Skip to main content

Full text of "Sztuka ludowa w Polsce"

See other formats


5ZTVKA LYDOWA 
W POLSCE 




ly 



NAPISAŁ 

<AZIN1ERZ nOKtOWSM 



3^^ -rycln^ w tefcdcte 3T-^ 
JslAKłiAD KSIĘGARNI 

H AITENBERGA w£LWO>X/IE . 






y 



IriiTiww 



'f^^^ls 



mm^smmmm^: 



-M^^^^li:^®^ 



^®^ 



^tti^^^-iO' 



^Jl^i^Jli 



^ą^^i^Ę^^^x^mię^ 



'^m^^i&^m^m^^^M^m^: 



^p|!^pv^i|; 



^m^^'- 



^i»Mhi» 



Digitized by the Internet Archive 

in 2011 with funding from 

University of Toronto 



http://www.archive.org/details/sztukaludowawpolOOmoko 



SZTUKA LUDOWA W POLSCE 



SZTUKA LUDOWA 

w POLSCE 

CZĘŚĆ I 

DZIEJE MIESZKAŃ LUDOWYCH 

CZĘŚĆ II 

ZABYTKI SZTUKI LUDOWEJ 



NAPISAŁ 



KAZIMIERZ MOKŁOWSKI 




LWÓW 

NAKŁADEM KSIĘGARNI H. ALTENBERGA 
1903 





t/K 



Kraków. — Druk W. L. Anezyea i Si^ółki. 



Żonie-przyjacielo wL 



OD nuTORn. 



Praca niniejsza powstała, jako próba uogólnienia zebranego 
u nas w tej mierze materyału, na kartach «Tygodnia», dodatku do 
«Kuryera Lwowskiego*. Uogólnienie to, niejako syntetyczne uję- 
cie sprawy, mieści się w części pierwszej jako «Dzieje mieszkań 
ludowych ». 

«Dzieje» omawiają rozwój i przemianę tej zasadniczej ko- 
mórki mieszkalnej, jaką jest izba ludowa w różnych czasach 
i wiekach. 

Część druga jest natomiast rozbiorem, analizą niejako rozmai- 
tych dalszych budowli ludowych, które zwracają uwagę na się swoim 
kształtem i zdobniczością, a wyrastają z wspólnego pnia chaty ludu 
naszego. 

Rysunki zamieszczone są w przeważającej części wykonane 
przez autora i przez Tadeusza Mokłowskiego. 

Nie mogę zakończyć słów niniejszych, nie podziękowawszy 
wpierw Wielmożnej Pani Bronisławie Kondratowiczowej za dostar- 
czenie wielu materyałów odnoszących się do Królestwa Polskiego 
i Śląska, p. Gosienieckiemu za udzielenie do mojej dyspozycyi teki 
rysunkowej, dotyczącej zabytków budownictwa kościelnego dre- 
wnianego w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, i Wielmożnernu Panu 
dr. Aleksandrowi Czołowskiemu, archiwaryuszowi miasta Lwowa 
za wskazanie źródeł, odnoszących się zwłaszcza do zamków dre- 
wnianych w dawnej Rzeczypospohtej. 

Lwów w listopadzie 1903. 



CZĘŚĆ I 



DZIEJE MIESZKAM LUDOWYCH. 



WSTĘP. 



» Aby wskrzesić... całe szeregi zamarłych poko- 
leń, nie potrzeba na to silnego polotu wyobraźni. 
Mamy je przed sobą i możemy dowolnie badać. 

Odtworzenie przeszłości staje się sprawą opi- 
sową. Dzięki temu możemy na podstawie takiego 
materyału zbudować embryologię wszystkicłi na- 
szych urządzeń społecznych. Najodleglejsza nasza 
przeszłość społeczna istnieje i drga przed nami ży- 
ciem*. 

Letoiirneau. 

Przedmiot, którym się na kartach niniejszych zajmuję, pocią- 
gał mnie już zdawna pomimo, że nie miał on w Polsce licznych 
pilniejszych przyjaciół, odliczywszy ś. p. Matlakowskiego, Gersona, 
Kraszewskiego i dr. Karłowicza, a z żyjących Witkiewicza i Wa- 
wrzenieckiego. 

Zwłaszcza pisarze: J. Kraszewski, Matlakowski, dr. Karłowicz 
i Witkiewicz zostawili trwały ślad w nauce i kulturze polskiej swo- 
jem zajęciem się «polską chatą». 

Za wyjątkiem jednak badań dr. Karłowicza, opartych w isto- 
cie swojej głównie na materyałach językoznawczych i na pewnych, 
raczej ogólnie zauważonych i pomyślanych cechach koleby, a za- 
wartych w «Pamiętniku fizyograficznym » w artykule «Chata polska», 
tudzież szeregu uwag w Encyklopedyi rolniczej, niema ani jednego 
uogólnienia, dotyczącego tak ważnej sprawy dla naszej historyi 
cywilizacyi. 

Piętno bowiem monografii miejscowej noszą na sobie wręcz 
pomnikowe prace nieodżałowanego Władysława Matlakowskiego, 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



owe dwie księgi, omawiające «Budownictwo ludowe na Podiialu», 
tudzież «Zdobienie i sprzęt»; ta ostatnia wydana już w najnowszycłi 
czasach. 

Dzieła Matlałcowskiego są zaprawdę kamieniem węgielnym 
budzącego się i rosnącego zamiłowania do swojszczyzny w dziale 
sztuki stosowanej. 

Dzięki Witkiewiczowi znowu sprawa stała się w pewnej mie- 
rze popularną w Polsce, a wzmożona uwaga na sztukę i budowni- 
ctwo ludu naszego, zostawiła niejeden ślad w czasopismach obraz- 
kowych, zwłaszcza w miesięczniku, ludoznawstwu poświęconym, 
we «Wiśle», w postaci rysunków i notatek, dostarczonych przez 
Wawrzenieckiego, ś. p. Gersona, ś. p. Kopernickiego, Witkiewicza 
i Udzielę. 

Dorywczo znaleźć można ustępy u wielu starszych naszych 
pisarzy, których oko, wciąż zresztą zwrócone ku szczytom społecz- 
nym, rzadko jednak zauważało zabytki starej kultury, tkwiące 
w nizinach ludowych, a jeśli czasem, jak u Zoryana Chodakow- 
skiego, Kolberga, Kraszewskiego, Żegoty Paulego, Jaroszewicza, 
zwrócono oblicze w stronę ludu wiejskiego, to notowano wszystko, 
mowę, pieśni, obyczaje, opisywano stroje, rozkopywano mogiły 
i grodziszcza, poświęcając stosunkowo mało słów sprawom ludowej 
sztuki stosowanej i budownictwa. 

Przyczyna obojętności szlacheckiego społeczeństwa nowszych 
czasów tkwiła w pewnem nierozumieniu przeszłości i niechęci do 
«starzyzny», jak nazywano dawniejsze zabytki. 

Jakiś szał wyzbywania się, niszczenia i przerabiania, lub bar- 
barzyńskiego sposobu «odnawiania» najpiękniejszych pozostałości 
po dawnych czasach ogarnął naród, grożąc przerwaniem całej nici 
kulturalnej, wiążącej ze sobą pokolenia. 

Rujnacye bezmyślne w Krakowie, poczynione nietylko za rzą- 
dów Republiki, zniesławionej zburzeniem ratusza pamiątkowego, 
równie bezmyślne odnawiania w Warszawie, jak np. katedry św. 
Jana przez Idzikowskiego w piątym dziesiątku XIX-go stulecia — 
to są przykłady barbarzyństwa kulturalnego, napełniające goryczą 
serce badacza dziejów sztuki polskiej. 

«Zdaje się, że dwie tak rodzime dziedziny, w których bodaj 
powinniśmy mieć coś swego: rolnictwo i myśliwstwo, powinny by 
ujść cudzoziemczyzny; złudzenie, i w tern niema żadnej tradycyi. 

«Gdyby Mickiewicz zmartwychwstał i przyjechał do nas za- 



— 3 — 

polować na szaraki, jak o tern marzył, zdumiałby się . . . Zginęły 
stare dwory lub pałacyki, wzorowane na łazienkowskim pałacu... 
Spotkać w domu szlacheckim dawniejsze meble, choćby z czasów 
Księstwa Warszawskiego, lub stare sztychy, albo choćby listy woj- 
skowych z lat 30, stanowiło dla mnie prawdziwą rzadkość» pisze 
Matlakowski w przedmowie do «Zdobnictwa» (str. 5). 

Gorzej to, że na palcach prawie u jednej ręki policzyć można 
imiona artystów i uczonych, którzy bodaj w ołówku i piórze uwie- 
czniali stare «graty». Są to zmarli już, artyści, Gerson, Matejko i Pod- 
czaszyński, a zwłaszcza nieodżałowany Łuszczkiewicz, dalej uczeni: 
ś. p. prof. Łepkowski, a z działających energicznie do dziś, prof. Ma- 
ryan Sokołowski i p. Władysław Łoziński, nie licząc wstępującego 
dopiero w znaki służebne młodego pokolenia, tudzież starszej ge- 
neracyi dyletantów. 

Oto grono tych, którzy jednostkową pracą to tworzyli, co 
gdzieindziej było zbiorową społeczną robotą. 

Jeśli pomniki pysznego kościelnego, szlacheckiego i miejskiego 
budownictwa były w nieposzanowaniu, to cóż dopiero mówić o bie- 
dnej chałupie włościanina, tak często niepozornie wyglądającej. 

Silniejszą za to uwagę Niemców, zwracała nasza kultura lu- 
dowa w dzielnicach. Prusakom podległych. 

Praca Meitzena «Dom niemiecki w swoich ludowych formach» 
(Berlin 1882), tudzież dzieło Henninga, szwagra Yirchowa «Dom 
niemiecki w swoim historycznym rozwoju» (Strasburg 1882) i ocena 
tych dzieł przez Hansa Lutscha, zawierają nieco materyału dla po- 
znania budownictwa naszego ludu. 

Cenne i pięknie wydane szczegóły, odnoszące się do Litwy 
pruskiej i Kaszubów, zawarte są w tomie VII «Pomników budowni- 
ctwa i historyi sztuki Prus wschodnich». 

Niemcy zabrali się do planowego zebrania szczegółów do hi- 
storyi rozwoju własnej chaty chłopskiej, a niemiecki związek archi- 
tektów poczynił już ku temu pierwsze kroki. 

Przykład powyższy, tak zachęcający pod wielu względami, 
zdaje się, że w Polsce nie tak prędko znajdzie naśladowców w li- 
cznem przecie gronie architektów i budowniczych. 

Nauka o chacie w Polsce zasługuje przecież w zupełności, 
aby się nią szczerzej zająć. Jeśli dawne archiwalne zabytki i, tkwiące 
w mowie ludu naszego, w nazwach miejscowości i plemion, znaki 
słowne, pozwalają nam odczytywać pewne strony przeszłości, jak 

1* 



to dobrze pokazała praca prof. Wojciechowskiego o Chrobacyi, to 
przecież mowa wiązanych bierwion, rozkładu mieszkania ludowego, 
rozmieszczenia i przechowania dobytku, tudzież zdobnictwa, w kształ- 
tach sobie właściwych najwięcej używanego, rozjaśniłaby wiele 
zagadkowych brzmień i nazw, związanych z dziejami cywilizacyi 
polskiej. 

Mowę jednak tych « wiązanych bierwion» rozumieć należy, 
umiłowawszy ją we wszystkich zgłoskach oderwanych, jakiemi są; 
kłody, kloce, kołki, kozły, krokwie, ścielą, okna, dźwirza i t. d., ja- 
koteż w tej złożonej postaci, jaką jest dzisiejsza chata, zagroda, 
a wreszcie zbiorowisko zagród — wieś (wiec - wszech) i sioło, sio- 
dło, osada. 

Trzeba bowiem zważyć, że w składzie, układach i nazwach 
zagrody niema nic takiego, coby nie było wynikiem lat hcznych 
rozwoju, nie mieściło w sobie stężałych wiekowo warstw kultural- 
nych, będących niegdyś koniecznymi warunkami życia w Polsce, 
a więc i życiem samem przodków naszych. 

Dla historyi zaś sztuki i budownictwa ojczystego, zwłaszcza 
dla zrozumienia niektórych form naszego ostrołuku i stylu odro- 
dzenia, znajomość chaty chłopskiej w rozwój owem pojęciu 
jest wprost nieodzowną. 

Całe budownictwo miejskie drewniane podcie- 
niowe, pewna strona wiązania i układu dachów od- 
bijająca sięwformie renesansu polskiego, ma swoje 
źródło w składzie koleby włościańskiej. 

Praca niniejsza nie będzie i nie może być wyczerpaniem za- 
gadnienia, wymagającego jeszcze roboty społeczeństwa. 

Archiwalny materyał i osobiste zdjęcia dają jednak w połą- 
czeniu z innemi pracami, zwłaszcza nie dość ocenioną rozprawą 
dr, Karłowicza, pewną całość, która i dla szerszego społeczeństwa, 
o ile sądzę, bez interesu nie pozostanie. 

Rozprawa dr. Karłowicza, ugruntowana, jak to zresztą z jego 
kierunku naukowego wynikało, nadanych, z językoznawstwa wziętych, 
opiera się głównie na właściwościach rozkładu chaty i zagrody, 
a pomija natomiast to, co dotyczy składu, odrębności kształtów 
i form zdobienia koleby. 

Pracę niniejszą uważać należy za skromne dopełnienie powyż- 
szego braku w rozprawie dr. Karłowicza. A jeśli w biegu niniejszej 
pracy pozwolę sobie dodać wnioski, z brzmień słownych wzięte, 



i porównawczo ocenione, to kierownicą moją po zawodowo mniej 
mi znanych falach będzie istota i tło życia mieszkalnego i gospo- 
darczego zamarłych pokoleń, a nie — u mnie tem bardziej — bez- 
płodne stosowanie oderwanych zasad o wyłącznie brzmi e- 
niov/em pokrewieństwie wyrazów. 

Będę to zaś czynił w imię metody, którą jedynie na dzisiaj 
uważam za korzystną dla badania niniejszego, a którą uzasadnić 
postaram się niżej. 



ROZDZIAŁ I. 

O METODZIE 



Prof. niemiecki Riehl w dziele swojem «Kraj i lud» (Land und 
Leute) powiada: «Przyroda kraju, jego geograficzna odrębność 
określa treść życia wytwórczego w pierwszej linii; winnice, łąki, 
uprawa roli lub leśnictwo wywierają silny wpływ na kształt domu». 

Powyższe zdanie jest w zasadzie słuszne; materyalne tło, kli- 
mat, kształt i właściwość gruntu pod nogami, nawodnienie, blizkość 
morza, słowem całe otoczenie wraz z najbliższem sąsiedztwem, 
określają społemwszelkie plemienne, az biegiem czasu 
i narodowe odrębności. 

Prace Buckle'a, Spencera, Darwina, Morgana i Marxa stwier- 
dziły w całej rozciągłości prawdziwość powyższej tezy. 

Różne często w najwyższem filozof icznem ujęciu nagroma- 
dzonych faktów, zbiegają się one-w uczynieniu ludzkości zjawiskiem 
przyrodniczem, której pochodowe drogi rozwoju wyśledzić można 
jedynie, badając całokształt warunków wszelkiego życia na ziemi. 

Przyroda zewnętrzna określa życie wytwórcze człowieka. Ży- 
cie wytwórcze znowu wypełnia się całością codziennych szczegó- 
łów, które powtarzając się długo, doba po dobie, wpływają na 
formę życia płciowego i rodzinnego, wrzynają się w świat wyobra- 
źni, wierzeń i przesądów, odciskają się, jak pieczęć w miękkim 
wosku, w słowach i wyrażeniach, i wloką się w ślad za nimi czę- 
sto tysiące lat jeszcze wtedy, kiedy sama forma życia, która nie 
gdyś słowu dźwięk i barwę nadała, zaniknęła dawno do szczętu. 



- 7 

Weźmy mieszkańca bezleśnego stepu azyatyckiego, jakim jest 
Kirgiz. 

«Step nie zna przeszkód i nie rozgranicza obszarów na części 
wyraźne. Przestrzeń, wolna we wszystkich kierunkach, zapewnia 
człowiekowi olbrzymią swobodę ruchów, z której on korzysta so- 
wicie. — Wiatr roznosi człowieka w stepie, jak drobny piasek mor- 
ski» — mówi Kirgiz, a my dodajmy jego łączność społeczną. 

Kirgiz koczuje na przestrzeni od dolnej Wołgi aż do Uralu, 
a nawet do granic Tybetu. 

W stepie Bukiejowskim np. rody nogajskie i kirgizkie, koczu- 
jąc obok siebie, zwolna utożsamiają się antropologicznie 
i kulturalnie. 

Najniższą grupę społeczną stanowi namiot, 3 do 15 namio- 
tów stanowi khoton (grecki «chiton», tkanina, polskie «katanka i szata», 
«szatro», buda cygańska, sanskryckie «kthuna, kszuna»), obóz złożony 
z dziada, synów i wnuków; kilka obozów tworzy ajmak, kilka aj- 
maków anghi, odpowiadający rzymskiej gens, a wypro- 
wadzający się od wspólnego przodka; kilka anghów stanowią ułus, 
kilka ułusów hordę. 

Zjednoczone hordy stanowią plemię, a kilka plemion używa 
niekiedy w stepie jednego języka. 

Wielcy zaś wodzowie łączyli i w ciągu dalszym ujednostaj- 
nih kilka języków. 

Koń zowie się u Kirgizów po prostu mai (t. j. bydlę), a wszel- 
kie inne zwierzę zostaje oznaczone przez dodanie 
stosownego przydomka do tego wyrazu. Koczownik 
rodzi się prawie i umiera na koniu. 

Koń też stanowi w stepie przedmiot czci istotnej, 
kto chce pochwalić jeźdźca, chwah konia, obraża go, lekceważąc 
rumaka, co więcej, uderzenie konia jest obelgą dla pana. Koń bie- 
rze udział we wszystkich uroczystościach, jest ideałem piękności. 

Nawet zaloty do narzeczonej nie obejdą się bez odpowiedniej 
przenośni: 

Oj ty panno młoda, młodziuchna, 
Oj ty czarnej kobyły źrebiątko! 

Kiedy umiera bogaty Kirgiz, rumakowi jego obcinają grzywy 
i ogon, koń zostaje w stanie «wdowim» i nikt go nie dosiada. Głó- 
wnym pokarmem koczowników azyatyckich jest ml eko, zwła- 
szcza końskie, spożywane zwykle, gdy nieco skwaśnieje i sfer- 



mentuje. Z mięsa jedne plemiona cenią przedewszystkiem koninę, 
inne baraninę. 

Miarą znaczenia i bogactwa jest również bydlę. Ceremoniał 
przyjęć każe rozpoczynać rozmowę od pytań, jak się hodują ba- 
rany (u Mongołów.), lub konie (u Kirgizów), czy tłuste są ogony 
pierwszych ^). 

Nie wierzą, a raczej nie pojmują, jeśli bogaty cudzoziemiec 
powie, że nie posiada trzody, kiedy zaś uwierzą, uważają go za 
chłystka. Trzody są źródłem wszystkiego. 

Namiot wyrabia się ze skóry, tkaniny wełnianej lub pilśni, po- 
środku wisi kociołek, na belkach uzdy i siodła , dokoła ogni- 
ska na ziemi leżą skóry i pilśniowe wojłoki. Skóry i tkaniny 
pilśniowe obracane są na odzież, pomiot na opał... Drzewa nie lubi, 
dla pojedynczych drzew w stepie czuje pewien szacunek, 
nigdy ich nie zrąbie, lecz obwiesza ofiarami». (Krzywicki, Ludy, str. 
155, 156 i 157). 

Umyślnie przytoczyłem zwięzły opis życia stepowca, aby po- 
kazać, że i twórczość zdobnicza musi się trzymać tego żywiołu 
życiowego, na którym cała społeczność wzrasta. 

Wełna, nić, tkanina, wyszywanie na tkaninie, wzorzysta ple- 
cionka ze skóry lub trawy suszonej (mata), oto są naj pierwsze ma- 
teryalne żywioły sztuki stepowca. Kombinacye w przeplataniu 
i w wyszywaniu dają tę różnorodność Unijnych motywów, które 
odnajdziemy na rozmaitych częściach ziemi, w Azyi, Europie, Afryce 
i Ameryce, słowem wszędzie, gdzie step, pastwiska i trzymanie 
bydła, owiec i koni określało życie gospodarcze ludzkie i tkaninami 
i wyszywkami wypełnione mieszkanie. Pokrewność form zdobni- 
czych i kształtów mieszkania i sprzętów znacznie jest powszechniej- 
szą od pokrewności brzmień. 



1) Rozmowy podobne miliony razy w kółko powtarzane niemało przyczyniają 
się do przenoszenia brzmień tycli samycli na coraz to inne, byle w pewnej mierze 
obrazowo pokrewne pojęcia. 

Poezya nasza, używająca porównań obrazowych, miała miliony skromnycłi po- 
przedników, którzy poprzenosili nazwy często bardzo daleko od właściwego materyal- 
nego źródła. Wyśledzimy nieraz, jak główne słowo w ciągiem nieiistannem użyciu ze- 
trze się tak, jak długo w obiegu będąca moneta, zamaże na sobie barwę i znak stem- 
plowy do niepoznaki, natomiast pochodny i brzmieniowo pokrewny wyraz, ale mniej 
dzięki temu używany, zachowa na sobie w czystości pierwotny znak i odrazu ukaże 
wspólne źródlisko. (Przyp. autora). 



Powinowactwo brzmień zawisłe jest bowiem od układu krtani, 
formy wydecłiu i kształtu jamy ustnej, słowem od właściwości an- 
tropologicznych!, dającycli już różnice w wymawianiu wśród plemion 
prawie w jednakowych warunkacli mieszkających, byle antropolo- 
gicznie odmiennych, jak to się dzieje np. w Tyrolu, gdzie «bruneci 
krótkogłowcy wymawiają krótko ttal, a blondyni długogłowcy 
gardłowo thab>. (Krzywicki, Ludy). 

Natomiast jednostajniejszy układ oka, forma soczewki, kształt 
i światłowrażliwość nerwów siatkówki jest przyczyną nieporówna- 
nie większego ujednostajnienia wzorców obrazowych. 

Działanie otaczającej przyrody na nerwy wzrokowe więcej 
tedy jednakim obrazem odbija się w fantazyi i jednako tężeje jako 
forma w dziele sztuki. 

Na tem polega właściwość, że pełne dotykalnej obrazowej 
mowy, bojowe strofy i pienia miłosne ludów z pod rozmaitych 
nieb i mgieł, jednakowo jasno i świeżo działają na wyobraźnię, 
jeśli tylko słuchowo- słowne trudności, dzięki dobremu tłumaczeniu, 
usunięte zostaną. 

To współdziałanie wzroku, jako ujednostajniającego żywiołu, 
przyczynia się tem bardziej do powtarzania się podobnych zjawisk 
tudzież form życiowych i gospodarczych przy jednakowo sprzyja- 
jących okolicznościach ^). 

Dr. Ludwik Buchner charakteryzując liczne i niezmiernie cie- 
kawe rysunki w ornamentach jaskiniowego człowieka, potwierdza 
to w następujący sposób: «Mimowoli przypominają te przedhisto- 
ryczne dzieła sztuki dobrowolne i często nie bardzo na rękę bę- 
dące początki próbnych rysunków u naszych dzieci, albo też 
rysunki na skórach i kościach bydlęcych uludów pierwotnych. 

Zdolność prędkiego rysowania charakterystycznych rysunków 
jest wśród ludów pierwotnych bardziej rozgałęzioną, niż się za- 
zwyczaj sądzi. Australijczycy, Buszmeni, Eskimosi i afrykańscy mu- 
rzyni są to zwyczajnie nie tylko dobrzy rysownicy, ale też zręczni 



*) Do zauważeń powyższych nawiązać należy również tajemnicę powstawania 
pisma obrazowego, a potem znakowego, które obok przelotnie używanego porozumie- 
wania się na migi, trwale i zawsze służyło jako pośrednictwo tam, gdzie mowa słów 
nie wystarczała. 

Przyglądając się mimicznej rozmowie głucłioniemych, zobaczymy w całej czy- 
stości potęgę wyobraźni ludzkiej, umiejącej dopatrzeć daleko wspólnotę rucłiów, poło- 
żenia, płaszczyzny i przestrzeni w otaczającym świecie. 



— 10 — 

snycerze, podobni naszym snycerzom w romantycznych górach Alp 
berneńskich. 

I tak, jak za czasów ludów owych, ren wśród przedsta- 
wianego świata zwierzęcego był głównym tematem, tak 
też i Szwajcar kozicę w najrozmaitszych sytuacyach przedstawia. 
(Europas vorgeschichtliche Kultur. Hellwald Kul. Geschichte. Tom I, 
str. 194). 

Uwaga powyższa wyjaśnia, dlaczego na rozmaitych miejscach 
ziemi powstawał niezależnie i samodzielnie kunszt garncarski, z ob- 
lepiania gliną koszów, jak to angielskie wykopaliska wskazują, lub 
tykw, czego świadectwem są przedhistoryczne naczynia Cypru. 
(Ohnefalsch Richter, Zeit. fur Ethnologie 1892, 23 tom, str. 35). 

Mieszkania palowe powstawały w najrozmaitszych częściach 
świata, w Afryce, w Ameryce, u Dajaków na wyspie Borneo 
i w kilku po sobie następujących uwarstwowieniach kulturalnych, 
również zupełnie samorodnie. 

Typ okrągły namiotu, lub plecionki koszowej z dymnikiem 
u góry, także jest własnością ludów najrozmaitszych czasów i krajów, 
jeśli tylko zewnętrzne stosunki i stopień cywiHzacyi były po temu. 

Związana też z przyrodą wewnętrzną gromad ludzkich i ca- 
łego stosunku człowieka do przyrody jest rodowa forma organiza- 
cyi rodziny i własności, wspólna w pewnym okresie wszystkim la- 
dom, fi. Morgan i Fr. Engels, Pierwotna rodzinaj. 

Z formą i warunkami wytwórczości ludzkiej zespoloną jest 
zdobniczość, sztuka. Tworzywo, w jakiem powstaje pierwsze zdo- 
bnictwo, przyrodniczemi swemi własnościami określa doskonale za- 
sadniczy wątek form. Kult zaś, jako pozornie najwięcej oderwane 
od materyalnego tła zjawisko, jest także niczem innem, jak wzglę- 
dnie najwyższem i najczystszem każdorazowem uogólnieniem 
stosunków życiowych człowieka z otaczającym światem. 

Również materyalne tło życia odbija się na tworzeniu wyrazów. 

Dla stepowca koczującego przyroda jest wiecznie jednaką, 
i prócz pór roku, ciepła i zimna, słońca, księżyca i gwiazd, prowa- 
dzących wozy koczownicze, pogody i burzy, istnieje tylko stado 
owiec i koni, a poza stadem dom — namiot, niejako najbliższa 
człowieka mieszkalna skorupa. Dlatego namiot, miejsce chwilowego 
zamieszkania, staje się źródliskiem nazw dla szeregu pojęć, 
związanych istnieniem swoje m z płótnem namiotu, 
jak to będziemy mieli sposobność niżej pokazać. 



— 11 — 

u mieszkańców palowych mieszkań, które, po jaskiniach, sta- 
nowią jedną z najstarszych form przybytku ludzkiego w Europie — 
do nazw łodzi, wiosła, wody, paló w, plecionki trzci- 
nowej i wiklinowej przywiąże się wielka liczba 
nazw plemiennych i czynności związanych z dzia- 
łaniem ludzkiem i jego wierzeniami. 

Również silnie na pojęciach i wyrazach odbije się forma mie- 
szkania — późniejsza od palowej, jaką jest ziemianka 
i kosz. Przyjdzie drzewo, początkowo z korą, potem 
z kory odarte i odciśnie się w nieskończoność na całym obsza- 
rze życia ludzkiego, jak to na języku naszego narodu doskonale 
do dziś śledzić można. 

Zjawi się cegła czerwona i odżyje mur kamienny, 
z biegiem długich wieków zewnętrznej przemiany ziemi i zewnętrz- 
nego wzrostu pojemności życia ludzkiego, to całe «murowanie», 
«opus romanu m», sposób rzymski, jak go starzy nazywali, od- 
bije się na mowie, na pojęciach i brzmieniach wyrazów ukaże po- 
chodność swoją, zresztą dokumentami historycznymi stwierdzoną. 

Zaś w pewnym wspólnym zakresie wszystko jest jedno, 
czy to się dzieje w Ameryce, lub na wyspach Sand- 
wich, lub u ujścia Wisły. Ludy, mieszkające nad morzem, 
będą się zwały «Pomorzanami» w Starej Słowiańszczyźnie, a «ludźmi 
z nad słonej wody» na wyspach Sandwich (Krzywicki, Ludy, str. 87). 

Nasi Lachowie znajdą swoich krewniaków hen na Nowo-He- 
brydach w «ludziach z zarośli», wojujących równie zacięcie z «ludźmi 
z nad słonej wody», jak kiedyś nasz Bolesław Krzywousty ze sło- 
wiańsko-europejskimi Pomorzanami. 

Zmiany w społeczeństwach, rozciągające się do wszystkich 
objawów życia społecznego, wyrażają się w coraz wyższych cywi- 
Hzacyach, nieustannym rozrostem świadomego obej- 
mowania coraz to większych obszarów zaspokojonych 
potrzeb i niezaspokojonych pragnień, a są zawisłe od następują 
cych często współdziałających warunków: 

1. Zmiana powolna warunków życia (n. p. zmiana klimatu) 
oddziały wuje powolnie i stale na ludność osiadłą. 

2. Ludność koczownicza samowolnie zmieniając oto- 
czenie, zmienia też nieustannie jakość zewnętrznych wpływów i wa- 
runków życia, i w ten sposób w miarę przenoszenia się w okolice 
o odmiennym układzie ziemi, wód, temperatury, przekształca też 



— 12 — 

formę swego gospodarowania, az niem i całokształtu 
życiowego. 

3. Osiadła i koczownicza ludność przemienić się 
też może przez zmieszanie się wzajemne, a następnie przez 
dostosowanie się w czasie mniej lub więcej zgo- 
dnego współżycia. 

Do powyższych tez dodać jednak należy zasadniczą uwagę. 
U każdego ludu ze zmianą otaczającycłi warunków zmienia się 
wprawdzie forma istnienia, ale przetwarza się po- 
wolni e j w miarę siły, czasu i wkorzenienia się w umysł i ciało 
dawniej przeżytycłi kształtów kultury gospodarczej i umysłowej. 

Żydzi n. p., od kilkuset lat zamieszkali w Polsce, mają odciś- 
nięte na swojem życiu dłuższe ślady pobytu w Niemczech, za- 
trzymane w stroju i w żargonowej mowie. 

Tak samo odnaleźć można u osiadłej na roli ludności ślady 
dawnego koczowniczego, palowego, a nawet jaskiniowego życia, 
nie tylko w bardzo licznych zabytkach językowych, ale w budo- 
wnictwie mieszkalnem, gospodarczem i zbytkownem, tudzież w ca- 
łym charakterze zdobnictwa. 

Słowem, że w s z y s t k o, co kiedykolwiek ludzkość w dzie- 
jach swoich przeżyła, jest w niej, mówiąc słowem filozoficznem 
Hegla, w podwójnem znaczeniu «a u f g e h o b e n». 

Raz «aufgehoben» jako coś już przebytego, nieistnieją- 
cego pozornie dzisiaj, zniesionego na zawsze, a drugi raz jako 
rzecz zachowana, zawarta w ludzkości i nieustannie 
wpływająca na ogólną sylwetę kultury poszczególnych naro- 
dów; owych gatunków drzew przeróżnych, rosnących w ogromnym 
od biegunów do równika gwarzącym lesie ludzkości. 

I tak być musi. Inaczej nie wzrastałaby pojemność 
życia społecznego i osobistego i tem samem nie by- 
łoby historyi kultury. 

Kultura dopiero, pokoleniami wzbierając, usposa- 
bia jednostki do skupienia w sobie natężonego ro- 
zumowo, uczuciowo, obyczajowo i materyalnie ży- 
cia, które nazywamy cywilizacyą. 

Oto jest poprawka, jaką wraz z innemi uwagami dołączyłem 
do słusznego zresztą zdania prof. Riehla, i na tem usiłuję oprzeć 
moje następne przypuszczenia. 



ROZDZIAŁ II. 

EUROPn PRZEDHISTORYCZnn. 



Ojczyzną naszą w szerszem znaczeniu jest Europa. Historya 
tej części świata odcisnęła się na naszej cywilizacyi. ' W Europie 
dopiero rozwinął się ten typ kultury aryjskiej, która dziś rozpiera 
się na całym świecie. 

Było to w dyluwium, w ostatniej zanikającej epoce lodowej. 

Klimat dzisiejszej północnej Norwegii był klimatem środko- 
wej Europy; foki, pingwiny i reny uwijały się tam, gdzie dziś 
grzeją się w słońcu kąpielowicze morscy. 

Pojawia się wówczas człowiek w tej najmniej przez zmiany 
ówczesnego klimatu dotkniętej części Europy, we Francyi i w Hi- 
szpanii. 

Nie znaczy to, żeby go pierwej nie było, prawdopodobnie 
poprzedzał jaskiniowego człowieka według znakomitego znawcy 
jaskiń angielskich Boy Dawkinsa, «człowiek ujść rzeczny ch», który 
przed epoką czwartorzędną, to jest ostatnią w geologii, w towa- 
rzystwie «Elephas antiquus» (słonia starszego typu) istniał w Euro- 
pie. (Lud. Buchner, I^ell. K. g., tom VI, str. 191). 

Człowiek ten trzeciorzędowy, zdaje się, że ustąpił przed na- 
pływowymi lodami miejsca ludzkości jaskiniowej. 

Jaskiniowiec dopiero wtedy ślady swojej bytności pozostawił 
w grotach, kiedy mu się udało z kawałków kości lub drzewa i ob- 
łupanego odpowiednio krzemienia lub którego z Nephroidów, Ja- 
deitu naprzykład, uzyskać topór, broń, zdolną wyprzeć drapieżne 



— 14 — 

zwierzęta, zamieszkujące jaskinie, wówczas ciepłe temperaturą do- 
bywającą się z wnętrza mniej ostygłej ziemi. 

Francy a, Anglia, Włochy, Szwajcarya i Węgry pełne są tych 
grot, będących kiedyś miejscem zamieszkania. 

Bertrand naliczył w r. 1874 w 40 rozmaitych departamentach 
Francyi około 400 jaskiń niegdyś zamieszkałych. 

Obok naturalnych grot trafiają się sztucznie drążone jaskinie, 
które pierwotny człowiek wykuł w kredowym pokładzie gór Juraj- 
skich. U nas w Krakowskiem, w Bubniskach nad Dniestrem, w Ury- 
czu w Beskidzie znajdziemy ślad jaskiniowego mieszkania przedhi- 
storycznych ludów. Człowiek trzeciorzędowy, razem z człowiekiem 
jaskiniowym dawniejszej epoki, należał według Dawkinsa «do okresu 
paleolitycznego, nie polerował jeszcze kamienia, nie znał je- 
szcze garncarstwa, rolnictwa i chowu bydła, nie miał zwie- 
rząt domowych, odziewał się w skóry zwierzęce, był długogłowcem 
i pochyłozębnym, a żył z polowania*. Ku końcowi okresu lodowego, 
kiedy ciepło wzrosło, człowiek jaskiniowy został wyparty przez 
«ludzia» neolitycznych czasów, który przyszedł z Azyi i nigdy zu- 
pełnie już wyplenionym nie został (cyt. u Buchnera, Hellwald Kul- 
turgesch., tom I, str. 191). 

Człowiek ten «azyatycki» umiał polerować krzemień, urządzać 
sobie sztuczne domostwa, a groty opustoszałe służyły jeszcze długo 
w czasach wojen religijnych i prześladowań jako ucieczka, a wy- 
jątkowo jeszcze we Włoszech i Chinach do dziś, jako codzienne 
mieszkanie. 

Szczególnie interesującą jest słynna grota św. Magdaleny 
w departamencie Dordogne w południowej Francyi. Po raz pierw- 
szy spotykamy się w niej z «dziełami sztuki» jaskiniowego czło- 
wieka. 

Są to rysunki i zarysy przeróżnych przedmiotów, a zwłaszcza 
zwierząt, które to szkice czyniono za pomocą rylca krzemiennego 
na kościach. 

Znajdują się wśród nich wyborne odtworzenia, jak naprzykład 
na pół złamanej płytce z kości słoniowej odnaleziony obraz trzech 
kroczących za sobą mamutów. 

Z jaskini Bruniąuel są rysunki rena, konia, koziorożca, węża, 
łososia, niedźwiedzia jaskiniowego, słonia, tura, jelenia, psa mor- 
skiego, obok ptaków i gadów. 

W Szwajcaryi, w sławnej grocie Kesslera koło Szafuzy, od- 



— 15 - 

naleziono obok resztek kultury jaskiniowego człowieka szczątki 
małego konia czasów dyluwialnycłi, który zdaje się służył człowie- 
kowi wówczas za główne pożywienie. 

Z rzeźby szczególnie znaną jest z rogu rena wycięta głowa 
piżmowca, który dzisiaj zupełnie na północ się usunął, razem z tą 
uzdolnioną artystycznie rasą długogłową, posiadającą — jak mówi 
Krzywicki — «względnie twarz szeroką, wązkie oczodoły, wysoko- 
rosły wzrost». Ci pierwsi artyści byli to myśliwi, stojący w tej fa- 
zie rozwoju, co Indyanie dzisiejsi północnej Ameryki. Myśliwi ci 
wywędrowali częściowo wraz z reniferem na północ, do Szwecyi 
i Danji». (Krzywicki, Ludy, str. 250). 

Z czasem zmieniającego się bowiem nachylenia ziemi do 
słońca dnsolacyi, jak nazywają to twórcy powyższej hypotezy, tłu- 
maczącej istnienie epoki lodowej, uczeni Kroll, Pilar, Wallace 
i Pencłi), ośrodek zimna przesunął się znowu w niezmierzonej linii 
czasów ku biegunowi północnemu h 

Lodowce ustąpiły z północnego pobrzeża środkowej Europy, 
cofnęły się w góry w okolicacłi Alp, a na ich miejsce rozpostarła 
się na poły bagnista nie wiele rozmarzająca tundra o pół- 
stepowym charakterze. 

Istnienia jej dowiódł Alfred Nehring, badając faunę przedhi- 
storycznych grot niemieckich i węgierskich. Znalazł w nich bowiem 



L 



M w ostatnich czasach powstała nowa próba tłumaczenia epol<i lodowej. Pa- 
nowie Paweł i Fritz Sarasin (Yerhandl. d. Naturforschenden Gesell. in Basel 1901. 
Zesz. 3) wsicazując, że lodowej epoce towarzyszy obniżenie stanu ciepłoty na całej 
ziemi, przy tych samych prądach morskich i rozdziale różnic w temperaturze co dziś, 
wyjaśniają ówczesny spadek ilości ciepła (z położenia wiecznej linii śniegów w okre- 
sie lodowym (Penchi obliczono, że ubytek ciepła o 6 stopni Celsiusza w porównaniu 
do dziś, przedstawia na j skr a j ni e j szą zmianę zimna, którą dla lodowej epoki przy- 
jąć należy) masowymi wybuchami wulkanów, które wyrzucając olbrzymie kłęby obło- 
czne kurzu wulkanicznego, zdolne były osłabić siłę promieniowania słońca i podnieść 
ilość opadów. Jako dowód przytaczają powyżsi uczeni wybuch wulkanu Krakatau w le- 
cie w r. 1883, którego masa wyrzutowa wynosiła pomiędzy 16—30 sześciennych kilo- 
metrów, a rzucona była na blisko 40 kilometrów w górę. Masa ta okrążyła ziemię 
3 — 4 razy, a obniżając się została porwaną do umiarkowanych okolic okrywając we- 
lonem dymnym ziemię. Wówczas to rzucały się w oczy jaskrawo czerwone zachody 
i wschody słońca, o których pisano szeroko i długo, a więcej jeszcze rozprawiano, 
w równikowych okolicach pył ten był tak gęsty, że zasłaniał słońce zupełnie, kiedy 
nad widnokręgiem ledwo co się wzniosło. Welon ten zmniejszył gwałtownie pro- 
mieniowanie światła i ciepła, a cząstki pyłu działając jako ziarno, około których para 
wodna skraplać się mogła, wywoływać musiały częstszą ilość opadów powietrznych 



— 16 - 

szczątki kości skoczków stepowych tego gatunku, który żyje obe- 
cnie w stepach Azyi i Europy wschodniej (Zeitschr. f. Ethnologie, 
tom 13, rok 1887, str. 107). 

Na tundrach tych jedne miejsca obsychały, natomiast gdzie- 
indziej znowu szumiące roztopami rzeki, zwłaszcza ku ujściom, two- 
rzyły bagna i moczary. 

Z jaskini wysunął się człowiek na świat boży i chroniąc się 
przed dzikiemi zwierzętami, a także przed wilgocią moczarów, wy- 
budował mieszkania na palach, w których znowu przebył długie 
tysiące lat. 

Zaś na suchszych miejscach, może wśród lasów, jakby odle- 
głym wspomnieniom jaskiniowych mieszkań hołdując, chował zmarłe 
w małych sztucznie uczynionych kamiennych grotach, ustawiał im 
szeregi kamieni, lub też jedne na drugich, tak zwane dolmeny, któ- 
rymi zasiane są pola przedhistorycznych czasów, a które szczegól- 
niej pięknie we Francyi oglądać można. Miarkując po tych olbrzy- 
mich często dolmenach, służących zapewne za groby całym ple- 
mionom, spotykamy się w Europie, jak to zresztą także z mieszkań 
palowych wnosić można, z pierwszymi objawami gromadnego ży- 
cia. W tym czasie zjawia się zapewne, jeden z najstarszych sprzętów, 
plecionka koszowa z wikliny; trzcina, druga bagnista roślina użyta 
jest na matę, z lnu czynią się tkaniny, sieć na ryby, sznur i dziane 
na kołeczkach płócienko. Kosz oblepiony gliną i wypalony dawał 



i mgieł. Na Mauritiusie stwierdzono w onych czasach większą ilość burz, i ogólnie 
zauważono zwiększenie się wilgoci w powietrzu. Jeśli odniesiemy to wszystko do końca 
epoki trzeciorzędowej i całej dyluwialnej, to odnajdziemy znamienne dla tycli czasów 
wżarcia się wód na brzegach dzisiejszych lądów stałych. Znak to potwornie wybuja- 
łych i długi czas trwających wybuchów wulkanicznych, wobec których dzisiejsze wy- 
buchy słabym są odblaskiem. Masy pyłu wulkanicznego więc rzucone w powietrze, 
zasłaniając słońce i powodując znaczniejszą ilość opadów, mogły najzupełniej obniżyć 
ciepłotę na powierzchni ziemi o 6 stopni Cel., co znów wystarczało dla utworzenia 
się powłoki lodowej tam, gdzie dziś kołyszą się fale zbóż i szumią lasy. W czasie 
epoki lodowej zaznaczają się międzylodowe okresy wzmożeniem się ciepłoty i cofa- 
niem lodów znamienne. Panowie Sarasin tłumaczą to zjawisko przerwą w czynności 
wulkanów i umniejszeniem się pyłu i popiołu wulkanicznego w powietrzu. Za teoryą 
powyższą przemawia i to, że u końca okresu węgla kamiennego i w czasie Permskiej 
iormacyi, w którym to czasie panowały gwałtowne wybuchy wulkaniczne, również są 
dane (nieuwarstwowione rumowiska, ogładzone i porysowane skały), które za okresem 
lodowym dawniejszym przemawiają. Panowie Sarasin przychodzą więc do wniosku, że 
•pomiędzy ogniem wnętrza ziemi i spotęgowaniem się jego czynno- 
ści a pomiędzy okresami lodow)'mi istnieje przyczynowy związek*. 



— 17 — 

pierwsze urny i garnki, noszące na sobie, jak to z niektórych egzem- 
plarzy terrakotowych w Anglii znalezionych wnosić można, aż na- 
zbyt widoczne ślady w zdobnictwie, swego oparcia się o plecionkę 
koszową. 

Ślady mieszkań palowych, odkryte przez Meyera w r. 1853, 
na dnie jeziora zurychskiego, wywołały poszukiwania i w innych 
okolicach, a gdzieniegdzie znalazły się osady tak wielkie, że blisko 
sto tysięcy palów odkryto na jednem miejscu, jak to jest naprzy- 
kład w Robenhausen. Pomost na palach oparty pokrywał przestrzeń 
60.000 metrów kwadratowych. Na jeziorze Neufchatelskiem mogło 
według obliczeń zmieścić się bHzko 5.000 ludzi. 

Z początku palowe mieszkania były jedynie rusztem palo- 
wym, wbitym w dno jezior, stawów lub bagien, na którym mie- 
ściły się chaty plecione z wikliny, a oblepiane gliną, jak to znale- 
ziona w «Terramare» emiliańskiem (Nadpadowe budowle palowe) 
resztka gliny z odciskiem plecionki wiklinowej wskazuje fZeitschr. 
f. Ethn., tom II, str. 3, Hartmann, Ober Pfalbauten). Niektóre bu- 
dowle mieszczą jako wypełnienie między palami ziemię i kamienie. 

We wschodniej części Szwajcaryi i górnej Austryi z nasta- 
niem doby metalowej w kulturze urywa się raptem istnienie palo- 
wych mieszkań, natomiast w zachodniej Szwajcaryi cały okres 
bronzowy aż do żelaznej epoki przepędzają jeszcze ludzie na pa- 
lach 1). 

W północnych Niemczech i w północno-zachodniej Słowiań- 
szczyźnie mieszkania palowe istnieją w późnej żelaznej epoce, jak 
to prof. Yirchow tylokrotnie pokazał i udowodnił. 

Z palowemi mieszkaniami więc związany jest doniosły okres 
kultury, oparty na wynalazku spożytkowania wyżarzonych lub wy- 
topionych kruszców. 

Metalem tym w Europie była początkowo kowana miedź, 
która też jako wyłączne tworzywo dotrwała gdzieniegdzie [w Ame- 
ryce, aż do jej odkrycia) do najnowszych czasów. 



\) ślady językowe krzemiennych niegdy młotów istnieją u Węgrów, którzy pra- 
wdopodobnie przejęli je od Słowian w pierwszycłi czasacłi osiadłego życia, i do dziś 
je zatrzymali, jak zresztą moc innych wyrazów w mało zmienionych, zaschłych nie- 
jako formach. Po madziarsku krzemień zwie się »Kowa«, kowal zaś to »Kovacs<i, 
kuć »kovacsol« (Pagarasi-Worterbuch der ungarischen Sprache). Widocznie jeszcze za 
czasów najścia Węgrów do Europy istniało u Słowian żywe językowe wspomnienie 
krzemiennych młotów i narzędzi. 

DZIEJE MIESZKAŃ O 



— 18 — 




Wiz. 1. Mieszkanie palowe ze Szwabji. 



Istnienie jej jako metalu bronz poprzedzającego udowodnił 
Pulszky. Dalszy napływ cyny z fenicyjskiego wscliodu, która zmie- 
szana z miedzią czyni ją łatwo topliwą i daje razem piękny żółty 
i przydatny aliaż, urwał wnet okres miedziany. 

Hellwald przypuszcza nawet, miarkując po zawartościach gro- 
bów przedetruskicłi w Italii i po tern, że w Afryce także ludy bez- 
pośrednio z okresu krzemiennego 
przeszły do żelaza, że żelazo po- 
przedziło bronz, a jedynie niewy- 
trzymałość na wilgoć i działanie 
powietrza rdzą przetrawiło żelazne 
zabytki starszych okresów i dla- 
tego ciężko dziś stwierdzić nie- 
wątpliwie dawny wynalazek żelaza. 
Hellwald opiera przypuszczenie 
naprzód na wszędzie obecnej ru- 
dzie darniowej jako narośli bagni- 
stych okolic, łatwej do wypraża- 
nia żelaza, dalej na fakcie, że wyprażenie i odkucie żelaza znacznie 
jest technicznie łatwiejszem i poprzedza zawsze sztukę odlewania. 
W każdym jednak razie właściwą przewagę żelaza jako me- 
talu odnieść należy do ostatniej, najpóźniejszej epoki. 

Uczynienie z kruszców nowych, trwałych, ostrych narzędzi 
pracy przyspieszyło tern bardziej tempo rozszerzalności życia i opa- 
nowania przyrody na rzecz człowieka i uczyniło z mieszkańców 
palowych i ziemiankowych lud pod wielu względami do nas ogól- 
nym typem cywilizacyi zbliżony, rolniczy i pasterski. 

Uczeni rozróżniają głównie dwie warstwy kultury metalowej, 
bronzowej i żelaznej, której formy odnajdujemy u mieszkańca pa- 
lowych chat. Starszą z nich jest warstwa bronzu, zwana od mia- 
steczka Hallsztatt, gdzie znaleziono bronie i narzędzia bronzowe 
najpóźniejszej, już w żelazo wchodzącej epoki, warstwą hall- 
sz tacką. W okresie hallsztackim widać jeszcze wpływ plecionki 
i tkaniny na zdobnictwo metalowe. Metal nie wydobył jeszcze ze 
siebie, za wyjątkiem spiralnie kręconych drutów, jeszcze tych wła- 
ściwych form, przystosowanych do odlewu, kucia i grawirunku. 

Natomiast w nowszej warstwie, już żelaznej na 
poły, zwanej od wioski nad jeziorem Neufchatelskiem 
La Tene, okresem lateńskim, zjawia się samodzielna ornamentyka. 



- 19 - 

Linie, listki, rozety, obrazy zwierząt, odlewem i odkuciem pięknem 
świadczą o nowo powstającem źródlisku form artystycznych, nie 
znanych ludzkości przedtem. 

Zdobył je chłop palowy szwajcarski, którego życie codzienne 
wyjaśniły uczone badania Rutimayera i O' Heera, dokonane na 
podstawie resztek kuchennych, zawartych na dnie jezior. Chłopi 
palowi należeli do ludów rolniczych i pasterskich. 

Obok najrozmaitszych zwierząt upolowanych, jak sarna, ja- 
zwiec, niedźwiedź, łoś, tur, żubr, zjawia się rodzaj oswojonej tor- 
fowej świni, miarkując po zmianach anatomicznych, chowem wy- 
wołanych, zdawna bardzo udomowionej i kilka ras zwierząt domo- 
wych, dziś już zaginionych. Koń na razie jest rządkiem zwierzę- 
ciem, ale należy już do dzisiejszego gatunku. Z roślin wyróżnił 
Ruttimayer trzy odmiany pszenicy, między innemi rodzaj dokładnie 
podobny do tej, którą w grobach królów egipskich odna- 
leziono (Triticum turgidumi. Obok tej pszenicy, lubiącej widocznie 
ziemię świeżo z wody odkrytą, znaleziono proso, gatunek 
jęczmienia (Hordeon hexastichon), słowem wilgotny grunt lubiące 
zboża, natomiast brak zupełny był żyta i owsa. Z roztartego na 
żarnach prosa pieczono placki, którego resztki znalazły się na dnie 
śmietnika jeziornego. Suszone jabłka, czereśnie, jarzyny, maliny, 
orzechy laskowe i ziarna bukwy służyły na deser jako owoce. 
Z jarzyn znano rzepę, marchew, groch i pasternak. Len dawał przę- 
dzę na tkaniny. 

Mieszkanie, jak to ze znalezionego domku koło Schiessenried 
w górnej Szwabii wynika, były tworzone z wiązanego w ramy 
drzewa (ryglówki), składało się z izby z ogniskiem kamiennem i ko- 
mory. Przestrzeń między belkami wypełniano gliną. Długość 
mieszkania wynosiła 10 m., szerokość 7 m. Z brzegiem łączył wieś 
palową drewniany mostek. Naturalnie był to już znacznie rozwi- 
nięty typ mieszkania (wiz. 1). 

Sztuka chłopów palowych nosiła na sobie wybitne piętno ple- 
cionki i tkaniny, a tylko metalowe wyroby, jak ślimakowe spinki, 
przypominały drutową technikę (giętego drutu), kolczyki zaś 
spławki wędkowe. 

Niektóre przedmioty, znalezione w stacyi Sipplingen, na je- 
ziorze bodeńskiem, wskazują na to, że wieś palowa aż do czasów 
rzymskich była zamieszkałą. We Włoszech górnych istniały mie- 
szkania palowe nasypowe (Terramare) między Padem a Apeninami, 

2* 



— 20 — 

w okolicy Reggio Emilia; w Irlandyi zaś wyspy sztuczne drewniane, 
zwane Cranoges, które również historycznych czasów sięgają. 

Odkładając omówienie nawodnych mieszkań, sięgających istnie- 
niem swojem dziejowych, ściśle określonych czasów, do osobnego, 
«palowcom> poświęconego rozdziału, dotkniemy tu jedynie pa- 
lowych budowli, znajdujących się poza granicami Europy. Podróżni 
znaleźli je u Papuasów w Nowej Gwinei, u Dajaków (na suchej 
ziemi), w Borneo i u murzynów na jeziorze Tsad. 

Szczególniej ciekawe dane dotyczą mieszkańców północnego 
Celebesu, Toun Singals, o których p. Riedel (Zeitschrift f, Ethnol. 
r. 1872, str. 193) temi słowy pisze: «Z wiadomości moich o ich 
przeszłości wynika niewątpliwie, że Toundanosy czyli Toun Singalsy 
z początku nie byli mieszkańcami budowli pało wy eh, 
lecz dopiero z braku ziemi zmuszeni zostali przez 
kilkaset lat domy swoje budować na jeziorze w Mi- 
n a h a s a». 

Domy te, podobne na wskroś do europejskich tego samego 
pokroju, świadczą jeszcze raz aż nazbyt wyraźnie, że od zewnętrz- 
nych warunków fizycznych zawisłą jest materyalna strona życia 
człowieka i że podobne objawy życia mogą samorodnie powstawać 
tam, gdzie istnieją podobne stosunki przyrodnicze. 

Palowcy są nam może najbliżsi rodzimą, z osiadłego życia 
płynącą kulturą, w przeciwstawieniu do stepowców-Aryów wędro- 
wnych. Zostawili oni w pojęciach, wyrazach, wreszcie w konstrukcyi 
budowniczej i inżynierskiej, tudzież w sztuce, tyle nabytych drogo- 
cennych doświadczeń, że przybyły na miejsce przez nich zajęte 
stepowiec-Arya radyby sobie bez nich dać nie mógł. Nie dziw też, 
że tradycya palowej kultury z czcią jest przechowywana w calem 
słownictwie ludów aryjskich, które niegdyś pierwszą stopę w Euro- 
pie postawiły, u Greków, Rzymian, u Germanów i u Słowian. 

Już z powyższych zestawień wynika, że ludy «palowe» rasowo 
nie mogły być jednolite w czasie między okresem kamienia gła- 
dzonego, przez okres miedzi, bronzu, żelaza, aż do najnowszych 
czasów. Przed pier wszem najściem krótkogłowców, a potem Aryj- 
czyków z Azyi, zamieszkiwali Europę południową i zachodnią dłu- 
gogłowcy. Do nich należałoby zaliczyć niektóre typy Walii i Irlan- 
dyi, o których przedstawicielach czytamy: «Chód lekki, włos gruby 
i ciemny, twarz długa, a nawet bardzo długa, często nawet wazka, 
najszersza poniżej oczu, Podbródek bardzo wazki, czasami wysta- 



- 21 - 

jacy i najczęściej w tył podany. Nos wazki, niekiedy znacznie 
długi, czasami zbliżony do żydowskiego. Czoło wązkie, lecz nie 
pochyłe. Skóra ciemna lub mocno czerwonawo-brunatna. Czaszka 
długa i bardzo wązka». (Mackintosłi cyt. u Krzywickiego, Ludy, 
str. 248). 

Również Hiszpania, Sardynia, Korsyka, Sycylia i południowe 
Włochy były w zaraniu dziejowem «Iberyjskiemi», jak nazywają 
antropologowie ludność przedaryjską. 

Język Basków, zdaje się, ostatniego szczątka ludów przed- 
aryjskich, któremu w niedostępnych Pirenejach udało się odrębność 
swoją zatrzymać, również składnią i dźwiękiem, obcym zupełnie 
pniowi języków indo-aryjskich, świadczyłby o dawno minionych 
dziejach Europy. 

Plemiona indogermańskie, na poły długogłowe, które zjawiły 
się w Europie, po długich zapewne wiekach wędrówki przyniosły 
ze sobą tradycye i zwyczaje stepowych ludów, jakie opisywaliśmy 
na wstępie, mówiąc o Kirgizach w poprzednim rozdzielę. 

«Uległa, zdaje się, naprzód aryanizacyi Grecya, zalana przez 
Pelasgów, Illirów, potem przez Traków, którzy zepchnęli poprze- 
dników w doliny górskie półwyspu bałkańskiego (dzisiejsi Albań- 
czycy) i sami zajęli porzecza urodzajne oraz Tessalię i Beocyę, 
a w dalszym ciągu wtargnęli do Azyi Mniejszej, dając początek 
mnóstwu grup drobnych (mykyjskich, frygijskich i likijskich). W Ar- 
menii spotykamy inny potok aryjski idący od Eranu. Wreszcie je- 
szcze później przybyli Helenowie. W ItaHi Aryjczycy ukazali się 
daleko później, a paleontologia dowodzi, ze przybyH tutaj z pół- 
nocy z trzodami wołów, kóz, owiec, świń, że posiadali ciężki 
wóz '), który ciągnęły woły, że byli odziani w skóry i proste tka- 
niny i że jedynie wódz miał topór bronzowy. Sycylia zaś, Sardy- 
nia i Hiszpania jeszcze za czasów historycznych były iberyjskiemi» 



8) Wóz na kołach to jeden z najstarszych sprzętów, tak, że zdążył wejść obok 
konia do słonecznej mitologii Indów. Wóz był u nich przedstawicielem słońca w pe- 
wnycti razach (Zeitschr. f. Ethnologie. Mannhardt die lettischen Sonnenmythen). Koło 
palone z gliny z epoki bronzowej znaleziono w Szwajcaryi (Zeitschr. f. Ethnologie, 
tom 15). Również Italia dała szereg wozów o ciekawej konstrukcyi z przedhistory- 
cznych czasów. Urnę przedstawiającą wóz z kołami o 4 sprychach, dwukonnie zaprzę- 
żony, wydobyto w Darslobe w Prusach wschodnich. Również ornament 
koła o 4 sprychach widoczny na licznych urnach słowiańskich, zestawiony ze j>swa- 
styką«, zdaje się łączyć z przedstawieniami o słońcu i o wozie. 



- 22 — 

(cyt. u Krzywickiego, Ludy; zobacz też: Dr. Lubor Niederle, Lid- 
stvo V dobę pfedhistorickei. 

O Słowianach Dr. Niederle mówi zaś co następuje: Słowianie, 
językowo związani z grupą łotewsko-litewską, zapewne razem z nią 
oderwali się od pnia indogermańskiego. O tem zaś, czy Słowianie 
byli naprawdę Aryami, czy też zaryanizowanymi przybyszami, ba- 
dania językowe nic nie powiadają. Ze stanowiska antropologicznego 
tyczy się Słowian zupełnie to samo, co odnosi się do innycłi na- 
rodów. 

Liczba krótkogłowców wśród Słowian ku południowi i zacłio- 
dowi przybywa, ubywa w kierunku wschodu i północy. Badania 
zaś czaszek z grobów między 8 a 16 stuleciem poucza, że Słowia- 
nie dawniej więcej liczyli dlugogłowców wśród siebie, którzy zu- 
pełnie podobni byli do typów germańskich z grobów rzędowych. 

Zdaje się więc, że długogłowcy aryjsko-słowiańscy zmieszali 
się z krótkogłowymi pramieszkańcami środkowej Europy (których 
wzdłuż Alp przez Bałkany śledzić można), zupełnie jak to się działo 
u Celtów i Germanów. Im bliżej sfery alpejskich krótkogłowców, 
tem krótszą jest czaszka i ciemniejszem uwłosienie i płeć, im dalej 
na północ, tem więcej dlugogłowców i blondynów. 

Różnice te wytworzyły się zapewne po oddzieleniu się gałęzi 
litewsko-łotewskiej od słowiańskiej, co działo się zapewne ku koń- 
cowi okresu neolitycznego, a najpewniej w początkach 
kultury miedzianej, kiedy te plemiona poza górny Dniepr 
w okolicach Prypeci i Berezyny nie wyszły. Było to zapewne na 
kilkaset lat przed Chrystusem. (Niederle, O puwodu Slowan, Studie 
k słowańskim starożitnostom). 

Na pniu kultury palowych mieszkańców zaszczepili swoją 
płonkę «namiotowcy», zmieszały się rodzime, długo nabywane oby- 
czaje z napływowemi, a z nich wyszła nowa forma życia kultural- 
nego, odzwierciedlona w mieszkaniach i życiu gospodarskiem, którą 
rozważyć i w sylwetę dziejową ująć będziemy próbowali. 

Przedmiotem zaś klinicznym naszych badań będzie jedna ga- 
łązka pnia indogermańskiego, lud polski. Dzieje przekształcania 
się wewnętrznego naszego narodu tysiącznymi węzłami związane 
są z resztą ludów Europy i dlatego rozbierając historyę niepozor- 
nego mieszkania włościańskiego w Polsce, w pewnej mierze rozpa- 
trzymy wnętrzności Europy w historycznych czasach w jej poufnem 
domowem życiu. 




- 23 - 

Przechodząc obecnie do szczegółowego rozbioru warstw mie- 
szkaniowo-kulturalnych w Europie i w Polsce, pragnę podać zarys 
ogólny, który u mnie będąc końcowym rezultatem żmudnych 
studyów, dla czytelnika stanowić będzie natomiast pewne myślowe 
rozłożenie całości, nieodzowne dla śledzenia całokształtu pracy. Za- 
znaczam jednocześnie, że podane są ninie najważniejsze wytyczne 
znaki, po których warstwę każdąw dziejach budownictwa i kul- 
tury od następującej odróżnić a równocześnie z następną w i ą- 
z a ć należy. 

Genealogia rozwojowa mieszkań w Europie. 

Wątek europejski. 

I. Trzeciorzędowiec — człowiek ujść rzecznych (?). Broń: róg, 
kość. Mieszkanie: nieklecona buda z gałęzi (?). Sztuka nieznana jak 
u Botokudów fmoże zęby i pazury nawlekane). 

II. Czwartorzędowiec — Epoka lodowa. — Jaskiniowiec dłu- 
gogłowy. — Myśhwy. — Broń, narzędzia: róg, kość i krzemień 
rogiem łupany, niegładzony. Mieszkanie: grota kamienna natu- 
ralna, po niej sztuczna. Sztuka z myśliwstwa poczęta, w rogu, ko- 
ści i w krzemieniu wyrażona. Początek techniki kamiennej, tej pod- 
stawy wszelkiego późniejszego budownictwa w kamieniu. 

III. Alluwium, zniknięcie lodowców, tundra stepowa w Euro- 
pie, potem liczne bagna. Zmiana materyału budowniczego 
z kamienia na drzewo, plecionkę koszową i glinę suszoną, 
potem paloną, stąd początek garnków. Kamień kamieniem 
obrabiany i gładzony. Dziedzictwem myśliwskiej epoki chów 
oswojonych, dawniej dzikich łownych zwierząt, zwłaszcza świni. 
Ślady początków rolnictwa. Płótno z lnu. 

Wątek azyatycko-europejski stepowy. 

IV. Stepowcy krótkogłowi. Step — mroźna zima — gorące 
lato, stada koni i owiec, tkanina z wełny. Mieszkanie: namiot z pil- 
śni. Sztuka to wątki tkaninowe geometryczne. Dążność ku zmianie 
miejsca. Początek metalów. Miedź. 

V. Stopienie wątków stepowej napływowej z palową, tubyl- 
czą osiadłą kulturą. Bronz. Plecionka koszowa i tkaninowa w sztuce, 
wpływ bagna na formacyę osad stałych i na jakość urządzeń 
społecznych. Okres żelazny i zetknięcie się z dobą historyczną. 

VI. Ziemianka — kosz — opuszczenie mieszkań palowych — 



— 24 - 

przeniesienie się z pomostów palowych na ziemię — wypalanie 
ścian glinianych — stąd początek cegły i majoliki wraz z budo- 
wnictwem murowanem w cegle — rolnictwo — chów bydła — 
sztuka: plecionka koszowa i skórzana (patrz sztuka staroceltycka 
i normanska). 

VII. Las w Europie: Drzewo jako wyłączny materyał. Ró- 
żnice w traktowaniu jego zawarte w przyrodniczem otoczeniu i w hi- 
storycznych warunkach rozwojowych. Oparcie o palowe mieszkanie. 
Znaczenie drzewa i roślin w sztuce i w kulcie. 

VIII. Znikanie lasów. Zwrot do kamienia i cegły. Odrodzenie 
muru kamiennego i ceglanego, czyli wejście do dziejów sztuki wy- 
rażonej w formach stylów t. zw. historycznych. 

Według Niiescha, który poczynił obliczenia dotyczące w Szwaj- 
caryi, gdzie z uwarstwowień geologicznych łatwiej było odczytać 
czas prawdopodobny trwania warstw kulturalnych, przypada na 
okres lodowy około 100.000 lat. Przejście od okresu lodowego do 
tundry 12.000 lat. Okres stepowy i tundrowy (gładzonego kamie- 
nia) 8.000 lat. Okres palowy, względnie cały neolityczny wraz z kul- 
turą miedzi, bronzu i żelaza 4.000 lat. Od końca neolitycznego 
czasu (historyczna epoka) po dzisiejszy dzień 4.000 lat. (Zeitschrift 
fiir Ethnologie XXIX, Ver. 86). 



ROZDZIAŁ III. 

MYŚLIWY. -- jnSKIIilOWIEC EUROPEJSKI. 



Dając w poprzednim rozdziale ogólnie pomyślany szkic roz- 
woju przedhistorycznej Europy, miałem na celu uczynienie ram 
szerokich, w które później pomieścić będzie można poszczególne 
działy w badaniach. Obecnie rozpoczynam szereg ustępów, poświę- 
conych szczegółowym badaniom od najstarszej warstwy kultural- 
nej, której ślad wyraźny nauka na światło dzienne wydobyła. 

Warstwą ową jest omawiana już nieco kultura jaskiniowca 
europejskiego, o której wspomnieliśmy w poprzednich rozdziałach. 
Nim jednak skierujemy uwagę na przedmiot niniejszy, należy się 
czytelnikom naukowe wyjaśnienie, dlaczego tak odległy okres, »nie- 
wypełnioną przepaścią« przedzielony od kultury człowieka alluwial- 
nych czasów, uważamy za konieczne ogniwo, bez którego łańcuch 
dziejów mieszkań ludowych nie miał by swego myślowego po- 
czątku. Wmieszamy się przez to nieco w spór naukowy, który 
rozgorzawszy między lingwistami a antropologami rozdzielił świat 
naukowy na dwa obozy. Pierwszy, a zarazem starszy i silniejszy, 
wychodzi z zasadniczego pokrewieństwa, wiążącego współczesne 
języki indoeuropejskie z irańskim i sankryckim i w ten sposób 
przyjmując istnienie w odległej przeszłości pnia wspólnego dla 
Arjów europejskich i azjatyckich, szukał kolebki naszej współcze- 
snej kultury w Azji (Schraden. Odłam antropologów (Penka-Wilser), 
opierając się na ścisłym związku, jaki istnieje pomiędzy długogłow- 
cem jaskiniowym we Francyi, a współczesną rasą długogłowców- 



— 26 - 

blondynów północno-europejskich wnosi (Penka), że współczesna 
rasa Europejczyków jest tubylczą, i sięga swoim początkiem pa- 
nowania epoki lodowej. Ze stanowiska antropologicznego nie jest 
natomiast rozwiązaną sprawa istnienia krótkogłowców brunetów, 
którzy siedząc wzdłuż pasm górskich środkowej Europy, są tak 
typowem zjawiskiem. 

Już w szkicu poprzednim, powtórzyliśmy twierdzenie wybi- 
tnie naukowycłi imion, jakoby ci krótkogłowcy przedstawiali na- 
pływowy ze wschodu żywioł, gdzie do dziś krótkogłowiec jest 
olbrzymio przeważającem zjawiskiem. Zmieszanie tych żywiołów 
rasowych, których obrazem jest ludzkość europejska, wysuwa je- 
dnak całą siłą swego dokonania sprawę pokrewieństwa języków 
indogermańskich. Istnieje mianowicie trudność odczynienia tych 
wpływów językowych, jakie pra-europejczyk długogłowy niewąt- 
pliwie zostawił, ale w tak jednolitym stopie, że wszelkie oddziele- 
nie należnego jemu pierwiastku ze współczesnej plątaniny języków 
indo-europejskich, jest na razie niemożliwe, zwłaszcza wobec pa- 
nującej u językoznawców dążności wywodzenia z jednolitego pnia 
językowego wszelkich dzisiejszych odrębności (Schmidt). Tem milej 
mi jest więc powołać się na jedną z otwartszych głów, za jaką 
uważam H. Hirta w niniejszym przedmiocie. — H. Hirt przyjmu- 
jąc wyniki badań antropologicznych, przyznaje, »że Europa przed 
najściem Indo germanów, nie mogła być pustynną i bezludną, ale 
że od niepamiętnych czasów jeszcze przed lodową epoką, w pierw- 
szym okresie kamiennym, istniało liczne osiadłe zaludnienie. A jeśli 
dalsze istnienia tych ludzi, nieda się na pewno udowodnić, to je- 
dnak uczy antropologia (nauka o człowieku i jego rasach), że dzi- 
siejsza ludność europejska nie należy do jednolitej rasy, za jaką 
ze względu na rodzinę językową w ogólnym zarysie musi być 
uważaną«. — Różnice rasowe świadczyły dalej, że tubylcza euro- 
pejska ludność nie została pobitą, etc. etc. 

Uwzględniając dalej warunki klimatyczne, niekorzystne dla 
aklimatyzujących się dopiero zaborców, przychodzi Hirt do przekona- 
nia, że śladów tubylczej ludności, nie należy szukać w brzmieniach 
językowych, ale w wymowie, w barwie językowej niejako. Zupeł- 
nie słusznie wskazuje na języki romańskie, jako na taki objaw 
przesycenia mowy obcemi naleciałościami, wziętemi od silniejszego 
w kulturze żywiołu łacińsko-rzymskiego. Mimo to nikt na tej pod- 
stawie języków romańskich od wspólnego pnia wywodzić nie bę- 



— 27 — 

dzie, wiedząc, że powstały one jako wytwór zmieszania się 
Iberyjsko- lub Celtycko-romańskicti pierwiastków. 
Hirt przypuszcza dalej, że dawniej to podstawianie pod tubylczą 
wymowę obcego języka działo się tern dobitniej i że wielkie grupy 
narzeczowe tłómaczą się głównie przeniesieniem języka indoger- 
mańskich zdobywców na obcojęzyczną podbitą ludność i na wpływ 
jej na dzieci zaborców (przez niankii«. (H. Hirt, Die Yerwandscliaft- 
verhaltnisse der Indogermanen. Indogerman. Forscłiungen IV, 40, 
41, 42). 

Tak więc według Hirta wymowa dzisiejszycłi ludów euro- 
pejskich iDługogłowcy na północnej stronie Alp wymawiają «thal», 
krótkogłowcy «ttal)», stanowi ślad języków dawnej tubylczej euro- 
pejskiej rasy. — Dowodziłoby to słuszności twierdzenia p. Kos- 
sinny, że »porównawczo językowa metoda przecliodzi poza granice 
swojej możności, kiedy się za pomocą niej jedynie usiłuje odga- 
dnąć stosunki kulturalne czasów pierwotnycłi«. (Die ethnol. Stellung 
der Ostgermanen. Ind. germ. Forsch. VII, 185i. Inna natomiast jest 
rzecz z tem, co jako wiekowy tubylczy dobytek materyalnej od- 
rębnej kultury żyło i rozwijało się niegdyś. — Tam tradycye i do- 
świadczenia, tak stare często, że już tylko są w dziedzinie oder- 
wanego kultu zamknięte, żyją dłużej często niż język, i z tego 
względu dokładny rozbiór warunków materyalnego życia zaginio- 
nej pozornie epoki, jest zawsze doniosłym czynnikiem składowym 
póżniejszycłi uwarstwowień w kulturze. Patrzenie na ludzkość jako 
na rezultat uwarstwowień kulturalnych, czem się i nasza metoda 
odznacza, jest na podobieństwo układu warstw geologicznych wcze- 
śniejszych i późniejszych w dziejach ziemi, nieodzownem narzę- 
dziem myślowem do rozumienia istoty postępu nietylko w zakresie 
kultury materyalnej, i nietylko w sprawie mieszkań ludowych: — 
okaże się bowiem w biegu rozważań, że przypuszczenia nasze nie 
były dowolnemi i że mimo zamazanej w perspektywie dziesiątków 
tysięcy lat jaskiniowej — kamiennej przeszłości, ślady nieliczne 
owoczesnej kultury po dziś dzień w dogodniejszych warunkach się 
zachowały. Rozważmy więc to, co wiemy o myśliwcach — jaski- 
niowcach europejskich. iMówimy o myśliwcach, albowiem to jest 
istotny mianownik gospodarczy tego ciekawego przedhistorycznego 
Europejczyka. Z tem znamieniem myśliwca zjawia się on w jaski- 
niach europejskich, i jak z następujących zauważeń wynika, kto 
wie, czy już jako »człowiek ujść rzecznych« trzeciorzędnej t. j. 



— 28 — 

przeddyluwialnej epoki nie wszedł w tę fazę kultury. Wnosić to 
należy z następujących faktów, stwierdzonych przez naukę. — Za. 
panowanie epoki lodowej w Europie zmieniło gruntownie warunki 
życiowe. Wzmożone zimno na powierzchni ziemi albo uniemożli- 
wiło istnienie rozmaitym gatunkom zwierząt, albo zmusiło je do 
przystosowania się. — Przystosowanie to objawiło się obok zmiany 
w uwłosieniu zapewne, (porównać nagiego słonia z gęsto i długo- 




Wiz. 2. 
1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Broń łowna (haki, strzały, włócznie, liarpuny), uczynione z rogu 
i kości przez jaskiniowca-myśliwego z epoki lodowej. — 5, Ozdoby, naśladujące zęby 
zwierzyny, jako nawlekana na drut ozdoba (z czasów późniejszych, tak zwań. neoli- 
tycznych, czyli gładzonego kamienia). — 8. Płytka kościana z wizerunkiem rena, 
przeszytego strzałą. Rysunek myśliwego z jaskiń francuskich epoki lodowej (najmniej 

28000 lat temu). 



włosym mamutemj z dążnością zupełnie naturalną usunięcia się 
z pod wpływów zaostrzonego klimatu do jaskiń. Jeśli prawdą jest 
przypuszczenie braci Sarasinów, że wzmożonej czynności ogniowej 
ziemi towarzyszy obniżenie temperatury na jej powierzchni, 
to jaskinie działały przyciągająco na wszystko, co żyło, swoją od 
temperatury zewnętrznej niezależną i względnie dość wysoką cie- 
płotą. Jeśli przedstawimy sobie temperaturę dzisiejszych piwnic 



- 29 — 

w zimie, albo też kopalń węgla to mniej więcej odpowiada 
to obrazowi, jaki musimy sobie odtworzyć o ówczesnych stosun- 
kach. Rzecz jasna, że najlepsze względnie zewnętrzne warunki kli- 
matyczne gromadziły największą ilość żyjących istot. Jest więc 
zupełnie zrozumiałem, że w całej Skandynawii, północnych Niem- 
czech i na brzegach jezior alpejskich prawie się tylko neolityczne 
(z kamienia gładzonego) spotyka bronie i narzędzia, podczas kiedy 
starszych paleolitycznych (z krzemienia łupanego) brakuje. Stoi to 
w związku z zajściami, które się odbywały w okresie lodowym 
i jedynie paleolitycznemu człowiekowi na zewnętrznym zachodnim 
skrawku europejskich lodowców pozwalały istnieć. Dlatego więc 
jest tyle śladów paleolitycznego człowieka z niedoskonałymi topo- 
rami krzemiennymi w obfitej w bryły krzemienne, wolnej podów- 
czas od lodu Francyi, a tak mało w Niemczech i Szwajcaryi. Do- 
piero po cofnięciu się lodowców wielkich, mogły się osiedlenia 
paleolitycznego człowieka posuwać w głąb Niemiec, Szwajcaryi 
i tam, gdzie około Bruszwiku, i t. d. ślady jego istnienia znale- 
ziono». (Europas Yorgesch. Kultur. Lud. Buchner. Heli. Kulturgesch. 
I. (791, 880). Tern się tłómaczą owe wielkie zbiorowiska kości 
zwierzęcych, jakiemi są w istocie jaskinie Francyi, i tem się tłó- 
maczy poprzednictwo kości i rogu jako narzędzia i broni w ręku 
dawnego myśliwca. — Kość i róg stanowczo były najstarszą formą 
broni. Świadczą o tem owe słynne znaleziska grot francuskich, 
gdzie najdelikatniejsze narzędzia łowcze sporządzane są z kości 
lub z rogu. Kość i ząb mamuta i róg stają się też tworzywem, 
w którem powstają pierwsze dzieła sztuki jaskiniowego myśliwca. 
(Patrz wiz. 2). Każde upolowane zwierzę daje więc skórę na odzież, 
a twarde szczątki jako broń lub trofea myśliwskie. 
Zwyczaj dzisiejszych myśliwych oprawiania rogów, zębów, kłów 
i pazurów i używanie ich jako ozdoby łowczej istniał w dawniej- 
szych czasach również, jako chęć zdobienia się najprzeróżniej 
obrobionymi szczątkami upolowanych zwierząt. W Czechach na- 
przykład znaleziono, już do neolitycznych czasów należące ozdoby, 
utworzone z nawlekanych zębów psich i wilczych. Najciekawszem 
jest jednak to, że obok prawdziwych zębów spostrzeżono naśla- 
downictwa z rogu albo z kości cięte, uczynione na wzór orygi- 
nałów. (Wiz. 2. obr. 5). Widzimy to na powyższym przykładzie, 
jak sztuka ściśle jest opartą o przyrodę zewnętrznego życia ludz- 
kiego. (Zeit. fur Ethnologie XXVIII ver. 17). 



— 30 — 

Również broń myśliwska jest w istocie swojej matką wszel- 
kiego narzędzia gospodarczego. — Jeśli chodzi o kamienne utwory 
rąk ludzkich, to Lindenschmidt powiada: «że rozdział między bro- 
nią a narzędziem wydaje mi się niemożliwy. Przeznaczenie dla 
obydwóch użytków wydaje mi się tem prawdopodobniejsze, że 
jeszcze u Franków topór zawsze do podwójnego użytku służył». 
(cyt. Hein. Altpreussische Wirtschaftgesch. Zeit. fur Ethnologie XXII. 
189j. Lecz broń z kości lub rogu miała tę zasadniczą wadę zwłaszcza 
w okresie kiedy o każdą piędź ziemi w ciepłych jaskiniach musiało się 
walczyć z masą zwierząt, którym również ciepłe legowisko przypadało 
do smaku, że twardością nie przewyższała kostnego szkieletu. Ilość 
wielka łupliwego i twardego materyału, jakim jest krzemień, zwróciła 
jednak uwagę wzmożoną myśliwca dopiero wtedy, kiedy epoka lo- 
dowa, zapędziwszy go od «ujść rzecznych» do jaskiń, zetknęła go 
jak najbliżej z kamieniem. Zbliżenie się codzienne życiowe w gro- 
tach wapiennych (a te są liczniejsze, wskutek znanej rozpuszczalności 
węglanu wapnia w wodzie) z licznemi tam bułami krzem lennem i, 
miało decydujący wpływ na cały typ kultury późniejszej kamien- 
nej. Ale i wtedy jeszcze zauważymy Hiatus, to jest okres przej- 
ściowy między kością, rogiem a krzemieniem. Z badań naukowych 
okazało się naprzykład, że narzędziem, którem obrabiano do użytku 
krzemienie, było starsze tworzywo, róg, «którym drobne złomki 
nie odbijano, ale wyciskano niejako>. W ten sposób tworzy się na- 
rzędzia krzemienne do dziś u pierwotnych ludów, jak naprzykład 
u Eskimosów w Alasce. Podobne narzędzia ludu ziemi ognistej (przy- 
lądka południowej Ameryki) opisał Rankę. Jest to tępa, okrągła lase- 
czka z kości, którą się o brzeg skrawka krzemiennego osadza, a potem 
gwałtowniej naciska tak, że przez nacisk same drobne kawałeczki od- 
padają. (Hein. Altpreuss. Wirtschaftgesch. Zeit. f. Ethnol. XXII, 197). 

I tem różni się zasadniczo okres starokamienny od nowszo- 
kamiennego, że w tym ostatnim okresie już kamień, służąc wo- 
bec drugiego kamienia jako narzędzie, wprowadził (porów, szli- 
fowanie brylantów proszkiem dyamentowym) technikę gładzenia 
narzędzi kamiennych. — W starszym okresie istnieje natomiast 
wciąż niezatarta współzależność materyałów ze zdobycznego my- 
śliwstwa pochodzących: rogu i kości z krzemieniem. Wspaniałe 
zabytki rysownicze na kości, pozostawione nam przez myśliwca 
i jaskiniowca francuskiego i zachodnio-szwaj carskiego, były tylko 
możliwe jako współdziałanie kości wygładzonej krzemieniem, prze- 



31 



mienionej w tabliczkę, i rylca krzemiennego, jako narzędzia 
twórczego w dłoni artysty z okresu lodowego. — Przedmiot ry- 
sunków, to zawsze wykładnik życiowy danego ludu, 
z którego grona wyszedł rysujący artysta. Olbrzymia 
zaś przewaga rysunków z grot epoki lodowej to przedmioty 
polowania — zwierzęta łowne, myśliwy-człowiek 
i broń jego łowcza najulubieńsza. Przeglądając owe ry- 
sunki, mimowoli przypomi- 
nam sobie zupełnie tą samą 
techiniką wcinania wykonaną 
scenę myśliwską na jednym 
cyrklu ze zbioru p. Dembo- 
wskiej w Zakopanem, gdzie 
góral strzela do głuszca. Naj- 
większym tam jest głuszec, 
jako cel polowania, potem 
zkolei wielkością swoją ude- 
rza strzelba, a najmniejszym 
jest ten, którego głuszec nie 
powinien widzieć, myśliwy. 
Również i topory rzeźbione 
w owycłi grotach na kamie- 
niu, znacznie przerastają wiel- 
kością władającego nimi 
człowieka. — Dzięki zaś 
tym rysunkom mamy wcale 

dokładny przegląd ówczesnego łowieckiego świata; są to mamuta 
niedźwiedź jaskiniowy, żubr, jeleń, ren, koza, koziorożec, foka 
i t. d. obok ptaków, jaszczurek, ryb i t. d. Również nie braknie 
scen myśliwskich, z myśliwymi cięto rylcem rysowanymi, albo sny- 
cerską robotą rzeźbionymi. Obecnie coraz powszechniejsze jest 
zdanie, że ówczesnego człowieka zrozumieć można jedynie «jeśli się 
go uważa jako wytwór myś]iwstwa». 

Do dziś jeszcze niektóre ludy centralnej Brazylii żyją w okre- 
sie kamiennym, to jest, nie znają użytku metalów i są jednocześnie 
myśliwcami». (Von Steinens «Unter den Naturvolkern Centrabrasi- 
liens» str. 20 r. wyd. 1894). Znamiennem zaś jest dla przedmiotu 
naszych badan przypuszczenie Grossa o źródlisku artyzmu ów- 
czesnych myśliwców jaskiniowych, które powtarzam za H. Hirtem 




Wiz. 3. 
Broń łowna i narzędzia epoki paleolitycznej (star- 
szej) z łupanego Icamienia epoki lodowej. 



— 32 — 



w całej rozciągłości: «Naj starsi mieszkańcy jasl^iń w Europie, ci 
sporządzacze niegładzonycti narzędzi l^rzemiennycti, pozosta- 
wili nam pewną ilość rysunków na kościacłi, które dotąd wydały 
się zagadkowymi. Ale zagadka wyjaśniała się przez porównawczo 
etniczne rozważanie życia ludów myśliwskich. U nicłi wszyst- 
kicłi znajdujemy zgrab n ość w rysowaniu i zamiło- 
wa]nie do tego, — co u nas dzisiaj wzbudza najwyż- 
sze zdziwienie. Ową zdolność wyprowadza Grosse 
trafnie ze społecznycti warunków, w którycłi żyją 
owe ludy. Władanie strzałą i łukiem (czego liczne ostrza 

krzemienne strzał po jaskiniowcacłi 
europejskich pozostałe są świade- 
ctwem niezbitem) wymaga pew- 
nej ręki, która również i do 
rysowania jest potrzebną, 
a przy polowaniu nakazane 
dokładne zauważenie zwie- 
rzyny ułatwia jego rysun- 
kowe dobre w podobień- 
stwie wyobrażenie. Właśnie 
ze sztuki mieszkańców ja- 
skiń w Dordogne można na 
pewno wnioskować o ich 
życiu myśliwskie m. Zaś rol- 
nictwa nie znali», i znać nie mogli, 
ze względów khmatycznych tak 
wrogich roślinności w ówczesnej lodowej epoce (I-Iirt, Indogerm. 
Forsch. V. 402i. Tak więc wyjaśniwszy źródło rodzaju sztuki ja- 
skiniowca — myśliwca, zwrócimy się do omówienia mieszkania 
jego — jaskini. — Z początku z natury rzeczy jest ona taką, 
jaką przyroda człowiekowi dała. — Później umiejętność obcho- 
dzenia się z kamieniem doprowadza do sztucznych grot, jakie zwła- 
szcza istnieją w górach jurajskich i liczne są też u nas w dolinie 
Dniestru i Stryja (w Bubniskach) i pod Krakowem. Istnieje wszakże 
pewna prawidłowość w rozwoju tych sztucznych grot, któremi 
zasiany jest świat ówczesny od Azyi przez pustynne dziś miej- 
sca Assyryi przez Egipt aż do Europy. 

Sprawozdanie z podróży panów Becka i Lehmana po zacho- 
dniej Azyi doskonale określa ten rys rozwojowy owych jaskiń 




Wiz. 4. 

Broń łowna i narzędzia z epoki neolitycznej 

(młodszej) gładzonego kamienia. 



— 33 — 

sztucznie drążonych mieszkalnych (Zeit. fUr Ethnologie XXI. st. 548). 
Mówiąc o licznych tysiącach jaskiń z Hassan-kef, w ten sposób, 
odróżnia je od poprzednio widzianych chaldejskich. «Chaldejskie 
budowle odznaczają się tern, że to są rzeczywiście izby skalne 
z regularnie wykrojonemi drzwiami, z czworościennemi miarowo 
wykutemi przestrzeniami, których ściany według możności, często 





Wiz. 5. 
Groty — sztuczne jaskinie z Hiszpanji przy Eąuilar. 



Z wielką sztuką są wygładzone. W Hassan-kef, w Skiefdan, jakoteż 
we wielkiej liczbie innych osiedleń jaskiniowych, które potem po- 
znałem, bierze górę to, co potem nazwę jaskiniowością. 
Szczególniej wejście zatrzymuje nieregularne zna- 
mię jaskiniowego otworu; nie bywa na drzwi zmieniane 
i przekształcane, a również i wnętrza zatrzymują owo za- 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



- 34 — 

okrąglenie i nieregularność naturalnych grot, z któ- 
rych mieszkania pr z ec i eż w większej części powstały 
drogą rozszerzenia i przekształcenia. Naturalnie, są 
wszystkie możliwe pośrednie kształty i przejścia od mieszkań j a- 
skiniowych do skończonych pokoi skalnych, składających się 
z pięter stopniami połączonych etc». Ścisły historyczny i rozwo- 
jowy węzeł wiąże owe przeddziejowe groty z świątyniami skal- 
nemi od których roi się Egipt i Indye. Uważając kamień jako 
właściwe tworzywo i mianownik ówczesnego skalnego wnętrznego 
budownictwa, zrozumiemy dopiero owo niesłychane obeznanie się 
z techniką kamienną (wiz. 5). 

Potworne ogromem groby — świątynie skalne, pomniki gro- 
bowe (piramidy I, dalej wnętrza jaskiń na świat boży wyprowadzone, 
cała sztuka kamienna, często w najtwardszych materyałach, w sy- 
enicie i w granicie wykonana, może być tylko zrozumiałą, jako 
zespolenie człowieka z kamieniem, dokonane w ja- 
skiniach lodowej epoki. Człowiek nawet nie wyobrażał 
sobie inaczej mieszkania po śmierci tylko jako jaskinie. Tzw. «łoża 
Hunów», dolmeny (patrz wiz. 6.1, kamienie grobowe, wszystko to 
niejako zmarniałe formy jaskiń. Świadczą o tem komory grobowe 
kamienne, podziemne i sztucznie na powierzchni ziemi utworzone 
góry skalne, piramidy, mieszczące w sobie grób — jaskinię, mie- 
szkanie pośmiertne Faraona. 

Tak też trzeba rozumieć owe liczne groby kamienne, skrzyn- 
kowe, lub dolmeny, utworzone z kamieni podobnie tak, aby od- 
legły obraz jaskini sobą przedstawiały. I te groty ciemne, które 
wyblichowawszy ówczesnego człowieka — Europę ja dały 
jemu owe niebieskie oczy duże, jasne włosy i białą cerę (niby 
białe łodygi kartofli, które pęki w piwnicy puściły) sztuką ob- 
rabiania kamienia połączyły znowuową najodleglej- 
szą epokę z najnowszymi czasami. A jeśli dziś zwrócimy 
się do tej części Europy, która klimatem swoim najlepiej przy- 
pomma ówczesne warunki życia, do prowincyi w Finnmark w Szwe- 
cyi, to ze zdumieniem spotkamy żywy po dziś dzień ślad sztucz- 
nej groty, jaskini mieszkalnej, odtworzonej z kamienia. Rysunek 
powtórzony za Augustem Meitzenem daje mniej więcej dokładne 
o tem wyobrażenie (wiz. 7.) 

U nas pamięć okresu kamiennego — jaskiniowego zaginęła 
prawie zupełnie dzięki innym warunkom życia późniejszego. Jaski- 



35 



nie pod Krakowem, groty w Bubniskach nie pozostawiły po sobie 
dziedziców. A jednak drobna pamięć, zawarta w językach sło- 
wiańskich świadczy wyraźnie o czasach, kiedy «kowa» dziś po wę- 
giersku krzemień dała nazwę kowalowi (ko-wats węgierskie) 
i kowadłu. Na Litwie «topory kamienne» litewskie Perkuna-kulka, 
zatrzymały znaczenie swoje kultowe długo poza kres używania 
krzemienia. Aż do dziś używa się ich do celów leczniczych, a zna- 
chodzenie ich w dębie Perkunowi poświęconym, tembardziej pod- 
kreśla ich znaczenie». (Bartels. Zeitschrift fiir Ethnologie XXV. str. 
352). Pozostaje nam tu jedynie zestawić grupę wyrazów, które 




Wiz. 6. 
Szczątkowy obraz jaskiń, mieszkań w kształcie grobów kamiennych, zwanych dolmenami. 



etymologicznie razem należąc, stanowią wyraźny ślad wspomnień 
mieszkań ciemnych skalnych u ludów aryjskich. Cień, Tien, (niem.) 
Schatten, (gotyckie i Skadus, fgrec). Skaiy — fłacin.) obscurus, 'śród, 
górno-niem.) scheme(star-górno-niem.) scimo,Tien,tin,stin, stein, scimo, 
scheme wskazują zaś dźwiękowo na ciemność jaskinię i kamień. 
Ponieważ Tyn oznaczało jeszcze w starej słowiańszczyźnie 
określony przybytek mieszkalny, mamy więc przed sobą pojęcie 
mieszkania wyznaczonego przez ciemność i kamień, sło- 
wem jaskinię. Czy wspomnienie to odnosi się do jaskiń miesz- 
kalnych wschodnio-azyatyckich, czy też nawiązać je należy do grot 
francusko-szwaj carskich, to leży poza granicami naszych przypu- 
szczeń. W każdym razie rozbiór tej warstwy budowniczo-kulturalno- 

3* 



— 36 — 

artystyczny był i jest konieczny dla dalszych rozważań, bo mieści 
w sobie węzeł, jaki obejmuje może jeszcze przedlodowe my- 
śliwstwo trzeciorzędnego człowieka z jaskiniow- 
cem — myśliwym z epoki lodowej dyluwjalnej, dalej z ludz- 
kością polerowanego kamienia, a dochodzi wpływem swoim 
na budownictwo Indy i, Egiptu Assyryia tern samem 
Fenicyi, Grecyi i Rzymu aż do historycznych czasów 
(wiz. 8). 



ROZDZIAŁ IV. 
NAMIOTOWIEC STEPOWY. 



Nawiązując do omawianego w przeszłym rozdziale sporu o oj- 
czyznę Indo-Germanów, wspomnieliśmy o głębokich różnicacłi, ja- 
kie dzielą w tej materyi świat językoznawców i starożytników Hin- 
gwistów i antropologów). Skłonność ku szukaniu ojczyzny Indo- 
Germanów jedynie w Europie, czy to wśród lasów dziś Litwę 
porastający cli, czy wśród jezior pruskich, czy też w południowej 
Szwecyi, zakwestyonowała wogóle sprawę istnienia stepowej kul- 
tury w dziejach ludów europejskich. R. Mach zadając sobie pyta- 
nie: «czy Germanowie byli wędrownymi pasterzami», a uważając, 
że wszyscy Germanie są skandynawskiego pochodzenia, tak po- 
wiada: «Jeśli nasi przodkowie na północnej ziemi nigdy koczowni- 
kami nie byli, to wydaje mi się uprawnionem zdanie, że wogóle 
Germanie nimi być nie mogli. Czy nimi byli, nim się z wyższej 
indo-germańskiej jedności wyłączyli, zostaje pytaniem dalszem, któ- 
rego roztrząsanie musi być wolne od przesądu, że koczownictwo 
jest konieczną formą przejściową rozwoju kulturalnego człowieczeń- 
stwa». Nic tak nie wskazuje szkodliwości jednostronnego ujmowa- 
nia pewnego tylko działu zjawisk, jak przykład powyższego rozu- 
mowania. Człowieka nie można odłączyć od przyrody, a nie potrzeba 
wcale do Azyi iść na to, aby stwierdzić istnienie niegdyś warun- 
ków stepowych w Europie i to niezbicie. Z badań berhnskiego 
zoologa Nehringa i ze znalezisk odnośnych kopalnych kości w brun- 
świckiem, na Morawii i na Węgrzech da się jasno i łatwo wypro- 
wadzić ów wniosek, który zresztą popierają również dane geologi- 



38 



cznej natury. Najważniejsze z tych zwierząt kopalnych stepowych 
są to rodzaje antylopy «Saiga tartarica» (znana u nas ze stepów 
na rozgraniczu Krymu i Ukrainy), zając karzełek (Lagomus pusillus) 
i skoczek stepowy (Alactaja janilus) jako dowody dawnego stepu 
środkowo-europejskiego. Jeśli więc żyły w Europie środkowej zwie- 
rzęta, których dzisiejszą ojczyzną jest step na rozgraniczu Azyi 
i Europy, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że i człowiek, 
jeśli istniał wówczas, musiał się dostosować do stepowych warun- 
ków. Zresztą znaną jest rzeczą z dziejów południowej Europy, że 
las jest względnie najpóźniejszem zjawiskiem, a poprzedza go naj- 




Wiz. 7. 

Jaskinia sztuczna mieszkalna z prowincyi Finnmark w Szwecyi (Meitzen, Das deutsche 

Haus). — a. ognisko, A. wejście, C. sypialnia. 



przód step, a przed stepem tundra półstepowa. To samo stwier- 
dziło gromadne badanie ogólnego szwajcarskiego Towarzystwa dla 
pielęgnowania całości nauk przyrodniczych z r. 1896, a p. Nuesch 
tak to w liście do Yirchowa ujmuje: «Dzięki współdziałaniu wszyst- 
kich, biorących udział, udało się stwierdzić: a) Następstwo po so- 
bie tundrowego, stepowego i leśnego świata zwierzęcego; 
b) wszystkie zwierzęce światy są polodowe i wskazują na zmiany 
klimatyczne; c) udało się stwierdzić współistnienie 
człowieka (paleolitycznego) z obiema temi starszemi 



- 39 - 

warstwami w polodowej historyi ziemi; d) z neolity- 
cznych czasów znaleziono po raz pierwszy miejsce grzebania 
neolityków (ludów nowszej epoki gładzonego kamienia) las za- 
mieszkujących, ludu starszego od właściwych chłopów palowych 
ze «szwaj carskich jezior» (Zeitschrift fur Ethnol. XXIX, str. 89). 
Z danych powyższych jasnym jest wniosek, że wprawdzie uważa- 



N. 



tr;4 




4, i^^. 



Wiz. 8. 

Rozwinięty typ grobu sl<alnego z Egiptu jako obraz zamarłych jaskiniowych mieszkań. 

Dalszem ogniwem są świątynie kamienne wysunięte w całości na zewnątrz. 

nie koczownictwa za konieczną formę przejściową rozwoju kul- 
turalnego ludzkości jest «przesądem», ale tak długo jedynie, jak 
długo nie uda się udowodnić w dziejach ziemi warunków przy- 
rodniczych, które nieodzownie istnienie koczownictwaste- 
p owego wywołują. Bez dokładnie umiejscowionych dziejów 
przyrodniczych danego kawału ziemi nie wolno jest bowiem su- 
miennemu badaczowi współczesnemu wnioskować o odległej prze- 
szłości danego ludu. Stwierdziwszy więc istnienie niegdyś stepu 
w Europie, mamy zupełne prawo wnioskować, że i ludy ówczesną 



— 40 — 

Europę zamieszkujące, żyły w warunkach gospodarczych do życia 
dzisiejszych stepowców zbHżonych. Warunki te upodobniały niesły- 
chanie ówczesną Europę z pograniczem azyatycko-europejskiem 
i kto wie, czy nie były dlatego pierwszym impulsem przelewania 
się ludów z Azyi do Europy. Na jakich warunkach dokonało się 
zmieszanie ówczesnych ras, tubylczej długogłowej i napływowych 
krótkogłowców, to usuwa się na razie z pod rozstrzygnień, w każdym 
razie po dziś dzień nieprzerwanie istniejące warunki stepowe na 
wschodzie Europy i na zachodzie Azyi długo bardzo, jak z gardła 
źródeł, rzucały fale ludów, które zalewając Europę, ruchliwością 
Aryów stepowców przełamywały późniejszą zachowawczość osia- 
dłych, rolniczych plemion europejskich i odciskały pieczęć swoją 
na kulturze Europy. 

Jeśli jednak Aryowie przeżyli długo w warunkach życia ste- 
powego, to musiały się na językach, wyszłych ze wspólnego aryj- 
skiego (indo-germańskiego w ścisłem pojęciu) pnia odcisnąć wyrazy 
i obrazy związane z systemem gospodarowania i mieszkania na stepie. 
Spróbujmy więc, kierując się pewną w ustępie pierwszym 
omówioną zasadą, oddzielić brzmienia złączone ze sobą obrazową 
pokrewnością, tkwiącą w sposobach ówczesnego życia. 

Różnica w zastosowaniu metody mojej do za- 
bytków językowych od tego, co czynią fachowcy 
lingwiści, szukający wyjaśnienia faktów z prawi- 
dłowości w pokrewieństwie dźwięków słownych, 
jest następująca: 

Opieram się na spostrzeżeniu wyrażonem już pierwej, że 
optyczne podobieństwo kształtu i ruchu decydu- 
j ą c e jest przy tworzeniu nowych pochodnych wyrazów, a doty- 
kalność porównań, wspólna wszystkim cenionym poetom, w różnicz- 
kowy drobny sposób urobiła moc pochodnych wyrazów ^). Do ja- 
kiego stopnia obraz i rysunek szematyczny kształtu i ruchu jest 
decydującym w tworzeniu nietylko dzieł sztuki stosowanej, niech 
posłuży fakt przytoczony przez Krzywickiego: «P 1 e m i ę kosmi- 
czne(pozaludzkie) było, podług filozofii indyjskiej, 
zorganizowane w rody na zasadzie wzajemnego 
(obrazowego) podobieństwa. Żmija, strzała, błysk a- 



') Rzecz jasna, że w słowach zgrzyt, świst, grzmot, zawartem jest słuchowe 
podobieństwo odgłosu, czyli tak zwana »onomatopeja«. 



— 41 — 

wica należały naprzykład do tego samego rodu 
(szybko poruszających się linij owco w) (Krzywicki, Ludy, 
str. 189). 

Takim klanem, w jaki się wiążą słowa i wyrazy, będzie dla 
nas każdorazowy typ życia kulturalnogospodarczego, obrazowo 
w całość ujęty. Naturalnie, że sprawdzian nasz, rzucający już 
pewne światło na rozdział i ułożenie brzmień, byłby niewystarcza- 
jący, gdybyśmy nie uwzględnili kolejnego uwarstwowienia 
kultur, wziętego z paleontologii, archeologii i historyi. Wiedząc, 
co i kiedy następuje, a dlaczego musi nastąpić, i zestawiając obraz 
rzeczy z zabytkiem brzmieniowym, mniej, sądzę, bę- 
dziemy narażeni na błędy, niż puszczając się samopas na bardzo 
mało jeszcze, ograniczone teoryą pole pokrewności dźwięków języ- 
kowych. 

W ramach klanu obrazowego, wiążącego całość życia w da- 
nym typie kulturalnym, rozwija się pokrewieństwo słów i pojęć 
według następującego szematu obrazowego, myślowo rozważonego. 

1) Pierwszy stopień wyrazów związany jest z c z ł o w i e k i e m 
czynnością przez niego wykonaną i materyałem. 

2) Czynność i stykanie się ciągłe z pewną szcze- 
gólną robotą nadają nazwę człowiekowi , odróżniającą 
go od innych ludzi, naprzykład tkacza tkającego od kowala 
kującego. 

3) Czynność w wyrazie oznaczona wiąże się z przedmio- 
tem roboty i odbija się na tym przedmiocie w formie prze- 
tworzonego odpowiednio do prawideł językowych brzmienia 
(pleść co? — plecionkę). 

4) Czynność odpada od materyału pierwotnego 
i stosować się może do innych materyałów, z których p o- 
dobną poprzedniej robotę wykonać można. (Pleść zamiast 
z palików wiklinowych coś ze skóry). 

5) Istota materyału, plecionka, tkanina może swą 
nazwę dawać utworom przestrzennym (szata — szatro — namiot), 
byle tylko obraz, związany z zasadniczem przezna- 
czeniem, się nie zmienił'). 

6) Odpada materyalność związana z przedmio- 

^) Odzienie dla jednostki jest szatą, pallium, płaszczem, dla rodu lub rodziny całej 
zaś szatrem, palludamentem, pałanką. U ludów pierwotnych, u których rodowe poczu- 
cie jest silne, bywa często odzienie i mieszkanie słownym jednoznacznikiem. 



— 42 — 

tern, czynnością i tworzywem, a pozostaje człowiek 
z lin ją ruchu skrze płą w wyobraźni. (Człowiek «plecie 
p 1 o t k i»). 

1) W miejsce człowieka podstawia się co innego 
byleby ono czynnością swoją jego przypominało. 

8) Znika w ogóle istota działająca, a pozostaje oderwane po- 
jęcie, które i wtedy jeszcze obrazem swoim wskazuje na tło ma- 
teryalnego poczęcia. (Krętactwo — Plotkarstwo;. 

Wreszcie zanika treść, a pusty dźwięk wyrazu szuka następ- 
nej obrazowo pokrewnej treści, zwodząc tem i najbystrzejszycti 
badaczy lingwistycznycłi. (Tak dawna nazwa «gaj» osada ludzka, 
przeniosła się na «gaj», nazwę młodego lasku, tak «s z w e d z k i e 
szańce» powstały ze «świętych cerkwiszcz», zatraciwszy pier- 
wotne odniesienie siej. 

W powyższy sposób każda forma istnienia ludzkiego, stepowa 
i palowa, ziemianek-koszów, drzewa z korą, drzewa obłupanego 
i ciosanego, cegły, kamienia urabia z zasadniczego tła ży- 
ciowego wszystkie pojęcia, i jak mamy siekierki z kości, z rogu 
jelenia, z krzemienia, miedzi, bronzu i żelaza uczynione, tak mamy 
też i pojęcia tożsamowe, wyrażone w namiotowym, palowym 
ziemnokoszowym i drzewnym sposobie. Obok zupełnie 
wyrobionych pojęć poprzedniej epoki, wyrażonych od słowa na- 
miot, motać, wić, zjawia się tożsamowe pojęcie, wyrażone w po- 
chodnem od pal — pleść, kosz — koczować i kleta — klecić (pier- 
wiastek, sanskrycki kali, drzewo). W i ć w i c i, pleść plotki, pleść ko- 
szałki, klecić klatki, każde zaś z tych zdań oznacza jedno i to 
samo (Bruckner «0 Piaście» str. 2) 

Tak czynność i materyał mieszkalny i wytwór- 
czy odmienny przemienia odpowiednio wyobrażenie 
działania, a tem samem i znaki brzmieniowe słowne. 

Według metody wyżej omówionej rozważmy więc, o ile prze- 
chowały się jeszcze ślady stepowego życia w kulturze Aryów. 

Zaznaczymy, że najwięcej oderwane, a więc najstarsze po- 
jęcia są wyrażone w języku na stepach urobionym, najdoskonalsze 
instytucye społeczne, często do klanu namiotowców brzmienie swoje 
odnoszą, a budownictwo włościańskie do dziś jeszcze w Niemczech 
i Słowiańszczyźnie, przechodząc przez tubylczą miejscową euro- 
pejską kulturę palowców, koszowców i drewlan, nie wyzbyło się zu- 
pełnie składników,' z wędrówki długiej przyniesionych. 



— 43 — 

Szczególnie pięknie jest zachowany klan obrazowy wy- 
razów i pojęć «namiotowych» u Węgrów, którzy jeszcze w hi- 
storycznej dobie świat na koniach przebiegali, o których podróżnik 
arabski, zwiedzający kraje słowiańskie w XI stuleciu, pisze: «Ma- 
dziarowie jestto naród, mieszkający w namiotach i sza- 
łasach, a śledzący, gdzie spadł deszcz i jest pasza». 'Al 
Bekri, tłom. Łebińskiego, Rocz. nauk. poznański). 

Również Litwini, których bory, a zwłaszcza bagna odcięły 
bardzo wcześnie od reszty Europy, nie zmieniając wiele językowo, 
przechowali również dużo z czasów stepowej wędrówki. 

Jeśli o twórczości artystycznej palowców twierdzić można, 
że oparła się ona o kosz, plecionkę i tkaninę, to w nieporównanie 
wydatniejszy sposób mówić to należy o «namiotowcach». 

Tam tkanina jest wszystkiem, do tkaniny odnoszą się w ostat- 
niem odwołaniu najoderwańsze pojęcia, najdalej odbiegłe brzmienia, 
z plątanej we wszelaki sposób skóry i wełny wychodzi cała dzi- 
siejsza zdobniczość sztuki wschodniej dywanowej, 
maurytanskiej, tureckiej i perskiej, która przecież 
niegdyś w ornamentyce celty cko-normańskiej, otwie- 
rającej historyę stylów nowoczesnych, miała zupełny 
oddźwięk w Europie. 

Aby odtworzyć w sobie myślą kosmiczny klan namiotowych 
pojęć i ze stepowego życia wyrosłych wyrażeń, uprzytomnijmy 
sobie to, cośmy swego czasu o Kirgizach, w ślad za panem Lud- 
wikiem Krzywickim, w rozdziale Il-gim powtórzyli. 

Wiemy stamtąd, że koń, trzoda owiec, step, namiot i t k a- 
nina z wełny, szal, sukno, pilśń, mięso, mleko, woda do goto- 
wania ogień i gnój bydlęcy stanowią wszystko, co wypełnia gospo 
darcze życie stepowe. 

Wiatr zaś, który według przysłowia kirgizkiego «roznosi lud 
wędrowny po stepie, jak drobny piasek morski», niósł przez długie 
wieki pokolenia przodków naszych, wygubiając ich miliony po 
drodze — od Azyi ku środkowej Europie. 

Mieszkali zaś ci Aryowie podczas długiej wędrówki tak jak 
Kirgiz i Kałmuk w Azyi a cygan w Europie w namiotach. 

«N a m i o t» *) to nazwa mieszkania do dziś najpowszechniej- 



^) Jako źródeł obok słownika porównawczego języków słowiańskich Miklosi- 
cza, słownika wyrazów etymologicznycłi Goriajewa, używam tu słowników łacińskiego 



— 44 — 

sza może. «Namiot» po polsku, — «Namjet» rosyjskie — «Namat« 
(wojłok) wschodnio-azyatyckie — «Namd» afganskie — «Namata» 
sanskryckie — «Naos» przestrzeń mieszkalna w Grecyi — <'Nemet» 
świątynia po kelty cku — «Nemezal» uczynione coś z pilśni, z woj- 
łoku, po węgiersku. 

Zestawiwszy nazwy mieszkania, poszukamy obecnie węzła 
obrazowego do połączenia w jeden «klan namiotowy » pojęć i brzmień 
przechowanycłiwśpiclirzachjęzykowycti ludów europejskich i wsctio- 
dnio-azyatyckicli. 

Przypatrzmy się życiu stepowca na rozgraniczu Azyi i Europy. 
Mroźne poranki i zima ostra, szczególna właściwość stepu, zmusza 
człowieka do ochrony ciała swego przed chłodem. Ponieważ dzi- 
kich zwierząt prócz wilka jest niewiele, których skóry można 
obrócić na odzież, a domowe zwierzęta nie zawsze się opłaci je- 
dynie dla ściągania skóry zabijać, przeto wcześnie trzeba «motać», 
«wić» i «tkać» wełnę na odzież^). Czynność przy wyrobie tkanin 
dzieje się wedle rozmaitych sposobów, które dostrzeżemy w ugru- 
powaniu masowem wyrazów, do klanu «namiotowego» należących. 

Pierwszą seryję wyrazów daje pierwiastek <<mete^^ (małorus) — 
«metu>y zmiatani <<śiniede» lub ^^pomloU, dalej — «rnotani namo- 
tam» — (serb.) «namotatl» — (rosyj.) «namotowati» skąd — (litew.) 
«Numetas» zasłona, mimetus odziewka na głowę zamożnych ko- 
biet, rodzaj woalki, numetustas zasłonięty tkaniną — (małorus.) na- 
mitka — (białorus.) Namet przykrywka, nanijutka okrycie głowy 
na łubach rozpięte — (bułg.) to samo tiamiotka — (węgier.) Nemez 
pilśń. Pochodnym z tych okryć ludzkich jest wyraz «namiob> we 
wszystkich wyżej wyliczonych brzmieniach i rozszerzonych poję- 



(Klotz), greckiego (Pappe), francuskiego (Littre), polskiego (Linde), romańsko-łacińskich 
języków (Kórting). 

1) Wełna jeszcze długo na lądzie europejskim, zwłaszcza na północy jako two- 
rzywo koczowniczej gospodarki długo utrzymuje przewagę nad lnem czyli włóknem 
roślinnem, wytworzonem na tle osiadłego na poły rolniczego życia. G. Boschau w pracy 
«Anfange der Webeteclinik» mówi, że na północy według jego poszukiwań w okresie 
bronzowym wyłącznie wełna służyła do wytwarzania tkanin, jak to cał- 
kowicie zacliowane ubiory z dębowycłi trumien wykazują (Zeitsclir. f. Ethnologie XXI 
str. 243). Natomiast w starych budowlach palowych, zamieszkałych przez lud osiadły 
bagienno-rolniczy, umiejący się doskonale z lnem obchodzie, wełny brakuje zu- 
pełnie (tamże). Jestto ważny szczegół, na który w rozdziale Palowcom poświęconym 
powołamy się jeszcze. 



— 45 - 

ciach, jak np. (greckie; temenos. Od «motaa^, mącić, tu i tam 
(jak wrzecionem), poruszać, idą wyrazy (starosłowiańskie); Mąt, omąt, 
mętny, w dalszem xoz'^\vi\^z\\x smętny i smutny, mącić zdiś to <ma- 
tati», <~<mastatiy a «mątew> to medelo^. Od mącić, motać wioóą 
się — (nowosłow.) omot, womot oszustwo (omotanie). Mącić, męt, 
zamęt, mędlic przetwarza się też na «zmota^ zamieszanie, skan- 
dal — (ros.i miateż powstanie — (białorus.j smiitolówka nieporzą- 
dek — (ukraińskie) «/;z«^H^a», zamieszanie, «omut>-> wir — (czes.) za- 
mutek, mieć umysł zamącony, smutny. — Obraz optyczny 
zamieszania, splatania, poruszania tu i owdzie rytmicz- 
nego, widocznym jest na wyrazach — (ukraiń.j meteż, śnieżyca, 
zawierucha śnieżna — (serb.) mecawa — skąd przez dalsze prze- 
niesienie wyrazu otrzymamy wedle omówionego przedtem prawi- 
dła — (Tumuń.j nemet śnieg. Ręką poruszać (jak wrzecionem 
miotać, mieść daje — (lit.) mętu, mesti — (węgier.) pemet — (rumuń.) 
podmet, metuwe miotła — (węg.) ment ciskać, rzucać — (starosł.i 
mesti — (pruskie.) motas atmotas — (niem.) schmeissen — (lit.) nu- 
meta wrzucić coś środka (namiotu). W związku najbliższym z «mo- 
tać», «motek» wełny jest (ukraiń.) menteli, mjateli, men- 
t e 1 — (łac.) mantellum — (węgj. m e n t e — (poł. gór. niem.) 
mantel — (star. gór. niem.) men te, co wszystko oznacza, płaszcz, 
odzienie z materyi wełnianej uczynione. Okrycie tkane z wełny, 
rozpinane niby namiot na łubach sprężystych u Białorusinek, to 
namjet, namjetka — (arab.) mata plecionka ze słomy — (łacin.) 
mat ery a odnoszą się, jak to zresztą rola kobiety u Indogerma- 
nów w gospodarstwie domowem wyraźnie wskazuje, do jej głównej 
pracy domowej. Brzmienia, mater, merę, mother, mutter, 
macierz, matka, matrona wiąże się z pojęciem kobiety two- 
rzy cielki, motaj ąc ej z motków materye wełniane i namiotki. 
Wogóle kobieta w pierwotnych gospodarkach, czy to stepowych, 
czy pomniejszych rolniczych, odgrywa pierwszorzędną rolę. Z tego 
względu kobieta jest bardzo cennym sprzętem domowym, za który 
ludy pasterskie — stepowe do dziś płacą i dlatego rabunek kobiet, 
którego ślady znajdujemy w obrzędach ślubnych całej Europy 
i w podaniach historycznych tak niegdyś wielką odgrywał rolę. 
U Germanów według Tacyta iXV) kobieta uprawia rolę, za czasów 
Homera greckie niewiasty mełły zboże, sadziły, przędły i tkały 
len I Tomaszek, Starzy Trakowie, I [122). Również gotowanie mącz- 
nych potraw należy do kobiety. Im więcej zaś tradycyje rolnicze 



— 46 — 

słabną, tern silniej występuje obyczaj kupowania robotnicy, two- 
rzycielki matki, nawet wśród europejskich plemion. Książę Traków, 
ludu, którego mężczyźni pogardzali rolnictwem, rzecze do Xenofona: 
«Chcę twoją córkę kupić wedle trackiego obyczaju» (cyt. u Hirta: 
Der Ackerbau der Indogermanen. Indogerm. Forschungen. V., str. 
400j. Na tle więc matki — kobiety, jako siły rodzącej i wy- 
twarzającej, należy rozumieć to, co nam polski uczony p. Antoni 
Mierzyński w wybornem dziele «Źródła do mitologii litewskiej* (str. 
12) podaje a dowiemy się, że kult <'matki» wogóle jako siły 
wytwarzającej płody, a zarazem opiekunki tworów był 
jeszcze na starej Litwie znacznie rozwinięty. Tworzycielka lasów 
to meta — matę, darża — matę, tworzycielka ogrodu — 
źemes — matę, matka-ziemia — Mater-gabia, matka — ogień i t. d. 
Tak więc to, cośmy z pokrewności wyrazów klanu stepowego, wy- 
miarkowali, zgadza się z temi wskazówkami, które też z innych źródeł, 
wypływać się zdają. Wytwory, rąk «matki», materye, owoce żmud- 
nej pracy ręcznej, również jak i twórczynie same, były przedmiotem 
pożądań i rabunków (jak dziś pieniądze) w czasie podbojów na ste- 
pach. Do < tnantel, niantellum> odnosi się rabunek «mentowath 
zrabować, a także odwrócenie tego samego pojęcia w «pozbyć się 
czegoś wbrew woli». Ta ostatnia myśl przechodzi do obrazu uwol- 
nienia w ogóle, co po kroacku «mentowati» oznacza. Jeszcze w hi- 
storycznych czasach stwierdza słuszność wniosku, wyprowadzonego 
z ugrupowania pokrewnie brzmiących słów, fakt podany przez po- 
dróżnika Al Bekriego z X stulecia, który pisze o Czechach, «wy- 
rabiają też w krajach Bwimi (Bohemi) lekkie chusty, które na nic 
się nie przydadzą, temi oni i rozrachowują, za nie kupuje się psze- 
nica, złoto, srebro i wszystkie rzeczy» (Łebiński — Al Bekri o Sło- 
wianach). Z motana namiotka>, którą mierzono na długość i sze- 
rokość przy handlu, łączy się — (lit.) namata, kawałek odmierzyć 
naznaczyć — (ukraiń.) namityty określić, kmituwati pojąć — po- 
kmityty prykmitny, pojętny — (rosyj.) zamletka uwaga — (bia- 
łorus.) meta — (pol.j umieć, — (łac.) numero liczyć — (litew.) nu- 
mona miara oczna, zkąd wiedzie się ogólne pojęcie władzy, wiel- 
kości, wielości — {iac.)numen. W związku z «namjet», jako pieniądzem 
i monetą jest dalej numus^^ (łac.) pieniądze — takie nummulas 
i numisma, których brzmieniowy związek z «numero» liczyć aż 
nadto jest widoczny. Tu też odnosi się (litew.) Nu many n prowa- 



— 47 — 

prowadzić interesa pieniężne «.naniikstis^ najmita czyli ten, co za 
motlii — pieniądze pracuje. 

Stan ten najemny odpowiadał najwidoczniej średniej klasie ludu, 
która przechowała się w organizacyi rodowej Prusów i Słowian, 
aż do łiistorycznycłi czasów. 

«Prusacy dzielili się na szlactitę, wolnycti i do gleby przy- 
wiązany cłi» (Otto Hein — Die preussische Wirtschaftsgeschicłite bis zur 
Ordenszeit. Zeitscłirift fur Etłinologie rok 1890 tom 22 str. 165). 
Również 'greo mneistros, należy do czegoś. — (grec.) nomisma 
przez użycie obyczaj coś wprowadzonego, — fniem.j mlete, meda 
najem i (litew.) mizda, — (grec.) mlodos należą do powyższego węzła 
obrazowego. 

Do «namas» namiotu, należy życiowo i gospodarczo — (gxtz.)no- 
/wć7spastwiskodla koni i owiec — «nomeon>y pasterz, <tiomadio!> paść ^). 

Z omotać na motowidley> — (łac.) mowere, ruszać, tu i ow- 
dzie, meta mieniąc — (greo mtena mieniąc — wiedzie się fłac.) mu- 
tare, skąd moneta, pieniądz, co razem wskazuje na silny łiandel zamienny 
w odległej przeszłości, którego pieniądzem była mata motek, ma- 
terya. Widać też dalej, że pojęcie własności majątku odnosi się 
do tego samego źródła. (Lit.) maines mainiti — (pol.) mienie — 
(ukraiń.) majno, — (łot.) miju, mit, mainiti — (łac.) mimmius. Na- 
tomiast pojęcie tego «mienia» łączy się z poczuciem wspólnej 
własności, co przy organizacyi rodowej jest do przewidzenia. (Łać.) 
communis wspólny, — (niem.) 'rgemein, gemeinde — (łać.) numi 
nensis, gmina. 

Pojęcie ructiu i zmiany w wyrazie (łać.) «mato>y <.<moneo» 
zmieniam, dalej obraz ugniatania, czegoś, <^ miętoszenia^^ ,mięszania, 
znajdzie swoje brzmieniowe odbicie w 'miesyty> (ukraińskie), ciasto 
misić, — (grec.) mixtus zmieszany, (zendyjskie) maetha, — (łot). 
mesto. Wiązały by się z powyższymi obrazami dwie rzeczy. Od 
«miesyt>> i <^mutoy> szłoby mościć^, miasto most, słowem miej- 
sce pobytu, zmieniane od czasu do czasu, jak towpo- 
cliodzie na stepie przystoi. Również wiecznie zmienna pla- 
neta księżyc, « miesiąc > — (ukraińskie) misiać, — (niem.) Monat — 
(franc.) mois wiąże się z moneo, po łacinie mieniam. 



*) Grecki wyraz <s.miodos», niemiecki mtete najem uważany w formie czynszu 
i opłaty, tłumaczyłby powstanie wyrazu ^miód, meth^ w późniejszych czasach, jako- 
substancyi, którą opłacało się rozmaite czynsze i powinności. 



— 48 — 

Do niniejszego ustępu należy też próba wyjaśnienia wyrazu 
stanowiska społecznego, jaki zajmował niegdyś 'kmet>, kmieć, 
(prus.) kumetis — (lit.) kunemytys, pracownik. W starej Słowiań- 
szczyźnie ikmieć' oznaczał rdzeń zamożnej wolnej ludności z pe- 
wnem odcieniem godności osobistej. Prof. Bruckner wywodzi to 
od nazwy łacińskiej <.cotnes>K U «Greków» istnieje podobnie zna- 
czący wyraz 'kumytisy>. Miklosicłi w swoim słowniku porównaw- 
czym powiada jednak: «Przeciw pokrewieństwu, przemawia, pomi- 
nąwszy formę i znaczenie w głównych słowiańskich językach, ogólne 
rozszerzenie łacińskiego słowa. Jeszcze nieprawdopodobniejszem 
jest wyprowadzenie tego słowa od gr. <iktnytys». (Etym. Worter- 
buch, str. 121). 

Tymczasem tak jak (łać.) «deus», bóg i dentes^ zęby, są w hi- 
storycznych czasach niezależne od litewskich wyrazów «diewos« 
bóg, i «dentes zęby, tak samo i kmet» i comesy> i <kmytys^ na- 
leży cofnąć wstecz, do wspólnego indo-germańskiego źródła na- 
wskróś przedhistorycznego^). 

Wiedząc o tern, jaką rolę odgrywały wyrazy ukraiń- 
skie — kmituwati pojąć, prykmltny pojętny, — htewski wyraz 
«konemytysy^ pracownik, w związku z <mamjotka» , jako «majątkiem» 
w chustach obliczanym, z prawdopodobieństwem określimy 
w kmieciu wyższą warstwę stanu średniego — mającego wła- 
sność albo osobistą, albo też jako <(k)miete'>, '(k)miedey> «(k)mio- 
dos» (kmiotek — polskie) słowem najem, lenno. 

«Machaćy ruszać czemkolwiek szybko, — mata, wałek wrze- 
ciono — modos fgrec.) buntownik zamieszki czyniący — (grec.) 
machaiwa, narzędzie, którem wymachując, śmierć się zadaje, po 
polsku miecz, (ukraiń.) mecz stanowią w sobie obraz optyczny 
zwarty i wyraźny. 

Do <miecza», noża długiego, odnieść dalej należy — (star. 
germ.) meita rznąć — (gotyc.) mejten, mięta, mietha, znak zakar- 
bowany — (łać.) meta granica — (pols.) Majdan zamknięte ogro- 



1) Nie ujmując powadze naszych historyków-lingwistów, jakim jest n. p. prof. 
Aleksander Bruckner, muszę jednak wyznać, że nie zawsze pokrewność słów każe mi 
widzieć zapożyczenie się w tym względzie jednego narodu do drugiego, Słowian od 
Gotów. Zwłaszcza dotyczy to nazw wiążący cti się z pierwocinami gospodarki 
społecznej. Tam powstanie, a późniejsze równoległe rozwinięcie wyrazów oder- 
wańszych z prastarych materyalnych źródeł jest na porządku dziennym. 



- 49 - 

dzeniem i odzielone rowem pole — (star. niem.; Masę, Maas coś, 
jako jednostka w mierze odciętego — inizda, miedza^). 

Z2LŚ od maltl , rznąć, idą przedmioty sposobem rzniętym 
urobione, jak - ^sanskr.) methi, medhi, słup, filar — ^star. germ.) 
meidt drzewo, belka — (łać.i modus sposób na coś, (oszczędność 
w pracy, jaką daje nóż metalowyi. 

Metal (w formie noża i miecza, czczony u Słowian;, służył 
w początkach, jak widać z powyższego zestawienia, zapewne do 
obrabiania szkieletu drewnianego pod namiot. Byłoby niezmiernie 
interesującem tą drogą dowiedzieć się, jaki to mógł być «metal« 
którym się posługiwali przodkowie nasi na stepie, a który później 
wszedł zamiast tkaniny, jako pośrednik w wymianie łiandlowej, 
czyli pieniądz, moneta. Gotycki wyraz mltha , ruda metalowa | 
(st. niem.) sniida metal — iszwedzkiei smida — (^niemieckiej scliinie- 
den kuć, łączy się z (lać.) metallum kruszec, mettall góry krusz- 
cowe. Natomiast «smida» metal, odpowiada brzmieniem, słowiańskim 
wyrazom «miedź», inied — (prus.) medanice. Do błyszczącej miedzi 
odnieść należy, (sanskryt.) swiditas — (lit.) swideti świecić, światło, 
wreszcie w ogóle okiem objęty widnokrąg, świat. Nie należy bo- 
wiem zapomnieć, że czerwono-ognista barwa miedzi nader wcze- 
śnie połączyła się z barwą płomieni boskiego Agni, ognia i słońca 
owycłi najdostojniejszych! pierwiastków boskich stepowca. Słonce; 
jak dzieło niebieskiego kowala rysuje się w wyobraźni starej Łotwy. 

Starożytność miedzi i jej związek z wędrówką stepowców 
aryjskich, pokazała się dopiero dzięki badaniom Pulszkyego i Ham- 
pla Józefa. Zwłaszcza Węgry wykazały w wielu okazach staro- 
żytnych poprzednictwo okresu miedzianego. Much wykazał, jak 
formy miedziane siekierek, do złudzenia nasze ciupagi przypomi- 
nających, znajdują się wzdłuż przez Czechy, Galicyę, Gory^iyę, 
bagna Lubiany i Rumunii. Podobne wzory znajdują się w Ałtaju, 



') Dociekanie pochodności wyrazu może być wtedy uwieńczone pomyślnym 
skutkiem, jeśli forma życia lub użycia, do której ten wyraz się odnosi, jest wyraźnie 
napływową, obcą, co bez dokładnego uwzględnienia dziejów, mytów, szczątków bu- 
downictwa i zdobnictwa ludowego, podań i wierzeń, byłoby niezmiernie trudnem. 
Dzieje się to naprzykład z wyrazem takim jak «chleb», który według prof. Brucknera 
pochodzi od gockiego «hleifs» (cywilizacya i język str. 27). Tymczasem związek po- 
między szeregiem nazw poctiodzącycti od prastarego słowa «kali» drzewo, wiąże «ko- 
libę», chłopa, kalibak (chleb odświętnie pieczony), (ros.) kulebiaka, chleb, z typem go- 
spodarki leśn o-r olni cz e j, jak to zobaczymy w jednym z następnych rozdziałów, co 
ogromnie zaciemnia prawdopodobieństwo przypuszczenia prof. Brucknera. 

DZIEJE MIESZKAŃ. 4 



- 50 - 

w okolicach Orenburga, Sieminogorska, Semipalatyńska, Kazania, 
Jekaterynosławia, Saratowa, Permy, Władimira, co dowodnie łączy 
odkrycie miedzi, jako użytkowego metalu z Uralem i z tamtej- 
szemi źródliskami kopalnemi kruszców. W Csaklya na Węgrzech 
znaleziono foremki odlewowe na miedź, na wskroś podobne do 
tych, któremi hucuł jeszcze do dziś bronzowe siekierki odlewa. 
«Jeszcze w Rzymie ważono według «ciężarków miedzianych», a pan 
Hampel, od którego powyższe daty biorę, tak kończy: «Jak można 
nie poznać w tem reminiscencyi okresu miedzianego». Rezultat 
więc, osiągnięty metodą klanu wyrazowego, zgadza się zupełnie 
z przypuszczeniami uczonych. 

U nas często znajdują miedź w Prusach wschodnich, mającą 
zresztą, jak to rozbiór chemiczny wykazał, w składzie zanieczy- 
szczających domieszek, ogromne podobieństwo z okazami węgier- 
skimi. Schrader (Sprachvergleichung und Urgeschichte), uważa ró- 
wnież miedź za metal Aryjczykówod Finnów zapożyczony. Dowodem 
tego, że miedź zdawna uważano jako metal, w którym narody 
wędrowne o stepowych tradycyach, szczególne mają upodobanie, 
jest następująca okoliczność. Znaną jest zdolność do kotlarstwa 
w miedzi klepanej u cyganów. 

Otóż przez całe średnie wieki utrzymuje się opinia, że ci od 
wsi do wsi włóczący się «nomadowie» to są «kotlarze» (Kessler). 
Już w XII stuleciu wspominają o nich autorowie jako o «kowalach 
na zimno», naprawiaczach miedzianych kotłów (Kaltschmiede), a au 
tor poetycznego opracowania Pięcioksięgu Mojżesza łączy ich 
z «Izmaelitami» i w ten sposób wskazuje na ich wschodnie pocho- 
dzenie. We Włoszech zwą się «Dardanerii», który to wyraz również 
w stronę wschodu pokazuje. Tak więc i historyczne trądy cye 
wiążą miedź ze Wschodem i z koczowniczem życiem, którego oj- 
czyzną stale jest step. Nie ulega więc prawie wątpliwości, że zna- 
leziska miedzi w Europie do pierwszego okresu fal wędrówkowych 
odnosić należy, któremi morze ludowisk najprzeróżniejszych na 
stepie, prawie aż do blizkich nam historycznych czasów zalewało 
Europę. Idąc dalej w zestawianiu wyrazów klanu stepowego, znaj- 
dujemy żywe ślady zemsty solidarnej rodowej, która po dziś dzień 
istnieje na stepie Kirgizkim, a której ślady liczne odnaleść można 
prawie u każdego ludu europejskiego. Każda krzywda wyrządzona 
«Mstowi., rodom stepowców, musi być oddana w równej mierze jako 
za-msto, zemsta, (grec.) nemesys żywioł zemsty — nemesitos gniew 



— 51 — 

«numów» rodu namiotowego. «Msto» dostojne imię stepowe rodu, na 
którego cześć odprawiano w Grecy i tajemnicze «misterje» eleuzyńskie, 
pozostawiło do dziś ślad w języku polskim w tytule jego i wasza 
mość, i w zacnem imieniu Mstów, Mestwitiów, Mściwojów. Od «maass» 
miara — (łacin.) mensura — (ros.) miera — (lit.) meraotl, wiedzie 
nas słucłi i wyobraźnia do innego pnia wyrazów stepowych. Źró- 
dłosłowem jego jest: <^merg mergati'> co oznacza ślad — (zendyjskie) 
mareghati ciągnąć, włóczyć się tu i ówdzie, skąd (łacińskie; niargo 
mylnie, iniem.) Mark graniczna odległa prowincya. 

Ten ruch, śladem znaczony, «błądzenie tu ówdzie nicią wełnianą» 
na wyszywce wykonywane, '■^mierzwienie'^ niejako, daje (ros.) mereża, 
merega tkaninę wełnianą — (starosłow.) mereża, sieć — (czes.) mriże 
rzeszoto — (węgier.) mreaźe — (ukraiń.) mereżannyj, — ipols.; myrwa 
wzorzec wyszywkowy — (lit.) mereża, mergia, margi/me psi: e odzie- 
nia — (sanskryc.) margml omorgnyml — (franc.) mirage obraz złu- 
dny — (grec.) amergo. Zwierzęciem dającem wełnę na «mereżki^ 
i myrwy była <<merluszka'> owca — (franc.) merlats — (tureckie i ta- 
tarskie) maria — (hiszp.) merinos — ukraiń.- huculskie) marzanna. 

Zima pełna «buranów», zawiei śnieżnych, gorzko odbijała się 
na życiu koczowników. P. Witort pisząc o Kirgizach (Ze stepów 
Azyi środkowej — miesięcznik Lud. tom I, str. 3j, tak powiada 
o zimie, tej «ciężkiej porze roku»: «Niedawno rzeźki i ruchliwy ko- 
czownik, zakopuje się w kystawie, bez dachu i okien, strawa jego 
jest nędzną i sprowadza się do resztek małych koniny lub baraniny, 
stosunki ze światem zewnętrznym przerywają się na kilka mie- 
sięcy, lub są tak trudne, że pomimo nudy i tęsknoty, towarzyski 
Kirgiz nie odważa się opuszczać aułu, z obawy wilków i buranów. 

Jeszcze gorszem jest położenie stad... jednej ciężkiej zimy 
«jednej gołoledzi wystarcza, by tysiące zamożnych Kirgizów do- 
szło do kija żebraczego, by zaczęła grasować olbrzymia 
śmiertelność, by ludzie umierali wprost z głodu, jak to się 
działo w r. 1882 i 1883, kiedy z powodu dżutu (gołoledzi, unie- 
możliwiającej bydłu wydobywania sobie paszy z pod śniegu) pa- 
dło blisko 2/4 ogółu stad kirgizkich». Podobna śmierć musiała być 
też częstym gościem zimowym u Arjów w czasach stepo- 
wego życia. To co w Indyach jest (sanskryt) moros, deszczem ma- 
łym, chłodną rosą poranną isanskr.) merszati, polewać wodę, prze- 
mienia się na stepie na "mróz» — moros ditew.i merga. 

Mrzyty, marznąć — łączy się dalej z pojęciem niedostatku 

4* 



— 52 - 

i głodu. (Star. Słów.) Mrszaw etiudy — (ukraiń.) mersza merszatl 
ctiudnąć, (pol.) morzyć {glodtm). Człowieli marznie i mrszewieje i morzy 
się to jest ctiudnie z głodu i z zimna, wreszcie umiera. Umrzeć — 
(starosłow.) mriti — (serb.) mrem — (sanskry t.) mar, marati — (łacin.) 
mors — (franc.) moiirir — (armeń.) meranil — (kurdyjskie) myr-gii — 
(litew.) m.yrty, miorfe, mariati zabijać — (greckie) moros — (pol.) mór, 
mara. — Śmierć to (sanskryt.) mrta mrtas — (grec.) (m)brotos — (niem.) 
Mord — (łać.) mors. Mimocłiodem zwracam uwagę na znaczące 
w polskim języku pokrewieństwo wyrazów śmierć i smród — smert, 
smrid (ukraiń.). Potrzeba ciepłego i szczelnego ubioru w zimie ste- 
powej, odbiła się na późniejszem powszecłmem uczuciu u Euro- 
pejczyka, na «wstydzie» nagiego ciała. (Zwłaszcza, że stepowieć 
stale się ani nie myje ani nie kąpie, a więc się bardzo rzadko roz- 
biera. Ludy natomiast długo nad wodą mieszkające zatracają w cza- 
sie ciepłego lata ten «wstyd», a nabierają zamiłowania do czystości 
i do kąpieli). Według poglądu prof. Buchnera «stygnąć» i «stuża» 
zimno, przeszło we wstyd (niem.) Scham wstyd — (pol.) zima. Po- 
czucie zimna mraz — (serb.) mrzyty — (pol.) mierzić, obmierzić so- 
bie coś — (lit.) smarsas (zapras) zaprawa jedzeniowa — (gotyckie) 
smairthr gnój, pomiot koński, (pol.) smród, śmierdzieć. Ten smairthr 
gnój koński lub barani jest podstawą ludzkiego istnienia w zimie 
na stepie. Bez «g"//fl» (gij to ususzony i ubity pomiot), Kirgiz nie 
mając czem opalać swojej jurty, zmarzłby na stepie na śmierć. 
Pan Jan Szczepkowski («Pieszo z Odesy do Warszawy». Gazeta 
sportowa, październik 1901), stwierdzając na Bessarabii zacłiowane 
do dziś obyczaje gospodarcze stepowców u tamtejszycłi chłopów, 
tak się wyraża: «Koloniści (chłopi małoruscy), młócą zboże, dając 
je deptać koniom zaprzężonym do kamiennych wałków, chaty 
zaś opalają nawozem suszonym na słońc u». 

Widzimy więc z tego, jak wysoce pochodna zależność mate- 
ryalna od otoczenia wywołuje długo jeszcze podobne objawy i na 
stepie kirgizkim w Azyi i w europejskiej Bessarabii wśród Rusi- 
nów. Tak więc jest wszelkie prawdopodobieństwo, że z gotyckim 
«smairthrem», gnojem, pomiotem, wiąże się zapewne stary polski 
wyraz, dziś zaginiony, oznaczający widocznie niegdyś najniższy 
może niewolny stan smardów, to jest ubijaczy pomiotu 
na opał, w odróżnieniu od samodzielnego hodowcy stad <kmeta» 
i kierownika tabunów końskich, jezdnego «konezia» knezia. 

Zawodem smardy było naprawdę mniej wonne zajęcie, zbie- 



— 53 — 

ranią, suszenia i ubijania w «gij» gnoju na ogień. Wyraz «smarda» 
zaginąwszy dawno w swej głównej postaci, zachował się jedynie 
w powyższem znaczeniu w ustach matek, chcących zganić mniej 
czysto załatwiające się dzieciaki. (<Ty smerdo jedna»). Także nie 
dziwo, że z zimą straszną, śmierć i złe przynoszącą, a latem świe- 
tlistem, ciepłem i rozkosznem łączy się jedna z najdawniejszych 
filozofiireligijnychAryów — Zendawesta. Przepaść między latem a zimą 
i walki w porach przejściowych wiosny i jesieni, to wieczny bój 
między bogiem ciepła i światłości słonecznej, a bogiem zimna, zła 
i ciemności, z której kiedyś Ahuramuzda, władca krainy ciepła 
i światłości Iranu, wyjdzie zwycięzcą nad królem zimna i ciemności 
Ahrimanem, rządcą Turanu. 

Przejdziemy obecnie do nowej grupy wyrazów, których uło- 
żenie pozwoli nam zauważyć powolne przejścia od życia czysto 
koczowniczego do rolniczego, o jakiem u Słowian mówi łierodot 
Halikarnaski Lib. IV. Cap. 17. «Tu nad Halizonami mieszkają, Sky- 
towie rolnicy, którzy sadzą pszenicę nie na to, aby ją jeść, ale 
na sprzedaż». Ponieważ Herodot pisał o tych «Skotarzach> (od 
Skot bydło?) w V wieku przed Chrystusem, przeto mamy niejakie 
oparcie co do czasu, kiedy się stawać to przekształcenie mogło. 

Źródłem materyalnem niniejszej gałęzi słów klanu namioto- 
wego jest «szyta ścięgnami skóra zwierzęca» używana jako pokry- 
cie namiotu albo w uwłosionym stanie jako kożuch. 

(Star. Słów.) Stigno — (polskie) ścięgno, ścieg — niem. Sc/iin- 
ken, Schenkel (mięśnie udowe) — (angiel.) Sliank. Zszywanie ścię- 
gnami, ściąganie skóry stebat (ukrain.) postubatsia — (niem.) 
steppen (porównaj step) — (pol.) stebnować — (czeskie) ste- 
gat — (niem.) Stich (im Nahen) — (pol.) ścieg — (star.-sakson.) ste- 
kan. Pochodny obraz optyczny, ścieżka, ściężaj (drzwi na ściężaj 
otwarte, i przestrzeń istebnowana śladami wędrówek step). Kłó- 
cie, przekłówanie igłą oznacza (niem.) stechen, kłóć — (łacin.) stin- 
gere — (greek.) stigain kłóć — obrazem narzędzia do przekłówania 
czyli «szydła» jest (grec.) stylos, zaostrzona pałeczka do pisania. To, 
co, istylosemy> «wystebnowano» zeszyto, a potem rozścielono na 
szkielecie namiotu, jest (s)tlo^ (od stlat). Tło, skóra, wygląd 
zewnętrzny odrywa się już w pojęcia «tiłoy> ciało. Pełen zaś 
'^ ciała ^ tła to tłusty (cielisty). 

Z obrazem i dźwiękiem stłat^ ścielę, siać, pościel wiążą się 
«istlat>> stellio — (starosłow.) stela-stol - (czeskie) steliwo, plewa 



— 54 — 

sieczka, (podśdólka) — (prusk.) stalis — (ukraiń. -huculskie) postoły 
obówie skórzane, (pod stopę podścielone). 

Rozpinanie tła skórzanego na szkielecie namio- 
towym, odzwierciedla się w szeregu wyrazów określających prze- 
strzenne utwory. 

Stellio — (pruskie) stalis — (litew.) stelas, pastolas. To układ, 
szkielet, sztelarz (niem.) gestell — skąd (łać.) (sijlata i (si)locus miej- 
sce przebywania. 

(Grec.) Tylic, deska — (sakson.) thielle — (śród. gór. niem.) 
Diele tarcica, dyl na szkielet namiotu używany — w dalszym ciągu 
sień i klepisko, a także miejsce gdzie się «///» wieczny ogień. 

Na początki rolnictwa i na formę omłotu zboża wskazuje wy- 
raz «tołoka» (ukrain.) oznaczający dziś u Rusinów jesienną robotę 
wspólną przy ziarnie, a wiążący się z wyrazem 4loczyć>^ <4ilom to- 
łoczyty» to jest ciężarem ciała obłuskiwać zboże, jak to do dziś 
w Bułgaryi i w Besarabii przy pomocy bydląt czynią — (patrz 
cytaty Szczepkowskiego: Pieszo z Odessy do Warszawy). 

Grec. stylos, ostre szydło do szycia, pałeczka w ogóle, prze- 
nosi nas do odmiennego nieco konara słownego, wyrażającego 
głównie wyobrażenie stania, — Stylos (grec.) pałeczka — 
(litew.) stelbas — (ros.i stolb — (pol.j slup. Pień drzewny stojący 
nazywano <^stolby — (lit.) stalis — (sanskryt.) sthiilna stół — w zdro- 
bniałem znaczeniu stołpen, stopień. 

Część zaś ciała «stąpająca^> po stopniu to '^stopay — pień do 
obłuskiwania kaszy stopą, stępa. Szczególnie wiele wyrazów obej- 
mującym węzłem, jest zasób słów, których pierwiastkiem jest «stat', 
stać». Zaczepiają one o najprostszy materyalny obraz, jakim jest 
rozpinanie tła namiotu, na stojących drążkach i przenoszą się hen, 
aż na budowę organizacyi państwowej. 

«Stat\ staćy, — (starosłow.) stoją buda mieszkalna — (greckie) 
«s/oa» hala słupowa lub komora zapasowa (stodoła) skąd po- 
chodne (grec.) «stoi — badzo» gromadzić — (ros.) stojaJi, staw/ia 
chata niewielka — (rumuń.) statiwe, warstat tkacki — (albańskie) 
stan koszara dla owiec, stan, stanica stajnia — fłać.) statio, stacja — 
(grec.) otasis — (łacin.) status stała budowa państwowa — (franc.) 
Uetat — (niem.) staat — (nowoperskie) stan w słowach: CjuWstan, 
Beludżys/^fl/z, Mghamstan, (sanskryt.) stha, stliiti, stliana, — (pru- 
skie) postaf istnieć. Dowodem obrazowego związku ustrojów sto- 
jących z drągiem w szkielecie namiotu jest szereg wyrazów; (rosyj.) 



— 55 — 

stoźar, kij w stogu — (pol.) stożysko — (śród. niem.) Stange, Sten- 
gel drąg — fniem.) steg i stock kij — finslandzkiej Stiah kół. 

Kół ten służył w okresie przejściowym ku więcej stalszemu osie- 
dleniu jako środek stogu siana. Wskazuje to na względną wyższość 
cywilizacyjną naszych przodków od dzisiejszychKirgizów,którzy siana 
nie gromadzą na zimę dziś jeszcze. Stóg siana, (greckie) stegana 
pokrycie ukrycie, zachowanie czegoś. Wstępować na szczyt stogu 
siana wiąże się brzmieniowo i obrazowo (niem.) stelgen wchodzić 
na górę, stiege schody — (staro niem.) stigen — (greckie; stei- 
chon — (łać.) vestigiati — fstarosłow.i stigniaty — (pol.) ścignąć. 

Również «stq/ący> obraz drągów, namiot podpierających dają 
wyrazy (sanskryt.) stabli podpierać - (medyjskie; stabh opierać się — 
astembys mocny — (niem.) stemmen moc wyrażać, mocować się — 
(litew.) stembi, pień — (łot.i stabs, kół — ^niem.) stamm, pień — 
stab laska — (greckie) stobris, mała laseczka, źdźbło. 

Do czynności samej — budowania namiotu odnosi się w fros). 
stroif — (łać.) struvere budować, stnies kucza — (ukrain.i sotwo- 
ryf — (pol.) stworzyć tworzyć. Podłogę tworzyć, sieczkę po niej 
rozpościerać wyrażają słowa (niem.) streii sieczka — (litew.) straja 
podściółka — (łacin.) sterno stratum, rozpościerać, stramentum, 
poszycie słomą, strzecha. Ogromnie ze stanowiska dziejów 
naszych interesującą jest grupa wyrazów bezpośre- 
dnio związana z wyobrażeniem rozpościerania cze- 
goś na powierzchni ziemi. Sterno, stratum, ścierń, rozpo- 
ścierać, ścierka i streu, łączy się bowiem brzmieniowo i ze «ścier- 
wem» trupem zwierzęcia niepogrzebanego — (niem.) sterben umie- 
rać, (star. niem.) stirben — (angiel.) to stairwe, zakończyć życie 
z niedostatku, jako ścierwo być rozpostartym i zostawionym. 

Wiadomo, że indyjscy dzisiejsi krewniacy europejskich Indo-Ger- 
manów, Parsowie, czciciele ognia i wyznawcy Zendawesty wystawiają 
trupy ludzkie na pożarcie ptastw u, psom, wilkom i in- 
nej dziczy czworonogiej. Obyczaj to na wskroś związany z po- 
chodem na bezdrzewnym stepie, gdzie oranie i rolnictwo 
nie uczy jeszcze wżerać siew głąb ziemi, a brak 
lasu i materyału palnego nie pozwala trupa palić, 
bo ogień to rzecz droga i cenna. 

Zresztą trup staje się tam uciążliwym, gdzie się prowadzi ży- 
cie osiadłe, tam zaś gdzie się ludzie z miejsca na miejsce przeno- 
szą, zostawia się trupa na stepie lub (płynąc na morzui wrzuca się 



- 56 - 

w wodę. Zwyczaj taki przyszedł z czasem u Parsów do kultu re- 
ligijnego. Jan Potocki w opisie swoim « Podróż do Astrahanu i przy- 
ległych okolic w r. 1797 » widział podobny sposób zostawiania 
umarłych psom na pożarcie u Kałmuków; «tak więc psy głodzone 
zmuszone są żywić się trupami Kałmuków». U «ludów wschodnio- 
europejskich », które według Herodota iLib. IV. Cap. 125. 126) włó- 
czyły się między « Persy ą« ojczyzną Zendawesty a «Istryą» w V-tym 
wieku przed Chrystusem, musiały się też ostać obyczaje «Indów 
przypominające» jak to zauważył u Słowian Al Bekri podróżnik 
arabski z X stulecia. Strabon o koczowniczych Scytach, mieszkają- 
cych między Sogdyanami a Baktryanami, tak powiada: «W sto- 
licy Baktryi psom dają osobne nazwisko, w naszym języku grobo- 
wników. Psy te, powinny pożerać każdego, kto upadł pod cię- 
ciężarem starości lub choroby. Z tej to przyczyny w okolicach 
tego miasta nie widać mogił, a pomiędzy murami wala się mnó- 
stwo kości ». Cycero mówi to samo o Hyrkanach: «W kraju tym 
lud wspólnym kosztem, a znakomitsi po swych domach utrzymują 
psy, aby ciała ich zjadały, ponieważ uważają to za najznaczniej- 
szy sposób pogrzebu (cyt. w Dzienniku polskim Nr 376 z r. 1903). 
Również Wulfstan «niemiec» który odbył podróż do brzegów pru- 
skich w IX stuleciu, opowiada o pewnym zwyczaju u Estończyków 
nawskróś postępowanie Parsów, Kałmuków, Baktryanów i Hyrka- 
nów z umarłymi przypominającym. «Jest wśród Esthów zwyczaj 
że gdy kto umrze, leży w domu niespalony przy swoich magach 
i przyjaciołach cały miesiąc czasami nawet dwa, królowie 
i inni wielcy panowie o tyle dłużej, o ile ich majętności są wię- 
ksze, czasami pół roku leżą niespaleni na ziemi w domach 
swoich»... Dopiero groby grzebalne są, jak to Karłowicz zauważył 
wyrazem mieszkań ziemiankowych i rozpoczynającej się rolniczej 
wytwórczości (Chata polska;... 

W starożytnictwie zaś odnieść należy grzebanie trupów do 
kultury tubylczych chłopów palowych niegdyś, którzy poczęli prze- 
nosić się na suchszą ziemię. Załatwić się jeszcze musimy z wiązką 
słów odnoszących się do pierwiastku «tkaó^ — (franc.) Tisser — 
(tatarskie) tokmak — (węgier.) takasz — (łać.) texere tkać — (nieni.) 
tuch sukno — (kirgiskie) kothoti zbiorowiska namiotów — (pol.) 
kotara zasłona, kotara chata uboga. Wyrazy te wszystkie zbiorowo 
odnoszą się do 4kania^ to jest czynienia tkaniny- z sukna lub 
pilśni. Tatarzy do dziś wyrabiają pilśń w ten sposób, że na drąg 



- 57 - 

nawijają ugniataną i nieustannie zwilżaną pilśń. Narzędziami su- 
kienniczymi więc są: ciężarek do ubijania i drąg <ttyka'> dość długa, 
na którą pilśń, owo najdoskonalsze pokrycie namiotu się nawija. 

Stąd więc pokrycie namiotu pilśniowe udzieliło nazwy swojej 
młotowi, tyce, dachowi, a nawet czasami całemu domostwu. 

«Tyka, tknąć, zatkać, tkwić, tyczyć — (greo tiikos młot — 
(litew.) tekttan — (star. sakson.) thigg-ja — (łot.j tektion — dać.) 
tangere, tadus — (włos.) toccare — fniem.) Dach — (greckiej tego. 
tegos — (łać.) techun, tegiińmn wiejski dom — (irań.j teg dom. 
Mamy więc cały rodowód mieszkań, wywodzący się od pilśni, bę- 
dącej niegdyś na stepie pierwszym «dachem'>. 

Przechodzimy obecnie do działu wyrazów, rzucających ja- 
skrawe światło na pierwotną kulturę Indogermańskich stepowców. 

Podstawę materyalną niniejszej gałęzi słów klanu namioto- 
wego jest zwierzę wprost niezbędne i na stepie nieocenione, ja- 
kiem jest koń. Koń — (starosłow.) koń — (połabiańskie) kun — 
(węgier.) kancza — (lit.) kninas, watach — pochodzi według Mi- 
klosicha z sanskryckiego ganantl, gan, bić, gonić, przeganiać — 
(zendyjskiej alpigan — (armeńskie; gan — (litew.) genu paść ~ (star. 
germ. niem.) gund — (star. śród. niem.) giindetia — fgrec.) deino, 
demein bić — (lit.) gniczis — (armeń.) hiindz gonitwa. Z <^ganlth 
paść — (arm.) hundz gonitwa wiążą się wyrazy, a więc najprawdo- 
podobniej istnienie ówczesne, czczonego bosko psa — (łać.) canis — 
(franc.) chien — (niem.i hund — (pol.) kiindys, wiejski gatunek psa 
owczarka w Polsce, bardzo pierwotny i do wilka podobny w swoim 
kształcie. Z <'gnać» a zwłaszcza oganiać się (od ogon) łączą się 
obraz, pojęcie i słowo ogon, wygon, ogonmkraiń.) ohon — (pol.) ogon. 
Z wyrazami ^oganiać'> się i ogon zestawić należy nazwę przedmiotu, 
bez którego, jak już pisaliśmy, żyćby w zimie nie było można na 
stepie. Przedmiotem tym jest «gnój» bydlęcy, koński lub owczy, 
jedyny materyał opałowy stepowca. '^Gnój'^, «gnić» — (starosłow.) 
gnyty, gnyju — (czes.) hniti, hniis — (węg.) ganaj — (rum.) giinoj — 
(kurdyjskie) ganltl, gamnitl — (sanskryt.) gawati, kał oddawać — 
(star. slo-^.) gówno. Zbierał i ubijał go w «gij», «gnióth> gnój jak przy- 
puściliśmy już poprzednio <smarda». Zimą na ognisku płonął więc 
mało pachnący «gnoJowy» ale ciepłem szafujący «święty ogteń»^). 

>) Od gnić idą wyrazy «gnuśny» — (słoweńskie) Gniisen — (czes.) giiiis — 
(rum.) hnus — (polsltie) gnuśny — (rosyj.) giiiłoj — oznaczające nierucliomego le- 
niwca wylegującego się przy ognili. 



— 58 — 

Kin, wygon, gonie, ogon, oganiać się, gnieść gnój, niecić ogień — 
oto łańcuch, w którym każdy wyraz sterczy jako ogniwo materyalne. 
Ogień — (starosłow.) ogn, (serb.) ogan — (czes.) ohen ohnisko — 
(pols.) ogień ogarek — (sanskr.) agni — (litew.) ugnis — (łotew.) 
ugniis — (łać.) ignis — (fińskie) uhni — (szwedz.) ugn. Nawet oby- 
watelstwo «ogniska» namiotowego przechowało się w wyrazie ro- 
syjskiem <^ogn-isz-aniny> mieszczanin. Również rzucającym się w oczy 
jest związek ognia, ogniwicy, gorączki — (pol.) gniew — (ukraiń.) 
hniw — (tatarskie) gynahia. Jasno czerwona ognista barwa konia, wła- 
ściwość świętych słonecznych koni w mitologii indyjskiej, jest gniadą 
czyli ognistą maścią swoją (sanskryt.j kanczana, (łać.) nitidus. 

Miejsce wyżłobione na ognisko a może skład gnoju suszo- 
nego, to V gniazdo-'-' — (sanskryt.) nida nizda — (arm.) nist — (niem.) 
nest i mist gnój. 

W tem <^gnieździe^> «ognisku», trzeba było «gnetyty, nietyty, 
niecić ogień — (niem.) gneista iskra — (szwedz.) gnista ganeista — 
(island.) gneisti — (star. island.) geneisti iskra — (łać.) nitere ascere 
błyszczeć. Z escere, gneisti łączy się vestia (grec.) — (łacin.). We- 
sta bogini ogniska dawnego, która dała nazwę całemu półwyspowi 
<^EstialskiemU'>, Italii. — (Mommsen, Gesch. Roms). 

Również izba, w której człowiek przebywa, a jest nią z ko- 
nieczności izba z ogniskiem w pośrodku zwie się jako gniazdo 
ludzkie, (starosłow ) isfba izba — (serb.) izba, istwa — (litew.) istab — 
(średnio islandzkie) stuba — (prowansalskie) estuwe — (fryzyjskie) 
estiiba (star.- gór. niem.) etawe — (śred. gór. niem.) stupa, (angiel.) 
stowe. Oderwane od «izby» wyrazy są (niem.) ist — (łać.) est — 
(pol.) jest — (grec.) ontos, istnienie (przebywanie w ciepłej izbie). 

Z «gnetyty'>, geneista, gówno, kał suszony, wiąże się cześć dla 
ognia, wyrażona w «gowiet» czcić — (lit.) gawet, gawenios — (łot.) 
gowet — (tatarsko-kazańskie)^ć7Z?/Y — (łać.) według Bruckmanna favere. 

Od Akielewicza znowu wiemy, że «Gabia» w uroczystej mo- 
wie litewskiej oznacza ogień, jak go cytując powiada Mierzyń- 
ski (Źródła do mit. litew. str. 13). 

Tak więc słusznem jest przypuszczenie, że pomiędzy koniem, 
gnojem końskim, nieceniem ognia i jego utrzymywaniem w <izbie», 
a kultem światła i ciepła, w płomieniu świętym wyrażonym, na 
którym opiera się słynna cześć ognia w Zendaweście i u dzisiej- 
szych Parsów, istnieje związek ścisły i zwarty. Była to cześć 
w odległej przeszłości stepowej wspólna wszystkim Aryom. Źró- 



59 — 



dłem jej zaś były przyrodnicze warunki stepu tak doskonale w kla- 
nie namiotowym wyrazów indogermańskich odbite. 

Do tych odległych czasów zapewne odnosi się słynne poda- 
nie greckie o «Prometeju», który świętą iskrę ognia bogom wy- 
kradłszy, oddał ludziom na użytek. Tam też u wrót górskich 
do stepu azyatycko-europejskiego, na skałach Kau- 
kazu, miał mu sęp zesłany przez rozgniewanych bogów, wątrobę 
wiecznie odrastającą wyżerać. Pilnowanie <'iskry» boskiego ognia, 
było wtedy warunkiem istnienia na stepie, a urząd strażnika 
lub strażniczki ognia istniał długo jeszcze potem, kiedy Aryj- 
czycy w Europie znośniejsze warunki znaleźli, jako urząd kapłanek 
Westalek, strażniczek świętego wiecznego ognia w świątyni bogini 
ogniska domowego Westy w Rzymie. 

Litwa, która w języku i obyczajach najwięcej może przecho- 
wała zabytków dawnej cywilizacyi, była miejscem, gdzie szczegól- 
niej czczono «słońce, księżyc, gwiazdy, gromy, ziemię», a przede- 
wszystkiem ogień, którego kult był tak rozpowszechniony, 
że Litwini niekiedy z naciskiem czcicielami ognia się zowią. «Pismo 
Filotheja patryarchy z r. 1370 nazywa Litwinów, «szpetnie i bez- 
bożnie czczącymi ogień». Patryarcha Nil w piśmie z r. 1380 mia- 
nuje Olgierda «Królem Litwinów czczących ogień». Miejsca czci 
są Romowe, których było kilka. Hieronim praski. Długosz, Gwa- 
gnin świadczą wyraźnie, że na rozmaitych miejscach np. w Wilnie 
palił się ogień święty. 

Kapłan mając powierzony ważny i święty obowiązek «strze- 
żenia ognia świętego» był niejako naczelnym wróżbitą i wielkim 
dostojnikiem. (Mierzyński, Źród. do mit. litew. II, str. 28, 30, 31). 
«Wieczny ogień tlił się równie w zabudowaniu <'namas^ gdzie nie 
było pieca». Na Żmudzi modlono się do bóstwa zwanego Gabija, 
Gabija bogini: «podnieś żar nie rozpuszczaj iskier» (tamże I, str. 15, 
29 1. Ołtarze w kształcie ognisk świątyniowych, można znaleść we 
wszystkich kolejno po sobie następujących kultach europejskich. 
Na tych ołtarzach składano ogniowi w ofierze to, co cenne i miłe, 
a więc masło, lepsze cząstki mięsiwa, drzewo wyborowe, kury, 
koguty, barany i woły tłuste, konie najlepsze, a nawet i ludzi. 
Niecono iskrę ogniową z dwóch tartych o siebie kawałków drzewa. 

Tak czynią do dziś pierwotne plemiona, a cześć dla żywego 
lub «nowego ognia« przejawia się u ludu naszego w <Sobótkach» 
w noc świętojańską na szczytach gór obchodzonych. Bohdanowicz 



— 60 — 

w dziele *Pereżytki drewniaho mirosozeznania u Biełorusów> po- 
wiada, że Białorusini «ognewi molatsa, zowuszcze jego swaroży- 
c z e m >, a dalej, że < każda rodzina posiada ogień własny>>, w razie 
przenoszenia go nie zapominają go zabrać. Pluć na ogień się 
nie godzi. Narzeczona wchodząc po raz pierwszy do chaty na- 
rzeczonego, kłania się piecowi. Sztuka wydobywania ognia drogą 
tarcia nie zaginęła u Słowian do dzisiaj w szczątkowej formie, jak 
to zwyczaje Sorbów łużyckich i u naszego ludu, dowodnie wykazują. 
(Patrz roczniki «Wisły»). W Europie w historycznych już czasach, 
wielu pisarzy zgodnie przyświadcza o niewygasłej czci ognia. Ow- 
szem, obfitość palnego materyału, jakiego dostarczał las, rozszerzyła 
raczej rolę ognia w kulcie. Nie dość bowiem, że «ołtarz ogniowy» 
zajmował środek świątyni, ale i ciała zmarłych poczęto dawać pło- 
mieniowi świętemu na pożarcie, uważając tę drogę za najpewniej- 
szą do połączenia się zmarłego z przodkami. Wulfstan z IX-go 
wieku, opowiada o Estończykach, że u nich jest obyczaj, iż zwłoki 
zmarłego, z jakiego ludu by pochodził, muszą być spalone (Esto- 
wie, to w ogóle nazwa, dawana plemionom łotewsko-litewskim, jak 
to udowodnił Mierzyński), a jeśli gdzie znajdą niespalone zwłoki, 
to każą to wielkiemi ofiarami okupywać. 

Al Becri opowiada o Słowianach < Srnin», że «jedno z ich ple- 
mion pali swych ubitych, a drugie ich grzebie». Widać z tego, że 
w niektórych okolicach Słowiańszczyzny system ciało-palny począł 
zanikać. Natomiast «drugie plemię> pali się w ogniu gdy głowa 
plemienia umrze, «również wdowy dobrowolnie giną na stosie» «palą 
także swoje konie» — słowem jak mówi obyty ze światem Arab, 
«mają obyczaje podobne do obyczaju Indów». Nestor mówi o Ra- 
dymiczach, Wełyczanach i Siewierzanach, że żyli po lasach, stadeł 
u nich nie bywało, jeno igrzyska między siołami, a gdy kto umarł, 
wyprawiali mu tryznę, potem ułożyli stos wielki, poło- 
żyli umarłego na stos i spalili. Zebrawszy potem 
kości, włożyli je w n a c z y n i e>\ (Nestor. 10. Mon. Pol. I. 559i. 
«W pogańskiej Litwie spalono, podług współczesnej kroniki liwoń- 
skiej, trupa Olgierda z 18 wierzchowcami, z jednym najlepszym 
koniem, w sukni z purpury i złota, w kaftanie sadzonym perłami 
i kamieniami i z pasem złoconym i srebrnym. Również te same 
kroniki piszą o «ofiarach płonących w ogniu bogom litewskim po- 
święconych-. Źmudzini jeszcze w r. 1320 spalili wójta Samji Ger- 
harda Riede na koniu, uwiązanego do czterech palów. Ostatnia 



— 61 — 

taka ofiara spłonęła w r. 1389, ślubowania bogom w osobie kom- 
tura Memelu i Kłajpedy. (Alex. Bruckner. Starożytna Litwa, Bibl. 
warszawska 1894, str. 247 i 434). O obyczaju tym jako powszechnym 
niegdyś świadczy też niezliczona ilość grobów ciało-palnych roz- 
sianych po całej Europie. Obok żywego ognia <i czci ogniska do- 
mowego*, istniała równolegle «cześć słońcu oddawana». Ahura- 
muzda perski jest władcą krainy ciepła i słońca Iranu w przeci- 
ciwieństwie do Ahrimana, króla krainy zimna i ciemności. To samo 
przeciwieństwo istnieje w mitologi starosłowiańskiej. Według zgo- 
dnego świadectwa, Adama Bremeńskiego (XI stulecie przed Chr.); 
Saxona Gramatika (XII. stuleciej i Hellmolda proboszcza z Bozowa 
na Pomorzu (XII. stul.) «Święty, światły pełen światłości «wiciądz», 
to Światowid wyraźniej «Światłowed>>, czyli ten, który zna światło 
(sanskryckie «veda>^) i wiedzie słońce ku zwycięstwu. Mieszkaniem 
Światłoweda »Szway testix» Jadźwingów, był «Ty n-Światła», 
czyli Świątynia. Było to zapewne z początku ogrodzenie miej- 
sca «gaju» świętego i uczynienie go przez to nietykalnym. Tak 
było na Litwie prawie aż do przyjęcia chrześciaństwa. Do dziś u 
Żmudzinów «płot», (ściana) układany ze szczepanych palików nazywa 
się «Tyn tynnica«, na Litwie zatem miejsca święte brzmią 
«szwentajnen, Swints» dzisiaj Święciany. Niektóre jeziora zwały się 
w Prusach: Swynthei, Swintinnye, Swyntheynen, a miejscowości na 
nich na palach budowane «Szwento-pile », święty tyn na palach wznie- 
siony. (Mierzyński I. 81, 71). W Słowiańszczyźnie posiadającej bar- 
dzo wysoką natenczas cywilizacyę, przedstawiano już Światłoweda 
«Światłowida» w ozdobnych «Tynach-Światła,» na podobieństwo czło- 
wieka o trzech, czterech a nawet siedmiu twarzach wyciosanych w kło- 
dzie drzewnej. Tłumaczy tą wielotwarzowość Światłoweda zagadka ukra- 
ińska, którą przy podobnem mojemu wyłożeniu przytacza W. Schwartz 
w pracy ^Niebieskie drzewo świetlane w podaniu i w kulcie» (Ethno- 
graphische Zeitschrift tom XIII. str. 150.) «Stoi drzewo w pośrodku 
wsi, do każdej chaty zagląda»... Drzewo, które ma dotykalnie przed- 
stawiać Światłowidztwo wszechstronne słońca, musi być wielotwa- 
rzowe, i wielooczne, wedle surowych wyobrażeń pierwotnych. Jeszcze 
w chrześciaństwie przedstawianą bywała na Rusi Trójca w postaci 
»Trzygłowa« (patrz rozprawa prof. Maryana Sokołowskiego, wyd. 
Kom. do bad. dziejów sztuki w Polsce. Akad. Umiejęt.i. Hellmold 
proboszcz z Bozowa powiada (Lib. 85i. >Słowianie wiele bogów 
przedstawiają z dwoma lub trzema lub więcej twarzami». 



— 62 — 

Podamy później starą laskę opolną magistratu w Korzelowie 
znalezioną w ratuszu na poddaszu i zrysowaną niegdyś w Wieńcu. 

W oprawie liścianej widzimy tam również czterotwarzowy 
obraz, kształtem zamarłe dziś czasy przypominający. 

Przeciwieństwem Światłoweda był '<Czernoboh» — Hellmold tak 
mówi o tem (Lib. 52): «Słowianie obok świętych gajów czcili bogi do- 
mowe. Wierzą, że szczęście od dobrego, nieszczęście od złego Boga 
poctiodzi^). Złego Boga zwą Czernoboh to jest czarny. U Zaratłiustry 
«zima ostra, jest dziełem ducha złego. Lato — ducha dobrego». 
Wszystkie powyższe pierwiastki, odnajdziemy mało co przez chrze- 
ściaństwo przekształcone w światopoglądzie ludu naszego, który 
pan Młynek w doskonałej pracy: «Zarys pierwotnej Religji Lachów 
na tle podań ludowych» (Lud miesięcznik tom I. str. 53 i dalsze), 
tak przedstawia: «Dziwa białe» przybierają postać dobrych znaków 
i są przedstawicielami «światła i ciepła». Dziwa czarne («Czerne' 
bogi » I przemieniają się w mróz i są ciemnością i zimnem 
i zamieszkują świat tak, że Bóg ze swemi duchami białymi mieszka 
w niebie i w »obłokach » (tam gdzie słońce), a «cort» razem ze swo- 
imi duchami w «podziemiu» fgdzie ciemność). Owocem wiekuistej 
walki «Białyg z Cornym» są na «tym świecie» same przeciwności. 
Co «Bioli» przywołają do życia to «Corni« niszczą i na odwrót. 
Dlatego ledwie «grom« który jest wcieleniem samego Boga (Świa- 
toweda albo Porenunza (Hellmoldi, Pioruna, (u Litwinów Perkuna) 
«ziemię na wiosnę zapłodni, a ona wyda miliardy «cudów» w po- 
staci pożytecznych «Roślin, Drzew, Zwierzont czyli Biesów i Ludzi», 
zaledwie je «Dysc, Rosa, Słońce i Misionc» i inne cudowne dziwa 
wypielęgnują, zjawia się późną jesienią <straszny Mróz» uo- 
sobienie «C a r t a» (Czernoboha), mrozi wszystkie płody «Gro- 
ma» i zapłodniwszy «Martwo Ziemie», rodzi z nią same «Dziwa 
straszne, Corne piesy (biesy-djabły) i koty (symbol czarownic — żon 
i kochanek czarta). Zmory, Gnieciuchy, Bździuchy zaglądają przez 
okna i t. d.» Wiara w potęgę dobroczynną, ognia, światła, słońca, 
gromu, Światłoweda nie wygasła jeszcze w symbolach swoich zu- 
pełnie. Do dziś palą drogocenny niegdyś bursztyn w kadzielnicach, 
a «wieczna lampka» gorejąca drobnym płomykiem po świątyniach, 
jest również szczątkiem potężnego niegdyś kultu. 

Niezliczona ilość «ognisk rodzinnych, płomieni miłości, świateł 



1) Zeitschrift der Morgenlandischen Gesellschaft L. 50. S. 43. str. 185. 



— 63 — 

wolności, słońca prawdy, gwiazd przewodnich», od których roją 
się poematy wieszczów i wierszopisów, świadczą również o głębo- 
kich śladach, jakie tysiące lat wstecz sięgająca kultura «stepow- 
ców» na wyobrażeniach «dobra i piękna» odcisnęła. Temu się dzi- 
wić nie wolno. Starzy Aryowie z wyrazami «koń, gnać, gnój, gij, 
gniazdo, niecić ogień» wiązali: (ukrain.j kon, odkarmic — fczes.j koiti 
mnożyć — dalej ilit.) giju, ożywam — (sanskryt.j gaja, obywatelskie 
współżycie, (zend.) gaja, życie — (lit.) giju, giti, gajno, żyje — fłot.) 
dzid, dzidet — ożywam — (litew.) ginu (łotew.) heine — (Staroniem.) 
chino — (ogólno slow.) gaja, miejscowość zamieszkała i gajno, gnia- 
zdo. W związku z «gaja», życie, jest obraz pełni życia, <'Wesołość» 
po włosku <^gaya» wesoły. Tak więc ów mizerny i śmierdzący pło- 
myk i grzejący przodków naszych wśród zimy ostrej stepowej 
w czasie «buranów, burz» śnieżnych, nasyłanych przez Ahrimana — 
Czernoboha — to był tryumf życia nad temi ciemnemi potęgami. 
Nie dziwo, że pierwsze osady «przedpolskie, przedpalowe», wiązały 
się z nazwą «gajów» — (niem.) Gaii — okręg, Kijów (kiue) mia- 
sto, — i tern tłómaczą się zwroty takie niezrozumiane jeszcze przez 
Szajnochę «w tych gajach jest mało lasów». 

Nazwa «gaju» (niem.) Main, młodego lasu odnosi się według 
mego przypuszczenia do «bogini» życia Ziwy Żywili. Święto jej 
przypadało «w początkach maja» (Procosii, chroń. p. 113 cyt. u Gie- 
sebrechta, Wend. Gesch. I, str. 85), może i wcześniej, ^j wtedy kiedy 
z wiosną cieszono się [(włos.), gaya, wesoły] «nad klęskę Smiertnicy, 
Mary zimowej, bogini Pomoru» (tamże str. 85). A chociaż miała być 
«Żywia» główną boginią «Połabijów» (tamże str. 84), to władza jej, 
jak się zdaje, sięgała daleko po za granice Słowian, nadłabiańskich 
i przyodrzańskich>. Do niej pewno odnosi się ustęp z Tacyta, mó- 
wiący o Słowianach, że w gajach «wy woły wali imiona bogów «Lado 
(Łada), Yleli (Lelum, Polelum), Yassa (Jasełka), Tya» (g=d — giju — 
dzidet ożywam» (cyt. o Słowianach W. Kętrzyńskiego). O gaju «Ży- 
wili» poświęconym donosi też pisarz z XV stulecia (Mareschalis. 
Thurii. ann. Herulorum I, cyt. u Giesebrechta. Wend. Gesch. I. 63). 
W Polsce góra zagajona, miała być również świątniszczem Żywji, 
jako jej «fanum» (Procosii, chroń. p. 113 Giesebr. str. 63i. Długosz 
(I. Hist. pag. 37), mówi o «bogu życia, który się zowie Żywia». Święto 



') Do dziś na wiosnę na Podhalu topią bałwana, przedstawiającego Zimę — 
Śmierć — Ciemność, Śmiertnicę , wśród uroczystych śpiewów, jak to wiem z opisu 
pani Dembowskiej, doskonałej znawczyni podhalskiego ludu. 



— 64 — 

Żywji, to jest tej, która życie daje, obchodzono zaś w młodych za- 
gajnikach «gajach» (niem.) Hain, które najprędzej z wiosną pu- 
szczały pęki, znaki budzącego się życia w przyrodzie. 

Pozostał jeszcze ślad tego we wiązanych wietewkach łoziny, 
©puszonych pąkami, jakie lud w palmową niedzielę do domu znosi 
i uderza niemi krajanów, zapowiadając, że «za tydzień nadejdzie 
wielki dzień» (Na Rusi, ne ja biju, szutka bije, za tyżdeń, wełygdeńj. 
Ustanowienie też święta Wielkiej Nocy, na porę wczesnej wiosny; 
wskazywałoby też na to, że usiłowano, wedle mądrej staro- 
chrześcijańskiej zasady, dostosować się treścią i formą do 
tak zwanych «pogańskich» obyczajów. Do dziś też na Rusi, lud 
zamiast do poświęconych Żywji gajów, idzie w dniu świąt zmar- 
twychwstania Jezusa na cmentarz przycerkiewny i tam odprawia 
«Haiłki» — zabawy, poświęcone bogini «gaji>, która życiem i we- 
sołością napełnia świat, jako jedna z największych <białyg duchów» 
Swiatłoweda, Perkunasa, Porenunza, Groma, a jest sama znowu zwy- 
cięzką pogromczynią «Czorta, Smiertnicy zimowej ». 

Gaja, Dzija, Tia, Żywja, uderzając różczką wierzbową czaro- 
dziejską, okwitającą puchem wiosennym, budzi zmartwych- 
wstanie w przyrodzie. Również i główną zabawą ludu na 
haiłkach jest bicie się wzajemne młodemi gałązkami. 

W najściślejszym związku z czcią ognia, światła 
i słońca stoi kult konia. Prosty materyalny węzeł łączący 
«gnój koński» z życiodajnem ogniskiem, i niczem niezastąpiony po- 
żytek tego zwierzęcia — na stepach, podnosi go już u Kirgizów 
na niezwykłe stanowisko, jak wiemy o tem z cytaty od p. Krzy- 
wickiego wziętej. Związek gnoju — z ogniskiem, ogniska ze słoń- 
cem, — biegu słońca po niebie z biegiem konia na ziemi, przecho- 
dzi z czasem w najściślejszy węzeł, między ogniem, słońcem i koniem 
w mitologii Indogermanów. Mannhardt przytacza jako dowód na 
powyższe twierdzenie kilka ciekawych faktów w pracy «Die letti- 
schen Sonnenmythen» (Zeitschrift fur Ethnologiei. W Wędzie san- 
skryckiej jest zaprzężonych do wozu bogini Słońca, siedem koni 
gn i a dych. Pieśń Dirghotomusa czci Wasusa za to, że uczynił 
ze słońca, konia z udami jelenia a skrzydłem sokoła (Pegaz helleń- 
ski). U Łotyszów istnieje wyobrażenie, że Słońce pędzi na nie- 
zmęczonych rumakach, które kończą jazdę w 18 godzinach. Grecki 
«nieznużony» Helios jedzie również konno po sklepieniu niebieskiem. 
Germańscy bogowie Walhali walczą na świętych koniach. «Światło- 



— 65 — 

wed» posiadał w Ar konie białego konia, sobie poświęconego. 
Znakiem «Swiatłoweda była stannica» czyli M a t e r y a ze znakiem 
rodowym wyszywanym na drzewcu i koń, Stannica Swiatłoweda — 
Święta tkanina, miała taką potęgę, że «wojsku przed którem 
ją niesiono, wolno było czynić wszystko, nawet władza książęca 
cłiyliła się przed nią». Konie Swiatłoweda zaś wróżbę ludowi czy- 
niły. Jeśli święty koń prawą nogą, włócznię leżącą przestąpił, 
to był znak szczęśliwy, przestąpienie lewą nogą oznaczało nie- 
szczęście* (Giesebrecht. Wend, Gesch. I. str. 11 , 75, 76). Odłożywszy 
do następnych stronnic dalsze rozpatrzenie śladów «czci konia>> w Euro- 
pie, wrócim się do spicłirza wyrazów, z pytaniem co one nam powie- 
dzą w tej materyi. Przypominam u wstępu niniejszej pracy zamieszczony 
opis życia Kirgizów i znaczenia konia u nicłi. Koń po kirgizku ^^mah 
oznacza jednocześnie zwierzę w najwyższem pojęciu tego słowa, 
a nazwa każdego innego zwierzęcia urabia się dodając suffix do 
«mah> (Krzywicki, Ludy). <^Qhanantb> (zendyjskie bić przeganiać, 
(armeń.) gati i t. d. łączy się z wyrazem koń, (star. słów.) koń, — (połab) 
kiin — (ukraiń) kiń, — (litewj kninas wałacłi — (węgier) kancza 
(Miklosicłi). Wszystkie te wyrazy zlewają się w dalszym ciągu ze 
starożytnem słowem kniaź, (koneź, na wzór — witeź, pien-eź — 
robot-eź — po polsku — kon-iądz, kniądz ksiądz, wiciądz, pie- 
niądz, robociądz, od pnia, koń, wit, pień, robot) (litew.) Kunigas — 
(niem.) Kónig, król. Z brzmienia słowa widać, że to dostojne imię odno- 
siło się niegdyś do władcy i piastuna tabunów rodowycłi, najcen- 
niejszej własności całego rodu i nie dziwić się, że w Polsce 
i u Kozaków, buńczuk — ogon koński, był znakiem władzy. Ztąd 
więc pan, król, i ród wiąże się w jedno w wyrazacłi kniaź — 
(star. słów.) kniag i kniaź — (pol.) książę i ksiądz — (serbskie) 
knez — (węgier.) kenez, — (rum.) knez — (star. niem.) kuninga 
i chuning — (star. saks.) kuning — (star. estońskie) konungr z r o d u 
naczelnik — (prusk.) konagis — (litew.) kuningas, ksiądz — 
(łot.) kuniing, pan, keńnisz król — (łac.) genus, (grec.) genos, ród. 
Tak majestat konia, uosobienia Swiatłoweda, przeniósł się na po- 
sługującą się koniem i pielęgnującą go wybraną cześć rodu, która 
tem samem do dostojności i do władzy najwyższej doszła, jako 
naczelnictwo rodu, sam majestat królewski. Do dziś Hucuł każdego 
pana «kniaziem» dostojnikiem nazywa. Urobił się tem samem już 
na stepie, materyalny podkład pomniejszej szlachty — (Geschlecht, 
ród genus) i rycerzy (Reiter, ritter, jeździec). Dowodem związku ży- 

DZIEJE MIESZKAŃ. 5 



— 66 — 

ciowego pomiędzy «kuningem» to jest szlachetną częścią rodu, a koniem, 
będzie dalszy rozbiór śladów czci konia u ludów Indo-germańskich. 
Wiadomo naprzykład, że plemię Sasów, ludu będącego na rozgra- 
niczu między Słowianami a Germanami, miało rodową świętość 
konia białego, który jako «biały koń w czerwonem polu» błyszczał 
na stannicy chorągiewnej rodu Saskiego. fDr. Friedel, Zeitschrift 
fiir Ethnologie tom XX. str. 296j. Również w Saksonii znale- 
zione urny domkowe z przedhistorycznych czasów, mają głowy 
końskie u szczytu, u tej najgodniejszej części budynku. Te głowy 
końskie na przyczółkach dachów, i na końcach belek rzeźbione, 
a chroniące domy od nieszczęścia, dotrwały w północnych Niem- 
cach i Słowiańszczyźnie w budownictwie ludowem do najnowszych 
czasów w swojem symbolicznem znaczeniu. Zkądinąd wiemy, że 
na mamilińskiej wieży w Rzymie, gdzie kult ofiarnego konia 
październikowego związał się w ciekawy sposób z uroczystością 
dożynek, sterczały głowy końskie rzeźbione. Również głowa konia 
na bramie Troi u Sylwiusa i Daresa, rola konia «Trojańskiego» 
i częste wspominanie tak zwanych «Neidstangen» w północnych 
Niemczech i Skandynawii, odnoszą się do przedmiotu czci kon- 
nego stepowca. Ozdabianie szczytów głowami końskiemi u namio- 
tów, chat, u sprzętów było tak niegdyś powszechnem, że według 
Goriajewa (Etym. Stawnitielnyj Słowar str. 154), słowo «Koniec» dla- 
tego składa się z brzmieniem koń, koniec, ponieważ w niektórych 
miejscach «końce» albo« wierchy » tych przedmiotów «ozdabiane 
były rozm'aitemi wyobrażeniami koni. Jasnem by więc było ma- 
teryalne źródlisko słów «Konec», zakon, «konyk» (ławka do spania) 
wreszcie kontyna, świątynia starosłowiańska. fŚwiatły-tyn — Kon- 
tyn) gród światła i konia. Zaś stolicą główną u Słowian czci «Swiatło- 
weda», była Ar-kona, poprostu góra koniowi poświęcona (sanskryt, 
ar-wysoko), gród na wyspie Rugii, któryby znalazł tem samem zupełne 
wytłumaczenie swej nazwy. Nakoniec jaskrawe światło na związek 
między kultem konia, a stepowym obrazem jego jazdy po niebie, rzuca 
następujące zestawienie słów. Gwiazda miesięczna, czczona niegdyś 
była pod nazwą <'Swaroga lub Swarożycy» fBriickner). Na Litwie 
bóg diewos, (Baktryjskiei daiwa, (Sanskryt) dewa bóg i księżyc 
«diewos» były jednoznacznikiem. W Polsce «miesiąc» to jest zmienna 
gwiazda nosi dostojne imię księżyca, zdrobniałej nazwy od książ-yc 
przez dodanie znanej końcówki (yc, ic). Oznaczałoby to jego pod- 
rzędne stanowisko w mitologii słowiańskiej, niejako czarownika 



— 67 — 

zmieniającego postać, za jakiego uchodzi u Finów (Zeit. de morgen- 
laend. Gesell. L. 50. S. 43. str. 185). Istnieje u Słowian nazwa ta- 
jemnicza pary bogów «Szwarog», (po rumańsku s z we rogu i sfa- 
rogul) i «Swarożyca». U Kurpiów natomiast para wycinanych 
w konie belek u szczytu nazywa się «Śparogami». «Pod Wilnem 
istniała nazwa świętej miejscowości Szwentragai, a inne Szwent- 
ragai leżą nad Krożętą na Żmudzi. Rag, ragas znaczy róg, kąt co 
złączyłoby się w nazwę «Święte naroże» dachu czyli Śparogi. 
Wiemy dalej, że wyobrażenie ludu o łączności pstrokatego konia 
i zmiennego księżyca da się stwierdzić w podaniach łotewskich 
«czyje są pstre koniki? «To koniki księżyca» (Mierzyński, źród. do 
mit. lit. I, 104, 75). Zdobniczy obraz Śparogów, bywa też raz parą 
koni z głowami ku sobie zwróconemi, to znów dwoma rogami wietka 
i nowiu księżyca, tak, jak je sobie góral z Podhala wyobraża (Matla- 
kowski, Zdobnictwo). Zestawienie powyższe tłumaczy też znaczenie 
licznie po środkowej Europie rozsianych kamieni z wyrytemi podko- 
wami, jakoteż ogólną wiarę w szczęście, jakie przynosi znaleziona 
podkowa a która jest obrazem Swaroga, konia i księżyca zarazem. 
Tak więc sądzę, że udało się nam przeprowadzić skromną próbę 
przedstawienia stepowej kultury przodków naszych, w dobie nawskróś 
przedhistorycznej i rozświetlić tem samem początek dziejów na- 
szego narodu w czasach współżycia stepowego z innymi «rodami», 
gentami pnia Indo-aryjskiego. Sporo nie naruszonych prawie wy- 
razów z klanu «Namiotowców» zachowali Madziarzy w swojem słow- 
nictwie. Al-Bekri pisze o nich w X. stuleciu że jest to «naród 
mieszkający w namiotach i szałasach a śledzący gdzie deszcz 
spadł i rośnie trawa» (aby się tam ze stadami i tabunami 
przenieść). «Tytuł ich króla Knda» mówi dalej Al-Bekri, a jedno 
ich plemię nazywa Długosz (tom I str. 381). Kunin (łac. genus ródi 
co w związku z nazwą «Kcincza» koń, jest jeszcze jednym więcej 
dowodem pochodności knezia, kuninga, <koneza^>, od koniucha 
przedhistorycznego, w okresie stepowej kultury. 
U Węgrów «n e m e z» pilśń i <^nemezal» pilśniowy odnosi się do 
namiotu. Nemet, lud (patrz htewskie numetis, należący do «namas» 
domu i greckie «nomadia» kupa koczowników). Nem rodzaj — Nem- 
zes, płodzić — Nember, kobieta — Nernzi rodzajowy — Nemze- 
dek ród, pokolenie, - Nemzetsegi familijny — Nernzo przodek — 
Nemzóresz członek rodziny — Nene starsza siostra (a więc 
tem samem piastunka -niania>>) — Nemtó duch ochronny — boży 



— 68 — 

rodu namiotowców — Nemeli kilka. Odbicie namiotu, pilśni, 
przodków rodzinnych, aktu rozradzania się, — rodu, pokolenia 
i ludu, dopełnić jeszcze należy obrazem przewagi nad podbitemi 
plemionami. Widać to ze słów «Nemes» szlachecki, szlachetny — 
Netnesi szlachecki i <^Nemzetes^> szlachetny. — Z powyższego uło- 
żenia wyrazów węgierskich wnosić należy, że wiele ludów w sta- 
rożytności, przerzuciło znak słowny, namiotowy do najwyższego 
godła szczepowego, do nazwy rodu. Wiemy naprzykład, że w pół- 
nocnej Francyi u ujścia Ligery, było plemię ^^Namnitów^ (po kel- 
ty cku «Nemety> świątynia), które za czasów Pytheasa to jest na 
300 lat przed Chrystusem handlowało z Brytanią i założyło mia- 
sto <^Namnetum'>, dzisiejsze «Nantes^>. (Strab. IV. 190, 198). Gdzie- 
indziej spotykamy sie u Helenów z nazwami «Namytes», Ne- 
manys (Armeńczycy — Ar-men). — Nemeios — Nemodeiis. — 
Miasto «Namur» we Flandryi, plemię <'Nuithones>> podług Ta- 
cyta niedaleko dzisiejszej Danii mieszkające, zestawić też na- 
leży z <^Namiotowcamh. W środkowym biegu Renu mieściło się 
plemię germańskie <^Nemetes>>, (Tacyt, Germania magna), od którego 
pewna część Słowian nadało Germanom ogólną nazwę <.<Niemcy>\ 
Już .p. W. Kętrzyński w swoich «Nazwach Słowian», zwraca uwagę 
na to, że od Nemetów Tacytowskich Słowianie nazwę <^Niemców» 
wywiedli — widać to bodaj z węgierskiej nazwy Niemców, będącej 
zachowaniem słowiańskiej z IX-tego stulecia w nienaruszonej za- 
pewne formie. Po węgiersku znaczy «Nemet» Niemiec, Nemetes, 
niemiecki, Nemethoni, Niemcy. Przypuszczenie prof. Kętrzyńskiego 
jest zupełnie słuszne, jak to się okaże z następującego rozważania. 
U Greków <^nomos» pastwisko, łączy się z pojęciem «nomadio^^ paść, 
«nomeom pasterz, <^Nomadio» horda pasterska, «Nomonys» dzier- 
żawca pastwiska. Czynność przechodzi według teoryi przez 
nas wyłuszczonej, do imienia własnego jak n. p. No- 
mała imię pasterki. U Homera zaś <^Nomadesy> oznacza «wszyst- 
kie ludy na północ w Grecyi mieszkaj ące» — skąd 
się wiedzie nazwa »Skytyjskich nomadów» (Pappee. Deutsch. grie- 
chisch. Wórterbuch str. 1433), Dalszy szereg nazw rodowo-plemien- 
nych <^Namnifai, Namytes, Namynesy, to jeszcze wyższe, oder- 
wańsze ogniwo w tym łańcuchu. Liczba wielka narodów «namioto- 
wych» uogólniła materyalny wątek «namiotii> u Greków na «Nom//ws» 
według prawa, <'Nomos> coś, do czegoś przydzielony, (łac). Nomen 
miano, a w ślad za niem wlecze się już zupełnie oderwana od 




- 69 — 

materyalnego tła nazwa niemiecka «Name» imię. U Węgrów >>na- 
miotowośó> objawia się w słowach «Nemzedek» ród, pokolenie, «-Ne- 
mzet> lud, »Nemes>^ szlaclita, «Nemites, Nemethoni, Niemcy". Nazwy 
plemion są więc tylko dalszem logicznem rozwinięciem, tła materyal- 
nego jakiem jest <momos^> pastwisko i «namas» namiot^). Wyraża 
się to doskonale w nazwie łacifiskiej jazdy słynnej «NumidóW'> pół- 
nocno-afrykańskicli, którzy nazwą i przymiotem tłumaczą swoje po- 
cłiodzenie i stopień przeżytej cywilizacyi. Fałszywość wywodzenia 
nazwy «Niemców» od słowa niemy, wskazywałby też fakt, że Nestor 
wśród Słowian zna też «Niemieź» w XI stuleciu. Pisze bowiem w kro- 
nice (Mon. Pol. Biel, edit. I, 723), «zdobyli Mińsk i poszli ku «Nie- 
miezie», której mieszkańcy chyba «niemymi> nie byli. Obraz wicia 
się, namotania nici na wrzecionie, dał Grekom w przerzuceniu się 
linji ruchu, wyrazy, »namaiy> coś płynącego, snującego się, źró- 
dło — namatiaios, płynący — <<NamafodiS'>, źródlany. 

W Polsce mamy następujące rzeki, nazwą o obraz powyższy 
zaczepiające. «Niemen» i «Nemonia» dopływ zatoki kurońskiej, obie 
na Litwie, Namitny, dopływ Kamionki w powiecie stryj skim. Zaś 
wsie Namestów w powiecie orawskim na Spiżu, Niemcza wspomi- 
nana jako Nemi przez Thietmara na Szląsku, Namiot, po litewsku 
Namoti w powiecie rzeczyckim, Nemonia w Prusach wschodnich, 
odpowiadają reszcie Namiotowych nazw osad, wsi i narodów, wy- 
liczonych poprzednio. (Słów. geogn. 

Do konia ujeżdżanego odnosi się natomiast kilka nazw zna- 
nych w historyi. Oprócz wspomnianych u Długosza Kunów wę- 
gierskich mówi Konstantyn Porfirogeneta o Kangaros tak: otóż 
»Padzynakitos» nazywani są <Kangaros», co oznacza u nich szla- 
chetność i męstwo. (Kan — koń, garos, górny, wysoki co 
to samo co jeździec na koniu szlachcic, «Ritter hoch zu Ross>). 

Z warstwami kulturalnemi dzieje się zupełnie tak, jak z po- 
kładami geologicznymi. W teoryi istnieją one w pewnem idealnem 
ułożeniu warstwowem. W praktyce zaś, w przekroju rzeczywistym 
ziemi, łamią się one w najrozmaitszy sposób, lecz mimo to, oko 
geologa sprowadza je do właściwego następstwa w czasie i prze- 
strzeni. Współczesny język, sztuka, budownictwo, obyczaje, są też 
taką w rozmaitym kierunku przekrawującą się plątaniną pokładów 
kulturalnych z najrozmaitszych czasów i ziem. Przydzielenie jednak 

^) Plemię namiotowe «Kirgizów» ma również w nazwie swojej pierwiastek 
«Gyr» jurta. 



- 70 — 

każdej warstwie z osobna, według jej złożenia i cłiaral^t eru, 
to co do niej należy, w dziedzinie słownictwa, mieszltania, 
gospodarstwa i sztuki stosowanej, jest celem poważnego 
studyum o łiistorycznej kolejności form mieszkalnycłi. Po- 
nieważ mieszkanie jest najbliższą funkcyą zmienną zależną 
form gospodarowania ludzkiego, a te znowu korzeniami swoimi 
tkwią w przyrodniczych warunkacłi otoczenia i prawa dziedziczno- 
ści, przeto z natury rzeczy samej wynika, że łiistorya mieszkania 
jest w istocie częścią dziejów cywilizacyi w ogóle. 
Przystąpmy tedy do odszukania tych warstw kulturalnych w kon- 
strukcji i zdobniczości, przez które przechodził lud Rzeczypospo- 
litej polskiej i z nim pokrewne zachodnie słowiańskie sąsiedztwo. 
Dane ze słownictwa wzięte stwierdzają, że obok jaskini — 
namiot, pokryty skórą lub pilśnią, służył jako mieszkanie w czasach 
stepowej wędrówki naszych przodków. Daje to do zrozumienia 
ustęp z listu Józefa króla Chazarów, do rabbi Chasdaja z IX-tego 
stulecia, gdzie mówiąc o Słowianach z północy (nad Dniepremj 
graniczących, tak się wyraża: «aż do rzeki północnej Jaik (Uralu), 
ludzie żyją w osadach bez murów, włócząc się po 
całym stepie aż do granicy Hangryn» (Węgier). Słowo 
«mur» brać tu należy w znaczeniu stałej budowy, bez względu 
na to, czy to jest drzewo, czy mur kamienny lub cegła, jak to 
też wynika z wyłożenia tego słowa w języku łacińskim. Osady 
te nie były zbudowane ani z drzewa, ani z kamienia, ale jak to 
włóczącym się jest z tern do twarzy, sterczały jako namioty 
z pilśni lub skóry uczynione. Jakiż kształt może mieć ów namiot? 
Profesor Karłowicz który w «chacie polskiej « (Przegl. fizjograf, 
tom IV), roztrząsa to pytanie, powiada krótko: «Chata Arjów była 
wspólna», a więc pewnie i koHsta. Prof. Leftmann w dziele zatytu- 
łowanem «Arja dawnych czasów», (Helhald-Kulturgeschichte tom I. 
str 250^, tak sądzi o tem: «Kilka pni i belek ustawionych pod 
kątem, w kole opisanym (kształt kolisty jest z natury 
najstarszy mj, górne końce krokwi tam, gdzie się 
zbiegają są wpuszczone i utwierdzone, rozpiętość 
płatwami ustalona, dalej jedno jedyne wyjście tkaniną 
zasłonięte, dach korą liściem lub słomą wysłany, 
a schronisko pod dachem, gród rodzinny, niemieckie «burg», aryj- 
skie «pur», semickie «qur gir» jest gotowe... w środku mieszka- 
nia znajdowało się ognisko rodzinne, w około łoża 



- 71 — 

całej rodziny. Kto był uboższym u tego dzieci i bydło mie- 
ściło się razem pod jednym dacłiem». 

Również powtórzymy słowa prof. Zimmera (O cywilizacji 
indyjskiej Roz. V), a będące wyjątkiem ksiąg Vedy: «Ogień we- 
selny spoczywa w pośrodku cłiaty niby w łonie matki» — Viol- 
let le Duc w dziele «Histoire de la łiabitation liumaine'>, dając 
zupełnie fantastyczny i co do układu i co do konstrukcji rysunek 
chaty drewnianej Arjów z kominem (sic!) dość wysokim, zamie- 
szcza jednak ciekawy widok mieszkania przedhistorycznych Pelas- 
gów w Grecji, uczyniony widocznie na wzór i podobieństwo okrą- 
głego skarbca atreuszowego. Natomiast ciekawym przy- 
padkiem jest uczynienie dymnika u szczytu okrągłej budy, fstr. 
156). Yiollet le Duc wziął go zapewne z widoku grupy budowli 
assyryjskich na starej płaskorzeźbie. Inny wybitny architekt Charles 
Garnier w dziele «Habitation humaine» daje nawet widok tych 
półkolisto sklepionych mieszkań z otworami dymnikowymi u wierz- 
chołka (str. 161). 

Wszystkie te zdania powyższe, mniej lub więcej fantazją 
dopełniane, a nie na szczegółowych badaniach oparte, 
są jednak w zasadzie słuszne, mylą się natomiast w użyciu ma- 
terjału na budowę i na pokrycie. Nie mogło być drzewo, a tem 
bardziej kamień tworzywem budowlanem głównem, bo takiej chaty 
na stepie przenosić nie można. Technika też drzewna Arjów tak 
jest nierozwiniętą, że według prof. Zimmera (cyt. za prof. Karło- 
wiczem), Arjowie nie znali zacinania (będącego podstawą 
techniki w budownictwie drewnianem), a wiązali krokwie 
(szkielet namiotu) rzemieniami, co zresztą słowa «wiązać, bin- 
den», w powyższem znaczeniu do dziś używane zupełnie potwier- 
dzają, i co sposób wiązania sznurami czy rzemieniami u chat 
starogermańskich zaznaczony na płaskorzeźbie kolumny Aureljusza 
również przypuszczać nakazuje. (Wiz. 13 — Obr 2). 

Do chaty indyjskiej, której obraz rysują nam pieśni Athar- 
wedy, a które nam Zimmer (Altindisches Leben str. 149) przyta- 
cza, należy się odnosić jako do utworu mieszkaniowego znacznie 
przemienionego przez pewną ilość pokoleń osiadłego życia. Dlate- 
go też chata «bogata w konie i bydło», nie może sobą przedsta- 
wiać pomieszkania Arjów, również jak i nasze dzisiejsze chaty. 
Lecz starożytne strofy mimo to zachowały dużo z tego, co jako 
stepowy system mieszkania uważamy. Przedewszystkiem mieszka- 



- 72 — 

nia indyjskie, podobnie jak namiot jest przenośne, a hymn, z którego 
wyjątki powtarzamy, ułożony jest właśnie na cześć rozbiórki i przeno- 
sin. Odpowiednią do tycli przenosin, jak w namiocie, zacliowana jest 
konstrukcya. W łiymnie (Aw. 9.3.) tak to wygląda: «0 wszystkie skarby 
przecłiowująca cłiato, ciebie rozluźnimy aż do węzłów po- 
cłiylonycti szczeblów, słupków i belek powalonycłi». 

«Ja to połączyłem, dobrze połączyłem, trwałe węzły po- 
wiązałem, stawy goleniowe znając tak, jak r z e ź n i k, co roz- 
wiązuje je z pomocą Indry». 

«Rozluźniam ciebie aż do węzłów na krokwiacłi, na zacięciacłi, 
na wiązaniach i na szczycie, na słupkacli bocznycti, o ty kryjąca 
wszystkie skarby». 

«Miejscem przechowania ziarna, mieszkaniemAgni f ognia), 
siedliskiem kobiet i przybytkiem bogów jesteś o boska chato»... 

«Chata jest dwu, cztero i sześcio-słupowa, zaś w oś mi o, 
dziesięcio-s lupowej chacie, pani budowy leży Agni 
jak w łonie m a t k i» (w pośrodku). 

«Choć ciężki z ciebie ciężar, bądź lekką, jak kobietę chato, 
przeniesiemy ciebie tam, gdzie nam cię trzeba». 

Z chaty, która ma słupki i pochyłe szczeble wiązane, 
ogień w pośrodku i jest przenośną, wyziera ziarno namiotu wcale 
wyraźnie. 

Zdobyliśmy zaś ze wszystkich powyższych cytat kilka ogól- 
nych określeń, dających jakie takie wyobrażenie o pierwotnem mie- 
szkaniu Arjów. Wiemy więc, że było ono «okrągłe», ognisko 
miało «w p o ś r o d k u», dymnik uszczytu i było «w s p ó 1 n e m» 
dla całej rodziny. Złączywszy z naszemi poprzedniemi badaniami, 
dotyczącemi materyału i techniki budowania, tudzież całości życia 
gospodarczego, to, co powyżej wymieniono, jako cechy prachaty 
Arjów, otrzymamy właściwości kształtu i budowy 
namiotu, jako na j prawdopodobnie jszego mieszka- 
nia w okresie stepowej wędrówki. Zwróćmy się tedy do Kirgizów, 
którzy żyjąc dziś w bardzo podobnych warunkach, na stepach euro- 
pejsko-azyatyckich, dali nam już niejeden klucz do wyrozumienia 
zagadki ciemnej, jaką jest najdawniejsza nasza przeszłość na lądzie 
europejskim. Geiger, którego cytuje prof. Karłowicz w swojej 
«Chacie polskiej », tak je opisuje: «Mieszkanie Kirgizów jest to ki- 
bitka, czyli namiot okrągły z pilśni, na szkielecie dre- 
wnianym. Z jednej strony znajdują się drzwi przysłonięte za- 



— za- 



słoną pilśniową, ognisko znajduje się w pośrodku, 
a dym uchodzi otworem wdachu>>. 

Znacznie dokładniejszym jest opis «namiotu>> u Mongołów, 
ludu koczowniczego na stepach Azyi i Europy, dokonany przez 
pana von Steina w pracy zatytułowanej «o Mongołach» (Zeitschrift 
fur Ethnologie, rok 1875 str. 335 i 336). «Ogólne mieszkanie 
Mongołów, to namiot pilśniowy, czyli jurta (gyri, kształtu, 
który we wszystkich częściach ich ojczyzny, na- 
wet najwięcej oddalonych jest ten sam. Każda jurta 
jest okrągłą i ma zwężającą się w ostrokrąg górną 
część, w której znajduje się otwór do wypuszcze- 
nia dymu. Boki namiotu odtworzone są z palików drewnianych 




Wiz. 9. 
Urny domkowe z Karyntyi. (Zeitsch. fur Ethnol.). 

złączonych ze sobą tak, że rozciągnięte tworzą kwadratową kratę 
o jednej stopie w przecięciu. Przy ustawianiu namiotu wiążą 
tego rodzaju kraty sznurami, pozostawiają jednak w jednej stronie 
miejsce wolne, w które wchodzą drewniane drzwi, 3 stopy wyso- 
kie, o małej szerokości, przez które włazi człowiek do wnętrza na- 
miotu. Namiot jest rozmaitej wielkości, zwyczajnie jednak 12 do 
15 stóp średnicy, a do dymnika 10 stóp wysoki, u góry krat i drzwi 
przywiązuje się dr ąg i fkrokwiei i wolnymi końcami 
wpuszcza się je w otwory kręgu, utworzonego z dre- 
wnianych kawałków, krąg ma 3 do 4 stopy w śre- 
dnicy i tworzy sobą górny otwór i dymnik i». 

Zwracam uwagę na doniosły szczegół, że częste w językach 
indo-germanskich wyrazy «okrągłości drzewa, belek wchodzą- 



— 74 - 

cych w krąg — góry, wzniesienia i dymu zupełnie 
dźwiękowo odpowiadają powyższemu opisaniu składu 
i położenia dymnika w namiocie Mongołów. Tu przytaczam prze- 
lotne zestawienie wyrazów. (Pol), krąg, krokiew, góra — (grec.) akra, 
najwyższy szczyt — fprus.) gariati, drzewo — fukraiń.) kurta bu- 
dować — kureń, mała chata, w rozwinięciu osada — fukraiń.i kuryty, 
dymić — (pols.j kurz (kurzawa) w znaczeniu dym (kurzyć fajkę) — 
Węgier.) kor koło, górbo krzywić — (litew.j kraikan wciąż naokoło. 
Wyrazy te zestawione w klan obrazowy tak przetworzyłyby dźwięk 
zdania, w którem p. v. Stein mówi o powyższej konstrukcyi: U góry 
krat, gyra, kurenia, {pTzy)kręca się krokwie, które u góry w «kręca» 
się w krągłe, {wy)kroje kręgu z «garianu» (drzewa), kraikan (w koło 
urobionego) Górą kurenia kurzy się kur(z), (kurzawa dymu). 

«Gdy cały szkielet drewniany namiotu już jest złożony, 
o b w i j a się go ze wszystkich stron pilśniowemi derami, w zi- 
mie zazwyczaj podwójnie. Nad drzwiami [(prus.) garian, drzewo 
drewno — (grecj dendra — (armen.j dzar — drzewo zaś (niemj. 
Thtir, Thor, drzwi, brama — ('polsj. dźwirze, (lit.) durrys drzwi — 
podwoje — (ukrain). dweri wskazują, że ta starożytna część skła- 
dowa mieszkania Arjów również była drewniana] i nad dymni- 
kiem zawieszają okrycia pilśniowe a mieszkanie jest gotowe. We 
wnętrzu jego na samym środku robią ognisko, na stronie 
przeciwnej wejściu ustawiają bogów iBurchanów). (Wiz. 13 
Obr. 3 i 4). Wszystko to razem stanowi, jak obaczymy, jednocześnie 
najstarożytniejszy typ świątyni, który w istocie swojej nie wiele się do 
dziś zmienił. «Z boku kładą narzędzia. Około ogniska, na którem 
cały dzień płonie ogień, rozkładają się kołdry pilśniowe, na któ- 
rych się siada i sypia. Mało potrzebującemu koczownikowi 
nic nie może jurty zastąpić, którą można łatwo rozebrać 
i na inne miejsce przenieść. Kiedy się ogień pali, jest wcale ciepło, 
w lecie pilśń nie przepuszcza gorąca!» Rozpatrzmy po kolei, o ile 
właściwości powyższe mieszkania stepowego przechowały się w wi- 
docznych śladach u ludów europejskich. Zacznijmy od kształtu, 
od «o k r ą g ł o ś c i». Najdawniejszem wiarygodnem świadectwem 
o wyglądzie mieszkań ludzkich przedhistorycznych, są urny dom- 
kowe, przechowujące we wnętrzu swojem popioły ze spalonych 
zwłok ludzkich. Wogóle grób a jest nią w miniaturze każda urna 
popiołowa, jest bardzo często obrazem doczesnego mieszkania 
ludzkiego. Łączy się to z utworzeniem się wiary w życie poza- 



75 




Wiz. 10. 
Urna domkowa z Germanii 
z plecionkowem pokryciem. 



grobowe, na wskroś do ziemskiego podobne. Lud do dziś zmar- 
łemu daje gdzieniegdzie do trumny najulubieńsze przedmioty, nie 
dziwo też, że kiedyś w odległej przeszłości z grobu czynił również 
obraz mieszkania. Nils odkrył w odkopanycłi w Skandynawji 
urnacłi wymiary chat ze szyją wejściową 
Eskimosów, a Much słusznie wyjaśnia do- 
mowy kształt relikwiarzy starożytnych z chrze- 
ścijańskich, mówiąc (str. 131): «Relikwiarz 
i urna domkowa okazują się indentycznemi, 
ta tylko zachodzi różnica, że urna pochodzi 
z czasów pogańskich, a relikwiarz z chrześci- 
jańskich» (cyt. u Karłowicza «Chata polska»). 

Zachowane urny domkowe z Włoch, Germanji i Słowiań- 
szczyzny północnej i południowej są więc pomnikiem niewątpliwym 
prastarych mieszkań ludzkich na lądzie europejskim. Załączona 
urna domkowa fWiz. 11,) z Italji jest jeszcze okrągła, choć jak 
ze wszystkiego wnosić należy nie z pilśni lub skóry, ale najpraw- 
dopodobniej z plecionki wiklinowej i gałęzi wykonana. Urnę okrą- 
głą, a raczej dach okrągły wykopany w Saksonji, podajęw rysunku 
późniejszym w rozdziale o koszowych mieszkaniach. Nawskróś 
okrągłe i jak się zdaje w całości z plecionki wiklinowej gliną 
przepojonej wykonane, trzciną pokryte, są te chaty kosznice, któ- 
rych obraz w glinie palonej za- 
warty, przechowały nam dwie urny 
domkowe, wykopane na ziemiach 
dawnej Słowiańszczyzny. Podo- 
bieństwo, jakie istnieje między 
wizerunkiem zewnętrza namiotu 
Turkmenów, (wiz. 13) a dwiema 
niniejszemi urnami będącemi nie- 
wątpliwie mieszkaniami naszych 
przodków, uwalnia nas zupełnie 
od dalszych rozumowań. 

Zwrócić tylko należy uwagę uma domkowa, obraz przedhistorycznej 

na przechowane na zachodnio Prze- chaty italskiej (Kult. Gesch. Heii. i.) 
gnickiej urnie dźwirze, opatrzone 

kłodą do zamykania, której szczątkowy ślad w wyrazie <:kłódka» 
dotąd świadczy o tem, że na drzwiach drzewo jako two- 
rzywo zasadnicze w kształcie i dźwięku ślad swój wycisnęło. Po- 




Wiz. 11. 



I 



— 76 — 

między urnami domkowemi a wizerunkiem domów germańskich, 
wyrzeźbionych na kolumnie Marka Aurehusza w Rzymie, istnieje 
również jak najściślejszy związek w zasadniczym kształcie. Okrą- 
głość, dymnik u góry i jedno wejście, to są cechy, które chatę 
Germanów ówczesnych utożsamiają z namiotem. (Wiz. 13). Źródło 
nazwy Niemców «Nemetów», «Namiotów» staje się więc tembar- 
dziej prawdopodobne. Układ tych chat-namiotów jest również 
niezmiernie znamienny. 

Jeśli zestawimy słowiańskie wyrażenie namiotu w drzewie 
jakiem jest huculska koleba z tem, co podają nam Rzymianie 
o chacie Germanów, to odrazu rzuca się zasadnicza różnica w bu- 
dowaniu, mimo rzeczywistego podobieństwa w treści wewnętrznej 
i formie zewnętrznej. Do tej różnicy powrócimy jeszcze później. 
Nam tu tylko chodzi o stwierdzenie, że kształt mieszkania, któ- 
rego pierwowzorem był namiot, należy do najstarszych europej- 
skich budowli i że tem samem ślad warstwy, którą określiliśmy 
na wstępie niniejszego rozdziału jako kulturę stepowo-namiotową, 
był, im dalej wstecz, tem wyraźniejszy. Obok prostokątnych form 
budowli tubylczo europejskiej kultury, istnieją żywe szczątki mie- 
szkań z namiotu się wywodzące. Dowodem zaś stepowego ich 
pochodzenia jest, po pierwsze, przeznaczenie tych budowli 
o kult ognia zaczepiające, a później fakt, że im bliżej wschodu 
i stepowych, tamże wciąż jeszcze panujących warunków życia, 
tem więcej przeważa okrągłość namiotowa budowli. 

Również ornament na urnie domkowej w Karyntyi przypomina 
żywo układ szkieletu drewnianego przy namiocie fZeit. fiir Ethnol. 
XXXII Abhandl. 597). (Wiz. 9, 11). Zresztą słynny uczony niemiecki 
Yirchow, badając większość urn domkowych «przyjmuje bez wa- 
hania, że te okrągłe do pieca piekarskiego podobne urny, przed- 
stawiają pierwotną formę domu, która jest starszą, niż dom 
z opadającym skantowanym dachem». (Sitzungsberichte 
der preussischen Akademie. Rok 1883 str. 998). 

Jako współcześnie istniejące podobne budowle uważa «namiot 
Czukczów, jurty Kirgizów i namioty Tatarów, (któ- 
rzy wprawdzie mieszkania swoje na wozach przewożą). Według 
starego malowidła jurta Dschingis Chana miała również 
tę samą form ę... 

Widocznie więc urny nasze domkowe stoją najbliżej pierwo- 
tnej formy budowania. Jak zaś długo podobne pierwotne formy 



— 77 — 

zdołają się utrzymać, dowodzą do dziś «istniejące i używane Trudhi 
w Apuiji i północno portugalsl<ie wiatraki, litóre jeszcze zupełnie 
według wzoru domów w Citania de los Briteiros są budowane » ftamże 
str. 1004). «Tak więc nie pomylimy się, jeśli owe okrągłe urny 
domkowe będziemy uważali jako starsze, jak b u d o wę z kalenicą 
dacłiową> (tamże str. 1004j. Tak stwierdza w pracy uczonej i su- 
miennej starożytność namiotowego wątku prof. Yircłiow. Śledźmy 
dalej. U Rzymian w okresie dziejowym okrągłość jest już zatra- 
conym w pamięci ludu symbolem. Plutarch ^Num. 11) i Owidiusz 
(6. 267. 9.) widzieli już jedynie w tycłi ze czcią powtarzanych 
okrągłych formach świątyń, podobieństwo do okrągłości ziemi. 
Współczesny «Rzymianin» niemiecki Mommsen stwarza na- 
stępującą teorję, co do stosunku kształtów okrągłych i prostokąt- 




Wiz. 12. 

Urna domkowa, obraz przedhistorycznego namiotu (kosznicy) słowiańskiej 
z Gandowa na Pomorzu. 



nych w budowlach. »Nie uważam okrągłej formy, jak mniemają, 
za najstarszą, owszem budowa domu nawskroś o czworobok się 
opiera, natomiast okrągła forma służyła jako najwygodniejszy i naj- 
bezpieczniejszy przytułek dla przechowywania. Temu zawdzięczają 
swą kolistość skarbce Hellenów, jakoteż budowle spichrzów rzym- 
skich i świątyń Penatów. Rzecz naturalna, że miejsce na ognisko, 
to jest ołtarz Westy — jako komorę ogrzewalną, również należało 
okrągłą uczynić, jak to z cysternami i obramieniem studni się sta- 
wało». (Mommsen, Geschichte Roms, tom I, str. 474 i 475). Fałszy- 
wość powyższego wniosku leży jak na dłoni. Zjawisko, że światy- 
n i a Westy, E s t j i , bogini ogniska domowego, od której wiedzie 
nazwę cała Italia (Estjalia) jest kształtu okrągłego, łączy się wy- 
raźnie z kolistością świątyń bogów rodzinnych, Penatów. 
Inna zupełnie jest sprawa z budowlami gospodarczemi kształtu 
okrągłego. Dla wyjaśnienia jej postawimy następujące twierdzenie, 



— 78 — 

które udowodnimy w ciągu całej pracy. Prawidło moje brzmi: 
«Panująca forma mieszkania nie wypiera zupełnie 
poprzedniej, ale przeznacza jej w gospodarstwie 
ludzkiem coraz to podrzędniejsze przeznaczeni e». 
W Italii Aryjczycy — namiotowcy, zastali stary, tubylczy system 
budowania czworobocznych mieszkań, jako pochodnych palowej 
konstrukcyi drzewnej; one więc dały im układ i rozkład toskań- 
skich chat-świątyn ze słupcami, jak to szereg urn domkowych etru- 




ICjtj^f^ 



Wiz. 13. 
Ryc. 1. Urna domkowa starosłowiańska z Parchimu w Meklemburgii — dziś w mu- 
zeum w Berlinie — (Kultur. Gesch. Heli. I.). — Ryc. 2. Drewniane, ze słupów stoją- 
cych, ze sobą wiązanych uczynione mieszkanie Germanów, z czasów Marka Aureliu- 
sza (z płask, na kolumnie Marka Aureliusza). — Ryc. 3 i 4. Szkielet i wygląd na- 
miotu turkmeńskiego (Garnier. Hist. de la habitation humaine, str. 290). 

skich w wybitny sposób wskazuje. Stosunki fizyczne nowego kraju 
wraz z osiadłem życiem i równoczesną przemianą formy gospoda- 
rowania, przyczyniły się do zarzucenia okrągłych namiotów, a po 
pewnym czasie i koszów okrągłych. Wspomnienia tych ostatnich 
jednak w historycznym Rzymie były tak żywe, że na Palatynie 
przechowywano świętość narodową, chatę Romulusa <Casa Ro- 
muli», z chrustu plecioną i okrągłą. Natomiast czworoboczne mie- 
szkania tak wyparły okrągły kształt dawnych namiotów, że tylko 



¥ 



— 79 - 

bogini ogniska domowego Westa i Burchany — Penaty rodowe 
na wzór kałmuckich, mieszkały jeszcze w świątyniach kolistej formy. 
Dom opuszczony przez ludzi, można oddać bogom, można też prze- 
znaczyć na spichrz lub stajnię, w jednym zaś i drugim razie 
z wyr a dnia się jego pierwotne znaczenie w ludz- 
kiem gospodarowaniu. Obok świątyń niektórych budowano 
więc jeszcze tylko spichrze i skarbce, jak Atreusza w Grecyi, 
na okrągło. 

Koliste grodziszcza pokryły znowu licznemi śladami Słowiań- 
szczyznę i Germanię. Okrągłe zamczyska trafiają się w Skandy- 
nawji, okrągłymi kościołami wyznaczony jest rozwój romańskiego 
stylu, który nietylko z tej strony zaczepia charakterem 
swoim o namiotowy charakter budownictwa i sztuki. Jeżeli zaś 
czasem słabły, odbiegając od stepowego azyatyckiego pnia, na- 
miotowe tradycye, to wpływy palestyńskie, podsycane wyprawami 
krzyżowemi, znowu wschodnimi wątkami okrągłych świątyń o cen- 
tralnem założeniu, znaczyły swoją rosnącą potęgę (Sokołowski, 
Ruiny na ostrowie Lednicy). «Sacken naprzykład zauważył, że w Au- 
stryi okrągłe świątynie leżą prawie zawsze w okolicy zamieszka- 
łych przez starą feudalną szlachtę , która brała udział w wypra- 
wach krzyżowych>>. Liczne znowu są «kościoły w krajach 
słowiańskich, w Słowiańszczyźnie węgierskiej, w Krainie, w Mo- 
rawii, Czechach i dalej, do tego stopnia, że przez niektórych hi- 
storyków sztuki, okrągła ich forma uważaną jest za słowiańską 
własność >, to zaś odejmuje im wyjątkową cechę i do- 
wodzi, że na tym gruncie, zespolone są ściśle z prze- 
szłością społeczeństwa i z warunkami swego ro- 
zwój u>> (Prof. M. Sokołowski, Ruiny na ostrowie jeziora Lednicy. 
Pam. hist. fil. tom III, str. 258). Ze słów powyższych jasno wy- 
nika, że największy nasz znawca historyi sztuki, wiąże okrągłość 
tych budowli z dawnemi słowiańskiemi grodziszczami kolistemi 
i jeszcze dawniejszenii wpływami azyatyckiej kolebki. W Norwegii 
i Niemczech trafiają się również okrągłe, lub w koło wpisane ry- 
sem poziomym budowle (kościół w Akwizgranie budowany przez 
Karola Wielkiego), rosną jednak w miarę zbliżania się ku południo- 
wemu wschodowi, gdzie u azyatyckiego nieboskłonu w wschodnio- 
rzymskim grodzie Konstantyna, mieści się źródło bizantyńskiego 
stylu o centralnem na kolistej podstawie opartem założeniu. 

Podobny objaw powrotnej fali w warstwach kulturalnych zau- 



— 80 - 

ważył nasz uczony, prof. Aleksander Bruckner w języku polskim. 
Rozdziela on naprzykład w dziełku «Cywilizacya i język» bardzo 
wyraźnie w Polsce warstwę mieszczańską językową XV i XVI 
stulecia i szlacłiecką XVI, XVII i XVIII. Nas szczególnie na tem 
miejscu zastanawia, równoległe do powrotu pierwiastka okrągłości 
namiotowej ze stepowego wschodu, najście wyrazów tatarskicłi 
i tureckicli, w jakie obfituje język polski w XVII wieku, któremu 
jazda szlacliecka polska, ucierająca się na kresacłi wschodnicłi ste- 
powych, piętno owe wycisnęła. U ludu, żywioł wschodni multań- 
sko-wołoski obok «wałaszania» koni, zapisał na języku górali 
polskich i ruskich znak swojego wpływu w zakresie gospodarki 
pasterskiej również tak wybitnie stepowej. Słowem widzimy, że 
powrotne fale w kulturze t. j. w warunkach życia, zwracają często 
ludzkość w potrzebach mowy i pojęć napowrót do tych samych 
odwiecznych źródeł językowych, w których najlepiej dany typ cy- 
wilizacyi (w danym wypadku konno-pastersko-stepowej) odbicie swoje 
znajduje. Prof. Bruckner kilkakrotnie w cennej swojej pracy na po- 
wyższe zjawisko wskazuje («Cywilizacya i język», Warszawa 1901). 

Germańskie mieszkanie okrągłe z dymnikiem u szczytu, na 
wskroś do namiotów mongolskich podobne, na kolumnie Marka 
Aureliusza odtworzone, świątynia Westy w Rzymie, skarbiec Atreu- 
sza w Grecyi, rzymski Panteon, zamczyska okrągłe w Germanii, 
okrągłe grodziszcza na Pomorzu i w reszcie Polski, okrągłe ko- 
ścioły w Fuldzie, na Bornholmie, u nas na ostrowie Lednicy 
i w Strzelnie na Kujawach, cerkwie bizantyńskie w Caro- 
grodzie, są to wszystko więc niezależnie od siebie powstałe 
wątki okrągłe w budownictwie, które poczęte niegdyś w wojłoku, 
przez kosz i drzewo, nawet w cegle i kamieniu potrafiły przecho- 
wać swoją wiekami stężałą formę. 

Okrągła forma wogóle jest niezmiernie cenioną u ludów pier- 
wotnych, a pierwszorzędna jej rola w kulcie nietylko w świąty- 
niach swój ślad pozostawiła. Później przy sposobności omawiania 
«koszowych» mieszkań i ziemianek, pokażemy ścisły związek, jaki 
istnieje u nas pomiędzy słowami: cerkiew, Krak, cerkwiszcze, Kyrke, 
krąg i t. d., a kolistością pierwotnych świątyń. Na tem miejscu 
zwrócimy jedynie uwagę na kształt «monet», które, sięgając bar- 
dzo odległej przeszłości, są tem samem w przeważnej swojej ilości 
okrągłe. W koło pleciony wieniec, «Corona», staje się symbolem 
godności królewskiej. Koło, na cztery części przedzielone, zjawia 



81 



się na urnach słowiańskich w północno-środkowej Europie i zu- 
pełnie podobna ozdoba istnieje na urnach etruskich, o 1000 lat 
wcześniejszych (Yirchow). Ozdoby te znajdują się na tak zwanych 
monetach wendyjskich i na brakteatach pierwszych Piastów w Pol- 
sce, w tymże samym kształcie. Thietmar (V, 6), wspomina o tem, 
że Mieszko, król polski, nie ważył się wobec Hodona, markgrafa, 
ukazywać się w krążynie (Crosina), to jest w kołnierzu okrągłym, 
futrzanym, bogatym, ozdobie niezawisłych książąt w Za 
chodniej Słowiańszczyźnie. Szczególne poszanowanie okrą- 
głych i kulistych form istnieje do dziś u polskiego ludu. Pan 
Udziela, doskonały badacz zwyczajów ludowych, pisze w pracy 
o nagłówku «0 poczuciu piękna u ludu, z okolic ropczyckiego 
w Galicyi>: «Kształty okrągłe i kuliste są ulubione. 
Bryły płaskie, nie podobają się tutaj. Czworoboczny kształt 
mają tylko te sprzęty, które dają się najłatwiej zbijać w czworo- 
boki, jak: łóżka, ławy, stoły, ramy do obrazów, ale nie są to 
kształty upodobane. Natomiast, chcąc coś przyozdobić, pięknem 
uczynić, daje się temu kształt pulchny. I tak poduszki na 
łóżkach układa się, żeby się wzdymały, dziewczęta obiorą naj- 
więcej spódnic, żeby wyglądać w biodrach jak naj pul- 
chniej , wieńce są półkolami, na pisankach rysują figury o k r ą- 
g ł e, «bułki chleba» są również prawie k u 1 i s t e» («Wisła», tom III, 
str. 20). 

Mimowoli łączy się w umyśle to odznaczenie «k u 1 i s t o ś c i» 
i «kolistości» w ropczyckiej estetyce, z wyrazem greckim ^<ka- 
los» piękny, co u «Homera oznacza pewne cielesne właści- 
wości » (Pappee, Deutsch.-griech. Worterbuch, str. 1198), a jedno- 
cześnie w słowie «kalitideo^>, walcować, doskonale odbija «na 
sobie bliskie pokrewieństwo z kolistością». Pewną też «cielesną 
właściwość stanowią... biodra u słynnego posągu «Weniis ka- 
lypygos» — Wenus piękno-biodrej, o której też zupełnie, jak o pię- 
knej Ropczyczance powiedzieć można też jako «o k u 1 i s t o - b i o- 
drej». — Sercem okrągłego namiotu, jest ognisko, które 
długo, mimo przemiany okrągłego namiotu, lub kosza na czworo- 
boczny budynek, urodzony z palowej drzewnej konstrukcyi, za- 
trzymuje swoje czysto środkowe w izbie położenie. Świątynie 
Rzymu, Crecyi i Germanii oddają środek budynku, owo miejsce 
przecięcia obu przekątni pod ognisko, to jest ołtarz świątyni. 
Sercem domu mieszkalnego Grecyi jest również ołtarz w środku 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



- 82 — 

«podwórza» (aulos), będącego jednak rozszerzonym jedynie, da- 
wnym szczytowym dymnikiem namiotu. Podobnie też rzymski dom 
rozwinął «dymnik» namiotowy i źródło światła jednocześnie, na 
podwórzec, w koło dacłiem pulpitowym otoczony (atriumi. Jeszcze 
bazyliki staroclirześcijańskie zacłiowują ten starożytny układ ołta- 
rza-ogniska, nim go późniejsze czasy ze środka kościoła prze- 
niosą do ctióru — miejsca, które w namiocie Mongołów już dla 
bogów burclianów jest przeznaczone. Podeszwa, zacłiowana jeszcze 
w szczątkach starogermanskiej świątyni w Lundzie (Fr. Seessel- 
berg, «Die altgermanische Kunst») wskazuje wyraźnie na środkowe 
w przecięciu się przekątni położenie ołtarza. Zupełnie więc, jak 
w namiocie Kirgizów, mieszczą się bogowie Grecyi, Germanji 
i Słowiańszczyzny w swoich świątyniach. 

Przypominam, co mówi p. v. Stein, już cytowany w tej mie- 
rze. Mongołowie «we wnętrzu namiotu, na samym środku robią 
ognisko, na stronie przeciwnej wejścia ustawiają 
b o g ó w». Na stronie przeciwnej wejściu ustawiali bogów, jak to 
z zachowanych szczątków podwalin świątyń w Norwegii wynika, 
starzy Normanowie. Ryciny w rozdziale, mówiącym o kształcie 
świątyń starosłowiańskich na Rugii, pokażą, jak to z opisu do- 
konanego przez Saksona Grammatyka (XII wiek) wynika, że bogo- 
wie Słowian, jak naprzykład Trzygłowy Światłowed, również stali 
na «s t r o n i e przeciwnej w e j ś c i u» i bliżej «p r z e c i w 1 e- 
głej ściany». 

Edda skandynawska, mówiąc też o ognisku, na którem pło- 
nął «żywy» z tarcia drzewem o drzewo powstały ogień, powiada 
co następuje: «Na środku podłogi powinien być ogień, 
kotły winny nad nim wisieć, winno się też pełne rogi 
nosić około ognia, urządzający ofiary winien pełności i całe 
jedzenie ofiarne błogosławić. Powinno się naprzód na cześć Ody na 
pić, potem na cześć królowi «bohaterów» fcyt. u Seesselberga, Alt- 
germanische Kunst, str. 66). 

Starszy typ chaty włościańskiej jednoizbowej w Norwegii po- 
łudniowej, tak zwany lldhus, posiada do dziś owo ognisko 
wpośrodku podłogi z ławami dookoła ściany. (Henning, «Das 
deutsche Haus» str. 64). 

Nieoceniony, a tyle razy cytowany przez nas Al-Bekri, opi- 
suje Słowian z X. stulecia: «Budują sobie dom z drzewa i zaty- 
kają szpary żywicą, zatem budują ognisko z kamienia i n a- 



83 



przeciw ogniska (w dachu) robią otwór dla wypuszcze- 
nia dymu. Skoro ognisko się rozgrzeje, zatykają otwór» 'cyt. u Łe- 
binskiego — «Co Al-Bekri wiedział o Słowianach»). Światopełk, we- 
dle kroniki czeskiej Kosmasa (str. 1108j usiadł w samym środku 
izby na ognisku. 

Najstarsze cłiaty, które widział i rysował p, Zygmunt Gloger 
na Mazowszu iPolesiu nad narwiańskiem, a którycli rys poziomy, po- 
damy później w rozdziale o «drzewie», mają ognisko — piec na 
środku całej cliałupy, (Encyklop. polska, Tom I. Cłiatai. Nato- 
miast nie mogę się powstrzymać od dania rozkładu budynków go- 
spodarczych ze wspólnoty rodzinnej południowo słowiańskiej. Zna- 
czenie tych budowli polega nie tylko na tem, że to są mieszka- 
nia pal owe, bo tę właściwość i jej znaczenie rozbierzemy w na- 



^^ 


. 1 












J 






□ ^ 



V, 



Wiz. 14. 
A, izba z ogniskiem w pośrodku — C, wspólne mieszkanie rodzinne — D, komora 

E, okrągła koszara. 



stępnym rozdziale. Tu podkreślimy jedynie położenie ogniska 
w głównej chacie mieszkalnej, czysto środkowe, jak w namiocie, 
jakoteż kształt koszary dla owiec. Koszara ta kształtem okrą- 
głym swoim, według prawa przez nas wykreślonego, winna przed- 
stawiać w sobie przypomnienie dawnego okrągłego namiotu, co 
się zresztą sprawdza w zupełności. Podobny objaw znajdziemy ró- 
wnież w gospodarstwie pasterskiem Hucułów, gdzie koszary dla 
owiec, znowu zasadniczym rysem obwodu, przypomną kolibę, mie- 
szkanie starszego typu, w gospodarce leśnej przechowanego do dziś. 
Tu i tam jeśli zespolimy wnętrzne położenia ogniska we właści- 
wem mieszkaniu, jakiem jest u Hucułów staja, ze sylwetą zmarnia- 
łego na rzecz zwierząt dawnego typu mieszkalnego, otrzymamy na- 
miot w swoim zasadniczym tylekroć podkreślonym typie. Widzimy 
z obydwu rysów poziomych, jak w położeniu ogniska odzwiercie- 

6* 



- 84 - 

dla się wpływ namiotu stepowego na układ mieszl^ań, już zupełnie 
w innycti warunl^acli powstałycłi. Wiążą się te zjawiska zresztą 
z tern, że wnętrze mieszkania daleko silniej bywa wrośnięte w ży- 
cie człowieka, niż zewnętrze budynku i dlatego odporniej szem staje 
się w przekształcaniu w ciągu wieków. 

Podobnem bowiem zupełnie zdaje się być mieszkanie starych 
Greków. Z nieliczny cłi wzmianek w Odysseji wynika również, że 
ognisko znajdowało się w pośrodku, przy niem siedzi wedle sta- 
rego obyczaju królowa (Odys. 7. 135). W około ścian ciągną się 
ławy (Od. 7. 95i. Podłoga z ubitej ziemi (Od. 21, 120). W nocy 
oświetla się izbę drzazgami smolnemi, jak u nas dziś na Podłialu 
(Od. 18, 36). Dym pokrywa powłoką kurną rozwieszone po ścia- 
nacłi bronie i ściany zsosnowycli belek (Odys. 19, 38) 
i więzbę z wysokiego dachu. U szczytu otwór (jak u koleby 
huculskiej) służył za źródło światła i za dymnik, jak to było w pa- 
łacu Perdikkasa (Herodot VIII. 37) i w germańskiej halli. Ognisko 
również w starogermańskiej chacie stanowi właściwe jądro mie- 
szkania. Główna sień chaty chłopskiej zwie się Eren i należy do 
jednego pnia z łacińskiem ara, ognisko-ołtarz. Anglosasi na- 
zywają słowem dni cały dom, określając dodatkami, jak: <<heal-dm» 
halę, «gdst-drn» gościnnicę, ^>medo-drn^> izbę pijacką, ^^holm-drny dom 
na falach (okręt) (Grimm; Gram. II. 331). Inne określenie staronie- 
mieckie sieni: «Flet'>, «flezzh «flazzh>, mieści w sobie również ogni- 
sko na samym środku, przy którem przyjmuje się gości, jako w naj- 
dostojniejszem miejscu mieszkania. W «młodości Jezusa» poema- 
cie z XII. stulecia znajdujemy ustęp, gdzie autor opisuje, że we 
«Flecie» koce i dywany układa się dookoła ogniska (zupełnie jak 
wnamiocie Mongołów). (Cyt. u Henninga, Das deutsche Haus, str. 141). 

Najstarszy przechowany typ chaty starogermańskiej w Skan- 
dynawii, tak opisuje wspomniany wyżej Henning: « Jeśli z przed- 
sionka wejdziemy do wnętrza, to obaczymy izbę, która bez dal- 
szego przedziału sięga od jednej nagiej, drewnianej ściany do dru- 
giej, od podłogi do szczytu dachu. W środku podłogi mieści 
się poziome miejsce na ognisko, jedynie podłużnem ułoże- 
niem kamieni ograniczone. Nad ogniskiem wisi duży ko- 
cioł na sznurze, który z obracalnego rusztowania się 
zwiesza. Dym wychodzi przez zamykający się otwór 
dachowy, który nietylko komin, ale i okna zastę- 
puje tak, że światło dzienne nigdy półcienia w izbie rozprószyć 



- 85 — 

nie może. Otwór dymny znajduje się wprost nad ogni- 
skiem, blizko grzbietowej belki na kalenicy i zwie się w Danji 
i Norwegji jeszcze dzisiaj Lyre albo Ljore tak, jak w najstarszych 
pomnikach literatury*. Wiel opisuje około roku 1050, jako ogólną 
regułę budownictwa w Halingdalen w następującej formie: <staro- 
północny sposób budowania, szczególnie na wsi, obchodził się bez 
powały, a mieścił ognisko w środku izby, bez komina > ^cyt. z Hen- 
ninga: «Das deutsche Haus* str. 62 i 63 1. Opisy powyższe, zesta- 
wione z tem, co jako charakterystykę układu namiotowego bu- 
downictwa określiliśmy, uzasadniają w dalszym ciągu szereg na- 
szych przypuszczeń. 

Wszak taki ogień weselny w sercu chaty, jak w łonie matki, 
(Węda) dymił jeszcze w chacie górala zakopiańskiego w przeszłym 
wieku na miejscu pyszniącej się dziś -gruby-. Niemiec Schultes, 
podróżnik po Galicyi w końcu XVIII, wieku, tak opowiada o wnę- 
trzu chaty górali na Podhalu: ^Ognisko jest w środku chaty, 
na około którego pełzały dzieci» (Cudzoziemcy o Ga- 
licyi, Schniir-Pepłowski, str. 100). Szczątkiem tego środkowego sta- 
nowiska ognia jest palenisko w szałasie góralskim, wymoszczone 
na przecięciu się przekątni. Do dziś też, mimo względnego udosko- 
nalenia, zachował piec piekarski swoje środkowe stanowisko w cha- 
cie Mazurów pruskich, której rys poziomy w rozdziale VI. będzie 
uwidoczniony. 

Ognisko ledwo omurowane, z kotłami na żerdziach wiszącymi, 
widnieje też do teraz na Litwie pruskiej (-Bauernhaus in Ostpreus- 
sen» Ver. d. Baudenkmalern] in Ostpreussen, str. 48). Na Żmudzi też 
«na środku sieni na miejscu obłożonem kamieniami pali się 
ogień, a nad nim wisi sagan na drewnianym kruczku, co u bie- 
dniejszych ludzi do dziś się spotyka*. Środkowe też stanowisko 
ogniska zajmuje komin w staroszlacheckich dworkach na Litwie 
(Roemer i Seliwestrowicz. Chata żmujdzka, Wisła, tom II. str. 843). 

Zygmunt Gloger w książeczce wybornej p. t. Dolinami 
rzek'> przytacza również coś podobnego z Birsztan na Litwie «Do 
nocy była podobną lewa strona domu złożona z wielkiej, kurnej 
izby z małemi okienkami i ciemnej za nią komory. Na środku 
izby gorzało na trzonie kamiennym ognisko napełniające izbę dy- 
mem, który przez otwór w powale dostawał się pod 
strzechę, a ztamtąd wychodził na dwór dziurą w szczy- 
cie pod stropem» (str. 65). 



— 86 — 

Chaty żmujdzkie i litewskie, których pochodzenie od namiotu 
potwierdza też ich nazwa wiele mówiąca «namas, nomas vel nu- 
mas» (Mierzyński, Źród, do mit. litew. 14) zwracały już zdawna 
uwagę podróżników, historyków i uczonych. Długosz (cytowany 
u Glogera w Encyklop. staropolskiej. Tom II. pod słowem Dom) 
widział jeszcze okrągłą, «w niższej części do okrętu» podobną, na- 
miotową formę, jak to z przytoczonego tu opisu wnosić należy: 
«Żmudzini w owych czasach (około r. 1413), dzicy i nieokrzesani, 
barbarzyńską tchnęli srogością. Nie mieli oni żadnych porządnych 
domów, ani mieszkań, ale w lichych mieścih się chatach. Chaty 
klecone z drzewa i słomy, szersze od spodu, coraz bardziej 
zwężające się u góry, podobne były w niższej czę- 
ści do okrętu (ówczesnego, a więc prawie okrągłe?) u szczy- 
tu miały otwór, którym górą wchodziło światło. Pod 
tem okienkiem palili ognisko i gotowali sobie strawę, 
ogrzewając się od zimna, które w tym kraju większą część roku 
panuje. W takich chałupach mieszkali wraz z żonami, 
dziećmi i czeladzią, chowając w nich razem bydło, 
trzodę, zboże i wszystek sprzęt domowy. Nie znali 
innych domów, izb godowniczych, pałaców, spiżarni, 
komnat i stajen'>. Mierzyński (Źród. do mit. lit. str. 15) powiada, 
że w «namas», jak namiocie kirgizkim lub kałmuckim nie było pieca, 
ale «ognisko, na którem tlił wieczny ogień» Dowiadujemy się dalej, 
że węgierskiej nazwie ducha ochronnego, rodzinnego: N e m t ó, 
odpowiada żmujdzka nazwa bóstwa domowego «Numeja» i litew- 
ska przechowana w kronice wołyńskiej «Numa-deus», albo «Noma- 
deus», co oznacza według wywodu p. Mierzyńskiego (tamże str. 
140 i 141), oomas-nomai chata, dievos bóg, razem bóg 
domowy (porównaj N o m a d i o po grecku horda pasterska). Lep- 
pner w dziele wydanem w Gdańsku w r. 1794 a zatytułowa- 
nem «Der preussische Littauer» rozróżnia następujące rodzaje bu- 
dowli litewskich w okolicy Ragnety: «Litwini żyją w dwóch mie- 
szkaniach, mianowicie w «stubie» (patrz izdba, etuwa i t. d. w kla- 
nie wyrazów namiotowych), w której mieszkali zimą (a więc wa- 
żniejsza chata, jeśli w niej zimą jest człowiek) i «namas» który 
znowu był rodzajem mieszkania letniego ijuż obniżo- 
nego niejako w swem znaczeniu mieszkałnemi. Trzecim gatunkiem 
jest «klecia, kleta» używana, raz jako «komora, raz jako sypialnia» 
(O klęcie pomówimy' osobno przy drewnianem «kleconem» budo- 



— 87 — 

wnictwie). Jaroszewicz, w dziele «Obrazy Litwy» i Kraszewski Jó- 
zef, w «Litwie», przytaczają opis tych «namas«, które nazwane są 
numami, zapewne «numas» według przytoczonych wyżej dyalekty- 
cznych odmian. Opisuje je Paszkiewicz w «Dzienniku Warszawskim^, 
w r. 1829, jako budowle zkrąglaków, bez okien, z drzwiami 
jedynie, 8 łokci szerokie a 15 długie, dach na łatach, dartą korą 
kryty. W środku «n u m a s» było na łokieć wkopane, gliną wy- 
moszczone podmurowanie, ognisko (ugnia-wiete — miejsce dla 
ognia), w koło lub kwadrat otoczone kamieniami, które two- 
rzyły rodzaj ławy lub przyzby. Po za wolnem, czysto zamiecio- 
nem miejscem, było ogrodzenie z bierwion na dwa łokcie wyso- 
kie, a poza niem dopiero stanowisko dla bydła. «Numas, nomas, 
namas> składało się właściwie z «namiotu» zaznaczonego przez owe 
bierwiona na dwa łokcie wysokie», gdzie przebywali ludzie i z pier- 
ścienia dookolnego z miejscem dla bydła. Myśl podobną znaj- 
dziemy jeszcze daleko od Litwy, do dziś dnia w układzie chaty 
rusińskich hiucułów. «Numas», którą jeszcze na początku tego wieku 
widział Paszkiewicz, kształtem swoim zewnętrznym zerwała już 
z tem, co z XV wieku donosi nam Długosz, opisując chatę do 
«okrętu w niższej części» podobną. Drzewo, i, jak to zobaczymy 
w następnym rozdziale, budowanie mieszkań na palach wysunęło 
zwycięzko, bo lepiej do okoliczności i tworzywa przystosowaną, 
formę kwadratu, lub prostokąta. 

Natomiast dowodem pośrednim dalszym zrośnięcia takiego 
«namiotu» ze stepem, bez względu na to, czy ten namiot w mate- 
ryale tkaninowym, czy wiklinowym jako kosz, czy drzewnym jak 
huculska koleba, bywa wyrażony, jest wiadomość o dawnych mie- 
szkaniach koszowych kozaków zaporoskich, którą podaje w swo- 
jej «Historyi Zaporoża» Iwarnicki (str. 80). Wiadomość powyższa 
jest o tyle ważną, że stanowi sobą również dziejowy przyczy- 
nek do wyobrażenia wnętrza owych koszów-namiotów, które ma- 
teryałem należą do innego już rozdziału, kształtem wewnętrznym 
nie przestały być mimoto namiotami. Zaporożec, Nikita Leongje- 
wicz, tak tłumaczy powstanie nazwy kosza u Zaporożców: «Ko- 
czuje zimą i latem po stepie zaporozki Kozak, dla 
ochrony od chłodnych wiatrów i «durnej» pogody, potrzebne mu były 
kosze. Kosze były podobne do pałatek (mieszkań później- 
szych; przyp. autora), obszyte do o koła «polstiem» (obiciem 
płóciennem lub skórzanem,), zaś, aby się mogły przenosić, pokła- 



dziono je na dwóch kołach. W środku było ognisk o». Słowa ko- 
zaka, Nikity Leongjewicza, powtórzone przez Iwarnickiego, doskonale 
odzwierciedlają związek kształtu kosza, «obszycia» go skórą lub płó- 
tnem dookoła, ogniska w pośrodku, z potrzebą takiego przeno- 
śnego mieszkania na stepie. W rozdziale, poświęconym «koszowi- 
ziemlance», powrócimy jeszcze do powyższego świadectwa. 

Obecnie zastanowimy się, o ile wskutek zmiany kształtu ludz- 
kiego mieszkania pod wpływem bagienno-palowym na kwadiat lub 
prostokąt, zaginęły dawne stepowe formy w budowlach mieszkalnych. 

Nawet w tak pierwotnych chatach, jakiemi są mieszkania 
chłopów dolno-saskich, gdzie ludzie, bydło, stodoła i ognisko 
w pośrodku «k 1 e e t y» mieszczą się pod wspólnym dachem, 
istnieje prostokątny kształt — jako zasadniczy wątek, po palowych 
budowlach odziedziczony. Na Litwie mieliśmy już prawie wszystko — 
ognisko w pośrodku — sagany na kruczkach, miejsca dla ludzi do- 
okoła, nazwę w całości od czasów stepowej wę- 
drówki dochowaną, prócz dwu rzeczy, namiot zasadni- 
czo określających: formy okrągłej, lub w koło wpisa- 
nego wieloboku i dymnika u szczytu dachu. 

Rozważmy okoliczności, w których ludność aryjska w Euro- 
pie niegdyś stepowa, mogła zachować na sobie ślady stepowej 
wędrówki nierozpuszczone zbytnio w okresie palowej kultury. Miej- 
scem, gdzie ludność mogła, jak owad w bursztynie niejako, zacho- 
wać kształt starodawnej cywilizacyi, są jedynie lasy i góry. 
Warunki życia w górach, zasadniczo odmienne od okoliczności, 
towarzyszących osiedlaniu się w wilgotnych dolinach, wywołały 
w Szwajcaryi, mimo jedności plemiennej, zupełnie inny rodzaj bu- 
dowania (na kład, na zamek), niż na nizinnych wiosną wilgocią 
zalewanych dolinach, gdzie panowała wyłącznie z konstrukcyi pa- 
lowej wyrosła ryglówka. 

Ludność, która wcześnie po przybyciu do Europy, bliżej 
wschodu i południa, została wpędzona w góry, mogła za- 
chować właściwości przyniesione ze stepów znacznie dłużej niż lud 
na dołach mieszkający, choćby był tak, jak Litwini, bagnami i pu- 
szczami przez długie wieki od reszty świata odcięty. 

Lud góralski w Karpatach i Alpach, tak jak ludy stepowe, 
nie żył z rolnictwa, ale z chowu bydła, owiec i koni. Różnica jest 
tylko ta, że góry wprowadzają nowy żywioł do gospodarki, jakim 
jest las, którego na stepie nie znano. 



- 89 - 

O ile las, jak to się dzieje na halach i połoninach, nie ma 
wpływu na gospodarowanie, stepowy charakter kultury pozostaje 
prawie nienaruszony. Ludem takim są nasi Górale z Podhala, ale 
w znacznie jeszcze większym stopniu Huculi w górach Karpackich 
na Pokuciu i na Bukowinie. Lud to piękny i rosły i na wskroś 
prawie, we wszystkiem, co potrzebuje i co wytwarza od dołów 
(prócz wódki, tytoniu, soli i prochu strzelniczego) niezawisły. 

O góralach «Harii>> mówił Tacyt jeszcze na 100 lat przed 
Chrystusem, że mają tatuowane ciała, właściwość ludów bardzo 
pierwotnych, które jeszcze nie odzienie, ale skórę na ciele przy- 
strajają. Może to o nich pisał Teofli Simonikata około r. 629 (Mon. 
Pol. str. 3j, że «nie zwykli przypasywać mieczów, ponieważ ich 
kraj nie zna żelaza». MożHwość tego przypuszczenia opie- 
ram na tem, że w ogóle ludność góralska, pozbawiona rudy 
darniowej, jako wytworu równinnych bagnistych okolic, musi 
się posługiwać albo drzewem, albo innym metalem, miedzią i bron- 
zem. Ciekawym przykładem częściowo już leśnego stanu cywilizacyi 
byli, według świadectw kronikarzy i ludoznawców, Litwini, plemię 
pierwotnością kultury w wielu szczegółach zbiegające się z Hucu- 
łami. Istnieją u nich naprzykład żywe ślady kowania słońca 
z miedzi, przedstawienia wspólnego wszystkim 
Arjom. Pieśń łotewska powiada «Kowal kuje na niebie, węgle 
sypią się w Dźwinę». Dopełniacz przekładu Jana Malali mówi wy- 
raźnie o litewskim kowalu, który ukuwszy słońce, rzuca je na niebo, 
aby światu świeciło (porównaj odnośny ustęp o tem w klanie wy- 
razów namiotowych, o miedzi, świeceniu i słońcu). Nato- 
miast w okresie historycznym pieśni i wyobrażenia powyższe 
istnieją tylko jako ślad dawnej kultury. Miedź zaginęła, a żelazo 
było tam bardzo rzadkie, tak, że o Litwinach jeszcze w XVI stu- 
leciu można było mówić, że ich «kraj nie zna żelaza». Świadczą 
o tem Gwagnin i Łasicki. Łasicki pisze naprzykład, że Źmudzini 
sycili miód i warzyli piwo w naczyniach, wyrabianych z kory 
w ten sposób, że wrzucali w nie rozpalone kamienie«. Tak samo 
warzyli strawę wedle świadectwa Einhorna z XVII wieku Łotysze. 
U Hucułów zaś są jeszcze bardzo wyraźne ślady kultury bronzo- 
wej i to zachowane w najstarodawniejszem narzędziu ludzkiem, 
jakiem jest topór, toporek, ciupaga. Do dziś, wprawdzie już tylko 
jako ozdobę, obok innych drobnostek, odlewają dawną broń i na- 
rzędzie to jest topór, w bronzie, za pomocą bardzo pierwotnych fore- 



- 90 — 

mek i zdobią go geometryczno-tkackimi motywami. Również opo- 
wiadanie Nestora o Krywiczanach, że «nie znają stadeł małźeii- 
skich», i Al Bekrego o dziewictwie, poczytanem u Słowian za wadę 
u dziewczyny, a nie jako zaletę, stosuje się do bardzo swobo- 
dnego życia płciowego u Hucułów. Prof. Szucłiiewicz, autor mo- 
nografii «Huculszczyzna>>, mówi o stosunkacti płciowych, dla których 
nawet zbliżenie się między córką a ojcem nie pozostaje obcem. Do 
dziś są pozbawieni instynktu rolnika. «Grzechem jest ziemię pruć» po- 
wiada Hucuł (Huculszczyzna, str. 164). Dla niego «merżanna» (owce 
i krowy) i konie, stanowią główne bogactwo w rzadko rozsianych go- 
spodarstwach, które położeniem wzajemnem przypominają zupełnie 
to, co Alupeke powiada o Łotyszach, że «poganstwo to nie mieszka 
gromadą, lecz buduje się z osobna w lasach». To samo mówi Ła- 
sicki o Żmudzinach» (cyt. Mierzyńskiego Mit. lit. I, str. 10). 

Dane powyższe o obydwóch tak pierwotnych plemionach 
żywo wiążą się z tem, co mówi Prokop (umarł około połowy 
VI wieku) o Słowianach (de bello goth. 2, 14), że «mieszkają 
w lichych chałupach (kalybe), oddaleni jedni od drugich, zmieniając 
często miejsce pobytu». Zaprawdę, Hucuł do dziś «zmienia często 
miejsce pobytu. Zimą mieszka we «wsi», w której, jak w Żabiu, 
chaty są na mile rozsiane, lub w lesie na robocie; latem wynosi 
się na połoniny ze stadami. Jedno z tych mieszkań czasowych hu- 
culskich zwie się zupełnie tak, jak je Prokop w VI stuleciu po 
grecku «kalybe» nazywał, to jest po huculsku «koliba». Nazwa ta 
jednak, chociaż również bardzo stara, związana jest z drzewem 
(kali — po sanskrycku) jako tworzywem budowlanem, a nie do- 
tyczy ani kształtu, ani rozkładu huculskiej koliby. Natomiast litew- 
ska przechowana nazwa chaty «numas, nomas, namas» żywcem 
się stosuje do budowli, którą, aby należycie ocenić, należy sobie 
przypomnieć wszystko, cośmy przy kirgizkim i kałmuckim namio- 
cie powiedzieli, i co nam uczeni o kształtach pierwotnej chaty 
odkryć zdołali. Namiot okrągły, jedyne wejście, ogni- 
sko w pośrodku, krokwie w ostrokręgi u góry uwią- 
zane, dymnik u szczytu, łoża dookoła ogniska. Po- 
słuchajmy zaś, jak opisuje kolibę, «namas» huculską doskonały 
znawca Huculszczyzny, prof. Szuchiewicz, . autor pięknej książki, 
z której cytuję niniejsze wyimki, powtarzając jednocześnie rycinę 
rozkładu poziomego i widoku, tej interesującej, bo kształtem n a 
wskroś przedhistorycznej budowli (Wiz. 5-ty i 6-ty). 



- 91 — 




Wiz. 15. 
Rys poziomy koliby hucul- 
skiej ; 2. wejście główne ; 
4. chorimci (sień); 3. wejście 
do koliby właściwej. 



«Leginy» (parobcy) kładą sobie w lesie na jesień łubianki, a na 
zimę koliby. Na <'kolibę» biorą na półtora metra wysokie o ś m i o lub 
dwunast ościenne (w koło wpisane) grodzenie z ostrzewia 
(ostrub- kłoda drzewa świerkowego), które 
wytykają mchiem dobrze, aby «w cłiatę nic 
nie wiało». Na wierzcłiu grodzenia usta- 
wiają krokwie w kozły w ten sposób, 
aby się zbiegły u szczytu w jedno, ko- 
zły pokrywają tarcicami lub korą, grzbiet 
dachu wylewają świerkową żywicą 
(zupełnie (jak to Al-Bekri o budowie łaźni 
słowiańskich opowiadał), zostawiając je- 
dynie u szczytu otwór (prozir) dla przej- 
ścia dymu. W ścianach niema okien, tylko 
nizkie podwójne drzwi, od narożów gro- 
dzenia do środka dwie ścianki, a w końcu tej ścianki drugie drzwi 
(tworzy się w ten sposób rodzaj sieni na rycinie oznaczonej)' 
Sień ta nazywa się chorimci (choroma u Rosyan wykwintny dom, 
chram — świątynia) w niej trzymają wodę, zawieszają na klin- 
kach «sarsamu», na wierzchu siennej ściany składają piły. W ko- 
libie jest bita podłoga z wybrakowanego drzewa, albo ziemia 
przykryta korą, «aby z niej zimno nie szło». Na podłogę kładą łóżka 
(podłoża), czyh niziutkie tapczanki, zrobione także z wybraków 
drzewnych, opartych na poprzecznych, w głowach grubszych, 
w nogach cieńszych krąglakach. Spać się 
zaś kładą na łożach, wyścielonych odpa- 
dkami z ciesiołki, głowami do zrębowej 
ściany, nogami do ogniska (watry), na- 
krywając się sierakiem lub «weretą»; «po- 
dłoże» zarządcy («zawidcia», za wodza, za- 
ojca), ustawione obok ściany sieni; w no- 
gach łóżek kładą zastawki z desek, «aby nie 
piekło w nogi od ognia»; nad łóżkami w gło- 
wach przybite półeczki, gdzie «leginy>> trzy- 
mają swoje rzeczy, oprócz nich zaś sterczą 
tam garnki, przechowuje się mąka i t. d. 

Kładąc się spać, zawieszają huculi siekiery na khnkach, każdy nad 
swoją głową, (aby je w potrzebie natychmiast w rękę chwycić 
można było), łapcie skórzane (postoły) kładą na koniec głowy, by 




Wiz. 16. 
Widok przedni koliby 

otwór dymnikowy. 



u góry 



- 92 - 

«nie zasychały od ognia», a onuce ścielą pod siebie, «aby ich dym 
nie przechodził, bo się od tego drą». 

«Pośród koHby układają ognisko, złożone z podsypki, uczy- 
nionej z gliny i kamienia, na wierzch niej cztery ośmio-dziewięcio- 
calowe bierwiono, wymaszczone gliną, aby «ogień na glinie rozło- 
żony lepiej gorzał» podsypka ( podesłania jest zaś na to, aby się 
«ogień podłogi nie czepiał». Dym z ogniska idzie «proziriem», otwo- 
rem górnym, na zewnątrz. Do ognia godzą «zawidcia», «kajmana« 
I patrz turecko-macedońskie «Kaim-makan», starosta, rodzaj zastę- 
pcy, namiestnika politycznego i litewskie «kone-mytes>, najmita «do 
chaty należący»), to jest takiego człowieka, który porządkuje ko- 
libę, gotuje jeść, rąbie drzewo, nieci i utrzymuje przez całą 
noc ogień (porównaj: ogień przez cały dzień utrzymywany przez 
Kałmuków, wieczny ogień, Znicz, kultu stepowców u Litwinów, utrzy- 
mywanie wiecznego ognia w świątyni Westy, bogini ogniska do- 
mowego przez westalki, i wiecznie gorejącą lampkę w kościele 
chrześciańskim) w ten sposób, aby ludzi nie piekło, ani nie było 
zimno w kolebie». 

Jeśli z tak żywo nakreślonego obrazu życia w kolibie strą- 
cimy drzewo, jako materyał nowy — to łupina koliby razem 
z tern, co się w jej wnętrzu dzieje, tak żywo przypomina namiot 
Kirgiza lub Kałmuka i tak zgodna jest kształtem i układem z tern, 
co sobie ludzie uczeni, jako mieszkanie Arjów wyobrażają fp r z y p o- 
minam określenia prof. Leftmanai, że ją za najstar- 
szy formą pomnik budownictwa europejskiego uważać należy. 
Stwierdza też to interesująca zgodność i w kształcie z urną dom- 
kową italską, jakoteż jeszcze większe podobieństwo 
do urny domkowej słowiańskiej, na Pomorzu zna- 
lezionej. Jeżeli urna z Gandowa na Pomorzu i z Parchimia 
w Meklemburgu, miarkując po jej dokładnie okrągłym kształcie, 
jest koszem z wikliny plecionym, a gliną wyłożonym, 
to «koliba» huculska stanowi najbliższe jej ogniwo w łań- 
cuchu rozwojowym mieszkań ludowych naszych, 
a trzecie z kolei, uważając namiot za pierwsze mieszkanie dokła- 
dniej zbadane. Starszym od koliby, rodowodowo typem chaty 
w Europie, byłyby jedynie plecionki z gliny utworzone, ule okrą- 
głe, które istniały na wyspie Long Island do r. 1823. (Karłowicz: 
Chata polska 1. 1 taką też kosznicę okrągłą jako czasowe schronisko pa- 
stucha, zupełnie do urn domkowych podobną spotkałem 



— 93 - 



przed samym Zabłotowem na Pokuciu przy drodze z Kossowa w Sier- 
pniu w r. 1903. Natomiast bardzo ważnem dla pochodzenia hucul- 
skiej koliby od stepowego namiotu jest istnienie prawie zupełnie 
podobnej budowli ośmio, a nawet pięciokątnej drewnianej u Burja- 
tów (ludu na wpół osiadłego w zachodniej Syberyii, z ogniskiem 
w pośrodku, z dymnikiem u góry, opisanej mi przez p. Szwar- 
cego, który wśród nich dłuższy czas przebywał. Różnica jest ta, 
że kiedy jurta burjacka, będąca syberyjskiem powtórzeniem 
namiotu w drzewie, jest mieszkaniem letniem, koliba hucul- 
ska przeznaczoną jest na przybytek zimowy. 

Przemiana konieczna, przez długie, równe pnie drzewne jako 
tworzywo, warunkowana, czyni 
z chat budowle prostokątne 
z czasem. Mimo to jednak i wtedy 
jeszcze znać w średniem nachy- 
leniu krokwi (około 45^/o stopni), 
w przewadze połaci dachowej i nis- 
kości ścian bocznych, wpływ na- 
miotu. Przykładem tego niech bę- 
dzie wizerunek powyższy ilZ-tyi 
wzięty z wybornego dzieła archi- 
tekta, p. Fried. Seesselberga (Ałt- 
germanische Kunst). Grób Wikinga, 
przekrojony, daje obraz jego ży- 

^- j , Przekrój grobu Wikingów; (przez łódź 

cia doczesnego, spędzanego na. . , , ^ . ^ o ,. .,. 

'^ 1 mieszkanie). Fried. Seesselberg. Altgerm. 

łodzi i W domu. Dom ten, typ j^yj^^t. 

pierwotny i późniejszych Norma- 
nów, jest jednocześnie prostokątnym wyrazem namiotu, a w ro- 
dowodzie mieszkań zajmował by pierwsze miejsce po kolibie hu- 
culskiej, a czwarte w całej genealogii. Pan Zygmunt Glo- 
ger, nieporównany zbieracz, znawca i miłośnik zabytków narodo- 
wego budownictwa, sztuki i obyczajów, słusznie zauważył, że też 
stodoły litewskie zupełnym prawie brakiem widocznych ścian bo- 
cznych, a rozłożystym, ziemi sięgającym, dachem, przypominają 
namiot. Dach chałupy wieśniaczej w Polsce, Litwie i Rusi swojem 
nachyleniem zresztą ciągle przypomina kąt, pod którym wojłok 
jest rozpościerany na szkielecie namiotu. 

Tak uporaliśmy się z rozbiorem śladów, jakie w kształcie 
i układzie mieszkań odziedziczył Europejczyk po swojej stepowej 




Wiz. 17. 



— 94 — 

wędrówce. Pozostaje rozpatrzeć obecnie dalsze ślady w motywach 
i charakterze zdobnictwa zawarte, tudzież w zabytkach, których 
przeznaczenie i rodzaj, je niewątpliwie do kultury namiotowo-stepo- 
wej odnieść nakazują. 

Ślady owe istnieją w zdobnictwie ludowem. Zdobienie u ludu 
bowiem nie jest bezmyślnem nalepianiem lub wyrzynaniem ozdó- 
bek w taki deseń, jak ślina na język, a «fantazya artystyczna» na 
papier przynosi. 

U ludu ornament ma głębsze, symboliczne znaczenie, jest nie- 
jako materyalnem odbiciem jego wierzeń i sądów o otaczającym 
świecie i o swoim do niego stosunku. A chociaż nastąpi prze- 
miana istotna światopoglądu, to mimoto dawne zdobnicze sym- 
bole żyją jeszcze długo, wprawdzie w nieustannie słabnącem zna- 
czeniu. Na starych kościołach norweskich, mimo całego pokostu 
chrześciańskiego, sztuka «pogańskich>> Normanów wiedzie swój ży- 
wot, i objawia się w rzeźbionych »sagach», ze świata bóstw Ger- 
manów przedchrześciańskich. Prace Holdena i Maleryego nad 
pismem i rysunkami, wydane nakładem «Smithsonian Institution» 
w Londynie, wykazują jako ogólne etniczne zjawi- 
sko, że «między rysunkami na naczyniach a kultem 
plemienia istnie ścisły zwiąże k». (Cyt. u Ludwika Krzy- 
wickiego, Wisła, tom III. str. 99j. Poczucie tego głębszego zna- 
czenia rysunków i obrazów mają nawet dzieci, uparcie pytające 
się nie «co to jest», w malowidle lub rzeźbie, ale «c o to z n a c z y ?» 
Najgodniejsze, najdostojniejsze miejsca na sprzętach, w izbie lub 
na domu daje się obrazowi najwyższej w szeregu wierzeń istoty. 
Takiem nawskróś dostojnem miejscem na chacie, niegdyś u węż- 
szej ściany wejście mającej, jest przyczółek dymnikowy i naroża 
nad dymnikami tam, gdzie się po obu stronach chałupy kalenica 
kończy. Tam też znajdziemy często w Polsce i w Halickiej Rusi 
formy, przypominające sobą najwyższe wyrażenie światła i ciepła, 
życiodajne słońce. Znak Wielogłowa, Światłowida mieści się w gó- 
rach huculskich i u Podhalan na czole cerkwi lub chaty, jako Słońce, Sło- 
neczko, podane przez niezapomnianej pamięci Władysława Matlakow- 
skiego, w jego dziele «0 budownictwie ludowem na PodhaIu«. 

Ogromnie dla odrodzenia sztuki polskiej zasłużony pisarz, 
krytyk, artysta- malarz i badacz, p. Stanisław Witkiewicz, potwier- 
dził mój domysł o kultowej roli przyczółka, opowiadając, że cieśle 
i górale podniesienie szczytu i ustawienie jego uważają prawie za 



95 



obrzęd religijny, przy i<tórym, jak przy nabożeństwie, zdejmuje 
się czapki. Na Pokuciu i Huculszczyźnie spotykałem «słońce i sło- 
necznik», jako dwa bliźniacze formą przedstawienia i nazwą poję- 
cia, również na czole budynków. Zaś w Samborskiem i w Droho- 
byckiem, rzadziej już na Pokuciu, zjawia się na szczytach dachów, 
okrągła deszczułka, gwoździami, niby słońce promieniami, nabita, 
do której cieśle tamtejsi zabobonną wiarę przywiązują. Podobne 
zupełnie słońce, przez uczonego Yirchowa omawiane, trafia sie czę- 




Wiz. 18. 
Obraz 1. i 2. słońce i krzyż z jednego domu (Prusy wschodnie). — Obraz 3. Gwia- 
zda poranna (Prusy wschodnie). — Obraz 4. Krzyż i księżyc (Prusy wschodnie). — 
Obraz 5. Słoneczko z Zakopanego na przyczółku (Matlakowski «Budownictwo»). — 
Obraz 6. Słońce z przyczółka na Pokuciu. — Obraz 7. i 8. Rozmaite rodzaje ozdób 
na dnach urn słowiańskich. — Obraz 9. Sfatyska. — Obraz 10. Śparogi z Prus wscho- 
dnich. — Obraz 11. Śparogi kuronskie. 

sto, hen, aż w Prusiech wschodnich (Wiz. 18, obr. 1). «Słońce» z oko- 
lic Drohobycza (Wiz. 19) jest jednak tem ciekawsze, że według wzoru 
częstego, jaki jeszcze przy okresie leśnej kultury omawiać będziemy, 
łączy się w parę z wyobrażeniem krzyża. Według znanego przysło- 
wia: «Bogu świeczkę i dyabłu niedopałek». dzieli miejsce powie- 
rzonej swojej opiece chaty, chrześciański znak krzyża z pogań- 
skim symbolem Słońca-Światowida. Nieinaczej jest i w Prusiech 
Wschodnich, gdzie również obok wizerunku słońca, albo księżyca 



— 96 — 

Wiz. 18, Obraz 1, 2, 3, 4), widnieje znak krzyża. Również gwiazda 
wieczorna i poranna («Morgenstern>>, jak ją nazywa Yirchowi, trafia się 
tam, jak i w okolicach Krakowa. W Stróżu, niedaleko Nowego Sącza 
znalazłem również obok złączone zestawienie «słońca» i krzyża 
na dwu przyczółkach u tej samej chaty.fWiz. 20.) Słońce tu całym 
swoim wyglądem niezmiernie się zbliża do tej sześciopromiennej 
gwiazdy, wyciętej na powale u sosrębu wprost nad ogniskiem 
u środka chaty. Byłby więc w tem jeszcze jeden, ze zdobnictwa 
wzięty, dowód na wypowiedziane przypuszczenie, że pierwiastek 
słońca i ogniska, światła i ciepła, złączony we wierzeniach, zespala 
się i w wyobrażeniu zdobniczem. Podobne znaki istniały najprawdo- 
podobniej na szczytach «Tyna-Światła», domu boskiego, którego 
nazwa, dziś na «Świątynię» przekształcona, w nazwie i obrazie «Świat» 
zawarta, mimo to nie zatarła swego pochodzenia. W najdawniej- 
szych czasach «Świątynia» była po prostu ogrodzonem miejscem, 
«świętym, światłym-Tynem». Według p. Romera («Wisła», tom II, 
str. 843), u Żmudzinów do dziś płot, układany ze szczepanych pa- 
lików, nazywa się «tyn, tynnica, tynnik». Hellmold opowiada (Ks. 
83) że «przy nawróceniu Przybysława natrafili na gaj święty. Część 
tego gaju otaczał bardzo troskliwie zbudowany «Tyn>>, w którym 
znajdowało się dwoje wrót». 

Na wyróżnionem miejscu spotykamy w izbie góralskiej i hucul- 
skiej okrągły utwór ornamentacyjny. Miejsce jego u samego środka 
izby na «sosrębie», wprost znaku na podłodze, gdzie przedtem znaj- 
dowało się ognisko w dawnych, namiotowych czasach, 
już tem samem wskazuje na niezwykłe jego znaczenie. Ornament ten, 
spotykany na ziemiach całej zachodnio-północnej Słowiańszczyznie 
w Bośni, a nawet w Palestynie, zasługuje na jak najszczegółowsze ba- 
dania. Dzieli on jednak dzisiejszą swoją postacią los wszystkich mytów, 
które kolejno po sobie królowały. Starsze i nowsze warstwy w świato- 
poglądach plączą się nietylko w «podaniach ludowych», ale i w wizerun- 
kach zdobniczych. Według Mannhardta: »Dielettischen Sonnemythen» 
(«Zeitschrift fiir Ethnologie»), «przedstawiano słońce jako koło, 
z czego się rozwinęło bóstwo, w konie zaprzężone. Przedstawienie 
to wraca w wielu słowiańskich baśniach. Słońce przejawia się w ten 
sposób, jako wóz». W zagadce ukraińskiej, już przytaczanej, słońce 
znowu «jest drzewem, które do każdej chaty zagląda». 

Tak więc i rozbiór powyższego ornamentu musi dotykać 
«okrągłego ogniska, słońca, koła i drzewa», a więc rozpatrywanie 



97 




Wiz. 19. 

Słońce i krzyż ze szczytów 

tejże samej chaty z okolic Dro- 

hobycza. (Zdjęcie autora). 



jego odpowiednio rozłożyć należy. Na tern miejscu weźmiemy na 
uwagę, jako pierwotniejsze, ale kształtem pokrewne zdobienie, 
«koło», jakie bardzo często trafia się na 
urnach starosłowiańskich, z budowli palo- 
wych, lub z grobów z epoki żelaznej za- 
chowanych. Zwrócił na nie uwagę po raz 
pierwszy prof. Yirchow jeszcze w roku 1871. 
Na dnie zewnętrznem garnków, na środko- 
wej ich części niejako, umieszczali starzy 
Słowianie, mieszkający między Elbą a Wi- 
słą, krzyż, w koło wpisany. «Garnki takie 
znaleziono przy wielkiem, palowem mie- 
szkaniu w Daber, przy palowem mieszka- 
niu w Soldyńskiem jeziorze i w jeziorze 
Persyńskiem. Formy koła z jeziora Dąbrowskiego (Dabersee) znaj- 
dują się prawie zupełnie podobne na dnach urn z budowli palo- 
wej w Lac du Bourget, w Sabaudyi. Podobne krzyże, w koło wpi- 
sane, znajdują się w palowych «Terramare» parmeńskich, ale są 
o tysiąc lat wcześniej sze» (Yirchow, «Verhandlungen d. 
Zeitschrift fur Ethnol.», 1871, str. 93). (Wiz. 18. Obr. 7, 8, 9). 

W dwa lat później okazało się, według słów tego samego 
prof. Yirchowa, że «urny z pod Ołomuńca zgadzają się zupełnie 
z naszemi, a co dziwne, że i tamdnogarnkazdobipięcio- 
palczastykrzyżwkole. O obfitości tych znaków w pomor- 
skich budowlach, na odpowiadających 
Pomorzu wyspach, mówiłem na posie- 
dzeniu z dnia 10 grudnia 1870 r.». 

Wystarczy dalej przejrzeć mo- 
nety, tak zwane wendyjskie i nasze 
najstarsze Piastowskie (Stronczyński, 
«Monety Piastów»), jakoteż znaki na 
przedmiotach na Podhalu, w drzewie 
ciętych, aby również znaleźć tam 
krzyże, w koło wpisane, z mniej- 
szemi kółkami, często w ćwiartkach. 
Stosując zdanie angielskich ludoznaw- 
ców, I-loldena i Mallaryego, brzmiące: 
«między rysunkami na naczyniach, a kultem plemienia istnieje ścisły 
związek», musimy przyjąć jakiś szczególny łącznik między krzy- 




Wiz. 20. 
Słońce (gwiazda sześciopromienna) 
i krzyż ze Stróża pod Nowym Są- 
czem, również z przyczółków tej sa- 
mej cłiaty. (Zdjęcie autora). 



DZIEJE MIESZKaD. 



— 98 — 

żem, w koło wpisanym, cztero- lub pięciopalczastym, a wierzeniami 
naszych przodków. Najpewniej oznaczało owe koło u wozu, o czterecłi 
lub pięciu palcach, wóz słoneczny i słońce czterotwarzowe, ku czterem 
stronom świata zwrócone. Dowodzi tego powszechność i starożytność 
ornamentu, niewątpliwie początkiem swoim stepowej kultury sięgająca. 
W tomie Il-gim, na str. 76, w «Zbiorze wiadomości antropologji krajo- 
wej* jest oddany rysunek kociołka przedhistorycznego, znalezionego 
na ziemiach polskich, gdzie jest, obok konia, z wyraźnie narysowaną 
grzywą, koło słoneczne promieniste, z zaznaczonym punktem środko- 
wym, wielokrotnie w pasie obwodowym powtórzone». (Wiz. 23. obr. 
1, 2). Natomiast w stronę wozu słonecznego, w myśl wywodów 
Mannhardta, wskazuje rysunek wozu w dwa konie zaprzężonego, 
z dyszlem widłowym, a jeźdźcem konnym na przedzie, umieszczony 
na urnie w Darslobe, z Prus wschodnich. Koła u tego wozu mają 
również tylko cztery palce («Zeitschrift fur Ethnol.» XIV, 
str. 532). Równie bliskim jest związek tego «słoneczka» i koła 
u wozu ze sfastyką, ornamentem ogólno- «indo-aryjskim.», o któ- 
rym mówił szeroko p. Żmigrodzki na kongresie etnologów w Pa- 
ryżu, a pisał w «Wiśle». Powszechność tego ornamentu jest istotnie 
zdumiewającą. Wszędzie jest krzyż ze strzałami obrotowemi, od 
ręki lewej ku prawej wskazującemi (odwrotnie, jak na rysunku 
wiz. 18-sty, obr. 8 i 9), to znaczy w odwrotnym kierunku wska- 
zówki zegarowej. Jest to kierunek, jaki ma koło u wozu, na- 
przód od ręki lewej ku prawej się poruszającego i oznaczałby 
może w ten sposób drogę ku zachodowi, w jakim szły plemiona 
indo-aryjskie w Europie i byłby znakiem stanniczym wędrownych, 
od Azyi ku Europie dążących plemion. Na urnach starosłowiań- 
skich i na pieniądzach wendyjskich i staropiastowych i przedmio- 
tach Podhalan, spotyka się również «sfastykę», znamię ogólne rodowe 
Arjów, które potem wedle p. Żmigrodzkiego, u osiedleńców 
europejskich, po odłamaniu niepotrzebnych już wskazówek, strza- 
łek, jako znaków wędrownych, przemieniło się na symbol świata 
chrześcijańskiego: krzyż, nawet już w czasach przedchrześ- 
cijańskich. 

Do wędrówki Arjów odnieść też należy ważny szczegół zdo- 
bniczo-pomnikowy, jakim są tak zwane «baby», rozsiane na rów- 
ninach Sarmacyi półstepowej. Wyobrażenie to, niby ludzi, nibyto 
słupów przydrożnych, sięga u nas po Kalisz, a wiąże się z podo- 
-bnymi zabytkami Azyi zachodniej, a głównie Turanu. «N a w e t 



- 99 — 

ornament gwiazdy, lub promienia, przywodzący 
namyśl Zoroastrową cześć ognia, wielce rozpo- 
wszechnioną u Mongołów, przed przyjęciem u nich Bud- 
dyzmu», «a widniejący nad kubkami niektórych bab, dowodziłby 
prawdy przypuszczenia, że pomiędzy Azyą zachodnią a ludami 
europejskimi dziś, zachodzi związek ściślejszy, niż przypuszczają» 
(M. Sokołowski, «Ruiny na Ostrowie w Lednicy ». Pam. Akad. Um. 
Tom III, str. 195). Pewne światło na znaczenie tych «bab», rzucają 
pomniki z drzewa na niektórych cmentarzach litewskich, gdzie ró- 
wnież pomnik jest jednocześnie to jakby figurą człowieka, to jakby 
słupem przydrożnym (Bauernhaus, Ostpreussen). Związek ten jest 




Wiz. 21. 

a) Głowica końska namiotu Wikingów; b) Konie na chacie łużyckiej («Wisła»); c) Śpa- 
rogi z pod Krowodrzy, pod Krakowem (Wawrzeniecki. «Wisła»); d) Śparogi (łoś lub 
jeleń) z Litwy pruskiej («Bauernhaus, Ostpreussen »); e) Śparogi z kurpiowskiej chaty 

(« Wisła »). 



jasny, jeśli uwzględnimy cały sposób pozostawiania zwłok, znaczą- 
cych niejako swoimi kośćmi drogę, na stepie przebytą. Może te 
«baby» oznaczały miejsca «leż zimowych», kiedy «śmierć-baba-śmiert- 
nica» kosiła gęsto, chodząc od namiotu do namiotu stepowca. Że 
«drogi, słupy przydrożne i zwłok chowanie» jeszcze w historycznych 
czasach w pojęciach niektórych Słowian się łączyło w jeden obraz, 
świadczy ustęp ciekawy z kroniki Nestora («Mon. Pol.» I., str. 559). 
«Radymicze, Wełyczanie i Siewierzanie żyli po lasach, stadeł u nich 

7* 



I 



- 100 — 

nie bywało, jeno igrzyska między siołami. A gdy kto umarł, wy- 
prawiali mu tryznę, potem złożyli stos wielki, położyli umarłego 
na stos i spalili, zebrawszy potem kości, włożyli je w naczynie 
(postawiach na stołpie na piątech) i «z ostawiali na słupie 
przy drogach». Widać z tego, że jeszcze w czasach ciałopal- 
nych istniało stare przyzwyczajenie zostawiania, na wzór Parsów, 
«ścierwa» po drogach stepowych,, wprawdzie tylko jako obrzędu 
pogrzebowego. Zwyczaj ów gdzieniegdzie dochował się do histo- 
rycznych czasów. Przy wszystkich drogach do Rzymu prowadzą- 
cych, a szczególnie przy «Via Appia» roiło się od grobowców rzym- 
skich, idących wzdłuż drogi i przypominających tern zupełnie zwy- 
czaj przez Nestora Siewierzanom przypisany. 

Według ruskiego objaśniacza przekładu Jana Malali, «ten, 
który dopiero na lądzie europejskim nauczył Litwinów palenia ciał, 
nazywaj się «Sowia», a składał, jako ofiarę , 9 pieczonych śle- 
dzion ze «świni» (Mierzyński, «Źród. do mit. litew.» I, 20). 

Ustęp Nestora, wyżej przytoczony, wyjaśnia natomiast zna- 
czenie: stołpów, słupów przydrożnych, którymi bez wątpienia są 
wszystkie, od Turanu aż po Kalisz sięgające «baby» kamienne. 
«Stołpy» te, to są niejako znaki przydrożne dla poszczególnych 
części gromady plemiennej, ze względu na rzadką trawę stepową 
i na wielką ilość stad, po szerokiej przestrzeni rozsianych, tak 
ustawione, aby wskazywały rozprószonym krewniakom drogę i kie- 
runek pochodu, a może miejsce przezimowania i jednocze- 
śnie grobu dla zmarłych, w czasie wielkiej, zimowej 
ś m i e r t e 1 n o ś c i». To wszystko da się wywnioskować ze zwy- 
czaju Radymiczan, zanotowanego przez Nestora. 

Na drodze europejskiej, już przy zetknięciu się z «lasem», 
powstał zapewne wóz, z drzewa urobiony, a Tacyt pisze o Sło- 
wianach, w Il-gim wieku po Chrystusie, że «niektóre z wielu ro- 
dów Sarmackich na wozie, w konie zaprzężonym, żywot przepę- 
dzają» (Tacyt, «Germania», c. 46). Mówiliśmy już przedtem o węźle 
obrazowym, jaki łączy konia, najcenniejsze na stepie zwierzę, ze 
słońcem, światłem i ogniem. «W pieśniach łotewskich» liczne czy- 
tamy o tern wzmianki. Słońce ma dwa złote (gniade) konie (Ull- 
mann. «Lett. Volksl.» 455). «Dwa wspaniałe, złote konie wiozą 
słońce przez bramę» (Ulm. 463). «Słońce, siedząc na górze i w ręku 
trzymając złote lejce, kąpie swe konie w morzu. Każdy bóg ma 
wspaniałego konia. Siwe konie chowano u wielu narodów wśród ogro- 



— 101 — 

dzenia świątyni, jak to było naprzykład w Skandynawii» (Grimm. 
«Deut. Mit.)* II, 623). O poszanowanin koni, poświęconych bogom, 
mówi Tacyt («Germ.» 10). Jest on zewnętrznym znakiem Świato- 
wida, Zwierzowieca, Radogosta. Widzimy go w tej roli na słynnym 
posągu Światłowida (Światowitaj czterotwarzowego, ze Zbrucza 
wyłowionego. Również na kamieniacłi mikorzyńskicti, znalezionycti 
pod Krotoszynem w roku 1855 i 1856, widnieje obraz konia, a obok 
nierozłączny z nim obraz człowieka. Podobnie jedna urna z Po- 
morza ma na sobie wizerunek «człowieka i konia» (Yirchow. «Zeit- 
scłirift fur Etlinol.» V, IX, 30). Znaleziona koło Szamotuł urna, 
obecnie w muzeum w Poznaniu, nosi również rysunek konia na 
sobie. Znamienne wyjaśnienie ze strony Goriajewa o związku dźwię- 
kowym i obrazowym między «koniem i końcem », znajdzie szerokie 
zastosowanie, w wielkiej liczbie zabytków starożytnych i w zdo- 
bieniu ludowem przechowanych. W Mallmitz, na Śląsku, blisko 




Wiz. 22. 
(Rosya.) Głowica krzemienna (Hellwald kultur. Gesch.) 

miejsca, gdzie w Ilwie, w r. 1000, król Bolesław Chrobry przyj- 
mował cesarza Ottona III go, pielgrzymującego do Gniezna, znale- 
ziono rękojeść o podwójnej parze głów końskich, ozdobionych 
«wilczymi zębami- ( Zeitschr. f. Ethnol.» IX, 24). Niezmiernie zaś 
liczne są jeszcze ślady czci konia, przechowane po chatach chłop- 
skich Polski i Litwy, w postaci zakończeń, czyli tak zwanych śpa- 
rogów». Są to zdobienia, które po raz pierwszy spotkano na urnie 
domkowej (przedhistorycznej, okrągłej, namiot wyobrażającej (Zeit. 
f. Ethnol.> Ver. 328). 

Oznaczały te śparogi, jak poprzednio wywiodłem, cześć dla 
księżyca i dla «pstrokategO'> konia. Księżyc i koń łączy się więc 
w krzywiznie «wietka i nowiu », albo też głów końskich, ku sobie 
wyrżniętych i tworzy najbliższą człowiekowi parę poufałych bóstw, 
niejako zauszników niedostępnego Światowida fWiz. 23, rys. 3, 4, 
5, 6). Litwa, Kurpie, Mazury, Krakowskie, Wielkopolska, Prusy 
wschodnie i zachodnie, Pomorze, Rugia, Połabia, pełne są tych 



— 102 - 

końców, zresztą jako zdobienie pięknych i znamiennych. Mieszczą 
się one stale na najdostojniejszem miejscu budynku, na krańcach 
kalenicy. Że bezpośredniem miejscem, na którem się niegdyś śpa- 
rogi mieściły, były w poprzek namiotu biorąc, dwie przeciwległe 
sobie krokwie, świadczą głowice końskie, zachowane na namiocie 
Wikingów, które podaję według rysunku p. Seesselberga, z dzieła: 
«Die altgermanischeKunst». Wiz.21 a. Do rycin niniejszych dodać należy 
licznie wyrzezane konie z Prus wschodnich. Również domy Kurów 
na Pobrzeżu kurońskiem, według Yirchowa, są wyłącznie głowami 
koriskiemi ozdobione. Lemcke widział w Płockiem «głowy końskie 
koło Mławy i Mławki, niezwykle pięknie rznięte» (Zeit. f. Ethnol., 
XXI, ver. 113). Z przedmiotem zdobienia dzieje się to samo, co 
i z wyrazem. Powtarzając się nieskończenie często traci swój, 
bezpośrednio z przyrody wzięty kształt, uogólnia się coraz bardziej 
i zaciera w formie swoje pochodzenie. Często dopiero, po ze- 
stawieniu wielu okazów, wziętych z rozmaitych okolic, tak, jak 
z nazw, zapożyczonych z rozmaitych narzeczy, można dopiero do- 
macać się właściwego, przyrodniczego wątku. Nie dziw, że i «końce» 
czerpaków góralskich, często z językiem u spodu, zatarły swoje 
•końskie pochodzenie*. Czerpak do mleka, niegdyś, na stepie, do 
«końskiego» mleka, musiał mieć z natury rzeczy znamię konia na 
sobie. Jeśli zestawimy poniżej szereg wizerunków głowic do czer- 
paka i «śparogów», to podobieństwo głowy końskiej wystrzeli na- 
der dobitnie i potwierdzi w ten sposób domysł p. Mieczysława 
Limanowskiego co do pochodzenia kształtu owych rączek. Również 
rączki czerpaków ze źródeł Wisły, z gór Śląskich, zebrane przez 
p. Warchałowskiego, łacno przypomną «końce» ze szczytów chat 
litewskich, z wyobrażeniem jelenia najprawdopodobniej (kto wie, 
może jeszcze i rena?). Koń wogóle w zdobnictwie wielką rolę od- 
grywał. Rewizya kościoła w Insterborku, z XVII stulecia, powiada, 
że «na grobach mężczyzn na Litwie stawiano deski, wyrżnięte 
w kształcie konia, na grobach kobiet w kształcie ptaka» (Dr 
Friedel, «Zeitschr. f. Ethnol.« XX, 97). Matuszewski («Wisła»), zwie- 
dzając niegdyś słowiańską Rugię, znalazł na wierzchu starej chaty, 
należącej do niejakich Klas ów, łby końskie, a na progu pod- 
kowę. (Symbol wietka księżycowego jednocześnie, jak z poró- 
wnania kształtów podkowy i śparogów wnosić należy. Wiz. 23. Ob. 
3, 4, 5, 6). Jeśli zestawimy niniejsze wywody z tem, cośmy przy bada- 
niach nad źródłem i powstaniem czci końskiej poprzednio powiedzieli, 



- 103 — 

to zjawia się pewna strona gospodarczego, obrzędowego i artysty- 
cznego życia stepowca, w dokładności niewiele już do życzenia po- 
zostawiająca. Zupełnie więc śmiało możemy z powyźszycłi badań twier- 
dzić, że przecłiowana przez pisarzy niemieckich nazwa szczecińska: 
«Kontyna» (continae), jako miano świątyni «Trzyglawa», jest prastarą 
nazwą T y n a — czci konia poświęconego i pośrednio do- 
wodem, że koń niegdyś rzeczywistej czci zażywał. Nazwa, tak zu- 
pełnie równorzędnie utworzona z mianem: «Świa-Tyn>, <'Świątynia>', 
królestwem boga światła, «Światem», brzmi więc istotnie «Kon- 




Wiz. 23. 

1, 2. Koń i słonce, rytmicznie powtarzające się w okół kotła, znalezionego na zie- 
miach słowiańskicli. — 5, 6. Zmarniałe śparogi (głowy końskie) z Prus wscliodnicłi, 
obok wietków księżycowycli (4), (Matlakowski. «Zdobnictwo») i podkowa, wykuwana 
w kamieniacli (Światowid I.). — 7, 8, 9. «Końce» z czerpaków na Podhalu i śpa- 
rog. — 10. Głowica końska ze śparogów na Kurpiach. — 11. Toż samo na Łuży- 
cach. — 12. Tożsamo z Prus Wschodnich. 



Tyna», «Tyn-Kona'>, a górą, czci jego poświęconą, była góra Kona, 
«Arkona na Rugii». 

Słowem «koń», dla wędrującycłi po lądzie Słowian, był tern, 
czem smok morski mityczny dla pływającycłi po oceanie Norma- 
nów, a zapewne świnia dla tubylców, na palach mieszkających, 
z epoki przedwędrówkowej. Smok zdobił dzioby łodzi, przeszedł 
stamtąd na szczyty przyczółkowe starych, drewnianych kościołów 
norweskich, budowanych wedle składu masztowego, o szczegółach, 
z konstrukcyi łodzi wziętych i szedł w ślad za podbojami Norma- 
nów. W Anglii, w Londynie naprzykład, kościół św. Piotra i Pawła 
przez Normanów postawiony, według świadectwa obrazu na sta- 
rym dywanie w Bayeux, również wyobrażenie smoka miał u czoła. 



— 104 — 

Widzimy z powyższych wyszczególnień dowodnie, jak ważnem, 
a niestety, tak bardzo zaniedbanem, jest dla dziejów sztuki bada- 
nie zdobnictwa i budownictwa ludowego, jakich ta nietknięta pra- 
wie kopalnia dostarcza skarbów źródłowych dla poznania dawnych 
dziejów narodowych, tam, gdzie wszelkie źródła starożytnicze, a tem- 
bardziej archiwalne już nie dopisują. 

Pisaliśmy naprzykład, określając kulturę koczownika-stepowca^ 
że sztuka plemion, stale nieosiadłych, opiera się na formach z tka- 
ctwa i plecionki zapożyczonych. Tam, gdzie przyroda jest jedno- 
stajna, gdzie zresztą ciągłe przenoszenie się z miejsca na miejsce 
zaciera w pamięci i w wyobrażeniu szczególne kształty roślinne 
i zwierzęce, tam tylko te stworzenia odciskają się w sztuce, które 
towarzyszą wciąż człowiekowi, jak: koń, lub pies naprzykład. Wi- 
zerunki konia, człowieka, a czasem psa, to są najpierwsze reali- 
styczne «siużety» rysunku polskiego. Lwia jednak część 
form zdobniczych musiała więc nosić na sobie dywanowy, plecion- 
kowy, tkaninowy lub wyszynkowy charakter. 

Nie dziw więc, że sztuka wschodnich ludów, których życie dłu- 
gie tysiące lat w namiotach zbiegło i po dziś dzień o stepowy cha- 
rakter kultury się ociera, nosi na sobie wybitny charakter, w ge- 
ometryczne figury stylizowanej tkaninowej plecionki. Budynki, 
w stylu maurytańskim wzniesione («Alhambra» w Hiszpaniij, wy- 
glądają jak cudownie w kamieniu dziergane koronki, lub tkana 
w «mozajce» głazów różnorodnych dywanowa zasłona. Najstarszy 
styl ludów germańskich i keltyckich, świeżo do cywilizacyi rzym- 
sko- chrześciańskiej przywiedzionych, słynny styl romański, a ra- 
czej keltycko-normański, jest pełen zdobnictwa geometrycz- 
nego plecionkowego. 

Zupełnie zbędne są wobec tego ciemne przypuszczenia, czy 
plecionka irlandzka wpływała na plecionkę normańską, czy odwrot- 
nie. W illuminowanych kodeksach klasztorów, zaludnianych irlan- 
dzkimi mnichami, plecionka tak silnie przeważa w wyobraźni, że na- 
wet postacie ludzkie. Święci i sam Chrystus na krzyżu, mają na- 
przemian poplątane ręce i nogi i włosy na wzór plecionek skórza- 
nych. Nie inaczej dzieje się ze staronorweskimi ornamentami na 
kościołach, w drzewie i kamieniu, tudzież na przedmiotach, z że- 
laza urobionych. Wiele z tego przeszło zaś do stylu romańskiego. 

Ornamenty sznurowe i plecionkowe pokrywają portale, ściany, 
fryzy i okna zabytków romańskich, nawet poczynająca się u progu 



- 105 — 

gotyku przewaga motywów roślinnych i zwierzęcych, ujmowana 
jest wciąż w przewijanie się i plecionkę gałązek i «potworków». 
Sięgając w przeszłość przedhistoryczną Europy, zauważymy prze- 
wagę geometrycznych figur zupełnie wyraźną. Istnieje ona we wszyst- 
kich pierwotnych kulturach. Hirschfeld zna starogreckie urny z gro- 
bów attyckich, «gdzie ornamenty według wzorów tkackich są spo- 
rządzone« («Zeit. f. Ethnol.» Tom. 6, str. 13). 

Urny, znajdowane na ziemiach słowiańskich, z okresu neoli- 
tecznego, noszą na sobie wybitne piętno obwiązywania nicią lub 
drutem. Yirchow nazywa je stale «ornamentem falowym z grodziszcz 




-YL 



Wiz. 24. 
I., II. Ozdoby z drewnianych parzenic w Zakopanem (Matlakowski. » Zdobienie*). — 
III. Wyszywka naramiennikowa z Huculszczyzny. — IV. Deseń paska tkaniny z grobu 
przedhistorycznego z Horodnicy (Światowid. I, str. 53 i 68). — V. Motyw zdobni- 
czy na drzewie z Zakopanego (Matlakowski. «Zdobienie»). — VI. Ornament na odrzwiach 
wejścia do dzwonnicy w Jasionowie na Huculszczyźnie. (Zdjęcie autora). 



słowiańskich». Pan Friedel, znalazłszy w Kópenick urnę podo- 
bnego typu w przedhistorycznem mieszkaniu, «skonstatował ozdoby, 
w następujący sposób wykonane: Proste, 2 mm głębokie rysy, przez 
owiązanie widoczne utworzone» («Zeit. f. Ethnol.» Tom III. 
str. 246i. Pan Hirschfeld stwierdza natomiast, że «w dziele Schlie- 
manna znajduje się urna, która ornamentem swoim zbliża się do 
typu grodowego ipalowego słowianskiego»«(Zeit. f. Ethnol.» 
VI, str. 14). Yirchow powiada zaś o tych ozdobach ^typu grodo- 
wego i palowego», co następuje: «Gdzie były słowiańskie osiedle- 
nia, tam znajdują się te ozdoby». Powyższy ornament z szeregu 



— 106 — 

włókien owiniętych, trafia się jako motyw zdobniczy po dzień dzi- 
siejszy na chatach łużyckich, na co sam Yirchow już uwagę zwró- 
cił («Zeit. f. Ethnol.» IX, str. 434), Ohnefalsch-Richter, podając ry- 
sunki waz starocypryjskich, które, nawiasem powiedziawszy, ude- 
rzająco przypominają zdobnictwo huculskie, powiada, że «powstały 
te ornamenta w czasach, kiedy jeszcze nie było wpływów semi- 
ckich na indo-aryjskie» («Zeit. f. Ethnol.» 1891, XXIII). Wystarczy 
również spojrzeć na znaleziska ze Starogrodu i Liptowa, na Po- 
morzu («Zeit. f. Ethnol.». IX, 7), aby dostrzec ogromne podobień- 
stwo ozdób na rogu i rękojeści noża z ornamentyką huculszczyzny 
i spinek z Ratułowa na Podhalu. Zupełnie więc zrozumiałym jest 
związek między ornamentyką romańską a zdobieniem ludu zako- 
piańskiego. Pan Dr. St. Eljasz Radzikowski, miłośnik sztuki pol- 
skiej ludowej, zauważył powyższe podobieństwo, mimowolnie w oczy 
się rzucające («Styl zakopiański», str. 25). Jeśli styl polski zako- 
piański, mimo pozornego odosobnienia w wielu swoich objawach, 
będący śladami gotyku, renesansu i baroku, ma w sobie elementy 
geometryczno-tkackie, o ile więcej istnieć ich musi w stylu hucul- 
sko-ruskim, który, nie licząc lekkich śladów bizantynizmu, jest zna- 
cznie pierwotniejszym i przez warstwy sztuki europejskiej prawie 
nietkniętym. Dowodem jego starożytności jest wielkie ubóstwo mo- 
tywów roślinnych i zwierzęcych i przewaga geometrycznych, z tkactwa 
i wyszywek wziętych wzorów. Tak zwane kioski (motyw z trawy 
wzięty), gwiazda sześciopalczasta w kole opisana (słońce i prze- 
krój pnia jednocześnie), tudzież krzyż grecki — są to jedyne pier- 
wiastki zdobnicze nowszego pochodzenia z czasów osiadłej gospo- 
darki, które zanikają wobec powodzi «rzezek, krywulek, hołowka- 
tek i ilczytego pyśma», któremi są pokryte rzeźby drewniane, 
czyniąc je zupełnie podobnemi do wyszywek naramiennikowych 
na koszulach. 

Wybitne podobieństwo powyższych motywów przedhistory- 
cznych i prawie współczesnych na ziemi naszej uwalnia mnie od 
dalszych słownych wywodów. 

Zresztą do dziś na ruskiem Podolu i na Podlasiu sztuka lu- 
dowa domowa, tak czerwonoruska, jak i białoruska nie wyszła 
jeszcze zupełnie poza zdobnictwo w tkactwie i wy- 
szywaniu zamknięte. 

U górah' zakopiańskich natomiast «m y r w y» i «r e c i c e» (rze- 
szoto) przenoszą się z wyszywań na drzewo. Szczególnie cieką- 



107 



wym ornamentem jest «myrwa, mierzwa», które to miano spotykaliśmy 
w klanie wyrazów < namiotowych^. Zjawia się on na wyszywkach hucul- 
skich, na wazie cypryjskiej, na nogawicach odzienia góralskiego 
w Zakopanem i na zdobnictwie w drzewie dokonanem. (Wiz. 25). 

Na zakopiańskich góralach znać jednak starszą kulturę osia- 
dłego dawniej ludu. Osiadłe życie odcisnęło już swoją pieczęć, 
wyżłobioną przez otaczającą przyrodę i przez historyę ostatnich 
kilkuset lat kultury polsko-europejskiej — na sztuce górali Pod- 
hala. Motywy zwierzęce i pierwiastki roślinne łąk i lasów, równo- 
ważą się już prawie z tem, co «dawne», stepowe życie w plecionce 
i wyszywce pozostawiło. 

Zjawia się gęsto «leluja, dziewięciornik, kłoski>> i t. d. i obie- 
rają sobą drzewo, jako wątek w sprzęcie i budownictwie. 




Wiz. 25. 
1. Myrwa cięta w drzewie (Zakopane). — 2. Dół nogawicy portek z myrwą (Zako- 
pane). — 3. Myrwa z wazy cypryjskiej. — Myrwa na wyszywce huculskiej. 

I oto dzieje się rzecz przyrodnicza, ale niemniej dziwna 
i ciekawa. Kwiaty te i zioła, wycinane na drzewie, są tam styli- 
zowane stale wedle techniki wyszywkowej. 

Na rycinie załączonej (wiz. 26.) zestawiłem wyszywki o motywach 
ludowych ze zbioru p. Udzieli z pierwiastkami roślinnymi, ciętymi 
w drzewie według «Zdobnictwa» Dr. Matlakowskiego. Motyw (6-ty) 
gałązki w podobnej linii i charakterze liści znalazłem hen daleko 
na północy, na słowiańskiem niegdyś Pomorzu wyrżnięty na za- 
pieckach stołka. 

Wyszywkowe stylizowanie roślin stanowi więc podstawę 
odrębności stylowej sztuki Podhala. 

Dziwnie podobne tło życia gospodarczego ujednostajnia wła- 
ściwości cywilizacyi. Odrębną też naprzykład cechą kultury za- 
czepiającej o wędrowne tradycye jest pismo «wiciowo-węzłowe». 



108 



Ślady istnienia tego pisma wiązanego we węzełki na wiciach 
odnajdziemy na napisie z Nillen, Comai i w Anglii z Pembroks- 
hire, wyrytym na kamieniu w formie długiej nici nawęźlonej (Win- 
kelmann. Gescłiichte der Angelsachisen). Podobne zjawisko zupełnie 
niezależnie poczęte, znajdziemy u starycłi Amerykanów. «Inkowie 
w Meksyku mieli sznurki rozmaitej barwy i rozmaicie powią- 
zane (ąuipos), służyły one do zapisywania statystycznycłi danych, 
prowadzenia list cywilnych i notowania faktów historycznych. Każdy 
rodzaj tych sznurków posiadał szczególnych uczonych, celem tłó- 




Wiz. 26. 
1. 2. Zdobienie na drzewie (Podhale — Matlaliowski). — 3. 4. 6. Motywy wyszy- 
wanek na chustach ze zbioru Udzieli. — 5. Zapiecek ze stołka na Pomorzu. U spodu 
jego, gałązka z liściem odpowiadająca wyszywce. — (Liibke. Yolkstumliche Bauweise 

in Ostdeutschland). 



maczenia treści tam zawartej » (Krzywicki «Ludy» str. 207). Również 
naród o tak wybitnej stepowej koczowniczej kulturze, jakim są 
Cygani, używali do niedawna pisma wiciowego, jeśli wierzyć można 
wiadomościom w tej mierze udzielonym przez p. Schulenburga 
(Ethnogr. Zeit. XXIX. str. 493). « Jeszcze około roku 1842 ...Cyga- 
nie węzły na wiciach wiązali i w ten sposób porozumiewali się ze 
sobą podczas wędrówek koczowniczych*. Również i w staroży- 
tnej Grecyi węzeł miał symboliczne znaczenie świętego znaku. «Po- 
dwójnie związany węzeł zwał się «nodus Herculis» i służył jako 
węzeł guślarski». 



— 109 - 

Pan Schulenburg podaje również ciekawe guzy o rozmaitem 
znaczeniu, jakie do dziś u młynarzy badeńskich na wsiach są w uży- 
niu (Wiz. 27, obr. 4, 5, 6). 

Pismo wiciowo-węzłowe na wyspach brytyjskich naprowa- 
dziło naszego prof. Józefa Łepkowskiego na myśl, że niektóre 
znaki zdobnicze na urnach słowiańskich, są również niczem innem 
tylko pismem wiciowo-węzłowem. Rysunek załączony w wiz. 27. — 
1, 2, 3, wyraża owo trafne przypuszczenie. Jest to wzorzec wzięty 
z urny wykopanej pod Dobieszewkiem w Poznańskiem, a znajdu- 
jącej się obecnie w zbiorach Akademii Umiejętności w Krakowie 
(Ethnograph. Zeit. XVII. str. 116), 

Również na Litwie liczbę dni umówionych znaczono sobie 




Wiz. 27. 

1. Pismo wiciowo-węzłowe irlandzkie. — 2. 3. To samo z urn słowiańskich. — 4. 5. 

6. Znaki uwięzione młynarzy niemieckich. 



karbami na drzewie, lub węzłami na sznurze i pasie». (Briick- 
ner, Starożytna Litwa — Bibl, warszawska. 1897). 

W Polsce dochowała się pamięć pisma węzłowego w zwro- 
cie «rozesłać wici», oznaczającem wezwanie do pospolitego rusze- 
nia. Z «wici» wiąże p. prof. Aleksander Bruckner wyrazy «vicyądz, 
witezie, to są ci, którzy (czes.) w i e t e w, plemię, mają na podsta- 
wie rozesłanych wici powołać i sami umieją treść z umówio- 
nych i rytmicznie nawiązanych węzełków odczytać, 
a w danym razie zebrane na «wiec» plemię, na wroga poprowa- 
wadzić. (Briickner: O Piaście). Umiejętność rozpoznawania ze spo- 
sobu, w jaki są węzełki zawiązywane, treści posłannictwa, była zna- 
kiem wyższości i uczoności, tajemnicą najwyżej stojącej grupy 
w plemieniu, kapłanów, wieszczów i wodzów. Odbija się to w ga- 



— 110 — 

łęzi wyrazów klanu namiotowego, będącej treścią swoją przyczyn- 
kiem jedynie do twierdzeń prof. Brucknera. (Starosłow.) Wit, wity, 
wija, wicia, wietstwo, wetyt, wieszczat — (pol.) wieszcz, (czes.) 
witi, wiszonti, wietew plemię, — (pol.) wić, wiJać, — (małoros.) 
wyty, wyjun, (minóg.) — wóJ, warstwa płotu, (stąd splatanie, sple- 
cenie walczących ludzi, wojna, zaś biorący udział w wojnie wojowie), — 
(sanskryt.) wajami, plecie, wiąże tkaninę, — (litew.) wejii, wity, — 
(łotew.) viju, vit, (łacin.) viere splatać, vitis winogradowa łoza, — 
(grec.) (F) eteim, — (niem.) winden, — (gotyc.) gawida łączę — (star. 
gór. niem.) wita — (litew.) winioju. Wić rozesłać, wić widzieć i je- 
dnocześnie wiedzieć jaką wieść zawiera i tę wieść wiecowi, (wietu, 
litewskie miejsce zebrań j oznajmić, to cała «wiedzay>, «wieszcza» 
i «wodę, wodza» cechiująca. Wszystko to są zjawiska życiowo 
w przeszłości a więc i brzmieniowo się wiążące. Wid — (staro- 
słow.), wid, widaty — (czes.j widim, wideti — (pol.) widzieć, wiedzieć, 
wid, wiec, wieść, (prowadzić) wieszcz, woda, wódz, — (star. slow.) wie- 
daty — (ros.) wied' — (czes.) wede — (sanskryt.) vetu wiweda, 
znacliodzić, węda poznanie (księgi Wedy), (litew.) weidas, wei- 
zdmi, weizdeti (wajdelota — wieszcz i kapłan), — pawidzio nie- 
nawidzę — (łać.) inwidio, invisti — (prus.) weisei — (niem.) weise 
mądry — (łać.) videre widzieć — (franc.) voir — (grec.) (F)idein 
widzieć, homerowskie (F) ida znam, (islandzkie) vita — (gotyckie) 
witam widzieć (nasze witać, powitać) — (niem.) weiss znam — (star. 
gór. niem.) wizzan (armen.) gitel (g = t = 1 = d), egit znalazł — 
(greckie) {F)istory, (F)idea opowieść, napis. Stąd ten, który ma 
wici prawo do wojen rozesłać to '■witaz» — (serb.) witez, (czes.) 
witeź — (pol.) wicyoszcza — (węgier.) witeź — (runiczno-germań.) 
wiking — (litew.) witis — (prus.) waeting witing — (gór. niem.) 
withing — (star. niem. śród.) wikingr — (anglo sakson.j wiccing. 
Staropolski zwrot '^^kręcić wicp> («Kręcisz wici Jezuito>>), oznaczający 
plecenie niedorzeczności i kłamstw lub bajek odnieść należy również 
do przeddrzewnej, stepowej epoki w dziejach kultury naszej. 

Tak więc zebrałem za pomocą powyższej metody, na razie dość 
jak sądzę dowodów, na stepowy początek cy wilizacyi naszej we współce 
z innymi Indo-Aryjczykami poczętej. Odrzucić też stanowczo na- 
leży <najnowszą» hypotezę Wilsera, który chce szukać początku 
Arjów w górzystej Skandynawii. Również nieprawdopodo- 
bnem jest twierdzenie p. K- Penki, który kolebkę Arjów, zamiast 
do stepowej krainy, odnosi do błot i bagien pomorskich, nad 



— 111 - 

morzem Bałtyckiem, nastrzępionych z rzadka błotem. Ślady wy- 
bitne stepowej kultury, której mianownikiem jest «namiot», jego 
układ i kształt, tkanina rozmaicie plątana; tudzież zdobnictwo przez 
nas rozważone i określone, nie pozwala szukać początku Arjów 
w krajach nic wspólnego ze stepem nie mającycłi. Trzeba 
więc przyjąć za uczonymi Lathamem, Benfeyem, Geigerem, Kunem, 
a zwłaszcza Schraderem, że stepy na rozgraniczu między Azyą 
i Europą, dotykające od strony europejskiej Uralu, Kaukazu i mo- 
rza Kaspijskiego, były ojczyzną Arjów. 

Małą wskazówką ku temu jest wspólność brzmieniowa «woda», 
wódz w wyrazie «wojewoda», woda, wódz wojów i wyraz woda 
(niem.) wasser i wisser (znający drogę, rzecz). Dawałoby to do zro- 
zumienia, że przejście wód i rzek należało do rzeczy trudnych, 
tylko najmądrzejszym w plemieniu powierzanych. 

Słowiańskie nazwy rzek, począwszy od stepów podkaukazkich 
na rozgraniczu Azyi i Europy dziwnie w «wodzie» swoje odbicie 
znajdują. Pierwsza woda, jest «Wielga woda» Wołga. Następnie 
idą (Wo.) Don i dopływ jego (Wo.) Doniec. Woda z progami (Wo.) 
Dnipr (ohy). Strumień wodny Wo.) Dnistr (um), dalej (Wo.) Dunaj 
i Wo.) Dunajec. Do nazw tych nawiązać, należy cześć dla wody, 
pewnie przedtem na stepie nieznaną. Wspomina o niej Nestor, jako 
o właściwości dawnych Słowian. Istnieje ona u Litwinów, Bohda- 
nowicz znajduje ją u Białorusinów, którzy czczą religijnie «jeziora, 
kładzieże i istocznicy». Z czcią powyższą wiążą się może nazwy 
bogów, jak Wotan u Germanów. Plemię «Wandalów» (lit. Wanda 
woda), Danów należy też związać z tą ogólną nazwą słodkiej wody. 
U Greków Danae córka Argiwskiego króla Akrisiosa, została za- 
płodniona deszczem przez Zeusa. 

Według podania italskiego, Danae wyszła za Pilumnusa i uro- 
dziła Daunusa. Tak symbol wody deszczowej, zapładniającej spra- 
gnioną dżdżu ziemię, odbija się w słowiańskich nazwach rzeki 
i wody. Król Argolidy Danaos ma znowu 50 córek, Danaid i uczy 
wraz z niemi ludność, wyszukiwać źródła i kopać studnie. Jedna 
z nich Amymnona za uścisk miłosny ze strony Posejdona otrzy- 
muje w darze nigdy nie wysychające źródło w okolicy Lerne. Zna- 
nem jest znaczenie źródła Kastalii w Delfach. Na Akropolisie przy 
oliwnem drzewie Ateny było źródło. Świętą też jest sadzawka na 
Skałce w Krakowie. Woda z tej sadzawki ma moc uzdrawiającą. 
Dalej w naszej narodowej baśni dziewica Wanda (woda), ratuje 



— 112 — 

kraj, skacząc (wlewając się) do Wisły. Z zestawienia nazw i my- 
tów wynika, że świętość wody i rozumienie się na wodzie, to rzecz 
wyrosła na tle europejskich warunków życia. Pochody stepowców 
przez liczne bagna, rzeki ogromne i jeziora, dawały w «rodach ste- 
powych aryjskich» większe znaczenie «wodzom, wodom, Daunusom, 
Danaosom» i t. d. Odbija ono jednak w sobie doniosłą zmianę sto- 
sunków przyrodniczych, jaka zaszła po opuszczeniu solnych ste- 
pów i wejściu w kraj mokry, wilgotny, leśny i dżdżysty, pełen 
rzek, bagien i jezior, jakim była Europa dawnymi czasy. Rozbiór 
tej przemiany będzie przedmiotem badan następującego rozdziału. 



ROZDZIAŁ V. 

PFiLOWCY W DZIEjnCM KULTURY EUROPY 

I POLSKI. 



W poprzednim rozdziale rozważyliśmy jakość i wielość śla- 
dów namiotowej kultury stepowców, co jak gałązka została wszcze- 
piona w płonkę palowej kultury «praeuropejczyków». Próbowaliśmy 
również odnieść do typu namiotowców, wiele jeszcze na wskroś 
współczesnych zjawisk w życiu i w sztuce tak u naszego narodu, 
jakoteż u najbliżej nam pokrewnycłi. Tem, czem były namiotowe 
mieszkania dla stepu, tem są palowe mieszkania dla bagien, dolin 
jeziornycłi i mokradeł rzecznycli. Europa środkowa w okresie po- 
lodowym przeżyła czas wielkich bagien i z owej pory mamy sporą 
ilość śladów palowych, ale już osiadłych mieszkań, sięgających 
powstaniem swojem jeszcze czasów kultury kamiennej, kiedy mało 
co ogładzony krzemień naj ważniej szem był na narzędzia robocze 
i broń tworzywem. 

Jako rodzimy typ budownictwa przedindogermańskiego, za- 
stali przy swojem wejściu do Europy stepowcy namiotowi palowe 
mieszkania, i musieli przystosować się do nowych warunków go- 
spodarczo-życiowych. Mimo to tysiącami lat nabyte na stepach 
doświadczenia i zwyczaje nie zaniknęły, jak widzieliśmy z całego 
poprzedniego rozdziału, do szczętu, a owszem stopiwszy się z no- 
wymi nabytkami w jedno, przetrwały długo po za kres warunków, 
które je niegdyś wywołały. 

Kultura, którą stepowcy przy swojem wejściu wzdłuż rzek 
i brzegów morskich w Europie znaleźh, wytworzona została przez 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



— 114 — 

Palowców, to jest szereg ludów, które pominąwszy swoje antro- 
pologiczne odrębności, musiały życie swoje spędzać w mie- 
szkaniach pal owy eh i dostosować gospodarstwo swoje do warun- 
ków na wskroś różnych od tego, co jest właściwością stepu. 

Zasadniczym zaś mianownikiem kultury «Palowców» — jest 
jej o siadł ość, stałość osad, która znacznie wcześniej po- 
zwala na wytworzenie się rolnictwa, niż to się dzieje u ruchliwych 
wędrujących stepowych ludów. Na miejsce więc praeuropejów — 
tubylców — wcisnęły się nowe plemiona, zajmując bardzo często 
zapewne pozostałe po poprzednikach palowe mieszkania. Mieszka- 
nia te dotrwały jak wiemy gdzieniegdzie do historycznych czasów. 
Już Hippokrates wie o nich przy «Phasis» (op. om. Edit. Kuhn. I, 
p. 551). Herodot opisuje je dokładnie. Były na jeziorze Prasias, 
przez które przepływała Struma, rzeka zwąca się dziś po turecku 
Kara Ssu, jako dopływ morza Egejskiego. Budowle palowe Daków, 
które gorzeją wskutek pochodni płomiennych rzymskich, są przed- 
stawione w płaskorzeźbach na kolumnie Marka Aureliusza. We- 
neci uciekają przed wrogiem na pale. Dumichen z XVII wieku wie 
o budowlach palowych hen przy Czerwonem morzu. «Czasowe na 
palach zbudowane domy widział Hartmann jeszcze w r. 1867, przy 
jeziorze Garda. Takich budowli palowych używają też rybacy na 
Dunaju powyżej Braiły. Nowoczerkask w okręgu dońskich koza- 
ków, ma być również częściowo na palach zbudowany» (Hartmann, 
«Uber Pfahlbauten. Zeitsch. f. Ethnol. II, 3). 

Sicz na rycinie starej z XVIII stulecia przedstawia się jako 
szereg mieszkań palowych na szeroko rozlanej wodzie, połączo- 
nych ze sobą palowymi pomostami. W związku z powyższym ro- 
dzajem mieszkań powstała zapewne nazwa rzeki «Pódpilnoi» (Zob. 
Iwarnickiego «Istoria Zaporoża» tom III). 

W Rzymie jeszcze za czasów republiki mieściło się na bło- 
tach Kampanii 33 miast, które dopiero po zniszczeniu zaginęły. 
Cała Kampania była bowiem jednem wielkiem bagnem, a w pewnej 
mierze jest niem jeszcze do dzisiaj. Również w dolinie Padu, od- 
dzielonej Apeninami od Kampanii w okolicy Parmy, Modeny, Reg- 
gio Emilia, istnieją wzgórkowate utwory około 5 m. wysokie, a o 60 
do 70 m. średnicy, zwane z włoska <Terra di mare» (napływowa 
ziemia), które wyszły z konstrukcyi palowej w tych błotnych oko- 
licach. Tam śmiecie i odpadki kuchenne rosły z biegiem długich 
lat, tworząc w ten sposób miąższ wzgórza, na którem mieszkali 



115 




Wiz. 28. 

Szemat Unijny układu palo- 

wego nawodnego. 

der germanischen Vólker». 



ludzie, podnosząc tylko od czasu do czasu samo pole mieszkań. 
Kilka z tych Terramarów należy do neolitycznych 
czasów, większość jednak zawiera w sobie 
pierwotne narzędzia bronzowe, które głównie 
do użytku domowego i rolniczego słu- 
żyły. Podobne «Terra di mare» znajdziemy 
również gdzieindziej, przy szczegółowem oma- 
wianiu niniejszego zagadnienia. 

Friedrich Seesselberg, architekt niemie- 
cki, wydał niedawno piękne dzieło, zatytuło- 
wane: «Die fruhmittelarterliche Kunst 

W dziele tem rozbierając skład i układ chaty germańsko- 
skandynawskiej, przychodzi do następujących wniosków. Podstawą 
konstrukcyjną tak mieszkań palowych jakoteż chaty ró- 
wninowo niemieckiej, jest słup wbity w dno jezior przy 
mieszkaniach palowych a w ziemię w norweskich Stabkirken, (pnio- 
wych kościołach), lub w podwalinę drzewną, jak u dzisiej- 
szej chaty niemieckiej. Słupy te związane są u góry płatwą, (Wiz. 
28) która tworzy u mieszkań palowych pomost wyłożony deskami 
lub krąglakami, a w mieszkaniach wytwarza wątek składniczy, który 
u Niemców nazywa się «Fachwerk», u nas zaś zwie ją prof. Soko- 
łowski ryglówką, a lud zaś mieni to samo «murem pruskim» (Wiz. 29). 

Czasem dla lepszego utrwalenia łączą obydwa słupy, wewnątrz 
prostokątnego pola, dwa poprze- 
czne kawałki drzewa, idące niby 
po przekątni, i tworzą często ozdo- 
bnie wycinany wątek «krzyża św, 
Andrzeja*, widoczny na typie chaty 
niemieckiej, której rycina powyżej 
jest załączoną. W późniejszych 
jeszcze czasach, próżna przestrzeń 
wypełnia się kamieniami lub cegłą 
w wapno wprawianą i stąd pocho- 
dzi nasza ludowa nazwa muru < pru- 
skiego», wskazująca jednocześnie 
przymiotnikiem swoim na obcość 
tego sposobu budowania naszemu narodowi. 

Dalsze badania p. Seesselberga wykazały, że ten wątek «pa- 
lowy» chaty niemieckiej nie jest ściśle związany z «duszą rasową» 

8* 




Wiz. 29. 

Szemat linijny pochodny z konstrukcyi pa- 

lowej, a właściwy składowi cliaty dolno- 

niemieckiej. 



— 116 — 

Niemców. W Skandynawii, gdzie mieszkań palowych 
nigdy nie było, zachował się tylko szczątek tego układu w ty- 
pie hieratycznym świątyń drewnianych norweskich i to jak także 
p. Seesselberg przekonywującymi rysunkami wykazał, silnie zosta- 
jącym pod wpływem masztów i wiązania szkieletów w łodziach 
staro-normańskich. Natomiast «bur», to jest mieszkanie chłopów 
norweskich, ma często zupełnie podobny wątek składowy, jaki jest 
u dzisiejszych naszych chat, i bywa budowane stale na wieniec, 
kład i wiązane na zamek (Blockbau, w Prusach Wschodnich Q u e r- 
sass). Nawskróś byłoby jednak błędnem wywodzić z tego jakie- 
kolwiek wnioski na temat zaszczepienia powyższego systemu w Pol- 
sce w czasie najazdu «Normanów» dokonanego, w Szwajcaryi bowiem 
jedno i to samo plemię Allemanów, zgoła się nie trzymało 
jednostajnego systemu budowania, ale na jeziornych dołach roz- 
winęło ryglówkę, natomiast w górach, gdzie jak 
wiadomo, niebyło materyalnych warunków na utwo- 
rzenie palowych mieszkań, to jest nie było bagien, istnieje kulturą 
długich wieków przepięknie wyrobiony system budownictwa wień- 
cowego «na zamek », które kiedyś prawdopodobnie istniało w Gre- 
cyi, a utrzymuje się do dzisiejszych czasów prawie w całej Sło- 
wiańszczyźnie. Z Germanią znowu nawskróś jest związaną Italia, 
od której rozpoczniemy szczegółowe rozważanie palowego bu- 
downictwa. 

W Italii warunki, panujące wówczas przypuszczalnie we 
wszystkich ówczesnych równinach, wywołały prawie nieprzerwaną 
kulturę palową. 

Wprawdzie przyszli Aryowie ze Wschodu, mający bardzo 
odległe, bo może jeszcze kolebki Indo-germańskiej sięgające wspo- 
mnienia mieszkań skalnych, dalej przynieśli ze sobą na dłu- 
gich wiekach wędrówki, wykształcone namiotowe słownictwo, kul- 
turę i urządzenia społeczne, to przecież błota i bagna dolin wło- 
skich, a zwłaszcza Kampanii rzymskiej były silniejszym panem, 
aniżeli poprzednie nawyknienia i zmusiły do przemiany systemu 
mieszkaniowego. Widzimy to z licznych «Terramare', utworów, 
które Helbig stanowczo do Italików odnosi (Palowe mieszkania 
w dolinie Padu). Dwa prądy Italików wdarły się do Włoch. 

Jeden starszy w przejściu między kamieniem i bronzem, grze- 
biący zmarłe swoje, pozostawił w jeziorach górnej Italii mniej 
liczne budowle palowe, ubogie w metale bez pewnego kształtu 



- 117 - 

i uwarstwowienia i obsadził w dalszym ciągu całe południe wraz 
z Sycylią, co od Siculów (żeńców, po słowiańsi<u sierpów, Serbów) 
plemienia, które około r. 1000 przed Chr. do niej przyszło, imię 
swoje otrzymała. Drugi zaś, młodszy prąd, należący już do epoki 
bronzowej, ciała zmarłych palący, to są właściwi budowniczo- 
wie Terramaricoli, o których mówiliśmy wyżej: oni utworzyli we 
wschodniej części równiny Padu, ściśle według modły świą- 
tyniowej toskańskiej wzniesione palowe mieszkania, na 
dziś już suchym gruncie, pełne metalu i wskazujące 
na szybki postęp i ruszyli potem przez Apeniny, aż do z a- 
chodnio-środkowej Italii do Rzymu. Te palowe mie- 
szkania, utwory rozwojowe starszych jeziornych budowli 
były to czworoboczne ku południowi licem zwrócone, często 
wałem i rowem otoczone domki. Domki te, mające czasem rodzaj 
utwierdzenia wojennego «arx», wznosiły się na ruszcie palowym, 
wbijanym niekiedy według pewnego systemu. Ruszt ten był opa- 
trzony pomostem z klonów, dębów i drzewa kasztanowego. Na 
pomoście posypanym warstwą piasku stały w porządkowych 
szeregach, z chrustu plecione, gliną narzucane, słomą lub trzciną 
kryte budy. 

Odpadki gospodarskie wskazały na chów bydła, konia, jako- 
też na rolnictwo, którego celem było hodowanie pszenicy, lnu, fa- 
soli, tudzież wina. Znaną była tkalnia pierwotnej konstrukcyi, także 
przerabianie skór, koszykarstwo i odlewanie bronzu (Dr Deecker, 
«Das alte Etrurien», Hellwalds «Kulturgeschich.» tom II, 64). Tak wy- 
glądała kultura tych palowców, z których wyszło później potężne 
plemię Rzymian, a której ślady pozostały w Italii aż do dzisiej- 
szych czasów. O Rawennie leżącej w okręgu północno-włoskich 
palowych budowli pisze jeszcze bowiem Strabo, że «morze blisko, 
aż do miasta sięgało, a to miasto na palach zbudowane i kanałami 
jest przerżnięte, które albo na mostach przechodzono, albo na ło- 
dziach przepływano» (cyt. u Yirchowa Ethnol. Zeit., Tom IV, 34). 
Podobnie do dziś, jak to zresztą każdy wie, jest zbudowaną We- 
necya, a model palowej konstrukcyi domów weneckich znajduje 
się w arsenale tamże. Największy znawca historyi Rzymu w dziele 
swojem pierwszorzędnej wagi, tak zaś mówi o starej Romie: «Sie- 
dem pierścieni, to jest «palatium» właściwe, które spadało 
ku bagnom, rozpościerającym się między niem 
a Kapitolem. «Palatium» było n a j p i e r w o t n i e j s z e m m i e- 



— 118 — 

szkaniem rzymskiej gmiiiy» (Mommsen, Gesch. Roms., t. I), 
Wśród tychże bagien osiadło na palowych najprawdopodobniej 
wzniesieniach, drapieżne plemię «Palatynów», skrócone «Latynów>, 
plemię pochodzące od Palowców doliny Padu. Stamtąd, jak z gnia- 
zda błotami warownego, wylatywały orły rzymskie na podbój ów- 
czesnego świata. Bagna nie żywią syto nikogo, żywić więc musiał 
rabunek i zabory ludów, bogactwa, a potem ziemi. Zaś tak, jak 
lew karmiący się zwierzyną wyrobił sobie ku temu kły, pazury i mię- 
śnie, tak i to plemię Palatynów przez długie pokole- 
nia pożycia na bagnach, wyrobiło sobie kły i pa- 
zury drapieżcy społecznego, któremi to kłami są 
wykształcone ciągłymi napadami i bojami organ i- 
zacye wojskowe, legiony późniejsze. Pirackie te dru- 
żyny wypadały bezustannie z kryjówki, z po za słynnych, do dziś 
istniejących bagien pontyjskich, na spokojnych «Siculów», żeńców, 
Obsciow, polnych robotników (Mommsen) i inne na roli pracujące 
plemiona. Takimi drapieżcami uczyniła z Normanów później równie 
nieurodzajna, chłodna i skalista ziemia Norwegii. Niekorzystne wa- 
runki życia bowiem, zespalają ludzi silniej i zmuszają do zbio- 
rowego wydzierania żyjącym w szczęśliwszych i urodzajniejszych 
okoHcach, środków do życia i bogactw nagromadzonych. W walce 
o byt albo niszczeją organizmy albo wyrabiają w sobie właści- 
wości, których brak jest ludom mającym w bród wszystkiego. 
Rycerskość, okrucieństwo, odwaga, sztuka wojenna, bezlitość i ego- 
izm zwierzęcy, odznaczają plemiona z rabunku i podboju żyjące, 
i dają im ową materyalną przewagę, której zawdzięczać należy po- 
wodzenie w fizycznej walce o byt. 

Gniazdem takich rabusiów rzymskich < Palatinówyy , były więc 
osady zwane iPallatium , a błoto, wbijany pal w dno ba- 
gien, pomost z belek, mieszkanie na pomoście, łódź 
po wijącej się mokrawinie Tybru, wszystko to razem 
określało domowe życie w zamierzchłej przeszło- 
ści. Całość zaś łączyła się w wyobraźni, jakby Indy- 
anin powiedział w «ród kosmiczny*, klan, którego wę- 
złem było codzienne życie Palatyna, jego czynności, przeby- 
wanie, chata, odzienie i wierzenia. Więc w błoto <paliis, 
paliidis' po łacinie (po fryzyjsku <~paliid», co się utrzymało jeszcze 



— 119 — 

«Palace de la Paliid" w Lozannie^) (Kórting Rom. Worterbuch 639), 
wbijano pale, <<paliis-\» pal, (paliisA znaczyło też trzcina, roślinna 
używana do pokrywania dachu na palatium). Kraj był bagienny 
«paludosus>'>, utwór z palów nazywano «paliUuni<.< (po fryzyjsku 
błoto paliid», pal «palus, pel, piel»), do pala należący 'palańs> — 
łopata albo szufla do wygarniania błota zwała się < pale-ae albo 
pila-ae». iPello>, bić, tłuc, wbijać pale — ^Plaiido^ bić w ziemię 
nogami, (przyklaskiwać) — <iPalaUon'» nazywano wbijanie palów. Do 
pomostu prowadziły schody paleańumy>. Na palach bowiem był 
pomost z desek, gładki <:planiis.^, na tej równej powierzchni znaj- 
dujący się, znaczyło «planańs . Sama zaś równina to planitia« — 
«Palatium>y była budowla ze słupami — w formie zaś gołębnika 
«paliimbańiitn» — w kształcie małego ukrycia lub kryjówki «(pa)/«- 
tabUutny>, — jeśli zaś oznaczało dom godniejszy to nazywano ^ pa- 
latiiim», — kraj zaś ludu, w ipalatium» mieszkającego mienił się 
też «(pa)Latium<.<, kraj Palowców (Pa)Lafynów. Najdawniejsi zaś 
jeńcy zmuszeni do wbijania palów to upośledzony ^plebs >, słynny 
z długoletnich sporów ze «szlachtą» patrycyuszami. Nakrycie, po- 
krycie, początkowo z «palus-i» z trzciny uczynione, zwało się «pa- 
lium> to samo z «pllus> włosienia, pilśniu zrobione ''PlleusK 

Człowiek sam miał płaską dłoń, więc nazywała się ^ palma i', — 
zaś noga zastępowała czasem łopatę z płaską stopą u spodu, więc 
nazwano 'cpilatiisy>. Płaszcz, odzienie, którem się człowiek poszcze- 
gólny tak okrywa, jak rodzina cała dachem i ścianami, zwie się 
<^palla> — wojskowy płaszcz to ^paludamentumy . Mały, cienki 
«palik» na głowie, to <-<pilusy> włos a ^ palatiis, palatiim ozna- 
czało rozpiętość podniebienia (podobne pokrewieństwo obrazu pa- 
łacu i podniebienia istnieje w języku starofryzyjskim, gdzie <pa- 
lais>y oznacza jednocześnie dom i podniebienie. (Kórting. Sprach. 
vergl. Worterbuch der rom. Spr.). «Palarja» zwano ćwiczenia 
w sztuce zdobywania grodów palowych, a później wogóle «ćwi- 
czenia wojskowe». «Pilum» włócznia drewniana. «Pluteus^ dach 
ochronny przeciw pociskom wojennym. «Palos« krążyć, rozpra- 
szać się na łup, często też «palantes i palath. 

Dalsze pochodne z płaszczyznowym ruchem pokre- 
wne wyobrażenia i wyrazy, lub też przypominające prostopadłe 



') Sanskryckie «palawiy>, pierwiastek «peh>, napełniać, wkładać w coś, wtykać. 
Gorjajew. Etym. Słowar. 271. 



— 120 — 

wbijanie, na wzór ' paliis-U i pal i «plane, poli» równy, gładki, 
a tern samem do klanu wyrazów palowych należące są: ' pliio, pliii, 
pliivi, jako wyobrażenia prostopadłych nitek deszczowych jak «/7o- 
re'o» kwitnąć, róść, sterczyć prostopadle w górę. Od fliio idą 
wszystkie pochodne pojęcia, jak fluo-flusi płynąć, fliii-dos płyn, 
fluito pędzić wodę it. d. (p=^f). Tak pozornie odległe 
pojęcia i pokrewne brzmienia łączą się węzłem ścisłym «klanu 
kosmicznego», którego podstawą obrazową jest błoto, bagno, 
woda, pal, gładki pomost, mieszkanie trzciną kryte, 
odzienie z roślin (lnu) plątane, bitwy na pomostach 
palowych staczane, słowem całość tej strony życia, które 
rozwinęło się na bagnistem Latium. Również pałac niebieski pa- 
latiis coelh, jakoteż wodne przestwory mieściły w sobie bogów 
i boginie «Palatyna-». Staroitalskim «polnym» bogiem był <.<Pales» 
któremu w święta zwane «Palilianh> «palono plewy» (palea), (flam- 
nia Palllis). Istniał również staroitalski bóg, później zapomnia- 
nych własności {Pa.)Latinus, którego żeńskim odpowiednikiem była 
bogini «Palatina». Z nieba, z tego «palatus coelh, spadła słynna 
rodowa świętość Palatynów rzymskich <<pa/las», (wzorzysta suknia 
a jednocześnie część «dachu» niebieskiego), przechowana w świą- 
tyni najstarożytniejszej bogini ogniska domowego «Westy». Świę- 
tość ta zwala się. « palladium ». Bogiem przestworów wodnych był 
<iPluton» a same przestwory wodne, morze, jezioro, to «lacus, pe- 
lagus», (pello wbijać pale). Według podania italskiego Danae, bo- 
gini słodkiej wody,' połączyła się węzłem małżefiskim z Piliimniisem. 
To wyobrażenie połączenia pala z wodą, odbite w powyższem 
«małżeństwie» — odbija w sobie oderwane pojęcie materyalnego 
tła życiowego. Oto wiązka pochodnych wyrazów, łączących się wi- 
docznie z życiem na palach i na wodzie, a powstałych wówczas 
według mego domniemania, jako pojęcia obrazowe, wyrosłe 
z palowej kultury. Wskazówki otrzymane z zabytków powyższych 
dźwiękowych i obrazowych stwierdza zupełnie badanie z innego 
stanowiska przeprowadzone. Różnica zasadnicza pomiędzy syste- 
mem budownictwa niemieckiego a rzymskiego nie leży bowiem 
w zasadzie konstrukcyjnej, ale jedynie w materyale użytym na bu- 
dowę. W Niemczech utrzymało się drzewo jako zasadnicze two- 
rzywo, z którego się składały słupy i płatwa, tak jak w przedhi- 
storycznych palowych mieszkaniach Szwajcaryi i Szwabii. Osiedle- 
nia Kampanii rzymskiej, spotrzebowując stosunkowo na niewielkiej 



— 121 - 

przestrzeni masę materyału drzewnego na podłoża budowlane, wy- 
niszczyły lasy gór Albańskich. Stopniowo rosnący brali drzewa, 
zmusił do obejrzenia się za innem tworzywem, jakiem z natury 
rzeczy był kamień i tuff wulkaniczny, który sproszkowany i z wodą 
zmieszany posłużył za cementową zaprawę murarską. Ponieważ 
pomost z łamliwego kamienia musiał być inaczej utworzony, 
niż to, co było dawniej uczynione z drzewa, na boczne ciśnienia 
wytrzymałego, przeto jako połączenie między palami (filarami) mu- 
rowanymi i wpuszczonymi w grzązką ziemię, użyto łuku złożo- 
nego z kawałków kamiennych tak, że ciśnienie płaszczyzną fug, 







Wiz. 30. 
Chata italska z Kampanii rzymsi<iej na palach-filarach kamiennych, z wałkiem jako linią 
dawnego drzewnego pomostu. (Muzeum chiaromonti, Rzym, rys. u Hellwalda (Kultur- 

geschichte II). 



po promieniu do środka półłucza prowadzonych — zbiega do pod- 
stawy filara. Genialny pomost konstrukcyjny pierwszorzędnych ta- 
lentów inżynierskich ludu etrusko-latyńskiego, nigdzie przedtem 
jeszcze nie użyty, został zastosowanym wszędzie jako zastępstwo 
drzewa. Zamiast tunelów odprowadzających wodę z podporami 
i wyścieleniem drzewnem, wymurowano sklepienne kurytarze, któ- 
rymi woda odpływając osuszała ziemię. Mommsen pisze: «Mię- 
dzy Kapitolem a Awentynem było bagno i jeszcze w historycz- 
nych czasach przeprawiano się na tratwach». Z tych to dawnych 
czasów powstał system odpływowych kanałów, złączonych w słynną 
«cloaca maxima», która brzmieniem klucke, klocke, kloc, sans- 



— 122 — 

kryckie kali — drewno, pochodzenie swoje pierwotne z konstru- 
kcyi drzewnej stawia po nad wszelką wątpliwość. Zamiast dawnego 
ostrokołu lub ziemi jako grodzenia, użyto murów obronnych, bramy 
sklepiono, czego do dziś mamy istniejące przykłady. (Bramy w Vol- 
terra i Perrugia). Miasto drewnianych rurociągów urządzono pysznie 
na murowanym łukiem połączonych palach prowadzone «aquaedu- 
cta», zaś jako szczątek dawnego pomostu, został się jedynie po- 
ziomy wątek wałka, niby pomostu z krąglaków, ułożonego, jako 
okap kordonowy, zaznaczony najpierw w «cloaca maxima» a potem 
w całej architekturze murowanej. (Patrz załączony wizerunek chaty 
italskiej). 

Tak powstał opus romanum guadratiim, sposób rzymskiego 
budowania w sześciany, który zresztą przez całą swoją historyę 
nie opuścił znamienia palowego w systemie arkadek i słupów lub 
«pilastrów» podpierających, jak to widok chaty wiejskiej italskiej 
na malowanej płaskorzeźbie odtworzony i filarowe podmurowanie 
świątyni Westy w Rzymie aż nadto dowodzi. (Wiz. 30). 

Pochodności swojej z mieszkań palowych drewnianych nie 
zaparł się też ani rys poziomy świątyniek, ani etruskie groby, 
które, jak komora grobowa w Carneto, odtwarza w kamieniu belki 
drewniane wiązania dachowego, szczytowego dymnika 
i podpierające pilastry, ani też popielnice domkowe zachowane 
w Muzeum we Florencyi. 

Również na najstarszych monetach rzymskich obok stepo- 
wych symbolów konia i słynnej wilczycy karmiącej Romu- 
lusa i Remusa, widnieje bardzo często łódź piracka przyparta do 
pomostu z krąglaków ułożonego, jako znak palowego życia 
rodu Palatynów-Latynów. Monety te zprzed 700 laty przed 
Chrystusem dają czasem cały układ ramowy. (Monnais de la Repu- 
bliąue Romaine str. 50 i 75). 

Germanowie związani z Rzymem wielu węzłami w historyi, 
mają więc jedynie wątek palowy w chatach i domach dłużej prze- 
chowany o tyle, że nie zdążył się on jeszcze zupełnie przekształ- 
cić na mur i cegłę. 

Jeśli rozdzielimy znów otaczający świat mieszkańców palo- 
wych w Germanii na pale prostopadłe, wodę i bagno, 
płaszczyznę pomostu i to, co rośnie dookoła moczarów 
i na wydmach, to otrzymamy następujący klan kosmiczny palo- 
wych pojęć i wyrazów, (p = b ^^ f). 



— 123 — 

Naczelny wyraz «pfahl pal — «pfahlwerk» system wbija- 
nych palów — «-pflocky kołek z drzewa — «pfeiler'> słup, filar — 
«.pflocken^> kołek wbijać — <^Pfostey> czworokątny słup w ziemię 
wbity — «Planke» (pol. Pałanka) ściana utworzona z drzewa a także 
pokład — «Bloch> (śred. gór. niem. błock) podłużny kawałek 
drzewa — (p)Fall upadek i (p)fallen ścinać pale drzewne — 
fallen padać (p = f) — «falzen» zakładać kartę, budować ścianę 
<'^pfalzii» pałacu — «-pfeiU strzała, zaostrzony palek — «Feile» piła, 
narzędzie do opiłowywania «feilen>\ palów. «Platz« hałas przy ude- 
rzaniu kłodą w głowice palów — pęknięcie, «PfóYz//c/j» gwałto- 
wnie — <iPflug» pług, jako obraz «pflockay> koła drzewnego za- 
ostrzonego, którym się spulchniało niegdyś ziemię. 

Do pojęć prostopadłości, związanej z obrazem wbija- 
nia i sterczenia pala dołączymy pojęcia i obrazy płaskości po- 
mostu i pala: — <iBalken» belka pozioma — (B = p = pf = f). 
«Flotz» pokład — «.Fleete» kanał drzewem wyścielony — <-<-Flach» 
płaski «platt» spłaszczony — ^pfad* pomost wąski, łączący po- 
most z ziemią (ścieżka). «Pfette>> belka poprzeczna. <^Flette, Fliede» 
płat — «Blatty> liść — «Pflastery> plaster, bruk — <<Flech> dro- 
bna ograniczona przestrzeń, plama, miejscowość — «-Feld^ pole — 
«Flun-> niwa — <^Flocke» płatek płótna, kosmyk włosa — «Fliesen» 
płytki, wykładające podłogę — «Fletzen» płuco, plecy. Utwory 
mieszkalne ku odzieży służące: <^Fleet, Fliir» przedsio- 
nek — Pfalz pałac — (star. niem.) flelitan pleść — Flette, Fliede, płat 
płótna — «Flechse» ścięgno, włókno — len. Pojęcia słowne 
i obrazowe związane z błotem, bagnem, kałużą i poru- 
szaniem się poziomu wody: <-'.PfuhU kałuża — <^F!uss» rzeka — 
«Flut/i : powódź — «Fliesse/i» płynąć — «Floss» płetwa — «Plotz» 
ryba płocica — «Fllttem» ocierać się (star. niem.) «.Flitaretzen» 
«Flitterwochen» miodowe miesiące) — «Flattern» latać, pływać 
w powietrzu w wyrazach F/edermaus, Flederhund. 

Życiowe utwory palowców: (Śród. niem.) »palas, 
Pfalz ^ — (star. gór. niem.) Pfalanza pałac — w nim mieszka 
(<pfalz graU, naczelnik jednostki terytoryalno administracyjnej «pfalz>\ 
<^Pfalz grafy ma prawo sądzić w obrębie «Zaiin pfahh, grodu 
(pfahl = pal — zaun = tym — jako «/y<7/z/richter». Podatek pie- 
niężny, wymierzony «zur Erhaltung eines Deiches» «Pfa/ilge\d». 
Wbijanie na pal «pfdhleii . < Pfahlburger» mieszkaniec <burgu» pa- 
lowego — P/fl^/burgerland prowinz bewohner», («was aber p f a 1- 



— 124 - 

burger sind», kronika z r. 1424. (Grimm, słownik). Pale (czytaj 
peL) okręg we wschodniej Irlandyi, zorganizowany po podboju 
przez Anglo Saksonówi. Wojować <'ins Feld ziehen», co odpo- 
wiada polskiemu polować. — «Plundern> przechodzić wzdłuż rabu- 
jąc. — «Feste» (patrz «Pfosten») twierdza — <^fest'> mocno — <^Fes- 
seh kłoda, kłonica kajdaniarska, później kajdany — <'Flltteni<^ pie- 
ścić się — «Fesh zabawa, uroczystość — «Polster» poduszka — 
«Pfuhh wezgłowie — ^Pfund^ kawał drzewa jako jednostka w wa- 
dze. «Viel, Viele» wielość (ludu Volk — bydła Vieh). Voll pełny — 
«Folz» pułk — «Volk» plemię — «Faleiv^ nazwa narodu, mieszkają- 
cego między Wezerą a Renem, West faleń i O s t faleń (Palowcy 
wschodni i zachodni). Phol starogermański bóg. Prawie wszystkie wy- 
razy, brzmieniem podobne, a obrazem wspólnym związane, odnaj- 
dziemy w słownictwie Słowian. Ogniskiem tych palowych budowli dla 
Niemców była przestrzeń między Wezerą a Renem na północy i połu- 
dniowe Niemcy. Znakomity znawca starożytnictwa Yirchow, tak 
określa działy palowych mieszkań w Europie w pracy o nagłówku 
«Palowe mieszkania w Inflantach w Aries-see»: «Mieszkania pało we 
jezior Aries w Inflantach, Arys w Prusach wschodnich należą do 
żelaznej epoki i nigdy nie namyślam się, aby wschodnio -pruskich 
i inflanckich palowych budowli nie łączyć z naszemi (to jest pomor- 
sko-dolno-niemieckiemi) i całą grupę, która się na staro- 
słowiańskim i staroinflanckim gruncie znajduje, 
nazwać słowiańsko -inflancką w odróżnieniu od szwajcarsko- 
południowo-niemieckiej, austryacko - węgierskiej i wło- 
skiej grupy» fZeit. f. Ethnol. Ver., IX, 433, 435j. Że pal, pfahl po- 
łudniowo-niemieckich budowli, był ogniskiem <.<pfalzów>> pałaców 
i «^Pfalz» (staro sachs. '^palenzea") okręgu terytoryalnego, świadczy 
zachowana do dziś nazwa «Pfalzu» palatynatu, prowincyi królestwa 
bawarskiego. 

Podstawą każdego domu na palach, «są cztery słupy naro- 
żne», które określają tern samem istnienie domu «Die vier 
Pfdlile\ Rodzina mieszka «m iliren vier Pfdhlem. Sachsenspiegel I, 
66, określa dom tak: <<datt is blnnen veer palen^>. 

Dowodem dalszym pośrednim znaczenia palów w życiu sta- 
rych rodów germańskich jest użycie ich w Heraldyce. Figury he- 
raldyczne niemieckie najstarszego typu są ciekawem dal- 
szem potwierdzeniem słuszności mego przypuszczenia. Wśród figur 
tych, na które pola teraz są podzielone, znajdujemy «pal» — pfahl — 



— 125 — 

belkę poziomą »Balken>> — krokwie «Sparren», ostrokół "Spi- 
tzenschnitt». Schody na pomost palowy "Stufenschnitt» — 
woda pod pomostem «Wellenschragbalken» — obłoki nad głowami 
«Wellenscłinitt>, słowem, najwięcej oderwane szczegóły życia na 
palach są odzwierciedlone w powyższych znakach. Zresztą dane 
historyczne w całości stwierdzają nasze przypuszczenie. Plinius 
(Hist. nat., XVI, Ij, tak opisuje okolice z nad ujścia Renu i We- 
zery: «Wątpi człowiek, czy ma przed sobą morze, czy ląd. Tam 
mieszka biedny lud w swoich budach (casis) na wzgórzach, ludzką 
ręką wzniesionych, byle tylko nie dać się falom pochłonąć». «Na 
wyspie Marken zachowały się domy, wedle tej zasady budowane. 
Są one z drzewa na zielono, siwo lub czarno pomalowane. Te 
z nich, które stoją na brzegu pagórków, są na wysokiej 
podwalinie z palów budowane, która im daje wygląd wielkiej w po- 
wietrzu wiszącej klatki» (Henning, Das deutsche Haus, 134i. «Ró- 
wnież w Yollendam znalazł Haward wzniesione na wysokich palach 
domy, które aż w morze zachodzą i jak na szczudłach stojące 
wyglądają (Tamże str. 167). «Niskie, dołem otwarte domy palowe, 
istnieją do dziś w Niemczech» (Tamże, str. 167,. Musiały one pod- 
czas poprzednich okresów frankońsko-górnoniemieckiego sposobu 
budowania być ogól nem zjawiskiem. Pozyskano ciekawe 
świadectwo, które budowlom na palach przynajmniej tysiąc lat 
istnienia zapewnia. 

W piatem stuleciu przez św. Seweryna konsekrowany kościół 
drewniany w Passawie, celem ochrony przed powodzią był na 
«widłowych palach postawiony* (Vita set. Severini, c. XV, cyt. 
u Henninga <Das deutsche Haus, str. 6). 

Już Akwizgrański pałac Karola Wielkiego był według zau- 
ważenia mnicha Sangalensa taką palową budowlą. Również i domy 
wszystkiej szlachty były nad ziemią wzniesione tak, że pod po- 
dłogą ludzie przed deszczem, niepogodą i skwarem słonecznym 
ukryć się mogli. Z biegiem czasu zamurowano dolną część tych 
pańskich domów po bokach, co też uczyniono z odpowiednią po- 
dłogą domów chłopskich. W ten sposób wyjaśnia się historycznie 
istnienie podmurowania starych budowli halowych, jakiemi są na- 
przykład sale cesarskiego pałacu w Gelnhausen i Goslarze (tamże 
str. 169i. Tak więc słusznie twierdzi p. Seesselberg, że sposób bu- 
dowania słupowo-płatwowego w Niemczech jest tylko jednostron- 



— 126 - 

nym dokumentem dawnej formy pierwszego osiadłego życia, w ni- 
zinnych, moczarowatych częściach dawnej Germanii. 

Należy nam obecnie rozpatrzeć dwie gałęzie ludów wschodnio- 
europejskich, a mianowicie Greków i Słowian, azali i u nich znaj- 
dziemy świadectwa kultury palowej. Że na wschodzie i na połu- 
dniu Europy istnieją liczne ślady mieszkań palowych, wiemy o tem 
z danych, na które jeszcze i w niniejszej pracy kolej przyjdzie. 
Natomiast współczesne chaty słowiańskie i prawdopodobnie dawne 
greckie różniły się zasadniczo od germańskich. 

Kiedy w Germanii i w italskich urnach domkowych wątek 
palowy narożnych czterech słupów wychodzi i po- 
nad podłogę mieszkań, Gr ecy a i Sło wiańs zezy zna 
ponad palami, a czasem przy palach zachowuje ko n- 
strukcyę wieńcową belek poziomo kładzionych 
i wiązanych na zamek. Paląca się wieś dacka na palach 
z kolumny Marka Aureliusza, wyraźnie wskazuje na to poziome 
układanie belek. (Wiz. 31). 

Tak więc prócz słupa, kolumny, która w najstarszym dory- 
ckim porządku przez brak podstawy wygląda u spodu jak pień 
odcięty w sylwecie zwierciadłem wody, nie mają He- 
lenowie wątku rzymskiego w swojej architekturze murowanej, ja- 
kim jest łuk sklepienny, bodaj dlatego, że z chwilą rozwinię- 
cia się kamiennych murowanek, było dość suchego gruntu w Gre- 
cyi, wykluczającego przedsiębiorstwa osuszające, w rodzaju kloak 
rzymskich, owych matek półokrągłego sklepienia. 

Jak odległa jest przeszłość, w której Grecy a południowa 
miała bagna, a z nią i potrzebę mieszkania na palach, wnosić mo- 
żna z tego, że prowincya pelopenezka Argos, która za czasów 
Homera była już «pragnącą dżdżu>>, służyła w bajecznej odległo- 
ści, jako bagnista kryjówka dla Hydry lerneńskiej, którą Herakles 
pokonał w ten sposób, że w szyję, z której odrastały wciąż nowe 
głowy, wbił płonący opalony pal. Ten symbol osuszającego dzia- 
łania słońca i ognia i wbijania palów w gardła źródeł bagiennych, 
świadczyły również o tem, że i Grecy mieli swoją palową prze- 
szłość tylko nierównie dawniejszą, niż Germanie i Rzymianie. Nie- 
wiele «palowych» śladów odszukaćby jeszcze można w równinie 
Tessalskiej, natomiast w dzikszej Macedonii dzisiejszej dotrwały 
palowe mieszkania aż do historycznych czasów. Widział je Herodot 
(V, § 16), i opowiada, że «Paeończycy żyją na jeziorze Prasias 



— 127 




w domach wspólnych. Domy zaś ich są b u d o w a n e n a b a r. 
dzo wysokich palach, wbitych w jezioro, na nich są 
położone deski ze sobą spojone, a dostać się tam można 
tylko po wąskim moście. Każdy na tych deskach ma chatę 
z drzwiami na kształt dobrze przymocowanej klapy, która wycho- 
dzi na jezioro; dzieci, aby nie wpadały do wody, przywiązuje się 
sznurami za nogę >. W piątym więc wieku przed Chrystusem istniały 
w najmniej kulturą dotkniętych miejscowościach Grecyi, rzadkie, 
ale niezaprzeczone ślady mieszkań palowych, które również Hippo- 
krates (op. omnia Edit. Kuhn, I, p. 551), przy Phasis wspomina. 
Natomiast bardzo wyraźny klan obrazowy Palowców, daje 
następującą garść pojęć i brzmień pochodnych od pierwiastku 
(sanskryt). Pel napełniać, wypełniać, po grecku polos. Zasadniczy 
wyraz jml, paliis, pfahl zwie się po 
grecku pafton oznaczający jednocze- 
śnie pal i lancę. Pałamy wysokie drzewo 
o pniu gładkim, palma. <^Palai» jedno- 
znaczny z pojęciem w ziemię wpada- 
jący, wkopany, stary. <^Palamis» zwie- 
rzę żyjące pod ziemią kret — «PaUo^> 
pługiem ziemię przeorać — «Plonos» 
wgłębione miejsce gdzie się bru- 
dną bieliznę nogami wtłacza — Phalhis organ rodny męski — skąd 
^^philius» syn. Po wbiciu palów, wkopaniu ich w ziemię, w dno, 
należy uczynić na nich płaszczyznę — podstawę pod dom. 
Pojęcia płaszczyznowe zaś następująco są wyrażone: <-<-Plagiony> 
przeciwny prostopadłemu, «plakitys>^ płaski liściasty — <^plagion» 
obrócić się na płask — «/7/a^^5»Tstarodoryckie, powierzchnia — 
«^plaistron» podłużny czworobok — «platamom każde płaskie sze- 
rokie ciało — «pladaniyy> płyta, deska (również szereg słów na de- 
sce wypisany), plakitos, deskami coś n. p. pomost palowy wy- 
mościć, płytami opatrzyć. <.<Plakis>> ławka siedzenie, łoże z kwia- 
tów uplecione — «Plektyy> splątana lina, sznur, kosz — <^plektos» 
pleciony — «plokamis» tkanina, <^pleima, plyma^> naczynie wodne — 
<^plindeion'> cegły wygładzać robić — «pUndis» płaski kamień — 
«Poly» ogólny wyraz przyczepiany do najrozmaitszych słów, ozna- 
czający gładkość, równość, smarowanie, poruszanie się wzdłuż. 
«Polis, poleus, poleos» określa całą powierzchnię o ile ona jest 
zabudowana i przez ludzi zamieszkała. Pojecie wody, płynu, wil- 



Wiz. 31. 

Dom na palach z kolumny Marka 

Aureliusza. 



— 128 — 

goci, błota, słowem żywiołu, w l<tóry wbijano pale, tkwi w nastę- 
pujących, brzmieniach. <Pleoy> (łac. fluo — słów. pliwami, płynę, 
podróżuję — palln — roos (rodos — rodios — roia) szumieć 
płynąc — «plynmyy> toń morza — <.<-pladaros^> mokry, zepsuty 
przez wilgoć, zmurszały (pal wbity w wodę, deska). — '^Pla- 
daoy być wilgotnym — «plados» wilgotnością nadmierną przepo- 
jony, stąd długi szereg wyrazów oznaczających zbutwienie, zepsu- 
cie. ^Palanmosy obłocony — «.phlegmay> plwocina. Od <^pleoy> płynę, 
podróżuję, wiedzie swój żywot «.pligma-» krok, — <!.plymyy> pisa- 
nie (Stawianie pałek w odmierzonych ustępach na płaszczyźnie). 
«Plysmy^ toń morza. Również (H) Eleios (z przydychem H) w ba- 
gnach mieszkający — iP)Heleo żywiony w bagnie skąd Helenowie 
(lud na bagnach mieszkający?). (Pj/ieleny, kosz pleciony, w którym 
dźwigano w czasie uroczystości Artemis, święte znaki rodowe, na- 
leżą również do klanu greckich palowych wyrazów. 

Pal wbija się w dno bagien lub jeziora, za pomocą kloca 
drzewnego, który uderza w głowicę pala. (Po polsku baby, prawdo- 
podobnie zepsute z Pal-bij). Więc o^plafagy» oznacza każdy od- 
głos, jaki udaje uderzenie dwu ciał (baby i wbijanego pala). «Pla- 
tageoy> klaskać <'plygy>-> « uderzenia przy ciesiołce», pchnięcie lub 
rana od uderzenia. (Równoległe u Słowian «bóh «bolak»). *Plyktron» 
narzędzie do wbijania palów, do tłuczenia, a także wioślisko. Już 
przedtem wskazywaliśmy jak czynności podczas życia na palach 
wykonywane odzwierciedlają się w brzmieniach. Zwłaszcza za- 
budowanie przestrzeni na mieszkanie, odbija się sze- 
regiem słów, twórczość, tworzenie (robienie coś nowego 
w stosunku do starych namiotów), wyobrażających. Więc *plasma» 
oznacza «coś utworzone», — «Pladz-akosy> każde ciało utworzone 
(budowla na palach pierwotnie i. <^Plasso» kształtować, tworzyć — 
«P/astlkos» to co do tworzenia jest potrzebne. «Plastron'> two- 
rzyciel — «Ploion» budowla na wodzie każda, potem okręt. 
Równoległem z łacińskiem «palarya» ćwiczenia wojskowe, niemiec- 
kiem «///s Feld ziehen^y, polskiem «polować», — jest <<palai» wal- 
czyć mocować się — «polemos, polenieo^> prowadzić wojnę , co 
zresztą pokrewne jest słowu «pellum, belliimy> wojna. «Palalstray> 
ćwiczenia wodne. Przeplatanie, to jest tworzenie przestrzen- 
nych i płaszczyznowych przedmiotów, plątanych z wodnych i bło- 
tnych roślin, (palus) z łyka i trzciny, znajdzie również swój grecki 
obraz w następujących słowach: — «Palin-plekysy> (starsze Pa- 



- 129 - 

lm-plakysy>, połączony, spleciony — «pal'm-knotosy> więcierz ry- 
backi — o-palinoy zewnętrzną skórę z ziarna t. j. plewy rozpoście- 
rać, i t. d. i t. d. «-Pleo>^ płynę, poruszam się łączy się z obra- 
zem zmiany, a dalej plenienia się i wzrostu. -<Pleion, pleon» więcej. 
Pochodnymi z czasów palowej kultury są wyrazy y>Plot-archys» 
dowódca, {Po)Lakys wódz, ^>PalakiiS'> imię wodza, plysio-g^iion są- 
siad (współpalowiecj również jak /7/y-miastos (blisko mieszczący się 
i t. d. Ciekawem jest, że nazwa kraju, gdzie niegdyś Herakles zdła- 
wił symbol bagna, hydrę lernejską, opalonym palem drzewnym. 



H 




^of» 



brzmiała niegdyś ^^Pellasgia>-> a potem ^Pelopones^K Najstarszymi 
zaś mieszkańcami Peloponesu było aryjskie plemię «Pelasgów<c {pe- 
lagos morze — pello wbijać pale — pal-ton pal). Pelasgowie tru- 
dnili się rolnictwem, i chowem bydła «wycinali lasy i osu- 
szali błota». Część «Peloponezii» zwała się (Pa?) Lakonike, 
a ujścia rzeki Eurotas, gdzie leżało słynne bagno «Iielas», nazwa, 
którą kilka miast (rodów) w zmienionej nieco formie <^HeUas», głów- 
nie w wilgotnej dolinie Tessalskiej nosiło, o którą to nazwę zacze- 
pia też słynne w dziejach ludzkości plemię Hellenów; wraz z sze- 
regiem mitycznych «Pelopsów, Peliosów, Polluksówy>. 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



— 130 — 

Szczególnie charakterystycznem dla ujęcia dziejów kultury 
materyalnej Greków w mityczny symbol, jest powieść o Zeusie, 
który ujrzawszy Ledę kąpiącą się w wodzie, połączył się z nią 
w kształcie ptaka wodnego łabędzia. Ze zbliżenia się tego 
rodzi się córka Helena, (H el osbagn o). Dalsze «rodzeństwo» 
Heleny to siostra «KIi t emnestra» (Klite chałupa, kleta, klitka 
z drzewa, mneistros do niej należący). K a s t o r brat, (Kastor mie- 
szkaniec kosza jako budowli wodnej, skąd Kastor bóbr, zwierzę 
w domkach wodnych mieszkające) «Pollideukos» («deu- 
kos» — wypijający wysuszający wodę — razem za «pomocą pala 
wysuszający błota»). (Papee. Gr. Deutsch. Wórterbuch. 64, 643, 437, 
610, 611, 643, 1316, 199 i t. d). Tyle przywiodłem na dowód skro- 
mny mego przypuszczenia, że u Greków życie na palach w bagno 
wbijanych również ślady wyraźne w słownictwie, w mytach i świa- 
dectwach historycznych pozostawiło. 

Porównywując klan wyrazów palowych w Słowiańszczyźnie 
zachowanych, dojrzymy, że liczbą znacznie przerastają to, co u Rzy- 
mian, Greków a nawet Niemców się zachowało. Wnosićby z tego 
należało, że kultura palowa ludów Słowiańskich rozsiadłych od 
Elby i jeziora bodeńskiego do Uralu i po Kaukaz, od morza bał- 
tyckiego po morze Czarne i Macedonię dłużej trwała i że warunki 
fizyczne silniej odcisnęły pieczęć swoją na całości życia gospodar- 
czego Słowian. Wniosek powyższy stwierdza w całej rozciągłości 
to, co Yirchow na podstawie długoletnich badań nad starożytni- 
ctwem przeddziejowem Słowian północno-zachodnich powiedział, 
a cośmy już częściowo poprzednio cytowali. «Mieszkania palowe 
grupy starosłowiańskiej i staroinflanckiej należą do żelaznej to 
jest do najnowszej e p o k i». Nie znaczy to, aby nie było śla- 
dów starszych osiedleń palowych, owszem Dr. Heydeck stwier- 
dził, że w Prusach Wschodnich są jeziora, w których zachowały 
się ślady mieszkań palowych, do których drzewo krzemieniem 
jeszcze obrabiano. Chodzi tylko o to, że północ, surowy klimat 
i nizinne położenie znacznie dłużej zatrzymywało wilgoć i tern sa- 
mem stwarzało rozciągłej trwające warunki dla budowli palowych. 

Wiemy już, że bliscy Słowianom Dakowie mieszkali w cha- 
tach palowych za czasów Marka Aureliusza, czego ślad pozostał 
w Rumun j i, dawnej krainie Daków w postaci budowli palowych, 
wznoszonych dla przechowywania siana. Charles Garnier, nie 
rozumiejąc historycznego znaczenia powyższych budowli, których 



131 



rysunek podaje i zowie «magasas», a za którym my go ninie 
powtarzamy, tak jednak o nich pisze: «Słowianie przechowują 
podczas zimy zapasy siana i wytwory mleczne owiec. 

Te stodoły (granges), są często układane na palach s z c z e- 
gólnego rodzaju, i wznosiły się o pewną przestrzeń nad po- 
wierzchnią ziemi, tak, że konieczną jest drabina, by się na nią do- 
stać. Jeszcze dzisiaj w niektórych okolicach Rumunii na wsi zna- 
leźć można te «magasas» czyH stodoły, budowane przez włościan 
według tego starożytnego sposobu» (Garnier, Histoire de la habitation 
str. 697j(Wiz. 32). Znowu stwierdzamy więc zjawisko, będące potwier- 




//sp^ye/s \ 



Wiz. 33. 
Palowa budowla z doliny Drawy. 



dzeniem naszego prawidła, że «starsza forma mieszkania 
nie zanika zupełnie, ale zajmuje w gospodarstwie 
ludzkiem stopniowo coraz to podrzędniejsze sta- 
nowisko*. W tym wypadku dawne mieszkanie palowe Daków 
zamieniło się dziś na stodołę. Natomiast «rybacy na Dunaju 
powyżej Braiły do dziś mieszkają na palach, tak samo jak i No- 
woczerkask w okręgu dońskich Kozaków ma być częściowo na 
palach zbudowany» (Hartmann R., Ober Pfahibauten, Zeit. f. Ethnol. 
II, 3). Również ciekawe wiadomości podaje niejaki p. Friedrich S. 
Kraus w sprawozdaniu o mieszkaniach południowo słowiańskich: 
«Domy, w których ludzie i bydło pod jednym dachem 
mieszkają, spoczywają na palach, a bydło i konie wspi- 

9* 



- 132 — 

nać się muszą do stajni po schodach, wznoszących się 
od ziemi dość wysoko. Takie budowle znajdują się licznie w ni- 
zinach Sawy i Drawy. Budynki stoją wzdłuż rzeki, jednak 
nieregularnie i dowolnie ustawione. Właściwej 
ulicy nie tworzą nigdy. Domy są z drzewa, stodoły 
też na palach. Śmiecie się po prostu wyrzuca, a w jesieni 
i na wiosnę, gdy przychodzą powodzie, spływa gnój 
z wodą. Okna są małe i niewiele ich jest. Bogatsze 
rodziny mają prócz mieszkania spichrze i czela- 
dnie na palach, podczas powodzi znoszą się ze sobą 
od domu do domu na łodziach» (Zeitschr. fiir Ethnol. XIX, 
Ver. 668). 

Świadectwa powyższe, które uzupełnimy jeszcze później da- 
nymi wszelakiego rodzaju, odnoszącymi się do naszego kraju, zu- 
pełnie jasno tłómaczą ilość, świeżość i rozgałęzienie wielkie wy- 
razów słowiańskich, odnoszących się do klanu palowego. Życie 
bowiem «na palach» chociaż wypierane stopniowo przez ziemianki — 
kosze i klety drzewne, trwając długo, wydobyło ze siebie wysoką 
kulturę, jak to będziemy mieli sposobność zauważyć. Z palowego 
układu rozwinęło się też późniejsze budownictwo drewniane nad- 
ziemne w miarę wypierania wikliny przez lasy, a plecionki koszo- 
wej przez bierwiona na wieniec kładzione. Pierwiastek «peh (san- 
skryckie peVu) napełniać coś, wlewać, wkładać, prawdopodobnie 
w zarodkowem do wody i do naczyń odnoszącem się znacze- 
niu, istniał najpewniej już w czasach stepowego życia; natomiast 
na bagnach i wodach europejskich, któremi się posuwały wzdłuż 
Dniepru, Dniestru, Dunaju, Niemna, Wisły, Warty i Łaby plemiona 
Indo-słowiańskie, rozwinął się i napęczniał w miarę rozrostu życia, 
warunkami fizycznymi zupełnie odmiennego, tak jak ziarno kiedy 
napotka na ciepło i na wilgoć. Rozpatrzmy więc rozrost wyrazów 
«palowego klanu kosmicznego*, u słowian kierując się znowu od- 
biciem w wyobraźni całości kultury pało we j, no- 
wymi rysami uzupełnionej. 

Zacznijmy znowu od ^<pala» obrazu <pr os t op adł ego 
t k w i e n i a» i «w b i j a n i a pala w d n o błofa>\ 

«Pal» pień wbity, zdrobniałe palik — (staro -slow.) pal/ca 
w znaczeniu ■ grubej laski — (pol.) pałka — iros.) pala, palica. 
Buława, plestew kół z płotu, — poleno, polano, kawał drzewa. 



— 133 — 

Pokrewnym obrazowo z małym palem <■< palikiem, palicą» jest pa- 
lik, palec z ciała utworzony, — (węg.j palcz — (ros.) pałes. 

Palanka (serb. pols. i ros.j, mieszkanie z pniów drzewnycłi 
postawione, a także płot, — (nowosłow.), pianka, kół z płotu — 
(ros.) pianka — (małorus.) polanka — (węgier.) polanok — frum.) 
palank — (połab.j paljewink — z czego dziś ślad w nazwie nie- 
mieckich domów podcieniowych słupowych na Połabiu <<Ljówing- 
haiiser». Mały palik, (nowosłow.) plika, pilijka, zatyczka do be- 
czki. Bal (polskie) — (rum.). Bile, dile belka — (ukrain.) «bylo» drą- 
żek — (czes.) bydło drąg, (stąd zapewne pochodzi odmiana palowa 
nazwy bydlay>, czyli zwierząt przywiązywanych do drąga i czeski 
wyraz «bydle» mieszkam, w znaczeniu osiadłego życia, ja- 
kim były palowe mieszkania w przeciwieństwie do 
namiotowych). — (B=P). Bltati (starosłow.) coś postawić — 
(litew.) paspalitas, paspalinus sterczący, stojący szeregiem jak 
pale w wodzie idące raz po raz. Obraz sterczenia, tkwienia prze- 
chodzi z pala na inne utwory życiowe w następującym porządku. 

Kół wbijany i wzruszający ziemię «Plugii, pluźiti* — ipo- 
łab.) pleug, plag — oznacza to samo i brzmieniem się 4akże kryje 
w całej Słowiańszczyznie — po za nią dźwięczy w pruskim języku 
plugis — (litew.) plyngas — (star. gor. niem.) pfluog. (Miklosich 
opierając się na prawidłach językoznawczych jedynie, powiada, że 
to słowo jest nieznanego pochodzenia, jeśli się jednak 
zważy, że najpierwotniejszą formą pługu, jak to do dziś w Bośni 
stwierdzić można, jest kół czyli pal duży (g=ch na końcu słowa) 
paluch, palug, pług wbijany w ziemię rodzajną, a potem podwa- 
żony lub przy odpowiedniem utwierdzeniu wleczony, a dalej, jeśli 
się zestawi staroniemieckie <-^pflng» ze słowem «pflock» palik, to 
wnet staje się jasnem źródło brzmieniowe narzędzia, które obra- 
zowo biorąc, bez wątpienia należy odnieść do palowego klanu 
wyrazów). 

Obraz sterczenia zawiera się w wyrazie <<Pelechy» włosy ster- 
czące, — Pelechatyj (ukrain.) ze sterczącymi włosami. — Utwór 
z tych włosów — (staro słów.) plst — (pol.) pilść, pilśń — (star. 
gór. niem.) Filz, felt, Pelz, co według Miklosicha, razem wska- 
zuje na dawniejsze pelt. Wyrwać podobnie jak pal, sterczący utwór, 
znaczy pille, pieli (starosłow.) — plcti (czes.) — pielenie burza- 
nów. — Roślina korzeniem tkwiąca w ziemi i wyrywana to blitwa 
(nowosłow.) — (ukrain.) blytwa burak — (ros.) bilwa. — Roślina 



— 134 — 

pnąca się i płatająca się na płotach, biust bluszcz. fP=B) Bliże 
(nowosłow.) opierać się na czemś, tkwić w czem, (jak pal w dnie 
wody), na czem polegać — blizlka, blisko stojący pal, 
a dalej krewniak bliźni — (bug.) blizo. 

Drzewo dzikie owocowe dające «plon» nazywa się plunka — 
(pol.) płonka — (czes.) piana — dzika jabłoń. 

Pelku, szereg żołnierzy. (Pełka imię własne z pułkiem 
i palką (buławą) związane) zapewne — (nowosłow.) pelja prowa- 
dzić — oplcziti, opulczyć, w pułk, w polek, (w szereg pali niejako) 
ludzi ułożyć, czyli w szyk bojowy — (lit.) pulkas — (łot.j pułk — 
(słów. gór. niem.) fole, pocłiodne stąd (star. gór. niem.) plu, pełny — 
(gotyckie) Fulls — (niem.) Volk lud. Jeńcy do kłód drzewnycli, 
polan, przywiązani, to (starosł.) plen — (pols.j pleniee kajdany — 
(nowosłow.) plenik, plen — (bułgar.) plen — (pol.) plon — (ukrain.) 
połon — (lit.) pelnas — (łotew.) pelns, coś zdobywać, pozyskiwać. 
Tak pierwiastek «/7^/» i pal przewija się przez powyższy szereg 
znaczeń, nie opuszczając jednak zasadniczego wątku obrazowego, ja- 
kim jest w ziemię dna wodnego wbijany, gromadą sterczący, drewniany 
system palów, polem pomostu opatrzony. Podobnie też łączy się 
obraz płaszczyzny wody, świetlistości wodnycli obszarów w od- 
niesieniu do ciemniejszych zarośli na suchszych wydmach, dalej po- 
most w swoim układzie poziomym, w dużą liczbę pojęć i wyrazów 
i w jeden klan brzmieniowo pokrewny. Podstawa fizycznego 
układu ziemi ówczesnych czasów jest błoto, bagno, mokrawina 
i woda jezior lub stawów. Zestawienie wyrazów związanych z ży- 
ciem w mieszkaniach nawodnych tak wygląda w słowiańskich ję- 
zykach. Pomiędzy ostrowami a także między pomostami palowymi 
rozpościera się «równoje i czistoje prostranstwo wody» (ros.) «Pleso», 
(ukrain.) Pleso, «hłuboka supokijna woda na rici» — (czes.) pleso — 
(pol.) ploso, na Podhalu, głębia w potoku — (węgier.) pejso, pelso, 
ploso — od «Ploso, Pleso» wiedzie swą nazwę szereg miejscowości 
wśród jezior i bagien położonych jak «Lacus Peissonis» na Węgrzech, 
a także krajów, jak nasze mokre Piesie, Polesie. Jeśli «pleso^> wzbiera, 
staje się powódź (ros.) wodopolje — (ukrain.) Polowode. «Pleso 
i ploso» łączy się z (Htew.) pelis kałuża — (węgier) Balaton (Ba- 
laton-see — jezioro na Węgrzech) — (star. slow.) blatno — bla- 
tnisko (Kocel knez blatnysk — książę, niegdyś słowiańskie, Węgry 
z ludem swoim zamieszkujące) — (ros.) boloto, (ukrain.) boloto — (pol.) 
bioto — {\xy zy s\ńQ palud). — W <'^błocie» można *bydlem» (drągiem) 



— 135 — 

«bełtaó> (mazow.) peplać się — pepleć się. — Boltat, boltati, co 
oznacza też gadać nie w pięć ni w dziewięć plotkować — (łotew.) 
pljusteto, paplać, hałasować, skąd wiedzie się (starosłow.) pliszt tu- 
mult i o-plisze-^ odgłos tego tumultu. 

Z «palud, pelis, bloto» łączy się «/;/«//, płowa, plują, płynąć, 
pływać» żeglować — (nowosłow.) pliitit, riba pluje» zkąd po- 
chodne «plitwa, płetwa, pławut — (kroackie) plawitl, coś wodą za- 
lać — (czes.) pluskat, pliszt, pluszt, czas dżdżu — (pol.) pławie 
(konie). 

«-Plijuta, pluta» deszcz ze śniegiem, jest nawskróś obrazowo 
pokrewnym z «pljuy> plunąć — (czes.) «.plinay>, plwocina. Blju — 
(starosłow.) «blwati, blaty, wymiotować, odlewać — pljutje <^płuco* 
(Blut (niem.) krew?). Jeśli tphitay, wypełni wodą, jaką <-<pelis», ka- 
łużę, to powstaje (nowosłow.) piljuk— (bułgar.) piłek — (serb.) pljug 
(porównaj pług) — (ukrain.) pyluk, co oznacza wszystko sa- 
dzawkę — (serb.) pelega, «300 do 400 kroków mierzący brzeg 
morza». — Tam chwytać ryby jest «pelegatiy. 

Zwroty starosłowiańskie «woda plika, woda se pluje», woda 
faluje, są ogniwem zaczepiającem o wyrazy <^pluskać się» — (sta- 
rosłow.) plakati myć, mycie się «poIska». Tacytowska wiadomość 
o upodobaniu Słowian północno-zachodnich w czystości, przebija 
się w pokrewieństwie wyrazów, jakie istnieją między «plucha^> bru- 
das, <i-plochy->^ lekkomyślny, a rosyjskiem «płocliyj» zły. Zresztą do 
dziś człowiek brudny, dotyczy też i charakteru odnośnej jednostki. 
«Ploehy» lekkomyślny, nawiązać także można do <^^placliy>> lekki, 
ulatniający się na kształt <.<upoly> piany na wodzie się unoszącej. 
Również (bułgar.) ^Plugu, plu, spluwa se», gnije z wilgoci — 
<^splut» murszeje, (pal i pomost naprzykład) — (lit.) pelu, peleti — 
(czes.) pleszen, pleśń, łączy się z pojęciem czegoś szkodliwego, nie- 
przyjemnego, psującego. (Podobnie pochodne znaczeniem i brzmie- 
niem wyrazy istniały i w greckim klanie) — «Pfoc/7j/» lekki uno- 
szący się z biegiem wody, odnosi się obrazem swoim do (staro- 
słow.) plah, bojaźliwy, uciekający — plasziti, płoszyć = (ros.) pelch, 
uciekać. 

Mieć do czynienia z wilgocią — (lit.) piat, plant, płókać — 
(starosłow.) plakati, płakać — (bułgar.) ptan — (serb.) plakati — 
(połabiań.) plokat — (ros.) plakat. — Ptaki błotne żyjące w pilju- 
kacliy>, (Ukrain.) bałkacli czyli stawach zarosłych to «pile» — (buł- 
gar.) pilec, pile, pilence, kurki wodne — (serb.) Pile, pilica, (porównaj 



— 136 — 

rzekę Pilicę w Polsce), pilad — (połabian.) pila, młoda kaczka — 
(słowac) Pile, gąski. 

Z odgłosem uderzenia o pal i wodę łączą się pojęcia: Pleskac 
plaskać (w dłonie) — (nowosłow.) plaskatl — (buł.) plesna — (rosyjj. 
pleśnlca, policzek — plesta, (serb.) pljeskatl, plljesnutl, pluskać się — 
(starosłow.) pleskatl co także oznacza tańczyć w trzy takty, 
zkąd pochodne fstarosłow.) plesatl — fkroac.) plesatl — ipol.) plą- 
sać — (huculskie) plesaf — (gotyc.) pllnjan. 

Ponieważ mieszkania palowe urządzane na błotach, mieściły 
się w jaśniejszych wolnych od zarośli okolicach, przeto nie dziw, 
że najbliższe pole palowego mieszkania łączy się z obrazem jas- 
ności, w odróżnieniu od ciemnego lasu lub boru rosnącego na such- 
szych piasczystych wydmach. Z «polje» kraj otwarty, próżny 
jasny wiąże się więc wszystko, co jest przeciwieństwem ciem- 
ności gąszczów leśnych. (Starosłow.) Plew jasny, biały, (nowosłow.) 
pław, blady, jasny — plawer biały wół — pław niebieski (nie- 
bieszcz wody) ztąd plawlca bławatek — (litew.) palwas biało żół- 
tawy, (barwa drzewa ociosanego), (Staroniem.) «falo», dzisiejsze «fahh 
popielaty, (pol.) płowy popielaty. 

Odmiennym nieco (p=b) jest to samo oznaczający wyraz, 
bely, balyos — (lit.) baltas biały — (greckie) falos — jasny — 
(pol.) blaknąć — (madziar.) blizna, belezna, bllzu — (pol.) bielizna, 
«płókane więc białe płótno», — jaśniejsze części skóry po ranie 
«bllzna». Dalej z pojęciem białości, piany na wodzie, nieb le- 
sze żeni a się wody, jasności wolnych miejsc, idą równolegle 
słowa: (p=b) bllsk, błysk, blyść, zaś jaśniejszej skóry, na odzianem 
ciele: <<polt, plt, płeć, — (bułgar.) pult ciało, oplten, ucieleśniony — 
)czeskie.) plt, piet, cera skóry, [niemieckie Flelscłi (p=f) mięso]. Pole 
na pomoście, czynności najrozmaitsze wiążące się z mieszkaniem, 
jego układami, gospodarczemi potrzebami, a zwłaszcza obraz oder- 
wany płaszczyzny pomostowej, da nam następujący, związany ze 
sobą szereg wyrazów. Planu (starosłow.) plan, poziomy, — (nowo- 
słow.) plan, równina — (czes.) plany, plan -- (wschodnio-serb.) 
wotplonlc, wyrównać się — (prus.) plonls — (lit.) plones, cienki — 
(łot.) plans, płaski, — (nowosłow.) piasta, warstwa, piast, szyba — 
(pol.) plastr (miodu) — (ros.) plats, płaski kawałek przedmiotu — 
plastat, polzat, plasczluja, plastun (porównaj piast — pleść — 
piasto u koła) — (lit.) platus — (greo platus — (starosłow.) plaszt 
(łać.) palllum, plastanlc(a) — (nowosłow.) plasza, plajsz — (buł.) 



— 137 - 

plasztanina, wszystkie te wyrazy oznaczają po polsku płaszcz. 
(Prus.) Ploaste prześcieradło — (litew.) ploszte szal — (madziar.) 
palast (porównaj palas, pałać) — (lit.) plokas powleczenie czegoś 
kitem, farbą, pokrycie zewnętrzne. <'^Plochu, płodu (nowosłow.) 
długi cienki kawałek drzewa, — (śród. niem.) blocłi — (pół. niem.) 
blocłi — zkąd pocliodne «bledi», bladia, (ros.) bljedia — (star. gór. 
(niem.) blełi, bHjnd, — (serb.) bljudo, miska płaska gliniana — (albań- 
skie) błuda — (litew.) blindas — (starosłow.) Płacłia deska, łuk 
z deski wyrżnięty — (rumuń.) piadia deska — (madziar.) pelełi — 
(czes.pol.-wscłiod. serb.) pla di ta, (połabiań.) plodita — {ros.)pladifa — 
(ukraiń.) płaz, plazen» plasłia strona — Płatu, (kroac.) podplat, pod- 
piata (podpięta, podeszwa) — (pol.) nadpłat; górna część buta — 
(starosłow.) płesna, podeszwa nogi — (prus.) plasmeno — (litew.) 
plełisna, plezda, płezno, pienia, płatać — (czes.) Pieta, plesti, piet, 
pletlwo, tkanina — piet, plot, oplot, pleść, płot, — (wscłiod. serb.) 
pleść, plesttwa, płot — {ukxd\ń) piest, pleść, pleten, splot, (plątanie 
palików), czynność widocznie odnosząca się do formowania mie- 
szkań jak to rosyjski wyraz «płotnifi^^ do dziś wzkazuje. Pletje, 
plecy (płaska część tułowia). Niezarośniętą płaszczyzną, Jest Plecłm 
(starosłow.), plesz łysina, plesziw łysy. Płyta — (wschód, piita — 
(litew.) plite cegła (wygładzana, płasko uczyniona) — (starosłow.) 
Piecza, płaska deszczułka — (bułgar.) plocza, tablica do rachowa- 
nia. (Starosłow.) Plosli, płaski, szeroki, (kamień to plosen) — (now. 
słów.) plosli, płaszczyzna — (bułgar.) splesliwan, spłaszczony — (ros.) 
pljiiscit, stąd pliisłiwa, płoszczyca, płotiin, nazwy płaskich zwierząt, 
«płazów, połozów» — (buł.) Plosłiwa, plos/ta, plas/ia, flaszłia z drze- 
wa — (albańskie) plodia — (rumuń.) plocłie — (star. górn. niem.) 
flasca, młodsze flaga (p = f) co wszystko oznacza płaskie na- 
czynie na wodę, fłaszlię, (starosłow.) Plot — (czes.) plt, piet — 
(pol.) pełć, tratwa z drzewa. Raspolot (ros.) rozpłatać na płasli, na 
dwoje — (starosłow. piat, rosplatlt — (czes.) polet — (pol.j po- 
łeć (słoniny), poletełi (pola) — (ros.) polt — (starosłow.) polka, de- 
ska, (nowosłow.) pola płaszczyzna — (serb.) polka, listwa ścienna 
(czes. i polskie również). — (wschód, serb.) polca — (białorus. litew). 
pollca, część pługu (Pflugsturze) — (śród. łać.) polypi'^z\\ow. 

Pola (star. słow.j brzeg — (ukrain.) poła — (ros.) polu, skrzy- 
dło u drzwi. Łopeno, łupane, połupane drzewo (czes. pol. ukraiń.) 
Polyj (ros.) otwarty — Poljana, polana, pole — istar. slow.) polje — 
(Now. słów.) polje, (liczba mnoga) poljesa — (tak jak kolje, kol- 



— 138 — 

jesa, kolasa). Z <^polje\ wyrażenia oznaczającego wolne miejsce, nie- 
zarośnięte a płaskie, (niekoniecznie ziemia), wiąże się pianina, szczyt 
góry — (nowosłow.) pianina, pastwisko na halach — (hucuł.) po- 
lonyna — (serb.) ^xoplanat, bezleśne miejsce, pochodne zaś z tego 
są (czes.) plany, — (serb.) plony, nieurodzajny — (pol.) plony, 
daremny — (litew.) plinas, plina, pustynia — (pol.) Plon, płonka, 
wolne miejsce w lodzie. Powierzchnia, skórka, pelwa, pliwa, (lit.) 
plene, plewę, korzuszek na śmietance, pleweti lenić się, pluć, z plew 
oczyszczać. Płaskie drewniane obuwie, do dziś dnia przez Żmudzi- 
nów noszone, zwie się, plesk, (sandały). Polto, poltino (star. słów.) 
płótno, płatno w całej Słowiańszczyźnie, brzmieniem i pojęciem 
jednostajne — (staro-słow.) pelena, pielucłiy — (goiyc.) fili — (łać.) 
pellis — (grec.) pella — (litew.) pelene — Blana, skórka, plewka — 
(pol.) błam, (futra, materyi) — (ros.) bolozna, cienka deska — 
(nowosłow.) bolz, plazlna, poduszka, pierzyna — (lit.) balsinis, za- 
główek. 

Polo — (ros.) pol. podłoga — polij otwarty, próżny — polwe 
mesto, polaja dwer, miejsce na wodzie, lodem nie pokryte — Pole, 
oznacza też w ogóle wolne miejsce. Poljana polana — (starosłow.) 
polje — (nowosłow.) polje, (liczba mnoga) poljesa — (madz.) pojana 
(rosyj.) polewał, (pols.) polować, w tem samem znaczeniu w (łać.) 
bellum — (grec.) polemeow dziś zaginionem .wojować. (Sławni Polacy 
co tak polowali, o wolność drogą zawsze wojowali. (Linde Słów. 
wyr. pol. tom II. 1122). 

Palj płaskie naczynie na wodę — (pols.) balja — (czes.) pa- 
latl i wylać wodę z wanny — (ukrain.) pylati, czerpać polonyłi czer- 
pak, plaj, ścieżka, kładka, (z pomostu na brzeg wiodąca). 

Wielki dział słów z obrazem płaszczyzny i płaskości związany 
wskazuje, że zawiązki kultury słowiańskiej dokonywały się na pewno 
wdólskich, a więc i wówczas mokrawiną zalewanych kra- 
inach. Tam tworzyły się pierwsze osiadłe, pal o we siodła, sioła, 
opola. Tam poczynały się w suchszych i cieplejszych porach roku 
próby rolnictwa na mniej wilgotnych do południa zwróconych wzniesie- 
niach. Gdybyśmy posługując się wyrazami, należącymi do klanu palo- 
wego u Słowian, próbowali przedstawić pewne strony życia dawnego 
w swojej odmienności od namiotowych zabytków, to tak wyglądałaby 
nasza opowieść... Plotnik, plótł, plocił im polcz, szkielet, podstawę 
z palów plestianycli Palbijeni (Babą). Na nich płazem położył, 



— 139 — 

płazy i <.<płatwy» a na których znowu z <.<plochówy> tworzył «/7^/» 
podłogę, «i)ole, pianinem pomostu, (ros.) bolon, (dziś w gumnie). 

«Pole» gdzie bydlilo plemię palowe, palami bliźniemi (czę- 
stokołami) <wpłocone» zwało się pilis (żmujdzkie), (lit.) pillne albo 
palanką, większą pałanką, czyli (starostów.) polata, późniejsze <ipo- 
laca» (bułgar.) palat — (kroac.) palacza — (serb.) polata — (czes.) 
palata, paląc — (pol.) paląc — (ukrain.) pałata. 

Były w tej pałacie, pałance, z plimuntów, płaskich kamieni 
zrobione, palenisko, w jej <^połowie». Tam palił się «palej» (staro- 
słow. stos) polan, które «plonęly, płomieniem, plamenem^>. Z pale- 
nia palów, pozostawał popiół — (starosłow.) pepel — (ros.) popel — 
(lit.) pelenaL Przy «-płomienia>^ w dymie wędziły się <^połcie» mięsa 
i ryb, suszyło płonłii «plesnoby i pelcłiyy> (grzyby) i pieliło <<po- 
społu placki podpłomykowe» z prosa. Za «piaszcz» odzienie «/?/«- 
sztanicę» służyła o^pilśn, pilść pełecliata^, blamowana futrem u koł- 
nierza, a latem polto, poltino płótnianka pleciona z lnu, i płukana 
<<polskana w baliacłiy>. Płótno to przechowywane na <^połkacli, po- 
łicachy, było pieniądzem, blaty płótna dawano w zamian, '^pla- 
cono-o — (starosłow.) platiti (nowosłow. bułgar. serb. czes.). Stąd 
poszła w ^-pospolitość płaca» — (połab.) emplotai — (ros), piata, 
platieź — (lit.) plyju — (niem.) feilen — rzecz, o której zresztą 
wspomina Hellmold (Roz. 39) mówiąc o Rugijczykach, że złota nie 
chowają, załatwiając «wszelki handel płótnem». 

W pałacie, pałance, której ściany wypełniano plenini i pięterku 
(koszem), stały dokoła paleniska pałatki (łoża na pomostach, z de- 
sek na rososzkach opartych nazywają tak do dziś w Hrubieszow- 
skiem), na których rozpłaszczano, bolozny, (deski), ploaste, płachty 
i plozine (poduszki). Palonkę z góry chroniła plena dach z : po- 
lów» desek. «Pol oznaczało drzewo rozpołowić. ^Południe rozpo- 
łowia dzień. Kobietę oznacza «biała, bela, plt, płeó> jako żeńską 
«pol» w stosunku do męskiej «pol», połowy, płci. Razem złączone 
to «społ'> rodzaj i «spol'> ród cały — (serb.) płodne — (polab.) 
piil, związek — (serb.) spolk. Jeśli to jest «społk» wojskowy, jeśli 
idą szeregiem pas,^=palitas, paludinis, jako pospolitacy, polować 
(wojować), wtedy są opolczeni, stanowią pułk, połk, polkas, idą 
na (albańskie), PIjakos, płochyja, wroga <^splakati» zwyciężyć, aby 
potem za <^płoclio spłoszonym^ przejść wzdłuż i wszerz «plajdując» 
(mazowieckie włóczyć się plajdać), urządzając <i.plijackę, plagę^ 
(rabunekj. Plen, polon z obcego plemienia brano w i-plenice i ple- 



— 140 — 

nlkay przyprowadzono do i^pilisy, gdzie ich oczekiwała reszta ^plenu, 
pleme, olemenoy> plemienia. «Spol» rodzina « płodziła przy plodków^, 
którzy sobie byli «blizikami, bliźnimi^. Wszyscy pracowali «pilniey>. 
Latem trzeba było vpaley> które se spluwa (gniją) opiłować. Pylowali 
(starali się o to) pilnie, pili, (krewni — z tego samego rodu — 
szlacłita niejako), a «przypilili niepilich'^ (obcycł]) w ^>plen» wzię- 
ty cli. Przez 'iPole» brzeg, <^podpolnoj-^ wody rzucano płaje które 
prowadziły na <^pole^^, gdzie « polany i poletkh^ ziemi <^płużono płu- 
giemy. Dziś oznacza po rosyjsku bardzo znamiennie << podziemny y>, 
a jednocześnie na Zaporożu «Podpilna^^ jest nazwą rzeki na któ- 
rej znajdowały się pomosty z mieszkaniami palowemi. 
(W rolniczym bowiem okresie «ziemią» nazywa się każda prze- 
strzeń po której człek stopami kroczy). Siano tam, jak 
dane wszystkie łiistoryczne i starożytnicze wskazują <^pfench« 
(niem.) proso, palbę, jęczmień, sadzono «blitwy» buraki. Palbę 
trzeba było «plti, płoche części z ^^plew opltati'^ a plon złożyć 
w plewie plewnicy (komorze na plewę) lub w plewnikii (skrzyni 
na plewę. «Z pola, plony płynęły na pełciacłi>> po plosie do opola. 
Latem w «pelegach-», bełtając bełfem pelagali (łowili ryby) płocice, 
w plecionki, plesterki. Przytem pluskano się i była często wielka 
« polska- mycie, bo czystość już za Tacyta uważano jako cnotę 
u Słowian. 

Matki <^ pluskały >■> z «pelen» pielucliy, wyjęte « płody » małe 
«bliźniaki». Mężczyźni i dziewczęta ^splatali w pletenice pełechy» 
(mówi też o tem Tacyt) a jak niebyło <<pluty» (deszczu), <^pleskali» 
w trzy takty pląsając i piejąc (ros.). «Pfl'/, palik uderzeniem wywo- 
ływał «bol, bolak a do niej bliznę». Może taka kara spotykała 
tego, który błądził, bljudował się (rozpustę czynił), jakby jaka 
«-blijuda» grzeszna kobieta, rozpustnie <tbljudno» się zachowująca. 
Takie plemiona pułkowe, Polanów, Polaków wiodły życie w «pa- 
łankacłi», na polach, pianinach, które razem z tem uprawianem «po- 
lem^ stanowiły całość rodowo-terytoryalnych już wpływów, «opole». 
Przywiązanie bowiem władania do terytoryum, do ziemi, może 
się objawić tylko u osiadłych i już rolniczych częściowo ple- 
mion. Ziemia zajęta przez plemiona jeszcze na palach żywot swój 
wiodące, dostawała w całości nazwę opola u Polaków i Polabian, 
«pfalz» u Niemców, «polis>> u Greków — «Palatium> u Rzymian, 
«Pel» u Anglosasów — Palanką u Kozaków. Nazwa ta później 
przeszła na pierwsze polityczno-terytoryalne organizacye. Na silne 



— 141 — 

wojskowo i karne związki wojskowe palowców wkazuje słownik 
dotyczący ćwiczeń wojskowych, zbiorowych organizacyi wojennych 
«pułków uszeregowanych», i «plag», napadów pirackich. 

Widzimy z powyższego zestawienia, że gdybyśmy zupełnie 
nic nie mieli, zachowanego z odległej przeszłości, to jeszcze i wtedy 
język, owa skarbnica śladów zaginionych już kultur, po- 
zwoliłaby ze siebie odtworzyć sylwetę życia gospodarczego i cywi- 
lizacyjnego przeszłych pokoleń. Mimo to jednak wierni naszej 
metodzie — nie odważamy się jeszcze wniosków wysnutych 
z materyału językowego uważać za pewną niewzruszoną ziemię, 
na której może stanąć budowa twierdzeń naszych. Do celu naszego 
zajdziemy obecnie z innej strony, puścimy wiązkę promieni światła 
pod innym kątem, a dopiero węzły przecięć promieni, jak najsze- 
rzej uchwyconych soczewką naszego mózgu, mogą nam odrzucić 
możliwie jednolity i wyraźny obraz, o który chodzić musi każ- 
demu badaczowi odtwarzającemu zaginioną w przeszłości 
prawdę. Znalezienie naprzykład, pszenicy, jęczmienia i so- 
czewicy w r. 1890 na Węgrzech w Dobrzycy górnej, w epoce 
palowej neolitycznej, to jest najnowszej a w tyra wypadku 
też słowiańskiej, jest tylko stwierdzeniem uprawy jęczmienia u Pa- 
lowców ze strony starożytniczej, cośmy już przedtem miarkując 
po wyrazie z klanu palowego <i-palba^^ jęczmień wnosili. 

Rozważmy obecnie, azali stosunki przyrodnicze Europy, w tych 
jej częściach, w których wiodły plemiona ze stepów przybyłe po- 
czątki osiadłego życia, były po temu, aby usprawiedliwić przypu- 
szczenia, rzucające się w oczy z zestawienia klanu wyrazów palo- 
wych. 

Tak jak lodowce w okresie palowym, uciekały przed rosną- 
cem ciepłem z południa ku północy, tak samo też i bagna, mokra- 
winy i wijgocie wysychały stopniowo wedle tej samej koleji, tak 
że Połabia, dzisiejsze Pomorze, Prusy wschodnie i Polesie, a nakoniec 
tundry północnej Rosyi najdłużej zachowały bagienny stan kraju. 

Również górskie lodowce, topniejąc w Alpach, górach ota- 
czających kotlinę czeską, w Karpatach i na Bałkanie, dostarczały co- 
raz więcej kraju, który wabił do stałego zamieszkania. Tundry o pół 
stepowym charakterze, poczęły porastać początkowo wikliną, roki- 
ciną, później lasem olchowym, brzozowym, dębowym, a dopiero 
na wskroś suche wydmy pokrywały się żywiczną szpilkowiną. 
Pięćdziesiąty równoleżnik był mniej więcej granicą północnego 



— 142 — 

morza lodowców, które obejmowało całe północne Niemcy, Ma- 
zowsze, Polesie, Litwę, środkową i północną Rosyę. 

Na południe od Karpat zaś, ilość opadów atmosferycznych 
nieporównanie była większa niż dzisiaj, w obec tego, że chmury 
niesione ciepłym prądem z południa i z zachodu, które dziś skra- 
plają się nad morzem północnem, wówczas już się prawdopodobnie 
na wysokości Karpat w deszcz zamieniały. Tern więc tłómaczyć 
należy, że bagna w środkowej Europie, tak długo się utrzymy- 
wały, a po części po dziś dzień utrzymują. Mówiliśmy już o ba- 
gnach półwyspu Italskiego, idących wzdłuż dzisiejszego Padu i Ty- 
bru, jako dwóch ogniskach dawnej kultury. 

Przez doliny jezior szwajcarskich, pełne zabytków po mie- 
szkaniach nawodnych łączyła się Italia potężną wstęgą wodną Renu 
z morzem niemieckiem. W Wirtembergii i Palatynacie spotyka się 
również liczne ślady niemieckich palowych budowli, które dłużej 
od szwajcarskich trwając, mimo, to według Yirchowa razem sta- 
nowiły typ odrębny niemiecko-allemański. Natomiast 
dorzecze Łaby, Odry, Wisły i Niemna aż po Dźwinę i jeziora fińskie, 
rozdziela się kraj, pełen do dziś jeszcze bagien i mokradeł u całego 
dorzecza północno-niemieckiego i bałtyckiego. Wszystkie te miejsca 
jeszcze za historycznych przepełnione mokrawiną, a dziś pokładem 
torfowisk, świadczących o bagiennej przeszłości, musiały gnać ludy 
zabłąkane lub przemocą wparte między bagna, na pale i drzewne 
pomosty. Tradycye potopów, które też istnieją u Greków 
w odniesieniu do słynnego trzęsienia ziemi, kiedy się to O s s a na 
Pehon waliła, a uczyniwszy tym sposobem wyrwę w ścianach 
bocznych kotliny tessalskiej, wylała zawartość wód z niej do mo- 
rza, odnoszą się zapewne do nieustannie się powtarzających wy- 
lewów i rostopów wiosennych z gór płynących, które kiedyś się 
dobrze równinie tessalskiej dawały we znaki. Podobne wylewy wio- 
senne i jesienne zmuszają do dziś ludność doliny rzeki Sawy i Drawy, 
do urządzenia palowych mieszkań, które poprzednio w wizerunku 
i opisie podaliśmy. W Grecyi do Tesalji, owej pełnej wód kothny, od- 
noszą się najstarsze tradycye mówiące o przemieszkiwaniu 
tamże Pelasgów. Pelasgowie zaś usunąwszy się do Peloponezu uczy- 
nih miejsce Helenom (Helos — bagno). Na północ od Tessalji, 
w Macedonii nad jeziorem Prasias widział Herodot palowe mieszka- 
nia opisane już przez nas poprzednio. Kto wie czy te starodawne 
(po grecku «palai») czasy palowej kultury, objawiające się w my- 



— 143 — 

tach, i całym klanie palowym słów i pojęć greckicłi nie odnoszą 
do pobytu w Tessalii, gdzie rzeka Peneios, miasto (Metrojpolis, 
Płialoria, Płialanna, dalej imiona miast Helios, o związku nazw 
miejscowych z wątkiem palowym i bagnistem świadczą. 

Szczególnie bogatą i świeżą kulturę palową w językacti sło- 
wiańskich, pojmuje się również zupełnie, jeśli się spojrzy na dzi- 
siejszy układ wód na tej części karty Europy, którą Słowianie za- 
mieszkują. Część ta, to niby brzoskwinia, której pestkę twardą 
skalistą stanowią Karpaty, a po części wyżyna Podolska, a około 
tej pestki biegną niżowe porzecza Dunaju i jego dopływów 
Cisy, Sawy i Drawy, i przez całe niegdyś słowiańskie Węgry, roz- 
szerzają się u dolnego biegu Dunaju, skąd podają szerokopłaszczy- 
znowe dłonie dorzeczu dolnemu Dniestru, Bugu, Dniepru i Donu. 
Dnieprem w górę idzie ukraińska równina i rozlewa się w końcu 
słynnemi błotami Rokitny (rokiciny), Polesia nad Berezyną, Piną, 
Jasiołdą i Prypecią. Tam na dziale wód płynnym, przelać się 
można było ku dolinom Narwi i Niemnu i w ten sposób połączyć 
się znowu z niziną północną Słowiańską. Ogromne te przestrzenie 
znane Grekom, którzy już za czasów Herodota w V-tem stuleciu 
przed Chrystusem puszczali się w celach handlowych w te strony, 
czyniły wrażenie jednakiego bagna. Wodo-nosy (greek. Tanaos,) 
(Wo)dunoje (wo) Dunajce, (wo) dniestry (stromm — strumień), (wo) 
Dnie-pr (ohy), (wo) Dony, (wo) Dońcy były arteryami, któremi roz- 
nosiła się ludność na «pławicacli, płozach, pelciacli i spławiczkach» 
i rozsiadała się wzdłuż brzegów. 

Tamtędy więc wzdłuż Dniepru (Borysthenes), Prypeci do Nie- 
mna, i wzdłuż Dniestru (Tyras) obok Starej Soli do Sanu, a ztam- 
tąd Wisłą na Pomorze, szły stare drogi greckie, któremi Olbiopo- 
litańczycy nieśli kulturę, jeżdżąc po sól bursztyn, miód, wosk, 
a szczególnie futra bobrowe, bo od bobrów i od żeremi bobro- 
wych roiła się błotna Słowańszczyzna, jak to do dziś częste nazwy 
miejscowości świadczą. Liczne monety greckie znajdowane wzdłuż 
tych dróg i wykopaliska, a między niemi tak cenne jak te, które 
wydobył p. Ossowski z kurhanu ryżanowskiego, a noszące na so- 
bie wybitną cechę dłoni artystycznej greckiej, świadczą o tej wy- 
mianie płodów i kultów, o jakiej już pisarze greccy zdają się 
wzmiankować. I te naczynia ryżanowskie może jaka księżniczka 
słowiańska lub królewska «pallakos» za futra bobrowe od Gre- 
ków dostała, a gdy umarła, to je starym słowiańskim zwyczajem. 



— 144 — 

jako jej osobistą własność do grobu włożono. Tam stary 
Herodot, pisząc między rol^iem 456 a 454 przed Chrystusem, po- 
znał przez swego sprawozdawcę, (G)alizonów (Halizones, Halicza- 
nów? — Kałuszanów?) l<tórzy już za jego czasów byli rolnil<ami 
na dzisiejszem Podolu, lecz «łiodowali pszenicę nie do jedzenia 
jeszcze, ale tyll<o na sprzedaż*. Tam za rzeką Dunajem rozpo- 
czyna się «Królestwo scytyjskie» (Herodot, lib. IV. 21) od bagien 
Maeotyckich (Maeotidis). 

Również Dniestr, «Ister, Tyras» wypływa z «niezmierzonycli 
błot» (ex ingenti palude) (Herodot, lib. IV, cap. 51). Ptolomeusz pi- 
sząc o krajach słowiańskich w latach 175 — 182 po Chrystusie, po- 
wiada, że ciągną się od wschodu, gdzie rzeka Carcintus wpada do 
Isthmusu i od bagien Byce i większych błot meotyckich, 
które ciągną się do rzeki Dunaju, i po za rzekę Dunaj, aż do po- 
łudniowej części Dniepru, i licznych rzek, od których blisko są 
bagna Arna do ce j ski e» (polskie?). (Ptol. Lib. III. cap. 5). Naj- 
lepiej stosunkowo były starożytnym znane błota i bagna wzdłuż 
biegu Dunaju, które Prokopius Cezarejski (rok 552) uważa jako mie- 
szkanie Słowian. «0d błot, aż do Maeosji gdzie rzeka Dunaj 
w bagna się swoje wylewa i to bagno w brzeg mo- 
rza Czarnego wrasta», gdzie się zaś pierwsze odkrywa wgłę- 
bienie, « błotem wypełnione, żyjągoci, Tetraxytami zwani » 
zaś za meotyckiemi błotami wzdłuż Dunaju mieszkają Cutur- 
guri. Błota te były tak wielkie, że Plinius (79 po Chr.) nazywa je 
wprost «lacus Maeotides» morzem meotyckiem. Jeszcze Jornandes 
z VI-tego stulecia mówi o tych «maeotides paludes», bagnach me- 
otyckich, które tak związały się z pojęciem słowiańskich osad, że 
jedna bulla papieska ze znacznie późniejszego czasu Morawie na- 
zywa Maeosią krajem «maeotideis» (Szafarzyk, «Starożytności słow»). 
Mauritius (582 — 602 po Chr.) pisze o tem, że kraje « słowiańskie, 
wypełniają lasy, bagna i zarosłe trzcinowe», a związek słowny mię- 
dzy wieda, woda, wódz (woje-woda), wieść, wodzić, to jest przez 
wody prowadzić pochody, poprzedniojuż ujęty, potwierdza cytatą, 
twierdząc, że «Słowianie między wielu wiadomościami znali 
sztukę przechodzenia rzek«. Błota przy dopływach Du- 
naju, gdzie za czasów Trajana Dakowie mieszkali w domach pa- 
lowych, i gdzie do dziś się utrzymały ślady wcale znaczne mie- 
szkań na palach wzniesionych w dolinie Sawy i Drawy, wyobra- 
żały sobą ogólny charakter krajów północnych, ojczyzny rzek, 



— 145 — 

jezior, nieprzebranych błot i cenionycii a poszukiwanych przez Gre- 
ków bobrów. Jeszcze wówczas podanie o łączności Morza Czar- 
nego z Bałtyckiem za pośrednictwem Prypeci Piny i Jasiołdy 
z Niemnem i dopływami Wisły, miało realne znaczenie, jeśli słu- 
sznym jest pięknie umotywowany wywód p. Sadowskiego (Drogi 
handlowe greckie i rzymskie. Pam. Akad. Lim. Tom. 111. str. 17.), 
który zresztą i u Szafarzyka się znajduje. 

Nie dziwno więc, że osady słowiańskie pilnować się musiały 
dróg wodnych, i że z wielu względów lepiej im było mieszkać 
bodaj na palach, ale blizko otwartego i świetlistego «świata», niż 
szukać suchszych pozornie, ale za to ciemnych miejsc borem 
i lasami zarosłych. Im zaś dalej ku morzu Bałtyckiemu i Niemie- 
ckiemu, tern było wilgotniej, gęściły się jeziora, rosły bagna^ 
las rzedniał, a trzycież (oczret) ogarniał sobą olbrzymie pia- 
chy mokrego kraju. 

Hellmold z XII wieku mówiąc o Połabiu, daje obraz kraju 
w ten sposób: « Przyszliśmy do lasu, który był jedyny w tern 
miejscu na całej równinie» (ks. 83). Natomiast «podczas 
oblężenia HaweH przez Henryka, Mst wziął 200 Sasów i 300 Sło- 
wian, wybranych wojowników i przeszedł przez wody i wiel- 
kie bagna z trudem. Po zwycięstwie cofając się został przez 
mieszkańców raptownie napadnięty, którzy przez na j niedo- 
stępnie jsze bagna przeszli» (Roz. 37). Podobne wiado- 
mości o niebezpiecznych dla rycerstwa grzązkich bagnach, trafiają 
się nieustannie. Saxo Grammaticus, opisując oblężenie Korenicy przez 
Duńczyków na wyspie Rugii, tak naprzykład opowiada: «Te ze 
wszystkich stron wraz to inne przepaście i do tego jeziora bronią 
miasto, a nieprzerwane błota i trudne do przebycia 
bezdnie w okół sięgają. Jeden i drugi z nieostrożnych, który 
na drogi oddalone zboczył, w głębokie błota bez ratunku 
wpadał». (Hist. Danae. XVIII. 153. B. edit. Bebelius). Dlatego też 
wojny Niemców ze Słowianami toczyły się głównie zimą, kiedy 
mróz chwytał bagna i rzeki w swe lodowe objęcia. « Henrykowi 
rycerze szli na Rugię przez śnieg i lód» opowiada proboszcz 
z Bozowa na Pomorzu. « Henryk na najbliższą zimę znów cią- 
gnął, ale mróz stajał, więc musieli wrócić» dodaje 
dalej z westchnieniem żalu. (Hellmold. Chronica Slavorum). 

Rostafiński w swojej « Polsce pod względem fizyograficznym», 
pisząc o Małopolsce, powiada: « Małopolska, (wyżej od Połabia, Po- 
dzieje MIESZMŃ. 10 



— 146 — 

morza położona i więcej ku południowi a za tern sucłisza), była 
przeważnie lesistą, w której błota otwierały sucłiszy świat tylko 
w dolinie Wisły, Wieprzu i Pilicy ». Szajnochia, opisując zaś Wiel- 
kopolskę w dziele « Jadwiga i Jagiełło*, porównywuje ją ze słyn- 
nem Polesiem Pińskiem: «Przypomnijmy sobie, jakie mnóstwo ło- 
dzi, łódek, pławiczek, pławie, obijaników, szułialej, o trzecti 
a nawet o czterech masztacłi, wiosłuje na jezioracłi pińskicłi z na- 
dejściem wiosny, a poweźmiem wyobrażenie o tłumie żagli na wo- 
dacłi wiosennych ówczesnej Polski*. (Tom I. st. 9). 

Zaprawdę Polesie dzisiejsze skutkiem swego płaskiego poło- 
żenia, na dziale wód, do niedawna jeszcze świadczyło całością 
swego układu fizycznego o gdzieindziej już minionej przeszłości. 
Piaszczyste lub z gliną zmieszane wydmy wyłażą łbami swymi 
z wody i zarastają lasami, dając jednocześnie miejsce dla dzisiej- 
szych osad wiejskich. Na tych ostrowach (które użyczają nazwy 
licznym starym siołom: Ostrowiec, Ostrowo, Ostrowite i t. d.), 
rosną rozmaite drzewa. Dąb, osika, olcha i brzoza trzyma się mo- 
krawizny, a na piaszczystych wydmach porasta sosna. 

W ten sposób system ostrowów zarastających lasami i bo- 
rami, błota, jeziora i rzeki stanowią typową formacyę krajów, ja- 
kich Polesie było do niedawna ostatnim szczątkiem. 

Ostrowami zaś suchszymi całej Polski, w wielkich rozmiarach 
biorąc, była wyżyna podkarpacka (od 200 do 500 m. nad poziom morza) 
obejmująca górne brzegi Warty i Pilicy a kończąca się Łysą Górą 
na północ od Sandomierza. Inny język wciska się między San i Wieprz 
a Bug i jeszcze wyżej między Bug a Niemen, patrząc się na 
wschód ku grzbietowi Białejrusi, na południe łącząc się z płasko 
wzgórzem podolskiem, zamyka w ten sposób zatokę niżną 
wodzisk Polesia. Druga warstwa już nizinna (od 100 do 200 m.) 
to płaszczyzna Śląska, wschodnia część Wielkopolski i Mazowsze 
z wyjątkiem rondla bagiennego u ujścia Bzury, Bugu, Narwi, Odry 
i Wisły. Średni bieg Wisły aż po Warszawę, średni bieg Niemna, 
Pojezierze pruskie i kaszubskie zamykają drugi stopień; nie- 
jako schód ziemny ku morzu. Progiem morskim natomiast jest 
cała nizina, gdzie rozsiadła się niegdyś zrzadka Słowiańszczyzna 
połabiańska i przyodrzańska. Tam wobec bardzo małych różnic wy- 
niosłości na pobrzeżu morza Północnego i Bałtyckiego, bagna 
i mokradła pozostały tysiące lat dłużej w swoim wpływie na ży- 
cie mieszkaniowe i do dziś jeszcze west-pfahlowie (palowcy zacho- 



— 147 — 

dni niemieccy) nie są wolni od wpływu torfowych bagnisk na ich 
gospodarczą twórczość. 

Widzimy więc, że istniały na naszych ziemiach wszelkie wa- 
runki, które sprzyjają rozrostowi palowych mieszkań, towarzyszą- 
cych pierwszym próbom osiadłej rolniczej gospodarki. 

Obowiązkiem jest naszym, jako badacza, do wniosków nie- 
przeparcie się nasuwających ze śladów językowych i z ówczesnego 
wiarogodnie wymiarkowanego i historycznie stwierdzonego układu 
fizycznego krajów słowiańskich, dać starożytne i historyczne do- 
wody istnienia tamże niegdyś mieszkań i układów palowych na- 
bagiennych i nawodnych. 

Zacznijmy od najdawniejszych czasów. Na Pomorzu badania 
wykazały istnienie budowli palowych od najstarszych do czasów naj- 
nowszych. Według «Światowida» ślady palowych mieszl^ań z epoki 
krzemiennej są pod Jarosławiem galicyjskim i Dziakle lubelskiem. 
Prócz tego za najstarsze ślady budowli palowych uważać należy 
wszystkie uwarstwowione śmietniska kuchenne, które pozostały się 
jako świadectwa bagien przedhistorycznych w miejscach dziś już 
zupełnie suchych. Za czasów Herodota w Vtym wieku przed Chry- 
stusem, północny stok Karpat od słońca przysłonięty, u stóp bo- 
rów, wodę korzeniami zatrzymujących położony, był 
gniazdem mokradeł i bagien, z których wypływa! Dniestr. Dziś 
jeszcze nazwy odwieczne Sambor w krainie zamieszkałej przez 
«Biessów«, Bieczów i «drugich Bieczów» (Drohobycz), (według Pto- 
lomeuszai świadczą o gęstości « samych borów > dziś z lasów ogo- 
łoconego Podgórza. Mimo to, do teraźniejszych czasów dotrwały 
drobne lecz dość jeszcze rozlegle ślady Herodotowych bagien nad- 
dniestrzańskich. Około 18.000 łąk i torfowisk wzdłuż Dniestm w po- 
wiecie Samborskim i drohobyckim należy do tych ostatków ba- 
giennych. A jednak kąt ten błotnisty był gniazdem cywilizacyi, 
do którego dostawah się już greccy sprawozdawcy Herodota 
w V-tem stuleciu przed Chr. po bobrowe specyaly. Otóż w tym 
kącie znalazł p. Demetrykiewicz uwarstwowione nasypy ziemne 
z odpadków węgli i popiołu, ułamków krzemienia, kości i urn uczy- 
nione. Sam Demetrykiewicz zestawia je z kurhanami z pod Dro- 
hobycza, Przemyśla i Lubelskiego i nasypami węgierskimi 
w dolinie Alfóldzkiej nad rzeką Cisą po drugiej stro- 
nie Karpat. Nasypy węgierskie według Yirchowa i badacza wło- 
skiego a znawcy w tym kierunku Pigoriniego są podobne zaś do 

10* 



— 148 — 

słynnych « Terra maricoli» włoskich w doHnie Padu, utworów nie- 
wątpliwie do palowej kultury należących. 'Trzeba więc pójść za 
zdaniem powyższych uczonych », powiada słusznie p. Demetrykie- 
wicz «i uważać badane kurhany w Drohobyckiem, Przemy skiem 
i przez Olechnowicza w Lubelskiem za zabytki mieszkań czyli s i e- 
dlisk ludzkich z epoki przedhistoryczne j». Dodać na- 
leży, że podobne nasypiska < odpadków kuchennych > znaleziono 
również w basenie Dniepru i koło Warszawy (Światowit I.j. Nato- 
miast nie mogę się zgodzić z wątpliwościami p. Demetrykiewicza, 
azali utwory Drohobyckie zaliczyć należy do szczątków palowej 
kultury. Sam p. Demetrykiewicz widzi bowiem najściślejszy zwią- 
zek między nasypami Drohobyckimi a Terramare węgierskiemi do 
tego stopnia, że nawet wedle bardzo interesującego wywodu przy- 
puszcza, iż obydwa utwory z tej i z tamtej strony Karpat do je- 
dnego ludu należą iMateryały do Antrop. archeolog. Tom. II. str. 
133. i 134... 

Terramare węgierskie zbadane natomiast zostały przez bada- 
cza, który zęby niejako zjadł przy swoim zawodzie, prof. Vir- 
chowa. Prof. Yirchow również powołując się na zdanie Pigori- 
niego, z początku z właściwą sobie ostrożnością wątpił o słuszno- 
ści domysłów włoskiego uczonego, który sądził, że «w wielu wgłę- 
bieniach widział szczątki stojących pali». Badając jednak, jak nie- 
wierny Tomasz, sam osobiście Terramare węgierskie, dochodzi do 
następujących wniosków: 

«Nakoniec udało się nam znaleźć poszczególne z prostopa- 
dłych i poziomych szczelin, które jeszcze częściowo widocznymi 
śladami drzewa były wypełnione. Nie mogło już więc ulegać ża- 
dnej wątpliwości, że prostopadłe stojące pale były zawarte we 
wzgórzu a mianowicie w podobnym układzie, jak w Ter- 
ramare koło Emilji». Co więcej, podobne utwory tylko 
znacznie późniejsze znalazł Yirchow w północnej Słowiańszczyźnie, 
w Sassowie koło Chociebuża i w Płocowie (Potzlowi, o których 
zresztą pomówimy, jako o nowszych rzeczach później nieco» (Zeit- 
schrift f. Ethnologie. VII. Ver. 130—247). Uwagi powyższe tern 
są ciekawsze, że łączyłyby się z pierwszemi wiadomościami He- 
rodota o Słowianach, miejscowo i kulturalnie określonemi i może 
posłużyłyby do czasowego określenia początków osiedleń słowiań- 
skich. Do starych bardzo śladów palowych osiedleń należą już 
w Prusach Wschodnich przez dr. Heydecka znalezione mieszkania 



— 149 — 

w Kownatkach, «do których użyte drzewo jeszcze klinami krze- 
miennymi było ścinane». 

Natomiast zupełnie osobny dział stanowią budowle palowe, 
które w najrzadszej liczbie znajdują się na tym ostatnim schodzie 
ku północnemu morzu, jaki stanowi Połabie, Pomorze, część Wiel- 
kopolski i Prusy Wschodnie i Zachodnie. 

Odmienność ich jest tak widoczną, że, jak już cytowaliśmy, 
prof. Yirchow, nie waha się ani chwili związać ich i jako «słowiań- 
sko-inflanckich» przeciwstawić «szwajcarsko-południowo -niemieckim 
i włosko-węgierskim grupom». Ale nietylko układ mie- 
szkań, ale cały typ kultury wyrażony w kształcie i zdobnictwie 
najpospolitszego naczynia, jakim jest gliniany garnek (urna), jest 
tak odrębny, że Yirchow daje im nawet nazwę stałą «typu grodzi- 
szczowego» (Burgwalltypus). Wszędzie czy na dnie osad palowych, 
czy wśród nasypisk grodziszczowych, czy w mogiłach ciałopal- 
nych, zjawia się to jednakie w kształcie, w ozdobie i w wykona- 
niu naczynie, będące wskaźnikiem kulturalnym dla starożytników- 
badaczy. Pan E. Friedel, mówiąc o domkowej urnie z Gandowa 
koło Przegnicy tak o tem powiada. «Dział grobów łużyckich, które 
się od pomorskich brzegów morza Północnego aż do Rosyi(?), Wę- 
gier rozciąga, jest na wskroś familijnem podobień- 
stwem związany, którego nikt zaprzeczyć nie może, 
a chociaż ta i owa forma naczynia w wielkich granicach 
jednostajnej techniki jest umiejscowioną, to mimo 
to najczęściej panuje forma skończona, rękodzielnicza zgrabność 
w wykonaniu. Zaś na zachodzie w Meklemburgii, Przegnicy, Ha- 
nowerze i Holsztynie panuje indywidualizm, który wskazuje na ró- 
żnice plemienne: Wykonanie germańskich naczyń glinia- 
nych, jest surowsze, niż urn rodzaju słowiańskiego. 
Muszę wyznać, że na tak olbrzymie przestrzenie rozszerzona sztuka 
keramiczna jest dla mnie niezrozumiała, dziwię się słowian o- 
filom, że nie wyzyskali jeszcze tego, iż tubylczość 
słowiańskiej rasy, kryje się razem z tą kulturą te- 
rytoryalnie i że słowiańskie siedziby na podsta- 
wie naczyń glinianych aż po Berlin sięgaj ą» (Zeit. f. 
Ethnol. XVII, Ver. 167). Doniosłe to wyznanie uczonego niemie- 
ckiego nabiera jeszcze tem wyrazistszej barwy, jeśli je zestawimy 
z tem, co prof. Yirchow mówi o niemieckiej kulturze na słowiań- 
skich ziemiach. «Czy w Niemczech Gerraanowie mieli swoje sie- 



— 150 — 

dziby, czy jaki inny lud, jest to sprawa, o której w tej c łi w i 1 i 
ciężko mówić, ponieważ nie mamy, w ściśle jszem 
znaczeniu tego słowa, germańskich sprzętów, nie 
możemy ani jednej formy jako typowo germańskiej okre- 
ślić, a na wskroś jest dowolnem, jak to teraz u nas (Niemców) 
modą jest, wszystko co przedsłowiańskie w krótkiej dro- 
dze uważać za germańskie. Szczególnie nasi przyjaciele 
w Łużycach, wżyli się w myśl, wszystko co przedsłowiańskie bez 
namysłu nazywać germańskiem, tak, że uważam za wska- 
zane wyraźnie na to zwrócić uwagę, że tego rodzaju postę- 
powanie jest dowolnem> (Zeit. f. Ethnol., XVI, Ver. 209). 
Kiedy więc starożytność kultury północno-zachodnio-słowiariskiej, 
która potrafiła na tak wielkich przestrzeniach wyrobić w sobie styl, 
charakter odrębny i wyższą od niemieckiej rękodzielniczą technikę, 
nie ulega najmniejszej wątpliwości, to «indywidualność» zabytków 
niby-germańskich jest tak nieokreśloną, że w «ściślejszem znacze- 
niu tego słowa, niema ani jednej formy ty p o w o -germań- 
ski ej^> wedle niepodejrzanego świadectwa Yirchowa i Friedla. 

Odkładając wnioski stąd płynące na później, omówimy na pod- 
stawie dotychczasowo zdobytych przez nas sądów, materyał dostar- 
czony przez badaczy starożytników w zakresie mieszkań palowych, 
które bez omyłki żadnej, jak to obaczymy, polskiemi nazwać mo- 
żemy. Rzecz jasna, że materyał ów dotyczy okresu w większej części 
żelaznego a mieszkania w wielu wypadkach, o bliższe już nam dzieje 
zaczepiają. Yirchow tak się w tej materyi wyraża: «Podczas kiedy my 
na północy niemało mamy palowych budowli, które jako sło- 
wiańskie uważamy i do późnych czasów zaliczamy, odpadają 
całe środkowe Niemcy i dopiero w południowych Niem- 
czech poczyna się sfera nowych, ale już zupełnie 
innych budowli'> (Zeit. f. Ethnol., XVI, Ver. 212). Mimo to 
mamy w jeziorach mazurskich przechowane budowle palowe, które 
razem z badanemi przez dra Heydecka sięgają kamiennej i bron- 
zowej epoki, a zasadniczą konstrukcyą podobne są do najpóźniej- 
szych. «W jeziorze Szonstag, koło Łęgu (Lyck) '/i iriili na północ 
od stacyi kolejowej Jucha obniżyła się powierzchnia wody przed 
20 laty o 1'5 metra, od tego czasu na północnym krańcu wsi Szcze- 
cinowo (na wschodnim brzegu jeziora) ukazała się mała budowla 
palowa 13 m. szeroka, 15 m. długa w jakiej 1—2 m. głębokości, 



- 151 — 

składająca się z paki, sięgającej od dna aż do powie- 
rzchni jeziora, uczynionej z krzyżowo związanych 
i uwarstwowMonych poziomo drzew, które prostopa- 
dłymi (dokładniej krzywozałożonymi) 17 do 23 ctm. grubymi, 
dobrze zaostrzonymi palami dębowymi i świerkowymi 
były ujęte. Pale te albo pojedynczo albo podwójnie lub po- 
trójnie ustawiano. Poziome warstwy są z cieńszych miękkich drzew 
jako brzozy, olchy i wierzby wyprowadzone. Na dnie znale- 
ziono trzy młoty krzemienne, z nich jeden gładzony, 14 nożów 
krzemiennych, bronzową okrągłą tarczę, zęby bobrze, prócz tego, 
wiele pół wypalonych kawałków gliny z odciskami drzewnemi na 
miejscach ogniem wylizanych... Prócz kości zwierzęcych, liczne łu- 
piny orzechów laskowych, brak zboża. Nehring określił tak kości 
zwierzęce. Był tam pies, świnia torfowa, koza, owca, koń, dalej 
lis, żbik, wydra, niedźwiedź, bóbr, zając, dzik, bizon, jeleń, sarna, 
tur i cietrzew. Dr Heydeck sądzi, że ta palowa budowla musi być 
bardzo starą, próby okazały, że je bronzowemi siekierami 
obrabiano. Dr Heydeck uważa je za współczesne z szwajcar- 
skiemi budowlami, Yirchow jako nieco późniejsze... To 
samo odnosi się do budowli palowej w jeziorze Zulewskiem 
na wschód od jeziora Arys. Budowla ta podobna 
jest zupełnie w założeniu do tej z jeziora Arys i Szon- 
stag. Zobaczymy później, że aż do najnowszych czasów zasa- 
dniczy układ drzewa się nie zmienił, tak, że technika budowlana 
tej gałęzi tubylczych osiadłych przodków naszych w zasadzie do 
dziś pozostała ta sama (Zeit. f. Ethnol. XX, 428). 

Nim przejdziemy jednak do terytoryalnie umiejscowionego 
zagadnienia, którego ważności dla początków dziejowych naszego 
narodu dowiodę później - wspomnę jeszcze o palowych mieszka- 
niach najnowszej doby na Polesiu, nad Prypecią i Bere- 
zyną i w rondlu Dnieprowym. 

Te ruskie palowe mieszkania usprawiedliwione zupełnie ów- 
czesnymi stosunkami fizycznymi Polesia i Ukrainy, tłómaczą 
nazwę Polesia (pleso-plosojezioro) i Polan (którzy wedle Ne- 
stora «siedli przy Dnieprze») (patrz Sicz na palach zbudo- 
wana), jako kraju i ludu imionami do klanu pało w ego nale- 
żących. Tyle na razie, jako przygrywka do późniejszego rozwią- 
zania. Zacznijmy od Pomorza, graniczącego o miedzę z Połabiem, 



— 152 - 

do którego prof. Piekosiński ojczyznę twórców państwa pol- 
skiego odnosi. Hartmann w pracy przez nas już cytowanej 
«o palowych mieszkaniach», wspomina o budowli palowej «w jezio- 
rze Persyńskiem, liczącej przeszło 400 pali, zaopatrzonej 
utwierdzeniem c z ęs t okołow em. Według niego «słowiański 
Szczecin również był na palach zbudowany». Koło stolicy 
Kaszubów, Koszalina, znaleziono w Liptowskiem jeziorze budo- 
wlę palową» (Zełt. f. Etłinol., II, 3). Na północ od Połabia, 
w Szlezwigu w jeziorze Kudeńskiem są ślady palowycłi 
mieszkań. «Palowe budowle w Dąbrowskiem jeziorze, Soldyńskiem 
i Persyńskiem zawierają w sobie urny o ozdobieniu falowem i o zna- 
kach krzyża w koło wpisanego, znamiennego dla całej północnej 
Słowiańszczyzny» (Zeit. f. Ethnol., II, 27), bo «naczynia ludu gro- 
dziszczów i wsi palowych według tych samych wzo- 
rów są robione» (tamże str. 30). Wyjaśnienie tego zjawiska, 
które w r. 1871 było dla samego Yirchowa zagadką przyszło pó- 
źniej. W r. 1875 badając grób przedhistoryczny Sassów, stwier- 
dził uczony niemiecki «wał ziemny na palach zbudowany 
i to na palach, które już przedtem były zamieszkałe. 

W ten sposób wał grodziszcza nie był wcale naturalnem 
wzniesieniem, ale cały układ został sztucznie wzniesiony 
bezpośrednio na dnie jeziora, w czasach, kiedy ono nie 
było łąkami okryte. Co to za olbrzymia praca musiała 
być w to włożoną, aby stworzyć tego rodzaju układ. 
Podobną budowlę znalazłem, jak o tem mówiłem, 16 maja 1874 
w Potzlowie (Palcowo) nad W krą (Uckermark). Istnieje więc 
podobieństwo między Terramare włoskiemi a budowlami północnej 
Słowiańszczyzny. Z początku sądziłem jedynie, że grodziszcza i bu 
dowie palowe były zakładane przez ten sam lud, prawdziwej sub- 
strukcyi wału gr odz is z c z o wego, przez budowle pa- 
lowe nie przypuszczałem» (Zeit. f. Ethnol., VII, Ver. 130). 
Największy nasz historyk sztuki, prof. Maryan Sokołowski, w pracy 
«Rmny na ostrowie jeziora w Lednicy» stwierdza również podo- 
bną przez siebie znalezioną pierwszorzędną pracę inżynierską. «Na 
Ostrowie w Lednicy do dziś są widoczne pale dawnych mie- 
szkań i namostowych komunikacyj, a dalej «Grodziszcze» (ra- 
czej «Paliszcze, po żmudzku Pil kall en) Gdecza ma dotychczas 
wał, który do pewnego stopnia za typowy uważać można. Zacho- 



— 153 — 

wało ono dotąd właściwą sobie nazwę, i mieści szczątki urn z po- 
piołami. Jak naocznie mieliśmy sposobność się przekonać, grodzi- 
szcze gdeckie ma również na spodzie ziemnego nasypu 
pokład z belek dębowycłi, jedna obok drugiej poziomo 
kładzionycłi i nawzajem klinami spajanych... Te leżeć muszą na 
pionowo bitycli palach, co jest przypuszczalną cechą wszystkich 
grodziszcz na bagnach i jeziorach». Takiemi były «grodziszcza na 
wyspach w Yeltrub (Peltrub?) w Saksonii pruskiej w Silvdorf koło 
Torgau, na Pomorzu w Bublitz (według prawideł przeróbki nie- 
mieckiej słowiańskich wyrazów, Palbice na Kaszubach, w Ro- 
syi wśród wód i moczarów Nowgorodu, we wsi Tołmaczewie koło 
Kurska i we wsi Litwinowiczach w powiecie Głuchowskim gub. 
Czernichowskiej. Nakoniec tenże sam charakter mają trzy grodzi- 
szcza. Piastowskiej Polski, jedno na Śląsku w dzisiejszej Pil wie, 
na zagięciu rzeki Kobry, i dwa drugie znane nam na nizinach 
Wielkopolski; w Śremie wśród stawów zasilanych wodami Warty 
i bagien zalanych kiedyś wodą iw Gdeczu na mocza- 
rach i urodzajnych dziś łąkach, które były jak się zdaje dnem 
opadłego jeziora» (Pam. Akad. Um., III, 126 i 127). Dzi- 
wnym sposobem badania Yirchowa i uwagi prof. Sokołowskiego 
zbiegają się zupełnie z tem, co o sposobie budowania grodziszcz 
słowiańskich pisał żyd hiszpański podróżnik Ibrachim Ibu Jakób, 
inaczej zwany Al-Bekri, który około roku 965 zwiedzał Słowiań- 
szczyznę północno-zachodnią; sprawozdanie to tak wygląda; «i od 
długiego mostu aż do grodu kniazia Nakura (Nakun) jest mil 40. 
Gród zwie się też Azzan, co w tłómaczeniu oznacza wielkie utwier- 
dzenie. Naprzeciw Azzan (może Ostrów) leży gród, zbudowany 
w jeziorze ze słodkiej wody. I w ten sposób budują Słowianie 
większą część swoich utwierdzeń, udają się na łąki, bogate w wodę 
i trzcinę i zaznaczają tamże miejsce okrągłe albo czworościenne, 
odpowiednio do formy i wielkości jaką dać zamierzają i około grze- 
bią rów, a wykopaną ziemię sypią na wał i umacniają go deskami 
i palami, póki wał należytą wysokość nie osiągnie. Potem odmie- 
rzają wrota, w której stronie to im się podoba a do wrót d o- 
staj e się na drewnianym moście. A od twierdzy Azzan aż do gra- 
niczącego morza 11 mil, a wojska mogą w kraj Nakura iść tylko 
z największym trudem, ponieważ kraj jego to tylko — łąki, trzcina 
i bagno>> (Kunik i Rosen, Izwiestia Al-Bekri o Rasyi i Sławianach). 
Idźmy dalej. Yirchow opisując wykopaliska w budowli Bonin w Li- 



— 154 — 

ptowskiem jeziorze na Pomorzu znalezione, tak się rozwodzi: «Znala- 
złem ozdoby naczyń grodziszczowych, dalej cegły i czerepy delika- 
tnie glazurowanej gliny, wiele z piękną barwą glazurową, 
jedna ozdobiona z wypukłe wykonanym ulem pszczel- 
nym. Belki były sosnowe, a pale i inne kawałki z dębu. 
W odstępacłi gdzie ułożenie pali było prostszem, widać było dłuż- 
szy cłiodnik, widocznie rodzaj ulicy można też było 
rozpoznać, do której się kwadraty palów mniej więcej 8 stóp 
w kwadracie wynoszące, przyłączały. Jak przy wszystkicłi pomor- 
skich budowlach palowych, były w ziemię wbite, prostopadle sto- 
jące pale, zdaje się nigdzie u górnych końców nie czopowane 
(verzapft), i prawdopodobnie służyły głównie do oznaczania fun- 
damentów. Znalazły się bowiem liczne i na poszczególnych miej- 
scach, bardzo regularnie ułożone, podłużne i poprzeczne belki, które 
jednak nie na kamieniach jak w Płońskiem jeziorze (Plónersee) 
tylko jak w Dąbrowskiem, w Persyńskiem jeziorze, 
bezpośrednio na dnie były położone. Belki podłużne miały w po- 
bliżu zakończenia kanciaste wycięcia, w które poprzeczne 
belki wchodziły. Utworzone tak w wielu pokładach 
na sobie ułożonych podłużne i poprzeczne belki, 
tworzyły dosyć trwałą podwalinę, prawie kwadra- 
towej formy, która bocznie przez prostopadłe pale była utrzy- 
mywaną. W skrzynie te wbijano wielką ilość gałęzi i odpadków 
drzewnych i drobne kamienie. 

Na tak utworzonej podstawie, budowano dopiero chaty. Na 
pale i belki, o ile mogłem rozpoznać, używano dębiny, była 
ona z wierzchu nieco zbutwiała, wewnątrz jednak mocna i o ciem- 
nej barwie. Pierścienie roczne miały znaczną grubość. Nietylko 
wielka część pniów była dokładnie ociosaną, ale też i dolne końce 
długo i ostro były zakończone, a wykroje dla objęcia belek po- 
przecznych głęboko i gładko wycięte. Nie było wątpliwości, że 
obróbka dokonaną została żelaznemi narzędziami. Znalazły się też 
maczugi z dębowego drzewa wyrżnięte, można powiedzieć baby. 
Te ostatnie miały okrągłą rękojeść 80 ctm. długą a 5 ctm. grubą, 
która przechodziła bezpośrednio w ściętą kanciastą głowicę, która 
w przechodniem miejscu ostro była ścięta. Koniec był u niektó- 
rych równo okrojony, jakby był oderznięty, u innych jakby ścięty. 
Ponieważ «linje falowe i poziome tudzież krzyże stemplowe* się 
znalazły, przeto wnosić należy, że budowla palowa była osadą 



— 155 - 

stałych mieszkańców, która nawet w wyrazie ornamentyki z innemi 
znanemi pomorskiemi budowlami zupełnie się zga- 
dza. Połączenie budowli palowej z grodziszczem okrągłem na je- 
ziorze czyni ten stosunek jeszcze bliższym* (Zeit. f. Ethnol., XIII, 166). 

«Palowe mieszkanie w Starym Grodziku (Alt Gorzig; należą ró- 
wnież do okresu żelaznego, wymiar pali wynosi 8 do 10 cali. Grobo- 
wisko w wydmie piaszczystej » (Tamże Ver. 176). Dalej opisuje prof. 
Yirchow starą osadę palową przy młynówce (Miiłilenbach) poniżej 
Koszalina (Cóslini. «Między palami leżały jak wLiptowskiem jeziorze, 
gałęzie, ale mniej kamieni, natomiast w Koszalinie rzędy palów są 
gęstsze. Poszczególne pale stały często o pół stopy ledwo od siebie 
oddalone i tak, jak mnie o tem robotnicy zapewniali, i jak sam po 
części widziałem, zawsze jeden dębowy między dwoma sosnowymi. 
Pale same były, wedle swej grubości częściowo nieobrobione, czę- 
ściowo nieregularnie albo w czworokąt ciosane. Jeden pal miał 
rynnę na dwa cale szeroką, na jeden głęboką, a w niej 
wiele dziur prawie na przestrzał o calowym prze- 
kroju. Prócz prostopadłych! pali, znalazły się często takie, które 
krzyżowo do siebie były ułożone i u góry ślady zacięć miały (zu- 
pełnie jak w dzwonnicach i wieżach zamkowych na krzyż budo- 
wanych). Między palami leżały, ale nie wszędzie, regularne poziome 
poprzecznice w ziemi około 5 do 7 stóp długie, gdyż o ten wymiar 
właśnie rzędy palowe były od siebie oddalone. Do brzegu, 5 stóp 
od siebie oddalone prowadziły dwa mostki, na gęsto obok siebie 
ułożonych 3 do 4 stopy długich, głównie sosnowych piankach. 

O tych mostach jest dokument Jaromara z r. 1291 
w którym jest mowa o «blancae pontes». Na jednej skorupie 
o pstrej glazurze był zachowany ślad pozłocenia. Na innych miej- 
scach okręgu Koszalińskiego znalazłem ślady dawniejszej lub pó- 
źniejszej ludzkiej działalności i utwierdzeń pało wy eh... w dzie- 
jach Koszalina ciągle się powtarzają natrafiania na pale. (Tamże 
str. 215.i. Z tego wszystkiego wniosek, że «dla dolnych Łużyc 
i przy odrzańskiego działu Pomorza, Śląska, Me- 
klemburga i Saksonji udało się odnaleźć wspólny 
typ grodowo-palowy. Wszystkie te grodziszcza 
i palowe mieszkania są słowian skie» (Tamże str. 1 25). 

Te niezmiernej doniosłości dane, dotyczące kultury m a- 
terjalnej Słowian północno-zachodnich, powiększa prof. Yirchow 
o dokładne zbadanie przedhistorycznej przeszłości słynnego Wolina, 



— 156 — 

o którym Ernst Kiister (Zeit. f. Ethnol., VI, Ver, 13), powiada, że to 
było na jhandlowniejsze miasto północnej Europy. 
Oto co prawi niemiecki potomek słowiańskich niegdyś Pomo- 
rzan, nazwiskiem Yirchow swoje pochodzenie zdradzający. Julin 
stosunkami swoimi ze Szwedami, Norwegami i Danią sięga drugiej 
połowy X stulecia. Z tych czasów jest szereg opowieści duńskich 
dziejopisarzy. Przez pewien czas osada na wyspie Wollin zwie się 
Jomsburg, potem występuje nazwa Julina a jeszcze później Wollina. 
Jest tam słowiański ród królewski, z którym skandynawcy wo- 
dzowie i królowie węzłem małżeńskim się łączyli. Z ciemnej pląta- 
niny wiadomości to jedno wiedzieć można, że to była wielka osada, 
która silnie wabiła ku sobie Normanów, i że bogaty 
kraj był przedmiotem rabunków i napadów. 

Koło Wollina między jeziorem Wamą, Daneberskiem, Kozło- 
wskiem i Koprowskiem istniało połączenie, a kiedy przed 40 laty 
(w r. 1839) spuszczano je, znaleziono w potoku, łączącym Dane- 
berskie jezioro z Kozłowskiem, resztę łodzi i pale dębowe... 

W wielu miejscowościach przy Wolinie, Łebinie i w innych 
rozproszonych miejscowościach nad Świną (Swine) leżących, jako- 
też przy Dziewanowskiem jeziorze (Diwenow) znajdowano w r. 1654. 
arabskie mon ety od 9 do 11 stulecia. Dowodem ląd owego 
handlu, (a więc przez Polskę idącego) były te monety, a opowia- 
nie starego Hellmolda, podług którego «Graeci» aż do Winety 
przychodzili, znalazło przez to archeologiczne poparci e... 

Przy kopaniu, naprzód znalazł się cały materjał od- 
padków kuchennych. (Porównaj poprzednie wywody autora 
przy «Terramare» węgierskiem), a potem miehśmy nakoniec przy- 
jemność dosięgnąć palowi tak po upływie może godziny 
pozyskaliśmy zbiór przedmiotów, które nie pozostawiły nas w wąt- 
pliwości, że tu prawdziwa budowla palowa istniała. 
Stwierdzam wyraźnie, że i tu ornamentyka tudzież układ naczyń 
glinianych zgadzały się ze znalezione mi na lądzie skoru- 
pami. Kości przeważnie były wole, owcze, świńskie, końskie i kurze». 

Dopiero przez odkrycie Yirchowa wyjaśnił się jeden ciemny 
ustęp z podróży apostoła Pomorza św. Ottona z Bambergu, który 
szanowny profesor dalej tak tłómaczy: « Biskup z Bambergu, przy- 
wędrował w połowie sierpnia w r. 1124 z Kamienia (Kammin) do 
Julina w celu nawrócenia jego pogańskich mieszkańców. Biskup 
udał się nocą do książęcego domu sądząc, że tam jest bezpieczny, 



— 157 — 

ale Julińczycy rozgniewali się i zerwali dach domu tak że musiał 
uciekać. Towarzysz jego, kapitan Paułitius, dany mu przez polskiego 
króla, usiłował go zasłonić. W sprawozdaniu Anonymusa odwrót 
tak wygląda: «Drogi i miejskie bagna były błotne, a mosty 
uczynione i deski ze wszystkicti stron przez błota. Biskup 
strącony został w błoto, gdzie wleciał po pas, a było to 
w sierpni u». 

Również podczas napadu rabunkowego dokonanego przez 
króla duńskiego Waldemara w r. 1170, wspomniany jest most 
przy Dziewanowie (Diwenow). Ze wszystkich więc danych wnosić 
należy że «na błotach'> gród otaczających, były błotne ulice, o któ- 
rych mówi Anonymus... Wniosek, ze wszystkich danych, że stary 
Julin począwszy od zamku i wału grodowego rozpościerał się nad 
szeregiem budowli palowych aż do « Srebrnej góry» (Silberberg). 
Ten stosunek odpowiada w istocie temu, cośmy przy innych 
miejscach, a szczególnie w Dąbrowskiem jeziorze (Dabersee) 
znaleźli, gdzie też wał grodowy dotyka bezpośrednio 
budowli palowych. Tak rozprzestrzeniało się miasto na pa- 
lach wzniesione, a było to miasto niezwykłe, «urbs magna, 
civitas opulentissima i nobiHssima», «miasto wielkie, obywatelstwo li- 
czne i doborowe». Król Waldemar duński, który w r. 1668 zburzył na 
Rugji Arkonę i Korenicę, zniszczył w dziesięć lat później, w r. 1 177 i Ju- 
lin. (Naczynia rujańskie również w zdobieniu godzą się z pomorskiemi). 

Jak daleko wstecz sięgają dzieje Julin a, miasta 
p a 1 o w e go, nikt o tem nie wie, tak samo jak nie można 
wymiarkować początku Adrji i Rawenny, które jeszcze w pó- 
źnych historycznych czasach były miastami palo- 
wemi. (Zeit. f. Ethnol., IV, Ver, 58, 60, 61). 

Nawet na południe od Pomorza, w krainie która wedle po- 
dań samych Serbów, Serpów, Sierpów ze względu na zawód rolni- 
czy od «Serpów, Sierpów», Serbją się zapewne zowie, istnieją również 
wyraźne ślady przynależności do palowej kultury. Według Yirchowa, 
stolica Serbji Chociebuż (Kotbus) jest bezpośrednio wyrosła z bu- 
dowli palowych». (Zeit. f. Ethnol., IX, Ver. 449). »Dalej zamek 
w Sassowie koło Chociebuża ma w sobie układ palowych mieszkań, 
a co najważniejsze tak, jak w Płocowie, grodziszcze budowane 
na palach». (Tamże str. 127). W Brandenburgji «Seelów starem 
swojem osiedleniem należy do północnych osad palowych». (Tamże 
str. 115). Również odkryto starą budowlę palową w Berlinie przy 



— 158 — 

«Stralauerstrasse». W sąsiedztwie Brandenburgji na Pomorzu istnieje 
układ palowycli mieszkań w jeziorze «Płońskiem». 

«W sprawozdaniu z ułożenia belek drzewnych w Raciborzu 
wraz z naczyniami glinianemi», tai< pisze odnośny autor: «Znalazło 
się to wszystko w głębokości 3 m. i składało się z desek styka- 
jących! się, które na wysoki kant były ułożone, deski 
były 1*25 długie, 4 do 5 ctm. grube, 30 ctm. wysokie wewnątrz 
słupami były utrzymywane, i zdaje się że darte nie cio- 
sane dranic e» (Zeit. f. Etlinol., XVI, Ver. 33). 

Dość liczne są już budowle palowe odkryte i zbadane w księ- 
stwie Poznańskiem. Należą do nich pałanki w Pawłowicach (Zeit. 
f. Ethnol., VI, Ver. 229), w Komorowie (Tamże X. Ver. 229). 
Schwartz donosi «o budowli palowej w Łagiewnikach pod Ko- 
ścianą* i zestawia ją z utworami na palach w Poznaniu, w Cze- 
szewie, Gorzycach, Sassowie, Objezierzu i Pawłowicach*. 

W Łagiewnikach znalazł też p. Schwartz babę do wbijania 
pali z rękojeścią opaloną i z dębową głowicą (Zeit. f. Ethnol., 
XVII. Ver. 176). W okręgu obornickim znaleziono pale w Starym 
Grodziku. Do znanych poprzednio budowli stwierdzonych przez 
prof. Sokołowskiego, w Ostrowie na jeziorze Lednicy i w Gdeczu 
zaliczyć należy zbadane przez Virchowa w Przemęcie i Zaborowie. 

Przy tej sposobności stwierdza Virchów, że naczynia, które 
widział w gabinecie krakowskim z pod Czemny, Łomży, Tykocina 
i Kobylnicy w Krakowskiem, i z budowli palowych Czeszewa 
i Pawłowic należą do tego, samego typu, które ozdobami i techniką 
odrębne znajdują się tam wszędzie «gdzie były tylko sło- 
wiańskie osiedleni a». W Prusach Wschodnich zbadane przez 
Dr. Heydecka budowle palowe, należące do okresu metalowego, 
znajdują się w jeziorze Arys, Pulewo i Schonstag obok 
Lęku (Lyck). Do najmłodszych przez powyższego badacza odkry- 
tych osad na palach należą ślady w Szymonkach i w Arklitach. 
Virchow zbadawszy palowe budowle w jeziorze Aldyńskiem twier- 
dzi, że należą one do najnowszej epoki żelaza. Wszystkie zaś cze- 
repy czy z Rugji, Wolina, Kamienia lub tu znalezione «należą do 
typu budowli palowych i grodziszczowych północy». W Aldyńskiem 
jeziorze znaleziono również żarna do rozcierania ziarna na mąkę 
(Zeit. f. Ethnol., V, Ver. 108, 132). 

Niejaki p. Treichel odkrył palowy układ grodziszcza w Pa- 
liszkach, kawałku kraju «otoczonego bagnem na półwyspie wśród 



- 159 - 

jeziora« i dodaje następujące uwagi własne z licznego oglądania 
grodziszcz powzięte. «Miejsce wendyjskiego (słowiańskiego) zam- 
czyska niesłusznie przesuwają na pagórki, leżą one fa- 
ktycznie, jak się tu znów potwierdza, zawsze w ba- 
gnacłi, błotacłi i łąka chi, albo budowano je głęboko 
w jeziorze. Głownem utwierdzeniem były bagna. Wśród usług 
oddawanycłi zwyczajnie w wendyjskim kraju, najczęściej 
nazywane i najważniejsze były budowania grodziszcz i mo- 
stów, jeśli wały utonęły częściowo lub całkiem w bło- 
tacłi, jak to wiemy ze źródeł». (Zeit. f. Ethnol., XVI, 319). 

Z Elbląga znowu p. Anger donosi o palowycłi budowlacłi 
(Tamże XII.). Prof. Yirchow zdaje sprawę z osobistycłi spostrzeżeń 
palowego mieszkania z Aries w Inflantacłi, które nietylko nazwą 
zgadzają się z tem, co w Arys w Prusacłi Wscłiodnicłi było znalezione, 
ale również i tem że należą oba do żelaznej epoki. «Wyspa na tym 
jeziorze (Aries) okazała się doskonałem pałowem mieszkaniem od 
dna samego. Na nie kładziono belki poziomo w licznycłi warstwacłi. 
Wiele kawałków drzewa było korą okrytycłi i tem rozróżnić można 
było łatwo osiki, dęby, brzozy. Są też pomiędzy nimi ostro 
zaciosane drzewa, w cienkie deski rozcinane, w poprzek przerżnięte 
tak że każdy spostrzedz może, że to nie toporami krzemiennymi 
i nie bronzowymi było obrobione, i że budowla palowa na- 
leży do epoki żelaznej. Jestem więc mniemania, że mamy 
przed sobą doskonałą budowlę palową późnego czasu, 
nie starszą jak budowle palowenaszycli okolic i że 
mieszkańcy mogli jeszcze oglądać rycerzy niemie- 
ckich i niemieckicli księży «. (Zeit. fur Etłinol., IX, Ver. 434). 

Znamiennym również dla ówczesnej słowiańskiej sztuki inży- 
nierskiej zabytkiem, którego ślad mamy również w zapiskacłi arclii- 
walnycłi, są pomosty błotne, czyli rodzaj dróg przez 
bagna budowanycłi. Opisał je szczegółowo niejaki p. H. Con- 
wentz w dziełku « Pomosty bagienne w dolinie Sorgi na granicy 
Prus Wscliodnicli i Zacliodnich» («Ein Beitrag zur Kenntnis der Na- 
turgescłiicłite und Yorgescłiichte des Landes». Gdańsk 1897). Ze- 
stawia on tam przejrzyście szereg dotąd znanycłi dróg palowych 
i daje dokładny opis układu fizycznego między Prusami Wscłio- 
dniemi a Zacliodniemi. Następnie opowiada o odkryciu wielu po- 
mostów błotnycłi w dolinie Sorgi, które w rozmaitycli głębokościacłi 
w torfie leżały, i w calem swojem rozpostarciu za pomocą wykopy- 



160 



wania odpowiednich dołów mogłyby być zbadane. Pierwszy pomost 
łączył obydwa brzegi doliny między Cłiristburgiem a Storchnestem 
przy Proklewicach na długość 640 metrów. Drugi na północ 
od poprzedniego położony, od wschodnio pruskiej strony przy Baum- 
garth, wiódł do wschodnio pruskich wzniesień do Heiiigenwaldu, 
gdzie «Szwedzkie szańce» (jak wiadomo niegdyś Świa-Tyn, 
Tyny Światła) tworzyły głowę pomostu długiego na 
1231 metrów. Obydwa składały się z powierzchni utworzonej przez 
na poprzek kładzione kłody (Kloben), i podstawy z kołów drze- 
wnych, które na długość gęsto obok siebie stały. Głównie uży- 
wano pni dębowych, żelaznym toporem obrabianych, ale nie w pro- 
miennych kierunkach jak to przy rzymskich progach pomostowych 
w północno-wschodnich Niemczech z reguły bywa. Całkiem na dnie 




Wiz. 34. 
Wał grodowy przy Kęcinie. 

bagna leżała jeszcze warstwa faszyn z brzozy, wierzb i jodeł. Kłody 
powierzchni samej pomostu były po obu końcach w prostopadłe 
otwory zaopatrzone, w których sterczały kiedyś paliki pod poręcze; 
podobne pale znalazły się licznie na zewnątrz wzdłuż pomostu. 

Z biegiem lat musiał pomost z powodu powodzi być często na- 
prawiany, ponieważ częściami znajdują się te same układy trzy- 
piętrowo jeden nad drugim. Najwyższa część musiała być 
prawdopodobnie wyłożoną darnią lub torfem, bo nie wskazuje sta- 
nem swoim na zużycie. W pomostach samych obok wielu bab do 
wbijania palów znaleziono kości końskie, bydlęce, świńskie i liczne 
skorupy urn. 

Nakoniec podamy wyobrażenie wału grodowego przy Kęcinie, 
który odkopał i zdjął prof. Yirchow (wiz. 34) (Zeit. f. Ethnol. Ver. 49). 

Oto zabytki palowych mieszkań w kraju, o którym pisał Dłu- 
gosz że: «kraj Polski i należące do niego ziemie, leżąc nisko, po 



— 161 — 

większej części równo z oceanem Sarmackim, mają wielką ilość 
jezior, których od bagien nikt nie odróżnia. Jakoż wiele źródeł 
historycznych stwierdza wyraźnie to zjawisko na ziemiach słowiań- 
skich a zwłaszcza polsko-pomorsko-polabiańskich, którego zresztą 
istnienie, dane językoznawcze i starożytnicze odkrycia wyraźnie stwier- 
dziły. Jornandes (552poChr.) powiada wyraźnie, że Słowianie «błota 
1 eśne mają za osady mieszkalne» (Cap. 5), a dalej że «lud 
omawiany, według podań dziejowych, mieszka blizko błot Maeoty- 
ckich, w miejscach wodą przybierających, które Grecy 
«hele» (to jest bagna) nazywają» (Cap. 53). Mamy więc tu 
wyraźne stwierdzenie właściwości gospodarczych słowiańskich. 

Wspominany tak często Al-Bekri, który w X-tem stuleciu wyżej 
na północ leżące kraje słowiańskie poznał, mówi opomoście podobnym, 
jakiego istnienie stwierdził Conwentz na rozgraniczu Prus Wschodnich 
i Zachodnich, co następuje: «Ztąd do mostu 20 mil a jest to most 
drewniany na milę długi». Adam Bremeński (1076j opowiada 
o Retrze, że to «miejsce pogańskim bogom poświęcone, gdzie jest 
zbudowana świątynia a w niej wielkie demony których księciem jest 
Radegast». A dalej: «Gród ten ma dziewięć bram, sam otoczony 
głębokiem jeziorem, po którem drewniane pomosty do 
niego zdążają», a dalej że «gdzie scytyckie bagna 
wpływają, najszlachetniejszy gród Julin», o którym już skądinąd 
wiemy, że na palach był budowany. Hellmold, proboszcz z Bo- 
zowa na Pomorzu, autor « Kroniki słowiańskiej* z XII stulecia, mówi 
o grodzie połabiańskim Plunę, który jest otoczony dokoła jeziorem 
a długi most daje wejście wcliodzącym do miasta» (Ks. 57). Tam 
«obległ Ś wiato p ołk Kanut a» (Ks. 48). Otto Hein w swo- 
jej «Historyi gospodarstwa starych Prus aż do czasów krzyżackich » 
(Altpreussische Wirtschaftsgeschichte bis zur Ordenszeit) mówi wręcz 
że «palowe mieszkania były osadami rodowemi mie- 
szkańców Prus». Oliwska kronika starsza (1. p. 677. Script. 
rer. Pruss.) tak powiada: «Trzy zamki miał pewien szlache- 
cki Prusak, imieniem Pipin, w jeziorze, którego dziś dnia zwą je- 
ziorem Pipińskiem» (Zeit. fiir Ethnol. XXII. Ver. 195). Szajnocha 
w dziele «Jadwiga i Jagiełło» wyraża się znowu o Wielkopolsce 
dobrze już od Połabia i Pomorza na południe leżącej: «Cała okolica 
kruszwicka, była podobną do ogromnej wyspy, obla- 
nej na o kół wodami, skąd wielka jej obronność» (Tom I, str. 6). 

A dalej, przedstawiając całe życie ówczesne tak odmienne 

DZIEJE MIESZKAŃ. 1 1 



— 162 — 

od dzisiejszych warunków, mówi: «Jakże często ginęło rycerstwo 
Piastowskie, w tych błotnych przepaściach, w tych lepkich obję- 
ciach moczarów ówczesnej Polski. Dla bagien to zniewolone ono 
było zarzucić zbyt ciężki rynsztunek żelazny », Również «chodaki, 
chodaczkowe obuwie z łyka, odbijające się na nazwie szlachty cho- 
daczkowej, mówi o błotnem zamieszkaniu ówczesnych Polaków. 
Woda żywiła wówczas, woda broniła, «woda bierze, woda daje». 
Wszystkie rzeki, syte wilgocią a spławne, były źródłem zamożno 
sci. Rok w który Noteć (Nieciecz od powolnego płynięcia), Nil 
wielkopolski nie wylał — uważano za niepomyślny. Żeglarstwo 
było ogólnie znaną sztuką. Jeszcze do późna żeglarze polscy mieli 
konfraternię polską» (tom. I. str. 9). O rozległości błot świadczą 
gony i żeremia bobrowe (wyraz «bobrować», szukać za czem), które 
dały tak wielkiej liczbie wsi i miejscowości nazwę swoją do dziś 
przechowaną. Zresztą mieszkańcy ówcześni zżyli się z wodą 
i bagnami. Z głębokich jezior, wznosiły się mosty, 
gdy woda opadnie widać ich szczątki na dnie je- 
zior a. Do każdego miasta przystępowało się ze wszech 
stron na podścielisku podobnych (pomostowych, palo- 
wych) budowli. 

Wybierano zaś chętnie siedziby nad moczarami, nad jeziorzy- 
skami. Dobrze było grodowi, który na samym środku je- 
ziora usiadł, jakby zjeziorawyrosły. Malborgcie- 
szył się z przydomku «błotny». O pomostach błotnych wyraża 
się zaś p. Sadowski tak na podstawie źródeł historycznych: «Pierw- 
sza praca około osuszania i opatrzenia w długie często milowe po- 
mosty z grubych kłód drzewa przypada dopiero (?) na czasy osta- 
tnich Piastów, począwszy od Leszka Czarnego, za którego rządów 
niektóre wieca niczem innem się nie zajmowały, jak zaprowadze- 
niem jakichkolwiek możności przebywania bagien. Pomosty owe 
nazywają się w źródłach «Pontes». Paprocki nazywa je (Herby 
str. 252). «Pontes super paludes», «mosty nad błotami». P. Sadowski, 
autor powyższych słów, myli się widocznie, jeśli początki istnienia 
tych pomostów odnosi do pierwszego okazania się wzmianki o nich 
w źródłach pisanych dziejowych, natomiast do czasów Leszka 
Czarnego można przenieść próby « państwowej inżynieryi -, zmie- 
rzające do zaprowadzenia stałych dróg dla połączenia w jedno 
organizujące się państwo polskie. Zresztą sam p. Sadowski powiada 
dalej, że «za Władysława Hermana», a więc dobrze przed Leszkiem 



- 163 — 

Czarnym, « kiedy się rozpoczął trzydziestoletni bój z Pomorzanami, 
który Bolesław Krzywousty zakończył pobiciem i nawróceniem Po- 
morza», rozeszła się raz wieść, że «Pomorzanie połączywszy 
pomostami kilka such szych wyniosłości na bagnacłi 
Noteci, otworzyli sobie nową bramę wycieczkową 
od położonego na prawobrzeżnych bagnach Noteci «Nakielskiego 
grodu», co napełniło trwogą całą okolicę Gniezna i odbiło się we 
wszystkich zapiskach kronikarskich» (Sadowski, Drogi handlowe. 
Pam. Akad. Um. III, str. 5, 6, 7). Sztuka budowania pomostów do 
celów oblężniczych dotrwała tak długo jako umiejętność polskiego 
rycerstwa, że podczas wyprawy w r. 1428 sporządzony był pomost 
z kłód. Długosz mówi o położeniu Nowogrodu tak: « Położenie 
Nowogrodu jest w miejscach na wszystkie strony błotnych, 
ze wszystkich stron jeziora i wody stojące, z któ- 
rymi się łączą i do których wlewają bagna. Aby się mimo 
to do grodu dostać, Witold przez cały las drzewa układane robić 
kazał. Tak więc przestrzeń pod stopami drzewem wy 
łożono według polskiego obyczaju i powoli przechodząc 
po nad błotami, dostać się tam udało. W te n^ sposób 
zbudowane pomosty wzniesiono na wiele mil bez 
przerwy* (Długosz IV. 362 i 363). 

Mogiła Perepiatychy na Ukrainie również była grodziszczem, 
na szesnastu palach i na pomoście wzniesionem, przyczem pale ja- 
koteż urny wyłożone były ceglistą masą — (Grabowski, Ukraina 
dawna i teraźniejsza). 

Ze wszystkich więc powyżej zebranych danych wnosić należy, 
że się ma do czynienia z objawem masowym pierwszorzędnego 
znaczenia, który kto wie czy i w początkach dziejów naszych na- 
rodowych nie odbił się echem, którego znaczenia historycy idący 
wyłącznie archiwalną drogą w swoich badaniach z trudnością sta- 
rają się dociec. Zagadkowe imiona i postacie, ukazujące się w kro- 
nice Marcina Galla, pomieszane niesłychanie w tyglu średniowie- 
cznych domysłów i mniszych dodatków, kusiły nie od dzisiaj sze- 
reg badaczy, których imiona sa ozdobą nauki polskiej. Jeśli więc 
przy opisie mieszkań ludowych w Polsce usiłuję zbliżyć się do tych 
samych zagadnień ze strony dotąd w naszych historycznych bada- 
niach mało uwzględnianej, to ufam w mojej skromności budowni- 
czego, że nie bez pewnej słuszności jest następująca uwaga uczo- 
nego niemieckiego Lutzscha, jednego z naprawdę bezstronnych, 

u* 



— 164 — 

a dziś coraz rzadszych mężów nauki niemieckiej, który w swojej 
pracy: «Wędrówki po wschodzie Niemiec celem zbadania ludowego 
sposobu budowania», dając odprawę germaniście Henningowi, 
chcącemu słowiańskie budownictwo jako dawno germańskie przed- 
stawić, tak powiada: «Według naszego mniemania winna wyjść 
główna robota ze strony architektów, a nie germani- 
stów i historyków, którym najprostsze konstrukcyjne 
stosunki stawiają coraz to nowe w badaniach tru- 
dności*. Nie godząc się z drugą częścią zdania doskonałego 
znawcy pogranicza polsko-niemieckiego, co do wyłączenia lingwi- 
stów i historyków z badań o budownictwie, uważam jednak, że 
dzięki szczególnym zdolnościom naszym narodowym, tak jak prof. 
Wojciechowski, historyk z zawodu, mógł napisać pierwszorzędnej 
wartości monografię Katedry Wawelskiej pod względem składu, 
układu i kolejności stylowych warstw, tak samo architekt zawo- 
dowy może za użyciem dokumentów z zakresu zdobnictwa, układu 
i konstrukcyi mieszkań, dać również pewien skromny przyczynek dla 
poznania pierwiastków kultury narodowej w odległych czasach, 
i tem samem ze swojej strony pomóc językoznawcom i dziejopi- 
som tam, gdzie środki poznania z ich działu już słabiej sięgają. 
Zwracając się do przedmiotu mojego badania, przypomnę to, 
cośmy posługując się naszą metodą w rozdziale o «Namiotowcach» 
zdobyli. Wskażę głównie na ustęp, gdzie szczegółowo rozebrany jest 
początek nazw rodowych, a później narodowych, wypływający z da- 
nego wówczas systemu gospodarczego. Znanem już jest czytelni- 
kowi moje przypuszczenie co do szeregu nazw plemiennych i geo- 
graficznych, korzeniami swojemi w «namiocie i koniu» tkwiących, 
jak naprzykład «N i e m i e c», Nemet. Z klanu «palowej gospodarki» 
usiłuję wywieść nazwy łacińskich Palatynów, Laty nów, niemieckich 
West i Ost Pfahlów, greckich Pelasgów i Helenów. Czyniłem 
zaś zawsze w tem głębokiem przeświadczeniu, że najznamienniej- 
sza rzecz z otoczenia przyrodniczego, która określa gospodarcze 
właściwości plemienne, znajduje zawsze swoje odbicie w najbar- 
dziej dostojnym brzmieniowym znaku stanniczym rodu t. j. w nazwie. 
Rozmaite zaś plemiona dzięki zmiennym warunkom przechowują 
nazwy z rozmaitych uwarstwowień kulturalnych przechowane. To 
co prof. Karłowicz w stosunku do działów plemiennych w Polsce 
zebrał, doskonałym jest obrazem naszego zresztą nie tak znów 
bardzo paradoksalnego twierdzenia. Już nazwy wszelakich plemion 



- 165 — 

rozsianych wśród całej północnej Słowiańszczyzny, wskazywałyby 
na słuszność mego poglądu. Lecz tale jak Pomorzanie nasi 
znajdują w «Pomorzanacti» z wysp Sandwich swoicłi krewniaków 
w obrazie swego plemiennego rozmieszczenia, tak samo i w Euro- 
pie wiele plemion od «Namiotu» swoją nazwę wywodziło, jak to 
mieliśmy sposobność wykazać. Również «GóraIe» nasi i «Gebirgler» 
niemieccy nazywają się jednakowo zupełnie od siebie niezależnie. 
Słowem jeśliby zacytować M. Hoernesa (Zeit. fiir Etłinol., XXV, 63), 
« wiele zarodków spoczywa od początku w łonie ludzkości i roz- 
wij a się na przeróżnycłi miejscacłi w niezależnej za- 
dziwiaj ąc o jednorodnej formie». 

Mogą bowiem powtarzać się pewne przyrodnicze okoliczności, 
które zupełnie samorodnie jednakowo odciskają się na imionach 
rodowych. Stąd możemy mieć rozmaitych Polan, Polaków w Eu- 
ropie a nawet w Słowiańszczyźnie, tak samo jak Drewlan i Ślą- 
zaków. U starych autorów widnieje źródło powyższe nazw rodo- 
wych wcale wyraźnie. Nestor (Mon. Historiae I. 533). «Latopisec» 
ruski tak mówi naprzykład w tej materyi: « Słowianie owi przy- 
szedłszy siedli nad Wisłą i przezwali się Lechami, ijini z nich 
przezwali się Polanami i inni Lechowie Łutyczami, inni 
Mazowszanami, inni Pomorzanami. Tak samo ci Słowianie siedli 
nad Dnieprem i nazwali się Polanami, a drudzy Dre- 
wlanami (Derewlanie), przeto że siedli w Lasach, inni zaś od rzeczki 
która się nazywa P o ł o t ą zowią P o ł o c z a n i e ». 

Idąc za wskazówką Nestora powiemy, że ci, którzy siedli 
w górach, to górale, ci co w ostatkach «górek» krzemionkowskich, to 
górkowianie «Krakowianie», ci co wzdłuż Wisły, Wiślanie z grodem 
Wiślicą. Lasy «śląskie» zamieszkiwali «Slązanie» według Kosmasa 
czeskiego «Zlaazane», ludzie z lasu (Szafarzy k), w całości zaś zwali 
Łęg las, Łęg Lach, tak jak palec, paluch, Staś, Stach (Małecki). 
Wyżej Zlasanów, to «łąki pastewne» Łęczycy, gdzie siedli Łęczy- 
ca n i e, Łuczanie. Obok wzdłuż Wisły, gdzie liczną zapewne była 
wówczas brzezina, «siedli» «Mazowszanie», Mazury od maź, mazać 
(Bruckner). Nareszcie napotykamy się na Polan, którzy wedle Sza- 
farzyka są szczególną gałęzią Lechów w stronie wschodniej Po- 
znańskiego i w kończynach Prus (II. 493). W innem miejscu Sza- 
farzyk tłómaczy nazwę Polan jako «dzierżycieli, uprawiaczy pól». 

Zresztą spotykamy się bez wyjątku z powyższem tłómacze 
niem, powtarzanem przez rozmaitych uczonych historyków. Kłopot 



— 166 — 

był jedynie z dwoma nazwami narodu polskiego w późniejszych 
czasach się pojawiającemi. Wybuchło zagadnienie lechiclcie. 01<a- 
zało się powiem że bardzo dowcipne próby lingwistyczne złączenia 
Lechów i Polalców nie bardzo się udały. Więcej dowcipna jak 
umotywowana próba zrobienia z Lechów Polal^ów w ten sposób, 
że się z Lechów zrobili Lachowie, Polachowie, a na ostatl<u Polacy, 
przypomina mi nieco dowód językowy pochodzenia «Sokołowia- 
nów» od Koptów w « Obronie Sokołowa » A. Morgenbessera. Rzecz 
więc jasna i zrozumiała, że poważne siły językoznawcze nasze 
i obce w osobach prof. A. Małeckiego, Baudouina de Courtenay, 
Rożnieckiego, prof. Brucknera, i Kętrzyńskiego i uczonego Rosya- 
nina Kunika wprowadziły przynajmniej jeżeli nie końcowe wyja- 
śnienie, to porządek do postawionej zagadkowej sprawy. Okazało 
się, z zestawiania nazw, że narody, które nas poznały z południa, 
z południowego wschodu lub zachodu, zwą nasz naród Lingones, 
Lengyel, Lach i t. d. Jedynie Litwa, na północny wschód od nas 
siedząca, zwała nas Lenkas. Objaśnia jednak to prof. Briickner 
tem, że « Litwini* puszczami i moczarami nad górnym biegiem Nie- 
mna, Berezyny i Dźwiny byli odosobnieni przez lat tysiące, a za- 
pewne dopiero poznaH Polaków podczas walk, jakie staczali ich 
krewniacy z plemienia Jaćwierz, (Jadźwingowie) albo za pośredni- 
ctwem Rusinów i to od granicy plemienia Lechitów. (Staro- 
żytna Litwa. Bibl. warsz. 1897). U Nestora również «Lechici» prze- 
rastają znaczeniem inne plemiona bliżej zachodu położone, więc 
Rusinom mniej znane. Ztąd więc nazwa litewska Lenkas i Lankas. 
Od południa sąsiadowali z nami Węgrzy. U nich nazwa Polaka 
zwie się z turecka Lengyel (Lendyel) urobiona na wzór «Rum-el, 
Rum = grek, «el» sufix (Kunik, Lęchica). Ernest Kunik, Rosyanin, 
w przetłumaczonej na polskie rozprawce «Lechici> wskazuje rów- 
nież na wyraz « Lingones » u archidyakona Tomasza ze Spalatto 
w jego «Historya Salonitana» użyty na stronie 2-giej. Ludy wscho- 
dnie, Persowie, Osmanowie, którzy poznali nas przez Grecyą, nie 
nazywają inaczej Polaków i Polski jak: Lech i Lechistan. (E. Ku- 
nik, Lechia). Starzy Rzymianie i Grecy nazywali Słowian Lygii, 
Ługi, u Ptolemeusza Longi (Kętrzyński Nazwy Słowian str. 57). 
Strabon pisze Luii, Lugiones (Kętrzyński), Trafność poglądu prof. 
A. Małeckiego, że Lach jest dziś rzadszą, zgrubiałą formą od 
Łęg albo las, świadczy użycie liczby mnogiej u Nestora, 
«było bowiem dwóch braci w «Lęsiech». Odpowiada to zupełnie 



— 167 — 

dwuwierszowi w piosence z Podhala, którą zanotował Żegota 
Pauli: «Brodzili Lasy po kolana w kasy, górale się zbiegli, La- 
chom kasę zjedli». Widnieje więc nietylko ścisły związek geo- 
graficzny, ale i brzmieniowy między plemieniem Lasów, Lachów 
a Kosmaskich <'Zlaasanów» ludzi z lasu, z łaskiego kraju, ze S łe- 
zka, Slązka. 

Natomiast «Lechia» nie miała nigdy państwowego wyrazu 
o Polsce. Imieniem państwa Polskiego jest po łacinie <'Polonia>, 
wyłącznie w dawniejszych czasach. Prof. Małecki Antoni 
przytacza tytuł Władysława Laskonogiego (1202—1206) «Dux Polo- 
niae et Cracoviae», książę Polski i Krakowa osobno. Dopiero pó- 
źniej zjawia się książę «Dux totius Poloniae», «książę całej Pol- 
ski», a «Lechji i Lechitów» jako nazwy narodowo państwowej jeszcze 
ani śladu. Najstarsze tytuły książąt polskich jak Henryka Brodatego, 
brzmią również «Dux Silesiaeet Poloniae» (Małecki, Le- 
chici). Wszystkie annały niemieckie mówią: «Polonia» o kraju, «Po- 
loni» o narodzie, zaś w szerszem pojęciu « Polonia > (Ant. Małecki, 
Lechici, str. 10, 12). «W Skandynawskich a także Irlandzkich zwrotach 
v/spomina się nadto albo nigdy o Polakach, dość często o Polsce, 
która się nazywa Pulina-land np. «Burdzfeifraf Pulinaland». Skan- 
dynawczycy spotykali się bowiem tylko z Wielkopolanami, Polakami 
na Pomorzu, nie mając styczności z Małopolską nie mogli znać 
Lęchów». (List Stanisława Rożnieckiego do Baudouina de Courternay). 
Szafarzy k w swoich « Starożytnościach słowiańskich» pisze również 
na str. 487 tom II: «we wszystkich źródłach zachodnich, u Dyt- 
mara, Adama Bremeńskiego, Hellmolda, jest «Polonas», u Duńczy- 
ków Polani, Polena, Poelan, Polan u Ademara Polliana», w Monu- 
menta Pol. tom I, są zawarte nazwy do Polski się odnoszące «Bolen»^ 
«glorioso Boloniorum», Polonia, Poljane, Poloni, Bolumia. U Pto- 
lomeusza w rozmieszczeniu plemion prawdopodobnie słowiańskich 
znajdujemy ród «Bulanes» (Ptol. lib. III. c. 5, 175—181). Ziemio- 
opisywacz bawarski (866— 900), zna civitas Sleenzane... Opolini... 
Lendizi... państewka śląskie, opolskie, łęczyckie, jak to zwy- 
czajnie historycy tłumaczą. «Czy te jednak nazwy odnoszą się do tych 
miejsc geograficznych, o które nam chodzi, to z dźwięków samych bez- 
pośrednio nic powiedzieć nie można. Kunik uczony rosyjski czytał 
że «Kocel książę (knez blatnisk) niższej Panonji nazywany jest 
księciem lechs kim» (Mon. Pol. 122), co by może tlómaczyło 
i nazwę Polaków; «Lengyee» w ustach Węgrów. 



— 168 — 

Polanie, którzy władali «polskoją ziemlą» według Nestora, byli 
nad Dnieprem i na Połabiu, równie jak Drewlanie i Kaszubi 
vel Kozarowie. «W «Lęsiech» żyli w zgodzie Polanie i Dre- 
wlanie, po tych zaś latach krzywdzili Polanów Drewlanie 
i inni sąsiedzi i naszli ichKozarowie» (Nestor, Kronika). 

Że Kozarowie, Kaszubi, klanowo brzmieniem i obrazem są je- 
dnoznaczni, wykażę w następnym rozdziale o koszowych mieszka- 
niach. Również fakt, że Galicya ma swoją brzmieniową krewniaczkę 
w Galicyi słowackiej, hiszpańskiej i w Galii keltyckiej, ma też swoje 
wcale nie przypadkowe znaczenie, jak to przy klanie leśnej kul- 
tury będę próbował również udowodnić. Już z tego widać, jak 
śliskiem jest wnioskowanie wyłączne z pokrewieństw brzmienio- 
wych. Jeszcze niebezpieczniejszem jest wyprowadzanie nazw powyż- 
szych od źródeł, w zwyczajny, z konieczności powierzchowny spo- 
sób. Wiemy, że Szafarzyk uważa Polaków za «dzierzycieli pól.» Ne- 
stor o Drewlanach powiada, że mieszkają w «lasach». Konstan- 
tyn Porfirogeneta mówi, że «Terwunia» (Drewinia) oznacza w języku 
Słowian utwierdzone miejsce. Jedna i druga rzecz napozór od- 
mienna zbiega się w drzewie jako tworzywie na utwierdzanie miejsc 
służącem, a rosnącem w «lasach» jednocześnie. Natomiast o Po- 
lanach naddnieprzańskich mówi Nestor jedynie, że «siedli przy 
Dnieprze* , o rolnictwie ich zresztą ani słowa. Gdyby Polacy żyli 
«z ziemi» z rolnictwa, to odbiłyby się na nich nazwy «ziemio witów», 
«ziemiomysłów», odgrywające przecież rolę w naszych podaniach 
i skrystalizowałaby się jak u «Żmudzinów» Żemajtys, Żemegi- 
tis t. j. ludzi z ziemi żyjących. Zresztą w klanie wyrazów palowych 
znaleźliśmy liczne słowa, z których każde mogłoby z równem po- 
wodzeniem jak «pole» być użytem za źródło nazwy polskiej. <Plja- 
kos» rabunek, «splakati» zwyciężyć, odpowiada słowu «płakać, po- 
łączyć». Mamy «polkas» pułk (patrz Polka, nazwa kobiety polskiej 
i półka). Polen, plen, plon, dalej «polano, poljana», mycie się «pol- 
ska», grecka nazwa męska «Pallakus», imiona miejscowości u Kroa- 
tów, jak «Balinapelia, Baleni i Balini» odpowiadające nazwom Polski 
w źródłach przytoczonych powyżej. Słowem cały bigos słów, brzmie- 
niem podobnych, a znaczeniem na pierwszy rzut oka o niebo 
odległych. Które z nich dało Polakom swoje miano? I oto obe- 
cnie łaskawy czytelnik oceni znaczenie stosowania klanu obra- 
zowego, z życia danej warstwy kulturalnej wziętego, 
dla naszego rozumowania. Nie sądzę, że wyrazy Polonia, Bolumia, 



- 169 — 

Polska, «Polonia», pochodzą od powyższych słów, wyliczonych w mie- 
szaninie wyrazów, ale twierdzę, że należy wraz z wielką liczbą in- 
nych jeszcze do rodziny wyrazów, które powstawały wedle tego 
samego odciśniętego prawidła u wielu jeszcze innych narodów. 
Stąd więc nie dziwo, że i brzmieniowo się powtarzają o tyle, o ile 
źródło ich materyalne było również jednolite. Pokrewne brzmie- 
niowo i znanemi prawami językowemi od siebie zależne wyrazy 
w językach indo-germańskich, mają też i wspólny obrazowy zwią- 
zek, którego mianownikiem jest każdorazowy najsilniej- 
szy czynnik w gospodarstwie społeczne m. Naród więc, 
który pochodząc z nad Łaby, Odry, Pomorza, przesiadł się do 
Wielkopolski, nosił taką nazwę , jakie mu typowy tam obraz s i e- 
dlisk palowych nadał, był narodem na palach mieszka- 
jącym, wśród plosów, w pałankach i w opolu, słowem 
był narodem polskim, a kraj jego, to Polonia, Polska. 
Z twierdzeniem niniejszem łączy się moje stanowisko co do «teo- 
ryi najazdu» prof. Piekosińskiego jak najściślej. Do północnego 
zachodu «odniosły nazwę Polaka» badania lingwistów. A jeśli przyj- 
miemy, że imiona «Polak, Polska, Polonia, Polen>>, należą do pa- 
lowej warstwy kulturalnej, to wnet wielka liczba zabyt- 
ków palowej kultury w budowlach i utwierdzeniach na Połabiu 
i Pomorzu, łączących się jak najściślej z tem co w Wielkopolsce 
w tym kierunku znaleziono, da nam tę materyalną pod- 
stawę, którą przygotowywaliśmy w poprzednich 
wywodach dla naszego wniosku. Już sam fakt, że naj- 
starszą państwową nazwą jest « Polonia », Polska, świadczy, że po- 
między południe lesiste zamieszkującymi Lechami a z północnego 
zachodu ciągnącymi « Polakami » istniał stosunek podobny, jaki za- 
szedł w historyi południowych Słowian w Maeosii (dzisiejszej Buł- 
garyi) podbitych przez Bułgarów. Na południu również żywioł za- 
borczy a tem samem organizujący państwa, nadał nazwę 
swoją dawnej tubylczej meotyckiej większości, 
zrobił ich co do imienia Bułgarami*. Lecz analogia sama jesz- 
cze niczego nie dowodzi. Dlatego nie dziwo, że kiedy prof. Pie- 
kosiński, zużytkowawszy z genialną intuicyą kruszący się rękach 
materyał tak archiwalny, jakoteż ze znaków i zawołań szlachty pol- 
skiej zaczerpnięty, postawił teoryę najazdu na naukowej podsta- 
wie, to poruszył tem opinię naszych historyków do żywego. Naj- 
główniejszy jego przeciwnik, prof. Balcer, nie wątpi wciąż jeszcze, 



— 170 — 

że się mu uda zebrać dowody obalające przypuszczenia prof. Pie- 
kosińskiego. Rezultaty swoje zawdzięcza prof. Piekosiński temu, że 
uczynił studya swoje nad znakami herbowymi, mate. 
ryałem historycznym i w ten sposób rozszerzył pojemność 
nauk ścisłych w dziejopisarstwie o jedną gałęź dalej. Podobną za- 
sługę ma również prof. Wojciechowski, który prawidła językoznaw- 
cze zastosowując do rozmieszczenia nazw geograficznych w Pol- 
sce, również uzyskał niezmiernie doniosłe rezultaty. Jeśli więc nie 
zatrzymuję się u granic materyałem moich badań określonych, ale 
usiłuję je zużytkować wedle sił w formie skromnego przyczynku 
do badań powyższych znakomitych uczonych, to czynię to pod przy- 
musem wewnętrznym czyli rodzajem nakazu moralnego w wypowie- 
dzeniu tego, co się stało, jako końcowy wynik studyów, najgłęb- 
szem mojem przekonaniem. Prof. Piekosiński stwierdził niewątpli- 
wie, że szlachta (Geschlecht) polska ma swój odrębny rodowy 
pierwiastek. Ilość rodów szlacheckich w Polsce była ograni- 
czona, a uszlachcenie wskutek tego mogło się odbywać tylko w ten 
sposób, że król albo ktokolwiek bądź ze szlachty adoptował 
to jest wcielał w poczet istniejących rodów nowego członka. 
Fakt ów w obec tego, że szlachta jednocześnie była uprzywilejowaną 
warstwą w kraju, wiedzie do przypuszczenia, które w klanie na- 
miotowców u Węgrów mieliśmy sposobność zaznaczyć, że ona 
i plemiennie stanowi obcy tubylczemu żywiołowi czynnik. U Wę- 
grów nazwa szlachcic i naród równie się zbiega w brzmie- 
niu i znaczeniu, co w obec rasowej odrębności względem podbitych 
Słowian tembardziej rzuca się w oczy. Chodzi więc o to, zkąd przy- 
byli Polacy, którzy jako panująca warstwa narzucili państwową 
organizacyę i nazwę rodową swoją gromadzie Łęgów, Lechów Wiel- 
kopolskich, Lasów ślązkich, Chrobatów krakowskich. Mazurów pło- 
ckich, a po nich Kaszubów. Piekosiński na podstawie podobieństwa 
pewnych zasadniczych linii w znakach herbowych szlacheckich z star- 
szym futhorkiem runów Skandynawskich przypuszcza, że to były silnie 
z normańskimi szczepami pomieszane plemiona Słowian połabiańskich, 
które około roku 800 ruszyły nad Wartę. Później nieco przy szczegó- 
łowem zagadnieniu omówię, o ile podobieństwo znaków obrazo- 
wych może służyć za dowód przypuszczenia prof. Piekosińskiego. 
Obecnie posłuchajmy samego prof. Piekosińskiego. Według niego 
«Polacy pochodzą z Drewinji, kraju położonego przy samym ujściu 
Łaby do morza, między Łabą, morzem, Ejderą i krajem Wągrów, 



— 171 — 

który to kraj niegdy niewątpliwie słowiański wszelako od końca VIII, 
czy też na samym początku IX. wieku pod naciskiem Sasów i duń- 
skich Normanów na zawsze porzucili, przenosząc się nad Wartę, 
Noteć i Wisłę ». Przedewszystkiem sama możliwość emigracyi gro- 
madnej. Pamiętać trzeba, że prawdziwie osiadłe są już tylko na 
wskroś rolnicze plemiona. Tymczasem jak z poprzednich badań nad 
ówczesnym przyrodniczym stanem krajów nadmorskich dowodnie 
wynikło, gospodarstwa rolnicze prawie tam jeszcze nie istniały. 
Stara ruchliwość, odziedziczona po stepowej wędrówce nie zo- 
stała więc jeszcze przez długą osiadłość przełamana. Stwierdza to 
Hellmold, opowiadając o północnych nadbrzeżnych Słowianach, mia- 
nowicie o Winulach: «Cały ów lud oddany czci bałwochwalskiej, 
zawsze odważny i ruchliwy, czyniący rzemiosło pirackie, niepoko- 
jący z jednej strony Danów z drugiej Sasów». Mamy też bezpo- 
średnio świadectwo historyczne tych emigracyjnych instynktów 
u Połabian, którym również Niemcy i Duńczycy dopiekać poczęli: 
Hellmold opowiada: «Kanut rozkazał ludowi północnych Połabian 
spieszyć do budowy zamku, i rzekł jeden książę słowiański do dru- 
giego. Przepowiadam, że ten zamek będzie znakiem niewoli dla całego 
kraju, ztąd wychodząc zdobędą naprzód Plunę, dalej Starogród, 
i Lubekę, po nad Drawę pójdą i zdobędą Racesburg i cały kraj 
Połabian. I kraj Obotrytów też nie ujdzie ich dłoni » (Roz. 53). 
Nastrój określony przez słowiańskiego księcia odbił się w mowie 
jednego z tłumu Przybysława, który na placu w Lubece rzekł bi- 
skupowi: «k gdybyśmy mogli wiedzieć o miejscu, 
gdzieby uciec można, opuścilibyśmy kraj i pojechaliśmy 
na morze aby mieszkać w domach rybackie h». Więc 
niedziw, że gdy ludy słowiańskie przy Łabie zostały w końcu «zins- 
bar und beruhigt» to gromadne wynoszenie się z zanieczyszczo- 
nego Niemcami kraju, było tylko zamienieniem w czyn tego, co 
Przybysław jako o zamiarze biskupowi w Lubece opowiadał. To też 
« kiedy zamek Plunę, Polon zdobyli Holzaci z pomocą Boską 
w r. 1139, a Słowianie w nim byli wyrżnięci » to kraj wypróżniał 
się powoli tak, że Hellmold o nim pisze, że «kraj był bez ludu» 
(<kraj Plunensis, Pluneński był nie zamieszkały* 
(ks. 37), a Słowianie którzy mieszkali w okoHcznych miejscowo- 
ściach usunęli się... na ich miejsce przyszli Sasi... Sło- 
wianie powoli zniknęli z kraju (Roz. 83). A jeśli kraj 
Dargunów (Dr e wian) zajęH Westfalowie, to kraj poloński 



— 172 - 

(Plónerland) był jeszcze niezamieszkały- (Roz. 57). Wszyst- 
kie te powyższe świadectwa mówią zupełnie to samo w stosunku 
do prawobrzeżnycłi Połabian, co wnosił Piekosiński o lewobrze- 
żnycłi Polakach. 

Również o Połabianacłi stwierdza Hellmold, że « przepływali 
morze i pustoszyli kraj Danów i inne i nie zapominali grze- 
chów ojców>. Piekosiński mówi zaś dalej: «Musiało się to pi- 
ractwo Polaków ostatecznie sprzykrzyć Danom i Sasom, podali więc 
sobie dłonie do obrony, i tak skutecznie poczęli dokuczać Polakom, 
że im dalszy pobyt w prastarej ojczyźnie nad Łabą obmierzł i nawet 
nadal wprost niemożebnym się stał». Przypuszczenie, że Polacy 
prowadzili piractwo na wielką skalę, jest na wskroś uzasadnione. 
Lud, którego ziemia żywić nie umie, a któremu woda i las w go- 
spodarstwie nie wystarcza, musi resztę zdobywać i rabować. Stąd 
nie dziw, że w klanie wyrazów palowych, wojna z rabunkiem połą- 
czona; « plaga, pljakos, plaga » u Greków, Rzymian i u Słowian 
mających palowe tradycye, jest równie zrośnięta z plemiennym zna- 
kiem w nazwie rodu zawartym. Z życiem na nieurodzajnej ziemi 
związany jest jaknajściślej ustrój społeczny. Już mówiąc o Rzy- 
mianach Palatynach, wskazałem na to, że skahsta, zimna ziemia Nor- 
wegii, bagna nadtybrzańskie, błota północnych Niemiec i Słowiań- 
szczyzny, jednako muszą wpływać na wytworzenie zwartej ścisłej 
«pułkowej» organizacyi, bez której systematyczne piractwo obyć się 
nie może. Miejsce organizacyi gospodarczej u ludności osia- 
dłej rolniczej, zajmuje organizacya wojenna, na rabunek i pi- 
ractwo, jako rzemiosło obliczona. 

Słowianie podkarpaccy, w okresie historycznym dawno już 
przetrwali swój palowy okres, który u nich ledwo gdzieniegdzie 
w szczątkowej formie dotrwał do czasu, w którym go jeden i drugi 
kronikarz zauważył. Natomiast północne Niemcy saskie, i północno 
zachodnia Słowiańszczyzna tkwiły w zupełnie historycznych już 
czasach, w «błocie i w bagnie» jako w głównem «milieu» ż y c i o- 
w e m, gospodarstwo i organizacyę społeczną określającem. Cywi- 
lizacyjnie więc biorąc, gospodarka rolna hamująca instynkty zabor- 
cze, odśrodkowo działając na organizacyę plemienne, utrzymująca 
odrębności lokalne u nieruchomych osiadłych do roli przywiąza- 
nych plemion, jest stanowczo wyższą, od ruchliwej pirackiej, rozbój- 
niczej, a więc dobrze wojskowo zorganizowanej drużyny. Stąd 
się to bierze, dlaczego Niemcy w czasach przedhistorycznych^ 



- 173 — 

mimo swojej orężnej przewagi tak mało mają dowodów odrębnej 
wytwórczości materyalnej, dlaczego w czasach, kiedy już Sło- 
wiańszczyzna zdążyła sobie styl w zdobniczości i wysokie 
rękodzielnicze urobienie urn i garnków wytworzyć, Niemcy 
nie zdążyły w tym kierunku wydobyć ze swojej gospodarczej 
kultury nic odrębnego (patrz zdanie Yirctiowa). Natomiast w pra- 
ktyce wojennej żywioł piracki mając gotowy kit dośrodkowy 
w postaci doskonałej organizacyi wojskowej, owego wiekami wy- 
robionego narzędzia zbójeckiego, kłów i pazurów społecznych, jest 
z natury rzeczy żywiołem tworzącym i organizującym państwa. 
Taką rolę odegrali w obec starożytnego świata Rzymianie z nad 
błot tybrzańskich, Macedończycy z górzystego kraju pod wo- 
dzą Aleksandra, Normanie z dziczy zimnej skalistej norweskiej 
w średniowieczu, Polacy w obec Łęgów, Lechów, Mazurów i R o- 
s y a n i e w obec reszty wschodniej Słowiańszczyzny. Zdolność pod- 
boju i utrzymania zaboru jednak jest jedynie dowodem przewagi 
fizycznej ale nie gospodarczej. Owszem nagromadzone bogactwa 
materyalne zdobyte wytwórczą dłonią rolniczych plemion stają się 
wiecznie przedmiotem pożądliwości ubogich rabusiów, a niemiecki 
«Drang na eh Osten» jest niczem innem, tylko parciem plemie- 
nia na nieużytej ziemi siedzącego ku urodzajnemu wscho- 
dowi, równoległem zresztą parciu ku bogatym Włochom 
w późniejszych czasach. 

Otto Hein określa różnicę pomiędzy organizacyą społeczną 
Germanów i Słowian w następujący sposób: «U Germanów jest pod- 
stawą prawno-zarządową polityczny wojskowy związek 
(sotnia), u Słowian zaś gospodarski związek, m i r». Tem sa- 
mem osądza stopień kultury Niemców. I tu i tam bowiem ród 
i przywilej rodowy, słowem płciowy pierwiastek krwi jest punktem 
wyjścia, ale tylko w nieurodzajnych bagnistych lub skalistych oko- 
licach wiąże się on w zarząd wojskowo-polityczny, społk prze- 
mienia się na pułk. Natomiast cechą ludów mających urodzaj- 
niejsze pod uprawę role, jest spółka, związek gospodarczy. 
Zupełnie więc niepotrzebnem jest wietrzenie wszędzie Normanów 
jako twórców nowoczesnych państw. «Normanami» takimi mogłoby 
być tak dobrze plemię niemieckie, romańskie i słowiańskie, byleby 
warunki fizyczne ziemi nie pozwoliły im jeszcze «zarządu 
pr awno-p oli tycznego słowem wojskowego związku> 
obliczonego na rabunek i^na życie z pracy rolniczo- 



— 174 - 

wytwórczych plemion, zamienić na «z wiązek gospoda r- 
czy» którego podstawą jest praca na roli i w rękodzielnictwie». 
Na pobrzeżu pólnocnem Europy środkowej żyją plemiona niemie- 
cko -saskie, duńsko -normańskie. Wszystkie mniej więcej w jednako- 
wych warunkach. 

To też Giesebrecht w swoich «Wendyjskich historyach» po- 
wiada wręcz, że pomiędzy «Sasami, Duńczykami i mieszkańcami 
wendyjskich krajów istniało pokrewieństwo religii i języka, które 
króla Lothara około r. 892 postrachem napełniało*. W roku 877 
Duńczycy i Słowianie razem napadają na Niemców (str. 109). Po- 
wyższe słowa nie oznaczają tożsamości plemion, natomiast wspólne 
warunki życiowe a zapewne podobny ustrój społeczny łączyły ich 
nieraz razem, mimo różnic pewnych językowych, które wówczas 
zdaje się również były nie tak wielkie jak dzisiaj, jak to z ca- 
łego słownictwa klanowego palowców wnosić można. Nie dziwić się 
więc, że w bardzo blizko leżących połaciach lewobrzeżnej Połabii 
spotykamy Saskich Holzatów obok słowiańskich Drewlan. Nie 
dziw więc, że w tej samej okolicy znajdziemy niemieckie odbicie pol- 
skich Polaków, niejako widoczny ślad nazwy i pobytu ich niegdyś. 
Śladem takim jest istnienie dwóch rodów, zazwyczaj z Engrami 
w jedno germańskie plemię Sasów złączone, Westfahlów, «Polaków 
zachodnich» i Ostpfahlów vel «Polaków wschodnich*. Westfahlowie 
do dziś zachowali się w torfowiskach Westfalji mając nawet oso- 
bne narzecze do saksońskich należące. Natomiast wschodni Pfahlowie 
czyli « Polacy », dokładnie tę nazwę na polskie przełożywszy, o któ- 
rych wspomina się jeszcze w Saskiem zwierciedle, a zamieszkali 
między Salą, Wezerą a Łabą, zgubili się w his tory i 
jako nazwa kraju, po klątwie rzuconej na Henryka w r. 1180. «West- 
falowie po klęsce pod Bocholt poddali się w r. 779 królowi Fran- 
ków. Równy los spotkał Engrów i Ostfalów jednak władza ksią- 
żęca nie sięgała w pierwszych czasach po Karolu Wiel- 
k i m przez cały kraj Sasów, a tylko rozciągała się nad 
O s t f a 1 i ą» (Giesebrecht, Wend. Geschichten, tom I). Widzimy więc 
że nazwa «Ostfalów» w odniesieniu do plemienia zanika od chwili, 
w której władza książęca Franków razem z « czynszami*, roboci- 
znami i dziesięcinami zaczyna dotykać plemię, nazwę «Polaków 
wschodnich* (Ostfalów) noszące. Jeśli przyjmiemy emigracyę 
«Polaków wschodnich* saskich do Anglii, a Polaków 
słowiańskich najbliżej z nimi sąsiadujących na wschód do Wielko- 



— 175 — 

polski to mamy jednocześnie określoną mniej więcej datę końca 
8-go lub początku 9-go stulecia, jako punktu zwrotnego w dziejach 
polskiego plemienia na Połabiu. Że nie mieli po co dłużej czekać, 
świadczą słowa Niemca Georga Buscłiana, który w dziełku «Ger- 
manen und Slawen>> określa również rok 9 0, w którym walki 
przy Łabie już postępy w «odzyskaniu»(?; kraju poczyniły. 

Ponieważ prawobrzeżna Połabia kilkaset lat dłużej utrzy- 
mała słowiański cliarakter, a otoczeniem niewiele się różniła od 
lewobrzeżnej, przeto nie dziw, że prof. Smolka może powiedzieć 
śmiało o Połabianach, że w «jednakowycli z Polakami żyli sto- 
sunkacłi fizycznycłi, i że są nam pokrewnym narodem. Solidarna 
odpowiedzialność naprzykład była w ustroju społecznym instytu- 
cyą odpowiedzialności wspólnej w granicach opola. Odpowiedzial- 
ność ta istnieje także u Słowian połabskich» (Mieszko i jego wiek 
41, I.) Spotykamy się tu z nazwą «opole». Opole oznacza w Wiel- 
kopolsce jednostkę pań s t wo wo-ad mini s t r a c yj n ą, ze ściśle 
wykreślonemi granicami, trzymającą się ziemi ze starostą 
(palatynem na czele). Wszystko co o Opolu wiemy, jako to świad- 
czenie solidarne na cele państwowe, odpowiedzialność karną zbio- 
rową, daje temu związkowi terytoryalnemu znaczenie je- 
dnostki administracyjnej w państwie, co jest cechą do- 
środkowego ustroju społecznego, wyrosłego z podboju. (Prof. Bal- 
cer uważa mimo tego wszystkiego opole jako instytucyę samoro- 
dnie w Polsce lechickiej wyrosłą. Patrz <0 osadnictwie*). Opole 
więc odpowiada treścią i brzmieniem germańskiemu «p a- 
las, pfalz». Na Ukrainie odpowiednikiem «palas, pałacu, palla- 
tium, pałaty, pilis» było mieszkanie «pałanka». Może imię «Polan» 
którzy wedle Nestora, «siedli przy Dnieprze'> i w ten sposób byli 
przodkami zaporozkich Kozaków, jest z temi «pałankami» jak naj- 
ściślej związane. W każdym razie «pałanka» stanowiła później u Ko- 
zaków zaporozkich jedność administracyjną na wzór naszego 
«opola» i niemieckiego «pfalzu». (Iwarnicki, Istoria Kozaków zaporos. 
str. 198), powiada, że «pałanka», niewielka twierdza w zamierz- 
chłych czasach przeniosła swoją nazwę na okręg, rodzaj powiatu 
(«ujezdu»). 

Pałanek tych było do r. 1768 pięć a w r. 1768 przybyło ich 
dwie. Wyraz pałanka oznacza również w języku polskim mieszka- 
nie i jeszcze do niedawna pisano: «Nowe pałanki, nowe miasta 



— 176 — 

wstają*, «przeniósł się filozof ze swoich katedr do ziemnych pała- 
nek» (Linde, Słownik). Że pałanka, pałata oznacza budynek na po 
moście palowym wzniesiony, wskazuje inny zabytek językowy i skła- 
dowy doskonale wzajemnie dostosowany, który zachował lud ruski 
w zapadłej Hrubieszowszczyznie (Lubelskie) do dziś dnia. «Do spa- 
nia dla gospodarzy służyły dawniej tak zwane pałatki t. j. po- 
most z desek, oparty na czterech wbitych w ziemię rososzkach; 
deski przykrywano na noc grochowinami i pościel była gotowa. 
Dziś pałatki są rzadkie i napotykają się wyjątkowo u bardzo bie- 
dnych i t. d.» (A. Dobrowolski, Lud w Hrubieszowskiem. Lud.-Rocz. I, 
str. 161). 

Widzimy tu językowe i rzeczowe zdrobnienie jak od kleta daw- 
nego mieszkania ludzkiego : klatka, koleba — kolebka, palata — pa- 
łatka. Również uŁużyczan-Sorbów, którzy wraz ze Słowiiicami kaszub- 
skimi należą do ostatnich krewniaków razem z nami po dziś istniejących, 
pałac zowio. palhstwo-^ (na palach stworzony), a czasem wręcz <^Poslopie» 
kralowe (Dom królewski na słupach wzniesiony; (Linde, Słownik IV, 22). 
Powtórzyć jeszcze należy, że tak jak Polacy z Połabii przynieśli 
Lechom ^ opole ', tak Anglo-Sasi dali irlandzkim Keltom również 
opole graniczne na podboju oparte pale> (czytaj pelj, która to 
nazwa jak również i śląskie, nasze <iOpole^>, po dziś dzień we 
wschodniej najpierw podbitej i upokorzonej Irlandj i prze- 
chowała się na równi z «Pfalzem» niemieckiej Nadrenji. 

Widzimy z tego, jak jednostka rodowa organizacyjna ple- 
mion na «palach» żyjących przenosi się później na określenie pod- 
bitych ziem i powinności państwowych. Jest to więc 
jednym jeszcze przyczynkiem do powstania idei «państwowości» 
na mieczu i organizacyi wojskowej opartej, z przebywania wśród 
nieużytecznej, nic nie przynoszącej okolicy bagnistej, która zmusza 
w imię rabunku i podboju tworzyć ścisłe r odo wo- woj- 
skowe związki. 

Dlatego nie dziwo, że nazwa «opolan» w dawniejszych cza- 
sach oznaczała właściwie tych, którzy «opola» organizowali, a nazwa 
«Opolinów» u dziejopisa bawarskiego, którą to nazwę «Opolinów» 
nosi 20 miast, odnosi się prawdopodobnie do początków organizacyi 
państwa polskiego. Nazwa «opole», «Polska» kryje w sobie wytłóma- 
czenie dawnego przedpodboj owego jej początku. Jak wiadomo czy- 
telnikowi z licznej gromady przykładów i opisów mieszkań palo- 
wy eh w północno-zachodniej Słowiańszczyźnie, osady rodowe nabudow- 



— 177 - 

lach palowych się wznosiły. Do mieszkań na palach była przysto- 
sowana również cała gospodarka, która w pomnikach robót inży- 
nierskich u Polaków, Połabian i Kaszubów swoje ślady pozostawiła. 
Nie dziwo, że te roboty «opolowe i mostowe» tak wielką rolę w tych 
okolicach stosunkowo do późna dochowały. Śmiałość i doskonałość 
tych robót, również jak i skończenie wyrobiony typ urn i naczyń 
glinianych jednakowej formy dowodzi znowu wielkiej dawno- 
ści słowiańskich osiedleń. O tern samem świadczy też cały rozwój 
mieszkań palowych «polskich» stwierdzony przez Yirchowa. 
Na palach, będących najstarszem środowiskiem osady palowej, wznio- 
sło się bowiem z biegiem wieków rękoma ludzkiemi usypane wzgó- 




Wiz. 35. 

Rys poziomy szematyczny wsi na Połabiu. 

A) majdan ; a) zagrody ; c) Kościół ; k) stoły ; /) gaj dębowy ; p) magazyn wioskowy 

g") droga do wsi ; Ii) główny gościniec. 



rze okrągłego zupełnie kształtu. Na tym «kręgu» z ziemi, 
«Krągowie, Krakowi e» mieściło się cerkwiszcze (krok, kręg, kro- 
kiew — okrągły kształt). Na powierzchni cerkwiszcza mieściły 
się Tyny Kona — i Świata i «palshtwo», pałanka książęca i samo 
cerkwiszcze. Krągów, Kraków, był utwierdzone konstrukcyą ostro- 
kołową wału, którą podajemy w rysunku, wejście zaś stanowiły 
bramy, których w Retrze dokoła było dziewięć. 

Odtworzenie takiej bramy wraz ze strzelnicami wzięte ze sta- 
rej Piastowej monety umieszczę nieco później (wiz, 40). Wszystko 
to razem tworzy twierdzę, gród, grodzisko z budowli palowej po- 
częte, na palach wzniesione, co nazwa litewska ^P///s> — zamek. 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



12 



— 178 — 

«PUkallen, Pilispille'> wzgórze zamkowe, i dowódzca zamku Pil- 
lonis» doskonale określa. Od bram szły ulice w promienistych kie- 
runkach, a po jednej i drugiej stronie ulki, ulicy rozsiadały się ule 
czyli kosze mieszkalne. Tak jak dziś na Łyczakowie, przedmieściu 
Lwowa, znajdujemy typ domostw wiejskiego układu mimo kilku- 
setletniego istnienia miasta, tak samo i te «suburbia», przedmieścia 
palowe grodów słowiańskich w Julinie, Szczecinie i t. d. wedle od- 
wiecznego sposobu wznoszono na palach bezpośrednio na mokra- 
winie, które jeszcze w sierpniu, jak to wiemy z piśmiennych źródeł, 
po pas sięgała. 

Na Połabiu przechował się do dziś układ wsi dokładnie od- 
bijający w sobie istotę owych grodów palowych pomorskich, po- 
łabiańskich i wielkopolskich (wiz. 35). «Jest to okrąglak z promienisto 
założonemi chatami, gajem dębowym niegdyś świętym w pośrodku, 
i wspólnym gminnym domem. Każda miejscowość ma rodzaj przed- 
mieścia < Koreitz» (Kreis — opole) (Tetzner, Die Slawen in Deutsch- 
land, str. 352). (Patrz Kruż-wieta, Kruszwica). Powróćmy do opisu 
grodów palowych. 

Na pomostach przy ulicy wznosiły się ule koszowe, których 
obraz znalazł Yirchow na kawałku wypalonej gliny, a które my 
wedle starej monety również odtwarzamy (wiz. 40). Całość zaś tego 
pierścienia , otaczającego wzgórze palowe grodu i jemu 
podległe miejsce, przez wziętą w plen może ludność zasiedlone, 
zwało się opolem. O-pole, o-kroj, o-tocz, o-plotki, o-kolić, o-kreślić, 
o-brzezać, oznacza zawsze sobą wizerunek pierścienia do- 
okolnego, którego sercem środkiem w o-polu jest gród 
k n i a z i o w y, gdzie mieści się T y n bogów, pałanka książęca 
wraz z pałankami «magów» i dostojników. Z biegiem wieków na- 
zwy opola otrzymały kraje, okrążające «knieżnieński» ośrodek 
państwa i kto wie czy księstwo opolskie na Śląsku nie było 
w ten sposób pierwszą zdobyczą Polaków, po przesiedleniu się 
do Wielkopolski. Grody same przybierały też nazwę «ostrowów, 
os t r o w i e t ó w», to znaczy «miejsc ostro» do okoła otoczonych 
(po Htewsku ^wiete» miejsce zebrania, plac). 

Nazwa ostrowów w odniesieniu do wysp powstała zapewne 
później. Meitzen w dziele «Uber Bildung von Dórfern und dereń 
nationale Bedeutung» tak pisze: «W Frydlandyi, w Holandyi, w głę- 
bokich nizinach wznoszono stare zagrody sielskie na naturalnych 



— 179 — 

lub sztucznych wzgórzach, które, jak to Plinius opi- 
suje «podczas powodzi niby wyspy wyglądały*. 

«Opolowy» kształt układu wsi zachowały do dziś stare osady 
serbsko-wendy j skie. Około okrągłego «niajdanu» [majtan, 
ciąć, (gotyckie) mejdit — wbijać pale (po łotewsku) — (niem.) mei- 
den, unikać], pustego wolnego miejsca dziś, a które niegdyś ozna- 
czało gród przedhistoryczny, jakiego ślady liczne pokrywają całą 
północno-zachodnią Słowiańszczyznę, idzie promienisty układ 
ulic, które niegdyś wylotem swoim w p a 1 o w e j wsi, bram 
grodu sięgały. Również nasze niektóre wsie opłotkami do siebie 
się stykające, jak np. Świątniki pod Krakowem, zdaje się też wska- 
zywać na najstarszy typ osiedleń gromadnych w Polsce. 

Nie możliwem wprost jest, aby tak wielkie podobieństwo 
pomiędzy prawo i lewobrzeżną Połabią, między Polakami a Po^a- 
bianami nie zostawiło pewnych widoczniej szych śladów w nazwach. 
Rozważmy istotę nazwy Połabian, a według starych źródeł nie- 
mieckich «Połabingów». Przyjętem jest, w obec nazwy rzeki «Łaba» 
uważać Połabian jak lud «wzdłuż Łaby» mieszkający, tak jak Pomo- 
rzan od Pomorza, Poleszuków od Po-lesia, Pogórzan od Po-górza. 
Otóż nie zdaje mi się, aby w ten sposób do wszystkich nazw tego 
rodzaju należało się odnosić. Miasto dzisiejsze pod Krakowem a nieg- 
dyś wieś zowie się Podgórz, nie Pogórz. Obok Lwowa zaś, dość 
daleko, zapewne od morza leżącego, jest miasteczko «Pomorzany», 
którego pochodzenie w nazwie pozwolę sobie odnieść do «Podmo- 
krzany» od Pod-mokre (podmokłe), co przez właściwe polskiemu ję- 
zykowi upłynnienie dałoby «Pomorzany». Pozostaje nam wyraz Po- 
lesie, które zatraciwszy swój obrazowy wątek w pamięci współ- 
czesnych przerobiło się na «Podlasie», kraj p o d - 1 a s e m. Znamy 
dokładnie układ bagienny Polesia, i wiemy że brzmieniowym mia- 
nownikiem wyglądu tej okolicy jest woda, bagno, po podhalsku 
<'plosoy>. Otóż Maltę Brun, geograf francuski, pisząc o Polesiu, 
powiada, że «błoto, którem jest zalane, podobne morzu, dało temu 
krajowi imię Polesia» (Plosa-Plesia, co czyni zrozumiałą pochodne 
formę Poleszuk — porównaj również Pleśń). Kraszewski, który 
w swoich «Wspomnieniach Polesia i Litwy» nazywa to zdanie dzi- 
wacznem i zupełnie fałszywem, przytacza jednocześnie ciekawy 
ustęp wyjaśniający, co na Polesiu nazywają lasem. <iOczeret, łozę 
i krzaki w wodzie lud nazywa wspaniale lasem» (porównaj łać. /7^- 
lus, błoto, pal i trzcinai. Wystarczy też wziąć słownik porównaw- 

12* 



- 180 - 

czy wyrazów słowiańskich do ręki, aby dostrzec, że Maltę Bruri ma 
zupełną słuszność. «Błoto», bagno zwie się «Pleso» — (ros.) ploso — 
(madziar.j Pelso fpatrz Pińsk dawniej Pieńsk stolica Polesia i Biessi 
nazwa ludu słowiańskiego na północ od Karpat u Ptolomeusza), 
«Pejso», oznacza również błotne jezioro na Węgrzecli; «lacus Peissonis». 

Z dalszych jezior w Rosyi «Nikolskaja Plesa», potem jeziora 
w Nowogrodzkiej gubernii Plijiisa, — Plusa gród przy rzece Surę — 
Pleso miasteczko przy rzece Mokrej w gub. Penzeńskiej, Pleso wieś 
w gub. Wołożańskiej, Pleso w gub. Pskowskiej, Pies miasteczko 
w Pljuse w Illiryi, Pies v/ Soczi — w Chorwacyi Pleso, Pleśno (Szafa- 
rzyk, Star. slow., 207). Tak więc Ploso, Piesie, Polesie, to kraj, gdzie 
są liczne «plosa>; z Ploso plesie utworzone tak jak z pióra, pierze. 
Mieszkaniec Plesia, Pleszuk, Poleszuk. U Wincentego Kadłubka, Ja- 
dź \vingov.'ie, którzy od strony Polesia parli na Polskę, zwą się bar- 
dzo znamiennie <i-Polexiones — Pf7M-siones», co wskazuje na to samo 
źródło «pa], płoso», od którego Polak i Polska najprawdopodo- 
bniej nazwę swoją wywodzą, Adam Bremeński pisze w XI wieku: 
«Bliżej nas (Niemców) Polabingi, a za nimi Lingones (Lechowie)». 
Pragnąłbym więc wykazać, że ci Pola-bingi a nie Po-Labingi, sta- 
nowią lud bijący pale w błoto, i tem samem należą wraz 
z «Polakami», Pałukami, Polek-siones, Poleszukami, macedońskimi 
<^Pologarrii>> (Pologus — u Bizantyńców błotny kraj górnej Mace- 
donii. Szaf., Star. słów. II, 777) do palowego klanu w nazwie. Utwier- 
dza mnie w tem przypuszczeniu nazwa uroczystości domowej u Li- 
twinów Pala-binti, święto bicia palów na mieszkanie zape- 
wne, odpowiadające nawskróś nazwie <^Pola-bingi» (Mierzyński, Mat. 
do mit. litew. I, str. 15). Połabianom daje też imię Szafarzyk «Pa- 
labili' zupełnie nieświadomie (str. 456), co oznacza lud znający 
umiejętność «w bijania palów», tem samem jak najściślej 
ich imiennie łączy z Polakami, Ost-pfahlami. 

I tu rzuca się w oczy fakt, że na prawobrzeżu Łaby istnieje 
«Plenerlandy>, kraj Plunę ński, którego ośrodkiem jest gród 
palowy dokoła wodą otoczony Plune», co wobec faktu, że 
Niemcy po twardej spółgłosce nie lubią płynnej, przetworzyłoby 
się na Pulen, Polen, to jest nazwę niemiecką Polski i Polonia, jej 
miano łacińskie. Jeśliby tak było, jeśliby w dawności Połabian 
i Polaków prawie za jedno brano, wówczas wyjaśniłyby się we 
wrażeniu brzmienia niektóre wyrazy zagadkowe dawnych auto- 
rów, najprawdopodobniej do Polski się odnoszące. Edrisi mówi 



— 181 



«Bolumia». Drugi Arab Al-Bekri daje doniosłą wiadomość histo- 
ryczną. .Zjednoczył plemiona słowiańskie Macha, a ten był z je- 
dnego z ich plemion Wlinbaba», a wyżej mówiąc, jak zdaje się 
o Karpatach: «Ta góra ciągnie od kraju Bal (al) abwaba i dochodzi 
do kraju Chazarów» (do morza Czarnego). W tym czasie kiedy 
Al Bekri zwiedzał Słowiańszczyznę wpływ polityczny Po lako w- 
Połabian pod królem Mszką sięgał już prawie do Karpat. Nie 
mogę więc nie widzieć w dźwiękach «Wlinbaba, Balabwaba» 
przetworzenia arabskiego dźwięków Polabingh, «Polabia . Prof. 
Piekosiński pisze dalej: «Około r. 800 postanowili ostatecznie Po- 
lacy opuścić swoją ojczyznę i poszukać sobie spokojniejszych sie- 
dzib. Wsiadłszy zatem na swoje pirackie statki, podążyli morzem 
do ujścia Odry, stąd Odrą do ujścia Warty, w głąb kraju zamie- 
szkałego przez Lingów, Łęgów, Lechów, Lechitów». W kraju tym, 
którego charakter suchszy już, określa samą nazwą Łęgów, Le- 
szna i Łąk — Łęczycy, osiedh oni w tej okolicy, która im się najpo- 
dobniejszą do poprzedniej ojczyzny nadawała. «Tam obrali Polacy mię- 
dzy Poznaniem, Gnieznem i Kruszwicą nową ojczyznę, w który to 
sposób (osiadłszy jak obhcza p. Piekosiński w liczbie -35.000 wo- 
jów) uczynili zawiązek przyszłego państwa Polskiego». Tym, który 
to zjednoczył, może był ów Mach, którego imię zagubione we 
wszystkich kronikach przechował nam Al-Bekri jako wodza ple- 
mienia «Połabian». 

Po nim to może Mszka, «Mescho», Meczko, Mesco, jako 
dziedzictwo miecza, ówczesnego kitu państwowego, otrzymał 3000 
dzra (drużyny), których sotnia równa się dziesięciu innym 
sotnio m'>, jak mówi Al-Bekri. 

Żywa tradycya pochodzenia państwa Polskiego z Zachodu 
istniała u pierwszych naszych kronikarzy i dziwić się należy, że nie 
oceniono należycie ustępu z kroniki Bogufała, gdzie się o tern wy- 
raźnie i niedwuznacznie pisze: ...«którzy teraz Polakami od północ- 
nego bieguna (Polo arctico) się zowią, a inni od zamku Polan, 
który na krańcach (zachodnich) Pomorza jest położony, 
a od którego nazwania wywodzi się najprawdopodobniej począ- 
tek królestwa i państwa» (Qui nunc Poloni, a Polo artico nominan- 
tur et alias a castro Polan giiod in flnibiis Pomeraniae situm 
est, cni donomlnabantur satis ample et verissime orlglnem regum 
et pńncipiim) (Biel. Mon. Pol. II, 476.) Więc osiedli Polacy nad je- 
ziorem Gopłem w Kruszwicy, która zupełnie jak zamek Polan 



— 182 — 

była «wodą dookoła oblana i obronnością dosltonała». Nazwa jest 
stara, zapewne brzmiała Kruż-wiete czyli miejsce okrężnych 
zborów, wieców, starszyzny rodowo-wojskowej. A było to miej- 
sce wybrane swojem położeniem. « Jeszcze za czasów Jagiellońskich 
okolica kruszwicka podobna była do ogromnej wyspy, oblanej wo- 
dami łączącemi Gopło z Wartą i Wisłą i Bałtykiem i wszystkie 
statki z Warty, Prosny, Neru, Widay/ki, Odry, chcące płynąć do 
Gdańska, tędy się przeprawiały » (Sł. geogr). Obok Krużwiety sta- 
nęło grodno kniaziowie, «Knieznoy>, «Chniasina* , jak mówi jedno 
stare źródło (Mierzyński, Mat. do mit. litew.. I, str. 43), a najpó- 
źniejsze z nich Poznań. Kniaź, któremu przysługiwało prawo 
zwoływania «Kruża wiecowego* wojów, nosił jako znamię udziel- 
ności kołnierz okrągły futrzany « Krąży nę», którem zdobił siebie 
jeszcze Mszko. — Kruż-wietę — Kruszwicę otaczały wody, które 
należały do Opola (Je)go-opola, Gopła czyli książęcego Jeziora. 
Z tern się prawdopodobnie wiąże źródłowe nazwanie Eisiego, 
<<kx6\-Gebalimów» i Bolumia, w których Bielo wski domyśla się 
słusznie Polski (Mon. Pol. 1, 212), a ja widzę związek wyraźny 
G e b a 1 i m ó w z G o p o 1 i n a m i, mieszkańcami z nad Gopła. 

Stamtąd, z tego «Kniezna», które jednocześnie było gniazdem 
rycerskich polskich piratów, szedł podbój krewniaków rolnych 
i pracowitych, których zamieniono w dużej części w ludność nie- 
swobodną, z wyjątkiem średniej kmiecej klasy. Podbojem też 
tłumaczą Lelewel, Maciejowski i Szajnocha wielką ilość ludności 
nieswobodnej, tak miejscowej jakoteż i w plen wziętej, tudzież 
podstawę wojskową rycerską «wojaków szlachetnych», «nobiles», na- 
leżących do rodu «Polaków» i wojaków szeregowych imiles gre- 
garii), którym z podboju płynące stanowisko daje prawo wojackie 
i własne sądownictwo (jurisdictio hereditaria). (Szujski, Hist. Polska 
ks. 12.) Każdy nowozdobyty kawał kraju organizowano w «opole», 
na którego czele stawał «żupan» «jako wyraz władzy bezwzględnej », 
którego szczątkowy wyraz «pan» w powyższem znaczeniu dotąd 
się u ludzi zachował, w przeciwstawieniu do starosty, który włada 
z wyboru ogółu, dzięki swemu doświadczeniu «starosty, sta- 
rego» człowieka, i stanowi tytuł władzy mający nie w prze- 
mocy ale w wyborze swe źródło. Podbojem dokonanym przez 
drapieżne plemię piratów, owe hufce, w błotach nadmorskich do walki 
wyszkolone, pracą ręczną twórczą gardzące, narzucono całości tu- 
bylcych Łęgów, Lachów, Zlasów z Śląska, Mazurów z Mazowsza, 



— 183 — 

Chrobatów z Krakowskiego swoją organizacyę pańsiwowo-wo- 
j e n n ą i imię narodowe Polska, co było tern łatwiejsze, że 
język był bardzo podobny a przystosowanie się do wyższej 
gospodarczej kultury tubylców łatwe. Przynieśli Polacy ze sobą 
jedynie długimi latami wyrobioną sztukę budowania obronnych 
grodów wśród bagien i zdobywania ich, czego ślady liczne są 
w utwierdzeniach palowych w Wielkopolsce, nawskróś podobnych 
do połabiańskich i pomorskich budowli. Jeszcze Długosz nazywa 
tę sztukę umiejętnością polskiego rycerstwa. Wszystko to 
razem złożyło się na silną i świeżą kulturę palową, której ślady, 
nauki starożytniczne i stare akta nam przekazały, a zachowała nam 
najlepiej ta najbogatsza skarbnica zaginionych po dziś warstw kul- 
turalnych, jaką jest język. 

Zwrócimy się obecnie do śladów osiedleń palowych w Polsce 
w nazwach plemion i osad zawartych, wedle polskiego obyczaju, 
jak mówi Długosz, budowanych. Nad samem morzem mamy plemię 
Kaszubów, ludzi mieszkających w koszach k Plemię to roz- 
pada się na nadmorską dziś protestancką gałąź, i na odłam śród- 
lądowy «Kaszubów katolików». Pierwsi mieszkają w środku błot, 
a drudzy w suchszej dziś okolicy. Dziwnym zbiegiem okoliczności 
mamy na tym kawałku kaszubskim odciśnięty wzorzec plemiennych 
nazw, jaki na obszarach całej Polski niegdy się zestawił. Według 
Kozłowskiego (Wisła, tom II. str. 190) Błotni Kaszubi, to «Balacy> 
a odpowiadają nazwie Polaków, inni zaś to Lesacy», niby 
S-Lesacy, Ślązacy, «Lasowie», Lachowie, czyli lud w 'iLęsleclu ży- 
wiący. 

Już przedtem zauważyliśmy przy badaniu śladów palowych na 
Pomorzu i Połabiu, że nazwy 'Plocowo» (Potzlów), Pallszki, Polon 
(Plunę dziś Plon), odnoszące się do palowych grodów, jednocześnie 
nazwą treść wskazują, co potwierdzać się zdaje litewska nazwa gro- 
dziszczowych usypisk Pilkalleny, dalej dowodzący grodu — Pillo- 
nis». Było to więc niegdyś nie tylko imię ale nazwa rzeczowa takich 
grodów, które dopiero wybiwszy się nad powierzchnię błot dłu- 
gimi wiekami, przetworzyła się na wałem i ostrokołem grodzony 
lecz zawsze jeszcze na palach usypany gród, ostrów. Zacznijmy 
od tej strony Połabia, które niegdyś było domniemaną ojczyzną 
Polaków słowiańskich. Tam Wojciech Kętrzyński w uczonej 
i wybornej pracy a zatytułowanej «Dawne siedziby Słowian» wykrył 
następujące miejscowości słowiańskie, które jednocześnie należą 



— 184 — 

do klanu wyrazowego i obrazowego Palowców, Polaków, Palebijów 
nad Łabą. Można ich istnienie odnieść do r. 805, to jest do cza- 
sów Karola Wielkiego, to jest mniej więcej do tej pory, do której 
prof. Piekosinski odnosi emigracyę nadlabiańskich Polaków do Wiel- 
kopolski. Idąc więc tamże z północy znachodzimy nazwę miejsco- 
wości Pola-nica (Planeitz), Belitz (Palica, Pilica, Bielica) — dalej 
Pollitz (Police), Pallwitz. Przypuszczenie powyższe stwierdzałaby 
nazwa vKplhltz>y (Kół- wbity w bagno). 

Użycie nazwy Jiola > będącego «drzewną» forma wyrażenia 
na pal, nie jest bowiem zupełnie odosobnione, choć znacznie rzadsze 
w Polsce. Natomiast Rosyanie mają wyłączne określenie na pal koł^ 
«Kołbice^> odpowiada więc zupełnie staremu polskiemu grodowi 
na Notecią, które się zwie Na-klo gród na-kołach który wedle Mat. 
Galla II. 1, 2, 3, «położeniem między bagnam i jako też 
sztuką jest umocniony ». Przestawianie «kół» i «pal» dzieje się 
w mowie naszej do dziś dnia. Można bowiem wyciągnąć z płotu 
«palik», «pal» jako też i «kół». Istnienie nazw miejscowych powyż- 
szych a zwłaszcza imion Palbice i Kolbite w ojczyźnie dawnych Po- 
laków rozstrzygną w dalszym stopniu, według piszącego niniejsze 
słowa, sprawę «Polabingów», jako ludu, który Pfl/e-^y> w błota, i tem 
samem nazwą jednoznaczny jest z Polakami i Ost-pfalilami 
po lewej stronie Łaby. Również nabiera prawdopodobieństwa przy- 
puszczenie, że dawna nazwa Łaby jest Pale bija — Palaba, Łaba. 
Wnoszę to z nazwy niemieckiej Elbę zawartej w imionach wsi, 
a niegdyś grodów <Palbice», «Kolbite^> wówczas w palowym okre- 
sie gospodarki regułą będących. P(albi)ce, K(olbi)te, Belitz — 
P(elbi)ce, zawierają w sobie ten pierwiastek Elbi, będący nazwą 
niemiecką Łaby-Palaby. (Skrócenie słowa częstem używaniem ście- 
ranego jest właściwością języków Indo-germanskich, tak naprzykład 
plemię Palatynów skróciło się z biegiem wieków na Latynów mie- 
szkańców starej Romyi. Dopływem Łaby jest Biesse niegdyś Plesa. 
która doznała tego samego losu w ustach Niemców co «lacus Peis- 
sonis^ u Rzymiana, a Biessey, u Ptolomeusza (W. Kętrzyński, 
Nazwy starych Słowian na karcie Yestiglia i Germania Septentrio- 
nali. Limes (Caroli Magni 805). Zresztą wśród imion słowiańskich 
znanych już starożytnym, istnieje kilka nazw o klan wyrazów pa- 
lowych potrącających. Są to Piiltowia (Pułtusk, Połock, Płoców, 
Płock i t. d.i, Philecia iPolica, Polanica i t. d.). Jedyna nazwa^ 
którą umiejscowić z pewnem prawdopodobieństwem można, jest 



— 185 — 

jezioro <Pelso» na Węgrzech, Laciis Pelssonis. Również w Polsce, 
przez połabiańskich Polaków zajętej, powinnyby istnieć stare grody 
i miejsca położone w linii polodowcowych bagien pół- 
nocnej Europy, któreby imieniem swojem świadczyły 
o przynależności do klanu palowego, i tem samem były 
znamieniem najstarożytniejszej warstwy wśród kultur 
cechię osiadłej gospodarki noszącycli. Zaprawdę nader wielka 
liczba osad i grodów należy tutaj z zupełnem, choć przez autorów zu- 
pełnie przypadkowem uzasadnieniem. Wszystko to stwierdza w ciągu 
niniejszego rozdziału rozwijane przypuszczenie. Nietylko bowiem 
nazwa wskazuje na węzeł niniejszy, ale co ważne, istniejące w tra- 
dycyi lub do dziś przechowane fizyczne tło bagniste, stawowe, 
jeziorne lub rzeczne, tłómaczy dosadnie pal owe źródło nazwy. 
Czasem nazwa wyrażona w dźwięku już do klanu palowego nie 
należy, natomiast treścią złożonego słowa mówi o palowym wątku 
rzeczowego grodu. Takim test gród na kołach «Nakło» nad bagni- 
stą Notecią, czyli Niecieczą i Stołbie gród i rzeka, (Stołp, pień-pal), 
Stolupiany na Litwie. Oto liczba nazw palowych z Litwy, Żmudzi 
Prus Wschodnich, Zachodnich, Mazowsza, Wielkopolski -i Pomorza, 
które, a co jest bardzo znamienne, zjawiają się gromadnie na 
najwyższym progu do morza, i po za linię dawnych lodowców na 
południe rzadko sięgają. Województwo Malborskie, którego gród 
stołeczny «szczycił się przydomkiem błotny>>, mieniono czasem 
tpalaynatem, pfalz. Pale-bite i Kolo-bite na Połabii, omawiane 
wyżej szczegółowo, znajdą szereg następujących równoległych 
nazw w północnej Polsce. Pałowice, Paliibinek, Pola-biele, co 
wszystko oznacza bicie palów w dno bagien a przypomina 
niezmiernie Poła-bijan i Pola-bingów (Pałubinekj. Pomiędzy Notecią, 
Nilem wielkopolskim a Wełną, wśród słynnych Noteckich bagien 
siedziało plemię «Pałuków>->, którą to nazwą spotykamy w dyplo- 
matach wielkopolskich jako '-Paluci, terra Palucensis> (Sł. geogr.). 
Oznaczało ono niegdyś widocznie umiejscowioną odmianę Polaków >^ 
którzy w bagnistej co rok wiosną zalewanej okolicy musieli jeszcze 
zachowywać długo palowe mieszkanie. iProf. Karłowicz ma zupełną 
słuszność jeśli Paluków vel Pałuczan pragnie zestawić z wyrazem cze- 
skim paloiik, palec, jeden i drugi bowiem wyraz jak to już wiemy, 
obrazowo jest związany z zasadniczym dla palowej kultury słowem, 
obrazem i pojęciem pal). Jeszcze do dziś mówią o Pałuczanach 
i o urodzonych na Kujawach, że «Kujawiak idzie szukać kija z chlebem, 



- 186 — 

a Pałuczanin z kijem chleba>>, czyniąc w ten sposób przymówkę 
do bagnistej nieurodzajnej ojcowizny Pałuków (Karłowicz, Nazwy 
ludowe. Pam. fizyogr.) Jako dalszy przyczynek do naszych twier- 
dzeń dowiadujemy się, że nazwa obszernego działu błot rozciągają- 
cego się pod Kiernuszynem, jest Pole albo Plinie (porównaj Plunę, 
gród palowy na Połabiu). W Palnicy są pokłady torfu, dowodny 
znak dawnych bagnisk. W powiecie Aleksandryjskim jest błoto, 
zwące się Palma. 

Dzisiejszy Pepliii w Prusach polskich zwał się w XIII wieku 
w dokumentach Pol-plin, w XIV wieku Poelpllmim a czasem Poel- 
pnin. Ten ostatni waryant uzasadnia przypuszczenie, że dzisiejsza 
stolica Polesia Pińsk, dawniej zwany Pieńsk, w odległej przeszłości 
był również Pieńskiem, a rzeka nad którą leży, zwąca się dzisiaj Pina, 
była Pienią, Pienią. Do jakiego stopnia przekształcają się nazwy 
upodabniając się do coraz innych wzorów obrazowych, wziętych 
z kolejno zmieniających się form życia gospodarczego, niech po- 
służy nazwa «Płużnicy» albo Płoźnicy, wsi w powiecie chełmiń- 
skim w Prusach Wschodnich. Dziś ona wskazuje sobą na pług, 
płużyć, jako na obraz życia ziemiańskiego w gospodarstwie. 

Niegdyś jednak ta Płużnica zwała się w r. 1400 w doku- 
mentach niemieckich Plotz-nitz, Płoc-nica, a była to już wówczas 
nazwa zepsuta, miarkując po równoległej niemieckiej Pfeils-dorf, 
wieś na palach (Słów. geogr. VII, 329). Z nazwą rzeki Pilicy łączy 
się nazwa Plica-berta (po prostu Plica-bród), którą Duburg nadaje 
w swojej kronice ziemi kartuzkiej w jeziora i wody obfitej, 
a należącej do biskupstwa chełmińskiego (patrz Pilis, gród po 
żmujdzku). Obok żmujdzkiego miasteczka Pitkale (nazwa ta ozna- 
cza również stare usypiska grodziskowe), znachodzimy trzęsa- 
wisko Plinis. Koło Tylży na Litwie istnieje wieś <^Plaszkeny>, zxi2:Y 
dująca znowu w Prusach Zachodnich, omawianą już szcze- 
gółową osadę pal ową «Paleszkem jako siostrzycę. Plaszken 
litewska posiada natomiast do dziś «urodzajną ziemię i dobre łąki 
wzdłuż brzegów rzeki przed powodzią niczem nie zabezpie- 
czone. Po ustąpieniu wody rośnie trawa niezwykle szybko 
i obficie. Powódź nanosi bowiem szlam, które je tak urodzaj- 
nemi czyni» (Słów. geogr.). <.<Pliitnica» rzeczka w powiecie weyhe- 
rowskim «płynie przez torfowiska między Puckiem a Swarzew- 
ską kępą» (Słów. geogr.). 

«Pluwie» jezioro w powiecie kalwaryjskim (tamże) — Ply- 



— 187 - 

czwa «miejscowość obfitująca niegdyś w lasy i wodę i gospo- 
darstwo rybne. Plywaczewo w staroniemieckich dokumentach 
Plo-bitzau, Plo-betzau (Palo-bicie) «Pływuczy most miejscowość 
poleska — rybołóstwo znaczne» (Słów. geogr.j. Po b lin mie]- 
scowość poleska, obfitość łąk, rybołóstwo znaczne (tamżej. 
Pola-biele, powiat sejneński na Litwie (patrz Pola-bingi, Pola-bija- 
nie). Płotycza «obok stawów w Tarnopolskie m». Liczne 
i duże stawy na Strypą (tamże). Piotycze jezioro w po- 
wiecie włodawskim wśród rozległych błot fSłow. ge- 
ogr.). Płowce «zapewne jeszcze w samym środku tego na- 
turalnego a dziś osuszonego zbiornika wód okoli- 
czny c h» (Słów. geogr. VIII, 325). 

«Płoweź nad jeziorem płowezkiem» (tamże). Płoń- 
sko dziś Płońsk. «Początkiem Płońska był niewątpliwie gród ksią- 
żęcy, zakładany zwykle wśród leśnych obszarów, przy za- 
głębieniach stanowiących zazwyczaj zbiorniki wód 
leśnych. Po grodzie książęcym w Płońsku został ślad 
w kopcu mającym u podstawy 500, a u wierzchu 260 stóp ob- 
wodu» (Sł. geogr. VIII, str. 313). 

(Patrz zamek Plunę na wschodnim krańcu Pomorza). 

« Płock, starodawne Płońsk, ma «bagnistą okolicę», która pó- 
źno została zaludnioną, a pola długo nie były brane pod 
uprawę>. Cały zaś powiat płocki ma iłowate grunta (wodą nanie- 
sione). Płock nasz ma krewniaka «na północy w Połocku» a również 
Plescekowie dawnym, którego ciężko odszukać pod skurczoną dzisiej- 
szą nazwą Psków. Jedną z nielicznych w Galicyi nazw do klanu 
palowego należących, <iPlotycza^\ tłómaczy swe imię tem, że «leży 
obok licznych stawów nad błotnistą Strypą» (Sł. geogr.). Piotycze 
nazywa się też na Mazowszu jezioro w powiecie włocławskim 
«wśród rozległych błot>>. Płotele odwieczna osada «z grodem 
drewnianym na wyspie jeziora dochowanym do r. 1 585». 
O Płowcach dowiadujemy się, że leży «w samym środku na- 
turalnego, a dziś osuszonego zbiornika wód». 

Nie inaczej, tylko wedle dotychczasowych badań wyobrażamy 
sobie miejscowości, których nazwa dostatecznie palowy wątek okre- 
śla. Dr W. Kętrzyński, pisząc o ludności polskiej, przytacza właśnie 
szereg takich osad: «Placfiawy, Piosnka, Balchy, Plony, Polslady, 
Pilec, Pelchy, Pilika, Placlietnica, Plewki, Płociczno, Płowce, 
Polon, Pilkały, dwa Pilaki, Pilwa, Pluskiejny, Popioły, Ple- 



— 188 — 

nowo, Poleźna, PolejkL Jezior i rzek, noszących nazwę «palową», 
jest również wiele. Część wyliczamy tu podług Słownika geogra- 
ficznego, a to: Pleszowo, Pliszcze, Plisiczyno, Pliska, Plesny, Pi- 
lica, Goplo, Goplenica, Pleniska, Plitiicza, ta ostatnia, na równi 
z osadą książęcą palową na ostrowie w jeziorze Lednicy wspo- 
mniana już w bulli Innocentego liz r. 1136 (Racz. Cod. dipl. maj, 
Poloniae). Do jakiego stopnia pierwiastek słowny «pel», łączy się 
w swem rozwinięciu z pojęciem błotnistej okolicy, niecłi wskaże 
jeszcze kilka nazw. Plisze, to... mały zaścianek nad szeroką, 
bagnistą kotliną rzeki Cny (Sł. geogr.). Plesny leżą nad 
wodą, a «proboszcz zamiast mięsnego szczupaki pobierał*. 
(Sł. geogr.). 

Nawet w wyżej i na południe położonej Galicyi, gdzie b a- 
gna najmniej o kilkaset lat wcześniej przestały odgrywać donio- 
słą rolę, czego świadectwem są bardzo rzadko rozsiane nazwy 
palowe, przecież w wielu wypadkach po za nazwą żródlisko ^ pel» 
za ośrodek słowny mającą, odnajdujemy wodę lub bagno. 
Weźmy <Plenichów» nad Wisłą, gdzie są «częste powód zie». 
Plichów leży «nad wielkimi stawami i nad bagnistą zgniłą Lipą». 
Plichów, młyn koło Bobrki, która znowu nazwą dawne żeremie 
i gony bobrowe na bagnach przypomina. Pełtew, moczary na 
miejscu dzisiejszego Lwowa, tworzące rzeczkę, staw pelczyński. 
Pleszów, «wieś pod Krakowem, pod którą na południe rozcią- 
gają się moczarowate łąk i >>. Pleszów w powiecie Sokalskim 
'podmokle pastwisko » (Słownik geogr.). Tak więc okazuje się mimo 
całego pogięcia, pomieszania i załamania, warstwa palowej gospodar- 
czej kultury w coraz czyściejszem i wyraźniejszem świetle, i nie dziwili- 
byśmy się zupełnie, gdyby początek kronikarskich dziejów Polski mógł 
o nią zaczepić. Również na zabytkach najdawniejszego pisma cio- 
sowego, to jest na znakach rodowych szlachty polskiej w pieczę- 
ciach i monetach przechowanych może widnieją jakieś ślady «Po- 
laków» na palach życie spędzających. Zauważyliśmy bowiem coś 
podobnego u Niemców, że obok szczątków palowych mieszkań 
w południowej Germanii, chaty dolno-saksońskiej, dalej < pfalzu» czyli 
jednostki administracyjnej, odbiły się otoczenie i wiązania palo- 
wych budowli w tak zwanych «Heroldsfiguren». Byłoby więc cie- 
kawem zbadać związek, jaki istnieje między zawołaniami rodów 
a znakami stanniczymi rodów szlacheckich w Polsce. 

Wiemy z klanu namiotowego, że koń w znaku stanniczym 



— 189 — 

Litwy, Sasów i Rujanów a również na monetach starego Rzymu jest 
symbolem rodowym i próbowaliśmy to nawet wedle sił objaśnić. 
Może coś podobnego znajdziemy i w Polsce. Wszak trzeba pamię- 
tać, że tak jak dzisiaj u chłopów, w średniowieczu u mieszczan, tem- 
bardziej zaś w dawności imię jednostki ginęło razem z nią prawie 
bez śladu. Stałą rzeczą mającą swoją nazwę , a w znaku zewnę- 
trznym stanniczym swój obrazowy wyraz, był ród. Morgan, ba- 
dacz amerykański w dziele «Społeczenstwo rodowe» dowodnie wyka- 
zał, że pierwszym pierwiastkiem, łączącym ludzi w gromady, było 



iA 



5. 



X 



A '^ 



H-A-T. 






r^ 



tKX 



n^ V, 



•Pismo obu AT. owo. 



X -"^-^M 



Wiz. 36. 
Obraz 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8. Z lewej strony znaki (litery) starogreckie runiczne na 
kamieniu z wyspy ' Cypru odtworzone (Seesselberg, Die mittelalterliche Kunst der 
germ. Yolker). 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, z prawej strony, znaki rycerstwa polskiego 
z Heraldyki Piekosińskiego). Obraz 9b. Pismo obrazowe z listu żołnierza. 9 a. Herb 
Kościesza (Piekosiński). Obraz 10. Zakarbowana liczba 14 przez hucuła na drzewie. 

prawo łączenia się płc i owego, które wraz z wciąż się rozwijają- 
cym systemem pokrewieństwa określało grupy społeczne czyli rody, 
nazywające się u Indyan północnej Ameryki od wybranych zwie- 
rząt «totemów». Jednostka zaś musi być już niezmiernie wybitną, 
aby jej osobiste imię zamiast zaginąć odżyło jako totem całego 
rodu lub pewnej grupy społecznej. Tak Cezar monarchom naj- 
wyższej rangi dał tytuł, totem cesarza, Karol wielki, Karl dał 
słowiańskim kniaziom dostojny tytuł króla, Marx całej grupie lu- 
dzi współczesnych od niego swoje myślenie biorących, nazwę «Mar- 



— 190 — 

xistów», Luter niegdyś dał imię swoje «Iutrom«, Kalwin Kalwi- 
nom i t. d. 

Z powyższych względów najstarsze imiona rodowe knia- 
ziów polskich, i często się powtarzające imiona osobiste, tudzież 
znaki stannicze są pierwszorzędnej wagi, albowiem w nich odbija 
się ówczesne tło życiowe i gospodarcze i państwowe. Imiona te są 
tem ważniejsze, że tak jak dzisiaj często u chłopów, albo jak 
«przemianki» u mieszczan w Polsce określały charakter osobisty 
i stanowisko w społeczeństwie, co nowoczesne nazwiska już zatra- 
ciły ze szczętem. Tymi względami kierując się, nie możemy pomi- 
nąć sprawy, której dał swego czasu zasłużony zresztą rozgłos, 
słynny prof. Uniwersytetu krakowskiego Piekosiński. Zawartą jest 
ona najczyściej w pracy «Rycerstwo polskie wieków średnich». 
Szanowny profesor udowadnia tam następujące tezy. I. Znaki stan- 
nicze szlachty polskiej są pochodne z futhorków urn germańskich. 
II. Znaki te stoją w rozwojowej zależności, której łącznikiem jest 
krew rodowa. III. Szlachta polska więc stanowi sobą ściśle ograni- 
czoną liczbę rodów, przybyłych do Polski jeszcze z czasów najazdu. 
Nieszlachcic więc może być tylko przez adoptacyę (przyjęcie do 
rodu i do herbu) uszlachconym. IV. Ściśle oznaczone w liczbie 
dynastye są właściwie potomkami nadłabieńskich najeźdźców na 
poły normańskiej krwi, którzy podbili Lechią, Szłąsk, Mazowsze, 
Chrobacyą i t. d. i utworzyli z miejscowych organizacyi rodów 
gospodarczych, państwo na prawno polityczno-wojskowej pod- 
stawie, określonej przywilejami dynastów szlacheckich. Rozpatrzmy 
co po odprawach, danych p. Piekosińskiemu przez Stosława Lagunę, 
Alexandra Jabłonowskiego, prof. Małeckiego i prof. Balcera, pozo- 
stało z teoryi prof. Piekosińskiego. Szanowny autor «Rycerstwa 
polskiego» opiera przypuszczenie swoje na podobieństwie obrazów 
znaków rodowych, stanniczych szlachty polskiej z urnami skan- 
dynawskimi młodszego futhorku. Już przedtem jednak wykazałem, 
że takie najpierwotniejsze szematy linijne obrazów mogą powsta- 
wać zupełnie niezależnie od siebie a mimo to podobnie, w roz- 
maitych częściach kuli ziemskiej, byleby ludy owe należały mniej 
więcej do jednej warstwicy kulturalnej. Kiedy język i powstanie 
mowy tkwi w rasie, to ujednostajniony ogromnie narząd wzro- 
kowy, bo znacznie w biologii starszy, daleko więcej jednoczy 
obrazy optyczne i przedmioty, w wyobraźni ludzkiej swe odbicie 
znajdujące. Tak jak pismo wiciowo-węzłowe powstawało zupełnie 



— 191 — 

niezależnie od siebie u rozmaitych stepowych ludów, tak i ciosny, 
w drzewie, czem w istocie swojej są znaki runiczne, są pismem 
obrazowem w drzewie lub później w kamieniu ciętem u ludów, osia- 
dłą gospodarkę wiodących. W tern tkwi słaba strona teoryi prof. 
Piekosinskiego. Porównajmy naprzykład kamień ze starem pismem 
runicznem Cypryjczyków z niektórymi znakami herbowymi szlachty 
polskiej, wziętymi z rycin dostarczonych do «Rycerstwa polskiego». 
Powstanie tych znaków tak uderzająco do siebie podobnych nie 
może przecież być źródłem hypotezy wywodzącej pochodzenie 
szlachty polskiej z Cypru (wiz. 36). 

Daleko natomiat prawdopodobniejszem staje się przypuszcze- 
nie, że znaki herbowe są uproszczonem pismem obrazowem w drze- 
wie toporem lub siekierą ciosanem. Ponieważ obraz danego przed- 
miotu do najpierwotniejszych linii sprowadzony upodobnia się 




=77 T ^ "^ 



T 



•• 4 - - ;. 

Wiz. 37. 
I. 1, 2, obraz szematyczny tasaka, topora; 3, tha, alfabetu sanskryckiego; 4, Tyr, z ru- 
nów skandynawskich; 5, T, z alfabetu armeńskiego; 6, T, ze starogreckiego alfabetu; 
7, T, ze starorzymskiego alfabetu. 

zupełnie samorodnie w najrozmaitszych miejscach przeto zupełnie 
jasnem staje się owo ujednostajnienie znaków. Do jakiego stopnia 
pismo znakowe tkwi w obrazowym wątku, niech poświadczy na- 
stępujący przykład. Jedno z najpowszechniejszych i najstarszych 
narzędzi ludzkich jest «Takszan» nazwa sanskrycka tasaka i cieśli 
(również Takszatij, perskie «Tak-ho» greckie «Tekton», słowiańskie 
«Tesak», «Tasak», słowem nazwa tego narzędzia rozpoczyna się we 
wszystkich powyższych językach spółgłoską Te, Ta. Również i drugi 
wyraz oznaczający to samo, a mianowicie topór, (którego źródło- 
słowem ma być wedle prof. Karłowicza «ciepać») jest wspólny ję- 
zykom wschodnim i niektórym europejskim. Po turecku topór zwie 
się «Tabar», «Tabar», po fińsku «Tapara», skandynawskie «Tapar», kur- 
dyjskie «tabar» słowem również rozpoczyna się zgłoską Te, Ta. Obra- 
zem zaś topora, czyli tasaka są dwie linie poprzeczne (patrz wiz. 37). 
Uderzającem natomiast jest zjawisko, że we wszystkich alfa- 



— 192 - 

betach ludów Indo-aryjskich litera T odpowiada uproszczonemu 
obrazowi omawianego narzędzia. Zdaje się też, że inny równie 
powszechny znak Aryów, sfastyka, jest, jeśli pierwotnym rysunkom 
z urn starogreckich zebranym przez Schliemanna wierzyć mamy, 
najprostszym obrazem jezdnego człowieka na koniu, knezia (Patrz 
wiz. 38, obraz 2, 3, 6). Taki słowiański kneź widnieje na urnie 
twarzowej wykopanej z pod Sandomierza (wiz. 38, obraz 9) ale już 
więcej realistycznie odtworzony, (Zeit. ftir Ethnol. VII, wiz. 552). 
Biegnącego jelenia widzimy na rysunku urny greckiej poda- 
nym przez Schliemana (wiz. 38, obr. 4). Obraz 5 tego samego wi- 
zerunku odtwarza warstat tkacki. Ze wszystkiego widzimy sposób, 
w jaki początkowy rysunek, ogałacając się z przypadkowych cech, st^je 
się powoli linijnym symbolem, znakiem często już prawie pisarskim. 




Wiz. 38. 
Obraz 2, 3, 6, przejście od jeźdźca konnego do sfastyki; obraz 1, 7, 8, znak czło- 
wieka; obraz 5, warstat tkacki; obraz 4, jeleń w biegu; obraz 9, jeździec na koniu 

z pod Sandomierza. 

Jak Z ciosu na drzewie toporem zacinanych powstaje pismo, niech 
posłuży cyfra 14 na Huculszczyznie w drzewie zakarbowana, (wiz. 36, 
obr. 10) Odpowiada ona zupełnie przypadkowo liczbie 14 w rzymskiej 
cyfraturze. Może przypadkowo, ponieważ 5 u Hucuła jest kreską w 
prawo pochyloną, drugie 5 jest kreską w przeciwny sposób ukoś- 
nie postawioną. Skrzyżowanie obydwóch kresek daje zupełnie samo- 
rodnie liczbę 10. Poszczególne jedynki dodaje się dalej w sposób już 
właściwy każdemu karbowaniu polskiemu (wiz. 36 obr. 10). Z po- 
wyższych danych wynika, że rozbiór znaków stanniczych, herbów 
polskich musi iść nieco odmienną drogą od tej, którą prowadził 
rzecz swoją prof. Piekosiński. Weźmy naprzykład stannice Popie- 
lidów. Ogonów, Powałów, Kościeszów i Strzegoniów (Piekosiński 
Rycerstwo polskie tom II. 48. 190). Herby te znajdują się wedle 



- 193 - 

szanownego prof. w pokrewieństwie a znak poprzeczny oznacza 
znamię krzyża świętego będącego uchrześcianizowaniem herbu. 
Znak jednak zupełnie podobny znajdziemy w herbach borów bart- 
niczych nad Bugiem (Gloger, Encyklopedya polska I. 119;. (Wiz. 39 
obraz 5, 6). 

Na Pomorzu marka rybaków pomorskich ma również znamię 
zupełnie podobne do znaku herbowego «Kościesza». (Mayer, Hinter- 
pomern, Zeit. fur Ethnol. XXI str. 619. Ver.) (wiz. 39, obr. 3). 

Znamię owe znajdujemy jeszcze na monecie starej polskiej z doby 
Piastowskiej i na parzenicy znajdującej się w zbiorach p. Gnatow- 
skiego w Zakopanem. .Również czoło boczne dachu śpichlerka zako- 
piańskiego ma wyraźnie zaznaczony podobny układ (wiz. 39 obr. 11, 




8. y. 40. ^HZ 

Wiz. 39. 
Obraz 1, 2, 3, 4. Herby Popielidów, Ogonów i Powałów, Kościeszów i Strzegoniów 
rycerstwa polskiego; obraz 5, 6, Marlo rybacka i herb bartniczy polski; 7, obraz 
człowieka na urnie; 8, obraz z człowieka w liście żołnierza; 9, obraz człowieka naryso- 
wany przez sześcioletnie dziecko; 12, «człowiek» na przyczółku dachowym; 10, znak 
na parzenicy góralskiej ; 11, znak na monecie Piastowskiej. 

10, 12). znak ten jednak, jak to z dalszych niezmarniałych jeszcze 
zupełnie rysunków wynika, jest obrazem człowieka a w poszcze- 
gólnych wypadkach (wiz. 39 obr. 10, 12, a dalej wiz. 38 obr. 8) wi- 
zerunkiem mężczyzny. Obrazem człowieka jest bowiem znak na urnie 
dolnołużyckiej, podany przez dr. Jentsch [Zeit. fur Ethnol. XIX 
Ver. str. 721) (wiz. 39, obr. 7), jak to zresztą i sam badacz stwierdza. 
Człowiek tak samo pojęty o większej tylko głowie i wzniesionych rę- 
kach istnieje na urnie starogreckiej podany w rysunku i objaśniony 
co do znaczenia przez Schliemanna (Zeit fiir Ethnolog. XXI. Ver. 418i 
(wiz. 38, obr. 7). Współczesnym zupełnie obrazem człowieka, a na- 
wskróś podobnym do wyliczonych przedhistorycznych zabytków 
jest znak na Hście z pismem obrazowem żołnierza, pisanym z Pe- 
tersburga do Saratowa, a omówionym na kongresie antropologicz- 

DZIEJE MIESZKAŃ 13 



— 194 — 

nym w Moskwie. (Wisła tom IX. 43). Przedstawia on < kobietę Ko- 
sinę z rodu Czaplę» (wiz. 36, obr. 9a i b i wiz. 39, obr. 8). Córka 
moja sześcioletnia nakreśliła zupełnie samodzielnie człowieka z «ka- 
peluszem na głowie», którego podobieństwo z człowiekiem na urnie 
łużyckiej i starogreckiej wyrysowanym jest wprost uderzające (wiz. 
39, obr. 7 i 9). Na przekształcenie pisma obrazowego w późniejsze 
litery runiczne wskazywałby przykład podany przez Seesselberga. 
Szczególnie ciekawem jest zwłaszcza wyprowadzenie litery H ze 
zespolenia kobiety i mężczyzny rysunkowo przedstawionego na 
skałach Norwegii. Tak więc według mnie, znaki na stannicach ro- 
dowych szlachty są uproszczonemi prawie do znaków piśmiennych 
obrazami zawołań rodowych, co w pewnej mierze udowodnić bę- 
dzie końcowem zadaniem niniejszego rozdziału. 

Zawołania zaś rodowe powstały na tle ogólnie panujących 
materyalnych wątków. Nie ujmując więc wagi niektórym ważnym 
spostrzeżeniom prof. Piekosińskiego, starajmy się dociekać jedynie 
dalszego wyjaśnienia znaków runicznych polsko-słowiańskich, które 
nam w najdostojniejszych i najdawniejszych herbach szlacheckich 
pozostały. Szczególnie ciekawem dla nas naprzykład jest stwier- 
dzenie, że linia prostopadła znana heraldyce niemieckiej jako «Pfahl», 
dzieląca pole tarczy na połowę, zjawia się jako «pal», stos pacie- 
rzowy niejako, we większości herbów polskich. Prof. Piekosiński 
widzi w niej runę «tyr», która jak wiemy odpowiadać się zdaje 
wyobrażeniu topora ^v/iz. 37). Byłoby więc rzeczą wcale ciekawą 
zbadać o ile «pal» w herbach polskich się odzwierciadlił i czy 
zasadnicze materyalne tło połabiańskich niegdy Polaków, pozosta- 
wiło ślad wyraźny w naszych dziejach. O tem, że wbijanie palów dla 
środków komunikacyjnych odnosić należy do ówczesnych czasów, 
wnosić trzeba również z ze słów Galla o Bolesławie Chrobrym, 
który w «rzece Sali słupy żelazne wyznaczające rubieże Polski wbijał >. 

Dlaczego u Galla, żyjącego w znacznej już odległości czasu 
od panowania Bolesława Chrobrego, wbijanie palów ma symboliczne 
znaczenie władzy, spróbujemy później wyjaśnić. Bicie palów, jak 
wiemy i jak to słusznie już p. Sadowski zauważył, było sposobem 
stworzenia komunikacyi na granicznych brodach, słowem środkiem 
technicznym wojennictwa narodowego, którym Bolesław Chrobry 
nie pierwszy w swoim rodzie się posługiwał w walce z ościennymi 
plemionami. 

Rozważmy więc to co mamy o pierwszej dynastyi polskiej 



— 195 — 

Piastowiczów, której początek sięga tak zwanych bajecznych to 
jest przedchrześcijańskich czasów. Kronikarz Bolesława Krzywo- 
ustego II Gall opowiada: «De duce Popelone dieto Chosisco: to 
jest o księciu Popelu zwanym Chosischo». Tytuł zaś innego roz- 
działu jest: De Past filio Chosischnois>. Według tych słów uważać 
należy Piasta za syna Popiela, który miał godność «koszyczka», albo 
<^koszysznoj\ Tytuł ten odpowiada zupełnie kozackiemu ataman 
koszowyj, i odnosi się do starosty lub władyki nad «koszem», to 
jest nad osadą ludu mieszkającego w kosznicach czyli «Kaszubów», 
nie myśląc zaraz, jak to wykażemy wyżej, o Kaszubach pruskich. 
Również i nazwy książąt nie są przypadkowo urobionem brzmie- 
niem ale odzwierciadlają w sobie tło kulturalne ówczesne. Dlatego 
nazwę księcia <-dicitur Semowith», «następcy» Piasta uważać należy 
za «Ziemio-wida — Ziemiowiedza>, to jest władcy, wiedzącego jak 
się uprawia ziemię. Lud, którego wyobrazicielem jest «Ziemowit>>, mu- 
siał już więc wchodzić stopniowo do okresu rolniczego w gospodarce. 
Następny rozdział przyniesie nam zresztą jeszcze sporo danych 
uprawniających do przypuszczenia że kronikarski Chosisco, Chos- 
sisco, Choszysto, Chosischo, Chosisco, Choszyszco, Chosziszco 
i Cossico» jest nazwą odnoszącą się do stanowiska społecznego 
Popiela, a nie do jego «chwostowatej brody , jak to usiłował wedle 
średniowiecznej maniery tłómaczyć Gall, a za nim powtarza reszta 
historyków. Znamienną również jest nazwa Popel, oznaczająca jako 
wiadomo «popiół>> to jest resztki po spalonym palu 'Linde, Słow- 
nik IV, 22), 'wiersze te niech morze potopi lub płomień palem 
pochopi). Miklosich słusznie więc iWórterbuch der slavischen Spra- 
chen) uważa wyraz «popel« za wspólny wszystkim językom słowiań- 
skim, jako coś co zostaje po... palu spalonym. Jeśli tak jest, to 
Popiela godnością jest Koszy szko a właściwie koszowy, a nie chwo- 
ściszek, jak dzięki charakterystycznej etymologicznej bajce średnio- 
wiecznego mnicha, opowiadają niektórzy historycy przemieniając dla 
umotowywania tej bajki pisownię powtórzoną przez Galla żywcem 
z głoszonego podania. Ten kto został «po Pelu» a jest «Koszowym», 
był prawdopobnie potomkiem albo następcą Pela. Ponieważ podobne 
imiona należy brać w znaczeniu imion pospolitych i rodowych, a nie 
imion osobistych, przeto Pel, przodek Popela Koszowego, jest nie- 
jako prostoplastą rodowym Polów, Polonów, Polaków. Można też 
wyłożyć również wyraz Popel w znaczeniu czegoś, co po palach 
mieszka, przebywa, z osad palowych pochodzi, słowem, plemię 

13* 



- 196 — 

polskie. Niesłychanie ważnym dla historyi kultury w Polsce, jest 
przydatek Galla: «Dicto Chosiscionis», który omówimy dokładniej 
w rozdzielę o koszowych mieszkaniach. Po palowych i koszowych 
osadach <agricola» rolnik, Pięść, Piast przyszedł na miejsce Po- 
Pela, koszowego plemienia polskiego. 

Pel, pal jako znamię najwyższe klanu kosmicznego Palow- 
ców oznacza też i archiwalny początek historyi polskiej na nowej 
ojczyźnie i wiąże się z nazwami Popiela, Piasta, Gopła, Goplenicy 
w węzeł nierozerwalny, a w swem obrazowem znaczeniu do dziś 
nie rozplatany. Jaśniejszem też staje się częste używanie imion 
«Pełka», polskie «Bolek», (pal, bal, beltać), Bolesław u Piastów «z któ- 
rem to imieniem spotykamy tak monarchów polskich jakoteż ksią- 
żąt wielkopolskich i małopolskich, mazowieckich i ślązkich przeszło 
dwudziestu, imienia Bolesław musiał też używać Piast Chwościszko- 
wicz» (Piekosiński, Rycerstwo polskie, tom II, str. 41). To ostatnie 
przypuszczenie profesora Piekosińskiego, sądzę że w interesujący 
sposób potwierdziło się dzięki użyciu naszej metody, na charakte- 
rze imienia rodowego dziada Piasta. 

Kim i czem jest słynny rolnik, kołodziej «Dux Pazt», Piast? 
Piastun, pieścić jest według profesora Brucknera pochodne od «pit» 
karmić. Nie naszą rzeczą jest wchodzić w subtelności słoworodne, 
ale wprost opierając się na Miklosichu stwierdzić, że Pazt, Piast, 
pięść, należy wspólnie z łacińskiem «palma», dłoń, do klanu wyra- 
zów palowych. 

Piast, pięść, piędź, <pięć palcowi oznacz?, nie w kółko zwiniętą 
rękę, fkułak), ale dłoń rozpostartą z widocznemi pięciu palcami, 
a «pieścić» odpowiada staro-germańskiemu «flitarezzen» głaskać, ocie- 
rać się, trzeć o coś dłonią, (stąd FUtterwochen, miodowe miesiące). 
Również pokrewne słowa wyrazowi «piest», (star. słów.) pięty, pętla, 
oznaczają obrazowo coś czem ścisnąć można lub się chwycić po- 
trafi (podzpajetai pięść po grecku. Pappee — Deutsch. Griech. 
Wórterbuchi. Brzmienia poćplat, (polskie poćpięt, tudzież plaster 
również blizkiem jest pojęciu ręki płasko rozciągniętej t. j. dłoni, 
a nie w kolko zwiniętego kułaka. U górali zakopiańskich istnieje 
wyraz, który potwierdza na wskroś nasze przypuszczenie, że daw- 
niej pięścią nazywano dłoń z rozpostartymi palcami. Jak wiadomo 
Piasto oznacza u koła objęcie osi, natomiast wyraz sprychy, słowo 
ogólnie używane na dołach, a wzięte z niemieckiego, jest zastąpio- 



— 197 — 

nem przez znaczący wyraz «palce» (Matlakowski, Zdobnictwo ludowe 
na Podhalu). Piasto z palcami, pięść i Piast tłómaczą więc razem 
wzięte, ów ścisły związek obrazowy i wyrazowy, jaki pomiędzy 
dłonią rozpostartą, kołem u wozu, władcą Piastem i baśnią o jego 
kołodziejstwie istnieje. 

Zresztą i wśród rodów szlacłieckich polskich istnieje jedna 
proklamacya imionowa Piestnik albo Plestnik, wyraźnie wskazu- 
jące na pokrewieństwo językowe Piast i Piast, a należąca do klanu 
palowców, do działu pola, planiny, plastra, słowem obrazu pozio- 
mości i płaszczyzny. Tego zdania zdaje się być profesor Woj- 
ciechowski, uważając, że nazwie Piast odpowiada nazwisko, przy- 




Wiz. 40. 

Monety z doby Piastowskiej w Polsce (Stronczyńslci: Monety Piastowskie) i odtworze- 
nie obrazowe odcisków. 

Konstrukcya palowa wodna nawodna. — Częstokół i kosznica mieszkalna (pierwszy 
obraz z lewej strony). — Konstrukcya palowa z szeregiem domostw (obraz środkowy). — 
Fortyfikacya grodu, wraz z bramą wchodową sposobem palowym uczyniona (obraz 

ostatni z prawej strony). 



toczone w źródłach z roku 1425. « Stanisław Pyeszcz czyli Pięść» 
(Wojciechowski, O Piaście). Jeśli tak jest, jeśli we wszystkich imio- 
nach Pel, Popiel, i Past, Gopło i Goplenica widnieje związek klanu 
kosmicznego Palowców, to może w znakach obrazowych stanni- 
czych, odnoszących się do rodu naczelnego Piastowiczów, da się 
odszukać dalszy moment, stwierdzający nasze przypuszczenie. Mamy 
naprzykład słynny herb Pilawitów, wyraz równie jak piła, do klanu 
palowców przynależny. Znakiem obrazowem Pilawitów jest znane 
półtrzecia krzyża, a właściwie pal z potrójnym pomostem (Pieko- 
siński, Herby, str. 75). Pilawa oznaczałaby więc dawną polską na- 
zwę konstrukcyi palowo pomostowej i może odnosiła się do rodu 
wojenników szczególniej w stawianiu pomostów wyćwiczonego. 



— 198 — 

Taka zgodność zawołania i znaku obrazowego trafia się w her- 
bach rodów polskich w zawołaniach Brożyna (herb Brógj, Ostrzewia 
(herb «Suchy > ostrzew w szczycie) i w sobie nic niema dziwnego Pie- 
kosiński, hierby ryc. pol., tom I, str. 148). Dziwniejsza natomiast 
i wprost niespodziewana jest inna okoliczność. Na monetach, które 
Stronczyński za najwcześniejsze uważa, «niema żadnego znaku chrze- 
ścijańskiego i tem stanowczo datę X wieku wskazuje». Na tych 
monetach zwyczajnie przedstawianym bywa zarys ostrokolnego 
ufortyfikowania grodu, zaznaczony czterema częściami świata i zam- 
kiem w pośrodku. Ostrokół ów uwidocznia się to szeregiem kółek 
poszczególne wbijane pale przedstawiających, albo też kołem zę- 
batym; o zębach ostrokołów. 

Często w kole grodu zaznacza się dwór królewski z załama- 
nym daleko wystającym dachem, jak naprzykład na monecie, któ- 
rej obraz znajdziemy na str. 156, gdzieindziej widać znowu kosz- 
ulce mieszkalną albo ul. fstr. 43). To są określenia ogólne, wspólne 
niejako polskim monetom najstarszej doby. 

Bliższem jest to, co Stronczyński opisuje jako «prosto ze 
sobą powiązane jakby ciesielskie rusztowania naśladujące belki, 
których to odmian Wolański około 150 naliczył», czasem zaś «coś 
na kształt czupryny, pod którym krzyż na kotwicy » (str. 26 i 33). 
Profesor Piekosiński ma również w swojem zbiorze podobne mo- 
nety z «ciesielskiemi rusztowaniami» i wiąże je ze znakiem stanni- 
czym Pilawitów. 

Nie wchodząc w wywody heraldyczne, zauważyć nam należy, 
że rysunek na monecie jest naprawdę niczem innem, tylko ukła- 
dem piętrowem (pokoleniowem) palów i pomostów, «ruszto- 
waniem ciesielskiem», i że sobą oznacza najstarszy plemienny znak 
rodowy Polaków, układ palowy, z którego wiodła się ich 
przeszłość kulturalna. 

Możemy teraz wyrozumieć dlaczego u Galla znakiem władzy 
państwowej królewskiej były pale w dno rzek granicznych wtła- 
czane. 

Dziwnem jednak jest, że w okolicach dziś już niestety zniem- 
czonych, nad Łabą u Połabian, owych nam najbliższych plemien- 
nych krewniaków, zachowała się cześć rusztowania palowego pra- 
wie do niedawna. Nadintendent Hildebrand z r. 1672 tak 
sprawę o tem zdaje: «W Dr e win j i stają w każdej wsi dwa drzewa, 
drzewo koronne i krzyżowe. Krzyżowe jest ważniejsze. 



— 199 — 

Miejsce, na którem ono stoi, jest święte. Po uczcie tańczą 
około tego drzewa, około wniebowstąpienia Panny Maryi przywożą 
go z lasu (wybierają dąb i brzozę) na święte miejsce. Wendyjski 
cieśla obciosuje je w kwadrat, wtyka z lewej strony i z prawej 
kołki do włażenia, i podnosi je wśród okrzyków radosnych, wójt 
włazi na szczyt i nad poprzeczką krzyża zatyka koguta» 
(Cyt. u Tetznera, Die Slaven in Deutscłiland, str. 282). 

Denary wybijane przez Mieszka i [)alatynów Bolka Chrobrego, 
nie mogłyby być jeszcze zupełnie określone, gdyby nie znamię 
rodowe samej dynastyi Piastów, Pięściów — krótko mówiąc wła- 
dyków — Piastunów kraju całego. 




Wiz. 41. 
Monety z doby Piastowskiej (Stronczynski : Monety Piastów). 
1. Znak rodowy (Łabędzia lub Gryfa). — 2. Znak rodowy (totemowy) Lisa (Wilka?). — 
3. Znak rodowy «Ostrzew». — 4. Znak rodowy Piastów (Pięściów). — 5. Znak ro- 
dowy pokolenia Po-pelów (plemienia na palach mieszkającego — Polaków). — 6. Taż 
sama moneta z drugiej strony ze znakiem rodowym Piastów (Piekosiński: Rycerstwo 
polskie). — 7. Znak (Popela) Polaków wyrażony innym sposobem i odtworzenie in- 
nej szematycznej konstrukcyi. — 8. Pokoleniowy układ (piętrowy) warstw palowych. 



Na monetach z tychże czasów w polu, oznaczającem gród 
stołeczny, a zapewne i państwo, widnieje często dłoń rozpostarta 
z pięciu palcami, słowem; pięść, «Piast». 

Prof. Piekosiński widzi w tem dłoń opatrzności. 

Pięść jednak jako symbol ujęcia władzy w dłonie, trafia się 
i na monetach starego Rzymu, np. «na monecie rodu Aellia, do 
którego należało wiele rodzin». 

Moneta ta z napisem Bala, jest pokazaną na rysunku w dziele 
Ernesta Babillon «Monnais de la Republiąue Romaine>, tom I, str. 3i. 

Zresztą pięść, Piast jako totem Piastowiczów, nie jest odo- 
sobnionym w Polsce znakiem obrazowym, z któregoby można od- 
czytać imię rodu. Wśród monet, które Stronczynski w Il-gim tomie 



— 200 — 

swojego dzieła (str. 94) na rysunku przedstawia, obok kilku Bole- 
sławowskich brakteatów, pięść, dłoń wyobrażającycłi, są z tego 
samego wykopaliska Głębokieńskiego wydobyte pieniądze z przed- 
stawionym Gryfem, Lisem, Wilkiem, Wiewiórką, Byczą głową. Or- 
łem i Łabędziem. 

Łabędź, Gryf, Lis, Wilk i Orzeł, są to przecież zawołania 
rodów polskich, należące do najstarszego typu, a wspomniane wie- 
lokrotnie w dziejacłi. Jeśli więc wolno wyobrażenie Lisa na mone- 
cie odnieść do rodu Lisów, Wilka do rodu Wilków, Gryfa do Gry- 
fów, Orła do Orłów, Łabędzia do Łabędziów, to i pięść otwarta 
oznacza symbol nietylko władzy Boskiej, a i rzeczywistej ludzkiej 
nad państwem Piastów. 

Piast, Pięść, dłoń rozpostarta, jako symbol piastowania 
władzy jest więc pierwotnem szczególnem zawołaniem Piastowi- 
czów, znakiem i totemem rodowym tak samo, jak na bitych przez 
rody szlacheckie monetach widniało zawołanie rodowe odnoś- 
nego rodu szlachcica. Na jednej z monet Władysławowskich nie- 
pewnej epoki jest wyobrażony książę w profilu, który na znak, że 
z Piastów pochodzi, obie dłonie, pięście pokazuje (Żebrawski, tom 
II, tablica 9). 

Również i czysty, jedynie w liniach oddany herb Popelów, 
(Pomostów), nie jest odosobnionym w Polsce, gdzie szlachta nie- 
jednokrotnie również znaki swoje stannicze umieszczała, jeśli tylko 
miała jakąkolwiek sposobność menniczą po temu. 

Obok tych czystych stanniczych linii, widnieje układ reali- 
stycznie oddany mieszkań palowych i grodów, na monetach z pierw- 
szej doby Piastowej. 

Zauważymy tam nawet drewnianą konstrukcyę doskonale uwi- 
docznioną, a co wielce ciekawe, szereg domów na palach wyobra- 
żonych. Te domy przypominają zupełnie owe palowe mieszkania 
w miasteczkach błotnych Wołyńskich do dziś pozostałe. 

Natomiast ciekawą przemianę przeszły palowe mieszkania Prus 
Wschodnich, Warmii i Pomorza. 

Tak obok Lechicko-Chrobackiej konstrukcyi w «szachulec» 
«na zamek» istnieje budowanie na słup, według wzorów polsko- 
połabskich. Budowanie to niezatraciło zupełnie tradycyi palowych 
mieszkań mimo wpływów Lechickich. Obok części parterowych 
znajdziemy tam bowiem pół pięterko na palach osadzone, gdzie 
dziś miejsce łodzi, kryją się wozy i inne narzędzia gospodarskie. 



— 201 — 

Te «Laubeuhauser» i (Pai Ljó winghauser (Pałanki), tak cha- 
rakterystyczne dla Prus Wschodnich i Pomorza, zdają się być na- 
pewno szczątkiem dawnych «Posłupiów», jak Łużyczanie takie «Pa- 
łanki» nazywają. 

Załączony rysunek takiego posłupia, pałanki z Hagenau, daje 
nam zupełne wyobrażenie o wyglądzie na suchy ląd przeniesionego 
palowego mieszkania. 

Szczątki takich mieszkań trafiają się i gdzieindziej. 

Kraszewski, który jeszcze w połowie zeszłego stulecia «pły- 
wlał na pła wiczce po poleskich plosach i błotach», opisuje nam 




V 



Wiz. 42. 

Polowa budowla z Hagenau. 

(Prusy Wschodnie). 



tego rodzaju szczątek mieszkania palowej konstrukcyi w postaci 
karczmy w swoich «Wspomnieniach Polesia i Litwy» na str. 114. 

«Stanęliśmy odpocząć, karczemka była wcale niepospolitą, 
stała dookoła opasana oczeretem, łozą, krzakami, które się poczy- 
nały i nosiły wspaniałe nazwisko lasu. 

Mała, garbata, schylona, nogami w wodzie, głową nad 
krzaki nie sięgająca. Od rzeki do progu jej prowadziły w schodki 
a czółen kilka odpoczywało pod pomostem. 

Słysząc przybijających do portu, gospodarz któremu towa- 
rzystwo oczeretów sprzykrzyć się musiało, wyszedł na schodki». 

Karczma duża na spławie, której obraz umieszczony jest tamże 



— 202 — 

na str. 106, zdaje się na pamięć rysowana, świadczy jednak o ży- 
wej tradycyi palowych mieszkań w Pinszczyznie i na całem Pole- 
siu. Miasteczko wołyńskie Kowel, którego mieszkańcy w obawie 
przed Tatarami w niedostępne bagna uciekli, liczy do dziś jeszcze 




Wiz. 43. 
Młynek w Puniach. (Dolinami rzek, Zj-gmunt Gloger), 



wiele domów na wcale wysokich palach wzniesionych. Ziemia wy- 
schła, zwłaszcza w ostatniem stuleciu do niepoznaki i tylko domy 
Prus Wschodnich, Pomorza, tudzież Pińszczyzny i Wołynia a także 
rnłyn, którego prawo gospodarcze do dziś z wodą związało, po- 
świadczą konstrukcyą swoją o odległej przeszłości tak ważnej dla 
dziejów naszej kultury narodowej. 



ROZDZIAŁ VI. 

KOSZ ziEMinriKn. 



Drzewo w budowlach palowych z początku zapewne służyło 
jedynie za podłoże układowe. Upłynęły długie wieki, nim drzewna 
konstrukcya wynurzała się niejako z dna jezior i błot i opanowy- 
wać sobą poczęła istotne mieszkania ludzkie. Dopiero w okresie 
leśnej gospodarki zawładnęło w Polsce drzewne tworzywo wyłą- 
cznie prawie mieszkalną skorupą człowieczą. Do tego czasu prze- 
miana niegdyś wędrownego namiotu dokonywała się w kierunku 
materyału budowlanego, jakim była wiklina wedle tecłiniki tkackiej 
pleciona. Wiklina, rokicina, owe utwory roślinne wilgotnycłi błot 
i bagien poczęły zastępować pilśń stepową. 

Kosze, kosznice owe, wymagały dalej użycia innego mate- 
ryału jakim był szczególny rodzaj schnącej nieprzepuszczalnej ziemi, 
to jest glina. Wszędzie spotykamy te dwa ze sobą nierozłącznie 
spojone tworzywa, a nie dziwo, że i wynalazek garnków odnoszą 
uczeni do wypalania koszów gliną oblepianych. Spójność ghny 
i kosza i mieszkania przetrwała też okres palowej gospodarki, 
jako kosz-ziemianka znalazła się w okresie rolniczym, a nawet tam, 
gdzie jak u nas na Podolu, budownictwo leśne nigdy nie mogło 
mieć ogólnego znaczenia, do dziś nie zatraciło w budownictwie 
wiejskiem swego panującego charakteru. Z niniejszych słów wido- 
cznem się staje, że myliłby się ten, któryby podział na warstwice 
kulturalne przez nas stosowane uważał jako szablon, od którego 
niema wyjątku. Zawisłość kształtów i układów mieszkalnych od 
otoczenia bywa zawsze tak wielką, że tam, gdzie przyroda kraju 



— 204 — 

długi czas pozostała tą samą, tam też i mieszkanie ludzkie nie- 
wielkiej w istocie zmianie ulega. Świadectwem tego są namioty 
na stepach kirgizkicli i mongolskich, świadectwem tego również 
jest fakt, że na mało lesistem Podolu nigdy budownictwo drzewne 
leśne nie rozwinęło się w takiej bujności, jak to się dzieje na Podhalu, 
w Karpatach, na Litwie i wielu okolicach Mazowsza i Śląska. Tern 
się tłómaczy owa zadziwiająca żywotność szczególnych form bu- 
downiczych w pewnych okolicach, form, które gdzieindziej wskutek 
przemiany warunków zewnętrznych dawno już wymarły. Rozwa- 
żanie koszowo-ziemiankowej warstwicy mieszkaniowej dotknąć znów 
musi śladów językowych. Droga ta tem jest łatwiejszą, że utoro- 
wana niejako w doskonałej częściowo pracy prof. Karłowicza o «cha- 
cie polskiej>. Tam ujętą jest lingwistyczna strona kwestyi w spo- 
sób jasny i przekonywujący. W niniejszej robocie obok powtarza- 
nia wyników prof. Karłowicza zestawimy wedle naszej obrazowej 
metody szereg dźwięków odnoszących się znaczeniem swojem 
do warstwicy koszowej. Aby tego dokonać, musimy uprzytomnić 
sobie cały przebieg czynności w tworzeniu koszów-ziemianek. Oba- 
czymy przytem, jak obraz cięcia i plątania prętów wiklinowych jak 
również kopania i oblepiania glinianą skórą zewnętrzną powierz- 
chnię kosza, odbije się na długim szeregu wyrazów, z których wy- 
liczymy jedynie najważniejsze, odstępując resztę wywodów, więcej 
powołanym w tym kierunku piórom. Już prof. Karłowicz z wyra- 
zów 'kaday — staroperskie 'katay od 'kany> kopać (khani, san- 
skryckiego »chomnyTni > usypywać kopiec lub mogiłę, wnosi o istnie- 
niu ziemianki mieszkania, której oddźwięk później w nazwie «chaty» 
się odbije. Również buda, niemieckie <^boden», podłoga, dalej <'dno», 
wiążąc się obrazowo i słoworodnie z «fodio» kopać, wskazuje na 
początek «bud i budarzy» w kopankach (Karłowicz, Chata polska). 
Rozmyślając nad przebiegiem roboty ziemianki-kosznicy, mu- 
simy rozpocząć od ścinania prętów na kosz jako czynności poprze- 
dzającej wszystko inne. Węgierskie «kaszab» nóż, szabla, «cfl- 
stro» łacińskie obrzynam albo wyjmuję, «castratura» oberznięcie 
(węgierskie) kaszal, rznąć, odpowiada najwyraźniej temu obrazowi, 
którego dźwiękowym wątkiem jest «cas» i grap. Zwierzę obrzyna- 
jące zębami gałęzie na domek, zwie się więc «castor» bóbr po 
grecku i po łacinie. Nazwa ta przechodzi przez «obrzezanie» na 
«castus» czysty, wolny od popędów płciowych. Aby pręty owe 
przemienić na płaszczyznowy utwór, należy je chwycić palcami 



— 205 — 

mocno. W keltyckim i germańskim języku oznacza to «crap, craf, 
graf», «greifen», coś zgiętymi palcami uchwycić» (Kóringj. Aby 
dalej pręty spleść w jedno, należy je zgiąć, skrzywić. Tern tłó- 
maczy się ilość wyrazów odpowiadających obrazowi krzywizny, 
a w więcej oderwanem pojęciu koła. Łacińskie «curvO" krzywić, 
euro, kręcić się około czego (też pilnować), <^^currus>> wóz toczący 
się na kołach, «circus» koło — «cw/7a» okręg — greckie «krikos, 
kirchos>, krąg, pierścień, «krikoo>^ uczynić coś kołem — «kirkinos» 
cyrkiel «kirkos», «rodzaj jastrzębia od kół w powietrzu zata- 
czanych nazwany, «kyr, kyros^> serce (Mcrz) — niemieckie <'Kreis» 
koło, okręg — słowiańskie «korbi'> korobiti, krzywić — węgierskie 
«/Cd>y^ó>« elipsa. Kor koło, Koriil naokoło — «Kyriileh> otoczenie, 
«gdrbo» zgarbiony, skrzywiony — Kerit, otoczony — Keritek opło- 
cony, Kerites otoczony płotem — «Kaszal» rznąć. Litewskie «krai- 
kan, kreikiip^ naokoło wciąż, kraikas — krokiew ibelka od ściany 
okręgowej koliby biegnąca;. (Stąd zapewne «otoczone» obronne 
grody, owe Krakowy liczne w Słowiańszczyźnie, Krokony, Kroky- 
leje, Krokeje i t. d. w Grecyi). 

Po skrzywieniu czyli zginaniu prętów następuje ich splatanie 
w jedno. Czynności tej odpowiada pewna liczba wyrazów. Łaciń- 
skie «corro boro» mocno coś związać '^corpiilento>> czynić coś, spla- 
tać mocno, «corrotiilo> «corrotalw> coś skręcić, skręcony — słowiań- 
skie krutyty, kręcić. 

Oprócz prętów wiklinowych, używano też i po dziś dzień się 
używa łyka czyli młodej kory wierzbowej jako materyału do splatania. 

Po łacinie «casia^> kora, «corneo» pokrywa, «ciitina» skóra. Po 
grecku «kassiO'> kora, «karakaUon» pokrywa, — «karkinos» narośl — 
isanskryckie «karpasa» bawełna) «karpios» drzewo z korą — słowiań- 
skie «kora, kra». Czynić coś z «kory« «to «kryć, krajać» — wę- 
gierskie Kocs, łodyga liście, Koczos, pomierzwiony, splątany, — 
«korzeńi>, «karen». Przejdźmy teraz do utworów plecionych z prę- 
tów lub łyka (kory) czynionych. 

Zacznijmy od łaciny. 

<^Corticeus>^ kosz z kory lub z łyka (króbka — kierpce) — cra- 
ticea plecionka — cratella, plecionka, krata — «cratinula, cratis^ 
plecionka — cateLlus, łańcuszek — cratalis, naczynie — «corolla», 
wianuszek — ^<corona» wieniec. 

Greckie. <^Koichos^> rodzaj palmy egipskiej, z której liści 
pleciono kosze i pokrywy, a także w ogóle plecionka. *Koitos» 



— 206 — 

plecione łóżko (Pappee, I 1351). Koinonichos, do związku, wspólnoty 
należący — «Ar«5» skóra (łyko, kora) — «kassas» oznacza derkę 
na konie — «kassyma» coś zeszytego ze skóry, skąd <'kasson^> po- 
łączyć, zeszyć. 

Niemieckie «Korb», kosz, ^<Kcistem>, skrzynia. 

Litewskie «kasele^> kosz, «kaselnikas» koszykarz — <<kasus» 
wielki kosz — «katekis» plecione ozdabianie na głowę — «katilas» 
kocioł. 

Węgierskie <^Kosar, kosarah^ kosz, «kosylya» koszyk — 
koszmos pleśń, — kostok worek na tabakę — «/<a5» plecionka — 
«Kciska'^ kosz mały, <<Kasza'> kosa pleciona z włosów — «K(isza», 
Katiilja, pudło, — «Korbely», skrzynia. 

Słowiańskie «Kosz», starosłowiańskie — kosztoumnyk (coco- 
sus) ten co plecie koszałki opałki, «koszula» — materya pleciona — 
«KoJec» — kosz na ptaki, ptak w koszu wysiadujący jaja, to kura, 
«kaszebka», «kokoszka», kura się koszka — węgierskie «I<^oslat», wy- 
siadywać jaja, — «Kotlos>>, kwoka — Kaszubskie «Kaszerz», rodzaj 
sieci na ryby, kaszorg, mała siatka — «krobka», krobica, korzec — 
kocz — koczować — węgierskie, koczikaz, jechać. W ten sposób 
dochodzimy nareszcie do utworów mieszkaniowych do kosznicy, 
koszary. 

Łacińskie. «Casa» buda koszowa — [włoskie casa dom — 
hiszpańskie casa długie palto, czyli rodzaj budy, w którą się włazi 
ubiera człowiek (Kórting, Latein. rom. Wórterbuch, str. 218) — raeto, 
romańskie, casa — fryzyjskie, casa domek]. 

Casa, mata plecionka mała (ciemna chata) — casula, budka, 
także kaptur — Casa «Romuli», pokryta słomą kosznica u wzgórka 
kapitolińskiego. CastelLum twierdza — castrum utwierdzony dom, 
(nazwy wielu miejscowości; castra, obóz — carcer, więzienie — 
(staro-fryzyjskie <<chartre»), (carchesina) naczynie do picia, tudzież kosz. 

Greckie — '■'^kastrom miejscowość — <^kastor» zwierzę w wi- 
klinowej budzie mieszkające. Kat-oikeo mieszkać, kat-oskeia po- 
mieszkanie etc. — kyrke kościół. 

Niemieckie «Hutte» buda. 

Węgierskie: «Kocszma>> szynk karczma, Koresna, karczma, 
koszar, kosznica. Litewskie <^Katarasy> koszary, (polskie Kotara 
chata) nowosłow. koczi buda — kucza buda — koszara miejsce, 
ogrodzone, do którego spędzają bydło, nazywają koszarem górale. 
W Beskidzie śląskim, gdzie także pasterstwem się zajmują, kolibą 



- 207 - 

zowią to co tu koszarem (Słów. geogr.i. «Kosz> na Ukrainie «obóZ'>, 
«Kosznica» na Podolu, «kureń>> na Ukrainie. < Koszary i kazarmy» Ko- 
rabel, «okręt» a Choroma, izba — chram, świątynia — cerkiew gó- 
ralska. To związanie nazwy «koszar'> z gospodarstwem pasterskiem 
w Europie, odbija się jeszcze w kilku imionach zwierząt i produk- 
tów mlecznych, a nawet ludów, jak to w nazwie «Kozah> widzimy. 

Węgierskie Kos, baran a kocza locha — słowiańskie <'koza» — 
łacińskie «caseus » ser — niemieckie «Kase» ser — z czego «Kost» 
w ogóle jedzenie — ruskie «Charcz», węgierskie, korcz-weszcza, da- 
wanie paszy — «Koszt», wikt. 

Z plecionkami wiklinowemi i łykowemi najściślej wyrazowo 
związany jest dział słów odnoszących się do grzebania ziemi, 
wypalania naczyń glinianych a nawet mieszkań ciemnych «ziemla- 
nek>\ Wskazuje bodaj na to szereg wyrazów litewskich, dobrze to 
odzwierciadlających. «KaslneJu» kopać — apkaslneja okopywać — 
«^az» raz po raz kopać a także kasu kasln. «Krakasu» czynić otwór, 
wkopywać się. <Kasen drapać się» — (łać.) casa-matta, ciemna 
pleciona chata — greckie «Kasmeta>> rozpadlina — «kata» greckie 
w dół, na dół (herabi. 

Jeśli zaś zdamy sobie sprawę z drogi, jaką technika gliniana 
ziemiankowa przeszła przez długie lata, to należy nam rozpocząć 
od najpierwotniejszej rzeczy, to jest od dołu grzebanego. Ziemia 
wyrzucana z takiego dołu służyła z czasem jako wzgórze, niejako 
wał obronny, istotna część mieszkania możnych. Dół w glinie ko- 
pany o wypalonych ścianach, dalej kosze gliną pokryte i wypalone 
stały się początkiem garnków. Wszystko to znajdzie swoje odbicie 
w klanie obrazowym i dźwiękowym koszowców-ziemianków. 

Robić dół i górę jednocześnie, to jest z ziemi «garśclą^ ziemię 
«wygartywać», oznacza słowo grześć, grzebać, (albańskie) grewls — 
sanskryckie «grabhay>. Wal ogradzający mieszkanie odbija się 
w wyrazach: litewskie '^gardas^ ogrodzenie, — łotewskie «gards» — 
pruskie żardis — sanskryckie ghardha — madziarskie garad — 
rumuńskie ograd, grażdanin, albańskie gerd — niemieckie «garten» 
ogród — łacińskie «/iortus», <garde> obrona — polskie — granica, 
grodziszcze «gród», grób — łacińskie <^crypta», niemieckie gruft 

Najściślej ze sztucznym wałem związany jest też obraz na- 
turalnego wzniesienia, owego wybranego miejsca dawnych utwier- 
dzeń wojenno-mieszkalnych w pewnym okresie. 

«Gerb, Garb, grzbiet — pruskie «Garbisy> góra — san- 



— 208 — 

skryckie «Gins^> — zendyjskie «Gairis» — litewskie «Gira» — 
albańskie <<Gur», skała. 

Ponieważ wzniesienia ziemne po nad bagnami pierwsze po- 
rastały lasem, przeto nie dziw, że obraz drzewa wraz z nazwą łączy 
się w jedno z górą. Pruskie «Gana/i» drzewo — greckie «dendra» — 
armeńskie «dzarr>> drzewo — małoruskie «debra» gęsty las — <'gord, 
gardowina» drzewo. Właściwości pańskie władców mieszkających 
w ziemią utwierdzonych grodach przenoszą się na oderwane pojęcia: 
Hardy, gardzić, groźny, Graf, gorazd, szczęście — wszystko to 
określa dumnego, groźnego, a szczęśliwego władcę, pana — któ- 
rego potęgi wyrazem jest gród ogrodzony wałem ziemnym. 

Do tego również okresu w kulturze należy odnieść nazwy «urn 
garnków» robionych z «keramitis» nazwy greckiej gliny garncar- 
skiej i litewskiej «kauszele», miseczka ghniana. 

Wnioskując więc z zabytków słownych, mielibyśmy do czy- 
nienia z okresem, w którym ludzkość weszła w bliższy związek 
gospodarczy z ziemią, tam założyła i utwierdziła swoje mieszkania, 
które rozrastając się w grody stały się podstawą panowania <groź- 
nych, hardych^ władców. Zdaje się że i wynalazek garnków tudzież 
wejście kotłów cynowych na miejsce naczyń z kory (casla — kora — 
cassiteron cyna i kociołj, powinno się odnieść do tego czasu. Rów- 
nież sztuka grzebania ciał należy do tej epoki obejmującej sobą 
gdzieniegdzie pierwszy okres po wędrówce stepowej, tlejącej przez 
czas mieszkania na jeziornych i błotnych pałankach jako kosze 
mieszkalne, aby pomiędzy okresem palowej i leśnej kultury roz- 
winąć się na ziemianki — grody i w ten sposób odcisnąć pieczęć 
swoją na całości życia twórczego człowieka. 

Wtedy nazwa ludu koszowego — łacińskie «casta» rasa, ród, 
kozacko ukraińskie «kosz i kureń» przeniesie się na poszczególne 
miejscowości. Koszna przy Noteci koło Gąbina, Koszyków na Rugji, 
Koszalin na Kaszubach, Koszyce w północnych Węgrzech, Chor- 
tyla i Koszysta na Ukrainie, a dalej liczne miejscowości z pier- 
wiastkiem dźwiękowym Kro, Kosz, Koz, są świadectwem tego 
zjawiska. Nie brakuje również i nazw plemiennych należących do 
tego klanu. Nazwy: Kozacy, Kaszubowie vel «Kozarowie»— -u Nestora 
i Mahudiego «Chassab», -- w źródłach greckich «Kossinoi, Chatti 
Cuturguri, Chrobaci, Kroaci* — wyższa kasta cyganów «Kotorarów», 
{Kotara — chata i plecionka dywanowa). (Zieliński, Wisła tom 9) 
są imiennym symbolem koszowych plemion. 



— 209 — 

Nie ulega też dla piszącego niniejsze słowa, najmniejszej 
wątpliwości, że nazwy «Chosisco, Chossisco, Choszysko, Chosischo, 
Chosistco, Choszyszko, Chosziszco, Cossico», jakie dają polscy 
kronikarze Gall, Kadłubek i Boguchwał «ojcu Piasta» a właściwie 
jego dziadowi, jest tytułem władyczym polskich « Kaszubów » — 
Koszowców, odpowiadającym nazwie «koszowego» hetmana na 





frUMMHH-ir 



V////. /''^ 11, ^" V\. . \\ \\V , > 





3 

Wiz. 44. 

1) Ziemianka-kosznica przedhistoryczna (wykopalisko z Saksonji) — 2) Kosznica na 
Podolu (zdjęcie własne) — 3) Kosznica z Przemyskiego (zdjęcie własne). 



Zaporożu, a przypadkowo zachowanym jako świadectwo dawnych 
«koszowych» osad i koszów ziemiankowej kultury w Polsce. 

Przeprowadzenie rozbioru tej warstwy kulturalnej w kierunku 
starożytniczym i ludoznawczym zajmie resztę niniejszego rozdziału. 

Z ustępu o Palowcach przychodzi nam powtórzyć to, co o ko- 
sznicach na «Terramare» parmeńskiem mówił Dr. Deecker. »Na 
pomoście posypanym warstwą piasku, stały w porządkowych 
szeregach, z chrustu plecione, gliną narzucane, słomą lub trzciną 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



14 



— 210 — 

kryte budy. Taką budą z chrustu plecioną i okrągłą była słynna 
«casa Romuli w Rzymie», a okrągłe urny domkowe italskie, o ile 
to można wnosić z kształtów, również jako podobne do «casa Ro- 
muli>> kosznice uważać należy. 

Że kosznice wyrażone w urnach domkowych północnej Sło- 
wiańszczyzny również o kosz i glinę się opierają, o tern świadczą 
jeziorne znaleziska resztek mieszkań na palach, gdzie się często 
znajdują kawałki gliny wypalonej z odciskami kosza na miejscach 
ogniem wylizanych. 

Na ziemiankę-kosznicę wskazuje wykopalisko urny domko- 
wej z Saksonji. Franz Seraphin Hartman, badając przedhistoryczne 
mieszkania w Bawaryi, tak ślady ziemianek opisuje: «Są to lejko- 
wate ziemianki około 12 m. obwodu a 2 metry głębokości mające, 
leżą one na wzniesionych miejscach, gliną wysmarowane i wypalone». 
(Zeit. fiir Ethnol. XIII. str. 237). 

Ślady podobnych mieszkań miał odkryć prof. Demetrykie- 
wicz na Podolu galicyjskiem. Diodorus, Polybios, Caesar, Tacyt 
mówią o tych ziemnych mieszkaniach w Brytanji, Gallji i Germanji. 

Prof. Karłowicz cytując Tacyta i Pliniusza tak o tern mówi: 
«W języku starogermańskim wyraz «tunc» pokrewny z dzisiejszem 
Diinger, oznaczał mierzwą pokrytą"jamę a także komorę do tkania 
dla kobiet. Pliniusz (Hist. nat. XIX) powiada, że za jego czasów 
w Germanj i tkano w dołach podziemnych. (Karłowicz, Chata i. Tak 
według naszego prawidła brzmiącego: «starszy typ mieszkania nie 
zanika zupełnie, ale zajmuje w gospodarstwie ludzkiem co- 
raz to podrzędniejsze stanowisko» sprawdza się i na ziemiance 
germańskiej «tunc», zniżonej dziś do rzędu jamy na gnój, «Dunger». 

Much dodaje że takie komory tkackie musiały istnieć do 
niedawna. 

Do rzędu ziemianek należą ule. Znajdowały się one na wy- 
spie Long-lsland do r. 1823. Zupełnie słuszną jest dalsza uwaga 
prof. Karłowicza, że zakopywanie w ziemi jest zabytkiem mie- 
szkania w ziemiankach tak, jak człowiek murujący się na 
ziemi, stawia murowane grobowce (J. Karłowicz, Chata polska). 

Zresztą chróściane-koszowe mieszkania i ziemianki częstem 
były zjawiskiem także w Słowiańszczyźnie. Słuszną była uwaga 
p. Juliusza Starkla, który mówiąc o «koszykarstwie w Galicyi» 
(Słowo polskie 15 lipca 1901), tak się znamiennie wyraził: «Jeśli 
patrzymy na wyrabiane dziś jeszcze w Galicyi beczki na ziarno 



- 211 - 

plecione ze słomy i pręci wiklinowych, albo na stawiane na Po- 
bereżu kosznice na kukurudzę, to mimowoli stają nam przed oczyma 
jakieś prastare obrazy». Te «prastare obrazy» stawia nam w części 
przed oczyma Hellmold z XII wieku pisząc co następuje: «Słowianie 
nie zadają sobie pracy przy budowaniu domów, lecz je pietą z chró- 
stu, zaradzając tylko konieczności zasłonięcia się od burz i deszczu». 

U Kozaków, którzy nietylko nazwę swą plemienną od kosza zapo- 
życzyli, «kosz» był symbolem «wielkiegoZaporoża». Nawet Polacy przy- 
jęli do swego języka: «siąść koszem » w odniesieniu do ruchliwej ordy. 

Na Zaporożu wszystkie dokumenty poczynały się: «Dan z ko- 
sza Siczy zaporoskiej. Pisano na koszu i t. d.». 

Otóż cytowany już u Iwarnickiego Nikita Leongjewicz tak 
wywodzi początek tej plemiennej nazwy. ^Koczuje zimą i latem 
po stepie zaporozki kozak. Dla ochrony od chłodnych wiatrów 
i «durnej» pogody potrzebne im były kosze. Kosze były podobne 
do pałatek, obszyte do okoła «polstiem» iżby się mogły przenosić*. 
(Istoria Zaporoż. str. 80). 

Prof. Brijckner wskazuje jak «kotara> oznacza jednocześnie 
prosty, pilśniowy namiot tatarski, chruścianą chatę i drogą 
zasłonę. Batory w drodze na Psków «pokarmuje w chrzęść ianej 
kotarze», pisze Jan Piotrowski. «Kotarhy słomą pokrywają» u Jana 
Tarnowskiego (str. 135, cyt. u prof. Brucknera). 

Do dziś na Podolu dawniejszy typ chaty budowany jest 
z chróstu a starszy brat cerkiewny w Rohatynie opowiadając mi 
o dwiestoletniej blizko chacie swojej, którą rozebrał, zauważył 
że była po «staremu» na sposób płotu pleciona i gliną narzucana. 

Także Stanisław Ciszewski (Wisła, tom II, str. 360), mówi jako 
o typie starego budowania «bitce» z ziemi lepionej, ziemiance w olkus- 
kiem we wsi Sułkowicach. Pewna kobieta mu opowiadała jak budowano 
przed 55 laty. Przedewszystkiem stawiano cztery słupy murowane na 
glinie, na których kładziono płatwę. Następnie grodzono po dwa 
płoty (budując każdą ścianę; i dopiero ziemię walili, nakrapiali 
i dopiero chodzili po niej. Dopiero jak wyschła, płoty odjęli i tak 
się zostało. (Stąd początek ornamentyki koszowej -plecionkowej, 
przyp. autora). Robili takie kukieły ze słomy i z gliną takowe 
układali... robili i powałę z płotu, robili tak jak łase (rodzaj ple- 
cionych z suszu wrót) i dopiero obczepiali gliną, ale nie było równe, 
ino tak, kieby kapało takie brzeski (sople), 

Prof. Karłowicz zna również grzebane w ziemi chaty: «Licha 

14* 



— 212 — 

chałupa ziemianka mieści się w opisie Pątnowa. Niektórzy wie- 
śniacy najmują kawałek wydmuchu i tam w lepiance nędznie skle- 
conej z całą mieszkają rodziną» (Zb. wiad. do antrop. kraj., IV 188). 

Doskonały znawca i badacz zwyczajów ludowych, p. Zygmunt 
Gloger w Encyklopedyi staropolskiej tak o podobnych chróścianych 
chatach mówi: «zwyczaj budowania takich chat z chróstu, chle- 
wów i stajenek pozostał do dziś, że zaś grodzić w ten sposób 
nazywa się «gacić, kacić» (stąd i grobla płotami z chróstu wygro- 
dzona nazywa się gacią) kacią, jest więc bardzo prawdopodobnem 
że nazwa chaty od kacenia pochodzi» (str. 233). 

Ojciec mój Mieczysław, wybierając się przed powstaniem do 
szkoły wojskowej w Cuneo przez Rumunię, widział tam podobne 
chróściane ziemianki. Zwłaszcza cyganie mieszkają chętnie w tego 
rodzaju kotarach, zwanych tam «bordejami», skąd też zapewne ich 
rodowa nazwa «Kotararów» się wiedzie. 

Są to ziemianki z chróścianym dachem i dymnikiem u szczytu. 
O takich «bordejach» jako ziemnych mieszkaniach na Ukrainie wspo- 
mina też T. T. Jeż w swoich opowieściach ukraińskich. 

Na j dawniej szem pokryciem takich kosznic bywała trzcina. Świad- 
czą o tem urny domkowe italskie i słowiańskie z okapem grubym 
na słomę lub trzcinę wskazującym. Owidiusz mówi, że «casa Ro- 
muH była z chróstu i trzciny» (trzciną pokryta). 

Wyraz «palus» trzcina, w klanie palowym zawarty łączy się 
w łacinie najściślej z utworami mieszkalnymi. 

Również strzecha, łacińskie: «stramentum», «culmus» źdźbło, «cu]- 
men» dach i rozesłanie słomy na kalenicy świadczą według prof. 
Karłowicza, o dawności tego rodzaju pokrycia (Karłowicz, Chata). 

Najpiękniej wyraził się o zastosowaniu rozmaitego rodzaju 
pokryć p. Zygmunt Gloger, co nieomieszkamy powtórzyć jako wy- 
raz podobnej metody myślenia, jaką się i nasza praca w dużej 
części odznacza. 

«Wyraz strzecha, a ten pochodzi od rozpostrzeć, oczywiście 
rozpościerać to, z czego robili Słowianie pierwotnie wszystkie swoje 
dachy (a czego dotąd zresztą lud używa) t. j. w okolicach 
rolniczych słomy, w leśnej kory świerkowej i dra- 
nic, w błotnych trzciny. Trzcina w czasach, gdy 
kraj był o wiele bagnistszym niż dzisiaj, musiała 
być na j pospoliciej na dachy używana, jak to je- 
szcze dotąd w wielu wioskach między moczarami po^ 



— 213 — 




Wiz. 45. 
Urna z ornamentem plecion- 
kowym z Anglii. 



łożonych widzimy, a tern się tłómaczy łatwo wspólność pier- 
wiastku w wyrazach trzcina i strzecha. Tak samo i po łacinie stra- 
mentum znaczy poszycie, a stramen słoma, 
od tegoż pnia językowego, podobnież cul- 
mus znaczy źdźbło zbożowe, a culmen dach. 
Więc pierwotnie nie było mowy o kryciu 
chaty, ale o rozpostarciu nad nią słomy lub 
trzciny» (Encyklop. staropols. II, str. 299). 

Również «kata» Kaszubów nosi na sobie 
ślady «koszowej» techniki. Pan G. Smolski 
opisując w Wiśle chaty Słowińców nad je- 
ziorem Łebiańskim mówi: «Zrąb chat (Kathen) 
składa się z bali i lepianki, kryty zaś jest 
trzciną». To samo mniej więcej mówi Tetzner 
(Die Slaven in Deutschland, str. 408). Postać 
dawnej urny domkowo-koszowej przypomi- 
nają «piece do wypalenia okrągłe trzciną 
kryte» (tamże 453). Na Podolu w braku drzewa nawet horodnie 
zamkowe były plecione w kosz i wymoszczone gliną. Wno- 
sić to należy z rewizyi zamków wołyńskich i podolskich doko- 
nanej w roku 1547 przez Pawła Pateja Tyszkowicza fwyd. Aleks. 
Jabłonowskiego str. 120). «Powedajet kniaź starosta, iz moźet 
bez derewienych horodeń pleteniem mocno meży 
s t o ł p i a (słupy) opletszy i hlinoju towsto obmazaw- 
s z y... Tohdy dosyt twerdosti budet» (Rewizya zamku bracławskiego). 
Ze wszystkich powyższych zestawień wnosić należy, że ko- 
szowe mieszkania za wyjątkiem kilku szczególnych okolic należą 
dziś do niknącego typu. Utrzymują się 
kosznice i bordeje obecnie niezmiernie 
rzadko jako mieszkania, częściej jako 
gospodarcze budowle niższego typu, 
stwierdzając tem jeszcze raz omówione 
przez nas prawidło, 

Kosznice nie wywarły też do- 
niosłego wpływu na układ budowniczy 
mieszkań. Leży to w charakterze ogól- Krywuia litewska. (Tetzner, Die sia- 
nym ziemianki kosznicy, że nie mogła ven in Deutschland). 
ona być źródłem wykwintnych form. 

Doniosłą natomiast właściwością tej epoki jest jej wpływ na 




Wiz. 46. 



214 




charakter zdobnictwa. Uczyniwszy z urn i garnków wypalanych gh- 
nianych naczynie o najrozmaitszem zastosowaniu, stworzyła era koszo- 
wej kultury jedno z najtrwalszych i naj- 
znamienniejszych w starożytnictwie świa- 
dectw o dawnych czasach. 

To co wiemy o przedhistorycznej cy 
wilizacyi w dużej części czerpiemy z po- 
zostawionych nam przez przeszłe pokole- 
nia w ziemi i w mogiłach garnków i urn. 
, . , Prócz rysunków istnieje tam często 

Urna z plecionkowym ornamen- ■' 

tem z pod Gąbina w Poznań- pierwotnc zdobnictwo, będącc dalszym cią- 
skiem. giem tego, cośmy o zdobnictwie z tkac- 

kich wzorów zaczerpniętem mówili. 
Gzem wić węzełkami nawiązywana była w namiotowej epoce, 
tem uwęźlona gałąź (symbol drzewnej plecionki), krywula, kula, 
Krumbholz, stała się w późniejszych czasach. 

Do dziś jeszcze w słowiańszczyźnie «krywula, kula», odpowiednio 

uwęźlona, staje się znakiem władzy, już tylko wójtowskiej wprawdzie. 

Krywule na Litwie, Kruwe — laska, Kriwe, wyraz oznaczający 

rozkaz, jednoczy się jednak jeszcze na starej Litwie w wielką władzę 

arcykapłana Krywe-Krywejte. 

«Krywe wzywał za pomocą kry- 
wuli» a znakiem «krewe» była laska 
z trzema zgięciami (wiz. 46). (Wisła 
tom IX, str. 363, 365, Mierzyński, Stu- 
dyum o krywuli). Krzywula (Krumbholz), 
jest używana na Szląsku, w Górach 
Gzeskich, w Łużycach jako znak po- 
rozumiewania się (Zeit. fiir Ethnol. XVIII, 
str. 257, 258, 259 i t. d.i. 

Hartknoch (Altes und neues Preus- 
sen. Frankfurt 1676) powiada: « Jeszcze 
dzisiejszego dnia u Prusaków, którzy 
graniczą z Litwinami, znakiem sędziow- 
„ ., , . , . /u. ■ , skiej władzy jest «krywiila». (Wiz. 46) 

Kapitel romański zdobieniem ple- •' -^ ■" "^ 

cionkowem. Tak jak węzeł uwidaczniający się 

w splątanej gałęzi, różni się od guza 
na wici wełnianej zawiązanego, tak też i ornament z plecionki wikli- 
nowej lub łykowej utworzony różni się od wyszywki z tkackiego geo- 




— 215 — 

metrycznego zdobienia nie odmiennością charakteru, ale grubością 
i wydatnością złożenia. Zamiast cienkiego włókna, gruba gałązka 
staje się wątkiem plecionki i ornamentu. Widać to dobitnie z urn 
przedłiistorycznych starych, gdzie bardzo często zdobienie jest 
jakby odciskiem plecionki koszowej w glinie. Powstanie takiego 
ornamentu tłómaczy doskonale opis robienia bitki, powtórzony 
wyżej za panem Ciszewskim przez nas. Wiemy stamtąd jak "ubi- 
jano mocno glinę między dwoma płotami i jak później, kiedy 
wyschło, odejmowano te płoty precz, i tak się zostawało». Odcisk 
plecionki wiklinowej płotu zaschnięty na glinie stawał się w ten 
sposób pierwszym wzorcem, którego wspaniały późniejszy rozwój 
śledzić możemy, począwszy od urny, znalezionej pod Gąbinem 
(Zeit. fiir Ethnol. XIII, str. 256), a skończywszy na cudownej ple- 
cionce gałązkowej w romańszczyźnie i gotyku (wiz. 47 i 48). 

Do niciowych i tkackich wyszywkowo-plecionkowych moty- 
wów przybyła w ten sposób plecionka roślinna po dziś dzień jako 
ornament żywa i nieśmiertelna. 

Jeśli oko przesuniemy przez szereg urn naszych przedhisto- 
rycznych bodaj w rocznikach Światowida (tom I, str. 52), a poró- 
wnamy je z koszową plecionką kolumn, fryzów, kapitelów keltycko- 
romańskich, to obaczymy wnet ów niezaprzeczalny związek. 

Zwłaszcza tafet, czyli szachowy ornament (u nas na torbach 
z łyka uwidoczniony), stał się podstawą zdobnictwa szkockiego 
i irlandzkiego. 

Udowadnia to wszystko zresztą nader szczegółowymi rysun- 
kami pan Friedrich Seesselberg w dziele «Die altgermanische Kunst», 
a naszą rzeczą dać jedynie ów dziejowy węzeł ujmujący to wszystko 
w całość myślową. 

Tyle też mieliśmy do powiedzenia o koszowo-ziemiankowej 
warstwie w dziejach naszej, a w ten sposób po części i europejskiej 
cywilizacyi. 



ROZDZIAŁ VII. 

BUDOWNICTWO LEŚFIC. 



Gdzie ty święta przeszłości macierzystej ziemi 

Z twojemi bohatery, z bogami twojemi. 

Z pieśnią dzielnych lirników, synów twego łona? 

Przeminęłaś na świecie, jakby snem prześniona. 

Któż to potrafi dzisiaj wyczytywać biegle 

Na staroświeckiej książce, lub na starej cegle. 

Kiedy twoją pamiątkę znajdzie w polu chłopie 

Albo ciekawy rydel w kurhanie odkopie, 

Ze szkieletu, z okruchów żelaza i gliny 

Któż zdoła wypowiedzieć los całej krainy? 

Kto wyssać świętą prawdę z podaniowych baśni, 

Kto w literze zamknięte życie nam objaśni? 

Kto mrok zapadłych czasów odświetli choć trocha 

Chyba serce pobożne co praojców kocha 

Na czas wywoła z grobu cmentarzowe rzesze 
I z gruzów rumowiska skrę życia wykrzesze. 
Syrokomla, Margier-. 

Ląd europejski w miarę osy chama bagien polodowych, po- 
krył się nanowo gęstym kożuchem leśnym — wprawdzie jeszcze 
w wielu miejscach bagno określało palową formę osad, a koszową 
mieszkań trzciną pokrywanych, natomiast mnożą się mieszkania na 
stałym lądzie, z początku zapewne jako ziemianki, lecz w miarę 
przewagi lasów i borów, drzewo staje się głównym mianownikiem 
gospodarczym niektórych ludów europejskich, i na tle borów i la- 
sów rysować się poczyna całość ówczesnego życia, wraz z mie- 
szkaniem, zajęciem głównem, oraz kultem. 



— 217 — 

Jak wyglądało tło fizyczne tej kultury leśnej, niechaj nam 
pokaże ustęp z dzieła p. Aleksandra Jabłonowskiego w dziele 
«Popis zamków ziemi wołyńskiej » o powierzcłiowności Wołynia 
w połowie XVI wieku. «W pasie północnym: puszcze ciemne, w któ- 
rycłi ginęły dla oka liczne barcie i myśliwskie ostępy, wody rzek 
mnogicli, jeziorzyska, topiele, jary, gony bobrowe, piaski nagie 
i trochę pastwisk leśnych, — jak przed wieki było na Polesiu. 

Na Wołyniu środkowym, właściwym, łąk więcej i trzód, wię- 
cej też i pól uprawnych oczywiście, ale rolnictwo nie folwarczne 
jeszcze, na starych ruskich dworzyszczach spoczywa, zamków 
królewskich hospodarskich kilka, zameczków kniaziowskich i dwor- 
ców ziemiańskich mnóstwo. Na południowych zaś kresach ukrain- 
nych stepy niezmierzone pługiem nietknięte, dąbrowy, chutory, 
stada, pszczoły i zwierz, częstsze też niż gdzieindziej mogiły stra- 
żnicze» (Popis zamków wołyńskich). 

Tak wyglądały warunki leśnego gospodarstwa na Wołyniu 
jeszcze w XVI wieku, dając tem samem obraz tego, co może wcze- 
śniej również dotyczyło Mazowsza, Małopolski i Śląska. Na tle 
tego wyrasta szczególny rodzaj drewnianego budownictwa owych 
«miast drzewianych» jak nazywano osady tak pobudowane w XVI 
stuleciu w Polsce. O tych drewnianych kolebach, kletach i mia- 
stach, które drzewiej stanowiły panującą formę mieszkań w Pol- 
sce, pomówimy w niniejszym rozdziale. 

Zresztą mieszkanie stanowi tylko jedną część strony gospo- 
darczej leśnego okresu. Zrobienie drzewa materyałem uniwersal- 
nym, z którego robi się wierzeje, zamki, kłódki, zawiasy, zasuwy, 
wozy, pługi, młyny ręczne i stępy, stanowi wybitne znamię owych 
czasów, przechowane w odciętych od świata okolicach, jakiemi są 
naprzykład góry skolskie, gdzie leśna kultura w szczątkach wpraw- 
dzie, istnieje w powyższej formie po dzień dzisiejszy. 

Początek leśnej kultury rodzi się już w czasach palowych, 
nawet w okresie stepowym szkielet namiotu i drzwi były z drzewa 
uczynione, lecz okres palowy nauczył dopiero pierwszego osiedle- 
nia europejskiego techniki zacinania w drzewie, bez czego nie mo- 
głoby być mowy o budownictwie. Stąd więc rozpatrywanie po- 
czątków budownictwa w drzewie poczynać się musi od rozważe- 
nia układu i wiązania podłoża palowego nabagiennego, które 
wydobywając się później na wierzch, stało się początkiem sztuki 
budowniczej drewnianej. 



— 218 — 

Tu należy się nam powołać na zdanie uczonego starożytnika 
pomorskiego Yirchowa, który jak mało kto czuł się powołanym 
do sądów w tym kierunku. 

Wielki profesor widział wyraźną układową różnicę między 
północno-palowemi budowlami słowiańskiemi, a niemieckiemi w po- 
łudniowycłi Niemczech i Szwajcaryi (Zeit. fiir Ethinol. XVI, Ver. 
212 i XIII, str. 235). Kiedy wątkiem stałym budowli niemieckich 
są słupy z naczopowaną u wierzchu poziomą pomostową belką, 
to w słowiańskich budowlach trafia się często typ zupełnie od- 
mienny, oparty na wiązanych w zamek pniach, tworzących rodzaj 
skrzyni w wodę wpuszczanej, gdzie słupy u boków ścian utwier- 
dzały jedynie całość konstrukcyi przeciw poziomemu naciskowi 
wody (Jezioro Arysee). Tradycya sposobu «słowiańskiego» budo- 
wania jest tak dawną, że nawet jeszcze bronzowa epoka odznacza 
się na ziemi polsko-pruskiej tak odwieczną formą budowania, jak 
to już o palówce w jeziorze Szonstag mieliśmy sposobność po- 
wiedzieć. 

Nie znaczy to aby u Niemców nie było nigdzie wiązania na 
zamek w budownictwie drzewnem. Owszem tam, gdzie nie było 
trądy cyi palowych, jak naprzykład na wyżynach Szwajcaryi i Skan- 
dynawii, tam na tle leśnej gospodarki rozwinął się gdzieniegdzie 
pięknie typ budowania na zamek. 

Natomiast na dołach niemieckich, gdzie pomiędzy budowlami 
palowemi a mieszkaniami ścisły rodowodowy istniał związek, tam 
zjawia się wyłącznie budowanie ryglowe, na słup, będące podstawą 
układową tak zwanego u nas muru pruskiego. 

Nigdzie zaś w Niemczech niema budowli palowych, skrzyń 
niejako z drzewa na zamek wiązanych, jak to się dzieje w dorze- 
czu Wisły, Niemna i Dźwiny. 

Natomiast i wśród plemion słowiańskich były takie, na krań- 
cach zachodnich Słowiańszczyzny położone, które znowu nie znały 
budowania na zamek, i do dziś go nie używają. 

Takiem plemieniem byli naprzykład Połabianie, najbliżsi 
krewniacy tych Polaków, którzy z okolic zamku Polen*, wedle 
kroniki Bogufała, przyszli do lechickiej Wielkopolski. 

Że nazwa Lechów natomiast oznacza plemię czysto rolnicze, 
wskazywać się zdaje wiele dźwiękowych i obrazowych znamion. 
«Lecha ziemi», oznacza jednostkę ziemi pod uprawę przeznaczoną. 
«Lachaino» oznacza po grecku «kopać» — Lachano w ogóle rośliny. 



- 219 — 

«Lacheia» dobry grunt w przeciwieństwie do skalistego. «Leche» 
roślina w formie murawy. «Lachaiwa, Lakonia, Laichos,'> Ateńczyk, 
czyli kraj i lud rolniczy. 

Połabianie, którzy zachowali do dziś starożytny układ wsi 
dookolnych, wraz z wielką ilością obyczajowych prastarych zabyt- 
ków mają wyłącznie ryglówkę, budowlę na pal, na słup, jako wą- 
tek składowy swoich chat. 




Wiz. 49. 
Chata połabianska. (Tetzner, Die Slaven in Deutschland). 



Z monety staropolskiej widać, że utwierdzenie wojenne, bę- 
dące niewątpliwie techniką plemienia polskiego z Zachodu do Wiel- 
kopolski przyniesioną składa się również z szeregu prostopadłych 
słupów pomostem uwieńczonych. 

Widać więc z tego jeszcze raz dowodnie, że nazwa Polabian 
i Polaków, nadaną została tym plemionom słowiańskim przez 



— 220 — 

inne, dla ich odmiennego sposobu budowania na pal stojący, sło- 
wem na słup (Wizerunek chaty połabiańskiej 49j. 

Jedynym szczątkiem do dziś istniejącym jeszcze, dawnych 
utwierdzeń wojennych polskich, pozostała wieża drewniana, dziś 
na dzwonnicę przemieniona. 

Wiele względów historycznych i faktycznych przemawia, jak 
to w swoim czasie zobaczymy, za powyższem przypuszczeniem. 

Że nie względy statyczne rozstrzygały o kunstrukcyi dzwon- 
nic-wież, świadczy fakt, iż na Huculszczyźnie, gdzie trądy cye pol- 
skich utwierdzeń wojennych nie dotarły, dzwonnice choćby naj- 
większe, są na wieńcówkę budowane. 

Otóż te wieże-dzwonnice są jedynym zdobnie jszym i na 
większą miarę czynionym budynkiem drewnianym w Polsce, 
którego konstrukcya jest słupowo-palowa, choć również w swojej 
istocie odmienna od czopowania słupowego w Niemczech. 

Nietylko więc organizacya wojenno-rodowa, ale i układ utwier- 
dzeń drewnianych łączył słowiańskich Polaków z Połabianami i nie- 
mieckimi Westpfahlami i Ostpfahlami, słowiańskich Dr e wian z nie- 
mieckimi Holzatami, jak to z powyższych rycin wyraźnie widać. 

U Niemców, według Friedricha Seesselberga, palowy wątek 
układu był decydującym dla budownictwa niemieckiego. 

«Germanin o ile wiemy, zna początkowo tylko ryglówkę («Fach- 
werk») z drzewa » (Zeit. fiir Ethnol. XX, Ver, 300), mówi Yirchow. 

Taki sam jednak «Fachwerk» czyli ryglówka była właściwością 
palowej budowli w Retrze i w Pole n, grodach niewątpli- 
wie zachodnio słowiańskich (Zeit. fiir Ethnol. XXIII, str. 
703), jakoteż w Burgundy i, północnej Francy i, Danii 
i Anglii. 

Natomiast plemiona huculskie, litewskie, pruskie, lechickie^ 
mazowieckie, śląskie, krakowskie, łużyckie, słowackie i południowo- 
słowiańskie, używają głównie jeśli nie wyłącznie wiązania na za- 
mek, wieńcówki. 

Jak daleko wstecz sięga ów odmienny sposób używania na 
budowę tworzywa drzewnego, wystarczy porównać chatę germań- 
ską z kolumny Marka Aureliusza z zachowaną do dziś kolebą hu- 
culską. 

Tak chata germańska, jakoteż i koleba słowiańsko huculska 
jest właściwie namiotem w drzewie jako w materyale wyrażonym. 
Obiedwie są okrągłe, mają dymnik u szczytu i jedyne wejście. 




^^4< 



Wiz. 50. 
Czoło chaty Mazurów polskich z Prus Wschodnich (Bauernhaus in Ostpreussen) 




Wiz. 51. 



Chata kolonistów niemieckich z Prus Wschodnich (Bauernhaus in Ostpreussen). 



- 222 — 

Chata germańska jednak jest budowana ze ściśle do siebie przy- 
legających pionowych słupów zupełnie w ten sposób jak palisada 
fortyfikacyi odtworzonej na monecie z czasów Piasto- 
wych, natomiast koleba huculska ma ściany z wiencówki, 
to jest drzew poziomo ułożonych i na węgłach zawiązanych. 

Jeden i ten sam typ mieszkania z jednakiego materyału dzięki 
odmiennym tradycyom został odmiennie złożony, a różnica ta prze- 
trwa tyle setek lat i do dziś w chacie Mazurów pruskich i koloni- 
stów niemieckich z nimi sąsiadujących się nie zatrze, jak to rycina 
pokaże (wiz. 50 i 51). 

Różnica ta odbija się nawet na tych plemionach, które jak 
Łużyczanie, będąc przeszło 1000 lat wystawione na wpływy cy- 
wilizacyjne niemieckie, nie zdołały wyzbyć się odwiecznych sło- 
wiańskich sposobów łączenia drzewa i budowania chaty. 

W onych czasach, kiedy drzewo objawiło się w narodowem 
budownictwie Niemców jako ryglówka, w budownictwie Słowian 
(za wyjątkiem Połabian i Polaków), jako budownictwo wieńcowe, 
u Rzymian i u Greków należało ono do już dawno minionej prze- 
szłości. Lasy wyniszczono i mur kamienny i ceglany wszedł tam 
jako wątek konstrukcyjny niezmiernie dawno. 

Mimo to na zastygłych w kamieniu zdobniczych motywach, 
drzewo odcisnęło swoje piętno, a na podstawie zabytków słownych 
i kamiennych śmiało wnosić możemy, że to samo co dzieliło świat 
germański od słowiańskiego, to samo było różnicą między zagi- 
nioną ryglówka u Rzymian, a wieńcówką u Greków. 

U Rzymian rozwinięcie najdawniejszego sklepienia w «cloace» 
noszącej nazwę niewątpliwie w drzewie poczętą, tudzież pale w mu- 
rze wykonane, wiernem są tego świadectwem. 

Grecya natomiast w grobach likijskich, w modelu złotym 
świątyńki wykopanej z grobów królewskich w Mykenie, gdzie wi- 
doczny jest na podmurowaniu układ okrągłych pni drzewnych p o- 
ziomo ułożonych (Zeit. fiir Ethnol. XXIII, 602i, a nawet zdobienie 
ścian świątyni wskazywać się zdaje na wieńcówkę jako źró- 
dło form budowniczych. 

Nazwa słupa w greckiej architekturze «kion>> jest fenickiego 
pochodzenia. Po za tem chata grecka według Homera zgadza się 
zupełnie z typem chaty mazowieckiej, polskiej częściowo na za- 
grodowy typ przemienionej. Podwórze Eumaiosa otacza wał ka- 
mienny z nasadzonym na nim cierniem. (Od. 15. 5 ff). Z drzewa 



— 223 - 

ciesany, trzciną kryty namiot Achileusa otacza palisada z potężną 
bramą. (II. 24. 448). Przy wchodzie położone jest szerokie podcie- 
nie (ai&o'jTa) z boku zapewne zamknięte, ponieważ nazywają je 
«eridoupos» (daleko brzmiąca). Pod dachem podcienia wiszą roz- 
maite narzędzia i bydło ma swoją stajnię. Właściwe mieszkanie 
zdaje się tak wyglądało. U czoła było pół otwarte podcienie «prodo- 
mos» zwrócone do podwórza. Przed niem wysiadują goście, przez 
nie wchodzą do domu. Tu siedzi Eumaios łatając łapcie i patrząc 
na podwórze gdzie go spotyka Odysseus. (Od. 14. 5 f.j. 

Dalej ciągnie się izba, gdzie w nocy ogień płonie i gdzie śpi 
Priamus z Achillesem. 

Jest to «megaron» wielka izba, albo «medadron» izba czarna, 
atrium (Od. 18, 150, II. 2, 414, 9, 204, 640). 

Megaron jest zupełnie zamkniętą izbą w przeciwieństwie do 
powietrznego podcienia. Biedniejszy człowiek już nic nie ma prócz tych 
izb zbiegających się stosunkiem i położeniem swojem z kletą htewską. 

Natomiast u bogatszych Anaktów zjawiała się jeszcze jedna 
izba odpowiadająca komorze w chacie nieborowskiej i w staji hu- 
culskiej. «Megaron> jednak tak jak i świetlica w chacie mazowie- 
ckiej była główną izbą z ogniskiem płonącem w po- 
środku, gdzie siedzi Odysseus i gdzie się kąpie Eurykleja 
(Od. 19. 53 ff). Po bokach świetlicy, a u Greków izby czarnej, od 
dymu, który przyćmił ściany i belki otwartego dachu, idą ławy 
jak w naszej (Od. 7. 95). Podłogę tworzy ubita glina. (Od. 21 120 f). 
Na ścianach i ze smolnego przydymionego drzewa wyciosanych 
wiszą miecze i lance, w których przygląda się migotliwy płomień 
ogniska. (Od. 19. 38). 

Naprzeciw wejścia «Magaronu» (Od. 7. 87. 96) znajduje się 
«v.'j/o;» jako szczególny kąt pana domu. Tam w tej komorze spo- 
czywa Achilles u boku Briseis dl. 24. 674 ff.). Tam mają Nestor 
(Od. 3. 402) i Menelaus (Od. 4. 204) swoją łożnicę małżeńską. 
Pomiędzy izbą a dymnikiem szczytowym była komunikacya, którą 
dostaje się Melanthios bezpośrednio z Megaronu przez «orsodory» 
(zaskakujące dźwirze) na zewnątrz (Od. 12. 142) (cyt. za Hennin- 
gem, Das deutsche Haus, str, 104, 105, 106). 

Z tego widzimy jak w istocie swojej homerowska chata 
grecka nawskróś odpowiada naszemu mazowieckiemu typowi chaty 
i jak późniejszy kamienny Erechteion jest właściwie powtórzeniem 
w kamieniu drewnianej niegdy chaty zamożnych Anaktów. To 



— 224 — 

na wskroś dokładne podobieństwo materyału, układu i rozkładu, 
jakoteź fenickie (t. j. obce) poctiodzenie nazwy słupa wraz z po- 
ziomem ułożeniem krąglaków a odtworzonych! w kamieniu na gro- 
bowcacti likijskicti, nakazuje mi przyjąć wiencówkę, jako konstruk- 
cyę drzewną w chacie starycli Hellenów. 

Odkładając szczegółowy rozbiór ryglówki i wieńcówki do dal- 
szycłi ustępów tego rozdziału, pozwolę sobie zestawić dźwiękowe 
to jest słowne zabytki odnoszące się do niniejszej warstwicy kul- 
turalnej. Podstawą słoworodną będą dwa pierwiastki «kali» i «bór» 
jeden odnoszący się do drzew liściasty cłi, drugi szpilkowy cli. 

Pierwiastek sanskrycki «kali» oznaczający drzewo, (Goriajew, 
Stawnytelnyj etymologicziskij Słowar), zachował się naprzód w za- 
stosowaniu do surowej nieobrobionej formy drzewa w wyrazach 
następujących «Klon, Kalina», — w litewskiem «KIewas» jawor, 
o których to drzewach krąży wśród ludu wielka ilość pieśni. 
Kalinos (greckie) drewniany — «kluk, kłyk, klocek, keł», w odnie- 
sieniu do młodych pędów rośliny «także palec i ząb». «Jabłko raj- 
skie może być mnożone zakopaniem k 1 o c k a» (Linde — Słownik). 
Niem. «Holz» drzewo, «Kohle» węgiel drewniany — Kletze 
roślina pnąca się — «klathen» (Staroniem.) drewniany, gotyckie 
«klasty — KIaftor» miara na drzewo drewniane. Do tego samego 
działu należą skrócone zdaje się również wyrazy «Łęg, Łąka, Las, 
liść, (greckie) «Lachano» w ogóle rośliny, (polskie) gałąź. 

Czynność ludzka w odniesieniu do drzewa jako tworzywa 
w następujących słowach swoje odbicie znajduje. 

«Kalati, kłóć» drwa (ukrain.) «kolot» — «kołotyty, kłócić, kląć, 
klati, kłykat», wołać — greckie «Keladai» głośno wykrzyknąć — 
(łac.) «coloco» postawić coś, zebrać, budować — «collectum» ze- 
brany — «(greckie)» «kalindeo» obracać, walcować — (polskie), 
«kłaść» chatę, (ukrain.) «kłasty» — (k)leść na drzewo — (k)łatać — 
(greckie) «klytos» wołać. 

Rzecz z drzewa wyrabiana znowu w poniższy sposób w dźwię- 
kach się odzwierciadla. «Kół» z płotu, «Koło» z drzewa, ifran.) clef — 
«klucz», koleso, kolasa, kolaska, (powóz na kołach) — (franc.) <^caleche» 
okrągły kapelusz — (czeskie) «kłobok». 

«Kłoda», wydrążony pień z drzewa, później jednostka mier- 
nicza w Polsce — «Kloda do paszenia krów» — od każdej kłody 
albo beczki piwa po cztery grosze». (Vol. leg. 2. 666. — Zubrzycki, 



- 225 — 

Kronika miasta Lwowa, 153, 224, 432). «Kmieć. od młyna nabiwszy 
mąką « kłodę » jedzie». (Linde, Słownik). 

W «kłody zamykano nogi winowajcy* skąd «skazywanie na 
«kłodę» (Linde, Słownik). Kłonica, kawał drzewa u wozu utrzy- 
mujący koła — «Klin» gwoździec drewniany — kliniec — klinik — 
(alleman.) klamm, kawałek drzewa rozmaicie stosowany (Dictionnaire 
generał de la langue francaise) — «clou» gwóźdź. 

«Kołokoł» z początku drewniana «kołatawka» potem dzwon — 
(niem.) Glucken, Glocke, klupka, «kołatka». «Kluke» laska poselska, 
(śród. gór. niem.) «glocca, clocca» — (staro. gór. niem.) glogge — 
(staro, fryz.) clocca — (franc.) cloche — (piemont.) cieca — (staro- 
gór. niem.) clockon, clochon, «klopfen», (pols. kłapać — Zeit. fiir 
Ettinol. XVI, Ver. 76). «Kołczan» miejsce na zaostrzone kołki, 
(strzały). «Kład» ciężar, ładunek (łacin.) «clavis» instrument muzyczny, 
«klawec» starolitewski instrument muzyczny. «Łata» kawałek dosto- 
sowany drzewa — «kula» z drzewa — « kłódka, kładka ». 

Drzewo związane czemkolwiek z istnieniem człowieka takie 
jemu i jego utworom społecznym miano zazwyczaj nadaje. (Łac). 
«Clinicus», cłiory w drewnianem łóżku stale leżący, claudus zam- 
knięty, «cloppus» kulejący, na kulacłi chodzący — «colonia» osada 
z cłiat drewnianycłi złożona (odpowiednie rosyjskiemu «Derewnia»j, 
«klan» (keltyckie), wieś, a także wspólnota rodowa — (łac.) clan- 
destinus, przynależny do domu, do ojcowizny — «collega» wspólnik, 
przynależny do wspólnoty. «Coloni» rzymskie prowincye (słowem 
kraje gdzie jeszcze w drzewie budują) — (greckie) «Lecłios, lagas» 
łóżko drewniane, legowisko — «ctiałupiec» (mieszkający w ctia- 
łupie) — nowsza forma « chałupnik* — chłopiec, chłop — «kaH- 
bak» (nowogreckie), szczególny rodzaj chleba pieczonego na wsi, 
skąd «chleb» pożywienie w « kolibie » przez «chłopców» jedzone — 
«kładbiszcze» (ukrain.), cmentarz, miejsce gdzie w drążonych kłodach 
chowają ludzi. Od drzewa «kali» wiodą swoją nazwę Hczne miej- 
scowości w Europie, których część niniejszem wyliczę: 

Galicz, Calissa (u Ptolomeuszai — (pol.) Kalisz — Kładno — 
Kiecko — Kłodawa, Khazma — Kielce — Kielcowo — KHz — 
Klettgau w Szwajcaryi — (k) Lednica, Kałusz — Łekno, Lezno, Leszno, 
Łęczyca. Imiona własne jak Lstek, Lech i Leszek. «Kalisztje Klaniec», 
«derewneja» wieś u Rezian słowiańskich w północnych Włoszech. 
Nazwy plemienno-rodowe: 
«Galicya słowacka — Galia — Caledonia, (Szkocya u Rzy- 

02IEJE MIESZKAŃ. '" 



— 226 — 

mian) — Keltowie i Gallowie — (odpowiednie słowiańskiemu Drew- 
lanie u Nestora] — iK.)Llefuwa — (}<^}Lletuwiszka — Litwa i Li- 
twini, Łotwa i Łatweszu, od «kleta», chata mieszkalna na Litwie 
i Łotwie. «Łęgowie, Lasowie, Lechowie, Lutycy, Łęczycanie» u Sło- 
wian — «Lachaiwa, Lakonia, Laichos», Ateńczyk u Greków. 
«Z'laasane u Kosmosa w kronice czyli Ślązacy — Lasowiacy w san- 
domierskiem, słowem leśnicy » niejako. 

Z nazw powyższych znowu widzimy jak doniosłą rolę od- 
grywa w dziejach cywilizacyi główny gospodarczy wątek życiowy, 
którego mieszkanie bywa najwidoczniejszą funkcyą. 

Oto jak nazywają się rozmaite budowle w okresie leśnego 
gospodarstwa: «(Fryzyjskie)» «claie« buda, plecionka z drzewa — 
(łacińskie) «Cloaca» kanał drzewem wyścieniony — «columbarium» 
gołębnik — «columella» «kolumienka», słup z drzewa — «culmus» — 
(niemieckie) kulm — (pol), kalenica — szczyt dachu — (fran- 
końskie), koiły pe — (rumuń.) colliwe — (serb.) kolywa, kolewo 
(pol.) cholewa — (greckie) kalybe, buda, domostwo — (poł. słów.) 
koliba — (bułgar.) goliba — (serb.) koliby — (madziar.) koljub — 
(rumuń.) koljube — (pol.) kolebka mieszkanie dziecięce, (kolebać) — 
(greckie). «Kalypto» pokryty (Herodot 5, 16).— «Kalibion» pokryty — 
«Kalibytis» «ten który mieszka w budzie» (polskie, chłop) — (czes.) — 
chaloupa — (pol.) chałupa. 

Ogólniejszą jeszcze nazwą mieszkania jest «fgreckie) Kality*, 
buda (Philodem IX. 44) — «kalia» drewniana budowla — «kaltos» 
buda — (niemieckie) «Zelt», namiot, buda — (litewskie) kletis — 
(łotew.) klets — (półn. niem.) kleete — (keltycko - irlandzkie) 
«kliath» — «klet ugotowach» «sieno na kletach» (starostów, u Mi- 
klosicha 290) — «klietka» relikwiarz — (pol.) «klitka, kletuszka» 
komórka — « Słowacy i Antowie w klatkach niebudowanych da- 
leko od siebie mieszkali» (Linde, Słownik) — «klatka» zdrobniałe 
mieszkanie ptaków, — «kletka» konstrukcya mostowa (Inwentarz 
zamków wołyńskich). 

Najwięcej oderwane pojęcia kultu, czci i piękności «leśnej» 
warstwicy takie zaś znajdą odbicie w wyrazach: 

(Greckie) «kalos» piękny, co u Homera stanowi pewną cielesną 
właściwość — (łac.) cultus — cześć pierwotnie dla drzewa — «Kolada, 
koleda» — (greckie) «keladais» głośno wykrzyknąć, oznacza chó- 
ralny zwrotkami w «koło» powtarzający się śpiew na cześć bogini 
Łady — będącej również u Słowian pojęciem piękności (okrągłości 



— 227 — 

i (ko) ładnośd jednem słowem. Przedmiotem kultu był drewniany 
«kolos» u Greków — potężny pień drzewny u Słowian «klon, 
kloc» stąd pocłiodzi «kłonić, kłaniać się, kłonitsa», słowem «klo- 
cowi cześć oddawać». 

«Iż zaś mam się ^kłaniać klocowi» z drzewa» (Linde, Słownik). 

Znacznie skromniejszem źródliskiem wyrazów stał się szpil- 
kowy na wyżynach rosnący bór. 

«Bór» sosna po serbsku «Bór» las sosnowy — skąd pocłiodne 
w obrazie « Broda, (łac.) «barba» «barbarus» brodaty — « kołem 
drzewnym, brusem walczyć» oznacza «brotsa» — walka to borba, 
w niewolę brany niewolnik, «braniec», «wróg, worochy. 




Wiz. 52. 

Szczegół z dzwonnicy z Uhrynowa szlacheckiego (wiązanie na słup kładzione i za- 

kołkowane). 
1. Przęsło w całości. 2. Słup z belką poprzeczną, zastrzały (3 i 4) dla uwidocznienia zdjęto. 



W «boru» żyją «barcie» i (niem.) Bar, niedźwiedź — (źwer, 
zwierz). 

Bór rozrasta się na «wirchach», tam gdzie jest wyższy «breg» 
brzeg, (bród), gród, na «wrchu» umocniony «borem», tam jest <;wa- 
rosz» miasto po węgiersku, skąd zapewne nazwy naszycłi «gro- 
dów» «Waręż i Warszawa». 

Ociosać płasko drzewo, «barsnati> obrsnati, obrus, (litew.) 
bruszcze imadziar.) «obrosz» — (pol.) Brus, kamień płaski do ostrze- 
nia i ociosane gładko drzewo. Może «Prusas, Brusys, Prusacy », 
wiodą swą nazwą od ciosanych w «brusy» drzew sosnowych, 
których tam na budowle palowe używano. 

Pilnowanie nieustanne, «warowanie» ognia ze smolaków czy- 

15* 



- 228 — 

nionego — odbije się w wyrazach «werg» wrzucić, wertat, werhti 
obracać drzewo, «war» ostrożny pilnujący się — (Staroniem.) wara 
uwaga — (rumuń.) (hucuł.) «watra» ogień, « wary ty » gotować strawę 
na ogniu. 

Człowiek mieszkający w boru, w utwierdzonem «warosz» 
(niem.) burg to «Bur, Bauer» — (rumun.j bojar — (pols.) «bartnik». 

Po rozważeniu słownych, brzmieniowych zabytków leśnego 
okresu kultury, przejdziemy obecnie do głównej istoty naszego 
zagadnienia, mianowicie do rozbioru ninie omawianej warstwicy 
ze stanowiska zabytków starożytniczych i ludoznawczych a z le- 
śnem budownictwem najściślej związanych. 

Zacznijmy od szczegółowego porównania dwóch zasadniczych 
połączeń w drzewie, to jest ry główki (po niemiecku «Fachwerk») 
i wieńcówki. 

Podstawą ryglówki są pionowo stojące słupy, które wraz 
z poziomą podstawą i górną belką tworzą kwadrat, będący wąt- 
kiem kratowo pomyślanej ściany. 

Dla utwierdzenia tego kwadratu dodają się jeszcze dwie prze- 
kątnie, tworzące razem ukośny krzyż, tak zwany św. Jędrzeja. Ka- 
wałki drzewa, tworzące jednostkę tego kwadratu są wczopowane, 
to znaczy każdy kawałek drzewa wchodzący w drugi, jest z czte- 
rech stron wyrżnięty i wsuwa się w dziurę dłutem wydłubaną, 
do której bywa starannie dostosowany. 

Konstrukcya ta na zewnątrz nie jest widoczną i stanowi 
zasadniczą właściwość budownictwa niemieckiego (Wiz. 52). 

Bywa bowiem wyjątkowo na Słowiańszczyźnie, naprzykład 
przy budowie dzwonnic i wież, budownictwo na słup z wątkiem 
kwadratu i krzyża św. Andrzeja, ale i wtedy niema czopowania stale 
bez wyjątku a jest łączenie podobne jak przy wiencówce, to zna- 
czy na odpowiednio wycięty kawałek drzewa, kładzie się sto- 
sunkowo wykrojony drugi, i spaja je się kołkami (wiz. 52). 

Konstrukcya jest wówczas widoczna na zewnątrz co na wi- 
zerunku bramek lwowskich i drzwi jest aż nadto przekonywująco 
przedstawione. 

W ten sposób mamy do czynienia właściwie z trojaką formą 
budownictwa słupowo-ramowego. Budownictwo ramowe norweskie 
w «pień»(stabbau) obejmuje ramą dranice pionowo ułożone. Budowni- 
ctwo niemieckie ryglowe składa się ze słupów czopowo powkła- 
danych (verzapft). Budownictwo polskie słupowe składa się ze 



— 229 — 

słupców, poziomych belek i zastrzałów. Wszystkie te części połą- 
czone są ze sobą na nakładkę, w «jaskółczy ogon», jak dziś budowni- 
czowie takie wiązanie nazywają. W dokumencie z r. 1426, a jest 
nim umowa co do budowy zamku drewnianego w Kurniku, układ 
powyższy w «przantro», w piętro, zwał się «magisterio meliori» 
majsterstwem lepszem. Wskazuje na to też dalsza wzmianka w tym 
samym dokumencie, gdzie «sposób lepszy mostowy» «modo me- 
liori» nazywają autorowie dokumentu w języku polskim «zwyczaj- 
nym» (in vulgari) w ząbce (w sampsy). Że wyraz w «ząbce» nie 
odnosi się do ryglówki niemieckiej, ale do naszego wieżowo-dzwo- 

6. 





Wiz. 53. 
Wiązanie z domu gotyckiego niemieckiego z Marbach z XV stulecia (Schafer, Deut- 
sche Holzarchitektur). 
5. Całość. 6. i 7. Rozebranie celem pokazania czopowego połączenia. 



nicowego układu wnosić należy i z kształtu zacinania, które bez- 
warunkowo do ząbców jest podobny. fSpraw. kom. łiist. sztuki, III, 65). 

Jeżeli więc budownictwo niemieckie narodowe, mówi Sctiafer 
(Deutsche Bauzeitung 1883, str. 137), jest wybitnie drewnianem, 
to dodać do tego określenia należy następujące uwagi: 

Budownictwo ryglowe wypełnieniem koszowem i glinianem 
albo też cegłą wolnych w szkielecie drzewnym miejsc, rozwinęło 
się w okolicach bagnistych budownictwa palowego. «Wieńcówka 
krajów alpejskich jest zupełnie odosobniona » — (Karl Schafer, 



— 230 — 

Deutsche Bauzeitung 1883, str, 137), gdzie nadmiaru lasu nigdy 
nie było, a nawet jak Fryzya z krzaków była ogołocona. (Patrz 
Plinius, Hist. nat. XVI i Hellmold). Natomiast u nas gdzie <'Cała 
Polska była lasem» (Wojciechowski, Chrobacya) — gdzie Małopolska 
była przeważnie lesistą, w której błota otwierały szerszy świat 
tylko w dolinie Wisły, Wieprzu i Pihcy — obfitość drzewa mu- 
siała zrodzić wieńcówkę jako konstrukcyę masową. 

Przyczyniła się do tego wielka ilość tak doskonałego budulcu 
jakim była «jodła, która przodowała na wyżynie, cis ozdobny, mo- 
drzew trwały i buk». (Rostafiński, Polska czasów przedhistorycznych 
pod względem fizyograficznym, str. 123). Wyjątek w tym względzie 
stanowiło Pomorze, Połabie, Podole i Ukraina stepowa, kędy la- 
sów było mniej a bagien i jezior więcej i kędy tak jak w Niem- 
czech słup i ryglówka tworzyły główny wątek budowniczy. (Patrz 
chata z Jastarni na półwyspie Hela) — (wiz. 54). Zupełnie też jest zro- 
zumiałem dlaczego u nas słup podpierający naroże jakoteż ze 
środka izby do belki kalenicowej wystrzelający żadnej nie odgrywa 
w ustawodawstwie roli. 

Natomiast «Lex Bajuwariorum» określa karę za naruszenie tego 
«firstsula» na 12 solidów, zwie się on też «magan sul» (cyt. u Hen- 
ninga str, 171 a). Szereg pieśni staroniemieckich czci tę najgłów- 
niejszą podporę domu germańskiego. 

U nas słup ten nie istniał nigdy — w późniejszych czasach 
zastępował go poziomy dźwigar, sosręb. Nie znaczy to aby w Le- 
chii i Mazurach i Szląsku i Chrobacyi słupa nie było ani śladu. 

Już przy rozbiorze osad palowych naszych zwróciło się uwagę 
na szczególną rolę pala w naszem budownictwie, nie jako czynnika 
podpierającego, ale jako ram bocznych przytrzymujących 
wieńcową skrzynię w dno zapuszczoną przed napo- 
rem wody. 

Tę przyczepkową rolę słupa nie zatraciły ani chaty 
wieńcowe Polesia, ani przyzba (przy-izba) chaty typu mazo- 
wieckiego, ani domy nasze podcieniowe, ani soboty kościelne. 

Pominąwszy to, że wiązanie tych słupów i belek jest polskie, 
to jest nakładane w wycięcia i kołkowane a nie czopowane, 
to i rola tych słupów ogranicza się jedynie na lekkiem podpiera- 
niu wysoko zwisającej części dachu. 

Ta zasadnicza różnica w konstrukcyi czyni niemożliwem 



— 231 — 

idyotyczne przypuszczenia Henninga co do «niemieckiego» po- 
chodzenia polskich mieszkań ludowych. 

Jeśli widzimy te, tysiącami lat uzasadnione wiązania wieńcowe, 
i porównamy je z ryglówką niemiecką również w zupełnie innych 
warunkach poczętą i rozwiniętą, to ględzenie Henninga, o polskiej 
chacie (która zna ledwo z kilku egzemplarzy u Kolberga pobieżnie 
rysowanych), jako o budowli przyniesionej do nas, do Rosyi aż 
po Ural, do Węgrów, po Dunaj przez Niemców «Wandilijczyków» 
i kolonistów Saskich z Dolnego Renu z Flandryi (!!!) staje się 
wyrazem typowego rabusiowstwa «naukowo» pruskiego i fałszer- 
stwa na którego określenie słów brakuje. 

Słusznie bardzo powiedział znakomity badacz Szląska prus- 




Wiz. 54. 

Chata z Jastarni z półwyspu Hela z Prus Wschodnich, z fragmentami staremi Jodzi 

użytemi na chlew. (Andriolli — Tyg. illustrowany, tom 4). 



skiego Niemiec Lutzsch o fantazyach Henninga: « Wy wody Hen- 
ninga są przedwczesne, a jego metoda, przypisywania każdej gdzie- 
kolwiek znanej formy domu Germanom, nie bardzo jest przeko- 
nywująca». 

Ze strony Niemców usiłowano więc przynajmniej udowodnić, 
że ryglówką jest trudniejszą a więc tem samem kulturalniejszą 
formą wiązania drzewa. Lecz i pod tem względem poglądy Niem- 
ców niektórych okazały się fałszywe. Semper sądzi, że wieńcówka 
jest wynalazkiem technicznym górali w borach mieszkają- 
cych. Lehfeldt uważa nawet słusznie wieńcówkę za więcej skom- 
plikowaną jak ryglówkę. 

Karol Schafer (Deutsche Bauzeitung 1883 S. 139). jest tego 
zdania ze względu, iż wieńcówka słowiańska jest starszym typem 



— 232 — 

budowania. Sesselberg jak wiemy wywodzi ryglówkę niemiecką z pa- 
lowej formy budowania w Niemczech. Natomiast Yirchow udowodnił, 
że palówka Słowiańszczyzny północnej jest w dużej części na za- 
mek wiązana. Sprzeczność tę należy rozwiązać na drodze uważnego 
rozróżnienia warunków fizyczny cli, jakie panowały w Niemczecli i w Sło- 
wianszczyźnie północnej. Kiedy w Germanii zdaje się przeważały 
lasy lesiste z dębem jako głównym materyałem drzewnym, 
to Polska wraz ze Szląskiem, Małopolska i Mazowsze a także duża 
część Rusi i Litwy obfitowała w bory sosnowe, jodłowe i mo- 
drzewiowe, świerkowe a nawet cisowe, słowem materyał jakby 
szczególnie się nadający do wieńcówki, a smolny, prosty i łatwy 
w ciesielskiej obróbce. Henning nazywa budowę z pni dębowycłi 
«Germanische Bauweise», niemiecki sposób budowania, i może cała 
technika ryglówki wraz z czopowaniem i używaniem dłuta i piły da 
się wytłumaczyć właściwościami dębu jako materyału. Natomiast 
przypuszczanie Sempera, «że wiencówka jest wytworem borów» 
nabiera wielkiej wagi. Zaprawdę też budownictwo wieńcowe w Pol- 
sce prawie zawsze miało smolne drzewne tworzywo borów szpil- 
kowych jak wątek budowlany, i to już nawet w budowlach palowych 
Prus Wschodnich. Natomiast na słup wiązane dzwonnice często są 
z dębów, a chaty podolskie mają wątek drzew liściastych dąb, 
buk i grab, jako szkielet budynków. Dzwonnice, jak wszystkie oko- 
liczności zdają się wskazywać, są resztkami dawnego budownictwa 
wojennego przyłabiańskich Polaków i chociaż w nich drzewo na 
«krzyż» jest łączone w ząbce a nie w czop (verzapft) jak u Niem- 
ców, to przecież pewne podobieństwo między dzwonnicowem wią- 
zaniem w krzyż a niemiecką ryglówką bezwarunkowo istnieje; podo- 
bieństwo, którego źródłem jest tu i tam do utwierdzenia używany 
wspólny materyał drzewny: dąb. Jest nawet źródło stare arabskie, 
które mówi również o Bułgarach nadwołżańskich jako o ludzie 
«który sosny używa, jako materyału na mieszkanie a dębu 
na mury, to jest na budowle wojenne», zupełnie jak to po dziś 
dzień w Polsce i na Rusi istnieje (Abu Hamid Andalusi z r. 1136 
cyt u Lad. Picza «Zur rumanisch-ungarischen Streitfrage, str. 110> 

Z tego wszystkiego więc wnosić należy, że różnica pomię- 
dzy ryglówką i budowaniem na «krzyż, w ząbce» a wieńcówką 
leży głównie w różnicy tworzywa budowlanego, czyli w różnicy 
między szpilkowizną a dębem lub bukiem. 

Tak więc w niwecz się obraca zaborcza teorya Henninga 



— 233 — 

w głównej swej części przez samych Niemców podkopana, a dal- 
szy rozbiór naszego sposobu budowania dobędzie na jaw niejedno- 
krotnie odmienność i niezawisłość kultury lechicko-polskiej od nie- 
mieckiej. 

Lecz bezstronność naukowa nakaże nam również w swoim 
czasie podkreślić to, co we wewnętrznem urządzeniu w późniejszycłi 
wiekacli przyszło do nas z Niemiec i wcieliło się w całości ludo- 
wego zdobnictwa. 

Kto jednak zna najpobieżniej naszą chatę z Mazowsza, z Kra- 
kowskiego, Podola i zechce w niej szukać «wandilijsko-fryzyjsko-dol- 
noreńsko-saskich» budowli, z tym w ogóle wszelki naukowy spór 
staje się niemożliwym. 

Tak jak o przynależności wieloryba lub delfina nie rozstrzyga 
bowiem jego wrzecionowaty kształt jak u ryby, ale wewnętrzna 
budowa, oddechanie płucami, ciepła krew, karmienie mlekiem mło- 
dych, i t. d., tak samo o pokrewieństwie chaty również nie roz- 
strzyga zewnętrzna obrazowa sylweta, ale wewnętrzny jej ustrój, 
tak układowy i zdobniczy, dokładnie zbadany i określony. 

O tern zapominają często panowie tacy jak Henning, a ich 
prace z tego względu bardzo ograniczoną wartość naukową po- 
siadają i do najbiedniejszych wiodą przypuszczeń. 

Dla pokazania błędnych uroszczeń tak Henninga jak i Meitzena 
wystarczy też zacytować Niemców podróżujących po Polsce w cza- 
sach, kiedy nie usiłowano jeszcze «Drangu nach Osten» teoretycz- 
nie uzasadnić. Posłuchajmy naprzykład Kauscha, lekarza, którego 
pamiętnik podróży po Polsce w 18 wieku podał ś. p. Xawery Li- 
ske w dziele «Cudzoziemcy w Polsce>> (str. 313). «Większa część 
nawet świeżo wystawionych domów w tej okolicy nie ma komina, 
już z tego można mieć wyobrażenie o nędzy chłopstwa (!)... Scho- 
dziłem kilka razy by te nędzne chałupy bliżej obejrzeć. Są one 
zwykle jak w Górnym Śląsku z drzewa, belka leży na 
belce i to przeważnie okrągłe nieciosane drzewo. 
Te belki czyli pnie mają na obu końcach głębokie wręby, 
a w tych wrębach osadzają poprzeczne belki także w tern miejscu 
nieco wcięte. Na każdym rogu więc wystaje na szerokość ręki 
szereg na sobie ułożonych i w drugi szereg niejako zagłębionych 
pniów. Lecz tem więcej nas zadziwia, jeżeli za naszych 
dni widzimy, że tak samo budują nowe domy. Sposób 
budowania z belek i pniów tem dziwniejszym się wydaje w oczach 



— 234 — 

podróżnika, im więcej spostrzega, że tu wszędzie brak drzewa. 
Tak to w Polsce zbywa na policyi. Prócz Górnego Śląska, 
gdzie jeszcze podobne chaty widać, nie znajdzie pewno w Niemczech 
nic, coby z tem porównać można*. 

Właściwie narodowem tworzywem budowlanem w Polsce było 
więc drzewo przez długie wieki. Wypierając nieustannie liclie gli- 
nianki i ziemianki koszowe wyrabiało się coraz samodzielniej w ukła- 
dzie i powłoce zdobniczej. 

Od książęcych zamków i bożych domów aż do ubogiej chaty 
leśnika, świeciły ściany w izbie polerowanem drzewem, to bia- 
łością jaworu, to bursztynowym tonem modrzewia, to wspaniałemi 
okiściami brzostowych słojów. 

«Kraków» wedle Długosza «był wielu gmachami drewnianymi 
wprawdzie, lecz ozdobnymi zabudowany nim zgorzał w r. 1125». 

Zamek krakowski książęcy był drewniany nim zgorzał w 14 
stuleciu. 

Wrocławska katedra jeszcze w 13 stuleciu była zbudowaną 
z drzewa i nie różniła się zapewne wiele od kościółków śląskich 
drewnianych których do dziś około 200 pozostało. 

Dopiero za Mieszka pierwszego (Długosz, Hist. Pol. str. 130.) 
«weszła do Polski budowa kamienna* jako wyraz rzymsko-chrześ- 
ciańskiej cywilizacyi. 

Mimo to budownictwo drewniane panowało w Polsce długo 
jeszcze, jeśli o Kazimierzu Wielkim w 14 stuleciu powiedzieć było 
można że «zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną». Lecz 
i ten zwrot nie odpowiadał istotnej prawdzie. W miastach i zam- 
kach wprawdzie domy i kościoły odziewały na się murowane ko- 
szulki, lecz prawie po dziś dzień drzewo na prowincyi ostało się jako 
główne tworzywo i wielkie źródlisko form dopiero w najnowszych 
czasach wysychające. «Im dalej na wschód, tem więcej przybiera 
liczba budowli drewnianych. 

Najstarsze kościoły drewniane wznoszono z wielkich bali, 
jako budowle wieńcowe (Blockholzbauten)... Z postępującą trzebieżą 
lasów zmniejszają się rozmiary pni drzewnych, aby dopiero w 18 
wieku przejść do ryglówki, aż wreszcie z początkiem 19 stulecia 
sztuka budowania w drzewie wygasła a z nią sposób ludowego 
budownictwa* (str. 95. Kohte, Kunstgeschichte). 

Profesor Grueber podniósł (Mittheilungen der Central. Kom., 
1856 Heft, 10), że «u lub i one u wszystkich Słowian konstrukcye 



— 235 - 

drzewne, które jednak od tych w krajach Alpejskich 
zasadniczo się różnią, utrzymały się w użyciu obok budowli ka- 
miennych sąsiadów aż do współczesnej epoki». 

Pięknie się bardzo o tem kochaniu niegdyś drzewa w Polsce 
wyraża prof. Józef Łepkowski w swoim « Zarysie dziejów sztuki» 
na str. 166: «Dziwne, że u nas dawny wstręt do muru, tak się 
dziś w namiętne zamiłowanie do niego przemienił. Ongi bowiem 
dworek modrzewiowy był ideałem wygody, a chłop i szlachcic 
bał się choroby, gdy mu wśród murów zamieszkać przyszło. W sta- 
rych radach i przepisach gospodarczych pełno zażegnywań 
przed murowanym domem mieszkalnym. Doszły nas 
z przeszłości nawet historyjki podobne następnej. Szlachcic jakiś 
litewski mając jechać do Toskanii po wyprocesowanie spadku, 
przeraził się wiadomością, że tam drewnianych dworków 
nie znają. Spuścizna na nicby się zdała, gdyby człowiek miał 
się w murowańcu choroby nabawić. Więc zabrał ze sobą cieślę. Sta- 
nął dla szlachcica dwór a dla cieśli chata, które jeszcze w końcu 
zeszłego wieku miały być przedmiotem ciekawości Włochów*. 

Podobnie też wyraził się Lucyan Siemieński, pisząc w arty- 
kule o «architekturze chrześciańskiej » w r. 1847 co następuje: 

«Polska bowiem lesista i rolnicza musiała budować się z tych 
materyałów, w jakie obfitowały jej ziemie. Więc niezużyty wiekami 
modrzew dostarczał tramów i desek, z których się wiązał budynek, 
dzieło wiejskiego cieśli, wysnute z wątku trądy cy i, zaczer- 
pniętej jeszcze w Słowiańszczyźnie pogańskiej*. 

Całe to tak znamienne dawniej w Polsce zamiłowanie do 
drzewa zwłaszcza smolnego (modrzewia, cisu, sosny, smreku i jo- 
dły) tłómaczyć należy wpływami owej kultury leśnej, której po- 
czątki w Słowiańszczyźnie niezmiernie dawnych czasów sięgają, 
a miejscami, jak na Wołyniu, dotrwały w swoim układzie gospo- 
darczym aż do 16 wieku. 

Produkty leśne myśHwstwa, jakimi są skóry, stanowią długi 
czas przedmiot zbytu i handlu między Słowiańszczyzną a Wscho- 
dem greckim a później arabskim. 

Ibn Dasta opisuje Bułgarów zamieszkałych niegdyś między 
Oką i Wołgą: « Zamieszkują oni lasy, budują domy z drzewa osobno 
lub siołami; znają rolnictwo ale największem ich bogactwem prócz 
bydła rogatego, był miód i konie. Również skórki czarnego lisa 
dostarczali na targ arabski ». O Bułgarach nadłabiańskich pisze Ibu 



— 236 — 

Dasta, że kraj ich pokryty wielkiemi lasami i bagnami. Znano tamże 
jabłoń dziczkę z kwaśnemi owocami, orzechy laskowe i sok brzozy, 
z którego wyrabiano napój. Bułgarzy budowali według Fotlanda 
swoje domy tylko z drzewa i to tak, że kładli jedno drzewo 
na drugiem i mocnymi drewnianymi kołkami łączyli (tyblej: to 
samo potwierdza również Abu Hamid Andalusi, który również 
w Bułgaryi był w r. 1136, i zauważył, że oni swoje domy budują 
ze sosny a mury (grodzenia) czynią dębowe. Cyt. u Lad. Picza, 
Zur rumanisch-ungarischen Streitfrage, str. 108 i 110). «Przedmiotem 
wywozu były sobole, gronostaje, czarny lis, kuna i bóbr» słowem 
wytwory leśne myśliwskiej gospodarki (tamże str. 113). 

W Rzeczypospolitej Polskiej na Wołyniu jeszcze roku 1545 
należą «żeremiona» bobrowe do uprzywilejowanego użytkowania, 
tak samo jak i łowy dobre na łosia». (Rewizya zamków wołyńskich, 
komentarz Aleksandra Jabłonowskiego str. XXIX). 

Jeszcze wyraźniejszym, w instytucyach nawet prawnych gmin- 
nych odbitym obrazem leśnej gospodarki były te powinności, które 
gmina wołyńska świadczyła w Polsce 16 stulecia, a które «oczy- 
wiście swym kształtem sięgają pierwocin historycznych czasów, 
a nazwy i powinności dani odpowiednie tylko w Nestorze i Rus- 
kiej Prawdzie znaleść możemy», jak pisze dalej nasz znakomity hi- 
storyk Aleksander Jabłonowski (Rewizya zamków ziemi wołyńskiej, 
Część I. str. XC). 

«Miód (meth, mięte (najem), miodos (grec.) lenno) był pierw- 
szym i głównym zasobem. Dań miodowa połowę pieniężnych płat 
wynosiła. Każda spółka składała od dwóch do pięciu lipieczeń 
miodu «dannego>>, od jednego do dwóch «lipcowego». Oprócz miodu 
dawano lisy (ziemie, z których się taka dań składała nazywano 
«lisowczykami»), biełki czyli wiewiórki, gronostaje, kunice, czerwiec, 
jastrzębie, len, konopie, powrozy łyczane na sieć... Były wsie od dar- 
cia dranic, wożenia drzewa, naprawiania mostów, posyłania do 
ostępu i niewodu na jeziorach » etc. (tamże str. XCI). Lecz dla tych 
wiekami wyrobionych instytucyi wypływających z lasu jako tego 
środka materyalno gospodarczego, wraz z tem co do lasu na- 
leży, wybijała «ostatnia godzina» tak dla gospodarstwa pszczel- 
nego jak dla sądów na wiecu, dla pośredników, dla spółek. Przy- 
spieszyli jej wybicie ludzie i okoliczności. 

Przez wyrób towarów, przez rozkopywanie pól, lasy i barcie 
niszczały, nawet pomimo nieustannych zastrzeżeń królewskich 



- 237 — 

(1542 — 1548), grożących przeniesieniem szkodników dalej od bo- 
rów. «Zwierz wyploszał, czerwiec już nie popłaca w Gdańsku» (1556) 
jastrząb pewnego razu nie podobał się, dają pieniądzmi (1569), a także 
i wiewiórki... 

«Roku 1564 zaniechano zmierszczyzny (jednania), jeszcze póź- 
niej, 1548, zaniechano kunice, wychodne a to jako «niepoboźnych 
poborów», a z poborem ustało i prawo. Rozczłonkowano spółki 
myśliwskie i rybołowne. Połowinniki, obróceni w zagrodników 
i komornikó w... przeszli do klasy przytwierdzonych*... (tamże 
XCIII). Tak zginęły resztki leśnych instytucyi, owych zabytków 
dawnych czasów, które dotrwawszy na Wołyniu do połowy 16 
wieku, zamarły na zawsze. 

«Zmiana tego systemu gospodarczego* pisze dalej Aleksan- 
der Jabłonowski, «była nieodzownem następstwem 
zmieniających się ekonomicznych i społecznych 
warunków. Wprowadzenie systematu folwarcz- 
nego stało się koniecznością, nastał czas pożegnania 
gospodarstwa leśnego a wzięcia się do rolnictwa^ (tamże XCIII). 

Jedynym szczątkiem dawnej kultury leśnej u ludu pozostaje 
jeszcze zbiór «grzyba i jagody» i «chata wedle starego sposobu» 
złożona na węgieł i kryta «dranicami», jaka się w całości wraz 
z innymi szczątkami leśnej gospodarki zachowała jeszcze na Pod- 
halu i Huculszczyźnie. 

Jak zaś ściśle połączony jest nasz skład chaty z bogactwem 
lasów na ziemi ojczystej, niech świadczy wyrażenie się króla pru- 
skiego Wilhelma I w Królewcu w Prusach Wschodnich tak brzmiące: 
«Co się zaś tyczy szkół, to należałoby je zaraz budować, jednak 
nie na zrąb (gegehrt), (litew.) kertis — Gehrsass) ale w ry- 
główkę, bowiem pierwszy sposób za wiele drzewa zu- 
iywa» (Pruskie archiwum 1796, 96). Były u nas, słowem, te same 
warunki życiowe o których tak wyraziście mówi Nestor: «I stwo- 
wiszą gród w imia brata i narekosza jemu Kyjew i bjasze koło 
groda, les i bór wieliki ibjachu to wieszcze zwier, bja- 
chu mużi mudri i smyslni» (cyt. u Brucknera, «0 Piaście* str. 44). 

A jeżeli sięgniemy jeszcze bardziej wstecz, to dowiemy się 
o sposobie budowania praojców słowiańskich z ust tak wiary- 
godnego pisarza starożytnego jakim jest Herodot Halikarnaski 
<456— 444 przed Chr). 

Herodot, mówiąc o mieszkańcach «Budinach», których nazwa 



— 238 — 

jest Gelonowie (Gelonos), ma zapewne na myśli okolice niegdyś 
słowiańskie, grupujące się około Budy i Becsa (Wiednia) dzisiej- 
szego, a może tego kraju słowiańskiego, który pierwszy mur ka- 
mienny do budowli wprowadziwszy, <'Morawią» się nazywa. 

Cytata niniejsza tem jest też ważna, że jest wspomnieniem 
Słowian w dziejacłi kultury, o kilkaset lat wcześniej szem niż pierw- 
sze zauważenie Germanów w łiistoryi cywilizacyi. Otóż Herodot 
mówi o świątyniach! tych ludów prawdopodobnie słowiańskicłi co 
następuje: «Budowle te z drzewa (e materia) są uczynione, ściany 
icłi są wielkie, który cłi sama długość na trzy części jest roz- 
dzielona, i bardzo wyniosła i cała z drzewa uczyniona. Są te 
tam bogom greckim poświęcone świątnice przez Greków wznie- 
sione, inne zaś z drzewa. 

Język częściowo scytyjski, częściowo grecki był w użyciu» 
(Cap. 188). 

Z notatki powyższej, chociaż tak skąpej w słowa, przyjdzie 
nam zużytkować dwie ważne wiadomości, tyczące się materyału 
budowli i jej na trzy części podzielonego rozkładu. 

Wprawdzie jest mowa jedynie o świątyniach, ale jak to mie- 
liśmy już nieraz sposobności zauważyć, świątynia w istocie swojej 
niczem innem nie jest, jak tylko bogom na mieszkanie poświęconą 
ludzką chatą, uczynioną na obraz i podobieństwo ludzkiego 
domostwa. 

Z myślą o tem prawidle zbliżmy się do materyału zachowa- 
nego w tem wszystkiem, co po dziś dzień wiemy o budowlach lu- 
dowych polsko-słowiańskich typu leśnego. 

Przechodząc w poprzednich rozdziałach po kolei rozmaite 
warstwy kulturalne odzwierciadlające się w sposobie, materyale 
zdobniczym, jakoteż kształcie mieszkania, natrafiliśmy na typ na- 
miotu drewnianego zwanego na Huculszczyźnie «kolibą», u Burya- 
tów jurtą, a trafiający się wzdłuż lasów karpackich aż po brzeg 
Dunaju, jak wiem z cytaty Schmidta zawartej w książce Włady- 
sława Picza p. t. «Zur rumanisch-ungarischen Streitfrage» (str. 87) 
Otóż Schmidt tak o tem opowiada: «Szałasy halne są budowane 
na węgieł, z surowych pni drzewnych buduje się ściany, dach 
składa się zazwyczaj ze świerkowej kory (stąd zapewne idą słowa 
«kryć») i musi być co roku odnawiany, ponieważ przez zimę za- 
zwyczaj zgnije. Dźwirza są tylko cztery stopy wysokie, a próg 
składa się z dwóch lub trzech pni, przez które się musi przejść... 



— 239 — 

Podłoga w tej «kolibie> jest naturalnie z ziemi, a nawet nie jest 
zrównaną, zwyczajnie bywa nieco spadzistą a w najgłębszej części 
rozpala się ognisko, które goreje dzień i noc nie- 
ustannie. Naturalnie niema żadnego komina, tylko przeziór w szczy- 
cie dachu». Również i dalsze szczegóły wewnętrznego urządzenia 
zgadzają się z tem cośmy za Szucłiiewiczem powtarzali o hucul- 
skiej kolebie. 

Omawiając kolibę dokładnie w rozdziale o budownictwie ste- 
powem, wyłączyliśmy drzewo, z jakiego jest stale czynioną, od- 
nosząc ją ze względu na tworzywo dzisiejsze do budownictwa le- 
śnego. 

Będzie więc tak koliba huculska, jakoteż i rumuńska, sposo- 
bem wiązania na wieniec ścian, użycia dranic, kory i żywicy na 
pokrycie, dylów na podłogę, pierwszą przejściową formą mieszka- 
nia między warstwicą stepową — koszową a leśną w kulturze. 

Z czasów stepowych przechowa zasadniczy wątek rozmie 
szczenią ogniska, łoża, sylwetę całą, dymnik szczytowy, natomiast 
do leśnej kultury się przystosowawszy, zamieni okrągłość namio- 
tową lub koszową, na wielobok wkoło wpisany ścianami z bierwion 
na zamek wiązanych wypełniony (wiz. 14 i 15). 

Ta niezgodność pewna materyału i kształtu właściwa wszel- 
kim przejściowym formom nie może trwać wiecznie. Proste i dłu- 
gie bierwiona domagają się innego, z naturą ich więcej związanego 
układu i w ten sposób zjawia się prostokąt jako pierwszy na 
wskroś z drzewem związany wątek. 

Mieszkania więc palowe jako zaczątek drewnianego układu 
stale się w rytm prostokątowy łączą i takimi znajdziemy je wszę- 
dzie czy to w Terramaricoli parmeńskiem czy w Szwaj caryi lub 
w Norwegji, czy też w wilgocią przesyconych dolinach Wielkopol- 
ski, Pomorza i Połabia. 

Yirchow wspomina ledwo o jedynem mieszkaniu palowem 
na okrągło założonem w jednem z jezior szwajcarskich. 

Tę konieczną właściwość mieszkań z drzewa niejako wyro- 
słych, należy przeciwstawić naturze namiotu i kosza i w ten spo- 
sób utworzyć myślowy most łączący ustrój mieszkań palowych 
z budownictwem leśnem. 

Jedno i drugie, jako w drzewie poczęte, jedynie tylko w szcząt- 
kowych formach wykracza przeciw prostokątowi. 

Tylko kiedy z palowych mieszkań wyrosły układ w słupowej 



— 240 — 

niemieckiej i połabskiej ryglówce znajdzie swoje odbicie, to leśne 
warunki jak wiadomo stworzyły inne łączenie drzew, w prostokąt, 
«wieńcówkę», kładźbę. 

Ctiata niemiecka jest więc wznoszona, «gebaut» — tak jak ją 
z pionowo stawianycti słupów czyniono już za czasów Marka Au- 
reliusza (^wiz. 13). 

Chata polsko-słowiańska jest kładziona, chatę się kładzie, 
«chatu kłasty», jak mówi Ukrainiec i Hucuł. 

Załączony wizerunek chaty mazurskiej polskiej kładzionej i nie- 
mieckiej w ryglówkę wznoszonej fwiz. 51 i 52), jakoteż poprzednio 
przytoczony obraz chaty germańskiej okrągłej i koleby huculskiej 
(wiz. 12 i 14) tę zasadniczą sprzeczność w pojęciu drzewa jako mate- 
ryału jeszcze tern dobitniej rozwikła. 

Z wieńcówki wyrasta jako pochodna układowa, a potem z ko- 
lei rzeczy i zdobnicza forma, rozmaita ilość rysiów i występami 
osłonionych przyzb, jakie zauważymy tak w cerkwiach na Rusi, 
jakoteż i w chacie typu mazowieckiego zrysowanego i opisanego 
naprzykład przez ś. p. Gersona w Nieborowie. 

Rozpatrzenie więc na tem miejscu tego sposobu wiązania tak 
złączonego z borem i lasem jest koniecznością nieodzowną dla 
dalszych naszych badań. 

Do wieńcówki, jako (obok wiązania w «ząbce») rodzinnej formy 
naszego ludowego budownictwa, należy odnieść całą gromadę wszel- 
kich swoistych wyrazów, które słusznie według prof. Karłowicza 
(Chata polska), świadczą o rodzimości drewnianego budownictwa. 

«Przycieś, zrąb, kalenica, krokiew, kozły, płatew, ocap, pod- 
ciąg, posoba, powała, okap, podsiebitka, podłoga, zastrzał, średnica, 
kijaki, przęsło, brożyna etc». 

Również wyrazy dotyczące szczegółów budowniczych w sta- 
rycłi aktach zawarte są także najczystszego polskiego pochodze- 
nia. «Podeszwa (fundament), n a k o 1 a n k i (linia zetknięcia się bli- 
źniaczych dachów), układ «w ząbce», strzegłprogi (nazwa średnio- 
wieczna dla przyzby zamkowej), podsiębogi i podsiebitka, miecze, 
wiązanie w «krzyż», «w kletę», podklecie (podwaliny), wiązanie na 
«zamek», makowica (tyle co głowica, szczyt, kapitel) i t. d.» 

Wszystkie te wyrazy tak powyższe, zebrane przez Karłowi- 
cza, jakoteż te, które z dokumentów starych wydobyte, załączam, 
świadczą o samorodnem tworzeniu się wyrazów, odnoszących się 
do części budowlanych i szczegółów budowniczych. 



— 241 — 

Najprostszą więc formą wiązania kładzionego będzie wiąza- 
nie okrąglakowe. Drzewo w tej formie nie jest ociosywane, ale 
tylko z kory odarte. W odpowiednie, mniej więcej w jednej trze- 
ciej części grubości wycięte półokrągłe formy wkłada się poprze- 
czna belka na zrąb i na wyrąb, miejsce zaś między jednem i dru- 
gim pniem tworzącem ścianę, wytyka się mchem lub żywiczną 
z ocioskami drzewnemi na poły zmieszaną substancyą (wiz. 55). 

Taki najprostszy krąglakowy układ zjawia się w najpierwo- 
tniejszej postaci na Huculszczyźnie i jest rozsiany w użyciu dla 
budynków gospodarczych na całym obszarze ziem północno-sło- 
wiańskich. 

Gdzieniegdzie, jak na Sybirze i w Rosyi wschodniej naprzy- 
kład, jest on poniekąd wyłącznym jeszcze sposobem używanym 
w budownictwie leśno-drewnianem. 





Wiz. 55. 

Wiązania «kładzione». Okrąglaki z lewej strony «na zrąb i na wyrąb» (z Huculszczyzny 

Szuchiewicza). Z prawej ociosane bierwiona na «zamekx., Kanciaki. 

Z biegiem czasu łączenie wieńcowe staje się coraz to wię- 
cej złożonem, aż dochodzi do doskonałości prawie we współcze- 
śnie budowanych chatach i mieszkaniach przez cieśli podhalskich. 

Były wprawdzie ze strony niektórych niemieckich uczonych 
próby uczynienia wiązania wieńcowego prostszem, a więc w kul- 
turze pierwotniejszem od wiązania w słup czyli w mur pruski. 

Przeczy jednak temu rozwinięcie wieńcówki na tle leśnych 
warunków, na górach szwajcarskich i w Norwegii, gdzie dostroiła 
się ona do najwybredniejszych wymagań estetycznych, jak to 
dzieła dotyczące pięknie pokazują. 

Zresztą Semper, sławny architekt niemiecki protestował, jak 
już wiemy przeciw wynoszeniu ryglówki na koszt wieńcówki, uwa- 
żając tę ostatnią za wytwór mieszkańców okolic górskich, boga- 
tych w szpilkowe drzewa. 

Również różnicę wybitną między ryglówką i wieńcówką stwier- 



DZIEJE MIESZKAli. 



16 



— 242 — 

dza prof. Sokołowski, nie podając jednak ani powodów tychże ró- 
żnic, ani nie stwierdzając stanowczo ich narodowej przynależności 
jako wyrazu pewnej plemiennej odrębności w technice traktowa- 
nia drzewa. 

«Dwie są główne odmiany budownictwa drewnianego pod 
względem konstrukcyjnym. Jedno t. z. Blockhaubau — Laftwerk, 
a druga Fachwerkbau — Bindingswerk. Pierwsza z tych odmian 
obejmuje budynki wznoszone na zrąb i powstałe przez połączenie 
ze sobą, ułożonych horyzontalnie okrągłych lub obciosanych pni 
drzewa, które się odpowiednio wiążą na węgłach i układając się 
warstwami jedno na drugiem, tworzą powoli zamkniętą budowlę. 
Druga powstaje za pośrednictwem ram z wertykalnych i horyzon- 
talnych belek, któremi zamknięta pusta przestrzeń wypełnia się 
tarcicami Inb belkami do nich przymocowanemi (czy też gliną albo 
cegłami, tworzy tak zwany u nas «pruski mur»). Belki te mogą 
być poziomo ułożone i przymocowane do pionowych ram, lub 
ustawione pionowo i przymocowane do ram poziomych. W tym 
ostatnim wypadku konstrukcya taka nazywa się w Norwegii Reis- 
werk od słowa «reise» ustawiać». 

Najpierwotniejszy typ wieńcówki w okrąglak wiązanej roz- 
wija się w ten sposób, jak to opisuje Jaroszewicz w dziele: «Obrazy 
Litwy» str. 87. 

«Materyałem do budowy chaty Litwina były okrąglaki z kory 
tylko oczyszczone, z których każdy mając z dołu wyżło- 
bienie, przypadał szczelnie do spodniego wypukło- 
ści bierwiona, mchem wprzódy dla lepszego ciepła 
pokrytej, okrąglaki te nie wpuszczano w słupy, lecz na zamek 
wiązano po węgłach. 

Pokryciem dachu była słoma, dranica, kora lub darno jak 
mówi Stryjkowski », 

O Polesiu opowiada tak samo i Kraszewski: «chaty stawiane 
z bierwion sosnowych na mech, nie w słupy, ale w zacięcia zamku» 
(Z Polesia i Litwy, str. 144). 

Jeleński, mówiąc o wsi Komarowicze w Podlaskiem (Wisła, 
tom V, str. 309), tak się wyraża o tamecznym sposobie budowa- 
nia: «składają kłody w kluczy. Między kłody kładą gęste pokłady 
mchu, wewnątrz zaś szpary zalepiają gliną». 

Ciekawem jest, jak w Prusach Zachodnich, kędy mieszały 
się wpływy budownictwa niemiecko połabskiego na słup i le- 



243 



chickiego na zamek (w szachuleo i kędy często na jednym i tym 
samym domu dolna część na wieniec, górna w mur pruski jest 
czynioną, spisy inwentarza włościańskiego doskonale oba sposoby 
budowania odróżniają, przyznając wieńcówce większą ozdobność 
i niejako zbytkowną wyższość. 




5 



Wiz. 56. 



1. Profil rysia z Zakopanego (Matlakowski). — 2. Konstrukcya kładziona z półkrągla- 
ków (Huculszczyzna, zdjęcie własne). — 3. Wiązanie na zamek, kładzione, z Polski 
Prus Wschodnicli (Bauernliaus, Ostpreussen). — 4. Wiązanie na zamek cliaty kurpiow- 
skiej (Wisła). — 5. Szczyt koleby zakopiańskiej z dymnikiem rozwiniętym. 



W inwentarzu biskupstwa chełmińskiego przy wsi Ploweź (cyt. 
w Słowniku geogr.) jest następujące opisanie: 

«Michał Jarocki, owczarz, ma chałupę w szachulec nową, 
Szymon Jordański wolny, ma chałupę w dyle starą. Kar- 
czma, izba w szachulec,' gościniec stary w dyle. Jakób 

16* 



— 244 — 

Cieśla wybudował sobie chałupę w szacłiulec dobrą, a sto- 
dółkę w dyle. Michał Damik ma budę bardzo złą, Stanisław ma 
chałupę złą w słupy. Wojciech Słupski Damik ma chałupę do- 
brą , stodółkę w słupy, Marcin Wierzbicki ma chałupę pańską 
w szachulec, dach zły — przy niej drugą w słupy». 

Z powyższego wykazu widoczne są następujące dane, doty- 
czące naszego rozważania. 

Budowanie na słup musi mieć tam starszą tradycyę, jakby 
to i z naszego odnoszenia tego sposobu budowania do dawniej- 
szej palowej warstwy zupełnie logicznie wynikało. 

Na to zdaje się wskazywać także okoliczność, że budynki 
gospodarcze podrzędniejszego przeznaczenia jedynie go zachowały. 
Jest to sposób albo «stary» albo «zły», jak wielokrotnie inwentarz po- 
wyższy podkreśla. Natomiast wieńcówka, budowa w szachulec (Schicht- 
holz), prawie stale jest «nowa i pańska» w nazwaniu, co dostate- 
cznie wskazuje na jej rozwojowy pęd w ówczesnej porze, później 
skrzywiony i zatrzymany. 

Z biegiem czasu występuje potrzeba gładkiej ściany bodaj 
na wewnątrz. Aby ją otrzymać, należy pień rozpołowić i gładką 
stroną obrócić do wnętrza. Można wtedy z jednego pnia dwa razy 
tak wielką ścianę uczynić jaka była przy zastosowaniu okrąglaków. 

W ten sposób więcej już rozwojowo posunięte z półkrągla- 
ków budowane bywają chaty na Podhalu, w Krakowskiem i na Ma- 
zowszu, jakoteż cerkwie na Rusi Czerwonej i Huculszczyźnie. 
(Wiz. 56, Obr. 2). 

Jeszcze wyższym typem bywa ściana z kanciaków, z b r u- 
s ó w niejako, której liczne przykłady z rozmaitej części ziem 
dawnej Rzeczypospolitej załączam. (Wiz. 56, obr. 3, 4). 

Najwyższym zaś rodzajem będzie ściana gładka na we- 
wnątrz z kanciaków od zewnętrza w ośmiościan zciosanych, z be- 
lek na odpowiedni, podwójnie załamany klucz wytworzona, której 
wzór można obaczyć w licznych starych i nowych domach na 
Podhalu. 

Z wieńcówki przez naturalne wydłużenie zawiązanych belek 
wyrodzi się u naroża budowli często ozdobny ryś, który w naj- 
czystszej formie ninie na okazie z okolic polsko-śląskich wziętym 
załączam. (Wiz. 58). 

Jest on naturalną ochroną w naszym, pełnym śniegu i de- 
szczu klimacie, i tworząc podparcie dla daleko wystającego 



245 - 



okapu utrzymuje podstawę mieszkania w potrzebnej suchości i sta- 
je się zawiązkiem, tak wielką u nas mających wagę podcieni. 

Ozdobność jego staje się dla artystów i cieśli niewyczerpaną 





Wiz. 57. 
Wysuwanie bierwion po za miejsce związania na zrąb (na zamek), (Stara Rawa w Kró- 
lestwie Polskiem). — Profile belek (Krakowskie. — Wisła, Wawrzeniecki). 




Wiz. 58. 
I. Ryś z chaty śląsko-polskiej z Orawy (Narodnopisna wystawa w Praze). — 11. UkJad 
rysiów przyzby w chacie mazowieckiej z Nieborowa, (z Wojciecha Gersona, «Zdobni- 

ctwo rękodzielnicze »). 

skarbnicą prześlicznych motywów, które z czasem opuszczając 
drzewo, przenoszą się na kamień, dając w rozwinięciu podpór bal- 



— 246 — 

konowych renesansu krakowsko-polskiego wiele ciekawych i pou- 
czających przykładów. 

Zbliżamy się w ten sposób do współczesnego już na poły 
zagadnienia, którem dla nas jest dawniejsza chata polska w swoim 
rozwojowym niejako kształcie. 

Nim jednak nawiążemy nasze osobiste rozważania do dłu- 
giego łańcucha poprzednich myśli, należy się podzielić z czytelni- 
kami tem, co nam w tym względzie zostawili badacze, którzy 
wcześniej, a może i z większem powodzeniem zajęli się tą dla 
mnie tak ukochaną sprawą. 

Jednym z nich jest płodny i wszechstronny umysł w naszym 
narodzie, jest nim, jednem słowem, Józef Ignacy Kraszewski. 

W bardzo interesującem dziele, pełnem ciekawych jeszcze 
dziś bardzo myśli, o nagłówku: «Sztuka u Słowian», tak mówi 
o chacie polskiej: 

«Jakkolwiek ta najprostsza budowla (chata włościańska), nie 
może nas wiele o architekturze Słowian nauczyć, bo jest ledwie 
jej zarodkiem, gardzić nią wszakże w poszukiwaniu źródeł 
nie można. 

Samo ludu biednego położenie, w ciągłym prawie niedostatku 
zostającego, zmuszonego myśleć z dnia na dzień o utrzymaniu 
życia, budowę chaty wyłącza niejako z dzieł sztuki, boć to 
tylko dzieło biedy. 

Ale nie zawsze lud był w tym stosunku do klas wyższych 
co dzisiaj, więcej swobód mieli wieśniacy, zresztą duch naro- 
dowy, charakter krajowy czyż nie mógł w lepiance 
mimowolnie się wyrazić? 

Spojrzawszy na szałasy, jamy, ziemianki ludów dzikich, nad 
które nic prostszego i pierwotniejszego być 'nie może, ujrzymy 
przecie, że kształt tych mizernych schronień jest za- 
wsze w jakimś tajemnym związku z ludem, który 
je stawi, jak plastr zbudowany przez pszczołę, jak 
komórka mrówki i gniazdo ptaka. Wszystko musi 
nosić cechę kraju i narodu. Sam materyał czysty 
piętnuje już budowle i wiedzie za sobą pewne formy 
konieczne, a najmniejszy szałas spaja się czemś z otaczającą go 
naturą (str. 135). 

Chaty w Wielkiej Polsce, Krakowskiem, Sandomierskiem, by- 
wały dawniej ozdobniejsze niż dzisiaj. Trafiają się je- 



— 247 — 

szcze stare, zbudowane mocno, z poddaszami na słupkach 
rzeźbionych, z belkami wyrabianemi misternie. Osobliwie końce 
wystające belek («rysie», przyp. autora) różnie są przystrajane 
i rzezane. 

Na Rusi, mniej leśnej, miejscami ku Podolu, chatka niemal 
z kijów sklecona, ale za to oblepiona starannie, obielona, omalo- 
wana nawet biało, żółto, z paskami czarnymi w okół drzwi i okien. 

Na Polesiu z bierwion grubych, bez słupów, w zamek 




Wiz. 59. 
System rysiów przyzbowych z Prus Zachodnich (Bauernhaus in Deutschland). 



wznoszone, kryte darniami, niekiedy z przodu okap mają wystający 
bardzo i rodzaj szczytu mniej lub więcej ozdobnego (wiz. 60). 

Zwykle budują tu z sośniny tylko. Ściany ich nigdy dłuższe 
nie bywają nad łokci dziewięć, a z największej sosny nigdy na nie 
więcej nad jedną sztukę nie biorą. Co było pierwotnie potrzebą, 
dziś stało się zwyczajem. Sosna wyłamana wichrem, pował, uważa 
się jako padło, jako ścierw, a nawet na opał nie bierą, a na bu- 
dowę chaty ani myśleć o niej. 

W ścianach liczba sztuk drzewa zawsze być powinna niepa- 
rzysta. Zakładający budowę cieśla, na węgle domu od wschodu 



— 248 — 

słońca kładzie grosz, cłileba kawałek, trochę miodu i soli. Jest 
to ofiara jakiemuś bóstwu opiekuńczemu. 

Pierwsze po zamieszkaniu cłiaty nocuje jakie zwierzę, by 
wszelakie złe, jakie w niej być może, wzięło na siebie. Powszechny 
przesąd o zakładaniu budowli na czyjąś głowę, na śmierć i zgubę 
jest zapewne pozostałością obrządku, może krwawego, sprawowa- 
nego przy uroczystych zakładzinach budowli (str. 136). 

W Wielkiej Polsce (ob. Przyjaciel ludu) każda chata węż- 
szym bokiem do gościńca jest obrócona, z małą pod dachem 
wystawką. Szczyt domu spoczywa przewieszony 
na trzech słupkach strojnie przyrządzonych. 

Słupy te drewnianym połączone łukiem, misterną ciesielską 
robotą wykonane, największą są domku ozdobą. 

Takiż sam rodzaj wystawek z galeryami widzimy otaczający 
rynki po małych miasteczkach zupełnie na sposób wschodni. 

Pod wystawkami u okien, których okiennice spuszczone sta- 
nowiły rodzaj stołu, tak jak na wschodzie zasiadali kupcy i rze- 
mieślnicy. 

Wszystkie stare chaty są kurne t. j. bez komina, 
w nich, jakeśmy powiedzieli, jedna izba, wielka sień, alkierzyk, 
przybudowana spiżarnia (składnik) i nic więcej. Ozdoby zewnętrzne 
tego rodzaju budowli bywają na słupach, gzymsach, kończynach 
belek, na dachu i szczytach. 

Lekka rzeźba stanowi ornamentacyę, rzadko, chyba w starych 
chatach trafiają się pracowiciej obrabiane części. Wewnątrz także 
belki, a zwłaszcza główna podtrzymująca inne (tram, 
siestrzan), bywały nieco rzeźbione. 

Czasem wrota obór i stodoły są wyrabiane ozdobnie, a u góry 
po nad niemi wyplatano starannie i zakończano kutasami wrota 
słomiane. 

Na samym dachu poszywano słomę w desenie różne, a wilki 
u szczytu wycinano w półksiężyc lub inny kształt wymyśl- 
niej szy (str. 137). 

Dopiero na Podolu, w bezlesiu ukazuje się coraz niższa w zie- 
mię zasunięta ziemianka z dachem darnią narzuconym 
i porosłym trawami i kwiatami, trochę widoczniejsza od kretowiska, 
z odłamów kamieni, drzewa i gliny ulepiona. 

Dachy chat najpospoliciej pokrywa słoma (wiz. 61), czasem jak 
na Podolu wyszywana ozdobnie, wzorzysto we wschodki, w regularne 



— 249 — 

karby, krzyże i różne znaki (w budownictwie czysto rolniczem). 
Na Polesiu miejsce jej zastępuje dranica, drzewo darte, 
przybite do łat i krokwi drewnianymi ćwiekami, lub wsparte tylko 
na rynienkach dach obiegających (w okolicy Białowieży) (wiz. 60). 
Gonty na chacie wieśniaczej prawie nie zjawiają się, u jezior i błot 
słomę zastępuje trzcina, w stepie darń. Wyniosłość dachów stanowi 




,'.,^ 



Wiz. 60. 
Chata poleska z powiatu Pińskiego (Kraj, czerwiec 1903). 




r7 



» ^E^ ^SB^ 4S12s> £^^ ^Sbt 

tfE^ «CZ> (S^^ 4SIti tfOc^ 

*az^ ^H2^ jr*^ iS2:> «SCE> 

<3^ 4Z0Z:> tfi^ fiz^ tfcz:^ 



'i/;//i//j/'//,j/iui;///i;/>//',-jj,v///;'/////'\;/f//Mv///y//y'/////yy'////,'7//, 




Wiz. 61. 
Strzecha ozdobna z lewej strony (Wisła). 
Zanikający dymnik u strzechy z prawej strony wzięty z chaty w Starem Siole pod Lwo- 
wem (zdjęcie autora). 



cechę budowli północno słowiańskich; nawały śniegu i słota uczy 
tej potrzeby, co nie jest bez wdzięku. 

Stara to forma piramidalna, prosta i monumentalna. 

Zresztą chaty w ogólności, krom belek, słupków i przyzb 
nic nie mają wybitniejszego. Cała ozdobność skupia się na czele, ku 
gościńcowi i gościom się zwracając, jakby się chciały uśmiechnąć 



— 250 — 

i zaprosić do wnętrza. Słupki najczęściej przewiązane są w po- 
środku i stoją Tia wysokiej podstawie. Słowianie doskonali cieśle, 
na budowę używali szczególniej drzewa najtrwalszego, przejętego 
żywicą, lub odznaczającego się słojami swemi i gęstością. Domy 
budowano z modrzewia, sośniny, dębu lub jodliny, osiczyny i brze- 
ziny, gdzie pierszych nie dostawało. 

Sprzęt, jak ławy, stoły, wrota, wyrabiano z cisu, wspo- 
minanego często w pieśniacli. Drobniejszy z miękkiej lipiny» 
(str. 139). 

(Niezwykła zdolność władania toporem, siekierą ciesielską, 
uczyniła topór nietylko groźną bronią w ręku rycerstwa polskiego, 
ale również w rękach chłopa. Schultes w swojej podróży po Ga- 
licyi pisze (str. 94): «Górale nie chybiają celu toporkiem choćby 
na kilkadziesiąt kroków». To samo wiemy o Hucułach. (Motyw 
użyty w «Karpackich góralach» Józefa Korzeniowskiego). 

«Podstawa ich, jakeśmy powiedzieli, bardzo wysoka, niekiedy 
prawie trzecią część całości stanowi, pieri najczęściej przepaską 
przedzielony na dwoje, w obu swych podziałach ku środkowi wy- 
dęty, nagłówek dość wąski z wyrabianymi zębatymi ozdobami. 
Słupy te prawie zawsze wychodzącymi z nich ramionami łączą 
się płatwą i formują w ten sposób rodzaj zastrzałów, półkoli, łu- 
ków, rozmaitego rozmiaru i kształtów. 

Stojąc w różnych przedziałach, połączone ramionami, słupy 
te tworzą w starych budowlach drewnianych rodzaj galeryi, nie 
bez wdzięku dom opasujących. 

W niektórych ramiona te są rzeźbione, wyrabiane i przypo- 
minają budowy gotyckie. 

Tak właśnie wyglądać musiały słupy otaczające świątynie 
w Arkonie, których wzory dotąd spotykane w sobótkach starych 
kościołów, w przedsionkach gospód wiejskich, w spichrzach dre- 
wnianych i innych tego rodzaju budowlach». 

Czytając ś. p. Józefa Kraszewskiego w całej rozciągłości 
w tern, co on mówi o chacie polskiej, nie możemy się powstrzy- 
mać od pełnej uznania uwagi dla daru spostrzegawczego i zmysłu 
artystycznego naszego najpłodniejszego i najwszechstronniejszego 
pisarza. 

W tych kilkudziesięciu wierszach mieści się takie bogactwo 
zauważeń, określeń i myśli, odnoszących się do tak pogardzonej 
w jego czasach ludowej twórczości w budownictwie i zdobnictwie. 



— 251 — 

że to, co dzisiaj jako wynik naszych badan przynosimy, on już 
kilkadziesiąt lat temu wstecz w całości zebrał. 

Pod pewnym względem nawet, jeśli chodzi o zdobnicze wła- 
ściwości chaty polskiej, to jego dane są pełniejsze, niźli to co 
mieści się w tak doskonałej przecie pracy J. Karłowicza: «Chata 
polska», z której tak liczne wyjątki cytowaliśmy. 

Obok Nestora naszych pisarzy, Józefa Kraszewskiego, nie od 
rzeczy będzie również umieścić to co pisał o chatach polskich 
włościańskich pierwszy architekt i rysownik zabytków budowni- 
czych w Polsce, Podczaszyński, Oto jak pisze on w Pamiętniku 
sztuk pięknych za r. 1854: 

« Pierwowzorów i wskazówek do nowych pomysłów w sta- 
wianiu domostw drewnianych należałoby szukać w cha- 
tach i innych zabudowaniach włościan... Sam odwieczny 
zwyczaj budowania wciąż jednakim sposobem powinienby zwrócić 
na się uwagę badaczów, a to pewna, że z rozbiorowego po- 
równania pomiędzy sobą budowli wiejskich różnych 
plemion, a mianowicie u Słowian, którzy najwcześniej wśród 
lasów przemieszkiwali, dałyby się wyprowadzić całkiem 
nowe, a nader ważne pewniki i zasady drewnianego budownictwa>>. 

Gołębiowski w < Domach i Dworach» powiada: Kmiotków le- 
pianki pozostały nam jeszcze wzory starożytne w tych miejscach, 
gdzie dawnym i odwiecznym zwyczajem widzimy je stawiane, to 
ryte w ziemi jak na Ukrainie, gdzie okna tylko i dach sterczą ponad 
powierzchnią, to między dwa opłotki nalepiana glina wewnątrz 
i zewnątrz wymazana, to z krąglaków, gdzie większy lasów dosta- 
tek, zbite, na mech kładzione, a gdy nasterczone, oblepione i wy- 
bielone po wierzchu milszą i porządniejszą mające postać. Zawsze 
to jednak technicznym wyrazem zwane kurne chaty, od dymu, kur 
po rusku. Sień, komora zimna i ciepła jak łaźnia izba, całym jej 
podziałem. Niema tam okien, jeden tylko, albo dwa otwory szczupłe, 
że przez nie głowę zaledwie wystawić można, zasuwane deską, 
którą otwierają, gdy potrzeba światła. Dym z pieca wybucha i roz- 
suwa się po całej izbie, czerni i pokostem żywicznym pociąga 
wewnątrz ściany, wypada zwierzchnim dachu otworem przez pułap, 
który zatykają szczelnie, gdy z resztą pozostałego dymu snadniej 
wysiedzieć można. Świetlicą nazywają chałupkę, cokolwiek porząd- 
niejszą, niedymną, z kominem wymurowanym, z oknami, wybieloną 
wewnątrz, czyli to z drzewa samego w kostkę, czy w mur pruski, 



— 252 — 

pizę albo glinę ze słomą, plewą lub szpilkami sosnowemi, czy to 
z cegły surowej lub wypalonej postawione. Pierwszej budowli są 
jeszcze gdzieniegdzie ślady w zapadlejszych stronach, drugie i pod 
sznur stawiane domy rolnicze przecie coraz częściej widzieć się 
dają. Dom kowala, mielnika, organisty, proboszcza, ekonoma zawsze 
się odznacza tem: że jest większy, porządniejszy, bardziej wygo- 
dny i lepiej ubrany. Mieszczan domki po mniejszych miasteczkach, 
albo tem się różnią od chłopskich świetlic, że nie słomą, ale dra- 
nicami, lub gontami pokryte, albo więcej się zbliżają do szlache- 
ckich dworków. Żydowskie, czy na wsi, mieście czy zwykłe 
zajezdne domy, rzadko gdzie murowane i okazalsze, pospolicie 
drewniane jak dawniej o 2 zawsze izbach, z których pierwsza 
ogromna gościnna była, druga już gospodarską tylko. Po większych 
miastach celniejsze domy idą w równi z budowlami szlacheckiemi. 

Małej szlachty mieszkania snopkami częstokroć poszywane, 
wcale się nie różniły od chłopskich chałup. Przed szlacheckim 
dworkiem atoli musiały być wrota koniecznie wysokie choć po- 
dwórze całe chróścianym płotem ogrodzone było. Nadto szlachcica 
dworek miał 2 izby po rogach, a sień w środku; gdy 
przeciwnie na chałupy z Mazurach osobliwie, sień z czoła, za 
nią izba, w tyle komora. Pomniejszych panów i szlachty 
majętnej dwory najwięcej bywały drewniane we dwa piętra i w je- 
dno, budowane w prosty czworogran, jak stodoły i szopy, rzadko 
kiedy ozdobniejsze». 

Z obowiązku pietyzmu dla zgasłego profesora Łuszczkiewicza 
zacytujemy również i jego zdanie w tej materyi, chociaż uważamy 
je jako wynik jednostronnego wżycia się w budownictwo kamienne, 
którego był wprawdzie mistrzowskim znawcą, ale które nie pozwo- 
liło mu wyrobić sobie głębszego sądu o naszem budownictwie 
drewnianem. 

«Ma swoje cechy etnograficzne chata naszego chłopa, ale 
nie przestała ona od początku swego powstania być budynkiem 
niezbędnym, wykonanym w warunkach najwyższej oszczędności 
kosztów. Budowana z drzewa na zrąb układanego, pokryta 
dranicami lub słomą, czasem tylko w górskich okolicach kraju przy- 
biera cechy, zbliżone do pewnego artyzmu, ale nie doszła nigdy 
do znaczenia rzeczy sztuki, choć w swem ubóstwie jest typowa». 

Już bodaj ustawienie pobieżne wizerunków chat naszych, 



— 253 



f 



^ 



zbije nam pesymistyczny sąd o chacie naszej wielkiego badacza 
romańszczyzny w Polsce. Znajdzie się tam bowiem wiele «koleb», 
które nietylko w swem ubóstwie są «typowe», ale w rozmaitych 
okolicach kraju zbliżają się do artyzmu, czego i Niemcy już od- 
mówić nie mogą. Przytoczmy obecnie to, co jako rezultat swoich 
badań Jan Karłowicz o «Chacie polskiej » w «Pamiętniku fizyo- 
graficznym» ogłosił. 

Oto najgłówniejsze cechy chaty polskiej wedle pracy prof. 
Jana Karłowicza: 

1. Położenie chaty bokiem do ulicy. 

2. Oddzielność mieszkania ludzkiego od spichrza, stajni, 
chlewów i stodół. 

3. Pewna niewielka odległość od 
ulicy. 

4. Dach niezbyt niski i niezbyt 
wysoki. 

W całości odróżnia prof. Karłowicz 
dwie zagrody chaty jako typowe na 
ziemiach Rzeczypospolitej polskiej. 

a) Typ rzadszy z wejściem u węż- 
szej strony od ulicy (wspomniany wy- 
żej przez Kraszewskiego). 

b) Typ liczniejszy z wejściem 
u podwórza od szerszej strony, z sienią 
w pośrodku, z izbą czarną i białą (z świe- 
tlicą) po obu bokach. 

Ponieważ powyższy podział nie wy- 
czerpuje wszystkich odmian i nawet sam ze sobą jeszcze się jasno 
łączy i ze siebie rozwojowo nie wypływa, przeto spróbujemy z na- 
szej strony przejść je po kolei i rozebrać ze względu na układ 
poziomy i na skład właściwy. 

Znowu zaś jako kierownica służyć nam będzie prawidło, 
o którem już mówiliśmy wyżej, a które brzmi: «Stary typ mie- 
szkania nie zanika zupełnie, ale wyrodniejąc prze- 
nosi się na zabudowania coraz to niższym przezna- 
czeniom gospodarczym służąc e». 

Aby zaś niejako związać dzisiejsze nasze chaty z przeszłością, 
przypomnimy czytelnikom cały dotychczasowy rodowód. 






Wiz. 62. 

Chata dolnosaksońska 

(Henning, Das deutsche Bauern- 

haus). 

a-b) stajnia; c) komora; d) łoże 

gospodarstwa ; f) ognisko ; e) stół 

i ławy. 



— 254 — 

I. Okres lodowy. Jaskinia naturalna — potem sztuczna. 
Pochodne — budowle kamienne. 

II. Okres stepowy. Namiot ze skóry i pilśni. 

III. Okres palowy, Kosznica na palach — potem pałanka 
z drzewa, czworogranna. 

IV. Okres koszów o- ziemiankowy. Kosznica — zie- 
mianka w glinie (ziemia;. Wypalane z niej budowle ceglane. 

V. Okres leśny. Typ przejściowy między namiotem — . 
kosznica a kolebą. — Koliba «ośmio-dwunastokątna» huculska. 

Cały nasz poprzedni tok pracy poświęcony był kolejnemu 
rozbiorowi powyższych form mieszkalnych. Obecnie nawiązując 
do koliby huculskiej dalsze ogniwa rozwojowe mieszkań ludowych, 
poczynimy następujące uwagi: 

Różnice między kolibą huculską, która jest niczem innem 
jak tylko drzewnym namiotem, a najbliższą, już na poły nowszą 
chatą typu leśnego będą następujące. 

Zmieni się przedewszystkiem kształt. Miejsce starej symbo- 
licznej okrągłej lub wielobocznej formy zajmie czworobok, pro- 
stokąt, który przebiegnie wszelkie możliwe przejścia, ale zawsze 
zaznaczy swoje zastosowanie do długich a prostych pni drzewnych. 
Jak już mówiliśmy, nie zmieni się pochylenie dachu, nie zmieni się 
położenie środkowe ogniska. Ziarno namiotowe chaty wyzierać 
będzie jeszcze wyraźnie, tylko łupina drzewna stanie się już kwa- 
dratową, a później prostokątną. 

Najprostszym takim «namiotem» kwadratowym będzie chata 
dolnosaksońska, której rycinę daje Meitzen na str. 132 (wiz. 62). 
O podobnej chacie jednoizbov/ej na Huculszczyźnie wspomina też Szu- 
chiewicz na str. 135 pierwszego tomu «Huculszczyzny >. Są to może 
po kolebie huculskiej najpierwotniejsze budowle mieszkalne. W je- 
dnej izbie «Flet» mieszczą się ludzie, ognisko niskie, umywalnia, 
stół i ławy, tudzież stajnie dla bydła. Jedyna brama, jeszcze bez 
podcienia, prowadzi do wnętrza. 

Do prostokątu stosuje się dalej kształt dachu. Nachy- 
lenie płaszczyzn jednakowe do czterech ścian — zamiast ostro 
kończastego szczytu, da grzbiet dachowy równy, idący wzdłuż 
chaty, «kalenicę» jednem słowem. 

Wprawdzie ognisko mieścić się będzie w pośrodku chaty we- 
dle starożytnego zwyczaju, jak w namiocie zawieszone (w szałasie 
podhalskim, w chacie żmujdzkiej, w staji huculskiej i w chacie 



255 — 




norweskiej), ale dym nie wychodzi już otworem u wierzchołka ko- 
liby, ale wynajdzie sobie u obu naroży chaty z początku trójkątne 
małe wyjście, które z czasem rozszerzy się i obejmie całe czoło 
boczne dachu i przeobrazi się w szczyt tak znany nam z opisów 
i zdjęć z chałup, domów podcieniowych, bóżnic drewnianych, cer- 
kwi i kościołów całej Rzeczypospolitej polskiej. Taką dalszą, po 
dolnosaksońskiej najpierwotniejszą chatą, zachowaną jeszcze po dziś 
dzień, jako czasowe mieszkanie, jest litewska kleta. 

Już sama nazwa wskazuje na jej odległą starożytność. 
Kletis, Klęcia litewska odpowiada bowiem treścią i dźwię- 
kiem, jak już wiemy, greckiemu «kality» buda, (Philodem IX. 44) — 
«kaltos» buda — niemieckiemu «kleete», kelty cko-irlandzkiemu «kliath» — 
starosłowiańskiemu «kleta» (klietka — relikwiarz mały domekj — 
polskiemu «kaleta, klitka, klatka». Pierwiastkiem dźwiękowym i obra- 
zowym zaś tej nazwy jest «kali», co 
oznacza w w sanskrycie drzewo. Zjawia 
się więc kleta w dziejach mieszkań 
ludowych, jako coś z drzewa uczynio- 
nego, w odróżnieniu od mieszkań na- 
miotowych i koszowo-ziemiankowych. 
Początkowo będzie więc ona ni- 
czem innem tylko w czworobok drze- 
wem ograniczoną przestrzenią z da- r,. , ■ a ^'u' ^^' 

, , , n "a Q.\i2A.z. jednoizbowa norweska. 

chem z czterech stron spadającym 

1 z jedną ścianą przeznaczoną na wyjście, z której wychodzą rysie 

dach podpierające. (Kleta z Prus wschodnich, Botticher, Bauernhaus). 

Klimat europejski zdawna, jak wiemy, nawet w dzisiejszych 
Włoszech i Grecyi był znacznie surowszym. Z tego względu na- 
leżało więc u wejścia między właściwą izbą a dworem uczynić 
przestrzeń na poły przynajmniej osłonioną od następstw niepogody. 

Ku temu służy okap więcej wysunięty, jak przy trzech innych 
ścianach, tworzący «przy — izbę», czyli przyzbę polską. 

Okap ten albo opiera się na wysuwanych belkach, albo 
później wprost na słupkach, tworząc to, co się zwie u nas pod- 
cieniem, a co u Greków nazywało się «pronaos». 

Podobne chaty, będące niczem innem tylko w kwadrat prze- 
mienionym namiotem o początkowo brogowym dachu, istnieją 
do dziś w południowej Norwegii. Składają się one z izby głównej 
ogniskowej i podcienia na słupkach (wiz. 63). 



\przyzk 



— 256 — 

Jeżeli przypatrzymy się rozkładowi i zewnętrznemu wyglądowi 
tak tej chaty, jakoteż litewskiej kletis, a łacińskiej świątyni, zwanej 
«templum in antis», greckiej «naos en parastasin», której pierwowzo- 
rem może być, dajmy na to, mała świątynia w Rhamnos w Attyce 
(wiz. 65) to obaczymy między niemi najdalej idące zespolenie tak 
w południowej Norwegii, jak w Rzymie, w Grecyi i na Litwie 
a nawet u wielu śpiclilerków Mazowsza i Podkarpacia. Widzimy 
przy izbę, zwaną u Greków «pronaos», i właściwą izbę mieszkalną jak 
u Norwegów i Litwinów, ale innym już celom poświęconą w świą- 
tyniacłi i śpichlerkach, prawie kwadratową naos. 

(Że kleta litewska składa się również tylko z jednej izby, 
stwierdza to Bezzenberger w «Sammlung der anthropologischen 
Gesellscliaft»). Również i śpichlerki litewskie do tego typu należeć 
się zdają. Dopiero później kleta, służąc jako sypialnia dla mło- 
dego żeńskiego i męskiego pokolenia rozrasta się, jak wiele mie- 
szkań, przez uwielokrotnianie podstawowej przestrzeni. Tak do- 
chodzi liczba obok siebie położonych izb do trzech. (Tetzner, 
«Die Slaven in Deutschland» str. 110). Są to jednak zawsze bo- 
kiem do siebie zrośnięte poszczególne, «kletis». «Pronaos» odpo- 
wiada «prodomos» w homerowskiem mieszkaniu, tak jak «naos» 
odpowiada «domos». 

Ponieważ przyzba mieści niejako w sobie połowę szerokości, 
przeto stosunek szerokości do długości ma się jak 2:3. 

Jeśli dach z czterech stron jest jednakowo spadzisty — to 
musi się utworzyć na górze grzbiet dachowy czyli kalenica. 

Zwykle jednak czoło dachu od szerszych stron przeznaczone 
jest na dymnik i ulegając odpowiedniemu przekształceniu stwa- 
rza ozdobny szczyt, u nas ze śparogami na szczycie, a attyką z akro- 
teryami w świątyni greckiej. Widocznem więc z tego jest raz 
jeszcze, że świątynia w istocie swojej niczem innem nie jest, tylko 
uszlachetnionym typem dawnej mieszkalnej chaty, przeznaczonej dla 
bóstwa i w ten sposób zatrzymującej formę już niejako w rytuał 
skrystalizowaną i zaklętą. 

U Litwinów kletis jest mieszkaniem letniem i również z cza- 
sem przybiera różne formy zbytku, jak to się zwłaszcza na Lit- 
wie pruskiej czasem zdarza (wiz. 64). 

«Kletis» z przyzbą, «naos z pronaos» i norweska < Ildhuz» z «lob» 
tem się więc odznacza, że składa się jedynie z izby mieszkalnej 
(Ildhuz) i przejściowej formy przestrzeni «przyzby, pronaos, prodo- 




Wiz. 64. 
Kleta litewska jednoizbowa. (Bauernhaus in Ostpreussen). 



fo 



'^ lO 






Wiz. 65. 



Świątynia z Rhamnos w Attyce (rys poziomy odpowiadający litewskiej klęcie). 
a) — pronaos (prodomos), b) - naos (domos), (Henning, Das deutsche Haus, 107). 




Śpichlerek litewski (kleta bliźniacza) (rys. Zygmunta Glogera, Wisła). 



OZIEJE MIESZKAŃ. 



17 



— 258 — 

mos», który będzie zawiązkiem późniejszego wspaniałego perystylu 
u Greków, a kolumnad podcieniowych u nas. 

Nie zawsze jednak klimat pozwalał na tego rodzaju rozwi- 
nięcie, które potrzebowało zazwyczaj jeszcze innych współdziała- 
jących okoliczności. 

Bywa bowiem czasami tak, że dawna podcień zamienia się 
na ścianami okrytą sień i da w ten sposób bardzo prosty typ 
mieszkalny, choć wszelako już wyższy od klety, przechowany 
u nas na Podhalu i podany na stronie 65 Budownictwa Włady- 
sława Matlakowskiego, a znany także na Podolu. W Norwegii istnieje 
w Bergen, Drontheim i Thelemarken, to w jest miejscowościach o su- 
rowym również klimacie (Henning, Das deutsche Haus, str. 65), tudzież 
na Huculszczyźnie jako <^bordej* (Szuchiewicz, «Huculszczyzna» 
tom I, str. 135). 

Zestawiając nietylko podobieństwo ale prawie często tożsa- 
mość tych typów mieszkalnych, należących do rozmaitych germań- 
skich, słowiańskich, greckich i rzymskich ludów, pragnę uchronić 
czytelnika od błędów, które szczególnie u niemieckich uczonych 
w rodzaju Henninga i Meitzena grasują. Nikt rozumny przecież, 
widząc tę pokrewność rozkładu, nie dojdzie do wniosku, że taki 
jednolity typ chaty w rozkładzie, pociąga ze sobą i jednolitość rasy. 
Trzeba owszem przyjąć za Hoernesem fakt, że przy zbliżonych lub 
podobnych warunkach, człowiek stwarza podobne dzieła sztuki, bu- 
downictwa a nawet instytucye społeczne. Teorya Henninga więc, 
który widząc podobieństwo rozkładu naszych chat mazowieckich- 
z norweskimi, chce widzieć w Polakach potomków Wandylijczyków 
i Gepidów, jest wyrazem tylko niemądrej zachłanności pruskiej. Kon- 
sekwencyą bowiem takiego rozumowania byłoby, że niektóre świąt- 
nice greckie i rzymskie będąc podobne do chat norweskich do- 
wodzą, iż Grecy i Rzymianie pochodzą od Niemców. Widać więc 
z tego, że dopiero całość rozkładu, układu, zdobnictwa i tech- 
niki budowlanej rozstrzyga o podobieństwach i różnicach danego 
utworu mieszkalnego. 

Z czasem osiadłego życia i zwiększania się wspólnoty ro- 
dzinnej wzrasta potrzeba czynienia zapasów nietylko w żywności 
i napitku, ale odzienia i bogactw, mogących służyć ku wymiennemu 
handlowi. Zjawia się więc potrzeba stworzenia komory zapasowej 
przy izbie. 

Oto jest przyczyna życiowo-gospodarcza zbudowania trzeciej 



259 



O 



o 



o 



o°o 



O 

O 



t 



o 



o 



przestrzeni zamkniętej z zewnątrz a dostępnej jedynie z izby mie- 
szkalnej. Tak powstaje typ chaty, którego pierwowzór odnajdziemy 
w »staji» huculskiej. 

Oto jak o niej pisze prof. Szuchiewicz w swojej wcale do- 
brej monografii o Hucułach: 

«Staja założona z ostrzewia jak i chata, jest ona bez okien, 
i bez powafy, ponad ostrzewiem idą kozły kryte dranicami. U przy- 
czółka jest otwór dla przejścia dymu, 
do staji prowadzą tylko jedyne drzwi. 
Szerokość staji wynosi 4*50 m., długość 
10-10 m., prócz tego wystaje przed 
drzwiami poddasze bez ostrzewiowych 
ścian na 2 m. Sam otwór (ściana na za- 
mek) 2 m. Wnętrze tej staji po- 
dzielone jest na dwie części: «wa- 
tarnik» 560 m. długi, bez powały, 
i komora 3'50 m. długa. 

Przy bocznych ścianach «watar- 
nika»(izby z ogniskiem) sto j ą sze- 
rokie ławy zaś u góry są przybite 
police; na ławicach pościel dla wataha 
zasłana ocioskami, sianem i weretą, a na 
półkach miski, flaszki, sól, łyżki i t. d. 
od wchodu po kątach «watarnika» stoją: 
putnią na mleko, półbeczki z maślanką 
(mlekiem gotowanem, skisłem), serwatką 
i t. d., nad półbeczkami wiszą sita, hubka 
i krzesiwo. Prawie w pośrodku 
staji gorzeje ognisko, a nad niem 

ustawiony «werklug>> z kotłem zawieszonym na żerdzi. «Werklug» 
(wiszar na kocioł) jest ustawiony przy ścianie tej, która rozdziela «wa- 
tarnik» od komory. Z pomocą wiszora można kocioł przewiesić 
nad ogniskiem albo go od niego odsunąć, zawiesić wyżej lub 
niżej nad ogniem. Wiszar zrobiony z okrągłego grubego 2 m. wy- 
sokiego pnia, który obraca się na osi w wgłębieniu, zatrzymującej go 
blisko ściany, która dzieli watarnik od komory. Do tego słupa jest 
poziomo wdłubany długości 2 metrów właściwy werklug złożony 
z dwóch silnych kawałków drzewa, albo z jednego przedłubanego, 
pośród którego wisi zakluczona «kuśba» — wiszar z kotłem. 

17* 



Wiz. 67. 
Staja huculska (z «Huculszczyzny» 

Szuchiewicza). 
I. Podstrzesze. — II. Izba z ławami 
wzdłuż ścian i ogniskiem, bez po- 
wały. — III. Komora z powałą 
i «bodniami» bryndzy. 



— 260 — 

W komorze przechowują Huculi bryndzę, kartofle, mąkę, serki 
i inny dobytek huculskiego gospodarstwa. 

Poddasze w kom orze ma powałę, gdzie suszą 
się «serki {biuidzy^} . (Wiz. 67). 

Porównywując kolibę ze «stają» na Huculszczyźnie, widzimy 
więc w tej ostatniej wyższy stopień mieszkania, chociaż jeszcze 
bardzo pierwotny. 

Na pierwotność staji wskazuje również stara dźwiękiem i tre- 
ścią nazwa. 

Pierwiastek słowny staji tak jak i «stogu» znajdzie w staro- 
greckim języku wyrazy, dające pokrewny obraz. «Stegano» pokrycie. 




Wiz. 68. 
Rys poziomy Erechteionu ateńskiego. 

«stego» pokrywam odpowiada łacińskiemu «tego» przykrywam. Dziw- 
niejszem jeszcze jest zaś to, że po grecku «stoa» jest «komora 
zapasowa podłużna» (Pappee, Griech. Deutsch. Worterbuch 676, 686, 
926, 927), a więc niejako nazwa tej zadniczej cechy dzielącej 
«kletis» litewską od «staji» huculskiej. 

Również brak okien i powały we właściwej izbie z ogniskiem 
i prawie środkowe położenie ogniska wraz z niezmiernie pierwot- 
nem kuchennem urządzeniem, świadczy o starożytności tej bardzo 
znamiennej w łańcuchu rozwojowym mieszkań, budowli. 

Jest ona zaś ważna dlatego, ponieważ stosunkiem poszczę- 



— 261 



f n 






CD 
Kleele. 

/ \ 




J— L 



Wiz. 69. 

Rys poziomy chaty dolno- 

saskiej. 



gólnych działów mieszkania przedstawia sobą najwyraźniejszy 
i najwięcej rozpowszechniony typ dawnej chaty rodzaju leśnego, 
który to typ dostąpi największego zaszczytu i zostanie prawie 
po dziś dzień wzorem rozkładu świątyń dla 
wszystkich europejskich kultów. 

Czy weźmiemy tego rodzaju świątynię, 
jak Erechteion ateński, poświęcony 
świętemu drzewu oliwnemu Ateny, 
(wiz. 68), czy rozpatrzymy komorę grobową 
w Karleby będącą powtórzeniem przedhistory- 
cznych mieszkań w Norwegii (wiz. 72), czy 
podeszwę świątyni w Ljorskogonar w Islan- 
dyi, to wszędzie dojrzymy ten trójrozdział 
na przyzbę, izbę właściwą i komorę. 

Przyzba — to przedsionek, (czasem 
z boku). Izba, to nawa przeznaczona dla wiernych, — komora, to 
miejsce Święte Świętych. 

Ten trójrozdział odnajdziemy nawet w opisanych przez He- 
rodota świątyniach budyńskich, norweskich 12 i 13 wieku, w na- 
szych cerkiewkach na Rusi i kościołach na Podhalu. Babiniec — 
nawa — prezbiteryum odpowiada dokładnie formą i treścią przyz- 
bie, izbie i komorze. Bywa czasem, że przyzba rozszerza się do- 
okoła budynku tworząc kryte obejście, perystyl u Greków, soboty 
w naszych kościołach, kościołach norweskich, i cerkwiach ruskich. 

Również stwierdzona przez Łuszczkiewicza właściwość na- 
szych kościołów murowanych wiejskich w Wielkopolsce, to jest 
proste ucięcie chóru, tembardziej jeszcze upodabnia rys poziomy 
kościołów z Erechteionem i chatą mazo- 
wiecką. 

Dzieje się to jedynie przy budyn- 
kach wolno stojących, dostępnych z okoła, 
natomiast przy chacie i przy domach pod- 
cieniowych z chaty mieszkalnej wiejskiej 

wyrosłych, zachowuje znamię podcieni, ^o*" a»emański drewniany z Mar- 

Podcieniem też frontOWem jest Wej- ^ach w kantonie bemeńskiem z datą 

, . , ^ , ^ ■• •* 1346 na belce. (Zeit. fiir Ethnol. 

scie kryte do Erechteionu. xix ver. 584) 

Jeśli zestawimy ze sobą rys poziomy 
staji huculskiej z Erechteionem ateńskim, z chatą dolno-saską, alle- 
mańską i naszą chatą mazowiecką (wiz. 67, 68, 69, 70), podaną przez 




Wiz. 70. 



— 262 



Q 



o 



O 




ó 



Kolberga w «Materyałach do etnografii słowiańskiej », to uderzy nas w 
oczy zasadniczy prawie niezmiennie powtarzający się stosunek. Dłu- 
gość przyzby do długości izby i komory ma się jak 1:2:1. W ten 
sposób wytwarza się pewien typ stosunku w całym budynku, typ, 
którego wyrazem będzie długość równa podwójnej szerokości. 

A jeśli czasem, jak to się dzieje przy rysie poziomym świą- 
tyni w Ljorskogonar, komora będzie nieco większa, to zawsze nie 
przerośnie głównej ogniskowej izby. 

Porównywując typy chat i świątyń w powyżej zaliczonycłi 
rysacti poziomych, zauważymy że w istocie pomiędzy rozkładem prze- 
strzeni mieszkalnych, a ich stosunkiem wza- 
jemnym i przeznaczeniem tak w Erechteio- 
nie ateńskim, jak w staji, w domie ateńskim 
i mazowieckiej chacie istnieje zupełna je- 
dnolitość. 

Natomiast w chacie dolnosaskiej typu 
niemieckiego nastąpiła przemiana następu- 
jąca. Zasadniczy rozkład izby z ogniskiem 
i komory pozostał ten sam, lecz podcienie 
weszło do wnętrza chaty. Również ognisko 
pozostało w dawnej właściwej «fleecie» obró- 
conej obecnie na stajnie. Mieszkanie ludzkie 
przeniosło się dziś do odpowiednio sion- 
kami przedzielonej komory. (Wiz. 69). 

W ten sposób utworzył się Niemcom 
właściwy typ mieszkania chaty — połą- 
czonej ze stajnią, słowem to co charakte- 
ryzuje wiejską modłę tamecznych budowli. 
W Polsce rozwój poszedł jak to zo- 
baczymy inną na wskroś drogą. Wprawdzie chata typu greckiego 
zatrzymała się jeszcze w niektórych okolicach na Mazowszu i ry- 
sem poziomym przypomina dolnosaksońską chałupę, służy jednak 
jedynie jako wyłączne mieszkania ludzkie opatrzone ko- 
morą zapasową i stanowi cząstkę zagrody, gdzie mieszczą się bu- 
dowle niższemu przeznaczeniu gospodarczemu zostawione. 

Zdaje się, że nieinaczej niegdyś było na ziemi niemieckiej. 
Najstarszą tam dotąd w dacie swego powstania utwierdzoną 
budowlą wiejską jest dom drewniany w Marbach w kantonie berneń- 
skim z datą powstania 1346 wyciętą na ocapie dźwirzowym (wiz. 70). 



^=t-r 



o 



Wiz. 71. 
Rys poziomy kościołów sta- 
rych norwesliicii. (Seessel- 
berg, Altgermanische Kunst). 



263 



Otóż rozkład jego i stosunek izby do komory zupełnie zbiega 
się z tern cośmy o świątyni — cłiacie starogreckiej i polsko-ma- 
zowieckiej twierdzili. (Zeit. fur Etłinol. XIX. 584, Das allemanisctie 
Hausj. 

Jeśli, jak to później będziemy starali się wykazać, ctiata zagro- 
dowa najwyższego typu jest właściwie wielokrotnem złożeniem 
prostej formy, to tak w cłiacie kurpiowskiej, jakoteż w cłiacie 



(T 



^ 



a a D 

n 



iiniiiin 1 1 1 niimii 



1^ 



^ 



OOOO 0000 

o O 

o o 

O O 

O o 

o o 

o o 

o 

OooouO 

000 n 



I 



C3> 



^^ 



Wiz. 72. 

I. Rys poziomy świątyni Ljorskogonar z Islandyi (Seesselberg). II. Komora grobowa 
w Karleby (Seesselberg). 



prusko-mazowieckiej i podhalskiej zauważymy również ów stosu- 
nek między izbą i komorą, jak 2:1 

Chata mazowiecka, jakoteż pomorska wraz z półpodcieniową 
kaszubską, są to jedyne cłiaty, które znają jako tako Niemcy. 
Pocłiodzi to stąd, że stanowią one właściwość tej części Polski, 
w której dziś gospodarzami są Prusacy. Już Haxthausen (Die 
laendliche Yerfassung der Prowinz Ost und Westpreussen, str. 74) 
zauważył, że w chatacłi cłiłopskicli między Stołupianami a Lęborkiem 
inna, od zachodniego obyczaju różna budowa się poczyna, 
z przyzbami i szczytami, która to budowa w północno zachodnich 
częściach Prus jest bardzo rozszerzoną. Nawet najnędzniejsze budy 



— 264 — 

mają jeden róg domu otwarty, na słupie spoczywający i tworzący 
małą «tialę». 

Meitzen śledził dalej za tym typem chaty i znalazł go w księ- 
stwie Poznańskiem, szczególnie w pogranicznych okręgach, najczę- 
ściej w powiatach Krotoszyńskim, Odolanowskim i Pszczyńskim. 
Wszystkie one stoją szczytem do ulicy. 

Zacznijmy od prostego typu, który podajemy w rysie po- 
ziomym za Kolbergiem, uzupełniony w drugim waryancie przez po- 






P 



'^ 






I ^r^- 



Wiz. 73. 
Chata ze wsi Lanczyna. Gub. Piotrkowska. (Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). 



większenie komory do szerokości całej chaty, co stosunku w dłu- 
gości w niczem nie zmienia. (Wiz. 75). 

Typ ten, którym zajmiemy się dłużej i uważniej, nazwiemy 
typem chaty mazowieckiej. 

Posłuchajmy obecnie, co o chacie tej naszej mazowieckiej pi- 
szą rozmaici autorowie. 

Cytowany często prof. Karłowicz zalicza ją do typów naszych 
i tak ją znamiennie a bystro zestawia: « Chaty norweskie z przy- 
łapem są podobne do świątyń greckich jak i nasza na Mazurach 




Wiz. 74. 
Chata ze wsi Nieborowa pod Łowiczem (rys. Wojciecha Gersona, Encyklopedya rolnicza). 



pTijzk 




zz6a Jomor^ 




1 Wiz. 75. •> 

1. Rys poziomy odpowiadający tejże chacie (Materyały do etn. słów., Kolberg). 

2. To samo z powięlcszoną Icomorą. 







Wiz. 76. 

Chata z Jeżowej z przyzbą rysiową. (Gub. Piotrltowska, Królestwo Polsitie) Ze zdjęcia 

p. Br. Kondratowiczowej. 



266 — 

i Kujawach* (Chata polska). Do niej odnoszą się słowa Kraszew- 
skiego opisujące owe przyzby opatrzone słupkami misternie rzeź- 
bionymi. (Wiz. 73, 11, 78). 

Stanisław Chełchowski (Wisła II, 365) tak ją znowu opisuje: 
« Chaty rzadszego typu z wejściem w krótkiej ścianie, czyli w szczy- 
cie, są dosyć rozpowszechnione w ziemi dobrzyńskiej (powiaty lip- 
nowski i rypiński gubernji płockiej) i w części powiatu sierpskiego 
graniczącego z ziemią dobrzyńską. Wymieniam tu miejscowości, 
w których widziałem ten typ rzadszy. W powiecie rypińskim we 
wsiach Żabowie, Czumsku i w powiecie sierpskim, we wsiach Mo- 
chowie, Brzewie i Żórawinie, w powiecie lipnowskim we wsiach 
Skórznie, Zadusnikach, Oleśnie i Wielgiem, nadto zauważyłem kilka 
takich chat w Lagunach w powiecie ciechanowskim». 

Pani Kondratowiczowa Bronisława zdjęła podobne ozdobne 
chaty w Piotrkowskiem we wsi Łanczynie (wiz. 73) a Kraszewski 
zna je znowu z Wielkopolski i uważa je jako typ dawniejszy. 

Chaty podobne dochodzą do Prus Zachodnich (Bauernhaus 
in Deutschland), choć są już częściowo rysem poziomym do chaty 
późniejszej zagrodowej zbliżone. (Wiz. 78). 

Gołębiowski o tejże chacie pisze «sień z czoła a potem 
izba i komora». 

Wielkiej zasługi rysownik zabytków ś. p. artysta malarz Woj- 
ciech Gerson również je zauważył i zrysował a do wizerunku swego, 
który za nim powtarzamy, daje w Encyklopedyi rolniczej nastę- 
pujące objaśnienie: » Chaty włościańskie tworzą przyzbę przez wy- 
sunięcie dwóch górnych balów podokapowych, tak, aby dach na 
kilkanaście cali mógł się zwieszać, jak naprzykład chaty ze wsi 
Moszna o pół mili na zachód od Pruszkowa, stacyi kolei żelaznej 
warszawsko-wiedeńskiej w powiecie Błońskim, i tu jednak znajdu- 
jemy różnice odpowiednie do większego pojęcia potrzeby tej do- 
godności i do wyższego lub niższego poczucia piękna. W wyżej 
zamieszczonym rysunku chaty włościańskiej ze wsi Nieborowa pod 
Łowiczem, fgdzie takich samych szereg cały się znajduje), przyzba 
nosi na sobie cechy: 1) jest tak daleko wysunięta przed drzwi 
wchodowe, jak to mogło mieć miejsce tylko przy konstrukcyi ze słu- 
pami, atoli miejsce słupów zastępują tu bale, im niżej tern coraz 
mniej wysunięte, posiadające do tej osłony górnej drugą jeszcze 
boczną» (str. 1107—1108). (Wiz. 74). 




Wiz. n. 

Chata we Włoszynie (gub. Lubelska) z wejściem od czoła (Wisła 1902) 




Wiz. 78. 



Chata z przyzbą słupową i wejściem u czoła (Prusy Zachodnie, wieś Kozłówka p. Tu- 
cholski). Zdjęcie w dziele «Das Bauernhaus in Deutschland». 



268 — 



Podobną zupełnie chatę, tylko już z zanikającem i mniej 
pięknem wysuwaniem bierwion, znalazła dzielna i wytrwała 
zbieraczka zabytków sztuki ludowej, p. Bronisława Kondratowi- 
czowa w osadzie Jeżów w gub. Piotrkowskiej, w powiecie brze- 
zińskim, dając tem dowód, czem jest aparat fotograficzny w ręku 
inteligentnego, kraj i kulturę rodzimą miłującego człowieka. Rysu- 
nek z fotografii załączamy. (Wiz. 76). 

Również w Wiśle (tom, XVI zesz. 3) znajduje się wizerunek 

chaty tego typu, choć już 
z przyzbą słupową, wzięty 
ze wsi Wierzbowca o ile 
się nie mylę z Lubelskiego. 
Chata nieborowska 
stanowi według piszącego 
niniejszą rozprawę, typ 
konstrukcyjnie starszy od 
tych, które mają przyzby 
zaopatrzone słupkami. To 
wysuwanie bierwion pod- 
pierających, tak znamienne 
dla wiązania wieńcowego, 
ma wiele budowli starszego 
typu w Polsce. Jako rysie 
zjawi się ono na Podhalu 
i na Powiślu śląskiem, 
znajdzie jep.Wawrzeniecki 
w Rawskiem. Zdobić ono 
będzie też wysokim sto- 
pniem rozwoju i okrasy 
często cerkwie na Rusi. 
Ten sposób tworzenia podcienia jest ustrojowo związany 
z wieńcówką. Słup nawet w najdawniejszych budowlach skrzy- 
niowych palowych polskich ma tylko poboczne znaczenie i cią- 
gle tylko postronnymi wpływami kulturalnymi się utrzymuje 
i zdobi, nie będzie nigdy wypływem istotnym składu naszych bu- 
dowli. Mimoto uzyskał u tej samej chaty mazowieckiej prawo oby- 
watelstwa w Polsce, jeszcze bardziej rozwinął się w domach pod- 
cieniowych miejskich i sobotach kościelnych, naśladując łącze- 
niem w półkole wycinanemi łukami, otwarte kolumnady pa- 




(,if«*Sp«IM» 



Wiz. 79. 

Szczegół słupowego podcienia chaty Łanczjńskiej. 

(Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). 



269 



łaców i zamków, które u nas brały swoje kształty z podobnycłi bu- 
dowli włoskicłi albo też nawet i zgoła wscłiodnich (wiz. 79, 80). 
W^ogóle nietylko tkaniny, skóra i broń wpływały na swojskie nasze 
formy zdobnicze w stroju polskim, we wzorcach pasów i skrzyń, ale 
całe budownictwo polskie, zwłaszcza mieszczańskie nasycało się temi 
formami widzianemi przez naszycłi kupców w dalekich wschodnich 




Wiz. 80. 
Szczegół z podcienia wschodniego (Kair). 



krainach. Zauważymy ten wpływ u pewnego typu koronek szczy- 
towych polskiego renesansu, a widać że i podcienie mieszczańskie 
zbiega się formami czasem z podobnym drewnianym utworem 
wschodnim, jak to z wizerunku załączonego łacno jest zobaczyć. 
Chata mazowiecka tem więc się odznacza, że o nią opiera 
się rozwój naszych domów podcieniowych miejskich, którymi się 



— 270 — 

niegdyś pyszniły nasze miasta i miasteczka, a których pokaźne 
resztki, Matejko w Wiśniczu i w Muszynie, Gerson w Piotrkowie 
mogli widzieć jeszcze do niedawna, a które gdzieniegdzie i dziś 
w ustroniach znaleźć można. 

Są one w Rakowicach w Poznańskiem, w Gołubiu w Płoc- 
kiem, w Jabłonowie pod Kołomyją i t. d. 

Wprawdzie rys poziomy naszych domów podcieniowych miej- 
skich przypomina raczej w zasadzie chatę południowo -saską, tern 
zjednoczeniem pod jednym dachem całego gospodarstwa, stajni 
i t. d., grupujących się około wjazdowej sieni, podobnej do 
«klety» w chacie dolnoniemieckiej, lecz rzeczą niezbadaną według 
mnie jest, czy rozkład ów został wywołany rodzimymi warunkami 
czysto gospodarczymi polskiego miasta, czy też wyszedł jako wy- 
raz kulturalny mieszkania żywiołu kolonizacyjnego w miastach, nie- 
gdyś częściowo niemieckich. 

Zasada konstrukcyjna i zdobnicza niczem jednak nie różni się 
od chat naszych wiejskich typu staro-mazowieckiego i dlatego zu- 
pełnie śmiało domy podcieniowe o nią oprzeć możemy. 

Skorzystać 'więc należy z tej sposobności i poświęcić trzeba 
kilka słów naszym polskim podcieniom drewnianym. Stanowiły 
niegdyś one tak wyłączną w Europie charakterystykę naszych 
miasteczek i taki do dziś tworzą wdzięczny motyw zdobniczy 
dla architekta, że warto się o nich rozwieść bodaj w kilku słowach. 

Również uwagę Niemców zwróciło to związanie owej formy 
układowo-zdobniczej z dzielnicami polsko-słowiańskimi, jak to bę- 
dziemy mieli sposobność zauważyć. 

Nawet w okolicach, gdzie żywioł zachodnio-słowiański zaginął 
w mowie, w sztuce budownictwa trwa jeszcze stare nawyknienie, 
wskazując tem samem na bardzo dawny, choć zapewne wciąż no- 
wymi wpływami zasilany początek. Lutsch (Wanderungen durch 
Ostdeutschland 1887) tak je opisuje: 

«Ściśle obok siebie uszeregowane domy tworzą rodzaj głę- 
bokich altan. Są one z drzewa a znaleść je można w małych mia- 
steczkach jak w Mitterwalde, Neurode, Brauneau, Grulich, w pół- 
nocnym Śląsku, także w Trebnitz» (Zeit. fijr Bauwesen 359). 

W Siekierzycku nad Odrą nazywają takie domy znamiennie 
dla ich palowego pochodzenia: «Ljowinghauser», co prawie pewnie 
odnieść należy do słowiańskiej «Pałanki» (Pa-Ljowinghauser)(wiz. 81). 

Hellwald mówi o nich: «Dom w marce, a także na wschodzie 



- 271 - 

często miewa owe altany (podcienia) od strony ulicy, które zauwa- 
żono również we wschodnich okolicach Polski» (Zeitschr. fur Volks- 
kunde I, 1891, S. 11, 135). 




Wiz. 81. 
Podcienie domu z Siekierzycka nad Odrą, zwany tam «Ljowinghaus» (Palank-haus 
pałanka). (Zeit. fiir Ethnol. XIX. Ab. 523). 



Yirchow to samo stwierdził w Malborgu i tak o tern pi- 
sze (Zeit. fiir Ethnol. XXIII, 756): 

«Z poprzednich odwiedzin dobrze przypomniałem sobie obcy 
(dla północnego Niemca) wygląd starych ulic Marienburga, które 
długimi altanowymi chodnikami pod domami, szwajcarskie połu- 
dniowo niemieckie i włoskie domy przypominał. Zobaczyłem też 
wkrótce i wiejską architekturę tamże w podobny spo- 
sób utworzoną, a zwłaszcza w Prusach Wschodnich zauważy- 
łem wiele takich chat». 





a Wiz. 82 

a) Spichrz z pod Stróża (zdjęcie własne). — b) Rys poziomy. 

Alfred Mayer, badając podcieniowe domy w Łużycach, na- 
zywa je wręcz «Podcieniowymi domami słowiańskimi» (Ethnograf. 
Zeit. XXII, Ver. 527j. 



— 272 — 

Lecz nietylko w domach podcieniowych widzieć należy ślad 
mazowieckiej chaty. Wedle prawidła postawionego przez nas: «da- 
wniejszy typ mieszkania nie zanika zupełnie, ale ulega coraz to 
podrzędniejszemu gospodarczemu przeznaczeniu* — zjawia się cza- 
sem chata czołowa mazowiecka, przetworzona na śpichrzyk, jak to 
miałem sposobność zauważyć i zdjąć w Stróżem, niedaleko No- 
wego Sącza (wiz. 82). 

Wprawdzie komora — jako że to jest spichrz, uległa zwię- 




Wiz. 83. 
stara kapliczka w Pociejkach w pow. słuckim na Litwie (Kraj, Nr 2, 1902). 



kszeniu, lecz zasadniczy układ wraz z przyzbą i szczytem dymni- 
kowym pozostał niezmieniony 

Równie w kaplicach zachował się często podobny układ jak 
to z rysunku załączonego jest widoczne (wiz. 83). 

Ten ostatni szczegół, świadczący o ciekawym związku chaty 
mazowieckiej nietylko z kultem staroheleńskim ale i w pewnej 
mierze słowiańskim, skierowuje nasze badania w następującą ważną 
bardzo stronę. 

Już dawniej stwierdziliśmy niejednokrotnie zjawisko, według 
którego, każdoczesna warstwa kulturalna wytwarza też i właściwy 
sobie światopogląd u ludzi żyjących pod jej wpływem. Świato- 



— 273 - 

pogląd ludów zaś w czasie zmiany wyraża się nietylko w tern, co 
one rozumem obejmują, ale zakreśla sobą obszar uczuć i instynk- 
tów samozachowawczych. 

Oto więc często czynniki życiowe gospodarcze, które okre- 
ślają istnienie człowiecze każdoczesne, podnoszą się z czasem do 
godności znaczenia religijno kultowego. Tak w okresie stepowym 
na stanowisko bóstwa wzniósł się dobroczynny płomyk ogniska 
domowego i znamiona ochrony i rozmnażania rodu i przewodnicy 




Wiz. 84. 
Śpichrzyk z Podhala typu świątyńkowatego. (Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). 



W podróży po stepie, słońce, księżyc, gwiazdy. Święty Pal — 
i święta woda, w okresie bagiennym palowym zyskały znowu prawo 
obywatelstwa. 

Okres kultury koszowej dał znaczenie wielkiego świętego 
mistycznego węzła plecionki. 

Warstwa kultury leśnej przyniosła ze sobą jeszcze po nieda- 
wne czasy istniejącą cześć dla roślin i drzewa. 

Już wyraz «kłaniać, kłonitsa, kląć, zaklinać», wskazuje cało- 



DZIEJE MIESZIUA. 



18 



— 274 — 

ścią swego znaczenia na świeży jeszcze kult dla klona, kloca 
drzewnego. 

Pierwiastek «kali, koli» w koladach, Tacytowskie Yesse odna- 
lezione w jesionie i w jasełkach — nazwa Boga, w buku, Diewos — 
Deus, w Dębie, jednomyślnie świadczy o szczątkach dawnego na- 
szego kultu. 

A nie jest on tylko wyłącznie naszym. W pewnym okresie 
bowiem staje się cześć dla drzewa własnością całej dawnej ludz- 
kości, kształcąc się i rozwijając ażeby dojść w znamieniu świętego 
kloca, na którem zawisł Chrystus do swego najwyższego rozkwitu, 
a jednocześnie zaprzeczenia. Znajdziemy święte drzewo i w In- 
dyach Wschodnich, będzie ono również ołtarzowym zagadkowym słu- 
pem, któremu oddają cześć lwy na kamieniu mykeńskim (wiz. 85). 

Schwarzfeld poświęciwszy osobną pracę «Niebieskiemu drzewu 
świetlanemu w podaniu i w kulcie» (Zeit. f. Ethnol. XIII, str. 150, 
157), jako przyczynek do germańskiej mitologii przytacza szereg 
przykładów czci drzewa u Greków i Germanów. 

«Źródło Kastalii w Delphi przy Platanach jest wspomniane 
tak, jak święta palma w Delos według Homera. Tak samo 
czczone są platany w Godynie przy Krecie, które Zeus uświęcił 
i cudownym sposobem wiecznie zielone utrzymał, 
przy których też jest źródło». 

Dęby dodońskie, z których wśród huku piorunów odgady- 
wano przyszłość, «dalej święte drzewo Thora u Germanów» są ró- 
wnież świadectwem dawnej czci drzewa-słupa. 

«Również słup w środku złotej świątynki odnalezionej w skarbcu 
Atreusza jest obrazem boga tak jak i słup w Mykene» (Dr Krause, 
Zeit. f. Ethnol. XXIII, 60). 

Środkową częścią Erechteionu jest słynne święte drzewo oli- 
wne, Atenie poświęcone. 

Wszystkie posągi Greków najdawniejsze i najdostojniejsze, 
były w istocie swojej drewnianymi klocami, które z czasem do- 
piero ludzkie kształty przybrały. 

Formy kapiteli jońskich i korynckich według Seesselberga 
z czci słupa drzewnego biorą swój święty wątek i początek. 
«Joński kapitel to nic innego jak szczególna forma czci drzewa^. 
Od świętych gajów, dębów, klonów i miodnokwietnych lip i bu- 
czyną karmiących buków roi się świat starokeltycki — germań- 
ski i słowiański. 



vvyM 




\ B SSBHHa 



2 
Wiz. 85. 



1. Płaskorzeźba indyjska, wyobrażająca cześć dla świętego drzewa (Seesselberg). — 

2. Kamień nadbramny z muru obwodowego w Mykene, wyobrażający cześć dla drzewa 
na ołtarzu. — 3. To samo z kościoła bizantyńskiego w Grecyi z 6 stulecia p. Ctir. 

(Seesselberg). 




Wiz. 86. 

1. Cześć dla pnia drzewnego, (przekrojonego kloca), oddawana ze strony ziół świę- 
tycłi. — 2. Rzeczywisty poprzeczny przekrój pnia. — 3. Płaskorzeźba świątyni w Lund, 
wyrażająca naprzemian cześć dla krzyża i drzewa (Seesselberg). — 4. Cześć dla drzewa 
i liści wyrażona w rzeźbie z kościoła św. Jakóba w Sandomierzu. — 5. Zastąpienie 
rdzenia klonowego przez monogram Jezusa Chrystusa i krzyż (pojęcie przejściowe mię- 
dzy czcią drzewa i krzyża). 

18* 



- 276 — 

Cześć dla drzewa znajduje w ornamentyce ludów azyatycko- 
europejskich wielorakie zastosowanie. 

Najczęściej i naj ciekawiej wyrażaną bywa w formie następu- 
jącej. Środek obrazowego przedstawienia zajmuje słup, drzewo, lub 
gałąź liściasta, a po obu stronach oddają mu cześć — zupełnie sy- 
metrycznie się kłaniając, wyobrażenia ludzi, ptaków lub zwierząt 
(wiz. 85, 86). 

Już w czasacłi cłirześcijanskich istnieje żywe podanie o czci 
dla drzewa, jak to fryz z kościoła w Lundzie, w Skandynawii, łą- 
czący w sobie kolejno kult drzewa i krzyża świętego, wyraźnie 
pokazuje (Seesselberg, Die altgermaniscłie Kunst). (Wiz. 86 obr. 3) 

Podobne ślady kultu są zawarte na kościołach wczesno bizan- 
tyjskich na europejskim Wschodzie. 

U nas w Polsce rzeźba na kamieniu kluczowym bocznego por- 
talu kościoła Św. Jakóba w Sandomierzu, daje w wyobrażeniu cześć 
dla gałązki wyrażaną przez parę gołębi (wiz. 86, obr. 4). O czci lasów 
i drzew u Słowian pisze Herbord (4 III c. 23. Bielowski. Ebbo 4. III. 
18. Bielowski 67. Arnold z Bremy 4. IV. c. 24). 

Wszystko to, jako też żywy jeszcze ślad czci dla drzewa zie- 
lonego i dla ziół u ludu, wykonywanej w czasie Zielonych Świąt 
i Matki Boskiej Zielnej, nasunęło piszącemu niniejsze słowa, nastę- 
pujące rozmyślanie co do jednego z najciekawszych i najogólniej- 
szych w Polsce znaków zdobniczych. 

Znakiem tym jest bardzo często powtarzająca się gwiazda 
sześciopromienna w kole zamknięta, tak znana z sosrębów zako- 
piańskich. 

Jest ona, jak na to mamy dane, właściwością zdobniczą pra- 
wie całego obszaru ziem północno-zachodniej Słowiańszczyzny. 

Znamy ten ornament z Podhala i z Mazowsza, z sosrębów 
domów mieszczańskich Lwowa i z rysunków Gosienieckiego od- 
noszących się do Gniezna, z Huculszczyzny i z Lubelskiego. Wy- 
zywa on wprost swojem wiecznie jednako powtarzającym się 
kształtem uwagę poszczególną badacza. 

Piszą o nim autorowie w Wiśle (tom IX, str. 403) w nastę- 
pujący sposób: «W Sławkowie w powiecie olkuskim bywa w do- 
mach na środku powały» tragarz a w nim wyrżnięte są gwiazdy, 
pomiędzy którymi mieści się litera Jezus. W tomie V, 808: «orna- 
mentacya stragarza jest prosta, składa się z gwiazdy w kole 



- 277 — 

Jest taki ornament z datą 1801 i napisem w miasteczku Mstowie 
koło Częstochowy». 

W tomie XXV (Ver. 83, Zeit. der Ethnol.) wspomina o nich 
Lemke w artykule o nagłówku: «Domy kurne okręgu Żuławskiego 
na Pomorzu». 

«Nad drzwiami znajduje się w drzewie wycięty znak między 
dwoma figurami, które najtrafniej z tak zwanymi znakami słone- 
cznymi porównać należy, a między nimi widać parę liter i datę 
1769 roku. 

Na końcu małej sieni są takie drzwi, na ocapie drzwirzowym 
widać obok długiego szeregu liter, które się nie dawały łączyć 
w słowa (widocznie ich Niemiec nie rozumiał) i roku 1733, na prawo 
i na lewo następujący wizerunek: Koło jest tam sześciopal- 
czastą gwiazdą czy sześcioperstowym kwiatem ozdo- 




Wiz. 87. 
Sosrąb huculski. (Szuchiewicz, Huculszczyzna.) 

bione. Między promieniami znajdują się małe trójkąciki, które ró- 
wnież na dwóch miejscach między litery są wstawione*. 

Opis powyższy tak zupełnie przypomina to, co się w technice 
wycinania trójkącikami i w całym zresztą obrazie tak licznie od 
Bukowiny po źródła Wisły spotyka, że nie sposób jest nie zwią- 
zać go z plemienną sztuką i nie szukać po za nim jakiegoś sym- 
bolicznego znaczenia, w myśl naszego rozumienia ludowej ornamen- 
tyki, jako w pewnej mierze materyalnego odbicia wierzeń lu- 
dowych. 

Badając więc ornament ów, tak na sosrębie, jak i na ocapie 
głównych drzwi się pojawiający, zauważyć musimy takie ciekawe 
zjawisko. 

Miejsce, gdzie się zwyczajnie owo zdobienie spotyka, dosto- 
jeństwem swojem niejako już odbija. Jest niem bowiem albo głó- 
wne wejście albo idealny środek izby, słowem miejsce naprzeciw 
dawnego stepowego ogniska, które z czasem w historyi obrzędów 



278 — 

na bóstwo i na ołtarz bóstwu najwyższemu poświęcony się prze- 
tworzyło. 

Można więc tal< jak to uczyniliśmy już raz, związać ową gwia- 
zdę sześciopalczastą ze znakiem słońca i ognia. 

Wiemy jednak dalej, że z czasem pojęcia bóstw, w nowych 
okresach i warstwach kulturalnych poczęte, zlewają się formą i treścią 
z dawnemi. W zagadce ukraińskiej, słońce bywa również i drze- 
wem, które gałęziami — promieniami do każdej chaty zagląda. Kto 
wie czy też słońce na sosrębie nie jest także przedstawieniem 
drzewa? 

Poruszony tą myślą, począłem śledzić ten ornament w swoich 
najczęstszych przejawach i zauważyłem dalsze następujące jego cechy. 

Jeśli wyobrazimy sobie pień jodły przekrojony w tem miej- 
scu, skąd wychodzi warstwa sześciu gałęzi, to przekrój da naprzód 
korną otokę, potem warstwę łyka, potem szereg słojów rocznych, 
idących dośrodkowo. 

Prócz tego, jak to z moim bratem Tadeuszem zupełnie wy- 
raźnie na rzeczywistych przekrojach zauważyliśmy, gałęzie te wzno- 
sząc się do góry sękami swymi, w ukos w rdzeń drzewa wpadają, 
a tem samem przekrojone na poprzek w pniu, dają zupełnie wy- 
raźną sześciopalczastą gwiazdę widoczną po jaśniejszem drzewie 
sęków. 

Wszystko to odnajdziemy w obrazie tego mistycznego ludo- 
wego kloca, pnia, u sosrębu, a prócz tego po bokach w ten obra- 
zowo nam znany sposób, pojawiają się rośliny symetrycznie 
chylące czoła, to jest kłaniające się klocowi. 

Chrześcijanizm zmienił w tej pogańsko -polskiej obrzędowej 
figurze tylko tyle, że często miasto rdzenia pomieścił imię boskiej 
świętości nowego katolickiego świata. Imię Jezusa lub Maryi. 

Jest to ta sama myśl, która widnieje na fryzie kościoła w Lun- 
dzie i w umieszczaniu jednoczesnem krzyża i słoneczka na szczy- 
cie chaty. Słowem, ornament powyżej w rysunkach oddany na 
sosrębie, jest tak samo przeżytkiem kultu drzew i roślin w Polsce, 
jak na Białorusi w powiecie Borysowskim, «dąb olbrzymi jest 
przeżytkiem dawnej, wymierającej dziś czci». Kto siekierą uderzył, 
tego nieszczęście spotykało (Bohdanowicz, Pereżytki drewniawo 
•mirosozeznania u Biełorosow). 

Zresztą jest jeszcze jedno dostojne miejsce, gdzie kult roślin 
wyparł w niektórych okolicach znak konia i słońca, owych da- 



— 279 — 

wnych stepowych a w zdobieniu dotąd istniejących znaków kul- 
towych. Miejscem tern jest święte czoło dymnikowe dachu, ozdo- 
bione dziś na Podhalu pazdurem kwietnym, a na Litwie paprotką, 
między głowy końskie wciśniętą. 

Kto pazdurowi bliżej się przypatrzy, łacno w nim dojrzy 
wycięty z drzewa czy dzwonek, czy leluję, czy też inne święte 
ziele naszego ludu (wiz. 88). 

Rozpatrzyliśmy przy sposobności omawiania chaty leśnej typu 
mazowieckiego powyższy ornament, albowiem chata owa również, 




Wiz. 88. 
Pazdur}' roślinne z chat Prus Zacliodnich. 



jak wiemy, kształtem i układem swoim w najmłodszym przedchrze- 
ścijańskim kulcie drzew, roślin i kloców tak doniosłą wielce rolę 
odegrała. Badając jej znaczenie, do którego doszła w Grecy i, nie 
możemy powstrzymać się również od przypuszczenia, które na- 
suwa się nam z wewnętrzną żywiołową siłą. 

Przypuszczenie to dotyczy formy i rozkładu świątyń naszych 
polsko-słowiańskich, o których mamy podania historyczne nieja- 
snością swoją tem więcej pobudzające ciekawość i wyobraźnię 
badacza. 



- 280 — 

Zwyczajnie dzieje naszego narodu rozpoczynają się z okre- 
sem wprowadzenia chrześcijaństwa. 

Stało się to z tego względu, że jedynem źródłem do pozna- 
nia czasów dawnycli, które służy do rozporządzenia liistoryków, 
są pisane akta, dotyczące organizacyi kościelnej, państwowej lub 
prawno -prywatnej, które samem istnieniem swojem są z kul- 
turą rzymsko-chrześcijańską związane i razem w niej biorą swój 
początek. 

Okoliczność ta wytwarza znamienne i nawskróś niesłuszne 
złudzenie u skądinąd uczonych ludzi, polegające na tem, że 
wszystko, co poprzedza w naszym narodzie wieki chrześcijańskie 
jest jednem zbiorowiskiem barbarzyństwa, niegodnem bliższej uwagi. 

U innych znowu, u tych, którzy wolą w historyi widzieć je- 
dynie łańcuch wypadków tak doniosłych, jak bitwy, zwycięstwa, 
zawarcie przymierza, wstępowania i zstępowania postaci wodzów 
i królów, brak pewnie i ściśle określonych osób i zdarzeń z góry 
już od badań, dotyczących tych zamierzchłych czasów, odprowadza. 

Praca niniejsza, wytyczywszy sobie skromniejsze granice i po- 
sługując się przeważnie materyałem mniej archiwalnym, a więcej 
starożytniczo-etnicznym, musiała więc z natury swej rzeczy dopro- 
wadzić do przekonania, którego wyrazem jest rehabilitacya naszej 
kultury przedchrześcijańskiej. 

Działo się to w okresie warstwy kulturze palowej poświęco- 
nym, dziać się w pewnej mierze musi przy sposobności omawiania 
niniejszego zagadnienia. 

Już tam wspomniałem, pisząc o wysokiej przedchrześcijań- 
skiej kulturze miast pomorsko-słowiańskich, o kontynach tamże zbu- 
dowanych, które oglądali na własne oczy niemieccy podróżnicy, 
nie szczędząc dla ich piękności ani słów zachwytu, ani uznania. 

Nazwę ich wywiodłem od dawnej stepowej czci konia — 
Kon- Tyn. 

Ponieważ układem swoim oraz tworzywem budowlanem, kon- 
tyna należała już w ówczesnych czasach, kiedy ją widziano, według 
mego przekonania do warstwicy leśnej w kulturze, przeto na tem 
miejscu omówić ją bliżej postanowiłem. 

Jeszcze z jednych doniosłych względów związałem omówie- 
nie kontyn szczecińskich, wolińskich i arkońskich z rozbiorem chaty 
mazowieckiej z wejściem od czoła. 

Oto jak z badań i napomknień autorów ówczesnych jasnem 



— 281 — 

zdawać się będzie przypuszczenie, że rozkład i układ naszej kon- 
tyny nie różnił się niczem od tego typu ctiaty, która jako wyraz 
leśnego budownictwa u rozmaitych europejskich ludów do takiego 
rozkwitu doszła, i w budowlach kultowych greckich, a jak widzimy 
i słowiańskich w artystycznie najdoskonalszej postaci zastygła. 

Pisze więc o kontynach biskup Ditmar ( około r. 1018;, ka- 
nonik Adam Bremeński(1076), Saxo Grammaticus (1200), Otto z Bam- 
bergu, Ebbo Sefried Andreas, i Anonymus od św. Krzyża. 

Ditmar opowiada o okręgu świątyń w gaju należącym do 
zaprzyjaźnionych z cesarzem Henrykiem II Lutyków. «Stoi tam 
świątynia, z drzewa artystycznie wyciosana, której 
zewnętrzne ściany sącudownymi wycinanymi obra- 
zami bogów i bogiń ozdobione». 

Biskup Otto z Bambergu widział bramy w Szczecinie z drzewa 
uczynione i rynek wielkich rozmiarów, na którym ku zgromadze- 
niom ludowym służące stały rodzaj trybun, z których heroldowie 
i naczelnicy gminy do zgromadzonego ludu mówili. 

Widział też i «palatium trabibus et tabulis ingentibus com- 
pactum, quod stubam vel pyrale vocant». 

Jako domy publiczne jeszcze wspomniane są kontyny (od 
continerei jak to tłómaczy średniowieczny autor: «Miały one 
około ścian ławki i stoły. Czwarta kontyna leżała na gó- 
rze Trzygłowi poświęconej i była jako budowla cudownie zbudo- 
waną, ściany na wnętrzu i zewnętrzu obrazami ludzi, ptaków i in- 
nych zwierząt podług natury tak pięknie uczynionych, że się od- 
dychać zdawały. Barwy podnosiły urok. 

Zewnętrzne ogrodzenie tworzył starannie wykonany rzeźbiony 
parkan». 

Saxo Grammaticus opisuje również kontyny zburzone przy 
wzięciu Arkony przez duńskiego króla Eryka. 

«Środek równiny zajmowało miasto, w którem to mieście wi- 
dniała świątynia z drzewa najpiękniej wykonana, gdzie nietylko 
czczono dobro i gdzie były podobizny bogów takich, których się 
obawiano. 

Zewnętrze jej w całości było związane, a najwyższa część 
czerwienią pokryta. 

Wnętrze czterema słupami podparte a miejsce ścian zawie- 
szone pyszne tkaniny zajęły». 

Z opisów, pozostawionych przez niemieckich autorów, jedno- 



— 282 — 

zgodny jest prawie wniosek co do ich układu. Kraszewski, który 
pierwszy może u nas obszerniej o tern pisał w cytowanem kilka- 
krotnie dziele «Sztuka u Słowian», podkreśla zupełnie to samo co 
zauważył później prof. Sokołowski w swojej doskonałej pracy 
przy sposobności omawiania «Ruin na ostrowie w Lednicy». 

Wedle Kraszewskiego: « Wnętrze świątyni dzieliło się na dwie 
części, wstępną, westibulum, (odpowiadającą izbie w chacie mazo- 
wieckiej) i sam przybytek posunięty ku ścianie wnętrzu przeciwnej* 
odpowiadający komorze tak w staji huculskiej, jak i w chacie ma 
zowieckiej. 

Kraszewski wnioskuje z tego samego co i prof. Maryan So- 
kołowski, mianowicie z opisu Saxona Grammatica dotyczącego spo- 
sobu obalenia kloca-bałwana. «Bałwan przerąbany do pół nóg po- 
walił się na bliższą ścianę». Zresztą w rysie świątyni] heleńskiej 
i na śladach ruin świątyń skandynawskich jest zupełnie pewne prze- 
znaczenie komory na przechowanie podobizny kloca-boga. 

Prócz części tych dwóch zewnętrznych musiała być też i kryta 
przyzba. 

Jest bowiem następująco brzmiący ustęp: «których rozmiar 
w trzy uporządkowany był, najniższy (komora opatrzona powałą, 
miejsce świętości) — środkowa izba, z ogniskiem ołtarzem, z ła- 
wami i stołami wzdłuż ścian i z części najwyższej, której ciężar 
był od spodu podtrzymywany» (przyzba — oparta na systemie wy- 
suwanych bierwion jak w chacie Nieborowskiej i w cerkwiach ru- 
skich). Zgadza się to zupełnie z tem, co o świątyniach budyńskich 
1500 lat wcześniejszych (bliżej południa), pisze Herodot jako o bu- 
dowlach, których długość na trzy części jest rozdzieloną. «Jedy- 
nym otworem są drzwi, któremi wchodzą pijący». Natomiast u czoła 
musiał być dymnik otwarty, w szczyt ozdobny przetworzony, któ- 
rędy wlatywały jaskółki, gnieżdżące się pod brzegami tych oka- 
pów (to jest tam, gdzie się dach zaczyna), tak, że «pierś bóstwa 
gęsto gnojem była pokrytą». 

«Zewnętrzne obejście świątyni na podniesieniu, pokryte nie- 
wyrobionem i mniej zręcznem malarstwem, którego przedmiot ró- 
żnych rzeczy kształty zawiera». 

Jeśli zestawimy dane archiwalne powyższe z tem, co mamy 
w naszej chacie mazowieckiej i w naszych świątyniach drewnia- 
nych polskich i ruskich, to stosując metodę wyłączania, dojdziemy 
do następujących wyników. 




^ s 



— 284 — 

Stosując metodę wyłączenia, względnie opuszczania we współ- 
czesnych kościołach! i cerkwiacli tego, co w rytuale, w zdobnictwie 
i w układzie przyniosły ze sobą dzieje kultury i sztuki chrześci- 
jańskiej historycznych stylów, zatrzymamy jedynie to, co jest 
niejako kanwą ogólną. 

Wiemy więc, że kontyny były z drzewa ciosanego już nawet 
nie z okrąglaków. Zeznają to jednozgodnie autorowie i tak też ze 
wszystkiego wynika. Konstrukcyjnie musiały się one łączyć tak 
z budowlami palowemi polsko-słowiańskiemi, jakoteż z całym tra- 
dycyjnie przekazanym sposobem budowania leśnego w Polsce. 

Kontyny były więc budowane na zamek, jak to też wnosić 
należy ze wzmianki historycznej że: «wszystkie kontyny tamtejsze 
w liczbie czterech z dziwną łatwością rozebrane są i rozdzielone». 
Tak samo z łatwością rozbiera i przenosi góral i hucuł chatę swoją 
po dziś dzień. 

Układem wewnętrznym odpowiadały zaś kontyny trójrozkła- 
dowi, który zachowały wszystkie nasze świątynie drewniane (ba- 
biniec, nawa i prezbiteryum) i który odpowiada przyzbie, izbie 
i komorze w staji huculskiej w chacie greckiej, w chacie skandy- 
nawskiej, dolno-saksońskiej i naszej mazowieckiej, jakoteż w świą- 
tyniach środkowosłowiańskich opisanych przez Herodota. 

Przyzba zdaje się z początku nie była opartana słupach, ale tak 
jak w chacie Nieborowskiej na systemie rysiów. Wewnątrz w izbie 
głównej nie było powały, «laquer>, wiązanie (Klotz, Wórterbuch 
było zupełnie widoczne. Jedynie święta komora mogła być krytą 
powałą z belek, jak w staji huculskiej, i dlatego źródła nazywają 
ją «najniższą». 

Okna nie było żadnego, jak jest to po dziś dzień w staji 
huculskiej, a było w świątyni greckiej. 

Drzwi kołkami zbite nie odbiegały istotą konstrukcyi wielce 
od drzwi dzisiejszych ludowych. Dookoła biegło kryte obejście, 
które miało bardzo ważny cel układowy, związany z właściwością 
naszego dżdżystego, wówczas jeszcze wilgotniejszego klimatu. 

Jeśli na rycinie, dającej odtworzoną kontynę wyobrazimy 
sobie deszcz spadający z dachu, to widzimy, że przy tak wyso- 
kim budynku jak cerkiew, kościół lub kontyna, fundamenta 
wiecznieby się, ukośnem dżdżem smagane, zamakały. Aby uchro- 
nić ściany od zawilgocenia, pokrywa je łuska gontów, wówczas 
jedynie przy kontynach stosowana i kołkami drewnianymi nabita. 



-Mt 



"E 



J 



3 



A 



Wiz. 90. 

Rys poziomy (idealny), kontyny starosłowiańskiej. 

1. Przyzba. — II. Izba świątynna: 1 ławy, 2 stoły, 3 ognisko ofiarne. — III. Komora 

świątynna z bóstwem: 1 ławy dla kapłanów, 4 bóstwo klocowe. 




Wiz. 91. 
Spichrz z fartuchem (obejściem na przyziomie) z Drohobycza (zdjęcie własne). 



— 286 - 

Aby wzdłuż nich spływającą wodę od fundamentów odprowadzić, 
utworzono więc drugi mniejszy, dookoła biegnący daszek, pod- 
strzesze niejako, które biegnąc nisko, odrzucało wodę daleko od 
podeszwy, utrzymując ją w nieustannej suchości. 

Tak więc powstały podstrzesza, które zachowawszy się w cer- 
kwiach i w kościółkach rozwinęły się na soboty kryte. 

Że podstrzesze to warunkowane jest wysokością budynku, 
dowodzi fakt, iż w Drohobyczu spotkałem śpichlerek również pod- 
strzeszem dookoła w myśl tej zasady otoczony. Wiz. 91). 

Starożytności podstrzesza u naszych drewnianych kościołów 




Kit' 



Wiz. 92. 



Motyw podcieniowy z Prus Zachodnich w Stublandzie. (Ornament (na belce tkacki, 

wspólny wielu garncarskim przedmiotom i wyrobom koszowym). Yerzeichnis der 

Kunstdenkmaler in Westpreussen). 



dowiódł też prof. Wojciechowski w swojej znamienitej monografii 
kościoła katedralnego na Wawelu. 

Cytuje tam szanowny uczony ustęp, według którego «archi- 
dyakon arcybiskupa Marcina uciekał przed Pomorzanami w r. 1100 
przez nakryte «solarium copertum», to jest obejście na przyziomie* 
(str. 55, Katedra Krakowska). Profesor widzi w tern « solarium* so- 
boty słupowe. Sądzę, że należy też pod tem rozumieć owe da- 
wniejszego rodzaju podstrzesze bez słupca, wyrosłe konstrukcyjnie 
z naszego sposobu budowania na zrąb. Zachowały się one w cer- 
kwiach ruskich i w starych kościółkach śląskich. 

Idąc dalej obok półek, ław i stołów wzdłuż ścian (tak jak 
po dziś dzień w izbie włościańskiej), zapewne już wówczas ozdób- 



— 287 — 

niejszych, weźmiemy na uwagę sprawozdania o rzeźbach zapewne 
wgłębnych, o których treści wiemy, że się odnosiły do ptaków 
i do roślin. 

Nie przypominały te rzeźby jeszcze stylowych późniejszych 
form, nie mogły być ani romańskiemi ani gotyckiemi, ale miały 
znamię proste tej sztuki ludowej, która dotąd w zdobnictwie gó- 
ralskiem częściowo żyje. 

Barwna polichromia dopełniała reszty. 




V. 



Wiz. 93. 
Laska symboliczna (może obraz kloca Trzygłowa) będąca niegdyś w używaniu u ław- 
ników miasteczka Korzelowo (rys. Wojciech Gerson). 



Zresztą garncarstwo ówczesne słowiańskie przechowało nam 
jeszcze nieco z tych form przedchrześcijańskich tak, że mniej wię- 
cej wiemy jak to ci «ludzie i te ptaki» jakby żywe wyglądały. 
Liście na pewnej pokrywie glinianej zupełnie się godzą z liśćmi, 
odtworzonemi na obrazie krzesła pomorskiego, które daję w wize- 
runku. Jak długo żyją u ludu stare motywy zdobnicze, przytacza 
tu motyw plecionkowy ze starego garnka zupełnie zgodny z mo- 
tywem na belce u podcienia w Prusach Wschodnich (wiz. 92). 

Parę słów sądzę że niezbytecznych poświęcę jeszcze klocom — 
klonom drewnianym, które tak jak w Grecyi, tak i u nas wyobra- 
żeniem pół człowieka, pół świętego drzewa były. 



288 



Saxo tak o nich pisze: «Suknia do nóg wykładanym sposo- 
bem zrobiona z rozmaitych rodzajów drzew, które to gatunki ta- 
kim sposobem połączone, że miejsce spojenia przy najuważniejszem 
przypatrzeniu się zauważyć się nie daje». 

Jak najświętsze bóstwa starej Grecy i klocowego drewnianego 
znamienia nie straciły, a owszem może dlatego właśnie u ludu 
szczególniejszej czci od klasycznie uczynionych posągów zażywały, 
tak też i kloce starosłowiańskie: «nic godniejszego patrzenia nie 
zawierały, nieforemnością rysów półwykończonej roboty nie po- 
ciągały wcale». (Saxo, edit. Bebelius p. 320). Jedyną ich cechą była 
wielogłowość (Trzygłów). 

Wnętrze poświęcone zebraniom władyków i dostojeństwa 
gminnego, gdzie sądzono sprawy, gdzie co przedniejsze zbierało 



Wiz. 94. 
Rys poziomy chaty pomorskiej (Hinterpommern, Henning, Das deutsche Haus). 




się na uczty ofiarne, były z natury rzeczy, tak jak cerkiewka lub 
kościół na wsi po dziś dzień, zbiorowiskiem bogactwa społeczno- 
gminnego. «W tym budynku, skąd tylko otrzymywali moc broni, 
i ofiar wojennych, tam oddawali. Szło więc tam wiele ze zdobyczy 
żeglarskich, albo rzeczy będących walk łupem, też to co wedle 
prawa dziesięciny zebrano. Puhary ze złota i srebra. Rogi wiel- 
kich turów pozłocone i drogimi kamieniami wyłożone ku piciu 
i na trąbienie, ostre miecze i noże, wiele kosztownych do- 
mowych sprzętów i rzadkich i w patrzeniu pięknych ku ozdo- 
bie i czci bogów swoich tamże przechowywali>> (Herbord III 66). 
«Trzy inne kontyny mniej czczone, mniejsze miały ozdoby. 
Siedzenia wzdłuż ścian wyciągnięte były. Obok nich stoły. Kontyny 
te służyły jako miejsce zebrań i zborów (sejmów). Jak wiemy, sejmy 
i sejmiki nasze wojewódzkie jeszcze przez kilkaset lat zbierały się 



289 



po kościołach, owych prawych budowlanych i kultowych dziedzi- 
cach naszych kontyn. 

Kontyna nasza była więc tem, czem takaż świątynia dla Norma- 




Wiz. 95. 
Widok chaty pomorskiej (Henning, Das deutsche Haus, powtórzenie za Meitzenem). 



m 11' 1 


L 


SIEN -f 


-SWIETLJCA 


■KOMO 

RA 







Wiz. 96. 
Chata z powiatu Kamioneckiego (Mikołajewicz). 



stajnia 



sien 



Aomorjo 



Ht. 



J<oj}7a\ 
ra 



C/iala zpodCah'na 

Wiz. 97. 
Chata z pod Gąbina w Księstwie Poznańskiem. (Zeit. fiir Ethnol. XVI). 

nów. Eurytyggia mówi: On(Thorolf) kazał zbudować świątynię, chcę 
mówić domdlaspołeczności». We wnętrzu domu znajdował się «ondugis 
solurnar» kloce wysokie, w które wbijano gwoździe. 

DZIEJE MIESZKAŃ. ^" 



- 290 — 

Poświęciwszy tyle słów mazowieckiej chacie i całemu jej bu- 
dowlanemu pokrewieństwu przecłiodzimy do dalszych jej prze- 
kształceń. 

Istotnem budowlanem następstwem coraz więcej rozpierającej 
się rolniczej gospodarki jest konieczność rozszerzenia komory 
zapasowej. 




Wiz. 98. 

Chata mazowiecka z Łanczyna igub. Piotrkowska, Królestwo Polskie). Zdjęcie p. Br. 

Kondratowiczowej. 



Już samo jej powstanie wskazuje na pewną planowość go- 
spodarki, pewną dążność do gromadzenia bogactw, wykluczającą 
życie z dnia na dzień. 

Pierwszą zmianą chaty mazowieckiej stanie się więc wciągnię- 
cie przyzby w zakres mieszkalnych części domostwa, przyczem 
wejście będzie dalej umieszczone od szerszej strony. W istocie 
swojej tak chata «pomorska», jak ją nazywa Meitzen, je- 
szcze niewiele różni się od mazowieckiej, podanej przez Kolberga. 



— 291 — 

Nawet miejsce starego zajmuje nowe podcienie na czterech słup- 
kach, choć już widocznie jako przyczepek pomyślane (wizer. 
94, 95). Mimo jednak zamknięcia przyzby ścianami, stosunek wza- 
jemny przyzby, izby i komory pozostał dalej ten sam, to jest jak 
1:2:1, jak we wszystkich chatach tego typu. 



Kc 



om ora 



Poalcienit\ 




Chah kujawska 



Wiz. 99. 
Chata kujawska (Oskar Kolberg, Lud). 




■l,r.K: 



Wiz. 100. 
Chata kujawska (Kolberg, Lud). 



W chałupie z powiatu kamioneckiego w Galicyi (Mikołajo- 
wicz. Monografia), z terespolskiego, tudzież na Podhalu następują 
dobrze znane mi zmiany, które znamionują się zamknięciem przyzby 
ścianami, uczynieniem wejścia nie w szczycie już, ale w szerszej 
połaci chaty. 

Jest to już powolne przystosowywanie się chaty mazowiec- 
kiej do ogólnego typu chat zagrodowych. 

19* 



— 292 — 



W pewnem dalszem pokrewieństwie z temi trzema chatami 
stoi chałupa z pod Gąbina w Poznańskiem, która się jedynie tern 




^gi^r. 



Wiz. 101. 
hata z Kużawki nad Bugiem. (Rysunek Maszyńskiego. — cyt. u Zyg. Glogera, Do- 
linami rzek i Enc. Staropolska). 




Wiz. 102. 
Cliata podlaska z Terespola. (Tygodnik illustrowany). 



różni, że ma stajnię przypartą do przyzby również już na sień 
zamienionej (Jentsch, Zeit. fur Ethnol. XVI 434) (wiz, 97). 

Później zdaje się wyrasta konieczność dobudowania jeszcze 



— 293 — 

jednej komory i to pod tym samym dachem. I tu chata "mazo- 
wiecka poczyna już niedorastać swemu zadaniu. Forma nie może 
już pomieścić treści, ziarno rozsadza łupinę zwierzchnią. Aby je- 
dnak i z tej trudności wybrnąć, trzeba było budowniczemu chłop- 




Wiz. 103. 
Chata kurpiowska (Wisła tom I), z gminy Dylewo w puszczy Ostrołęckiej, 




Wiz. 104. 
Cłiata Kurpiów z puszczy Ostrołęckiej (Tyg. ill. Serya III, tom XII). 



skiemu poświęcić część przyzby podcieniowej i obrócić ją na ko- 
morę. Tak więc została jeszcze połówka przyizby oparta na ostat- 
nim narożnym słupku. 

Taką jest chata widziana przez Meitzena w Wielkopolsce 



— 294 — 

i na Pomorzu, chata kujawska przytoczona w «Lu(lzie» Kolberga 
i chata nadbużanska podana przez Zygmunta Glogera i chałupa 
zdjęta przez panią Br. Kondratowiczową, (wiz. 98, 99, 100, 101). 

Zdjęcie p. Br. Kondratowiczowej tern jest ważne, że w tej 
samej wsi Łanczynie w powiecie rawskim gub. Piotrkow- 
skiej, znajdują się chaty z całą jeszcze nietkniętą przyzbą przez 
nią sprawdzone i zdjęte. To dowodzi naszem zdaniem jeszcze do- 




Wiz. 105. 
Chata z końca XVII wieku na Mazowszu i Podlasiu nadnarwianskiem (Encykl. staropol.). 



bitniej prawdziwości drogi nakreślonej przez nas w linii przekształ- 
cania się chaty. 

Jeszcze dalszym i wyżej posuniętem kształtem odmiany ku- 
jawskiej będzie chata Podhala ze Ździaru, Kurpiów i Podlasia nad- 
narwiańskiego, okolic Terespola i kurna chata Słowińców pomorskich 
(Tetzner, Die Slaven str. 409). (Wiz. 102, 103, 104, 105). 

Różni się tem jedynie, że otwarta jeszcze część przyzby 
na przysłupiu zamyka się i przemienia na sień. 



— 295 — 

Komora pozostaje już na tern nowem miejscu, gdzieśmy ją widzieli 
w chacie kujawskiej, jedynie główna świetlica podłużną ścianą 
bywa oddzielona i daje w ten sposób nową a pewnie wyższą już 
mieszkalną potrzebę znamionująca izbę. — Osobną drogą rozwoju 
szła ".chata zagrodowa. Chata mazowiecka w niektórych swoich ty- 
pach (wiz. 105), łączy bowiem stajnie na bydło również pod jednym 
dachem, choć oddzielone od części mieszkalnej ścianą, w czem jest 



^ 



,rzfiS3.)\lpri.fz6a} 

izba czarnat sreri ^ świetlica 

4> 



P 



□ 



S 




Wiz. 106. 

Zesunięte dwie klety jednoizbowe w Norwegii (rysunek cytowany -u Henninga, 

«Das deutsche Haus»). 

A. :b 



R 



n 



Ulica 



Wiz. 107. 

Wytworzenie się chaty zagrodowej z klety przez zestawienie przyzbami. 

A. Kleta z przyzbą. — B. Dostawienie drugiej klety i utworzenie z przyzb sieni. 

Chata zagrodowa zwrócona czołem do ulicy. 



wydatna różnica między nią a chatą dolnosaksońską, gdzie w «kleecie« 
ludzie i bydło wspólnie przebywają. (Nawiasem rzekłszy, ów ostatni 
szczegół nie bardzo dobrze świadczy o tej rzekomej wyższości 
cywilizacyjnej Niemców, o której zwykło się pisać). Chata mazo- 
wiecka, rozwinąwszy się z klety przez dobudowanie komory i stajni 
bydła, wyrobiła w sobie odrębny dziś już w Polsce zanikający typ 
chaty. Być może, że kiedyś była chata mazowiecka mieszkaniem 
kmieciów wolnych Piastowej Polski. Kmiecie ci, więcej obfitujący 




Wiz. 108. Chata Bojków, z okolic Tuchli w Galicyi. (Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 




Wiz. 109. Chata Bojków z okolic Tuchli w Galicyi. 



297 



w dostatek, w drogie chusty i miody, musieli sobie uczynić pod- 
ręczny obfitszy skład tych bogactw. Taka też zapewne była chata 
władyki Piasta i taką komora, w której Rzepicha żona jego, zapasów 
tyle miała dla gości. Inna była rzecz z chatą zagrodową. Ona 




Wiz. 110. 
Szczegół przy sionka z chaty Bojków. 



rozwinęła się nie przez zwiększenie dostatku podręcznego, 
ale przez wzrost rodzinny a z nią potrzeby zwiększonego 
dobytku i pomieszczenia, tak dla rodziny, jako też dla dobytku. Zdaje 
się więc, że to była ludność niewolna, której chata z klety na za- 




Wiz. 111. 
Chata żmujdzka (Wisła). 




feiu^^r^^^ł^^j^^^^^ 



Wiz. 112. 
Widok chaty żmujdzkiej (Wisła). 



u/icei 




Wiz. 113. 
Chata śląsko-cieszynska. (Narodnopisna wystawa w Praze). 



300 — 



grodówkę się przemieniła. Ze wzrostem bowiem rodziny i dobytku 
mnoży się ilość uprawianej ziemi, a z nią potrzeba licznych pomo- 
cniczych budowli. 

Ze wzrostem rodziny i dobytku, z rozszerzeniem się gospo- 
darstwa rolnego powstaje cały szereg pomocniczych budynków. 
Stara niegdyś mieszkalna kleta przemienia się na spichrz, lub cza- 
sowe mieszkanie, zjawiają się stajnie a dawna «oborana» obora staje 
się zupełnie obudowaną jednostką gospodarczą. 

Chata również doznaje zmiany. 

Gdybyśmy sobie wyobrazili kletę jednoizbową z wejściem 
podcieniowem, obróconą, jak wszystkie późniejsze chaty mazo- 




CJiata 



'^/(ic/l. 



(a mazuroiv prust 

Wiz. 115. 

Chata Mazurów pruskich. (Bauernhaus. — Ostpreussen VII Bd.-Verzeichnis der Kunst- 

denkmaler der Provinz Ostpreussen. 



wieckie, wejściem do ulicy, to rozrost jej najpierwotniejszy od- 
byłby się w ten sposób, że do klety istniejącej, przysuniętoby 
drugą i złączono je podcieniami. W ten sposób powstałyby dwie 
izby z wejściem do zakrytego dachem podwójnego podcienia, za- 
mienionego obecnie na sień. Wyjście wówczas wspólne do dwu 
bliźniaczych klet byłoby już od szerokiej połaci (wiz. 106 i 107). 
W ten więc sposób powstaje dziś najliczniejszy zagrodowy 
polski typ chaty. 

Zasadniczym jej rysem jest rozkład następujący: 
Cała chałupa dzieli się jak dawniej na trzy części, lecz wej- 
ście jest już od strony dłuższej od podwórza i prowadzi do sieni 
bez powały. Z sieni samej jedno wejście wiedzie do izby, oknami 



- 301 — 



do ulicy wyglądającej i to będzie świetlica, izba biała dwuokienna. 
Dru^emi drzwiami zachodzi się do składu, komory albo izby mie- 
szkalnej, czarnej jednookiennej, białej dwuokiennej. 



/: 




Wiz. 116. 
Chata Mazurów pruskich. (Botticher, Bauernhaus in Ostpreussen). 




Wiz. 117. 
Chata polska z Prus Zachodnich. (Bauernhaus in Deutschland). 



Według «Budownictwa» Matlakowskiego «Chochołów na Pod- 
halu jest zabudowany takiemi chatami» (Budownictwo, str. 64). 



— 302 — 

Najprostszą chatą zagrodowego typu będzie chałupa (stuba) 
żmujdzka, łotewska, litewska, czerwono-ruska (z pod Stanisławowa 
naprzykład) huculska, wielkopolska (Tetzner, Die Slaven in Deutsch- 
land, str. 78) i słowiańsko-pomorska wiz. 111, 112, 115). 




Jzóa i)iała ! 



C/yafa góra/i zaJi'opiańskicA. 



Wiz. 118. 




C/)a/a 



^c/a^ 



Wiz. 119. 
Chata z pod Chyrowa (zdjęcie własne). 



Na powyższe chaty, składające się z sieni w pośrodku, świe- 
tlicy i komory albo izby czarnej jedynie, należy patrzeć jako na 
zrośnięte podcieniami ze sobą dwie klety. Zrośnięte podcienia two- 



— 303 — 

rzą tam sień, u której brak powały wyraźnie wskazuje na 
drogę jej powstania. 

Takie wielokrotne powtarzanie się pierwotnego typu mie- 
szkania w miarę wzrostu potrzeb jest zjawiskiem nietylko zna- 
nem u chłopów. 

U szlacłity litewskiej, polskiej, dwór w razie wzrostu rodziny 




Wiz. 120. 
Chata Chyrowska. 



(przyżenienia się) rozszerzał się również przez dobudowanie na obu 
skrzydłach nowych dworów organicznie połączonych ze starym. 
Chata zagrodowa podhalska wyższego typu, (szósta według 
Matlakowskiego) i prusko mazowiecka będzie więc w ten sposób 
bliźniaczem zrośnięciem dwu chat typu mazowieckiego, (z izbą 
i komorą), gdzie nowym ustrojem mieszkalnym jest sień przeniesiona 
z obydwu podcieni w środek utworu mieszkalnego. (Wiz. 118). 



s 



^ s 



S r 






Jz6a 
rmeszAa/n 



CJjała litewska 

Wiz. 122. 
Chata litewka. (Wisła). 




Wiz. 123. 
Chata Litwinów z Litwy pruskiej. (Zeitschrift fiir Ethnologie) 




Wiz. 124. 
Chata Łotyszów-Kuronów z półwyspu kurońskiego. (Zeitschrift fiir Ethnologie). 

DZIEJE MIESZKAŃ. 20 



— 306 — 

Stosunek izby białej jakoteż i czarnej do komory we wszystkich 
tych chatach (2:1), dalej rozmiar sieni (2:1), albo (l:lj, jakoteż 
nazwa «sien» wyraźnie na «podcień» wskazująca, tudzież brak po- 
wały w niej, wszystko to razem domysł niniejszy wyraźnie po- 
twierdza (wiz. 17). 

To zjawisko zwiększenia domu, przez zestawienie jednoizbo- 
wych chat znanem było nietylko u nas. Powstanie bowiem cha- 
łupy z dwu chat jednoizbowych z podcieniami zauważyt Eilert 




Wiz. 125. 
Rozwinięta chata litewska z Prus Wschodnich. (Bauernhaus in Deutschland). 



Sundt (Folkewenen 10, 497, cyt. u Henninga str. 69). Zesunięto 
dwie chaty jednoizbowe podcieniami do siebie tak, że utworzyły 
krytą sień, naturalnie bez powały. W ten sposób utworzono chatę 
nowego typu odpowiadającą naszej zagrodowej chacie. Nawet 
czarna izba (Ildhus) i świetlica odpowiada najdokładniej istotą 
rzeczy temu, co się w Polsce nawet w nazwaniach tych obu izb 
odzwierciadliło (wiz. 106). 

W ten sposób niejako w oczach współczesnych ludzi wy- 
tworzył się w prosty i naturalny sposób nowy typ mieszkania w Nor- 



— 307 — 

wegii, najzupełniej naszej zagrodowej chacie odpowiadający a przecież 
powstaniem i wpływami najzupełniej niezależny. 

W ten sposób i naszą zagrodową cliatę należy uważać jako 
dwie, podcieniami ze sobą zestawione klety. 




Wiz. 126. 
Koleba z pod Krakowa. (Tyg. illustrowany). 




Wiz. 127. 
Chata łotewska. (Wisła). 

Prawidło nowe więc przez nas postawione brzmi: 
«Nowy typ mieszkania powstaje przez uwielokrotnienie daw- 
nego typu». 

Naturalnym wynikiem tego zrośnięcia jest wejście od podwó- 
rza w pośrodku szerokiego lica chaty, wytworzone w sposób przed- 
stawiony na załączonym rysunku (wiz. 107j. 

20* 



308 



Prawdziwość naszego przypuszczenia stwierdza dalsza jeszcze, 
tym razem językowa okoliczność. Na Litwie nazwa dawna chaty 
kurnej brzmiała «namas». Z chwilą uwielokrotnienia chaty to jest 
rozmnożenia się izb mieszkalnych, dawna nazwa chaty «namas», za- 
mieniła się na vnamah to jest chaty, wskazując tą zmianą do- 
kładnie sposób rozwijania się. (Tetzner, Die Slaven in Deutschland, 
str. 103). 

Na Huculszczyźnie także chałupę dwuizbową nazywają « chaty ». 
Również na Rusi w Truskawcu obok Drohobycza, żona moja 
Zofia znalazła starą chatę, której wizerunek załączam. 




Wiz. 128. 
Chata ze wsi Piekielnika na Spiżu. (Zdjęcie p. Br. Kondratowiczowej). 



Chata ta składa się tylko z jednej izby mieszkalnej i sieni 
Komora zaś i stajnia są późniejszemi dodatkami, co wskazuje słup 
przedzielający stale na wsi (Matlakowski, Budownictwo, str. 127), 
dawną część od nowej przybudówki. Nadmienić należy, że 
w tej chacie otwór w środku powały do wypuszczenia dymu do- 
wodził, że kiedyś i tam było ognisko w pośrodku chaty. 

Tak więc «kleta» jednoizbowa z sienią zakrytą jest tu również 
pierwiastkowym wątkiem budowlanym a całość powstała przez 
dorastanie nowych części. 

Tak, zdaje się, powstała chata zagrodowa, w niezmiernie cie- 



— 309 — 

kawej odmianie, jaką mój brat Tadeusz odkrył u Bojków w okolicy 
Tuchli i Skolego (wiz. 108, 109, 110). Chatę odznacza to, że wejście do 
komory, mającej zamknięcie od izby, prowadzi z krytego i doskonale 




Wiz. 129. 
Chata ze wsi Piekielnika. 




Wiz. 130. 
Chata ze wsi Piekielnika. 



ochronionego przysionka, który stanowi osobną część a niby pólmie 
szkalną chaty. Do przedsionka wiodą nawet wstawione obramienia 
dźwirzowe. Przysionek ten osłoniony wysuwanymi bierwionami będą- 
cymi częścią składową ścian chaty, jest niezmiernie w chacie Bojków 



— 310 — 

pięknie pomyślany. Chata przemieniaj ąc się często na zagrodową, w swo- 
jej pierwotnej postaci składa się z izby, komory, sieni i przy sionka 
i różni się od chaty mazowieckiej starszego typu, głównie wej- 
ściem z boku tak do sieni jakoteż do izby i komory. Po za tem 
chata Bojków razem ze swoją prastarą kulturą gospodarczą na- 
leży do najciekawszych zabytków dawnego ludowego budownictwa. 

Osobną, nieco różną odmianą chaty jest ta, którą zbadała 
p. Kondratowiczowa we wsi «Piekielniku» na Spiżu. Różnią się 
one od chat podhalskich rodzajem zwyżki bardzo podobnej do 
tego co się często na Łużycach znajduje. Zwyżka ta istnieje wła- 
ściwie, tylko nad izbą czarną, bo w świetlicy znowu powała jest 
wyższa. Znamionuje ją nazewnątrz galeryjka opatrzona rzezanymi 
słupkami (wiz. 128, 129, 130). 

Chaty zagrodowe, najprostszej formy, jak chata litewska, 
żmujdzka, łotewska i chata z miejsc niegdyś przez dawnych Pru- 
sów zamieszkałych, ma pewną szczególną właściwość odróżniającą 
ją od chat zagrodowego typu tak mazowieckich śląskich, jakoteż 
podhalskich i czerwonoruskich. Właściwością tą jest ognisko, a w dal- 
szem rozwinięciu kuchnia mieszcząca się w sieni. Po za tem 
w chacie litewskiej często komora nie jest przeznaczona dla prze- 
chowywania statku i zapasów, ale Litwin utworzył z niej osobną 
niejako kletę jednoizbową, poświęconą żywemu dobytkowi: koniom 
i krowom. W ten sposób obok izby głównej, świetlicy istnieje sień 
z ogniskiem, czyli kuchnią później, a za przegrodą mieści się 
bydełko. 

Przypomina to żywcem opis Paszkiewicza «namas» litewskiej, 
który już przytoczyliśmy przy innej sposobności dla czego innego 
a tutaj znowu powtórzymy: «W środku numas, było na łokieć 
wkopane, gliną wymoszczone podmurowanie, ognisko w koło lub 
kwadrat, otoczone kamieniami, które tworzyły rodzaj ławy lub 
przyzby. Po za wolnem, czysto zamiecionem miejscem było ogro- 
dzenie z bierwion na dwa łokcie wysokie, apozaniem do- 
piero stanowisko dlabydła» (Dziennik Warszawski 1829). 

Kiedy więc w chatach polskich sień doskonale zachowała na 
długi czas swój charakter przyzby, to pewna część chat litewskich, 
mając osobną świetlicę, sień zamieniła w izbę czarną, gdzie się 
gotuje strawę początkowo na ognisku, a potem na kuchni. Chaty 
zagrodowe polskie mają zamiast stajni, stale komorę lub też izbę 
czarną po jednej, a świetlicę po drugiej stronie. Chata czerwono- 




Wiz. 131. Chata z Truskawca. (Drohobycz), (Zdjęcie Zofji Mokłowskiej). 




Wiz. 132. Chata z Brunarów Niżnych w Grybowskiem. (Zdjęcie Tad. Mokłowskiego). 




'--^-^BfflSSSa^S: 



i«Ł 



Wiz. 133. Chata z okolic Jasła. (Rys. autora). 



— 312 - 

ruska, podhalska i krakowska należą do tego typu. Różniczkowanie 
się, to jest dzielenie izby czarnej, świetlicy i sień na coraz to wyż- 
szym potrzebom odpowiadające części, odznacza chaty najwyż- 
szego typu, polskie, śląskie, mazowieckie, litewskie i pruskie. 

Niemieckim odpowiednikiem polskiej chaty zagrodowej jest 
typ zagrodowy chaty poludniowo-niemieckiej, który Niemcy nazy- 
wają frankońskim. 

Jako więcej postępowy rozwija się on stale na całym ob- 
szarze ziem niemieckich, wypierając pierwotny dolnosaksoński, mie- 
szczący całe gospodarstwo pod jednym dachem. 




Wiz. 134. 
Chata huculska z Mikuliczj^na. (Zdjęcie autora). 



Meitzen w zagrodach polskich chce więc również widzieć ro- 
dzaj frankoński. Tymczasem wcześniejsze rozpowszechnienie 
się u nas typu zagrodowego chaty tłómaczy się wcześniejszem 
rozwinięciem się gospodarki rolniczej w Polsce i jest żywiołowym 
objawem gospodarczym na wskroś od niemieckiego wpływu nie- 
zawisłym. Chaty bowiem Niemców sąsiadujących z Polakami za- 
wsze należały do dolno-saksońskiego typu. Zresztą prócz idei odłą- 
czenia budynków gospodarczych od mieszkalnych izb, chata frankoń- 
ska nic z chatą polską istotnie wspólnego niema. Więcejby wspól- 
noty z naszą chatą przedstawiała czeska chałupa. Mimo to jednak 



— 313 — 

różnica między chatą polsko-śląską a czeską jest taka, że czeski 
architekt Niederle w następującej formie się wyraża: <'Charaktery- 
stycznem jest u tej chaty z Orłowej, że ona całym swym ar- 
chitektonicznym wyglądem odbiega od budowli czesko-morawskich 
a skłania się ku chatom tatrzańskim. Chałupy polskich Podhalan są 
bardzo ozdobne, jak widać z dzieła Matlakowskiego, układ odrzwi 
i sosrębu jest przeto znamienny* (L. Niederle, Narodopisna wy- 
stawa w Praze, str. 116). 

Miejscem właściwego zdobienia w chacie zagrodowej prze- 
staje być dawne wejście chaty. Jedynie czoło dymnikowe, to jest 
szczyt sam zatrzymuje często swą ozdobną postać. Jeszcze dźwi- 
rza chaty Podhala i Huculszczyzny, a gdzieniegdzie na dołach, 




Wiz. 135. 

Brama do zagrody wiodąca z przedmieścia Tyśmienicy pod Stanisławowem 

nowszego typu (zdjęcie własne). 



gdzie się często całość gospodarczych budynków nie zdążyła je- 
szcze zagrodzić, świeci bogatszą kołkową i rzeźbioną szatą. 

Huculska chata tem jest jeszcze prostszą od chat zagrodo- 
wych, że ją otaczają obory i stajnie (przytuły) jak kożuchem z trzech 
stron, jedynie front zostawując wolny. 

W chacie czystego i rozwiniętego typu zagrodowego budynki 
gospodarcze oddzielają się zupełnie, a do ulicy czoło swoje oka- 
zuje jedynie brama wjazdowa do zagrody, przybierająca dlatego czę- 
sto bardzo piękną, daszkiem i rzeźbami ozdobioną postać (wiz. 135). 

Tak powstały owe bramki mieszkań półwiejskich łyków lwow- 
skich i tak je spotykamy w wielu częściach Polski, jak naprzy- 
kład na Śląsku (wiz. 136). 



'^ 





D 




-»- 










- - 




i 

.,1 



+ 



ii 72 



D 




r^^ 




---- 



fi 

23 

TT 




ri3i 






I 



Pil [ir-T 

ni L 









Li 



niTT 





26 



27 



r 



nn 



P 



EIIJ 



Wiz. 137. Rysy poziome rozwojowo pojęte. 

I . Namiot. — 2. Koleba huculska (Szuchiewicz). — 3. Szałas podhalski. — 4. Kleta — 
5. Kleta podwójna. — 6. Świątynia Rhamne w Attyce. — 7. Chata z Podhala. — 
8. Staja huculska (Szuchiewicz). — 9. Erechteion. — 10. Dom allemański w Marbach. — 

II. Chata mazowiecka. — 12. Chata dolno-saksońska. — 13. Komora grobowa z Kar- 
leby. — 14. Przypuszczalny rys poziomy kontyny starosłowiańskiej, — 15. Spichlerz 
z pod Stróża. — 16. Rys poziomy kościoła łacińskiego drewnianego. — 17. Rys po- 
ziomy cerkwi czerwonoruskiej drewnianej. — 18. Chata kujawska. — 19. Chata 
kamionecka i Zdziarska (Podhale). — 20. Chata kurpiowska. — 21. Chata zagrodowa 
żmujdzka, litewska, chochołowska (Podhale), z pod Lwowa, Stanisławowa. — 22. Chata 
gąbińska (odmiana chaty kamioneckiej). — 23. Chata śląsko-cieszyńska. — 24. Chata 

zakopiańska. — 25. Chata Mazurów pruskich. 
Zagrody: 26. Zagroda huculska. — 27. Zagroda podhalska. — 28. Zagroda wielko- 
polska (Tetzner). — 29. Zagroda z pod Lwowa. 



- 316 — 

Już w XV wieku musiały powstawać podobne zagrody z bram- 
kami. Wspomina o nich księga Ziemi Czerskiej z roku 1449 (cyt. 
u Kolberga, «Mazowsze»). «Chicz miała izbę z piecem (czarną), sień 
(palacium) i komnatę (comnati), świetlicę. Chycz kmiecia, pokryta 
dranicami miała 10 łokci długości, spichrz długości 8 do 10 
łokci, stodoła mieściła do 30 kóp zboża, obora i chlew z chru- 
stu; ogrodzenie z przęseł od ulicy nazywano przedniem, w niem 
brama. Osiadłość tak urządzoną nazywano «chicz oprawną» lub 
zakutą (zacutha)». 

Cały powyżej zaznaczony bieg rozwojowy chaty włościańskiej, 
począwszy od namiotu a skończywszy na świątyniach i najwyżej 
rozwiniętych chatach zagrodowych, przedstawia w zarysowy sposób 
załączona tablica. 

Widzimy tam przejście od namiotu, do koleby huculskiej, typ 
kletowy jednoizbowy, dalej typ trójdziałowy z podcieniem lub sienią, 
o który opiera się większa część świątyń. Potem idzie podcień 
i sień u naroża jak w chacie kujawskiej, kamioneckiej i kurpiow- 
skiej, nim się przerodzi wreszcie w chaty zagrodowe z sienią po- 
środku (na tablicy ryciny 21, 22, 23, 24). W ślad rozwoju rysu 
poziomego idzie rozwinięcie dachu (wiz. 138). 

Rozpoczyna łańcuch niniejszy dach namiotowy koleby hucul- 
skiej (1), potem dach brogowy (2) z przyjściem budowli kwadratowej. 
Następnie zjawia się dach kalenicowy z dymnikiem nie u szczytu 
ale u czoła (3). Dymnik ten rośnie i zamienia się na ozdobny szczyt 
znany z chat Podhala, Śląska, domów podcieniowych, bożnic i Hu- 
culszczyzny. Zupełne ścięcie dachu u czoła daje dalszą odmianę. 
Podwójnie załamany dach barokowy znany jest jako mansard pol- 
ski, którego dalszą, częstą u bóżnic kombinacyę z dachem szczy- 
towym pokazuje wzór 7-my. Na ostatnim dachu facyatowym koń- 
czy się opis znanych mi pierwiastkowych dachów w Polsce (8). 

Zastanowić się nam przyjdzie jeszcze nad charakterem zdo- 
bniczym naszych chat. 

Zauważenie iż chaty nie są pozbawione piękności, i że mieści 
się w nich często sporo wiekami nabytego poczucia i pragnienia 
piękności i ozdoby, jest dziełem czasów nowszych i niespożytą 
niczem zasługą pana Witkiewicza, ś. p. Matlakowskiego i Państwa 
Dembowskich. 

Oni wróciwszy uwagę społeczeństwa na chatę Podhala, w ten 



— 317 — 

sposób zapalili ognie miłości w oczach polskich dla sztuki i bu- 
downictwa ludowego. 

Im też zawdzięczamy po części zabranie się do niniejszej 
pracy. Lecz burza walki, jaka zawrzała w umysłach i wre dotąd 




Wiz. 138. 

1. Dach namiotowy z koleby huculskiej. — 2. Dach brogowy. — 3. Dach z dymni- 
kiem czołowym. — 4. Dach zakopiański (dymnik rozwinięty w szczyt). — 5. Dach 
w czole ścięty. — 6. Dach barokowy (mansard polski) — 7. Dach złożony (z man- 
sardu polskiego i dymnika szczytowego). — 8. Dach facyatowy (podwójnie ścięty). 




Wiz. 139. 
Motyw z wejścia do zagrody na Łużycach Sorbskich (Zeitschrift f. Ethnologie). 

O wartość sztuki ludowej dla kultury narodowej, zmusza i nas do 
kilku spokojnych uwag w tej mierze. 

Myśli tu zawarte będą zresztą w dużej części powtórzeniem 
tego, com w tej materyi w wielu pismach już powiedział. 



— 318 - 

Sztuka ludowa z natury rzeczy nie mogła wybiedz po za 
granicę zagrody i kościoła we wsi. 

To, co w izbie jest potrzebne, ławy, stoły, stołki, skrzynie, łoża, 
półki w kredensie zamknięte, czy bez kredensu, łyżniki, i sprzęt gospo- 
darski, to zdobiono wedle starycli, częściowo odwiecznych sposobów. 




Wiz. 140. 
Widok zagrody z Poznańskiego w Grodzisku. (Kielesiński — ryciny Bibl. Pawlikowskich). 




Wiz. 141. 
Dom w Skale z barokowym szczytem. (Tyg. illustrowany). 

Nie było, niema i nie będzie, długie jeszcze czasy chłopskicti 
fortepianów przez lud zrobionych i ozdobionych. 

Lecz myliłby się ten, któryby uważał zupełnie świat chłopski 
za zamknięty na wpływy kulturalne klas wyższych. 

Dowodem mylności takiego poglądu są romańskie, gotyckie, 
renesansowe, barokowe i rokokowe formy, które w ciągu tysiąca 



^. 319 — . 

lat chrześcijańskiej kultury w Polsce weszły i napełniły sobą zdo- 
bnictwo i poczucie kształtów i barwy u ludu. 

Jeśli przypatrzymy się stołkom zakopiańskim i powałom za- 
opatrzonym w sosręby o profilach gotyckich, jeśli zestawimy paz- 
dur z kwiecieniem, a okroję drzwi i okien na Podhalu z profilami 
gotyckich miejskich domów, to wpływ kultury wyższych klas 
na życie estetyczne chłopa staje czysto i wyraźnie. 

Tem się też tłómaczy różnica między sztuką polskiego Pod- 
hala a ruskiej Huculszczyzny, mimo ogromnego podobieństwa 
wszystkich warunków życiowych i gospodarczych. 

Kiedy hucuł prócz krzyża bizantyńskiego niewiele ze stylów 




Wiz. 142. 
Odrzwia z dzwonnicy przy starym monastyrze Bazylianów z roku 1705 w Tyśmienicy 

starej. (Zdjęcie autora). 



historycznych zaczerpnął, to u ludu na Podhalu żyją w sztuce, 
wpływy całego tysiąclecia w drogach kultury narodowej, ze szcze- 
gólnem zachowaniem charakteru ogólnego z doby gotyckiej. 

A jeśli czasem biedna uboga chata nie ma na sobie niczego, co- 
byśmy jako dążenie do piękna uznać musieH, to i wtedy zapytaj 
się, czy przypadkiem nędza i układ pańszczyźniany stosunków 
prawnych nie wypędził sztukę z chaty i nie kazał jej się ukryć 
po za rubieżą, za którą ręka pańska nie sięgała, do cerkwi i do 
kościoła. 

Tam zaś, gdzie życie chłopskie nie stało się życiem duszy 
poddańczej o sześciu dniach pracy na tydzień, czy to będzie na 
Huculszczyźnie, czy Podhalu lub Powiślu śląskiem i krakowskiem, 
na Kurpiach, księstwie Łowickiem lub Mazowszu pruskiem, sło- 



— 320 — 

wem wszędzie, gdzie wyjątkowe stosunki nie przygniotły niegdyś 
pańszczyzną chłopa do ziemi, tam kwitła i częściowo po dziś kwi- 
tnie skromny lecz przeto nie mniej piękny kwiat sztuki ludowej. 
Jaka z niego korzyść dla kultury? Rzecz prosta i jasna, że 




I^M^ ^^^ ft^Ą 






9 10 

Wiz. 143. 

1. Odrzwia i drzwi z Tuchli (zdjęcie Izydora Kopernickiego. Wisła). — 2. Odrzwia 

cerkwi ze starej Soli (zdjęcie autora). — 3, 4, 5, 6. Okroję odrzwi z Tylicza (zdjęcie 

Gersona). — 7. Odrzwia stodoły (zdjęcie Głębockiego) Królestwo Polskie. 



celem rozwoju społecznego nie może już być życie chłopskie po 
chłopsku pojęte. 

Nikt w chacie bodajby najwyższego zagrodowego typu na 
stałe mieszkać już nie będzie. 



— 321 — 

Potrzeby wyższych klas dziś znacznie przerosły zakres pra- 
gnień życiowych chłopskich i żadne teorye Tołstojów, chłopskiego 
na wskroś społeczeństwa napo wrót nie stworzą. Lecz przecież już 
dwór szlachecki, często drewniany, tysiącem węzłów w układzie 
i zdobieniu z kolebą chłopską związany, był i jest często czemś 
wyższem i do wytworniejszego życia przystosowanem. 




Wiz. 144. 
1. Odrzwia wsi Radlina w okolicy Kielc (Wisła, Wawrzeniecki). — 2. Otoki drzwi 
w Sławkowie (Wisła, Gerson). — 3. Odrzwia i diwirze w Nieborowie. (Łowickie, W. Ger- 
son). — 4. Toż samo z Chochołowa (W. Gerson). 



W cerkwiach, kościołach, bóżnicach i domach podcieniowych 
mieści się również sporo motywów, dających się użyć do wyż- 
szych pragnień życiowych w sztuce. 

Lecz chaty również nie pozostały w tyle. Nowsze badania 
znalazły w nich sporo materyału, dającego się doskonale użyć przez 
artystę budowniczego. Wystarczy przypatrzeć się bodaj chacie opa- 



DZIEJE MIESZKAŃ 



21 



— 322 — 

trzonej przyzbą, krytą dachem, opartym na systemie misternie rze- 
zanych bierwion, aby widzieć w tej «nieborowskiej» chacie, jak ją 
nazywam ze względu na pochodzenie, motyw piękny, oryginalny 
i pociągający. Nie bez wdzięku są krużgankowe formy słupców 
i łuków rzezanych, w chacie mazowieckiej. Ozdobnem choć spo- 
kojnem jest czoło chaty mazowieckiej i z Prus Wschodnich, opa- 
trzone pazdurem wysokim. Dobra jest i kleta litewska z «końcami», 
śparogami u szczytu. Prześliczna jest kurpiowska chałupa, jedyna, 
która obok koleby zakopiańskiej ma bogaty ornament kołkowy. 




Wiz. 145. 
Ornament malowany roślinny z szaty litewskiej (Bauernhaus in Ostpreussen). 



który u Kurpiów zajmuje czoło, utworzone z poprzybijanych wzo 
rzyście kołkami dranic (wiz. 103). Zajmującą jest chałupa krakowska, 
koleba śląska, zakopiańska, z okolic Grybowa, Skolego, Chyrowa 
i Drohobycza. O wysokich dachach, rysiach, sosrębach, dźwirzach, 
stanowią one jedną i tą samą odmianę podgórskiego typu, z których 
najpiękniejszą jest koleba śląska i zakopiańska. Odmienną, choć prze- 
śliczną często jest chałupa Bojków i huculska, będąca również niewy- 
czerpanem jeszcze źródłem form i kształtów drewnianych. 

Nawet te ubogie chatynki podolskie gdzieniegdzie usi- 
łują ubrać się w dobraną, w wyprawie wapiennej wyrobioną 




Wiz. 146. 
Ornament roślinny z pasa polskiego. 



21* 



— 324 — 

w barokowy sposób, sukienkę. Wszystkie te chaty jednak mimo 
odmiennych szczegółów z wyjątkiem podolskiej mają wspólne za- 
sadnicze znamię, które rozważone powyżej, nakazuje nam odrzucić 
nazwy jakichś «sposobów zakopańskich», a przyjąć godło imienne 
stylu ludowego polskiego. 

Dalsze badania wykazały, że istnieje mimo tej sprawdzonej 
jedności danego leśnego typu, takie mnóstwo lokalnych odmian 
w zdobieniu, że błędem nie do darowania byłoby zamknąć źródło 
badań i motywów w ciasnym nowotarskim powiecie, a owszem na- 
leży i powinno się rozszerzyć zakres zdjęć na całą Polskę. 

W samej Galicyi, czy to w Krakowskiem, czy na Mazowszu, 
Śląsku lub Grybowskiem, w Skolskiem, w Drohobyczu albo w Stani- 
sławowskiem, znajdziemy chałupy po staremu na wieniec budowane, 
z rzeźbionymi sosrębami, rysiami i szczytami często ozdobnymi, jak 
to szereg rysowanych i załączonych przykładów wskazuje. 

Zjawiska powyższe wskazują na żywiołowy pociąg chłopa do 
sztuki, który jak mógł, przełamywał niekorzystne społeczne warunki. 

Tak więc jako naśladownictwo sztuki mieszczańskiej powstały 
stołki renesansowe po chatach Podhala i te sosręby czyli sio- 
strzany poprzerabiane w nazwie z niemieckich Schluss-tramów, 
w czasie, kiedy chłop zapragnął mieć w izbie swojej powałę wzo- 
rowaną na powałach zamków pańskich, i domów mieszczańskich. 

Również i okna nie odrazu się zjawiły. Początkowo były 
one wykrojami w belkach tak, jak to dziś w oknach do komory 
światło wpuszczających widzimy, zasłoniętymi zasuwą drewnianą lub 
błoną pęcherzową. Dotąd na Podolu szklarz nazywa się «błoniarzem» 
na pamiątkę tych dawnych czasów. «Błon szklanych trzy. Okno w tym 
sklepie z błoną szklaną i kratą» — cytuje Gloger w Encyklopedyi 
Staropolskiej (Dom). Dopiero później przyszła rama okienna na wzór 
miejski po gotycku okrojona (wiz. 143. Ponieważ cała Polska budo- 
wała się w drzewie, przeto nie dziwo, że wciąż w rozmaitych stro- 
nach powstawały różne stosowane motywy zdobnicze tłómaczone z za- 
chodnio-europejskich budowli kamiennych na nasze drzewo. Tem się 
objaśniają owe szczyty chat chłopskich na wzór szczytów kamien- 
nych w drzewie ciosane, jak to na rysunku zagrody w Grodzisku 
w Poznańskiem, zdjętej przez Kielesińskiego, i domu w Białej wi- 
dzimy (wiz. 140, 141). 

Szczególną jednak właściwością zdobienia niedawno jeszcze 
minionego leśno-rolniczego okresu jest ogromne stosowanie form 



— 325 — 

roślinnych. Zioła i rośliny, tak w kulcie, jak i w zdobieniu chłop- 
skiem znaczą i królują, a stamtąd przenoszą się nawet do sztuki 
klas wyższych. Znamionuje je zaś całkiem szczególna i odrębna 
stylizacya, która łączy malowidła na skrzyniach, szafach krakow- 
skich i litewskich z wyszywankami na chustach u ludu, aby we 
wzorach roślinnych pewnego działu naszych pasów litych szla- 
checkich i majolikach kossowskich zakwitnąć najcudniejszemi bar- 
wami i kształtami. Jeśli zdobnictwo stylu romańskiego związaliśmy 
z plecionką koszową to nie możemy pominąć milczeniem przypu- 
szczenia, wedle którego przemożny rozrost motywów roślinnych 




Wiz. 147. 
Ornament roślinny ze skrzyni krakowskiej. 



W zdobnictwie gotyckiem to objaw w sztuce nowych warunków 
życiowych, których treścią jest gospodarka leśna i rolna, dająca 
roślinom tak olbrzymie w społeczeństwie znaczenie. 

Usiłują niektórzy osłabić znaczenie twórczości budowniczej 
i zdobniczej ludowej dla sztuki narodowej tern, że to wszystko, 
co jest w drzewie poczęte i urodzone, w budownictwie ceglanem' 
i kamiennem jest tern samem skazane na zagładę. 

Tak nie jest. 

Drzewo współcześnie w urządzeniu wewnętrznem nie tylko 
nie zostaje wypieranem, ale owszem zdobywa sobie w budowni- 
ctwie zbytkownem coraz większe zastosowanie, czego przykładem 
Anglia, Niemcy, Skandynawia i Szwajcarya. 



— 326 - 

Współczesny prąd, wyrzucający ludzi na lato z miasta do 
wsi, miejscowości zdrojowych i klimatycznych, stwarza również 
potrzebę will, to jest mieszkań na poły wiejskich, które często 
jeszcze łatwiej i taniej jest budować w drzewie niż kamieniu. Jeśli 
dodamy do tego lepsze zdrowotne warunki mieszkania w drewnia- 
nych domach, to okaże się jak przedwczesnem jest lekceważenie 
drzewa jako tworzywa budowlanego. Przykładem tego niech będą 
przepiękne wille w Zakopanem, projektowane przez p. Witkiewicza, 
z których najwspanialszym cudem jest i na długo jeszcze pozo- 
stanie dom pod Jedlami pp. Pawlikowskich na Kozińcu. 

Lecz nawet tam, gdzie kamień i cegła stają się nieodzowną bu- 
dowlaną koniecznością, to i wtedy jeszcze nie mamy prawa zała- 
mywać rąk nad końcem stosowania sztuki ludowej w nowocze- 
snem budownictwie. Wszak udowodniliśmy, zresztą nie tylko my, 
że świątynia kamienna grecka wątkiem i kształtami swoimi tkwi 
w drzewie, jako w pierwiastku, w którym cała architektura się 
urodziła i wykształciła, nim zmuszona rosnącym brakiem drzewa 
przeszła w marmur i na niego całą zdobycz drzewną w zdobieniu 
i w formach przelała. 

U nas w Polsce cały nasz gotyk kamienny tkwi, jak to Essen- 
wein w monografii Krakowa wymownie potwierdził, w drzewie. 

Okroję gotyckie odrzwi, kroksztyny, przechodziły z zachodnio- 
europejskiego kamienia na nasze rodzime drzewo, a ulegając w ten 
sposób zmianom od właściwości jego zależnym, wprowadziły te 
zmiany napowrót do budownictwa kamiennego. Tem się tłómaczą, 
według Essenweina, te okrągłe naroża gotyckich odrzwi domów 
i kościołów polskich. 

Jeśli takie zjawisko przechodzenia form z jednego materyału 
w drugi, w historyi sztuki jest znanem i częstem — to pytam się, 
dlaczego obok gotyku, renesansu i baroku polskiego, nie mają 
w cegle, w kamieniu i wyprawie zastygnąć kształty, przez nasz lud 
w drzewie urodzone i wykarmione. 

Gdy sprawa sztuki ludowej dojrzeje, gdy olbrzymia liczba ma- 
teryałów rysunkowych znajdzie drogę do publiczności, a zwłaszcza 
do naszych pracowni budowniczych, to kto zakaże przyszłemu ta- 
lentowi stosować formy ludowe w budownictwie narodowem? 

Stanie się zaś to wtedy, kiedy praca zbiorowa mrówcza lu- 
dzi dobrej woli zapisze w księgę majątku narodowego sporą część 



— 327 — 

tego, co przeszłość nam we wszystkich pomnikach sztuki zostawiła, 
kiedy nie dwie wsie podhalskie, ale setki otworzą skarbnice form 
spragnionym oczom i wytężonej myśli twórczej. 

Początek w tej mierze zrobiony, a książeczka niniejsza niech 
będzie dalszą skromną cegiełką w tej przyszłej wspaniałej bu- 
dowie sztuki polskiej. 

Takie jest jej przeznaczenie. 



V 



ROZDZIAŁ VIII. 

BUDOWNICTWO LUDOWE ROLNICZE 
I WSPÓŁCZESNE. 



Praca nasza nad dziejami mieszkań ludowych w Polsce przed- 
stawiałaby brak nie do darowania, gdybyśmy pominęli dalszą, w nie- 
których okolicach poniekąd współczesną przemianę budownictwa 
ludowego. 

Już chata zagrodowa wskazuje istnieniem swojem na prze- 
kształcenie się gospodarki społeczno-chłopskiej. Chłop wolny, na- 
pół myśliwy i «zbójnik», rybołówca, bartnik i właściciel dobytku 
w bydle, owcach i koniach, przerabia się na rolnika. Lasy nisz- 
czeją, cięte siekierą kupiecką, zaś gdzieniegdzie, jak naprzykład 
na Podolu, nigdy zdaje się las wielkiej roli nie odgrywał w go- 
spodarce. Tam więc wytworzył się najczystszy typ budowni- 
ctwa ludowego rolniczego, który, opierając się na natural- 
nych warunkach przyrodniczych Podola i Ukrainy, przetworzył się 
dziwnym sposobem na budownictwo właściwe narodowi rusinskiemu. 
Granica etnograficzna Rusinów i Mazurów w Jarosławskiem jest też 
i granicą budownictwa polskiego leśnego na zamek i rusinskiego 
na słup. Po za tem znowu zjawia się to samo budownictwo rol- 
nicze na Zachodzie. Niemcewicz w swoich «Podróżach po ziemiach 
polskich» (str. 593) powiada, że: «Między Blaszkami a Sieradzem 
ustają budowania w mur pruski». Wiemy dalej skądinąd, że 
w Wielkopolsce ta przemiana budownictwa leśnego na rolnicze, 
może i pod wpływem niemieckim, dokonała się w 18 stuleciu. Mimo 
to mnogo jeszcze chat w Prusach Zachodnich i Wschodnich, jak 
wiemy, należy do budownictwa leśnego, dopiero na Kaszubach 



— 329 — 

zjawia się budownictwo czysto rolnicze, z koszowego niegdyś 
przekształcone i zupełnie prawie podobne do podolskiego, jak za- 
łączone dwie ryciny pokazują (wiz. 148, 149j. Budownictwo rolnicze 
nie odznacza się właściwie osobnym rozkładem wewnętrznym. Cłiata 







Wiz. 148. 
Chata podolska (zdjęcie autora). 




Wiz. 149. 
Chata słowiańsko-kaszubska (Tetzner, Die Slaven in Deutschland, II. 342). 



tak podolska jakoteż kaszubska, jest w istocie swojej to zagrodową 
wyższego typu (sień w pośrodku, izba czarna po jednej, świetlica po 
drugiej stronie obok komora), lub sień z izbą i komorą jedynie albo mie- 
ści w sobie lub też nawet po prostu sień i izbę mieszkalną. Ten ostatni 
układ bardzo na Podolu liczny, przypominałby nawet kletę litew- 



— 330 — 

ską jako mieszkanie jednoizbowe, gdyby nie sień z czte- 
rech stron ścianami opłocona i wejście nie od węższej, ale od 
szerszej strony, jak w chacie zagrodowej. 

Konstrukcya drzewna jest na słup, często z dębu, z płatwą 




Wiz. 150. 
Szczegóły składowe cłiaty podolslciej. 
1. Słup z płatwą i zastrzałami. — 2. Zacięcie okapu przy drzwiacli i oknacłi. 
3. Motyw łączenia słupa z [płatwą. — 4. Wypełnienie kukłami ze strony ścian. 
5. Wypełnienie plecionką koszową ścian. 




— ^-jw-^^^ 



Wiz. 151. 
Stara chata bliźniacza z Kniłiinina pod Stanisławowem (zdjęcie autora). 



i zastrzałami nałożonymi i zakołkowanymi. Próżne miejsce między 
słupami wypełnia się wedle starszych koszowych tradycyi, koszem 
z prętów wyplatanym i wylepia się gliną. W szopach i stodołach 
sam kosz, jak to wiemy z rozdziału o Koszowcach, zupełnie wy- 



331 



starcza. Również powrósło ze słomy, jako odpadeli rolniczej wy- 
twórczości, z gliną zmieszany, oplata również paliki, tworząc ścianę 
wałkowaną chaty. W ogóle glina, a nawet kamień częściowo 
bywa w tym sposobie budowania szczególnie używany; daleko 
w większym stopniu niż w budownictwie leśnem. 

Dach z czterech stron początkowo spadzisty, jest pokryty 
strzechą ze słomy, to kłosami albo pniem na dół, tworząc zna- 
mienne wzorzyste cieniujące się schody. U końca kalenicy nie- 
wielki dymnik jest często już w zanikającej postaci. Nie wiele on 




SB^^^^^ 



Wiz. 152. 

Chata na przedmieściu Kulikowa, gankiem do ulicy położona, pod Lwowem. 

(Zdjęcie autora). 



potrzebny tutaj, bo strzecha znacznie łatwiej przepuszcza dym, niż 
szczelny dach dranicowy lub gontowy leśnego budownictwa. 

Szczyt kalenicy tworzy szereg «kozłów» (storożyny po rusku) 
utrzymujących, strzegących niejako warstwicę dachową słomy przed 
naporem wichrów. 

Dach z czterech stron spadzisty, przekształca się łatwo w ściętą 
od czoła postać (wiz. 148). 

Dzieje się to na skutek użycia części strychu na izbę mie- 
szkalną, urządzenia piąterka niejako. Bywa też zastosowany w na- 
poły leśnem, w napoły rolniczem budownictwie, jakie się często 
trafia na Mazowszu, Wielkopolsce i na Litwie. W połowie leśne, 
w połowie rolnicze budownictwo stanowią chaty budowane w ś c i a- 



- 332 — 

nach na zamek, a kryte strzechą słomianą (Krakowskie, San- 
domierskie, Mazowsze, Litwa). 

Pośredniem też budownictwem między typem leśnym a rol- 
niczym będzie budowanie na słup, bez wypełniania koszem lub 
powrósłem. Miejsce kosza zajmuje drzewo w ramowy sposób 
utwierdzone, lecz nie jak w kościołach norweskich prostopadle ale 
poziomo. Zjawia się on na Pokuciu bliżej gór i wypiera, jak to 
obaczymy, budownictwo leśne dla następujących, bardzo wa- 
żnych względów. 

Nowoczesne warunki, dając uwolnienie chłopu od pańszczy- 
źnianej roboty, wprowadziły doniosły czynnik pracy najemnej, do 
jego życia gospodarczego. 

W ten sposób chłop stając się kółkiem nowoczesnego kapi- 
talistycznego społeczeństwa, traci dawne właściwości kulturalne. 

Góral, który dawniej w zimie, nie mając co lepszego do ro- 
boty, ozdabiał kozikiem każdy wolny kawałek płaszczyzny na wszel- 
kich sprzętach drewnianych, nauczył się cenić obecnie swoją pracę, 
którą może w inny sposób, materyalnie korzystniejszy dla siebie 
spieniężyć. Tak dawniej snycerze w Zakopanem już snycerstwem 
się nie bawią i wśród dorastającego pokolenia mniej jest odda- 
jących się sztuce ludowej jednostek. 

Na dołach do upadku budownictwa dawniejszego typu przy- 
czyniła się trudność dostania drzewa. Ustały lub dążą do zani- 
knięcia dawne serwituty na pańskich lasach, nikną też gminne 
lasy i bory, drzewo coraz droższe, na budowę nowej chałupy ni- 
gdzie się go darmo nie dostanie. 

Pod wpływem tych warunków zaginęło prawie zupełnie stare 
wieńcowe budownictwo. Po wsiach jak w Knihininie pod Stanisła- 
wowem lub w Pasiecznem, stare chaty wyłącznie jeszcze na wieniec 
są budowane; u nowszych skład i układ jest już zupełnie od- 
mienny. 

Na miejsce wieńca przychodzą słupy czopowane, wzdłuż nich 
wydłubuwuje się rynienki, w które zachodzą obrzynki drewniane. 
Jedynie zastrzały są jeszcze często po staremu zacinane i koł- 
kami łączone. Na powierzchni obrzynków wbija się gęsto kołki, 
narzuca gliną i wyprawia, naśladując w ten sposób domy murowane. 

W ogóle dziś jest szykiem mieć dom murowany i tem się 
tłómaczy owo troskliwe bielenie ścian chałupy, tak często będące 
w użyciu. 



— 333 — 



Stare zamiłowanie drzewa zaginęło, a nawet tam, gdzie ono 
mocą przyzwyczajenia jeszcze jest na starem miejscu, usiłuje się 
barwę jego i kształt zabić gliną lub wapnem. 

Jedynie w myśl mego prawidła, często budynki niższego 
typu świecą płomienną barwą starego drzewa, i czasem w jednej 
i tej samej cłiacie, komora ciało drzewne pokazuje, kiedy izba, owa 
wytworniejsza część mieszkania troskliwie jest pobielona (wiz. 151). 

Również i położenie chałupy poczyna ulegać zmianie. Zamiast 
sterczeć węższem czołem do ulicy i chować się po za opłotki 
i bramę ozdobną, obraca się do niej szeroką połacią, zdobi w ga- 




Chata » wyprawiona < 



Z^j^ 



Wiz. 153. 
Załoziec na Podolu galicyjskiem (zdjęcie autora). 



nek na wzór domków podmiejskich i tak zatraca powoli swoje 
wiejskie pochodzenie. Wyprawą naśladuje gipsaturę współczesnych 
kamienic miejskich w nieskończenie ordynarny sposób i w ten 
sposób w oczach naszych ginie wyraz dawnej i pięknej kultury 
budowlanej. Nie wszędzie jednak wyprawiane chałupy są brzydkie. 

Tam, gdzie nigdy leśne budownictwo nie mogło się rozwinąć 
jak to jest na Podolu, tam często chatki włościanina ruskiego 
noszą na sobie miły, choć daleki odźwięk dawnych pałaców mu- 
rowanych barokowych szlacheckich (wiz. 153). 

Lecz tam, gdzie niema dawniejszych tradycyi, tam nowoczesne 
warunki niszczą resztki dawnej kultury budowniczej. 

A jednak właśnie wtedy, kiedy ginąć się zdaje stara sztuka 
u ludu, zapaliły się do niej ognie miłości w klasach wyższych, powstaje 



— 334 — 

prąd potężny odrodzenia, i wstają dawne, wiązane na zamek chłop- 
skie koleby, ale w szacie stokroć piękniejszej i ozdobniejszej. 

Dzięki Witkiewiczowi i Matlakowskiemu zjawiają się one co- 
raz gęściej, coraz liczniej, i dziś w Zakopanem nieraz wśród chłop- 
skich zdobień widzieć można rzezaną koronę hrabiowską na znak, 
że nawet najwyższe klasy nie wstydzą się uszlachetnionej i przy- 
stosowanej do współczesnego życia koleby. 

Tak to, co pozornie ginie w rzeczywistości, odradza się 
w pieśni, bo pieśnią na cześć nowej twórczości polskiej w sztuce 
stają się coraz to dumniej sterczące, słoneczkami ozdobione czoła 
koleb, w tak zwanym zakopiańskim a właściwie polskim stylu. 

I tak, jak wszystkie kpiny Osińskich i Koźmianów nie po- 
wstrzymały niegdyś zapłodnienia literatury polskiej wątkami lu- 
dowymi w romantyzmie, tak też żadna siła nie cofnie już rozpędu, 
jakie nabrało społeczeństwo w sprawie odrodzenia sztuki polskiej 
z ludu. 



CZĘŚĆ II 



ZABYTKI BUDOWNICTWA LUDOWEGO 



V 



«Słusznie tedy osobna architektura civilis ma być 
dla każdego narodu tak i Polskiego. Bo kto chce po cu- 
dzoziemsku mieszkać, musi żyć po cudzoziemsku. A że 
trudno życie odmienić, które już dawny zwyczaj stwier- 
dził, toż dom i mieszkanie do niego stosować potrzeba. 

(Krótka nauka budownictwa Dworów, 
Pałaców i Zamków z r. 16^9). 



ROZDZIAŁ I. 

DWORY I DWORKI SZLACHECKIE. 



Druga część niniejszej pracy, będąca objaśniającem słowem, 
dopełnionem niejako przez obraz danego zabytku, jest mimo mno- 
gości nadpisów, jak najściślej związaną z przedmiotem, któremu po- 
święciliśmy pierwszą część roboty. 

Mieszkania ludowe były bowiem owem, długie wieki niewy- 
sychającem źródłem form zdobniczycłi i układów, i mojem zdaniem 
istotne zrozumienie budownictwa znamiennego naszych klas wyż- 
szych, drobnomieszczaństwa, mieszczaństwa i szlachty, zawisłe jest 
w pierwszem rzędzie od dokładnego rozbioru dziejów tych niepo- 
zornych często ludowych budowli. 

Stąd też płynęły liczne błędy w ocenie naszego budownictwa 
szlacheckiego i mieszczańskiego. Były one zawsze następstwem 
niedokładnego poznania zasadniczych pierwiastków zdobniczych 
i konstrukcyjnych, tkwiących w chacie ludowej. 

Trzeba bowiem zważyć, że tak jak w naszem społeczeństwie 
nie było gwałtownego skoku między magnatem i chłopem, a po- 
między formacyą chłopską i magnacką ciągnął się długi łańcuch 
stanowisk społecznych pośrednich, na władaniu ziemi opartych, 
który w drobnej szlachcie, dalej dzierżawcach, szlachcie jedno wio- 
skowej i więcej wioskowej swoje ogniwa społeczne znachodził. 

Księga ziemi Czerskiej wyraźnie to zaznacza (cyt. w Kolberga 
«Mazowszu»). Domy (murowane naturalnie) szlachty, stawiano na 
sposób zagraniczny (to jest murowano), i te zwały się domy wiel- 
kie, jaki naprzykład znajdował się w Tarnowie (blisko Łaskarzewa) 

DZIEJE MIESZKAŃ. 22 



— 338 — 

-w r. 1449. Domy te na sposób wieśniaczy (rusticana), nazywano 
«chicze» (gaza, casa, thola). Na stawianie domów pozwalali sobie 
możniejsi, szlachta i kmiecie mieszkali w c h y ż a c h». Chyża 
zaś, jak wiemy, składały się ze świetlicy, sieni i izby czarnej. 

Stosownie do położenia gospodarczego i społecznego kształ- 
towała się ta najbliższa funkcya życiowa ziemianina, jego dom ro- 
dzinny. Pomiędzy chatą zamożniejszego kmiecia a drobnego pół- 
chłopa szlachcica niezbyt wielką była różnica. Pokrewieństwo jest 
w każdym calu widoczne i silne. Dwór dzierżawcy lub dawnego 
właściciela kilkunastu dymów znowu niewielką odmianą odbijał od 
dworku p. Maćka nad Maćkami. Wyżej szedł dwór szlachecki So- 




Wiz. 154. 
Rys poziomy dworku szlacheckiego Romerów (podany przez Romera i Seliwestrowicza) 

(Wisła). 



pliców, aby wreszcie zakwitnąć murowanym zamkiem Horeszków 
i na nim zakończyć swoją wędrówkę form. 

Jeśli drzewo było tworzywem, a było niem bardzo często, 
z którego ciosano, którem wiązano ściany dworku, dworu i zamków 
nawet, to żywioł ciesielski ludowy, to topór i siekiera wiejskiego 
cieśli była tem ogniwem konstrukcyjnem, wiążącem wiericówkę', 
wiązanie na węgieł świetlicy chłopskiej z drewnianemi ścianami 
dworów i zameczków drewnianych. 

Nie mógł więc u szlachty rozwinąć się inny typ budowni- 
ctwa drewnianego jak u chłopów, jak to wręcz błędnie przypusz- 
cza Łuszczkiewicz w swojej pracy, do której później jeszcze po- 
wrócimy. 

Ten sam cieśla, z temi samemi przez wiekową tradycyę wy- 
robionemi zdolnościami rękodzielniczemi wiązał wszystko, spichrz 
i stodołę, chatę i dwór, kościół, cerkiew lub zamek. 

Lecz mógłby kto zarzut uczynić, że nie tożsamość często 



339 



słomianej strzechy lub gontowego dachu, nie zupełne podobieństwo 
wiązania ścian i układu dachów, ale treść wewnętrzna domu, nie 
łupina ale ziarno rozstrzygać winno o przynależności zabytku bu- 
dowlanego. 




e 



L~2i- 



= — ^ 



Wiz. 135. 
Dworek drobnoszlachecki w Tykocińskiem. (Encyklopedya rolnicza). 




Wiz. 156. 
Dworek (organistówka) z okolic Stanisławowa (Galicya). Rysunek autora. 



Zgoda i na to, niechże więc świadectwo prawdzie odda pierw- 
szy lepszy rys poziomego rozkładu dworku szlacheckiego. 

Mamy przed sobą na załączonej illustracyi rozkład dworku 

22* 



— 340 — 

p. Romerowej, która należała «do zamożniejszej szlachty», jak mówi 
autor notatki zawartej w miesięczniku Wisła (wiz. 154). 

Widzimy z obrazu załączonego, że w istocie swojej zaszło 
jedynie zróżniczkowanie wiejskiej cliaty, tak samo bowiem, środek 
zajmuje sień przedzielona na «przedpokój, komin i sień», tak samo 
też z jednej strony jest izba czarna, rozczłonkowana jedynie na 
skład i czeladnie, a z drugiej strony izba odpowiadająca świetlicy, 
rozmnożonej wedle potrzeby na jadalnię, pokój gościnny, alkierz 
i spiżarnię. 

Zmiana zaszła jedynie w ilości miejsc mieszkalnycłi a nie 
w zasadniczym rozkładzie. Chata cłiłopska zamieniwszy się na dwo- 
rek szlachecki, rozrosła się jedynie w sobie i rozdzieliła na więcej 
już złożonemu życiu odpowiadające części mieszkalne, ale nie 
zmieniła zasadniczego typu w niczem. 

Tak więc podłoga drewniana była tylko w alkierzu i pokoju 
gościnnym a «inne izby miały ją z gliny ubitej, a sufit niebielony», 
jak mówi autor notatki cytowanej. 

Lecz i ten dom już był więcej złożony, jak to wypadało 
w późniejszych czasach. Natomiast w XVI wieku «dom wieliki 
z mocneho derewa zrobień na podkleciach», czy też drugi na «s k 1 e- 
pach piwni cznych» był jeszcze zupełnie na wzór chłopskiej chaty 
złożony. «A na werch tych sklepów pan Stanisław Falczewski w se- 
redyni dom derewenyi zrobił swetlicu, seni I komoru». (Rewi- 
zya zamków ziemi wołyńskiej z roku 1545, popis zamku krzemie- 
nieckiego, str. 97). 

Zresztą i pod innym względem biorąc jako całość, dwór szla- 
checki, z podwórzem w pośrodku, z budynkami gospodarczemi 
na skrzydłach, jest niczem więcej, jak taką rozrośniętą chłopską 
zagrodą, dla której dworek plebanji lub organistówka będzie tylko 
znowu pewnego rodzaju pośrednim typem. 

Różnica zasadnicza między chatą chłopską zagrodowego typu, 
a dworkiem szlacheckim bywa często w tem, że dwór zamiast 
sadowić się węższem czołem do głównej ulicy, obraca swoją naj- 
szerszą twarz ku bramie wjazdowej i zdobi się w mniej lub wię- 
cej wytworny ganek słupkowy (wiz. 156, 157, 158, 159). Bywa jednak 
dużo dworów, które nawet i w stosunku swego położenia do głównej 
ulicy nie odbiegają od prawidła, któremu ulega przeważająca ilość 
naszych chat wiejskich a nawet domów podmiejskich. 



— 341 — 

Dopiero pałace magnackie zwracają się szeroką połacią ku 
otwartej na rozcież ku ulicy bramie. 

Gołębiowski w swoicłi «Dworacli i dworkacłi» również myśl 
podobną wyraża w stosunku do mniejszycli zabudowań sziacłieckicti. 
«Małej szlachty mieszkania, snopkami częstokroć poszywane, wcale 
się nie różniły od cłiłopskich chałup, szlachcica dworek miał izby 
po rogach a sień w środku. Pomniejszych panów i szlachty ma- 
jętnej dwory najwięcej bywały drewniane we dwa piętra i w jedno, 




Wiz. 157. 

Dwór w Mereczowszczyźnie na Litwie (niegdyś rodziny Kościuszków). 
(Kłosy, tom XXII, Nr 810). 



budowane w prosty czworogran jak stodoły i szopy, rzadko kiedy 
ozdobniejsze». 

Dwory szlacheckie budowane są stale na wieniec (węgieł), a ponie- 
waż rzadko wstecz sięgają po za XVII stulecie, to jest po za formy 
w drzewie wyrażonego baroku, przeto historya ich wcześniejsza 
jest pod wielu względami tajemnicą osłonięta. 

Okoliczności te uwarunkowane burzami politycznemi, które 
przechodząc przez kraj, szczególnie się odbijały na wiejskich mie- 
szkaniach dawniejszego typu, wpłynęły sobą na ukształtowanie się 
mniemań o tym mieszkaniowym zabytku szlacheckiej kultury. 

Posłuchajmy więc, jak o nich jednak pisze jeden z najwięk- 



— 342 — 

szych znawców romańskiej sztuki w Polsce, ś. p. Władysław Łuszcz- 
kiewicz. 

«Typem swojskiego budownictwa szlacłieckiego ma być dwór 
modrzewiowy staropolski, typ to niezmienny przez wieki, który 
poezya i literatura uświęcić pragnęła a świat zna z tycli nielicz- 
nycłi okazów, budzącycłi gdzieś tam w zakątkacti kraju poszano- 
wanie mniemaną swą starożytnością. Właśnie dlatego, że z typem 
tego rodzaju pomieszkań szlacheckicłi spotykałem się niejednokro- 
tnie w wycieczkacłi moicli po kraju i że w typie tym nie znalazłem 
warunków artyzmu, wyrosłycłi z tradycyi, która powinna się była 
wybić, zrodziło się u mnie powątpiewanie ażali ten modrzewiowy 
dom może być uważanym jako rzecz godna uwagi łiistoryka sztuki. 

Dlatego zapragnąłem pracy badawczej nad pomnikami po- 
mieszkań szlacłieckich wszystkicłi, jakieby się znalazły z epok wy- 
przedzających! modrzewiowe dwory. 

Nabyłem bowiem przekonania, że o ile nie posiadają te ostat- 
nie warunków piękna sztuki, któreby je dozwalały porównać nawet 
z pozostałymi zabytkami drewnianej architektury miasteczkowej, 
o tyle szczegółami stylowymi przypominają co najwięcej czas 
Augustów i epokę baroka, starszych dotąd nie napotkałem. 

Ten widoczny brak tradycyi sztuki u tych modrzewiowych 
dworków został przerwany przez inne na czasie prądy budownicze. 
Musiała zajść jakaś przerwa w rozwoju budownictwa drewnianych 
dworów szlacheckich, między epoką średniowieczną, w której to 
budowle miały swój niezawodnie styl, a wiekiem XVII, z którego 
mamy bezstylowe zabytki. 

Stało się to w XVII stuleciu skutkiem zapanowania archite- 
ktury ceglanej lub kamiennej, już to ostatnich chwil ostrołuku, już 
to renesansu. 

Jeżeli zarzucam temu drewnianemu budownictwu dworów sta- 
ropolskich brak charakteru artystycznego, to dla zasady konstruk- 
cyjnej, która pięknej sztuki wydać nie może. 

Są szczęśliwe kraje, w których dzięki zasadzie i przy obfi- 
tości materyału rozwinęło się na wysoką skalę budownictwo dre- 
wniane. Tą zasadą jest system ramowy t. z. «des pans de bois» i wą- 
tek taki budowy jak szlachetny dąb lub inne twarde drzewo. W na- 
szych zabytkach tego systemu nie napotykamy, przeważnie 
panuje system blockhausowy z pniów poziomo leżących na sobie 
i wiązanych w zrąb przez zacięcie na węgłach, czyli tak zwany 



— 343 — 

system d'empilaye. Do takiej budowy używa się drzewa stosun- 
kowo miększego, w rodzaju jak modrzew, sosna, jodła, dębu 
nie używa się z powodu twardości. Takie poziome układanie ścian 




Wiz. 158. 
Dwór w Twardowicach, gub. Piotrkowska. (Zdjęcie Br. Kondratowiczowej). 




Wiz. 159. 
Dwór z okolic Piotrkowa (Król. Polskie). (Zdjęcie Br. Kondratowiczowej). 



z belek poziomycłi sprzeciwia się pojęciu piękna, wynikłego w ar- 
cliitekturze z wyrażenia formami życia statycznego. 



— 344 — 

Niema w tern budownictwie kolumn, gzymsowań, frontonu, 
niema ornamentacyi roślinnej lub figurowania. 

Budowane są na zrąb nietylko nasze chaty chłopskie ale 
kościoły i cerkwie, nawet domki mieszczańskie, wszystkie mają 
jedną zasadę, która jest bezpłodną. Ta odrobina ozdobności, którą 
spotykamy obok tego zrębu surowego jest do pewnego stopnia 
powziętą z szlachetniejszego systemu ramowego (?) lub jest naśla- 
downictwem w drzewie forsowanem architektury murowanej. Do 
pierwszego należą podsienia domów, soboty w kościołach wiejskich, 
do naśladownictwa form kamiennych kopuły wspanialsze cerkwi 
ruskich. 

Musimy uznać za słuszne twierdzenie, iż dwory szlacheckie 
drewniane w epoce średniowiecznej, jeżeli miały swój styl, mu- 
siały być budowane w systemie ramowym, jedynie możliwym do 
przyjęcia piękna architektonicznego!?) musiały się posługiwać klo- 
cami i deskami dębowemi. Oto dlatego uważam w naszych mo- 
drzewiowych dworach XVII wieku tradycyę za zerwaną: budowane 
są one na zrąb, nie z pniów wprawdzie ale z ogładzonych kloców 
modrzewiowych lub jodłowych. To co się w ten sposób dało wy- 
konać, nie jest pięknem, choć nieraz ciekawem przez swój układ 
narożnych alkierzy, jak w takim dworze w Czarnożyłach pod 
Wieluniem (wiz. 160). System to taki sprowadził, że nigdy nie spoty- 
kamy dworu piętrowego (!?). Właśnie to ma do siebie system drugi, 
który ugody cieśli XV wieku nazywają <magisterio meliori», że lubi on 
piętrzenia. Wszakże obok tych wiadomości zaczerpniętych z da- 
wnych aktów, nie tajno jest, ile szczegółów artystycznych napotka 
się przy budowie drzwi kościelnych, zachowanych dotąd (Grybów, 
Mogiła, Sękowa i t. p). Każe się to domyślać artystycz- 
nego pojęcia w budownictwie średniowiecznem 
drewnianem w Polsce. Pomniki zaginęły, ale badacze odszu- 
kując wpływów dawnego pojęcia na rozwój form kamiennych 
ostrołukowych, tem samem dowodzą istnienia pomników. Formami 
drewnianego budownictwa odrzwi dają się wytłó- 
maczyć nasze wczesne renesansowe świeckie ka- 
mieniarskie prace. Przypisując obyczajowi zamieszkania mu- 
rowanych dworów przez szlachcica, w epoce wskazanej powyżej, 
zgubienie tradycyi, sądzę że wpływy wyższych kultur dały zapo- 
mnienie o drewnianej architekturze.!?) Zjawia się ona z powrotem (!) 
w epoce biedy po wojnach szwedzkich obok pałaców, jako mie- 







r « 

3 co 



— 346 — 

szkanie ubogiego szlachcica, lub w okolicy gdzie o rękodzielnika 
i budowniczego trudno». 

Przytaczając w całej rozciągłości najeżoną faktycznymi błę- 
dami i złymi wnioskami cytatę z pracy ś. p. Łuszczkiewicza, daję 
tem przykład jak nawet wielki badacz może się mylić łacno, jeśli 
przerzuci się na pole ledwie dorywczo mu znane. 

Znakomity znawca początków romańskiego i gotyckiego ko- 
ścielnego i świeckiego murowania w Polsce traci cały swój 
dorobek naukowy, jeśli na mocy sprawdzianów z niego wziętych 
pragnie sądzić o budownictwie drewnianem. 




Wiz. 161. 
Rys poziomy dworu w Kowalewszczyźnie z wieku XVn. (Z rysunku Zygmunta Glo- 
gera, Encyklopedya staropolska). 



Wykształcony na zabytkach budowniczych niemieckiego, fran- 
cuskiego i angielskiego Zachodu, gdzie w drzewie po wszystkie 
czasy ryglówka panowała i panuje, nie może się pogodzić z istnie- 
jącą wieńcówką w Polsce, uważając ją błędnie jako system bu- 
downiczy zupełnie się do rozwinięcia artystycznego nienadający. 
Jużby go ozdobność i artystyczne wyrobienie domostw skandy- 
nawskich i wspaniałych górskich «szaletów» szwajcarskich, w wień- 
cówce stworzonych, powinno było zwrócić z błędnego kierunku. 

Mimo to uporny w swem twierdzeniu wielki profesor, gotów 
przyjąć raczej najśmielsze przypuszczenie ogólnego panowania 
murowańców w budownictwie szlacheckiem XVI wieku, byle tylko 
będący w użyciu niekiedy w zniemczonych gdzieniegdzie miastach 



— 347 — 

Polski system ryglowy, uważać jako niegdyś w całej Polsce pa- 
nujący, a w XVII i w XVIII wieku zatracony. 

Takiemu karkołomnemu przypuszczeniu sprzeciwiają się tra 
dycye, które zawsze w Polsce szczególnie drzewo ukochały, a mu- 
rowańcowi przypisywały źródło wielu chorób. 




Wiz. 162. 
Dwór modrzewiowy w Sopoćkiniach (p. Kielecki, Król. Polskie). Tyg. illustr. Serya II. 2. 




Wiz. 163. 

Dwór w Ciepielewie (gub. Radomska, p. Iłżecki), niegdyś własność książąt Sanguszków 

obecnie Russockiego. (Tyg. illustrowany). 

Znaną nam jest anegdota opowiedziana przez prof. Józefa 
Łepkowskiego o szlachcicu, który otrzymawszy spadek w Toskanii, 
wziął ze sobą tamże cieślę polskiego, byle tylko w murowańcu nie 
mieszkać. 



— 348 — 

Zupełną ma też słuszność p. Zygmunt Gloger, jeśli spierając 
się również o to «zerwanie trądy cyi» wręcz oświadcza: «Tak z in- 
wentarzy powyższycłi jak z kilkuset innycli, które z wieku XVI 
i XVII mieliśmy w ręku lub posiadaliśmy, widać jasno, że całe 
budownictwo dworów wiejskich w dawnej Polsce, było od po- 
czątku drewniane, i że rozwijało się bez żadnej przerwy 
i epoki przełomowej, jaką przypuszcza prof. Łuszczkiewicz», (Ency- 
klopedya staropolska, tom II str. 82). 

Żałować należy, że wśród zabytków budownictwa drewnia- 
nego szlacheckiego nie zachowało się nic, coby sięgało wstecz po 
za wiek XVII. Ponieważ zewnętrzna łupina szlacheckiego dworu 




Wiz. 164. 
Dwór modrzewiowy w Smardzewic pod Sieradzem. (Tyg. illustrow. Serya II. tom X). 



dostosowywała się do panujących stylów, przeto nie dziwo, że 
razi nas prostota dworków XVIII i początków XIX stulecia, dosto- 
sowana do klasycyzmu, który przecież i w murowańcu jest 
uproszczony niezmiernie. 

Natomiast wystarczy wziąć dworek barokowy drewniany lub 
renesansowy (wiz. 160, 162, 163, 164), aby zauważyć już pewne 
bogactwo form, wytworność i znamienność sylwety. 

Zauważymy tam już dach znamienny podwójnem załamaniem 
wziętem z mansardu francuskiego, a przerobionem na t. z. man- 
sard polski. Szczególnej malowniczości dodają alkierze boczne, 
które będąc może kiedyś zwyrodniałemi wieżami obronnemi daw- 




bo 

O 

o 



^ N 



- 350 — 

nych zameczków drewnianych XIV i XV wieku przechowały się pra- 
wie aż do barokowych czasów. Znaleźć je można w Szymbarku u czte- 
rech naroży dworu obronnego, i widnieją one u wielu dworków 
szlacheckich, dodając wraz z krytemi podcieniowymi krużgankami 
malowniczości i piękności. 

Takim się też zachował dwór szlachecki wieku XVII w tym 
rysie poziomym, który z Kowalewszczyzny za Zygmuntem Gloge- 
rem (Encyklopedya staropolska) powtarzamy. Podobny też zupełnie 
jest ten w Czarnożyłach, publikowany w roku 1860 w Tygodniku 
illustrowanym. XVII wiek liczył zapewne wiele dworów jeszcze 
piękniejszych, jeśli Ulryk Verdum podróżujący po Polsce między 
rokiem 1670 i 1672 nazywa je na wielu miejscach «pięknymi». 
«Piękny dwór stoi przy niej» (Liske, Cudzoziemcy w Polsce, str. 
108, 76 i t. d). 

Widocznym z tego jest szlak podwójny, którym biegł roz- 
wój dworu szlacheckiego. Oparłszy się o chatę chłopską niegdyś, 
rozwijał się z niej przez wielokrotne mnożenie się izb zewnętrze je- 
dynie dostosowując do panującego stylu historycznego, o ile na to 
natura wiązania i zdobienia w drzew.oT a nie w murze, pozwalała. 

Tak rozwijały się dwory w zasadzie nieobronne. 

Natomiast potrzeba obronności wprowadziła pierwiastek wież 
obronnych narożnych u zameczków niegdyś drewnianych, później muro- 
wanych, któreto wieże wyrodniejąc, przemieniły się w alkierze narożne. 

Nawet profesor Łuszczkiewicz pełen zwątpienia w istnienie 
ozdobnego stylu drewnianego polskiego, w urządzeniu takich alkie- 
rzy dopatruje wpływów budownictwa drewnianego. 

Tak więc zbliżamy się powoli do rozwiązania zagadnienia, jak 
właściwie wyglądał dwór nieobronny szlachecki w 15 
i 16 stuleciu, to jest w czasie największego rozkwitu cywilizacyi 
w Polsce. Prof. Łuszczkiewicz przyznaje, że wiele szczegółów dre- 
wnianych, w odrzwiach i oknach kościołów wiejskich swoimi go- 
tyckimi okrojami wskazywałyby na istnienie stylu odrębnego w ów- 
czesnych czasach, niejako w drzewie odtworzonego polskiego gotyku. 
Żałuje on tylko, że się nie przechował ani jeden dwór z tych czasów. 

Tak, ale przechowały się natomiast na Podhalu chaty włościań- 
skie, gdzie wszystkie drugorzędne znamiona, okroję okienne i dźwi- 
rzowe, profile sosrębów, stromy gotycki spadek dachów, pazdury 
czyli kwiecienie wskazują na po dziś dzień żyjące w niej gotyckie 
tradycye XIV i XV wieku. 




Łt: 



.a ^ 



u 



- 352 — 

Jeśli uwzględnimy niezwyczajną jak na koleby wiejskie ich 
ozdobność, to w takim razie wygląd dworu szlacheckiego w XV 
wieku jest nam dany w całości. Nawet wnętrze z siostrzanem — 
sosrębem odpowiada, jak to na rycinie izby głównej dworca z póź- 
niejszych czasów jest widoczne, (wiz. 166), zupełnie temu pojęciu, 
jakie mamy dziś o izbie góralskiej na Podhalu. 

Gdyby tak było, to genialnej artystycznej intuicyi p. Stani- 
sława Witkiewicza zawdzięczalibyśmy odrodzenie, w willach budo- 
wanych w Zakopanem, dworów naszych szlacheckich z XV wieku. 

A chociażby w szczegółach tę myśl nie przeprowadzono kon- 
sekwentnie, to przecież niesłychana malowniczość, zwłaszcza np. 
domu pod Jedlami pp. Pawlikowskich, bogactwo i ozdobność 
wiernie odtworzonych motywów świadczy o tem, czem był dwór 
dawnych czasów. 

Później przy zamkach damy najzupełniej wiarogodny archi- 
walny dowód, wykazujący jasno jak na dłoni, że alkierze narożne 
dworów szlacheckich są właściwie resztkami utwierdzeń dawnych 
zamkowych. Narożna ozdobność takiego dworu również była 
większa, a chociaż nie dochował się w całem swem rozwinięciu 
dwór szlachecki z XIX wieku z gotyckimi pozostałościami, to na- 
tomiast los życzliwy pozwolił dotrwać niektórym bóżnicom aż do 
dzisiejszych czasów, które całością swojej sylwety i szczegółami 
zdobniczymi wiernie przypominają dwór szlachecki ówczesny. Mó- 
wiHśmy o alkierzach narożnych jako o znamionach dworu ówcze- 
snego, znamionach zachowanych na załączonych rycinach. Otóż 
takie same narożne alkierze zachowały się w szeregu bożnic. Są 
one przy bożnicy w Nasielsku, w Wołpiu, a w szczególnie piękny 
sposób istnieją w słynnej bóżnicy w Zabłudowiu w gub. Gro- 
dzieńskiej. Ta ostatnia bóżnica spadzistością dachu, jego ścięciem 
i ozdobieniem doskonale zbiega się z chatami na Podhalu, i tem 
samem daje nam najdokładniejszy może surogat widoku dworu 
drewnianego z drugiej połowy XV i pierwszej XVI stulecia. Zresztą 
nawet w murowańcach bożnice zachowały swe baszty obronno- 
zdobnicze na narożach, tak ulubione w Krakowie w XV stuleciu. 
Jeszcze w XVII wieku bóżnica murowana w Żółkwi ma prześlicz- 
nie zastosowany motyw, który się na dwóch narożach jeszcze 
szczęśliwie zachował. Tak więc zbliżamy się powoli do rozwiąza- 
nia zagadnienia, jak wyglądał właściwie dwór nieobronny szlachecki 
w XV i XVI stuleciu to jest w czasie największego rozkwitu, kiedy 



I 



— 353 — 

naród polski gromił Krzyżaki, na Wschód i Zachód rozszerzając 
swój wpływ i cywilizacyjną potęgę. 

Te piętrzy ste dachy kiedyś panowały bowiem w całej Polsce 
nim przyszły dachy włoskie mniej pochyłe, przekształcone później 
na mansard polski o podwójnem załamaniu wprawdzie, ale bez 
zmiany pochyłości w obu połaciach (mansard francuski zmienia 
nachylenie po załamaniu). Górnicki pisze w Dworzaninie: « Jeśli 
drewniane były domy, to dla trwałości dobierano modrzewia, pod- 
waliny były mocne, drzewo suche, wiązania krzepkie i dach wy- 
soki, piętrzysty, z wielu w nim okienkami, zwykle gontami 
pokryty. Dachy płaskie, zwykle włoskimi zwane, dla ochrony od 
ognia zaczęto używać, lecz ganione je i znajdowano, że 
nigdy tej piękności i tego kształtu i pożytku nie mają 
co dachy zwykłe » (Górnicki, «Dworzanin», wydanie Gałęzowskiego 
tom III, str. 667 j. W ten sposób «zerwana trądy cya» jeszcze w XVI 
wieku zwykłych budowli, została nawiązaną znowu na chwałę 
i pożytek sztuki narodowej w Polsce, i obecnie od dworu dre- 
wnianego gotyckiego Witkiewiczowskiego, przez renesans, barok 
drewniany aż po klasycyzm mamy ciągłą i równą nić rozwoju 
albo też i... zwyrodnienia, szlacheckiego mieszkania nieobronnego 
w Polsce. 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



23 



ROZDZIAŁ II. 

DWORY OBRONME I ZAMKI. 



Szczególniejszą rolę odgrywały w Polsce dwory obronne, 
zameczki i zamki drewniane. Jako wyraz budownictwa i techniki 
wojennej, układem zewnętrznym były podobne obrazom budowli, 
znanych bodaj z drzeworytu w kronice świata Hartmanna Schadla 
z r. 1493. Utwierdzony gród średniowieczny składał się niejako 
z dwóch łupin obronnych. 

Zewnętrze otaczała palisada z wieżami na załomach palisady 
w odległości wynoszącej, jak się zdaje, podwójne strzelenie z łuku. 

Brama przypominająca wielce nasze bramki do zagrody wio- 
dące, prowadziła do wnętrza. Całość otaczał szeroki rów pełen 
wody, z mostem zwodzonym u bramy. 

We wnętrzu grodu napełnionem domami, mieścił się zamek 
również wodą i palisadą otoczony, z mostem zwodzonym i wie- 
żami na narożach. 

Tak wyglądał zamek we Lwowie i w wielu innych miejsco- 
wościach. 

Przy sposobności opisu zamku mirskiego cytuje prof. Soko- 
łowski charakterystykę zamków niemieckich nakreśloną przez Boet- 
tichera. (Spraw. kom. do historyi sztuki tom VII, Z. 3 CXC). «W po- 
łudniowych i środkowych Niemczech zamki wznoszą się na górach 
i mury je otaczające stosują się do tychże gór platformy, a zatem 
mają rozmaitą formę. Głownem jądrem zamku jest wieża, «donjon», 
która tylko do ostatecznego schronienia służy, wskutek czego 
obok buduje się mieszkalne budynki i «palas». Przeciwnie w Pru- 



— 355 — 

siech i u Krzyżaków <'das Haus» stanowi jądro obrony, zasłonięte 
murami i fosami. Mury te zakreślają kwadrat 45 do 55 m. długo- 
ści boków i tworzą zewnętrzną ścianę mieszkalnycłi gospodarczycłi 
zabudowań z krużgankami do środka i ze studnią w środku jak 
klasztor. Kaplica wcłiodzi w skład tej ubikacyi, zarówno jak wieże. 
Te ostatnie są- zwykle kwadratowe lub prostokątne w planie, pó- 
źniej dopiero okrągłe, gdy w Niemczecłi południowych okrągłe 
zwykłe». Zamek krzyżacki zaś zbudowany na naszej ziemi na 
wątku drewnianym, stworzonym niegdyś jak jednozgodne świade- 
ctwa zeznają (patrz rozdział o Palowcacłi, str. 158) przez naszycłi 
budowniczycłi cieśli. Nie omylimy się więc, jeśli ten typ zamków 
czworokątnych z wieżami narożnemi i wieżą bramną będziemy 
uważali za typ zamków polskich dolinowych. 

Posłuchajmy natomiast opisu naszego zamku wziętego z dzieła 
Grabowskiego «Ukraina dawna a teraźniejsza» na str. 150. Pośrodku 
albo w ścianach miasta, bywały główne budynki zamkowe, jak hi- 
storycy zachodni XIII i XIV wieku nazywają, stuby, czyli później- 
sze Blokhauzy (budowle na «zamek»). 

Te budynki składały się z izb, albo na podrubach czyli pod- 
walinach, jakby na piętrze, albo przy ziemi. 

Izby były trojakie, sień, komory i świetlice (jak w cha- 
cie chłopskiej). Świetlice czasem były duże po pięć sążni długo- 
ści, przed niemi sień i komory mniejsze. 

Cały zamek powinien być blankowany i tak mocno kryty, 
żeby na nim zaciągał żołnierz i dawał ognia z arkabozów i ha- 
kownic. Na dziedzińcu zamkowym były świrnie, gdzie zboże, 
spichrze, gdzie prochy i saletrę chowano, szopy, gdzie stały działa, 
kuźnie, łaźnie, kołodzieże czyli studnie z kołowrotem, nareszcie 
jedna albo kilka cerkwi. Pod zamkiem wieża a na niej zegar. 
Oprócz budynków właściwego zamku, w jego obwodzie stały domy 
cerkiewne, ziemiańskie i dziesiętnicze. Za właściwą fortyfikacyę 
zamku uważać należało horodnice i wieże. Wieże były przy wa- 
łach w samej palisadzie. Stawiano je, czyli jak mówią rąbano 
z grubych brusów dębowych, albo na sześć węgłów okrą- 
gło, albo na cztery w kwadrat, były podbite i pobite dra- 
nicami nie cienkimi a wewnątrz opatrzone w pomosty i strzelbę, 
którą dzielono na ziemną, średnią, wierzchnią i wywiedzioną nad 
dachy, a to dla rażenia z różnych pięter nieprzyjaciela. Nad bramą 
były baszty i kilkopiętrowe wieże, jakowych ostatni zabytek został 

23* 



— 356 — 

w miasteczku Rokitnie. Furtki od miasta zamykane kluczem staro- 
sty lub horodniczego. Zamkowe horodnie nosiły nazwiska albo 
różnych cechów miejskich, albo wsi okolicznych. 

Naturalnie nie każdy gród był tak wielki, niektóre warownie, 
choć murowane nawet, składały się tylko z zameczku, który, jak 
naprzykład w Świrzu, był zdobny wieżami, basztami i rowem 
głębokim z wodą. 

Opis takiego zameczku drewnianego niesłychanie pobieżny 
znajdujemy w Inwentarzu starostwa płotelskiego z r, 1585, doko- 
nanym przez Józefa Janowicza Korackiego. «Najpierw zamek Pło- 
telski na ostrowie, meży oziera Płotelskeho zderewa zbudo- 
wany, ale wżo welmi s tary, stieny pohnili i wywalili się, bez 
pokrytia i wieży sie na dół pochylili z pohnili, żadnym sposobem 
naprawień byt' nie możet». (Słów. Geogr. tom 8, str. 320). 

W pamiętniku Heydensteina z czasów wojny moskiewskiej 
w XVI wieku, jest szereg opisów świadczących, że miasta rosyjskie 
zdobywane przez Polaków, głównie drewniane miały jeszcze 
utwierdzenia. «Polacy spędzają nieprzyjaciela z drewnianej wieży» 
(str. 196.) «0d strony obozu były trzy olbrzymie wieże, dwie skrajne 
zbudowane z ogromnych i mocnych tramów, trzecia środkowa 
znacznie mniejsza, miała w ścianach strzelnice dla armat» 
(str. 144). 

«Połock miał bardzo silne ściany i baszty zbudowane z kilku 
pokładów potężnych tramów drewnianych powiązanych między 
sobą» (str. 54). 

Jak widzimy, powyższe opisy, bardzo stosunkowo niedokładne 
i niewielkie, dają wyobrażenie o drewnianych warowniach. 

Na szczęście zachowały się źródła z czasów, kiedy zamki 
drewniane istniały jeszcze na niektórych ziemiach Rzeczypospolitej 
polskiej w całej swojej czystości. W opisie zamków wołyńskich 
i podolskich przez Iwana Patejewicza Tyszkowicza w r. 1542, 
uważny badacz znajdzie wiele wzmianek dotyczących układu i składu 
tych warowni naszych. 

A było to w czasach kiedy ]w istocie swojej, wprowadzenie dział 
nie przekształciło jeszcze odwiecznego systemu budowania utwierdzeń 
i bronienia się. Jeszcze kola, kłody i kamienie jak dawnymi czasy, 
tak i w XVI wieku na Wołyniu stanowią główne środki obrony. 

Natomiast układ tych grodów pod innym względem dosto- 
sować się musiał do zmienionych warunków fizycznych ziemi. 



- 357 — 

Grody, których jedyną obroną są bagna, zaczynają rzednieć coraz 
bardziej, przynajmniej nowych się już nie zakłada. Natomiast znawcy 
ówcześni wojennictwa wyszukują język ziemi skalnej rzeką w trzech 
czwartych oblany, odcinają go od jedynie dostępnej strony trzema 
albo czterema rowami, palisadą i obronnemi wieżami. (Wiz. 167). 
Takie miejsce «okazywał kniaź starosta» Tyszkowiczowi, jako 
wielce godne i dobre na nowy zamek, który się miało zbudować 




Wiz. 167. 

Rys poziomy rozmieszczenia zameczka polskiego drewnianego. (Odtworzenie Kazimierza 
i Tadeusza Mokłowskich). 



na miejsce starego zamku Winnickiego w tem miejscu wystawionego. 
«Do tego nowego miejsca wyjeżdżaliśmy dwukrotnie, aby zauwa- 
żyć czy ono jest dobre. Otóż od teraźniejszego znacznie jest 
mocniejsze i bezpieczniejsze. Łęk jeden między Bohem jakoby szyją 
się przeciągając, od tej i od drugiej strony wodą jest oblany, tylko 
pięćdziesiąt sążni w szyi (w zagięciu) rzeka od rzeki jest oddalona. 
A w tym łęku uczyniwszy koniec i zrobiwszy zatrzymanie rzeki 



— 358 — 

na Bohu (staw) a na tej szyi rowy dwa albo trzy uczyniwszy, 
zamek się bardzo mocny zrobi». 

(Rewizya zamków ziemi wołyńskiej z r. 1542, wydanie Aleks. 
Jabłonowskiego, str. 111). 

Położenie takie miało wiele dobrycłi stron za sobą. Potrzeba 
bowiem było tylko z jednej strony ubezpieczać, bo z trzecli stron 
broniła rzeka, skała i spadzistość góry, 

Przez rowy szedł most na palacłi, albo «starym sposobem» 
prosto na palacłi, albo też wiązem na fundament «na kletacli» zbu- 
dowany. Most pod samą bramą urywał się, bo połączenie odtąd 
stanowił most zwodzony (uzwod), podnoszony na łancuctiacłi i za- 
mykany na górze (tamże str. 37). Przy mniejszycłi zamkacłi pro- 
wadził wnet na podwórzec zamkowy, majdan. Natomiast większe 
zamki dzieliły się, jakeśmy to u zamków średniowiecznych niemie- 
ckich zauważyli, na okólny zamek i właściwy wyżny 
zamek. Do obu prowadziły zwody na łańcuchach przez zamko- 
wych «rudników» z żelaza wyrabianych (tamże str. 37). Do okoła 
zamek otaczała palisada opatrzona wieżami i borodniami, a później 
murowanemi «baksztami». Pomiędzy palisadą a rowem powinna była 
być przestrzeń równa jak najmniejsza, w przeciwnym razie jeśliby 
się bowiem obronę czyniło kamieniem i kłodami, wszystko zosta- 
wałoby pod ścianą i z góry się nie mogło stoczyć (tamże str. 130), 
górę zaś należało, aby tem większy wstręt nieprzyjacielowi uczy- 
nić, «wedle starego sposobu tarniną obsadzić» (str. 130). 

Ostrokół składał się w przekroju z dwu palów wbitych w ziemię, 
a potem zaostrzonych. Jeden pal zewnętrzny był prostopadły, a inny 
nachylony do rowu. Pomiędzy niemi leżały pnie, mieściły się ubite 
kamienie i glina (wiz. 168). Taki wał zachował się jeszcze w Wiel- 
kopolsce przy wale Kęcińskim, zbadany przez Yirchowa (wiz, 34). 
Kształt jego opisuje Ulryk de Yerdum (Liske, Cudzoziemcy w Pol- 
sce, str. 18), który widział je jeszcze między rokiem 1670 i 1672. 

«Dwór ten, jak po większej części wszystkie szlacheckie dwory 
w Polsce był otoczony palisadami z mocnych świerkowych kołów, 
w ziemi w przecięciu na cztery stopy na ukos osadzonych, a u góry 
się krzyżujących». 

W częstokole tym była brama, której kształt zachowała stara 
moneta Piastowska wraz z częścią ostrokołu (wiz. 40). 

Nad bramą, do której prowadził most zwodzony, stała wieża 
bramna. Do niej prowadziły na pierwszy pomost schody z nad- 



359 — 



wora, z pierwszego zaś piętra na drugi wnętrzne schody a czasem 
pień odpowiednio wyrąbany (stołb). Tak się zachowało wejście na 
pierwsze piętro przy niektórych dzwonnicach na Podhalu a pień 
schodowy podobny z Grybowskiego znany mi jest ze zdjęcia mego 
brata Tadeusza. 

Obok wieży wrotnej, zazwyczaj niższej, mieściły się na na- 
rożach budynku zamkowego i palisady wieże stróżowe, na której 
często dzwon wielki rotny wisiał (tamże str. 130). Wszystkich 
wież więc było trzy lub cztery, odpowiednio do ilości załamań. Wieże 
te odpowiadały najdokładniej dzwonnicom dzisiaj jeszcze przy 
kościołach i cerkwiach stojącym. Konstrukcya wież w XVI wieku 
zupełnie była podobną 
do dzisiejszego układu 
dzwonnic. 

«A w jednej wieży 
belki, które są na krzyż, 
na których makowica, 
(głowica, szczyt w for- 
mie głowy jak u dzwon- 
nic) i cały wierzch 
jest zawieszony, 
już są drzewem podpar- 
te» (tamże str. 128). 

To belkowanie «na 
krzyż» jest typowe dla 
naszych dzwonnic w odróżnieniu od wiązania «na zamek». 

Pomiędzy wieżami i wewnętrzną stroną palisady biegły «blanki, 
oblanki», to jest pomosty na szerokość czterech belek, (zrobione 
na trzy belki «blanki» w zamku żytomirskim okazały się za wąskie). 
«Bez oblanków jest chodzenie bardzo trudne i strzelba ubez- 
pieczoną być nie może» (tamże str. 32). 

Z blanków drzwi prowadziły na pierwszy pomost wież obron- 
nych i na «wierzchy» horodni o których powiemy później (str. 128i. 
«Na blanki» prowadziły wschody i drabiny a od strony podwórza 
chroniły zaciągającego żołnierza poręcze czyli «oporyszcza» (tamże 
str. 128). Całość okrywał dach chroniący od gnicia. Słupy tylko trzy 
na blanki użyte i też na wierzchu nie przykryte gniją, *^ poręcze nie 
zrobione tak, że w czasie przygody niebezpieczeństwem jest cho- 
dzić i puszkarzom trudno bez «słupa» po ciosach łazić» (str. 128j. 




Wiz. 168. 
Przekrój przez rów i ostrokołowe utwierdzenie w zame- 
czku polskim. 
(Odtworzenie Kazimierza i Tadeusza Mokłowskich). 



— 360 — 

Na bezpośrednie połączenie wież i pomostów oblankowa- 
nych wskazują ustępy: «Na wieży ani jednej ani podsiebitki niema, 
ani wschodów, ani drzwi do oblanków» (tamże str. 111). 

Tamtędy autor popisu zamków chodził «po wieżach, oblan- 
kach około całego zamku» żytomirskiego (str. 128). 

Pomosty we wieżach składały się z belek i «podsiebitek», to 
jest z desek w osobny sposób układanych (str. 128). 

Zewnętrze wież i oblanków było pokryte, to znaczy deskami 
ochronione w ten sposób, w jaki do dziś cerkwie i dzwonnice 
ochraniają. «Pokrycie na wieżach i na wszystkich oblankach bardzo 
drobne i nie mocne tylko po jednym gwoździu deski poprzybijane». 

Dachy wież, za pomocą wystających belek najwyższego po- 
mostu «makowicą» ozdobionych, były gontami kryte. «Wierzch tej 
wieży p. Stanisław Falczewski urobił i gontami pokrył. W tej 
wieży wrota wjezdne starodawne były» (tamże str. 96). 

Osobne obronne budowle, często w zapisach zamków na Rusi 
wspominane to horodnie. Mieściły się one w palisadzie, w pewnej 
niewielkiej odległości od siebie, a utrzymanie ich w porządku nale- 
żało do cechów lub do okolicznych wsi, tak panów jak i włościan. 
Różnica pomiędzy nimi a wieżami jest następująca. Wieże są bu- 
dowane na «słup» czyli «v^ąz», jak nazywano w XVI stuleciu konstrukcję 
z dębowych brusów, a horodnie na zamek ze smolnego drzewa. Ta 
zasadnicza różnica w wiązaniu i w robocie dawała też i różnicę 
w nazwie. Była to więc budowla czworogranna na zamek w palisadę 
wciśnięta. Na dole mieścił się skład, zaś «na wierzchu» dachem 
okryty był pomost obronny. Sposób złożenia wyjaśnia nastę- 
pująca uwaga w popisie zamku żytomirskiego. 

«Zamek niedawno zrobiony, jeszcze nikt horodni na siebie 
nie wziął i drzwi jeszcze nie wyrąbano. Trzeba więc 
drzwi zrobić i wierzchy nakryć» (tamże str. 130). 

Naturalnie «drzwi wyrąbać» można tylko w budownictwie wień- 
cowem. Zresztą jest jeszcze inne świadectwo. Na Podolu w Bracławiu 
budowano horodnie na słup i wypełniano płotem i ghną, w Winnicy 
także, jak to i z dzisiejszego budownictwa chat podolskich wynika, 
nie używano budowli zamkowych (na węgieł). To Wołyniakowi 
i fachowemu znawcy wojennego budownictwa polskiego zupełnie 
się nie podobało. 

Takie robienie horodni na słup to «prosty obyczaj ». Pisząc 
więc o zamku Winnickim tak się wyraża: «bo gdyby mniej- 



— 361 - 

szymi horodniami a ściany w zamek uczyniono, to by było 
mocniej i bezpieczniej i dłużej by trwało, ale obecna robota aczkol- 
wiek staranna, jednak ani wieczysta ani trwała» (tamże str. 44). 

Również i innych szereg budynków jest wyliczony jako bu- 
dowany na zamek. «Wieś Meykowce», ma budować oprócz «horodni, 
spichrz (hrydnie), łaźnie, piekarnie i chłodnik na zaniek». Horodnia 
miała wierzch oprawiony i pobity deskami na wszystkie cztery 
strony. «Horodnia kniazia wołodomirskiego oprawiona, ale jedna 
strona nie pobita». Pobicie to «wiatr z wierzchu zrywał» 
(tamże, str. 11 i 132). Gdzieindziej zaś są «zwyżki (weżyce), ho- 
rodnie nakrywane» (tamże str. 132). 

«Wszystkie horodnie i palisady winny były być deskami opra- 
wione i gliną obmazane» (tamże str. 11 i inne). 

Horodnie i wszystkie inne budynki w palisadzie, spichrze naprzy- 
kład, miały jak mówiliśmy wierzchy «bojanice» jak je zapewne na- 
zywano, opatrzone «pobojem», jak zwało się pobicie deskami (tamże, 
str. 111). Tam mieściły się kamienie, kłody i koła, a czasem działa. 

«Na których to spiżarniach dziewięć wierzchów, a pod tymi 
wierzchami miały stać działa» (tamże, str. 111). 

Głównej obrony drewnianych zamków na Podolu i Wołyniu 
jeszcze w XVI stuleciu, nie stanowiły jednak działa. 

Na wieżach, oblankach, gromadzono koły, kłody i trójzęby 
i «sołony» (tamże, str. 43 i 124). 

«Wieże pokrywać, kłody i kamienie na trzy wieże i na 
horodnie kłaść», mówi popisujący o zamku żytomirskim (tamże, 
str. 130). «Kłodą, kamieniem i kołem należy go bronić* (str. 132). 

Pomówimy obecnie o właściwej części mieszkalnej zamku, 
obejmującej zapewne tak, jak to się dzieje dotąd w murowanym 
świrskim zameczku, pewną połać języka na górze. 

Składał się on z sieni, świetlicy, izby czarnej i komory za- 
pewne, jak największa część budynków ówczesnych w Polsce. 

«Budowanie zamku takiego jeśli miało być dobre, było zro- 
bione z mocnego sosnowego ciosanego drzewa w za- 
mek robionego» (tamże, str. 128). 

Zamek Winnicki, zbudowany na Podolu, wedle podolskiego 
sposobu na słup, zupełnie się naszemu lustratorowi nie podoba. 
«Jeszcze nie w zamek ściany, prawie na wszystkie strony 
dziury, niema go co chwalić» (str. 41). Niestety brak jest dokładniej- 
szego omówienia samego budynku zamkowego. Musimy więc wspo- 



- 362 — 

móc się opisem, jaki pozostawił nam archidyakon Paweł z Aleppu 
w sprawozdaniu z podróży, którą odbył z ojcem Makariusem do 
Moskwy, w poselstwie, blisko w 100 lat później, w czasie wojen 
kozackich. (Dzieło tłómaczone na angielskie w r. 1831). 

«Pałac Kalinowskiego koło Humania na Ukrainie, jest na ze- 
wnętrznej stronie miasta, a można go już widzieć z wielkiej odle- 
głości ze względu na jego wysokość. Między nim a miastem jest 
szeroka rzeka, i niezmierne jezioro (staw), przez które prowadzi 
most. Pałac jest zamkiem wysokim, na wzgórzu w okół niego jest 
rów nader szeroki i głęboki, opatrzony palisadą na zewnątrz ze 
skrzyżowanych palów, aby móc odeprzeć atak konnicy. Na przodzie 
bramy są szerokie działa, a na bokach po obu stronach mniejsze. 

Okręg cały zamku jest ufortyfikowany drewnianemi kwadra- 
towemi wieżami. Wewnątrz zamknięcia jest szerokie otwarte miej- 
sce (majdan, przyp. aut.), w którego górnej stronie jest wspaniałe 
mieszkanie pałacowe w całości zbudowane z drzewa w ogniu uod- 
pornionego, które jest niezapalne. Drzewo to jest ogładzone i pole- 
rowane z czterech stron i w ten sposób złożone, że nie widać 
szpar, i zdawać się może, jakby cały dom, czyli jego ściany z je- 
dnego kawałka drzewa w szerokość i długość był zbudowany. 

Długość tych balów drewnianych, czworograniastych wynosi 
50 piędzi i więcej, jakeśmy mierzyli, a szerokość wynosi 4 piędzie- 

Wokoło na obwód pałacu są cztery takie bale, ułożone 
wzdłuż (lengthwise), jeden nad drugim aż do dachu. Ten 
pałac zawiera wielką liczbę piwnic i magazynów, nad którymi są 
dwa pokoje jeden nad drugim. 

Co się tyczy pieców i kominków, w których nieci się ogień 
w zimie, to są one bardzo duże i wysokie jak cyprysy, z wielu 
rurami, które przechodzą przez powały, i są wielkiej szerokości. 

Obok części mieszkalnych są stajnie dla koni. 

Potem wstąpiliśmy na zwyżkę innego pałacu, który jest prze- 
znaczony na mieszkanie letnie. Składa się z pokój i, opatrzonych 
dookoła oknami. 

Jest to budynek podobny do takiego, jaki znamy na górze 
Św. Szymona w naszym kraju i podobny do zamku Moarra. Jest 
on bardzo ornamentowany i malowany». 

Z powyższej, dotąd o ile sądzę na polskie nieprzełożonej 
cytaty widać, że pałac Kalinowskiego był z drzewa na wieńcówkę 




.^ o 



— 364 — 

zbudowany, z balów około 10 metrów długich, a 90 ctm. szero- 
kich, a tak spojonych, że prawie szpar nie było widać. 

Że musiał taki zamek drewniany robić miłe wrażenie na wi- 
dzu, wnosić też należy ze wzmianki Ulryka de Yerdum o waro- 
wni drewnianej Jaworowskiej: «Zamek Jaworowski z bali wcale 
zgrabnie zbudowany » (Liske, Cudzoziemcy w Polsce, str. 76). 

Wznosił się taki zamek na palowem podniesieniu «podkletach», 
jak je nazywa «Inwentarz zamków wołyńskich i podolskich». «Podkle- 
cie», to zewnątrz musiało być zaś, jak częstokół z gęsto obok siebie 
ułożonych pali zrobione, aby nieprzyjacielowi słabych stron nie 
pozostawiać. W tych «podkletach» od frontowej ściany było pod- 
cienie. Umowa o budowie zamku kórnickiego z roku 1426 nie 
dwuznaczne daje o niem pojęcie. «Dalej przed domem zrobi się 
dwie części z oknami i kolumnami rozszerzonego pomostu, 
in Yulgari po polsku nazywającego się «strzegł progi» (czegbroga), 
ten pomost zrobi się w sposób lepszy (modo meliori) w «ząbce» 
(sampsy), i w ten sposób mostowy zrobi się w cztery kolumny 
i wyciosze się siedzenia (sessionem) i oprawy czyli poręcze (porance)». 

Na rogach wieże, po łacinie «propugnaculis», obronne wznie-. 
sienią, nazywały się już wtedy po polsku «alkierzami» (alkerz). (Tamże 
Spraw. Kom. do hist. sztuki, tom III, str. 65). Tak więc dwory 
XVII wieku z alkierzykami na czterech lub dwu rogach domu, są 
niczem innem, tylko częściowo w basztach zwyrodniałym zame- 
czkiem dawnym. Jeszcze w świrskim zameczku z XVI wieku, tu- 
dzież w zamku murowanym w Załoźcach baszty narożne dosko- 
nale zachowały swój obronny charakter. W Szymbarku zaczyna 
już baszta wieżowa zanikać, aby w XVIII wieku wreszcie do szczętu 
ustąpić pod wpływem nowych prądów. Opierając się zaś na wszyst- 
kich danych, tak archiwalnych, jakoteż wziętych ze studyum po- 
równawczego dworów drewnianych i murowanych, dzwonnic, cha- 
łup chłopskich i innych starożytniczych, szczęśliwie dochowanych 
wątków, usiłuję odtworzyć zamek podobny drewniany z czasów 
między XIV a XV stuleciem, który w wizerunku załączam. 



ROZDZIAŁ III. 



KOŚCIOŁY, CERKWIE, DZWOMNICE, KAPLICE, 
KRZYŻE PRZYDROŻNE I Mf\QROBKI. 



Szczególną uwagę obcych i naszych uczonych zwracały często 
kościoły i cerliwie drewniane, nader jeszcze liczne na ziemiach 
śląskich i dawnej Rzeczypospolitej polskiej. Kiedy na Zachodzie 
za wyjątkiem Norwegji i jednego kościoła z Greenstead w Anglji 
drewniane kościoły znikły na zawsze od dawna, to Słowiańszczyzna 
zachodnia (nie mówiąc już o wschodzie), zachowała gdzieniegdzie 
nawet w przeważającej ilości owe tak zaciekawiające budowle. 
Jest ich jeszcze pewna niewielka ilość w Czechach i na Morawji. 
Północna Słowiańszczyzna, Ruś węgierska i Siedmiogród liczą ich 
już znacznie więcej. Księstwo poznańskie, Prusy Zachodnie i Wscho- 
dnie również posiadają ich garść, uwidocznioną w wydawnictwach 
niemieckich inwentaryzujących zabytki sztuki w tych prowincyach. 

Śląsk posiada tych zabytków większą ilość, których zdjęcia 
ukazywały się sporadycznie w rozmaitych czasopismach historyczno- 
monograficznych (Altschlesien in Wort und Bild). Pisał o nich zna- 
komity badacz Śląska Lutsch a niedawno została ogłoszona pań- 
stwowa nagroda za dokładne zdjęcia tych zabytków dawnej pol- 
skiej sztuki budowniczej. 

W Królestwie Polskiem zachowała sie również garść tych 
zabytków. Natomiast Litwa i Białoruś cieszą się do dziś wielką je- 
szcze liczbą drewnianych kościółków i cerkiewek, które swoją 
drogą znikają szybko lub przekształcają swój charakter. 

W dzielnicach pruskiemu berłu podległych z wyjątkiem Śląska 




Wiz. 170. 

Kościół w Gidlach (Królestwo Polskie). Siekierą ciosany z r. 1059 (?). W każdym razie 
bardzo stary. Podcienie w polowie XIX wieku dorobione. (Kościoły w Król. Polakiem). 




'^'^W^- 



Wiz. 171. 
Kościółek w Zgierzu (Król. Polskie). Kłosy, tom XIV, Nr 357. 




Wiz. 172. 
Kościół w Karnicy koło Konina. (Kłosy, tom XII, Nr 300). 




^ 



Wiz. 173. 
Kościół w Cłiecłile (Król. Polskie). Tyg. illustrowany, Serya IV, tom VI. 




Wiz. 174. 
Kościółek w Słonimie(?) na Litwie. (Tyg. illustrowanyj. 




':';^-. 



Wiz. 175. 
Kościół w Wiłkowyskacłi na Żmudzi z r. 1620. (Tyg. illustrowany, 1868, str. 28). 



— 369 — 

istnieją nikłe już tylko resztki kościołów drewnianych i to w dużej 
części będących naśladownictwem murowańca. 





Wiz. 176. 
Kościół w Krulcowie (W. Księstwo Poznańskie). 
Z rysunku Gosienieckiego. 



Wiz. 177. 
Wiązanie wieńcowe kościoła w Kru- 
kowie. W. Ks. Pozn. (Z rys. Gos.). 





Wiz. 178. 

Węgieł kościoła w Krukowie 

(W. Ks. Pozn.). 

Z rysunku Gosienieckiego. 



Wiz. 179. 
Kościół w Łęgowicacli w W. Księstwie Poznańskiem. 
(XVI stulecie). (Kolite, Verzeichnis der Kunstdenkma- 
ler in Provinz Posen, III, str. 112). 



W Księstwie Poznańskiem mur rozwinął się, jako tworzywo 
budowlane tak wcześnie, (bo już częściowo w XII i XIII stuleciu 



DZIEJE MIESZKAŃ 



24 



370 



trafiają się kościółki murowane nawet wiejskie), że się zupełnie 
dziwić temu nie będzie można. Mimo to zachowało się kilka ko- 
ściółków stary cti, sięgaj ącycłi częściowo XVI stulecia, które tutaj 
w rysunku za Kołitem powtarzamy. 

Mimo pozornych różnic, konstrukcya (kościół na zamek, wieża 




Wiz. 180. 
Kościół w Bachwicach (Bauchwitz) z r. 1550. Wielkie Księstwo Poznańskie (wieża budo- 
wana na krzyż). (Kohte, Yerzeichnis der Kunstdenkmaler in Provinz Posen, III, str.^99). 




Wiz. 181. 
Kościół w Wierzeniu (Wielkie Księstwo Poznańskie). (Kohte, Yerzeichnis der Kunst- 
denkmaler in Provinz Posen, III, str. 13). 



na słup, «w krzyż», w ząbce) jest zupełnie tą samą co w reszcie 
Polski. Interesującym jest kościół w Jastarni na półwyspie Hela 
w słup zbudowany. 

Podaję również w rycinie ostatni kościół drewniany z Ma- 
zowsza Prus Wschodnich, już niestety rozebrany wiz. 183). 

Natomiast Galicya zachodnia i wschodnia, zwłaszcza jej gó- 




Wiz. 182. 

Kościół kaszubski w Jastarni na półwyspie Hela (rysunek Andriollego). 
Kłosy, tom IV, Nr 1288. 




Wiz. 183. 

Kościółek drewniany z Mazowsza pruskiego (Prusy wschodnie). (Botticher, Yerzeichnis 
der Kunstdenkmaler in Provinz Ostpreussen, Bauernhaus). 

24* 



— 372 — 

rzysta połać, pełna jest jeszcze tycti budowli, które często od 
powiatu do powiatu zmieniają swoje zewnętrzne znamię i we- 
wnętrzny układ. 

O naszycti kościołacłi i cerkwiacti najgruntowniejszą rozprawę 
napisał prof. Maryan Sokołowski, zajmował się również niemi po- 
bieżnie Myskowsky, o ile przycłiodziło mu nawiązać je do kościo- 
łów i cerkwi słowackicłi i rusińskicti na południowym stoku Karpat. 

Aby oprzeć nasze wnioski na dokonanej już i najpoważniej- 
szej pracy, zacytujemy prof. Maryana Sokołowskiego. 

«Wracając do kościołów norweskicti, to one mają z naszymi 
pewne pokrewieństwo. Co jest rzeczą cliarakterystyczną, że mimo 
zupełnie różnej konstrukcyi i innego systemu budowy, wszystkie 
te budowle, tak wschodnie jak i zacłiodnie, tak skandynawskie 
jak i zachodnio-słowiańskie i polskie, mają jedną wspólną stronę. 
Wszystkie nieledwie i we wszystkicłi krajacti mają ganki na słu- 
pacti wsparte i otaczające, czy to cerkiewkę, czy kościół, nieled- 
wie dokoła, mianowicie w budowlach starszych. Ganki te, zwane 
w naszych kościółkach sobotami, noszą nazwę «lob» (Laube) w Nor- 
wegii. Cel ich zdaje się być przedewszystkiem praktyczny i z dre- 
wnianem budownictwem ściśle związany. Na gankach tych bo- 
wiem mieści się występujący znacznie od ścian kościoła dach, 
który odprowadza wodę deszczów i topniejących śniegów z daleka 
od zrębu i ścian głównych budowy, a wskutek tego utrzymuje 
jego podstawy i broni od zgnilizny. W dodatku takie ganki po 
zwalają części pobożnych pomieścić w czasie nabożeństwa w po- 
bliżu sanctuarium. 

Co wszakże w rezultatach naukowych stanowi najważniejszą 
stronę dzieła prof. Dietrichsona, to udowodnienie w sposób sta- 
nowczy, ostateczny i usuwający wszelkie wątpliwości pochodzenia 
formy i typu kościołów drewnianych norweskich. W Skandynawii 
między uczonymi miejscowymi było rozpowszechnione mniemanie, 
że forma pogańskich świątyń w budowie tych kościołów swój ślad 
zostawiła, a wiemy, że i u nas przypominano sobie pogańskie gon- 
tyny na widok niektórych prastarych modrzewiowych kościółków. 
Otóż po badaniach Dietrichsohna wątpić nie można, że kościoły 
kamienne epoki romańskiej, a jak w Skandynawii i Norwegii 
w szczególności, pierwsze anglosaksońskie bazyliki służyły za pro- 
totyp i wzór tych drewnianych budowli i że wszystkie zmiany 
i modyfikacye, jakie w nich widzimy, a które odrębnością nas za- 



I 




Wiz. 184. 
Kościół w Lubomlu na Górnym Śląsl<u. (Henning, Das deutsche Haus) 




Wiz. 185. 
Kościółek na Śląsku Górnym w Zimnej Wódce. (Slama, Putowani po Slezsku). 



o 




— 375 — 

stanawiają, wynikają naturalnie z przemienienia tego typu w inny 
materyał i zastosowania go do drewnianej konstrukcyi. Sprawia to, 
że na podstawie tych drewnianych budowli można sobie odtwo- 
rzyć do pewnego stopnia te kościoły kamienne, które im za wzór 
służyły. Prototypem cerkiewek drewnianych były niezaprzeczenie 
bizantyńskie cerkwie murowane, a naszych kościołów wiejskich 




Wiz. 187. 
Kościółek na Górnym Śląsku. (Tyg. illustrowaiiy), 



tego rodzaju, kamienne na naszej ziemi, czy też w tych krajach, 
skąd do nas przyszło chrześciaństwo, świątynie. 

Zwrócono już na tem miejscu uwagę, jak w wieku XV na- 
śladowane były w kościółkach drewnianych kościoły gotyckie, 
a w XVin barokowe, z przeniesieniem form i szczegółów stylo- 
wych najmniej nawet temu materyałowi odpowiadających. 



376 



Tak samo musiało być i w pierwotnych wiekach. Jak na 
Rusi od pierwszych rozwinęło się budownictwo drewniane dowodzą 
tego piśmienne źródła. Latopisy miejscowi liczą w pierwszych la- 
tach XI wieku w Kijowie cerkwi 700, a drudzy na początku XII 
wieku 600, które często się paliły. Istniał wówczas zwyczaj sta- 
wiania cerkwi wotywnych, które w przeciągu jednej doby stawały 
pod dachem w epokach klęsk nadzwyczajnych a zwłaszcza moro- 
wej zarazy. Ten ruch, to ustawianie, zajęcie się, jednem i tem 
samem rzemiosłem przyczyniało się bez wątpienia do wczesnego 




Wiz. 188. 

Kościół w Bystrzycy na Górnym Śląsku. (Tom XXIII, M. der Central Commisslon zur 

Erhaltung der B. Denkmaler). 



wyrobienia techniki ciesielskiej w jej zastosowaniu do cerkie- 
wnych potrzeb. Budownictwo cerkiewne drewniane, mające tak 
charakterystyczne i właściwe sobie formy na Rusi, któremu archi- 
tektura bizantyńska nic więcej nie dała w spuściźnie 
prócz typu i planu, musiało się wskutek tego w zasadni- 
czych swoich podstawach wyrabiać. 

Cerkwie ruskie, galicyjskie stanowczo różnią 
się od rosyjskich. Złożone są zbabińca, nawy głó- 
wnej i części ołtarzowej, otoczone przejrzystymi gankami. 



— 377 — 

Dalej utrzymuje, że w konstrukcji i właściwościach wiejskich 
cerkiewek kryją się o wiele dawniejsze tradycye aniżeli w bu- 
downictwie naszych kościołów. 

Najoryginalniejsze strony naszego drewnianego budownictwa, 




Wiz. 189. 
Kościół w Kamienicy obok Bielska. (Siama, Putowani po Slezsku). 





Wiz. 190. 
Rys poziomy świątyni pogańskiej staronormańskiej w Lundzie, zestawiony z rysem po- 
ziomym kościoła norwegskiego drewnianego z XII wieku. (Seesselberg, Die altgerma- 

nische Kunst). 



— 378 — 

jak wszystko przypuszczać pozwala, są stosunkowo późniejsze. 
Wynika to z warunków kulturalnych, w których oba te budowni- 
ctwa, kościelne i cerkiewne, rozwijały się. Ruś na greckich swoich 
podstawach stała niewzruszenie przez wieki, i chociaż wpływy 
zachodnie oddziaływały nad nią oddawna, chociaż cywilizacya, 
a z nią idącą sztuka zachodnia rzucała swoje różnorodne pierwiastki 
na jej surową glebę, to te wplatając się w kanwę jej pierwotnego 
pokładu, nie zmieniały go zasadniczo. Romanizm, gotycyzm czy 
renesans, każdy z tych stylów wpływał mniej lub więcej silniej 
czy słabiej na jej ornamentacyę, na dodatkowe i dekoracyjne 
formy, czasami wpuszczał korzenie głębiej, ale stylu i charakteru 
miejscowego nie przetwarzał do gruntu. 

Cerkwie ruskie mają zawsze jeden i ten sam typ niezmienny 
i przypuszczać należy, że to nietylko odnosi się do planu, ale na- 
wet do ciesielskiej techniki i konstrukcyi i zupełnie co innego 
jest i być musiało odnośnie do kościołów łacińskich. Te zmieniały 
się z każdą wielką epoką dziejową, ulegały w swych formach i za- 
sadniczych podstawach wpływom stylowym budownictwa kamien- 
nego i odźwierciadlały w historycznym przebiegu życie 
społeczeństwa i ludu, któiy je wznosił. To dostrojenie się pod 
każdym względem do wymagań i upodobań czasu, do wielkich 
prądów cywilizacyjnych, znajdujących pr ze de w s zy s tkiem 
swój wyraz w architekturze, jest znamienną cechą wszystkich 
społeczeństw zachodnich i na kulturze łacińskiej wykarmionych, 
których puls żywem tętnem bije, tak jak przeciwnie, stan senny, 
stagnacya i bierność są charakterystycznemi cechami społeczeństw 
wschodnich. Ale to właśnie sprawia, że z punktu widzenia nauko- 
wego, ze stanowiska badań nad przeszłością zabytki tego wscho- 
dniego na naszej ziemi budownictwa mogą mieć wyjątkowe 
znaczenie. Bardzo być może, że obok norweskich drewnianych 
kościołów, najdawniejszymi także zabytkami drewnianego budo- 
wnictwa w ogóle co do natury swej i tradycyi ciesielskiej są ru- 
skie cerkiewki* (Sprawozdanie kom. do badania hist. sztuki w Polsce, 
str. 95, tom V). 

Wspomniawszy z obowiązku pana Adolfa Leopolda von Wolfs- 
kron, który pisał «Ober einige Holzkirchen in Mahren, Schlesien 
und Galizien» (Mittheil. der k. k. Central Commission zur 
Erfor. und Erhaltung der Baudenkmaler 1858, Nr 4), profesora 
Gruebera (Tamże 1856, Heft 10), i Antona Petera, którzy 



— 379 — 

prócz pochwał, nic zresztą realnego nie przynoszą, należy je- 
szcze omówić p. Myskowskiego, który w pracy «Holzkirchen in 
Karpathen» poświęcił kościołom i cerkwiom jeszcze najbardziej 
miarodajną wzmiankę. 

Zestawiając kościoły słowackie, morawskie, polskie i ruskie, 
przycłiodzi prawie do tycłi samych wniosków, co prof. Sokołowski 



."^"^ 




Wiz. 191. 
Kościół w Dębnie na Podhalu. (Według Walerego Eljasza). 



tak CO do różnic między kościołami a cerkwiami, jakoteż co do 
podobieństwa rzekomego z kościołami norweskimi. 

Tak więc jedynym autorem i znawcą sztuki, który rzucił naj- 
więcej światła na budownictwo drewniane, tak kościelne, jakoteż 
i cerkiewne, jest niezaprzeczenie prof. Maryan Sokołowski. 

W głównych wnioskach opierał się uczony profesor tak na 
pracy Dietrichsohna, jakoteż na osobistych studyach. Idąc za Die- 
trichsonem, zaprzeczył pokrewieństwa w rysie poziomym między 



— 380 — 

kościołami norweskimi najstarszego typu, a świątyniami przedchrze- 
ścijańskiemi. 

Nie chcę rozstrzygać tej zawiłej kwestyi, cłioć ją według prof. 
Sokołowskiego raz na zawsze zakończył Dietrictisotin, wykazawszy, 
że kościoły norweskie są właściwie drewnianem odtworzeniem ko- 
ściołów romańskicti. 

Nie mogę się jednak powstrzymać, aby na podstawie dzieła 




Wiz. 192. 
Kościół w Ostrowcu na Podhalu. Widok z przodu. (Zdjęcie p. Bron. Kondratowicz). 



kilkakrotnie już cytowanego Seesselberga, nie podać rysu pozio- 
mego fundamentów świątyni starogermańskiej w Lundzie, w ze- 
stawieniu z pewnym częstym zasadniczym typem norweskicłi 
kościołów. 

Zupełna zgodność nietylko rozkładu ale i sto- 
sunek poszczególnycłi przestrzeni, (w kościele nawy 
do prezbyteryum), wskazałby mimo wszelkich, częściowo nawet 
bardzo słusznych uwag Dietrichsohna, na wielką zależność budo- 



381 



wnictwa chrześcijańskiego z przedchrześcijańskiem w Norwegii 
(wiz. 190). 

Zależność ta widoczna w tym wypadku w rysie poziomym, 
zwiększa się jeszcze, jeśli uwzględnimy zdobnictwo w starych ko- 
ściołach norweskich, które nietylko formą, ale i treścią sięga 
może silniej w głąb mitologii pogansko-germanskiej, a mniej 
uwzględnia zdarzenia z dziejów chrześcijaństwa wzięte. 

Są to wszystko okoliczności, które szczególnie pięknie ze- 




Wiz. 193. 
Kościół w Ostrowcu na Podhalu. Widok z boku. (Zdjęcie Bron. Kondratowiczowej). 



brane w dziele Seesselberga «Die altgermanische Kunst» nie po- 
zwalają lekceważyć wpływu przedhistorycznego do tego stopnia, 
jak to czynił Dietrichsohn. 

Jeśli się tak dzieje z rysem poziomym i zdobnictwem, o ile 
silniej odbija się wpływ lokalnej przedchrześcijańskiej tradycyi 
w tem, w czem chrześcijanizm zupełnie oddziałać nie mógł, mia- 
nowicie w sposobie budowania i wiązania kościołów. 

W sztuce ciesielskiej bowiem nie Północ od Południa, ale 



382 



owszem chyba Południe od Północy, czy tą północą będzie Sło- 
wiańszczyzna czy Skandynawia, czy Wielka Brytania, uczyć się 
cłiyba prędzej mogła. 

Jeśli z powyższycti słów wolno było w pewnej mierze wnio- 
skować o pierwiastkach przedchrześcijańskich w naszem budowni- 
ctwie drewnianem kościelnem, to sprawa nie stałaby tak źle, 
jakby się to pozornie wydawało. 




i> ' / 



Wiz. 194. 

Kościółek stary w Chochiołowie na Podhalu, zburzony w r. 1874, wieże w r. 1780. 

(Wieniec). Z rys. Walerego EIjasza. 



Rozważmy jednak wszystko, nie uwzględniając rozumowania 
przez analogię, jak wiadomo, często wiodącego na bezdroża. 

Przedewszystkiem nasze kościoły i cerkwie należą do zna- 
cznie późniejszych czasów, i najwcześniejsze w Polsce wstecz po 
za czasy gotyckie nie sięgają. Zupełnie zaś słusznem jest zauwa- 
żenie prof. Sokołowskiego, że w budownictwie kościelnem odbi- 
jają się dzieje kultury ludu, które je budował, w stylach history- 



— 383 — 



cznych wyrażone. W naszych kościołach starszych, pełno jest mo- 
tywów gotyckich, w późniejszych roi się od renesansu i bar ok a 
w drzewie wyrażonego. 

Mimo to wystarczy już przypatrzeć się polichromii kościoła 
w Dębnie, zdjętej przez prof. Odrzy wolskiego i Barabasza, aby zau- 
ważyć pozorną gdzieniegdzie bezstylowość wyrażającą się właściwie 
w niezależności od form stylów historycznych i tkwiącej w głęb- 
szych pierwiastkach ludowej twórczości. 

Tak samo się dzieje z wielu motywami zdobniczymi wspól- 
nymi z tak zwaną zakopiańszczyzna a powtarzającemi się w budo- 
wnictwie ludowem, kościel- 
nem i cerkiewnem prawie 
bez zmiany przez długie 
wieki. 

Pierwiastków wypływa- 
jących ze źródlisk zacho- 
dnich mniej jest w cerkwiach, 
więcej w kościołach, które 
często w drugorzędnych zna- 
mionach, jak odrzwiach i pro- 
filach noszą piętno stylu go- 
tyckiego a później renesan- 
sowego. Mimo to nawet po- 
między naszymi kościołami 
zachodniej Galicyi i Śląska 
a również gotyckimi kościo- 
łami północnych Węgier, zau- 
ważymy różnice, wyrażające 
się w znacznie większej zależności od gotyku kościołów słowa- 
cko węgierskich. Dachy są tam znacznie stromsze, a u wież na- 
wet iglicowe, jak u kamiennych katedr nadreńskich. 

Natomiast o naszych kościołach, szczególnie rozmieszczonych 
gęsto na Podhalu, da się zupełnie to samo powtórzyć co temu pięć- 
dziesiąt kilka lat powiedział jeden z pierwszych znawców i ba- 
daczów sztuki w Polsce, ś. p. prof. Józef Łepkowski w rozprawie 
«Sprawozdanie z podróży po Sądeczczyźnie» w Roczniku Towa- 
rzystwa naukowego (tom I, str. 236). 

«Charakterystyczne cechy budowy kościołów drewnianych 
w tych czasach (XIV i XV wieku), są następujące: frontową fa- 




Wiz. 195. 

Kościółek w Tyrszowie, p. Staromiejski, Galicya. 

(Szkic autora). 



— 384 — 

cyatę kościoła stanowi dzwonnica czworoboczna zwana kruchtą, 
która ku górze coraz bardziej się zwęża, gdzie ją znów w sposób 
głowy rozszerzają cztery u dołu zębate klapy, z którycli strzela 
piramidalne nakrycie. Budynek kościoła, prostokąt, w części za 
wielkim ołtarzem połową ośmiokąta zakończony, stromym dachem 
przypiera do trzeciej części wieży dzwonowej. Ściany kościoła 
i dzwonnicy otaczają płaskim dachem na filarach wspartym, na- 
kryte podcienie czyli galerye, u ludu sobotami zwane. W XVI i XVII 





2 S 

SKALA 

Wiz. 196. 
Rys poziomy cerkwi w Śnietnicy, p. Gry- 
bowski, Galicya. 
(Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



f ' t i k sn. 
Iii iii 

SHALA. 

Wiz. 197. 
Rys poziomy cerkwi w Boguszy, p. Gry- 
bowski. 
(Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



wieku wieża dzwonowa traci strzelistość i charakter go- 
tycki, staje się niższą, szerszą, często stoi oddzielona od ko- 
ścioła, a kopułę piramidalną zastępuje baniasta. Na szczycie dachu 
sadowi się mała wieżyczka, sygnaturką zwana. Sobót w tym czasie 
nie widać... Kościół wewnątrz malowany białą, czerwoną, nie- 
bieską farbą.» 

Swoją drogą bywa też u tych kościołów i proste ucięcie 
chóru, tak odpowiadające konstrukcyi drewnianej, a które we- 
dług prof. Łuszczkiewicza, wpłynęło na układ poziomy naszych 




/ !.'■»' 



Wiz. 198. 
Widok cerkwi w Boguszy, p. Grybowski. (Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



l)2IEJE MIESZKAŃ 



25 



— 386 — 

kamiennych kościółków romańskiej epoki, dając im również proste 
chóru ucięcie. 

Zwrócimy obecnie uwagę na podobieństwo rzekome naszych 
kościołów z norweskimi, wyrażające się w sobotach czyli dre- 
wnianych krużgankach obiegających kościół dookoła w XV wieku. 

Temu czysto zewnętrznemu podobieństwu uwieść się daje 
Myskowsky, a nawet prof. Sokołowski, mimo że ten ostatni do- 
skonale widzi różnicę układową między kościołami norweskimi 
a naszymi. 

Tymczasem w sposobie budowania kościołów norweskich i na- 
szych zachodzi istotna różnica. Cała ciesielska technika tak jest od- 
mienną, że w niej najmniejszego podobieństwa nie ma. 

Kościoły norweskie są zbudowane w pień, od czego też 
i nazwę swoją biorą (stabkirken), to znaczy, że w węgłach są wbite 
w ziemię ogromne maszty, do których związane są w ryglówkę 
ściany drewniane, wypełnione pionowo stojącymi brusami. Swoją 
drogą wiązanie tych bocznych ścian, jakoteż sobotowych krużgan- 
ków, nosi tak wybitne piętno sposobu ciesielskiego, w jakim wią- 
zane były i są łodzie skandynawskie, że nawet ten już dru- 
gorzędny szczegół stanowi wybitną różnicę (patrz rysunki 
w dziele Seesselberga. «Die altgermanische Kunst»). 

Jeszcze dalszą różnicę stanowi zdobnictwo, które u nas bywa 
stale wgłębne, kiedy u Norwegów jest wypukłorzeźba z chara- 
kterem plecionki wybitnie normańsko-romańskim. 

Nasze kościoły zaś są wiązane na zamek, z wyjątkiem 
dzwonnic, gdzie rzeczywiście istnieje układ w ogólnem pojęciu nieco 
podobny do sposobu, w jaki są budowane norweskie «stabkirken:>. 

Podobieństwo to jest tylko pozorne, bo zacinanie i wiązanie 
naszych belek przez nakładanie na jaskółczy ogon (w ząbce) nawet 
w słupowym układzie dzwonnic jest tak znamienne i odmienne od 
czopowania germańskiego i ramowania norweskiego, że i tu 
widać wydatny wpływ rodzimej techniki. 

Skąd się w dzwonnicach bierze ten odmienny sposób wiąza- 
nia na słup, nad tem zastanowimy się na końcu niniejszego roz- 
działu. 

Pozostają soboty słupowe. Przedewszystkiem stwierdzić na- 
leży, że soboty, które stoją u kościołów norweskich w organicz- 
nym związku, u nas są zupełnie luźną przyczepką tak w kościołach 




'O 



25^ 



— 388 



i w cerkwiach, i powstały najwidoczniej pod wpływem l<rużganltów 
zamliowycłi i podcieni miejskicli słupowycłi. 

Świadczy o tern ostatniem przypuszczeniu fakt, że na Czer- 
wonej Rusi, cerkwie z sobotami znajdują się głównie w małycłi 
miasteczkacłi, wDrołiobyczu, Rozdole, Starej Solina- 
przykład, natomiast ogromna ilość cerkwi wiejskicti zupełnie się 
bez tycli sobót obywa. W cerkwi w Drotiobyczu znać najwyraź- 
niej, że owe soboty niczego nie -dźwigają ani podpierają i są tylko 

zdobniczym przydatkiem. Dacłi wspiera się 
na systemie rysiów daleko od węgłów po- 
wysuwanych i tworzących znamienny far- 
tuch dookoła podeszwy cerkwi, chroniący 
ją od zawilgocenia. 

Są cerkwie nader ozdobne, które już 
pięćdziesiąt lat temu uwagę rytownika na- 
szego Kielisińskiego zwróciły, a które naj- 
zupełniej sobót sąpozbawionefjaknaprzykład 
cerkiew w Torkach pod Przemyślem), mimo 
że mają kryte do okoła cerkwi obejście. 
Widocznym jest z tego wniosek, że 
i dawne kościółki przedgotyckie w Polsce 
wolne były od tych późniejszych przyda- 
tków, mając, jak wiemy z cytaty u prof. 
Wojciechowskiego, kryte obejścia, miały 
je w tej formie jak dotąd jeszcze widzimy 
w starych kościołach Polski piastowskiej 
na Śląsku w Lubomlu naprzykład, chociaż 
już w zanikającej postaci (wiz. 184). 

Na Mazowszu są chaty z wejściem 
«u czoła», z podstrzeszami na słupkach rzeza- 
nych, naśladującychrównież krużganki i miej- 
skie podcienia. Słupki te jednak są z budową chaty układowo nie zwią- 
zane i tern odrazu zdradzają swoje późniejsze przyjście; organicznym 
zaś wytworem chaty będzie przyzba z wysuniętych stopniowo belek 
utworzona tak jak w chacie nieborowskiej lub jeżowskiej, zbiega- 
jąca się zupełnie z tem, co na Śląsku a zwłaszcza na Rusi się 
znajduje, jako znamienne podstrzesze, fartuch. 

Ponieważ cerkwie, zwłaszcza w pasie środkowym Galicyi, 
w Samborskiem, Przemyskiem, gdzie coraz słabiej docierał bizan- 




Wiz. 200. 

Cerkiew w Tyliczu, niedaleko 

Krynicy (Galicya). 
(Mit, der Central. Com. zur 
Erhaltung der B. Denkmaler 
1 



— 390 — 

tynizm a odzew gotyku również jeszcze zbyt donośnym nie był, 
noszą wybitnie starożytne miejscowe znamię, przeto ich układ jest 
miarodajny dla tycti form, które poprzedzały niejako w naszycłi 
kościołacłi okres stylów historycznych. 

Cerkwie na Rusi, a zwłaszcza w granicznym pasie z Polską, 
dziwnie są wolne od wpływów bizantyńskich. 

Rys poziomy o wybitnie podłużnym charakterze, po odła- 
maniu bocznych ramion ledwo przypomina odległe tradycye bi- 
zantyńskie kwadratem nawy głównej. 

Jeszcze na Podolu lub Huculszczyźnie, bliżej Bukowiny, ko- 
puła nosi ślady bizantyńskiej formy, swoim wydętym kształtem, 
natomiast w Przemyskiem i Samborskiem i ten ostatni znak wscho- 
dnich wpływów znika, kopuła otrzymuje często kilkakrotnie zała- 
many brogowy dach, a gdyby usunąć wieżowe wzniesienie, to 




r^ < ^ ^ ^ f Saznie 
Wiz. 202. 

Rys poziomy cerkwi na Zniesieniu we Lwowie. (Mit. der Central. Com. zur Erhal- 
tung d. B. Denkmaler, tom III). 

w istocie swojej cerkiew byłaby niczem innem, tylko ozdobną 
chatą wyższą, z wejściem u czoła. 

Również drugorzędne zdobnicze znamiona, za wyjątkiem obra- 
zów bez wątpienia w większości bizantyńskich, przepełnione są 
wpływami gotyckimi, renesansowymi i barokowymi, nawet gdzie- 
niegdzie jak w Drohobyczu romańskimi: 

Rozważmy więc ich założenie. 

Cerkwie na Rusi w ogólnej większości wypadkach są zało- 
żone osobno, a dzwonnice osobno, tak jak jest też u najstarszych ko- 
ściółków śląskich i w Królestwie w Gidlach. O tem samem też mó- 
wią pozostałe drewniane dzwonnice w Bochni i wielu miejscach Kró- 
lestwa Polskiego. Same też kościółki swojem trójdziałowem rozło- 
żeniem (w późniejszych czasach wieża staje się jednocześnie kruchtą), 
ogromnie zbliżają się do najczęstszego typu cerkiewnego na Rusi. 

Trzeba bowiem uważać za błąd, twierdzenie niektórych uczo- 



— 391 — 

nych, jakoby przeważająca większość cerkiewek była założenia 
bizantyńskiego. Ilość cerkiewek, mającycli w rzucie poziomym zało- 
żenie centralne, do znamienia krzyża greckiego podobne, jest w isto- 




Wiz. 203. 

Cerkiew na Zniesieniu we Lwowie (nieistniejąca już). (Mit. der Central. Com. zur Er- 

haltung der. B. Denkmaler). 




Wiz. 204. 

Cerkiew w Torkach, pow. Przemyski, Galicya. (Z ryciny Kielesińskiego. 

Bibl. Pawlikowskich). 



— 392 — 

cie swojej bardzo małą. W masie zjawiają się tylko na Huculszczy- 
źnie, a także niektóre cerkwie klasztorne (jak Bazylianów w Ty- 
śmienicy), mają podobne założenie. 

Na całem zaś Podolu i na wschód od Sanu przeważa typ 
trójdziałowy w którym krzyż grecki istnieje już w szczątkowej 
formie, ma bowiem obydwa boczne ramiona odłamane (wiz. 213). 
Jeszcze silniej wpływ zacłiodnio- europejski zaznaczają cerkwie, 
w których za przykładem Zachodu wieża dołączy się do kru- 




Wiz. 205. 

Cerkiew w Medyce, pow. Przemyski, Galicya. (Z ryciny Kielesińskiego. 

Bibl. Pawlikowskich). 



chty fale nie staje się kruchtą , jak na Podhalu), a prezbyteryum 
przybierze połowę ośmiokąta, jak w gotyckich kościelnych muro- 
waniach. 

Pod Krynicą (cerkiew w Tyliczu), zjawia się już krzyż ła- 
ciński w całej postaci, aby w cerkwiach Łemków stać się właściwie 
budowlami, które się niczem od kościoła ani w założeniu, ani 
w kształcie, ani w zdobieniu nie różnią. (Wiz. 196, 197, 198, 199). 

Znowu na wschodzie kościoły czasem przybierają typ wscho- 
dni. Takim jest kościół w Jabłonowie pod Kołomyją, gdzie 




•< 




Wiz. 207. 
Cerkiew Św. Krzyża w Drohobyczu. (Zdjęcie autora). 




' » ' i 



Wiz. 208. 
Cerkiew Św. Krzyża w Drohobyczu. (Zdjęcie autora). 



— 395 — 

krzyż grecki, założony widocznie przez jakiegoś huculskiego cieślę 
został przemieniony na łaciński przez przedłużenie jednego ramie- 
nia przy wejściu (wiz. 211). 

Widać z powyższych danych dowodnie, jak silnie się rozpo- 
starł u stóp Karpat wpływ kultury łacińskiej i jak się okazał trwa- 
łym w biegu czasów. 

Nawet zarys zewnętrzny usiłuje, im dalej na zachód, tem 




Wiz. 209. 
Rys poziomy cerkwi w Starej Soli, p. Staromiejski, Galicya. (Zdjęcie autora). 



więcej stanowczo gubić swoje bizantyńskie znamię. Kiedy cerkiew 
w Mohylowskim powiecie zbliża się już do założenia i w sylwecie 
kopuł do cerkwi moskiewskich drewnianych, to na Podolu już rosyj- 
skiem kopuła staje się banią, która im dalej na zachód, tem wyraź- 
niej truci swoją brzuchatą wypukłość. Na Podolu Galicyjskiem po 
Lwów i Huculszczyznę już tylko przy nasadzie kopuły jest krzy- 
wizna. Dalej nawet kopuły giną. W Staromiejskiem kopuła główna 



— 397 — 

zanika, aby ustąpić miejsca Jz wy kłemu dachowi brogowemu, czasem 
podwójnie i potrójnie załamanemu. Widocznie działają tutaj stare 
siły, który potrafiły przełamać potężny wpływ kultu i dostosować 
cerkiew w swojej zewnętrznej postaci do chaty włościańskiej. Gdyby 




Wiz. 211. 
Kościół w Jabłonowie p. Kołomyja, Galicya. (Rysunek autora). 



usunąć, jak mówiłem, środkowe kopulaste wzniesienia u niektórych 
cerkwi, to otrzymałoby się właściwie chatę z wejściem u czoła. 
Również drugorzędne zdobnicze znamiona, za wyjątkiem obra- 
zów bezwątpienia w większości bizantyńskich (tego już o mało- 



398 



waniu dekoracyjnem cerkiewnem powiedzieć nie można), prze- 
pełnione są wpływami gotyckimi, renesansowymi i barokowymi. 




Wiz. 212. 
Cerkiew-zamek ze szczytem drewnianym (Sułkowce, p. Latyczowski, Podole rosyjskie). 

(Batiuszków, Podole). 





-6 






^ 




^ 


-N 


ii. 




N 




:h 


-">) 




-cv 




-N 




-»ii 




--« 




'-S 







-4 






1 




T^ 


fe 


< 

R 




J^_ 




hi 









Wiz. 213. 
Cerkiew w Starym Łyścu, p. Stanisławowski, Galicya. (Zdjęcie autora). 

Częstym jest również sznurowy ornament, tudzież ślady zdobnic- 
twa czysto ludowego z techniką drzewa związanego i łączącego 



— 399 — 

Wschód Galicyi z Zachodem. Jest to kołkowy ornament, który idzie 
głęboko na Podole jeszcze. Znalazłem go naprzykład na odrzwiach 
wrót obejścia cerkiewnego w cerkwi św. Mikołaja w Rohatynie 
i Tyśmienicy pod Stanisławowem i'wiz. 337 i 239i. 




Wiz. 214. 
Cerkiew w Starym Łyścu, p. Stanisławowski, Galicya. (Rysunek autora). 



Na dzwonnicy huculskiej w Jasionowie na granicy węgierskiej 
widnieje znowu huculska wgłębna wycinanka o wyszywkowem 
znamieniu, z datą po łacinie wyznaczoną. 




Wiz. 216. 
Cerkiew w Sołotwinie, p. Nadwórniański, Galicya. (Zdjęcie T. Mokłowskiego) 




Wiz. 217. 
Cerkiew w Rozdole, Galicya wschodnia. (Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 

DZIEJE MIESZKAJ. 26 



402 — 



Wszystko to świadczy o tem, jak wielce słusznie sądził 
o cerkwiacłi rusińskichi prof. Sokołowski, widząc w nicłi typ star- 




Wiz. 218. 
Cerkiew na Podolu rosyjskiem w Bakozie, p. Uszycki. (Batiuszków, Podole). 




Wiz. 219. 
Cerkiew w Jaryczowie, p. Mohylowski, Podole. (Batiuszków, Podole). 



szy, niejako poprzedzający okres stylów tiistorycznych, widoczny 
W naszych kościołacłi. 



403 



Jeśli zastosujemy naszą metodę wyłączenia wszystkiego z cer- 
kwi, co style historyczne przyniosły, a więc szczegółów bizan- 
tyńskicłi, romańskicłi , gotyckicłi, renesansowy cłi i barokowy cli 
w rozkładzie i w zdobieniu, to pozostaje w istocie swojej chata 
słowiańska z zakrytą przyzbą babińcem, z izbą główną i ko- 
morą (częścią ołtarzową), i z fartuchem chroniącym podeszwę świą- 
tyni od wilgoci. 




a 





Wiz. 220. 
Cerkiew huculska w Mikulicz3'nie. (Galicya wschodnia). Zdjęcie autora. 



Tak sobie wyobrażałem kontynę starosłowiańską i w ten spo- 
sób ją też odtworzyłem na stronicy 283 niniejszej książki. 

Pozostają dzwonnice. Jak powiedziałem, tak na Zachodzie, jako- 
też i na dołach na Wschodzie kraju, są one prawie wyłącznie zbudo- 
wane na słup z podstawą obitą dranicami, zwężające się ku górze. 
Dopiero ostatnie piętro opatrzone jest wysuniętemi belkami osło- 
niętemi ozdobnie wyrżniętą dranicą, na których wspierają się arka- 
dowane okienka, na cztery strony świata zwrócone. Wewnątrz dzielą 
się na piętra i do złudzenia przypominają to, co wiemy o wieżach 

26* . 




Wiz. 221. 

Widok wnętrza (ikonastasa) cerkwi starej, zburzonej w roku 1899, w Kulikowie, powiat 

lwowski. (Zdjęcie autora). 



u .«, 




E > 



~ OJ > 

2 ^ - 

o 2 S >. 

E E (§ = 

^ -J > o 



5 W) 



Si > 



T3 r ^ ^ 



> o 






Si t. 



o c 



— — n 



>. E 





-iM^ 



Wiz. 223. 

Dzwonnica niegdyśprzy cerkwi wKamieńcu 

podolskim. (Z karty widokowej Kamieńca 

podolskiego poświęconej Trzebickiemu 

w r. 1672). Bibl. Pawlikowskich. 



Wiz. 224. 

Dzwonnica w Skale, Królestwo Polskie. 

(Tyg. illustrowany). 

(Z rysunku Głębockiego). 




Wiz. 225. 
Układ na «krzyż» lub w «ząbce» w dzwonnicy kościoła św. Katarzyny na Kazimierzu 
w Krakowie z XIV. w. Belki 40 cm., kołki 7 cm. w średnicy. (Rys. Tad. Mokłowskiego). 



407 



obronnych w zamkach drewnianych. Jak wiemy, kościoły i cerkwie 
często miewały obronny charakter, i dlatego wieści o wyrżnięciu 
ludu w kościele dochodzą z przeszłości nierzadko. Tak bronił się 
kościół Św. Jakóba w Sandomierzu, kościół św. Andrzeja romań- 
ski, a Bernardynów renesansowy we Lwowie należał do systemu 
uobronnienia miasta. Kościół farny w Drohobyczu z XV wieku 




V. 



Wiz. 226. 
Dzwonnica w Bochni. (Z rys. Jana Matejki. Tyg. illustrowany). 



jak sandomierski z XIII ma wieżę dzwonniczą, która mogła służyć 
równocześnie za wieżę obronną zamkową. 

Wieże też w dawniejszych czasach były zazwyczaj osobno 
budowane, jak to nawet odpowiada chrześciańskim starym tra- 
dycyom. 

Tak mieści się drewniana dzwonnica obok kościoła 00. Augu- 



408 



styanów na Kazimierzu, również tylokrotnie także przez Matejkę 
zrysowana ozdobna dzwonnica w Bochni, także osobno jest założona. 

Na Rusi rzadsze i najczęściej pod wpływem gotyckiej epoki 
są znane wypadki, gdzie dzwonnica jest złączona z cerkwią. 

Złączenie to, uczynione pod wpływem murowańców gotyc- 




Wiz. 227. 
Dzwonnica przy kościele w Lubomlu na Górnym Śląsku. (Tyg. illustrowany, tom III 

Serya II. Nr. 63). 



kicłi kościelnycłi miejskicli, mimo zamaskowania gontami i drani- 
cami, wewnętrznie jest zupełnie luźne tak, żeby w każdej chwili można 
było dzwonnicę oddzielić od kościoła, bez jego uszkodzenia. 

Na Rusi dzwonnica zaś w większości wypadków założona 
jest osobno, i stanowi budynek sam dla siebie, (za wyjątkiem 
Grybowskiego i częściowo Samborszczyzny). 



— 409 - 

Jeszcze do końca XVIII wieku taka dzwonnica drewniana 
cerkwi na Zaporożu służyła jednocześnie jako wieża obronna. 

Iwarnicki (Istoria Zaporozkich kozaków, tom I, str. 172) tak 
się o tern wyraża, opisując nową Sicz: «Na samym końcu placu 




Wiz. 228. 
Dzwonnica w Jędrzejowie, Król. Polskie. (Tyg. powszechny r. 1878. str. 748) 



przestronnego (na którym odbywały się wojskowe narady) znajdo- 
wała się cerkiew pod wezwaniem Pokrowy N. Bogarodzicy, zało- 
żona w r. 1734, nieopodal której stała dzwonnica o dwu pietrać łi, 
też drewniana z czterema oknami dla dział» (tak jak 
dzwonnica starej cerkwi św. Jerzego w Drołiobyczu). 



— 410 — 

Z rozdziału o zamkach wiemy dowodnie, że układ na «krzyż», 
dalej «makowica» czyli głowica najwyższego pomostu, cechowała 
wieże drewniane zamkowe, a również to samo odznacza też dzwon- 




Wiz. 229. 

Dzwonnica w Słomniskach, (Król.^Polskie). Dziś zburzona, rysunek z r. 1886. 
(Wisła. Rocznik 1901, tom I). 



nice. Zresztą wieże «stróżowe» mieściły nawet dzwon na sobie, zupeł- 
nie jak i dzwonnice. Czasem nawet położenie tych dzwonnic w obec 




Wiz. 230. 
Dzwonnica w Prandocinie, Król. Polskie. (Wisła, 1901, tom I). 




Wiz. 231. 

Wieża kościelna w Marchengut, Prusy Wschodnie. (Botticher, Yerzeichnls der Kunst- 

denkmaler in Provinz Ostpreussen). 




Wiz. 232. 
Dzwonnica kościelna w Starej Soli, p. Staromiejski, Galicya. (Rys. autora). 




'Iii I J L..J ' ■ ' 

Wiz. 233. 
Rys poziomy podstawy murowanej dzwonnicy kościelnej w Starej Soli, p. Staromiej- 
ski, Galicya. (Zdjęcie autora). 




Wiz. 234. Widok dzwonnicy cerkwi św. Krzyża w Drohobyczu, (Rys. autora), 




Wiz. 235. Widok dzwonnicy cerkiewnej w Bukaczowcach. Galicya wsch. (Rys. autora). 



_ 414 — 

cerkwi przypomina stosunek wieży .wrotnej. albo .strótowej. do 
budynku zamkowego. 




Wiz. 236. 
W.dok dzwonnicy c.kwi iw. Je,«go w DrCobyau. (Rys. an.ora). 

P.O.SO. .uszczkiewic. n^^ ™w„i^^^^^^^^^^^^ 
obronne przeciw napadom latarow. 1.0 pi d 



— 415 — 

o wieżach murowanych, a nie o drewnianych. CO dzwonnicy św. 
Jakóba w Sandomierzu). 

Również Gloger w Encyklopedyi staropolskiej pisze o dzwon- 




Wiz. 237. 
Widok dzwonnicy z Żurowa obok Bukaczowiec. Galicya wschodnia. (Rys. autora). 

nicach: «Gdy kościoły i klasztory w wiekach średnich bywały czasem 
warowniami, dzwonnice spełniały usługę nietylko właściwą swemu 
przeznaczeniu, ale także miały znaczenie baszt zamkowych». 



— 416 — 

Tern się tłómaczy osobne zakładanie dzwonnic przy kościo- 
łach i cerkwiacli dawnycłi. Wzorem służył może do tego odosob- 
nienia kościoła od dzwonnicy, zamkowy układ drewniany. Często 
też kościoły swojem obwiedzeniem na poły obronnem (w Lubomlu na 
Śląsku, w Dębnie na Podłialu) przypominają dawny zameczek. Zresztą 








Wiz. 238. 
Dzwonnica w Starym Łyścu, p. Stanisławowski. Galicya. (Zdjęcie autora). 



dzwonnice będąc inaczej zupełnie od kościołów założone, «na krzyż», 
jak się wyraża w późniejszych czasach źródło cytowane z XVI w., 
mogły być przysunięte do kruchty kościoła lub cerkwi, ale nigdy 
się organicznie z budynkiem kościelnym nie wiązały. 

Tak więc układ wewnętrzny słupowy przeniesiony jest wi- 
docznie z dawnego słynnego budownictwa wojennego rycerstwa 



— 417 - 

polskiego i jest palowym wątkiem przyniesionym z Zachodu a tylko 
przez miejscowych cieśli już po swojsku złożonym, o tern też 




Wiz. 239. 
Dzwonnica cerlcwi w Starej Tyśmienicy, p. Tłumaclti. Galicya. (Zdjęcie autora). 



Świadczyłby fakt, że huculskie dzwonnice są budowane na zamek, 
a w okolicy Turki i Skolego nawet wysokie wieże cerkiewne są 
na wskroś sposobem wieńcowym wykonane. Układ więc dzwon- 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



27 



— 418 — 

nicowy nie był następstwem statycznych warunków, ale będąc 
ostatnim śladem dawnego budownictwa wojennego Polaków, za- 
trzymał w sobie przeniesiony pewnie do Wielkopolski i do 
Małopolski jeszcze pało wy nadłabski wątek, na dębie, jako 
materyale oparty. 




Wiz. 240. 
Dzwonnica, na zamek wiązana, cerkwi w Kułaczkowcach, p. Kołomyjski. (Rys. autora). 



Świadczy o tem rysunek utwierdzenia na dawnej polskiej mo- 
necie Piastowej, tudzież wieża na herbie Grzymała, gdzie słup 
i ryglówka wyłączną rolę odgrywa, 

Dopiero XV wiek złączył w Polsce wieżę z kościołem i tak, 



— 419 — 

nie zmieniając wewnętrznego zasadniczo różnego układu, uczynił 
jednolitą na zewnątrz sylwetę, widoczną naprzykład w kościele 
w Dębnie, Cliochołowie, św. Marcina pod Tarnowem i t. d. 

Jak z każdem stuleciem coraz to silniej, z mnożeniem się 




Wiz. 241. 
Dzwonnica huculska, na zamek wiązana, cerkwi w Jasionowie za Mikuliczynem. 

(Rysunek autora). 



murowanycłi cerkwi i kościołów po głównych miastach, powsta- 
wały podobne drewniane naśladownictwa, niech poświadczy cerkiew 
w Rosulnie, będąca niewątpliwą kopią barokowego kościoła dawniej 
jezuickiego a dzisiejszej cerkwi biskupiej w Stanisławowie, natu- 

27* 



n 



o 





Wiz. 243. Cerkiew w Rosulnej, p. Nadwórniański, Galicya. 





Wiz. 244. Kaplica w Truskolasach, Król. Pol. Wiz. 245. Krzyż żmujdzki. (Tyg. illustr. 
(Tyg. illustr.) Z rys. Głębockiego. 1903, styczeń). 






Wiz. 246. Krzyże źtnujdzkie. (Kłosy, r. 1873). 




iif 



Wiz. 247. Słupy nagrobltowe litewskie w Kałowej koło Hagenau. (Litwa pruska). 
(Botticher, Yerzeiclinis d. Kunstdenkmaler in Provinz Ostpreussen). 



— 423 — 

ralnie tylko w ogólnym zarysie; na szczegóły barokowe technika 
drzewna miejscowego cieśli już nie wystarczała (wiz. 243j. 

W każdym zaś razie całość tycti zabytków drewnianycłi, które 
w każdym prawie powiecie coraz to inne formy przybierają, 
mimo jednostajności zasadniczego typu, zasługują na jak największą 
uwagę i szczegółowe badanie, tembardziej że stare cerkwie i ko- 
ścioły są niejako muzeum sztuki ludowej we wszystkich artysty- 
cznych kierunkach, w budownictwie, rzeźbie, malarstwie tablicowem 
i ściennem. 

Dlatego ta furya niszczenia tych drewnianych zabytków, jaka 
opanowała tych księży ruskich, którzyby radzi zetrzeć odrębne 
znamię kultury z Rusi katolickiej i nadać jej bizantyńskie piętno, 
bo dzisiejsze cerkwie drewniane są polskie, (autentyczne wyrażenie 
księdza z okolic Stanisławowa), wyrządza wielką szkodę kulturze 
i sztuce, dając zamiast znamiennych i swoistych budowli marne pokur- 
cze bizantyńskich murowańców, z tak szczególną lubością obecnie 
na Rusi wznoszonych. 

Dlatego wdzięczność się należy tym, którzy jak ś. p. prof. 
Zachary ewicz zdejmowali z miłością te tak ciekawe budowle. Spo- 
dziewać się należy, że szkice ś. p. profesora artysty zostaną przez 
syna jego wydane i wzbogacą tym sposobem publikacye sztuce 
rodzimej poświęcone. 

Do wzniesień z uczuciem religijnem związanych, licznych 
bardzo a znamiennych na obszarach dawnej Rzeczypospolitej, na- 
leżą kapliczki z rzeźbami ludowemi wewnątrz, tudzież krzyże pa- 
miątkowe z męką Pańską. Kapliczka niewielka mieści w sobie 
obraz w ołtarzu, otoczony ramą rzeźbioną, często pięknie. Krzyże 
otoczone budką z kogutem na szczycie, symbolem chwiejności 
ludzkiej, ze znamieniami męki Pańskiej, szczególnym są też do- 
wodem samorodnego poczucia artystycznego u ludu. Jedne z najpię- 
kniejszych krzyżów podobnych mieszczą się na Żmudzi, których 
podobizny niniejszem podajemy. Mają one wiele motywów w zdo- 
bieniu do łyżników zakopiańskich zbliżonych, co zresztą każdy laik 
zobaczyć może. 

Tam też na Żmudzi znajdują się bardzo ciekawe nagrobki 
drewniane, przypominające sobą baby kamienne przedhistoryczne, 
a sięgające! niewątphwie kształtem i ornamentem przedhistory- 
cznych czasów. 



ROZDZIAŁ IV. 

BÓŻrilCE DRCWNinnC I MCCZCTY. 



« stara według dawnego zbudowana wzoru, 
Który był wymyślony od tyryjskicłi cieśli 
A potem go Żydowie po świecie roznieśli. 
Rodzaj architektury — obcym budowniczym 
Wcale nieznany, my go od Żydów dziedziczym. 
Karczma z przodu jak korab, z tyłu jak świątynia: 
Korab, istna Noego czworogranna skrzynia, 
Znany dziś pod prostackiem nazwiskiem stodoły. 

Część tylna na kształt dziwnej świątyni stawiona, 
Przypomina z pozoru ów gmach Salomona, 
Który pierwsi ćwiczeni w budowan rzemieśle 
Hiramscy na Syonie wystawili cieśle. 
Żydzi go naśladują dotąd we swych szkołach, 
A szkół rysunek widny w karczmach i stodołach. 
Dach z dranic i ze słomy, spiczasty, zadarty, 
Pogięty, jako kołpak żydowski g^odarty. 
Ze szczytu wytryskują krużganku krawędzie, 
Oparte na drewnianym licznych kolumn rzędzie. 
Kolumny, co jest wielkie architektów dziwo 
Trwałe, chociaż wpół zgniłe i stawiane krzywo 
Jako w wieży pizańskiej, nie według modelów 
Greckich, bo są bez podstaw i bez kapitelów. 
Nad kolumnami biega wpółokrągłe łuki. 
Także z drzewa, gotyckiej naśladowstwo sztuki 
Z wierzchu ozdoby sztuczne nie rylcem, nie dłótem 
Ale zręcznie ciesielskim wyrzezane sklutem. 

Ściany dymne i brudne jak czarna opona, 

A z przodu rzeźba sterczy 

o^Pan Tadeusz , Mickiewicz. 



Z kolei dotkniemy dalszycli pomników budownictwa ludo- 
wego, jakimi są bezwątpienia bóżnice drewniane. Zachowała się je- 
szcze niewielka ilość tych budowli, z których dotąd pewna część jest 



^ 



Wiz. 248. 
Przekrój i rys poziomy powały w bóżnicy w Gwoźdicu, p. Kołomyjsi<i. (Rys. autora.) 




v^ 



Wiz. 249. Rys poziomy bóżnicy w Gwożdźcu pod Kołomyją. 
1. Ganelc. — 2. Przedsionek. — 3. Sala bóżnicza z «bimą» w pośrodku. — 4. Od- 
dział dla kobiet. (Zdjęcie autora). 




Wiz. 250. Bóżnica w Gwożdźcu, p. Kołomyjski. (Rysunek autora). 



— 426 — 

mniej więcej zrysowana lub opisana. W Królestwie Polskiem, na Litwie, 
Wołyniu, Podolu i Galicyi tkwią one jeszcze po małych miastecz- 




Wiz. 251. 
Bóżnica w Jabłonowie, p. Kołomyjski. (Wydawnictwa kom. do badania dziejów sztuki 

w Polsce. Tom IV). 




Wiz. 252. 
Bóżnica w Peczeniźynie, p. Kołomyjski. (Rysunek autora). 




Wiz. 253. Bóżnica w Rozdole, Galicya wschodnia. (Zdjęcie Tadeusza Moiiłowskiego). 




Wiz. 254. Bóżnica w Żydaczowie., Galicya wschodnia. (Zdjęcie Tad. Mokłowskiego). 




Wiz. 255. 
Rys poziomy i przekrój sali bóżnicy dre- 
wnianej w Felsztynie pod Chyrowem, Ga- 
licya wschodnia. (Rys. autora.) 




Wiz. 256. 

Rys poziomy i przekrój powały bóżnicy 

w Chyrowie, Galicya wsciiodnia. 

(Rys. autora). 




Wiz. 257. 
Bóżnica w Chyrowie, Galicya wschodnia. (Rysunek autora). 



429 



kach' ukryte na uboczu wśród żydowskich domów, stanowiąc czę- 
sto prawdziwy pomnik domorosłej sztuki budowniczej. 




Wiz. 258. 
Bóżnica w Felsztynie pod Chyrowem, Galicya wschodnia. (Rysunek autora). 




Wiz. 259. 
Bożnica w Chodorowie, Galicya wscliodnia. (Zdjęcie autora). 



— 430 — 

Zakorzenił się fałszywy przesąd, który uważa bóżnice nasze 
drewniane jako wytwór szczególny żydowskiej sztuki. 

Tak nie jest. 

Wprawdzie rys poziomy odpowiada dokładnie tym potrzebom 
rytualnym, jakie żyd pobożny od swego domu modlitwy wymaga. 
Jest tam przedsionek, izba narady Starszych, oddział kobiecy. 

Lecz porządek tycli izb i ich rozmieszczenie w obec siebie nie 
jest ujęte w żaden stały rytuah Oddział kobiecy będzie raz na gó- 
rze z tyłu, raz na boku, słowem zawsze tam, gdzie stosunki miej- 
scowe tego wymagają. 

Wewnątrz właściwej izby modlitewnej mieści się trybuna, obraz 
niejako namiotu świątynnego, czyli »bima«. 




Wiz. 260. 
Bożnica w Sassowie, p. Złoczowski. (Z ryciny Kielesińskiego, Bibl. Pawlikowskich). 



Jest również arka, «Uren kodesz», podobna często bardzo do 
ołtarza w katolickim kościele. 

W malowidłach powtarza się siedmioramienny świecznik, lew 
i dwa trójkąty w gwiazdę splecione, wyrażający sobą motyw ści- 
śle żydowski w treści. 

Wszystko jednak po za tem, w czem się wyraża zdobniczość 
tych budowli, wiązanie ścienne, układ i szczyty dachów, galerye 
podcieniowe, odrzwia i okna, rzeźby i malowidła ścienne, ściśle 
noszą charakter miejscowy i bez tego klucza, jakim jest znajomość 
całej sztuki ludowej w Polsce, wytłómaczone być nie mogą. 

Widzimy w bóżnicach wieńcówkę, szczyty dachowe 
ozdobne, «zakopiańskie», często połączone z mansardem polskim, 
odrzwia typowo złożone i profilowane, jak u Matlakowskiego. 



— 431 — 

Wewnątrz znajdziemy gotyk, renesans i barok w zdobnictwie 
w drzewie, w metalu i malowidłach, tak jakby w cerkwi lub w kościele, 
słowem, całość ściśle należy do sposobu, w jaki lud na ziemi całej 




Wiz. 261. \ 

Bóżnica w Zabłudowiu, gub. Grodzieńska. (Ze zdjęcia M. Bersohna. Bóżnice żydow- 
skie w Polsce). 




Wiz. 262. 
Bóżnica w Zabłudowiu, gub. Grodzieńska. (Ze zdjęcia M. Bersohna. Bóżnice żydow- 
skie w Polsce). 



dawnej Rzeczypospolitej wiązał, kładł i zdobił budowle swoje. 
W ten sposób jednak powstawały pomniki sztuki, które znamien- 
nością swoją biją w oczy i są pewnego rodzaju najwyższym szczy- 



7^ 




433 



tern kultury małomiasteczkowej w Polsce, tak jak kościoły i cer- 
kwie drewniane są wyrazem skończonym sztuki wiejskiej. 

Taką bóżnicę opisała w powieści swojej słynnej p. t. «Meir 
Ezofowicz» Eliza Orzeszkowa, tak też wzorował się Mickiewicz 
w opisie karczmy na tem, co jako «szkoły żydowskie» gęsto je- 
szcze w swojej ukocłianej Litwie widział. 




Wiz. 264. 
Bóżnica w Wysokiem Mazowieckiem, Król. Polskie. (Kłosy, tom XIX. Nr. 471). 



A jeśli W sylwecie ogólnej czynią pozornie nieco odmienne 
wrażenie, to wywołuje je ta okoliczność, że nasze ludowe budo- 
wnictwo, będąc bezwzględnie szczerem w wyrażeniu tego na ze- 
wnątrz, co mieści wewnątrz, pokazuje całe odmienne przeznaczenie 
rytualne budynku, w istocie swojej obce temu, co widzimy u nas. 

Lecz i wtedy nie zapominajmy, że te bóżnice, dziś wyrwane 
ze swego otoczenia, wyglądały zupełnie inaczej, były zrośnięte 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



28 



— 434 — 

z otoczeniem, kiedy miasteczka nasze były zapełnione domami 
podcieniowymi, ze słupami i półłukami rzniętymi w drzewie, o szczy- 
tacli-dymnikacti ozdobnych i załamanycli podwójnie dacłiacli. 




Wiz. 265. 
Bóżnica w Pohrebyszczu na Ukrainie. (Ze zdjęcia M. Bersohna. Bóżnice żydowskie). 




Wiz. 266. 

Bóżnica w Wołpiu, gub. Grodzieńska. (Ze zdjęcia M. Bersohna. Bóżnice 

żydowskie w Polsce). 




Wiz. 267. 
Bóżnica w Mohylewie nad Dnieprem. (Tyg. illustrowany, 1868, tom II. str. 123). 




<- i n . 




Wiz. 268. 

Rys poziomy «bimy» w bóżnicy w Gwoźdź- 

cu, p. Kołomyja. (Zdjęcie autora). 



r^-T!--z — L ^^ 



Wiz. 269. 

Ys strona bimy w bóżnicy w Gwoźdźcu, 

p. Kołomyja. (Zdjęcie autora). 




Wiz. 270. 
Szczyt baldachimu «bimy» w bóżnicy 
w Gwoźdźcu, p. Kołomyja. (Rys. autora). 
28* 



— 436 — 

W takiem otoczeniu widziałem słynną bóżnicę Jabłonowsl^ą 
pod Kołomyją, doskonale zespoloną z tymi, w całości jeszcze tam 
prawie zachowanymi domami. 

Odrzucić też należy liypotezę Bersołina, który opisując szereg 
bóżnic, stara się wykazać, że sposób budowania icłi i rozkładu jest 
przyniesiony z Niemiec, a zwłaszcza niemieckiego Śląska, i że ple- 
wo wzorem icti miały być kościoły, z początku jednonawowe, po- 
tem wielonawowe. 

Bóżnice bowiem w rozkładzie niczem kościołów nie przypo- 
minają, niema tam ani nawy głównej ani prezbyteryum, całe ry- 
tualne źródło rozkładu bowiem jest zasadniczo inne. 

Odznacza je jednak pewien konserwatyzm w kształtacłi. 
O bóżnicacti można powiedzieć to samo co o kolebie zakopiańskiej, 
że w nich najdłużej przechowały się znamiona zamarłych czasów. 

Odznacza je często dach wysoki gotycki. Pomiędzy ścia- 
nami i dachem przechodzi profil w łatach i deskach drewnianych 
wycięty, wybitnie gotycki, podobny temu, który czasem trafia się 
w kamiennym gotyku, a który u nas w cerkwiach XVI stulecia jest 
bardzo częstym. Czoło dachu ozdobne, nierzadko opatrzone wycin- 
kami w deskach, zupełnie podobnemi do tego, co znamy z cerkwi, 
z kościołów i domów podcieniowych. Do tych szczegółów zupełnie 
tożsamowych z tem, co w innych budowlach spotykamy, należy 
dodać jeszcze jedną uwagę. Bóżnice nie mogły być podobne do 
kościołów, ale najwidoczniej wzorowały się się często na naj- 
ozdobniejszym niegdyś budynku świeckim, jakim był dziś niestety 
prawie zaginiony dwór polski. 

Wiemy, że cechą jego były ozdobne narożnice, albo u dwu 
albo u czterech rogów domu osadzone. Otóż szereg bóżnic w Zabłu- 
dowiu, Nasielsku, Wysokiem Mazowieckiem, Pohrebyszczu i Wołpiu 
ma w sobie to samo, z całą dokładnością powtórzone w sylwecie. 
Wszędzie są z frontu dwa alkierzyki narożne, jak widać z rysu po- 
ziomego nie wyrosłe z niego ale narzucone przez naśladownictwo. 
Bóżnica w Wysokiem Mazowieckiem ma nawet cztery alkierzyki 
na czterech rogach domu, okryte dla odróżnienia dachem bro- 
gowym i pazdurem. 

Najstarsza z nich i najpiękniejsza jest bóżnica w Zabłudowiu, 
którą słusznie uważać należy za typ ozdobnego i dziś zaginionego 
dworku szlacheckiego XV i XVI stulecia. W stosunkach i w zdo- 
.bieniu jest ona arcydziełem budownictwa drewnianego polskiego. 



— 438 - 

W bóżnicach galicyjskich, gdzie dwór średniego szlachcica 
nie rozwinął się tak ozdobnie, bóżnice nie mają alkierzyków, są 
one w sylwecie prostsze, ale zachowały również, mimo zabytku z XVII 
stulecia, jakim jest dach załamany mansardu polskiego, swoje go- 
tyckie znamię, które z czasów kazimierzowskich prawie aż po XVIII 
wiek się zachowało. 

Jakim sposobem więc p. M. Bersohn mógł zaliczyć bóżnice 
do «sztuki żydowskiej», pozosta jęto jego osobistą tajemnicą, którą 
zrozumieć można jedynie w ten sposób, że szanowny uczony do- 
kładnie tych osobliwych budowli z innemi dziełami sztuki ludowej 
polskiej zestawić nie miał sposobności. 

Niechże więc przynajmniej na przyszłość separatyzm ży- 
dowski przynajmniej na koszt bezstronnej nauki tryumfów nie 
święci. 

Rozbierajmy cechy bóżnic dalej. 

Rozkład, jak wiadomo, odpowiada rytualnym potrzebom gmi- 
ny żydowskiej, która rosnąc, wymagała często rozszerzenia bu- 
dowli, co działo się zazwyczaj przez stosowne dobudowania do 
rdzenia właściwego budynku. Układ zaś jest nawskróś rodzimy, 
tak jak i bóżnice murowane odpowiadają doskonale stylom histo- 
rycznym panującym w Polsce w czasie ich zakładania. 

Większa część bóżnic drewnianych powstała w XVII i XVIII 
wieku, po wojnach tatarsko-kozackich, i nosi znamię tych czasów. 

Odznacza je zwłaszcza dach z ozdobnym szczytem i potrój- 
nem nawet często załamaniem w duchu mansardu polskiego. 

Okap rozłożyście wystający, ma profil wałkowy, często 
z długą wyciągniętą simą. 

Ściany wiązane na zamek, często zwłaszcza od strony pół- 
nocno-zachodniej pokryte gontami. Galerya, jeśli jest, dookoła obie- 
gająca, uczyniona jest ze słupów i zastrzałów, czyniących półłucze 
zupełnie jak w sobotach kościelnych, cerkiewnych, a zwłaszcza do- 
mach podcieniowych. 

Wnętrze mieści w sobie «ołtarz», Uren Kodesz, dalej wzniesio- 
ną «bimę» pod baldachimem, z balustradą ozdobnie rzeźbioną. 

Ze stropu, naśladującego sklepienie, zwieszają się świeczniki 
mosiężne lub żelazne, kute bardzo znamiennie i pięknie. Na ścianach 
wiszą mosiężne talerze ozdobione rozmaitymi odlewami. Ściany 
bardzo często są malowane, czasem, jak w bóżnicy Jabłonow- 




Wiz. 272. 
Wnętrze bóżnicy w Gwoźdźcu pod Kołomyją. (Zdjęcie autora). 




Wiz. 273. 
Bóżnica w Ostropolu na Podolu rosyjskiem. (Od Buga do Bohu. Kłosy, tom XXI. str. 540). 




Wiz. 274. 



Dawna bóżnica w Jurborgu nad Niemnem na Litwie, zburzona w r. 1868. Tygodnik 
illustrowany, serya II, tom 9. (Z rysunku Andriollego). 



— 441 — 

skiej i Gwoździeckiej w powiecie kołomyjskim, z niezwykłem ar- 
tyzmem, doborem barw i kształtów. 

Tworzy je plecionka, w którą wchodzi winna gałąź, dalej 
szczegóły arcliitektoniczne, drzewa, zwierzęta, ptaki, ryby, często 
w rucłiu i w barwie wspaniale ucłiwycone. Bez szczególnego zna- 
mienia stylowego, mimo to, są pokrewne te malowidła polichromiom 
w kościółkach i cerkwiach, i noszą na sobie piętno wysokiego wy- 
robienia artystycznego ówczesnych ludowych malarzy-dekoratorów. 




Wiz. 275. 
Bóżnica żydowska w Uzlanach, na Białej Rusi. (Ze zdjęcia M. Bersohna. Bóżnice). 



Tak wygląda bóżnica w Jabłonowie w Gwoźdzcu, w Peczy- 
niżynie, w Chodorowie, Chyrowie, Felsztynie, Rozdole i Kamionce 
Strumiłowej ze znanych mi w Galicyi. 

Szczególnie piękne zewnętrze posiada bóżnica w Nasielsku, 
niestety już zburzona. 

Znamy jeszcze bóżnicę w Wysokiem Mazowieckiem i w Lu- 
tomiersku w Królestwie, w Wołpiu i Zabłudowie na Podlasiu i Wo- 
łyniu, w Jurborku na Litwie, w Ostropolu na Podolu rosyjskiem, 
w Pohrebyszczu na Ukrainie, w Uzlanach na Białej Rusi, wszyst- 



'z& 



Ot! 




443 



kie prawie dzięki pracy niestrudzonego monografa bóżnic w Pol- 
sce, wspomnianego Mathiasa Bersohna (patrz bliższe szczegóły 
w zeszytacłi: «Kilka słów o dawniejszycłi bóżnicacłi drewnianycti 
w Polsce»). 

To wszystko o bóżnicacłi żydowskicłi napisawszy, winniśmy 
jeszcze tutaj wspomnienie meczetom Tatarów polskicłi na Litwie. 




Wiz. 277. 
Meczet drewniany w Lubiszkach koło Wilna. (Album wileńskie). 



Znamy je jednak niestety tylko z dwóch egzemplarzy. Jeden z nicti 
w Winksznupiu, zdaje się, że z kościołem należy zestawić. Nawet 
minaret jest podobny do wieży kościelnej, a u cłióru jest ośmiokątna 
przybudówka, podobna zupełnie do absydy. Obszernym i więcej 
do naszycti świeckicłi budowli podobnym jest drugi meczet nam 
znany, w Lubiszkacłi koło Wilna (Album wileńskie). 



ROZDZIAŁ V. 

RHTUSZE. 



w dawniejszych czasach, miasto większe rządzące się ma- 
gdeburskiemi albo chełmińskiemi prawami w Polsce, stawiało sobie 
dom radziecki, ratusz murowany, nierzadko bardzo ozdobny. Prze- 
szłość pozostawiła nam szereg tego rodzaju budowli, najczęściej 
w polskim renesansie, czasem w baroku stawianych. 

Małe miasteczka pobudowane w drzewie nie zaraz zdobywały 
się na murowaniec miejski, owszem tak jak kościoły i domy pod- 
cieniowe, tak też i ratusze budowano w drzewie, tym najpowsze- 
dniejszym w Polsce materyale budowlanym. 

Ratusze owe, często bezwieżowe, nie dochowały się niestety 
po dzień dzisiejszy. 

Jedyny rysunek ratusza drewnianego, jaki posiadam w swojej 
tece, dotyczy domu radzieckiego w Goniądzu, miasteczku w ziemi 
Bialskiej, w województwie Podlaskiem. Zamieszczony on jest w jed- 
nym z pierwszych roczników «Kłosów». 

Z załączonego ninie wizerunku widzimy, że właściwie jest on 
piętrowym domem podcieniowym, z krytą galeryą u dołu i u góry. 

Po za tem sposób budowania, dach, słowem całość, należy do 
opisanego i rozważonego już w Polsce sposobu budowania. 

Ze znanych mi szczątków dawnych budowli nie zachowała 
się jednak ani jedna pamiątka drewnianego ratusza wieżowego. 

Jedyny okaz, jaki się dochował, jest już na ziemi czeskiej 
w Żelaznym Brodzie (Narodopisna wystawa, str. 159). Na podstawie 




Wiz. 278. 

Ratusz w Goniądzu na Podlasiu nadnarwiańskiem. (Kłosy, i «Dolinami rzeki 

Zygmunta Glogera). 




Z>f**f 



Wiz. 279. 
Ratusz w Żelaznym Brodzie. (Czechy). (Narodopisna wystawa w Praze, str. 149). 



s 



tn 






— 


f^ 
















n' 


1 


,■' ^- 


J 


o 


\ 


i ''V' 




o. 


/ - ■ 




73 




/' « 




^ 


> 


■^ /^ 




3 




\l ;.> ■' 




5" 




mi : ■ , 


.__ 


3 
n 


\ 


¥'- 


i 


O 






9 


^ 














•f 




""^W *. 



— 447 — 

jego układu i sylwety możemy sobie doskonale odtworzyć widok 
takiego typowego ratusza wieżowego w Polsce. 

Wszystko bowiem, wiązanie wieńcowe, podcienia na fron- 
cie, wieża z rozszerzoną makowicą, zbiega tak z tem, co jako cechę 
polskiego budownictwa uważamy, że wystarczy jedynie pomyśleć 
sobie dach szczytowy taki, jaki widnieje na polskich domach pod- 
cieniowych piętrowych, aby wydobyć z tajemniczych głębin prze- 
szłości polskiej, żywy i dokładny obraz takiego ratusza małomia- 
steczkowego wieżowego. 



ROZDZIAŁ VI. 
DOMY PODCIENIOWE I DWORKI PODMIEJSKIE 



Szczególną cechę naszych miasteczek*), dawniej zupełnie dre- 
wnianych, stanowiły i po dziś dzień gdzieniegdzie stanowią domy 
podcieniowe. 

Budowane najczęściej z drzewa, potem w wielu miejscach, jak 
w Żółkwi, Krośnie, Gródku, Zamościu, poprzenosiły się do muro- 
wańców. 

Drewniane domy w miasteczkach naszych, które nosiły głów- 
nie charakter przewozowo handlowy a mniej wytwórczy, składają 
się więc w rysie poziomym, z bramy wjazdowej szerokiej, z izb 
mieszkalnych po jednej, a czasem po obu stronach, sieni i obszer- 
nego pomieszczenia stajennego pod dachem dla koni i wozów. 
Jest więc właściwie, ściśle mówiąc, pewnym rodzajem gospody dla 
przejezdnych. Pozornie zdawać by się mogło, że to osadnictwo 
niemieckie przyniosło ten typ domostw, w których stajnia mieści 
się w przedłużeniu mieszkania, ale wystarczy porównać rys po- 
ziomy takiego domu z chatą dolnosaksońską, aby zauważyć daleko 
sięgającą różnicę w rozkładzie. Kiedy izby w domu podcieniowym 
znajdują się na froncie obok bramy wjazdowej, to chata dolnosa- 
ksońską mieści mieszkanie dopiero na zadniej stronie domostwa. 

Zdaje się więc, że nasze domy podcieniowe były właściwie 
przekształceniem chaty starszej mazowieckiej z wejściem u czoła, do 
celów handlowych. Ponieważ w miasteczkach domy musiały być więcej 



1) Miasto Jurborg na Żmudzi do niedawna zupełnie drewniane. (AndrioUi, Tyg. 
illustrowany, 1869). 



I 




Wiz. 281. Dom podcieniowy w Piotrkowie, (Królestwo Polskie) przed pogorzelą. 
(Z rys. Wojciecha Gersona, Kłosy, tom I). 




Wiz. 282. Domy podcieniowe w Piotrkowie, (Królestwo Polskie) przed pogorzelą. 
(Z rysunku Wojciecha Gersona. Kłosy, tom I). 




Wiz. 283. Szereg domów podcieniowych w rynku Kamieńca Podoi. (Kopia z karty 
widokowej Kamieńca, Trzebickiemu poświęconej z r. 1672. Bibl. Pawlikowskich). 

29 



DZIUE MIESZKAŃ. 




^^^^^^^^^^^^^^ii^^^--''^^^^^^^^^^^^'^^^^^^^ 



^^^aS^ 




Wiz. 284. Dom podcieniowy w Jabłonowie pod Kołomyją. (Zdjęcie autora, komuniko- 
wane Akad. Umiejętności). 




Wiz. 285. Dom podcieniowy w Jabłonowie pod Kołomyją, Galicya. (Zdjęcie autora, 
komunikowane Akad. Umiejętności). 




wiz. 286. ^Dom podcieniowy w Delatynie (Pokucie-Galicya). (Zdjęcie autora, komuni- 
kowane Akad. Umiejętności). 




Wiz. 287. Dom podcieniowy ze szczytem barokowym w Gwoźdźcu pod Kołomyją, 
Galicya. (Zdjęcie autora, komunikowane Akad. Umiejętności). 

29* 




wiz. 288. Dom podcieniowy w Peczeniżynie pod Kołomyją, Galicya. (Zdjęcie autora, 
komunikowane Akad. Umiejętności). 




Wiz. 289. Dom podcieniowy w Świrzu pod Lwowem. (Zdjęcie autora, komunikowane 

Akad. Umiejętności). 




Wiz. 290. ^ 

Domy podcieniowe w Wiśniczu w Galicyi przed pogorzelą. (Z rys. Jana Matejki. 

Tyg. illustrowany). 




Wiz. 291. 

Wiśnicz, Galicya zachodnia. Domy podcieniowe przed pogorzelą. (Z rys. Jana 

Matejki. Tyg. illustr. tom 15, str. 125). 




Wiz. 292. Dom podcieniowy w Wiśniczu (Galicya) przed pogorzelą. (Z rys. Jana 
Matejki. Tyg. illustr. z r. 1865). 



i;:^- 




|||Łq1^±L^5^ 



1 L 




iJ^^-i.-^ 



^&ii::i 



Wiz. 293. Domy podcieniowe w Wiśniczu w Galicyi przed pożarem. (Z rys. Jana 
Matejlii. Tyg. illustr. tom XIII, str. 145). 




Wiz. 294. 
Wiązanie domu podcieniowego w Wiśniczu. (Z rys. Jana Matejki. Kłosy, z r, 1868). 




Wiz. 295. 

Dom podcieniowy w Wiśniczu przed pogorzelą. (Z rysunku Jana Matejki. 

Tygodnik {Ilustrowany, tom 15). 



o 



H 




— 457 — 

ścieśnione, przeto stajnia koniecznie musiała być umieszczona na 
tyle domu a połączona z ulicą bramą dojazdową. 

Aby umożliwić wyładowanie towaru bez zamoknięcia, mu- 




Wiz. 297. 

Domy podcieniowe drewniane w Rakowicach. Wielkie Księstwo poznańskie. (Yerzeich- 

nis der Kunstdenkmaler in Provinz Posen. Str. 141.). 




Wiz. 298. 
Dom podcieniowy w Gołubiu. Prusy Zachodnie. (Yerzeichnis der Kunstdenkmaler 

in Westpreussen). 



siano przyzbę, podcienie, które istnieje już w chacie mazowieckiej 
i stanowi cecłię szczególną naszego budownictwa drewnianego, roz- 
szerzyć na całe czoło domu. W ten sposób powstały zakryte przed 



— 458 — 

deszczem i śniegiem krużganki, które często szły w okół rynku 
i wzdłuż ulic dojazdowycłi. Tak zacłiowały się jeszcze w Jabłono- 
wie pod Kołomyją i tak je widział Matejko w Wiśniczu, Łepkowski 
w Muszynie, a Gerson w Piotrkowie przed pożarem. 

Istnieją jeszcze dotąd w małem miasteczku poznańskiem Ra- 
kowicacli takie domy, a nawet model jednego z nich znajduje się 
w muzeum polskiem w Poznaniu. 

Podajemy również rysunek takiego domu z Prus Zachodnicłi. 

Mają one niezmiernie odległą w Polsce tradycyę, sięgają już 
zapewne pierwszego pożaru Krakowa w XII wieku, o którym mówi 
Długosz, 

Jeszcze takie miasta, jak Kamieniec Podolski, w XVII wieku 
miały rynek zabudowany podcieniowymi domami (wiz. 283). 

W cytowanej już podróży Makariusa (str. 191) po opisie 
zamku Kalinowskiego, jest jeszcze ustęp poświęcony domom mie- 
szczańskim drewnianym. «W podobny sposób (jak zamek i cerkiew) 
były domy miejskie zbudowane, wielkie i ze zręcznie gładzonego 
drzewa. Domy te należą do Żydów i Armeńczyków.» 

Ulryk de Yerdum («Cudzoziemcy w Polsce», Liske, str. 74) po- 
wiada, że Łowicz «sposobem polskim wcale pięknie jest zbudowany». 

Zdaje się jednak, że pomimo starożytności tych domów pod- 
cieniowych u nas, zaczątek słupów i łuków w zastosowaniu do 
krytych podcieni został przyniesiony przez kupców ze Wschodu, 
z którym mieliśmy zawsze duże stosunki. Rysunek takiego wschod- 
niego podcienia załączam. Stanowiło ono często zasadniczą cechę 
budowli tamtejszych (wiz. 80). 

Świadczyłaby o naleciałości słupowych podcieni też pewnego 
rodzaju luźność w połączeniu, z właściwem wieńcowym rdzeniem 
budowy, i przeznaczenie więcej zdobnicze niż konstrukcyjne, mimo 
pozornego podpierania daleko wystającej części dachu. 

Naturalnie przy wzroście stosunków z Włochami i zapoznaniu 
się z bardzo licznemi krużgankami, wpływ ten wschodni rośnie je- 
szcze bardziej i przeniósł się do zamków, dworów, kościołów, cer- 
kwi, ratuszów, a nawet chat chłopskich tak, że cała Polska za- 
roiła się wkrótce słupowemi podcieniami, które stanowią w XVI 
i XVII wieku zasadniczą cechę naszego budownictwa, przyznaną 
już przez Niemców. Wszystkie okoliczności złożyły się, aby pod- 
cieniom słupowym zapewnić nadzwyczajne rozmnożenie się. 

Starodawna przyzba w chacie starszego typu wprawdzie na 



— 459 — 

bierwionach początkowo oparta, chętnie przybierała tę słupową 
ozdobę, która doskonale do gotowego podstrzesza pasowała. 




Wiz. 299. 
Dom podcieniowy w Jabłoni<owie na Śląsku austryackim. (Slama, Putowani po Slezsku). 




Wiz. 300. 
Bliźniacze domy podcieniowe w Jabłonkowie na Śląsku austryackim. 



Kupieckie gospodnie przeznaczenie domów podcieniowych 
zachęcało do stosowania tego korzystnego sposobu budowania, 



460 — 



którego pożytek i znaczenie zdobnicze niejeden z kupców na Wscho- 
dzie i Wenecyi naoc?nie widział. 

Mimo to rzezanie i wiązanie słupów i półłucz za pomocą 




1 ^> /Bk 

Wiz. 301. 
Dom podcieniowy w Częstochowie. (Tyg. illustrowany. Z rys. Głębockiego). 




Wiz. 302. 
Szkic domów podcieniowych (z tych jeden piętrowy) w Kazimierzu Dolnym, nad Wi- 
słą (Królestwo Polskie). (Kopia z rys. Rychtera z początku 19 stulecia, 
Biblioteka Pawlikowskich). 



— 461 — 

wycinanych zastrzałów pozostało i jest na wskroś miejscoweiii. 
Dłoń naszego cieśli, stosując się w ogólnych zarysach do życzeń 
kupca mieszczanina, nadała im swojskie ludowe piętno tak często 
ozdobne, ładne i malownicze, że chwytało za serce artystów wielkich, 
którzy w ołówku przechowali nam często ich zarysy. 

Tak ocalały domy podcieniowe dla potomności po spalonym 
Wiśniczu, zrysowane przez Matejkę, a po pogorzeli Piotrkowa za- 
chowane przez ś. p. Wojciecha Gersona. 

Szczególnie ciekawe są szczyty tych domów. W przeważa- 




Wiz. 303. 

Dom podcieniowy na rynku w Kazimierzu Dolnym, nad Wisłą (Królestwo Polskie). 

(Wędrowiec, Nr. 33, z r. 1896). 



jącej liczbie odpowiadają one załamaniem dachu i ozdobnem wiel- 
kiem czołem dymnikowem temu, co jako zakopiański dach znamy 
w budownictwie dolskiem (wiz. 56). Czasem jednak tak jak w bó- 
żnicach zjawia się polski mansard (załamanie dachu), albo szczyt 
zdobi się deskami wycinanymi na kształt renesansowych albo 
barokowych kamiennych murowańców. 

Ponieważ dachy zbiegały się bocznymi spadami, przeto czę- 
sto w spólnym zbiegu założoną była rynew drewniana, która da- 
leko sięgającą szyją wyglądała na ulicę, i tam z dzioba wylewała 
wodę spływającą z dwóch sąsiednich połaci dachu. 



— 462 — 

Przy większych domach podcieniowych nie powiększano da- 
chu, ale go rozkładano na niniejsze bHźniacze lub trójniacze da- 
chy o wspólnym zlewie dla dwóch połaci i o rynwie wystającej 
(wiz. 300). 

A kiedy przyszło budownictwo murowane, które z początku 
tylko koszulkę murowancową na drewniane jądro domu narzucało, 
to dachy pozostały tak jak były, a osłonione murem dookoła two- 
rzyły attykę, tak znamienną dla polskiego gotyku i renesansu, 




Wiz. 304. 

Stary dom podcieniowy w Goraju, gub. Lubelska, Królestwo Polskie. 

(Podał Łopaciński, «Wisła»). 



Z otworami dla rynien u wspólnego dachowego zlewu. Tak roz- 
łożona ma dwa dachy w pokryciu była niegdyś bursa Jerozolim- 
ska w Krakowie, odtworzona na współczesnej rzeźbie z XV wieku, 
podobnie jak do dziś istnieje drewniany dom o bhźniaczym dachu 
w Jabłonkowie na Śląsku. 

Domów jeszcze do dziś wiele w Krakowie, w Warszawie, 
Lublinie, wiele ratuszów i zamków jak w Świrzu zachowało ten 
znamienny układ dachów. 

Szczególną trudność techniczną stanowiło umocnienie linij 
wspólnego zlewu z dwóch połaci dachowych. Często sprawa ta sta- 
wała się przedmiotem sporu między majstrem a właścicielem w ra- 




Wiz. 305. 

Stary dom podcieniowy w Goraju, gub. Lubelska, Królestwo Polskie. 
(Podał Łopaciński, «Wisła»). 



V 




Wiz. 306. 
Dom przedmieszczański w Nowym Targu. (Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). 



464 



zie zamakania, a prof. Abraham, znalazłszy księgę procesów kon- 
systorza lwowskiego, odkrył tam zdaje się i nazwę ówczesną tecli- 
niczną tej linii zbiegowej, kolano niejako dwóch zbiegających się 
dachów, «nakolanki». Nakolanki te świadczą również, że już w XV 
wieku polskie słownictwo budownicze istniało we Lwowie. 

Ze wszystkich tych względów troskliwe fotografowanie i zdej- 
mowanie owych już jak śnieg w maju, topniejących z każdym ro- 
kiem zabytków budownictwa, wypełniłoby niejedną kartę w spisie 
naszego majątku narodowego w dziejach sztuki ludowej. 




Wiz. 307. 
Domy drewniane w Nowym Targu. (Zdjęcie Bronisławy Kondratowiczowej). 



Osobną odmianą dość jeszcze hczną domów małomiasteczko- 
wych, (wiz. 306 i 308) stanowią dworki podmiejskie, z ogródkiem i sa- 
dybą często. Kiedy domy podcieniowe opasują zazwyczaj rynek 
i najbliższe jemu ulice, to dworki podmiejskie zalegają dalszą część 
miasta, i stanowią niejako przejście do chat włościańskich, albo 
dworków drobnoszlacheckich. Zazwyczaj bywa tak, że uboższe domy 
są niejako ozdobniej urobionymi chatami wiejskiemi. Znamieniem 
ich jest to, że są na kształt chat wiejskich, czołem ku ulicy, a twa- 
rzą do podwórza zwrócone, a właściwy front stanowi często, jak 
to w dworkach łyków łyczakowskich we Lwowie bywa, bramka 
ozdobna kołkowana. 

Na wzór szlacheckich dworków najpóźniejszej warstwy, two- 




DZIEJE MIESZKAŃ 



30 



— 466 — 

rzone są zaś te, które zwracają się do ulicy szeroką połacią, mają 
ganek podcieniowy w pośrodku często ozdobny daszkiem dymni- 
kowym albo ściętym, i czasem (jak wj Łyścu pod Stanisławowem 
naprzykład) naśladują barokowe lub renesansowe szczyty. Dacłi 
często bywa załamany w mansard polski, a rys poziomy odpo- 
wiada rozwiniętej chacie zagrodowej lub też temu, co u drobniej- 
szej szlachty spotykamy. 



ROZDZIAŁ VII. 

BUDYMKI OOSPODnRCZe 



w miarę rozrostu życia rolniczo-gospodarczego na ziemiach 
dawnej Rzeczypospolitej polskiej, coraz to więcej budynków, które 
niegdyś służyły za rzeczywiste mieszkanie, zostało użyte do go- 
spodarczycłi celów, a człowiek -rolnik przeprowadzał się do nowo, 
coraz to więcej złożonym potrzebom odpowiadającej budowli. Je- 
szcze na Litwie do dziś niektóre budynki gospodarcze, jak «kleta» 
i świronek bywają czasowo zamieszkałe (Karłowicz, Chata). W ten 
sposób przechowały się niezmiernie stare sposoby budowania i po- 
działu budynków, które w kolebie huculskiej, poświęconej gospo- 
darstwu leśnemu, kosznicy podolskiej okrągłej i czworogrannej, 
staji huculskiej dla pasterzy połoninowych, dostarczyły nam obra- 
zów mieszkań stałych ludzkich w zamierzchłych czasach. 

Również na Litwie w «świrnach, kletach» i spichlerzach zacho- 
wał się układ niezmiernie stary. Niektóre spichlerze przypominają 
konstrukcyą swoją budowle palowe na wysokich słupach, jak na- 
przykład stary spichlerz w Kołdyczowie (Wisła, tom 8, str. 358). 

Również serniki sterczące na wysokich słupach są podobne 
do przedhistorycznych budowli palowych. 

Dach brogowy okrywający dziś stogi siana, prawdopodobnie 
był pierwszym dachem na kwadratowej, o czterech słupach, pod- 
stawie, jak to znać jeszcze po nazwie litewskiej dachu «stogas». 

Niektóre śpichlerki i świronki na Podhalu i Litwie przypomi- 
nają znowu rozkładem i układem świątynki z «przyzbą», typu to- 
skańskiego lub greckiego. Stodoły znowu na Litwie i na Podlasiu 

30* 




Wiz. 309. Spichlerz na plebanji we Wszelowcu. (Wisła, tom XVI. zeszyt 3). 




Wiz. 310. Śpichlerzyk (kleta) w Kapicach Tykocińskich (Litwa). (Z rys. Zyg. Glogera. 

Wisła, tom 11). 




Wiz. 311. Śpichlerek (kleta) z Nieciecza nad Narwią (Tykocińskie). (Z rys. Zygmunta 

Glogera. Wisła, tom II). 




Wiz. 312. 
Lamus litewski. (Tygodnik illustrowany). 



V 




Wiz. 313. 



Spichlerz Żuka Skarżyńskiego (Zachodnia Galicya). (Wystawa sztuki stosowanej 

w Krakowiej. 



470 



wiązane są na zamek z krąglaków aż pod samą kalenicę, (zupełnie 
jak chaty prostego typu na Huculszczyźnie) bez zaznaczenia linji 
powały, przypominają sposobem budowania czasy, kiedy w mie- 
szkaniacłi jeszcze powały nie znano. 




Ł ^TTTjjr- 



Wiz. 314. 
Spichlerz z Jeżewa. Podlasie nadnarwiańskie. (Z rys. Zygmunta Glogera. Wisła, tom II). 




Wiz. 315. 
Galerya ze szczycikiem na spichlerzu sandomierskim. (Kłosy, tom XXI, Nr 1705). 




^ ^ 



> ^ 

X B 




Wiz. 317. 
Spichrz w Kraczewicach z r. 1763, pod Opolem nad Wisłą. Gub. Lubelska. (Wisła) 




Wiz. 318. 
Lamus w Goleniu (Lubelskie). (Tyg. illustrowany z r. 1898). 




Wiz. 319. 
Świronek litewski. (Z rys. Zygmunta Glogera, Wisła, tom 11, str. 279). 




Wiz. 320. 
Spichlerek w Płonce na plebanii (Tykocińskie, rys Zygmunta Glogera <rWisła»). 




Wiz. 321. 
Stary lamus we wsi Pietkowie, gub. Łomżyńska, (Tyg. illustrowany). 




Wiz. 322. 
«Kuła sata» czyli tok do młócenia we wsi Rul<oje, p. Rzeżyclii, gub. Wileńslta (Wisła VII). 




Wiz. 323. 
Stodoła z Podliala, w oltolicy Czorsztyna. (Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowicz). 




'««^-T4'^^; 



Wiz. 324. 
Gospoda w Ossowcu nad Bugiem. (Rys. Zygmunta Glogera «Dolinami rzek»). 




Wiz. 325- 
Sernica w Szołkowie Klimowiczów, pod Wiłkomierzem, zniesiona w r. 1881, (Wisła). 







V. 




Wiz. 326. 



Brama wjazdowa do dworu w Paplinie, pow. Węgrowski, Król. Pol. (Tyg. illustrowany). 



— 477 — 

Szopy, stodoły i stajnie ze szczególną, odmienną od niemie- 
ckiej, ramową konstrukcyą o wypełnieniu tarcicowem lub koszo- 
wem, wiązane na zastrzały, jaskółczy ogon i nakładkę, stanowią 
również typ bardzo znamienny i ciekawy w wielu okolicach. 

Każda prawie część kraju ma podobne budowle, które po- 
cząwszy od namiotowej koleby i ziemianki używanej na przecłio- 
wywanie jarzyn, dają dziś już coraz więcej ciekawy obraz dawny cli 
mieszkań. 

Również i nazwy icti litewskie, jak «kleta, swyrna, namas, 
(namiot) Klonas, Klunoas (patrz «klan», keltyckie osady), «Darzine» — 
huculskie i podhalskie «koleba», huculskie «staja» świadczą o nie 
zmiernej starożytności tych nazw, które jak jednozgodny dźwięk 
w tylu językach indo-europejskich wskazuje, niegdyś odnosiły się 
do mieszkań ludzkich i nadawały miano osadom a nawet plemionom. 

Osobny typ budowli związanych raczej z jazami (wiązami) i gro- 
blami, również społecznie-gospodarczych, stanowiły mosty. Mają one 
w kraju, niegdyś wielkiemi bagniskami i rzekami przerżniętym, donio- 
słe znaczenie, które ze stanowiska dziejopisowego omówiliśmy w roz- 
dzielę o budowlach palowych. Tu pozostaje nam je ująć ze stano- 
wiska artystycznego. Znamię zdobniczości przybierały one czasem, 
i do dziś zachowane, zwracają uwagę ciekawym układem. Źródła 
z XV w. odróżniają jedne mosty jako robione prostym sposobem 
na słupach «bez wiązania», na «kletach» tudzież na «wiązie». 



ROZDZIAŁ VIII. 

ZEWNĘTRZE I WMĘTRZE, 



Należy jeszcze rozpatrzeć odmiany, w jakich się obraca zdo- 
bienie zasadniczych części składowych budownictwa ludowego. Po 
części sprawa ta z zasadniczego punktu widzenia rozebraną była 
już w poprzednich rozdziałach, tu jedynie należy poświęcić uwagę 
odmianom, obracającym się jednak w formach jednolitych na ziemi 
dawnej Rzeczypospolitej, Śląska i Prus Wchodnich. 

Idąc ulicą, zauważymy najczęściej do ulicy zwrócone bramki 
wjazdowe wraz z furtami, oraz szczyty dymnikowe. 

Bramki te ozdobione zastrzałami kołkowymi, znamy już z Ły- 
czakowa pod Lwowem, z Tyśmienicy pod Stanisławowem i począw- 
szy od bardzo prostych, daszkiem opatrzonych, a zakończywszy na 
ozdobnych profilowaniem i kołkowaniem, jak w Bytomiu na Śląsku 
naprzykład, należą do bardzo znamiennych szczegółów naszego bu- 
downictwa, tak chłopskiego jakoteż przedmiejskiego i szlacheckiego. 

Stanowi bramka jako wstęp do obejścia, dziś nieco może 
w ogólnym zarysie z bram murowanych wzięty, cechę znamienną 
dla naszego budownictwa wiejsko-zagrodowego. 

Składa się taka bramka zazwyczaj z dwu słupów, płatwy na 
nie nasadzonej, i zastrzałów na «ząbce» nałożonych i zakołko- 
wanych. 

Całość pokrywa daszek gontowy, z częstym szeregiem gon- 
tów wyciętym w końce naprzemiany, i grzebieniem wycinanym 
na kalenicy. 

Obok bramy bywa furta. 




^ ^ 



k. o •,-; <u X! 



^ ćS c^ 



>, 


co 

<1> 


•a 








3 




•o' 


OJ 

3 
O 




o 

•a 

N 
1 


(O 


O. 
co 



> = .y 



.i & 



o « ._ 



— E <^' Jfi 



^ 2 



Ol — <-' 



>^ - ^ 



*;> 3 H >, CO 



N -►^ b/i P 



> c^ S ^ 



^ 05 S -« 



O Łi O 



>> 3 -o .Si 



•o J3 



o 


(N 


00 


- 


O 


O 






1 






<u 


^ 


O 




1 


N 


^ 




w 






« 


O 






•^ 


■c 








TO 
O 






•a 
c 
o 


1 


T3 

o 
a, 


3 

•a 

N 


c 

N 

o 
a 


ifi 




N 


J 


D, 




ó. 


o 


3 


CJ 


O 


^ 


.™ 


!5 


•a 

N 




h-I 


^ 




S 


0, 




'- 


N 



« o 



•" s 



t^ I/) C3 p 



O 5 3 



to ,2 



G- .2i M 



ao < 

_- O 



O) ;^ «=< CS M 

S OJ • <^ > 

> > m • -O 

? O cf5 00 -N 

cH r" 4> • ^ 

2 5 - lo Jź 



•o O o 



N ^ -a 



o, 5 -o a 






— 480 - 

Na Podolu całość takiej zagrody wygląda jak twierdza chłopska. 
Brama sama, często z desek dokładnie spasowanych, przybitych 
do skrzyżowanych dwóch łat dopełnia całości (wiz. 136 i 327). 
Do ulicy zazwyczaj jest zwrócone czoło dymnikowe dachu, 




Wiz. 329. 

Wsporniki z wysuwanych bierwion. 

Wspornik belkowy ze Świrza. — 2. Wspornik z cerkwi w Kulikowie. — 3. Z cerkwi 

Św. Krzyża w Drohobyczu. — 4. 5. Z cerkwi św. Jerzego w Drohobyczu. — 6. Z domu 

w Złoczowie. 







3. 



%. 



I ML riyt. 





Wiz. 330. 
Wycinanki gontowe i deszczółkowe. 
1. 2. 3. Grzebienie gontowe najpospolitszego rodzaju. — 4. Wycinanka gontowa 
z Podhala (Gloger, Encyklopedya staropolska). — 5. 6. Grzebień wycinanki gontowej 
z okolic Grybowa (zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). — 7. 8. 10. 11. 16. Wycinanki 
gontowe w Galicył wschodniej. — 12. Stara wycinanka gontowa z cerkwi św. Krzyża 
w Drohobyczu (zdjęcie autora). — 9. 13. 14. 15. Wycinanki deszczółkowe z rozmai- 
tych okolic Galicyi. 




Wiz. 331. 
Profile gotyckie okapów w budowlach drewnianych. 
1. Profil gotycki kamienny (Gotische Baukunst, Ungewitter). — 2. 3. Profil z bóżnicy 
w Chodorowie. — 4. Profil z bóżnicy w Gwoźdźcu. — 5. Profil z fryzem gotyckim 
z cerkwi św. Jerzego w Drohobyczu. — 6. 13. Profil z cerkwi św. Krzyża w Droho- 
byczu. — 7. 11. 16. Profile domów podcieniowych z Jabłonowa. — 8. 9. 12. 17. 
Profile dzwonnic w Kulikowie i w Chodorowie. — 1 0. Obdasznica okienna z cerkwi 
Św. Jerzego w Drohobyczu. — 14. Profil gzemsiku opaskowy z dzwonnicy w Starej 
Soli. — 15. Profil okapu z domu podcieniowego w Jabłonowie. 




Wiz. 332. 
Okapy renesansowe i barokowe. 
1. 2. Okapy z kościoła drewnianego w Jabłonowie, powiat Kołomyjski, wiek XVIII. — 
3. Okapy drewniane z dzwonnicy przy cerkwi w MikuHczynie. — 4. Okap barokowy 
z bóżnicy w Jabłonowie. — 5. 6. 7. 8. Kamzamse nieoznaczonego charakteru z ko- 
ścioła w Krukowie (W. Ks. Poznańskie, zdjęcie p. Gosienieckiego z Gniezna). 



DZIEJE MIESZKAŃ. 



31 



482 



jak już wiadomo, na Podhalu bardzo ozdobne. Rozwinąwszy się 
na podstawie dymnika jest większy przy szczelnych dachach gon- 
towych, mniejszy lub wcale zanikający przy strzesze. 

Tam gdzie budownictwo leśne drewniane styka się z rolni- 
czem, to jest tam, gdzie, inaczej powiedziawszy, wpływ słomianej 
strzechy jest większy, dymnik dąży do zaniknięcia. Utrzymuje się 
on natomiast w swej piękności u chat śląskich, podhalskich, hu- 




Wiz. 333. Tablica okien. 
I. 2. 3. 4. Okna wykrojone z komory (Wisła). — 5. Okna najprostszego typu. — 
6. Okno z chaty podhalskiej (Matlakowski, Budownictwo). — 7. Okno z chaty wiej- 
skiej w Brunarach pod Grybowem. — 8. Toż samo okno od wewnątrz. — 9. 10. Ze- 
wnętrze i wewnętrze okna w Krukowie (W. Ks. Poznańskie, według rysunku p. Go- 

sienleckiego). 

culskich, W domach podcieniowych, a mniej ozdobnie w kościołach 
i cerkwiach. 

Czoła tych dymników znane z Matlakowskiego «Budownictwa» 
takie, jakie je w okolicy Zakopanego widzimy, znane z ryciny na- 
szej chaty śląskiej, z domów Prus Zachodnich, domów podcienio- 
wych i bóżnic załączonych w niniejszej książeczce, wzbogacą się 
zapewne o kilka ozdobnych szczytów wziętych z Huculszczyzny 
i okolic między Jasionowem a Worochtą (wiz. 328). 



- 483 — 

Na szczycie, u zbiegu czoła i kalenicy, na najdostojniejszej 
części budynku, mieści się albo para śparogów (głów końskich) 
głównie na Litwie, w Wielkopolsce, Prusacłi Wschodnicłi i Zaclio- 
dnich aż po Krakowskie, albo pazdur będący drzewnem odbiciem 
kamiennego kwiecienia gotyckiego, jak na Podhalu, albo też «słońce» 
z nabijanymi promienno gwoździami, gwiazda lub krzyż jak na Rusi 
halickiej, albo jako kwiat ozdobny na Litwie i w Prusach Zachodnich. 

Dach sam bywa albo z czterech stron płaszczyznami pochy- 
łemi naznaczony, albo lekko załamany, celem stworzenia okapu jak 




V. 



wiz. 334. 

Oprawy szyb okiennych. 

1. Oprawa szyb z bóżnicy w Jabłonowie pod Kołomyją. — 2. 3. 5. 6. 7. 9. 11. Oprawy 

szyb w bóżnicy Cłiyrowskiej (Galicya wschodnia). — 4. Oprawa szyb w cerkwi Św. 

Jerzego w Drohobyczu. — 10. Część oprawy szyb (w napisy) z bóżnicy w Gwoźdżcu 

pod Kołomyją (zdjęcie autora). 



przy dachach na Podhalu, albo też złożony z dwóch dachów pro- 
filowaniem przedzielonych (mansard polski). Takie dachy zachowały 
się zwłaszcza przy dworkach szlacheckich, podmiejskich, dalej ple- 
baniach i organistówkach. Zna je Kraków, gdzie prócz profilu bywa 
jeszcze pozioma deska na okna, zna je cały kraj jako zabytek 
XVII i XVIII stulecia. 

Są jeszcze dachy wiejskie, podmiejskie kilkoma płaszczyznami 
na czole ścięte, aby dać miejsce oknom półpięterka (wiz. 138). 

31* 



— 484 — 

Kalenica przy dachu gontowym jest ozdobiona grzebieniem 
z gontów wycinanym, który przenosi się również na pokrycie dachu. 

Pokrycie dachu strzechą jest dwojakie, albo gładkie, albo scho- 
dowate. Często dach jest gładki a tylko ornament krzyża jest scho- 




1. 2. 3. 4. 5. 

Wiz. 335. Okienka dachowe. 

1. Okienka dachowe półokrągłe najzwyczajniejszego typu. 2. 3. Okienko dachowe 

ozdobniejszego typu z domów podcieniowych w Jabłonowie (zdjęcie autora). — 4. 

Okienko dachowe domku podmiejskiego w Złoczowie (zdjęcie autora) — 5. Okienko 

dachowe domu podcieniowego w Delatynie (zdjęcie autora). 




Wiz. 336. Szczegół wiszącej galeryi z klasztoru Norbertanek na Zwierzyńcu. 
(Rys. Jana Matejki. Tyg. illustrowany). 



dowato narzucony. Strzecha dla umocnienia posiada jeszcze na ka- 
lenicy szereg kozłów, to jest związanych palików pod kątem dacho- 
wym przytrzymujących strzechę i dających opór wichrom. 

Przy cerkwiach, bóżnicach i domach podcieniowych zwracają 



— 485 - 

na się uwagę kamzamsy okapowe tak gotyckie, jak renesansowe 
i barokowe. 

Obejrzyjmy okna i dźwirze. 

Okna z początku, w czasach kiedy bierwiona, z których czy- 
niono mieszkania, dochodziły niezwykłe grubości, wykrawywano 
w dwóch sąsiednich bierwionach. Takie okna często są jeszcze za- 
stosowywane w komorach i używane we wiencówce także w Skan- 
dynawii, aczkolwiek nieco w odmiennej formie (wiz. 333j. 

Z biegiem czasu, kiedy rozmiary drzew malały a potrzeba 
światła w izbie rosła, trzeba więc było wyciąć kilka belek, ale aby 
jednak nie wypadły, należało je zawiązać do słupa pionowego, 




Wiz. 337. 
Szczegół podcienia wejścia na cmentarz przy cerkwi św. Mikołaja w Rołiatynie (Ga- 

licya wsliodnia). 

I. widok ogólny. — 2. Szczegół słupa, płatwy, zastrzału i podpórki. — 3. Profil 

płatwy z widokiem kołka. — 4. Widok ornamentyki (wody płynącej i zębów) na 

płatwie. — 5. Okrojenie kołka — (Zdjęcie autora). 



który z początku, u spodu i u góry, zaczepiał o poziomą długą 
belkę (wiz. 333, 5). Potem dostosowuje do górnej i dolnej części 
słupów dalszy kawałek «ocapa» zawiązanego na «rać». W tem wią- 
zaniu dopiero oprofilowują się kanty wedle sposobu, jaki niegdyś 
w romańszczyźnie i gotyku widziano, a zdobi też ozdobami ma- 
jącemi własne rodzime tradycye. 

Mimoto i same okienka nie były zbyt duże, w chatach wiejskich 
błonami nie szkłem wypełnione (szklarz, to «błoniarz» na Podhalu). 

W dworach szlacheckich bywały ramy szybowe, często, jak 



- 486 — 

na rycinie załączonej dworu v/ Chruszczynie wielkiej, bardzo zna- 
mienne (wiz. 166). 

W bóżnicach i domach podcieniowych są gdzieniegdzie, a były 
niegdyś wszędzie szkła we wzorzysty często kolorowy deseń w ołów 
oprawny ułożone, z czego pozostał się po dziś dzień sposób mó- 
wienia do dzieci: «chcesz (kolorowej) szybki z okna». Później za- 
stosowywano okienka okrągłe, ku czemu służyła zasada wiązania 
górnej i pionowej belki ukośną, zwaną zastrzałem. Znane są takie 








Wiz. 338. Słupki luźne, poręczowe listwy i głowice parkanów. 

1. Słupek u barjerki ikonostasowej cerkwi w starym Łyścu (zdjęcie autora). — 2. Słu- 
pek z poręczy schodów, prowadzących do bimy w bóżnicy Gwoździeckiej (zdjęcie 
autora). — 3. Słupek z poręczy domu podcieniowego w Świrzu (zdjęcie autora). — 
4. Słupek z poręczy dworku podmiejskiego w Tyśmienicy. — 5. 6. 9. 12. 15. Li- 
stwy wycinane z Jabłonowa, Gwoźdźca, Nadworny i Tyśmienicy (zdjęcie autora i Ta- 
deusza Mokłowskiego). — 7. Poręcz toczona z galeryi cerkwi w Tyśmienicy. — 8. Po- 
ręcz u bimy w bóżnicy Chodorowskiej. — 10. Przedziały okien w komorach w Kra- 
kowskiem (Wisła). — 11. Szczegół przegródki okna nad drzwiami ze wsi Wojkowce 
kościelne (zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). — 14. Toż samo z Czeladzi, 
gubernia Piotrkowska, (zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). — 20. Toż samo 
z Bytomia (zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). — 16. Wycinanka deszczółkowa 
z furty w Nowym Targu (zdjęcie p. Bronisławy Kondratowiczowej). — 13. 17. 18. 
19. Wycinanki głowic i szczytów u parkanów z okolic Stanisławowa. 



okienka z wielu okolic kraju całego. Zastrzały, pomnożywszy ilość 
zdobień kołkowych, pchnęły na Podhalu najgęściej, a też i na do 
łach całej Rzeczypospolitej i Śląska, budownictwo nasze do zasto- 
sowywania tego znamiennego dla nas sposobu zdobnictwa. 

W późniejszych dopiero czasach, może począwszy od końca 
wieku XVII, zaczęto naśladować renesansowe obramienia okienne, 



ii-i 3 2-a g,-^ 3 




9 •a "O ii £ -c g ^' 

00 N _ rg-g 4> > = G « 

. >.-S ^a.~ o -2 .2i 
■^ I :S >.^ ;=• g i« -o 




H 



Q i2 



«o, O 

■I O 



o .ii 



" 2 






« M s 

•^ a & 

-A O, ;S « 

•O C -^ H 

"= E? r- 

• « U .2 '^ 

^ ^ tn !>• ^ 

« . 3 73 w 

•O c 3 C u 
o to >^ ? 

a, >. o N 

^— ^ N N 

o.^ ^ Ł >> 

>> 3 2 >, (U- 

_, 3 rt t! '5, 

O T- 3 O >^ 

41 

N — 

- i? t 

i 'U "ot <u 

S- O, O O. 

« w Ci w 

O o -^ O 

N N C N 



a. -S - 



"o "" 

M ca 

u 

E b 

a> o 

•^ i; 



S I 



S E E 



nj CO ed c^ CT3 ^ 

i i ■$ i ■$ s 

N N N M N *C 

w k. h« ^ t-i ^ 

•O "O "O -rt *0 •■to 

o o o o o D 

M ró '#" lO co sI 



H :$ 



E N. -j: 



•^ D =2 :5' 



E ^ -£ 

•« s 

> ^ M 

01 ^~~ 

en 



^ P O 



3 9 " 



:5 s 



o ^ 



.5 > 

^ E — ^ 
"* .Si 



-¥ 7^ 



8 
•O 
O 
W) 






c ""^ co "T: 



^ J= 



^-'3-0 

j= "5 .2 



O) ^ 



XI 

U 



>> O Xl 



l^ 1 ii .2 « "^ ^ 

^ -« -u « 3 ^ ^ 

- E t - 'O - i 

> o P ^ O) <« 

> ii M a. M o Xl 

N _ 

^ ea Cd Cd ca cQ ca 

•a 'i "5 "i i i 'i 

Q N N N N N N 

"O "O "O "O "O "O 

o o o o o o 



S O) 

- ^ 

^ -i 

d B 

u o 

X2 -^ 

^ >. 

o & 

ca 

= 5 

3 o 



o 






3 


n> 


o*- 


bo 

0) 


01 




V 


T3 


CJ 




01 




N 


.M 


IŁC 




CJ 


O 




•c 
ca 

E 
o 


T3 




ar 

•o 


O. 


ca 


-O 








o 


o 
•o 

F 


^ 




có 


■^ 


^ 


O 


E 


00 


E 


O 

ix 


>> 


.n 
o 


^ 


w 


ca 



U3 P* 



N :2 E 

o a* 

ii .5 Xl 

I 3 M 

3 C - 

ii E 
■« S i> 
ca o CŁ, 
-^ -a ca 

1 ^ § 

g o N 

? * ca 

^ fe .2 

<U > C 

•i ^ o 

"5 I "S 

^ o o 



<-> 3 -;;? .Si 
5 ^^ ^ J= 



ii & 



— o _ 

H O 



•2 ^ 



. cO co CQ CQ CQ (^ 



> > ^ S 5 S 

IM N N N N hg 



Q N) N N N 



N E 



"O "O "Ó "O "O "O 

o o o o o o 



•^ lO co t^ 00 O) o 



— 490 — 

które w formie deszczułek na kozę wiązanych, nabijano na drzewo 
wyrzynając w znamienne faliste wycięcie. Stąd powstał typ okien 
bardzo częsty w naszych miasteczkach w nowszych czasach, który 
się czasem znowu powrotną falą do muru i wyprawy wracał, jak 
to przykład okien z bóżnicy w Łyścu p. Stanisławowem pokazuje. 

Odmianą okien były i są okienka dachowe, wzięte zresztą 
często w swoim wyglądzie ze stylów historycznych i odpowied- 
nio przekształcone. 

Znamienne dla naszych okolic może są okienka albo- półokrągłe. 




Wiz. 341. 
Odrzwia w kościele z Chechła (Królestwo Polskie). 



albo też i proste przez podniesienie dachu niby powieki wytworzone. 
W ten ostatni sposób szczególnie piękny, projektował otwory dachowe 
Witkiewicz w domu pod «Jedlami» prof. Pawlikowskiego, wziąwszy 
motywy z domu, o ile się nie mylę, Krzeptowskiego na Kościeliskach. 

Od okien przejdźmy do dźwirz głównych. Prowadzi do nich w do- 
mach drobno szlacheckich i podmiejskich ganek na słupkach, często 
piętrowy, z budownictwa podcieniowego wzięty. (Wiz. 156, 159, 165). 

Obramienie dźwirzowe nie różni się w głównym swoim wzorze 
od tego, cośmy powiedzieli przy oknach. Początek słupa w drzwiach 
jest może tylko starszy, i stamtąd dawny budowniczy nauczył 



491 — 



się go stosować w oknach. Ocap górny jest również późniejszą 
może w czasach gotyckich zastosowaną rzeczą. Ocap ów wiązany 
jest na rać, i w dawnych czasach, kiedy budulec był potężnej gru- 
bości, służył jako odrzwia w Grybowie, w Tyliczu i w Chechle, 
jako miejsce wycinania gotyckich, nawet bardzo zdecydowanych 
profilów (wiz, 340, 9, — 341). 

Późniejszem jest zastosowywanie zastrzałów, które wy- 




Wiz. 342. 
1. Odrzwia z bóżnicy w Gwoidz'cu pod Kołomyją. — 2. Profil tych odrzwi. — 
3. Szczegół^spodu tychże'odrzwi. — 4. Odrzwia do sionlii zewnętrznej bóżnicy w Gwoi- 
dzcu. — 5. Odrzwia bóżnicy w Chodorowie (Galicya wschodnia). — 6. Przekrój pro- 
filu tychże odrzwi. — 7. Odrzwia zewnętrzne tejże bóżnicy. 

wołały ozdobę kołkową, tak powszechną niegdyś w Polsce i dzi- 
siaj najsilniej zachowaną na Podhalu. 

Najpóźniejszem zaś jest naśladowanie form renesansu wło- 
skiego, przez przybite profilowane deseczki. 

Przy sposobności tej przytaczamy szereg kołków rozmaicie 
zdobionych z rozmaitych części Polski. 

Szczególnie ciekawe są dźwirza same. 

Z początku składały się one z desek przybitych kołkami do 



— 492 — 

łat poprzecznych poziomych albo ukośnych na krzyż położonych 
od wewnątrz chaty. Ponieważ istniejące szpary nie chroniły przed 
skutkami niepogody, przeto musiano postarać się o drugą warstwę 




Wiz. 343. 
Zakopane. Odrzwia i dźwirze słoneczl<owe chaty góralskiej (rys. St. Witkiewicza. 

Wisła). 




Wiz. 344. 

Drzwi do kościoła w Rycłinowie w Prusach Wschodnich (Yerzeichnis der Baudenk- 

maler in Provinz Ostpreussen). 



— 493 — 

mniejszych, pod prostym kątem wzajemnie ułożonych deseczek, 
które dawały w środku dźwirza kwadrat również kawałkiem drzewa 
wypełniony. 

Znajomośćbowiem właściwości drzewa nakazywała ze względu na 
różnice w wilgoci i temperaturze, rozdzielić je na mniejsze kawałki i uło- 




Wiz. 345. 
Dźwirza kościoła św. Salomei w Grodzisifu (Tyg. illustrowany, 1883). 



Żyć tak, aby pęcznienie i ściąganie się wzajemnie znosiło. (Wiz. 340, 10) 
Rozwinął się stąd sposób zdobienia dźwirz, który jest po- 
wszechny u nas, i często dochodzi do wielkiej ozdobności i wy- 
kwintności. 

Górna część dźwirza tworzy często w domach podcieniowych 
szlacheckich, a nawet chłopskich, okienko kratą z balasek drewnia- 
nych zasłonięte. 




Wiz. 346. 

Dźwirza ozdobne bronzem nabijane z bóżnicy w Stanisławowie, Galicya, (zdjęcie 

autora). 



— 495 — 

Dźwirza takie mają na sobie często zawory i okucia bardzo 
znamienne, tudzież zamki i kłódki żelazne dłonią ludową wzorzy- 
ście wykute. 



)VKŁ^An BE]. KOWANIA .gTR O 
PYIZBY MIESZCZAŃSKIEJ 
yZYWANY W XV(?)XV1 I XV")] 

s-rv L E o? V. 




tMs- Tiul .Mffl>di>tDkt. jfi^ fili. 



SKALA 



WIZ.lll . 

Wiz. 347. 



Do zewnętrza należą jeszcze rozmaitego rodzaju rysie, które 
na rycinie załączamy. 

Przejdźmy do wnętrza. 



f' 



{^'^, 



>d^1 



£31!^ 




SZIrjE MIESZKAŃ 



32 



498 



Wnętrze samej izby, pominąwszy sprzęty, pozwala na nastę- 
pujące spostrzeżenia. 



::x. 







2x. 









Wiz. 350. Sosręby. 

1. 2. Widok z boku i ze spodu sosrębu z chaty w Boguszy, powiat Grybów. — 3. 4. Wi- 
dok i przekrój elementu zdobniczego. — 5. Sosręb w kollegiacie gnieźnieńskiej (Wiel- 
kie Księstwo Poznańskie, rysunek p. Gosienieckiego). — 6. Przekrój tegoż sosrębu — 
7. 8. Sosręby z kościoła farnego w Kłecku (Wielkie Księstwo Poznańskie, również 
według rysunku p. Gosienieckiego). — 9. 10. Widok z boku i ze spodu sosrębu 
z chaty w Knihininie, powiat Stanisławów. 



— 499 — 

Ściany z płazów drzewnych w budownictwie leśnem tworzone 
działają już samą płaszczyzną ciepłą i gładi<ą. Podłoga ubita w gli- 
nie, albo z desek, gdzieniegdzie jest jeszcze kołkami przymoco- 
wywana do łat poprzecznycłi. W rogu izby stoi piec kaflowy duży 
albo też i kamienny, w izbach ozdobnych szlacheckich prócz pieca 
jest jeszcze i kominek ośmiobocznie pościnany (patrz izba szla- 
checka, wiz. 166). 

Ozdobę izby stanowi powała, z desek często wzorzyście uło- 




Wiz. 351. Tablica ornamentów roślinnych. 

1. Liścienie na wierzchu rogatywki chłopskiej z okolic Rohatyna. — 2, 3, 9. Obszy- 
cie kieszeni, rogu i kołnierza kurtki chłopskiej z okolic Rohatyna (na tle szarem w czer- 
wone i zielone). — 4. Malowanie ścienne z cerkwi św. Krzyża w Drohobyczu (tło 
blado zielone). — 5. Ornament z ornatu perłowego w Częstochowie wiek XIV, (wzory 
sztuki średniowiecznej, Rastawiecki). — 6. Zdobienie roślinne wyrysowane na rożku 
do prochu z XVIII stulecia (w muzeum Czartoryskich w Krakowie). — 7. Wyszywka 
z JVlakowa (róg chustki, ze zbiorów Udzieli, Wisła, tom XIV). — 8 i 10. Zdobienie 
roślinne wyszywkowe na Rusi. (Wyszywki wschidnoj Hałyczyny). 

żona na wzór tego, cośmy przy drzwiach widzieli (Matlakowski). 
Deski te są ułożone na belkach, opartych na potężnym balu 
sfazowanym, zwanym, sosręb, siostrzan. System ten powały był 
niegdyś powszechnym w całej Polsce, tak w domach szlacheckich, 
jakoteż mieszczańskich, a dzisiaj się jeszcze zachował w chłopskiej 
chałupie. 

32* 



— 500 — 

Sosręb ten bywa zdobiony najczęściej gwiazdą sześciopro- 
mienną, o której przypuszczalnem znaczeniu pisaliśmy wprzódy. 

Na Huculszczyźnie i Pokuciu zjawia się gęsto inny system 
zdobienia wzięty z wyszywki a uwidoczniony na rycinie sosrębu 
zdjętego w Knihininie przez Tadeusza Mokłowskiego. 

Ciekawy sosręb z Księstwa Poznańskiego dał rysunek pana 
Gosienieckiego z Gniezna, który załączamy w całej gromadzie 
sosrębów (wiz. 350). 

Osobnym sposobem powały, będącym często fantastycznem 
naśladowaniem sklepienia murowanego w kościołacłi i bóżnicacti, 
są te, które znamy w bóżnicach drewnianycłi. 

Powała taka albo kolebkowa, albo też złożona z rozmaitycłi 
powierzcłini, bywa najczęściej troskliwie i pięknie malowana, na 
równi z ścianami i to wprost na drzewie (wiz. 248, 255, 256). 

Do ozdoby ścian bielonych wewnętrznych izby, służą rów- 
nież wycinanki i nalepianki z papieru kolorowego, które pojawiw- 
szy się po raz pierwszy na wystawie sztuki stosowanej polskiej, 
jako wyraz twórczości ludowej zdobniczej w Łowickiem i Lubel- 
skiem, zwróciły uwagę znawców, i zostały częściowe pomieszczone 
w zeszycie pierwszym wydawnictwa «Towarzystwa polskiej sztuki 
stosowanej*. 

Takie same wycinanki używane do ozdoby przez lud, znalazł 
mój brat w okolicy Stanisławowa, a nauczycielka ludowa p. O. Kob- 
zajewiczówna ma ich cały zbiór z okolicy Wojniłowa. 



ROZDZIAŁ IX. 

SPRZĘTfiRSTWO. 



Ostatnią częścią naszej pracy, którą oddajemy w rękę łaska- 
wemu czytelnikowi, jest rozdział poświęcony sprzętarstwu ludowemu. 

Dotyczy on nietylko tych sprzętów, które się mieszczą w cłia- 
cie wieśniaka, ale obejmuje sobą cały dział robót czynionycłi dla 
użytku człowieczego u nas, które noszą na sobie piętno twórczo- 
ści ludowej. 

Początki sprzętarstwa są bardzo proste i odnoszą się w tej 
formie, którą znamy, bezwarunkowo do początku leśnej kultury. 
Ława na rososzkacłi wsparta, stół, czyli z początku pień szeroki 
ścięty, jaki dziś używają rzeźnicy, na co pokazuje nazwa stół (ros. 
«stołp», słup), łóżko utworzone z desek na czterech rososzkach jak 
na Huculszczyźnie w kolebie a również w hrubieszowskim za- 
kątku, tudzież półka osłonięta z przodu prostopadłą deseczką, 
a w łyżnikach podhalskich szczególnie pięknie wycinana, wszystko 
to tworzyło niegdyś całe umeblowanie izby. W komorze umieścił 
się zasiek, późniejszy sąsiek na zboże, (patrz stół, a razem skrzynia 
tudzież pień wydrążony (kłoda huculska) na mąkę, krupy i t. d., z któ- 
rego wytworzyła się «beczka»). 

Później pod wpływem płynącego naprzód do domów mie- 
szczańskich i książęcych a potem i szlacheckich zbytku, zaczęły 
się wciskać na wieś nowe prądy. Zjawił się zydel, rzecz nazwą 
i kształtem z Niemiec przez mieszczaństwo do Polski przyniesiona 
i na Podhalu przyswojona. Szlaban, rodzaj łóżka i ławy jednocze- 
śnie poręczami opatrzonej, tudzież skrzynia, której początek, nazwa 
włoska «scrina» zupełnie wyjaśnia, przyszły również do nas z Zachodu. 






Wiz. 352. Łyżniki z Podhala. (Zdjęcie p. Bronisławy Kondratowicz) 




Wiz. 353. Stół litewsiii. (Dolinami rzek, Zygmunta Glogera). 





2. 3. 4. 

Wiz. -354. Tablica porównawcza stołów polskich. 
1. Stół z Opatowa, (rys. Wojcieclia Gersona). — 2. Stół z Podhala, (rys. Wojciecha 
Gersona). — 3. Stół z LubHna, (rys. Maszyńskiego). — 4. Stół z Podhala, (rys. Woj- 
ciecha Gersona, Tygodnik illustrowany i «Zdobnictwo rękodzielnicze* Gersona). 




Wiz. 355. 

Stół z ornatu Kmity z r. 1505 z katedry na 
w kodeksie Bema (Bibl. Jagiellońska). — 3. 



Wawelu. — 2. Stół z wizerunków 
Stół z izby czarnej na Podhalu. 




Wiz. 356. Stół ze Lwowa z podwórza Stauropigji (zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 




f>f.JKefe.:fi'S>atif 



Wiz. 357. Stół roboty Jana Czapskiego z V^ 




>;4^ y^^^. ><jfc>. ..4^^ y^^ y^N_-^<^ '^^'^^/IL^lT 



s^f*:;*s;i2S^s.i? 




^( lny (zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 




Wiz. 359. 
Stół Łemków w okolicy Grybowa, Galicya (zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 





Wiz. 360. 



Wiz. 361. 



Stół litewski z Litwy pruskiej (Bauernhaus Ława z poręczami (szlaban) w okolicy Rop- 
in Deutschland). czyc (Galicya). (Z rys. Udzieli, Wisła). 




Wiz. 362. 
Stołek u Łemków z okolic Grybowskiego (zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



— 508 - 

Zjawia się też krzesło od czasu do czasu, a miejsce «pałatki» 
zajmuje łóżko w kwiaty jak szafa malowane, (patrz «wystawa sztuki 




Wiz. 363. 

stół z Bartfeldu na Spiżu (według Myszkowskiego. «Les Monuments de la Renaissance 

en Hongriej. 




Wiz. 364. 
Stół z Kłuszkowa, wsi nad Czorsztynem na Podhalu (zdjęcie p. Bron. Kondratowicz). 



— 509 - 

stosowanej » w Krakowie, zbiory Udzieli, I numer Wydawnictwa 
sztuki stosowanej). 

Na Rusi ta sama skrzynia weźmie znowu swoje geometryczne 
malowane zdobienie z kilimów (wiz. 372). 





Wiz. 365. 

Stojak modlitewny z bóżnicy w Jabłono- 
wie, obecnie w muzeum miejskiem w Lwo- 
wie. (Zdjęcie Tad. Mokłowskiego). 



Wiz. 366. 

Stojak modlitewny z bóżnicy w Jabłono- 
wie. (Zdjęcie autora). 



Krzesło rozwinie się w fotel malowany i skórą wyłożony 
jak ten, który pod nazwą krzesła Kazimierza Wielkiego zacłiowa- 
nym jest w skarbcu w Częstochowie. 

Dawny «stołp» zjawia się jako stół, również z wielu znamio- 
nami pochodzenia niemieckiego, w czasach gotyckich przetworzo- 



— 510 



nego dłutem i sklutem naszych stolarzy i cieśli. Znamy je z Opa- 
towa i z Lublina w rysunkach Gersona i Maszyńskiego, z Zakopa- 
nego w zdjęciach Matlakowskiego, i z Litwy z rysunku Glogera. 
Załączam też fotografię stołu z Podhala, daną mi łaskawie 




Wiz. 367. 



Przód stojaka modlitewnego z bóżnicy w Jabłonowie pod Kołomyją, obecnie w mu- 
zeum mlejskiem we Lwowie. (Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



'i^ 



512 



przez panią Kondratowiczową. Zdjęcia Tadeusza Mokłowskiego 
pokazują też podobny stół z Grybowskiego, Boguszy i Lwowa. 
Ozdobnym też jest bardzo stół gotycki z izby radzieckiej z Bart- 
feldu w sąsiedztwie Spiżu. 




Wiz. 369. 

Krzesło tak zwane Kazimierza Wielkiego, obecnie w skarbcu Częstochowskim. 
(Kłosy, tom XVI, str. 4191). 



Osobnym typem prostszym, ale też więcej rodzimym w zło- 
żeniu, są stoły w okolicy powiatu stanisławowskiego znalezione, 
a zdjęte i zrysowane również przez Tadeusza Mokłowskiego. 



— 513 — 



Zdobienie na nich odpowiada przejściu między Podhalem 
a Huculszczyzną. 




Wiz. 370. 
Krzesło obrzędowe z Pomorza (Lutzsch. Centralblatt fiir Bauverwaltung). 




Wiz. 371. 
Stołek z Podhala. (Zdjęcie Bronisławy Kondratowiczowej). 



DZIEJE MIESZKAŃ 



33 




Wiz. 372. 



Skrzynia malowana w kilimowy deseń (Knihinin pod Stanisławowem, Galicya Wscho- 
dnia. Zdjęcie Tadeusza Mokłowskiego). 



® ]ii@»(St&®^®^®'»' 




U 



U^ 



Wiz. 373. 
Szafa litewska z Litwy Prus Wschodnich. (Botticher, Bauernhaus in Ostpreussen). 



— 515 — 

Szczególnie znamiennymi dla Podhala są łyżniki może naj- 
więcej znane dzięki swemu wycinaniu. Łyżnikowe motywy zdo- 
bnicze pierwotnością swoją sięgają czasami czasów romańskich 
a nawet przedhistorycznych. 

Wielką ich ilość podał Matlakowski w swojem «Zdobnictwie». 

Osobny dział stanowią malowidła, które nosząc wspólne zna- 
mię tak na pasach polskich wyrobu krajowego, łóżkach, skrzyniach 
krakowskich, szafach z Litwy, wieszadle zdjętym w cerkwi w Dro- 
hobyczu, majolikach kossowskich, stanowią w barwach i formie 
właściwość stylową naszego ludu. 




V 



Wiz. 374. 
Szafa litewska malowana z Litwy Prus Wschodnich. (Bauernhaus in Deutschland). 

Bernouilli, który jeździł po Polsce w XVIII wieku zauważył 
owe malowania ścian na «czerwono» w Poznańskiem (str. 277, Cu- 
dzoziemcy w Polsce). Również łóżka są piękne i zapewne malo- 
wane. «Takie ładne łóżka spotkasz wszędzie w PoIsce» (str. 277). 

W łyżnikach tkwią łyżki drewniane, czasem bardzo pięknie wy- 
cinane. Na półkach świecą talerze, miski i dzbany pisane w kwiaty. 
W kołomyjskiem pisanie owe na majolice niezmiernie się zbliża z tym 
typem ornamentu kwiatowego, jaki znamy już z pasów polskich, 
z malowań na szafach litewskich i skrzyniach z Podhala, z kra- 
kowskiego i płockiego. 

33* 



m 



i'\,*i 



(^H^y' 



'^^ 



s^ 



m 





Wiz. 376. Rama ozdobna do obrazu z cerkwi w Starym Łyścu pod Stanisławowem. 

(Rysunek autora). 




^- 7. 

Wiz. 377. Wyroby żelazne i gliniane. 
1. Latarnia kuta w żelazie z Częstochowy, (Tyg. ill.). — 2. Świecznik kuty z bóżnicy 
w Złoczowie, (zdj. aut.). — 3. Okucie drzwi kościoła św. Salomei w Grodzisku (zach. Ga- 
licya, Tyg. illustr.). — 4. Okucie dźwirza z okolic Starego Sącza, (W. Gerson, Zdobnictwo 
rękodzielnicze). — 5. Świecznik czteroramienny kuty, z bóżnicy w Jabłonowie, (zdj. aut.). — 
e. Okucie sworzenia z okolic Krakowa, (Zdobnictwo rękodzielnicze, W. Gerson). — 7. Świe- 
cznik gliniany z glazurą ciemno wiśniową, (z cerkwi w Starej Soli, zdj. autora). — 8. Okucie 
z okolic Myślenic, (Zdobn. rękodz., Wojciech Gerson). 



518 — 



Dodać należy, że ci garncarze z Pistynia i Kossowa to są 
rodowici Polacy. 

Jak daleko idą wspólne naszej twórczości ludowej znamiona, 
niech posłuży krzesło, na którem podczas wesela siada narzeczona 
na niegdyś słowiańskiem Pomorzu. Krzesło to odpowiada kształ- 
tem i ornamentyką zupełnie temu, cośmy jako cecłię sztuki ludowej 
u nas uważać zwykli. 





Wiz. 378. 
Skrzypce pies, z okolic Biłgoraja w Lubel- 
skiem, grał ostatni na nich Józef Jura. 

(Wisła). 



Wiz. 379. 
Klawec, stary instrument litewski, (Muzeum 
królewskie Nr 236, rys. w cBauernhaus 
in Ostpreussen», Botticher). 



Naturalnie, że już na naszych rysunkach uwidocznione miej- 
scowe różnice, wzrosną w miarę coraz to hczniej szych zdjęć ry- 
sunków i fotografii starannych poświęconych sztuce ludowej. 

Wtedy też będzie można na całą Polskę rozszerzyć dział wyszy- 
wek, garnków, słowem statku domowego i strojów, które znamy w czę- 
ści z pracy prof. Szuchiewicza o Huculszczyźnie, Matlakowskiego o Pod- 
halu, ale całość czeka jeszcze wielu, wielu pracowników. 



— 519 — 

Już teraz kilkunasto miesięczne badania pp, Barabasza, dy- 
rektora szkoły drzewnej w Zakopanem i p, Wojciecha Brzegi na 
Podhalu i Spiżu czynione, dobyły na światło dzienne masę mate- 
ryału, które, o ile to wiem, wyjdzie w książkowem obrobieniu na- 
kładem i sumptem Muzeum Dzieduszyckich. 

Ja tu załączam jedynie skromny przyczynek do studyów, 
który oddaję z teki na własność interesującej się tern części spo- 
łeczeństwa. 



ZAKOŃCZENIE. 



Praca dobiegła do końca... tymczasowego. Uważam bowiem 
to wszystko, co usiłowałem obecnie w całość sztuki ludowej po- 
łączyć, jako próbę zebrania i zużytkowania tego skąpego stosun- 
kowo materyału, który dostał się do rąk moicłi. 

Tymczasem olbrzymi kraj myślą i okiem badacza jeszcze nie 
dotknięty, spoczywa odłogiem i być może, że mieszczą się tam 
rzeczy, których znajomość i poznanie w całość ujęte, niejeden inny, 
dokładniejszy i jaśniejszy sąd by nam nadały. 

Książeczka niniejsza, wprowadzając czasowy porządek do po- 
stawionego dziś w społeczeństwie polskiem zagadnienia, próbując 
dalej ustalić najważniejsze znamiona budownictwa i zdobniczości 
ludowej, usiłując dotrzeć do źródła twórczości ludu, zachęci jak 
sądzę tem samem wszystkich ludzi dobrej woli do zbiorowego 
badania tej skarbnicy naszej rodzimej kultury. 

Całe działy jeszcze bowiem są nietknięte. Ogromne połacie 
kraju są nam zupełnie jeszcze nieznane. Mało co wiemy jak się lud 
tam buduje, ubiera, jakich sprzętów i statków używa i jak je zdobi. 

Ogromne pasmo Karpackie, owo naturalne muzeum naszej 
kultury, ledwo w malutkiej części jest poznane i zbadane. 

To wszystko czeka jeszcze bystrego oka, któreby sztukę 
ludową dojrzało, myśli, któraby ją zrozumiała, ołówka lub świetlni 
fotograficznej, któraby ją do księgi majętności narodowej zapisała, 
serca, któreby ukochało to wszystko, a twórczości przyszłej potę- 
żnej, któraby na pożytek sztuki narodowej, a zwłaszcza budowni- 
ctwa i zdobnictwa te wszystkie różnorodne motywy przetopiła. 

I niechaj się tak stanie. 



Spis rozdziałów i podanie treści. 



CZĘSC I. 

Dzieje mieszkań ludowycłi w Polsce. 

WSTĘP. Str. 

Prace o chacie polskiej. Karłowicz Jan, Władysław Matlakowski 1 

Stanisław Witkiewicz a sprawa zajęcia się społeczeństwa sztuką ludową^ ... 2 
Dawniejsze lekceważenie kultury narodowej w sztuce. Sprawa badania chaty 

polskiej u Niemców i u nas 3 

Znaczenie nauki o chacie dla poznania dziejów sztuki kultury narodowej ... 4 

Czem jest praca niniejsza 5 

ROZDZIAŁ I. 
«0 Metodzie*. 

Co wpływa na kształt domu. Twierdzenie Riehla. Warunki otoczenia fizycznego 

i wytwórczości w swoim wpływie na formę mieszkania 6 

Przykład na stepowcach Kirgizach. Znaczenie konia i trzód u nich. Tkanina 

i wełna jako wątek w sztuce stepowców 7 

Pokrewność form zdobniczych silniejsza niż pokrewność brzmień 8 

Próba wytłómaczenia tego zjawiska. Przedmiot w sztuce wyrażony. Samodzielne 
powstawanie tych samych zjawisk w kulturze ogólno ludzkiej na roz- 
maitych miejscach 9 

Zawisłość warunków wytwórczości ludzkiej, a więc sztuki od przyrody. Wpływ 

tworzywa, w którym się forma wyrabia na nią samą 10 

Tło życiowe u stepowców-koczowników. Tło życiowe u ludów osiadłych wśród 
bagien na palach żyjących. Kultura koszowa-ziemiankowa. Gospodarstwo 
leśne i jego wpływ na kulturę. Kamień i cegła jako tworzywo mate- 
ryalnej kultury 11 

Powtarzanie się pokrewnych form kulturalnych. Określenie zasady postępu . . 11 

Warunki zmian w społeczeństwach. Znaczenie przeżytej przeszłości dla później- 
szych warstw w kulturze. Heglowskie «aufgehoben» 12 

Poprawka do twierdzenia Riełila 12 



— 522 — 

ROZDZIAŁ II. 
Europa przedhistoryczna. ^u 

Historya fizyczna Europy. Dyluwium i epoka lodowa. Zjawienie się człowieka 

czwartorzędowego. Człowiek trzeciorzędowy «ujść rzecznycłi» .... 13 

Jaskiniowiec europejski. Grota naturalna, potem sztuczna, jako jego mieszka- 
nie. Kamień łupany jako narzędzie. Wyparcie jaskiniowca przez czło- 
wieka neolitycznycłi czasów. Rozbiór sztuki jaskiniowca 14 

Wpływ myśliwstwa jako tła gospodarczego na formy w sztuce jaskiniowców. 
Usunięcie się lodowców. Próba wytłómaczenia istnienia epoki lodowej 
przez braci Sarasinów 15 

Ustąpienie lodowców i zapanowanie tundry półstepowej w Europie. Ustąpienie 
człowieka z jaskiń i częściowe przenoszenie się na pale i bagna. Zja- 
wienie się plecionki koszowej z wikliny i wynalazek garncarstwa ... 16 

Mnogość palowycti mieszkań, odkrytych naprzód przez Meyera. Opis palowych 

mieszkań. Metal używany na narzędzie ówczesnych czasów. Miedź . . 18 

Sprawa zjawienia się żelaza. Okres bronzowy i żelazny. Warstwy hallsztacka 

i lateńska 18 

Zjawienie się rolnictwa po raz pierwszy u chłopów palowych. Kształt mieszka- 
nia palowców 19 

Technika giętego drutu. Mieszkania palowo-nasypowe (Terramare) w półno- 
cnych Włoszech 19 

Opis mieszkań palowych po za granicami Europy. Wpływ palowych okresów 

na cywilizacyę 20 

Rasowość ludów palowych. Ludność przedaryjska w Europie. Baskowie. Plemiona 

indogermańskie długogłowe i krótkogłowe stepowe. Aryanizacya Europy 21 

Pochodzenie Słowian. Zmieszanie długogłowców z krótkogłowcami, kultury pa- 

lowej z namiotowo-stepową. Przedmiot kliniczny badań — lud polski . 22 

Genealogia rozwojowa mieszkań w Europie 23 i 24 

Czas trwania okresów w kulturze europejskiej 24 

ROZDZIAŁ III. 
Myśliwy. — Jaskiniowiec europejski. 

Warstwa kultury jaskiniowca europejskiego. Sprawa pnia wspólnego aryjskiego 

dla ludów europejskich 25 

Tubylczość Aryów. Napływowy żywioł krótkogłowców. Możliwość istnienia śla- 
dów językowych. Barwa języka i jej wytłómaczenie 26 

Znaczenie wymowy. Rozbiór zabytków materyalnej kultury. Trwałość istnienia 

podobnych zabytków 27 

Rozbiór kultury i warunków życia jaskiniowców-myśliwców epoki lodowej. My- 

śliwstwo jako najdawniejsze tlo gospodarcze 27 

Zimno zmusza do wyszukania jaskiń na mieszkanie. Znaczenie jaskiń w epoce 

lodowej 28 

Francya jako ognisko kultury jaskiniowej w Europie. Kość i róg jako najstar- 
sze narzędzie i tło zdobnicze 29 

Zjawienie się krzemienia. Okres przejściowy między rogiem, kością a krzemie- 



- 523 - 

Str. 
niem, jako narzędziem i bronią. Sztuka wyrabiania łupanych siekier krze- 
miennych za pomocą pałeczki rogowej w okresie paleolitycznym ... 30 

Krzemień wobec krzemienia jako narzędzie w epoce neolitycznej. Dawna współ- 
zależność kości i krzemienia w epoce lodowej 30 

Przedmiot rysunku wykładnikiem życiowym danego ludu. Zwierzę łowne przed- 
miotem sztuki u myśliwców jaskiniowców. Świat łowiecki ówczesny . . 31 

Źródło sprawności rysunkowej u myśliwców. Groty naturalne i sztuczne ... 32 

Jaskinie sztucznie drążone rozmaitego kształtu w «Hassan kef». Groty jaskinie 

w Azyi i Afryce 33 i 34 

Jaskinia-mieszkanie sztuczne z Szwecyi. Ślad językowy krzemienia jako młota. 
Konieczność rozbioru warstwy jaskiniowej dla zrozumienia budownictwa 
kamiennego Egiptu, Fenicyi, Assyryi, Grecyi i Rzymu 35 i 36 

ROZDZIAŁ IV. 

Namiotowiec Stepowy. 

Stanowisko językoznawców i antropologów w sprawie pochodzenia Aryów-Eu- 

ropejów • 37 

Gdzie jest ojczyzna Aryów? Stepowa przeszłość w Europie 41 

Klan obrazowy wyrazów do życia stepowego się odnoszących. Prawidło pocho- 
dzenia dźwięków wyrazowych na pokrewne obrazem pojęcia . . . . 41 i 42 
Tkanina jako zasadniczy obrazowy i brzmieniowy wątek stepowców. Motać 

i namiot jako źródło wielu pochodnych pojęć i wyrazów . . 44, 45 i dalsze 
Pojęcie ruchu i zmiany, odbite w wyrazach stepowców. Metal stepowców. 

Śmiertelność w czasie zimy 51 

Ognisko z gnoju suszonego 52 

Szycie skóry ścięgnami i dalsze pochodne obrazowo pojęcia i wyrazy, odno- 
szące się do części namiotu i jego budowy 53, 54 i 55 

Sposób pozostawiania zmarłych na stepie u namiotowców 56 

Koń, gonić, ogon, gnój, niecić ogień, jako ogniwa materyalnego łańcucha po- 
jęć u stepowców 57 i 58 

Cześć ognia i ogniska domowego 59, tO i 61 

Przeciwieństwo światła i ciemności, zimna i ciepła w mitologii Aryów — Świa- 

tłowed i Czernoboh u Słowian ; Bóstwo życia i śmierci 62 i 63 

Cześć konia u Stepowców 64 i 65 

Koń w zdobnictwie Aryów-Europejów 66 i 67 

Koń jako znamię dostojności koneziów w Słowiańszczyźnie. Odbicie nazwy 

konia 69 

Przydzielanie warstw kulturalnych w dziejach cywilizacyi. Ślady namiotowych 

budowli w Indyach i Europie 70 i 71 

Hymn Atharwedy. Znaczenie urn domkowych 72 

Porównanie ich z namiotami • 74, 75 i 76 

Sprawa kolistości mieszkań i budowli gospodarczych 11 , 78 i 79 

Powrotne fale w dziejach cywilizacyi w związku z najściem okrągłych form 

budowlanych do Europy środkowej w wiekach średnich 79 i 80 

Znaczenie kohstości jako symbolu władzy i piękności 81 



— 524 — 

Str. 

Położenie środkowe ogniska w namiocie 82 

Ognisko w chatach litewskich, na Huculszczyźnie i w świątyniach norwe- 
skich 83, 84, 8^ 86 i 87 

Namiot-kosz u Kozaków 87 

Ślad istnienia namiotu w drzewie wyrażonego u Hucułów. Pierwotność kultury 

huculskiej. Koliba huculska 88, 89, 90, 91 i 92 

Ule okrągłe na Long Island 92 

Przemiana okrągłości na prostokąt 93 

Czem jest ornament u ludu 94 

Słońce w zdobieniu u ludu polskiego 95, 96 i 97 

Słoneczko i koło u wozu jako jednoznacznik symbolistyczny 97 

Sfastyka 98 

Baby sięgające od Turanu po Kalisz jako słupy przydrożne Ary ów ... 99 i 100 

Zjednoczenie słońca, wozu i konia w mytach i zdobnictwie 100 i 101 

Sparogi . 102 

Plecionkowość i wyszywkowość ornamentyki stepowej 104, 105 i 106 

Traktowanie wyszywkowe roślin w ornamentyce na Podhalu 107 

Pismo wiciowo-węzłowe 108 i 109 

Dostojność jego w dawności 110 

Kolebka Aryów. Przewodnictwo wodzów przez drogi wodne. Ślady językowe 

i w mytach się znajdujące 111 

Przejście do palowców 112 



ROZDZIAŁ V. 

Palowcy w dziejach kultury Europy i Polski. 

Przejście od namiotowych mieszkań do osad nabagienno palowych. Bagna jako 

układ fizyczny dawnej Europy 113 

Sprawozdania o istnieniu mieszkań palowych 114 

Wpływ budownictwa palowego na współczesną chatę niemiecką dolinową 115 i 116 
Ślady palowej kultury w Itahi, a szczególnie w Rzymie . . . . .116, 1171118 

Słownictwo łacińskie, należące do klanu obrazowego kultury palowej 118, 119 i 120 

Jakiem było budownictwo drewniane u Rzymian? 120 

Budownictwo palowe źródłem wynalezienia konstrukcyi murowanej łukowej 

u Rzymian 121 i 122 

Żywotność względna budownictwa drewnianego u Germanów 122 

Słownictwo germańskie należące do klanu obrazowego kultury palowej 122, 122 i 124 

Ślady archiwalne i ludoznawcze mieszkań palowych w Niemczech 125 

Rozbiór budownictwa drewnianego greckiego i słowiańskiego 126 

Bagna w Grecyi. — Budowle palowe w Grecyi 137 

Słownictwo greckie należące do klanu obrazowego wyrazów kultury palo- 
wej 127, 128, 129 i 130 

Ślady kultury palowej w podaniach Helleńskich . . . • 130 

Klan. Wielkość klanu wyrazowego Palowców w Słowiańszczyźnie. Budowle 

palowe u dawnych Daków i u dzisiejszych Rumunów 130 i 131 

Budowle palowe w dorzeczu Dunaju i Sawy • .... 131 i 132 



- 525 - 

Str. 
Słownictwo słowiańskie odniesione do klanu obrazowego wyrazów kultury pa- 

lowej 132, 133, 134, 135, 136, 137 i 138 

Ugrupowanie wyrazów należących do kultury palowej w ten sposób, by dały 

przybliżony obraz ówczesnego życia codziennego 139 i 140 

Wpływ nazwy palu, plosa i pałanki, jako utworów życia na palach i bagnach 

na nazwy plemienne 1'*" 

Współzależność śladów językowych dawnych kultur od śladów starożytniczych . 141 

Układ fizyczny Europy środkowej w okresie polodowym 141, 142 i 143 

Uwzględnienie źródeł historycznych 144 

Obraz kraju Słowiańszczyzny północno zachodniej w dalszych czasach .... 145 

Polesie współczesne jako obraz dawnej Polski 146 

Układ poziomy Polski 146 

Budowle palowe na ziemiach dawnej Polski 147 

Odmienność budowli słowiańsko -polskich 148 i 149 

Świadectwo Yirchowa 145 

Opis grodów i budowli palowych Słowiańszczyzny północno-zachodniej 152, 153, 154 

155, 156, 157, 158, 259, 160 i 161 

Moczary w Polsce Piastowej 162 

Technika wojenna rycerstwa polskiego zdobywania grodów wśród bagien 

wznoszonych ... 163 

Nowa teorya o powstaniu nazwy «Polaków i Polski* 162, 164, 165, 166, 167, 168 

169 i 170 

Stosunek do teoryi najazdu prof. Piekosińskiego 171 i 172 

Wpływ stosunków życiowo -gospodarczych na układ plemion . . . . 172, 173 i 174 
Źródło powstania organizacyi państwowych w ogóle, a organizacyi państwa 

polskiego w szczególności 1'^ 

Opole jako organizacya terytoryalno-państwowa Polski z podboju wynika- 
jąca 177 i 178 

Podobieństwo nazw i warunków życia Polaków i Połabian. Słownictwo pa- 
lowe odbite w nazwach osad dawnej Polski 180 

Pochodzenie nazwy i początku Polski od zamku Plunę wedle kroniki Bogu- 



fała 



181 



Początki organizacyi państwowej polskiej 182 

Osiedlenia palowe zachowane w nazwach o określonej charakterystyce układu 
fizycznego, zawarte w granicach terytoryum dawnej Polski 183, 184, 

185, 186, 187 i 188 

Jaki jest totem, znak narodowo-plemienny Polaków? 188 

Znaczenie znaków-symbolów plemienno rodowych wogóle 189 i 190 

Rozbiór teoryi prof. Piekosińskiego w tej mierze 190 

Wartość wniosków opartych na podobieństwie znaków obrazowych 191, 192, 193, 194 

Pismo obrazowe 1"4 

«Pal» jako znak symboliczny dawnej Polski 194 

Początkowe dzieje Piastowej Polski oświetlone ze stanowiska badań autora 196, 197 

198, 1999, 200 

JResztki śladów palowych budowli w budownictwie współczesnem polskiem 200, 201 , 202 



— 526 — 

ROZDZIAŁ VI. 

Kosz Ziemianka. 

Str. 
Wiklina i rokicina jako tworzywo budownicze, następne po namiotach. Kosze 

mieszkalne 204, 205 

Znaczenie koszów przy wynalazku garnków palowych 203 

Właściwe rozumienie podziału na warstwice kulturalne 202 

Zabytki językowe warstwicy koszowo-ziemiankowej 204, 205, 206, 207 

Nazwy plemienne odbite w koszu i ziemiance 208 

Wspomnienia kosznic mieszkalnych • . . . 208, 209, 210 

Ślady ziemianek 210 

Kosz zaporozki 211 

Zabytki techniki budowlanej koszowo-ziemiankowej u ludu 211, 212 

Pokrycia chat w rozmaitych okresach 212 

Kosz jako tworzywo budowlane na Podolu 213 

Wpływ epoki koszowej na ornamentykę przedhistoryczną normańsko romańską. 

(Kry we, krywula). Gałęź uwęźlona symbolem władzy, znakiem porozumienia 214 

Różnica między ornamentem koszowym-plecionkowym a wyszywkowym tkackim 215 

Plecionka roślinna 215 

ROZDZIAŁ VII. 

Budownictwo leśne. 

Rozszerzenie lasu w Europie 216 

Charakterystyka Polski lesistej 217 

Znaczenie drzewa jako tworzywa budowlanego. Różnica w układzie między spo- 
sobem budowania palowym a leśnym • 218 

Ryglówka niemiecka. Istnienie plemion słowiańskich, budujących się również 

na słup 218 

Lechowie plemię leśno-rolnicze 219 

Związek nazwy Polaków i Połabian z systemem budowania względnie pokre- 

wność systemu budowania Polaków i Połabian z niemiecką ryglówka . 220 
Wieńcówka, budowla na zamek, właściwością reszty plemion zachodnio sło- 
wiańskich. Porównanie chaty germańskiej z kolebą huculską 220 

Złożenie chat niemieckich i polskich 222 

Rzym, Germania buduje się w ryglówce, Grecya i Słowiańszczyzna na wieniec 222 

Chata grecka wedle Homera . . 223 

Słownictwo odnoszące do klanu obrazowego wyrazów gospodarki leśnej . . 224, 225 

225, 226, 226 i 228, 
Rozbiór układu słupowego niemieckiego ryglówki i polskiego (wiązanie w ząbce, 

na krzyż) 228 i 229 

Drzewo szpilkowe i jego wpływ na rodzaj układu drzewnego w budownictwie 230 

Znaczenie słupa w budownictwie niemieckiem i polskiem 230 

Błąd w zapatrywaniach Henninga na chatę polską. Źródło powstania niemieckiej 
ryglówki i słowiańskiej wieńcówki wedle innych wybitnych uczonych 

niemieckich 231 i 232 

Co rozstrzyga o wzajemnej zależności ustrojów budowlanych 233 



— 527 — 

Str. 
Sądy podróżników niemieckich po Polsce o sposobie ludowym budowania . . 233 

Znaczenie drzewa jako tworzywa budowlanego w Polsce 234 

Zanik leśnej gospodarki w XVI wieku na Wołyniu 236 i 237 

Związek składu cliaty z bogactwem lasów 237 

Świadectwo Herodota o budownictwie drewnianem słowiańskiem 238 

Rozbiór budowli typu słowiarisko-lechickiego 238 

Koliba huculska i rumuńska jako typ przejściowy między budownictwem namio- 

towem a leśnem 239 

Przejście od budownictwa palowego do leśnego 239 

*Kładźba» chaty naszej 240 

Słownictwo budownicze polskie 240 

Okrąglaki z kory odarte pierwszem tworzywem w budownictwie leśnem. Roz- 
wój wiązania wieńcowego 251 

Sąd o budownictwie drewnianem prof. Maryana Sokołowskiego 252 

Wiązanie na wieńcówkę w rozmaitych okolicach dawnej Rzeczypospolitej 243 i 244 
System rysiów podokapowych jak następstwo z użycia wieńcówki .... 244 i 242 
Co mówił o chacie polskiej Józef Ignacy Kraszewski . . 245, 247, 248, 249 i 250 

Zdanie budownictwa Podczaszyńskiego o chacie polskiej 251 

Gołębiowski «Domy i Dwory» 251 i 252 

Sąd ś. p. prof. Łuszczkiewicza 252 

Podział prof. Karłowicza w odniesieniu do chaty polskiej 253 

Prawidło kolejnego przekształcania się mieszkań ^ . . . 253 

Przypomnienie genealogii rozwojowej mieszkań 254 

Chata jednoizbowa bez przyzby i z przyzbą 254 i 255 

Chata z izbą, przyzbą i komorą trójdziałową 259, 260, 261, 262, 263, 264, 265, 

266, 267 i 268 

Przyzba podcieniowa w Polsce • 269, 270, 271 

Wpływ chaty trójdziałowej na budownictwo świątyń greckich, romańskich i po- 

morsko-polskich ■ 272 i 273 

Święte drzewo w kulcie europejskim i polskim 274 

Przejście świętego drzewa do symbolicznego zdobnictwa 274, 275, 276, 277, 278 i 279 

Kultura przedchrześcijańska w Polsce 280 

Jak wyglądała Kontyna starosłowiańska na Pomorzu i w Polsce 281, 282, 283, 284 i 285 

Powstanie podstrzesza w świątyniach 286 

Zdobienie przedchrześcijańskie 287 

Wyobrażenie kloców świętych 288 

Dalszy rozwój chaty mazowieckiej trójdziałowej w Polsce 290, 291, 292, 293, 294, 

295, 296, 297, 298 i 299 
Chata zagrodowa w swoich przejawach .... 300, 301, 302, 303, 304, 305 i 306 

Powstanie chaty zagrodowej 307 i 308 

Odmiany chaty zagrodowej . = 309, 310 i 311 

Odpowiednik niemiecki polskiej chaty zagrodowej 312 

Brama jako wejście do zagrody 313, 3141316 

Łańcuch rozwojowy budowli należących do typu leśnego 3151316 

Dachy 317 

Sprawa odrodzenia sztuki z motywów ludowych . . 317, 318, 319, 320, 321 i 322 



— 528 - 

Str. 

Sprawa stylu ludowego polskiego • . 323 

Wpływ niemiecki na urządzenie wewnętrzne naszej chaty 325 

Zdobienie roślinne w sztuce ludowej polskiej • . . . 324 i 325 

Drzewo jako tworzywo w budownictwie wiejskiem i półwiejskiem klas wyższych 325 

Przechodzenie form z jednego materyału w drugi 326 

Sprawa odtworzenia w kamieniu, cegle i wyprawie stylu ludowego polskiego . 226 

Zakończenie 326 i 327 

ROZDZIAŁ VIII. 
Budownictwo ludowe rolnicze i współczesne. 

Przejście od leśnego do rolniczego budownictwa 328 i 329 

Właściwości budownictwa rolniczego 330 i 331 

Rozkład dawnej kultury ludowej pod wpływem towarowego systemu gospo- 
darczego 332 

Odrodzenie kultury ludowej w klasach wyższych 333 

Zapłodnienie formami ludowemi twórczości narodowej w sztuce 334 



CZĘSC II. 

Zabytki sztuki ludowej w Polsce. 

ROZDZIAŁ I. 
Dwory i dworki szlacheckie. 

Mieszkania ludowe źródłem budownictwa i sztuki klas wyższych 337 

Błędy w ocenianiu budownictwa szlacheckiego 337 

Ścisły związek między dworami drewnianymi szlacheckimi a chatą włościańską 337, 

338, 339 i 340 

Dwór szlachecki zróżniczkowaną chatą chłopską 340 

Świadectwo Gołębiowskiego 341 

Sąd Władysława Łuszczkiewicza o dworach modrzewiowych . . 342, 343, 344 i 346 

Mylność jego sądu 346, 347 i 348 

Brak dworów XV i XV stulecia. Dwory XVI i XVn wieku. Znamienne cechy 

w rozkładzie i w sylwecie dworu szlacheckiego 350 

Wygląd dworu nieobronnego szlacheckiego z XV i XVI wieku 350 

Chaty włościańskie na Podhalu skurczonym obrazem dworów szlacheckich 

XV wieku 350 i 351 

Stanisław Witkiewicz, jako odnowiciel dworu szlacheckiego XV stulecia w swoich 

projektowanych domach zakopiańskich 352 

Bóżnice Litwy i Białej Rusi, jako surogat dworów szlacheckich XVI wieku . . 352 

Co mówi o charakterze dachów dworów polskich Górnicki 353 

ROZDZIAŁ II. 
Dwory obronne i zamki. 

Ogólny układ zamków w środkowej Europie 354 

Charakterystyka zamków niemieckich. Zamek południowo-niemiecki 1 Krzyżacki 355 



- 529 — 

Str. 

Grody zamkowe polsko-ruskie 355 i 3o6 

Zamki drewniane polskie i rosyjskie 356 

Opisy zamków ziemi wołyńsko-podolskiej z XVI w. 359, 357, 358, 359, 360 i 361 

Zamek Kalinowskiego na Ukrainie z XVII wieku 362 

Podcienia i alkierze obronne w budynku zamkowym wedle umowy o budowę zamku 

kórnickiego z r. 1426. Wniosek ogólny. Odtworzenie polskiego zamku 364 

ROZDZIAŁ 111. 

Kościoły, cerkwie, dzwonnice, kaplice, krzyże przydrożne i nagrobki. 

Wielka ilość kościołów pozostałych z dawnych czasów 365 

Śląsk, Księstwo Poznańskie, Prusy zachodnie i wschodnie, Królestwo Polskie, 

Litwa i Białoruś pod względem zachowanych kościołów i cerkwi . . . 365 

Resztki kościołów drewnianych w Wielkiem Księstwie Poznańskiem . . . . 369 

Na Kaszubach i Mazowszu pruskiem 370 

Rozprawa o kościołach i cerkwiach drewnianych prof. Maryana Sokołowskiego 372, 

375, 376, 377, 378 

Sądy innych autorów o tym przedmiocie 378 i 379 

Teorya Dietrichsona o pochodzeniu kościołów drewnianych norweskich, a dane 

Seesselberga 380 i 381 

Źródło sztuki ciesielskiej 382 

Kościoły polskie i cerkwie rusińskie. Ich dawność i pochodzenie . ... 382 i 383 

Charakterystyka kościołów • • • 384 

Wpływ murowania na układ kościołów drewnianych 386 

Różnica istotna między kościołami drewnianymi norweskimi a polskimi . . . 386 

Cerkwie wschodnio galicyjskie 388 

Rzekomy bizantynizm cerkiewny na Rusi 389, 390 i 391 

Układ poziomy i widok zewnętrzny cerkwi 392, 395 i 397 

Zdobniczość i konstrukcya drzewna cerkwi wspólna budowlom na zachodzie kraju 399 

Cerkwie jako typ starszy 402 

Co przynosi metoda wyłączania stosowana do cerkwi 403 

Dzwonnice jako szczątek dawnych wieź obronnych 403, 407, 408, 409, 410, 414, 

415 i 416 

Układ ich wewnętrzny i jego znaczenie 416 

Różnica w układzie między wieżami huculskiemi, a dzwonnicami na dołach. 

Dzwonnice na dołach jako konstrukcya wojenna dawnych Polaków. 

Wpływ murowania na cerkwie i kościoły 417, 418 i 419 

Konieczność szczegółowego badania tych zabytków . 423 

Niszczenie cerkwi 423 

Szkice ś. p. prof. Zacharyasiewicza odnoszące się do tego przedmiotu. KapUce, 

krzyże i nagrobki drewniane 423 

ROZDZIAŁ IV. 

Bóżnice drewniane i meczety. 

Bóżnice na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej 424, 425, 426, 429 i 430 

Rys poziomy i charakter wewnętrzny bóżnic 430, 431 i 432 

34 

DZIEJE MIESZKAŃ. 



- 530 — 

Str. 

Pozorność odmienności bóżnic od innych budowli polskich 433 i 434 

Dawniejsze zespolenie bóżnic z resztą domów małomiasteczkowych. Odrzucenie 

hipotezy M. Bersohna 436 

Cechy zewnętrzne bóżnic drewnianych 436 

Podobieństwo bóżnic z dawnemi dworami szlacheckimi drewnianymi .... 436 

Bóżnice galicyjskie • 438 

Bóżnice nie należą do «sztuki żydowskiej*. Cechy zasadnicze bóżnic wiążące 

je z innemi budowlami ludowemi polskiemi 438 

Motywy zdobień w bóżnicach 440 i 441 

Rozmieszczenie terytoryalne bóżnic drewnianych 443 

Monografia M. Bersohna 443 

Meczety na Litwie 443 

ROZDZIAŁ V. 

Ratusze. 

Ratusze polskie. Brak pomników tego rodzaju w dzisiejszych czasach. Ratusz 

goniądzki bezwieżowy. Zestawienie ratusza z domem podcieniowym. Brak 

ratusza wieżowego, Zachował się podobny ratusz w żelaznym Brodzie 

w Czechach. Sprawa odworzenia ratusza wieżowego polskiego . . 444 i 445 

ROZDZIAŁ VI. 
Domy podcieniowe i dworki podmiejskie. 
Domy drewniane i podcieniowe, dawna cecha naszych miasteczek. Przeniesienie 
ich w murowańce. Czy układ ich jest rodzinnego pochodzenia? Domy 

podcieniowe pochodne chaty mazowieckiej 448 — 457 

Powstanie krytych krużganków podcieniowych 458 

Wschodnie pochodzenie podcieni 458 i 459 

Kupiecko-gospodarczy charakter domów podcieniowych. Wygląd domów pod- 
cieniowych 460. 461 i 462 

Związek domów podcieniowych z formami polskiego renesansu 462 

Dachy złożone polskie 463 i 464 

Domy mało miasteczkowe 465 i 466 

ROZDZIAŁ VII. 
Budynki gospodarcze. 

Ważność budynków gospodarczych dla dziejów mieszkań 467 i 468 

Starożytność nazw odnoszących się do budynków gospodarczych. Mosty i jazy 477 

ROZDZIAŁ VIII. 
Zewnętrze i wnętrze. 

Zewnętrze chaty. Bramki 478 

Zagroda 480 

Szczyty dachów 482 

Śparogi i pazdury. Dachy. Mansard polski 483 

Grzebień gontowy na kalenicy. Strzecha 484 



- 531 - 

Str. 

Okapy gotyckie i renesansowe. Okna. Błony w oknach 485 

Ramy i oprawy okienne 486 

Obramienia okienne 490 

Odrzwia 490 i 491 

Dźwirza 492, 493 i 495 

Wnętrze • 499 

Powała i sosręb 499 i 500 

Powała naśladująca sklepienie. Wycinanki, nalepianki i malowania 500 

ROZDZIAŁ IX. 

Sprzętarstwo. 

Początki sprzętarstwa. Pochodzenie obce zydla, szlabana i skrzyni 501 

Krzesło, stół i łóżko 508, 509, 510 i 512 

Łyżniki. Ornament malowany na skrzyniach i łóżkach 515 

Znaczenie lokalnych różnic 519 

ZAKOŃCZENIE. 

Koniec pracy. Próba tymczasowa. Tymczasowy porządek w zagadnieniu. Nie- 
tknięcie wielu działów. Obszar niespełnionej jeszcze roboty. Pożytek 

sztuki ludowej ~ . . . 520 



34* 



Spis osób i źródeł cytowanych. 



Str. 
Abu Hamid Andalusi .... 222, 236 

Abraham prof 464 

Adam Bremeński 61, 160, 161, 167, 180, 

276, 287 

Ademar 67 

Al Bekri 43, 46, 60, 67, 82, 83, 90, 91, 
160, 161, 181 

Akielewicz 58 

Album wileńskie 443 

Alupeke 90 

Andriolli 448 

Anger 158 

Anonymus od św. Krzyża .... 156 
Archiw zur preuss. Gesch 237 

Babillon E 199 

Balcer prof 190 

Barabasz prof 519 

Bartels 35 

Bauernhaus in Deutschland .... 266 

Baudouin de Courtenay . . . 164, 167 

Beck 32 

Benfey 111 

Bernouilli 515 

Bersohn M 436, 438, 443 

Bezzenberger 256 

Bielowski A 276 

Bohdanowicz 59, 278 

Bogufał kronikarz .... 181, 208, 209 

Boschau 44 



Str. 
Bruckner Alex. prof. 42, 48, 49, 52, 
60, 66, 80, 109, 164, 165, 166, 211, 

237 

Brzega Wojciech 520 

Buchner Ludwik . . . . 9, 13 14, 29 

Buckie T 7 

Buschan Georg 175 

Darwin Ch 3 

Deecker dr 177, 208, 209 

Dembowska p 31, 63 

Dembowscy pp 316 

Demetrykiewicz prof 148, 210 

Diodoros 210 

Dietrichson 372, 379, 380 

Długosz ... 59, 63, 67, 163, 183, 234 

Dobrowolski 176 

Dopełniacz Jana Malali ... 89, 100 

Dumichen 114 

Dziennik polski 56 

Dziennik warszawski 3io 

Ebbo Seefried 276, 281 

Edrisi 180 

Einhorn 89 

Encyklopedya rolnicza 1, 266 

Encyklopedya staropolska . . 83, 86, 213 

Engels Fr lO 

Etymologisches Wórterbuch .... 48 
Eurytyggia 289 



- 533 — 



Str. 

Filothej, Patryarcha 59 

Friedel 66, 102. 105, 149 

Gall M. Kronikarz . 163, 194, 195, 196, 
198, 208, 209 

Garnier Ch 71, 130, 131 

Gerson Wojciech 1, 240, 266, 461, 510 

Giesebrecht 63, 150, 174 

Gloger Zygmunt 85, 86, 93, 193, 212, 
294, 324, 348, 350, 510 

Gnatowski Zygmunt 193 

Gołębiowski Ł 251 

Gorjajew 44, 66, 101, 119 

Górnicki Ł 353 

Gosieniecki 500 

Grabowski 163, 355 

Grueber 234, 378 

Gross 31 

Gwagnin 59, 99 

Hampel J 49, 50 

Hartmann F. S. . . . 17, 114, 131, 210 
Hartmann Schadel, kronikarz . . . 355 

Haxthausen 263 

Hegel 12 

Hein Otto 30, 47, '61, 173 

Helbig 116 

Hellmold z Bozowa kron. 61, 196, 145, 

156, 161, 167, 171 
Hellwald 10, 13, 14, 18, 29, 70, 117, 

270 
Henning 3, 81, 84, 125, 223, 230, 231, 

232, 233, 258, 306 

Herbord 276 

Herodot z Halikarnasu 53, 56, 84, 114, 
126, 142, 144, 147, 226, 237, 261, 282, 

288 

Heydeck 130, 148, 150, 151 

Heydenstein 356 

Hieronim praski 59 

Hildebrand 198 

Hirschfeld 105 

Hirt H 26, 31, 32, 46 

Hippokrates 114, 127 

Hoernes ... 166 

Holden 94, 97 



Str. 
Homer 84, 126, 222, 226 

Ibn Dasta 235 

Indogerm. Forschung 27, 46 

Iwarnickij . , .87, 114, 175, 211, 409 

Jabłonowski Aleksander . 190, 213, 217, 
226, 236, 237, 258 

Jaromar 155 

Jaroszewicz 2, 87, 242 

Jeleński 242 

Jentsch 193, 292 

Jornandes ,..,... 144, 160, 161 
Józef król Chasarów 30 

Kadłubek kronikarz 208, 209 

Karłowicz Jan 1, 4, 70, 72, 75, 92, 164, 
203, 204, 210, 240, 253, 264, 267 

Kausch 233 

Kętrzyński Wojciech 68, 164, 166, 184, 

187 

Kielesiński 324, 388 

Klotz 44, 284 

Kobzajewiczówna Olga 500 

Kohte 233 

Kolberg 294, 216, 337 

Kondratowiczowa Bronisława 266, 268, 
294, 310, 512 

Kopernicki J 2 

Koracki Janowicz 356 

Korting 44, 204 

Kosmas kronikarz 165, 226 

Kozłowski 183 

Kraus 131 

Krause 274 

Kraszewski J. 1, 2, 87, 201, 242, 246, 
253, 266, 282 

Kroll 15 

Krzywicki 8, 11, 15, 21, 22. 43, 94, 108 
Kulturgeschichte Heli. . 10, 13, 14, 29 

Kunik 164, 166, 167 

Kiister E 164, 166, 167 

Latham 111 

Leftmann 70 

Lehmann 32 



534 — 



Str. 

Lelewel 182 

Lehfeldt 231 

Lemcke 102, 277 

Lepner 86 

Letourneau 11 

Limanowski Mieczysław 102 

Linde 44, 176, 195, 225, 227 

Lindenschmidt 30 

Liska . . 233, 350, 358, 564, 358, 515 

Lud, miesięcznik 51, 176 

Lutzsch 163, 231, 271 

Laguna Stosław 190 

Łasicki 89 

Łebiński 43, 83 

Lepkowski J. . . 3, 109, 235, 347, 383 

Łoziński Władysław 3 

Łuszczkiewicz Władysław . . 3, 338, 342, 

350, 384 

Maciejowski 182 

Mackintosh 21 

Maleryi 94, 97 

Małecki Antoni 164, 166, 167 

Mannliardt 21, 64, 96, 98 

Marx 7 

Maszyński 510 

Matejko Jan 3, 461 

Materyały do antrop. arcłieologicznej 148 
Matlakowski Władysław 1, 2, 107, 301, 

303, 308, 313, 316, 334, 430, 510, 
515, 519 

Matuszewski 202 

Mayer Alfr 193, 271 

Meitzen August 3, 34, 254, 258, 264, 

293, 312 

Mickiewicz A 2, 424 

Mierzyński Antoni 46, 58, 59, 60, 61, 
67, 86, 90, 100, 180, 182, 214 

Miklosich 48, 195 

Mikołajewicz 291 

Milkowski Z. T. T. Jeż 212 

Mit. der central. Com. zur Erhaltung 

der Baudenkmaler 234 

Młynek 62 

Mokłowski Mieczysław 212 



Str. 
Mokłowski Tadeusz 278, 309, 359, 500, 

512 

Mommsen 58, 77, 118 

Monumenta Poloniae 60, 69, 70, 99, 166, 

167, 276 

Morgan L 7, 10, 189 

Morgenbesser 164 

Mucłi 37, 75 

Myskowski 379, 396 

Narodopisna wystawa w Praze 313, 444 

Neliring Al 15, 151 

Nestor kronikarz . . 60, 69, 90, 99, 100, 
165, 166, 168, 237 

Niderle Lubor 22 

Niederle arch 313 

Niemcewicz 328 

Nils 75 

Ntiesch 24, 38 

Odrzywolski prof 383 

0'Heer 19 

Ołinefalscłi Ricłiter 110 

Olechnowicz 148 

Oliwska kronika starsza 161 

Orzeszkowa Eliza 483 

Otto z Bambergu 281 

Owidyusz 212 

Pagarasi 17 

Pamiętnik Akad. Umiejęt. 145, 153, 163 
Pamiętnik fizyograficzny ... 1 , 70 

Pappee 68, 81, 130, 260 

Paprocki 162 

Paszkiewicz 80, 310 

Pauli Żegota 2, 167 

Paweł z Aleppu 362, 458 

Pench 15 

Penka 25, 26. 110 

Pięcioksiąg Mojżesza 50 

Picz Władysław . . . 232, 236, 238 

Piekosiński prof. 152, 169, 170, 172, 

181, 184, 190, 191, 192, 194, 196, 

197, 198, 199 

Pilar 15 

Piotrowski Jan 211 



535 



Str. 

Plinius 125, 144. 210 

Plutarch ^'' 

Podczaszyński K 3, 251 i 

Porfirogeneta Konstantyn 69 j 

Polibios 210 ■ 

Procosii Chroń 63 i 

Prokopius Cezarejski 90, 144 ! 

Pulszky 49 

Ptolemeusz 144, 167. 225 i 

Radzikowski Eljasz Stan 106 

Riedel 20 

Riehl 7, 12 

Rocznik nauk poznański 43 

Roemer 86, 96 

Rostafiński prof 145, 230 

Riitimayer 19 

Rożniecki prof 164, 167 

Sachsenspiegel 124 

Sacken 79 

Sadowski 145, 162, 194 

Sangalens 125 

Sarasin Fritz i Paweł 15, 28 

Saxo Grammaticus . . 61, 82, 145, 281, 

288 

Schafer Carl 229 

Schliemann 192, 193 

Schmidt 26, 239 

Schrader 25, 50 

Schulenburg 108, 109 

Schultes 85 

Schwarcfeld 274 

Schwartz 61, 157 

Seesselberg . 82, 93, 102. 115, 116, 125, 
194, 215, 220, 274, 276 

Seliwestrowicz 85 

Semper Gust 231, 241 

Siemieński Lucyan 235 

Sitzungsberichte der preus. Akad. . 70 
Słownik geograficzny . . 186, 187, 188, 

243, 356 

Smidt Eilert 306 

Smolka prof 175 

Sokołowski Maryan prof. 61, 70, 99, 152, 
158, 242, 282, 354, 372, 382, 386 



Str. 
Sprawozdanie kom. do badania dzie- 
jów sztuki w Polsce . 229, 354, 364 

Starkel Julian "^H 

Steinens von 31, 73, 82 

Stronczyński 198, 198 

Stryjkowski 242 

Światowid, rocznik 215 

Syrokomla (Kondratowicz) . . . .217 

Strabon 68 

Szajnocha .... 146, 161, 162, 182 

Szczepkowski Jan 52 

Sznurr Pepłowski ^5 

Szuchiewicz 88, 90. 239, 258, 259, 519 

Szujski J. . . 182 

Szwarce Bronisław 93 

Tacyt 45, 63, 68, 89, 100, 101, 210, 274 

Tarnowski Jan 211 

Teofil Simonikata 89 

Tetzner . 199, 213, 2,56, 294. 302. 308 

Thietmar ^ ... 69. 81 

Tołstoj hr 321 

Tomanek ^^ 

Tomasz ze Spalatto archidyakon . . 166 

Treichel 159 

Tyszkowicz Paweł Patej 213, 356, 357 

Udziela 2, 81, 107 

' Ullmann • 100 

Ulryk Yerdum .... 350, 364. 458, 

' Yerzeichniss der Baudenkmaler in Pro- 

! vinz Ostpreussen 85 

' Yiollet le Duc 71 

' Yirchow Rudolf 17, 38, 76, 77, 81, 95, 

96, 97, 101, 102, 106, 117, 130, 147, 

148, 149, 150, 152, 154, 158, 159, 

160, 177, 218, 220, 232 

Vita Sanct. Severini 125 

Wallace 15 

Wawrzeniecki 1 

' Wilser 25, 110 

Winkelmann 108 

Wisła . 81, 85, 94, 98, 102, 183, 194, 
208, 266, 268, 276. 467 



536 - 



Str. 

Witkiewicz Stanisław 1, 2, 94, 316, 326 

334, 352, 353 

Witort 51 

Wojciechowski Tad. prof. 163, 197, 286 

Wojciecliowslci Konstanty . . . 197, 230 

Wolański 198 

Wolfskron. A. Leopold 379 

81, 130, 260 

Worterbuch der Griech, Sprache 44, 68, 

Wórterbuch der ung. Sprache ... 17 

Wulfstan, podróżnik 60 

Wydaw. komisyi do badania dziejów 

sztuki w Polsce 61 

Zacharyewicz J. prof 423 

Zbiór wiadom. do antrop. kraj. 98, 212 



Str. 

Zeitschrift f.Ethnologie 16, 17, 20, 21,24. 

29, 30, 33, 35 44, 47, 64, 66, 73, 

76, 96, 97, 98, 101, 105, 106, 109, 

117, 124, 132, 148, 149, 150, 151, 

152, 154, 157, 158, 159, 160. 161, 

192, 193, 214, 215, 218, 220, 221, 

262, 271, 274, 277, 292 

Zeitschrift der morgenlandischen Ge- 

sellschaft 66 

Zeitschrift fiir Yolkskunde .... 271 

Zieliński 208 

Ziemioopisywacz bawarski .... 167 
Zimmer 71 

Źebrawski 200 

Żmigrodzki 98 



SPIS RYCIN, 



Wiz. 

N^ Str. 

1. Mieszkanie palowe ze Szwabii 18 

2. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, Bron łowna (haki, strzały, włócznie, łiarpuny) uczy- 

nione z rogu i kości przez jaskiniowca-myśliwego z epoki lodowej. — 
5, Ozdoby naśladujące zęby zwierzyny, jako nawlekana na drut oz- 
doba. — 8, Płytka kościana z wizerunkiem rena, przeszytego strzałą. 
Rysunek myśliwego z jaskiń francuskich epoki lodowej 28 

3. Broń łowna i narzędzia epoki paleolitycznej, łupanego kamienia, epoki lo- 

dowej 31 

4. Broń łowna i narzędzia z epoki neolitycznej (młodszej) gładzonego ka- 

mienia 09 

5. Groty — sztuczne jaskinie w Hiszpanii przy Equilar 33 

6. Szczątkowy obraz jaskiń, mieszkań w kształcie grobów kamiennych, zwa- 

nych dolmenami or 

7. Jaskinia sztuczna mieszkalna z prowincyi Finnmark w Szwecyi 38 

8. Rozwinięty typ grobu skalnego z Egiptu jako obraz zamarłych jaskinio- 

wych mieszkań on 

9. Urny domkowe z Karyntyi 70 

10. Urna domkowa z Germanii z plecionkowem pokryciem 75 

11. Urna domkowa, obraz przedhistorycznej chaty italskiej 75 

12. Urna domkowa, obraz przedhistorycznego namiotu (kosznicy) słowiańskiej 

z Gandowa na Pomorzu 77 

13. 1, Urna domkowa starosłowiańska z Parchimu w Meklemburgii. 2, Dre- 

wniane mieszkanie Germanów, z czasów Marka Aureliusza. 3 i 4, Szkie- 
let i wygląd namiotu turkmeńskiego 7g 

14. Mieszkania południowo-słowiańskie 33 

15. Rys poziomy kohby huculskiej 91 

16. Widok przedni koliby 91 

17. Przekrój grobu Wikingów 93 

18. Obraz 1 i 2. Słońce i krzyż z jednego domu. — Obraz 3. Gwiazda po- 

ranna. — Obraz 4. Krzyż i księżyc. — Obraz 5. Słoneczko z Zakopa- 
nego na przyczółku. — Obraz 6. Słońce z przyczółka na Pokuciu. — 



— 538 — 

Wiz. 

Nr Str. 

Obraz 7 i 8. Rozmaite rodzaje ozdób na dnach urn słowiańskich. — 

Obraz 9. Sfastyka. — Obraz 10. Śparogi z Prus Wschodnich. — Obraz 

1 1 . Śparogi kurońskie 95 

19. Słońce i krzyż ze szczytów tejże samej chaty z okolic Drohobycza ... 97 

20. Słońce (gwiazda sześciopromienna) i krzyż ze Stróża pod Nowym Sączem 97 

21. a) Głowica końska namiotu Wikingów; b) Konie na chacie łużyckiej; c) Śpa- 

rogi z pod Krowodrzy, pod Krakowem; d) Śparogi z Litwy pruskiej; 

e) Śparogi z Kurpiowskiej chaty 99 

22. Rosya. Głowica krzemienna 101 

23. Koń i słońce rytmicznie powtarzające się w okół kotła, znalezionego na 

ziemiach słowiańskich. 5, 6, Zmarniałe śparogi z Prus wschodnich. 7, 8, 
9 «Końce» z czerpaków na Podhalu i śparóg. 10, Głowica końska ze 
śparogów na Kurpiach. 11, Tożsamo na Łużycach. 12, Tożsamo z Prus 
Wschodnich 103 

24. I, II Ozdoby z drewnianych parzenic w Zakopanem. III. Wyszywka nara- 

miennikowa z Huculszczyzny. IV. Deseń paska tkaniny z grobu przed- 
historycznego z Horodnicy. V. Motyw zdobniczy na drzewie z Zakopanego. 
VI. Ornament na odrzwiach wejścia do dzwonnicy w Jasionowie na 
Huculszczyźnie 105 

25. Myrwa cięta w drzewie. 2. Dół nogawicy portek z myrwą. 3, Myrwa z wazy 

cypryjskiej. Myrwa na wyszywce huculskiej 107 

26. Zdobienie na drzewie. 3, 4, 6, Motywy wyszywanek na chustkach ze zbioru 

Udzieli. 5. Zapiecek ze stołka na Pomorzu. U spodu jego, gałązka z liś- 
ciem odpowiadająca wyszywce . . . . ■ 108 

27. 1. Pismo wiciowo-węzłowe irlandzkie. 2, 3. To samo z urn słowiańskich. 

4, 5, 6. Znaki uwęźlone młynarzy niemieckich 109 

28. Szemat linijny układu palowego nawodnego 115 

29. Szemat linijny pochodny z konstrukcyi palowej 115 

30. Chata italska z Kampanii rzymskiej 121 

31. Dom na palach z kolumny Marka Aureliusza • . . . . 127 

32. «Magasas» rumuńska 129 

33. Palowa budowla z doliny Drawy 131 

34. Wał grodowy przy Kęcinie 160 

35. Rys poziomy szematyczny wsi na Połabiu 177 

36. Obraz 1, 2, 3, 4, 5. 6, 7, 8. Z lewej strony znaki (litery; starogreckie 

runiczne na kamieniu z wyspy Cypru odtworzone. 1,2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 
z prawej strony znaki rycerstwa polskiego. Obraz 9 b. Pismo obrazowe 
z listu żołnierza. 9 a. Herb Kościesza 189 

37. I. 1, 2, Obraz szematyczny tasaka, topora; 3. tha alfabetu sanskryckiego ; 

4, Tyr, ze starogreckiego alfabetu; 7, T, ze starorzymskiego alfabetu . 191 

38. 2, 3, 6, przejście od jeźdźca konnego do sfastyki; obraz 1, 7, 8, znak czło- 

wieka; obraz 5, warstat tkacki ; obraz 4, jeleń w biegu; obraz 9, jeździec 

na koniu z pod Sandomierza 192 

39. Obraz 1, 2, 3, 4, Herby Popielidów, Ogonów i Powałów, Kościeszów 

i Strzegoniów rycerstwa polskiego; 5, 6. Marka rybacka i herb bartni- 
czy polski; 7, obraz człowieka na urnie; 8, obraz z człowieka w liście 
żołnierza; 9, obraz człowieka narysowany przez sześcioletnie dziecko; 



Wiz. ~ ^^9 ~ 

Nr g^^ 
12, « człowiek » na przyczółku dachowym; 10, znak na parzenicy góral- 
skiej; 11, znak na monecie Piastowskiej 193 

40. Monety z doby Piastowskiej w Polsce. — Konstrukcya palowa wodna na- 

wodna. — Częstokół i kosznica mieszkalna. — Konstrukcya palowa 
z szeregiem domostw. — Fortyfikacya grodu, wraz z bramą wchodową 
sposobem palowym uczyniona 197 

41. jyionety z doby Piastowskiej. — 1. Znak rodowy (Łabędzia lub Gryfa). — 

2. Znak rodowy (totemowy) Lisa (Wilka?). — 3. Znak rodowy «Ostrzew».— 
4. Znak rodowy Piastów (Pięściów). — 5. Znak rodowy pokolenia Po- 
pelów (plemienia na palacli mieszkającego — Polaków). — 6. Taż sama 
moneta z drugiej strony ze znakiem rodowym Piastów. — 7. Znak (Po- 
pela) Polaków, wyrażony innym sposobem i odtworzenie innej szema- 
tycznej konstrukcyi. — 8. Pokoleniowy układ (piętrowy) warstw pa- 

'^^y^^h 199 

42. Palowa budowla z Hagenau (Prusy Wscłiodnie) 201 

43. Młynek w Puniacli 202 

44. 1, Ziemianka-kosznica przedłiistoryczna. — 2, Kosznica na Podolu. — 3. Ko- 

sznica z Przemyskiego 9qq 

45. Urna z ornamentem plecionkowym z Anglii 213 

46. Krywula litewska 2n 

47. Urna z plecionkowym ornamentem z pod Gąbina w Poznańskiem,. ... 214 

48. Kapitel romański ze zdobieniem plecionkowem 7.. 214 

49. Chata połabiańska r),q 

50. Czoło chaty Mazurów polskich z Prus Wschodnich 221 

51. Chata kolonistów niemieckich z Prus Wschodnich 221 

52. Szczegół z dzwonnicy z Uhrynowa szlacheckiego. 1. Przęsło w całości. — 

2. Słup z belką poprzeczną, zastrzały 227 

53. Wiązanie z domu gotyckiego niemieckiego z Marbach z XV stulecia. 5. Ca- 

łość. 6 i 7. Rozebranie celem pokazania czopowego połączenia .... 229 

54. Chata z Jastarni z półwyspu Hela z Prus Wschodnich 229 

55. Wiązania «kładzione», okrąglaki z lewej strony «na zrąb i na wyrąb*, «za- 

mek», kanciaki 241 

56. Profil rysia z Zakopanego 243 

57. Wysuwanie bierwion po za miejsce związania na zrąb (na zamek), (Stara 

Rawa w Królestwie Polskiem). Profile belek (Krakowskie) 245 

58. Ryś z chaty ślązko. polskiej z Orawy 245 

59. System rysiów przyzbowych z Prus Zachodnich 247 

60. Chata poleska z powiatu Pińskiego 249 

61. Strzecha ozdobna z lewej strony (Wisła). Zanikający dymnik u strzechy 

z prawej strony wzięty z chaty w Starem Siole pod Lwowem .... 249 

62. Chata dolno saksońska 253 

63. Chata jednoizbowa norweska 9cc 

64. Kleta litewska jednoizbowa 957 

65. Świątynia z Rhamnos w Attyce (rys poziomy odpowiadający litewskiej klęcie) 257 

66. Śpichlerek litewski 257 

67. Staja huculska 259 

68. Rys poziomy Erechteionu ateńskiego . . 260 



— 540 — 

Wiz. 

Nr Str. 

69. Rys poziomy chaty dolno-saskiej 261 

70. Dom allemański drewniany z Marbach w kantonie berneńskim .... 261 

71. Rys poziomy kościołów starych norweskich 262 

72. Rys poziomy świątyni Ljorskogonar z Islandyi. II, Komora grobowa w Kar- 

leby 263 

73. Chata ze wsi Łanczyna. Gub. Piotrkowska 264 

74. Chata ze wsi Nieborowa pod Łowiczem 265 

75. 1. Rys poziomy odpowiadający tejże chacie. 2. To samo z powiększoną 

komorą ... 265 

76. Chata z Jeżowej z przyzbą rysiową. (Gubernia Piotrkowska, Królestwo 

Polskie) 265 

77. Chata we Włoszynie (gub. Lubelska) z wejściem od czoła 267 

78. Chata z przyzbą słupową i wejściem u czoła (Prusy Zachodnie, wieś Koz- 

łówka p. Tucholski) 267 

79. Szczegół słupowego podcienia chaty Łańczyńskiej 268 

80. Szczegół z podcienia wschodniego (Kair) 269 

81. Podcienie domu z Siekierzycka nad Odrą, zwany tam «Ljówinghaus» (Pa- 

lank-haus-pałanka) 271 

82. a) Spichrz z pod Stróża, b) Rys poziomy 271 

83. Stara kapliczka w Pociejkach w pow. Słuckim na Litwie 272 

84. Spichrzyk z Podhala 273 

85. 1 . Płaskorzeźba indyjska. 2. Kamień nadbramny z muru obwodowego w My- 

kene. 3. To samo z kościoła bizantyjskiego w Grecyi 275 

86. I. Cześć dla pnia drzewnego. 2. Rzeczywisty poprzeczny przekrój pnia. 3. Pła- 

skorzeźba świątyni w Lund. 4. Cześć dla drzewa i liści 275 

87. Sosrąb huculski 277 

88. Pazdury roślinne • 279 

89. Kontyna starosłowiańska • 283 

90. Rys poziomy 285 

91. Spichrz z fartuchem 285 

92. Motyw podcieniowy z Prus Zachodnich 286 

93. Laska symboliczna 287 

94. Rys poziomy chaty pomorskiej 288 

95. Widok chaty pomorskiej • . 289 

96. Chata z powiatu Kamioneckiego 289 

97. Chata z pod Gąbina w Księstwie Poznańskiem 289 

98. Chata mazowiecka z Łanczyna (Gubernia Piotrkowska, Królestwo Polskie) . 290 

99. Chata kujawska 291 

100. Chata kujawska 291 

101. Chata z Kuźawki nad Bugiem 292 

102. Chata podlaska z Terespola 292 

103. Chata kurpiowska z gminy Dylewo w puszczy Ostrołęckiej ... • . . 293 

104. Chata Kurpiów w puszczy Ostrołęckiej 293 

105. Chata z końca XVII wieku na Mazowszu i Podlasiu nadnarwiańskiem . . 294 

106. Zesunięte dwie klety jednoizbowe w Norwegii 294 

107. Wytworzenie się chaty zagrodowej z klety przez zestawienie przyzbami . 295 



- 541 - 

u IZ. 

Nr Str. 

108. Chata Bojków, z okolic TuchU w Galicyi 296 

109. Chata Bojków, z okolic Tuchli w Galicyi • .... 296 

110. Szczegół przysionka z chaty Bojków 297 

111. Chata żmujdzka 298 

112. Widok chaty żmujdzkiej 298 

113. Chata śląsko-cieszyńska • 298 

114. Chata polska ze Śląska austryackiego 299 

115. Chata Mazurów pruskich 300 

116. Chata iWazurów pruskich • 301 

117. Chata polska z Prus Zachodnich . . • 301 

118. Chata górali zakopiańskich 302 

119. Chata z pod Chyrowa 302 

120. Chata Chyrowska 303 

121. Chata podhalska • . . . . 304 

122. Chata litewska • • 305 

123. Chata Litwinów z Litwy pruskiej 305 

124. Chata Łotyszów Kuronów z półwyspu kurońskiego 305 

125. Rozwinięta chata litewska z Prus Wschodnich 306 

126. Koleba z pod Krakowa • 307 

127. Chata łotewska 307 

128. Chata ze wsi Piekielnika na Spiżu 308 

129. Chata ze wsi Piekielnika V . . . 309 

130. Chata ze wsi Piekielnika 309 

131. Chata z Truskawca (Drohobycz) • 311 

132. Chata z Brunarów Niżnych w Grybowskiem 311 

133. Chata z okolic Jasła 311 

134. Chata huculska z Mikuliczyna 312 

135. Brama do zagrody wiodąca z przedmieścia Tyśmienicy pod Stanisławo- 

wem 313 

136. Ozdobne wejście do zagrody podmiejskiej we Lwowie 314 

137. Rysy poziome rozwojowo pojęte ... 315 

138. Dachy 317 

139. Motyw z wejścia do zagrody na Łużycach Sorbskich 317 

140. Widok zagrody z Poznańskiego w Grodzisku 318 

141. Dom w Skale z barokowym szczytem 318 

142. Odrzwia z dzwonnicy przy starym monastyrze Bazylianów z Tyśmienicy 

starej 319 

143. Odrzwia i drzwi z Tuchli 320 

144. Odrzwia wsi Radlina w okolicy Kielc 321 

145. Ornament malowany roślinny z szafy litewskiej 322 

146. Ornament roślinny z pasa polskiego 323 

147. Ornament roślinny ze skrzyni krakowskiej 325 

148. Chata podolska 329 

149. Chata słowińsko -kaszubska 329 

150. Szczegóły składowe chaty podolskiej 330 

151. Stara chata bliźniacza z Knlhinina pod Stanisławowem 330 



- 542 - 

Nr Str. 

152. Chata na przedmieściu Kulikowa 331 

153. Chata z Załoziec na Podolu galicyjskiem 333 

154. Rys poziomy dworku szlacheckiego Romerów 338 

155. Dworek drobno szlachecki w Tykocinskiem . 339 

156. Dworek z okolic Stanisławowa (Galicya) 339 

157. Dwór w Mereczowszczyźnie na Litwie 341 

158. Dwór w Twardowicach, gub. Piotrkowska 343 

159. Dwór z okolic Piotrkowa . . 343 

160. Dwór modrzewiowy w Czarnożyłach, powiat Wieluński, Królestwo Polskie 345 

161. Rys poziomy dworu w Kowalewszczyźnie 346 

162. Dwór modrzewiowy w Sopoćkiniach, powiat Kielecki, Królestwo Polskie . 347 

163. Dwór w Ciepielewie, gubernia Radomska, powiat Iłżecki 347 

164. Dwór modrzewiowy w Smardzewic pod Sieradzem 348 

165. Dwór na Podlasiu nadnarwiańskiem 349 

166. Sala dworu w Chruszczynie wielkiej, Królestwo Polskie 351 

167. Rys poziomy rozmieszczenia zameczka polskiego drewnianego 357 

168. Przekrój przez rów i ostrokołowe utwierdzenie w zameczku polskim . . 359 

169. Widok idealny zameczka drewnianego polskiego 363 

170. Kościół w Gidlach, Królestwo Polskie - 366 

171. Kościółek w Zgierzu, Królestwo Polskie 366 

172. Kościół w Karnicy koło Konina 367 

173. Kościół w Chechle, Królestwo Polskie 367 

174. Kościółek w Niedźwiedzicach na Litwie 368 

175. Kościółek w Wyłkowiskach na Żmudzi 368 

176. Kościół w Krukowie, Wielkie Księstwo Poznańskie 369 

177. Wiązanie wieńcowe kościoła w Krukowie, W. Ks. Pozn 369 

178. Węgieł kościoła w Krukowie, W. Ks. Pozn 369 

179. Kościół w Lęgowicach w Wiel. Ks. Pozn 369 

180. Kościół w Bachwicach Wiel. Ks. Pozn 370 

181. Kościół w Wierzeniu 370 

182. Kościół kaszubski w Jastarni na półwyspie Hela ... 371 

183. Kościółek drewniany z Mazowsza pruskiego, Prusy Wschodnie 371 

184. Kościół w Lubomin na Górnym Śląsku 373 

185. Kościółek na Górnym Śląsku w Zimnej Wódce 373 

186. Kościół drewniany w Mikulszycach na Śląsku Górnym 374 

187. Kościółek na Górnym Śląsku 375 

188. Kościół w Bystrzycy na Górnym Śląsku 376 

189. Kościół w Kamienicy obok Bielska 377 

190. Rys poziomy świątyni pogańskiej starogermańskiej w Lundzie, zestawiony 

z rysem poziomym kościoła norwegskiego drewnianego z XII wieku . . 377 

191. Kościół w Dębnie na Podhalu 379 

192. Kościół w Ostrowcu na Podhalu 380 

193. Kościół w Ostrowcu na Podhalu 381 

194. Kościół stary w Chochołowie na Podhalu 382 

195. Kościółek w Tyrszowie p. Staromiejski, Galicya 383 

196. Rys poziomy cerkwi w Śnietnicy p. Grybowski, Galicya 384 

197. Rys poziomy cerkwi w Boguszy, p. Grybowski 384 



Wiz. 

Nr. 



543 



Str. 

198. Widok cerkwi w Boguszy, p. Grybowski 335 

1 99. Widok boczny cerkwi w Boguszy p. Grybowskiego 387 

200. Cerkiew w Tyliczu, niedaleko Krynicy 388 

201. Cerkiew w Tyliczu, niedaleko Krynicy 389 

202. Rys poziomy cerkwi na Zniesieniu we Lwowie 39q 

203. Cerkiew na Zniesieniu we Lwowie 39I 

204. Cerkiew w Torkach, pow. Przemyski, Galicya 39I 

205. Cerkiew w Medyce, pow. Przemyski, Galicya 392 

206. Cerkiew w Lenince małej, p. Staromiejski, Galicya 393 

207. Cerkiew św. Krzyża w Drohobyczu 394 

208. Cerkiew św. Krzyża w Drohobyczu . . 394 

209. Rys poziomy cerkwi w Starej Soli, p. Staromiejski, Galicya 395 

210. Widok boczny cerkwi w Starej Soli 395 

211. Kościół w Jabłonowie, p. Kołomyja, Galicya 397 

212. Cerkiew-zamek ze szczytem drewnianym (Sułkowice, p. Latyczowski, Po- 

dole ros3'jskie) 393 

213. Cerkiew w Starym Lyścu, p. Stanisławowski, Galicya 398 

214. Cerkiew w Starym Lyścu, p. Stanisławowski 399 

215. Cerkiew w Czystopadach, na Podolu galicyjskiem, p. Zbaraski 400 

216. Cerkiew w Sołotwinie, p. Nadwórniański, Galicya 401 

217. Cerkiew w Rozdole, Galicya wschodnia .... 4O1 

218. Cerkiew na Podolu rosyjskiem w Bakozie, p. Uszycki ^. . . 402 

219. Cerkiew w Jaryczowie, p. Mohylowski, Podole 402 

220. Cerkiew huculska w Mikuliczynie (Galicya wschodnia) 403 

221. Widok wnętrza (ikonostasa) cerkwi starej w Kulikowie 404 

222. Rysy poziome cerkwi i kościołów 405 

223. Dzwonnica niegdyś przy cerkwi w Kamieńcu podolskim 406 

224. Dzwonnica w Skale, Królestwo Polskie 406 

225. Układ na «krzyż» lub w «ząbce» w dzwonnicy kościoła św. Katarzyny 

na Kazimierzu w Krakowie z XIV w 406 

226. Dzwonnica w Bochni 4O7 

227. Dzwonnica przy kościele w Lubomlu na Górnym Śląsku 408 

228. Dzwonnica w Jędrzejowie, Król. Polskie 409 

229. Dzwonnica w Słomniskach, (Król. Polskie) 410 

230. Dzwonnica w Prandocinie, Król. Polskie 411 

231. Wieża kościelna w Marchengut, Prusy Wschodnie 411 

232. Dzwonnica kościelna w Starej Soli, p. Staromiejski, Galicya 412 

233. Rys poziomy podstawy murowanej dzwonnicy kościelnej w Starej Soli, 

p. Staromiejski, Galicya 412 

234. Widok dzwonnicy cerkwi św. Krzyża w Drohobyczu 413 

235. Widok dzwonnicy cerkiewnej w Bukaczowcach. Galicya wsch 413 

236. Widok dzwonnicy cerkwi św. Jerzego w Drohobyczu 41 4 

237. Widok dzwonnicy z Żurowa obok Bukaczowiec. Galicya wschodnia ... 415 

238. Dzwonnica w Starym Lyścu, p. Stanisławowski 416 

239. Dzwonnica cerkwi w Starej Tyśmienicy, p. TłumackL GaUcya 417 

240. Dzwonnica cerkwi w Kułaczkowcach, p. Kołomyjski 418 

241. Dzwonnica huculska, cerkwi w Jasionowie za Mikuliczynem 419 



— 544 — 

Wiz. 

Nr Str. 

242. Cerkiew w Małnowie w górach Skolskich, p. Stryjski, Galicya 420 

243. Cerkiew w Rosulnej, p. Nadwórnianski, Galicya . 421 

244. Kaplica w Truskolasach, Król. Pol 421 

245. Krzyż żmujdzki 421 

246. Krzyże żmujdzkie 422 

247. Slupy nagrobkowe litewskie w Kałowej koło Hagenau. (Litwa pruska) . . 422 

248. Przekrój i rys poziomy powały w bóżnicy w Gwoźdźcu, p. Kołomyjski . 425 

249. Rys poziomy bóżnicy w Gwoźdźcu pod Kołomyją 425 

250. Bóżnica w Gwoźdźcu, p. Kołomyjski .... 425 

251. Bóżnica w Jabłonowie, p. Kołomyjski. (Wydawnictwa kom. do badania 

dziejów sztuki w Polsce) 426 

252. Bóżnica w Peczeniżynie, p. Kołomyjski 426 

253. Bóżnica w Rozdole, Galicya wschodnia . . 427 

254. Bóżnica w Żydaczowie, Galicya wschodnia 427 

255. Rys poziomy i przekrój sali bóżnicy drewnianej w Felsztynie pod Chyro- 

wem, Galicya wschodnia 428 

256. Rys poziomy i przekrój powały bóżnicy w Chyrowie, Galicya wschodnia . 428 

257. Bóżnica w Chyrowie, Galicya wschodnia 428 

258. Bóżnica w Felsztynie pod Chyrowem, Galicya wschodnia 429 

259. Bóżnica w Chodorowie, Galicya wschodnia 429 

260. Bóżnica w Sassowie, p. Złoczowski 430 

261. Bóżnica w Zabłudowiu, gub. Grodzieńska 431 

262. Bóżnica w Zabłudowiu, gub. Grodzieńska 431 

263. Bóżnica w Nasielsku, p. Pułtuski 432 

264. Bóżnica w Wysokiem Mazowieckiem, Król. Polskie 433 

265. Bóżnica w Pohrebyszczu na Ukrainie 434 

266. Bóżnica w Wołpiu, gub. Grodzieńska • 434 

267. Bóżnica w Mohylewie nad Dniestrem 435 

268. Rys poziomy «bimy» w bóżnicy w Gwoźdźcu, p. Kołomyją 435 

269. '/g strona bimy w bóżnicy w Gwoźdźcu, p. Kołomyją 4.H5 

270. Szczyt baldachimu «bimy» w bóżnicy w Gwoźdźcu, p. Kołomyja .... 435 

271. Rzeźbione zakończenia na «bimie» bóżnicy w Gwoźdźcu pod Kołomyją . 437 

272. Wnętrze bóżnicy w Gwoźdźcu pod Kołomyją 439 

273. Bóżnica w Ostropolu na Podolu rosyjskiem 440 

274. Dawna bóżnica w Jurborgu nad Niemnem na Litwie 440 

275. Bóżnica żydowska w Uzlanach, na Białej Rusi 441 

276. Meczet w Winksznupiu koło Kalwaryi w Królestwie Polskiem 442 

277. Meczet drewniany w Lubiszkach koło Wilna 443 

278. Ratusz w Goniądzu na Podlasiu nadnarwiańskiem 445 

279. Ratusz w Żelaznym Brodzie. (Czechy) 445 

280. Odtworzenie idealne polskiego drewnianego wieżowego ratusza 446 

281. Dom podcieniowy w Piotrkowie, (Królestwo Polskie) przed pogorzelą . . 449 

282. Domy podcieniowe w Piotrkowie, (Królestwo Polskie) przed pogorzelą . , 449 

283. Szereg domów podcieniowych w rynku Kamieńca Podolskiego 449 

284. Dom podcieniowy w Jabłonowie pod Kołomyją 450 

285. Dom podcieniowy w Jabłonowie pod Kołomyją (Galicya) 450 



- 545 - 

Wiz. 

Nr Str. 

286. Dom podcieniowy w Delatynie (Pokucie-Galicya) 451 

287. Dom podcieniowy ze szczytem baroitowym w Gwoźdzcu pod Kołomyją, 

Galicya • 451 

288. Dom podcieniowy w Peczeniżynie pod Kołomyją 452 

289. Dom podcieniowy w Świrzu pod Lwowem 452 

290. Domy podcieniowe w Wiśniczu w Galicyi przed pogorzelą 453 

291. Wiśnicz (Galicya zachodnia.) Domy podcieniowe przed pogorzelą .... 453 

292. Dom podcieniowy w Wiśniczu (Galicya) przed pogorzelą 454 

293. Domy podcieniowe w Wiśniczu w Galicyi przed pożarem 454 

294. Wiązanie domu podcieniowego w Wiśniczu 455 

295. Dom podcieniowy w Wiśniczu przed pogorzelą 455 

296. Dom podcieniowy w Muszynie obok Krynicy, Galicya 456 

297. Domy podcieniowe drewniane w Rakowicach, Wiel. Ks. Pozn 457 

298. Dom podcieniowy w Gołubiu, Prusy Zacliodnie 457 

299. Dom podcieniowy w Jabłonkowie na Śląsku austryackim 459 

300. Bliźniacze domy podcieniowe w Jabłonkowie na Śląsku austryackim . . 459 

301. Dom podcieniowy w Częstochowie 460 

302. Szkice domów podcieniowych (z tych jeden piętrowy w Kazimierzu Dol- 

nym nad Wisłą, Królestwo Polskie) 460 

303. Dom podcieniowy na rynku w Kazimierzu Dolnym, nad Wisłą (Królestwo 

Polskie) • 461 

304. Stary dom podcieniowy w Goraju gub. Lubelska, Królestwo Polskie . . 462 

305. Stary dom podcieniowy w Goraju gub. Lubelska, Królestwo Polskie . 463 

306. Dom przedmieszczański w Nowym Targu 463 

307. Domy podcieniowe w Nowym Targu 464 

308. Dom przedmieszczański w Czeladzi, Król. Polskie 465 

309. Spichlerz na plebanii we Wszelowcu • . 468 

310. Śpichlerzyk w Kapicach Tykocińskich (Litwa) 468 

311. Śpichlerek z Nieciecza nad Narwią (Tykocińskie) 468 

312. Lamus litewski 469 

313. Spichlerz Żuka Skarżyńskiego (zachodnia Galicya) 469 

314. Spichlerz z Jeżewa, Podlasie narwiańskie . . 470 

315. Galerya ze szczycikiem na spichlerzu sandomierskim 470 

316. Spichlerz z wieku XVII z podwórza Norbertanek na Zwierzyńcu w Kra- 

kowie 471 

317. Spichrz w Kraczewicach pod Opolem nad Wisłą, gub. Lubelska .... 472 

318. Lamus w Goleniu (Lubelskie) 472 

319. Świronek litewski 472 

320. Śpichlerek w Płonce na plebanii 473 

321. Stary lamus we wsi Pietkowie, gub. Łomżyńska 473 

322. «Kuła sata» czyli tok do młócenia we wsi Rukoje, p. Rzeżycki, gub. Wi- 

leńska 474 

323. Stodoła z Podhala, w okolicy Czorsztyna 474 

324. Gospoda w Ossowcu nad Bugiem 474 

325. Sernica w Szołkowie Klimowiczów, pod Wiłkomierzem 475 

326. Brama wjazdowa do dworu w Paplinie, pow. Węgrowski, Król. Pol. . . 475 

327. Brama zagrodowa w Bytomiu na Śląsku górnym 476 

OZIEJE MIESZKAŃ 35 



- 546 - 

Nr Str. 

328. Szczyty, pazdury i listwy wyrzynane 479 

329. Wsporniki z wysuwanych bierwion 480 

330. Wycinanki gontowe i deszczólkowe 480 

331. Profile gotyckie okapów w budowlach drewnianych 481 

332. Okapy renesansowe i barokowe 481 

333. Tablica okien 482 

334. Oprawy szyb okiennych 483 

335. Okienka dachowe ■ 484 

336. Szczegół wiszącej galeryi z klasztoru Norbertanek na Zwierzyńcu . . . 484 

337. Szczegół podcienia u wejścia na cmentarz przy cerkwi św. Mikołaja w Ro- 

hatynie (Galicya wschodnia) • . . . . 485 

338. Słupki luźne i poręczowe, listwy i głowice parkanów 486 

339. Słupki podcieniowe i wiązania zastrzałowe .... , 487 

340. Tablica drzwi 388 

341. Odrzwia w kościele z Chechła (Król. Pol.) 490 

342. Odrzwia z bożnicy w Gwoidźcu 491 

343. Zakopane, odrzwia i dźwirze słoneczkowe chaty góralskiej 492 

344. Drzwi do kościoła w Rychnowie w Prusach Wschodnich 492 

345. Dźwirza kościoła św. Salomei w Grodzisku 493 

346. Dźwirza ozdobne, bronzem nabijane, z bóżnicy w Stanisławowie .... 494 

347. Układ powały domu mieszczańskiego we Lwowie 495 

348. Sosręby lwowskie 496 

349. Sosręby lwowskie . . • 497 

350. Sosręby 498 

351. Tablica ornamentów roślinnych • . , 499 

352. Łyżniki z Podhala . . . . • 502 

353. Stół litewski 502 

354. Tablica porównawcza stołów polskich 503 

355. Stół z ornatu Kmity z katedry na Wawelu 503 

356. Stół ze Lwowa z podwórza Stauropigji 503 

357. Stół z Rosulny 504 

358. Stół ze wsi Knihinina pod Stanisławowem • 506 

359. Stół Łemków z okolicy Grybowa (GaHcya) 507 

360. Stół litewski z Litwy pruskiej 507 

361. Ława z poręczami (szlaban) w okolicy Ropczyc (Galicya) 507 

362. Stołek u Łemków z okolic Grybowskiego ... •....• ... 507 

363. Stół z Bartfeldu na Spiżu 508 

364. Stół z Kłuczkowa, wsi nad Czorsztynem na Podhalu 508 

365. Stojak modlitewny z bóżnicy w Jabłonowie 509 

366. Stojak modlitewny z bóżnicy w Jabłonowie 509 

367. Przód stojaka modlitewnego z bóżnicy w Jabłonowie pod Kołomyją . . 510 

368. Listwa ze stojaka w bóżnicy w Jabłonowie pod Kołomyją 511 

369. Krzesło tak zwane Kazimierza Wielkiego, obecnie w skarbcu Często- 

chowskim 512 

370. Krzesło obrzędowe z Pomorza 513 

371. Stołek z Podhala 513 

372. Skrzynia malowana (Kniiiinin pod Stanisławowem) Galicya wschodnia . . 514 



- 547 - 

Wiz. 

Nr Str. 

373. Szafa litewska z Litwy Prus Wschodnicii 514 

374. Szafa litewska malowana z Litwy Prus Wschodnich 515 

375. Listwa ścienna malowana w kwiaty z wieszadłem, w cerkwi św. Jerzego 

w Drohobyczu 516 

376. Rama ozdobna ;do obrazu z cerkwi w Starym Lyścu pod Sanisławowem . 517 

377. Wyroby żelazne i gliniane 517 

378. Skrzypce (pies) z okolic Biłgoraja w Lubelskiem 518 

379. Klawec stary instrument litewski . 518 



V 



Kwestyonaryusz dla badania kultury ludowej. 



Aby umożliwić rozmaitym ludziom dobrej woli, mieszkańcom wsi i miasteczek 
badanie skuteczne przy wolnym czasie zabytków kultury ludowej, podaję poniżej do- 
kładny kwestyonaryusz obejmujący szereg najważniejszych zagadnień. 

Zwłaszcza w obecnycli czasacłi, kiedy aparat fotograficzny staje się nowem 
i niezmiernie ważnem narzędziem dla współczesnego inteligentnego człowieka, należy 
rozumnie fotografować wszystko co się odnosi do kultury ludowej, a społeczeństwu 
odda się bezwątpienia ogromne usługi. Nie zależy mi szczególnie na tern, aby zebrany 
materyał wysyłano wyłącznie na ręce podpisanego. Może bowiem z niego korzystać 
tak «Wisła» czasopismo ludoznawcze w Warszawie, jako też i «Lud» miesięcznik 
etnograficzny lwowski. Jeszcze lepiej by było, gdyby się znaleźli autorowie, którzyby 
wedle danych powyższych samodzielnie próbowali opracowywać monografie dla po- 
szczególnych okolic. 

Chodzi jedynie o to, aby praca w zbieraniu tak ważnych dla pierwocia naszej 
kultury rzeczy nie ginęła marnie, ale zostawała naukowo zużytkowana. 

Oto motyw poniższego kwestyonaryusza. 

Chata i budynki gospodarcze. 

1. Jak położoną jest chata badanej miejscowości a) do stron świata, b) do ulicy 
(węższą czy szerszą stroną). 

2. Jakiego typu jest zagroda i czy wogóle jest? 

3. Jaki płot lub parkan? 

4. Jaki typ bramki lub wrót? 

5. Z czego chata jest zrobiona, z drzewa i z jakiego? z plecionki? z gliny? Jaka 
jest konstrukcya drzewa, czy na słup? czy na zamek? Jakiego rodzaju wiązanie jest na 
węgłach? Czy drzewo łączone jest kołkami drewnianemi czy gwoździami we więzbie 
dachowej, i we drzwiach? 

6. Jaki rozkład chaty? gdzie sień, gdzie komory i świetlice? 

7. Gdzie ognisko? czy jest komin? c^y może chata jest kurna? 

8. Jaki dach, dranica, gonty, strzecha ze słomy, trzciny czy dachówki lub kora? 

9. Jaka zdobniczość strzechy i gontów, jak są układane i wycinane. (Czy słoma 
kłosami na dół czy pniem)? 



— 549 - 

10. Jakie zdobnictwo lub znaki są umieszczone na czołach dachu (pazdury, 
konie, sparogi, ptaki, rośliny etc). 

11. Jak wygląda szczyt dachowy? i jaka dachu spadzistość i rozłożystość? 

12. Jakie są okna dachowe? 

13. Jakie okna w chacie? jakiego rozmiaru? wiele szyb? w co są oprawione? 

14. Czy jest chata bielona lub malowana? 

15. Czy jest ganek przed wejściem? i jakiego rodzaju. Podać zdobienie ewen- 
tualne. 

16. Jakie drzwi, jak połączono słup z pozioma belką? Czy są okrągłe drzwi? 
Jak są połączone w takim razie belki? Jaka jest zawora i kłódki przy drzwiach, Jakie 
dźwirza, czy z desek, czy z deszczółek wzorzyście układanych? 

17. Czy sień ma powałę? 

18. Czy izba jest bielona lub świeci surowem drzewem? 

19. Jakie jej wymiary? 

20. Co w sobie mieści? 

21. Jak są ustawione ławy, stoły, skrzynie, stołki, kołyski, listwy ozdobne? 
Jakie wiszą obrazy? Jakie ramy do obrazów? Jakie naczynia gliniane i statek kuchenny? 

22. Jakie narzędzia gospodarcze, siekiera, pług, stępa, kosa, młynek ręczny, ko- 
bylica do międlenia konopi etc. 

23. Budynki gospodarcze, ich wymiar i położenie w obec chat. Rozkład i kon- 
strukcya na słup czy w zamek? Czem są kryte? 

24. Jak się nazywają w narzeczu miejscowem sprzęty, poszczególne części 
chałupy, części konstrukcyjne ścian dachu, okien i drzwi? Jak się nazywają budynki 
gospodarcze? 

25. Jak jest zrobiona powała w izbie, jak w komorze? Jak są ułożone belki? 
Jakie na nich zdobienie? 

26. Jaki piec: kamyczkowy, czy kaflowy? 

27. Jakie stroje. Czy materyał kupowany, czy własny, czy wyrobu ludowego, 
czy fabrycznego? Jakie portki na codzień i na niedzielę? Jakie buty, trzewiki, łapcie, 
chodaki, postoły? Jakie koszule czy wyszywane? Jaki pas? Ubranie zwierzchnie? Ubra- 
nie kobiece? Wyszywki, chusty, wełniaki. 

28. Jakie przyrządy do oświetlenia? Kaganki? Lampy naftowe etc? 

29. Jakie narzędzia muzyczne, piszczałki, skrzypki, drumle, liry, gęśle, etc. 

30. Spisać melodye śpiewane i grane. 

31. Jakie narzędzia tkackie, wrzeciona, kołowrotki etc. 

32. Jakie narzędzia ciesielskie i stolarskie. 

33. Jak jest uczyniony żłób dla bydła. 

34. Jak jest zrobiona studnia, żóraw lub kołodzieża. 

35. Jaka jest najstarsza chata we wsi? 

36. Jak wedle opinji miejscowych mieszkańców budowało się dawniej, i dla- 
czego zarzuciło się dawniejszy sposób budowania. 

37. Który sposób budowania jest najlepszy, najtrwalszy, najpiękniejszy, wedle 
ludowej miejscowej opinji. 

38. Jakie zwyczaje są przy zakładzinach. Czy się nie zarzyna kota, koguta, 
lub kury, «żeby na nich spadło złe w nowej chałupie*. 

39. Jakie zwyczaje przy wprowadzaniu się do nowej chałupy, 

40. Jakie są zwyczaje przy wprowadzaniu żony po raz pierwszy do chałupy. 



— 550 — 

41. Jakie pieśni lub przypowieści odnoszą się do mieszkania i gospodarstwa? 

42. Jakie znaczenie wedle opinji ludowej mają najczęściej się powtarzające 
motywy zdobnicze. 

Oprócz badania powyższ*ych rzeczy, należy zdejmować fotograficznie lub szki- 
cować dworki szlacheckie drewniane, śpichlerki i świronki; domy podcieniowe dre- 
wniane, kościoły, cerkwie, dzwonnice drewniane, kaplice, krzyże, nagrobki, bóżnice 
drewniane i meczety po zaułkach małych miasteczek. 

Zdjęcie fotograficzne lub rysunkowe powinno być możliwie wielkie i dokładne. 

Należy zauważyć konstrukcyę drzewa, rozkład zewnętrzny, układ i pokrycie 
dachu, dać rozmiar}' i kształt drzwi i okien, ozdoby na dachach i na ścianach. 

Należy sfotografować wnętrze, ołtarz, malowania wewnętrzne, w kościele, cer- 
kwi lub bóżnicy spytać się o stare ornaty, kielich, księgi. Zauważyć obrazy, ramy 
do obrazów, świeczniki, ławki kościelne i spowiednice. 

W domach małomiasteczkowych, obejrzeć sprzęty narysować lub sfotografować. 

Dowiedzieć się jaki jest przypuszczalny wiek badanej budowli. 

Podać typ ludu miejscowego, udzielić dokładnych danych w jakiej miejsco- 
wości, powiecie, gubernji, kraju dokon3'wane są badania. 

Rezultaty nadsyłać łaskawie pod adresem: Kazimierz Mokłowski, Lwów, Głowa 3, 
wraz podaniem imienia i nazwiska, aby w publikacyi ewentualnej można było powołać 
się na źródło i pracę. 



Autor. 



ERRnin. 







zamiast: 


ma byc: 


Str. 11, 


wiersz 1 4 i 1 5 z gór) 


,' zewnętrznego wzrostu, 


wewnętrznego wzrostu. 


» 34, 


» 6 z dołu 


w Finnmark, 


Finnmark. 


» 52, 


» 16 z góry 


prof. Buclinera, 


prof. Brucknera. 


» 55, 


2 z góry 


inslandzkie. 


islandzkie. 


» 55, 


» fi z góry 


stegena. 


stegano. 


» 67, 


» 3 z góry 


po rumańsku. 


po rumuńsku."- 


» 75, 


» 9 z góry 


indentycznemi. 


identycznemi. 


» 86, 


12 z dołu 


vomas, 


nomas. 


» 111, 


» 1 z góry 


nastrzępionycłi błotem, 


nastrzępionycłi lasem. 


» 121, 


» 10 z dołu 


genialny pomost, 


genialny pomysł. 


=> 138, 


» 9 z góry 


korzuszek. 


kożuszek. 


» 138, 


» 16 z dołu 


polemeow, 


polemeo. 


» 140, 


» 17 z dołu 


pielucliy. 


pielucłi. 


» 140, 


» 2 z dołu 


palanka. 


pałanka. 


» 141, 


» 1 z góry 


wkazuje. 


wskazuje. 


» 142, 


» 19 z góry 


rozdziela się. 


obejmuje. 


» 143, 


» 19 z dołu 


jednakiego, 


jednolitego. 


» 144, 


» liz dołu 


maeotideis. 


maeotidis. 


»,145, 


» 14 z góry 


oczret. 


oczeret. 


» 151, 


» 2 z dołu 


rozwiązania, 


rozważania. 


^ 153, 


» 7 z dołu 


wał należytą wysokość 


nie wał należytej wysokości nie 






osiągnie. 


osiągnie. 


» 161, 


'> 19 z dołu 


scytyckie, 


scytyjskie. 


» 167, 


» 8 z góry 


Polsce, 


w Polsce. 


» 167, 


» 1 z dołu 


Lengyce, 


Lengyel. 


» 176, 


» 16 z góry 


opuszczono po «zowie» 


słówko «sięi>. 


» 181, 


» 15 z góry 


samą nazwą. 


sama nazwa. 


» 182, 


» 16 z góry 


Eisiego, 


Edrisiego. 


» 185, 


» 16 z dołu 


spalanyatern. 


palatynatem. 


» 206, 


» 8 z dołu 


kat-osketa. 


kat oiskeia. 


» 206, 


» 5 z dołu 


Koresna, 


korcsma. 



— 552 — 



Str. 209, 


wiersz 5 z góry 


jest. 






są. 


»> 228, 


» 


9 z dołu 


(Wiz. 52), 






(Wiz. 53). 


» 229, 


» 


2 z dołu 


po « bagnistych* 


opuszczone, słówko «z». 


» 232, 


» 


7 z góry 


lesisty 






liściasty 


» 237. 


» 


12 z dołu 


gegetirt, 






gegełirsasst. 


> 259, 


» 


15 z dołu 


maślanką, 






łiuślanką. 


» 260, 


» 


7 z dołu 


zadniczą, 






zasadniczą. 


» 270, 


» 


6 z dołu 


Brauneau, 






Braunau. 


» 306, 


» 


9 z dołu 


Sundt, 






Smidt. 


» 368. 


» 


9 z dołu 


kościółek w 


Słonimiu, 


kościółek w Niedźwiedzicach 


» 380, 


» 


2 z dołu 


wskazałby, 






wskazałaby. 


» 395. 


» 


3 z dołu 


truci, 






traci. 


» 436, 


» 


19i20zgóry 


wycinkami. 






wycinankami. 


» 485. 


» 


5 z góry 


niezwykle, 






niezwykłej. 


» 506, 


» 


w podpisie 


Kinkinina, 






Knihinina. 



*^ 



^^^^.U.^^f^ 



})■■ 



mmik. 



■^A^mr^ 



.iSim. 






^m^^m^^immmm^ 



J).'--:-yrl^ 



~^n^- 






^Mii^i^^^^ęjf^^m^^ 



<-4/.V'''---V^.^,.-^i/ 



'^^^mE3^m 



NK Moklowski, Kazimierz 

976 Sztuka ludowa w Polsce 

PóMói^ 



V 



mmm 



m 



,. .. J 



PLEASE DO NOT REMOYE igt 

CARDS OR SLIPS FROM THIS POCKET 



UNIYERSITY OF TORONTO LIBRARY 



'^iŁ<!^ 



'»»« 



IW j HwaattKL -iiBa 



''4>L^(^Y'^ 




o ■«- 

s^ 

ui co 
t o 

co 

O. ■«- 

■to o 

;m o 
iui 

i:? 

Q fO 


1 

i 



B RBAROiDią