasownikowych zasługują na uwtigę n. śg. prfteś. «ź€i«, 
imię, przyzbie, pozowie, przyjaje, seźie, slusze i 1. d. — Wylfop*, Wy- 
rąba, ś?uśza — 1. pi. będziem, chcem 3. pL bierzą, dotóstA, stradzą, 
żywią, władzą; part. praet. act. 1. zapfiićiw, skaraw, za^taWiw i i d. 
Inf.: czyść, ić, imiec, sieśd, bójeć się, touśid; Imperat. pójdti, wspo- 
moży i t. d. 

Z zakfesu składni , którą autor przedstawia śzcziśgólOwo^ aauwa- 
żyd należy n. p. cdnsłructio ad sensum : bracia śtf yjecźtt ; . . fehcieli, 
ślaćhta... dawają, ubóstwo... cirpią. Gen. Cotnpar. dOlfj traećh lat; 
Przymiotnik w zastępstwie g^n. obiecti : O gwaK fiieWic^ici, d fifacskiem 
zabiciu. Z gen. lącźą się czasowniki: badad się, brzydźtó się, ikdke się, 
doświadczyć, mścić się, patrzyć, i^uszyć, pfzeć, ddrjsec, prryźweHć, 
odumrzeć, stradać, targować ł t. d. z dat. dufać, pi^zyjać, UjU^ przyga- 
nlać, narzec, urągać, zabiegać i t. d; z acc. igratS (gfeflki); wzWiedfeieć, 
zeznać, żądać, popisać i 1. d. ; z instr. oplwitdwać. Nader Trezne są przy- 
kłady łacińskiej konstrukcyi acc. cum ińf. : wiWzy a MnitnA się iniie^ 
niektóre prawo ku niektórej dziedzinie; wytz^amy a objiśnifemy w tej 
pf zytcy temu Franciszkowi zawadzić dwu latu rzeCzofta dawłiośd i t. d. 

Rodzajem gen. absoluti są tego rodiKajU kónstrUkeye: gdyby czyj 
syii. Obojga porodziciela zdroWa będąc, przeigrałby ni^kaWeh pieniędzy 
wielkość; powoda stojdc - zaś niewolriiczem naśladowaniem łaciń- 
skiego abl. abs. są takie zwroty jak: jego nabycim w tettt rtieczyniac 
przekazy nijanej ; sędzia kU skazaniu ma poić nie przeszkadzaja^J nte- 
stltnim tako pozwanego. 



Ifaińyal leksykalny ZAWarty w rękopkach Ś, DF, Dz i Str. aut<v 
(pracował w osobnym słowniku. 



II. Wydział historyczno - fliozollczny. 



Posiedzenie dnia 17 Października 189S r. 



ftrze wodniczący : Dyrektor Fr. Zoll. 

Czł. Stanisław Smolka podaje wiadomość o yjKorespon- 
dencj/i Stanisława Augusta z Piatłolim^. 

Dr. Józef Korzeniowski raial sposobność podczas pobyiu swego 
w Paryśti przejrzeć i w znacznej częad przepisać zbiór oryginalnych 
biletów Stanisława Augusta, pisanych w latach 17iK)— 1792 do ks. 
Scypiona Ptaitołego. Zbiór ten znajduje się w rękach pry watnyck Dr. 
Korzeniowski odstąpił prelegentowi uprzejnue kopii przez siebie spo- 
rządaonycb. 

Nie jest to korespondencya w wiaściwem tego słowa znaczeniu. 
W całym zbiorze zaajdi^e się tylko jeden dluiazy list króla do Piatto- 
łego, z 7 listopada 179^ (w:odpisie), zresztą są to krótkie bilety, w zna- 
^Dei ezęaei oiedaŁowaBe łub tylko datą dnia opatrzone^ W ciągu ca- 
łego tego ezasn Piailoli bawił przy królu, widywali się codziennie, bi- 
ksty te ałuiyły zatem przeważnie do porozumienia się pomiędzy jedną 
a dragą rozmową. Cenny to przedewszystkiem materyał do charakte- 
-rystykł osołństefo atoaunku między królem a Piattolim. Do historyi 
polityczne) niewiele w nich znajduje sĄ przyczynków; w kilku bile- 
tadk zawiera się dokładne wyjaśnienie (z cyfcami) ówczesnego położe- 
nia inat«ryalnego Stanisława Augusta, liczae też znajdujemy szcze- 
góły, odnoszące się do sprawy żydowskiej, która traktowała się w Sa- 
rnie z końcem r. 1791 i z początkiem 1792. 

P. Feliks Koneczny zdaje sprawę z swej pracy p. i. : 

j^Liturgia króla Jana III Waztf^, 

Autor występuje przeciw powszechnie i^rzyjęlemu mniemaniu, 
jakoby król szwedzki Jan III byl katolikiem i jakoby dążył do stopnio- 
wa^ przyMfróceoia katolicyzmu w awem państwie ; twierdzi natomiast, 
że król ten sam ułożył nowe wyznanie wiary i chciał je narzucić kra- 
jowi. Do zamętu religijnego wprowadzał tedy nową niejako sektę swego 
własnego po«]^ysłu, odrębna tak od katolicyzmu, jakoteż od wszystkich 



8 

wy7Dań protestanckich; Lutra i Kalwina niecierpial, Ojców Kościoła 
sam sobie interpretował. Z nauki katolickiej niejedno przyjmował, 
a jeszcze więcej z katolickich obrządków; wiadomem to było jeszcze 
zanim wstąpił na tron, i Eryk XIV zarzucał mu z tego powodu pa* 
piżm; ale też Jan już wówczas z całą stanowczością papizmu się wy- 
pierał. Gdy podczas pierwszej elekcyi kandydował o tron polski, za- 
strzegał sobie, wyznawać taką religię chrześciańską , jaką mu się podoba, 
i tego samego żądał dla swych dziedziców, >zwłaszcza, że sami nie 
możemy wiedzieć, jaką religię sobie wybiorą, gdy dojdą lat swoich«. 
Nawiązał potem stosunki dyplomatyczne z Rzymem, ponieważ potrze- 
bował protekcyi papieskiej u Filipa II i wicekróla Neapolu w sprawie 
sukcesyi barskiej; wkrótce dołączyły się do tego względy jeszcze do- 
nioślejsze, a mianowicie potrzeba sojuszów przeciwko Danii, na której 
chciał wziąć odwet za upakarzające warunki pokoju szczecińskiego 
z r. 1570. w którym Szwecya straciła Golland, Halland i Schonen. 
Sytuacya polityczna była tego rodzaju, że nie mógł znaleść sprzy- 
mierzeńców przeciw Danii wśród państw protestanckich; chciał się 
więc oprzeć o Hiszpanię i Polskę. Filipa U namawiał do wyprawy na 
fortecę duńską HelsingÓr nad Sundem; opanowawszy ją trzymałby Filip 
w swem ręku znaczną część handlu flandryjskiego i byłby pewny, że 
przez Surid nie przepłyną żadne okręty na pomoc Niderlandom. W sto- 
sunkach z Batorym nie był szczerym ; na sprawie inflanckiej mniej mu 
zależało a z Moskwą życzył sobie pokoju; pomagał królowi polskiemu 
o tyle tylko, o ile koniecznie nie mógł się od tego uchylić. Póki miał na- 
dzieję, że Hiszpania i Polska pomaga im w danym razie przeciw Da- 
nii, poty też udawał nie katolika wprawdzie, ale takiego, który bli- 
skim jest nawrócenia na katolicyzm i uczyniłby to chętnie, gdyby nie 
obawa o własnych poddanych. Przez kilka lat łudził katolickie dwory 
i kuryę rzymską. Bardzo mu do tego dopomagała nieoględność Pos- 
sewina, który dał się najzupełniej wywieść w pole. Rozpowszechnione 
mniemanie, jakoby Possewin nawrócił był Jana ill, ograniczyć należy 
do tego, że Jan Iii przyjął raz przed Possewinem sakramenta według 
obrządku katolickiego. Opinię katolika wyrobili Janowi lU Possewin 
i król duński, który szkodził Szwecyi na każdym kroku w świecie 
protestanckim. 

Wyrazem opinij religijnych króla jest ułożony przez niego mszał, 
Ł. z. Liturgia. Całe panowanie Jana III zeszło na wprowadzaniu tej 
liturgii w Szwecyi. Autor jest tego zdania, że o wiele łatwiej byłoby 
zaprowadzić katolicyzm, niż tę >liturgięc. Król sam jednak przeszka- 
dzał propagandzie katolickiej, o ile mu chwilowo nie było potrzebną 
do jego celów. 

Autor opisuje zwłaszcza szczegółowo obie miaye szwedzkie Pos- 
sewina na podstawie materyałów watykańskich, nieznanych po wię- 



9 

kszej części Theinerowi, gdy pisał owe dzieZo. Theiner bez krytyki 
powtarza tylko, co w danej chwili było mniemaniem Possewina. Ni- 
niejsza praca jest ponownem opracowaniem tego tematu, z uwzględnie- 
niem stosunków politycznych i wewnętrznych spraw Szwecyi. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 3 Października 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

CzŁ N. Cybulski referuje o tymczasowej wzmiance p. 
A. Wróblewskiego p. t, y^Nowy białkowy składnik mleka^. 

Dotychczas znane były trzy proteinowe składniki mleka: sernik, 
globulina mleczna i białko mleczne. Autor odkrył w mleku jeszcze 
jedno ciało białkowe, odznaczające się znaczną zawartością siarki, 
oraz własnością opalizowania, jaką posiadają jego rozczyny, które też 
dlatego zostało tymczasowo nazwanem opalizyną. 

Mleko krowie zawiera bardzo małe ilości opalizyny, mleko ko- 
byle — większe nieco jej ilości , w mleku zaś kobiecem występuje to 
ciało najobficiej. Różnica w zawartości opalizyny tworzy jedną z naj- 
wybitniejszych różnic pomiędzy mlekiem kobiecem i krowiem. Mleko 
kobyle zajmuje pod tym względem, jak również i pod niektórymi in- 
nymi względami, miejsce pośrednie. 

Podczas sUącania sernika kwasem octowym opada częściowo 
i opalizyną, część jej strąca się w postaci nitkowatych lepkich włókien 
jeszcze zanim zaczną się tworzyć kłaczki sernika. Najwyraźniej daje 
się to spostrzegać w mleku kobiecem. Własności opalizyny zbliżają się 
do własności albuminatów. Podczas trawienia peptycznego nie pozo- 
stawia ona pseudonukleiny i różni się tern od sernika; po ogrzewaniu 
z kwasem solnym nie redukuje rozczynu Fehlinga, nie należy więc do 
mucynów (ciał śluzowych). 

>-s5^< 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1898. — Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



i 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane « 

pod redakcyf} Sekretanea generalnego 
STANISŁAWA SMOLKI 
z współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania z posiedzeń i czynności Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą 
% końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata w}mo«i 
w Krakowie: 1 ił. 50 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za (cranicą w obrębie związku 
pocztowego 3 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 2.ó kr. 

Skład głowa/ ^ kalęgamł Spółki wydawniczej w Krakowie. 

Tom Ul. Listopad 1898. Nr. 9. 

Treść: Wiadomości bieżące: Zatwierdzenie wyboru. — Bibliogra- 
fia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Posiedzenie Wydziału filo- 
logicznego dnia 14 Listopada: De rbetoribus latinis obseryationes 
alterae przez K. Morawskiego. — //. Fotiedzenie Wydziahi hifto- 
ryczno-JUozoficznego dnia 21 Listopada: Początki prawa umownego ze 
Bzczególnem uwzględnieniem rozwoju prawa w Miemczech przez St. 
Estreichera. — III, Posiedzenie Wydziału, matematyczno- przyrodni- 
czego dnia 7 Listopada : Obraz mikroskopowy komórki wątrobnej po 
wstrzyknięciu do żyły szyjnej rozczynu hemoglobiny przez T. B ro- 
wie z a. — Dwupostaciowość gruszek przez £ Janczewskit^go — 
O soku wyciśniętym z diożdży przez A. Wróblewskiego. — O wa- 
haniach w natężeniu minimalnych wrażeń optycznych i akustycznych 
przez W. Heinricha. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



Zatwierdzenie wyboru. Jego Ces. i Król. Apostolska 
Mość Najwyższem postanowieniem z dnia 28 października 
1898 raczył potwierdzić wybór p. Stosława Laguny na rze- 
czywistego zagranicznego członka Akademii. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu Listopadzie opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii : 

Atlas geologiczny Galicy i. Tekst do zeszytu dziesiątego. Część 
II. Żółkiew (SI. XI, p. 4) 4). BeZz-Sokal (SI. XI, p. 3). Waręż 
(SZ. XI, p. 2). JawoTÓw-Gródek (SI. X, p. 5). Rawa Ruska (SŁ 
X, p. 4f). Belzec-Uhnów (SI. X, p. 3) 8-o, str. 167. 

Odbitki z Rozpraw: 

X. Jan Nepomucen FijaZek: SŁudya do dziejów Uniwersytetu kra^ 
kowskiego i jego Wydziału teologicznego w XV wieku, 8- o, str. 
182. Cena 1 zir. 25 kr. 

Z. W. Jaworski: O rozkładzie mleka pod wpływem prątka Bacillus 
butyricus Hueppe (z jedną tablicą), 8-o, str. 27. Cena 35 kr. 

Władysław Natanson: O wpływie ruchu na zmiany stanu sku- 
pienia, 8-0, str. 27. Cena 25 kr. 

>-<G^ 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 14 Listopada 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Przewodniczący oddaje cześć pamięci zmarłego na dniu 
6 listopada 1898 r. członka korespondenta Wydziału, Dra 
Zygmunta Samoiewicza. 

Czł. K. Morawski przedstawia treść swojej pracy p. t.: 
^De rhełoribus latinis ohsewałiones alterae^. 

Autor przedstawił i poparł dowodanń retoryczny charakter czter- 
■dziestej księgi Liwiusza, następnie skreślił rozwój niektórych frazesów 
retorycznych u historyków rzymskich, w opisach hilew, zwycięstw 
i klęsk. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 21 Listopada 1898 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Dr. Stanidaw Estreicher przedstawia pracę p. t.: j^Po- 
szatki prawa umownego^ ze szczególnem uwzględnieniem rozwoju 
prawa w Niemczech^, 

Autor rozbiera dotychczasowe teorye o rozwoju prawa urno- 
ivnego, omawiając zwłaszcza teoryę Sohma oraz rezultaty naukowe, 
<ło jakich doszły nowsze prace nad dogmatyką średniowiecznego prawa 
umownego, mianowicie: Siegla, A miry, Puntscharta. Następnie prze- 
<:hodzi do prawa umownego ludów pierwotnych i omawia warunki 
•ukształtowania społecznego, od którego to prawo jest zależne, wyka- 
zując, iź w obrębie ściślejszych grup społecznych, zorganizowanych na 
podstawie wspólności gospodarczej, prawo umowne kształci się w spo- 
:sób odrębny, aniżeli w stosunkach pomiędzy owemi grupami, powią- 
^anemi ze sobą na stałe jedynie lylko wspólnością wierzeń religijnych. 
Mianowicie w tych stosunkach prawo umowne opiera się — podobnie 
Jak wszystkie instytucye prawne — na podstawach sakralnych. Dopiero 
w miarę przekształcania się podstawy wspólności społecznej z religij- 
nej na polityczną i gospodarczą, nabiera prawo umowne coraz więcej 
cech świeckich, zastosowuje się do rosnącego ciągle znaczenia wy- 
miany usług i prestacyi między członkami tego samego związku 
•a autorytet władzy związkowej zapewnia opiekę każdemu stosunkowi 
umownemu, bez specyalnego ustanawiania odpowiedzialności za naru- 
szenie {Haftung). 

W najdawniejszym natomiast obrocie pomiędzy dwiema grupami 
iciślejszemi jedynym sposobem nadania umowie mocy prawnej jest 
bądź to dokonanie w celu zawarcia umowy zbratania się tych grup 
i oddanie go pod opiekę Bogów, bądź też — po rozluźnieniu węzła 
solidarności gospodarczej, jaki łączy te grupy ściślejsze i po wyrobie- 
niu się ekonomicznej samodzielności jednostek — opatrzenie umowy 
llątwą, ofiarą, przysięgą. Umocnienie takie powoduje, iż naruszenie 
stosunku prawnego umową wytworzonego — ze strony czy to którego 
z kontrahentów, czy to osób trzecich — sprowadza na naruszającego 
gniew Bogów i dopełnienie na nim exsakracyi ze strony całego związku, 
ewentualnie nawet na całej grupie ściślejszej, do której należy. Autor 
omawia następnie zachowane w porządku prawnym średniowiecznym 
objawy tego poglądu i zestawia rozmaite surrogaty sakralnego uma- 

1* 



'^^ 

























^ 















>^>' 



'^^^>^^v.^^ nr rs^ ^lo p 









^ 



^ 



y* 












X 



y 



iN^ 



^ 



^ 



X 



y 



y 



/ 



y 



y 



uprawnionego przy żądaniu pewnej presŁacyi lub usługi, ewentualnie 
przy żądaniu poddania się skutkom naruszenia umowy. Przy umowach 
dwustronnych spotykamy wymianę takich znaków legitymacyjnych, np. 
przy uaiowie o zbratanie wymianę części ubrania albo broni. Jeżeli 
zaś zawarcie umowy następuje przy pośrednictwie osoby trzeciej, to 
uprawniony składa w jej ręce znak legitymacyjny. Znak ten pozostaje 
w rękach uprawnionego, ewentualnie osoby trzeciej, aż do czasu zga- 
śnięcia zobowiązania, poczem zostaje stronie drugiej zwrócony {v€uiia 
Hajtzeichen). 

W razie jeśli warlosć prestacyi lub usługi, stanowiącej podstawę 
umowy, jest nie wielka, a wartość znaku legitymacyjnego względnie 
wysoka, to jest dla obu stron korzystnem umówić się, iż kontrahent 
poszkodowany ma prawo szukać zadosyćuczynienia przedewszyslkiem 
lub wyłącznie na owym oddanym przez stronę drugą przedmiocie. 
Tkwi w tera zaród wyrobienia się zwyczaju, aby ustanawiać odpowie- 
dzialność umowną za pomocą oddawania zastawu , ewentualnie — 
w razie użycia na ten cel pieniędzy — zadatku. 

Wreszcie trzecim sposobem zadosyćuczynienia potrzebom dowo- 
dowym jest utrwalenie za pomocą pisma zarówno faktów, odnoszą- 
cych się do kwestyi prestacyi lub usług, jak tez i do kwestyi ustano- 
wienia odpowiedzialności umownej. W tym charakterze przejęły szczepy 
germańskie dokument z prawa rzymskiego i bizantyjskiego; a ponieważ 
z zupełną łatwością można było dokumentowi nadawać cechy indywi- 
dualne, przeto zostaje on zrównany co do znaczenia swego z vadia. 
Dopiero w późniejszym rozwoju zostaje wytworzone pojęcie, iż sam 
fakt spisania dokumentu, nawet bez osobnego ustanowienia odpowie- 
dzialności umownej, wystarcza do stworzenia węzła obligatoryjnego. 

W miarę postępów politycznego uspołecznienia występuje w pra- 
wie z coraz większą mocą tendencya do nadania władzy państwowej 
szerszych atrybucyj w zakresie prawa umownego. Najdawniejszym 
objawem tej tęndencyi jest wyrobienie zasady, iż ustanowienie przez 
kontrahentów odpowiedzialności za naruszenie stosunku, wytworzonego 
umową, nie może oplnosić się do osób trzecich — jak to było pierwo- 
tnie przy obwarowywaniu umów klątwą lub przy ustanawianiu na 
jej miejscu jako jej surogatu niekorzyści materyalnych. Odtąd kara 
ustanowiona za naruszenie stosunku , wynikającego z umowy, — jeśli 
ina odnosić się i do osób trzecich, — musi być orzeczona przy współ- 
udziale władzy. 

Ale nawet tam, gdzie strony nie ustanawiają zakazu naruszania 
przez trzecich, wchodzi w zwyczaj przypozywanie władzy przy zawar- 
ciu kontraktu w chąral^terze gwaranta i składanie jej za to odpowie- 
dniej odpłaty (w naturaliąch lub pieniądzach), — zapewnia to bowiem 
stronom egzekucyę ze strony władzy. W prawie późniejsze m zawieranie 



6 



niektórych umów za pośrednictwem sądu zostaje obligatoryjnie zapro- 
wadzone. 

Wreszcie należy tu zabronienie pomocy własnej legalnej i wstą- 
pienie na to miejsce egzekucyi sądowej, jako jedynej formy uzyskania, 
zapewnionego umową zadosyćuczynienia. Odtąd obowiązek gwarantów 
ogranicza się do udowodnienia przed sądem faktu przyjęcia na siebie- 
odpowiedzialności umownej przez stronę naruszającą umowę. 

Zwyczaj ograniczania odpowiedzialności do drobnych niekorzy- 
ści materyalnych {arra poeniierUialU) daje powód w prawie miejskiemu 
średniowiecznem do powstania zapatrywania, iż stronie służy w takich 
razach wybór między nienaruszaniem stosunku umownego a między- 
naruszeniem tegoż za zapłatą umówionej niekorzyści. To prawo od- 
płatnej rescyssyi {Beureeht) zostaje w prawach miejskich rozoiągnięte- 
do umów utwierdzonych litkupem, denarem bożym, przybiciem, — przy— 
czem niektóre prawa idą nawet tak daleko, iż pozwalają w takich- 
przypadkach na rescy ssyę nieodpłatną, byleby została wykonana zaraz: 
po dokonaniu czynności, zapomocą której kontrahenci ustanowili od- 
powiedzialność umowną. 

W rozdziałach końcowych omawia autor powstanie kontraktu: 
realnego i konsensualnego w prawie średniowiecznem, których moc: 
obligatoryjna nie polega na ustanowieniu odpowiedzialności , ale na 
dokonaniu i przyjęciu prestacyi, względnie na osiągnięciu porozumie- 
nia między stronami. Pierwotnie pomimo dopełnienia prestacyi, strony 
nie są zobowiązane do nie naruszania stosunku tem wytworzonego^ 
W razie, jeżeli która ze stron uważa ten stosunek (nieutwierdzony 
ustanowieniem odpowiedzialności za ewentualne naruszenie) jako nie- 
korzystny dla siebie (np. pozbycie rzeczy za cenę zbyt niską), to posiada 
możnośó jednostronnego rozwiązania tego stosunku, byleby była w sta- 
nie stronie przeciwnej zwrócić daną sobie odpłatę. Na tem polega, iż: 
darowizna w prawach pierwotnych, a także u ludów germańskich, jako 
prestacya nieodpłatna, może być każdej chwili cofnięta i tem się tló- 
maczy ogólno-germański zwyczaj, iż obdarowany chcąc uzyskać zape-^ 
wnienie trwałości dla stosunku wytworzonego darowizną , ofiarowyiw^a. 
darowującemu drobną odpłatę (launegild;, w zamian za którą tenże- 
umacnia stosunek przez ustanowienie odpowiedzialności na wypadek 
jego naruszenia. 

Pojęcie kontraktu realnego wyrabia się najprzód dla tych przy-> 
padków, gdzie pewna prestacya uczynioną była nie dla otrzymania 
odpłaty, ale z warunkiem zwrotu tejże po pewnym czasie. Zaś uzna- 
nie faktu otrzymania prestacyi jako ogólnej zasady, dla której węzer 
obligatoryjny między stronami powstaje, dokonywa się dopiero później 
pod wpływem doktryn powstałych na tle prawa rzymskiego. 



Jeszcze później — bo w Niemczech dopiero w w. XVI — pnsyj- 
muje się pojęcie kontraktu konsensualnego, i to również pod wpty« 
wem prawa rzymskiego, a raczej pod wpływem włoskich prawników 
średniowiecznych, którzy w duchu protegowanej przez kościół bona Jide* 
w obrocie interpretowali przepisy prawa rzymskiego. Nie jest to więc 
również rozwój organiczny zasad prawnych germańskich, ale recepcya 
pojęć etycznych i odpowiadających im norm prawnych z zewnątrz. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 7 Listopada 1898 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Krrutz. 

Przewodniczący oddaje cześć pamięci zmariego na dniu 
8 października 1898 r. członka czynnego Wydziału, prof. 
Dra Władysława Zajączkowskiego. 

Czł. T. Browicz wnosi rzecz p. t. ^ Obraz mikroskopowy 
komórki wąfrohnej po wstrzyknięciu do kyty szyjnej rozczynu 
hemoglobiny^. 

Autor wstrzykiwał psom rozczyn hemoglobiny Mercka w sto- 
smiku 0'3— 0*4 grama na kilogram wagi zwierzęcia. W cztery godziny 
po wstrzyknięciu hemoglobiny zabijano zwierzę. Bezpośrednio po śmierci 
psa wkładano kawałeczki wątroby do 27o rozczynu formaliny. Skrawki 
z przymrażanych kawałeczków uzyskane barwiono metodą van Giesona 
lub też bematoksyliną i eozyną, Reicherta apochrom, ok. 4, 3. imm. 2. 
W jądrach komórek wątrobnych autor znajdował krwinki czerwone lub 
kryształy hemoglobiny, które to zjawisko opisał autor w roku ubiegłym 
w komunikacie p. t. : >Jak i w jakiej postaci otrzymują komórki wą- 
trobne hemoglobin ęc (tom 34 Rozpraw Wydz. mat.-przyr. Akad. Umiej. 
w Krakowie. 

Oprócz tego zjawiska dostrzegalnego w każdej wątrobie psa znaj- 
dował autor tylko w jądrach jakoteż tylko w cytoplazmie lub Łeź ró- 
wnocześnie w jądrze i w cytoplazmie różnej wielkości, ściśle odgrani- 
czone, okrągławe złogi brunatnego lub prawie czarnego barwika. Złogi 
te miały jednolite wejrzenie okrągłych bryłek tkwiących wśród miąż- 
szu jądra lub cytoplazmy, albo też były wejrzenia brunatnych igiełko- 
watych kryształów, nagromadzonych w wakuolach śródkomórkowych 



8 

tak w jądrze, jakotei w cytoplazmie. Na niektórych zJogach niezupeł- 
nie jednolitego wejrzenia można było dokładnie oznaczyć, iź powstały 
one ze skupienia brunatnych, igiełkowatych kryształów zlewających 

się ze sobą. 

W jądrach komórek wątrobnych znajdowały się pojedyncze lab 
dwa i trzy złogi barwikowe. W cytoplazmie leżały te złogi częścią roz- 
rzucone nieregularnie wśród cytoplazmy, albo też otaczały wieńcem 
jądro komórki. Niekiedy i w niektórych tylko preparatach leżały te 
brunatne, igielkowate kryształy porozrzucane wśród cytoplazmy komórki 
wątrobnej. 

W tych komórkach, w których jądrze znajdował się kryształ he- 
moglobiny (rzadko znaleśó można dwa kryształy), a w których cyto- 
plazmie znajdowały się lub też nie znajdowały się powyżej opisane 
złogi barwikowe, jądro nie zawierało zazwyczaj tych złogów, a jeżeli 
wyjątkowo znajdowały się one w obrębie jądra komórki wątrobnej, to 
mieściły się obok kryształu hemoglobinowego w częściach miąższu ją- 
dra na obie strony wypartego, które wyparcie miąższu jądra widoczne 
na fig. 9 i 10 tablicy komunikatu p. t.: »Jak i w jakiej postaci otrzy- 
mują komórki wąlrobne hemoglobinę €. Nie podlega żadnej wątpliwości, 
że te złogi barwikowe są w bezpośrednim związku z hemoglobiną 
wstrzykniętą na cztery godziny przed śmiercią zwierzęcia. 

Eksperyment ten udowadnia znowu wnikanie hemoglobiny do 
wnętrza normalnej komórki wątrobnej normalnego psa, wnikanie nie-' 
tylko w cytoplazmę, ale także yf jądro komórki wątrobnej, 

W jednej i tej samej wątrobie, a nawet w jednej i tej samej 
komórce wątrobnej powstać może zjawisko krystalizowania się dwóch 
odmian jednej substancyi chemicznej, jednej odmiany wyłącznie w ją- 
drze, drugirj odmiany w jądrze i w cytoplazmie. W skrawkach mikro- 
skopowych przyrządzonych z materyału w absolutnym wyskoku stwar- 
dniałego, tych złogów barwikowych nie było, były tylko kryształy he- 
moglobiny w jądrach komórek wątrobnych, a ponieważ formalina 
w czystym rozczynie hemoglobiny strątów krystalicznych nie tworzy, 
wysnuć można z tego wniosek, na co już zwróciłem uwagę w komu- 
nikacie p. t.: »0 zjawiskach krystalizacyi w komórce wątrobnej* (t. 35 
Rozpraw Wydz. mat.-przyr.) iż hemoglobina nagromadzona w komórcd 
wątrobnej zmienia się, zanim ostatecznej śródkomórkowej przemianie' 
ulegnie, pod wpływem komórki w odmianę do krystalizacyi zdolną 
i dającą się za pomocą np. formaliny uwidocznić. Formalina tworzyłaby 
więc mikrochemiczny odczynnik na hemoglobinę w komórkach zawartą" 
i przez nie zmodyfikowaną. 

Oba te zjawiska krystalizacyjne w komórce wątrobnej, Uk śród- 
jądrowe kryształy hemoglobiny w komórce wątrobnej psa jakoteż bru- 
«^tne, igielkowate kryształy w komórkach wątrobnych człowieka ozna- 



9 



-czyZ autor w poprzednich komunikatach jako zjawisko poimiertne wy- 
kazujące tylko obecność hemoglobiny w komórce wątrolmej i wskazif- 
jące na wpZyw, jaki komórka na krwinki czerwone, a wagl^dnie he*'' 
mogiobinę w ro2k:zynie wywiera. 

Eksperyment podany utwierdsea ten pogląd, gdyi ani w świeśej 
niesŁwardnialej wątrobie, ani tei w skrawkach alkoholowych nie odr 
nalazt autor tych kryształów. 

Porównywając mikroskopowe obrazy komórek wątrobnycb wzięte 
z przypadków biernego przekrwienia, jakoteż z wątrób normalnych no- 
worodków (patrz komunikat p. t: >0 zjawiskach krystaiizacyi w ko- 
mórce wątrobnej«, jakoteź fig. 6, 7 i 9 na tablicy dołączonej do komu- 
nikatu p. t. : »Śródkomórkowe kanaliki żółciowe, ich slosunek do wa- 
kuol Kupffera i do pewnej formy patologicznej wakualizacyi komórek 
wątrobnycb* niemniej na fig. 1, 2, B, 5, 6, 7, 9 i 10 na tablicy komu- 
nikatu p. t. : >0 patologicznym stanie jądra komórek wątrobnycb prze- 
mawiającym za tem, iż jądro spełnia funkcyą wydzielniczą«, t. H4; Roz- 
praw VVydz. mat.-przyr. Akad. Umiej.) z obrazami komórek wątrobnych 
psa po wstrzyknięciu do żyły szyjnej rozczynu hemoglobiny, widzi się 
na pierwszy rzut, iż one są zupełnie zgodne, co najwięcej wakuole nie 
są tak wielkie, jak to widać na fig. 7, a szczególnie 9 tablicy z komu- 
nikatu z Marca 1897 r. 

Zupełna zgodność mikroskopowych obrazów komórek wątrobnych 
w trzech zupełnie różnych stanach komórki, w komórce wątroby mu- 
szkatołowej, w komórce wątrobnej normalnego noworodka, w normal- 
nej komórce psa po wstrzyknięciu hemoglobiny do żyły szyjnej jakoteż 
wykazana możliwość sztucznego wytworzenia tych obrazów popiera, 
zdaniem autora, wnioski wysnute w roku ubiegłym na podstawie obra- 
zów z patologicznych stanów wątroby powziętych, co do funkcyi jądra 
jakoteż obecności systemu kanalików tak wśród jądra, jakoteż cytopla- 
zmy komórki wątrobnej. 

Wynik podanego eksperymentu z innego jeszcze względu wydaje 
się autorowi ważnym. W komunikacie p. t. : >W kwestyi pochodzenia 
meianiny w nowotworach barwikowych* (t. 35 Rozpraw Wydz. mat.- 
przyr. Akad. Umiej.) podał autor, iż w komórkach śródoczkowych je- 
dnego przypadku mięsaka barwikowego, w którym równocześnie w ko- 
mórce mięsakowej zdołał sztucznie wykrystalizować bematoidynę (> Sztu- 
czna krystalizacya bematoidyny w komórce mięsakowej* t. 35 Rozpraw 
Wydz. mat.-przyr.) w cytoplazmie znajdowały się wakuole, zawierające 
zupełnie takież same jak w komórkach wątrobnych brunatne, igiełko- 
wate kryształy (fig. 4 na tablicy przytoczonego komunikatu). Możliwość 
wykazania tego materyału krystalizującego się, który, jak to powyżej 
podany eksperyment stwierdza, jest niewątpliwie substancyą pochodną 
od hemoglobiny, razem z innymi wtedy podanymi szczegółami popiera. 



10 



również, zdaniem auto^^ wypowiedziAne podówczas zapatrywanie, ii; 
melanina w nowotworze barwikowym pochodzi od hemoglobiny, a nie^ 
od białka komórkowego. 

Szczegóły te co do komórki w^trobnąj jakoteż komórki mięsa- 
kowaj, a więc lącznotkankowej, rzucają niejakie światło na tak cie- 
mną jeszcze kwestyę biologii organizmu komórkowego. 

Czł. Ed. Janczewski przedstawia rezultaty swoich ba- 
dań nad „Dwuposłacunaoscią gruszek*^. 

Ponieważ owoc jest przeobrażonym pędem czyli latoroślą, więc 
fizyologia roślinna wyjaśnia nam zupełnie, dlaczego owoc gruszki jest 
grubszy i na krótszym osadzony ogonku w klimacie cieplejszym i such- 
szym, niż w chłodnym i wilgotnym. Ale nie wyjaśnia nam ona, dla- 
czego pomiędzy owocami zebranemi z tego samego drzewa, więc w tych 
samych warunkach wyrosłem!, często dają się spostrzec kształty tak 
dalece różne, że nawet biegły pomolog nie mógłby ich uznać za nale- 
żące do tej samej odmiany, Przyczyny tej tak wybitnej dwupostacio- 
wości owoców w niektórych odmianach nikt dotąd nie wyjaśnił, nawet 
tak znakomity monograf gruszy, jak J. Decaisne. Tymczasem autor się 
przekonał, że cała ta dwupostaciowośó jest bezpośrednim wynikiem sta- 
nowiska, jakie kwiat zajmował w baldaszkogronie. Kwiaty boczne dają 
owoce grubsze, krótsze, zawieszone na ogonku dłuższym, kończącym 
się zgrubialością ; w czasie dojrzewania tych owoców, ogonek, jako o^ 
drugiego porządku, odskakuje od osi pierwszego porządku, czyli osadki. 
Kwiat szczytowy jest przedłużeniem osi pierwszego porządku czyli osa- 
dki i daje owoc dłuższy, węższy, siedzący na krótkim ogonku, który 
niczem się od osadki nie odgranicza; owoc taki łamie się, przy zbie- 
raniu, z częścią osadki, a często z całym ulistnionym pędem kwiatowym. 

Stosunek ilościowy owoców szczytowych do bocznych jest mnief 
więcej taki jak samych kwiatów, kilka lub kilkanaście % ogólnego- 
zbioru, dochodzi on niekiedy 4ib^/oj jak w Berze Diela. , Oprócz paru 
odmian (Pstrągówka, Szterkmanka), owoc szczytowy jest stale mniejszy 
niż boczne, mniej więcej o lO^^/o na wagę, a dłużej i mocniej trzyma się^ 
na drzewie. 

Nie we wszystkich jednak odmianach, dwupostaciowość, zależna 
od stanowiska kwiatu, występuje w równym stopniu ; w gruszkach zbyt 
krótkich, jak bergamoty, lub bardzo długich, jak plebanka, jest ona mało- 
wydatną, ale w innych występuje bardzo wyraźnie i niekiedy jest wprost 
zdumiewająca. 

CzŁ N. Cybulski referuje o pracy p. A. Wróblewskiego 
p. t. y^O soku wyciinietym z droidiy^. 

Pracując w dalszym ciągu nad fermentami amylolytycznemi,. 
a mianowicie nad inwertyną, szukał autor łatwiejszej i wydajniejszej 



11 



metody od poprzednio używanej, do wyłączenia tego fermentu. Za ma- 
teryaZ do tego miał mu służyć sok wyciśnięty z drożdży według Buch- 
nera. Należało więc naprzód rozpoznać składniki tego soku, aby zdać 
sobie sprawę z możliwego wpływu, jaki one podczas otrzymania inwer- 
tyny wywierać mogą. Podane obecnie przez autora wiadomości tyczą 
się tej właśnie pracy wstępnej. 

Przedewszystkiem potwierdza autor odkrycie Buchnera, pole- 
gające na tern, że sok wyciśnięty z drożdży roztartych z piaskiem po- 
siada też same własności iermentujące jak i żywe drożdże, że zatem 
obecność komórek drożdżowych nie jest koniecznym warunkiem fer- 
mentacyi, lecz że fermentacya wyskokowa polega na działaniu czyn- 
ników chemicznych, które się znajdują w soku komórkowym drożdży. 
Sok ten zawiera kilkanaście ciał białkowych, ścinających się w temp. 
41® do 100®, jak to autor stwierdził za pomocą cząsteczkowej koagula- 
cyi; sa tam białka właściwe i globuliny. Zdaje się, iż są tam również 
obecne ciała charakteru śluzowatego i nukleoalbuminy. Proleozy są 
obecne w niewielkiej ilości, w większej zaś peptony. W tymże soku 
znajduje się ciało, które silnie redukuje jod na jodowodór, również 
azotan srebra i odbarwia rozczyn Fehlinga, nie wytwarzając w nim 
osadu. Prócz tego autor znalazł pewien węglowodan złożony, tyrozynę, 
leucynę, kwas glutaminowy, inne kwasy amidowe, zasady strącalne 
kwasem fosforowolframowym, ciała ksantynowe, glicerynę, lecytynę, 
małe ilości tłuszczu, substancye lotne o osobliwych własnościach, sub- 
stancyę organiczną, zawierającą duie ilości kwasu fosforowego i wapnia 
i małe ilości magnu, oraz inne ciała. 

W soku drożdżowym znajdują się też enzymy, a mianowicie 
inwertyna oraz enzym proteolityczny podobny do trypsyny. Według 
autora enzymów tych należy szukać w osadach zawierających proteozy 
i peptony. Gosię tyczy odkrytej przez Buchnera zymazy, fermentu 
powodującego rozkład cukru na wyskok i bezwodnik węglowy, Ło autor 
zdołał tylko stwierdzić, że ona prawie nie przechodzi przez filtr Cham- 
berlaina, i przez tenże filtr nie przechodzi białko ścinające się w tem- 
peraturze 41®, że więc zatem i zymaza i to białko zostają równocześnie 
przez pory filtra zatrzymane. 

Z badań autora widać, jak bardzo skomplikowany skład chemi- 
czny posiada sok zawarty w komórkach drożdżowych, widać też, że 
w jednej takiej komórce mogą znajdować się obok siebie eon aj mniej 
trzy różnorodne fermenty, których działanie musi być w komórce w ja- 
kiś sposób hamowane, ponieważ po za komórką, w wyciśniętym soku, 
ferment proteolityczny niszczy w prędkim czasie białko ścinające się 
w 41®, a z niem i zymazę. Zymazę uważa autor jako czynnik chemi- 



^) Anzeiger der Akademie d. Wiss. in Krakau. April 1898. str. 180. 



12 



€zny powodujący fermentacyę, czyli jako ferment, iecz ze względu na 
reakcyę, jaką on powoduje, oraz ze względu na jego własności (zo- 
staje zniszczony przy 4:0^, nie przechodzi przez filtr Cbamberlaina) od- 
różnia się ten ferment od tych ciat, które znamy dotychczas pod na- 
zwą enzymów. 

Uwzględniając działanie kwasów, alkaliów, wody w wyższej tem- 
peraturze i innych ciał działających katalitycznie i wywołujących pro- 
cesy fermentacyjne, będziemy według autora zmuszeni w grupie ciał 
działających katalitycznie uwzględnić osobne oddziały; do je- 
dnego z nich będą należeć czynniki proste, jak woda, kwasy, alkalia, 
niektóre ciała elementarne, do drugiego — enzymy, do innego znowu — 
ciała jeszcze bardziej skomplikowane iw swej budowle prawdo- 
podobnie jeszcze bardziej do protoplazroy zbliżone; do tych ostatnich 
należy zymaza. 

C/i. Cybulski podaje treść pracy p. W. Heinricha p. t. 
^0 wahaniach w natężeniu minimalnych wrażeń optycznych 
i akustycznych^ , 

Praca autora dzieli się na cztery rozdziały. 

W rozdziale pierwszym zdając sprawę z dotychczasowych prac 
nad wahaniami w natężeniu minimalnych wrażeń, wykazanych przez 
Urbatschitsch^a, N. Langego, M iinsterberga, Pace, Mar- 
beg, Eckener^a iLehmana, autor zwraca uwagę na to, iż ożywiona 
polemika o wyjaśnienie wahań, była polemiką o zasady psychologii 
i o ogólną metodę psychologicznych badań. Badacze, pracujący aad 
wyjaśnieniem pytania, dlaczego w^rażenia minimalne ulegają wahaniom 
natężenia, starali się jednocześnie udowodnić, lub zwalczać pogląd, że 
koniecznym jest pierwiastek psychiczny, konieczną specyficzna silą, 
kierująca zmianami i przebiegiem psychicznych elementów. Skoro zaś 
wskutek wyjaśnienia pojęciowego, obrona »specyficznej siły< okalała 
się niemożliwa. Pace, Mar be, Eckener i Lehman starali się przy- 
najmniej obronić twierdzenie, że wahania są natury centralnej, a nie 
uwarunkowane zmianami obwodowemi. 

W rozdziale drugim podaje autor swoje ogólno - metodo logiczne 
stanowisko. Wychodząc z założenia, że psychologia stając się nauką 
doświadczalną, musi podlegać tym ogólnym zasadom, któremi posłu- 
gują się badania przyrodnicze, autor wykazuje, że podstawą każdego 
przyrodniczego badania jest szczegółowe i dokładne opisywanie zja- 
wisk. Zjawiska są znane, skoro zostały opisane, gdy znany jest ich 
związek i zależność od poprzedzających je lub następujących po nieh 
zmianach. Stosując się taksamo do psychologii doświadczalnej, aulor 
stawia żądatiie, aby i tutaj badanie ograniczało się do opisu całości 



1» 



zjawisk objektywnie obserwowanych, ]ub objektywnie obserwować się 
dających. Za takie zaś uważad nsLieiy: warunki doświadczenia, jakim 
badany został poddany; zmiany dające się na badanym obserwować, 
a więc zmiany w organach zmysłowych, zmiany w systemie nerwo 
wym i t. d., nareszcie reakcye i wypowiedzenia badanego. Autor zwraca 
w końcu uwagę na to, że w ten sposób odgraniczony zakres badania 
stwarza teren, na którym możliwą jest wspólna praca psychologów, 
praca niezależna od ich indywidualnych poglądów filozoficznych. Te 
ostatnie przyjmują charakter uzupełniających interpretacyj filozoficznych, 
leżących poza właściwym zakresem psychologii doświadczalnej. 

W rozdziale trzecim wyjaśnionemi zostają wahania natężenia 
minimalnych wrażeń optycznych. Wypowiedzenia badanego mówią 
o zmianie natężenia wrażeń; powstaje więc pytanie, czy zmiany te nie 
dadzą się objaśnić zmianami w organach zmysłowych. Wyjaśnienie 
pytania opiera autor na obserwowanych przezeń drobnych wahaniach 
stanu soczewki. Wykazując, jak zmiany takie muszą wpływać na zmiany 
natężenia podniety działającej na siatkówkę, powodując zaledwie spo- 
strzegalne wrażenie, objaśi.ia on, iż przy podniecie, będącej u granic 
pobudliwości, czas widoczności wrażenia musi być krótki, nie widoczno- 
ści natomiast stosunkowo długi ; przy podniecie zaś silniejszej musi 
wzrastać okres widoczności. Przytaczając dalej rezultaty badania nad 
obrazami bocznemi, które wskutek swej niewyrazistości mniej intensy- 
wnie działać muszą na siatkówkę, wykazuje autor, iż podczas patrze- 
nia bocznego silniejsza podnieta nie zanikająca już w razie patrzenia 
centralnego, musi jeszcze wykazywać wahania podczas patrzenia bo- 
cznego. Wszystkie te wywody potwierdzają dotychczasowe doświadczenia. 
W rozdziale czwartym autor podaje badania zmian w natężeniu 
wrażeń akustycznych. Opierając się na spostrzeżeniu, zrobionem wspól- 
nie z Drem V. Hammerschlagiem, które pokazało, iż oddech i puls 
zmieniają stan napięcia błony bębenkowej, pyta on, czy zmiany te nie 
wpływają na wahania natężenia wrażeń. Przeprowadzone pod tym wzglę- 
dem badania wykazały przedewszystkiem rezultat niespodziewany, że 
tony stałe nie wykonywają żadnych wahań. 

Zjawisko to da się tylko obserwować badając szmery. Badając 
wrażenie kołatania zegarka, autor znalazł, iż 61'67o regestrowanych 
maximum natężenia wrażenia przypada na wydech ; na fazę przej- 
ściową do zupełnego wydechu 15,9; na fazę początkową wdechu 4r,3: 
na maximum zaś wdechu tylko 14,3. 

Tenże charakter wykazały notowania minimum wrażenia. Rezul- 
taty nie są tutaj tak wybitne z powodu trudności notowania. Tutaj 
jednak podczas maximum wdechu 48,87o wypada regestrować zani- 
knięcia wrażenia, podczas zaś zupełnego wydechu tylko 13,37o- Rezul- 



14 



taty te przemawiają więc za tern, że wypchnięcie bębenka z położenia 
najlepszego dostrojenia do szmeru, powoduje jego zanikanie. Autor 
jednak wniosku tego z zupełną pewnością nie wysnuwa, uważając, ii 
konieczne jest poprzednio dokładne wyjaśnienie fizycznych warunków 
przewodzenia dźwięków w organie słuchu. 



>-^> 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1898. ~ Drukarnia Uniwersytetu JagleUoAfkiodro. 



E 



S& 469561 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyą Sekretarea generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



SprawosdanU z posiedzeń i czynności Akademii Umiejętnoioi w Krakowie wyohodią 
I końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Wrzeinia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr. , — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związku 
pocztowecro S fl. rocznie. Numer pojedjrńcsy sprzedaje się, o ile %mp9M starezy, po 86 kr. 
Skład główny w kzięgaml Spółki WjdawalesciJ w Krakowie. 



Tom IV. Styczeń 1899. Nr. 1. 

Treść: Bibliografia. — Biblioteka: Sprawozdanie za II półrocze 
1898 r. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Potiedzenie Wydziału 
JUologicznego dnia 9 Stycznia'. Studia critica in Oeorgium Pisidam. 
Pars I: De Pisidae apud Theophanem aliosąue bistoricos reliąuiia 
przez L. Sternbacba. — //. PoBiadzenie Wydziału hittoryczno-fiLo- 
zofieznego dnia 16 Stycznia: O źródłach heraldyki ruskiej przez Fr. 
Piekosińskiego. — Posiedzenie Komisyi historycznej z dnia 16 
Grudnia 1898. — 2JJ, Pońedzenie Wydziału matematyczno-przyrodni- 
czego dnia 2 Stycznia: O maku (Papayer somniferum L.) i jego ho- 
dowli w Polsce przez J. Rostafińskiego. — Posiedzenie Komisyi 
antropologicznej z dnia 10 Grudnia 1898. 



BIBLIOGRAFIA. 

W miesiącu styczniu opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii: 

Odbitki z Rozpraw: 

T. B rowie z. O zjawiskach krystalizacyi w komórce wątrobnej. — 
O śródnaczyniowych komórkach we wZoskowatych krwionośnych 
naczyniach zrazików wątroby. — W sprawie pochodzenia mela- 
ninu w nowotworach barwikowych. — Sztuczna krystalizacya 

1 



hematoidyny w komórce tnięsaka barwikowego (z jednft tablicą), 
8-0, str. 17. Cena 30 kr. 

S. Kępiński. O peryodach całek bypereliptycznych , 8 o, str. 18. 
Cena 25 kr. 

A. Witkowski. O oziębianiu się powietrza wskutek rozprężenia nie- 
odwracalnego, 8-0, str. 18. Cena 25 kr. 



Biblioteka. Sprawozdanie za Il-gie p łrocze 1898 roku. 
W ubiegłem półroczu zawiązaliśmy stosunek wymienny z na- 
stępującemi insty tucyami : 

Frankfurt a/M. Senckenbergische naturforschende Gesellscbaft. 

Gotenborg. Kgl. Yetenskops vel. Yitterbets-Samh&lle. 

Kanzas. University. 

Mitawa. Kurl. Gesellschaft fiir Literatur und Kunst. 

Odessa. MsTeopojior. Oócepsaropin YiiHBepcHTeTa. 

Para (Brazil). Museu Paranese. 

Pisa. R. Scuola Normale Superiore. 

Praga. Akademia Kfeslanska. 

— Slovansky Piehled. Red, A, Ćerny. 
TrontJhjem. Kgl. norske Yidenskabers Selskabs. 
Turciansky Sv. Martin. Musealna sloYenska Spolećnost. 
Upsala Societas Scientiarum. 
Wiedeń. K. k. Hochschule fur Bodenkullur. 

Z darów, olrzymanyołi w tern półroczu, wymienić 
należy : 

J. Klaczko. Roine et la Renaissance. Jules II. Paris 1898. 
Teki A. Pawińskiego I— V. Warszawa 1897, 1898. 
J. Tretiak. M^dośd Mickiewicza I. II. Petersburg 1898. 

Nadto Otrzymaliśmy w darze od Synów: Rękopisy Ign. 
Domeyki p. t. » Krótki rys charakteru Kordylierów chilijskich 
i mineralnego ich królestwa c i inne. 



-o•^ 



3 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 

I. Wydział filologiczny. 

Posiedzenie dnia 9 Stycznia 1899 r. 

Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. prof. Dr. Leon Sternbach przedstawia treść swo- 
jej pracy p, t: ^^ Studia critica in Georgium Pisidam, Para 
I: De Pisidae apud Theophanem aliosgue historicos religuiis^, 

Aator zwraca uwagę, że historycy bizantyjscy w partyi odno- 
szącej się do rządów Herakleiosa I przynoszą często wiadomości wyjęte 
z historycznych poematów Pisidesa. Dokładniejsze jednak badania wy- 
kazują, źe jedynie Theopbanes Confessor, który kronikę swą uloiyt 
między r. 810 a 814, zużytkował bezpośrednio utwory Pisidesa, inni zaś 
korzystali tylko z zapisków Theophanesa. Zastanawiając się nad sto- 
pniem zależności poszczególnych kronikarzy od Theophanesa, dochodzi 
autor do rezultatu, źe wprost z Theophanesa czerpali tylko Georgios 
Monachus w drugiej polowie 9go stulecia i Symeo Magister w 10-tym 
wieku, inne zaś źródła opierają się głównie na relacyach Georgiosa lub 
Symeona. Przy obecnym stanie naszej tradycyi nie moglibyśmy żadną 
miarą rezultatu tego osiągnąć, gdyż Symeo wcale nie jest wydany, 
a tekst Georgiosa ogłoszony przez Muralta polega na interpolowanym 
rękopisie moskiewskim, który powstał przez skojarzenie Georgiosa z Sy- 
meonem. Autor ogłasza zatem pierwotną redakcyę Georgiosa i tekst 
Symeona, przez co otrzymuje najpewniejszą podporę swego wniosku. 
Fiłiacyą utrudnia jednak Georgios Kedrenos z wieku 11-go: wprawdzie 
w głównych zarysach widzimy kompilacyą Symeona, ale Kedrenos daje 
też wiadomości Theophanesa. których ani grupa Georgiosa ani familia 
Symeona nie przejęły. Mimowolnie nasuwa się myśl, że Kedrenos łą- 
czył zapiski Theophanesa z relacyami Symeona, ale autor dowodzi, że 
Kedrenos już taką kontaminacyą miał przed sobą, i że z tego samego 
źródła korzystał oprócz niego zarazem kronikarz, którego pracę prze- 
chował kodeks watykański 16H. Natomiast do grupy Georgiosa należy 
nieznana dotychczas <jUvoiJ»ic Konstantyna Laskarisa. — Na pierwszy 
rzut oka bardzo wiele obiecuje również nie wydana kronika występu- 
jąca w tradycyi rękopiśmiennej jako dzieło arcybiskupa Kyrillosa z Ale- 
ksandryi i Pisidesa; ale mamy tu do czynienia z fałszerstwem Darma- 
riosa, który odzwierciedla wiernie grupę Georgiosa. 



4 



Stąd też tylko waryanly Theophanesa mają znaczenie dla kry- 
tyki tekstu Pisidesowego, z drugiej zaś strony Pisides umożliwia różne 
poprawki w tekście Theophanesa. Omówiwszy dotychczasowe kwestye 
przystępuje autor do rekonstrukcyi zaginionej pieśni Pisidesa o osta- 
tnich walkach Herakleiosa z Cbosroesem, którą również parafrazował 
Theophanes. 



II. Wydział historyczno - fllozoliczny. 



Posiedzenie dnia 16 Stycznia 1899 r. 

Przewodniczący: Dyrektor Fb. Zoll. 

Członek prof. Fr. Piekosiński przedstawia rzecz p. t.: 

„ O źródłach heraldyki ruskiej'^ . 

W pracy swej .0 dynastycznem szlachty polskiej pochodzeniu* 
postawił Autor twierdzenie, iż najzasobniejszem źródJem do heraldyki 
polskiej średniowiecznej jest heraldyka ruska, która jest młodsza he- 
raldyki polskiej siostrzycą. 

•w p ^"®""' '*">" zapatrywaniu wystąpił stanowczo naprzód kano- 
niK Fetruszewicz w artykule .Zapytania i odpowiedzi., zamieszczonym 
w Hajyczamnie, następnie p. Aleksander Jabłonowski w czasopiśmie 
autor '^t"'^''"''' -Najnowsze teorye heraldyczne i t. d..; ten ostatni 
ruskLi^n 'r^t ^''^""J^ °* ''eromn,, podobieństwo herbów szlachty 
ruskiej do tomh plemion kaukazkich Kabardów i Abadzechów. 

naganne^ autlT '*'f° f P^^^ywania powołał się Autor na dwa nie- 

zfSr3;;;t °'T"'^' '"'^""'''^'^ Władysława Jagiełły 
łami dozwololem ^T't ^y^munta z r. 143*. którymito dokumen- 
atoli oZkzTnL"* t k';'"°'" '"^''•'" ^'^^^"'^ herbów, z tern 
a gdy szlachu Sst 1 ''"\"'l '"" ""^'^'"^ '^'"''^'^ "'^^^l^* 

P«ed udzieleniem Ter JówtvcrT' "^ "'**=''*^ ""''^"^^ ' P"^'« 
w tej mierze porozumil ^ , ^''^"°"' ™"'^''"' "»* «*« poprzednio 

Zdawało Sie r T "'"""* ^''''"'■ 
^o^Pdów, popierajacycr^ *f J*''^^'''^ ' nieposzlakowanej wartości 
k^estya uznaną zosVJ„i„ ^^ ^^^^^^^ restrykcyi zapatrywanie Autora, 

W każdym rtóe''* ostatecznie załatwioną i rozstrzygniętą. 
-Patrywań Au^tTra^^Lr.rh ''" T' "^'^'""•i^' ^^ Je«i Pr-cit^icy 
•=^"1' pokonanymi lub ort !„ '"^*"T"' * «"y dowodów, nie beda się 

przekonanymi, to postarają się o najstarsze pie 



5 



częci bojarów ruskich , pocbodzące z czasa przed zaborem Rusi Czer- 
woaej przez Kazimierza Wielkiego lub przyaajmniej z czasu przed r. 
14H2 i 14^ i wykażą, źe faktyczny stan rzeczy nie zgadza się z tre- 
ścią dokumentów, że bojarowie ruscy już przed zaborem Rusi Czer- 
wonej przez Kazimierza W. a względnie przed latami 14H2 i HH^i uży- 
wali berbów, i że te berby nie mają żadnego związku z beraldyką 
polską, ale albo reprezentują runy skandynawskie młodszego tylko 
futorku, a zatem mogą pochodzić od Warego-Rusów. albo też wyka- 
zują niedające się zaprzeczyć pokrewieństwo z tambami kaukazkich 
Kaba^dów i Abadzecbów. 

W ten sposób prowadzona polemika byłaby godną ludzi zapa- 
trujących się poważnie na uailowania naukowe, w każdym zaś razie> 
obiecywałaby nauce nowe zdobycze. 

Tymczasem zamiast zwrócić się na to jedyne, otwarte jeszcze 
dla badań naukowych nad, powyższą sporną kwestyą pole, wystąpił 
prof. Małecki w czwartym zeszycie Kwartalnika historycznego z r. 1898 
z artykułem pod tytułem »Znaczenie unii horodelskiej w roku 141B 
z punktu widzenia heraldycznego*, w którejto pracy podsuwając wy- 
danym dla Litwinów i Rusinów przez Władysława Jagiełłę dokumen- 
tom inne zgoła znaczenie, niż takowe z wyraźnego brzmienia wyra- 
zów i ich logicznego z sobą związku się okazuje, usiłuje także owym 
dwom przez Autora w obronie swego twierdzenia przytoczonym, aż 
nazbyt zresztą jasnym dokumentom, również zgoła odmienne nadać 
rozumienie. 

Frof. Piekosiński, wychodząc z tego założenia, że interpretacya 
dokumentów prawnych w pierwszej linii do prawników zawodowych 
należy i że polemika jego na tern polu prowadzona z prof. Małeckim, 
jako nieprawnikiem , nie miałaby żadnego celu, wolał pominąć ową 
naciąganą interpretacyę wspomnianych dokumentów, a natomiast sam 
wejść na to pole, na które przeciwnicy jego koniecznie wejść byli 
powinni i zbadać najstarsze dochowane pieczęci bojarów ruskich, 
pochodzące jeszcze z Xiy wieku , a zatem w każdym razie poprzedza- 
jące przywileje z r. 14B2 i 1^34. 

Chociaż oryginalne pieczęci bojarów ruskich, pochodzące z XIV 
jeszcze wieku, należą do największych sfragistycznych rzadkości, nia- 
ło się przecież Autorowi zgromadzić 14 takich pieczęci, niepodej rżanej 
autentyczności, z dokumentów przechowanych bądź w Muzeum XX. 
Czartoryskich w Krakowie, bądź w archiwum państwowein w Kró- 
lewcu. 

Z tych pieczęci najstarszych pięć wyobraża jeden i tensam te- 
mat, to jest ptaka siedzącego, zwróconego w prawo, na dwóch pie- 



częciach ma ten ptak skrzydła złożone, na trzech skrzydła jakby do 
lotu podniesione. Ptak jest przedmiotem znanym, mógłby byd zatem 
tematem herbu na modłę zachodnio-europejską uformowanego, ale w^y- 
gląd owych ptaków na wspomnianych pięciu pieczęciach dochowany, 
w niczem herbów zachodnio-europejskich nie przypomina. Nie jesito 
przeto naśladownictwo herbów zachodnio-europejskich, ale prosty wy- 
twór nieudolnej fantazyi. 

Ostatnia czyli szósta z tych najstarszych pieczęci wyobraża po- 
piersie jakiegoś świętego wedle rytuału greckiego. 

Z czterech późniejszych pieczęci jedna przedstawia krzyż, któ- 
rego każde z czterech ramion przekrzyżowane, druga jakoby herb 
Słońce Maszkowskiego, trzecia i czwarta odmiany herbu Nowina. 

Z czterech wreszcie najpóźniejszych pieczęci dwie są bez ża- 
dnych wyobrażeń i noszą na sobie tylko cztero wierszo we ruskie na- 
pisy, trzecia wyobraża herb Syrokomlę w najstarszej formie, to jest 
łękawicę wywróconą z krzyżem, czwarta herb Gozdawę. 

Cóż się z tych najstarszych pieczęci bojarów ruskich okazuje? 

Oto najpierw, że żadna z nich nie nosi na sobie żadnego ta- 
kiego wizerunku, któryby chód z daleka przypominał tamhy Kabardów 
i Abadzechów kaukazkich i pozwolił odnieść początek herbów szlachty 
ruskiej jeszczo do owych czasów, kiedy Rusini z temiż kaukazkiemi 
narodami wspólną rodzinę stanowili; powtóre, że żadna z tych pie- 
częci nie przedstawia typu runicznego, któryby na runie z młodszego 
futorku był oparty, i dozwalał przypuszczenia pochodzenia tych her- 
bów od WaregoRusów ; jedyna zaś pieczęó z tematem runicznym 
oparta jest na runie ze starszego futorku i przedstawia herb polski 
(byrokomlę); po trzecie, że wreszcie aż pięć pieczęci wyobraża herbv 
polskie. . czego widać, jak szybko bojarowie ruscy zaraz po zaborze 
Kusi Czerwonej przez Kazimierza Wielkiego i zetknięciu sie ze szlachta 
polską zarżeli sobie przyswajać herby polskie, na razie 'jeśli nie na 
proporcach, bo do togo trzeba było zezwolenia panującego monarchy 
to przynajmniej w formie znaków napieczetnych ^' 

nhnipłnn f'' «konstatowanego w ten sposób faktycznego stanu rzeczy 
onojetna juz lest kwp«jłva ,'oi,« • • j c '^"^*-y, 

a nie m; Ino '^^^^^^ya , jaką sie inną na sztucznem naciąganiu 

ro^riSTr/^''"'''^^'' """'^ -"^'^ interpretacy, dokul^on- 

cznei H^6,!!T ^<l«Je oprawę z posiedzenia Komisyi history- 
cznej które się odbyło dnia 16 grudnia 1898 r ood orzL 
wodnictwem nrof Win^^^.^ ■, , ^ prze- 

proi. Wincentego Zakrzewskiego 



przewodnicillcego prof. Stanistaw Smolka, sekretarzem t)r. Wiktor 
Czermak. Następnie uchwalono budżet na rok 1899. 

W końcu odbyło się posiedzenie ściślejsze. 



Ul. Wydział iiiatenmtyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 2 Stycznia 1899 r. 

Przewodniczący: Frof. Dr. F. Krwutz. 

Czł. J. Rostafiński czyta rzecz p. t.: „O maku (Papa- 
vef' somniferum L.) i jego hodowli w Polsce^, 

Autof rozdziela swoją pracę na dwie części: pierwsza jest bo- 
taniczna, w drugiej jest mowa o makach hodowanych w Polsce i użyt- 
kach z nich. W pierwszej zestawia Autor wiadomości botaniczne 
o maku, podząwszy od najdawniejszych czasów i przychodzi do prze- 
konania, że na podstawie literatury nie można dojść do ogólnego re- 
zultatu; obiecuje więc sprowadzić nasiona maku ze wszystkich stron 
świata i ten żywy maleryat naukowo opracować. Zestawia tu wszyst- 
kie polskie nazwy maku i tlornaczy ich znaczenie. Wykazuje, że w no- 
Łacie p. Dybo^^skiego ogłoszonej we » Wszechświecie « z r. zeszłego nie 
ma nic nowegO, a wszystko wymaga sprostowania. 

W drugiej części zestawia Autor wszystko, co wiadomo o użyt- 
kach z maku z polskich autorów. Mak byl znany w Polsce w przed- 
historycznych czasach; może nie tylko nasiona ale i młode rośliny były 
jadane. Jego hodowla rozszerzyła się z >% prowadzeniem wiary chrześ- 
cijańskiej do kraju, bo posty wymagały używania oleju, który z maku 
jest doskonały. W rachunkach dworu królowej Jadwigi jest też mowa 
o maku dostarczanym na olej. Nie tylko olej makowy służył na postną 
omastę ale i emulsya z nasion w wodzie roztartych zastępowała mleko; 
robią ją i dziś na Litwie, nazywając mlekiem makowem. W końcu 
XVIII w. produkcya oleju makowego zwiększyła się na zachodzie. 
Wówczas i u nas uprawiano go zwłaszcza na Litwie i Rusi masami 
i dostarczano do Gdańska, jeszcze w początkach b. w. 

Na posiedzeniu ściślejszem Wydział wybrał pp.: Browi- 
cza, Cybulskiego i Kostaneckiego do Komisyi konkursowej 



s 



im Warszauera, polecił Sekretarzowi ijapfosić do niej dele- 
gatów Wydziału lekarskiego i Towarzystwa lekarskiego kra- 
kowskiego i zagaić pierwsze posiedzenie tak złożonej Komisyi. 

Sekretarz zawiadamia, że dnia 10 grudnia 1898 r. od- 
było się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewod- 
nictwem prof. Baudouina de Courtenay. 

Dr. Demetrykiewicz przedstawił wynik swoich badań nad za- 
gadkowym zabytkiem hronzowym w postaci korony zębatej, który je- 
szcze przed kilkunastu laty znaleziony zostai pod korzeniami starego 
dębu w Zalesiu nad Zbruczem w Borszczowskiem w Galicyi. Przypu- 
szczenie SadowskiejEO, który uważał tę obręcz za t. zw. eorona v€Lllaru 
rzymską, znaną dotąd wyłącznie z opisów u autorów klasycznych, nie 
da się utrzymać w obec postępu dzisiejszych badań archeologicznych, 
które stwierdziły, że analogiczne zabytki były w epoce przedhistorycznej 
w użyciu głównie i prawie wyłącznie w krajacb skandynawskich i są- 
siednich a więc w Szwecyi, Norwegii, Danii i północnych Niemczech. 
Na obszarze dawnego imperyum Rzymskiego okazów takich wcale nie 
odkryto. Na przestrzeni ziem dawnej Polski znaleziono dotychczas 
w ogóle 8 takie korony, mianowicie 2 w Poznańskiem a jedną wspo- 
iiiniaDą na wstępie w Zalesiu w Galicyi. To ostatnie odkrycie jest naj- 
dalej ku południowi wysunięte i najwięcej od krajów skandynawskich 
oddalone z pomiędzy wszystkich dotąd znanych w Europie. 

liczeni skandynawscy a zwłaszcza Sophus Muller, dyrektor mu- 
zeum w Kopenhadze, który ogłosił osobną pracę o tych zabytkach, do- 
myśla się, źe omawiane »korony« bronzowe są właściwie naszyjnikami 
dla ozdoby szyi a to ze względu raz na małą średnicę wewnętrzną 
(12—18 cm ) tych obręczy zębatych, które mają zawsze zawiaski i mogą 
się otwierać, a powtóre ze względu na to, źe w epoce bronzowej uży- 
wano faktycznie (jak to wykopaliska grobowe wykazały) obręczy bron- 
Eowych różnych kształtów jako naszyjników. 

Przypuszczenie takie mogło mieć za sobą pozory prawdopodo- 
bieństwa dlatego, ponieważ wszystkie egzemplarze owych koron bron- 
zowych, nie wyłączając okazów znalezionych w Poznańskiem, mają zęby 
bardzo niskie (7^ cm), tępe i grube. 

Natomiast korona znaleziona w Zalesiu w Galicyi, chociaż ma 
w zasadzie tę samą średnicę wewnętrzną i tę samą konsłrukcyę z za- 
wiaskiem do otwierania, posiada przecież zęby znacznie wyższe, cienkie 
i ostre, wyrobione artystycznie, wyraźnie na wzór liści spiczastych z że- 
berkiem w środku tak, że obręcz ta nigdyby jako naszyjnik użyć się 
nie dala. 






■o 

Dr, De i—^ }roiiy z Zalpsia w Ga- 

licyi, dojląd i, posiadk wyjątkowe 

i większe obi .~ — ». — .... ^.. iiiiirt.u tn«iuuu,ch ok&zów właśnie ze 
względu na swe doskonalsze artystyczne wykońcieułb, fdji może się 
przyciynid przynajmniej w kierunku ujemnym do rozjaśnienia kwestyi 
praktycznego przeznaczrniB podobnych obręczy zębatych. 

Dr. Oemelrykiewica przypuszcia, je korony takie sliiiyly naj- 
prawdopodobniej jako ozdobne spięcie włosów na szczycie głowy ko- 
biety. Archeologowie skandynawscy odnoszą wspomniane zabytki bron- 
iowe do końca epoki t, zw. bronzowej, względnie epoki następnej t. zw. 
La Tńne. 

Prelegent s%dzi, że cecliy wyrobu pozwalają odnieść koronę z Za- 
lesia do końca epoki bronzowej a podobne zabytki z Ćtiiacbowa i Stawu 
w Poznańskiem do epoki La T6ae. 

Sekretan Dr. Denietrykiewicz zdat następnie sprawę z nadesła- 
nych prac Dra J. Hryniewicza a mianowicie: (Przyczynek do poznania 
świata kurlianowego Ukrainy« jest opracowaniem materyalu antropolo- 
gicznego, który zdobyty został w wykopaliskach kurhanowych Ukrainy 
i stanowi ważne dopełnienie badań archeologicznych. Rzecz tę uchwa- 
lono drukować; podobnież 

•Maleryaly do paleoetnologii mogił Azyi wschodniej część lU 
jako dalszy ciąg ważnej pracy tegoż autora postanowiono pomieścić 
w wydawnictwach Konaisyj. 

Nadesłane prace p. L. Magiero w sk lego mianowicie: >Wzrost lu- 
dności w powiecie sanockimi oraz >Projekt instrukcyi do obliczania 
trwania życia* oddano Drowi Buszkowi do referatu. 

Komunikat etnologiczny p. Magierowskiego: (O puszczaniu krwi< 
uchwalono pomieścić w sprawozdaniach z posiedzeń. Dr. Demetrykie- 
wicz złożył następnie pracę p. Witorta pod tytułem: >Przeżytki prawa 
zwyczajowego na Litwie, którą oddano do referatu prof. Guslawiczowi. 

Prof. Baudouin de Courlenay okazał próbki materyi, wyrobionych 
na Syberyi. nadesłane przez Dra Hryncewicza, które będą złożone w Mu- 
zeum techniczno- przemy słowem w Krakowie. 

Komisya uchwaliła następnie jednomyślnie prosić prof. Dra By- 
stronia do objęcia zastępstwa sekretarka działu etno logicznego prof. 
Za w i lińskiego, który wyjechał w podróż naukową. 

Dr. J, Bystroń przedstawia materyaly do etnografii ludności pol- 
skiej na Śląsku, pozostałe po ś. p. prof. Malinowskim. Zostały one ze- 
brane jeszcze około r. 1869 w czasie podróży [naukowej. Są to prze- 
ważnie powieści ludow« (mniej fiieśni), ,Bpi8ane pisownią ściśle fonetyczną, 
mają więc takie znaczną wartość dla badań dyalektologicznych na 
Śląsku. Komisya uchwaliła maleryały te drukować stopniowo z zacho- 
waniem pisowni fonetycznej. 



10 



Następnie przedłożył Dr. BysŁroń pracę p. Szymona Goneta p. t. 
»Rozinaitości z okolicy Andrychowa« zawierająca opis obrzędów ludu 
andrychowskiego tudzież kilkanaście t. zw. »gadckc. Tę pracę uchwa- 
lono drukować z pewnemi zmianami. 

P. Seweryn Udziela składa ocenę pracy p. St. Cerchy p. t. »Prze- 
bieczany, wieś w powiecie wielickim pod względem etnograficznym* 
zalecając ją do druku, na co Komisya się godzi. 

P. S. Udziela przedłożył wreszcie rysunki pasów ozdobnych skó- 
rzanych, noszonych przez włościan w okolicach Krakowa, zebrane przez 
siebie wraz ze stosownym tekstem objaśniającym. 



>- 



<5«>-^ - 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w Krakowie, 1899. — Drukarnia Uniwersytetu Jagi^Uoukiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcj}} Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania b posiedzeń i esynnoioi Akademii UmleJ^tDoAol w Krakowie wyohoda^ 
s końcem kaidego miesiąca, s wyjątkiem Sierpnia i Wrzeinia. Prenumerata wynosi 
YT Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie zwlązkn 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starcsy, po 86 kr» 

Sktod gtiwny w kzlęgand Spółki Wy4awalesą| w Krakowie. 

Tom IV. Luty 1899. Nr. 2. 

Treść: Wiadomości bieżące: Nekrologia. — Bibliografia.. — 
Sprawozdania z posiedzeń: /. Posiedzenie Wydziału fiŁologi- 
eznego dnia 13 Lutego: Spuścizna rękopiśmienna po Wacławie Poto- 
ckim przez A. Brucknera. — Bajka o Midasowyoh aaaach, Btn* 
djam z literatury ludowej przez Stanisława Ciszewskiego. — 
Posiedzenie Komisyi historyi sztuki z dnia 26 Stycznia 1899. — //. 
Posiedzenie Wydziału historyczno-jUozoficznego dnia 20 Lutego : Reper- 
tuarz prawa polskiego wieków średnich przez Fr. Piekosińskiego. — 
Ul. Posiedzenie Wydziału maiematycfBno-przyrodniezego dnia 6 Lutego r 
O zachowaniu się j^der podczas konjugacyi wymoczka Colpidium coU 
poda St, przez H. Hoyera. — O całkach rozwiązań równań różni- 
czkowych z sobą sprzężonych rzędu 2-go, posiadających trzy punkty 
osobliwe przez S. Kępińskiego. — O zbieżności szeregów odwra- 
cających przez K. Żorawskiego. — Przyczynek do geometry i nie- 
akończenie małych przekształceń przez K. Żorawskiego. — Z hi- 
stolog^i i fizyologii Gastread przez T. Garbowskiego. 



\a;^iadomości bieżące. 



Nekrologia. W piątek dnia 3 Lutego 1 899 r. zmarł Ju- 
liusz Kossak, artysta-malarz, członek nadzwyczajny Akademii. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu Lutym opuściły prasę następujące wyda- 
wnictwa Akademii: 

Stefan Ramult: Statystyka ludności kaszubskiej (z mapą etnografi- 
czną Kaszub), 8-0, str 290. 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział matematy- 
czno-przyrodniczy. Serya II, tom XIV, ogólnego zbioru 
tom trzydziesty czwarty, 8-0, str. 492 (z X tablicami i 20 ryci- 
nami w tekście). Cena 6 ztr. 

Treść: L. Teichman: Naczynia limfatyczne w sprawach za- 
palnych błon surowiczych, tudzież płuc i wątroby (str. 1 — 23). 
M. Raciborski: Studya mykologiczne. Część 1. 1) Podział ją- 
dra u BasidioboluM ranarufUy 2) AbMia robnitOf 3) PenicilHum 
FoirauUii, 4t) BtUyloma Nympheae, z tablicą I i 19 rycinaoii 
w tekście (str. 24—47). T. B rowie z: Śródkomórkowe kanaliki 
żółciowe, ich stosunek do wakuol Kupffera i do pewnej foraiy 
patologicznej wakualizacyi komórek wątrobnych, z tablicą II 
<str. 48—52). T. Browicz: O patologicznym stanie jądra ko- 
mórek wątrobnych, przemawiającym za tem, iż jądro spełnia 
funkcyą wydzielniczą, z tablicą III (str. 53—56). T. Browicz: 
O budowie komórki wątrobnej, z tabhcą IV (str. 57-62). T. B ro- 
wicz: Jak i w jakiej postaci otrzymują komórki wątrobne he- 
moglobinę, z tablicą V (str. 63—66). W. Natanson: O terino- 
kinetycznych własnościach potencyałów termodynamicznych (str. 
67—80). B. T. Ep Stein: Przyczynek do syntezy kwasów welo- 
zasadowych (str. 81—92). W. A. Gluziński i J. Lemberger: 
O wpływie braku gruczołu tarczy ko wego w organizmie zwie- 
rzęcym na wymianę materyi (str. 93 — 114). F. Kreutz: O zmia- 
nach w kilku minerałach i solach pod wpływem promieni kato- 
dowych lub pary sodu (str. 115—119). F. Kreutz: Sól kamienna 
i fluoryt, ich barwa, fluorescencya i fosforescencya (str. 120 — 
126). E. Bandrowski: O kwasie p-oksymasłowym (str. 127 — 
137). £. Bandrowski: Nowy sposób otrzymywania benzochi- 
nonu (str. 138—140). K. Zorawski: O całkowaniu pewnej ka- 
tegoryi równań różniczkowych zwyczajnych rzędu trzeciego (str. 
141—205). L. Silberstein: O falach elektromagnetycznych 
wymuszonych w sprężystym ośrodku drgającym (str. 206 — 217). 
K. Zorawski: Przyczynek do teoryi nieskończenie małych 
przekształceń (sir. 218—232). E. Godlewski iun.: O przeista- 
czaniu sperma ty d w plemniki w gruczole obojnaczym Heliso po- 



matia, z tablicą YTII (sŁr. 233-267). S. Maziarski: Zmiany 
mikroskopowe w wątrobie pod wpływem wstrzykiwania mydZa 
i cukru do źyly wrotnej, z tablicą IX (str. 268—290). W. Satke: 
Roczny przebieg stanu zachmurzenia Galicy! , z tablicą X (str. 
291— 4;H2). W. Rothert: O budowie błony naczyń roślinnych, 
z tablicą VI i VII oraz jednym drzeworytem (str. 4f33--4;92). 
Józef kniaź Puzyna: Teorya funkcyj analitycznych. Tom I (z 54 
figurami w tekście). Lwów 1898, nakładem autora z zasiłkiem 
Akademii Umiejętności w Krakowie, 8-o, str. XVIII i 549. 

Odbitki z Rozpraw: 

ył. Heinrich: O wahaniach natężenia zaledwie dostrzegalnych wra- 
żeń optycznych i akustycznych (z 4 rycinami), 8-o, str. 45. 
Cena 40 kr. 



>-$3^ 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



[Posiedzenie dnia 13 Lutego 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Sekretarz składa drugą i ostatnią część pracy prof. A. 
Briicknera p. t. ^Sptiscizna rękopiśmienna po Wacławie Po- 
tockim^, 

Najznakomitszy pisarz XViI wieku dotąd należycie ocenionym nie 
był: był nadto mało znanym, mimo wszelkich prac i publikacyj, jakie 
mu od czasu odnalezienia Wojny Chocimskiej poświęcano, gdyż dzieła, 
najwięcej dla niego charakterystyczne, ukrywały się zapomniane po 
bibliotekach, głównie w Ces. Peterburskiej. Omówiwszy więc w pierw- 
szej części swej pracy wcześniejsze utwory Potockiego (rękopiśmienne), 
religijne, nowelistyczne, wiersze herbowe, zwraca się autor teraz do 
•dwóch najobszerniejszych, do Ogrodu Nie wy plewionego i do Moraliów. 

Ogród Niewyplewiony , ukończony (w ostatecznej redakcyi) 
w r. 1690, w czterech księgach (bez późniejszego dodatku), zawiera 
fraszki, nowele, dyskursy treści religijnej i politycznej, wiersze oko- 

1* 






4 



liczuościowe (epitalamia, aluzye herbowe itp.), pisane przez lat kilka- 
dziesiąt, głównie jednak w osŁatniem dziesięcioleciu. Próbki ich matp- 
ryi i stylu zawierają Jovialitates z r. 1747; inne ogłaszali przygodnie 
Szajnocha, Mecherzyński , Chmielowski (w wydaniu warszawskiein). 
Autor przytacza więc tylko wyjątkowo jeden i drugi wiersz nieznany ;^ 
wlaściwem zadaniem jego było ułożyć pstrą mieszaninę kilkuŁysięcy 
>fraszek« w główne działy, scharakteryzować je pokrótce, wykazać iob 
źródła i sprostować lub uzupełnić wzmianki u pfsarzy zasługujących, 
czemkolwiek na naszą uwagę — jednem słowem, ułatwić pracę przy- 
szłemu wydawcy Ogrodu, usunąć mu wszelkie wątpliwości i trudności. 

Moralia rozpoczął poeta, jako ostatnie, n aj dojrzalsze dzieło 
kilkudziesięcioletniego zawodu, w r. 1688, niemal siedemdziesięcioletni,^ 
i ukończył pierwszą ich księgę, o 1000 stronicach folio i z górą czter- 
dziestu tysiącach wierszy, w r. 1695; u schyłku tegoi roku zaczął 
księgę wtóra, której jednak juz nie wykończył. Moralia przedstawiają, 
szereg luźnych wierszy, etycznych i satyrycznych, wyjątkowo epicznych; 
forma ich nieraz dyalogowana, przysłowie greckie, zaczerpnięte z Ada- 
giów Erazma Roterdamczyka, wprawia w ruth fantazyą poety, który,^ 
biorąc z niego asumpt, rozwodzi się nad przypadłościami ludzkiemi,. 
nad dolą i niedolą, nad marnością świata, nad naszymi przymiotami 
i wadami, nad przyjaźnią i gościnnością itd. Z rozumowań ogólnych 
schodzi on stale na grunt polski i rozgląda się bacznie po wszystkich 
kątach Rzeczypospolitej; wszystko nieforemne, co go uderza, w ko- 
ściele czy w obozie, w sejmiku czy w senacie, w domu czy poza do- 
mem, u młodych i starych, u mężczyzn i kobiet, u szlachty i chłopów, 
wywoływa jego uwagi, przestrogi lub gromy, skargi, żale lub sarkazmy. 

Z inwektyw tych i refleksyj widnieje wielka inteligencya, mądra, 
rozwaga, ciepłe serce. Zwolennik złotej wolności i admirator rokoszu- 
gliniańskiego, popiera gorąco dziedziczność tronu i zwiększenie władzy 
królewskiej — na sto lat przed konstytucyą Trzeciego Maja, bo wol- 
ność wyrodziła się w swywolę. Gorliwy katolik, obstaje przy wolności 
sumienia, protestuje przeciw nawracaniu gwałtem i wytyka nielitości- 
wie, szydząc i łając, błędy ześwieczczonego duchowieństwa i ludzkie 
wymysły, mącące czystość wiary. Skrzętny gospodarz i karmazyn za- 
razem, ujmaje się za chłopem, bliźnim i bratem, i piętnuje przeraża- 
jącemi słowami ucisk kmieci. 

Jednej i drugiej z tych materyj dotykał Potocki i w Ogrodzie 
i w Poczcie Herbów, ale w Moraliach traktuje wszystko głębiej, do- 
kładniej, dobitniej. Należało więc z nieznanego dotąd dzieła licznemi, 
dłuźszemi i krótszemi wyciągami obywatelskie i chrześciańskie dążno- 
ści poety wykazywać i wyjaśniać. I wyłania się niepospolita głowa 
i serce. 



Potocki jako artysta ustępuje skromnie miejsca Kochanowskiemu, 
Morsztynowi i Krasickiemu. Ale żaden z dawnych autorów polskich, 
ani wymienieni właśnie , ani Rej , Skarga czy Naruszewicz , nie do- 
równywają Polockiemu we wszechslronnem wyrażeniu typu polskiego 
w literaturze. Każdem włóknem tkaniny swej duchowej związany on 
TL polskością; nie znać w nim humanizmu (mimo gruntownej znajomo- 
ści i gorącego uwielbiania świata starożytnego), różnowierstwa (mimo 
pochodzenia aryańskiego) , cudzoziemczyzny; on wszędzie i zawsze 
tylko Polakiem, czego o żadnym z autorów dawniejszych z taką wy- 
łącznością powiedzieć nie można. Ideał staropolski wcielił on w pisma 
^i życie własne): wszystko pociągające, dodatnie, szlachetne w tym 
ideale znalazło u niego wyraz cięty i trafny — bo mimo wszelkiej 
•chropawości, rubaszności, miejscami trywialności, jeslto pierwszorzędny 
mistrz języka. 

Znaczenie Wacława Potockiego wyrasta nawet ponad zakresy 
literatury narodowej, nabiera niemal znaczenia szczepowego: kto ideały 
i typy słowiańskie zbadać wszechstronnie pragnie, nie pominie Wa- 
cława Potockiego, najpowołańszego świadka tego, co cały naród i całe 
stulecie najlepszego wypiastowały. Inni nadużywają terminów słowiań- 
skich; on ich nigdy nie używa, nie zna wcale, a mimoto nikt ze sta- 
rych pisarzy nie wyraził tak dobrze w pismach swych Słowianina- Po- 
laka, jak ów szlachcic podgórski. 

Czł. Baudouin de Courtenay przedstawia pracę p. Dra 

Stanisława Ciszewskiego p. t. j^ Bajka o Midasowych uszach ^ 

studyum z literatury ludowej.^. 

Zadaniem autora pracy pod powyższym tytułem jest przede- 
-wszystkiem zestawienie odmianek bajki o Midasowych uszach, spoty- 
kanej w literaturach różnych ludów, poczynając od najstarszego war- 
jantu, przechowanego u Owidyusza. Z możliwości wykazania źródeł po- 
dchodzenia tej bajki autor rezygnuje zupełnie. Nie przypuszcza też, aby 
przy dzisiejszym stanie badań podanioznawczych i etnologicznych mogło 
«ię ostać dawniejsze twierdzenie E. Rohdego, iż bajka o Midasowych 
uszach, zarówno jak i inne podania klasyczne, przywiązane do osoby 
tego bajecznego króla, były pochodzenia frygijskiego i później dopiero 
lokalizowały się w Macedonii. Nie wydaje mu się również, aby dała 
się dziś utrzymać hipoteza T. Benfeya, według której bajka o Mida- 
sowych uszach jest jedyną bajką, której osnowy szukać należy na za- 
<jhodzie. Z równem prawdopodobieństwem możnaby twierdzić obecnie 
że powstała właśnie na wschodzie, lub że zrodziła się w wielu miej- 
scach całkiem niezależnie. Każde z tych przypuszczeń może być więcej 
lub mniej prawdopodobnem, ale nie będzie nigdy pewnikiem. Z pewno- 
ścią można tymczasem mówić tylko o wielkiem rozpowszechnieniu bajki 



Midasowej. Można też wykazać różnice w szczegółach między pojedyn- 
czymi jej waryantami, a nadto, opierając się na przeżytkach kultural- 
nych, które kryją się w niektórych odmiankach i dadzą się wyrozu- 
mieć przez zestawienie z faktycznie istniejącymi dotąd zwyczajami, 
można te ostatnie ugrupować w dwa skupienia, wykazujące pierwotniej- 
8zy i późniejszy schemat budowy całej opowieści. Tyle też tylko przed- 
siębrał i na tern ograniczył się autor. 

Wychodząc z klasycznego waryantu bajki, przechowanego u Owi- 
dyusza, autor poddał analizie następujące jej odmianki, uwzględniając 
nadto w toku jej wszelkie, najlakoniczniejsze nawet wzmianki o istnie- 
niu bajki Midasowej w tej lub owej okolicy: 1 nowogrecką, 2 bułgar- 
skie, 5 chorwacko-serbskicb, 2 ukraińskie, 1 bretońską, 1 perską, 1 ta- 
tarską i 1 mongolską. Drobiazgowa analiza odmianek wykazała, że naj- 
charakterystyczniejszym wątkiem, wyróżniającym je od siebie, jest 
wątek o pokrewieństwie mlecznem, występujący w niektórych wary an- 
tach w całej swojej jasności, tracący stopniowo przejrzystość i niezro- 
zumiały dla samych bajarzy w innych, lub wreszcie przeobrażający 
się w motyw liryczny albo zanikający zupełnie w pozostałych odmian- 
kach, jak np. u Owidyusza. 

Przyjmując za kryteryum podziału istnienie lub nieistnienie tego 
motywu, odmianki bajki Midasowej ugrupowano tu we dwa sku- 
pienia. Do pierwszego, klasycznego, zaliczono takie, w których wątek 
o pokrewieństwie mlecznem zanikł zupełnie, do drugiego zaś takie^ 
w których przechował się w zupełności lub choćby tylko szczątkowo. 
Tym sposobem powstały dwa ogólne schematy bajki: jeden odpowia- 
dający zupełnie schematowi znanej bajki Owidyuszowej, drugi zaś peł- 
niejszy, podług którego treść jej przedstawia nam się w takiej postacie 

Król, obdarzony zwierzęcemi uszami, ukrywa je starannie przed 
światem. Aby tajemnica nie została zdradzoną, cyrulik, wzywany do- 
golenia króla, bywa po ogoleniu go tracony. Matka jednego z takich 
golarzy wpada na pomysł, aby dać synowi na drogę do króla placek^ 
zarobiony swym pokarmem, tłumacząc mu, co ma z nim zrobić, lub- 
też pozostawiając to jego domyślności albo losowi. Król kosztuje placka^ 
poznaje, że zarobiony był pokarmem matki cyrulika, i, poddając si^ 
przepisom prawa zwyczajowego o pokrewieństwie mlecznem, zmuszony 
jest darować mu życie, zakazując jednak zdradzać tajemnicę. Cyrulik 
wraca do domu, ale, dręczony posiadaniem sekretu królewskiego, usi- 
łuje ulżyć sobie, wygadując tajemnicę do wykopanego dołka, który na- 
stępnie zakopuje. Zakończenie przypomina mniej więcej zawsze wersyc 
klasyczną. 

Zestawiwszy obydwa te ogólne schematy bajki, autor stawia py- 
tanie, który z nich uważać należy za dawniejszy. W tym celu za- 
stanawia się najpierw nad znaczeniem zasady pokrewieństwa w spo- 



leczeńsLwie pierwotnem, następnie nad znaczeniem rozwijających się^ 
z pokrewieństwa faktycznego pokrewieństw fikcyjnych, a w szczególno-^ 
ści nad jednym ich rodzajem, mianowicie nad pokrewieństwem mlecznem, 
którego istotę wyjaśnia przykładami, zaczerpniętymi z życia obycza- 
jowo-prawnego Słowian południowych. Wszystko to doprowadza go do. 
wniosku, że skupienie bajek, które przechowało ten wątek, nosi cechę 
bardziej archaiczną, niź to, w którem go nie spotykamy, a w którem,. 
zamiast do wątku o pokrewieństwie mlecznem, opowiadacze uciekajik 
się do motywu łaski królewskiej. Ten ostatni wątek jest znacznie p6-> 
źniejszy i rozwinąć się mógł tylko wtórnie. Człowiek pierwotny, bar- 
barzyńca, uznający tylko jeden jedyny hamulec w swoich zapędach, 
krwiożerczych — pokrewieństwo, choóby to ostatnie było tylko fikcyj- 
nem, nie może spodziewać się łaski od cbcego. Może jednak spodzie- 
wać się od niego tolerancyi i względów, jeśli potrafi narzucić mu się 
podstępnie z pokrewieństwem fikcyjnem, jak to zrobił cyrulik króla 
Midasa. Aby wykazać, że tego rodzaju narzucanie komuś pokrewień- 
stwa fikcyjnego praktykuje się dotąd i praktykowało faktycznie w prze-^ 
szłości u różnych ludów, autor przytacza jeszcze przykłady z żywota 
Beduinów, Arabów starożytnych, plemienia Lunda (plur. Balunda)^ 
zamieszkającego Afrykę południową i Celtów. 

Wreszcie jako trafne podnosi autor na końcu objaśnienie J. J. Bach«< 
ofena, że wątek zakopywania tajemnicy w dołku, spotykany we wszyst-^ 
kich prawie odmiankach bajki Midasowej, może być także przeżytkiem 
faktycznego zwyczaju, gdyż podobny zwyczaj istnieje jeszcse w Afryce. 
Rajcowie dźolofscy (Afryka zachodnia) obradują z królikiem swoim nad 
wyprawą wojenną nachyleni nad dołem, który potem zakopują, a kró- 
lik kończy obrady sakramentalnemi słowy: »Pogrzebaną została terai^ 
nasza tajemnica, której dół nie zdradzi nikomu c. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 26 Stycznia 1899 pod przewo- 
dnictwem prof. Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący poświęcił naprzód gorące wyrazy wspom- 
nienia zasłużonemu architekcie Julianowi Zacharjewiczowi, członkowi 
lwowskiego kółka Komisyi, zmarłemu w grudniu r. 1898. 

Dr. Stanisław Tomkowicz przedstawił fotografię zdjęta 
z obrazu cudownego Najświętszej Panny Maryi na Piasku w Krakowie 
i streścił wyniki zbadania obrazu przy sposobności restauracyi kaplicy 
i częściowego rozebrania ołtarza Matki Boskiej. Obraz malowany jest 
bezpośrednio na ścianie południowej kościoła na tynku, pierwotnie 
farbami klejowemi o barwach czystych i żywych. Zapewne w XVII w. 
przemalowano go bardzo licho, częściowo farbami oiejnemi, dziś zcie- 
mniałemi, a całość przeciągnięta pokostem czy lakierem łuszczy się.^ 



8 

Lecz najmniej zepsuła głowa Matki Boskiej okazuje, że pierwotne ma- 
lowanie było artystyczne, a są w niem nawet partye subtelne. Twarz 
jest bardzo piękna, doskonale narysowana, peZoa rzewnego i szlache- 
tnego wyrazu. Obraz nie przypomina żadnego ze znanych typów Matki 
Boskiej. Z lepiej zachowanych partyj sądząc, mógł on powstać w końcu 
XV wieku a tradycya klasztorna przypisuje go samemu początkowi 
wieku XV L W każdym razie jebt to jeden z cenniejszych przyczynków 
do historyi malarstwa w Polsce. 

Dr. Stanisław Tomkowicz zdaZ następnie sprawę z odkry- 
tego przez siebie w Ołpinach w Jasielskiem pięknej roboty dzwonu 
kościelnego z napisem >Oswaldus Baldtnerus fecit me Cracoviae 1569c 
Baldtner byt Norymberczykiem , który za panowania Zygmunta Augu- 
sta osiadł w Krakowie i tam umarł. Zasłynął on jako królewski odle- 
wacz dzieł o wartości artystycznej. Z utworów jego znamy dziś jedyną 
armatkę misternie rzeźbioną, przechowaną w Muzeum arsenału berliń- 
skiego. Nawet archiwalne zapiski o jego życiu i działalności okazały 
się dotąd bardzo skąpe. Dzwon ołpiński jest drugiem, zaszczytnem 
świadectwem, iż istotnie sława, jaką Baldtner się cieszył wśród współ- 
czesnych, była zasłużoną. Oprócz pięknego napisu i misterne] koron- 
kowej ornamentacyi płaszcza zdobi dzwon ten medalion płaskorze- 
źbiony z kompozycyą figuralną o treści mitologicznej czy też allego- 
rycznej na tle krajobrazu. Referent przedłożył szkic ogólnego widoku 
dzwonu i jego fotografię, oraz gipsowe odciski szczegółów rzeźbiarskiej 
t)mamentacyi. Frof. M. Sokołowski, podnosząc wartość tego odkrycia, 
dodał, że rzeźba na dzwonie, jego zdaniem, przypomina najwięcej 
plakiety Piotra Flótnera; odznacza ją szkicowość a ani śladu w niej 
niema precyzyi, podobnie n. p jak w szkicowem traktowaniu pomnika 
Borka w katedrze na Wawelu i na armacie berlińskiej. 

Z kolei prof. Dr. Franciszek Piekosiński przedstawił odlew 
przepysznej pieczęci arcybiskupiej Jana Gruszczyńskiego z datą 1464, 
przypominającej układem i ruchom postaci słynny pomnik w katedrze 
gnieźnieńskiej, niedawno przez Prof. Maryana Sokołowskiego Witowi 
Stwoszowi przypisany a przypuszczalnie grobowcem Gruszczyńskiego 
będący; mógł tę pieczęć wykonać brat Stwosza, złotnik, a utwór to 
zapewne krakowski. 

Przewodniczący przedstawił następnie kiika komunikatów, 
a mianowicie naprzód nadesłany przez X. Chodyńskiego niezmier- 
nie ważny i ciekawy regestr rzeczy pozostałych po śmierci arcyb. An- 
drzeja Krzyckiego z r. 1584, mieszczący przedmioty ze złota i srebra, 
medale łiiszpaóskie i włoskie, kubki, kandelabry, ornaty, antepedya, 
szaty i t. d. X. Cbodyński nadesłał również z Włocławka fotografię 
podstawy od krucyfiksu z kapitularza tamtejszego, który ofiarowała 



9 



kapitule p. Dorota Łaszczyńska po śmierci in^a w r. 1676 a który 
zdobny był nader pięknemi emaliami. 

P. W or obje w z Łomży zakomunikował podobiznę chorągwi 
•ofiarowanej w r. 1616 archimandrycie Izynarchowi do roonasteru Bo- 
rysoglebakiego koto Rostowa Wielkiego w gabernii jarosławskiej przez 
Piotra Sapiehę; jest to chorągiew religijna, haftowana na czerwonym 
jedwabiu » a sądząc po sposobie wykonania wcale nie rosyjska, ale 
może polska. W końcu przewodniczący streścił referat Dra Feliksa 
Kopery o grobowcu królowi>j Bony w absydzie kościoła' św. Mikołaja 
w Bari, 11 lustrowany fotografiami kilku jego partyj. Fundowała go 
inatce królowa Anna Jagiellonka w r. 1593 z ogromną wspaniałością 
i sumptem. Oprócz klęczącej postaci Bony, są tam figury św. Mikołaja 
i Św. Stanisława oraz później dodane popiersia malowane samej kró- 
lowej Anny, Zygmunta III, Maryi Gonzagi, św. Kazimierza, św. Jadwigi 
ttd. Kompozycya jest wspaniała i bardzo bogata, a pomnik dziełem 
-utalentowanego ale dotąd nieznanego weneckiego artysty. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 20 Lutego 1899 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. Wł. Łuszozkibwicz. 

Przewodniczący oddaje cześć pamięci zmarłego na dniu 
11 Lutego 1899 r. członka korespondenta Wydziału, Hen- 
ryka Lisickiego. 

Czł. prof. Dr. Fr. Piekosiński przedstawia plan wyda- 
wnictwa p. t. j^Repertuarz prawa polskiego wieków średnich*^. 



UL Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 6 Lutego 1899 r. 

Przewodniczący: Prof. Dr. F. Karliński. 

Czł. prof. K. Kostanecki przedkłada pracę p. H. Hoyera 
p t : » O zachowaniu się jąder podczas konjugacyi wymoczka 
Colpidium colpoda St* 



10 



Badając na skrawkach budowę Colpidium i zmiany, jakim ule- 
gają jądra podczas konjugacyi dwóch osobników tego gatunku, dochodzi 
auŁor do pewnych wyników. 

Makronucleus odgrywa podczas konjugacyi tylko bierną rolę i za- 
nika ostatecznie po rozpadzie swojej substancyi na dwie części. Mikro- 
nucleus dzieli się przez dwa bezpośrednio po sobie następujące po- 
działy na cztery jądra. Trzy z tych jąder, odpowiadające ciałkom kie- 
runkowym, zanikają, podczas gdy czwarte przez dalszy podział wydaje 
lądro wędrujące i stale (męskie i żeńskie). Jądra wędrujące przechodzą 
obok siebie nawzajem z jednego z połączonych osobników do drugiego ; 
nie łączą się tam jednakże z jądrem stałem (źeńskiem), które zwolna 
zanika, lecz tworzą znacznie wydłużone wrzeciono. Z wrzeciona tego* 
powstają dwa jądra, które się zaraz znowu dzielą. Z jednej pary tych 
jąder tworzą się dwa mikronucleusy, z drugiej jeden makronucleus. 
Podczas następnego poprzecznego podziału wymoczków przewęża się^ 
zarazem z calem ciałem i makronucleus, tak, że dwa pochodne oso- 
bniki mają każde jeden makro- i mikronucleus. 

W końcu porównywa autor achromatyczną część mikronucleusa 
z jąderkiem komórek pewnych roślin, oba bowiem podczas podziału 
wytwarzają wrzeciono. Według zapatrywania autora wy pro wadzą nie- 
centrosomów od mikronucleusa nie jest właściwe, albowiem Ciliata są. 
bardzo wysoko wyróżnionym typem pierwotniaków, co jest widoczne 
po skomplikowanej budowie pelliculi i otworu gęby, jakoteż po istnie- 
jących dwóch jądrach, u których stwierdzono podział pracy. Nakoniec 
zaznacza autor jako możliwe zapłodnienie bez połączenia jąder. 

Czł. prof. A. Witkowski przedstawia pracę prof. S. Kę- 
pińskiego p. t.: »0 całkach rozwiązań równań różniczkowych 
z sobą sprzężonych, rzędu 2-go^ posiadających trzy punkty 
osobliwe <i, 

W pracy tej zajmuje się autor całkami rozwiązań równań róż- 
niczkowych, posiadającymi analogiczne własności do całek Abelowych. 
Rozróżnia więc autor, podobnie, jak tam, trzy gatunki całek: 

Całki pierwszego gatunku są przy pewnych założeniach co da 
wykładników li wszędzie skończone. 

Całki gatunku drugiego posiadają tylko jeden punkt, w którym^ 
się stają algebraicznie nieskończenie wielkiemi, mianowicie w stopni i» 
drugim. 

Nakoniec całki gatunku trzeciego posiadają punkty logarytmiczne. 
Są one ujęte w formę całek podwójnych. 

Stosując twierdzenie, tyczące się całek gatunku drugiego : różnica 
dwu całek gatunku drugiego, różniących się od siebie tylko punktami 
nieskończonościowemi, jest funkcyą liniową rozwiązań równania róż- 



11 



niczkowego i ich pochodnych, — uzyskał autor pewien rozkład całek ga- 
tunku trzeciego, skąd znowu wyprowadza związki dwuliniowe, istnie- 
jące między peryodami całek gatunku pierwszego i gatunku drugiego. 

Czł. prof. A. Witkowski przedstawia pracę prof. K. Żo- 
rawskiego p. t.: *0 zbieiności szeregów odwracających*. 

W pracy tej autor stosuje metodę odwzorowań podobnych do 
badania obszarów zbieżności szeregów odwracających. Ogólne wnioski 
wypowiada on co do szeregów, odwracających funkcye jednowarto- 
ściowe na całej płaszczyźnie zmiennej zespolonej, a w szczególności 
zajmuje się odwróceniem całkowitych wielomiarów i funkcyi wykła- 
dniczej. 

Czł. prof. M. Witkowski podaje treść pracy prof. K. Zo- 
ra wskiego p' t. * Przyczynek do geometryi nieskończenie ma- 
łych przekształceń €, 

W pracy tej autor zajmuje się badaniem stosunku jednoczęścio- 
wych grup przekształceń do takich wielkości geometrycznych, które nie 
posiadają cechy niezmienności. Ten temat bardzo rozgałęziony, ograni- 
cza autor do grup jednoczęściowych płaszczyzny i do takich cech geo- 
metrycznych, których wyrażenia analityczne nie zawierają pochodnych 
rzędu wyższego ponad pierwszy; szczegółowo zaś zajmuje się zmien- 
nością stycznych kątów, które jakiekolwiek krzywe tworzą z torami 
grupy. 

Czł. prof. Wierzejski przedkłada pracę dra Tadeusza 
Garbo wskiego p. t.: »Z histologii i fizyoloyii Gastread*, 

Autor zbadał dokładnie pod względem histologicznym i fizyolo- 
gicznym pierwotne morskie organizmy wielokomórkowe, zaliczone przez 
Haeckla jako Gastremariae do grupy Gastread, mianowicie formę Tri- 
choplax adhaerens, której ogólną architekturę ciała opisał E. F. Schulze, 
i porównywa ją z formą Treptoplax reptans, odkrytą przez Monti- 
celli^ego. 

Autor przychodzi przede wszy stkiem do wnioeku, że owe orga- 
nizmy zbudowane są tylko z dwu warstw, nie zaś — na podobieństwo 
innych »tkankowców< czyli Metazoów — z trzech, jak mniema Schulze 
i inni zoologowie. Na podstawie dotychczasowych opisów zaliczano je 
mianowicie bądź do gąbek, bądź do robaków (Turbellaria acoela), bądź 
też do hipotetycznych Gastread. Najważniejsze fakta, wykryte przez, 
autora, są następujące: 

1. Autor skonstatował, że na zewnętrznym nabłonku ciała znaj- 
duje się wielowarstwowa kutikula i że przez nią przechodzą rzęski, 



12 



które bynajmniej nie sięgają w głąb cyŁoplazmy, jak to podaje K. C. 
Schneider. 

2. Nabłonek po stronie brzusznej, którą zwierzę do powierzchni 
roślin morskich i innych przedmiotów przylega, niema cech nabłonka 
trawiącego, a przeto nie może być uważanym za warstwę entodermalną. 

3. Funkcyę trawienia i ruchu spełniają enchymatyczne komórki, 
stanowiące miąsz organizmu. Nie tworzą one nigdy istotnego syncy- 
tiam. Rolę mięśni obejmują kurczliwe włókienka, zawarte szczególnie 
w komórkach wrzecionowatych, zwróconych w kierunku osi grzbieto- 
brzusznej. Elementa, poczytane przez Graffa za mięśnie, są produktem 
sztucznym. 

4f. Zwierzę może przyjmować tylko pokarm płynny, prawdopo- 
dobnie z rozkładających się ciał organicznych. 

5. Oleiste krople, występujące w parenchymie, znajdują się u obu 
form zawsze tylko wewnątrz komórek i nie są bynajmniej tłuszczem, 
lecz wydzielinami organizmu. 

6. Zlepki żółtawych grudek, rozsiane również w parenchymie, 
wy»tępują stale u obu form, leżą wyłącznie wewnątrz pojedynczych ko- 
mórek i są prawdopodobnie glonami z grupy ZooxantheIlae, żyjącymi 
w symbiozie z tymi organizmami. 

7. Autor odkrył prócz tego u Trichoplaxa nader ciekawy proces 
k onjugacy i , polegający na zrastaniu się pojedynczych osobników, 
poczem następuje z reguły podział mechaniczny. Jestto zdaniem 
autora jedyny sposób rozrodu tych zwierząt. 

Opierając się na powyższych wynikach, mianowicie zaś na braku 
jamy odżywczej i sposobie rozrodu, ustanawia autor dla tych form 
objętych typem * Placulaeadae* auctoris (»Płatwinki€), osobną grupę 
tkankowców >Protacoeliów€ i uważa jej istnienie za nowy ważny 
argument, który przemawia przeciw filogenii gastrealnej Haeckla, a na- 
suwa nowe pojęcia morfogenetyczne, rozwinięte szczegółowo w przy- 
gotowanej obszernej publikacyi autora o morfogenii zwierząt wielo- 
komórkowych. 

Sekretarz zawiadamia, że na konkurs im. Kopernika na- 
desłano jedne pracę, którą Wydział powierzył do referatu 
członkom Natansonowi i Witkowskiemu. 

Sekretarz zawiadamia, że Komisya wydziału propo- 
nuje na konkurs imienia Jonatana Warscłiauera z termi- 
nem do 31 grudnia 1899 następujący temat: 

»Naukowe uzasadnienie organpterapii na 
podstawie własnych doświadczeń*. 



1» 



» Praca konkursowa ma zawierać zwięzły zarys histo- 
ryczno-krytyczny organoterapii oraz własne doświadczenia 
autora. Nie wymaga się jednak, żeby doświadczenia autora 
obejmowały wszystkie dotychczas znane środki; owszem, 
autor może opracować dokładnie tylko jeden, bądź już znany, 
bądź też zupełnie nowy środek <. 

Wydział jednomyślnie zatwierdził ten temat. 



-»-<j^ 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w Krakowie, 1899. - Drukarnia Uniwertytetu JagielloA.klego. 



SPRAWOZDANIA 

Ż CZYMNOŚCI i POSIEDZEi^ 

* * • 

AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 
wydawane 

pod redakcy^ Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA ŚMÓLRI 

ze wspótudzlaZem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania z posiedzeń ł czynnoioi Akademii Umfejętnoiel w Krakowie wjohods^ 
B końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem Slerpuia f Wrzeinia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fi. 60 kr. , — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie zwlązka 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedyńea^ sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład irtówny w księgarni Spółki WydawalcMj w Krakowie 

Tom IV. Marzec 1899. Nr. 3» 

Treść: Bibiiografiai ^ ^praigroidania s posiedzeń: /. Po^ 
tiedaenie Wyds^itiu filologieznego^Ania 13 Marca: O uniwersytecie Ka- 
zhnierza Wielkiego przez K. Morawskiego. — Posiedzenie Korni- 
syi językowej z dnia 18 Marca 1899 r. — Posiedzenie Komisyi bisfp- 
ryl sztuki z dnia 2H Lutego 1899 r. — //. Posiedzenie Wpdziału liiHo- 
Tycano^filmofietnego dnia 20 Marca : « Stiidya numizmatyczne -przez Fr» 
Piekosińskiego^ -r ^tuxlya nąd Xiy wiekiem prssez K. Potkań- 
8 ki eg o. — III, Poiiedzenie Wydziaiu matematyczno - przyrodniczego- 
dniu 6 Mareaf O -soku wyoi6nif$ym z. drpMiyprsMa A«. Wróblew- 
ticiego.. r-« O -pifefrodzeolu . Stanu ^szyuoego priez zwoje między kr^ 
gowe i.}0 odnichowem ytrąliąniu w^te/zzńem prądu spoczynkowego przez- 
N. Cybulskiego i M. ' Kirkortt. — Dojrzewanie i zapłodnienie 
jajka u Ascidii Cionia iatestinalis E. przez S. Gólskiego. — Ara- 
ebóundea opesa^ cfis^. .£« Sokmita oołle^tft in insulis Maderianis et ip 
Utfulis t. M^SMi A^f^ prz^z W , K u 1 c z j ń s k i e g o. ,— O prędkoi^ci 
głosu w powietrzu zgęszczonem przez A. Witkowskiego. 



<»■* i - 



BiÓLiÓGRAl^lA. 



w miesiącu Marcu opuściły prasę następujące wyda- 
wnictwa Akademii': 

Odbitki z Rozpraw: - 
J. Baud'ouin de Coiirtenay: Strona językowa oryginału polskiega 
listu »pymitrii Samozwańca* do papieża Klemensa Yllł z dnia. 
24 kwietnia roku 1604, 8-o, str. 31. Cena 26 kr. 

1 



JanBystrońiO pisowni i języku kaiąg U9taw polskich na podstawie 
kodeksów, Święloslawowego , Dzialyńskich, dzikowskiego i stra- 
domskiego, 8-0. str. 110. Cena 76 kr. 

Józef Rostafiński; O maku (Papaver somniferum L.) i jego hodo- 
wli w Polsce, 8-0, str. 31. Cena 25 kr. 



■^> 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



1. WydziiJ filologiczny. 



Posiedzenie dnia 13 Marca 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Przewodniczący czyta pierwszy rozdział swej pracy 
o akademii Jagielloóskiej w XV w. p. t. ,0 uniwersytecie 
Kazimierza Wielkiego**. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi j^yko- 
wej, które się odbyto dnia 13 Marca 1899. 

Przewodniczący składa wydrukowany Regulamin Komisyi i za- 
wiadamia o uchwaleniu dotacyi przez Zarząd w kwocie 1000 zlr. roc«nie. 
Zastępca przewodniczącego J. BystroA składa swój słownik do ksiąg 
ustaw polskich z XV w., wypracowany na podsUwie wszystkich 
czterech rękopisów, i wyjaśnia metodę , jakiej się trzymał przy tej pracy. 
Sekretarz J. Rozwadowski zawiadamia o materyatach gwarowych, ze- 
branych przez pp. Steina, Witka, Janczego, Pazdanowskiego , Magiery 
i Jaworka, które w odpowiednim wyciągu przedstawi Komisyi do druku. 
Wreszcie postanowiono przedstawić do zatwierdzenia Wydziałowi trzech 
nowych współpracowników. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 23 Lutego 1899 pod przewodni- 
ctwem prof. Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący poświęcił naprzód dłuższe wspomnienie 
malarzowi Juliuszowi Kossakowi, zmarłemu w początku lutego r. b,, 
podnosząc jego wybitne zasługi jako artysty i niezwykłe przymioty 



3 

człowieka, oraz uwydatniając jego elale interesowanie eic practfmi ko* 
tnisyi. Następnie przewodniczący powitał gorącemi słowy przybyłego! 
na posiedzenie Henrykli Sienkiewicza, oddając przy tej sposobności 
hołd znakomitemu pisarzowi. 

Z koiei Prof. Dr. Maryan Sokołowski podał wiadomość 
o francuskiej pracy p. Fournier z Lyonu, poświęconej publikacyom Ko; 
misyi, a nadto zwrócił uwagę na nowe czeskie czasopismo »Metbod» 
dziejom sztuki poświęcone, które w ostatnim zeszycie streszcza również 
wydawnictwa Komisyi. Następnie tenśe przedłożył dwa nadesłane ko- 
munikaty. Pierwszym jest fotografia i opis złotej korony z kościoła 
Bożego Ciała w Poznaniu, udzielone przez Dra Kohlera ; korona ta jest 
wedle tradycyi darem królowej Jadwigi, spód jej jeSt zapewne z po- 
czątku wieku XV., szczyt zaś późniejszy barokowy. 

P. MathiasBersohnz Warszawy przedstawił szczegóły o dwóch 
nieznanych drewnianych polskich bóżnicach, w Pobrebyszozkch i w Ui- 
tomirsku; w pierwszej z nich mieści się szereg bardzo pięknych sprzęg 
Łów roboty żyda Borucha z czasu między rokiem 1690 a 17H6; są to 
-wspaniałe brązowe świeczniki, srebrna korona itd. Nadto P. Bersohn 
poświęcił osobno obszerną rozprawę illu minowanym polskim rękopisom, 
antyfonarzom i mszałom, {Ilustrowaną całym szeregiem miniatur z w. 
XIV. i XV. z katedry na Wawelu, oraz z kościołów Dominikanów, 
Franciszkanów, Bernardynów w Krakowie.. 

Z kolei Prof. Władysław Łuszczkiewicz przedłożył uło- 
iony przez siebie bogaty wykaz dzieł sztuki i przemysłu artystycznego^ 
odnoszący się do Czci i życia, św, Stluiisława od w. XIV. do XVIII, w Pol- 
sce, podnosząc w nich różne zmiany pojęć o twórczości artystycznej. Przy 
tej sposobności prof. Maryan Sokołowski zwrócił uwagę na ważność 
rozejścia się kultu św. Stanisława poza Polską, oraz na niezbadane 
dotąd zabytki we wsi Piotrowinie, gdzie kardynał Oleśnicki kościół 
fundował. 

P. Zygmunt Hendel streścił rezultaty badań swych nad ka- 
plicą Lubomirskich pod wezwaniem św. Seb^tyana przy kościele Do-' 
minikanów w Krakowie. Użyto do niej murów dawtiej gotyckiej kaplicy 
40 znacznej wysokości: w planie przedstawia ona kwadrat przykryty 
kopułą, którą zakończa latarnia bogato dekorowana pilastrami i ko- 
pułą ukoronowana. Zewnątrz budowla obłożona jest ciosem dobrzy- 
ckim o formie rustyki, spoczywa na wysokim cokole a górą zdobi ją 
Biliiie wyi^kakująćy gzyms z firyzem i archiirawtfm. Wejśm do kaplicy 
z kościoła stanowi bogaty portal marmurowy o jońskich słupaeh. Część 
dolną wnętrza dekorują pilastry, nisze i wnęki marmurowi z bogato 
rzeźbionymi gzymsami; na wysklepkach :pod kopułą mteaimią się 
rzeźbione kartusze z herbami Śreniawa i Gryf zdobne malo^fąniami. 
Cała kopula jest malowana wewnątrz techniką freskową i >Alla tern* 

1* 



6 



z owej daiej srebrnej monety wypłynął drobny miedziak jako grosz 
polskL 

Co do złotego rzecz się miała następnie. Z wyjątkiem Włady- 
słaiTif^ Łokietka, który około r. 1320 wybijał krótko złote czerwone 
czyli dokaly, żaden inny z monarchów polskich aż do Zygmunta I nie 
bił czerwonych złotych; natomiast czerwone złote (dukaty) węgierskie 
były w Polsce dość pospolicie w użyciu i szły za czasów króla Kazi* 
mierzą Wielkiego po 12 i 14 groszy czeskich. W miarę atoli, jak mo- 
neta srebrna podlała, podnosiła się cena czerwonych złotych , tak że 
w pierwszej połowie XV wieku wynosiła już 24i grosze, a w drugiej 
połowie nawet groszy 30 i wyżej. 

Pragnąc temu wzrostowi ceny czerwonych złotych zapobiedz, 
wydał Jan Olbracht statut, wedle którego czerwony złoty nie miał być 
pod karą liczony wyżej jak gr. 30. Ten statut obowiązuje faktycznie 
po dziśdzień, gdyż aż do tej chwili złoty polski liczy się po W groszy, 
jeno że ten złoty nie jest już więcej czerwonym, ale białym czyli sre- 
brnym. Natomiast prawdziwe czerwone złote szły jako towar mimo 
statutu Jana Olbrachta w miarę podlenia srebrnej monety coraz wyżej 
w cenie, aż u schyłku panowania Stanisława Augusta doszły ceny 18 
złotych polskich trzydziestogroszowych. 

Wreszcie autor przedstawia dzieje rozwoju różnych stop men- 
niczych greckich i stopy menniczej rzymskiej. 

P. Karol Polkański czyta rzecz p. t.: „Studya nad 
XIV wiekiem^. 

I. Konfiskata majątków Jana i Mikołaja z Kęblowa 
1334r roku. Autor wykazuje, że wiadomość Rocznika Świętokrzyskiego 
podana pod rokiem 1338 nie może się odnosić do pomorskich Swięców. 
Natomiast jest bardzo prawdopodobnem , że ów Jan i Mikołaj synowie 
Bodzęty, których Władysław Łokietek uwięził i dóbr pozbawił — to 
Jan i Mikołaj z Kębłowa synowie Komesa Bodzęty. Występigą oni 
w różnych dokumentach Wielkopolskich mniej więcej od 1300 — 1334, 
mają posiadłości na granicy Śląska i Marchii, do Mikołaja należy Ba* 
bimost, o którym Rocznik Świętokrzyski wspomina. Tenże sam Mikołaj 
nadto jest 1304 roku podkomorzym Królestwa Polskiego z poręki Wa- 
cława Czeskiego, obaj zaś świadczą parę razy na przywilejach Henryka 
ks. Głogowskiego. Ich to obu prawdopodobnie nie Łokietek ale Kazi- 
mierz Wielki pozbawił Kębłowa, Babimostu a może i Zbąszyna, być może 
za sprzyjanie Brandeburczykom lub śląskim książętom. Faktem jest 
bowiem, że i Kębłów i Babimost wraz ze Zbąszynem przechodzą na 
własność królewską w XIV wieku. 



Wieś Gościszewice zaś, którą według tego samego Rocznika na- 
dal Władysław Łokietek Janowi i Mikołajowi, mogła, jak to autor do- 
wodzi, istotnie im być nadaną i należeć do ich potomków. 

Całe to zdarzenie stało się najprawdopodobniej w końcu 1S34 
r. lub na początku 1885, do tego czasu bowiem mniej więcej Długosz 
odnosi swoje opowiadanie o karach, które Kazimierz W. po wstąpieniu 
na tron wymierzał niespokojnej szlachcie ówczesnej. 

II. Piotr Wydźga, starosta sądecki, i naprowadzenie 
Litwinów 1376 r. Długosz w Liber Beneficiorum opowiada o sprzy- 
janiu Krzyżakom i o zdradzie jakiegoś Piotra Wydigi z rodu Janinów, 
:»Satrapy€ sądeckiego. Otóż Piotr Wydżga, starosta sądecki, istniał i był 
starostą w latach 1354—1362. Znanem jest również opowiadanie Dłu- 
gosza o naprowadzeniu Litwinów w 1351 roku. przez Piotra Pszonkę 
z Babina z rodu Janinów i Ottona ze Szczekarzewic z rodu Toporów. 
Uderza tu wspólność rodu Janinów w obu wypadkach, mimo tego 
jednak nie można tych wydarzeń połączyć i w jakiś związek wpro- 
wadzić. Opowiadanie Długosza o zdradzie Piotra Pszonki i Otty ze 
Szczekarzewic należy odnieść nie do 1H51 roku ale do 1376. W roku 
1351 nie mógł być na wyprawie Jagiełło, który miał podówczas lat 
cztery, mógł natomiast w niej uczestniczyć w 1376 roku. Co zaś naj- 
ważniejsze, obydwaj zdrajcy i Pi^)tr i Otton żyją w końcu XIV w., 
nie w pierwszej połowie tegoż stulecia 

III. Skargi szlachty małopolskiej na Kazimierza W. 
o nieprawny zabór majątków. Mamy dokument Elżbiety z 1374 
roku, z którego się dowiadujemy, że na prośby panów Małopolskich 
wyznaczyła ona komisyą złożoną z dwunastu dostojników celem roz- 
patrzenia i osądzenia zażaleń tego rodzaju. Otóż znaną jest tylko je- 
dna sprawa, którą można odnieść do owego dokumentu: W roku 1368 
mienia Kazimierz Wielki dwie wioski z opatem Koprzywnickim za 
Jasło, które należało do opactwa. Otóż można dowieść, że Jasło król 
wziął, ale owych dwóch wiosek w zamian nie dał. Sprawa zaś odłą- 
czenia kilku wiosek od kasztelanii sandomierskiej przez Kazimierza W., 
którą wytaczają 1379 r. przed Ludwikiem Węgierskim ciż sami dostoj- 
nicy, po bliższem rozpatrzeniu nie daje się połączyć z owym dokumen- 
tem Elżbiety 1374, odnosi się bowiem do czego innego. 



^ 



lii. Wydział matematycziio-przyrodiiiczy. 

• ■ ■ 



Posiedzenie dnia 6 Marca 1899 r. 



Przewodniczący: Frof. Dr. F. Kreutz. 

Czł. Godlewski referuje o drugiej tymczasowej wiado- 
mości p. A, Wróblewskiego p. t. : „O soku wyciinictym z droh- 

W dalszym ciągu badań nad sokiem wyciśniętym z drożdży, 
autor wykazał, że sok wyciśnięty z czystej hodowli drożdży winnych 
nie zdaje się różnid pod względem swego składu i swoich własności 
od soku wyciśniętego z drożdży piwnych. Fermentuje on równie dobrze 
z cukrem. 

Autor wykrył w soku drożdżowym obecność dwóch jeszcze 
enzymów, prócz wymienionych w poprzednim komunikacie, mianowiciie 
enzymy rozszczepiające glykogen i skrobię. Dotychczas nie została wy- 
jaśnioną kwestya, czy są tu czynne dwie subśtancye, czy też obydwa 
działania przypisać należy jednej substancyi chemicznej. 

W przekropie zakwaszonego soku wykrył autor obecność kwasu 
mrówkowego, którego ślady znajdują się i w wyciąga eterowym soku. 
Wyciąganie eterem odbywało się zapomocą przyrządu skonstruowanego 
w tym celu. Autor otrzymał również wyciąg chloroformowy zapomocą 
-drugiego przyrządu w tym celu zbudowanego. 

W końcu, szukając wytłumaczenia możności istnienia obok siebie 
w komórce fermentów wzajemnie się niszczących, szukając również 
wytłomaczenia możności istnienia fermentu, któryby był nierozerwailnie 
złączony z protoplazmą, stawia autor hypotezę chemicznej budowy pro- 
toplazmy, która odpowiada zadawalająco na powyżej postawione py- 
tania. Daje ona możność oryentowania się do pewnego stopnia wśród 
różnorodnej mnogości zjawisk chemicznych w komórce. Nasuwa ona 
wniosek, że chemiczna budowa protoplazmy, już sama przez się, po- 
mimo budowy mechanicznej, nadaje protoplazmie pewne piętno mor- 
fologiczne. 

Czł. Cybulski referuje o swojej pracy wykonanej z p. 
M. Kirkorein | . t. : „O przewodzeniu stanu czynnego przez 
zwoje międzykręgowe i o odruchowem wahaniu wstecznem prądu 
•spo€zynkotvego " . 



9 

Uznając, że doświa4czenia Bemsteinal) nad rozctio^zeniem się 
'wabania wstecznego, tylko w jednym kierunku w fuku odruchowyns^ 
inają wieljcię znaczenie dla rozstrzygnięcia kwestyi natury samego wa- 
hania wstecznego, ąutofo^ie p^owtórzyli 'te doświadczenia k^stwier- 
-dźiwszy jIb, iizupelnili pod kilkoma Wzgtędfeimi. Oprócz '^'a^baAia*' wste- 
cznego, które wywoływane było przez drażnienie korzonków ^tylnych 
'W korzonkach przedaicb, przyczem mogłaby zacjiodzić wątpliwość ja- 
kiegoś wpływu prądu drażniącego na prąd spoczynkowy korzonków, 
rjsiwi^rdzili ten sam fajct, drażniąc pień nerwu siecjzeniówego na zna- 
<:znej odległości a odprowadzając prąd spoczynkowy od korzonków 
przednich, - \n\) drażniąc korzonki ty)ne, odprowadzając zaś prąd od 
pnia nerwowego. 

W obu tych kombjnacyach w odwrotnych )cierunkac)i nie spo- 
-strzeżono najmniejszego śladu wa^iania wstecznego. 

Po stwierdzeniu tego faktu autorowie starają się wyjaśnić, gdzie 
właściwie W łuku odruchowym może istnieć przeszf^oda do przejścia 
«tanu czynnego, względnie wahanja wstecznego w odwrotnym kie* 
runku, czy w samych komórkach, czy też w ich drzewkowatych roz- 
^gałęzieniach. ' * ' ' ' ;'^. / • 

W tym celu wykonali szereg doświadczeń nad zwojami między- 
kręgowemi. 

W doświadczeniach tych stwierdzili, że zwoje międzykręgowe 
«ie są taką przeszkodą, że zarówno drażniąc nerw można otrzymać 
wahanie wsteczne z korzonków tylnych, jak drażniąc korzonki z sa- 
mego pnia nerwowego, i że korzonki tylne nie różnią się pod tym 
względem o4 korzonków przednich. 

W końcu autorowie starali się wyjaśnić także, czy zachodzi jaka 
różnica podczas drażnienia samych zakończeń nerwowych, np. w łapce 
przez uciski lub kwas między wahaniem wstecznem, otrzymanem z pnia 
oerwowego, a wahaniem wstecznem otrzymanym w drodze odruchowej 
2 korzonków przednich. 

Poświadczenia le wykazały, źe w tych przypadkach, w których 
po otwarciu rdzenia i oddzieleniu korzonków odruchy były zacho- 
wane, wahanie wsteczne prądu spoczynkowego korzonków przednich 
Jest stale silniejsze od wahania wstecznego splotu siedzeniowego w ra- 
zie tego samego podrażnienia. 

Na tej podstawie autorowie wnoszą, że w łuku odruchowym 
stan czynny rozchodzi się tylko w jednym kierunku, lecz że nadto 
podczas rozchodzenia się tego stanu w kierun)i[u fizyologicznym on 



^) J. Bernstein : Arc}uv fUr die gesammte P)iysiologie Tom 78, str. 
.374-386. 



10 

się wzmaga, co prawdopodobnie odbywa się kosztem energii neuronów 
luku odrUcbowego. 

Czł. Kostanecki referiye o pracy p. S. Gólskiego p. t.: 
^^Dojrzewanie i zapłodnienie jajka u Ascidii^Cionia inłestina- 
lis F.^ 

Proces dojrzewania i zapłodnienia u OUmia inieUmalit ^, ba^ 
dal autor na jajkacb tego zwierzęcia, zebranych przez Profesora Ko^ 
staneckiego podczas jego pobytu w Neapolu w miesiącu marcu i kwie- 
tniu 1897. 

Jajka zebrane ze wszystkich sŁadyów dojrzewania i zapłodnienia^ 
utrwalano w różnych płynach, z których jedynie płyn Pereunyiego oka- 
zał się stosowny dla Cionii, bo tylko na skrawkach w tym płynie 
utrwalanych występowały wyraźnie centrosomy i inne drobne szczegóły 
budowy komórki. 

Skrawki parafinowe grubości od H— tO n. barwiono metodą. 
Heidenhaina, podbarwiając za pomocą Bordeaux. 

Proces dojrzewania 

(fig. 1-7). 

Okres przygotowawczy do wydzielenia pierwszego ciałka kierun- 
kowego odbywa się jeszcze przed wniknięciem plemnika. Mimo to 
jednak, dopiero po wniknięciu plemnika następuje właściwy okres doj- 
rzewania, znamionujący się wydzieleniem pierwszego i drugiego ciałka 
kierunkowego. 

Wrzecionko pierwszego ciałka kierunkowego (fig. 1—5) jest bardzo- 
małe, posiada wyraźne, czarno metodą Heidenhaina się barwiące, 
okrągłe jak punkty centrosomy na swych biegunach, wśród delikatnego- 
promieniowania biegunowego {fig. 3—4). Chromosomów jest dziewięć- 
W stadyum gwiazd potomnych, wskutek rozsunięcia się chromosomów,, 
odsłania się wrzecionko środkowe z podłuźnemi zgrubieniami promieni 
(fig. 4—5). Cała figura posuwa się po promieniu jajka do obwodu i wy- 
dzieliwszy jedną gwiazdę potomną w ogólnie znany sposób, wytwarza 
pierwsze ciałko kierunkowe z pięknem ciałkiem międzykomórkowem 
<fig 6). 

Pozostała gwiazda potomna, obniżając się w głąb jajka, wytwarza 
nowe wrzecionko achromatyczne, w którem niebawem chromosomy roz- 
chodzą się ku biegunom w dwie gwiazdy potomne. Wrzecionko z poło- 
żenia równoległego do powierzchni jajka, przechodzi w położenie pro- 
mienia i wydziela gwiazdę potomną zewnętrzną, jako drugie ciałko kie- 
runkowe (fig. 7). 

Protoplazma jajka składa się z regularnej siateczki, w której 
oczkach tkwią równomiernie rozmieszczone kule deutoplazmy. 



11 



Zapłodnienie 

(fig. 8-16). 

Plemnik wnika do jajka Cionii cały w różnych miejscach i zaras 
odbywa obrót o 180^ tak, że pasemko łączące, a w niem centrosom, 
znajduje się później przed samą główką plemnika (fig. 8). 

Dokoła centrosomu widać piękne promieniowanie (fig. 9). Środek 
tego promieniowania wygląda na niektórych preparatach jakby jedno- 
lity, jasny. Przyczyną tego są nadzwyczaj gęsto i licznie przebie- 
gające promienie, które ulegają w środku promieniowania ściśnię* 
ciu. Na licznych innych skrawkach, a mianowicie na preparatach 
również w płynie Pereunyiego utrwalanych, ale przeprowadzanych 
z alkoholu przez benzol, a. nie przez chloroform, promienie te można 
było obserwować, jak dochodzą aż do samego centrosomu (fig. 10^ 
11, 12). 

Niebawem centrosom plemnika dzieli się, co pociąga za sobą 
podział pierwotnego promieniowania i odtąd plemnik pęczniejąc, jest 
poprzedzony w drodze do jądra jajka przez podwójne promieniowanie 
(fig. 9, 12, J3, U). 

Również jądro jajka, pozbawione centrosomu i promieniowania, 
pęczniejąc wytwarza pęcherzyk. Połączywszy się razem, jądra oba nie 
zlewają się ze sobą (fig. 16, 16). W osi płaszczyzny kopuiacyi usta- 
wiają się oba promieniowania plemnika, bardzo silne, z wybitnymi 
centrosomami w środku jasnego pola (fig. 17). 

Proces zapłodnienia jest już ukończony, a dalszy przebieg mitozy 
ma na celu podział jajka, według reguł typowej, znanej ogólnie ka- 
ryokinezy (fig. 17—22). 

Gzł. Cybulski wnosi pracę p. J. Sosnowskiego p. t.: 
^Słudya nad zmianiami geotropizmu u >Paramaecium aurelia^. 

W pracy niniejszej stara się autor przedstawić szereg zmian, 
jakim ulegają zjawiska geotropizmu u Paramaeeium aureHa, oraz wa- 
runków, wśród których zmiany te występować mogą. Autor poprzedza 
rzecz ogólnemi uwagami nad wrażliwością protoplazmy. 

Najważniejszym wynikiem pracy jest stwierdzenie, że u Para- 
maeeium aurelia pod wpływem całego szeregu czynników powstawać 
tnoże geotropizm dodatni zainiast zwykle istniejącego ujemnego. Wy- 
moczki, pochodzące z różnych hodowli, różne okazują ku takiej zmia- 
nie skłonności ; w pewnych przypadkach dostateczne jest słabe wstrzą- 
sanie płynem z wymoczkami, aby wywołać geotropizm dodatni, w in- 
nych zaś do osiągnięcia tego celu trzeba używać wpływu wysokiej 
temperatury, przyczem wymagane minimum jest różne^ w różnych 



hodowlach. Geotropizm dodatni, wywołany w ten sposób, trwa dość 
krótko, ustępując znowu miejsca ujemnemu. 

Prąd elektryczny, sda^ się, 'iife wywiera żadnego wpływu na 
geotropizm ; różnorodne zaś zmiany chemiczne, zachodzące w ptynie 
z wymoczkami, wywołują natomiast chwilowy geotropizm dodatni 
ii jlklonnydb ka temu osoBnikdw;" tf iVin/ch dopiero 'po pe^wtrym prze- 
d^gU czasu, "d' jet^cze 'fńYiyeh nie śą one' w stań ie' tego' ticżynTć,'łeez 
po dłuższem dzialitniu* wy^blują tylko dkłonnoSć 'do |eotrópi£ma dó- 
^alniiego,'ta1n gdtle ońa^Afó 'istniała.' ' " • 

' Przyczyń', skutkiem któryth wymoczki z różnych hodowli różnie 
się zachowOją, orliz 8po'8obu niszczenia' istniejącej skłonności do geotro- 
pianiu dodatriiego, dotychczas źftadśió* się* ńfe udało. 

O^Jisem zjawiska to^^arzysżąćegó iftz^sto geotropizmowi dodatnie^ 
mu kończy ftljtor swą pracę'. ' ' * - ' 

Czł. W. Kulczyński wnosi pracę swoją p. t: » Aracknoi- 

dea opera Sev. E. Schmiłz collecta in insulis Maderianis et 

in insulis Selvayes dictis* z czterema tąl)Ucami. 

Niniejsza praca zajmuje się pajęczakami (przeważnie pająkami) 
zebranemi w lalach 1890 —1898 staraniem X. Ernesta Schmit^, re- 
ktora seminaryum w Funcbal, na wyspach Aładery (Madera, Porto Santo, 
Deser tas), oraz — w bardzo małej części — na wyspach Selrages. 

Pierwsze wiadomości o pająkach Madery pojawiły się w litera* 
turze wprawdzie już w roku 18Bi; aż do ostatnich prawie czasów 
ograniczali się jednak autorowie do opisywania gatun|LÓw wyłącznie 
właściwych tej grupie wysp, a gatunki znane już poprzednio z innych 
okolic pomijali zupełnie. Dopiero w roku 18^2 wydał C. Warburton 
dokładniejszy wykaz gatunków; przyczynki d&lsze ogłosili: w r. 1895 
W. Bosenberg i X. E. Schmitz, a w r. 1897 E. Simon. — Dotychczas 
podano z wysp Maderskich ogółem 91 gatunków pająków; z tych je- 
dnak piętnaście jest mniej lub więcej wątpliwych, a po części nawet 
z pewnością mylnie oznaczonych. Co do pozostałych 96, to sąto w zna- 
cznej części gatunki opisane niedokładnie i nowszym autorom nie- 
znane. 

X. Schmitz zebrał na wyspach Maderskich 99 gatunków pają- 
ków, korsarzy i zaleszczotków ; pięciu z nich jednak bliżej oznaczyó 
niepodobna Trzydziestu i dziewięciu z tych gatunków nie znaleźli inni 
badacze na Maderze^;. 

Największą .ilośó (27) pająków właściwych Maderze opisał w la- 
tach 1857—1867 J. Biackwalł. Opisy te, na swój czas dość dobre, są 



^) Dziesięć x tych gatunków wymienił X. Schmitz w tymczasowej 
wiadomości p. t: Aracbni4ios da Madeira, wydanej w r. 1895 w Annaes 
de Sciencias Naturaes por Aug. Nobre. 



IS 

przecież po największej części niedostateczne, jeżeli chodzi o zidenŁyfi* 
kowanie na ich podstawie pająków maderskich z pająkami gdzieindziej 
źyjącemi. To też pięć tylko Blackwallowych gatunków rozpoznali nowsi 
autorowie dobrze, dwadzieścia dwie zaś nazwy uległy po części mylne- 
mu wyłożeniu, a przeważnie pozostały czczemi imionami. W pracy ni- 
niejszej autor dalszych dziewiętnaście gatunków Blackwalla po części 
objaśnia, po części opisuje dokładniej, tak, że pozostają do rewizyi 
jeszcze tylko trzy gatunki, których niema w zbiorze X. Schmitza. 

Jako nowe opisuje autor 14f gatunków i 2 odmiany, a opisy 
dawniejsze trzydziestu trzech gatunków, o ile to okazało się potrzebne^ 
uzupełnia, zwłaszcza szczegółami tyczącymi się budowy narzędzi roz- 
rodczych, które dostarczają cech ważnych do odróżniania gatunków 
a mimo to w opisach bardzo często nie bywają uwzględniane dosta* 
tecznie. 

Na wyspach SeWages zebrano staraniem X. 1£. Schmitza ~ po- 
mijając nieoznaczalny bliżej okaz z rodzaju Ero — cztery gatunki, opi- 
sane dawniej z innych okolic, i jedne odmianę albo może gatunek 
nowy dla nnuki. Tylko o jednym z tych gatunków było dawniej wia- 
domo, że zamieszkuje wyspy Selvages. Gatunek ten , Dy»dera WoUa^ 
iionii Blackw., o którym przypuszczano mylnie, że nie różni się od 
rozpowszechnionej w Europie i na wyspach atlantyckich Dytdtror 
croeota C. L. Koch, opisuje autor dokładniej. 

Członek A. Witkowski przedstawia własną pracę p. t. : 
„O prędkości głosu w powietrzu zgęszczonem^ , 

Jest to czwarta z rzędu rozprawa autora, tycząca się własności 
termodynamicznych powietrza atmosferycznego. Obecnie chodziło o spra- 
wdzenie doświadczalne pewnych wniosków, które autor postawił w roz- 
prawie drugiej. Część doświadczalna obejmuje pomiary prędkości głosu 
pod ciśnieniami od 1 do 120 atmosfer, w temperaturach 0^ i — 78.5. 
Stosowaną była metoda Rundta. 



->-<D>-<- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1899. — Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



1 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 
wydawatid 

pod redakoyą Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawosdania i posiedseń 1 csjmnoścl Akademii tJmieJętaoioi w Krakowie wychodzą 
s końcem każdego miesiąca, s wyjątkiem Sierpnia i Wrse^nia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr. , — w Austryi 1 fl. 80 kr., — sa granicą w obrębie Ewiąikn 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład główny w kelęgiinif Spółki Wydawniczej w Krakowie. 

Tom IV. Kwiecień 1899. Nr. 4. 

Treść: Bibliografia. — Sprawoadania z posiedzeń: /. Po- 
tiedzenie JVydziaht filologicznego dnia 17 Kwietnia : Studya nad Puszki- 
nem i jego stosunkiem do Mickiewicza, cz. I. przez J. Tretiaka. — 
O wpływie języka słowackiego na polskie gwary góralskie przez R. 
Zawili ński ego. — Posiedzenie Komisyi historyi sztuki z dnia 2S 
Marca 1899 r. — Posiedzenie Komisyi literackiej z dnia 15 Kwietnia 
1899 r. — //. Potiedzenie Wydziału hiatoryezno-filozoficznego dnia 
24 Kwietnia: O Słowianach mieszkających niegdyś między Renem 
a Łabą, Salą i czeską granicą przez W. Kętrzyńskiego. — Uwagi 
krytyczne o klęsce wameńskiej przez A. Prochaskę. — UJ, Pone- 
dzenie Wydział* matematyczno-przyrodniczego dnia 10 Ktoietnia: O zea- 
gonicie, nowym produkcie wietrzenia nefelinu przez St. Thugutta. — 
Odkształcanie się ziemi pod ciężarem wielkich lodowców przez M. P. 
Rudzkiego. — Posiedzenie administracyjne Komisyi fizyograficznej 
z dnia 27 Marca 1899 r. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu Kwietniu opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii : 

Franciszek Piekosiński: Heraldyka polska wieków średnich, 8-0,. 
sir. 486 (z 762 figurami w tekście). Cena 7 zir. 60 kr. 

1 



Odbitki z Rozpraw: 

Franciszek Piekosiński: O źródłach heraldyki ruskiej, 8-0. str. 20 

(z 14 figurami w tekście). Cena 25 kr. 
Edward Strumpf: Z histologii sosny, str. 30 (z 1 tabl.). Cena 35 kr. 

^^^3>-< 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 17 Kwietnia 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. J. Tretiak przedstawia pracę swoją p. t. : j^Studya 
nad Puszkinem i jego stosunkiem do Mickiewicza Gz, I^, 

Na wstępie autor podaje bistoryą sporu krytycznego o znacze- 
nie >Mieekianego Jeźdźca* Puszkina, przyczem zwraca uwagę na to, jak 
mało dotychczas zrobiła krytyka rosyjska dla należytego pojmowania 
największego poety rosyjskiego. Spór o »MiQdzianego Jeźdzcac toczył 
się tylko w obrębie polskiej krytyki; przeniknął wprawdzie i do nie- 
mieckich pism naukowych (Zeitschrift fUr die yergleichende Literatur- 
geschichte N. F. B. XI 1897), ale na to tylko, aby byd opacznie wysta- 
wionym. Obecnie przedstawiona część studyów nad Puszkinem nie dotyka 
jeszcze jądra sporu, mianowicie stosunku »Miedzianego Jeźdzcac do 
»Uslępu III cz. Dziadów*, oświetla tylko dwie sfery wyobrażeń i uczuć 
Puszkina, wciągnięte w tok polemiki autora ze Spasowiczem, mianovri- 
cie: religijność i liberalizm Puszkina. W rozdziale, poświęconym religij- 
ności poety, autor kładzie nacisk na różnicę jaka zachodziła pomiędzy 
Mickiewiczem a Puszkinem pod względem wychowania domowego. 
Dzięki temu wychowaniu Puszkin stał się niedowiarkiem od dzieciństwa ; 
wszakże wrodzona potrzeba religii nie zamarła w sercu Puszkina, 
budziła się niekiedy wśród sprzyjających okoliczności, pod wyjątko- 
wymi wpływami i upominała o swoje prawa. W rozdziale poświęconym 
liberalizmowi Puszkina autor zaznacza, że w sferze społecznych poglą- 
dów i uczuć tego poety daleko więcej jest wahania się i falowania, 
niż w religijnych, i polemizuje ze Spasowiczem, który twierdzi, że Pusz- 
kin już na dwa lata przed katastrofą grudniową rozbratał się z libera- 



Uzmem. Zestawiwszy »Wolność< Puszkina z Odą do Młodości Mickie- 
wicza i wykazawszy podobieństwa i różnice między dwoma tymi 
utworami, charakteryzujące nastrój współczesny dwóch poetów, autor 
rozstrząsa kolejno późniejsze utwory Puszkina, w których się falowanie 
jego liberalizmu objawia, a w szczególności wyjaśnia genezę wierszy: 
Siewca, Elegia na śmierć pani Riznicz, Andrzej Cbśnier, Prorok, Anczar 
i Galub, a to przeważnie na podstawie własnych wynurzeń poety. 

P. R. Za Wiliński podaje treśó swej pracy p. t. : „O wpły- 
wie języka słowackiego na polskie gwary góralskie^. 

We wstępie powołuje się autor na różnych pisarzy (Zejszner, 
Malinowski, Kryński, Kosiński, Stopka), którzy zaznaczali mimochodem 
wpływ słowaczczyzny na język naszych górali, zwłaszcza podhalskich, 
usprawiedliwia szukanie tego wpływu aż na Śląsku śladem śp. Mali- 
nowskiego, charakteryzuje źródła drukowane, z których czerpał matę- 
ryał, wreszcie szkicuje metodę, którą się posługiwał, wychodząc od 
wyrazów przyswojonych i określając stopień i jakość tego przyswojenia. 
Fakta w ten sposób zebrane ugrupował autor podług przyjętych kate- 
goryj gramatycznych w I głosownię, II słowotwórstwo, III odmianę 
i w IV słownik, dodając osobny dział semazyologiczny p. t.: » Wyrazy 
w brzmieniu polskiem o znaczeniu słowackiem«. 

W głosowni uwydatnia autor głównie te działy, które wyróżniają 
język polski od słowackiego, a więc samogłoski ścieśnione, nosowe, 
spółgłoski językowo-podniebienne (t. zw. miękkie), grupy spółgłoskowe 
trt i tlt; w słowotwórstwie przyrostki polskiemu językowi obce a słu- 
żące do tworzenia np. zdrobniałych wyrazów w gwarach góralskich; 
w odniianie końcówki przypadkowe i formacye słowne. W słowniku 
umieszczone są w porządku alfabetycznym te wyrazy przyswojone, 
które tylko ze słowackiego wejść mogły w gwary, i to albo bez zmiany 
albo w postaci mało zmienionej , w dodatku wreszcie podaje wyrazy 
właściwe polskiemu językowi, ale przez Górali używane w znaczeniu, 
jakie im nadaje język słowacki. 

Reasumując wynik szczegółowego rozbioru konstatuje autor: 

1. że wpływ języka słowackiego na polskie gwary góralskie jest 
najobfitszy w słowniku, szczególnie w przejętych pieśniach i utworach 
rymowanych ; 

2. że wyrazy przyswojone są zarówno jeszcze w surowym sta- 
nie, jak i częściowo zmienione, a więc znajdujące się w przejściowym 
okresie przyswojenia; 

3. że wnosząc z materyału najdawniejszego i najnowszego wpływ 
słowacki w ostatnich latach 50 nie uległ zmianie, bo i stosunki Pod- 
halan ze Słowakami w niczem się nie zmieniły; 

1* 



Ł że wreszcie pewna nieznaczna ilość wyrazów polskich, ze- 
slowaczonycb częściowo, jpsŁ tylko dowodem chętnego popisywania 
się Górali mową obcą, a nie sZowaczenia się ich gwary. 

Sekretarz zdaje sprawę 2 posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 2S marca 1890 r. pod przewo- 
dnictwem prof. Maryana Sokołowskiego. 

Prof. Władysław Łuszczkiewicz podał naprzód wiado- 
mośtS o nieznanym dotąd malarzu polskim Baszkowskim ż początku 
wieku XVII. , który około roku 1621 wymalował do kościoła w Piotro- 
winie cały szereg obrazów z cudami św. Stanisława, dotąd tam znaj- 
dujących się; kościół ten posiadał nadto aź do 80 innych płócien tego 
artysty oraz jego własny portret, które jednak zniszczały niepowrotnie. 

Prof. Dr. Maryan Sokołowski przedstawił następnie kilka 
komunikatów Dra Feliksa Kopery, nadesłanych z Petersburga. Jest 
to naprzód opis oprawy książki z wieku XlV z biblioteki Długosza ; rę- 
kopis to » Komentarza św. Augustyna do pism św. Jana*, darowany przez 
Długosza w r. 1472 klasztorowi na Skałce, a oprawa zdobna medalio- 
nami wyciśniętymi na skórze o ornamentyce wieku XIV, oraz literą K. 
(Kazimierz W.). Druga wiadomość odnosi się do rękopisu północno-wło- 
skiego z XIV w. z dziełami Augustyna Lactantiusa; pochodzi on ze zbio- 
rów polskich, zapewne z jakiejś klasztornej biblioteki. Prof. M. So- 
kołowski dodał tu objaśnienie, że kodeks ten należał do biblioteki Ta- 
deusza Czackiego a następnie do zbiorów w Puławach i przypomniał zara- 
zem przepyszny kodeks z cudnemi miniaturami, illustrującemi >Legendam 
auream« Jakóba de Voragine, który był własnością Krzysztofa SzydZo- 
wieckiego, dzieło pierwszorzędne miniaturzysty też z Włoch północ- 
nych; pochodzi on również z Puław a dziś należy do Biblioteki Za- 
moyskich w Warszawie. — Całkiem wyjątkowe znaczenia ma fragment 
rękopisu Biblii z samego końca wieku XII, znajdujący się dziś także 
w Bibliotece publicznej w Petersburgu; w r. 1809 darował ten kodeks 
Jan Felix hr. Tarnowski z Dzikowa do zbioru Tadusza Czackiego w Pu- 
ławach, skąd niezawodnie w r. 1831 zabrany został do Petersburga. 
Miniatury inicyałów tego fragmentu »Genezy« są wszystkie ornamen- 
tacyjne o rysunku bardzo pięknym. Wyjątek stanowi inicyał tytułowy 
J. N. , rozmiarami swymi i figuralnemi scenami wplecionemi w orna- 
ment; jest ich 13, a 9 w medaliony ujęte przedstawiają sceny Stwo- 
rzenia; postacie Boga Ojca, Adama, postać Ewy, figury Kaina i Abla 
są arcydziełami całkiem wyjątkowemi wśród znanych miniatur w. Xlly 
a noszą na sobie wyraźne reminiscencye sztuki starochrześciańskiej. 
Zabytek ten wyjątkowego znaczenia opiera się niezawodnie na wzorach 
celtycko-karolingskich. a należy do sztuki niemieckiej epoki Fryderyka 
Barbarossy. Rękopis był w końcu w. XVI. własnością Andrzeja Bato* 



rego, który go zapewne otrzymał od zakonników klasztoru Miechow- 
skiego a następnie darował Jezuitom w Sandomierzu, których kollegium 
sygnaturę on nosi. Wreszcie opis dwóch jeszcze kodeksów rękopiśmien- 
nych z biblioteki publicznej w Petersburgu podał Dr. Kopera, które oba 
pochodzą z kościoła parafialnego w Drzewicy pod Opocznem. Jeden 
z nich, to Ewangeliarz z drugiej połowy w. XV z tytułową kartą ozdo- 
bioną pięknem! miniaturami figuralnemi na marginesach, niezawodnie 
pochodzenia flandryjskiego. Kodeks drngi jest mszałem z końcu w. XV, 
a miniatury w nim są juź pochodzenia polskiego; ozdobiony herbem 
Ciołek, mieści on w sobie rodowód Drzewickich, z których Mikołaj, ku- 
stosz sandomirski, w r. 1462 kościół w Drzewicy dokończył i niezawo- 
dnie temi księgami uposażył. 

P. Grzegorz Worobjaw z Łomiy nadesłał komuiiikiito kościele 
w WiźniD wraz z fotograficznewi cdij^ciami; fundowała go w r. 1500 
X-ina Anna Mazowiecka; budowany ject z czerwonej cegły i ma cechy 
gotyckich budowli krzyżackich; wielki ołtarz ozdobny i o pięknym ry- 
sunku pochodzi z w. XVI, podobnie jak renesansowa loża nad zakry- 
styą, zwana »Boną<; w ołtarzach są obrazy z początku w. XVII. 

Wreszcie przewodniczący przedstawił komunikat P. Mathiaia 
Bersohna z Warszawy o polskich kaflach z jego własnego zbioru, 
z których najważniejsze, a bardzo piękne pochodzą z jednego ze starych 
zamków w okolicy Grodna, oraz z klasztoru Kamedułów na Bielanach 
pod Warszawą z początku w. XVIII. — Interesującym jest piec kaflowy 
w zamku w Mosaiu na Litwie w powiecie dziśnieńakim, dawniej Brzo- 
stowskich, dziś rodziny Pilsudzkich z r. 1791, w czystym stylu epoki 
Ludwika XVI, oraz drugi piec z r. 1725 ze starego pałacu w Stamiro- 
wicach pod Grójcem, które to oba zabytki świadczą o wysoko rozwi- 
niętym kunszcie wyrobów zduńskich w Polsce w w. XVIII. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi historyi 
literatury i oświaty z dnia 14 kwietnia 1899 r. 

Przewodniczący, prof . Morawski t powiadamia , źe do wydania 
dwu tomów Corpus poetarum, zawierających poezye Royziusza, 
brak jeszcze tylko wstępu i indeksu, które wydawca prof. B. Krucz- 
kiewicz obieeał niebawem nadesłać. Sekretarz Komisyi przedstawia 
nadesłaną z Wrocławia pracę Dr. Abichta p. t »Zywot Andrzeja Zby- 
iitowBkiego«. Jest to właściwie zbiór materyałów do iywota tego poety, 
ułoiony w porządku chronologicznym. Materyaiy przezeń zaczerpnięte 
z dzieł drukowanych, po części z archiwów poznańtkieh, warsuw- 
skich i krakowskidi, odfiogzą się przeważnie do stosunków ekonomi- 
cznych poety i jego rodziny i do jego kolligacyi. Za tekstem, obejmu- 
jąeyin zrąb głównych faktów z iycia poety, następuje obfity dział przy- 
pisów, czyli dalszy ciąg materyałów bardziej jnż rozstrzelonych ; potem 



6 



podana jest tablica genealogiczna rodziny Zbylitowskicb, w końca kil- 
kanaście nieznanych dotąd utworów poetyckich samego A. Zbyiilow- 
skiego i współczesnych poetów : A. Dzierżanowskiego, Smolika, St. Nie- 
goszewskiego. Na wniosek referenta uchwalono drukować pracę p. 
Abicbta w nowym tomie Archiwum. 

Sekretarz generalny zwraca uwagę, że okres, na który zostali 
obrani przewodniczący i sekretarz Komisyi, już minął, należy zatem 
przystąpić do obioru nowego prezydyum. Obrano ponownie przewo- 
dniczącym prof. Morawskiego, sekretarzem prof. Tretiaka. Następnie 
na propozycyą przewodniczącego i sekretarza obrano W8p<^Zpracowni- 
kami Komisyi pp.: Wilhelma Brucbnalskiego , Bronisława Czarnika, 
Wiktora Czermaka i Bronisława Gubrynowicza. 

Na posiedzeniu ściślejszem Wydziału zatwierdzono wybór 
pp. Eryka Bernekera, Stanisława Ciszewskiego i Aleksandra Pe- 
trowa na współpracowników Komisyi językowej a pp. Wiltielma 
Bruclinalskiego, Bronisława Czarnlka, Wiktora Czermaka 
i Bronisława Gubrynowicza na współpracowników Komisyi 
do badań w zakresie historyi literatury i oświaty w Polsce. 



II. Wydział historyczno *liłozoflczny. 



Posiedzenie dnia 24 Kwietnia 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Dr. Wojciecłi Kętrzyński odczytał rzecz p. t. : „O Sło- 
wianach mieszkających niegdyś miedzi/ Renem a Łdbą^ Salą 
i czeską granicą'^. 

Wiadomo powszechnie, źe toczy się spór o to, kiedy Słowianie 
zajęli obszerne swe siedziby, albowiem według teoryi uczonych niemiec- 
kich mieszkały niegdyś w całej środkowej Europie narody germańskie. 
Nie było zatem miejsca dla Słowian, którzy posunąć się mogli dopiero 
wtedy kil zachodowi, gdy Niemcy im się ustąpili, co stać się miało 
w VI a nawet może juź w IV wieku po Chrystusie. 

Ze strony słowiańskiej występowano nieraz przeciw takiej teoryi, 
nie zawsze jednak szczęśliwie. I dziełko autora »Die Lygier« wydane 
r. 1868 miało ten sam cel, ale i ten sam skutek, co inne, że nie uwzglę- 



dniono go wcale. Dotąd stoi zdanie przeciw zdaniu, a Niemcy górą, 
gdyż walczą dowodami lingwistycznymi, które imponują, bo nikt kon- 
trolować ich nie może ; na nich opierają główne swe hypotezy i do nich 
naciągają świadectwa autorów starożytnych a jednak wywód lingwi- 
styczny sam przez się nigdzie nie jest stanowczym dowodem history- 
cznym, lecz tylko dodatkowym, pomocniczym. 

Dla tego sądził autor, żo caZą sprawę należy oprzeć na nowej 
podstawie, co w niniejszej rozprawie starał się uczynić. 

Wiadomo od dawna, że Łaba i Sala, oraz czeska granica nie 
odgraniczały żywiołu słowiańskiego od niemieckiego, lecz że i za tą 
linią ku zachodowi zachodzą nazwy słowiańskie. Postanowił autor je 
zebrać uwględniając głównie zakończenie »itz< = »ica, ici, ice«, oraz 
nazwy Winden, Wenden i ich composita, uznane także przez Niemców 
za osady słowiańskie. 

Takich nazw zebrał autor około 800 w terytoryum między Re- 
nem a tamtą granicą , pomiędzy morzem północnem a Alpami ; rozkład 
ich uwidoczniono na 4: mapach załączonych. 

Niemcy tłumaczą to zjawisko w sposób dwojaki: 1) twierdzą, 
że tak się kochają w obcych nazwiskach, że usłyszawszy natychmiast 
je sobie przyswajają; 2) zwykle zaś utrzymują, że to kolonie słowiań- 
skie z rozkazu panów niemieckich założone wśród Niemców. 

Co do pierwszego punktu wykazuje aulor, że Niemcy wszędzie, 
gdzie się zetknęli ze Słowianami i nawet wtedy, gdy Słowianie nie byli 
narodem podbitym, germanizowaii nazwy miejscowe, czego dowodem 
Czechy, Szląsk, Prusy zachodnie itp. a dzisiejsze zachowanie się Prusa- 
ków wobec polskich nazw miejscowych w Prusiech nie świadczy wcale 
o zamiłowaniu w nazwach słowiańsi^ich. 

Osady założone przez jeńców i ludzi niewolnych w okolicach 
czysto niemieckich nie mogą mieć nazw słowiańskich, bo o nazwie sta- 
nowi w najdawniejszych czasach otoczenie, w późniejszych pan i wła- 
ściciel, ale niewolnik bez praw nie może narzucić ani swojej woli ani 
swego sposobu mówienia narodowi panującemu, który z pogardą na 
niego patrzy. 

Osady nawet w słowiańskich okolicach przez Słowian niewol- 
nych założone dla panów niemieckich, otrzymały nazwy niemieckie, 
jak na dowód tego autor przytacza przykłady. 

Jeżeli zatem nazwy te nie mogą pochodzić z czasów panowania 
Niemców nad Słowianami, więc powstać musiały w czasie przed ich 
panowaniem. 

Miejscowości słowiańskie, położone między Menem, czeską gra- 
nicą a Ratanicą (Rednitz) sięgają co najmniej czasów przed rokiem 805, 
położone w Turyngii już V wieku a nadreńskie przynajmniej czasów 
rzymskich i celtyckich, bo Rzymianie i Celtowie trzymali się przewa- 



łnls raiut i nie krepowali sbyt ailnie rozwoju ludnoici wiejskiej b^ 
dąwj pod ich puiowBniam. 

Naiwy reek i gór odnoM^ się niewątpliwie do iwjdawDiejazycb 
cuwiw pobyto ludnoici BlowUńakiej d« lej ziemi a wsie na •ioe< 
w więksuj aięici przynąjuinioj do pierwolsego otiedŁenia na roli, 

Poniewaj w owych cueacb nin nadawano nazw jeszcze z ureędu, 
powitać mogły tylko w spof6b naturalny preei otocaenie słowiańskie. 
Poiiiewai naiwy l« dxii aą raadkiit aa zachodzie a gęstsze na waobo- 
dzie, gerraanizacya prieto sila niewątpliwie od Renu ku czeskiej gia- 
aicy, Sali i Łabie raiem z ujari mieniem tycb krain przez Nieuc^ff. 

Że Mi MilllenhoS, którego •DautacheAUerthuaMkuodei jest kwinl- 
esencyą tego wszystkiego, co nauka Diemieeka o tym przeduiiocie dotąd 
powiedziała, twierdzi — a wierzyć mu mo^oa pod tyin wzgl^em, bo 
był znakomitym germanistą — ł,« między Renem a Wizerą stare iwzwy 
miejscowe aą przewaiaie nie niemieckie, stąd wynika, i^ ludnoś<i nie- 
miecka tu później przybyła. Pierwotna luduodd miała być według niego 
celtycka, ale nazwy, które przytaeia jako celtyckie, są czysto słowiań- 
skie jak n. p. Lippe '^ IJipa, Wipper -= Wieprz, Nida, Oder ^^ Odra 
i oawet Ren, skoro jest Henitz itp., bo powtariają si; wsEfdzie na 
ziemi stowiaóakiej. Ala nie tylko to) źródła niemieckie snaią je- 
szcze Słowian nad Renem, fuldą i w Szwajcaryi: rzeka Rubr, wpada- 
jąca pod Dusburgiem do Renu, nazywa się w końcu 3(111 wieku 
łRura Slavica* a podróżnik Qazwini znalazł Słowian pod Soest i Pa- 
derborn. 

I w tych okolicach mamy nazwy jak Windsn, mamy nazwy na 
>itz< a zamek krakowski dziś juź nie istniejący leial na lewym brzegu 
Renu niedaleko ujścia Rury. 

Nazwy słowiańskie przechowały b>S tyUo przypadkowo, bo zo- 
stały zwykle zastąpione niemieckiemi; przechowała je zad ludnoid sło- 
wiańska powoli niemcząca się. Jeżeli tai lok było, to powinny ślady 
stowiańakości znajdować się także wa wsiach z nazwami niamiec- 
kiemi. Wyliczywszy naprzód przykłady, żo rzeczywificie i w tamtych 
stronach niemczoro słowiańskie nazwy, przytacza autor przeszło sto 
wsi z ludnaicią słowiańską, choć nazwy ich aiemieckie, a wsi lakicb, 
w których budowa ~~ wsie rynkowe i ulicowe — łub nazwy pól słowiań- 
skie wskitzują pierwotną ludność słowiańską, jsst takie prceszło sto- 
ki) kadziesiąt, cboć tylko niektóre okolice badano pod tym względem. 

Z tego wszystkiego wynika, żg ludność słowiańska sięgała nie- 
gdyś aż do Henu, nawet aż po za Ren, oraz źe była chwila, gdzie 
Niemców nie było wcale w środkowe! Europie, 

Skoro tak było, Słowianie musieli być znani jui I Rzymianom 
a znani im hyli pod nazwą Swewów. Nazwę tę usłyszał pierwszy Ce- 
zar i lo z ust celtyckich. Nie wiemy, jak Celtowie wymawiali I ; Rzy- 



9 



niaoie jednak i Grecy nie omieli wymówić »sU ; dla tego jeel to ko- 
nedya so 9trony Małlenhoffa, gdy wiedząe o tern, ssaka w źr<kUaeb 
SlaTi a znaleść icb nie moie. 

Jak z początku Rzymianie i Oreey nie umieli rosróiaić Niem- 
ców od Celtów, tak i potem długo jeszcze nie mieli jasnego wyobraie- 
oia, €%y i czem Swewowie-SIowianie róinią się od Germanów-Niemeów. 
Swewowie Cezara zajmi^ją jeezcse mniej więcej te same prze- 
Btrzenie, które wynikły z naazyeb badań t. j. od Renu poezęwszy, Swe- 
wowie zaś Tacytowi dzierżą już tylko te kraje, które średniowieczne 
iródla wykazują jako ich siedziby. 

Za Słowian uwaia autor narody Bojów czeskicb, Markonianów 
morawskich, Kwadów słowackich, Lygów czyli Lingów lackich, Semno- 
nów, Longobardów, Hmnundurów, Warystów, nareszcie Noryków-Sto- 
wieńców, Kamów-Kraińców i Panońezyków czyli Chorwatów. O Sło- 
wianach retyckicb i szwajcarskich nic nie wiadomo. 

Słowian wschodnich czyli ruskich nazywano Wenedami. Na końcu 
wylicza autor nazwy słowiańskie, które znane już były Grekom i Rzy- 
mianom. 

Doszedłszy zatem do rezultatu, śe Słowianie siedzieli ai do Renu, 
ie kiedyś Niemców wcale nie było w tych stronach, klóry to rezultat 
wręcz jest przeciwny twierdzeniom uezonych*niemieckicb, uważa autor 
za potrzebne zastanowić się nad głów noro i hypotezaroi, na których oni 
opierają swe wywody. 

Scharakteryzowawszy sposób, w jaki wojuje Mttllenhoff, zwraca 
się autor przeciw hypotezie, jakoby Germania starożytnych autorów 
była pojęciem etnograficznenu 

U Cezara jest Germania ') krajem za reńskim od morza aż do 
Alp, od Renu aż do Dacyi. W tej Germanii mieszkają Germani i Sueyi, 
którym — każdemu z osobna — poświęca szczegółową charakterystykę, 
z czego wynika, że jednych i drugich nie uważa za jeden naród, lecz 
za narody różne, choć w .Germanii mieszkające. Zna Cezar także Ger- 
manów w Gall ii mieszkających a nawet więcej plemion aniżeli za 
Renem; mieszkają zatem, choć są Germanami, po za obrębem Germanii. 
Nad Renem w Germanii siedzieli Usipetes i Tencteri, Sugambri 
i Ubii, nad Wizerą zaś Cherusci. Pomiędzy jednymi a drugimi mieszkali 
Swewowie, którzy walcząc z Germanami nadreńskimi starają się ich 
rugować z siedzib. Poniżej Ubiów siedzą Swewowie jeszcze nad Renem, 
skąd ich granica ciągnie się 600 mil rzymskich na wschód. 

Germania zatem Cezara nie jest etnograficzna, bo nie obejmuje 
wszystkich Germanów a w jej obrębie mie^-zkają dwa różne narody. 



^) Objańnia ją jedna mapa. 



10 



Tacytowa Germania *) różni się wielce od Cezarowej. Granicami 
jej są z północy Ocean, od zacbodu Ren od ujścia do Łogany (Lahn), 
od południa Limes Romanns i Dunaj ; wschód jest otwarty. Jest to 
ca2a Europa nie należąca do imperium Romanam. 

Jak Cezar tak i Tacyt nie liczy do Germanii narodów germań- 
skich mieszkających na zachód od Renu lub w obrębie państwa rzym- 
skiego, choó na wschód od Renu Jak Cezar (ak i Tacyt rozróżnia 
w Germanii dwa szczepy, którym — każdemu z osobna — poświęca 
pewną ilośó rozdziałów. Niemcom rozdziały 2 — 87, w których mieści 
się nadzwyczaj dokładny opis ich zwyczajów i charakteru, Swewom- 
Słowianom rozdziały 88 — 46. Jeżeli Tacyt w rozdziale 88 zaczyna: >Nudc 
de Suebis dicendum est, quorum non una ut Chattorum Tenclerorumye 
gens; maiorem enim Germaniae partem optinent propriis adhuc natio- 
nibus nominibusque discreti, quanquam in commune Saebi vocantur< 
a w rozdziale 46 kończy temi słowy: »Hic Suebiae finisc, to sam jak 
najwyraźniej zaznacza, że Swewowie są czemś innem od Germanów 
przedtem opisanych. Nie można tego tłumaczyć także w ten sposób, 
że w pierwszych rozdziałach mówi o »Westgermaiien« , w ostatnich 
o »Ostgermanenc — w zrozumieniu naturalnie Niemców - albowiem 
Swewowie siedzieli jeszcze za Cezara nad Renem, nazwa zatem >Ost- 
germanen* nie dała)>y się stosować do nich. 

Przechodząc Swewią Tacytowa komentuje autor pojedyncze 
ustępy, wykazując, w czem Tacyt zgadza się z późniejszymi autorami 
i w czem się myli. Opisy kultów religijnych Semnonów i na owej 
tajemniczej wyspie w Oceanie zgadzają się we wszystkich ważniejszych 
szczegółach z tern, co nam Helmold i Adam bremeński podali o świą- 
tyniach Radygasta i Światowida. 

Siedzib Gotów, Rugów i Lemowów należy szukać po za grani- 
cami Aestiów i Lachów (Lygiów) t j. w pobliżu zatoki fińskiej; Swe- 
wowie Tacytowi to Słowianie zachodni, Wenedowie jego to Słowia- 
nie ruscy. 

Myt niemiecki o synach Manna nie może objąć, jak to Niemcy 
twierdzą, całej nieomal Europy, lecz tylko te plemiona, które pochodzą 
od pierwszych trzech wikingów przybywających nad Ren. Uczeni nie- 
mieccy wyprawiają z nimi karkołomne sztuki. 

Wisła ma być granicą między etnograficzną Germanią a Sarma- 
cyą. Teza ta opiera się głównie na Marinusie i Ptolemeuszu, o których 
Mullenhoff ma jak najgorszą opinię. I słusznie, bo za Wisłą nie sie- 
dzieli wogóle Sarmaci, więc Wisła ich dzielić nie mogła od Germanów. 
Teza jest nielogiczna, bo według Miillenhoffa, który tu w oryginalny 
sposób poprawia Ptolomeusza, Germanie t. j. Gotowie siedzą także na 



^) Objaśniają ją dwie mapy: Germania magna i Germania propria. 



11 



prawym brzegu rzeki, więc Wisła nie rozgranicza Germanów. Pomimo 
to Wis2a ma nazwę słowiańską. Z tej okoliczności nie wyprowadza 
Mulienboff tej konsekwencyi , którą nasunęła mu nieniemieckość na- 
zwy Renu ; slowiańskość nazwy jest dowodem, ie Słowianie mieszkali 
po obu brzegach Wisły. 

Nie jest dowodem, jakoby Niemcy mieszkali nad Wisłą, nazwa 
Silingae podana przez Ptolomeusza — inne rękopisy mają lepiej może 
jLiDgae --> Silingae nie oznaczają hiszpańskich Silingów, o którycb dwie- 
ście lat później mowa, bo Silingae jak Asdingi i t p. to ród a nie 
naród. Nie Szlązacy przejęli swą nazwę od Silingów, lecz Silingae, 
jeżeli lekcy a ta jest uzasadniona, są Szlązakami. 

W ścisłem połączeniu z tą kwestyą jest teorya, której MUUen- 
boff i jego adherenci hołdują, jakoby w pra prawiek u nad Wisłą do- 
piero szczepy, germański i skandynawski, miały się rozejść; podczas 
gdy jeden szedł ku Renowi, drugi obrał sobie mało ponętną drogę 
lądową do Szwecyi. 

Tymczasem tak nie było i być nie mogło; dzieje skandynawskie 
dobrze już znane dowodzą, że Skandynawczycy niepokoili całą Europę 
i wszystkie wybrzeża morza Śródziemnego i gdzie mogli, zakładali 
państwa; tradycye plemion germańskich świadczą również, że tak było 
już lat tysiąc przedtem. 

Jako przykład, w jaki sposób owe podboje skandynawskie się 
wykonywały, przytacza autor opis Neslora o wyprawie Ruryka i jego 
braci. Skandynawczycy byli rozbójnikami morskimi a jako tacy posia- 
iiali pewną organizacyą wojskową, którą górowali nad Celtami i Sło- 
wianami. 

W dalszym ciągu rozbiera autor tradycye plemion skandynaw- 
skich, które naszły środkową Europę a więc Gotów, t. z. Langobardów 
niemieckich, Saksończyków ; niemieccy Turynczycy są potomkami An- 
glów i Warynów, ale nie Hermuudurów. Hermunduri = Duri maiores 
byli Słowianami; po Duri minores pozostał ślad w tNordturyngii«; 
byli nimi prawdopodobnie Langobardowie. 

Frankowie także wiedzieli o obcem swem pochodzeniu; zdaje 
się, że razem z Anglami i Warynami przybyli z północy. O Alamanach, 
których pobratymcami są Szwabowie i Bawarczycy, podania, choć pó- 
źniejsze, głoszą to samo. Bawarczycy nie pochodzą z Czech, lecz mają 
swoje nazwisko od krainy Bojów celtyckich , która leżała między Pan- 
nonią a Noryką na południe od Dunaju. Duńczycy także twierdzą, że 
ich ojczyzną jest Skandynawia. Dziś jeszcze są ślady, że Słowianie 
mieszkali w Szlezwiku aż pod Appenrade przynajmniej. 

Teorya zatem uczonych niemieckich i z tej strony nie doznaje 
poparcia. Niemcy nie byli autochtonami w środkowej Europie a nazwa 
Germania nigdy nie była dawniej pojęta w znaczeniu etnograficznem, 



12 



lecz zawBse w sensie geograficznym. Podobne zjawisko przedstawia 
nazwa >Au8trya«. Ze tak było, o tern świadczą także aotorowie śre- 
dniowieczni jak Paulus Diaconus, Historia Longobardorum Florentina, 
Einhardus, Adam bremeński, Otto z Frysyngi i wielu innych. Szowi- 
nizm dopiero ostatnich generacyj potrafił rzecz przez się jasną, tak 
zaciemnid, że prawie wyjścia nie byto. 

W ostatnim rozdziale przechodzi autor dzieje Słowiańszczyzny 
zachodniej. Jeżeli ruchy celtyckie były wynikiem wypraw skandynaw- 
skich na brzegi morskie przy ujściu Renu, jak MOllenhoff pierwszy 
przypuścił, wtedy najazdy Skandynawczyków rozpoczęły się niewątpli- 
wie już w VII i VI wieku przed Chrystusem. Pierwsi usadowili się na 
zachód od Renu Segni i Caeroesi, potem Paemani, Condrusi, Eburones 
i Batavi, którzy znani są przeważnie pod nazwami celŁyckiemi. 

Pierwsi Skandynawczycy, którzy się spotkali z Słowianami, byli 
Nemetowie, od których potem cały szczep nazywano Niemcami, Van- 
giones i Triboci, którzy przeszedłszy na lewy brzeg Renu, posunęli się 
w górę aż po za Strasburg. 

Za Cezara siedzieli nad Renem ai do Lipy Usipetes i Tencteri, 
za nimi Sugambri a koło Kolonii Ubii; na lewym zaś brzegu Wizery 
Cberusci. Za Ubiami nad Renem i w tyle plemion nadreńskich mie- 
szkali jeszcze Sueui-Słowianie prowadząc wojny zażarte z Niemcami. 

W roku 80 przed Gbr. biorą Swewowie udział w powstaniu 
Morynów, lecz zostali przez Rzymian pobici. 

Drusus znalazł w roku 9 przed Chr. Chatfów nad Renem tam, 
gdzie przedtem Swewowie siedzieli a przeszedłszy ich kraj, dotarZ do- 
piero do Swewii ; ulegli żalem Swewowie w walce z Germanami a całe 
terytoryum między Renem a Wizerą i Fuldą stało się dzierżawą nie- 
miecką. , 

Roku 5 po Chr. posunął się Tyberyusz przez kraj Langobardów 
aż do Łaby. Pai^stwo Marboda (Marowoda) było pierwszym zawiązkiem 
potęgi morawskiej, która dopiero w X wieku pierwszeństwo oddala 
Czechom. 

Ciosem wielkim dla Słowian było ujarzmienie przez Rzymian 
t. z. agri deoumates, Recyi, Noryki i Pannonii. 

Za Tacyta żyją swobodnie jeszcze tylko Łiangobardowie i Her- 
mundurowie po lewym brzegu Łaby i Sali od morza aż do Dunaju. 
Ale i tym dwom plemionom groziła zagłada; w początku IV wieku po 
Chr. Skandynawczycy najechali Langobardów, których częścią sobie 
podbili, częścią sprzymierzywszy się z nimi, co było powodem, że 
przyjęli to samo nazwisko. 

Wyparli ich ku Dunajowi Anglowie i Warynowie, którzy ujarz- 
miwszy kraj Durzy ńców zwany przez nich Turyngią, przyjęli naswi- 




'!«"?.«-. ,tJ^,' 



14 



Gzem chrzęści aństwo, zaprowadzone przez Niemców i ich zwierzch- 
nictwo było dla Słowian nawet na pól samodzielnych, te stosunki cha- 
rakteryzują słowa Helmolda I, 83 : Crevit igitur opus Dei in Wagirensi 
terra. .. Et reccsserunt Sclavi , qui habilabant in oppidis circumiacen- 
tibus et yenerunt Saxones et habitaverunt illic. Defeceruntgue Sclavi 
pauliatini in terra, oraz słowa Przybyslawa: >Quomodo ergo vacabi- 
mus huic religioni nove, ut edificemus ecclesias et percipiamus bap- 
tisma, quibus cotidiana indicitur fuga? Si tamen locus esset, quo dif- 
fugere possemus. Transeuntibus enim Travenam, ecce bimilis calami- 
tas iliic est, venientibus ad Penen fluvium, nihilominus adesŁ. Quid 
igitur restat, quam ut omissis terris feramur in marę et habitemus 
cum gurgitibus? Aut que culpa nostra, si pulsi patria, turbarerimus 
marę etc. 

Ponieważ panowie niemieccy gardzili Słowianami a duchowień- 
stwo niemieckie, jak i dziś jeszcze w stronach z ludnością mieszaną, 
miało odrazę do wszystkiego co słowiańskie, więc germanizacya zaczęta 
się równocześnie z dwóch stron, tylko źe kościół wywierał nacisk sil- 
niejszy, bo już noworodzonemu nadawał imiona niemieckie. 

Wskutek tego wymarcie języka słowiańskiego było tylko kwe- 
styą czasu ; gdzie to nie dość prędko nastąpiło , zakazano używania 
jego. Już w roku 985 zabrzmiało po raz pierwszy hartmanowskie >aus- 
rot ten € — »exterminentur«. 

W ostatnim ustępie porusza autor kwestyę, co Niemcy zawdzię- 
czają kulturze słowiańskiej. Jestto przedmiot mało zbadany, bo dotych- 
czas przypuszczano z góry, jakoby Niemcy tylko mogli być narodem 
dającym. 

Skandynawia zatem była oczywiście jak Jordanes trafnie powiada 
tquasi officina gentium aut certę velut vagina nationum«, które po- 
chłonęły nieomal całą Europę wraz z państwem rzymskiem; i Germa- 
nia była jej dziełem a Niemcy starożytni jej dziećmi. 

Sekretarz przedkłada pracę p. Antoniego Prochaski p. t.: 
„Uwagi krytyczne o klęsce warneńskiej^. 

Pierwsze żywsze zetknięcie się Polski i Węgier z Zachodem 
i z Rzymem w celach wspólnej obrony cywilizacyi chrześcijańskiej, 
pomimo poparcia Zachodu i Eugeniusza IV nie osiągnęło pożądanego 
celu. Pod względem zapatrywań na przyczyny, przebieg faktów doty- 
czących ligi, na skutki klęski warneńskiej niema zgody u historyków, 
jak jej niema i w źródłach, odnoszących się do tego ważnego epizodu 
już nie tylko w dziejach Polski i Węgier ale w ogólności w dziejach 
cywilizacyi chrześciaóskiej. Sprzeczności grupują się obok dwóch naj- 
ważniejszych pytań, z których pierwsze tyczy się rozejmu z Turczynem 



15 



zawartego rzekomo przez króla, wśród pełnych przygotowań do wy- 
prawy, podczas gdy drugie odnosi się do samejże kampanii warneńskiej. 

Co do pierwszego pytania nie można —jakkolwiek to powszechnie 
przyjęto — pójść za Długoszem (XIII, 9) i mówić o zawarciu dziesię- 
cioletniego rozejmu przez króla w Szegedynie z postami Murada , a to 
z tego powodu, że V nie mamy żadnej współczesnej wiadomości o do- 
konaniu tego aktu przez króla; 2^ brak chociażby śladu dokumentu 
odnośnego; 3^ brak nawet daty; 4^ data przypuszczalna wskazana 
przez Długosza a mianowicie I-go sierpnia 1444 jest nieprawdziwą; 
przeczy jej wyrażenie z orędzia królewskiego z dnia 4 sierpnia t. r. 
o posłach tureckich, qui a nobia trengaM fieri posiuŁarunt , a O warunkach 
rozejmu fiendia; 5° że współczesna jedyna wiadomość, i to podana przez 
tak klasycznego świadka, jakim jest kolektor kamery apostolskiej, wyklu- 
cza możebność przypuszczenia Długoszowego o zatwierdzonym przez 
króla rozejmie. Ostatnie jednak niewątpliwej autentyczności źródło mówi, 
że rozejm był zawarty, a nawet król, tak we wspomnianem orędziu, jako- 
też i w liście z 22 listopada wspomina wyraźnie o zawartym z Turkiem 
traktacie {tracłatibus factis^ de pacegue conclitta). Wyrażenia takie odno- 
sić się mogą tylko i jedynie do rozejmu przez despolę Jerzego Bran- 
ko wicza z posłami Muradowymi zawartego, o czem zresztą Andrzej de 
Palatio wspomina, dodając, że pomocnikiem władcy Serbii był słynny 
wódz węgierski Jan Huniady. Prawdopodobna data tego zawarcia po- 
między 4-tym a 10-tym lipca wypływa z daty prywatnego układu Je- 
rzego Brankowicza z Huniadym, dotyczącego donacyi zamku Yilagós, 
a istnienie rozejmu potwierdzają źródła wschodnie jak Chalkokondylas 
i Seaddin. 

Jak atoli pogodzić wzgląd, że król w aktach swych wspomina 
o tym przez Jerzego Brankowicza uskutecznionym rozejmie a natomiast 
Andrzej de Palatio wyraźnie podnosi, że zawarto go po za plecyma 
królewskiemi {rege invito, clandestina pax). Cel zjazdu tłumaczy pytanie 
powyższe — król bowiem zjechał do Szegedynu, dał posłuchanie po- 
słom a czwartego dnia rokowań ogłosił uroczystym aktem termin wy- 
prawy wojennej i zatwierdził go uroczystą przysięgą. Jeżeli król wśród 
przygotowań wojennych zjeżdża do Szegedynu na prośby Brankowicza 
i Huniadego celem rokowań z Turkami, z którymi ci już omówili wa- 
runki rozejmu , a rezultatem tej podróży było zaprzysiężenie wojny, 
to widoczna, że celem podróży było przeszkodzić dziełu, odjąć znacze- 
nie zawartemu rozejmowi, czyli że rozejm był istotnie dokonany rege 
invito. 

Fakt atoli takich działań, po za plecyma królewskimi, dowodzi 
wielkich trudności, na które napotykał król, przedsiębiorąc dzieło obrony 
chrystyanizmu. Posiadamy liczne dowody tak opóźnienia wyprawy ja- 
koleż i niestawienia się ze strony książąt Zachodu z siłami zapowie- 



16 



dzianemi. Co do źródła, skąd zaraz po klęace warneńskiej poszły po- 
głoski o podeptaniu za przysięgo n4*go przez króla przymierza i o karze^ 
jaka go za to spotkała, to niewątpliwe, że król sam ułatwił właściwym 
sprawcom klęski te na własną ich obronę szerzone pogłoski , skoro 
z powodów łatwych do odgadnięcia, tak w orędziu z 4 sierpnia jako- 
też i w liście z 22 września z wielką oględnością wyrażał się o za- 
warciu rozejmu, wcale nie wskazując tych, którzy go zawarli. 

Jeżeli rozbiór szczegółowy kweslyi rotejmu w zupełności po- 
twierdza wiarogodność wiadomości zawartej w klasycznym liście An- 
drzeja de Palatio, podając nam nadto przyczyny opóźnienia kampanii, 
to rozbiór szczegółowy batalii warneńskiej oddaje również pochlebne 
świadectwo temu przed ośmnastu laty odkrytemu źródłu. Okazuje 
się bowiem, że podanie, jakoby król nieoględnym atakiem spowodował 
klęskę chrześcian, jest zgoła. nieuzasadnionem, że przeciwnie: 1^ wśród 
rozstrzygającej chwili spotykał się rozkaz króla z nieposłuszeństwem; 2^, 
że pomimo to bitwa na dniu 10 listopada w taki sposób się skończyła, 
że dopiero nazajutrz pod wieczór Turcy przybliżyli się do pierwotnych 
swych stanowisk i uderzyli na obóz chrześciański ; 3^ że Huniady nie 
szukał ratunku w ucieczce w kierunku ku Dunajowi, lecz pospieszył 
wprost do stanowisk floty chrześciańskiej do Galipolis, skąd dostał się 
nad Dunaj. Tutaj przy pomocy wojsk papieskich wojna trwała dalej, 
nie była jednak należycie popartą. 

W rezultacie tak epizod szegedyński jak i batalia warneńska 
dowodzą, że dzieło poczęte przez króla spotkało się z opozycyą ze strony 
ludów, nad którymi panował, że przeto one nie dojrzały jeszcze do wy- 
sokości zadania obrony cywilizacyi chrześciańskiej, skoro dziełu temu 
przez swych najznakomitszych bohaterów stawiały przeszkody, czem 
spowodowały upadek wspólnie z Zachodem podjętego i przez Zachód 
wspartego dzieła. 

Następnie odbyło się posiedzenie ściślejsze. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy 



Posiedzenie dnia 10 Kwietnia 1899 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

Prof. Dr. Kreutz przedkłada pracę p. St. J. Thugutta 
p. t. : y^O zeagonicie^ nowym produkcie wietrzenia nefelinu^. 



1/ 

Na wstępie autor zastanawia się nad konstytucy*-! nofelinu. 
W fakcie istnienia zeagonilu, jako produktu rozkładu nefelinu, widzi 
uzasadnienie dawniej przez niego *) wyprowadzonej formuły konstytu- 
cyjnej nefelinu: 

SNa.Al^SiaO,^. Ma^AJ.O,. SK^AI.SigO^^ 

Przemianę nefelinu w zeagonit wyobraia równaniem: 

SNa^AUSigOjo. -INagAl^. SK.AI^Si^Ac + 8CaX2^) + 55H,0 = SCaAl.Si^O.o- 

SKaAl^Si^Ojo. 55ąO -I- 16NaX -r 4Na,,Al,0, 

Autor wykazuje obecność zeaganitu w nefelinicie z Lobau za- 
równo na drodze chemicznej, jak i mikrochemicznej. 

Dla wyłączenia zeaganitu z nefelinitu posługuje się autor metodą 
statyczną; ostrzega przytem przed niebezpieczeństwem uciekania sie do 
płynu Thoulefa, oddziaływającego silnie na minerały, zaleca nato- 
miast jodnik metylenu, jako płyn pod każdym względem nadający się 
do mechanicznej analizy skał. 

Zaznaczywszy braki metody statycznej oddzielania minerałów 
autor bada kolejno zanieczyszczenia metodą tą wyłączonego zeagonitu; 
wyraża wreszcie jego skład chemiczny formułą: 

SCaAl^SigO.o. SK^Al^Si^Ojo. 55II.,0 

Zeagonit jest rzadką kouibinacyą glinokrzemianów wapiennego 
i potasowego i jest według terminologii autora, nalrolitem potasowa- 
piennym. 

Zeagonit z Ldbau okazuje polaryzacyą agregatu; wystawiony 
przez pół godziny na działanie 3()-to procentowego roztworu saletrzanu 
srebra, następnie, po spłukaniu wodą, traktowany stężonym wodnym 
roztworem chromianu potasu, zabarwia się na czerwono, podczas kiedy 
reszta minerałów składających nefelinit, najmniejszej nie ulega zmia- 
nie. Mikrochemiczną reakcyę tę autor uwidocznia na tablicy. Fig. 1 
wyobraża nefelinit z Lóbau przed, fig. 2 — tenże nefelinit po działaniu 
nań saletrzanu srebra i chromianu potasu. 

W przeciwstawieniu do metody mikrochemicznej Boricky'ego, 
autor podnosi wielką wartoś^ metod mikrochemicznych Lem berga, 
polegających na barwieniu całej powierzchni badanego minerału. 

Frof. Dr. Witkowski referuje o pracy M. P. Rudzkiego 
p. t. : jj Odkształcanie się ziemi pod ciężarem witlkich lodowców^. 



>) N. J. f. M. (1895), Beil.-Bd. IX, 584r; Ucisenyja zapiski imp. jur- 
jewskawo Uniwiersitieta (1892) 2, 87. 

») Pod X rozumieć należj: OlljClCOg i t p. 

2 



\i 

Praca Ui, podEielona na 6 części, zawiera obszerną dyskasyę od- 
kształceń ziemi w CMUsie lodowej epoki , dalej dyskusy^ odkształceń 
powierzchni ekwipotencyalnych i względnych emian pozionnu morza* 
Z pracy tej wynika, ie nawet wychodząc z założenia, iż ziemia posiada 
sztywność i nieściśliwość stali , ihożna otrzymać odkształcenie w lo- 
dowej epoce wprawdzie zupełnie znikome wobec ogromnych rozmia- 
rów ziemi, jednakże znaczne w porównaniu t ludzklemi miarami. 

Sek!*etatż fsawiadamla. że dnia 27 marca odbyło się 
posiedzenie administracyjne Komisyi fizyograficenej, na któ- 
rem przewodniczył prof. Dr. F. Kreutz. 

Przewodniczący, powitawszy zgromadzonych, wspomniał o stracie, 
jaką Komisya poniosła w r. z. przez śmierć członków: Prof. Fr. Bienia- 
sza w Krakowie, Prof. Franc. Czarnomskiego w Krakowie, Prof. Boi. 
Kotuli w Insbruku, Franc. Krysty w Zawoi, Tom. Schwettera w Boho- 
rodczanach, X. Leona Wojtowicza w Smolniku. Pamięć zmarłych, którzy 
wszyscy w pracach Komisyi czynny, a po części nawet bardzo wybitny 
udział brali, uczcili obecni przez powstanie. 

Przewodniczący zdał sprawę z czynności Komisyi w roku ubie- 
głym; Komisya wydała 33 tom swoich Sprawozdań, tudzież z Atlasu 
geologicznego Galicyi część 1-szą zeszytu lÓ-go (mapa Lwowa Prof. M. 
Łomnickiego) i zeszyt 9 (Prof. Fr. Bieniasza mapy: Pomorzany, Brze- 
iany, Buczacz-Czortków, Kopyczyńce, Borszczów, Mielnica-Okopy, na 
razie — z powodu śmierci autora — bez tekstu); wydrukowano tekst 
do 2-giei części zeszytu 10-go (mapy: Waręź, Bełz-Sokal, Żółkiew, Bd- 
zec-Uhnów, Rawa Ruska, Jaworów-Gródek^ Prof. M. Łomnickiego). 

Prace KoHiisyi postępowały podług ułożonego w r. z. programu, 
B tym wyjątkiem, źe w Sekcyi geologiczną) Dr. W. Teisseyre nie mógł 
podjąć zaaiierzonęj rewizyi map geologicznych: Komarno-Rudki, Zyda- 
cz<^w-Stryj, Halicz-Kałusz, a z programu Sekcyi rolniczej odpadły ba- 
dania geologiczno-rolnicze. 

Komisya otrzymała następujące prace do wydania w Sprawozda- 
niach lub w Allasie geologicznym : 1) p. Fr. Schillego Fauna lepidopte- 
rologiczna doliny Popradu i jego dopływów, część 2-ga i 3-cia, 2) p. 
E. Niezabitowskiogo Materyały do fauny rośliniarek Galicyi, 3) Dra S. 
Klemensiewicza O nowych i mała znanych gatunkach motyli fauay ga- 
licyjskiej, przyczynek 1. 4) Prof. J. Śnieżka O krajowych gatunkach 
Trzmielców {Psithyrui), 5) Prof. R. Gutwińskiego Algae in itinere per 
moniem Babia Góra coUcctae, 6) p. J. Trzebiń^iegó Fltwa lasów gar- 
wolińskich i okolic sąsiednich, 7) Prof. M. Łomnickiego Tekst do 2-giej 
części łO-go eeszytu Atlasu g^^ołogicznego Galicyi, ^ Tegoż mapy geo- 
logiczne: Lubaczów, Jarosław, Mościska, Ptazów^ Le^jsk, 9) Prof. Dia 
Szajnochy mapę geologiczną Przemyśla, 10) Dra W. Friedberga mapę 



19 



geologiczną Łańcuta-Rzeszowa, 11) p. A- Nowickiego Wydatnośd drze- 
wostanów w naszych lasach w chwili ich sprzętu, 12) p. Promińskiego 
Przyczynek do fizyografii jęczmienia, 13) pp. Rudowskicb Opjs geoio- 
giczno-rolniczy majątku Rumoka, 14) p. St. Zaleskiego Kotatka o gle- 
bie folwarku Wyczaiontów, 15) Dra J. Lembergera Rozbiór chAmus^OO- 
bakteryologiczny wód studziennych miasta Krakowa. 

Sekretarz Komisyi odczytał następujące sprawozdanie Zarzą4<l 
muzealnego, sprawdzone przez skrutatorów: pp. Prof. K. Bobka, J. M. 
Bocheńskiego, Prof. R. Gutwińskiogo : 

Do Muzeum Komisyi fizyografieznpj przybyły od iłn. 10 marca 
18^8 do dn. 16 marca 1899 r. następujące przedmioty : 1> Slor0x Bp, z Ki- 
ziej pod Czarną Horą, dar p. M. Rybińskiego, 2) 8trix pofteriną z l^i&- 
polomic, dar p. fi. Niezabitowskiego, 3) Zbiór chrząszezów (876 gatun- 
ków) z Galicyi, złożony przez p. M. Rybińskiego, 4) 20 gatunków 
chrząszezów palearktyeznych w 50 okazach, dar p. M. Rybińskiego, 
5) 2 okazy Tipulidów z Łobzowa, dar tegoż, 6) PŁereta maironula % Ry- 
tra, dar p. S. Stobieckiego, 7) Zbiór mięczaków śp. J. Ślosarskiego, 
dar p. J. Ślosarskiej, 8) Zbiory ^zoologiczne, przeważnie mięczaki, śp. 
Fr. Bieniasza, zakupione, 9) Zielnik tyrolski śp. B. Kotuli, dar p. Ą. 
Kotuli, 10) Zbiór jemioł i inne okazy botaniczne śp. Fr. Bieniasza, za- 
kupione, 11) Zielnik z okolic Garwolina, dar p. J. Trzebińskiego, 

12) Gąbka skamieniała z Panieńskich Skał, dar p. E. Niezabitowskiego, 

13) Głowa jelenia wykopana z koryta Wisły na Grzegórzkach, zakupiona, 

14) Zbiory geologiczne śp. Fr. Bieniasza, zakupione, 15) Okazy skał ty- 
rolskich śp. B. Kotuli, dar p. A. Kotuli, 16) Okaz skały wygładzonej 
(przez lodowiec?) z Księżej Góry pod Suchą, dar p. E. Niezabitowskiego, 
17) Skamieliny z Krzemionek, dar tegoż, 18) Książki i zapiski botani- 
czne śp. B. Kotuli, dar p. A. Kotuli, 19) Ogólny zarys stref klimaty- 
cznych Galicyi przez K. Szulca, dar autora, 20) Tosamo, dar Wys. Wy- 
działd Krajowego, 21) Jahrfodcher der k. k. CeniraiaosiAlt fi^r Mieteoroh 
logie und Erdmagnetismus, rocznik 1894 i 1897, 1-sza część, dar Za- 
kładu, 22) Catalogus hymenopterorum przez Dalia Torrego, Yespidae 
i Sphegidae, zakupiony, 23) Dwie lupy, zakupiona, 24f) 30 pudeł na 
owady, zakupione. 

Konserwowaniem i porządkowaniem zbiorów Komisyi zajmował 
się w r. 1898 zastępca kustosza prof. W. Kulczyński, i pod jego nad- 
zorem następujący stypendyści Akademii Um.: pp. T^acy Król (do lipca 
1898 r.), Edward Niezabitowski i Mieczysła3^ Wasiewicz (o<ji stycznia 
1898 r.), tudzież p. Stanisław Smreczyński.^ Ukończono porządkowanie 
zbioru roślin Tiaczyniowydi i spisano ^o. Z innych części zielnika upo- 
rządkowano i spisano zbdór wątrobowców, rozpoczęto spi&ywaąie ślu- 
zoweów. Ogólny zbiór geologiczny, o ile umieszczony jest w Muzeum 
(bardzo znaczna część jego mieści się na strychu), przejrzano, zapisując 



20 



Z jakiopo nabytku każdy okaz pochodzi, notując równocześnie w po- 
zycyach księgi nabytków, gdzie okazy są pomieszczone. W dziale zoolo- 
gicznym zajmowano się przeważnie robotami konserwacyjnemi ; w zbio- 
rach entomologicznych śp. A. Wagi rozpoczęto porządkowanie celem 
przygotowania ich do oznaczenia i spisania. 

P. M. Rybiński oznaczał w dalszym ciągu zbiory chrząszczów 
Komisy i. Z powodu trudności, jakie nastręcza rodzina kusokrywków 
{Słaphylinidne), wynik jego pracy wypadł, liczebnie, mniej obfity niż 
w latach poprzednich ; oznaczył mianowicie p. Rybiński ze swojego 
zbioru rodziny : Dytitcidae, Oyrinidae, HydrophiUdae i Siaphylinidae 
(razem gatunków 500 w 18.C00 okazów), ze zbioru śp. B Kotuli zaś 
rodziny: Carabidae^ Dytucidne^ Gyrinidae i Bydrophilidae (gatunków 
krajowych 500 w 10 000 okazów, niekrajowych 400 w p.OGO okazów). 

Co do pomieszczenia Muzeum i wynikających z niego utrudnień 
w pracach muzealnych, nie zmieniło się i w roku ubiegłym nic 
na lepsze. 

Sprawozdanie to przyjęto do wiadomości. 

Rachunek z funduszów Komisyi za r. 1898, sprawdzony przez 
pp. Prof. Dr. E. Godlewskiego i Dra D. Wierzbickiego, przedstawiony 
zgromadzonym przez Prof. Dra Godlewskiego, przyjęto i udzielono Za- 
rządowi Komisyi absolutoryum. 

Przyjęto następujący preliminarz budżetu Komisyi na rok 1899; 

Dochody: 

złr. et. 

1. Zasiłek z funduszów Akademii Umiejętności . • . . . 560O — 

2. Pozostałość z roku 1899 1381 50 

Razem . . 698f 5Ó 
Wydatki: 

I. Koszta wydawnictwa Sprawozdań Komisyi 1800 — 

II. Potrzeby Sekcyj: 

a) Sekcya meteorologiczna 260 — 

b) Sekcya geologiczna: 

1. Zasiłek p. Dr. Friedbergowi na wykonanie mapy 
geologicznej »Tyczyn-Dynów« 200 — 

2. Zasiłek p. Dr. Wiśniowskiemu na dalsze badania 
geologiczne w Karpatach i wykonanie jednej mapy 

dla Atlasu geologicznego 250 — 

3. Zasiłek p. Prof. M. Łomnickiemu na wykonanie 

dwóch map dla Atlasu geologicznego 400 — 

4. Na napisaniu tekstu do 9-go zeszytu Atlasu geo- 
logicznego 250 — 

Do przeniesienia . . 3160 — 



21 



c) Sekcya zoologiczna: ^fr- <*t. 

Z przeniesienia . . 31(U) — 

1. Remuneracya p. M. Rybińskiemu za oznaczanie 

chrząszczów w Muzeum Komisyi 600 — 

2 Zasiłek p. Fr. Schiliemu na badanie molyli drobnycb 

w okolicach Rytra (3-cia rata) 100 — 

3. Zasiłek p. J. Łomnickiemu na badanie chrząszczów 

i szarańczaków w okolicy Kołomyi ...... 100 — 

Ł Zasiłek p. M. Rybińskiemu na wycieczkę koleopte- 

rologiczną w Karpaty wschodnie ....... 250 — 

5. Tomuź zasiłek na wyjazd do VVi«dnia celem rcwi- 

zyi oznaczenia chrząszczów nowych lub wątpliwych GO — 

6. Zakupno książek do oznaczania błonkówek i chrzą- 
szczów • 100 — 

d) Sekcya rolnicza: 

1. Badanie flory łąk • 400 — 

2. Badania geologiczno-rolnicze 400 — 

3 Zakupno dwóch świdrów geologiczno-rolniczych . . 30 — 

4r. Zakupno narzędzi do pomiarów bydła llK) — 

5. Honorarya za prace podjęte bez pomocy Komisyi . 120 — 

III. Wydatki na urządzenie i utrzymanie Muzeum: 

1. Potrzeby muzealne 580 — 

2. Remuneracya zastępcy kustosza 400 — 

3. Remuneracya pomocników kustosza 350 — 

IV. Remuneracya sekretarza 300 — 

V. Częściowy zwrot kosztów poniesionych przez kasę Aka- 
demii Um za zakupno zbiorów śp. A. Wagi .... 600 — 

Razem . . 7650 — 
Bilans: 

Dochody 6981 50 

Wydatki ._. 7650 - 

Przewidziany niedobór C6S 50 

W dalszym ciągu posiedzenia wybrano przewodniczącym Komi- 
syi na r. 1899 ponownie Prof. Dra F. Kreutza, sekretarzem Komisyi 
na r. 1890 i 1891 prof. W. Kulczyńskiego, skrutatorami rachunków Ko- 
misyi: Prof. Dr. E. Godlewskiego i Dra D. Wierzbickiego, zastępcami 
skrutatorów: Prof. K. Bobka i p. A. Nowickiego; do Komisyi kontrolu- 
jącej muzealnej wybrano pp Dra T. Garbowskiego, Prof. Dra E. Jan- 
czewskiego i Prof. Dra S. Zaręcznego. Zatwierdzono wybranych przez 
Sekcye delegatów do Zarządu muzealnego, mianowicie: z Sekcyi geo- 
logicznej Radcę J. M Bocheńskiego, z botanicznej Prol. Dra J. Rosta- 
fińskiego, z zoologicznej p. S. Stobieckiego. 



22 



Wybrano na spólpracowników Komisyi: na wniosek Sekcyi me- 
teorologicznej: p. Czesława Dziekońskiego w Iwoniczu, X. Jana Markowa 
w Smolniku, p. Zygmunta Sobolewskiego w Kołomyi, p. Józefa Zagór- 
skiego w Przemyślu, na wniosek Sekcyi geologicznej: Prot Dra Wil- 
helma Friedberga w Rzeszowie, na wniosek Sekcyi zoologicznej: Dra 
Tadeusza Garbowskiego w Krakowie i Prof. J. Łomnickiego w Kołomyi, 
na wniosek Sekcyi rolniczej : p. Jana Blautha we Lwowie, p. Stanisława 
Chrząszczewskiego w Krakowie, X. Antoniego Głodzińskjego w Tarno- 
polu, p. Michała Kornelię w Jaśle, p Tadeusza Sikorskiego w Krakowie. 

Na wniosek p. S. Stobieckiego, po przeprowadzeniu dyskusyi, 
uchwalono termin posiedzeń administracyjnych Komisyi ogłaszać w dzien- 
nikach w Krakowie i we Lwowie, a o zwołaniu posiedzeń Sekcyi za- 
wiadamiać zamiejscowych członków Sekcyi za pomoce kart korespon- 
dencyjnych. 

W końcu uchwalono, zmieniając częściowo wniosek p. S. Sto- 
bieckiego, wykonać portret śp. Prof. Bolesława Kotuli w naturalnej 
wielkości i umieścić go w Muzeum Komisyi, a w Sprawozdaniach wy- 
drukować życiorys tego dla fizyografii kraju i dla Komisyi fizjografi- 
cznej wielce zasłużonego przyrodnika. 

Wydział wybranych współpracowników Komisyi za- 
twierdził. 



-o— <3c>--c- 



Nakladem AkadeiU[,ii Umiej^tnośici. 



Yf Krakowie , 1899. — Drukarnia Uniwersytetu Ja^iellońskie^Q. 



Nastąpiło przemówienie Prezesa Akademii JE. Stani- 
sława łir. Tarnowskiego. 

Sekretarz Generalny Dr. Stanisław Smolka zdał 
sprawę z czynności Akademii w ciągu ubiegłego roku i oznaj- 
mił, że na walnem zgromadzeniu z dnia poprzedniego wy- 
brani zostali członkami korespondentami Wydziału matema- 
tyczno-przyrodniczego Akademii pp. Dr. Leon Marcłilew- 
ski, prof. Dr. Władysław Rothert i prof. Dr. Maurycy 
Rudzki. Wybór pp. Marchlewskiego i Rotherta jako człon- 
ków zagranicznych wymaga zatwierdzenia Najjaśniejszego 
Pana. 

Następnie wygłosił prof. Dr. Bolesław Ulanowski odczyt 
p. t. jf Prymas Jan Łaski jako administrator^, 

W końcu Sekretarz generalny ogłosił nazwiska tegoro- 
cznych laureatów. 

Nagrody z fundacyi ś. p. Probusa Barczewskiego, za 
dzieło historyczne, przyznano p. Tadeuszowi Korzo- 
nowi za pracę p. t. ^^Dola i niedola Jana Sobieskiego 1629 — 
1674^; za dzieło malarskie — p. Józefowi Mehofferowi 
za kartony witrażowe dla kościoła św. Mikołaja we Fryburgu 
szwajcarskim. 

Nagrodę z fundacyi ś. p. X. biskupa Krasińskiego otrzy- 
mał X. Dr. Jan Fijałek za pracę p. t. j^Studya do dziejów 
TJniwersytutu krakowskiego i jego Wy dziąsłu teologicznego iv XV 
wieku^ i za monografię o Jakóbie z Paradyża. 

Nagrodę m. Krakowa im. Kopernika otrzymał prof. Dr. 
Maurycy Rudzki za pracę p. t. ^Teorya fizycznego stanu 
kuli ziemskiej^. 

Poprzedniego dnia, 2 maja, odbyło się półroczne posie- 
dzenie administracyjne Akademii. 



BIBLIOGRAFIA. 



Bibloteka Pisarzó\¥ Polskich nr. 36: Jakóba Zawiszy z Kro- 
czowa Wskrócenie prawnego procesu koronnego 1613. WydaZ 
Dr. Alojzy Winiarz, 8-0, str. 56. Cena 30 kr. 

Odbitki z Rozpraw: 

Aleksander Brtickner: Spuścizna rękopiśmienna po Wacławie 
Potockim. Część druga, 8 o, str. 116. Cena 85 kr. 

Stanisław Ciszewski: Bajka o Midasowych uszach. SŁudyum z li- 
teratury ludowej, 8-0, str. 26. Cena 25 kr. 

Yladislaus Kulczyński. Arachnoidea opera Rev. £. Schmitz col- 
lecta in insulis Maderlanis et in insulis Selvages dictis, 8-0, str. 
142. Cena 1 zir. 35 kr. 



--^DtJ>-^- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 15 Maja 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Sekretarz przedstawia pracę p. Z. Celichowskiego p. t.: 
„O polskich indeksach ksiąg zakazanych''^. 

Poszukiwania ostatnich lat kilkunastu wydobyły na jaw wiele 
nieznanych dotychczas druków z wieku XVL Poszukiwań tych, do któ- 
rych pobudkę i zachętę dało przeważnie pomnikowe wydawnictwo Bi- 
bliografii prof. Estreichera, nie można uważać za zamknięte, — nieza- 
wodnie wyjdzie z wiekowego ukrycia niejeden jeszcze starodawny druk, 
już to taki, o którym wcale nie było wieści, już to taki, który ucho- 
dził za zagubiony niepowrotnie. Wskazówką i pomocą do takich badań 
bibliograficznych są pobieżne wzmianki w innych książkach, dawne ka- 
talogi, spisy pozostałości po drukarzach, wreszcie indeksy ksiąg za- 
kazanych. 



Tę ostatnią katogorf^ tt6M łńbliogfftficiilych poddał badaniu 
antor w swej rozprawie. 

Trzy istnieiią polskie wydania indeksu z lat 1603, 1604 i 1617, — 
wszystkie trzy należą do wielkich rzadkości bibliograficznych. Autor 
dal przeto dokładny ich opis bibliograficzny, — z ogólnego rzymskiego 
indeksu wydobył te szczegóły, które specyalnie polskiego interesują 
czytelnika, a dodane do rzymskiego indeksu wykazy polskich ksiąg za- 
kasanych przedrukowa! w ułożonym przez siebie porządku ai£alMŁy- 
cznym, zwracając prtytem uwagę na te przedewstyskiera druki, które 
dotychczas należą do zaginionyclL Wskazanie tych dezyderatów przy- 
czyni się może do pilniejszego ich poszukiwania i odkrycia. 

Czł. M. Kawczyński prcedsiawia rozprawę swpfą p. t.: 
jiŻycie Apulejusza Platonika z Madaury*. 

Zajmując się powiastką Apulejusza Amor i Psyche, autor widział 
się zniewolonym, celem lepszego zrozumienia tego utworu, rozpatrzyć 
się w innych pismach tego filozofa i mówcy, oraz w życiu jego. Ponie- 
waż w przygodach życia i charakterze jest to postać znamienna na 
wiek drugi po Chr. , a zapatrywania jego i nauki niejednokrotnie głośnem 
odbijają się echem w wiekach późniejszych, przeto autor zaj^ się na- 
pisaniem jego biografii , która dotąd nigdzie, zdaniem jego, ani dość wy- 
czerpująco, ani dość dokładnie przedstawioną nie została. Pracę swoją 
zaczął od rozpatrywania źródeł, których w ogóle jest cztery. Naprzód 
Apologia własna Apulejusza, czyli obrona, jaką wygłosił w pro- 
cesie o czary. Obfite to stosunkowo źródło sięga jednak tylko do trzy- 
dziestego piątego roku jego życia. Drugiem są Metamorfozy, czyli 
powieść o złotym ośle, w nich zaś wytąctnie ostatnia tego utworu 
księga. Ponieważ jest to utwór fantazyi, przeto wiadomości tutaj po- 
dane tylko o tyle mogą być użyte do biografii, o ile są stwierdzone 
skądinąd. Trzeciem są Flor ida, czyli fragmenty mów mianych prze- 
ważnie po procesie. To źródło objaśnia tedy późniąjsze już lata 
życia naszego pisarza. Jest ono autentycznem, cennem, a dotąd prawie 
wcale nie wyzyskanem. Gzwartem są wzmianki o Apulejuszu u św. Au- 
gustyna. Pisarz ten bardzo często zajmuje się naszym autorem, miano- 
wicie W dziele swem De ciyitate De i i w listach. Pochodził także 
z Afryki i to z sąsiedniego Madaurte miasta, a nawet uczył się w Ma- 
daurze. To też skwapliwie szuka się u niego wzmianek, któreby z naiej- 
scowej tradycyi pochodziły. Takiej jednak po latach przeszło dwustu, 
które go od Apulejusza rozdzielają, już nie było. Wszystko prawi-, 
co o nim pisze, mógt wydobyć z pism jego, ttatl jednak i takie jaazcfee, 
które dziś nie istnieją. 

Większą część pracy wypehiiają rysy obyczajów, diafakta»6w, 
stosunków, jakie się ze źródeł powyższych zebrać dało. Stresz^czać k% 



tutaj niepodobna, podamy tedy tylko naukowe wyniki pracy. Tycza się 
one przedewszystkiem chronologii. Jak wiadomo, zajmowali się nią do- 
tąd: Hildebrand, Bótolaud, Teuffel i Rohde. Chronologia Bótolauda, 
który zresztą starannie pisarza tego objaśniał, jest całkowicie błędną; 
lepszą nieco TeufiTla, ale przez Rohdego dostatecznie odpartą. Rohde 
sam opiera się na Hildebrandzie, rozwijając i uzupełniając jego daty. 
To też w Niemczech, jak to widać u Schanz^a, daty przez Rohdego 
dane, cieszą się całkowitem uznaniem- Są one następujące: Apulejusz 
urodził się r. 124, miał lat 20 gdy się udał do Alen, dwadzieścia pięć 
gdy do Rzymu pojechał, trzydzieści gdy stamtąd wrócił; roku 156 jest 
w Oea, proces jego odbywa się 158 roku, 168-go jest w Kartaginie, zaś 
168 toczy się sprawa jego pomnika. Otóż Rohde popełnił cały szereg 
błędów a mianowicie: całkiem niewłaściwie p u eritiam Apulejusza do 
dwudziestego przedłuża roku, czyli inaczej, za późno go wysyła do 
Aten, tam zaś daje mu pobyt za krótki, za krótko także każe mu po- 
zostać w Rzymie, gdzie lat sześć, nie pięć wyrachować można. Do Oea 
Apulejusz żadną miarą roku 156 przybyć nie mógł, nawet podług wła- 
snego rachunku Rohdego, jeżeli proces ma się toczyć n 158-go. Rohde 
słusznie prokonsulat Maxima Klaudyusza kładzie bezpośrednio po pro- 
konsulacie Lolliana Avita, ale nie dostrzegł, że Lollianus dwą lata 
z rzędu był prokonsulem, równie jak Mazimus Claudius, co jednak 
z obliczenia dokładnego wypływa. Tak tedy wszystkie, daty aż do owego 
momentu należy przesunąć i poprawić, co też autor czyni. W czem się 
jednak najbardziej różni od Rohdego, to w sprawie Metamorfoz. Wia- 
domo, że Rohde kładzie je na pobyt w Rzymie, a więc na młodość 
Apulejusza, jeszcze przed Apologią. Autor wykazuje, że nietylko są od 
Apologii późniejsze, ale nawet od Florid. Co więcej, sądzi, że należy 
je umieścić po roku 180-ym i wskazuje, że właśnie około r. 193 czy- 
tane były z zajęciem, jako nowość niejako. W końcu zwraca się autor 
przeciwko ustalonemu niejako w filologii niemieckiej zdaniu, jakoby 
Apulejusz był mówcą wędrownym i stara się wykazać, że ani nim być 
nie potrzebował, ani nie był, ani nawet być nie mógł. 

Sekretarz zdaje sprawę z. posied2enia Komisyi. bistoryi 
azluki, które się odbyło dnia 29 Kwietaia 1899 r. pod prs»~ 
wodnicŁwem prof. Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący powitał naprzód przybyłego na posiedzenie czt. 
Komisyi p. Wacława Fiedorowicza z Witebska. 

Dc. Stanisław Tomko wicz przeds ta wir referat wraz z nade- 
s^ną przez p. Stanisława Ramułta z Wiednia iotografią pomnika Ka- 
tarzyny Ramułtownej, znajdującego się w kościele parafialnym w Dro- 
hobyczu. Wspaniały ten pomnik grobowy, o szlachetnej kompozycyi, 
ozdobiony leżącą figura zmarłej, wykonanym jest przeważnie z różno- 



6 



barwnych alabastrów krajowych, a jeszcze większej wagi nabiera przez 
to, że, jak świadczy wyryty w górze napis, jest on dziełem Polaka, 
Stanisława Czeszka, Krakowianina, zamieszkałego we Lwowie, który 
dotąd jako artysta znany był tylko z jednej wzmianki archiwalnej, od- 
krytej przez p. Władysława Łozińskiego. Wbrew przypuszczeniu p. Ra- 
mułta, ii zabytek ten pochodzi z pierwszej połowy wieku XVI., refe- 
rent wykazał, że może on jedynie należeć do drugiej połowy stulecia 
i co najwcznśniej powstał po r. 1B70. Pomnik len, mocno zniszczony, 
wymaga podobno szybkiego ratunku. 

Z kolei p. Wacław Fiedorowicz z Witebska streścił komu- 
nikat o kościele klasztornym jezuickim w Połocku, dziś cerkwią będą- 
cym i o jego dzwonach. Za Stefana Batorego do Połocka sprowadzeni, 
wznieśli tam Jezuici wielkie koUegium i wspaniały kościół z wielu 
zabytkami artystycznemi. Posadzka w nim jest z lanego żelaza, za 
wielkim ołtarzem znajduje się obraz z wieku XVII. z podpisem nie- 
znanego bliżej malarza >Rosa<, oraz piękna płaskorzeźbiona scena 
Narodzenia. W dzwonnicy wiszą trzy wspaniałe dzwony, lane sumptem 
Jezuitów w r. 1741 i 1742 przez Pawła Koplaka z Rygi, jak napisy 
na nich świadczą. Zdobne są one figurami wypukłemi św. Antoniego 
z Padwy, św. Franciszka Ksawerego, św. Karola Boromeusza, św. Aloj- 
zego Gonzagi, św. Michała, św. Andrzeja Boboli i św. Jozafata i opa- 
trzone pięknemi łacińskiemi wierszowanemi napisami. 

Przewodniczący podał następnie streszczenia całego szeregu ko- 
munikatów, nadesłanych ponownie z Petersburga przez Dra Feliksa 
Koperę, wraz z illustrującemi je licznemi fotografiami omawianych 
zabytków. Są to naprzód podobizny wykopalisk srebrnych z Brączyna 
w powiecie kaliskim z wieku XI; guzy to różnych kształtów, klamry 
i spinki. Hr. Bobrinskij udzielił z Komisyi archeologicznej w Peters- 
burgu licznych fotograiij polskich łyżek, o pięknych formach, z cha- 
rakterysŁycznemi napisami, jak żeby wyjętemi z pism Reya, oraz me- 
talowych pasów, t. zw. przeworskicb, a także prześlicznie cyzelowanej 
srebrnej czarki polskiego pochodzenia. Pierwszorzędne znaczenie ma 
odnaleziony przez Dra Koperę w Bibliotece publicznej w Petersburgu 
rękopis z w. Xn, bez miniatur i z jednym tylko inicyałem. Jest to 
Ewangeliarz księżnej Anastazyi, żony Bolesława Kędzierzawego wedle 
Długosza, w wspaniałej srebrnej oprawie współczesnej z płaskorzeźbio- 
nym Chrystusem w majestacie i sceną Ukrzyżowania, oraz z klęczącą 
u stóp krzyża postacią ks. Anastazyi. Pochodzi ten wyjątkowy romań- 
ski zabytek z lat 1150—1158 i znajdował się w skarbcu katedry pło- 
ckiej, skąd ofiarował go biskup płocki Adam Prażmowski do Biblioteki 
Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie. Z tegoż samego do nie- 
dawna zbioru pochodzi piękny Ewangeliarz z XIV w., który byl wła- 
snością katedry krakowskiej, zdobny miniaturami i pełnym charakteru 



rysunkiem piórowym, oraz kodeks wspaniały z końca w. XIV Izydora 
»De origine rerumc, też z nader licznemi miniaturami, w których wi- 
doczny jest wpływ współczesnego malarstwa czeskiego szkoły praskiej 
na polskie. Polskie też miniaturowe malarstwo illustruje całym szere- 
giem utworów Biblia z r. 1^33, z miniaturami malowanemi przez Ję- 
drzeja z Żarnowca dla Grzegorza, kanonika sandomierskiego. Wreszcie 
prawdziwem cackiem artystycznem jest pergaminowy kodeks, cały pi- 
sany piórkiem i zdobny licznemi a pełnemi wdzięku i delikatności 
także rysowanemi piórkiem ornamentami z początku w. XVIII , z przed 
r. 1719, którego autorami byli prawdziwi artyści kaligrafowie i ryso- 
wnicy, Antoni Pawłowski i Jacek Beczko wski. Wszystkie te referaty 
o polskich albo z Polską związanych zabytkach w Petersburgu opatrzył 
Dr. Kopera naukowemi wywodami i rezultatami własnych na miejscu 
zrobionych porównawczych studyów. 

Na posiedzeniu ściślejszem uchwalono pracę Dra Z. Ce- 
Ilchowskiego o » Indeksach c odstąpić Komisyi do badań w za- 
kresie literatury i oświaty. 



II. Wydział historyczno -fllozoftczny. 



Posiedzenie dnia 23 Maja 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Przewodniczący oddaje cześć pamięci zmarłego na dniu 
25 Kwietnia 1899 r. członka korespondenta Wydziału prof. 
Dra Anatola Lewickiego. 

Prof. Dr. T. Wojciechowski przedkłada swoją pracę p. t.: 
^Kościół katedralny w Krakowie^. 

Praca składa się z 30 rozdziałów, których treść podaje 
poniższy wykaz: 

§. 1. Archeologia katedry krakowskiej; źródZa archiwalne; tra- 
dycya historyczna o trzykrotnej budowie kościoła. 

§. 2. Sytuacja kościoła na Wawelu; ogólny opis architektoniczny; 
anormalia planu budowy, były wynikiem przystosowania budowy go- 
tyckiej do remanentów romańskich; potrzeba szczegółowej analizy 
historycznej. 



§. 3. Najstarsza cz^śd kościoła gotyckiego, wykończona r. 1322, 
kaplica św. Małgorzaty, obecnie zakrysŁya; ostatnia przy budowa gotycka, 
skarbiec. 

§. 4. Kaplica św. Jana Ewangielisty z r. 1344; reformacya kaplic. 

§. 5. Kaplica Maryacka, konsekrowana r. 1331, była proloŁypem 
architektonicznym catej budowy kościoZa. 

§. 6. Malowania tak zw. greckie^, sztuka ruska dochodziła w Pcd- 
sce w dwunastym wieku aź do Wrocławia. 

§. 7. Trzy kaplice aaibitowe z r. 1335—1340; 

§. 8. Chór i prezbiteryum ; urządzenia wewnętrzne w 14* i 15 
wieku; ołtarz cyboryalny fundacyi królowej Jadwigi; dochodzenie pier- 
wotnego poziomu prezbiteryum; tumba królowej Jadwigi. 

%. 9. Ołtarz wielki , na obrazie tego ołtarza było zawsze, przed- 
stawienie Chrystusa Salwatora, krucyfiks na ambicie, któcy rozmawiał 
z królową Jadwigą, jest prawdopodobnie jej fundacyą, sprawioną do 
w. ołtarza ; jakie były obrazy na wielkim ołtarzu katedry romańskiej ? 

§. 10. Pierwotny tytuł katedry krakowskiej jest Salwator; po- 
święcenie pierwszego kościoła katedralnego, fundacyi Bolesława Chro- 
brego, odbyło się dnia 20 kwietnia roku 1001. 

§. 11. Ambit, erekcya ołtarzy od roku 1338; skład sarkofagu 
Kazimierza Wielkiego; grób Anny Cylejskiej; sarkofag Władysława 
Łokietka; autor sarkofagu był też prawdopodobnie jednym z architek- 
tów kościoła gotyckiego; fundacye sarkofagowe Kazimierza Wgo ^w Po- 
znaniu; sprawdzenie pierwotnej płyty nagrobnej Bolesława Chrobrego. 

§. 12. Cztery późniejsze kaplice ambitowe; jak należy rozuniied 
fundacye ołtarzy. 

§. 13. Kaplica św. Mateusza; czy była w kościele gotyckim re- 
manentem katedry romańskiej? 

§. 14. Dzwonnica przerobiona z wieży zamkowej ; budowa swoj- 
aka, nakryta banią. 

§. 15. Transept; kościół gotycki miał zrazu tylko dwa wejścia, 
przez ramiona transepŁu; przykłady analogiczne. 

§. 16. Kaplica św. Stanisława; ołtarz stoi w kościele gotyckim 
na tem samem miejscu co i w romańskim; cztery saikofagi-reiikwia- 
rze; pierwotna erekcya ołtarza była w roku 1184, dla św. FhM^ana. 

§. 17. Korpus kościoła; rzeźby cztemaatego wieku przy portalu 
zachodnim; drzwi Kazimierzowskie; ołtarz i grobowce Kmitów; gro- 
bowiec Jagiełły, jego pierwotne miejsce; organ większy. 

§. 18. Dwie kaplice najmłodsze. 

§. 19. Wieża południowa, jest do połowy piętra remaaentein 
romańskim; grób Akademików, w podziemiu wieży, był w katedrze 
romańskiej kapitularzem, zapewne już od dwunastego wieku. 



9 



§. 20. Wieża północna, fundacya Kazimierza Wielkiego, byZa 
pierwszym w Krakowie okazem ocdobniejszego gotyku; na dole wieży 
byZ w piętnastym wieku kapitularz. 

§. 21. Trzy niegdyi kaplice przy wMy pdloocnej, jedna z nieb 
była już przy katedrze romańskiej. 

§. 22. Kaplica Wazów, dawniej tak zw. Prandocińska św. Piotra; 
jej światło było pler«roŁnie środkiem katedry pnedromańtkiej ; miejsce 
grobu biskupa Stanisława z roku 1089; wiadomości źródłowe o gro- 
bowcu biskupa Stanisława; nowo odkryte miejsce okazywania ręki 
Św. Stanisława; wiadomości źródłowe o grobie i grobowcu Prandoty. 

§. 33. Dalscy ci^: dochodzenie kształtu kaplicy Przedwazow- 
skiej; remanenty romańskie w podziemiu, kawał muru katedry prsed- 
romaśskiej; rekonstnikcya plan« kaplicy prandocińskiej ; wyjaśnienie 
powodów anormalnej budowy transeptu. 

§. 24. €o można wwdzieć 6 katedrze wpółnlrewniAiaej fundacyi 
Bolesława Chrobrego; najdawniejszai wiadomońd o robotach; skarbiec 
katedry preedronańskiej. 

§. 26. Podziemia; sklepy grobowe podziemne nastały w Polsce 
dopiero w ezesnaslym wieku; restauracya tak zw. grobów królewskich 
w roku 1874; remanenty romańskie w podziemiach. 

§. 26. Krypta św. Leonarda; odkrycie pierwotnego wejścia; re- 
kenstrukcya i^atiu iMi podatawie wymiaru starorzymskiej palmy; do- 
skonała synetrya budowy; opia architektury, powód i czas budowy 
krypty w związku z pierwotaetn założeniem katedry romańskiej przez 
Kazimiena Mnicha i arcybiskupa Arooa; stosunki z Kolonią i wpływy 
koiońskiAh 

§^ 27. Katedra roinańska, rekonstrukcya planu wedle recnanen- 
Łów i wkeruaków pieczętnych, potrójny poziom, fragment rzeźbionego 
Bfldproża^ kto budował kościół rosaański, urządzenia wewnętrzne, dwa 
chóry, ołtarz wielki, liczba ołtarzy, skarbiec 

§. 28. Hiatorya budowy katedry gotyckiej; biskup Nankier za- 
mierzył przybudować tylko nowy chór i wydał plan; analogie czeskie 
z Pragi ; aiE)urisenie katedry romańskiej ; ozy było przy tem przenoszenie 
ciał książąt i biskupów kmkowskich, 

§. 29. Opis afchiiekboaicsny kościoła gotyckiego ; jego wymiary 
i proporcye były obliczone aa stopę paryską; materyał budowlany: 
edrębaa koostrukcya, tak zwana krakowska, nie urodziła się przy 
budowie katedry, lecz kilkanaście lat wcześniej, przy budowie kościoła 
mińskiego Panny Maryi, a może i przy Dominikańskim; szczegóły ar- 
chitektoniczne; kto byli architekci kościoła? 

§. 30. Wskazówki dla restauracyi. 



10 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 1 Maja 1899 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

Prof. Dr. S. Niementowski zdaje sprawę z własnej pracy 
p. t. : „O nowych rodzajach anhydrozwiązków^ , 

W pracy tej przedstawiono pewne pochodne (P)-o-aminofenylben- 
zimidazoli. 

Wychodząc z założenia, że swym charakterem chemicznym orto 
grupa aminobenzimidazoli zbliża się najbardziej do o-diaminów, prze- 
niesiono na nie reakcye, które z tak pomyślnym skutkiem stosowano 
oddawna w szeregu o-diaminów. Okazało się zgodnie z oczekiwaniem, 
źe o-aminofenylbenzimidazole reagują z łatwością z kwasami organi- 
cznymi ich bezwodnikami lub amidami zamieniają się przez to w od- 
powiednie acylo- lub dianhydropochodne , — dalej, że reagują one 
z mocznikiem, fosgenem, chloromrówkanem etylowym lub dwusiar- 
czkiem węgla, wytwarzając tlenowe lub siarkowe pochodne typu dihy- 
drodianhydro- połączeń a w końcu zastosowano do nich chinolinową 
reakcyę Skraup^a, stwarzając z nich nowe chinolinbenzimidazole. 

Przez dokładne zbadanie tych nowych grup połączeń odsłoniły 
się interesujące własności heterocyklowych związków z pierścieniami 
sześcioczlonowymi, które w części są zgodne z tem, co dawniej po- 
znano dla pięcioczłonowych benzimidazoli, pod pewnymi znów wzglę- 
dami charakterystycznie je od tamtych odróżniają. Stan napięó w^arto- 
ści chemicznych w sześcioczlonowym pierścieniu, a tem samem i trwa- 
łość pierścienia przedstawiają się w sposobie podobnym do tego, co 
teorya Baeyera podała nam o napięciach w pierścieniach izocyklowych. 

Praca ta rzuca też właściwe światło na niektóre zdawna znane 
t. zw. ogólne reakcye. Na licznych wykazuje przykładach, że o-nitra- 
cylaminy dają z największą łatwością obok benzimidazoli także o-ami- 
noacylaminy, lub też podane przez Bambergt^r^a rozerwanie pierścienia 
benzimidazolowego przez chlorek benzoylowy wobec ługu sodowego nie 
jest ogólną lecz zupełnie wyjątkową reakcyą, zachodzącą tylko na 
kilku najprostszych benzimidazolach. 

Prof. Dr. S. Niementowski przedkłada pracę p. W. Sy- 
niewskiego p. t.: „O budowie skrobi i". 

Działaniem dwutlenku sodowego otrzymał autor ze skrobi ciało, 
którego wzór drobinowy musi być pisany C5^H9e048. Nazwał on je 



11 

amylogenem. Na podstawie reakcyj chemicznych dochodzi autor do 
wniosku, że skrobia skZada się z samych takich kompleksów C^fiofi^, 
które przy utracie składników drobiny wodą łączą się i dają wielką 
drobinę skrobi. Wszelki rozkZad diasŁatyczny skrobi odnosi autor do 
rozkładu tego kompleksu Cj^HagO^g, który nie może dać samej tylko 
maltozy. Kompleks ten rozkłada się pod wpływem diastazy tak, że daje 
w końcu samą maltozę i glukozę. 

O pojedynczych fazach tego rozkładu mogą dać wyobrażenie 
następujące wzory: 

Cx8H„0,„ 0»^C,,H,30,,)3 + 211,0 = C,gH3,0,,. 0,(C,,H,30,,),+C,,H„0,,+H,0 

Kompleks amylogena Kompleks dekstryny I maltoia 

Ci8H.»0„. 0,(C.,H„0,i),+H,0=C,sH„0„. 0. C„ą,0„ +C„H„0„ +H,0 

Kompleks dekstryny II maltosa 

c„H,.o... 0. c,,H„o.. + ąo = c„H„o., + c..H„o„ + ąo 

Kompl. dekstr. in maltosa 

CisHggOig + HjO^ CigH,jOii+ CgHijOg 

isomaltosa glnkosa 

CuH„0,, + H,0=2Ceą,0, 

glukoza 

Ponieważ poddawana hydrolizie skrobia zawiera więcej grup amyloge- 
nowych, może istnieć wielka ilość dekstryn pośrednich. 

Prof. Dp. K. Kostanecki streszcza pracę p. A. Bochenka 
p. t. : yjO dojrzewaniu i zapłodnieniu jaja Aplysii^, 

Autor badał dojrzewanie i zapłodnienie jajka Aplysii. Po usta- 
leniu w parafinie płynem Perenyi^ego i zatopieniu w parafinie, barwił 
autor preparaty na szkiełkach metodą Heidenheina. Proces dojrzewania 
przebiera u aplysii jednocześnie z procesem 7apładnienia. Procesy wy- 
dzielenia ciałek kierunkowych są typowymi procesami karyokinetycznymi. 
Szczególną uwagę zwraca autor na centrosomy, ich stosunek do pro- 
mieniowań jako też do dentoplasmy bardzo obficie w jaju Aplysii na- 
gromadzonej. Podczas wydzielenia się ciałek kierunkowych pozostaje 
zawsze na końcu bardzo wybitne ciałko międzykomórkowe, złożone ze 
zgrubień równikowych wrzecionka środkowego. Plemnik wnika w głąb 
jaja wraz z witką. Witka widoczna jeszcze przez pewien czas rozpływa 
się ostatecznie w plazmie jaja. Główka i w pasemku łącznem leżący 
centrosom dokonują po wejściu obrotu o 180^, tak że centrosom, który 
leżał pierwotnie na obwodzie jaja, zajmuje następnie dołożenie bliższe 
środka jaja. Główka plemnika, stanowiąca jego część jądrową , pęcznieje 
zwolna i staje się małym pęcherzykiem, który zbliża się ku jądru jajka. 
Oba jądra pęczniejąc równocześnie wzrastają do znacznych rozmiarów. 
Promieniowania biegunowe rozwijają się w otoczeniu centrosomów, po- 



12 

chodzących z podzfaló centroabnu ptemitilift. PiAikti chromatfezny j^- 
der na cbromosomy i zanik błony ją^^^ej nasiępyje często w oho 
jajach niejednoeześme, tak ie chromatyrm pieranika może być jiń 
atożona wewnątrz wrzecionka środkowej, podczaa gdy jądro |aj« jest 
jeszcze pęcherzykowate. Podział chcomatycsny jąder następaje rtywniez 
niezależnie od ulołenia promieniowań. Po zanika błony jadrow^ okkida 
się chromatyna tak jądra jak i plemnika we wspina gwiaa^ ma- 
cierzystą , poez^n następaje typowa karyokineza, prowadtąea do utwo- 
rzenia dwóch komórek potomnych. Ze zgrubień włdkienek wraedonka 
irodkowego, powstających w, jego plascczyiaie równikowej, podczas 
ostatnich stadyów podziała, tworzy się między oh — aa koadórkami po- 
tomnemi wybitae ciałko międzykomórkowe!, które jm^ zu|ielnia area^ka 
oddziekMia komórki laczy. 



-^&^ 



Hflikladeni Almdeii^i DmejętnoM. 

w K«k.wie, 1899. - Br„k.rnla tr„,wer.,tetu *«„U,4.k„go. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KKAKOWi£ 
wydawane 

pod redakcyii SekretarEA generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

se wspótudziatem Sekretarzy Wydsiatów. 



Sprawoadania a posiedaeń i eajnnoici Akademii Umiejętnoioł w Krakowie wychoda^ 
I końcem kaidego miesiąca, a wyjątkiem Sierpnia i Wraeśnia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 60 kr. , — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — aa granicą w obrębie iwiąaku 
poeatowego 8 fl. rocanie. Numer pojedyńcay spraedąje się, o ile aapas staresy, po 86 kr» 
Skład gtówny w kaicgani Spółki Wydawałeś^ w Krakowie. 

Tom IV. Czerwiec i 899. Np. 6. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Pofte- 
dzenie Wydsiaiu filologicznego dnia 12 Czerwca: 1) Studia critica in 
(}eorgium Piaidam. Pars II : de Pisidae reltąulis apud Suidam serTatis. 
2) AnalecŁa historica. 8) De Georgio Corcyraeo et Christophoro Myti- 
lenaeo przez L. Stern bacha. — Posiedzenie Komieyi hietoryi sztuki 
z dnia 27 Maja 1899 r. — //. Po$iedzenie Wydziftłu hittoryczno-filozofi^ 
cznego dnia 19 Czerwca : Statut litewski. Cześć 1 : Dzieje trzech reda- 
^<^3'j > przez F. Piekosińskiego. — Studya nad X i V wiekiem przez 
K. Potkańskiego. — 111, Posiedzenie Wydziału matematyczno -przy- 
rodniczego dnia 5 Czerwca: Krystalizowanie się hyaliny w komórce 
mięsaka przez T. Browicza — Posiedzenie Komisyi antropologicznej 
z dnia 25 Kwietnia 1899 r. — Posiedzenie Komisyi fizyograficznej z dnia 
18 Maja 1899 r. 



BIBLIOGRAFIA. 



Odbitki z Rozpraw: 

Stanisław Kępiński: O ca/kach rozwiązań równań różniczkowych 
z sobą sprzężonych rzędu 2-go, posiadających trzy punkty oso- 
bliwe, 8-0, str 27. Cena 25 kr. 

Władysław Rothert: O budowie błony naczyń roślinnych. Ueber 
den Bau der Membran der pflanzlichen Gefasse (z dwiema ta- 
blicami oraz jednym drzeworytem), 8-o, str. 60 i 37. Cena 1 złr. 

1 



Jan Sosnowski: Studya nad zmianami geotropizmu u Paramaecium 
aurelia, 8-0, str. 14. Gena 15 kr. 

Odbitka z Archiwum Komisyi historycznej t. IX: 

Władysław Abraham: Sprawozdanie z poszukiwań w archiwach 
i bibliotekach rzymskich w latach 1896/7 i 1897/8. O materya- 
lach do dziejów polskich w wiekach średnich. W dodatku: Spra- 
wozdanie z poszukiwań za listopad i początek grudnia r. 1898, 
str. 232. Gena 1 zir. 40 kr. 



<i>- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 12 Czerwca 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czl. prof. L. Sternbach przedstawia treść następujących 
prac swoich: 

I) Studia critica in Georgium Pisidam. Pars II : de 
Pisidae reliąuiis apud Suidam sewatis. 

W pierwszej części studyów nad Pisidesem zwrócił autor uwagę 
na urywki poety zawarte w kronice Theophanesa. Chodziło tam głó- 
wnie o dowód, że Theophanes, a za nim i inni historycy bizantyjscy 
w parlyi odnoszącej się do rządów Herakleiosa okazują częstokroć re- 
miniscencye z historycznych poematów Pisidesa; pośrednio zaś stopień 
zależności Theophanesa od pierwowzoru miał wskazać metodę, jakiej 
należy się trzymać przy rekonstruowaniu zaginionej pieśni o ostatnich 
walkach Herakleiosa z Chosroesem, której wyraźne ślady odsłania 
dzieło Theophanesa. — Rozprawa, którą obecnie autor przedkłada, daje 
z innego źródła przyczynki do tej samej kwestyi. 

W naszych oczach Pisides uchodzić musi za najznamienitszego 
reprezentanta poezyi bizantyjskiej, Bizantyjcjsycy sami widzieli w nim 
jednego z najlepszych mistrzów poezyi greckiej. Nie można się zatem 
dziwić, że leksykograficzne dzieło Suidasa przynosi około 100 excerptów 
z dzieł poety. Jedną część owych glossograficznych zapisków można 



i obecnie weryfikować w utworach, które do naszych czasów doszły, 
pozostaje jednak przeszło 60 trymetrów nie zachowanych w spuściznie 
literackiej Pisidesa. 

Rozprawa niniejsza rozbiera je szczegółowo i dochodzi do kon- 
kiuzyi, że prawie wszystkie pod względem treści okazują znamienne 
cechy przynależności do zaginionego poematu, który obejmował okres 
•czasu leżący między drugą wyprawą Herakleiosa (624) a ostatecznym 
pogromem Cbosroesa i tryumfalnym powrotem zwycięskiego cesarza 
<629). — Naturalnie usiłuje autor pojedynczym wierszom wyznaczyć 
stosowne miejsce w ramach relacyi Theophanesa. Na pierwszy rzut 
oka obszerne otwiera się pole dla subjektywnych domysłów, ale zby- 
tnia samowolę obok Theophanesa krępuje sam Pisides, który do prze- 
sytu te same myśli i frazesy powtarza przy charakteryzowaniu osób 
i stron walczących, a nadto lubuje się w roztaczaniu identycznych lub 
pokrewnych sytuacyj. Jeżeli pod tym względem styl Pisidesa nastręcza 
bardzo ważne kry tery a, to z drugiej strony sumienna analiza fragmen- 
tów, które posiadamy w zachowanych pieśniach poely, daje pewną pod- 
stawę dla operacyj krytycznych w urywkach zaginionego poematu. 

II) Analecta Historica. 

Druga rozprawa ogłasza z bibliotek włoskich, hiszpańskich, pa^ 
ryskich i wiedeńskich szereg tekstów odnoszących się do rządów He- 
rakleiosa i określa ich stosunek do wydanych źródeł historycznych; 
nadto po raz pierwszy wyJaj*^ autor pseudoepigraficzną kronikę Kyrillosa 
i Pisidesa i ocenia jej znaczenie dla bistoryografii bizantyjskiej. 

III) De Georgio Corcyraeo et Chrisłophoro Mytilenaeo. 

W rozprawie trzeciej rozbiera autor płody epigramatyczne me- 
tropolity korkyrejskiego Georgiosa, wydane w r. 1887 przez Antoniego 
Rocchi. Stan jedynego kodeksu (GrotLaferratensis Z. a. XXIX), pogry- 
zionego przez myszy, utrudnia nadzwyczaj operacye krytyczno, ale dla 
dwu największych poematów udało się autorowi odnaleść świadectwa 
inskrypcyjne (C. J. Gr. vol. IV n. 8751 i 9438), których zużytkowanie 
z jednej strony pozwala uzupełnić różne luki tradycyi rękopiśmiennej, 
z drugiej zaś strony daje pewne suplemenla i poprawki do tekstu źle 
zachowanych kamieni. — Natomiast manuskrypt kopenhaski lb99 pod 
nagłówkiem tou KepKupa; nie przekazał płodów naszego poety, jak sądzi 
Krumbacher (Geschichte d. byzantinischen Litteratur 'p. 770), lecz 
epigramy Christofora z Mityleny. Genezę błędu tłumaczy autor obser- 
wacyą, że utwory obu pisarzy były złączone w jednej edycyi, co 
stwierdza Cryptoferratensis, któremu zawdzięczamy zarówno poezye 
Oeorgiosa jak i znajomość poetyckiej działalności Christophora. 

Christophorus zasługuje na szczególną uwagę jako jeden z naj- 
lepszych epigramatyków okresu bizantyjskiego. Tem dotkliwiej odczuć 

1* 



musimy stan jedynego manuskryptu, na którym myszy wywarły ponie- 
kąd zemstę za złośliwe przycinki poety (n. 108 p. 49 sq.). Poszukiwa- 
nia za innemi źródłami wydały jednak bardzo cenne rezultaty, które 
tem więkftze mają znaczenie dla literatury, ie równocześnie r/.ucają 
światło na świadome i nieświadome fałszerstwa kopistów i dyortotów 
bizantyjskich. Rozgłos poety uwydatniała u współczesnych nazwa 
6 Mu-RXY]vaio{ ; w późniejszych jednak czasach zapomniano o sławie 
Christophora, co dato powód do rozlicznych konfuzyj. Jedni identyfi- 
kowali go ze świętym Grzegorzem z Mityleny, inni z Mitylenejczykiem 
Nikephorosem, inni wreszcie ignoracyą swą zakrywali subjektywnymi 
domysłami, wskutek czego epigramy Christophora figurują w rękopi- 
sach nieraz jako płody filozofa Leona, Psellosa, Basiliosa Megaloniity, 
Georgiosa z Kerkyry, Jana Mauropusa i Manuela Philesa, albo też jako 
adespota. Pouczającym jest przede wszystkiem wywód, źe do autenty- 
cznej spuścizny Mauropusa doczepiono całą grupę (n. 99—102) z poe- 
matów Christophora, natomiast zaznacza autor, że z epigramów na 
cześć Dyoniziosa Areopagity (Patr. Gr. vol. III p. 116 sq. Mignę) tylko 
pierwszy, ułożony w trymetrach jambicznych, jest własnością Mityle- 
nejczyka (n. LXXXVI p. 45), heksametryczne zaś inskrypcye pochodzą 
ed innego poety. Jest ich 5, ale z manuskryptów włoskich, paryskich 
i wiedeńskich można dodać jeszcze 7 nowych okazów, a rozbiór me- 
tryczny całego zbioru daje niezbity dowód, że mamy do czynienia 
z naśladowcą techniki Nonnusowej. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Koraisyi historyi 
sztuki, które się odoyło dnia 27 mnja I899r. pod przewod- 
nictwem prof. Dra Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący przedstawił naprzód szereg komunikatów. P. Jó- 
zef Zieliński z Łążyna nadesłał fotografię posągu z terrakotly Ma- 
donny z Dzieciątkiem wysokości 1 m. 25 ctm., znajdującej się w jednym 
z bocznych ołtarzów w kościele św. Jana w Toruniu. Piękny ten za- 
bytek, pełon wdzięku i szlachetności, dawniej polichromowany, pocho- 
dzi zapewne z końca wieku XIV., ma wyraźny typ francuski, podów- 
czas międzynarodowy, klóry w rzeźbie niezawodnie i do Krzyżaków 
w tym okresie dotarł. P. Emanuel Świeykowski podał wiadomość 
o ciekawych rękopisach wraz z ich treścią w skróceniu, odnoszących 
się do kultury polskiej w pierwszej połowic wieku XVIII , a znajdu- 
jących się w Bibliotece królewskiej »Japońskiego Pałacu* w Dreźnie. 
Jest to spis klejnotów koronnych z r. 1676. dalej dokładny opis cere- 
moniału koronacyi króla polskiego i królowej z r. 1734, szczegóły 
sprawy sum neapolitańskich w r. 1740, testament ministra hr. BruhU 
z r. 1762 i t. d. P. Aleksander Borawski, artysta-malarz z Pe- 
tersburga, nadesłał fotografie i opis pięknego polowego ołtarzyka Jana Ul, 



który pochodzi z Wiilanowa, a dziś jest wtasn)ści% hr. Konstantego 
Potockiego w Peczarze; zdobny^ szyldkretem, brązami, pięknemi minia- 
turami jest on prawdopodobnie roboty augsburskiej słynnego Thelota, 
który i inne podobne przedmioty dla Polski wówczas wykonał. Zarząd 
zbiorów cesarskich w Ermitażu w Petersburgu za pośrednictwem Dra 
Kopery przesIaZ szereg fotografij broni polskich lamie znajdujących się, 
t. zw. Szczerbca, szabli z w. XVI . i pysznego miecza »stocco benedetto« 
o 2 metrach wysokości, przesianego Janowi IH w r. 1676 przez Inno- 
centego XI., który użyty był do koronacyi Mikołaja I w Warszawie 
i wtody dodano mu nową pochwę i rękojeść. Przy tej sposobności 
zwrócił prof. Sokołowski uwagę na charakter tego rodzaju mieczów, 
przesyłanych przez papieży, wraz z filcowym purpurowym bereltem oraz 
przepaską, królom i książętom Europy, a co do których powstała cała 
nowsza literatura naukowa. Lessing w Berlinie zwrócił uwagę na 
rzadką a niezmiernie ważną książkę biskupa Józefa Andrzeja Załuskiego 
p. t.: »Analecta historica« z r. 1726, napisaną z okazyi pr/.ysłania ta- 
kiego miecza królewiczowi polskiemu Fryderykowi Augustowi przez 
Benedykla Xin., a podającą wszystkie szczegóły o podobnych faktach 
oraz wyliczającą takie honorowe miecze, jakie polscy królowie począ- 
w^szy od Zygmunta I aż do Augusta III. od papieży otrzymali; z tych 
do dziś dnia trzy się dochowały: miecz Batorego z r. 1580 w Muzeum 
Czartoryskich w Krakowie, miecz Jana III. w Petersburgu i miecz 
Augusta III. w Dreźnie. Dr. Feliks Kopera przesłał znowu ze zbio- 
rów petersburskich znaczną ilośó fotografij zabytków z Polską w zwią- 
zku będących, wraz z objaśnieniami. Są to przeważnie rękopisy minia- 
turami zdobne, jako to: fragmenta Psałterza z wieku XII. z inicyatami 
z Biblioteki Załuskich, kodeks illuminowany przez Andrzeja z Żarnowca 
dla opata mogilskiego, Missale z klasztoru na Łysej Górze z piękną 
miniaturą Ukrzyżowania, Mszał z pierwszej połowy wieku XV. z li- 
cznemi polskiemi miniaturami, Graduał z Łęczycy w H tomach spisany 
w r. 1467 przez Mikołaja Setesza w ciekawej współczesnej oprawie 
wraz z nazwiskiem introligatora, rękopis z klasztoru św. Katarzyny 
w Krakowie z r. 1528 z miniaturami wykonanemi przez monografistę 
A. P., wreszcie Graduał z r. 1620 brata Macieja ze Żnina. 

Z kolei prof. Dr. Jerzy hr. Mycielski przedłożył dwa refe- 
raty dotyczące nowych wiadomości o życiu i twórczości malarza Jana 
Triciusza. W pierwszym z nich streścił szczegóły zaczerpnięte z wypi- 
sów archiwalnych udzielonych mu przez Dra Stanisława Tomkowicza, 
z których wolno wyciągnąć wnioski o pochodzeniu artysty od sekreta- 
rza króla Zygmunta III Krzysztofa Tretego, który był dziadem malarza; 
na podstawie znów rękopisu biblioteki Ossolińskich we Lwowie z r. 1653 
stwierdzić można bliskie stosunki wiążące Triciusa z możną rodziną 
Firlejów, klóra kilka utworów jego pendzla już w tym czasie posia- 



6 

dala. W drugim komahikacie przedstawił referent liczny szereg biogra- 
ficznych szczegółów o Triciusu i jego rodzinie, udzielonych Komisyi 
przez prof. Dra Jana Czubka w formie wypisów z aktów grodz- 
kich krakowskich i z tek po ś. p. Żegocie Paulim. Ciągną się one od 
r. 1670 aż do r. 169H, stwierdzając stanowczo pochodzenie Triciusa 
od dziada Krzysztofa Tretego i ojca Krzysstofa także, posiadanie przez 
Triciusów kamienic przy ul. Floijańskiej i ul. św. Jana, stosunki naj- 
bliższe rodziny z Firlejami przez trzy generacye z rzędu, ożenienie 
artysty z Reginą Neapolitanówną, jego pokrewieństwa i przyjaźnie 
z członkami wybitnymi mieszczaństwa krakowskiego, wreszcie r. 1692 
jako datę śmierci malarza. Wypisy Dra Czubka postanowiła Komisya 
wydać w jednym z najbliższych zeszytów swych Sprawozdań. 



11. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 19 Czerwca 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Czł. prof. F. Piekosiński podaje treść swej pracy p. t.: 
j, Statut litewski. Cześć I: dziefe trzech redakcyj,"" 

Statut litewski jest najznakomitszym pomnikiem ustawodawczym 
w dziedzinie prawa polskiego. 

ze w ^^''^?'^^^® pobieżnie badając, przyszlibyśmy do przekonania, 
elementó ' '^^^^s^ini reprezentowane są trzy dziedziny prawnych 
ruskie któ '"^^"^y^^^^ *) prastare prawo zwyczajowe litewskie, b) prawo 
ie Litwa prL^^^^kit ^^^''*'^^^*^*« obywatelstwo na Litwie wskutek tego, 
ruskiej wreszcie ^^^* ^** zostawała pod silnym wpływem kultury 
nych instytucYi ' ^^^^^ Polskie, któro wskutek swoich wolnomyśl- 
w ciągu stu kilkud '"— ^ P<>zostać bez wpływu na umysły Litwinów 
do chwili wydani ^7^*^^*^ ^^^ °^ *^^^*^* pierwszej unii Polski z Litwą 

J^śli jednak " litewskiego pierwszej redakcyi. 

wydanym przez y^ieZ^l^^^'^^'^ ^'^ najstarszym przywilejom prawnym 
statutowej, ^ których' !'^^^^ ^^^ ^'^"^"^ litewskich w epoce przed- 
Jowem litewskiem spotk^^K Z'"'"^^"^^'^'" ^ prastarem prawem zwycza- 
^« w przywilejach iych I 3- P""^*""'' przychodzimy do przekonania, 
^wyczajowem źródło swe •'' P^'*^°^^i^"»a prawne, któreby w prawie 

^i^.ć mogły, należą do najrzadszych zgawisk. 



Przyczyna tego i^awiska w tern leży, źe Litwa rządzoną bfia przez 
swoich wielkich książąt despotycznie, a despotyzm ten byt tak silny,^ 
Łe nawet sięgał głęboko w stosunki rodzinne. Otóż wola wielkiego 
księcia, od której wszystko aż do najdrobniejszych stosunków społe- 
cznych zależało, zmienna od wypadku do wypadku, była wainą prze- 
szkodą wytworzenia się jakiegokolwiek obfitszego prawa zwyczajowego. 

Z tego samego powodu i prawo zwyczajowe ruskie nie mogła 
na Litwie zdobyć sobie prawa obywatelstwa. Natomiast od chwili 
pierwszej unii prawo polskie wywiera niesłychanie silny wpływ na 
wytworzenie się pojęć prawnych i instytucyj prawa litewskiego, co 
tern łatwiej dziać się musiało, że wielcy książęta litewscy, będący 
przeważnie równocześnie królami polskimi, różne urządzenia prawne 
polskie żywcem na Litwę przeszczepiali, wskazując zawsze zwyczaje 
polskie jako wzór, którego się trzymać i który naśladować należało* 
Wobec tego element prawniczy polski niewątpliwie w statucie litewskim 
wszystkie inne możebne wpływy stanowczo przeważa. 

Statutu litewskiego istniały trzy redakcye, a wszystkie trzy po- 
chodzą z wieku XVI. 

Pierwsza redakcya zapowiedziana przywilejem króla Zygmunta I 
z r. 1522, weszła w życie dopiero w r. 1529. Druga redakcya zapowie- 
dziana przywilejem króla Zygmunta Augusta z r. 1564;, weszła w ży- 
cie dopiero w r. 1566. Trzecia wreszcie redakcya pochodzi z czasów 
Zygmunta III, z r. 1588. 

Wszystkich trzech redakcyj językiem urzędowym jest język 
ruski. Atoli tylko trzecia redakcya została urzędownio ogłoszona dru- 
kiem; dwóch poprzednich redakcyj druk, acz urzędownie zapowiedziany^ 
nie przyszedł jednak do skutku. 

Pierwsza redakcya ogłoszona została drukiem dopiero w r. lS4ii 
przez hr. Tytusa Dzialyńskiego, druga nigdy dotąd drukiem ogłoszoną 
nie została i dopiero w ostatnich czasach podjęła Komisya prawnicza 
Akademii Umiejętności myśl ogłoszenia drukiem także redakcyi dru- 
giej statutu litewskiego. 

P. Karol Polkański odczytał swoje ^Słudya nad XIV 
wiekiem,^ 

1. Walka o Poznań (1306—1312). 

W dalszym ciągu swoich Studjów nad XIV wiekiem zastanawia 
się autor nad pytaniem, kiedy Władysław Łokietek zajął Poznań i do- 
chodzi do rezultatu, że synowie Henryka Głogowczyka panowali po 
śmierci ojca przez dwa lata (t. j. do 1312 r.) w Wielkopolsce. Dopiero 
przy końcu 1312 r. lub na początku 1313 r. partja przychylna Włady- 
sławowi Łokietkowi pozbawiła ich tej dzielnicy. Nie ustąpili oni jednak 
bez oporu: Przemek, dziedziczny wójt poznański, okazał się ich stronni- 



8 

^iem i bronił czas jakiś Poznania jednak bezskutecznie. Wojewoda po- 
znański Dobrogost zdobył miasto. WL Łokietek 1314 r. zniósł urząd 
wójta poznańskiego, który dopiero wznowiZ Kazimierz W. J3ó8 roku. 
Inne miasta Wielkopolskie jak Pyzdry, Kalisz i Gniezno me brały 

udziału w tej walce. 

11. Domniemana zdrada Wincentego z Szamotał. 

Autor rozbiera kwestyę czy Wincenty z Szamotuł (który do 
Krzyiaków nie uciekał,) przekroczył pełnomocnictwo, które mu udzie- 
lił Władysław Łokietek w 1329 r. przy zawarciu pokoju z Margrabiami. 
Wiadomo, że w 1331 w sierpniu zawiera on z nimi rodzaj przymierza. 
Otóż autor sądzi, że wobec braku źródeł cała ta bardzo ciekawa kwe- 
stya nie da się w zupełności rozstrzygnąć. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 5 Czerwca 1899 r. 



Przewodniczący: Frof. Dr. F. Kreutz. 

Czł. T. Browicz przedkłada pracę p. t.: ^Krystalizowa- 
nie się hyaliny iv komórce mięsaka^. 

W przypadku mięsaka barwikowego znajdowały się w cytopla- 
zmie jego komórek, jak to zresztą często w nowotworach się spotyka, 
kule szkliste, posiadające optyczne i mikrocheuiiczne cecby (n. p. bar- 
wienie się kwaśną fuksyną) substancyi obejmowanej ogólnem mianem 
hyaliny. Prócz kul hyalinowych w cytoplazmie komórek znajdowały 
się bezpostaciowe złogi hyaliny między komórkami i w szczelinach 
Aródtkankowych. 

Niektóre z tych hyalinowych kul były zabarwione barwikiem 
będącym według badań autora (W sprawie pochodzenia melaniny w bar- 
wikowych nowotworach. Rozprawy wydz. mat. przyr. Akad. umiej. 
■ o7) pochodzenia hemoglobinowego, inne, szczególnie w częściach 
nowotworu wolnych od barwika, składały się z samej łiyaliny. 

skrawkach bądź ciętych z przymrażanych kawałeczków ma- 

hTdź L^^^^"^^"'^"^^^ ^ ^"'^^ formalinie, bądź w wodzie badanych 

dostrzed ^1 ^^^^^^ sposób w balsamie przechowanych nie można było 

których po ^^^Ystalicznych tworów. Natomiast w preparatach, do 

osuszeniu z wody dodany był kwas azotowy (autor używał 



ll>*/g) i W których dla uniknienia ulatniania Bię cieczy i wyschnięcia 
preparatu szkiełko nakrywkowe oloctone było woskiem, występowały 
na jaw po niejakim czasie kryształy o ostrych, regularnych krawędziach 
i kałach, jak to obrazy na załączonej rycinie wyraźnie wykazują. 

i. - 




Kryształy te leinty w cytoplazniie komórek po jednym a nawet, 
jak fig. 6, wskazuje, po kilka równolegle do siebie przylegające. Posia- 
dały one optyczne własności właściwe hyalinie, były nieco żółtawe, 
barwiły się kwaśną fuksyną. 

Na lig. 4. widzimy kryształ lufnie po za komórkami leżący. 
Obraz na lig. 1, i 2, uważaćby inoże nsleźalo jako obraz poprzecznego 
przekroju kryształu wewnątrz-komóikowego. 

Dostrzeżone w lym przypadku krystalizowanie się hyaliny w ko- 
mórce tworzy wprawdzie fakt odosobniony, zwracający jednak uwagę 
ze względu na wytworzenie się krysilaiów dopiero pod wpływem kwasu 
azotowego, z czego wnosićby można, iż wytworzyło się jakieś połącze- 
nie hyaliny, będącej odmianą subslancyi białkowe), z kwasem azoto- 
wym, połączenie do kryslalizowania się zdolne. 



10 

Zjawisko to dottrzeione w tym przypadku mięflaka barwikowego 
tworzy nowy dodatek do nielicznych dotąd znanytch zjawisk krystali- 
zowania się substancyi białkowych jakoteż dodatek do bardzo nieli- 
cznych dotąd znanych zjawisk kryslalh^acyjnych w komórkach zwie- 
rzęcych. 

Sekretarz zawiadamia >.e dnia 25 kwietnia b. r. odbyło 

się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewodnictwem 

prof. Dra Baudouina de Courtenay. 

Na tern posiedzeniu: Dr. Demetrykiewicz składał sprawozdanie 
z swoich poszukiwań archeologicznych przedsięwziętych z polecenia 
Komisyi na zaproszenie ks. Teresy Sapieżyny w olbrzymiej jaskini 
gipsowej (Vs kilometra długości) Werteba w Bilczu złotem w Borszczow- 
skiem. Badania te rozpoczęte jeszcze przez ś. p. Ossowskiego były 
przerwane przez 6 lat i dopiero w roku poprzednim na nowo podjęte 
zostały. 

Dr. Demetrykiewicz odkrył nową sieć chodników w stronie po- 
łudniowej jaskini i stwierdził, że na obszarze całej groty znajdują się 
ślady licznych ognisk. Ściany skał gipsowych są w tych miejscach 
zwykle silnie odymione i przepalone tak, że kruszą się za dotknięciem 
a namulisko zawiera w sobie ciemniejszy i miększy pokład, który 
w formie lejka odcina się wyraźnie od warstw otaczających. W lejkach 
owych spotyka się oprócz przepalonych pokładów gliny, liczne kości 
różnych zwierząt, które służyły do pożywienia, czerepy naczyń glinia- 
nych, narzędzia krzemienne i kościane a nieraz także figurki gliniane 
ludzi i zwierząt. 

Co się tyczy szkieletów ludzkich, rasy wybitnie dtugogtowej, 
które odkryto w różnych stronach jaskini, to ułożenie ich oraz okoli- 
czności, wśród których je znaleziono, w towarzystwie naczyń i narzę- 
dzi jak niemniej skąpa ich liczba w stosunku do rozległości jaskini 
zdaje się przemawiać za tern, że są one zabytkami katastrof, które 
nieraz dotykały przedhistorycznych mieszkańców tej groty z powodu 
zawalenia się sklepień skalistych lub zasypania ziemią pojedynczych 
chodników w czasie roztopów wiosennych. Grobów umyślnie urządzo- 
nych dotychczas nie można było stwierdzić w jaskini Werteba. 

Ceramika reprezentuje 2 typy. Przeważają naczynia z gliny żół- 
tej wypalane na czerwono i ozdobione malowanymi linearnymi orna- 
mentami w rodzaju ceramiki archaicznej t. z w. mykeńskiej i wysp 
greckiego archipelagu. Mniejszą grupę stanowią naczynia wyrabiane 
z gliny siwej ozdobione ornamentyką wyciskaną i rytą w postaci sznu- 
rów lub gałązek roślinnych. 

W chodnikach środkowej części jaskini odkryto pewną ilość 
charakterystycznych zabytków, wyrobionych doskonalej, i wskazujących 



11 



na wyższy stopień kultury. Są to mianowicie naczynia malowane, na 
których oprócz zwykłych ornamentów linearnych przedstawione są po- 
stacie zwierząt jak lisa, wiewiórki, jelenia, dalej misterne wyroby z ko- 
ści zwłaszcza w formie t. zw. łopatek, głowy woła (mające zapewne 
jakieś symboliczne znaczenie), wykrojone bardzo zgrabnie z płytek 
kościanych a wreszcie kilka narzędzi i paciorków wyrobionych z czy- 
stej miedzi. 

Z kolei przyjęto do druku na podstawie referatu Dra Buszka 
pracę p. Magierowskiego p. t. >Wzrost ludności w powiecie Sanockim. c 
nadesłaną pracę Dra M. Udzieli p. t. >Trwanie życia w Janowiec poru- 
czono Dr. Buszkowi do referatu. 

Prof. Baudouin de Courtenay zakomunikował Ust Dra R. Wein- 
berga asystenta katedry anatomii w Dorpacie, który wygotował pracę 
p. t, »Die Gehirnform der Polen, eine vergleichend anthropologische 
Studiec i pragnie ogłosić ją kosztem Akademii Umiej, w Krakowie. 
Prof. Dr. A. Rauber z Dorpatu w osobnym liście myśl tę popiera. 
Uchwalono prosić prof. Baudouina de Courtenay, aby zażądał nade- 
słania rękopisu w^^pomnianej pracy, poczem dopiero Komisya będzie 
mogła oświadczyć się w tej sprawie. 

Dr. J. Rozwadowski przedłożył Materyały etnograficzne cygań- 
skie, zebrane przez ś. p. prof. Kopernickiego i na prośbę syna zmarłego 
uczonego zaprojektował, aby Akademia wydała wspomniane cenne 
materyały etnograficzne jako dzieło osobne. Komisya uchwaliła wniosek 
ten poprzeć i przedstawić Zarządowi Akademii do życzliwego uwzglę- 
dnienia. 

Dr. Deraetrykiewicz przedłożył przesłane na jego ręce w darze 
dla Akademii publikacye: prof. Niederlego z Pragi »V6stnik slovansk^h 
staroźitnostlc i p. Erazma Majewskiego z Warszawy: » Światowid € ro- 
cznik poświęcony archeologii przedhistorycznej 

Prof. Baudouin de Courtenay złożył broszurki popularne wy- 
dane przez Towarzystwo muzealne w Turczańskim św. Marcinie na 
Węgrzech p. t. >Nś,vod, ako zbierat' a chrdnit' starozitnosti,* oraz 
>Uprava ako treba zbierat' a zapisovat' miestne nśzwy.c 

Sekretarz zawiadamia, że dnia 18 maja odbyło się 
posiedzenie Komisyi fizyografieznej. 

Przewodniczący, Prof. Dr. F. Kreutz, przedłożył i objaśnił mapę 
geologiczno rolniczą okolicy Lubaczowa, wykonaną przez p. T. Domań- 
skiego, i przedstawił dotychczasowy przebieg badań geologiczno rolni- 
czych, przeprowadzonych z polecenia Wys Wydziału Krajowego przez 
pp. Dra K. Miczyńskiego i T. Domańskiego. Następnie wymienił Prze- 
wodniczący kilka kwestyj, które przed przystąpieniem do wydawania 
drukiem szczegółowych map geologiczno rolniczych należałoby omówić 



12 

i rozstrzygnąć w lym celo, aieby to wrdawnatiwo ■jednostajnić, mo- 
bić je praktycznem i rzecrywiście nźytecziicfli, tadziei aby miikiiąć 
niedogodooicu oa jakie napoikalo wydawnictwo Atlasa gcolopcziiego 
Galicyi. Potrzeboe byłoby oa wstępie alozeoie pewnego scbem^n barw, 
oznaczających różne rodzaje gleby i waisiw pod nią leimcych, takiego, 
aieby w nim w przyszłości nieprzewidziane na razie kołory mogły być 
użyte bez psucia barmoniL Gstalić należałoby nomenklatore. Korzy- 
stne byłoby lUoźeoie wskazówek dla aa torów tekstów, mających słu- 
żyć do objaśnienia map. Aby korzystanie z map omozebnić rolnikom 
oiedość biegłym w pedologii, wypadałoliy raoie jako wstęp do atlasa 
wydać zbiór wiadomości praktycznych. Z pewnej strony podnie- 
siono potrzebę ułożenia jui obecnie przeglądowej mapy pedologicznej 
kraju, co się jednak przemawiającema wydaje po części zbyt trudne 
do wykonania, a po części zbędne. 

Prof. Dr, E. Crodlewski przemawiał za wykonaniem mapy prze- 
glądowej; byłaby ona dla pracowników zdejmujących mapy szczegółowe 
pożądana, wykonanie jej nie byłoby zbyt trudne, ponieważ mamy jui 
znaczny zapas wiadomości o glebach Galicyi. 2>stawienie takiej mapy 
i szczegółowe zdjęcia geologiczno-rolnicze nie przeszkadzałyby sobie 
nawzajeoL Co do map szczegółowych, to zauważył Dr. Grodlewski, że 
powinien w nieb być zaznaczony nietylko rodzaj gleby samej, ale także 
natura pod glebą leżących warstw aż do głębokości mniej więcej dwóch 
metrów; dałoby się to zrobić zapomocą kreskowań barwnych na tle 
oznacza jącem glebę, przyczem mniejsze lub więkbze rozstaw^ienie kre- 
sek wskazywałoby, w jakiej głębokości odpowiednia warstwa leży. 

Prof. Dr. Szajnocha, nie omawiając szczegółowych kwesyi, po- 
ruszonych przez poprzednich mówców, postawił pytanie zasadnicze, 
czy obecnie należy już przystąpić do wydawania szczegółowych map 
geologiczno-rolniczych, i w jaki sposób. Koszta szczegółowych zdjęć 
1 wydawania map w formacie 1:25000, będą bardzo wielkie; przyjąć 
je można w przybliżeniu w kwocie 4000 złr. na jedne ćwiartkę t. zw. 
szczegółowej mapy Monarchii austro- węgierskiej. Natomiast zbyt tych 
map będzie niewątpliwe tak mały, że z wydanych na jedna mapę 
^ Złr. wroci s.ę może zaledwie jakie 100 złr. Byłoby więc może 
dawnlTT^\ '''''^'*'' wydawać mapy drukiem, postępować tak. jak 
geologicznemi^Tf ""' \ ^^^«^^«^y Zakład geologiczny z mapami 
na żądanie stron' ""! ^^JC^Y^h map wydawać tylko odręczne kopie 
będzi;.ny mieli do^^t ^. '^"^"^ ''^^^' ^'- Szajnocha powątpiewa, czy 
wników do system^ł^ ^^^^^ odpowiednio wykształconych praco- 

przedsięwzięcie prze ^h^ń^^^ Prowadzenia zamierzonego dzieła. Wogóle 
fundusze jak i na 007 /' ^^^^^ ^^^' ^^^^^ ^^^"^^ ^^^ ^^ względu na 
prace z zakres., LaT - ^'^^ robocze. Komisya otrzymuje obecnie 

P aoiogu, wykonywane przeważnie przez uczniów 



13 



Studyum rolniczego Uniw. Jag.; tego rodzaju prace należy i nadal, 
jak dotąd^ wydawać w sprawozdaniach Komisyi, kwestyę zaś systema- 
tycznego pedologicznego badania kraju równie jak szczegóły tyczące 
się map i tekstów oddad do gruntownego rozpatrzenia komitetowi, któ- 
ryby wybrały połączone sekcye Komittyi: rolnicza i geologiczna. 

Przewodniczący zaznaczył, że i jego zdaniem rzecz należy zło- 
żyć w ręce komitetu ściślejszego; poruszenie jednak sprawy w gronie 
obszernirjszem mieć będzie tę korzyść, że dyskusya może zwrócić 
uwagę komitetu na pewne szczegóły, które bez tego zostałyby pominięte. 

W dalszym ciągu dyskusyi p St. Chrząszczewski dotknął kilku 
szczegółów, tyczących się bądź samych prac geologiczno- rolniczych, 
bądź ich publikacyi, jak np. głębokości, do której grunt powinien być 
badany, profilów, które mogą być dawane na marginesach map, oraz 
rozbioru chemicznego i mechanicznego każdej znalezionej warstwy, 
które to rozbiory powinny być pomieszczane w objaśnieniach map. 
Szczegółowe badania geologiczno-rolnicze połączone będą z takim na- 
kładem pracy pod rozmaitymi względami, że do wykonania każdej 
mapy trzeba będzie kilku pracowników, a koszt jego może przeniesie 
kwotę przewidywaną przez Prof. Dra Szajnochę. Zbadanie większych 
obszarów wymagać będzie bardzo długiego czasu. Przemawiający zwraca 
uwagę na obfite materyały pedologiczne, zbierane corocznie przy ro- 
botach melioracyjnych, budowach kolei, budowlach wodnych i t. p., 
a ginące obecnie bez wyzyskania ich naukowego. Należałoby się po- 
starać o koncentrowanie i zachowanie tych materyałów, może za po- 
średniclweiii Wys. Wydziału Krajowego. Do szczrgółowego obmyślenia 
barw i znaków w wydawnictwie używać się mających, należy wybrać 
koniit»'l ściślejszy. 

Prof. Dr. Godlewski życzyłby sobie, ażeby wybrać się ma- 
jący Komitet miał na zadanie jedynie ułożenie szczegółowej in- 
strukcyi do badań geologiczno rolniczych i ich wydawnictwa, nie 
zaś zastanawianie się nad potrzebą i możebnością tych badań wogóle. 
Przewidywane wysokie koszta i niodoslatek pracowników nie po- 
winny być powodem do zaniechania rozpoczętej pracy, która przy 
malej liczbie pracowników rozłożyć się musi na długi szereg lat, 
a tem samem w każdym roku kosztów wymagać będzie niezbyt wiel- 
kich. Sekcya rolnicza, obejmując w programie swoim badania pedolo- 
giczne, zdawała sobie sprawę z tego, że badania te będą raczej przy- 
godne niż systematyczne; chodziło Sekcyi o to, ażeby te przygodne 
materyały nie szły na marne, gromadzi się też je w Sprawozdaniach 
Komisyi fizyograficznej. Sekcya z wdzięcznością przyjmie wszelkie 
materyały pedologiczne, jakich j^j udzielić zechcą inżynierowi zajęci 
przy robotach melioracyjnych; tym sposobem uniknąć będzie można 
często niepotrzebnego powtarzania jednej i tej samej roboty, jak np. 



14 

sondowania. Słusznie podniesiono wprawdzie, ie koszt wydawania 
map w stosunku 1:25000 będzie znaczny, bezwzględnie rzecz biorąc; 
nie będzie on jednak zbyt wielkim ze względu na wielki nakład pracy, 
potrzebnej do szczególowego zdjęcia map, a zasługującej na jak naj- 
troskliwsze sacbowanie i szanowanie. Rozumie się, ie każda mapa 
objaśniona będzie odpowiednim tekstem, a w nim pomieszcza się, 
między innemi, takie szczegóły wymienione przez p. S. Chrząszczewskiego. 

Prof. Dr. W. Kiecki zauważył, że podniesiona z jednej strony 
potrzeba i użyteczność badań pedologicznych, a z drugiej strony trudno- 
ści, na jakie one napotykać będą, dadzą się pogodzić przez nadanie 
odpowiedniemu wydawnictwu charakteru ściśle przygodnego. Systema- 
tyczne badania pedologiczne na wielką skalę byłyby w danych warun- 
kach połączone ze zbyt wielkiemi trudnościami; wobec tego ściślejszy 
komitet ograniczyć się będzie mógł do ułożenia wskazówek potrzebnych 
obecnie pracownikom; ułożenie normy obejmującej całą Galicyę odło- 
żyć moina na później. 

Uchwalono następnie ułożenie szczegółowe programu i instrukcyi 
do badań goologiczno-rolniczych oddać komitetowi, który wybiorą po- 
łączone sekcye geologiczna i rolnicza. 

Co do poglądowej geologiczno-rolniczej mapy Galicyi, Prof. Dr. 
Szajnocha był za odesłaniem sprawy do komitetu ściślejszego; Prof. 
Dr. W. Kiecki przemawiał za wydaniem takiej mapy, ponieważ na 
szczegółowy atlas trzeba będzie bardzo długo czekać. Prof. Szajno- 
cha wykazywał, że rychłe wykonanie mapy poglądowej znacznie 
dokładniejszej, niż istniejąca mapa Touli, nie jest moźebne dla braku 
materyałów; jeżeli zaś chodzi jedynie o podział Galicyi na strefy geo- 
logiczno-rolnicze, to rzecz jest już zrobiona i była przedstawiona na 
wystawie lwowskiej. Prof. Lubomęski uznaje zrobienie mapy poglądo- 
wej przed przepro •radzeniem badań szczegółowszych za niemożliwe. 
Materyały do takiej mapy te, którymi obecnie można rozporządzać, są 
niedostateczne; do dobrej mapy poglądowej doprowadzić może jedynie 
zorganizowana systematyczna praca. Zdaniem Prof. Dra Godlewskiego 
należy położyć nacisk na potrzebę wydania mapy poglądowej, a to ze 
względu na to, że wykonanie szczegółowego atlasu rozłożyć trzeba na 
całe pokolenia, poglądowa mapa zaś byłaby wielce użyteczna; skoro 
są pewne materyały do niej, to uchronić je należy od zagłady, i mapę 
wydać, choćby z wielkiemi lukami. Zgodzono się na wniosek Prof. Dra 
Godlewskiego, aby sprawę tę oddać komitetowi ściślejszemu z polece- 
niem, iżby usilnie dążył do wykonania i wydania poglądowej mapy 
geologiczno-rolniczej. Następnie zauważył p. S. Chrząszczewski, że po- 
żądane byłyby zaznaczenia pedologiczne na mapach hydrologicznych 
wzdłuż rzek i potoków, co później znacznie ułatwiłoby robotę poglądową 



15 



Prof. Dr. W. Szajnocha wyraziZ zapalrywanie, ie powszechnie 
odczuwanej potrzebie ogólnej akcyi na polu geologiczno-rolniczem od- 
powiedziałoby najlepiej utworzenie krajowego zakładu geologiczno-rol- 
niczego, którym byłby tern centrum, w którem gromadziłyby się i za- 
chowywały od zagłady wszelkie przy różnych sposobnościach zbierane 
materyały do pedologii kraju. Na razie jednak o zakładzie takim tru- 
dno myśleć z powodu braku funduszów. 

Na zapytanie Prof. Dra Godlewskiego oświadczył p. 8. Ghrzą- 
«zczewski, że zdaniem jego Sekcya rolnicza mogłaby zapewne otrzymywać 
materyały pedologiczne zbierane przy robotach melioracyjnych, wodnych 
i t. d. od Wysokiego Wydziału Krajowego, do którego należałoby się 
o to zwrócić z prośbą. Liczyćby przytem można jedynie na materyały 
zbierane obecnie i w przyszłości; zebrane dawniej zaś przepadły. 

W dalszym ciągu posiedzenia przyjęto jednomyślnie parę zmian 
w regulaminie Komisyi, proponowanych przez Komitet administracyjny, 
a wreszcie przyjęto dwóch nowych współpracowników Komisyi , miano- 
wicie pp. Dra Zygmunta Bośniackiego w Pizie i Józefa Paczoskiego 
w Chersonie. Poczem Przewodniczący zamknął posiedzenie. 

Na posiedzeniu ściślejszem Wydziału pracę czł. Browi- 
cza odesłano do Komitetu wydawniczego a zatwierdzono 
p. Z. Bośniackiego i J. Paczoskiego na współpracowników 
Komisyi fizyograficznej. 



-!>-<03>— <- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie y 1899. — Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcy^ Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania s posiedzeń i csynnoici Akademii Umiejętnoici w Krakowie wjehods^ 
% ko&cem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Wneeinia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie : 1 fl. 50 kr. , — w Austiyi 1 fl. 80 kr. , — sa granicą w obrębie Ewiąska 
pocstowego 8 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr^ 
Skład główay w kilęgarnl Spółki IfydawnlezcJ rr Krakowie. 

Tom IV. Lipiec 1899. Nr. ?• 

Treść : Wiadomości biei^ce: Nekrologia. — Bibliografia. •*• 
Biblioteka. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Pońedtenie 
Wydziału filologicznego dnia 3 Lipca: Glosarynsz łacińsko-polski 
z r. 1471 przez H. Łopacińskiego. — O dwóch amforach atty- 
ckich w Muzeum archeologicznem w Madrycie przez P. Bieńko- 
wskiego. — Quae8tionam grammaticarum atque etymologicarum series 
altera przez J. Rozwadowskiego. — Posiedzenie Komisyi historyi 
sztuki z dnia 22 Czerwca i 18 Lipca 1899 r. — //. Posiedzenie Wy- 
dziahi hiatoryezno-filozoficznego dnia 7 Lipca : Kazimierz Odnowiciel 
(1034 — 1058) przez St Kętrzyńskiego. — O. Waleryan Magni 
i jego rola polityczna w Polsce przez W. Czermaka. — 111, Pońe- 
dzenie Wydziału matematyczno - przyrodniczego dnia 10 Lipca: O illu- 
zyach opacznych przez A. Wyczółkowską. — 1. Drogi nerwowe 
przedmóźdża salamandry plamistej. 2. O unerwieniu splotów naczynio- 
wych mózg^ żaby przez A. Bochenka. — O termokinetycznych wła- 
snościach roztworów, część ll-ga przez W I. Natansona. — Pochła- 
nianie krwinek czerwonych przez komórkę wątrobną i stąd powstać 
mogące obrazy w tej komórce przez T. Browicza. — Drogi odży- 
wcze w komórce wątrobnej oraz zestawienie wyników badań nad ko- 
mórką wątrobną, ogłoszonych przez siebie w publikacyach Akademii 
od r. 1897 przez T. Browicza. — O kształcie fali sprężystej w po- 
kładach ziemskich. lY studyum z teoryi trzęsień ziemi przez M. P. 
Rudzkiego. — O denitryfikacyi i o rozkładzie odchodów zwierzę- 
cych w ziemi przez K. Rogóyskiego. — 



^A/^IADOMOŚCI BIEŻĄCE, 



Nekrologia. Dnia 3 lipca 1899 r. zmarł Józef Majer, Gzlo- 
nek czynny Wydziału matematyczno-przyrodniczego, i b. Pre- 
zes Akademii Umiejętności. 



-o— <3c}>- «- 



BIBLIOGRAFIA. 



W ciągu miesiąca Lipca opuściły prasę następujące 
wydawnictwa Akademii: 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny, 
Serya U, tom XIV, ogólnego zbioru tom dwudziesty dziewiąty, 

8-0. sir. 387. Cena 5 zlr. 

Treść: Ks. Jan Nepomucen Fijalek: Studya do dziejów 
Uniwersytetu krakowskiego i jego Wydziału teologicznego w XV 
wieku (str. 1-182). J. Baudouin de Courtenay: Strona 
językowa oryginału polskiego listu »Dymitra Samozwańca* do 
papieża Klemensa VIII-go z dnia 24; kwietnia roku 1604r (str. 
183— 21H). AleksanderBruckner: Spuścizna rękopiśmienna 
po Wacławie Potockim. Cześć druga (str. 214;— 329). M. Kaw- 
czyński: Życie Apulejusza Platończyka z Madaury (str. 

3W— 887). 
Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział matematy- 
czn o-p r żyro dnie zy. Serya U, tom XVI, ogólnego zbioru tom 
trzydziesty szósty; z 9-ma tablicami i 20-ma rycinami w tekście, 
8-0, sir. 465. Cena 6 złr. 

Treść: V. Kulczyński: Symbola ad faunam Aranearum 
Austriae cognoscendam, z tablicą I, i 11 (str. 1—114;). M. P. 
Rudzki. O pewnem zjawisku, podobnem do dyspersyi opty- 
cznej. IH. Studyum z teoryi trzęsień ziemi (str. 115 — 126). 
G. Bikeles: O lokalizacyi dróg dośrodkowych (czuciowych) 
w rdzeniu pacierzowym psa i królika, w wysokości górnej części 
lędźwiowej i dolnej piersiowej, oraz badania nad anatomią 
i czynnością szarej substancyi z III tablicą i 34;-ma rycinami 
w tekście (str. 127—183). E. Strumpf: Z histologii sosny, 
z IV tablicą (str. 184—213). W. Heinrich: O wahaniach na- 
tężenia zaledwie dostrzegalnych wrażeń optycznych i akusty- 
cznych, z 4; rycinami (str. 214—258). A. Rosner: W sprawie 



etyologii złośliwego nowotworu nabłonków kosrakowych (t. zw. 
deciduana malignum) z tablicą V (str. 269—288). 
Dodatek do Rozprawy powyższej, (str. 462—466). J. Rostafiń- 
ski: O maku (Papaver somniferum L.) i jego hodowli w Polsce 
(str. 289—319). V. Kulczyński: Arachnoidea opera Rev. E. 
Schmitz collecta in insulis Maderianis et in insulis Selvages 
dictis, z tablicami VI— IX (str. 320—461). 

Odbitki z Rozpraw: 

N. Cybulski i M. Kirkor: O przewodzeniu stanu czynnego przez 
zwoje międzykręgowe i O odruchowem wahaniu wstecznem 
prądu spoczynkowego. 8-o, str. 36. Cena 36 et. 

Stanisław Gólski: Dojrzewanie i zapłodnienie jajka u Ascidii 
Cionia intestinalis, 8 o, str. 20. Cena 26 et. 

M. Kawczyński: Życie Apulejusza Platończyka z Madaury. 8-o, 
str. 68. Cena 66 et. 

Anatol Lewicki: Unia florencka w Polsce, 8-o, str. 70. Cena 66 et. 

Wiktor Syniewski: O budowie skrobii 8-o, str. 41. Cena 36 et. 

A. W. Witkowski. O prędkości głosu w powietrzu zgęszczonem, z 6-a 
tablicami w tekście 8-0, str. 20. Cena 26 et. 

Kazimierz Żorawski: O zbieżności szeregów odwracających, z 2 
tablicami, 8-o, sir. 16. Cena 30 et. 

Kazimierz Żorawski: Przyczynek do geometryi nieskończenie ma- 
łych przekształceń, 8-o, str. 22. Cena 26 et. 



Biblioteka. W I. półroczu 1899 r. zawiązaliśmy nastę- 
pujące nowe stosunki: 

Baltimore, Maryland Geological Survey. 

Batayia, Gouuvernement's Kinaonderneming. 

Bordeaux, Acad^mie des Sciences, belles lettres et arts. 

Buffalo, Society of natural sciences. 

Czerniowce, Bukowiner Landes-Museum. 

Helsingfors, Geograf. Foreningen i Finland. 

Madryt, R. Academia de cieneias morales y politieas. 

Moskwa, PyccKiH ApsHBi*. 

Petersburg, OómecTBo noompenia ly^oacecTsi. 

Turcianski Sw. Martin, Slovenskć pohlddy. Red. J. Skultety. 

Warszawa, Towarzystwo Ogrodnicze. 

> • Przegląd filozoficzny. 
Warszawa, Światowit. 
Zagrzeb, IIrv. Naravo8lovno Drustyo. 

1* 



Dar H. Bukowskiego: 

Eruse T., Nagra nya Nordenflychtiana. Odb. z >Sainmlaren< XVI1L 
Meddelanden f. sv. RiksarkiyeŁ XXI. XXiI. Stockholm. 
Redogorelse f. kgl. UnWersilet i. Upsala 1895/6, 1897/8. 
Revue belge numismatiąue 1896, 4,1897 1—4,1898 1-4,18991—2, 

Bruxelles. 
Historisk tidskrift 1896, 3. 4. 1897 1 — 3, 1898 1-4, 1899,1, 

Stockholm^ 
Sy. Autograf S^Us. tidskrift 1896, 12. Stockholm. 
Person. Wiss. tidskrift I. 1. Stockholm. 
Skrifter utg. genom S. Autograf takskapet III. IV Stockholm. 
Ymer 1896 3, 4, 1897 1—3, 1898 1-4, 1899 1. Stockholm. 
Katalogi Bukowskiego Nr. 107—123. 

Dar W. Spasowicza: ! 

OcTa«beBCKifi apxHB'Ł rh. BaseMCKEsi. I. Cn6. 1899. 

ApxHB% Kh. KypaBHHa. YII. CapaTOBi> 1898. 

BapcyROBi» H., ^h3hb h TpyĄU M. n. UoroAHHa. XIII. Cn6. 1899. 

B:bjiHHCKifi B. T, Ha^^aHHEifl Co^HHeHifl. I. II. Cn6. 1898. 

BjiioxGb H. C, By/^ymaa Bonna I— V. IIpHjioaKeHie. Cn6. 1898. 

— Oómie BUBOĄU HSŁ co^. „Bj^jmjSLSi BOHna". Cnó. 1898. 
Bopo3/i(HH'b A. K., npoTonon^ ABBaRyiffŁ. Cn6. 1898. 
Bp»cecKi& H, IIo^^aTHafl pe^opMa. Cn6. 1888. 
B^thhckIh, B-b copoKOBUZB ro/^axi. MocKBa 1899. 
^Ht/^HH'b n., ncTopia HCKyccTBi 7—12. Cn6. 1898. 
roJioBHH'B K., Hama ^HHaHcoBaa nojiHTHKa. Cn6. 1899. 
H3B'^cTia pyccK. apxeojior. HncTHTyTa vb KoHCTaHTHHonojit. III. Co- 

*iH 1898. 
KopKyHOBŁ H. M, HcTopia «HJioco#iH npaBa. H3;^. 2-e. Cn6. 1898^ 
Mhjik)kob'ł n., TjiaBHHfl TeneHifl pyccK. HCTopH^. mhcjih. I. Mo- 

CKBa 1898. 
IlaMflTHHKH ^peBHeH nncMeHHocTH. CXXV1I. 1898. 

„ /^peBHaro pyccK. so^^ecTsa. I— V. Cn6. 1895—9. 

nŁinHH'B A. H., HcTopia pyccKofi jiHTepaTypu. III. Cnó, 1899. 

— CajiTHKOBt. Cn6. 1899. 

IIOTaHHHB r. H., BoCTOHHUe MOTHBŁI. MocKBa 1899. 

P^bnHHB H. E., Ajiłóomb KapTHHB h pncynKOB^. Cnó. 1897. 

CnnoBCKin B. H., H. M. KapaM3HH%. Cnó. 1899. 

Spasowicz W. Pisma YII. Petersburg. 1899. 

TyxoHpaBOB'b H. C, Co^HHenia. III. 2. MocRBa 1898. 

Hnacyji^ H., Ochobhuh na^ajia ^HnancoBOH nayKH. 3-6 H3;i^. Cnó. 1899. 



->-<5£S^- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 3 Lipca 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. Baudouin de Courtenay przedstawia komunikat 
p. Hieronima Łopacióskiego p. t.: y^Glosaryusz łacińsko-polski 
z r. i47i." 

W pracy o > Średnio wieczne m słownictwie polskiemc prof. Ale- 
ksander Brttckner (w » Pracach filologicznychc t. V. str. 1—52) wspo- 
mina o napotkanych glosarj uszach, zwanych >Mammotrectus€ (z grec- 
kiego [lĄnj^fA = matka ( = lać. mamma) » pierś + TpeTcróc od TpE^y a karmić, 
a więc dosłownie: dziecię ssące pierś): 1) w rękop. tać. w Bibl. Publ. 
w Petersburga z r. 1^26 i 14:28 (p. str. 15); 2) w ręk. lać. tejże bibl. 
<str. 28) z r. 1422 i 3) w ręk. Bibl. Głównej w Warszawie z r. 1431 
(str. 28—9). Jak widać z przytoczonych wyrazów polskich, tylko bar- 
dzo nieznaczny znalazł w nich prof. B. materjał językowy polski. Obe- 
cnie podać mogę tylko krótką wiadomość tymczasową o bardzo obszer- 
nym słowniku tego rodzaju, który udału mi się w początku maja r. b. 
odnaleźć w szczupłych już bardzo szczątkach biblioteki po Benedykty- 
nach w Kościelnej Wsi pod Kaliszem ^). Założony w niej został klasztor 
benedyktyński w r. 1209; wieś zwała się dawniej także Kościelcem. 

Jedyny znajdujący się tam obecnie rękopis z w. XY pisany byt, 
zdaje się, w Wielkopolsce, co wnoszę z wyrazu »Gosten«, w jednem 
miejscu czerwoną farbą napisanym, = Kościan, w latach 1470 — 1472. Kto 
pisał, nie wiadomo, wkrótce jednak po napisaniu dostać się musiał do 
rąk jakiegoś pana Stanisława Jeżowskiego, o czem świadczy napis na 
okładce: tLiber iste domini Stanislai Gezowski.« Treść księgi in 4-to, 
liczącej kilkaset kart, zawiera skrócony wykład Starego Testamentu, 
>Summa Henrici famosi doctoris de decretis super clausulis,c traktaty 
Św. Augustyna, kilka apokryfów, a mianowicie »Historia trium regum«, 



^) Na istnienie resztek biblioteki benedyktyńskiej zwrócił moją 
owagę Vr. Bron. Wojciechowski z Kalisza i odbył ze mną do Kościelnej 
Wsi wycieczkę, aby poszukiwanie ułatwić. 



6 

.Historia Pilati,. Narracio de purgatorio sancti Patricii hiberaensi* 
episcopi,. *Visio Tundali«, »Evangelłum Nicodemi* kazania, urywek 
z kroniki p. n. .Flores temporum< i t. p. i, co najważniejsza, na .O 
kartkach .Mammotrectus,* najobfitszy w wyrazy polskie z dotąd zna- 
nych. Pierwszy taki .Mammotrectus« ułożył Włoch Jan Marchesini na 
początku w. XIV: objaśnia trudniejsze wyrazy z Pisma Świętego illa 
pomocy klerykom nieukom (p. rozprawę cytowaną prof. Brucknera, 
str. 61). Nasz glosarjusz zaczyna się tak: ^Incipit Mammotrectus- 
alias glos8arius,€ podaje następnie wyjątki z P. S. w taki sposób, że 
po każdym prawie wyrazie łacińskim następuje przekład polski; na- 
przód po porządku idą księgi Starego Testamentu, po nich Nowego. 
Jako przykład przytoczę kilka wierszy z r. I-go Ew. św. Marka. 

Precumbens poklanyayącz alias padayąncz, discerpens 
targayuncz, persecutus sczigal aut schedl za nym, patefacien»- 
osnamyonavayuncz, erumne lichoti, nandzie, stradzie, ob^ 
seruabanteum podstrzegaly go, procella yelwiait. d. 

Najciekawsze jest zakończenie, świadczące o tera, że w Akademu kra- 
kowskiej używano wtedy Mammotrectusa, jako podręcznika naukowego 
przy nauce łaciny i Pisma Świętego: »ExplicitMonotractus (tak)appro- 
batus per capitula vera et lingva polonica vere dictus super yetus et no- 
vum testamentum, correctus per Reverendos Magistros Collegy>lme uni- 
yersitalis Cracoviensis, finitus post Scolastice in crastino anno LXX 
primo* (t. j. MCCCG + LXXI = 1471). Jest więc ten glosarjusz jednym 
z nielicznych dowodów dbałości Akademii wtedy o język ojczysty^ 
skoro był aprobowany i poprawiony przez profesorów. Drugi podobny 
dowód znajduje się w bibl. klaszt. w Częstochowie w rękopisie z XV w., 
mieszczącym wykład kroniki Mistrza Wincentego z komentarzem zna- 
nego profesora Akademii, Jana z Dąbrówki, z glosami polskiemi. Oczy- 
wiście więc przekładano kronikę Wincentego na język polski. 

Prof. Dr. P. Bieńkowski zdaje sprawę ze swej pracy 

p. t.: ^0 dwóch amforach attyckich w Muzeum archeologi- 

cznem w Madrycie.*'' 

Amfory, o których mowa, były dotąd prawie nieznane świata 
naukowemu, skutkiem tego, że jedna z nich zaraz po odkryciu dostała 
się w ręce prywatnego miłośnika hiszpańskiego markiza de Salamanca^ 
i dopiero po jego śmierci przeszła niedawno wraz z całą kollekcyą da 
muzeum archeologicznego w Madrycie. O drugiej zaś były wprawdzie 
wzmianki, a nawet w ostatnich latach autor rozprawki o Andokidesie 
Amerykanin Norton podał jej malutką rycinę, ale do badania nauko- 
wego ani jedne, ani druga nie wystarczały. Dopiero autorowi udała 
się uzyskać stylistycznie wierne rysunki i fotografie owych naczyń^ 



które obecnie przedkłada, komunikując zarazem wyniki swych badań 
przeprowadzonych na miejscu. 

Pierwsza waza znaleziona w Yulci w pierwszej połowie naszego 
Tirieku jest bardzo ozdobną amforą attycką czarno-figurową. Przednia 
jej strona przedstawia w czworokątnem polu walkę, jaka wywiązała 
się między Heraklesem a królem Oichalii na wyspie Eubei, Eurytosem, 
o to, źe ten nie chciał bohaterowi greckiemu oddad córki swej 
Joli, mimo pierwotnego przyrzeczenia. Myl ten był szeroko opowiedzia- 
ny w poemacie epicznym Kreofilosa p. t: Zdobycie Oichalii. Autor 
udowadnia na podstawie różnych wskazówek, ii malarz wazy madryc- 
kiej korzystał z innego źródła, może z dramatu Jona z Chios, zaty- 
tułowanego Synowie Eurytosa, którego nieliczne szczątki doszły do rąk 
naszych. W każdym razie wersy a, za którą idzie malarz wazy, a pra- 
'wdopodobnie szedł także Jon z Chios, jest zachowana w jednej z ba- 
jek Hygina, pisarza epoki rzymskiej. 

Zajęcie,jakie budzi druga amfora, odnosi się nie tyle do scen na niej 
przedstawionych, ile do osoby artysty Andokidesa, który się podpisał 
na stopie naczynia. Waz z podpisem tego malarza znajduje się kilka 
w zbiorach europejskich. Amfora madrycka zajmuje śród nich stano- 
wisko o tyle wyjątkowe, iż jest z jednej strony ozdobiona figurami 
czarnemi, z drugiej czerwonemi. Dowodzi to, że powstała na rozdrożu 
dwóch epok, kiedy obok dawnej czarno-figurowej techniki zaczęła sobie 
zdobywać uznanie nowa technika czerwono-figurowa. Autor przepro- 
wadza analizę stylistycznych właściwości i udowadnia, że na ich pod- 
stawie należałoby amforę madrycką zaliczyć do dzieł młodocianych 
artysty. Zwraca jednak uwagę, że analiza stylistyczna dzisiaj prawie 
powszechnie uważana za podstawę chronologicznej klasyfikacyi dzieZ 
sztuki jest niewystarczającem kryteryum, jak to właśnie okazuje się 
na amforze madryckiej. 

To, co wydaje się na pierwszy rzut oka młodocianą niezręczno* 
ścią, jest po bliższem rozpatrzeniu wynikiem tematu, jaki sobie 
obrał Andokides. Chcąc z jednej strony wyobrazić zabawę bogów, na- 
dał jej umyślnie bardziej surowy i archaiczny charakter, niż tańcowi 
orszaku Dyoniziosa, który jest przedstawiony na odwrotnej stronie. 
Tak więc pozorna niekonsekwencya młodociana jest w gruncie rzeczy 
dowodem zupełnego opanowania techniki i stylu. 

Prof. Dr. J. Rozwadowski przedstawia treść swojej pracy 
p. t.: „Cuaesłionum grammaticarum atque etymologicarum se- 
rka altera,^ 

1) De verbis denominativis in -taić cadentibus. Zawiera uzu- 
pełnienia do rozprawy autora drukowanej w t. XXI. Rozpraw Wydz. 
filologicznego. 



« 



2) De instrumentalis casus usu praedicaŁivo. Objaśnienie użycie 
instrumentalu w orzeczeniu w językach słowiańskich z paralelami cel- 
-tyckiemi i indyjskiemi. 

3) De consonanŁium vr- in principio Yocabulorum positarum in 
linguis slayicis falis. Na podstawie etymologicznej potwierdza zdanie 
prof. Baudouina de Courtenay, że vr- w słowiańskich językach prze- 
szło w r-. 

4) Etymologica. Szereg etymologu, a mianowicie: 

1. gali. Druentia = pol. Drwęca. 

2. pol. Bzura: gali. Brigulos. 

3. slay. źuriti:got. g^urjan ^aegritudine afficere\ 
Ł slay. leleti lelĆją=palaeoind. lel^yati. 

5. slay. krinica. 

6. armen. matn Migitus\ 

7. armen. phoIphoZim' corusco, agitor'. 

8. slay. kropiya, kopriya 'artica'. 

Czł. prof. Dr. J. Bołoz Antoniewicz podaje wiadomość 
o nowych materyałach do biografii Chodowieckiego. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzeń Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyły dnia 22 Czerwca i 13 Lipca 1899 
r. pod przewodnictem prof. Dra Maryana Sokołowskiego. 

Prof. Władysław Łuszczkiewicz podał naprzód wiado- 
mość o kaplicy grodowej romańskiej w Gieble nad Pilicą i zwrócił 
uwagę na konieczność naukowego jej zbadania. 

Z kolei prof. Dr. Maryan Sokołowski streścił rezultaty ba- 
dań swoich nad pracowniami Wita Stwosza i jego syna Stanisława 
w Krakowie. Wit już w r. 1464 bawi w Krakowie, w r. 14-77 ma tam 
swój warsztat, a w 1481 r. dom własny; z tego warsztatu oprócz ołta- 
rza wielkiego w kościele Panny Maryi wychodzą utwory, jak tryptyk 
ołtarzowy z Ucieczką do Egiptu z Lusiny, identyczny prawie w środ- 
kowej części swej z ryciną Stwosza powstałą w Krakowie w latach 
1481 — 1486, dalej grupa św. Anny Samotrzeciej w kościele Bernardynów, 
oraz drugi tryptyk z r. 1492 fundowany do kościoła Panny Maryi przez 
Jakóba de Walendorf, zapewne do późniejszej kaplicy Bonerów. Nie 
ulega też wątpliwości, że pracownia mistrza w Krakowie wielkiem cie- 
szyła się wzięciem, i że gdy ten w r. 1496 Kraków opuścił, syn jego 
Stanisław takową w domu przy ul. Grodzkiej objął. Warsztat jego trwa 
lat 30, aż do chwili, gdy Stenzel Stoss w r. 1527 teź Kraków opuszcza 
i przenosi się do Norymberg!, by tam staremu, oślepłemu ojcu poma- 
gać. Za utwory, które wyszły z pracowni Stwosza syna, uwaia referent 6 
scen płaskorzeźbionych z ołtarza św. Stanisława w kościele Panny Ma- 



j 



9 



Tyi, w których są widoczne ślady szkoły Wita Stwosza, ale też i wy- 
raźne cechy renesansu, który przynoszą do Krakowa Włosi między 
r. 1515 a 1519. OUarz w Wieniawie kolo Radomia ze scenami z życia 
iw. Stanisława podobny jest również bardzo do ołtarza maryackiego 
i fundowany był niezawodnie w r. 1519 przez proboszcza Stanisława 
Młodnickiego, który wtedy kościół Wieniawski ukończył. Warsztat Sta- 
nisława Stwosza miał także znaczny rozgłos i prace zeń wychodzące 
daleko się rozchodziły, zwiaszcza do kościołów dyecezyi krakowskiej. 
Wit Stwosz poczyna też pierwszy w swym okresie krakowskim wyda* 
wać ryciny jako wzory dla snycerzy, kamieniarzy, złotników, a grają 
one wówczas rolę późniejszych plakiet z ołowiu i lakże mają znacze- 
nie ważne dla historyi pracowni obu Stwoszów w Krakowie. Do tego 
samego przedmiotu odnosi się referat p. Ludwika Puszeta, stre- 
szczony z kolei przez przewodniczącego. Opisuje w nim referent dre- 
wnianą polichromowaną figurę Matki Boskiej z Dzieciątkiem z kościoła 
parafialnego w Grybowie wys. 1 metr 88 cm. Madonna stoi na księ- 
życu, w złotym płaszczu i nosi na sobie wszystkie cechy pracowni 
Stwoszów, ale już późniejsze po r. 1500, co dowodzi, że wyszła nie- 
zawodnie z pracowni syna. W drugim komunikacie podał p. Puszet 
dokładny opis prześlicznego drewnianego polichromowanego posągu 
Matki Boskiej z kościoła Krużlowej, wysokości 1 m 17 cm., powsta- 
łego niezawodnie około r. 1400. Znad w niej widoczny wpływ rzeźby 
francuskiej z końca wieku XIV, a pokrewny jest on również rzeźbom 
czeskim tej epoki. Obie te figury znane już były dawniej Dr. St. Tom- 
kowiczowi i p. Wyspiańskiemu, ale teraz dopiero zostały dokładnie 
zbadane i folograficznemi zdjęciami illustrowane. 

Przewodniczący przedstawił następnie kilka komunikatów dla 
Komisy i przeznaczonych. Jest to najpierw zbiór fotografij nadesłanych 
przez p. Aleksandra Janowskiego z Warszawy a odnoszących 
się do licznych zabytków w Królestwie, jako to prześliczne renesan- 
sowe nagrobki z Łowicza a między niemi wspaniały grobowiec pry- 
masa Uchańskiego, jak się zdaje, dzieło Michałowicza z Urzędowa, nad 
którym pracuje obecnie p. Julian Pagaczewski. nagrobek kobiecy z w. 
XVL w kościele wiejskim w Brzezinach, zamek w Będzinie i t. d. 
P. Wawrzyniecki przedstawił plan kościoła parafialnego w Sier- 
szach pod Rawą i pochodzącą stamtąd figurę kamienną. Wreszcie p 
Worobjew z Łomży nadesłał wraz z fotografiami dokładny opis ko- 
ścioła parafialnego tamże, opracowany dla Komisyi w języku rosyj- 
skim, a który w jej Sprawozdaniach w polskim przekładzie będzie 
umieszczony. 

Na posiedzeniu z dnia 13 lipca 1899 roku prof. Dr. Jerzy hr. 
Mycielski przedstawił naprzód referat p. t. »Zamek i arsenał 
w Brzeżanach i pałac w Raju w pierwrszej polowie wieku XVIII«. 



10 



Przez cafy wiek XVII. siedziba możnego rodu Sieniawskicb , prze- 
szły Brzeźany w roku 1731 przez ostatnią dziedziczkę rodziny Zofię 
Sieniawską do Czartoryskich, a w roku 17/)3 należały już do jej 
córki, Elżbiety Lubomirskiej, późniejszej ks. Marszatkowej. Wówczas 
to w r. 1762 spisany został inwentarz wszystkiego, co się naieścilo 
w zamku i w arsenale w Brzeżanach oraz w letniej niedalekiej rezy- 
dencyi w pałacu w Raju, a oryginał tego inwentarza, otrzymany od 
prof. Dra Augusta Witkowskiego a pochodzący z aktów sądowych 
w Złoczowie, przedstawił i streścił referent wraz z dotyczącemi obja- 
śnieniami. Znajduje się tum naprzód dokładny opis wszystkich sal 
i komnat zamku brzeżańskiego , z drobiazgowem podaniem obić i me- 
bli, sztukateryj i malowań na sufitach, posadzek, kominów^i pieców, 
porcelan i wspaniałych fajansów, wreszcie obrazów i portretów w ogro- 
mnej ilości wraz z podaniem treści każdego z nich. Jeszcze więcej 
szczegółowym jest opis inwentarza pałacu w Raju. sal jego, saloników^ 
gabinetów, zapełnionych mnóstwem dzieł sztuki i ozdób wytwornych; 
w każdej niemal komnacie sufit malowany, kominy marmurowe z »far- 
furowemi* wazami, szkła rżnięte, oraz niezliczone obrazy, głównie 
hoUenderskie i flamandzkie. Imponującym jest również wykaz amunicyi 
w »ceykhauzie« brzeżańskim, oddawanej spisem tym w opiekę poru- 
cznikowi Szymanowskiemu, jako to armat z datami i napisami, flinta 
janczarek, muszkietów, karabinów, fuzyj, kartaczów, granatów, kul, 
grotów, oraz wielkiej ilości beczek prochu. Spisy te są dziś tern cen- 
niejsze, że z wymienionych tam rzeczy, świadczących o wspaniałości 
rezydencyi Sieniawskich ani śladu dziś w Brzeżanach ani w Raju nie 
pozostało. Podał mianowicie w tej mierze z kolei objaśnienia Dr. De- 
metrykiewicz, illustrując je licznemi fotografiami zamku dzisiejszego 
w Brzeżanach i słynnej kaplicy ze znanemi wspaniałemi grobowcami 
rodziny Sieniawskich. 

Następnie Prof. Dr. Jerzy hr. ]Vlycielski streścił drugi referat 
o »Cudownym obrazie Matki Boskiej w kościele Dominikanów w Dzi- 
kowie* i przedstawił po raz pierwszy według oryginału wykonaną jego 
fotografię. Opierając się *na rzadkim druku współczesnym, oraz na 
nieznanych dotąd aktach z archiwum rodzinnego Tarnowskich, podał 
naprzód historyę obrazu, który bezpośrednio przed r. 1675 począł sły- 
nąć cudami, a znajdował się wtedy w kaplicy zamkowej w Tamo- 
d worze (Dzikowie); uznany za cudowny w tymże roku aktem wyda- 
nym przez biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego, przeniesiony 
został już w roku 1676 do kościoła, zrazu drewnianego, fundowanego 
przez ówczesnych właścicieli Dzikowa, Jana Stanisława Tarnowskiego 
i żonę jego Zofię Barbarę z Firleiów, którzy uposażyli przy nim kla- 
sztor 00. Dominikanów. Dzisiejszy kościół murowany powstał nieco 
później, a obraz od tego czasu w jego wielkim ołtarzu się znajduje. 



li 



Pokryty w wieku XVni wytwornie cyzelowaną srebrną sukienką w stylu 
rococo, wolnemi do artystycznej oceny pozostawione ma jedynie twarz 
i ręce. Malowany na płótnie, jest niezawodnie utworem pendzla flan- 
dryjskiego z drugiej polowy wieku XVI, wiele ma wdzięku w twarzy 
Madonny i Dzieciątka, technika jego jest wytworna i staranna, głowa 
Św. Józefa nieco szablonowo oddana. W każdym razie jest to jeden 
z najlepiej malowanych cudownych w Polsce obrazów. 

Z kolei Dr. De metryki ewicz przedstawił ostatnie zdjęcie 
fotograficzne ze znanego obrazu wotywnego z początku w. XV w ko- 
ściele w Przeworsku, oraz szereg fotografij z grobowcowych figur dre- 
wnianych z wieku XVII w kilku kościołach w Galicyi, będących por- 
tretami współczesnymi 

V^reszcie prof. Dr. Maryan Sokołowski streścił szereg na- 
desłanych Komisyi komunikatów. Są to naprzód od p. Aleksandra 
Janowskiego z Warszawy fotografie mało znanych zabytków w Kró- 
lestwie, jak ratusza w Pabianicach, koUegiaty w Pilicy, zamków 
w Czersku i Ogrodzieńcu, mostu w Będzinie, siynnych domów w Kaź- 
mierzu it. d. P. Józef Zieliński przesłał referat o marmurowym 
pomniku królewny Anny Waza, siostry Zygmunta III w kościele Panny 
Maryi w Toruniu wraz z tegoż fotograficznemi zdjęciami. W końcu Dr. 
Feliks Kopera zajął się znów szeregiem rękopisów miniaturami 
ozdobionych a z Polską związanych z biblioteki cesarskiej w Peters- 
burgu ; do nich należy naprzód kodeks z wieku XI z Księgami Proro- 
ków o pysznych inicyałach z motywami ludzkiemi, zwierzęcemi i ro- 
ślinnemi i ze śladami wyraźnemi bizantynizmu; dalej Mszał z klasztoru 
w Miechowie z wieku XV o ciekawych inicyałach polskiej roboty; 
wreszcie dwa kodeksy rękopiśmienne, będące własnością znakomitego 
biskupa płockiego Erazma Ciołka; jeden z nich, to Mszał z r. 1504 
o subtelnych miniaturach pokrewnych kodeksowi Bema i pontyfikałowi 
Ciołka w Muzeum ks. Czartoryskich; drugi, to przepyszny włoski rę- 
kopis z wieku XV z cudnemi miniaturami. Ten ostatni rzuca znowu 
ciekawe światło na wybitną postać humanisty Ciołka, na jego znane 
stosunki z Wenecyą i Rzymem Aleksandra VI, skąd niezawodnie przy- 
wiózł ze sobą to wspaniałe Missale na oprawie jego herbami zdobne. 

Na posiedzeniu ściślejszem uchwalono pracę prof. Ro- 
zwadowskiego odesłać do Komitetu wydawniczego. 



12 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 7 Lipca 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Cżł. Wojciech Kętrzyński przedkłada pracę p. Stani- 
sława Kętrzyńskiego p. t. : ^Kazimierz Odnowiciel (1034— 
1058)''. 

Praca autora była o tyle ułatwioną, \i studya prof. Stanisława 
Smolki i prof. Tadeusza Wojciechowskiego rozpatrzyły podanie źró- 
dłowe i rozświetliły wiele spraw w ten nposób, że autor miał do zro- 
bienia jeden krok tylko, by dojść do prawdy i dodatnich wyników. 
Praca cała dzieli się na wstęp, obejmujący charakterystykę czasów 
Bolesława Chrobrego i Mieszka II, tudzież wiadomości o Kazimierzu 
przed r. 1084:, i na siedem rozdziałów. 

Rozdział I. (10.S4 — 1037). Kazimierz, nie mając brata, sam 
obejmuje rządy. Obok niego jednak odgrywa wybitną rolę matka jego 
Rycheza, którą już w końcu r. 1084 zmusza przeciwne stronnictwo do 
opuszczenia kraju. Kazimierz pozostaje zatem sam, zdany na łaskę 
swego otoczenia. W końcu, w r. 10.S7 zapewne, przychodzi katastrofa, 
która zmusza młodego księcia do opuszczenia kraju. Powodem tego 
kroku była reakcya pogańska, mająca głównie siedlisko w niektórych 
okolicach Wielkopolski, powstanie Masła wa. który oderwał Mazowsze 
i nie dał się pokonać, lecz utrzymał się wobec słabości księcia przy 
Mazowszu, w końcu napady sąsiadów t. j. przedewszystkiem Pomorzan. 

Rozdział II (103:^) obejmuje znany powszechnie napad Erze- 
tysława na Polskę, przyczyny tej wyprawy i jej doniosłe skutki. Nadto 
rozbiera autor podanie Galla-Anonima o pobycie Kazimierza na obczy- 
źnie a zwłaszcza na Węgrzech, i dochodzi do przekonania, że opowieść 
ta w niczem nie zasługuje na wiarę. Pewnem jest tylko, że księcia 
w 1038 nie było w Polsce, bawił zatem w Niemczech, skąd już w końcu 
tego roku wrócił do kraju. 

Rozdział III (1038—1041). Pier wszem staraniem Kazimierza 
po zajęciu pewnej części kraju było uzyskanie stałej pomocy z ze- 
wnątrz, przeciw Masła wowi i Brzetysławowi. W tym celu pojął za żonę 
siostrę Jarosława Dobronegę, jakoteż czynił starania przeciw Brzety- 
sławowi w Rzymie i w Niemczech, których rezultatem ostatecznym 
były wojny Henryka III z Brzetyslawem w latach 1039—1041, zakoń- 
czone pokojem w Ratyzbonie. Podczas tych wojen nacierał Kazimierz 
na Śląsk, jednak przy układach w Ratyzbonie pominięto go prawie, 



Vi 

bo tylko nieznaczna część Śląska wróciła do Polski. Mimo tego, zna- 
czenie tego pokoju dla Polski byZo wcale znaczne, osłabiły bowiem 
Czecby wskutek wojen z Niemcami i przestały być dla Polski nie- 
bezpieczne. 

Rozdział IV (1041 — 1047). Od r. 1041 do 1047 ciągną się 
z przerwami wojny z Masławem i jego sprzymierzeńcami Pomorza- 
nami. W wojnach tych jest sprzymierzeńcem Jarosław ruski i jemu 
to głównie przypisać należy ostateczne w r. 1047 rozbicie Masława. 
i połączenie go z Polską. 

Rozdział Y (1050 — 1054), obejmuje stosunki Kazimierza. 
z Henrykiem III przed r. 1050, powody jego niesamodzielności i przy- 
czyny wrogiej Czechom a niechętnie w Niemczech widzianej polityki 
Kazimierza w latach 1050—1054. W r. 1050 odebrał Kazimierz Brze- 
tysławowi Śląsk, który mimo gniewu cesarskiego, dzięki szczęśliwy n> 
i sprzyjającym okolicznościom utrzymał, a w końcu, w r. 1054 zgodę 
z Brzetysławem i przyzwoleniem Henryka Iii zakończył. 

Rozdział VI., obejmuje przestawienie pracy Kazimierza, jaka 
>Odnowiciela€. Skreśliwszy straty, jakie Polska wskutek katastrofy 
Kazimierza doznała, przedstawiwszy ich wpływ na późniejsze dzieje,, 
odtwarza autor pracę > Odnowiciela « jako jednoczącego rozdarte pro- 
wincye państwa, jako działacza na polu społecznem, ekonomicznen> 
i kulturalnem. Najwięcej śladów jego działalności zachowało się na 
polu kościelnem; autor rozjaśnia kilka ciemnych dotychczas kwestyj 
z tego zakresu. 

Rozdział VII (1054—1058). Ostatnie lata rządów Kazimierza 
są prawie pozbawione wiadomości źródłowych. Autor przedstawia sto- 
sunek Kazimierza do regencyi po śmierci Henryka III, jego stosunki 
rodzinne i śmierć w r. 1058. 

Pracę o Kazimierzu Odnowicielu zamykają Uwagi i dodatki, 
w których zamieścił autor obszerne ekskursy, których ze względów 
technicznych nie mógł umieścić w notach, ani też wpleść w ciąg^ 
swego opowiadania. Składają się one z czterech ustępów. 

I. Źródła. Autor streszcza w krótkości poglądy swych poprze- 
dników i reasumuje wyniki swych badań nad wartością podania 
Galla- Anonim a. 

II. O imieniu >Kazimierz Karo U, gd^ie autor porównawszy 
kromkę Galla-Anonima z mistrza Wincentego Kroniką książąt pol- 
skich udowadnia, iż imię Karol w kronice Galla-Anonima (id est Ka- 
rolum) jest późną interpolowaną notatką marginesową. 

III. Bolesław, syn Mieszka. Autor zbiera wszystkie zarzuty 
przeciw egzystencyi tego syna Mieszka II. Jako rozstrzygnięcie osta- 
teczne całej sprawy, uważa autor wykrycie źródła tej wiadomości. Nie 
ulega wątpliwości, iż autor Kroniki Wielkopolskiej miał przed sobą 



14 

iródlo, mówiące o nieznanym w historyografii polskiej księciu polskim, 
który odznaczył się srogością i tyranią, a w końcu zabity zostaŁ Ta- 
kim księciem był Bezpryra. 1 rzeczywiście wiadomość Kroniki Wielko- 
pol'»kiej wzięta jest z ^Roczników Hildesheimskich« (SS. Rer. Germ. 
t. 21, str. 37, p. r. 1032), gdzie mowa jest o Bezprymie. Autor Kro- 
niki Wielkopolskiej popełnił zatem szereg błędów, które zamąciły tak 
bardzo całą tę sprawę. 

IV. O »oblacyi« Kazimierza. Wobec tego, że Bolesław nie 
istniał, nie trzebaby zajmować się już sprawą mnichostwa Kazimierza. 
Mimo lego autor gromadzi cały szereg zarzutów, które można podnieść 
przeciw hypolezie prof. T. Wojciechowskiego. 

Dr. Wiktor C^ermak podaje treść pracy pod tytułem: 
„O. Waler yan Magni i jego rola polityczna w Polsce,^ 

Wśród studyów nad czasami Władysława IV zastanawiała pre- 
legenta szczególniej zagadkowa poniekąd postać zakonnika-dy piernaty, 
O. Waleryana Magniego, który wywierał wpływ niezaprzeczony i wcale 
głęboko sięgający na politykę wymienionego króla zarówno wewnę- 
trzną, jak i zagraniczną i działaniem swem stawał często w sprze- 
czności z własnemi obowiązkami ducbownemi i z intencyami Stolicy 
Apostolskiej. Na podstawie współczesnych aktów nuncyatury polskiej 
można stwierdzić na pewno, że Kapucyn ten był jednym ze współpra- 
cowników króla w toku układów o zgodę między unitami i schizma- 
tykami i że bronił wobec duchowieństwa polskiego i papieża znanego 
projektu ugody, ułożonego podczas sejmu koronacyjnego, a zatwierdzo- 
nego przez sejm z r. 1635 Z tego samego źródła dowiadujemy się, że 
Władysław IV otaczał Magniego szczególną protekcyą i usiłował dlań 
wyrobić w Rzymie godność kardynalską: a opór kuryi w tym wzglę- 
dzie był jednym z powodów poróżnienia się króla z papieżem Urbanem 
VIII. Jest nadto wiadomem skądinąd, że tenże sam O. Magni służył 
Władysławowi IV wielokrotnie jako agent dyplomatyczny; że on to 
mianowicie dokonał układów o małżeństwo z Cecylią Renatą; źe był 
czynnym w Polsce także jako teolog-polemista, skory do dysput z dyssy- 
dentami i wreszcie jako autor a nawet jako demonstrator własnych 
rzekomo odkryć w dziedzinie fizyki. W Warszawie wydał w latach 
164;6— -8 parę dziełek po części treści teologicznej, po części filozofi- 
cznej, a nadto także z zakresu fizyki: w dziełach fizycznych opisywał 
głównie doświadczenia z wytwarzaniem próżni za pomocą rtęci i wody- 
doświadczenia , które tradycya naukowa wiąże ze znanem nazwiskiem 
Torricellego, podczas gdy Magni podawał je za rezultat swoich samo- 
dzielnych badań. Autor pozostawia wyjaśnienie tego sporu naukowego 
specyalistom (zaznaczając mimochodem, że wedle opinii uczonych nie- 
mieckich Magni był plagiatorem); sam zajmował się tylko dokładniej- 



15 



«zem rozpoznaniem roli politycznej Magniego na tle całego jego ży- 
wota, którego okresy, spędzone poza obrębem Polski, mało są u nas 
znane, jakkolwiek zajmowały niejednokrotnie badaczy zagranicznych, 
a mogą się znacznie przyczynić do wyjaśnienia jego działalności na 
dworze Władysława IV. Dzięki szczegółom, zgromadzonym przez bio« 
grafów obcych, a zaczerpniętym głównie z dziełek Magniego, jakoteż 
materyałom rękopiśmiennym, wydobytym po części z aktów nuncyatur 
polskich, a po części także z wypisów archiwalnych i notatek, prze- 
kazanych przez śp. Artura Wołyńskiego Komisyi historycznej Akade- 
mii, uioźiia obecnie odtworzyć dosyć dokładny życiorys tf»j charakte- 
rystycznej postaci, która należy — jak widać z wszystkiego — do kate- 
goryi licznych w XVII wieku zakonników-dyplomatów o gorączkowej 
ruchliwości, awanturniczem usposobieniu i nienasyconej a wygórowa- 
nej ambicyi. 

Potomek rodziny hrabiowskiej , osiadłej w Medyolanie, wcześnie 
wstąpiwszy do zakonu Kapucynów, występuje już w drugim dziesiątka 
lat XVII wieku na szerszej widowni jako zapalony misyonarz religijny, 
wojujący z herezyą w krajach austryackich ; daje się wtedy poznać 
dworowi cesarskieirm i innym ksią^.ętom niemieckim i służy odtąd 
przez lat kilkanaście jednemu to drugim jako narzędi^ie do tajnych 
misyj dyplomatycznych. W r. 1626 zostaje prefektem i wikarym misyj 
Apostolskich dla Polski, Czech, Węgier i Niemiec; z wyjątkiem jednego 
wypadku , odnoszącego się do r. 1617, nie słychać jednak , aby kiedy- 
kolwiek za życia Zygmunta III przebywał i działał w Polsce. 

Dopiero w r. 1632 spotykamy go na dworze Władysława, bio- 
rącego wielce wpływowy udział w toczących się wówczas układach 
o zgodę między unitami a schizmatykami: obecność jego w Polsce da 
sie stwierdzić na pewno w okresach czasu od r. 1632 — 1636 i 1645— 
1648. W r. 1636 i drugi raz w r. 1647 zalecał go Władysław IV kuryi 
papieskiej do promocyi kardynalskiej — w obu wypadkach bezowocnie. 
Bliższe zbadanie życia O. Magniego tłomaczy przyczynę trudności, z ja- 
kiemi karyera jego spotykała się w Rzymie. Oto co najmniej od r. 1636 
zakonnik ten występował publicznie jako zawzięty wróg Jezuitów; cała 
zresztą rola jego polityczna w toku układów ze schizmatykami, dzia- 
łalność, sprzyjająca więcej schizmie, niż unii, nie mogła mu zaskarbić 
względów kuryi. Antagonizm Magniego do Jezuitów wystąpił szczegól- 
niej jaskrawo dopiero po śmierci Władysława IV i po przeniesieniu się 
naszego zakonnika do Morawii. Cały ostatni okres jego życia, spędzony 
przeważnie w Bernie, to jest trzynastolecie od r. 1648 do 1661, za- 
pełnione jest zatargami z zakonem Jezuitów i z ich powodu także 
i z najwyższemi władzami duchowemi. Walkę prowadzi Magni jużto 
w dysputach ustnych, już też na piśmie; cały szereg pism polemicznych, 
zwróconych przeciw zakonowi Jezuitów, wydał w czasie między r. 



16 



1653 a 1661, pomawiając w szczególności Jezuitów berneńskich wprost 

herezyę. Jezuici wywzajemnili mu się takiem samem obwinieniem^ 
utrzymując, że w jednem z pism swoich odmawiał uzasadnienia w Pi- 
śmie Św. prymatowi papieży. Ataki na potężny zakon z jego strony 

1 obwinienia, z jakiemi się nawzajem spotykał, naraziły Magniego na 
utratę prawa publikacyi dzieł treści teologicznej , a następnie nawet 
na kilkomiesięczne więzienie w ostatnim roku przed śmiercią. Burzliwe 
życie Magniego skończyło się w r. 1661 w Salzburgu; w parę lat pó- 
źniej jedno z jego pism zostało potępione przez kościół i wpisane do 
indeksu dzieł zakazanych. 

Wrogie Jezuitom usposobienie Magniego, przy jego trwałym 
wpływie na umysł Władysława IV, może wytłomaczyć poniekąd także 
niechęć, jaką ten król żywił dla zakonu Jezuickiego w przeciwieństwie 
do swego ojca i braci. 

Na osobne, bliższe zbadanie zasługuje działalność naukowa Ma- 
gniego jako popularyzatora nauk fizycznych w Polsce i rzekomego od- 
krywcy; jest rzeczą w każdym razie wysoce interesującą, że wkrótce 
po wystąpieniu Torricellego, na dworze polskim i pod okiem króla 
urządzane były publiczne demonstracye z zakresu fizyki, które stano* 
wiły następnie — jak widać z dziełka Magniego: „Demonttratio oada- 
r%8 loci tine locaio ete.*^ fVar$aviae 1647 J — przedmiot naukowej jego 
dyskusyi z profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego. Byłoby pożąda- 
nem, aby zbadaniem i wyjaśnieniem tej strony działalności Magniego 
zechciał się zająć jakiś fachowy rzeczoznawca. 

P Karol Potkański podał następnie wiadomość o rę* 
kopisach Akademii Umiejętności w Krakowie. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 10 Lipca 1899 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

Czł. N. Cybulski przedkłada pracę Dr. A. Wyczółkowskiej 

p. t. „O illuzyach optycznych^. 

Pomimo licznych psychologicznych, fizyologicznych i psychofi- 
zycznych teoryj inwersyi optycznej należy przyjąć, że zjawisko to dotąd 



17 

nie zostało wytlomaczone , źadi>a bowiem z tych teoryj nie obejmuje 
i nie wyjaśnia wszystkich charakteryzujących ją zjawisk jak i nie opi- 
suje wszechstronnie warunków fizyologicznych i psychicznych, wśród 
jakich ona się pojawia. 

Dla usunięcia tych braków, wykonała autorka szereg doświad- 
czeń na figurach płaskich i bryłowatych, względnie na figurach robio- 
nych z drutu, z których to doświadczeń następujące otrzymała wyniki : 

1) Porównywanie szybkości z jaką się wytwarza inwersya na 
figurach perspektywicznych z frekwencyą pulsu, mierzonych metodą 
graficzną, przekonało, iż syncbronizm pomiędzy obydwoma nie istnieje, 
gdyż odwracanie figur odbywa się już to wolniej, już szybciej od pulsu, 
ale że dwie te szybkości są do siebie bardzo zbliżone. 

2) Każdemu wywołaniu inwersyi na figurach płaskich towarzy- 
szą stale pewne zmiany stanu refrekcyjnego soczewki, o czem przeko- 
nały obserwacye robione za pośrednictwem oftalmometru na oku o 7 
dyoptryach myopii. 

3) Doświadczenia stosowane do przedmiotów trójprzestrzennych 
jak i robionych z drutu, które pomijali dotąd wszyscy prawie ekspe- 
rymentatorowie z wyjątkiem E. Mar^ha, wykazały, iż odwracają się one 
z większą jeszcze łatwością, aniżeli figury perspektywiczne. 

Inwersyę tę figur trójprzestrzennych jak i w mniejszej mierze 
figur płaskich charakteryzują cztery następujące zjawiska: 

a) Zmiany złudzeń co do barwy, światła i formy, które to zmiany 
nie są proporcyonalne do zmniejszonej intensywności świata po za- 
słonięciu jednego oka % wskazują przeto na inną głębszą ich przyczynę. 

b) Trwałość obrazu inwersyi, która minimalna jest w obrazach 
figur płaskich , maksymalna w obrazach figur stożkowych robionych 
z drutu. 

c) Buchy złudzeń obrazu inwersyi, wymagają prawidłowości wa- 
runkujących je ruchów głowy. 

d) Pochylenia obrazu złudzeń jest funkcyą kąta, pod jakim oko 
obserwuje. i odwraca daną figurę. 

Doświadczenia te licznych dostarczyły sposobności do zaobser- 
wowania odmiennych warunków fizyologicznych, wśród jakich się po- 
jawiają: inwersya figur trójprzestrzennych i inwersya figur płaskich, 
oraz zwróciły uwagę na odmienną charakterystykę psychiczną składni- 
ków wchodzących w zakres obu tych inwersyj. 

Inwersyę figur trójp^-zestrzennych wywołuje się więc najłatwiej 
podczas jak najspokojniejszego zachowania oka, inwersya zaś figur 



^) Wszystkie te doświadczenia robione były z zasłonięciem je- 
dnego oka* 



18 



perspektywicznych wymaga z konieczności ruchów oka albo zmian 
w niem akkomodacyi. 

Powtóre inwersya figur trójprzestrzennych dostarcza, z punktu 
widzenia psychicznego jednej tylko formy złudzeń, będącej przejściem 
od wrażenia realnego do złudzenia, inwersya zaś figur płaskich do- 
starcza dwu takichże złudzeń, będących przejściem od jednej z nich 
do drugiej; stąd nazwa inwersyi realnego złudzenia i czy- 
stego złudzenia. 

Te to obserwacye i doświadczenia dały możność następującego 
wyjaśnienia inwersyi : 

Przyczyna jej leży w stosunku, w jakim pozostają pojedyncze 
części przedmiotu do centralnych i peryferycznych obwodów siatkówki: 
części przedmiotu padające na najlepszy obwód widzenia oceniamy 
jako wyraźne, względnie bliższe, części zaś padające na peryferyczne 
jej obwody, jako mniej wyraźne, względnie dalsze. Jednakże sam ów 
stosunek jeszczeby inwersyi nie wyjaśniał, gdyby nie łączna z nim 
nieprawidłowość funkcyj wzroku podczas jej wywoływania. Nieprawi- 
dłowość ta mianowicie polega na znoszeniu dwoistości obrazów, wzglę- 
dnie ruchów oka, kontrolujących wymiary przestrzenne, przez zasło- 
nięcie jednego oka, oraz zachowanie drugiego w jak największym spo- 
koju. Wstrzymanie to prawidłowego przebiegu funkcyi oka znosi nor- 
malne dopełnianie się i kompensowanie dwu obrazów obu, albo jednej 
tylko siatkówki, zmieniając tem zwykły stosunek osobnych części przed- 
miotu do centralnych i peryferycznych obwodów siatkówki. Inwersya 
występuje zatem doraźnie wskutek przejścia od wrażenia realnego do 
złudzenia. 

Aby jednak z tej pierwszej formy złudzenia przejść w drugą, jak 
na figurach dwuzwrotnych , potrzeba koniecznie, aby punkta przed- 
miotu padające w pierwszym przypadku na najlepszą część widzenia 
dostały się dla wytworzenia drugiej formy złudzenia na część siatkówki 
mniej wyraźnego widzenia i odwrotnie. Tego zaś dokonać nie można 
bez współdziałania ruchów oka, albo zmian akkomodacyi, które to 
zmiany stwierdziła obserwacya oftalmo metryczna, a poniekąd i samo- 
obserwacya. Teorya ta Iłomaczy i obejmuje wszystkie zjawiska, cha- 
rakteryzujące inwersyę, jak szybkość jej zwrotów, trwałość obrazu 
złudzenia, jego ruchy i pochylenia, z wyjątkiem zmian świetlnych 
i barwnych, które to ostatnie zjawisko osobnego wymaga studyum. 

Czł. K. Kostanecki przedkłada prace p. A. Bochenka 
p. t. : „1. Drogi nerwowe przedmóiMa salamandry plamistej^. 

Autor badał przedmóźdża salamandry tak dojrzałej jak i jej za- 
rodków głównie metodą Golgi'ego. Po określeniu granic części koro- 
wej, jądra podstawowego i okolicy zwanej przegrodą (septum), zajmuje 



19 



się budową płatu węchowego i drogami, jakie z płatu węchowego do 
dalszych części mózgu zdążają. Po tem przystępuje do opisu budowy 
części korowej, jądra podstawowego i przegrody, jako też dróg nerwo- 
wych, które okolice te z różnemi częściami mózgu łączą, kończy opi- 
sem pasm spoidło wy eh przed móżdża. 

„2. O unerwieniu splotów naczyniowych mózgu iahy". 
Badania te wykazują przedewszystkiem budowę i sposób rozga- 
łęzienia się kanału podsady (paraphysis) organu, ściśle ze splotami na- 
czyniowemi złączonego. Potem zajmuje się opisem rozgałęzień nerwo^ 
wych, tak w zakresie splotów naczyniowych komory mózgowej trzeciej, 
jako też i czwartej. Włókna nerwowe unerwiające sploty naczyniowe 
pochodzą, zdaniem autora, ze splotu nerwu spółczulnego. 

CzL Wład. Natanson przedldada pracę swoją p. t. 
„O termokinełyc^inych własnościach roztworów, część ILga.*^ 

Rozprawa niniejsza jest dopełnieniem pracy, przedstawionej Wy- 
działowi Mat-Przyrodniczemu na posiedzeniu z dn. 4. lipca 1898. Autor 
roztrząsa tu zagadnienie o ruchu osmotycznym. Zasadzając się, jak 
zawsze, na twierdzeniu »termokinetYcznem<, znajduje >równania ru- 
chu* osmotycznego i udowadnia pewne twierdzenie, które z jednej 
strony nadaje nowe znaczenie niektórym dawniej wprowadzonym po- 
jęciom, z drugiej zaś dostarcza termodynamicznej interpretacyi owej 
znanej molekularnej teoryi osmotycznego ciśnienia, jaką zawdzięczamy 
p. Van't Hoffowi. Rozprawa kończy się uwagami, tyczącemi się roli 
funkcyj termodynamicznych w równaniach ruchu płynów. 

Czł. T. Browicz wnosi rzecz p. t.: ^Pochłanianie krwinek 

czerwonych przez komórkę wątrobną i stąd powstać mogc^e 

obrazy w tej komórce**. 

U psów, którym wstrzyknięto do krwi rozczyn hemoglobiny 
Mercka, spostrzegł autor, iż komórki wątrobne mogą pochłaniać nie 
tylko pojedyncze krwinki czerwone, ale ich znaczniejsze ilości. Gro- 
madki krwinek leżą w ściśle ograniczonych przestworach wśród cyto- 
plazmy komórek. Krwinki czerwone ulegać mogą przemianom, skupiają 
się w jednolite masy i tworzyć mogą bezbarwne kuliste twory, w nie- 
zabarwionych preparatach szklistego wejrzenia. Te kule barwią się 
eozyną, fuksyną, kwasem pikrynowym. Ponieważ mikroskopowe obrazy 
badanych komórek są obrazami jednego tylko okresu czynności i stanu 
komórki, przeto autor nie może jeszcze podać, co w razie trwania 
życia komórki wątrobnej a więc w późniejszych okresach, od chwili 
wstrzyknięcia hemoglobiny do krwi, z temi kulami się dzieje. Prawdo- 
podobnie substancya z krwinek powstała dalej przez komórkę przero- 
bioną być może. 



20 

Kule te przypominają twory, jakie się dostrzega w komórkach 
mięsaków, raków, jako twory wewnątrzkomórkowe, ciałka fuksynowe 
Russla itp. Szereg obrazów przejściowych , które autor podaje, wska- 
zują, iż twory wewnątrzkomórkowe takie z krwinek czerwonych po- 
wstawać mogą. 

Gzł. T. Browicz wnosi rzecz p. t. : „ Drogi odżywcze w ko- 
mórce wątrohnej oraz zestawienie wyników badań nad komórką 
wątrobną, ogłoszonych przez siebie w publikacyach Akademii od 
r!l897\ 

Na podstawie szeregu obrazów komórki wątrobnej w wątrobach 
muszkatołowych człowieka jako też w wątrobach psów, którym wstrzy- 
knięto do krwi rozczyn hen^oglobiny Mercka, dochodzi autor do wnio- 
sku, iż w komórce wątrobnej prócz stałych dróg, kanalików, wywozo- 
wych, których początek tkwi w jądrze komórki, istnieją jeszcze stałe 
drogi dowozowe, będące w ścisłym związku z naczyniami włoskowa- 
temi krwionośnemi, któremi substancye odżywcze i czynnościowe wni- 
kają ze krwi aż w jądro komórki wątrobnej. Autor nazywa je drogami 
a względnie kanalikami odżywczymi. 

Autor zestawia następnie wyniki swych badań nad komórką 
wątrobną od r. 1897 w publikacyach Akademii ogłoszonych w nastę- 
pujących punktach: 

1) Wśród substancyi jądra komórki wątrobnej poczynają się 
drogi czy kanaliki żółciowe, które łączą się bezpośrednio z takiemiż 
drogami czy kanalikami wśród cytoplazmy komórki wykazanemi, te 
zaś łączą się znowu bezpośrednio z kanalikami żółciowymi między- 
komórkowymi. 

2) Prócz wewnątrzkomórkowych dróg żółciowych istnieją odrę- 
bne stałe drogi, będące w ścisłym związku z naczyniami krwionośne- 
mi, które autor drogami czyli kanalikami odżywczymi nazywa, któ- 
rymi komórka wątrohna substancye odżywcze i czynnościowe otrzymuje. 

3) Do komórki wątrobnej wnikają temi drogami prócz płynnych 
substancyj także krwinki czerwone, które dostają się wreszcie do ją- 
dra komórki i tworzą materyał przerabiany przez substancyą jądra na 
żółć a względnie barwiki żółciowe, jądro spełnia więc czynność wy- 
dzielniczą. 

4) Komórki wątrobne mogą w pewnych warunkach pochłaniać 
znaczną ilość krwinek czerwonych, które gromadzą się w ściśle ogra- 
niczonych przestworach, wakuolach. 

6) Ze skupionych i zlewających się ze sobą krwinek czerwonych 
powstać mogą jednolite, kuliste twory, które figurują jako twory we- 
wnątrzkomórkowe, barwią się kwasem pikrynowym, eozyaą, fuksyną. 



21 



6) Powstawanie wakuol w komórce wątrobnej tak w cytopla- 
smie jakoteź w jądrze, wypełnionych różną treścią, zależy tak od 
istnienia stałych dróg kanalików wywozowych jakoleż dowozowych; 
wakuole są tylko rozszerzonymi, fizyologieznymi kanalikami. 

Czł. M. P. Rudzki przedkłada pracę p. t: „O kształcie 
fali spręiystej w pokładach ziemskich, IV słudyum z teoryi 
trzęsień ziemi^. 

Rozprawa ta jest dalszym ciągiem poprzednich badań autora 
nad teoryą trzęsień ziemi. Autor rozpatruje kształt fali sprężystej w po- 
kładach ziemskich w obec pewnych specyalnych założeń co do współ- 
czynników sprężystości i znajduje, że fala sprężysta składa się z trzech 
oddzielnych obrotowych powierzchni, z których jedna jest elipsoidą 
a dwie powstałe mają kształt więcej złożony. Równanie południkowego 
przecięcia tych dwóch ostatnich powierzchni iest algebraicznem ró- 
wnaniem stopnia dwunastego, zawierającem tylko parzyste potęgi 
zmiennych x i z. Drgania nie są ani poprzeczne ani podłużne, tylko 
mają charakter mieszany, t. j. są jednocześnie podłużne i poprzeczne. 

Czł. E. Godlewski przedkłada pracę p. Kazimierza Ro- 
góyskiego p. t. : „O denitryfikacyi i o rozkładzie odchodów 
zwierzęcych w ziemi". 

Już z dawna wiadomo, że azotany ulegają rozkładowi, jeżeli się 
znajdą w obec znanych ilości materyj organicznych, będących w stanie 
rozkładu. Zjawisku temu nie przypisywano do ostatnich lat jakiegoś 
szczególnego znaczenia w ekonomii przyrody. Dopiero niespełna od lat 
czterech ta tak nazwana denitryfikacya stała się jedną z najpopular- 
niejszych kwestyj chemii rolniczej. Żywsze zajęcie się uczonych obja- 
wami denitryfikacyi datuje się głównie od prac Wagnera i Markera, któ- 
rzy stwierdzili za pomocą kultur wazonowych, że dodanie do ziemi 
obok saletry znaczniejszych ilości kału zwierzęcego, nie tylko nie po- 
większa działania jej na plony, ale je nawet bardzo znacznie zmniej- 
sza. Starając się wyjaśnid to nieoczekiwane zjawisko, Wagner przeko- 
nał się, że saletra w obec kału zwierzęcego ulega w ziemi rozkłado- 
wi, przyczem, jak Wagner utrzymuje, azot jej ma uchodzić w stanie 
wolnym. W dalszym ciągu badań stwierdził Wagner, a za nim Marker, 
ie dodanie kału zwierzęcego do ziemi zmniejsza nie tylko skuteczność 
saletry na plony, ale także skuteczność soli amonowych i moczu zwie- 
rzęcego. 

Te ostatnie zjawiska objaśniają wspomniani autorowie, przyj- 
mując, że azot soli amonowych lub moczu naprzód ulega nitryfikacyi 
a utworzona z niego saletra zostaje następnie pod wpływem kału roz- 
łożona /z wydzieleniem wolnego azotu. Wagner, Mflrker i inni uczeń; 



22 



nien)ieccy wyprowadzają z opisanych dopieroco obserwacyj wnioski 
bardzo daleko idące i dowodzą, ie owe zjawiska denitryfikacyi spro- 
wadzają milionowe szkody dla rolnictwa. Szkody te mają być powo- 
dowane przez to, że azot nawozu najbardziej używanego t j. obornika 
idzie tylko w malej cząstce na pożytek roślinom, a w bardzo znacznej 
części zosta ju po przejściu w saletrę wydzielony w skutek denitryfika- 
cyi w stanie wolnym. Ponieważ ta denitryfikacya jest procesem biolo- 
gicznym, odbywającym się pod wpływem mikrobów, więc te mikroby 
zaczęto wielokrotnie badać, dążąc do ich bliższego poznania, celem 
obmyślenia skutecznych do walki z nimi środków. 

Nie tak gorąco jak w Niemczech przyjęte były zapatrywania Wa- 
gnera i Markera we Francyi i Anglii. Dćherain i Warington poddali je 
każdy z osobna gruntownej krytyce, wyświetlając, że warunki, wśród 
których uczeni niemieccy robili swoje doświadczenia są zbyt różne od 
tych, jakie panują w praktyce, aby wyprowadzone z nich dla praktyki 
wnioski mogły być usprawiedliwione. Dśherain wykazał, że rozkład 
azotanów następuje tylko wtedy, gdy ilość dodanego do ziemi kału jest 
tak wielka, jakiej w praktyce nie używa się nigdy. Warrigton zwrócił 
nadto jeszcze uwagę na to, że odbywanie się współczesne nitryfikacyi 
i denitryfikacyi, które przyjmują niemieccy uczeni dla objaśnienia szko- 
dliwego wpływu kału na skuteczność soli amonowych na plony, nie 
tylko nie jest udowodnione, ale jest nieprawdopodobne. 

Do tych uwag Dćheraina i Warringtona dodać można, że mate- 
ryał doświadczalny, zebrany przez niemieckich uczonych nie wystarcza 
do tego, aby udowodnić, że procesy rozkładowe materyj azotowych 
w ziemi odbywają się w ten właśnie sposób, jak sobie oni wyobra- 
żają. Nie było dotąd doświadczeń, któreby ściśle udowodniły, że wszy- 
stek azot rozkładającej się w ziemi saletry przechodzi istotnie w stan 
wolny, nie było też doświadczeń, któreby dały odpowiedź na pytanie, 
jakim losom ulega azot soli amoniakalnych lub moczu, jeśli te ciała 
znajdą się w ziemi wobec znaczniejszych ilości kału zwierzęcego. 

Do tych właśnie dwóch pytań odnoszą się badania autora, wy- 
konane w bieżącym roku w zakładzie chemii rolniczej Uniwersytetu 
Jagiellońskiego. 

Metoda badania polegała na tern , że przyrządzano mieszaniny 
ziemi i kału końskiego, dając to^o ostatniego 20^0 lub 57o w stosunku 
do ilości użytej ziemi. Mieszaniny te umieszczano w lejkach i doda- 
wano do nich bądź to pewnej ilości saletry, bądź moczu końskiego. Za- 
równo w ziemi jak w kale i moczu oznaczano przed użyciem ich do 
doświadczeń ilość azotu, tak, że zawsze wiedziano dokładnie, wiele na 
początku doświadczenia znajdowało się azotu w całej mieszaninie. 
Lejki z mieszaninami umieszczono pod kloszami zamkniętemi od dołu 
wodą lub nawet rtęcią. U góry klosze były zamknięte korkami z rurką 



2d 

kulkową, mieszczącą w sobie nieco rozcieńczonego kwasu siarkowego. 
Pod kaidym kloszem znaidowaZy się dwa naczyńka, jedno z rozcień- 
czonym kwasem siarkowym dla absorbowania mogącego się ulatniać 
amoniaku, drugie z ługiem potasowym dla pochłaniania bezwodnika 
węglowego. W jednym przypadku nie było pod kloszem naczynia z łu- 
giem potasowym, a za to przeciągano codziennie przez klosz przez pe- 
wien czas powietrze. 

Po upływie czasu przeznaczonego na doświadczenie przemywano 
ziemię wodą nasyconą kwasem salicylowym aż do zniknięcia reakcyi 
na kwas azotowy a potem analizowano z osobna płyn i ziemię. W pły- 
nie oznaczano ilość azotu, azotanów i ilość azotu całkowitego, w ziemi 
ilość azotu całkowitego. Rezultaty otrzymane z tych analiz porówny- 
wano z pierwotnym składem mieszaniny. 

Postępując tą drogą doszedł autor do następujących rezultatów: 

1) Saletra dodana do ziemi z domieszką 207o ^^'^ końskiego 
ulegała częściowemu rozkładowi, przyczem jednak ilość całkowitego 
azotu znajdującego się w mieszaninie zmniejszała się tylko nieznacznie, 
albo nie zmniejszała się wcale, gdyż ubytek azotu saletry był równo- 
ważony z przybytkiem nierozpuszczalnych materyj azotowych w ziemi. 
Z tego wynika, że azot rozkładającej się saletry nie uchodził jako azot 
wolny, ale przechodził w jakieś nierozpuszczalne związki organiczne. 

2) Gdy doświadczenie trwało dość długo, kilka miesięcy, odnaj- 
dowano w mieszaninie znowu prawie taką samą ilość saletry, jaka 
w niej była na początku; tak, że prawdopodobnie związki nierozpu- 
szczalne, w jakie wchodził na początku azot saletry, ulegały ponownie 
nitryfikacyi. 

H) Azot moczu dodanego do ziemi z domieszką 207o kału już 
po stosunkowo krótkim czasie (Hch tygodniach) nie dawał się odnaleść 
w wyciągu z ziemi. Ale temu znikaniu azotu rozpuszczalnego towa- 
rzyszył stosunkowo nieznaczny tylko przybytek azotu w związkach 
nierozpuszczalnych. Ze zaś nie było także żadnego przybytku saletry 
i ogólna ilość azotu w mieszaninie znacznie się zmniejszyła, że nadto 
w kwasie siarkowym, umieszczonym pod kloszem odnajdywało się sto- 
sunkowo nie wiele amoniaku, więc trzeba przyjąć, że w bardzo zna- 
cznej mierze azot moczu wyd/.ielał się w tych warunkach w stanie 
wolnym. 

i) Jeżeli obok moczu dodanego do mieszaniny zii mi z kałem 
(207o) znajdowała się w niej jeszcze saletra, to dopóki trwał rozkład 
związków azotowych moczu, ilość saletry nie ulegała żadnej zmianie. 
Dopiero podczas dłużej trwającego rozkładu , gdy już związki azotowe 
moczu zostały rozłożone, przychodziła kolej na saletrę: teraz ona ule- 
gała rozkładowi i to z wydzieleniem azotu wolnego, bo znikaniu jej 



24 



towarzyszył tylko nieznaczny przybytek materyj azotowych nierozpu- 
szczalnych, a za to następował znaczny ubytek azotu całkowitego. 

5) W doświadczeniu, w którem nie było ługu potasowego pod 
kloszem a za to przeciągano co dzień przezeń świeże powietrze, po 
pięciu miesiącach skonstatowano tylko bardzo nieznaczny ubytek azotu 
całkowitego a za to bardzo znaczną nitryfikacyą azotu moczu. Nieza- 
wodnie ta ostatnia nastąpiła dopiero wtedy, gdy już minęło pierwsze 
stadyum szybkiego rozkładu kału. 

6) Jeżeli do ziemi domieszano zamiast 207o tylko 57o kału, wów- 
czas azot moczu dodanego do takiej mieszaniny nie zamieniał się na 
azot wolny (nawet wobec ługu potasowego pod kloszem), ale ulegał 
bardzo energicznej nitryfikacyi, której towarzyszyły straty azotu bardzo 
nieznaczne, leżące w granicach błędów analitycznych. 

7) Azot moczu dodanego do ziemi zawierającej przymieszkę 57o 
słomy, nie przechodził w stan wolny ale też przynajmniej w ciągu 
pierwszych trzech tygodni nie ulegał nitryfikacyi, tylko przechodził nie- 
ledwie w całości w związki nierozpuszczalne. 

8) Z powyższych rezultatów a zwłaszcza też z punktu 6 wynika, 
że daleko idące wnioski, jakie niemieccy uczeni wysnuli dla praktyki 
rolniczej z obserwacyj nad denitrytikacyą, są nieuzasadnione. 



«>-<{«>- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1899. — Drokarnla Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcją Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 

Sprawoidania z posiedzeń i czynności Akademii Umiejętności w Krukowie wychodzą 
z końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr. , — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład główny w kiięgaml Spółki Wydawniczej w Krakowie. 



Tom IV. PaWziepiiik 1899. Nr. 8. 

Treść : Wiadomości bielące: Nekrologia. — Bibliograf! a. — 
Sprawozdania z posiedzeń: /. Posiedzenie Wydztału filologicznego 
dnia 17 Paidziertiika : Apokryfy średniowieczne, cześć pierwsza przez 
A. BrUcknera. — O pismacli oratorskich i filozoficznych Apulejusza 
Platończyka z Madaury przez M. K aw czy ńskiego. — //. Posie- 
dzenie Wydziału historyczno-filozończnego dnia 36 Października. Spra- 
wozdanie. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



Nekrologia. Dnia 17 września, zmarł Włodzimierz hr. 
Dzieduszycki, członek korespondent Wydziału matemalyc^zno- 
przy rod niczego, a dnia 27 września Edward Rittner, członek 
czynny Wydziału historyczno filozoficznego. 



->-<iQ>-< 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu sierpniu, wrześniu i październiku opuściły 
prasę następujące wydawnictwa Akademii. 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział htstoryczno- 
filozoficzny. Serya II, tom XII, ogólnego zbioru tom trzy- 
dziesty siódmy, 8-0, str. 479. Cena 10 koron. 
Treść: W. Kętrzyński: Przyczynki do historyi Piastowiczów 
i Polski Piastowskiej (1—39). S. Kętrzyński: Gall- Anonim i jego 
kronika (40— -88). W. Kętrzyński: Najdawniejsze żywoty św. 
Wojciecha i ich autorowie. F. Piekosińskiego: Goście polscy 
na soborze ' konstancyeńskim (130— 148). A. Winiarz: Polskie 
prawo majątkowo-malżeńskie w wiekach średnich (159 — 291). 
A. Lewicki: Przymierze w ks. litewskiego z królem rzymskim 
Albrechtem II (292—319). S. Wróblewski: Posiadanie na Ue 
prawa rzymskiego (320—479). 

Wydawnictwo Komisyi hist. Akad. Umiej, w Krakowie 
Nr. 58 Scriptores rerum polonicarum Tomus decimus septimus. 
Pisarze dziejów polskich. Tom siedmnasty, 8-0, str. XIII 
i 371. Cena 6 koron. 

Treść: ks. Jana Wiele wiek iego T. J. Dziennik spraw domu za- 
konnego 00. Jezuitów u św. Barbary w Krakowie od r. 1620 
do r. 1629 (włącznie). Tom IV. 

Rocznik Akademii Umiejętności w Krakowie, 8-o, str. 104 
z 8 tablicami. Cena 1 korona 20 halerzy. 

Odbitki z Rozpraw: 

Stanisław Kętrzyński: Kazimierz Odnowiciel (1034 — 1058). 8-0, 
str. 79. Cena koron 150. 

Dr. Wojciech Kętrzyński: O Słowianach mieszkających niegdyś 
między Renem a Łabą , Salą i czeską granicą , 8-o, str. 142, z sie- 
dmioma mapami. Cena koron 3. 

WladysZawNatanson: O termokinetycznych własnościach roztwo- 
rów. 8-0, str. 24. Cena 50 halerzy. 

Stanisław Niemen to wsk i: O nowych rodzajach anhydro-zwią- 
zków. 8-0, str. 67. Cena 1 korona 10 halerzy. 

Józef Nusbaum: Badania porównawcze nad pod językiem, przegrodą 
językową i lyssą zwierząt ssących. Z trzema tablicami, 8-0, str. 
30. Cena 1 korona 40 halerzy. 

Franciszek Piekosiński: Statut Litewski. Część I. 8-0, str. 70, 
Cena koron 1*30. 



Karol Potkański; Studya nad XIV wiekiem: Nr. IV. Walka o Po- 
znań (1306-1H12). 8-0, str. 20. Cena 50 halerzy. Nr. V. Zdrada 
Wincentego z Szamotuł. 8 -o, str. 22. Cena 60 halerzy. 

Dr. Antoni Probaska. O dacie ugody małopolskiej duchowieństwa 
ze szlachtą za biskupstwa Zbigniewa Oleśnickiego. 8- o, str. 20. 
Cena 50 halerzy. 

Joann es Micbael Rozwadowski: Quaestionum grammaticarum 
atque etymologicarum series altera. 8-o, str. 15. Cena 30 halerzy. 

M. P. Rudzki: Odksztalcilnie się ziemi pod ciężarem wielkich lodow- 
ców. 8-0, str. 50. Cena 70 halerzy. 

Leo Sternbach. De Georgii Pisidae apud Theophanem aliosgue hi- 
storicos religuiis, 8-o. str. 107. Cena koron 1 50. 

SŁ. Thugutt. O zeagonicie, nowym produkcie wietrzenia nefelinu, 
Z jedną tablicą, 8-0, str. 12. Cena 50 halerzy. 

Dr Stanisław Wróblewski: Posiadanie na tle prawa rzymskiego. 
8-0, str. 160. Cena 2 korony. 



^-^^ 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 17 Października 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Sekretarz składa rozprawę czł. prof. A. Brucknera p. t: 
y^ Apokryfy średniowieczne. Część pierwsza^. 

Podczas gdy na Rusi, u Czechów, w SZowiańszczyznie południo- 
wej wreszcie, publikacye pomników apokryficznych i badania nad niemi 
już od dawna na szeroką podjęto skalę, pomija je dotąd nasza historya 
literatury i kultury. Racyonalizm XVIII wieku porwał zupe/nie węzły 
tradycyjne i zapomniały warstwy oświecone o apokryfach, które nie- 
gdyś w ich karmi duchowej znaczną odgrywały rolę ; tylko u ludu za- 
chowały |się resztki i strzępki bogatego odzienia, w jakie fantazya 
egzaltowana, uczucie religijne i zakusy sekciarskie główne postacie 
Starego i Nowego Testamentu przebierały. Gałąź tę, zapomnianą naj- 



zupełniej a najniesluszniej, wydobyć z tego zapomnienia, wykazać, jak 
dawną i obfitą była i na tern polu produkcya lileracka polska, sięga- 
jąca swym wpływem po za wszelkie granice konfesyjne i etnograficzne, 
rozpościerająca się aź do samej Moskwy, jest zadaniem łych studyów, 
których część pierwszą autor przedkłada. 

Po ogólnym wstępie, gdzie wykazano znaczenie apokryfów w bi- 
storyi umysłowości średniowiecznej i ludowej i podano kiłka odnośnych 
szczegółów i notalek literackich, przychodzi autor do oceny najobszer- 
niejszego i najciekawszego apokryfu dawnej literatury, tak zwanego 
Rozmyślania o żywocie Pana Jezusa 

Jedyny, przemyski, rękopis tego dzieła, zaginął; korzystał je- 
dnak z niego w r. 1858 ks. kanonik A Petruszewicz, znakomity 
znawca i miłośnik wszelkich dawnych zabytków, i wyciągnął z niego 
ciekawsze słowa i zdania; wypisy swe oddał łaskawie do opracowa- 
nia autorowi. 

Po bliźszem badaniu okazało się, ie Rozmyślanie, urywające się, 
mimo swych 840 stronic , już na biczowaniu , w pierwszej swej części 
do str. 235, jest przeróbką a raczej dosłownem tłumaczeniem dzieła 
nieznanego poety XIII wieku, tak zwanej Vita metrica, która szczegól- 
nie w średniowiecznej literaturze niemieckiej nadzwyczajny wpływ wy- 
warła; śladów tego wpływu można się dopatrzeć i u nas w trakta- 
tach Maryjnych ks. Paterka z początku XVI wieku. Ponieważ jednak 
Vita metrica dotąd nie drukowana, a rękopisów jej po naszych biblio- 
tekach nie ma, musiał autor bardzo obszernie i szczegółowo tę zawi- 
słość Rozmyślania od Yita wykazywać , lecz takim sposobem zdołał on 
równocześnie odtworzyć treść niemal każdego rozdziału Rozmyślania 
w partyi odnośnej. Dowód dał się tem łatwiej przeprowadzić, skoro 
się okazało, że resztki, które Maciejowski w Dodatkach z późnego 
fragmentu sieniawskiego ogłosił (tak zwane >Szczegóły o życiu św. 
Anny«), są dosłownym odpisem z rękopisu przemyskiego. 

Arcypobożny autor Yita metrica opuszczał liczne epizody z życia 
Joachima, Anny, Maryi, które w swych apokryfach znachodzil, skoro 
treść ich lub ton w czemkolwiek zdawały mu się ubliżać godności lub 
świętości tych osób; autor Rozmyślania pouzupełniał jednak niemal 
wszystkie te luki. 

Autor nasz bowiem nie zadowolił się jednem źródłem; groma- 
dził, co mógł; odstąpił też zupełnie od normy, jakiej się autorowie 
podobnych kompilacyj zwykle trzymali. Szczegóły apokryficzne skupiają 
się tylko około Narodzenia P. Maryi i jej młodości, około poczęcia i na- 
rodzenia Zbawiciela, około podróży do Egiptu i pobytu w Nazarecie; 
dalej około męki Pańskiej, zstąpienia do otchłani i wniebowzięcia Ma- 
ryi — omijają więc to, o czem już ewanielie kanoniczne dostatecznie 
wyprawiają. Nasz autor zaś wciągnął całkowitą treść ewanielij kano- 



nicznych w swoją wielką kompUacyę ; i tern się nie zadawalniając użył 
eszcze innych dziel, żeby stworzyć jak najkompletniejszą i najjaśniej- 
szą całość — lecz o tych dziełach ''św. Bonawentury, Piotra Comestora 
i in ) mowa będzie w następnej części. 

Po przedstawieniu — w całej rozciągłości — zawisłości Rozmy- 
ślania od Yita mętrica — dla której autor z rękopisu monachijskiego 
korzystał — przechodzi autor do skreślenia językowej strony zabytku. 
Traktuje krótko o jego pisowni, głosowni, formach , składni i rozbiera 
potem te słowa, z których można by gwarowe właściwości lub wpływy 
języków postronnych, czeskiego czy ruskiego, wyprowadzać; pomimo 
szczegółów niektórych, świadczących pozornie o wpływie ruskim, autor 
możliwość tę usuwa. Następuje słownik, tj. wszystkie, choćby i naj- 
drobniejsze, wypiski ks. kan Petruszewicza w pisowni on^jiiimlnej, 
w porządku alfabetycznym; dodano niektóre wyjaśnienia słów pojedyn- 
czych, przytoczono podobne z psałterza łub biblii, wciągnięto wreszcie 
króciutkie teksty łacińskie, z Yita metrica, które we wstępie pominięto, 
z ewanielij, z Comestora. 

Tak wprowadza autor do łamów historyi literatury, nowy, za- 
niedbany dotąd niesłusznie, dział, zachowując szczegóły o autorze 
i czasie Rozmyślania, i o innych, licznych apokryfach dawnej litera- 
tury polskiej, np. o Sprawie Chędogiej, o Opeciu itd. do części następ- 
nej swej pracy 

Czł. prof. Maksymilian Kawczyński przedstawia treść 
praey swojej p. t.: „O pismach oratorakich i filozoficznych 
Apuiejusza Platończyka z Madaury^, 

Apulejusz, jak już wiemy, sam dobitnie i wielokrotnie nazywa 
się platończykiem. Czy ma on prawo do tej nazwy? Na to pytanie 
Scbanz streszczając opinię niemieckiej filologii, w następnych odpowiada 
słowach: Apuleius nennt sich einen platonischen Philoso- 
phen, alleiii das YerstSlndnis der platonischen Philoso- 
pbie ist ihm v511ig fremd geblieben. Sąd, jak widzimy, bardzo 
ostry i niepochlebny. Otóż autor sądzi, że jest niesprawiedliwy. Pyta- 
nie było źle postawione, dla tego odpowiedź nie trafna. Nie o to chodzi, 
czy Apulejusz przedstawia dokładnie system filozofii Platona, tak jak 
go się dzisiflj rozumie, lecz o to, czy nauki głoszone przez niego znaj- 
dują się u Platona. Odpowiedź na to pytanie może dać tylko dokładny 
rozbiór pism afrykańskiego autora, który też w rozprawie niniejszej 
znajdujemy. 

Uwzględniając, obok rozbiorów, także wiadomości, jakie mamy 
n pismach jego zaginionych, od niego samego i innych, autor widzi 
w nim pisarza encyklopedycznego , a jako taki , jest on wzorem i źró- 
dłem dla Cassiodora, Boecyusza, Izydora z Sewilli. Bliższy rozbiór utwo- 



6 



rów oratorskich daje poznać w Apulejuszu mówcę sądowego pełnego 
zręcznej dyalektyki, polotu i zwycięskiej natarczywości. Jako mówca 
popisowy oddaje swój niepospolity talent retoryczny na usługę filozofii, 
a zwłaszcza etyki, w czem idzie rzeczywiście za żądaniem Platona. 
W pismach filozoficznych jest przeważnie platończykiem, w tern jednak 
rozumieniu, że szkoły od Platona pochodzące, a więc peripatetyków, 
stoików, platończykami nazywa Z nauk swego głównego mistrza uwy- 
datnia zaś te przedewszystkiem, które filozofią do religii zbliżają: a więc 
jedność najwyższego Boga, opatrznościową jego nad światem opiekę; 
nieśmiertelność duszy, obowiązek jej doskonalenia przez askezę, przez 
poskromienie zmysłowości, przez wtajemniczenia. Otóż autor wykazuje, 
że wszystkie te nauki znajdują się u Platona. Jasnem jest, że one do 
nauki chrześcijańskiej bardzo się zbliżają, to też może nie bez związku 
z tą działalnością kartagióskiego kapłana jest, zdaniem autora, szybki 
następnie i świetny rozkwit chrześcijaństwa właśnie w Kartaginie 
i w Afryce. W tern leży główne znamię filozofii Apulejusza oraz pla- 
tonizmu owych czasów. 

Jest atoli Apulejusz obok tego wybitnym przedstawicielem demo- 
nologii w połączeniu z magią, przynajmniej dla łacińskiego świata, 
autor zaś wykazuje, że Platon także magią uznawał i z demonologią 
łączył. Przez Apulejusza głównie na razie przechodzi demonologia 
i magia do późniejszych wieków, co widać z obszernej krytyki, jaką 
Św. Augustyn przeciw tym pojęciom kieruje. 

Wiele ma Apulejusz wspólnego z nowopytagorejczykami i aowo- 
platończykami, różni się jednak od tych, że się mniej oddaje spekula- 
cyi filozoficznej, od tamtych, że liczbom nie przypisuje takiego, jak oni, 
znaczenia. 

Co do chronologicznego porządku pism afrykańskiego pisarza, to 
autor o tyle od niemieckich filologów odchodzi, że kładzie rozprawę 
de mundo zaraz po de doctrina Platonis, ponieważ tamta jest 
uzupełnieniem tej ostatniej. A znowuż de deo SocrUtis jest uzu- 
pełnieniem albo przeciwstawieniem do de mundo, jak to z tekstów 
dowodnie się przedstawia. 

Pracę swoją kończy autor słowami następnemi : jeżeli w licznych 
badaniach obcych uczonych to historyczne znaczenie pism Apulejusza, 
jakie się tutaj wykazało, ani uwydatnione, ani nawet rozpoznane nie 
zostało, to stąd wcale nie wynika, aby go pisma te nie miały. Mimo 
ogromu obcej uczoności , którą podziwiamy, nie ma może ani jednego 
zagadnienia, nad któremby samodzielnie pracować, któregoby nawet 
skuteczniej rozwiązać się nie dało. Okaże się to także z rozbioru Me- 
tamorfoz, którą w osobnej autor poda pracy, a w którym talent Apu- 
lejusza z nowej przedstawi się strony. 



11. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 16 Października 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Profesorowie Dr. Bolesław Ulanowski i Dr. Stanisław 
Krzyżanowski zdają sprawę z wycieczki naukowej do Anglii 
przedsięwziętej na rzecz Komisyi prawniczej w sierpniu 1899. 

Sekretarz Wydziału, Bolesław Ulanowski przedstawia 
pracę Dra Stanisława Badeniego p. t. : * Stanisław Ciołek, 
biskup poznański. € 



-3-^K>- 



W Krakowie , 1899. ~ Drukarni* UniwersTteta JagielloAfkiegtf. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcya Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania z posiedzeń i czynności Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą- 
z końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
^v Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie zwiącku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład główny w księgarni Spółki Wydawniczej w Krakowie. 



Tom IV. Listopad 1899. Nr. 9. 

Treść : Sprawozdania z posiedzeń: /. Posiedzenie Wydziału filo- 
logicznego dnia 13 Listopada: Studya nad Puszkinem i jego stosun- 
kiem do Mickiewicza Cz. II. przez .1. Tretiaka. — Mitologia grecka 
w dyalogacłi Lukiana przez T. M a n d y b u r a. — Sprawozdanie z posie- 
dzenia Komisyi literackiej z dnia 28 października 1899. — //. Posie- 
dzenie Wydziaiu historyczno- filozoficznego dnia 20 Listopada: Ze stu. 
dyów w archiwum ministerstwa wyznań i oświaty w Wiedniu do 
liłstoryi klasztorów w Galicyi przez ks. Chotkowskiego. — Po- 
lityka wewnętrzna Ludwika węgierskiego w początkach panowania,, 
przez K. Potkańskiego. — III. Posiedzenie llydziaiu matematy- 
czno-przyrodniczego dnia 27 Listopada: Chlorek antymonowy w zasto- 
sowaniu do kryoskopii przez S. Tołłoozko. — Dalsze badania nad 
odkształcaniem ziemi. Wpływ ciężaru wielkich lodowców przez M. P. 
Kudzkiego. — O rozwoju naskórka w pierwszych miesiącach życia 
płodowego ze szczególnem uwzględnieniem warstwy Malpighiego przez 
W. Reissa — O budowie i podziale komórek mięśnia sercowega 
przeez H. Hoyera. — O trzech normalnych butylotuolach, przez St. 
Niemczyckiego. — O szybkości tworzenia się estrów z chlorku 
benz.olowego i alkoholi tłuszczowych przez L. Brunnera i St. T.oł- 
Zoczko. 



SPRA^A^OZDANIA Z POSIEDZEŃ 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 18 Listopada 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Estrkicher. 

Czł. J. Treliak przedstawia pracę swoja p. t.: „Studya 
nad Puszkinem i jego stosunkiem do Mickiewicza Cz, 11^. 

Autor w drugiej części swoich studyów nad Puszkinem przecho- 
dzi do tego, co stanowi główny przedmiot polemiki pomiędzy nim 
a p. Spasowiczem, mianowicie do pytania, jaki jest stosunek Mie- 
dzianego Jeźdźca Puszkina do Ustęputrzeciej części Dzia- 
dów Mickiewicza. Autor poddaje naprzód analizie fakta wskazane 
przez p. Sp. na dowód, że Mickiewicz w Pomniku Piotra W. tylko 
przez zmyślenie poetyckie włożył Puszkinowi w usta słowa piętnujące 
założyciela Petersburga i wykazuje niedostateczność ich siły dowodo- 
wej. Najważniejszymi z tych faktów są: poemat Połtawa, przedsta- 
wiający Piotra I w aureoli, a pisany w czasach, z których scena przed 
pomnikiem pochodzi, iodpowiedźna List filozoficzny Czaadajewa. 
Otóż niezgodność Połtawy ze słowami przypisanemi Puszkinowi 
w Pomniku objaśnia autor właściwą poecie rosyjskiemu dwoistością 
kierunków i poglądów i wykazuje tę dwoistość na całym szeregu przy- 
kładów. Gosię tyczy odpowiedzi na List filozoficzny, autor przed 
stawia okoliczności, wśród których ta odpowiedź była pisaną, a które 
wskazują, że nie można jpj brać za rzetelny wyraz przekonań poety, 
ie była ona raczej aktem zabezpieczenia się od podejrzliwości rządu. 

Następnie trzymając sie kolei zarzutów Spasowicza przechodzi 
autor do urzędowo-patryotycznej poezyi Puszkina z r. 1831 i wiersza 
Mickiewicza Do przyjaciół Moskali, w którym upatrywano do- 
tychczas ścisły związek z tą poezyą. Na podstawie niedawno ogłoszo- 
nego pierwszego autoi^rafu tego wiersza autor obala dotychczasowe 
mniemanie o tym związku, wiersz bowiem pochodzi jeszcze z r. 1830, 
a powstał prawdopodobnie pod tymi wpływami co i wiersz Do Matki 
Polki. Puszkin jednak o dacie napisania wiersza Do przyjaciół 
Moskali nie mógł wiedzieć, dla niego wiersz ten mógł być tylko 
wyrazem ostatniego porewolucyjnego usposobienia Mickiewicza. Co się 
tyczy roli, jaką Puszkin odegrał wobec rządu w r. 1831, jako twórca 



^erszy Oszczercom Rosyi i Rocznica Borodyna, to autor, 
prócz innych uwag, oświetla ją zestawieniem pierwszego z tych wierszy 
z dwoma brulionowymi urywkami tego poety z lat wcześniejszych. 
7, tego zestawienia okazuje się, źe Puszkin pisząc wiersz Oszczer* 
•com Rosyi posiłkował się licznymi zwrotami, wyrażeniami, a nawet 
<:alymi ustępami z dawniejszych swoich niewykończonych utworów i to 
w taki sposób, że niektórym z nich nadawał wręcz odmienny kierunek, 
co wbrew przypuszczeniom Spasowicza wyraźnie świadczy, że wiersz 
nie wypływał z wewnętrznej potrzeby tworzenia, z głębokiego uczucia 
patryotycznego, ale był dyktowanym przez oportunizm, mozolnie zlepio- 
nym utworem. Mówiąc o jednym z tych urywków, który ma tytuł 
Do hrabiego O., autor wskazuje nieznane dotychczas nazwisko tego 
hrabiego i objaśnia co było pobudką dla Puszkina do pisania tego 
wiersza. Owym hrabią był Gustaw Olizar, marszałek szlachty gubernii 
kijowskiej, pobudką była jego nieszczęśliwa miłość dla Maryi Rajewskiej. 

W dalszym ciągu rozprawia się autor z zarzutami Spasowicza 
odnoszącymi się bezpośrednio do genezy i znaczenia Miedzianego 
Jeźdźca, i zarzuca swemu przeciwnikowi, iż błędnie zrozumiał i błęd- 
nie przedstawił jego wykład idei tego poematu. Odwołując się do daw- 
niejszej swojej rozprawy, autor wykazuje, że widział w poemacie 
przyznanie się poety rosyjskiego do bierności, do biernego stanowiska 
wobec despotyzmu, stanowiska nakazanego rozumem, koniecznością, 
fatalizmem położenia, ale nie do braku odwagi cywilnej, jak to zrozu- 
miał Spasowicz. Nie utrzymywał też, aby Miedziany Jeździec był 
jedynie osobistą obroną Puszkina; nie, będąc osobistą, nabierała ona 
znar-zenia zbiorowego, stawała się obroną liberalizmu rosyjskiego 
wogóle. Co się tyczy twierdzenia Spasowicza, że Puszkin nie odpo- 
wiadał na żaden zarzut Mickiewicza, że wogóle w Miedzianym 
Jeźdź CU niema odpowiedzi na poezyę Mickiewicza, a jest tylko mi- 
mowolna z nią analogia, to autor widzi w tern twierdzeniu skutek 
tej okoliczności, że znakomity adwokat, jakim jest jego przeciwnik, 
spogląda na utwór poetycki okiem prawnika, i szuka w dziedzinie 
fantazyi tej ścisłości, która jest właściwą dziedzinie prawa. Tymczasem 
i\i chodzi nie o pojedyncze, szczegółowe zarzuty, bezimiennie adreso- 
wane do przyjaciół Moskali, ale o całość wrażenia, jakie odniósł Pu- 
szkin z zestawienia wierszy: Pomnik Piotra i Do przyjaciół 
Moskali. Z tego to zestawienia wysuwało się zwrócone ku Puszki- 
nowi pytanie, czy jest on takim samym, jak przed niewielu laty, 
wrogiem despotyzmu i na takie to pytanie jest odpowiedzią Miedziany 
Jeździec. 

Następnie przechodzi autor do wyjaśnienia wiersza Puszkina: 
»Nie daj mnie Boh sojti s uma,c w którym widział i widzi rażące pod 
względem idei pokrewieństwo z Miedzianym Jeźdźcem i najlepszy 

1* 



komentarz do niego, i polemizuje ze Spasowiczem, który tego pokre^ 
wieóstwa nie uznaje i który gotów jest przypuścić, źe w tym wierszu 
nie ma wcale ukrytej myśli, i źe trzeba go brać dosłownie, jako wy- 
raz obawy zwaryowania. 

Ostatnim punktem polemiki jest krytyka twierdzenia Spasowicza, 
ie Puszkin w osobie Eugeniusza » przez arystokratyzm" wygraża pięścią 
Piotrowi Wielkiemu, rzekomemu przedstawicielowi europejskiego libe- 
ralizmu. Twierdzeniu temu przeczy stanowczo i to, co wiemy o genezie 
poematu, i sam poemat wreszcie. Gdyby bohater jego miaZ być przed- 
stawicielem arystokratyzmu, to Puszkin nie miałby żadnego powodu 
odrzucać całego wstępu, który był pełen arystokratycznego żalu, i nie 
tworzyłby z niego osobnej całości. Wreszcie w samym poemacie nie 
kładłby nacisku nato, źe jego bohater, chociaż pochod/.ił ze starożytnego 
rodu, nie zaprzątał sobie wcale głowy tą starożytnością. 

W końcu usprawiedliwia autor szczegółowość swej analizy i po- 
lemiki dwoma względami: względem na powagę przeciwnika, a jeszcze 
więcej względem na przedmiot polemiki, t. j. stosunek Mickiewicza da 
Puszkina, albo jeszcze lepiej powiedziawszy, Mickiewicza do Rosyi, 
tak jak się ten stosunek wyraził w Ustępie trzeciej części Dzia- 
dów. Podług autora zasadniczym rysem tego stosunku, ideą ogarnia- 
jącą wszystko w tym stosunku i nad wszystkiem górującą, jest przed- 
stawienie Rosyi, narodu rosyjskiego, jako bryły drzemiącej, jako siły 
świeżej, surowej i barbarzyńskiej wobec odwiecznej walki dwóch po- 
tęg: dobra i zła, jasności i ciemności, wolności i despotyzmu, i autor 
całym szeregiem przytoczeń z Ustępu Mickiewicza uzasadnia słuszność 
swego poglądu. 

Czł. L. Sternbach przedstawia pracę p. T. Mandybura 
p. t.: „Mitologia grecka w dyalogach Lukiana,^ 

Autor występuje przeciw utartemu twierdzeniu, jakoby Lukiaa 
wyszydzał mitologię grecką według pewnego planu, w celu podkopania 
religii starożytnej, a zwraca głównie uwagę na to, źe sposób w jaki 
Lukian bogów greckich przedstawia, jest zawsze w ścisłym związku 
z jego sludyami i upodobaniami, które się często zmieniały. Po pracach 
wstępnych (8taXoYOŁ t(uv ^6wv), nie mających większego znaczenia, przed- 
stawia bogów w następnych utworach w korzystnem świetle, jako przy- 
jacielskich doradców ludzi (Xapwv, xaTa^Xou;, Sia^oyoi vexpixoi), bo przez 
ich usta wypowiada on swe ogólno-ludzkie spostrzeżenia. Dla satyry 
nie było tam miejsca. W utworach dalszych każe Lukian bogom gre- 
ckim występować polemicznie przeciw filozofom, bo on sam porzuci- 
wszy filozofię stał się ich przeciwnikiem. Przyłączyły się do tego jego 
sludya estetyczne, które go pobudziły do ostrej krytyki cudzoziemskich 
bogów (^stov iy:/Xr^(3\o.). Pod wpływem tych nowych myśli Lukiana na- 



f>isany zostaZ »lkaromenipp«, gdzie Zeus pierwszy raz ostro filozofom 
przygania. Dwie części tego utworu są w ścisłym z sobą związku 
mimo przeciwnych twierdzeń, bo Zeus robiąc filozofom zarzut niemo- 
ralności w II części, potępia tem samem ich spekulacye filozoficzne 
wspomniane w I części, które z punktu widzenia Lukiana zawsze są 
nieuczciwe, bo niepewne. — W dyalogach najlepiej wykończonych. 
2suc TpayoBbc i i\s,yy(6[ka.yo^ wprowadza Lukian bogów greckich w całkiem 
nowe sytuacye i przedstawia ich w nowem świetle: jako świadków 
dysput filozoficznych, a nawet jako biorących w nich udział. Rozumie 
się, że przez to sposób przedstawienia ich uległ zupełnej zmianie. 
W pierwszym utworze widoczne prócz tego ślady dalszych stu- 
dyów estetycznych Lukiana, tam bowiem miesza umyślnie sławne 
w Atenach i w Grecyi statuy bogów z innymi bogami jako żywemi 
osobami i każe im razem obcować. W drugim utworze przedstawia 
Zeus obraz boga ulegającego w dyspucie z zuchwałym filozofem. W pi- 
smach późnego wieku p. t. Kpovuxxa słabnie satyra, nie ma tam samo- 
dzielnej myśli, mimo niektórych dowcipnych ustępów. 

Wogóle zajął Lukian wobec mitologii greckiej o wielo samo- 
dzielniejsze stanowisko, niż jakto mu dotąd przypisywano. Wyzyskał 
ją zręcznie w swych celach polemiczno-literackich i wycisnął na niej 
piętno swego znacznego talentu satyrycznego. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi litera- 
-ckiej Akad. Umiej., które się odbyło 28 października pod 
przewodnictwem prof. K. Morawskiego. 

Po odczytaniu i przyjęciu protokołu z poprzedniego posiedzenia 
przewodniczący oznajmia zgromadzonym, że Towarzystwo historyczne 
postanowiło zwołać w roku przyszłym zjazd historyków polskich w Kra- 
kowie, który ma się odbyć bezpośrednio przed lub po uroczystym 
•obchodzie pięćsetnej rocznicy wznowienia uniwersytetu krakowskiego 
i że zaprosiło Komisyę literacką do obmyślenia na ten zjazd referatów 
z zakresu historyi literatury i oświaty w Polsce. W dyskusyi, która 
się następnie wywiązała, a w której brali udział pp. Sokołowski Ma- 
ryan, Zakrzewski, Mazanowski, Windakiewicz, Tretiak i inni, zgodzono 
się na to, aby temata na zjazd proponowane nie były szczegółowymi, 
ale miały jak najwięcej ogólnego znaczenia i aby zawierały w sobie 
dezyderata, odnoszące się tak do badań nad literaturą średniowieczną 
p(lską, jak i do czterech późniejszych wieków tej literatury. Następnie 
zaproponowano cały szereg tematów i uchwalono przesłać je Komite- 
4;owi zjazdu, wskazując zarazem odpowiednich referentów. 

W końcu przystąpiono do głosowania nad podaną na poprzedniem 
|)osiedzeniu kandydaturą p. Romana Plenkiewicza na współpracownika 



6 

Komisyi literackiej. Kandydat jednomyślnie został obrany współpraco- 
wnikiem. 

Na posiedzeniu ściślejszem Wydział zatwierdził wybór 
p, Romana Plenkiewicza na współpracownika Komisyi lite- 
rackiej. 



II. Wydział historyczno -fllozoficziiy. 



Posiedzenie dnia 20 Listopada 1899 r. 



t^rzewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Ks. Prałat Chotkowski streszcza swa pracę p. t.: Ze 
studyów w archiwum ministerstwa wyznań i oświaty w Wie- 
dniu do historyi klasztorów w Galicyi. 

Historya klasztorów w Galicyi odgrywa niemałą rolę w dziejacb 
kultury i ekonomii społecznej naszego kraju, jeśli się zważy, że w cza- 
sie rozbioru było 214; klasztorów, a osób zakonnych 8212, zniesiono 
zaś 145 klasztorów, przyczem majątek ich został zabrany. Historya ta 
jednak leży zupełnie odłogiem. Prelegent otrzymawszy pozwolenie na 
robienie poszukiwań w taj nem archiwum ministerstwa w. i o. znalazł 
bardzo bogaty materyał. 

Już pierwszy gubernator galicyjski hr. Pergen, wyrażał się nie- 
nawistnie o zakonnikach polskich i proponował zniesienie wszystkich 
małych klasztorów. Nie można się jednak dziwić gubernatorowi, skoro* 
sam prowincyał galicyjski Bazylianów X. Onufry Bratkowski, udał się^ 
(1774) z prośbą do cesarzowej o zniesienie trzech małych klasztorów 
bazyliańskich w okolicy Drohobycza, a założenie jednego dużego w sa- 
mem mieście. Uzasadniał zaś tę prośbę między innenii i tern, że lepiej 
aby zakonnicy wygodniej (commodius) żyli w jednym, niż niewygodnie 
w trzech klasztorach. Takich wniosków o zniesienie klasztorów była 
później jeszcze więcej i to z tej strony, po której najmniejby tego mo- 
żna się spodziewać. Tak np. biskup lwowski ob. gr. Skorodyski domagał 
się r. 1804f zniesienia klasztoru Minorytów u św. Stanisława pod Hali- 
czem, bo chciał tam osadzić Bazylianki i założyć pensyonat. Gubernium 
jednak odrzuciło tę propozycyą dlatego, że w Haliczu już był jeden 
klasztor Minorytów u św. Krzyża zniesiony (1787) a zakonnicy prze- 
niesieni zostali do św. Stanisława. Spadała też niemała część odium 



przy kasacie klasztorów na stan duchowny, dlatego że w myśl dekretu 
r. 1782, wyznaczeni byli kanonicy jako komisarze do tej akcyi. We 
Lwowie należł^li do tej komisy i dwaj kanonicy: X. Kicki i X. Andzie- 
lewicz o. gr. 

Kaunitz nosit się już od r. 1752 z myślą zabrania majątków 
klasztornych w r. 1769 już wyraźnie wystąpił z tern żądaniem. Guber- 
nator galicyjski działał więc po jego myśli i r. 1774 otrzymało .guber- 
nium polecenie, aby w należytym czasie zwracało uwagę na potrzebę 
»łączenia z wielkimi klasztorami małych*, które nazywano urzędownie: 
»minores et superflui conventus«. Już też wtedy wychodziły różne roz- 
porządzenia, które tamowały rozwój życia zakonnego, ale cesarzowa 
dała (r. 1771) papieżowi zaręczenie, że ile możności przeszkadzać będzie 
zamierzonej przez Kaunitza »reformiec zakonów i dla tego czekano aż 
do jej śmierci. Ten czas wyczekiwania nazywa hr. Pergen, w swoich 
relacyach >dans la doute de ce, qui arriverac. 

Niepewność skończyła się ze śmiercią Maryi Teresy i spełniły 
się wszystkie pragnienia ówczesnego stronnictwa postępu t. zw. »Aur- 
klclrungc, ho w przeciągu 8 lat zniesiono w cesarstwie 82 opactwa,. 
395 męskich a 261 żeńskich klasztorów. Nad resztą zawisła niepewność 
jutra, jak miecz Damoklesa, bo żaden klasztor nie był życia pewien, 
a ponieważ związki z jenerałami i prowincyałami były pozrywane,, 
więc i życie zakonne musiało podupaść. Przytem dekrety kasacyjne 
wywołały niesłychane przerażenie, czego dowodzi ta okoliczność, że 
zakonnicy z Galicyi uciekali tłumnie za Kordon. W jednym roku 178H 
uciekło ich 103, a liczba ta rosła ciągle. Nazwiska ich wymienia biskup 
przemyski Belański, w swoich listach pasterskich i zakazuje zbiegów 
dopuszczać do ołtarza, gdyby się z powrotem w Galicyi pojawić mieli. 
Dekrety kasacyjne byłyby wywołały jeszcze większe zamieszanie, gdyby 
nie, to, że dwaj główni referenci w nadwornej komisyi duchownej: 
Heinke i Kressel, wypracowali szczegółowe przepisy ich wykonania. 

Zakony żebrzące nie zostały wprawdzie zniesione, ale zakazano 
im zbierania jałmużny, a natomiast wyznaczono roczne peusye. Skutek 
był ten, że pensye nie zawsze dochodziły w całości, a klasztorne bu- 
dynki poczęły grozić ruiną, bo zakonnicy na naprawę nie mieli grosza. 
Korespondencya w tej sprawie zajmuje kilkanaście fascykułów akt 
w archiwum. 

Położenie klasztorów, które pozostały w zawieszeniu i nie były 
pewne dnia ani godziny, poznać można najlepiej na dziejach opactwa 
Cystersów w Szczyrzycu. 

Dekret r. 1787 skazywał opactwo to na skasowanie, czekano 
jednak 7 lat na śmierć opala Grzymisławskiego (f 1794) i wtedy za- 
brano dobra opackie. Należała do nich część budynku klasztornego, 
którą sprzedano p. Sierakowskiej. Zamieszkali go prywatni lokatorzy. 



Dobra opackie składały się z H kluczy: 1) wieś Krzyszkowice w powie- 
cie bocheńskim, sprzedana za 15,214 f. 46^4 xr. cm ; 2) Dobra Szczy- 
rzyckie tj. 6 wsi; Ahrahamowice, Pogurzany, Smigan, Góra św. Jana, 
Porembczyn i Witkowska, sprzedane hr. Tadeuszowi Dzieduszyckiemu i 

za 2H,407 f. bOYg xr. i wreszcie 3) Dobra Ludźmirz z przyległościami 
Krauszów i Rogoźnik, sprzedane Wojciechowi Tetmayerowi za 14,095 f. 
a co gorsza nowicyuszów przyjmować nie było wolno. Nie dziw przeto, 
źe liczba zakonników malała a coraz mniej było zdolnych do pracy. 
Zaczem idą do Wiednia jak najgorsze opinie o klasztorze, karności i ży- 
ciu zakonników i tern uzasadniają się wnioski o zamknięcie ostateczne 
klasztoru. Mimo to zakonnicy nie wymierają i jeszcze po 15 latach 
(1809) jest w Szczyrzycu 12 osób zakonnych i wnoszą prośbę do ct- 
sarza, aby im wolno było wybraó opata. Ofiarują się zalo utrzymywać 
własnym kosztem cztery klasy łacińskie. Gubernium wydaje o tej 
prośbie nieprzychylne zdanie, ale gubernator daje przychylne »votum 
separatum €, biorąc wzgląd na to, że w powiatach bocheńskim i myśle- 
nickim niema wcale gimnazyum, a do Krakowa daleko. Wszelako 
nadwornej komisyi nauk (Studien Hof-Komission) nie uśmiecha się ; 

myśl klasztornego gimnazyum, więc Cystersom odmawiają żądanego 
pozwolenia i Cystersi nadal zostają bez opata. 

Teraz zaczyna się ich najsmutniejsza dola. Jeneralny wikaryat 
w Sączu wydaje o nich (1813) okropną opinią i domaga się ich rozpę- i 

dzenia, a umieszczenia w Szczyrzycu Reformatów z Zakliczyna. Ura- 
tował Cystersów stanowczy rozkaz cesarza Franciszka (19. VIII. 281H) 
zakazujący zniesienia klasztoru, ale nie zabezpieczył ich od dalszych 
przeciwności. Już bowiem po 3 latach (1816) nałożył na nich cyrkuł 
sądecki obowiązek płacenia 3300 f. rocznie na nowo założone gimna- 
zyum w Sączu. Klasztor płacid tego nie może, rośnie więc dług, aż po 
22-letniej korespondencyi (1839) zostaje od tego podatku zwolniony. 
Tymczasem jeneralny wikaryat w Sączu ponawia kilkakrotnie swój 
wniosek o zniesienie, jednakże daremnie. R. 1883 sprowadzają, za 
sprawą biskupa tarnowskiego X. Pischtek do Szczyrzyca dwóch Cyster- 
sów z Wyższego Brodu (Hohenfurt) i jeden z nich Biczan zostaje prze- 
orem. Mimo to zdaje po 6 latach biskup tarnowski Zacharyasiewicz 
jak najgorszą opinią o Szczyrzycu i prosi cesarza, żeby ten klasztor 
przyłączył do opactwa w Wyższym Brodzie tj. obsadził go Czechanni, 
a polskich zakonników osadził w jakim rekolekcyjnym zakładzie. Wsze- 
lako opat w Wyższym Brodzie nie tylko się na tę propozycyę nie go- 
dzi, ale nawet domaga się powrotu Biczana i Kruszki, którym się kończy 
sześcioletni urlop. Zostają w Szczyrzycu jedynie na usilne przedsta- 
wienia rządu. 

Wreszcie biskup tarnowski Wojtarowicz domaga się (1843) przy- 
wrócenia pewnej części majątku opackiego, albo rocznej pensyi 4000 f. 



9 



Ta propozycya powołuje wynownie myśl zamknięcia klasztoru, ale 
sprzeciwia jej się gubernator galicyjski hr. Stadion (1847) i to z poli- 
tycznych powodów. Skończyło się na tem, że przeor Biczan otrzymał 
insignia opackie. 

Akta klasztorne galicyjskie przechowane są w archiwum mini- 
sterstwa kompletne, i nie uległy » skartowaniu*, jak np. akta dotyczące 
Uniwersytetu krakowskiego z okresu 1779 — 1809, których jest 8 kon- 
wolutów, ale braknie dużo dokumentów. Temu losowi uległy miano- 
wicie akta wydziału teologicznego, w których są tylko trzy dokumenty. 
Najobfitszy materyał znajduje się do dziejów wydziału medycznego, na 
którym zachodziły różne ciekawe spory. 

Akta klasztorne zawarte są w 10 fascykutach, obejmujących 
»generalia<, a następnie idą akta pojedynczych zakonów wedle alfa- 
betu. Tak np. akta Bazylianów zawierają 7 wielkich fascykułów i kilka- 
dziesiąt luźnych dokumentów; Augustynianów 18 fascykułów; Benedy- 
ktynów 23 fascykuły i t. d. 

W dalszym ciągu odczytał p. Karol Potkański pracę 
p. t: Polityka wewnętrzna Ludwika węgierskiego w począ- 
tkach panowania (Z seryi studyów nad wiekiem XIV. Patrz 
Sprawozdania z czerwca b. r. str. 7 — 8). 



III. Wydział mateinatyczno-pi*zyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 27 Listopada 1899 r. 

Przewodniczący: Prof Dr. F. Krbutz. 

Czł. Natanson refer. o pracy p. Stanisława Tołłoczki 

p. t. : y^Chlorek antymo^mwy w zastosowaniu do kryoskopii^. 

Nawiązując do rozprawy Briihla w Zeitschr. fur physik. Chemie 
o przyczynach siły dyssocyacyjnej rozpuszczalnika, autor przeprowa- 
dził szereg pomiarów, w celu przekonania się o zachowaniu się trój- 
-chlorku anlymonu jako rozpuszczalnika elektrolitów i nieeiektrolitów. 
W substancyi tej rozpuszcza się wiele ciał organicznych, lecz tylko 
niewiele nieorganicznych. Autor badał rozmaite ciała organiczne, i przy- 
tacza rezultaty, odnoszące się do ksylolu, antracenu, dwufenilometanu, 
acetofenonu i benzofenonu. Według pomiarów, których rezultaty ze- 



10 

stawione są w tabelce drobinowa depresya E trójchlorku antymonu 
wynosi 185, co jest wartością najwyższa z dotychczas znanych, dzie- 
sięciokrotnie wyższą od ie\ samej wartości wody, której E » 18*5. 
W tabelce drugiej zawierają się rezultaty pomiarów wykonanych na 
roztworach elektrolitów: chlorku potasowego i bromku potasowego. 
Zgodnie z hypotezą Orahla, trójchlorek antymonu dziaZa tu dyssocyu- 
jąco, a autor oblicza na podstawie doświadczeń stopień dyssocyacyif 
rezultat ten przemawia więc na korzyść zapatrywań Briihla, które nie 
przez wszystkie rezultaty dotychczasowych badań byZy poparte. Prak- 
tycznie najważniejszym wynikiem niniejszej pracy jest znalezienie 
w trójchlorku antymonu ciaZa o niezwykle wysokiem obniżeniu drobi- 
nowem, co pozwala z jednej strony używać bardzo rozcieńczonych 
loztworów potlczas oznaczania ciężarów drobinowych , przez co się 
zbliżamy do idealnych wymagań kryoskopii, z drugiej zaś strony uży- 
wać termometru z daleko mniej drobną podziaZką, gdyż zamiast ter- 
mometru z podziaZką na setne części wystarczy termometr, dzielony 
na dziesiąte części stopnia. 

Czł. M. P. Rudzki zdaje sprawę o swojej pracy p. t.: 
„Dalsze badania nad odkształceniem ziemi. Wpływ cięiiaru 
wielkich lodowców^. 

Jak sam tytuZ wskazuje, rozprawa ta jest dalszym ciągiem i uzu- 
pełnieniem poprzedniej rozprawy tegoż autora pod tytuZem »OdksztaZ- 
cenie ziemi pod ciężarem wielkich lodowców*. W trzecim rozdziale, 
który zresztą ma przedewszystkiem teoretyczne znaczenie, autor podaje 
metodę, za pomocą której można znaleść odksztaZcenia kuli nietylko 
wtedy, gdy ciśnienie na powierzchnię jest wszędzie dane ale i wtedy, 
gdy to ciśnienie samo w pewien sposób zależy od odksztaZceń. Metoda 
ta prowadzi do pewnych linijowych równań o nieskończonej ilości 
niewiadomych. Ilość równań jest naturalnie również nieskończona. 
RozdziaZ pierwszy j.^st poświęcony uzupełnieniom poprzedniej rozprawy 
autora. W rozdziałach drugim, czwartym i piątym omawia autor od- 
kształcenia wywołane przez ciśnienie lodowców i wysp koralowych. 

Czł. K. Kostanecki referuje o pracy p. W. Reissa p. !•: 
nO rozwoju naskórka w pierwszych miesiącach iycia płodo- 
wego, ze szczególnem uwzględnieniem warstwy Malpighiego'' . 

Autor dochodzi do następujących wyników: 
Jrieirn .n ^'^'!'' P^y^^^"-*^* ^ pierwszym miesiącu i w poZowie dru- 
Sór^t'^^f^'/^^^"^'^"' '^^^^y ^V^»^^ jedną warstwę komórek. 
«ych, mają duże jądra i wazki pierścień protoplasmy. W piątym 



11 



i szóstym tygodniu warstwa ta ulega dopiero dalszemu zróżniczkowa- 
niu się. 

2) Początek tworzenia się warstwy Malpigbiego odnieść musimy 
do drogiej po/owy trzeciego miesiąca życia płodowego. Około 10 — 12 
tygodnia zauważyć można już pewne cechy charakterystyczne w dol- 
nych warstwach komórek przyskórkowych , mianowicie wypustki pro- 
toplasmatyczne pomi^^dzy komórkami warstwy kolczastej. 

3) Początek formacyi ciałka brodawkowego (corpus papillare) 
sięga bardzo wczesnych okresów życia płodowego, zależnie od wcześnie 
spostrzegać się dającej proliferacyi w komórkach warstwy Malpigbiego 
przed ewszystkiem komórek warstwy kolczastej (stratum spinosum). 
Wpuklanie się wypustek warstwy Malpigbiego w kierunku corium zau- 
ważyć już można w czwartym miesiącu życia płodowego. 

4) Już w przebiegu czwartego miesiąca, a w każdym razie przed 
upływem tego okresu zaczyna się formować warstwa podstawowa przy- 
skórka w postaci szeregu komórek krótkich wałeczkowych, odgrani- 
czających naskórek od warstw skóry właściwej (cutis paremchymatosa). 
Warstwa ta podstawowa (Stratum cylindricum) bywa jednak dopiera 
w ciągu piątego miesiąca życia płodowego zupełnie wykształconą, przy- 
czem nadmienić należy, że komórki tej warstwy nie wytwarzają się 
bynajmniej z komórek warstwy kolczastej , lecz że już od samego po- 
czątku posiada swój odmienny czarakter. 

5) Ziarna keratobyaliny w górnych warstwach przyskórkowycb 
pojawiają się przed upływem piątogo miesiąca życia płodowego. Z koń- 
cem tegoż miesiąca napotykamy też już komórki cherakterystycznega 
kształtu, wypełnione ziarnami silnie światło łamiącymi, po nad war- 
stwą komórek kolczastych. W pierwszej połowie szóstego miesiąca spo- 
strzegać się dają dwie warstwy tych komórek ziarnistych, stanowią- 
cych wyraźnie już zaznaczone stratum grasiulosum. 

Sekretarz odczytuje referat czł. Radziszewskiego o pracy 
p. Niemczyckiego p. t: ^0 trzech normalnych butylotoluolach^ . 

Autor otrzymał trzy izomeryczne normalne butylotoluole działa- 
niem sodu na mieszaninę 100 gr. norm. bromku propylowego i 50 gr. 
odpowiedniego bromku ksylylu. Otrzymane butylotoluole są to ciecze 
bezbarwne, przyjemnego zapachu, silnie załamujące światło. Ich ciężary 
gatunkowe i punkty wrzenia są następujące: 

pwn, cg* cg^* 

o. butylotoluol 200—208° 0:87135(18-3<>) 0*87023 
m. » 198—198° 86354(18-4°) 86240 

p. » 198—199° 0-8618(142°) 0-86132 

Współczynniki załamania światła oznaczone zapomocą małego 
refraktometru Ablu'g. i obliczone refrakcye drobinowe wynoszą: 





u*— 1 M 


no 


n«+2 d 


1-49662 


49 -65 


1-49315 


49-77 


1-4912 


49-52 



12 



t 

o. butylotoluol 18-3® 
m. » 18-4° 

p. . 14-2» 

(Urzymaae refrakcye drobiaowe zgadzają się dostatecznie z obli- 
czoną teoretycznie refrakcyą drobinową tych trzech węglowodorów 
zapomocą refrakcyj atomowych Conrad yVgo 4944. 

Oznaczając ciężary drobinowe zapomocą metody Landesber- 
ger*a otrzymał autor na butylotoluol 1448, na m. 14^ na p. 142 za- 
miast teoretycznie obliczonego ciężaru drobinowego 148. Na podstawie 
tycb wyników twierdzi autor, że otrzymany przez Kolbe^go i Baur*a 
z esencyi żywicznej p butylotoluol o nieznauej budowie butylunu od- 
powiada normalnemu p. łiutylotoluolowi , i że wogóle pwn. tego wąt- 
pliwego butylotoluolu 176—178® jak wydaje się za nizki u jakiego- 
kolwiek butylotoluolu. 

Czł. Olszewski referuje o pracy pp. L. Brunera i St. 
Tołłoczki p. t.: „O szybkości tworzenia się estrów w chlorku 
benzoilowego i alkoholi tłuszczowych**, 

Autorowie zapomocą miareczkowania badali szybkość, z jaką 
w rozcieńczonych roztworach alkoholowych chlorek benzoilu tworsy 
ester będzwinowy i kwas toksy. Doświadczenie przeprowadzali w tem> 
poraturze 0° i 25®. Przekonali się, iż spólczynnik szybkości, obliczony 
według wzoru stosującego się do reakcyj monomolekularnycb, nie jest 
fłlaZy, lecz przeciwnie stale maleje. Podobny przypadek był już zau^rsi- 
żany podczas tworzenia się estrów z alkoholu i kwasu organicznego, 
przez £. Petersena i H. Goldschmidta. Objaśnienie tego przypadku, 
klóre próbował dać Goldschmidt, tu się nie stosuje, gdyż i stała szyb- 
kość obliczona według wzoru bimokularnego ulega wahaniom, których 
błędy doświadczalne powodować nie mogą. Tworzący się podczas re- 
akcyi kwas solny i ester będzwinowy nie okazują kataklicznego wpływu 
na szybkość reakcyi. Estryfikacyi towarzyszyć więc muszą uboczne 
reakcye, które zakrywają przebieg monomolekularny. 

Pod względem stechiometrycznym, szybkość reakcyi, jak zaw^sze 
zmniejsza się, im większy jest ciężar dr<>binowy alkoholu. 

Czł. K. Kostanecki referuje o wiadomości tymczasowej 
p. K. Hoyera p. t.: „O budowie i podziale komórek mięśnia 
^ercowego^ . 

Autor zbadał mitotyczne rozmnażanie się jąder w komórkach 
mięśniowych serc cieląt jednorocznych. Podział jąder nie pociąga za 
sobą bezpośredniego podziału ciała komórki, który zdaje się następe- 



i;-^ 



wad dopiero u dorosłych zwierząt. U młodych zwierząt komórki two- 
rzą zatem syncytium. 

Podizas mitozy występują na biegunach wrzeciona wyraźne 
centrozomy (ciałka biegunowe). W komórce znajdującej się w spo- 
czynku leżą one, o ile dotychczasowe badania pozwalają wnosić, blizko 
jednego końca jądra owalnie wydłużonego. Po podziale jądra następuje 
niebawem równoczesny podział obu jąder pochodnych. Tem się tło- 
maczy, że w osi pojedynczych komórek syncytium spotykamy szeregi 
jąder jednakowej wielkości i jednakowo wyglądających, położonych 
w siatkowatej plazmie , podczas gdy plazma obwodowa uległa już wy- 
różnieniu się na włókienka prążkowane. 

W komórkach Furki ni ego podziału nie można było dostrzedz. 



>-- 1^> '-■ 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w Krakowie, 1899, — Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcy^ Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania 2 posiedzeń i czynnoici Akademii Umiej ętnoicl w Krakowie wychodzą 
z końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie : 1 fl. 50 kr. , — w Austry i 1 fl. 80 kr. , — za granicą w obrębie związku 
pocztowego i fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład główny w kaięffarni Spółki Wydawniczej w Krakowie. 

Tom IV. Grudzień 1899. Nr. 10» 

Treść: Wiadomości bieżące. — Bibliografia. — Sprawozda- 
nia z posiedzeń: /. Potiedzenie Wydziału filologicznego dnia 11 
Grudnia: O Metamorfozach ApulejuBza czyli o Złotym Ośle przez M. 
Kawczyńskiego. — O genezie Ballad i romansów Stefana Witwic* 
kiego przez S. Zdziarskiego. — Posiedzenie Komisyi językowej z dnia 
12 grudnia 1899. — Posiedzenie Komisyi historyi sztuki z d- 23 listopada 
1899. — //. Posiedzenie Wydziału historyczno -filozoficznego dnia 18 
Grudnia: Litwa w ostatniem dwunastoleciu Kazimierza Jagiellończyka 
przez F. Papce. — Wiece, sejmini, sejmy i przywileje ziemskie w Pol- 
sce wieków średnich przez F. Piekosińskiego. — 111. Posiedzenie 
Wydziału małematyczno-przyrodniczego dnia 4 Grudnia: O stałości 
wrażenia zaledwie spostrzegalnego przy użyciu tonów stałych przez- 
W. Heinricha. — O rozwoju płciowym gregariny Monocystis asci- 
diae R Lank przez M. Siedleckiego. — Czy istnieje związek mię- 
dzy wahaniem wstecznem i stanem czynnym nerwu przez N. Cybul- 
skiego i J. Sosnowskiego. ^ Posiedzenie Komisyi antropologi- 
cznej z dnia 13 czerwca 1999. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



Dnia 4 grudnia 1899 r. odbyło się posiedzenie admi- 
nistracyjne, na którem dokonano wyboru prezesa na dalsze 



trzy lata. Prezesem obrany został J. E. Stanisław hr. 
Tarnowski. 

— — >-<iS^ 



BIBLIOGRAFIA. 



W ciągu miesiąca grudnia opuściły prasę następujące 
wydawnictwa Akademii: 

Sprawozdania Koraisyido badania HisŁoryi Sztukiw Pol- 
sce. Tom VI, zeszyt IV. 4 o, str. 223-360 i XLIII -CXXX1V. 
W tekście figur 327 z tablicą. Cena 6 kor. 
Treść: HieronimŁopaciński: Z dziejów cechu malarskiego 
i kamieniarskiego w Lublinie (str. 223 — 231). Aleksander Jel- 
ski: O fabryce szkieł i zwierciadeł w Urzeczu na Litwie (str. 
2H2— 263). Władysław Łuszczkiewicz: Do historyi archi- 
tektury kościołów wiejskich w Polsce średniowiecznej (str. 264— 
285). Franciszek Piekosiński: Pieczęcie wieków średnich 
(ciąg dalszy, str. 286-328). Leonard Lepszy: Hermy w Ga- 
binecie archeologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego str. 329— 
335). Mathias Bersohn: Kilka słów o dawniejszych bóżn icach 
drewnianych w Polsce (str. 236—342). Feliks Kopera: Z za- 
bytków polskich wPetersburgu (str. 343—346). JerzyKieszkow- 
ski: Z wycieczki do Radomia i Szydłowca (str. 347 — 360): 
JerzyMycielskiiAdam Chmiel: Sprawozdania z posiedzeń 
Komisyi historyi sztuki za czas od 15 stycznia do 1 grudnia 
1898 r. (str. XLIII -CXXXIV). 

Rozprawy Akademii Umie jętności. Wydział historyczno- 
filozoficzny. Serya II, tom XIII, ogólnego zbioru tom trzy- 
dziesty ósmy. Cena 10 koron. 

Treść: A. Prochaska: Geneza i rozwój parlamentaryzm u za 
pierwszych Jagiellonów (str. 1 — 184). A. Piekosiński: O źró- 
dłach heraldyki ruskiej (str. 185—204). A. Lewicki: Unia flo- 
rencka w Polsce (str. 205—274). K. Potkański. Walka o Po- 
znań (1306-1312 str. 276-294). S. Kętrzyński: Kazimierz 
Odnowiciel (1034-1058 str. 295—373). K. Potkański: Zdrada 
Wincentego z Szamotuł (str. 374—395). 



I 

i 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 11 Grudnia 1899 r. 

Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czl. prof. M. Kawczyński przedstawia swoją rozprawę 
f). t. : „O Metamorfozach Apulejusza^y czyli o j^Ztotym Ośle^, 

Autor uważa powieść tę za jedną z najważniejszych w literału - 
cze powszechnej zarówno ze względu na jej wartość artystyczną, jak 
ze względu na joj wpływ późniejszy. Ponieważ u nas jest całkiem nie- 
znaną, przeto autor daje naprzód dokładne jej streszczenie, poczem prze- 
chodzi do rozbioru. Wykazuje, że się składa z powieści głównej, oraz 
około dwudziestu powiastek wsuniętych. Powieść główna przedstawia 
przygody młodego Lucyusza, przez czary w osła przemienionego, aż do 
jego odoślenia; powieści wsunięte są treści bardzo rozmaitej, jedne są 
przestraszająco demoniczne, inne zabawne, inne bardzo realistyczne. 
Przedstawiają społeczeństwo grecko-rzymskie we wszystkich prawie 
jego warstwach, wysokich, średnich, niskich i najniższych. Apulejusz 
który sam o sobie, a więc autobiograficznie opowiada te dziwne 
przygody, cieszy się, że pod osłoną oślej skóry mógł zebrać tak dużo 
i tak różnych doświadczeń, podobny z tego względu do Ulissesa, 
sławnego z roztropności. Doświadczenia te są bardzo przykre i smu- 
tne; srogość fortuny, zawsze ślepej i niesprawiedliwej, jest bezwzglę- 
dną, nie ma zaś z tej niedoli innego ocalenia, jak oddanie się 
w opiekę Prowidencyi, Fortuny widzącej. Opatrzności. Tak więc 
przewodnia myśl powieści przedstawia nam zastosowanie jednej z głó- 
wnych myśli, jakie autor w pismach filozoficznych Apulejusza po- 
przednio wykazał. Wpływ jej późniejszy jost znaczny; z jednej strony 
bowiem szerzy i utrwala demonologią, wiarę w czary; z drugiej strony 
przyczynia się do wytworzenia się renesansowej powieści realistycznej. 

Następuje rozbiór spornego dotąd pytania o jej pochodzeniu, na 
które odpowiedź w rozprawie tak wypada, że pierwszym autorem 
przedstawionego w Metamorfozach pomysłu był Lucyusz z Patrae, który 
napisał zaginione dziś Różne powieści o przemianach. Ztych różnych 
powieści Lucyan ze Samosaty wybrał jedne, jako najzabawniejszą, 
.skrócił ją nieco, oraz zao[ alrzył w dodatek, który jej myśl zasadniczą, 

1* 



4 



wyśmiewał. Autor rozprawy wykazuje, w czem leiy owa myśl zasa- 
dnicza, oraz w czem leży wyśmianie, czego dotąd mimo różnych usi- 
łowań nie wykryto. Na tej myśli zasadniczej się opierając, autor jest 
w stanie jasno naznaczyć, co w powieści Apulejusza należy do Lucyu- 
sza z Patrae, a co do Afrykańczyka. Z tego zaś wynika, że Apulejasz 
na podstawie owych własnych dodatków, staje w liczbie najlepszych 
nowelistów w literaturze powszechnej. 

Zostaje kwestya chronologii, także dotąd sporna. Ostatnie w tej. 
mierze, a przez Scbanza poparte zapatrywanie, kładzie utwór Lucyu- 
sza z Patrae jeszcze na wiek pierwszy po Chr. Autor rozprawy, na 
tekstach się opierając, wykazuje, że ta data jest niedorzeczną i że Lu- 
cyusz z Patrae nie mógł wcześniej swego utworu napisać, jak po roku. 
180, dokładniej, około roku 185. Świeżą tę wtedy nowość pochwycił 
Lucyan z Samosaty i zrobił z niej przedmiot swoich odczytów, z owym 
wyśmiewającym dodatkiem. Teraz Apulejusz bierze w obronę ten sam 
przedmiot, oraz autora jego Lucyusza, przeciw Lucyanowi, jednakże 
pierwotne dwie księgi Lucyusza rozszerzając na ksiąg jedenaście i wpro- 
wadzając do nich nową, a wyższą myśl przewodnią, tworzy dzieło ja- 
koby całkiem nowe. Napisał je około roku 190. Tak więc wszystkie 
trzy dzieła przypadają na czasy Commoda, przyczyniają się do moral- 
nego oświetlenia owych czasów, przez to zaś nabierają, zwłaszcza 
utwór Apulejusza, większego jeszcze znaczenia historycznego. Wyniki 
te w każdym prawie kierunku są nowe, autor zaś sądzi, że są dosta- 
tecznie uzasadnione. 

Sekretarz podaje wiadomość o nadesłanej pracy p. S. 
Zdziarskiego p. t.: „O genezie Ballad i romansów Stefana 

Wiłwickiego^, 

We wstępie wyjaśnił autor przyczynę ogromnej stosunkowo ilości 
zapożyczek w poezyach Witwickiego. Powodem jej było niezrozumienie 
kierunku romantycznego przez poetę i brak oryginalności w talencie 
twórczym. Następnie wykazał autor, iż Wieczór św. Andrzeja 
jest parafrazą mniej lub więcej dosłowną ballady Żukowskiego p. n. 
Świetlana, zakończenie jedynie zostało stworzone na podstawie ja- 
kiejś wersyi baśni na tle ludowem. Utwór zaś dłuższych rozmiarów 
p. t. Czarowny Zamek jest klejonką scen widzianych w Oberonie 
Jerozolimie wyzwolonej, w Walter-Skocie, Arioście, Burgerze 
i Mickiewiczu. Wreszcie przedstawił autor w rozprawie swojej kilkana- 
ście śladów wpływu Mickiewicza na ballady Witwickiego, zawartych, 
w wierszach p. t. Przekleństwo matki, Zamkowa góra w Krze- 
mieńcu, Rycerz i Paź, l^rzymuszone śluby i Pokutnik 
jakoteź reminiscencye z Bohdana Zaleskiego we Wspaniałym Mu- 
rzynie i Kasprze Karlińskim. 



Sekretarz zdaje sprawę z dwu posiedzeń komisyi języ- 
łowej; administracyjnego i zwyczajnego, które się odbyły 
-dnia 12 grudnia 1899. 

1. Posiedzenie administracyjne Komisyi językowej. Dyrektor Wy- 
^dziaZu prof. K. Morawski nie mogąc być obecnym poruczyl zastępstw^o 

Przewodniczącemu Komisyi upoważniając go równocześnie w swojera 
imieniu do zgody na uchwalę Komisyi. Obecni, przewodniczący, czl. 
Akademii prof. F. Piekosiński i sekretarz Komisyi postanowili z przy- 
znanego Komisyi funduszu 1000 ztr. na rok 1900 obrócić 100 ztr. sto- 
sownie do regulaminu na wynagrodzenie Sei^retarza, a resztę 900 ztr. 
wraz z nieużytemi jeszcze 900 zZr. z roku 1899 w Zącznej kwocie 1800 
-zlr. obrócić na wydawnictwa naukowe, a ewentualnie także wycieczki. 

2. Posiedzenie zwyczajne. 

Po odczytaniu protokółu ostatniego posiedzenia zdał sekretarz 
sprawę z inatoryalów gwarowych, jakie przygotował do druku. Są to 
przedewszystkiem materyaty, zebrane przez p. Jana Witka ze wsi Smi- 
gno i okolicy (na północ od Tarnowa), składające się z tekstów, sło- 
wnika i nwag gramatycznych. Maleryały te w stosownej przeróbce 
przedstawił sekretarz Komisyi, która postanowiła przystąpić do druku. 
Następnie przygotował sekretarz na podstawie materyałów (tekstów^ 
gwarowych ze wsi I łaza (Chrzanowski pow.), zebranych przez p. Piotra 
Jaworka, krótkie opisanie tego narzecza; wreszcie wygotował schemat, 
zawierający wypadki regularnego pojawiania się a pochylonego, który 
ma służyć za podstawę opracowań tej kwestyi w dyjalektach i zabyt- 
kach, tak aby wymieniano tylko to, w czem od tego schematu odstę- 
pują. Schemat ten postanowiono wydrukować w Wydawnictwie Komisyi 
i osobnej odbitce. 

Prof. Za Wiliński przedstawia ze zbiorów komisyi antropologicznej 
isłównik, ułożony przez p. Włodzimierza Tetmajera, obejmujący gwarę 
Bronowie i okolicy. Uchwalono przyjąć tę pracę do wydawnictw Ko- 
misyi językowej i polecono sekretarzowi przygotować ją do druku. 

W sprawie kwestyonary.usza dyalektycznego nie powzięto ża- 
-dnej uchwały. 

Czł. Piekosiński wnosi wysłanie kogoś do t. z. Chodów w Cze- 
-chach, którzy są potomkami zabranych w r. 1039 do niewoli Polaków 
ZL Giecza i Gniezna; dalej zbadanie ludności wsi Śmierdząca, która 
w średnich wiekach nazywała się Śmierdnicą i która była osadą »Smar- 
^ów«, wreszcie żąda, aby Komisya zajęła się określeniem granic roz- 
siedlenia Lechitów na podstawie zbadania nazw topograficznych. Po- 
nieważ z obecnych członków komisyi nikt na razie nie decydował się 
w sposób określony na które z tych zadań, przeto wnioski przyjęto 
^ylko do wiadomości. 



w końcu przystąpiono do wyboru przewodniczącego i jego za- 
stępcy na r. 1900. Wybrano ponownie przewodniczącym pruf. Jana. 
Baudouina de Courtenay, a jego zastępcą prof. Jana Bystronia. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia komisyi historyi 
sztuki, klóre się odbyło dnia 23 listopada 1899 pod prze- 
wodnictwem prot Dra Maryana Sokołowskiego. 

Prof. Władysław Łuszczkiewicz odczytał pracę swą >0 romań- 
skim kościele św. Andrzeja w Krakowie* na podstawie własnych zdjęć 
architektonicznych. Wskazał naprzód trudności, jakie przynoszą w spra- 
wie badań romańszczyzny kościoła: przebudowanie go w wieku XVn., 
przemiana w klasztorny kościół Klarysek w wieku XIV., wreszcie od- 
miana stosunków topograficznych Krakowa od wieku XII. Objaśniając 
przedłożony rzut poziomy dzisiejszej budowy, wykazał, co właściwie^ 
należy do najstarszych czasów, a co jest późniejszym przydatkiem lub 
zmianą. Idąc za wskazówką budowlanego wątku, na który się składa 
wapienny brukowiec i dłutem ciosany piaskowiec, po odszukaniu śla- 
dów ukrytych za ołtarzami a to na podstawie znalezionych stosunków^ 
wymiarowych, podał z kolei opis organizmu i planu pierwotnej budowy. 
Była ona pułapową o trzech nawach środkowych, o dwóch wieżach 
frontowych, zakończona w tyle absydą. Wejścia od frontu nie posia- 
dała. Udowodniwszy istnienie galeryj nad nawami bocznemi jako prze- 
dłużeń frontowej empory piętra, stwierdził, że dzisiejsze oratoryum 
zakonnic jest ową prastara książęcą emporą, do której dostęp odnaleść 
należy w schodach wieży północnej; z zachowanych fragmentów można 
wnioskować, że schody te kręcone miały kamienne progi na sklepion- 
kach kładzione i że były dobrze oświecone w t. z w. systemie St. Gilles 
będącym w użyciu w XII. wieku, a dzisiejsze mniemane strzelnice były 
właśnie tylko otworami światła dla tych schodów. Wyjaśnił dalej prze- 
znaczenie lokalności w wieży południowej i w przestrzeni między wie- 
żowej ponad sklepieniem, stwierdzając zarazem, że samo sklepienie- 
kościoła zastępowało belkowanie. W końcu zdaje się nie ulegać wąt- 
pliwości, że kościół był obronnym i że był postawiony w stosunku do 
obrębu fortecznego, co popierają teksta oraz wskazówki z ostatnich 
rozkopalisk. Wreszcie rozważywszy sprawę planu dobudowanego tu 
w XV. wieku gotyckiego kościoła Franciszkanów, oraz stwierdziwszy 
ostateczne wnioski co do daty budowy i przypuszczalnego jej funda- 
tora, postawił jako pewnik początek jej w wieku XH. 

Prof. Dr. Maryan Sokołowski przedstawił z kolei szereg intere- 
sujących komunikatów wraz z planami i rysunkami, nadesłanych przez 
p. Grzegorza Worobjewa z Łomży, oraz kilka folografij otrzymanych 
za pośrednictwem p. Wojciecha Gersona z Warszawy, które uzupełniają. 



powyższe komunikaty, wszystko zaś dotyczy kościołów gotyckich Ma- 
zowsza, t zw. budowli krzyżackich. Sam dodał objaśnienia, odnoszące 
się do stosunków ekonomicznych i kulturalnych Zakonu z Mazowszem 
w w. XIV i XV., oparte na niedawno wydanych rachunkach Krzyża- 
ków. Administracya ich finansowa była ze wszech miar świetna, han- 
del zbożowy z Malborga eksploatował Mazowsze, a Zakon pożyczał 
pieniądze kanonikom w Płocku, zakupywał mazowieckie lasy, budował 
tam tartaki, miał swoich agentów osobnych w tych stronach, wskutek 
czego czynił je coraz więcej zależnemi od siebie. A w ślad zatem szedł 
i stosunek artystycznej zależności Mazowsza od Zakonu. Kościół goty- 
cki w Łomży o pięknych kryształowych sklepieniach bocznych, które 
odnajdujemy następnie w krużgankach Biblioteki Jagiellońskiej w Kra- 
kowie, i w kościołach Bernardynów w Warszawie i Wilnie, oraz w ko- 
ściołach Kowna, nosi na sobie wybitne cechy budowli ceglanych pru- 
skich. Bardzo pięknym jest również kościół w Wiźnie, oraz kościół 
vr Kłeczkowie, stojący na cmentarzu, otoczonym niby forteczka murem 
i pięciu basztami, z których jeclna dotąd się dochowała. Wreszcie ko- 
ściół w Szczepankowie, fundacya Benedyktynów w Płocku, jest równiei 
szlachetną budowlą gotycką w wieku Xli. Komunikat p. Mathiasa Ber- 
sobna z Warszawy podaje znów przyczynek do historyi starych polskich 
kafli, pochodzących z Gąbina. P. A. Janowski z Warszawy nadesłał 
nowe fotografie pomników z Bodzentyna i z Łowicza, jako to chrzciel- 
nicy z r. 1480, nagrobka podkanclerzego i biskupa krakowskiego Fran- 
ciszka Krasińskiego, pięknego obrazu flandryjskiego na drzewie z końca 
wieku XVI i t. d. W końcu p. major A. Heidecki ze Lwowa przedsta- 
wi! fotografię zajmującego polskiego obrazu z połowy w. XVII, przed- 
stawiającego scenę dotyczącą stosunków kozackich, a jak się zdaj& 
o prawdziwej artystycznej wartości. Z kolei Dr. Stanisław Tomko wicz 
w uzupełnieniu dawniejszego referatu o dzwonie kościoła parafialnego 
w Ołpinach w Jasielskieui , ozdobnym odlewie krakowskiego gisera 
Oswalda Baldtzera z r. 1569, przedstawił odcisk gipsowy plakiety 
ż płask orzeźbionym >Sądem Parysa«, która niewątpliwie służyła za 
model płaskorzeźbionego medalionu na rzeczonym dzwonie. Egzemplarz 
Jej znajduje się w amsterdamskiem Rijko-Museum. Istnieją wskazówki, 
że twórcą jej był w drugiej połowie wieku XVI. nieznany bliżej naśla- 
dowca słynnego w pierwszej połowie tegoż wieku drzeworytnika i rze- 
źbiarza plakiet, Piotra Flotnera. 

W końcu p. Karol Potkański udzielił fotografii z kamiennego 
cudownego dziś posągu Najśw. Panny z Dzieciątkiem z kościoła farnego 
w Wiślicy, co do którego Długosz podaje piękną legendę o rozmowie 
figury tej z Władysławem Łokietkiem, co w każdym razie kazałoby jej 
powstanie odnieść do drugiej połowy XIll-go wieku. 



Na posiedzeniu ściślejszem Wydział zatwierdził wybór 
pp. Grzegorza Worobjewa, radcy gubernialnego w Łomży 
i Aleksandra Janowskiego z Warszawy na współpracowników 
Komisyi historyi sztuki. 



II. Wydział liistoryczno-filozottcziiy. 



Posiedzenie dnia 18 Grudnia 1899 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fb. Zoll. 

Dr. Fryderyk Pap6e przedstawia swą pracę p. t,: „Li- 
twa w ostatniem dwunastoleciu Kazimierza Jagiellończyka^. 

Mając w pamięci wezwanie Długosza, aby jego pracę dziejopi- 
sarską kontynuowano, postanowił autor zapełnić tę dotkliwą lukę, jako 
w bistoryografii polskiej właśnie bezpośrednio po śmierci Długosza 
powstałą i dotychczas należycie nie jest zapełnioną. Umożliwiły mu 
zaś to przedsięwzięcie nader liczne w ostatnich czasach wydawnictwa 
dokumentów, aktów i listów z drugiej połowy XV wieku, tak krajowe 
Jak i postronne; w części także studya archiwalne. Autor uważa prze- 
ciąg czasu od pokoju ołomunieckiego do śmierci Aleksandra (1479 — 1506) 
a więc mniej więcej jedno pokolenie, owa najniższa jednostka chro- 
nologiczna Lorenza) za pewien zwarty w sobie okres, gdyż wszystko 
co się wykonywało za Olbrachta i Aleksandra było już nakreślonem 
i zaczętein w ostatniem dwunastoleciu Kazimierza Jagiellończyka. Na- 
pisawszy obszerniejszą pracę o tej pierwszej części wspomnianego 
okresu, t. j. o ostatniem dwunastoleciu Kazimierza Jagiełłom zyka 
(t 1492), przedstawia autor obecnie wyniki swoich badań nad dziejami 
Litwy, której sprawy stoją na pierwszym planie aż do r. 1484, pod- 
czas gdy później punkt ciężkości przenosi się do Korony. 

W jednym z ostatnich ustępów swojej historyi powiada Długosz, 
że król odradzał Litwinom szukać starcia orężnego z wielkim księciem 
moskiewskim, ponieważ będąc sami nowicyuszami w rzemiośle wojen- 
nem (tyrones) powinni się naprzód postarać o posiłki wpriwnych żoł- 
nierzy z Polski, a nie ufać wiele Rusinom do swego państwa należą- 
<;ym, którzy dla odmienności wyznania byli im nieprzychylni i gotowi 
w razie walki z Moskwą przyczynić się raczej do zguby niż do zwy- 
cięstwa Litwinów. 

Ówcześni Litwini byli nowicyuszami nietylko w rzemiośle wo- 
jennem, ale w ogólno -cywilizacyj nem tego pojęcia znaczeniu. Porównywa- 



jąc stan Litwy za Witolda z jej stanem w ostatnich latach Kazimierza 
Jagiellończyka, dochodzimy do skonstatowania dziwnego jakiegoś za- 
stoju cywilizacyjnego. Tego zastoju cywilizacyjnego nie co innego było 
przyczyną tylko separatyzm litewski, który się porząl wśród marzeń 
koronacyjnych Witolda a znalazł wybitny wyraz w przywileju ziemskim 
z r. 1447, gdzie postawiona jest wyraźnie zasada: Litwa wyłącznie dla 
Litwy. Jeżeli tedy Litwa upornie zamykała swoje granice przed polskim 
kapłanem, polskim rycerzem, polskim lub niemieckim rękodzielnikiem, 
to skądżeż miała przyjśd do niej zachodnia cywilizacja i postęp? 
Wprawdzie dzięki staraniom Kazimierza Jagiellończyka poprawiły się 
później stosunki między obu narodami, posiłki litewskie zaczęły się 
już pojawiać na pobojowiskach polskich i nawzajem można było przy- 
puścić możliwość pomocy polskiej na Litwie — ale czyż tak ryihło 
dało się powetować całe to zaniedbanie obronne i cywilizacyjne Li- 
twy, jakie nastąpiło z powodu długoletniego przerwania dobrych sto- 
sunków z Polską. 

Żywioł ruski zajmował trzy czwarte części ówczesnej Litwy, 
a miał w dwóch wielkich dźwigniach swoje oparcie: w kościele ruskim 
i w kniaziostwie dzielnicowem. Kościół ruski ZHJmował wobec katoli- 
ckiego kościoła państwowego wprost nienawistne stanowisko; co się 
zaś tyczy dzielnic, to nowsze badania uczonych rosyjskich wykazały 
dowodnie, że ustrój Litwy ówczesnej nie był bynajmniej zcentralizowany, 
ale był owszem na wskroś federalistyczny. Władza wielkoksią- 
żęca była już ograniczoną przez sejmy (oligarchicznie skonstruowane) 
a była jeszcze krępowaną przez autonomie rozmaitych ziem, a nawet 
przez księstwa udzielne, z których najbardziej niepewne i najsłabiej 
z państwem związane leżały właśnie na kresach między Smoleńskiem 
a Toropcem i Worotyńskiem — gdyż tak daleko sięgała naówczas gra- 
nica Litwy od Moskwy. 

Syluacya zewnętrzna kulminowała naówczas w kwestyi nowo- 
grodzkiej. Trzeba było albo podjąć wojnę o zawojowanie tej rzeczypo- 
spolitej, albo pozwolić na jej zabór ze strony Moskwy, Nowogród sam 
utrzymać się już nie mógł. Ale wojna z Moskwą o Nowogród byłaby 
w znacznej części wojną Rusi przeciw Rusi, wojną wstrząsającą pod- 
walinami obu pasujących się mocarstw. Następstwa przegranej nie da- 
dzą się obliczyć, jakiż zaś rezultat zwycięstwa? Oto nowe wzmożenie 
rozsadzającego już i tak Litwę żywiołu ruskiego. Tego nie mógł żadną 
miarą pragnąć Kazimierz Jagiellończyk, który tak doskonale znał sto- 
sunki a tak gorąco pragnął zachować unię i zachodni charakter swo- 
jego mocarstwa. Już zresztą Jagiełło opierając Litwę o zachód, przyj- 
mując chrzest w obrządku łacińskim a nie we wschodnim, zrezygnował 
z Olgierdowego hasła >quod omnis Russia ad Litvinos deberet simpli- 
<5iter pertinore«, i zaznaczył Litwie wobec Moskwy stanowisko wyła- 



10 



cznie odporne. Takiej, po przodkach odziedziczonej polityki trzymaf 
się tedy Kazimierz. Fakta, które przeciw temu zapatrywaniu przema- 
wiać się zdają, są źle zrozumiane; mianowicie zaś owo mniemane 
przymierze z Nowogrodem obowiązujące jakoby króla do niesienia po- 
mocy rzeczy pospolitej, jest tylko projektem ze slrony Nowogrodu. 
Król się wobec Nowogrodu nie zobowiązywał, ale czynił wstręty Mo- 
skwie, dawnym jagiellońskim obyczajent przez podburzanie wielkiej, 
czyli zawolźaóskiej Ordy Tatarów. Przeciw temu znalazł Iwan III ró- 
wnoważnik w przymierzu z inną Ordą. która się była od wielkiej od- 
dzieliła: z.Mengligirejem chanem Tatarów krymskich. Odtąd była cała 
olbrzymia granica wschodnia Litwy od Toropca aż do ujścia zagrożoną 
i dlatego wybiera się król z końcem r. 1479 na cały szereg lat do 
wielkiego księstwa, celem » utwierdzenia* Litwy. 

Skoro się tylko w Wilnie pojawił, zgłosiły się doń wszystkie 
nieprzyjazne Moskwie żywioły: Inflantczycy, bracia młodsi Iwana III^ 
którzy podnosili jeszcze raz sztandar niezawisłości dzielnicowej, wre- 
szcie Achmat, chan wielkiej Ordy. W całeni sąsiedztwie rzucono prze- 
ciw Iwanowi III hasłu: »aby go doprowadzić znowu do tego, ozem 
byli jego przodkowie*. Jednak przymierze z Inflantami nie doszło do 
skutku, ponieważ pośrednik w układach, wielki mistrz pruski, skom- 
binował je z bardzo drażliwym pomysłem protektoratu królewskiego 
nad obiema częściami Zakonu, za zwrotem jednak Prus Krzyżakom. 
Bracia wielkiego księcia moskiewskiego znosili się z królem, przysłali 
na Litwę swoje rodziny a sami wykonali wzdłuż granicy litevrskiej 
marsz w stronę Nowogrodu; ale ostatecznie — nie wiadomo dlaczego^ 
pogodzili się z Iwanem III w chwili stanowczej. Chwila ta nadeszła 
w jesieni 1480, kiedy Achmat, wezwany przez Kazimierza, stanął 
z całą Ordą na granicy moskiewskiej nad Ugra. Dzięki konsulidacyi 
sił moskiewskich na czas, najazd się nie udał. Dlaczego Kazimierz nie 
wziął udziału w akcyi? »poneże bysza jemu swoi usobyci (rozterki)* 
odpowiadają źródła ruskie; kronikarz zaś gdański (Weinreich) wyraźnie 
już pod r. 1480 zapisuje, że niektórzy ruscy panowie w porozumieniu 
z Moskwą chcieli Litwę zdradzić. A zatem owo knowanie kniaziów 
ruskich, które na wiosnę r. 1481 wybuchło jako spisek, musiało być 
już wówczas nawiązane i przez króla dostrzeżone. 

Bliższe zbadanie spisku kniaziów potwierdza to zapatrywanie. 
Był to jeszeze jeden, choć już mniej potężny wybuch odśrodkowych 
dążeń dzielnicowych, posuwający się w dalszym rozwoju aż do pre- 
tendentury o mitrę wielkoksiążęcą Litwy. Poszło o Kijów, który dawniej 
z tytułem wielkich kniaziów (kijowskich) dzierżyli Olelkowicze, po- 
chodzący od Olgierda, a który Kazimierz w r. 1474 przemienił na 
województwo, przenosząc Olelkowiczów na księstwo słuckie. Gdy pier- 
wszy wojewoda kijowski Marcin Gasztold posunął się na województwo 



11 



trockie (jest nim jui we wrzośuiu 1480), a pretensye Olelkowiczów do 
Kijowa znowu pominięto, miancląc wojewodą kijowskim »lwana Chod- 
kowicza« człowieka królewskiego , uknuli Olelkowicze wraz z swoją 
parentelą (Holszańskimi, Bielskimi) spisek, który się ostatocznie sfor- 
mułował w zamiarze zamordowania króla i jego synów, aby rządy 
Litwy mogły przejść na naczelnika spisku, Michała Olelkowicza, księcia 
sluckiego. Spiskowi byli rzeczywiście w porozumieniu z Moskwą; ha- 
słem zaś religijnem, obrony kościoła wschodniego, posługiwali się tylko 
obłudnie. Zamach miał być dokonany krótko przed Wielkanocą r. 14;81 
na polowaniu; odkryto go jednak na czus i zarządzono uwięzienie po- 
szlakowanych. Fedor Bielski uciekł do Moskwy, Michał Olelkowicz 
i Iwan Hoiszaóscy zostali schwytani, osądzeni i ścięci dnia 30/8 1481, 
nie w Kijowie lecz w Wilnie. Odtąd kniaziostwo dzielnicowe z wyją- 
tkiem kresowego — przestało być nlebezpiecznem dla Litwy; potomko- 
wie spiskowych, (którym dóbr nie zabrano), stali się wiernymi obroń- 
cami Litwy przeciw Tatarom, przeciw Glińskiemu, a z (zasem stali 
się nawet katolikami. 

Akcya w r. 1480 była pierwszem pogotowiem wojennem Litwy 
przeciw Moskwie, ale nastąpiło jeszcze pogotowie drugie. Kiedy 1/9 
1482 Mengligirej z poduszczenia Iwana III zdobył i splądrował Kijów, 
powołano w r. następnym pod broń prawie całe pospolite ruszenie 
Litwy. Większa część poszła oprawiać Kijów i zamki ukrainne, ale 
lOOOÓ stanęło w Smoleńsku w pogotowiu wojennem przeciwko Moskwie. 
Ale i teraz nie przyszło do starcia wojennego, prawdopodobnie dlatego^ 
że król, który znał dobrze przewagę liczebną i orężną Moskwy, nie 
mógł (dla jej zrównoważenia), uzyskać pomocy polskiej. Odtąd zanie- 
chano już usiłowań wojennych i ograniczono się tylko na obronie kre- 
sów, która była dość energiczna, a jeźli walki kresowe ostatecznie pe- 
wien nieznaczny zysk Moskwie przyniosły, to tylko wskutek zdrady 
książąt kresowych. Ostatecznie jednak postanowiono jeszcze za życia 
Kazimierza dać Litwie osobnego i stale dla jej obrony w Wilnie rtzy- 
dującego wielkiego księcia (testament Kazimierza nie jest więc podaniem) 
i dać mu wskazówkę, aby szukał załatwienia z Moskwą przez małżeń- 
stwo i przez traktat. Zapewne nie łudzono się, że traklat, w tyrb 
warunkach zawarty, pociągnie za sobą pewną rektyfikacyę granic na 
niekorzyść Litwy, że przyjdzie stracić, czy też pozbyć się, owych kre^ 
sowych kniaziów poza Smoleńskiem. 

To wszystko nazywa się rezygnacyą na granicy północno-zacho- 
dniej tylko że nie zaniedbaniem, ale rezygnacyą świadomą, przemyślaną,, 
okupioną doświadczeniem długoletnich zabiegów czynnych. A przytem,. 
że równocześnie z rezygnacyą w jednym kierunku pomyślaną była 
ekspawcya w kierunku drugim. Cała druga część ostatniego dwunasto- 
lecia Kazimierza Jagiellończyka, dzieje koronne, stoi pod znakiem tu- 



12 



reckiej wojny, a pod hasłem odzyskania czarnomorskich 
brzegów. Czy dzieło o takim celu można nazwać >awanŁurniczem 
przedsięwzięciem t (Lewicki w przedmowie do III tomu Cod, ep.)? Dla 
teryloryalnego zaokrąglenia jagiellońskiego państwa, dla jego konsoli- 
dacyi wewnętrznej , dla całej wreszcie jego przyszłości ekonomicznej 
<;hyl)a waźniejszem od jałowej płaszczyzny wjaziemskiej było otwarte 
na wschód i na południe morze. Ze zaś Litwie równie potrzebnem 
było ujście Dniepru, jak Polsce ujście Dniestru, przeto był to kierunek, 
w którym schodziły się interesa obu państw; a we wspólnych bojach 
mogła się tylko utwierdzać unia, chociaż nawet miał rządzić na razie 
w Koronie brat inny, a na Litwie inny. 

Dr. F. Piekosiński przedstawił pracę p. t.: j. Wiece, sej- 
mikiy sejmy i przywileje ziemskie w Polsce wieków średnich'^. 

Autor przypomina, że sejm w dawnej rzeczypospolitej sklads^ 
«ię z dwóch stanów, stanu senatorskiego, który przedstawiali wyżsi 
urzędnicy, i stanu rycerskiego, reprezentowanego przez posłów ziemskich. 

Otóż obadwa te stany nie równocześnie powołane zostały do 
współudziału w rządach; jeden wyprzedził drugi o kilkaset lat. 

Autor przypomina dalej , iż zanim się w epoce jagiellońskiej 
wytworzyły sejmiki i sejmy, istniały już w epoce piastowskiej od da- 
wna inne ciała obradujące, mianowicie wiece. 

Autor pomija wiece ludowe, prastarą instytucyę szczepu lechi- 
<jkiego, o której nic zgoła wiadomem nie jest, a zwraca tylko uwagę 
na wiece ustawodawcze, króre za panowania Kazimierza Wielkiego 
w pełnym są rozwoju. 

Wiece te późniejsze początek swój biorą w postanowieniach te- 
stamentowych Bolesława Krzywoustego, ustanawiających czterech ksią- 
iąt dzielnicowych pod zwierzchnictwem seniora. Ta ordynacya pocią- 
gała za sobą, iż książęta dzielnicowi zjeżdżali się z seniorem a od 
niego uzyskać zezwolenie do wszelkich ważniejszych aktów. Z razu 
więc wiece te są wiecami książęcemi, na których książęta w obradach 
głównie udział biorą, a dostojnicy o ile na tych wiecach są obecni, 
zastępują miejsce doradców swych książąt. Kiedy atoli powymierali 
dzielnicowi książęta, Polska za Władysława Łokietka zrekonsolidowaną 
została, książęta małopolscy uzyskali tytuł królów polskich a pozostali 
już tylko książęta dzielnicowi szląscy i mazowieccy, z których szląscy 
jako wydzieleni, do spraw polskich mieszać się nie mieli prawa, zaś 
mazowieccy byli zbyt drobnymi, iżby królowie polscy ich rady lub ze- 
zwolenia zasiągać potrzebowali , ustały wiece książęce , a ich miejsce 
zajęły wiece ustawodawcze, złożone z wyższych urzędników pojedyn- 
czych dzielnic. 



13^ 



Te wiece ustawodawcze, które w epoce piastowskiej są jt^szcze 
zawsze tylko dzielnicowemi, a nigdy powszecbnemi, to pierwszy za- 
wiązek senatu. 

W r. 14;04, kiedy chodziło o nałożenie wyższego, jak zwyczajny^ 
poboru w celu wykupna ziemi dobrzyńskiej , po raz pierwszy cały 
ogót szlachty powołany zostaje do udziału w rządzie, mianowicie do 
uchwalenia nowego poboru. Odbyły się przeto w tym roku po raz. 
pierwszy sejmiki ziemskie. 

Autor wykazuje, że Długosz myli się jeśli twierdzi, że w tym 
roku 1404j odbył się także sejm walny w Korczynie na św. Marcin. 
Przywilej Władysława Jagiełły, odnoszący się do tego właśnie poboru, 
na wykupno ziemi dobrzyńskiej a wydany właśnie na św. Marcia 
w Korczynie, ani słówkiem o sejmie walnymi nie wspomina, nie ma 
nawet zgoła żadnych świadków, co byłoby niemożebnem, gdyby pod- 
czas sejmu walnege wydany był. 

Natomiast statut warecki z r. 1423 wydany został niewątpliwie 
na sejmie walnym, skoro jest wyraźnie powiedziano, że wydany zostaje 
za zezwoleniem prałatów, baronów i szlachty. 

Jeśli przeto Pawiński w rozdziale III swej pracy o sejmikach 
ziemskich, początki sejmu walnego na lata 1470—1473 dopiero kładzie, 
to jest w grubym błędzie. Przed rokiem 1470 odbył się już pokaźny 
szereg sejmów walnych. 

Autor zwraca wreszcie uwagę, iż aby zrozumieć i ocenić nale- 
życie tendencye szlachty polskiej w wieku XV w walce z władzą kró- 
lewską, trzeba poddać szczegółowej analizie przywileje ziemskie przez 
królów polskich w wiekach średnich stanom królestwa nadane, które 
streszczają w sobie rezultaty tej walki. Z nich się pokaże, iż przypu- 
szczenię Dra Prochaski, jakoby głównym motywem dążenia szlachty 
w XV wieku, była wiara, nie ma żadnego uzasadnienia; w przywile- 
jach ziemskich nie ma o niej nigdy żadnej wzmianki. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 4 Grudnia 1899 r. 



Przewodniczący: Prof Dr. F. Kreutz. 

Czł. N. Cybulski przedstawia pracę p. W. Heinricha 
p. t.: „O stałości wrażenia zaledwie spotrzegalnego przy u^y^ 
ciu tonów stałych^. 



14 



Autor podaje ponowne sprawdzenie swego poprzednio juź zako- 
munikowanego a przez Titchener^a i Cook^a zakwestyonowanego spo- 
strzeżenia, źe tony czyste są na granicy spostrzegalności słyszane stale, 
w przeciwieństwie do sznerów, które w tych warunkach słyszane są 
ze zmianami natężenia. 

Sprawdzając badania Titchenpra i Cooka, dochodzi autor do 
wniosku, źe otrzymali oni wprawdzie zmiany natężenia, lecz dlatego 
tylko, źe posługiwali się nie tonami czyslemi, ale używali w swoich 
doświadczeniach takiego połączenia tonów i szmerów, w którem szmery 
miały przewagę. Na granicy słyszalności słychać więc było szmery, 
które też badano, a nie tony. 

Czł. K. Kostanecki przedstawia pracę p. M. Siedleckiego 
p. t.: „O rozwoju płciowym gregariny Monocystis ascidi^ie 

Autor zbadał dokładnie budowę znanej poprzednio gregariny 
u jelita ascidii, i wykazał różnicę budowy dwóch, nierozgraniczonych 
ściśle od siebie, części jej ciała. Główną uwagę jednak, poświęca autor 
nieznanemu dotychczas rozwojowi płciowemu tego gatunku. Istota tego 
rozwoju polega na tem, źe przebiega on w dwóch okresach. Pierwszym 
jest konjugacya dwóch równych sobie i dorosłych zwierząt, która pro- 
wadzi do utworzenia się mnóstwa drobnych komórek (Spotoblastów); 
w drugiej fazie te drobne komórki łączą się w pary i kopulują, dając 
przez to początek nowym tworom, (sporocystom), w których rozwija<ą 
się właściwe zarodniki, (spororoity) mogące wprost zmienić się w doro- 
słe gregariny. 

Autor zauważył wiele charakterystycznych szczegółów w toku 
tego rozwoju; mianowicie spostrzegł, źe pierwszym ważnym objawem 
podczas konjugacyi jest wetknięcie się obu gregarin jedynemi nieosło- 
niętemi punktami ich ciała. Następuje wtedy wzajemne podrażnienie 
się obu zwierząt, a objawia si(j ono w prądach dyfFusyjnych idących 
od punktu zetknięcia się w głąb ich plazmy. 

Jądro gregarin przekształca się wtedy w ten sposób, że błona 
jego pęka, a znaczna część chromatyny ginie, wśród plazmy. Z małej 
res/ty zapadłego jądra tworzy się nowe, znacznie mniejsze niż dawne; 
przez jego wielokrotnie powtarzany podział mitotyczny tworzy się 
mnóstwo małych jąder, leżących wolno wśród plazmy: 

Te nowe jądra stanowią centra, około których wyosabnia się 
plazma i tworzy małe komórki (sporoblasty). 

Faktem zupełnie nowym dla całej grupy Sporowa jest kopulacya 
sporoblastów, która polega na zupełnem zespoleniu się plazmy i jąder 
dwóch z pomiędzy nich. Rezultatem tego zespolenia się jest utworzenie 



15 



«ię większej komórki, która otacza' się błoną i przez podział jądra 
i plazmy daje w swem wnętrzu początek ośmiu spororoitom. 

Badaniami swemi udowadnia autor istnienie pewnego rodzaju 
energii w komórkach niezróżnicowanych płciowo, która popycha je do 
tknięcia się; w chwili zetknięcia się następuje wyładowanie się rze- 
<;zonej energii i ono stanów* pobudkę do utworzenia właściwych ko- 
mórek płciowych, mogących swobolnie kopalować. 

Isogamiczny przebieg kopuiacyi sporoblastów stawia autor jako 
główną cechę odróżniającą grupę gregarin od pokrewnych, lecz zawsze 
hetcrogamicznych coccidiów. 

Z powodu artykułu prof. Herzena p. t.: „Czy istnieje 
związek miedzi/ wahaniem wstecznem i stanem czynnym nerwu^^ 
podali prof. N. Cybulski i J. Sosnowski następujący referat: 

Drażniąc nerw znieczulony chloroiozą prof. Herzen zauważył, 
że z miejsca znieczulonego drażnienie^ prądem indukcyjnym nie wy- 
wołuje wcale skurczu mięśnia złączonego z nerwem, natomiast ten 
sam nerw połączony z galwanometrem podczas takiego samego dra- 
żnienia daje wyraźne wahanie wsteczne prądu spoczynkowego. Z faktu 
tego więc wypadałoby wnosić, że wahanie wsteczne jest zjawiskiem 
niezależnem od stanu czynnego nerwów. Autorowie powtórzyli te do- 
świadczenia Herzena i na podstawre swoich spostrzeżeń, dochodzą do 
wniosku, że w danym wypadku prof. Herzen miał prawdopodobnie do 
czynienia nic z właściwem wahaniem wstecznem, lecz z fazą katcle- 
ktrotoniczną , którą wywołały prądy przemienne cewki indukcyjnej. 
Drażniąc bowiem ten sam nerw prądem przerywanym jednokierunko- 
wym autorowie obserwowali tylko prądy elektrotoniczne. Zdaniem au- 
torów przyczyna zjawiska obserwowanego przez Herzena polega na 
tem, że przy prądach przemiennych krótkotrwałych polaryzacya na 
biegunie ujemnym występuje wyraźniej niż na dodatnim, i przy czę- 
stych zmianach prądu wskutek bezwładności galwanometru tylko ta 
katodowa polaryzacya występuje na jaw. Wnioski swoje autorowie 
opierają na doświadczeniach wykonanych na nerwach świeżych, i uśpio- 
nych chloroiozą tak z prądem galwanicznym zamykanym na krótki 
określony czas jak również z prądem indukcyjnym, powstającym przy 
zamknięciu prądu w cewce pierwszej. 

Sekretarz zawiadamia, że dnia 13 czerwca 1899 od- 
było się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewo- 
dnictwem Dra Napoleona Cybulskiego. 

Po przyjęciu protokołu wybrano jednogłośnie członkami Komisyi 
pp. Dra Piotra Bieńkowskiego z Krakowa, Dra Jana Rozwadowskiego 
z Krakowa i Erazma Majewskiego z Warszawy. 



16 



Następnie Dr. Baudouin de Courtenay zawiadomił Komisyę. że- 
zarząd Akademii przyjął przychylnie projekt ogłoszenia drukiem mate- 
ryalów cygańskich| zebranych przez ś. p. prof. I. Kopernickiego i że- 
się stara o wyszukanie odpowiednich funduszów. 

Po wysłuchaniu referatów o nadesłanych pracach, i oddaniu d& 
oceny prac nowych, Dr. Deinetrykił'wicz złożył sprawozdanie ze swjch 
wycieczek archeologicznych i poszukiwań, dokonanych w roku ubie- 
głym w Michałkowie, Iwaniach pustych, Sopohowie, Bedrykowcach,. 
na horodyszczu w Bilczu, w Monasterku, Stebniku i Borszczowie. 

Nawiązując do sprawozdania, złożonego Komisyi w styczniu r. 
1898 o drugim złotym skarbie, odkrytym w lecie r. 1897 w Michałkowie 
zaznaczył sprawozdawca, że sprawozdanie Ło jest w istocie rzeczy zu- 
pełnie zgodne z opisem, ogłoszonym świeżo przez p. Wład. Przybysław- 
skiego we Lwowie i przedłożył fotografie, zdjęte przez siebie w czasie 
zeszłorocznej wycieczki w Michałkowie; objaśniają one dokładnie topo- 
grafie miejsca odkrycia skarbów złotych. Jestto łąka gminna, obszaru 
lYs morga, kształtu trójkąta, położona na pochyłości wzgórza dotyka 
dwoma bokami gruntów włościańskich a z trzeciej strony od sąsie- 
dniego lasku stanowi granicę wiejska drożyna, stroma, ku wierzchoł- 
kowi wzgórza się wspinająca, która dopiero przed kilkudziesięciu laty 
weszła w użycie. Przecięła ona nieznaczne półkuliste wzniesienie, po- 
dobne do kurhanu, znajdujące się w wyższej połowie wspomnianej 
łąki gminnej. Ruch wozów, zniżając coraz więcej poziom owego kur- 
hanowego wzniesienia ułatwił wydobycie się na wierzch skarbców zło- 
tych, przed wielu wiekau)i w jego wnętrzu ukrytych. Potoki wody de» 
szczowej, spływające ze wzgórza dokonały reszty. Według zapewnienia 
włościan wspomniana łąka była zarosła starym lasem, a w miejscu 
odkrycia pierwszego złotego skarbu znaleziono w ziemi korzenie i spód 
starego drzewa. W pobliżu można było zauważyć w owem wzniesieniu 
kurhanowem warstwy jakby przepalonej gliny i węgla. 

Dr. Demetrykiewicz nie mogąc teraz osobiście przedsięwziąć ża- 
dnych poszukiwań archeologicznych w Michałkowie z powodu trudności 
nie możliwych do pokonania, stawianych przez czynniki interesowane, 
zajął się dalszem rozświeceniem sprawy dotychczasowych odkryć. I tak 
dowiedział się, że łańcuch złoty, pochodzący z wykopaliska w Michał- 
kowie, znajduje się w posiadaniu p. M. właściciela Filipkowie; stwier- 
dził, że ułamki naczynia znalezionego w drugim skarbie zgadzają się 
co do wyrobu i charakteru ornamentyki ze skorupkami naczyń przed- 
historycznych, które Kirkor przywiózł do muzeum Akademii wraz 
z bronzowym kotłem, typu właściwego t. zw. scytyjskiej grupie zaby- 
tków z Iwania pustego, wsi blisko Michałkowa położonej. Naczynie 
gliniane tego samego charakteru, odkryto również w różnych kurha- 
nach t. zw. scytyjskich na Ukrainie. To nowe spostrzeżenie zdaje się 



17 



potwierdzać dawniejsze przypuszczenie sprawozdawcy, że skarby mi- 
chalkowskie mają blizki związek z kulturą t. zw. scytyjską. 

Następnie Dr. Demetrykiewicz odczytał list Dra I. Szombdtbega 
kustosza muzeum nadwornego w Wiedniu, który zbija stanowczo za- 
rzuty podniesione przez p. H. Hadaczka w czasopiśmie »Eos< przeciw 
analizie i naukowemu ocenieniu skarbu michaZkowskiego, ogłoszonemu^ 
przez Dra Deraetrykiewicza w >Oest. Ung. Monarchie* p. t: »Vorge- 
schichte Galiziens«. P. SzombMhy wyraźnie zaznacza, że niema żadnego 
dowodu, aby zausznica złota w muzeum wiedeńskiem, na której p. 
Badaczek argumenta swe oparł, pochodziła niewątpliwie z Micbałkowa^ 
i oświadcza, że datowanie owego skarbu i jego archeologiczną analizą 
podaną przez Dra Demetrykiewicza uważa za całkiem trafne i silnie 
argumentowane. 

Dr. Demetrykiewicz zwiedził następnie wieś Sopohów, położoną, 
nieco na północ od Micbałkowa, skąd i p. Kirkor przywiózł przed laty 
bardzo charakterystyczne zabytki bronzowe, (zwierciadła, strzałki trój- 
kątne) oraz naczynia gliniane, jednak nie pozostawił bliższych opisów 
wykopaliska. Dr. Demetrykiewicz stwierdził obecnie, że ważne te zaby-^ 
tki, które dawniej uchodziły za wyroby rzymskie, a które Dr. Deme-^ 
trykiewicz rozpoznał jako okazy grupy t. z w. scytyjskiej, (co zyskało 
wyraźne potwierdzenie uczonych specyalistów zagranicznych np. Ham- 
pla i Reinekego) wydobyte zostały z 3 kurhanów, mieszczących groby 
zarówno szkieletowe jak i ciałopalne. 

W bezpośredniem sąsiedztwie Sopohowa w Krzywczu stwierdził' 
Dr. Demetrykiewicz istnienie dwu rozległych jaskiń w skałach gipso- 
wych. Szczegółowe naukowe zbadanie archeologiczne tych grot jest 
bardzo pożądane, jednak wymagałoby bardzo znacznych kosztów. 

Badania przedsięwzięte na rozległem horodyszczu w Bilczu Złotem 
nie wydały obfitszych rezultatów; dawniej miano w tem miejscu pod- 
czas orki znajdować wiele wyrobów metalowych. Kilka drobnych wy- 
robów bronzowych, uzyskanych obecnie przez Dra Demetrykiewicza, 
łącznie ze zdobytymi dawniej przez Kirkora zabytkami ze srebra, szkła 
i bronzu, wskazują na epokę wczesną średniowieczną i mają pokre- 
wieństwo z wykopaliskami halickiemi. 

W Monasterku koło Bilcza Dr. Demetrykiewicz zwiedził grotę 
na szczycie skały, z wydrążonemi nyżami, która uchodzi za dawną 
świątynię pogańską, oraz olbrzymi głaz naturalny, podparty w trzech 
punktach i przypominający dolmen, obok którego odkrył Kirkor szkie- 
lety z naczyniem glinianem. Dr. Demetrykiewicz przedłożył fotografie 
tych zabytków kamiennych i zaznaczył, że jest rzeczą stwierdzoną, 
iź oba służyły w dawnych wiekach do celów cerkiewnych; czy zaś 
początek ich i pierwotne pzeznaczenie sięga czasów przedhistorycznych 
to na razie z pewnością wyśledzić się nie da. 



18 



W Bedrykowcacb, wsi powiatu zaleszczyckiogo, bada} Dr. Deme- 
trykiewicz cmentarzysko z grobami szkieletowymi, rządowymi z których 
niektóre były przykryte płytami kamiennemi. W grobach tych, które 
sprawozdawca odnosi do ostatniego okresu przedhistorycznego po wę- 
drówce ludów, znalazły się czerepy potłuczonych umyślnie naczyń 
glinianych, oraz zausznice srebrne, w kształcie kółek z haczykami t 
z w. kabłączków. 

Dr. Demetrykiewicz okazał następnie starożytną szklaną czarę- 
czkę z uszkiem formy skrzydełka, oraz kulkę szklaną prążkowaną zna- 
lezioną przy kopaniu fundamentów w Borszczowie, które inżynier p. 
J. Grzegorzewski ofiarował do muzeum Akademii. 

Co się wreszcie tyczy wykopaliska przypadkowego w Stebniku, 
w pow. bohorodczańskim, o którem była wzmianka na jednem z da- 
wniejszych posiedzeń, oświadczył Dr. Demetrykiewicz, ie jedynie "w dro- 
dze oficyalnej za pośrednictwem c. k. Komisyi centralnej dla zabytków 
zdołał otrzymać wyjaśnienie, że przy kopaniu rowu znaleziono srebrny 
pierścień, tarczę, sztabę złotą, sztabkę srebrną wahową i 8 monet 
srebrnych starożytnych. Zabytki te nabył właściciel Stebnika p. Jerzy 
hr. Stadion, mieszkający stale za granicą. Innych wyjaśnień lub foto- 
grafij nie można było otrzymać. 

W końcu uchwalono p. Dr. Demetrykiewiczowi zasiłek na tego- 
roczne poszukiwania archeologiczne, a co do innych badań etnografi- 
cznych p. przewodniczący przyrzekł starać się o stosowny na ten cel 
fundusz. 



>-^$G^ 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1899. — Drukarnia UniwerBytetii Jagiellońskiego. 






SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcją Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

SC wspótudziaZem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawosdanla ■ poiledseń i csynnoAoi Akademii Umiejętnoiei w Krakowie wjohodsą 
% końcem kaśdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Wrseinia. Prenumerata wynoti 
w Krakowie: 1 fl. 60 kr. , — w Anstryl 1 fl. 80 kr., — la granicą w obrębie iwiąsku 
poeatowego 2 fl. rocznie. Nnmer pojedynczy sprzedaje się, o ile sapas starciy, po 25 kr, 

Sktad głómy w kalęgarnl Spółki Wydawniczej w Krakowie. 

Tom V. styczeń 1900. Nl\ 1. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Po$iedtenie 
WydzieUu filologicznego dnia 22 Stycznia : Runy i runiczne pomniki ilo- 
wiańskie przez J. Leciejewskiego. — Rozproszenie młodzieży szkol- 
nej w 1549 roku w świetle krytyki odnośnych źródeł przez A. Karbo* 
wiaka. — Sprawozdanie Komisyi historyi sztuki z dnia 14 grudnia 
1900. — //. Potiedzenie Wydziału hiśłoryczno-filozoficznego dnia 15 Sty^ 
atnia: Globus Biblioteki Jagiellońskiej z początku wieku XVI przez T. 
Estreichera. — Misya Feliksa Oraczewskiego posła polskiego w Pa- 
ryżu podczas wielkiej rewolucyi w r. 1791 i 1792 przez B. Dembiń- 
skiego. — Studya nad XIV wiekiem N. VI. Daty zjazdów koszyckich 
przez K. Potkańskiego. — Lata szkolne Jana Zamojskiego przez W. 
Nowodworskiego. — UJ. Posiedzenie Wydziału matemtUyezno-przy- 
rodniczego dnia 8 Stycznia: Budowa przewodów żółciowych międzyko- 
mórkowych i ich stosunek do naczyń krwionośnych włoskowatych przez 
T. Browicza. — Działanie kwasu azotowego na węglowodory aroma- 
tyczne w stanie pary przez Br. Zna to wi cza. — Uwagi dynamiczne 
nad bromowaniem benzolu przez L. Brunera. — Krytyczny przegląd 
dotychczasowych badań nad wrażeniami barwnemi przez W. Heinri- 
cha. — Posiedzenie Komisyi antropologicznej z d. 19 grudnia 1899. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu styczniu opuściły prasę następujące wyda- 
wnictwa Akademii: 

Karol Potkański: Studya nad XIV wiekiem: Nr. III. Sprawa Resty- 
Łucyi (Rok 1374- i 1381). 8-o, str. 20. Cena 60 halerzy. 



HARVARD UNIVERSITY 
LIBRARY 

OCT 1 7 t9/7 



y' 






Leo Sternbach: De Georgii Pisidae fragmentis a Suida seryatis, 8-0, 

str. 91. Cena 1 kor. 40 halerzy. 
Józef Tretiak: Miedziany Jeździec Puszkina. Studyum polemiczne. 8-0, 

str. 80. Cena 1 korona 60 halerzy. 



— >-^»-*- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wyd/Jał filologiczny. 



Posiedzenie dnia 23 Stycznia 1900 r. 

Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Dr. J. Leciejewski przedstawił pracę swoją p. t. : „i?wwy 

i runiczne pomniki słowiańskie^. 

Autor dzieli swą pracę na trzy części. W pierwszej omawia runy 
zo stanowiska ogólnego; rozbiera więc dotychczasowe zapatrywania na 
pochodzenie run, różne futhorki, właściwości graficzne run, jak runy od- 
wrotne, runy wiązane, runy gałązkowe, łączenie wyrazów, interpunkcyę, 
ornamentykę runiczną i znaki symboliczne. Obszerniejszy rozdział poświęca 
technice runicznej i treści napisów runicznych, która stosownie do ro- 
dzaju pomnika nieco się zmienia. Szczególną uwagę zwraca autor na na- 
pisy nagrobkowe, które posłużą później do wyttomaczenia napisów na 
kamieniach z Mikorzyna i ze Skalska. Druga częśó pracy poświęcona jest 
runicznym pomnikom słowiańskim. Uważano do tego czasu wiele pomni- 
ków za słowiańskie i runiczne, które ani słowiańskimi ani runicznymi 
nie są. Istnieją także falsyfikaty, które mylnie za autentyczne uznawano. 
Dlatego autor ocenia krytycznie wszystkie dotychczas za słowiańskie uwa- 
żane pomniki i rozróżnia: a) pomniki uznawane mylnie za runiczne, 
b) falsyfikaty, c) pomniki prawdziwe runiczne^ ale niesłowiańskie, d) po- 
mniki wątpliwego pochodzenia, o których rozstrzygnąć się nie da, czy są 
słowiańskie, czy obce i e) pomniki runiczne autentyczne słowiańskie. Do 
pierwszej kategoryi zalicza autor: 1. Chełmy styryjskie, 2. Czernoboha 
w Bamberdze 8. Urnę gdańską i 4. Czarę z Szent- Miklósz. Do falsyfi- 
katów zalicza: 1. Kamyki z Nowych Strzelec i 2. Wszystkie bałwanki 
prylwickie. Mówiąc o nich, a opierając się na okolicznościach znalezienia. 



HARVARD UNIVERSłTY 
LIBRARY 

OCT 1 7 W I 



1 



/X . 



ortografii i treści napisów, autor wykazuje, że są nędznymi falsyfikatami. 
Dowodem tego choćby ta okoliczność, ie napisów tych na podstawie 
run prawdziwych wcale odczytać nie można; dają się one natomiast 
odczytać na podstawie alfabetu Mascha, który znów korzystał z A rnkiela 
i Kliiwera i wtenczas czytamy nazwy bogów niesłowiańskich, jak Odina, 
Mitry, Sybili, Dyabta i wyrazy niemieckie i łacińskie jak: Zirkel, Rex. 
Imiona zaś BiaZo boga, Czarnoboga, Ziwy, Radegasta są tak pisane, iż 
wykazują i pisownię i zapatrywania mytologiczne XII i XVIII wieku, 
a nie czasów pogańskich. Pomnikami mylnie za słowiańskie uważanymi 
są: 1. napis na chorągwi pruskiej i 2. napisy na monecie i pieczątce li- 
tewskiej, o których wspomina Narbutt w Dziejach narodu litewskiego, 
a które są pochodzenia pruskiego i litewskiego; 8. pieniążek runi- 
czny znaleziony w Czechach, który jest germański i 4; grot kowelski, który 
ma napis gotycki. Wątpliwego zaś pochodzenia są: 1. dwa groty i nóż 
z Grunówka pod Lesznem z runą u, 2. siekierka z Biezdrowa i 8. urna 
kobielicka z Pomorza. Ostatnia jest właściwie słowiańską, bo urny z na- 
pisami runicznymi posiadają tylko Słowianie ale nie mogąc dostać do- 
kładnej kopii napisu i nie chcąc polegać na bardzo niepewnych rysun- 
kach Hanusza, nic ważył się autor czytać napisu niepewnego, przez co 
nie można było na pewno stwierdzić jej słowiańskiego pochodzenia. 

Główną część rozprawy stanowi omówienie autentycznych pomni- 
ków runicznych słowiańskich. Zebrał ich autor kilka: 4 polskie, 2 czeskie, 
1 słowacki, 2 rosyjskie i 1 ruski. Pomnikami polskimi są: i. Brakteat 
złoty z Wapna, znajdujący się w Muzeum starożytności w Berlinie. Był 
on uważany za niemiecki; polegało to jedynie na przypuszczeniu, bo 
uczeni niemieccy nie mogli dać dowodu językowego na swe twierdzenie. 
Tymczasem jest na nim wybite najwyraźniej imię Zabaw, od którego 
pochodzi proklamacya: Zabawa. 2. Drugim polskim pomnikiem jest me- 
dal krakowski, opisany po raz pierwszy przez p. prof. Fr. Piekosińs kiego* 
Napis na jednej stronie wybity: »Dziewica maci czSlłowiek< (-Dziewica 
matka ludzi) świadczy dobitnie, że twarz na tej stronie wybita przedsta- 
wia najstarszy wizerunek matki Boskiej w Polsce; napis z drugiej strony: 
•WitjSldz krźestow* (» Wojownik za chrzest, rycerz chrześcijański) poka- 
zuje, że twarz na tej stronie wybita przedstawia Mieczysława 1, który 
jedyny z powodu przyjęcia chrztu może być nazwany: wojownikiem za 
chrzest. Jest to więc medal pamiątkowy przyjęcia chrztu -przez Mieczy- 
sława I. 3. Trzecim pomnikiem jest amulet lednicki przeciw chorobom, 
mający kształt niezdecydowanego zwierzęcia, będącego niby kozłem, niby 
baranem, co zresztą zupełnie odpowiada charakterowi amuletu. Ma oa 
napis stosowny do swego przeznaczenia: Lice leól! (s= figurko uzdrów!). 
Porównanie z amuletami runicznymi skandynawskimi wykazuje zgodność 
tego pomnika z podobnymi na północy. Ł Czwartym wreszcie pomnikiem 
są kamienie mikorzyńskie. Autor rozbiera okoliczności ich znalezienia, 

1* 



ocenia krytycznie wiadomoćci o nich, zastanawia się nad wywodami 
innych autorów, omawia ich technikę, treść napisów i wykazuje, że są 
autentyczne, zwłaszcza, że odczytane napisy czynią zadość wymaganiom 
gramatycznym. Napis na jednym kamieniu brzmi: »Smir źyrtw& lezyt«, 
na drugim: >Smirniogo (zmarłego) ociec Lutewoj woju (s wojownikowi) 
8(ynowi) sc. postawił ten pomnik«. Objaśnienia językowe, dodawane wo- 
gole do każdego pomnika, wykazują zgodność form gramatycznych napi- 
sów tych z językiem staropolskim. Kilka uwag nad językiem, jakie się 
nasuwają przy czytaniu wymienionych zabytków runicznych, kończą ten 
rozdział. Pomników czeskich wylicza autor dwa: 1 Nagrobek w Morawii, 
odkryty przez Wacława Krolmusa. Składa się on także z dwu kamienr 
które razem dają napis: »KnĆźe Radek oba kameny ukuł si v bXAvw 
BratruSi, svómu synovi< (-Książę Radek oba kamienie te ukuł ku sła- 
wie Bratruszy. swemu aynowi). 2. Drugim pomnikiem czeskim jest urna 
drahelczycka. Napis na niej jest bardzo zniszczony i tylko w połowie- 
czytelny. Odczytanie części niewyraźnej polega na hypotezie, opartej je- 
dnak na resztkach zachowanych znaków napisu. Brzmi on prawdopo- 
dobnie: >D6iiu Vitu< (-Dziadowi Witowi). Bardzo ważnym pomnikiem 
jest pomnik słowacki, który jest granicznikiem, a to z tego powodu, że- 
ma liczby runiczne. Pomnikiem takim nie może się poszczycić nawet Skan- 
dynawia, skutkiem czego granicznik słowacki ma niezmierną wartość nie- 
tylko dla runoznawstwa słowiańskiego, ale także runoznawstwa ogólnego. 
Jest to wielki głaz, schowany tyłem w ziemię i mający z trzech stron znaki 
runiczne. Strona główna przednia ma wyraz Grań (granicznik) i liczby 
77 i 7; strona prawa wykazuje tylko liczby 200970 i 7; strona lewa: 2000. 
Pomnikami rosyjskimi są: a) Urna alekanowska, mająca napis: »Um(er- 
szemuc) mału stawih nużdaja (Umarłemu małemu] stawiłem strapiony^ 
i b) 2 skorupy z literami »(s)ław« i >at(ta)« lub >ln(nl)<. Ciekawy jest 
także pomnik ruski; jest nim urna znaleziona we wsi Czechy w powiecie 
brodzkim. Cały napis tworzy jedna runa, ale gałązkowa, oznaczająca głos 
l{ł). Świadczy ona o wielkiej znajomości run na Rusi, bo runy gałązkowe 
powstają tylko tam, gdzie runy zwyczajne dobrze są znane. Bez znajo- 
mości run zwyczajnych nie może być mowy o runach gałązkowych. 

Rezultatom z omówienia wszystkich tych pomników wypływają- 
cym poświęca autor część trzecią swej pracy. Głównym z nich jest do- 
wód niezbity, że Słowianie znali pismo runiczne i pisma tego używali. 
Jeżeli dodamy do tego jeszcze świadectwo bułgarskiego mnicha Chrabra 
o południowej i Dietmara o północnej słowiańszczyźnie, które nam się 
teraz w innem przedstawia świetle, istnienie run u Słowian staje się fa- 
ktem, którego zaprzeczyć nie można. Dalszym tego dowodem są i znaki 
runiczne, jakich nie znajdujemy ani w futhorku skandynawskim, ani an- 
gielskim, ani niemieckim. Są to runy dla dźwięków czysto słowiańskich: 
*»{S), if dij 6, dUdj\^ riir)^ d(a nosowe). Do dotychczasowych więc rua 



^skandynawskich, angielskich i niemieckich przybywają nowe: runy s2o- 
bańskie. 

W dalszych rozdziałach daje autor zestawienie run słowiańskich 
i potoczonych z nimi właściwości graficznych. Zastanawia się także nad 
4cwesŁyą, skąd przybyły runy do Słowian i kiedy zaczęli a kiedy przestali 
-oni używać pisma runicznego. Pierwsze pytanie rozstrzyga w ten sposób, 
-że przyjmuje dla Słowian północnych, zachodnich i wschodnich wpływ 
skandynawski, dla południowych wpływ Germanów południowych. Uży- 
wanie zaś run przypada według niego na wieki YII— IX u Słowian po- 
łudniowych, na wieki VUI — XI a może i Xii u reszty narodów słowiań- 
jskich. 

Prof. Antoni Karbowiak przedstawił swoją pracę p. t.: 
jj Rozproszenie młodzieży szkolnej w 1549 roku w świetle kry- 
4yki odnośnych źródeł*^. 

Głośna swego czasu na całą Polskę, sprawa zbrojnego wtargnięcia 
służby X. Andrzeja Czarnkowskiego, scholastyka kat. krak. i proboszcza 
4colegiaty WW. St. w Krakowie, do szkoły i bursy, istniejącej przy tymże 
4cościele, i zamordowania w niej jednego a pokaleczenia kilku innych 
uczniów oraz dalszych jej następstw, zakończonych rozproszeniem scho- 
larzów, nie doczekała się ostatecznego wyjaśnienia z powodu niedostatku 
źródłowych wiarogodnych wiadomości. Autor odkrył nowy obfity mate- 
ryał pierwszorzędnej wartości, a mianowicie protokoły procesu, wyto- 
-czonego w tej sprawie X. proboszczowi Czarnkowskiemu, które dostarczając 
jnnóstwo nieznanych dotąd faktów umożebniły krytykę dawniej nagro- 
madzonych szczegółów, ustalenie chronologii i powiązanie całego zdarze- 
nia z tokiem dziejów społecznych i oświecenia w Polsce. 

Scharakteryzowawszy dawne źródła i podawszy zawartość proto- 
kołów procesu, autor przeszedł do rozbioru i krytyki materyałów źró- 
dłowych, grupując zdarzenia w porządku chronologicznym. 

We wtorek d. 14. maja r. 1549 pomiędzy godziną 8. a 9. wieczorem 
•kilku uczniów zamieszkałych w bursie szkoły WW. SS. stojąc na cmen- 
4arzu kościoła tegoż wezwania, zaczepiło w sposób wyzywający dwie 
'kobiety wątpliwych obyczajów, zdążające na probostwo. Z tego powoda 
przyszło do kłótni i bijatyki pomiędzy służbą St. Czarnkowskiego a rze- 
-czonymi uczniami. Służba proboszczowska wtargnęła przy tej sposobności 
-do szkoły i tam zamordowała ucznia uniwersytetu Jerzego, syna Jana 
^ Pieniaw dyecezyi wileńskiej i pokaleczyła kilku innych. 

Dowiedziawszy się o wszystkiem dnia następnego t. j. 16 maja, 
przypisała młodzież całą winę X. Cz. i poszła tłumnie i zgiełkliwie ze skar- 
cą na niego na Wawel do króla. Wypędzona z zamku z powodu tumultu 
'Wróciła i zabrawszy trupa kolegi obnosiła go po ulicach i Rynku Kra- 



G 



kowa, mianując X. Cz. mordercą. Pod wieczór tegoż dnia udała się d<^ 
rektora uniwersytetu i źądala jego interwencyi. 

Dnia następnego wezwał król scholarzów na zamek i pozwoli! 
im przedłożyć swe żale. Imieniem wszystkich zabrał głos bakałarz Mi- 
kołaj Odachowski i oskarżył X. Czarnkowskiego jako winnego zbrodni 
napadu, mordu i pokaleczenia. Po scholarzach przemawiał St. Cz. w swej 
obronie. A wreszcie wygłosił mowę król, i przekazał zbadanie sprawy 
X. Biskupowi Maciejowskiemu. 

Dnia 17. maja przesłuchano z polecenia biskupa świadków częścią 
w ratuszu częścią w kuryi biskupiej, — wezwano na termin scholarzów 
i wszystkich, których sprawa obchodziła, i polecono wnosić oskarżenia. 

Dnia 18. maja odbyła się pierwsza sesya sądu biskupiego. Młodzież 
szkolna, tłumnie zgromadzona, nie wniosła oczekiwanej skargi przeciw 
X. Cz., prosiła tylko o odroczenie terminu, aż się namyśli, co zrobić. 

Na następnej sesyi sądowej dn. 22. scholarze nie stanęli, założyli 
tylko protest przez rektora uniw. przeciw procesowi X. Cz. i domagali 
się zadośćuczynienia za mord i pogwałcenie dwoich praw i przywilejów. 
Protestowali zaś przeciw procesowi, bo, oparty na ich własnych bezpod- 
stawnych posądzeniach, stał się bezcelowy. Nie oskarżyli też mimo we- 
zwania służby X. Cz., bo chwilowo brakto i do tego prawnych podstaw 
a nadto gniew scholarzów kierował się głównie przeciw X. Proboszczowi, 
który acz niewinny napadu i mordu, przecież był pierwszą przyczyną 
całego fatalnego zajścia. Biskup nie przychylił się do życzeń młodzieży. 
Proces przeciw X. Cz. toczył się dalej, a młodzieży nie dano żadnego- 
zadośćuczynienia za mord i pogwałcenie praw i przywilejów. Rozgory- 
czenie jej było z lego powodu wielkie. 

Zaszły nowe wypadki, które dolały oliwy do ognia. Dnia 26. maja 
napadli żacy dwóch szkół na wracającego z Prądnika X. Cz., przyszła 
przy tom do starcia ze służbą miejską i uwięzienia niewinnego ucznia 
uniwersytetu, którego w ratuszu zmuszał kat do poczynienia pewnych zeznań. 
Ów scliolarz wypuszczony po kilku dniach na wolność, opowiedział kolegom, 
jak z nim postąpiono. Oburzona młodzież uchwaliła dnia 30. maja, że opu- 
ści Kraków gremialnie dn. 4. czerwra, a jednocześnie nakazała żakom 
zaprzestać pełnienia służby po kościołach krakowskich. Odrazu ustały^ 
śpiewy scholarzów we wszystkich krak. świątyniach a robiły się przygo- 
towania do emigracyi. 

Widząc, że młodzież gotowa wykonać szalony zamiar, próbo- 
wano burzę zażegnać. Król wezwał do tego kasztelana krakowskiego* 
Jana Tarnowskiego. Ten zaprosił młodzież do kościoła franciszkańskiego 
na dzień Ł czerwca, przemówił do niej i uspokoił ją, ale gdy następnie 
biskup Maciejowski zaczął mówić o mordzie i winić także młodzież, wte- 
dy jak gdyby na dany znak, wszyscy uczniowie szkół parafialnych i uni» 
wersytetu w liczbie około 6670 ruszyli śpiewając przygotowani do po- 



droży z kościoła 00. Franciszkanów na Kieparz. Tu odprawiono mszę 
do Św. Ducha. Z Kleparza wyszli za miasto ku Prądnikowi. Tymczasem 
z największym pospiechem wygotowano na zamku rozkaz królewski wzy- 
wający młodzież do odwrotu, i doręczono go jej za miastem, zanim się 
rozproszyła. Część scholarzów usłuchała króla, reszta nie powróciła, po- 
dążając do domu do rodziców, by tam lub zagranicą szukać szczęścia. 
Młodzież, która, powróciła do Krakowa, nie podjęła obowiązków śpię* 
wania po kościołach przez całe lato, chodziła tylko na wykłady w uni- 
wersytecie. O rozmiarach rozproszenia daje pewne pojęcie statystyka 
wykładów uniwersyteckich z odnośnego półrocza szkolnego. Na 46 pro- 
fesorów wydziału filozoficznego kończyło wykłady w terminie normalnym 
17, inni przerwali je w części wyraźnie z powodu rozproszenia, a w części 
z powodów niepodanych przez dziekana, lecz przypuszczalnie bodaj w pe- 
wnej liczbie także z powodu emigracyi. 

W dn. 4. czerwca uwięziono na rozkaz Tarnowskiego służbę X. Czarn- 
kowskiego i pociągnięto jednocześnie do odpowiedzialności winnych scho- 
larzów ze szkoły W W. ŚŚ.. Ale jednych i drugich puszczono bez kary na 
wolność. Przeciw służbie X. Proboszcza nie wnieśli oskarżenia ani scho- 
larze ani nikt inny, nie oskarżono jej też z urzędu, jak to zrobiono 
z X. Czarnkowskim. Fakt ten ma związek z pierwszą tajoną przyczyną 
całego tego smutnego zajścia. 

Zaznaczywszy z naciskiem, że młodzież szkolna zawiniła wielo 
w całej tej tak fatalnej sprawie, stwierdza autor, że przecież wyrządzono 
tej młodzieży bezkarnie cały szereg krzywd i pogwałcono jej prawa 
i przywileje, zagwarantowane przez królów polskich i przez papieży. 

Gdy jednak cały szereg owych choć wielkich krzywd nie tłómaczy 
jeszcze szalonego, a poniekąd rozpaczliwego kroku młodzieży, przeto 
dochodzi referent do wniosku i uzasadnia go, że całe zajście w r. 1549 
ma powody w zdarzeniach tegoż roku, a dalsze przyczyny w walce szla- 
chty z nieszlachecką warstwą ludności, na polu nauki i szkoły. Rzesza 
plebejuszów, która miała dotąd z tytułu nabytej nauki rozmaite przywileje 
i prawa i poszanowanie społeczne, zaczęła od XV. wieku tracić jedne 
i drugie, a w XVI. straciła prawie zupełnie. Odtąd nauka mozolna prze^ 
stała mieć dla plebejczyka wartość, wiedziała o lem dobrze młodzież 
szkolna. To też, pokrzywdzona srodze w swoich przywilejach i prawach 
w uniwersytecie, mogła bez większej dla siebie straty porwać się do sza- 
lonej demonstracyi i wykonać ją rzeczywiście. 

Rozproszenie scholarzów jest zatem objawem smutnym w dziejach 
naszej oświaty, bo dowodem, że uniwersytet upadł i stracił na powadze 
i znaczeniu naukowem, a nauka skapitulowała wobec przywilejów wszech- 
władnej szlachty. 



8 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 14 grudnia pod przewodnictwem 
pro£ Dra Maryana Sokołowskiego. 

Prof. Dr. Jerzy Mycielski przedłożył referat o obrazie Hansa 
Suessa yon KuLmbach z i*. 1518, znajdującym się w galery i publicznej 
w Hanowerze a mogącym mieć związek z Polską, oraz tegoż fotografię. 
Utwór malowany olejno na drzewie, przedstawia na tle krajobrazu idą- 
cych po łące dwóch świętych, św. Sebastyana i św. Rocha; na lewo na 
pierwszym planie klęczy w modlitwie miody donataryusz czarno ubrany, 
na prawo znajduje się jego herb na czerwonej tarczy polski »Lis« z tą 
jedynie odmianą, że w miejsce klejnotu z Lisem ma skrzydło czerwone 
a na niem powtórzony z tarczy krzyż podwójny ze strzałą. Może to być 
więc odmiana polskiego >Lisa<, a w takim razie fundator obrazu mógł być 
Polakiem i może obraz ten fundował do którego z kościołów krakowskich, 
skąd drogą sprzedaży za granicę się dostał. Utwór jest bardzo piękny 
i przypomina w wielu szczegółach krakowskie utwory Kulmbacha. W dłuż- 
szej dyskusyi nad tym referatem, prof. Dr. Franciszek Piekosiński za- 
znaczył, że jeżeli to jest »Lis« w herbie, to z bardzo fantastyczną od- 
mianą, możliwą jedynie u malarza cudzoziemca. Prof. Dr. Maryan So- 
kołowski w wyczerpującym wywodzie podniósł również te same wątpli- 
wości co do herbu, który choć do >Lisa« podobny, może jednak także 
należeć do której z patrycyuszowskich rodzin niemieckich, następnie zaś 
wykazał, że w każdym razie obraz przez Kulmbacha w r. 1518 już nie 
mógł być w Krakowie malowany. Bawi tam artysta i pracuje dla Bonera 
od r. 1514 do 1516, a może być, że jest jeszcze i w r. 1517; bezpośre- 
dnio przed przybyciem do Krakowa był on malarzem nadwornym Fry- 
deryka margr. Brandenburskiego na Anspachu, wdowca po Jadwidze 
Jagiellonce i dla niego pracował, a wtedy z rokiem 1514 zamyka się jego 
pierwsza maniera bamberska; drugą najświetniejszą, jest krakowska, z r. 
zaś 1517 zaczyna się trzecia, ostatnia, w której malarz swój dawny ko- 
loryt złocisty przemienia w srebrzysty, a w r. 1518 pracuje wraz z Dii- 
rerem nad słynnymi rysunkami dla cesarza Maksymiliana I. W każdym 
więc razie, jeżeli obraz ten dla Polaka wykonał, lo już w Norymberdze, 
której stosunki wówczas z Krakowem były zawsze jeszcze najbliższe. 

Z kolei prof. Dr. Jerzy Mycielski przedstawił referat o sto- 
sunku z Polską rytownika augsburskiego Filipa Andrzeja Kiliana w pierw- 
szej polowie wieku XVIII i o jego rycinie obyczajowo-politycznej, której 
fotografię przedłożył. Ostatni z długiej dynasty! augsburskich Kilianów, 
syn rytownika Jerzego, ur. 1714 r. a zmarły w r. 1759, Filip Andrzej 
rytował zwłaszcza utwory religijne mistrzów włoskich wieku XVH i XVni, 
oraz portrety znakomitych współczesnych osobistości ; był w bliskich sto- 
sunkach z Augustem III. i na kilku najpiękniejszych rycinach podpisat 



się jako »rytownik króla polskiegoc Bral on zarazem udział wraz z in- 
nymi rytownikami w zbiorowej pracy nad seryą satyrycznych i obycza* 
Jowo politycznych obrazów, które wyrysował malarz współczesny Paweł 
Decker syn, a które noszą nazwę wspólną »Laconicum Europae spe- 
culumc. Wspaniały egzemplarz tej publikacyi posiada Muzeum XK. 
Czartoryskich w Krakowie. Każda z rycin jest niby allegoryą satyryczną 
na jedno z współczesnych państw Europy, na rząd, królów, politykę, oby> 
czaję, strój i t. d. Idą tam po sobie Niemcy, Anglia, Francya, Hiszpania, 
Włochy, Turcya, nawet osobno Węgry; jest i » Polonus*, a rycina ta nosi 
-datę 1737 r. Obraz pięknie skomponowany, w środku z Augustem III. 
w majestacie na tronie, z różnemi allegoryami kobiecemi otaczające mi 
1^0, a po obu stronach grupy postaci męskich w polskich strojach z ró- 
iną znowu allegoryczną akcyą, jak np. przynoszenie elekcyjnej korony, 
zajęcia wojenne, rolnictwo, nauki i t. d. Na obramieniu obrazu biegnie 
szereg panoplij i tarcz, a na każdej znajduje się nader dowcipny saty- 
ryczny łaciński napis do Rzpltej odnoszący się, prawie zawsze trafny, 
chociaż ostry i gryzący. Rycina ta stanowi i pod względem artystycz- 
nym i co do sądu ówczesnej Europy o Polsce ciekawy przyczynek do 
obrazu współczesnej kultury, oraz roli, jaką w świecie zachodnim Rzplta 
wtedy grała. 

Z kolei prof. Władysław Łuszczkiewicz podał wiadomość 
o mającym się znajdować w Bychawie w Królestwie Polskiem obrazie 
religijnym Jakóba Gallota. Prof. Dr. Franciszek Piekosiuski 
przedstawił pieczęć z roku 1462 malarza i illuminatora nadwornego Ka- 
zimierza Jagiellończyka, Stanisława Dorinka albo Durnika, który w r. 
1481 malował też chorągwie. Dr. Feliks Kopera przedłożył sze- 
reg fotografij wspaniałych zabytków, z Polski pochodzących a znajdują- 
cych się w »Orużejnoj Pałacie* w Moskwie; są to zwłaszcza przepyszne 
srebrne tace, misy, pubary, roztruchany, o delikatnej robocie i o wyjąt- 
kowym artystycznym smaku. Wreszcie wybrano ponownie przewodniczą- 
cym Komisyi Radcę dworu prof. Dra Maryana Sokołowskiego, a sekre- 
tarzem Komisyi tudzież redakcyi Sprawozdań Dra Feliksa Koperę. Po- 
czem prof. Sokołowski w gorących słowach podziękował prof. Dr. Jerzemu 
Mycielskiemu i p. Adamowi Chmielowi za ich gorliwą i pełną poświę- 
cenia pracę, którym zajęcia nie pozwalają spełniać dotychczasowych na- 
4al obowiązków, a którzy przyczynili się znacznie do osiągnięcia pomyśl- 
Jiych rezultatów i rozszerzenia programu komisyi. 



10 



11. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 15 Stycznia 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Sekretarz przedstawia pracę p. Tadeusza Estreichera p. t.: 
„Globus Biblioteki Jagiellońskiej z początku w, XVI^, 

Globus ten stanowi część składową zegaru astronomicznego, zapi* 
sanego w inwentarzu Biblioteki Jagiellońskiej pod dz. I. Nr. 8. .Opisem 
zeparu zajął się fizyk francuski Ch, Ed. Guillaume w »La Naturec, nr. 
996 z r. 1892, str. 75; globus jednak, jako taki, nie został dotychczas 
opisany. 

Jest on utworzony z dwóch półkul miedzianych, o średnicy 78 Y^ mm. 
na zewnętrznej stronie złoconych, i opatrzonych rysunkiem południków 
i równoleżników w odległości co 10*^; długość geograficzna jest liczona 
od Ferro. Morza i jeziora są oznaczane liniami falistemi. Czas powstania 
tego globusa można oznaczyć na podstawie wiadomości geograficznych, 
zarpg<*strowanych na mapie powierzchni ziemi, oczywiście przyjmując, że 
twórca globusa stał, o czpm nie można wątpić, na wysokości współczesnej 
unuejęlności geograficznej, i nie rył tej mapy na podstawie przestarzałych 
wiadomości. Porównywając więc mapę tę z innemi z początku w. XVI, 
widzimy, że Nowa Fuiidlandya jest zaznaczona jako osobna wyspa, na- 
tomiast Florydy niema jeszcze. Wszystkie mapy do r. 1508 jednakże po- 
dają Nową Fundlandyę jako część Azyl północnej, a po roku 1610 Floryda 
już się ukazuje, z początku jako ^Beimenic, np. u Piotra Martyra w »Le- 
galio Babylonica« w r. 1511, u Jana ze Stobnicy, na mapie, dołączonej 
do Introductio in Cosmographiam Ptolemeusza (Kraków, Flor. 
Urgler 1512) i u innych. 

Ameryka południowa, występująca tu jako Mondus Novus. ma kształt 
trójkątny, mniej więcej odpowiadający rzeczywistemu, co jednak wedle 
autora jest raczej przypadkiem spowodowane, niż świadomością o rzeczy- 
wistym stanie rzeczy. Gdy bowiem krańce znanych wówczas wybrzeży: 
północnego i wschodniego, twórca globusu połączył linią falistą, po- 
wstał w ten sposób trójkąt, dosyć do rzeczywistej formy kontynentu 
zbliżony. Fakt, że wybrzeże przedstawione tu jest aż do 57® połudn. sze- 
rokości, a tak daleko jeszcze w owych czasach żeglarze nie doszli, mo- 
żna sobie wytłómaczyć wiadomościami od krajowców otrzymywanemi, 
które w ten sposób mogły o przebiegu konturu wybrzeża o parę stopni 
dalej ku południowi poinformować; analogiczne przykłady są nadzwyczaj 
częste. O tem zaś, że Ameryka kończy się szpiczasto ku południowi, wie- 



u 



dziano już w owych czasach, jak świadczy cytowany przez autora ustęp^ 
z listu Piotra Mar tyra. 

Globus ten wogóle jest niezmiernie podobny do t. zw. globusu 
Lenoxa, przechowywanego w Bibliotece Publicznej w Nowym Yorku. Głó- 
wna różnica między nimt leży w tern, co zarazem stanowi cechę chara- 
kterystyczną, wspólną tylko tym obu globusom. Jest nią wielka wyspa, pra- 
wie kontynent, położony na południowy wschód od wyspy, oznaczonej na 
globusie > jagiellońskim € jako Madagascar; wyspa ta, zaznaczona tylko 
na tych dwóch globusach, jest bezimienną na globusie Lenoxa, lecz na 
naszym nosi nazwę: America noviŁer reperta. Ze sposobu naryso- 
wania jej wybrzeży wynika według autora, że ta wyspa została poznana 
przez żeglarzy, przybywających od wschodu, nie zaś od żeglarzy, przyby- 
wających od zachodu lub północy: że jednak takiej wyspy nie ma w rzeczy- 
wistości, przeto należy przypuszczać jakieś nieporozumienie. De Costa^ 
który napisał obszerną monografię globusu Lenoxa, sądzi, że ląd ten 
przedstawia Australię; nieprawdopodobnej tej hypotezie sprzeciwia się 
autor, i przypuszcza, że to ma być rzeczywiście Ameryka południowa, 
narysowana w innem położeniu i zdeformowana wskutek przesunięcia 
ku południowi, co, wobec zachowania wcale dokładnego wymiarów, wy- 
rażonych w stopniach, spowodowało zmianę kształtu. 

Tę samą nazwę: America noviter reperta, znajdujemy na 
lądzie Ameryki południowej na t. zw. klinach globusowych L. Boulen- 
giera, pochodzących z r. 1514 Przez porównanie innych jeszcze napisów 
i szczegółów, autor przychodzi do przypuszczenia, że globus Boulengiera, 
jeżeli nie pochodzi z tego samego warsztatu, co globus » jagielloński*, 
to przynajmnif»j jest do niego bardzo zbliżony, i prawdopodobnie pocho- 
dzi z tejsamej szkoły kartograficznej. Ogólne wnioski, odnoszące się da 
globusa Biblioteki Jagiellońskiej, są następujące: Jestto najstarszy globus 
pokoiumbowy, a co za tem idzie, najstarszy z podających jakąkolwiek 
część Nowego Świata, mianowicie cały kontynent południowo-amerykań- 
ski, niepołączony z Azyą. Prócz tego jest to pierwszy globus — a może- 
nawet pierwsza wogóle mapa — podająca nazwę Ameryki: ciekawy jest 
fakt, że nazwę tę umieszczono w zupełnie fałszywem miejscu, co do- 
wodzi, że została tam położona, gdy jeszcze jej przynależność nie była 
powszechnie znana. 

Dr. Bronisław Dembiński przedstawia swą prace p. t.: 

y^Misya Feliksa Oraczewskiego posła polskiego iv Paryżu podczas 

wielkiej rewolucyi w r. 1791 i 1792^, 

Feliks Oraczewski wizytator, a następnie rektor Akademii Krakow- 
skiej w r. 1787, znany z swego wystąpienia, pełnego męskiej siły i od- 
wagi, na Sejmie extra ordynaryjnym warszawskim, na którym rozegrała 
się sprawa pierwszego rozbioru Polski, obdarzony szczególnym zaufaniem 



12 



i ^aską króla Stanisława Augusta (1778 — 1776), przybył do Paryża w cha- 
rakterze ministra pełnomocnego w marcu r. 1791, aby nawiązać i utrzy- 
mać stałe stosunki między Rzecząpospolitą a Francyą. Oraczewski pozo- 
stał na swem stanowisku aż do 19 sierpnia 1792 i ilopiero po uwięzieniu 
króla opuścił Paryż i Francyę. Oprócz raportów, dotąd nieznanych, do 
ministra spraw zagranicznych Cbreptowicza, pisywał od lipca 1791 regu- 
larnie obszerne listy do króla Stanisława Augusta, w których zajmował 
się również przeważnie publicznemi sprawami, ale udzielał też w nich 
licznych » wiadomości politycznych*. Listy te zachowały się w orygina- 
łach w arcliiwum prof. Pawła Popiela. Zadanie Oraczewskiego było 
z początku przykre i trudne, ponieważ w żaden sposób nie mógł się zgodzić 
z postępowaniem i z zapatrywaniem mentora, wskazanego mu przez samego 
królsL, który liczną, a nie zawsze dość oględną korespondencyą często- 
kroć siebie i kraj cały narażał na podejrzenia i zarzuty. Mentorem tym, 
który z radami pisywał do króla, a rozumiał, że będzie » ministrem pol- 
skimc rządził, był Mazzai, oddany całą duszą rewolucyi. Oraczewski za- 
rzucał mu słusznie, że »podaje opaczne wiadomości o Poiscec, zarzucał 
mu także, że listy króla pokazuje posłowi rosyjskiemu, i że ten »bierze 
go na szepty«. Zaniepokojony i osobiście obrażony minister skarży się 
ustawicznie na niebezpiecznego doradcę, zalecając królowi usilnie » ostro- 
żność, bardzo potrzebną w dzisiejszych okolicznościach !c Wogóle Oraczew- 
ski poczuwał się do obowiązku, aby prostować fałszywe o Polsce pojęcia 
i usunął uprzedzenia, »które odstręczają wiele ludzi«. Polska powinna 
st.inąć w » prawdziwej postaci kraju znaczącego w Europie, który dotąd 
malują tylko jako cel drapieżności możnych sąsiadów*. Do zwrotu opi- 
nii publicznej przyczyniło się głównie ogłoszenie konstutucyi 3 Maja, 
przyjętej z uznaniem przezj zgromadzenie konstytucyjne. W odpowiedzi 
na poselstwo Oraczewskiego dwór francuski przeznaczył już w kwietniu 
roku 1791 dla Polski także ministra pełnomocnego markiza Descorches 
St. Croix, który w lipcu stanął w Warszawie, przekonany, że samodziel- 
ność i niezależność Polski ściśle jest złączona z interesem Francyi. Zda* 
nie to rozprowadził i uzasadnił w licznych memoryalach i relacyach 
{Arch. spraw zagr. w Paryżu). Oraczewski był również przeświadczony 
o korzyściach stosunków Polski z Francyą, myślał o handlowych i polity- 
cznych związkach. Sądził, że należałoby ułatwić handel ukraiński z fran- 
cuskim, »boć tu (w Paryżu) burza musi się przecie skończyć, a ten kraj 
tak ludny i tak obfity w sposoby, będzie nas zapewne potrzebował a my 
jego wzajemnie*. Projekt aliansu Polski z Francyą »zajmował bardzo 
publiczność tak rewolucyjną jak antirewolucyjną dla zapewnienia wza- 
jemnej egzystencyi*. Pojawiła' się nawet myśl, aby syna hr. d^Artois 
ożenić z infantką. Alians z Francyą nie odpowiadał jednak w roku 1791 
i na początku r. 1792 ani interesom ani zamiarom Polski, która szukała 
wtedy oparcia o Prusy i Austryę, spodziewając się z tej strony pomocy 



15 



przeciw Rosyi. Otwarte związanie się z Francyą w chwili, w której dwa 
dwory, wiedeński i berliński, groźną zajęty postawę wobec rewolucyi, 
mogłyby narazid Polskę. Działalność Oraczewskiego ograniczała się da 
utrzymywania dobrych, ale idealnych stosunków z dworem i ministrami, 
którzy szybko po sobie następowali, oraz z przedstawicielami obcych^ 
mocarstw, którzy powoli Paryż opuszczali. Misya jego nabierała znaczenia 
w miarę, jak pogarszało się położenie Rzeczypospolitej. Inwazya rosyjska 
z jednej, a wojna rewolucyi z Austryą z drugiej strony wskazywały po- 
słowi polskiemu w Paryiu nowe zadania i ożywiły znacznie jego dzia- 
łalność. Sprawa polska budziła w Paryżu powszechny interes. Odpowiedź 
na deklaracyą rosyjską z dn. 18 maja 1792 czytano »z uwielbieniem «. 
We wszystkich pismach znajdowały się dokładne wiadomości o pruskiej - 
polityce wobec Polski, o złamaniu zawartego przymierza. Oraczewski 
znosił się z nowym ministrem spraw zagranicznych p. Ghambonas i >mó-> 
wiono wiele o Polsce*. Projekt, aby nas mieć za aliantów, przedstawiony 
w Warszawie przez p. Descorches był >życzeniem i nadzieją patryotów* 
francuskich, ale Oraczewski sam widział, że »cale nie pora mówienia 
o tern zamieszaniu, które atoli musi się wyjaśnić w krótkim czasie*. Mi- 
nister polski zwrócił swą uwagę w inną stronę. Korzystając z bardzo przyja- 
znej zażyłości z ambasadorem angielskim, Mr.^Gower, chciał wpłynąć na in- 
terwencyę Anglii w sprawie polskiej. Ile mópł »wyrozumieć z tego bardzo 
mało mówiącego ministra, ale dobrego i cnotliwego człowieka, gabinet 
angielski dobrze byt usposobiony »zastaniał się jednak tem, że musi mieć 
armie gotowe na nieprzewidziane wypadki*. Oraczewski przedstawiał 
Stanisławowi Augustowi, że należałoby uczynić jaki krok urzędowy w Anglii 
i korzystać z dobrych skłonności tego narodu*. Drugą sprawą, którą poseł 
pilnie się zajmował, było pośredniczenie i wyrobienie pożyczki w Gene- 
wie albo w Genui. Ale cała jego akcya została sparaliżowana i przerwana 
przez zwrot dokonany niespodzianie w Polsce, przez przystąpienie króla 
do Targowicy i odwołanie Oraczewskiego. Zwrot ten wywarł jak najgorsze 
wrażenie. A pomimo, że paszport był w czasie rewolucyi napisany (au 
nom de la nation), Oraczewski spotykał się po drodze z niechętnem 
i wprost nieprzyjaznem usposobieniem. Uwaga polskiego ministra, oprócz 
sprawy, powierzonej jego szczególnej pieczy, była w wysokim stopniu 
zajęta wypadkami, dnia, objawami i postępami rewolucyi. Wiadomości 
o tych wypadkach, sądy i rozumowania, stanowią główną część jego li- 
stów do króla,' główną ich wartość i nadają całej tej korrespondencyi 
uniwersalne znaczenie. Oraczewski bywał często na dworze i u ministrów 
znał »naj pierwszych ludzi krajowych i cudzoziemskich* i często się z nimi 
spotykał. Szczycił się tem, że został unaniraitate przyjęty do klubu, na- 
zwanego Le Salon, którego członkami byli wszyscy ambasadorowie i mi- 
nistrowie pierwszej rangi, oraz najwybitniejsi ludzie. Był naocznym świa- 
dkiem wszystkich scen tragedyi rewolucyjnej, gwałtów i walki na polur 



14 



marsowctn w lipcu r. 1791, przyjęcia koostytucyi i zwolaoia ciała pra* 
wodawczego, świadkiem różnych burzliwych posiedzeń i scen ulicznych 
a w końca patrzał na króla i królowę wiezionych do Tempie. Sąd Ora- 
czewskiego o rewolucyi jest spokojny i pełen miary, uznawał, że s% 
w niej >części uiyteczne«. Nie rewolucya ten kraj gubi, sądził, bo ta ow- 
szem mogła być bardzo użyteczną^ ale go gubi niedoświadczeniec. Głó- 
wna wina leiy »w niedojrzałem ogłoszeniu prawa człowieka podług 
natury przed przyzwyczajeniem go do obowiązków w stanie społeczności 
i co wzięte we właściwem znaczeniu mogło się stać uszczęśliwie- 
niem ludzi, wspacznie zrozumiane stało się przyczyną rozwięzłości«. 
Metafizyka politykująca, która chcąc się zbliżyć do n^itury człowieka wy- 
osobnionego oddala się od natury człowieka w społeczności*, ta meta- 
fizyka sprawiła złe skutki. Stan Francyi , zaburzonej rewolucya był 
zdaniem posła podobny do stanu Polski od Zygmunta Augusta do Sta- 
nisława Augusta, » tylko, że kraj przed industryą kwitnący i ludny będzie 
zawsze rewolucyom podległy, a rcwolucye między 25 milionami ludzi 
są bardzo niebezpieczne*. Zamieszanie odkryto właściwy charakter Fran- 
cuzów, brak roztropności, popędiiwość i zimne okrucieństwo. Miłość wła- 
sna unosi ich często blaskiem dowcipu , co dobre w literaturze, ale 
w czynach publicznych bardziej trzeba rozumu, jak błyskawicy dowcipu. 
Modna filozofia jest jeszcze bardzo surowa, la df^mie philosopbie n'est 
que la caricature de la raison. Przyjęcie konstytucyi Oraczewski uważał 
zrazu za podstawę pacyfikacyi wewnętrznej i zabezpieczenie przed na- 
paścią zewnętrzną, sądził wraz z swym królem, »że żadna potencya nie 
przedsię weźmie mieszać się do interesów tutejszych*, ale przekonał się 
niebawem, ze niłsforność legislatorów grozi zepsuciem całego dzieła, 
a nadto sam zauważył na dworze, że »noblesse gniewa się, że było mało 
panów i pań na audyencyi*. Sąd o tej szlachcie, która emigrowała, 
jest bardzo stanowczy i ujemny. >Cóż wskórają opuszczeniem domów 
i czołganiem się po cudzych* pisze Oraczewski, zarzucając »paniczom 
nieszczęśliwy egoizm, że tylko gniewać się umieją za to, że rzeczy tak 
nie idą, jak szły za Ludwika XIV >jak gdyby etykietami można wrócić 
co utracili niezręcznością*. Dla Francyi poseł polski miał duio praw- 
dziwej sympalyi i wyraził kilkakrotnie przekonanie, że położenie tego kraju 
tak szczęśliwe daje mu liczne sposoby ratowania się z tego zamieszania, że 
> zamieszanie musi minąć, a naród zostanie narodem, znaczącym wielce*, 
że Francya stanowić będzie zawsze ważny > warsztat interesów*. Z bólem 
serca żegnał też Francyę naglony rozkazami z Warszawy. 

Listy Oraczewskiego pełne różnych wiadomości i głębszych uwag 
nie ustępują współczesnym relacyom innych zagranicznych posłów, jak 
Morris (amerykański), Gower (angielski), Gapello (wenecki) i inni, co tern 
więcej należy podnieść, że inni posłowie od dawna już zajmowali swe 
stanowiska, podczas kiedy poseł polski świeżo dopiero przybył do Paryża 



15 



i to w chwili powszechnego zamieszania. Osobno należy podnieść dość 
liczne charakterystyki znaczących osobistości jak Gondorcet, Brissot, La* 
fayette, Warbon, Necker, pani Stael itd. Dla Lafayetta miał wielkie uznanie 
i wciąż go broni, nad Condorcetem ubolewa, ze padł ofiarą »podiegO€ 
Brissota. Liczne potoczne wiadomości świadczą, że Oraczewski miał czas 
zajmowania się różnemi sprawami niepolitycznemi, artystami obcymi, 
którzy dla króla podjęli się prac. Zajmuje się, jako osobisty przyjaciel 
Łavoisiera, sprowadzeniem uczonych do Polski. Czyniąc zadość życzeniu 
króla opisuje teatra paryskie i różne przedstawienia, zwiedza salony ma« 
k>wideZ«. Byty rektor Akademii Krakowskiej aiial żywy interes dla sztuki 
i nauki. Korespondencya jego może być też uważaną za drobny przy* 
•czynek do historyi kultury w owym czasió. Polityczna misya Oraczew- 
ukiego ma tedy i w tej mierzp pr»wne znaczenie. 

Dr. K. Potkański przedstawia swą pracę p. t.: ^Stadya 

mid XIV wiekiem N. VI. Daty zjazdów Koszyckich^ , 

Autor dowodzi , źe zjazdów w Koszycach byio trzy. Pierwszy 
w 1378 roku, o którym tyle tylko wiemy, źe na nim mieszczanie po- 
znańscy składali hołd córkom króla Ludwika. Drugi jest powszechnie 
znany z 17 września 1H74 roku. Do lego to zjazdu odnosi się cale opo- 
wiadanie Janka z Czarnkowa pomieszczone w XXV rozdziale jego kro- 
niki. Wykazuje to nam chronologiczny tok wypadków, które on opisuje. 
IJa owym też zjeździe panowie polscy składali hołd najstarszej córce 
Ludwika królewnie Katarzynie. Trzeci wreszcie zjtzd w Koszycach odbył 
się w drugiej połowie sierpnia 1379 roku — po śmierci królewny Kata- 
rzyny. Autor dowodzi tego w sposób następujący: Na mocy trzech do- 
kumentów pomieszczonych w kodeksie dypl. miasta Krakowa, z lat 1375, 
1377 i 1378 można udowodnić, że królewna Katarzyna umarła dopiero 
. w końcu 1378 r. (prawdopodobnie w listopadzie). 

Zjazd zaś ów, jak wnosi Janko, odbył się po śmierci Katarzyny, 
chciał bowiem Ludwik, aby panowie polscy złożyli hołd drugiej z rzędu 
córce Maryi — co też mimo oporu arcybiskupa i panów wielkopolskich 
nastąpiło, — a więc odbył się po roku 1378 bo wiemy już, źe w tym 
roku umarła Katarzyna. Prócz tego wiemy z dwóch dokumentów po- 
mieszczonych w kodeksie dypl. Wielkopolskim, że w dniu 21 sierpnia 
1379 roku bawił w Koszycach i arcybiskup gnieźnieński i wysłannicy 
książąt mazowieckich, nie ulega więc wątpliwości, że się wówczas od- 
bywał ów trzeci zjazd Koszycki, którego data dotąd wcale nie 
była wiadomą. 

Sekretarz przedkłada pracę p. Witolda Nowodworskiego 
p. t. jfLata szkolne Jana Zamojskiego''^ , 

Jan Zamoyski urodził się nie w 1541 r.. lecz w 1542 i zapewne 
19 Marca st. st. Na studya za granicę udał się w końcu r. 1556 lub na 



16 



początku r. 1567 do Paryża. Tu słuchał wyUadów znakomitych filologów 
Adr. Turn^be*a, Dyon. Lambin^a i Duchesne*a i znakomitych filozofóir 
Piotra Ramusa (Rame*^) i Jakuba Karpentaryusza (Charpentier) ; pod 
wpływem tego ostatniego nabrał zapewne zamiłowania do filozofii Ary* 
tlolesa. 

Po czteroletnim mniej więcej pobycie we Francyi Zamoyski po- 
wrócił na krótki odpoczynek do ojca, aby znowu następnie udać się na 
studya do Strasburgu, gdzie był tylko kilka miesięcy i gdzie słuchał wy- 
kładów J. Sturma, i potem do Padwy. Do tego miasta Zamoyski przybył 
albo w końcu roku 1660 lub na początku 1561 r. Kierownikami Zamoy- 
skiego na uniwersytecie padewskim byli następni profesorowie: Fran- 
ciszek Karol Piccolomini, Bassianus Landus, Karol Sigonio, Guido Pan- 
ciyoli, Tyb. Deciano i Gabr. Fallopio. Spór pomiędzy filozofami Pendasio 
a Piccolomini o nieśmierteluość duszy sprawił przede wszystkiem, iż Za- 
moyski zaczął rozczytywać się w dziełach religijnych i nawrócił się na 
wiarę katolicką i zapewne już w przeciągu roku pobytu w Padwie. 

Jako młodzieniec zdolny, odznaczający się znakomitą wymową, 
zdobył wielkie wpływy w pośród swoich rodaków i pozyskał względy 
ówczesnych znakomitości, głównie Sigonio; w którego obronie stawał 
przeciwko Robortelli ; w tym celu jeździł do Wenecyi, aby sprawę przed- 
łożyć senatowi. 

W Padwie napisał nie jedno dzieło, lecz dwa: »De perfecto sena- 
torec, które albo zaginęło albo dotąd jeszcze pozostaje w ukryciu i »De 
senatu romano*. 

Kształcenie się w ogniskach humanizmu wyrobiło w charaklerze 
Zamoyskiego wybitną cechę — tolerancyą. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 8 Stycznia 1900 r. 



Przewodniczący: Frof. Dr. F. Kreutz. 

Członek T. Browicz przedkłada swą pracę p. t: „Bu- 
dowa przewodów żółciowych międzykomórkowych i ich stosunek 
do naczyń krwionośnych włoskowałych^. 

Na podstawie mikroskopowych obrazów wątrób chorobowo zmienio- 
nych a mianowicie wątrób o zastoju żółci śród i międzykomórkowym. 



17 



których preparaty mikroskopowe barwione były metodą yan Giesona, 
a w których tkanka łączna, ściany naczyń krwionośnych wZoskowatych 
i tak zwane smugi graniczne komórek wątrobnycb barwią się fuksyną, 
cytoplazma kwasem pikrynowym, a jądra bematoksyliną, do czego przy- 
łącza się jako czwarta barwa naturalna iólci wśród komórek wątrobnycb 
jakoteż międzykomórkami nagromadzonej, doszedł autor do następujących 
wniosków: 

1) iż przewody żółciowe międzykomórkowe zgodnie z zapatrywa- 
niami przez wielu dawniejszych badaczy mniej lub więcej stanowczo wy- 
powiadanemi posiadają własne ścianki. W ściankach Łych nie dostrzegł 
autor dotąd struktury, jakkolwiek uważa to za możliwe i prawdopodobne, 
iź złożone one są z komórek. 

2) iż przewody żółciowe międzykomórkowe otaczające na kształt 
obręczy bryłkę komórkową w jednym południku dochodzą tuż do naczyń 
krwionośnych włoskowatych, a nawet częściowo biegną wzdłuż naczyń 
krwionośnych. 

3) iż odróżniać należy cztery kategorye przewodów żółciowych śród- 
zrazikowych a) przewody śród komórkowe, z których żółó dostaje się do 
b) międzykomórkowych, stamtąd do c^ śródbeleczkowych oddzielonych 
od naczyń krwionośnych włoskowatych szeregiem komórek wątrobnycb, 
a wreszcie dostaje się żółć z przewodów śródbeleczkowych do d) prze- 
wodów wyścielonych nabłonkiem. 

4) iż tak zwane przestwory limfalyczne okołonaczyniowe, wktó- 
rych naczynia krwionośne włoskowate mają być niejako zanurzone, jako 
takie istnieć nie mogą tem bardziej, iż istnieją wskazówki, iż reszta ob- 
wodu poza obrębem wzdłuż naczyń krwionośnych biegnących przewodów 
żółciowych włoskowatych przylega ściana naczynia krwionośnego bardzo 
ściśle do brzegu komórek wątrobnycb, o czem później zamierza autor 
podać wiadomość. 

5) iż wskutek powyżej podanego stosunku przewodów żółciowych 
międzykomórkowych do naczyń krwionośnych włoskowatych w przypad- 
kach zastoju żółci międzykomórkowego a raczej przepełnienia przewodów 
międzykomórkowych łatwo przychodzi do przerwania nader cienkiej ścianki 
przepełnionego przewodu żółciowego międzykomórkowego i ścianki na- 
czynia włoskowatego krwionośnego i wylania się żółci do naczyń krwio- 
nośnych, o czem świadczą obrazy mikroskopowe wykazujące obecność 
żółci w naczyniach krwionośnych. Takież same obrazy jak w wątrobach 
ludzkich z przypadków żółtaczki chronicznej widzieć można w wątrobie 
psa w toku parodniowej żółtaczki wywołanej wstrzykiwaniem podskórnem 
toluilendiaminu. Dostawanie się żółci wśród wątroby w obieg ogólny 
dzieje się więc t-tkże drogą naczyń krwionośnych, drogą krwi. 

2 



18 

Czł. K. Olszewski przedstawia pracę p. Br. Znatowicza 

p. t: j^Dziatanie kwam azotowego na węglowodory aromatyczne 

w stanie pary^. 

Autor przedstawia wyniki swoich poszukiwań nad działaniem 
kwasu azotowego w różnych stopniach stężenia i czystości na węglowo- 
dory aromatyczne w stanie pary w temperaturze zwykłej , okoZo 16 — 2(f. 
Używając obmyślonego przez siebie przyrządu Autor przepuszczał parę 
węglowodoru przez warstwę kwasu, badając przytem produkty lotne, 
które przechodziły przez kwas bez pochłonięcia, jak również ciecze 
i ciałka stale, które pozostawały w kwasie w postaci roztworu. Te osta- 
tnie były wydzielane przez rozcieńczenie kwasu znaczną ilością wody. 
Główne rezultaty badania są następujące: I. z kwasem azotowym zwy- 
kłym o cięż. właśc. l,Bd, benzol spala się na CO, . a w części przecho- 
dzi bez zmiany. II i III z kw. azotowym 1,33, oczyszczonym od tlenków 
azotu zapomocą mocznika, albo przeciwnie, sztucznie nasyconym tlen- 
kami azotu, działanie zupełnie takie samo, jak sub I — IV. Z kw. azoto- 
wym dymiącym (czerwonym) c. wł. 1,62 benzol daje metadwunitroben- 
zol w stanie nadzwyczajnej czystości. Z toluolem tworzy się również 
czysty metadwunitrololuol. V. Z kw. azotowym o c. wł. 1,52 oczyszczonym 
od tlenków azotu zapomocą mocznika z benzolem powstaje produkt cie- 
kły, prawie bezbarwny, który po osuszeniu ogrzewany wydziela obfitą 
ilość tlenków azotu z silnem wzburzeniem, poczem destyluje się ok(^o 
210*. VI. Z mieszaniną złożoną z 40 części na wagę kw. azotowego 
o c. wł. 1,62 i 60 cz. stałego kwasu siarkowego dymiącego, benzol daje 
czysty metadwunitrobenzol w ilości dochodzącej 907o wydajności teore- 
tycznej ; z toluolu powstaje metadwunitrotoluol, którego ilość wynosi 
87% wydajności teoretycznej. Ortoksylol wytwarza mieszaninę produktów 
ciekłych i stałych trudną do rozdzielenia, z której zapomocą wielokro- 
tnych krystalizacyj można oddzielić kryształki tabliczkowate z p. L około 
60®, o ile się zdaje dotychczas nie opisane, Z metaksylolu, w ilości do- 
chodzącej 947o wydajności teoretycznej, powstaje trójn itrom etaksylol 
z p. t. 176,5°. Nakoniec z paraksylolu tworzy się mieszanina dwu pro- 
duktów dwunitrowanych krystalicznych , z których jeden w postaci ta- 
bliczek rombowych topi się w 92«, drugi zaś stanowi igiełki z p. t. 121«. 

Czł. E. Bandrowski przedkłada pracę p. L Brunera p. t. : 
y, uwagi dynamiczne nad bromowaniem bemolu^. 
nia h ^^i"^*^^ doświadczeń przeprowadzonych nad szybkością bromowa- 

str««.!?! ' ""^^ katektycznym wpływem jodu w tej reakcyi, autor 
streszcza w następujących punktach : J y i 

ściach ^.^^^''^^/^^wniejszym wskazówkom bromowanie benzolu w ilo^ 
^atrzymurr ["^ ^""^ obecności jodu przebiega aź do końca, a nie 
r^^e się, skoro 50o/, benzolu zbromowanem zostanie. 



19 



2. W nadmiarze benzolu («3 i 5 równoważników C^U^ na 1 równo- 
ważnik Br) reakcya odbywa się według wzoru dwudrobinowego K,» 

= ^ ^ 1 tak źe nadmiar drobin benzolu zachowuje się wyłącznie jako 

rozpuszczalnik. 

3. W trzech równoważnikach benzolu dodanie V/^ jodu powoduje 
dziesięciokrotne, 27o jodu czterdziestokrotne powiększenie współczynnika 
szybkości (K,). 

Ł Dla otrzymania największej wydajności bromobenzolu pożyte- 
cznem jest bromować nadmiar benzolu w obecności 27o jodu. W prze- 
ciągu 7 dni uzyskać wtedy można do 867o wydajności teoretycznej. 

Człon. N. Cybulski przedkłada pracę p. W. Heinricha 
p. t. „Kri/tyczni/ przegląd dotychczasowych badań nad wrashe- 
niami barwnemi^, (Studyum z dziedziny teoryi poznania). 

§ 1. Prace krytyczne o pojęciach i metodach fizyki, obalając mnie- 
mane jakoby mechanizmy, poglądy na zjawiska wszechświata wyrażało 
ich istotę, zakreśliły nowe zedania teoryi poznania. Należało zbadać jakie 
znaczenie przypisać trzeba poglądom na różnorodność zjawisk^), co jest 
podstawą zjawisk i jaki jest stosunek pomiędzy poglądem na zjawiska, 
a samemi zjawiskami. 

Na pytania te Mech i inni odpowiadają, że podstawą zjawisk są 
różnorodne elementy czucia. Nauka ma przedstawianie tego świata 
z największą ekonomią myślenia. Badanie naukowe różni się, według 
tego poglądu, od badania nienaukowego ekonomićzą formą symbolicznego 
przedstawienia zjawisk. 

W przeciwieństwie do tego poglądu, autor twierdził już w pracach 
poprzednich, że dany jest bezpośrednio pojęty naiwnie realny jakościowo 
różnorodny świat, a zadaniem wiedzy jest poznanie i opisanie zjawisk 
i ich różnorodnych związków. 

Pogląd ten autor oparł na następujących faktach: a) Badanie hi- 
storycznego rozwoju metod naukowych wykazuje, że w miarę rozwoju 
wiedzy, metody i pytania badań zbliżają się do opisowości; 2. Analiza 
pojęć i założeń wiedzy wykazuje, że odpowiadają one tylko wówczas 
wymaganiom naoczności i bezpośredności skoro formują bezpośrednio 
dane zjawiska. 

W celu dalszego ugruntowania tych twierdzeń i rzeczowego ba- 
dania autor podaje w pracy obecnej analizie założenia i metody badań 
nad wrażeniami barwnemi. 



^) Krytyka wykazała, ie mechaniczne pojmowanie -zjawisk jest tylko 
jedną z wielu możliwych form ich pojmowanie, nie jest zaś wyrazem ich 
ittoty. 



20 



§ 2. Różnorodność barw daje się określić zapomocą Irzech danych: 
źródła światła, miejsca w widmie i warunków jakim podlegał patrzący 
przed określeniem barwy. Drugi sposób określania barw jest podanie 
barwy jako wyniku mieszania kilku barw stałych. 

Przyjmując, pod wpływem poglądów filozoficznych, źe zjawiska 
barwne są subjektywnym przejawem objektywnego bezjakościowego ruchu 
falistego, optyka Hzyologiczna uznała długość fali i jej amplitudę, jako 
cechy istotne i określające barwę, same zaś zjawiska barwności, jako 
czysto subjektywny przejaw cech objektywnycb. Pod wpływem tych zało- 
żeń, rezultaty mieszania barw uważano za wymk syntezy czuć, a za- 
danie fizyologicznej optyki sformułowane zostało w następujący sposób: 
Należy znaleźć czucia elementarne i odpowiadające im elementarne pro- 
cesy fizyologiczne, które przez syntezę tworzą całą różnorodność zjawisk. 

W tym duchu Maxwell i Helmhoitz uogólniając pierwsze 
rezultaty badań nad mieszaniem barw twierdzą, że czuć takich jest trzy. 
Hering opierając się na tem, jakie barwy można bezpośrednio wyróżnić 
w widmie, przyjmuje istnienie trzech par czuć: czarno-białe, zielono- 
niebieskie, czerwono-żółte wraz z odpowiadającemi im trzema procesami 
elementarnemi. 

Autor, wykazawszy iż zarówno jedna i druga teorya ma za za- 
danie odtworzyć daną różnorodność zjawisk, w formie skróconej, przoz 
wyrażenie jej jako zmienności kilku elementów, bada, o ile każda z tych 
form odtworzenia czyni faktycznie zadość zadaniu. 

Rozbierając kolejno zjawiska znużenia, patrzenia bocznego, >śle- 
poty barwnej «, wykazuje autor, że ani jedna, ani druga teorya nie czyni 
zadość stawianym wymaganiom. 

Autor widzi w tem potwierdzenie swojego skądinąd wywniosko- 
wanego poglądu, że niemożliwe jest wyrazić daną różnorodność zjawisk 
w formie skróconej, to jest mniej różnorodnej od różnorodności danej. 

Badając historyę rozwoju tej kwestyi, pokazuje autor, że w dzie 
dżinie fizyologicznej optyki napotykamy sam objaw rozwoju, o którym 
była mowa powyżej. W miarę wzrastającej dokładności i różniczkowania 
się pytań, zagadnienia powstało pod wpływem poglądu filozoficznego 
zostają usuwane z dyskusyi a ich miejsce zajmuje możliwie rzeczowe 
określenie i badanie zjawisk. 

Objaw tego widzi autor w usunięciu pytania: »jak ślepi widzą 
barwy«, a zwróceniu się do badania równań barwnych; następnie zaś, 
w usunięciu z dyskusyi fizyologicznej »hypotetycznych sub8tancyi«, a szu- 
kania zmian fizyologicznych bezpośrednio dostępnych do badań. Tutaj 
zalicza autor badania współczesne nad dwoistością funkcyonalną 
organu wzroku. 

§ 3. Zastanawiając się nad wynikami dotychczasowych badań, autor 
wykazuje, że żadne rzeczowe dane nie każą uważać bezpośrednio danej 



21 



różnorodności barwnej za objaw subjekŁywny. Długość fali jest tylko 
pewnym wyznacznikiem niektórych własności barw, a nie wyrazem ich 
istotnych własności; metody badania fizycznego są tylko pewnemi spo- 
sobami rozpatrywania różnorodności zjawisk równoznacznemi co do swej 
wartości z takiemi metodami jak mieszanie barw i t d. 

Odwrotnie mieszanie barw nie jest wyrazem syntezy czuć, lecz 
pewną formą określenia barw, ró vnoznacziią metodologicznie z ich okre- 
śleni«?m zapomocą długości fali. 

W Łem rozimieniu dotychczasowe badania wrażeń barwnych dają 
metody ścisłego kreślenia barw i zajmowały się pytaniem : czy różno- 
rodność barwna jest dla wszystkich jednakową, ewentualnie w jakim 
stosunku stoją do siebie różnorodności nu jednakowe. Były to wiec ba- 
dania nad usystematyzowaniew różnorodności barwnej Uważając za za- 
danie iizyologicznej optyki zbadanie funkcyi zmysłu, autor wykazuje, że 
tego zadania nie można rozwiązać zapomocą systematyki barw. Zazna- 
czając więc ogólnie iż fizyologia musi badać bezpośrednio dane objawy 
życia, rutor uważa, że celem badań nad funkcyą zmysłu wzroku musi 
być badanie bezpośrednio danych zmian w organie, które zachodzą 
w związku ze zmianami barwnemi. Akcentuje przy tem, iż w tern po- 
jęciu zmiany barwne pobudzają procesy fizyologirzne zbadaniem zaś ba- 
dane jest wyszukanie związku zachodzącego między doświadczeniem danej 
barwy w powstającym objawom fizyologicznym. 

Sekretarz zawiadamia, że dnia 19 grudnia 1899 odbyło 
się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewodnictwem 
Dra M. Cybulskiego. 

Na wstępie zabrał głos przewodniczący oznajmiając, że w czasie 
między osŁatniem a obecnem posiedzeniem Komisya straciła dwu bardzo 
wybitnych członków: jednym z nich to ś. p. Józef Majer, b. prezes Aka- 
demii, jeden z twórców i długoletni przewodniczący Komisyi, zasłużony 
pracownik na polu antropologii, którego badania, wyprzedzając naw U 
badania zagraniczne, stały się wzorem dla wielu późniejszych pracowni- 
ków. Oprócz Łf^go w wykładach swoich, które zawsze głosił po polsku, 
umiał zainteresować bardzo szerokie koła, i wskutek tego cieszył się 
niezwykłą wziętością. Jakkolwiek od lat kilku wiekiem i chorobą pognę- 
biony nie mógł już brać udziału w pracach Komisyi, mimo to traci ona 
w nim swego najlepszego opiekuna i orędownika. Drugim członkiem 
zmarłym w czasie ostatnim był Włodz. hr. Dzieduszycki. Ten lubo nie 
brał czynnego udziału w pracach Komisyi, był jej protektorem i dobro- 
dziejem zarówno, jak był w kraju wybitnym mecenasem nauk przyro- 
dniczych. I w nim tedy traci Komisya jednego z najcenniejszych członków. 

Zebrani powstawszy wysłuchali przemówienia przewodniczącego 
i tym sposobem oddali cześć zmarłym. 



22 



Po odczytaniu i przyjęciu protokołu na wniosek sekretarza wy- 
brano członkiem Komisyi p. Michała Federowskiego z Podola na Litwie. 

Z porządku dziennego zdawał sprawę z zeszłorocznej wycieczki 
etnograficznej sekretarz R. Zawiliński. Terenem badań była jak w latach 
poprzednich i teraz Orawa a mianowicie ludność jej polska. Oprócz 
zwiedzenia wsi dotąd niepoznanych zebrał sprawozdawca szereg danych 
statystycznych, spisy nazwisk rodowych, szczegóły zwyczajowe, szereg 
podań związanych z Babią Grorą, drobne opowiadania, wierzenia; nadto 
liczne szczegóły dopełniające obraz urządzenia wewnętrznego chat i stro- 
jów tamecznej ludności. Zapewniwszy sobie współpracownictwo księży 
i nauczycieli spodziewa się sprawozdawca w roku przyszłym rozporzą- 
dzać takim materyałem, źe mu to umożliwi ułożenie osobnej mono- 
grafii, którą w jak najkrótszym czasie Komisyi złoży. 

Następnie Dr. Hoyer złożył referat o nadesłanej pracy Dra Wein- 
berga p. t.: »Die Gehirnform der Polen<; Komisya uchwaliła pracę przy- 
jąć, zawrzeć osobną umowę z autorem a sprawę przedstawić Wydz. III. 

Sekretarz przedstawił nowo nadesłane prace: A) z zakresu an- 
tropologii i archeologii: Dra L. Rutkowskiego z Płońska i p. M. 
Wawrzenieckiego; B) z zakresu etnologii: 1) p. W. Prackiego; 2) 
p. Al. Saloniego, S) p. St. Cerchy i 5) p. Ign. Steina. Na podstawie re- 
feratu sekretarza 1) z tych prac przyjęto, inne oddano do referatu. 

Przy tej sposobności przedstawił sekretarz stan druku t. lY. Ma- 
teryalów i wyjaśnił przyczyny, dlaczego tom ten dotąd nie ukończony. 

Sekretarz uwiadomił członków o zamierzonym zjeździe ludoznaw- 
czem jako sekcyi III. zjazdu historyków w 500. rocznicę odnowienia uni- 
wersytetu i odczytał szereg zapowiedzianych referatów, również zwrócił 
uwagę na kongres folklorystów, mający się odbyć w Paryżu we wrze- 
śniu r. p. podczas wystawy. 

Na wniosek sekretarza uchwalono: 1) udać się z prośbą do Za- 
rządu Akademii o subwencyą na wydanie II i III tomu >Ludu białoru- 
skiego t p. Mich Federowskiego, które już lat 3 na druk czekają; 2) ogło- 
sić odezwę w dziennikach z prośbą do wszystkich ludzi życzliwych Ko- 
misyi, aby jpj dopomogli do skompletowania zbioru fotografij ubiorów 
ludu polskiego przez nadsyłanie fotografij z opisem: 3) udać się przez 
Zarząd Akademii do c. k. Namtestnictwa z prośbą o czarne odbitki 
wszystkich pieczęci gminnych dawniejszych i obecnych. 

W końcu poruczono zastępstwo nieobecnego sekretarza działu I. 
sekretarzowi działu II., i wybrano Komisyę budżetową, złożoną z prze- 
wodniczącego, sekretarza i Dra Baudouina de Courtenay. 



Nakładem Akademii Umiejętności. 

w Krakowie , 1900. — Urukaram Uaiwarsytetu Jugielloikskiego. 



. I 



SPRAWOZDANIA < 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcja Sekretarsa generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 
ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania i poiiedseń 1 csjnnoicl Akademii Umiejętności w Krakowie wyehodsą 
% końcem kaidego miesiąca , s wyjątkiem Sierpnia i Wraeśnia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 60 kr. , — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — sa granicą w obrębie swiąikn 
poestowego 8 fl. rocznie. Numer pojedynczy iprzedaje lię, o ile zapas starczy, po 85 kr. 

Skład główny w kzlęgamt SpółkiWfdawBiezciJ w Knkowio. 




Tom V. Luty 1900. ^^ Nr. 2. 

Treść: Bibliografia. — Spr ai nwie ' z dania z posiedzeń: /. Posiedzenie 
Wydziału filologicznego dnia 12 Lutego: 1) ObserYationes criticae in Ge- 
orgii Pisidae carmina historica; 2) Appendiz metrica przez L. Stern- 
bacha. — Sprawozdanie Komisyi historyi sztuki z dnia 18 ztycznia 
1900. — //. Foeiedzenie Wydziału hieiorycznofilozofieznego dnia 19 Lu* 
iegoi Al Bekrl o Polakach przez F. Piekosińskiego. — 11 L Posie- 
dzenie Wydziału matematyczno - przyrodniczego dnia 6 LiUego: Filoru- 
bina nowa pochodna chlorofila przez L. Marchlewskiego. — Wy- 
znaczenie drogi planetoidy (259) Aletheia przez M. Ernsta. — Komu- 
nikat tymczasowy o funkoyi akkomodacyjnej błony bębenkowej przez 
W. Heinricha. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu lutym opuściły prasę następujące wyda- 
wnictwa Akademii: 

A. Bochenek. O dojrzewaniu i zapłodnieniu jaja ślimaka Aplisia de- 
pilans. Z trzema tablicami, 8-o, sŁr. 28. Cena L k. 40 h. 

A. Briickner. Apokryfy średniowieczne. Część pierwsza, 8-o, str. 119. 
Cena 8 k. 

R. Merecki. Klimatologia ziem polskich. I. Nieokresowa zmienność tem- 
peratury powietrza, 8-o. str. 112 i tablica. Cena 1 k. 80 b. 



St. To?Ioczko. Chlorek antymonawy w zastosowaniu do kryoskopii, 

8-0, str. 6. Ceua 30 h. 
J. Tretiak. Miedziany jeździec Puszkina. SŁudyum polemiczne, 8 o, sir. 

80. Cena 1 k. 60 h. 



^o-<5>-c. 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 12 Lutego 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. L. Sternbach przedstawia swoje prace 1) „06- 

8ervałiones criticae in Georgii Pisidae carmina hisłorica^. 

Trądy cya rękopiśmienna poematów de espeditione Persica, bellum 
Ayaricum i Heraclias opiera się dotychczas na kodeksie watykańskim 
1126 (V) i paryskim Suppl. Gr. 139 (p), z których pierwszy został zużyt- 
kowany przoz Querciusa, drugi przez Bekkera. Autor dołącza dla dwócb 
pierwszych pieśni de expeditione Persica jeszcze rękopis paryski Suppl. 
6r. 690 (M), któremu zawdzięczamy zarazem Anecdota, rozszerzające 
znacznie zakres historycznych utworów poety. Dokładniejszy przegląd 
waryantów poprawia w licznych wypadkach tekst zwykły, ale rozprawa 
niniejsza dowodzi, ie Quercius i Bekker nie dają wiernego obrazu ko- 
deksów Vp, które kryją cały szereg autentycznych poprawek. 

W dalszym toku pracy ogłasza autor własne poprawki i konjek- 
tury, a operując całym zasobem językowym Pisidesa dochodzi nieraz do 
wniosków, wyświetlających ważne objawy i kryterya dykcyi poetyckiej. 

2) Appendiz mełrica. 

Studya nad Pisidesem prowadzą do nader ciekawych rezultatów 
pod względem techniki wierszowej. 

Już w r. 1893 wykazał autor w rozprawie: de Georgio Pisida 
Nonni sectatore, że poeta ten w heksametrach przedstawia ostatni typ 
szkoły Nonnusowej. Myślą przewodnią niniejszej pracy jest wywód, że 
Pisides usiłował zasady Nonnusa przenieść na ustrój miary jambicznej, 
wskutek czcrgo stanowi epokę w historyi trymetru jambicznego, chociaż 



Wcale nie znalazł naśladowców. Autor rozbiera szczegółowo stopy 
trybrachiczne, anapestyczne i daktyliczne, użyte w miejsca jambów, 
przedewszysŁkiem zaś zwraca uwa^ę na ciasny zakres elizyi i hiatu 
w utworach jambicznych Pisidesa, zastosowany w zupełności do przepi- 
sów techniki Monnusowej. Analiza poszczególnych prawideł daje najpe- 
wniejszą podstawę krytyczną, ilekroć chodzi o wykrycie nieskażonej tra- 
dycyi rękopiśmiennej, a zarazem określa granice konjekturalnych zapę- 
dów, których wyniki dotychczas bardzo często wykraczały przeciw cha- 
rakterystycznym cechom wiersza Pisidesowego. 

Czł. J. Baudouin de Courtenay zdaje sprawę z pracy Dra 
J. Leciejewskiego p. t.: y^Runy i runiczne pomniki słowiańskie*^. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 18 stycznia r. 19()0 pod przewo- 
dnictwem Prof. Dra Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący przedłożył program prac Komisyi w r. 1900, po- 
czem podał wiadomość o nieznanym rytowniku Jean Diii Polonais 
i przedstawił jego rycinę z Muzeum XX. Czartoryskich, a zarazem z tego 
samego zbioru rysunek Karola Deckera jako wzór do ryciny Kiliana, 
omawianej przez hr. Jerzego Mycielskiego na osŁatniem posiedzeniu. Na- 
stępnie p. Julian Pagaczewski podał wiadomość o nieznanym 
a niezwykle interesującym bizantyńskim obrazie Matki Boskiej przecho- 
wywanym w klasztorze Św. Andrzeja w Krakowie. Jestto jako obraz 
przenośny starannie i bardzo subtelnie wykonana mozajka pochodząca 
jak się zdaje, z Xn. czy początku Xlii. w. i łączy się prawdopodobnie 
z kultem błogosławionej matki Salomei, fundatorki pierwszego w Polsce 
klasztoru Franciszkanek, zwanych tahże Klaryskami. Ciągłe podówczas 
stosunki ze Wschodem, a może nawet sam pobyt bł. Salomei w Zawi- 
choście pod Sandomierzem, mogły być przyczyną, że zabytek ten dostał 
się w posiadanie klasztoru. Obraz oprawiony jest w ramy, dzieło kra- 
kowskiego złotniczego warsztatu z połowy XVI. w., części ich jednak 
odtworzono najprawdopodobniej według form Xlii. stulecia. 

Prof. M. Sokołowski podniósł doniosłość zabytku opisanego przez 
p. Pagaczewskiego i zwrócił uwagę na wielką rzadkość tego rodzaju 
mozaik przenośnych , których znaną jest niewielka tylko liczba w Euro- 
pie. Poczem p. J. Pagaczewski podał wiadomość o drugim zaby- 
tku w klasztorze Św. Andrzeja, o małej polichromowanej figurce św. Se- 
bastyana, wykonanej z drzewa, odnosząc ją do lat 1520—1525 jako 
dzieło frankońskiej szkoły. W dalszym ciągu przewodniczący przedsta- 
wił komunikat p. Worobjewa z Łomży o ruinach biskupiego zamku 
i kościoła parafialnego w Broku (powiat Ostrowski, gubernia Łomżyń- 
ska). W XVI. wieku Brok był ulubioną rezydencyą biskupów płockich. 
. Dochowały się dość dobrze renesansowe ściany budowy, wieża i kaplica. 

1* 



których fotografie p. Worobjew Komisyi przedłoży}, jak równie fotografie 
kościoła parafialnego w styla gotyckim z renesansowymi motywami 
z lat 1542-1546. 

P. Hieronim Łopaciński nadesłał ciekawą kopię i opis 
obrazowanej allegoryi politycznej z czasów Stefana Batorego, znajdują- 
cej się w bibliotece p. Józefa Lipińskiego w Strzałkowie w pow. Sto- 
pnickim. Są one w związku z całą literatura ówczesną i są jej wy- 
borną illustracyą. Treść jednak zaczerpnął artysta z dzieła Dymitra 
Solikowskiego : Facies perturbatae et afflictae Reipublicae przypisywanej 
mylnie Stanisławowi Orzechowskiemu p. t.: »Apocalypsis<. W końcu Dr 
Feliks Kopera przedłożył fotografię grobowca ks. Konstantego 
Ostrogskiego w Pcczerskiej Ławrze w Kijowie. Jest to wielkich rozmia- 
rów przyścienny grobowiec, pochodzący w części prawdopodobnie z roku 
1534, a w części z początku XVin. w. Nadto przedstawił jeszcze p. Ko- 
pera fotografię udzieloną Komisyi przez p. Wityga z Warszawy z me- 
dalu ks. Wasyla Ostrogskiego, jedyny okaz znaleziony w ukrytym skar- 
bie Ławry, a dziś mieszczącym się w Eremitażu. Oba zabytki są nie- 
pospolitymi dziełami sztuki i kultury Zachodu. 



U. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 19 Lutego 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fb. Zoll. 

Czł. prof. DrFr. Piekosiński przedstawia swoją prace 
p. t.: j^Al Bekri o Polakach^, 

Autor poddaje te wszystkie szczegóły, które al Bekri za Ibrahi- 
mem ibn Jakubem, Izraelitą, podaje o kraju Mieszka I, a więc o Pola- 
kach z drugiej połowy X, wieku, szczegółowej krytyce i dochodzi do re- 
zultatu, że al Bekri, a względnie jego źródło Ibrahim ibn Jakub Izraelita, 
nie jest pisarzem bezwzględnie wiarogodnym, na któregoby się bez za- 
strzeżenia powoływać było można, lecz że fakta, które przytacza, acz na 
prawdziwych relacyach są oparte, przecież z powodu zupełnej nieznajo- 
mości naszych wewnętrznych stosunków, przedstawione zostały zupeł- 
nie bałamutnie i błędnie. 

I tak nieprawdą jest, iżby kraj Mieszka 1. bogaty był w chleb, 
kraj ten był podówczas pokryty cały albo lasem, albo zwierciadłem 



wody, w lasach uprawiano chodowie bydła, ale 2 powodu braku narzę- 
dzi do korczowania lasu uprawiano rolę tylko w minimalnych rozmia- 
rach, więc o obfitości chleba mowy być nie mogto. 

Również nieprawdą jest. by Mieszek I pobierał podatki w mitka- 
Zach (pieniądzach) bizantyjskich. Wiadomo przecież, iż aż do r. 1374 
pobierane byZy podatki w Polsce piastowskiej tylko w płodach natury, 
mianowicie w bydle, a ku końcowi także w osepie zbożowym. Dopiero 
król Ludwik pierwszy zaprowadził przywilejem koszyckim z r. 1374 po- 
datek w gotowych pieniądzach, mianowicie po 2 gr. z łanu osiadłego. 
Nie ma też najmniejszego śladu, iżby w Polsce piastowskiej jakakol- 
wiek moneta bizantyjska była w tak pospolitym obiegu, iżby nią nawet 
podatki opłacać można było. Przeciwnie, monety bizantyjskie należą 
w wykopaliskach monet, na ziemiach polskich znajdowanych, do najwię- 
kszych rzadkości, podczas gdy moneta niemiecka i czeska jest w pospo- 
litym obiegu. 

Wreszcie i to nie jest prawdą, by Mieszek dawał 3000 swoich 
przedniejszych wojów odzienie, konie, oręż i wszystko co im potrzeba, 
iżby dla ich dzieci zaraz po urodzeniu naznaczał pensye stałe, doro- 
słych ich synów żenił, a córki wydawał zamąż. Wszystko to odnosi się 
nie do celniejszych wojów, którzy żyli po grodach jako załoga grodowa, 
utrzymywani i obsługiwani przez ludność wieśniaczą okoliczną, ale do 
młodszych dynastów, którzy jeszcze i za czasów Bolesława Chrobrego 
z żonami i z dziećmi żyli na dworze monarszym i na utrzymaniu księ- 
cia. O tych młodszych dynastów, swoich najbliższych krewniaków, 
musiał się książę panujący starać, ale o wojów choćby najprzedniej- 
szych, głowa go nie potrzebowała boleć. 

Z tego się okazuje, że z relacyj al Bekrego, a względnie Ibra- 
hima ibn Jakuba z wielką tylko ostrożnością korzystać można. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 5 Lutego 1900 r. 



Przewodniczący: Prot Dr. F. Kreutz. 

Czł. Godlewski referuje o pracy p. L. Marchlewskiego 
p. t. : ^Filorubina, nowa pochodna chlorofilu^. 

Najciekawszą pochodną chlorofilu dotychczas odkrytą jest bez 

kwestyi filoporfiryna, otrzymana z różnych bliższych pochodnych chlo- 



rofilu (filocyaniny, filotaoniny i jej clcrów) pr7.oz ogrz«*Wanie z alkaliami 
w wysokich temperaturach. Barwa roztworów obojętnych tego ciała 
jest czerwona, kwasy nadają im odcień fioletowy. Widmo filoporfiryny 
odznacza się z pośród innych pochodnych chlorofilu tern, że nie posiada 
smugi absorbcyjnej w czerwonej części widma. 

W toku badań nad filocyaniną udało mi się otrzymać inną po- 
chodną chlorofilu, której roztwory w rozpuszczalnikach obojętnych są 
również czerwone, w kwaśnych zaś zielone. 

Widmo tego nowego ciała, które nazwę filorubiną, różni się bar- 
dzo znacznie od widma filoporfiryny, posiada bowiem między innemi 
smugę absorbcyjną w czerwonej części widma. Filorubina przedstawia 
więc pochodną mniej oddaloną od ciała macierzystego, chlorofilu, niż 
filoporfiryna, i aczkolwiek dotychczas nie udało mi się otrzymać jej 
w stanie krystalicznym, pragnąłbym rezultaty moje tymczasowe podać 
do wiadomości publicznej w celu zapewnienia sobie tego pola badań. 
Sposób otrzymania tego ciała jest nadzwyczaj prosty i dziwić się na- 
leży, że dawniejsi badacze chlorofilu wcale o niem nie wspominają. 

Filocyaninę, otrzymaną w znany sposób przez działanie kwasów 
na chlorofil, rozpuszcza się w wyskokowym roztworze wodanu sodo- 
wego lub potasowego i roztwór odparowywa stopniowo na kąpieli pia- 
skowej, bacząc, aby temperatura nie była zbyt wysoką i aby nigdy nie 
miało miejsca topienie się otrzymanej masy. Pozostałość posiada piękną 
barwę zieloną, która ustępuje jednak miejsca brunatno-czerwonej po 
dodaniu alkoholu. Płyn ten zadaje się woda, zakwasza kwasem octo- 
wym i ekstrahuje eterem. Roztwór w eterze posiada barwę brunatno- 
czerwoną, fluoryzuje czerwono i posiada widmo złożone z sześcia smug. 
Kwas solny stgżony odbarwia roztwór eterowy, rozpuszczając w sobie 
nowe ciało pod postacią zielonego cblorowodanu, posiadającego 4 smugi. 
Układ smug absorpcyjnych roztworów obojętnych i kwaśnych w poró- 
wnaniu za smugami filocyaniny, uwidacznia się zapomocą schematu, 
który podamy w tekście rozprawy. 

Widmo filorubiny różni się znacznie od widma filocyaniny. Smu- 
ga w czerwonej części widma jest najintenzywUiejsza, smuga w czę- 
ści pomarańczowej jest nader słaba, smuga w okolicach linii D może 
być uważana za ziożoną z dwu, jaśniejszej i ciemniejszej. Pozostałe 
dwie smugi w zielonej i niebieskiej części widma są mniej więcej 
jednakowo ciemne. 

Widmo roztworu filorubiny w kwasie solnym stężonym różni się 
bardzo znacznie od powyższego, składa się tylko z 4 smug, z pomiędzy 
których najintenzywniejszą jest położona w czerwonej części widma, 
dwie następne, jaśniejsze, są nieuial jednakowo ciemne, ostatnia zaś, 
w zielonej części widma, jest nader słaba. Widma po za linią F jeszcze 
nie badałem. Reakcya opisana zdaje się przebiegać . bardzo gładko, 



C 3 



1) Pitocyaiiinu w eterze. 2) Filorubina nr etene. 3) Filorubina 
w stężonym kwflsie solnym. 



^5^ 



S 469555 



8 ^"^ me z filocyaniną róinego pocho- 

d a samemi wta sn ościami , moina 

V itrzymanU nowej Ipj pochodnpj 

chli . . .,_, -^ .. się z czasem przezwyciężyć. 

Czł. F. Karliński referuje o prai^ p. M. Ernsta p. t. : 
„ Wyznaczenie drogi planeioidy (259) Aktheia". 

Planetoida la, odhryra w r. 188B przez C. H. F. Pelersa, obser- 
wowaną była w 6 opozycyachr r. 1886, 1887, 1888, 1890 i 1898, wszy- 
stkiego 62 rtizy. Na podstawie spostrzejeń w pierwszych trzech opozy- 
cyach obracbowal elementy jej drogi prof. Tietjen. Obeerwacye późaiej- 
Bze wykazały jednakie znaczne zboczenia od miejsc planety, podanych 
w efemerydach. W r. 1898 zboi-zenia te wynosiły jui 

Łi = -1688, iS = -80*". 
Naleialo poprawi(S elementy Tietjena w ten sposób, ażeby obliczenie 
ściśle odpowiadało obserwacyi. Użyty do tego zoBta) cały materyal ob- 
serwacyjny po naleiytem sprawdzeniu. Wszystkie obserwacye użyle zo- 
stały do utworzenia siedmiu miejsc normalnych, z których kaide dało 
po dwa równania warunkowe dla sześciu niewiadomych poprawek ele- 
mentów. Rozwiązując 14 równań z B-ma niewiadomemi sposobem naj- 
mniejszych kwadratów, otrzymałem następujące poprawki elementów: 
dW = -35- 61-. G4 
di - -8". 68 





du. - -H 29' 12". G4 




d? = +7'.6I 




dQ = —30". 03 




d[» = - 0".:-l51097 


które, po dodani 


iu do odpowiednich elementów Tietijena, dają następu- 


jacy układ: 





Ep. i Oskulacya 1888 Liatop. 22.0 
M= 176° 26' 1". 34 

Q = 88°32'45''. isj 18900 

i = 10''*3'22". 76) 

f - 6''*2'ó2". iO 

ii = 637' .04901 
loga = 0.4972225 
Obliczając pozycye równikowe planety dla epok miejsc normalnych 
otrzymał autor róinice : rach.-obs. , których suma kwadratów wynosi 6060, 
gdy pierwotnie wynosiła 869S3a7. Do obliczenia uwzględnione tylko zo- 
stfUy perturbacye , powodowane przez Jowisza i większej zgody między 
obserwacyą a obliczeniem aulor osiągnąć nie mógł. T)o wyznaczenia 



8- 



elementów ostatecznych użyte zostaną również obserwacye 6-ej opozycyi 
r. 1899, oraz uwzględnione będą perturbacye przez Saturna. 

Gzł. Olszewski przedstawia pracę p. W. Heinricha p. t: 
y^Komunikał tymczasowy o funkcyi akkomodacyjnej błony bęben- 
kowej^ . 

Autor podaje wyniki dotychczasowych badań nad funkcy% błony 
bębenkowej, z których wynika, że jest ona narządem akkomodacyj- 
nym ucha. 

Prof. K. Olszewski zdał sprawę z pracy p. W. Heinricha 
p. t.: yj Krytyczny przeglc^d dotychczasowych badań nad taraie- 
niami harumemi^. 



-o-<5c>-c- 



Nakladem Akademii. Umiejętności. 



w Krakowie , 1900. — Drukarnia Uniwersytetu Jaf^iellońĄkleif^. 



s 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcya Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania z posledseń I czynnoici Akademii Ihniejętnoiel w Krakowie wychodzą 
% końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem 8ierpuia i Września. Prenumerata wynosi 
w Entkowie: 1 fl. 60 kr., — w Anstryi 1 fl. 80 kr., — sa granieą w obrębie zwiąskn 
pocztowego 8 fl. rocanie. Nnmer pojedyńesy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 

Skład główny w księgiiariii Spółki Wydawniczej w Krakowie. 

— ■ — - I . .*! . - 

Tom V. Marzec 1900. Nr. 3. 

TfeŚÓ: Bibliografia. — Sptawosdania z posiedzeń: /. Pone^zenis 
Wydziału filologicznego dnia 12 Marca : O uusobieniach narodów podbi- 
tych w sztuce rzymskiej przez P. Bieńkowskiego. — Wespazyan 
z ' Kochowa Kochowski przez J. C z n b k a. — Pieśń ludowa w Galicyi 
przez S. Zdziarskiego. — r //. Posiedzenie Wydziału historyczno -filozo- 
Jicznego dnia 19 Marca: W sprawie sankcyi Statutu mazowieckiego pier- 
wszego z r. 15H2 przez O. Balzera. — Udział Rosyi w pokc^n karło- 
wickim przez W. Lenkiewicz a. — JIJ. Poęiedzenie Wydziału mate- 
^natyczno-przyrodniczeyo dnia 6 Marca: O rozmnażaniu się jąder w mię- 
ńł^ach prążkowanych zwierząt krr>gowyeh przez E. Godlewskiego 
0un.). — O polimeryzacyi p. tolinitrylu przez J. Pipes-Poratyń- 
skiego. — Działanie kwasu azotawego na feniloetyl-amin przez J. Ma- 
zurka. — Wpływ bromu na filoporłirynę i hematoporfirynę przez L. 
Marchlewskiego. — Położenie grasicy i występowanie grudek lim- 
faiycznych w gruczole podszczękowym h świnki morskiej przez S. Ma- 
ziarskiego. — Posiedzenie Komisyi antropologicznej z dnia 28 lu- 
tego 1900. 



BIBLrIOiGRAFIA. 



W miesiącu marcu opuściły prasę następujące wyda- 
yrnictwa Akademii: 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny. 
Serya II, tom XIII, ogólnego zbioru tom dwudziesty ósmy. Cena 10 k. 



Treść: L. Malinowski; Zabytek języka polskiego z początku 
wieku XVI z rękopisu Biblioteki Uniwersytetu w Erlangen (str. 1— 
32). J. Czubek: Jan Chryzostom z Gosławic Pasek w oświetle- 
niu archiwalnem (1667—1701) (str. 33—110). J. By stroń: O pi- 
sowni i języku ksiąg ustaw polskich na podstawie kodeksów: 
ŚwiętosZawowego, Dzialyńskich, Dzikowskiego i Stradomskiego (str. 
Ul — 220). S. Ciszewski: Bajka o Midasowych uszach. Studyum 
z literatury ludowej (str. 221—246). J. M. Rozwadowski: Quae- 
stionum grammaticarum atque etymologicarum series altera (str. 
247—261). A. Bruckner; Apokryfy średniowieczne. Część 1 (str. 
262—380). 
Sprawozdanie Komisyi fizyograficznej obejmujące pogląd na 
czynności dokonane w ciągu roku 1898 oraz Materyaly do fizyo- 
grafii krajowej. Tom XXXIV. Z jedną tablicą, 8-o, str. XXXI, 486. 

Odbitki z Rozpraw: 

Fr. Piekosiński: Wiece, sejmiki, sejmy i przywileje ziemskie w Pol- 
sce wieków średnich, 8-o, str. 81. Cena 1 kor. 30 h. 

M. P. Rudzki: Dalsze badania nad odkształceniem ziemi pod ciężarem 
wielkich lodowców. Wpływ ciężaru wielkich lodowców, 8-o , str, 
28. Cena 60 h. 

M. P. Rudzki: Teorya fizycznego stanu kuli ziemskiej, 8-o, str. 196. 
Cena 3 kor. 

Odbitki ze Sprawozdań: 

Materyaly do kliraatografii Galicyi, 8-o, str. 208. Cena 2 korony. 
MateryaZy do fizyografii Galicyi, 8-o, str. 211. Cena 2 korony. 
Materyaly do rolniczej fizyografii Galicyi. Cena 1 korona. 

»H3e>-< 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 12 Marca 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Prof. Bieńkowski przedstawia treść swojej pracy p. t, 
„O uosobieniach narodów podbitych w sztuce rzymskiej^. 



Sztuka rzymska w trojaki sposób uosabiała ludy podbite: juito 
'W postaci mężczyzny i kobiety, ewentualnie całej rodziny, stojących lub 
tsiedzących ze skrępowanemi ramionami o stóp trofeum , juźto w postaci 
samego mężczyzny, najczęściej króla barbarzyńskiego, klęczącego przed 
'wodzem rzymskim, już wreszcie w postaci samej kobiety stojącej, sie- 
-dzącej lub klęczącej u stóp trofeum , przed cesarzem , albo zupełnie sa- 
motnej, w postawie pełnej boleści i żałoby. Tylko o tym ostatnim spo- 
sobie personilikacyi będzie w tym wykładzie mowa. W pierwszych obu 
razach postacie barbarzyńskie są raczej reprezentantami, zastępcami ludu 
i jako takie zasługują raczej na miano jeńców niż personifikacyi. Stąd 
odpowiedniej pomieścić je w ramach właściwego Corpus ba^barorum, 
do którego niniejsza rozprawa jost poniekąd wstępem. O uosobieniu 
w ścisłem tego słowa znaczeniu może być mowa dopiero tam, gdzie na- 
TÓd jest wyobrażony w postaci kobiety, jako właściwej piastunki życia 
narodu, a tern samem podniesiony do rzędu istot wyższych, twórczych, 
nie mających końca a więc zrównanych poniekąd z bóstwami. 

Idea wyobrażania krajów i ludów w postaci kobiety jest stara jak 
:świat, wykształciła ją przedewszystkiem sztuka grecka. Z tera wszystkiem 
jest zasadnicza różnica między sposobem postaciowania greckim a rzym- 
skim. Greckie personifikacye odznaczają się brakiem indywidualnej cha- 
rakterystyki; tak np. Hellada i Azya na wazie Oaryusza w Neapolu, są 
to postacie niewieście bez atrybutów i nie możnaby ich odróżnić gdyby 
nie napisy; podobnie Azya i Europa podtrzymujące relief Chigi, na któ- 
rym wyobrażono bitwę pod Arbelą, mają obie korony z murów, ale zre- 
sztą niczem się nie różnią; tak wiele innych, zwłaszcza z okresu najda- 
wniejszego. 

Dopiero w hellenistycznej epoce występuje dążność uwydatnienia 
charakteru miejscowości w charakterze postaci i jej atrybutach (tak np. 
na zwierciedle etrusków Korynt jest wyobrażony w postaci dojrzałego 
mężczyzny, przypominającego Posejdona, Leukas w postaci młodziutkiej 
dziewczyny; jeszcze wydatniej jest scharakteryzowana Antiochia nad 
Orontesem w postaci dłuta Eutychidesa). Ten sposób przetrwał przez 
cały ciąg epoki rzymskiej, że wymienię obraz pompejański, przedstawia- 
jący odnalezienie Telefora przez Heraklesa, z personifikacyą Arkadyi. 
I obydwaj Filostraci hołdują mu, opisując obrazy wyobrażające Tes- 
salią, Kalydon i t d. Jeszcze nawet Klaudyan charakteryzuje w ten 
sposób np. Hiszpanią (w de consul. Stilich lib. II (<= XXII) 227 sq.) jako 
kobietę z wieńcem oliwnym we włosach, szata ze złota rzeki Tagus utkana. 

Jednem słowem w sztuce greckiej i w tej części sztuki rzymskiej, 
która pielęgnowała sztukę klasyczną, personifikacye krajów czy narodów 
są zupelnemi abstrakcyami, wyposażonemi w najbardziej charakterystyczny 
produkt kraju. Dopiero realistycznemu zmysłowi Rzymian danem było 
zainaugurować nową epokę. Polega ona na tem, że artyści tworzą per« 

1* 



4 



sonifikacye nie w drodze dedukcyjnej jak Grecy, ale indukcyjnej. To 
jest bior^ oni asumpt z powierzchowności fizycznej mieszkańców danej* 
okolicy, uogólniają ich rysy, a tern samem podnoszą do znaczenia syn- 
tezy, do znaczenia typu. Do bliższego, niejako namacalnego scharakte- 
ryzowania, służą im różnice stroju, broni, fryzury, jednem słowem cechy 
etnograficzne. Kiedy i w jaki sposób ten żywioł etnograficzny wdarł się 
w idealną sferę uosobień ludów, którzy mocarze rzymscy dali do dzieł 
sztuki impuls, i jakie losy spotkały posągi wyobrażające prowincye 
w okresie późnego cesarstwa i średniowiecza, odpowiedź na to pytanie 
daje część pierwsza. Jakie dzieła sztuki przetrwały do npszych czasów,, 
jaka ich wartość artystyczna, i które ludy one wyobrażają, dowiadujemy 
się z części drugiej. Część trzecia ma znaczenie bardziej praktyczne, pra- 
gnie zaspokoić słuszną ciekawość, z jakimi atrybutami wyobrażano roz- 
liczne ludy i prowincye państwa rzymskiego i jest oparta przeważnie 
na numizmatyce. 

I. 

Zarodki realistycznego kierunku tkwiły wprawdzie już w sztuce 
greckiej. Dowodzi tego sen Atossy w Aeschyl. Pers. 181 sq., której Azya. 
i Hellada ukazują «ę, jedna w stroju perskim, druga w doryckim. 
Takie Libię przedstawiają monety cyrenejskie V wieku z włosem kę- 
dzierzawym. Idealizm grecki stłumił jednak te zaczątki tak, że dopiero- 
pod koniec rzeczypospołitej rzymskiej słyszymy po raz pierwszy o si- 
mulacra gentium odtworzonych z historyczną wiernością. Powód- 
do tego dały pochody tryumfalne i pogrzeby zwycięzców. Tak slyszyoDy, 
że w pochodzie tryumfalnym Corneliusa Balbusa w r. 19 a. G. figuro- 
wały ujarzmione ludy cyrenejskie (Plin. V 85). Znane są Owidego Trist. 
IV 2, 43 i Ars. am. I, 223 nst.; w pierwszem miejscu wspomina o posągu 
Germanii, w drugiem o Armenii i Persyi, który niesiono w tryumfie. 

Dio Cassius LVI 84;, H, donosi, że na pogrzebie Augusta figurowały 
wszystkie ludy w strojach narodowych, a na pogrzebie Pertinaia ludy 
podbite były wyobrażone w 20 posążkach bronzowych. 

Od takich prowizorycznych , w części malowanych personifikaacyj- 
do dzieł sztuki z marmuru i bronzu był krok niewielki. Jak w Zukach 
tryumfalnych uwieczniano pochód i tryumfatora, tak w posągach, które 
już to owe łuki zdobiły, już to były ustawiane w osobnych portykach, 
uwieczniano ludy podbite. Krok ten zrobił w r. 693 a. u. c, o ile wiemy ,. 
pierwszy Pompeius, ustawiwszy w portyku przyległym do teatru jego imie- 
nia, na pamiątkę trzeciego tryumfu, 14 posągów odtwarzających 14 lu- 
dów, nad którymi tryumfował (porówn. Appiana M. 117, Fiut. Pomp. 4b). 
Według Pliniusza były one dziełami nieznanego skądinąd rzeźbiarza Copo- 
niusa, prawdopodobnie nadnaturalnej wielkości (porówn. Svet. Nero 46)^ 
Najlepsze wyobrażenie daje o nich Thusnelda. 



Za przykładem Pompeiusa poszecU AugusŁus, który ustawił posągi 
wyobrażające wszystkie ludy w portyku , odtąd nazwanym ad nationet 
(Serv. Aen. VIII 721). Na cześć tego samego cesarza został w Lyoa wznie- 
siony ołtarz, na którym^ czy dokoła którego było wyobrażonych wedle 
Strabona IV p. 192 sześćdziesiąt szczepów celtyckich. Niestety, nic nie 
ocalało z tego zabytku, w każdym razie posłużył on za wzór pomnika, 
którym uczciło Tyberyusza 12 n»iast Azyi Mniejszej » odbudowanych 
przezeń po strasznem trzęsieniu ziemi. 

Blizko sto lat później wsławił się Trajan dziełem czy dziełami 
sztuki, klóre wyobrażały prowincye. Mamy o tern wiadomość nie bezpo- 
średnią, ale wysnutą ze znanej legendy o wdowie, która domagała się 
wymiaru sprawiedliwości od niego za fo, iż jpj jedynaka zabito. Słynna 
to legenda, uwieczniona przez Dantego w Purg. X 78 nst. a przekazana 
w dwóch wersyach Pawła Diakona z VIII i Jana Diakona z IX w. Ro- 
zwój i znaczenie tej legendy wykazał bardzo pięknie G. Paris (Biblio- 
tb^que des baules ćŁudes 35 fasc). Nas tu obchodzi tylko jej powstanie. 
Owóż De Rossi był pierwszym, który się domyślił, że początek tej le- 
gendzie dała płaskorzeźba, wyobrażająca prowincye klęczącą przed ce- 
sarzem i błagającą go o łaskę. Powołując się na Mirabilia Urbis Romae 
sądzi, źe płaskorzeźba ta zdobiła arco di Piet& naprzeciw Panteonu. GL 
Paris słusznie zwraca uwagę na wiadomość wprost podaną przez wspo- 
mnianych Pawła i Jana a potwierdzoną przez Annales Magdoburgienses, 
że relief ten znajdował się na forum Trajana, a więc albo na łuku, 
który znajdował się u wejścia do forum, albo jeszcze prawdopodobniej 
na murze, który otaczał całe forum. Zarówno Paris jak de Rossi błądzą, 
sądząc, że legenda ta powstała dopiero za Trajana albo nawet za Ha- 
dryana i dopiero ex posteriori została przeniesiona na Trajana pod wpły- 
wem reliefu. Jestto jedna z bardzo starych legend, którą o ile wiem po 
raz pierwszy złączono z osobą Filipa maced., jak o tem poświadcza Plut. 
Mor. II (apophtegmata regum et irnper. 31). Legenda więc istniała przed- 
tem, ale też relief dał powód, źe ją złączono z imieniem Trajana. W ta- 
kim razie i sprzeczność topograficzna ustaje. Typ prowincyi klęczącej 
był bardzo częsty, zwłaszcza w epoce Trajana, i zapewne wyobrażony 
na niejednym łuku. Paweł i Jan mieli przed oczyma przede wszystkiem 
relief na forum, interpretując go na swój sposób. Autor Mirabiliów już 
nie widział forum, które tymczasem zostało zburzone, ale widział jeszcze, 
Arco di Piet i. 

Najbliższa wiadomość o dziełach, przedstawiających prowincye, 
datuje z czasów Antoninów a zawiera się w opisie Rzymu tak zwanego 
Publiusa Victora : »Basilica Antoniniana, ubi est provinciarum memoria«. 
Wiadomość ta jednak okazuje się po bliższcm zbadaniu, które przepro- 
wadziłem, interpolacyą wsuniętą dowolnie przez wydawcę Victora Pan- 



YiDiusa na podstawie wykopalisk zrobionych w XVI wieku na piazza di 
Pietra. 

Wzmiankę o całej seryi posągów wyobrażających ludy, spotykamy 
dopiero za czasów Dioclecyana i to raz w Passio Sanctorum IV Córo- 
natorum c. 5 w E chronicis antiguis excerpta, drukowanych u Urlichsa 
Cod. topogr. p. 192. Wedle tych wiadomości, Dioclecyan i Maximianu» 
wznieśli posągi króla perskiego, tudzież wszystkich ludów i ustawili je 
>ad templa«. Wedle mnie są to świątynie położone na Kapitolu. Stwier-* 
dzenie tego znajduję w znanej legendzie p. t. >SaIvaŁio Romae« o po- 
sągach dzwoniących. Legenda ta w najstarszej formie jest zachowana 
u Kosmasa z VIII w. i mniej więcej w tej formie w Mirabiliach Drbis Ro- 
mae. W X w. znajdujemy ją rozszerzoną u Anonima Salernitana, zwią- 
zaną z podaniem o cesarzu Aleksandrze (f 915 p. C.) bracie Leona Mą- 
drego. Wedle niej statuy te zostały przeniesione do Konstantynopola. 

Mirabilia Urbis Romae, przynajmniej jedna ich redakcya, wcią- 
gnęła je z legendy o powstaniu Pantheonu za Agryppy. Ani jedna ani 
druga legenda nie mają nic wspólnego z pierwotnem podaniem o posą- 
gach brzęczących. Pochodzi ono w heduskiej wersyi z Miracula Mundi^ 
którą znał Anon. Salem. Te Miracula Mundi są przekładem greckiej 
r. 6autJLa(7{(i)v. Ze tak jest, dowodzi powiązanie jej z jednej strony z Rzy- 
mem, z drugiej z Konstantynopolem. 

Z legendy tej wynika, że posągi ludów doznawały czci boskiej. 
To stwierdzają nadto Plin. n. h. XVIII 5, Tacit. ann. XI 21 i biuścik 
prowincyi z dzwonkami. 

Dotychczasowy wywód stwierdza, że sztuka rzymska znała tyIko> 
personifikacye narodów a nie prowincyj. 

Prof. Czubek zdaje sprawę ze swojej pracy p. t. : „ We- 
spazyan z Kochowa Kochowski^. Studyum biograficzne. 

Praca opiera się głównie na dwóch grupach źródeł: na pismach 
poety (Poezye i Roczniki) i na współczesnych dokumentach urzędowych 
w liczbie przeszło 200, nie licząc tych, które się odnoszą do rodziny 
poety i rodziny pierwszej i drugiej żony, jako też znajomych i przyja- 
ciół. Kochowski urodził się w Gaju pod górą Świętokrzyską, w woje- 
wództwie sandomierskiem, w r. 1635 z ojca Jana, podsędka tegoż woje- 
wództwa i Zofii z Janowskich. Stryjów rodzonych miał dwóch: Olbrachta 
(zginął pod Beresteczkiem) i Aleksandra poetę, dalszych stryjów również 
dwóch: Felicyana i Remigiana. Wespazyan był najstarszym w rodzinie, 
do której należało oprócz niego jeszcze dwóch braci, Seweryn, zmarły 
w r. 1657 w Bieczu, i Jan, a nadto dwie siostry: Zofia za Dembickim 
(imię niewiadome) i Anna za Mikołajem Szypowskim. 

Całe wykształcenie naukowe zawdzięczał nasz poeta szkole Nowo- 
dworskiej w Krakowie (dzisiejsze gimnazyum św. Anny), do której uczę- 



szczał prawdopodobnie w latach 1646—1648. Ośm nastoletnim młodzień- 
cem rozpoczyna służbę wojskową, wyruszając w zastępstwie ojca z po- 
spolitem ruszeniem r. 1651 i przez lat 10 nie wypuszcza kopii z ręki. 
Wedle własnych zeznań walczył w bitwach pod Beresteczkiem , Ochma- 
towem, Wojniczem, Warką, Gnieznem i Warszawą. W r. 1658 poślubia 
ukochaną >Marynę<, córkę nieżyjących już podówczas Józefa Misiow- 
skiego i Doroty z Oraczewskich i gospodaruje do r. 1663 w Gaju. W tym 
roku następuje podział ojcowizny na dwie schedy: dziedziczny Gaj i do- 
kupione w r. 1646 przez ojca Goleniowy w Krakowskiem; a ponieważ 
Jan jako młodszy, korzystając ze swego prawa, wybrał Gaj, Wespazyaa 
lubo z żalem objął schedę Goleniowską. Kłopotów na nowem gospodar- 
stwie nie brakło, gdyż wieś była wyderkafami mocno obciążona, ale sło- 
dziła je miłośd i serdeczne przywiązanie małżonków, uwieńczone dopiero 
w r. 1674 przyjściem na świat długo oczekiwanego potomka, syna Hie- 
ronima. Rokosz Lubomirskiego, w którym poeta brał udział jako chorąży 
powiatu lelowskiego, wydobył Kochowskiego na wierzch i dał poznać 
jako pisarza politycznego (Kamień świadectwa). To też w latach 1668 
i 1669 posługiwał się jego Muzą w swoich zabiegach politycznych, zmie- 
rzających do wyboru Piasta, ówczesny podkanclerzy, Olszowski. W na- 
grodę za usługi podczas bezkrólewia wyjednał mu X. podkanclerzy u no* 
wego króla intratny acz kłopotliwy urząd podżupka wielickiego, a od 
siebie puścił w dzierżawę dwie duże wsi pod Krakowem, należące da 
dziekanii krakowskiej (piastował ją wtenczas Olszowski) Kobylany i Brze- 
zinkę, które też trzymał Kochowski aż do wstąpienia Olszowskiego na 
stolicę gnieźnieńską (1675). Krócej piastował nasz poeta swój urząd 
w Wieliczce, bo tylko do czerwca 1673 r.; król Michał, chcąc go niejako 
odszkodować, wyznaczył mu 500 zł. rocznej pensyi. W r. 1674 wychodzi 
w Krakowie zbiór poezyj Kochowskiego p. t. >Niepróżnujące próżnowanie*, 
który całkiem niespodzianie sprowadził dla cenzora, X. Szymona Ma- 
kowskiego, a pośrednio i dla poety bardzo niemiłe następstwa. Władza 
duchowna dopatrzyła się w poezyach Kochowskiego grzesznej nieprzy- 
zwoitości i chęci szarpania cudzej sławy. Sprawa oparła się o Rzym; 
stamtąd przekazano ją nuncyaturze warszawskiej, gdzie ostatecznie zo- 
stała załatwiona, ile ze wszystkiego widać, na korzyść cenzora i poety* 
W r. 1677 (lub może 1678) traci Kochowski ukochaną małżonkę; w r. 
1680 wstępuje w nowe związki z Magdaleną z Frezerów, wdową po 
świeżo (w r. 1679) zmarłym Stanisławie Różance, podstarościm krakow- 
skim. W r. 1683 wydaje Kochowski swoich »Roczników« klimakter 
pierwszy, nad którym pracował lat 20 tj. od czasu osiedlenia się w Kra- 
kowskiem. Dzieło to, poświęcone Janowi III, a jeszcze pierwej »Niepró- 
żnujące próżnowanie« , poświęcone królewiczowi Jakóbowi, zwróciły na 
Kochowskiego uwagę króla; a że Sobieski właśnie wybierał się pełen 
otuchy i niemal pewny zwycięstwa pod Wiedeń, przeto zabrał ze sobą 



8 

poetę, obdarzając go zapewne równocześnie tytułem uprzywilejowanego 
hi story ogra fa i dworzanina pokojowego, oraz podwyższając mu ową przez 
króla Michała wyznaczoną pensyą 500 zł. do sumy 1000 zł. Odbył więc 
Kochowski w orszaku królewskim wyprawę wiedeńską i napisał jako 
naoczny świadek » pamiętnik* tej odsieczy (po łacinie) a nadto poemat 
tej samej treści > Dzieło Boskie «. 

Od r. 1682 wysługuje się Kochowski województwu jako poborca 
podatkowy przez całe niemal lat dziesięć. Wywdzięczając mu się za 
rzetelne usługi, krakowska szlachta poleciła go w artykule sejmikowym 
z r. 1692 szczodrobliwej łasce królewskiej. Ale na nieszczęście jakoś 
stosownego wakansu nie było; więc król Jan zamiast króle wszczyzny 
do dotychczasowych 1000 zł. pensyi dodał (w r. 1695) drugi tysiąc, za- 
bezpieczając wypłatę na żupach wielickich, a w r. 1696 ozdobił go urzę- 
dem wojskiego krakowskiego. 

Stosunki Kochowskiego z rodziną tak własną, jak i z ro- 
dziną pierwszej żony pozostały zawsze jak najlepsze, ale przez to 
właśnie nabawiały go niemałych przykrości i kłopotów. I tak od roku 
1679 opiekuje się sierotami po ciotecznym swym bracie, Stanisławie 
Waźyńskim, i zarządza ogromnie obdłużoną własnością swych pu- 
pilek, Moskorzowem i Perzynami. Zofia i £wa Ważyńskie wstąpiły 
do klasztoru Norbertanek w Imbramowicach i sprzedały wreszcie 
(w roku 1684 i 1685) Moskorzów z Perzynami za małą dopłatą opie- 
kunowi. Kochowski jednak, c/y to nie mogąc podołać ciężarom, czy tei 
z obawy gadania ludzkiego, ie sieroty wykwiŁowat, sprzedał wkrótce 
Moskorzów (w r. 1687). Druga opieka była źródłem jeszcze większych 
przykrości. Brat pierwszej żony, Adam Misio wski, właściciel Irządz z przy- 
ległościatni, umierając w r. 1681, powierzył opiekę nad małoletnimi sy- 
nami i zadłużonym również majątkiem radzie opiekuńczej, do której na- 
leżał i Kochowski. Poeta nasz, on to bowiem zajmował się głównie 
w/chowaniem synów i zarządem dóbr sierocińskicb , oddał synów na 
nauki do Krakowa a dobra wypuścił w dzierżawę na znoszenie ciężarów 
i długów, jak to zresztą sam ojciec w testamencie polecił. Upłynęło lat 
kilka spokojnie. Aliści w r. 1688 starszy pupil, Michał, podbecbtany przez 
dalszego krewnego, który upragnionej dzierżawy jednej ze wsi sierociń- 
skicb od Kochowskiego nie otrzymał, porzuca nauki, zajeżdża z pomocą 
owego Mefista i kilku warchołów Irządze i wytacza opiekunom proce» 
o to, że go w Krakowie skąpo żywili, że z opieki ciągnęli osobiste ko- 
rzyści i że mu dobra zniszczyli; dotknął też i Kochowskiego, zarzucając, 
że sobie z drzewa zabranego z jepo lasów obszerny dwór w Golenio- 
wach wystawił, co było prostem oszczerstwem, gdyż rzeczony dwór stal 
już w r. 1674, jakto widać z »Lirykówc. Sprawa skończyła się niemal 
przegraną opiekunów, gdyż Michał Misiowski odwołał wprawdzie wszy- 
stkie prawie zarzuty, ale sąd nakazał eksdywizyą dóbr i oddanie nale* 



inej części Michałowi, który też zaczął rządy od tego, że Irządze wypn- 
^cil w dzierżawę — żonie swego Mentora. 

Zwolniony w ten sposób z opieki Kocbowski oddal się zupełnie 
własnym sprawom. Skrzętna gospodarka, poparta funduszami drugiej 
żony, wydała też pożądane owoce; nielylko bowiem pospłacal nasz Ko- 
^^howski ciążące na Goleniowach wyderkafy, ale nadto zdołał zebraÓ 
>grosz na potrzebę* , za który w r. 1699 kupił połowę poblizkiej wsi 
Mękarzowa; pierwej jeszcze (w r. 1696) wystawił w Goleniowach szpital 
<;zyli schronisko dla pięciu nieudolnych do pracy włościan, opatrzywszy 
^0 w odpowiednie fundusze. Równocześnie nie ustawał w pracy lite- 
rackiej. »Abdykował< on wprawdzie jeszcze w r. 1674 ypoesim polskąc, 
ale przecie niekiedy ulegał pokusom Muzy; tak np. w r. 1681 napisał 
wiersz p. t. >£pitafium« Doroaszewskiej (Jadwigi z Kolbuszowa) a wszy- 
stko przemawia za tem, że i >Lament utrapionej ojczyzny* z r. 1696 
z pod jego wyszedł pióra; wreszcie i wydana w r. 1695 »PsaImodya< 
Jest właściwie także poezyą, choćby jej zapewne sam autor tego miana 
nie przyznał. Głównie jednak pracował nad dalszym ciągiem >Roczni- 
ków<, wydając w r. 1688 klimakter drugi, a w dziesięó lat potem klima- 
kter trzeci; czwarty pozostał w rękopisie. Kio łożył znaczny koszt na 
wydanie pierwszych dwóch klimakterów, nie wiemy. Za to wydawca 
trzeciego jest nam znany : Michał Warszycki , wojewoda sandomierski. 
Zanim jednak wypłacił Kocbowskiemu obiecane na druk 200 talarów, 
zaskoczyła go nagle śmierć w Częstochowej. Wojewoda zostawił dwóch 
synów; jeden z nich, Stanisław, miecznik koronny, wypłacił odrazu Ko- 
chowskieinu przypadające na niego 100 talarów; drugiego Jerzego, piotr- 
kowskiego i bolesławskiego starostę, musiał do tego nasz liisŁoryk dopiero 
zniewolić wytoczonym mu procesem i lej to okoliczności zawdzięczamy 
ową dla ówczesnych stosunków wydawniczych ważną wiadomość. 

W pożyciu z drugą żoną był Kochowski również szczęśliwy; nie- 
ma przynajmniej najlżejszego nawet śladu, żeby było inaczej, a wiele 
okoliczności przemawia za tem, że pani Magdalena była wzorową gospo- 
dynią i najlepszą żoną; umarła w r. 1696. Za to z jedynaka nie miał. 
Jak się zdaje, wielkiej pociechy nasz poeta. Młody panicz, psuty potro- 
sz« zwykłą dla jedynaków pobłażliwością ojcowską, nudził się zapewne 
w posępnym dworze Goleniowskim, gdzie stary i schorowany ojciec pra- 
wił po całych dniach o pokucie i śmierci, (zob. >Psalmodyą«) ale ani 
słówkiem nie wspominał o zabawach, o konwersacyjkach z dobrymi to- 
warzyszami i o polowankach, do których młody Jarosz, jako nieodrodny 
syn swego ojca, czuł w sobie niepohamowaną skłonność. Zwlókł się 
więc na dobre nasz jedynak i odstał od domu tak, że go całymi dniami 
i tygodniami we dworze nie widziano; niedoświadczony nvłodzik wpadł 
w ręce »przyjaciół«, którzy mu na podpis pożyczali pieniędzy, pociesza- 
jąc go nadzieją, że Goleniowy i wszystko wnet będzie ^ego, i za psy 



10 



i ptaki myśliwskie wyłudzali od niego kosztowne rzeczy, jak srebren> 
wykładany rzędzik na konia i cenną karabelę. Doszło do tego, źe w r. 
1695 strapiony ojciec musiał się uciec do pomocy sądowej, nie bacząc, 
źe przez to boleść swoją ojcowską wystawia niejako na widok publiczny.^ 
Z tego też zapewne powodu >postanowił< nasz Kocbowski swego jedy- 
naka bardzo młodo, żeniąc w r. 1697 23-letniego Jarosza z wnuczką 
swej drugiej żony, Ewą Bronicką, córką nieżyjących już podówczas Fran- 
ciszka Bronickiego, wojskiego nowokorczyńskiego, i Magdaleny z Różan- 
ków. Była to może ostatnia pociecha schorowanego starca. Kocbowski 
w ogóle w późniejszym wieku nie był osobliwego zdrowia; robił po trzy- 
kroć testament (w latach 1685, 1689, 1694) a już w r. 1698 przedsta- 
wia nam się w >P8almodyic jako schorzały starzec, myślący ciągle 
o śmierci i gotujący się na jej przyjęcie. Umysł jednak zachował krzepki 
i pracował nad »Rocznikamic do ostatniej niemal godziny. Jeszcze na 
kilka miesięcy przed śmiercią zapisał w czwartym klimakterze odzyska- 
nie Kamiei^ca (22 września 1699). Umarł w Krakowie d. 6 czerwca 170O 
r. (nie 14 czerwca 1699 jak dotąd na podstawie błędnej zapiski w ak- 
tach kościelnych goleniowskich mniemano). 

Epizodycznie wplótł autor wiadomości o życiu innego współcze- 
snego poety, stryja Wespazyana, Aleksandra Kochowskiego, wspomnia- 
nego w »Lirykach« (Ep. 6) w utworze p. t. »Poetowie polscy*. Urodzin 
on się około r. 1607 (w r. 1672 liczył sobie sam około 65 lat życia). 
Odebrawszy swą schedę w gotówce lub też spieniężywszy ją, przeniósł 
się Aleksander Kocbowski do Krakowa i tu trudni się trochę palestrą, 
głównie jednak uprawia lichwę. Pożyczył on w r. 1655 kahałowi kaźmier- 
skiemu pokaźną sumę 16.0(X) zł. na 10 7o- ^^^ odbierając od czasu oblę- 
żenia i zajęcia Krakowa przez Szwedów prowizyi, skarży żydów, żądając 
zwrotu kapitału i wypłaty należnych procentów. Wygrywa we wszyst- 
kich jurysdykcyach i instancyach, ale mimo to wypłaty swojej wierzy- 
telności się nie doczekał. Obok tego pożyczał na zastawy i na skrypta. 
Mieszkał przy ulicy Szpitalnej , w kamienicy, zwanej Jasiewiczów ską,. 
trzymając jedne izbę w procencie od pożyczonej sumy. Umarł w począt- 
kach r. 1673 bezpotomnie, zostawiając swój niewielki majątek synow- 
com tj. dwom synom brata Jana, Wespazyanowi i Janowi, i synowi Ol- 
brachta, Andrzejowi. Wedle Wespazyana pisał wierszem po polsku i po 
łacinie, ale jak się zdaje, nie drukował wcale, z wyjątkiem kilkunastu 
epigramatów łacińskich w »Hypomnema reginarum* Wespazyana Kocho- 
wskiego i wiersza polskiego »Hussarz« w »Lirykach€ tegoż synowca (I, 25). 

Sekretarz podaje wiadomość o nadesłanej pracy p. Sta- 
nisława Zdziarskiego p. t.: ^^ Pieśń ludowa w Galicyi^- 

Przedmiotem rozprawy są „Dumki* Bielowskiego i Siemieńskiego 
wydane w r. 1838 we Lwowie. Autor przeprowadził ścisłą analizę utwo- 



11 



rów zawartych w tym zbiorku, na podstawie której okazało się, ze 
następujące utwory Bielowskiego : >Siwy konik*, >Smutek€, »Spoczy- 
nek«, »Cztery strony«, » Pobojowisko*, »Sawa<, »Dobosz€, »Sen«, >Za- 
przedanac, »Gzajka< i >Ru8aIka< są mniej lub więcej doslownemi pa- 
rafrazami dumek maloruskiego ludu, zawartych w zbiorach Wacława 
z Oleska (1883 r.), Maksymowicza (1827 i 1834-), Zegoty Paulego (1837— 
1838) i w >RusaIce Dniestrowej< (1837). Dwa zaś dłuższe poemaciki p. 
t >Nastia* i »Trójziele« zostały osnute na pomyśle, zapożyczonym z pie- 
śni ludowych ruskich. Co się tyczy utworów Siemieńskiego, autor skre- 
ślił czas ich powstania na podstawie pamiętnika poety, a następnie udo- 
wodnił za pomocą zestawień, iż wiersze p. t. > Pochód kozackie, »0d- 
jazd na wojnc«, »Powrót kozaka*, »Sen«, »Kukułka*, »Przyjazd« i »Cy- 
ganka*, jakoteż dwa inne, nieoznaczone osobnym napisem, a zaczynające 
się od słów: >Stoi jawor, zgiął majowe gałązki na wodę* i >Na mogile 
puhacz drzemie* są przeróbkami dumek ruskich, zawartych w tych 
samych zbiorach pieśni ludowych, z których czerpał Bielowski. Udowo- 
dnił dalej autor, że utwory Siemieńskiego p. t. »Branka tatarska*, »Wy- 
prawa Chmielnickiego na Multany*, >Sarouel Zborowski*, >Kniaź Dymitr 
Wiśniowiecki*, »Trzy kukułki* są oparte na pieśniach ukraińskiego ludu 
i niekiedy okazują nawet reminiscencye słowne. Ażeby zaś wyczerpać 
stosunek Siemieńskiego do poezyi ludowej zupełnie, wykazał p. Zdziar- 
ski, że utwory p. n. »Napierski*, »Konanie kozaka*, » Księga czarnoksię- 
ska* i >Trzy wieszczby*, (ten ostatni w pewnych tylko ustępach) są na- 
pisane zgodnie z duchem wierzeń i legend ludowych, mimo że są zupeł- 
nie oryginalne. 



ii. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 19 Marca 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

CzŁ Prof. Oswald Balzer przedstawia pracę swoją p. t.: 
jy W sprawie sankyi Statutu mazowieckiego pierwszego z r. 1532^. 

W rozdziale I pracy tej rozpatruje autor polityczne tło i zasadni- 
czą stronę kodyfikacyi prawa sądowego mazowieckiego w w. XVI. Wy- 
kazuje on, iż w kilku najbliższych latach po nabyciu Mazowsza przez 



12 



Polskę, a mianowicie w okresie czasu od r. 1526 — 1529 sprawa ta nie 
mogła być jeszcze ani zaZaŁwioną ani nawet poruszoną; przedtem bo- 
wiem naleiato określić, jaki będzie stosunek prawno-polityczny Mazo- 
wsza do Polski. Dopiero, kiedy przywilej piotrkowi! z 27 grudnia 1529 
r. stosunek ten ostatecznie ustalił, i wbrew dążeniu Mazowszan, zmie- 
rzających do warowania odrębności księstwa, orzekł zupełne jego wcie- 
lenie do Korony, na podobieństwo innych województw polskich, musiało 
wyłonić się pytanie, czy Mazowsze sądzić się ma dawnem swojem pra- 
wem mazowieckiem czy też nowem koronnem. Przywilej piotrkowski 
rozstrzygnął rzecz na korzyść Mazowsza, zapewniając mu odrębność 
prawa sądowego i stworzył w ten sposób podstawę formalną dla wszy- 
stkich późniejszych kodyfikacyj prawa sądowego mazowieckiego. Jest ich 
jak wiadomo, trzy: jedna, o nieustalonej dotąd dacie, wydana na pod- 
stawie projektu, złożonego przez sejm mazowiecki z r. 1531, zatwier- 
dzona w rzeczywistości r. 1532 ; druga, wydana r. 1540, i trzecia, uchwa- 
lona przez dwa sejmy z r. 1576, zatwierdzona przez króla roku 1577. 
Pierwszą z nich zwano dotąd pospolicie Zwodem zwyczajów prawnych 
albo Statutem Praźmowskiego , drugą takimże Zwodem albo Statutem 
Ooryńskiego, trzecią wreszcie Eksceptami mazowieckiemi. Z tych nazw 
tylko ostatnia odpowiada rzeczywistości i ma też uzasadnienie współ- 
czesnych źródłach; dwie pierwsze są tylko nazwami konwencyonalnemi^ 
przyjętemi przez dzisiejszą naukę, i to bez należytej do tego podstawy. 
Aulor wywodzi, iź kodyfikacyą z r. 1532 naj właściwiej nazwać Statutem 
mazowieckim pierwszym, kodyfikacyą z r. 1540 Statutem mazowieckim 
drugim, dla kodyfikacyi z r. 1576/7 zatrzymać można nazwę Eksceptów, 
albo też określić ją mianem Statutu mazowieckiego trzeciego. 

Trzy dalsze rozdziały (II— IV), wypełniające przeważną część pracy, 
poświęcone są rozpatrzeniu wątpliwego i spornego dotąd w nauce pyta- 
nia, czy Statut pierwszy z r. 1532 uzyskał zatwierdzenie królewskie, czy 
też nie, a więc czy stał się prawem obowiązującem , czy też pozostał 
tylko projektem zamierzonego kodeksu prawnego. W rozdziale II zbija 
autor rzekome dowody, przytaczane na poparcie twierdzenia, jakoby 
Statut pierwszy nie uzyskał sankcyi; wykazuje, że jest tylko jeden po- 
ważniejszy, zasłuj2ujący na to, ażeby się z nim liczyć, t. j. wiadomość 
zawarta w Postulatach mazowieckich i Legacyi sejmowej z r. 1534; 
stwierdza wreszcie, że nawet i ta wiadomość nie dowodzi, jakoby Sta- 
tut pierwszy nie został zatwierdzony. W Postulatach i Legacyi zaznaczono 
tylko, że projekt Statutu, opracowany r. 1531 uległ częściowemu zni- 
szczeniu skutkiem pożaru, że pozostały tekst nie sostał |)»rzedłożony sej- 
mowi mazowieckiemu do ostatecznej rewizyi^ że wreszcie ówczesny wo-. 
jewoda-wii-esgerent mazowiecki Prażmowski poczynił w nim pewne sa- 
moistne dodatki, których sam sejm mazowiecki nie uchwalił. Wszystkie 
te szczegóły nie dowodzą, jakoby Statut pierwszy sankcyi nie uzyskał. 



13^ 



albo, jakoby udzielona mu sankcya by ta niewaŹDą. W czasie bowiem^ 
w którym chodziło o zatwierdzenie kodeksu, sejm mazowiecki nie miał 
jui władzy ustawodawczej; od przywileju piotrkowskiego z r. 1529 wła- 
dza ta co do Mazowsza przeszła była na sejm walny koronny, który j% 
w stosunku do tej ziemi wykonywał w tym samym sposobie jak co 
do innych ziem i województw polskich. Sejm mazowiecki mógł zatem 
conajwięcej uchwalić projekt Statutu, który dla właściwych czynników 
ustawodawczych uchodzić mógł za informacyą; ostateczne jego zatwier- 
dzenie należało do króla i Sejmu walnego. Sejm walny mógł zatem 
udzielić sankcyi projektowi ułamkowemu, niepoddanemu ostatecznej re- 
wizyi sejmu mazowieckiego, a zarazem opatrzonemu samoistnymi do- 
datkami wojewody-wicesgerenta, zwłaszcza, że w owym czasie, wśród 
prowadzonej równocześnie pracy nad ułożeniem korrektury praw koron- 
nych powołano właśnie wojewodów do udzielania informacyj o właści- 
wościacb miejscowego prawa zwyczajowego. Zresztą dodatki Prażmow- 
skiego obejmowały, jak wszystko za tern przemawia, jeden tylko statut 
o mężobójcach, przyłączony tu za wolą króla i przez króla osobno za- 
twierdzony. W końcu wykazuje autor, że opozycya, jaka się pośród 
Mazowszan przeciw Statutowi pierwszemu zbudziła, i której wyrazem sa 
Postulaty z r. 1534, jest późniejszego pochodzenia; że w czasie kiedy 
o zatwierdzenie Statutu chodziło (1532) przedstawiciele mazowieccy na 
sejmie walnym koronnym na projekt taki godzili się prawie w zupełno- 
ści i krzątali się tylko około tego, ażeby niektóre sprawy w projekcie 
pominięte, jako też niektóre drobniejsze szczegóły w nim zawarte, za 
pomocą osobnych nowel wydanych w kształcie dekretów królewskich 
bliżej określić, a względnie zmienić. Skoro tedy sami Mazowszanie na 
owym sejmie walnym przeciw Statutowi nic zresztą nie mieli do zarzu- 
cenia, przeto nie było żadnej przeszkody w udzieleniu nm sankcyi. 

Rozdział 111 zestawia szereg dowodów szczegółowych, iż Statut 
pierwszy rzeczywiście został zatwierdzony, że go ogłoszono na Mazowszu 
jako prawo obowiązujące, i wreszcie, że go nawet w praktyce stosowano 
aż do wydania Statutu drugiego t. j. do r. 1540. 

W rozdziale IV wywodzi autor, iż zatwierdzenie Statutu pierw- 
szego nastąpiło na sejmie walnym krakowskim z r. 1531/2, a mianowicie 
d. 29 stycznia 1532 r. , równocześnie z wydaniem czterech do Statutu 
odnoszących się nowel o mężobójstwach, dziedziczeniu kobiet, granicze- 
niu dóbr królewskich i zakładach sądowych. 

Dwa końcowe rozdziały pracy, wybiegają treścią poza właściwy 
jej przedmiot, łączą się jednak ściśle z bistoryą drugiej kodyfikacyi ma- 
zowieckiej z r. 1540. W rozdziale V wyjaśnia autor, jakie po zatwier- 
dzeniu Statutu pierwszego przedsięwzięto prace przygotowawcze, ażeby 
go zastąpić, Statutem drugim. Wbrew dotychczasowemu mniemaniu, ja- 
koby w tym celu opracowano jeden tylko projekt Statutu nowego w r. 



14 



1536, stwierdza on, iż projektów takich było trzy: jeden, ułożony za 
wicesgerencyi Jana Łaskiego w r. 1538 i dwa ułożone za wicesgerencyi 
Piotra Goryńskiego w latach 1536 i 1539. Tekst (zatwierdzonego) Statutu 
drugiego opiera się na projekcie z r. 1539; nie we wszystkiem zgodny 
z nim jest projekt z r. 1536| którego tekst zawiera najprawdopodobniej 
rękopis petersburski Lat. F. II. 185; treści i tekstu projektu z r. 1533 
nie znamy, jest jednak rzeczą bardzo możliwa, że już w nim przepro- 
wadzoną została znaczna częśó zmian, któremi się zarówno projekt z r. 
1536 jako też Statut drugi z r. 1540 wyróżniają od Statutu pierwszego. 

Ostatni (IV) rozdział zestawia szereg nieznanych dat z życia Pio- 
tra Goryńskiego wicesgerenta- wojewody mazowieckiego, pod którego 
przewodnictwem odbyły się wspomniane dwa sejmy mazowieckie dla 
ułożenia projektów Statutu drugiego. Nowe te szczegóły wykazują 
zupełną moralną i obywatelską nicość tego człowieka; całą treść jego 
życia wypełniają: dążenie do karyery i fortuny, a cały zasób środków, 
zapomocą których je osiągnął wyczerpują: bogaty ożenek, koiligacye, 
protekcye. O społecznych i politycznych zasługach Goryńskiego zupełnie 
głucho w źródłach. Nawet współudział jego w pracy nad drugą kody- 
fikacyą mazowiecką ograniczyć trzeba do możliwie najszczuplejszych roz- 
miarów, albowiem jako świeży przybysz na Mazowszu nie mógł on znać 
dokładnie dawniejszych zwyczajów tej ziemi, które stanowiły główny 
substrat Statutu. Jest w tern powód dalszy i ostatecznie rozstrzygający, 
ażeby do tytulatury Statutu drugiego nie przydawać nazwiska Goryń- 
skiego. 

W dodatku do pracy zamieszcza autor trzy nieznane dotąd akty, 
dotyczące bistoryi i ułożenia Statutu pierwszego z r. 1532. 

Sekretarz przedstawia pracę p. Włodzimierza Lenkiewicza 
p. t: jj Udział Rost/i w pokoju karłowickim^ . 

Do końca XVII w. Rosya była prawie nieznaną w Europie zacho- 
dniej i nie brała udziału w wielkich sprawach polityki europejskiej. 
Udział ten zaznaczył się wyraźnie po raz pierwszy w tak zwanej Lidze 
Świętej i wojnie przeciw Turkom w ostatnich dwu dziesiątkach lat XVII 
w. oraz w układach o pokój, który kończył tę wojnę. Jest to więc mo- 
ment ważny dla Rosyi, odtąd bowiem zyskuje ona coraz większy 
wpływ na bieg spraw europejskich, odtąd, zaczyna przyoblekać się w czyn 
myśl ulubiona Piotra Wielkiego t. j. przetworzenie Rosyi z państwa azj- 
atyckiego w mocarstwo europejskie. 

Na chwilę tę, przełomową w dziejach Rosyi, jasne światło rzucają, 
dotychczas niezużytkowane , dokumenta, drukowane w >Pamiatnikach 
dipłomaticzeskich snoszenij drewniej Rossii s dierżawami inostrannymi« 
i również nieopracowane jeszcze przez historyków materyały rękopi- 
śmienne znajdujące się w cesarskiem nadwornem archiwum w Wiedniu. 



15 



Autor niniejszej rozprawy, opisując Łę nieznaną dotychczas dokła- 
dnie sprawę, oparł się na tych źródłach, nie wyłączając oczywiście opra- 
cowań historycznych. 

I. 

Kiedy po odsieczy wiedeńskiej w r. 1683 cesarz Leopold I, Jan III 
Sobieski i Wenecya zawarli Ligę świętą przeciw Turcyi, postanowili za- 
prosić do niej przedewszystkiera carów Rosyi. Skutkiem tego w r. 1684 
cesarz wysyła poselstwo do Moskwy, które jednak nic nie zdziałało, po- 
nieważ Rosya nie chciała przystąpić do Ligi, pókiby nie zawarła wie- 
cznego pokoju z Polską, o który właśnie traktowano. Traktaty te zakoń- 
czyły się w r. 1686 pokojem Grzymułtowskiego. Pokój ten nie spowodo- 
wał jak dotychczas twierdzono powszechnie lecz mylnie, faktycznego 
przystąpienia Rosyi do Ligi Świętej, lecz tylko Rosya zobowiązała się 
wobec Polski do powstrzymania Tatarów od połączenia się z armią tu- 
recką. W tym celu przedsiębierze kniaź Wasyl Golicyn dwie nieudałe 
wyprawy na Krym w r. 1687 i 1689 a wreszcie Piotr Wielki, po obję- 
ciu rządów w r. 1689 i zorganizowaniu armii, dwie wyprawy na Azo w, 
które kończą się zdobyciem tej twierdzy w r. 1696. 

Rosya też jako nie należąca do Ligi nie była dopuszczoną do 
pierwszych pertraktacyj pokojowych w r. 1689 i 1691, skutkiem czego, 
Piotr starał się usilnie o zawarcie przymierza z cesarzem i Wenecyą, 
a pośrednio o przystąpienie do Ligi Świętej. Przymierze to zawarłem 
zostało dopiero w r. 1697. Jednakowoż główny jego warunek t. j. pro- 
wadzenie dalszej wojny wspóinemi siłami, nie mógł już byó wykonanym, 
ponieważ właśnie teraz pokój z Ludwikiem XIV zawarty w Ryzwiku 
z jednej, a zwycięstwo nad Turkami pod Zentą z drugiej strony, wy- 
warły decydujący wpływ na pokojowe usposobienie wyczerpanych już 
długoletnią wojną mocarstw. 

IL 

Za pośrednictwem Anglii i Holandyi rozpoczęły się teraz układy 
pokojowe. Pełnomocnik Anglii na dworze sułtana, lord Wilhelm Pagett, 
zaproponował zawarcie pokoju na zasadzie >uti possidetis ita porro pos- 
sideatis«, a obie strony propozycyę tę przyjęły. Przedłożenia te jednak 
pokojowe , jak dowodzi autor, wygotowane były już w r. 1693, a zatem 
wtedy, kiedy Rosya nie należała jeszcze do Ligi Świętej , była więc 
w nich pominiętą i dopiero dwór austryacki musiał starać się, ażeby 
w pokoju zasadą ^uli possidetis< objęto także i Rosyę. 

111. 

W czasie tych pierwszych pertraktacyj pokojowych, zjeżdża do 
Wiednia car Piotr, który odbywał pierwszą swoją podróż po Europie. 



16 



W naradach z wielkim kanclerzem Udairykiem Kinskim, zaznaczył car 
wyraźnie, źe nie bardzo chętnie przystępuje do pokoju i że wolałby 
prowadząc wojnę dalej powiększać swe zdobycze. Ponieważ jednak ce- 
sarz stanowczo chciał ukończyć wojnę, Piotr przedłożył swoje warunki 
pokoju, w których żądał, by Turcy odstąpili Kosyi prócz poczynionych 
zdobyczy t. j. Azowa i drobnych twierdz naddnieprzańskich, twierdzę 
Kercz. Nie można było spodziewać się, by W. Porta uczyniła zadotó 
temu żądaniu, to też cesarz nie obiecywał go popierać. Tymczasem 
w Rosyi wybncbł bunt strzelców, skutkiem czego car musiał spiesznie 
wracać do kraju. W przejeździe przez Polskę, uniawia się Piotr w Rawie 
Ruskiej z Augustem II o przymierze przeciw Szwecyi. Zdaniem autora 
wywarło to stanowczy wpływ na sprawę pokoju, ponieważ car niechętny 
jej dotychczas musiał teraz starać się o jak najspieszniejsze ukończenie 
wojny z Turcyą, aby mii;ć wolne ręce w zamierzonej wyprawie przeciw 
Szwedom. 

IV. 

Po wyjeździe cara objął z jego polecenia dalsze prowadzenie ukhL- 
dów Prokop Bogdanowicz Woznicyn, wielki i pełnomocny poseł rosyjski. 
Początkowo prowadził on dalej niechętną pokojowi politykę cara, ale 
w dwanaście dni po zjeździe w Rawie Ruskiej, najprawdopodobniej 
wskutek polecenia cara, postanawia wziąć udział w kongresie pokojowym. 
Jednakże by kongres doszedł do skutku, potrzeba było, ażeby wszy- 
scy sprzymierzeni przyjęli zasadę pokoju >uti possidetis«. Tymczasem 
Woznicyn uczynić tego nie chciał, ponieważ, zdaniem jego, zasada ta 
nie dawała carowi dostatecznej gwarancyi trwałego pokoju. Mimo to 
wielki kanclerz Kinsky, zawiadamia pośredników, że zasadę tę przyjęli 
wszyscy członkowie Ligi, a protestującemu Woznicynowi przedłożył 
pisma cara, w których on dziękuje cesarzowi za obietnicę wspólnego 
traktowania spraw swoich i cara. Woznicyn sprzeciwił się takiemu tłu- 
maczi nin pism cara, jednakże nic to nie pomogło. 

V. 

Na okrętach cesarskich udał się poseł rosyjski na kongres do 
Pioiro-Waradynu. W Budzie zjeżdża się z posłem polskim Stanisławem 
Małacbowskim, który wręcza mu polecenie cara, by obaj posłowie po- 
stępowali zgodnie i wspierali się wzajemnie. Mimo to, nie było zgody 
między nimi przez cały czas trwania kongresu. 

W krotce po przybyciu do Karłowic rozpoczyna Woznicyn tajne 
układy z Mauracordatą, wielkim tłumaczem i pełnomocnikiem tureckim, 
któremu proponuje nawet, zawieszenie broni między Rosyą a Turcyą na 
lat dwa, w którym to czasie państwa te obróciłyby broń swoją przeciw 
cesarzowi i Polsce. Lecz Turcy nie zgodzili się na tę propozycyę, prze- 



17 



wlekali tylko tajne narady, ponieważ w danym wypadku^mogty się one 
im przydad. Równocześnie Woznicyn stawiał coraz [większe trudności 
kongresowi. Niechciał uznać ani pośredników, ani zasady pokoju, lecz 
pragnął traktować wprost z Turkami o swoje warunki, których znowu 
głównym punktem było utrzymanie twierdzy Kercz. 

VI. 

Po długich sporach o kompetencyę i porządek obrad, przystąpiono 
wreszcie do otwarcia kongresu. Szczegółowy przebieg obrad Woznicyna 
z Turkami przedstawił autor na podstawie relacyj posła rosyjskiego 
i pełnomocników cesarskich. Pierwsza konferencya Woznicyna z posłami 
tureckimi odbyła się dnia 19 listopada 1698 r. Turcy nietylko, że nie 
decydowali się na oddanie twierdzy Kercz, ale żądali nawet zwrotu 
Azowa i ewakuacyi twierdz naddnieprzańskich. W ciągu dalszych obrad 
Woznicyn odstąpił od żądania Kerczu, a Turcy oddawali carowi Azow. 
Rokowania o pokój rozbiły się jednak o żądanie ewakuacyi Kazykermenu 
i Tawanu, na co Woznicyn nie mając pełnomocnictwa od cara, nie mógł 
się zgodzić. Poseł rosyjski zwracał się kilkakrotnie do pełnomocników 
państw sprzymierzonych z prośbą o poparcie, każdym razem jednak 
bezskutecznie, ci bowiem, nie chcieli popierać wygórowanych pretensyj 
Rosyi. Pozostawiony tedy sam sobie, Woznicyn proponuje Turkom za- 
wieszenie broni, na zasadzie »uti possidetis«. Po krótkich sporach zo- 
stało ono dnia 26 stycznia 1699 zawartem na przeciąg dwu lat, w któ- 
rym to czasie oba państwa miały starać się o zawarcie pokoju. Pokój 
ten stanął w lipcu 1700 r. Rosya otrzymała w nim Azow z należącymi 
do niego grodami, musiała natomiast zgodzić się na ewakuacyę i demo- 
licyę twierdz naddnieprzańskich. 



IIL Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 5 Marca 1900 r. 

Przewodniczący: Prot Dr. F. Krtotz. 

Czł. K. Kostanecki referuje o pracy p. E. Godlewskiego 
(jun.) p. t.: „O rozmnażaniu się jąder w mięśniach prążkowa- 
nych zwierząt kręgowych^ (Tymczasowe doniesienie). 

2 



18 

Autor badał sposób rozmnażania się jąder w tkance mięsnej prąż- 
kowanej zwierząt kręgowych (larwy salamander, zarodki świnki mor- 
skiej, nowonarodzone myszy). Na podstawie dotychczasowych obserwa- 
cyj stwierdza autor, ie jądra rozmnażają się w tej tkance przez karyo« 
kinezę i amitozę. Następnie opisuje autor przebieg mitotycznego podziału 
jądra w mięśniach prążkowanych, zwracając szczególną uwagę na cen- 
trosomy, które wykazać można w mięśniach prążkowanych zapomocą 
metody M. Heidenhaina. W ostatniem stadyum karyokinezy, w »telofaziec, 
obserwował autor wytwarzanie się ciałka międzykomórkowego, które 
widać jako pozostałość między dwoma potomnemi jądrami. 

W czasie przebiegu a mitozy widać najpierw podział jąderek drogą 
przewężania, następnie jądro wydłużone przewęża się w kilku miejscach, 
wytwarzając tym sposobem jądra potomne. Czasem fragmentacyjny po- 
dział w ten sposób przebiega, że w jądrze między świeżo wytworzonemi 
jąd erkami powstają poprzeczne lub ukośne ścianki i w tych miejscach 
rozpada się jądro macierzyste na jądra potomne. 

Oba rodzaje podziałów bezpośredni (fragmentacyjny i pośredni 
karyokinetyczny) spotykał autor na jednym i tym samym skrawku mię- 
śnia zarodka. 

Czł. Radziszewski referuje prace swych uczniów: a) p. 
Jana Pipes-Poratyńskiego p. t.: „O polimery zacyi p. tolunitrylu^. 

Autor otrzymał działaniem chlorku glinowego na silnie oziębioną 
mieszaninę p. tolunitrylu, chlorku p. toluylowego i suchego sproszkowa- 
nego salmiaku, produkt polimeryzacyi p. tolunitrylu, t. zw. p. kyanto- 
linę (CHg GgH^ CN^g. Jest to ciało stałe, krystalizujące się w pięknych 
białych, silnie lśniących igiełkach, topiących się w temper. 276— 277® C. 
Nie rozpuszcza się we wodzie, trudno rozpuszcza się w gorącym alko- 
holu, w benzolu jednak rozpuszcza się łatwo. p. Kyantolina rozpu- 
szczona w gorącym kwasie octowym lodowatym i ogrzewana przez kilka 
godzin z pyłkiem cynkowym, przechodni w p. toluolinę, C,^H,,N|. 
zasadę analogiczną do lofiny, krystalizującą się w drobnych białych 
igiełkach, topiących się w temperaturze 231;— 235® C. Zasada ta, oblana 
gorącym alkoholowym rozczynem potażu żrącego, utlenia się w obecno- 
ści tlenu powietrza, rozkłada się powoli i fosforyzuje bardzo silnie. Ten 
proces analogiczny zupełnie z świeceniem lofiny, zbadanem dokładnie 
przez prof. Radziszewskiego (An. 203, 305, Ber. 15, 1493, Ber. 16, 
597) odbywa się w cienmości już w zwyczajnej temperaturze, łatwiej 
jednakże podczas ogrzewania lub wstrząsania roztworu. 

p. Toluolina, którą autor na podstawie analogii z lofiną uważa 
za trójtolyloglyoksalinę nie rozpuszcza się we wodzie, rozpuszcza 
się natomiast w alkoholu już w temperaturze zwyczajnej (w 100 cz. 
absol. alkoholu o temperaturze 18® rozpuszcza się 2'82 części p. toluoliny. 



19 



W iOO cz. abs. alkoh. o temperaturze 18^, rozp. się 2*90 cz. , w 100 cz. 
abs. aikoh. wrzącego rozp. się 9 851 cz.)> Jest zasadą i daje z kwasami 
sole. Autor otrzyma! i zbadał chlorowodorek i cbloroplatynian p. to- 
luoliny. 

Przez porównanie p. kyantoliny z kyanfeniną z jednej 
strony, a z kyanbenzyliną (Wache. I. pr. 89.256) i produktami po- 
limeryzacyi nitrylów tłuszczowych z drugiej strony, dochodzi autor do 
wniosku, ie nitryle aromatyczne , mające grupę sinową w łańcuchu bo- 
cznym, dają produkta polimeryzacyi analogiczne do spoiimeryzowanych 
nitrylów tłuszczowych, są więc pochodnymi pyrimidyny, że nato- 
miast nitryle, mające grupę GN w rdzeniu, dają produkta polimeryzacyi 
odmienne, a analogiczne do kyanfeniny, tj. do spolimeryzowanego 
benzonitrylu. 

b) p. Pawła Jana Mazurka p. t. : -Działanie kwasu azo- 
tawego na feniloetyl-amin^ . 

Autor, nawiązując do znanych prac traktujących o działaniu kwasu 
azotawego na aminy alifatyczne, studyuje działanie tego kwasu na feni- 
loetylamin. 

Feniloetylamin otrzymamy reakcyą Mendiusa, zmodyfikowaną przez 
Ladenburga, przeprowadza w chlorowodorek i poddaje go działaniu azo- 
tynu potasowego w rozczynie wodnym. Reakcya przebiega wśród usta- 
wicznego wydzielania azotu, które ustaje zupełnie z chwilą, gdy reakcya 
ma się ku końcowi. 

Produkta reakcyi, poddane destylacyi z początku z parami wo- 
dnetiii, potem aż do suchości, po rozdzieleniu na frakcye wykazały; 

a. styrol; 

b. alk. feniloetylowy pierwszorzędny; 

c. alk. feniloetylowy drugorzędny. 

Nadto w maziach w wyższej temperaturze destylujących się i w po- 
zostałości w kolbie d. dwufeniloetylamin powstały z zagęszczenia partyi 
feniloetylaminu, która nie weszła w reakcyę z azotynem potasowym. 

Rezultat teoretyczny pracy jest następujący: feniloetylamin (1 drób.) 
pod wpływem kwasu azotawego (1 drób.) ulega następującym reakcyom: 

1. Wydziela się azot i jedna drób. wody i powstają alkohole fe- 
niloelylowe pierwszorzędny i drugorzędny zależnie od tego, czy wodory 
bliżej lub dalej grupy NH^ stojącego węgla są w grze lub też 2) wydzie- 
la się azot i dwie drobiny wody i powstaje styrol, który częściowo 
łączy się napowrót z wodą i daje alk. feniloetylowy drugorzędny. 

Wynika więc z powyższej pracy, że zachowanie się feniloetyla- 
minu względem kwasu azotawego jest zupełnie analogiczne z zachowa- 
niem się aminów alifatycznych względem tegoż kwasu. 

Lwów. Instytut chemiczny c. k. Uniwersytetu, 



20 

Gzł. E. Bandrowski referuje o pracy p. L. Marchlewskiego 
i C. A/^Schnucka p. t : „ Wpływ bromu na filoporfirynę i he- 
matoporfirynę^ , 

Autorzy badali zmiany, zachodzące pod wpływem bromu w wi- 
dmach filoporfiryny względnie hematoporfiryny, rozpuszczonych w wy- 
skoku. Okazało się, źe brom powoduje w obu przypadkach bardzo ana- 
logiczne zmiany; różnica widm otrzymanych produktów polega głównie 
na lem, że otrzymany z filoporfiryny wywołuje smugę w blizkości infra- 
czewieni, podczas gdy produkt z hematoporfiryny smugi w tern miejscu 
widma nie daje. Zmiana barw w obu razach także jest bardzo podobna; 
kolor czerwony roztworów wolnych zasad staje się stopniowo fioleto- 
wym, a^potem oliwkowo zielonym , w przypadku filoporfiryny zauważyć 
też można odcień fioletowy. 

Opisano oprócz tego stopniowe zmiany zachodzące w widmach 
filoporfiryny i hematoporfiryny pod wpływem stopniowo wzrastających 
ilości bromu. 

Autorzy sądzą, że zauważane zjawiska muszą być uważane za 
nowy dowód chemicznego pokrewieństwa filoporfiryny i hematoporfiryny. 

Czł. N. Cybulski referuje o pracy p. S. Maziarskiego p. t.: 
jfPołoienie grasicy i występowanie grudek limfatycznych w gru- 
czole podszczekowym u świnki morskiej^. 

Grasica jest narzędziem parzystym, zrośniętym zwykle jednak 
w jedną całość i leży poza mostkiem w okolicy górnego otworu klatki 
piersiowej. Położenie to zajmuje u przeważnej liczby zwierząt ssących. 
Afanassiew, który Ibliżej zajął się tą kwestyą, wykazał w swej pracy 
(Arch. f. mikr. Anat. Bd. 14), że rozróżnić należy u zwierząt ssących 
dwie części gruczołu, część szyjną i piersiową. Ostatnia leży zwykle 
w miejscu wyżej opisanem i łączy się z częścią szyjną, położoną przed 
mostkiem. Niektóre zwierzęta posiadają tylko jedną część gruczołu; do 
takich należy mordka świnka, która posiada tylko odcinek szyjny gra- 
sicy. Bliższych jednak szczegółów co do położenia tego gruczołu u świnki 
Afanassiew nie podaje. 

Do bliższych badań nad tym przedmiotem skłonił autora przypa- 
dek, w którym przeglądając preparaty mikroskopowe sporządzone z śli- 
nianki podszczękowej morskiej świnki, znalazł dość ściśle przylegającą 
grasicę do ślinianki. Chcąc przekonać się, czy było to tylko rzeczą przy- 
padkową czy też u świnki morskiej grasica stale to położenie zajmuje, 
badał wiele osobników, pochodzących z różnych gniazd i będących w ró- 
żnym wieku. 

Położenie grasicy w okolicy ślinianek podszczękowych okazało 
się stałe. Leży ona jako narzędzie parzyste o płato watem wejrzenia, 



21 

białawe, miękkie, wypetoiające całkowicie trójkątną przestrzeń , której 
górną granicę stanowi szczęka dolna Oba płaty grasicy stykają się z sobą 
w linii środkowej ciała , przeciwległe zaś, nieco zwężone części zaginają 
się nieco popod szczękę i łączą się z ślinianką podszczękową zapomocą 
tkanki łącznej ; połączenie to jest dosyó ścisłe. Ślinianka leży nieco ku 
tyłowi i niżej, zakrywa ją zupełnie grasica, przed nią leżąca. W zgięciu 
Łem, jakie tworzą oba te narzędzia, przebiega żyła szyjna zewnętrzna, 
do której drobne naczyńka źylne z gruczołów ucbodzą. 

Położenie grasicy zmienia się nieco w pierwszych dwóch dniach 
po urodzeniu; wskutek znacznej wielkości narzędzia tego zajmuje ono 
miejsce prawie w środku szyi, przymocowane doń ślinianki także obni- 
żają się nieco. Później grasica maleje, podsuwa się niemal pod sam 
brzeg szczęki dolnej ; w wieku późniejszym, skoro znaczna część gruczołu 
już zanikła, a jego miejsce zajmuje tkanka tłuszczowa, leżą resztki gra- 
sicy w postaci małego gruczołka na przedniej powierzchni ślinianki. 

Obok tych dwóch gruczołów głównych, znaleźć można także mniej- 
sze dodatkowe, których położenie nie jest stałe. Znalazł je autor ponad 
gruczołem tarczy kowym w postaci małego spłaszczonego ciałka leżącego 
na mięśniach długich sz)i, rzadziej znajdował takież same u dolnego 
końca gruczołu przyusznego. 

Budowa mikroskopowa tak gruczołów głównych jak i dodatkowych 
odpowiada budowie grasicy u innych zwierząt ssących. Gruczoł ujęty 
jest w torebkę utkaną z tkanki łącznej, która wysyłając wypustki do 
wnętrza, dzieli go na zraziki. Te okazują budowę tkanki siateczko watej, 
wypełnionej obficie ciałkami białemi. Naciek ostatnich nie jest jednostajny; 
w warstwach powierzchownych jest ich daleko więcej, niż w części środ- 
kowej zrazików, wskutek czego wyróżnić można istotę korową i rdzenną. 
W rdzennej leżą obficiej naczynia krwionośne i koncentryczne ciałka 
Hassala, charakteryzujące grasicę. Składają się one z współśrodkowo uło- 
żonych płytek lub komórek wrzecionowatych zwyrodniałych, wśród któ- 
rych znajdują się liczne, drobne ii\b większe ziarnka, barwiące się silnie 
eozyną Ziarnka te uważają niektórzy autorowie za produkta rozpadowe 
ciałek czerwonych, które do ciałek Hassala się dostały. 

Wśród leukocytów w tkance adenoidalnej leży dość znaczna ilość 
ciałek biiłych eozynochłonnych (a granulacye). 

Części piersiowej grasicy mimo skrzętnych poszukiwań, autor zna- 
leźć nie mógł; na jej miejscu znajduje się obfita tkanka tłuszczowa, 
często z naciekiem ciałek białych. Grasica u świnki morskiej leży wyłą- 
cznie na szyi i to zajmuje miojsce bardzo wysoko, pokrywa gruczoł pod- 
szczękowy, z którym się ściślej łączy. Jak wiadomo z badań embryolo- 
gicznych, powstaje grasica z trzeciej pary szpar skrzelowych jako zało- 
żenie nabłonkowe w kształcie podłużnych, walcowatych tworów, które 



22 



W miarę dalszego wzrostu obniżają się coraz więcej i wreszcie schodzą 
do klatki piersiowej. 

W przypadku wyżej opisanym postawićby należało dwa pytania: 
czy grasica u morskiej świnki powstaje taksamo, jak u innych zwierząt 
ssących, czy też założenie jej jest odmienne i jeśli różnic w założeniu 
niema, jakie są przyczyny, wywołujące to wysokie położenie gruczołu. 
Na to odpowiedź dad nam mogą tylko badania embryologiczne , które 
autor przeprowadzić zamierza. 

Przeglądając te same preparaty zauważył autor w gruczole ślino- 
wym podszczękowym grudki limfatyczne, umieszczone zupełnie wśród 
istoty gruczołowej, oddzielone od niej zaledwie zapomocą cienkiej otoczki 
łączno tkankowej. Podobny przypadek obserwował Rawitz (Anat. Anzeig. 
Jg. 14;), u jednej z małp. Wewnątrz tkanki adenoidalnej ani cewek gru- 
czołowych, ani przewodów autor nie napotkał. 

Kraków. Z pracowni fizyologicznej prof. N. Cybulskiego. 

Sekretarz zawiadamia, że dnia 28 lutego b. r. odbyło 
się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewodnictwem 
Dra N. Cybulskiego. 

1. Po odczytaniu i przyjęciu protokołu z poprzedniego posiedzenia 
sekretarz Za wili oski odczyfał szkic referatu: >0 potrzebie mapy etno- 
graficznej polskiej c, przeznaczonego na zjazd ludoznawczy, mający się 
odbyć razem z Iii Zjazdem historyków. W dyskusyi nad tym przedmio- 
tem zabierali głos pp. Łuszczkiewicz, Cybulski, Bylicki, Tetmajer; poczem 
uchwalono wniosek, aby referat rozszerzyć i szczególniej starać się nim 
zainteresować ogół. Ubocznie podniesiono konieczność jak najrychlejszego 
zajęcia się ubiorem ludu i uratowania dla nauki tej ważnej cechy naro- 
dowego charakteru. W związku z tem upoważniono sekretarza do zaku- 
powania tanich kolorowanych rycin* dawniejszych ubiorów i obecnych 
fotografij. 

2. Sekretarz przedstawił wyniki narad Komisyi budżetowej, z któ- 
rych przyjęto do wiadomości, że przy największej oszczędności zamknie 
się rok 1900 bez niedoboru w kosztach wydawnictwa tomu Y >Materya- 
łów<, ale na wycieczki badawcze niema zupełnie środków. 

3. Z kolei złożył p Baudouin de Courtenay referat o pracy p. 
Steina, a Sekretarz przedstawił »Materyały etnograficzne z okolicy Piń- 
ska* nadesłane przez p. Juszkiewiczównę, które przyjął do referatu prof. 
Baudouin. 

P. Włodz. Tetmajer przedstawił swoje materyały, dotyczące > Mał- 
żeństwa w Krakowskiemc (1. pojęcia społeczne, 2. pojęcia prawne, 



E »v« 469556 



3. opis obrzędu) i dopełnienia do dawniej złożonego słownika gwary 
ludu krakowskiego. 

Ł W końcu dokonano wyborów na rok 1900 i wybrano jedno- 
myślnie przewodniczącym na r. 1900 prof. Dra N. Cybulskiego, sekreta- 
rzami na r. 1900 i 1901 w dziale 1, Dra WI. Demetrykiewicza , w dziale 
II, prof. R. Zawilińskiego. 



— '^-^DS^ 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



W Krakowie, 1900. — Dnik&rnia Uniwerayteta Jagiellońskiego. 






SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyii Sekretarsa generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



■SprawoEdanla s posiedzeń i csynnoici Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą 
z końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia 1 WrzeSnia. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w AusŁryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obr^io związku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 

SkUd główny w księgarni Spółki Wjdawniesej w Krakowie. 

Tom V. Maj 1900. Nr. 5. 

Treść: Wiadomości bieżące: Walne Zgromadzenie Akademii 
dnia 18 Maja 1900 r. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Pońe- 
dzenie Wydziału filologicznego dnia 14 Maja: O tak zwanem mazuro- 
waniu w języku polskim przez St. Dobrzyckiego. — Sprawozdanie 
Komisyi historyi sztuki z dnia 26 Kwietnia 1900. — //. Posiedzenie 
Wydziału historyczno -filozoficznego dnia 17 Maja: Rycerstwo polskie 
wieków średnich, Ł. III przez F. Piekosińskiego. — Poselstwo Ka- 
zimierza W. do Awinionu w sprawie założenia Uniwersytetu w Krako- 
wie przez St. Krzyżanowskiego. — Ul. Posiedzenie Wydziału ma - 
tematyczno • przyrodniczego dnia 7 Maja: Studyum por<Swnawcze trzech 
izomerny eh (^) aminofeny Ibenzimidazoli przez B. Miklaszewskiego 
i S. Niementowskiego. — Studya helmintologiczne VI. O czterech 
gatunkach rodzaju Trichosoma Rud. (z 1 tablicą) przez M. Kowale- 
wskiego. — 1)0 działaniu bromonitro benzolów na parafenylenodwu- 
amin; 2) O działaniu stężonego kwasu azotowego na bromobenzol przez 
£. Bandrowskiego. — O fenyliminach oksyaeetofenonów przez T. 
Emilewicza. — O budowie naczjń włoi^tkowatych krwionośnych śród- 
zrazikowych i ich stosunku do komórek wątrobnych przez T. Browicza. 



\A/^IADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



WALNE ZGROMADZENIE AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 



Dnia 18 Maja 1900 odbyło się publiczne doroczne po- 
siedzenie Akademii Umiejętności. 

HARVARD UN1V£RSITY 
LIBRARY 

OCT 1 7 1977 



u^ -^^ 






L J 



W imieniu Jego Ces. i Król. Wysokości Najdostojniej- 
szego Protektora zagaił posiedzenie Wiceprotektor Jego Ekscel- 
lencya Dr. Julian Dunajewski. 

Nastąpiło przemówienie Prezesa Akademii JE. Stani- 
sława łir. Tarnowskiego. 

Sekretarz Generalny Dr. Stanisław Smolka zdał 
sprawę z czynności Akademii w ciągu ubiegłego roku i oznaj- 
mił, że na walnera zgromadzeniu z dnia poprzedniego wybrani 
zostali na Wydziale filologicznym: członkiem czynnym krajo- 
wym: prof. Dr. Józef Tretiak; członkiem czynnym zagra- 
nicznym : prof. Dr. Aleksander Wiesiełowski; członkami 
korespondentami: prof. Dr. ks. Józef Bilczewski, prof. Dr. 
Marin Drino w, Doc. Dr. Wincenty Lutosławski, Hie- 
ronim Łopaciński, prof. Dr. Zygmunt Winter; na Wy- 
dziale historyczno filozoficznym: członkiem czynnym krajowym: 
prof. Dr. Oswald Balzer; członkami czynnymi zakra jo wy mi: 
prof. Dr. Jarosław Goli, prof. Dr. Emil Ott; członkami 
korespondentami: prof. Dr. Bronisław Dembiński, prof. 
Dr. Ludwik Finkel, prof. Dr. Iwan Andrejewicz Lin- 
niczenko; na Wydziale matematyczno-przyrodniczym: człon- 
kiem czynnym krajowym: prof Dr. Władysław Natanson; 
członkami czynnymi zagranicznymi: prof. Dr. J. W. Br ii hi, 
prof. P. Dehórain; członkami korespondentami: Dr. Mary a n 
Raciborski, Prof. Dr. Józef Kniaź Puzyna, prof. Dr. 
Kazimierz Żórawski. Wybór pp. Wiesiełowskiego , Dri- 
nowa, Lutosławskiego, Łopacińskiego , Linniczenki, Briihla, De- 
herain^a i Raciborskiego jako członków zagranicznych wymaga 
zatwierdzenia Najjaśniejszego Pana. 

Poprzedniego roku wybrani członkowie zagraniczni prof. 
Dr. Władysław Rothert i Dr. Leon Marchlewski 
uzyskali zatwierdzenie Najjaśniejszego Pana. 

Następnie wygłosił prof. Dr. Kazimierz Morawski 
odczyt p. t. y^Z dziejów Uniwersj/łetu Jagiellońskiego^. 

W końcu Sekretarz Generalny ogłosił nazwiska tegoro- 
cznych laureatów. 



HARVARD UNIVERSI12 
UBRARY 

OCT 1 7 1977 



Nagrody z fundacyi ś. p. Probusa Barczewskiego: przy- 
znano za dzieło historyczne, prof. Dr. Franciszkowi Pie- 
k osińskiemu za pracę p. t. : f, Heraldyka polska w wiekach 
średnich^; za dzieło malarskie — p. Stanisławowi Witkie- 
wiczowi za krajobraz ^Obłok^, 

Poprzedniego dnia, 17 maja odbyło się półroczne posie- 
dzenie administracyjne Akademii. 



— <i3-i> 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 14 Maja 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor W. Łuszczkibwicz. 

Czł. Prof. Dr. J. Baudouin de Courtenay zdaje sprawę z pracy 
Dra St. Dobrzyckiego p. t.: „O tak zwanem mazurowaniu w ję- 
zyku polskim^. 

>Mazurowaniem« albo »dzetacyzmem« nazywamy fakt zastąpienia 
spirantów § ź ć dź przez s z c dz; zjawisko występujące na znacznej 
części polskiego terytoryum językowego. Na pewnej, nieznacznej części 
tego terytoryum podlega m ażurowaniu także 2 powstałe z r. 

Autor wymienia gwary i okolice, w których nie mazurują i w któ- 
rych mazurują. Do pierwszych zalicza język literacki, gwary miejskie, 
z ludowych zaś południową i zachodnią część Śląska, Wielkopolskę, Ku- 
jawy i Prusy zachodnie — nadto graniczny pas polsko-litewski i polsko- 
maloruski. Do mazurujących należą gwary góralskie, małopolskie, mazo- 
wieckie, północna i wschodnia część Śląska. Dalej określa autor — o ile 
to wobec dat etnograficznych i dyalektologicznych możliwe — obszar, na 
którym r przechodzi w z : ma to miejsce w pow. Tarnobrzeskim i Niskim, 
w Ropczyckiem i w Grybowie, sporadycznie i indziej. Dalej zajmuje się 
odstępstwami od ogólnych zasad mazurowania lub niemazurowania: t. zw. 
>szadzeniem« tj. pojawianiem się ś ź tam gdzie s z jest pierwotne, nie- 
mazarowaniem w gwarach mazurujących i naodwrót, i wreszcie pojawia- 
li 



niem się ś ź ć za $ 2 5. Fakta te częściowo są w związku z mazuro- 
waniem, częściowo wynikiem innych procesów językowych. W następnym 
paragrafie wskazuje, jakie mamy świadectwa historyczne o mazurowaniu; 
najstarsze pochodzą z w. XV, najliczniejsze i najciekawsze z w. XVII. 

Rozdział drugi zawiera >próbę wyjaśnienia*. Autor nie rozstrzyga 
kwestyi stanowczo. Wykazuje tylko, że w mazurowaniu nie należy upa- 
trywać procesu językowego tego rodzaju, jak n. p. assymilacya lub dys- 
symilacya itp , lecz mamy tu do czynienia z jakimś wpływem języka 
obcego. Że tu należy tylko tego wyjaśnienia się trzymać, dowodzi przy- 
kładami z jęz. dolno-lużyckiego, biało- i wielko-ruskiego, łotewskiego i z sa- 
mego polskiego. Idąc za zdaniem prof. Baudouina de Courtenay widzi tu 
autor wpływ fiński, i podaje argumenta za i przeciw, starając się te osta- 
tnie obalić a przynajmniej osłabić. 

Spis źródeł i prac pomocniczych zamyka rozprawę, do której autor 
dołączył wykonaną przez siebie >mapę mazurowania w gwarach polskich*. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisy i historyi 
sztuki, które się odbyło dnia 26 Kwietnia pod przeinrodnictwem 
prof. Dra Maryana Sokołowskiego. 

Przewodniczący przedłożył pracę dra Władysława Łozińskiego o or- 
miańskim epilogu lwowskiej sztuki złotniczej. Ze wszystkich miast pol- 
skich na schyłku XVII w. Lwów najwięcej słynął z artystycznej i kosztownej 
oprawy szabel, z bogatego zdobienia rzędów, z misternego wykuwania 
tarcz, kołczanów, i ładownic w złocie i srebrze. Zwłaszcza zwycięztwa 
Sobieskiego i ich urok rozbudził zamiłowanie w narodowym stroju i jego 
ozdobności. Potrzeby te zaspokajali złotnicy ormiańscy. Archiwalne za- 
piski pełne życia i pozostałe rzadkie zabytki jako ilustracye dają nam 
wyobrażenie o tym świetnym przemyśle ormiańskiego zZotnictwa. Nastę- 
pnie przewodniczący przedłożył nadesłane przez Grzegorza Worobjewa 
opis, plan i fotografie gotyckiego kościoła we wsi Rozsochate Kościelne 
w gubernii łomżyńskiej z XV w. i kościele w Andrzejowie, erygowanym 
przez Krzyckiego. Fundamenta założono r. 1526. Zachowało się obszerne 
i piękne presbiteryum w gotyckim stylu i renesansowe ołtarze, oraz bar- 
dzo ładny nagrobek renesansowy Szymona Jabłońskiego, chorążego łom- 
żyńskiego a nadto opis starożytności w Myszenicach z XVIII w. Następnie 
Dr. Stanisław Tomkowicz przedłożył referat o odkrytej w katedrze na 
Wawelu podczas restauracyi kamiennej grobowcowej płycie użytej do bu- 
dowy grobowca Kazimierza Wielkiego. Należy ona do najwcześniejszych 
tego rodzaju zabytków. Prof. Piekosiński dowiódł, że napisy na niej od- 
noszą się do Franciszka, herbu Sulima, kustosza kościoła św. Michała 
znajdującego się podówczas, w początkach XIV w., w sąsiedztwie Wawelu. 
Rysunek jej ryty przedstawia kapłana w postawie lecącej. Dr. Feliks Ko- 
pera podał wiadomość o portretach Batorego w Galleria Pitti i kardynała 



Jerzego Radziwiłła w Galleria Corsini we Fiorencyi. Oba są dziełem nie- 
pospolitych artystów bliżej nam nieznanych. Nadto przedstawił Dr. Feliks 
Kopera fotografie z portretów Zygmunta III i królowej Konstancyi AusŁry- 
aczki ze Schleissheim ofiarowane przez Karola hr. Lanckorońskiego gabi- 
netowi historyi sztuki Uniwersytetu Jagiell. P. Aleksander Tiorawski nadesłał 
fotografie z marmurowego biustu królowej Marysieńki, który odnalazł 
w magazynie Letniego ogrodu w Petersburgu bardzo zniszczony i porzu- 
cony. W końcu p. Józef Zieliński nadesłał rysunki, fotografie i kopie na- 
pisów chrzcielnicy w kościele św. Jana w Toruniu a za pośrednictwem 
Redakcyi »Wieku» otrzymała komisya kopie napisu na dzwonie od ks. 
Pawła Wronki w kościele w Potoku wielkim w dyecezyi lubelskiej, z któ- 
rego wynika wedle referatu p. Tomkowicza, że dzwon ten został odlany 
r. 1505 przez nieznanego nam odlewacza Walentego i ma napis literami 
scholasŁycznemi, co jest rzeczą rzadką na tak późne czasy. W końcu 
p. Karol Potkański omawiał materyały do historyi sztuki mieszczące się 
w inwentarzach XVII i XViII w. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 17 Maja 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Czł. F. Piekosiński przedstawia swoją pracę p. t. : „/?y- 
cerstwo polskie wieków średnich^ t. 111^, 

Autor zamierza tom ten poświęcić rycerstwu małopolskiemu w do- 
bie piastowskiej. 

W tym celu będzie tom ten podzielony na trzy rozdziały: pierwszy 
rozdział obejmie fundacye kościelne i klasztorne oraz wykazy szczegó- 
łowe dostojników duchownych, jak biskupów, opatów, prałatów, kano- 
ników i t. d. Przy klasztorach wykazanem będzie, jakiemu rodowi szla- 
checkiemu odnośny klasztor swoją fundacye zawdzięcza. 

Drugi rozdział obejmie wykazy szczegółowe wszystkich dostojni- 
ków i urzędników świeckich małopolskich z doby piastowskiej, z zazna* 
czeniem do jakiego rodu szlacheckiego każdy dostojnik należy. 

Trzeci wreszcie rozdział obejmie wykaz rodów szlacheckich mało- 
polskich z doby piastowskiej z wyszczególnieniem znanych członków 
tych rodów oraz oznaczeniem geograficznego rozsiedlenia każdego rodu. 



6 



Rody szlacheckie małopolskie grupują się zazwyczaj około zało- 
żonych przes siebie klasztorów, których są patronami, tak ród Swiebo- 
dziców-Gryfów grupuje się około klasztoru Cystersów w Szczyrzycu oraz 
około klasztoru Panien Benedyktynek w Staniątkacfa , ród Odrowążów 
około klasztoru Cystersów w Mogile, ród Lisów około klasztoru Cyster- 
sów w Jędrzejowie, ród Bogoryów około klasztoru Cystersów w Koprzy- 
wnicy, ród Starzów około klasztoru Benedyktynów w Sieciechowie i t. d. 

Pomiędzy małopolskiemi rodami z doby piastowskiej najcelniejsze 
miejsce zajmuje nieznany zresztą ani naszym historykom ani heraldykom 
ród Lubowlitów-Ogniwów, który niewątpliwie był w XII i w pierwszej 
połowie Xin wieka zarazem najznakomitszym w ogóle rodem szlachec- 
kim polskim. Ród ten w ciągu X\\ i XIII wieku wydał z siebie trzech 
biskupów, z których dwaj byli krakowscy a jeden płocki, oraz szesna- 
stu najwyższych dostojników świeckich, wojewodów, kasztelanów i t. d. 
Ze ten ród mimo swojej olbrzymiej potęgi i znaczenia pozostał naszym 
kronikarzom i heraldykom zgoła nieznanym, przyczyna leży w tem, iż 
takowy już w XIV i XV wieku rozpadł się na kilkanaście drobniejszych 
rodów pobocznych i jako osobny ród Lubowlitów-Ogniwów przestał 
istnieć. Powstały zaś z rodu tego szczepowego następujące rody pobo- 
czne: Leliwitów (przez głowę swego praojca Jakóba Boboli z Wielkich 
Piasków), Połukoziców, Bieniów, Kuszabów czyli Paprzyców, Ossolińczy- 
ków, Ratułdów, Ossoryów czyli Szarzów, Ciecierzy Osmorogów, Janinów 
i Zawszowitów czyli Strzemieńczyków. 

Całe podgórze karpackie, z wyjątkiem enklaw należących do Swie- 
bodziców-Gryfów, oraz cały powiat pilzneóski należał do rodu Lubowlitów- 
Ogniwów. 

Mimo takiej swej potęgi ród ten nie może się wykazać żadną zna- 
czniejszą fundacyą klasztorną. Tylko ubogi klasztor beatorum Martyrum 
de Saxia w Trzcianej czyli Libichowej na Podgórzu karpackiem , który 
jednak już w XVI wieku ginie, oraz kościół św. Jakóba na Kazimirzu 
do fundacyj tego rodu należą. 

Imiona ulubione w tym rodzie są: Wszebor, Wojsław, Żyro, Gedko, 
Włodzirairz, Świętosław, Wydżga, Piotr i Mikołaj. Nawet Piotr Duńczyk 
jest członkiem tego rodu, a mianowicie, jeśli rzeczywiście był Duńczy- 
kiem, to drogą adoptacyi stał się członkiem tego rodu. 

Do dzieła tego zamierza Autor dołączyć mapę Małopolski wyka- 
zującą osiedlenie się pojedynczych rodów szlacheckich w Xli wieku, oraz 
kilkanaście postaci książąt małopolskich oraz biskupów krakowskich, od- 
tworzonych z pieczęci średniowiecznych. 

Czł. Dr. St. Krzyżanowski odczytał swoją pracę p. t. : 
yf Poselstwo Kazimierza W, do Awinionu w sprawie założenia 



Uniwersytetu w Krakowie^ (drukowana w » Roczniku miłośni- 
ków i zabytków Krakowa« r. 1900). 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 7 Maja 1900 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Kreutz. 

B. Miklaszewski i S. Niementowski przedstawiają pracę 

swoją, p. t. : y^Studyum porównawcze trzech izomernych {^)-ami' 

nofenylbenzimidazoU^ . 

W ścisłym związku z pracą Niementowskiego >0 nowych rodzajach 
anhydrozwiązkówc (Rozprawy 38. 70), w której wykazano że (P)-o-ąmino- 
fenylbenzimidazol jest zupełnie podobny do o-fenylendiaminu, podjęli auto- 
rowie studya nad dalszemi dwoma izomernemi ciałami, m- i p-aminofe- 
nylbenzimidazolami, głównie dlatego, ażeby dowieść, że podobny kontrast, 
jaki istnieje we własnościach trzech izomernych fenylendiaminów, pojawia 
się też na trzech (^)-aminofenylbenzimidazolach. Jakoż rzeczywiście oka- 
zało się, że najwybitniejsza cecha szeregu orto, tj. zdolność zagęszczania 
się w utwory pierścieniowe jak azimidy lub dianhydrozwiązki jest wy- 
łączną w owym szeregu, m- i p-aminofenylbenzimidazole nie dają ciał 
tej grupy. Natomiast te reakcye, które zależą tylko od grupy aminowej, 
jak tworzenie się pochodnych kwasowych, tiomoczników, chinolin i no- 
wych hydracyn (przez redukcyę chlorkiem cynowym rozczynów chlorków 
diazoamonowych) można było z równą łatwością przeprowadzić dla wszyst- 
kich trzech izomernych (P)-aminofenylbenzimidazolów. W pracy swej 
podają autorowie dokładną charakterystykę Łych licznych ciaZ, które wy- 
tworzyć musieli do niniejszego porównania, a więc soli chlorowodowych 
i azotowych pierwotnych, aminofenylbenzimidazolów, ich octowych i ben- 
zoylowych pochodnych tiomoczników, trzech hydracyn wraz z dziewięciu 
otrzymanymi z nich hydraconami, dwu nowych chinolinbenzimidazolów 
i trzech p-naftolowych barwików. 

Czł. Prof. Dr A. Wierzejski przedstawia pracę p. M. Ko- 
walewskiego, p. t. : yj Studya helmintologiczne VI. O czterech ga- 
tunkach rodzaju Trichosoma Rud.^ (z jedną tablicą). 



8 



Autor rozpoczyna arlykul ten od wyrażenia zgody swej z poglądami 
Loossa, świeżo ogłoszonymi, w kwestyi nomenklatury helminlologicznej, 
i akceptuje propozycyą jego, ażeby w zastosowaniu do robaków paso- 
rzytnych okresem, od którego zaczynają obowiązywać prawa pierwszeń- 
stwa w nazwach icb, uważać wydanie Rudolphiego >EnŁozoorum Syno- 
psis, Berolini, 1819€, a to ze względu, że Linneusz zaledwie o kilkunastu 
robakach pasorzytnych wspomina. 

Dalej zwraca autor uwagę helmintologów na potrzebę dokładniej- 
szych opisów przedstawicieli rodzaju Trichosoma Rud. i domaga się za- 
opatrywania ich bezwarunkowo liczniejszymi i dokładniejszymi rysunkami, 
illustrującymi najważniejsze cechy gatunkowe, w pierwszym rzędzie kie- 
licha płciowego samców w położeniu bocznem i brzusznem, tylnego końca 
ciała samicy, jajek i t. d. 

Następnie przechodzi autor do opisu czterech gatunków rodzaju 
Trichosoma Rud , illustrując go w myśl swych żądań odpowiednimi ry- 
sunkami. Ponieważ gatunki te są już opisane dawniej, bądź przez innych 
badaczy, bądź przez autora, ogranicza się więc na uzupełnieniach, nie- 
zbędnych dla dokładnej ich charakterystyki. Jest rzeczą niemożliwą w krót- 
kiem tern sprawozdaniu streścić wszystkie, często drobne szczegóły budowy 
pojedynczych gatunków, posiadające wartość diagnostyczną, które autor 
przytacza, tembardziej, że niektóre z nich jedyuie na podstawie rysunków 
dadzą się należycie zrozumieć. Wobec tego pozostaje tylko do zaznacze- 
nia tutaj, że autor omawia kolejno: 

1) Trichosoma brevicolle Rud. 1819, znalezione przez siebie 
w jelicie cienkiem gęsi swojskiej. Opis tego pasorzyta, podany przez 
Elbertha i Railieta autor uzupełnia rozmaitymi szczegółami, przechodząc 
po kolei wszystkie prawie organa samicy i samca. 

2) Trichosoma caudinflatum Molin 1858, znalezione przez 
autora w jelicie cienkiem kury. Autor opierając się na większym mate- 
ryale porównawczym, dokładniejszych studyach literackich, oraz większem 
doświadczeniu na polu helmintologii, przychodzi do przeiconania, że ga- 
tunek ten jest identyczny z opisanym dawniej przez niego pod nazwą 
T. gallinuin M. Kow. 1895, oraz okazami T. longicoUe Rud. z bażanta 
i głuszcza, znajdującymi się w Muzeum wiedeńskiem, które autor badał 
Ze względu na niedokładność diagnozy T. longicolle Rud., podanej przez 
Rudolphiego, autor proponuje całkowite wykreślenie nazwy gatunkowej: 
> longicolle* z listy nazw rodzaju Trichosoma. Na końcu uzupełnia cha- 
rakterystykę tego gatunku opisem i rysunkami tylnego końca ciała samca. 

3)Trichosoma retusum R a i 1 1 e 1 1893, znaleziony przez autora 
w jelitach ślepych kury. Gatunek ten opisał autor w r. 1896 pod nazwą 
T. dubium M. Kow. Na podstawie ponownego studyum dawnych prepa- 
ratów tego zwierzęcia, jako też świeżo znalezionych żywych okazów, oraz 
studyum okazów T. retusum Raili., przysłanych mu przez prof. Railiieta, 



9 



autor przyszedł do przekonania, źe gatunki te są identyczne, wykazawszy 
jeden ważny bZąd w badaniach i opisach T. retusum Raili., popełniony 
przez Ebertba i Raillieta. W dalszym ciągu autor omawia i illustruje ry- 
sunkami niektóre szczegóły budowy samicy i samca, uzupełniając nimi 
dawniejszy opis swój tego zwierzęcia, jako też opisy Ebertha i Raillieta. 
4) Trichosoma longispiculum Sonsino 1889, pochodzące 
z jolita Python molurus Gray, który zdechł przed paru latami w mena- 
żeryi w Stanisławowie. I tutaj uzupełnia autor opis tego pasorzyta, po- 
dany przez Sonsina i Paronę rozmaitymi szczegółami budowy, dotyczą- 
cymi samicy i samca i poprawia błędy, popełnione przez Paronę. 

Czł. E. Bandrowski przedstawia pracę p. t. : 1) „O dzia- 
łaniu bromonitrohenzolów na paraf enylenodwuamin^ ^ 2) ^ O dzia- 
łaniu stężonego kwasu azotowego na hromohenzol** , 

w pierwszej pracy wykazuje autor, że para i ortobromonitrobenzol 
działają na parafenylenodwuamin w rozczynie wyskokowym w rurach 
zatopionych w temp. 160°— 170° wytwarzając parę i ortonitrodwufenyla- 
miny, obok kilku innych przetworów ubocznych. Usiłowania autora w celu 
otrzymania dwunitrofenylofenylenodwuaminów, a z nich dwuamidofeny- 
lofenylenodwuaminów, wreszcie dwuamidodwufenyloparazofenylenów nie 
zostały uwieńczone pożądanym skutkiem. 

W drugiej pracy udowadnia autor, że podczas działania stęż. kwasu 
azotowego na bromobenzol tworzy się zawsze obok głównych przetworów, 
t. j. pary i ortobromonitrobenzolu, także bromodwunitrobenzol (1 — 2 -4). 

Czł. E- Bandrowski przedstawia pracę Dra Tadeusza Emi- 
lewicza, p. t. : j^O fenyliminach oksyacetofenonów^, 

Kondenzacya aromatycznych aldehydów z pierwszorzędnymi ami- 
nami przebiega prawie zawsze nadzwyczajnie łatwo według równania: 

R - GH O + ą N - Rj = H,0 -^ R - GH = NR, 

Aromatyczne ketony nie dają w tych samych warunkach co aldehydy 
żadnych produktów kondenzacyi z aminami jak n. p. z aniliną. Jak wy- 
kazał C. Graebe i jego uczniowie ') na pochodnych benzofenonu można 
otrzymać fenyliminy tylko tych benzofenonów, które w położeniu orto- 
do grupy karbonylowej (CO) posiadają OH, OCH3, CHg, Cl. i t. p , i to 
wprost przez kilkagodzinne ogrzewanie ketonów z aminami lub amonia- 
kiem do temperatury około 180°— 250°. Oksyacetofenony zachowują się 
zupełnie analogicznie. Przez ogrzewanie o-oksyacetofenonów z aniliną lub 



*) Berichte. d. deut. chera. Gesel 1899. 1675—1688. Praca niaieJBza 
rozpoczętą została na rok przed ogfoszeniera powyż wspomnianej rozprawy 
prof. C. Graebe'go i jego uczniów. 



10 



pochoduymi tejże otrzymano fenyliminy z resacetofenonu. chinacetofenonu, 
gallacetofononu, i a. acetonaftolu wediug równania n. p.; 

C6H3(0Hv f:04H2N. CsHg-HaO + CeHgfOH),. G = N. Cfi^. 

I ■ ' I 

CHg CHg 

Fenyliminy o-oksyacetofenonów krystalizują się doskonale z alkoholu lub 
benzolu. Są wszystkie zabarwione na żółto- lub pomarańczowo- żółto; 
z kwasami i wodorotlenkami potasowców ulegają rozkładowi na keton 
i amin. 

Czł. T. Browioz przedkłada pracę swoją p. t: „Obudowie 
naczyń włoskowatych krwionośnych śródzarazikowych i ich sto- 
sunku do komórek wątrohnych^ , 

Autor zdaje sprawę z dalszego ciągu swoich mikroskopowych ba- 
dań wątroby i podaje w kwestyi budowy sieci naczyń włoskowatych krwio- 
nośnych śróilzrazikowycb i ich stosunku do komórek wątrobnych nastę- 
pujące szczegóły: 

1) Sieć naczyń włoskowatych krwionośnych wśród zrazików wątroby 
jest bardzo silne rozwinięta, bardziej, aniżeli się to na pozór wydaje, mia- 
nowicie połączenia, gałązki poprzeczne są bardzo liczne. 

2) W preparatach, w których naczynia włoskowate krwionośne są, 
jak to w stanach chorobowych się spotyka, rozszerzone i z krwi wypró- 
żnione, w preparatach barwionych metodą van Giesu na, w których tkanka 
łączna, ściany naczyń krwionośnych włoskowatych i tak zwane hnie gra- 
niczne między komórkami wątrobnemi barwią się fuksyną, widać smugi 
czerwone pomiędzy komórkami wątrobnemi, łączące poprzecznie po obu 
stronach jednoszeregowych pasm komórek wątrobnych leżące naczynia 
włoskowate krwionośne, w klórycii smugach niekiedy widać jądra podłu- 
żne komorc^k. i^iekicdy widać lejkowate zagłębienia naczyń krwionośnych, 
wsuwające się pomiędzy komórki wątrobne. Są to właśnie połączenia po- 
przt (zne naczyń włoskowatych, które, gdy naczynia są próżne a ściany 
ich przylegają do siebie, nie wszystkie bowiem naczynia włoskowate tak 
w preparatach z udalnie sztucznie lub fizyologicznie nastrzykanych wą- 
trób napełnione są masą injekcyjną lub krwią, tak iż część naczyń wlo- 
skowćilych uchodzi uwagi, gdy cięcie nie przypada w wysokości jądra 
komórek ściennych naczyń włoskowatych, przedstawiają się wtedy jako 
smugi, podobnie jak przewody żółciowe międzykomórkowe. Nie wszystkie 
więc smugi, fuksyną barwiące się, pochodzą od przewodów żółciowych 
międzykomórkowych część ich są to próżne, zapadłe naczynia krwionośne 
włoskowate. 

H) Ściany naczyń włoskowatych krwionośnych złożone są tylko 
z jednej warstwy, a zbudowane są z komórek oddzielnych, nie posiadają 
budowy syncytyalnej; pozornie zewnętrzna warstwa ścian naczyń wiosko- 



E ^ 469558 



11 



watych, gdzieniegdzie widocziva, nie należy do naczynia — są to smugi 
różnej grubości włókien i pasm tkanki /ącznej które od tkanki Zącznej 
międzyzrazikowej w giąb zrazików się wsuwają. 

4) Komórki ścienne (które .Kupffer nazwał gniazdkowatemi a pre- 
legent śródnaczyniowemi, a które najwZaściwiej nazywać należy komór- 
kami ściennemi) przedstawiają się częścią jako komórki płaskie częścią 
jako grubsze, jakby napęczniałe i sterczą wtedy do wnętrza naczynia, 
a brzeg ich wewnętrzny zwrócony ku światłu naczynia okazuje niekie- 
dy cienkie, do światła naczynia sterczące wypustki. Ten zmienny, różny 
obraz zależy od te^o, czy komórki w chwili, gdy tkanka do badania wziętą 
była, były czynne czy też spo^tzywały. Wejrzenie, jakie komórki przed- 
stawiają, zależy w ogólności od fazy czynności lub spoczynku. 

5) Komórki ścienne pochłaniają, wciągają krwinki czerwone lub 
także białe, a obecność krwinek czerwonych nader częsta w komórkach 
ściennych grubych, sterczących do światła naczynia, a których wejrzenie, 
zdaniem autora, odpowiada fazie czynności komórki, świadczy o wciąga- 
niu przez komórkę części składowych krwi. 

6) W przypadkach żółtaczki różnego stopnia i trwania tak u czło- 
wieka powstałej z różnych przyczyn jakoteż wywołanej u psa wstrzyki- 
waniem podskórnem toluilendiaminy, w komórkach ściennych tak przyle- 
gających do komórek wątrobnych , jakoteż oddzielonych, w świetle na- 
czynia leżących, co w stanach chorobowych wątroby w ogóle bardzo czę- 
sto się spotyka, a takie oddzielanie się całkowitych komórek przemawia 
przeciwko budowie syncytyalnej ściany naczynia włoskowatego spotyka 
się złogi żółci zielone (małeryał w formalinie stwardniony) w kształcie 
kul, pasm, smug rozgałęziających się i tworzących rodzaj siatki o ostrych 
obrysach. 

7) Obrazy takie powstać mogą w dwojaki sposób. Komórki ścienne, 
które, jak to z obecności krwinek czerwonych wnosić trzeba, wsysają czę- 
ści składowe krwi, albo wciągają osocze krwi, do której, jak wiemy teraz 
na pewno, dostaje się żółć w razie wytwarzania się nadmiaru żółci (po- 
lycholia pigmentarU) i przepełnienia przewodów żółciowych międzykomór- 
kowych, osocze, zawierające barwnik żółci albo też z powodu ścisłego 
związku między komórkami wątrobnemi a komórkami ściennemi żółć wtła- 
czaną być by mogła w toku wydalania jej z komórki wątrobnej niepra- 
widłową drogą. 

8) Obrazy te, zdaniem prelegenta, świadczą o istnieniu podobnej, 
jak w komórkach wątrobnych, sieci kanalików wśród komórek ściennych 
naczyń krwionośnych, a więc komórek innego gatunku aniżeli komórki 
wątrobne. 

9) Szczegół, iż na niektórych, w świetle naczyń leżących, odzielo- 
nych komórkach ściennych widać wysuwający się z komórki ściennej 
jako dalszy ciąg złogu żółci pasmowatego śród komórki tkwiącego, wolno 



12 



sterczący jakby odlew żółciowy kanalika, przemawiaiby za tem, iż żółć 
wtłoczoną została od strony pasm komórek wątrobnych. Związek zaś pasm 
żółciowych w komórkach ściennych ze złogami żółci w przewodach żół- 
ciowych międzykomórkowych jakoteż ze złogami żółci w komórkach wą- 
trobnych, potwierdzałby to tłomaczenie — a w takim razie, 

10) przypuszczenie wypowiedziane przez prelegenta w r. 1897, iź 
pomiędzy komórkami wątrobnemi a naczyniami włoskowatemi krwiono- 
śnemi istnieje ścisły związek, zyskałoby nowy potwierdzający je szczegół, 
a tem samem 

11) zyskuje poparcie zdanie prelegenta wypowiedziane w pracy 
o drogach odżywczych w komórce wątrobnej, iż w razie przepełnienia 
kanalików żółciowych śród komórkowych może się żółć wśród komórki 
wątrobnej doslaó do dróg dowozowych śiódkomórkowych a stamtąd do 
naczyń krwionośnych, do krwi. 

12) Zółó dostawać się może do krwi, do naczyń krwionośnych wło- 
skowatych, a stąd w obieg ogólny w dwojaki sposób : albo z przepełnio- 
nych przewodów żółciowych międzykomórkowych, które stykają się bez- 
pośrednio, przynajmniej w pewnych miejscach, z naczyniami krwionośne- 
mi włoskowatemi, na co prelegent zwrócił uwagę w pracy o budowie 
przewodów żółciowych międzykomórkowych i ich stosunku do naczyń 
krwionośnych, albo też z komórek wątrobnych, których kanaliki śród- 
komórkowe żółcią są przepełnione, przez komórki ścienne naczyń włosko- 
watycb krwionośnych. 

13) Komórki ścienne naczyń włosko watych krwionośnych śródzra- 
zikowych (a może odnieść to można do naczyń włoskowatych krwionośnych 
w ogólności) biorą czynny udział w przeprowadzaniu części składowych 
krwi w obręb komórek wątrobnych, mogą regulować fizyologiczną tran- 
sudacyę ze krwi tak części postaciowych jakoteż płynnych. Drogi, któ- 
remi jsubstancye z»' krwi przez komórkę ścienną naczynia się dostają, 
muszą więc z drogami dowozowemi w komórce wątrobnej istniejącemi 
być w pewnym dotąd bliżej oznaczyć się nie dającym związku. 

14) KwesŁya naczyń limfatycznych wśród zrazików wątroby musi 
być na nowo zbadaną, gdyż w tej formie, jak je dotąd przyjmujemy, na- 
czynia limfatyczne nie istnieją. 



— -:^~<SC^-<- 



Nakładein Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1900. — Drukarnia Uniwersytetu JagielloAskiegro. 



i 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyą Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawozdania % posiedzeń 1 czynności Akademii Umiejętności w Krakowie wyciiodzą 
s końcem każdego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związku 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 
Skład główny w księgarni Spółki Wydawniczej w Krakowie. 

Toin V. Czerwiec 1900. Nr. 6. 

Treść: Wiadomości bieżące. — Bibliografia. — Sprawozdania 
z posiedzeń: I, Posiedzenie Wydziału filologicznego dnia 18 Czerwca: 
Studya filologiczne nad rozwojem oświaty greckiej w Y w. przed Ohr. 
przez St. iSchneidra. — //. Posiedzenie Wydziału historyczno -filozo- 
ficznego dnia 24 Czerwca; Kalimach i znajomość państwa tureckiego 
w Polsce około pocz. XVI w. — Ul. Posiedzenie Wydziału matematy- 
czno - przyrodniczego dnia 18 Czeru^ca: Zasadnicze własności Grewianów 
przez L. Bdttchera. — O sile elektromotorycznej, powstającej wsku- 
tek ruchu cieczy w wysrebrzonej rurce szklanej przez K. Zakrzew- 
skiego. 



WIADOMOŚCI BIEŻĄCE. 



Nekrologia. Dnia 23 maja b. r. zmarł Władysław 
Łuszczkiewioz członek czynny Wydziału filologicznego 
Akademii. Dnia 4 czerwca b. r. zmarł Władysław Wisło- 
eki członek czynny Wydziału filologicznego Akademii. 



^5e>- 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu maju opuściły prasę następujące wydawnic- 
twa Akademii: 

Biblioteka pisarzów polskich. Stanisława ze Szczodrkowic Roz- 
mowa pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach kościel- 
nych (1549) wydal Dr. Z. Celicho wski, 8-0, str. 78. Cena 60 h. 

L Birkenmajer. Mikołaj Kopernik. Część pierwsza, studya nad pra- 
cami Kopernika oraz materyaly bibliograficzne, 4-o, str. 711. Ce- 
na 20 k. 

T. Estreicher. Globus Biblioteki Jagiellońskiej z początku wieku XVI, 
z 3 figurami, 8-0, str. 18. Cena 30 k. 

Ks. Jan Fi j alek. Mistrz Jakób z Paradyża i Uniwersytet krakowski 
w okresie soboru bazylejskiego, 8-0, tom I str. 448, tom II str. 423. 
Cena 12 k. 

L. Finkel. Bibliografia historyi polskiej. Cz. II, zeszyt III, 8-0, str. 849— 
1008. Cena 3 k. 60 h. 

J. Karłowicz. SZownik gwar polskich, tom I, A— £, 8-0, str. 454. 
Cena 10 k. 

M. Kawczyński. Apulejusza »Metamorfozy€ czyli powieść o zZotym 
ośle, 8-0, str. 110. Cena 1 k. 50 h. 

B. Kr ucz kie wic z. Petri Royzii Maurei Alcagnicensis Carmina. Pars I 
str. 311, pars II, str. dlO, 8-0. Cena 12 k. 

Zygmunt Noskowski i Jan Baudouin de Courtenay. Melodye 
ludowe litewskie zebrane przez śp. księdza Antoniego Juszkiewi- 
cza. Część I, 4-o, str. XLIV i 248. 

L. Sternbach. Analecta ayarica, 8-0, str. 69. Cena 2 k. 

A. Wyczółkowska. O iluzyach optycznych, z 14 rycinami, 8-0, str. 
31. Cena 30 h. 

o-^SG^ 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 18 Czerwca 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Przewodniczący składa hołd zasługom dwu świeżo zmar- 
łych członków Wydziału : Łuszczkiewicza i Wisłockiego, przy- 



czem wszyscy obecni powstają dla uczczenia pamięci zmarłych. 
Następnie przewodniczący wita nowoobranego członka- korespon- 
denta Wydziału, p. Lutosławskiego. 

Czł. K. Morawski przedstawia pracę p. Stanisława Schneidra 
p. t. : j^Studya filologiczne nad rozwojem oświaty greckiej w V w, 
przed Chr,*^, 

Autor starał się uwydatnić w szczegółach, dotąd mało lub wcale 
nie uwzględnionych, różnicę oraz przełom duchowy, jakie się zaznaczyły 
w greckiej kulturze między szóstym a piątym wiekiem przed Chr., między 
t. zw. » wiekiem oświeconym* a » wiekiem odrodzenia* za Peryklesa. 

W tym celu zwrócił baczniejszą uwagę na spuściznę orficką i wy- 
kazał, że twórczość orfiki rozwijała się w kierunku zasadniczo przeciwnym 
racyonalizmowi pitagorejskiej sekty i pozytywizmowi medycznej szkoły 
Hippokratesa. Orfika i orficka poezya jest rodzicielką właściwej filozofii 
greckiej, jej wpływu można dopatrzeć u Heraklita, lecz najwidoczniej obja- 
wia się on u myślicieli-poetów: Parmenidesa i Empedoklesa. Monizm orficki, 
wywodzący wszechistność z ziemi i nocy, nie jest pierwotnym. Wybrał 
go jednak radykalniejszy Parmenides wraz ze szkolą eleatów, natomiast 
umiarkowawszy Empedokles oświadczył się za autentyczną tradycyą Orfeu- 
sza, a mianowicie za paralelizmem światła i nocy, nieba i ziemi, duszy 
i ciała. Oba jednak odcienie orfiki: monistyczny i utrakwistyczny, za- 
równo się sprzeciwiają piłagorejskiemu dualizmowi z przewagą po stronie 
duszy. 

Apollinowej i pitagorejskiej tj^j/^łj przeciwstawia się dyonizyjski i or- 
ficki ^o(jL(5; — oto podkład tragedyi attyckiej i odrodzenia umysłowego 
w wieku sofistów I Autor w drugiej połowie swej pracy śledzi wpływu i od- 
działywania nauki największego z sofistów, Protagorasa, zwłaszcza na 
Tucydydesa i Sofoklesa. Podstawą jego nauki była t. zw. 6i;pouX{a, pośre- 
dnicząca między niedokrewnością pitagorejską (aw(ppoauv7)) a wybujałością 
orficką (acpoauvr,'xavia). Tymczasem inny sofista, Antyfont, osią swego ko- 
smicznego systemu uczynił eOyojjLta, a ślady jego kwietystycznej » Prawdy*, 
zwróconej polemicznie przeciwko »Prawdzie< Protagorasa, odnalazł autor 
u Herodota i Eurypidesa. 

Cynizm, jako przeważnie uwzględniający wolę i indywidualność 
człowieka, był bliższym intelektualizmu Protagorasa, niż hedonizmu so- 
fisty Antyfonta i Arystypa, a najbliższym zaś był niewątpliwie >ducha bo- 
źegoc (dajmonion) Sokratesa, którego wbrew Platonowi i Arystotelesowi, ja- 
jakoteż nowszym poglądom, uważać trzeba raczej za mistyka i mesyanistę, 
aniżeli za logika i teoretyka jednostronnego. Jego wierzenia stają się zro- 
zumialsze na tle szerszem, orfickiem. W Tracyi, ojczyźnie Protagorasa, 
Tucydydesa, Demokryta i t. p. należy szukać według autora zawiązków 
nowej wiary, mającej odrodzić cywilizacyę helleńską. Autor przytacza 



niektóre analogie ze współczesnych dążeń do wytworzenia wyższej kul- 
tury, polegającej na boskim i nieśmiertelnym »ducbuc człowieka. 



II. Wydział historyczno -tilozoticzny. 



Posiedzenie dnia 24* Czerwca 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Sekretarz przedstawia pracę p. Fr. Bujaka p. t: ^Kalimach 
i znajomość państwa tureckiego w Polsce około pocz. XVI w.^ 

Rozprawka niniejsza ma na celu zwrócić uwagę na żywe zainte- 
resowanie się w Polsce Turcyą, gdy jej polega zaczęła nam bezpośrednio 
zagrażać tj. pod koniec XV i na pocz. XVI w. Kilkakrotne odbicie się echa 
tej groźby w naszej skromnej literaturze ówczesnej świadczy dobitnie 
że sprawa ta aktualna byita powszechnie roztrząsana i odczuwana. 

1. Głównym przedstawicielem tej literatury jest Kalimach. Ponieważ 
on jednak zajmował się w ogóle bliżej kwestyami etnograficzno-geogra- 
ficznemi jak wielu humanistów, przeto autor rozpatruje i inne jego dzieła, 
które mają związek z geografią. W Żywocie Grzegorza z Sanoka, 
owe znane trzeźwe poglądy Grzegorza na pochodzenie Polaków są figlem 
humanistycznym Kallmacha, cały bowiem dotyczący ustęp zaczerpnął on 
z opisów ludów germańskich w Germanii Tacyta. Również Żywot Zbi- 
gniewa Oleśnickiego pełen jest takich fantastycznych pomysłów 
o pochodzeniu Polaków i Litwinów, które jednakże mają w sobie wiele cie- 
kawych szczegółów uzupełniających zwłaszcza Długoszów obraz niskiego 
stanu kulturalnego pogańskiej Litwy. W głównem swem dziele history- 
czne m, Historia rerum geatarum in Hun ff aria etc. rozsądnie pojmuje SWe 
zadanie jako historyka dając pogląd na położenie i podział ziem, i wtrą- 
cając opisy geograficzne, z których zwłaszcza plastycznością i dokładno- 
ścią odznacza się piękny opis pola bitwy pod Warną. 

Opisem podróży z Rzymu przez Wschód do Polski była zapewne 
Historia peregrinationuTiŁ suarum^ podzielona CO najmniej na 2 księgi, a więc 
bynajmniej nieidentyczna ze znanym listem de exilio tuo do Dersława 
z Rytwian pisanym 1471 , obecnie jest jednak nieznana. Inne dzieło Ka- 
limacha treści geograficzno-politycznej : De Tartarorum moribus liber unut 
nie zaginęło w zupełności, streszczenie jego bowiem dochowało się wHi- 
storyi zabiegów dyplomatycznych Wenecyi przeciw Tur- 



koiii (De AUf ąuae a YeneliM contra Turcot tentała auni). Tu autor bliżej 
objaśnia genezę geograiiczno-politycznych pism Kalimacha. Obok poezyi 
przyświecała ambitnemu bumaniście druga, równie świetna gwiazda, poli- 
tyka. Od chwili przybycia na dwór królewski występuje on jako dyplo- 
mata, specyalista do spraw wschodnich i włoskich. Do tej służby przygo- 
tował się praktycznie w czasie pierwszego swego pobytu na Wschodzie, 
gdzie nosił się z zamiarami ofiarowania swych usług sułtanowi i w czasie 
gościny u Grzegorza z Sanoka, gdzie poznał ówczesną kweslyę oryental- 
ną z drugiej strony i mógł korzystać z doświadczonego rozumu swego 
gospodarza. Jako znawca tycb stosunków zasłynął także w ojczyźnie. Rzą- 
dowi weneckiemu przesłał na jego prośbę obszerną relacyę o Tatarach, która 
po literacku przerobiona została wydana pod powyższym tytułem. Stre- 
szczenie jej wHistoryi zabiegów etc. zawiera pobieżny obraz całej łatarszczy- 
zny, jej podział, charakterystykę z uwzględnieniem Tatarów krymskich 
i nadwołżańskich. — Drugiern dziełem Kalimacha podobnej treści, będącem 
niejako rezultatem doświadczania całego jego życia jest: -^ci Innocentium VIII 
de delio 7urci» inferendo oratio, wypowiedziana 1490 a opublikowana 1492. 
Jest to projekt sojuszu papieża z Polską przeciw Turkom i ma na celu 
wykazać, że jedynie w związku z ł'olską i jpj siłami można się spodzie- 
wać powodzenia w tej wojnie. Rzecz swoją rozpoczyna Kalimach od 
surowej krytyki dotychczasowych prób wyparcia Turków z Europy, 
wykazuje niemożliwość wielkich koalicyi, przedstawia dalej spustoszenie 
ziem państwa Tureckiego i wszystkie jego ujemne strony, stara się obni- 
żyć wygórowane wyobrażenie o jego potędze, w końcu wskazuje Pol- 
skę jako najlepiej z państw europejskich przygotowaną do wojny tureckiej, 
co popiera dogodnem położeniem Polski i przykładami z niedalekiej prze- 
szłości. Autor zwraca uwagę, że u Kali?nacha jest wiele przesady, ale 
ogółem biorąc przedstawia on mu się jako doskonały znawca Turcyi, roz- 
porządzający pierwszorzędnemi informacyami. 

II. Pamiętnik janczara Michała Konstantynowicza 
z Ostro wicy, ogromnie różniący się pod względem formy i nastroju lite- 
rackiego od omówionych prac Kalimacha, łączy się z nimi treścią. Autor 
omawia we wstępie obecny lichy stan, pochodzenie i czas powstania tekstu 
polskiego, następnie stara się określić istotę i cel tego cennego zabytku, 
który nie jest jego zdaniem pamiętnikiem, bo osobiste wspomnienia jan- 
czara nie odgrywają w nim]wybitniejszej roli ; nie ubiegał on się także wy- 
łącznie o laury kronikarskie, ale pisał traktat geograficzno- polityczny, 
czyli jakbyśmy dziś powiedzieli, memoryał w kwestyi wschodniej, za- 
kończony projektem wielkiej krucyaty przeciw Turkom, w której Polsce 
główną rolę i kierownictwo przeznaczył; chciał więc zaznajomić Polskę 
z Turcyą wszechstronnie, roztoczyć obraz jej potęgi i organizacyi wojen- 
nej, zasobów, administracyi i usposobienia poddanych, ale poprzedza tę 
część swego dzieła obszernym wstępem, obejmującym historyę Osmanów 



6 



od początków ich państwa. Opisy topograficzne, do których obfitego ma- 
teryalu dostarczały janczarowi liczne jego wyprawy wojenne, nie są ani 
liczne ani dokładne; charakterystyczną jest jego cechą skłonność do le- 
gend ludowych. 

III. Opis potęgi tureckiej (Detcriptio poientiae Tureiae) jest 
memoryatem zredagowanym w kancelaryi królewskiej na podstawie do- 
starczonych przez slaibę dyplomatyczną informacyi a przedstawionym 
kuryi rzymskiej przez Miedzieleskiego w r. 1514. Dowodzi on, ze i pol- 
scy posłowie dobrze naśladowali ambasadorów weneckich i rzymskich 
w składaniu dokładnych relacyi o państwach, do których zostali wysłani. 
Zalelą jego jest rozległy widnokrąg polityczny i geograficzny, ogromna 
ilośd szczegółów budzących zupełne zaufanie, tudzież trzeźwy pogląd i styl 
wolny od przesady. Również i ten memoryał zajmuje się przede w szystkiem 
stosunkami wojennymi Turcyi, omawia jednakże i skład jej etnograficzny 
daje przy tern wyborny pogląd na ówczesny stan Tatarów, hospodarstw 
Mołdawii i Multan, następnie zaś obraz administracyi politycznej i do- 
chodów państwowych w Turcyi. 



III. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia J8 Czerwca 1900 r. 



Przewodniczący: Prof Dr. F. Kreutz. 

Czł. K. Żorawski przedstawia pracę p. L. Bóttchera p. t. 
j^ Zasadnicze własności Grewiafiów^ . 

W pracy niniejszej autor zajmuje się zasadniczemi własnościami 
wyznacznika funkcyjnego układu n funkcyj: 

F,(z), F,(z), F3(z) F„(z), 

który nazywa Grewianem tego układu funkcyj i oznacza symbolem; 

G[F,(z), F,(z), Fgfz) F„ (z)]. 

Jest to wyznacznik: 

F^z), F,(z), F3(z), Fo (z) 

Fi(Zi), F,(z,), Fgfz,), F„ (z,) 

I^>2)» F,(z,), F^Cz^), Fn(7,) 



Fi(Zn-t), F2(Zn_,\ FgfZn.i), . . . F„ (z„_i) 

"^"taj z^ = f(z), z,'= f(z J, Zg = f ^z,) etc. etc. 



Między Grewianem układu n funkcyj, a Wrońskianeni tegoż układu 
funkcyj zachodzi cały szereg bardzo ciekawych analogij. 

Autor dostrzegł, że każdemu twierdzeniu odnoszącemu się do teo- 
ryi Wrońskianu danego układu funkcyj odpowiada pewne twierdzenie 
z Łeoryi Grewianu Łegoi układu funkcyj. 

W pracy niniejszej stara się on przedewszystkiem poznać różne 
formy, jakie możemy nadać Grewianowi danego układu n funkcyj, poczem 
dopiero wyprowadza teoryę różnicowania Grewianów, analogiczną do teo- 
ryi różniczkowania Wrońskianu , znajduje twierdzenia odpowiadające zna- 
nym prawom: 

W[F(z). F,(z), . . . F(z). F« (z)] - F« (z). W[F,(z), . . . F. (z) | 

W[F,(z), F,(z), . . . F„ (z), F„+,(z), F„.^.,(z) F (z)] = 

W[W(F^(z),... F„ (z), F™+,(z)),W(Fi(z)...F„ (z)F„4 «(z))...W(F,(z)...F„ (z)F„ (z))] 



\n — m — 1 



(W[F,(z)....F„(z)])' 
i wyprowadza analogie wielu innych wzorów. 

Czł. A. W. Witkowski referuje o pracy p. K. Zakrzew- 
skiego, p.[i: j^O sile elektromotorycznej^ powstającej wskutek ru- 
chu cieczy w wysrebrzonej rurce szklanej.^ 

Przyrząd, którym się autor posługiwał w badaniu zjawiska, skła- 
da się z dwóch grubościennych naczyń szklanych A, B, połączonych ze 
sobą zapomocą korków kauczukowych rurką szklaną włoskowatą we- 
wnątrz wysrebrzoną, długości koła 15 cm., przekroju 02 mm.; przez 
korki przeciągnięte są druty platynowe, zakończone elektrodami platyno- 
wemi pokrytemi czernią platynową (a, b,). Naczynia te napełnione do po- 



oc zz:. 






Cr 



'V>ś^:^^ 




^ 




'i cl 



// 



łowy wodą są u góry zatkane korkami; przez każdy z nich przechodzi 
rurka mosiężna (a, p). Jedno z naczyń łączy się wężem gumowym z re- 



1 



8 



gulatorem gazowym, stale przykręconym do butelki ielaznej nabitej po- 
wietrzem do kilkudziesięciu atmosfer. Regulator wypełnia naczynie po- 
wietrzem o nadwyżce ciśnienia koło 1-ej atmosfery, które przeciska wodę 
z naczynia A do B lub na odwrót. Elektrody są połączone z czułym gal- 
wanometrem astatycznym Thomsona o oporze wewnęt'znym koło 12000 
Ohmów. 

Ruchowi wody z jednego naczynia do drugiego towarzyszy zawsze 
prąd elektryczny, którego kierunek zalei^.y od kierunku ruchu wody. Sita 
elektromotoryczna prądu mierzy się metodą kompenzacyi. 

Siła elektromotoryczna prądów zależy: 1) Od różnicy ciśnień na koń- 
cach rurki i jest do niej wprost proporcyonalna. W jednej seryi pomia- 
rów otrzymano: 

E 
Ciśnienie w atmosferach (P) Siła elektr. w woltad (s), ^ 

0-5 O 026 00052 

0-6 0031 00051 

O 8 0043 O 0054 

2) Od odU^glości elektrod od końców rurki: odsuwanie elektrody 
w miejscu niższego ciśnienia sprawia zmniejszenie siły elektro- 
motorycznej. 

Prąd wody od A do B Odległość elektrody b od 

daje UJ w dowol. jedn. końca rurki 

33 możliwie blizko 

25 3 mm. 

20 10 mm . 

Fakt ten należy uważać jako jeszcze jeden dowód prawdziwości 
hypotezy Quinckego-Helmholtza, *) która powstawanie siły elektromotory- 
cznej tłomaczy rozerwaniem warstwy elektrycznej podwójnej, mającej sie- 
dlisko na granicy srebra z wodą. Odsuwanie bowiem elektrody w miejscu 
niższego ciśnienia sprawia, że mniej cząstek naelektryzowanych wody 
uderza o olektrodę i oddaje jej swój ładunek,jaki posiadają wskutek tego, 
że znajdowały się w obrębie warstwy elektrycznej. Drugi ładunek znaj- 
duje się prawdopodobnie w samym srebrze; można bowiem wyłączyć zu- 
pełnie jedną elektrodę platynową i połączyć galwanometr wprost z warstwą 
srebra. Wtedy ruch wody w kierunku do elektrody platynowej daje wy- 
raźny prąd elektryczny; jego siła elektromotoryczna znowu się zmniejsza 
w miarę oddalania elektrody. Prąd zaś wody w kierunku przeciwnym, 
czyli od elektrody platynowej, daje wprawdzie prąd elektryczny, ale jego 
siła elektromotoryczna jest znacznie mniejsza niż poprzednio. Wtedy bo- 



^) Helmholtz: Studien iiber electrische Grenzschichten w pierwszym 
tomie Wissenschaftliche Abhandlungen. 



^ ® 469559 



wiem wszystkie prawie cząstki naelektryzowane idą wgląb wody, a tylko 
bardzo nieznaczna ich ilość oddaje /adunki warstwie srebra. 

Sila elektromotoryczna prądu, szczególnie w rurkach świeżo wy- 
srebrzonych, ulega często nagłym zmianom: z kilku tysiącznych wolta 
podnosi się do kilku dziesiątych lub na odwrót. Przyczyna tych zmian 
l(>ży w zmienności oporu rurki wraz z cieczą. Jeżeli jednak opór ten podniósł 
się znacznie, prawie zawsze można go sprowadzić do poprzedniej mniej- 
sz«*j wartnśei przepuszczaniem w pobliżu rurki iskier elektrycznych. 
Ruika więc wraz z cieczą zachowuje się jak rurka Branley^ego (coherer) 
względem fal elektrycznych. 

Doświadczenia opisane wyżej odnoszą się do tei samej rurki. Używa- 
jąc różnych rurek przekonano się, że siła elektromotoryczna jest zależną 
od grubości warstwy srebra: im grubszą jest warstwa, tem mniejszą silą 
elektromotoryczna i na odwrót. 

W myśl hypotc^zy Qurnckego- Heim hol tza można z kierunku siły 
elektromotorycznej w rur«e określić znak naelektryzowania substancyi 
rurki w zetknięciu z cieczą. W doświadczeniach z wodą — elektrodą do- 
datną jest zawsze ta, która się zrinjduje w miejscu niższego ciśnienia. 

Dowodzi to, że woda destylowana w zetknięciu ze srebrem elektry- 
zuje się dodatnio, srebro zaś ujemniu. W doświadczeniu z 7ioo normal- 
nym roztworem azotanti srebrowego kierunek siły elektromotorycznej jest 
przeciwny niż w wodzi-: elektroda w miejscu wyższ*'go ciśnienia jestdo- 
datna. Rozcieńczanie roztworu sprawia zmniejszanie się wychyleń gal- 
wonometru, wreszcie przy pewnem rozcieńczeniu (koło Yaooo normalnej) 
kierunek prądu elektrycznego zmienia się i staje się takim samym jak 
w wodzie. Czyli roztwór azotanu srebrowego w koncentracyi wyższej ani- 
żeli Ysooo normalnej elektryzuje się w zetknięciu ze srebrem ujemnie, 
srebro zaś dodatnio: w koncentracyach zaś niższych przeciwnie: roztwór 
dodatnio, srebro ujemnie. W koncentracyi granicznej prawdopodobnie nie- 
ma naelektryzowania wcale. 

Nasycone roztwory siarkanu i octanu srebrowego dają kierunek 
prądów taki sam jak w wodzie; elektryzują się więc dodatnio, srebro 

ujemnie. 

— Praca ła, której projekt wyszedł ze strony profesora Witkowskie- 
go, j* st kontynuowaną zarówno pod względem jakościowym jak i ilo- 
ściowym 






Nakładem Akademii Umiejętności. 

W Krakowi*' , UłOO — Drukarnia Uniwersytetu JaKłeliońAkiego. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcją Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze wspótudziaZem Sekretarzy Wydziałów. 



Spmwosdanla ■ poiiedseń i csynnoici Akademii Umiej ętnoiei w Krakowie wychodzą 
B końcem każdego miesiąca, s wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Krakowie: 1 fl. 50 kr., — w Auatryl 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie związkn 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 25 kr. 

Skład głównjr w księgarni Spółki Wydawniczej w Krakowie. 



Tom V. Lipiec 1900. Nr. 7. 

Treść : Sprawozdania z posiedzeń: /. Poiiedzenie Wydziału filologi- 
cznego dnia 9 Lipca: O dumach kozackich, ich pierwotny i późniejszy 
charakter przez J. Tretiaka. — Sprawozdanie Komisyi historyi sztuki 
z dnia 28 czerwca 190(). — Sprawozdanie Komisyi językowej z dnia 
20 czerwca 1 900. — //. Posiedzenie Wydziału historyczno -filozoficznego 
dnia 14 Lipca: Ludność Wołynia z końcem XVI wieku przez W. Czer- 
kawskiego. — Kollegiata w Opatowie przez K. Potkańskiego. — 
Teorya Maltusa przez A. Krzyżanowskiego. — Ul, Posiedzenie Wy- 
działu małematyczno-przyrodniczego dnia 9 Lipca: O wpływie tlenu na 
rozwój organizmów i o wymianie gazów w pierwszych stadyach rozwoju 
zarodka u Rana temporaria przez E. Godlewskiego. — O własno- 
ściach prądu spoczynkowego w nerwach żaby przez N. Cybulskiego. — 
O budowie gruczołów ślinowych przez S. Maziarskiego. — Przyczy> 
nek do morfologii serca ryb przez H. Hoyera. — Sprawy wydzielnicze 
w komórkach pierwotnych gruczo laków i raków gruczolakowych wątroby 
przez S. Ciechanowskiego. — Posiedzenie Komisyi antropologicznej 
z d. 26 czerwca 1900. — Posiedzenie Komisyi bibliograficznej Wydz. 
matem.-przyrod. z d. 9 lipca 1900. 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 9 Lipca 1900' r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. J. Tretiak przedstawia treść swojej pracy p. t.: „O du 
mach kozackich, ich pierwotny i później szt/ charakter^. 



Autor na wstępie zwraca uwagę na to, jak mało dotychczas zaj- 
mowano się dumami kozackiemi, pomimo ich wysokiej wartości poetyckiej, 
następnie podaje charakterystyczne rysy, którymi duma wyróżnia się od 
innych pieśni historycznych ukraińskich i zestawia typ dzisiejszych lir- 
ników ruskich z wymierającym jeżeli już nie całkowicie wymarłym typem 
bandurzysŁów, którzy śpiewali dumy. 

Omawiając teoryę pochodzenia dam Żyteckiego (Mhcjih o sapo- 
ĄHhiVb ]aajiopycRHX'& ^jUArb^ Kijów 1893), podług której inicyatywa 
w tworzeniu dum wychodziła zawsze od >8tarców< czyli dziadów, a zo- 
stawała pod wpływem szkoły, autor wykazuje niedostateczność podstaw 
tej teoryi. Wszystko, do czego się odwołuje Zytecki na poparcie swej hy- 
potezy, odnosi się do XVII i XVin w., najdalej wstecz do końca XVI w., 
a tymczasem mamy świadectwa o istnieniu dum już na początku XVł 
w., to jest w czasach, kiedy właściwie nie było wcale szkół na Rusi, 
a przynajmniej nie było takich, o jakich Żytecki mówi: szkół >z oracyami 
i wirszamic. 

Następnie autor oddzieliwszy dumy czysto-obyczajowe od dum 
historycznych przeprowadza analizę tych ostatnich i dochodzi ua pod- 
stawie tej analizy do następujących wniosków. Dumy są dalszem ogni- 
wem staroruskiej poezyi ludowej. Dawna epicka poezya ruska — jak 
świadczy Słowo o pułku Igora — była wykwitem życia drużynnego. 
Kiedy drużynny element zaczął na Rusi upadać i ta poezya upadła. Zu- 
pełny przewrót polityczny na Rusi, zupełna zmiana stosunków, nowe 
wpływy z Polski i Litwy, upadek Kijowa, to wszystko musiało wywołać 
przerwę w tradycyi poetyckiej. Ale gdy pod koniec XV lub na początku 
XVI wieku wytworzyły się warunki analogiczne z dawnemi, gdy miejsce 
dawnych książąt zajęli starostowie grodowi, miejsce dawnych drużyn 
książęcych — drużyny kozackie, miejsce ciągłej walki z Połowcami, ciągła 
walka z Tatarami — wówczas i dawna poezya odżyła w formie dumy. 

Autor szczególny nacisk kładzie na to, że dumy odnoszące się do 
dawniejszych stosunków przechowały się w daleko większej obfitości, 
niż dumy późniejsze. Zdawałoby się, że późniejsze wypadki historyczne 
powinny były zaćmić dawniejsze, wywoływać nowe dumy, które jako 
młodsze, jako ze świeższą tradycyą związane, powinny były dłużej się 
utrzymywać. Tymczasem z okresu po Chmielnickim nic się nie zostało 
prócz dwócli dum i jednego ułamka. Dowód to, że duma przestawała 
być w późniejszych czasach kozaczyzny żywotną formą poetycką; już 
w czasach Chmielnickiego traci ona przeważnie swój wysoce poetyczny 
i uroczysty charakter. Z ewolucyą w kozaczyźnie, która nastąpiła w cza- 
sach Chmielnickiego, idzie w parze ewolucyą dumy. Idea walki z pogań- 
stwem zamiera, jej miejsce zastępuje idea walki społecznej, domowej. 
Miejsce antagonizmu kozacko-tatarskiego zajmuje kozacko-polski. Pod 
wpływem tryumfów Chmielnickiego duma traci charakter elegijny, przy- 



8 



biera satyryczny, przeradza się i wyradza. W dumach z poprzedaiego 
okresu, nie we wszystkich, ale w wiela, nad opowieścią unosi się jakaś 
idea moralna, nadająca szczególne oświetlenie wypadkom; w dumach 
z okresu Chmielnickiego nie można dostrzedz żadnej idei moralnej, ale 
tylko odzwierciedlenie szczegółowych wypadków politycznych i namię- 
tności, które te wypadki wywołały. 

Kiedy kozaczyzna przechodzi pod zwierzchnictwo Roflyi z pewną, 
ustaloną na dłuższy czas organizacyą, Zaporoże zaś pozostaje nadal pra- 
wie niezależnem ogniskiem stepowej kozaczyzny, wtedy wytwarza się 
nowy antagonizm, między Zaporożem a hetmaószczyzną , między caernią 
a bogatszem kozactwem, który to antagonizm znajdige wyraz w wybór'* 
nej dumie o Handży Andyberze, ale innych śladów nie pozostawia, nie 
ma dość siły, aby budzić natchnienie. W polskiąj Ukrainie kozactwo 
przeradza się w hajdamaczyznę , a ta nie pozostawia po sobie żadnego 
śladu w dumach, z wyjątkiem jakiegoś urywku drobnego, a przy tern 
wątpliwego pod względem formy. 

Dnia 28 czerwca b. r. odbyło się posiedzenie Komisy! 
historyi sztuki pod przewodnictwem prof. Dra Maryana So- 
kołowskiego. 

Przewodniczący na wstępie poświęcił gorące wspomnienie bolesnej 
stracie, którą Komisya poniosła przez śmierć swego wice-prezesa ś. p. 
Władysława Łuszczkiewicza tak czynnego i gorliwego współpracownika 
Komisyi od początku jej istnienia a zarazem jej założyciela. 

W dalszym ciągu prof. Maryan Sokołowski zwrócił uwagę na bi- 
bliotekę katedry płockiej , o której cennych zbiorach daje wyobrażenie 
praca p. Mateusza Bersohna a przede wszy sŁkiom na zapiski w kodeksie 
z XU w. odnoszące się do cudów, które w katedrze płockiej zdarzyły się 
r. 1148. Cudy te rzucają światło na ówczesne stosunki a głównie na po- 
stać biskupa płockiego Aleksandra, tak wybitną i zasłużoną w dziejach 
naszej kultury, poczem przewodniczący przedłożył Komisyi nową publi- 
kacyą tegoż samego autora >0 illuminowanych rękopisach polskich*, 
poświęconą Uniwersytetowi Jagiellońskiemu z okazyi pięćsetnego jubiłe^ 
uszu. Tenże przedłożył fotografie nadesłane przez p. Janowskiego z War* 
sza wy, zdjęte z kościoła i koUegiaty w Łasku a zarazem ze znajdujących 
się w jej zbiorach zabytków. Są tam bardzo piękne kancyonały i anty- 
fonarze a niektóre ich karty zdobią herby Łaskich, oprócz tego złotnicze 
wyroby, z których na uwagę przedewszystkiem zasługują starannie i pię- 
knie wykonane monstrancye. Ciekawą jest także misa bronzowa z Brze- 
inicyj z której fotografią również nadesłał p. Janowski. 

Największy jednak budzi interes tablica erekcyjna kościoła w Lu- 
brańcu wystawionego przez Grzegorza z Lubrańca, kanclerza koronnego 
w ostatnich latach panowania Kazimierza Jagiellończyka a ozdobionego 

1* 



4 



przez jego wnuka Jana, biskupa poznańskiego (1498—1520) herbu Go- 
dziemba, o której bliższą wiadomość i fotografią nadesłał Eomisyi Dr. 
Franciszek Chłapowski. Na tablicy tej widzimy, jak to podnosi prof. 
Piekosiński rzadkie przedstawienie kanclerza z tłokiem pieczętnym wi- 
szącym na łańcuszku. 

Prof. Maryan Sokołowski podał wiadomość o studyach zagrani- 
cznych uczonych nad księgami liturgicznymi XI i XVI w. mieszczącymi 
się w czeskich i polskich zbiorach a przedewszystkiem zamierzonej przez 
czeską Akademię publika cyi miniatur, które te kodeksy obficie zdobią. 
Dr. Swarzencki nadesłał fotografie jednego z kodeksów ratysbońskich^ 
które mają ten sam charakter co sławny kodeks wyszehradzki w Pra- 
dze. M-or Lehner zaś przygotowuje wydanie tak kodeksu wyszehradz- 
ki ego, jak polskich kodeksów mu pokrewnych. 

W końcu zwrócił prof. M. Sokołowski uwagę na miniaturę jednego 
z graduałów biblioteki kapitulnej krakowskiej i wykazał, że mieści ona 
nie portret króla Kazimierza Jagiellończyka przyjmującego posłów miast 
pruskich, jak twierdził Polkowski i jak dotychczas sądzono, ale jest ko- 
pią ryciny niemieckiej przedstawiającej sąd Salomona a wykonanej przez 
Franciszka von Bocholdt czy też Israela yan Mekenen. 

W miejsce ś. p. Władysława Łuszczkiewicza wybrano na miejsce 
pełniącego obowiązki zastępcy przewodniczącego p. Leonarda Lepszego, 
członka korespondenta Akademii. 

Sekretarz zdaje sprawę z posiedzenia Komisyi językowej^ 
które się odbyło dnia 20 czerwca pod przewodnictwem prof. 
J. Baudouin de Courtenay. 

Przewodniczący poświęcił gorące wspomnienie zmarłym członkom 
Komisyi, śp. Władysławowi Łuszczkiewiczowi i Władysławowi Wisłoc- 
kiemu, którzy brali żywy udział w pracach Komisyi. 

Następnie uchwaliła Komisya następujące zasiłki, przeznaczone 
na wycieczki naukowe: prof. Ernestowi Muce 300 koronna podróż nau- 
kową w słowiańskie niegdyś okolice Ltineburga; p. Ignacemu Steinowi 
100 koron na badania gwaroznawcze w okolicy Wadowic; p. Janowi 
Witkowi 100 koron na takież badania w okolicy Tarnowa. 

W końcu oświadczył przewodniczący, że z powodu wyjazdu do 
Petersburga musi złożyć przewodnictwo Komisyi i zarządził głosowanie, 
które objęło także zastępcę przewodniczącego z powodu choroby prof. J. 
Bystronia. Wybrano jednogłośnie przewodniczącym p. J.*Tretiaka, zastęp- 
cą p. K. Morawskiego, poczem nowy przewodniczący podziękował gorąco 
prof. Baudouinowi de Courtenay za jego dotychczasową działalność 
i prosił o zachowanie w przyszłości związku z Komisyą i udział w jej 
pracach. Po odpowiedzi p. J. Baudouina de Courtenay, który zapewnił 
swą pomoc i pracę Komisyi, zamknięto posiedzenie. 



J 



Na posiedzeniu ściślejszem zatwierdzono wybór p. Juliana 
Pagaczewskiego na współpracownika Komisyi sztuki. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 14 Lipca 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Czł. W. Czerkawski przedstawia pracę swoją p. t.: »Lw- 
dnośó Wołynia z koncern XVL wieku^. 

Ogłoszone w XIX. tomie >ŹródeZ dziejowych* wykazy poborowe 
Wołynia w końcu XVI. wieku pozwalają na dokładne oznaczenie warto* 
^ci podobnego materyału dla statystyki ludności owej epoki, a zarazem 
umożliwiają postawienie pewnych zasad, któremi należy się kierowa<5, 
o ile pragnie się użyć danych podatkowych do celów statystycznych. 
Z wykazów tych obejmujących krótki zresztą czasokres 1570—1583 oka- 
zuje się, że dopiero przez porównanie cyfr podatkowych z kilku zbliżo- 
nych lat, możemy dojść do oznaczenia choćby tylko minimalnego ludno- 
ści. Powodem tego, pomijając zewnętrzną już niedokładność wszelkich 
źródeł skarbowych, jest ogromna nierównomierność materyału zbieranego 
przez różnych ludzi i w różnych czasach. Niektóre szczegóły są w jednych 
latach pomijane, w innych podawane mniej lub więcej dokładnie; nawet 
ilość miejscowości jest daleką od rzeczywistości, jeżeli się weźmie wykaz 
jedynie z jednego roku. Tak np. najobszerniejszym dla Wołynia jest wy- 
kaz z r. 158.3, a pomimo tego w latach 1570—77 mamy w samym po- 
wiecie łuckim o 22.S miejscowości więcej, na całym Wołyniu o przeszło 
280. Najważniejsza podstawa obliczeń ludności, ilość łanów kmiecych, 
również wykazuje ogromne niedokładności. Tak np. w 26 wsiach należą- 
cych do większych kluczy w powiecie łuckim wykazano 1577 1.32, 158S 
282 łanów i na odwrót w 25 innych w r. 1577 248, w r. 1853 1157, łanów, 
uwzględniając tylko te wsie, w których fluktuacya w ciągu tych 6 lat wy- 
nosiła przeszło 507o' Jeszcze gorzej dzieje się po wsiach drobnej szlachty; 
8 z nich, gdzie różnice były największe, miało w r. 1570 148 w r. 1583 
tylko 367^ łanów. Oczywistą jest rzeczą, że w rzeczywistości podobne 
zmiany, pomijając jakieś nader wyjątkowe wypadki, są niemożliwe, szcze- 
gólniej o ileby miały się odnosić nie do położenia gospodarczego, lecz do 
^amej cyfry ludności, dlatego też należy w celu obliczenia ludności użyć 
zawsze wykazu najwyższe zawierającego cyfry, jako najbardziej zbliżo- 
nego do prawdy. Co do innych kategoryi ludności wiejskiej, to należy za- 
znaczyć, że ilość księży schizmatyckich podawano tylko w r. 1583, ko- 



BM>riiik6w wymieniono w róinyoh laUck w roznaitych kluczach i oko- 
licach, pom^jąc ich w mn^fch, karezmy za^, gorzelnie, szynki, i wogóle 
ludność przemysłowa wymieniona jest prawie wyłącznie jedynie w r. 1570, 
z którego {wykaz jest wogóle najdokładniejszy. Lecz i tutaj ludność tę^ 
traktowano dowolnie, w wielu bardzo znacznych zaś kluczach, np. we 
wszystkich dobrach Ostrogskich w powiecie krzemienieckim (razem 18& 
wsi) niema ani jednego rzemieślnika, żadnej karczmy lub gorzelni! W końcu 
należy zaznaczyć, ża seata wienia sumaryczne są wprobt nie do użycia. 
W r. 1570 np., gdy pobór był najściślejszym, wykazano ogółem 10.872 '/g- 
łanów i 2.624 zagrodników z rolą jako opodatkowanych, tymczasem ze- 
sumowanie poszczególnych pozycyi daje 12.16272 łanów i 4.815 zagrodni- 
ków z rola. 

Po skombinowaniu tniecb wyżej wymienionych wykazów pobo^ 
rowycb dochodzimy dla oałego Wołynia do 1891 wsi o 146 70^/, lanach,^ 
15.496 zagrodnikach i 1.79S komornikach. Nadto znajdujemy tam 684 rae« 
mieślników, rybaków, rudników itd. 1177 bojarów, 812 księdiy pFawosła- 
wnycb, 1280 kół młyńskich i wiatraków, 135 karczem, 101 gorzelni i 19 
ssyaków. Wobec tego, co się powiedziało powyżej, należy podnieść liczbę 
ludności rękodzielniczej i cyfrę zakładów przemysłowych — prócz mły-> 
nów^ jakoteż liczbę ludności duchownej. Ponieważ według naszych wyka* 
zów wypada średnio 1 ksiądz na 8*6 wsi (we wsiach szlacheckich 1 na. 
1*8 wsi, w znaczniejszych kluczach 1 na 46 wsi) 1 rzemieślnik na 2 
wsie, 1 karozma lub gorzelnia na 3 wsie, więc dostaniemy okoly 540 
księży, 1.000 rzemieślników, 630 karczem lub gorzelni. Zastosowujac da 
te^o normy, które podaliśmy już poprzednio w tem sprawozdaniu w r. 
1897, i dodając na każdą wieś około 15 głów ludności folwarcznej i >iu- 
źnej», dostaniemy jako ludność wiejską Wołynia: 

Kmieci 29.841 rodzin 176.040 dusz 

Zagrodników i komorników 17.219 » 77.486 » 

Rzemieślników i przemysłowców 2.270 » 11.480 > 

Bojarów 2.354 » 14-124 > 

Duchowieństwa i służby 1.080 » 6.480 > 

Ludności folwarcznej i luźnej 5.673 » 28.365 » 

Razem 57.937 » 303.975 » 

Obliczenie ludności miejskiej na Wołyniu, wskutek dokładnego prze- 
ważnie podania domów, jest stosunkowo bardzo łatwem. Nie wchodząc 
w bliższe szczegóły zaznaczamy, że w 76 miastach jest około 11.028 do- 
mów opodatkowanych, nadto 208 kół wołyńskich i wraz ze służbą około 
1.335 rodzin żydowskich, 164 księży prawosławnych, 28 bojarów. Licząc 
średnio na miasto około 50 ludności zamkowej i jedno probostwo rzym- 
sko-katolickie, otrzymamy 66.792 ludności mieszczańskiej, 6 675 żydowskiej, 
2.500 duchowieństwa ze służbą, wreszcie 4136 szlachty, bojarów i ludno- 
ści zamkowej. Ogółem ludność miejska wynosiłaby przeto 80.103. 



Stąd jako najniższą cyfrę zaludnienia Wołynia otrzymujemy 384078 
dusz czyli 10.002 na 1 km. Q (609 na 1 milę □). 

Czł. K. Potkański przedstawia pracę swoją p. t.: „Kol- 

legiała w Opatowie^, 

Autor zawiadamia o studyach, które prowadzi nad początkami 
koUeglaty Opatowskiej i nad jej średniowieczną historyą. . Dochodzi on 
do przekonania, że od bardzo dawna musiało kolo Opatowa istnieć wię- 
ksze jakieś centrum osadnicze, były te strony już w XIII wieku bardzo 
zaludnione. Sam Opatów nosiZ ciekawą nazwę Żmigrodu (t. j. Żmijgrodu 
podobnie jak Medwedgród w Karyntyi), która się powtarza dwa razy tylko 
jeszcze na ziemiach polskich (w Małopolsce i na Śląsku). O cztery mile 
od niego odległą kasztelanię Łagońską (nie tylko dochody z niej, jak chcą 
niektórzy uczeni) darowała Judyta żona Władysława biskupowi kujaw- 
skiemu. W 1230 roku jest tam kościół (ecclesia) Matki Boskiej » który 
miał swoje własne wyposażenie. 

W samym Opatowie jest bardzo dawny kościół, pierwotnie para- 
fialny, takie Matki Boskiej. W sąsiednim wreszcie Zawichoście istnieje 
kościół Matki Boskiej, który w 1148 razem z kasztelanią Łagowską był 
w posiadaniu biskupa kujawskiego. Do tych kościołów przybywa w XII 
wieku koUegiata opatowska Św. Marcina od swego założenia nie prze- 
znaczona na klasztor, jak tego dowodzi profesor Luszczkiewicz. Jest ona 
już kollegiatą w 1212 roku, pojawia się bowiem wówczas dziekan Opa- 
towski. Czy nie powstała ona na miejscu jakiejś dawniejszej religijnej 
fundacyi, tego nie wiadomo. Przypuścić tylko można, iż pierwotnie,, t j» 
w XI wieku, zgodnie z tradycyą, którą Długosz przechował, mieli koło 
Opatowa Benedyktyni pustelnie, sam zaś Opatów mógł należeć do Bene- 
dyktynów tynieckich, jak to nazwa wskazuje (należał do nich od początku 
fundacyi Opatowiec). 

Musieli się oni potem przenieść za Bolesława Krzywoustego na 
poblizki Święty Krzyż lub może do Sieciechowa. Późniejsza, bo z XII 
w. pochodząca koUeglata Opatowska nie jest jednakże z nimi w związku* 
Nic o niej prawie nie wiadomo do 128<l' roku. Kronika Wielkopolfika za- 
pisuje fakt, że Henryk Brodaty monaaterium Opatoyiense cuius 
monasterii abbas Gerhardus Ruthenorum episcopus pro 
cabholicis ibi degentibus de noyofuerat creatus, et eccle- 
siamLubucensem transtuliti wszystkie dobra biskupstwa ruskiego 
olim ad monasterium Opatoyiense pertinentia wcielił do hi- 
skupstwa Lubuskiego. 

Go by to był jednak za klasztor nie można się dowiedzieć. Ta 
sama kronika wspomina, że biskup dla Rusi Gerhard ordinis Cistereien- 
sis niegdyś opat z Opatowa był 125<4 w Krakowie wraz z innymi bisku- 
pami przy ogłoszeniu kanonizacyi Św. Stanisława. Rocznik Wielopolski 
zresztą bardzo blizki Kroniki, która z niego czerpała, mówi o tym samym 



8 



biskupie Gerhardzie z powodu tejże samej urgzystości, że byZ >de or- 
dine Gisterciensium*, katalog tylko biskupów krakowskich ma pod 
tym samym rokiem: Gerhardus episcopus Russiae bez dalszych 
dodatków, dwa te jednak źródła wystarczają, aby uznać , że ów Gerhard 
byZ istotnie cystersem. Jak to jednak pogodzić z istnieniem kollegiaty 
Opatowskiej , której dobra należały do biskupów lubuskich ? Objaśnić 
bardzo trudno. Może dalsze badania autora coś jeszcze w tym kierunku 
potrafią wykazać. 

Czł. A. Krzyżanowski przedstawia swoją pracę p. t: 
yjTeorya Malłusa*^, 

W teoryi Maltusa rozróżnić trzeba ściśle dwie części, pierwsza 
z nich więcej teoretyczna jest stwierdzeniem i wyjaśnieniem istotnego 
stanu rzeczy, druga praktyczna zawiera etyczne wskazówki postępowa- 
nia, wywnioskowane z faktów udowodnionych poprzednio. Maltus jest 
zdania, że w społeczeństwach ludzkich, tak samo, jak w świecie roślin- 
nym i zwierzęcym przyroda powołuje do życia istoty w ilości znacznie 
większej, od tej, która może się utrzymać i rozwinąć na podstawie za- 
pasu środków, przeznaczonego do zaspokajania ich potrzeb. Równowaga 
między tendencyą do szybkiego wzrostu ludności, a ograniczonym zapa- 
sem środków, służącym do zaspokojenia jej potrzeb utrzymuje się w dwo- 
jaki sposób i albo przyroda skraca naturalny czas trwania życia ludz- 
kiego przez złe żywienie dzieci, wojny, epidemie i t. d. (»positive checks<), 
albo też ludzie poznawszy istotny stan rzeczy mniej lub więcej świa- 
domie powstrzymują się od płodzenia dzieci, którym nie są w stanie za- 
pewnić bytu (>preventive checksc). Osiągnąć można ten cel albo w spo- 
sób niezgodny z wymogami etyki, albo też przez powstrzymywanie się 
od małżeństwa >not foUowed by irregular grafitications«,('>moral restraint«). 

Ponieważ ludzie nie używali w dostatecznej mierze prewencyi, 
przeto dzieje są obrazem ciężkiej walki o byt. Jedynym sposobem uczy- 
nienia ludzi szczęśliwszymi jest zastosowanie się do tego prawa. Są 
wprawdzie tacy uczeni, którzy »postęp ku szczęściu* czynią zależnym 
od zmiany urządzeń społecznych, od reform politycznych lub od znie- 
sienia własności prywatnej, znajdują się oni jednak w błędzie. Wewnę- 
trzna wartość człowieka, a nie forma rządu lub przepisy prawa prywa- 
tnego, rozstrzyga o jego losach, zresztą zwycięstwo komunizmu zmniej- 
szając uczucie odpowiedzialności człowieka za swoje czyny, przyspieszy- 
łoby niepomiernie wzrost ludności. Powszechnie » pożądany, progress 
towards happiness* zależy zatem od zastosowania w możliwie najwię- 
kszej mierze » morał restraint« — oto reforma socyalna wedle systemu 
Maltusa, z którą autor zwraca się przedewszystkiem do warstw uboż- 
szych, ponieważ ciężar licznej rodziny jest dla nich najdotkliwszym, 
ponieważ nadto one właśnie okazują najwięcej tendencyi do nadmier- 



nego rozrostu. Niestety w tym względzie — zdaniem Maltusa — urządze- 
nia społeczne nie są bez winy: parafialna opieka nad ubogimi odbiera 
im troskę o potomstwo; autor domaga się zatem stopniowego zniesienia 
angielskiego ustawodawstwa o ubogich (>poor-laws«). Maltusowi zarzu- 
cano, źe nauka jego sprzeciwia się przykazaniom bożym, które nakazały 
ludzkości mnożyć się; w odpowiedzi na to M. między innymi zwraca 
uwagę na fakt, że tendencya do nadmiernego wzrostu ludności ma także 
i pewne dobre strony. »If tbese two tendencies were exactly bałauced. 
Ido not see, what motive there would be sufficiently strong to overcome 
the acknowledgeol inololeuce of man, aud make limę proceed in the 
^ullivation of the soiU. Gdyby nie ilośd nakryć na bankiecie życia, mniej- 
sza od ilości wspólubiegających się zabrakłoby »thut generał activity so 
necessary to the improvement of the buman faculties«. Z tego sposobu 
oceniania teoryi M. wywnioskował Darwin prawo ewolucyi przez selekcyę, 
a zatem z poglądów, spisanych celem przeciwdziałania utartym w XVIII 
w. zapatrywaniom na możność zapewnienia ludzkości szybkiego i trwa- 
łego postępu, wynikła w XIX w. teorya wyjaśniająca warunki rozwoju 
społecznego i indywidualnego. Bliższe rozpatrzenie kwestyi poucza, że 
Darwin przez rozszerzenie teoryi M. mimowiednie obalił jej konsekwen- 
cye praktyczne. Gdyby dawniejsze pokolenia postępowały wedle rad M., 
zachodzi pytanie , czy istniałby materyał do selekcyi w dostatecznej 
ilości. To też zamiast doradzać niższym warstwom opóźnianie małżeństwa, 
należałoby raczej może doradzać wyższym jego przyspieszenie w inte- 
resie gatunku czyli społeczeństwa. 

Przeciwko teoretycznej części wywodów M. podniesiono szereg 
bezpodstawnych zarzutów; jedni brali za podstawę polemiki matematy- 
czne porównanie, którem M. objaśniał swoje prawo, inni tłumaczyli 
błędnie znaczenie »moraI restraintc Ci wreszcie, którzy nie przyznawali 
zasadniczego znaczenia progresyi geometrycznej i arytmetycznej , wystę- 
powali z zarzutem truizmu lub plagiatu. Najbardziej czuli się dotknięci 
socyaliści, ponieważ M. dostarczył może najpoważniejszych argumentów 
przeciwko doktrynie, niemal powszechnie przyjętej w XVIiI w., a sta- 
nowiącej podstawę ich systemu, doktrynie, która szuka przyczyny złego 
na świecie w urządzeniach prawnych i państwowych, uważając moralne 
i umysłowe własności człowieka za rzecz w tej kwestyi podrzędną, po- 
dległą zresztą zmianom zależnym właśnie od zmian w urządzeniach. 
Referent szczegółowo wykazuje bezpodstawność zarzutów podnoszonych 
przeciwko teoretycznej części poglądów M. , oraz zestawia argumenta 
przemawiające przeciwko praktycznym konsekwencyom, które M. wycią- 
gnął ze swego >principle of population«. 



10 



III. Wydział mateinatyczno-pnE3rTodniczy. 



Posiedzenie dnia 9 Lipca 1900 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. F. Ersutz. 

CzŁ K. Koslanecki przedstawia pracę p. E. Godlewskiego 
(jun.) p. t: y^Owptywie tlenu na rozwój organizmów i o wymio' 
nie gazów w pierwszych stadyach rozwoju zarodka u Bana 
temporaria. 

Zapłodnione jajka żaby umieszczał autor w naczyniach szklanych, 
zamkniętych rtęcią (aparat respiracyjny podany przez Godlewskiego sen.), 
z których powietrze usunięto zapomocą pompy rtęciowej do ciśnienia 
2*5 mm. W jajkach rozpoczęło się brózdkowanie ; rozwój postępował przez 
czas około 20 godzin, potem występował zupełny zastój w rozwoju. Pro- 
ces brózdkowania nie przebiegał prawidłowo, komórki były nie równej 
wielkości. Ten sam skutek można wywołać, zostawiając jajka w atmosfe- 
rze wodoru. Zastój w rozwoju udało się przerwać przez poddanie jajek, 
przebywających dotąd w atmosferze H, działaniu przepływającego stru- 
mienia tlenu. Jajka rozwijały się w tych warunkach w dalszym ciągu 
mniej więcej prawidłowo. W atmosferze mieszaniny równych części CO^ 
i O jajka wcale się nie rozwijały. Porównywając rozwój jajek w H w 0- 
i w normalnych warunkach, przekonał się autor, źe najszybciej postępuje 
brózdkowanie w tlenie, wolniej wobec normalnego dostępu powietrza, naj- 
wolniej i tylko krótko odbywa się rozwój w atmosferze wodoru. 

Z tych doświadczeń wnioskuje autor, źe: 1) tlen ma wpływ na roz- 
wój i wpływ ten uwidocznia się juź od pierwszej chwili rozwoju (pierwsza 
brózda), 2) wobec odciętego dopływu tlenu rozwój trwa krótko, bo około 20 
godzin, być może kosztem tlenu zawartego w tkance i galarecie otaczającej 
jajka, B) CO, ma działanie toksyczne i wstrzymuje zupełnie rozwój nawet 
w obecności tlenu. 

Autor zestawia wyniki analiz gazowych powietrza, którem oddy- 
chały rozwijające się jajka. Z otrzymanych liczb wyprowadza wniosek^ 
że absorbcya tlenu odbywa się od pierwszej chwili rozwoju, w miarę po- 
stępowania rozwoju zwiększa się energia wymiany gazów, wzrasta absor* 
bcya tlenu i ilość wydzielanego C Oj,. Z otrzymanych liczb wynika również, 
że organizmy badane w pierwszych stadyach swego rozwoju mają wła- 
sność wyzyskania nawet ostatnich ilości tlenu, że wobec tego oddycha- 
nie jajek jest w wysokim stopniu niezależne od częściowego ciśnienia 
tlenu. 



1 



i 



11 



Cd. N. Cybulski przedstawia pracę swoj^ p. t.: „O wła- 
snościach prądu spoczynkowego w nerwach iaby^. 

Wychodząc z zaloienia, że dla wyjaśnienia ziawiak elektrycznych 
w nerwach* Łrz«ha przedewszystkiem wyUómaczyć, skąd powstaje prąd 
apoczynkowy w nerwach przeciętych, autor powtarzał doświadczenia in- 
nych hadaczy^ dotyczące własności prądu spoczynkowego. Pomijając inne 
jeszcze fakta zwraca uwagę tylko na następujące: 

Siła elektromotoryczna przy połączeniu poprzecznego przekroju 
z powierzchnią podł. nerwu.słabnie nietylko» gdy nerw wycięty z ustroju 
apoczywa na elektrodach, ale takie wtedy, jeżeli nerw po przecięciu jest 
pozostawiony na miejscu wśród tkanek. 

U żab, szczególnie jeżeli je przechowy wa się na lodzie, na 3 lub 4t 
daied po operacyi poprzeczny przekrój często nietylko niejest już wcale 
u^mnym» ale bardzo często staje się dotatnim tak, że galwonometr wy- 
kazuje.bardzo słaby prąd, mający odwrotny kierunek, niż prąd spoczynkowy 
zwykły. Fakt ten udaje się obserwować jednak tylko wtedy, jeżeli nerw 
wydobywa się z rany bez najmniejszego uszkodzenia podczas preparowania. 
Odcięcio najciei^szej warstewki z poprzecznego przekroju bardzo ostrą 
hrsytwą ocl razu daje przekrój ujemny w stosunku do powierzchni podłu* 
żnej ; w początku siła elektromot. jest nie znaczna, lecz przy każdym no- 
wem nacięciu staje się większą i w odległości ^--S mm. staje się naj- 
większą, dalsze odcinanie nerwu daje ponownie słabszą elektromotoryczną 
siłę i w końcu otrzymujemy taką, jaką ma nerw po stronie nieuszko- 
dzonej. W późniejszym okresie, w dniu 4 — 7, faktu tego autor nie obser- 
wował. Koniec przecięty był zawsze słabo ujemnym, w tym jednakże 
czasie wyjęcie nerwu bez uszkodzenia było nie możliwe, ponieważ naokoło* 
końca przeciętego nerwu zaczynała wytwarzać się nowa tkanka, która ga 
sklejała z otoczeniein tak, że podczas preparowania zawsze następowało* 
nfteehaniczne uszkodzenie tego przekroju. 

Drażnienie nerwu obok miejsca przecięcia w dniu S lub 4 bądź 
mechaniczne np. przecięcie brzytwą, bądź elektryczne zawsze dawało 
ffkurez. W niektórych razach można było stwierdzić także wyraźnie zwię- 
kszoną pobudliwość w okolicy przekroju. 

X)i«jtego autor sądzi, że nie może być mowy o obumieraniu nerwu 
od strony przekroju, przynajmniej w pierwszych dniach, i zmniejszenie 
ujiemności iega przekroju w ten sposób tłómaczonem być nie może, jakta 
czym Hermann. 

Fakt ten przemawia prędzej za hypotezą autora, że na podłużnej, 
powierzchni nerwu, tj. włókna osiowego istnieje ciągły ruch jonów do- 
datnich w kierujiku na zewnątrz, ujemnych w kierunku do wł. osiowego 
tak» iż świeże przecięcie wł. osiowego musi być ujemne w stosunku do 
powierzchni, i że ruch jonów staje się źródłem siły elektromoŁor. nerwu. 



12 



Po upływie pewnego czasu od przecięcia powoli wytwarza się ten sam ruch 
i z pow. poprzecznej i wtedy przekrój poprzeczny staje się mniej ujemnym. 
Ponieważ przynajmniej w części ten ruch jonów jest zależnym od życia 
wL osiowego, ponieważ sprawa gojenia się nerwu po przecięciu tę ży- 
wotność nerwu prawdopodobnie do pewnego stopnia podnosi; staje się 
więc zrozumiałem i to, że ten przekrój z czasem może się sta<5 doda- 
tnim, jak również i ta okoliczność, że siZa elektromotor. przy połączeniu 
pow. podłużnej nerwu z poprzecznym przekrojem w odległości 2 — 3 mm. 
od poprzedniego staje się większą, niż w dalszych częściach nerwu. Ze 
«ie zmiany, wywołane przekrojem, są przyczyną elektromot. siły, świadczy 
według autora także i ta okoliczność, iż przy dokładnych pomiarach elek- 
tromot. siły, jeżeli przekroje robiono nie nożycami, lecz b. ostrą brzy- 
twą, to nie tylko siła elektrom. w końcu obwodowym, jest zawsze 
mniejsza, niż w końcu dośrodkowym nerwu, ale nawet niekiedy elektro- 
mot. siła jednego z korzonków może być prawie równa elektromotory- 
cznej sile całego plexus, który się składa z kilku takich korzonków. 

Przyjmując za przyczynę prądów zmiany na poprzecznym przekroju, 
prowadzące do obumarcia, musielibyśmy przypuścić, że ta sprawa w każdej 
części nerwu inaczej przebiega. Daleko łatwiej jednak zrozumieć ten fakt, 
jeżeli przyjmiemy, że prąd spoczynkowy zostaje w pewnym stosunku do 
energii wymiany materyi w nerwie. 

Większa siła elektromot. w częściach centralnych przemawiałaby 
więc zatem, że części zbliżone do ośrodków nerwowych przedstawiają 
energiczniejsze życie, energiczniejszą wymianę niż dalsze odcinki nerwu. 

Za przypuszczeniem autora przemawia także ten fakt, że pod wpły- 
wem całego szeregu gazów, jak również nizkiej temperat. siła elektromot 
nerwu zmniejsza się. Do tej kategoryi gazów należy C02,CH5 Cl, wyskok; 
jednakże co do działania gazów autor czyni zastrzeżenie, że pod tym 
względem trzeba być bardzo ostrożnym, albowiem niektóre z tych gazów 
mogą wywoływać poloryzacyę elektrod nie poloryzających się i w ten 
fiposób dać podstawę do fałszywych wniosków. 

Czł. N. Cybulski przedstawia pracę p. S. Maziarskiego p. t.: 
^0 budowie gruczułów ślinowych,** 

Sprzeczne zapatrywania badaczy na budowę gruczułów ślinowych 
skłoniły autora do wykonania modeli woskowych zapomocą metody re- 
konstrukcyjnej Borna, gdyż tylko tą metodą można odtworzyć dokładnie 
kształt i postać każdego więcej złożonego narzędzia; w ten zatem sposób 
można rozwiązać pytanie, czy gruczoły ślinowe są cewkowatymi czy też 
pęcherzykowatymi gruczołami. 

Metoda rekonstrukcyjna Borna polega na modelowaniu na płytkach 
woskowych każdego skrawka danego preparatu i na zlepieniu następowem 
tych płytek w jedne całość według porządku, w jakim w seryi prepara- 



m 



tów następują. Każda płytka musi być dalszym ciągiem poprzedniej, aby 
złożone razem oddały całkowity kształt danego narzędzia. 

W ten sposób otrzymał antor modele ślinianek człowieka: pod- 
szczękowej w dwóch modelach (części surowiczej i śluzowej osobno) i przy- 
usznej. Modele te wskazują wyraźnie, że gruczoły surowicze są pęcherzyko- 
wymi, gruczoły zaś śluzowe cewkowo-pęcherzykowymi, t. zn. że prze- 
strzenie wydzielnicze pierwszych są pęcherzykami, drugich nieregularnemi 
cewkami, na których ścianach obficie umieszczone są silnie rozdęte pę- 
cherzyki, a nie są gruczołami typowo-cewkowymi, jak twierdzą prawie 
wszyscy nowsi autorowie. 

Naj wyraźniejszą budowę pęcherzykową posiada gruczoł przyuszny;^ 
cewka ślinowa przechodzi w wstawkę, ta oddaje gałązki boczne, które 
rozpadają się na szereg jeszcze drobniejszych gałązek, a na każdej z nich 
usadowiony jest jeden pęcherzyk, kształtu zwykle kulistego lub owalne- 
go. Cały zrazik gruczołu, obejmujący wstawkę, jej rozgałęzienia i pęche- 
rzyki podobny jest zupełnie do grona winnego: wstawka i jej rozgałęzie- 
nia odpowiadają szypułkom, a na tych jak pojedyncze grona siedzą pę- 
cherzyki gruczołowe. Część surowicza gruczołu podszczękowego jest analo- 
gicznie zbudowana, zachowanie się jej rozgałęzień jest zupełnie podobne, 
tylko pęcherzyki siedzą zwykle w gromadkach po kilka razem na koń- 
cach wstawek tak, że ostatnich końcowych rozgałęzień wstawki wyraźnie 
nie widać. Kształt pęcherzyków jest również kulisty lub owalny. Różnią 
się one tak jak i wstawki i cewka ślinowa znacznie większą średnicą 
niż w gruczole przyusznym. 

Nieco odmiennie zbudowany jest gruczoł śluzowy (część śluzowa 
gruczołu podszczękowego). Przyczynę tego upatrywać należy w tern, że 
gdy w gruczole surowiczym do każdego pęcherzyka dochodzi wstawka, 
przez którą wydzielina dostaje się do przewodów, w gruczole śluzowym 
do jednej wstawki wlewa się wydzielina z całego szeregu silnie rozdętych 
pęcherzyków, połączonych ze sobą nieregularnemi cewkami razem w je- 
dne całość. Budowa więc jest mieszana, cewkowato - pęcherzykowata. 
Przekrój pęcherzyków jako też i cewek i przewodów odprowadzających 
przekracza znacznie wymiary ich w gruczołach surowiczych. 

Autor starał się także określić położenie półksiężyców Gianuzzie'go 
w stosunku do cewek i pęcherzyków śluzowych. Usadowione one są zwy- 
kle w kształcie czapeczki na pęcherzykach względnie końcach cewek, 
czasem stanowią zupełnie odrębne pęcherzyki surowicze, przyczepione do- 
śluzowych. 

Wreszcie zastanawiał się autor nad właściwą nazwą przestrzeni 
wydzielniczych gruczołów ślinowych. Najodpowiedniejszą byłaby nazwa/ 
pęcherzyk (aheoitu), biorąc na uwagę zewnętrzny kształt przestrzeni wy- 
dzielniczych, które tworzą końce rozdęte wstawek. Nazwę grono {amcusy 
odnieśćby należało tylko do zrazików, utworzonych z wstawki z jej roz- 



14 

gaZęzieniami i na nich siedz^ych pęcherzyków, które przyfmminają bar- 
dzo grono winne, a nie do pojedynczych pęcherzyków gruczołu. 

Czł. Wierzejski referuje o pracy p. Prof. H. Hoyera, p. t. 
^Przyczynek do morfologii serca ryh.^ 

Zdaniem autora należy podzielić pień tętniczy, wychodzący z serca 
ryb, na dwa odcinki: Conm i Bulbut arteriomtę^ t. j. stożek i opusiikę tę- 
tnicy. U pewnych ryb (Selaehu, Chimaeraej Ganoidei), znajduje się w stożku 
tętnicy kilka rzędów zastawek, z których najbliższe głowy, wystawione na 
największe ciśnienie krwi, rozwijają się najsilniej, dalsze zaś prawdopo- 
dobnie marnieją częściowo lub całkowicie. Autor sądzi, że nietylko pierw- 
szy rząd tych zastawek, jak dotychczas myślano, lecz wszystkie rzędy 
razem odpowiadają jedynemu rzędowi zastawek znajdujących się w Oontw 
^rteriostts ryb kostnoszkieietowych. Pogląd swój uzasadnia autor badania- 
mi embryologicznemi. 

W tętnicy zarodka Prutiurus mekmoHomus^ długiego na 3 cm., wy- 
stępują trzy fałdy biegnące wzdłuż osi naczynia na przestrzeni między 
rozgałęzieniami skrzelowemi a komorą; u zarodka łososia, tej samej dłu- 
gości, znajdują się tylko dwa zgrubienia na granicy tętnicy i komory. 
U obu zarodków leżą mięśnie prążkowane na obwodzie całej tej części 
naczynia, której wnętrze zajmują fałdy. Naczynie to, objęte przez mięśnie 
prążkowane i mające na ścianach zgrubienia, odpowiada późniejszemu 
stożkowi tętnicy. Zastawki wytwarzają się w niem z fałdów, • wskutek 
objawów wtórnych, mianowicie przez miejscowy zanik substancyL 

Zastawki występujące jako fałdy podłużne, sterczące do wnętrza 
naczynia uważa autor za utwory pierwotne, filogenetycznie najstarsze, 
z których dopiero w dalszym rozwoju wytwarzają się właściwe, krótkie, 
woreczkowate zastawki ułożone w jednym lub licznych szeregach. W for^ 
mie pierwotnej istnieją fałdziste zastawki częściowo, lecz przez całe życie, 
u Fretopterui. U ryb kostnoszkieietowych tak fałdy podłużne, jakoteż i ilość 
zastawek ulegają znacznej redukcyi, stady a przejściowe spotykamy u -4j«»a 
(Ganoidei) i u BtUyrinta (Teleostii). 

W miejsce zredukowanego stożka rozwija się u ryb kostnych opu- 
szka tętnicy. Stożek należy do części komorowej serca, nawet u Teleostii , 
u których uległ on znacznej redukcyi; świadczy o tern obecność mięśni praż- 
kowatych w jego ścianach. Natomiast opuszka tętnicy stanowi tylko jej 
rozszerzenie i jest związana z komorą tylko cienkim pokładem tkanki 
łącznej i włókien sprężystych, które biorą początek w wewnętrznej jei 
warstwie {Tuniea inłima bulbi). Budowa opuszki jest u niektórych ryb, n. p. 
u ^węgorza, dość prostą, u innych ryb, n. p. u karpiowatych, więcej za- 
wiłą; w obu razach zawiera ona na obwodzie warstwę mięśni gładkich 
okrężnych, które, dążąc do środka, zmieniają kierunek i praechodzą w mię- 
śnie ułożone skośnie i podłużnie. Pojedyncze włókna lub leż wiązki wł6- 



15 



kien mięsnych oplata gruba warstwa włókien sprężystych; mięśnie więc 
nie Zączą się bezpośrednio ze sobą, lecz tylko zapomocą wtókiea sprę- 
żystych. Tak mięśnie jak i włókna sprężyste leżą w tkance łącznej, po- 
dobnej do galaretowatej ; ułożenie to widać bardzo wyraźnie zwłaszcza 
wśród fałdów na ścianach opuszki. U węgorza fałdy te są jednolite i wy- 
stępują promienisto ku przewodowi opuszki; u ryb karpiowatych są one 
w wielu miejscach wtórnie wyżłobione i zawierają szereg zatok. Przy, 
prawdopodobnie biernym, rozkurczu i wypełnieniu się opuszki krew za- 
trzymuje się w tych zatokach; powolny skurcz opuszki wypychają zwol* 
na ku dalszym częściom tętnicy skrzelowej. 

Czl T. Browicz przedstawia pracę p. S. Ciechanowskiego 

p. t.: jfSprawy wydzielnicze w komórkach pierwotnych grucżo- 

laków i raków gruczola.kowych wątroby.^ 

Punktem wyjścia pracy była chęć rozstrzygnięcia zagadnienia, czy 
zjawiska morfologiczne, stwierdzone w ostatnich czasach w komórce wą- 
trobnej, a świadczące o istnieniu śród kom orkowych dróg wydzielniczych 
i dowozowych, powtarzają się i w komórkach nowotworowych, pochodzą- 
cych od komórki wątrobnej, czy też zatracają się, kiedy i w jakim stopniu. 
W tym celu zbadał autor przypadki raków gruczolakowych i gruczolaków 
wątroby, Jakie spostrzegano w zakładzie anatomii patologicznej Uniwersy- 
tetu Jagiellońskiego w Krakowie w ostatnich latach sześciu i doszedł do 
następujących wniosków : 

1) W komórkach gruczolaków i raków gruczolakowych wątroby 
można wykazać takie same stany, jakie napotyka się w prawidłowej ko- 
mórce wątrobnej, a jakie są przejawem śródkomórkowego wydzielania 
żó2ci, w którem bierze czynny udział także jądro komórkowe, przerabia- 
jąc hemoglobinę ciałek krwi czerwonych, jako takie aż do wnętrza jąder 
się dostających, na barwiki żółciowe. 

2) Stany te utrzymują się, przynajmniej częściowo, jako właściwość 
komórki nowotworowej długi czas, pomimo tego, że komórka znacznie na- 
wet odbiegła od typu komórki macierzystej. 

3) Stany te mogą się utrzymywać jeszcze przez jakiś czas, cho- 
ciaż komórka nowotworowa ulegać poczyna wtórnym zmianom patologi- 
cznym, w szczególności zaburzeniom w podziale jądra, oraz zwyrodnie- 
niom protoplazmy. 

4) Morfologiczne wewnątrzkomórkowe zjawiska, wykryte przez Bro- 
wicza w komórce wątrobnej, należy .wobec tego uważać za jak najściślej 
związane ze sprawą wydzielania żółci, względnie z przeróbką hemoglobi- 
ny na barwiki żółciowe; zjawiska te zdają się być koniecznym warun- 
kiem tych spraw. 

5) Jak się zdaje, komórki nowotworowe, cofając się na niższy stopień 
swej organizacyi (ulegając »anaplazyi»), tracą zdolność wewnątrzkomór- 



16 



kowego wydzielania żółci nie od razu; w miarę stopniowej utraty tej zdol- 
ności wyzbywają się komórki nowotworowe najprawdopodobniej naprzód 
zdolności wydzielania barwików żółciowych. 

6) Być może, że i w obec rozwijających się wtórnych zmian 
patologicznych komórek nowotworowych (raków i gruczolaków wątroby), 
w szczególności w razach zwyrodnienia, rozpoczyna się utrata zdolności 
wydzielania żótci od utraty zdolności wydzielania barwików żółciowych. 

7) Pewną część inkluzyi protoplazmatycznych, achromatynowych, 
spotykanych w cytoplazmie komórek nowotworowych rozmaitego rodzaju, 
lecz przedewszystkiem nowotworów przyblonkowych, a może i pewną część 
inkluzyi protoplazmatycznych, śródjądrowych, należałoby, wbrew dotych- 
czas panującym zapatrywaniom, wykluczyć z klasy zmian degeneracyj- 
nych, a w każdym razie nie można ich wszystkich zaliczać bez zastrze- 
żeń do zmian takich. Jest bowiem możliwe, że niektóre z tych inkluzyi 
pochodzą ze zmienionych krwinek, które dostały się do wnętrza ko- 
mórki ; pewna zaś znowu część tych inkluzyi, jak to z wielkiem prawdo- 
podobieństwem przypuszczać należy, nie jest objawem zmian chorobo- 
wych cytoplazmy, lecz skutkiem, może szczątkowym, czynności wydziel- 
niczej, związanej z fizyo logiczne mi zadaniami komórki, ale spaczonej 
przez wtórne warunki patologiczne, w jakich się komórka znalazła. 

Sekretarz zawiadamia że dnia 26. czerwca b. r. odbyła 
się posiedzenie Komisyi antropologicznej pod przewo- 
dnictwem Dra Napoleona Cybulskiego. 

Na wstępie poświęcił Przewodniczący wspomnienie zmarłym człon- 
kom Komisyi ś. p. hr. Koziebrodzkiemu i dyr. Łuszczkiewiczowi. Pamięć 
ich uczcili obecni przez powstanie. 

Po odczytaniu i przyjęciu protokółu referował sekretarz Zawiliński 
o nadesłanych materyałach, a mianowicie: p. Ciechomskiej i p. St. Cerchy. 
W myśl referatu postanowiono zwrócić się do autorów o pewne zmiany. 
To samo uchwalono na podstawie referatu p. Udzieli, o materyałach 
p. Aleks. Saloniego. Materyały małoruskie z Pińszczyzny nadesłane przez 
pannę Juszkiewiczównę oddano w ręce prof. Baudoina de Courtenay, 
który się zajmie ich porównaniem, ewentualnie odda je osobie upatrzonej 
do opracowania. > Przysłowie białoruskie* p. Dubiejkowskiego wziął do 
opracowania prof. Rozwadowski. 

Na podstawie referatu piśmiennego Dra Buszka postanowiono dru- 
kować materyały antropologiczne Dra Rutkowskiego z Płońska. 

Następnie zajmowano się sprawami drukującego się tomu V. i spra- 
wami administracyjnemu 

Dr. Piekosiński narzekał na zaniedbanie pracy nad wykopaliskami 
i proponował ożywienie tego działu badań przez przybranie nowego członka. 



17 



następnie wyraził życzenie, aby w łonie Komisy i utworzono sekcyę osobną 
do badania języka jako materyatu do historyi kultury i dziejów. 

W końcu Przewodniczący pożpgnal serdecznie prof. Baudouina de 
Courtenay wyjeżdżającego nastały pobyt do Petersburga; prof. Baudouin 
przyrzekł i nadal l)rać udział w pracach Komisyi i wspierać ją swą radą. 

Dnia 9. lipca r. b. odbyło się w Akademii Umiejętności 
posiedzenie pierwsze, organizacyjne, Komisyi bibliografi- 
cznej Wydziału matemat. -przyrodniczego, ustano- 
wionej w celu wzięcia udziału w rozpoczyniającem się, od 1 
stycznia 1901-go roku. międzynarodowem przedsięwzięciu kata- 
logowania bieżącej literatury naukowej, matematyczno • przyro- 
dniczej wszystkich krajów cywilizowanych. 

Na posiedzeniu tern odczytano i zatwierdzono Regulamin, któ- 
rym komisya bibliograficzna w czynnościach kierować się będzie. Na- 
stępnie uchwalono: do komisyi należą wszyscy członkowie, czynni i ko- 
respondenci, miejscowi i zamiejscowi, Wydziału Matematyczno-Przyrodni- 
czego Akademii; na współpracowników zaś Komisyi z poza grona 
Akademii uchwalono zaprosić 25 osób. Dalsze wybory odroczono do jesieni. 

Przewodniczącym Komisyi obrano następnie Prof. Dra Wład. Na- 
tansona, Zastępcą Przewodniczącego — Prof Dra Kaz. Kostaneckiego, 
Sekretarzem Komisyi — Dra Tad. Estreichera. — Tak ukonstytuowanemu 
Prezydyum poruczono dalsze porozumiewanie się z Komitetem Międzyna- 
rodowego Katalogu naukowego w Londynie, oraz wypracowanie, na je- 
sienne zebranie Komisyi, zarysu zasad, według których wydawnictwo ka- 
talogu polskiego ma być prowadzone. 



■>-^i3tj>-^- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie, 1900. — Drukarnia Uniwersytetu Jan^lellońskieKO. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcyą Sekretarsa generalnego^ 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



SprawosdaniA s posiedzeń i czynnoici Akademii Umiejętności w Krakowie wyohodią 
B końcem kaidego miesiąca, z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w S^rakowle: 1 fl. 50 kr., — w Aastryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrfbia iwiąakn 
pocztowego 2 fl. rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starosy, po 26 kr 
Skład główny w księgarni SpółU Wydawniczej w Krakowie. 

Tom V. Październik 1900. Nr. 8. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Poned»&' 
nie Wydziału filologicznego dnia 22 Października: ApulejuBza powieści: 
Amor i Psyche. Tłomaczenie, rozbiór i objaśnienie przez M. Kawozyń- 
0kiego. — //. Posiedzenie Wydziału historyczno -filozoficznego dnia 16 
Października: Wyniki krytyki źródeł dotyczących kwestyi Św. Stanisława 
biskupa krakowskiego przez K. Krotoskiego. — Ul, Posiedzenie Wy^ 
działu matemaiyofsno-przyrodniczego dnia 8 Ptt&dzi&mika: Metoda kiysta- 
lizacyi ciał z ich rozczynów, zapobiegająca tworzeniu się skorupy na 
powierzchni cieczy przez A. Wróblewskiego. — a) O pewnem zaga- 
dnieniu z teoryi podobnego odwzorowania powierzchni ; b) O zachowaniu 
ruchu wirowego przez K. Żorawskiego. — O hemologach alizaryny, 
hystazaryny i chinizaryny przez S. Niementowskiega 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu sierpniu i wrześniu opuściły prasę następu- 
jące wydawnictwa Akademii: 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny, 
Serya Ii, tom XV, ogólnego zbioru tom trzydziesty. Cena 10 k. 



Treść: L. Sternbach: De Georgii Pisidae apud Teophanem 
aliosąue historicos religuiis (str. 1—107). L. Sternbach: De Pi- 
sidae fragmentis a Suida seryatis (str. 108—198). L. Sternbach: 
Observationes in Pisidae carmina historica (str. 199 — 296). L. 
Sternbbach. AnalecŁa Ayarica (str 297—365). 

W. Teisseyre. Atlas geologiczny Galicyi. Tekst do zeszytu 
ósmego (z dwiema tabi. i czterema rycinami) 8-o str. VII i XIII, 
329; mapy: Zaloźce, Tarnopol, Pod woZoczyska, Trembowla, Skalat 
i Grzymałów. Cena 10 k. 

Rocznik Akademii Umiejętności. Rok 1899/900. 8 o, str. 132. 
Cena 1 k. 20 h. 

Odbitki z Rozpraw: 

St. Bad en i: Stanisław Ciołek, biskup poznański. Szkic historyczny z XV 

wieku, 8-0, str. 104. Cena 2 k. 
Fr. Bujak: Kali mach i znajomość państwa tureckiego w Polsce około 

początku XVI w., 8-o, str. 23. Cena 60 h. 
O. Balzer: W sprawie sankcyi statutu mazowieckiego pierwszego z r. 

15.S2, 8-0, str. U. Cena 2 k. 
-A, Bochenek: O unerwieniu splotów naczyniowych mózgu żaby, 8-o, 

str. 5. Cena 30 h. 
A. Bochenek: Drogi nerwowe przedmóżdźa salamandry plamistej 

(z ośmioma rycinami w tekście), 8-o, str. 20. Cena 60 h. 
L. Bruner iSt. ToZIoczko. O szybkości tworzenia się estrów z chlorku 

benzoilowego i alkoholów tłuszczowych, 8-o, str. 19. Cena 5 h. 
J. Czubek: Wespazyan z Kochowa Kochowski, 8-o, str. 189. Cena 

2 k. 50 h. 
St. Niemczycki: O trzech normalnych butylotoluolach , 8-o , str. 6. 

Cena 20 h. 
Fr. Piekosiński: Al Bekri o Polakach, 8-0, str. 13. Cena 50 h. 
M. P. Rudzki: O kształcie fali sprężystej w pokładach ziemskich. IV, 

studyum z teoryi trzęsień ziemi, (z 1 ryciną w tekście), 8-o, str. 

15. Cena 30 h. 
Br. Znatowicz: Działanie kwasu azotowego na węglowodory aroma- 
tyczne w stanie pary, 8- o, str. Ł Cena 20 h. 



■>-<55-<- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



I. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 22 Października 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. M. Kawczyński przedstawia swoją pracę p. t: „Apu- 
lejusza powieść: Amor i Psyche, Tłofnaczenie ^ rozbiór i obja- 
śnienie^. 

Powieść o Amorze i Psyche nie jest długą, można tedy by2o dać do- 
kładne jej ttomaczenie, nie już streszczenie tylko, jak w rozprawie o Me- 
tamorfozach, a jako takie wierne tlomaczenie jest ono w piśmiennictwie 
polskiem pierwsze, bo parafrazę poetycką wykonano ^'uż w wieku XVII 
Autor uwydatnia, ie Apulejusz sam tę powiastkę nazywa babską baśnią: 
fabuła ani lis. Czyżby tedy istniała już oddawna i jakie byłoby jej 
znaczenie? Oto pytania, na które autor stara się odpowiedzieć. Wskazuje 
tedy, że Apulejusz używa tego wyrażenia na innem jeszcze miejscu, ale 
w znaczeniu »niedorzeczności€. Dalej wskazuje, że po skończonem opo- 
wiadaniu każe Lucyuszowi powiedzieć: żałowałem bardzo, że nie miałem 
pugilaresu, ani rylca, aby tak ładną powiastkę zapisać. Z czegoby wyni- 
kało, że nazwał ją babską baśnią żartobliwie i że powiastka ta przedtem 
nie była znaną. 

Jakie może być jej znaczenie? Apulejusz sam nigdzie go bliżej 
nie wyjaśnia j a żaden z autorów starożytnych o niej nie mówi, aż do 
Fulgencyusza, który ją pojmuje jako moralną allegoryą. Autor zwraca 
atoli uwagę na to, że przed Fulgencyuszem Martianus Capella naśladuje 
pomysł złączenia małżeństwem Amora z Psycha i wiąże w sposób po- 
dobny Merkurego z Philologią (De nuptiis Philologiae et Mer- 
curii). Z czego wynika, że ten autor afrykański uważał ów pomysł za 
należący do symboliki mitologicznej. Takie było tedy pojmowanie staro- 
żytnych tego utworu. 

Z nowszych pierwszy się zajmował nim Filip Buonaruotti (1716), 
wyrażając przekonanie, że przedmiot tej powieści pochodzi z misteryow 
Amora i Psychy w Thespiae W ślad za nim poszedł Thorlacius, Creuzer, 
Bottiger, Becker, C. O. Mtiller, a nawet Hildebrand, ale prawie każdy 
z nich inne misterya za źródło uważał. Zapatrywaniom tym koniec po- 
łożył O. Jahn (184?7) wykazując, że misteryow odnoszących się do Amora, 

1* 



albo do Psychy, a tem mniej do obu razem, nigdy nie byZo. Tenie uczony 
dal także początek poszukiwaniom na polu historyi sztuki, oraz literatury, 
aby zbadać, czy i od kiedy i w jaki sposób pojawiają się postaci Amora 
i Psychy w sztuce i poezyi. W ślad za nim poszedł CoUignon, Wolters 
i inni, i wykazali, ie duszę w najdawniejszych czasach całkiem inaczej 
przedstawiano, i że później dopiero otrzymała postad motyla, jeszcze 
później postad dziewczyny ze skrzydłami motyla, albo ze skrzydłami 
ptaka. U Apulejusza Psyche już wcale skrzydeł nie ma. Najdawniejszem 
wyobrażeniem Amora był kamień czerwony w Thespiae, a dopiero Pra- 
ziteles kamień ten swojeoi dziełem zastąpił, zaś Amor i Psyche razem 
pojawiają się dopiero później i to po Platonie. Stosunek zaś ich byt 
taki, że wzajemnie się dręczyli. Przed Apulejuszem nie ma ani śladu 
takiego stosunku, w jakim u niego te postaci występują, po nim zaś 
sceny, u niego przedstawione, pojawiają się w plastyce często. To też 
uczeni ci przyznają filozofii Platona wielki wpływ na sformowanie się 
tych postaci i ich do siebie stosunku. 

Niezależnie od nich, inni uczeni także już wskazywali na naukę Pla- 
tona, jako na źródło, z którego powieść o Amorze i Psysze wypływa. Piei^ 
wszym był znów F. Buonaruoti, który ubocznie Platona wymienił, za 
nim Manso, Hirt, Welcker i inni. 

Odmienne stanowisko zajął W. Grimm , za nim Friedl^oder i ich 
zwolennicy. Podług nich powieść ta jest aryjską i odwieczną. Pierwotnej 
jej postaci nie należy szukać u Apulejusza, lecz właśnie w baśniach. 
Zasadniczą jej myślą jest Erlosung durch Liebe aus dem Banne 
des Irdischen. Na tej drodze zaszedł Andrew Lang jeszcze dalej 
i twierdzi, że baśń ta jest ogólno-ludzką, podstawą jej zakaz małżeński, 
a celem, odstraszenie od złamania tego zakazu. Autor wykazuje słabe 
strony tych zapatrywań, ale sądzi, że pytania o stosunku powieści Apu- 
lejusza do baśni rozstrzygnąć nie można, dopóki się tych baśni nie po- 
zna. Zamierza je zebrać i przedstawić w pracy osobnej, sam zaś przy- 
łącza się tymczasem do platonistów. Sądzi, że jeżeli Apulejusza Meta- 
morfozy w zasadniczych ideach łączą się z nauką Platona, to można to 
samo przypuścić i o tej powieści. Przytacza dalej z nauk Platona ustępy, 
odnoszące się do Erosa i duszy (psyche), które, zdaniem jego, powieść 
objaśniają , a które równocześnie są uzmysłowione i usymbolizowane 
w powieści. Rozbiera następnie pytanie, czy. Apulejusz może uchodzić 
za jej autora i przytacza, coby za tem przypuszczeniem mówiło. Z po- 
wieści samej zdejmuje też znaczenie mitologiczne i uwydatnia, jak jest 
nową i znakomitą, ze stanowiska natury ludzkiej uważana. W końcu 
omawia szczegółowo motywy, w które powiastka ta jest niezwykle bogata. 



II. Wydział historyczno -filozoficzny. 



Posiedzenie dnia 15 Października 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Sekretarz przedstawia pracę p. K. Krotoskiego p. t. : „ Wir- 
niki krytyki źródeł dotyczących kwestyi sw. Stanisława biskupa 
krakowskiego^. 

Źródłami do kwestyi św. Stanisława są: 1) polskie roczniki, 2) 
kronika Galla, 8) katalog biskupów krakowskich, 4) kronika Kadłubka 
z XII wieku, 5) żywot mniejszy i większy z XIII wieku, 6) późniejsze 
kroniki polskie XIV wieku, 7) żywot św. Stanisława przez Długosza. 

1) Najdawniejsze prawie współczesne zapiski rocznikarskie, przecho- 
wane wprawdzie częścią w późniejszych rocznikach, częścią w kalenda*> 
rzu krakowskim, mówiąc o męczeństwie biskupa i translacyi jego zwłok, 
podają lakoniczną coprawda, ale stanowczą wiadomość, że już współ- 
cześni upatrywali w biskupie Stanisławie męczennika i świętego. 

2) Co do kroniki Galla to stwierdzamy co następuje: a) Jej autorem 
był Gall-Anonim, scholastyk poznański, a dzieło jego jako lojalny pod- 
ręcznik szkolny, nie jako dzieło ściśle historyczne traktowane być winno. 

b) Jako nauczyciel brał Gall prawdopodobnie udział w wychowaniu na- 
stępcy tronu i stał w bliskich stosunkach z ruskiem stronnictwem na 
dworze Krzywoustego, zwłaszcza z pozostałą rodziną Bolesława Śmiałego. 

c) Pomimo pozorów bezstronności widzimy w nim wszędzie panegiryzm 
w sądach, gdy chodzi o rodzinę książęcą, d) Dzieło Galla powstało 
w chwili zdobywania Wielkopolski przez Krzywoustego, w chwili, gdy 
tenże więził nawet sędziwego arcybiskupa za słuszne sprzyjanie Zbi- 
gniewowi. Dlatego też nosi na sobie ślady serwilistycznej lojalności 
episkopatu wielkopolskiego w poglądzie na zatarg biskupa krakowskiego 
z królem Bolesławem II. e) Wyrażenie traditor i traditio użyte w kronice 
Galla czternaście razy, tylko w 5 wypadkach ma znaczenie rzeczywistej 
zdrady na rzecz wrogów, w reszcie wypadków ma znaczenie przenie- 
wierstwa lub felonii. f) Taką felonię w oczach króla i dworskiego stron- 
nictwa niechybnie biskup popełnił, rzucając pierwszy w Polsce klątwę 
na swego władcę. Ale taką samą felonię popełnili w oczach regalistów 
XI i XII wieku i Grzegorz VII wobec; Henryka IV i Tomasz Becket wobec 
Henryka II. g) Opinia zatem Galla tylko jako jednostronny pogląd dwor- 
skiego stronnictwa na konflikt biskupa z królem ma wartość i jako taki 
w historyi użytą być może. 



6 



3) Co do trzeciego katalogu biskupów krakowskich, to pierwsza 
jego część pochodzi zdaniem wydawcy p. W. Kętrzyńskiego z r. 1185y 
tekst jednak dzisiejszy pochodzi z w. XV i jest interpolacyami z dziel 
późniejszych zeszpecony. Tekst pierwotny znajduje się prawdopodobnie 
w fragmencie w Yita major (MPH. IV str. 383) i zawiera lakoniczną 
wzmiankę o męczeństwie biskupa oraz dokładną datę tego męczeństwa. 

4) a) Kronika Mistrza Wincentego będąca również podręcznikiem 
szkolnym, nie ma zwłaszcza w pierwszych dwóch księgach ogółem bio- 
rąc pretensyi do dzieła historycznego. Pomimo, że pierwsze 2 księgi są 
oparte głównie na Gallu, mimo to znacbodzą się w nich wiadomości 
oryginalne i autentyczne. 

b) Co do panowania Bolesława Śmiałego, to pierwsza część jego 
u Kadłubka ks. U. 16, 18 wiersz 25, MPH. H 289-299, oraz koniec roz- 
działu 20, zawierający zarzuty królewskie czynione biskupowi, nie polega 
bezpośrednio, jak dotąd twierdzono na Gallu, lecz na panegiryku poety- 
cznym, sporządzonym na podstawie Galla na cześć króla Bolesława II. 
Ztąd też ważnera jest źródłem do opinii regalistów z XII w. o ostatnim 
królu polskim ; o ile dotyczy św. Stanisława jest bez wartości. 

c) Druga część panowania Bolesława Śmiałego, (koniec rozdziału 
18, od str. 294, w. 25 oraz rozdz. 20, do str. 297 w. 20, jest zupełnie 
niezawisłą od Galla i zawiera urzędowy opis kościoła krakowskiego 
o śmierci biskupa, przekazany najprawdopodobniej w nieznanej nam już 
kronice biskupa Mateusza, a zużytkowanej w kronice Kadłubka. 

d) Aczkolwiek opis ten zawiera trzy cuda, to mimo to nie traci 
on nic na wiarogodności, przeciwnie rzekome cuda te są wiernem echem 
wrażeń odniesionych tuż pod wpływem strasznego wypadku i są naj- 
lepszym dowodem świątobliwości biskupa w opinii współczesnych. 

e) Tradycya przechowana u Kadłubka z wyjątkiem dworskiego 
poglądu o przeniewiersŁwie biskupa zgadza się faktycznie z tradycya 
u Galla, zwłaszcza zaś zawarte u Kadłubka zarzuty przeciw biskupowi 
podnoszą wiarogodność jego tradycyi w przeciwieństwie do hagiografów 
zakonnych XIII wieku , którzy wszelkie echa nieprzyjazne biskupowi 
starannie przemilczają. 

5) Cały żywot biskupa męczennika podaje dopiero około połowy 
XIII wieku Vita minor st. Stanislai MPH. IV. 239—85, a ten sam żywot 
wraz z kanonizacyą i cudami Vita maior. MPH. IV. 319—438. 

a) Z wyjątkiem kilku drobnych szczegółów na tradycyi żywej lub 
kronikarskiej opartych reszta biografii św. Stanisława, w pierwszych dzie- 
sięciu rozdziałach Vitae minoris zawartej, jest idealnym wizerunkiem bi- 
skupa XIII w., skonstruowanym przez żywociarza i w dobrej wierze św. 
Stanisławowi przypisanym. 

b) W następnych 8 rozdziałach ^^11— 18) opisany cud wskrzeszenia 
Piotrowina jest pierwszą nam znaną redakcyą bajecznej legendy średnio- 



i 



wiecznej, ignorowanej zarówno przez Mistrza Wincentego, jak przez ko- 
misyę kanonizacyjną. 

c) Reszta żywotu traktująca od 19 — 35 ustępu o przodkach i przy- 
miotach Bolesława Śmiałego oraz o katastrofie biskupa jest skreśloną 
nie tylko na podstawie kroniki Mistrza Wincentego, lecz także na pod- 
stawie innych źródeł, a zwłaszcza nieznanej nam kroniici z XII w., z której 
prawdopodobnie także i Mistrz Wincenty czerpał swe wiadomości o św. 
Stanisławie. 

d) Żywot mniejszy pisany był nie około roku 1280. lecz najpra- 
wdopodobniej w r. 1248 z przyczyny podniesienia zwłok biskupa męczennika. 

e) Autorem żywota mniejszego jakoteż większego z r. 1260 była 
jedna i tasama osoba tj. Dominikanin Wincenty, który najprawdopodobniej 
iesŁ identyczny z Wincentym Kieleckim. 

6) Wszystkie zatem późniejsze źródła Łj. roczniki i kroniki z końca 
XIII i z XIV w. powtarzają tylko wiadomości zaczerpnięte z żywota mniej* 
szego lub większego, przedstawiając postaó króla Bolesława w świette 
coraz potworniejszem. 

7) Całą tę legendarną przędzę zużytkował Długosz we własnym 
żywocie św. Stanisława, o którym to żywocie da się stwierdzić, 

a) że po za faktami, zaczerpniętymi z źródeł XII i XIII w., prócz 
napisu grobowego, zdaniem naszem autentycznego, innych autentycznych 
wiadomości z Xl w. nie ma w nim ani jednej ; 

b) że wskutek zabarwienia polityczno-kościelnego jest ciekawym 
przyczynkiem do literatury i historyi XV w., dla czasów św. Stanisława 
nie ma wartości żadnej. 

c) Mimo to ten żywot Długoszowy po wiek XIX był jedynem 
prawie źródłem wiadomości o św. Stanisławie, które w ten sposób dostały 
się do liturgii kościelnej i wskutek tego uzyskały niejako aprobatę ko- 
ścioła polskiego. Z tem wszystkiem stwierdzić musimy, że kościół rzymski 
w XIII w., gdy sprawę św. Stanisława badał, nierównie krytyczniej wobec 
legend polskich się zachował. 



8 



III, Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 8 Października 1900 r. 



Przewodniczący: Prof. Dr. E. Godlewski. 

Czł. E. Godlewski referuje o pracy p. A. Wróblewskiego, 
p. t. „Metoda krystalizaeyi ciot z ich rozczi/nów, zapobiegająca 
tworzeniu się skorupy na powierzchni cieczy^. 

Zajęty badaniem ciał proteinowych, starał się autor od lat kilku 
wypracować metodę krystalizacyi tych ciał, któraby zapobiegła tworzeniu 
się skorupy krysztafów na powierzchni rozczynu. Skorupa taka tworzy 
się obficie przy stosowaniu metody HoffmeistraO i zawiera sporo 
zanieczyszczeń, pochodzących z odparowanego na powierzchni ługu po- 
krystalicznego. Śmiało rzec moina, śe tworzenie się podobnych skorup 
lub korzuszków stanowi istotną plagę chemików, stosiąjących metodę 
krystalizacyi do oczyszczania substancyi. Skorupy takie opadają przy 
lekkich wstrząśnieniach na dno naczynia i tworzą się na ich miejsce 
nowe. W ten sposób ilość zanieczyszczeń wzrasta. 

Aby wywołać krystalizacyę ciał proteinowych, koniecznem jest 
między innemi stopniowe zwiększanie stężenia ich rozczynu. Przy stoso- 
waniu metody Hoffmeistra, stężenie to odbywa się przez parowanie 
wody z powierzchni rozczynu. Zapobiedz tworzeniu się skorupy, a więc 
zapobiedz parowaniu z powierzchni cieczy, możnaby tylko zamykając 
naczynie od powierzchni i ułatwiając parowanie od spodu. 

Kierowany tą myślą autor, skonstruował przyrząd, który usiłował 
w ciągu ostatniego roku zastosować do krystalizacyi ciał proteinowych 
zawartych w preparatach diastazy, i chociaż nie zdołał dotychczas oczy- 
ścić diastazy zapomocą tej metody, to jednak sądzi, że metoda sama 
wydaje się być do innych celów przydatną, a i pod względem teorety- 
cznym w świetle jego doświadczeń o tyle interesującą, że się zdecydo- 
wał przedłożyć jej opis jako tymczasową wzmiankę. 

Zasada metody. Wiadomo, że woda oddzielona błoną perga- 
minową od powietrza, może parować przez pergamin. Wskazywano już 
nieraz na to, że podobne zjawiska grają ważną rolę w życiu roślin. Na 
tejże zasadzie polega metoda krystalizacyi podana przez autora. 

Jeżeli kiszkę pergaminową, zawierającą wodę, zawiesić w wolnej 
przestrzeni, to woda nie przecieka, kiszka nie przemaka, nie staje się 

*) Zeitschr. f. physiol Ch. U, 16 i 24. 



9 



wilgotną na powierzchni. Zdawałoby się więc, że wody w niej ubywać 
nie powinno. Dzieje się jednak inaczej. Jeżeli taką kiszkę zawiesimy 
w suchej atmosferze, to spostrzeżemy po pewnym przeciągu czasu, że 
wody w niej ubywa. Jeżeli końce tej kiszki są szczelnie zawiązane, tak 
aby tędy woda parować nie mogła, to oczywista, że parowanie odbywa 






':ś~===^^ 



rt^»«g»^arfg^g>^Qftfegfe 




Fig. 1. 



się przez błonę ^). Woda znajdująca się w kiszce pod ciśnieniem własnego 
ciężaru, poaiada tendencyę do przesiąkania, lecz powstrzymują ją siły 



^) Analogiczne chociaż nieco odmienne zjawisko zachodzi wrazie 
przechowywania wody w naczyniach z niepolewanej gliny lub porcelany. 



10 



wloskowatości i przyciągania. W danym przypadku nasiąka ona błonę 
i stykając się z suchem powietrzem paruje. W ten sposób woda w kiszce 
może zupełnie wyschnąć, nie wilżąc zewnętrznej strony pergaminu. Jeżeli 
zamiast czystej wody wlejemy do kiszki rozczynu jakiegoś ciała, to bę- 
dzie on się stawał coraz bardziej stężonym, aż wkońcu rozpus'3czone 
ciało się strąci lub zacznie się krystalizować. 

Budowa przyrządu. Przyrząd do krysŁalizacyi (ryc. 1) składa 
się z flaszki A^ na dno której nasypano porowatego chlorku wapniowego, 
i z rury B wszlifowanej szczelnie do otworu C, zatkniętej korkiem D. 
W otworze tego korka tkwi zgięta rurka B zawierająca nieco wody. 
Rura B obłożona na dolnym końcu papierem pergaminowym trzykroć 
obwiązanym szczelnie nitką. W ten sposób rura B tworzy zamknięte na 
czynie z dnem pergaminowem. Jeżeli do rury B tego przyrządu, złożo- 
nego tak, jak go figura przedstawia, wlejemy wody, to po niejakim czasie 
woda w nim wyschnie od dołu, jeżeli zaś wlejemy jakiegoś rozczynu, 
to stężenie tego rozczynu będzie stopniowo wzrastać. 

Próby krystalizacyi ciał mineralnych. Stosując rozczyn 
siarkanu amonowego najprzód daje się zauważyć tylko stężenie rozczynu, 
następnie jednoczesna krystalizacya tej soli w naczyniu B i tworzenie 
się kryształów na zewnętrznej stronie pergaminu, a czasem następuje to 
pierwej jeszcze, zanim krystalizacya w naczyniu się rozpocznie, lecz nigdy 
autor nie zauważył tego zjawiska wkrótce po wlaniu cieczy nasyconej. Siar- 
kan amonowy krystalizuje się w naczyniu B^ nie tworząc skorupy. Zewnątrz 
naczynia B tworzy on długie, do ździebeł cieni uch ny eh traw lub do naj- 
delikatniejszych pajęczych nici podobne, częstokroć członkowane kry- 
ształy, od błony ku chlorkowi wapniowemu dążące. Zjawisko to objaśnić 
można w ten sposób, że przez nasycenie rozczynu, a podczas szybkiego 
parowania wody zaczyna krystalizować się rozczyn napajający błonę, 
ciecz z wewnątrz naczynia przesiąka po tworzących się kryształkach ku 
zewnątrz i już z większą łatwością odbywa się parowanie i krystalizacya, 
przyczem kryształki rosną. Chlorek sodowy przedostaje się na zewnątrz 
w postaci delikatnego meszku, lecz w tym wypadku krystalizacya ze- 
wnętrzna odbywa się znacznie trudniej, niż przy stosowaniu siarkanu 
amonowego. Podobne objawy notował autor przy stosowaniu kilku in- 
nych soli. 

Próby krystalizacyi diastazy. Autor podał dawniej*) me- 
todę uwalniania diastazy od zanieczyszczającego ją arabanu zapomocą 
strącania cząsteczkowego siarkanem amonowym, przyczem najprzód 
strąca się ciało proteinowe, następnie zaś araban. Przypuszczając, ie 
diastaza zawarta w pierwszym osadzie jest zanieczyszczona ciałami 

Akad. Um^ Kwl^!rieó\T^^^ fermentów amylolytycznych. SprawoEdania, 



11 



barwikowemi, innemi enzymami, być może ianemi ciałami proteinowemi, 
autor chciał ją oczyścić zapomocą krystalizacyi , spodziewając się, że 
albo ona albo też jej zanieczyszczenia krystalizować będą. Przy powtó- 
rzeniu cząstkowego strącania surowego preparatu diastazy, autor stwier- 
dził w trzecim osadzie obecność węglowodanu niezanieczyszczoiiego cia- 
łami proteinowemi i nie działającego diastatycznie. Osad pierwszy skła- 
dał się głównie z ciała proteinowego i działał silnie diastatycznie, był 
jednak zanieczyszczony arabanem. Roztarty z małą ilością wody nie roz- 
puszczał się całkowicie. Po dodaniu do rozpuszczonej części % objętości 
stężonego rozczynu siarkanu amonowego wydzielił się osad, który po 
przemyciu zawierał w sobie tylko ślady substancyi redukującej rozczyn 
Feblinga po zagotowaniu z kwasem solnym. Nierozpuszczalna część osadu 
pierwszego nie zawierała w sobie arabanu i działała diastatycznie. Jest 
to prawdopodobnie diasŁaza, która pod wpływem długotrwałych macera- 
ciy utraciła zdolność rozpuszczania się. Autor zauważył już dawniej ^), 
że diastaza, która pod wpływem wyskoku utraciła zdolność rozpuszcza- 
nia się, działała jednakże na skrobię. 

Część osadu pierwszego została rozpuszczona w małej ilości wody, 
otrzymany rozczyn rozdzielony na kilka porcyj i każda z nich zmieszana 
ze stężonym rozczynem siarkanu amonowego, zastosowanym w coraz 
innych ilościach. Otrzymane w ten sposób mieszaniny pozostawiono 
w przyrządach krystalizacyjnych. Po pewnym przeciągu czasu pojawił 
się w jednem z naczyń B osad, a później i w innych, na zewnętrznej 
zaś stronie błony ukazały się włoski siarkanu amonowego. Skorupy na 
powierzchni cieczy się nie tworzyły. Osady były po większej części kła- 
kowate lub ziarniste. W jednym wypadku utworzył się osad złożony 
z brodawek, których promienista budowa wskazywała, iż to były zaczątki 
kryształów, jakie się zwykle podczas krystalizacyi ciał proteinowych 
tworzą. Cel więc został osiągnięty, lecz tym razem ani ług pokrystaliczny, 
ani też owe brodawkowate kryształy nie oddziaływały diastatycznie, nie 
można więc było skonstatować czy wykrystalizowała diastaza czy też 
jej zanieczyszczenia. Zapewne diastaza utraciła swe enzymotyczne własno- 
ści wskutek maceracyi trwających przez ^iąg paru miesięcy. 

Białko jaja kurzego krystalizowane i kilkakrotnie przekrystalizo- 
wane tą metodą utworzyło osady kryształów bardzo czystych. Na po- 
wierzchni cieczy skorupy wcale się nie tworzyły. 

Skoro dialyzujemy ciała proteinowe pogrążając dialyzator w wo- 
dzie, to po dłuższem dialyzowaniu tworzą one na zewnętrznej stronie 
pergaminu ślizką, cienką powłokę, widocznie przedostają się w małej 
ilości na zewnątrz, co jest zrozumiałe wobec tego, że one nie są cał- 



^) Ueber die chemische Beschaffenheit der DiastaHe etc. Zeitschr. 
mr physiol. Chemie. 24. Str. 207. 



12 



kowide pozbawione zdolności dialyzowania. Autor zaawaiyl, źe i w przy- 
rządzie do krystalizacyi po dłuższym przeciągu czasu, osobliwie gdy za- 
czynają się tworzyć na zewnątrz błony kryształki siarkanu amonowego, 
przedostają się tam też i nader małe ilości .ciała proteinowego, tworząc 
cieniucbną powłokę. 

Wnioski. Metoda krystalizacyi podana przez autora, służyć może 
do krystalizacyi ciał proteinowych, przyczem łatwiej otrzymać preparaty 
czyste, niż zapomocą metody Hoffmeistra. Zjawiska obserwowane 
przytem dają na tle rozważań teoretycznych pochop do studyów nad 
szczególnymi objawami osmozy. 

Członek Żorawski referuje o dwóch własnych pracach 
p. t: a) ^0 pewnetn zagadnieniu z teoryi podobnego odwzoro- 
wania powierzchni^. 

Praca ta zawiera rozwiązanie następującego zagadnienia. 

Niechaj będzie dana rodzina oo^ powierzchni w przestrzeni o trzech 
wymiarach. Chodzi o wyznaczenie takich nieskończenie małych prze- 
kształceń tej przestrzeni, które pozostawiają bez zmiany daną rodzinę 
powierzchni i liniowe elementy tej rodziny przekształcają w elementy 
proporcyonalne ze spólczynnikiem proporcyonalności, będącym funkcyą 
punlctu tej przestrzeni. 

Rachunki przeprowadzone są w spółrzędnych krzywolinijnych, 
z których jedna jest parametrem odróżniającym powierzchnie rodziny, 
a dwie inne są spółrzędnemi krzywolinijnemi na tych powierzchniach. 
Jako linie spólrzędne na powierzchniach wybrane są prawie we wszyst- 
kich przypadkach, które w zagadnieniu tem należało uwzględnić, linie 
minimalne, prócz przypadku powierzchni rozwijalnych na powierzchnie 
obrotowe, a nie będących zarazem powierzchniami o stałej mierze krzy- 
wizny, w którym lepiej nadawały się pewne linie geodezyjne i ich orto- 
gonalne trajektorye. Rozwiązanie zagadnienia w przypadkach, gdy to 
jest możliwe, zyskuje się zapomocą działań wymiernych lub co najwy- 
żej zapomocą kwadratur. 

b) „O zachowaniu ruchu wirowego^. 

W tym artykule podane są warunki, którym muszą czynić zadość 
prędkości składowe cząsteczek cieczy, poruszającej się ruchem wirowym, 
ażeby podczas tego ruchu linie wirowe przechodziły w linie wirowe. 
Gdy warunki te są spełnione, to wogóle natężenia wirów podczas rucbn 
nie pozostają bez zmiany, jak to ma miejsce dla ruchów cieczy dosko- 
nalej, nieściśliwej i poddanej siłom zewnętrznym, mającym potencyał, 
a zmieniają się z pewną prędkością, którą wyrazić można bardzo pro- 
stym wzorem. Prędkość ta w przypadku takiego ruchu ma tę własność, 
że pozostaje bez zmiany przy przemieszczeniach wzdłuż linii wirowych. 






18 



t j. zachowuje się przy tych przemieszczeniach tak sarno, jak natężenie 
wiru. 

Czł. S. Niementowski przedstawia pracę swoją • p. t.: 
„O homologach alizaryny^ hysłazaryny i chinizaryny^ , 

Autor opisuje w tej pracy nowe dwuoxy-pochodne 2-metylantra- 
cenu, otrzymane przez zagęszczenie bezwodnika a-metyi-o-f talowego, 
z pyrokatechiną lub hydrochinonem w obec zgęszczonego kwasu siarko- 
wego. W pierwszym przypadku (zagęszczania z pyrokatechiną) są teore- 
tycznie możliwe trzy różne metylantrachinondiole, a to 

OH OH 



\Aco/\/ \AcoA/\c 

OHv yv yGOv y\ /GHj 



H. 



OH 



/\/\c(>/\ 




dwie metylalizaryny i jedna metylhystazaryna. Z wytworów dziiUania 
otrzymał autor jednak tylko jedną pozornie zupeZnie jednolitą w 216® to- 
pniejącą metylalizarynę, obok methylhystazaryny topniejącej z rozkładem 
w granicach 320 do 340°. W drugim przypadku (zagęszczanie z hydro- 
chinonem) powstaje tylko jeden metylantrachinondiol we wszystkich wła- 
snościach zupeZnie podobny do chinizaryny i metylchinizaryny, topnie- 
jący w 175°, budowy 

OH 

\AcoA/ 

OH 

Dla tych trzech nowych metylantrachinondiolów podaje autor wy- 
czerpująco sposoby otrzmania i oczyszczania, znamiona fizyczne i chemi- 
czne, zwraca uwagę na własności barwikowe i widma chZonienia, poja- 
wiające się w rozczynach zgęszczonego kwasu siarkowego lub w cieczach 
alkalicznych; opisuje też otrzymane z nich przez gotowanie z bezwodni- 
kiem octowym i octanem sodowym pochodne dwuoctowe, a to: diacetyl- 
metylalizarynę jako oseZkowate igieZki o punkcie topienia się w 176°, 



14 



diacetylmetylbystazarynę igZy topniejące w 208® a diacetylmetylchiniza- 
rynę jako skośnie ścięte płytki, topniejące w 204® C. 

Przynależność nowych metylantrachinondiolów do szeregu 2-me- 
tylantracenu stwierdził autor przez przedestylowanie metylhystazaryny 
z po nad rozżarzonego pyłu cynkowego, przez co otrzymał powyższy 
węglowodór. 



<&-<- 



Nakładem Akademii Umiejętności. 



w Krakowie , 1900. — Drukarnia Uniwersytetu JagieilońikieKO. 



SPRAWOZDANIA 

Z CZYNNOŚCI I POSIEDZEŃ 
AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI 

w KRAKOWIE 

wydawane 

pod redakcy^ Sekretarza generalnego 

STANISŁAWA SMOLKI 

ze współudziałem Sekretarzy Wydziałów. 



Sprawosd&nia z posiedzeń i csynności Akademii Umiejętności w Krakowie wychodzą 
E końcem każdego miesiąca , z wyjątkiem Sierpnia i Września. Prenumerata wynosi 
w Elrakowie: 1 fl. 50 kr., — w Austryi 1 fl. 80 kr., — za granicą w obrębie swiązku 
pocztowego 2 fl« rocznie. Numer pojedynczy sprzedaje się, o ile zapas starczy, po 85 kr 
Skład główny w księgarat Spółki WjdawaiczeJ w Krakowie. 



Tom V. Listopad 1900. Nr. 9. 

Treść: Bibliografia. — Sprawozdania z posiedzeń: /. Posiedzenie 
Wydziału filologicznego dnia 12 i 27 Listopada: Amor i Psyche w ba- 
śniach: Część pierwsza: Baśni odnoszące się do powieści o Amorze 
i Psysze. Część druga: Teorye o tworzeniu się baśni przez M. Kaw- 
czyńskiego. — Badania historyczne i etnologiczne nad rozsiedleniem 
plemion polskich przez K. Po tka u s kiego. — //. Posiedzenie Wydziału 
historyczno -filozoficznego dnia 19 Listopada: Najdawniejsze dzieje kla- 
sztoru Cystersów w Szczyrzycu (12H8— 1882) przez Stanisława Za- 
krzewskiego. — Sądy ziemskie i grodzkie w wiekach średnich. I Wo- 
jewództwo krakowskie. (1374—1501) przez St. Kutrzebę. — UJ. Po- 
siedzenie Wydziału matematyczno - przyrodniczego dnia 12 Listopada : 
Studyum nad izatyną przez L. Marchlewskiego i J. Buraczew- 
8 kie go. — Czy kanaliki żółciowe międzykomórkowe mają własne 
ścianki? przez T. Browicza. — O pewnych zmianach długości linio- 
wych elementów podczas ruchu ciągłego układu materyalnych punktów. 
Część pierwsza przezK. Żorawskiego. — Posiedzenie Komisyi antro- 
pologicznej z dnia 80 października- 1900. 



BIBLIOGRAFIA. 



W miesiącu listopadzie opuściły prasę następujące wy- 
dawnictwa Akademii: 

Rozprawy Akademii Umiejętności. WydziaZ filologiczny. 
Serya II, tom XVI, ogólnego zbioru tom trzydziesty pierwszy. 
Cena 10 k. 



Treść: J. Tretiak: Miedziany Jeździec Puszkina. SŁudyum po- 
lemiczne (str. 1 — 80). M. Kawczyński: O pismach oratorskich 
i filozoficznych Apulejusza PlaŁończyka z Madaury (str. 81—164). 
M. Kawczyński: Apulej usza » Metamorfozy c czyli powieść o zło- 
tym ośle (str. 165 — 274). A. BrUckner: Język Wacława Potoc- 
kiego. Przyczynek do historyi języka polskiego (str. 275 — 421). 

Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział historyczno- 
filozoficzny. Sery a II, tom XIV, ogólnego zbioru tom trzy- 
dziesty dziewiąty. Cena 10 k. 

Treść: A. Prochaska: Uwagi krytyczne o klęsce Warneńskiej 
(str. 1—60). F. Piekosiński: Statut litewski. Część I. (str. 61- 
130). A. Prochaska: O dacie ugody Małopolskiej duchowieństwa 
ze szlachtą za biskupa Zbigniewa Oleśnickiego (str. 131 — 150). 
K. Potkański: Sprawa restytucyi. (Rok 1374 i 1381) (str, 151- 
170). F. Piekosiński: Wiece, sejmiki, sejmy i przywileje ziem- 
skie w Polsce wieków średnich (str. 171—251). K. Potkański: 
Daty Zjazdów Koszyckich (137B, 1874 i 18779 r.) (str. 252—282). 
F. Piekosiński: Al Bekri o Polakach (str. 2^8-295). S. H. Ra- 
de ni: Stanisław Cio2ek, biskup poznański. Szkic historyczny z XV 
wieku (str. 296—399). 

Archiwum Komisyi prawniczej. Tom VII, 8-o, str. LXX i 568. 

Treść: Statut litewski drugiej Redakcyi (1566), wydał F. Pieko- 
siński. Cena 10 k. 

Biblioteka Pisarzów polskich tom XXXVIII. Bartosza Paprockiego 
dwie broszury polityczne, z lat 1587 i 1588 wydał J. Czubek, 
8-0, str. 125. Cena 1 k. 20 h. 

Odbitki z Rozpraw: 

A. BrUckner: Język Wacława Potockiego. Przyczynek do historyi ję- 
zyka polskiego, 8-0, str. 157.. Cena 2 k. 

T. Browicz: Pochłanianie krwinek czerwonych przez komórkę wątro- 
bną i mogące stąd powstać obrazy w tej komórce, 8-0, str. 5, 
(z jedną tablicą). Cena 30 hal. 

— Drogi odżywcze w komórce wątrobnej, 8-o, str. 14 Cena 40 h. 
W. Heinrich: O stałości wrażenia zaledwie spostrzegalnego przy uży- 
ciu tonów czystych, 8-o, str. 8. Cena 30 h. 

— Krytyczny przegląd dotychczasowych badań nad wrażeniami bar- 
wnemi. Studyum z dziedziny teoryi poznania, 8-o, str. 40. Cena 
60 hal. 

L. Bruner: Uwagi dynamiczne nad bromowaniem benzolu, 8-o, str. 9. 

Cena 30 h. 
L. Marchlewski i C. A. Schunck: Otrzymanie chlorofilu w stanie 

czystym, widmo chlorofilu i barwika zielonego, towarzyszącego 

mu w liściach 8-o, str. 13. Cena 30 h. 



J. P. Mazurek. Działanie kwasu azotawego na fenilo-etylamin, 8*o, 

str. 9. Cena 30 h. 
S. Opolski: Przyczynek do znajomości elektroujemnej natury rodników 

organicznych, 8-0, str. 8. Cena 20 h. 
J. Piepes-Poratyński: O polimery żacy i p, tolunitrylu, 8-0, str. 10. 

Cena 20 h. 



-<{»-- 



SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEŃ. 



1. Wydział filologiczny. 



Posiedzenie dnia 12 Listopada 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

Czł. M. Kawezyński przedstawia swoją pracę p. t.: „Amor 
i Psyche w baśniach: Część pierwsza: Baśni odnoszące się do 
powieści o Amorze i Psysze^. 

Rozbierając w poprzedniej rozprawie zapatrywania W. Grimma 
i Friedlandera o stosunku powiastki Apulejusz* o Amorze i Psysze do 
baśni jej pokrewnych, powiedział autor, ze sprawy tej rozstrzygnąć się 
nie da, dopóki się tych baśni nie pozna. Tutaj podaje tedy zebrany przez 
siebie materyal, omawiając każdą baśń osobno. Najstarszą znalazł u Stra- 
parolli, ale o formie nadzwyczaj nieudolnej. Oprócz tej baśni atoli, która 
się najwyraźniej odnosi do Amora i Psychy, ma Straparolla jeszcze kilka 
innych, które wypadało także omówić, aby rozpoznać ich charakter, 
a ile możności także i źródła. Okazało się przy tem, że Straparolla zna 
juź baśni arabskie, co jest okolicznością uwagi godną. Następnie prze- 
chodzi do Bonawentury Desperiers (1558) i znajduje u niego baśń jedne 
iylko w postaci nieudolnej i wypaczonej. W Pentameronie kawalera Basile 
(1637) jest juź dwanaście. Powstały one w ten sposób, że w każdej 
z nich inny motyw łacińskiej powieści został użyty jako podstawa osob- 
nego opowiadania, wiadomo zaś, że powieść ta w motywy bardzo jest 
bogatą. Niektóre jednak motywy użyte są w baśniach neapolitańskich 
kilka razy z pewnemi odmianami Roku 1697 ukazuje się zbiór Perrault*a, 
w którym odnajduje się sześć z baśni w Pentameronie już sformowa- 
nych, żadna z nich atoli nie odnosi się do Amora i Psyche, chociaż nie- 
jLtóre zawierają motywy znane z tej powieści. Zjawisko to autor stara się 

1* 



4 



wytZomaczyć. Zbiór Grimmów (1812) zawiera wszystkie prawie baśni 
z Perraulfa, z Pentameronu trzydzieści, pomiędzy niemi kilka, które 
się ubocznie do Amora i Psychy odnoszą. NajgZówniejszą z nich jest 
baśń pod tytułem: der singende, springende Loewenecker- 
chen, którą autor bliżej rozbiera, omawiając w końcu z Mus§.usa: 
Yoiksmarchen der Deutscben: die Biicher der Chronika der drei 
Schwestern, zgodną w treści z baśnią neapolitańską Li tre rri ane- 
male. Dodać wypada, że z baśni StraparoUi zbiór Grimmów także pra> 
wie wszystkie zawiera. Ze zbioru serbskiego Wuka Kara dziczą przytacza 
autor i omawia trzy, z Bajarza polskiego jedne, z greckich baśni B. 
Schmidta trzy, zwracając uwagę na to, że w nich wymieniony jest Eros 
i matka jego. Z Indyj przytacza jedne (1833), z Tysiąca i jednej nocy 
cztery. Rozbiera dalej świadectwa, jakie bracia Grimm zebrali celem 
poświadczenia istnienia baśni w ciągu wieków ubiegłych, a na podstawie 
tego rozbioru , oraz poprzednio przytoczonych przykładów, dochodzi do 
wniosku, że nic nie stwierdza istnienia dzisiejszych baśni w ciągu wie- 
ków średnich. Już wtedy niezawodnie, jak i zawsze, stare kobiety opo- 
wiadały różne powiastki, te jednakże, sądząc po świadectwach, były 
odmienne. AH)o inaczej: byd może, że niektóre motywy dzisiejszych 
baśni były już w obiegu w owych czasach, a niektóre z nich są z pe- 
wnością bardzo stare, ale wszysticie jeszcze były nierozwinięte i w od- 
miennem nieraz połączeniu. Przedstawia dalej, że był w Europie okres 
zbierania, rozwijania, oraz tworzenia baśni, podobny do innych okresów 
literackich, a nastąpił on po wyczerpaniu się facecyj i podobnych do 
nich nowel. Okres ten zaczął się słabo w wieku szesnastym, rozwinął 
się świetnie, ale lokalnie, w wieku siedmnastym, rozszerzył się na całą 
prawie Europę w ośmnastym i dziewiętnastym, a inwentaryzacya i zbie- 
ranie dzisiaj się jeszcze nie skończyło. 



Nadzwyczajne posiedzenie dnia 27 Listopada 1900 r. 

Przewodniczący: Dyrektor K. Morawski. 

K. Fotkański przedstawia swoją pracę p. t.: ^Badania 
historyczne i etnologiczne nad rozsiedleniem plemion polskich''. 

Autor podaje wiadomość o poszukiwaniach, które prowadzi nad 
rozsiedleniem różnych plemion polskich. Z tych poszukiwań wynika między 
mnemi, ze Kujawy, sięgały dalej na południe i na zachód niż to poka- 

pn e sta^rsie hr ''' ^"'"^'^'' ' ^"'""^^^ ^^^^^^- g-^^nieńskiej. Nastę- 
pnie stara się blizej oznaczyd siedziby Łęczyców, którzy zajmowali i częL 



średniego biegu Pilicy po obu jej brzegach, a wreszcie stara się oznaczyć 
dawne granice ziemi krakowskiej, wiślickiej i sandomierskiej tak na za- 
sadzie podziałów politycznych kościelnych jak i etnologicznycb. To ze- 
stawienie doprowadza go do wniosku, źe ziemia wiślicka bliższą ijest 
etnograficznie krakowskiej niż sandomierskiej dzielnicy, mimo to że do 
tej ostatniej należała. 

Czł. M. Kawczyński przedstawia swoją pracę p. t.: j^Arnar 
i Psyche w baśniach. Cześć druga: Teorye o tworzeniu się baśni^. 

W drugiej części przedstawia i omawia autor wszystkie dotąd wy- 
tworzone teorye o pochodzeniu baśni, a więc aryjską teoryę braci Grimm, 
mitologiczną Maksa Mullera, indyanistyczną (że się tak powie) Benfeya, 
etnologiczną A. Langa, agnostyczną Bediera, uwydatniając zasługi każdej 
z nich, ale i słabe strony. W końcu przeciwstawia im teoryę odmienną, 
którą historyczną nazywa, a którą ze wszystkich poprzednio przedsta- 
wionych faktów i rozbiorów wysnuwa, starając się ją oprzeć na naturze 
umysłu ludzkiego. 



U. Wy<lzin} historyczno -tilozoHczny. 



Posiedzenie dnia 19 Listopada 1900 r. 



Przewodniczący: Dyrektor Fr. Zoll. 

Sekretarz przedstawia pracę p. St. Kutrzeby p. t.: j^Sady 
ziemskie i grodzkie w wiekach średnich. 1, Województwo kra^ 
kowskie, (1374—1501)''. 

Przedmiotem pracy jest organizacya sądów zwyczajnych, tj. ziem- 
skich i grodzkich krakowskiego województwa, z wyłączeniem wszystkich 
sadów specyalnych. Oparta zaś jest przedewszystkiem na zbadaniu ksiąg 
sądowych (Starodawne prawa polskiego pomniki t. II i VIII, i księgi ory- 
ginalnej w archiwum krajowem w Krakowie). 

I. Sądy ziemskie. 

A) Roczki. Jednostkę organizacyi sądowej w Polsce stanowi wo- 
jewództwo. Województwo krakowskie podzielone jest w celu wymiaru 
sądownictwa na sześć powiatów: krakowski, proszowski, ksiąski, lelow- 
ski, czchowski i biecki. Powiat lelowski pojawia się dopiero później; 



6 



możliwe, ii został wyodrębniony dopiero w latach 1390—1394. W końcu 
XIV i początkach XV stulecia mają niektóre powiaty, mianowicie ksiąski, 
a później i lelowski, po dwa miejsca, w których odbywają się roczki: 
w powiecie ksiąskim w Książu i Wtodzistawiu, lub. w Książu i Żarnowcu 
(przed r. 1394), w Lelowskim w Lelowie i Żarnowcu (powiat żarno- 
wiecki został w latach 1390—1394 wcielony do lelowskiego). Sądy 
abierają się w tych miejscowościach nie naprzemian, lecz przez czas 
pewien (kilka miesięcy) w jednem miasteczku, a następnie przonoszą się 
na dłuższy czas do drugiego. Znika to zresztą w pierwszych latach XV 
w. i odtąd sądy odprawiają się tylko w mieście, od którego powiat nosi 
swoją nazwę. 

Zmiany w podziale na powiaty wprowadza dopiero rok 1465. 
Uchwała zjazdu nowokorczyńskiego z tegoż roku łączy wszystkie powiaty 
w jeden sąd, którego siedzibą jest Kraków. Takie wspólne roczki odbyły 
się raz jeden tylko. Dziwny ten pomysł nie mógł się utrzymać. Już też 
wiec krakowski z maja 1466 r., inne wprowadza reformy, tworząc z sze- 
ściu powiatów krakowskiego województwa nowe trzy: krakowski, po- 
wstały z połączenia krakowskiego i proszowskiego, żarnowiecki w miejsce 
ksiąskiego i lelowskiego, wreszcie wojnicki, obejmujący dawne powiaty: 
czchowski i biecki. I ta zmiana utrzymuje się tylko przez lat kilka ; kra- 
kowski powiat rozpadł się na dwa w trzy lata później (w r. 1469), biecki 
i czchowski wyłaniają się na nowo w r. 1477 wskutek zarządzenia kró- 
lewskiego. W tym także roku powracają stosunki normalne w powiatach: 
ksiąskim i lelowskim, w których już w r. 1469 zaprowadzono pewne 
modyfikacye w unifikacyi, dokonanej przez wiec z r. 1466. Odtąd utrzy- 
mują się już bez zmiany stosunki poprzednio skreślone. 

Na posiedzenia roczków nie ma specyalnych sal. Sąd zasiada 
w klasztorach, nawet w domach prywatnych osób. które pod kara obo- 
wiązane są do odstąpienia na ten cel swoich mieszkań. 

Roczki odprawiają się początkowo w każdym powiecie co dwa 
tygodnie i to w pewne stałe dni, w cztejech powiatach zachodnich (kra- 
kowski, proszowski, ksiąski, lelowski) tak. iż ze sobą nigdy nie kolidują, 
następując jedne po drugich. W dwóch wschodnich powiatach (czchowski 
i biecki) terminy są ustanawiane zupełnie niezależnie od poprzednich, 
z którymi też często na tesame dni przypadają. Statut warcki z r. 1423 
przepisuje odbywanie roczków co miesiąc. Reformę przeprowadzają sądy 
dopiero w r. 1426; nie wpływa to jednak wcale na uregulowanie sto- 
sunku terminów bieckich i czchowskich do reszty sądów. Dalej idzie 
przywilej nieszawski, który przyjmuje pod tym względem artykuł petytów 
opockich, by roczki przypadały tylko cztery razy na rok, na suchedni. 
Zarządzenie to, choć będące ustępstwem dla szlachty, nie zostaje prze- 
prowadzone, mimo iż szlachta, upominając się o jege wykonanie, po 
dwakroć rozbija sądy. Co więcej, statut piotrkowski z r. 1469, wyraźnie 



cofa powyższy artykuł, zastrzegając uregulowanie kwestyi uchwałom 
zjazdów dzielnicowych. Dopiero też sejmik korczyński z r. 1465 załatwia 
ostatecznie tę sprawę i przywraca przepis nieszawski. Terminy zostają 
dokładnie uregulowane. Roczki odprawiają się odtąd najprzód w Kra- 
kowie (w poniedziałki po trzech królach, po niedzieli reminiscere, po 
niedzieli św. Trójcy i po św. Michale) a potem w innych powiatach 
w stałym porządku, tak iż w ciągu miesiąca obchodzą wszystkie sądy. 

Niezawsze odbywają się roczki regularnie. Nieraz ulngają zawie- 
szeniu na wyraźny rozkaz króla lub wojewody. W lipcu i sierpniu zwy- 
kle przez czas dłuższy nie ma ich ze względu na żniwa. Nadzwyczajne za- 
wieszania roczków, których niekiedy brak i przez rok cały, powoduje: wojna 
lub zaraza, raz zła moneta. Poszczególne kadencye upadają z powodu 
rozbicia, niezebrania się sądu lub mocyi którego z sędziów. Ostatni wy- 
padek pojawia się dopiero w drugiej polowie XV w. Prawnemu temu 
nadużyciu kres położył wspomniany już statut korczyński z roku 1465. 
Roczki sądzą się zrana i popołudniu. 

Jako normalny skład sądu na roczkach podaje się z reguły, iż na 
nich zasiada sędzia, podsędek i assessorowie. Zapatrywanie to błędne. 
Prócz sędziego i podsędka biorą udział w sądach komornicy, camerarii, 
na których w przeważnej mierze, a w powiatach wschodnich prawie wy- 
łącznie, spoczywa obowiązek wymiaru sprawiedliwości, choć wyroki wy- 
chodzą rzeczywiście wszędzie, bez wyjątku, w imieniu sędziego i podsędka, 
i z ich pieczęciami. Skład sądów tworzy się tak z sędziego i podsędka, 
jak i z komorników. Jest tych ostatnich! sześciu: dwóch krakowskich 
dla powiatów : krakowskiego , proszowskiego i (zdaje się) ksiąskiego, 
dwóch lelowskich dla Lelowa, dwóch dla Biecza i Czchowa, zwanych 
wojnickiemi w czasie połączenia tych ostatnich powiatów w wojnicki. 
Z dwóch komorników jest jeden komornikiem sędziego ^camerarius iu- 
dicis), dragi komornikiem podsędka (camerarius subiudicis). Skład sądów 
jest bardzo różny: to siedzą pro tribunali sędzia i podsędek, to sami ko- 
mornicy, lub jedni obok drugich. Kierują tern jednak ścisłe reguły. Ko- 
mornicy, zasiadający wobec sędziów, nie mają żadnego znaczenia, tj. ko- 
mornik sędziego wobec sędziego, komornik podsędka wobec podsędka. 
By sąd mógł ważnie urzędować, musi być w nim preprezentowany sędzia 
i podsędek, bądź to, iż sami zasiadają, bądź przez swoich zastępców, tj. 
komorników. Skład więc ważny sądu może być trojaki: 1) sędzia i pod- 
sędek, 2) sędzia i komornik podsędka, 3} podsędek i komornik sędziegu. 
Oczywiście nie stoi na przeszkodzie, by osób było więcej, tj. : sędzia i pod- 
sędek, lub jeden z nich, z obu komornikami. Za to sąd nie jest w kom- 
plecie, jeśli zasiada tylko sędzia i jego komornik, lub podsędek i je^o 
komornik. Mogą wtedy co najwyżej naznaczać nowe terminy. 

Sędzia i podsędek wchodzą w skład urzędników ziemskich, i są 
już od XIV w. mianowani dożywotnio. Możliwą jest rozygnacya z urzę'lu. 



8 



Nadaje ten urząd król, lecz już w początkach XV stulecia bierze udział 
szlachta w dezygnowaniu osoby. Musi to być szlachcic, osiadły w woje- 
wództwie. Nie może jedna osoba lączyd godności sędziego i starosty w tej 
samej zieuii. Wprawdzie liczą się do urzędników ziemskich, lecz wybi- 
tnomi osobistościami wcale nie sa. Żaden z nich nie dochodzi nawet 
do podkomorsŁwa. Karyerę swoją zwykle kończą na tym urzędzie. W czasie 
wakansu sądu dwa razy zdarza się, iż na czas jego obejmuje urząd 
sędziego kasztelan krakowski. 

Komornicy są zastępcami sędziów. Jako tacy mają całą władzę, 
która przysłużą ich mocodawcom. Dopiero pod koniec XV w. powstaje 
przeciw temu opozycya. Wobec swoich mocodawców są zupełnie zależni, 
muszą się stosować bezwzględnie do ich poleceń i rozkazów. Są to raczej 
ich urzędnicy prywatni, którzy wogóle zresztą mają nadzwyczaj małe 
znaczenie, i do urzędów cokolwiek wyższych nigdy nie dochodzą. Naj- 
jaskrawiej stosunek ich do sądów uwydatnia się w mocyi. Ruszenie ko- 
mornika idzie do sędziego lub podsędka, zależnie od tego, o którego ko- 
mornika chodzi. Każdy z nich oczyszcza się tylko wobec swego mocodawcy; 
zujiełnem oczyszczeniem jest już, jeśli udowodni, że działał według jego 
rozkazu. Nio ulega też, sądzę, żadnej wątpliwości, że obsada komorników 
zależy wyłącznie od ich przełożonych; sędzia mianuje jednego, podsędek 
drugiego, i to zupełnie dowolnie. Zdaje się też, że zupełnie dowolnie 
mogą im ich władzę odebrać. Komornicy muszą być również szlachtą. 

Obok sędziego i podsędka, względnie komorników, zasiadają na 
roczkach assessorowie. Są to dostojnicy lub zwykła szlachta. Biorą udział 
jedynie w rozstrzyganiu kwestyj spornych. Zwykle wśród assessorów te 
same mniej więcej spotyka się osoby. Jest ich stale sześciu. Znaczenie 
assessorów zależy od ich stanowiska. Obrady toczyły się w ten sposób, 
iż jeden z zasiadających w sądzie wyrok proponował, a inni się na to 
zgadzali, albo też, że wprost jednemu sprawę polecano rozstrzygnąć. Gło- 
sowanie nie jest znane. W razie niezgodności zdania, udaje się sąd po po- 
radę do sędziego i podsędka, jeśli siedzą komornicy, względnie do wiecu, 
zjazdu dzielnicowego lub króla. Jest to t. zw. interrogatio. 

Wreszcie w roczkach biorą udział pisarze (notarii). Naczelny pi- 
sarz jeden na całe województwo nosi nazwę generalnego (notarius terre 
Cracoviensis generalis) i jest mianowany przez króla, może również przy 
współudziale szlachty. Obok tego fungują: zastępca pisarza (yicenotarius 
notarii), przez tegoż mianowany, pisarz sędziego (notarius iudicis), za- 
leżny widać od sędziego: na powiatach są notaryusze : lelowski i czcho- 
wsko-biecki. Wicenotaryusz i pisarz sędziego pojawiają się w początkach 
XV w. Co do rozdziału prac, zdaje się, iż pisarz generalny miał tylko 
ogólny nadzór. Księgi prowadzi pisarz sędziego, akta pisze wicenotaryusz. 
W Lelowie, Czchowie i Bieczu niema tego rodzaju podziału pracy. Księgi 
przechowały się do nas w znacznej mierze od r. 1374. Statuty warecki 



i nieszawski nakazywały staranne ich przechowywanie pod 8 kluczami, 
które tez w praktyce było w użyciu. Początkowo księgi prowadzą dwo- 
jakim sposobem; albo z uwzględnieniem tylko chronologii (dla trzech 
pierwszych powiatów), albo dla każdego z sądu z osobna. Systemy te 
naprzemian wchodzą w zastosowanie w trzech pierwszych powiatach. 
W trzech innych tylko system drugi był w użyciu. W jedne księgi wpi- 
sują zarówno sprawy załatwiane na roczkach, jak na wiecach i in curia. 
Dopiero od r. 1425 wyodrębniają się księgi wiecowe, od r. 1486 księgi 
sądów in curia. Wreszcie koło r. 1470 zaczynają się księgi dzielić na 
księgi spraw spornych i niespornych. Podział to jednak jeszcze niezbyt 
ścisły. Obok ksiąg wydają notaryusze akta, i to albo uroczyste wyroki 
na pergaminie z wiszącemi pieczęciami, albo pozwy i listy w wewnętrznej 
administracyi na papierze z wyciśniętą pieczęcią. Więcej naukowy cha- 
rakter ma praca notaryuszy nad przepisywaniem i przerabianiem statu- 
tów, zwłaszcza K. W. i układaniem formularzy. 

B) Podkomorzy. Uzupełnia roczki podkomorzy, jako sędzia grani- 
czny. W tej funkcyi występuje on dopiero w drugiej polowie XIV w. 
Cecha tego sądu jest, że nie ma ani stałego miejsca urzędowania (in 
campo), ani stałych terminów. On oznacza granice, sypiąc kopce. Żadnych 
kwestyi spornych, nawet granicznych, rozstrzygać nie może. Czynności 
nie załatwia sam, lecz zastępuje go komornik (camerarius subcamerarii) 
przez niego mianowany, który sypie kopce w obecności 6 świadków. 
W razie sporów o granice między dobrami króla i szlachty, w myśl sta- 
tutów nieszawskich , rozstrzyga spory specyalna komisya, ale sypanie 
kopców przecież należy do podkomorzego. 

C) Wiece. W województwie krakowskiem odbywają się wiece tylko 
w Krakowie, dla wszystkich sześciu powiatów. Spotykamy je dopiero 
od r. 1862. Początkowo odprawiają się trzy razy na rok, w stałych ter- 
minach (8 lutegu, 9 maja, ^^0 września), i trwają dni kilka. Wiece jednak 
dość często nie dochodzą, tem częściej, im głębiej w wiek XV. W la- 
tach 1425—1454 odbyło się ich, o ile wiemy, tylko 24. Cyfry są już dość 
pewne. Napróżno stara się niedochodzeniu wieców zapobiedz statut piotr- 
kowski z r. 1447. Statut nieszawski wprowadza radykalną zmianę, zmniej- 
szając ilość wieców, do jednego na rok, w lutym. Wszedł on o tyle 
w życie, iż odtąd rzeczywiście nigdy w ciągu roku więcej nie odbyło 
się wieców, jak jeden. Ale już termin uległ w praktyce zmianie, gdyż 
następne wiece o ile się zbierają, to w maju, nie w lutym. Zmniejszenie 
ilości wieców nie wpłynęło wcale na większą regularność w ich odpra- 
wianiu. Mamy już z tego czasu cyfry zupełnie pewne. Po roku 1454 do 
końca wieków średnich odbyło się w Krakowie ledwie siedm koUokwiów, 
ostatnie w r. 1485. Na nic nie zdały się wszelkie starania. Wiece gwał- 
townie upadają, a choć znowu wskrzeszone zostały konstytucyą z r. 
1511, nigdy więcej nie odzyskały dawnego znaczenia. 



10 

Wiec składa się z dwóch czynników: sędziego i podsędka, jako 
czynnika więcej zawodowego, i assessorów, którzy nadają wiecowi wła- 
ściwy jego charakter. Sk2ad assessorów ulega w ciągu czasu bardzo cha- 
rakterystycznym zmianom. Assessorów jest z regu2y zawsze sześciu, nie- 
kiedy więcej. Początkowo zasiadają na koUokwiach bardzo rozmaite 
osoby, prawie wyiącznie dostojnicy, tak duchowni, jak świeccy, koronm\ 
dworscy i ziemscy, niekiedy przecież i szlachta. Udział duchownych 
(tylko biskupi i kanonicy) jest wogóle bardzo nieznaczny, podobnie jak 
i urzędników koronnych (kanclerz, marszałek). Cechą ich, iż zasiadają 
bez względu na granice dzielnic. Udział ich niknie zupełnie w pierwszych 
trzech dziesiątkach XV w. Z urzędników grodzkich pojawia się jeden, 
ale za to często: starosta krakowski. Rzeczą charakterystyczną jest prze- 
cie, iż zasiada tylko wtedy, kiedy jest równocześnie dostojnikiem ziem- 
skim, tak, iż jest to bardzo wątpliwe, czy mógł w ogóle starosta, jako 
taki, brać udział w krakowskich wiecach. Głównie pojawiają się na 
wiecach dostojnicy ziemscy, do r. 1H98 także i niżsi (zwł. podkomorzy 
i łowczy), od tej daty prawie wyłącznie tylko wojewodowie i kasztela- 
nowie. Są to dostojnicy małopolscy, krakowscy i (omal w równej mierze 
początkowo; sandomierscy, także, choć rzadko, sieradzcy (wojewoda) 
i łęczyccy (wojewoda i kasztelan). Za to ani razu nie zdarza się, by 
zasiadał na wiecach jaki dostojnik wielkopolski , nawet z województwa 
ruskiego. W połowie XV w. ustaje również zupełnie udział dostojników 
z poza województwa krakowskiego. Wyodrębnienie województwa zazna- 
cza się coraz silniej. Rozwój idzie jednak jeszcze dalej. Z pośród dostoj- 
ników województwa krakowskiego wyróżniają się niektórzy, których 
obecność na wiecach staje się regułą. Są oni niezbędni, by colloquium 
mogło się odbyć. Ten ich udział w wiecach wyrabia się powoli, w dro- 
dze zwyczaju; rozwój kończy się mniej więcej w czasie wydania ustaw 
nieszawskich. Tymi dostojnikami, których obecność staje się niezbędną, 
są: wojewoda krakowski (od r. 1407], kasztelanowie: krakowski (od r. 
1424), wojnicki (od r. 1436), sądecki (od r. 1441), biecki od (r. 1446). 
Po statutach nieszawskich zwykle oni tylko w pięciu zasiadają. Obecność 
innych jest możliwa, ale zbędna. Jak więc widzimy, rozwój idzie w tym 
kierunku , iż z dużego grona osób, uprawnionych do uczestnictwa na 
wiecach, powoli zostaje wyeliminowaną znaczna większość, zaś na nie- 
których nałożono obowiązek zjawiania się na wiecach, czego początkowo 
nie ma. 

Uczestnicy kollokwiów mogą dawać za siebie zastępców. Oczywiście 
ma to znaczenie dopiero od czasu , kiedy są dostojnicy, którzy mają nie- 
tylko prawo, ale i obowiązek zasiadania na wiecach. Kwestyę tę normują 
statuty z lat 1447 i 1465 głównie w tym duchu, by przez powołanie 
zastępców zapobiedz niedochodzeniu wieców. Zastępcy są już przedtem 
znani, ale w Krakowie instytucya ta mało się rozwinęła i nie zapobiegła 



11 



upadkowi wieców. Prawie o tyle tylko występują, ie dostojnicy, oddalając 
się z wiecu, zostawiają ich w swoje miejsce. Ale przy rozpoczęciu z re- 
guły dostojnicy sami się jawią. 

Stosunek assessorów do sędziego i podsędka tak się układa, iż 
ci ostatni kierują stroną formalną procesu, kiedy właściwe rozstrzyganie 
kwestyi spornych należy do assessorów. Znaczenie ich zależy od ich sta- 
nowiska. Jeden z nich wynajduje wyrok, który reszta zatwierdza. Inter- 
rogacya idzie do króla. Lauda wieców z lat 1448 i 1449 stanowią, iż 
mocya tyczy się ni^tylko tego, kto wyrok wymyślił, ale zaws/e całego 
wiecu. Wyroki wychodzą stale w imieniu sędziego i podsędka. 

Władza wiecu jest nietylko sądową, lecz także prawodawczą. 
Uchwały zwą się laudami. Tylko niektóre dochowały się w całości. Inne 
znamy z ubocznych wzmianek. 

Wśród dygnitarzy największe znaczenie, o ile chodzi o jurysdykcyę, 
posiada wojewoda, i to tak w stosunku do wieców, jak i do roczków. 
On jest głową sądowej organizacyi ziemskiej województwa. 

II. Sądy grodzkie. 

Sądów grodzkich jest w województwie tylko trzy: Kraków, Biecz 
i Sącz. Z wieków średnich dochowały się jedynie akta sądu krakowskiego, 
i to w dużej ilości (od r. 1418) Sądy te stanowią przeciwstawienie, ale 
i uzupełnienie sądów ziemskich. Cechą charakterystyczną sądu grodzkiego 
jest to, iż urzęduje ciągle, bo prawie codziennie. Nie wyklucza to pewnego 
rodzaju kadencyi, które spotykamy do r. 1430. Mianowicie na pewne 
dnie (zwykle na trzeci dzień po roczkach) naznaczane bywają terminy 
dla większej ilości spraw. Między terminami tymi wciąż się jednak sądzą 
sprawy. Zwyczaj kadencyi znowu się pojawia koło r. 1450. Odracza się 
sprawy, określane jako cause antique, między kadencyami bez przeszkody 
toczą się cause nove (o violencie nove), później także sprawy prowizo- 
ryalne, a wskutek specyalnego zarządzenia także inne np. o kmieci. 
Sądy grodzkie nie przestają też urzędować w czasie wojny lub zarazy. 
Wtedy również tylko cause antiąue ulegają odroczeniu. 

Na czele sądu stoi starosta. Prócz niego wchodzą w skład sądu: 
podstarości, sędzia grodzki i pisarz grodzki, w końcu XV w. jeszcze 
i podpisek. Wszystkie te osoby są bezwzględnie zawisłe od starosty, 
i przez niego mianowane. Wszystkie mają bardzo niewielkie znaczenie. 
W razie, jeśli starosta wyjeżdża, daje w swoje miejsce zastępcę, locum- 
tenens. Nadto biorą w sadzie udział assessorowie, również w liczbie 
sześciu. Jeśli zasiada starosta, on ma głos stanowczy. Udział jego w jurys- 
dykcyi jest bardzo wybitny. Jeśli go niema, sądzą podstarości, (który 
również daje niekiedy za siebie zastępcę) i sędzia. Zdaje się pod wpływem 
urządzeń ziemskich układają się i te stosunki. Muszą być z re<,Mjły 
w sądzie dwie osoby. Wyjątkowy stan spotykamy w latach 1495—1496. 
Przez kilka miesięcy urzęduje współcześnie dwóch starostów, którzy obaj 



12 



dają zastępców: zwykle obaj razem załatwiają czynności sądowe, lecz 
może to czynid każdy z nich sam także. 

Do urzędników grodzkich zaliczyć należy również oprawców, zwa- 
nych: iusticionarii, tylko wyjątkowo iusticiarii. Mimo, iż przywileje ziem- 
skie (1386. 1388, 1430, 1433) zawierają przyrzeczenia zniesienia opraw- 
ców, spotykamy ich w Krakowie aż do końca wieków średnich. Są to 
urzędnicy, mający bardzo niewielkie osobiste znaczenie, mianowani 
przez starostę, i dowolnie przez niego usuwani. 

III. Instytucye wspólne. 

A) Zjazdy małopolskie (Korczyn) rozciągają swoją władzę 
sądową także na województwo krakowskie, stanowiąc niejako trzeci 
szczebel w systemie sądów. Jednak sądy te z różnych przyczyn dla kra- 
kowskiego województwa mają bardzo niewie'kie znaczenie. 

B) Sądy in curia. Król jest źródłem władzy sądowej. W wykony- 
waniu iurysdykcyi bierze udział także bezpośredni, a to bądź przez zała- 
twianie interrogacyi, z któremi przedewszystkiem do niego się odnoszą, 
bądź przez odprawianie sądów in curia. Sądy królewskie odprawiają się 
tani, gdzie, jest król, o ile chodzi o województwo krakowskie, tylko 
w granicach Małopolski. Pewne miejscowości są specyalnie uprzywilejo- 
wane pod tym względem, zwłaszcza Kraków; od czasów Warneńczyka 
staje się on w krakowskiem województwie wyłącznem miejscem odpra- 
wiania sądów. Jeśli poza krakowskiem król je odprawia, to tylko w po- 
szczególnych, nadzwyczaj rzadkich wypadkach Wolno jednak królowi 
i dalpj wywoływać sprawy poza granice województwa. Nigdy nie wy wo- 
ły wa do Wielkopolski. Początkowo sądy królewskie odprawiają się dość 
rzadko, zawsze tylko wyjątkowo, najwyżej przez kilka dni w roku. Po- 
woli nabierają one coraz większego znaczenia: dość powiedzieć, iż w r. 
1471 trwają one dni 73, w r. 1472 dni 65. Rozwój tych sądów sprawia, 
że upadają wif»ce. Było to koniecznym wynikiem zwiększenia się agendy 
sądów in curia. W skład sądu królewskiego wchodzą: król, assessorowie 
i trybunał sądu ziemskiego, tj. sędzia i podsędek. Obecność tych ostatnich, 
staje się niezbędną; od połowy XV w. także wyroki, sądów in curia 
wychodzą stale w ich imieniu. W sądzie ich zadaniem jest prowadzenie 
formalne procesu. Skład assessorów zawisł wyłącznie od woli króla, 
bywa też nadzwyczaj różny, to ledwie kilka niewybitnych osób. to cały 
szereg znakomitych dygnitarzy. Wreszcie zasiada i król. Jest on wprawdzie 
tylko obecny (praesens) , lecz załatwienie wszystkich kwestyi zależy pra- 
wnie tylko od jego zdania. Mylnemby było jednak mniemać, że król 
z reguły na sądach zasiada. Jest to tylko wyjątkiem. Zwykle sądy in 
curia odbywają się bez niego. Wtedy assessorowie, wyznaczeni do pro- 
wadzenia sądu, wyłącznie rozstrzygają kwestye sporne. Z pominięciem 
więc wypadków, kiedy król zasiada, przedstawiają się sądy królewskie 
jako komisarskie, różne od innych komisarskich tem, że w skład ich 



13 



wchodzą: sędzia i podsędek, i że zasiadają na dworze monarchy. Znamy 
tylko jeden wypadek, że sądy in curia odbywają się już po wyjeździe 
króla, na jego wyraźny rozkaz. To odprawianie sądów na dworze nadaje 
im wagi przez to, iż w każdej sprawie ważniejszej mogą zasięgnąć rady 
króla, która stanowi ostatnie słowo prawa. 

C) W pewnych wyjątkowych wypadkach pojawiają się i wyjątkowe 
urządzenia sądowe. Do nich zaliczyć należy: 1) sąd tutorów w czasie 
maZoletności Warneńczyka, zresztą bliżej nie znany, zdaje się, iż się nie 
rozwinął; 2) sądy zastępcy króla (locumtenens regis) w czasie nieobe- 
cności tegoż Warneńczyka. Ma on całą tę władzę, co król. ale tylko dla 
Małopolski. Odprawia sądy in curia, tak jak król. Niezbędnym warunkiem 
jest i tu udział sędziego i podsędka. 

D)Sądykomisarskie. Pojawiają się one wcale często. Cechą cha- 
rakterystyczną tych sądów jest to, iż powołanie ich do życia i oznaczenie 
członków jest pozostawione dowolnemu uznaniu króla. Z reguły wyzna- 
cza je król tylko dla pewnej, specyalnie oznaczonej sprawy. Trzy znamy 
wyjątki: 1) według statutów nieszawskich dla spraw o granice między 
dobrami króla i szlachty, król obowiązany jest (za każdym razem) wy- 
znaczyć sąd komisarski z 2 dygnitarzy i podkomorzego złożony. 2) Po 
wyprawie mołdawskiej z r. 1497 król wyznacza dla spraw o dobra, skon- 
fiskowane wskutek nieodbycia wyprawy, i podarowane donosicielowi, 
osobne komisye. i to z osobna dla każdej sprawy. Akta tych sądów za- 
chowały się w całości. 8) Statut z r. 1446 przewiduje osobne komisye dla 
spraw o pobieranie bezprawne ceł. Dokładniej nie wiemy, jaki miał być 
ustrój tych sądów i czy w ogóle weszły w życie. 

£) Woźni. Woźni (ministeriales. officiales) są wspólni dla sądów 
ziemskich i grodzkich. Ustanawianie ich należy do wojewody, i to dla 
wszystkich sądów całego województwa. Woźny musi być zaprzysiężony 
przez wojewodę i przez niego postrzyżony (tonsus). Jestto ich główną 
oznaką. Do pomocy mają służebników niepostrzyżonych. Później (przed 
r. 1445), wyrabia się inna organizacya woźnych ; na czele ich staje star- 
szy woźny (senior), któremu podlegają inni, tak postrzyżeni, jak niepo- 
strzyżeni. Najważniejszą atrybucyą jego jest to^ iż jeśli chodzi o pozew, 
strona, chcąca pozywać, musi się o to udać do wojewody lub starszego 
woźnego, bo oni tylko mieli prawo dare potestatem citandi. Jakkolwiek 
są to tylko służebnicy i należą do familii wojewody, w sądzie mają 
wcale duże znaczenie w praktyce. 

Zakończenie. Tak się przedstawia organizacya sądowa wojewódz- 
twa krakowskiego. Główne cechy jej stanowi: 1) rozdział sądów na ziem- 
skie i grodzkie, 2) udział we wszystkich sądach assesorów, obok trybu- 
nału; 3) prawo ustanawiania zastępców, i to nawet stałych, przyznane 
osobom biorącym udział w jurysdykcyi, tak, iż na 4 osoby, mianowane 
przez króla dla tych sądów (sędzia, podsędek, pisarz, starosta) przypada 



14 



aż 14 osób przez te cztery mianowanych w charakterze staZych zastęp- 
ców. Przez cafy okres omawiany ustrój sądów ulega zmianom niezbyt 
wielkim. Najważniejszą upadek wieców i rozwój sądów królewskich. 

Sekretarz przedkłada pracę p. Stanisława Zakrzewskiego 
p. t.: „Najdawniejsze dzieje klasztoru Cystersów w Szczyrzycu 
(1238—1382)^, 

Autor rozpoczyna od przeglądu krytycznego niektórych dokumen- 
tów szczyrzyckich z XIII w. Do uznanych już za falsyfikaty przez prof. 
Piekosińskiego dokumentów z r. 1238 dwóch, z r. 1252, 1255, 1368 i 1369 
należy jeszcze dołączyć dokumenty drukowane w Kod. MaZop. I. pod Nr. 
31 z r. 1250, Nr. 37 z r. 1251 i Nr. 40 z r. 1254 Ten ostatni jest naj- 
ważniejszym ze względu na bogactwo informacyi. Szata jego zewnętrzna 
może wzbudzić jedynie podejrzenie, jednak naczelny świadek w chwili 
wystawienia dokumentu żyć nie móg{, a dane narracyi nie wytrzymują 
w kilku ważnych punktach krytyki. 

Drugi rozdziaZ pracy poświęca autor początkom fundacyi. Za fun- 
datora wyłącznego klasztoru powinien być uważany jedynie Teodor Gry- 
fita wojewoda krakowski z lat 1281 — 12H8. Brat jego Marek udziału 
w fundacyi nie miał. Osobistego znacznego majątku w ziemi Teodor nie 
posiadał, stąd dla przyszłego klasztoru mógł formować uposażenie prze- 
dewszystkiem drogą zakupna. Formowaniu tego uposażenia oddawał się 
Teodor już od r. 1231. W przedwstępnych krokach fundacyjnych znać 
pewne wahanie w wyborze klasztoru- macierzy, pomiędzy Porta a Jędrze- 
jowem. Wybór padł na Jędrzejów. Wcześniej, jak z początkiem r. 1238 
klasztor nowy powstać nie mógł. W tym czasie jednak już istnieje — 
w Ludzimierzu pod N. Targiem. Wtedy nie żyje już fundator, co dla 
nowej instytucyi było rzeczą niesłychanej wagi. 

Uposażenie Ludzi mierzą było nader skromne. Nadane wsi leżały 
w czterech aż okolicach (Ludzimierz, Szczyrzyc, Mogilany, Latoszyn 
i Straszęcin pod dzisiejszą Dębicą). Przytem wsi nadane miały charakter 
przeważnie beneficyalny. Warunki, bezpieczeństwa w odludnym Ludzi- 
mierzu były mierne. Rok 1241 , śmierć paru bliskich krewnych Teodora, 
upadek rządów śląskich, powrót do władzy Bolesława, niechętnego naj- 
bliższej rodzinie Teodora, spowodowały bliżej nieznane przesilenie w dzie- 
jach klasztoru. Niedługo po r. 1241 klasztor z Ludzimierza został prze- 
niesiony do Szczyrzyca. 

W rozdziale 111 autor stara się skreślić najdawniejszy historyczny 
charakter samego Szczyrzyca. W grodzisku szczyrzyckiem widzi autor 
gród stołeczny dawniejszej kasztelanii szczyrzyckiej. Nie bez wpływu na 
upadek tego grodu mogło być usadowienie się pod jego bokiem klasztoru. 

Autor zajmuje się szczegółowo szeregiem stosunków gospodarczych 
w obrębie kluczów szczyrzyckiego i mogilańskiego. Rozprzestrzenienie 



16 



majątkowe (praca koinasacyjna i t. d.) i rozwój prawa nieoiieckiego 
w obydwóch tych kluczach szZy bardzo tępo. W każdym razie jest pe- 
wnem, że w kluczu mogilańskim klasztor rozwijał daleko większą go- 
spodarczą energię. Trudne warunki w Szczyrzyckiem wypływały ponie- 
kąd z sąsiedztwa. Stosunki sąsiedzkie po części tylko odsłaniają dzieje 
organizacyi parafialnej w szczyrzyckiem. Wynika stąd, że klasztor miał 
do czynienia od zachodu z królewszczyzną . od wschodu i północy ze 
Śreniawitami, od południa z Ratołdami. Szereg faktów pośrednich upra- 
wnia przypuszczenie, że Ratołdowie byli spokrewnieni z Gryfitami, ale nie 
linii staniątecko-szczyrzyckiej. W sąsiadach więc klasztor nie miał protek- 
torów i dopiero w XIV w. wszedł w bliższe stosunki ze Sreniawitami. 
Skromnym tym wnioskom przeczy znana opowieść Długoszowa, 
jakoby klasztor szczyrzycki posiadał do czasów Ludwika Nowy Targ, 
a do tego 13 wsi. Da się wykazać na podstawie dokumentów, że Nowy 
Targ i sześć wsi już od czasów Łokietka do Szczyrzyca nie należą. 
O innych wsiach brak zupełnie wiadomości. Natomiast jako tenutaryusze 
siedzą w nich Śreniawici, ci co byli w bliższych stosunkach z klasztorem, 
a w XV w. Ratołdowie, także sąsiedzi klasztoru. Gdy w ciągu całego 
tego czasu o żadnym procesie niema mowy ze strony klasztoru (a prze- 
cież musiałby on się odbić w aktach grodzkich), gdy ów dokument z r. 
1254' jest sfałszowanym , musimy przyjść do wniosku , że powieść Dłu- 
goszowa jest echem pretensyi klasztoru Podstawę tych pretensyj mogło 
stanowić: naruszenie praw klasztoru przez Kazimierza W. przy lokacyi 
N. Targu ; jakieś nieznane zajście za Ludwika, pewne pretensye do dzie- 
dziczenia przez klasztor po Śreniawitach. W każdym razie w ciągu XIV 
w. w dolinie nowotarskiej zakonnicy zajęli w osadnictwie stanowisko, 
co najwyżej drugorzędne. Było to więc skutkiem trudnych warunków 
tamże, braku opieki ze strony fundatorów i władzy monarszej, wreszcie 
ich romańskiego charakteru. Te dwie ostatnie cechy odbiły się i na 2-ch 
pozostałych kluczach. Autor kończy zestawieniem cyfrowem skromnych 
rezultatów pracy Szczyrzyca na podstawie Długosza. 



111. Wydział matematyczno-przyrodniczy. 



Posiedzenie dnia 12 Listopada 1900 r. 



Przewodniczący: Prof Dr. E. Godlewski. 

Czł. L. Marchlewski wraz z p. J. Buraczewskim przed- 
stawiają swoją pracę p. t. : „Słudyiim nad izatyną^. 



16 



Autorzy badali budowę chemiczną związku, otrzymanego przez 
zmydlenie produktu kondensacyi acetyl -ps-izatyny z o-fenilendwuami- 
nem w roztworze alkoholowym i przyśli do przekonania, ze ciało to nie 
jest, jak dawniej przypuszczano o-aminofenimozatyną a natomiast o-ami- 
nofenilhydroksycbinoksaliną. Wniosek ten wypływa z faktów następują- 
cych: 1) kwas acetyloizatynowy daje z o-fenilendwuaminem ciało bez- 
barwne, które po zmydleniu daje ciało identyczne z t zw. o-aminofeni- 
mezatyną. 2) o-nitrofenilhydroksychinoksalina, otrzymana przy konden- 
sacyi ofenilendwuaminu z kwasem o-nitrobenzoylm rowkowym daje przy 
redukcyi ciaio identyczne z t. zw. o-aniinofenimezatyną. Można więc, 
wychodząc z pochodnej t. zw. ps-izatyny dojść do pochodnej chinoksaliny. 

Rezultat len w zastosowaniu do spostrzeżonego faktu, że izatyna 
ogrzewana w wodnych roztworach z o-fenilendwuaminem daje miesza- 
ninę złożoną z indofenazyny i o-aminofenilhydroksychinoksaliny, prowa- 
dzi do wniosku, że albo izatyna w takich roztworach tworzy częściowo 
kwas izatynowy, albo, że istnieje jednocześnie w dwu formach, dwuke- 
tonowej i hydroksyketonowej, która to ostatnia dawałaby z o-fenilen-dwu- 
aminem po jednostronnej kondensacyi i przyłączeniu 1 cząsteczki wody 
pochodną chinoksalinową. 

Oprócz wspomnianych pochodnych chinoksaliny autorzy opisują 
jeszcze o-acetamino-fenil-hydroksychinoksalinę, krystalizującą się z roz- 
wodnionego alkoholu z 1 cząsteczką wody, o-nitro-fenil hydroksy-metyl- 
chinoksalinę , o-nitro-fenil-hydroksy-etoksy-chinoksalinę, o-octamino-fenil- 
hydroksy-metyl-chinoksalinę. W dalszym ciągu autorowie omawiają koa- 
stytucyą t. zw. indofenazyny i wskazują na zgodność wzoru dla tego 
ciała, proponowanego przez Schuncka i Marchlewskiego z tworzeniem 
się jego z o-amino-fenil-hydroksy-chinoksaliny pod wpływem kwasów. 
Dalszem poparciem tego wzoru jest okoliczność, że produkty alkilowania 
indofenazyny są identyczne z produktami kondensacyi o-dwuaminów 
z alkilowanemi ps-izatynami , otrzymanemi w roztworach kwasu octo- 
wego. Spostrzeżenie to spowodowało zbadanie kondensacyi acetyl -ps-iza- 
tyny z o-fenilendwuaminem w roztworze kwasu octowego przyczem oka- 
zało się, że w warunkach tych obok acetamino-fenilhydroksy-chinoksa- 
liny powstaje tez acetyloindofenazyna. Szereg indofenazyn wzbogacono 
otrzymaniem kw. karbonowego indofenazyny i dwu izomerycznych eto- 
ksyindofenazyn. 

Następnie autorzy opisują wyniki badań kondensacyi alkilowa- 
nych o-dwuaminów z izatyna. Otrzymuje się przytem nie zasady azonowe 
a natomiast ciała izomeryczne z alkilowanemi względnie alfylowanemi 
indofenazynami, z czego wynika wniosek, że kondensacya w tym wy- 
padku zachodzi zasadniczo inaczej jak w wypadku dwuaminów nieal- 
kilowanych. Autorzy przypuszczają, że w tym wypadku izatyna konden- 
suje się jednostronnie z pierwszorzędową grupą aminową alkilowanego 



• 17 



dwuaminu, przyczem ma miejsce jednocześnie utworzenie się gcupj hy- 
droksylowej, charakterystycznej dla t. zw. izatyny normalnej, która to 
grupa w dalszym przebiegu reakcyi odszczepia się z wodorem drugorzę- 
dowej grupy aminowej alkilowanego dwuaminu pod postacią wody. Po- 
wstające ciaJa autorzy nazywają ałkil Calfil) ps-indofenazynami. Przy ogrze- 
waniu tych ciał z kwasami w temperaturach wysokich, otrzymuje się ciało 
identyczne z indofenazyną. 

Wreszcie autorzy charakteryzują wyniki hadań nad reakcyą po- 
między semikarbazydem i metyl ps-izatyuą. Otrzymuje się przytem dwa 
ciała izomeryczne skiadu C^oHioN^O,, których budowa dotychczas nie 
została wyjaśnioną w zupełności. 

Czł. T. Browioz przedstawia pracę swoją p. t: „Cfey ka- 
naliki źóiciowe międzykoinóikowe mają własne ścianki?^ 

Na podstawie odmiennego barwienia się pasemek między komór- 
kami wątrobnemi a barwienia się cytopla/.rny komórek wątrobnych w wą- 
trobach, w których kanaliki żółciowe w wielu miejscach były otwarte, 
po części próżne, po części żółcią wypełnione, na tej podstawie dalej, 
że komórki wątrobne, które w stanach chorobowych wątroby często zu- 
pełnie się rozdzielają, są izolowane i nie okazują śladu tak zwanej ku- 
tykuli, ektoplazmy, wypowiedział autor w Styczniu b. r. Biuletyn Akad. 
Urn. z d. 8 Stycznia 1900) zdanie, iż wbrew ogólnemu zapatrywaniu 
kanaliki żółciowe międzykomórkowe posiadają własne ścianki i tworzą 
wśród zrazika wątrobowego odrębną samoistną siatkę. 

Na podstawie dalszych badań potwierdza autor to zdanie i sta- 
nowczo twierdzi, iż taka odrębna, samoistna siatka istnieje. Autor po- 
twierdza również zdanie swe w Styczniu b. r. wypowiedziane, iż kana- 
liki żółciowe międzykomórkowe stykają się bezpośrednio z naczyniami 
krwionośnemi włoskowatemi, co i w pracy o patogenezie żółtaczki (Prze- 
gląd lekarski 1900) podnosi. Do obrazów podanych w Styczniu dodaje 
autor nowy, stanowczy dowód. Dostrzegalność linii lub punktów matery- 
lanych jest ograniczona. Linie i punkty materyaine poniżej 00002 mm. 
są dla nas niedostrzegalne. Dostrzega Inośó ich zależy również od ich od- 
ległości od siebie. Dlatego też nie widzimy w normalnym stanie mięśnia 
serca granic komórek beleczkę mięsną tworzących. Musimy je sztucznie 
uwydatniać. W stanie chorobowym występuje na jaw substancya kitowa 
i jej budowa pręcikowata wskutek napęcznienia pojedynczych wypustek 
nitkowatych komórki mięsnej i nagromadzenia się cieczy pomiędzy wy- 
pustkami. Dostrzegalność linii i punktów materyalnych w tkankach zależy 
także od ich grubości i wzajemnej odległości. 

Do warunków koniecznych normalnej funkcyi tkanki należy nor- 
malny stan komórek, normalne krążenie krwi i limfy, normalne uner- 
wienie a wreszcie i normalny ścisły związek elementów tkanki pomiędzy 



18 ' 



sobą, związek icb organiczny, co autor w pracy o rozczłonkowaniu zra- 
zików wątroby z naciskiem podniósł (Nowiny lekarskie i Archiwum Vir- 
chowa 1897). 

Związek organiczny elementów tkanki może być naruszony, roz- 
luźniony, począwszy od minimalnych stopni zaledwie mikroskopem do- 
strzegalnych aż do stopnia rozluźnienia tak znacznego, iż własności fizy- 
czne, makroskopowe tkanki się zmieniają. 

Taki ścisły związek organiczny, niejako zlepienie, istnieje pomię- 
dzy ściankami naczyń włoskowatych krwionośnych a komórkami wątro- 
bnemi, pomiędzy ściankami kanalików żółciowych międzykomórkowych 
a komórkami wątrobnemi, niemniej w pewnych kierunkach pomiędzy 
ściankami naczyń włoskowatych krwionośnych śródzrazikowych a ścian- 
kami kanalików żółciowych śródzrazikowych. Związek ten w patologi- 
cznych stanach tkanek bywa często naruszony a w wątrobie spotykamy 
oddzielenie się ścianek naczyń włoskowatych krwionośnych i ścianek 
kanalików żółciowych śródzrazikowych od komórek wątrobnych jakoteż 
od siebie, nadto w przypadkach, gdy komórki wątrobne wytwarzały nad- 
miar żółci, znajdujemy kanaliki żółciowe śródzrazikowe otwarte, próżne 
częścią żółcią wypełnione. Wtedy znajdował autor odcinki ścianki siatki 
jakoteż pojedynczych kanalików żółciowych izolowane, zupełnie oddzie- 
lone od reszty elementów tkanki, obraz, który stanowi niewątpliwy do- 
wód słuszności zdania dawniejszych autorów a pomiędzy nimi Dra Pesz- 
kego, którzy twierdzili, iż kanaliki żółciowe międzykomórkowe posiadają 
własne ścianki a czemu dzisiaj wszyscy hisŁologowie przeczą. 

Tam gdzie kanaliki żółciowe międzykomórkowe są próżne a ścianki 
ich, które dotąd autor widział jako złożone ze substancyi bezpostaciowej, 
zapadłe, przylegające do siebie, przedstawiają się one w postaci włókien 
lub też na pozór substancyi kitowej, o której pisze Rćnaut. Ponieważ 
ślad budowy cewkowej w wątrobie ludzkiej istnieje a przewody żółciowe 
międzykomórkowe łączą się w rzeczywiście istniejących przewodach żół- 
ciowych śródbeleczkowych odpowiadających przewodom w typowych gru- 
czołach cewkowych a te przewody żółciowe śródbeleczkowe tak samo jak 
przewody żółciowe międzykomórkowe posiadają własne ścianki, nasuwa 
się samo przez się pytanie, jak się ma rzecz w typowych gruczołach 
cewkowych, których struktura wobec faktu stwierdzenia w wątrobie wła- 
snych ścianek przewodów żółciowych śródzrazikowych musi teraz uledz 
rewizyi naturalnie na odpowiednim materyale. 

Z wykrycia przez autora przed 11 laty istnienia struktury sub- 
stancyi kitowej w mięśniu serca uważanej przedtem za bezpostaciową, 
na materyale chorobowo zmienionego mięśnia serca, z wykrycia przez 
autora szeregu szczegółów wśród zrazika wątroby i w komórce wątrobnej 
(tasama zasada granicy dostrzegalności odnosi się naturalnie także do 
kwestyi dostrzegalności przewodów, kanalików, przestworów, wakuol 



19 



a więc i śród komórkowych kanalików, które próżne s^ niedostrzegalne 
a stają się dostrzegalnymi, gdy są napełnione a więc rozszerzone) a teraz 
ze stwierdzenia niewątpl