(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta, 1764-1794"

Google 



This is a digital copy of a book that was prcscrvod for gcncrations on library shclvcs bcforc it was carcfully scannod by Google as part of a projcct 

to make the world's books discoverablc onlinc. 

It has survived long enough for the copyright to cxpirc and thc book to cntcr thc public domain. A public domain book is one that was never subjcct 

to copyright or whose legał copyright term has expircd. Whcthcr a book is in thc public domain may vary country to country. Public domain books 

are our gateways to the past, representing a wealth of history, cultuie and knowledge that's often difficult to discovcr. 

Marks, notations and other maiginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journcy from thc 

publishcr to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commcrcial partics, including placing lechnical rcstrictions on automated querying. 
We also ask that you: 

+ Make non-commercial use ofthefiles We designed Google Book Search for use by individuals, and we request that you use these files for 
person al, non-commercial purposes. 

+ Refrainfinm automated ąuerying Do not send automated querics of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a laige amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attributłonTht Goog^s "watermark" you see on each file is essential for in forming peopleabout thisproject and helping them lind 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can'l offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
anywhere in the world. Copyright infringement liabili^ can be quite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps rcaders 
discoYcr the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli icxi of this book on the web 

at |http: //books. google .com/l 



Google 



Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznydi pólkach, zanim została troskliwie zeska^ 

nowana przez Google w ramach projektu światowej bibhoteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 

dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 

dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 

dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 

długą podróż tej książki od wydawcy do bibhoteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady uźytkowEinia 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prEice takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostEu^czać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 
Prosimy również o; 

• Wykorzystywanie tych phków jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w nickomcrcyjnycti 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysylanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tlumaczeniEimi maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości telfstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny"Googłe w łsażdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowyeti 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 



Hganie prawa 

W ItEiżdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana łisiążka została uznana za część powszecłmego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób tralrtowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych lirajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej użj'wać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 
tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem [http : //books . google . comT] 




HOOVER INSTITUTION 
on War, Revolution, and Peace 



jH 



""■■■■"■ ■■""" """ ' ■ ■"""' ■ ^ ....■■f.lW^ 



TTTTTTTTTTTirrTTITTTTTTTTTTT 



i..,..iWimTiUiijin.iifi.iM;ii.iiiiMit'iłi 



WEWNĘTRZNE 

DZIEJE POLSKI 

za ^tardskipa R-irsu^ta. 



^1'^, 

-r< )\i II. 



KIJAKÓW. 

L. ZWOLIlłsKIbUO I S-K 




BfBLIOTPKA 







w Waszyngtonie 



■ ••• • 






f . • 




POLSKI 

za Stanisława Augfusta 

(1704^1704). 



BADANIA HISTORYCZNE 

IB stuowiska I 



WYDANIE Tiauais, 

podtoi; piarvr8iega wydaniii Akni1>-mii IJmisjqtiiolcl w Krukowie, 



f=S^^^"' <^ 



KRAKÓW. WARSZAWA. 

L. ZWOLIŃSKIEGO I S-KI TEODORA PAPROrKrKIlO I «.Kt 

41. Xowv.Ś»Ut 41. 

1807. 



JiosBaieiio n^eusypoK). 
BapmaBa, 5 Aurycra 180G ro^a. 



ROZDZIA-1^ IV_ 



Handel. 

32. Co się działo z produkcyą rolnictwa, które dozna- 
wało takiej troskliwości, takiej czci niemal bałwochwalczej u na- 
rodu szlacheckiego? 

Po zaspokojeniu potrzeb własnych musiała b\-ć spienię- 
żoną albo w miastach krajowych, albo za granicą. 

Dawniej, dopóki wśród narodu polskiego nic wygrodziła 
się szlachta potężnymi przj-wilejami, dopóki się nie zaślepiła 
swoją idyllą wieśniaczą, życie narodowe rozwijało się wedle 
praw natury na podohieiistwo innj'ch narodów. W Xl\' wieku 
słynie z bogactw kupiec krakowski Wierzynek; w XV wieku 
Jan Slepkogii i dwóch innych kupców wyprawiają z Kra- 
kowa ładunek wosku, miedzi, ołowiu, wyrobów lnianych 
i wełnianych, tudzież skórek \vęgierskich a?; do Brugge (r, 1402), 
kupiec Morsztyn handluje na własnych olcrętach z Antwerpią 
i Hiszpanią; w XV'I wieku Bonerowie krakowscy są bankie- 
rami królów i administratorami salin wielickich, a nawet arcy- 
biskup gnieźnieński, Mikołaj Kurowski wj'syłał (ł'102 — 1411) 
okręty, naładowane zbożem i mięsiwem do Flandrj'!, 

I rząd nie jest obojętnym na sprawy handlowe. Włady- 
sław Jagiełło w Nieszawie 1424, a Władysław Warneńczyk 

Wawnttnna dziajc Polski Korzona. — T. II. I 



w Brześciu Kujawskim 1436, zawierając traktaty z zakonem 
Krzyżackim, warują dla Polaków wolność żeglugi „na wła- 
snych, wielkich lub małych okrętach" za morze. *) Kazimierz 
Jagielończyk w roku 1449, zawierając traktat z sułtanem tu- 
reckim Muradem II, nie przepomniał też o handlu czarno- 
morskim, z portów bowiem Białogrodu (Akermanu) i Kaczy- 
beju szło zboże polskie aż na wyspę Cypr. 

Nie jest winą rządu polskiego upadek handlu na morzu 
Czarnem. Po zdobyciu Konstantynopola w r. 1455 Wene- 
cya i Genua, państwa specj^alnie handlowe, nie zdołały obro- 
nić przed strasznymi Turkami ani swych osad czarnomorskich^ 
ani swych posiadłości na Archipelagu. Zamknięcie Bosforu 
i Dardanelów, barbarzyństwo i fanat>'zm Osman lisów na dłu- 
go zatamowały wszelką działalność handlową ludów chrze- 
ściańskich, zniszczyły owoc ich dotychczasowej prac\', tchnę- 
ły martwotą na cały obszar w^ód wschodnich. Poddanie się 
hordy Krymskiej sułtanom było klęską ostateczną dla połu- 
dniowych granic kształtującej się Rzpltej Polskiej. Odtąd za- 
czynają się harce tatarskie, wojny tureckie, które zjednały 
szlachcie polskiej wielką wobec Europy zasługę i sławę, lecz 
nie doprowadziły do zupełnego i korzystnego tryumfu. Wpraw- 
dzie Sobieski zadał cios fatalny i stanowczy potędze Turcyi^ 
ale szlachta polska traciła już z oczu posłannictwo swoje 
i wkrótce, porzuciwszy^ szablę rycerską dla lemiesza, prze- 
istoczyła się na oligarchiczne ziemiaństwo. Podole więc, 
Ukraina, znaczna część Wołynia nie miały żadnej wielkiej 
drogi handlowej do zbywania nadmiaru swojej bogatej pro- 
dukcyi i marnował}' sw^ój plon rolniczy, doznając niedostatku 
pieniędzy wśród niezmiernej obfitości płodów natury. 

Tem większego znaczenia nabywał dla Polski Bałtyk — 
jedyne morze, które ją mogło łączyć ze światem dalekim. 
Szczęściem odzyskała ona właśnie w XV wieku część Po- 



*) „Et trans marc in navibus magnis sive parvis (Vol. Leg. I, fol. 

87); in navibus propriis navigare ultra marę a fLiiithomczoI... sint libcri 

(VoI. Leg. I, fol. 134). 



3 

m^^rza, przez Krzyżaków niegdyś zabraną, i wcieliła do 
Kzpltej tak zwane Prusy Królewskie z obu ujściami Wisły 
< l-W^O). Była to najchlubniejsza, bodaj nicpraktykowana dotąd 
w historyi aneksya, bo na dobrowolne żądanie i przeważnie za- 
sobami miast zniemczonych dokonana. Ogromne ofiary pono- 
sił Gdańsk, gdy utrzymywał po 15,000 zaciężnego żołnierza 
i wydał na 13-letnią wojnę 700.000 marek srebra, ale też 
kosztowne otrz\'mał od Kazimierza Jagielończyka przywileje 
pod d. 6 marca 1454 r. (P r i v i I e g i u m C a s i m i r i a n u m): 
nie tylko najszerszą autonomię wewnętrzną, nie tylko sza- 
cowne swobody łiandlowe, ale też prawo utrzymywania for- 
tecy, prawo zamykania i otwierania portu wiślanego (nie mor- 
skiego), prawo zawierania przymierzy z państwami obcemi, 
przyjmowania i wyprawiania poselstw etc. Ze stanowiska dzi- 
siejszycli zasad polityki i prawa państwowego dziwnie wy- 
gląda przywilej taki, tworzący przy ujściu głównej rzeki ko- 
ronnej rzeczpospolitą kupiecką zbrojną i prawic niezawisłą. 
Tymczasem szlacłicic pruski z XVII wieku zapewnia, że nigdy 
przodkowie nie ut\'skiwali na przywilej Kazimierzowy: „chyba 
że prostacy byli wielcy, którzyby nie wiedzieli, co się w świe- 
cie dzieje, to zaś nie tylko mówić, ale i pomyśleć i g n o m i- 
niosum et probrosum ł?y było**. *) 1 my też nie 
śmiemy nic złego mówić, ani pomyśleć o akcie, którj- zjcelnał 
Polsce miasta niemieckie i całą nader szacowną prowincyę, 
który przez lat 340 był święcie dochowany i uszanowany 
przez wszystkich królów i przez wszystkie sejmy polskie, za 
który Odańszczanie wypłacali się wiernością Kzeczypospolilej 
w dobrej i zlej doli aż do ostatnich rozbiorów, l^rawda. że 
ciągnęli wielkie zyski z Polski, ale dlaczegóżby mieli szukać 



*) List szlachcica pruskiego do obywatela Wielkiepjł) Xicst\va 
Litewskiego dany (druk bez daty, lecz, wnio.skujj^c z treści, okoli> r. lóło 
wydany) karta B, strona odwrotna. Odzywały się czasem różne skurgi na 
(Gdańszczan, zbijano ju np. w broszurze; « Myśli rzetelne nad narzekaniem 
Polaków, tyczącym się mniemanego „monopoliuni"*, czyli sainokiipstwa ni. 
Gdańska, z niemieckiego przetłumaczone 1774.** 



strat, trudniąc się handlem! Korzystną była dla nich opieka 
polska, np. w r. 1596, gdy Elżbieta, królowa angielska, wy- 
pędzając osadę Hanzeatycką z państwa swojego, jedyny wy- 
jątek zrobiła dla poddanych króla polskiego: ale wszelkie zjedno- 
czenie trwałe polega właśnie na spólności i zgodności interesów. 
„Więc jeśli się dobrze z nas mają Gdańszczanie i że per 
commercia nasze (handel z nami) bogacieją. toćby wy- 
rodnymi byli błaznami, żeby mieli o odmianie w Pana prze- 
myśliwać" — mówi powołany tenże szlachcic pruski. I mówi 
prawdę, bo w istocie nigdy, o ile nam wiadomo, Gdańsk nie 
okazał dążności separatystycznych, nigdj'' się nie chciał od 
Polski oderwać. Nie tu jest miejsce roztrząsać w szczegółach: 
czy szkodliwem i o ile szkodliwem dla Polski było zagarnię- 
cie przez Gdańszczan całego niemal spławu wiślanego? Nie 
śmiemy podnieść najważniejszego przeciwko nim zarzutu, że 
przeszkadzali tworzeniu się floty królewskiej za Zygmunta 
Augusta i Władysława 1\', bo nie jesteśmy przekonani o dba- 
łości i wytrwałości rządu polskiego w sprawie, która wyma- 
gała rozwinięcia znacznej energii, a miała przeciwko sobie 
Duńczyków i Szwedów. Nie śmiemy też oskarżać Gdańszczan 
o politykę egoistyczną handlarską, bo najprzód jest ona w ich 
położeniu naturalną, a potem była może konieczną, żeby nie 
dopuścić do takiego upadku, do jakiego doszły za sprawą 
szlachty wszystkie inne miasta Polski w czasie bezrządu. 
Wierzymy nadto, że szlachta w wybornych zostawała z kup- 
cami gdańskimi stosunkach, że łakomą była na ich hojny 
kredyt, że „tak koronni jako i litewscy obywatele zwykli 
upatrować rzeki, któremiby, choć też i okrążyć, do Gdańska 
popłynąć mogli, a Królewiec i Rygę mijają zdaleka — toż się 
dzieje lądem". 

Dla Żmudzi i Inflant Ryga musiała być portem głównym 
i jedynym z warunków położenia geograficznego, ale mie- 
szkańcy nadniemeńscy nie koniecznie potrzebowali Królewca, 
kupcy bowiem zagraniczni utrzymywali swoje kantory w głębi 
Litwy, np. w Kownie, Wiłkomierzu, a nawet w starostwie 
Polągowskiem, gdzie przy niewielkim porcie, przy rzece Świę- 



o 



tej (tak) znajdowało się miasteczko, przez kilkanaście familij 
angielskich osiadłe (zapewne Połąga). 

Stosunki z Węgrami, miastami wewnętrznemi Rzeszy 
Niemieckiej i Moskwą odbywały się za pośrednictwem dróg 
lądow}-chi, zawsze trudniejszycli do przebycia i kosztowniej- 
szych niż wodne. Są to pomniejsze, niby uboczne strumie- 
nie bogactwa narodowego; glównem jego korytem zawsze 
była Wisła, a głównym zbiornikiem i regulatorem od XV wie- 
ku Gdańsk. Na cyfrach też jego przywozu najlepiej odbija 
się wzrost i upadek zamożności w Polsce. 

W pierwszej połowie XVI wieku podobno z Korony do 
Gdańska ^nie przychodziło nad 10,(X)0 łasztów zboża i dla- 
tego też pełno wtenczas w Polsce bywało pustyń;" w sto lat 
później, w pierwszej polowie XVII wieku, zwykły spław wy- 
nosił około 1(X).(XX) łasztów, tak, że „teraz ma nie jeden 
r)0.(XX) złt. intraty z tej majętności, z której przodkowie jego 
i 5.000 złt. nie miewali." Maximum wywozu zbożowego 
z Gdańska, 128.790 laszt<iw, dosięgła dawna Rzeczpospolita 
w ostatnim roku swej wielkości, w pamiętnym 1648 ""). We 
trzydzieści parę lat później pewien senator **) wspominał 
o t\'ch czasach już z żalem: „Niech sobie przypomną ci, 
którzy pamiętają tempora Władysława IV.,. jaka była w Pol- 
sce affluentia rerum (oblitość wszelkich rzeczy). Pachoł- 
C3' w karmazynowych staroświeckich deliach, w żupanach 
atłasowych żółtych, woźnice w takichże barwach chodzili; 
karety aksamitem niestrzyżonym miasto skóry po wierzchu, 
a wewnątrz białym tureckim złotogłowiem obijano; assysten- 
cye pańskie, o Boże mój, jakie gromadne l?ywałyl Kiedy 
kurfirst brandeburski teraźniejszy (^wielki") oddawał in per- 
sona hommagium precz za cekauzem, począwszy aż 



*) List szlachcica pruskiego do obywatela W. Xicst\va Litew- 
skiego karta C, (strona odwrotna) i D; tablica wyw«zii (Jdańskiej;o, przez 
Wasilewskiego w artykule ., Gdańsk" (Niwa 1876, zeszyt 43, sir. 492). 

••) Krzysztof G r z v m u 1 1 o w s k i : Listv i .Mowv wydał A. J a- 
błonowski (w Źródłach Dziejowych, tom 1, Warszawą 1876, str. 113). 



do Ujazdowa całe pola okryły assystencye pańskie. Wszyst- 
ko defloruit (przekwitło). 

Nie tylko u szlachty, ale i w klasie mieszczan objawia- 
ła się podobna zamożność. Starowolski powiada, że około 
r. 1600 mieszczanin dawał posagu za córką 100.000 zlt, 
(około 3 milionów na dzisiejszą monetę), gdy dawniej sena- 
tor mógł się zdobyć tylko na 100 grzywien. Konstytucye 
1613, 1620, 1629, 1655, jeszcze nawet 16S3, przepisując 
prawa oszczędnicze (lex sumptuaria), zabraniają pod ka- 
rami pieniężnemi mieszczanom używania szat jedwabnycli 
i poszewek, futer kosztownycli (okrom lisich i innych po- 
dlejszych), soboli, rysiów, marmurków, pupków, safianu, je- 
dwabnych pasów, klejnotów — więc to wszystko było przez 
mieszczan używane; w stanie miejskim zaś naturalnie znajdo- 
wali się kupcy. 

Volumina Legum w XVI wieku wspominają nie je- 
dnokrotnie o kupcach cudzoziemcach: „Włochach, Anglikach, 
Szotach." Wielu Anglików osiedliło się na zawsze w Pru- 
sach królewskich, a najwięcej w Poznaniu. 

I to wszystko „defloruit" — przekwitło, zmarniało! 
Dla czego? 

Już na schyłku XV wieku wywiązała się walka pomię- 
dzy mieszczanami i szlachtą. Mieszczanie podobno usuwali 
się od służby wojskowej, od dostawy wozów na wojnę, opa- 
trywania własnych murów, baszt i „armaty", a tymczasem 
nabywali dobra ziemskie, które przedewszystkiem obciążone 
był}'' obowiązkiem służby r^^erskiej, nadto nie pozwalali 
szlachcie osiedlać się w miastach. Szlachta znów wymyśla 
wciąż nowe zamachy na zyski handlowe kupców, pragnie 
kupować wszelkie towary po najniższej cenie, a tę cenę wy- 
musić usiłuje mocą polityczną i ustawą prawodawczą. 

Pierwszym, wielce oryginalnym, bodaj jedynym w Eu- 
ropie wynalazkiem był przywilej zdobyty jeszcze na Jagiello- 
nach przez szlachtę polską, że wszelkie produkta — zboże, 
konie, woł}' etc, z własnego gospodarstwa za granicę w\'- 
prowadzane, oraz wszelkie towary zagraniczne, do własnego 



użytku szlachcicowi potrzebne, są wolne od ceł. Początkiem 
tego dziwnego przywileju była ustawa Olbracłitowa z r. 1496, 
zwalniająca „poddanj^łi króla wszelkiego stanu..., 
kmieci, a szczególnie szlacłitę, przychodzącycłi na targi dla 
prywatnycłi, nie zaś kupieckicli interesów, od ceł i myt tar- 
gow}xh nowych i nieuświęconych zwyczajem." W tej po- 
staci ustawa miała jeszcze charakter daru pieniężnego od 
króla poddanym wszystkich stanów z wyjątkiem kupców 
z profesyi. Ale już od 1505 r., podczas nieobecności w Ko- 
ronie króla Aleksandra, możno władzcy (statuta procerum) 
uchwalili wyraźnie, że cła są nałożone t^^lko na handlujących, 
że do zwolnienia towarów od opłaty wystarcza przysięga 
o przeznaczeniu ich na własną potrzebę, a Zygmunt Stary 
w pierwszym swoim statucie (1507 r.) musiał tę zasadę za- 
twierdzić i znacznemi karami pieniężnemi swoich celników 
i starostów odstraszyć od naruszenia jej względem — szla- 
chty i duchowieństwa. *) 

Zdaje się, źe od tej już chwili wolność od ceł staje się 
prz^^Yilejem samej lylko szlacht}' (oraz duchowieństwa). Unia 
Lubelska (1569) przywilej ten zatwierdziła**), a praktyka da- 
ła mu najrozleglejsze zastosowanie i rozciągnęła na handel 
zagraniczny. 

Właściciel transportu sam, albo jego pełnomocnik — 
oficyalista, szyper — składał na komorze przysięgę, iż towar 
do szlachcica należy, do domowego jest przeznaczony użytku, 
lub z własnego pochodzi gospodarstwa, a poborca już nie 
mógł żadnego cła żądać pod zagrożeniem kary surowej. 

Cieszył się tedy szlachcic, że za swój produkt bierze 
cenę możliwie najwyższą, a za obcy płaci możliwie najniższą. 
Ale jakże mógł prowadzić interesa swoje kupiec, jeśli towar 
zagraniczny do rąk jego przychodził w cenie wyższej, niż ta, 
za jaką dostawał się głównemu i najzamożniejszemu konsu- 
mentowi? albo jeśli towar krajowy, przez kupca prowadzony, 



*) Vol. Leg. I, fol. 269, 298, 360. 
**) Vol. Leg. II, fol. 772. 



8 

musiał ukazywać się na targowisku zagranicznem obciążony 
cłem wywozowem (bo i takie pobieranem było), gdy tym- 
czasem konkurujący szlaclicic przy niższej cenie mógł wię- 
ksze zyski osiągnąć. Pozostawała więc kupcowi klientela 
t^łko w niższ3'chi i coraz bardziej ubożejącycłi klasacli ludno- 
ści, albo też droga nadużyć, oszukiwanie skarbu w zmowie 
z przekupionym szlacłicicem, najczęściej „chud^-m pacłioł- 
kiem", który użyczał swej krzywoprzysiężnej deklaracyi ku- 
pcowi. Tym ostatnim sposobem umieli często posługiwać się 
żydzi. *) 

Jakkolwiek niesprawiedliw^^m i nierozumnym ze stano- 
wiska ekonomicznego, a nawet państwowego, był ten przy- 
wilej, szkoda jednak przezeń kupcom wyrządzona nie była 
tak wielką w rzeczywistości, jakby się na pierwszy rzut oka 
zdawało. Cła bowiem polskie, tak przj^wozowe, jak wywo- 
zowe, nie miały charakteru ani protekcyjnego, ani zakazowe- 
go; były jednem ze źródeł docłiodu królewskiego, nie prze- 
nosiły zdaje się nigdy 3*^/0 od ceny towaru i mogą być po- 
równane do dzisiejsz3'ch konsensów, opłat patentowych lub 
gildyjnych, którym dziś podlegają sami kupcy, a które nigdy 
w Polsce nie istniały. Znajomość fachu, rozleglejsze stosunki 
handlowe, dogodności z kredytu mogl3'by zrównoważyć te 
korzyści, jakie szlachcic, handlu nieświadomy, rolą i woja- 
czką zajęty, ciągnął ze swego przj-wileju. Możeby więc stan 
kupiecki zdołał wytrzymać tę jedne niesprawiedliwość, gdyby 
szlachta uspokoiła się w nienawistnych dla niego uczuciach. 
Lecz walka nie ustawała, zawziętość szlachty przeciwko kupcom 
wzmagała się. 



*) Od op>iacania cła na komorach szlachta wolną była; pod tym 
pretekstem Żydzi i kupcy znajdowali szlachtę ktc)rz3' dla nich pod s wojem 
imieniem i swcmi brykami zakupione na jarmarkach lipskich, frankfurtskich 
i t. d. towary do swych domów sprowadzali i kupcom podług ausztuków 
(Auszug) na jarmarkach im danych dzielili, a woły, konie i inne produkta 
krajowe opłacie cła uległe, szlachta z wojskowymi pod swcm imieniem 
przeprowadzali, biorąc opłatę od kupców mniejszą, niż cło wynosiło." Mo- 
szczeński: Pamiętniki wydanie 2-gie, 1863 Żupańskiego, str. 27, 



Dwaj Zygmuntowie miarkowali tę zawziętość i starali się 
utrzymN^wać nienaruszonemi prawa stanu miejskiego. Zygmunt 
August każe wojewodom czynić „cenę kupiom", ale nie ina- 
czej jak na ratuszu miejskim „wezwawszy ku temu radziec 
ławników i starszych rzemiosł... kromia zboża, którekolwiek 
na targ przez kmiotki i inne poddane bywają wożone" *). 
Gdy zaś nastały rządy królów, naprawdę obieralnych, i coraz 
bardziej w swej władzy ograniczanych, wtedy szlachta, zdo- 
bywszy przemożne znaczenie w Rzpltej, pokonała mieszczan 
i wywarła na nich swą grzeszną nienawiść. Już z czasów 
pierwszego bezkrólewia czytał Sztaszic kilka listów do Jana 
Zamoyskiego „od różnych cudzoziemskich, osobliwie od an- 
gielskich kupców, z których jedni w Polsce sadowili się, dru- 
dzy po naszych miastach wielkie składy miewali. Ci pod- 
czas bezkrólew'ia od szlachty skrzywdzeni, pobici i na pu- 
blicznej drodze złupieni będąc, a przez lat 20 w sądzie spra- 
wiedliwości doprosić się nie mogąc, wzywali pomocy spra- 
wiedliwego kanclerza" **). Na każdym niemal sejmie, w ka- 
żdej niemal konstytucyi znajdujemy narzekania, że ludzie ku- 
pieccy kraj zubożyli (!), oraz ciągłe domagania się, aby sta- 
nowione był}'' „praecia rerum", t. j. taksa na wszelkie 
towary. Toć jeszcze w r. 1565 wydaną była konstytucya, 
zakazująca „kupcom naszym koronnym stanu wszelkiego wy- 
wożenia za granicę wszelkich towarów małych i wielkich. 
Sejm 1620 r. wyznaczał taksę na różne towary bardzo nizką, 
niedorównywającą kosztom kupna i transportu z zagranic}', 
szególnie na Litwie. Mieszczanie wileńscy, wysyłając po- 
selstwo swoje do senatorów w 1611 r., tłómaczyli w instruk- 
cyi niemożliwość wykonania tej taksy bez ostatecznej ruiny 
miast i handlów: „Musieliby ludzie w polach sposobem ta- 
tarskim żyć, abo jako oni Hunnowie, Goci, Wandalowie i in- 
sze różne nacye różnych państw sobie szukać, abo i z dziećmi 



♦) Vol. Leg. II, fol. 688, str. 50. 

••) Staszic: Uwagi nad życiem J. Zamoyskiego, str. 04. 



10 

w kozactwo iść". Dowodzili też na różne sposoby, że „dro- 
gość rzeczy nie dzieje się przez kupce" *). Najoryginalniej- 
szą pod tym względem jest konstytucya r. 1643, mocą któ- 
rej komisya, odprawiona w Warszawie d. 27 maja t. r., po- 
stanowiła co do towarów zagranicznj^h, „aby każdy kupiec, 
szynkarz i kramarz, tak advena, jako i n cola, tak chrze- 
ścianin, jako infidelis, jakimkolwiek towarem handlujący 
w miastach J. K. Mci i Rzpltej, wobec urzędu grodzkiego 
i miejskiego oddał juramentum, a żydzi przed urzędem 
wojewódzkim, że towar swój tak będzie przedawał, jakoby 
po strąceniu wszelkich kosztów nie brał więcej zysku, jeno, 
jeżeli krajowiec, 7; jeżeli przyb^-sz, 5; jeżeli niewierny, 3 od 
sta. Co się ma rozumieć, ab}'' już z tej kwarty zysku w>'- 
chowanie wszystko swoje, familii swojej i płacą opatrował, 
i że cła J. K. Mci Rzpltej spawiedliwie oddawać będzie" **), 
Widziano w tej konstytucyi zapewne mądrość niepospolitą, 
gdyż kazano ją „we wszystkich punktach obserwować" w ro- 
ku 1661, a na Litwie reasumowano wszystkie ustawy tak- 
sowe XVII wieku w 1676 roku; nie pomyślano tylko o tem, 
czy kto zechce płacić 7^0 krajowcpwi, jeżeli będzie mógł kupić 
za 3^/o u niewiernego? 

W taki to sposób radzono o fakcie olbrzymim, powsze- 
chnym, nieprzepartym, w połowie bowiem XVn wieku obja- 
wiło się podwyższenie cen we wszystkich krajach europejskich 
skutkiem nadzwyczajnego zwiększenia się ilości srebra, które 
co dwa lata przywożonem było z Ameryki na „srebrnych 
flotach" hiszpańskich. Nie robim}' ztąd jeszcze zarzutu 
szlachcie owoczesnej, ponieważ wiedza ekonomiczna i finan- 
sowa była we wszystkich krajach nader ubogą, a z w^^jąt- 
kiem specyalnie handlowych miast i państewek kupcy nie 
doznawali nigdzie sympatyi i opieki tak u rządów, jakoteż 



*) Protest kupców wileńskich z 1621 r., wyd. Ant. Prochaska 
w Kwartalniku Hist. 1893 r., tom VII, str. 442. 

**) Vol. Leg. IV, fol. 75, str. 39, tit. Komisya „de pretiis rerum 
et inductis." 



u 

u szlachty. Zaznaczamy tylko, że szlachta polska nie posia- 
dała nietylko uzdolnienia, ale nawet instynktów potrzebnych 
do kierowania handlem. 

Skargę przeciwko niej wynosimy przed trybunał historyi 
dopiero od drugiej polowy XVII wieku, kiedy wszędzie obja- 
wiła się widocznie troskliwość rządów o handel, kiedy wszyscy 
monarchowie zaczęli studyować i badać stosunki handlowe 
w swoich krajach. Nie mówimy o Anglii i Holandyi, ale 
przytoczyć winniśmy wybornego szlachcica Ludwika XIV, 
który co dwa tygodnie prezydował w conseil de Commerce, 
założonem w r. 1662, Leopolda I, cesarza, który pomimo 
ciężkich wojen z Turkami, założył C o m m e r z-C o 1 1 e g i u m 
w Wiedniu, „wielkiego kurfirsta" brandeburskiego, który za- 
kładał kompanią Afrykańską i urządzał kolonie aż w odno- 
dze Gwinejskiej na Brzegu Złotym, królów duńskich, szwedz- 
kich, nareszcie carów Moskwy, którzy uważali się za pierw- 
szych kupców swojego państwa, zasięgali rady swoich „gości" 
i powierzali im znaczną władzę w zakresie policyi handlowej, 
poboru ceł i t. p. Piotr zaś Wielki wśród licznych swoich 
starań o rozszerzenie i spotęgowanie stosunków handlowych 
założył też kolegium handlu w r. 1715 *). 

Od kogóż się informował w tej epoce rząd i sejm polski 
o potrzebach i warunkach handlu? Pomimo czynionych do- 
t>'chczas poszukiwań — nie wiem. Przedmiot taki najbliżej po- 
winien był obchodzić zarządy skarbu, ale przeglądając spis 
podskarbich wielkich, tak koronnych, jak W. X. Lit. nie na- 
potkaliśmy żadnego nazwiska, któreb}'' przywiodło nam na 
pamięć czy teoryę ekonomiczną, czy reformę handlową i fi- 
nansową. Niech mi więc przebaczą ich cienie, jeżeli niesłusz- 
nie powiem, że postępowego rozwoju stosunków ekonomicz- 
nych Europy nie znali i nie rozumieli. A tymczasem od 
połowy XVII wieku dokonywał się przewrót ogromnej donio- 



*) Yoltaire: Siecle de Louis XIV; Beer, Droysen, Storch, 
Kostomarow (IIcTopia roproiuiH Mock. focja. b-b XVI ii XVII b.). 



12 

niosłości — wytwarzało się gospodarstwo pieniężne, kredyt, po- 
lityka handlowa, działali Colbert we Francyi i Mantague w An- 
glii, pisali merkantyliści i kameraliści. 

Znaleźliśmy wprawdzie w nocie rękopiśmiennej p. t.: 
„Przedmiot, łiandlu dotyczący, od 1 stycznia 1717 r. w wy- 
konanie mający być wprowadzonym" zasadę, niby merkan- 
tylną: „W. podskarbi przestrzegać powinien... żeby pieniądze 
za granicę nie wychodziły", ale podany na to sposób zadzi- 
wia naiwnością: „żeby ci kupcy, którzy swoje towary lub 
woły w Gdańsku, albo w inszych miastach koronnych prze- 
dają, obligowani byli za te pieniądze insze towary, które się 
w Polsce nie znajdują, kupować"; przytem niema żadnej 
wskazówki, co czynić trzeba, jeśli kupiec zagraniczny takiej 
„obligacyi" nie słucha. Zresztą czytamy tylko o cłach, my- 
tach, sposobach ukrócenia przemytnictwa, nadużyciach zno- 
szonych, a wciąż odnawiających się, przepisy fiskalne i usi- 
łowania ku zabezpieczeniu dróg od „ludzi", albo „kup" swa- 
wolnych. 

Nareszcie zadano jeszcze jeden cios stanowi kupieckie- 
mu — zohydzono go wobec kraju i prawodawstwa. Z grzeszną 
lekkomyślnością i pychą sejm r. 1633 uchwalił, że „każdy 
szlachcic szlachectwo traci, jeśli, będąc w mieście osiadły, 
handlami i szynkami się bawi miejskiemi i magistratus 
miejskie odprawuje; i potomstwo jego, podtenczas spłodzone, 
i on sam dóbr ziemskich nie może nabywać" *). Pogarda 
dla kupców weszła w obyczaje; urobiło się przysłowie o mie- 
rzeniu łokciem i kwartą. 

Objawy takie starczą nam za dowód dostateczny, że ani 
podskarbiowie, ani senat, ani sejmująca szlachta nie rozu- 
miała dokonywanych w końcu XVII wieku wielkich prac eko- 
nomicznj^ch; handlowych i finansowych na Zachodzie. A wła- 
śnie t^^lko rząd troskliwy i światły mógłby podźwignąć do- 
tkniętą śmiertelnymi ciosami zamożność krajową. Nadeszły 



') Vol. Leg. III, fol. 806. 



13 

bowiem nieszczęścia Jana Kazimierza, potem wielka wojna 
północna, spustoszenia wojsk nieprzyjacielskich i kilkakrotnie 
pojawiająca się zaraza morowa (1655, 1709, 1711), która za- 
brała przynajmniej połowę ludności miejskiej. Wszystkie miasta, 
nie wyjmując Krakowa, Wilna, Warszawy, Lwowa leżały 
w gruzacłi, fabryki, kopalnie, rzemiosła upadły, niektóre zni- 
kły do szczętu: łiandel też stanąć i zamrzeć musiał. Zwy- 
cięztwo, odniesione w X\1I wieku przez szlaclitę nad słabszym 
przeciwnikiem, było iście tragiczne. Gdy burze minęły, nie 
było już Szotów, ani Anglików po miastacłi polskicłi, nie było 
Polaków, coby liandel wywozowy na większą skalę prowa- 
dzili. Pozostało tylko kramarstwo, drobne kupieckie lacyendy, 
i to w rękacłi Żydów. „W miastach znajdziemyż, choć kilka 
polskich kupieckich domów, sławnych dawnym, wielkim i ob- 
szernym handlem? Z pomiędzy nawet kupców znajdująż się 
tacy, którzyby zgromadzeniem i w3^prowadzaniem krajowych 
za granicę produktów bawili się? Jakby dawno słabe, alić 
przecie jako tako kraj zasilające ustały kanały, któremi złoto 
z zagranicy wpływa, gdyby zbóż, wołów, koni, wieprzów, 
drzewa i potażów sama za granicę nie w^^prowadzala szlachta, 
a skór, wosków i gorzałek Żydzi! Cały sposób przemysłu 
miejskiego jest: gorzałkę, piwo robić i szynkować, a innym 
do wypróżnienia beczek swych wiernie dopomagać, co nie 
potrzebuje owej ustawicznej pilności kalkulowania i w pracy 
stateczności, jak handel" *). 

Jalcież zyski osiągnął szlachcic zwycięzki? Oto, główny 
przedmiot handlu na jedynem już targowisku, w Gdańsku, 
ukazuje się za czasów Saskich w cyfrze 3492 łasztów w roku 
1715, a nawet 2392 łasztów w r. 1737, najwyższa zaś cyfra 



*) Pam. Hist. Po lit. 1783, str. 596. W roku 1740 X. Wład. 
Łubieński w dziele: „Świat we wszystkich częściach większych i mniej- 
szych, to jest Europie, Azyi, Afryce i Ameryce," II, 378, pisze: „Polska 
przytem nie jest bogata w kupców własnego narodu, ale najwięcej Niem- 
ców, Ormianów i Żydów, którymi ledwie nie wszystkie miasta w Polsce 
napełnione prócz duchownych i niektórych królewskich. 



14 

wywozu z tej epoki dosięga 54.175 łasztów (w r. 1724), 
a więc ani połowy najwyższych cyfr z wieku XVII! 

33. Żeby się handel mógł podźwignąć z tak rozpaczli- 
wego stanu, trzeba było nasamprzód przekształcić, albo raczej 
uksztalcić pojęcia szlacht}', wypełnić jej fatalne uprzedzenia, 
oświecić umysły zaśniedziałe, zasklepione szkaradnym syste- 
mem wychowania jezuickiego. Obaczmyź, o ile zadanie to 
rozwiązały literatura i szkoła zreformowana po zniesieniu To- 
warzystwa Jezusowego. 

Pierwszy poważny i dobrze obmyślany głos w materyi 
handlowej wyszedł jeszcze przed obiorem Stanisława Augusta 
w roku 1758 od cudzoziemca, Sasa, który niemałe zasługi 
wyświadczył przybranej ojczyźnie: od lekarza, drukarza, wy- 
dawcy i pisarza MitzleradeKolof. W jego „Nowych 
Wiadomościach Ekonomicznych i Uczonych" znajdujemy 
obszerny i pouczający artykuł p. t.: „O sposobach ustanowie- 
nia handlów w Polsce i przyprowadzenia ich do doskonało- 
ści" (str. 75 — 115). Autor artykułu kładzie zasadę, że „zysk 
rzeczy lub towarów, które z kraju wychodzą, powinien prze- 
wyższać wydatek na cudzoziemskie towary, które wzajemnie 
do państwa przywiezione bj^wają"; ale potępia monopole; nie 
chce, aby zakazywano wywozu pieniędzy. Najskuteczniejszym 
sposobem do pomnożenia bogactwa narodowego będzie: mieć 
w domu, cokolwiek doma zrobić się może, a więc zakładać 
manufaktury własne, zakładać fabryki i zbudzić ze snu lu- 
dność przez wychowanie, zachętę, przywileje, utworzenie 
wielkiej Kompanii kupieckiej, np. do wyzyskiwania kopalń. 
Monarcha powinien wiedzieć o obrocie handlowym i dla tego 
kupc}^ powinni składać rządowi tabele o swych operacyach. 
Towary powinny być doskonałe i tanie, więc należy ustano- 
wić rewizorów i wyznaczyć nagrody za dobroć wyrobu. Po- 
trzeba też mieć na oku kupczących zbożem, by nie dopuszczać 
do drożyzny, urządzać jarmarki, ale nie wielkie. Zalecanem 
jest ogłoszenie tolerancyi dla wsz^^stkich wyznań, utrzymy- 
wanie w dobrym stanie dróg i mostów. Co do handlu za- 
granicznego żąda urządzenia taryfy protekcyjnej w ten spo- 



15 

sób, iżby cło od towarów wywożonych było mniejszem, niż 
cło od przywozu lub transirtu, zawierania traktatów łian- 
dlowycłi z innemi państwami, założenia nowego portu „w Po- 
langii" (Połądze?), poprawienie monety. Nareszcie do kiero- 
wnictwa naczelnego sprawami i polityką łiandlu radzi usta- 
nowić „Collegium Kupieckie" (Radę łiandlową, czy mini- 
sterj^^um łiandlu). 

Któż z nas nie przyzna, że cały ten program jest mądry, 
stanu wiedzy owoczesnej godny, położeniu i interesom Polski 
owoczesnej odpowiedni? Zdawałoby się, że społeczeństwo po- 
winno go było przyjąć bez rozpraw i natyclimiast w wyko- 
nanie wprowadzić; że oczy powinny się otworzyć od razu; 
a zasłona, z odwiecznych przesądów utkana, spaść na zawsze. 
Pokazało się atoli, że najmędrsze nauki nie mogą się przyjąć 
na gruncie nieprzygotowanym, że w reformach społecznych 
bezsilnem jest objawienie z zewnątrz przychodzące, dopóki 
społeczeństwo z siebie nie wysnuje nowych zasad w powol- 
nym procesie rozwoju. Autorem artykułu niewątpliwie był 
cudzoziemiec, zapewne sam Mitzler; Polacy rozumowali po- 
dług innej wcale logiki. 

Wprawdzie już od sejmu konwokacyjnego, od reformy 
Czartoryskich szlachta objawia wyraźną troskliwość o po- 
dźwignienie i rozwój handlu; niektóre ustępy pow^^ższego 
programatu były nawet w czyn wprowadzane, ale zasady 
naczelne ustroju ekonomicznego i polityki handlowej trzymały 
się uporczywie dawnego łożyska, jednostronnego zapatrzenia 
się w interesa rolnictwa. 

Rozprawy o handlu rozwijają się w literaturze teore- 
tycznej i politycznej dopiero w drugim okresie badanej przez 
nas epoki, a do największego dochodzą oż3'vvienia w czasach 
sejmu czteroletniego. Tyczą się one zatem kraju już uszczu- 
plonego pierwszym rozbiorem. 

X. Antoni Popławski uznaje handel za „cząstkę Eko- 
nomii Politycznej" i poświęca mu dosyć obszerne ustępy 
w swej książce. Czytamy w nich, że „handel w niczem zbo- 



16 

gacić dóbr ziemskich, t. j. bogactwa onych pomnożyć nie 
może... 

...Jeżeli na głębszą weźmiemy uwagę, przekonamy się... 
że handel rolniczego narodu tyle tylko tenże naród zbogacić 
potrafi, ile pomocny będzie powiększeniu agry kultury jego... 
odradzaniu bogactw skonsumowanych... Sprzedaż łatwa i płat- 
ność dobra uczyni rolników zamożnych do podejmowania 
znacznych ekspens gospodarskich... Więc handel powinien 
być ułatwiony i zupełnie wolny... bez opowiadania, rewizyi, 
dogan (komor) i kontrabandy, bez żadnych opłacek... Któż 

■ 

je bowiem ostatecznie płaci?... Dziedzice dóbr ziemskich, rol- 
nicy" *). 

Roztrząsając pytanie „o cenie rzeczy potrzebnych, i o cyr- 
kulacyi pieniędzy w kraju" Popławski zaleca rządowi, 
aby się starał o częstszą cyrkulacyą „czego przez wolny han 
del tak wewnętrzny, jak zewnętrzny, żadnej przeszkody nie 
mający, dokazać można"; dodaje prz3'tem, że więcej dbać 
należy o rolnictwo, niż o góry złote albo srebrne, że kraj, 
mając wiele rzeczy, będzie miał za nie pieniądze; powołuje 
się nawet na przykład Hiszpanii; upatruje w niej podobieństwo 
do krowy „wiele mleka mającej, którą wszyscy doją, a sama 
mało co na swój pożytek obraca". — Oddzielny paragraf po- 
święca na zbijanie „merkantylnego pojęcia pieniędzy" **). 

Jak dalece posuwał Popławski swoje teoryę wolnego 
handlu, świadczy jego: „Objaśnienie i dowód następującej 
propozycyi, podanej od pewnego wielkiego ministra: choćby 
nie można było otrzymać u narodów pogranicznych wolności 
od cel za towary, z Polski wychodzące i do niej wchodzące, 
użyteczniej jednak byłoby dla Polski tęż wolność ustanowić 
w swoim kraju dla towarów wchodzących i wychodzących, 
niżeli za złym przj^kładem sąsiedzkim obciążać handel cłem". 



*) Zbiór niektórych materyi politycznych przez A. P. W^arszawa, 
Sch. Piarum 1774, str. 8, 85, 86, 88, W, 91 — 97. 

••) Tamże, str. 44, 45, 113. 



17 

Pytanie to nabierało w owej chwili szczególnego zna 
czenia, stawało s'ę niezmiernie ważnem, pałacem, bo właśnie 
wtenczas dwory rozbiorcze, szczególniej Prusy narzucał}- na- 
der niekorzystne dla Polski traktaty łiandlowe, urządzały 
groźne linie celne. Cóż na to powiada Popławski? Oto 
dowodzi, że „sąsiedzkie kraje przez cła same sobie krzywdę 
czynić będą... że my zawsze pożyteczny dla siebie łiandel mieć 
będziemy... 

...Jeżeli sąsiedzi po rozbiorze ścisną kraj, że nikom.u in- 
nemu sprzedawać i od nikogo innego kupować nie będziemy 
t\'lko od nich i przez nich, .... po połowie ciężary wypłacali- 
byśmy, ale, stanowiąc cło, zamiast jednej, dwie ściągnęlibyś- 
my szkody". Nie pozwala nawet na wprowadzenie do ta- 
ryf różnicy pomiędzy cłem wchodowem i wychodowem, 
w „Uwagach zaś politycznych, do rządu polskiego i jego po- 
lityki stosujących się", powtarza po raz czwarty czy piąty, 
aby w urządzeniu handlu zewnętrznego przestrzeganą była 
„zupełna wolność".*) 

Był więc Popławski krańcowym wyznawcą teoryi 
wolnego handlu, zamykał oczy sam i zaślepiał czytelników 
swoich na fatalne niebezpieczeństwo, jakie dla Polski się go- 
towało z taryf Fryderyka II i austryackiej. Jeźli bowiem rol- 
nictwo polskie mogło znieść ucisk celny dzięki tej okoliczno- 
ści, że nie napotykało silnego w Europie współzawodnictwa, 
to już dla przemysłu, dla fabryk polskich niebezpieczeństwo 
stawało się oczy wistem. 

Poświęcał przecież Popławski część drugą swej Kko- 
nomii Politycznej przemysłowi, czyli raczej „rzemiosłom i kun- 
sztom", lecz interesów tej gałęzi gospodarstwa narodowego 
nie uwzględniał, a nawet nader ciasne miał o niej pojęcie. 

Łatwo tedy domyślić się możemy, jakie zasady wpajał 
młodzieży, zasiadając na katedrze profesorskiej w zreformo- 
wanej przez Kołłątaja Szkole Głównej Krakowskiej, jakich 



•) Tamże, str. 79, 108, 110—312—313. 
Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. II. 



18 

odpowiedzi żądał od kandydatów stanu akademickiego, gdy 
im dawał następne tematy: 

„Jak wiele zawisło w kraju rolniczym na przyzwoitej 
wartości reprodukcyi, aby ona miała swój odbyt i dobrze 
płaconą była? Co się ma rozumieć przez handel? Czy powi- 
nien być wolny zupełnie od wszelkicłi ceł i opłacek? Czy ora^ 
przy swej wolności nieograniczonej zostawiony? *)". 

Zadziwiającą zgodność, ba nawet tożsamość zasad i za- 
patrywań znajdujemy na drugim końcu Polski w wykładzie 
profesora Akademii Wileńskiej X. Hier. Strojno wskiego. 
W jego też „Ekonomice Politycznej" czytamy, że 
„Zwierzchność Najwyższa pov\'inna ubezpieczyć zupełną i nie- 
ograniczoną handlu wolność.... Pewniejsza, dokładniejsza i na- 
rodowi pożyteczniejsza nie może być jakakolwiek policya 
handlu (t. j. polityka handlovv'a), jak ubezpieczona i żadnemi 
granicami nie określona wolność handlu". A wykładając 
Prawo Narodów, uznaje potrzebę wzajemnego między naro- 
dami handlu.... dla zamiany tych płodów, które byłyby nie- 
użyteczne, nie mogąc być w kraju konsumowane: ale znów 
twierdzi, że „każdego narodu jest interesem nie tamować 
w niczem zupełnej wolności handlu swego z innymi naroda- 
mi... bo szkodząc inny.m, niemniej rzetelną i wielką sobie sa- 
memu czynię szkodę**)". 

Tradycyjną niechęć i podejrzliwość względem mieszczan 
czujemy w ustępie, gdzie X. Strojnowski zbija uznane już 
w owym czasie i do dziś dnia niezachwiane maxymy: że 
niekorzystnem jest dla kraju wywożenie płodów surowych za 



*) Porządek mat ery i z nauk moralnych i fizycznych na po- 
pisy publiczne dla kandydatów stanu akademickiego przy Szkole Główney 
Koronney edukuiących się etc. z roku 1787 na 1788 w Krakowie w Druk. 
Szk. Gł. Posiedzenia VII i X. 

"•) Nauka Prawa Przyrodzonego, Politycznego, Ekonomiki Politycz- 
nej i Prawa Narodiiw p. X. Hieronima Stroyn o wskiego etc. Edycya 
2-ga, w Wilnie, w drukarni J. K. Mci jrzy Akademii 1701, str. 211, 212, 
246, 250, 252. 



19 

granicę i odkupowanie tychże płodów w postaci wyrobów, 
rękodzieł, fabrykatów. Za główny argument służy tu krótko- 
widząca, ziemiańsko-egoistyczna kombinacya, że „w propor- 
cyi zmniejszonej konkurencyi zagranicznycłi obywatelów usłu- 
ga narodowycłi jest droższa i kosztowniejsza (należałoby ra- 
czej powiedzieć: niemożliwa, bo nie będzie wcale własnycłi 
fabr>'k i rękodzielni przy potężnej konkurencyi zagranicznej); 
że przekupnie krajowi większy zysk odnieść usiłują, drożej 
wszystko przedają, a taniej kupują.... Kompanie kupieckie, 
prz>'wilejami wyłącznemi umocowane, są tem szkodliwe, że 
wszelką krajowycłi nawet obywatelów znoszą konkuren- 
cyę*)-. 

W tem miejscu zaznaczymy, że obaj profesorowie, tak 
Popławski jak Strojnowski, nie studyowali łiistoryi narodów 
handlującycti i nie mieli wyobrażenia o powszeclinej łiistoryi 
handlu, bo ta nauczyłaby ich, że w pewnych epokach naro- 
dy handlowe nie wahały się nie tylko zrzekać się wszelkich 
dogodności nieograniczonej konkurencyi, ale nawet uzbrajały 
swych kupców znaczną potęgą polityczną. Tak kompanie 
Hollenderskie, Wschodnio i Zachodnio Indj^jska, u/ywaly mo- 
nopolu, chociaż jawnie rządziły się zasadą sprzedawania to- 
waru po najwyższych możliwie cenach i niszczyły (np. na 
wyspie Jawie) zbywające nad potrzebę roczną zapasy. An- 
glicy udzielili swej Kompanii Wschodnio-Ind3Jskiej nie tylko 
prawa wyłącznego handlu, ale też prawa utrzymywania wła- 
snej, od rządu krajowego niezależnej admiiiistracyi, fortec, 
wojska i t. d. Żaden okręt angielski, należący do kupca ob- 
cego Kompanii, nie był w stanie dostać się na ocean Indyj- 
ski, przejść po za przylądek Dobrej Nadziei. Któż policzy, ile 
milionów w ciągu dwóch prawie wieków przepłacili konsu- 
menci angielscy za towary indyjskie? Ale za tu posiedli owe 
Indye i posiadają je dzisiaj, a łatwo zrozumieć, że konsu- 
menci innych narodów, a więc i polscy opłacili się Kompa- 



*) Tamże, str. 262, 270, 28<». 



20 

nii Indyjskiej o wiele sowiciej, niż sami Anglicy. W ogóle 
im trudniejszem jest pewne przedsięwzięcie, im większych 
wymaga kapitałów, im śmielszych wymaga hazardów, tern 
potężniejszych korzyści i obszerniejszych przywilejów wyma- 
gają kupcy i przedsiębiorcy. Można ich propozycye odrzucić, 
ale wtedy i przedsięwzięcie nie przyjdzie do skutku. Ame- 
ryka nie byłaby odkrytą, gdyby Izabella nie zdecydowała się 
ostatecznie na przyjęcie niezwykle ciężkich wymagań Kolum- 
ba. Hollandya i Anglia nie skąpiły w swoim czasie przywi- 
lejów Kompaniom i opanow^ały handel świata; Polska zaka- 
zywała w pactach conventach królom swoim na- 
dawanie jakichkolwiek monopolów i — zrujnowała swój han- 
del, znalazła się na łasce cudzoziemców. 

Niemniej jednostronnem, a bardziej jeszcze paradoksal- 
nem jest rozumowanie X. Strój no ws kiego „o wadze 
handlu", czyli o bilansie handlowym narodu. Nie zaleca on 
bynajmniej starań, aby ten bilans był dla własnego kraju ko- 
rzystnym, t. j. aby ilość pieniędzy, wpływających za produ- 
kta lub towary, wywożone za granicę, przewyższała sumę 
wydatków na zakup towarów, wprowadzanych do kraju 
z zagranicy. Zdaniem jego „w narodzie, otrzymującym wa- 
gę handlu mimo zmniejszonej ceny płodów ziemskich, cena 
rękodzieł dla ostatnich krajowych kupców powiększa się, bo..., 
gdy nie wolno za granicę wydawać pieniędzy, właściciele 
obracać je będą na kupowanie i używanie rękodzieł krajo- 
wych, tych zaś obfitość w proporcyę powiększonej kupują- 
cych konkurencyi dostatecznie powiększać się nie może, gdy 
się umniejsza coroczna reprodukcya, przechodzące zaś do 
rąk rzemieślników pieniądze upadającego rolnictwa nie po- 
dźwigną... Nie jest potrzebna w kraju wielka pieniędzy su- 
ma i gdyby wyrównywała sumie czystych dochodów grun- 
towych byłaby zupełnie dostateczna*)". 

I tak wciąż uwaga profesora skierowaną jest na bez- 
pośrednie, najbliższe korzyści rolnicze, na „odbierkę" rolniczą. 



•; Tamże, sir. 284. 2S5. L'91 



21 

reprodukcyę roln;czą, wj-soką cenę płodów rolniczych, jak 
gdyby chorobą ekonomiczną Polski byl nadmiar produkcyi 
przemysłowej i zbyteczna troskliwość o handel! Snując ab- 
strakcyjne rozumowania o warunkach bogactwa w kraju rol- 
niczym, Strojnowski, tak samo jak i Popławski, nie 
rozumieją przyczyn zubożenia Polski, nie przenikają celów 
i skutków polityki handlowej sąsiadów, nie baczą na potęgę 
przemysłową i pieniężną innych narodów europejskich. To 
też wywody ich, pozornie logiczne i jasne, prowadzą do za- 
stosowań błędnych i szkodliwych. Mogłyby takie wywody 
zajmować poczesne miejsce w Ekonomii algebraicznej, ale nie 
politycznej, która musi rachować się \vc]ąż z warunkami 
miejsca i czasu, z okolicznościami konkretnemi i wpływami 
polityki obcej. 

Poznawszy teorye, którj-ch słuchało młode pokolenie 
w obu najwyższych szkołach krajowych, zajrzyjmy do litera- 
tury bieżącej, poznajmy opinie publicystów i politj-ków pra- 
ktycznych. 

Waleryan Strojnowski, brat profesora, jeden 
z ludzi wpływowych na Wolj'niu, jeden z najwydatniejszych 
posłów sejmu czteroletniego, pisać zaczął dopiero w XIX w.; 
z pism jego wszakże, szczególnie z obszernego dzieła p. tyt.: 
„Ekonomika Krajowa" łatwo odgadnąć możemy, jakicmi byt 
oż>'wiony zasadami podczas prac sejmowych, w których 
czynny brał udział. I on też dowodził, że „nic tyle nie bo- 
gaci narodu, mianowicie rolniczego, jak wolność handlu: że 
przymus brania towarów z krajowych rękodzielni bogaci sa- 
mych wla.4cicieli rękodzielni.... Niemasz tylko wolność zupeł- 
na i nieograniczona handlu, tak wewnętrznego jak zagrani- 
cznego, która w kraju rolniczym utrzj'mać zJola obfitość 
wszystkiego i przyzwoitą, na konkurenc>'i gruntującą się, śre- 
dnią cenę towarów i płodów". A rozumując o , u-adze łian- 
dlu", posuwa się aż do troskliwości o kieszeń wszystkich ob- 
cych narodów. „Gdybyśmy za ir> milionów kupili, a za 20 
sprzedali, to w drugim roku obcy kraj musi mniej u nas ku- 
pić... Gdy kraj przyjdzie do tego stopnia pomyślności i obti- 



22 

tości, że jest ludny, z pracy rolniczej powiększa, ile być mo- 
że, najwięcej swych płodów, ma rękodzielnie do wjTabia- 
nia tak dostateczne, że towary z nich wystarczą do użycia 
krajowego i jeszcze zostają na sprzedaż za granicę dla naby- 
cia tych płodów, jakich u siebie niema dla wygody... gdy do 
handlu tak wewnętrznego, jak zewnętrznego ma w cyrkula- 
cyi dostateczną ilość pieniędzy, strzedz się tego powinien, aby 
nie przyszedł do tego stopnia, iżby więcej przedawał niż ku- 
pował... gdyż to stałoby się jego epoką nachylającą do upad- 
ku". To pewna przynajmniej, że Polsce takie niebezpieczeń- 
stwo ani w XVIII, ani w XIX wieku nie zagrażało bynaj- 
mniej; mogła się nie strzedz jego i z myślą swobodną niech- 
by się tylko krzątała około podźwignięcia swego przemysłu 
i handlu wszelkimi sposobami. 

Związany braterstwem nie tylko krwi, ale też pojęć 
z X. Hieronimem, Waler yan Strojnowski uzbierał 
niemało wiadomości historycznych i zna pamiętne dzieło Ada- 
ma Smith'a ("the Wealth of Nations), lecz przekonań swo- 
ich nie zmienia. Zdaniem jego u S m i t h'a jest „uchybiony 
porządek... Na prostą zaś drogę trafił Q u e s n a'y" *). 

Staszic o handel zewnętrzny niewiele dba; chętnieby 
się go pozbył nawet. „Dzisiejsze kupiectwo więcej nieszczę- 
ścia, niżeli dobra uczyni. Stworzy ludziom nowe potrzeby, 
a tych im często dostarczyć nie potrafił. Powiąże najściślej 
pomiędzy sobą osoby i państwa, a potem kłócić je będzie.... 
Gdyby Polska sól miała, mocniej i dłużejby swoje szczęśli- 
wość i spokojność zapewniła, gdyby się bez zewnętrznego 
handlu obeszła". Wie on, że „od podziału Polski handel 
nasz zewnętrzny upadł. Z kraju więcej pieniędzy wychodzi 
niż przychodzi". Ale dla zatrzymania pieniędzy w kraju zna 



*) Ekonomika Powszechna Kraiowa Narodów przez Walerya- 
na Strzemień hr. z Stroynowa Stroy no ws kiego, senatora i Tay- 
nego racicę Jego Imperat. i Król. Mości, członka Uniwersytetu Wileńskiego 
etc. Warszawa, w drukarni rządowey 1816 (folio) str. Ió2. 320, 322, 325 
3 29, i przedmowa. 



23 

^dwa sposoby: albo przedawać więcej, albo kupować mniej". 
Gdy pierwszy sposób jest niemożliwj' prawie, oświadcza się 
za drugim. Proponuje przeto, prawo oszczędnicze, domaga 
się od sejmu, aby zakazano wywożenia pieniędzy zagranicę, 
wprowadzania towarów zagranicznych, a szczególnie wina 
i t, p. Zauważywszy, że w ciągu 18-tu miesięcy wprowa- 
dzono 36.000 beczek samego węgierskiego wina na sumę 7 
m. cz. zl., zachęca każdego Polaka do mówienia tak: „Milsze 
jest to piwo, które z własnej ziemi mieć możemy, niżeli to 
wino, w którem z rąk nieprzyjaznego cudzoziemca połykamy 
niewolę". Przemawia potem w czułych v\'yrazach do króla 
i nareszcie do szlachetnych Polek, żeby się nie stroiły w za- 
graniczne fraszki. Przytacza nawet przykłady z lacii^skich 
pisarzy o Rzymiankach *). Podobno wszakże cala ta wymo- 
wa pożądanego skutku nie odniosła. 

Kołłątaj przedrwiwa sobie z „nierozsądnych kame- 
ralistów", głoszących protekcj'ę celną i fiskalne dowcipy, od- 
waża się nawet na energiczny wj'krzj-knik: „Gdybyśmy raz 
poznali istotne bogactwa, gdybyśmy wiedzieli, zkąd je brać 
i w którym czasie: ujrzelibyśmy dopiero, czem jest naturalna 
siła nasza!" **). 

Jakiś autor Uwag Obywatelskich decyduje; 
„Mówić, że kraj być szczęśliwym nie może, jeżeli w bogac- 
twa i dostatki wszelkie nie opij-wa, jest to błąd bardzo gru- 
by (!). Rzuciwszy okiem na starożj'tne dzieje, przekonamy 
się, że państwa najbogatsze najmniej były szczęśliwe i za- 
wsze na ostatek zwyciężane przez narody uboższe". Ktoś 
inny znów piorunuje na Kolumba za to, że przez odkrycie 
Ameryki posypały się do Europy pieniądze i rozpostarły się 
zbytki. „Tyle lo złego narobił syn jednego z u^eliiy czesa- 
nia ż>'jącego robotnika w Cogurco, Krzysztof Columb". A jest 



•) Staszic: Uwagi nad iycicm Jana Zamoyskiego, wyd. Tui 
skiego, str. 65, 96, 97, W-107. 

") Listy Anonyma Cz^i lii, rtilc 17SS, str. UTi. 



i taki ekonomista, który w niechęci swojej do handlu zagra- 
nicznego wola: „Gdyby ludność wyrównywała obfitości, gdy- 
byśmy wszystko spotrzebować mogli!" *). 

Sam S w i t k o w s k i nareszcie (jak się domyślamy) 
przepowiada: „Według wszelkiego prawdopodobieństwa nowo- 
zaczynający się wiek ekonomiczny nie ostoi się tak długo 
z powszechnem Europy dobrem, jak dotąd trwający wiek pa- 
radny. Gdyż jeżeli wszystkie kraje, jak się teraz dzieje, na 
to się będą sadzić, żeby pieniądze za granicę nie wychodziły, 
to te znaki rzeczy i robót wszelkich utracą wiele z swojego 
szacunku tj^lko polubnego, a nakoniec te tylko kraje zyskają, 
które wiele czystego zarobku z gruntów mieć będą. Ojczy- 
zna także nasza jakże naówczas szczęśliwszą się od owych, 
dziś złotem i srebrem zarzuconych krajów okaże!** **). 

Ustęp ten wypisaliśmy z artykułu p. t. „Nowe fizyokra- 
tyczne systema". Łatwo się domyśleć można, że szkoła 
fizyokratów najprędzej przypadnie do serca młodocianym eko- 
nomistom naszym. 

Godnem jest pilnej uwagi jednomj^ślne prawie przekona- 
nie o potrzebie wolności handlu. Ta wolność jest ideałem 
Staszica, i tylko anormalne warunki społecznej chwili 
zmuszają go do żądania zakazów***). Kołłątaj powiada: „dla 
czego tak wielką liczbę celników opłacać? Dla czego sobie 
samym robić t\ie przykrości w rewizyach.... przerzucaniu do- 
brze upakowanych rzeczy.^ Należy przestać na wyznaniu, 
któreby w urzędzie miejskim, lub gdzieby prawo nakazało, 
uczynił ten, któryby wprowadził zagraniczne towary. Nie 
miałby on interesu zwodzić zwierzchności krajowej, ani się 
przed nią taić, boby wiedział, iż żaden towar do wprowadze- 
nia nie jest mu zakazany, iż od żadnego cła opłacać nie jest 



*) Fam. Hist. Pol. 1784, str. 2.'il, str. ir)S, z artykuUi zkądinąd 
wielce pouczającego, p. t. j,Niekt(3rc ważne wiadomości pod względem han- 
dlu polskiego w dawniejszych czasach i 17-S4. sir. ^92. 

-*) Pam. Hist. Pol. 1783, str. L>0. 

***) Staszic: Uwagi nad ż. J. Z., st. 65. 



25 

winien... Będzie to interesem równym dla kupujących, jako 
i dla rządu; przjiożą się wszycy do wyszukania prawdy, kie- 
dy będą mieli ubezpieczoną wolność 1 zupełną handlu swobo- 
dę... Cóż to są cla na inwektę i ewektę (przywóz i wywóz), 
jeżeli nie impozycya i ucisk? Pozwólmy, że kto wywióz! ty- 
siąc korcy pszenicj' na ten koniec, ażeby za nią wprowadził 
sto postawów sukna. Cóż on postanowił zrobić? postanowi! 
zamienić pszenicę na sukno. Na czemże, proszę, traci, gdy 
opłaca cło od sukna? Na pszenicy, bo wartość jej ma usta- 
nowić wielość sukna... prawda zawsze będzie jedną, że czyli 
opłacamy cla za towar obcy, czyli za swój własny, ucisk na 
nas pada, i sami sobie dobrowolną czynimy szkodę. Jakież 
represalia byłyby w tej mierze najskuteczniejsze? Oto nieo- 
graniczona wolność i ułatwiony prz>'stęp wszystkim ludziom 
i krajom. Niesprawiedliwy sąsiad prędkoby doznał odmiany 
w dochodach, które mu nierozsądnych kameralistów nastrę- 
czyły głowy" ■*). 

Podobnie G. P, P. domaga się wolności handlu „nie 
obłudniczej, ale rzetelnej... Niech tylko z strony rządu będzie 
opieka i sprawiedliwość... więcej od rządu nie potrzebujemy... 
Najszkodliwsze zaś... zakaz wywozów, taks ustanowienie, mo- 
nopole i kompanie exkludujące'' *'). Jakiś „wielki minister 
i patryota" (którego nazv\'iska domyśleć się nie możemj')i wy- 
Itładając z talentem znaczenie pieniędzy „na zasadzie odkry- 
tych i dowiedzionych prawd nauki ekonomicznej", oraz ich 
obiegu, mniema, że państwa europejskie są , fałszywą ekono- 
miką \viedzione, jeśli podw}'ższają ustawicznie cla od towa- 
rów". Dziedzice są pierwszymi dystrybutorami wszelkich dóbr 
ziemskich, do potrzeb ludzkich i konsumpcyi służących, które 
pochodzą jedynie z ziemi... które jako materyat, albo jako 
wjTobiony towar idą na zamianę między ludźmi". Cła spa- 
dają tylko na dziedziców, którzy płacą już stały podatek. 



isty Aaonyma Część III, str. 316—31.1 
)Ł Hnndl. 1788, sir. 451-461. 



26 

więc przez cła mieliby jeszcze drugi podatek — ztąd ruina 
w nakładach rolniczych, szkoda dla kraju rolniczego; mniej 
łatwa sprzedaż, mniej dobra płatność dla produkcyi ziemskich, 
upadek agrykultury, zmniejszenie i zubożenie ludności (!). A ze- 
brane z ceł pieniądze rozchodzą się między nieprodukcyjnymi 
konsumentami. Żąda więc zniesienia ceł dla Polski pomimo 
ceł w innych krajach „nawet gdyby sąsiedzi tak ją opasali, 
że od nich tylko mogłaby kupować" . Bogactwa w pieniądzach 
są skutkiem poprzedzających bogactw w produkcyach ziem- 
skich, które się przez handel zamieniają na pieniądze... Wolność 
tak pożyteczną i potrzebną zatamować i przez zatamowaną 
chcieć większych sum pieniężnych do kraju nagarnąć i spro- 
wadzić jestto jedno zaiste, co dla przyczynienia wody w ka- 
nale jakim, do defluitacyi służącym, zatkać strumień do niego 
wpływający *). 

Autor Rady Patrj^otycznej przypuszcza „że się 
znajdzie kiedyś Kolbert pruski albo austryacki, który następ- 
com naszym XIX wieku zamiast akcyzów, których się teraz 
domagają u nas, ofiarować będzie nagrody temu, któr>^ pierw- 
szy przystawi partyę lnu, wełny, skór etc. do Wrocławia 
lub do Wiednia (!); w interesie Prusaków i Austryaków leży 
aby Polacy jak najwięcej mieli pieniędzy do kupowania ich 
wyrobów fabrycznych **). 

„Autor" Dziennika Handlowego oświadcza się też 
za wolnością handlową: „Wszelkie zabraniania, chociażby po- 
żytek jakiś ściągały dla kraju, że ścieśniają handel, są szko- 
dliwe handlowi" ***). 



♦) Dz. Handl. 1786, str. 196, 201—272; łączy swój glos „pa- 
tryota," str. 338. 

**) Rada Patryotyczna dla teraźnieyszego stanu Polski od do- 
brze życzącego kraiowi swojemu publice podana. „Conseil patriotiąue don- 
nę par un bon citoycn." W Warszawie, w drukarni P. Dufour (in folio 
w dwóch językach), str. 17. Broszura ta była pisana zapewne około roku 
1776, bo znajduje się w niej wzmianka o Kadzie Nieustającej oraz o ciach 
od niedawna wprowadzonych. 

'"*) Dz. Handl. 1787, str. 484. 



27 

Nareszcie C z a c k i w raporcie do Komisyi Skarbu Kor. 
„względem handlu Polski z Galicyą" kończy swoje spostrze- 
żenia wnioskiem: „zdaje się więc, aby te wzajemne cla (wy- 
wozowe i przj-wozowe) na zawsze uchylić w tej prowincyi 
Ruskiej *). 

Nie jest mi wiadomo, jak rozumowa! X. Ossowski, 
o którjm Kołłątaj wspomfna w pismach swoich z uwielbie- 
niem, któremu król wypłacać kazał ze skarbu po 1000 zł. 
miesięcznie zapewne za powzięty zamiar: „objaśnić powszech- 
ność narodu w materyi bogactw krajoui^h", a któiy bodaj 
nie objaśnił powszechności, bo nic, oprócz projektu sprzedaży 
starostw i historycznego o starostwach wj^wodu, nie napisał, 
o ile mi wiadomo. Zapewne miał pojęcia podobnego zakroju, 
jeńli Kołłątaj uwielbia go tak gorąco. Ośmielamy się więc za- 
wnioskować, że najznakomitsi statyści i uczeni zajmującego 
nas pokolenia byli jeszcze niepoprawną szlachtą-ziemianami. 
Switkowski bowiem mylnie napisał na tytule artykułu: 
„Nowe fizyokratyczne systema". Nowem było ono we Kran- 
cyi, gdzie Quesnay i Gournay występowali przeciwko 
krańcowym wywodom merkantylistów; ale nasi ekonomiści 
nie potrzebowali w tym razie być uczniami Francuzów, po- 
nieważ cale prawodawstwo, wszystkie \'olumina l^egum, 
cala histor>'a finansów i handlu polskiego od końca XV wieku 
nie jest niczem innem, tylko systematem fizyokratycznym 
w najobszerniejszym rozwoju i w najbardziej krańcowej wy- 
łączności. Miała przecież szlachta polska i czysty dochód grun- 
towy, na pieniądze zamieniany, i podatki od ziemi, i wolność 
od ceł ,nie obłudniczą" , i nawet praM-a oszczgdnicze ijeges 
sumptuariae np. lólćJ, 16L'0, 162^, 1^3 r. i za Stanisława 
Augusta 1775, 1784). Poważny i utalentowany Ijadacz nowo- 
czesny konstytucyi polskiej Dr. H ii p p e dostrzegł nawet, że 
fizyokraci francuzcy usnuli swój system pod wplj^em wj'ubra- 



•) Dł Handl,, str. .',8r.. 



28 

żeń polskich *). Nazywamy też Popławskiego, braci Stroj- 
nowskich, Staszica, Kołłątaja, „wielkiego ministra", Czackiego, 
Podleckiego, Switkowskiego niepoprawnymi, boć stan owo- 
czesny był wytworem wyłącznego fizyokratyzmu dwócłi wie- 
ków, a przecie był okropny i potrzebował reformy rdzennej. 
Tej nie dokonałby autor broszury „O Poddanycłi Polskicłi** 
projektem swego urządzenia zsypów (magazynów, składów 
zbożowycłi) w pewnychi miastacli, żeby zagraniczni kupcy 
przyjeżdżali i producenci polscy nie potrzebowali zboża swo- 
jego wozić do Gdańska **). Wszakże gwoli bezstronności hi- 
storycznej w sądzie o zalecanym przez tylu pisarzy heroicznym 
środku, zniesieniu komor i ceł na granicach kraju — gotów je- 
stem przytoczyć wypadki z praktyki prawie spółczesnej na 
Zachodzie, jakoto: zniesienie ceł od zboża w Hamburgu w r. 
1747 od płótna, przędzy i miedzi, tamże w r. 1764, oraz 
wolność handlową Szwajcaryi. W końcu przypomnę, że i za 
naszych czasów istnieje stronnictwo zwolenników „wolnej wyś- 
miany" (free traders), prawda, że wyłącznie prawie w Anglii, 
która żadnego współzawodnictwa obawiać się nie potrzebuje 
i owszem, w razie zniesienia ceł protekcyjnjTh, bodaj we 
wszystkich państwach Europy, słusznie obiecywać sobie może 
większy i łatwiejszy odbyt na rozliczne wyroby potężnego 
przemysłu swego. 

Odezwało się przecież za Stanisława Augusta kilka, jak- 
kolwiek nieśmiałych, głosów przeciwko wolności nieograniczo- 
nej handlu. Autor „M y ś 1 i na projekt w Dzienniku dany, 
ażeby komory skasowane były** oświadcza: „Handel zupełnie 



*) „Ohnc Zwcifel ist, dass die in Polen bcstchcnden Grundstitze 
den franzosischcn Physiokraten bei Aufstellung ihrer Systemc wcnigstens 
inittcibar ais Ankniiplung gcdient haben. Seit dem Beginn des XVIII Jahr- 
hundcrts, seit Fónel()n's Icscnswerlhen Briefen an die Herzoge von Beauvil- 
liers und Chevreiisc sind da iiberhaupt die ICintliisse polnischer Staatsgedan- 
kcn auf einzelne franzr)sische Schriftsteller unverkennbar" Dr. Siegfricd 
Hiippe: Verfassung der Republik Polen.... Berlin, 1867, Schneider, sir. 303. 

**) O poddanych polskich r. 1788, str. 72, przyp. 5. 



29 

wolny, choćby i sąsiedzi na to pozwolili, nie sądzę, aby byl 
pożjteczny dla Polski". Cytuje zdania Neckera, żąda cla 
na towary z zagranicy wprowadzane, a szczególnie na zhyt- 
kowe. „Handel zaś wewnętrzny chciałbym, aby żadnego nie 
mógt mieć zaporu" '). 

Sandomierzanin zażądał wprost protekcyi „celnej, gdy 
się zastanowił, że prócz 12 milionów, corocznie płaconych za 
oliwę, cukier, kawę, rodzenki i t. p. wydaje Polska jeszcze 
13 m. na płótna, sukna, papier, skóry, narzędzia żelazne, 
które mogłaby we własnych fabrykach wyrabiać. Proponuje 
nałożyć 12"/,> na towary pruskie, jako odwet za clo gdańskie. 
O handel zagraniczny bardzo mu idzie i żąda konsulów do 
miast portowych. Nie przeszkadza to mu zi-esztą w rok pó- 
źniej proponować zniesienie cla od inwekty, „żeby towary 
zagraniczne były tańsze" "*), 

Anonym Patryota, uznając z Wolterem wolność 
bezwarunkową podług prawa natury dla obywateli świata, 
proponuje całliowity plan protekcyi celnej: ł) cło na towary 
zbytkowne zagraniczne; 2) zakaz przywozu takich produktów, 
które się w kraju znajdują; 3) zakaz v\'ywozu surowca; 4) 
zniesienie cel od towarów zagranicznych, których potrzebo- 
wać mogą fabryki krajowe; 5) zniesienie monopolów (chyba ta- 
bacznego?); b) zniesienie cel wywozowj'ch od fabr>'kantó\v 
krajowj-ch; 7) obrócenie cel na założenie Banku Narodo- 
wego ■"). 

Nadto w obszerniejszym dziele N a x a znajdujemy sy- 
stematyczne przedstawienie zasad taryfy celnej podług teoryi 
kameralistów z obroną i zaleceniem do naśladowania. Zda- 
niem tego autora towary pou'inn\- się dzielić na trzy klasv', 
z których I, obejmująca przedmiot)' pierwszej potrzeby i pro- 
dukta surowe, powinna być wolną od ceł, II z przedmiotami 



•) Dz. Handl. 1786, sir. 4:>J-41"j, 
") Dz. Handl. 1786, str. oUt, ■,!}:., 
*•*) Dz. Handl. 17ft'ł, sir. 338-319. 



30 

„przystojnej wygody" ma być obłożona ciem do wysokości 
7 — 15 a nawet 20 procentów; III, zawierająca przedmioty 
zbytkowe, może podlegać wysokiemu ocleniu, chociażby wy- 
żej lOO^oj bo ztąd nie w}''niknie żadna szkoda dla sił pro- 
dukcyjnych narodu, a przybędzie dochód dla skarbu publiczne- 
go. Gani też N a x wyprowadzanie za granicę surowca, jak 
to się dzieje w Poznańskiem, w okolicach Szamotuł zkąd wy- 
chodzą co roku całe łyżwy rudy żelaznej rzeką Wartą. Zre- 
sztą nie dopatruje on w Polakach zdolności do handlu. Po- 
dług jego charakterystyki przyrodzona skłonność czyni: z An- 
glika spekulanta, z Hollendra — wekslarza, z Moskala chytrego 
przekupnia, z Żyda — rodowitego szachraja, z Polaka zaś tylko 
rolnika *). 

W praktyce mężowie stanu, władze i deputacye sejmo- 
we musiały niejednokrotnie działać w duchu protekcyi han- 
dlowej, może tłumiąc w głębi serca pociąg do wolności han- 
dlu nieograniczonej. 

Nareszcie, kończąc niniejszy przegląd, musimy jeszcze 
oddać sprawiedliwość prasie owoczesnej, szczególnie z dzie- 
wiątego dziesięciolecia i całej epoki sejmu czteroletniego, że 
gorliwie zwalczała przesądy, że wykazywała wszelkiemi ar- 
gumentami ważne znaczenie handlu, zachęcała do tworzenia 
spółek, kompanij handlowych (np. „patryotycznego" towa- 
rzystwa dla tworzenia magazynów zbożowych), domagała się 
wysłania konsulów zagranicę, szukała informacyi co do za- 
granicznych targowisk i t. p. Szczególnie dużo pisały Dzien- 
nik i Pamiętnik o Chersonie. W istocie, położenie tego miasta 
i oczyszczenie stepu od Tatarów przez Cesarzowę Katarzynę 
II było nader ważnym i pomyślnym w}'padkiem dla wo- 
jewództw: Kijowskiego, Bracławskiego, a nawet Podola. Arty- 



*) Wykład początkowych prawideł Ekonomiki l'olilyczney z przy- 
stosowaniem przepisów Gospodarstwa Narodt)wego do oncgo wydźwignie- 
nia i polepszenia stosownie do stanu, w którym rzeczy zostają. Warsza- 
wa 1790 Dutour, str. 54—50, 38, 20 1. 



31 

kuły o handlu w innych krajach, a szczególnie artykuł Pa- 
miętnika o handlu rosyjskim, są pisane wybornie *). 

34. Żebyśmy mogli jaśniej wyrozumieć stosowność lub 
niestosowność głoszonych z katedry i w literaturze mniemań, 
rozważmy, jakie warunki zgotowała handlowi polskiemu po- 
lityka sąsiadów. 

1) Z tych najgroźniejszym byl król pruski Fryderyk 
II, tak zwany Wielki, w polityce ekonomicznej krańcowy 
merkantylista, naśladowca Colbert'a i wyznawca zasady „aby 
pieniądze zatrzymywać, o ile można, w kraju, zbogaci się on 
bowiem, gdy będzie mniej wydawał, niż odbierał". Nie- 
zmordowana działalność jego rozciągała się na wszystkie 
gałęzie pracy narodoi\-ej: ustanawia „departament manufaktur 
i handlu", zakłada bank i towarzystwo kredytowe, udziela 
pożyczek lub sam z funduszów skarbowych zakłada rozmaite 
fabryki, przez rewizorów rządowych dozoruje dobroci wyro- 
bów, przepisuje długość, szerokość i przymioty wszelkiego 
gatunku towarów, bije kanały, z których jeden Bydgoski 
ułatwił spław Wielkopolanom, tworzy Kompanie Azyatycką, 
Bengalską (1750 i 1702), oraz Kompanię Handlu morskiego 
(w r. 1772), która otrzymała przywilej przywożenia soli do 
portów pruskich i skupowania wosku polskiej^o, tak na ko- 
morze P'ordoń, jakoteż po obu brzegach Wisły w pasie 10 
milowj-m. 

Pilnie też zajmował się Fryderyk stosunkami handlowymi 
państwa swego z innymi narodami i urządzał taryfy celne 
z dążnością protekcyjną, posuwając się w wielu ['azacli aż 
do skali zakazowej (prohibicyjnej). Zakończywszy pokojem 
Hulrertsburskim szereg swych wojen o Śląsk, zwrócił szcze- 
gólną uwagę na Polskę, przeniknął wady jej ustroju tak po- 
litycznego, jak ekonomicznego, i zaczął je wyzyskiwać z że- 
lazną konsekwentnością, bez litości, z dokuciliwem nati'ęctwem 
i zuchwalstwem. 



32 

Pomiędzy reformami, przeprowadzonemi przez Czarto- 
ryskich na sejmach 1764 r., znajdowało się też pożądane znie- 
sienie przywileju cłowego szlachty. Nowa konstytucya znio- 
sła nie tylko „wszelkie partykularne cła, myta, komory, przy- 
komorki i niesłychanym prawie sposobem wynalezione w nie- 
których miejscach lodowe t. j. od podwód przez lód prze- 
chodzących, oraz inne extorsyje", ale wprowadziła jeszcze cło 
generalne, które „począwszy od N. Króla aż do ostatniego 
obywatela i kupca... tak na wodzie jak i na lądzie, nie uwa- 
żając na żadne generalne libertacye, serwitoraty i pretensye... 
wszyscy do Skarbu Rzeczypospolitej płacić mają** *). 

Zaledwo jednakże ustanowiona na tymże sejmie kon- 
wokacyjnym Komissya Skarbu Koronnego zaczęła wprowa- 
dzać rzeczoną ustawę w wykonanie i komora polska w Nie- 
szawie pobrała należne cło od prowadzonych dla jazd}' pru- 
skiej 500 koni: Fryderyk natychmiast (d. 13 marca 1765 r.) 
urządził swoje komorę w Kwidzyniu (Marienwerder) i usta- 
nowił nowe clo od spławu polskiego na Wiśle. Cały bieg tej 
rzeki znajdował się podówczas w posiadłościach polskich, 
prócz jednej anklawy Prus Książęcych niegdyś, dotykającej 
brzegu prawego właśnie pod Kwidzynem. Ta anklawa wy- 
starczała jednak do zrobienia szykany nowo obranemu królowi 
Stanisławowi Augustowi, oraz reformującemu się rządowi 
polskiemu. Mnóstwo robotników spędzono do usypania forty- 
tikacyi, do uzbrojenia bateryi, zatoczono armaty, poczem Pru- 
sacy przemocą odganiali przepływające statki do pruskiego 
brzegu pod Kwidzyn i kazali płacić 10"-„ od wartości całego 
ładunku, nawet od drzewa pobierali pewną ilość bali i szczap. 
Stanisław August boleśnie uczuł tę zniewagę, domierzoną przez 
łaskawego protektora, który go nie dawno do tronu zalecał 
i przed elekcyą orderem ozdobił, a teraz przez posła swojego 
miał podobno zaproponować mu 150.000 talarów rocznej pen- 
syi za przywolenie na cło kwidzyńskie. Bo dochód z tego 



•) VoI. Leg. VII, fol. M (str. 22). 



33 

cla bj-l obliczony w przybliżeniu podług obrotu Gdaiiskiego na 

3.600.000 pruskich guldenów czyli około 5'/^ milionów złotych 
polskich i wyrównj'wał całemu ówczesnemu dochodowi z Pi-us 
Brandeburskich. O odparciu napaści silti Stanisław August 
poniy.^leć ani śmiał (chociaż poważne przygotowania wojenne 
poskutkowałyby niezawodnie na znękanego i wycieńczonego 
wojną siedmioletnią Fryderyka); lecz udał się o taska\\'ą in- 
terwencyę do cesarzowej Katarzj-ny, a. ta w istocie podjęła 
się opieki nad swym wybrańcem. \a skutek pr-^eprowadzo- 
nej pomiędzy dworami petersburskim i berlińskim korespon- 
dencyi dyplomat>'cznej zjechał do Warszawy baron Goitz, 
pełnomocnik Frj'deryka, na układy z ministrami polskimi, 
Z raportów Kepnina dowiadujemy się, że sam Goltz przy- 
znawał, iż cło polskie generalne nie wyrządza strat żadnych 
kupcom pruskim, iż on osobiście zgodziłby się na przedsta- 
wienia ministeryum polskiego i pewnym b\-iby wtlzicczności 
kupców swojego kraju: lecz ponieważ jest przysłany od króla, 
nie od nich, to musi pilnować przedewszystkiem osobistych 
interesów królewskich. Układy szlj' opornie: dopiero własno- 
ręczny list Katarzyny skłoni! Fryderyka do zniesienia komory 
Kwidzyńskiej, zresztą wtedy już gdy celu swojego dopiął pra- 
wie w zupełności. Komora bowiem polska na Wi:^le przestała 
pobierać cło generalne, a sejm 1766 roku, na wniosek Sta- 
nisława Augusta i po wysłucłianiu explikacyi „w okoliczności 
Kwidzyiiskiej", cofnął reformę, przywrócił przJ■^^■ilej cłowy 
szlachcie i poprzesta! tylko na zniesieniu cla wewnętrznego 
<in Regno"), zwalniając od niego samych tylko handlujących 
„duchem ułacnienia drogi do handlów i manufaktur"". Dopiero 
podczas sejmu rozbiorowego 177 3 — 177") udało się przywró- 
cić eto generalne „ad et exlra rcgnum ab invcctis et 
evectis U, j, od wywożonych i wprowadzanych towarów)... 
nie excypując towarów i wszelkich rzeczy nawet na własną 
konsumpcyą sprowadzonych" "). 

•) Vol. Leg. Vir fol. 436 (sir. Vn), YKł fol. l-łO (sir. 'J.jl. Zli- 
czenie konstytucyi z roku 1T'j6 wymzumiŁ-ć zJolaliśiny ilopicrii » wyjii-inio- 
WawiHitnoc diiejs foliki Kurzona.— T. II. ) 



3+ 

Ale wtedy inne już straszniejsze klęski i straty zgoto- 
wał Polsce Fryderyk. Powziąwszy przeświadczenie o bezsil- 
ności konfederacyi Barskiej, utworzył on i do pożądanego dla 
siebie skutku doprowadził plan pierwszego rozbioru, wykonał 
go zaś ze znaną już światu dawniej tyrańską srogością i prze- 
wrotnością. Wojska pruskie, wkroczywszy do Polski, znęcały 
się nad zajętemi prowincyami bezprzykładnym w dziejacłi 
sposobem, jak pisał Stanisław August; wyrządziły one w cią- 
gu kilku miesięcy więcej złego, niż zrządzili Rosyanie w cią- 
gu lat czterech, jak donosił konsul francuski z Gdańska. Je- 
nerałowie Tłiaden i Belling nakładali tak wielkie kontrybucye, 
że wybrali podobno póltora-roczną in tratę z dóbr ziemskicłi. 
Daremnie pijali skargę senatorowie wielkopolscy do samego 
Fryderyka, daremnie udawali się zrujnowani obywatele do 
posłów pruskiego i rosyjskiego. „Wołają oni do nieba — pisze 
Saldem — lecz niebo pozostaje glucłiem tak samo, jak ja; mi- 
nister pruski jest także głuchy na ich wołanie, jak ja; król 
nie pisze o tem ani jednego wiersza do niego. Na domiar 
niedoli, król pruski przysłał tu przez żydów 2.000.000 fałszy- 
wych talarów z wyobrażeniem panującego króla" (Stanisława 
Augusta). Komisya Skarbu Koronnego doniosła, że we Wło- 
cławku otworzoną została fałszywa mennica pod ' protekcyą 
wojsk pruskich, pod zarządem majora Bogien, porucznika 
Mullera i kasyera Miseke *). 



nia, przesłanego Departamentowi Skarbowemu Rady Nieustającej przez Ko- 
misy ę Skarbu Kor. w roku 1781 w Frotok. Ek. A/ 18, str. 128 nast. patrz 
oraz Dy ary us z 1766 sesya I z dnia 2/10 karta B i scsya IV z dnia 9/10 
karta F. Szczegóły z korespondcncyi dyplomatycznej u Sołowjewa*. 
IIcTOpifl Pocciii tom XXVI, str. 169, 170, 173, 175. O udziale Gdańska 
w tej sprawie pisze Dr. Damus na str. 6 — 18 w rozprawie swojej; Die 
Stadt Danzig gcgenuber der Politik Fricdrich's d. Gr. und Friedricłi Wil- 
helm's II w Zft. des Westpreussischcn Gcschichtsvereins Heft XX. 1887. 
Danzig. 

*) Correspondance ineditc dc Stanislas Augustę et de M-me 
Geoffrin... par Mouy 1875 Paris. Plon p. 432. Ferrand: Histoire de 
trois dćmembrements 181 It 120. CciOMbeB-b: IIct. Pocciii XXVIII, str 



35 

Zdaje się, że przez cały rok mniej więcej zabierały ar- 
mie trzech dworów rozbiorowych prowiant i furaże drogą re- 
kwizycyj bezpłatnie. Nie wiele też zboża można było spławić 
podówczas do Gdańska. 

Pod grozą takiego terroryzmu składane były delegacyi 
sejmowej obok traktatów rozbiorowych, traktaty handlowe. 
Fryder>^k ofiarował cło 2 proc. na towary pruskie do Polski 
i na polskie do Prus prowadzone, 47o na towary zagraniczne 
z miast pruskich zakupywane, ale nakładał „tylko" 12 proc. 
na towary z obcych krajów do Polski lub do obcych krajów 
z Polski przez territoryum pruskie tranzytem przeprowadzane. 
Przedkładając taki traktat przed Delegacyą w dniu 17 marca 
1775 roku, poseł jego, Benott oświadczył, że to jest ultima- 
tum, i nie zwrócił żadnej uwagi na domawianie się hetmana 
Xawerego Branickiego, że „tak wielkie cło podobniejsze jest 
raczej haraczowi, niż wolnemu handlowi" *). W istocie, chy- 
ba tylko naiwny szlachcic polski mógł jeszcze myśleć o „wol- 
nym handlu", Fryderyk bowiem coś wcale innego miał w gło- 
wie. Ze wszystkich prowincyj, od Polski oderwanych, jego 
dzielnica była najmniejszą, ale ze względu na położenie geo- 
graficzne najważniejszą i najkorzystniejszą. Zwierzał się wła- 
śnie bratu swemu Henrykowi w tych wyrazach: „Obejrzałem 
większą część kawałka, przypadającego nam w dziale; najwię- 
cej zyskujemy pod względem handlowym: stajemy się pana- 
mi wszystkich płodów i całego przywozu Polski, a najwię- 
kszą dla nas korzyścią jest... że, będąc panami handlu zbo- 
żowego, nigdy nie doznamy głodu" **). Zajmował bowiem 



311, 312. Prot. Ek. A;9 str. 346, nota do J. K. Mci z dnia 31,7, ITTi', 
patrz też uniwersał względem fałszywej monety zagranicznej z dnia Ju 2, 
tamże str. 107. 

*) Vol. Leg. Vni, fol. 79 i 80; Prot. Dcleg. Zagajenie VII, scsya 
XI, str. 69. Niemcewicz: (Pam. czasów moich, Paryż 1848, str. 118) 
tunerdzi że Fryderyk żądał tylko 4 proc, ale Benoit dał kanclerzowi Mlo- 
dziejowskiemu 4.000 dukatów; otrzymał 12 proc; wiadomości tej odma- 
i*'iamy wiary. 

*•) Ocuvres de Frederic le Grand XXVI 3r)9. 



36 

cały bieg Noteci, znaczną część rzeki Warty i ujścia Wisły, 
a „panować" potrafił. 

Nie dostał wprawdzie Fryder^^k miast Torunia i Gdań- 
ska, ponieważ Katarzyna II uważała za szkodliwe dla Rosyi 
oddanie Prusom ważnego portu nad Bałtykiem *): pozostały 
więc przy Polsce, ale właściwie w nominalnem tylko posia- 
daniu. Nie przeszkodzono bowiem Fryderykowi uznawać 
Gdańska za miasto cudzoziemskie i przygnębić je uciskiem cło- 
wym, oraz wszelkiemi szykanami. Na zboże polskie i na wszel- 
kie towary, idące wodą czy lądem do Gdańska i z Gdańska, 
nałożył 12 proc, nadto zaraz przy wyjściu z portu na Neu- 
fatirwasser osadził swoją komorę celną, która powtórne cło 
tranzytowe pobierała, jeśli towar polski miał iść za morze. 

Cło takie b^io ciosem śmiertelnym dla łiandlowego mia- 
sta, tem bardziej, że na komorze Fordońskiej, gdzie zasiadł 
obecnie urząd celny pruski, zawiadamiano każdego szypra, iż 
może zapłacić tylko 2 proc, jeśli się do Elbląga ze swym 
transportem skieruje. Upadł też Gdańsk ze swą prastarą, w Pol- 
sce jedyną giełdą (ob. na str. 41), nazwaną podobno imieniem 
króla Bryttów, z którym Gdańsk żadnych stosunków mieć nie 
mógł, bo w VI w. nie istniał. Potem już się nie dźwignął do 
dawnego znaczenia bodaj do dziś dnia, pod światłą i czujną 
opieką słynnej biurokracyi pruskiej. Obrót handlów}'' spadł 
z 10 na 3 miliony czerwonych złotych. Kołłątaj pisze: 
„Co był Gdańsk przed rokiem 1773? Co znaczyły w nim po- 
sesye przed owym rokiem, a co teraz (w 1788) znaczą?" Ko- 
respondent stały Dziennika Handlowego (zdaje się rezydent 
tameczny polski, Henning) donosi w roku 1789: „Jarmark na 
ś. Dominik zły; budów (bud) mniej i te nie zajęte.... dla cła 
strasznego; zgoła dla Gdańska nie trzeba lat drugie 17 zosta- 



*) Jeszcze w 176V roku, przy wznowieniu przymierza z Frydery- 
kiem, Katarzyna mówiła do Panina: „Nieraz słyszałam od pana, że Gdańsk 
lub równy mu posterunek np. Stralsund w rękach pruskich może być dla 
nas szkodliwym." Cojoubeiib: IIct. Poeci h XXV 1 1, 84. 



wać w takiej jak dotąd nieczynności w handlach: to kto do- 
żyje może śpiewać, jak o Troi: 

Gdzie byl przedtem zamek Troi 
Teraz oracz z pługiem stoi" *). 

Dowiedzmy się jeszcze, że wcale nie 12 proc. pobierali 
celnicy pruscy, lecz znacznie więcej; dwakroć i trzykroć po 
12 od sta dzięki zręcznemu układowi taryfy z roku 1775. 

W tarj'fie tej waga i miara podaną była podług stopy 
berlińskiej; czerwony złoty rachowano po 2'/^ talara, to jest 
po 16 zamiast 18 złotych; co do balów i tarcic cena „wzięta 
od samej korony drzewa, a nigdy się nie zdarza, żeby z Pol- 
ski sama korona drzewa do Gdańska spławioną była, tylko 
najczęściej wypada '/a korony, '/s braku. '/^ brak z braku, 
a podług tego wniosku rachując, np. od jednej kopy tarcic za 
8 calów 8 sążni, co uczyni talarów 1285, toby tylko uczyni- 
ło 755 talarów, od których c!o po l2"/n tylko 90 talarów 
uczyniłoby — i tak wszystkie inne gatunki podług proporcj'i, 
od których jednak cło i transportowe expensa od Fordonia 
do Gdańska odtrącić trzeba" *'). 



•> Pam. H. 1'. 1791, str. 234 Listy Anunyma Część III, str. 
321. Dz. Handl. 1789 roku, str. 419. .\utor broszury ,Refleksye nad 
uszkodzeniem dla krajów polskich wynikającym z zaniedbania handlu po- 
chodzącego z mniej waienia porzuconej nad Udańskiem opieki, 1790" (str. 
:łO) podaje na str. ib dawny obrót pieniciny Gdańska na 9 milionów du- 
katów ,a teraz ledwie cz^ść trzecią rachować można.' 

") Jest to „uwaga" dodana do sporządzonej przez Niemca (sapę- 
wnc celnika pruskiego) .Specyfikacji wartości wszystkich tow.injw Wisłą, 
morzem do Gdańska wchodzących i z Gdańska wyrhodząt-ych' na dwóch 
ogromnych arkuszach po niemiecku i po polsku (lichą polszczyzną) dla Ko- 
misy! Skarbu Kor. przesianej — rękopism z nadpiscm: ,do kancelaryi Komi- 
syi odiiana dnia 30 marca 1789 r. ze zlecenia P. Kom.' Podobną manipu- 
lacyf widzimy w zażaleniu niejakiego Winnickiego, znniesionem do Korni- 
syi Skarbowej Kor.; Komora Fordon wzięła półtora razy więcej, nii nate- 
ialo dla tego, Łe cło było rachowane od sąinia nie zaś od pręta. (Pr. ICk. 
A,25, str. 57, A.'26, str. 38—46). 



38 

I przy spławie Wartą oraz Odrą ku Szczecinowi kupiec 
polski (głównie poznański) grube musiał uiszczać opłaty. „Od 
roku 1771 nałożone było cło extraordynaryjne pod tytułem 
Impost, 50 proc. na wszelkie pożytkowe drzewo, z Polski do 
państw pruskich idące, tak iż prócz ceł osobnycti od każdej 
rynki czyli czterecti kop klepków płaci reicłistalarów 13 i sgr. 
12; za każdy sześciokwadrat dylów dębowycłi i okrętowego 
drzewa s. gr. 2V2; za każdą belkę sosnową, której do trans- 
portowania dylów i drzewa okrętowego potrzebuje się, a któ- 
rej wartość nie więcej jak talarów 4 w^^nosi, reicłistalarów 3 
sgr. 6 frydrycłisdorami po 5 talarów racłiując zapłacić potrze- 
ba, a wtenczas dopiero otrzyma się paszport od departamen- 
tu leśniczego, iż to drzewo, tak opłacone, za wyłączeniem in- 
nych jeszcze opłat, do kraju puszczonem być może. Gdy za 
panowania Fryderyka Wilhelma I (na mocy reskryptu kró- 
lewskiego z roku 1737) za rynkę klepek płaciło się na ogół 
sgr. 7 fenigów 10, to po roku 1775 za tę samą rynkę pobie- 
rano: 

Rtl. Sgr. Fen. 

w Landsbergu cla 1 7 — 

akcyzy — U 3 

Cła miasta Landsberga — 2 6 

w Oderbergu cła królewskiego i szkolnego . — 2 6 

w Szwet — — 10 

w Gartz cła królewskiego . — 2 — 

In suma 2 2 1 

a że w pruskiej taryfie celnej rynka klepek jest szacowana 
w wartości Rtl. 4 sgr. 15, więcby sprawiedliwego cła 2 proc. 
od każdej rynki wynosiło tylko sgr. 775, ^1® }^^^ ^Y opła- 
cać musimy, wynosi około 15 proc; dołożywszy zaś Impost 
Rtl. 13 sgr. 12, te podatki przeniosą ustanowioną w pań- 
stwach pruskich cenę klepkowego drzewa sgr. 14 fen. 1". 
Podobnym rachunkiem kupcy poznańscy wykazywali, że opła- 
ty od sześciokwadratu dylów i drzewa okrętowego (tal. 3 
gr. 2 fen. 11) o 1 tylko fenig są niższe od szacunku samego 



39 

drzewa, a tak się dzieje w prowincyi ze wszelkiemi innemi 
towarami drzewa *). 

Przy zakapowaniu towaru od poddanych pruskich po- 
biera się wprawdzie niby 2 proc, „te jednak towary są tak 
wysoko taksowane, iż od nich mające się płacić podatki wię- 
cej niż 6 proc. wynoszą i to nie rachując cel prowincyonal- 
nych. 

Jeśli zaś kupcy poznańscy zapiszą towary zagraniczne 
d i r e c t e i sprowadzają je przez kraje pruskie wtedy płacą: 
RU. Sgr. od sta 

za funt kawy {która 6 sgr. kosztuje) — 1 czyli ló**/.. 
„ „ cukru { „ 5'/j „ « ) — 1 „ 20 „ 

, , pieprzu ( ,7 „ „ } I'/: I'/? n 21 „ 

od okseftu wódki fran. (kosztuje 40 tal.) 1 1 '/a — « 28 „ 
, wina (które kosztuje 20 tal) 7'/j — „ 38 „ 

„ wełny i skór 30 „ 

„ farb do fabryk potrzebnych 30 „ 

nareszcie od wszelkiego gatunku zboża, do krajów pruskich 
prowadzonego, 2 talary od wispla (12 korcy) prócz cła ordy- 
naryjnego *'). 

Nadto pobierano jeszcze nieoznaczoną w taryfie tantie- 
mę w ilości 2 — 30 proc. wyrachowanego cła, zapewne na do- 
chód urzędników celnych. A ci byli częstokroć tak gorliwi, 



*) Przełożenie najpokornicjszcj prośby od Konfratemii Kupieckiet 
Miasta J. Kr. Mci Poznania w pokrzyn-dzeniach swoich do N. Króta JMci 
P. N. M. i N. Skonfederownnych Rzeczypospolitej Stanów na Sejmie tera- 
£niejszyin (czteroletnim) przez delegowanych podane. (Druk. in folio str. 6). 

**) Tamże. Podobnej treśd skargę zanosiła Konfraternia Kupiecka 
Poznańska do Komisyi Sk. Koron, w roku 1784: sprowadzali ci kupcy od 
dawna sztokfisz, wina, oliwę, cukier etc. przez pośrednictwo szyprów Ki- 
strzyftskich i Złvracali im zwykle 2 proc, za cło opłacone na komorach: 
teraz (1784) ci szyprowie oświadczyli, te prócz 2 proc. zapłacić musieli 
Oderskursu 792 talary 4 sgr, i 9 fenig. (to jest 4753 złt. 5 gr.)| skartyli 
się oni królowi pruskiemu, lecz otrzymali od niego odpowiedź, że mają się 
udać do Adminiatracyi Generalnej, ta jednak da nie zwróciła. O Oderskur- 
sie Koraisya Sk. Kor. pisała już poprzednio pod dniem 7;9 1782 roku do 



40 

że szacowali towar podwójną ceną, że niewinnie obwiniali 
szyprów polskich o oszukaństwo albo o mylne auscugł, że na 
pięciu komorach poniżej Fordonu umieli upominać się o po- 
wtórną opłatę. W roku 1787 sami komisarze dworu pruskie- 
go wyrzucali p. de Launay podstępy przeciwko handlowi pol- 
skiemu *). 

Miał niby rząd pruski rozciągać swoje opiekę nad towa- 
rami polskimi, ale i o tem „najlepsze świadectwo panowie 
polscy mogą dać: wiele ludzi z ich dóbr zginęło, powracają- 
C3'^ch z Gdańska i Elbląga od statków i od spłynionego drze- 
wa, którzy się dostali w połów i którzy w żołdzie pruskim 
niewolniczą odprawiają służbę, pominąwszy wiele set nietylko 
z wagabundów poddanych, ale i szlachty, przed laty kilkuna- 
stu z konfederacyi pobranych", jak pisze Anonim, autor Uwag 
do Dziennika Handlowego **). O cierpkich stosunkach gra- 
nicznych, o przepędzaniu koni przez komory polskie bez 
opłaty cła i t. p. powiemy niżej w dziejach administrac}^ 
skarbowej. 

W roku 1780 zakazanem zostało prowadzenie zboża 
z Polski na Śląsk, a na skopy nałożono ogromne cło (po 3 
złp. od sztuki). Jeszcze w roku 1790 Stanisław August uskar- 
żał się na Hoyma, ministra dyrygującego szląskiego „o infrak- 



Rady Nieustającej; w odpowiedzi otrz3'niala zawiadomienie Prezydenta pru- 
skiego, że ta exakcya nie była wiadomą rządowi pruskiemu i że jej jui 
zabieżono. Tymczasem później stało się jeszcze gorzej. Spławiając drzewo 
Wartą, kupcy płacą cztery razy: w Kistrzynie, Oderbergu, Scłiwed i Gartz*u 
akcyzę miejską, tam cła, ówdzie Oderskurs, nadto w Landsbergu muszą 
opłacać jeszcze 50 proc. od drzewa, jeśli nie cłicą sprzedać go Administra- 
cyi Generalnej drzewa, która płaci bezcennie, jak sama oszacuje. Bez pasz- 
portu zaś od króla drzewo w Landsbergu nie jest przepuszczane za grani- 
cę (Pr. Ek, A/21, str. 287). 

*) Pam. Hist. Polit. 1791, str. 222, Pr. Ek. .^/U str. 681 (nota 
do Rady Nieust. względem depaktacyi na komorach pruskich z dnia 5/9 
1777), A/26 str. 38—46. 

') Dz. Handl. 1789. str. 1—9. 



**\ 




Oietda 1 piwnica kupiecka Arthus-Hoff. 

o: sjd r»«ni«y liarnT, Sfli.ipronhiius: w pfurr.: Jnni mmużne^M mksiL-i 
Iko K miet]iicirvlu w <lzidi-: .ller Si.-iJt Il^inii;; hislonsche ItubOhrcibun;- 
Riinhdd Curicken AmilUrJam uiiJ UanKig lf.i7,- (Hibl, OrJ. lir. Kraśni 



42 

cyą artykułów handlowych, które nam w traktacie roku 1775 
upewniły wolność handlu do"Szląska i przez Szląsk" *). 

Wyroby swoich fabryk Fryderyk II protegował, czyli 
raczej narzucał Polsce też środkami przymusowymi. Tak np. 
dom Splittgerberów, mający trzy cukrownie w Berlinie a czwar- 
tą we Wrocławiu, posiadał monopol dostarczania cukru dla 
Polski i tylko Królewiec używał przywileju dostarczania Li- 
twinom cukru zagranicznego oraz żelaza szwedzkiego; ale su- 
kna francuskie nie inaczej mogły być brane, jak z magazy- 
nów berlińskich i za poprzedniem zamówieniem pewnej obo- 
wiązującej ilości sukien pruskich, które rozchodziły się też po 
Polsce pod nazwą angielskich. Zresztą artykuł 5 traktatu z r. 
1775 opiewał, że król pruski „pozwoli miastom Memel, Tyl- 
syt, Królewiec, Elbląg, Bydgoszcz nad Brdą, Szczecin, Dre- 
zdenek i Wrocławowi mieć u siebie towary jedwabne i su- 
kna przednie fabrykowane w inszych krajach na potrzebę Po- 
laków pod kondycyą, że oni obowiążą się wziąć za połowę 
ceny kupna swego w każdym gatunku towarów, w kraju fa- 
brykowanych i zapłacić 4 od sta za wprowadzenie tychże to- 
warów; inaczej towary obce będą podlegały tymże samym 
podatkom, jakby właściwie z obcych krajów prowadzone by- 
ły" **). Nadto w Warszawie osiedla się i utrzymuje maga- 
zyny Kompania Morska Pruska, zawiązana w roku 1772 sta- 
raniem Fryderyka II, który dał jej połowę kapitału zakłado- 
wego z funduszów skarbu swojego i zapewnił akcyonaryu- 
szom 10 proc. rocznie stałego dochodu od wkładów. Kom- 
pania ta przedewszystkiem zagarnęła handel soli zagranicznej 
nader ważny, ponieważ skutkiem rozbioru Polska utraciła 
swoje saliny. 



*) Pr. Ek. A/26 str. 45, A/16 str. 413; list króla do Bukatego 
w Kalinki Dokumentach (Pamiętniki z XVin w., Żupański), str. 144. 

**) Pam. Hist. Pol. 1782, str. 317 nast. artykuł: O handlu na- 
szym z Prusami nowe uwiadomienie. Vol. Leg. VI II, fol. 80 (str. 63). 



43 

Wobec takiej rzeczywistości jakże naiwnemi wydać się 
muszą marzenia naszych ekonomistów i publicystów o wol- 
ności handlowej nieograniczonej, a szczególnie obawy i po- 
dejrzliwość naszej szlachty, że kupcy i fabrykanci krajowi 
mogą zbyt wysokich cen za swe towary żądać i tym sposo- 
bem reprodukcyi rolniczej szkodzić! Czyż lepiej było opłacać 
haracz fabrykom pruskim? Można się nawet dziwić, jakim 
sposobem handel polski zdołał wytrzymać ucisk taki? Jakim 
sposobem produkta polskie mogły jeszcze znajdować odbyt 
w Anglii i Hollandyi? Chyba tym tylko sposobem, że wy- 
wóz polski składał się z przedmiotów najniezbędniejszych, jak 
zboże, drzewo i t. p. A najwyższe cła z pomiędzy wszyst- 
kich wyliczonych ponosił Gdańsk, jako miasto zagraniczne 
w oczach Fryderyka *); najdokuczliwiej też postępują urzędni- 
cy pruscy na komorach wiślanych. Godną jest uwagi ta wal- 
ka zaciętego zdobywcy, zwycięzcy wszystkich niemal armij 
europejskich w trzech wojnach, nieubłaganego i niezmordo- 
wanego króla z pojedyńczem miastem, którego ludność nie- 
miecka broni swego obywatelstwa polskiego z większą ener- 
gią niż rodowici Polacy. Bo w roku 1772 Gdańszczanie pa- 



*) Przytaczamy tabelę porównawczą z powołanej wyżej broszury 
p. t. Refleksye nad uszkodzeniem dla krajów polskich.... z mniej waże- 
nia porzuconej nad Gdańskiem opieki 1790 ze str. 29 i 30: 

Cło, jakiem się w Fordoniu opłacano za panowania polskiego i teraz 
opłaca pod panowaniem Brand eburskiem. 



Pszenicy 100 łasztów. . 


dukatów 


76'/, . 


. 375 dukatów 


Żyta 100 „. . 


n 


38'/, . . 


187 '/s , 


Wina 100 oxeftów . 


» 


76'/, . 


. 281'/, . 


Kawy 1000 funtów 


n 


4 . 


. 14 


Potażu 100 szyfuntów. 


n 


23 . 


. 109 


Balów dębowych 100 kop 








4 cale grubych i 6 są- 








żni długich .... 


n 


398 


1787^, , 


Klepek 100 kop . . . . 


n 


6'/, 


63'/« , 


Cukru 600 funtów . . . 


» 


2'/. 


8'/, , 


Indygo 100 „ ... 


jł 


2',, 


8V,« , 


Pieprzu 100 kamieni. . . 


n 


11'/, 


71'/, » 



46 

myślnym, bo Fryderyk potrafił zabrać i utrzymać port morski 
Gdańszczanom; ci jednak pozostali przy Polsce najbardziej za 
wpływem Nuttemburga, który sprawował podówczas urząd 
„gminnego", a który za tę przysługę otrzymał w roku 179P 
od sejmu nobilitacyę zupełną (bez skartabellatu *). 

Tak tedy aż do ostatnicli dni długiego życia i półwie- 
kowego blisko panowania Fryderyk II nie przestawał szarpać 
posiadłości i wysysać zasobów pieniężnych! zubożałej Polski. 
Jakiś anonym w broszurze polsko-francuskiej p. t. „Conseil Pa- 
triotiąue — Rada patryotyczna" dowodził mu, że wysokie cła^ 
zmniejszając rucli łiandlowy, narażają skarb pruski na stratę 
rocznie po 41,000 czerw, złotych; wątpimy jednak czy sam 
autor wierzył temu, co pisał. Historya liandlu zauważyła 
wprawdzie, że wysokiemi cłami Fryderyk odstraszył transpor- 
ty wosku od Wrocławia i tym sposobem niecłicący sprawił 
ożywienie tej gałęzi łiandlu w Krakowie, ale co do głównej 
masy produkcyi polskiej koronnej mógł być pewnym swego 
panowania, skoro wszystkie rzeki kierowały bieg swój ku je- 
go krajom, a żadne cła ich koryta przecież nie mogły odwró- 
cić. Zgarniał więc bez obawy co najmniej 4 miliony złotych 
do skarbu swojego, a dwa lub trzy razy tyle zdzierali jego 
poddani na Polakach, jak powiadał Hailes **). 



•) Ferrand 1. cit. II, 361 — 2 przypisuje ten wypadek wyłącznie 
wpływowi Katarzyny, ale rozprawy sejmowe (Dz. Cz. S. G. W. sesye 353, 
nie 352 z dnia 7/12 1790) rzucają inne wcale światło: od Rosyi podana 
już była nota, aby się Gdańszczanie Fryderykowi poddali; nagrodę przy- 
znawano Nuttenbergowi właśnie za to, że „tyle dokazał, iż to miasto przy 
Polsce zostało się." 

**) Stanisław August w liście do Bukatcgo z dnia 20/8 1761 
oblicza dochód celny pruski ze spławu wiślanego na 400,000 tal. (2^ mil. 
złp.). Handel zaś Wielkopolski, Królewiecki, komory Nadnicmeńskie rachu- 
jemy tylko na l,g miliona (patrz Kalin ki — Dokumcnta w Pam. XVIII w. 
tom X, część II, str. 191). Rada Patryotyczna dla teraźniejszego stanu 
Polski od dobrze życzącego krajowi swemu publico podana Conseil pa- 
triotiąuc donnę par un bon cito3'en, w Warszawie w drukarni Dufour'a. 



47 

Ciężkie tedy były warunki zewnętrzne dla handlu pol- 
skiego w okresie drugim. Nieco pomyślniej przedstawiały się 
one w okresie trzecim badanej przez nas epoki. Nowy król 
pruski Fryderyk Wilhelm II w początkach panowania jednał 
sobie sympatyą poddanych i obcych łagodnością, szlachetno- 
ścią charakteru; zyskiwał nawet na razie sławę prawego i ry- 
cerskiego monarchy. Szyprowie i kupcy polscy z przyjemno- 
ścią przekonywali się, że na komorach ustały szykany celni- 
ków, że cło się pobiera podług taryfy. Nawet zmniejszono 
„impost" na drzewie o połowę (25 proc. zamiast 50). Mó- 
wiono o tem z wdzięcznością. Czytamy tylko skargi na kom- 
panię Morską Pruską, szczególnie od początku roku 1788, kie- 
dy ta, zawarłszy umowę z dyrekcyą cesarską salin wielickich, 
podniosła Polakom cenę soli o 1 7 złotych na beczce nad 
cenę, oznaczoną traktatem z roku 1775. Kupcy warszawscy 
Mejzner i Szułc spróbowali zakupić soli łiwerpulskiej (karda- 
nii), lecz statek byl zatrzymany na komorze Fordońskiej. Da- 
remnie występował w Berlinie rezydent polski Zabłocki z „jak 
najmocniejszemi reprezentacyami" ; minister Hertzberg odpo- 
wiadał, że só! ta była zakupiona w Gdańsku, a Gdańsk nie 
może wyprowadzać soli morskiej tylko przez Neufahrwasser, 
że mu pozwolono sprowadzać sól tylko na własną potrzebę, 
nie zaś dla handlu wolnego za granicę, któryby szkodził Kom- 
panii Morskiej Pruskiej '). 

Fryderyk Wilhelm II zmienił też politykę zagraniczną 
radykalnie: odsunął się od Rosyi i zbliżył się do Polski. Miało 
to ogromny wpływ na prace i nadzieje sejmu czteroletniego. 
Nareszcie przyszło aż do zawarcia traktatu przymierza, opar- 
tego na warunkach pozornie wielce podobnych do owego pa- 
miętnego traktatu pomiędzy Fryderykiem II i Katarzyną z ro- 
ku 1764, który stał się początkiem wszystkich klęsk politycz- 
n_\'ch Polski. Marszałek sejmowy Małachowski obwieszczał 



") Lisi konsyliarza dawnej Radj' do ojca swojego w Dz. Hnndl. 
', str. Hó-lló i 14^—163. 



48 

Izbę o tym aliansie, jako o „najszczęśliwszym momenC 
Polski", wysławiając szlachetność i wspaniałomyślność- 
deryka Gwilelma *). W istocie radość była prawL^ 
wszechna. 

Wkrótce atoli ukazał się mały racłiuneczek za to 
jemne widowisko. Poseł pruski Lucctiesini, negocyator 
mierzą, zaczął przebąkiwać o potrzebie ustąpienia spns 
rzeńcowi Gdańska i Torunia. Nic też innego nie żądfl 
wny wróg Polski Frj-deryk II. Prawda, że teraz podsia 
nowe kombinacye np. wymianę upragnionych miast na 
Galicyi, którą niby Austryacy zwrócićby mogli, albo g}/y 
cyę wolnej żeglugi wiślanej i morskiej przez Anglię i H 
dyę. Do tej ostatniej kombinacyi namawiali Hailes i F< 
ner Deputacyę Interesów zagranicznych w Warszawie, j 
Bukatego w Londynie, chociaż odpowiedzialności za zr 
nie cła pruskiego przyjmować nie chcieli **). Puszczana 
szury dla w>'tłómaczenia, że od chwili zajęcia portu 
Prusaków Gdańsk już do Polski nie należy i próżno w 
z losem swoim, że trzeba mu odebrać prawo składowe, a 
dy morze będzie otwarte dla Polaków, Wisła zaś dla / 
ków, Hollendrów i Szwedów; wtedy dopiero handel wi 
może być wyzwolonym na prawdę ***). 

Pomimo całej tej agitacyi sejm czteroletni propos 
pruską odrzucił. Wielu owoczesn\'ch i późniejszych pi 
potępiali tę odmowę, ponieważ przymierza polityczne za 
muszą być opłacane pewnemi ofiarami dla osiągnienia }i 



*) Na scsyach 1 1 marca (234) i L'9 marca (243) we dwa * 
podpisaniu traktatu Dz. Cz. S. G. W. rok 1790. 

**) Listy Stan. Augusta do Bukatego w Kalinki Dokumentacli 
XVIII w tomie X, cz. II, str. 191 etc). Kozmowa z Pittem u Ogiń 
(Memoires I, 95 — 99); kupcy amsterdamscy i wielu angielskich oświ: 
się jednak przeciwko ustąpieniu Gdańska Prusakom, podawali njei 
Pittowi i zgłaszali się do Ogińskiego osobiście. Toż Kngcstróm. 

***) Observations sur Techangc propose des villcs de Dar 
de Thorn contrę un rabais depour cent du tarif de I''ordon. Va 
Grijll. Na końcu data 10 marca 1790 (druk, arkusz). 



! . 



DC- 



,/-.t 



l^ 



t_ 



•'%* 




Hatusz erlówny przy Długim rynku i Długiej uliey 

Wcwn^lrine dzlojc fohlji iii.rs.ins - W U. I 



50 

zobopólnej korzyści. Pisarze ci utrzymywali, że odmowa 
Gdańska stała się przyczyną zdrady dla Fryderyka Wilhelma 
w roku 1792: skoro nic nie było do zyskania w przymierzu 
z Polską, wolał on zbliżyć się do Rosyi i spoinie z nią uło- 
żyć warunki drugiego rozbioru. Do utrzymania takiego za- 
rzutu trzebaby wykazać dowodnie, że polityka pruska w ogó- 
le, albo Fryderyk Wilhelm II w szczególności, otrzymawszy 
z góry zapłatę, zdolnym byłby wywzajemnić się później sprzy- 
mierzeńcowi ofiarą ze swej strony; że, dostawszy Gdańsk, wy- 
dałby wojnę Rosyi w obronie konstytucyi 3-go maja; że bro- 
niłby Polski wtedy nawet, gdy ta dała się zwyciężyć woj- 
skom rosyjskim. Skoro jednak wynalezienie takich dowodów, 
jak mniemam, jest niemożliwe, nie widzę zasady do potępia- 
nia posłów sejmowych za to, że wzdrygnęli się hańby roz- 
bierania kraju własnemi rękami, że objawili zatracone przez 
poprzednie pokolenia pojęcie godności państwa, że nie potar- 
gali świętokradzko węzłów spółobywatelstwa, jakie ich łą- 
czyły od lat trzystu kilkudziesięciu z Gdańszczanami i Toru- 
nianami, którzy, pomimo dokuczliwych cierpień, Polski się nie 
wyrzekli i dla prac sejmu czteroletniego szczerą sympatyę 
wyznawali. Gdy w maju 1792 roku przejeżdżał do Danii po- 
seł zreformowanego rządu polskiego Ankwicz, miasto Gdańsk 
przysłało mu w 12 dzbanach wino honoru (vin d'honneur) 
a po nabożeństwie konsul Henning- wydał wielki obiad, na 
którym przy odgłosie wybornej muzyki spełniane były zdro- 
wia króla Stanisława Augusta, sejmujących stanów, konstytu- 
cyi 3 maja, marszałków konfederacyi Ob. Nar. i t. p. *). 

W okresie czwartym Gdańsk po 4- tygodniowym zacię- 
tym oporze ludu, po zajściach gwałtownych i uszkodzeniu 
domów przez artyleryę oblężniczą **), dostał się w moc Pru- 



♦) Gazeta Nar. 1792, str. 225. 

*') Luschin (Geschichtc Danzigs II, 256 — 271) kreśli szczegółowo 
przebieg wypadków od dnia 8 marca, kiedy korpus jenerała Raumers uka- 
zał się przed zewnętrznemi tbrtytikacyami, do dnia 4 kwietnia, kiedy pułki 
pruskie weszły do miasta z całą paradą. Deklaracya Fr. Wilhelma z dnia 



51 

saków. Cło 12-procentovve natychmiast zniesionem zostało; 
zapewne i komora Fordońska i cała taryfa uległaby grunto- 
wnym przeobrażeniom, lecz zaburzenie i wojny nie dały cza- 
su na ukształtowanie się nowym warunkom łiandlowym. 

2) W Austryi datuje się troskliwość rządu o roz- 
wój łiandlu od czasów Leopolda I, a więc od XVII wieku, 
wszakże gwałtowna protekcya za pomocą taryf celnych była 
dziełem Józefa II. W pierwszym okresie o żadnych zatar- 
gach lub krzywdach dla handlu polskiego od ściany cesar- 
skiej nie wiemy. 

Podczas akcyi rozbiorowej w dniu 11 marca 1775 roku 
baron Rewitzky, poseł austryacki, przedłożył delegacyi sejmo- 
wej traktat handlowy i na uwagę Moszyńskiego, że cło nie- 
właściwie ma się obliczać według gatunku towarów in c ru- 
do, oświadczył, że w traktacie nic odmienić nie można *). 
Zapowiedź taka budziła podejrzenia w umyśle naszym, że 
muszą tam kryć się szkodliwe dla Polski warunki. Tymcza- 
sem przeglądając tekst traktatu, nie dopatrujemy w nim dą- 
żności, do krzywdzenia lub gnębienia handlu polskiego zmie- 
rzających. Jako maximum oznaczone jest cło 4 proc. wcho- 
dowe i Vi2 proc. wywozowe, a 1 proc. tranzytowe przy zu- 
pełnej wzajemności dla stron obu **). Dopiero patenty Jó- 
zefa II z roku 1784 oraz ustawy celne z lat 1784 i 1788 
objawiły dążność krańcowo protekcyjną; zakazywały one 



24 lutego opierała się na zarzucie, iż Gdańsk „w ciągu długiego szeregu 
lat okazywał nader mało przyjaźnycłi usposobień względem państwa pru- 
skiego"; dcklaracya znów Rady miejskiej z dnia 11 marca głosi, że się 
miasto poddać musi berłu J. K. Mości „ponieważ jest od wszystkich opu- 
szczone i ponieważ okolicznościom czasu uledz musi*'; mieszczanie stawali 
na wałach, lud otaczał ratusz i szturmował do cckauzu o broń, żołnierze 
miejscy zbuntowali się, nareszcie strzelali do Prusaków. Myli się więc X. 
Kalinka (Sejm Czteroletni I, 63) pisząc, jakoby „mieszkańcy.... nie taili 
się z tern, że wolą zostać pruską prowincyą.... magistrat tylko dochowywał 
wierności dla króla polskiego. ' 

♦) Pr. Dcleg. Zagajenie VII, scsya VI, str. 40—41. 

**) Vol. Leg. VIII, fol. 5Ó i 56. 



52 



przywozu wszelkich towarów, które były w Austryi wyrabiane, 
tudzież wielu artykułów zbytkownycli, bez którycli, zdaniem 
cesarza, naród mógł się obyć *). Dało się to nieco uczuć 
Polsce ze strony cesarstwa: „łiandel nasz już niewielki, je- 
szcze bardziej się zmniejsza", zauważył S Witkowski w tym 
samym 1784 roku. 

Zresztą stosunki handlowe z Austryą nie mogły rozwi- 
nąć się na obszerną skalę. Polska nie miała nic prawie do 
sprzedania rolniczej i żyznej Galicyi, a brak komunikacyi 
wodnej z dalszemi krajami tamował nawet możność wywozu 
w tę stronę. Raczej kupowała tylko produkta i wyroby ce- 
sarskie: kosy ze Styryi, wino i miedź z Węgier, sól z utra- 
conych kopalń wielickich. Ten ostatni artykuł był przedmio- 
tem ustawicznej troski dla całej szlachty, która przy każdej 
sposobności wynurzała swe żale: toć kilka województw po- 
siadało dawniej przywilej brania darmo tak zwanej „soli su- 
chedniowskiej" (na Suche dni). Tymczasem Dyrekcya salin, 
zawarłszy w marcu 1788 r. umowę z Kompanią Morską 
Pruską, spowodowała znaczne podwyższenie ceny nad normę 
traktatem 1775 r. oznaczoną. Reklamac^^e rządu polskiego 
nie odniosły skutku; poseł austryacki oświadczył, że wspo- 
mniana umowa nie jest monopolem, więc traktatowi nie sprze- 
ciwia się **). Nie pozostawało Polakom nic więcej tylko szu- 
kać u siebie pokładów lub wód słonych dla wyzwolenia się 
z uciążliwej zależności od cudzoziemców. W istocie objawił 
się żwawy ruch w tym kierunku, jak to będziemy niżej wi- 
dzieli, a polepszone stanowisko polityczne Polski spowodo- 
wało większą uprzejmość Austr}'i w r. 1790 i zniżenie ceny 
na sól wielicką. 

Przy Krakowie miasteczko Podgórze, udarowane w r. 
1784 przywilejem miasta wolnego (od cel, wzrastało i groziło 



•) Bccr. łlist. Handlu, Iłomaczonic rosyjskie H, 371. 

*•) Krótka fizyczna y historyczna wiadomość o soli. 
W drukarni Nadwor. J. K. Mci i I*. Komisyi l^Mukacyi Narodowcy r. 1788, 
sir. 3, 1'8 etc. 



53 

z czasem rywalizacj'ą stolicy Jagiellonów. Podobnego przj'- 
wileju używały Brody (od r. 1779), położone na granicj' ga- 
licyjsko- polskiej. 

3) Najkorzystniej stosunkowo przedstawiały się warunki 
handłowe od ściany Rosyjskiej. Wprawdzie wiele na- 
rzekań czytaliśmy na narzuconą przez Repnina konstytucyą 
z r. 1768, która ustanowiła dla kupców rosyjskich, prowa- 
dzących towary z zagranicy przez Polskę, opłatę celną od 
konia: ale ta dotyczyła tylko handlu tranzytowego i zrzą- 
dzała szkodę bardziej skarbowi, niż narodowi. Kupcy rosj-jscy 
na mocy tej konstytucyi prowadzili najkosztowniejsze towary 
za nizką opłatą, ale ich w kraju sprzedawać nie mogli; do- 
zorowali tego strażnicy celni, których Komisy a Skarbowa 
Utewska utrzymywać musiała do przeprowadzenia wozów 
od jednej granicy do drugiej. Handel zaś przj'wozowj' i wy- 
wozowy był oparty zawsze jeszcze, aż do pierwszego roz- 
bioru, na traktacie moskiewskim (Grzymułtowskiego z r. 1686) 
i taryfach, ułożonych za Jana 111 Sobieskiego. Niewątpliwie 
korzystnemi były artykuły 3, 4, 5 i 6 traktatu handlowego 
z d, 15 marca 1775 r., któremi warowano wspólność i zu- 
pełną wolność nawigacyi na rzece Dżwinie, zabezpieczenie 
handlu soli rygskiej od wszelkich cel i monopolów, nareszcie 
wolność całego handlu r>'gskiego, który „nie będzie obcią- 
żony ciem importationis na produktach polskich, ani ciem 
exportationis na towarach, które Polska na zamian z tego 
miasta (Rygi) sprowadza" "). A jeszcze większą korzyść 
osiągała Polska z zajęcia stepów Czarnomorskich przez 
Kosye po zniesieniu hanatu Krymskiego w 1783 r. Urzą- 
dzenie gubernii „Katarj-noslawskiej", założenie m. Chersonu, 
stworzenie floty kupieckiej na morzu Czamem, otwarcie Dar- 
danelów dla flagi rosyjskiej (i angielskiej na mocy traktatu 
w Kuczuk-Kajnardży) — wszystko to przynosiło znakomite ko- 
rzyści województwom Ruskim, południowym i rozbudziło 



■) Vo1. Leg. VIII fol. 73 (sir. : 



54 

w nich zamarły od wieku XVI ruch handlowy *). Katarzyna 
pragnęła co rychlej zaludnić i ożywić puste stepy „No- 
wórosyjskie"; okazywała tedy uprzejmą dla kupców cu- 
dzoziemskich, w tej liczbie i dla Polaków, opiekę. Skargi na 
taryfę 1782 r. przytoczymy niżej we właściwem miejscu; są 
to jednak pomniejsze niedogodności, które nie mogły zmienić 
natury owego faktu głównego, jakim był dobroczynny prze- 
wrót w stanie ekonomicznym Ukrainy i Rusi, dotychczas po- 
zbawionej odbytu na swe bogactwa rolne. 

Stosunki handlowe z Turcyą i Szwecyą nie budziły 
żywszego zajęcia w epoce Stanisława Augusta. Wspomnimy 
o nich przy sposobności. 

35. Poznawszy spuściznę przeszłości, odziedziczoną po 
przodkach, wyobrażenia ludzi z epoki badanej, oraz otoczenie 
zewnętrzne, możemy już zrozumieć i ocenić, ile warta była 
działalność społeczeństwa, władz rządowych, szlachty i kupców 
za panowania Stanisława Augusta, i co to był handel owo- 
czesny? 

Władze skarbowe i prawodawcze rozróżniały handel 
trojaki: wewnętrzny, zagraniczny i tranzytowy. 

Gdybyśmy spojrzeli z wysokoćci, a vol d'oiseau, ujrze- 
libyśmy takie mniej więcej widoki: Oto, szlachcic ziemianin, 
mający dobra swoje w pobliżu jakiejkolwiek rzeki spławnej, 
ładował produkta swojej gospodarki na statki, komiegi, byki, 
łyżwy, galary, kozy, pobitki (do płótna), i wysełał je do portu 
morskiego — cała prawie Korona i „nadbużne lądy" do Gdańska, 
Wielkopolska Notecią i Wartą dalej ku Szczecinowi, Żmudź 
i Litwa do Królewca Niemnem i do Rygi Dźwiną; Dniepr 
i Dniestr nie miały żadnego prawie znaczenia pod względem 
handlowym, dopóki wiodły ku stepom tatarskim i morzu. 



•) Ciekawy opis «^\vieżo nabytej^o przez Rosyę kraju wykonała 
z talentem Miladi Cravcn (Klisabelh Berkeley, późniejsza margrabina Ans- 
bach): Yoyagc en Crimee et a Constantinoplc en 1789 trąd. de Tanglais 
par Guedon de Berchere. Londrcs 1789. 



55 

w^^łącznie do Turków należącemu. Dlatego to pomimo ogrom- 
nej obfitości zbóż Ukraina była ubogą. 

Sam dziedzic nigdy prawie transportowi nie towarzyszył; 
posełał tylko szypra, który znów rzeką nie zawsze płynął, 
lecz końmi jechał — do Gdańska naprzykład. On to sprzedaje 
cały ładunek i zakupuje potrzebne dla dziedzica towary za- 
graniczne; a ponieważ bywa źle płatny, więc szuka zysków 
ubocznych: sprzedaje taniej, kupuje po wyższej, niż należy, 
cenie, biorąc od kupców gdańskich podarunki, a tym sposo- 
bem nietylko pohula sobie po miejskich szynkowniach, ale 
i do dom powróci z workiem dobrze naładowanym. Komi- 
santów w miastach portowych Polacy nie mieli *). 

Inni ziemianie, ci najbardziej, którzy dalej od rzeki 
mieszkali, statków nie mieli i z żeglugą oswojeni nie byli, 
woleli zboże sprzedawać kupcom miejscowym z odstawą do 
Buga, Wieprza, Narwi i t. p. Do znaczniejszych kupców 
zboża hurtowych w r. 1790 należeli: w Lublinie Benjamin 
Fineke, do którego należały prawie wszystkie pale i szpi- 
cłilerze na Bugu i Wieprzu; Dawid Heyzler, Weber, mniej za- 
możni podobno i mniej rzetelni **). 

W końcu jeździli żydzi po dworach i na miejscu zakupy 
czynili. * 

Obraz ten mógłby być ożywiony poetycznemi barwami 
Flisa Klonowiczowego bez obawy zgrzeszenia anachronizmem; 
dla uzupełnienia winniśmy tylko dodać, że, oprócz wodnego. 
istniał też handel zagraniczny lądowy. Zimą do Królewca 
przybywa nieraz w jednym dniu sanek polskich 500—600, 
a stojących bywa 3 — 4.000 ***). Od ściany wołoskiej, ture- 
ckiej i cesarskiej handel mógł być prowadzony tylko drogami lą- 
dowemi: tak samo, jak z Krakowa do Cieszyna na Moraw}\ 
Do Szląska i Brandeburgii szły koło m. Skaryszewa, (pod Ra- 



•) Dz. Handl. 1791, sir. 467—476, artykuł p. t.: Jak są potrzebni 
komisanci etc. 

♦•) Dz. Handl. 1789, str. 472; 1790, str. 192—195, 330. 
*♦*) Pam. H. P. 1782, 323. 



56 

domiem), różne towary w mażach: słoniny, łoje, sadła, kasze, 
oleje, płótna, skóry, wełny, len, konopie; całe lato idą wielkie 
zgony wołów i stada koni z Ukrainy, Podola, Wołynia, 
Moskwy i Wołoszczyzny — „zgoła wielka komunikacya łian- 
dlowa kraju" *). 

Handel wewnętrzny odbywał się nasamprzód na targacli 
miejskicłi, które prowidowały się przez dowozy z dworów i za- 
gród okolicznych, a Warszawa i z odleglejszy cłi: z Podlasia, 
Lubelszczyzny, Rusi, Ukrainy. Obrazek, czyli raczej małą illu- 
stracyjkę łiandlu rego rodzaju, znajdujemy w broszurze z r.l790 
„Jarosza Kutasińskiego (podobno F. Jezierskiego); 
szlacticica łukowskiego: Uwagi nad stanem nieszlacliecldm 
w Polszczę". Kutasińsld był jednym z 6-ciu synów podlaskie- 
go szlachcica, który miał rolę o 9^ U tylko korcach wj^siewu, 
a „gdy kupił żelaza, naczynia rolnicze, obuwie i sól, wolny 
był od wszystkich potrzeb domowych". Jeden z synów „ba- 
wił się zakupywaniem nabiału, jajec i drobiu, nabywając tego 
towaru na wsiach i przy sta wując do Warszawy na zarobek". 
Na noclegu spotkali się bracia ze szlachcicem z Ukrainy, 
który szedł przy stadzie wołów; ten sobie przyniósł flaszę 
cynową gorzałki i obwarzanków, które wziąwszy, z pomiędzy 
nich pokazał większy od drugich i powiedział: otóż takie 
obwarzanki za Bugiem koło Sokala pieką, a tu im bardziej 
zbliża się ku Warszawie, tern chleb drobniejszy: niemasz 
kraju jak nasza Ruś! Ja z bratem jadłem jaja twardo goto- 
wane, ser, chleb razowy i trochę jeszcze słoniny święconej, 
co pozostała po świętach" **). 



*) Zapewnia o tern Cicciszowski, biskup kijowski, zachęcając wło- 
ścian do osiadania na gruntach Skaryszewskich, Dz. Handl. 1788, str. 573. 
Jest to zapewne ta sama droga z ziem Ruskiej i Bełzkiej (przez Rubie- 
szów, Krasnystaw, Lublin, Kazimierz, Zwoleń do Radomia, a ztąd w dwóch 
rozgałęzieniach ku Śląskowi i Wielkopolsce), o której mówi przywilej Ka- 
zimierza Jegiellończyka roku 1455 Poznaniowi dany, oraz konstytucya ro- 
ku 1565 Vol. Leg. II, 707. 

**) Str. 11, 36, 39. 



s 






- ' ' CiŁ nJt .*«. IW .. Iw. ».c:«.. .. - ». ■^ ;!*..*u ..'i ^ ?».... v .^» ■ 

— ;*;:*£.-»—;-- -"'1.-. •• — I -— — .i. "^ 'łC : '. ". r. I ■ ■».■ *■ -/■•---r«-. ^•-•■■. - • .■ i-" ■«-^;■.■ 



-IZ-ś.:^".:-. JlJtJt. T-i-jŁZ:"' MT. . ć.»v T w" ..^. .■^^*:; . 



■-- ^. I.-. -•■ ■**,'■ 



• ■> « . » ■ 

"■"*■■ ^"" 5" ~»" ^l~ ^'<:- ■*" ""i ". • » - -\ ■• . -■■•-•'.-*<.-'. c ■•■<L 1 -^■' -",': \K'i^' 

— \'-,^-^ -.£- -*■ S' j "■%■ * fc~*"'"*~\" - : ">' ■" • H" <■•■ -•»- . 'i— .-s .-.-.«. • -,\Ł-<5 
.A.-—. *^ ?^_ k r«bi!vj«..j. . ..j.-_i j.a . • .1.. w..ir^.«<« K^, ...v««> ^ t.f..v. 1. si.« 

♦•■2;-* - ■ "*^ L**^ "łT."!*^^ ■^\'i=- * I ■ "^ ■ *i"* -■ •• • -^ - .- ł ^ Ci -■* '^ \ \\ c ^ ■•'•*■■- - 

;.idJv«2 ^-łO JAriSłiv.c: ..'i-* ^ i\ i. \ >..i ^',^.. i.. .Ł v »X . ■ . ..» » ..»v i. 

Ale na:\Niekszv i r.ai\va.:r.:e>r\ :m .a:."; :\V.>'n;; ^\:^\\\;\1 mo 
przed rozbiorem we Lwo\\:c. a :v ra-eciu ria':v\'; rr:o: A;: 
str\'akó\v. przeniesiono co s:.> I"*;::":'/!, rii w :co .Vł;a:\\ ;..!> s^"* 
sprzedaże dóbr. pożyczki kapitałów r.a :as:a\v, r.:v.vn\ \ sv -.or 
żawTie, jednem słowem w<zc'.k:c ::■a■.":.■ak^.\\ c .v.o:r.;a:';sk;o .'nw^ 



•) Kausch. Nachrichte:! iibcr Polor. ii. 177. ;\^'. ^^n :\\\ /o,: v'»m 
zwcy letzten Theilungcn histonsch. st/iiist.scl: ;:i\i j^oosir. Iv'SK'l'.;.i">i'n iNv»: 
(bez miejsca druku i autora, kUTyni był roJ.obno S:r.sa. >ir. ;v^l , iv.;i',M. 
allegorycznym obrazem etc. sir. ^o. 

••) Biester, u Liskos;i» iCi:J.:o.:icnK\v w Polsoo'. str. J7o. 



58 

zili też kupcy swój towar w wielkim wyborze. Przy licznym 
zjeździe szlachty nie brakło nigdy wina, hulatyki, redut i ko- 
medyi. 

Tak więc w handlu wewnętrznym znaczny, bodaj prze- 
ważny udział brała szlachta, co zapewne było powodem, że 
ten właśnie handel od dawnych już czasów, z pewnością już 
od statutu Warteńskiego (1420), zajmował uwagę królów, 
sejmów i pisarzy naszych, bardziej niż handel zagraniczny, 
przez kupców miejskich prowadzony. 

Tranzytem szły, jak wiemy, wozy, naładowane na jar- 
markach niemieckich, do Moskwy. Czasem kupcy polscy 
(wiemy o warszawskich i kamienieckich), podejmowali się 
pośrednictwa handlowego np. Tepper, przeprowadzał klej- 
noty imperatorowej Katarzyny II, Paschalis w 1786 roku, 
kupcy kamienieccy w r. 1787 i Munkiembek w 1791 pro- 
wadzili bursztyn z Prus do Turcyi, „koszami" po 160 funtów. 
Z Mołdawii przepędzano woły do Śląska przez Polskę. Zna- 
czne, jak się zdaje, transporty prowadziła z „Turek" i Mo- 
skwy do Niemiec i Gdańska „Kompania kupców oryental- 
nych z m. Niziny" (to jest Greków z m. Nieżyn, położonego 
w dzisiejszej gubernii Czernihowskiej) około r. 1785, bo 
w roku 1787 Komisya Skarbu koronnego poleciła swemu 
oficyaliście, rewizorowi Lewińskiemu, aby przeprowadził je- 
den transport rzeczonej Kompanii od granicy rosyjskiej aż 
do tureckiej i odwrotnie, celem zabezpieczenia od nadużyć 
przy pobieraniu mostowego i grobelnego, a to dla tego, że 
z powodu uciążliwości, czynionych nie legalnie przez dziedzi- 
ców, posesorów dóbr i żydów arendarzy, kupcy nieżyńscy 
omijać zaczęli kraj polski i prowadzili swe towary dalszą 
drogą krajem sąsiedzkim, zkąd dla Skarbu Kor. znaczny wy- 
niknął uszczerbek *). 



*) Protok. Rkon. A/ 2 str. 142 (tcstimonium kupcom mołdawskim 
Sanduło Panajotto i Co) A/22 str. 395; A/23 str. 319 i 642; A/24 str. 172, 
358, 728; A/28 str. 181. 



59 

Więc handel tranzytowy miał niejakie znaczenie dla 
Skarbu Rzpltej. Czuwały nad nim Komisy e Skarbowe i wy- 
magały, aby żaden transport nie przecłiodził bez paszportu. 

Wyliczenie szczegółowe wszelkich artykułów przywo- 
zowych i wywozowych znajdujemy w Instruktarzach, jakie 
wydawali dawniej podskarbiowie, później Komisye Skarbowe 
do obliczania ceł na komorach. Instruktarze te już w XVII 
wieku były drukowane i układane w porządku abecadłowym 
towarów *). Zb>^ecznem wydaje się nam powtarzanie ca- 
łego alfabetu. Główne działy uwydatnią się z dostateczną ja- 
snością przy rozbiorze szczegółowym handlu wewnętrznego 
i zagranicznego. 

36* Przystępując do studyów szczegółowych, poznaj- 
my naprzód stan komunikacyi, iżbyśmy mogli sobie utworzyć 
pojęcie o ruchu towarów i produktów. 

W wieku XVIII, naturalnie, o kolejach żelaznych nie 
może być mowy, ale i dróg bit}'ch było w Europie nie wie- 
le. Nawet we Francyi stan dróg prowincyonalnych był opła- 
kany z wyjątkiem kilku traktów królewskich, wysadzonych 
szeregami topoli, które jednostajnością swoją nużyły oko an- 
gielskiego podróżnika. Do roku 1776 po tych drogach to- 
czyły się tylko dwa dyliżanse i przychodziła poczta, potrze- 
bująca 8 dni na przebycie przestrzeni od Paryża do Wiednia. 
A w Warszawie Stanisław August odbierał listy od swej 
przyjaciółki, pani Geoffrin zwykle dnia 19-go po wyprawieniu 
z miejsca. W Prusach, już nawet po panowaniu Fryderyka 



*) Oglądaliśmy np. Instruktarz celny W. X. Utewskiego tak da 
starego J. K. Mci, iako y Nowo podvv\'ższoncgo Kzpltey, także donativum 
kupieckiego z pilnością wyrachowany, kopy y grosze litewskie na polskie 
złote y grosze przekładając dla wygody.... teraz noviter do druku poda- 
ny za wolą J. O. Xcia. J. Mci Kazimierza na Klewaniu y Żukowie Czarto- 
r\'skiego Podsk. W. y Pisarza Ziemskiego W. X. Litewsk... (na końcu zaś): 
Do tego Instruktarza... ręką moią podpisuic w Wilnie dnia 1 Augusta An- 
no 1708 Jan Szretter Skarbny W. X. Lit. Celi J. K. Mci y i^zpltej General- 
ny Superintendent. Podobncż z roku 1710, 1718. 



60 

II, podróżni uskarżali się, że drogi do Berlina były „jak naj- 
gorzej utrzymane". W Westfalii poseł szwedzki, łir. Enge- 
strom znalazł też „drogi szkaradne", a nad granicą francuz- 
ko-niemiecką piaski były tak głębokie, że do powozu musia- 
no zaprzęgać po dziewięć koni *). 

Dziennik Handlowy w r. 1786 wie o 14 gościńcacłi, 
czyli traktacłi pocztowycłi, mianowicie: z Warszawy 1) da 
Krakowa, 2) Grodna, 3) Torunia, 4) Poznania i Wscłiowy, 
5) Lublina i Kamieńca Podolskiego, 6) do Wrocławia, War- 
temberga i Drezna, 7) Dubna, Zasławia i Cłiersonu. Nadta 
z Grodna szła droga 8) do Mitawy, 9) do Wilna, 10) do 
Smoleńska, U) z Dubna do Berdyczowa, 12) z Lublina do 
Krakowa, 13) z Wilna do Połocka, 14) z Poznania do Pio- 
trkowa. Opis tych dróg, z wymienieniem miast, wsi i mia- 
steczek, stanowi przedmiot szczególnej troskliwości redaktora, 
w zupełności jednak dokonanym nie został. Są to drogi od- 
wieczne, o których czytamy w konstytucyach 1525, 1569, 
1611 r., chociaż w niekompletnej liczbie, brak bowiem dróg 
do Węgier i traktu Lwowskiego, utraconych wraz z Galicyą, 
drogi z Litwy do Lublina, zapewne mniej uczęszczanej i w po- 
cztę nie zaopatrzonej, oraz kilku dróg wielkopolskich, które 
zapewne utracić musiały dawne znaczenie skutkiem otwo- 
rzenia nowych komunikacyj wodnych przez Fryderyka II 
i upadku Frankfurtu nad Odrą. 

Prawodawstwo Rzpltej dość pilnie zajmowało się droga- 
mi, ale głównie ze względu na dochody celne, aby kupcy ko- 
mor nie objeżdżali. Co do utrzymania zaś, znajdujemy w XVI 
wieku tylko jeden artykuł (50) Konstytucyi Sejmu lubelskiego 
obojga Narodu liniowanego, z roku 1569, nakazujący lustra- 
torom gościńce spisać i „drogę na 10 łokci dla furmanów 
i pędzenia wołów wymierzyć". Zresztą pozostawiony był 
dozór i reperac3^a dróg, utrzymanie grobel i mostów właści- 



*) Sybel. „Geschichtc der Revolutionszeit" 1865 Berlin I, 23. Pa- 
miętniki w. hr. Engestróma etc, tłumaczone przez J. I. Kraszewskiego 
1875. Poznań, Źupański, str. 146, 183. 



61 

cielom gruntów, którzy za to pobierali od przejeżdżających 
cła i myta. Jeszcze konstytucya roku 1764 pozostawia mo- 
stowe i grobelne i ustanawia tylko skalę opłat: „gdzie są ko- 
sztowniejsze mosty i groble nie więcej jak od konia i wołu 
po groszy 3, a gdzie mniej są kosztowne, po 2 lub 1 gro- 
szu" podług taryfy, przez Komisyę Ekonomiczną przepisanej; 
„spaśnego zaś od wołu czyli konia od tychże ludzi kupczą- 
cych, gdzie będą popasali grosz 1, a zaś od noclegu groszy 3 
na pastwiskach, za wyznaczeniem przez dziedziców lub po- 
sesorów brać wolno będzie". Konstytucya zaś roku 1768 na 
skutek „użaleń" wielu obywateli, że za tak mały dochód 
utrzymywać mostów i grobel nie mogą, pozwoliła podwoić opłaty 
na mostach i groblach nad półtorasta łokci długości mających *). 
Posesorowie i dziedzice, jak łatwo domyśleć się można, 
nie dość starannie włożony na nich obowiązek pełnili. Widać 
to z zachwytu jakiegoś korespondenta, gdy ujrzał trakty po- 
cztowe, przez cesarzową Katarzynę przeprowadzone: „Kto 
znał kraj Białoruski przed zakordonowaniem rosyjskiem?... 
Pierwej widział tam drogi wązkie, błotniste, kamieniste, błę- 
dne, tysiącznym niebezpieczeństwom i niewygodom podległe, 
słowem jednem, były tam takie drogi, jakie są teraz nasze 
poleskie, a najbardziej żmudzkie. Teraz.... wszędy od miasta 
do miasta sądowego proste, szerokie na sążni kilka; mostami 
i groblami tak są opatrzone, że nogi prawie zamoczyć nie 
można, rowami po bokach ciągnione, za rowami stecki dla 
pieszych, we dwa rzędy drzewem wprost wysadzone, słupa- 
mi oznaczone wiorsty i mile, na tychże slupach opisano, któ- 
rędy, dokąd i wiele mil". Nie wiedział autor, że dziwy te 
urządzone były tylko w guberniach Połockiej i Mohylewskiej, 
po zaborze ich; w samej zaś Rosyi drogi były nie lepsze od 
polskich **). 



*) Vol. Leg. II, f. 787 str. 97, VII f. 35 str. 21.', f. 161 str. 7«^ 
f. 671 str. 313. 

**) Dz. Handl. 1786, str. 85. Coxe. „Travcls iiito Poland, Russia 
etc. 1784 Undon." I, 243. 



62 

Wszakże w chwili rozbudzenia się narodu pokazało się. 
że i ten system utrzymywania dróg krajowych może z cza- 
sem wydawać niepospolite dzieła. Dziedzice i posesorowie 
zrobili własnym [kosztem i staraniem między rokiem 1778 
i 1784 dwa bardzo trudne gościńce przez bagna poleskie. 




Mateusz Butrymowlcz. 

(Portret w posladsnlu Aleksandra Jelsklego) 

mianowicie: trakty pińsko-slonimski i pińsko-wolyński. Zasłu- 
ga inicyatywy i wykonania robót przyznaną być musi pod- 
staroście i miecznikowi powiatu pińskiego, później postowi na 
sejm czteroletni, Mat. Butrymowiczowi. Biografię tego, z wie- 
lu względów znakomitego człowieka, napisał Julian Bar- 
toszewicz w Encyklopedyi Orgelbranda (większej^ i uzu- 



63 

pełnił w Encyklopedyi Wielkiej Illustrowanej (t. X 1893) 
Aleksander Jelski; my więc damy tylko udatniejszy portret 
i poprzestaniemy na kilku informacyach, ze spółczesnej 
korespondencyi zaczerpniętych. Jeden trakt był poprowadzo- 
ny od Słonima na Łahyszyn i Koziki do Pińska w prostym 
kierunku, przez co droga 30- milowa skróconą została do mil 
l7-tu; przez rzekę Jasiołdę wypadło usypać groblę na ćwierć 
mili długą, której pręt kosztował po złotych 12; mosty wypa- 
dły mniej więcej po złot. 60; wszystkie groble zajęły prętów 
5821, mostów zbudowano 101. Koszta poniesione były po 
części przez hetmana Ogińskiego, posiadającego obszerne do- 
bra w Pińszczyźnie, po części przez samego Butrymowicza, 
jako posesora dóbr pojezuickich Pohacie, a po części przez 
różnych obywateli. Otwarły się tym sposobem bezpośrednie, 
krótsze komunikacye z Brześciem, Grodnem, Warszawą (mil 
48), Nieświeżem, Wilnem, ale do Mińska, ponieważ groble 
koło Chotynicz i Lubaszowa nie były zrobione, „trzeba je- 
chać mil z ośm samemi brodami i wybojami, a więc tylko 
zimą albo w najsuchsze lato". Na trakt wołyński dał tenże 
hetman Ogiński 20.000 złp., oraz drzewo i faszyny z puszcz, 
a kopaczów z wiosek. Wiadomo, że temi samemi groblami 
przejechał w roku 1784 król Stanisław August do Krysty no- 
wa, dworu Butrymowicza, który wyprawił wspaniałe przyję- 
cie z bramami tryumfalnemi, iluminacyami etc. a na pamią- 
tkę tej uroczystości ogłosił wolność od ceł i myt za przejazd 
na lat cztery. Później, książę Stanisław Poniatowski przeje- 
chał tymże traktem z całym swoim dworem aż na Wołyń 
(do Dubna). Była też krótsza, ale wyborna grobla Szczyto- 
towej *). Nie należy więc lekceważyć udziału szlachty w spra- 
wach tego rodzaju. 

Komisye Skarbowe, szczególnie Koronna, pilnowały wy- 
konania praw uchwalonych w latach 1764 i 1768 i nagliły 



♦) Dz. Handl. 1786 str, 393 — 4(j3 Opis traktów pińskich; 1787 
str. 293; porównaj Bądzkiewicza artykuł p. t. , Osuszanie błot Polesia** 
w Kłosacłi 1878 Nr. 686, str. 124. 



64 

dziedziców do utrzymywania dróg w dobrym stanie. W pro- 
tokóle Ekonomicznym widzieliśmy mnóstwo wj^znaczanych 
lustracyj mostów i grobel, oraz ustanowień opłaty czyli taryf 
mostowego i grobelnego, nieinaczej wszakże jak po dopełnie- 
niu lustracyj. Instrukcya wydana w roku 1767 nakazywała, 
aby przy każdym moście i przy każdej grobli postawiony był 
słup z tablicą białą malowaną, a na niej wypisywaną być 
miała „należytość w stosunku do długości i jakowości". Za 
pobieranie opłat dowolnycti, nieupoważnionycti, Komisya po- 
zywała dziedziców i posesorów przed sąd swój, zsyłała ofi- 
cyalistów swoicli na rewizyę, a w roku 1787 nakazała su- 
perintendentom we wszystkicli prowincyacli, na wsz3'stkicłi 
traktacli dokonać rewizyi i śledztwa, „gdy coraz liczniejsze 
odbiera zażalenia od kupców" *). 

Do przesyłania korespondencyi oraz do pośpiesznej po- 
dróży posługiwała poczta, isniejąca od roku 1565, a stale 
już od roku 1647 to jest od czasów Władysława IV **). Do- 
ctiód z niej należał do skarbu królewskiego. Stanisław Au- 
gust rozwijał tę instytucyę, pomnażał liczbę traktów poczto- 
wycti, zbudował pocztamt w Warszawie. Zarząd główny 
składał się z dyrektora generalnego poczt, komisarza i kon- 
trolera generalnycłi, tudzież sekretarzy poczt. Pod względem 
politycznym są do powiedzenia tianiebne rzeczy: poczta służyła 
ambasadorom rosyjskim do przejmowania listów. Tak Repnin 
dowiadywał się tą drogą o zamiaracłi biskupa Sołtyka, Ada- 
ma Czartoryskiego i t. p. ***). Dyrektor generalny Sartorius 
był płatnym sługą Rosyi i Kościuszko kazał go areszto- 
wać ****). Sekretarz Scliultz miał w Petersburgu brata, oficya- 
listę pocztowego, który przyjeżdżał do Warszawy z listami 



*) Pr. Kk. A;4 sir. 8, A;24 str. 422, A.. 18 str. 373. O przewóz 
pod Zakroczymem trwały przez kila miesięcy uporczywe zatargi ze staro- 
stą miejscowym Młockim w roku 1784, aż Komisya nowe instruktarze wy- 
dała: A 21 str. 319, 330, 434, 461. 

*') Pr. Kk. A 24 str. ,'>%. 

""•) Co.TOBbeirb. IIcTopin PoccIh XXVII, 201. 

****) „Journal hisl()rique" etc. str. 71. 



65 

Imperatorowej *). Sztuka przejmowania listów była upra- 
wiana w X\'III wieku na wielką już skalę. Stanisław August 
w listach do pani Geofifrin nie jednokrotnie wynurza obawę 
o losy korespondencyi swojej; w listach do Bukatego (posła 
swojego w Londynie) pisze każdy ważniejszy lub drażliwszy 
ustęp cyframi i sam też podobno czytywał niektóre listy, 
przesyłane przez pocztamt warszawski **). 

Po za obrębem jednak sfery politycznej poczta Stanisła- 
wa Augusta pełniła swą służbę, jak się zdaje, wzorowo. Nie 
napotkaliśmy ani jednej skargi na niedokładność w rozwoże- 
niu lub doręczaniu korespondencyi, od pasażerów zaś docłio- 
dzą nas same tylko pochwały. Wyższy urzędnik rosj^jski, 
wice -gubernator wileński Friesel, organizując w roku 1796 no- 
wą służlję pocztową, pisał: „Każdy, kto tylko podróżował 
w Polsce, wie z doświadczenia, iż urządzenia pocztowe w Pol- 
sce i Litwie były tak dobre, że lepszych żądać niepodobna". 
Korespondencya i sztafety przechodziły akuratnie i szybko; 
kuryerzy i pasażerowie znajdowali niezwłocznie dobre konie, 
a i to jeszcze nie małą było dogodnością, że skarb Rzpltej 
nie ponosił żadnych kosztów, że wiele osób miało z poczty 
dostatni sposób do życia, a król pobierał czystego dochodu 
rocznie od 80 do 534 tysięcy złp. Jedyną niedogodność wi- 
dzi Friesel w zbyt wysokiej opłacie za listy i jazdę. Od listów 
mianowicie płaciło się 12 gr. na odległość do mil 20, za wię- 
kszą zaś — drugich 12, do Kurlandyi 40 gr., do Petersburga, 
Moskwy, Rygi złp. 2 gr. 15. Pieniądze do przesłania przyj- 
mowano tylko w dukatach i pobierano wewnątrz kraju po 9. 



•) List do Mniszcha m. w. k. z dnia 5 8 1786 w korcsponden- 
c}'! Piusa Kicińskiego tom IV. 

**) w. Hr. Engestrom (Pam. tłumacz. Kraszewski 187."), Poznań 
str. 67) twierdzi, że Stanisław August nie dał mu posłuchania pożegnalnego. 
ponieważ wiedział z przytrzymanych na poczcjc listciw. że nadeszły od 
r2U|du szwedzkiego rozkazy o mianowaniu Kngcstruma ministrem w War- 
szawie. Domysł opiera się na tem, że listy były doręczone adresantc»wi 
vr kilka dni później. Zresztą innych dowodów nie znani}'. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. —T. II. s 



66 

za granicę po 1 2 gr. od każdego dukata *). Za exlra pocztę 
płacono po 2 złp. od mili i poczthaiterowi 2 złp. od stacyi- 
Niechętny Polsce Schultz świadczy, że „pocztmistrzowie pol- 
scy są najgrzeczniejszymi ludźmi na świecie", że przy cięż- 
kiej drodze zaprzęgano mu do powozu po 5 koni, chociaż 
płacił tylko za trzy, że przeprząg na stacyi nie trwał dhiżej 
nad 10 minut. Na Litwie widywał lichą uprząż, źle ubra- 
nych pocztylionów, ale wieziono go szybko i zręcznie. Radzi 
nawet wszystkim turystom, aby sobie obierali raczej drogę 
przez Polskę, niż przez Berlin, Królewiec i Memel, bo na pru- 
skich traktach doznaliby niewygód i nudów przy nużącej je- 
dnostajności widoków i zbyt powolnej podróży **), 

I w dziale komunikacyi wodnych napotykamy godne 
podziwu dzieła, dokonane staraniem i kosztem prywatnym. 
Jeszcze za Zygmunta Augusta około roku 1530 Mikołaj Tarło 
„z miłości dobra powszechnego*" oczyścił Niemen z kamieni 
podwodnych, za co wystawiono mu pomnik nad brzegiem 
rzeki, a Szreter Adam uczcił go wierszem łacińskim ***). Okoła 
roku 1787 Kossakowski, wojewoda witebski, uspławnił rzekę 
Świętą wpadającą do Wilii ****). Niegdyś Zygmunt August 
za radą kardynała Commendoni'ego myślał o oczyszczeniu 
Dniestru, otrzymał od sułtana tureckiego przyzwolenie na wol- 
ność żeglugi, upewnił się w Wenecyi, iż ta gotową jest han- 
del z Polską rozpocząć, ale wysiani wówczas do obejrzenia 
rzeki komisarze uznali niepodobieństwo uspławnienia jej. Myśl 
ta wskrzeszoną została, może na skutek przypomnienia „w Li- 
stach Patryotycznych". W roku 17S3 xiążę de Nassau, sam 
jeździł po Dniestrze, rozpoznawał spław, ofiarował się na sej- 



•) De -Iły. I e: Craii. Abp. IIoiuiTOUCKirt etc. str. 154 — 6. Dochód 
w tomie III Tab. 134, 143, 14'.. 

**) ^Keise eines Lielliinders** 1, r>7- 60, o2. 

**') Skrzetuski: Prawo Polit. Nar. Polsk. 1787 II. 238. Jaro- 
szewicz: Dbraz Litw\' cz. II, LM9. 

•**'j Dz. Handl. 1787 sir. 441. 



67 

miku podolskim zrobić mapę hydrograficzną rzeki i zawady 
pomniejsze usunąć; jakoż w roku 1786 mapa byta już zrobio- 
ną i województwu podolskiemu darowaną. 1'rzeprowadzit na- 
wet dwie szkuty z pod Kamieńca aż do Akermanu. Potem 
druga mapa zrobiona była przez inżynierów na rozkaz króla 
Stanisława Augusta, i Komisya Skarb. Koronna, posiadając 
na 13-tu kartach cały bieg Dniestru, przekonywała się, że od 
Jampola „żadnych kamiennycti ułamków niema, a w Jam- 
polu nawet będące spławności nie przeszkadzają" '). Naj- 
znakomitszem wszakże dziełem inicyatywy prywatnej obywa- 
telskiej jest bezwątpienia kanał do dziśdnia zwany „Ogiń- 
skim". Łączy on Szczarę z Jasioldą, ma 6 i pól mil dłu- 
gości, kosztował 12,000,000 złp. i jest dziełem Michała Kazi- 
mierza Ogińskiego, hetmana w. iit. i wojewody wiłeńskiego. 
Sejm 1768 roku, pragnąc uczcić tę zasługę, uchwalił statuę 
dla hetmana, która miała stanąć w dziedzińcu zamku wileń- 
skiego, a na koszta utrzymania kanału wyznaczył wieś My- 
szkowce, miasteczko Łahiszyn i opłatę po 8 złp. od wiosła 
lub sprj'chy. Później jednakże były roboty na lat kilka prze- 
rwane. Ogiński, będąc na emigracyi, udawał się do Fryderyka II 
z listowną prośbą, datowaną d. 1 paźdz. 1771 o „interpozycyę... 
aby dobra moje wmieszczone w powiecie Pińskim i Grodzień- 
skim, jako dotąd w dochodach swoich konsekrowane na ery- 
gowanie i utrzymywanie tej roboty (kanału) być mogły ochro- 
nione w tej jedynie intencyi". Odpowiedź ministra Finken- 



•) Dz. Hand). 1786, str. 374-377, 4:.-ł. Usly l'iiti 
bickiegol 1, 355. Sprawozdanie kasztdana Morskiego 
wej na scsyi z dnia 14/1 1791 roku (t)yar, 1790 uracdow; 
str. 67). Podług Czackiego pierwszy Dziedusjycki S7.amhul;iii 
Bendcru: ponicwat atoli nie miał fcrmanu: więc z.itrzym^ił 
u-iedzący o uznaniu flagi polskiej w traktacie Kiirtou'ickim. 
kim płynął ssyper Potociticgu; ten dotarł do .Akii-Tmanu, i. 
tureckie wyładował i statkami powr.icil do Jampiila, przcby 
katarakty (X, Alojzy Osiński: O iyciu i pism.ioh T.iJc 
przypis. Nr. 9). 



68 

Steina brzmiała odmownie i ostro: „J. K. Mość zlecił mi przj''- 
tem przełożyć WMPanu otwarcie, że jakoś się WMPan de- 
klarował przeciwko Imperatorowej Rosyi, Pana mego Aliantce, 
i przeciw Królowi Polskiemu, swemu Panu, JKMość z tycłi 
powodów żadną, by najmniejszą miarą wdawać się do żąda- 
nia WMPana nie może" *). W 1784 r. przeszedł już statek 
o 35 lasztach z Cliersonu do Królewca. Tenże Ogiński, het- 
man w. lit. około r. 1790 kopał znów na Polesiu kanał pod 
Stetyczowem, a Skirmunt, prezes ziemski piński podo- 
bnież własnym kosztem prowadził roboty kanalizacyjne od 
Horowachy do Welatycz **). 

W epoce badanej sprawa komunikacyj wodnych budziła 
powszechny interes. Mówią o niej często pisma czasowe 
i broszury. Inżynier Nax radził połączyć Dniestr z Bohem 
za pomocą rzeki Murachwy, Windawę z Bolderawą i Bzurę 
z Wartą w miejscu, przez siebie upatrzonem, powyżej Piotr- 
kowa pod Sulejowem. Do kopania kanałów chciał używać 
wojska***). Do wykonania, a nawet do rozważania tych pro- 
jektów nie przyszło; robiono jednak pilniejsze rzeczy i robiono 
gorliwie, bo prócz usiłowań prywatnych występuje rząd z tro- 
skliwością o „defluitacyę". Utworzone w roku 1764 Komi- 
sye Skarbowe pomiędzy róźnemi obowiązkami miały właśnie 
wskazany sobie obowiązek opieki nad handlem. 

Z polecenia króla Stanisława Augusta, uczony ksiądz 
Franciszek Narwojsz, jezuita, trzy lata pracuje nad oczy- 
szczeniem Niemna, a Komisya Skarbowa Litewska miała wy- 



*) List do Fryderyka II, Uomaczony z francuskiego, znajduje się 
w papierach familijnych p. Hermana Kości. 

»*) Vol. Leg. VII f. 846 (sir. 393j. Gloger w kwartalniku Kło- 
sów II, str. 6 Jekel, Pohlens Handclsgesch. 1809, II, 64. Bądzkiewicz 
1. cit. str. 124. Posąg, zdaje się, nie był wystawiony zapewne z powodu 
zaburzeń krajowych. Relacya Deputacyi do lustrowania kanałów w Pa- 
miętniku H. P. 1791, str. 915. 

') Wykład pocz. praw. p:k. Polit. str. 210, 211, 213, 216. 



•»»i 



69 

znaczoną na tenże cel sumę 20,000 zip. rocznie *). Kom i- 
sya Skarbowa Koronna pilnowała, aby na rzekach 
spławnych nie stawiano młynów z groblami, przeszkadzające- 
mi żegludze. W roku 1767 wydała uniwersał z przypomnie- 
niem dawnycłi konstytucyj, wzbraniających stawiania mły- 
nów na rzekach spławnych; delegowała jednego ze swych 
współkomisarzy (Karwowskiego) do rzek Biebrzy, Orzycy, Łę- 
ku i Nety; ciągle aż do roku 1772 łożyła koszt na utrzyma- 
nie w porządku szpicy Montawskiej na Wiśle pod Gdań- 
skiem; w roku 1776 zesłała inżyniera swojego majora de 
Woyten na rewizyę rzeki Liwiec; kazała mu zrobić mapę rze- 
ki Wskr}*-; w roku 1777 wyznaczyła 2,000 złp. na ściśnienie 
rzeki Pilicy za pomocą tamy i kazała uprzątnąć młyn Stani- 
szewskiego **). Co do rzeki Warty, ponieważ zesłany do 
niej inżynier doniósł, że usunięcie licznych zawad wymagało- 
by znacznych kosztów, Komisya poprzestała w roku 1789 na 
wydaniu obwieszczenia do województw sieradzkiego i kali- 
skiego względem usunięcia młynów i jazów; ale w roku 1790 
postanowiła wykonać potrzebne do uspławnienia roboty, ka- 
zała inżynierowi Langfortowi odrysować mapę rzeki, poczy- 
nając od Sieradza, znieść wszystkie jazy i młyny, rozpocząć 
czyszczenie koryta podług udzielonej mu instrukcyi; w roku 
zaś następnym wydała mu 3,000 złp. na machinę do czyszcze- 
nia rzeki i najęcie statku ***). Na Bugu żeby wszystkie jazy 
i młyny uprzątnąć, Komisya wydała dyspozycyę, aby ich po- 
sesorowie byli niezwłocznie pod sąd zapozwani. Nakazana 
rewizya tych rzek i wysłanym oficyalistom dana ścisła in- 
strukcya na powództwo Strojnowskiego (zapewne Waleryana), 
który odebrał w tym celu pełnomocnictwo od województwa 



*) Skrzetuski Prawo Polit. Nar. Polsk. II 238. 

**) Pr. Ek. A/4 str. 151, 116; A/9 str. 37; .A 13 str. 418, 432 
A/ 14 str. 612. 

••*) Pr. Ekon. .\24 str. 15; A 26 str. 312; A 27 str. 751; A;28 
str. 931. 



70 

Wołyńskiego, sądziła sprawę o młyny i jazy na Bugu. W r. 
1788, inżynier Mełiler z oficyalistą Kuszewskim wysłani znów 
z poleceniem, aby wymierzyli głębokość wody na tej rzece 
co 50 lub 60 łokci, a w załomacłi częściej; aby wyszczegól- 
nili w swoim dzienniku szerokość rzeki, wysokość brzegów, 
wspór wody i zalewy; aby opisali, jak wielkie wrota w mły- 
nach i śluzach, czy nie przeszkadzają defluitacyi? i t. p. Za 
wzór podany jest Czackiego opis rzeki Nidy, pomijając 
tylko cenę lasów nadbrzeżnych. Podobną instrukcyę otrzymali 
tenże Mehler i Rutkowski do ponownego zrewidowania rzeki 
Warty. Zabierając się do czyszczenia rzek Słuczy i Horynia, 
pisała do Komisyi Skarbowej Litewskiej o pomoc i spóldziała- 
nie. Uznała potrzebę bicia tam dla uregulowania biegu Wi- 
sły przynajmniej pod Nowem Miastem Korczynem i projekt 
swój z mapą przesłała sejmowi w roku 1791. Zsyłała też in- 
żyniera Woytena na zrewidowanie portu przy m. Kazimierzu 
nad Wisłą i żądała funduszu od Rady Nieustającej *). 

Nie posiadamy tak dokładnych informacyj o czynno- 
ściach Komisyi Skarbo wej Litewskiej; wiemy tyl- 
ko, że pod jej kierownictwem wykonanem było wielkie dzie- 
ło przekopania kanału Królewskiego czyli Dniepr- 
sko-Bugskiego, który połączył Pinę, dopływ Prypeci z Mu- 
cha wcem, dopływem Buga, a więc morze Czarne z Baltyc- 
kiem. Roboty musiały być rozpoczęte przed rokiem 1775, jak 
się domyślać można ze słów konstytucyi sejmu rozbiorowe- 
go **), ale Tyzentiauz obracał wyznaczone przez konstytucyę 
pieniądze na innj'' użytek (§ 89), więc systematycznie i ener- 



*) Pr. Ek. A'26, str. 867; A/25, str. 107, 584, 587; A/28, str. 
870; A/ 24, str. 317, 182, 570; sprawozdanie Morskiego przed sejmem 
dnia 14 1 1791 roku. Dyaryusz urzędowy 1790 roku tom I część 2, str. 
64—65. 

•*) Yolumina Legum VIII 650 (str. 405); , Otworzenie spławu rzeką 
Piną i Muchawccni oraz uprzątnicnie tych rzek od zawad, defluitacyi szko- 
dliwych, mieć chcemy i aby Komisya Skarbowa W. X. Litewskiego to 
dzieło rozpoczęte kontynuowała najoszczędniej, zalecamy". 



71 

gicznie poprowadziła je Komisya dopiero w latach 1781 — 
1783, Kierownictwo techniczne miat sobie powierzone jeo- 
metra i hydraulik Szulc, wydoskonalony w Szwecyi; „ten 
z dobranymi wynalazł drogę, którędy kanał miat być prowa- 
dzony *). Już w 1784 roku wzmiankowany Mateusz Butry- 
mowicz mógł wyprawić dziesięć swoich „szuhalej" (statków 
poleskich) z ładunkiem słoniny, wędlin, zboża etc. do War- 
szawy i Gdańska. Transport przeszedł pomyślnie, jakkolwiek 
nie bez trudności i przeszkód ze strony nadbrzeżnycti pose- 
sorów, którzy pomimo konstytucyj i zaleceń Komisyi Skarbo- 
wej nie uprzątnęli swycti młynów. Trzeba było w kilku 
miejscach groble rozkopywać i sypać na nowo, pod Kobry- 
niem zaś z powodu uporczywej odmowy posesora wypadło 
wyładowywać statki i przeciągać je koło grobli lądem. Po- 
mimo tych przeszkód żegluga trwała miesiąc niespełna (od 13 
maja- do 1 1 czerwca) i szyper Stachowski ztożjl w grodzie 
Warszawslum świadectwo magistratu Pińskiego {niby kono- 
sament) oraz dokładny dziennik podróży, który następnie zo- 
stał przedłużony królowi i podany cio druku w pismach. Nie- 
długo potem sam Stanisław August przedsięwziął podróż do 
Pińska i objeżdżał nowy kanał w ozdobnej łodzi, z jednego 
olbrzymiego dębu wyżłobionej, od wsi Horodzca do pierwszej 
śluzy, "*), 

Długość kanału wynosiła mil 8, a koszta kr anią dosię- 
gły prawie 1 miliona zlot. polskich *'*). Ostate.zne dokoń- 



■) Zaleski: Pamiętn., str, lól. 

*') Diiennik szypra byl wydrukowany pierwotnie, o ile sobie przy- 
pominamy, w Korespondencie Kraj. i Zagr. powtórzony treściwie 
w dziele: ,Po1en zur Zeil der zwey letztcn TlicilimKen diescs Rciches hislu- 
riscfi, statiatisch und geographisch.,. gcdruckt im Jahrc I8(J7. sir. 286 — .H. 
Szczegółowy opis żeglugi i podróży królewskiej, poJal Jul. Bartosze- 
wicz w Eneyklopedyi Orgelbranda w art. liutrymowicz. 

•") Konstylucya z roku 1776 (Vol, Leg. VIII, f, 231) wy?.nac-:yl.i 
na kontynjacyę kanału po 60,000 zip, rocznie, lecz Komisya Skarb. Li1c» - 
Bka snadż nie zawsze tym funduszem rozrządzała, gdyż wiemy ze żr'idla 



72 

czenie kanału nastąpiło dopiero w wieku XIX *), jednakże i za 
Stanisława Augusta spław nie ograniczył się tą pierwszą wy- 
prawą Butrymowicza. Owszem, wiemy dowodnie, że w la- 
tacli: 1785, 1786, 1787 płyty i statki wygodnie przectiodziły 
i że znaczne transporty towaru drzewnego i różnycłi produk- 
tów z miejsc, o kilkadziesiąt mil od kanału odległycti, były 
przez kupców pomyślnie przeprowadzone. Lecz od roku 1788 
zaczęły się lata niezwykle suche i zimy niezwykle małośnie- 
żne. Skutkiem tego powysychały rzeki i w samym kanale 
zabrakło wody. Zatrzymały się więc transporty i oczekiwały 
z roku na rok na obfitszą wodę. Szacowano podług wyzna- 
nia kupców masę zatrzymanych towarów na 300,000 czerw, 
złot., stratę w roku 1791 na ósmą część tej sumy. Komi- 
sya Porządkowa Powiatu Pińskiego obrała ze swego koła De- 
putacyę do lustrowania kanałów litewskich, a ta, objechawszy 
znaczną przestrzeń od Pińska ku Bugowi, wykazała potrzebę 
now>'ch robót i podała różne projekty, które wszakże z po- 
wodu nadeszłych wkrótce nieszczęść krajow^^h zapewne wy- 
konanemi nie zostały **). 

Dozór i roboty były prowadzone jeszcze w roku 1792; 
w maju bowiem tego roku Komisj^^a Skarbowa Obojga Naro- 
dów dała dyspozycyę inżynierowi prowicyi W. X. Litewskie- 
go von Schulten'owi, tudzież inspektorowi fabryki Krasnodęb- 



urzędowcgo (Rclacya examinu rachunku Skarbu W. X. Lit., 1788 — 1790 
przez Butrymowicza, str. 40), że od roku 1776 do 1 7 <>0 wydano 831.146 
złp., zaliczając w to 6().(.X)<) zip , danych przez Stanisława Augusta z wła- 
snych dochodów. Znaleźliśmy nadto w aktach Komisyi Skar. Ob. Narodo- 

» w ** 

wej dwie poniżej wymienione sumy: 4(j.802 i [54.706 złp., asygnowane 
w roku 1792, które z poprzednią razem utworzą 926.654 złp., a nie jest 
nam znany koszt robcit, prowadzonych w roku 1791. Ogólna więc suma 
przewyższy zapewne milion o kilkanaście tysięcy. W każdym razie jestto 
suma nader mała, chociażby w poróvynaniu z kosztem kanału Ogińskiego. 

*) Bądzkiewicz, loco cit., str. 124. 

**) Rclacya Deputacyi do zlustrowania kanałów litew. w Pam. 
H. Po lit. 1791, str. 868, 872, 903. 



73 

skiemu „kontynuowania dalszej roboty około kanału Mucha- 
wieckiego"; do pozostających z poprzedniego roku 40,802 złt. 
dodała 54,706 złp. i zalecała trzymać strażników, żeby „burty 
bydłem psowane nie były**. Zaniechać robót kazano dopiero 
dnia 17 sierpnia, po nieszczęśliwej wojnie i zwycięztwie Tar- 
gowicy *). Zabierał się Stanisław August do kopania portu 
pod Polągą, lecz przeszkodził temu Stackelberg w imieniu Im- 
peratorowej **). 

Nie można więc obwiniać ani szlachty, ani rządu 
w epoce Stanisława Augusta o niedbalstwo w sprawie ko- 
munikacyj. Przyznać winniśmy nawet, że dużo zrobiono. 
W stosunku jednak do rozległości kraju i te usiłowania były 
niedostateczne. Zawsze jeszcze na Podolu stały „ogromne 
stogi, pastwie robaków bez sposobu sprzedaży zostawione", 
jak pisał Dar o ws ki, poseł sejmowy. A wedle słów Naxa, 
łatwiej sprowadzić pekieflejsz z Hamburga, niż słoninę z Ukra- 
iny ***). Chcąc tedy zrozumieć naturę handlu owoczesnego, 
powinniśmy zapomnieć o szosach, drogach żelaznych, żeglu- 
dze parowej, któremi nas obdarzył wiek XIX, a do kombina- 
cyj swoich wprowadzić, jako czynnik stały, wielką trudność 
komunikacyj szczególnie lądowych. Województwa: Mińskie, 
Wołyńskie a nawet okolice Zadnieprzańskie czekały zimy, że- 
by przewieść saniami produkty swoje do przystani nad rzeka- 
mi Szczarą i Wilią ****). Podnosiło to niewątpliwie koszta 
transportu, pomimo znacznie niższej, niż dzisiaj, płacy furma- 
nom i flisom, a przedewszystkiem tłumaczy nam tę gwałto- 
wną różnicę cen, jaką w różnych okolicach spostrzeżemy, 
a jaka dziś byłaby niemożliwą (np. że w Kijowie podczas 



•) Pr. Ek. .\ 30, str. 1365 i 2063. Dawniej obserwacyę prowa- 
dzili Jasiński podpułkownik i G(>rski, kapitan artyleryi Litcw. H^amiętnik 
H. P. 1791. str. 885). 

••) Niemcewicz: Pamięt. 184S, str. W. 

•••) Dz. H. 1786, str. 370; Nax: Wykład ck., str. UOJ. 

*) Pamiętn. H. P. 1782, str. 334. 



• *»»> 



74 

zjazdu kaniowskiego funt mięsa płacono po złotemu, jedno 
jajo po 15 gr., a cielę po 15 rubli). 

33. Przypatrzmy się teraz cenom różnycłi przedmio- 
tów i potrzeb życia wewnątrz kraju, przedmiotów własnej 
produkcyi, a na podstawie tycli cen oznaczmy wartość owo- 
czesnycli pieniędzy. Otrzymamy tym sposobem obraz szcze- 
gółowy łiandlu wewnętrznego. 

W badanym przez nas 30-letnim okresie pod wpływem 
wypadków politycznycłi objawiło się znaczne falowanie cen; 
w ogóle jednak dostrzegać się daje słaba dążność do podwyż- 
ki onych. 

I. Ceny zbóż i chleba. 

Rolnik i ekonomista spółczesny, Waleryjan Stroj- 
no w s k i z osobistych wspomnień i spostrzeżeń utworzył 
sobie zarys łiistoryczny intratności gospodarstw, obejmujący 
niemal całą epokę Stanisława Augusta. Lubo spostrzeżenia 
zebrane były na Wołyniu i stosować się mogą ściśle tylko 
do województw południowych, powtarzamy jednak cały ustęp, 
ponieważ użycza nam dużo światła do oryentowania się w prze- 
obrażeniach czasu. 

„Zapamiętam ceny zboża przypadkowe od roku 1768; 
nazywam zaś to ceną nadzwyczajną, kiedy zboże w tym kraju 
wyżej było płacone nad przyrodzone w kraju okoliczności 
i zwyczaj. W roku 1768 wojna Rosyi z Turczynem wyni- 
kła..., potrzebowano wiele zboża na Wołoszczyznę dla wojska 
rosyjskiego. Powietrze zaraz potem wypadłe na ludzi, prze- 
rwany ztąd w wielu miejscach dowóz, związek Barski a ztąd 
powiększona liczba wojska rosyjskiego w Polsce — to wszyst- 
ko podnosiło cenę zboża żyta aż do złot. 8, które wprzód na 
Woł>miu było złotych 2, na Podolu od 1 i pół do 1 złotego, 
a w Bracławskiem aż do 20-tu groszy korzec. Cena zboża 
z tych przyczyn tak wysoka trwała aż do roku prawie 
1772, lubo w innych miejscach zmniejszyła się; we Lwowie 
bowiem, gdzie byłem natenczas w Akademii, w roku 1771 



75 

żyto było 6 ztt. korzec. Kontrakty lwowskie 1772 roku, na 
któr>'ch byłem obecny, pokazały, że wojna Rosyi z Turkiem 
była przyczyną największą podwyższonej ceny zboża w tycłi 
prowincyacłi... Tego roku było na tych kontraktacti pienię- 
dzy w gotowiźnie zip. 100 milionów — kapitał, jaki dotąd ra- 
zem zgromadzony w Polsce nie byt znany. Przedtem sziacłi- 
cic, mający zip, 10.000, mógł za ten kapitał dostać zastawę 
wioski, aitK) dobrą dzierżawę dóbr; natenczas słyszałem skar- 
żącycłi się, iż z takimi kapitałami odsyłano dzierżawić sady 
owocowe, ale nie dobra. Cena pańszczyzny na Wołyniu nad 
Bugiem ledwie nie statecznie z groszy 6-u lub 8-u, jak da- 
wniej była, podwyższoną została: ciągła na groszy ł5, piesza 
na groszy 10; w wielu miejscach Podola, gdzie są lasy, przy- 
szła do tejże ceny; zaś na Ukrainie, jak mówią, na dochód 
ani dzierżawiącemu dobra, ani kupującemu za nic nie była 
liczona, gdyż włościanie płacili małe czynsze, a tę robociznę, 
którą dawali do uprawy roli i wy miot u, nazywali darem- 
szczj'zną i ctilop ją odrabiał. Pieniądze z kraju polskiego 
w lat szeSć do roku 1778, a zupełnie w lat ośm do r. 1780 
wyniosły się dla przyczyn, które są powiedziane w Ekono- 
mice mojej politycznej o pieniądzach, że te nigdzie i nigdy 
w ubogim kraju utrzymać się nie mogą. Ja sam dobra żony 
dzierżawiłem dzień ciągły i pieszy f)0 gr. 8, a dobra pod Du- 
bnem.... zastawiłem w korzyści 8",'„ prócz wielu wj-gód zasta- 
wnikowi danych, w której zastawie dzień ciągły po ló, a pie- 
szy po 10 puszczałem; zastawnik jednak skarżył się jeszcze na 
taki kontrakt. W tych latach aż do roku 178r> żyta cena 
była na Wołyniu i nawet w powiecie włodzimierskim ruina: 
rf. 2 — 3, a czasem i 4, w Warszawie 1785 i 1786 po zło- 
tych 5 (?). 

„Pamiętne zamitrężenie gospodarstwa rolnego w Galicyi 
i zakłócenie dziedziców wsi z włościanami przez urządzenia 
nowe a nieostrożne Józefa II, a więcej jeszcze złe ich wyko- 
nanie przez urzędników, przez co było w tamtym kraju zni- 
szczone rolnictwo, a ztąd nastąpił niedostatek zboża, zrobiło 
tam znaczne podwyższenie jego ceny. Od roku 1783 żaku- 



76 

powano zboża z Polski do Galicy i... i płacono do tego na ko- 
morach austryackich nagrodę za wprowadzone zboże tamże. 
Pierwszy raz na mojem gospodarstwie sprzedawałem naten- 
czas żyto po zł. 8 korzec ceną najwyższą. Do tego wynikła 
wojna 1787 roku cenę zboża w Polsce podniosła do najwyż- 
szego stopnia: w powiecie włodzimierskim był płacony korzec 
żyta po zł. 10 — 12, na przednówku do 14, do Galicyi wy- 
wieziony od 15 — 20; na Podolu i w Bracławskiem prawie rów- 
na cena zboża, gdyż ztamtąd zakupowano go na Wołoszczy- 
znę dla wojska rosyjskiego. Po r. 1772 ta była druga epoka 
wpływu pieniędzy do Polski, która, mniemać potrzeba, iż za- 
częła się od r. 1784 a trwała aż do r. 1791... Wielu już tu 
może pamiętać, że te pieniądze w Polsce, jako w kraju ubo- 
gim, podobnie nie utrzymały się, jak pierwsze. W r. 1791 
już zaczynał pokazywać się niedostatek, a potem coraz wię- 
kszy, co sprawiło, iż rzadko z tego niedostatku mógł kto 
przedać lub kupić wieś. Trwało to do r. 1801, a zwyczajna 
cena w przedaży i kupnie dóbr bywała groszy 15 ciągła, a 10 
piesza (pańszczyzna)... Do roku 1799 póki wielkie wojsko nie 
weszło w kraj nasz... żyto w guberniach Wołyńskiej i Podol- 
skiej 4 do 5 zł.; nad Bugiem tylko miało wyższą cenę" *). 

Wszakże na spław wiślany i na handel Mazowsza, 
Wielkopolski, Litwy powoływane przez Strój nowskiego 
wypadki nie wywierały żadnego prawie wpływu. W tej stro- 
nie znaczny nacisk wywierała polityka pruska, ostatecznie je- 
dnak regulowały cenę żądania Hollandyi i Anglii, co do któ- 
rych miejmy na uwadze następne zjawiska: 1) wzrost silny 
ludności w Anglii i wynikającą ztąd potrzebę wprowadzania 
zbóż zagranicznych, przeważnie polskich, poczynając już od 
roku 1765; przywóz ten wyniósł w ciągu dziesięciolecia 1766 — 



*) O ugodach dziedziców z włościanami przez Waleryana Strze- 
mień z Stroynowa na hrabstwie Horochowskiem Stroyno wskiego, kawalera 
orderów Orła Białego i Świętego Stanisława, Wilno. Druk Akademii 1808, 
str. 86—91. 



77 

1775 roku 1,797,583 kwarterów, w następnem dziesięcioleciu 
zmniejszył się do 1,521,803 kwarterów, a potem w latach 
1786 — 1795 znowu powiększył się aż do 2,818,291 kwarte- 
rów; 2) że w Niemczecłi lata 1765 i 1776 odznaczały się 
miernym lub złym urodzajem, a 1771 i 1772 były bardzo dro- 
gie, że w r. 1782 panowała wielka drożyzna we Francyi, że 
jednak po r. 1776 aż do końca XVIII wieku następuje szereg 
lat pomyślnycłi pod względem urodzajów i przeważnie su- 
cłiycłi *). 

Ułożenie dokładnej tabeli cen dla targowisk wewnętrz- 
nycłi za całe trzydziestolecie jest dla nas rzeczą niemożliwą. 
Posiadamy tylko nieprzerwany szereg cen gdańskicłi, ale te 
są wyrazem popytu zagranicznego i służyć mogą tylko do 
wymierzenia zyskowności tiandlu wywozowego. Potrzeby 
spożycia domowego były zaspakajane na targach miast we- 
wnętrznych, a właśnie z tych targów posiadamy niekomple- 
tne doniesienia dopiero od połowy dziewiątego dziesięciolecia. 
Na poprzednie więc lata możemy posiłkować się tylko luźne- 
mi wzmiankami i cennikiem toruńskim, wyciągniętym z miej- 
scowej gazety. Wspominaliśmy wyżej, jak gorliwie krzątał 
się Dziennik Handlowy około ułożenia „tabeli targów cało- 
krajowej"; w r. 1785 sam król w długim i czule zredagowa- 
nym uniwersale prosił wojewodów, kasztelanów, starostów 
o wiadomości handlowe i wykazy cen targowych; w r. 1788 
Departament Policyi zalecał miastom i miasteczkom nadsyła- 
nie raportów miesięcznych o targach zboża „końcem udziela- 
nia ich Autorowi Dziennika Handlowego"; w roku 1790 po- 
dobnych raportów do własnego użytku zażądała Komisya 
Skarlx)wa Koronna **), ale skutek nie odpowiedział tym usi- 



*) Roscher W.: ^Ueber Korntheuerungen" 1847, Cotta, str. 18, 
20, 24, 31; szczegółowa tablica przywozu i wywozu angielskiego: Th. 
Tooke: ^Thoughts and Detaiis of the high a Iow prices.... from 1793 to 
1882. London 1824. Appendix% str. 34. 

*•) Uniwersał z dnia 9 grudnia 1785 roku, przedrukowany w Dz. 
Han dl. 1786 roku, str. 365; Relacya delegowanych od N. Konfederacyi 



78 

łowaniom. Ze wszystkich materyałów, jakie mieliśmy w rę- 
ku, najobfitszym jest zbiór cen Dziennika Handlowego, zdo- 
byty przez osobiste stosunki redaktora z magistratami ró- 
żnych miast i policyą warszawską *). Musimy przeto zrezy- 
gnować z dokładności ściśle naukowej i ograniczyć się na 
zużytkowaniu materyału, jaki się znalazł. Dla uzupełnienia 
licznych luk i dostarczenia podstaw do przypuszczalnego 
wnioskowania przytoczymy ceny gdańskie podług tablicy 
Czackiego, chociaż bowiem służą one za wyraz popytu 
zagranicznego i zawsze znacznie są wyższe od cen wewnę- 
trznych krajowych, nastręczają nam przecież tę dogodność, 
że stanowią szereg nieprzerwany i posiadają najwyższy mo- 
żliwie stopień dokładności. Ostrzegamy przytem, żeśmy zwię- 
kszyli cyfry Czackiego ^/2 razy, chcąc zamienić złote 
gdańskie (12 na dukat) na złote polskie (18 w dukacie według 
zwykle używanej za Stanisława Augusta rachuby). Przy obli- 
czaniu ceny korca używaliśmy stosunku 28,75 korca na jeden 
łaszt gdański (ściślej 28,76 : 1), a to na następnej zasadzie: 
łaszt gdański zawiera 60 korczyków gdańskich, korczyk taki 
= 2761 cali sześciennych paryzkich, a korzec warszawski = 
6..,.i4 takimże calom czyli 2ic, korczyków. Tym sposobem 
łaszt powinienby zawierać tylko 27 korcy warszawskich, ale 



GInej. Ob. Nar. do examinu policyi roku 1792, sesya 3a, str. 6; Pr. Ek. 
A/27, str. 425. 

*) Wiemy dowodnie, że Regent Komisyi Sk. Kor. Albrycht sporzą- 
dził pracowicie tabelę targów miast polskich, ale tylko z 4-ch miesięcy 
1789 roku (Pr. Ekonom. A/26, str. 945; widzieliśmy też miesięczne tabele 
w protokółach Komisyj Porządkowych cyv\'ilno- wojskowych, ale i te obej- 
mować mogą zaledwie kilkoletni okres czasu i wszystkich protokółów 
zgromadzić taraz niepodobna; p. Rossman w swej pracy o Budżecie 
(Ekonomista 1866, I, str. 18) odwołuje się do tabel cen od roku 1776: ale 
w żadnem archiwum nie mogUśmy ich odnaleźć; na zapytanie nasze sam 
p. Rossman, dotknięty obecnie ślepotą, nie był w stanie przypomnieć so- 
bie, zkąd je miał? Przypuszczamy, że mogły być złożone w archiwum 
magistratu miasta Warszawy i tam spłonęł}* podczas pożaru ratusza w ro- 
ku 1863. 



79 

Gdańszczanie kazali sobie nadsypywać 3 korczyki {dodatek 
ten nazywano „Burgerbest"), przez co dla producentów pol- 
skich laszt gdański musiał być rachowany, jak wyżej, za 28ig 
korca warszawskiego. Tak samo postępowaliśmy z cenami 
toruńskiemi *). 

Innych gatunków zboża nie wyszczególniamy; notujemy 
tylko, że w tym okresie cena owsa byta prawie dwa ra^ 
niższa od ceny żyta, cena zaś jęczmienia miała się do ceny 
żj-ta trochę więcej niż 5:7 na targu gdańskim (dokładniej 
jęczmień w 1-szym okresie za laszt 231, w 1776 — 85 po 261, 
w ostatniem zaś 9 leciu po 319 zip.; owies w tychże okre- 
sach 189, 161 i 179 w cenach średnich). 

Lata, w których trzy mocarstwa dokonywały pierwsze- 
go rozbioru Polski, były i dla handlu fatalnemi. Od chwili 
wkroczenia wojsk, to jest od jesieni roku 1772, t>odaj aż do 
końca roku 1773 zboże było zabierane bezpłatnie. Stanisław 
August już w ptrfowie (dnia 19) września 1772 pisał z t>ole- 
ścią, że Polska żywi przeszło 100,000 żołnierzy. Ambasado- 
rowie trzech dworów w nocie z dnia 22 lipca 1773 nakazują 
dawać na każdego żołnierza dobrego mięsa i obiecują płacić 
po 3 grosze za funt, wyznaczają też cenę na siano i słomę 



*) Tablica Czackiego: O Litcw. i Polskich Prawach, wyd. Tu- 
rowskiego II, 270 porównaj lamże I, 170 przj-pisek ó, ceny toruńskie 
z .Thomische wóchentlichc .*Iachrichten" z lat 1764— 1768 z każdego pra- 
wie kwartału; ceny najniższe bywają zwykle w kwartale styczniowym na 
pszenicę czerwona, najwyższe w pa^iJzicrniku na pszenicę bia1q; w później- 
szych latach ceny zbożowe w laszlach nic byty zamieszczane. Obliczemc 
stosunku korca warszawskiego do taszta jidafiskiugo jest oparte na i^amięt, 
Kistor. Potit. 1783, str. 21. Czacki mniej doklaJnic liczy około L'N korcy 
warszawskich ,na laszt" przy wythodzie z GJaiiska (tamże 11, litiU), cho- 
ciaż w innem miejscu sam podaje bardzo zbliżoną, do użytej przez nas 
liczby cali paryzkich 6.000 na korzec (i, 3I>7,1; ceny wołyńskie, podolskie 
i braclawskie z przytoczonego wyicj ustępu Striiynowskicfo; cena pod 
Warszawą z rachunku w Uwagach Tygodniowych warszawskich ku po- 
wszechnemu pożj^tkowi przełożonych o pomnożeniu lókonomii w Kr.ilestwie 
Polskiem 1768. Xr. 3. 



80 



•I 



3 



"ł 

D. 

3 

ł2. 

o 

•o 

c 

co 

N 
O 

N 
O 

S 

(O 

•O 
O 
N 



9 



C/l 
N 
P 



3 

3:* 

Ui 
N 



P 
Ci. 



O 



O 

c' 



co> 

Ł 

3 



■ij •'J "J o^ o^ o^ o^ o^ o* 



OłO^OO^OOOO^O 




■ij 00 "J O^ Q^ 4^ 
>0 to Cn "^ Q^ nO 

OT a« O cn O cn 



4k^-O»OtoO00-J4^ 

,-. **^«* — V u> — — 

•^ Ci MW 



M W 



o 

c' 

p* 



c/s 

•I 
o 
o. 

3 



CO 



CO »0 CO CO to 
co 00 Q> ^ OC 

O Ol O 0« CJ' 



^ ^ -^ ■P>- co 

O O 00 00 CO 

C^ CJ« ^ o o 



to to 4^ co c 



te ^ M 



co 

w 



co 



to 



"Z. 

3 

3 



2: 

i. 



N 
O 



o 

C/) 



TT 

C 

O. 

o 

p 
o^ 

co 



p 

CA 

N 

•■♦■ 

T3 
O 



1*8 J^r 

I 2- N 1 

•oj? 

r ! 



5?: 

£. 

3 

3 



•Z. 

P 



•A 



*T3 

N 

O 



P 
tfl 

N 

•■♦■ 

O 

'O* 



T3 55 f 
2. N ' 



o 



O 
a 

p 

3- 
CO 



P 

3: 

o. 

o 

T3 
O 
O. 
O 
O* 
3 
« 



Cfl I 



o 

N 
O 

O 



O 

' 3- 



O 
O. 

o* 






0» 
N 



O 



0» 






•n 
P 
o 



(/) 
f5' 



< 
p ^ 



O 
N 



3 



81 






o 
E 






1 

or 














^ 










Pod 
arsza 






vO 




^ 


« 

CU 




• 




_i 










«> 






'Si 










i 




9> 






o 


.„^ 


n . 




^ 1 










o 


o. 


c 


ffł 




CS 










Ł. 




•a 






0Q 










■ 


u 


hi 






i 






i2 


^a 


»</5 






"o 






?» 




•o 


&4 




^^ 




o 






^14 




Cu 


O 








"C 






>» 






Cl " <3C 




o 










li 














• 
o 


•* -« " -T^^ — "^ 






■ 


^c 


źa 


4> 

o. 


lO 30 O^ O >o 


r- 






3 






?« 


CJ 












'c 




hi 


• 
o. 


^ 

•^i^ 


Cl r- Q O O 
O O O — 00 


•O 






xr 


^ 






M 


S? 


-^ co 00 Cł -^ 


ta 

4/1 




O 


o 


5!!; 




■4-> 






o. 






^ 




H 










• 


n 


3 






V4 


B 


Cl 00 r- 00 't 


O 






wU 


•? 

^ 


o o Tf nC 1^ 


lÓ 








— -i Cł — ^ 


N 






8 «i 


• 


A _ l^a t« 1^ K. 


CS 






""^^^-i. """""^-^ *""'-» '~^*^ '"''-« 


"^■"..^ 




2 N 


'o 


ooO-^OOO^-^Óoo 


r-4 






N 




^-^ 


^ 


£ 








_, . 


.Mn^ 


r- J=..._ . _■ 




(0 j 




• 










.!^ 


- ^ 


rt 


< 




V 




'c 




d 

••Np* 


i 


lO o "O lO o o o Cl o 

lOOl^-^CO-łt-ClCOl^ 


-o 


C3 
T3 L 


o 


N 

O 


5* 
2: 


C^COCOCOCOCOTfiOiO 






O, 




- 


^ 


O 


•«-• 








^^ 


(0 


• 
B 

^4 


.." -!! t! 


3 




s 


E 


Cl C^ lO o t"» t^ o łO lO 


1 


r 


2: 


OciiOi^t^r-— <QO 

Cl Cł C< (M Cł Cl Cl 't "^ 


o^ 


i 




N 






-=^ 


.-..- ..-^==-.-,-^ 




O 






-t o o r- C30 <?■ o — < Cl 








Noooooor-r*!^ 




OiS 






1"- r- 










9-* 









Wewoftrtne dzieje Polski Korzona. — T. II. 



82 

po 10 gr. za 4 pudy polskie, ale o życie i owsie nie wspo- 
minają wcale *). Dopiero z początkiem 1774 roku minister 
Sztakelberg i komenderujący wojsk rosyjskich jenerał Roma- 
nus przesłali taksę prowiantu i furażów, w której za korzec 
żyta warszawski oznaczono 10 zł., za owies zł. 5, za 1 pud 
siana po gr. 14, a za pud słomy targanej po gr. 12; żądali 
za to, aby każdy obywatel dobrowolnie przystawiał prowian- 
ty; zapewne uważali tę cenę za dobrą **). Wistocie, hetman 
wielki koronny przyznawał, że cena wyznaczona byłaby je- 
szcze dosyć dostarczająca. Wszakże we wrześniu 1774 roku 
jenerał Romanus płacił tylko po 8 złp. za korzec żyta, gdy 
na targu, jak zapewniał prezes Delegacyi, biskup Ostrowski 
„stało żyto na 13 złp."; przy obradach dały się też słyszeć 

Tab. 69. 
Ceny pszenicy w pierwszem dziesięcioleciu oicresu II. 



Rok 



Gdańsk 




Łaszt po złp. 



Korzec po 
złp. 



Pogranicze 
pruskie 



Korzec złp. 



! 


Najmn. 


Najwięk. 


1 Przecięt. 


średnia 

1 


Najniższa 


1776 1 


1 
375 i 705 ' 


18-V4 


1 


.... 6 


1777 


285 


6a) 


15^., 






1778 


360 570 


16V6 






1779 


345 ! 570 


16 






1780 


285 585 


15 


1 




1781 


390 630 


18 


1 


. 


1782 ' 


390 


675 


18'/r. 






1783 


420 


690 


19-77 


... 5 




1784 


465 


765 


2 IV: 


. . . 6 


1 


1785 1 


495 


705 


20«/V 


... 16 




z 1( 


)-ciu lat śr 


cdnia 


n"V, 







*) „Correspondance inedite de Stanislas Augustę et de M-me 
Geoffrin par Mouy 1873. Paris page 434. Prot. Deleg. 1 sesya XVII 
z dnia 23/7 1773, str. 84. 

**) W roku 1768 Kamera królewska rachowała po 5 złp. za owies, 
dostarczany z ekonomii Kozicnickiej dla stajni królewskiej w Warszawie 
(Arch. Gł. Kr., księga Nr. 90). 



83 



Tab. 70. 
Ceny żyta w pierwszem dziesięcioleciu oicresu II, 



1' 

Roki Gdańsk 

l! 


żytomierz 


Włodzi- ' ^°^^'- ; Warsza- 

1 cze 1 

mierz , . 1 wa 

pruskie 


y T , t Korzcc 
1, Łaszl po złp. ! ^,p 


1 
Korzec po złp. Kor 


z c c 

1 średnia 


' Najm. ' Najw. j Przeć. 


Średnia | Najwyż. i Średnia 


1776 300 

1777 217'/3 

1778 240 

1779 195 

1780 180 

1781 26272 

1782 300 

1783 1 255 

1784 322'/. 

1785 1285 


420 
360 

32272 

29272 
315 

.39772 
1420 
345 

'345 1 
i420 , 


1272 

8'/, 

1172 

1272 
10^7 

, nVj 
ii'A 


• • • • 

9 

. . 3 i 
. .13 


i 

^ /lO 

i 

2, 3. 4, ! 

1 

1 

... 8 i; 

... ?,.... 


. 
! 
! 

. . 5 (?) 



z 10*ciu lat średnia 



1077 I 



głośne wyrzekania na „uciski", doznawane od wojska rosyj- 
skiego *). 

W roku zaś 1776 Komisy a Skarbu Koron, rachowaał 
korzec żyta „w kraju" tylko po zip. 4 i szelągów 8 **), Ta- 
kie gwałtowne falowanie cen daje się wytlomaczyć tylko zu- 
pełnie anormalnym stanem kraju. A ceny gdańskie są wpra- 
wdzie wyższe od cen siódmego dziesięciolecia, ale niedoró- 
wnywają cenom z r. 1772. 

Po ukończeniu rozbioru, jak widać z tabeli gdańskiej tu- 
dzież notat Stroynowskiego, następuje szereg lat ta- 
nieli aż do r. 1784, kiedy ceny zaczynają się podnosić ***). 



•) Prot. De leg. Zagajenie IV, sesya LXIV, str. 431 i nast. 

*♦) Pr. Ek. A/ 13, str. 67—71. 

***) Ceny gdańskie podhig powołanej tablicy Czackiego, żyto- 
mierskie pKklług tabeli tamecznego prokonsula Lewandowskiego (Dz. 
Handl. 1787, str. 337; pograi\icza pruskiego, pewno najniższa, bo podana 



« 


S;2£gSSSS 






? 


i. 












^ 


g- 




Ł 


isiStsii 


^ 


a 


o 


1 




5^ 


^ 






£ 






5. 


slssilśsi 


^■ 


■p 


3- 


If 


BSBSlgSK^ 


"^ 


łi? 


!^ 


^ 


i7-^~=^:r^r^=-:r:r- 


_P_ 








„-««-^-- 


3 


_ 


w 








2.= 


g 5 








■? 2 




00 


^^c o -o 


i_ 


% 


^^ 






^ 








_SSSS8SS 


= 


i 






g f 


^ 


5" 








3 


■p 


s 




c 


= 




- 




~S=3B3-= 






"^ 








o 
















S Z 










"l 


3 


2. 

■P 








1 








-- g«- 




_ 


? i 








g 






* " Zi 


i 


B 


|- 




























?: 


^ 






c. 


° 


^ 














CB^ 


g 


" 


70 














Or* 










H 3; 










ir 






n 



E g 



85 



<0 



M 



CO 

o 

"S 

o 

■ 

E 



o 



•^ ■ 'i 

w j- 

3 'I 

« i: 

'l 

o 

O 



-O 



O 



•^ 0) 



<: 
os 

T3 
O 



O 



t4 
u 

O 

u: 



C 
-o 

Urn 



U 

O 



u 

O 



Cd 

o 

0Q 



u 
«> 

o ^a 

Ul 



X ^ ^ 

« S-S 



o. 

O 
O. 



Cd 

o 

U 

3 



Cd 

B 

O 

u 

3 

&4 



Cd 

B 
O 

o 



o 

•g 

3 
(4 



O 
O 

CU 



id' 






ed >^ 



lO o 



o - 

•N I 



lO 






n 

u:) 



I ^ I 



m 



O* O O O 



o- o.- ''-^ 



r^ 00 



ff» 



^ 2: 
I 

35 

•a. 



nO 






T 



—- ^ —- - « c« 

C^ lO o >0 co i?^ ^ r».. 

»-^ ^H o^ »-^ ^H r^ lO 



•A 

00 












n 



e« 

C^ C^ 00 O "^ vO 00 

■+ <N ^ 



I I 



Tf lO O iO 



CO CO CO »0 lO — - 

^H .— t .— t 1— t — < 00 c^ 



t« e^ i« »« o> 



TfiniOioio-^co"^ 



lO lO 



OO-^t-^c^OooO 
COCOCOCOCOCOCS^ 



r- lO o 



>Oi^ooo^Q^^c^co 

OOOOOOOO^OC^O^ 



<N 



Ib 

.2 
'c 

Ul 



3 

B 

I 

00 



CVI 

7 

•o 






o 








e 

o 


> 


o 


0* 

o 


£ 


Xi 


Cd 




bo 


>» 


00 


1= 


O 


V 


t—* 


•^^ 




3 


,^ 


•a 


>^ 


c? 


N 


C 


O 


N 








M 


s 


C-l 


o 


co 


o 




c 


00 


s 


o 


bo 


•—i 






c^ 


3 


•"* 


^ 


,^^ 


C 




3 


E 


5 


a 


tn 


u 




o 




^ 


bo 




3 


CO 


«Ni* 




T3 


o* 


O 




O. 


CA 




Cd 


>> 

S 
sn 


Sm 


^w^ 




Cd 


<n 


c 


^ 


o 


CA 


>> 






»-< 


o 


Cd 


:2 




(A 


c> 


Cd 


O 


^ 


N 


O 


jC 


♦J 


€ 


•« 


> 




> 


""t 




c^ 


V 


o 


O 




u 


• 


o 


i3 


^ 


CA 


ed 

n 


o" 




00 




r^ 


£ 




o 


>_^ 






^ 


• 


CA 




^ 


•a 




c 


—" 


Cd 


J£ 


X 


O 




N 




O 
0) 


• 

c 


^ 


a> 


V 


— « 


G 


N 


Cd 


Q 


E 




Cd 


i? 


N 





86 

Najobfitszego materyalu, dzięki staraniom, podjętym 
przez Dziennik Handlowy, dostarczyło nam następne ośmiole- 
cie, o roku zaś 1794 posiadamy tylko luźne wskazówki i to 
z czasów oblężenia Warszawy, a więc w chwili anormal- 
nej *). W ogóle objawi się znaczny wzrost cen z przyczyn, 
które poniżej wykażemy. 

Rozglądając się porównawczo w pozycyach tablic poje- 
dynczych oraz w tablicach wszystkich trzech okresów, prze- 
konywamy się, że XVIII wieku różnice w cenach zbożowych 
były wielkie, większe niżbyśmy wyobrazić zdołali, biorąc mia- 
rę z dzisiejszych stosunków handlowych. Tak np. przed pier- 
wszą wojną turecką ceny bracławskie mogły być dziewięć 
razy mniejszemi od mazowieckich, przeszło 14 razy od to- 
ruńskich, 16. i pół razy od gdańskich (w r. 1766 żyto). Jest 
to dowodem fatalnych warunków handlowych, dowodem nad- 
zwyczajnego braku odbytu na Ukrainie. Z czasem warunki 
te poprawiły się; w okresie drugim ku końcowi i w trzecim 
(Tab. 72) różnica pomiędzy cenami podolskiemi, bracławskie- 
mi i warszawskiemi a nawet gdańskiemi nie przenosi stosun- 
ku potrójnego (3:1). S t r o y n o w s k i przypisuje to pole- 
pszenie wpływowi wojen rosyjsko-tureckich i popytowi na 
zboże do Galicyi; należy jednak policzyć sporą część tych 
zwiększonych zysków rolnictwa na wpływ handlu Czarnomor- 
skiego i kolonizacyi stepów Noworosyjskich po zajęciu Krymu. 

Wyższa skala cen litewskich w porównaniu z koronne- 
mi wirnika zapewne z mniejszej żyzności gruntów i koszto- 
wniejszej produkcyi 



przez Komisyę Skarbu Koronnego w widokach obniżenia taryfy pruskiej 
z Pr. Ek. A/3, str. 67 — 71, włodzimierskie i warszawskie podług Waler. 
Stroynowskiego 1. cit). 

*) W czerwcu 1794 podczas oblężenia, z powodu ścieśnionego do- 
wozu, cena żyta w Warszawie poskoczyła do 15 złp. Wtedy wydział ży- 
wności poświęcił 6.000 korcy z magazynów wojskowych i przedał je po 
12 złp. (Gaz. Rząd, Nr. 21, str. 83. 



87 

Nareszcie w jednej i tej samej miejscowości zdarza się 
gwałtowne podskakiwanie cen: w Warszawie np. pszenica do 
dwóch razy, a w Wilnie prawie do pięciu razy. Takie zja- 
wisko prz^^pisać należy zapewne klęskom losowym, nieuro- 
dzajom. W istocie wiemy, że plon z r. 1785 okazał się zbyt 
szczupłym; od stycznia r. 1786 Komisya Skarbu Koronnego 
wysyła oficyalistów swoicłi, aby skupowali zboże i urządzali 
magazyny w Grodnie „gdzieś nad Wilią", oraz w Sandomie- 
rzu, Krzemieńcu, Dubience „dla zapobieżenia grożącego kra- 
jom Rzpltej niedostatkiem żywności niebezpieczeństwa"; ale 
wiosna 1786 r. zapowiedziała się dobrze, gdy taż Komisya 
w lipcu nakazuje wyprzedać napełnione już zbożem magazy- 
ny, „nie widząc potrzeby trzymania zboża skarbowego z po- 
wodu okazującycłi się urodzajów tegoroczny cłi" *). Takiej 
przezorności nie okazała Komisya Litewska w r. 1787, gdy 
w Wilnie pszenica i żyto w zimie tego roku podrożało nie- 
słycłianie (120 i 90 złp. za beczkę), a jeszcze z wiosną 1788 
roku obniżyła się bardzo niewiele. Wojewoda krakowski Ma- 
łacłiowski mówił w końcu r. 1788**) o „kilkuletnich nieurodza- 
jach" i o braku zapasów. Dopiero w roku 1792 oczekiwano 
zapewne wielkich urodzajów, bo Komisya Skarbowa Koronna, 
która, wyprzedając magazyn Kazimierski, oznaczała dawniej 
cenę żyta na 15 złp., w maju tegoż roku poceniła żyto i ję- 
czmień Szmulowi Jakubowiczowi tylko po 5 i pół złp. ***). 
Z cen wewnętrznych, krajowych, najważniejszemi dla nas są 
warszawskie z ostatniej (72-ej) tabeli ze względu na obfitość 
i dokładność materyałów, z których są wyciągnięte. Przytem 
podług Wars2sawy obliczaliśmy wartość całej produkcyi: zbo- 
żowej z r. 1872. Po wykreśleniu dwóch pozycyj najwyższej 
(16 złp.) i najniższej (8 i pół złp.) otrzymaliśmy z 8-letniego 
okresu cenę średnią żyta dla Warszawy złp. 12 groszy 167.^ 



•) Prot. Ek. A/23, str. 16 nast. 404, 591, 610. 

♦*) Dyaryusz 1788 (urzędowy) I, część 2, str. 420. 

**•) Pr. Ek. A/28, str. 3; A'30, str, 1369 i 1853. 



88 

(czyli 127i5 złotego) za korzec. Porównywając tę cyfrę z ce- 
ną roku 1871, jako ostatnią z podanych w Encyklopedyi Rol- 
nictwa, otrzymamy stosunek złotego przeszłowiecznego do 
dzisiejszego jak 1 do 3V4 (dokładniej 1 : 3,7695). To znaczy, 
że w okresie 1786—1793 roku za 1 złoty można było kupić 
tyle żyta, ile teraz (w r. 1871) kupujemy za 3V4 złp. Podług 
zasad racłiuby, w statystyce przyjętycłi, stosunek cen żyta 
przyjmuje się za normę do oznaczenia wartości pieniędzy; mó- 
wimy zatem i za podstawę do dalszycłi obliczeń przejmuje- 
my, że: 

Nr. 73. 

1 złp. (1786— 1793) =3,77 złp. dzisiejszycłi z r. 1871*). 

Lubo zboże znacznie tańszem było w Polsce, niż w Eu- 
ropie zacłiodniej, jednakże clileb sprzedawał się po mia- 
stacłi większycłi w cenie stosunkowo wysokiej. Przynajmniej 
o Warszawie S c li u 1 1 z powiada, że „w najmniej źyznycłi 
krajacłi monarcłiii pruskiej chleb jest większy i lepszy, niż tu 
w środku najurodzajniejszych okolic". Tłómaczy to brakiem 
dozoru rządowego tak nad całym wywozem krajowym w o- 
góle, jako też nad handlarzami zboża i piekarzami w szcze- 
gólności **). 

Taksa zbożowa Kościuszki oznaczała tylko 1 grosz za 
funt chleba, ale była to cena wiejska i przytem na chleb żoł- 
nierski, razowy. W Toruniu w roku 1789 taksa oznaczała 
w kwietniu za 1 grosz tylko ^j^ funta i 4 Schotten, a w pa- 
ździerniku jeszcze mniej, bo \^ funta 10* » Schotten; ta osta- 



*) Jakkolwiek ceny gdańskie nie mogą służyć za wyraz stosun- 
ków ekonomicznych wnętrza kraju, to jednak wypada bardzo zbliżony sto- 
sunek (1 : 3,5) skoro podzielimy przez sumę wszystkich średnich cen Ź5rta 
(z tablic 68, 70, 72) a więc z całej epoki cenę np. z dnia 10 marca 1877 
roku, mianowicie 6,34 kop., czyli 42*/] 5 złp., podaną przez dom handlowy 
M. Baranowski i w Gdańsku (^Kuryer Warszawski 1877 r. z dnia 14/3 
Nr. 57). 

**) „Reise eines Lieflanders I, 135*. 



89 

tnia cena utrzymywała się jeszcze dnia 25 czerwca 1791 ro- 
ku *) w Warszawie, ceny były wyższe. 

2. Ceny innych artykułów żywności. 

„Kasze, podwójnie zboża potrzebują": stosownie do tej 
maksymy cena jest zwykle około dwócłi razy większa: w r. 
1787 komisarze do ułożenia prowiantów dla wojsk rosyjskich 
w obwieszczeniacłi swoicłi obiecują za krupy jaglane po 26 
złp. od korca, a Komisya Skarbowa Koronna w roku 1791 
oznacza cenę krup jaglanycłi na 28, łireczanycłi na 25 złp. 
za korzec **). 

Mięsa funt w r. 1773 przy dosta wacłi dla wojska ce- 
niony był w powołanej nocie ambasadorów na 3 grosze; tę 
samą cenę znajdujemy w taksie obozowej Kościuszki w roku 
1794. W Warszawie aż do czasów sejmu czteroletniego 
zwykła cena wynosiła podobno gr. 5, w roku zaś 1789 przy 
wzrastającej drożyźnie docłiodzić miała do 10 gr., jak powia- 
dano, skutldem wprowadzenia nowego podatku od skór, albo 
skutkiem wielkiej konsumpcyi, jaką w>^wołaly działające w po- 
bliżu granic polskich armie. 

Ale taksa, wydana na dniu 7 stycznia 1790 przez mar- 
szałka w. k. Mniszcha, oznaczała tylko l^l^ gr. (gorsze ga- 
tunki do 6 i pół gr.). W Krakowie płacono po 7 i 8 groszy, 
lecz w Wilnie w r. 1792 tylko 4 gr. *"*). Wieprz lepszy ko- 
sztował w Warszawie w r. 1787 aż 108 zip., cielę 18 złp., 
krowę ceni C z a c k i w roku 1780 na bO złp. Masła funt 
w Wilnie w r. 1787 kosztował gr. 20, grzybów bunt złp. 5. 



*) Gaz. Rząd. Nr. 9, str. 34; „Thornische historische Nachrich- 
ten* pod wskazanemi datami. 

•*) Pr. Ek. A/13, str. 67 — 71; A/28, str. 3; Dziennik Handl. 
1787 str. 659. 

•**) Prot. Deleg. Zagajenie I, sesya XVII z dnia 23/7 1773, str. 
84. Gaz. Rząd., str. 34; taksa rzeźników Mniszcha w Dz. Handl. 1790, 
str. 78 oraz przy ife. H. 1793; 1792, str. 235, 269, 332. Bi ester u Li- 
skiego: Cudzoziemcy w Polsce, str. 291. 



90 

W Warszawie i Krakowie ceny te musiały być wyższe, przy- 
najmniej co do masła, które Czacki w r. 1780 ceni na 
38 złp. faskę, a więc prawie na 1 zip. funt *). 

Za słoninę taksa obozowa Kościuszki wyznaczała gr. 12 
za funt. 

Ceny piwa w r. 1767: wilanowskie beczka po złp. 13 
groszy 28 do złp. 11, z browaru królewskiego pod koszarami 
w Warszawie po złp. 12 do 8, inflanckie do złp. 14 gr. 4, 
królewskie na Golędzinowie (pod Warszawą) złp. 6, szlacłie- 
ckie po złp. 5 i 4 i pół **). 

Syntezę wszystkicli tycłi cen szczegółowycłi znajdziemy 
w cenie obiadów. Przy niezwykłej drożyźnie podczas sejmu 
czteroletniego w Warszawie w najlepszych łiotelacli za obiad, 
złożony z zupy, jarzyny, pieczeni i leguminy, płacono 3 złote; 
gdy żądano dwócłi dań więcej 4 do 5 złp., za najobfitszy 
zaś o 6 — 8 daniacłi z deserem rachowano 6 do 10 złp., w r. 
1793, gdy sejmu nie było,, ceny te zniżyły się o połowę: 
wszakże najuboższy człowiek w garkuchni podobno nie mógł 
zjeść obiadu bez 1 i pół złotego, jeśli mamy wierzyć podró- 
żującemu cudzoziemcowi. Oficerowie jednakże jadali w War- 
szawie i w obozie pod Warszawą w 1794 obiady po 1 złp., 
a kolacye po pół złotego. Po wsiach żołnierz płacił za swój 
obiad kilka groszy***). Chłop cenił dzienną żywność najemni- 
ka na groszy 15 *****). 



*) Czacki: O Polskich i Lit. Prawach I, 186. 

"*) Rachunki królewskie w^ Archiwum Główne Kr. księga Nr. 
90 w ekspcnsie. 

***) Szultz: „Reise eines Lieflanders I, 144". Raport Gorzkowskie- 
go, Intendenta Policyi, wydziału Sandomierskiego w Dz. Hanol. 1792 roku. 
Ko misy a C. W. Rawska wyznaczała na żywność dla jednej osoby (żołnie- 
rza) na obiad, lub nocleg gr. 4 oprócz mięsa i trunku (księga 3 pod dniem 
24/5 1792), a Komisya Czerska kazała rzeźnikom w m. Warce sprzedawać 
funt mięsa po 5 gr., ale tylko dla samych żołnierzy, licząc po 1 funcie na 
dzień, wyjąwszy piątki i soboty (księga 1 pod dniem 19,5 1791). Rachu- 
nek z d. 6/9 1794 podany przez Kiersnowskiego w MS hr. Starzcńskiego. 

*•**) O poddanych polskich roku 1788, str. 28 przyp. 23. 



91 



3. Ceny mieszkań. 

Ogłoszenie o sprzedawanej w r. 1787 kamienicy war- 
szawskiej zawiera następujące dane: znajdowała się w Starej 
Warszawie przy ulicy Piwnej, blisko Zamku, składała się 
z parteru i trzecłi pięter. Na dole jest sklep z jednem oknem 
na ulicę, izba szynkowna na tyle z jednem oknem na po- 
dwórze i zwykłe gospodarskie dodatki. Na pierwszem piętrze 
pokój do przyjęcia gości zwierciadlany, na ulicę z trzema an- 
gielskiemi dubeltowemi oknami szkła czeskiego, z kominkiem, 
piecem, posadzką dębową taflową, woskowaną i obiciem nie- 
bieskiem; drugi pokój jadalny, żółto malowany, z dwoma 
oknami dubeltowemi angielskiemi szkła czeskiego, na podwó- 
rze, z kominkiem, piecem, kredensem, galeryą do wygody 
służącą; garderobę z trzema szafami nowemi, z dwoma okna- 
mi ordynaryjnemi na podwórze; trzeci pokój sypialny z dwo- 
ma oknami angielskiemi dubeltowemi szkła szląskiego, na po- 
dwórze, z kominkiem, piecem, galeryą ku wygodzie służącą; 
sionkę małą z flizową posadzką i jednem oknem na podwó- 
rze; kuclinię, piwnicę wielką, drwalnię, pralnię, górę, izdebkę 
dla ludzi, spiżarnię. Lokal taki, widocznie dla zamożnycłi już 
ludzi przeznaczony, cenił się rocznie 90 cz. zł. (1.620 złp.); 
na wyższych piętracłi lokale były naturalnie skromniejsze 
i tańsze, a cała kamienica czyniła docłiodu J40 czerw. złot. 
(4,320 złp. owoczesnycłi) zapewne brutto *). 

Bywały jednak w kamienicacłi staromiejskicłi lepsze, 
przynajmniej znacznie droższe mieszkania. Tak, Pułtarzew- 
skiemu, mieszczaninowi i kupcowi Starej Warszawy, płacił 
komornego Crutta, tłumacz języków wscłiodnicłi, należący do 
dworu królewskiego, 140 czer. zł. (2520 zip.) rocznie **). 



♦) Dz. Handl 1787, str. 689. 

**) I zadłużył się; wiemy to z kartki, polecającej kasyerowi Korni- 
syi Skarbowej Koronnej, aby wypłacał Pułtarzewskiemu po 35 czerw. złot. 



9 



o 



Tyle płacili mieszkańcy stali; przyjezdni, jeśli się urzą- 
dzali w Warszawie na czas dłuższy, mogli wynajmować apar- 
tamenta w cenie od 5 do 100 i więcej czer. złt. miesięcznie. 
W pierwszorzędnym hotelu Polza „pod Białym Orłem" na 
Tłomackiem były pokoje od 5 do 60 dukatów (90 — 1080 złp. 
miesięcznie). S c li u 1 1 z twierdzi, że ceny mieszkań w War- 
szawie są wyższe niż w Wiedniu, najdroższem ze wszystkicłi 
miast niemieckich, a podczas sejmu Warszawa pod tym 
względem może zająć miejsce po Londynie *). O droży- 
źnie mieszkań podczas jarmarków w miastach mniejszych 
wspominaliśmy już; w Grodnie podczas sejmu płacono po 1, 
2 i 3 dukaty dziennie za pokój. 

Wszakże osoba uboga (aktorka) mogła w Lublinie zna- 
leść izdebkę lichą za 6 złp. miesięcznie. Tamże w r. 1773 
snycerz płacił za cały dworek drewniany 40, a woźny za 
izbę w dworku murowanym 30 złp. rocznie **). Przypuszcza- 
my, że w innych miastach prowincyonalnych za tę dosyć 
umiarkowaną cenę można było wynająć już większą i wygo- 
dną izbę, lub za małą płacić taniej. 

4. Ceny wyrobów rzemieślniczych i fabrycznych. 

Na robotę szewcką wydana była taksa w r. 1767***). 
Uprosiliśmy jednego z dobrych majstrów warszawskich (pana 



kwartalnie z pensyi, wynoszącej 100 czer. zl. na kwartał (Arch. Sk. Kor. 
dział LV plika Nr. 104). Tenże kasycr Rudnicki płacił jeszcze drożej, bo 
220 czer. złt. za mieszkanie, niejakiemu Rogalskiemu i podobnież w opła- 
cie zalegał; z kartki jego, nie dość jasno napisanej, możnaby wnioskować, 
że suma ta stanowi ratę kwartalną, lecz nie możemy uwierzyć, żeby ko- 
morne roczne mogło wynosić aż 880 czer. zł. (5849 złp.). 

*) „Reise eines Lieflanders I, 149, 150*. 

**) J. D. Ochockiego: Pamiętniki wyd. Kraszewskiego, w dru- 
karni Zawadzkiego 1857, I, str. 83. Lustra cy a Kolegium jezuickiego, 
rękopis Bibl. Uniw. warsz. Nr. 574, str. 353. 

***) Dzień. Handl. 1792, str. 26—32. Molier: („Reise von War- 
schau nach der Ukrane im Jahre 1780, Herzberg am Harz 1804*) podaje, 



93 

Józefa Wójcickiego), który pamięta i zna dawniejsze procede- 
ry swojego rzemiosła, aby przeszacował rzeczoną taksę na 
ceny dzisiejsze (czyli raczej na ceny z r. 1872). Tym sposo- 
bem powstała następna tablica porównawcza. 

Tab. 74. 



Ceny 1767 



i 



1872 



na ówczesne 
pieniądze: 

Buty z czerwonej kajsar- 

skiej i żółtej skóry. . 26 zł. 12 g. 

Buty niemieckim krojem .23 „ 26 „ 

Buty robotą czarną pol- 
ską, sakowe czarne . 10 , 15 „ 
Rotx>ta cienka biało- 
głowska: 

Trzewiki drojetowe . . 9 „ — „ 
„ z pięknej sako- 

wej szlichtowanej skó- 
ry wywracania . . . 5 „ — „ 

RotK)ta gruba czarna: . . 

Buty z 2 podeszwami 
i cholewami długie ry- 
backie jucłitowe . . . 13 „ 15 „ 

Buty chłopskie o jednym 

szwie 8 „ — „ 

Buty chłopskie o dwóch 

szwach 7 „ — „ 

Buty chłopskie z podlej- 
szej skóry 6 „ — 



I 

na dzisiejsze ^^„^ rzeczywista 
pieniądze "^ 

98 zł. 26 g. ;46zł.20g.(rs.7) 
90 „ - „ I ? 

39 ,, 15 „ |35 „ — „(rs. 5 k. 25) 



34 „ „ 



18 „ 24 „ 12 „ -„(„ 1 „80) 



50 „ 12 „ [80,, -„(„12 „-) 
30 „ 4 „ |35„ -„C. 5 „25) 



fi 



26 
22 



»» 



}) 



12 „ 



'30 „ -„(„ 4 „50) 



18 „ 124 „ -„( 



» 3 „ 



60) 



Tę taksę radby Dziennik Handlowy przywrócić, żeby 
zdzierstwo szewców w r. 1792 ukrócić. Należałoby więc dla 
epoki sejmu czteroletniego podnieść taksę; z drugiej strony 
znów trzebaby wziąć większy nieco stosunek pieniędzy. Wy- 
konawszy to, ujrzelibyśmy niewątpliwie, że cena butów zwy- 
czajnych, czarnych pozostała prawie bez zmiany, cena zaś 



że na jarmarku ukraińskim w Potyłówce buty bez podkucia kosztowały 
5 gr. (str. 28), uważamy to za omyłkę druku: cena rzeczywista była za- 
pewne 5 złp. 



94 

obuwia ozdobnego zmniejszyła się skutkiem, zniżenia ceny sa- 
fianów; ale obecnie skóry lepiej są wyprawiane, więc obuwie 
stało się trwalszem i tańszem w ogóle. 

Robiąc zakupy dla wojska, Komisoryat Wojenny w roku 
1794 płacił parę butów po złp. 12, 13, 14 i 15 *). 

Nr. 75. 

Cena fabryczna sukien krajowycłi zaczynała się od 
3 złp. za łokieć (szarego samodziału) i docłiodziła do 12 złp. 
(wyroby fabryki Koreckiej). Komisya Wojskowa oznaczała 
cenę sukna żołnierskiego po 3 złp. łokieć, lecz wojskowi ku- 
powali podobno i po 3 złp. Fabryki Grodzieńskie za Ty- 
zenłiauza wyrabiały najwyższe gatunki po dukacie (18 złp.) 
za łokieć, ale były to sukna prawie zagraniczne, przez spro- 
wadzonycłi z zagranicy fabrykantów wyrabiane. Z tycli cen 
możemy domyślać się ceny ubrań, bo zresztą taksy krawiec- 
kiej nie znaleźliśmy. Tylko w ogłoszeniu o poborze rekruta 
we wrześniu 1794 r. wyczytaliśmy, że skarb przy ekwipowa- 
niu wojska miał płacić za sukmanę po 10 złp., za kożucłi po 
14, za czapkę po złp. 3 gr. 15 i za buty po złp. 6. Były to 
zapewne ceny możliwe najniższe. Dziś nowa sukmana ko- 
sztuje około 25 złp., kożucłi około 30 zip., tylko czapkę mo- 
żna mieć w dawnej cenie. Płótna płacił Komisorj^at: lnia- 
ne po gr. 20, 24, 26, 29 i po 1 złp., konopne po 19 do 21 
gr., paczesne po 15 i 16 gr., drelicłi po 15 do 20 gr. za ło- 
kieć *'^). 



*) Ceny, podług których Departament Umundurowania w Komiso- 
ryacie Wojennym zwykł zakupywać...., dnia 19 września 1794 roku na se- 
syi Departamentu spisane: plik a. 39 pod tytułem: Przełożenia, noty 
i kwity Dyrekcyi Centralnej Komisoryatu. W. 1794. 

**) Annexa przy raporcie superintendenta Gruszeckiego do Komisyi 
Skarbu Kor. z dnia 17 stycznia 1789 roku w Arcłi. Skar. dział XXX plik 
Nr. 34. Są dołączone nawet próbki sukien szarycłi i kolorowycłi, Dziennik 
Handl. 1787, str. 191. Dz. Cz. S. G. W. Sesya 233 z dnia 9/3 1790 roku. 
Gaz. Rząd. Nr. 79, str. 316. Ceny Komisoryatu 1. cit. 



95 

Nr. 76. 

Cennik fabryk żelaznych Jezierskiego, kasztelana łukow- 
skiego, z r. 1791 szacuje żelazo w sztabach, lub osiach 
i drągach po 38 złp. za centnar od 160 funtów (dziś 53 — 64 
złp.), stal in crudo po 12 złp. za funt (dziś tylko 22 gro- 
sze), rafinowaną dwa razy po 18, a trzy razy po 20 złp. za 
funt; pałasze w troistych gatunkach po 5 złp., bułaty zaś po 
8, siekiery dla wojska wielkie stalowe po 6 złp. (dziś od 5 
do 6 złp., a nawet 10 złp., a więc w tej samej prawie ce- 
nie); motyki po 4 złp., łopatki holenderskie 3 złp. *). Dziś 
cena motyki i łopatki prawie taka sama. 

Nr. 77. 

Broń, mianowicie: armaty podług etatu 1789 r. ce- 
niły się 12-funtowe po 10.000, ó-funtowe po 4.000, 3-funto- 
we po 2.000 złp., karabiny z bagnetami płaciła Komisya Skar- 
bu Koronnego „dość tanio" w r. 1767 po złp. 33; za granicą 
zaś w Berlinie u Splitbergera przy wielkich zakupach w roku 
1789 taż Komisya płaciła po złp. 29 za karabin i po złp. 36 
gr. 22 i pół za parę pistoletów. Kościuszko w r. 1794 wy- 
znaczył: za fuzyę strzelecką dobrą 24 złp. (dziś 6 — 150 rsr., 
czyli 40 do 1000 złp.), sztuciec dobry złp. 36, za parę pisto- 
letów dobrych złp. 18, za pałasz dobry złp. 15 **). Kul do- 
starczały wojsku fabryki suchedniowskie i kuźnice samsonow- 
skie po złp. 17 gr. 4 za centnar. Z fabryk prochowych pod 
Krakowem w r. 1788 przedawano kamień o 32 funtach pro- 
chu, zwanego wiedeńskim, po złp. 54, kurkowego po 48, le- 
szczyńskiego po 44, muszkietowego 40, armatniego 38 zip.***). 



*) 'Dz. Handl. 1791, str. 43—45. Ceny Małachowskich z Koń- 
skich i Bialaczewa w Dz. Handl. 1787, str. 654. 

*•) Konstyt. 1788, str. 109. Pr. Ek. A, 4, str. 55. A/26, str. 452, 
Gaz. Rząd. Nr. 79, str. 316. 

•") Pr. Ek. A/28 pod dniem 28/10 1791. Dz. Handlowy 1788 
str. 753. 



I 



96 



Nr. 78. 



Za karetę w Warszawie u Sperla płacił Ochocki 
190 czerwon. zł. (3420 zip.), za kocze po 95 dukatów (1710 
złp.). Dziś ceny są mniej więcej podwójne *). Wozy amu- 
nicyonalne po 700 i 600 złp. podług etatu. 

Nr. 79. 

Klawicymbałek „głosem podobny do gęsi" wynajmo- 
wała uboga aktorka w Lublinie za złp. 2 na miesiąc, a za 
„doskonały fortepian" po dukacie na miesiąc **). Dziś ceny 
te należy potroić. 

6. Cena koni i furażu. 
Nr. 80. 

Rada Najwyższa Narodowa w r. 1794 wyznaczania po 
15 czer. zł. (270 złp.) za konie dla inżynierów. Zbytkowne 
zaś, tureckie ogiery płacono po 1000 dukatów, a nawet po 
28,000 złp.***). Widzieliśmy wyżej, że w 1773 ambasadorowie 
oznaczali cenę za pud siana gr. 14, a słomy targanej gr. 12. 
Czacki podaje na rok 1789 wóz czterokonny siana na zł. 
32 (licząc po 16V3 na dukat, a więc około 36 złp. zwykłej 
stopy); jest to prawie ta sama cena, jeśli poracliujemy po 30 
centnarów, czyli po 75 pudów na wóz. Wszakże w racłiun- 
kacłi królewskicłi z r. 1767 „brykę siana" ceniono drożej, lx) 
na 3 czer. zł., czyli 54 złp. Dziś cenę tę należałoby powię- 
kszyć ze siedem razy. 



*) J, D. Ochockiego: Pamiętniki wyd. J. I. Kraszewskiego 
U, str. 115. 

**) Tamże II, str. 89. 

***) Gaz. Wolna Warsz., str. 363. Nie wszyscy błądzą, 
rozmowa Bartka z panem. Warszawa 1790, Zawadzki, str. 9. 



97 

Dla wojska polskiego przy wybieraniu prowiantów z ma- 
gazynów sejm czteroletni ustanowił za korzec owsa po 3 zł., 
lubo cena pospolita była złp. 5 *). Komisye Porządkowe Cy- 
wilno-Wojskowe w roku 1792 oznaczały dla wojska: Rawska 
owies na złp. 3, siana pud na gr. 15 — 20, Czerska owies na 
złp. 3 gr. 10 do złp. 4, siana pud na gr. 16 — 20 **). 

6. Cena pracy ludzkiej. 
Nr. 81. 

Praca pańszczyźniana rolnika pieszego cenioną była 
na Rusi, Ukrainie, Polesiu i w województwie Chełmskiem po- 
spolicie 12 groszy za dzień, Stanisław Małachowski w swo- 
jem ^państwie Ostrogskiem" ***) wyznaczył 13 gr. mężczyź- 
nie a 10 kobiecie w roku 1791. Była to jednak zapłata zbyt 
niska. Autor jednej broszury widzi w tem nadużycie dziedzi- 
ców: „Najem do żniwa płacą po 10 gr. na dzień, w inszych 
po 13. Widziałem, gdy chłop chłopa najmuje, daje mu albo 
zloty bez jedzenia, a dając jeść gr. 15" ****). z tej zasadniczej 
ceny formowano płace dnia ciągłego parowolne go na gr. 18 — 
-6 i czterowolnego około złp. 1 gr. 6. Zapłata roczna parob- 
ka, jak podaje C z a c k i, wynosić miała 72 zł. podług stopy 
1766 r., czyli 80 złp. stopy zwyczajnej (18 złp. na 1 czer.); 



*) Dz. Cz. S. G. w. sesya 335 z dnia 25; 10 179U. Cena 5-złoto- 
wa utrzymała się jeszcze w 1815 roku. Młodecki: O polepszeniu tera- 
źniejszego stanu włościan polskich. Uwagi. Warszawa 1815, str. 10). 

*•) Akta Komisyi Cywilno Wojsk. Rawskiej, księga 3 pod dnem 
-^'5 i 27,7 1792; Czerskiej księga 1 pod dniem 10 5, 29,5. 23.6. 

***) Po 12 gr. rachowała Komisya Skarbi; Koronnego, obliczajjic, 
intratę z dóbr 'biskupstwa chełmskiego (Pr. Ek. A 2S. str. 365). Czacki 
^wierdzi^ że w latach 1790—1792 cena pieszej pańszczyzny podniosła się 
^^ l^gr. (O Polsko Litewskich Prawach 11, 183^. Dzień. Handl. 1792 
5^- 41-^57. 

•*•*) O poddanych polskich 1788 r., str. 28, przyp. 23. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. II. 7 






98 

dziennie więc wypada zasług zaledwie 6,6 grosza oprócz ży- 
wności, dawanej od dworu. 

Dzień roboty ciesielskiej oceniony jest u Czac- 
kiego na 2 złp. w Krakowie w r. 1780, przy cenie żyta 
1273 złp. Ponieważ obliczenie oparte jest na stopie mone- 
tarnej z r. 1766, więc przekładając je na stopę zwykłą (18 
złp. na 1 czerw, zł.), otrzymalibyśmy na zapłatę cieśli złp. 2 
gr. 7 i pół. Wszakże cena żyta, podana przez C z a c k i e- 
go na rok 1780, jest zbyt wysoka w porównaniu z naszą 
tablicą 70; możliwą byłaby dla Warszawy i Krakowa cłiyba 
w ostatniem 9-leciu (Tab. 72). 

Płaca rzemieślników i robotników fabrycznycłi, 
szczególnie sprowadzanych z zagranicy, była niewątpliwie 
znacznie większa: na fabrykacłi grodzieńskicłi np. wynosiła 
50 czerwon. zł. (900 złp. rocznie, a więc blisko 3 złp. dzien- 
nie) ^). 

Zakrystyan w Lublinie przy kościele jezuickim 
w roku 1773 brał 140 złp. „zapłaty" i 160 złp. strawnego 
rocznie. 

Czeladnik apteczny w Lublinie w r. 1773 po- 
bierał „zapłaty" 500 i strawnego 208 złp. na rok, pomocnicy 
jego po 100 i 104, cłiłopiec do usług 72 zapłaty i 104 stra- 
wnego. 

Z e c e r w drukarni jezuickiej w Lublinie w roku 1773 
pobierał od wysadzenia arkusza garmontu 6 złp., romany 1 
złoty pol. **). 

Aktorka trupy prowincyonalnej (Małecka) pobierała 
tylko 3 dukaty miesięcznie, czyli 650 złp. rocznie, a z tego 
musiała kupować sobie rękawiczki świeże, trzewiki, pończo- 
cłiy etc. Prawda, że jej ta płaca nie wystarczała i że zmu- 
szała ją do szukania innycłi ubocznycli zarobków. 



*) Berno u lii u Liskego: Cudzoziemcy w Polsce, str. 209. 
"•) Lustrac\'a Kolegium jezuickiego w Lublinie... roku 1773. Rękopis 
llblioleki Uniwonsytetu Warszawskiego Nr. ó74, str. 372 (karta 201). 



99 

Nauczyciel muzyki w Lublinie udzielał lekcyj 
po 3 zip. od biletu. 

Mecenasowie zaproszeni na konferencyę brali i po 
50 czer. zl. {900 zip.). 

Doktorowi na wsi za nieodstępne siedzenie płacono 
po 10 cz. zl. (IbO zip.) na tydzień *), 

Najniższa płaca żołnierza szeregowego {gemejna"' 
\v}'nosi!a zip. 262 rocznie, prócz ubrania i uzbrojenia, towa- 
rz}'sz w Kawaleryi Narodowej od roku 1789 pobiera! na sie- 
bie, na swego pocztowego i na konie 1200 zip., a w puł- 
kach Przedniej Straży 1000 zip. rocznie. 

Uposażenie urzędników i oficyalistów rządowych pozna- 
my później. 



7. Budźflt roczny mieszkańca Polski w koAcu 
XVIII w. 

Oznaczony podług cen żyta stosunek wartości pieniędzy 
XVII] wieku do naszycti Jak 3,77 : 1 nie sprawdza się na 
wszystkicłi cenach produkcyi krajowej. Niektóre przedmioty 
utrzymały po dziś dzień wartość swoje bez zmiany, niektóre 
zdrożały podwójnie, potrójnie; inne staniały kilkanaście razj' 
jak np. stal. Nie widzimy jednak możności wynalezienia ża- 
dnej miary, któraby z równą dokładnością d> wszystkich da- 
iiycłi przypadła. Xiążę Tadeusz Lubomirski użył 
wybornego sposobu do porównania warunków życia wieku 
XV z dzisiejszymi przez zestawienie pracy parobka z cenami 
rzeczy *",). Za pomocą tej metoJ\' obliczył, że można było 
kupić: 



") Liber Terrac Cerni:n 
Warsa\¥a 1879 r. wstęp histi.ry 



00 

Nr. 82. 

w XV w. Dziś. 

korzec żyta kosztem dni roboczych . 4 15 

wołu „ „ „ . 60 150 

parę butów „ ,. „ . 3 10 

włókę gruntu „ „ „ . 600—720 5000—6000 

Niedostateczność materyału nie pozwala nam zastoso- 
wać tej samej metody z pożądaną dokładnością, gdyż nasze 
ceny pracy roinfej pocłiodzą wyłącznie prawie z województw- 
ruskicłi, a ceny ziemi z innycti miejscowości, ceny zaś żyta 
średnie tylko z Gdańska i Warszawy. Biorąc najw^^ższą 
skalę pracy pańszczyźnianej, 18 groszy za dzień, i najniższy 
z tablicy Czackiego (Tablica 63) szacunek ziemi, 3200 
złp. za włókę, a zresztą, posługując się cenami warszawskie- 
mi, otrzymalibyśmy w slabem przybliżeniu następne wypadki. 

Tab. 83. 

Około 1790 r. 

Korzec żyta kosztuje dni roboczych 20 

krowa .. ., „ 83 

para butów „ ., „ 10 

włóka gruntu „ „ ., 5333 

Porów^nanie tych cyfr z poprzedniemi może nam podać 
tę tylko pewną w'skazówkę, że praca rolnika gorzej była ce- 
nioną około r. 1790, niż w XV, a poniekąd niż w XIX w. 
Jestto jeden jeszcze dowód ucisku i nędzy, jakiej doznawali 
włościanie. 

Cieśla pobierał płacę 3,7 razy wyższą od rolnika; w ta- 
kim też stosunku skracał się dla niego czas pracy na zaku- 
pienie żyta, krowy, butów i włóki gruntu. Im większej zaś 
biegłości wymagało jakieś rzemiosło, tern w^-ższą stawała się 
cena wyrobu w stosunku do ceny dzisiejszej. 

Żebyśmy mogli rozjaśnić sobie do możliwego stopnia to 
skomplikowane pojęcie siły nabywczej pieniądza, spojrzyjmy na 



101 

ogół potrzeb owoczesnego mieszkańca Polski i oznaczmy jego 
budżet roczny. 

Włościanin miewał zapewne bardzo małe sumy w ręku. 
Pierwsze potrzeby życia miał zaspokojone z roli: jadł co na 
niej urosło, ubierał się we własny len i wełnę; jeśli głód zaj- 
rzał do cliaty, to mu dawał zapomogę pan; w ostatecznym 
razie pozostawała żebranina. Wątpimy tedy, czy w ciągu 
roku włościanin miewał i czy wydawał podaną przez Cza- 
ckiego zapłatę parobka 80 złp. W oddalonych od miast 
i granicy zakątacłi znaleźliby się zapewne tacy, którzy w cią- 
gu roku może po kilka złotych gotówki widzieli. Były nie- 
wątpliwie miejscowości, gdzie panowało jeszcze, jak w Wie- 
kacłi Średnich, gospodarstwo naturalne, bezpieniężne. C o x e 
podziwiał, jak małe są potrzeby chłopa litewskiego: wóz bez 
żelaztwa, uzda i szłeja z łyka albo z gałęzi drzewnych uple- 
ciona, jedna siekiera wystarcza do wszelkiej roboty, tak cie- 
sielskiej jak kołodziejskiej; płócienna koszula i spodnie, kożuch 
barani na zimę, chodaki, w chałupie czasem zgoła żadnych 
sprzętów, a na ostatnim noclegu za Borysowem podróżni zna- 
leźli jeden tylko garnek rozbity, w którym sobie obiad ugo- 
towali *). 

Szlachcic zagonowy niewielkiemi też obracał kapitałami 
i opędzał głód albo własnym produktem, albo służbą u mo- 
żniejszego. 

Nawet u ziemian zamożniejszych nie szukajmy wytwor- 
ności ani komfortu. 

K. K o ź m i a n tak opisuje życie szlacheckie w la- 
tach 1780 — 1792. Na ucztach nie chodziło o jakość pokar- 
mów i napojów, lecz o ilość. Jedzono wiele, wypijano je- 
szcze więcej wina węgierskiego i angielskiego piwa, które 
były tanie. Nie jadano w szlacheckich domach na fajansie, 
lecz na cynie, łyżki nawet były z tego metalu. Na łyżki 



*) Coxe: ,Travels into Poland, Hussia and Denmark 1784**. I.on- 
don Nichols I, 232—234. 



102 

srebrne ledwie zdobyć się potrafił kilkowioskowy obywatel, 
a srebra stołowe, wazy, półmiski wyjawiały się tylko w do- 
macli pańskich, w pałacach, i to starożytną robotą, jako spu- 
ścizny lub nabycia po bogatych i możnych pradziadach. Me- 
ble były proste: zydle, stoliki drewniane, rzadko kanapa. Obi- 
cia włóczkowe lub żadne. W majętniejszych domach sprzęty 
były z Gdańska *). Podobnież podróżnik B i e s t e r opisuje 
mieszkanie pewnego szlachcica w Poznańskiem: pokój z po- 
zoru dość nędzny, ściany na czerwono pomalowane, zamiast 
podłogi klepisko, potrząśnione tatarakiem. Stołów i krzeseł 
mało i te nieosobliwe; innych mebli nie było wcale. Zwra- 
cały uwagę jedynie dwa łóżka bardzo dobre, bardzo czyste, 
zgrabnym haftem na poszewkach i kołdrach ozdobione, z mnó- 
stwem poduszek. Był to jednak szlachcic dosyć dostatni, bo 
węgrzynem ugaszczał obficie w każdej porze dnia **). Zdaje się, 
że łóżka stanowiły pryncypalny artykuł ostentacyi w umeblowa- 
niu, bo i Stanisław August zauważył, że panie litewskie, zje- 
żdżając na sejm (do Grodna w r. 1752) ustawiały bogato ga- 
lonowane łoża takich rozmiarów, że nie zawsze mogły się 
zmieścić w sypialnym pokoju; w takim razie przód wchodził 
do drugiego pokoju i służył tam za kanapę. Ale zresztą do- 
^y t)yły małe, podobne do chat i źle urządzone; ściany na- 
gie; obok jakiegoś zbytkownego sprzętu wyzierało Ubóstwo. 
Starosta makowski, dygnitarz powiatowy, nie posiadał salonu 
w swoim dworze wiejskim i gdy sejmikowy opiekun młodego 
Poniatowskiego (Glinka) zaproponował tańce we dwie pary, 
to wypadło je urządzić w przedsionku o 12 stopach w kwa- 
drat, z napól przegniłą posadzką. Hetmanowa Ogińska w r. 
1793 w Grodnie wydawała wieczór: w dwóch małych poko- 
ikach było 50 osób i S i e v e r s uskarżał się na duszność. 
Przeciwnie w grodzie poznańskim kanceliści trzymali w zimie 
kałamarze pod pachą dla rozgrzania, a na Zamku wars2»w- 



*) Koźmian Kajetan: Pamiętniki tom I, str. 112. 
*') Liske: Cudzoziemcy w Polsce, str. 277. 



103 

skim w sali sejmowej dnia 7 grudnia 178S r. „dla tęgiego 
mrozu" marszałek Małachowski musiał podpisać konstytucye 
ołówkiem, bo atrament zamarzł w kałamarzu *). 

Przy tej prostocie wieśniaczego życia pierwsze niezbę- 
dne potrzeby mogły być zaspakajane nader małemi zasobami 
pieniędzy. Gospodarka żywiła i odziewała prawie bez kosztu 
w gotowiźnie i nasza skala, oparta na cenie żyta, nie daje 
nam wyobrażenia o budżecie domowym ziemianina. Pieniądz 
byl o tyle droższym, cenniejszym, o iłe rzadszym; wszakże 
nabierał on właściwego znaczenia dopiero w życiu miejskiem. 

ZnaleźLśmy parę wsłcazówek, rzucającycłi jaśniejsze 
światło na cenę ogółu potrzeb codziennycti, a mianowicie: 

1) w Warszawie na utrzymanie żebraka Komisya Połi- 
cyi około r. 1790 wydatkowała **). 



Nr. 84. 

zip. 280 rocznie. 

Jestto koszt minimalny na życie dla jednego najuboż- 
szego człowieka. Obecnie Towarzystwo Dobroczynności wy- 
daje na utrzymanie swycti starców po rubli 60, czyli złp. 
400 •■•). Z porównania tych cyfr wypada stosunek złotego 



■) Pamiętniki Sta ni sław u Augusta Ponialowsklego, tłum. 
Bronislaiva Zaleskiego, wj-d. J. I. Kraszewskiego. Drezno ISTl', Cz. 1. 
str. 81, 74—75. Sicvers: Pamiętniki, str. i:'0. Hiestcr u LiskcKi.. 
str, 276, Dyaryusz 1788 I, cz. :', sir. 470. 

") Bierzemy tę cyfrę z broszury: , Sposób łaln-y i pewny ule- 
psicnifl lusu ludzi poddanych'. Warszawa 1791;. DuTour, str. 4'.1. .Mamy 
wprawdzie przed oczyma Rachunek z Ofiar Milosiernycli i wydatki na ubo- 
gich eh orj-ch i kalek z ulic zebranych {«■ Helacyi Deputowanych .k1 N. 
Konfederacyi Glnej O. N. do egzaminu l'olieyi roku 1791' na sir. 47), ale 
"if ioii jasny z powodu wątpliwoSci co do liczby utrzymywany t'h te- 
hrabiw. 

"■) W roku 1876 przy koszcie dziennym 16., 5 kopiejki na osul^c; 
w roku poprzednim 187,5 utrzymanie ojtolnc kosztowali) o I,^, kop. mniej. 



104 

owoczesnego do dzisiejszego jak 143:! (nie zaś 877 :1); wszak- 
że nie przyjmiemy go za ogólną miarę wartości, ponieważ: 
a) pochodzi ze zbyt krótkiego okresu, gdy Komisya Policyi 
zebrała żebraków tylko dnia 25 października 1791 r. i skła- 
dała racliunki do dnia 1 listopada 1792 r.; b) że, nie mając 
lokalu, musiała ponosić koszta najmu; c) że pewną sumę po- 
święciła na zakupienie rucłiomości i sprzętów niezbędnych; 
d) że nie miała tak umiejętnej i dobrze zorganizowanej admi- 
nistracyi, jaką posiada obecne Towarzystwo Dobroczynności, 
a więc nie była w stanie prowadzić pospodarstwa z możliwą 
oszczędnością. 

2) Ekonomista Sebastyan Dembowski ułożył *) 

Nr. 85. 

Tabelę ekspensy szlachcica, mającego 5000 złp. dochodu, 
mieszkającego w mieście bez żony i dzieci. 

złp. gr. 

Mięsa: wołów, cieląt, drobiu na rok najmniej za 418 2275? 

Piwa 48 — 

Wina, kawy, cukru i korzenia 475 6 

Łoju 171 — 

Bielizny, sukien, butów na rok 1,032 — 

Tabaki 84 — 

Praczka, kucharz, lokaj i forszpan 1,672 — 

Suma . . 3,899 



to jest rocznic rubli sr. 55 kop. 62, czyli zip. 370 gr. 24. Do kosztów nie 
wchodzi jednak najem mieszkania ponieważ Towarzystwo posiada własne 
domy (patrz Zdanie sprawy z działań i obrotu funduszów Warszawskie- 
go Towarzystwa Dobroczynności za rok 1876. Warszawa druk Ungra 
1877, str. 6). 

*) O podatkowaniu przez J. Sebastyan a Dembowskiego, Komi- 
sarza Cyw. Woysk. Wdztwa Krakowskiego. W Krakowie 1791 roku druk. 
Ant. Grólla. 



lOf) 

Ten budżet jest oparty na cenach krakowskich, bo au- 
tor wyznaje, te innych stron kraju nie zna. Pozycye nie są 
dosyć jasne i ścisłe, abyśmy je mogli na dzisiejsze ceny 
transponować. Wszakże na pierwszy rzut oka uderza nas 
małość cyfr przy wysokiej skali wymagań i potrzeb. Dosyć 
jest porównać wydatek na piwo i na utrzymanie czworga 
osób stużby, chociażby bez żadnej płacy, z kosztem dzisiej- 
szym na podobne wydatki, żeby się utwierdzić w przekona- 
niu, że stosunek S?; : 1 wcale nie będzie za wielki, nawet 
prz\' znacznem podwyższeniu tabelki Dembowskiego 
dla dostrojenia się do cen warszawskich. Trzymajmy się 
więc tego stosunku, tej skali na cenie żyta opartej, idąc za 
powszechnem uznaniem ekonomistów. 

38. Poznajmy teraz handel zagraniczny i nasamprzód 
wywozowy, eksportowy, czyli, jak mówiono w języku urzę- 
dowym, ewektę. 

I. Zboże. 

Ku wiekopomnej sławie magistratu gdańskiego, posiada- 
my nieprzerwany szereg cyfr wywozowych od polowy XVIII 
wieku aż do naszych czasów. Podał je nasamprzód Czacki 
w tablicy swojej, sięgającej do roku 1799 na cztery gatunki 
zboża: pszenicę, żyto, jęczmień i owies, a świeżo opracował 
je p, Edmund Wasilewski w sumach ogólnych wszel- 
łdego gatunku zbóż, posuwając się aż do 1874 r, i dodając 
szacowne cyfry z lat 1608, 1618, 1619, 1648. Sumy te są 
nieco większe od sum, jakie się składają z cyfr C z a c k i e- 
g o, co jest rzeczą łatwą do wytłumaczenia, gdy mieszczą 
w sobie oprócz żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa, jeszcze pro- 
so, groch i kaszę. Niezgodność zachodzi tj-lko w czterech 
latach: 1767, 1770, 1788 i 1794, gdzie wypadają wyższe su- 
my z danych Czackiego. Dajemy wiarę tym ostatnim, 
jako badziej szczegółowym, z wyjątkiem jednej tylko cyfry 
1770 r., w której zapewne zakradł się błąd drukarski (miano- 
wicie w ogromnej cyfrze p'izenicy lir>.0:iiS łasztów); musimy 



106 

ją wszakże utrzymać dla uniknienia zamętu w rachunkach *). 
Do tablicy wprowadzamy sumy ogólne podług p. Wasilew- 
skiego ' (zupełnie zgodne z sumami Los eh i na) ze zmianą 
w latach wymienionych oraz pszenicę i żyto podług Czac- 
kiego; inne gatunki mniej ważne pominiemy. 



Tab. 86. 

Ilość zbóż, wywiezionych z Gdańska w okresie 

przedrozbiorowym. 





Las 


z t ó w 




Rok 


Suma 
ogólna 


I 

Pszenicy 

1 


Żyta 


1764 


50.287 


16.896 


30.807 


65 


47.447 


17.711 


26.684 


66 


37.885 


13.546 


21.751 


67 


51.472 


14.086 


31.904 


68 


57 .003 


18.399 


32.526 


69 


50.072 


11.607 


34.197 


1770 


61.715 


25.532 


36.518 


71 


33.984 


16.876 


13.278 


72 


36.256 


14.876 


19.583 



Średnia 



47.203 



15.303 



28.207 



Uwaga. Średnia sum ogólnych, obliczona l opuszczeniem cyfr 
najwyższej i najniższej (1770 i 1771), pszenicy zaś i żyta z opuszczeniem 
tych samych lat, bez względu na stosunek cyfr wewnątrz tych kolumn. 

Cyfr^^ te reprezentują handel wywozowy zbóż z całej 
Polski i znamionują w ogóle pomyślne dla ziemian rezultaty. 



*) Edmunda Wasilewskiego artykuł p. t: „Gdańsk pod wzglę- 
dem handlu i przemysłu od początku XIII wieku do najnowszych czasów* 
znajduje się w czasopiśmie „Niwa" z roku 1876, w zeszytach 43 i 44 
z dnia 1 i 15 października. Cyfry z czasów Stanisława Augusta brane są 
tu z „Geschichtc Danzigs von der altesten bis zur ncuesten Zeit von Got- 
lieb Loschin (ncuc Ausgabe 1828. Danzig Ewcst. II, 311, 374)-** przy- 
najmniej zgadzają się dokładnie. Tablica Czackiego: w „O Polskich 
i Litewskich Prawach", przy wydaniu 1801 roku II, 246, przy wydaniu 



107 

Cyfra średnia jest bardzo wysoka w stosunku do dawniejszych 
okresów XVIII wieku, a najwyższe raz tylko mi^y podobną 
w latach dawniejszych, mianowicie w roku 1751 (59,939 la- 
sztów). Gdy zaś ilość zboża wywiezionego zmniejszyła się 
w latach 1771 i 1772, to znów cena podniosła się o tyle, że 
pokr>'!a ten ubjtek ilościowy. 



Tab. 87. 
Wywóz Gdański podczas rozbioru i w pierw- 



szem dziesięcioleciu okresu I). 





Ł a s z 


.,3w 






Suma ogólna 






Rok 


1 wszystkich ■ 
1 jbói 


Pszenicy 


Żyta 


1773 


1 26.7i:«> 


10.190 1 


13.357 


74 


26.802 




9.361.1 


75 


21.925 


11,759 


5.843 


76 


19.355 


9.333 


6.363 


77 


22.001 


13.968 1 


6.608 


78 


1 23.414 


! l,r.06 


7.386 


79 


1 23.331 


1(.'.359 


7.735 


1780 


1 18.3IÓ 


9.831 


7.726 


81 


i 15.362 


Ó.239 


7.799 


82 


9.019 


3.456 


3.977 


83 


. 33.506 


U..910 


13.165 


84 


i 34,S63 


16,Ui4 


1 3.64(1 


85 


1 4-t.l50 


14.16; 


31.379 


Średnia 


1 1 






z lat 10 


33.643 


11.643 


ft.Slia 



Uwaga. Oblicsenie Średnich dokonane sposohcn 



VA Turowskiego U. 266. Wątpliwe cyfry z ri.kii 1770 zn;ijd"jił się 
" obu wydaniach; suma ogólna ze wszystkich czterech f;;Lliinkó\v zboKa 
"TBOsi 61.715; prawd opodobniejszą bytaby cyfra o lO.OOo mniejsza, ponic 
wuwuroszurze .Rada Patryotyczna' etc. (DuTourl suma oRÓlna «-s?,yRi- 
k"* ibót z grochem, kaszą 1 słodem wynosi 51,713, a przedstawia poJo- 
Ifo wywóz całkowity wgzystkiemi drogami. 



108 



Tab. 88. 
Wywóz Gdański w ostatniem dziewięcioleciu. 



średnia 
z lat 9 



26.893 





Ł a s 


z t ó w 




" '"' 


Suma ogólna 






Rok 


wszelkich 


Pszenicy 


Zyta 




zbóż 
36.725 






1786 


7.386 


21.524 


87 


1 3.439 


5.431 


8.398 


88 


12.944 


3.901 


6.358 


89 


25.139 


8.495 


13.987 


1790 


19.961 


6.904 


8.866 


91 


27.344 


12.119 


10.162 


92 


26.749 


19.853 


12.742 


93 


34.672 


16.555 


14.672 


94 


35.956 


18.997 


12.125 



11.193 



1 1 .565 



Uwaga. Obliczenie średnich, jak w Tab. 86 i 87, ale skutkiem 
zastąpienia liczby maksymalnej w kolumnie pszenicy (78.997) bardzo małą 
cyfrą z roku 1786 wypadła zbyt wielka średnia 11,193 zamiast 9,535. 



Już trzylecie rozbiorowe wskazuje na dotkliwy upadek 
wywozu, w następnem zaś dziesięcioleciu, szczególnie w la- 
tach 1776 — 1782, upadek ten staje się najcięższym. Jakiemiż 
przyczynami da się wytłómaczyć? O, przyczyn jest aż nad- 
to: uszczuplenie terytoryum wywozowego, mianowicie przez 
odjęcie Galicyi i województw pruskich, wpł}^wy rozliczne klę- 
ski rozbiorowej, skutki ucisku handlowego Prusaków, zmniej- 
szenie popytu na zboże polskie w Anglii i Niemczach, a za- 
pewne też niepomyślne urodzaje w dorzeczu Wisły szczegól- 
nie w roku 1782. Zresztą nie spuszczajmy z uwagi, że sku- 
tkiem udręczeń, wyrządzonych przez Fryderyka II Gdańsko- 
wi, część zboża skierowała się na pruski obecnie Elbląg. Po- 
cieszającym jest wszakże wzrost wywozu od r. 1783. Czuć 
w tem świeży jakiś powiew, kiełkowanie jakichś nowych sił 
w społeczeństwie. 



109 



co 

«> 

co 

C9 

N 



O 
O 



o 
•o 



9> 



(O 

CS 



Cd 



*€0 



i^ 




1 


c 


OJ .« 

C3 C 


' SS 1 


i* 

o 


S.2 


• • • 

9-H *-H 


o 




C0 


o tn 




N 


u 


1 


0) 


D. 








' a^ -* <D 
t^ o -^ 




a o 






, o >0 00 

f • • • 

o Tf Tf 




E . 


C^ 00 <N 




«> c 


i ^ rt xO 




et -«-• 


t^ OC CM 



u 

Cfl 

— . ! 
o ' 
o. 

O 

>% 

♦^ 

O 



0:; 



00 

bo 









N 
O 






o 

c 

N 



O^ t^ O 
o »C tO 
00 -"t lO 

• • • 

SOC 00 
00 ^ 
■^ <N 



>o ic Cl 
r« o — * 
Cl r* vO 

■ • • 

00 O^ C^ 

^ — ' >o 
Cl 00 o 



co "■& a^ 
t^ o Cl 
Os o "^. 

lO ci x' 

— O? Cl 
r^ iC r^ 

mt Wi ms 

X Cł "^ 




Cl ic Th 
1^ 00 o 
I-- r^ r^ 



Tf vC O 

vC- r- oo 
1-^ r^ i^ 




os 



Ten ostatni okres jest pomyślniejszy od poprzedniego. 
Wywóz nie spada do tak nizkiego minimum, jakie było 
w r. 1782, a chociaż maximum nie doszło do 40,0(X) łasztów 
(z r. 1785) to jednak cyfra średnia jest o 3,2(X) łasztów wię- 



110 

ksza, niż w okresie II. Godnem też jest uwagi, że od po- 
czątku XVIII wieku aż do wstąpienia na tron Stanisława Au- 
gusta wywóz całej Polski, jeszcze nierozebranej, tylko w 10 la- 
tach przewyższył maximalną cyfrę wywozu z uszczuplonego 
kraju z r. 1786. Sądzimy, że to zwiększenie wywozu musi 
zostawać w związku z wzrostem produkcyi rolniczej, a ten 
wzrost znowu musi być następstwem stwierdzonego powyżej 
przybytku ludności i ulepszeń tak w gospodarstwie jako też 
w stosunkacli rolniczycli. (§§ 17, 22, 29). 

Średnią wartość rocznego wywozu zbóż z Gdańska obli- 
czamy, mnożąc odpowiednie pozycye tablic 86, 87 i 88 przez 
średnie ceny gdańskie z tablic 67, 68, 69, 70, 71, 72 i na- 
stępnie przez 27, ponieważ tyle korcy rachowali Gdańszcza- 
nie do opłaty bez Biirgerbestu. Jęczmień i owies obliczyliśmy 
bezpośrednio podług danych Czackiego, wykreślając naj- 
wyższe i najniższe pozycye. 



Nr. 90. 

Ogół wartości zbóż, z Gdańska wyprowadzonych, wyniesie 

w 1764— 1772 średnio 18,200.000, w 1776— 1785 po 9,290.000, 

w 1786—1794 po 12,525,000 złp. rocznie. 

Z tablicy tej dopiero możemy poznać cały ogrom nie- 
doli, jaką sprowadził rozbiór kraju, chociaż bowiem Polska 
traciła trzecią część terytoryum swojego, przecież jej wywóz 
na glównem targowisku spadł aż do połowy ilości i wartości 
pieniężnej. Jakiż to cios dla Gdańska, jakie wstrząśnienie 
w całym bycie ekonomiczn3'm ziemian! A nasza cyfra śre- 
dnia jest jeszcze złagodzona znacznie przez wpływ pomyśl- 
nych lat 1783, 1784, 1785, poprzednie zaś lata 1776—1782 
są w istocie okropne. Wywóz utrzymywał się na cyfrach 
nadzwyczajnie nizkich, ceny w Gdańsku były gorsze, niż 
w epoce przedrozbiorowej, a jednak musiały one pokryć je- 
szcze cło pruskie, co najmniej 12 proc. szacunku dowożonych 
zbóż! Dopiero w okresie ostatnim objawia się polepszenie 



Ul 

i tu wszakże z 12 i pót milionów rocznego dochodu za wy- 
wiezione zboża musiano strącić 12 proc. czyli okoto póf mi- 
liona słp. na samem zbożu. 

Okrętów przybywało do Gdańska 1036 w roku 1769, 
1247 w roku 1770, 1025 w r. 1772, 602 w roku 1776, 652- 
w r. 1777, 531 w 1779 r.; 1077 w r. 1785. oprócz statków 
polskich rzecznych, których byto \vtedy 631 i „kozów" 1351; 
w roku zaś 1783 przyszło 810 morzem prócz statków rzecz- 
nych. W r. 1803 weszła do portu gdańskiego liczba ogro- 
mna 1903 okręty ■*). 

W okresie przedi-ozbiorowym ziemianie sprzedawali spo- 
rą iiość swoich produktów w Toruniu. Tak w r. 1764 spu- 
szczono ztąd na 226 statkach: 



Nr. 91. 

'~~'i9 łasztów pszenicy, 4187 żyta, 52 jęczmienia, 8 prosa, 
■I talarki i 11 lasztów grochu; razem 6541 tasztów zboża 
irazelltiego, wartości podług powołanych wyżej cenników 
1,395.000 zip. 

Handel ten upadł już od r. 1769, kiedy gazeta miejsco- 
wa przestała podawać ceny lasztowe. .'^utor Uwag. nad 
IJwagami w r. 1788 pisze, że „to miasto już ledwo sa- 
iilini piernikami kupczy" *'). 

Zdaje się, że nie wynagrodził l'oIsce tych strat wzra- 
siający handel Elbląga. Protekcya Fryderyka 11 była gor- 



Ttwilungen 1807", str. 87; Loschin: .Gcschiolitc DunyA^s II, 373" 
kel: .Pohlcns Handelsg. II, 29". 

'*) Tabela produktów, wyprovv.iJi!i)nyi;h do różnych portiiw 
ftóltyckiEgo, pT7.y Uwagach nad Uwajjiimi w przypisku u dołu. 
1 .Thornische Wóchentliche Naclirichten" HM r,; psjenii:a i żyto. ]■ 
"■ Tab. 67 i 68. 



112 

liwą, cło 2 proc. ponętne, wybudowano 36 nowych magazy- 
nów, które wyglądały jak drugie miasto; wszakże rezultat nie 
odpowiadał wysileniom. Dawne przyzwyczajenie, powaga 
firm bogatycli, zasobność sklepów, zaliczenia udzielane produ- 
centom polskim, nareszcie sympatya polityczna zawsze pocią- 
gała galary polskie raczej ku Gdańskowi. Jakkolwiek nie 
mamy dokładnej tabeli wywozowej Elbląga, taki przecież 
wniosek nasunie się nam z kilku luźnych danych, jeśli je po- 
równamy z cyfrą r. 1758, tudzież, jeśli zauważymy, iż część 
pewna wywozowego zboża pochodzić musiała z okolicy z Prus 
Wschodnich, dawniej Książęcych, Krzyżackich. 

Tab. 92. 

Dane co do wywozu zbożowego z Elbląga. 







Ł a 


s z t 


ó w. 






Rok 


Sum. og. 


Pszenicy 


żyta Ję 


czm. i słodu 


Owsa 


Grochu 


1758 


6.235 


300 


1.662 


2.058 


2.169 


46 


1777 


9.048 


5.003 


3.609 


242 


120 


74 


1779 


6.630'/, 


3.721 


2.318 


429 '/2 


36 


126 


1780 


10.569 


5.693'/, 


4.126'/, 


447 


19 


236'/* 


1783 


25.000? 












1784 


22.000 













Cztery pierwsze szeregi cyfr są dokładne, bo ze szcze- 
gółowej tablicy wzięte; maxymalna cyfra 25.000 pochodzi 
z ryczałtowego szacunku, podanego w artykule dziennikar- 
skim, i budzi powątpiewanie, chociaż w tym roku (1783) 
wojska pruskie, posuwające się pod Gdańsk, mogły odstra- 
szyć statki polskie; nareszcie cyfra z r. 1784 jest oparta na 
„uwiadomieniu" z dnia 26 lipca, a więc przed ukończeniem 
spławu i uzupełniona przypuszczalnie podług spławu gdań- 
skiego '). 



*) Tablica przy Uwagach nad Uwagami sięga do roku 1780; 
jyfry 1783 i 1784 z Pam. Hist. Polit. 1784, str. 624 i 1786; ta ostatnia 



]13 

Porównywając odpowiednie lata wywozu Elblągskiego 
z Gdańskiem (Tab. 87, 88) i formując średnią z czterech sto- 
sunków (1777 roku, 1779, 1780, 1784), otrzymamy około V2 
na tę epokę. Ponieważ jednak mieścić się w tern powinna 
produkcya okolicy pruskiej, przeto na rachunek polskich zie- 
mian zaliczyć odważymy się zaledwo. 



Nr. 93 *). 

w Elblągu Ya wywozu Gdańskiego czyli średnio na lata 
1776-1785 po 3,000.000 złp., a na rok 1786—1794 po 

4,000.000 złp. rocznie. 

Korona, a mianowicie Wielkopolska, spławiała jeszcze 
zboże Notecią i Wartą na Odrę, a następnie do Frankfurtu 
lub kanałami do Szczecina i Anklam. Wiemy ze źródeł urzę- 
dowycti, że transporty zbożowe szły aż do Szwecyi **). Ale 
cyfra tego wywozu nie jest nam znana. 

Litwa i Żmudź sprzedawały produkcyę swoje do Kró- 
lewca, Memla, Tylży i Rygi, do Gdańska zaś mogła spławiać 
tylko Pińszczyzna i Brzeskie okolice od czasu otwarcia kanału 
Muchawieckiego. 

Królewiec (Konigsberg) z portem swoim Piławą 
znakomicie rozwija swoje obroty handlowe od pierwszego po- 
działu Polski z przyczyn dla nas niezrozumiałych, gdyż nie 



^•kazuje tylko 15.642 łaszty (ale też i do Gdańska tylko 20.644 laszty), 
^ ^icc prawie V7 ca^cj sumy (Tab. 87); w tym samym więc stosunku po- 
^Ckszyliśmy spław do Elbląga. 

*) Tak samo obliczał przypuszczalnie Switkowski: „przeszło 
V^z Toruń 624 statków: szkut, galarów, pobitek, z których przynajmniej 
trzeda część do Elbląga* (Pam. Han dl. Polit. 1784, str. 719). 

**) Taki transport, wyprawiony przez bankiera poznańskiego Klu- 
Ka, był zatrzymany przez Prusaków w Landsbergu. Pr. Ekonom. A/30, 
str. 951. 

Wewnętrzne dzieje Polski Konona. — T. II. 8 



r .1 



114 

mogło mu żadnej korzyści przynosić pognębienie Gdańska, po- 
łożonego na innym systemacie rzecznym i w znacznem odda^ 
leniu. Największą zapewne korzyść przyniósł mu wzrost fa- 
bryk i protekcya tym fabrykom przez Fryderyka udzielana. 
Pewną jest w każdym razie rzeczą, iż rucłi łiandlowy tego 
miasta zaczął dorównywać niemal obrotom Gdańska. W ro- 
ku 1777 wyszło z Piławy 691, w roku 1778 — 734 i w roku 
1779 — 710 okrętów *). Nie więcej wycłiodziło z Gdańska 
w latacłi niepomyślnych!. 

Wszystkie cyfry szczegółowe jako też „suma ogólna" 
wzięte są z tablicy znajdującej się przy wielokrotnie powoły- 
wanem dziele* „Uwagi nad Uwagami". Zasługują 
one na wiarę, jakeśmy się przekonali, sprawdzając niektóre 
pozycye tablicy, oprócz rubryki zatytułowanej: „Proso, jagły 
i krupy", gdzie się znalazły cyfry tak wielkie, że icłi przyjąć 
niepodobna. Zkądby się mogło zebrać 77 albo i 88 tj^sięcy 
łasztów prosa i krup, gdy zwykle te właśnie produkty figu- 
rują w małycłi dodatkowych cyfracłi przy czterech głównycłi 
gatunkach zboża? Takiej masy nie mogłyby zabrać okręty, 
których wychodziło około 700, to jest znacznie mniej niż 
z Gdańska. Nie usprawiedliwia zresztą podobnych cyfr bilans 
półroczny handlu Litewskiego, który przytoczymy niżej. Przy- 
puszczamy, że autor omylił się co do miary i podał zamiast 
korcy lub beczek całe łaszty. Za tą znów omyłką poszła 
druga w obliczeniu sumy ogólnej niemożliwie wielkiej. Nie 
mając podstaw do sprostowania błędu, musielibyśmy tedy 
ułożyć własne sumy ogólne na cztery najważniejsze gatunki 
zboża, jak w tablicy Czackiego; nie przeczymy, że Li- 
twa mogła więcej dostarczać lnu, siemienia, jagieł i grochu, 
niż Korona, w każdym razie jednak główna masa pieniędzy 
zagranicznych była płacona za owe cztery gatunki. Szacując 



•) Be er: Historya Handlu w tłomaczeniu rosyjskiem II, 390, przy- 

pisek. 



115 









V 
















> 








N 




j« 


^•o 


TC 








o 








C .. Cd 

.2 s Ł 


o 


Cl 






t 


« 


O 








s 


O 


00 


O 


lO 


lO 


*-H 


■*< 








lO 


(> 


Cl 


»-H 


»o 


»— • 










t/3 ^3 

2 


od 


o6 


ci 




CO* 




CO* 


• 

O 


























>» 




.u a* 












S 








-1 




S 


Cl 


o 


o 


Q 




-O 








5 — 


1 


• 


co 


• 


^-1 

• 


■ 


rv. 


^ 








2 


1 


tO 


'^* 


r^ 


00 


r^ 




(4 








E-C 




tO 


r^ 


r* 


30 


1— 




o 








a--sb 
















"s? 






1^ 
























^ 


3 


« 


M 


« 


tn 


TC 






s 






^ 


jC 


^ 


•" 


9W 


«« 


« 












JT 


O 


o 


t^ 


>o 


tO 


00 


>o 


O 


•«-• 








O 


? 


Tj- 


O 


CO 




Cl 


00 


>» 








(S 


1— 


o 


Tf 


co 

• 


<> 


o 

• 










^^ 










*-H 


^^ 


"^ 






■ 
C8 


O 


















3 




















O 

o 
o. 








Cd 

00 




TC 

CO 


Th 






00 


s 




O 




^ 


Tf 


"^ 


tO 


Cl 




lO 






ił 


H 


o 




00 

■ 


co 
ci 




eo 


Cl 


o 


^4 


















(0 








vt 
















•M 




N 




a 3 




•o 


■>♦ 


« 


?« 


rt 




"S 




-M 


IN 


zmie 
słód 


o 


1 


M 

00 

o 




co 

Cl 


Cl 

CO 

co 


i 


'5* 


9 


N 


1 ^ ^ 


u 
«).•-« 

^ 


• 


łd 


• 

Th 


• 


ci 


• 


• 






3 




















^4 

(A 


00 


N 












<e% 


-» 






•N 




O 


fiO 


5 


Cl 

o 




Tf 


s 


1— 
O 




00 










co 


• 


oo' 


Cl 

O 


o 


00 

• 


• 


C 
























.2 




^^ 


•<: 


















^^ 




e 


























>» 










M 


•r 




ś?5 








o 










. 


-^ — • 




V 




-o 


1 


'2 


s 


00 


1^ 


v4 


r^ 


7o 


•-^ 


Ł. 
^ 




^j 


1 


V 


I^ 


o 


»o 


O 


o 


i^ 


>> 






H 


N 

CU 


lO 


<M 

oó 


co 


o 


co 
ci 


Cl 


•i- 


















jO 








Suma 
ogólna 


o 


o 


co 


Cl 


00 


co 




ar 
(A 






1 


o 


lO 


— ^ 


a^ 


-r 


co 










•-« 


I^ 


c^ 


co 


vD 


iC 












\6 


• 

Cl 


cS 


•ó 


• 

Cl 


l->- 


<->■• 


c 






1 


CVI 


00 


o 


cv 


O 

r—f 


o^ 


























- 




o ^ 




■ ■ tf^ 








s: o 








gat 
żyta 
enia 
sa 


^ 


"-H 


f 


•t 


vO 


co 


ro 


3 * 

c5* 








o 


Tf 


o 


c^ 


nO 


IC 


Cl 


u U) 










00 

o 


• 


• 


ao' 


o 
d 


q 

oc 


co 

a 


1 " 








9-H 


'"' 


Cl 


"^ 


^^ 


-^ 


— • 


U. • — 






1 


3 S-2^ 

0Q O^ _ 
















^'-0 c 






1" 




■ ■ r 














• 

Cd 








O 


s 


co 




1^ 


Ov 


g 


a> 






j 


r* 


r^ 


r^ 


t^ 


t^ 


r^ 


.|~B 


Cd 








Od 






'"* 


"-H 






^ 



J 



116 

je podług cen gdańskich, jak w Tabl. 89, otrzymamy przy- 
bliżoną wartość wywozu Królewieckiego rocznie. 



Nr. 95. 

Za pszenicę za żyto za jęczm. za owies Razem 
1776—1785 1,998.945 złp. 2,165.535 1,202.688 153.080 5,520.248 

Do tej sumy doliczyć wypada około 328.500 złp. za 
grocłi (przypuszczając, że cena jego stanowi 7? ceny żyta) 
i za siemię lniane, konopne, oraz rzepak 2,219.000, biorąc 
2 i pół razy wyższe ceny, niż za żyto. Działanie to wyda 
nam sumę ogólną wywozu zbożowego z Królewca. 



Nr. 96. 

W latach 1776 — 1785 około 8,067.950 oprócz jagieł, prosa 

i krup. 

Użyliśmy wprawdzie cen gdańskich przy tern oblicze- 
niu, zwykle wyższych niż królewieckie, wszakże rezultat musi 
być prawdopodobny *), gdy w urzędowym bilansie handlu 
prowincyi Litewskiej za półrocze letnie od dnia 1 marca do 
dnia 1 września 1792 r. znajdujemy wartość wywiezionego 
do Prus zboża w cyfrze 5,893.829 złp., a tu wywóz do Kró- 
lewca stanowi naturalnie część największą i rok 1792 należeć 
musi do najniepomyślniejszych z powodu wojny z Rosyą. 

W czasach późniejszych wywóz wzrastał zapewne, gdyż 
w roku 1802 znajdujemy znacznie wyższe cyfry, wyciągnięte 
z okresu 6-letniego, mianowicie: pszenicy, rocznie po 5.138; 



*) Wartość całkowitego wywozu z Królewca jest podana w r. 1780 
na 1,825.224 talary, czyli 11,151.344 złp. (Pamiętnik Hist. Pol. 1782, 
str. 317.; 



117 

żyta po 9.908; jęczmienia po 1.695; owsa po 739; grochu po 
948 lasztów; liczba odchodzących okrętów doszła do 1021 *). 

Miasto M e m e 1, czyli Niemno, wysyłało też produkty 
polskie za granicę, lubo w mniejszej, niż Królewiec, ilości. 
Znamy jeden tylko rok 1777 **); wywieziono wtedy: 



Nr. 97. 

Pszenica— żyto— Jęezmiert— siemię i rzepak— wszystkich zbóż— wartość go. 

1.101 1.616 166 2.275 5.194 około 25.000.000 złp. 

O Tylży nic nie wiemy. 

Żmudź i powiaty, w pobliżu Dźwiny położone, wiozły 
swe zboże do Libawy, portu kurlandzkiego, lub do Rygi, mia- 
sta rosyjskiego. 

Libawa w r. 1781 wyprowadziła ***): 



Nr. 98. 

Pszenicy. Żyta. Jęczm. Siemię lniane. Wartość 4 ga- Wszystkich 

tunków. zbóż. 

1.398 4.471 2.386 3.604 około 3,900.0(J0 złp. 11.859 łasz. 

Ryga prowadziła handel rozległy; do jej portu zawi- 
jało po 1.062 okrętów; wywóz dochodził w roku 1784 do 
6,392.422 rubli sr., a w 1792 r. do 8,656.416 rs. ***'^). Ale 



*) Baczko Ludwig: „Handbuch der Geschichte, Krdbeschrei- 
bung uńd Statistik Preussens". Konigsberg und Leipzig 1802, II Band, 
ri .\bth., 23. 

*) Uwagi nad Uwagami, tablica. 
') Pam. Hist Polit. 1784, str. 425. 

*) Fr. Maczulski, ex-jezuita: Wiadomość geograficzna i staty- 
styczna o stanie teraźniejszym państwa Rosyjskiego 1789 w Połocku w dru- 
karni Societatis Jesu, str. 101, (jest drugie wydanie z tegoż roku Krakow- 






118 

wydzielić z tej masy produktów polskich nie umiemy, gdy: 
nie znaleźliśmy nigdzie specyfikacyi szczegółowej i tylko lu 
źną napotkaliśmy wzmiankę pod r. 1781 o 261 lasztach ję 
czmienia, 8.157 szyfunt. lnu, maśle i wosku w ilościach i ce 
nach nieznanych*). W bilansie handlu Litewskiego z letniegc 
półrocza r. 1792 cały wywóz zbożowy do Kurlandyi i Rosy 
wynosi zaledwo 855.000 złp., ale ta cyfra, tak mała w po 
równaniu z wywozem samej Libawy (Nr. 98), nie może da» 
nam wyobrażenia o rzeczywist^^m zakresie handlu zbożoweg( 
w tej stronie najprzód dla tego, że pochodzi z półrocza le 
tniego, a głównie transporty ze Żmudzi idą w zimie na sa 
niach; powtóre, że to półrocze właśnie było czasem wojen 
nym. Czyliżby zresztą żyzna Żmudź i lewy polski brze^ 
Dźwiny nie dostarczyły przynajmniej trzeciej części wyprowa 
dzonego z Rygi towaru, a w takim razie przypadłoby: 



Nr. 99. 

Od 14 do 19 milionów ogółem na wszystkie produkt; 
Litwy. Z tego biorąc część piątą na samo zboże otrzymam; 
podług najniższej rachuby. 

Nr. IGO. 

3 do 4 milionów złp. czyli około 11.000 łasztów zbóż 
oprócz lnu. 

Takie to były drogi i partye główne wywozu zbożowe 
go Polski. Przez granicę lądową do Rosyi zboże nie szł 
wcale, lecz skutkiem traktatu 1774 r. i zajęcia Krymu prze 
Cesarzową Katarzynę otworzył się, jak wiemy, handel czai 



skie). Storch: „Materialien zur Kcntniss des russischcn Reichs* 179 
Leipzig 2 Band, III Tafel. 

') Pam. Hist, Polit. 1754, str. 424. 



♦\ 



119 

nomorski. Miasto Chersoń, założone w r. 1775, miało liczyć 
już w 1783 r. 50.000 mieszkańców *). 

Dziennik Handlowy zawiadamiał, że w r. 1785 Chersoń 
miał 6 ulic, z których jedna miała 8 wiorst długości, że do 
portu przyszło statków rosyjskich 23, austryackich 7, turec- 
kich i greckich 106, że jest żądanie ogromne, za pszenicę je- 
dnak płacą tylko po 5 złp. korzec. Ale Pamiętnik Handl. P. 
ostrzegał, że zamiast miasta handlowego zastaje się fortecę 
obszerną bez magazynów, oprócz tych, które należą do ko- 
rony, a z pięciu małych okrętów, „poświęconych na handel 
chersoński", rzadko się znajduje jeden albo dwa w porcie. 
Jeżeli transport przychodzi wtenczas, kiedy okręt ma być ła- 
dowany, może Polak żądać, co chce, ale nazajutrz po odej- 
ściu okrętu ledwo mu będą dawali czwartą część tego, co 
wziął wczoraj. Podobnież do towarów zamorskich. Jednakże 
,stepy pełne są wozów, uwijających się między Chersonem 
a Kremenczukiem, z których większa część prowadzi amuni- 
cye, materyały do budowania i t. d. na conto imperatorowej. 
Co od zbudowania Chersonu wyszło z miasta i przyszło do 
niego lądem na conto partykularnych, nie przechodzi jeszcze 
sumy 400.000 rubli sr.". Są tam domy handlowe francuskie: 
Antoine et Sarron (do Marsylii), Fabri i Metz pilnują handlu 
dunajskiego, Nichelman chciałby podźwignąć obaliny kompa- 
nii de Reboul, którą ustanowił Freding z Konstantynopola. 
Oprócz tych, są niektórzy liweranci skarbowi i może 12 ku- 
pców Greków, w których ręku jest dotąd wszystek handel 
w Chersonie. Stanęły tu jednak i kantory polskie: Teppera. 
oraz Prota Potockiego **). Ogólna cyfra wywozu w r. 1783, 
jak się zdaje ze źródeł urzędowych zaczerpnięta, wynosiła 



*) Maczulski Fr., ex-jezuita: Wiadomość geograficzna i statysty - 
<^zna o stanie teraźniejszym państwa rosyjskiego. Połock 1789. Drukarnia 
Sodetatis Jesu, str. 104. 

**) Dziennik Handlowy 1786, Pamiętnik Hist. Polit. 1780. 
str. 741. 



._y :» 



120 

rs. 735.117, czyli złp. 4,900.780. Cała ta suma szła zape- 
wne na']^korzyść kupców i producentów prywatnych, bo i cóż- 
by mógł rząd rosyjski wysyłać za granicę na własny racłiu- 
nek? Zważywszy, że stepy Noworosyjskie zaledwo jeszcze 
kolonizować i zaludniać zaczynano, sądzimy, że największą 
część tego wywozu stanowiła pszenica podolska i ukraińska. 
Gdybyśmy ją ocenili tylko na 



Nr. 101. 

3,000.000 złp., to racliując po 5 złp. korzec, wypadnie 2.125 

lasztów na wywóz zbożowy Cłiersonu. 

W latacłi późniejszych! wywóz ten zwiększyć się mu- 
siał, gdy Prot Potocki zaczął wyprawiać zboże na morze 
Śródziemne okrętami własnymi lub najmowanymi, lub gdy 
podczas drugiej wojny tureckiej flota i armia rosyjska potrze- 
bowały żywności. 

Szło trochę zboża i na Wołoszczyznę, lubo w ma- 
łych ilościach; tak w ciągu trzech lat 1784 — 6 wyszło żyta 
parowie 1.427 i pół, pszenicy 3.497, lnu nieczesanego ka- 
mieni 30.480 i t. p. *). 

Wiemy od Strój no wskiego, że od roku 1784 za- 
czyna się wywóz zboża przez granicę lądową do Galicyi, co 
wywołało znakomitą podwyżkę cen w przyległych powiatach 
Polski, lecz do oznaczenia ilości i warości tego wywozu ża- 
dnych danych nie posiadamy. 

Jakkolwiek niezupełne i niedokładne są materyały na- 
sze, pokusimy się jednak o zebranie cyfry i wartości ogólnej 
wywozu zbożowego, lepiej jest bowiem powziąć jakieś przy- 
bliżone wyobrażenie, niżeli nie mieć żadnego. 



) Dz. Handl. 1787, str. 495. 



121 

Suma średnich i pojedynczych cyfr z tablic lub N-rów 
87, 93, 94, 97, 98, 100, 101, 90, 95 wynosi: łasztów 83.218 
wartości 35,690.000 złp., lecz do tej sumy nie wchodzi: 1) 
wywóz rzekami Wartą i Odrą; 2) lądowy do Wrocławia, 
Cieszyna, całej Galicyi i Wołoszczyzny; 3) proso, jagły i kru- 
py, wywożone z Królewca. Doliczenie tych wszystkich po- 
^ycyj, powinno podnieść cyfrę ogólną wywozu zbożowego. 



Nr. 102. 

w latach 1776—1785 nad 100.000 łasztów i nad 42 miUony 

złp. wartości. 

Czacki *), czerpiąc z dokumentów urzędowych, do 
Ittórych miał przystęp jako komisarz Skarbu Koronnego, zro- 
bił obliczenie w epoce sejmu czteroletniego i przyszedł do na- 
stępnego wniosku: „Polska i Litwa po swoim podziale, kiedy 
Austrya, Rosya i Prusy wzięły tak wielką część Polski, wy- 
dala w ostatnich latach zagranicę podług rejestrów celnych 
w średniej rocznej proporcyi: 

Tab. 103. 

Pszenicy korcy 2,307.306V4 

Żyta „ 2,801.250 

Owsa, jęczmienia i hreczki . . 645.750 



Suma korcy 5,754.30674, czyli łasz. 200.080 

Szkoda, że nie znajdujemy tu wskazówki: z ilu i jakich 
wiianowicie lat wyciągniętą jest „średnia roczna proporcya"? 
Wszakże daty urzędowania Czackiego i rozwój działalno- 



*) O Pol. i Lit. Prawach wyd. Turowskiego I, 239. 



122 

ści zarządu skarbowego w Koronie każą nam domyślać się, 
że materyał brany był z lat 1787 — 1792, co stwierdzają też 
słowa Czackiego: „z ostatnich lat". Więc jego suma słu- 
żyć może za wyraz zwiększonego wywozu, jakoteż polepsze- 
nia warunków łiandlu i podniesionej produkcyi zbóż w osta- 
tniem 9-leciu. Mniemamy nadto, iż suma ta nie jest średnią, 
lecz maxymalną, gdy nasza poprzednia zbliża się raczej do 
ilości minimalnych. Wartość wszakże tego zdwojonego wy- 
wozu nie koniecznie ma być podwójna, gdyż zależy ona od 
cen zagranicznych, jak zwykle bardzo chwiejnych, oraz od 
miejsca sprzedaży. Jeśli np. na zwiększenie cyfr wywozu 
silnie wpłynął rozwój handlu czarnomorskiego, to nie powin- 
niśmy spuszczać z uwagi, że ceny chersońskie były znacznie 
niższe od gdańskich, że producent dostawał tu połowę albo 
i trzecią część tego, coby mógł otrzymać w portach Bałtyc- 
kich. 

Ostatecznie więc przychodzimy do wniosku, że całko- 
wity wywóz zbożowy z Polski i Litwy po pierwszym rozbio- 
rze przez wszystkie porty i granice lądowe przy pomnożeniu 
ludności, przy rozwoju produkcyi i handlu i przy uwzględnie- 
niu lat, mniej lub więcej urodzajnych, mógł się zawierać: 



Nr. 104. 

między 100 i 200 tysiącami łasztów, czyli 2,876.000 i 5,752.000 
korcy na rok wartości 40 — 80 mil. zip. 

Jeśli zaś wywóz nie dosięgną! nawet 100 tysięcy ła- 
sztów, jak to zapewne miało miejsce w latach 1776 — 1780, 
jeśli obok tego i ceny były nizkie, jak właśnie wskazują ta- 
blice 69 i 70 pod latami 1777—1780, to już musimy domy- 
ślać się wielkiego, dokuczliwego ubóstwa, które uciskało nie- 
wątpliwie szlachtę, jako głównych, niemal wyłącznych produ- 
centów i dostawców zboża na wywóz zagraniczny. Rozbiór 
przeto kraju był dla niej klęską nie tylko polityczną, ale też 



123 

ekonomiczną. Warto mieć na uwadze obei te klęski przy 
rozważaniu dziejów politycznych, a mianowicie demoralizacyi 
i przedajności, którą podniecać musiato zubożenie, upadek in- 
trat, zawody w rachubach rolniczych. 

Ku sprawdzeniu prawdopodobieństwa, otrzymanego przez 
nas wypadku (Nr, 104), możemy powcrtać przypuszczalne ob- 
liczenie spólczesne, Switkowskiego, który szacuje w roku 
1782 dochód z rolnictwa na 47,542.000 złp. *); oraz obrót 
dzisiejszy zboża w portach Bałtyckich. Pan J, G. Bloch, 
badając handel nowoczesny Gdańska i Królewca "), znalazł 
w pierwszem z tych miast najmniejszy przywóz zboża w r. 
1873 w ilości 0,a miliona czetwerti, to jest 1,476.000 korcy, 
czyli 51.320 lasztów, największy w roku 1862 w ilości 2,4 
miliony czetwerti, to jest 3,936.000 korcy, czyli 136.856 la- 
sztów "'), ale z tej ilości Królestwo Polskie dostarczyło tylko 
50,j proc, 68.428 iasztów. Zważywszy, iż obecnie Elbląg 
znowu nie posiada owego sztucznego stanowiska, jakie mu 
wyrabia! Fryderyk 11 swoją protekcyą clową, przekonamy się, 
że cyfry obecne (połowiczne), to jest maxima]na (J8.428 i mi- 
nimalna 2Ó.6ĆO Iasztów są podobne do cyfr przedrozbiorowych 
z tablicy 86, lub do sumy cyfr gdańskich i elblągskich z ta- 
blic 87, 88 i 92. Różnice mogą być aż nadto pokryte wzro- 
stem produkcyi tegoczesnej w porównaniu z dawną, druga 
zaś połowa przywozu z rozszerzenia terytoryum handlowego 
przez wpływ dróg żelaznych. 

Przywóz zboża i siemienia lnianego do Królewca zwię- 
kszył się nadzwyczajnie, gdyż w roku 1860 wynosił \,., mil. 
czetwerti, to jest 1,968.000 korcy, czyli 68.428 Iasztów, a w r. 



■) Pam. Hist. Polil. 1782. str. 21S— l-iy, 

") Jan Bloch: Dawne nasze porly na baltyku, w czasopiśmii 
warsiawsióem Ekonomista z roku IS7'J, Nr. 26 z dnia I lipca. 

■■■) Cyfra ta bardzo mato się różni od 1 Sń,."!!!,"! laszión- podan.ycl 
na rok 1862 przez p. Wasilewskieao w arl. Gdurtsk. Niwa 1876. xe 
szyt 43, str, 494. 



124 

1875 doszedł do 2,9 milion, czetwerti, to jest 4,756.000 korcy, 
czyli 165.368 łasztów. Z tej ilości p. Bloch zalicza prze- 
szło ^/g na rachunek Królestwa Kongresowego i gubernij Za- 
chodnich *), czyli w pierwszym razie 45.620, w drugim 
110.245 łasztów. Są to ilości ogromne w porównaniu z ta- 
blicą 94 nawet przy doliczeniu wywozu z Memla (Nr. 97), 
świadczące, że nasz poprzedni rachunek był oględny i że 
wzrost produkcyi dzisiejszej w porównaniu z produkcyą XVIII 
wieku, zaznaczony w § 24, podlegać wątpliwości nie może. 

W końcu, zestawiając ilość wywozu (Nr. 104), z całko- 
witą produkcyą zbóż w kraju, obliczoną przez nas na 76,6(X).000 
korcy, widzimy że pierwsza stanowi 8,75 proc. do 7,50 proc. 
drugiej; jest to stosunek możliwy i prawdopodobny. 



2. Włókno (len, konopie, pakuły) 

szło w wielkich partyach z Litwy do Królewca, Kurlan- 
dyi i Rygi. Co do ilości posiadamy tylko luźne wskazówki, 
że w roku 1781 wyprowadzono do Rygi lnu 8.157 szy fun- 
tów, w roku zaś 1787 w ciągu 5 miesięcy od kwietnia do 
sierpnia przez komorę Jurborską z Wilii i Niemna wyszło lnu 
11.837, pieńki 119.611 i pakuł pieńkowych 13.052 kamieni**). 
Więcej uczy nas wartość tego wywozu za półrocze letnie ro- 
ku 1792, podana w bilansie handlu litewskiego na 8,211.100 
złp. (w tem do Prus 6,515.468). W porównaniu z wywie- 
zionem zbożem, suma ta jest większa od całej wartości zbóż 
o Vi 6- Gdyby stosunek taki miał być normalnym, w takim 
razie otrzymalibyśmy 



*) Loc. cit. Ekonomista, Nr. 28 z dnia 15 lipca; dowóz z pro- 
wincyj dawnej Polski doszedł aż do 72,y proc. przywozu ogólnego. 

**) Pamiętnik Hist. Polit. 1784, str. 424, Dzień. Handlowy 
1787, str. 489—494. 



125 



Nr. 105. 

około 20 milionów zip. na wartość włól^jia z Litwy. 

W prowincyach koronnych ta gałąź wywozu była za- 
pewne nieznaczną; w wykazach gdańskich, przynajmniej nie 
znajdowaliśmy cyfr ani ilości, ani wartości *). Na lepszych 
gruntach i w cieplejszym klimacie mało uprawiano roślin włó- 
knistych. 



3. Towar leśny. 

Wszystkiemi rzekami spławiano za granicę drzewo okrę- 
tou^e, stolarskie, budulec, opałowe, klepki i beczki. W powo- 
łanym już bilansie handlowym Litwy cały ten towar przenosi 
połowę wartości zbóż; dziś wciągu ó-lecia 1871 — 1876 z ob- 
liczeń p. Blocha wypada bardzo zbliżony stosunek na spła- 
wie wiślanym (3 P/o • 58*^ o)» ^i^ wdając się tedy w zbie- 
ranie danych szczegółowych, w czem nie możemy sobie obie- 
cywać powodzenia **), sądzimy, że nie będzie zbyt daleką od 
rzeczywistości połowiczna suma wartości wywozu zbożowego, 
to jest: 



*) Cyfry gdańskie może się zawierają w Tabeli Ewektów przy bro- 
szurze: yRada Patryotyczna* w ilościach kamieni lnu i konopi 15.917; 
l^.^^^y, 10.150 w latach 1769—1771. 

**) Pewien autor w Pam. Hist. Po lit. 1783, (str. 352), biadając 
n* wjmiszczenie lasów i upadek 'handlu drzewem, szacuje spław wielko- 
polski do Szczecina na 100.000, litewskijdo Królewca na 200.000, do Rygi 
na 50.000, do Gdańska zaś i Elbląga na 30.000 talarów, razem czyniłoby 
to zaledwo 2,280.000: obliczenie to jest zbyt małe i zapewne nie obejmuje 
"^zystkich gatunków towaru leśnego. Jakoż w tabeli ewektów, dołączonej 
^0 broszury p. t.: „Rada Patryotyczna" znajdujemy na lata 1769, 1770 

t ■■■■ 

1 1//1 wartość samego drzewa do budowy w cyfrach 5 milj., 4,,., oraz 3,^ 
bilionów złp., a tabela ta kompletną być nie może, chociażby z powodu 
zaburzeń w kraju. 



126 



Nr. 106. 



około 20 milionów zip. za towar drzewny. 



4. Potaż i popiół. 

Budy potażowe na Mazowszu, Polesiu, Wołyniu i Ukra- 
inie przynosiły znaczny dochód już w XVII wieku, ale gwał- 
townie przyczyniały się do niszczenia lasów. Wypalaniem po- 
tażu z popiołu trudnili się wzmiankowani wyżej budnicy. Wy- 
różniano w łiandiu trzy gatunki: potaż kalcynowany, koryto- 
wy, czyli blauaż i maclilugę, czyli wajdaż. Spławiano też 
popiół, z którego wyrabiano potaż w samym Gdańsku w sła- 
wnej potażami Szopenłiaura, w budzie Renneberskiej i t. p. 
W roku 1783 z Polski przyszło gotowego potażu tylko 2.661 
beczek, a 18.894 było zrobionych w Gdańsku. Z Królewca 
wyszło wtedy 2.029 beczek potażu i 94 łasztów wejdażu. 
W wieku XVII przy wielkim obrocie i pomyślności obrót ro- 
czny popiołem w Gdańsku był obliczony przez Kostera na 
1 milion złotych gdańskich owoczesnych; przeciętnie racho- 
wano, że przed rokiem 1772 wychodziło po 21, a później 
w 1795 po 14 tysięcy beczek. Ze szczegółowej „tabeli ewe- 
któw" przy broszurze p. t.: „Rada Patryotyczna" wiemy, że 
w roku 1769 przeszło z Polski potażu fas 14.938, popiołu fas 
20.543, oraz szyfuntów 3.970. Znane nam są ceny tylko 
z roku 1773: za szyfunt 7 do 8 czerwon. złt. (jako wj^-soka) 
i za beczkę 70 — 60 złt. gdańskich, to jest 105 — 90 złp. (jako 
nizkie) za potaż; popiół niewątpliwie płacił się taniej. Biorąc 
najniższe z tych cen, otrzymamy na wartość pomienionego 
wywozu przedrozbiorowego około 3,700.000 złp. Po rozbiorze 
Gdańsk wysyłał tylko ^/.-^ dawnej ilości, ale dla Polski część 
tej straty mogła się wynagrodzić zwiększonym odbytem z in- 
nych portów. 

W półrocznym bilansie Litwy z roku 1792 potaż figu- 
ruje w cyfrze 474.646 złp.; co do Gdańska, znajdujemy 



127 

wzmiankę, że Anglicy kupowali czasem za 12.000 funtów 
szterlingów, czyli 476.000 zip., a szły też transporty do Ho- 
landyi, Hiszpanii, Portugalii, Francyi i Ameryki *). Ogółem więc 
przynosiła ta gałąź handlu: 



Nr. 107. 



przeszło 2,^ milionów złp. 



Użjrwano wtedy potażu do blechowania płócien, do fa- 
brykacyi farb, porcelany i mydła. 



5, 6 i 7 Smoła, miód i wosk. 

W bilansie półrocznym litewskim, smoła stanowi pozy- 
cyę o 123.865, wosk o 114.989, a miód 5.085 złp., zatem 
sławny lipiec kowieński był zapewne spijany na miejscu, lub 
wewnątrz kraju. Wosk z kwietnycli łąk Ukrainy szedł do 
Krakowa lub Wrocławia w ilościacli znacznycłi; do samego 
Śląska wyprowadzono w latacli 1757 — 1759 wosku, miodu, 
łoju i skór wyprawnycli za 1,876.804 talarów czyli IP^mil. 



•) Myśli rzetelne nad narzekaniem Polaków, tyczącym się mnie- 
manego monopolium, czyli samokupstwa m. Gdańska, z niemieckiego 
przetłumaczone 1774 r., str. 12 (tu właśnie znajdują się ceny). Pamięt. 
Hist. Polit. 1784, str. 761 — 764, Ed. Wasilewski: Gdańsk w Niwie 
1876 r., zeszyt 43, str. 495; zeszyt 44, str. 575; Opis budowy potażowej 
u Połujańskiego: Opisanie Lasów etc, tom III, str. 36. „W tabeli 
ewektów** przy broszurze p. t.: „Hada Patryotyczna" podano potażu 
wiatach 1769, 1770 i 1771 fas 14.938, 11.920 i 9.16(^ popiołu fas 20.543, 
19.310 i 15.530, oraz szyfuntów 3.97U, 3.510, 2.917. Gdybym wiedział, ile 
centnarów mieści się w fasie popiołu, mógłbym zrobić dokładniejszy rachu- 
nek, ponieważ Tooke podaje obfity szereg cen popiołów gdańskich 
w yThoughts and Details of the high a Iow priccs. Appendix 1 to 
Part IV, 2*. 



128 

złp. *). W niekompletnej tabeli ewektów przy broszurze p. t.: 
„Rada Patryotyczna" jest podanych na lata 1769, 1770 i 1771 
szyfuntów wosku 1200, 839 i 690, a szyfunt zawierał 320 
funtów gdańskich. Nie znając atoli cen, nie możemy podać 
żadnego szacunku. 

8. Konie. 

Sprzedawały się na wielkich jarmarkach w Lęcznie, Ze- 
Iwie, Włodzimierzu, Mohylowie nad Dniestrem, a szczególnie 
na granicy stepu Tatarskiego w miasteczku Bałcie, zaludnio- 
nem przez Żydów, Ormian, Turków i Tatarów. Zjeżdżali tu 
remontyerowie z Prus, Saxonii, czasem aż z Francyi, jak np. 
w roku 1786 dla remonty regimentu x-cia Orleańskiego. Po- 
szukiwane były konie polskie szczególnie pod huzarów i lek- 
ką jazdę. Z licznych paszportów, wydawanych przez Komi- 
syę Skarbu Koronnego, przekonaliśmy się, że po razy kilka 
w roku wychodziły partye po kilkaset, albo i po parę tysięcy 
koni. W roku 1771 Fryderyk II, przewidując wojnę, właśnie 
o rozbiór Polski, posłał do Polski oficerów po 7200 koni do 
zremontowania swej jazdy. Gdybyśmy je rachowali tjdko po 
15 czerw, złotych sztuka, podług cen Kościuszki, (Nr. 80), to 
przecie obstalunek Fryderyka wyniósłby 



Nr. 108 

prawie 2 miliony zip., (dokładniej 1,944.000) 

Jeśli nie w każdym roku odbywał się zakup na tak 
wielką skalę, to jednak suma taka albo i większa zawsze 
wejść musiała do Polski, nawet za mniejszą znacznie ilość. 



*) Jekel: „Pohlens Handelsgeschichte" 1809, Wien und Triest II. 

str. 48. 



129 

gdyż remontyerowie obcy z pewnością płacili drożej, niż Ko- 
ściuszko za konie inżynierskie *). 



9. Bydło. 

Od Skrzetuskiego dowiadujemy się, że przed po- 
działem mogła Polska sprzedawać po 80.000 wołów; Hiippe 
twierdzi, (ale z nieznanego nam i niecytowanego źródła), że 
jeszcze po roku 1772 wycłiodziło po 80.000 cieląt z krajów 
Rzeczypospolitej za granicę **). Liczby te zmniejszać się mo- 
gfy skutkiem rekwizycyj i spustoszeń, czynionycłi przez woj- 
ska nieprzyjacielskie, podczas pobytu ich w Polsce, ale nie- 
wiele wpływał na nie pierwszy podział kraju. Główne bo- 
wiem partye wołów szły z Wołynia i Ukrainy nie tylko do 
Warszawy, ale też do Śląska i Brandenburgii. Racłiując wołu 
ukraińskiego po złp. 100 (bo krowa, jakeśmy widzieli wyżej 
na str. 85 kosztowała 50 złp.) otrzymalibyśmy. 



Nr. 109 

około 8,000.000 za woły (nie licząc cieląt). 

W półrocznym bilansie handlu litewskiego wyprowadzo- 
"6 za granicę bydło ceni się na 616.000 złp. Natrafiliśmy na 
wzmianki o łiandlu mięsa na morzach Baltyckiem i Czarnem; 
Wiemy, że były zawierane przez kupców polskich kontrakty 
o dostdwę mięsa solonego dla floty szwedzkiej wr. 1791 ***): 



*) Dzień. Handlowy 1786, str. 182, CojOdbeBi>: IIct. PoccIh 
'^^VII, 310, XXVIII 270 (depesza Solmsa z dnia 10/9 1771) Pr. Ekon. 
•V33, str. 275). 

**) Skrzetuski: Prawo Polityczne Narodu Polskiego 1787, tom I, 
s^. 329, 230, Huppe: ,Verfassung der Republik Polen", Berlin 1867, 
str. 304. 

•") Pr. Ekon. A,28, str. 378. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona.— T. U, 9 



130 

ale przypuszczamy, że tego rodzaju obroty należały do przypad- 
kowych i że stałej pozycyi w bilansie handlowym nie tworz>iy. 
Owce polskie za granicę nie miały odbytu. 



10, II, 12. Wełna, skóry, łój. 

Przy braku lepszych gatunków owiec gruba wełna pol- 
ska nie mogła być ponętną dla zagranicy. Wysyłano ją prze- 
cież w niewielkich ilościach, o ile nad potrzebę własną zby- 
wało. W tabeli ewektów z lat 1769 — 1771 wykazano jej ka- 
mieni 50.982, 45.782, 39.114, szacując kamień (32 funty) po 
złp. 40 *), otrzymamy wartość tej gałęzi wywozu w sumie 



Nr. 110. 

około 2,000.000 złp. 

Zresztą do wyrabiania cieńszych sukien fabryki polskie 
sprowadzały wełnę zagraniczną i wydawały na to więcej, niż 
wywóz przynosił. 

Skóry były wyprowadzane tylko niewyprawne in c ru- 
do wbrew zasadom racyonalnej politj^ki ekonomicznej; to też 
dochód z wywozu był zapewne mniejszy od sum, płaconych 
za skóry wyprawne zagraniczne. W półrocznym bilansie Li- 
tewskim z roku 1793 wywożone szacują się na 100.236 złp., 
przywiezione zaś na 103.562 zip. Dopiero w dziewiątem dzie- 
sięcioleciu parę fabryk garbarskich, jak np. Cadra i Schultza 
warszawskie oraz Niemierów wywoziły skórę wyprawną. In- 
nych danych nie posiadamy. 



*) Fabryki Staszewska, Juzcfowska i Klimontowska w prowincyi 
celnej Krakowskiej płaciły same po 30 — 50 złp. za kamień w roku 1789, 
jak widzimy z raportu przesłanego przez supcrintendenta Gruszeckiego do 
Komisyi pod datą 17/1 1789 i anneksów. W roku 1795 wywieziono 
wełny z samego Gdańska 9.KK) szyffuntów (L o s c h i n G.: Danzigs 
II, 375). 



131 

Wywóz łoju dawa] pewną przewj-żkę. Nawet Litwa 
w półroczu 1792 r. pobrata 182.566 zip. (a wyd^a na przy- 
wóz 13'.\636 zip.); na większą skalę wszakże rozwijał się 
w frowincj-acli poludniowj-cti, szczególnie na Ukrainie, handel 
„salhanów", czyli łoju baraniego *). Obliczyć wartości tego 
uyftozu nie jesteśmy w stanie. 

13. Saletra. 

Czyli „salpetra" była w wieku X\'II nader ważnym ar- 
t>'kulem łiandlu dla Gdańska; tracił on na zj-skowności dopie- 
ro od końca tego wieku, gdy Kompania \^-scliodnio indjiska, 
angielska odkryła wielką produkcyę tego minerału w Hindo- 
stanie. Wszakże zwiększone zużycie prochu przez armie, zor- 
ganizowane na sposób francuzki podług systematu Louvois 
i Vauban'a, nie dały uschnąć zupełnie tej gałęzi wywozu pol- 
skiego. To też na Podolu, Ukrainie i Rusi istniały jeszcze 
w XVIII wieku liczne majdany do \vyrabiania saletr.\'. Zao- 
iyh majdan xięźna Anna Jabłonowska w Siemiatyczach; wąt- 
pię jeJnak, czy mogła mieć z niego stosowne zyski, gdy tyl- 
Ito na ukraińskiej niezmiernie żyznej ziemi można było obra- 
cać nawóz na taką fabrykacyę zamiast zasilenia roli. Wogóle 
F*łukcya saletry w Polsce nie musiała bj^ć obfitą, ponieważ 
^^' cennikach angielskich znajdujemy tylko saletrę uschodnio- 
ifidyjską. Płacono ją podług tablicy, zamieszczonej u T o o- 
kea "}, średnią ceną w latach 17M2 — I7<'l włącznie po 47 
sjylingów, czyli 89„ złp. za centnar angielski. Podiug „ta- 
'''li ewektów" przy broszurze p. t. „Kada Patryotyczna" wy- 
wieziono saletrj' w roku 1769 kamieni (u 32 ruiil''>wi 2,WH, 
<^li około 770 centnarów angielskich, zatem \varto>;ć tego 



•) Pr. Ekoo. .4,28, str. 377; Poluj.iński: Opis.inie l.isuw etc. 
m III. Btr. 344. 

■■) Tooke Thomas: .Thoughls and Delails tif Ihe high ntiJ 



Iow pric«s fpom 1793 to 18J3, 2d editi 
•Ij* I to the part IV, pagc 34". 



132 

wywozu wynosi 76.307 zip. *). Rok ten jest niepomyś 
i tabela nie jest kompletną, wszakże nie przypuszczamy, i 
w normalnych warunkach wywóz saletry z Polski mógł pi 
nosić 

Nr. III 

sumę 150,000 złp. 



14 i 15. Pierze i szczecina. 

Głównym dostawcą szczeciny do Anglii pod kor 
XVIII wieku był Petersburg, wszakże wspominana tylokrol 
„Tabela ewektów" przy broszurze „Rada Patryotyczi 
świadczy, że i z Polski wyszło szczeciny wraz z pierzem 
mieni 3.940, 2.879,2.018 w latach 1769, 1770, 1771, czyli śrec 
z tych lat po 2.946. Ponieważ gatunki te nie są rozdzielc 
więc rachujemy wszystko podług cen szczeciny angielsl> 
z lat 1786— 1793 włącznie po 7 L. 8 sh., czyli około ! 
złp. przeciętnie za centnar **). Tym sposobem otrzyma 
212.155 złp. jako wartość obu artykułów, czyli okrągło: 



Nr. 112 

około 225.000 złp. 

Wszakże ilość i wartość tego wywozu mogła być z 
cznie większą, bo w r. 1803 z samego Gdańska wyszło 
7.600 kamieni pierza ***). 



*) Centnar angielski rachowaliśmy po 124,32 funta polskiego 
dług stosunku gramów (S. Kra msz tyka: Wykład Arytmetyki tiandlo 
Warszawa 1879, str. 245, 247) Szylling po bl groszy polskich. 

'^^) Tooke: loc. cit. „Appendix* Nr. 1, part IV, str. 6 — 7 (brisl 
*) Loschin: „Geschichte Danzigs" II, 374. 






133 



16. Płótno i przędza. 

W r. 1769 podług wspomnianej „Tabeli ewektów" wy- 
szło z Polski płótna białego sztuk 39.368, zgrzebnego 184.908 
i przędzy różnego gatunku kóp 21.900. W r. 1795 wyszło 
polskiego płótna ogółem 81.000 kóp. z samego Gdańska do 
Anglii, Szkocyi, Holandyi, Danii, Francyi, Portugalii, Hisz- 
panii i miast Hanzeatyckicłi *). Ceny nie są nam znane; 
przypuszczając że za sztukę 60-łokciową płótna płacono 40 złp. 
domyślać się należy, iż ten artykuł przynosić musiał przy- 
najmniej 

Nr. 113 

8 milionów złp. 



17. Różne drobne artykuły 

wynosiły podług „tabeli ewektów" od 50.000 do 100.000 
2łp. Do tej rubryki odnieść należy wysyłany czasem do Kur- 
landyi t y t u ń, n. p. w r. 1781 przez Xcia Czartoryskiego 
10.000 kamieni z Korca i przez Bogdańskiego z fabryki Wi- 
leńskiej **) Czerwiec, kermes czyli koszenila polska, niegdyś 
ważny artykuł łiandlowy, wyparty z targowisk europejskich 
w drugiej połowie XVI wieku przez koszenilę amerykańską, 
odcliodził jednak wciąż do Wołoszczyzny i Turcyi; zakupowa li 
So Ormianie***). Tu należą też wyroby garncarskie z oko- 
lic Ćmielowa, zapewne wielkiej sławy używające w owym 



*) Loschin: „Geschichte DanzJgs* II, 375. 

••) Pr. Ekon. A, 18, str. 379 i 570. 

***) Skrzetuski: Prawo Politycz. narodu polskiego 1787, tom H, 
str. 230. Nax: (Wykład etc, str. 253) utrzymuje, że farbiarze zaczynają 
żałować czerwca, bo do niektórj^ch kolorów droga koszenila amerykańska 
'^'c Jest tak zdatna, jak czerwiec. 



134 

czasie gdy były wprowadzane aż do afrykańskich brze- 
gów *). 

Tu zaliczamy również ogrodowinę, zwi erzynę, 
ptastwo domowe, ryby, nabiał, glinę, szkło, rudę żelazną, 
której całe łyżwy szły do Prus od Szamotuł, sukno, trunki 
ordynaryjne, futra, cłimiei, nawet trocłię miedzi i t. d. 
W bilansie półrocznym Litewskim z r. 1792 artykuły te, nie 
licząc niektórycli z zagranicy sprowadzonycłi i później gdzie- 
indziej za granicę wyprowadzonycłi (reeksportowanych), wy- 
nosi 563.541. Gdybyśmy doliczyć mogli Koronę i wzięli wy- 
wóz z całego roku, otrzymalibyśmy zapewne około: 



Nr. 114 

3 milionów złp. 

Oto jest przybliżony do prawdopodobieństwa obraz handlu 
wywozowego Polski. Suma wsz3'stkich pozycyi od Nr. 10+ 
do 114 wynosi 107^, albo 147^,, miliona (stosownie do war- 
tości zboża 40 lub 80 milionów), a w ten rachunek nie we- 
szły smoła, miód, wosk, skóry i lój. Gdybyśmy oszacowali te 
artykuły ogółem tylko na 2.-, miliony otrzymalibyśmy 

Nr. 115 

1 10 do 150 milionów złp. na wartość brutto (bez cła i kosz- 
tów transportu) wywozu około lat 1780 — 1792. 

Sumy tej nie śmiemy uznać za dokładną i pewną; 
w pojedynczych latach mogła spadać znacznie niżej od ozna- 
czonego tu minimum, w innych znów przekroczyć ma* 
ximum, ale większej dokładności przy obecnym stanie mate- 
ryału osiągnąć nie możemy, ułożenie zaś tablicy szczegółowej 



') Nax: Wykład etc, str. 149. 



135 

na wzór angielskich wykazów statystycznych jest niepodo- 
bieństwem. Ze źródeł urzędowych posiadamy tylko na dwa 
lata, 1776 i 1777, oszacowanie produktów, wyprowadzonych 
za granicę, w bilansie ułożonym przez Komisyę Skarbu Ko- 
ronnego, mianowicie: 

Tab. 116 

1776 1777 

Z Małopolski 2,813.328 3,003,634 

Z Mazowsza 8,311.018 10,631.656 

Z Wielkopolski 3,928.960 7,091.070 

Z Rusi 5,426.732 7,187,356 

Z U krainy 1,616.301 1,923.516 

Razem 22,096.360 29,838.238 

Ale tablica ta 1) pochodzi z lat najnieszczęśliwszych; 
-) nie obejmuje handlu Litwy; 3) nie zawiera podobno wartości 
wywiezionego zboża*). W każdym razie jednak świadczy o fa- 
talnym stanie ekonomicznym kraju po klęsce rozbiorowej. 

W r. 1782 Pamiętnik Historyczno-Polityczny zamieścił 
obliczenie przypuszczalne, w którem wartość ogólna handlu 
^vy\vozowego jest podana na 81,629.582 złp., z tych 47,542.152 
zip. przypada na rolnictwo, inne zaś produkty, wysyłane do 
Gdańska, Rygi, Królewca, Wrocławia, Cieszyna etc. są oce- 
nione na 33,987.700 złp. **). Lecz niektóre pozycye są do 



*) Tak mniema Sandomicrzanin. Dziennik łłandlowy 1787, str. 542. 
'•) Pamiętnik Histor. Polityczny 1782, str. 21S— 21^^; szczegółowe 
POiycye są takie: 

Płótna i przędzy konopnej za złp. H,81c». 140 

Wełny surowej i wyrobionej, tudzież lnu 

i konopi S,000.(XK) 

Potażów różnycłi, saletry „ „ 3,361.960 

Wosków, miodów, połci, wołów, łojów, 

skór, gorzałki, tabaki, ołowiu, sukna etc. , „ U\(.W.0(O 
Drzewa budowlanego, w klepkach etc. . . ^ ., 3,':>10.6(>0 

33,^:»87.7(.0 



136 

oczywistości zbyt małe, tak n. p. drzewo budowlane w klep 
kach etc. szacuje się z całego kraju na 3,910.600 złp. gd\ 
w półrocznym bilansie samego łiandlu litewskiego znajdujem} 
wartość towaru leśnego już w cyfrze większej 3,930.816 złp. 
podobnież niemożliwą jest pozycya 8-milionowa na wełnę ler 
i konopie, gdy same dwa ostatnie artykuły bez wełny czy 
nUy w półroczu rzeczonem z samej Litwy 8,211.100 złp 
Śmiemy więc utrzymywać, żeśmy lepiej liczyli, i że 110 mi 
lionów nie jest przesadną cyfrą na wywóz uszczuplonego 
pierwszym rozbiorem królestwa, przynajmniej w latach zbli 
żających się do 1790. 

Zresztą suma ta 110 a ctiociażby 150 milionów złp. 
wcale nie jest imponującą, ani nawet zadawalającą w porów- 
naniu z wywozem państw innych. Tak n. p. podług bardzo 
dokładnych rocznych wykazów urzędowych wywóz całkowita 
Wielkiej Brytanii do wszystkich części świata pomiędzy la 
tami 1785 i 1794 włącznie wynosił przeciętnie po 19,671.938 
funt. szt.; czyli 782,269.522 złp., a wywóz wyłącznie wielko 
brytańskich produktów i wyrobów w tymże czasie dochodzi 
przeciętnie do 14,504.902 funt. szt., czyli 76,798.420 złp. *) 

Wywóz Francyi wynosił w r. 1758 franków 540 milio 
nów, **) czyli złp. 869 milionów. 

Dosyć jest rzucić okiem na Tab. 49, żeby się przeko 
nać, że cyfra wywozu polskiego wcale nie jest proporcyo 
nalną do ludności, porównanej z ludnością Wielkiej Brytani 



*) Tooke: „Thoughts and Details of thc high and Iow prices fron 
1793 to 1822, 2 edition 1824 London, Murray, Appendix to Part. H,* ra 
chowaliśmy funt szterlingów po 89,755 złp., ponieważ do roku 1816 stosu 
nek urzędowy złota był 15,2,,9g : 1, chociaż Coxe w swoich obliczeniach 
finansowych brał stosunek funta szterlinga do złotego, jak 1 : 36, a pisa 
w roku 1778, kiedy obowiązującą była stopa 80 złp. z grzywny kolońskiej. 
zamiast używanej powszechnie i ulcgalizowanej w 1786 r. stopy 83 i pó] 
z grzywny kolońskiej. 

**) Sybel: „Geschichte d. Revolutionszeit. 3-te Ausgabe, 1865— 
1S66, I, 32. 



137 

lub Francyi; że nie mogła dostarczyć ani połowy tycłi zaso- 
bów, jakie zdobywał sobie Anglik lub Francuz, sprzedając 
owoce swej pracy i swego przemysłu obcym narodom. Gdy 
zaś doliczymy ciężar ceł, szczególnie pruskich i koszta tran- 
sportu, to dochód producenta polskiego uszczupli się jeszcze 
bardziej. Więc i na polu handlowem objawia się aż nadto 
wjTaźnie ubóstwo narodu. 

39. Przyjrzyjmy się teraz handlowi przywozowemu. 

1) Jedną z najdotkliwszych strat, jakie Polska skutkiem 
pierwszego rozbioru poniosła, była utrata salin wielickich, 
oraz bogatych żup warzonki w powiatach Żydaczewskim, 
Przemyskim, Samborskim. Niegdyś Żupnik Ruski był obo- 
wiązany pod karą tysiąca grzywien dostawić 11.000 beczek 
soli Ruskiej do najcelniejszego składu Bydgoskiego, a tą solą 
żywBy się województwa* Poznańskie, Kaliskie, Brzesko-Ku- 
jawskie. Inowrocławskie i Ziemia Dobrzyńska. Jeszcze w r. 
1768 sprzedawano beczkę soli Samborskiej po złotemu, jeśli 
nie było nacisku kupców *). Kopalnie Wielickie i Bocheńskie 
oraz żupy Samborskie czyniły królowi 2,400.000 złp. docho- 
du **), pomimo to, że szlachta z okolicznych województw 
miała darmo tak zwaną „sól suchedniowską" w pewnej ilości 
na każdą głowę. Od roku zaś 1773 ten artykuł pierwszej 
potrzeby przeszedł w posiadanie Austryi. „Zasól cesarzowi 12 
milionów koniecznie zapłacić potrzeba** — biada Staszic ***). 



*) Krótka fizyczna y historyczna wiadomość o soli... W dru- 
''^ii Nadworney J. K. Mci y P. Komisy i Edukacyi Narodowcy Ru 1788, 
8tr. 28. 



*»\ 



*) Podług noty, adresowanej przez Komisyę Skarbu J. K. Mci do 
P- Delegacyi w roku 1773 (Busching: ,,Magazin« XVI, 100), Coxe: 
(Travels I, str. 167) liczy 3,500.000 złp., ale ze słyszenia. 

***) Małachowski, refer. kor., w roku 1766 rachował tylko 7 
nulionów rocznie (Dyaryusz 1776, sesya XVII z dnia 19/9, str. 126 >; Je- 
^•«rski, kasztelan łukowski, w roku 1790 kładł po 3 garnce na duszę, co 
P^^y ludności 9-milionowej stanowiło 27 mil. garncy. Sułkowski, woje- 



138 

I wszystkie sejmy, wszystkie władze administracjjne, każd> 
szlachcic mocno się o tę stratę frasował, a wszelkie podwyż 
szenie ceny stawało się przedmiotem powszecłinych lamen 
tów. Z właściwą sobie bystrością Fryderyk II przewidzia 
następstwa zaboru Wieliczki i Żup ruskicti; to też zakładając 
Kompanię Morską Pruską, przedewszystkiem zaopatrzył j( 
w przywileje co do łiandlu solnego. Kompania ta dostarczali 
Polakom najprzód soli morskiej, ale następnie w r. 1788 we 
szła w układ z dyrekcyą salin cesarskich, a wtedy zaczęli 
też sprzedawać sól wielicką. Już Austryacy podnieśli ceni 
w 1780 r. szybikowej soli z 33V3 na 45 złp. a zielonej z 317 
na 43 złp.; teraz nastąpiło powtórne podwyższenie cen^ 
w magazynach: pruskim przy Warszawie i soleckim na złp 
56^3 za beczkę. Ozwały się zaraz nowe skargi w czaso 
pismach i broszurach na „samokupstwo Kompanii Pruskiej" 
na gwałcenie traktatu rozbiorowego przez Austrj^ę; rząd za 
wiązał układy na drodze dyplomatycznej i dokazał przecie: 
tyle, że cenę soli w 1790 zniżono do 48 zip. w Wieliczce*' 
Krzątały się osoby prywatne, król i Komisya Skarbowa Kor 
około poszukiwania nowych pokładów i warzelni w kraju 
porobiono nawet niektóre odkrycia, założono parę „fabr^^k* 
soli, jak to będziemy widzieli niżej (§§ 46 i 47). Wojewódz 
twa Bracławskie i Kijowskie sprowadzały sól wołoską, szł; 
też sól rosyjska, zapewne tańsza od morskiej i austryackiej 
Jednakże obliczenia urzędowe nie usprawiedliwiają rachub} 
Staszica: w sprawozdaniu, zlożonem sejmowi w r. 1791 
w imieniu Deputacyi, rewidującej Skarb Koronny, kasztelar 



woda gnieźnieński, rachował centnar soli na 4 i pół dusz, z tej proporcyi 
iż we Francyi 7 dusz racłiują na centnar, ztąd cxpensę roczną Polski obli 
czał na 12 mil. garncy w r. 1774 (Dz. Czyn. S. G. W., sesya 396 z dni: 
1/3 1791 r. Pr. Delcg. Zag. I, str. 48). 

•) Pr. Ekon. A; 17, str. 165: A; 25; str. 297 pod dniem 9 grudnia 
Rada Najwyższa Narodowa rezolucyą swoją z dnia 16 6 1794 roku rożka 
zala zająć składy Kompanii pruskiej w depozyt (Gazeta Wolna War 
szawska Nr. 18). 



139 

Morski obliczył wartość wszelkich gatunków wprowadzanej 
soU tylko na 6,925.666 złp. *) gr. 20. 

2) Metal e, w które Polska była ubogą, stanowiły ar- 
tykuł niezbędny przywozu, jak cyna, ołów, mosiądz, miedź 
(szwedzka, moskiewska i węgierska, ostatnia najlepsza dla 
kotlarzy, zwana Kupferplatten), spiż, żelazo w narzę- 
dziach, a nawet w surowcu (i n c r u d o), trochę srebra i złota. 
Wprowadzano tego na parę milionów złp. 

3) Bawełna była sprowadzoną do fabryk i zabierać 
musiała też parę milionów. 

4) Jedwab' wchodził, zdaje się mniejszymi transpor- 
tami; głównie potrzebnym był zapewne do fabrykacyi pasów. 

5) Sukna nie tylko francuzkie i tak zwana sajeta, ale 
niestety! nawet ordynaryjne. Bilans półroczny Litewski z r. 
1792 zawiera ogromną pozycyę przeszło 2-milionową na przy- 
wóz tego ostatniego artykułu z Prus; Korona może mniej go 
potrzebowała, bo miała liczne fabryki i warsztaty sukiennicze 
w Wielkopolsce i Krakowskiem. 

6) Kramarszczyzna zabierała znów z parę mi- 
lionów. 

7) Korzenie i aptekarszczyzna. 

8) Wina węgierskie, francuzkie, hiszpańskie sprawiały 
wiele strapienia Staszicowi, ponieważ pochłaniały pewno 
15 milionów z naddatkiem. Wódka, likiery, piwo angielskie 
stanowiły też nie małą pozycyę. 



') Dyaryusz 1790 (urzędowy tom 1, część 2, str. 71, sesya XVI 
z dnia 14.1 1791. Szczegółowe pozycyę rachunku są takie: 1) Soli Wie- 
lickiej wychodzi na rok beczek 70.O.KJ a fior. 4(), co czyni złp. 2,.S(»<).(.KK); 
-) Soli Samborskiej wychodzi na rok beczek 30.000 a flor. U\ co czyni 
2^P- 300.0OO; 3) Soli Angielskiej wychodzi na rok beczek 45.000 a 11. IS, 
co czyni złp. 810.000; 4) Soli warzonych różnych beczułek 4«k.)aXX) a 11. 
•■>. co czyni złp. 2.000.000; 5) Soli Krymskiej wychodzi na rok centnarów 
124.000 a nor. 3 gr. 20, co czyni złp. 454.666 gr. 2(); 6) Soli Wołoskiej 
wychodzi na rok beczek 153 00<) a nor. 3 gr. 20, co czyni zip. 561.(.K>.); 
suma 6,925.666 gr. 20. 



140 

9) Ryby morskie (np. śledzie) i rosyjskie żabie 
kilka milionów. 

10) Nareszcie przedmioty zbytku, fabrykaty 
graniczne — „fraszki", za które kupcy „wyłudzają pienią« 
żeby je następnie wywozić za granicę." Pomimo zarzeki 
się, moralizowania i uchwalania praw oszczędniczych (jes2 
w 1776 i 1784 r.) żaden naród podobno nie był tak U 
mym na owe fraszki jak Polacy. Podróżnicy podziwiają p 
pych pałaców pańskich, np. ów salon Xcia Poniatowskie 
zapewne podkomorzego, w grocie ogrodowej z wysuwając 
się z pod posadzki stołem biesiadnym; ów pokój porcelanc 
w pałacyku Powązkowskim Xcia Adama Czartoryskie 
gdzie użyto 3000 tafelek z porcelany saskiej, a każda tafe 
kosztowała po 3 dukaty, czyli 54 złp.; ów pokój turecki 
chata Poniatowskiego, podówczas biskupa płockiego, z we 
tryskiem i kwietnikiem pośrodku, a sofami przy ścian 
i t. p. *). Czyniąc zadość tym wymaganiom zbytków; 
kupcy warszawscy sprowadzali mnóstwo najrozmaitszych! 
warów z Anglii, Francyi, Niemiec od powozów aż do śpi 
Żeby powziąć wyobrażenie o zasadach, jakiemi się kierov 
i o warunkach, w jakich handel swój prowadzili reprezenti 
przywozu zagranicznego, przejrzeliśmy inwentarz sklej 
Piotra Teppera z lat 1783 — 1789 oryginalny**). Mieściły 
one zapewne w pałacu Tepperowskim, obecnie Edw. ( 
bowskiego przy ulicy Miodowej (Nr. 3). Na początku ( 
tamy napis ozdobny: Au nom de Dieu commencc 
rinventaire su iv ant des marchandises qui 
trouvent aux magasins appartenanat a Nous. Idą 
tern grupy towarów i w każdej szczegółowe pozycye, wskazuj 
ile łokci albo sztuk każdego gatunku znajduje się w sklepie, c 
od łokcia i sztuki, oraz wartość całych sztuk w złotych 
skich i talarach niemieckich, rachowanych po 1 na 6 złot] 



*) Coxe: Travels I, 177, 179, 181. 

**) Archiwum Główne Królestwa Polskiego, Nr. 78, T. 



141 

Wszystkie cyfry inwentarza oznaczają cenę kosztu; chcąc 
v\ynaleźć ceny sprzedaży, t. j. sklepową, należy, według dzi- 
siejszych zasad handlu bławatnego, doliczyć na towarach 
trwałych (reelles) po 207oj na towarach zaś zmiennych 
co do mody: 257o- 

Z takiego to inwentarza wyciągamy następny mały cenni- 
czek (Tab. 1 17), w którym obok: 1) ceny oryginalnej, w owoczes- 
J^ych złotych (po 18 zlt. na 1 cz. zł.) wyrażonej, umieszczamy: 
^) wartość tej ceny podług waluty złotego dzisiejszej, t. j. 
3,-, razy zwiększonej i 3) cenę tychże towarów w r. 1872, 
podług oszacowania, którego na prośbę nasze łaskawie do- 
konać zechciał pan Józef Zelt. 

To znaczy, że umieszczony w towarach kapitał wynosił 

1,242.111 talarów, czyli 7,452.666 owoczesnych a 28,098,550 

dzisiejszych złotych. Godną też jest uwagi kolosalna cyfra 

*vprawie 13 m. złp. owoczesnych a 47V2 n^- złp. dzisiejszych) 

należności od dłużników, których liczba wszakże stosunkowo 

J^st niewielka, bo zaledwo 232 osób. Przeciętna na każdą 

przypadałaby zatem po 204.000 złp. dzisiejszych. Prowadzi 

to do przypuszczenia, że klientela Teppera składała się tylko 

z wielkich panów, a większą część dłużnym był zapewne 

król Stanisław August. 

Ceny wszystkie są tak wysokie w porównaniu z dzi- 

siejszemi, że mogą budzić powątpiewanie. Dla wyjaśnienia 

przeto rzeczy podajemy wyjątek z uwag, na piśmie nam przez 

pana Józefa Zelta uprzejmie udzielonych; nadmieniamy 

prz\1em. że pan Zelt nie był świadom stosunku waluty i że 

"uał na względzie tylko oryginalne cyfry Teppera. 

Co do Yelours a velpe: „te jako w r. 1872 wiele na 
fabrykach angielskich wyrabiane, z powodu konkurencyi z fa- 
^'kami niemieckiemi doszły do cen nader niskich i koszto- 
wały w naszym kraju około złp. 10". 

Có do Yelours de coton: tak zwane velvet lub manche- 
ster — największej zmianie w manufakturach podległy z po- 
wodu nadzwyczajnej konkurencyi w samej Anglii (Manchester) 



142 



Tab. ii7. 
Cennik podług inwentarza siciepów Teppera. 





Cena oryginalna 


Tai cena 


Cena tegoż 




od łokcia lub r 


1783 podług tow. dziś. 


f Yelour coupe. 


sztuki 


r. J783. waluty dziś. 


r. 1873. 


Yelour cramoisi Taune 


a f. 


26 


98 


40 złp. 


Yelour a Yelpe. 










Yelour a Yelpe noir 


» 


32 


120 


10 


Yelour de Cotton. 










Yelour de Cotton gros bleu 


łł 


20 


75„ 


11 fdo 9) 


Etoffes riches. 








[i 6 (do 4) 


Miroir d'argent 


»ł 


40 


150,, 


20\ (do 15 


Tissu d'or 


ł« 


42 


158,3 


21/ i 10) 


Moire d'Angleterre. 










Moire noir 


łł 


10 


37,r 


17 (do 13) 


Grodetours. 










Grodetour ponceau 


łł 


9 ;do 5'/, 


,) 34 


12 (do 9) 


Satins unis. 










Satin noir 


łł 


16 (do 4) 


6C»,3 


17 (do 4) 


Grosdenaples. 










Grosdenaples Yiolet 


ł» 


13 (do 8) 


49 


8 (do 4) 


Taffetas unis. 










Taffetas noir 


łł 


5V3(do4V,)31,4 


5 (do 4) 


Taffetas quadrille. 










Taffetas quadrille Y. A. B. 


łł 


6 


22,, 


9 (do 5 


M a n t i n 0. 










Mantino rose 


ł» 




26„ 


7 


Indiennes. 










1 piece indienne 


łł 


54 


203 '/s 


20 


„ mouchoir 


łł 


8 


30 


3 (do 


Habits pour dames. 






[1 


zł. 20 gr. 


Robę de sntin blanc 


1 piece 


846 


3189.4 


600 


Robę de satin rose. 


łł 


468 


1764,, 


? 


Habits pour hommes. 










1 habit grodenaple indigo 


łł 


564 


2126,, 


-> 

■ 


Dentellcs. 










Oarniture de robe 


,J 


ST 30 : 


52912,, 


32912 


Paire de manchettes 


łł 


180 


678,^ 


— 


Chapeaux. 










<^hapeau de Paris 


»» 


26rdo 16) 


98 


26 rdo 16) 


Draps d' An^leterre. 


ł» 


27 (do 16) 


101,, 


nie sprowa- 


Toillc d' Hollande 








dzają się 


1 piece 


łł 


576(dol44; 


-2171,3 


403. 



Przy końcu inwentarza znajdujemy takie zamknięcie: 

Transports. . . . f . 746.724— ,j. . . Tal. 
Plus pour 232 debiteurs spe- 
cifies dans le Liyre de Compte 

Bilan Littera E 2,140.214—9 

Deduisons 133 creanciers sui- 
vant Ic meme livre Bilan Litt. E. 1,022.557 — ,o 



1 24.454-, 



1,1 17.656 — 29 



Tal. 1,242.111 — 



143 

i kosztowały w Warszawie zip. 4, 5 i 6, zaś ciężkie gatunki 
na ubrania męskie złp. 9, 10 i 11*. 

Co do Etoffes riches ze złotem lub srebrem „W fabry- 
kach Lyońskicłi, w skutek umiejętnego i ekonomicznego użycia 
t}'ch metali do tkanin, ceny w roku 1872 o połowę cyfry 
były tańsze od owoczesnych; oprócz tego do naśladowania 
używano sztucznego złota i srebra; wyprodukowano tym spo- 
sobem najświetniejsze materye w cenacłi zip. 10, 12 i 13**. 

Co do Moire d'Angleterre: „Nazwę zmieniły na moiree 
antiąue i były w r. 1872 osnowane na bawełnie wyrobu an- 
gieskiego na złp. 8, 9 i 10, a czysto jedwabne na złp. 13, 
15 i 17; zaś fabrj^k francuslcicłi czysto jedwabne od złp. 
18 do 24". 

Co do Satins unis: „fabrykacya icłi znacznie staniała i ró a^- 
ność (pozomąl) cen tylko drogości cen surowego materyału jest 
do przypisania. W tymże czasie zrobiono postęp fabrj-czny 
w atlasacłi przez osnowanie na bawełnie, co icłi cenę o prze- 
szło 4 proc. obniżyło; jednak czysto jedwabne zawsze war- 
tość rzeczywistą zacłiowały. W warunkacti normalnycli cena 
wynosiła od ztp. 4 do 17". 

Co do Indiennes: „W skutek protiibicyi dla podniesienia 
fabrykacyi krajowej w r. 1872 już nie były sprowadzane. 
Fabryki Pascłialisa (przedtem Lipków, a następnie w Lodzi) 
wyrabiały ten artykuł po oenacti nader niskicli, a mianowicie 
<^^ 24 gr. za łokieć, co stanowiło różnicę w stosunku od złp. 
20 za nasze, gdy angielskie z owczesnem cłem kosztowały 
&' 50, 69 i do 70 docłiodziły. Cłiustki od 1 zł. gr. 20 do 
2Jp. 3-cti krajowe". 

„Draps d^Angleterre więcej się nie prowadzą, bowiem 
krajowe je zastępują*. 

„Toile d'Hollande dziś żadnego znaczenia nie mają. gdyż 
^•abryki niemieckie, szląskie przy bardzo znacznej niższości cen 
zastąpiły je. Obniżka wyżej 30 proc". 

Wyjaśnienia te, zdaniem naszem, usuwają wszelką wąt- 
pliwość co do niezmiernej różnicy w cenach zbytku. Przy 
sprzedaży różnica ta zapewne stawała się jeszcze większą, 



144 

ponieważ Tepper przy nielicznej klienteli, przy utrudnionych 
komunikacyach, przy uciążliwszym niż dzisiaj kredycie i wię- 
kszem risico, nie poprzestawał chyba na 20 — 25 proc. zysku. 
Zważywszy nadto niską stopę zamożności publicznej, zrozu- 
miemy teraz, dlaczego statyści i moraliści wyrzekali wciąż na 
zbytki, oraz na kupców „wyłudzających pieniądze". Zrozu- 
miemy też, jak wielką szkodę i stratę kraj ponosi, jeśli „han- 
del zagraniczny jest własnością obcych narodów", a tak właśnie 
było z Polską, jak to przyznawali Glave i Kapostas w swojej 
polemice. 

Przyznajemy słuszność S c h u 1 1 z o vvi, gdy powiada, że 
polskiego pana życie kosztowało drożej, niż kogokolwiek z in- 
nej narodowości. Paląc w Warszawie z cegły kosztował dro- 
żej, niż z pietra di Lavagna w Genui, lub z trawertynu 
w Rzymie, bo i mnóstwo przedmiotów trzeba było sprowa- 
dzić z zagranicy, i rzemieślników lub artystów cudzoziemców 
opłacić hojniej, niż w ich rodzinnych krajach. Pan polski ku- 
pował wszystko z zagranicy od ubrania aż do śpilki, nie za- 
wsze z potrzeby, ale z amatorstwa, przesądu i mody *). 

Ile pieniędzy wyciągał z kraju ten handel zbytkowy? 
Nie wiemy dokładnie, ale domyślać się możemy, że bardzo- 
dużo. W najcięższych czasach, kiedy wszędzie dawał się czuc^ 
dotkliwy niedostatek, jeden Piotr Blanc remitował za granica 
za towary zbytkowne po 500.000 czer. zł., czyli po 9 milio- 
nów złp. rocznie **). Nie mniejsze zapewne sumy przesyłali 
Prot Potocki i Tepper, a coś porachować wypada na mniej- 
szych bankierów. 

Niewątpliwie ta właśnie galęź handlu była źródłem dłu- 
gów, a nawet ruiny dla ludzi próżnych i lekkomyślnych, źró- 
dłem przedajności i demoralizacyi. Pokolenie Stanisława Au- 
gusta, poczynając od niego samego, wiele pod tym względem 
zawiniło. Cudzoziemcy szydzili z bezrozumnego zbytku w War- 



*) Reise eines Lien-indcrs III, 102, 104. 

**) Busching: Magazin XVI (1782), str. 35. 



145 

szawie i rozrzutności panów w podróżach zagranicznych, i szy- 
dzili słusznie. 

Na poparcie surowych sądów przychodzą dowody i wska- 
zówki, nie podlegające wątpliwości. Wpadały one nam w ręce 
niejednokrotnie. Poprzestajemy na kilku przykładach. Kasyer 
generalny Komisyi Skarbu Koronnego Rudnicki, który z urzędu 
musiał znać wartość pieniędzy i rzetelności, każe czekać Hur- 
tigowi cały rok na opłacenie różnych artykułów damskiej gar- 
deroby (zapewne pani Rudnickiej) i w końcu płaci tylko po- 
łowę rachunku: 502 złp. zamiast 961. Xawery Branicki, wy- 
jeżdżając z Par^^ża, zapomina opłacić swe długi i pani Geo- 
ffrin w r. 1766 skarży go o to przed królem; sam Stanisław 
August przez lat kilka nie płaci za meble i towary galante- 
Ojne. zakupione dla niego w Parj^żu, a taż sama pani Heo- 
ffrin dawała mu lekcye oszczędności, pisała o „jękach robo- 
tników", oczekujących na zapłatę *). 

40. Przypatrzywszy się zasobom i potrzebom handlu 
polsldego, oraz warunkom, w jakich się znajdował, warunkom 
w ogóle uciążliwym i smutnym, zapytajmy: czy robiono co- 
kolwiek dla podniesienia, ożywienia i regulowania ruchu han- 
dlowego, czy okazały władze rządowe jakąkolwiek troskliwość 
i życzliwość dla stanu kupieckiego? 

Bez wahania się dajemy twierdzącą odpowiedź. 

Jakeśmy już wspominali (§ 34), sejm konwokacyjny 
^' r. 1764, wykony wując plan reformy Czartoryskich, zwrócił 
uwagę na „handle", a mianowicie zniósł przywilej cłowy 
szlacłity, uchwalając cło generalne, i ustanowił Komis\'e Skar- 
^we, którym ordyriacya sejmu koronacyjnego przekazała 
flSprawy o handle, manufaktury, miar}*, długi za towary, 
i welcsle kupców i inne z przyczyny commerciorum. 



*) jjCorrespondance inedite dc Stanislas Augustę et de Mmc Geof- 
frin p. Ch. Mouy* 1875 Plon, str. 207, 330. Nota Hurtiga z dnia 
-'.6 r. 1774 w Archiwum Skab, Kor. w dziale LV plika. Nr. 104. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona — T. II. 10 



146 

krzywdy, pretensye i wiolencye wyniRające". Konstytucya 
zaś w r. 1768 zaleciła „nieodwłoczne" sądzenie spraw we- 
kslowych i utrzymanie dla nich oddzielnego regestru *). 

Fryderyk II swoją sprawą Kwidzyńską przeszkodził wy- 
konaniu pierwszej z tych uchwał i sejm r. 1766 mógł wy- 
godzić kupcom tylko zniesieniem ceł wewnętrznych, ale w r. 
1775 delegacya przywróciła cło generalne na granicach kraju 
i wielka niesprawiedliwość, która przez trzy wieki nad han- 
dlem ciążyła, ostatecznie uprzątnioną została **). 

Troskliwością też o handel natchnione były konstytucye 
z r. 1764 o rzekach spławnych, drogach, mostach i mytach, 
zmierzające do ułatwienia komunikacyi, jako też do zmniej- 
szenia kosztów transportu przez wprowadzenie stałej, taksy 
(po 3, 2, 1 groszu od konia i po 1 gr. spaśnego ***). 

Komisye Skarbowe, przynajmniej Koronna, poczuwają 
się do obowiązku „dokładać starania, aby podupadłe w Polszczę 
commercia podżwignione były" ****); nie wiele wszakże 
uczynić mogły w ciągu pierwszego okresu, jeszcze miotanego 
anarcłiią, a w światło ubogiego. 

Na sejmie delegacyjnym były poruszane interesa handlu. 
Poniński w r. 1774 proponował, aby w Komisyach Skarbo- 
wych mogli zasiadać kupcy po dwóch, cum voto infor- 
mativo bez pensyi, lecz wniosek jego napotkał żwawą opo- 



•) Vol. leg. VII, fol. 34, 27, 142 (str. 22, 18, 142) fol. 669, 67i> 
(str. 313). 

**) Rozprawy toczyły się jeszcze w dniu 12 grudnia 1774; projekt 
nie napotkał żadnej opozycyi w zasadzie. Jeden tylko Jezierski poseł nur- 
ski (późniejszy kasztelan łukowski) wyrwał się z niewczesnym wykrzykni- 
kiem: „co to jest, że Rzplita szlachtę uwalniała, a my sami na nią to kła- 
dziemy jarzmo"? Nawet przeczący zawsze Antoni Czet Wertyński zgadzał 
się. August Sułkowski, Moszyński, Chomentowski, Sumiński popierali. 
Uchwała zapadła bez rozpraw, zdaje się, dnia 15 lutego 1775 r. Pr. De- 
leg. Zagajenie VI, str. 58 — 61 i część II tegoż zagajenia, str. 57 — 61). 

*'*) Vol. Leg. Vn, fol. 35 tit. Cło Generalne (str. 22). 
'j Pr. Ekon. A;2, str. 142 (r. 1765) 



**** 



1 

[ 



147 

zycyę ze strony wielu postów. Szamocki ostrzegał: „nie wpu- 
szczajmy jeża do jamy". Z niechęcią do kupców występował 
nawet najskłonniejszy do reform August Sułkowski: oskarżał 
on mianowicie kupców warszawskicłi, że „tiandie swe cticą 
mieć tajne", że na żadne propozycye i pytania Komisyi Skar- 
bowej Koronnej nie odpowiadają, że „obojętnie czynią mono- 
polia swoje". Wtedy i Poniński przypomniał sobie, że Gdańsk 
zobowiązuje mieszczan swoicłi, aby z żadnym szlacłicicem 
w spółki łiandlowe nie wcłiodzili *). Wniosek tedy upadł 
i kupców do Komisyi nie wprowadzono. 

Ucłiwalił także ten sejm pierwszą ustawę wekslową **); 
ta przyczyniła się znacznie do rozszerzenia i ożywienia kre- 
dytu, ponieważ zapewniała szybkość egzekucyi długów, zacią- 
ganycli nie tylko przez kupca, ale też przez szlachcica, któ- 
rego przy dawniejszem postępowaniu sadowem kupiec nigdy 
prawie dosięgnąć nie mógł. Są tu podane formy weskli, okre- 
ślone stosunki trassanta, akceptanta, remitenta etc; przepisany 
proces i drogi egzekucyi. Motyw zawiera wyraźnie określoną 
zasadę: „w krajach naszych handel i kredyt mu potrzebny 
utrzymać". 

Co większa, tenże sejm zdjął ohydę z zatrudnień han- 
dlowych. Wnioskodawcą był znów Poniński d. 26 paździei- 
nika 1774 r. Zwracając uwagę Delegacyi, że przy nowem 
prawie o starostwach (o puszczaniu ich z licytacyi w dzier- 
żawę emfiteutyczną, §. 69) stan rycerski traci możność po- 
większania swego majątku, proponował on, aby otwartą b\'ła 
dla szlachcica droga handlu i industryi, byle „sam nie sie- 
dział w kramie i nie mierzył łokciem". Jakoż zapadła uchwała, 
że ^szlachcic, wszelkiego rodzaju kupiectwem się bawiący. 



*) Pr. Deleg. Zagajenie V, sesya 31 z dnia 29 10 (str. 113> 

i Zagajenie V[, sesya 6 z dnia 24. 12 1774 (str. 20). 

•') Vol. Leg. VIII, fol. 192 następ. (str. 119) lit. Postanowienie 
pniw wekslowych. 



148 

szlachectwa swego utrącać nie będzie *)". Uczyniła więc tę 
restytucyę Polska na 9 lat przed Hiszpanią, gdzie podobne 
prawo wydanem było r. 1783 przez Karola III-go. 

Przypomniawszy sobie, że delegacya, przywracając cło 
generalne, obaliła ostatecznie przywilej handlowy szlachty, 
przyznać winniśmy, że ten najhaniebniejszy ze wszystkich 
sejmów polskich ważnych dokonał reform w sferze handlu 
krajowego. Ale też usankcyonował swymi podpisami wielką 
krzywdę, wyrządzoną przez wiadome już nam traktaty han 
dlowe z Prusami i Austryą. Ile w tem było winy i złej woli 
ze strony prowadzących układy delegatów? nie umiemy orzec. 
Dochodziły nas głuche oskarżenia przeciwko nim, że nie sta- 
rali się nic utargować z uciążliwych warunków, że i tacy 
byli wśród nich, którzy sami zachęcali ambasadorów zagra- 
nicznych do czynienia groźnych deklaracyi dla złamania opo- 
zycyi niektórych posłów. Najcięższemi zarzutami obarczone 
jest imię Młodziejowskiego, biskupa poznańskiego i kanclerza, 
przezwanego „Machiawelem polskim**. Dowodów jednak nie 
posiadamy. Pewne podejrzenia, a przynajmniej wcale nieko- 
rzystne wrażenie budzą w umyśle naszym wyrazy, użyte przez 
Komisyę Skarbu Kor. w odpowiedzi na notę Młodziejowskiego 
z dnia 29 stycznia 1775 r., „względem traktatu Commercii**. 
Przesyłając swoje uwagi, Komisya dodaje: „Ale te wszystkie 
refleksye podobno niewczesne, kiedy już projekt od Rzpltej 
podany P. Ministrowi pruskiemu". Widzimy w tych wyra- 
zach wyrzut, że kanclerz zbyt późno się do Komisyi zgłosił; 
oraz, że samowolnie ważną sprawę rozstrzygał. W „odpo- 
wiedzi" znajdujemy „principia", sformułowane w duchu 
dawnej trądy cyi szlacheckiej: 1) aby wolno było produkcyę 
i manufaktury jednego kraju do drugiego kraju sprzedawać, 
to principium exkluduje wszelkie kontrabandy, zakazy etc; 
2) aby każdemu obywatelowi wolno było swój produkt, komu 



•) Pr. Dctcg. Zagajenie V, sesya XIX z dnia 26/10 1774, sir. 
113. Vol. Leg. VIII, fol. 183 ^slr. 113) tit. Warunek. 



149 

chce, przedawać i kupić, czego potrzeba; to znosi wszelkie 
monopolia; 3) Komisya pragnie, aby nalegano na wolność han- 
dlu tranzytowego; 4) żąda zupełnej wzajemności w stosunkach 
i tar>iie celnej; w końcu przypomina traktat z Prusami za- 
wart}'' w r. 1727 *). Żadne z tych principiów nie znalazło 
uznania w traktacie. Poseł Benoit, składając tekst przed de- 
legacyą w d. 17 marca, zastrzegł się przeciwko jakiejkolwiek 
zmianie, oświadczając, że nadaje mu znaczenie ultimatum. 
Czy były produkowane przy układach refleksye Komisyi? 
Nie wiemy. Znając wszakże politykę handlową i charakter 
Fr>^der}'ka II, sądzimy, że w owoczesnych warunkach najwię- 
ksza gorliwość delegatów polskich nie wieleby dokazać 
mogła. 

Tekst traktatu austryackiego ukazał się też w postaci 
ultimatu m. 

Tym sposobem Polska na nowem uszczuplonem gospo- 
darstwie zaczynała okres drugi pod uciskiem zagranicznym 
na drogach do Bałtyku, ale wolniejsza wewnątrz w swoich 
obrotach handlowych, gdy prawodawstwo zdjęło najcięższe 
więzy, któremi dotychczas działalność ekonomiczna spętaną 
była. 

O zmniejszenie cła Wiślanego i ułatwienie handlu trak- 
towała już w r. 1776 Rada Nieustająca, ale bez skutku **). 
Również bezskutecznemi były wszystkie noty, układy i sta- 
rania dopóki żył Fryderyk II (§. 34). Za to w urządzeniach 
wewnętrznych coraz większą widzimy troskliwość o interesy 
handlowe. Zabrano się po raz pierwszy do rachunku sumie- 



*) Pr. Ekon. A/12, str. 37 —50; data odpowiedzi dnia 6 2: przy- 
toczone wyrazy znajdują się na str. 41. Na protokóle podpisał się Kra- 
jewski, kasztelan raciązki, lecz do składu Komisyi należeli podówczas 
P''^^ ni^o: Andrzej Moszczeński, wojewoda mazowiecki; Fryd. Moszyński 
referendarz w. x. bt; Łojko, starosta szropski; Karwowski, Piwnicki, Szy- 
manowski, Wągrodzki i Chołoniewski. 

**) Protokół Rady Nieustającej sesya 54 — 56 w Dy ary u szu sej- 
mot\7m z roku 1776, str. 313. 



150 

nia: z polecenia Rady Nieustającej Komisya Skarbu Koronnego 
sporządziła bilans ewekty i inwekty, czyli wywozu i przywozu 
handlowego z lat 1776 i 1777. Praca ta wykonaną została 
przez trzech aplikantów i jednego strażnika komory War- 
szawa pod kierunkiem kontraregestranta generalnego (Wi- 
chlińskiego). Z cła, pobranego na komorach, formowano sza- 
cunek wywiezionych i przywiezionych towarów, gdyż tar>'fa 
celna układaną była w procentach od pewnej stałej taksy 
każdego towaru *). Wypadek tych dwóch bilansów był prze- 
rażający: przewyżka wywozu dochodziła w Koronie w r. 1766 
do 26,544.308, a w r. 1777 do 17,649.629 złp., razem w dwóch 
latach 44,193.937 zip. Cyfry te uwydatniły całą grozę poło- 
żenia, cały ogrom nędzy, w jaką wtrącił Polskę rozbiór kraju. 
Byłyto lata najnieszczęśliwsze, łączące się bezpośednio z ka- 
tastrofą rozbiorową, rażone skutkami traktatu handlowego 
z Fryderykiem II, nieprzewidzianymi przez statystów polskich, 
co zasiadali w delegacyi, a zapewne i przez Młodziejow- 
skiego, którego przenikliwość machiawelska tak daleko nie 
sięgała. 

Wypadek bilansu był podany do wiadomości powszech- 
nej na sejmie 1780 r. przez prymasa w mowie**), która spra- 
wiła głębokie wrażenie w izbie, a następnie w kraju całym 
i literaturze politycznej. Upamiętała się nareszcie szlachta, 
umilkły nienawistne przeciwko kupcom głosy, handel staje się 
przedmiotem powszechnej troskliwości. Już na sejmie 1784 
„imiona handlu, przemysłu na wszystkich prawie brzmiały 
ustach", jak donosi Switkowski ***): Darowski i Mierzejewski, 
posłowie podolscy, na skutek instrukcyi województwa swego 



*) Wiemy to z noty, przesłanej przez Komisyę Skar. Kor. przy bi- 
lansie roku 1776 pod dniem 4/4 1778 oraz dyspozycyi z dnia 26/6 1779 r. 
w Pr. Ekon. A 15, str. 179 i A/16, str. 323, 389. 

**) Dyaryusz 1780 sesya XVI z dnia 20,10, str. 104. 
*'*) Pam. Hist. Polit. 1784, str. 1112. 



151 

żądali załatwienia projektu co do handlu „wschodniego", czyli 
raczej czarnomorskiego *). 

Bo w t}''m czasie, jak wiadomo, otwartem było morze 
Czarne dla handlu europejskiego, jakkolwiek pod rosj^jską 
tylko flagą, i dążyły już wozy czumackie do nowo założonego 
Chersonu z pszenicą ukraińską. Katarzyna Il-ga starała się 
zwabiać tu cudzoziemskich, a więc i polskich kupców; poseł 
jej, S t a c k e 1 b e r g, podał do sejmu notę, w której uskarżał 
się ^że opacznie tłómaczone są zamiary Imperatorowej co do 
ucisku handlu polskiego" i na dowód życzliwych jej chęci 
przyłączył świeżo wydane (w r. 1782 taryfy celne **). Ze 
skwapliwą też gotowością do ściślejszych stosunków uchwalił 
sejm konstytucyę p. t. „Załatwienie handlu krajów Rzeczypo- 
spolitej". Brzmi ona w tych wyrazach. „Gdy wdzięczność 
dla Najjaśniejszej Imperatorowej rosyjskiej za rozmaite dowody 
przyjacielskich jej sentymentów dla Rzpltej i własny krajów 
Rzpltej interes wymagają handlu załatwienia, cła importacji 
i exportacyi na komorach Rzpltej województw Kijowskiego, Po- 
dolskiego i Bracławskiego po 4 od sta, a 1 od sta od eksportacyi 
produktów krajowych odtąd wybierane mieć chcemy. A co do 
taksy i ewaluacyi, ta ma być podług instruktarza dawnego 
z wolną przez Komisyę Skarbową Koronną tych artykułów 
zniżenia lub podwyższenia odmianą, którejby okoliczności, 
tnianowicie podniesione lub zniżone za granicą taksy wycią- 
gały, płacenie zaś tranzytu od kupców rosyjskich, jak jest 
konstytucyą 1768 r. ustanowione, w zupełności zostawiamy *"**>. 

Nadto sejm wydał jeszcze uchwałę „uformowania towa- 
rzystwa handlowego pod imieniem polskiej handlów wscho- 
dnicłi kompanii, tak w krajach Rzpltej, jako i zagranicą czy- 
nić mającej... nietylko protegować przyrzekamy, ale oraz 
przywileje z nadaniem miejsc w starostwach i królewszczy- 
znach, do składów potrzebnych, i wolności, kompaniom tako- 



*) Dyaryusz 1784, str. 525. 

**) Dyaryusz 1784, str. 102. 

***) Konstytucyę sejmu... 1784, str. 33. 



152 

wym zwykłym, damy i, aby cło od transportów obywatel- 
skich kompanicznycłi, tak wodne, jako lądowe, w wywozacłi 
z kraju nie było większe, jak l7o> ^ ^ przywozacłi do kraju 
jak 47o-- dajemy moc zupełną Radzie, przy boku naszym 
Nieustającej, negocyacyą całą przez interesowanie się obydwócłi 
dworów cesarskicłi do uszczęśliwiającego kraje nasze skutku 
przyprowadzić" (4). 

Prowadzenia układów w tej materyi podjął się sam król *). 
Kompania Czarnomorska już istniała od r. 1782. Na czele 
jej stał szlachcic, nawet pan polski, Prot Potocki, starosta gu- 
zowski, później wojewoda kijowski. 

Władze administracyjne, szczególnie Komisya Skarbowa 
Koronna, troszczą się o rozwój handlu szczerze. Tak jeszcze 
w r. 1782 żądano od superintendenta ukraińskiego informacyj 
o Kompanii Czarnomorskiej i jej obrotach, a na „wyprawy 
potrzebne w ciągu ułatwienia handlu przez Chersoń" były 
asygnowane znaczne sumy po 600 i po 1000 czer. zł. W r. 
1783 osadzono już w Chersonie konsula Antoniego Zabłoc- 
kiego (brat rezydenta berlińskiego, później pod Kościuszką 
w r. 1794 członek Deputacyi Indagacyjnej). Odtąd w rachun- 
kach skarbowych znajdują się wciąż wzrastające pozycye na 
konsulat Chersoński od 10.300 aż do 28.800 złp. Był też za- 
instalowany konsul czyli komisarz J. Kr. Mci w Gdańsku, 
H e n n i g, nie wiemy od jakiego roku. W Elblągu, Królewcu, 
Rydze, pomimo nalegań Dziennika Handlowego, konsulatów 
nie było; w Turcyi zaś konsul rosyjski miał opiekę nad kup- 
cami polskimi **). 

Starała się też Komisya czynić możliwe udogodnienia 
kupcom przy transportowaniu towaróvy. Prócz wyliczonych 
w § 36 działań ku polepszeniu komunikacyj, ponawia w ro- 



*) Dyaryusz 1784, str. 529, Konstytucyc, str. 34. 

**) Pr. Ekon. A/19, str. 282, A/21, str. 140; Raport Czackiego 
w Dz. Han dl. 1788, str, 677. Listy Zabłockiego z Chersonu i z Mirho- 
roda znajdują się w korespondencyi Piusa Kicińskiego tom IV. 



153 

ku 1784 swój uniwersał z roku 1767 względem pobierania 
mostowego i grobelnego na skutek zażaleń, odbieranych od 
wielu osób, pomiędzy innemi od Prota Potockiego, przeciwko 
uciążliwościom na mostach i groblach. Na prośbę kupców 
warszawskich Bernaux i Fischela pisała do starosty 
OwTuckiego o naprawienie śluz potrzebnych do spławu drze- 
wa. Niejakiemu Józefowi Mendle w iczo w^i, który 
oświadczył się spławić znaczną partyę towarów, dała list 
otwarty do wszystkich dziedziców i posesorów dóbr nad rze- 
ką Styrem leżących, aby mu pomocy nie odmawiali, młyny 
w czasie spławu na bok usuwali i opłat nie pobierali *). 

Najbardziej nas jednak zadziwia nawrócenie się Komisyi 
do zasad protekcyi handlowej. Jeszcze w 1776 roku, pod d. 
8 lutego, pisze ona w swej nocie do Rady Nieustającej: „Wy- 
wóz sukien krajowych powinien być zachęcany.... więc od 
łokcia sukna leszczyńskiego, lub innej polskiej fabryki, powin- 
na być ustanowiona taksa łokcia zip. 2, szelągów 4; należy 
różnić towary polskie od obcych, żeby tu 2 proc, a tam 4 
proc. brać; trzeba opuścić w naszej taryfie 12 proc. tranzytu, 
żeby nie odstraszyć kupców, np. tureckich **). Gdy M e- 
zer, fabrykant fajansów w Korcu, uskarżał się na brak od- 
b>1u z powodu konkurencyi fabryk austryackich, Komisya 
zmniejszyła cło wychodowe od fajansów do trzeciej części 
i zwolniła transporty wywozowe od rewizyi na komorach; 
nadto obiecała takie same ulgi na porcelanie, skoro fabryka 
porcelanowa wydoskonaloną będzie***). W roku 1787 zmniej- 
szyła wszystkie cła o połowę ****). 

Czytaliśmy rękopiśmienny projekt, bez podpisu autora 
i daty p. t.: „Projekt przez któryby można odwrócić handel 
z Brodów i przenieść go na użytek kraju polskiego". Zasa- 



*) Pr. Ekon. A/22, str. 185; A/25, str. 257, 190. 
•*) Pr. Ekon. A/13, str. 67—71. 
**^ Pr. Ekon. A/25, str. 152. 
****) Dz. Handl. 1787, str. 654. 



154 

dza się na tern, żeby urządzane były składy towarów (depo- 
zytorya) przy urzędach skarbowych: Dubno, Wołoczyska, Be- 
resteczko, Radziwiłów, Cudnów, Bar i Niemirów dla kupców 
rosyjskich i hurtowników tureckich, którzy, znajdując tu, co 
im potrzeba, nie będą jeździli do Austryi. Rezolwując podo- 
bny memoryał Miączyńskiego, General-Inspektora Kawaleryi 
w roku 1785, Komisya robi ułatwienia kupcom moskiewskim 
i brodzkim celem rozszerzenia handlu w Radziwiłowie *). 

Poleciła Komisya w r. 1787 Tadeuszowi Czac- 
k i e m u pojechać do Jass dla ułożenia się z xięciem I p s y- 
lantym co do stosunków handlowych między Polską i Mołda- 
wią. Układy poszły pomyślnie i traktat był już podobno za- 
warty, ale druga wojna rosyjsko-turecka przeszkodziła wyko- 
naniu jego. Tenże C z a c k i składał raport o handlu Polski 
z Galicyą ***). 

W okresie trzecim sprawy handlowe doznają stałej opie- 
ki i troskliwości tak sejmu, jako też administracyi. Sejm. czte- 
roletni tak dalece dbał o to, aby „handlujący nie zostali wy- 
stawieni orriyleniu swych spekulacyj", że w roku 1789, gdy 
się zabierano energicznie do nowych zaciągów wojskowych, 
flisowie zwolnieni byli od rekrutowania ***). 

Udawali się też do sejmu kupcy ze swojemi petycyami, 
jak np. konfraternia kupiecka w Poznaniu z przytoczonemi 
już wyżej skargami na żydów i na ucisk urzędów cłowych 
pruskich. Ta ostatnia skarga mogła być załawiona chyba na 
drodze dyplomatycznej. I sejm nie zaniedbał tej drogi, żeby 
wyzwolić handel polski na wszystkie strony od ucisku taryf 
i komor zagranicznych. Wysadzona z łona jego Deputacya 
Interesów Zagranicznych prowadziła układy ze wszystkimi 



*) Pr. Ekon. A 22, str. 240. 

**) Oba raporty Czackiego w Dz. Handlowym 1788, str. 663 
i 585. Sprawozdanie Morskiego na sesyi XVI z dnia 14/1 1791 roku, 
w Dyaryuszu urzęd. 1790, str. 66. 

***) Pr. Ekon. A/ 26, str. 248. 



155 

niemal sąsiadami, a na jej żądanie Komisya Skarbu Koron- 
nego dostarczyła informacyj i rad swoich. Te noty Komisy i 
były zredagowane przez owoczesnego jej członka, Tadeu- 
sza Czackiego*) i zawierają wiele godnycłi uwagi 
szczegółów Iiistorycznycłi: to też streścimy je. 

W nocie o handlu z Rosyą autor przypomina, że taryfa 
polska za Jana III (dawneż to czasy !) wydana, a na mocy 
prawa r. 1784 przetworzona, jest względną dla Rosyi; prze- 
ciwnie taryfa rosyjska z dnia 27 września r. 1782 jest nie- 
korzystna dla Polski, mianowicie opłata, wyszczególniona pod 
literą B. Ukazem z dnia 22 grudnia roku 17^4 do Namie- 
stnictwa „ Katary nosławskiego", towary polskie, nieprzerobio- 
ne, zostały zwolnionemi od cła tak samo, jak poprzednio już 
wolnemi były takież towary, idące do Białej Rusi i Maloro- 
syi— tego jednak „nie uważa Komisya za dar dla Polski, bo 
sam powód ukazu chęci uniżenia fabryk naszych, odbierając 
pierwiastkowe materyały, nosi na sobie cechę". Zapatrując 
się na traktaty, przez rząd rosyjski z Anglią i Francyą zawar- 
te, »widzi Komisya kraj uszkodzonym"; polskim kupcom nie 
wolno w Rosyi sprzedawać na szczegół towaru w niższej od 
'3 rs. cenie, „w Polszczę zaś markietani, według swego upo- 
dobania, przedają, a w samej Warszawie nieraz tutejsz^^ch 
kupców uskarżenie dowiodło, jak wiele zysków bez żadnych 
opłat ciągną**. Domaga się ułatwień w sądownictwie dla ku- 
pców polskich, ponieważ „handel nasz, najwięcej wozami pro- 
wadzony, zatrudnia znaczną liczbę ludzi". Uskarża się na 
^'yfc rosyjską: „Polska 4 proc. od produktów moskiewskich 
^'Orąc, sama od towarów wielu v?0, 40 i 60 proc. opłaca". 
LTcaz z dnia 18 listopada 1784 roku upewnił Polakom tran- 
zyt w 15- tu warunkach, lecz potrzeba więcej komór, gdyż 



*) Znaleźliśmy własnoręczny brulion Czackiego w jednej z plik 
Archiwum Komisyi Skarbu Kor. z tytułem: ^ Pismo Czackiego w materyi 
handlu 3 lutego 1789 r. ad N-rum 74'', do Protokółu Ekonomicznego wpi- 
*^y jest ten brulion w księdze A,2<?, str. 148. Druga nota nosi wyraźne 
cechy stylu i erudycyi Czackiego. 



156 

jedna dozwolona dotychczas „mimo starań światłego męża 
JW. Potockiego, starosty guzowskiego, rządcy Towarzy- 
stwa czarnomorskiego w Krasnolesiu, do małej części kraju 
była wygodą". Każe żądać w Cliersonie dla Polaków tychże 
praw, co Francuzi mają, ponieważ artykuł 13 traktatu rosyj- 
sko- francuskiego zabronił pożyczać imienia obcym towarom. 
„Wiadomo zapewne jest P. Deputacyi, jak Rosya, chcąc całą 
wagę handlu do Chersonu zwrócić, przeszkadzać chciała han- 
dlowi Dniestrem, a dalej nakłaniać się zdawała, aby statki 
polskie pod banderą rosyjską iść mogły. Lecz część woje- 
wództw: Bracławskiego i Kijowskiego, oraz Wołynia rzeką 
Słuczą tylko zwracać się do Chersonu może, całe zaś Podole 
i obfita część Bracławskiego, przez odległość swoję, korzystać 
z handlu Chersońskiego nie mogąc, życzenia wznoszą do uła- 
twienia handlu Dniestrzańskiego. Handlowanie zaś pod ban- 
derolą obcą nie tylko że uniżałoby powagę narodu, ale prze- 
ciwnem byłoby interesom Polski, aby tego pomoc była uży- 
waną, którego zamiar jest usuwać Polaków od zbiegu prze- 
daży jednychże produktów. Nadto byłoby to przyciemniać te 
świetne traktaty, które w ciągu pół wieku cztery razy wol- 
ność spławienia przez Akkerman upewniły, i wyrzekać się 
swobody żeglugi na morzu Czarnem, którą traktat roku 1577 
między królem Stefanem a Amuratem III ubezpieczył, i zapo- 
mnieć o banderze polskiej, fermanem roku 1699 przyznanej, 
a dla zamieszań nieużywanej". Jest jeszcze parę punktów, 
które pomijamy. 

Czytając tę notę, przekonamy się, że braku gorliwości 
o interesy handlowe Polski zarzucić nie można Czackiemu, 
gdy pomimo wyjaśnień Stackelberga z r. 1784 ostro 
krytykuje taryfę rosyjską i podejrzliwie dopatruje szkodli- 
wych dążeń, nawet w zwolnieniu surowca od ceł. Domaga- 
nie się, aby na morzu Czarnem powiewać mogła bandera pol- 
ska, jest oparte na wybornym wywodzie historycznym, ale 
politycznego skutku osięgnąć chyba nie mogło, gdy Polska 
nie korzystała z fermanu roku •1699, gdy żadnej floty już od 
czasów Władysława IV nie posiadała, pokojem zaś Kuczuk- 



157 

Kajnardży tylko flagi: rosyjska i cesarska otrzymały od Tur- 
ków prawo przebywania Bosforu. 

Cała nota zresztą nie dała się zużytkować do układów, 
ponieważ nastąpiło oziębienie, a w końcu zerwanie stosunków 
z powodu odrzucenia gwarancyi rosyjskiej przez sejm. 

Co do łiandlu pruskiego nota Komisyi *) zawiera długi 
szereg zażaleń na „uciążliwości" liandlowe, na cyrkularze, 
którjTO rząd pruski zakazuje wprowadzać zboże do Śląska, 
pędzić woły na jarmark do Działdowa, prowadzić jagły przez 
granicę, na ^samokupstwo" drzewa, przywłaszczone sobie 
przez kompanię w Szczecinie, która płaci nader nizką cenę, 
a jest protegowana przez rząd do tego stopnia, że kupiec, 
sprzedający swe drzewo komu innemu, opłacać musi cło do- 
datkowe w stosunku 50 proc. i t. d. I tu autor nie omie- 
szkał przytoczyć traktatów dawnycłi, poczynając od XVI w. 
Wszystko to przydało się zapewne Deputacyi Sejmowej pod- 
czas układów z Goltzem i Lucchesinim. Lecz ukła- 
dy zatoczył>' się głównie około kwestyi Gdańskiej i spełzły 
na niczem, jak wiemy z § 34. 

Traktatu z Turcyą dopraszało się województwo Podol- 
skie na sześciu sejmacli i król czynił staranie w Konstanty- 
nopolu, ale napotykał przeszkody ze strony „obcej potencyi" 
(zapewne Rosyi), zazdrosnej rozszerzaniu handlu polskiego na 
wscłiodzie. Komisya Skarbowa Kor. przygotowała zbiór tra- 
ktatów i kapitulacyj z Porta Otomańską, żeby dostarcz\x ma- 
^ryałów, gdy się nadarzy chwila do układów pomyślna **). 
^brał je niewąpliwie Piotr Potocki, starosta szczerzecki, ja- 
% w poselstwie do Carogrodu. Poselstwo to było bardzo 
kosztowne, a pomimo to bezowocne; zdaje się, że traktat ża- 
^^n nie był zawarty, a w każdym razie nie mógł być wy- 
konanym z powodu ukończenia wojny rosyjsko -tureckiej i wy- 



*) Pr. Ekon. A/26, str. 38—46. 

**) Sprawozdanie Morskiego na sesyi XVI z dnia 14 2 1791 r., 
w Dyaryuszu urzęd. 1790 r., str. 67—68. 



158 

buchu wojny rosyjsko-polskiej, która doprowadziła do drugie- 
go rozbioru *). 

Co do handlu z Austryą Komisya Skarbowa Kor. prze- 
syłala zażalenia do króla o szkodach, spowodowanych tary- 
fami Józefa II i wyznaczeniem dwóch tylko miast galicyj- 
skich komercyonalnych do stosunków z Polską; sama wysy- 
łała wyroby krajowe, mianowicie fajans i skóry wyprawne, 
żeby się przekonać, czy w istocie wywóz ich jest w Galicyi 
zakazany? i t. p. **). Zdaje się, że reklamacye dyplomaty- 
czne skutku nie odnosiły. Tylko w końcu 1789, czy na po- 
czątku 1790 roku, chcąc Polskę odciągnąć od przymierza pru- 
skiego, K a u n i t z poczynił uprzejme propozycye posłowi 
polskiemu Woynie, pomiędzy innemi też propozycye kon- 
traktu o żupy wielickie po upływie terminu arendy z królem 
pruskim; ale podobno Deputacya Interesów Zagranicznych po- 
dziękowała za nią, tłómacząc się tem, iż Rzplita, „ mając zna- 
czne przed sobą wydatki, o kontraktowaniu soli skutecznie 
pomyśleć nie może ***). Odmowa ta zostaje zapewne 
w związku z nadziejami odzyskania całej Galicyi, budzonemi 
przez Lucchesiniego. 

Deputacya Interesów Zagranicznych prowadziła też ukła- 
dy z posłem szwedzkim, z Anglią i Hollandyą ****). Okolicz- 
ności i brak czasu nie pozwoliły na osiągnienie skutków po- 
żądanych; wszakże Austrya zniżyła cenę soli o trzecią część, 
traktatem w Wiedniu zawartym. 



*) Złożona sejmowi w czerwcu r. 1791 rclacya o Deputacyi inte- 
resów zagranicznych donosi o rozpoczętych negoc3''acyach z Porta, tak we 
względzie politycznym jako i handlowym (Gazeta Narod. y Obca sesya 
z dnia 7/6 1791, str. 187). 

**) Sprawozdanie Morskiego w Dyaruszu urzęd. 1790, tom I, 
część 2, str. 66. 

***) Listy: Rękopis Biblioteki Uniw. Warsz. Kr. 674, z dnia 24 2; 
3/3 1790. 

****) Engestróm Wawrz. hr.: Pamiętniki tłumacz. J. I. Kraszew- 
skiego, 187v5. Poznań, str. 81, 143; Gazeta Nar. y Obca sesya 438 
z dnia 7 6 1791, str. 187. 



159 

W ogóle niepodobna było nawet wróżyć powodzenia 
w układach o traktaty i taryfy łiandlowe, bo w dyplomacyi 
głównym czynnikiem powodzeń jest siła polityczna rządu, 
a sejm czteroletni dopiero tę siłę wytworzyć usiłował i owo- 
ców swej pracy jeszcze zbierać nie mógł. 

Wystarcza mu do chlubnego uznania jego polityka han- 
dlowa wewnętrzna, przy każdej bowiem sposobności okazy- 
wał szczerą troskliwość o rozwój handlu, zaufanie i szacunek 
dla kupców. Odwoływał się sejm do bankierów krajowych 
w sprawie pożyczek państwowych, wprowadził kupców do 
Dyrekcyi Tabacznej, która stanowiła jeden z Wydziałów Ko- 
misyi Skarbu Kor., zaszczycił nobilitacyą lub indegenatami 13 
większych i mniejszych bankierów dnia 9 listopada 1790 ro- 
ku. Sprawa mieszczan wykaże nam później, że nawet w sfe- 
rze obyczajowej dokonała się szybka i wszelkich pochwał go- 
dna przemiana. 

Okres czwarty jest nieprzerwanem pasmem klęsk poli- 
tycznycłi, finansowych i handlowych. W lutym w r. 1793 
upadły najmożniejsze domy bankierskie: Tepper, Szulc, Arndt, 
Kabryt, Prot Potocki, Klug, Heyzler, i Laskiewicz *). Następ- 
stwem tego bankructwa był powszechny upadek kredytu i ru- 
ina mnóstwa osób wszelkiego stanu, które z upadłemi firma- 
mi zostawały w stosunkach pieniężnych. Rząd, czyli raczej 
wszechwładny już podówczas poseł rosyjski Sievers, wyzna- 
czył Komisyę Bankową pod prez^-dencyą biskupa Skarszew- 
skiego; ta prowadziła likwidacyę i ogłaszała decyzye swoje 
w piśmie, umyślnie na ten cel wydawanem p. t. „Wiadomo- 
ści Bankowe"; lecz nie ukończyła czynności swoich przed 
wybucłiem powstania Kościuszkowskiego, ze zgromadzonych 
2aś przez nią kapitałów część masy Teppera rozdał członkom 
Wybicki w dniu 16 kwietnia, obawiając się, żeby nie za- 



*) Bankructwo nastąpiło w końcu lutego, bo już dnia 1 marca 
1793 Komisya nakazuje oficyalistom skarbowym, kt<'»rzy mieli kaucye ban- 
Itierskie, złożyć inne w ciągu 4 eh tygodni. Pr. Kkon. A,32, str. 1'97. 



160 

bral wódz rosyjski Igelstrom, a masy Szulca i Kabryta byl> 
zrabowane przez gmin podczas rewolucyi dnia 17 kwietnii 
1794 roku *). 

Powstanie samo, z natury rzeczy, nie mogło sprzyja- 
handlowi. Pobyt trzech armij nieprzyjacielskich, ofiar}^, wy 
magane przez władze i wojska powstańcze, zatamowanie ko 
munikacyj, uniwersały o reformach rolniczych Kościuszk 
i t. d., wszystko to sprowadzało najgroźniejszy zamęt i ruin 
w obrocie handlowym. Już Rada Zastępcza wydała żaka' 
wyprowadzenia bydła za granicę i wszelkiej żywności po« 
dniem 17 maja; potem Rada Najwyższa Narodowa dwukrot 
nymi uniwersałami ponawiała tenże zakaz, a dla Warszawy 
podczas oblężenia Prusaków, ustanawiała cenę produktóv 
i żywności **). Okoliczności usprawiedliwiały tę rewolucyjn. 
politykę i Wydział Żywności dobrze spełnił swoje zadanie 
ponieważ ocalił Warszawę od głodu, a nawet od wielkie 
drożyzny podczas oblężenia. W takim stanie rzeczy dziwi 
się raczej można temu, że do Gdańska spławiono zbóż bar 
dzo znaczną, prawie maximalną, ilość. (Tab. 88). 

41. Prz^^patrzmy się teraz bliżej stanowi kupieckiemi 
poznajmy jego znakomitszych przedstawicieli. Za czasów Se 
skich, w samej nawet Warszawie, znaleźlibyśmy zaledwo lvi 
ka firm zamożnych; w maluczkich nieludnych, zr^ujnowanyc 
miastach Polski i Litwy handlu nie było; pozostało tylko kn 
marstwo. Stan kupiecki, czyli raczej grupa kupców wśró 
stanu miejskiego, wytwarza się dopiero za Stanisława Ai 
gusta. 

W Warszawie po sklepach, otaczających rynek Stareg 
Miasta, bywał w znacznym zapasie towar turecki i „ostyr 
dyjski" (indyjski? wschodni); sprzedają go Ormianie: Pascha 



*) Wyznaje to sam Wybicki (Pamiętniki wyd. Raczyńskieg 
tom V, str. 61). 

**) Gaz. Wolna Warszawska. Nr. 8, str. 105, Gazeta Rzą^ 
Nr. 20, str. 78 i 79. 



lól 

lis, Muradowicz, Jędrzejewicz, Minasowicz, Makaro- 
wicz, Krzysztofo wicz, Łukasiewicz. Winami handlują: 
Przybyłowski, Abrahamowicz i baron Desymanowicz, 
który chciał zawsze zakrawać na panka. Najcelniejszy skład 
sukna miał Gautier przy ulicy Ś-to Jańskiej. Lite i bława- 
tne tkaniny sprzedawali Dul fus, Nazon i Denoyer. Maga- 
z\'n mód pryncypalny z czasów Augusta III znajdował się na 
Saskim placu i należał do Clermonfa. 

Na większą skalę rozwinęli interes: Fontana, Bisty 
i pani Syrakuzyna, bo dostarczali tabaki na cały kraj; nad- 
to Fontana, ojciec, prowadził wielki sklep korzenny i miał 
wódki rozmaite oraz „likwory" *). 

Były to, zdaje się, najdawniejsze firmy z czasów Augu- 
sta III. Nowe przybywać zaczęły za Stanisława Augusta. 
Nie możemy, naturalnie, oznaczyć dat, ani ułożyć spisu okre- 
sami; nie wątpimy jednak, że rozrost konfraternii kupieckiej 
w Warszawie postępował równoległe z wzrostem ludności 
uwydatnionym w Tab. 56 i do maximum swego doszedł 
w epoce sejmu czteroletniego. 

Na początku r. 1789 Warszawa liczyła 181 większych 
firm cłirześcijańskich, które miały stosunki handlowe z zagra- 
nicą i którym Komisya Skarbu Koronnego robiła tę dogo- 
dność, że ich paki z towarami były przepuszczane bez rewi- 
2yi celnej wprost do komory Warszawa. Rejestr tych kup- 
ców był ułożony w porządku alfabetycznym i podpisany 
przez magistrat m. Starej Warszawy, a znajduje się w aktach 
Komisyi**). Niemasz w tej liczbie kramarzy, sklepikarzy, 
przekupniów, niema też żydów, którzy, pomimo zakazów. 



*) Magier: Estetyka miasta Warszawy Rzpllcj (oryginał) karty a. 
16. 17. 

**) Pr. Ekon. A/26, str. 335—338 (druk). Podpisali się Dekert, 
f^^dtnt, I. Łukaszewicz, starszy Jawnlk, i Antoni Plath, starszy 
JSminny. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona.— T. II. 11 



Ió2 

handlowali jednak w samej Warszawie na Pociejowie, Kło- 
pockiem i w Marywilu (przedstawionym na str. 169). 

Nie powtarzając całej listy, wymienimy tylko największe 
znakomitości z uwagą, źe poprzednio wyliczone firmy utrzy- 
mywały się w większej części. 

Wina węgierskie najlepsze znajdowały się u Kuro w- 
s k i e g o na Krakowskiem Przedmieściu, u Maruszę w- 
s k i e g o na ulicy Freta, oraz u Fukiera w rynku Sta- 
rego Miasta. 

. Cukrów dostarczali. Lentz i Perosier; zdobyli oni 
sobie prawie monopol na cały kraj. 

Owoce włoskie sprowadzał C a m p i o n i *). 

Magazyny mód utrzymywali: Richard, bogaty cu- 
dzoziemiec, który dał Rafało wieżowi w posagu za córką 12.000 
czer. zł. (216.000 złp.); Toussaint, który zginął na Pra- 
dze w r. 1 794; Carpentier, który miał kapelusze, sprzą- 
czki do trzewików, guziki, szlaczki, ale i całe fraki. Damom 
służyły: Łazarewiczowa, Rogalska i Ledoux, naj- 
pierwsze pucmacherki, czyli kornecyarki; H u r t i g na Kra- 
kowskiem Przedmieściu istniał przed r. 1774, a miał w swo- 
im sklepie materye, wstążki. 

Z księgarzy najdawniejszymi byli : Łokajewski^ 
Szczepański, Nawarski (przy ulicy Ś-to Jańskiej), 
Jarocki, Słowiński, Nicolai. Potem , zdaje się 
w pierwszych latach panowania Stanisława Augusta, założył 
w Marywilu swoje sławną księgarnię Michał GroU, „uczci- 
wy, pracowity, doznający szacunku" i wykształcony, gdyż 
posiadał kilka języków. Byłato księgarnia nie tylko sorty- 
mentowa, zaopatrzona obficie w dzieła krajowe i zagraniczne, 
ale też nakładowa i bardzo czynna, jak świadczą tytuły mnó- 
stwa wydanych przez nią dzieł i broszur, skatalogowanych 
obecnie przez Zygmunta Wolskiego w dodatku do monografii 
poświęconej temu księgarzowi przez Adolfa Pawińskiego (1896, 



*) Magier: Estetyka m. Warszawy, str. 17 a. 16. 



163 

Warszawa). Zaszczycony był tytułem radcy J. K. Mci. Miał 
też własną drukarnię. Może niemniej czynnym byt księgarz 
nakładca Dufour, na Krakowskiem Przedmieściu; figuruje on 
też na licznycłi drukacłi. G a y miał w swej księgarni na- 
rzędzia fizyczne i matematyczne (około roku 1790), Po ser, 
trzymał głównie książki niemieckie, Lex i Płiaff, urzą- 
dzili czytelnię Francuzką; Au i Netto mniej znani *). 

Istniały też sklepy niemal uniwersalne towarów fran 
ciizkicli i angielskicti: Hampli, Jarzewicza, Rosle- 
ra, Prota Potockiego iTeppera, nadzwyczaj ob- 
szerne i świetne. Można było tam znaleźć najrozmaitsze 
przedmioty: kandelabry i lorynetki, kucłinie i igły, rzędy koń- 
skie i dewizki, sukna, muśliny, podeszwy, papier listowy, 
portfele, powozy, całe urządzenie domów, a nawet trunki, jak 
np. piwo angielskie. 

Sklep Hampli w pawilonie pałacu Radziwiłłowskiego 
był w r. 1778 jedną z największych! osobliwości Warszawy. 
B e r n o u i 1 li widział w licznycłi jego pokojach taki skarb 
w srebmycłi, bronzowycłi, kryształowy cłi i marmurowycłi 
^vyrobacli, tyle waz, posągów i obrazów, że mu się w oczacli 
Wo. Później sklep ten przeszedł na własność No fok a. 

Jarzewićz trzymał towary wyłącznie angielskie; 
najmniejsza rzecz kosztowała szyling, a płacono gotówką, bo 
w sklepie tym nie było wcale książki kredytowej. 

Rosi er, mieścił się we własnej, na owe czasy wspa- 
niałej kamienicy, która do dziś dnia istnieje i znaną jest po- 
wszectmie pod jego imieniem. Zdaje się, że to był spólnik 
Hurtiga. 

Sklepy T e p p e r a, na Miodowej są nam już znane 
z Nr. 117. 



*) Magier: 1. cit, str. 17. Bernouilli u Liskego (Cudzoziemcy 
w Polsce), str. 220. Racłiunek ze sklepu Hurtiga w Archiwum Sk. Kor. 
1-V, plika Nr. 104. 



16^ 

Sklep Prota Potockiego, na Krakowskiem Przed- 
mieściu, zawierał najrozmaitsze towary i przedmioty z fabryk 
angielskich *). 

Dwaj ostatni należeli nadto do liczby bankierów. 

Pierwszymi, co do czasu, bankierami byli: Adam Zie- 
mann (na Podwalu) i hrabia Riaucour (ul. Ś-to Jańska). 
O pierwszym wiemy, że był członkiem Kompanii Manufaktur 
Wełnianych w latach 1766—1770, że występował w r. 1776 
do Rady Nieustającej z projektem założenia Lombardu, prócz 
tego, że sejm delegac3'jny pozwolił mu kupować dobra ziem- 
skie**); drugi był zapewne człowiekiem bogatym, jeźli zapła- 
cił za swój indygenat 100.000 tynfów, czyli 126.666 złp. w r. 
1765. Pieniądze król Stanisław August oddał Komisyi Skarbu 
Kor. do funduszu, zbieranego na zakupienie „pałacu Rzpltej". 
Sejm 1766 roku udzielił tego zaszczytu przez konstytucyę na- 
stępnego brzmienia: „Że wiele na tem zależy Rzpltej, żeby 
ludzi cnotliwych i majętnych osobliwemi względami zaszczy- 
cać, Ur. Piotra Riaucoura z synem Jędrzejem i z sy- 
nowcem Józefem, Generałem Majorem w wojsku Litewskiem, 
i Ludwika, biskupa ptolemejskiego, jako też Ur. Karola 
S c h m i 1 1 a, in Imperio szlachtą będących, prout ex diplo- 
matibus ichźe constat. Nam zasłużonych za powszechną zgo- 
dą do indygenatu i prerogatyw szlachectwa w Koronie, W. X. 
Litewskiem i prowincyach, do nas należących, przypuszczamy 
et capessendorum bonorum capaces mieć chcemy" etc. ***). 

W większych operacyach finansowych z epoki sejmu 
czteroletniego Riaucour nie jest wspominany; sądzimy je- 



*) Schultz: „Reise eines Lieflanders I, 131". Bernouilli u Li- 
skcgo str. 243; Magier: 1. cit., str. a. 26. 

**) Vol. Leg. VIII, f. 265, (str. 152). Akta Departam. Policyi 
od roku 1776 D. P. 15 i Protok. Czynności tegoż Departamentu 1776 
i 1777 D. P. 2, str. 23 w Archiwum Głów., oraz niżej § 46. 

***) Magier: op. cit., str. 17; Pr. Ekon. A/2, str. 132 (dyspozycya 
kupienia domu skarbowego, z dnia 28/2 r. 1765). Vol. Leg. VII, f. 377 
(str. 166). 



165 

dnak, że przykład cudzoziemca bogatego i tytułowanego, co 
się trudnił łiandlem pieniężnym, mógł być pożyteczny dla 
szlactity polskiej i oddziaływał zapewne na podniesienie stanu 
kupieckiego w jej pojęciu. 

Gdy na mocy ucłiwały sejmowej Komisya Skarbu Kor. 
zawarła w r. 1768 kontrakt o loteryę z Genueńczykami (mar- 
grabią de Cr osa i Filipem de Gibeili), założony był 
kantor w Warszawie do sprzedawania biletów i rozegrywania 
ich. Naczelnikiem kantoru był Boccardo, który był zali- 
czany do bankierów warszawskich; zapewne prowadził inte- 
resa bankierskie po zniesieniu loteryi Genueńskiej i zastąpieniu 
jej krajową w r. 1775 *). 

Banki prywatne mnożyły się za Stanisława Augusta już 
w pierwszym okresie dla tego zapewne, że Komisya Skar. 
Kor., sądząc sprawy wekslowe regularnie i niezwłocznie, na- 
wet po za kadencyami, ubezpieczała kredyt handlowy. 
A jeszcze żwawszy ruch w tej gałęzi objawia się w okresie 
drugim pod wpływem pokoju i ustawy wekslowej z r. 1775, 
która pozwoliła szlachcie wystawiać weksle, a raczej poddała 
weksle szlacheckie ogólnym przepisom i szybkiej egzekucyi. 
Wtedy bankierowie zaczęli wypożyczać pieniądze na ewikcyę 
dóbr ziemskich, tudzież przyjmować kapitały na lokacyę. 
Ofiarowali wysoki procent: po 6, 7, 8 od sta, a czasem 107o 
i więcej **). Niosła więc szlachta wzięte w Gdańsku dukaty; 
niejeden sprzedawał dobra, pozbywając się kłopotu z dzier- 
^wcami i oddawał cały kapitał do kantoru. Niektórzy dzi- 
wili się, jak można opłacać tak wysokie procenty? ale odpo- 
wiadano im: C'e st le secret de la maison. Widziano 
w kantorze kilku oficyalistów, pochylonych nad grubemi księ- 
gami, skrzynię mocno okutą, długie stoły do liczenia pieniędzy 



*) Vol. Leg. VII, f. 672 (str. 314); Pr. Ekon. A/ 5, str. 154 i 440; 
Magier: op. cit, kartka przy str. a. 24. 

**) Magier: 1. cit., str. 33. Gronau: „Ueber den Ycrfall der 
Hauptstadt Warschau 1804*, Ragoczy, str. 16. 



166 

i obfitość woreczków płóciennych, zawierających po 500 du- 
katów. Woreczki te różniły się kolorem: Tepper miał zielone, 
Blanc czerwone, Potocki żółte; ale publiczność nie do- 
myślała się, że bankierowie wypożyczają je sobie wza- 
jemnie. 

Konstytucya nobilitacyjna z d. 9 listopada 1790 r. wy- 
mienia sześć następnych osób, jako „pierwszych bankierów"; 
Piotra z Ferguszonów Teppera, zięciów jego: Karola Szul- 
ca i Augusta Wilhelma Arndta, Fryderyka K a bry ta i zięcia 
jego Jana Meysnera; nareszcie Piotra Blanka. Nadto 
udzielono nobilitacyę „drugim bankierom", do których zali- 
czeni: Jan Klug, Fryderyk Segebarth, Franciszek Marcin 
Frybes, Piotr Gotar Frybes i J. Karol Frybes, Andrzej 
Kapostas, Fr. Mori no, Jan Fenger i Wincenty Laskie- 
wicz. Mówi o nich akt, że „otwarciem swoich banków 
handel znaczny ułatwiają, a ztąd dla kraju stają się poży- 
tecznymi" . 

Pierwsze w tym poczcie miejsce zajmował dom Tep- 
pera. Protoplasta jego przybył z Anglii, czy Szkocyi, jak 
dowodzi pokrewieństwo z Fergusonami; nie wiemy wszak- 
że, ktoto mianowicie i kiedy osiadł w Polsce? Konstytucya 
z r. 1764, pozwalająca Piotrowi Tepperowi kupować place 
w Warszawie i wznosić na nich ozdobne domy lOb spichle- 
rze zbożowe, mieni go obywatelem miasta Poznania *). Był 
on jednym z pierwszych kupców, prowadzących handel litych 
materyi oraz galonów złotych i srebrnych, miał sklep w Rynku 
Starego Miasta pod ratuszem, bodaj jeszcze za Augusta II**). 
Już w r. 1750 używał nie małego poważania, gdy jeden z pa- 
nów znaczniejszych, mianowicie Wielopolski, chorąży w k., 



*) Vol. Leg. VIT, fol. 572 (str. 164); mylnie więc podaje Magier 
(1. cit., str. 34), jakoby Piotr Tepper był „rodem z Torunia*. 

**) Magier: 1. cit. powiada, że sklep istniał około r. 1740, lecz 
profesor Michał Szymanowski ogłosił rachunek Teppera z roku 1728 
w Kur}'erze Warsz. przed kilku laty. 



167 

amator gry na skr^pcach, grywaf z nim duety *). Prowadzi 
interesa bankierskie z pewnością już w 1769 r., ale zapewne 
znacznie dawniej""). Fortunę swoje powiększał żwawo, a żył 
skromnie, w porównaniu bo\viem z jego dochodami nie było 
zbjt uciążliwym wydatkiem wystawienie domu, czyli pałacu 
na Miodowej w kstałcie kasy bankierskiej (podług planów 
Schoregera). Zresztą pierwsze piętro wynajmował ambasadorom 
fosjjskiemu i austryackiemu (baronowi Rewitzkiemuł. W licz- 
bie kilkunastu znaczniejszych kupców i mieszczan otrzymał od 



■^^ 


wra 




''"iłłMritMS 






im 










1 1 \ 


WĘ^¥i 


1 








"tt 


; ' 




-- 


— 


-... -, 


___] 



Pałao Teppera (daS E. Grabowskiego, MioJown Nr. 3) 
podług LcoiKud* SchmiJlnera iis:i). 

sejmu delegacyjnego pozwolenie nabywania dóbr ziemskich, ale 
bez tytułu szlachectwa'"*). Będąc bezdzietnym, przysposobił 



•) ParaięŁ St. Aug. Poniatowskiego, przdoż. iiroiiisl. Zalc- 
»''''go 1870. Drezno I, 40. 

") Slan. Augwt nazywa go (1. cit.) bankierem jaż w roku 1750, 
"* Pttrnicliiik byt pisany potniej; nazwa la mogła być doJ.iną z przyzwy- 
""jwia; w roku zaś 1769 Komisya Skarbu Koron, płaciła mu I proc. za 
P"»*blowaiiie sum, wyayłanvch za gronie? (Pr. F-kon. .-\ 6, pud dniem 

•^ VoI. Ug. VIII, r. 26.\ (sir. If.J). .Magier: 1. c, sir. a 21'. 



168 

siostrzeńca, imieniem też Piotra, lecz odróżniającego się zawsze 
przydatkiem: „z Ferguszonów". Ten spadkobierca otrzymał 
ogromną fortunę i był uważany za najbogatszego bankiera 
północy. W istocie widzimy, że inwentarz samych sklepów 
(Nr. 117) wykazywał w r. 1783 kapitału tal. 1,242.1 11, czyli 
złp. owoczesnych 7,452.665, nie licząc funduszów, umieszczo- 
nycli w interesie bankierskim, w entrepryzie tabacznej, oraz 
w dobrach Falenty, Gołków i Sękocin (pod Warszawą), które 
były cenione na 4 miliony złp. Kantor bankowy miał ciągle 
stosunki ze Skarbem Koronnym i ze Skarbem Królewskim; za- 
łatwiał wszelkie zlecenia i utrzymywał fundusze ambasady ros- 
syjskiej, bardzo znaczne *). Nawet cesarzowa Katarzyna II, po- 
sługiwała się domem Teppera, np. przy sprowadzaniu klejno- 
tów z zagranicy do Petersburga. I otóż z takiemi zasobami, 
z takimi stosunkami i z ogromnym kredytem Ferguson Tepper 
stracił uzbieraną przez starego Teppera fortunę. Przyczyna 
główna leżała bodaj w osobistych jego przymiotach, czyli ra- 
czej wadach, w tej mianowicie, że sobie zasłużył na opinię 
„bardzo głupiego człowieka" **). Był nadzwyczajnie próżny 
i niedbały. Utrzymywał dom swój na stopie najwspanialszej, 
wkładał grube sumy w gospodarkę wiejską, na której zape > 
wne się nie znał, ale która mu potrzebną była tylko do figu- 
rowania w rzędzie obywateli ziemskich; kupił sobie krzyż 
maltański 3-ej klasy, który zawsze nosił w pętlicy; wysadził 
się na przyjęcie Stan. Augusta w swoich Falentach i sprawił 



*) Tak np. kasa nadzwyczajna, zostawiona przez Bułhakowa, 
wynosiła 12 — 13 tysięcy dukatów, jednocześnie dla Igelstroma leżało 
100.000 dukatów. Pamiętnik Sieversa, wyd. Żupańsk. V, 60). 

**) Gdy raz w roku 1787, w domu hetmana W. Lit. Ogińskiego, 
mówił Hailes z przesadną dumą o Anglii, jako o „największym z naro- 
dów Europy*, Wawrz. hr. Engestrom, poseł szwedzki, urażony tern odpo- 
wiedział: „Możecie pp. Anglicy być bogatszymi od nas wszystkich, ale 
gdyby na tej zasadzie wielkość się opierała, toby bankier Tepper, którego 
wszyscy mamy za bardzo głupiego człowieka, więcej był wart, niż my", 
(Pam., str. 96). 



170 

całą zastawę srebrną, wyrobioną w kłosy. Grał rolę wiel- 
kiego pana i rujnował się, żeby panowie zapomnieli o jego 
rodzie, tak, jak się oni rujnowali dla upamiętnienia swycłi 
rodów. Żona Filipina, niegdyś piękność, zacłiowała pretensye 
w wieku podeszłym i cisnęła się też do wielkiego świata. 
Mieli dziesięcioro dzieci, z którycli jeden syn, w 9-ym roku 
życia, miał być cudem muzycznym, ale dorósłszy, wszyscy 
podobno wykierowali się na utracyuszów, utrzymywali an- 
gielskie konie, groomów, powozy etc. Powiadano, że na trzy 
dni przed bankructwem zajeździli sześć koni angielskicłi na 
polowaniu. Dwaj weszli do wojska rosyjskiego dla rang *). 
Z córek jedne wydal Tepper za Szulca, drugą za buchaltera 
swego Arndta. Pierwszy otrzymał w posagu od dziadka i te- 
ściowej 103.296 złp., potem zapis od teścia na 215.364 złp. **}. 
Obaj zięciowie zresztą czerpali podobno z kasy teścia jak 
z własnej; ich żony żyły na wielkim świecie. Przez próżność 
też zapewne udzielał nieograniczonego kredytu osobom wy- 
sokiego stanowiska. Stackelberg już w 1784 r. zadłużył mu 
się na 17.000 czer. zł. i nie opłacał nawet procentów***). Stan. 
August u niego właśnie robił największe długi — w r. 1793 
wykazał 5,120.636 złp.; nadto młodszy Radziwiłł zadłużył się 
na 1,980.000 i jeden z Potockich na 1,800.000 złp. ****). 

Ggybyż znał przynajmniej Tepper swoje interesa! Ale 
wieść niosła, że do kantoru swego nie zaglądał latami całe- 



*) Schultz: „Reise eines Licfl." IV^, 4 — 10; Bernouilli u Liske- 
go, str. 219. Magier: 1. cit. 

**) Metryka Koron. ks. 409, Nr. 22 i 24. Zapis Teppcra może 
zresztą pochodzić z jakiejś ugody co do wierzytelności Ponińskich Ale- 
ksandra i Karola. 

***) Pisał o tern król do Kicińskiego pod dniem 20,'5 1787 w Ka- 
linki: Dok. II, 53 (Pam. z XVIII w. Żupańsk. tom. 10). 

****) Z listu SicYcrsa do Katarzyny II; Tepper przychodził do niego 
ze swym memoryałem; cyfry powyższe, wyrażone w^ dukatach, tudzież ra- 
chunek długów królewskich, w Pamiętnik. XVIII wieku. Żupańsk. V, 34 
419, 97. 



171 

mi, że nie widział nadużyć, jakich dopuszczali się jego ofi- 
cyaliści. Pierwszy buchalter, pobierający pensyi 2.000 czer. 
zł. (^6.000 złp.) żył tak, że wydawać musiał z 8.000 czerw, 
zł.; żona jego co roku jeździła dwiema poczwórnemi kareta- 
mi do Karlsbadu, Spa, Nicei, Bath, a mąż w domu hulał 
z aktorkami. Każdy oficyalista wydawał 4 albo 5 razy wię- 
cej, niż płaca jego wynosiła. 

„Wracając do tego nieszczęśliwego Teppera (pisze Sie- 
vers) nie zasługuje on na żadne politowanie, jakkolwiek jest 
strasznem obecne jego położenie. Źle on wyszedł z Generałem 
encłief, baronem Igelstromem, nie zapłaciwszy mu na ra- 
chunek całej sumy 42.000 dukatów, które mu na ten cel król, 
jako jego dłużnik, doręczył. Oszukał on jeszcze wiele innych 
osób, oszukiwany sam od swoich zięciów i komisantów". 

Powiadano, że bezpośrednim powodem bankructwa miało 
być zatrzymanie sum, należnych od rządu rosyjskiego. Przy- 
toczony ustęp i w ogóle korespondencya S i e v er s* a nie 
sUnerdza tych pogłosek. Wiarogodniejszem jest tlómaczenie 
tc^goż Sieversa, że, prócz długów królewskich i pańskich, firmę 
tę dotknęła najbardziej „stagnacya pieniężna i kredy^towa na 
kontraktach w Dubnie w chwili, kiedy nadeszła wiadomość 
o wkroczeniu Prusaków do Polski". Ostateczna likwidac\'a 
^^ykazała w r. 1803, że pasywa jego wynosiły 3,288.310 duka- 
tów, a więc 59,191.580 złp., ostateczny zaś decyfit 1,046,200 
^uk- *). Zresztą nie wydajemy stanowczego sądu. Sprawa tej 
iipadłości powinna znaleźć specyalnego badacza; księgi Teppe- 
rowskie leżą do dziś dnia w starannem przechowaniu w Ar- 
chiwum Głów. Królestwa. 

Karol Szulc, według Strojnowskiego, posiadał 3 miliony 
w kapitałach i do P/o w dobrach dziedzicznych. W dobrach 
swoich Woli Radziwiłłów założył dwie fabryki, ale najbar- 
^i^j trudnił się budowlami. Wystawił około 60 nowych do- 



•) Pam. z XVm w. Żupań. V, str. 86 i 61. Dystrybucya Korni- 
syi Wspólnej Trzech Dworów do Banków Upadłych. 



172 

mów w Warszawie, a zakupiwszy obszerny plac od Potoc- 
kiego, starosty Uomackiego, pobudował kilka wielkich kamie- 
nic i kilka mniejszych domów. Cala posesya, zwana i dzi- 
siaj Tłomackiem, stanowiła obszerne podwórze, ozdobione 
dwiema studniami i odgrodzone od ulicy sztachetami. Wy- 
kopał też kanał na Lesznie. Na temże Tłomackiem podróżnik 
Schultz widział w maju 1793, jak sprzedawano z licytacyi 
stajnie Teppera, 40 koni rasowych i ruchomości *). 

Arndt „nieco uczony" miał gabinet historyi naturalnej 
i narzędzi fizycznych oraz bibliotekę w domu własnym, przy 
ulicy Mazowieckiej (pod Nr. 1348). Nie zajmował wydatnego 
stanowiska w świecie finansowym, a jednak zbankrutował ra- 
zem z teściem i szwagrem. 

K a b r y t, rodem Niemiec z Prus, otworzył bank, jak 
się zdaje, po pierwszym rozbiorze kraju. Żył zbytkownie 
i upadł razem z Tepperem. Opowiada o nim pewiem szlach- 
cic: „Byłem i ja na jednym obiedzie u Kabrego. Cóżto tam 
za zbytek, jaka panowała czystość i elegancya! Mało który 
dom pański mógł temu wyrównać. Wszędzie najkosztowniej- 
szemi dywanami powyściełane posadzki: po wszystkich po- 
kojach bronzów, szkieł, zwierciadeł pełno; wszystko to albo 
angielskie albo paryzkie... Dano przed obiadem wódkę w naj- 
piękniejszych serwisach kryształowych... Jedzenie nieporów- 
nane... Pani Kabrowa była nie piękna; ale grzeczna i wielka 
elegantka... Bieliznę posyłano do prania do Paryża** **). Przy 
bankructwie pasywa jego (1,170.115 dukatów) przewyższały 
ogół aktywów o 139.314 duk., czyli około 2 /g miliony złp. 

M .e y s n e r, zięć jego, lepiej prowadził interesa swoje 
i utrzymał się podczas bankructwa czterech firm powyższych. 



*) Glos Stroynowskiego w Dz. Cz. S. G. W. na sesyi 342 
z dnia 8/11 1790; Magier: loc. cit.; Schultz: Reise eines Lieflanders I, 
150, 149. 

**) J. Duklan Ochocki: Pamięt. wyd. I. J. Kraszewski 1857 
Wilno ir, 69. Schultz: Reise eines Lieflanders IV, 11. Dystrybucya ma- 
sy Kabrytowskiej. 



173 

Do niego więc udawała się Komisya Skar., gdy w maju 1793 
r. trzeba było opłacić procent w Hollandyi od pożyczki skar- 
bowej); pożyczył też Sieversowi 18.000 duk., który go nazywa 
jedynym w Warszawie bankierem, naturalnie po upadku Tep- 
pera i innycłi; potem płacił 10.000 duk. królowi na weksel 
tegoż Sieversa; potem otrzymał zlecenie do negocyowania 
pożyczki w Hollandyi na 3,000.000 złp. dla Rzpltej; ale wtedy 
było „rzeczą pewną, że się ta pożyczka nie powiedzie, cłiyba 
za poręczeniem posła rosyjskiego, który go z pewnością nie 
da". Zasiadał już dawniej w Dyrekcyi Tabacznej, podejmował 
się dostawy sukna dla wojska (60.000 łokci), pożyczył 6.666 
czer. zł. na poselstwo Tyszkiewicza do Petersburga, gdy 
Skarb nie mógł nigdzie dostać pieniędzy. Podczas powstania 
Kościuszkowskiego był powołany do Deputacyi Żywności i ta 
Deputacya w jego domu odbywała posiedzenia swoje *). 

Blanc Piotr załatwiał zlecenia skarbowe już w 1769 
r., uczestniczył w „entrepryzie" tabacznej, w pożyczkacłi rzą- 
dowycłi i nie zbankrutował w r. 1793. Chiytr>', czynny i wy- 
kształcony specyalista, zawsze obecny w swoim kantorze, 
umiał przewidzieć upadłość Teppera i zawczasu zerwał z nim 
stosunki. Po katastrofie stał się pierwszą firmą, lecz przez 
ostrożność powstrzymywał operacye swoje w kraju i zała- 
twiał tylko interesy zagraniczne. Jego pałac (na Senatorskiej 
Nr. 461) istnieje dzisiaj. Miał też letnie mieszkanie z ogrodem 
"^przedmieściu Fawory. W r. 1794 zasiadał też w Depu- 
^cyi Żywności **). 

Z liczby drugorzędnycłi bankierów znakomitością, jeżeli 
"ic z funduszów, to ze stanowiska politycznego, był Jędrzej 



*) Pr. Ekonom. Ą'32, str. 713, 791; A/33 pod dniem 15 marca 
'str. 355, 327; Gaz. Wolna Warsz., str. 49. Pamięt. XVIII w., wyd. 
Żupański V, 64, 101, 203. 

**) Po śmierci Blanka, zaszłej dnia 12 kwietnia 1797 roku bji oglo- 
»Mny konkurs, ale to nie była upadłość, tylko postępowanie spadkowo- 
"kwidacyjne; dowodzi tego operat urzędowy pruski Magistratu warszaw- 
**"*8o w Archiwum Akt Dawnych w Warszawie p. t.: Classifications-Sen- 
^ der Blanc*schen Liąuidation XVII, nr. 8 działu mas likwidacyjnych. 



174 

K a p o s t a s. Brzmienie nazwiska nasuwało nieliturym auto- 
rom późniejszym domysł, że był greckiego pochodzenia, ale 
rodzinę lę znajdujemy już na początku XVII w. w Sando- 
mierzu, w liczbie tamecznych mieszczan osiadłych, posiada- 
jących domy w rynku "). Nazwisko ma brzmienie szczero- 
slowianskie Kapustas; tak samo prawie („Kapustasz") nazywa 
Jędrzeja znający go osobiście Kiliński; a to przynajmniej me 
ulega żadnej wątpliwości, że duszę miał na wskroś polską, 
uczucia gorąco-patryotyczne. „Człowiek nikczemny na pozór", 
nie wyróżniający się z tłumu bogactwem lub ostentacyą, nie 
imponował nawtt towarzyszowi niewoli Kitinskiemu, który 




Pałac BlanO'a (od ulicy Senatorskiej) 
(Z« siiycliu, wykonanego około isio r.) 

dodaje Potockiemu, Zakrzewskiemu, Mostowskiemu, tytuły 
J, W. a Kapostasowi „Jegomość pan" lub P.; z wdzięcznością 
wszakże wspomina, że w podróży do Petersburga opuścił to- 
warzystwo Jaśnie-wielmożnych i wyjednał sobie pozwolenie 
połączenia się z nim, dla osłodzenia mu samotności**). Pod- 



•) Buliński ksiądz: Monografia Sandomierza, 1879, Warszawa, 
str. 92. Niomcewic? mówi o Kapos'asie. że się urodził na Węgrzech, lecs 
od młodości byl osiadły w Warszawie. (Pam. 1868 Lipsk sir. 213. 

") Kiliński: Pam. w Pamiętniku z XVIII wieku wyd. Żupański 
w Poznaniu, tom 1, (1860), str. 246, 247. 



176 

czas sejmu czteroletniego ogłosił drukiem: „Plantę Banku 
Narodowego" i prowadził w tym przedmiocie polemikę z GU- 
vem. Przekonamy się później, że założenie banku było spraw ą 
niezmiernej wagi, że mogło rozwiązać kwestyę armii stuty- 
sięcznej; usiłowania przeto Kapostasa świadczą zaszczytnie 
tak o jego gorliwości obywatelskiej, jakoteż o wyższem uzdol- 
nieniu politycznem. Po dokonaniu drugiego rozbioru pierwsza 
myśl związku i powstania wj szła podobno od niego. Odkrył 
to nam zaszczycany przyjaźnią Kościuszki, a bardzo do nie- 
go zbliżony poufałym stosunkiem jenerał Paszkowski: „Był 
na on czas w Warszawie niejaki Kaposztas, bankier z za- 
trudnienia, człowiek nikczemny na pozór, ale pochw>i:nego 
umysłu i rucliawej duszy, śmiały myślą i sercem, płodny 
w sposoby, którego żadne dumy ni próżności łecłitania nie 
rozrywały w statecznem ściganiu zamiarów swoicli. Ten, 
przez zatrudnienie swoje stykając się z wielką licztją osób 
wszelkiego stanu w stolicy i po województwach, a szczegól- 
niej w poufałem zażyciu z jenerałem Działy ńskim... przy- 
brawszy sobie niejakiego Maruszewskiego z Piotrkowa, mło- 
dego człowieka z tęgim duchem i niejakiem usposobieniem, 
rzucili obadwa pierwszy rys zamiarów i sposobów powstania 
narodu i takowy znanym sobie możniejszym osobom pod- 
dawszy, związek w stolicy utworzyli, który coraz bardziej roz- 
szerzając się po kraju, spajał myśli i usiłowania we wszystkich 
onegoż częściach" *). W istocie Kościuszko na śledztwie pe- 
tersburskiem wymienił Kapostasa razem z Walichnowskim 
i Jelskim jako członka „Malej Rady", która pośrednicasyła mię- 
dzy mieszkańcami i wojskiem w przygotowaniach do powstania. 
Sam Kapostas złożył zeznanie, że układał plan powstania 
już w lipcu 1793 r. spoinie z Ignacym Działyńskim, który 
bez jego zdania nic nie przedsiębrał i pieniędzy na wysela 
nie emisaryuszów z własnej kieszeni nie żałował. Kapostas 



*) Paszkowski: Dzieje Tadeusza Kościuszki. Kraków 1872 reku. 
Drukarnia Uniwersytetu Jagieł, str. 44. 



177 

w>'clal też na przygotowania z górą 1.500 dukatów (27.000 
zip.). Za pośrednictwem bogatego kupca warszawskiego 
Gautier, tudzież z wiadomości, zbieranych dorywczo od 
podróżnych, ułożył dyslokacyę wojsk rosyjskich i pruskich dla 
przesiania Kościuszce; lecz Jelski, jadąc do Drezna i Włoch, 
zniszczył te papiery przez obawę wykrycia, a treść ich po- 
Htarzał z pamięci. Znany Fryderyk Moszyński, owoczesny 
marszałek w. k., miał ulubionego synowca, przed którym się 
zwierzał, ten zaś udzielał Kapostasowi wiadomości o policyj- 
nych rozrządzeniach Igelstroma. Ostrzeżony tą drogą o gro- 
żącym sobie areszcie, Kapostas uciekł d. 1 marca 1794 r. do 
Krakowa, zkąd wrócił do Warszawy dopiero po wyparciu 
Rosyan d. 20 maja i w tydzień potem zasiadł w Radzie 
Tymczasowej; potem był członkiem - zastępcą Rady Najw. 
Narodowej, nareszcie prezydującym w Dyrekcyi Biletowej, 
gdzie układał ustawę, urządził buchalteryę i kierował fabry- 
ksLcyą asygnat *). 

Po bankructwie domu Tepperowskiego i Kabryta wynu- 
rzyły się nowe firmy bankierskie, dawniej nieznane i w kon- 
stytucyi nobilitacyjnej nie wymienione: Satlcr, Poccin i Bernau, 
zapewne kupiec Bernaux**). 

Po za Warszawą najpoważniejszą w epoce sejmu cztero- 
letniego była konfraternia kupiecka w Poznaniu (pomijając 
naturabie Gdańsk). W aktach Komisyi Skarbu Koronnego 
znajduje się lista alfabetyczna 53 (irm, używających przywi- 
leju remissy, czyli odsyłania towarów z granicy wprost do 
Poznania dla rewizyi celnej ***). Jakkohviek to miasto było 
niocno zniemczonem, przecież, wbrew przesadnemu twierdze- 
niu uczonych niemieckich, znajdujemy na tej liście wiele na- 



*) HreHia bt. Oóm- Hot. h ,'Ipenir. Poccin. lso6, III. str. 4:^, l.Sf)7, 
'. str. 110, 113—119 (Gjiicb). 

**) Pr. Ekonom. A/32, str. 15(h», puniwnaj Schultz: Roise cincs 
i^eflanders IV, 12. 

***) Pr. Ekon. A/ 25, str. 24«; A JS sir. 677. 

Wewro^trzne dzieje Polski Korzona. — T. 11. 12 



l 



178 

zwisk czysto polskich. (Jak np.: Żupańscy, Wosidło, Lipora, 
dwaj Pawłowscy, dwaj Grabowscy, Tuszyński, Szubelski, Ja- 
sieński, Kalkowski, Danielewicz, Moliński, Iwanowicz, Dzier- 
nowski, Wroniewski, Dygasiewicz, Sobolewski, Wiskiewski, 
Buszka), a pomiędzy cudzoziemskiemi nie jedno zapewne na- 
leżało do Polaka z mowy i uczuć. Do tej ostatniej katego- 
ryi zaliczamy szczególnie rodziny, które się wywodziły od 
Anglików i Szkotów, osiedlonycli w wiekach XV i XVI, mia- 
ły one bowiem dosyć czasu do spolszczenia się. 

Pomiędzy kupcami poznańskimi pierwsze miejsce zajmo- 
wał Jan Klug, wymieniony w konstytucyi nobilitacyjnej 
w liczbie „drugich bankierów". Jego to zapewne akta skar- 
bowe z lat 1767 i 1768 nazywają „negocyantem" lub „kup- 
cem angielskim" *). Był to podobno człowiek szanowany 
powszechnie i chwalony za szlachetność charakteru. Miał wy- 
borną fabrykę wyrobów wełnianych. Dom jego liczył się do 
najpiękniejszych w Poznaniu, kosztowny zaś ogród ze sztucz- 
nemi pagórkami i gustownemi budynkami był ozdobą miasta. 
W r. 1793 zbankrutował dla nieznanych nam powodów **). 

Z kupców krakowskich wiemy o jednym tylko bankie- 
rze Lewińskim, że wypłacał podróżnym na zlecenie ban- 
kierów wiedeńskich i przy tej sposobności spajał swoich kund- 
manów węgrzynem ***). 

W Wilnie bankier B i 1 1 i n g wypłacał pensyę Sadkow- 
skiemu na zlecenia, odbierane z Petersburga *^**). 

Do najbogatszych kupców w Koronie należał też około 
r. 1792 szwajcar Jen ni i Spółka, który utrzymywał ogrom- 
ne składy płócien szwajcarskich i bielizny stołowej w War- 



*) Pr. Ekon. A 4 264; A 5, str. 235, pisze się tylko nieco ina- 
czej: Klugh. 

**) Kausch: Nachrichten ii bor Polen II, 165. H ols che: 1. cit. 11^ 
314. Pr. Ekon. A 32, str. 297. 

**"') Engcstróm: Pamięt. tłum. I. J. Kraszewski, str. 31. 

**"*; Kelacya Dcoutacyi... o bunty II, 415. 



179 

szawrie, Krakowie, Lublinie i Berdyczowie. Płótna miały .być 
wyborne „ciężkie, równe, gęste jak cieniuchny papier, nici 
w nich trudno było dojrzeć; sztuka ceniła się po 100 do 300 
dukatów (1.800 — 5.400 złp.). Mienie tej spółki obliczano na 
12,000.000 złp. *). 

W Lublinie było kilku zamożniejszych kupców, jak Be- 
niamin F i n c k e, Dawid Heyzler i Weber, o których 
już wspomnieliśmy, że zakupywali zboże na Bugu i Wieprzu, 
Heyzler był nawet bankierem i zbankrutował w r. 1793. 

Berdyczów prowadził znaczny handel z Mołdawią, Wo- 

łoszcz}''zną i Rosyą; liczono tu 10 hurtowników i 50 sklepów, 

przepełnionych różnemi towarami **). Handel ten był w rę- 

fcu żydów, z których najbogatsi: Chaim Chmielnicki, 

kupiec bławatny, i B o r u c li, handlujący suknami, byli już 

i^ymienieni wyżej (tom I, str. 223). 

Z niniejszego przeglądu widzimy, że cały zastęp mo- 
źniejszych kupców i bankierów składał się w większej części 
z cudzoziemców, albo też ludzi pochodzenia cudzoziemskiego. 
W mniemaniu szlachty doznawali oni takiego upośledzenia, 
że wszyscy niemal marzą o nobilitacyach, indygenatach albo 
przynajmniej o kupowaniu dóbr ziemskich. Było to więc za- 
sługą społeczną, dowodem odwagi i wyzwolenia się od prze- 
sądów, gdy do tej upośledzonej klasy wszedł bez żadnego 
przymusu bogaty pan polski: Prot Potocki, (str. 184). 

Odziedziczył on po ojcu dobra wielkie w Lubelskiem 
i klucz Maclinowiecki w Kijowskiem bez grosza długu, a nad- 
to gotowizny 6 milionów złp. na jednym z banków holcnder- 
skicłi. Ożenił się bogato z Lubomirską, potem sam dokupił 
Cudnowszczyznę i Lubar. Nie z potrzeby tedy pieniężnej 
imał się łokcia i kwarty. Założył sklep na Krakowskiem 



*) T. Duklana Ochockiego: Pamiętnik wyd. I. J. Kraszew- 
ski II, 206. 

**) Tamże II, 208. I. J. Kraszewski: Polska w trzech ruznio- 
rach III. 681. 



180 . 

Przedmieściu, gdzie można było żądać wszelkich towaró 
angielskich. Urzędownie też ogłosił się bankierem. Obrał s 
bie zawód handlowy, jak powiadano, za wpływem księcte:^^^ 
Ossowskiego, który był jego nauczycielem, towarzyszem p 
droży zagranicznej, doradcą i organizatorem pierwszego lianr 
dlu wódek na małą skalę. Buchalteryi i operacyj bankier 
skich uczył Potockiego Karol Krugel, który też późnier 
miał u niego dobrze płatną posadę i występował niejednokro^^ 
tnie jako plenipotent w sprawach największej wagi. Później 
sam Potocki starał się zbierać do siebie młodzież zdatną, któ — 
rą zwał sekretarzami. W3'prawiał ją też do Machnówki, z któ- 
rej chciał urządzić wielką jakąś kolonię przemysłowo-handlo- 
wą. Wzniósł tam dużo budowli, które później rozsypały się 
w gruzy *). 

Działalność handlową Potockiego opowiedzmy jego wla- 
snemi słowy: „Używał przez lat wiele kredytu powszechnego- 
sposobem bankierskim, utrzymując, tak w kraju, jako i za- 
granicą, najściślejszą punktualność, służąc krajowym obywa 
telom w rozlicznych interesach, powierzając ku ich dogodna 
ści kapitałów, jakie od wielu innych, z mocy kredytu swój 
go, miał sobie powierzone. Nad osiągnięte po przodkac 
swoich dobra rozszerzył przez związki rozmaite nabycia dób 
ziemskich i sum wielorakiego rodzaju, dzisiaj majątek swó 
składających. Pozakładał na różnych miejscach fabryki i rę 
kodzieła. Zaprowadził w niektórych miejscach przemysł han 
dlowy. W szczególności, powodując się ojcowskim zamia 
rom N. Króla Imci i patr3''otycznym radom J. O. Księcia Pry 
masa, oraz życzeniu i namowom wielu godnych współoby 
watelów, przywiódł do skutku ważne dla Ukrainy przedsi 
wzięcie handlu czarnomorskiego, i korzystając z najłaskaw 



*) Magier: Ksletyka m. Warszawy, str. 34 i 35. Ochocki ^ 
Pamiętnik II, 142, 143, podpis Krugel a na umowie o pożyczkę 10 mił ^ 
zip. z Komisyą Skarbu Kor. dnia 23.2 1789, w Pr. Ekonom. A/26, stc"* 
141 — 144. 



181 

szego dla polskich obywatelów udziału, od N. Imperatorowej 
Rosyjskiej dozwolonego, założył dom handlowy w Chersonie 
pod imieniem Prota Potockiego i kompanii polskiej. Otrzymał 
patenta na używanie flagi rosyjskiej *). Zakupił okręty i że*- 
glugę kupiecką na kilku własnych okrętach, oprócz najmowa- 
nych, na Czamem i Śródziemnem morzu prowadził. A kie- 
dy wojna Rosyi z Porta Ottomańską przerw^a tę żeglugę, 
nie przestał tenże dom handlowy ułatwiać silnego odbytu 
produktów polskich na opatrzenie żjrwnością floty czarnomor- 
skiej N. Imperatorowej i na budowę okrętów wojennych. Tym 
sposotyem niżej podpisany dał uzyskać wiele milionów oby- 
watelom polskim. Przez które to czynności handlowe ścią- 
gnęły się stopniami w dom Chersoński znaczne kapitały.... 
Trzy kantory utrzymywał: w Warszawie, (który szczególnie 
wszelkie Śt.-Jańskich kontraktów obrachunki załat\Aiał), Ma- 
clinówce i Chersonie**)". 

W czerwcu 1793 Machnówka była „miejscem wesołem, 
kosztownemi budowlami obszernie zasłanem... Miły widok 
był do dwóchset przeszło widzieć sierot i dzieci obojej płci 
w mundurach, jak pracowały na kołowrotkach i robocie swej 
przyśpiewywały w różnych głosach... Browar tutejszy 5.000 
beczek piwa na rok wydaje" ***). 

Była to działalność rozległa, ruchliwa i dla kraju niewąt- 
pliwie pożyteczna. Prot Potocki miał u publiczności opinię 



*) Przypominamy, że flagi rosyjskiej lub auslryackiej używać mu- 
siały okręty wszystkich narodowości, ponieważ traktat, w Kuczuk-Kajnar- 
% zawarty, otwierał cieśniny Bosforu i Dardanellów tylko dla rosyjskich 
^ cesarskich statków. 

**) Memoryał do N. Generalności podany przez W. Prota Potoc- 
•oego w okolicznościach jego bankowych i kredytowych z Grodna, dnia 1 6 
Kwietnia roku 1793. Rezolucya konfederacyi z trzymiesięcznym termi- 
nem do złożenia bilansu pod dniem 13 maja 1793, (druk w Bibliotece Uni- 
wersytetu Warsz. Nr. VI, 16, 5, 36). 

***) Buyno do Kicińskiego 14 czerwca 1796 w korcsp. Piusa Kiciń- 
skiego, t I. 



182 

człowieka czynnego i czujnego *). Nie sfyszeliśmy też, źeb 
kto mu zarzucał utracyuszostwo lub życie łiulaszcze. Dlaczi 
góż więc zbankrutował z Tepperem i Kabrytem? 

Przyczyną główną było, zdaje się, zbyteczne rozszerz 
nie operacyj, pomięszanie interesów łiandlowycli z rolniczymi 
ziemiańskimi; Potocki bowiem zakupował i dzierżawił ogrom 
ne dobra **), wkładał znaczne kapitały w Macłinówkę, cłici 
być i rolnikiem, i fabrykantem, i kolonizatorem, i kupcem de- 
talicznym i bankierem. Przyjmując obce kapitały, płacił na- 
der wysokie procenta, które mógłby może wycofać z obro- 
tów czysto handlowycłi, ale którycłi mu w żadnym razie rol- 
nictwo dostarczyć i zwrócić nie mogło. Zapłacił ruiną za 
zbyteczną rzutkość, za niedostateczną gruntowność obracłio- 
wań, ale błędy takie są w nim łatwe do wytłómaczenia, gdy 
nie miał w otoczeniu swojem tradycyi, gdy sam nie mógł na- 
być doświadczenia praktycznego, gdy się zapalał teoryą, gdy 
pod wpływem pocłiodzenia, krwi, wrażeń pierwotnycłi i sta- 
nowiska społecznego nie był w stanie oderwać się zupełnie 
od roli, żeby się innej specyalności niepodzielnie poświęcić. 
Winniejszymi od niego są owi kupcy i bankierowie — mie- 
szczanie, którzy na łiandlu urośli i do racłiunku wdrożeni 
byli, a przecież oprzeć się nie zdołali pokusie zbyt rozległycti 
ze szlacłitą stosunków. Oprócz bowiem niedbalstwa w pro- 
wadzeniu kantorów i nadmiernych wydatków osobistych, do 
głównych przyczyn bankructwa czterech firm zaliczyć nie- 
wątpliwie należy tę, którą wytknął Waleryan Stroy- 
nowski: „Bankierowie warszawscy byli tak nierozsądni, że 
pożyczali pieniądze na hypoteki właścicielom i dla tego wszy- 



*) Schultz: Reise eines Lieflanders IV, 11. 

**) Jak np. wziął w arendę na 3 lata od stycznia 1791 roku klucz 
Miropol, szacowany na 900,0CHJ złp. za 63.000; patrz: ^.Produkt do spra- 
wy Dzieduszyckicgo pisarza w. W. X. Litewsk. z masą Prota Potockiego 
1799". (druk). 



183 

scy upadli, pożyczka bowiem na hypotekę przez bankiera jest 
nawet przeciwna instytucyi jego banku" *). 

42. Przejrzawszy wszystkie gałęzie handlu zagranicz- 
nego, winniśmy teraz postawić pytanie: jakie zyski lub straty 
przynosił on krajowi? ile pieniędz}' dostaraczał społeczeństwu? 

Dokładnie rozwiązać te pjiania można tylk(j na podsta- 
wie bilansów łiandlow^Th, czyli zestawienia wartości wywozu 
i przywozu w każdym roku. Dia Anglii T o o k e mógł uło- 
żyć nieprzerwany szereg bilansów, poczynając od roku 1783. 
lecz w innycłi państwacłi praca taka byłab}', zdaje się. nie- 
możliwą do wykonania, a w Polsce znajdujemy do niej zale- 
dwo kilka wskazówek. 

Co do pierwszego okresu nie posiadamy zgoła żadnych 
bilansów, ani obliczeń urzędowych. Tylko z przytoczonych 
w § 37 wspomnień Stroynowskiego z tablic i cenni- 
ków Gdańska (tab. 86, 67, 68) wnioskować możemy, że ilość 
wnyiezionych zbóż wzrastała w latach 17^)8 — 177<.) do naj- 
Wższych w wieku XVni cyfr, że jeszcze w latach 1771 
i 1772, przy powszechnym nieurodzaju w Europie, Polska 
sprzedała partye znaczne, a brała ceny bardzo wysokie, że 
zatem w epoce rzezi hajdamackiej i konfederacyi P>arskiej 
przypływ pieniędzy z zagranicy musiał l\vć niezwykle obfity. 

Ale nie posiadamy żadn^-ch danych do określenia, ile 
pieniędzy wyszło na opłacenie przywozu? ile się zmarnowało 
^^' zaburzeniach krajowyxh? Musimy poprzestać na ogólniko- 
wem zdaniu Stroynowskiego, że pobrane z wywozu 
pieniądze nie utrzymały się w Polsce „jako w kraju ubogim". 

W latach, kiedy się dokonywał picrwsz\' rozbi<')r krnju. 
1/73 — 1775, nie może bvć mowy o żadnym bilansie. Z lu- 
żnycłi wszakże wskazówek, skarg i odezw W(.-)dz<'>w lub am- 
basadorów, przekonywamy się. że to był czas okr<">pnej ruiny 



*) Strovnowski: RkonutiiiU;i Towszechna I\raj(:)\va ISl'), Warsza- 
wa § 479, str. 177. 



1^^^-^ 


f 


i 


^B|WB|p\.^ *^^^H 


W 






L^ 


k 




i 


i 



Ppot Potookl 

Ihumu Willanowskiego) 



185 

ekonomicznej, że cały gmach społeczny był wstrząśniony aż 
do fundamentów, że w roju larw, które się wtedy nad Pol- 
ską ziemią tłukły, larwa nędzy rozpostarła też brudne swe 
skrzydła. 

Repnin, przejeżdżając w roku 1778 przez Warszawę, po 
10-letniej niebytności, spostrzegł wielką odmianę: ludzie, któ- 
r>'cłi dawniej znał jako pierwszych bogaczy i dygnitarzy, byli 
zmuszeni zniżyć znacznie skalę życia. „To się rzuca w oczy 
tak dalece, że się człek widzi nie w stolicy, lecz na ubogiej 
prowincył, a wszystko to pochodzi z nadzwyczajnego zmniej- 
szenia ilości pieniędzy w kraju" *). 

Na początek drugiego okresu mamy dwa bilanse urzę- 
dowe dla Korony z lat 1776 i 1777. Przedstawiają się one 
^v następnej postaci: **). 

Tab. 118. 

1776 1777 
złp. zip. 
^Ves2ło produktów zagranicznych za 48,640.^)69—47,488.867 
^Kszło „ krajowych za gra- 
nicę za 22,096.360—29,838.238 

Deficyt w>wozu . . . 26,544.308—17,649.629 

Wspominaliśmy już, jakie wrażenie zrobiły te bilanse 
^^ sejmie 1780 r. i na calem społeczeństwie. Odtąd powta- 



*) Cosonheerb 1. c. XXIX, str. 20. 

**) Części składowe sumy ogólnej wywozu były już piniaiie w T.i- 
blicy iify Podajemy teraz odpowiednie puzycye przywozu. Weszło pm- 
<iuktóu' zagranicznych do kraju: 



Do Małopolski 


9,118.671 


8,89t.62() 


Do Mazowsza 


17,468.662 


17,313.221 


Do Wielkopolski 


10,611.882 


10,833.221 


Do Rusi 


8,148.778 


7,003,266 


Do Ukrainy 


3,2'>8.28f') 


3.443.^*07 


Razem 


48,641 ).(;(>'> 


47,4S8.8o7 



4 



186 

rza się ciągle i w glosach sejmowych i w pismach trwożny 
okrzyk, że Polska sprzedaje za 60, a kupuje za 100 milio- 
nów, a zatem corocznie, raczej co dwa lata, dopłaca 40 mi- 
lionów. To samo powtarzają cudzoziemcy, piszący o Polsce, 
poczynając od Biischinga który oba bilanse przedruko- 
wał aż do Jekla *), który nie znajduje w tem nawet nic dzi- 
wnego, owszem widzi tylko dowód braku pilności przemysło- 
wej (Kunstfleisses) w Polsce. Jakkolwiek pożytecznym i mo- 
ralizującym był wywód taki dla owoczesnego pokolenia, my 
wszakże nie możemy uznać go za normę stałą chociażby dla 
drugiego okresu. Niepodobna, żeby Polska stale co roku 
miała dopłacać narodom obcym po kikadziesiąt milionów dla 
prostej przyczyny, że nie posiadała własnych kopalń srebra, 
ani złota, że floty srebrne nie dowoziły jej, tak jak królom 
hiszpańskim, niewyczerpanych skarbów z Potosi i Zacatecasu. 
Wierzymy, iż w roku 1776 bilans mógł być przerażający, bo 
nie ustało jeszcze działanie katastrofy rozbiorowej. Wywóz 
gwałtownie zmniejszył się, a potrzeb i skali życia w równym 
stosunku uszczuplić społeczeństwo nie mogło i niezbędne to- 
wary z zagranicy sprowadzić musiało. Przecież polepszenie 
objawiło się już w r. 1777; sądzimy, że w latach następnych, 
szczególnie zaś od r. 1784 przywóz dochodził do równowagi 
z wywozem. Nie posiadamy wprawdzie bilansów urzędowych, 
ale do tego wniosku upoważnia nas uwydatniony w § 38 
wzrost ilości i wartości wywozu zbożowego, znany z § 22 
rozwój rolnictwa i podrożenie dóbr ziemskich, nareszcie po- 
mnażanie się firm kupieckich i bankierskich, otwarcie handlu 
Czarnomorskiego, udogodnienia spławu i t. p. 

Komisya Skarbowa Koronna wydała pod dniem 3 listo- 
pada 1787 roku rezolucyę względem formowania bilansów 



*) Jekel, Franz, Joseph: Pohlens Handelsgeschichte, Wien und 
Triest 1809, Gcistinger II, 85—87. 



187 

prowincyonalnych i generalnego co kwartał, „tak ewekty jako 
i inwekty, na dwie ręce przez pisarzów mianowicie: na końcu 
regestrów celnych na komorach i na końcu raptularzów 
w prowincyi każdej po ultymie.... Z tego Ur. Kontrarege- 
stranci prowincyonalni po każdej odbytej ultymie (obrachunku 
kwartalnj^m) bilans zrobią i Komisyi w czasach, ultimom 
skarbow}^m przepisanych, z kwartału przeszłego od 1 stycz- 
nia r. 1788 przeszłą. Z tego Regencya Generalna zrobi bi- 
lans generalny i Komisyi złoży" *). 

Cz}''tając tę rezolucyę, obiecywaliśmy sobie zupełnie do- 
kładną informacyę o ruchu handlowym w okresie trzecim; 
tymczasem nie natrafiliśmy nigdzie na ślad, aby w Koronie 
by^ sporządzony podczas sejmu czteroletniego chociaż jeden 
bilans przywozu i wywozu z wyszczególnieniem towarów, 
albo nawet ich wartości w sumach ogólnych. Dziennik Han- 
dlowyr^ drukując wzmiankowany niejednokrotnie bilans handlu 
litewskiego z 6-ciu miesięcy r. 1792, obiecywał szukać w Ko- 
^is}ri Skarbowej Koronnej i wydrukować go własn^^m ko- 
sztem, jeśliby znalazł, a ponieważ nie wydrukował, wigc 
prawdopodobnie nie znalazł go. Przeglądając księgi percepty 
skarbu koronnego z lat 1788. 1789, 1790, 1791 i 1792, wi- 
dzieliśmy wprawdzie, że cła są tam rozdzielone na dwie ka- 
tegorye: importationis i exportationis, ale w sumach kwar- 
talnyoh obie pozycye były łączone. Ponieważ jednak każdy 
kwar-taj zawierał cyfry szczegółowe tak cła „kupieckiego", 
jakot^i „szlacheckiego generalnego", przeto mogliśmy wyna- 
leźć Sumy oddzielne roczne dla każdej kategoryi**). Tym spo- 
sobem otrzymaliśmy rezultaty następne: 



*) Pr. Ekon. A/24, str. 695 — 709, przedrukowane też w Dzień. 
Handl. nss, str. 24. 

**) Arch. Skarbu Kor. dział Vii, księgi 57, 60, 64, 70. 



188 



Tab. 119. 
Cła pobrano w Koronie 

1789 1790 1791 1792 

Przywozowego 1,197.903 791.963 1,335.232 1,005.82 
Wywozowego 574.966 580.229 611.080 701.77 

łącznie 1,772.869 1,372.192 1,946.312 1,707.59 
a w okresach 2-letnich 3, 1 45 .06 1 3,653.908 

Trudno z tych danych wnioskować o wartości towa- 
rów i produktów, które ocleniu uległy, bo gdybyśmy najsta — 
ranniej przestudyowali taryfy celne, to jeszcze niepodobnabj^^ 
było złożyć bilansu, nie wiedząc, jakie mianowicie artykuły^ 
i w jakich ilościach przechodziły przez komory graniczne^ 
Przypuszczając, że na artykuły wywozowe, nakładane cło 
wynosiło 1 proc, moglibyśmy wnosić, że wartość całego wy- 
wozu w Koronie wynosiła w latach 1789 — 1792 milionów: 57,5 ^ 
58, 61, 70, ale w rzeczywistości wartość musiała być wię- 
kszą, bo naprzykład na mocy traktatu z Austryą cło wywo- 
zowe powinno było wynosić tylko Vi 2 proc. Cło przywozo- 
we od towarów zagranicznych było obliczane w stosunku 
wyższym 2 do 4 razy, ale wątpimy, żeby w całej taryfie 
utrzymaną była norma stała; tem niebezpieczniejszem przeto 
staje się wnioskowanie z ilości pobranego cła o wartości oclo- 
nych towarów i pozostaje nam tylko wrażenie ogólne, że 
w żadnym roku z czasów sejmu czteroletniego przywóz nie 
przewyższał wywozu, a zapewne był niższym, a zatem „wa- 
ga handlu" przechylała się na korzyść Polski. Ku poparciu 
wniosku takiego służyć może tylekroć powoływany bilans 
handlu litewskiego, który obecnie podajemy in extenso (od 
rzucając grosze). 

Widzimy ztąd, że w ciągu półrocza obrót handlowy 
Litwy wynosił 40 milionów a zysk jej wynosił około 4 mil. 
W drugiem półroczu, zimowem, obrót musiał być mniejszy 




189 

znacznie, wszakże, o ile wnioskować można z rachunków 
cłowych koronnych, wynosił przynajmniej połowę obrotu let- 
niego. Tym sposobem wywóz Litwy w r. 1792 dochodził 
w najgorszym razie do 34, a przywóz do 28 milionów. Ko- 
rona, ze względu na swój obszar, ludność, lepsze gospodar- 
stwo, większą ilość fabryk i działalność stolicy Warszawy, 
musiała wyprowadzać za granicę przynajmniej trzy razy wię- 
cej od Litwy, a więc w r. 1792 przeszło 100 milionów. Lą- 
cz^o obie sumy otrzymamy całkowity wywóz Polski 134 mi- 
liony, czyli cyfrę, która się mieści w granicach wartości wy- 
^^''ozii, obliczonego na podstawie cen gdańskich, lub angiel- 
skich i tablic ilościow>xh (Nr. IL^). Ta zgodność rezultatów 
ośmiela nas do twierdzenia: 1) że obrót handlowy w epoce 
sejmu czteroletniego zwiększył się znakomicie w porównaniu 
z: latami 1776 i 1777; 2) że wartość wywozu w latach po- 
nny sinych trzeciego okresu mogła dosięgać cyfry 150 milio- 
nów złp.; 3) że wartość towarów przywiezionych z zagranicy 
z pewnością była mniejszą, a najmniejszą stosunkowo w roku 
^790, kiedy stanowiła około połowy wywozu; 4) że zatem 
Polska trzeciego okresu epoki badanej, osiągała zysk z han- 
dlu zagranicznego, który jednak zapewne nie przewyższał cy- 
^^' 30 mil. złp. w latach pomyślnych. Ale cyfry tej nie na- 
leży brać za przeciętną dla dłuższego, chociażby dziesięciolet- 
'^i^go okresu: w latach niepomyślnych zysk mógł zejść do ze- 
^^I przed r. 1783 bilanse roczne zamykały się zapewne z de- 
ficytem, lubo nie tak strasznym, jak deficyt z r. 1776 i po- 
przednich lat rozbiorowj^ch. Pozostały po tych klęskach 
^gr-om długów przytłaczał ciężkiem brzemieniem mienie pry- 
watne i zasoby narodowe; nie rychło brzemię to mogło być 
usuniętem przez wpływ późniejszych korzystnych bilansów: 
^'^ioski nasze przeto nie przeczą powtarzanemu wciąż mnie- 
"^riiu spółczesnych, że Polska była krajem ubogim; usuwają 
one tylko przesadę i wskazują źródło, zkąd czerpali bankie- 
roAriej panowie, szlachta zamożna fundusze na swe życie wy- 
stawne, na wydatki zbytkowne. 



190 



CM 



HO 
N 



I 

I 

I 



I ^ — % 

^ i 



! *- 

i " I 

> 

G 



<0 
O 

E 



CM 



^ 

O 



CO 

00 



3 

E 
o 



o 



O 



co 



u 
3 



t3 



N -^ 



H 

CU 



O 


g 


N 


u 


•«j 




P 


X"— \ 


oL 


*o 


a 


^ 


o 


o 


tlj 


^"^ 



o 



CA 

O 



t4 



^1 
5: 



O 
•O 



3 "2 



(A 

2 

CU 

o 



> 



o 
Q 



2St 



O 

1^ 



k. 

o 



3 

O 

k. 



«— ' ^ C» lO o^ ^ -^ 
-H C* -^ -^ «0 t^ lO 
co «o 'I* 'I* o^ r* 



co 



=s 



\0 «-* 



00 



-t 00 c^i o 
co r* o co 
vc c> o o 

• • • » 

00 c* co >o 
00 C' co 



r» C^ Q r» 00 u*^ c^i 
00 o tO r* X o Cl 

o lO co C> !-•_ p co 

o 00 -^* ci co vC o 

o 



--* o S 

o Cl t 



co 



rt — 



co 

lO 



I o I"* _ _ - - 

I ^-4 «-4 d Cl o 

—« Cl Cl r*^ 

00 co' •^' 

— u'3 -« 



Cl co 

co Cl 

Cl r* 

• • 



o o « 

co ^ 00 

— « co r^ 

• • 

^ CVI 



1 
oe 



^ lO 



c^i 1-^ O: 

Cl ^ O 

'^. P 1 
lO ^ ci 

Cl 

co 



»0>0>pcor^r^OcoOCcoooi'*cotC | oc 

00'— '^^"-^CO^O^-^OO^^O-^f^ I c 



co ^^ 



co o a^ 

^ Cl 



•^ O 



o Cl 

CI 

Cl 



X- 
CI 



ic X a^ lO co co lO »o Tf X Tf I-* 
r^cor^—iiOOOO^coo^l"^ 
^ O^ iC >o r~^ --< o o -^ I- o 

06 lO Cl 0>- ^ só C> c-i 

C^ lO -I' Cl — 

o X 



^ CO Cl X Cl •'I- - . 
X X lO l^ o >n: Cl 
u~ •— r-* 30 O O Cl 

lO có O 

Cl co — 

I-* 



Cl — 



o 

łT; 



Cl 



c 



I? 



co 

tO Cl 

ci 

co 



lO 



o 



I I 



o co o -t 

O lO 'I- uO 

I-* ^ X O 

• • • 

— « Cl Cl 



I"* 

O 

I-O 
Cl 



O^ «0 o »*'5 Cl ifl lO c^ 

8—^ o "ł" o o X X 
X — o o X o c> 

• ••••••■ 

coO^^+r^coiO-^ _ 
^co^-i^-^i-ci — lO 

r«» a« Cl ^ «-• -^ 

«h Ck 0^ 

^ 00 00 



Cl o 



o 

co 

Cl 



o ic co o 
o tr) z> — 
\o o ^ X 



o 1^ o Cl 

X o 



^ . . co o Cl 

C> x> 00 



1 Cl X ic C — 

8ic -^ O — 
»-i — ^ t— 1 it: 

'f c- — 

Cl 

r^ Cl o o iT 
I"* -^ i>- C^ I iT 

CN O^ 't X 

o* vd n- c 1 

'I- Cl 



Cl o Cl lO o C^ o Cl 

X co o ^ X ■^- «-• i'"^ 



o Cl »C Cl >0 

»}■ r^ Cl X — ^ 

O — Cl Cl ^ 



lO Cl X O^ 

o 'I- r^ Cl 

•^ o ^ 



X 



o ^ ^^ lO 

co 



o o 

X r^ 



X X 

p o 
có 16 



co co 

x' co 



I i 



^C0"^-"^-Ot^O?0l'*l-'l^'^CI 

^ "^ o iO i~ "^ X >C o "^ — ' X Cl 

— I Cl X iC o co o Cl Cl o 1- |-» 



Q o i.O 
O^ iC 1^ 

co o 



^1 ^ 



!-» Cl X 



co X 

I-* ^^ 

tc d 

TT CO 



Cl Cl 

Cl co 

co I- 

Cl 



— X 
Cl Cl 

o o 

Cl 






o X X O Cl 

Cl a^ o ł 

00 00 •«*; 

co '^ »c ci ci o 

O X — ' I- -^ co 
X O »C Cl 

»o Cl o 

<«^ lO o >Ó 't ! 

"«i- 't nC 1-^ CO I 
1^ I"* co "^^ X 



o Cl o co to o co Cl Q I-* X o r^ X Cl «— 

l-C0OXXClX— 'O— ''tCliO'1- — 1^ 
-^ o X I-* co ii^ X X 3 O^ o iC ^* I" i~ 



^ o -^ co Cl 

i.t- lO r*- O^ r^ 



M sO 1^ 
Cl ^ 
lO 



^ Cl 



co >0 — ' o 
C> 'I- Cl I-* 
o Cl — ' 



Cl 



v> co 

X o 

Cl 



n 

X 






X 

co 



X 

Cl 



c 

O) 



o 

■N 



c 



rt i2 -ss .^ i: - ^ -^ 



c 



>. 

u o o 



o 

B 



o 

i-* 

t/3 
C3 



. _. . —. —Ł —t —t ^-^ •— « "^ 1 <^ I 








o"2 










M5 


tfj C 




• -^ 


.„„ 


«Ni« 




^s 


>,-5 


C3 


V-' 


•^-2 
>'.'^ 


C 




a:x; 


^*^ 


n:-n: 



ri Cl 



II I 






ibo^CTJiCc^r^rló^ 



ca II I fi£:: 



^■oooar^fłrł?Om>oO'^lc'łOr^ili--ol ' 1:^^ 
^ -ł o o DO — -T Tf o O p q S ■n "=0 Q 11 

f-~co"Q ^-Oic-łfjwo^o it-i-oo I 00 in~^ i i"^i -J 

r- ■* 5- in O' n (>~Q"o to m^"!-! 1 c>~Q~c3~~i~n~^ ii I — " 



' ' ' 'iSSSis2l'Hsi5il|is' '^'' 



IS22SSRS t2SSS"SSES8""8 18 1 l=2"S 



I £ IS I I 1 I SiSSSg8;r;5" | 



I I I I I I I I I I N 



'&oS.'2-^ i£ a -^ :5 E^ i <r^ 



192 

W Anglii w okresie 10-letnim (1785 — 1794), pomimo 
niepomyślnych lat 1785, 1787, 1788, w których bilans han- 
dlowy zamykał się deficytem, przeciętna przewyźka wywozu 
nad przywozem ogólnym wyniosła 1,099.596 funt. sterl., czyli 
złp. 43,726.268, zaś przewyźka wyprowadzonych produktów 
i fabrykatów W. Brytanii nad przywozem zagranicznym do 
samej Brytanii 1,309.612 funt. sterl., czyli złp. 52,077.713 
rocznie *). 

We Francyi w roku 1787 przewyźka wywozu ocenioną 
była na 44,500.000, a w 1789 na 36,000.000 liwrów, to jest 
71,582.000 i 57,909.000 złp. **). 

W okresie czwartym ułożenie jakiegokolwiek bilansu 
jest niemożliwe z powodu zaburzeń wojennych i rozprzężenia 
władz rządowych. Łatwo przecież domyślać się możemy, iż 
o zysku z handlu zagranicznego nie może być mowy po 
bankructwach z r. 1793 sześciu firm bankierskich: Teppera, 
Szulca, Prota Potockiego, Kabryta, Łyszkowskiego i Heyzlera. 
Z ostatecznego wypadku likwidacyi, zakończonej przez Wspól- 
ną Komisyę Trzech Dworów wiatach 1801 — 1803, dowiadu- 
jemy się, że pasywa czterech bankierów wynosiły 159,623.405 
złp., to jest podług stopy 19 złp. na 1 czer. złoty. 



Nr. 121. 

151,630.180 złp. stopy 18-zlotowej. 

Lubo nie znamy ogólnej sumy deficytu wszystkich 6ciu 
banków, domyślamy się jednak, że po strąceniu aktywów de- 
ficyt ogólny wynieść musiał przynajmniej 28 milionów zip., 
ale przed likwidacyą dla wierzycieli z lat 1793 i 1793 zaha— 



*) Tookc: Thoughts a Details of Ihe high and Iow prices Apperm 
dix to Part II, nr. 1. 

**) Be er: Historya Handlu tłum. rosyjskie II, 244. Sybel: Gcscł^ 
der Revol. I, 32. 



Monety Twybite wr mennioacŁi 
za StaniiUwa Augutta. 

s :^ E B lą N E. 





SO. SwnzIotiiwkK (J. S. — Juet Sch»ed«r> 





21. PólUlaiek (T. 8. ^Foderjk Sjlm) 



ifJ)) 




Druk. Artyit B. 8ikonU*c« 



Monety nrybite tx mentiicaoli 

za StamiKława Auguita. 

S 1$ E B 1$ X R. 




la Mrtąk gUdaki (R. E. OE ^Etraim ErenoJ 




nrak. Attyit. B. Sikonklsso 



Moiiety nrybite nr nieni^ioacł) 
M Stailtłaiia Aa|i«la. 

26 Czerwony cłoty (A. P. ^ Antoni Partenstelii) 




Czerwony złoty póKoraciny 




27. Cwrwony iloty potrójny 





38. Curwony złoty tcurlandikl 



Drak. Ar^t 8 SłkaiBkUro 



i 



«• 



*:':**■ •• ** ••7*1 A ,••;■ j , 



h' 



Monety wybite mt mennicach 
M Slaniitaira AsgatU. 

UIRUZIAN^H. 



Sael4g (G. = Gartcnb«rg>. 








Groai V. G. ^von Gartenberg) 



Drak Artr»t 8. Wkonkljco 



Monety vrybite vr meiuiłoaoli 
ta Ituittam AifMta. 





i. CrOH &. CwEfraloi Braan) 





a l^ojik (O. = Garttobwg) 





7. Trojak (E. a =- Efrmim Breon) 



I. M4* Pofakł T.KonoM 
Da ite. m t. U-cfc 



. Drak. Artjit S SlkonUwo 



I' 



u : ^- .' 



. ł 



• •• - 



Monety urybite -w mennlcad) 

» 8lui8taw« Augusta. 

S I^ B B R I>J B. 




14. Dzle8lfviogroaiówka (E. B. == Efraim Brenn) 

Drak. Artyit. 9. Słkonki*^. 



lUonety urybite Tar mei]i)lcacl| 
zt Staniiława Aa|ii)t«. 

a r< E B I? N E. 





«. Pólilotek (F. 8. => Frydurk SjliM 





IS. ZtoMwkft <F. S. = Fiydeiyk Sylm) 




17. ZtotówkK (E. B. = E&alm Breon) 




18. afltdwka (U, V. = 



19. aotiwk* (M. V. = 

Monę tarł ft Versovieiis) 



Drak. Ar^it. 6. SlkaiiUtgo 



193 

czoną była cała masa pasywów i społeczeństwo utraciło od- 
razo sto I<ill<adziesiąt milionów zip. na upadłości banków *). 
Po długich latacłi oczelciwania wierzyciele odzyskali podobno 
nie więcej nad dwudziestą część kapitału, a niektórzy, miano- 
wicie Prota Potockiego, po latacłi 60-ciu nie mogli się jeszcze 
doczekać rezultatu likwidacyi **). Gdy zaś doliczymy długi 
Stanisława Augusta, to się utworzy taka masa, że musiała 
pocłiłonąć wszelkie bieżące zyski handlu zagranicznego. Więc 
powstanie Kościuszkowskie mogło czerpać zasoby pieniężne 
chj^ba z dawnych oszczędności. 

43. Przed zamknięciem niniejszego rozdziału możemy 
jeszcze spytać: ile i jakiej monety krążyło w Polsce? Pytanie 



*) w księgach rzeczonej Komisyi W'spólnej Trzech Dworów do 

upadłych banków znajdujemy ostateczną dystrybucyę mas w następnych bi- 

Iraisach: 

dukatów złp. gr. 

Tepperowska (1802) była winna 3,288.310 12 13 

miała fundusze. . . . 1,4(J6.435 14 10',.,, 

zostaje dłużna .... 2,2r)0.281 1 10 

ma na to 1,204.087 lu 10 

Orafa Prota Potockiego (1803) pozostaje winna . . 1,311.348 S 16 

ma 854.51' 7 13 2 

I-^ierwotnie zaś (1793) była winna 69,507.330 złp. 

Cabrita winna 1,170.115 10 19 

miała funduszu. . . . l,«)3(.).80l 1 27 
lecz przez różne kombi- 
nacye z masą ogólną 
upadłości zostaje dłu- 
żną 512. 17S 
ma na to 720.8*29 

Szulca dłużna JS4.52<) 

ma na to .S*^). I6S 13 3 

Uwaga: czerwone złote rachowano tu podlui; stopy l'> złp. na 1 du 
kat. Podane przez Kraszę wąskiego w Polsce w trzech rozbiorach dwo- 
jakie liczby (III, 317 i 393) nie są dokładne. 

**) Dembowski Leon: Pamiętniki w .Ateneum 18S2 roku, maj 
str. 299. 

Wewnętnne dzieje Polski Korzona. — T. II. 13 



takie ma tern większe znaczenie, iż kredyt owoczesny ogn 
niczał się wyłącznie prawie do weksli, iż papiery publiczn ^ 
nie istniały prawie, jak to wykażemy niżej, a zatem społ^ 
czeństwo posługiwać się musiało tylko gotowizną. 

Po pracowitych badaniach Czackiego, który jako 
członek Komisyi Skarbu Koronnego rozrządzał dokumentami 
urzędowymi, oraz po jasnej, treściwej i ze wszech miar zna- 
komitej rozprawie Lelewela, przedrukowanej w tomie V 
edycyi Żupańskiego, nie widzimy potrzeby traktować tu kwe- 
styi o monecie polskiej ze stanowiska numizmatycznego, te- 
chnicznego i historycznego. Szukaliśmy tylko wskazówek, 
o ile stan monetarny zadawalnial potrzeby gospodarstwa spo- 
łecznego Polski w badanej epoce. 

Historya powszechna świadczy, iż wszystkie gatunki 
monet z biegiem czasu zmniejszały się w swojej wartości 
skutkiem fałszowania, dokonywanego w mennicach gwoli po- 
większenia dochodów bez nakładania nowego podatku. W Pol- 
sce denar, niegdyś za Piastów główna jednostka monetarna, 
potomek rzymskiego denara, zawierający w sobie srebra na 
jakich 18 groszy, zmalał w wieku XVIII do Vi8 grosza i stał 
się maluczką monetą zdawkową, miedziakiem; utrzymywał 
się jednak, dzięki szczególnemu konserwatyzmowi Polaków, 
jeśli nie w obrotach kupieckich to w rachunkach skarbowych. 
W naszych obliczeniach już nie ma znaczenia i będziemy go 
pomijali. Grosz, odbity pierwotnie w Pradze Czeskiej w r. 
1300 i wprowadzony do Polski przez króla Wacława, wart 
był przeszło 40 groszy z epoki Stanisława Augusta, bo sta- 
nowił '/^^^ część grzywny kolońskiej srebra. W epoce, którą 
się zajmujemy, jest on miedziakiem wartości Yso złotego; kur- 
sują wszakże grosze srebrne czyli szóstaki, wartości 7\/j3 gr. 
miedzianych. Złoty, ukazujący się w rachunkach skarbowych 
na początku wieku XVI, był zrazu monetą złotą vy rzeczy- 
wistości i odpowiadał mniej więcej dukatowi (florenckiemu, 
ztąd nazwa florenu), przeistoczył się rychło, bo już w poło- 
wie XVII wieku na monetę srebrną wartości 30 groszj^ ale 
otrzymał nazwę tynfa od nazwiska An. Tiimpe, myncarza 



1"! " 

z :zi>x Jar.a Kaziniierza. Ale tvr.:V r.arv?v sv^Me r\\:!i\^ 

:!e 5ia.\-.-. z-:* i^i razu ryK* falszowar.c. nawet ra \vicv:.M 

• • • • • 

^'rr..:, l-c::r/ wśr-.si sru>ro>zeń \vo'"enr.vch i:\va::a; taki J.oclwi 
T.er.r.:cz.-:v z2l dobre źródło do zasilenia \v\\:icńczon.C:;o ska:- 
^\i. Szk>dlr.ve skutki nieuczciwych ivch o:^eracv! dał\ s:o 
z czasem uczuć b^jleśnie i sejm z roku 1717 zabrał si^^ do 
re:orxv: oznaczył wartość tvn:a na cros;:v .>S i ut\vor.*\l 
i>^C5Z0'Ay złoty z oznaczeniem stosunku do c/orwoncco 
złotego, czyli dukata jak 1 : 1>>. 

Zda-e sie, że ów złoty nie był moneta realna, ;'.o mor.- 
rica \vVci'ała zawsze tynfy i szóstaki, że m^* i:..\\va;. o t\ Iko 
w rachubie * \ 

Były leż w\'bijane talary i o r t \- srebrne. 

F^rzeniesienie mennicy do Drezna przez Aui^usia 11 Sa<a 
nie poprawiło sprawy: wybito blizko UO mil. podłui; >lopy 
Jana Kazimierza i Jana III: nie była to dobra moneta: alo 
najfatalniejszą epoką stały się czasy wojny sicdmiolcinioj, i;vi\- 
f^ndenk II. opanowawszy Saksonię i znalazls.y tam niLii- 
nicę polską, osadził zaraz żyda berlińskioŁ;o l''tVaiina i ka/ał 
niu bić fałszywą monetę, gorszą jcszc;'.e oy.\ popr/odnioj /. po- 
piersiem Agusta IIL dla użytku Polski: p<.>tcm ::alo::ył dv\\i\:\ 
podobną fabrykę we Wrocławiu. Wprowaduiono \\i^*c vlo 
Polski w latacti 1757 — 176^> mn(')stwo lichych ansuiMcHlmow, 
-Szostaków, groszy i tynfów zwanych „bakami". llo>c icj 



*'\ Ganiąc tę reformę, Borch, woj owo. la inilatK-ki a ;-.;ir.i..ciii kiiii:i 

**fz mcnniczny, mówił na sejmie dnia k 11 ITon n)kii. «iulyl\\ kłusiuu 

^y^ 2 r. 1707... zostawiła była tynfowi iriii^ złotego, :aku' lyiU dn k" aMi 

^J konstytucyi nosił, czego jest d(nv<)Jom napis XXX i;i o>>ł)runi n.i iNii- 

•^ł^h Kazimierzowskich... tern samem cała j-rawic w tej iii<tnvvMi- iNlini. lu- 

fctur idealitas, bo w 18-tu tynlach hylhy walor J\v.k'!i talarów... 1 oo/. 

$^y taż konst\'tucya, uformowawszy złoly idealny, jakin-o do o\vci',o e/asw 

Polsita nic miała, tynfowi 8 groszy przydała, zo.st iwila tym Sj^t».stilHMii is 

złotym blisko 4 tynfów waloru idealnego (JiS -.^ is ns I gros;«ini, to jisi 

o W grosze więcej nad 18 złotych) przeciw szacunkowi wewti^trzneniii, 

czewoncgo złotego. „Idcam pro realitale brać byliśrny obliL^ouani"* (Dya- 

ryusz 1766, karta b). 



fałszywej monety obliczano później na 85,000.0C)(), r 
200,000.000, a ktoś nawet w samych tynfach na 400,000.0C 
zł. *). Z historyi handlu powszechnego wiadomo, że ta op 
racya Fryderyka II, która zresztą rozciągała się i na monę 
własną pruską, oraz na monety innych krajów niemieckie 
sprowadziła ciężkie przesilenie finansowe Hamburskie z ro 
1763 **). Niemniej musiała cierpieć i Polska, jak widać z ue 
wersału Teodora Wessla, podskarbiego w. k., z dnia 12 sie 



pnia r. 1761***). Dygnitarz ten, supremus rei monetari. 
praefectus, zaznacza podrożenie nieznośne wszystkich rzec: 
kłótnia po miastach, targach i gościńcach, zaboje, a ztąd n: 
skończone procesy; dla zaradzenia temu oznacza kurs 
rozmaitych monet. Spis jest tak długi, cechy wymienione t. 
liczne, że chyba numizmatyk uczony, albo biegły w sw>' 
fachu kupiec potrafił się uchronić pomyłki: 3 kategorye tyn- 
fów miały być rachowane po 35 groszy, jedna po 33, jednak 
po 30, „więcej niż kilkanaście gatunków imitowanych saskicłi ^ 
tynfów" po gr. 15 etc. Czerwony złoty, podług konstytucyi 
r. 1717, przywrócony do waloru 18 zł. 

Jedną z pierwszych czynności Stanisława Augusta, po 
wstąpieniu na tron, było otrzymanie napowrót od sejmu pra- 
wa (jus cudendae moneta e), ustąpionego niegdyś Rze- 
czypospolitej od Zygmunta III, i urządzenie mennicy. „Nie li- 
towaliśmy zatem dalszej pracy i znacznych nakładów dla spro- 
wadzenia z cudzych krajów ludzi umiejętnych i wszelkiego 
gatunku rzemieślników, owszem, cum s a c r i fi c i o należących 



•) Tam. Hist. Pol. 1784, sir. 190 i 150; Stanisław August, po- 
dając ilość monety, puszczonej przez Fryderyka U, na 200 milionów, wj'- 
jaśnia zarazem łatwość rozpowszechnienia się w Polsce tern, że na mocy 
traktatu Welawskiego elektorowie brandeburscy mieli prawo i bili rzeczy- 
wiście tynfy i szostaki z napisami polskiemi (I\amictniki tłóm. Bronisł. 
Zaleskiego 1870, wyd. Kraszewski II, 244). 

*•) Wirth: „Geschichte der Handelskriscn, 1874, str. 70, 74. 

•"") Druk, znajdujący się w Fiibl. Tniwersyt. Warsz. Publicz. Inne 
wylicza Czacki O. P. i L. P. 1, 171. 



1^^ 

nam e X j u r e m o n e t a n d i p o ż y t kó w postaraliśmy się 
zafundować porządną do prędkiego opatrzenia kraju nowcnii 
pieniędzmi zdatną i w niczem najlepszym w Europie nie ustę- 
pującą mennicę". Pochwalając to urządzenie, sejm z r. IToc* 
oznaczył zarazem stopę menniczną: po zip. 80 z jednej grz>-w- 
ny kolońskiej feinu srebra i około * ._, funta) czyli po Im* , zip. 
na 1 czerwony złoty próby i wagi holenderskiej; talari»w zaś 
10 kazano bić z tej samej grzywny, a więc 1 talar miał za- 
wierać 8 złp. Złoty dzielił się na 4 grosze srebrne i na M 
groszy miedzianych, któr\'ch 120 miało się wybijać z funta 
miedzi *'». Kanclerz Zamoyski, wyjaśniając, że stopa ta jest 
zgodna ze stopą Cesarstwa niemieckiego lad ligam Im per i i\ 
Wnurzał najlepsze co do przyszłości nadzieje. „Proporcwi 
między złotem a srebrem jest zachowana tak dalece. ::c ku- 
pcom będzie za jedno, czyli zlotem, czyli srebrem za r.asze 
płacić towary, a tak na obydwóch metalach nam zb\'wac nie 
może **)*■. Wszystkie tynfy i baki były odtąd wycofane 
z obiegu i przetapiane w mennicy na nową miMietę. 

Nie ziściły się jednak świetne nadzieje. Komisyc Skar- 

*^^^'a i Menniczną natratiają wciąż na nowe truJności i kło- 

P*^^y. o czem świadczy mnó^twt^ wydawanych. uniwcr>a!nw; 

^^'^ymuje się w użyciu dawna rachuba ipo is zip. na 1 c;:cr. 

'^'•' skarb nawet w swoich księgach kasowych prowadzi 

^^^'oistą rachubę — dawną i nową podług redukc\'i; nowa mp- 

"^^ srebrna okazała się nie tylk(j dobra, ale zbyt dobra, bo 

znikała szybko i wycliodzila za granicę. Podskarbi w. k. 

(Adam Poniński") w uniwersale swoini z d. ló marca 1 7.s7 r. 



*) yol. Leg. yil, fol. 4:»1, ^;r. 1*'/. 

**) Dvarvusz IT^jh, scsv;i XXyiI z dri;:! ^ 11 Uarta \\ \\\.:i\ky,c 
autorem stopy 1:80 był nic Z:ini(ły>ki, \cca rmr^li, wnicwuJ.i :i;:'iaiK'ki, 
P"tniejszy kanclerz, wbrew /Janin .\ii^u-;t:i .Mi»«^zynsUieiv», l'iiri:: a i iia.r- 
tenberga, którzy proponowali 1:^K ((.'zacki: o l.itcnsk. i I*. IVav ach 1, 
przypis 7). 



198 

wyznaje, że w ciągu 20-u lat wyszło z kraju 40 milionów 
złp. *). 

Nie było bodaj sejmu, na którymby ta sprawa mone- 
tarna nie wchodziła na stół, ale nie umiano zaradzić złemu. 
Dopiero w 1786 r. ucli walono zmniejszenie stopy do 83 i pół 
złp. z grzywny kolońskiej feinu, a tym sposobem przywrócono 
dawniej ustanowiony i uporczywie w powszeclinem użyciu 
utrzymujący się stosunek 18 złp. na 1 czerwony zloty. Po- 
dobnież wartość talara zniżono do 7 złp. gr. 25^'^ (16"/io 
z grzywny kol.). 

W końcu Rada Najw>'ższa Narodowa z woli Kościuszki, 
oświadczonej w obozie pod Winiarami d. 3 maja 1794, zmniej- 
sz3^ła jeszcze bardziej wartość złotego, kazała bowiem wybijać 
84 i pół zip. z grzywny kolońskiej **). 

Naturalnie, że Mennica, skupując monetę starą lub fał- 
szywą, płaciła taniej, żeby mogła pokryć koszta przebijania. 
Działalność jej aż do czerwca r. 1794 (kiedy stopa została 
zmniejszoną do 84 i pół złp. na grzywnę kolońską), okazuje się 
w następnycli cyfracłi, ułożonych przez Czackiego na 
podstawie raportów urzędowych i powtórzonych przez Lele- 
wela ***). 

Tab. 122. 

Wybito : 

Dukatów złotych talarów póltalarów złp. w groszacłi srebr. 

1766 do 1786 109.155 2,939.360 43,798.830 
1786 do 1 794 99.076 2,366.834 30,566.548 

Razem: 205.231 5,306.194 74,365.378 






') Uniwersał ten jest przedrukowany w Dz. Handl. 1787, str. 154. 
) Uniwersał z dnia 13/6 1794, w Gaz. Woln. Warszaw. Nr. 17. 
") Lelewel: O monecie polskiej w Polsce: Dzieje i Rzeczy jej V, 
285. Czacki: O Polskich i Lit. Pr. 1, 173, 176, 185, cyfra wybitej mie- 
dzi na str. 156, przypisek 3; cyfra dukatów poprawiona podług edycyi 
pierwszej z roku 18(K). 



f 



199 

Co do miedzi zaś, znajdujemy tylko cylrc ogólną z lat 
17 ryb — 1795, mianowicie 11,878.592 złp. 8'.^, gr. Men- 
nica kupowała miedź węgierską po cenie 17 '4 dukatów za 
cerntnar a 160 ft., w latach 1785 — 17<s6 miała zakontrakto- 
\v",einych po tejże cenie 2(X) cetnarów miedzi krajowej z Mie- 
dzianej Góry pod Kielcami; potem sprowadzała krążki czyste 
t>^z rauterowania i wyciskania stempli z l*'alunu od Szwedz- 
ie i ^ Kompanii Stora Kopparbergs Bergslags Aktiebolags, ktt')ra 
\\r r. 1791 dostarczyła 11.642 sztuk a 11,; gram wagi na 
tT-ojaki i 34.926 a 3.6 gram. wagi na groszaki *). 

Sprowadzając wszystkie poz\'cye podług podanycłi powy- 
żej dwócti gatunków stopy, otrz\'mamy na pierwszy 20 le- 
tni okres wartość wybitej monety polskiej, złotej i srebrnej, 
69,091.806 złp. a doliczając - ;, z całej masy miedzi wybitej 
w ciągu lat 30-tu mianowicie 7,919.0<S2 złp., utworzymy su- 
mę ogólną 77,010.868 złp., na drugi zaś okres w złocie 
i w srebrze 50,809.857 złp., a w miedzi proporcye S-lctnią 
3.167.025 złp. razem 53,977.482 złp , ogółem zaś w obu 
okresacłi wybito wszelkiej monety prawie KW,9S8.;:)50 złp. 
<lwoistej stopy. 

Po d. 13 czerwca 1794 podług nowej zmniejszonej sto- 
Py. zapewne do dnia upadku Warszawy, wybiła mennica: 



Tab. 123. 

<^zer\vonemi złotemi trzech gatunków na . . 60i>.432 złp. 

złotówkami 7,123.350 „ 

talarami 1.0^;6.432 ,, 

Razem .... N..S13220 „ 



*) O miedzi polskiej Protukiil Miedzianoy Gury, MS bibl. 

Uniw. Warsz. Nr. 734, o .szwedzkiej za-^ p()inf(irm<»\v.'il mię uprzejmie an- 

fykwaryusz Henryk Bukowski w liście z dnia 'J'> 12 iJS^u wedle ks.;[^ 

wymienionej Kompanii. Og«>lna wai^a krążków większych wynosiła 1 skop- 

pund— 2U lispundó\v=40t.> skolpunduw i tyleż waga og('tlna mniejszych. 



200 

Przypominamy nasamprzód, że według wspomnień W a — 
leryana Strojnowskiego (§. 37) na jarmarku Lwów — 
skim w roku 1768 było zebranycłi pieniędzy na 100 mi— 
lionów złp. 

W r. 1776 Jabłonowski, wojewoda poznański, mówił na. 
sejmie, że z wybitycłi do owego czasu 44,865.174 złp. 
trzecia część wykupiona, wiele pozostało w zabranycłi kra- 
jacłi, „że ledwo szósta część kursująca w kraju okazuje się**. 
Podług tego racliunku ilość gotowizny w Pcl^^oe wyniosłaby 
4,447.000 złp. 

Ale na tymże sejmie Małacliowski, pisarz w. k., poseł 
poznański, powiadał: „Jestto wyracłiowano, że dziś (w r. 1776) 
kursujący cłi w Polsce pieniędzy nie masz nad 15 milionów; 
około 7-miu za sól wycłiodzi, zostaje tylko 8 cyrkulujących, 
które gdy importatą raty której półrocznej do skarbu wpłyną, 
nic prawie nie zostanie w kraju do cyrkulowania. Nie przy- 
cłiodzi do kraju z Gdańska i innycłi importat jak blizko 4 
miliony, a że więcej za samą sól wycłiodzi, przeto wniosek 
nicocłiybny, że co rok mniej pieniędzy będzie w Polsce". 
Upraszał nawet, aby trzecia część podatku na wojsko była 
brana w ziarnie i innych produktach. 

W dalszym toku rozpraw król Stanisław August wszy- 
stkie te obrachowania i „racyonacye" nazwał „szczerą sup- 
pozycyą** i odmówił im wszelkiej wiary" *). Jakoż dowia- 



•) „Czczę ja osoby, których zdania wyrażały suppozycyę majątku 
narodowego, ale mogły się one omylić czyli w masie ogólnej, czyli w licz- 
bie kursujących pieniędzy. W innych krajach, gdzie jest więcej sposobno- 
ści do gruntownego w takich mater3'ach egzaminu, możnaby dokładniej po- 
wiedzieć, że jest lylo i lyle pieniędzy. U nas to jest szczerą suppozycyą, 
na którąby śmiało i przeciwne formować można. Gdyb}'m chciał argumen- 
tować z menniczych rachunków, wickszaby się daleko od 15tu milionów 
okazała suma, ale jako i to nie byłoby dowodną demonstracyą, tak zdaje 
się, że i tamte racyonacye nie są na swojem miejscu** (Dy ary us z 1776» 
sesya 27 z dnia 7/10 str. 'Jó7: głosy poprzednie tamże na scsyi 17, z dniu 
łV.9. Notaty generała brygady Wielkopol. w liibliot. Pamięt. i Podróży 
Kraszewskiego IV, 118). 



201 

dujeray się skądinąd, że na jarmarku w Poznaniu 1778 r. 
znajdowało się do wypożyczenia 160.000 dukat.=2,880.000 złp. 

Niepodpisany autor artykułu z Pamiętnika Hist. Polit., 
p- t- „Niedostatek pieniędzy w Polsce", pisanego w r. 1784, 
a w^iec przed reformą stopy monetarnej, mówiąc o wychodze- 
niu dobrej monety srebrnej, wnioskuje: ,,teraz jest chyba 
4- ,000000 zł.", a wniosek swój popiera on dowodem następu- 
jącym: „kiedy na ratę marcową, albo septembrową, zbiorą 
i oddadzą do skarbu podymne (2 i pół mil. półrocznie), to za- 
wsze dobra moneta srebrna tak zniknie, iż w wielu miejscach 
nie widać, jak tylko samą miedź i złoto cyrkulujące". Dalej, 
^^' ^^-''ielkopolsce płacą podatki wytartą polską monetą z Wro- 
cławia, nadpłacają po 2 grosze na jednym złotym, bo ?ą 
tylko złe pruskie pieniądze, których skarb koronny nie przNJ- 
"^"J^. Klęskę tę przypisuje autor prawu mennicznemu z r. 
^'^>y ponieważ z 10-ciu dobrych talarów bito 9, a nie z ^) u 
dzies^ięć^ jak w Austryi *). Na ten artykuł była odpowiedź 
ro\rr>ież bezimienna, w której tłómaczono trudności w wybo- 
^^ F*omiędzy stopami (Graumana i ad ligam Im per i i), oraz 
konieczność przyjmowania pruskich pieniędzy, z powodu zo- 
bow-j^zań traktatu Welawskiego, ale faktowi nie przeczono*"). 

Do jednakowych prawie wniosków przychodzi, albo 
wniosld poprzednie podziela (jeśli mu były znane) Sandomie- 
rzanin w r. 1786. W swoim projekcie o sposobach zbogace- 
nia Polski powiada on: za Augusta lii wykupiono dobrą mo- 
netę, a podłą za to dano około 85 mil. zip. i to takiej, że na 
tynfie było szkody podług redukcyi po groszy 'S), Za te- 
raźniejszego panowania wybito srebrnej dobrej monety 4i> i r('»r 
mil. złotych, na których jeszcze większą Polska ponosi szkodę. 
1)0 po wykupieniu onej towarami i su ftry nami (souverain'y >, 
już się ani cząstka srebrnej monety nie wróciła do Polski i na 
suffrynach tracić kraj musiał. Led\yo -I miliony teraz zostało 



♦) Pam. H. P. 1784, str. 1'>1, L">:>-''. 
**) Pam. H. P. 1784, sir. 4'yS— r»<>r.. 



srebrnej monety polskiej, miedzianej ledwo ó milionów jest 
w całej Polszczę. Podatku półrocznego około 8-miu milionów 
ztożyć potrzeba, i to złotą i srebrną monetą. Ludzi ma 
Polska około 10 milionów. Każdy z nicłi ma nieucłironne 
potrzeby i wydatki. Gdyby nie łiandel zbożowy wspomagał 
nas pieniędzmi, jużbyśmy dawno płakali na dobroć srebrnej 
naszej monety... Należałoby zrównać one z naj podlejszą 
pruską... Złota moneta ma walor zniżony do 16v^ złp., a za 
granicą idzie po 18 zip., więc ucieka z kraju" *). W rok pó- 
źniej, tenże Sandomierzanin powiększa trochę te cyfry, ale 
wnioski swoje utrzymuje i nawet zaostrza je: „od 1 stycznia 
r. 1766 wybito srebrnej monety złp. 45,474.402 i pół. Z wia- 
domości, które ma, wnosi taż mennica, iż 1) przez zabór 
kraju i z nicli pieniędzy, 2) przez przewagę zagranicznego 
liandlu od tylu lat, przez podstępy żydowskie i inne utraciła 
Polska srebrnej monety 7s wybitej, przeto dziś ledwie jej się 
znajduje w kraju złp. bfiA7A42^/^. Nie mamy podobnego do- 
niesienia o miedzianej monecie, przeto obracłiunek musimy 
czynić polityczny taki... wypada: 5,132.395 złp.; razem 
przeto 10,179.866. Choćby skarb na podatki samo odbierał 
złoto, tedy ludność Polski, wynosząca 12 milionów, całą tą 
masą nie może sprawić cyrkulacyi przyzwoitej... Cóż dopiero 
mówić, gdy podatek krajowy, do 20 mil. wynoszący na rok, 
rozeszle do Kamieńca Podolskiego na wojsko i wyda temuż 
w Warszawie; niż się rozejdą od nich te podatki, w^przód 
trzeba składać na drugie półrocze. Wszystko to dowodzi, że 
szczupła liczba polskich pieniędzy jest przyczyną niemałą, iź 
na aukcyą wojska pozwolić nie chcą, gdyż i ta garstka wojska 
kosztuje złp, 5,977.161" **l 

Podobnie biada Chełmianin w r. 1789: „Przyznajemy 
się do tego, lubo z naszym wstydem i szkodą, że ogół bo- 
gactwa krajowego nie przechodzi 40 milionów". Ponieważ 



') I)z. Handl. 1786, str. óOO-oOl'. 
**) Dz. Handl. 1787, str. 237—9. 



203 

iuaności rachuje sie S' mil., jedna rata po^aiki.»\v wv:"lo^i _'0 iv.il.. 

chociaż więc jest 3 mil. ludności nie mającej p:eni^dz\\ ws-iakiie 

2anim p«xlatki wrócą od wojska, pozostaje tylko po 4 /.Ip. na 

'^^esiąc na osobę * i. 

Nareszcie sam Switkowski -zapewne- w ,\\'\>:awie!uu 

P''-*Htvcznem Polski" w r. 17^3 powiada: ,Te -.^iMyciiNTA". 
^ . • « » • 

•^ ^tór}*ch biegli w rachunkach pł:)lityczn>'ch mini>tr«.»wie wr.ie- 

^-^j i doszli, że w Anglii r. 1773 znajdowało Mę pieniędzy w ::lo- 

^j<^ i srebrze 22 mil. funtów sterłingow. czyli sn.JAhajahO -jp.: 

^ We PYancyi jeszcze 1720, kieviy handel z koloniami nie 

^^'zbil się tak wysoko, jak teraz, by!o już cyrkulujacych pie- 

"i^vi2v na 2,CKX).0X) (X)0 liwrow coś zawiele, chvba razem 

^ papierami Law'a» są nam mocnym powodem do tego zda- 

^i-O-* że w Polszczę nie może być więcej w zlocie i srebr/.e pie- 

'^ i<?azv jak 80,000.CX)«J zip. **.. 

Poseł austryacki de Cache gani:\c w depes/A' do rządu 
^^^"ojego z d. 22 października 17ss r. uchwalę sejmu czierolet- 
n i te^o o armii stotysięcznej. twierdzi, że ..ilość monety będącej 
'^^^ r-^olsce nie przew>*ższa K.K) milion^^w inni ją p«>dają na 
■^ — 0>, nie ma więc żadnego stosunku między majątkiem kraju, 
^ "^^"ydatkiem na samą armię ""*). 

W końcu, marszałek sejmu czteroletniego Stanisław Ma- 

^^^^^howski oświadczył d. 20 października 17s^^ że lubo „(\^ól 

*^^^^hiodu skart>owego nie jest jeszcze dokładnie wiadomym. 

^^^^ wnosić można, że piątą część cyrkulując\cli pieniędzy 

^^rnować będzie *"***.). Nie wiemy, ile w«')wczas liczono dochodu 

^^^rbowego, nie możemy przeto wiedzieć z pewnością, jak 

^"^ielką była owa część piąta"' Na parę dni pr/.edtem Stroj- 

^^ Wski liczył nowouchwalonych pnd-tkow 10. a dawnych 

"^^ Koronie i Litwie 16, czyli razem 2'> inili«>::ow », jeśli Ma- 



") Dz. Handl. 17S*>, sir. 4'>'., pr/ypisck (c». 

**) Pam. Hist. Polit. ITSIi, sir. -is/,. 

***) Kalinka: Sejm ('zU'n»lLlni (KS^o) I, l.VS. 

*"*♦) Dz. Cz. S. O. W. scsya 17«j, Unia Jo In ITS'*. 

*****) Dz, Cz. .S. G. W. sosyii 174 z dni:i l'». 1". 



r 



204 

lachowski tę sumę miał na myśli, w takim razie liczył on 
„cyrkulujących w Polsce pieniędzy" około 130 milionów. 

A my cóż powiemy? Zajrzawszy do tablicy 122, zau- 
ważymy nasamprzód, że owe najniższe obrachowania wycho- 
dzą z mylnej informacyi co do ilości w>'bitej monety. Do r. 
1783 mennica wypuściła w istocie 43 '.'o mil., ale tylko w zło- 
tówkach i w mniejszych monetach; oprócz tej cyfry atoli 
ważną pozyc3^ę stanowią talary i półtalary, że nie wspomni- 
my o dukatach; chociażby więc wymienione urzędownie przez 
podskarbiego 40 mil. miały wyjść z kraju bez żadnej kom- 
pensaty kruszcowej na same tylko zagraniczne towary (czego 
nawet Sandomiei^zanin nie twierdzi), to i tak jeszcze pozo- 
stawałoby nie 4, ale przeszło 6 mil. srebrnej monety polskiej 
na r. 1786, a następnie z każdym rokiem stosunek ten mu- 
siałby się poprawiać skutkiem nieustannego działania mennicy 
i zredukowania stopy. 

Powtóre, nie powinniśmy spuszczać z uwagi faktu, źe 
moneta srebrna polska nie była jedj^nym znakiem vvymianj\ 
krążyło bowiem w Polsce mnóstwo monet zagranicznych. Nie 
wchodzimy w roztrząsanie kwesty i: czy nie ponosił naród, 
a szczególnie klasy nieoświeconc strat, przyjmując różnorodne 
pieniądze, których wartości dokładnie znać było niepodobna, 
oraz czy mogła Komisya Menniczna zaspokoić potrzeby han- 
dlu wewnętrznego monetą krajową, nie mając kopalni srebra 
ani złota i zakupując te kruszce a nawet miedź za granicą 
jako towar? Poprzestajemy na zaznaczeniu samego faktu, że 
obcej monety krążyło dużo. 

O.erwony złoty czyli dukat, szczególnie holenderski, stał 
się niemal ^monetą krajową, gdyż nim się handel prowadzi, 
dobra i arendy płacą, kapitały zbierają". Od czasów Augusta 
III-go we wszelkich transakcyach wieczystych używają się 
v\'yłącznie czer. złote holenderskie jako moneta niezmienna, 
gdy inne. a szczególnie srebrne stały się niepewnemi co do 
swej wewnętrznej wartości. Kasy bankierów właśnie napeł- 



2o:> 

niune byty woreczkami po 300 dukatów *\ Z uniwersału Ko- 
misy! Skarbowej Kor. z d. '29 kwietnia 17t)7 r.. przekony- 
^vaaiy się, że w obiegu znajdowało si«^ monet zagranicznych 
3<J gatunków srebrnych i J4 złotych, niektóre aż z X\'II 
^vieku. Znajdujemy tu i holenderskie Abert-talery od r. 171*0 
(P^^ złp. S gr. 10) i hiszpańskie talery od r. lólM ipo zip. 
' gr. 24) i nowe hiszpańskie, oraz amerykańskie talery (po 
2^- 8 gr. 16) i stare lod r. l')44ł. oraz nowsze irancuskie ta- 
^^0' (po zł. 8 gr. 12 albo po zip. 9 gr. h\ i duńskie, szwedzkie 
^ nowe tureckie Izelato, i raguzańskie. i ruble w pięciu ga- 
^i^nkach (wartości stosownie do roku (;d z!p. 7 lt. O do zip. 
^ v^T-. 5), nareszcie dawne polskie talery od r. l')20 i nawe- 
O'n/3', zredukowane do jednakowej wartości izlp. 1 gr. ^) *^ '^. 
*^ oj ewództwo Braclawskie w r. 17W(.) by!o napełni* »ne moneta 
ros3,-jską, tak, że za dukata w zlocie dawano po 2.') zip. mit- 
^ziE^. Na Rusi i Ukrainie wchodziła już w zwyczaj rachuba 
^a ruble. Wyjechawszy kilka mil za Warszawo, już siv' 

P^^^^lciej monety nie zobaczy, tylko prusk:\, jak p'»wiadal wo- 
jew^oda mazowiecki, Małachowski***). Sand<>mierzanin wyznaje, 
2t -s^amiast wykupywanej polskiej monety wchodziły „suiTr}- 
"y *^ czyli suweryny. W istocie w spisie złotej mi^nuty znaj- 
^"J ^^my owe suiTryn}- (souverain> d'or' w dwóch gauin- 
^'^'^^^^ Fi: hiszpańskie z r. 1664 po 'M złp. i austryackie z r. 177w 
P^ 2łp. 51 gr. 12, a nadto czcrwt)ne zlotc szwedzkie. rz\-mskie. 



•) Pam. Hist. Polit. 17V7, 11^. Mj-icr: l^-t.Uka -ii. WjiIs::,.- 
sir. 33. Czacki o Litowskicii i l'łi!sk;v:ii Praw.icli I, ITS. 

**; Uniwersał ten znajJiiio r,:\.' nic'. \'.":i) w I' rot. I{'.;. .•/•.■ i w 1^:. 
H r* j j - 

*^"1JI. 1787, str. 617; poJa|ciiiv / :Y-jvn i.,>i:j; :<..• -i.^: '.•.•:.. ■■v.'.;;v;vj t.;.i 
rar-i ^^. ... ■ , . 

■ic wizerunkami wsz\'slkich ■.v\-ni. .■•;.. -n-. oi; ni. .:.■<.•:; vi;i;s-v ci-i-.: l.;!^ :j 

^ ^vóch pierwszych zeszylciw zii-ki: 17^'. 

***) Rotmistrz Buc/.ack. /: puJ i '.j-a-oI- -.•/.'.• 'mi.I: . ż^- ,-.vi l^i'i--\ ,• 'r/... ;• . 

^^^ ■*^ić po 9 i 10 rubli, kturś (>-\.\->/..\, /.-c .-iioj ;;.r':;. J-.l^.i /.-ł i-''.<'i>;i j-;; .. 

^- Handl. 1790, sir. ''.'i. hi-j. ł.;:v:i. .^. i.. W. s^-wł _J^ ; ć.\..\ i '^ 

*"J, głos Grocholskiego, Cia/. Nar-. v < >. s..-^\'.i ł".'« ;: Jn.a 1 ' ' l.''l. 

^^"■^ 304. 



i 



206 

moskiewskie, (po złp. 16 gr. 8) duńskie, francuskie, pistole 
hiszpańskie, frydrychsdory pruskie, nareszcie imperj^ały mo- 
skiewskie (po 10 rubli=złp. 59 gr. 6). 

Czemżeby zresztą zapłacił np. Ogiński, miecznik litew- 
ski, Radziwiłłowi sumę 3,500.000 złp. za ekonomię Wileńską 
od niego nabytą? Jakimiż pieniędzmi wypłacał Butrymowicz 
łietmanowi Ogińskiemu intratę z dóbr Pińskicłi, podniesioną 
do 300.000 złp. rocznie? *). 

Ile mianowicie krążyło każdego z owycłi 54 gatunków 
monet zagranicznycłi? W r. 1791 Moszyński, znany statj^- 
styk, mówił, że ówczesna wojna turecka wprowadziła „wię- 
cej jak 20 milionów dobrych cesarskich pieniędzy" **). Ale 
to jest jedyna wskazówka, jaką napotkaliśmy w materyałach 
naszych. Wystarcza ona t3'lko do utworzenia domysłu, że 
ilość i wartość wszystkich pieniędzy zagranicznych musiała 
być większą od całej masy pieniędzy krajowych. 

Dokładne obliczenie ilości monety, krążącej w jakiem- 
kolwiek państwie, dziś jeszcze jest rzeczą niemożliwą, jak 
wyznaje Chevalier, poważny specyalista, który się sprawami 
monetarnemi zajmował ***^); o ileż trudniejszem staje się za- 
danie takie w XVIII wieku! Ponieważ jednak lepsze są kom- 
binacye hypotetyczne i pojęcia prawdopodobne, niż żadne, od- 
ważymy się przeto nakreślić zar3's następujący: 

Ilość i wartość monety w Polsce nie mogła być stałą 
i niezawodnie podlegała silnemu falowaniu na przestrzeni ba- 



*) Dz. Handl. 1790. str. ^7 i 1786, str. 393. 

''*) Gaz. Nar. y Obca, scsya 4óó z dnia 26/9 1791, str. 312. 

***) On nc sait pas exactement, ciuclle est la quantite de monnaie 
qui existc chez chaąuc peiiple: on connait Ires hien la quantite de chaąue 
cspece dc pieoes qui sort dc la presse monetairc. mais la proportion de 
monnaie qui rcstc en chaque pa3's est bien aii dessous. Unc portion de 
monnayage est exportec commc lingots et ra dans d*autrcs etats rccevoir 
soit une nouvelle fr)rmc monetaire, soit iine autre destination. (Dictiomiairc 
de rEconomic I*olitique. Coquclin et (iuillaumin Bruxclles 18r)4, Mon- 
naie II p. 234). 



5k' 



TH: i^r-e 




ZMSjr/Z 



DrnkMida Artyi^onu Sattmhw Mkonkiapł. 



208 

uszczuploną tedy Polskę przypadało ze 200 mil.; utrzymywa- 
nie wojsk cudzoziemskich, zmniejszony wywóz, niskie ceny 
zagraniczne i polityka Fryderyka II — wszystko to wprowa- 
dzało defic3^t do bilansu handlowego Polski, który w ciągu 
dwóch tylko lat 1776 i 1777 był obliczony w samej Koronie 
na 44 mil. zip. i musiał być pokr3'wany nawet monetą kra- 
jową, wybijaną podług stopy niewłaściwej, bo zbyt dla spe- 
kulantów zagranicznych ponętnej. Nie dziw tedy, że jeszcze 
w latach 1784 i 1786 mogli korespondenci Pamiętnika Histo-^ 
rycznego i Dziennika Jrlandlowego skarżyć się na brak monety 
obiegowej, lubo nie wierzymy, aby cały zasób srebra zmniej- 
szył się do 6, czy do 4-ch milionów, albo też „ogół bogac- 
twa krajowego** do 40 milionów. I toby już było rzeczą 
straszną, gdyby ogół monety z 200 milion, zszedł na jakich 
80 lub 70 skutkiem dopłat za towary zagraniczne. Nie za- 
wsze przecież dopłacano po 22 m. jak w roku 1776. 

W okresie sejmu czteroletniego stan monetarny popra- 
wił się znakomicie. NasamprzóJ co do monety krajowej, na- 
gromadziło się jej sporo skutkiem nieustannego działania men- 
nicy i poprawienia stopy w roku 1786. Wiemy z w>'kaz<')W 
urzędowych, iż do czerwca 1794 wybito prawie na 131 mil. 
złp.; oJciągając od tej sumy 43 i pół mil., które wyszły za 
granicę lub zostały przetopione przed rokiem 1787, otrzymamy 
pozostałość w cytrze N7 i pól mil. Korzystny bilans handlowy 
dostarczał z każdj^m rokiem nowycli transportowy monety za- 
granicznej, które jak wiemy z >? !»2, dochodzić mogły nawet 
do 30 mil. reprezentujących przewyżkę wywozu nad przywo- 
zem. Po kilku więc latacli pomyślnych, po wprowadzeniu 
wspominanych przez Moszyńskiego 20 mil. dobrj^ch 
cesarskich pieniędzy i mnóstwa rubli rosyjskich, na r. 1791 
musiało zebrać się przeszło 200 mil. złp. Toć cztery znacz- 
niejsze lirmy bankierskie rozrządzały najmniej 30 milionami: 
toć Potucki i Tepper mogli pożyc/.ać Skarbowi 5 mil. w cią- 
gu jednego 17'S9 r., nie przerywając innych swoich operacyj, 
a Kabr\l, I31anc, drugorzędni bankicrowie warszawsc}' i pro- 
wincyonalni. a Szmul Jakubowicz, żwizi berdyczowscy, kon- 



2il\ i^r-S 




TMsjuz 



DrolumU Artyitysnui Satnnloit Blkanhlago. 



i ■ 



/•■ . 



A>!-.\*>. 



•^ 



-I 



-4 

I 



f 



4 

.i 



.' .\ 



1 



■ / 



209 

tratemie kupieckie, czyliż mogły się obyv\ać bez znacznych 
zapasów gotowizn}'? Podatki doszły do 7)0 mil. na rok i były 
pobierane po większej części ratami półrocznemi; fabryki, pa 
nowie, szlacłita, duchowieństwo, każdy cztowiek zresztą, nie 
wyjmując chłopów, miał w ręku jakąś sumę pieniężną. Przy 
200 milionach monety obiegowej np. w r. 1791 wypadłoby 
na duszę zaledwo po 22 zip., czyli niespełna po 3 i pól ta- 
lary na rok; ta kwota chyba przy kilkakrotnym w ciągu roku 
obrocie mogłaby wystarczyć na opłacenie najniższych cen 
pracy ludzkiej (porównaj Nr. 81) parobka, rolnika pańszczy- 
źnianego, cieśli, żołnierza; a więc nie znamionuje bynajmniej 
zamożności, raczej wielki niedostatek, bo ilużto ludziom ubo- 
gim trzeba odebrać najnie.:hędniejszych złotówek, żeby się 
mogły zebrać setki tysięcy lub miliony w kufrach bankier- 
skich i pańskich? Sądzimy nawet, że przy powiększonej lu- 
dności i wszechstronnie objawiającem się ożywieniu wszyst- 
kich gałęzi pracy narodowej w okresie sejmu czteroletniego 
zasób monetarny powinien był znacznie przewyższyć przed- 
rozbiorową ilość 200 mil. i dosięgnąć przynajmniej jakich 2r)0 
mil. złp. I ta cyfra nie wydawała się już niemożliwą ludziom 
owoczesnym, skoro ją podawano przy domyślncm, lubo prze- 
sadnem szacowaniu upadłości bankierskich w roku 1793 *). 
Ogiński twierdzi nawet, że przed rokiem 1 792 nie było 
w Europie kraju, w krórymby się znajdowało więcej niż 
w Polsce kapitałów w monecie brzęczącej: wszędzie sypało się 
złoto i srebro (on regorgeait partout d'or et d'argent), a na 
kontraktach w Dubnie i Warszawie widziało się przcclit »dzą- 
cych przez kasy bankierskie i obywatelskiepo 2 do 3-ch milio- 
nów dukatów holenderskich w zlocie, to jest po 30 do 7)4- eh 
milionów złp. **). 



*) Kraszewski: Polska w trzech rozbiorach 111, 'A'>'A. 

**) Memoires de Michel (.>ftiński sur la Położne et Ics Polonais 
depuis 17S8 jusqu' a la fin de ISló. Paris lM'o 1, _'3r>. Katarzyna Kos- 
sakowska, kasztelanowa kamieńska, pisała do si«K">try swrjjej Puli^ckiej, ka- 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. II U 



210 

Jakim zasobem monetarnym rozrządzać mogło powsta- 
nie Kościuszkowskie? dociec niepodobna. Zapewne podane 
przez Czackiego ilości srebra i złota ogółem na 8,813.000 
byty wybite przed kapitulacyą Warszawy, możemy więc wi- 
dzieć w tej cyfrze pilną działalność mennicy, ale nie vviemj% 
ile postradała Polska na spowodowanej przez bankructwa rui- 
nie kredytu zagranicznego, oraz na katastrofie drugiego roz- 
bioru. Z wielu wszakże objawów wnosić wypada, że stan 
pieniężny kraju b}^ nader ciężki, nawet rozpaczliwy. Tenże 
powołany przed cliwilą Ogiński powiada: „że brak monety 
w kraju z dniem każdym coraz bardziej utrudniał opłatę po- 
datków *). 



Oglądając się ostatnim rzutem oka na te szeregi fak- 
tów, jakie się z kolei przesuwały przed nami w ciągu bada- 
nia szczegółowego, widzimy, że pomimo jednostronnych! i czę- 
stokroć błędnych! pojęć teoretycznych, pomimo uporczywego 
fizyokratyzmu profesorów i publicystów, w prakt^^ce życia 
handel doznawał opieki władz rządowych, rozwijał się i wzno- 
sił wśród niepomyślnych warunków zewnętrznych. Nie małe 
na tern polu zasługi położył Stanisław August, a może jeszcze 
większe Komisya Skarbu Koronnego. Dozór dróg i mostów, 
oczyszczanie rzek, przekopanie dwóch kanałów, zniesienie 
przywileju clowego szlachty, wytworzenie kredytu przez usta- 
wę wekslową i uregulowanie procedury w sprawach handlo- 
wych, troskliwość Komisyj Sarbowych o dogodności dla kup- 
ców, nareszcie zdjęcie ohydy ze stanu kupieckiego, wszystko 



sztelanowej l".vo\vskłcj dnia H i \1')J: „Powiadają, że Maciej Radziwiłł na 
wykupno wołyńskich dóbr przywiózł (do Dubna) 200.000 czer. złt. a xiqżę 
-\lcxandcr "»U<.).(>.K.> czer. złt. I^ickne to kontraktyl Nie miał tego ani Kac- 
per, ani Malcher, ani Baltazar, Trzej KnUowie** (Arch. hr. Stef. Potockiego 
w Rosi, teka lA). 

*; Memoires U, J3. 



i 



211 

to podniecało krajowców, zachęcało przybyszów cudzoziemców 
do działalności rucliliwej, jakiej od dawna już nie widziano 
w Polsce. Działalność ta była o tyle energiczną, że po upł\'- 
wie dziesiątka lat pokonała straszne skutki pierwszego roz- 
bioru i polityki pruskiej, że w epoce sejmu czteroletniego wy- 
dała korzystne bilanse łiandlowe i dostarczyła krajowi znacz- 
nych! stosunkowo zasobów monety. 

Nie mogła Polska wprawdzie doró\ynać bogactvyem An- 
glii, Holandyi, a nawet PYancyi, ale w stosunku do nędzy da- 
wniejszej uczyniła znaczny postęp ku zamożności. Wtedyto 
można było i należało stworzyć wielką instytucyę kredytową, 
np. Bank Narodowy, który swojemy operacyami mógłby po- 
troić zasoby pieniężne, krążące w postaci gotowizny lub vycksli 
prywatnych. Ale do założenia takiej instytucyi nie przyszło. 



ROZDZIAW V. 



Przemysł i sprawa miejska. 

Jeśli przy obfitych zapasach zbożowych i wysokich ce- 
nach zagranicznych bilanse handlowe Polski nie zawsze były 
dla niej korzystnemi; jeśli przy najmożniejszej opiece nad rohiic- 
twem i bezwzględnem wyzyskiwaniu pracy rolnika wszysc}' eko- 
nomiści i publicyści powtarzali jednogłośnie, że Polska jest 
krajem ubc^gim; że pieniądze w niej się utrzymać nie mogą; 
jeśli nie skutkowały tylekroć powtarzane prawa oszczędnicze: 
to musim}' szukać przyczyny dziwnego zjawiska, czyli raczej 
zawodu wszelkiej rachuby szlacheckiej w braku artykułów 
niezbędnych do zaspokojenia potrzeb społeczeństwa, w stałem 
żądaniu wielu art^-kulów z zagranicy, a więc w niedostatecz- 
ności produkcyi prrzemyslowej w kraju. Tę chorobę społeczną 
wybornie określił Ś w i t k o w s k i: „Naród polski... daje się, 
jak dziecię, nietylko rządzić innym narodom, ale też odziewać, 
napawać i wszelkiemi do życia i wygody potrzebami opa- 
trywać z niezmierną swą szkodą". Widzieliśmy w istocie 
(Tab. 121), że w r. 1792 Litwa łożyła wielkie sumy nie tylko 
na kramarszcz\'znę i towary modne, ale nawet na sprowadza- 
ne z zagranicy wełnę i sukno ordynaryjne. 

Poznajmyż bliżej tę chorobę i użyte na nią środki lecz- 
nicze. 



213 



44* Wiek XIX przyzwyczaił nas do szukania głó\vn}'ch 
ognisk działalności przemysłowej w miastacłi, w nich bowiem 
kupią się warsztaty rzemieślników i fabryki, a przynajmniej 
właściciele, założyciele, kierownic}' fabryk. Polska X\'III 
wieku odmienny pod tym względem przedstawia obraz, i tu 
wszakże stan miast wiele znaczy i wpływa na losy prze- 
mysłu. 

A więc od nicłi zaczynamy badanie. 

Gdy Stanisław August wstępował na tron, miasta polskie 
zostawały w pognębieniu politycznem już od lat dwustu, bo 
od śmierci ostatniego Jagiellona, od stu zaś lat, bo od strasz- 
nycłi wojen z czasów Jana Kazimierza, datowała się ich ruina 
materyalna. Najcięższe ciosy zadane były przez Szwedów 
podczas najazdów Karola X i XII. Kontry bucye i gwałty 
żołnierskie zulx)żył>' i rozproszyły ludność miejską; zarazy 
morowe (szczególnie 16r)6, 1662 i 1709 — 1712 r.) zmiatały 
ją dziesiątkami tysięcy, a bezrząd krajowy nie dopuścił jej 
podźwignąć się z niedoli i nędzy. Ślady tego upadku obja- 
wiają się na nielicznej ludności, jaka się okazywała przy 
pierwszych popisach z lat 1777 — 1786 "*); znajdziemy też 
potwierdzenie tego faktu w opisach szczegółowych, które ni- 
żej podamy. Przekonamy się niewątpliwie, że w epoce przed- 
rozbiorowej wszystkie miasta, nie wyjmując pierwszorzędnych: 
Lwowa, Krakowa, Lublina, Poznania, Piotrkowa, Kadomia, 
Kalisza, Wschowy, Warszawy w Koronie, oraz Wilna, (irodna, 
Mińska, Nowogródka, Witebska, Kowna, Brześcia na Litwie **), 
znajdowały się w nader smutnym stanie. Przy zagajeniu 
sejmu 1764 r. prymas mówił do senatu: .^Ozdoi^a królestwa. 



•) Patrz tablice 5<.) 1 51 oraz objaśnienia cl(» nich w ustępie ♦). 

§ 20. 

**) Te miasta wymieniane są zwykle w \V)1. Lcix. np. \'U, f. ^3, 
str. 44 i f. 151, str. 74. W roku 177.'. konstytucya sejmowa wymienia trzy 
tylko miasta ^większe" w Konmie: Krak(')W, Tnznnń i Wschowę (natural- 
nie, oprócz Warszawy). Vol. Leg. VIII, fol. 133, str. ss. 



214 

miasta — bez obywatelów i ci, którzy są, bez handlu, han 
bez korzyści, bo w rękach żydowskich; jednem słów* 
w miastach miast szukać potrzeba: co ulica to pole, co ry^r^ 
to pustki. JO. JW. mości panowie, w takim stanie rzeczp 
spolita się znajduje, w jakim nigdy nie była** *). Zres^ 
mamy niejedno urzędowe świadectwo owoczesnych konstyt 
cyj sejmowych, „że miasta dla różnych przyczyn, uciemięż 
nia i bezprawia do ostatniego przychodzą upadku, wniwec^ 
spustoszone i zniszczone** *'*). Bardziej energicznych wyrażę 
niepodobna już użyć w akcie urzędowym! 

A przecież był czas, kiedy te miasta budowały się 
wznosiły i kwitnęły. Nie miała wprawdzie Polska nigdy mias 
kolosalnych z ludnością krociową, bo takie miasta zaczęł} 
powstawać tylko na wielkich drogach morskich od czasu 
gdy się rozwinął handel na obu półkulach świata. Ale epok; 
Jagiellońska mogła się pochlubić wielką liczbą grodów o kilki 
lub kilkunastu tysiącach • mieszkańców, o kilkunastu cechacl 
rzemieślniczych, o dobrych zabudowaniach i bezpiecznyc! 
murach. Gościła w nich zamożność, która okazywała się n; 
zbytkownych strojach mieszczan i mieszczek. Wspomnieni; 
o tem przechowały się w żywej pamięci. M ę d r z e c k i woła 
„Jaka była ludność, jaka możność miast pod pano wanien 
domu Jagiellońskiego! Jakie z nich na Rzeczpospolitą wy 
pływały pomoce? Dowodzą rewizye 1564 r.** Dowodzą te: 
fakta, zgrupowane starannie przez Surowieckiego, w zna 
nej rozprawie: „O upadku przemysłu i miast w Polsce**. Ali 
w X\'Ill witku stan miast polskich był gorszy niż w XVI 
gdy przeciwnie Europa posiadała Amsterdam, Lond^-n i Pa 
lyż. Kołłątaj w znakomitej i wiekopomnej przemowie swo 
jej do dcputac\'i konstytucyjnej powiada: „Dziwujemy się nc 
dzy miast naszych; nie mamy żadnego, któreby kwitnącyn 



*) Z Dyaryusza Sejmu 1764 Conv(.)cationis, sesya 3 z dnia 10; » 
karta F. 

**) Vol. Leg. VII, f. 81, str. 43, f. 151, str. 74. 



215 

stanem zrównać się mogło z obccmi" i zapytuje: czemuż? 
I my powtórzmy toż zapytanie. 

Każde miasto posiadało swoje pargaminy, nadania, a już 
przynajmniej jeden prz3'wilej erekcyjny czyli fundacyjny. 
Grunt, przez fundatora nadawany, zw\'kle tak bywał obszer- 
ny, ze prócz zabudowań miejskich obejmował pastwiska, 
k^i i role, które były przez mieszczan uprawiane. Składy, 
^^Si? jarmarki nastręczały nie tylko dogodność, ale i zyski 
pieniężne. Sama propinacya, czyli prawo pędzenia gorzałek, 
uyra.b>iania piwa, miodów i sprzedawania ich, czyniła tak 
znaczny dochód, że ten częst(jkroć dostateczn\'m był do pokr\-- 
cia w^szelkich podatków i opłat do skarbu należnych. Więc 
miasta polskie nie znały ucisku fiskalnego. Nie można zarzu- 
cic: n3.wet sejmom takiej obojętności względem miast, jaką 
oka^jy-^-^^ano względem włościan. Yolumina Legum, oprócz 
przepisów ogólnych, zawierają na wieki XVI, X\'II i pierwszą 
P*^io\v'ę X\'III (do czasów Stanisława Augusta) rozrządzenia, 
^>^X£\ce się 203 miast i miasteczek, zwykle życzliwością na- 
tcnnione. Nie było prawie sejmu, nawet za panowania Sasów 
żeby |.jjj,jj jakichś uchwał nie wydano. 

Przytem każde miasto od da^^'na już miałeś sw(')j samo- 
^'ZĄci, oparty na prawie Magdeburskiem, lub Chełmińskiem 
•laclzę rządową (administracyjną), sprawował zwykle bur- 
mistr^ z radą, władzę sądową — wójt z przysiężnikanii. czyli 
«*^\Vą", wszyscy obierani wolnemi glosami *). Sam Kołłątaj 
Powołanej już przemowie przyznaje to w słowach nastę- 
pnych: „Najmniej znającemu prawa nasze stanie natychmiast 
P^zed oczyma rząd szczególny miast polskich zupełnie wolny, 
^^^d XV niczem stanowi szlacheckiemu niepodległy. Kto ma 
^^^'*>j osobny sąd. kto tak do sądu, jak i do rządu wybiera 
^ P^^rniędzy siebie t)Soby, ten nietylko formuje oddzielny od 
reszty ludzi stan, ale nadto w takowym stanic jest zurcłr.ic 
^^olny. z tej strony wszystk'c miasta polskie prawie są wię- 



*) Mędrzecki: Zbiór Traw etc. I, str. 4. 



216 

cej wolne, niż może być którykolwiek powiat lub ziemia, bo 
mieszczanie mają swoje obrady i sądy, składane przez dobro- 
wolny wybór, mają swe plebiscita, mają nawet prawo miecza 
i w niczem co do rządu szczególnego nie dependują od stanu 
szlacheckiego" *). 

Mamyż zwalać upadek i niedolę stanu miejskiego na 
klęski losowe i dziejowe: na rabunki żołnierskie, najazdy nie- 
przyjaciela, pożary „z dopuszczenia Bożego" i zarazy mo- 
rowe, o których ciągle i w kronikach, i w prawach słyszymy? 
Zapewne, głębokie to były rany, przez nieprzyjaciela w ciągu 
jednego stulecia po razy kilka zadawane; dotkliwie uczuć się 
dały zarazy morowe: ale nie wszystko jeszcze tłómaczą one. 
W dawnych bowiem wiekach pogańska Litwa, Tatarzy i inni 
sąsiedzi mało co mniejsze od Szwedów czynili spustoszenie; 
los nawiedzał Polskę swojemi klęskami zawsze w równej za- 
pewne mierze, i pożary „z dopuszczenia Bożego" wynikał}' 
zapewne nierzadziej: a jednak miasta i przemysł kwitną pod 
berłem Jagiellonów. Musimy przeto szukać innych przyczyn 
smutnego zjawiska. 

Dużo światła na tę sprawę rzuca szczera spowiedź 
cnotliwego marszałka sejmu czteroletniego, zwanego polskim 
Arystydesem, Stanisława Małachowskiego. W nadaniu, przez 
króla Stanisława Augusta na prośbę jego zatwierdzonem, 
powiada on: „iż miasteczko Białaczów w województwie San- 
domierskiem, a powiecie Opoczyńskim do dziedzictwa mego 
teraz należące, w dawniejszym czasie z kondycyi wiejskiej 
w postawę miasta obrócone i na prawie Magdeburskim lo- 
kowane zostało, a potem, po zagubionym przez ogień począt- 
kowym przywileju, za panowania Najjaśniejszego Kazimierza 
króla przywilejem jego renowacyjnym pod datą na sejmie 
Piotrkowskim r. 1456 przy prawie tem samem miejskiem za 
wniesioną na ten czas prośbą dziedzica tegoż miasta Piotra 



*) Prawo polityczne narodu polskiego; Listów Anonyma część 
IV, str. 32. 



217 

de Białaczów zachowane było, z nadaniem trzech jarmarków 
^io ruku... z ustanowieniem targu tygodniowego we czwartek 
każdy... co potem następne przywileje Najaśń. królów Zy- 
gmunta r. 1309, Zygmunta Augusta 1563, Stefana 17)78, 
Zygmunta III 16!5 i Władysława I\' 1640 r. utwierdziły 
i w stanie ulepszonym temuż miastu i obywatelom jego być 
dozwoliły. A ten stan miasteczka pomicnionego w przeciągu 
^t dawniejszych i krajowych nieszczęśliwości tak zatarty zo- 
stał, iż tylko nazwisko miasta nosił, a w istocie samej \yszy- 
stivini powinnościom wiejskim jego obywatele ulegać aż do- 
^d musieli. Zaczem ja, dogadzając i użyteczności krajowej, 
*tóra z pomnożeniem osiadłości miast i manufaktur rzemicśl- 
'^iczych powiększa się, a razem czyniąc ulgę w uciążeniu, 
oddając własność, jaka komu należy... miasteczko I^iała- 
czow do dawnych praw przywrócić umyśliłem". Nadał przy- 
^^ 19 włók gruntu mieszczanom *». 

Z wyznania tego można wysnuć całą historyę miast 

^^^dzicznych, a z pewnemi różnicami nawet i królewskich. 

'"^Ov:ll^owie Małachovyskiego „zatarli** pomyślny stan swego 

'^steczka, mieszczan do pańszczyzny zapędzili, prawa im 

'■^"^^rli. Postępowanie było oczywiście nielegalne i niespra- 

'^cili^^rg^ skoro człowiek uczciwy poczuwał się do obowiązku 

''^clci^nia własności, jaka komu należy". To też świtkowski 

"^N^^aha się orzec, że „niebaczna srt)ga chciwość przodko\y 

^^Vch spustoszyła miasta nasze bardziej niż szwedzkie po- 

'^Si** **\ Jaką drogą? Oto, przez wpływy przemożne, przez 

^■^Owolę. Tak np. w mieście Koprzywnicy, dn Cystersów 

. *^^ącem, wójt i burmistrze są niby obieralni przez posp<'>lstwo, 

nJ^dpi^j. panowie nasi stanowią tu absolutnie, kogo chcą, nie 

^So pospólstwo żąda. Ale niebezpiecznie sprzeciwiać się 

P^nom, bo w ich ręku nasze życie i majątek. Boli nas wpraw- 

4 1 *^ * 

•^^ ta niedola (pisze mieszczanin tameczny), ale jesteśmy 



*i Dzicn. Handl. 17.S7, sir. IL'7, IJS. 
•*) Pam. Hist. Pol. 17S3, str. 'JÓX 



i 



218 

w dziedzicznem mieście i niby zacnymi niewolnikami. Nie- 
mniejsze absurda w wolnych dzieją się miastach" *). 

Można zresztą łatwo zrozumieć, że dziedzic w należą - 
cem do niego mieście mógł rozmaite drogi ucisku wynaleść^ 
gdzie służyło mu w każdym razie prawo pobierania czyn- 
szów za grunta. Ale jakiemi drogami staczały się w prze- 
paść upadku miasta wolne, tak zwane królewskie, pozosta- 
wione całkowicie królom do dyspozycyi? 

Niepoddobna prawie przypuścić i trudno uwierzyć, że na- 
rzędziem ruiny stali się urzędnicy, których zwano „ramieniem 
królewskicm (b r a c h i a), których obowiązkiem było czuwać 
nad bezpieczeństwem kraju, którym powierzoną była opieka 
nad miastami, jednem słowem —starostowie. A przecież jestto 
fakt niewątpliwy. Stwierdzają go namiętne wykrzykniki pu- 
blicystów, przyznają akta urzędowe, uzasadnia uczony wywód 
prawników Mędrzeckiego, Barssa i Grabowskiego. 

Starosta od 1420 r. *^) byl sędzią „czterech artykułów" 
kryminalnych („o białoglowskie zgwałcenie, o rozbój, o po- 
żogę i zapał, o gwałtowne najazdy") był też komendantem 
zamku i dowódzcą miejscowej załogi. Jestto jeszcze czysty 
typ starosty sądowego, który „prezyduje w grodzie, wykony- 
wa wyroki, aresztuje ludzi swy wolnych". Z czasem uwy- 
datnia się przeważnie w tym urzędzie strona gospodarcza, 
ekonomiczna. Starosta jest zarazem administratorem dóbr, do- 
koła zamku położonych i na zaspokojenie potrzeb zamku, oraz 
dworu królewskiego przeznaczonych. W pobliżu stoi zwykle 
miasto, otoczone murem, albo parkanem. Nazywa się ono 
królewskiem, ale ma własną ziemię, przez króla nadaną, 
własny sąd radziecki i zarząd burmistrzowski na mocy magde- 
buryi. PachołlvOwie starosty zatem nie mają w mieście nic 
do czynienia. 



r* 



) Dz. Handl. 17S7, str. 146—462. 

) Vol. Leg. I, f. 77, str. 34, tit. .,de causis". 



219 

Z czasem jednakże starosta znalazł sposobność wdarcia 
się do miasta. Zacny Zygmunt August na sejmie 1562 r. 
oświadczył: „My z łaslci Icrólewskiej, a z miłości przeciwko 
Rzeczypospolitej pozwalamy tego, aby czwarta część wszyst- 
kich dochodów takich corporis Regni ku stołu naszemu 
należących, była na obronę potoczną obrócona", t. j. ustano- 
wi! tak zwaną kwartę na utrzymanie wojska stałego, kwar- 
cianego, „sami i potomkowie nasi przestawać będziemy na 
ordinarios i extraordinarios sumptus i na poprawę 
zamków koronnych i opatrzenie ich ku obronie na trzech czę- 
ściach dochodów, opatrzywszy naprzód ze wszystkich części 
starosty i dzierżawce i ich wychowanie" *). 

Ten dar bezinteresowny szlachetnego i hojnego króla 
stał się dla tłumu starostów i dzierża\yców królevyskich podnietą. 
do zagarniania intrat miejskich. Opatrzenie bowiem i wycho- 
wanie tych panów oznaczone było w stosunku jednej piątej 
części z całej intraty, a kwarta była już następnie wyciągana 
z reszty. Mieli więc starostowie interes w możliwcm zwię- 
kszaniu dochodu ogólnego i od r. 1590, jak powiada M ę- 
d r z e c k i, datuje się „wysączanie z miast tych intrat, które 
na utrzymanie ich w stanie kwitnącym i obronnym nadane 
był>'*'^). 

Pobudka więc istniała; szło tylko o sposób. I ten właśnie 
nastręczył się. Konstytucya z r. 1565 powierzyła starostom 
dozór, „aby się miasta poprawowaly" i upoważniła ich do 
odbierania sprawozdań o stanie dochodów miejskich („liczbę 
żeby czynili"). Konstytucye 1567. 1620, 1633 powierzyły 
starostom dozór co do murów, wal('nv i amunicyi. Mając 
teraz sposobność mieszania się do rządu miejskiego, starosto- 
wie vvyz3''skali ją w rozległym zakresie. Ujawniło się to na- 
samprzód w miastach ukrainnych: Korsuniu, Czehrynic, Ste- 



*) Vol. Leg. II, f. 616 i 617, str. 17. 

**) Zbiór praw, dowodów i uwag z treści tychże wynikających sta- 
nowi Mieyskiemu służących. .179u, część V, str. .3. 



Ii 

L 



220 

blowie, Danielowie, Bradawiu, gdzie starostowie, tytułem przy- 
znanej im jurysdykcyi w sprawach o bunty i gwałty, zagar- 
nęli je na własność dla siebie. Szybki upadek tycłi miast 
zwrócił uwagę sejmu z r. 1609 i spowodował wyznaczenie 
komisyi śledczej; komisarzom zalecano, aby uczynili sprawie- 
dliwość ukrzywdzonym kozakom, miasta od jurysdykcyi 
i opresyi oswobodzili, a starost władzę i pożytki icłi aby 
w „klubę swą wprawili". Zdaje się atoli, że energiczna ta 
ucłiwała sejmowa istotnego wpływu nie wywarła, bo starostwa 
ukrainne stały się głównym rozsadnikiem dumnego i samo- 
wolnego możnowładztwa, a Mędrzecki wylicza 39 mias, 
i miasteczek Ukrainy podupadłych do takiego stopnia, „iż tylko 
nazwiskiem miast od wsi rozróżnianemi być mogą". Podobny 
proces rozpościerania się władzy starościńskiej objawił się 
wkrótce i w innych prowuncyach, skoro konstytucye 1611 
i 1633 r. usiłow^aly osłonić miasta królewskie od tej obcej im 
jurysdykcyi. 

Przyszły później czas}'' przemocy szlacheckiej i bezr2:ądu; 
konstytucya 1633 zagroziła utratą przywilejów stanu rycer- 
skiego szlachcicowi, któryby sprawował urzędy miejskie: in- 
stytucye wszystkie wypaczyły się; starostwa stały się nietyle 
urzędem i służbą publiczną, co „chlebem zasłużonych", p a- 
nisbene merentium. W grodzie sądził podstarości 
„szlachcic osiadły", uznany przez prawo jako zastępca; ten 
„starościński sędzia był służką skinienia", jak powiada Sta- 
szic *), sam zaś starosta czasem ani razu nie zwiedził po- 
wierzonego mu grodu, bo sprawował zwykle jakiś wyższy 
urząd, a miał starostw kilka i dzierżaw kilkanaście. Sprawa 
dochodów i zysków dożywotnich tak dalece zatarła pojęcie 
przywiązanych do urzędu obowiązków, że powszechnie pra- 
wie nadawane były starostwa małżeństwom, że zostawały one 
często w posiadaniu kobiet. W końcu stały się one przed- 



•) Staszic: Pochwała Jana Zamoyskiego (przy „Uwagach"), str. 
195, wydania Turowskiego. 



221 

miotem umów i byty sprzedawane niemal jako własność pry- 
^^^«a.t:na. Bo też stanowiły one „cłileb" dobry i obfity. Gdy- 
^y^. tylko zasługi odpowiadały obfitości tego chleba! 

W zakresie sądownictwa, a szczególnie w zakresie ^opie- 
^i ** Jiad miastami, prócz nader rzadkich wyjątków, nie dostrze- 
g'^i^'«niy żadnej zasługi po stronie JOO. i JWW. starostów 
' ^t^-^rościn, owszem widzimy raczej ich wielkie winy wobec 
^ ■^^^~<ii>du. M ę d r z e c k i pisze o nich, że nie obchodzą się z oby- 
'^^''^ 'tiulami miejskiemi, jako dozorcę dóbr patrymonialnych Rze- 
^^^^"^ F^^ospolitej, lecz tak właśnie, jak gd\'by przy nich była 
^^'^•^•-^ność, a przy Rzeczypospolitej taki tylko pożytek, jakiego 
^*^ jej udzielić tymże administratorom podoba. „Liczne i nie- 
^^=^'^^^^iine sprawy w asesoryach o zelży wości, bicia, więzienia, 
^^^^^<ii)ry gruntów miejskich, o przywłaszczone użytki municy- 
P^^^^^Ar' od Rzeczypospolitej zaręczone, zaświadczają tę nieskoń- 
^^^^^■ną walkę między kilkudziesiąt osobami z jednej, a milio- 
^^rm ludzi z drugiej strony toczącą się". W innem znów 
^^^^'^jscu twierdzi tenże Mędrzecki, że „starostowie poprzy- 
^^^l^Lszczali sobie propinacye, z praw zasadniczych miastom 
^^^^"ijm należne, poosadzali grunta, miastom pozajmowane, 
^^2:r>em żydowstwem, które im się chętnie z majątku swego 
^>'^uwać dopuszcza, byle mu oszukaństwem chrześcian wolno 
^^^t^ło odzyskiwać dobrowolne utraty". Urząd starościński 
^^^ omieszkał też wywierać wpływu na obiór urzędników 
^ rnieście. „Któż nie widzi, że dzierżawca d(')br królewskich, 
in^jący moc niedopuszczania do urzędów miejskich ludzi prz}'- 
wi^zanych do miasta, zawsze na czele rządu takie osoby bę- 
dzie wystawiał, które jego przywłaszczeniom pobłażać i wraz 
Z nim z cudzego korzystać będą umiały... Żadnego więc po- 
i^ytku kraj nie odniósł z powierzonego w dobrej wierze sta- 
rostom dozoru miast i ich pożytków, szl^ody zaś z ich bez- 
prawnego i gwałtownie przywłaszczonego) rządu wynikłe, 
upadkiem miast i nędzą spodlonycli mieszczan jawne bez od- 
sunięcia tej władzy nagrodzonemi zostać nie będą mogł\'" *). 

*) Zbiór praw etc. część III, sir. '»— 6, część VI, str. 5—6. 



222 

Publicyści jeszcze gwałtowniej i namiętniej, niż prawnik, 
wołają przeciwlco starostom. Anon^^m Wójt powiada z ironią: 
„Starostowie, najlepsi miast króle wskicłi gospodarze, którzy 
mieli sluciiać racliunków do swej szkatuły, a z reszty ozdób 
tych miast pozbawili" *). 

Korespondent Dziennika Handlowego wzywa ludzi do- 
brej woli do nadesłania pismom sprawozdań o rządach sta- 
rościńskich, wątpi jednak zaraz o skutku swojej odezwy, po- 
nieważ „podłe pochlebstwo tym magnatom, wątpię, żeby do- 
zwoliło komu jąć się na takowe narażenie się. Trzebaby 
chyba pobrać nazwiska jakich wojażerów, tak np. jak Cooks 
(Coxe)... dopieroby on dał bezparcyalne świadectwo, nie lęka- 
jąc się, jako cudzoziemiec, podpadnienia pod straszny sąd sta- 
rościński za to, że śmiało mówił prawdę**. 

Jest w tych otatnich słowach widoczna przesada, lub 
też objaw osobistego tchórzostwa, bo pod względem wolności 
mowy, a nawet swobody w rozpuszczaniu gęby Polacy nigdy 
chyba nie potrzebowali zazdrościć innym narodom. Toć 
i Staszic, nie będąc wojażerem cudzoziemcem, nie bał się 
pisać takich rzeczy np.: „Przejeżdżając przez kraj, widziałem 
w starostwie N. jeszcze za Bolesławów stawianego zamczy- 
ska cztery kąty i baszty kawał piąty. W tem bez okien, bez 
drzwi, bez dachu, w niewygodnem sowy i kuny mieszkaniu 
archiwum butwieje. W starostwie N. na bakier pochylony 
odwieczny lamus, szczurów i myszów stolica, obywatelskiemi 
papiery swe żywi mieszkance. Nie jeden obżarty szczur, jak 
niegdyś bezsumienn^' Tyzenliauz, równie prędko cudzą wieś 
niszczy. W starostwie NN. AA. w karczmie obok starościń- 
skiej wódki leżą pod ławą szlacheckich majątków wywody. 
Patrzyłem z żalem, jak brzydka Żydowica manifesta jw. pod- 
skarbiego N., że mu już kraść zabroniono, jw. hetmanów, że 



•\ 



') Odpowiedź Woyta na zarzuty burmistrza (broszura, pisana 
podczas sejmu czteroletniego już po złożeniu przez mieszczan ^Zbioru 
l^raw" przed Dcputacyą sejmową (str. L*S. 



■ i 



223 

odebrano im władzę czynienia gwałtów spółobywatelom, i ma- 
nifesta ksiąźęcia N. A. pod swoje szabasowe mace lepiła... 
Ale przestrzegam, że jeżeli starostowie grodowi tej bezczel- 
nej obojętności na dobro i na sławę spólobywatelów nie po- 
prawią, wymienię każdego, który za starościńskie dochody 
w dziedzicznej włości nawet psom i koniom porządne stawia 
budowle, chociaż w powierzonym mu grodzie gniją imion 
własności, urodzenia i szlachectwa całego powiatu zaszczyty" *). 

Stężyczanin w artykule p. t. „pismo o potrzebie popra- 
wy losu mieszczan i poddaństwa" pisze „o tyranach miast, 
to jest o starostach: „Jeżeli się trafi! ^ dobry, to chwalą Bogu; 
choć nic dobrego nie uczynił, to prz^^najmniej ani złego: 
a jeżeli zły, to o niczem bardziej nie myślał całym cięgiem 
swoich rządów, tylko jak to do obrony powierzone sobie 
miasto uciemiężyć, upodlić, zagrzebać je i z jego przywileja- 
mi i choćby nie innym sposobem, to samem prawowaniem 
się kilkunastoietniem potrafił to uskutecznić" **). 

Moglibyśmy przytoczyć mnóstwo podobnych uwag i krzy- 
ków, gdyby nie wzgląd na to, iż piszemy nie historyę insty- 
tucyi starościńskiej, lecz charakterystykę życia miejskiego. 
Poprzestaniemy więc na argumencie ostatecznym, a tym jest 
zdanie wysokiej władzy rządowej, czysto szlacheckiej, mia- 
nowicie Rady Nieustającej, w urzędowym raporcie wypowie- 
dziane: „Starostowie są właściwie Brachia, których dawne 
prawa gospodarzami miejscowymi miast postanowił}'. Ale 
z odmianą czasów, rządu i okoliczności ten obowiązek sta- 
rostów stał się. niepodobnym do dźwigania ciężarem; naj- 
więcej bowiem jest takich, którzy kupili, albo prawem emfi- 
teutycznem nabyli starostwa; ustawiczne do tego miast ze 



*) Uwagi nad życiom J. Zamoyskiego, wydania Turowskiej", 
str. 58. 



•* 



) Dz. Han dl. 1788, str. 37 ^>. 



starostami procesa sprawują wzajemną jednych ku drugi 
niechęć" *). 

Ale, oprócz ucisku starostów, ponosili mieszczanie ziii 
czne krzywdy od panów, nie mających nad nimi żadnej wh 
dzy, wszakże szkodzących im przez swoje dokuczliwe 
siedztwo. Pod murami miejskiemi bowiem, a czasem i w mie- — 
ście samem, zamożni ludzie ze szlacht>^ zakładali tak zwan^ 
jurydyki, czyli osady lub domy niepodległe ani władzom, ant • 
sądom miejscowym. Ztąd liczne zatargi, nadużycia i nieskoń — 
czone zwłoki w dochodzeniu sprawiedliwości, bo pozwanj*^-^ 
przez mieszczanina mieszkaniec jurydyki miał sposobność docr. 
W3'wijania się od rozprawy sądowej. Wszyscy delegowanifc 
miast w „akcie zjednoczenia" z dnia 24 listopada 1789 r — 
uskarżają się uroczyście na te jurysd^^^kcye oddzielne, które dla.^ 
nich, stały się narzędziem przytłumienia praw i zaszczytów **). — 
Warszawa miała kilkanaście takich jurydyk, a osławiony, jakod 
dobroczyńca miasta, marszałek Bieliński i sam król Stanisław"^ 
August założyli jeszcze kilka nowych (na Bielinie, Ordynacką^ 
Maryensztadt). 

Jeszcze gorszą może i bardziej przys^nębiającą, niż po- 
jedyncze krzywdy, była powszechna pogarda, jaką cały stan 
szlachecki czuł do stanu miejskiego. Wstręt doszedł do tego 
stopnia, że publicyści, a nawet Kołłątaj widzieli w nim 
przyczynę wyzucia mieszczan z czynności sejmowych ***). 

A przecie za Jagiellonów miasta brały udział w zawie- 
raniu traktatów i w najważniejszych uchwałach sejmowych. 
W X\'II1 wieku znajdujemy tylko na aktach elekcyi królów 
podpisy burmistrzów, syndyków lub doktorów prawa, jako 
posłów od trzech miast stołecznycli: Krakowa, Lwowa i Wilna. 



*) Knport generalny dwuletnicłi czynności Departamentu Policyi od 
scyinu 17S6 do scymu 1788 zeszłej Rady Nieustającej uczyniony. W Dz. 
Handl. 17S8, str. 697. 

*•) Zbii')r praw, przywilejów etc. 17'X>; akt umieszczony na czele 
zbioru. 

*'") Prawo Po lit. narodu polskiego, str. 33. 



225 



Ale w traktacie gwarancyjnym z r. 1768 znika już i ta osta- 
tnia pociecha dla mieszczan, ponieważ wykreśleni oni zostali 
. z liczb}' stanów Rzeczypospolitej. Na mocy artykułu II Rzecz- 
pospolita składać się miała tylko z trzech stanów: 1) króla, 
2) senatu, 3) stanu rycerskiego *). 

Tak tedy wyjaśnia się aż nazbyt jaskrawo, niestety, 
OH'a zagadka, jakim sposobem miasta, będąc w posiadaniu 
pargaminów, powszechnie za ważne uznawanych i przy ka- 
rdem bezkrólewiu potwierdzanych, doszły do nędzy, a miesz- 
'Czanie do niewoli i do takiej ciemnoty, że do sprawowania 
^Wasnych urzędów musieli używać osób stanu szlacheckiego 
^naturalnie ubogich). 

W takim stanie rzeczy jakiż przemysł mógł utrzymać 
^'•^ w tych „rolniczych osiadłościach i słomianych chałup zbio- 
''^ch, które miastami nazywamy" **)? 

Pozostali w nich tylko rzemieślnicy i to partacze, o fa- 

^'"3'''l<ach zaś miejskich nie mogło być mowy. A więc wszystkie 

^''^eclmioty i wyroby wykwintniejszego życia wypadło spro- 

^^'■^^^zać z zagranicy. „Patrzmy tylko na damę, albo kawalera 

polskiego, a przyznać musimy, iż wszystko to, cokolwiek na 

^*-^t>i^ mają, od nóg aż do głowy, cudzoziemski jest towar" 

P^^^^-iacla P o d 1 e c k i ***). Jakiemi zaś cenami towar ten opla- 

"C^rio? widzieliśmy wyżej w inwentarzu sklepów Teppera. 

45. Tę niedogodność zrozumieli panowie polscy, któ- 

^^y^ Xvłaśnie najcięższy haracz fabrykom zagranicznym (^pła- 

^ ^*^ a którzy w ogromnych swoich dochodach mogli znaleźć 

^^P^itały potrzebne do tworzenia większych zakładów prze- 

mv^lowych. 



*) Mędrzecki: Zbiór etc. czą^ć II, str. 12. Już w roku ITT-IG 
^ ^Vli mieszczanie przypuszczeni do elckcyi, lecz to się stało bozprawn.e, 
'^^^ ^ł^odze gwałtu (Busching: Magazin XIX, 482). 

*•) Uwagi nad Uwagami etc, str. 37 (wyd. Turowsk.). 
**•) Dz. Handl. 1786, str. 31. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. —T. II. r> 



k 



r 



Ruch w tym kierunku zaczął się jeszcze za czasów 
Augusta III, pierwszy zaś popęd, jeśli mamy wierzj^ć Kołłą- 
tajowi, wyszedł od zasłużonego reformatora szkół i założy- 
ciela pierwszej biblioteki publicznej, Stanisława Załuski e- 
g o, biskupa krakowskiego. Onto w obszernycłi dobracłi swo- 
jego biskupstwa, w województwacli Krakowskiem i Sandomier- 
skiem położonycli, zaprowadził fabryki żelazne wr. 1748, zaczął 
budować wielki piec w Parsowie, założył fabrj-kę blachy białej: 
rzemieślników do robienia naczyń z żelaza lanego i kutego, 
oraz górników i ludzi biegłycłi sprowadził z Saksonii. W Sław- 
kowie też, niedaleko od Olkusza, rozpoczął poszukiwania sre- 
bra i ołowiu. On to miał zaclięcić wielu właścicieli do zakla 
dania kuźnic, które w przeciągu lat kilkudziesiąt rozmnożyły 
się po województwach! sandomierskiem, krakowskiem, a później 
w sieradzkiem i w Litwie *). 

Kuźnice Sucłiedniowskie były czynne za rządów biskupa 
krakowskiego Sołtyka, który dawał z nich żelazo, kraty i inne 
wyroby do nowo zbudowanego w r. 1766 kościoła w Urzę- 
dowie *"). Staraniem tegoż biskupa przemurowano istniejący 
podobno od r. 1598 wielki piec S a m s o n o w s ki w r. 1778^ 
wystawiono w r. 1774 nowy piec w Szałasach, ukoń- 
czono w r. 1759 piec Parszowski Załuskiego. Dwa pierwsze 
wydawały po 125 centnarów na tydzień. Od roku zaś 
17SK) fabr\'ki żelazne rozwinęły się znakomicie i powię- 
kszyły swoje produkcyę pod rządem Komisyi Skarbu Ko- 



ronnego. 



*) II. Kołłątaj: Stan Oświecenia w Polsce w Raczyńskiego: 
Oł^iraz l*()Iak(')Nv i Polski w X\'III wieku tom XII, str. 65 — 67. Sprostować 
te wiadomości należy dokładniejszym opisem H. Łabęckiego: Górnictwo 
w Polsce, Warszawa ISU i X. Osińskiego: Opisanie polskich żelaza fa- 

l^ryk, ITSJ. 

*•) Trzy listy X. Kajetana Sołtyka, biskupa krakowskiego, 
w Przewodniku Naukowym i Literackim 1878, zeszyt kwietniowy^ 

sir. 3s_'. 



007 

Ale, zdaniem X. Osińskiego, autora monografii spe- 
cyaJnej, pierwszym w Polsce fundatorem wielkich fabryk że- 
laznych, był Jan Nałęcz Małachowski, kanclerz W. K. 
(um. r. 1762 ojciec Stanisława, marszałka sejmu czteroletniego 
i Jacka, przedostatniego kanclerza w. k.). Wystawił on cztery 
wielkie piece w dobrach swoich, mianowicie: w Stąporko- 
wie 1739, dwa w Ruskim Brodzie 1750 i w Janowie 
1755 r. *). Przytem podźwignął sławne od 150 lat, ale na- 
stępnie w upadku pogrążone zakłady w miasteczku dzie- 
dzicznem Końskie i okolicy jego. Sprowadził 24 familie 
ze Śląska, które zastały już gotowe warsztaty, narzędzia, ma- 
teryał, sprzęty domowe, żywność a nawet „grochowiny lub 
inną podściółkę na tarczanie". Koszta opłaciły się sowicie, 
zakłady utrz\'mywały się też w stanie dobrym pod rządami 
syna, Jacka Małachowskiego. W r. 1784 miasteczko Końskie, 
podług opisu kapitana C a r o s i s, miało liczyć do 5.000 lu- 
dności i posiadało rynek kwadratowy, otoczony 22 wielkiemi ka- 
mienicami o jednem piętrze; tu mieszkali rzemieślnicy: siodła 
rze, r\'marze, kołodzieje, stelmachy, garbarze, rzeźnicy i pie- 
karze. Część tej przemysłowej ludności składała się z Niemców ; 
po drewnianych domostwach mieszkali przeważnie żydzi. 
Pobliskie miasteczko Przysucha dorównywało prawie 
Końskim, a Jezierski kasztelan łukowski nazywał je 
nWielkiemi miastami". Sprzedaż wyrobów kuźniczych prze- 
wyższać miała odpowiedni obrót Warszawy. Dokoła powstało 
ze sto kolonii nowych, fabrykantami osiadłych. W odległości 
pól mili do tegoż dziedzictwa należała osada I^ o m y k ó w, 
złożona z 18 do 20 domów^, z pruska murowanych; mieściło 
się tu 40 familij rzemieślnik^')W Niemców. kt(')rzy wyrabiali 
Tzedmioty żelazne i stalowe: łóżka, narzędzia rolnicze i rze- 
'ieślnicze, naczynia, blachy, gwoździe: w ruralni robicino 
•zelby dla wojska, wyborne. Majstrem w r. I7b7 był Polak, 
gruntach Gowarczowo istniała szabelnia. W Koiiskich wy 



) X. Osiński: Opisanie polskich żelaza labryk, ITSJ, sir. r»4. 



228 

rabiano wozy i karety. W pobliżu znajdowały się kopalnie ^ 
czyli szyby w górach, głębokie na 20 do 30 łokci. Od kopa , 
nia szybów aż do rudy płaci pan gruntu robotnikom po 92 zł. • 
a za wybranie rudy bierze kopacz z pomocnikiem od l-miw 
kubłów po złotemu. Ruda wytapia się następnie w piecacF 
z kamienia piaszczystego, wytrzymującycłi rok do półtora rokii-j 
formy są z miedzi; w nicłi odlewają się „gęsi" czyli sztul^-J 
żelaza po 8 do 12 cetnarów wagi. Jako zakłady z fund 
szów prywatnycłi prowadzone, dobrycłi wyrobów dostarczaj 
ce i długowieczne, zasługują one na uznanie. Znaleźliśmy- 
wykaz broni, dostarczonej dla cliorągwi pancerny cłi, usarskicr^ 
dla garnizonu w Kamieńcu Podolskim, dla Cejgłiauzu wa-«E 
szawskiego i t. d. z ruralni Pomykowskiej za lat 33, mian_^ 
wicie od r. 1750 do 1782. Sumy ogólne wyrażają sięwc^rr 
fracłi następujący cłi: karabinów sztuk 1.158, flint sztuk 1.02^1 
pistoletów par 1.216. Wartość ty cłi przedmiotów pieniężr - 
wynosi 104.374 złł. *). Niewątpliwie musiano też sprzedaw"-" 
osobom prywatnym nie mniej, a może więcej. 

Księżna Anna z Sanguszków Radziwiłłowa, ki 
clerzyna w. lit., może jeszcze dawniej, zapewne w pierwsz 
połowie XVIII wieku**), sprowadziwszy postronnycłi metro 
założyła pięć fabryk: 1) wNalibokacli wyrobów szklć 
nycłi; 2) w Janowiczacłi wyrobów kamienny cłi, ji 



•) Pam. Hist. Polit. 1784, str. 851—5, 1783, str. 376—8; Dz. 
Handl. 1789, str. 37—40; X. Osiński: 1. cit. 76, nast.; glos Jezierskie- 
go na sesyi 96, z dnia 28,4 1789 w Dy ary uszu krótko zebranym Du- 
foura III, 82. Uwagi nad Uwagami, str. 89; (tu Małachowskiemu 
przypisuje autor całkowite założenie m. KoAskicłi na miejscu wioski Przy- 
suchy, lecz mylnie, ponieważ Przysucha jest oddzielnem miasteczkiem, za- 
łożoncm w roku 1713 przez Czerwińskiego kasztelana małogoskiego, 
ak nas objaśnił p. Stosław ł^aguna i jak widać ze spisu w Tablicy 5" 
pod Nr. 103 i 204. Z liczby dymów trudno przypuszczać, by Końskie mo- 
gło liczyć aż 6.0CK) mieszkańców. 

**) Była ona żoną Karola Stanisława, xięcia na Ołyce i Nieświeżu, 
zmarłego roku 1711 (Niesiccki, wydanie Bobrowi cza VIII, s>tr. 79 i 240). 



00 



29 

naczynia stołowe, kałamarze, pieczątki, tabakierki, lictitarze; 
3) w U rzecz u hutę szklanną i fabrykę luster; 4) w Smol- 
ko wie wyrobów glinianycłi; 5) w Koreliczach szpalerów 
na fason „haut-lis"; z niejto pochodziły sławne gobeliny zam- 
ku nieświeskiego z obrazami czynów Jerzego I i II, Janu- 
sza XI, Krzysztofa I i II, Milesłaja V i Michała I Radziwiłłów. 
Nadto, w Nieświeżu istniała fabryka d\'wanów, 
a „najsławniejsza w narodzie** fabryka pasów, czyli ,,persyar- 
nia" założoną została w roku 1758 w Słucku. na wielkim 
placu, gdzie dziś ulica Szeroka, naprzeciw konwiktu kalwiń- 
skiego. Michał Kazimierz Radziwiłł, ojciec Karola Panic Ko- 
chanku, dnia 24 stycznia t. roku „uczynił kontrakt z Janem 
Madżarskim. perskiej, tureckiej, chińskiej r()żnej materyi i ro- 
boty majstrem, rodem z Stambułu, który.... submittuje się.... 
wszelkie materye, jako to, makaty, dywdyki. pasy robić 
z kwiatami, osobami, cyframi złotem, srebrem, jedwabiem po- 
dług podanego abrysu. In recompensam tedy takowej jego 
Toboty postąpiłem mu ze skarbu mego tygodniową pcnsyę po 
czerwonym złotym jednym. Tenże Madżarski obowiązuje się 
chłopca wyuczyć doskonale tej roboty perskiej. Kicdyby 
roboty skarbowej nie stawało, wolno mu będzie ...artis suae 
''obotę robić i przedawać.** Pod kontraktem majster podpisał 
^^^ po ormiańsku: „Jowhan Madżarcantz": więc musiał być 
■^Tnianinem, wywodząc3*m się z Węgier, lub z Siedmio^ro- 
^- clo Stambułu trafił podobno jako jeniec. Podpisywał się 
^^'Sze po ormiańsku na listach polskich, obcą pisanych rę- 
^' więc nie umiał pisać po polsku aż do śmierci, kt(')ra na- 
^Piła około 1780 roku. Syn jego Leon dostał już indyge- 
*^ ^ polski 1790 roku i tytuł szambelana, ale na pasach kładł 
-Kiedy swoje nazwisko ruskiemi literami: „.'leo MaW';;ii>cKiii** 
P^\\me podczas przebywania wojsk rosyjskicli w Slucku. 
"^^Politsze są podpisy łacińskie: „Kactus e"=^t Sluciac". albo 
skróceniu: „F*. S." ('oł\icz wzory •. Prowadził on p(»iny^lnie 
,^*^^ykacyę do 1791 r. na 24 warsztatach, p(')źnicj ido bsOT) 
^ tylko na 12-tu, zajmując w nich oO-tu ludzi. pomiędz\' 
^^'mi pierwszy majster i wiążący kwiaty pobierali po T^S 



230 

dukatów rocznie. Ceny pasów, nam znane, zawierają się po- 
między 11 i 175 dukatami za sztukę. W dobrach Radziwił- 
łowskich także Łachwa słynęła z wyrobów stolarskich; 
w Połoneczce pracowali stolarze , ślósarze i mosię- 
żnicy *). 

46. Lubo dokładnych dat wszystkim, powyżej wyli- 
czonym fabrykom naznaczyć nie możemy, nie wątpimy je- 
dnak, że powstały one przed śmiercią Augusta III. Za S t a- 
nisława Augusta ruch przemysłowy rozwija się i roz- 
szerza, co w znacznej części przypisać należy zachętom 
i wpływowi samego króla, który, robiąc wciąż zakupy za- 



granicą, nad możność swoją, okazywał też zawsze wielk 
troskliwość o fabryki krajowe. Z rodziny P o n i a t o w— 
s ki c h w tymże kierunku odznaczali się: brat królewski M i— 
chał, opat czerwiński, potem koadjutor, biskup płocki — 
w końcu prymas i synowiec Stanisław, późniejszy pod- 
skarbi w. lit. (syn księcia ex-podkomorzego). 

Wiemy, że zaraz po wstąpieniu na tron Stanisław Au- 
gust założył doskonałą mennicę, która czynną była jeszcze 
w r. 1795, a której działalność okazuje się z tablic 122 i 12i. 

W r. 1766 była już ukończona ludwisarnia w War- 
szawie. Na wybudowanie gmachu, z piecami i machiną do 
wiercenia armat, wydano ze skarbu królewskiego i z cegielni 
złp. 97.465 gr. 18. Sprowadzony (nie wiem zkąd?) ludwisarz 
Neubert pobiera! rocznej płacy 2.880 złp.; na różne potrzeby 
do lania armat wydano już w roku 1766 złp. 6.517. a cał- 
kowitą expensę na rok 17(>7 obliczano preliminaryjnie na 
18.969 złp.; tymczasem wydano rzeczywiście 41.265 złp., ale 
w roku 1770 tylko 6.312 zip. Pomimo szczupłych zasobów 



• \ 



) Dz. Handl. 17S2, str. 2 — 5; 1786, str. 543. Magier: 1. cit., 
str. c 1*9. Dokładniej: Aleks. Jelski: Wiadomość historyczna o pasiami 
Radzi Nvi Ho wskiej w Słucku, sprawozdanie Komisyi Histor. Sztuki, Kraków 
1896 tom V zeszyt I\' i Alfred Romer: Pasy polskie, ich fabryki i znaki. 
tamże zeszyt III (I.S93). 



231 

p/en i^żnych ludwisarnia ta ulała dużo nowych armat do Ka- 
niieńca i zaopatrzyła pusty dawniej arsenał warszawski *). 

Jednem z pierwszycłi dzieł panowania była Kompania 
*Mii n ufaktur Wełnianych, zawiązana dnia 11 kwietnia 
^ ' ^-^<i> roku (data ustawy) i aprobowana przez króla w pięć 
^^i później na następnych podstawach: 1) fundusz składać 
się miał z 43.200 czer. zł. (777.f>00 złp.), podzielonych na 
^-^^ skcyj; 1 każdy „towarzysz** posiadać może takich akcyj 
^^ ^~ciu; do towarzystwa wchodzić mogą osoby ^nietylko 
"^^<^«-:iowe, lecz i cudzoziemcy bez względu stanu, kondycyi 
^ ^^^rmicilii**; 4) do „rządzenia** (dyrekcyi) mają być obierani 
^^' '^v-igilią ś. Stanisława asesorowie w liczbie 12-tu, a w tych 
4-crh ma być kupców; 5) miejsce na fabrykę ma być opa- 
^^^^^'^e w dobrach ekonomicznych króla; 6) towary wełniane, 
^ ^^'^^-Ea.nufaktur wychodzące, powinny być pieczęcią Kompanii 
^^^'^^chowane i ogółem, to jest sztukami, tuzinami a nie ło- 
Kc^i^m in regno et extra regnum przedawane; 7) rzemieślnicy, 
^ . ^^^I^ranicy wezwani, mają być wolni od werbunku i wszel- 
^^^S<^ rodzaju agrawacyj etc. Ustawę tę podpisali: Andrzej 
^*^^^^f^oyskł, kancterz w. k.; X. Michał Poniatowski, opat czer- 
^•^laski; X. Andrzej Stanisław Młodziejowski, podkanclerzy 
^^^-; Antoni Tyzenhauz, podskarbi nadworny lit.: Kasper Ro- 
galiński, starosta nakielski; Kazimierz Karaś, kasztelan ziemi 
^^izkiej, Jacek Ogrodzki, pisarz w. k.; Stanisław Aleksandro- 
^'^icz, szambelan; Tomasz Czapski, starosta knyszyński; Kar. 
^^ Schmidt, starosta brodnicki; Antoni Czapski, podkomorzy 
<^^elmiński, Józef Potocki S. L. (s-ta leżajski?); Tomasz Dłuski, 
podkomorzy generalny w-twa lubelskiego; Józef Mniszech, st-sta 
sanocki; Feliks Antoni Loś, starosta wyszyński, Michał Mni- 
szech, starosta jaworowski; Józef Chrapowicki, generał major 
wojsk W. X. L.; Antoni Balicki, obers (obcrstleutenantr); A. 
Poniński K. L. (kuchmistrz litewski?.); Józef Sosnowski, pisarz 



•) Rachunki królewskie w Arcliiwum Gl-iwnem Kr. księgi Nr. 
$9 w cxpensie dział: Ludwisarnia: Nr. '><J; Nr. V'J w tymże Jziale. 



232 

W. W. X. L.; Mikołaj Junosza Piaskowski, podkomorzy krze- 
mieniecki; J. Józef Lochocki, starosta oski i bełzki; Casimir 
Antoine Fryzę. Obok tych dygnitarzy i osób, do otoczenia 
królewskiego należących, znajdujemy jeszcze podpisy zapro- 
szonych mieszczan i cudzoziemców. Pierre Nicolas, baro de 
Gartenberg, Czempiński, Rousseau, Gallus, Lange, senior kon- 
fraterni kupieckiej miasta Starej Warszawy, Adam Zimann, 
Jan Baptysta Gautier et Comp., Jan Dekert, Jan Rauten- 
strauch *). 

Prezesem z nominacyi królewskiej został Andrzej Za- 
moyski; w jego też pałacu rezydencyonalnym odbył się w d. 
21 kwietnia 1766 roku obiór pierwszej dyrekcyi; przez głoso- . 
wanie na asesorów powołani: Bazyli Walicki (37 gł.), Michał 
Poniatowski, opat czerwiński (47 gl), Józef Potocki, starosta 
leżajski (44), Kasper Rogaliński (40), Lojko, szambelan (.32)^ 
Kar. de Schmidt (4-1), baron de Gartenberg (34), de Rijoll (za- 
pewne jenerał de Rieule, (34), Dulfus, radca i kawaler equitis 
aurati (^6), Piotr Tepper (36), Adam Zimann (42), Antoni Kry-' 
ze, kaw. equitis aurati (38). Przy późniejszych elekcyach 
wchodzili do dyrekcji: Borch, Dekert, Rafałowicz, Glirtler, Ro- 
man etc. Kasyerem bywał Zimann, sekretarzem zaś, czyli 
pisarzem Antoni F^ryze; tego ręką jest spisana księga „wszy- 
stkich dziejów, które Kompania na założenie w kraju fabryk 
wełnianych z zezwolenia N. Stanisława Augusta Króla Imci 
P. N. M. i przy protekcyi jego pańskiej założona sprawować 
będzie" *"). 

Były też wypuszczone najprzód kwity tymczasowe a d. 
23 czerwca 1768 roku, po opłaceniu trzeciej raty, same ak- 
cye, zapewne pierwsze w Polsce papiery kredytowe publicz- 



*) Archiwum Skar. Kor. dział XXX, plik Nr. 34; podpisy znajdują 
się na rękopiśmiennej oblacie, ale nie na drukowanym egzemplarzu ustawy 
'/. aprobatą królewską. 

**) Arch. Sk. Kor. XXX, księga Nr. 239,1 pod dniem 21 kwietnia 
i7f>^ 7,5 1767. 1 f) 176S, 65 1760, 7/5 1770. 




Akojra 



i 



y^ 






V- 



233 

ne *). Oglądaliśmy je: są to wycinki z księgi arkuszowej 
z przeciągłym na boku drukowanym napisem* „Akcj^a Kom- 
panii Manufaktur Wełnianych w Polszczę" Niema na niej 
misternych ozdób litografowanych; autentj^czność dokumentu 
stwierdza się tylko własnoręcznemi podpisami: Andrzej Za- 
moyski Komp. Man. Weł. Praeses; Bazyli Walicki, kasztelan 
sochaczewski Kompanii Manufaktur Wełnianych Asesor mpp.; 
J. O. Potocki K. K. Komp. Man. Weł. Asesor mpp.; Piotr 
Tepper Kompany Manufact. W^ełn. Asesor; Antoni Fryzę Kom- 
pag. Manuf. Wełnią. A. y Pisarz: Adam Zimann Asesor y 
Kasyer". Na jednej akcyi (litera A. A. A.) znajdujemy na- 
pis: „dla J. O. Xiążęcia Jego Mci Ignacego Kraszyckiego Bi- 
skupa Warmińskiego" oczywiście dla Krasickiego; więc i po- 
eci byli pociągani do przedsiębiorstw przemysłowych. Czy 
zebrał się jednak cały kapitał, ustawą uchwalony? nie wiemy. 
W tabelce, zawierającej specyfikacyę numerów i liter, znaj- 
dujemy poczet 117, ale oryginałów akcyi widzieliśmy tylko 
72, jedna (A. Nr. 5 na imię Czaplica) jest przekasowana, 
sześć akcyj swoich król darował Kompanii **). Być może, 
iż te 72 akcye są wykupione przy likwidacyi; reszta może 
nie wróciła, z powodu różnych okoliczności przypadkowych. 
Nadto z rachunków kamery królewskiej dowiadujemy się, że 
z cegielni królewskiej, Golędzinowskiej, „dodano 7.000 cegły 
do fabryki pończoch; 26.800 do kapeluszni: 21.000 p. Zie- 
mann do fabryki wełnianej", co razem z 2.400 danemi dla 
Żupy pruskiej miało wartość 2.874 złp. gr. 7 ***). 



*) Mylił się więc p. Wcjnert, gdz uważał akcyę tabaczną Dckcr- 
ta, Rafałowicza i Blanc'a z roku 1784 odwzorowaną w jego „Starożytno- 
ś:riach m. Warszawy*, tom. V, str. 129 za najdawniejszy papier kredytowy 
polski. 

**) Oryginały akcyj oraz kwitów tymczasowych z obu rat znajdują 
się w Archiwum Skarbowem Koronncm XXX, w plioc Nr. 29: lista akcyo- 
nalistów w księdze Nr. 239 1 pod dniem 19.5 1769, zawiera 76 osób. 

***) Archiwum Główne I\n)lcstwa księga Xr. 89 w ckspcnsie dział: 
Fabrvki. 



234 

Juź od dnia 30 maja roku 1766, zaczęły się czynności 
dyrekcyi: napisano mianowicie do Łojki, podówczas w Wie- 
dniu bawiącego, aby ugodził tam majstra kapelusznika i cze- 
ladzi sześciu; następnie wzięto domy i place, podobno króle- 
wskie, na Gołędzinie pod Warszawą pod fabrykę kapeluszy 
i pończoch; wydzierżawiono od wojewodziny lubelskiej Wę- 
grów na lat 9 za opłatą roczną po 35 do 36 tysięcy złp. pod 
fabrykę sukien, farbiarnię i postrzygalnię. Sejm z r.l767 — 8, 
zatwierdzając ustawę Kompanii, zwalniając na lat 12 od cla 
instrumenta, farby, sprzęty rzemieślnicze i inne potrzeby dla 
niej z zagranicy sprowadzane, pozwalając jej zakupić dobra 
ziemskie aż do 200.000 złp. wartości, oddał do jej dyspozy- 
cyi szpital, założony przez pr3'masa Szembeka dla sierot, 
i cucłitłiauz, czyli dom poprawy, założony przez C. Rostkow- 
skiego, odbierając obie te instytucye zarządzającej niemi (od 
roku 1720) konfraterni! S. Bennona. Założono też fabrykę 
sukien w samej Warszawie, jakąś fabryczkę przy wiosce Ka- 
leń, dziedzicznej króla Stanisława Augusta, i fabrykę raszy 
(nazwa matcryi) *). 

Inspektorem wszystkich tych fabryk był Haering, buchal- 
terem Becu, majstrowie i czeladź sami Niemcy, niektórzy 
z Leszna i Torunia, inni zapewne z zagranicy, bo drukowaną 
odezwą w języku niemieckim w roku 1767 Kompania zapra- 
szała wszelkich „kunstliebende und erfahrne, freigeborene 
Handwerks-Meister, Gesellen und Mitgenossen". Dobór ludzi 
w ogóle nie był trafny: już w sierpniu 1767 roku dowiaduje- 
my się, że „czeladź zagraniczna pouchodziła", a majster poń- 
czoszniczy Weiss „zadłużył się** tak, że go trzeba było wziąć 
do aresztu, wkrótce po zaprezentowaniu królowi pierwszych 
pończoch. Podobnież zadłużył się i zbiegł z Gołędzinowa far- 
biarz Zapski, a nareszcie dyrektor fabryki sukiennej Thlamm 



•) Księga 239 1 dnia 30.5, 1'0, 6, 1'4 6 1760; 13..7 1767, plik Nr. 
L'46.'l4; inwentarz, karty 1, :., 7, 'A li', 14, 16, 19, LM. Vol. Leg. YII, fol. 
751, str. 3.'(.). 



c 
i 



235 

<.z Leszna) nie mógł się wyrachować na 1 stycznia 1769 r. 
i <:icjpuścił się jakichś nieporządków. Z obstalunków wiemy 
t^^lkio o 2.000 kapeluszy zamówionych dla gwardyi. Cały in- 
teres szedł źle. Już dnia 1 maja 1770 roku „asesorowie 
^ ^l^cyonalistowie, widząc i miarkując z podanego całej facyen- 
*=i3" bilansu, iż kasa generalna manufaktur wełnianych wycień- 
^^c^ria znajduje się wcale tak, iż wsparcia pieniężnego zna- 
<^^r-^^go lub też wcale dalszej kontynuacyi fabryki zaprzestania 
^^"^-^^ rriaga koniecznie, więc w tej materyi J\\\ Prezes, uczyni- 
'^^'"^=^^^y wsz3'stkim Ich Mościom przytomnym dostateczną re- 
stracyą, uchwalili, aby na przyszły piątek, to jest 8 go te- 
miesiąca sami JPP. assessorowie, na prywatną sesyą zje- 
^vszy się, ułożyli i na piśmie podali plan, jakimi środkami 
osobami z honorem tę kompanią i rozpoczęte dzieło za- 



^ *^^^ r=k czyć" . Jakoż dnia 12 czerwca 1770 roku zapadła decy- 






n 
c 

R 



o rozwiązaniu Kompanii i jej ustaw\', ostatnie zaś posie- 
nie likwidacyjne odbyło się dnia 7 maja 1771 roku *). 

Tak upadło przedsiębiorstwo, pomyślane na wielką skalę 

nasadach postępowych, bo z przebraniem bankierów, kup- 

^', mieszczan, popierane przez władzu najwyższe, bo przez 

X a i sejm, oparte na siłach zbiorowych. Jako plan, przed- 

iorstwo to czyniło zaszczyt Stanisławowi Augustowi; przy 

P *^--^ "^"^-^odzeniu mogło zrobić mu sławę twórcy przcm\'slu wełnia- 

^_^^^^o, ale wykonanie zawiodło. Dla czego: W protokóle po- 

^^^^*^^zenia z dnia 12 czerwca 1770 mku czytam\' wzmiankę 

^ »» aamieszaniach kraju", wątpim\' jednak, ab\- te mt».L;l\' wy- 

^eć wpływ stanowcz}'. Przyczyny ważniejsze widzimy 

fc)raku uzdolnionych i sumiennych rzemieślników, a najbar- 

^vj w braku umiejętnego i czujnego kien»wniclwa. Ani pan 

, ani najpilniejszy z asesonAy Bazyli Walicki nie umieli 



*) Wszystko to z ksicj^i Nr. 23'> 1 p<.)J w.-ka/anoFni w tekście Ja- 
^^^^ ^ » oraz z pliki Nr. 34. Nioktr^.rc dł»kiiiiienta sa wydrukowane pr/ez 
^*^ sandra Wejnerta w Starożvlni;śei:icii miasta Wars/awy tom y, sir. 
ft^- 120. 



236 

sobie radzić z pracą fabryczną; kupcy i bankierowie nie mieli 
też uzdolnienia technicznego i trzymani byli zapewne na sta- 
nowisku podrzędnem, które ich nie zachęcało do udziału czyn- 
nego i energicznego. W Węgrowie istniała jednak jeszcze 
w roku 1794 jaka*^ fabryka sukienna, ale podobno w posia- 
daniu żyda Cudyka Bajmowicza *). 

Nie zrażał się atoli Stanisław August niepowodzeniem 
i wciąż krząta! się około przedsiębiorstw przemysłowych, nie 
szczędził nakładów i nie zawsze doznawał zawodów. W Bel- 
wederze założył przed rokiem 1774 fabrykę warszawską 
fajansu; dyrektorem jej był Schitter, baron, którego żona 
z pochodzenia Greczynka, mieściła się w rzędzie kochanek 
królewskich. Wyrabiane na tej fabryce naczynia, tak zwane 
fajans Pallie, chwalono naprzód, aż pokazało się z czasem, 
że są nietrwałe, słabe i z niedobrego materyału. Król obsta- 
lował tu naczynia „herkulańskie", zapewne w stylu staroży- 
tnym **^). Najznakomitszym wszakże wyrobem tej fabryki 
był niewątpliwie serwis fajansowy w stylu wschodnim, prze- 
znaczony dla sułtana tureckiego i zabrany przez Piotra Poto- 
ckiego, sstę szczerzeckiego, gdy jechał w poselswie do Stam- 
bułu (1789). L. Gołębiowski podał w reprodukcyi drzewory- 
tniczej czarkę (ob. str. 240) z napisami w medalionie środko- 
wym, które odczytał prof. A. Muchliński: 1) Te prezenta i dary 
posyła 2) Padiszachowi rodu Osmana 3) Król Lechów, ażeby 
najzupełniejszą miłość 4) I szczerą życzliwość okazać 5) w sto- 



*) Plika 38 akt wojskowych : Przełożenia Departamentu Umunduro- 
wania, memoryał z duia 25 8 17'>4. 

") Pamiętn. H. P. 1783, str. 376. Magier: Estetyka m. War- 
szawy, str. 18 i c. 29. Uwagi nad Uwagami, str. 87. Komisya vSkar- 
bu Koronnego w roku 1774 kazała pobierać t3iko 2 proc. cła od wyrobów 
bclwederskich, wyprowadzanych do Torunia lub za granicę; Pr. Ek. Ali, 
str. 386. 



237 

Ucy Warszawie*). Waza z tegoż serwisu znajduje się w zbio- 
rze antykwarskim Gustawa Bisier. 

W ekonomii swojej Kozienickiej, w samem miasteczku 
^o zienicach założył król łiamernię i dobrą fabrykę 
b r oni; rzemieślników sprowadzono z Niderlandów, Leodyum 
i S^iksonii; majstrów zobowiązano, żeby przyjmowali krajow- 
ców^ do nauki; dyrektorem był biegły inżynier Andrzej Ko- 
^^'J^^icki. Przed sejmem czteroletnim zaspakajała ona wszyst- 
Ici^ potrzeby orężne szczupłego wojska, lecz nie wystarczała 
^3- stotysięczną armię, ponieważ razem z Końskiemi i Przy- 
siąc^ Iną mogła wyrabiać zaledwo po 500 karabinów rocznie. 
^z,y"iiną była aż do maja 1794 roku, to jest do dnia, kiedy 
^^*^2iał rosyjski, wyruszywszy przeciwko Kościuszce, zrabo- 
'^^'^-i fabrykantów, ruśnikarzy oraz dom dyrektora, zatopił 1500 
k broni, zniszczył łiamernię i nie zburzył pałacu tylko dla 
I, że temu zapobiegł sam Igelstrom listem swoim; wszakże 
e i okna, tak w pałacu jak w oficynacłi były porujno- 

Znalazłszy kopalnie solne wielickie w stanie opuszczenia, 

^^^-nisław August zaraz po wstąpieniu na tron zajął się nie- 

^^i- Już w roku 1766 były na jego rozkaz zdjęte i starannie 

^^ Sztycłiu odbite cztery wielkie szczegółowe plany trzecli pię- 

"^^r- podziemnycłi Wieliczki, niewątpliwie przez urzędników 

^^y działu górniczego kamery królewskiej ***). A wydział ten 



*) Gołębiowski Ludw.: Z deiejuw ceramiki w Bibliot. Warszaw- 
^^^^J tom III, str. 192. 

**) Dz. Handl. 1789, str. 193, 1791, str. 163, następ. Gaz. Wol. 
^^^rsz. Nr. 5, str. 59, Gazeta Rząd. Nr. 121, str. 512. KW. księga 107, 
Str. 8. 

***) Tytuł: ySalis fodinarum Cracoviensium tria tabulata subterranca 

jUo^te Stanislao Augusto rege delineata I7t;0;" widzieliśmy egzemplarz, bę- 

d%cy własnością p. Władysława Smoleńskiego. O tychto planach zapewne 

"Wspomina Bernoulli, że je posiadał Ollier, właściciel domu handlowego 

(.Liske: Cudzoziemcy w Polsce, sir. 238). Rachunki królewskie 

^ Arch. GŁ Król. księgi 89 i 9U. 



238 

zwany: „Przy górach mineralnych" składał się w roku 17^36 
z dyrektora Knoblaucha, pobierającego 4.000 złp. pensyi, Frie- 
se go, sekretarza z 3.350 złp. i Knorra bergmajstra z 2.400 
złp. płacy. Na te fabryki w górach mineralnych, na \vszelkq 
robotę i expens wypłacono w roku 1767 złp. 26.393. Byl 
też niejaki Willisch inspektorem gór Samborskich, w których 
wypalano potaże, utrzymywano kuźnię żelazną i cegielnię. 
Szukano srebra, dobywano galman, ołów i węgiel kamienny 
w starostwie Nowotargskiem oraz w Szczakowie, wsi staro- 
stwa Będzińskiego. Złotnik Thiele poszukiwał złotego i mie- 
dzianego kruszcu w jakichś miejscowościach przekręconych 
z niemiecka: „Coszecicze" (Chorzecko czyli Korzecko?) i Pil- 
lano. W górach Ornak zbudowano hutę i laboratorj^um. Kie- 
rownictwo naczelne sprawował baron Gartenberg Sadogórski 
od roku 1765 *). Do wykonania więszych robót brakło mu 
zapewne pieniędzy i czasu, a przy pierwszym rozbiorze Wie- 
liczka wraz z Bochnią dostała się Austryi. Wśród powszech- 
nych wyrzekań szlachty na brak i drożyznę soli, król ciągle 
się troszczył o wynagrodzenie krajowi straty tak dotkliwej. 
Uciekał się więc do uczonych przyrodników mineralogów, 
Carosi i Ferbera, oraz chemika Okraszewskiego, którzy w r. 
1778 należeli do jakiegoś Towarzystwa Naukowego w War- 
szawie. Jan Filip de Carosi, rodem z Dolnych Łużyc, kapitan 
z pułku hetmana litewskiego, kustosz gabinetu przjTodniczego 
królewskiego, autor kilku dzieł specyalnych, członek towarzy- 
stwa przyrodników w Berlinie, odbywał podróż mineralogiczną 
do województw południowych na koszt króla w r. 1778 i pro- 
wadził poszukiwania soli świdrem pod Mogiłą w Krakowskiem 
w latach 1780 — 1785 ze znacznym kosztem. Następnie spro- 
wadzony z Saksonii znany specyalista graf Beust, poszuku- 
jąc soli kopalnej, odkiył źródła słone w Busku, w powiecie 



*) Rachunki « szczcgiUowc: micsicoź^ne lub kwartalne) Gór Mineral- 
nych od roku 1705 do 1768 w arch. Jabłonny, szafa VI, pólka lit. X., plik 
Xr. 41.S. 



239 

W^iślickim. Stanisław August dal mu w r. 17JS3 przywilej 
szukania i warzenia soli w dobrach stołowych bez opłaty 
olt»ory (t. j. dziesiątej części dochodu); zachęcony tern Beust 
zebrał kompanię z 32 „akcyonalistów** (w ich liczbie znaj- 
do w-a Ii się: sam król, brat jego prymas Poniatowski, Prot 
Potocki, Moszyński, Czacki i Tepper). Cena akcyi była 1000 
dukati'>w, lecz „każdej akcyi rozdział na cztery kukso był do- 
zwolony". Otrzymawszy potwierdzający reskrypt królewski, 
rozpoczął roboty w r. 1784. Ale Busk należał do klasztoru 
PP- ^norbertanek; więc kompania wydzierżawiła go na lat 40 
za opłatą rocznego czynszu w kwocie 100<) zip. i soli 1000 
garncy; na następnych lat 40 czynsz miał b\'ć podwojony. 
^^^ r. 1788 fabryka ta, przez cudzoziemców prowadzona, nie 
doszła, jeszcze do należytego rozwoju, wyrobiła soli 4.000 cent. 
^ sprzedawała ją po złp. 7 gr. 6 za centnar z zyskiem po 
zip. 3 gr. 21 na centnarze *). Dziś źródła Buskie nie służą 
do Warzenia soli kuchennej, lecz są wysoko cenione pod 
^'zglc^dem leczniczym. Wspomniany Carosi, a także Ferber 
' chemik Okraszewski badali Olkusz. W r, 177V, celem otwo- 
^zeni^t gór Olkuskich, król próbował zorganizować Kompanię 
o 300 akcyach po 500 złp.; lecz całkowity kapitał podobno 
"^^ Ze brał się, robót nowych nic zaczęto i kompania przez 
KiJka. lat zbierała tylko okruchy po dawnych hałdacli. Na 
SKutetc tego niepowodzenia zapewne Stanisław August w r. 
' '•- — wyznaczył K o m i s \' c ( i <» r n i c z a z \?) Komisarzy 
poa |3i-ezydencyą ks. Szembeka, koadj-jtora płockiego i kazał 
^'3 P^-^i^zać ze skarbu .svyojego po 4s.oOO złp. rocznie na koszta 
- f- *^->€itac3i. Komisya ta zajmowała -^^ic ^iluwnic dobywaniem 



^) Uwagi nad lT\va;;<'inu sir. So. l-lcr!!"!!! 1 i n L:sk-.\-«.. Ciki/u- 

zicmo\- ^^, Polsce 22"), 23."). Kniika rizyc;'Ma v ri:sl..ryjzn.i \vi ;. J '.)irji>ś v: 

o ^'^li, w drukarni Nadw. J. K. Mci i i\ K-rnisyi i:ji.k;uyi \AV<,do\\-ćy 

KoUu 1-788, str. 44—40. Łabęcki llioruriim: CtiiIcIw.) w ToIscc ISM, 

^^"^^^^-•K\va, druk Kaczanowskie-* . 1, sir. l^o. 17'<. K.-.pori 'l';.Jeus;:a 

C^t^c 1.^1 ego z badania fabrvk M)lnvcli p«xl dnijiu !J lipci 17^'. r. w I)z. 




( 




Czarka z serwisu. 

wyrobionego dla sułtana na fabryce fajansów Uciwederskiej w r. 1789. 




widok HoFOdnloy podłag: ; 
Z 

(PnomMMole budynkAw wyjaśnia alf i n 

Wnrn. Dd«i* PohU T. Koraru. — Do itr. UT t. n-fo. 




>nej przy planie ■ r. 1789. 

, gdiri* HmroditłM Jart opstraoiM UcabamL) 



241 

miedzi w Miedzianej Górze pod Kielcami, dobrach bi- 
skupstwa krakowskiego, wziętych przez króla w dzierżawę. 
Pierwsze próby wytapiania miedzi robił Nordenflicht, ale z tych 
Szembek nie był zadowolony, w memoryale bowiem, do króla 
adresowanym, powiada: „Bóg mi błogosławił, że z samychże 
błędów ludzi tych, którzy się chełpili wyższą wiadomością 
nauki metalicznej, widziałem wprowadzone sposoby pewniej- 
sze, jakiemi tameczne kruszce traktować bez trwonienia 
i z umniejszeniem kosztów należy. Te sposoby przyniosła 
nam krótka spokojność, którą zostawił JP. Nordenflicht po 
wyjeździe swoim z Miedzianej góry do Warszawy z mie- 
dzią, przez siebie niedoskonale wyrobioną. Ile on przez kilka 
miesięcy tej swojej miedzi wyrobił, tyle po jego wyjeździe 
jenerał Soldenhofif przez dni 18 wydał W. Kr. Mci daleko 
lepszej, lubo cały z fundamentu piec nowy postawił, zrzu- 
ciwszy ten, który JP. Nordenflicht po p. Mintzu wymurował 
niedobr>' i za każdem użyciem grożący zapaleniem huty". 
Żądał Szembek zupełnej władzy administrowania całą kopal- 
nią i fabryką na lat trzy i po 24.000 zip. rocznie ze skarbu 
królewskiego na wszystkie potrzeby i place robotników. Ko- 
misya Kruszcowa pochwaliła, a król przyjął wszystkie wa- 
runki d. 15 grudnia 1785 r. Odtąd już fabryka była czynną; 
Soldenhoff" został jej dyrektorem jeneralnym; Komisya Men- 
niczna zawarła umowę o dostawę 200 centnarów (a 160 ft.) 
miedzi corocznie w kuponach po 1774 dukatów za cetnar, 
jak płacono przedtem za miedź węgierską. Szła też na wy- 
bijanie groszy i trzygroszówek. W r. 1787 zwiedzał fabrykę 
Stanisław August i w protokóle zapisał własnoręcznie te sło- 
wa: „Na znak ukontentowania mego, które uczułem z widze- 
nia osobistego wszystkich części i robót tej fabryki, kładę tu 
dla pamiątki rękę moje dnia 14 Julii 1787 Stanisław August 
król" *). Po skończonej 3- letniej administracyi w r. 1788 biskup 



•) Protokół Miedzianey Góry, (rękopis Biblioteki Publicznej 
Warsz. Uniwer. Nr. 734). 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona — T. II. 16 



242 

Szembek oddał nowemu administratorowi Soldenhofowi dc 
tych kruszców: ołowianego, miedzianego, glejtowego, oraz ^ 
robionego spiżu, miedzi, ołowiu, glejty i witryolu na 67. 
złp.; ogólny jednak bilans 3- letni wypadł niepomyślnie, 
cłiód bowiem wynosił 132.099, a suma expensy 133.916 
Istniało wtedy szybów 12: nowy i stary Ś. Stanisława, 
Krzysztofa, Antoniego, Katarzyny, Wencesława, Józefa, J. 
Micłiała, Adama i Ewy. P^abryka była czynną jeszcze \ 
1792 *). Dobywano też ołów i warzono witryol. Zdaje 
że exploatacya szła pomyślnie, przynajmniej, według ś^ 
dectwa inżyniera Naxa, bardzo ożywiła okolicę; rucłi 
panował wielki, uwijali się cudzoziemcy i rodacy: „Z nc 
kompozycyi leją dzwony, moździerze, małe armatki etc, 
rzy się witryol, ałun, a niespracowany w docieczeniacłi 
wycłi wynalazków Imci p. baron Soldenhof doszedł fabn 
wania glejty z nieużytecznycłi mieszanin kruszcowycłi, k 
daje dobrą polewę i oszczędzi garncarzom czas na kalc] 
wanie bardzo zdrowiu szkodliwe **). 

Od r. 1787 urządza się fabryka marmurów w 
bniku, wsi, należącej do klas:^toru Czerniańskiego pust 
czego Karmelitów Bosycłi pod dyrekcyą Bacciarellego, i 
ówczas jeneralnego fabryk inspektora. Sprowadzony był 
przód włocłi Scłiianta, później w r. 1789 zawarta w Liwu 
umowa z Galli'm „maitre marbier", wyznaczono mu po 
talarów rzymskicli, czyli po 250 dukatów rocznej płacy 
co miał nietylko obrabiać marmury, ale też wj^kształcić 
niów. Komisya Ekonomiczna Skarbu J. K. Mci pod d 
czerwca 1788 r. zawarła z Karmelitami kontrakt dzierż; 
na lat 3: za sumę ogólną roczną (czynszu dzierżawn 
4.000 złp. skarb królewski nabywał prawo własności do ws 



*) Rachunki i Fabryka Miedzianej Gór}' w arch. Jabłonny 
VI, półka N. nr. 417. 

**) Uwagi nad Uwagami, str. 86—86. Łabęcki: op. cit. I, 
303. Nax: Wykład etc, str. 149. 




243 

kicali wynalezionych w Dębniku marmurów, a klasztor zobo- 

wi razy wał się dać na rok 1.000 dni roboczych za opłatą 

^v- lecie dnia pieszego po gr. 24, w zimie po 18 i za dnie 

^fc>3r7dlne** po 2 złp. od pary wołów: skarb jednak musiał sam 

tr<z>55zczyć się o kamieniarzy płatnych po 8, 10 i 12 złp. na 

t>'<:lzień, tudzież o polerowników, płatnych po 4, 3 lub 6 złp. 

odniowo. Fabryka rozwinęła swą czynność w r. 1789, 

stniała jeszcze w 1796; wyrabiała kominki, blaty do sto- 

, grobowce (mausolće), wazy. ozdoby architektoniczne, 

€ do posadzek. Wszystko to było wysyłane do Warszawy 

D na sprzedaż w magazynie marmurów, albo też do Ła- 

"nek. Tak dostarczono do rotundy (salle ronde) w r. 1789 

^arii za 3.956 i w r. 1793 za l.r)09 złp.; król darował Xżnej 

R^ cilziwilłowej grobowiec wartości 7.200 złp.; na obstalunek 

^^'^'Łonywano grobowce: dla Sanguszkowej, Małachowskich 

^ t.. d. Dochód ze sprzedaży v\'ynGsił w r. 1791 złp. 61.690, 

\\^ 3792 jeszcze 48.091, ale później spadał niżej 4.000. Robo- 

^'^itców było 40, w tej liczbie majstrów kamieniarzy 22 *). 

Nareszcie upoważnił król Tyzenhauza do zakładania 
x^-k w ekonomiach litewskich, a nadto zwiedzał osobiście 
r^ztaty w Busku, chciał schodzić w podziemne szyby (po- 
trzymały go tylko perswazye osób otaczających), rozma- 
ł dobrotliwie z robotnikami, zachęcał ich do cierpliwej 
cy, obdarzał, zasięgał od nich informacjj o wszell<ich 
zegółach robót i t. p. **). Na gorliwości mu nie schodziło; 
-Gdy ogólne i sposób traktowania kwestyi przemysłowych 
ugują na wszelkie uznanie: wykonania w szczcŁ^ółach 
<iDZoru technicznego nad każdem p(.)Woływaneni do życia 
^^^^idsiębiorstwem nikt nie może wymagać od niego, jako od 
^^^''^j naczelnika państwa, obarczonego rozlicznemi sprawami*. 




*) Kontrakty, listy, księg; rachunkowe i różne papiery do fabryki 
^^'^^^łiurów Dębnickiej znajdują .się w Jabłonnie, szafa VI. półka N, nr. 416 
^ ^^afa Vn, półka O, nr. 419; księgi są prowadzone po franjuzku. 

'*) Uwagi nad Uwagami, str. sT. liernoulli u Liskego 210. 



244 

zważywszy przeto nieprzyjazne okoliczności polityczne i ekc 
nomiczne kraju, zważywszy szczupłość funduszów skarbu kró- 
lewskiego, przyznać powinniśmy Stanisławowi Augustowi n 
polu przemyslowem zasługę wielką, nie mniejszą może o 
najznakomitszychi monarcłiów, twórców przemysłu w krajać 
i cłiwilacli szczęśliwszych!. Zasługa ta wszakże nie była \v% 
dług spraiviedliwości ocenioną ani przez spólczesnycłi, ai 
przez nowoczesnych! pisarzy. 

Przeceniano tymczasem zasługi wspomnianego przm 
ctiwilą Antoniego Tyzenłiauza, podskarbiego nadworne^ 
litewskiego w latach 1765—1780 i przez czas długi ulubiei^ 
królewskiego. Pierwsze łiasło do nadzwyczajnych uwielb:^ 
wyszło bodaj od Wybickiego, który w Pamiętnikach swo 
napisał o nim: „Był to prawdziwy minister, jakiego kraj n-= 
potrzebował; byłto geniusz, którego puszcze litewskie u ^ 
dały" *). Nie tak gorąco, ale zawsze z pochwałami dla po- 
mysłowej jego działalności pisali o nim Staszic, pod 
nicy B e r n o u 1 1 i i Inflantczyk S c h u 1 1 z, a pisarze 
wieku Jaroszewicz, Lelewel, Bartoszewicz, Kr 
szewski wygłosili zdania nader dlań pochlebne. Świea 
jeszcze, mianowicie w r. 1877 przypomnieli jego zasługi f- 
S. K. w Kłosach (Nr. 637 — 9 i p. G 1 og e r w „Kwartalnik 
Kłosów". Ostatni, reasumując pochwały poprzedników, prz}-^ 
znaje mu. stanowczo geniusz, a zarazem wysokie cnoty oby- 
watelskie, czyni go „wzorem pracy, szlachetnej i gorącej mi- 
łości dobra swych ziomków i dla możnych przykładem poj- 
mowania obowiązków obywatelskich" **). 

Cenimy w Tyzenhauzie energię i żartkość do inicyatywj 
istnie amerykańską, widzimy pożytek w podnoszeniu i wy 
sławianiu tych przymiotów, które bardzo rzadko objawiała 
się w charakterze tak ziemianina, jak i pana polskiego; wszak 



*) Raczyński: Obraz ^Polaków i Polski w XVni wieku tom \ 
str. 26. 

**) Kwartalnik Kłosów, 1877, tom II, str. 44. 



245 

że uwielbienia, w rodzaju świeżo przetoczonych, wydają się 
nam tak dalece przesadzonemi, że się poczuwamy do Obo- 
wi s^zku zaprotestowania przeciwko nim i ostrzeżenia wszyst- 
J^'ich, a szczególnie możnych, aby sobie wzoru z Antoniego 
Ty^enhauza nigdy a nigdy nie brali. Czem była „jego cnota 
ob3r^^vatelska**, to się okaże w tomie IV (g. 89); tu, zapisawszy 
protestacyę, rozpoznamy tylko jego działalność ekonomiczno- 
pr^ zmysłową. 

Z pomiędz}' magnatów polskich wyróżniał się niezawodnie 
T3'"^^€nhauz pracowitością, ruchliwością i niewyczerpanem boga- 
ctY^-^-^ni pomysłów. Sypiał podobno trzy godziny w nocy, jak 
t^^'i^rdzi BernouUi *). Oprócz zarządu roziegłemi dobrami 
i ^-^C^itacyi politycznej, którą prowadził jako przywódzca rega- 
list<f^^v litewskich, kupił w Wilnie drukarnię od X. Marcina 
po^^^sobutta, astronoma Jk. Mci, za 2000 czerw, złł., powie- 
t'/y^i jej zarząd X. Pilichowskiemu. a w Grodnie, jak się zdaje, 
U^^^dził drugą drukarnię „JK. Mci Grodzieńską", w której od- 
tjii^^l „Gazetę Grodzieńską" (1776), „Experyment.,. dany z Lo- 
giki** etc, czyli popis szkolny (177();), psałterz „chrakterem 
fU^kim" dla Hubarewa, kupca ze Starodubia i t. p. Założył 
e^kołę kadetów, w której bywało około 20 tu młodzieńców 
i 7-miu nauczycieli pod dyrckc3'ą Frantza Kroelicha majora, 
szkołę buhalteryjną, szkolę miernictwa, instytut położniczy 
i jakąś szkołę weterynaryjno-medyczno- chirurgiczną, której Co- 
xe nadaje nawet miano królewskiej Akademii, chociaż skła- 
dała się tylko z dwóch klas i łiczyla kilkunastu uczniów utrzy- 
mywanych przy zakładzie na koszcie królewskim. Jedynym 
bodaj profesorem był sprowadzony z Lugdunu uczony botanik 
Giiibert; zobowiązał się on do uczenia obojej medycyny 
(utriusąue medicinae) i „wykształcenia pożytecznych dla Rzpltej 
lekarzy", oraz do założenia ogrodu, potrzebnego dla szkoły 
medycznej. Wątpimy, żeby taki uniwersalny profesor mógł 
w medycynie i chirurgii wznieść się ze swymi uczniami po 



*) Liske: Cudzozicmcj- w Polsce, str. 211. 



246 

nad poziom wiedzy felczerskiej, ale wątpliwości nie ulega, że 
starannie zajmował się założonym w r. 1776 ogrodem bota- 
nicznym, bo ten posiadał już w r. 1778 roślin exotycznycli 
1.500 gatunków i zaszczycany był pocłi wałami uczonycli po- 
dróżników. „Własnym kosztem zafundował" Tyzenłiauz gabi- 
net Historyi Naturalnej, bibliotekę, instrumenta fizyczne, astro- 
nomiczne i anatomiczne; z tego tytułu groził Clireptowiczowi 
procesem za zabranie z Grodna i darowanie Akademii Wi- 
leńskiej tycłi wszystkich zbiorów „przy transportowaniu prof. 
Żyliberta do Wilna" *). Żeby podnieść Grodno, przeniósł do 
tego miasta kadencyę trybunału litewskiego z Mińska, na ozem 
naturalnie Mińsk ucierpiał bez żadnej winy i przyczyny. Wzniósł 
mnóstwo budynków porządnych, po większej części murowa- 
nych w miastach: Kobryniu, Szawlach (około 50), Sokółce 
(na około rynku). Nareszcie rozwinął niezmierną działalność 
przemysłową. W kluczach królewskich kazał zakładać ole- 
jarnie, krupiarnie, browary, młyny wietrzne i wodne; t}''siące 
ludzi było zajętych pędzeniem smoły i wypalaniem potażu. 
W swoich Postawach założył fabrykę płócienniczą i pa- 



*) Akt sprzedaży drukarni i kwit własnoręczny Poczobutta z dnia 
24, 12 1775; umowa z llią Hubarewcm na wydrukowanie 500 egz. Psałte- 
rza po 28 złp. za arkusz, oprócz papieru; rachunki X. Pilichowskicgo .pre- 
zesa drukarni J. K. Mci Wileńskiej'* 1776—1789; umowa z Janem Emanu- 
elem Gilibert na lat dziesięć, licząc od dnia 18 1775 z płacą roczną po 
125 louis d*or=280 czer. zU. oprócz micszkani.i, opału, żywności (v.ctum) 
dla niego samego, żony i dwóch sług, wreszcie pary koni na utrz3*maniii 
skarbowem; groźba Chrcptowiczowi — wszystko to w księdze p. t. „A. Ty z. 
rozmaite papiery alfabetycznie ułożone** t. I, str. 19, 20, 27, 36, 48, 76, 74 
w archiwum Konst. hr. Prze z dzi cek i ego. Tamże oddzielną księgę nr. IH 
mają „Kadeci* (razem z Wojskiem czyli Garnizonami ; tabele „nacionalne** 
wykazują pod dniem 24. 12 1774 kadetów 17, a 27/3 1775 kadetów 23. 
„Regulament dawania lekcyi" obejmuje: sytuacyę i rysunki wolnej ręki^ 
udzielane przez Ludnickicgo, geografię, geomctryę teoretyczną i język nie- 
miecki przez X. Szczyta, arytmetykę i gcometryę praktyczną przez Hizber- 
ka, formowania charakterów (kaligrafii?) przez Kuleszewskiego, fektowania 
przez Lobro, musztry przez porucznika Hrenera, algebry przez Geracc. 1 nic 
więcej. Sądy podróżników: Coxe: Travels I; Bcrnoulli u Liskcgo 207. 



S 



riernic, w Sza\s'lach fabrykę ptocien, w Brześciu Li- 
Uwskim, fabrykę sukna o 7-miu warsztatach, w Soktilce 
(jsadzil jakichś fabrykantów w obszeriij-cli świeżo wzniesio- 
nych budynkach; a najznakomilszem jego dzic-lem były fa- 
hrj-ki grodzieńskie, czyli i^aczej dwie osady fabryczne; H o- 
rodnicaiŁosośna, W tych dobrach stołowych, mó- 
uiąc słowami Wybickiego, 'lyzenhauz: .jak na wielkim war- 
sztacie przemysłu s\vego założył pracownią. Losośna, miej- 
sce w prześlicznej dolinie blizko Grodna, gdzie najwięcej rę- 
koclzielników miało swe warsztatj' zaio?-yć, wystawiła mi 
obi-az pra\\'dziwej cywiłzacyi. Horodnica (przedmieście Gro- 
Jriia).., moglabj' się w Amsterdamie niicściC:'' '), Dość do- 
Kl^dne wyobrażenie powziąć możemy z zaliiczonego widoku 
l4ołri!dnicy, wykonanego akwarelą w r. IThM prztz geometrę 
,\ Jama Todta, oraz z planu m. Grodna przez tegoż {.eometrę 
\V r. 17y7 sporządzonego. 

Rozglądając się bliżej w tych manufakturach, spo.^trze- 
^amy nasamprzód ich mnogość i różnorodno-^ść. W r. 1777 
podczas wizyty Stanisława .Augusta naliczono ty cli fabn,'k 
grodzieńskch ló, w d. 1 lipca 17Kl r., gdy odbierano je Ty- 
zenhauzowi, liczba ta wraz z Brzeską i Szawelską dnszła 
do 23. Wyliczamy je podług spisu i obrachowania urzędo- 
wego "*): 1) fabryka Ziota. 2) 1'ersyarska, 3) Sukienna Gro- 
dzieniaka, 4) takaż Brzeska, .j) l'łócienna Grodzieńska, 'n ta- 
każ Szawelska, 7) Kamlotarska, 8,i I'onczosznicka, VI Koron- 
kowa, 10) Kapeiusznicka, llj Karetarslca. ]'J) Bi.\macht.'rska, 
I3"l Igieinicka, 14") Szpilek, l.')tKart, l'>i \apilniki>w, 17' .Mo- 
siężnicka, 18) Farbiernia sukienna. I*') Ka^bicniia jedwabna, 
20) Drukarnia płócienna, 21) Blech lniany 22) Błech wosko- 
\\y, 2'd) Garbarnia. Nadto była jeszcze otlcyna \\'arsztatowa, 
westyarnia, spiżarnia, magazyn różnych materyalow i sklep 



*) Raczyński: Obraz iV.laku»- i T'olski v 

•*) Archiwum Gliiwno Królestwa k5i\>i;a Ni 

ufaktur Grodziciiskich dnia 'ii 11^^'^ ITS: 



_< 



248 

manufakturny bławatny. Od B e r n o u 1 Te g o *) dowia 
jemy się, że fabrj^ka jedwabna liczyła 62 warsztaty w d\v( 
salach, że pasy polskie na fabryce persyarskiej zatrudni 
24 warsztaty, że fabryka drutu złotego i srebrnego skład 
się z 10-ciu wa^^ztatów i wyrabiała galony wynalazku same 
króla, że fabrj^ka grodzieńska sukiennicza miała 24 warszt^ 
i t. d. W zakres produkcyi Grodzieńskiej wchodziły tedy wyro 
galanteryjne, wykwintne i zbytkowne: ordery, siatki na kor 
szlify, tasiemki do lasek, sznurki złote, porte-epećs c 
Rosyan, guziki złote duże i małe, wstążki jedwabne wełniar 
kamelerowe i niciane do włosów, szlaki, kamizelki ze szi 
kami, hal ty. chustki jedwabne, a zarazem atlas pikowy, p( 
atłasek, kitajka, dyma, materye bite, grodetury, aksamit 
muśliny i gazy. Nie umiemy jednakże orzec z której i z cz 
jej fabryki pochodzi dywan, znaczony na czterech rogai 
literami A. T., a po obu końcach herbem jego, Bawół, wec 
w>'jaśnień udzielonych przez potomka i spadkobiercę, Konsta 
tego hr. Przezdzieckiego. Może z persyarni horodnickiej. D 
jemy ten dywan w częściowej reprodukcyi z nadmienienier 
że szerokość jego wynosi 2,33 metra, a długość jest trzykn 
większa 6,.,y metra; że jest tkany i strzyżony; wreszcie, że bar\^ 
są bardzo delikatne i gustownie dobrane, po jednej stror 
w tonie żółtym, po drugiej — w niebieskim, a przedziela 
w środku wielki bukiet. Robotników naliczył Coxe 3.000 
tak w samych warsztatach, jakoteż po wsiach okolicznyc 
dozorujących i kierowników 70. Bylito wyłącznie cudz 
ziemcy: Francuzi w warsztatach jedwabnych, Niemcy w s 
kienniczych, Włosi i Belgowie do malowania, lakierowani 
Szwajcarowie przy bielnikach i t. d. Dyrektorem zabudowa 
był major de Sacco z Werony, inspektorem generalnym Bcc 
podobno niemiec rodem z Berlina, znany już nam buchalt 
Kompanii Manufaktur Wełnianych, zawiązanej w r. 17( 
pod prezydencyą Zamojskiego. 



*) Liske: Cudzoziemcy w Polsce, -'07 — 210 
**) Coxe: Travels etc. I, 220. 



y 



f^ ■' 






I 




249 

Dla wytworzenia klasy rękoJ;iielniczej z krajowców 
wzięto z dzieci włościańskich 300 chłopców i 100 dziewcząt; 
dawano im odzież, strawę i małą płacę w pieniądzach. Dla 
„wszelkich uczniów Ekonomicznych przy fabrykach podwó- 
rzowych i przy rzemieślnikach** był przepisany „Regulament 
czytania, pisania, rysowania i arytmetyki w dni świąteczne** 
od godziny 9 do 11 zrana i od 1 do 5 po południu. Pisania 
i arytmetyki uczyli aplikanci z kancelaryi, a czytania, jedni 
drugim pokażą** . Dyrektorowie skarżyli się, że nie są w stanie 
rozbudzić w nich żadnej emulacyi. Na obietnice znacznych 
zarobków odpowiadali, że te zarobki będą im zabierali panowie 
na rachunek zaległości. Coxe *) widział na ich twarzach 
wyraz tak głębokiego smutku, że mu się serce krajało na ten 
widok; zgadywał z łatwością, że „pracują oni z przymusu, nie 
2:aś z upodobania** . I nie dziw: nie wyzwolono ich z więzów 
poddaństwa, oderwano od wiejskiej strzechy, od rodzin, pod- 
dano pod władzę ludzi całkiem obcych, cudzoziemców i zapę- 
dzono do roboty niezwykłej, nieznanej, a więc podwójnie ucią- 
żliwej i przykrej. 

Plan przecież był olbrzymi! Bije z niego wyraźnie myśl 
Tyzenhauza, niewątpliwie świetna i patryotyczna: stworzyć 
odrazu cały przemysł, jakiego Polska nie posiadała wcale, 
wyzwolić się z pod jarzma zagranicy. Ta właśnie myśl je- 
dnała i jedna mu dziś jeszcze jednomyślne uwielbienie współ- 
ziomków. 

I dla nas ta myśl jest wielce sympatyczną. Idzie tylko 
o jej wcielenie. 

Gdyby Tyzenhauz był człowiekiem pióra, słowa, teoryi, 
wcieliłby ją w książkę, w mowy sejmowe, w towarzystwo 
jakieś przemysłowe; lub w jakąś agitacyę publiczną. Z ko- 



*) Regulament znajduje się w archiwum Tyzenhauzowskiem hr. K. 
Przezdzieckiego w księdze 87 A. Tyz. rozmaite papiery alfabetycznie 
ułożone, tom II, str. 181. Coxe: Travels I, 221. 



250 

nieczności musiałby ją rozwinąć aż do szczegółów, rozpoznać 
warunki, wskazać drogi i sposoby urzeczywistnienia jej. Ale 
wszyscy bez wyjątku godzą się na to, że podskarbi byt 
człowiekiem czynu, a więc jako taki musi być z innego sta- 
nowiska sądzony. 

Od takiego człowieka wymagać musimy planu ze ściśle 
obliczonemi kosztorysami, znajomości rzeczy i tecłiniki, trzeź- 
wości umysłu, krótko mówiąc, zmysłu praktycznego i wie- 
dzy. Tyzenłiauz występował na polu fabr>xznem nie jako 
minister, który zacłięca, wspiera, kontroluje działania przed- 
siębiorców, labr>^kantów, spółek jakicłiś, ale jako bezpośre- 
dni przedsiębiorca i kierownik. Jakież miał do tego kw'alifi- 
kacye? 

Oto, podobno rozum bystry i łatwość chwytania zdań 
uczonych, których kolo siebie gromadzić lubi (ale nie techni- 
ków zapewne, bo tych na Litwie nie było). Wychowany 
u Jezuitów Wileńskich, słyszał tylko o gramatyce, syntaksie, 
retoryce, poetyce, filozofii i teologii, nie znał żadnego języka 
obcego i książek nie lubił. Dworowanie u Czartoryskiego 
w Wołczynie nie dało mu też wiadomości o urządzeniu ja- 
kiegokolwiek warsztatu lub fabryki. Tyzenhauz wiedział tyl- 
ko, że za granicą można znaleźć ludzi; znających to wszystko. 
Zabierając się tedy do dzieła, wysłał Joachima Becu do Nie- 
miec, Paryża, a może i Włoch po fabrykantów i rzemieślni- 
ków. Byłto generalny inspektor wszystkich mających 
się wznieść zakładów *). Sam Tyzenhauz wybrał się też w po- 
dróż zagranicę z księdzem Bohuszem, ale to już dopiero w r. 
1775. Nie doczytaliśmy, się czy zechciał popracować w jakiej 
fabryce, czy oglądał i czy zrozumieć był w stanie szczegóły 
machin i urządzeń fabrycznych? To chyba nie ulega wątpli- 
wości, że wszystkich tych fabryk, jakie zakładać kazał, nie 
studyował. 



*) Gloger: 1. c, str. 10 i 16. Czytaliśmy artykulik ekonomiczny 
tegoż Becu w Dzienniku Handlowym, ale bez szczególnego wrażenia. 



251 

Są to kwalifikacye żadne dla kierownika nietylko prze- 
niY-słu fabrj-cznego, ale pojedynczej fabryki. Jakże sobie ra- 
d^At przy tak licznych zakładzinach? Jak pokonywał trudno- 
ści -wykonania? Zdaje się, że na wszystko miał jeden tylko 
^posrób uniwersalny: posiać za granicę, sprowadzić z zagranicy 
iUłJ.^i^ narzędzia, modele i materyal surowy. Trudności, zda- 
J^ się, nie istniały dla niego, ponieważ nie był w stanie 
P^^<^ widywać ich. Byłato śmiałość dziecka, igrającego nad 
P^-^^paścią. 

A cóż znaczył pomysł skupienia wszelkich możliwych 

^^^^'k w Horodnicy, czyli w Grodnie? Dziś każdy czlo- 

\^'*^1<, obeznany z elementarnemi zasadami ekonomii po- 

/*^>"c:znej, wie, że miejsca dla fabryk obierają się tam, gdzie 

-^^^^ łatwość zaopatrzenia się w surowiec, gdzie jest łatwość 

^ ^^prowadzenia wyrobów na targowisko i t. p. Przypuszczam, 

^ W XVIII wieku ekonomia polityczna nie była jes/.cze tak 

P^^^wszechnioną, że dzieło Smith'a (the Wcalth of nations) 

^^'ieżo wychodziło z pod prasy: ależ zmysł praktyczny, uzdol- 

*^riie wyjątkowe Tyzenłiauza powinno mu było nasunąć tę 

'^''^^stą, niezbędną i zasadniczą prawdę w drodze intuicyjnej. 

^^owiek spółczesny, ziemianin dość pospolity, nieznanego 

" literaturze imienia, autor „Uwag nad UwagamT roz- 

^'"^J€i w swojem dziełku wcale jasne i poprawne pojęcia eko- 

^^'Tniczne. Zastanawiając się nad sprawą ustanowienia wiel- 

^^h manufaktur, radzi, aby fabryki sukienne założono w Urzę- 

■"^"^N-ie, lub Kazimierzu nad Wisłą, ponieważ Lubelskie obli- 

^*J^ w przednią wełnę z licznych stad owiec angielskich, 

.^'" margiel foluszowy, w materyaly budowlane, tania żywność 

^^i^ław Wiślany; w Sandomierskiem, gdzie się kopie miedź, 

^^-^w, galman, kobalt, radzi warzyć witryol, koperwas. hałun, 

^'^'"smażać z kisów czyli pyrytów siarkę; w wojevv<3dztwach: 

^»^i\.cławskiem, Podolskiem, Wołyńskiem i Kijcjw^^kieni radzi 

^^'^viększyć majdany saletrzane i t. p. '). Jakieżto szczególne 



) Uwagi nad Uwagami wwliniie Turowskiego, str. Hi) —SI. 



r 



warunki miały uczynić Horodnicę punktem dogodnym do fst — 
brykacyi wyrobów kruszcowych i jedwabnych, muślinów i płc^ — 
cień, broni, sukna i pasów litych, które, powiedzmy nawia.— 
sowo, dawniej już wyrabiano na Litwie, w Słucku? 

Porywać się na olbrzymie projekty z takimi 2sasobami 
intelektualnemi, jakimi Tyzenhauz rozporządzał, było rzecz- 
w istocie śmiałą, powiedzmy nawet zuchwałą, niesłychaną. 
Czułi to wszyscy spółcześni, czują dziś wszyscy, którzy 
o nim piszą, lub mówią. Ale jakże w>'tłómaczyć to całe 
postępowanie, szczególnie, gdy cel był sympatyczny dla 
wszystkich, a fundacye wykonane były na wielką skalę 
i z funduszów królewskich. Ponieważ niepodobna było wy — 
brnąć z tej gmatwaniny drogami zwykłemi rozumowania- 
i zwykłej logiki, więc zadecydowano, że Tyzenhauz b^^ł mę- 



żem genialnym, bez umiejętności wnikania w każdy szczegół 

A my twierdzimy, że był tylko zuchwałym magnatei 
polskim z XVIII wieku bez najmniejszego poczucia odpowie 
wiedziałności, bez żadnego wyobrażenia o pracy na prawd" 
Bo prezydowanie, rozprawianie, wysokie kierownictwo ni- 
jest jeszcze pracą rzeczywistą, jeśli przychodzi bez poprze 
dniej praktyki na stanowiskach podrzędnych w zawodni 
fachowym, bez umiejętności wnikania w każdy szczegół. 

Kogóż bowiem nazywać mamy człowiekiem genialny 
Oczywiście takiego, który nietj^lko posiada w danym załcr 
sie wszelkie zasoby ludzi pospolitych, ale jeszcze wznosi s 
na niedościgłe dla innj-ch \\yż3''ny, zdob>^'a niezwykłą 
tęgę i nią tworzy wielkie jakieś dzieło. Może być genial 
myśliciel, genialny artysta, poeta i genialni ludzie czy 
w różn3xh zawodach. Do którejże klasy moglibyśmy Tyz 
hauza zaliczyć? Z równem prawem chyba do wszystkich, 
zarówno gotów był zakładać szkoły wyższe i Akademię 
ukową na Horodnicy, nie przeczytawszy przez całe ty 
z pewnością ani jednej książki naukowej, tworzyć balet 
Litwy i Warszawy, przenosić sądy grodzkie i trybunały 
podniesienia Szawcl i Grodna, kierować polityką i zakła 
fabryki, jak tylko zasłyszał ich nazwy. Dobrać dla niega 




253 



/ 

■ warz}'sza pomiędzy ludźmi wielkimi nie jest rzeczą łatwą. 

P Porównajmy go chyba z Piotrem Wielkim. Ale, jak tylko 

wybór zrobimy, zaraz położenie zmieni się na niekorzyść na- 
szego boliatera. Wiadomo bowiem, że Piotr Wielki dla po- 
znania wojskowości zaczął od służby w stopniu szeregowca, 
a dla wtajemniczenia się w sztukę marynarską przedsięwziął 
podróż do Holandyi, gdzie pracował z siekierą w ręku, jako 
cieśla okrętowy. Tym sposobem mógł zabrać się później do 
tvvorzenia armii i floty i stworzył je ku podziwowi świata. 
Tenże Piotr, gdy cłiciał zakładać Akademię w Petersburgu, 
Sam nie próbował kreślić ustawy naukowej, lecz udał się do 
Znakomitego filozofa Leibnitza i osobiście zarządził tylko 
t> udowe gmacłiu, na czem się znał. 

W końcu XVIII wieku, tak samo jak dzisiaj, najbystrzej- 
^^y rozum nie wystarczał już na tworzenie wielkich dzieł cy- 
^^ilizacyi bez stosownego przygotowania umysłowego. Ge- 
^^icisze nieuki były już wtedy niepodobnem, niemożliwem po- 
im. To też wyrazy: „geniusz" i „Tyzenhiauz Antoni** 
mogą być kojarzone w jednem zdaniu twierdzącem. 
Bo jakiż był rezultat z wykonania olbrzymich planów, 
owoc tak wielkich nakładów i zabiegów? 
Rezultat łatwy do przewidzenia — bankructwo, ruina, 
dymisyi Tyzenhauza sporządzone zostały w Kantorze Ko- 
rcyalnym Grodzieńskim następne obrachunki: *) 



lab. 124. 

I. Extrakt z ksiąg manufakturnych, pokazujący: i-o wie- 
Łapitału Ekonomie JKM. wlały w te manufaktury od daty 



^ 



*) Archiwum Tyzenhauzowskie K. hr. Przczdzieckiego, księga 10 
yz. Handel str. 9 i 10 Arch. G. K. księga Nr. IW, Summaryusz rema- 
ów Manufaktur Grodzieńskich, jak były 1/7 1780 przez J. P. Becu po- 

^•^^ oraz jak się teraz znajdują dnia 1/7 1782 roku zweryfikowane i spi- 

^*^«, z rubryki pierwszej pozycye: 28, 29, 30. 



256 

stanął tylko Xże Prymas, on tylko jeden z 
królewskiej posiada! tę},'Ość i stałość cliarakter 
wyobrażenia musiały też krążyć między ludnoS 
ską. a może i między szlachtą uboższą, stoj^ 
^aw rządowycti. Echo tych sądów życzliwyc 
w opisach Schultza: polegając na zdaniu jakieg< 
dawnego dozorcy fabr>'cznego, zarzuca on 1 
brak cierpliwości, która nakazywała czekać skutl 
przedsiębiorstwa, nim się drugie zacznie, ale zresz' 
„twórcą fabiyk polskich", pokonanym przez zaw 
przyznaje mu zasługę „podniesienia dochodów pa 
f Wybicki nie pomija zarzutu, że „stopniowanie 
do zarodu i rozkrzewienia kultury, że chciał n 
litewskich odrazu Hollandyę kwitnącą widzieć, k 
zwolna do swej dojrzałości się wznosiła ■)". 

Sądy takie przynoszą zaszczyt sercu Wybi 
ry poznał się z Tyzenhauzem w chwili drażliwej, 
)acielem biskupa Masalskiego, \vlaśnie wtedy skoi 
nego w sprawie o roztrwonione fundusze edukac; 
czą też o dobroduszności owych Litwinów, któi 
o przewinieniach, a podnosili dobre chęci nad rze 
dugę. Zresztą śmiałość, \\-ystawność, rzutkość 
zwykły a dosyć dramatyczny upadek magnata i 
obraźnię mas. My jednak, cośmy poznali całą o' 
krajowej w najkrj'tyczniejszej epoce porozbiorowe_ 
żałowali trudu na obliczenie każdego tysiąca d( 
strat nieszczęsnego spoleczeńswa, cośmy tyle zł 
w samowoli, lekkomyślności i przytępionem sum 
polskich, nie możemy przjjąć sądów tak łagodny 
wiając tymczasem na stronie pracę Tyzenhauz. 
widzimy wielkie jego winy i na polu przemysłów 
zwiemy go twórcą fabryk polskich, ponieważ i 




środkowy bukiet, oddzielaj f^iy cz^ żółtą od SMifirowej. 
iegro Tyzenhauza. 



^ V<xt ^] 

() Ja.briautit.^it.nce, 




^^,a)^M 



-4^«Qt^^t£B9*^ 



1 



±_T 



WłWŁTt^tałłTińAit- 




M fakr/kl w Rirei 



ArĄrffwnm SaturnltM 91konU«go 




Przykrywka d* «UMkl koraeMiJ 

I oyfrf Stultlawt Annta 

(wlelkońó nfttnraliiA.) 



257 

szereg poprzedników jego i ponieważ widzieliśmy go w licz- 
bie członków Kompanii Manufaktur Wełnianych. Z tej to 
Kompanii wziął buctialtera Becu na inspektora generalnego do 
fabryk grodzieńskicłi; jejto plany zapewne podnosił i wskrze- 
szał, nie wjxiągnąwszy dla siebie żadnej nauki z jej niepo- 
wodzeń i owszem, pomnażając niebezpieczeństwa przez roz- 
szerzenie jej aż nadto skomplikowanego planu. Nie potzebu- 
jemy objaśniać upadku Tyzenłiauza zawiścią lub intrygami 
skoro do tego rezultatu wystarczyło cłiaotyczne nagromadze- 
nie różnorodnycti warsztatów bez racłiunku, bez kontroli 
teclinicznej. bez zapewnienia zapasu materyałów pierwotnycti 
po cenie przystępnej, z wygórowaną płacą robotnika (900 zip. 
rocznie), z jedynym sklepem w samym Grodnie na wyprze- 
daż całej masy najróżnorodniejszycłi wyrobów. A przede- 
wszystkiem nie zapominajmy, że tak z wieku jak z wykształ- 
cenia i dat działalności swojej Tyzenłiauz mógł być tylko 
uczniem Stanisława Augusta, wykonawcą jego programu i po- 
mysłów; nieudatne zaś przeprowadzenie szczegółów każe nam 
tylko uznać, że był złym wykonawcą zamiarów królewskich. 

A czy też pozostało co po nim? 

Pod świeżem wrażeniem katastrofy Staszic pisał z ża- 
lem: „Już pustki. Już nie masz Horodnicy. Już sztuczny cu- 
dzoziemiec, zebrawszy swe narzędzie, z natrząsaniem wycho- 
dzi z cudzego kraju. Już tysiące rąk przemyślnych żebrzą 
chleba. Nagle od jednego aż do drugiego końca kraju każdy 
obywatel ten okrutny raz poczuł". A dalej błaga, aby król 
odnowił te fabryki „zaniechawszy rękodzielnie jedwabne, bo 
w tych ustanowieniu był uczyniony błąd *). 

Sterczące do dziś dnia zwaliska Losośny, których nikt 
nie uznał za dogodne do jakiegokolwiek użytku, zdają się 
stwierdzać wiarogodność tego smutnego obrazu. 



•) Staszic: Uwagi nad życiem J. Zamoyskiego, str. 103, K>4. 
Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. U. 17 



258 

Pozostały jednak „manufaktury Grodzieńskie" aż do 
ku 1794. We trzy lata po upadku Tyzenhauza w inwe 
rzu, podpisanym przez A. Schnekera*), figurują jeszcze tab 
złota, persj^arska, karetarska, kart i sukienna wraz z farl 
nią oraz porządkarnia Brzeska; największą sumę (100.020 
reprezentuje fabryka sukienna, za nią idzie karetarska (39 
złp.), inne są szacowane na kilka lub kilkanaście tysięcy 
Jeszcze w roku 1792 dla manufaktur grodzieńskicti, któi 
dyrektorem był podówczas niejaki Bylczyński, szły bez Of 
cła koszenila i „indykt" (zapewne indy go) po kilkadzie 
a nawet po kilkaset funtów **). Scłiultz, zwiedzając < 
dno, wspomina tylko o fabryce sukiennej i tę ma za up 
jącą, lecz konstytucya sejmu grodzieńskiego tegoż roku nr 
o fabrykacji w liczbie mnogiej i przyłącza do nicti dom „ 
demią zwany '^ **").** Wydział Potrzeb Wojskowych! pod 
powstania Kościuszkowskiego zawierał kontrakt z grod2 
ską „Manufakturą Sukienną" o sukna żołnierskie i kazał 
wyliczyć na racłiunek obstalunku złp. 63.034 groszy 13* 
Utrzymywała się też w Kobryniu fabr>'ka żelazna z mł; 
mi, foluszami oraz domami, pastewnikiem i ogrodem dla 
mieślników; wziął ją w dzierżawę niejaki Rajski, któr>= 
posługiwał robotnikiem krajowym *****). inne manufakt 
tak samo jak Akademia, szkoła kadetów etc. przez Ty 
liauza zakładane, upadły, ale nie z winy Stanisława Ai 
sta, bo ten, jak widzimy, nie zaniedbywał swoicłi zakła 
przemysłowycłi aż do końca panowania swego, nawet w 
cięższych! chwilach — podczas drugiego zozbioru. 



*) Archiwum Gł(5\vne Królestwa księga Nr. 100, Stan manuf. 
grodzieńskich dnia 31/4 1783 znaleziony. 

) Pr. Ek. A, 30, str. 783, 785. 

*) Schultz: Reise eincs Licflanders I, 44; Konstytucye 17 
część III, A lit. Zamiana Domu fabryk grodzieńskich. 

****) Gaz. Rząd. 1794 Nr. 8 z dnia 8,7, str. 29. 

*****) Dz. Handl. 1789, str. 34. 



« » 



**-Jłti 



259 



41. Zwracając uwagę na daty. zapamiętajmy sobie, 
iż w pierwszym okresie badanej przez nas epoki pracowała 
na polu przemysłu fabrycznego wielkiego jedna tylko Kom- 
pania Manufaktur Wełnianych i to z niepomyślnym rezul- 
tatem. 

Główna działalność Stanisława Augusta, bezpośrednia 
i za pośrednictwem Tyzentiauza lub kompanij akcyjnycłi przy- 
pada na okres drugi. Nie jest ona bynajmniej samotną, za- 
poznaną wśród społeczeństwa. Owszem objawił się wśród 
panów i szlacłity p )pęd ogólny do zakładania fabryk, spro- 
'Wadzania rzemieślników, do wszelkicłi przedsiębiorstw prze- 
rnysłowychi. Nędza, zrządzona przez katastrofę rozbiorową, 
t>udziła z ospalstwa szlacłitę; fatalne bilanse handlowe pou- 
czały ludzi, wyższe stanowiska zajmujących, o potrzebie wy- 
^^volenia się z zależności ekonomicznej przynajmniej od Fry- 
*^eryka II. Nie było więc bodaj ani jednego rodu pańskiego, 
któryby się jakiejś fabrykacyi nie imał. 

Czartoryscy założyli kilka fabryk mianowicie: w Staszo- 
wie i w Korcu. W Staszowie, niedaleko od Krakowa, 
^ raczej od Połańca, założona była fabryka sukienna przez 
'^tigusta Czartoryskiego, wojewodę ruskiego (a więc przed 
^780 rokiem); ta „dostatkiem dodawała sukien ordynaryjnych 
dla Wygody krajowej", ale w posiadaniu Lubomirskiej, jeśli 
^^C nie mylę, marszałkowej w. k.. córki Xcia Augusta „podu- 
padła znacznie". Jednakże w roku 17S8 Uczyła jeszcze „fa- 
brykantów istnych" 12tu, wyrabiała około 600 postawów 
na rok w gatunkach od 4 do 6ciu złp. za łokieć, w różnych 
kolorach, a mogłaby wyrabiać i po 1.000 postawów, gdyby 
"^iała zamówienia. Była tam i fabryka płócien, lecz o niej 
^feszych szczegółów nie podajemy *). W W o ł c z yn i e 



*) Raporta o fabrykach sukiennych z prowincyi krakowskiej: su- 
P^nntcndenta Gruszeckiego pod dniem 17/1 1789; pisarza komory Połaniec, 
Krasuskiego w Archiwum Skarbowem Koronncm dział XXX, plik Nr. 34. 



200 

była fabryka sukien w roku 1794. W Korcu (w powiec 
Łuckim) Xiąże Józef, stolnik litew. utrzymywał trzy fabryk 
1) sukienna w samem mieście składała się z 10 \varsztatóv 
a w tej liczbie znajdowały się dwa warsztaty żydowskie z ć 
robotnikami; ztąd wnosić można, iż liczba ogólna robotników 
docłiodzić musiała do 300tu. Czynną być zaczęła zapewn 
z początkiem roku 1786, ponieważ dyrektor jej Ziemieck 
wezwany urzędownie przez oficyalistów skarbowycli, złoż^ 
wykaz produkcyi trzechiletniej w dniu 11 grudnia 1788 roki 
Widzimy z tego wykazu, że w ciągu lat trzecłi fabryka w) 
robiła postawów: sukna ordynaryjnego 293^Vigj mystelfainc 
wego 14074, a^P^i ordynar>^jnej 111 V2j mystelfainowej 4*7 
kuczbai 70, dek 38\/4, kiru 62, razem wszystkiego postawów 
1.350'Vi6» czyli przeciętnie po 450 na rok. Zapewne prowadzor 
była dobrze, gdyż w roku 1791 dowiadujemy się, że prodi 
kcya doszła do 800 postawów rocznie, że najwięcej pracuj 
dla wojska, ale też wyrabia czasem i sukna extrafajnowe t 
jest najcieńsze w najwyższycti gatunkach. 2) Farfurowa (fi 
jansów) na Józefinie pod miastem na 86 warsztatach w>'ri 
biała garnuszki, imbryki, naczynia kamienne; w r. 1791 z. 
czynała wyrabiać porcelanę. Miesięcznie wychodziło z n : 
do 20.000 sztuk; mogłaby i więcej, ale brakło odbytu, cha 
eiaż skład}' były urządzone w "Berdyczowie i Warszaw- 
Wyroby jej miały być doskonałe, ledwie nie wyrównywaje^ 
zagranicznym, jak świadczą Magier i Jezierski 



KoHataj: Stan oświecenia w Polsce u Raczyńskiego. Obraz Xll^ 
Dz. Handl. 1788, str. 575 — 581. Rekwizycye Generałów w 7-brze 1 "^ 
plik a 35, raport Witthofa z Terespola z dnia 13/9. 

*) Uwiadomienie z fabryki sukiennej w Korcu dnia 11/12 X 
z podpisem Ziemieckiego znajduje się w powołanej plice Nr. 34 działu -^ 
Arcłiiwum Skarb. Koron. Dz. Handl. 1791, str. 46, 49; 1788, str. 5*7 i 
681. Magier Estetyka c. 29. Jezierski: AYszyscy błądzą, str- 
Gołębiowski Lud w. Z dziejów ceramiki w Bibl. Warsz. 1877, tonr» 
str. 187. 



261 

Dajemy tu wierną reprodukcyę filiżanki porcelanowej z cyfrą 
Stanisława Augusta na pokrywce i widokiem fabryki na 
spodku. 3) Kapelusznicza. Była też podobno i fabryka płó- 
cien nicza. 

Z rodu Potockich Prot zakładał, jak już wiemy, całą 
osadQ fabryczną w M a c łin ó w c e: 1) fabryka tameczna su- 
kienna liczyła 6 warsztatów, które wydawały po 240 posta- 
wów sukna ordynaryjnego rocznie; wełnę sprowadzała po 
części z Lubelskiego, a po części z Jas (z Mołdawii) i z Ro- 
syi; 2) fabryka kapelusznicza, wyrabiała przeważnie kapelu- 
sze proste z wełny ukraińskiej, które miały „wielki pokup 
i rozcłiód na Ukrainie;" 3) w Cudnowie była fabryka fajan- 
sów; miał też Prot • 4) fabrykę sukienniczą, na P r a d z e, 
przedmieściu Warszawy *) Wincenty Potocki, podkomorzy 
koronny „z troskliwości o pomnożenie rękodzieł" założył 
w swoim N i e m i e r o wi e: 1) fabrykę skór w gatunku an- 
gielskim; wyrób był dobry tak dalece, że wychodził za gra- 
"icę i że już w roku 1784 czysty docłiód wynosił 8.400 złp.; 
^^- August, zwiedzając tę fabrykę d. 16 maja 1787 r., zaszczy- 
cił pocliwałą dyrektora jej Mullera; 2) fabrykę sukien; 3) ru- 
'"alnię^ szabelnię i fabrykę strzelb; 4) kapelusznię; 5) fabrykę 
^yców (perkali), „złożoną po części z ludzi zagranicznych), po 
części z żydówek, liczbę 300 przenoszących". W roku 1784, 
8<iy w niej pracowało tylko 120 robotników, produkcyę rocz- 
"^ stanowiło 1500 sztuk różnych gatunków; wyrób zaś tak 
oobry był, że można było sprzedawać towar w Niemczech 
P^ Cenie krajowej **). Fabrykę perkali odstąpił Potocki mie- 



*) l^aport do J. O. Komisyi Skarbu Koronnego od kontra regcs tran ta 
^^^'incyi Ukraińskiej Chiichrowskicgo pod dniem 12,12 l7vS8 w plice Nr. 
działu XXX Archiwum Skarbu Koronnego Gazeta Rządowa 1704 r. 
^ *"• '5. Polen zur Zeit der zwcy letzten Theilungen 18u7, str. 308. 



»*s 



Dz. Handl. 1788, str. 575—581; Magier: P:)stetyka m. War- 
zawy c 29; znał on rzemieślnika z Niemierowa, kt«)ry pracował później 
^ 'abrycc Marymonckiej. Polen zur Zeit der zwev letzten Theilungen 1807, 
s^- 308. 



262 

szczaninowi Henri Amiet et Comp., który zażądał od Komi- 
sy! Skarbu Koronnej w 1785 roku ulgi na cle, ponieważ miał 
wyprowadzać wyroby swoje do Rosyi i Turcyi. Komisya ła- 
skawie przychyliła się do prośby i wyznaczyła cło po gr. \H 
i 15 na cyce, a po 24 gr. miedziane na „bagazye" od sztuki 
18-łokciowej. Dyrektorem jej w latacti 1789 i 1790 był ten- 
że zapewne wzmiankowany już Szl. Ewerard Ludwik Rudoll 
Muller. Nie rozumiem, dlaczego ów Alilller, w imieniu Kom- 
panii czyniący, zapragnął przenieść fabrykę cj^ową gdzieś 
indziej, nawet nie określając wyraźnie miejsca, a Potock 
przez deklaracyę urzędową zgadzał się na takowe przeniesie 
nie wraz „z ludźmi zagranicznymi i poddanymi przy fabryct 
będącymi**. Komisya Skarbowa Koronna pośredniczyła w te 
sprawie, zapewniła o swej opiece oficyalistę do spisania in 
wentarza i pisała list do Prota Potockiego z prośbą, żeby fa 
brykę w dobracłi swoich umieścił. To ostatnie żądanie miale 
na celu zapewne zasłonić Mullera i jego spółkę mieszczańska 
przed rygorem prawa, które podówczas jeszcze zabraniało 
mieszczanom nabywania dóbr ziemskich *). Szczęsny Potoc 
ki miał w T u 1 c z y n i e fabryki sukien ordynaryjnych, płó- 
cien, siodeł, powozów i wybornej broni palnej, a w M o h y 
Iowie nad Dniestrem fabrykę win krajowych **). 

Sapieha, kanclerz w. litt. miał w Różan nie (w po 
wiecie Słonimskim) fabr3^ki bławatne, sukiennicze, płócienniczt 
i świec jarzących, a Kazimierz Nestor w Kodniu sukienne 
o znacznej produkcyi, gdyż Komisoryat zamawiał od razi 
po 20.000 lolra *'% 

Xżna Jabłonowska Anna w Siemiatyczach na PoJ 
lasiu założyła: 1) majdan saletrzany, 2) hamernią do wyre 



•) Pr. Ekonom. A 22, str. 476; A'26, str. 483; A 27, str. 131 = 
A/30, str. 309. 

**; Dz. Handl. 1787, str. 104; 1788, str. 575 nast. Chuchrows^ 
nie dowiedział się cyfry produkc\'i sukien. 

*'**) Dz. Handl. 1788, str. 542. Przełożenia Dep. Umundur. rapc» 
318 1794. 



2ó.> 



fc/ania kotłów i różnych r.aczyr. z rzitlz: -^'.siijzu. która 
istniała jeszcze w 17v9 rokj :u'?j \v '-iraiku* . 

Z czterecłi braci Małach-r-wskijh 'źJitr. Jacek kanclerz 
^^'- k., oprócz utrzymywa-iia :'arryk k -nieckicr.. rrzez o;ca 
^^łożonvcłi, wszedł w charakterze rrrzvij-.-je:::' do k-:'n^;ra- 
J^u „patr^-otycznej" o 4''» ak:yach. k: ra s:,- zawiązaia z:i 
^^'Pływem Stanisława A'j;;;us:a w ce!u r"-^uk:-.var.ia sol: V'^d 
^Vsią Rączkami w woiewóJztAie sieraizkierr.. r.ależucę d"» 
I'^<i2inv Karwosieckich ** . p- ^zukiwar.ia te r.:e djiTOwadził/ 
j^<inak do oczekiwanych korz.^c:. Starti-ław miał kuźnice 
^ Białaczewie. 

Z Poniatowskich Xże S:a:>:a'.v. roi-karhi w. i:tt. gor- 
^\vie szczepił przemysł na l.'kra:r.ie: w K"r-L;r.:u. zaloż\l 
^abr\'ki sukien, zamszów, jedwal^u : saletry, w Taraszczy. 
hutę szklanną z fabryką zwi->rj:aJe!. w .Sachn"Wcc. win- 
nicę i plantacyą tytur.iu *** . Nie ty.-j czyr.anii. ile radami. 
napływem i udziałem --łuży! ^rniwie rrzem-.słu Michał, brar 
króla, ostatecznie pr^ma-. \\'idz.e!:-:r.y lo w iiczbie założy- 
cieli Kompanii Manufaktur Wcirt: .ryc;-;. r /.em w liczbie ak 
cyonalistów Kompanii Beu-ta Buskie: •. ale r.ajważnicjszem 
jego dziełem było .,Społeczer.stWM fabryki krajowej p!ł!)cien- 
nej**. ., Kontrakt** był spisa-^y '^• jei^o pałacu d. 7 listopada 
1787 r. Dla tej fabryki naryt-j na rrawie emtiteutycznem 
grunt w ł^owiczu. Kontrakt zaczyna ^-i■v od oświadczenia: 
„Subskrypcyą przedsięwzieli-^my :::e tak ch';'cią zysk'.'>w, jako 
raczej czystą intencyą uczynienia najistotniejszej krajowi 
przysługi". Fundusz mia! składać się z V=^X).0'.hj zip. podzie- 
lonych na 225 akcyj (właściwie udziałów- po 4.CM.) złp. war- 
tości. Opłata była rozłożoną na cztery raty półroczne i \ynie- 



*) Jabłonowska: Ustawy Powszechne dla J«>br moich rzavl- 
ców tom I, str. 15 i U/y — 173, (Jyspozycya o saletrze » i w tomie W: 
Ustawy dla pisarza hamernianego, kotlarza hamernika. H ols che 1. c.t. 
I, 412. 

**) \ax: Wykład etc, sir. !.'.;>. KnUka wiadomość o soli, str. 4S. 

*•*) Dz. Handl. ITSf^, str. KA. 




264 

sioną do banku Teppera w miesiącach lutym i lipcu w 

gu lat 1788 i 1789. Zarząd, czyli, jak się kontrakt wy: 

„rząd" miał się składać z 12-tu osób po -połowie ze s 

szlacheckiego i miejskiego; członkowie zarządu używają 

tulu „administratorów fabryki krajowej"; głosy obliczały 

podług liczby akcyj, oprócz króla i prymasa, którzy i 

oddzielne przywileje. Akcyj wyciągać z kompanii nie w 

aż po skończonych 12tu latach, rachując termin od d. 1 

tego 1788 r. Czwarta część zysków ma pozostawać w I 

dla zasilenia fabryki. Na liście akcyonalistów król za 

się z 10, a prymas z 20 akcyami, inni zapisywali się 5 

kle na jedne. Fabryka była czynną już przed grudnier 

1788, jak się dowiadujemy ubocznie z głosu Małachowsk 

wojewody krakowskiego. Nie wiemy, ile mianowicie w 

biała płócien i bielizny stołowej, lecz Jezierski ' nazywi 

„wielką". Mieściła się pK) części w zamku, a po części w 

dzielnych budynkach. Wyprzedażą wyrobów łowickich 

dniła się Kompania Kontraktowo - Składowa, która n 

w tym celu bezpieczny i należycie we wszelkie potrzeby 

opatrzony magazyn na Solcu w Warszawie; na swój doc 

Kompania ta pobierała lO^/o od ceny sprzedanych płot 

Po drugim rozbiorze kraju byt fabryki zachwiał się zapcA 

domyślamy się tego z rezolucyi, powziętej na posiedź 

administratorów d. 21 stj^cznia 1794 r., względem „podz 

nia zbytnich towarów i efektów, w magazynach fabryki 2 

dujących się. tudzież dalszego jej urządzenia". Zwołane 1 

posiedzenie nadzwyczajne wszystkich akcyonalistów na d 

1 marca. To zgromadzenie ogólne uchwaliło likwida< 

która jednak nie ukończyła się przed wybuchem powsti 

Kościuszkowskiego, bo Rada Zastępcza odwołała się do ak( 

nalistów o jakąś ofiarę na potrzeby wojska, przypomina 

że fabryka posiada w swoim magazynie warszawskim „v 

kie zapasy płótna *)." 



*) Kontrakt w Dz. Handl, 1787, str. 657 i nast. Magier w 
tctyce (c 29) powiada, że fabryka Łowicka „nie została uskutecznio 



265 

Chreptowicz Joachim podkanclerzy litt. dopiero około 
r. 1790 urządził w dobrach swoich Wisz nie wie piec wielki, 
pierwsz>' i jedyny na Litwie, do wyrabiania żelaza; piec ten 
był czynnym w r. 1794, ponieważ kolumna wojska rosyj- 
skiego miała tam iść dla zabrania przygotowanych zapa- 
sów *). 

Nawet Poniński, ów zdemoralizowany gracz i utracy- 
usz wyrabiał żelazo w wielkim piecu pod D r y ł o w e m, 
miał jakieś fabryki bomb i kul, których próbki posyłał Po- 
temkinowi, sprowadził z Neu-Wied (Westfalia) ośmiu maj- 
strów stolarskich, którzy byli twórcami wyższej s t o 1 a r- 
szc żyzny (Ebenisterie): wyroby ich sprzedawano za angiel- 
skie. W liczbie tych majstrów znajdował się Simmler, zape- 
^vne protoplasta rodziny tak znakomitej dzisiaj z W3Tobów 
stolarskich, a jeszcze więcej ztąd, że wydała jednego z naj- 
^^ick:sz3'ch naszych malarzy artystów **) 

Do wielkiego świata warszawskiego należący, ale wąt- 
pliwej sławy używający Unruh, starosta hamersztyński, stały 
ff^^ć, niemal domownik Stackelberga, prowadzący na jego 
Przyjęciach niedzielnych grę w faraona i mający, jak powia- 
^^ no, pewien udział w zyskach z wygranej***), zajmował wy- 



^^ twierdzenie to jest mylne, jak świadczą przytoczone w tekście fakta, 

'*"*^^<^rpnicte z głosu Małachowskiego na scsyi 36 z dnia 13,12 1788 

^ ^'^ryusz urzędowy tom I, część 2, str. 421) z broszury Jezierskiego 

^^^ t^^tułem , Wszyscy błądzą" str. 8, z Doniesienia Gazety Krajowej 

^^y >Jrze 1 z roku 1794, str. 12 i Nrze \9^ str. 228 z Journal Historique 

* "^1 i 73, oraz Gazety Wolnej Warszawskiej Nr. 7 str. <)4. Folen 
*" ^€it der zwey letzten Theilungen lvS07 str. 8.') — 7. 

*) X. Osiński: Opisanie polskich żelaza fabryk, tabela do karty 
^■"^ <^az. Rząd. Nr. 18, str. 71. 

**) Osiński 1. cit. Kalinka: Dokumenta w Pamiętnik, w. XVII I 
y^anie Żupańskiego X. część 2, str. 111, Magiera 30. Nazwiska in- 

• ^*^ ebenistów: Diirchs, Sterzing, Gerst, Nenecke, Fries, Romer i Dreistz. 

***) Engestrom: Pamiętniki tłómaczył J. I. Kraszewski 1875, 
^^^nań, str. 41. 



266 

datne stanowisko na polu przemy słowem: wieś jego Kobył- 
ka (niedaleko od Warszawy położona) była siedliskiem trzecłi 
dobrych fabryk: 1) mydła, które współzawodniczyło z rosyj- 
skiem, a którego produkcya roczna docłiodziła do 1.000 be- 
czek, 2) pończoch wełnianych, 3) pasów polskich, które miały 
być prześliczne i były brane do Wiednia dla oddziału gwar- 
dyi cesarskiej polskiej; rocznie wyrabiano takich pasów pc 
50 do óOciu. Ta ostatnia fabr^^ka, czynna już przed r. 1783, 
przetrwała do 1794 r. i przeszła zdaje się na własność dy- 
rektora jej Filsjeana, którego podczas powstania Warszaw- 
„zamordowali okrutnie kozacy za to, iż się wziął przeciwkc 
nim do oręża" . Jego sukcesorowie zanieśli do Rady Najwyż 
szej Narodowej prośbę o wsparcie, „gdyż fabryka pozostała 
żadnego im pożytku nie przynosi"; otrzymali 1.000 złp. pensy 
do końca rewolucyi *). 

Najznakomitszym wszakże i najobrotniejszym pomiędz) 
dygnitarzami przedsiębiorcami był Jacek Jezierski, ka 
sztelan łukowski. Senator ten niedobrej używa opinii u na 
szego pokolenia, które pamięta jeszcze tradycyę o łazienkacł 
nad Wisłą, zbudowanych przez niego i połączonych z domen 
rozpusty (co było nowym natenczas dla Warszawy wynalaz 
kiem). Pomścił się na nim Kitowicz w imieniu stanu ducho 
wnego krótką, ale dosadną i ostrą charakterystyką. Powiad; 
on: „Z rodzaju prześladowców duchowieństwa niepoślednin 
też okazał się Jezierski k. ł. Ten człowiek, nieznany w Rzt 
czypospolitej za Augusta III, pierwszy raz byl posłem n; 
sejmie konwokacyjnym. Mówca łatwy, ale uszczypliwy, któr 
sposobem jurystowskim, będąc przedtem tej professyi, umi 
zbijać każde zdanie, ale sam lepszego innego nie wynajduje 
Wtuliwszy się w kredyt Podoskiemu, drugiemu przed dzisiej 



*) Pamiętnik Histor. Foityczny. 1783, str. 108, 378. Gr 
zeta Rządowa Nr. 10, str. 39. Zdarza się teraz czytać w Kuryeri 
Warszawskim ogłoszenia o sprzedaży pięknych pasów sluckich i kob^ 
łeckich. 



267 

szym prymasowi, zrobiony od niego komisarzem, przez zdzier- 
stwo poddanych i oszukiwanie pana przez lat kilka zlupił 
z dóbr 200.000 złp., z czem się wielokrotnie chlubił, urągając 
jeszcze prymasowi" *). 

J. I. Kraszewski pod wrażeniem tych głosów zapewne, 
a może też nie upodobawszy sobie kilku mów sejmowych 
kasztelana, pojął go jako człowieka lichego, niespokojnego, 
odzywającego się niestosownie przy obradach i przedstawił 
go. jako dziwaka, niemal jako przedmiot pośmiewiska dla 
Izby. Nareszcie tak utalentowany historyk spec3'alista, jakim 
X. Waleryan Kalinka, sądzi jego mowy polityczne suro- 
wo i mniema, że „grał rolę śmieszka na sejmie", że odpierał 
żądanie mieszczan „trywialnemi konceptami" i t. p. **). 

Na naszem polu badań Jezierski ukazuje się w innej 
całkiem postaci. Potrafił on zająć nas tak żywo, żeśmy no- 
towali każde jego przemówienie, każdą wzmiankę o nim 
i, rozbroiwszy się z podejrzeń, oto do jakiego przyszliśmy 
zdania: 

Jezierski nazywa siebie niejednokrotnie prostakiem nie- 
uczonym i z godną uznania skromnością, będąc już star^^m 
człowiekiem, korzy się przed nauką i wymową młodziuchnego 
Tadeusza Czackiego *'^*): miał jednak d'^świadczenia niemało 
i talent pisarski, a nawet krasomówczy niepośledni. Nie wiem, 
czy był kiedy jurystą, jak podaje Kit o wic z, ale on sam 
wspomina, że b\i artylerystą, zapewne w załodze Kamieńca, bo 
mieszkał tam lat 8 *"**"); miał przeto praktyczne przynajmniej 
pojęcia o wojskowości. Służba ta przypada niewątpliwie na 



*) Kitowi cz: Pamięt. z czasów panowania St. Augusta 1S45 r., 
Poznań, Łukaszewicz I, 64. 

**) Polska w trzech rozbiorach — passim, Kalinka: Sejm Cztero- 
letni I, 243, 344, 508. 

*•*) Dziennik Czyn. S. G. W. Scsya 297 (nic 295) z dnia 3,8 
1790 roku. 

****) Dzień. Czyn. S. C. W. Scsya 157 z dnia 17,9 1789; scsya 
290 22 7 1790. 



^ 



268 

czasy Augusta III, bo już na pierwszych sejmach Stanisla' 

Augusta Jeziei*ski występuje jako urzędnik ziemski, skarbr 

miecznik Łukowski i poseł najprzód lubelski, potem nurs 

miał więc blizko 30-letnią praktykę polityczną. Czy sprav 

wał się nieskazitelnie na ławach poselskich i na krześle 

natorskiem, które w r. 1775 dla niego umyślnie odnowie 

i przywrócono? Czy też zaprzedawał swoje kreski? Dov 

dów jasnych ani pro, ani contra nie posiadamy, raczej jedn 

skłaniamy wiarę na jego korzyść, że mówił od serca nie 5 

od worka. W r. 1766 odzywał się przeciwko żądaniom I 

pnina i doradzał przejść do porządku dziennego, pozosta\ 

wszy załatwianie skarg dysedenckich biskupom; w r. 17 

znajdował się w delegacyi sejmowej, ale powiadał, że „myśr 

sceny nie grali, tylko jej asystować i poniewolnie patr2 

musieli" *). Kalikst Poniński w delac^i swojej, podanej j 

dowi sejmowemu na obronę brata w r. 1789, umieścił Jezi 

skiego jako przekupionego członka Delegacyi. Wspominaj 

o tem, sam Jezierski nie zaprzecza wyraźnie, bo nieste 

dostał 5 królewszczyzn; więc broni się bardzo niewłaściwa 

argumentem, że sam Kalikst znajdował się na tym sejm 

a wziął mitrę, starostwo i regiment **). W przemówienia 

jego z tej epoki nie dosłyszeliśmy przecież płatnych odgłosó 

przeciwnie, wyrywały mu się okrzyki bolesnego uczucia j 

np.: „Pogódźcie się panowie a resztę Polski rozbierzcie"! (g 

Antoni Sułkowski żądał znacznej darowizny ceł dla swoje, 

miasta Leszna), albo przeciwko Augustowi Sułkowskierr 

„F^odobno się temu projektowi (banku) nikt nie sprzeciwi, 

jesteśmy pewni, że nikt pieniędzy nie da; doświadczyła te 

Polska, że publiczna wiara va cii lat i takie piszemy praw 



*) Dyaryusz 1766, sesya 41 z dnia 27/11, karta dd/2, strona ( 
wrolna; Prot. Delcg. akt limity, Konstytucya Dyar. Seym. Ord. Wars 
sesya 115 z dnia 8.6 1789 str. 217. 

**j Dz. Cz. S. G. w. sesya 215 z dnia 30/12 1789. Vol. Leg. VI 
f. 238. 



269 

jakie nam nie publiczne dobro, ale własny dyktuje interes" *). 
Pomiędzy papierami, znalezionymi w ambasadzie rosyjskiej, 
r. 1794, nie masz jego kwitów. Godnem też jest uwagi, że 
na sejmie czteroletnim, i to już po delacyi Ponińskiego, bo 
w r. 1790, Jezierski wystąpił z wnioskiem, aby sejm kazał 
stanąć bankierom i buchalterom przed sobą, aby ci wyznali, 
jakie i którym obywatelom polskim wypłacali pensye cudzo- 
ziemskie i aby księgi swoje pod przysięgą od r. 1768 kom- 
portowali **). Czyż podobna prz3'puszczać, aby się ktoś 
odważał na podobną propozycyę, gdyby własne jego nazwi- 
sko figurowało na liście przedajności? Przypuszczenie takie 
staje się prawie niemożliwem, gdy zwrócimy uwagę na cłia- 
rakter mówiącego jowialny, rubaszny, niezdolny do giętk(Dści 
dyplomatycznej. Czujemy szczerość i pewność siebie w ta- 
kim żarcie np. gdy opierał się uwolnieniu od opłaty za pa- 
tent ' szlacłiectwa znacznej liczby nobilitowanych, a potem 
oświadczył: „Odstępuj od opozycyi, ale pamiętaj JW. Mar- 
szalku, aby te zasługi całego nie wysuszyły skarbu, bo jeżeli 
^' Pan przez swoje cnotę skarbu nie będziesz bronił, roz- 
biorą go wszyscy i ja razem z nimi brać będę". Co do epo- 
^ Zaś sejmu czteroletniego zresztą wszelkie powątpiewa- 
^^^ ustąpić musi w obec świadectwa X. Kalinki, który 
^ ^jnych archiwów pruskich przekonał się, że nikt pensyj 
pruskich nie pobierał, że kilka osób zgłaszało się do Lucche- 
siai'ego o pożyczki, ale i w tej kategoryi Jezierski się nie 
znajdował***). 

Nie twierdzimy, że był bezinteresownym, albo, że na 
słowach jego zawsze polegać było można. Przechwalał się 



•) Pr. Del eg. Zag. VI, sesya 44 z dnia 26/2 1775 r., str. 143. 
*^ya 65, str. 156. 

**) Dyaryusz urzędowy 1790 r., sesya VI, (357) z dnia 35/2 I, 
8^. 123. 

♦**) Dz. Cz. S. G. W. sesya 340 z dnia 4 U 1790 roku, Kalinka, 
^im Czteroletni I, 278, 279, 280. 



270 

np., że dał pochop zyskowi Skarbu Kor. na milion z gć 
złotych z tabaki; tymczasem wiemy z akt, że Komisya Ski 
jego ofertę, jako niekorzystną odrzuciła właśnie w r. 1777 
cłi3'ba, że tak wysoką wartość przyznawał swemu pomysło 
o tantiemie z każdego funta tabaki na rzecz skarbu, zamic' 
dzierżawy ryczałtowej. W osobistej sprawie z niejakim W 
skim skompromitował się publicznie i jawnie. Wyzyskuj 
sympatye sejmu dla przemysłu krajowego, wystąpił raz 
skargą: „Kupiłem w Wdztwie Sandomierskiem dobra 
500.000, znalazłem tam stal wyborną, zniosłem niektóre f 
warki, a wszystko obróciłem na fabryki, sprowadziłem z n 
małym kosztem rzemieślników z zagranicy, ucz3'niłem ter 
kontrakt z komisoryatem na dostarczenie żelaza. Wszyst 
to niszczy p. Wolski, bo zepsuł groblę, której naprawić i 
pozwala. Niech Prześw. Stany zalecą Komisy i Cyw.-Woj^ 
powiatu Opoczyńskiego, aby groblę naprawić kazała, bo r. 
mieślnicy rozbiegną się". Sam Król poparł ten vvnios( 
a Izba jednomyślnie go przyjęła. I cóż? W parę tygodni r 
deszla odpowiedź Komisyi Cywilno-Wojskowej, że wstrzymj 
się od dopełnienia tego rozkazu, ponieważ groblę sama vvo 
przerwała, a Wolski żadnej krzywdy kasztelanowi nie uc2 
nit **) Miewał też zatargi z Komisyją Skarbu Kor. o pi 
nad Wisłą w Warszawie, przywłaszczony bez żadnego p 
wa***). Zajęty wciąż spekulacyami, dorabiając się fortuny 
różnorodnych przedsiębiorstwach, nie był wybrednym co 
środków bogacenia się; może też niekoniecznie prostemi d 
gami doszedł do posiadania dóbr obszernych: w samem Si 



*) Porównaj głos Jezierskiego na sesyi 183 z dnia 3 11 1' 
i Prot. Ekonom. A 13, str. 703 i A/ 14, str. 31 (rezolucya z dnia 2 
1777 r.) 

**) Dz. Cz. S. G. w. sesya 297, (nie 295) z dnia 3/8 i 303 ( 
301) z dnia 16,8 17<X). 

***) Pr. Ek. A 16, str. 440 miał właśnie swój dom przy mc»ś 
A; 22, str. 442. A/21, str. 374; D. P. 2, str. 26. 



271 

domierskiem 16tu wsi z dwoma kościołami parafialn3'mi ^)^ 
a miał jeszcze dobra w ziemi Łukowskiej, w Sieradzkiem, za- 
pewne też i w innych okolicach, pałac przy ulicy Danielewi- 
czowskiej i kamienicę przy ulicy Bednarskiej (tę ulicę własnym 
tosztem wybrukował). Ale tej chciwości życia prywatnego 
nie przenosił do spraw publicznych, przynajmniej podczas sej 
niu czteroletniego. W ciągu pierwszych miesięcy przypominał 
^vciąż potrzebę rychłego uchwalania podatków, potem powię- 
kszania ich „bo te tylko na 40.000 wojska wystarczą", po- 
tem posuwał się aż do ofiar pieniężnych, gdy zrzekł się zwrotu 
opłaconej raty protunkowego i wszystkich senatorów do po- 
dobnego zrzeczenia się zachęcał. Proponował też skarbowi,, 
że odda mu 3 okna soli w swojej warzelni, sobie czwarte 
zostawiając **). 

Ostrymi docinkami mógł się niejednemu narazić. Tak 

"P- o Suchorzewskim mówi w izbie: „Gdyby Rzym tylko po 

zwolil, tobyśmy go za życia jeszcze kanonizowali"; Stanisła- 

^'ovvi Augustowi rzekł w oczy: „Mówili, iż W. K. Mość 

^''zyrnasz z Moskwą... co się teraz przeciwnie dzieje", albo: 

i»t)awałeś N. Panie wielkie i małe starostwa, honory, dygni- 

^rstwa i co tylko do rozdawania przyszło; sobie nic nie za- 

""^yrnałeś; ale nie dawałeś w ojczyźnie zasłużonym, bo pró- 

^'^ujący w nierządnem królestwie zasługiśmy nie mieli; da- 

^'aleś i zbrodniom, gdyś był od swoich i obcych przymu- 

^Oriy" ***y Przyznać jednak należy, iż te docinki zwykle by- 

^^y słuszne i trafne. Wogóle zaś jego przemówienia, uwagi^ 

f^^^jekta, rady. jego cały udział w rozprawach nosił cechę 



*) Zbiór mów i pism. Wilno 1798 (sic) V, 182. 

**) Dyaryusz urzęd. tom I, część 2, str. 99 (sesya 49 z dnia 

' • * 1789); Dyaryusz krótko zebrany, str. 259, sesya 83, z dnia 27/3 

"^^^; Dz. Cz. S. G. W. (sesva 183 z dnia 3/11 1789); Kontyn. Dyar.^ 
sir. ^3 

*•*) Dz. Czyn. S. G. W. sesya 325 z dnia 7/10 1790; sesya 237 
^- 8/6 1790; Kontynuacya l)varvusza, str. 214, sesya 115 z d. 8, 6 
n%9 r. 



272 

gorliwości o dobro kraju. W materyach finansowych dąży* 
zawsze do powiększenia dochodów skarbowych: wytykał więc 
niedostateczność uchwalonych lub małą wydajność pobranycl* 
podatków *), posługując się zręcznie skombinowanym rachun 
kiem przybliżonym (np. o podatku od skór). Chciał zmniej 
szać uposażenie duchowieństwu wyższemu i mówił o bisku 
pach: „nie po francuzku obeszła się z nimi Rzplta", gdy za 
miast 10.000 liwrów wyznaczyła po 100.000 złp. pensyi 
chciał dwa opactwa oddać Akademii Krakowskiej i złoży 
swój projekt względem nowego urządzenia opactw; ale do 
magal się „opatrzenia dla duchowieństwa niższej rangi, wj^ź 
szego uposażenia dla biskupów unickich i miejsca dla metrc 
polity ruskiego w senacie** **). Więc nie Kitowiczowi, ale jem 
przyznać należy słuszność i trafność w pojmowaniu tej ms 
teryi. Opierał się tylko podatkowi od fabryk i od wartość 
domów, do czego miał racye poważne ***). W rozprawac 
o organizacyi wojska żądał zniesienia szefostw; jako urzęd 
zbytecznego, oraz przywilejów rotmistrza: „My podobno wi< 
cej rotmistrzom czynić dobrze a gwałtownie usiłujemy, nj 
oni pretendują, bo tak zacni, tak majętni obywatele nie z( 
chcą szałasów wojskowych pilnować, kiedy mają własne pi 
łące" ****). W interesie oszczędności żądał zmniejszenia min 
steryum: „Mamy i tu 16-tu płatnych ministrów, a czterec 
z nich ledwo zasiada". Dopraszał się ustanowienia Bank 
i własny projekt złożył ***•'*). 



*) Naprzykład w Dy ary u szu krótko zebranym, sesya 83 z d 
27/3 1789. 



** 



') Dz. Czyn. S. G. W. sesya 272 z dnia 29/5 1790; sesya 
z dnia 27/3 1789, sesya 80 z dnia 23/8 1789 w Dyaryuszu krótko zet- 
nym 1, 247. 

***) Konstytucya Dyaryusza, str. 82—84. Dz. Czyn. S. G. 
sesyą 171 12/10 1789. 

****) Dzień. Czyn. S. G. W. sesya 153 z dnia 10/9 i 169 ^? 
1789 r. 

***♦*) Tamże, sesya 237 z dnia 8 6 1790, sesya 402 18.3 1 T 
głos Krzuckiego. 



273 

Obchodziła go i sprawa żydowska; sam ofiarował się 
na członka deputacyi i projekt urządzenia narodu żydowskiego 
wnosił, lecz dla braku czasu przez rozprawę nie mógł prze- 
prowadzić. W sprawie miejskiej oddalił się znacznie od przo- 
downików reformy, jak to wykażemy niżej (w §. 52); po- 
mimo to zacny Barss w broszurze, która bardzo się nie po- 
dobała Jezierskiemu, przemawia do niego jako do „znako 
mitego obywatela" do „twórcy tylu fabryk i patr^^otyzmem 
^osławionego męża". Rzemieślnicy i fabrykanci przychodzili 
do niego „żądając zabezpieczenia handlu i rzemiosła", i on 
składał ich memoryały u laski. Bo też niejednokrotnie prze- 
mawiał o „ekonomice" i projekt o fabrykach wypracował *). 

Nie widać ztąd wcale, żeby Jezierski był wyśmiewany 
albo nawet lekceważony, gorliwość zaś jego obywatelska jest 
^t>yt widoczną, żebyśmy ją mogli w w^ątpliwość podawać. 
Kto zna dzieje sejmu czteroletniego, niechże sobie przypomni 
i policzy, ilu było posłów, coby tak pilnie dosiadywali w Izbie? 
^^^ senatorów, coby tyle zdrowych myśli wypowiedzieli, tyle 
pracy podjęli? 

Bo Jezierski nietylko mówił i w deputacyach pracował, 
^^^ też drukował broszury w kwestyi włościańskiej, któreśmy 
rozbierali wyżej (§. 28), jakoteż w sprawie miejskiej; umieścił 
^'^ykut w Pamiętniku Histor. Politycznym w kwestyi Banku 
-narodowego, nader ważnej i pilnej w owym czasie. Styl 
J^^o jest dosadny, treściwy, obfity w zwroty mowy ludowej, 
czasem rubaszny, ale trafiający w jądro kwestyi **). Robi wra- 
^^nie szczerości w przekonaniach i uczuciach. 



•) Dzień. Czyn. S. G. W. 347 z dnia 22,11 1791, scsya 39^) 
^ ^riia 1,3 1791, sesya 400 z dnia 15/3, sesya 4<.i8 z dnia 29 3 1791. 

**) Przykład rubaszności literackiej: „Nie wierzcież warszawskim pi- 

/"^^^m, w których rozum tak się rozmnożył, że im sig w głowie mieścić 

^ nioźe, a zatem ustąpił do żołądka, zkąd na jogo miejsce fum nastąpił'*. 

^•^ odprawę daje autorom, którzy dla mieszczaństwa praw politycznych 

^^H. (Wszyscy błądzą. Rozmowa pana z rolnikiem. Dufour 1790, 

*^- 55). ' 

WewDttnne dzieje Polski Korzona.— T. II IS 



274 

Kończąc tę charakterystykę, winniśmy jeszcze zwró 
uwagę, że Jezierski, chociaż opierał się przedłużeniu sejmu w ] 
dwójnym składzie posłów i używał nawet wyrazu „nie 
zwolę", przecież pozostał w Izbie i pracował po dawnen 
że po upadku konstytucyi majowej znikł z widowni p< 
tycznej i nie ukazał się ani między Targowiczanami, 
w Grodnie; lecz podawał znów projekty władzom pc;wst. 
czym 1794. Umarł 84 letnim starcem w r. 1807). 

Rozpatrzmy się teraz w działalności Jezierskiego 
polu przem3slowem. Kto wie, czy nie pobudki patryotycz 
czy nie ból nad traktatami rozbiorowemi, a szczególnie r 
traktatem handlowym pruskim, popchnęły go na to pc 
Jeszcze w r. 1774 przemawia słowy pospolitego szlachci 
opiera się wnioskowi cła generalnego, obstaje za slawn 
przywilejem wolności od ceł: ^Co to jest, że Rzplta szlac 
uwalniała, a my sami na nią kładziemy to jarzmo" ^). M< 
pierwszem wystąpieniem jego była wspomniana już ofe 
o dzierżawę dochodu tabacznego w końcu r. 1776. Korni; 
Skarbowa po długich wahaniach zawarła wprawdzie uk 
z Blankiem, Dekertem i Kafałowiczem, ale na tejże zasaci 
ogólnej, jaką proponował Jezierski, a która okazała się 
skarbu korzystną, bo znakomicie podwyższyła dochód 
O48.000 w dwuleciu 1776-8, do 1,713.000 w 1782—4 i 
2,152.(XX) w latach 1786—1788. Wszedł do Kompanii ' 
bacznej Litewskiej, ale tam i „prowizyą stracił, i kapitału 
dobrał**. Zakładania fabryk jął się Jezierski zapewne późn 
około r. 1780 i w dziewiątem dziesięcioleciu. Żeby powz 
wyobrażenie o zasługach i uzdolnieniu na tem polu, pos 
chajmy jego własnej mowy **). 



*i Pro tok. Dolegać. Zagajenie VF, sesya 15 z dnia 12, 1_' 17 
str. ol. 

*•; Z dnia 19.1 1791 w i)yaryus;:ii urzędowym 1790, tom 1, 
1', str. 136 i nast. 



J/5 



„Po^iuchaj^:ie i;;'.ł.su eA-.';'.- •::". i jl ::•._; ». I:t'»ry w naszem sej- 
mowaniu nie bvł we z\v'.cz.-.'j. \\'vr:'.'.jv".:v nawet splawnu 
rzeki. gdvbv im źróJła w-Jy r.ij ć';ia'vvałv. l'ak wv. czvli 
wasza zwierzchno-^ć. gviy nie okaże r.:L-zaA'/J.ie;4«) micszkań- 
cuai dochodu, choć ab.s^.-iutr.a 'x:l^::^ r.it V'rMi:\ z ludu w\'- 
cisnąć podatku. Za>raiy nan; ?■;:•-•:: ^ \ l trzy kraj-j wraz z j^ula, 
przecież nie jesteśmv ta!c u::':://., 'ak si--* byj T;nien'.a:nv; 
jeszcze mamy ziemi wi-^-.L-;. r.:ż kr-^ie-iw-. Frar.cuzkif. klorc 
-4,uO).000 ludzi w soric zav.:.;:a. Aja:i:v i-j^zjze zarom.nia- 
nego kraju kilkaset mil k\'.a.i:;::-.;'.\\c-: w .^^wijjie J''ińskim. 
w użytecznych nizinac:-i za:*.!-.;. ći:".\ wh. Si-jc-.-Ui-l na:ii t\'ik(> 
rząJu. TOspoda^:^twa we\yivj:^zn'jL: •. :'i*.:r\k. rrav.a niL-zay/o- 
dnego dla cudzuziemców: ■.. za -i';.:-.', .-.a-ZL- 'iSrrji i niezn:iL-rne 
puszcze. Mamy dla ni-ii J..--'. ^ /Ly.'. :.o-j;: .l^ieb. miys'.'. ^oli ■?; 
aż do zbytku, mamy ku ich •..-z:jż\' w-.;:,'/. ::;i:. konoi^. ^k«>r 
aż nadto, ale rządu nie rnanw. Ij.h :'a". :•. i:aM'»w rr.ann' me- 
taie. srebro, •■)luw, miedź. ^tai. zij!a^^ r.a;--. yb-y^i^jj-ze : . a te 
zaniedbawszy robić, y/^zclkie z nic!. i;a.zv:.;a /. zaL:ra:i:c\' za- 
pamiętale prowadzimy i tak i..-i i;'..-do:':v:':-.t.'/o czynimy, jak 
w okolicy warszawskiej c:'.!'j'^i: z::<,/-- >i:v::^l'\yx, a chleb ku- 
pują. Nie lepiej i my si;- >'.: >: > -> )\i rz; .;z..::y: 7.'//.».(X;'J za 
c^ranicę wysyłamy, jak-; 'r.y\ > w rarorcie Ivi::;i'-y: Ska:vu .zy- 
tane... bez powrotu. po:-:cważ Au-try^i pra\yi'j :;i.: z Po:-ki 
nie potrzebuje... Polslca nie:yii:-.> z\yr'łji \\ •yei;'^dz:^c^; za Lra- 
nicę miliony, ale utrajony w Wieliczce duchf/^ d'> yv-:a-:iei;o 
powróci skarbu, jeżeli nad warzelnia -^'^i takr^ } rZ'/;'/>y r.-obę, 
któraby nadziei publicznej n.ie zawiodła. l'<^-iuc:iajj:eż N. Siany, 
ja wam, jako praktyk i ri-riy-zy wynalazca ^^li warz"\ej 
w pozostałym kraju, najpu-Arii-jJ-za n.zyni-j relacy^. T-fZL- 
dzenie to jest polskie, żeby >>'.] k';;.:a:.a wi-jlijica z d'Ay«.)zami 
dalekiemi miała mniej kosztować, niz warzona przy blizkich 
lasach, kiedy u mnie same.^o ta n-jara. ki-^ra ^ie przedaje i:a 
zł. 16, kosztuje zł. 4, ch'.>ć ni-jir.a 'A-!ii>:iL:;'.) laieu. lJru.ua 
prevyenc\'a, że sól v.*ielicka <ł<)ń<za. niż \yarz<'na: wielicka 
sól w Lccz3X\'' sprzedaje ^ie .L^^imiec p-.* zl, 1'. a moja wa- 
rzona po gr. 20. Nadto <*j\ nv)ja l:]izko w róvynym gradusic 



276 

słoności z twardą solą równa się; kto nie wierzy niech t 
w Warszawie doświadcza"... 

„Prócz Galicyi, Wołoszczyzny, Hiszpanii, cztery częśi 
świata twardej soli nie znają, ale żyją morską albo warzonj 
Nadto sól warzona, co do zdrowia, przenosi twardą, któi 
bez ziemnych różnych nieczystości szkodzących obejść się n 
może. Wynalazcy soli: N. król w Busku i ja, sługa was; 
w Szolcy innej nagrody nie żądamy, jak żebyście ten ta 
wielki dar dla kraju mile przyjęli i zlecili skarbowi, aby g 
pomnożył. Fabryka w Busku bezleśna potrzebuje dla dre> 
wyczyszczenia rzeki Nidy, jak oto było w raporcie skarbc 
wym czytane. I to mam dodać, że fabr>^ka w Busku zlożor 
z bogatej Kompanii, bo z Króla Imci, X. Prymasa, Moszy 
skiego, Prota Potockiego, Teppera, Czackiego Grafa Baysl 
a do mojej nie mniejszej sama się Opatrzność przyłożyła. 

„Fabryka moja w Szolcy potrzebuje rozszerzenia i s 
miany duchownych gruntów na królewskie bliskie, lub 
skupie. Ta fabryka nad wszystkie ma dobrodziejstwo natu 
położona przy niezmiernych lasach, leży nad wielką rz^ 
Bzurą, która wylewa się w Wisłę o mil 8, także blizko sj:= 
wnej rzeki Warty mil 2, a nadto ma więcej słoń}' wo 
niżby cała Polska potrzebowała; ta, jako przy wielkiej o 
tości wody, lasów i przy splawnych rzekach, najmocniejsza 
potrzebuje rozszerzenia, z której na różne części Polski 
spławiaćby się mogła. Słona woda znajduje się jes^ 
w Płońsku i Wilczkowicach, koło których skarb koronny c:^ 
staranie. Wodę słoną w Wilczkowicach jako i w Busku, tud — 
kopalnią w Rączkach wynalazł żyd ubogi, ale przemyś- ^ 
wart on jest nagrody dla zachęcenia drugich oby watelów; m 
pensyę od N. Króla, z tej tylko żyje, a krajowi służy. T 
żyd wynalazł miedź, której fabryka kosztem wielkim ki:'^ 
wskim utrzymuje się... Powiem wam N. Stany o drugiem 
gactwie kraju. Nie miała Polska żelaza, ale szwedzkie kui 
wała; teraz ma go nadto: za wynalazek zeszłemu Małacłi<:> 
skiemu kancl. kor. wńnna Polska wdzięczność. A kiedy - 
mną nic nikt nie powie, sam się pochwalić muszę. Nie wi^^ 



277 

Polska stali, ani się jej mieć spodziewała, bo, mimo tyle do- 
świadczenia i kosztów przedemną na nią próżno łożonych 
przez wspom.nionego kanclerza koronnego, nie udała się. Aż 
dopiero na szczęście kraju polskiego Opatrzność materyę do 
stali i sposobność jej robienia mnie okazała. Takowe zdarze- 
nia wszystkie kraje rządne, pomnażając industryę, wynalaz- 
com opłacają, a ja nie żądam za ten wynalazek innej na- 
grody, jak żebym patrzał na to, aby Polska tego daru Bo- 
skiego używała, aby z niej sejm teraźniejszy rozkazał robić 
rynsztunki wojenne i inne gospodarskie naczynia. Jeszcze 
powiem: niema cała Europa tak doskonałej stali, jak ma 
Sztaiermark (Styrya) w państwie cesarskiem, a teraz Polska... 
Ja, mając ocłiotę, wszystkobym to dla użytku kraju robił, 
gdyby siły wystarczyły; ale jestem względem całego kraju 
ria podobieństwo jednej pszczoły, która całego ula miodem 
^a-pełnić nie zdoła. Rzemiosło rolnictwa, jako jest w najwyż- 
^z^'rn szacunku u ludzi, tak być ma w najpierwszem u nas 
t>aczeniu. Rolnictwo polskie nazwać się mogło prawie mono- 
polium w Europie. Teraz, gdy kolonie angielskie przyszły 
^o wolności, porzuciły kopalnie metalów, a wzięły się do 
^^li, już tak nazwane monopolium zboża polskiego psuć za- 
^^^fy. Już widzi Hollandya po kilkanaście okrętów w por- 
ach swoicłi zbożem i mąką naładowanych, przedtem niewi- 
^zianycłi, a gdy też kolonie powiększą ludność łaskawemi 
^ rnądremi prawami, mając więcej ziemi wybornej, niż cala 
Europa, nasze krescencye i intraty zniżą się i upodlą. Pa- 
^ictajmyż na to, że trzeba nam fabryk, a przez nie ludności, 
^^y nasze produkta konsumowała, inaczej bez ludności zniży 
^^^ nasz majątek, nasza moc, nasza parada, nareszcie zniży 
^^n nasza ambicya, a świecącą ubrana odzieżą, gdy się po- 
^^jszą okryje i t. d. nie tłómaczę. Mówiono mi było z ra- 
I^rtu mennicznego, że, nie mając własnego srebra, z obcego 
°i^ muszą monetę; to jest uprzedzenie: miała Polska za da- 
^ycli królów aż do Władysława własnego srebra dostatek, 
^Ic nie ma rządu i mieć nie cłice ludzi do tego rzemioła 
^tnych, co tak objaśniam. Objecłiałem wszystkie góry i ko- 



278 

palnie województwa Krakowskiego i Sandomierskiego; by 
i w Olkuszu w minach żelaznych z doskonałym mineralog] 
z każdego miejsca braliśmy kruszec i fajnowali. czego n 
dyaryusz porządnie wypisany. Przeświadczył tenże min 
log oczy moje. że wszędzie, im głębiej sięgany kruszec, 
żdy jest tak bogaty, jak był w Olkuszu, na 4 kondygnr 
wzgłąbsz dobywany. Chłopi jednak, nie głębiąc własnym 
sztem, ołów dobywają. Kto nie wie, niechaj nie wierzy 
srebrnego kruszcu natura nie utworzyła, ale ołowiany, a 
żdv ołów koniecznie srebro w sobie mieć musi; a im w ) 
kszej głębi dobywany, tern bogatszy. Mamy wszyscy szlac 
kopania kruszców prawo, a że nie mamy umiejętności, 
sze wielkie bogactwa w ziemi są jakby umarłe. Wszę 
w Europie pan swego kraju otwiera góry, trzyma swoim 
stem mineralogów, buduje huty, a partykularnym kc 
kruszec pozwala, a od nich olborę czyli dziesiątą grzy^ 
srebra odbiera. Polska tego niema, a ledwie który P» 
o tym zwyczaju słyszy. Mały zdaje się objckt fajansu ans 
skiego. przecież za niego nie milion pieniędzy za gra 
wychodzi. Jest tabrvka w Korcu J. O. X. Czartoryski* 
Stoln, litt., druga u mnie doskonalszego fajansu; niż an; 
ski. l\vloby ich więcej i tyle, ile kraj potrzebuje, gdyby i 
temu nie szkodził, bo chociaż wypadło prawo, aby kraj 
granicznego nie używał, Komisye ^Skarbowe zagraniczr 
wchodzić dozwalają: na cóż prawo pi^^ać. jeżeli go nie • 
kwować! Niewiade)mym okazałem bogactwo kraju w 
w srebrze, ołowiu, miedzi, żelazie, stali fabrykach: nie 
Staje nam, jak te ze ziemi dobywać, a że trzeba na nie 
duszu, którego przy szczupłości skarbu podobno nie da 
więc ja wam, N. stany, z zaniedbalego źródła okażę. Fun^ 
na utworzenie rzeczonych bogactw mianują Bank kraje 
który w projektach przez różn\'ch różnie i parcyalnie 
napisany i proponowany, zaś przezemnie jedynie na p 
kraju jest ułożony... Trzeba do wspomnionego rządu 1 
osobliwych, żadną mat^istraturą nic zajętych, doświadczon; 
nie wspanftiłych, nie leniuchów, nie studentów, intrygą 



279 

branych, ale zdalnych... bo to u mnie raecz nie pojęta.., 
byle szlachcic, choćbj- wjrostek, wsz\'stko umieć, wszystko 
e.\-L'k\vować powinien... Ma Polaka ludzi ochotnych, dowci- 
pnych, ale prj-.vatnym cieniem zasloniunj-ch, z intrygą nie 
osu-iijonych. bo nie upudrowanych; tycJi sztikać, używać i'o- 
zum każe. Powiem i o sobie, żem prostak, polityki nie umiem. 
alii gdj-bj- mnie Kzplta nad solą, czyli fabrykami, lub nad 
f=plnweni rzek przełożyła, prawo do tego ułożyła, pewna byi.'by 
Miojila swojego szczęścia, a ja zaszczjtu". 

Znajdujemy w tej mowie wszystkie przymioty Jezier- 
skifcgii: i ch^\'a[iburstvva trochę, które uwaźajmj' za niezbędną 
dla przemysłowca zdoinoSć do reklamowania własnych utwo- 
rów, i niedo-stateczne wykształcenie naukowe iw mincraloj;ii 
szozególniel, i nie wyrobienie stylu krasomówczcij;o. ale leż 
'^^'Strość pojęcia, Iralny pogląd na wamnki ekonomiczne kraju 
' ^a;,Tanicy, wyzwolenie sit; od dawnych przesądów szlachec- 
ki t;li, no — i szczerą gorliwość obywatelską. 

Sprawdźmy jednak te autobiograficzne pochwały przez 
^^lr)rmacye postronne, z pism sp<'itczesnych czerpane. 

Dowiadujemy się tedy, że w istocie Jezierski założył 
"^^■'e; wsi Miedzieży w Opoczyńskiem fałirykę żelazną z pie- 
"^^^m wielkim i dwiema fryszerkami; we wsi Maleńcu wy- 
^*^^i\vi! o;'m frj-szowni pod jednym dachem; warsztaty poru- 
^5iane były wodą, po dwa koła do każdego komina; dalej 
^^TCak i drukarnia; wyrabiano tu narzędzia niżjie żelazne 
* stal twardą; po raz pierwszy w Poisce we wsi .Sobieniacłi 
*-^ 4 mile od Warszawy założył fabrykę łios, ktnre dotychczas 
P*^zychodztły z Kaiynt\-i i w\'ciągai\- z kriiju corocznie |'0 
'^CX).000 talarów (2, miliona złp.^ Próbował tu założyć :a- 
*^ł'ykę pończoszniczą, aie ta się nie udaia. W Gręben icach 
nałożył fabrykę fajansu, ktiiry miał być di.skcnaiy, I^-a nawet 
lepszy od angielskiego pod względem mucj-. Naies;:cie od r. 
^ 7!50 prowadził warzelnię soli w .Solcy w powiecie Łęczyc- 
kim. Była to wieś należąca do arcy biskupstwa (inieżnień- 
5^Uiego, częścią do kollegialy Lę.-zyckiej, 'l'ę istatnią nabył 
Jezierski, wystawił tu porządne bu.tynki. <pru\vad/;i! sol.irzy 



280 

i rozpoczął pomyślnie warzenie soli, która powszechnie była 
chwaloną *). 

A czy dobrze prowadzone były te fabryki? Barss, po- 
lemizując z Jezierskim, zapytuje go: „Udał się choć jeden 
pończosznik? wszak wszystkie w tej mierze czynione nakłady 
i starania były bezskuteczne. A byłżeś szczęśliwszy z Sobie- 
niami, do których całe rzemieślników sprowadziłeś osady? 
Jakąż z nich kraj korzyść, jaką ty sam odebrałeś? Otóż owe 
ładne i wygodne domy. puste stoją, a rękodzielnicy niewie- 
dzieć gdzie się rozpierzchnęli" **). Pomimo to sam Barss składa 
hołd przed jego „przemysłem do ważnych zdolnym zamiarów". 
Inne fabryki udały się lepiej i rozwijały się zapewne pomyśl- 
nie: w Solcy warzelnia była czynną do r. 1795, w Maleńcu 
istnieją podobno fabryki żelazne do dziś dnia. Nie zbankru- 
tował na nich kasztelan, owszem zostawił znaczną fortunę- 
potomkom swoim, którzy i dziś jeszcze używają zamożności. 

Zatrzymaliśmy się może za długo na działalności Je- 
zierskiego, badaliśmy jego słowa, myśli i przedsiębiorstwa 
może zbyt szczegółowo, ale poczuwaliśmy się do obowiązka 
odgrzebać zapomnianą, a nawet sponiewieraną zasługę. Uwiel- 
bialiśmy Tyzenhauza, który odznaczył się tylko śmiałością^ 
czyli raczej zuchwałością pomysłów, a tyle win niósł na su- 
mieniu swojem, tyle skarg wywołał, tyle szkód i strat zrzą- 
dził! Tymczasem lekceważyliśmy człowieka, który pieniędzy 
skarbowych nie naruszył, z własnego grosza czynił społeczeń- 
stwu znaczne przysługi, nie „niszczył wsi szlacheckich" 
i skarg żadnych nie wywoływał, owszem powołaćby się mógt: 



*) Dziennik Handlowy 1791, str. 42 — 6; cennik wyrobów że- 
laznych był podany wyżej pod Nr. 76. Pam. Hist. Polit. 1783, str. 377. 
Krótka fiz. y hist. wiadomość o soli. Rok 1788, str. 46 — 47. Samego Je- 
zierskiego broszura: Wszyscy błądzą (część I), 1790. Warszawa. Du- 
four, str. 88, 89. 

**) Bezstronne Uwagi nad mową J. W. Jezierskiego, kaszte- 
lana łukowskiego, miana na sejmie dnia 15 grudnia przeciwko mieszcza- 
nom (broszura), str. 16. 



281 

na publiczne hołdy spółczesnych, który nareszcie piórem i mo- 
wą, i walką w izbie sejmowej starał się nieść ojczyźnie po- 
żytek. Ze względu na charakter pojęć ekonomicznych i na 
zdolności praktyczne przyznajemy Jezierskiemu pierwsze miej- 
sce pomiędzy wszystkimi działaczami tej epoki na polu prze- 
mysłu. 

48. Do kilkudziesięciu opisanych dotychczas fabryk 
królewskich i pańskich należałoby dodać poczet zakładów 
przemysłowych, prowadzonych przez szlachtę ziemian, bo 
w okresie drugim ruch przemysłowy rozszerza się z każdym 
rokiem na coraz większe kola. Zrozumiała przecie szlachta, 
że cudzoziemcy swoich wyrobów przywozić i podług najtań- 
szycłi cen polskich sprzedawać nie myślą; że sprowadzanie 
z zagranicy drogo kosztuje przy taryfach pruskich i austryac- 
kich; że trzeba fabrykować w domu, co można. Zrozu- 
miawszy tę prostą maxymę, lubo dość późno i nie dość ja- 
sno, zabrała się sama do tego zupełnie nowego dla niej za- 
wodu. Pocieszała się or3'ginalnym swoim pomysłem, że fa- 
bryki powinny właśnie kwitnąć po wsiach, ponieważ fabry- 
kant ponosi tu mniejsze, niż w mieście koszta na komorne, 
utrzymanie robotników i opał *). Ale rzeczywistość zaprze- 
czała tej filozofii. „Bardzo wiele usiłowań prywatnych na wypro- 
wadzenie jakich manufaktur nadaremne były**, bo w jednem 
miejscu szlachcic natrafił na brak materyału lub odbytu; 
w drugiem — nie zabezpieczono rzemieślnnika od ucisku, więc 
rządcy miejscowi zaczęli się pastwić nad nowosiedlcami, a ci 
porozbiegali się; gdzieindziej znów sprowadzono sukienników, 
postrzygacza, farbiarza, a nie przygotowano wełny, kołowrot- 
ków, warsztatów; zanim wszystko to zrobiono, upłynęło pół 
roku; w ciągu tego czasu rzemieślnicy rozpróżniacz3ii się, 



*) Nawet Barss jest tą zasadą przejęty i, polemizując z Jezierskim, 
dowodzi: „że nietylko w stolicy, ale nawet w jej bliskości znacznych fa- 
bryk zakładać nic można, gdyż drogość mieszkań, drzewa i żywności 
wszystkie zawody fabrykantów bezskutecznemi czyni ^. op. cit., str. 16. 



i 



282 

rozpili i pouciekali. „Buntowniczy duch rzemieślników (cud 
ziemców) nie mógł się nigdy oswoić z rządzącym batogi 
niektórych dyspozytorów"; obawiali się oni przytem „usze 
śliwiającej kondycyi poddaństwa miejscowego" dla sw; 
potomków. Dostrzegali jednak ludzie bystrzejsi, że przycz; 
zawodów jest brak planty gruntownej *). 

W tym wyrazie mieści się zapewne niejasne poj< 
sumy wszystkich warunków technicznych i ekonomiczna 
niezbędnych do pomyślnego kierowania jakimkolw-iek za 
dem przemysłowym. Że tych warunków ani pan, ani szk 
cic polski nie posiadał, to było jasnem nawet dla nich 
mych, gdy wszystkie swoje rachuby opierali na spro\va( 
nych cudzoziemcach — rachuby zawodne chociażby dla t^ 
że lepszy rzemieślnik lub fabrykant znajdzie we wlasr 
kraju zatrudnienienie korzystne i że lada jaki nawet robot 
idąc na służbę do Polaka, będzie stawiał przesadne wy 
gania. Więc trwałą i kwitnącą mogła być fabryka pai 
lub szlachecka tylko przy zbiegu wyjątkowo pomyślnych c 
liczności. Przy mniejszych kapitałach, przy szczuplejszycłi 
sobach ziemianin nie mógł też rozwinąć swojego zakładu 
wielką skalę i udoskonalić go do żądanej skali. To też zna 
jemy u szlachty tylko fryszei-ki lub czasem wielkie piece 
produkcyi żelaznej, huty szklanne i warsztaty tkackie 
sukiennicze, wyrabiające towar ordynar3'jny. Nie będzie 
tu opisywali tych pomniejszych zakładów; wymienimy 
tylko w tablicy ogólnej (Nr. 127). 

Nie możemy tedy uspokoić się co do losów przem 
polskiego, dopóki nie ujrzymy mieszczan, zakładających 
bryki, dopóki miasta wzrastać nie zaczną. 

Wspomnieliśmy dawniej, że podczas ostatniego beźf 
lewia w r. 1764 na sejmie konwokacyjnym prymas w moci 
wyrazach zwrócił uwagę powszechną na ostateczn\' up. 



*) Twa -i nad Uwagami, str. ^S- S*', str. 7V. 



283 

wszystkich miast w Polsce; sejm też ów, skonfcderowany 
przez Czartor>'skich „chcąc one podźwignąć", uchwalił dwie 
dosyć obszerne konstytucye p. t.: „Ubezpieczenie miast*' dla 
Korony i podobną dla Litwy p. t.: „Warunek miast W. X. 
Litt." *). Nie znajdujemy tu jednak żadnej nou-ej zasady, ża- 
dnego pomysłu świeżego i żywotnego, tylko trochę przepisów 
policyjnych, drobne jakieś ulgi i ogólnikowe potwierdzenie 
prz3'wilejów. Pożytecznym mógłby być artykuł o zniesieniu 
jurydyk wszelkich szlacheckich i duchownych, lecz ten arty- 
kuł nie był podobno wykonanym **). Obie też konstytuc3'e 
nie wy'w-arły żadnego widomego wpływu. 

Konfederacya Radomska, zamieniwszy się na sejm z r. 
1767/8, pisząc swe nieopatrzne lub haniebne uchwały na rozkaz 
Repnina, wyrządziła mieszczanom dotkliwą, a wcale niezasłu- 
żoną zniewagę. Do konstytucyi traktatowej 1768 r. z Rosyą 
^vpisano prawo kardynalne, że „moc prawodawstwa dla 
Kzpltej w trzech stanach: królewskim, senatorskim i rycerskim 
dotąd trwająca, niewzruszoną na zawsze zostawać powinna ***). 
F^rzez pominięcie mieszczan odmówiono im nazwy stanu. Na 
t<3 upośledzenie w sferze prawa państwowego mocno się uża- 
^^js w r. 1789 prawnicy-autorowie: „Zbioru praw... stanowi 
'T^iejskiemu służących", my jednak nie przyznajemy rzeczo- 
wi <^ nu artykułowi tak wielkiej wagi; sądzimy, że doniosłość 
J^So praktyczna była żadną. Mieszczanie bowiem już w końcu 
-^^'I i XVII wieku nie brali rzeczywiście udziału w pra- 
'^'^'odawstwie sejmów. Zdaje się nawet, że na tern polu dużo 
z->3_xvinili własnem niedbalstwem **^*). Podpisy prokonsulów, ad- 



*) Vol. Leg VII, ful. 81—86 i 151 — 153 • str. 43—45 i 74—75). 

**) Mędrzecki: Zbiór cle. V. 21. 

***) Vol. Leg. VII, fol. 595, str. L'77 tit. Akt osobny drugi, ar- 
tykuł I. 

****) Delegowani miejscy w r. 1789 tłóinaczyli zaniedbanie udziału 
^ sejmach zubożeniem miast w ri'>żnych rewolucyach, brakiem fundusz('»\v 
na wysłanie i utrzymanie reprezentantów (Listy, rękopis Biblioteki Uniwers. 



284 

wokatów i burmistrzów Krakowa, Lwowa, Wilna, ukazują 
się wprawdzie na wszystkich bez wyjątku aktach eiekcyi kró- 
lów, ale czyż to nie było czczą formalnością! Gdyby konsty- 
tucya z r. 1768 zachowała moc obowiązującą do następnej 
eiekcyi po śmierci Stanisława Augusta, toby się już na akcie 
nowego obioru nie podpisali doktorowie filozofii, prawa lub 
medycyny, sekretarze J. K. Mci i t. p., reprezentujący zwy- 
kle miasta główne z imienia tylko. Ale skoro z podpisów nie 
było rzeczywistego pożytku, więc i brak tych podpisów nie 
sprowadziłby żadnej szkody. 

Szkodliwszemi nierównie okazały się w praktyce ustawy, 
które miały niby ubezpieczyć tak obywateli, jakoteż handle 
i rzemiosła od różnych uciążliwości i przeszkód. „Chcąc 
miasta nasze i miasteczka do dobrego przyprowadzić stanu 
przez ustawy handlów i rzemiosł, Komisye... z ludzi z cnoty, 
umiejętności zaleconych i przysięgą wprzód obowiązanych 
wyznaczemy, w których liczbie starostów i dzierżawców na- 
szych mieć chcemy. Ci tedy komisarze... dozór... na urzędy 
starościńskie zdadzą... Miasta i miasteczka wszystkie z pro- 
pinacyi i wszelkiego innego prowentu (dochodu) miejskiego 
kalkulacyą coroczną przed starostami lub dzierżawcami na- 
szymi... aby oddawały... zalecamy". Nadto pod względem są- 
downictwa postanowiono:- „aby mieszczanie przed swym ma- 
gistratem a potem tak mieszczanie, jak i magistrat in civili- 
bus przed starostą odpowiadali"... Dopiero od starosty mogła 
iść apelacya do sądów zadwornych królewskich. Dawniej zaś 
apelacya szła bezpośrednio do sądów Zadwornych w koronie, lub 
Assesoryi na Litwie *). 



Warszawsk. Nr. 674, karta 27). Gdzieindziej czytaliśmy, że zrażała mie- 
szczan zupełnie bierna icłi rola na sejmacłi i pogarda, jaką szlacłita okazy- 
wać miała prostakom „przcwrósłami opasanym". Zawsze jednak zgrzeszyli 
mieszczanie niedbalstwem. 

*) Vol. Leg. VIII, fol. 763—758 (str. 351 — 353) tit. Warunek miast 
i miasteczek naszych królewskich w Koronie i W. X. L. 



285 

Konstytucya ta poddała więc mieszczan władzy staro- 
stów tak w rzeczach administracyi, jako też w sprawach są- 
dowych, cywilnych, t. j. powierzyła owce pieczy wilków, że 
użyjemy porównania z bajki. Byłożto zrobione w dobrej wie- 
rze, jak niegdyś w XVI wieku, kiedy Jagiellonowie nakazy- 
wali starostom, podówczas posłusznym jeszcze urzędnikom 
królewskim, dozierać, „żeby się miasta poprawo wały?" Albo 
czy nie byłto nowy zamach ku wyzyskiwaniu ludności miej- 
skiej, ku zupełnemu zniesieniu niezależności stanowej mie- 
szczan.' Mędrzecki z kolegami twierdzi, że dyktował tę kon- 
stytucyę tylko osobisty, egoistyczny interes sejmujących pa- 
nów, (z których każdy prawie był starostą lub dzierżawcą 
królewszczyzny), że się posługiwali poparciem „mocarstw" 
(raczej samego Repnina). Nic możemy własnego sądu powziąć, 
powtórzymy tylko wykład następstw nowego urządzenia gło- 
sami spółczesnych. 

Memoryały miejskie z r. 1789 twierdzą, że od tej kon- 
stytucyi (1768) datuje się coraz większa- ucisk mieszczan. 
Starosta, otrzymawszy „jurysdykcyę" stał się rządzicielem 
majątków mieszczan. „Protekcya dawana tym mieszczanom. 
którzy na krzywdę powszechności miejskiej okazy\\'ali się 
obojętnymi, a wzgarda i prz\krości t\'m wyrządzone, którzy 
ją od przywłaszczeń uchronić usiłowali, zniechęciła jednych 
ku miejscu ich urodzeenia, drugich dusze napełniła podłością. 
Co gorsza! lud liczny, pracowity i dawniej sam sobie wy- 
starczający, utraciwszy nadzieję używania owoców swego 
przemysłu, sprzykrzył sobie po wielu miasteczkach swą pra- 
cowitość, zgnuśniał i nie dziw, że w trunkach, których mu 
propinacye starościńskie dostarczają; jak najusilniej zatapia 
pamięć pomyślności swych przodków i swojej nędzy dzi- 
siejszej *). 

Jest w tych słowach stronnicza przesada, boć nie pra- 
cowitą, przemyślną i trzeźwą ludność zastał sejm l7h.Swmia- 



*) Mędrzecki: Zbiór etc. V, 'Jl— 22. 



286 

Stach, nie od tego więc roku należy nam datować jej gnu- 
śność i opilstwo; niemniej wszakże konstytucya przyniosła 
zamiast pożytku szkodę. Wynikło bowiem móstwo zatargów 
i procesów, wywiązała się wojna miast ze starostami sądowa 
w Assesoryi *). Zdarzyło się, że gdy mieszczanie poszli do 
sądu ze skargą, to starosta wracający złapał, do chlewu ich 
wsadzili batogami obił **). Ale i bez tych gwałtów nowe brze- 
mię procesów stało się plagą, która pomyślności miastom z pe- 
wnością nie przysparzała. Chęcią zakończenia tej wojny pra- 
wniczej tlómaczy jeden z autorów bezimiennych dziwną kon- 
stytucyę, uchwaloną dla Litwy: na sejmie r. 1776 zniosła 
ona Magdeburgie, a więc prawo miejskie we wszystkich 
mniejszych miastach i miasteczkach (a było takich podobno 
150) i pozostawiło przy dawnym samorządzie tylko 1 1 miast sto- 
łecznych i grodowych, mianowicie: Wilno, Lidę, Troki, 
Kowno, Nowogródek, Wołkowysk, Pińsk, Mińsk, Mozyr, a ze 
stołowych, Brześć i Grodno. Za powód podane były takie 
względy: 1) bawienie się mieszkańców nieumiejętnie utrzy- 
mywanem rolnictwem zamiast kupiectwa, handlu i rzemiosł, 
oraz, 2) „przeciwne" sprawowanie sądów przez nieumiejętnych 
radców ***). Co do pierwszego motywu zadaniem sejmu było 
właśnie zachęcić mieszczan do kupiectwa i rzemiosł, co do 
drugiego zarzut był słuszny, że sądy miejskie nieumiejętnie 
sprawiedliwość wymierzały, że „często sądził}'' na szubienicę 
przestępcę, który t^Me ukradł, za coby mu śmiertelny można 
kupić stryczek" *^**)^ że źle wpisywały akta i tranzakcye do 
ksiąg swoich; ale słuszną jest też uwaga Mędrzeckiego: „jak 
gdyby rzecz, poprawy wymagającą, niszczyć należało"! Skutki 



•) Odpowiedź Woyta na zarzuty burmistrza (bez daty, ale 
w końcu 1780 lub z 1790 roku), str. 51. 

"") Starych uprzcdztMi Nowe roztrząśnienic 1790, str. 22. 

***) Vol. Leg. XVI, fol. 928 (str. 569) tit. Ustawa podatku X. Li- 
tewskiego ^ 2. 

Listy Patryotyczne II, 47. 



*+■** 






287 

zaś tej konstytucyi były fatalne: „za uchyleniem magistratu 
w tych miastach... dochody miejskie i właściwe z nich mie- 
szczanom użytki na korzyść starostów^ zagarnionemi zostały^ 
ci zaś w niektórych miastach z dziedzicznych miejskich 
gruntów, sobie przywłaszczonych, pańszczyznę mieszczanom 
nakazywali odbywać, pomimo opłaty czynszów... do skarbu 
fepltej. Na miejscu mieszczan, sposobem tym niewolniczym 
przeistoczonych w rolników, wnęcili się w miasteczka żydzi, 
ogarnęli w nich cały handel wewnętrzny i wszystkie rzemiosła, 
3 zakupując wyłudzonym od ludu groszem protekcye starostów, 
utrz^-mują się w miastach *)". Inne pismo **) odkrywa nam 
niemniej dotkliwą niedogodność ze skasowania magdeburgii: 
0^0 Wszystkie księgi miejskie odwieziono do grodów, a mie- 
szkańcy miasteczek, pozostawieni bez ubezpieczenia sprawie- 
^lj^vości i własności, bez najmniejszego porządku. Całe 
Xst\vo Żmudzkie, powiaty: Upicki, Braclawski, Wiłkomirski, 
Oszmiański, Słonimski, Orszański, Rzeczycki i województwa 
Połockie, do 200 mil kraju po nad granicą moskiewską zaj- 
^"j^ce, żadnego miasta magdeburskiego nie mają. Napomyka 
^^ż pismo, że takie odarcie miasteczek nadgranicznych z wol- 
ności nastąpiło na skutek wpł\'wów rosyjskich; twierdzenie 
to Opiera się na rozważaniu następstw, bo odarci z wolności 
J mniemający protekcyi w prawie" mieszczanie litewscy opusz- 
czali swe o.sady i przenosili się pod rosyjskie panowanie, 
izaludniając Rygę, Dyneburg, Mohylów, Mścislaw, Smoleńsk 
1 irine zagraniczne miasta, w których i dawne utrzymane- 
nowe wolności dla mieszczan przyczynione zostały. W mie- 
ście Połocku mieszczanie wynosili się za Dźwinę na stronę 
^•osyjską. Anonym „Wójt" podaje nawet na 300.000 liczbę 
n^^^szczan, któr}'ch ta konst^^tucya z kraju wypędziła za gra- 
^^^^ rosyjską i pruską, „bo rzadko który do 11 -tu zostawio- 



•) Mędrzecki: Zbiór etc. V, str. 22-23. 

**) Glos miast i miasteczek Litewskich do -\. Stanów; druk na 
pojedynczym arkuszu, zapewne z 1789 lub 1790 r. 



288 

nych miast w Litwie przeniósł się". I ten autor robi też 
uwagę: „Zgoła epoka 1768 r., od zaczęcia obcej przemocy, 
jest epoką nieszczęśliwości miast" *). 

Nie wynagrodziła tej krzywdy łaska, w>'świadczona 
mieszczanom litewskim w r. 1775: pozwolenie kupowania dóbr 
ziemskich; miało to zacłięcić cudzoziemców do osiadania w Li- 
twie, oraz ułatwić zakładanie wielkicłi manufaktur, wymaga- 
jącycłi pracy kilkudziesiąt lub kilkuset osób, które łatwiej 
przez fabrykanta mogły być żywione i utrzymane we wsi, niż 
w miastacłi. 

Tak więc okres pierwszy zakończył się pod złemi dla 
sprawy miejskiej wróżbami. Prawodawstwo wygłaszało dobre 
intencye, ale nakazy jego prowadziły do wbrew przeciwnych 
skutków. Bez oszczerstwa można jeszcze do niego zastosować 
wyznanie Wybickiego: „Wygubialiśmy miasta wszelką nie- 
sprawiedliwością; wzgardziliśmy wszelkim przemysłem, w naj- 
większej zostawaliśmy ciemności w materyi kupiectwa" **). Je- 
dyny objaw rzeczywistej troski o przemysł i poszanowania 
dla mieszczan wyszedł od Stanisława Augusta i osób z nim 
zbliżonych: jego brata Michała, Andrzeja Zamoyskiego i tego 
nielicznego grona, które się podpisało na akcie spółki Manu- 
faktór wełnianych. 

49. W okresie drugim prawodawstwo nie okazało 
jeszcze żadnych względów dla mieszczan, jako dla stanu; 
owszem sejmy ponawiały zastrzeżenia, aby wszelkie „funkcye", 
czyli zależne od urzędów państwowych posady były obsa- 
dzane tylko przez szlachtę, a w r. 1786 sejm oddalił nie- 
szlachtę od awansów wojskowych i nie uwzględnił wniosku 
królewskiego (propozycya 6-ta od tronu) o pozwolenie miesz- 
czanom koronnym prawa kupowania dóbr ziemskich, jakto 
było już pozwolone w W. X. Litewskiem. A jednak objawia 



*) Odpowiedź Woyta na zarzuty burmistrza, str. 54 i 61. 
**) List}' Pstryotycznc tom I, sir. 253. 



289 

się z każdym rokiem wzmagająca się dążność do podnoszenia 
miast i polepszenia losu mieszczan. 

Pisarze tego okresu, poczynając od Barssa, który w r. 
177") wydal swoje, czyli raczej tłómaczone z francuzkiego: 
„Mowy za czterema stanami", gorliwie wypleniają dawne 
szlacheckie przesądy i w^^jaśniają znaczenie przem^-słu. Naj- 
trafniej traktował tę kwestyę Wybicki, już w r. 1777: 
„Hiszpania, z masą swych bogactw nie może się nazwać 
bogatą, bo nie mogła za swe złoto dostać chleba i czego po- 
trzebowała w kraju. A gdy nie mogła ożywić kunsztów i rol- 
nictwa dla niedostatku i gnuśności ludzi, coraz mniej i chleba 
i złota postrzegła u siebie.... Polska znowu z najobfitszą 
ziemią wpaść musiała w nędzę, bo się tylko rolniczem uczy- 
niła państwem. Mieć może żniwa, ale te nie reprezentują 
właścicielowi pewnych pieniędzy, lub rzeczy, których potrze- 
buje, gdyż upewnionej nie mamy konsumpcyi, ani użytecznej 
w kraju na zboże zamiany. Jesteśmy w ustawicznej depen- 
dencyi zagranicznego przemysłu i bogactw. Oddajemy w han- 
dlu zagranicznym za bezcen, i to z trudnością płód dziki 
naszej ziemi, a za ten sam przerobiony w trójnasób opłaca- 
my. A tak wydając więcej, niż bierzemy pieniędzy, wygu- 
biamy ich cyrkulacyę wewnętrzną.... Będąc bez manufaktur 
i przemysłu, pieniądze, któreśmy za produkta brali, były nam 
^ylko jak na czas pożyczone, które wnet za kupno różnego 
'"odzaju rękodzieł wrócić musieliśmy*)**. 

Pamiętnik Historyczny od r. 1782 i Dziennik 

^^ndlowy od r. 1786 gorliwie rozjaśniali i popierali sprawę 

P'*2emysłu i miast; artykuły tych pism dostarczały nam boga- 

-J^^h materyałów, jak o tem przekonywają liczne odsełacze 

^ Pi^zytoczenia. 

W szkołach Komisyi Edukacyjnej profesorowie tłóma- 
^^ młodzi szlacheckiej, że mieszczanie są stanem zacnjm. 



•) Listy Patryotyczne I, 239, 250. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzon.i. — T. II. lu 



290 

że panowali czasem nad narodami, jak Rzym lub Ateny *). 
Usuwała się tedy z umysłów szlacłieckicłi ciemna cłimura 
odwiecznycłi przesądów, dokon}^'ała się taka przemiana, ja- 
kiej doznawał na sobie samym Wybicki, gdy, skutkiem nie- 
powodzeń konfederacyi Barskiej, znalazł się w Hollandyi. 
Przytacza on anegdotę o głupim i opasłym pośle tureckim, 
który, będąc w Wenecyi, ledwo się nie rozpękł od śmiecliu, 
gdy mu powiedziano, iż Rzplta wenecka rządziła się bez suł- 
tana. nJa, szlacticic polski, byłem tym Turkiem... Objąć te- 
go na żaden sposób nie mogłem, że mieszczanie, burmistrze, 
takim rządzili krajem, obyli się bez króla, nie mieli szlacli- 
ty **)". Obejmował to już w roku 1777, kiedy pisał swe: 
„Listy Patryotyczne", które były czytywane u króla na wie- 
czoracłi czwartkowycłi i zapewne w różnycli częściacłi kraju, 
przynajmniej przez ludzi wykształconycłi. 

Najskuteczniejszy jednak wpływ fna podniesienie stanu 
miejskiego wywrzeć musiały fatalne bilanse łiandlowe i w}'^- 
wołany przez nie popęd do zakładania fabryk. I król, i pano- 
wie musieli wciąż posługiwać się mieszczanami, szukać po- 
między nimi dyrektorów, ^inspektorów, racłimistrzów, fabry- 
kantów, rzemieślników, kapitalistów do spółki, pośredników 
do sprzedaży wyrobów. Dokonywa się więc nawet zmiana 
w obyczajacłi. I tu Stanisław August przodował przykładem: 
jeździł do Falent, gdzie Tepper urządzał dla niego sławną 
ucztę w roku 1785, bywał u Blanka, który nie miał żadnycli 
pretensyj arystokratycznych i nie obrażał, się za^nazwę „Cy- 
ca". Około r. 1780 Prot Potocki, zostawszy kupcem, wszedł 
już w stosunek koleżeński z „Cycami". 

Władze rządowe chętnie i szczerze opiekują się przemy- 
słem i miastami, a najprzód Komisya Skarbowa Koronna, któ- 



*) Jarosza Kutasińskiego (ks. Jezierskiego): Uwagi nad 
stanem nicszlacheckim w Polscze 1790, str. 26. 

**) Pamiętniki J. Wybickiego u Raczyńskiego: Obraz Polaków IV, 

189—190. 



291 

ra z temi sprawami najbliższą ma styczność i której zalecały 
opiekę nad fabrykami sejmy *). 

Jeszcze w roku 1766 zalecała ona oficyalistom, czyli 
urzędnikom skarbowym, aby sukiennikom w ekspedycyach 
sukien żadnej nie czynili przykrości, ale „zwyczajem da- 
wnym, nie wymagając przysięgi, z nimi postępowali... clicąc 
wszelkim sposobem utrzymać manufaktury w kraju" **). 

Gdy w roku 1776 sejm uchwalił prawo oszczędnicze, 
Komisya wydała uniwersał do fabryk sukiennych, wzywając 
je do wyrabiania sukien w różnych kolorach na mundury 
wojewódzkie i wojskowe ***). Czyniła udogodnienia Mezero- 
wi, fabrykantowi fajansów w Korcu, a protekcya cłowa, któ- 
^^ vvykazaliśmy już w § 40, zmierzała właśnie do podniesie- 
ni przemysłu krajowego. Żeby nie wracać do tego przed- 
''^^otu, notujemy, że temiż chęciami ożywioną była i w okre- 
^^6 trzecim, gdy robiła ulgi w pobieraniu podatku skórowego 
^ roku 1790, „aby z tem większą łatwością fabryki i rze- 
mieślnicy w skóry mogli być zaopatrzeni ****). 

Sama nareszcie Komisya weszła na drogę przedsię- 
^^Orstw przemysłowych, podejmując się fabrykowania tabaki, 
^r*Owadząc poszukiwania soli i rozszerzając wyrób tak żelaza, 
^Koteż nar2:ędzi w zakładach biskupstwa krakowskiego. 

Dochód z tabaki, ustanowiony w roku 1775, był pusz- 

^^ny w dzierżawę antreprenerom, lecz z początkiem roku 

'^8 Komisya postanowiła wziąć na siebie całą manipulacyę 

^^^czną. Odkupiła więc od spółki antreprenerskiej założone 

iz nią fabryki: poznańską, korecką i warszawską, założyła 



*) np. 1780 roku Konstytucya pod tyt. „Ubezpieczenie fabryk krajo- 
- ^b", wydana dla Komisyj Skarbowych obojga narodów na scsyi 25 
'" ^nia 30,10 w Dyaryuszu 178«.), str. 319. 

•*) Pr. Ekon. A 3, str. 509. 

***) Pr. Ekon. A, 14, str. 031 pod dniem 16 września 1777 r. 

****) Rezolucye Komisyi Skarbu Koronnej na noty Komisyj Po- 
^Mdkowych Cywilnowoyskowych, księga 69, Nr. 96. Odpowiedź 18 i 111. 



292 

później kaliską i sama sprowadzała tytunie, zamawiała plan- 
tatorów z Ameryki, jednem słowem kierowała całym intere- 
sem, jak to poznamy dokładniej w tomie lVtym. 

Pragnąc zaradzić brakowi soli, Komisya wydelegowała 
dnia 28 kwietnia 1788 r. na poszukiwanie jednego ze swo- 
ich członków, Tadeusza Czackiego. Ten zwiedził, badał i opi- 
sał w swoim raporcie wszystkie „miejsca solne", o którycłi 
doszły Komisyę jakiekolwiek wskazówki, a więc |wsie: Bej- 
sce, Solec, Owczary, Gumiennicę, Wącłiock, Rączki, Szokę 
i Busk; dla dwócłi ostatnich żądał zasiłków ze skarbu, chociaż 
roboty były już prowadzone przez spółkę Beusta i przez kl-na 
Jezierskiego. Tej właśnie epoce zawdzięcza istnienie swoje 
kwitnący i tak przez pacyentów uczęszczany dzisiaj Ciecho- 
cinek. Oficyaliści komory celnej Nieszawa donieśli zwierzch- 
nikowi swemu, superintendentowi prowincyi Mazowieckiej, 
a ten Komisyi, że w pobliżu rzeczonej komory pod wsią Cie- 
chocinkiem wytryskuje woda, częściami solnemi napełniona 
tak obficie, że na roślinach i ziemi okazują się wypary wi- 
doczne. Wydelegowany do badań Dziarkowski „nauki lekar- 
skiej doktor" (mieszczanin z pochodzenia) raportem z dnia 27 
września tegoż 1788 roku stwierdził prawdziwość odkrycia. 
Mniej pomyślnie, czyli raczej niepomyślnie wypadła wyprawa 
Rejcharda, wysłanego w roku 1790 „do głębienia poznaków 
soli" w Słońsku i Wilkowicach (w Lęczyckiem) oraz do spra- 
wdzenia tam robót, prowadzonych przez Wyrwicza. W gó- 
rach Raciązkich świdrowano sól w roku 1792. Obiecywała 
Komisya po 6.000 czerw. złt. rocznej pensyi za wynalezienie 
soli kopalnej Wałeckiemu i Posmanowi oraz niejakiemu Gie- 
rykowi, który obiecywał wynaleźć sól „w tej dobroci i wie- 
lości, jaka jest w Wieliczce". Podobne obietnice poczynion 
niejakiemu Genez. Niemcewicz, starosta rewiatycki, jeździł dc 
Libawy, żeby ztamtąd tańszy transport soli zagranicznej urzą-, 
dzić, mijając komory pruskie *). 



*) Pr. Ekon. A/25, str. 385—387, 469, 272, 342; A/27, str. 15< 
A/28, str. 1586; A/30, str. 1370. Raport Dziarkowskiego i kilka iimy( 



i»93 

Gdy sejm oddal pod zarząd :?karb owy dobra biskupstwa 
krakowskiego, Komisya kazała rozszerzyć znajdujące się tam 
kopalnie węgla kamiennego. « Wzięty do tej pra- 
cy Jaśkiewicz (Jan\ konsyliarz J. K. Mci. Akademii paryz- 
kiej towarzysz". Niewątpliwie jest to profesor Szkoły Gł<> 
^vnej Koronnej, czyli Akademii Krakowskiej *k Miał on kre- 
J}t otwarty w kasie Prowincyi Krakowskiej, a w r. 17sX) 
otrzymał całkowity zarząd nad kopalniami węgli ziemnych. 
Instrukcya upowatnia go do sprzedawania tycłi węgli i do 
^^'yznaczenia płacy górnikom, oraz kowalowi: inne zaś płace 
jakoto: pisarzowi węgielnemu po .ó4 zip.: steigerowi 72 zip. 
i cieśli górniczemu 75 złp. na miesiąc sama Komisya ozna- 
czyła. Brakło jeszcze pieca szmelcowego i szm3lcarza, ten 
ostatni miał być sprowadzony z Saxonii. „Co się tyczy da- 
wnychi zrobów ołowiu, gdy z płóczek oka/.e się dla skarbu 
Kor. pożytek, Komisya wydatku nic wzbroni**. Kopalnia ta 

• 

istniała zapewne pod Siewierzem. Czynnemi były wciąż fa- 
bryki Sucliedniowskie (do którycłi należały Dąbrowa i Gra- 
nica), tudzież Samsonowskie. Oprócz żelaza, z wielkich pie- 
ców wycłiodzącego, kuźnice Suchedniowskie i S a ni- 
sonowkie, zaczęły teraz wyrabiać kule, bomby, granaty, 
kartacze, obręcze żelazne do kuchni polowych, piece obo- 
zowe, blachę na pontony i feldflasze, naczynia żelazne szań- 
cowe. W tychże kuźnicach w r. \7\)\ rozpoczętą została przez 
trzecłi Niemców, sprowadzonych z zagranicy, fabryka k')s 
trawnych i sieczkowych, a chłop Piotr Pająk ., dowcipnie'* do- 



Podobnych znajdują się między luźncmi arkuszami w plioo W') d/Jnłu II. 
'^enie robił mapę Słońska. A 2"), str. 122; A 27, str. J'tM3. 

*) W programacie, drukowanym pod tyt. „Lekcy o Akademickie. 
^^ w Szkole Głównej Koronnej od dnia 1 paźd.^icrnik i l7S."ł, .iż do 8C 
^^WCa 1786 publicznie dawane będą" w dziale pod tyt.: S;:kola Fizyc/nn 
•«kiewicz nazywa się: Filozotii i Medycyny Dr. prezes kolie^^ium Fizycz- 
°^o Akademii Nauk Paryskiej Korespondent, Dokt-ir Nndw(;rn\' J. K. .Mci. 
nisioryi Naturalnej. Botaniki i Chemii publiczny profesor. 'Ale w roku 
l'88^9 niema go już między wykładajt^cymi. 



294 

szedł sekretu robienia stali surowej, jaką przedtem robił Sol- 
bacłi magister (majster) zagraniczny". Za tę przysługę Komisy a 
udzieliła mu nagrodę pieniężną w kwocie złp. 300 i uwolniła 
go od pańszczyzny na całe życie. Docłiód roczny z kuźnic 
od d. 1 września 1790 r. do tejże daty 1791 r. wynosił 
brutto 85.689 złp., z tego awans kuźnicom, utrzymanie ma- 
gazynu w Warszawie i inne potrzeby zabrały 19.653 złp., 
w żelaztwie niewyprzedanem leżało 21.101; wpłynęło tedy do 
skarbu w gotowiźnie netto 44.934 złp. Potem do dnia 1 st>'- 
cznia 1792 dla Komisyi Wojskowej dostarczono amunicyi 
i drzewa na 202.295 złp. ""). 

Widzieliśmy też niewykonane projekty np. założenia 
„papierni krajowej skarbowej" do wyrabiania stempla „|X)- 
nieważ papiernie prywatne nie mogą dostarczać w czasie 
przyzwoitym i w jednakowym gatunku tyle papieru, ile go 
potrzeba", albo projekt nadania prawa składowego na towary 
zagraniczne bez opłaty ceł miastu Krakowowi wewnątrz mu- 
rów, w celu podniesienia tego miasta z upadku. 

Na reperacye zniszczonychi gmacliów w waźniejszycli 
przynajmniej miastacłi: Krakowie, Piotrkowie, Lublinie, Ko- 
misya wyznaczała, lub u Rady Nieustającej wyjednywała fun- 
dusze, czasem własny cłi używała inżynierów i oficyalistów 
do wykonania potrzebny cli robót (które wymienimy w tomie IV). 
Najwymowniejszy atoli dowód jej troskliwości o dobro mias 
znajdujemy pod rokiem 1790, gdy wystąpiła z „rekwizycyą 
do Antoniego Sulkowskiego, odwołując się do jego litościweg 
serca i przeselając podania od mieszczan, oraz od żydóv 
Leszneńskicti „aby przyczynić się zecłiciał do podźwignieni- 
m. Leszna z smutnych zwalisk łiandlu". Wstawiennictwo by 
skuteczne, w- parę bowiem tygodni potem, mianowicie pod d. 
października te.i^oż roku czytamy już obszerną umowę w 16-t 



M Protok. Ekonom. A,26, str. 846, 856; A/27, str. 88 i 12h=ff- i 
A 28, str. 652 i 16v^5 (z rachunku Czolhańskiego ekonoma); A/ 30; s^ '^^ 



29:> 

artykułach z podpisem Xcia Sulkowskiego, dziedzica m. Le- 
szna, która potwierdza przywileje i nadania prawa Magde- 
burskiego, poczynione przez ojca w r. 173S, przez samego 
X-cia Antoniego w r. 1762, oraz dawne królewskie, nadaje 
ulgi dla pogorzałych domów, fabr}'k i młynów, zapewnia wol- 
ność od podatku ofiary na lat 5 i t. p. Następnie Komisya 
Skarbowa z dobrym skutkiem udawała się do Komisyi Woj- 
skowej, aby m. Leszno wolnem b\'ło od rekruta na lat 12, 
oraz, aby Komisoryat udzielił miastu pewną znaczniejszą su- 
mę tytułem zaliczki na sukna dla wojska z kilkunastoletnim 
terminem wypłaty. Podobnie w dobrach biskupstwa Krako- 
wskiego taż Komisya w r. 1791, celem polepszenia stanu 
miast tamecznych, uwalniała na lat 10 od wszelkich po- 
datków i składek każdego, kto wybuduje dom, ofiarując nadto 
po cenie kosztu cegłę i drzewo na pokrycie; zalecała, aby 
z każdego miasteczka kosztem mieszkańców utrz^^mywaną 
była w Akademii Krakowskiej jedna kobieta „dla nauki ba- 
biarskiej". 

Taż Komisya, dowiedziawszy się w r. 179Lżewciągu 
ostatnich trzech lat z Krakowa wyszło 1.152 rzemieślników, 
i że fabryki tameczne nie wytrzymują vv\spółzawodnictwa 
z poblizkiem miastem galicyjskiem Ludvvin<:)wem, zanosiła do 
Komisyi Wojskowej prośbę o obstalunki na fabr^^kach kra- 
kowskich dla d>'wizyi Małopolskiej i o zaliczenia pieniężne na 
rachunek tych obstalunków *). 

Rada Nieustająca, utworzona w r. 1775 i dodatkowcmi 

<5pisami wzmocniona w r. 1776, zawierała w liczbie pięciu 

swoich departamentów polic\'ę pod prezydencyą jednego 

^ rnarszałków wielkich lub nadwornych "**;. Temu Dcparta- 

''^^ntowi powierzono »,moc examin()wania rachunków wszysL- 



•) Prot. Ekonom. A'21, str. 16')9, 17S4, ISIO: A 28, str. oN 
••) Volumina Legum VIII, fol. v:^ i ln2 (str. T'*, 74) fol. Sól (str. 



296 

kich miast królewskich podług praw dawnych i obracania 
dochodów na rozrządzenie Policyi najpożyteczniejsze". Pozwo- 
lono mu też „zawierać kontrakty z kompaniami co do m. 
Warszawy tylko do zamysłów potrzebnych w materyi poli- 
cyi... bez wyciągania nowych podatków i nie przeszkadzając 
handlom, w kraju przez obywatelów prowadzonym". Chociaż 
konsyliarze, obierani na sejmach, zmieniali się co dwa, albo 
co cztery lata, jednakże Stanisław August umiał zdobyć 
wpływ przeważna' w każdym komplecie i przeprowadził za- 
wsze swoje projekty. Znając jego pojęcia i dążenia, łatwo 
zrozumiemy, że miasta i mieszczanie znajdowali teraz życzli- 
wą opiekę u najwyższej władzy rządowej. Już na początku 
panowania reskryptem z d. 1 czerwca 1765 r., król mianował 
Komisyę Boni Ordinis do Starej i Nowej Warszaw>' „dla 
przejrzenia i przeczytania praw, przywilejów, ordynacyj da- 
wnych i innych dokumentów, w kalkulacye dawniejszych 
prowentów i expens publicznych miejskich... wejrzenia, tych- 
że dawniejszych kalkulac^^j przez szafarzów miejskich pro- 
wentowych, już poczynionych, gdy się z ubliżeniem i krz>^vdą 
całego miasta pokażą, do sprawiedliwego kresu poprawienia. 
Wreszcie mają wszystkie nadużycia i bezprawia poznawać i sądy 
Asesorskie zawiadamiać" *). Od roku zaś 1777 były wyzna- 
czone Komisye Dobrego Porządku (Boni Ordinis) do ró- 
żnych miast królestwa zwykle pod prezydencyą wojewody lub 
starosty z kilku szlachty, osiadłej w okolicy. Nie mo- 
gliśmy dojść, ile na ogól miast było urządzonych przez te 
Komisye? Z pewnością wiemy tylko o Krakowie, Warszawie,^ 
Poznaniu, Piotrkowie, Kaliszu, Wschowie, Lublinie, Sando— — 
mierzu, o wyznaczeniu Komisyi do Brześcia Litewskiegc 
Grodna, Kazimierza Dolnego, Żytomierza, Wielunia, Brz( 
ścia Kujawskiego, Ziem: Różańskiej, Dobrzyńskiej, Bielskic^=-.j 
Proszony był też Król o mianowanie Komisyi do Kamień^:^; 



*) z akt Koinisyi Boni Ordini Magistratu Warszaw)', protokół F^- 1 
Nr. 3, wypis uprzejmie udzielony przez Dra Alex. Rembowskiego. 



297 

Podolskiego, Łomży, Mińska Litewskiego, wojevvództvs' Wo- 
łyńskiego i Kijowskiego. Z jakim skutkiem? nie wiemy *). Or}'- 
ginalne sprawozdanie w druku spółczesnym (z r. 1783) znamy 
jedno tylko p. t. „Stan Miasta J. K. Mci Wschowy". Jest ono 
obszerne, dokładne, pod każdym względem wyczerpujące; 
gdyby wszystkie były do tego podobne, nie pozostawałoby 
nic do życzenia pod względem statystycznym, prawno-łiisto- 
rycznym, a nawet gospodarczym, o ile możliwemi były ule- 
pszenia przy szczupł}xh funduszach, znacznych długach i roz- 
maitych przywilejach i zwyczajach, które hamowały spręży- 
stość zarządu miejskiego. Nie wszystkie zapewne Komisye 
wykonały swą pracę z równą umiejętnością i gorliwością: 
w każdym razie jednk odszukanie i przedrukowanie ich dzieł 
przj-niosłoby wielką dla historyi korzyść. Nie omieszkaliśmy 
2uż3lkować znanych nam fragmentów. 

Jeszcze energiczniejszą działalność rozwinął ostatni z dru- 

S^^go okresu komplet Rady Nieustającej, mianowicie Depar- 

^rnent Policyi, który rozpoczął czynność swoją od dnia 16 

fetopada 1786 pod prezydencyą Raczyńskiego, marszałka 

nadwor. kor. Zwróciwszy nasamprzód uwagę: „dlaczego 

^^' niiastach królewskich intraty nie powiększają się, owszem 

^P^dają"? zalecił kancelaryi swojej ułożyć tabelę, wyraża- 

J^^ł ile każde miasto powinno mieć w kasie swojej dochodu 

P^opinacyjnego. Nie mogąc spuścić się na zv\yczajne miast 

^^Porta, Departament rozesłał do miast subaltcrnów swoich 

n^a dochodzenia na gruncie aktualnego miast funduszu jako- 

^^^ dojścia onych istotnej potrzeby", zaradzenia wadom za- 

'^ządu, tudzież rewizyi zabudowań. Lustracye takie, w SA 



*) Metryka Koronna księgn kanclerska większa Nr. 7^, reskrypta 
^^ str. 52, 125, 320, 171, 245, 328; Nr. 88, str. 9n — [fj. Akta Dcparta- 
njentu Policyi D. P. Nr. 4, str. 523, 547: Nr. 8, str. 25. 131, 289, 299; 

^"^^ 13, str. 27, 72, 427; Nr. 16, sir. 36, 188, 219. 242. Dokładniej będzie 

^' tomie IV 8 91. 



298 

miastach dokonane *), polepszyły stan miast przez ścisłe wy- 
konanie licytacyi docłiodów propinacyjnycli; dostarczyły też 
dokładny cti wiadomości o stanie czynnym i biernym. Wtedy, 
przycłiyiając się do otrzymanycłi memoryałów, Departament 
asygnował na różne potrzeby miast 313.916 złp. z funduszu 
propinacyjnego. 

Lustratorowie wykryli, że największą część docłiodów 
porozrywała między siebie starszyzna, że mieszczanie licyta- 
cyi nie rozumieją, albo ją kondyktem (zmową) niszczą, „że 
niemasz ani pieniędzy w kasacłi, ani reparacyi, że najwięcej 
docłiodów, składek i długów obraca się na pienią i komisye**. 
„Należałoby się spodziewać, że też miasta, uznawszy rozrzą- 
dzenia Departamentu Policyi być dla siebie pożytecznemi, naj- 
cłiętniej tymże posłuszne były; lecz nie wszystkie uczuły ten 
zbawienny dla siebie zamiar". W niektórycłi miastacłi koron- 
nycłi (trzecłi: Mławie, Solcu i Radomiu) i we wszystkicłi pra- 
wie litewskicłi starszyzna stawiała opór, odważała się na nie- 
posłuszeńswo tak dalece, że Rada Niestająca musiała zarzą- 
dzić egzekucyę wojskową do tycłi miast opornycłi. Na przy- 
szłość dla zacłiowania porządku i ściślejszego dopilnowania 
egzekucyi onego, widząc niepodobieństwo objecłiania coro- 
cznie miast kilkuset przy szczupłej liczbie, bo tylko pięciu 
subalternów, Departament podzielił najprzód Koronę na 15cie 
wydziałów, czyli komisoryatów, do każdego wydziału wyzna- 
czył z szlaclity osobnego dozorcę przysięgłego pod nazwą 
Komisarza Policyi z pensyą 1.500 złp. rocznie i stosowną in- 
strukcyą. W pierwszym objeździe komisarze obowiązani byli 
dopilnować licytacyi, przeliczyć kasę miejską i depozyt dla 
niej obmyśleć pod pieczęciami starościńską i miejską; w dru 
gim reperacye wyegzaminować. Wydziały te byłu nastę- 
pujące: 



*) Warszawy, Piaseczna. Grójca, Chełma. Dubienki przez Kozłow- 
skiego, sekretarza Departamentu; Środy, Szremu, Kościana, Kopanicy, Babi- 
mostu, Międzyrzecza, Skwirzyna, Rogoźna, Mieścisk przez Nagłowskiego„ 



299 



Tab. 125. 



W P r o w i n c y i Wielkopolskiej; 



1. Poznański 

2. Kaliski 

3. Sieradzki 

4. Kujawski 

5. Mazowiecki 

6. Warszawski 



mia^t 



17 
1-4 
15 
10 
18 
Ib 



(W tej liczbie Piotrków) 
i z Płockie nr » 
'Z Łomżą' 



W P r o w i n c y i Małopolskiej: 



7. Krakowski 



miast 



' ale w tej liczbie obok Kra- 
kowa mieszczą się Kazi- 
mierz, Kleparz. Stradom). 



8. Sandomierski 


•• 




i>> 




9. Podlaski 


"ł 




ij 




10. Lubelski 


^ 




13 




U. Ruski 


■• 




11 




12. Podolski 


•• 




12 




13. Bracławski 


"* 




i3 




14. Ukraiński 


■• 




13 


'Bohuslaw' 


15. Kijowski 


•ł 




11 


iŻytMmii;r7,: 


Razem miast królew: 


skich 




w Koronie . 


• • 


• 


1'1_' 





We wszystkich miastach lustro\van\ch domy p()(;zna- 
czano numerami *), kominy murować rozkazano. Zabierał się 



vice-sekretarza; Wyszogrodu, Mławy, Sojhac c'.va, Msxc/'»:io\va, Wyskitck, 
^wy, Solca przez Taiiskiego; Niv)Sza\vy,^lJ<»brzynia, ,ko2ana, Sandomierza, 
Opoczna, Radomia, Zwolenia przez Michalskiego; Łęczycy, Warki, Stanisła- 
wowa, Latowicza przez Świ<;torzeckiego. 

*) Widział też numerowane domy Schultz w przejeździe przez Litwę. 




300 

Departament uformować „na wzór rządnych krajów" 'kasę 
ogniową: w rezolucyi z dnia 11 czerwca 1788 „być potrzebą 
osądził, gdyby wszystkie miasta, na zaratowanie w przypadku 
pogorzeliska, czyniły rok rocznie składkę od morgu z roli po 
groszu miedzianym 1, od morgu z ogrodu po groszy miedzia- 
nycłi 2, od domu murowanego po złp. 1, od drewnianego po 
gr. 15, a takowa składka pod rozporządzeniem Departamentu 
zostawać ma" *). Rezolucya ta pozostała jednak tylko na 
papierze dlatego zapewne, że Departament nie był mocen na- 
kazać i dopełniać wykonania bez konstytucyi sejmowej, gdy 
„składka" taka mogła być uważaną za nowy podatek. W}^- 
raźne zalecenie wydał tylko do pogorzałego m. Cłielma, któ- 
rego odbudowaniem zajął się gorliwie, bo i od Komisyi Skar- 
bowej zażądał pewnej kwoty dla pogorzelców, i cegielnię wy- 
stawił, i swego subalterna (Kozłowskiego) zesłał do oznaczo- 
nia linii rynku i ulic, i „abr>^sy" do murowania miasta po- 
wydawał, i ratusz do wygody sądów za przyłożeniem sie 
podkomorzego i starosty, rozszerzył. Podobnież m. Piotrko- 
wu z powodu pogorzeli wyznaczył 20.000 złp. i allewia- 
cyę w czopowem na dwa lata; sprawiono z tycłi sum porząd- 
ki ogniowe, a nawet wykupiono jeszcze zastawione wójto- 
stwo za 9.000 złp. Nadto na zabudowania asygnował De- 
partament dla Piotrkowa 20.000 złp., dla Poznania 15,000 złp. 
ze skarbu i 12.649 złp. z docłiodów miejskicti na wymuro- 
wanie łiauptwacłiu, w^^stawienie bramy i przebrukowanie ca- 
łego rynku. W Łęczycy przerobiono kościół po- Jezuicki na 
ratusz; na wybudowanie lub reperacye ratuszów obmyślone 
sumy w Żytomierzu, Stężycy, Zakroczymiu, Drohyczynie, Du- 
bience, Stanisławowie, Warce, Garwolinie, Wąsoszu, i Wi- 
znie. W trzecłi miastach procesy ukończył, dla Sandomierza, 
Nieszawy, Różany, Augustowa, Wiskitek, różne sumy na wj'- 
kupienie folwarków i gruntów as^^gnował. W Wilnie kwa- 



*) To rozrządzenie wykonancm nie było i właśnie Gron a u gor- 
szył się w roku 1802, że Polska nie znała fajerkasy. 



tery wojskowe uregulował, w Brześciu Liiewskin: K-jniisy;,* 
„Boni Ordinis" wprowadził; w Poli-cku polskim r.aj ^rar.ic.i 
rosyjską ^sprawiedliwość dia mieszkańców o?o;ej s:r->r.y ob- 
myślił". Xa usypanie tam dia zabezpieczenia <:»d za.ewow 
Wisł\' pod Sandomierzem ó.>»j zlr. wvzr.acz\i. Zaio:-vł 13 
szkółek miejskicli, ponieważ w m.niejszych miasteczkach zda- 
rza się, że ,caly magistrat podpisuje się ręką nieumiejętnego 
pisarza". Szkółki te na razie nie miały wielkiego powodze- 
nia, bo „skoro się otwiera czas pilnowania bydła w polu, na- 
uczyciele nie mają uczniów" *•. 

Sądy Asesorskie , wsparły dekretami" swoimi Kamieniec 
Podolski, Latyczew, Żytomierz, Owtucz i Winnicę: te miasta, 
iak przyznaje Mędrzecki. .^zaczynają przez ludność, handel 
i rzemiosła obiecywać Rzeczypospolitej posiłki z miast kwi- 
tnącycłi należne**. Nawet niektórzy starostowie zarabiają so- 
bie na lepszą niż dawniej sławę: tak, Hryniewiecki, starosta 
lubelski, zaskarbił sobie wdzięczność powszechną pracami nad 
uporządkowaniem m. Lublina; zawieszono jego portret w ra- 
tuszu**). Marszałkowie wielcy koronni Lubomirski i Mniszech 
starannie gospodarowali w Warszawie. 

Po zniesieniu Rady Nieustającej, a więc i Departamentu 
Policyi dnia 19 stycznia 1789 r. miasta nie miały nad sobą 
tak czujnej władzy aż do czasu utworzenia Komisyi Policyi 
Obojga Narodów, która czynności swe rozpoczęła w dniu 4 
lipca 1791 pod prezydencyą Mniszcha, ale stosowała już no- 
^e prawo miejskie, uchwalone przez sejm czteroletni. Będzie- 
my o niem mówili niżej. VV^ tem miejscu zanotujemy tylko 



*) Wszystkie te fakta brane są z Relacyi Deputowanych od N. Kon- 

^«<l^^cyi Ob. Nar. do exaniinowania Komisyi Policyi Roku 1792, str. 2—6 

* ^ Raportu generalnego dwuletnich czynności Departamentu Policyi od 

^inau 1786 do sejmu 1788 roku zeszłej Radzie Nieustającej uczynionego 

^ Dzienniku Handl. 1788, str. 704—711. Sprawdzone z protokółem 

^. P. 13. 

••; Mędrzecki: Zbiór etc, str. 20. Koźmian: Pamiętniki: t. I. 



302 

że i Komisya Policyi nie zdoMa zebrać dokładnych informa- 
cyj o stanie funduszów miejskich. Od większe} części miast 
nadeszły wprawdzie raporta w latach 1791 i 1792, ale te nie 
były wtenczas nawet uważane za wiarogodne, „gdyż magi- 
straty rzadko istotny stan, tak co do dochodów, jak i dłu- 
gów w swych raportach opisują". Podajemy jednak owe 
niekompletne i niedokładne obliczenie, ponieważ jest jedynem, 
jakie znamy. Czerpiemy je ze źródła urzędowego *). 

Tab. 126. 

Bilans generalny, okazujący z nadesłanych raportów niektó- 
rych miast RzpIteJ dochody i remanenta oraz długi etc. 



Dochód 

miast 

roczny 



! Rema 
nent 



Prowincya Małopolska okazuje 

złp 211.879 

Wielkopolska (wyjąwszy m. 

Warszawy, które raportu nie 

oddało) ! 113.188 

w. Xięstwa Litewskiego. . . 297.519 



Długi 
miastom 
: należące 



Długi od 

miast 

winne 




670.763 



1.458.861 
297.519 



Suma ogólna . . . | 622.586 | 198.253 ' 8.000 | 2.427.143 



Najdziwniejszym jest wykaz funduszów miejskich Li- 
twy. Miałażby to przypadkowo złożyć się suma długów zu- 
pełnie równa sumie docłiodów? Czy nie jest to jakiś figiel 
magistratów, którego nam nie wytłómaczono. W każdym ra- 
zie bilans ten, nieobejmujący najbogatszej ze ws2systkicłi miast-z^ 
Warszawy (opłacającej 3,141.000 różnycłi podatków do skar — 
bu Rzpltej) przekonywa nas, że stan pieniężny miast nie by^^ 
rozpaczliwy. Masa długów nie przewyższała czteroletniej ir 



*) Relacya Delegowanych od N. Konfederacyi Generalnej Ob. S 
do egzaminu Policyi roku 1792, str. 44. 



303 

traty rocznej, mogła więc być spłaconą bez wielkiego wysile- 
nia, gdyby zostosowano jakiś plan amortyzacyi. A -w tym bi- 
lansie z pewnością są pominięte znaczne należności, naprzy- 
kład wzmiankowane w tej samej relacyi (str. 15) należne mia- 
stom długi kałiałów żydowskicli. Nie weszły tu również ka- 
pitały szpitalne w cyfrze 2,619.651, które spoinie z jalmużna- 
mi czyniły 466.035 złp. rocznego docłiodu, oraz fundusze, ja- 
kimi rozrządzała sama Komisya Policyi. 

50« Obaczmy teraz, jakie owoce wydala w rzeczywi- 
stości skreślona w poprzednim paragrafie działalność władz 
publicznycti i społeczeństwa? 

Nasamprzód, czy powstał i czy się rozwinął przemysł 
miejski? 

Tak, i właśnie najbardziej w drugim okresie. Lubo nie 
będziemy w stanie oznaczyć dat założenia każdej fabryki 
mieszczańskiej, ale sama krótkość czasu służyć może za wska- 
zówkę, że okres trzeci stosunkowo niewiele zakładów prze- 
mysłowycti mógł powołać do życia. 

W Wielkopolsce rozwinęła się szczególnie pro- 
dukcya sukiennicza. Pochodzenie jej sięga dawnycłi czasów. 
Już w XV i XVI wiekacłi roiły się od tkaczy cecłiu sukien- 
niczego Poznań, Kościan, Kalisz; sukna polskie szły dużymi 
transportami do Śląska, Czecłi, Moskwy. Nie zac^inęła też 
całkowicie w najgorszych czasach: znajdowaliśmy w aktach 
Komisyi Skarbowej Koronnej w latach 1 7(^6 i 1 7(S7 ślady wy- 
wozu sukien do Austryi i Rosyi *). Z miast wielkopolskich 
przeważnie sprowadzała majstrów Kompania Manufaktur Weł- 
nianych. Ale w X\1II wieku Śląsk wziął przewagę nad Wiel- 
kopolską, szczególnie od czasu przejścia pod rządy b'r\'dery- 
ka II; w>Tabiał on podobno wyższe gatunki. Wszakże w okre- 



*) Skarga tkacz('>w Andrychowskich na zakaz rządu Austryackicgo 
wroku 1767 (Pr. Kk. A 3 str. 273 ; mcmorvalv J. PP. Makasicjow i Mar- 
kiewicza, kupców moskiewskich wroku 1767 'Pr. K ko nom. A 4, str. 23 J 
i 275). 



I 



304 

sie drugim badanej przez nas epoki produkcya wielkopolska 
widocznie wzrasta, ożywia się i doskonali. Kupcy rosyjscy 
prowadzili wprawdzie dużo sukien śląskich transito, lecz z ra- 
portów urzędowych wiemy, że i sukien wielkopolskich przy- 
chodziło w roku 1788 odrazu po 5.000 sztuk na jarmarki 
berdyczowskie, a na wszystkich pięciu jarmarkach ukraiń- 
skich „śmiało liczyć można 30.000 sztuk sprzedawanych" *.•. 
Wzrost dobrobytu okazuje się też z wyższych cen gruntu: 
w okolicy Rawicza zagon roli kosztował 4 czerw, złot., gdy 
w okolicach Warszawy tylko 4 złp. **). Bo też Rawicz 
liczył 3J7 sukienników przy 200 warsztatach i wyrabiał (oko- 
ło roku 1800) po 14.000 postawów na rok w cenie od 2' ^ 
do 12 złp.; sukno odznaczało się dobrą apreturą; do Rosyi 
wysyłano samych sukien na 800.000 złp., a razem ze skóra- 
mi wartość produkcyi dosięgała 1,320.000 zip. ***). Zduny 
liczyły 104 sukienników przy 70 warsztatach, wyrabiały 5.370 
postawów rocznie, a produkcyę całkowitą razem z płótnami 
szacowano blizko na 500.000 złp. Wschowa liczyła 200 
sukienników przy 180 warsztatach i 117 płócien ników z 80 
krosnami. Bojanowo ma 250 majstrów przy 175 war- 
sztatach; wysyła za granicę po 10.000 postawów wartości 
około 420.000 złp. W Lesznie było 138 sukienników i ty- 
leż warsztatów. A i pomniejsze miasta miały czasem wcale 
pokaźną produkcyę: Obierzyska na 300.000 złp. N o w y 
most na 108.000, Trzciel (Tirschtiegel na 175.000 złp. 
i t. p. ****). Cyfry te braliśmy z obliczeń pruskich z roku 1800, 
a według słów H ols che go produkcya ta wówczas nie zwię- 



*) Raport kontraregestranta prowincyi Ukraińskiej do Komisyi Skar- 
bowej Koronnej z dnia 12/12 1788 w Archiwum Skarb. Koron, dział XXX, 
plika Nr. 34. 

**) Pam. Hist. Polit. 1785, str. 1018. 

***) Holsche: 1. cit. 11, 297 — 302. 

*♦*♦) Holsche: 1. cit. II, 286—290; Polen zur Zeit der zwey letztei* 
Theilungen hislorisch, statistisch und geographisch beschrieben 1807, str. 
104, 107, 112. 



Wjinik iTinnr. Nlinik 0^11 cblopteo winny 




Klinik czerwienny. 



Karty wyra 

(Za: 



WewD^trane daleje Polski Eoraosa Tom IL 



Danik ezerwieona. 



Wjżnik dzwonkowy. 




Tn^ ottamplnwmy przez Begenta 
Fa^ni Stemplowego. 



Paczka, w której te karty 
byty sprzedane. 



■ (1701 - 

tBW0rX 



Drok. Satamina Sikorskiego. 



305 

kszała się, ale raczej zmniejszała się — przynajmniej w obwo- 
dzie Pyzdrskim. W roku 1783 wszystkich warsztatów su- 
kienniczych w miastach Wielkopolski rachowano 948, na zi- 
mę wszakże bywało czynnych zalewie sto, ponieważ dużo 
sukna leżało bez odbytu *). 

W wielu z tychże miast wyrabianem było płótno: Wscho- 
wa liczyła 117 tkaczy. Tu znajdowała się też drukarnia Jana 
Bogumiła Hebolda **). 

W Poznaniu bankier Klug założył wyborną fabrykę wy- 
robów wełnianych pewno w okresie drugim, ponieważ da- 
wniej księgi skarbowe wspominają o nim, jako o kupcu an- 
gielskim. Posiadał nadto dwie fabyki jedwabne, które według 
zaświadczenia magistratu poznańskiego z roku 1784 wydawa- 
ły towar równy zagranicznemu, a tańszy. Rada Nieustająca 
udzieliła mu pożyczkę w kwocie 1.000 czerw. zł. bez prowi- 
zyi, pozwoliła dać mu plac nad Wartą i zakazała zakładania 
podobnych fabryk „na przeszkodę" bez opowiedzenia się ma- 
gistratowi. Do niego też, zdaje się, należała fabryka skór, 
a Departament Policyi pozwolił też Samuelowi Rorman zało- 
żyć garbarnię angielską we Wschowie ***). 

Były też w Poznaniu jakaś fabryka wyrobów jedwa- 
bnych i fabryka mydła czarnego przed rokiem 1786 ****). 

W Małopolsce, szczególnie w Krakowskiem, było kilka 
fabryk sukiennych szlacheckich (w Józefowie, Klimontowie, 
Bogoryi, Żarkach, Włodowicach, Koziegłowach), ale wyrabiały 
one tylko proste sukno w niższych gatunkach. W samym 
Krakowie, kupiec i obywatel Frystacki wyrabiał po 100 



*) Pam. Hist. Polit. 1783, str. 249. 

**} Drukował w tej drukarni „Wschowskiej* Franciszek książę 
Sułkowski, generał-inspektor swoje dzieło p. t.: Pamiętnik żołnierski" 1780, 
str. 310). 

**•) Pr. Ek. A/4, str. 264 i A/5, str. 235. Relacya Delegowanycłi 
1792, str. 7. Prot. Departamentu Policyi 8, str. 177. 

****) Pam. Hist. Polit. 1786, str. 166. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona.— T. II. 20 



306 

do 150 sztuk rocznie sukien w 24 gatunkach (których prób;; 
oglądaliśmy); „młodość swoją doskonalił on przy fabrykacl 
zagranicznych", znał się więc na rzeczy, ale zw^iększeniu pro 
dukcyi stały na zawadzie szczupłość funduszów i brak lud2 
przędzących *). X. Wacław hr. Sierakowski, kanonik kate 
dry krakowskiej, w roku 1786 założył fabrykę sukienną, że 
bracką, „dla dania wsparcia nędzy i ubóstwu", ale ta insty 
tucya dobroczynna nie mogła przyjść do ładu: dyrektor i za 
razem kasyer (aptekarz Like) dopuścił się nadużyć; na począ 
tku roku 1788 trzeba było zbierać kompanię z 10-ciu osól 
duchownych i świeckich „na obmyślenie funduszu"; złożone 
31.800 złp., a po trzech latach znalazło się 97.186 złp. defi 
cytu. Wyrabiano wszakże sukna w dosyć wysokim gatunku 
bo na 13 złp. łokieć, a nawet utkano dla króla kobierczyl- 
z herbem ciołek **). 

Garbarnie krakowskie musiały wyrabiać znaczną liczba 
skór, gdy w roku 1789 poseł pruski Lucchesini zamówił ti 
19.000 sztuk dla swego rządu ***). Istniały też jakieś fabry- 
ki pasów, gazy, śpilek oraz kart niejakiego Burgona. Mie- 
szczanin krakowski Fr. Krumpoholtz założył w okolicach mia- 
sta jedne fabrykę śrótu i dwie prochowe, mianowicie poc 
Korzkwią i pod zamkiem Ojcowskim; trzecia fabryka procłio- 
wa nieznanego mi właściciela znajdowała się między Skałami 
i Wysokiemi Górami; wszystkie razem dostarczały do 100 
kamieni na rok ****). Prawie tyleż (1.000 centnarów rocz- 



*) Archiwum Kor. Skarb. Dział XXX plika 34. Raport z fabryki 
krakowskiej z próbkami. 

•*) J. Seb. Dembowski wydał całą broszurę pod tyt.: Rzecz krót- 
ka o fabryce sukicnney Krakowskiej. Kraków 1791 w druk. Szkoły Głów- 
ncy Koronncy str. 57, 72, 74 etc. 

***) Pr. Ekon. A 26, str. 1062. Mollers: Reise nach der Ukrane, 
sir. 4. 

****) Dzicn. Handl. 1788, sir. 752 i 1786, str. 166. Czamarka 
i Sarafan, Warszawa 1791, (broszura str. 160). Cennik procłiów był po- 
dany pod Nr. 77. Pr. Ek. A 30, str. 299 



307 

nie) wyrabiali jacyś żydzi na swym młynie prochowym wo- 
dnym, gdzieś w województwie krakowskiem. Pod Krakowem 
też istniały fabryki ołowiu i glejty. 

W województwach ruskich nie wiemy o żadnych fabry- 
kach mieszczańskich, oprócz wspomnianych w § 47 Amieta 
i Mullera w Niemirowie, nabytych od Wincentego Potoc- 
kiego. 

Na Mazowszu w Jeziornie niejaki Fisch posiada 
przed rokiem 1777 „własną fabrykę papieru", która dostar- 
czała (np. w roku 1792) znacznych ilości stempla dla Komi- 
syi Skarbu Koronnego *). Paschalis w dobrach swoich Z i e- 
lonce i w Warszawie założył 50 warsztatów, gdzie się ży- 
wiło do 300 sierot**). W Potoku blizko Warszawy, naprze- 
ciwko Marymontu, Fryderyk Bogumił Leonhardy, konsyliarz 
J. K. Mci (kasyer Teppera?), ma fabrykę kartunów, chustek, 
pasków, sukien damskich ***). 

W samej Warszawie słyną przede wszystkiem fabryki 
powozów, a między niemi pierwsze miejsce zajęła fabryka 
Dangla. Z profesyi był to siodlarz, uczył się rzemiosła w Lon- 
dynie; wsławił się nasamprzód siodłem kszałtnie wyrobionem 
dla posła angielskiego Withwortha; mieszkał wtedy jeszcze 
w małym domku przy ulicy Rymarskiej. Później zatrudniał 
300 robotników, samych krajowców. Miał wszelkich maj- 
strów, jacy do zupełnego wystawienia powozu potrzebni byli. 
Bywało gotowych po 100 powozów w cenie od 100 do 2.000 
dukatów. Wykończenie i przyozdabianie odbywało się w sali 
pierwszego piętra, a gdy powóz b}'ł zakupiony, wtedy spusz- 
czano go na dół po pomostach. Wyroby tej fabryki nie ustę- 
powały podobno najwytworniejszym angielskim. Około roku 



•) Pr. Ekonom. A/ 30, str. 584. 

**) Glos Jezierskiego, kasztelana łukowskiego, w Dz. Czyn. 
S. G. W. sesya 174, z dnia 16/10, 1789. 

***) Gazeta Narodowa y Obca. Suplement do Nru 37, str. 22 J 
obwieszczenie. 



308 

1793 Dangiel wdawał się nieco w interesa bankierskie. Po 
ostatnim rozbiorze fabryka jego zmniejszyła się jeśli nie do 
7$ to do V4> po części z powodu współzawodnictwa innycli 
fabryk, a po części dla tego, że już nie było króla i wielkich 
panów, którzy kupowali u niego najdroższe powozy czasem 
bez potrzeby, dla podtrzymania przemysłu krajowego. Tańsze 
powozy można było znaleźć u Szperla i Krauza*). 

Już w połowie XVlII-go wieku prowadziła Warszawa 
znaczny handel pudrem i krochmalem; tego ostatniego na sa- 
mym Solcu istniało 10 fabryk. Na Bielinie słynęła fabryka 
bulionu **). 

Wyprawiano skóry na fabrykach: 1) będącej własnością 
Niemirowskiej; 2) uprzywilejowanej Cadra w rynku pod Nr. 
54, „znacznym kosztem wystawionej" przed r. 1777; należał 
do niej młyn do mielenia kory dębowej, ustawiony za pozwo- 
leniem Komisyi Skarbowej na Wiśle naprzeciwko gmachu PP. 
Wizytek; wyprowadzała ona swoje w>Toby za granicę, a sły- 
nęła szczególnie z najprzedniejszych skór; zwanych „bukaty" 
i używanych na buty woskowane; 3) Schultza, bankiera, która 
też wyprawiała skóry, jakich nigdy w Polsce dotąd nie było**; 
4) Szmula Jakubowicza ***). 

Na Pulkowie pod Marymontem fabryka cycowa (perkali), 
należąca do Leonarda i Senapiusa, wyrabiała materye na ka- 
mizelki, żupany; wybicie karet i pokojów nawet z sylwetkami 
„podług własnych deseni", bo ma ludzi z zagranicy. Na 



*) Magier: Estetyka m. Warszawy a. 24. Schultz: Reise eines 
Liellanders. Uwagi nad Uwagami, str. 68. Holsche: 1. cit. 11, 381. 
Ochocki: Pam. wyd. I. J. Kraszewskiego II, 47. 

*•) Sobieszczański: Pogląd na postać m. Warszawy, str. 16. 

***) Dzień. Handlowy 1786 str. 388 i 1787, str. 282. Pr. Ekon. 
A/14, str. 699; Strój no wski w Dzicn. Cz. S. G. W. sesya 345 z dnia 
12/11 1790 i 348 z dnia 23.11 1791) roku. Gazeta Rządowa Nr. 48, 
str. 291. 



309 

ulicy Długiej pod Nr. 589 w Dworku Pijarskim była też fa- 
bryka obić tak płóciennycli, jak i papierowych. *). 

Fabryki sukiennicze: 1) Rehana zapewne duża, ponieważ 
przyjęła od Komisyi Policyi 200 żebraków do roboty; 2) 
w Prochowni, gdzie przyjęto 50 żebraków od tejże Komisyi; 
3) Abrahama Papgatha na ulicy Bednarskiej; 4) sukien na 
płaszcze zwane czujkami. 

Fabryka kapełusznicza Paulet'a mogła przyjąć 30 że- 
braków, a więc musiała lepiej prowadzić swoje interesa, niż 
owa nieudatna kapelusznia, którą utrzymywała niegdyś Kom- 
pania Manufaktur Wełnianych. Małe fabryki kapeluszy za- 
częli zakładać około r. 1770: Howisch, Stiibert, Zeteberg, 
Fliis i Jędrzej Bacher; dawniej chodzono w czapkach, jak za- 
pewnia Magier, który miał podać Bacherowi myśl wyrabia- 
nia cylindrów. W r. 1780 istniał już w Warszawie cech ka- 
peluszniczy **). 

Dwie fabryki wyrabiały ze srebra i złota druty i ta- 
siemki ***). 

Gisernia Piotra Zawadzkiego zaopatrywała 19 drukarń 
w czcionki ****). 

Zegarmistrz Gugenmus jeszcze w 1767 r. zrobił zegar 
do Izby sądowej w Komisyi Skarbu Koronnego za 27 czer. 
zip. (486 złp.) *****). Jego to syn zapewne zrobił duży i dobry 
zegar wieżowy do pałacu Kazimierowskiego (obecnie gmach 
Uniwersytetu), gdzie funkcyonuje do dziś dnia; na jednej 



•) Dz. Handl. 1791, str. 122; 1786, str. 33—55. 

•*) Uniwersał Komisyi Policyi. Ob. Nar. z dnia 23 grudnia 1791 r, 
podpisany przez Raczyńskiego, marszałka n. kor. (przy Dzień. Handl. 
^^92). Magier: Estet. m. Warszawy d. 36. 

***) Hubę u Dra Wład. Wisłockiego w artykule p. tyt. Warszawa 
(Przewodnik Naukowy i Literacki. Lwów 1876 roku, str. 1107, grudzień 
^>. 18). 

****) Dz. Handlowy 1787, str. 502. 
*****) Pr. Ekon. A/4, str. 241. 



310 

z belek mosiężnych jest wyryty napis: „Zrobiony w Warsza- 
wie przez Antoniego Gugenmus Polaka w 1820 r.". 

Gdy fabryka Belwederska Stanisława Augusta nie zdo- 
łała utrzymać się, jakiś Sas Wolff założył fabrykę fajansów 
na Bielinie (dziś ulice Królewska i Marszałkowska), zamówił 
sobie glinkę z dóbr księżnej Marszałkowej w. k. (Lubomir- 
skiej?) za opłatą 18 złp. od beczki i wyrabiał naczynia bar- 
dzo mocne, mianowicie: serwisy stołowe, tace, filiżanki, wazy 
do angielskich zbliżone, wazony, piramidy, koszyki, kafle do 
wysadzania podłóg i ścian, glejt czyli emalię z kolorem tak 
pięknym, że trudno było rozeznać od porcelany; pracowało 
na tej fabryce 40 ludzi *). 

Rafalowicz wyrabiał karty polskie i francuzkie; w r. 1791 
pomiędzy marcem a październikiem Willing, podobno Holen- 
der z pochodzenia, ale obywatel m. Warszawy, otworzył inną 
labrykę kart „nadzwyczaj przednich" z udziałem Rafałowicza. 
Komisya Skarbowa udzielała mu swej opieki i robiła różne 
dogodności, obniżając np. stempel aż do 15 groszy**). Da- 
jemy zmniejszoną nieco podobiznę 6-ciu figur i asa ze stemplem 
złotowym, oraz paczki z firmą. Ze światłych uwag, nade- 
słanych nam uprzejmie przez profesorów Karola Estrejchera 
i Maryana Sokołowskiego, wynika wniosek, że figury te były 
wzorowane na francuzkich, lub ogólnie-europejskich typach 
kartowych. Cechę miejscową wyrobom swoim Willink nada- 
wał, mieszcząc herb Stanisława Augusta na jednym królu, 
nie troszcząc się o to, że niepodobny doń zgoła z rysów 
i powierzchowności, że jest siwy, brodaty i wąsaty. Tak samo 
lilia francuzka na damie nie wskazuje na żadną królową 
Francyi. Znaki zodyaku są zabytkiem symbolicznym orna- 
mentów, jakie się znajdują zwykle na kartach XV i XVI w. 



*) Pamiętnik Hist. Polit. 1783 r., str. 376. 

**) Dz. Cz. S. G. scsya 345 z dnia 12,11 1790 r. głos Jezier- 
skiego; Pr. Ek. A;28, str. 318, 1472. A,30, str. 853. 



311 

W r. 1789 było w Warszawie 60 warsztatów pusz- 
karskich, które mogły dostarczać po 1.000 sztuk broni na 
miesiąc *). 

Już w r. 1776 miała Warszawa 126 browarów, z tycłi 
niektóre robiły po trzy i cztery wary na tydzień ***). 

Przy zwiększonej ludności w epoce sejmu czteroletniego 
zwiększyła się zapewne i liczba browarów i ilość produkcyi, 
ale w r. 1796 pod rządem pruskim pozostało tylko 86 bro- 
warów z produkcyą 200.000 beczek piwa. Jużto produkcya 
piwa i wódek była rozwinięta aż zanadto; każde miasto i mia- 
steczko posiadało własną propinacyę, każdy niemal mieszcza- 
nin małomiasteczkowy warzył piwo u siebie, lub sycił miody: 
tym sposobem w każdym prawie domu mieszczańskim znaj- 
dowałeś szynkownię. Bytoto jednym z głównych powodów 
upadku i poniżenia, w jakiem znajdował się stan miejski. 
Nie wszystkie jednak browary warszawskie należały do mie- 
szczan, było bowiem znane piwo „szlacłieckie" lekkie; wa- 
rzyła je uboga szlacłita na Grzybowie, Muranowie, Kłopoc- 
kiem i, prowadząc na wózkacli jednokonnych! w małych becz- 
kach, po 4 i 5 złp. po domach przedawała *"**). 

Obok fabryk rozwijają się w Warszawie rzemiosła. 
Wspominaliśmy wyżej o kunsztownem stolarstwie (ebenisteryi), 
które się ukazuje podobno od czasu sprowadzenia majstrów 
westfalskich z NeuWied przez Ponińskiego. Podróżnicy (np. 
Schultz) świadczą, że w epoce sejmu czteroletniego można 
było znaleźć w Warszawie rzemieślników, zwykle cudzoziem- 
ców, którzy wszelkie najwykwintniejsze mogli wykonywać 
rolx)ty. W r. 1796 są jeszcze 33 cechy i wielu majstrów, 



*) Dyaryusz krótko zebrany Sejmu Gh')\v. Warszaw. 178S zaczę- 
t^o Dufour, Warszawa tom I, str. 297. 

**) Głos biskupa Turskiego w Dyaryuszu 1776 r., sesya 31 
z dnia 11/10, str. 284. 

*) Magier: Estetyka m. Warsz. a 32. 



»»#> 



312 

którzy do żadnego cechu nie należeli, jak np. snycerze, ka- 
mieniarze, malarze, fryzyerowie. Dla przykładu przytaczamy 
436 krawców, 580 szewców, 198 stolarzy, 113 kowalów, 110 
piekarzy, 133 siolarzy, 46 jubilerów i złotników i t. d. *). 

Wszystkie te fabryki, przez „szlachetnych" i „sławetnych** 
t. j. mieszczan założone i prowadzone, były trwałe, większa część 
ich bowiem zdołała wytrzymać dwie katastrofy 1793 i 1793; znaj- 
dujemy je np. w opisie Warszawy Hub ego, z r. 1796. 

Do przemysłu miast litewskich nie posiadamy żadnych 
materyałów. Zdaje się, że na tem polu Litwa względem Ko- 
rony była zacofaną wielce. Nawet o fabrykach pańskich 
i szlacheckich nader rzadkie napotykaliśmy wzmianki. Wy- 
czytaliśmy tylko ogólnikową wiadomość ze źródeł rosyjskich^ 
że po ostatnim rozbiorze, pomimo klęsk przebytych na Litwie, 
istniały jeszcze niektóre fabryki np. sukiennicze, płóciennicze, 
tabaczne, że istniały kompanie przedsiębiorców, ale praca 
stanęła, robotnicy stracili zatrudnienie, towary po części zle- 
źały się, po części uległy konfiskacie. Xże Repnin chciał pro- 
dukcyę przemysłową ożywić, ale dokazać tego nie był 
w stanie **). 

Dla uzupełnienia spisu przez dodanie pominiętych za- 
kładów przemysłowych, jakoteź dla zgrupowania ich podług 
natury różnych gałęzi produkcyi, ułożyliśmy tabelę ogólną; 
system podziału wzięliśmy od pana Dominika Bociar- 
s k i e g o, który przed kilkoma laty badał w tym samym po- 
rządku dzisiejszy przemysł Królestwa Polskiego ***). 



•) Hubę, u Dra Wisłockiego 1. cit., str. 1107. 

**) Jle-IIy.ie: CraH. ABrycrb IIoiWTOBCKift in> FpoAut h Jhtb»^ 

H-B 1794—7, str. 69. 

**•) Bibliot. Warsz. 1873, kwiecień. 



313 



Tab. 127. 



Spis ogólny fabryk, Jakie istniały za Stanisława Augusta. 

A. Przemysł tkacki. 

I. Wyroby bawełniane: 1) P^abryka cycowa 
Leonarda i Senapiusa pod Warszawą na Pulkowie; fabryka 
cyców Niemierowskiej w Warszawie; 3) fabryka kartonów, 
chustek etc. Fr. Bogum. Leonhardy w Potoku blizko War- 
szawy; 4) fabryka cyców w Łysobykach *); 5) w Niemiro- 
wie Wincentego Potockiego, potem H. Amiefa et Comp., 
Mullera et Comp. 

II. Wyroby w e ł ni a n e: a) Sukna 1) Kompanii Ma- 
nufaktur Wełnianych w Węgrowie do 1770 i w 1794; 2) przez 
tęż Kompanię założona i konfraternii S. Bennona odstąpiona 
w Cuchthąuzie Warszawskim; 3) w Prochowni w Warszawie 
istniejąca w r. 1792; 4) Abrahama Papgatha w Warszawie; 

5) fabryka sukien na płaszcze, zwane czujkami, Warszawska; 

6) Rehana w Warszawie; 7) Potockiego Prota na Pradze; 8) 
Kluga w Poznaniu; 9) warsztaty (200) w Rawiczu; 10) war- 
sztatów 138 w Lesznie); 11) warsztatów 180 we Wschowie; 
12) warsztatów 70 w Zdunach; 13) warsztatów 175 w Bo- 
janowie; 14) warsztatów 385 w innych miasteczkach Wielko- 
polskich; 15) fabryka Frystackiego w Krakowie; 16) fabryka 
żebracza (X. Sierakowskiego i Kompanii w Krakowie; 17) fa- 
bryka w Staszowie Czatoryskiego, później Lubomirskiej; 18) 
w Józefowie zapewne warsztaty; 19) w Bogoryi Konarskiego 
też; 20) w Klimontowie Ledóchowskich też; 21) w Żarkach; 
22) we Włodowicach; 23) w Koziegłowach warsztaty z małą i po- 

' ślednią produkcyą; 24) w Opolu też; 25) w Modliborzycach 



•) w roku 1794 Rada Najwyższa Narodowa otrzymała memor3''ał 
'»^d fabrykantów cyców w Łysobykach". Gazeta Rząd. Nr. 99, str. 401. 
"'łaścidelem był podobno Prot Potocki. 



314 

podobne; 26) w Janowie też; 27) w Urzędowie *); 28) fabryka 
Czartoryskiego Józefa, w Korcu; 29) Poniatowskiego Stanisła- 
wa fabryka w Korsuniu: 30) Potockiego Szczęsnego fabryka 
w Tulczynie; 31) Potockiego Prota fabryka w Machnówce; 
32) fabryka Lubowidzkiego w Chołochwastowie na Ukrainie 
wyrabiała kuczbaje i ratyny, ale w małej ilości **); 33) fa- 
bryka Sapiehów w Różanie i 34) w Kodniu; 35) Tyzenhauza 
fabryka w Postawach; 36) fabryka królewska w Grodnie; 37) 
fabryka królewska w Brześciu Litewskim; 38) fabryka w Ra- 
kowie; 39) fabryka w Koźminie w województwie Kaliskiem ***); 
40) Czartoryskiego w Wołczynie; 41) fabryka (duża) w Nowym 
Dworze. Nadto Magier wymienia jeszcze tkaczy, farbiarzy 
i postrzygaczy w Złotowie, Chodziczu, Szamocinie, Szubinie, 
Lobienicy. 

b), pończoch: 42) w Kobyłce Unruha; 43) na Golędzi- 
nie pod Warszawą Kompania Manufaktur Wełnianych do 1770 

c), kapeluszy; 44) Paulefa w Warszawie; 45) na Gołędzinie 
Kompania Manufak. Wełn. do 1770 r.; 46) Czartoryskiego 
Józefa w Korcu; 47) Winc. Potockiego w Niemirowie; 48) 
w Drzewicy ****). 



»> 



*') Wiadomość o warsztatach od Nru 18 do 27 zaczerpnięta z ra- 
portów do Komisyi Skarbowej Kor. (Archiwum Komisyi Skar. dział XXX, 
plika Nr. 34); oglądaliśmy próbki owoczesne; sąto sukna ordynaryjne, samo- 
działy szare lub farbowane, cenione wówczas na 4 — do 6 złp. łokieć; w Jó- 
zefowie było w roku 1788 „fabrykantów" 8, w Klimontowie 5ciu, w Bogo- 
ryi 8miu. Wszystkie te Nry znajdowały się w Prowincyi Skarbowej Kra- 
kowskiej koło Krakowa, Sandomierza, Lublina. 

**) Raport kontrarcgcstranta z Berdyczowa z dnia 12/12 1788 r., 
w Arch. Sk. Kor. XXX, Nr. 34. 

***) Bliższych szczegółów o Nrach 35 i 36 nie znamy, 'wspomione 
są tylko w Dz. Handl. 1788 r., str. 575 — 581 z uwagą, że Koźmin leży 
w województwie kaliskiem. Nowodworska, Wołczyńska i Węgrowska do- 
starczały po kilkanaście tysięcy łokci Komisoryatowi w 1794 roku (plikL 
:^8 i a 35). 

'**•) D z. Handl. 1788. str. 580. 



315 

III. Wyroby lniane i konopne: 1 ) Fabryka W. 
Potockiego w Niemierowie; 2) fabryka Potockiego Szczęsnego 
w Tulczynie; 3) Czartoryskiego w Staszowie; 4) Lubomirskiego 
Józefa w Korcu; 5^ Społeczeństwa Fabryki krajowej Płóciennej 
w Łowiczu; 6) Sapiełiów w Różanie; 7) w Żodziszkacli (po- 
wiat Oszmiański; 8) Daniela Skowrońskiego zapewne gdzieś 
na Litwie *), 9) Królewskie w Manufakturachi Grodzieńskicłi. 

IV. W y r o b y j e d w a b n e i z ł o t e: 1) Fabryka Słuc- 
ka pasów i szlaków; 2) takaż fabryka w Kobyłce l/nrułia, 
potem Filsjean'a; 3) w Różanie; 4) Drzewicy 5) Krakowie; 6) 
Niemierowie; 7) Korsuniu; 8) Koreliczacłi, Radziwiłłów, gobe- 
linowa i dywanowa; 9) w I^oznaniu 2 Kluga; 10) w Manu- 
fakturacli Grodzieńskich **). 

B. Przetwory płodów roślinnych. 

V. Cukrownictwo nie istniało w I^olsce owoczesnej. 

Ilo^ć zakładów i produkcyi nie- 



VL Gorzelnictwo 

VII. Dystylarnie 

VIII. Browary 

IX. Warzelnie miodu 



znana; że i^yła znaczna, wnio- 
skować można z ogólnej cyfry 
czopowego, które w okresie 1778 
— 1792 wzrastało stopniowo z 
l,27r).0(X3 do 2,023,7(^0 złp. na 
rok i przewyższało czasem cały 
docłiód cłowy. 

X. M ł y n y, t a r t a k i, p i e k a r n i e etc. ilość ogólna 
nieznana. 

XI. W y r o b y t a b a c z n e: i^\'ibryki 1 ) Warszawska; 
2) Poznańska; 3) Kielecka; 4) Korecka, założona przez antre- 



*) Nr. 8 wspominany przcy Weisscnhoffa i Sapiehę na scsyi 
353 (nie 352) z dnia 7.12 1790, w Dz. S. G. W. 

*•) Więcej fabryk do wyrabiania pas«3\v wyliczają Romer w Spra- 
wozdaniu Komisyi Historyi Sztuki przy Akademii IJmicjętnoj^ci w Krakowie 
tom V, zcsz3rt 3ci i Aleksander Jelski tamże w zeszycie 4-m. 



\ 



f 



316 

pryzę tabaczną (prócz Kieleckiej), prowadzone później przez 
Komisyę Skarbową Kor. 

XIL Wy roby papieru i obić. 1) Papiernia Fisch'a 
w Jeziornie, założona w r. 1778 przez Fryderyka Tysa, oby- 
watela m. Warszawy*), potem należąca do hr. Unruha; 2) takaż 
w Postawach Tyzenhauza; 3) papiernia w Korytnicy Xżnej Lubo- 
mirskiej; 4) w Radostowie Niemierzyca, z holendrem; 5) w Przy- 
susze Dembińskich; 6) w Supraślu; 7) pod Prenami; 8) w Łomży; 
9) w Stredlówce o milę od Berdyczowa; 10) w Mędrowie; 
11) w Mostkach; 12) w Suchowie dobrach biskupstwa Krakow- 
skiego; 13) Wybickiego bez wskazania miejsca; 14) fabryka 
obić papierowych i płóciennych w Warszawie przy ulicy Dłu- 
giej pod Nr. 589; fabryka kart francuzkich i polskich Rafało- 
wicza; 16) takaż fabryka Willinka w Warszawie przy ulicy Bie- 
lańskiej; 17) fabryka takaż Burgona w Prowicyi Skarbowej Kra- 
kowskiej; 18) takaż Perlego na Litwie **). 

XIII. Olejarnie: Ilość niewiadoma. 

XIV. Wyrób cykoryi: niewiadomy. 

XV. Krochmalu: 10 fabryk na Solcu w Warszawie; 
fabryka makaronu włoskiego w Warszawie na Starem Mieście 
w domu Dr. Gagatkiewicza ***). 

XVI. Wyrób musztardy i octu: Znana jedna 
fabryka octu w Warszawie ****). 

Zakłady fabryczne stolarskie: l)w Łachwie 
Radziwiłłów; 2) w Połoneczce tychże; 3) Karczewiu, prowa- 



»» 



O K. w. w Kuryerzc Codziennym N. 163 z dnia 15/6 1890. 
) Niewymienione poprzednio Nry 3 i 4, wzięte z Dzień. Handl. 
1787, str. 420, 430, 7 i 8 z Holschego I, 419 9) Mollers: Reise nach 
der Ukrane str. 25, nr. 10 wspominany w Pam. Wybickiego (Raczyń- 
ski V, 2) w tych wyrazach: „Postawiłem wielką papiernię, która dotąd 
zapewne dość sławna; byłoto najbardziej skutkiem, żem był w Holland}^', 
gdzie różne fabryki i budowle w tym rodzaju widziałem*. Pr, Ek. A; 30^ 
str.399, 1930. 

***) Dz. Handl. 1787, str. 355 i 431. 

') Hubę (Dr Wisłocki) 1. cit., str. 1107. 



• » * »\ 



317 

dzona przez Stersinga nakładem Franciszka Bielińskiego, pi- 
sarza w. k.; 4) w Warszawie ebeniści: Simmler, Diirehs, Nenecke, 
Gerst, Fries, Romer i Dreistz *). 

XVIII. Zakłady wyrabiające terpentynę, 
smolę i dziegieć, liczne szczególnie na Polesiu, lecz 
z ilości nieznane. 

XIX. Fabryki powozów: 1; Dangla w Warszawie; 
2) Szperla i 3) Krauza tamże; 4) w Poznaniu; 5) w Różanie 
Sapietiów; 6) w Końskich Małachowskiego; 7) w Drzewicy; 
8) w Staszowie Czartoryskiego, 9) w Krakowie, 10) królewskie 
w Manufakturach Grodzieńskich; 1 1) Szczęsnego Potockiego 
w Tulczynie. 

XX. Fabryki fortepianów i organów nie 
istniały, jak się zdaje w Polsce. 



C Przetwory płodów zwierzęcych. 

XXI. Garbarstwo i B i a ł o s k ó r n i c t w o: V) Fa- 
bryka cholew i skór angielskich uprzywilejowana Cadra w War- 
szawie w Rynku Nr. 54; 2) fabryka takaż Szulca w Warszawie; 
3) fabryki Krakowskie; 4) fabryka w Nicmierowie Potockiego; 
5) w Tulczynie S. Potockiego; 6) w Staszowie Czartoryskiego; 
7) w Korcu Lubomirskiego; 8) w Smorgoniach: 9) w Piotrko- 
wie; 10) zamszów w Korsuniu; 1 1) fabryka w Czernicjowie pod 
Gnieznem Kluga **); 12) Szmula Jakubowicza na Pradze; 13) 
sławne juchtowe wyroby w Pińsku ***). 

XXII. Fabryki świec i mydła: 1 ) w Kob\ice 
Unruha, mydła; 2) w Różanie Sapiehów, świec jarzących. 

XXIII. Fabryki kleju i wypalania kości za- 
pewne nie istniały. 



•) Magier: 1. cit. a 30. 

**) Holsche: 1. cit. II, 323. 

*•*) Polen zur Zeit der zwcy Ictztcn Theilungen 1807 str. 362. 




318 



D. Przetwory chemiczne. 

XXIV. Fabryki wyrobów chemicznych: 1) 
Salamoniakalna doktorów medycyny Augusta Wolffa i Jakóba 
Hoffmana, jak się zdaje w Warszawie *); 2) Miedziano-gór- 
ska witryolu, 3) saletry w Korsuniuj Siemiatyczach i licznych 
majdanach województw ruskich; 3) prochu pod zamkiem Oj- 
cowskim; 5) prochu pod Korzkwią; 6) prochu między Skałami 
i Wysokiemi Górami; 7) młyn prochowy wodny żydów w woje- 
wództwie Krakowskiem; 7) młyn prochowy artyleryi kor. pod 
Młocinami, wystawiony w r. 1784 za 100.000 zip., 9) fabryka 
prochu Szulca w Warszawie **). 

XXV. Wyrób wód mineralnych: chyba w apte- 
kach. 

xxvi. F a r b i a r n i e: głównie przy fabrykach, war- 
sztatach sukienniczych, przy manufakturach Wełnianych i Gro> 
dzieńskich. 

E. Przemysł kopalny, kruszcowy i ziemny. 

XXVII. Górnictwo i Hutnictwo: 1) Miedziana 
góra, kopalnie miedzi, z której bito monetę; 2) w Końskich 
kopalnie z wielkimi piecami i fryszerkami, oraz w Białacze- 
wie Stanisława Małachowskiego; 3) fabryka królewska żelazna 
w Kobryniu pod dyrekcyą dzierżawcy Rajskiego; 4) fabryka 
ołowiu, szrótu, glejty, Krumpoholtza pod Krakowem; 5) fa- 
bryka stali w dobrach Cieklińsko Jezierskiego, kasztelana łu- 
kowskiego; 6) takaż fabryka w Maleńcu tegoż; 7) takaż fa- 
bryka w Berezowie pod Kielcami Józefa Sołtyka; 8) węgiel ka- 



•) Pr. Ekon. A/33, str. 238 i 295. 

*•) Nry 7 i 8 broszury Czamarka i Sarafan Warszawa 1791, 
str. 46, Nr. 9 z głosu Strojnowskiego na sesyi 345 z dnia 12/11 1790 
w Dz. Cz. S. G. w. Szulc zrobił nawet ofiarę dla wojska z pewnej ilości 
prochu. 



319 

mienny w Sielcu Stojowskiego, czy Stoinskiego; 9) węgiel w Kli- 
montowicach Miraszewskiego; 10) węgiel w Pogonili Korul- 
sklego; U) huty Radziwillowskie; 12) rudy w powiecie Żyto- 
mierskim z 300 fryszerkami; 13) kuźnice Samsonowskie, 14> 
kuźnice Suchedniowskie, te i owe w dobrach biskupstwa Kra- 
kowskiego; 15) kopalnie Siewierskie; 16) wielkie piece; któ- 
rych było w r. 1782 na całą Polskę 42 i dymarki, którA'ch 
było wtedy 41 z produkcyą roczną 61.717 centnarów i czystym 
zyskiem, podług X. Osińskiego 617.170 złp. Główne piece 
znajdowały się w Parsowie, Szałasach, Samsonowie pod Sie- 
wierzem w dobrach biskupstwa Krakowskiego; u Michałowskich: 
sekretarza w. k. i referendaza w. k.: Antoninów Dembińskiego, 
starosty wolmbroskiego: Podkańskicgo Przysucha; Szaniaw- 
skiego, starosty bolesławskiego pod Drzewicą; Cystersów \Vą- 
chockich pod Bzinem; Radziwiłła pod Mroczkowem; Radoń- 
skiego w starostwie Radosz\'ckiem; Dołęgi. Kluszowskicgo, Gor- 
dona, Męcińskich, Leszczyńskiego w starostwie Lelowskiem; 
w dobrach stołowych króla pod Brześciem Litewskim; Chrep- 
towicza, podkanclerza litewskiego, w Wiszniewie (jedyny piec 
wielki na Litwie); Ponińskiego, podskarbiego w. k., pod Dr}'- 
łowem; Bierzyńskiego, Czartoryskiego pod Korcem. Nie W3ii- 
czamy dymarek. W Biechowie znajdowano podobno asfalt 
czyli smołę żydowską. Pod Olkuszem Romiszowski kasztelan 
dobywał ołów (3.500 kamieni dla KomisoryatuX na 20 gala- 
rach wysłał do Sztokholmu kruszec, z któregoby można wy- 
tapiać spiż i mosiądz *). 

XXVI1L Wyrób machin, narzędzi etc: 1) narzędzi 
żelaznych w Miedzieży Jezierskiego, k-lana luków.; 2) kos, 



*) X. Józef Osiński: Opisanie p(»lskicli żelaza fabryk etc. 1781,', 
str. 44 i 45, tabela do kart 45, ()'). Tabelę tę przedrukował Biisching 
w roku 1785 w „Magazin" XIX, str. 4r.(.); z objaśnieniami zaś zużytkował 
Hieronim Łabęcki: Górnictwo w Polsce, Warszawa 1841, tom 1, str. 
179, 180, 183, 270, 27:^, 303. l)z. Handl. 1787, sir. 4J7. List kaszte- 
lana do króla 6 1 17V2 roku w księdze: „17<yl, 17ML' Militaria" I, dział U 
nr. 52. 



320 

tegot w Sobieniach; 3) gisernia Piotra Zawadzkiego w Warsza- 
wie; 4) f-ka broni królewska w Kozienicach; 5) f-ki Konieckie 
szabelnia w Gowarczowie i ruralnia w Pomykowie *); 6) ku- 
źnice Suchedniowskie i Samsonowskie dostarczały kul, bomb, 
granatów, kartaczy i naczyń żelaznych szańcowych; 7) broń 
w Staszowie; 8) broń w Tulczynie; 9) broń w Niemirowie; 
10) warsztatów puszkarskich 60 w Warszawie; 11) ludwisar- 
nia w Warszawie; 12) mennica w Warszawie. 

XXIX. Wyroby platerowane nie istniały w XVIII 
wieku. 

XXX. Wyroby z miedzi: 1) w Siemiatyczach. 

XXXI. Inne pomniejsze metalowe: 1) f-ka śpilek 
w Krakowie. 

XXXII. Fabrykacya gazu nie istniała w XV'III 
wieku. 

XXXIII. Warzelnie i kopalnie soli: 1) we wsi 
Bejsce w powiecie Wiślickim, sól glauberska; 2) w Solcu wsi 
klucza Zborowskiego hr. Tarnowskich; 3) w Busku 8 szybów 
spółki zagranicznej pod dyrekcyą hr. Beusta; 4) w Owcza- 
rach; 5) w Gumiennicy pod Straszniewem w powiecie Chęciń- 
skim hr. Tarnowskiego; 6) w Wąchocku; 7) w Rączkach kom- 
pania „patryotyczna"; 8) we wsi Szolca w Łęczyckiem, Je- 
zierskiego, k-lana Łukowskiego. 

XXXIV. Wyroby z marmuru i gipsu: 1) w Ja- 
nowicach Radziwiłła przedmioty kamienne galanteryjne. 2) 
Dębnik. 

XXXV. Wyroby szklanne, fajansowe, garn- 
carskie i zduńskie: 1) wyroby garncarzów okolicy Ćmie- 
lowa „w różne strony i nawet aż do afrykańskich brzegów 
wyprowadzane bywają" **); 2) f-ka fajansów Belwederska 



• ; Kościuszko kazał przeprowadzić fabryki broni: Kozienicką i Ko- 
niecką z robotnikami do- Warszawy dnia 22/9 )794. Gaz. Wol. Warsz. 
Nr. 18. 

"*) Nax: Wykład etc. str. 149. 




Wiorseo pasu, należącego do hr. Kfttarifiij Potoekiej w Krakowi*. 



CAYURt 



f A A o ^ o o O^ 



SLUCKJi 



MEFECll 
SŁUCI£' 



Znaki fabr^atao na pusoh Shtoklcb. 



Wawn. IMaj* PolaU T. Komina. — I>a >tr. 816 t. U-go. 




■ee paso, należącego do hr. Katarzyuj Potockiej w Er&kowle. 



Znaki Eobjłkl. 



^ FTCWTPRTJRWWi 




Banmek, trzymają- 

czerwoD% ' 
wkq,Ut P.I 
IlB Jakub) albo Jaka- 
bowlos 



Pastha] 
UJ- 



e) Baranek takli sam, ale o wiele d) PatehtUU. 

mnłejnrf i Uteiy Pasohallia. 

Dinkunia Ar^itjcma Satwnliu StkonktofO. 



321 

w Warszawie; 3) Wolfla na Bielinie w Warszawie takaż; 4) 
w Grębenicach Jezierskiego, k-lana łuków, takaż; 5) szkło 
w Naiibokacli; 6) szkło w Urzeczu, ziemi Czerskiej, białe 
wyrabiane przez łiutników saskicli, którycli sprowadził Franc. 
Bieliński, pisarz w. k.; 7) szkło zielone i ordynaryjne, białe 
w liucie pod Prenami; oraz 8) w Krasnymborze *); 9) zwier- 
ciadeł w Taraszczy St. Poniatowskiego; 10) reparacya w pa- 
łacu Bruhlowskim w Warszawie; 11) f-ka „farfurowa" w Kor- 
cu; 12) f-ka fajansów w Cudnowie Prota Potockiego. 

XXXVI. Wyrób cementu i wapna: w Busku, pod 
Wieluniem, w Olkuskiem i nad Pilicą odbywała się produkcya 
wapna na większą skalę. 

XXXVII. Cegielnie: sławna glina w Smolkowie Ra- 
dziwiłłów; glina tłusta, biaława do potażu i fabryk „farfuro- 
wych", dowożona do Warszawy (po złp. 18 za wóz) w Smo- 
gorzewie Duninów- Wąsowiczów. 

XXXIX. Dodajmy do tego Drukarnie, których w 1787 
liczono 32, mianowicie: w Warszawie 7, w Krakowie 5, 
w Wilnie 3, w Poznaniu 2, w Grodnie, Mohylewie nad Dnie- 
strem, Połocku, Supraślu i Nieświeżu po jednej. Nie wcho- 
dzą tu widocznie drukarnia ksiąg żydowskich, założona przez 
Chinina Lejbowicza o 4 czy 6-ciu prasach **) za pozwole- 
niem Tadeusza Czackiego w Porycku i przez Krugera w No- 
Avym Dworze, chrześciańskie: w Łowiczu, Kaliszu, Lublinie, 
Toruniu, 3 w Gdańsku, nareszcie drukarnie domowe, szla- 
checkie, jak np. Dzieduszyckiego, zabrana przez konfederacyę 
Targowicką, księżny Jabłonowskiej w Siemiatyczach i Ogiń- 



♦) Holsche: 1. cit. I, 412. 

**) Wymienia ją sam Czacki, ponawiając pozwolenie sw6je d. 2/2 
1804 na powtórne założenie j,pod temiż warunkami**, gdy pierwsza drukar- 
nia spaliła się. Darował wtedy na drukarnię „dom murowany i z placem 
w Porycku nad stawem leżący, winnicą zwany". Odpis, z oryginalnych 
dokumentów mieliśmy udzielony przez hr. Feliksa Czackiego. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. IT^ 21 



322 

skiego w Słonimie, nadto Karmelicka w Berdyczowie, Bazy- 
Hańska w Poczajowie *). 

Spis niniejszy obejmuje około 300 zakładów, a jeszcze 
nie wyraża całej pracy przemysłowej narodu. Oznaczyliśmy 
kilka działów jako zupełnie nieznanycłi; nie możemy zaś po- 
ctilebiać sobie, abyśmy w działach znanycłi wszystkie fabryki 
i warsztaty wynaleźć zdołali. Wcale niepochwytnem dla nas 
było drobniejsze rękodzielnictwo dworskie i wieśniacze. Szcze- 
gólnie na Rusi kobiety miały się odznaczać zręcznością, 
w tkactwie. Drelictiy, samodziały i w ogóle całe ubranie 
ludu oraz szlachty zagonowej pochodziło z warsztatów do- 
mowych. 

Fabryki w ogóle wszystkie są niewielkie, produkcya 
ich musi wydać się szczupłą, jeśli zechcemy mierzyć je skalą 
dzisiejszych zakładów przemysłowych. Ale wiek XVIII nie 
znał jeszcze skali tak olbrzymiej, jaka dziś w przedsiębior- 
stwach zwykle stosowaną bywa. Nie zapominajmy przecie^ 
że i ludność była mniejszą i ruch komunikacyjny słabszy 
i sprzedaż trudniejsza. Fabryki przez nas spisane nie wystar- 
czały jeszcze na zaspokojenie potrzeb całego społeczeństwa, 
ale przynosiły już dużo korzyści. Gdy zważymy, iż najwię- 
ksza część ich powstała w okresie drugim, przekonamy się, 
że w narodzie szlacheckim dokonywała się szybka przemiana, 
że do pracy brano się żwawo, że zrobiono wiele. Pod wzglę- 
dem gospodarstwa społecznego Polska z epoki sejmu cztero- 
letniego nie jest już Polską z epoki przedrozbiorowej. Szybki 
rozwój przemysłu fabrycznego stwierdza, usprawiedliwia i wy- 
jaśnia nam dostrzeżony w §§ 22, 42, 43 fakt wzrostu zamo- 
żności powszechnej i poprawy biłansów handlowych. 



*) Dz. Handl. 17S7 r., str. 502, Pr. Ekon. Ą21, str. 331; A/23. 
str. 113: A 25, str. 82. Polen zur Zcit der zwey Ictzten Theilungen dieses 
Reichs... str. 304. Po ostatnim rozbiorze Katarz)'na rozkazała Repninowi 
zebrać wszystkie drukarnie litewskie do Grodna (Je-IIy.ie: I. c. str. 68). 
Nic wierny, ile ich zebrano? 



323 



51. Przypatrzmy się teraz miastom pojedynczym, żeby 
się przekonać, o ile słusznemi były wyrzekania spółczesnych 
i czy wołanie publicystów, troskliwość władz, rozwój prze- 
mysłu wywarł wpływ jaki na ich losy? 

Zaczynamy od Litwy, o której najuboższe doszły nas 
wiadomości. Przypominamy, że obliczenie ludności we wszy- 
stklcli większycti miastach Litwy i Korony było już podane 
w tablicach 56 i 57. 

Najnieszczęśliwszem z miast litewskich był, zdaje się: 
Mińsk w owym czasie. Leża! on na głównym trakcie z m. 
Moskw>' do krajów Rzeczypospolitej, więc do potowy XVn 
wieku przy każdej wojnie był stacyą dla przeciągających 
żołnierzy, a w owej epoce intendentura i komisoryat zosta- 
wały jeszcze w stanie niemowlęctwa. Za Stanisława Augusta 
konsystowało tu wojsko rosyjskie przez lat 18, od r. 1764 
do 1782. Ponieważ władze wojskowe wymagały światła 
i opału do kwater, więc dworki szlacheckie przez dziedziców, 
niechcących ponosić kosztu, opuszczone zostały; mieszczanie 
zaś, zmuszani dostarczać różnych wygód przez surowe nakazy, 
bardzo na majątku podupadli. Trybunał przeniesiono do Gro- 
dna; żadne zjazdy, oprócz trzydniowych kontraktów, nie od- 
b>'\vały się w mieście; wiele domów porzuconych bez repa- 
^acyi spustoszało. Po pierwszym rozbiorze i zakordonowaniu 
Białej Rusi ,, nawlekła się do Mińska niezmierna moc Żydów 
bez żadnego sposobu do życia; ci za pomocą kahalu a pro- 
telccyą starościńskiej, czyli zamkowej jurysdykcyi najwięcej 
KU się rzeźnictwa". Sprzedając tanio, wygubili cech rzeźni- 
^2y, chrześciański, poczem sprzedawali mięso po 8 groszy 
^^nt. Zagarnęli też handel cały tak, że w r. 1786 już kramów 
cłirześciańskich nie było. Przebywali też w Mińsku (jrecy, 
^^nając protekcyi panów, szlachty i duchowieństwa, u któ- 
. ^'cli wynajmowali stancye; trudnili się przeważnie szynko- 
^^'aniem. Wśród takich warunków stan miasta i mieszczan 
"lusiał być opłakany. W istocie ludność była bardzo mała. 
•fednakże przejeżdżający w r. 1778 Co xc mówi o Mińsku, 



324 

jako o mieście dość pokaźnem i obszernem. Zapewne doda- 
wafy okazałości dwa zamki, kolegiata po-jezuicka i opactwo 
unickie. Był też pocztamt. Według doniesienia burmistrzów 
w r. 1786, winiarzów było tylko dwócłi, kafenłiauzów (zape- 
wne kawiarni"^ siedm. Czy się podniosło miasto w epoce 
sejmu czteroletniego? nie wiemy. Kupiec Trebert sprowadzał 
z Gdańska w r. 1792 odrazu 600 butelek wina szampańskiego, 
ale z tego nie można jeszcze wyciągnąć żadnego wniosku do 
obrotów łiandlowych. Ponieważ w r. 1791 odbywały się tu 
manewTa wojska litewskiego i jenerał Judycki ugaszczał pod 
namiotami licznie zebrane z okolicy obywatelstwo, a zapewne 
jakiś znaczniejszy oddział pozostał nadal w mieście, więc 
p^^pyt na wino mógł się zwiększyć. 

Nie natrafiliśmy na ślad żadnycłi fabryk w okolicy; przy 
braku wodnycłi komunikacyi, przy odległości znacznej od 
granic, trudno przypuszczać, aby Mińsk mógł się łatwo zapo- 
mudz i podźwign;\ć ekonomicznie. Lecz intelektualnie ucze- 
stniczył w pracy narodowej. Burmistrz Tarankiewicz jest sta- 
łym korespondentem Dziennika Handlowego i przesyła wy- 
kazy cen; w r. 1789 w liczbie delegowanych miejskicłi przy- 
jeżdża do Warszawy i podpisuje się na sławnej prośbie 
miast, do sejmu i króla podanej. Uchwalone też prawo sej- 
mu czteroletniego sprawiło zapewne mieszczanom miejskim 
szczere zadowolenie: otrzymali oni reprezentacyę w sejmie 
i kilku władzach najwyższych; właśnie Tarankiewicg zasiadł 
w Izbie i w Asesoryi jako plenipotent obrany od wydńalu 
Mińskiego *). 



•) Dzień. Handlowy l'SO, sir. 336, 33", 475 — 478, (podpisali 
się hurmist-zowic: prezydująoy .Mikułaj Zwarski, Jakób DerukofT i fgnacy 
Tarankiewicz. Coxc: Travels. I, 5tr. 230. Polen zur Zcit der zwey IcU- 
ten Thcilungen, geJruckt ISuT, sir. 301. Kalendarzyk Narodowy i Obcy 
na r. p. 17^2. III 1: paszport na wino Trcbcrta w Pr. Ekon. A.. 30. sir. 
270. Podpisali się na akcie zjednoczenia miast w 1789 roku delegowani 
z Mińska: Karol Trebert i Tarankiewicz. 




Ratusz w Kownie, re^t: 



326 

Wilkomierz ma domy drewniane słomą kryte; „po- 
żary do takiego ubóstwa przywiodły kupców niegdyś maję- 
tnych, że liandei spławny królewiecki z wielką swoją szkodą 
porzucić, a zimowy lądowy z Rygą obywatelom powiatu zo- 
stawić przymuszeni byli*). 

Kowno miało dużo starych murowanych domów, kole- 
giatę jezuicką, wielką farę, kilka klasztorów, stary rozwalony 
zamek i ratusz z wspaniałą wieżą (str. 325), pocztę pod zarzą- 
dem Essena; ale handel jego nie był znaczny, a sławne miody 
kowieńskie nie mogły znacznej pozycyi w dochodach stano- 
wić. W r. 1775 wykonał Essen reparacyę i przyozdobienie 
ratusza kosztem 19,306 złp. 12 gr. Na jednym z balkonów 
żelaznych dziś jeszcze można widzieć monogram królewski 
Stanisława Augusta: S. A. R. Wylew rzek w r. 1786 zrzą- 
dził szkody na kilka milionów i uniósł część zamku **). W r. 
1793, gdy przejeżdżał Schultz, miasto było zajęte przez 
Rosyan ***). 

Nieśwież, rezydencya Karola Radziwiłła, miał instytu- 
cye magdeburskie, chociaż był miastem dziedzicznem. Chlu- 
bił się z tego burmistrz, witając mową przyjeżdżającego Sta- 
nisława Augusta. „Nieśwież prawem łaski i przywilejów od 
lat 200 królewskie, prawem władzy i dziedzictwa zawsze 



*) Dz. Handl. 1787, str. 441. 

**) w Archiwum miejskiem pomiędzy papierami starymi widzieli- 
śmy rachunek pod tytułem: , Dalsze usprawiedliwienie 3-letniego W. Essena 
w mieście Kownie burmistrzowstwa... Expens roku 1775 ...Na fabrykę Ra- 
tusza, zegar, dzwony, z zagranicy sporządzone, wydano 19.306 złp. 12 
gr." Do tegoż zapewne czasu odnosi się „Notata różne do wiadomości 
Szllmu Imci Panu Chrapowickiemu Burmistrzowi Miasta JKMci Kowna rcs- 
pective nie dołączonych fabryk przezemnie rozpoczętych... 4-to Ślusarzowi 
Brechtowi zapłacono za okucie okien 21 po złt. 16 na Ratuszu." Podpi- 
sano: Henryk Essen (bez daty). List z dnia 12/7 1786 roku w papierach 
Hermana Kości. 

***) Schultz: Reise eincs Lieflanders I, 25 następ. Polen zur Zeit 
der zwey letztcn Theilungen 1807, str. 390. 



327 

książęce". Były tu: kolegiata po-jezuicka, opactwo Benedyk- 
tyńskie, pocztamt, zamek wspaniały i forteca, która jednak, 
pomimo dobrycłi wałów i oblewającycłi ją dokoła jezior, po 
słabym oporze poddawała się Rosyanom w r. 1764 i 1793 *). 
Ludność nie jest nam znana. 

Słuck, duże miasto drewniane, miał trzy zamki, pocztamt, 
kościoły: katolicki, luterski, kalwiński, gimnazyum kalwiń- 
skie, klasztor grecko-wschodni Trojecki, oraz wybudowaną 
przez Wiktora Sadkowskiego z funduszów, dostarczonycłi 
przez Katarzynę II, katedrę grecką. Cyfr ludności nie 
znamy **). 

Słoń im Ogińskiego miał farę, 5 murowany cłi klaszto- 
rów katolickicłi męzkicli i jeden drewniany żeński, 1 drewnia- 
ny kościół unicki, domów murowanycli 6 i drewnianych! 666, 
a więc przeszło 4.000 mieszkańców. Pałac dziedzica miał 
116 pokojów, ogród, oranżeryę i teatr murowany. Ludność 
wyłącznie cłirześciańska. Położenie przy kanale sprzyjało han- 
dlowi. Katarzyna zrobiła go miastem gubernialnem ***). 

Grodno wydało się Coxe'owi miastem obszemem, 
Tozrzuconem, ale upadającem, z pałacami w ruinacłi i wspa- 
tiiałemi alejami, które stanowiły pozostałość po dawnej świe- 
tności. Nam się jednak zdaje, że to miasto nigdy świetnem 
nie było. W roku 1752 Stanisław August, będąc jesze mło- 
•dzieńcem i bawiąc tu podczas sejmu, nie widział nic wspa- 
niałego. Trzeba sobie wyobrazić — pisze on — mniemaną stoli- 
<:ę, w której, oprócz pałacu królewskiego, dwa tylko były 
-domy murowane prywatne (Micliała Radziwiłła i Sapiehy, je- 
den z nich niedawno zbudowany i to bez gustu); wszystkie 
inne drewniane, jakkolwiek źle urządzone, popisywały się 
2. pewnego rodzaju zbytkiem, tern dziwaczniejszym, że się łą- 



*) Raczyńskiego: Obraz Polaków, tom XVI, str. 25. Polen zur 
2eit der zwey Ictzlen Theilungcn 1807, str. 357. 

**) Polen zur Zeit etc. 1807, str. 358. Wyżej tom 1, str. 210. 

***) le-riy.ie- CraH. Aaryerb IIonjiToucKift Bb rpoAii-fe etc. str. 109. 



328 

czyi z wielkiem nieokrzesaniem i ubóstwem. Ale w tych dre- 
wnianych pałacach, a raczej chatach, mieściły się prześliczne- 
kobiety, bardzo gościnni mężowie i tańcowano w nich co- 
dzień. Warszawiacy szczególnie tam wyróżniani byli wśród 
pokornych oświadczeń tych ludzi, mających siebie za parana- 
nów". Zanotujmy przy tern, że zamek królewski był odbudo- 




Grodno: Dom Ekonomii Królewskiej. 

(PodluK rotaiiralii Z. Canssia). 



wany niedawno za Augusta III, Wobec takiego obrazu opis 
Coxe"a świadczy już o podniesieniu się miasta: jest ogród bo- 
taniczny Giliberta, biblioteka, jest patac Ekonomii Królewskiej 
t. zw. Tjzenhauza i pięć zbudowanych przez niego gmachów 
fabrycznych, ludności 4.000, oprócz robotników fabrycznych; 
rezyduje tu Komisya Skarb., odbywają się kadencye Trybunału 
lit,, kons>-stowala zawsze załoga wojskowa. Wszystko to było 



329 

dziełem Tyzenhauza. Pisze wprawdzie pewien korespondent 
w roku 1784, że „Grodno błotniste, małe, niezdrowe, jest nie- 
właściwem miejscem dla sejmów: z największą bowiem tru- 
dnością mogą się rozlokować posłowie i senatorowie; kupcy 
przyjezdni z Warszawy urządzają tu sklepy tylko na czas 
trwania sejmu; z tycti powodów mieszkania i towary są bar- 
dzo drogie". Ale w opisach cudzoziemców z późniejszej daty 
wzrost jest widoczny. Kauscli powiada: „Grodno najwię- 
ksze po Wilnie... Zresztą po większej części domy drewnia- 
ne, niemasz murów ani bram, przedmieścia liche". Jest prze- 
cież 13 pałaców (na planie 1780 roku); gmachy ekonomii; 
rynek obszerny, a przy nim kilka pokaźnych domów; wię- 
ksza część ulic licha. Schultzowi w roku 1793 przedstawiły 
się .liczne kościoły z wieżami i spora liczba pałaców lub do- 
mów, zbudowanych w nowszym stylu, chociaż bardzo roz- 
rzuconych". Wznoszą się one ponad czarnemi drewnianemi 
cliałupami, z których się składa właściwa masa miasta. Wjazd 
jest dosyć okazały; pałace panów są skupione koło zamku 
królewskiego; do właściwego miasta wjeżdża się po moście 
mocno zbudowanym. „Panuje w Grodnie zwykła polska roz- 
maitość: obok dobrego domu, trzy albo cztery drewniane wa- 
lące się chałupy, dalej pałac, dalej znów kościół na szkara- 
dnym bruku". Schultz bawił tu przed rozpoczęciem nieszczę- 
snego sejmu, czyli „zjazdu", zwołanego na potwierdzenie dru- 
giego rozbioru; widział armaty wymierzone na miasto, rosyj- 
skich sztabowych oficerów paradujących szóstkami lub czwór- 
kami, gdy polscy panowie przejeżdżali bokiem ulic w skrom- 
nych powozach; przed zamkiem bywały pustki, a przed mie- 
szkaniem Sieversa mnóstwo karet *). Owoc trudów i starań 



•) Coxe: Travcls etc. I, 214, 'S20. Pamiętniki Stanisława Au- 
gusta 'Poniatowskiego tłumaczenie Br. Zalewskiego, Poznań 1S70, 
I, str. 81. Kauscłi: Nachriclitcn iiber Polcn I, 176. Schultz: Rcise eines 
Lieflanders I. 39 —41. Plan z r. 1780 własność p. Wniblcwskicgo, mamy przed 
oczyma; są na nim oznaczone pałace: 3 Radziwiłłów, po jednym Przez- 



330 

około podniesienia miasta przechodził w obcą Tąkę, ale w epo- 
ce sejmu czteroletniego Grodno było jednym z najudatniej- 
szych okazów skuteczności prac drugiego okresu. 

O stanie ekonomicznym Wilna w drugiej połowie 
XVIII wieku wiemy bardzo mało. Konstytucya z roku 1766 
nasuwa smutne domysły: „Między pożytkami, które w naro- 




IWllnO! lilica Wielka, zamki dolny i górny, brama Zamkowa i przytyka- 
jący do niej trybunat Gł. W. X. L., katedra dawna i przed r. 1777. 
(Podług dawnej akwareli p. L Crapua TpOBwla Bopon). 

dzie naszym pomnażać usiłujemy, i ten jest niepośledniej wa- 
gi, abyśmy miasta krajowe, ile nam sposobność pozwala, 
z ruin dźwigając, do dawnej przyprowadzili okazałości; prze- 



dzieckiego, Brzostowskiego, Fleminga, Sollohuba, Massalskiego betmani, 
Rzewuskiego, Mniszcha, Sanguszków, Wala i Potockiego. 



331 

to, mając wzgląd na dezolacyę miasta naszego stołecznego 
Wilna, z przyczyny często doświadczonych pożarów.,, sta- 
tui mus... aby w samem mieście 2adne domostwa, jatki, 
budki dla przekupniów drewniane nie znajdowały się... Mury 
na naszych placach zamkowych, ponieważ do ostatniej przy- 
szły ruiny, polecamy J. W. Wojewodzie Wileńskiemu wyna- 
leźć sposoby do zażycia onych ad publicos usus". Taż 
konstytucya nakazuje kupcom, aby każdy z nich albo kupił 




WUnO: Zamek W i ul ko książęcy przed r. 179^ 

przebudowana w latach 1777 — 1801. 

(Fodtug malowiilłii ol-frcsco w podwórzu domu tą 



sobie na własność, albo wymurował kamienicę w ciągu lat 
trzech. Rozrządzenia te przytaczamy nie dlatego, Iż byśmy 
w nich jakąś mądrą reformę upatrj'wali, iźbyśmy im skutecz- 
ność w podniesieniu miasta przypisywali: służą nam one tylko 
za dowód urzędowy upadku, opuszczenia, lichego stanu da- 
wnej stolicy wielkoksiążęcej. Mamy zresztą podobne świa- 
dectwo naocznego świadka z roku 1750, mianowicie Stani- 
sława Augusta: „Miasto samo, pomimo upadku handlu, braku 



332 

policyi i „częstych pożarów, zachowywało jeszcze szczątY- 
dawnej świetności, dowodząc, że wielcy książęta i królowie 
Jagiellońskiego domu mogli w niem okazale występować. Ka- 
plica ś. Kazimierza jest istotnie pięknym pomnikiem archite- 
ktury. Znalazłem most na Wilii, a nie było go jeszcze wten- 
czas na Wiśle". Ale dnia 7 września 1769 r. burza obaliła 
główną wieżę z lewej strony w katedrze, zabijając 6-ciu księ- 
ży; w roku 1777 trzeba było przenieść z niej nabożeństwa 
do kościoła Ś-go Jana. Biskup Massalski zajął się przebudo- 
waniem katedry, które jednak przeciągnęło się poza kres je- 
go życia, do 1801 roku*). Straszną klęskę dla Wilna stano- 
wiły pożary XVIII wieku: w roku 1748 spaliło sie odrazu 13 
kościołów, synagoga żydowska, 25 pałaców, 469 kamienic, 
w tej liczbie były szpitale, klasztory, młyny, łaźnie, 146 skle- 
pów i składów; w roku zaś 1749 znów 6 kościołów, 8 pała- 
ców i 277 kamienic; ponawiały się pożary w latach 1760 
i 1775. Oprócz strat, zrządzonych przez ogień, miasto ponio- 
sło uciążliwe wydatki „na ustawiczne potrzeby wojska rosyj- 
skiego" — od wejścia jego w roku 1764 do roku 1777 wyex- 
pensowato 182.173 ztp. gr. 12 i pół; musiało nawet pozacią- 
gać długi około 30.000 złp. (18.000 aż w Królewcu na 10 
proc.) **). Czy po tych klęskach podniosło się miasto w la- 
tach późniejszych? Niewątpliwie. Rosyanie zastali 10 pałaców, 
akademię i seminaryum, 8 szpitali, 4 drukarnie i 1292 domy, 
nie licząc przedmieść, bo z nimi razem liczba ogólna domów 
dochodziła podobno do 3.000, z tych część piąta, a więc 
około 600, było kamienic. Podróżnik Fabri w roku 1787 wi- 
dział w mieście same kamienice. Pałace pańskie były o 2-ch 
lub 3-ch piętrach, budowane w stylu nowoczesnym z dacha- 
mi płaskiemi lub mansardowemi, ozdabiane posągami lub wa- 
zami. Było 9 bram i 40 kościołów (unickich 5 wraz z kla- 



") Kirkor: Przewodnik po Wilnie 1889, str. 98—99. 

') Stan miast Królestwa Kor. roku 1777, z Akt Departamentu Poli- 
cyi w .Archiwum Głownem Kor. 



»•> 



333 

■ 

sztorami dwoma męzkimi i jednym żeńskim, dyzunicki przy 
klasztorze ś. Ducha, luterski 1, kalwiński 1, reszta katolickie 
z 15 klasztorami męzkimi i 5-ma żeńskimi). Wspaniale odbi- 
jała katedra świeżo upiększona. Wiadomo, że biskup Masal- 
ski zbudowi^ dla siebie okazały pałac w mieście i Werki za 
miastem, przyozdobione przez Hucewicza budowniczego. Ale 
zamek książęcy (dolny) zawsze rozsypywał się w gruzy, wśród 
którycłi gnieździła się ludność uboga w mizernycłi barakacli 
{rozebrany został w r. 1797 i następnycłi). Podobnież w sta- 
nie opuszczenia znajdowały się koszary Ogińskiemi zwane i ar- 
senah, Departament Policyi projektował przerobić na koszary mie- 
szkalne jeden z tycłi trzech gmachów. Jenerał rossyjski Knor- 
ring nazywał Wilno miastem znamienitem i bogatem. 

Przedmieścia Antokol i Rudziszki były rozległe. Sądząc 
jednak z 20-tysięcznej ludności wnosić należy, iż do dawnego 
stanu kwitnącego Wilno nie wróciło. Handel wicinami z Kró- 
lewcem był ożywiony *). Ale o fabrykach wileńskich, oprócz 
Postawów w okolicy, nie wiemy nic zgoła. Nie było ich pra- 
wdopodobnie, a więc nie było głównego czynnika do wzrostu 
i rozkwitu dla miasta. 

Przejdźmy do prowincyi Małopolskiej, posuwając się od 
Wschodu ku Zachodowi. 

O Żytomierzu dowiadujemy się z noty urzędowej, 
przez cały skład magistratu podpisanej, że znajdowało się 
osiadłości 418 w samem mieście oprócz jurydyk. Z pomiędzy 
sklepów wyróżniał się handel sukienny Tepfera z Wielunia, 
aż z kordonu pruskiego przybyły; można było też dostać win 



*) Yol. Leg. VII, fol. 546—7, str. 242—3. Pamiętniki Stan. Aug. 
Poniatowskiego tlómaczenie p. Bronisława Zaleskiego, Drezno ro- 
ku 1870, I, 175, Polcn zur Zeit der zwey Ictzten Theilungen 1807 r., str. 
"377; Kausch: Nachrichten iibcr Polon I, 174—5. Jiellyje 1. cit., str. 111 
i 112 (podług podpisu urzędowego oraz rzadkiej broszury: IlepeiJomiiKOiia: 
B. O. Ktioppuii[*B MocKBa 1826). D. P. 13, str. 42. Kraszewski w swo- 
jej Historyi m. Wilna i Kir kor w Przechadzkach po Wilnie, nic nie wie- 
dzą o stanie miasta w połowie XVIII wieku. 



334 

francuskich z Królewca i węgierskich. „Kapitalistów niema** 
jak świadczy wyraźna wzmianka magistratu. Mieściły się tu 
jednak dwa grody, dwa ziemstwa, odbywały się sejmiki dwóch 
wąjewództw: wołyńskiego i kijowskiego (od czasu odstąpie- 
nia Kijowa traktatem Andruszowskim 1667 r.), rezydował 
konsystorz łaciński, była katedra biskupa kijowskiego. Miasta 
odzyskało swe wolności, prawa i prerogatywy za sprawą je- 
nerała lejtnanta Stempkowskiego, ale znacznego wzrostu nie 
można mu było wróżyć, bo położenie geograficzne nie sprzy- 
jało handlowi ani przemysłowi *). 

Dubno, własność dziedziczna Lubomirskich **), była 
znacznie ludniejszem od Żytomierza, Łucka, Krzemieńca, Ber- 
dyczowa, najludnlejsze bodaj ze wszystkich miast na Woły- 
niu; zawdzięczało zapewne swój stan pomyślny wielkiemu 
jarmarkowi czyli kontraktom, przeniesionym tutaj w r. 1773 
ze Lwowa po utracie Galicyi przez pierwszy rozbiór. Zdaje 
się, że te kontrakty miały cechę przeważnie szlachecką: do- 
konywały się w nich różne „tranzakcye" sprzedaży, dzierżaw, 
zastawu dóbr, umieszczanie kapitałów itp. Zjeżdżali też ban- 
kierowie warszawscy, np. Tepper, Kabryt, Mejsner; niemasz 
jednak wskazówek do wnioskowania, że w Dubnie krzyżował 
się ruch jakichkolwiek towarów, lub, że stąd kupcy woje- 
wództw ruskich zaopatrywali się w artykuły handlowe. Nie 
dostrzegamy też śladów wielkości w opisie Niemcewicza z r. 
1828 w jego „Podróżach Historycznych". Snąć zjazdy szla- 
checkie nie wystarczały do wytworzenia wielkiego miasta. 

Większe znaczenie handlowe miał podobno B e r d y- 
c z <'> w; znajdowały się tu bogate sklepy hurtowników jak np. 



•) Dz. Handl. 1786, str. 412—421, nota podpisana przez Lewan- 
dowskiego, prezydenta, Ign. Płocińskicgo, vice-prezydenta, FI. Nowickiego,, 
radcę, Teodora Portcniichę i Teodora Radzicwicza, pisarza. 

•*) W roku 1792 właścicielem Dubna był Michał Lubomirski, jene- 
rał, ktciregt) obarczono zarzutem tchórzostwa w bitwie pod Zasławiem, oraz 
podejrzeniem, iż fałszywemi informacyami, przez obawę o los miasta swo 
jego, zmusił cofające się wojsko polskie do dalszego odwrotu. 



33S 

płócien szwajcarskich Jenni et Comp., towarów galanteryjnych 
Gemera, bławatów Chaima Chmielnickiego, sukien zagrani- 
cznych Borucha itd., ogółem z 10 składów hurtowniczych 
i z 50 sklepów. „Wypróżniano je za Dniestr do Mołdawii 
i Wołoszczyzny"; zabierali też markietani do Rosyi, prz^^wo- 
żąc w zamian futra, świece, mydło, kawiory. Jestto dowodem 
żjrwotności miasta, które po oblężeniu przez Rosyan w r. 
1768 doznało jeszcze straszniejszej kieski, bo zarazy moro- 
wej w r. 1771, która miała zabrać aż 5.000 ludzi*). 

Odbywało się tu pięć jarmarków co roku, na które 
przypędzano po 10.000 koni i po 18.000 sztuk bydła rogatego 
jeszcze na początku XIX wieku **) 

Kamieniec był przeceniany jako forteca trudna do zdo- 
bycia ze względu na naturę miejscowości: wojskowi już 
XVII w. przed oblężeniem tureckiem 167- wytykali jej wady 
i niedostateczność w obec dalekonośnej artylcryi. Jednakże 
nie chcieli dobywać jej Kossyanie w r. 1768, jak tylko się 
dowiedzieli, że z Komisyi Wojskowej poszedł do komendanta 
rozkaz bronienia się; poczytywano też za zdradę Złotnickie- 
mu, że ją poddał bez wystrzału w r. ll^K) ***). Ludność jej 
składała się z załogi oraz aresztantów w liczbie około 200, skazy- 
^vanych przez władze sądowe za wielkie przestępstwa. Ale obok 
fortecy było też miasto, które poJlc\i,^alo rozkazem komendanta 
^^ tego stopnia, że dostarczało straży do bram. Przemysłem 
^^^ odznaczało się.; w r. 1770 poniosło klęskę dotkliwą od 
P^^aru. Korespondent chwali się, że można tu dostać towa- 
^*^\v lipskich, wrocławskich, rosyjskich i tureckich jak np. 
cytryn, pomarańcz, wina wołoskiego, albo nikop<^lskicgo, wy- 
^^ny świeżej, wędzonej, marynowanej: kawion')VV, jesi<")trów, 
"^^'Osków, łojów i skór. Było to miasto pograniczne ptjsiadało 



•) Ochocki: Pamiętniki wydał .1. I. Kraszewski II, Mr»llcr's 
Reise nach der Ukriinc, str. 22. 

••) Szacfajcr: (ieogrntia, str. .'.s. 
***) Co.iOHuein.: Ilrrr. Pof.oin. 




W«Tm. IM^ Pol»U T. Korrcn*. -Do rtr SU t. n-fo. 



Krak6w około : 




ue^kOtfte^ 


Ł, Zf Kć-^ir/ScAO^ 


W ^ /-.-«»*,_ 


" i 




16 S Staftijloi 


3acV/—-i:iCA^<j4*.. 




ll.S.SLtrń^tL 


w-y^ttAw^jwŁ 








M.SG.&Łtu-™. 




AS • 


i^J UtJu.^aui 


WJfc«-MWv£ 




^.z^^. 


. «<J^»«.. 







>. P. BOBOh'*. 



Drnfcłintł Artyi^eK 



t Satnniina SikonkUio. 



, ; \ 






ś 




(Oli strony zachodaiej) Widok Krakowa z dzieU p. t. CorloaM 
(1709. kopia ■ ryciny 

G. Ś. Piotra 

7. Dnrotek blakupf na 
Biskupiu 

8. Panny Maryi na 
Plasku 

9. S. rioryan* 

10. Eatusz Kleparaki 

11. Brama Floiyańska 



ObjatniaiU Uczb. 

1. Prądnik. 

2. $., Walentego 
8. SS. FUIpa 1 Jakóba 
4. SŚ. Szymona 1 Jndy 
B. Królewski pałac le- 
tni 'W Łobiowle. 



12. Brama Sławkowska 

13. fi. Dacba klasztor 

14. S. Krzyzkl 

15. S. Markb klasitor 
IG Nowlcyat Jeiultńw 

S Uaoieja 

17. S SzoiepanB 

18. N. F. U. w Bynkn 



Pafaob 
Baton 
Bnuna 
8. Trij. 
Y««-Sw. 
Ś. Ann; 
Pranoia 



Wtwn. Dd4« Polaki T. EonMma. — Do itr. BU Ł, n-go. 




Polen... rerlegt uad zufindea b«y Oabrlel Bodenehr Kiipfferatech«r In Angipo^. 
d« Jonge, wydutej około 1600 - 

ł JoDleki 81. Ś-StaoIsłftWkkated. 86. Bramk WUIna 

fiydowBkie miuto 
8. Wawrzyńca 
Boiego Ciab klar 



neja KUr;- 
rtor 

•olna Kanne ' 
kUeBtor 
>r7maaow8kl 
ki^wskl 



81. Ś-Staolsławakated. 

82. b.Hioliala kolegiata 
38. Bernardynów kla- 

sMor 
34. S. Jadwigi Uieobo- 

wltów klasator 
36. S. Agnieszki Bor 

luurdynek klasztor 



40. fiatoaiEadmlenkl 

41. S. Katanyny Aa- 
gostyanow 



42. Ś. Leonarda 

48. Fanlmów na Skal 

ca klasztor 
44. S. Jakóba 
46. S. Benedyku na 

girse lASOtn^ 
46. Brama SkawU^ 



Drakanla Ar^i^osna Batanlna SlkonUaito. 




■I i 



WewDitnnc Jii«je Poi: 



338 

komorę celną: więc prowadziło handel towarem przywo- 
zowym ■). 

Na Podolu znajdowały się dwa dosyć znaczne miasta 
dziedziczne, do Szczęsnego Potockiego należące, pięknie za- 
budowane: Mohylów nad Dniestrem, ludniejszy od Dubna, 
liczący zawsze dużo Turków, Greków, Ormian, i Żydów, oraz 




Przed Kamieńcem: Hmma Stanisława Augusta <dziS nie istnl^^ca, 

stary Zamek i most TiircekiJ. 
(Podług dricworjlu w dziele Baliusikowa: IIoamI«.) 

Tulczyn, o którym pocztmistrz Wilski pisze: „słowem mó- 
wiąc, iż czego tylko potrzeba, tu dostanie, oprócz mąki tak 



•) Dz. Handl. 



. 331 I 



Dcl 



Lcya 



. Kai 



17S0 «■ Bibliotece Warsaawskiej 1SS6, I, str. 18, 19. Biskup Krasiliski 
miiwil do delegatów: „bądicie pewni, że odtąd w bramach stawać nie bc. 
dziecię; jui tego (Wilta) niema, który kazał wam to czynili; będzie zau-sie 
in praesjdio 2000 wojska i ci będu pilnowa* fortecy, a wy szukajcie ręko- 
dzieł ...ale porzućcie kwaterkę, bo z tej nie będziecie nic mieli ...Zkądie tj- 
lu pijaków brać, aby was bogacili? Hóbcie kapelusze, pończochy, koszule*. 



przedniej, jak w Warszawie, i książek polskich niema, a co 
francuzkich, to jest dosyć" *). 




Kamieniec PodOlslll: Brauna Lacka, dziś ilic i^tniująca. 



Lublin pos(;pnie przedstawia się we wspomnieniach 
osobistych Kozmiana: wiele kamienic niemieszkalnych, nawet 



■) Di. Handlowy 1787, str, IW. 



340 

w rynku; większych sklepów ledwo kilkanaście, obszerne 
składy tylko win węgierskich; żadnej policyi, dwie latarnie 
przed magistratem, żadnej porządnej oberży, a gdy zajeżdżał 
jaki dygnitarz, np. Xże Adam Czartoryski, generał ziem po- 
dolskich, licznemi pojazdami, karetami, koczami, landarami, 
brykami, z wielbłądami i orszakiem szlachty w tatarskich 
strojach, to stawał gospodą w jedynym obszernym gmachu — 
kolegium pojezuickiem. Ale w gmachu tym mieściła się 
szkoła wydziałowa (gimnazyum), więc gościna podobna nie- 
koniecznie potrzebną i pożyteczną była dla uczącej się mło- 
dzi, . która z profesorami i rektorem na czele występować mu- 
siała na powitanie możnowładcy, a za wygłoszoną oracyę 
powitalną otrzymywała w nagrodę zwolnienie od lekcyi, czasem 
aż na trzy dni. Korespondent Dziennika Handl. w r. 1786 
skarży się też na mnogość pustych domów, na wyderkafy, 
prepotencyę starostów i nadużycia żydów. Wszakże głosy ta- 
kie mogą nasunąć nam zbyt pesymistyczne wyobrażenie 
o znaczeniu i stanie owoczesnego Lublina. Nie powinniśmy 
zapominać, że i wtedy należał on do największych i naj- 
ważniejszych miast Korony; że posiadał ludność 12-tysięczną, 
zamek na górze wysokiej, mury i fosę dokoła właściwego 
miasta; że przebywali tu kupcy Ormianie, Turcy, Grecy, 
Rossyanie; że Fineke i Weber prowadzili rozległy handel 
zbożowy, skupując zboże z dostawą na Bug; że Dawid Hey- 
zler wspominany był w liczbie bogatych bankierów. Opiera- 
jąc się na tych faktach, wnioskujemy, że stan Lublina nie 
był tak dalece rozpaczliwym, przynajmniej w epoce sejmu 
czteroletniego. Sam Koźmian zresztą mówi z uznaniem o wa- 
żnych przysługach, wyświadczonych miastu przez starostę 
Hryniewieckiego. Najbardziej opuszczoną postać miał Lublin 
zapewne w okresie pierwszym; znajdujemy bowiem wzmianki, 
że konfederaci barscy zabrali tu pieniądze skarbowe, prze- 
znaczone na reparacyę ratusza, oraz, że „ludzie wojskowi 
zagraniczni" (z armii rosyjskiej) wzniecili ogień, który zni- 
szczył pomiędzy innemi fortunę jednego z oflcyalistów skarbu 
(pisarza komornego i exaktora) zapewne w r. 1773 lub 1774. 



341 

Jednakże w tym okresie Komisya Skarbowa Kor. !pkazywala 
szczególną dla Lublina troskliwość: na reparacyę ratusza 
asygnowała w r. 1767 złp. 16.000, w 1769 znów 5.000, a gdy 
tę ostatnią sumę zabrali konfederaci Barscy, znów 8.000 w r. 
1774. W okresie drugim na tenże cel było asygnowanych 
50.000 złp. w r. 1781, potem 20.000 w r. 1783, nareszcie na 
wewnętrzne wykończenie 8.850 w r. 1785. W tymże czasie 
wymurowaną została brama Grodzka za staraniem Komisyi 
Dobrego Porządku, która żądała jeszcze funduszu na most 
do zamku i składała abrys, przez arcliitekta zrobiony. Ka- 
dencye Trybunału Kor. i sejmiki przyczyniały się też do 
ożywienia miasta. Jeśli nie wróciło ono do dawnej świetno- 
ści z XVI i pierwszej polowy XVII w., kiedyto miało liczyć 
aż 40.000 mieszkańców, to w każdym razie podniosło się 
znacznie ku końcowi okresu drugiego *). 

Miasto Kazimierz (w Lubelskiem nad Wisłą) „niegdyś 
sławne z łiandlu zbożowego tak dalece, że je małym Gdań- 
skiem zwano, dziś, (1788 r.) mieszkalne przez żydów a w spi- 
cłilerzacłi sów i wróbli kolonia nowa osiadła". I tycli narze- 
kań nie należy brać w dosłownem brzmieniu. Niedawno wła- 
śnie, zwiedzając Kazimierz, podziwiając jego ratusz granitowy 
z olbrzymim Śtym Krzysztofem i mnóstwem innycli płasko- 
rzeźb, oglądając uliczki zdobne kamienicami o starożytnycłi 
fasadacłi i szereg ustawionycli nad Wisłą magazynów zbo- 
źowycłi, czyli raczej ruiny po nich, wyróżniliśmy też jeden 
spicłilerz z datą r. 1792 i parę innycli w stylu epoki Stani- 
sława Augusta zbudowanych!. Toć wznoszono je nie dla sów 
i wróbli. I dziś wprawdzie mieszkają w tycłi starożytnycłi 
domacłi przeważnie żydzi; znajdujący się w pobliżu „zamek 



*) Pamiętniki Kajetana Koź miana. Poznań 1858 I, str. 28 — 35: 
Dz. Han dl. 1786 r., str. 327, Polcn zur Zeit der zwey letzten Theilungen 
1807 r., str. 527. Vol. Leg. VIII, fol. 226, str. 134 tit.: Powrócenie straty 
Ur. Trerabińskiemu. Prot. Ek. A/4, str. 406; A/6, str. 181; A/18, str. 318; 
A/20, str. 315; A/22, str. 50 i 225. D. P. 8, str. 229. 



342 

Esterki" nasuwa myśl, że ta ludność zasiadła tu oddawna: 
ale czemuźby ona właśnie nie miała prowadzić łiandlu zbo- 
żowego? Niemiec anonym, autor opisu geograficznego i staty- 
stycznego Polski z r. 1807 (Sirisa), zapisał uwagę o Kazimierzu: 
„guten Handel treibt", chociaż mieszkańców liczy za Biischin- 
gem, podług wykazów z r. 1782, tylko 576 dusz, zapewne 
samych chrześcian *). 

Z miast mniejszych najdokładniej opisanym został San- 
domierz w dwu korespondencyach nieznanego pióra, wy- 
drukowanych w Dzienniku Handlowym. Pomijając ciekawe 
zkądinąd wiadomości liistoryczne (od Leszka Czarnego), przy- 
taczamy tylko dane statystyczne. W r. 1786 było to mia- 
sto powiatowe, otoczone murami, z ratuszem murowanym, 
w którym ulokowane było archiwum miejskie. Zamek po- 
trzebował reparacyi dachów i ścian, a po części był już spu- 
stoszały; mieściło się w nim jednakże archiwum grodzkie 
i część ziemstwa. Dochodziła tu poczta, ale poboczna; kon- 
systował stale oddział wojska, jako garnizon; trzy jurysdyk- 
cye, mianowicie: sądy grodzki, wójtowski i radziecki, tru- 
dniły się wymiarem sprawiedliwości; szkoła akademicka wy- 
działowa nieciła trochę światła. Z dyplomu fundacyjnego 
wiadomo, że Leszek Czarny w r. 1286 nadał Sandomierzowi 
na własność 228 łanów frankońskich, ale po latach pięciuset 
w posiadaniu miasta znalazło się tylko 60, z reszty zostawało 
w ręku duchowieństwa łanów 50, u szlachty 30, do Galicyi 
przy rozbiorze kraju odpadło 5, nareszcie 80 przeszło nie 
wiedzieć w czyje ręce — byłyto „nieodkrj^te jeszcze awulsa". 
Niegdyś znajdowało się 20 winnnic na gruntach miejskich; 



*) Dzicn. Handl. 1788, str. 757; Polen zur Zeit der zwey letzten 
Theilungen, str. 527; Rodecki w roku 1827 liczy chrześcian w Kazimierzu 
899 a żydów 1197, razem 2.096 dusz. W roku 1780 Komisya Skarbowa 
posyła inżyniera Lehmana, by obejrzał tamy austryackie, czy nie zagrażają 
brzegowi polskiemu a szczególnie miastem Kazimierzowi i Krakowowi. Pr. 
Kk' n. Ą17, str. 583. 



343 

w XVIII wieku nie pozostało po nich i śladu. Propinacya 
wszakże należała zawsze do miasta i znaczny zapewne da- 
wała docłiód. Pomimo licznycli przywilejów, starannie prze- 
cłiowywanycli, Sandomierz przestał być miejscem sądów ka- 
pturowycłi i ziemskicłi, nie używał już prawa obioru królów 
(voto, suffragio et calculo), zacliowywał jednakże zarząd nie- 
zależny podług ordynacyi z r. 1680. Władza dzieliła się po- 
między trzy „stany czyli porządki miejskie: 1) Magistrat czyli 
Radę; 2) ławników i 3) gmin". Na Śty Jan mieszczanie 
obierali sobie urzędników: prezydenta, wójta, vice-prezydenta, 
syndyka, podwójciego, 'starszego męża, pisarzy, instygatora, 
ekonomów i exaktorów. Radców obierano 12tu, tyluż ławni- 
ków i 20 „gminnycli". Do posług najmowano pacliołków. 
Raz na tydzień odbywały się obrady publiczne około dobra 
miasta *). 

Radom był nieludną i liclią mieściną. Świadczy o tem 
raport intendenta Wydziału Sandomierskiego do Komisyi Po- 
licyi: „niemasz tam ani doktora, ani chirurga; apteka jest, 
ale nikczemna; na ucznia nakładało miasto, ale daremnie; 
nic się nie nauczył i niema go w mieście... Nieochędóstwo, 
zwyczajne po miastach polskich, trzeba, aby już wzięło ko- 
niec. Kanały niepowyprowadzane, wszędzie fetory, a osobli- 
wie między żydostwem. Ścierwa, których pospolicie nie grze- 
bią, ale wyrzucają na ulicę, zarażają powietrze często aż do 
chorób. Ci, co wyrzucają fetory i ścierwów nie grzebią, nie 
pierwej podobno zostaną posłuszni, aż jak grzywny płacić 
l>ędą musieli. Laźniów nigdzie, tak potrzebnych do ochę- 
dóstwa" **). 

Kraków, niegdyś liczący 70 może nawet 80 tysięcy 
mieszkańców, opuszczony od dawna od królów, zdobywany 
w r. 1702 przez Szwedów, w r. 1768 przez wojsko rosyjskie, 



*) Dziennik Handlowy 1787 r., str. 452sqq.; 1786, str. 244sqq ' 
412sqq. 

♦♦) Dz. Handl 1792, str. 264—266. 



344 

w r. 1772 przez konfederatów barskich, a w trzy miesiące 
potem znowu przez Suworowa odebrany, imponował tylko 
ruinami. Zewnętrznie wj'gląd jego mało się zmienia skutkiem 
trwałości monumentalnej głównycłi gmacliów. Przyjrzyjmy się 
załączonym widokom: Cracau, sztycliowanemu przez Bode- 
nelira według ryciny Mariam i Korneliusza Jonge z początku 
XVII w. i Cracovia Buscłi'a, wykonanemu podług natury 
około 1730 r. Prawie wszystkie liczby, na nicłi oznaczone, 
odnajdą się dziś jeszcze prócz bram imurów, które zostały roze- 
brane i zastąpione uroczemi „Plantami". Ale wewnątrz działo 
się rozmaicie. Zwiedzając go w r. 1778, Coxe porównywał go do 
wielkiej stolicy w gruzach, które mogły służyć za dowód 
starożytnej wspaniałości: „Wnosząc z ilości zrujnowanych lub 
rozpadających się domów, pomyślałby ktoś, że miasto było 
tylko co zdobyte szturmem, i że nieprzyjaciel opuścił je wczo- 
raj dopiero". Jakby na potwierdzenie tego domysłu załoga 
rosyjska z 600 ludzi zajmowała zamek i odwach na rynku; 
w każdej ulicy na jednym końcu stał żołnierz ros3^jski, na 
drugim szyldwach polski. Były to przecież wojska przyja- 
cielskie, konsystujące w kraju na mocy gwarancyi. Jeszcze 
w r. 1789 mówiono w izbie sejmowej, że posesyi szlacheckich 
niema ledwo 30; reszta spustoszone bez okien, drzwi, i zdat- 
ności do zamieszkania, a marszałek Małachowski świadczył 
o takiem ubóstwie miasta, że nie było w stanie wydołać za- 
płacie kominowego bez subwencyi ze skarbów: królewskiego 
(6.000) i Rzeczypospolitej (8,000 złp.). A jednak władze nsą- 
dowe pkazj^wały oddawna troskliwość swoją Krakowu. 
Komisya Skarbowa Kor. asygnowała na reparacyę zamku 
w r. 1767 złp. 20.000, w 1775 złp. 22.000; sumy te były 
niedostateczne: było wyreparowanych zaledwo parę izb dla 
sądów ziemskich. Otrzymawszy raporty o ruinie od dozorcy 
zamku, Pucka, oraz od zesłanego na miejsce znanego archi- 
tekty Merliniego, taż Komisya przeznaczyła znów 18.(XX) złp. 
na reparacyę i przepisała instrukcyę: 1) kurdygarda przy 
bramie dla warty ma być w murach dachu, belkach, puła- 
pach, oknach, drzwiach i piecach „in spatio" miesięcy trzech 



345 

wyreparowana, wartę zaś tymczasem mieścić będzie można 
w kurdygardzie dawnej pod zamkiem, wyrobiwszy poboczną 
bramę; 2) dach nad całym zamkiem opatrzyć; 3) okna do- 
koła zamku zrewidować, w tycłi szyby potłuczone podawać 
i gdzie kwater brakować będzie, nowe porobić, miejscami 
zaś okiennicami pozamykać; 4) drzwi oberwane... pozawie- 
szać... W r. 1787 Komisya posłała znów Merliniego do 
Krakowa, aby zadysponował reparacye w zamku na większą 
skalę, bo król powziął zamiar odwiedzenia dawnej stolicy. 
Po wydaniu dyspozycyi Merlini miał odjecłiać, zostawiwszy 
wykonanie niejakiemu Gąsiewskiemu pod dozorem superin- 
tendenta skarbowego; termin ukończenia robót oznaczony na 
dzień 1 maja; koszt wyniósł 82.527 złp. prócz kosztów po- 
dróży Merliniego, który dostał 1.800 zip. Wtedy pierwsze 
piętro było doprowadzone do stanu mieszkalnego i umeblo- 
wane odpowiednio na przyjęcie dworu. Potem w r. 1791 na 
dacliówki, cegły i inne reparacye asygnowano znów 30.000, 
w kilka miesięcy potem 50.000 na fortyfiacye, nareszcie w r. 
1792 znów 50.000 na dokończenie fortyfikacyi *). Prusacy 
przeto w r. 1794 znaleźli zamek w dobrym stanie, a spusto- 
szenie późniejsze było już icłi dziełem. 

Co się tyczy miasta, już same te reparacye nastręczały 
ludności znaczny zarobek. Były też reparowane Sukiennice 
przed przyjazdem króla w 1787 r. i „nie źle" miały się wy- 
dawać „miarkując proporcyę expensy i czasu" **). Skądinąd 
wiemy, że skutkiem zbyt wysokicłi ceł, przez P>yderyka II 
nałożonycłi, Kraków rozszerzył swój hiandel wosków; że się 
rozwinęło w nim garbarstwo znacznie, jeśli możliwemi były 



*) Coxe: Travels I, 142—3. D z. Czyn. S. G. W. sesya z dnia 
15/10 1789; Pr. Ekon. A/4, str. 403; A/ 12, str. 844; A;23, str. 213 i 228; 
A/24, str. 101 i 466; A/28, str. 657 i 1279; A/30, str. 1861. 

**) Pomiędzy manuskryptami Żegoty Paulego, złożonymi w Bi- 
bliotece Jagiellońskiej znajduje się pod n-rem 5518. Raport o Zamku kra- 
kowskim 1787. Piusa Kicińskiego korespond. Tom I, list St. Badeniego 
z dnia 3/6 1787. 



346 

obstalunki (po 30.000 skór) na rachunek rządu pruskiego; że 
prócz fabryki żebraczej powstała tu fabryka sukienna Fry- 
stackiego, a w okolicy fabryki Krumpholtza i żydowskie; że 
znaleźli się tu bankierowie, jak np. Lewiński. Wnioskujemy 
ztąd, że Kraków wytrzymywał współzawodnictwo uprzywile- 
jowanych! miast cesarskicłi Podgórza i Ludwinowa, a nawet 
wznosił się ku końcowi okresu drugiego. Jakoż przejeżdża- 
jąc w r. 1787, łir. Engestrom nie widział już takiego opusz- 
czenia i takicłi ruin, jakie uderzały Coxe'a, a Kauscłi *) w r. 
1791 znajduje, że Kraków „jeszcze w naszycłi czasacłi za- 
sługuje na nazwę wielkiego miasta", porównywa go do Wro- 
cławia, przed Lipskiem zaś daje mu pierwszeństwo. Zdaje mu 
się, że większa część ludności składa się z Niemców, bo na je- 
dnego mieszkańca w polskim stroju spotykał 6 albo 7 „w nie- 
mieckim"; niema jednak wątpliwości, że w tym „niemieckim", 
a raczej cudzoziemskim stroju chodzili Polacy i właśnie za- 
możniejsi, modnisie. 

Idźmy teraz do prowincyi Wielkopolskiej. 

Uderza nas nasamprzód mnogość Niemców i miast nie- 
mieckich; których czystość i ochędóstwo zaleca Świtkowski 
do naśladowania. Nowi historycy niemieccy np. Sybel twier- 
dzą, że na przestrzeni 15-tu mil od granicy panowała mowa 
niemiecka, i powątpiewają, czy był chociażby jeden polak 
w wielu miastach wielkopolskich **). Przekonamy się, że 
twierdzenie takie jest przesadne. Prawdą jest jednak, że 
główna masa ludności niemieckiej tu się mieściła, nad gra- 
nicą śląską i brandeburską. Byli to przeważnie wychodźcy, 
którzy sobie szukali niegdyś schronienia od prześladowań re- 
ligijnych i klęsk wojny trzydziestoletniej. W ciągu lat prze- 
szło stu, do chwili wstąpienia na tron Stanisława, byliby oni 
zapewne spolonizowali się, jak się spolonizowali niegdyś ko- 
loniści z epoki Piastów, gdyby na przeszkodzie nie stanęła 



*) Kausch: Nachrichten liber Polen II, 136, 130, 133. 

•*) Sybel: Geschichte der Revolutionszeit 3te Auflage II, 176. 



347 

wzrastająca właśnie w XVII i pierwszej polowie XVIII wieku 
nietolerancya religijna; wychodźcy bowiem wszyscy prawie 
byli dysydentami wyznania augsburskiego lub kalwińskiego. 
Nadto sponiewieranie stanu miejskiego musiało się przyczynić 
do utrzymania tych tkaczy, postrzygaczy, farbiarzy w odo- 
sobnieniu od ludności otaczającej polskiej. 

Z wielce dokładnego opisu Komisyi Boni Ordinis do- 
wiadujemy się, że w r. 1783 „miasto stare Wschowa, po- 
niemiecku Fraustadt zwane, jest w okrąg murem dosyć do- 
brym i głębokim od wieków, a teraz po części osuszonym 
rowem otoczone, a zamek podwójnym". Zamek starożytny, 
tK) już od r. 1067 wzmiankowany, a przy pierwszej starostwa 
lustracyi w r. 1616 opisany, podupadł zupełnie; tyko jedne 
kamienicę w dziedzińcu starosta Kwilecki niedawno wyrepa- 
rował na archiwum, kancelaryę i izbę sądową. W dobrym 
stanie znajdowały się dwa kościoły katolickie, z których je- 
den był „wspaniałej struktury", rezydencya pojezuicka ze 
szkołami, wyreparowanemi niedawno przez Max. Mielżyńskiego, 
ale pustemi; był klasztor z kościołem Bernardyńskim i trzy ko- 
ścioły dysydenckie wyznania augsburskiego, a więc ogółem 
wszystkich kościołów sześć. Był ratusz murowany z wieżą 
i piwnicą publiczną (celarium pub lic um), gdzie piwo Gro- 
dziskie szynkują, z izbą dla kasy miejskiej, izdebką dla ofi- 
cyera na warcie będącego, izbą sądów radzieckich, a zara- 
zem i ziemskich, oraz „wielką salą", w której niegdyś za- 
panowania Augustów II i III Sasów senatus consilia się od- 
prawiały i posłom od Porty Ottomańskiej audyencye dawano. 
Zresztą znajdowały się jeszcze w gmachu ratuszowym izba 
dla aresztantów i kilka izb pustych z powybijanemi oknami 
tudzież skład moździerz}'', ręcznej strzelby, pancerzy, zbroi, bęb- 
nów— „wszystko starzyzna", jak powiada Komisya. Do miasta 
prowadziły dwie porządne bramy i furtka polska. Sąd miejski 
mógł wymierzać kary główne i policyjne. Komisya zaleca: 
„Gdyby kto z kmieci... w innych obowiązkach i robociznie 
nawet ważył się zuchwale rzucić się na przełożonego dzier- 
żawcę swego, jak się niedawno przez kmiecych parobków 



348 

stało, tedy, aby szlachetny Magistrat za podobny występek, ja- 
wną zuchwałość i bunt okazujący, przykuciem do taczek wi- 
nowajcę... do 6 lub 12 niedziel publiczną przy mieście robo- 
cizną około bruków ukarał. Budżet miejski w dochodach 
i wydatkach regulował się do cyfry 72.606 złp. Z cyfry ogólnej 
mieszkańców w mieście Starem, Nowem, na jurydyce pro- 
boszczowskiej i dwóch wsi przyległych 5.580 dusz przypa- 
dało 1.174 na katolików, 4.005 na dysydentów i 301 na ży- 
dów (z dziećmi). Do magistratu Komisya zalecić mogła je- 
dnego zaledwo kandydata z polskiem nazwiskiem (Sulczew- 
skiego). W spisie imiennym obywateli miejskich, właścicieli 
681 posesyj, nie znaleźliśmy ani jednego czysto polskiego na- 
zwiska, ale pomiędzy niemieckiemi 14 razy powtarza się 
drogie nam a tak świetnie w literaturze polskiej jaśniejące 
nazwisko Libelta *). 

R a wi c z, zbudowany w czasie wojny trzydziestoletniej 
w r. 1632, zburzony w r. 1707 przez Rosyan, spalony w r. 
1768 przez konfederatów barskich, rychło po tej klęsce do- 
szedł do stanu kwitnącego, stał się miastem ludnem i boga- 
tem dzięki opiece dziedzica swego Jana Mycielskiego, starosty 
ośnickiego. O jego światłym umyśle świadczy fakt, że na 
chrzest swojej córki nie wahał się zaprosić mieszczan swoich 
i przytem dysydentów. Miasto, położone między dwiema 
piaszczystemi górami na dnie dawnego jeziora, miało cztery 
bramy, które widzialne były z rynku. Mieszkali tu podobno 
tylko Niemcy i Żydzi (pierwszych 6150 drugich 1176 dusz**). 



*) stan Miasta J. K. Mci Wschowy pod słodkiem panowaniem N. 
St. Augusta króla miłościwego na Komisyi Dobrego Porządku..., pod pre- 
zydencyą JW. Józefa z Brudzewa Mielżyńskiego... w Lesznie. Nakładem 
Sam. Teof. Pressera młodszego... 1783... passim. Kibeltowie byli to młyna- 
rze i szewcy: Jan Gotlieb, Jerzy Fridrich, Daniel, Andreas, Jerzy zapisani pod 
numerami: 246, 398, 399, 401, 408, 476, 641, 647, 656, 660, 667, 675, 
679, 681. w obliczeniu ludności ogólnej zachodzi omyłka o 100 dusz, 
lecz poprawić jej nie mamy możności. 

**) Pamięt. Hist. Polit. 1783, str. 596—7; 1786, str. 1017, 253,254. 
Polen zur Zeit der zwey letzten Theilungen 114. Holsche: II, str. 297. 



349 

Leszno niegdyś Leszczyńskich, później Sułkowskich, 
miało dużo warsztatów i znaczny handel, gdyż samych ceł 
opłacało w złych czasach (przed r. 1775) do skarbu po 
100.000 złp. na rok. Niszczyły je pożary w r. 1767 i 1790; 
szczególnie strasznym był ostatni, który szerzył się tak gwał- 
townie przy silnym wietrze, że w płomieniach zginęło 50 
ludzi. W kilka lat wszakże było znów 709 domów i około 
7.000 mieszkańców, w tej liczbie około 3-ch tysięcy Żydów. 
Ludność chrześciańska składała się przeważnie z kalwinów, 
którzy mieli tu swoje gimnazyum i 1 1 u s t r e; kalwinami zaś 
zwykle byli Polacy. Nie przeczy temu okoliczność, że kaza- 
nia miewano tu po niemiecku, bo już w XVII wieku brako- 
wało pastorów Polaków i z tego powodu gminy polskie mu- 
siały sobie sprowadzać pastorów Niemców *). 

Zduny, miasto otwarte, rozległe, składało się właści- 
wie z dwóch miast: polskiego i niemieckiego; miało dwa ra- 
tusze, z tych jeden był w złym stanie; wiele ucierpiało w cza- 
sie zamieszek 1768 — 1772 r. i zadłużyło się wtedy na 108.000 
złp. W okresach drugim i trzecim podniosło się; wyprawiało 
swoje sukna i płótna do Wrocławia i Rosyi w znacznej ilości 
(blizko na 72 miliona złp. **). 

Oborniki były już miasteczkiem czysto polskiem. 
Biester widział tam tylko polskie ubiory i słyszał tylko polską 
mowę ***). 

W Odolanowie, Ostrowiu, Kargowie i Kem- 
p n i e gminy kalwińskie słuchały kazań w języku polskim ****). 



*) Pr. Deleg. Zagajenie VI, sesya 65 z dnia 27/2 1775, str. 154. 
Polen zur Zeit der zwey letztcn Theilungen, str. 112, 184. Holsche; 
III, 228. 

••) Holsche: II, 303. 

••*) Liske: Cudzoziemcy w Polsce, 277. 

****) Polen zur Zeit der zwey letzten Theilungen, str. 84 



350 

W kilku innych miastach pomniejszych, oraz we wsiach 
zwanych Holendrami, znalazłaby się jeszcze dość liczna lu- 
dność niemiecka, ale już mniej gęsta, więcej z polską po- 
mieszana. 

Mylnie też wielu pisarzy obcych uważało Poznań owo- 
czesny za miasto niemieckie. Stolica Wielkopolski już na po- 
wierzchowności swojej nosiła znamię narodowe. W liczbie 
36 klasztorów i kościołów był jeden tylko ewangelicki; po 
nad wszystkiemi górował tum wspaniały: największym gma- 
chem była kolegiata po-jezuicka, w której ze czasów pruskich 
mieściły się władze rządowe i pokoje królewskie. Kolegium 
Konarskiego, ateneum (gimnazyum) założone przez biskupa 
Lubrańskiego, ratusz wielki z XVI w. z wieżą za Stanisława 
Augusta odbudowaną w r. 1783 i trzema mniejszemi, miedzią 
kr>'temi, dwoma zegarami ozdobiony, stary gmach wagi miej- 
skiej, stary zamek na górze, gdzie się odbywał jarmark Ś-to- 
Jański, najpiękniejsze domy w rynku Gurowskich, Kwileckich 
i pod Kotwicą — były to dzieła rąk polskich. W samem 
mieście widziałeś wyłącznie kamienice dlatego, że dawni kró- 
lowie polscy zakazali tu budowania domów drewnianych. Po- 
dróżnik Kausch w r. 1791 mniema, że największa część Po- 
znania jest niemiecka, mówi po niemiecku, ubiera się po nie- 
miecku; wyższa klasa jest prawie elegancka; sądzimy, że 
i tu, jak w Krakowie, wnioski takie opiertd on tylko na ubio- 
rze cudzoziemskim, którego używali przecież i najszczersi po- 
lacy, jak np. marszałek sejmu czteroletniego St. Małachowski. 
Mieszkało tu dużo cudzoziemców; jeszcze w wiekach średnich 
osiedlali się tu, prócz Niemców, Anglicy i Szkoci; na liście 
kupców poznańskich, podanej do Komisyi Skarbowej Koron- 
nej w celu wyjednania remisy towarów z komór zagranicznych, 
znajdują się w liczbie 53 firm imiona angielskie (np. Forbes 
-et Comp., Klugh) i niemieckie, mniej stosunkowo czysto- 
polskich (pomiędzy temi ostatniemi dwie firmy Żupańskich): 
ale czyż pod temi obcemi nazwiskami nie znajdowali się Po- 
lacy z mowy i uczuć? W podanej na rok 1794 ludności, 
12.538 głów, mieściło się katolików: 7.437, luteranów 1.918, 




Ratusz w Poznaniu; wie*a odbudował 



352 

kalwinów 115, greków 47, i żydów 3.021; większość tedy 
z pewnością stanowili Polacy. W r. 1793 dyplomata szwedzki 
hrabia Engestrom, będąc świadkiem wjazdu króla pruskiego 
zaraz po drugim rozbiorze, powiada, że Lucchesini usiłował 
okazać Fryderykowi Wihelmowi II, jak dalece mieszkańcy 
są uszczęśliwieni z przyłączenia swego do Prus; ale sam król 
domyślił się, że to szczęście „tylko w głowie Luccłiesiniego 
istniało, zamiast bowiem oznak radości i wesela, usuwali się 
wszyscy, jak mogli, starając się zostać na uboczu". Jakoż 
podczas powstania Kościuszkowskiego szewc Jan Kiliński, 
który właśnie pochodził z mieszczan poznańskich, wybrał się 
do Poznania, żeby zrobić tu powstanie już po bitwie Macie- 
jowickiej, a nawet po szturmie Pragi. Aresztowali go Prusacy; 
wśród ciężkich udręczeń, jakich wtedy doznał Kiliński, miał 
przecież tę pociechę, że mu „obywatelki naznosiły kiełbas, 
półgęsków, kaczków, masła, serów, chleba, wódki dobrej" 
i że mieszczanie okazywali mu wszelką gotowość do pomocy 
i szczere współczucie. 

Co do losów miasta, wiemy już z uwag do tab. 50-ej, 
że ucierpiało wiele ono podczas konfederacyi barskiej, oraz 
w r. 1772 podczas pobytu wojsk pruskich, że później jednak 
poprawiło się i urosło. W epoce sejmu czteroletniego handel 
był ożywiony, a jarmarki Ś-to-Jańskie tak tłumne, że za po- 
kój trzeba było płacić po 18 do 20 dukatów na 1 do 3 ty- 
godni, że Klugh wyszedł na zamożnego fabrykanta i ban- 
kiera, miał dom okazały i piękne ogrody ze sztucznemi ozdo- 
bnymi pagórkami. Kausch znajduje, że i w Niemczech Po- 
znań liczyłby się do większych miast średnich, że na dłu- 
gość wydaje się niemal większym od Lipska, ale szerokość 
Starego Miasta jest mniejszą *). 



*) Holsche: II, 309 sqq. Kausch: Nachrichten iiber Polen, II, 
162 — 166. Bi ester: u Liskego str. 276. Polen zur Zeit der zwey letzten 
Thcilungen, str. 94 — 96. Pr. Ekon. A/28, str. 677; Pamiętniki W. hr. 
Engestrom tłómaczenie Kraszewskiego, str. 181. Kiliński w Pamięt. 



353 

Kalisz był w roku 1786 otoczony murem, basztami 
umocnionym, ale już bardzo zrujnowanym. Z czterech bram 
jedna tylko „Dorotka" trzymała się w dobrym stanie i nawet 
bardzo się podobała Kauschowi; samo miasto składało się z 16 
ulic, nieregulamycłi; prz>'tykały do niego trzy przedmieścia 
małe i licłio zabudowane. Rynek nie przedstawiał nic go- 
dnego uwagi. Nie widać tu rucłiu łiandlowego, ani przemy- 
słowego na większą skalę, t>iko sądy wojewódzkie dawały 
nieco życia. Jednakże z rucłiu ludności dostrzegliśmy, że 
w epoce sejmu czteroletniego, przed pożarem r. 1792, miasto 
podniosło się znacznie *). 



z' XVIII wieku uydanie Żupańskiego I, 232. W zbiorach hr. Konstantego 
Przezdzieckicgo, w tece, opatrzonej napisem: Silva rerum Stan. Aug. 
w pliku, zawierającym Dokumenta 1764 — 1795 znajdujemy taki list: „1783 
dnia 19 lipca z Poznania. W mieście tym za szczegulnieyszą szczodrobli- 
wością N. Króla Imci Pana Miłł. y N. Rzpltcy y przy osobliwszey łasce 
y staranności JW. Raczyńskiego Generała woiewodztw Wielkopolskich, iako 
miasta tego starosty. Ratusz w strukturze swey staroźytney, lecz dosyć 
ozdobny y wspaniały, zdawna w czasie wielorakich nieszczęliwości znacz- 
nie zruynowany, teraz co do wzmocnienia fundamentów y zewnętrzney 
ozdoby wyreparowany, oraz na nim wieża czyli kopuła, którą w roku 1725 
gwałtowne wiatry zwaliły, iuź także co do cicsielskiey roboty, a to podług 
abrysu, przez architektów warszawskich i innych approbowanego, icst za- 
kończona y dnia dzisieyszego na sam wierzch tey wieży czyli kopuły no- 
wo wystawioney orzeł biały z miedzi kształtnie wyrobiony, herb N. Pana 
V Rzpltey na piersiach podług zwyczaiu maiący, szczęśliwie za przemysłem 
rzemieślniczym przy kapeli na galeryi ratuszowey, nowo kształtnie uformo- 
waney, y na ganku wyższym około wieży będąccy rozłożoncy, y przy rzę- 
sistym z armat ogłosie iest zaprowadzony. Gdzie przy tym orle iuż za- 
prowadzonym, a w wysokości od ziemi blisko na I4<;) łokci wyniesionym, 
cieśla, podług dawnego zwyczaiu piiąc wino kieliszkami y zdrowia wy krzy- 
ku ąc, też kieliszki za każdego spełnieniem rzucał na ziemię czyli na bruk 
w Rynku będący, z których a to 12-tu kieliszków, z tak znacznej wysoko- 
ści zrzuconych, cztery całe y nicstłuczone zostały." 

*) Chodyński: Kalisz w końcu XVIII wieku w Kaliszaninie z r. 
1S79, Nr. 5, 6, 8. Kausch: Nachrichten iiber Polen, II, 166, patrz w to- 
mie I, tab. 50. 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. n. 28 



354 

Piotrków Trybunale zdaleka dobrze się zaprezen- 
towE^ Schultz'owi, ale wewnątrz zgorszy! go brudem, opu- 
szczeniem i ubóstwem dzielnicy żydowskiej, która zresztą 
znajdowała się po za murem 'miejskiem. Domy, szczególnie 




Zamek w Piotrkowie. 

iZ nalurjr i;sow*ny w roku isis przci T>d. Kanona) 

W rynku, mają szczyty gotyckie spiczaste. „Zresztą znalazłem 
to miasto wcale ożywionem; w istocie należy ono do naj- 
zamożniejszycłi w tej olcolicy *). Niedaleko od murów miej— 



-) Schultz: Reise eines Licn^ndcrs IV, 203. 



355 

skich wznosił się w-j-soki dwupiętrowy, prawie kwadratowy 
32—35 łokci zamek, który niegdyś służył za rezydencyę Ja- 
giellonom, podczas pobytu ich na sejmacti piotrkowskich, oto- 
czony kanałem, przez który prowadził most na palach dębo- 




M £ 






wych. Grube mury jego poczerniały od starości, ale stoją 
jeszcze do dziś dnia; zniesiono tylko trzecie piętro i pokru- 
szono wspaniałe futryny kamienne od okien ozdobnych, rzc- 
ibionycłi, o trzech kwaterach, w stylu włoskim. Na dole mie- 



356 

ścily się jeszcze sąd grodzki i archiwum, w piwnicach kar- 
czmarze szynkowali piwo starościńskie, ale wyższe piętra nie 
były mieszkalne w r. 1776, okna po większej części deskami 
pozabijane, schody zawalone rumowiskiem; tylko dach wysoki 
piramidalny znajdował się jeszcze w dobrym stanie i unosił 
orła srebrnego ze złoceniem po brzegach *). Dokoła zamku 
rozsiadła się dzielnica żydowska, zapewne pod opieką urzędu 
starościńskiego; opodal starostwo i wójtowstwo nosiły już ce- 
chę wieśniaczą. W środku miasta, w rynku, stał gmach je- 
dnopiętrowy czworoboczny z okrągłą wieżą dla odsiad3^vania 
kary i n fundo. Gmach ten, zwany ratuszem, był miejscem 
posiedzeń trybunału koronnego i doznawał opieki Komisyi 
Skarbowej: na reparacyę jego wydała 21.000 złp. w dwu- 
leciu 1778 — 1780, a w r. 1781 pisała notę do Rady Nieusta- 
jącej o zalecenie miastu Piotrkowu, „aby wy reparowany ra- 
tusz utrzymywała staranniej". Atoli w parę miesięcy później 
wynikł pożar w mieście i w kwietniu 1782 r. Komisya, ze- 
sławszy Merliniego, musiała znowu żądać od Rady Nieusta- 
jącej asygnacyi 4.000 złp. na nowe reparacyę, które też 
w listopadzie były już „zupełnie dopełnione; wtedy oficya- 
lista (Chrzanowski, pisarz magazynu tabacznego) otrzymał za- 
lecenie, aby czuwał nad „konserwacyą ratusza". Nareszcie 
w r. 1792 zadysponowała Komisya temuż pisarzowi, „ażeby 
reparacyę ratusza według planu na izb dwie sądowych przed- 
sięwziął, jedne izbę na górnem piętrze, a drugą na dolnem, 



♦) Szczegółowy opis zamku znajduje się w „Inwentarzu Po- 
dawczym starostwa piotrkowskiego do Archiwum Komisyi Skarb. Koron., 
spisanym przez Wojciecha Tarcze wski ego S. G. P. dworzanina Skarbu Kor. 
dnia 18/8 1776 roku" w archiwum akt dawnych piotrkowskiem. Dokła- 
dniejszy opis oraz plan zamku podaliśmy w Kłosach z roku 1868 Nr. 177. 
Obecnie mury z rozkazu gubernatora jenerała Kachanowa zostały przero- 
bione na biura wojskowe, ponieważ jednak rozebrano przy tej przeróbce 
dach i drugie piętro z największemi i najozdobniejszemi oknami, więc gó- 
rujące dawniej nad miastem zamczysko zeszło na lichą kamieniczkę, któ- 
rej archeolog nic odnajdzie wśnSd domostw żydowskich. 



357 

tam, gdzie kurdygarda była, wyreparował, a oraz potrzebne 
do izb sądowych sukna na stoły, stołki przysposobił, i ażeby 
na dzień 1 maja wszystko w gotowości było". Kazała też 
przenieść kaplicę trybunalską z izby górnej do dolnej. Koszt 
cały wynosił, jak się zdaje, tylko 1489 zip., bo tyle pisarzowi 
zwrócono. Nadto samemu miastu Piotrkowu „na restaura- 
cyę" wydano 30.000 złp. w latacłi 1786—1788 *). 

Holsche wj^mienia domów 272, w tej liczbie 81 kamie- 
nic, cłiociaż pożar poczynił wielkie zniszczenia i 97 placów 
stało pustkami; liczba dymów z r. 1788 wynosi 450; Hertz- 
berg na początku pruskiego panowania liczył około 3.000 
mieszkańców. Gdy porównamy te cyfry z 222 domami, jakie 
się znajdowały w r. 1659 wewnątrz murów i na przedmie- 
ściacłi, gdy zważymy, iż liczba kamienic (prócz 6ciu kościel- 
nycłi) wynosiła tylko 42, przekonamy się, że Piotrków z cza- 
sów sejmu czteroletniego był większy i ludniejszy, niż w po- 
łowie XVII wieku **). 

Na Mazowszu i Podlasiu miasta i miasteczka są bardzo 
małe: rzadko które liczy sto dymów. Białystok jest porzą- 
dnie zbudowany, liczy około 3.400 głów, ale słjmie tylko 
jako rezydencya Jana Klemensa Branickiego, a potem pozo- 
stałej po nim wdowy „pani Krakowskiej" (madame de Cra- 
covie), wpływowej siostry Stanisława Augusta. Pałac był zwa- 
ny przez grzeczność, a raczej przez pochlebstwo „polskim 
Wersalem"; miasto miało cztery bramy, białe domy i piękne 
aleje prowadzące do pałacu, ale nic nie wiemy o przemyśle 
i obrotności handlowej mieszkańców. Siedlce były rezyden- 



*) Rachunki sejmowe z lat 1778 — 1780 i 1786 — 1788 w expen- 
sie extraordynaryjnej; Pr. Ekonom. A/ 18, str. 221; A/19, sir. 241 i 485; 
A/30, str. 492, 1539 i 1854. Gmach znajdował się w dobrym stanie jesz- 
cze w roku 1869, kiedy go rozebrano do szczętu dla rozszerzenia rynku 
i miejsce, na którem stał, zabrukowano. 

♦•) Holsche: II, 353 — 4. Busching: XXII. Hertzberg loc. cit. 
Oblata lustrationis Capitaneatus Petricoviensis 1678; originale hujus lustra- 
tionis anni 1659, folio 11. 



358 

cyą hetmanowej Ogińskiej i nic więcej. Siemiatycze, re- 
zydencya rozumnej i szanownej Anny Jabłonowskiej, miały 
trocłię przemysłu, mianowicie parę fabryk, wszakże z pro- 
dukcyą niewielką i niedługowiecznych. 

Ale Mazowsze posiadało Warszawę, która więcej była 
warta, niż wszystkie miasta razem wzięte w jakiejkolwiek 
z trzecłi prowincyj Rzeczypospolitej. W tablicy 50 i uwagacłi 
do tejże wykazaliśmy rozwój Warszawy pod względem ludno- 
ści, w §. 41 pod względem łiandlu, a w §. 50 pod względem 
przemysłu. Potwierdzenie tycti spostrzeżeń znajdziemy w zja- 
wiskach, świadczących o rozwoju życia miejskiego, dogodno- 
ściach, okazałości, porządku. 

Po wojnach szwedzkich i powietrzu morowem z r. 1709 
Warszawa znajdowała się, jak wiemy, w stanie opłakanym. 
Krakowskie Przedmieście całe przez zawalenie gruzami było 
niedostępne; przystęp do Wisły trudny, co sprowadzało dro- 
żyznę; wiosną i w jesieni nikt do miasta nie przybywał, 
chyba konieczną zmuszony potrzebą; kamienice przynosiły 
zaledwo 3 7o » bo handel i przemysł zniknął *). Zamek kró- 
lewski opuszczony, znajdował się w stanie do zamieszkania 
niemożliwym**), August III bowiem „przebywając w Warsza- 
wie, mieszkał we własnym pałacu Saskim"; obok niego mie- 
ścił się Briihl w pałacu, noszącym do dziś dnia nazwę Briih- 
lowskiego (ob. str. 363, 365). 

Pierwsze prace około uporządkowania miasta podjęte 
były przez marszałka w. k. Franciszka Bielińskiego (1742 — 
1766) i zostającą pod jego zwierzchnictwem Komisyą Bru- 



•) F. M. Sobieszczańki: Rys historyczno - statystyczny m. War- 
szawy, 1848, str. 75 — 76. 

**) Naruszewicz mówił o Warszawie. „Stanęła za książąt Mazo- 
wieckich — ale teraz nikt mi nic pokaże cegiełki z murów książąt Nec locus 
ubi Troja fuit. Zygmunt August wyznacz3'ł tu miejsce sejmów, ale następ- 
cy jego rzadko tu mieszkali. Henryk nie był tu, Stefan mało mieszkał, Mi- 
chał we Lwowie fj), Jan III w Żółkwi, Augustowie w Dreźnie najwięcej 
przesiedzieli\ (Dz. Czyn. S. G. W. sesya 172 z d. 13/10 1789). 



. J 



359 

kową przy pomocy prezydenta Starej Warszawy Dulfusa: 
oczyszczono, brukowano, rozszerzano ulice i place, kanały 
dawne restaurowano, nowe założono *); Bieliński założył 
nową jurydykę „na Bielinie" (ulice Marszałkowska i Królew- 
ska). Wszakże w cłiwili obioru Stanisława Augusta Warszawa 
■zacłiowywała jeszcze swój kształt dawny, całkiem niepodobny 
do dzisiejszego: składała się z obwiedzionego murem Starego 
Miasta i łączącej się z nim Nowej Warszawy (tuż za bramą 
>i'owomiejską); oddzielnie w znacznej odległości zaczynała się 
założona w połowie XVII w. jurydyka Leszczyńskicłi, Leszno, 
jeszcze dalej „miasto Grzybów" z oddzielnym ratuszem; od 
Zamku szło Krakowskie Przedmieście, które w istocie na tę 
nazwę zasługiwało, ponieważ z końcem jego ciągnęły się już 
pola uprawne, wśród którycłi piętrzyły się zwaliska dawnego 
zamku książąt Mazowieckicłi, Ujazdowa. Swoje tedy jurydykę 
zakładał Bieliński w czystem polu. Tylko za Żelazną Bramą 
ogrodu Saskiego stało kilka domków; w jednym z nicłi mie- 
■ściła się założona w r. 1724 pierwsza kawiarnia z bilardem 
niejakiego Meierłiofera. Jeszcze w r. 1793 plac za Żelazną 
Bramą był biedny, brudny, niebrukowany; odbywał się na 
nim targ zboża i siana **). 



*) Pamięć prac swoich uwiecznił Bieliński figurą Ś-go* Jana Ne- 
pomucena, stojącą obecnie na placu Trzech Krzyżów (Śgo Aleksandra) 
i napisem może zbyt dramatycznym: „D. O. M. Per Te, Joannę Nepomuce- 
na, opus publicum lithostratorum et colluviariorum Varsoviae, superatis spre- 
tisąue hominum et vulgi injuriis, coeptum et continuatum, Te, bonae famae 
patrono et vindice. Franciscus Bieliński D. D. D." A na drugiej stronie: 
,Lege Ordinum Regni 1685 sub Joannę III lata, Augusti II et Augusti III 
regiis auspiciis, Francisco Bieliński Supremo et Georgio Mniszech Curiae 
Regni Mareschalcis... Varsavia... Sumptu Reipublicae et in Urbe possesso- 
Tum plateae viacquc ampliatae, stratae, ornatae; lithostrata et colluviaria an- 
tiqua instaurata, nova erecta et continuata neccssitati, honestati, commodo 
et decori publico. Kelicitati principis. Memoriae temporum Anno MDCCLII*. 
O jakich to zniewagach ,od ludzi i gminu" wspomina marszałek? Nie- 
wiemy. 

**) Magier: Estetyka m. Warszawy str. 5. Schultz: Reise cincs 
Lieflanders I, 1 1 5. 



360 

Pomiędzy pałacem Saskim i Briihlowskim a murami 
miejskiemi, na miejscu dzisiejszego Teatru, stal obszerny pię- 
trowy gmach przez Maryę Kazimierę w XVII w. wzniesiony,, 
zwany Mary wiłem (ob. str. 169). Stał się głównem siedli- 
skiem łiandlu żydowskiego; z czasem panował w nim ructi, 
gwar ciągły, niecłilujstwo, znajdowały się sklepy, stragany 
i łiotel, w którym jednak mieszkania ani przyjemnemi, ani 
nawet bezpiecznemi od złodziei nie były. Zresztą liotel po- 
wstał już później w okresie drugim badanej przez nas epoki. 

Sejm konwokacyjny wydał trzy ucłiwały, dotj^-czące 
miasta. „Ponieważ się przy mieście naszem stołecznem War- 
szawie wiele placów po części pustycłi, częścią drewnianemi 
budynkami zabudowany cłi znajduje", przeto pozwołono Tep- 
perowi, kupcowi m. Poznania, kupować place dla budowania 
domów ozdobnycłi, lub szpicłilerzów zbożowycłi. „Gdy zaś 
miasta Nowa i Stara Warszawa, rezydencya królów, z okazyi 
gęstycłi w rynkacłi i po ulicacłi domów drewnianycłi często 
nieszczęściu ognia podpada", przeto nakazano, aby rynki 
i place od domów drewnianycłi, klitek, jatek, wolne i nieza- 
budowane były *). Od czasu, kiedy lody uniosły podziwiany 
przez cudzoziemców most Zygmunta Augusta i Anny Jagiel- 
lonki, przeprawa przez Wisłę odbywała się na promach; sejm 
konwokacyjny kazał teraz na nadchodzącą elekcyę sporządzić 
most kosztem Rzpltej i takowy na zawsze utrzymywać. Ko- 
misya Skarbowa Kor. uformowała niezwłocznie milicyę mo- 
stową, czyli kompanię pontonierów na Wiśle, ze 102 ludzi 
złożoną, pod komendą inżyniera l^pltej kapitana de Woyten 
i na elekcyę zbudowała most, ale przed zimą zebrano go 
i nie wystawiono później z wiosną; prowadzono tylko jakieś 
roboty celem zwężenia koryta Wisły od strony Pragi, prze- 
prawa zaś odbywała się wciąż na promie. Z uchwały sejmo- 
wej r. 1775 dowiadujemy się, że owa konstytucya konwo- 
kacyjna „dla zapadłej krajowej rewolucyi skutku swego wziąć 



•) Vol. Leg. VII, fol. 372, 85 (str. 164, 45). 



361 

nie mogła, teraz zaś dla upadłych intrat skarbowych kosztem 
publicznym wystawiony być nie może". Przyjęto więc pro- 
pozycye Adama Ponińskiego i wydano mu przywilej na po- 
bieranie mostowego. Kosztem tedy Ponińskiego, jako dzier- 
żawcy, stanął most łyżwowy, który w d. 8 października 177i> 
r. do użytku publicznego oddanym został*). 

Tenże sejm nakazał, „aby rozpoczęta fabryka zamku 
kontynuowana i podług podanych abrysów do należytej do- 
skonałości przywiedzioną była; także pokoje, które już dotąd 
są dokończone ku wygodzie przyszłego króla obiciami i in- 
nemi rekwizytami przyozdobione były**. Rozszerzono nawet 
zamek przez zakupienie przylegających dwóch placów **). Od- 
tąd długo i dużo pracowano nad przyozdobieniem siedziby 
króla i sejmu. Robotami kierowali budowniczowie Fontana 
i Merlini; Rubicki urządza ogród zamkowy (od Wisły) na 
sklepieniach, pod któremi do dziś dnia mieszczą się stajnie. 

Komisya Skarbowa zakupiła od biskupa Krasińskiego 
i od d. 1 stycznia 17ó6 r. w posiadanie objęła paląc tak 
zwany „Krasiński", który odtąd zwał się pałacem Rzeczypo- 
spolitej i stał się siedliskiem całego prawie rządu krajowego; 
mieściły się w nim bowiem Komisye Skarbowa i Wojskowa, 
jurysdykcya marszałkowska (później Komisya Policyi), sądy 
Asesorskie, a z czasem niektóre departamenty Rady Nie- 
ustającej i Komisya Edukac^-jna z kancelaryą i kasyerem 
swoim generalnym, kapitanem Lelewelem, ojcem znakomitego 
badacza dziejów, Joachima. Z rozkazu Komisyi Skarbowej 
i podług zatwierdzonych przez nią abrysów, ogrodnik Chry- 
styan Knakfus już w r. 1766 zajął się „zasadzeniem i wy- 



•) Pr. Ekon. A 1, str. 41, 42; Ą 12, str. 856; Rachunki Sej- 
mowe księgi Nr. 88, dział IX percepty p. t.: „z mostu i przewozu" oraz 
XIII expensy p. t.: Na repcracyę mostu etc; księga Nr. 91, dział VII per- 
cepty p. t.: Przewóz pod Warszawą i XI\' ekspcnsy p. t.: , Prze wóz, tamy 
i drogi publiczne. Vol. Leg. VIII, fol. 205 (str. 125). 

**) Rafałowiczowskicgo i Rowennowskiego. Vol. Leg. VII, fol. 102, 
str. 52. 



363 

porządzeniem ogrodu", który istnieje do dziś dnia pod nazwą 
ogrodu Krasińskich. Knakfusowi dano kontrakt na trzy lata 
i zapiatę w kwocie 14.000 ^^ .,j^ 

tj-nfów (17.733 zip. gr. 10.) JH /S 

Do ogrodu przytykały dwór- 

ki od ulicy Ś-to Jerskiej, na All^^n ' M 

placu pałacowym budowane "■"'' — ^* 

i czynsz do skarbu opłacają- 
ce; lecz murgrabia pilnował, 
aby ztamtąd nie wyrzucano 
śmieci, ani wybijano furtek 
bez oddzielnego zezwolenia. 
Zresztą ogród oddany byt do 
użytku publicznego; w roku 
1769 wziął go w dzierżawę 
niejaki Miller, w 1778 niejaki 
Szum utrzymywał w nim krę- 
gielnią, przy której na gale- 
ryi grywała kapela*); potem 
cukiernik Wiadrowski rozbijał 
w nim namiot ozdobny za 
pewną opłatą do kasj' skar- 
bowej. 

Pałac Saski pozostał w po- 
siadaniu rodziny dawnej kró- 
lewskiej: mieszkał w nim re- 
zydent saski (Essen), konsy- 
stowal oddział żołnierzy sa 
skicli, ale ogród oddany byl 
na użytek publiczny. 

W pałacu Kazimterowskim 
Stanisław August osadził nowo założona szkolę Rycerską czyli 
korpus Kadetów. Zaloż>'ł też nową Jurydykę Aleksandryc. 



^■' 



•) Pr. Ekon. A/2, 
420: .V30, Btr. 65'ł. 



F sqq., str. 2'ł3: .\,7, sir. 19ft; A 15, sir. 



364 

Na tern podobno zatrzymał się wzrost Warszawy z okresu 
pierwszego. Zaburzenia krajowe odbiły się na losacłi stolicy: 
w r. 1770 „widać było po smutnycli pałacacłi opuszczonycłi 
przez magnatów, dziedzińce zarosłe trawą" *). 

Zdaje się, że miasto zaczęło się rozrastać, bogacić, w ró- 
żne dogodności zaopatrywać w czasie pierwszego rozbioru. 
Dla kraju całego była to, jak wiemy, epoka fatalna pod ka- 
żdym względem; ale mieszczanie i kupcy warszawscy mieli 
niezwykłe zarobki skutkiem długiego, przeszło dwuletniego 
sejmowania, konsystencyi wojsk rosyjskicli i pruskicłi w zna- 
cznych oddziałacłi, tudzież owycli orgij łiulaszczych, w któ- 
rych aktorowie strasznego dramatu starali się tłumić głosy 
sumienia i przeczucia sądu potomnycłi pokoleń. Delegacya 
poruszała, oprócz układów i urządzeń politycznycłi, mnóstwo 
spraw prywatnycłi, pienięźnycłi, a przez nie ściągała wiele 
szlachty z prowincyi. Warszawa w r. 1774, według relacyi 
przejeżdżającego podówczas cudzoziemca, nie odbijała wcale 
na swej powierzchowności klęsk krajowych: tańczono w niej, 
śpiewano **), a przedewszystkiem grywano w karty zapamię- 
tale. Ambasadorowie dworów rozbiorczych utrzymywali otwarte 
i świetne domy, zjeżdżali się cudzoziemcy, artyści, rzemieśl- 
nicy, producenci, zbytkownych wymysłów, awanturnicy wszel- 
kiego rodzaju; wykwintne pojazdy toczyły się nieustannie po 
ulicach błotnistych. 

Bo czyż można inaczej wytłomaczyć fakt nagłego po- 
dwojenia się ludności? Już w r. 1776 Sułkowski, marszałek 
Rady Nieustającej, a zarazem dzierżawca czopowego, przy- 
znaje wbrew własnemu interesowi, że liczba mieszkańców 
w Warszawie wynosi około 60.000 dusz, gdy na początku 
panowania Stanisława Augusta było, jak wiemy, tylko 30.000. 



*) Magier: Estetyka in. Warszawy a. 16. 

**) List pani Gcoffrin z dnia 11/11 1774 w ^Corrcspondance 
inedita de Stanislas Augustę et de Mmc Geoflrin ed. Mouy 1875 roku,* 
sir. 477. 



Przejeżdżający w r. 1779 Bernouilli mówi wyraźnie, że „od 
niedawna Warszawa zmieniła się do niepoznania" . Opis mia- 




Pałao BrOhlowskl, r762. 



sta, wydany przez Erndtta, przybocznego lekarza Augusta II, 
już nie wystarcza! wtedy i księgarz Griill wydał nowy plan, 




Blbtlołeka Znluakloh, 1762. 



r>'sowany przez majora Hennequin. Znajdujemy też 47 pała- 
ców, a w te) liczbie są widocznie nowe na ulicach: Króle- 



366 

wskiej, Bielańskiej, Przechodniej, Rymarskiej, Nowy Świat '). 
W r, 177S Coxe opisuje nam już pałace X. Michała Ponia- 
towskiego w Warszawie i Jabłonnej, oraz Powązki Czarto- 




Palao GozdiklBgo, 1762. 



ryskich. Warszawa robi na podróżniku angielskim wrażenie 
wielkiego, ale nieuporządkowanego miasta, ulice są prze- 




Palio Radziwlłlowikl, 1762. 



stronne, ale źle brukowane, kościoły i gmachy publiczne 
obszerne i wspaniałe, pałace arystokracyi liczne i świetne. 



") Przy Dyarj-uszu z roku 1776 są adresy wszystkich posłów 
sejmowych i senatorów (p. t.: Series ministrów, senatorów i posłów etc); 
wybieramy zlqd u-szystkie domy oznaczone nazwą pałaców: I na Kraków- 



367 

ale największa część domów, szczególnie na przedmieściach^ 
są to licho zbudowane chaty". 

4 Odtąd z każdym rokiem Warszawa budowała sie i po- 
rządkowała coraz energiczniej, wzrastała przemysłem i han- 
dlem, nęciła przyjezdnych dogodnościami. Dawniej szlachcic 
musiał szukać pomieszkania u kogoś ze znajomych lub wy- 
najmować mieszkanie w jakimś dworku prywatnym, w ka- 
mienicy mieszczanina, w oficynie pałacowej z łaski jakiegoś- 
murgrabiego, u księży w jakim klasztorze i t. p. Zjeżdżający 
na sejm posłowie otrzymywali mieszkania z dyspozycyi mar- 
szałka w. kor. w pałacach lub domach prywatnych. Ordynat 
Sułkowski zbudował pierwszy dom zajezdny, zwany Rydzy- 
nem przy ulicy Trembackiej pod Nr. 634 zapewne około r. 
1776; w r. 1780 dom ten spalił się, a wtedy otwarto ulicę^ 



skjem Przedmieściu: 1) Czartoryskich; 2) Lubomirskich, zkądinąd wiemy, że 
tu był też 3) pałac Radzi wiłowski, odnowiony kosztem dworów rozbioro- 
wych na posiedzenia Dclegacyi 1773 roku 4) Panien Wizytek; II na Sena- 
torskiej: 5) Małachowskich; 6) Prymasowski; 7) biskupów krakowskich;. 
8) Błękitny Drohojewskiego (Grabowskiej?); 9) jenerała Soltenhof; III na 
Miodowej: 10) Antoniego Sułkowskiego; 11) Młodziejowskiego biskupa po- 
znańskiego; 12) Borcha; 13) Zyberga; 14) Czartoryskiej kanclerzynej w. lit.;. 
15) podczaszego w. lit.; IV naPodwalu: 16) Branickiej kasztelanowej kra- 
kowskiej; V na Zakroczymskiej: 17) Alex. Sapiehy; 18) Gurowskiego; VI na 
Bielańskiej: 19) Rocha Kossowskiego; 20) M. Ogińskiego; 21) Bazylego 
Walickiego; VII na Rymarskiej: 22) Potockiego; V^III na Przechodniej; 23) Ra- 
dziwiłła; IX na Długiej: 24) Myciclskicgo starosty lubatowskicgo; 25) Lelewela^ 
X na Żabiej: 26) Bielińskiego; XI na Królewskiej: 27) Bielińskiego starosty 
czerskiego; XII na Danielewiczowskiej: 28) Jezierskiego kasztelana łukowskie- 
go; X1U na Nowym Świecie: 29) Xawerego Branickiego; 30) Sanguszki; XIV na 
Wierzbowej (czyli Wierzbowskiej): 30 Ponińskiego (Briihlowski); XV na 
Lesznie: 32) Dzierzbickich; XVI na Franciszkańskiej: 33) Małachowskiego- 
starosty oświęcimskiego; XVI na Czarnej: 34) Kauszla; XVII na Zielonej: 
35) biskupa kijowskiego; XVIII na Alcksandryi: 36) podkomorzego lubelskie- 
go (Dłuskiego?); Miejsca niepewnego: 37) Dembowskich; 38) Dembińskiego; 
39; Ossolińskich; 40) Szeptyckich; 41) Superintendenta de Tylli; 42) Szy- 
manowskich; 43) Sołłohuba; 44) Hylzena; 45) Platerów; 46) Metropoli- 
tański; 47) Pod Gwiazdą zapewne na Senatorskiej; 48) Szaniawskich. 



Nowo-Senatorską, ale przykład poskutkował. W ciągu lat 
kilku powstają hotele: Niemiecki w Mary\vilu, Klopockie (na 



te^Lit:f*]It^:L..Ji 




iM 



iCS^g 



Palae We»ra, 1762. 



Bielańskiej), Wareckie na tejże ulicy zapewne, nareszcie 
w epoce sejmu czteroletniego najwykwintniejszy Pollera „Pod 




iTiiiffUiMfiin 'II II aiiii^^niM^ 



Collegium Noblllum Plnrćw, 1762. 



Białym Orłem" w gmachu, zbudowanym przez Szulca na 'H')- . 
maćkiem*), W tym też okresie stanął podług planów Fontany'', 



*) Magier: Estetyka m. WarsMwj- n, 23, I; Schullz: Reise^cina J 
Liediiiiders. 




I (■ 



rT 



»'^*--v- l.\ .■•. ■ 



fe-.-' 



r^ 






K 



4 



' 



fM •: 






"\ 



*•• 



[?'& 






s, 

Ł 






'I 







olbrzymi szpital „Generalny Warsza'.vski" (Dzieciątka Jezus) 
wiekopomne dzieło miłości bliźniego, jaką przejęty był X. 




PaUo Hnlizoha, 1762. 

Baiidoin, oraz hojnego miłosierdzia ludności stolicy. W.okre- 
sie sejmu czteroletniego Warszawa posiadała 1 1 szpitali z do- 
chodem stałym 264.157 zip, na rok"). 



yiŁj., 



nSa 



■■.ML'"^^^^ 



iininininimnininininininnuL 

iiininininin lan inininininiii 



'^-'■^-*^^"-— 'iinffifrilifff^ 

';^Pałao biskupa krakowskiego, 1762. 

Już okoio roku 1771 ukazały się lektyki, ale podobno 
nie wielu miaty zwolenników, bo nosiciele bywali nie trzeź- 



•) Sipilalc te są: 1 ) Ś. Ducha przy Paulinach; 2"l Ś. Łazarza; 3) Ś, 
Ducha pod imieniem PP. .Marcin Iwnek; 4; Ś. Jana przy koicpiacic; 5) Św. 
Bennona; 6) Panny Man-i; 7) IJonifrnlriitt'; R) Ś. Rocha; C, ś. Kazimierza; 
10,1 Ś. Krzyia; 11) Dzieciątka Jezus; iRclacya Deputowanych do rewizyi 
Komisyi Policyi 1793 r. str. 40. 

Wgwnftnne illicjl Polski Karznns. — T. II. U 



370 

wi. W r, 1779 prócz tych lektyk powozy do wynajęcia ła- 
dne i fiakry bardzo nędzne. Ale w r. 1784 zawiązało się 
towarzystwo, czyli kompania, czyli entrepryza fiakrów, zło- 
żona w większej części z fryzyerów, majętniejszych. Wtedy 




Pałao J. KI. Branioklego, 1762. 

urządzono kilka stacyi (przy Zygmuncie, przy Ś. Jędrzeju, 
na rogu Elektoralnej i t. d.); pisarz, w sklepie jakimś lub 
w oddzielnej budce zasiadający, dawa) blaszkę z numerem 
i zapisywał godzinę odjazdu; kurs jazdy kosztował złoty, 




Pelac Prymatowski, 1762. 



godzina 2 złp.; na odległych ulicach były umieszczone żółte 
napisy na ceracie: ,Tu kurs skończony" ') MarszfUek w, k. 



D. P. 16, 9tr. 242. 



1 Liskego, str. 241, 242. 



371 

zalecał w swojej ,ordynacyi", że kareta ma być piękna, la- 
kierowana, trj^ą lub suknem wybita, „konie sprzęgle, jednej 
maści, w dobrem ciele, szory z mosiędzem wychędożone, 
a stangret porządnie i czysto ubrany, trzeźwy, pilny i jeździć 




PbUo Wielopolskich. 1762. 

timiejący". W zimie dorożkarze mieli też numery na tylnej 
stramicy .sanek. Przepisy te byty zapewne dokładnie wyko- 
nywane, albowiem podróżnicy z epoki sejmu czteroletniego 
mówią z wielkiemi pochwałami o dorożkach warszawskich *). 




PalBO Czartoryskich, 1762. 



Około roku 1775, ukazały się pierwsze cukiernie, za- 
łożone przez Szwajcarów, czyli Gryzonów, mianowicie: Ro- 



*) Ordynacya względem triy mających karety dzienne z dnia 12 
kwietnia 1788 przy Dz. Hnndl,; marszałkowie wydawali podobne ordyna- 
«ye w latach 1767, 1781, 1783, 1788 i 1792 (patrz Dz. Handl. 1792), 



372 

by na Krakowskiem Przedmieściu przy Karmelitach i Mini 
na ulicy Freta; potem przybywały nowe: Salvetti, Castelmuri 

i t. d. ■). 

Jeszcze w r. 1779 Bernouilli widział wieie ulic niebru- 
kowanych, ale przy rogatkach wymagano od każdego chłopa, 
aby tytułem myta przywiózł jeden kamień lub zaplacit 6 gro- 
szy na bruki. Nie było te2 miasto oświetlonem i przed ka- 
retami pańskiemi zwykle biegli laufrowie z pochodniami. Ale 
od r. 1785 wprowadzono latarnie uliczne, które palić obo- 
wiązani byli właściciele domów **). 

W r. 1779 Ryx, kamerdyner królewski, starosta Piase- 
czyński wydzierżawił plac od Komisyi Skarbowej i zabrał się 




Pałao Bielińskiego, 1762, 

do budowania „teatru m". Gmach ten, od dawna już opu- 
szczony przez Melpomenę i Talię, istniał niedawno jeszcze 
(1890) na placu Krasińskich, (ob. widok na str. 362), między 
Ś-to Jerską i Długą; fasada nie wyróżnia się prawie z pomię- 
dzy otaczających go kamienic i nie odpowiada z powierz- 
chowności dzisiejszym wymaganiom budownictwa teatralnego, 
Ale w owym czasie zadawalniał najwybredniejszych cudzo- 
ziemców: sala była obszerna i wysoka, mieściła trzy piętra 



1 Liskego: 216; Magi< 



373 

lóż i paradyz; loże były upstrzone firankami i lusterkami. Za 
lożę przy scenie Bułhakow płacił 40 dukatów (720 złp.) na 
miesiąc. „Co mówisz na taką cenę? pisał ambasador rosyjski 
S i e V e r s do swojej córki. Wszędzie indziej można mieć 
piękny dom za te pieniądze". Zresztą znajdował, że muzyka 
była dość dobra, pierwszy śpiewak i primadonna śpiewali 
Jako tako". Od czasu założenia teatru zapewne weszło w zwy- 
czaj zabawiać zapraszane towarzystwo śpiewem; ale panny 
owoczesne nie śpiewały, przynajmniej przy gościacłi: trzeba 
było wziąć Włocłia *). 

Te wszystkie dogodności i przyjemności zwabiały do 
miasta wieśniaków; wielu panów zamieszkało stale, ściąga- 
jąc z miast zagranicznycłi; przyb>^'ało też dużo cudzoziem- 
ców, zwabionycłi łatwością zarobkowania — stanowili oni po- 
dobno aż trzecią część ludności miejskiej, jeśli się na do- 
myślnej rachubie opierać można. W okresie trzecim War- 
szawa niewątpliwie jest już miastem wielkiem, pięknem, 
i w rzędzie stolic europejskich podziwianem. Czteroletni po- 
byt sejmu przyczynił się nadzwyczajnie do uświetnienia jej. 
Ludność zdwoiła się w stosunku do roku 1776, czyli doszła 
do poczwórnej cyfry w stosunku do r. 1764 — w ciągu ćwierci 
-wieku. Powstało dużo nowych ulic, stanęło przeszło 2.000 
nowych domów. „Niech każdy zobaczy, co JP. Szulc bankier 
z topielisk Wolskich uczynił i jakie budowle wspaniałe na 
gruncie szlacheckim wystawił, gdzie przedtem nikczemne 
tylko i smrodliwem żydowstwem napełnione stały chałupy; 
-wieleż ten mąż czynny swoim kosztem wybił kanałów! Wie- 
leżto dróg błotnistych podniósł! Wieleżto ulic przedtem nie- 
przebytych wybrukował!" **). Pobudował podobno 60 domów, 
a najw5rtworniej urządził Tłomackie, jakeśmy już wyżej wspo- 



*) Pr. Ekon. A/16, str. 162. Magier: 2; Pamiętniki ^Sieversa 
w Pana. z XVIII wieku Żupańskiego V, 37. 

**) Barss: Bezstronne Uwagi nad mową J. W. Jezierskiego ka- 
sztelana łukowskiego (broszura), str. 37. 



&..-#i 



374 

minali. Jezierski, kasztelan łukowski wybrukował ulicę Be- 
dnarską, i budował tam swoje domy. Stanęły już podług ry- 
sunków Fontany kościół i klasztor Bonifratrów. Były na 
ukończeniu Łazienki, wydobyte z błotnistej doliny (budowni- 
czy Merlini), tudzież pałac Ujazdowski. Liczba pałaców 
w mieście urosła do 80 *), prócz 20 tu wielkicłi domów. 
W okolicacli mnożą się ładne pałacyki letnie: Mokotów, Fa- 
wory, willa Cłireptowicza pod Bielanami, hr. Tomatysa Włoclia, 
który trudnił się grą w karty i na pensyę Ponińskiego kładł 
areszt w skarbie, kręcił się przy Stackelbergu, a miał piękną 
żonę ex-aktorkę. W tycłi pałacykacłi i willacłi Scłiultz widział 
kunsztowne ogrody, altany, groty i t. p. Przyjezdny mógł w mie- 
ście znaleźć najrozmaitsze apartamenty do wynajęcia, nawet 
z wytwornem umeblowaniem za cenę zwyż 100 dukatów na mie- 
siąc. Jednakże przejeżdżając przez Nowy Świat do Łazienek, 
trzeba było mijać same prawie drewniane domki i parkany **). 
Domów drewnianych było dużo, ale, jak słusznie zauważył 
pewien Niemiec, te nie oznaczają w Polsce ubóstwa: „gdy 
wcłiodzimy do domu mieszczanina lub rzemieślnika, to się 
znajdzie częstokroć urządzenie tak wygodne i o takim świad- 
czące dobrobycie, jakiego nie napotykamy w niejednej ka- 
mienicy stolic niemieckicłi". Były przecież i nędzne cłiałupy 
słomą kryte, baraki z samych desek zbite, w dziwnym kon- 
traście stojące obok wysokiego pałacu; płoty łatane obok krat 
żelaznych magnackiego podwórza. Ten kontrast uderzał 



*) Do wyliczonych wyżej przybyły na Krakowskiem Przedmieściu: 
Ogińskiego, Czapskiego, Poniatowskiego Stanisława; na Aleksandryi: Kara- 
sia, Gozdzkiej, Dłuskiego; na Nowem Mieście: Branickiego, Załuskiego, Suł- 
kowskich, Nuncyusza; na Mazowieckiej: Krasińskich; na Królewskiej: Mała- 
chowskich, Ostrowskich; na Senatorskiej: Zamoyskich, Jabłonowskich, Po- 
tockich, Pociejowski, Czartoryskich, Blanka, Ogińskich; na Miodowej: Mni- 
szcha, Branickiego. 

**) Dawny szambelan Stanisława Augusta pisze w roku 1826: 
jjJak Nowy Świat teraz jest śliczny. Gdyby to nasz mądry Staś widział!* 
Magier: str. 12. 



375 

wszystkich cudzoziemców, którzy Warszawę opisywali, a inne 
miasta widywali: „Może w żadnej stolicy europejskiej, prócz 
Petersburga i Neapolu, niema tak ostrej i wyraźnej granicy po- 
między mieszkańcami, jak w Warszawie: bogactwo i ubóstwo 
pałac i chałupa, oto czem się odróżniają dwie główne 
warstwy** *). 

Rzeczywistość była od pozoru łagodniejsza. Nie w pała- 
cach przecie mieszkali rzemieślnicy i mieszczanie, a tymcza- 
sem znajdujemy i spostrzeżenia ogólne, i fakta szczegółowe, 
świadczące o zamożności ich **). 

O ratuszu m. Starej Warszawy poweźmiemy wyobraże- 
nie z dziennika delegatów kamienieckich. 

30 listopada JW. Mniszech, marsz. w. k. z kilką panami 
orderowymi zasiadał na taksie, która była na Ratuszu w izbie 
prezydenckiej, bardzo pięknej, ozdobionej portretami N. Pana 
i niektórych senatorów. Malowana. Dwa pająki szklanne z świe- 
cami woskowemi białemi kosztowne; stół suknem karmazy- 
nowem okryty; krzeseł kilkanaście pięknych; figura Chrystusa 
Pana w wielkiej Pasyi ukrzyżowanego; zegar bijący; jeden 
stolik na boku mały dla pisarza, drugi opodal dla instygatora. 
Warta miejska 30 tu żołnierzy pięknych w mundurach szafi- 
rowych, z obszlagami czarnemi, kamizelką i pludrami żółtemi; 
pachołków kilkunastu. U prezydenta szyldwach stoi; na Ra- 
tuszu kilku. Instygator piękny, strojny i poważny; każda rzecz 
w swoim porządku; krucyfiks stołowy osobny; sam corpus 
suto wyzłacany; gdzie prezydent zasiada, kałamarz do papie- 
rów drewniany kosztowny. Izba wójtowska dość piękna, me- 
blowana ze stołem i taboretami; figura Chrystusa Pana, ubi- 



*) Schultz: Reise eines Lieflanders II, 117, oraz I, 86. Hol s che: 
II, 359. Hubę: w Przewodniku Naukowym i liter, do Gaz. Lwów. 1876, 
str. 914. 

**) np. Bi ester u Liskego 280, patrz testament szewca Kilińskiego 
przy jego Pamiętnikach. 



czowanego u słupa; posąg sprawiedliwości z mieczem, 
i welonem na twarzy *). 




Jakkolwiekby się zresztą wydała naszemu oku powierz- 
chowność Warszawy, pewną jest, że dla owoczesnych Pola- 



ków i cudzoziemców było to miasto niepospolicie piękne 
i ożywione. Jeśli szlachcic wieśniak przyjeżdżał tu po raz 




Jan Dekert. 

u w kościele Ś. Jana w Warsiiwie, fologral. SI- Bogucki) 



pierwszy, to już dostawał zamętu w głowie, a nadziwowat 
się i nagapit do s^ia. „Miasto wielkie, zastępujące brzegi 



378 

Wisły, jakby jaki las; czerwone dachy, kominy na domach 
wysokie równo z kościołami; ludzi nie widać boso; nikt 
wzroku nie spuszcza na ziemię; każdy z miną wesołą, ubrany 
jak u nas w niedzielę. Tłum snującego się ludu i przejeżdża- 
jących karet robił mi ustawicznie ciekawością roztargnienie *). 
Na rynkach tłok; koło Św. Krzyża zrana w święto ani prze- 
jechać, ani przejść nie można" **). Ale i cudzoziemcy piszą: 
„Zdumiewać się można nad mnogością pałaców gustownie 
i wspaniale wybudowanych... są one wielkie, trwałe i piękne^ 
wnętrze zupełnie odpowiada powierzchowności ich: ogrody 
ozdoby sal i pokojów, umeblowanie, zbiory obrazów, r^^cirk 
i t. d. świadczą o bogactwie i zamiłowaniu sztuki ich wła- 
ścicieli... Najpiękniejsze gmachy są nowe... te nowe pałace,, 
klasztory, kościoły są wystawione w najlepszym i najszlache- 
tniejszym stylu"! „W żadnem mieście europejskiem nie ujrzysz, 
tyle powozów w ruchu; w dniu, kiedy jest posiedzenie sejmu^ 
albo bal, naliczysz ich więcej w ciągu jednego dnia. niż. 
w Berlinie we cztery tygodnie". „Co do przepychu i wygody 
życia, chyba tylko Wiedeń może się równać z Warszawą" ***),. 
Skarżono się tylko powszechnie na drożyznę. 

Oglądając się na ogół zebranych w niniejszem para- 
grafie rysów, przychodzimy do wniosku, że wszystkie miasta 
znaczniejsze, które z warunków ekonomicznych mogły brać 
udział w ruchu handlowym i przemysłowym, wzrastały w lu- 
dność i zamożność w okresach drugim i trzecim, a cudowna 
metamorfoza Warszawy jest uderzającym i niezbitym dowo- 



*) Jarosz Kutasiński (ks. Jezierski): Uwagi nad stanem nic- 
szlacheckim w Polsce 1790, str. 37. 

•*) ,,Okno otworzywszy w izbie, fetorek salcesonów albo zdech- 
łych ryb do izby ciśnie się*, mówi żądający nowych porządków miejskich 
autor broszurki p. t: Myśli patrzącego przez okno na ulicę w War- - 
sza wie 1791 roku. 

*♦*) Polen zur Zeit der zwey letzten Theilungen I, 223 — 224-^ - 
Schultz: Reise eines Lieflandcrs I, 126. Bi ester u Liskego: Cudzoziemc}!^^ 
w Polsce, str. 280. 



379 

dem rozwoju, ruchu, postępu w społeczeństwie, któr}' uwy- 
datni się oczom naszym jeszcze w^Taźniej, skoro zechcemy 
sobie przypomnieć ową nieruchomość, ów zastój, ów krańco- 
wy konserwatyzm, jaki stanowi! charakterystykę poprzedza- 
jącego epokę Stanisławowską stulecia. 

52. Lepszym tedy, niż kiedykolwiek w ciągu XVII 
i X\1II wieku, był stan miast; swobodnie już poruszali się 
mieszczanie, pozbywała się uprzedzeń zadawnionych szlachta, 
lubo w prawodawstwie sprawa miejska nie uczyniła żadnych 
postępów, kiedy się rozpoczął sejm czteroletni. 

Hasło reformy państwowej, wymówione w izbie, rozle- 
gające się po Warszawie, z niepospolitą siłą rozumowania 
i stylu wyrażone w druku przez Kołłątaja *), dało pochop 
mieszczanom do upomnienia się o podeptane prawa swoje, 
oraz o nowe instytucye, któreby ich potrzebom i wymogom 
sprostały. Inicyatywy, podobno za tajemną radą X. Hugona 
Kołłątaja, podjął się Jan Dekert, prezydent m. Starej War- 
szawy, którego nazwisko napotykaliśmy w wielkich przed- 
siębiorstwach skarbowych (np. w spółce tabacznej z Blan- 
kiem i Rafałowiczem a którego portrety wyobrażają w aksa- 
mitach i koronkach. Na jego wezwanie zjechało do stolicy 
269 deputowanych od 141 miast królewskich z Korony i Li- 
twy i podpisali na Ratuszu miejskim „Akt zjednoczenia miast** 
w dniu 24 listopada 1789 r. „My obywatele miast koron- 
nych i W. X. Litt., mówią oni na wstępie, aktowi niniejszemu 
przytomni, imieniem naszem i całej powszechności miasta 



•) Listy A nony ma do St. Małachowskiego etc. część III, 1788,. 
Warszawa. Gro 11 r.a str. 200 i 201 czytamy: „Tylko dwa stany, to jest: 
dziedzice ziemscy i miejscy składać u nas powinni majestat rządu. Izba 
miejska niech się nazywa Izbą Niższą, Izba ziemska Wyższą; obie zaś^ 
stanowić powinny sejm trwały". Bojaźliwsze są propozycye dzieła p. t.: 
Myśli polityczne dla Polski (1789. Warszawa, w drukarni Wolnej),, 
które było podobno wydane z natchnienia Stanisława Augusta i zawierało 
program jego owoczesny (X. Kalinka: Sejm czteroletni 1880 I, str. 312). 
1 tu wszakże czytamy, że „miasta powinny reprezentantów i ziemie posia- 
dać", to jest: mieć prawo kupowania dóbr ziemskich (str. 91, 96). 




380 

które nas do tej stolicy Królestwa Polskiego wysłały z zu- 
pełną mocą łączenia wspólnycli starań o zjednanie u Najjaś. 
Króla IMci, Pana naszego Miłościwego i u Najjaś. Stanów 
Rzpltej tycti względów, któreby stan nasz do tego stopnia 
pomyślności przyprowadzić mogły, w jakimbyśmy tak dziel- 
nie do pomnożenia sił, potęgi i wzmocnienia tej kocłianej oj- 
czyzny naszej przyczyniać się mogli, jak sobie tego najtro- 
skliwiej życzymy... Rozważywszy prawa tak szczególne miast, 
jakoteż ogólne cklemu stanowi naszemu miejskiemu służące, 
zostaliśmy przekonanymi, jak względnym w czasie najw>'ż- 
szego potęgi swojej stopnia był rząd krajowy na los stanu 
miejskiego i jak obszerne za to z dostatków tegoż czerpał 
pomoce, a porównanie dawnego czasu z późniejszym dało 
nam poznać, iż w tej samej gradacyi, w jakiej siły narodu 
wątleć, w takiej nam służące prawa i zaszczyty słabieć za- 
częły. W dzisiejszym tedy czasie pragnąc, aby te, które do- 
tąd w spokojnem używaniu dzierżymy, jako i te, które siła 
oddzielnych jurysdykcyi przytłumiła, a z czasem w niepa- 
mięć podała, w nowym rządu przyszłego układzie na nowo 
odżywionemi zostały; przedsięwzięliśmy zjednoczyć umysły 
nasze w celu wzajemnej pomocy tak, iż jednego miasta in- 
teres publiczny powinien być odtąd interesem wszystkicłi 
miast tak koronny cłi, jako i W. X. Litt." A ponieważ w tym 
czasie właśnie rozwijała się już rewolucya francuzka, w któ 
rej stan „trzeci" górującą zaczynał grać rolę, przeto mieszcza- 
nie polscy pośpieszają uspokoić obawy sejmu takiemi słowy: 
„oświadczamy przed Bogiem, skrytości serc ludzkicti przeni — 
kającym i całym światem, iż dla Najjaś. Króla Imci Stani — 
sława Augusta, łaskawie nam panującego, i dla Najaś. Sta — 
nów Rzpltej nieskażoną wierność i poszanowanie zacłiowujte:- 
my i na zawsze zacłiować pragniemy, że żadnego takiego 
kroku przedsiębrać nie cłicemy, któryby spokojność wewnę- 
trzną w czemkolwiek naruszał... a ręce i majątki nasze na 
obronę ojczyzny i jej całość z szczerą ofiarujemy cłięcią* *). 



^) Zbiór praw, dowodów i uwag etc. na początku. 



381 

Deputowani ci, z Dekertem na czele, w czarnych su- 
kniach, ze szpadami u boku, karetami, których było z górą 
50, przyjechali na zamek d. 2 grudnia o godzinie 9-ej zrana 
dla wręczenia królowi memoryału, ozdobnie wykrukowanego 
(„barwianego**). Król przechodził koło nich do sali sejmowej. 

Idąc zaś i podając rękę do pocałowania, zawołał prezy- 
denta do siebie, mówiąc: „Mości panie Dekert, podaj Waść 
Pan wszystkich delegowanych, jak się zowią i których miast" — 
Odpowiedział prezydent: „Są wszyscy, N. Panie, podpisani na 
memoryale, każdy z imienia i miejsca swego". Ruszywszy 
z zamku pojechali wszyscy tąż samą paradą przez Senatorską 
ulicę do JW. Małachowskiego marszałka. Ztamtąd do Xcia 
Sapiehy konf. litt. marszałka. I dla nich mieli przygotowane 
egzemplarze barwiane. Ze zwyczajnymi zaś udali się do pa- 
łacu zwanego Krasińskich, gdzie się sądzą sądy asesorskie, 
do Małachowskiego kancl. w. k., który pod tę porę nie był 
u siebie, ale na sądach i tam... temuż, siedzącemu przy sto- 
liku oddał szl. Dekert p. S. W. memoryał. Kanclerz odpo- 
wiedział te słowa: „Kiedy N. Pan łaskaw jest na miasta i na 
delegatów z tych, za cóż kanclerz ma odmówić W. Panom 
swoją łatwość, który to czyni, co N. Pan pragnie; upewniam, 
^ im będę asystował tak, jak najmocniej będę mógł". Na 
ostatku byli jeszcze u podkanclerzego *). 



*) Delegacya m. Kamieńca w Bibl. W ars z. 1886 I, str. 16. To 
urzędowe sprawozdanie szlachetnych Ignacego Deprekalewicza i Jana Sza- 
hina magistratowi swemu usuwa stanowczo błędną opowieść Kitowi cza 
o posłuchaniu w izbie sejmowej i odczytaniu memoryału przed Stanami 
przez samego Dekerta, powtórzoną przez Juliana Bartoszewicza (w En- 
cyklopedyi Orgelbranda większej: , Dekert*) oraz przez J. I. Kraszew- 
skiego (Polska w trzech rozbiorach II, 200), a słusznie zakwcstyonowaną 
przez X. Kalinkę (Sejm czteroletni. Kraków 1880 f, 507). Ku mocniejsze- 
mu stwierdzeniu istoty faktu powołamy się jeszcze na korespondencye z d. 
9/ XII o wizycie mieszczan u marszałka Sapiehy i z dnia 23/ XI I o odezwa- 
niu się xięcia Adama Czartoryskiego: „Jako poseł nie wiem, czyli jest jaki 
memoryał m. Krakowa, lub Warszawy, bo żadnego w tej izbie czytanego 
nie słyszałem*. (W Bibl. Uniw. Wars z. manuskrypt nr. 674). Przed 2 



382 

Jedno miasto Kraków oddzielało się od wszystkich i do- 
ręczyło memoryał "swój kanclerzowi za pośrednictwem pleni- 
potenta swego Gepperta. 

Zjazd liczny w Warszawie, uczta w ratuszu i illumina- 
cya, „czarna procesya mieszczańska", wzmianka o zagranicz- 
nycli (francuzkich) rozruchach i „o prawie natury" umiesz- 
czona w memoryale — wszystko to drażniło ludzi staro-szla- 
checkiego sposobu myślenia, a nawet budziło w nich obawy 
i podejrzenia. Ale większość sejmowa innym już była oży- 
wiona duchem. Dnia 15 grudnia, gdy sekretarz sejmowy 
odczytał projekt podatkowy co do miasta Warszawy, Ku- 
fo 1 i c k i, poseł inflancki, zabrawszy głos, przekładał nierząd 
dawny, upadek miast, potrzebę dźwigania ich z gruzów, przej- 
ście mieszczan na łono ojczyzny, uczynienie dla nich spra- 
wiedliwości wiekami oczekiwanej; popierając żądania me mo- 
ry ału Dekertowskiego, mówił, iż „wolność i chęć służenia 
ojczyźnie nie jest to monopolium żadne, ale istotne całego 
ogółu dobro". Z opozycyą wystąpili dwaj senatorowie: wste- 
cznik ograniczony Zieliński, kasztelan biecki i... znany 
już chlubnie na polu przemysłowem Jezierski, kasztelan 
łukowski. Pierwszy naganiał śmiało postępek Dekerta, że 
ten „ważył się mimo wiedzy pieczętarzów... listy okólne po 
miastach rozpisać, tymi kilkudziesiąt mieszczan do Warszawy 



grudnia delegaci kamienieccy w interesach swojego miasta przedstawiali się 
królowi już dnia 23 listopada w sali ,o 32 słupach*. Wtedy „X. Pan tyl- 
ko spojrzał na nas i poszedł gankami do izby senatorskiej*. Wszyscy zaś 
delegowani miast znajdowali się dnia 25 listopada w rocznicę koronacyi na 
pokojach królewskich, wśród wielkiego natłoku senatorów, ministrów i woj- 
skowych. Stali uszykowani wie dwa szeregi w jednakowych czarnych „mun- 
durach" ku podziwowi panów i dostojników. „Wychodzi N. Pan; trzech 
marszałków uprzedziło go z laskami; dawał nam wszystkim z obu stron 
całować ręce z ukłonem. Nadszedł na nas i, spojrzawszy na Deprekalewi- 
cza i poznawszy go, uśmiechnął się, mówiąc: „Kamieniecki!* On odpowie- 
dział: „Tak jest, N. Panie!* Prosto poszedł król Jmć na mszę. (op. cit 
str. 11\ 



383 

sprowadzić, a potem nadto śmiały memoryał nieprzyzwoicie 
podać". Jezierski również karcił postępek prezydenta, radził, 
aby żądania mieszczan były do kanclerzów przyzwoicie po- 
dane; punktem zasadniczym jego opozycyi było mniemanie, 
iż dla miast potrzeba chleba i rządu wewnętrznego, nie zaś 
nowycłi wolności; żądał więc reform ekonomicznych!, ale nie 
politycznych!. Wywiązała się następnie żywa walka. Su cli o - 
dolski i Walewski popierali tylko prośbę Krakowa, Bu- 
trymowi c z widział niewłaściwość zajmowania się preten- 
syami miast w cłiwili, gdy sejm o przymierzu z Prusami za- 
myśla, „bo gdyby miasta nasze zyskały wolność, lud zagra- 
niczny do Polskiby się cisnął, a toby mogło obrazić sąsia- 
dów naszycłi". Za to Ma tusze wic z usiłował przejednać 
gniewy na Dekerta, wołając, aby do szczęścia ludności, wina 
kilku ludzi nie była tamą, a Gutakowski, poseł orszański 
dowodził konieczności, aby Rzplta wymierzyła miastom spra- 
wiedliwość. Rozprawy ciągnęły się jeszcze przez dwa po- 
siedzenia. Nawet Stanisław Potocki, poseł lubelski, 
brat Ignacego, jeden z najwybitniejszych! ludzi w stronnictwie 
reformy, powiadał, że „nigdy na to nie pozwoli, aby miasta 
miały wchodzić do prawodawstwa polskiego". Ale K u b 1 i c k i 
i Chreptowicz dzielnie się za mieszczanami ujmowali. 
S u c h o r z e w s k i, poseł kaliski, nie dał się jeszcze przekonać, 
bo mówił: „wprawdzie stan szlachecki jest stanem prawo- 
dawczym, ale nie może tylko równą dla każdego wymierzać 
sprawiedliwość, bo dobre mienie stanu miejskiego jest ogól- 
nem dobrem całego narodu; aby mu było najlepiej, radzić na- 
leży, ale go kazić nie przystoi". Zacnie przemówił podkan- 
clerzy G a r n y s z: nie podnosząc, jako pieczętarz, urazy urzę- 
dowej, uspakajał owszem izbę, że „mieszczanie warszawscy 
nie mieli innego celu, jak poprawienie biednego losu swego 
i że ich sama miłość kraju na to sprowadziła miejsce, ale 
nie żadna krnąbrność". Słowa te wywarły dobre wrażenie; 
zaraz też sejm jednomyślną uchwałą z d. 18 grudnia odesłał 
sprawę miejską do oddzielnej deputacyi, którą natychmiast 
wybrał z osób, mieszczanom życzliwych. (Weszli do niej Gu- 



t 



384 

takowski orszański, Mikorski kaliski, Kicki chełmski, Brzo- 
stowski trocki posłowie, a z senatu Felkierzamb, Ożarowski 
i biskup Okęcki, jako prezydujący). Była to decyzya pożą- 
dana i dla mieszczan zupełnie pomyślna *). Przysłuchiwali 
się tym rozprawom delegaci miast, ale tylko z galeryi, jako 
arbitrowie, a pod koniec grudnia rozjechali się do domów, 
„tak dla wyexpensowania się, jako i słabości z smrodliwej 
aury". 

Przed tą deputacyą „do miast naszych królewskich** 
stawali teraz przedstawiciele stanu miejskiego z Korony i Li- 
twy w towarzystwie trzech prawników: Mędrzeckiego, Barssa 
i Grabowskiego. Na każde posiedzenie przynosili oni nowy 
memoryał: 1) zbiór praw, dowodów i uwag, z treści tychże 
wynikających, stanowi miejskiemu ex juribus municipalibus 
służących z wyszczególnieniem tych traktatów, konstytucyj, 
dowodów, które świadczyły o udziale mieszczan w prawo- 
dawstwie i obiorze królów; 2) o potrzebie przywrócenia mie- 
szczanom praw oddzielnego stanu i przypuszczenia posłów 



*) Dz. Cz. S. G. w. sesye: 206 z dnia 15/12, 207 z dnia 17/12 
i 208 z dnia 18/12 1789. Deleg. m. Kamieńca, str. 21, 23. X. Kalinka 
(Sejm czteroletni 1880, str. 503—509) za wiele wagi przydał stronie ane- 
gdotycznej tego faktu, np. że Branicki z Kurdwanowskim siedział przez 
cały wieczór 25 listopada z nabitymi pistoletami; że Sapieha na balu ratu- 
szowym nizko kłaniał się Dekertowi przez obawę szubienicy; że domagano 
się, aby sprowadzoną była kawalcrya narodowa dla ukończenia buntu mie- 
szczańskiego i t. p., za mało zaś wagi przyznał wypadkowi rozpraw sejmo- 
wycłi, gdy zamkął swe opowiadanie słowami: ,Tak się odbył pierwszy akt 
dramatu, który jeszcze półtora roku miał czekać na rozwiązanie**. W gru- 
dniu 1789 roku nic więcej nic było do zrobienia, gdy żądania mieszczan 
były sformułowane tylko ogólnikowo, gdy projekt do prawa tak skompli- 
kowanego nie był gotów i nie mógł być zrobiony na poczekaniu. .Właśnie 
potrzebną była deputacyą, czyli, jak się mówi teraz, komitet parlamentarny, 
do wypracowania projektu i tę wysadzono. Przy sposobności prostujemy 
też pomyłki na str. 503 i 504 w mowie będącego dzieła: Fr. Barss był ni 
bankierem, lecz prawnikiem; monopolistą tytuniowym i to już m'e w roki^ 
1789 był Rafałowicz nie zaś Rafanowicz; na akcie związku podpisało si 
nie 60 ale 141 miast. 



i 



385 

miejskich do sejmu; 3) o rozciągnieniu na mieszczan prawa 
nietykalności osobistej (neminem captivabimus); 4) o urządze- 
niu najwyższego sądu apelacyjnego dla mieszczan z ich udzia- 
łem; 5) o potrzebie uwolnienia miast od jurysdykcyi staro- 
stów; 6) o potrzebie przywrócenia mieszczanom prawa pose- 
syi dziedzicznej dóbr ziemskich; 7) o potrzebie uchylenia 
praw, przywiązujących ohydę do stanu miejskiego; 8) nare- 
szcie wypis osób prześwietnego stanu rycerskiego, które pra- 
wo miejskie przyjęły. Te wszystkie memoryały są redago- 
wane gruntownie, z uwzględnieniem rozwoju historycznego 
każdej kwestyi, z argumentacyą prawną, z poglądami eko- 
nomicznemi i politycznemi, z zaznaczeniem żądań punktami. 
Obecnie „zbiór" ten posiada wysoką wartość naukową dla 
historj'ka i prawnika. 

Wszczęła się teraz nader żwawa, namiętna polemika 
broszurowa. Barss wydał: „Uwagi bezstronne nad mową 
JW. Jezierskiego, kasztelana łukowskiego, miana na sejmie 
dnia 15 grudnia 1789 roku przeciwko mieszczanom". Odda- 
jąc mu hołd jako znakomitemu obywatelowi, twórcy tylu fa- 
bryk i patryotyzmem wsławionemu mężowi, spiera się z nim 
ostro: „Porównanie Warszawy do austeryi dosyć jest trafne... 
lecz taka austerya, która rządowi około 3,060.000 na rok 
<:zyni, powinna nietylko jednego senatora ale całej Rzpltej 
ciągnąć uwagę... Podobieństwo gąbki, do miast stosowane, 
^odne jest arystokraty, lub samoistnego despoty... Alboż to 
<lo samej szlachty, która ledwo trzydziestą część składa naro- 
-du, Polska cała należy? Ta cząstka arystokratyczna cóżby 
-sama znaczyła? Byłaż sama wolną? Nie podlegałaż sromo- 
tnie cudzemu mocarstwu? Więc żeby się istotnie i wolną, 
i potężną stała na zawsze, z innymi stanami ściślej przez 
udzielenie im swych swobód i korzyści zjednoczyć się powin- 
na... Wole 500.000 a dajmy i miliona ludzi nie składają woli 
pięciu (?) milionów osób, a zatem mniejszość, nie mająca peł- 
nomocy od większości, prawa jej przepisywać nie mocna, ani 
zwać się narodem". Wykazując zasługi mieszczan: Szulca, 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. II. 25 



386 

Teppera, Blanka powiada: „Cenię ja więcej ofiarę jego (Blan- 
ka) 50.000 Rzpltej uczynioną, niż milion dany od pana z łu- 
pów ojczyzny... Nie obawiaj się, świetny senatorze, aby obok 
ciebie brudnego posadzono rzemieślnika, mają miasta ludzi 
dosyć oświeconych, nie są bez prawników i literatów, którzy 
choć pod najprzykrzejszym rządem do wszelkich przypuszcze- 
ni są urzędów, a tu z tłuszczą narodu zmieszani, podług swej 
zdatności ojczyźnie służyć nie mogą" *). 

Jezierski mocno był broszurą dotknięty. Nietylko po- 
wtórzył swoje twierdzenia w broszurze: „Wszyscy Błądzą" 
i opatrzył „pisarzy warszawskich" rubasznym konceptem, ale 
długo opierał się nobilitacyi Barssa, powiadając: „przeciwka 
mnie samemu pisał" **). 

„Glos miast i miasteczek Litewskich do Najj. Stanów, 
kreśląc szkodliwe skutki uchwały z roku 1776, doprasza się 
w skromnych wyrazach, aby magdeburye i magistraty, wów- 
czas zniesione, przywróconemi były ***). 

Pełną gryzącej goryczy jest broszura p. tyt.: „O d p o 
wiedź Woyta na zarzuty burmistrza". Za pomocą obfi- 
tych cytat historycznych i prawnych wyświetla krzywdy^ 
przez szlachtę mieszczanom zrządzone, krytykuje konstytucye 
z lat 1768 i 1776 miast dotyczące, w końcu skarży się na 
zadawnioną pychę szlachty i pogardę dla innych stanów. 
Opowiada sposobem przykładu, że pewien syn popa unickiego 
nauczył się łaciny, francuzkiego, rysunków, geometryi i był 
guwernerem, czyli „dyrektorem" w jakimś domu szlacheckim. 
Przybyły w gościnę jakiś wysoki urzędnik, poznawszy się 
z owym dyrektorem, podziwiał jego wykształcenie, a zarazem 
oświadczył, że to mu do niczego nie posłuży, gdy nie jest 



•) Str. 21, 22, 24, 52. 

**) Wszyscy błądzą. Rozmowa pana z rolnikiem 1790. Dufourj 
str. ó.\ Dz. Cz. S. G. W. sesya 341 z dnia 5/11 1790. 

•**) Jestto druk na jednym arkuszu bez daty, ale zapewne z 

1790. 



:i«7 

szlachcicem. Młodzieniec sam uznał tę uwagę za słuszną, bo 
opuścił kraj, przeniósł się za kordon rosyjski, został urzędni- 
kiem w gubernium Witebskiem i doszedł do rangi pułkowni- 
ka. Od siebie autor dodaje: „Ja sam wyznaję szczerze, iż 
żałuję tego starania, na które cały wiek łożyłem, żem praco- 
wał na zgromadzenie jakiegokolwiek majątku, żem synom dat 
edukacyę... Obydwócli przedsięwziąłem wysłać za granicę, 
a jeżeli i na teraźniejsze prośby miast Rzplta względu nie 
okaże, cliętnie WPanu odstąpię i wójtostwa, i wszelkicli 
miejskich zaszczytów, i potrafię dokonać żywota mojego 
w któremkolwiek zakordonowem mieście" *). 

Nawet w urzędowych aktach, składanych przed deputa- 
C3''ą sejmową, mieszczanie twierdzą, że od roku 1768 znajdo- 
wali się pod coraz gorszym uciskiem, wytykając szczególnie 
pośredniczą jurysdykcyę starostów i wykreślenie formalne 
miast z liczby stanów **). 

Prawdaż to? 

Twierdzeniu temu przeczą szeregi zebranych i wyliczo- 
nych powyżej faktów, przeczy śmiały i swobodny ton pism, 
przeczą wymykające się tu i owdzie W3'znania o zamożności 
mieszczan, ich wykształceniu, przypuszczaniu do urzędów 
i t. p. Chociaż prawodawstwo jeszcze stanowiska ich w Rze- 
czypospolitej nie zmieniło, ale w życiu reforma już postąpiła 
daleko. Lista nobilitowanych mieszczan wykazuje, iż oprócz 
bankierów i kupc()W byli tacy, którzy przed nobilitac\'ą zaj- 
mowali ważne posady w służbie publicznej, jak np. Andr}- 
chewicz sekretarz Komisyi Skarbowej Koronnej, jak Zabłoccy, 
z których jeden był konsulem w Chersonie, a drugi przez lat 
18 rezydentem dyplomatycznym w Berlinie, jak oficerowie, 
którzy pomimo konstytucyi 1786 roku służyli przecież w woj- 
sku. Niekoniecznie tedy przez „gubernium Witebskie" mógł 
wtedy plebejusz dojść do rangi półkownika. W gorzkich wy- 



* ) Broszura bez dały i miejsca vlriikii, sir. '>'> - Tl*. 
•*) Mędrzecki: Zhiur etc. Cz^ść V, sir. 'J'2 i nasi. 



388 

rzekaniach mieszczan na upośledzenie polityczne, zdaniem na- 
szem, kryje się ambicya optymatów stanu miejskiego, lub na- 
wet rozbudzone już do wysokiego stopnia poczucie godności 
ludzkiej i obywatelskiej; ale dosłownie wierzyć skargom „Wój- 
ta" i autorów „Zbioru" nie można, a same te skargi służyć 
winny za objaw ulepszenia stosunków społecznych, bo nie 
dawały się one słyszeć, nie przycliodziły na myśl nikomu 
w czasach rzeczywistego ucisku. 

Zajrzyjmy teraz do obozii szlacheckiego. 

Najgwałtowniej odezwał się w imię staroświeckich prze- 
sądów autor broszury p. t.: „Listu do Przyjaciela" 
w okolicznościach miast tyczących się z Warszawy pisanego 
z dodatkami edycya druga", woła bowiem w zapędzie: „I te- 
go jeszcze brakowało, aby w izbie prawodawczej bałwanów, 
przewrósłem lub krajką opasanych, posadzić!" *). 

Mniej dbałym o toaletę, przyzwoitszym w wysłowieniu, 
ale niemniej zaciętym w konserwatyzmie był inny anonym 
w „Pytaniu, czy do doskonałości konstytucyi polity- 
cznej państwa naszego koniecznie potrzeba, aby gmin miał 
ucząstek w prawodawstwie etc"? Nietylko bowiem nie chce 
on przypuścić mieszczan do sejmu, ale nadto twierdzi: 
„Zmniejszaćby raczej miasta, one wyludniać, albo przynaj- 
mniej zaludnienie i wzrost onych zbyteczny tamować, niż je 
przez zaszczyty i przywileje wzbudzać, zapomagać i podnosić 
należało". Pomysł ten wykwitł na znanem już nam spostrze- 
żeniu szlacheckiem, że kupcy tylko oszukują i zbytek wpro- 
wadzają **). 

Odezwa Galicyanina do Polaków twierdzi po- 
dobnie, że miasta nie powinny być w sejmie. „Żądają one 



str. 21. 



) Broszura bez miejsca druku o 32 stronnicach, patrz str. 22. 
) Broszura bez miejsca druku i daty zapewne z roku 1790, patra 



389 

od was tylko opieki praw swoich, z któremi z zagranicy 
przyszły" *). 

Niechętną też jest broszura p. t,: „Sprawiedliwość 
długim miejskich niby praw zbiorom i memoryałom krótką 
odpowiednią uwagą dość czyniąca. Roku 1790". 

Ale ks. Fr. Jezierski w swoim „Katechizmie o ta- 
jemnicach rządu polskiego" zacina wsteczników ostrym wy- 
rzutem: „Miasta składają się z nazwisk swoich i z gruzów, 
a mieszkańcy ich są okryci zaszczytami praw dawnych, po- 
gardą ustawiczną od szlachy i uciskiem od starostów". A na- 
stępnie przyciera rogi pyszałkom, pytając: „W czemże mie- 
szczanin podobny do szlachcica"? Odpowiedź głosi: „Co do 
majątku, wygody życia i edukacyi jest ze wszystkiem jak 
szlachcic i szlachcic nie różni się od niego w tej mierze, tyl- 
ko orderami, herbamii mundurami wojewódzkimi; nawet szla- 
chcic kłania mu się, potrzebując pieniędzy pożyczyć" **). 

Gorliwy rzecznik sprawy miejskiej, Kołłątaj nie prze- 
pomniał o niej, gdy przemawiał do wysadzonej przez sejm 
dnia 24 tegoż miesiąca grudnia „Deputacyi dla ułożenia kon- 
stytucyi rządu polskiego". Dowodził on, że „stan miejski 
utrzymać się nie może inaczej tylko własnemi prawami, tylko 
najwyższym ich dozorem. Alboż nie doświadczyliśmy dotąd, 
jak próżne były dotąd usiłowania wielu, którzy na dźwignie- 
nie miast miliony łożyli?... Potąd się nie pozbędziemy pustek, 
handel nasz będzie poty igrzyskiem obcej chciwości, póki 
miasta nasze nie będą same doglądać praw swoich, póki mie- 
szczanie nie będą stanem Rzeczypospolitej.... Jeżeli przełoż3'ć 
szlachcicowi chcemy, iż tak dla ocalenia swobód naszych, ja- 



*) Broszura z datą ,R o k u 1790* bez miejsca druku, patrz 
str. 25. 

**) Katechizm o tajemnicach rządu polskiego jaki był około roku 
1735 napisany przez J. P. Stern c w języku angielskim, potem przełożony 
na francuzki, a teraz nakoniec po polsku w Samborze w drukarni J. C. K. 
A. Mości roku 1790 dnia 10 stycznia, str. 6. 



390 

koteż dla zbogacenia i uszczęśliwienia całego kraju przez han- 
del, rzemiosła i konsumpcyę wewnętrzną potrzeba, abyśmy 
podźwignęli miasta nasze, aby stan miejski miał należytą 
część w rządzie: przekona się natychmiast z własnego do- 
świadczenia, iż do tej dogorywającej lampy trzeba noweg<:) 
przylać oleju". Mowa ta niebawem ukazała się w dziele ja- 
ko przedmowa do szczegółowego projektu konstytucyi *). 

Tenże Kołłątaj nieco wstrzemięźliwiej wyraża swoje 
żądania w broszurze o kilka miesięcy późniejszej: „Niech 
szlachcic, ile jest właścicielem gruntu, władzę prawodawczą 
i wykonawczą w całej mocy i obszerności posiada... niech 
mieszczanin pilnuje praw municypalnych, ile te do obrębu 
miast należą, ile mają wpływ do ogólnego rządu; niech bez 
niego nikt praw i ciężarów nowych na niego nie narzuca; 
„niech je sobie wraz z szlachcicem stanowi, bo szlachcic, ile 
właściciel ziemi, potrzebuje ludnych i bogatych miast dla ła- 
twiejszego swych produktów odbytu, dla nabycia rzeczy, wy- 
godzie jego służących. Wzajemnie mieszczanin, ile rzemieśl- 
nik i kupiec, żyć musi z produktu ziemskiego na opłacie wła- 
ściciela; czy rzemiosłem, czy kupiectwem opatruje swe po- 
trzeby, właściciel ziemi nadgradzać go musi; wzajemna mię- 
dzy tymi stanami potrzeba, od natury wskazana, czemużby 
nie miała zbliżyć ich do spólnej harmonii, do obrony swobód 
powszechnych? ustanowić charakteru narodowego? stać się 
tarczą od przemocy i zasłoną od dalszego wydzierstwa państw 
Rzeczypospolitej"? **). Najdalej w żądaniach miastom dogo- 
dnych posunął się Staszic, gdy w styczniu 1790 roku wj*- 
dawał swoje: „Przestrogi dla Polski". Utrzymywał on, że 
„gdyby miasta równo ze szlachtą radziły o kraju, nigdyby 
Moskale nie byli ozuchwalili się i nigdyby nie potrafili bez- 



*) i*ra\vo polit3'cznc Narodu Polskiego. Listów Anonyma do 
JW. St. Małacliuwskicgo, część IV, 1790, str. 14, 41, :^2. 

*'\ Ostatnia przestroga dla Polski. Warszawa 1790. Gro 11, 
str. 3-'. 



391 

karnie wziąć pierwszych senatorów z pośrodka Warszawy 
{w roku 1767). W jednej godzinie kilkadziesiąt tysięcy przy- 
wiązanego do kraju ludu byłoby tych rozbójników na sztuki 
zatłukło, a tyran Repnin byłby wcześnie z swą głową zmy- 
kać musiał... Nie byłoby widzieć tych bruków ziemią zala- 
zlych, a przy każdem dzisiaj nędznem miasteczku daleko 
w pole ciągnących się". Podając przesadnie ludność miejską 
na \'^ ludności ogólnej, dowodzi, że „szlachta polska przy- 
muszoną jest pod karą wielkich nieszczęść i niewoli przypu- 
ścić miasta do równego z sobą prawodawstwa". Niechce izby 
osobnej dla mieszczan; zaleca, aby w jednej izbie ze szlachtą 
zasiadali, jak w Anglii, chociaż jest przeciwnikiem rządu an- 
gielskiego. „Niechaj bądzie stu reprezentantów szlachty i stu 
reprezentantów miast" *). 

Pominąwszy parę całkiem już niewczesnych głosów, wi- 
dzimy, że przedmiotem sporu w epoce sejmu czteroletniego 
była tylko strona polityczno - państwowa sprawy miejskiej — 
przypuszczenie mieszczan do udziału w rządzie, a przede- 
wszystkiem, do sejmu. W istocie szlachta dość długo ponie- 
wierała stanem mieszczańskim, żeby pytanie takie nie miało 
wywołać zadawnionych przesądów, obaw, wstrętów, aby się 
dało rozwiązać bez walki. Od roku 1648 nikt ze szlachty 
nie zapisał się już w księgi obywateli miejskich. W jakiemże 
zresztą społeczeńswie dokonywała się wielka, rozległa refor- 
ma bez tarcia sprzecznych interesów i mniemań, bez walki, 
a przynajmniej bez sporu? W takich razach o wartości zgro- 
madzeń i ludzi przewodniczących rozstrzyga wypadek ostate- 
czny obrad: kto i jak zwyciężył? 

Jakież stanowisko zajął w obec sprawy miejskiej sejm 
czteroletni po załatwieniu pierwszej, niby wstępnej kwestyi — 
przyjęcia żądań związku Dekertowego? 

Podejrzliwość i niechęć objawiały się w izbie dość ostro 
przy robotach podatkowych, mianowicie: gd}' rozprawiano 



1 I'rzoslri)gi dla Polski, \1'K\ str. 'Jol, JSł, l>Sy. 



I 



392 

o koekwacyi, o niedostateczności uchwalonego i już pobrane- 
go podatku ofiary. Dnia 2 marca 1790 roku Mikorski, poseł 
kaliski, twierdził, że do powtórnej ofiary miast pociągać nie 
należy, gdy Warszawa dobrowolnie obłożyła siebie opłatą 
400.000 złp, Na to Butrymowi cz powiadał: „Nie dobrze 
jest, iż mieszczanie uprzedzają to ofiarami, coby potem przez 
powinność i obowiązek prawa uczynić im należało; małemł 
ofiarami chcą przyjść do najwyższych zaszcz5rtów". Jezier- 
ski, kasztelan łukowski, mówił f>odobnie: „Niewielkie czynią 
ofiary, a wielkich za to nagród żądają, bo stopni ducho- 
wnych, wojskowych", etc. Wtórował mu Świętosławski, 
poseł wołyński. Atoli na następnem posiedzeniu cała ta ka- 
nonada ustała odrazu, gdy odczytano: „Oświadczenie miast 
Koronnych i W. X. Lit., że gdy stan rycerski i król JMość 
przykładem przodkują. miałyby się za najnieszczęśliwsze, gdy- 
by się ze swej strony do dobra Rzpltej nie przyłożyły: dlate- 
go i uczynioną dawniej ofiarę do skarbu zapłacą i nową chę- 
tnie przyjmują". Byłto najskuteczniejszy i najszlachetniejszy 
sposób zwalczania opozycyi. Zaraz też Weisenhof wniósł 
wynurzenie wdzięczności, a sejm przyjął ten wniosek jedno- 
myślnym okrzykiem „Zgoda!" *). 

W parę tygodni później Niemcewicz i Strojnowski 
mogli już bez wielkiego wysilenia zwalczyć proponowany da 
wnym trybem przez Zielińskiego, posła zakroczymskiego, 
dodatek, aby w komisoryacie wojskowym zasiadała sama 
szlachta rodowita **). 

W lipcu, gdy wyznaczono deputacyę do ułożenia pro- 
jektu o fabrykach, zalecono też wezwać bankierów i kupców. 
Projekt miał obejmować sprawy fabryk, handlu, kanałów 
i „inne ekonomiki wewnętrznej objekta". Nie opierali się ta- 



•) Dzień. Cz. S. G. W. sesya 229 z dnia 2;3 i 230 z dnia 4/3 
1790 r. 

♦*) Tamże, sesya 236 z dnia 16/3 1790. 



393 

kiemu koleżeństwu członkowie deputacyi: ani Jezierski, ani 
Butrymowicz *). 

W listopadzie i grudniu 1790 roku sejm udzielił mnó- 
stwo nobilitacyj mieszczanom. Posłowie, senatorowie i król 
rekomendowali bodaj każdego, kogo tylko znali z imienia, że 
bank utrzymywał, fabrykę założył, albo w służbie publiczne} 
jużto cywilnej, już wojskowej zostawał. Marszałek uformował 
dwie listy: bankierską i wojskową; na ostatniej znaleźli się^ 
prócz licznycli inżynierów, dzielny pułkownik fizylierów Ci- 
cłiocki i jenerał major artyleryi litewskiej Kronneman, obcią- 
żeni skartabelatem **). Do żadnej z tych list nie kwalifi- 
kowali się, a jednak nobilitacyę otrzymali: Barss, Mędrzeckiy 
(później) Czech, gdańszczanin Nuttemburg, znany doktor me- 
dycyny Gagatkiewicz, który dwa szpitale Ś-go Rocha i Ś-go 
Ducha doglądał bez nagrody, szkołę anatomii dla wydosko- 
nalenia cyrulików utworzył i po 900 złp. rocznie na nią ło- 
żył. Podobnie nobilitowany stabs-chirurg Sztol, który króla 
leczył, oraz w szpitalu Ś-go ł^azarza bezpłatnie usługiwał, 
szkołę anatomii utrzymywał, a do Berlina po spadek jechać 
nie chciał, powiadając, że w Polsce się urodził i w niej żyć 
pragnie ***). Lista nobilitowanych jest długa; sejm był chętny 
i uprzejmy, wszelkie wnioski tej natury przechodziły z łatwo- 
ścią, prawie bez opozycyi, dopóki mowa była o pojedynczych 
osobach. 

Gdy jednak weszły na porządek dzienny projekta ogólne 
co do załatwienia sprawy miejskiej w kwietniu 1791 r., już 
w podwójnym składzie posłów — zaraz wszczął się spór żwa- 



•) Dz. Cz. S. G. w. sesya 290 z dnia 22/7 1790. Członkami tej 
deputacji byli jeszcze: Zakrzewski, poseł poznański; xiąże Czartoryski (Jó- 
zef), poseł wołyński; Moszyński, poseł bracławski; Lubiński, poseł sieradz- 
ki; Bemowicz, poseł nowogrodzki; nadto zaproszeni z poza koła sejmują- 
cego Prot Potocki i ksiądz Ossowski. 

•*) Dz. Cz. S. G. w. sesva 346 z dnia 15,11 17'A). 

•••j Tamże, sesya 343 z dnia 4,11 1790. 



394 

wy, niemal namiętny. Projekt Chreptowicza, podkancle- 
rzego litewskiego, żądał, aby mieszczanom wolno było mieć 
reprezentantów na sejmie z głosem rozstrzygającym (cum voce 
decisiva). Byłto właśnie punkt najdrażliwszy. „Temu pun- 
ktowi, pisze Stanisław August, najżwawiej przeciwili się 
wszyscy dawnymi przesądami rządzący się; icli zapał prze- 
ciwko temu punktowi graduatim zaprowadził icłi do sprzeci- 
wiania się i wszystkim innym prawie, pomyślnym dla mie- 
szczan punktom". Skromniejszy projekt, bo tylko z głosem 
doradcz3'm dla mieszczan, był podany do laski przez Mik or- 
skiego, posła kaliskiego; podawano też różne poprawki i do- 
datki w celu uszczuplenia żądanycłi przez stronnictwo refor 
my nadań. 

Już dnia 29 marca młody poseł inflancki Niemcewicz 
wygłosił piękną za mieszczanami mowę, która jednak wido- 
cznego skutku nie sprawiła. Dnia 5 kwietnia żarliwy poseł 
krakowski Sołtyk wywołał silniejsze wrażenie mową swoją 
pełną zapału: „Podnoszę głos za milionowym ludem miejskim 
z rozkazu szlachty województwa mego, które ten ma zaszczyt, 
iż nazwane było kolebką wolności polskiej.... Nie wstydzili 
się Chodkiewicz, Zamojski, Czarniecki na jednej z mieszczą 
nami zasiadać ławie, a myż wstydzić się będziemy? Konkluzyą 
moją jest: 1) żeby miasta reprezentantów na sejmie miały cum 
voce activa w materyach miast tyczących się, to jest handlu, 
rękodzieł, podatku lub odmiany sądownictwa i urządzeń ich- 
że; 2) aby miały trzecią część asesorów we wszystkich ma- 
gistraturach, w których się sądzą i sądzić będą; 3) i żeby im 
wolno było kupować dobra ziemskie". Popierali wniosek ten 
posłowie Zboiński i Bronikowski, zwalczali Siwicki 
i Olizar, przemówił nareszcie król za miastami, a wtedy 
przy głosowaniu (turnus) znaczna większość (121 przeciwko 
61) zdecydowała umieszczenie projektu miejskiego na porząd- 
K u dziennym niezwłocznie, przed roztrząsaniem projektu o sej- 
mach. 

Nazajutrz Dłuski proponował dodatek swój, aby do- 
puszczaną była dla mieszczan promocya w stanie duchownym 



395 

do kanonika, a w stanie żołnierskim tylko do półkownika i to 
z wyłączeniem kawaleryi narodowej. Hryniewiecki (ten 
sam podobno, który będąc starostą, tyle dobrego zrobił dla 
miasta Lublina, ale który nie celował wykształceniem umy- 
słowem) mniemał, że reprezentacya byłaby dogodną cłiyba 
dwom tylko miastom. Warszawie i Grodnu; dla innych zaś 
byłaby przyczyną wyniszczenia na wysyłanie posłów; wynu- 
rzał też obawy o wiarę katolicką, gdyby weszli do izby 
przedstawiciele mieszczan dysydentów. Na to trafnie odpo- 
wiedział Nosarzewski, poseł ciechanowski: „Boimy się 
o religię? Miasta reprezentantów, nie apostołów wysyłać bę- 
dą; nie wiem więc, co ma za związek reprezentacya z reli- 
gią... Co powiedział Zygmunt August, tej i my trzymajmy 
się maxymy: królem jestem ludu, nie sumienia". Domagał się 
też prawa dla mieszczan kupowania dóbr ziemskich, wskazu- 
jąc na Litwę, gdzie to prawo udzielonem już zostało przed 
17 laty, a jednak szlachta litewska nie skarży się, aby na 
tem szkodowała. Zakrzewski, wówczas jeszcze tylko po- 
stępowy i patryotyczny poseł poznański, przypominając do- 
wody czynnej reprezantacyi miast w prawach z lat 1505 
i 1650 przemówił już gwałtowniej: „Przyszedł przecie szczę- 
śliwy moment, gdzie, stanie szlachecki, możesz się zabezpie- 
czyć od tych arystokratów, którzy królom, sejmom i całemu 
narodowi grozili... Bądź troskliwym, aby te podatki, które 
składasz, nie obracały się na tuczenie możnowładców". Wa- 
wrzecki, poseł braslawski, nie zadawalniał się głosem do- 
radczym dla reprezentantów miejskich: „Vox representativa 
nic miastom nie pomoże: miały taki głos dawniej, lecz jako 
bezskuteczny opuściły. Więzień w kajdanach ma głos repre- 
zentujący, woła o iudzkość, ale czyżto jego los polepsza?... 
Wiem, jakie były miasta przed Unią, jakie są teraz; dlaczego 
upadły? Oto, posłowie ziemscy na sejmie nie zważali na ich 
glos reprezentujący, rady ich za nic ważyli, aż nareszcie 
uprzykrzył się miastom ten głos reprezentacyi... Nie prz}'- 
wiązujmy się do prerogatywy urodzenia, a starajmy się zwa- 
lić ten przedział muru, który nas różni od innego ludu. Nie- 



396 

pewna wolność, kiedy jej nie ma kilka milionów, a kilkakroć 
tylko ją wspiera. Łączmy się wszyscy, a pewni wolności bę- 
dziemy... Kończę tą do was prośbą: albo róbcie prawo sku- 
teczne, albo puśćcie nas, niech się rozjedziemy, gdy napróżno 
mamy tracić majątki i zdrowie nasze. Powiadam, że te podane 
w projekcie posła kaliskiego (Mikorskiego) prawidła są czcze *). 

W takimto stanie znajdowała się sprawa miejska, gdy 
po kikodniowej przerwie zaczęto się stanowcze, najważniejsze 
dla tej sprawy posiedzenie 417 z dnia 14 kwietnia 1791 r. 
Opowiemy je wyrazami Stanisława Augusta: „Po wielu obu- 
stronnych mowach, w których żwawsze i liczniejsze jednak 
były przeciwko mieszczanom, wziąłem sam głos. Mówiłem, 
co tylko mogłem, za mieszczanami. Po moim głosie zaczął 
mówić Suchorzewski w sposób, oznaczający przeciwność 
memu zdaniu. To zaraz na twarzach zelantów okazało ra- 
dość, osobliwie gdy Suchorzewski powiedział, że vocem de- 
cisivam nie chce pozwolić mieszczanom na sejmach. I to je- 
dno tak ukontentowało zelantów, że nie uważali, iż lubo Su- 
chorzewski ganił niby wszystkie insze w tej materyi poda- 
wane projekta, jednak z odmianą tylko słów i porządku pun- 
któw prawie to wszystko proponował sam, czegośmy chcieli, 
za swoje nowe podając to myśli. To widząc, jam uchwycił 
okazyę i zaraz powiedziałem, że sobie i ojczyźnie winszuję 
zawsze, gdy w świetle sejmujących znajduję lepszość nad 
moje własne zdanie i całkiem poparłem projekt Suchorzew- 
skiego. To sprawiło ułatwienie zgody, lubo zatrudniły ją były 
na moment głosy najprzód Rzewuskiego pisarza, a potem 
nawet i Wawrzeckiego. Rzewuski wystawiał swoje tru- 
dności, Wawrzecki w widoku niedoskonałej w tym jednym 
punkcie projektu Suchorzewskiego vocis decisivae chciał się 
temu jeszcze przeciwić, lecz ja przecie uprosiłem wszystkich 



*) Dz. Czyn. S. G. W. sesya z dnia 29/3 1791, głos Niemcewi- 
cza; Gazeta Narodowa y Obca, sesye 411 z dnia 5/4, 412 z dnia 6/4, 
str. 118—116. 



397 

tandem, że się zgodzili.... Moje powody.... że ta decisiva, 
choćby była dozwolona tym 12-tu tylko zamyślanym repre- 
zentantom miejskim, jednak nie byłaby przeważyła nigdy nad 
200-tu głosami szlacheckimi" *). Uwaga ta i nam wydaje 
się słuszną. 

Dnia 18 kwietnia przyjęto jeszcze jednomyślną uchwałę, że 
w prawie o miastach nie ma, być żadnej wzmianki o religii. 

Późniejsze konstytucye o miastach przechodziły już bez 
opozycyi. Suchorzewski za swój projekt i zręczne pokiero- 
rowanie rozprawami otrzymał od króla order Ś-go Stanisła- 
wa i trwalsze odznaczenie od kolegi Trębickiego przez dedy- 
kacyę cennego zbioru praw **). 

5JI. Spojrzyjmy teraz na owoc obszernej dyskusyi: 
Owocem był nietylko rozdział III w Ustawie Rządowej, 
noszącej datę dnia 5 go maja 1791 roku, ale też dwa prawa 
szczegółowe z dnia 21 kwietnia i 30 czerwca tegoż 1791 r. 
pod tytułami: „Miasta nasze królewskie wolne w państwach 
Rzeczypospolitej" i „Urządzenie wewnętrzne miast wolnych". 
Pierwsze z tych praw zjiściło wszelkie żądania i pragnienia 
stanu miejskiego. Artykuł I zaczyna się od punktu I-go tej 
treści: „Miasta wszystkie królewskie w krajach Rzpltej za 
wolne uznajemy". Nawet w miastach dziedzicznych wymaga 
się nadanie wolności miaszkańcom. Osoby stanu szlacheckie- 
go poddane są pod prawo miejskie, jeśli mają posesyę w mia- 
stach, lub chcą prowadzić handle na funty i łokcie. „Tak 
z urodzenia szlachcie, jako i osobom stanu miejskiego tym, 
które potem do zaszczytu szlachectwa przypuszczonemi zo- 
staną, przyjęcie obywatelstwa miejskiego, w niem znajdowa- 
nie się, sprawowanie urzędów, prowadzenie wszelkiego han- 
dlu, utrzymywanie jakichbądź rękodzieł nic bynajmniej odtąd 



*) Król do Bukatego 16/4 1791 roku w Dokumentach Kalinki, 
>vyd. Żupański X, część 2, str. 180. A. Trębicki: Prawo polit y cy- 
v^ilne Korony Pols. y W. X. L. 1791. 

*) Gazeta Narodowa y Obca 1791 r., str. 122, 129. 



**> 



398 

szkodzić, ani uwłaczać nie będzie im samym, ani ich następ- 
com w tymże zaszczycie szlachectwa i prerogatyw, do niego 
przywiązanych". Prawo neminem captivabimus nisi jurę vi- 
ctum na mieszczan rozciągnięte. Jurydyki świeckie i ducho- 
wne zniesione. Sądy apelacyjne ustanowione w Krakowie, 
Lublinie, Łucku, Żytomierzu, Winnicy, Kamieńcu Podolskim, 
l3rohiczynie, Poznaniu, Kaliszu, Gnieźnie, Łęczycy, Warsza- 
wie, Sieradzu, Płocku, Wilnie, Kownie, Grodnie, Nowogródku, 
Brześciu Litewskim, Pińsku i Mińsku. Do tych sądów pleni- 
potenta obierać mieszczanie będą. Nadto w Asesoryi, w Ko- 
misyach Porządkowych cywilno-wojskowych, w Komisyi Skar- 
bu Obojga Narodów, po trzech z każdej prowincyi, mieszcza- 
nie zasiadać będą. W wojsku rang oficerskich dosługiwać 
się mogą, desideria miast w sejmie donosić, dobra ziemskie 
nabywać *). 

Drugie prawo stanowi zarząd wewnętrzny, dzieli kraj 
na wydziały, a miasta na cyrkuły. Każdy cyrkuł, lub mia- 
sto, liczące 100 posesyonatów, obiera jednego deputata, 100 
do 300 — dwóch, 300 — 600 posesyonatów obieraj^: trzech. 
Obrani i zgromadzeni z całego wydziału obierać będą jednego 
plenipotenta wydziałowego na sejm. „Gdyby które miasto do 
tej wielkości przyszło, żeby więcej nad 9 składało cyrkułów, 
tedy za przybyciem 10-go straci po jednym deputacie, za 
przybyciem 11-go straci po dwóch" **). 

Czegóż więcej pragnąć mogli mieszczanie od prawo- 
dawstwa i rządu? Sprawiedliwości stało się zadość: ohyda 
zdjęta, udział w sądach, we władzach rządowych i w izbie 
prawodawczej nadany; starostowie uprzątnieni; dogodności 



•) Artykuł I, punkt 1, 6, 8, 11. Artykuł II, punkt 1. Artykuł III, 
punkt 1', 6. .Vrt. U, punkt 2, 7, 3, 5. 

**) Punkty: 1, 2, 5, 3. Hardziej szczegółowo i ściślejszego roz- 
bioru tych pni w dokonał Dr. A. Rembowski w cennej rozprawie pod t. 
„I^olniscłic Agrargcsetzgcbung und Stadtgcmeindeordnung vom Jałire 179 1*: 
Heidelberg 1873 r. G. Mohr. Autor porównywa te ustawy z roku 1791 
z ustawa pruską Steina. 



399 

stanu szlacheckizgo dla mieszczan stanęły otworem, a sądy 
szlacheckie, nawet trybunały nie miały władzy nad mieszcza- 
ninem. To już jest więcej niż sprawiedliwość. 

Ale mieszczanie zażądali jeszcze czegoś więcej — uszla- 
chcenia się, wejścia masami na łono stanu rycerskiego. • Cóż 
na to odpowiedzieli potomkowie tego dumnego stanu, niosący 
teraz cłiorągiew reformy? 

Oto, przycłiylili się do żądania i otwarli na oścież po- 
dwoje skarbnicy klejnotów szlacheckich!. W „dykasteryach** 
rządowych stopień regenta, w wojsku ranga sztabs-kapitana^ 
lub kapitana chorągwi u piechoty, a rotmistrza w półku na- 
dawał mieszczaninowi szlachectwo i „My król diplomata no- 
bilitatis takowym za okazaniem patentu wydawać będziemy** 
jeszcze nawet bez kosztów stempla. Dwuletnia wysługa pu- 
bliczna, sprawowanie funkc}^ plenipotenta na sejmie prowa- 
dziło też do nobilitacyi. Kupienie wsi lub miasteczka prawem 
dziedzicznem, opłacającego podatek 10-go grosza w ilości 
200 złł., upoważniało mieszczanina do wniesienia prośby na 
piśmie do marszałka sejmu o nobilitacyę. Nareszcie każdy 
sejm obowiązany był nobilitować 30-tu mieszczan, mających 
posesye dziedziczne w miastach, t. j. po prostu domy 
i place *). 

Czy takie prawo zgadzało się z zasadą utrzymywania 
stanu miejskiego w państwie? Czy cała zamożniejsza i inte- 
ligentniejsza masa mieszczan nie przebrałaby się w szlacheckie 
kontusze, opuszczając uboższych i ciemniejszych swoich to- 
warzyszy? Czy namiętne poszukiwanie dóbr do nabycia, ja- 
kie objawiło się zaraz w roku 1791, nie odciągało kapitałów 
i zdolności od przemysłu gwoli przesądowi, że ziemia i liche 
rolnictwo uszlachetnia człowieka? Cz\' mile w ucho wpa- 
dająca zasada uszlachetnienia stanów niższych przez podno- 
szenie do zaszczytów szlachectwa nie jest dźwięcznym, ale 
błędnym w gruncie frazesem? To są pytania, na które życie 



*) Miasta nasze Urf'>le A-skic etc. Art. If, punkt '>, H, 6, 7. 



400 

odpowiedzi nie dało, ponieważ ustawa nie przeszła przez próbę 
dłuższej praktyki. To pewna tylko, że ze stanowiska moral- 
nego w tym punkcie stronnictwo reformy na żaden zarzut 
nie zasłużyło; składało się ono ze szlaclity i złożyło tylko 
-dowód, że szczerze, serdecznie pragnęło wynagrodzić mie- 
szczanom krzywdy przez ojców, dziadów i naddziadów zrzą- 
dzone. 

Stwierdzało ono szczerość swycli prawnycłi orzeczeń 
czynem i obyczajem. Dnia 29 kwietnia marszałek sejmu, St. 
Małacłiowski, udał się na ratusz starej Warszawy, żeby się 
wpisać do księgi mieszczan warszawskicłi. Za jego przykła- 
dem poszło zaraz 40 osób: Stanisław Potocki, dwaj Działy ń- 
•scy, Hugo Kołłątaj i inni. Na prowincyi naśladowano War- 
szawę: w Żytomierzu zapisali się Ilińscy, Rybińscy, Prószyń- 
scy, w Międzybożu ks. Jabłonowski, kasztelan krakowski, 
którego mieszczanie przyjmowali w munduracłi z zielonemi 
u kapeluszów gałęziami *). I w stolicy litewskiej, w Wilnie, 
za Michałem Ogińskim poszło z 50 najzacniejszej szlactity 
do ratusza wśród okrzyków zgromadzonej licznie ludności 
i zapisali się wszyscy do ksiąg miejskicli **). Po śmierci De- 
kerta d. 4 października 1790 r. urząd prezydenta m. Warszawy 
przyjął szlaclicic, poseł poznański, kawaler orderów, Zakrzewski, 
jeden z najczynniejszych członków stronnictwa reformy. Pod 
jego przewodnictwem nowymi zaszczytami obdarzony stan 
miejski wystąpił z dziękczynieniem uroczystem przed króla. 
Audyencya udzieloną została; sto karet zatoczyło się na 
podwórza zamkowe; po stosownej mowie mieszczanie przy- 
puszczeni zostali do ucałowania ręki królewskiej. Dnia 5 czerwca 
w pałacu Radziwiłłowskim dany był obiad od stanu rj'- 
cerskiego dla mieszczan na 300 osób; znajdowali się tu se- 
natorowie i posłowie obok cectiowycłi. Ucztę zaszczycił króL 



*) Kraszewski: Polska w trzech rozbiorach II, 401; Hf, 32, 33, 

«1, 84. 

**) Ogiński: Memoires I, 163. 




Ignacy Zakrzewski. 

(Z portretu olejnego na Rnlustu w Warszawie; rologr. SI. Bogacki.) 



Wcwn^lrzne dzieje Polski Kom 



402 

swoją bytnością. Podobna uczta odbyła się w Krakowie 
w Sukiennicach na Ś-ty Stanisław; i tu wielu szlachty wpi- 
sało się do księgi mieszczan. W roku 1792 d. 13 maja znów 
municypalność warszawska dawała dla szlachty obiad, na 
którym, wedle świadectwa Gazety Narodowej i Obcej, ukazała 
się ze strony stanu rycerskiego szczera uprzejmość, a w sta- 
nie miejskim poszanowanie i wdzięczność czuła *). W Wilnie 
też prezydencyę objął Ant. Tyzenhauz, chor. wileński. 

Wykonanie praw uchwalonych zaczęło się niezwłocznie. 
'W sierpniu 1791 r. odbywały się zgromadzenia miejscowe (war- 
szawskie w kościele Ś-go Jana); d. 15 września obrani ze wszy- 
stkich wydziałów plenipotenci miejscy w liczbie 22 zajęli 
miejsce w sejmie, d. 28 listopada w Komisyach Skarbowych,, 
a jednocześnie zapewne w Asesoryi i w Komisyi Policyi **). 

W znacznej części obrali mieszczanie szlachtę na ple- 
nipotentów swoich. Tak, na sejm posłali znanego już nam od 
dawna Józefa Wybickiego. Ten w pierwszej swej mowie wy- 



•) Pam. Hist. Pol. 1791, str. 366. Kausch: Nachrichten iiber Po- 
len II, 321. Gaz. N. y O. 1792, Nr. 39. 

**) Lista plenipotentów sejmowych: Jagielski (wydział krakowski); 
Szymon Sapalski (w. sandomierski); Gautier, ławnik m. Lublina (w. lubel- 
ski); Stecki (w. łuckiego); znany nam konsul Lewandowski (w. żytomier.); 
Czajkowski (w. podolsk.); Jedlecki, (szlachcic, komisarz cywilno- wojskowy 
od w. Winnickiego; Paweł Szumowicz (w. drohick.); An. Chevalier, radzca 
ra. Warszawy (w. warszawsk.); Józef Wybicki, szlachcic (w. poznafisk.); 
Paweł Grochalski (w. kalisk.j; Wojciech Chęciński (w. gniezn.); Alexy 
Dembowski (szlachcic komisarz cywil, wojsk, od w. łęczyckiego); Maciej 
Łyszkiewicz, radzca m. Płocka (w. płock.); Kochelski Wal. (w. sieradzk.); 
nie było nikogo od wydz. wschowskiego; D. Paszkiewicz (w. wileńskiego); 
Józ. Żyliński (w. grodzieńsk.); Fergis (w. kowieńsk.); niejednokrotnie wspo- 
minany burmistrz m. Mińska Tarankiewicz (w. mińsk,"); Teodorowicz (w. 
pińsk.); nikt z wydz. rosieńskicgo. Z tych plenipotentów w Komisyi Skar- 
bowej Koronnej zasiedli- Gautier, Kajetan Jedlecki, Alexy Dembowski, Ma- 
ciej Łyszkiewicz. (Pr. Ekon. A 28, str. 1773). Do Komisyi Policyi: Ja- 
gielski, Stecki, Żyliński, Fergis, Chcvalicr i Józef Wybicki. (Kalendarzyk 
Nar. y Ob. 1792, druk p. Zawadzkiego II, str. 538 i supplement na kar- 
cie tytułowej). Do Asesoryi weszli zapewne wszyscy pozostali; wyraźnie 
wiemy, że wszedł Tarankiewicz. (^Gaz. Nar. u Ob.). 



I 

J 



403 

nurzał stanom najwyższą wdzięczność wyborców swoich. 
„Krocie rąk naszych i piersi staną na obronę wolności na- 
rodu... Rząd kraju nowy, konstytucya sejmu teraźniejszego 
w każdym z nas posłuszeństwo i aż do wylania krwi obronę 
znajdzie. Kiedy Najwyższa Zwierzchność, czuwająca nad ca- 
łością państwa, o potrzebie obrony zawiadomić nas raczy, 
znajdzie u każdego gotowe serce i oręż w domu". Tymcza- 
sem prosił o przyjęcie 12-tu armat i tyluż wozów wojennych, 
przez miasta ofiarowanych, oraz o wystawienie posągu kró- 
lowi w Warszawie „rękami ludu miejskiego" *). 

Takie rozwiązanie otrzymała sprawa miejska na sejmie 

■ 

czteroletnim — pomyślne, mądre, samych mieszczan zadawał- 
niające **). Stronnictwo reformy zdołało zatrzeć odrazu błędy 
dwóch stuleci. Dolało oliwy do lampy gasnącej, jak tego 
chciał Kołłątaj. I skutek był wielki. Oświadczenia Wybickiego 
nie były czczym frazesem. Gdy nadszedł czas próby, mie- 
szczanie okazali w czynach i szczerą wierność Ustawie Trze- 
ciego Maja, i gorące uczucia obywatelskie, jakich nigdy może 
w dziejach miast polskich nie dostrzegano. 

Zaraz po doręczeniu deklaracyi Katarzyny II, w>'powia- 
dającej wojnę Polsce, poseł rosyjski Bułhakow zapisał w swoim 
dzienniku: „W ogrodach Saskim i Krasińskim gromadzą się 
tłumy i robią nadużycia: Mielżyńskiego ledwie nie zabito za 
słowa, że Polacy nie mogą prowadzić wojny z Rosyą, Bos- 
kampa chcą koniecznie obwiesić — tak, że opuścił Warszawę, 



*) Wybickiego: Mowa IV na rozpoczęciu sejmu dnia 15/9 1791 
w stanach Rzpltcj na czele plenipotentów miast Kor. i Litwy (w Bibliotece 
Uniwers, Warsz. IV, 17, 7, 11;. 

**) Za dowód może też służyć: Podanie do sejmu od miast du- 
chownych o rozszerzeniu na nie prawa sejmu o miastach wolnych królew- 
skich <'druk, bez daty, zapewne z roku 1791). Podpisały się tu: Łowicz, 
Skierniewice, Piątek, Praga, Skaryszew, Tarczyn, Jeżew, Słupcza, Zagórów, 
Przybyszów, Wolborz, Pułtusk, Kielce, Raciąż, Daleszyce, Wyśmierzyce, 
Góra, Włocławek, Wyszków, Dolsk, Kamieniec Mazowiecki, Pabianice, Ła- 
skarzew, Rzgów. 



404 

Mieszczaństwo okazuje gotowość do wszelkich gwfdtów da- 
leko bardziej, aniżeli szlachta, ta ostatnia bowiem boi się 
o ziemskie majątki" *). 

Potem zaczęły się pojawiać w Gazecie Narodowej i Obcej 
wśród różnych ofiar na wojsko i koszta wojenne różne sumy 
i broń od osób, lub zgromadzeń stanu mieszczańskiego. Już 
dawniej zrzekły się miasta podatku protunkowego, dały 12 
armat i tyleż wozów: bankierowie służyli skarbowi kredytem 
(np. Tepper z zięciami przy zawieraniu pożyczki zagranicznej 
i różnych awansach), lub składali znaczne ofiary (np. Blank 
50.000 złp., Szulc 3.000 funtów prochu); ale teraz do ofiar- 
ności poczuwają się coraz niższe i uboższe sfery mieszczań- 
stwa, jak się przekona czytelnik z dodatku A przy tomie III. 

Co do zachowania się mieszczan podczas wojny wiemy, 
że w m. Kalwaryi zatrzymali biskupa Massalskiego wraz 
z Zyniewem, starostą berznickim, jadącego bez paszportu, 
o czem doniósł magistrat Komisyi Policyi; ta z polecenia 
Króla w Straży poleciła, aby dalsza podróż biskupowi tamo- 
wana nie była i przyłączyła swój paszport jemu samemu, to- 
warzyszom drogi i dworskim służyć mający pod warunkiem: 
jeżeli nie pojedzie do kraju, z którym Rzeczpospolita w aktual- 
nej zostaje wojnie. Z tego postępku mieszczan Kalwaryjskich 
niezmiernie gorszyli się później delegowani od konfederacyi 
Targowickiej; widzieli w nim zuchwalstwo, dochodzące ^.do 
stopnia swywoli ludu francuzkiego", gdy się ważyli przytrzy- 
mać swego biskupa we własnej dyecezyi „szlachcica obywa- 
tela wolnego kraju, senatora pod pretextem niemienia pa- 
szportu dla samych tylko ludzi luźnych do rekrutowania 
zdatnych i włóczęgów ostrzeżonego". Mieszczanie Kowień- 
scy i Komisya cywilno-wojskowa powiatu Kowieńskiego notą 
do Komisyi Policyi donieśli, że ułożyli tymczasowe ustano- 
wienie kres wojskowych w całym powiecie celem utrzyma- 



*) X. w. Kalinka w Ostatnich latach panowania Stan. Augusta. 
Dokumenta str. 370. 



405 

nia komunikacji wojennych, żądali p>ot\\ńerd2enia tej rezo- 
lucyi. Komisya Policji komunikowała to doniesienie królowi 
w Straź>', dopraszając się rozciągnienia podobnych zleceń do 
miast dziedzicznych i duchownych w cał\-m kraju. Żądanie 
to nie odniosło skutku z powodu zmiany okoliczności, które 
przerwał}- cz\Tiności Straży i Komisyi Policyi, t. j. z powodu 
zwycięztwa Rosyan i konfederacyi Targowickiej *\ Mieszkań- 
cy miasteczka Dzisny odmówili przysięgi marsz^dkowi konfe- 
deracyi i Targowickiej j województwa Połockiego, Korsakowi, 
któr}' z tego powodu zażądał od komendy rosyjskiej wojska; 
jakoż nadszedł półk kozacki, przez gubernatora połockiego 
prz>-słany. a mieszczanie musieli go ż>'wić WTaz z końmi 
bezpłatnie **>. 

54. Konfederacya Targowicka, nazwawszy sejm czte- 
roletni ^rewolucyjnym", obaliła też nowe urządzenia miejskie. 
Plenipotenci ustąpić musieli z Komisyi Skarbowej d. 23 sier- 
pnia 1792 roku. gdy Ożarowski odbierał przysięgę na po- 
słuszeństwo nowemu rządowi; jednocześnie też zapewne wy- 
rugowano ich z innych władz rządowych i sądowych. Żaden 
też mieszczanin nie zasiadał na sejmie cz\' zjeździe Gro- 
dzieńskiem 1793 r. Kiedy się dokonj-wał drugi rozbiór kraju, 
mieszczanin warszawski, Kapostas układał plan powstania 
i tworzył związek w stolicy, któr\' przeznaczał do najwyższej 
i nieograniczonej nad narodem wiadzy Kościuszkę. 

Wspominaliśmy wyżej (§. 34\ iż Gdańsk opierał się wy- 
rokowi traktatu podziałowego około ó-ciu tygodni; nie chciał 
się też dobrowolnie poddawać Prusakom Toruń. „Dnia 24 
stycznia 1793 r. stanął pod tem miastem, przed bramą Cheł- 
mińską, jenerał Schwerin z regimentem liczącym 2.200 głów, 
kazał nabić .,schartT** i posłał do magistratu oficera z zapy- 



•) Relacya Deputowanych od N. Konf. GIney O. N. do 3\aminu 
Policyi roku 1792, str. L'6, 27. 

Jnf[:ni.:fl ;mnHCKH.... Ki»e'ieTMHKORa: HiCHifl hi* 0(^ih. IlcTopiii 
M 4peBH. Pucciii. \X(}'A IV, sir. 47. 



r 



406 

taniem, czyli go z regimentem przepuści przez miasto? Gdy 
magistrat odpowiedział, że tego dozwolić nie może, jenerał 
kazał swoim żołnierzom siekierami wyrąbać bramę... potem 
deputacyę od magistratu do siebie wezwał, oddał dwa egzem- 
plarze deklaracyi, tu (w Warszawie), od Buclioltza podanej, 
powiedział, że za wyraźnym rozkazem pana swojego ol>ejmuje 
Toruń, magistratowi zupełną moc zostawując rządzenia mia- 
stem jak dotąd... i że musiał tym sposobem wnijść do To- 
runia, ponieważ mu to po trzykrotnem żądaniu przyjacielskiem 
denegowano... Na to odpowiedzieli Torunianie, że im icłi 
wierność, dla swego króla zaprzysiężona, inaczej czynić nie 
pozwoliła" *). 

Nie napotkaliśmy wiadomości, żeby podobne protesta- 
cye czynione były w miastach litewskicli i koronnycłi, zaj- 
mowanych jednocześnie przez Rosyan, ale wszystkie, o ile się 
dało zasłyszeć, okazały w miarę możności przywiązanie do 
sprawy narodowej podczas powstania Kościuszkowskiego. 

Kraków był właśnie widownią pierwszego wystąpienia 
Kościuszki na rynku przed dwoma batalionami Czapskiego 
i Wodzickiego i aktu powstania podpisanego na ratuszu. 
Główna rola przypadła tu wojskowym i szlachcie, ale mie- 
szczanie towarzyszyli wszystkim czynnościom ochoczo. Uspo- 
sobienie i duch ludności miejskiej odbija się wybornie w ory- 
ginalnym dokumencie — w Pamiętniku Lichockiego, prezydenta 
miasta Krakowa, osobiście wielce niechętnego powstaniu. 
Jestto człowiek ograniczony, do żadnych obowiązków po za. 
bramami Starego Miasta nie poczuwający się, ze swego urzę- 
du prezydenckiego, dumniejszy, niż pan krakowski ze swej 
kasztelanii. Czuje się wciąż obrażonym w swojej godności - 
spisuje pamiętnik zapewne dla tego, żeby krzywdy swojc3 
przed sądem sprawiedliwszej potomności wytoczyć; szczęściem 
zbywa mu na animuszu, jest nawet bojaźliwy, więc wszelkie 
zalecenia wykonywa pilnie, ukrywając niechęć w głębi dvi- 



) Król do Bukatcgo w Kalinki Dokumentach. 



407 

szy. Najbardziej nie lubi Kołłątaja za to, że ustanowił sąd 
kryminalny „do straszenia ludzi"; zapewnia, że „krymina- 
listów żadnycli do sądzenia nie mieli**, że niesłusznie powie- 
szono X. Dziewońskiego. Z jego zapewnień można jednak 
powziąć pewność, że wtedy wśród powszechnego zapału 
o zdradzie nikt ani pomyślał. Jakże niemile był zdziwiony, 
gdy przyszedł do niego czeladnik od rzeźnika z wezwaniem 
do stawienia się na rhustrę, bo rzeźnik został kapitanem, mi- 
licyi miejskiej; ledwo się wyprosił u cyrulika, który otrzymał 
nominacyę na pułkownika. Ale najuciążliwszym dla niego 
był ów dzień, kiedy mu kazano iść do sypania okopów: 
„Stuliwszy ramiona i uszy, a zasłoniwszy oczy, wziąłem 
pierwszy raz w prezydenckie ręce łopatę**. Pocieszyło go 
nieco to tylko, że szedł też z łopatą pan Kubecki, zapewne 
jakiś bardzo poważny kupiec z rynku krakowskiego *). 
Mniejsza o te urazy i udręczenia jego prezydenckiej mości; 
dość, że cyrulicy, rzeźnicy, a nawet panowie Kubeccy sypali 
okopy i szykowaii się do walki, o czem mieszczanie kra- 
kowscy od bardzo dawnego już czasu zapomnieli. Nie ob- 
winiamy ich też o to, że nie dopilnowali swojego komen- 
danta Wieniawskiego, i że Filipowi Lichockiemu dozwolili fi- 
gurować pompatycznie, zapewne po raz ostatni, w majestacie 
prezydenckim przy oddawaniu miata Prusakom. 

W Warszawie ludność miejska w dniach 17 i 18 kwie- 
tnia miała przeważną, prawie główną rolę. Już przed wy- 
buchem powstania szef sztabu rosyjskiego Pistor uważał, że 
magistrat sprzyjał konstytucyi 3-go Maja, a lud był do poru- 
szenia łatwy. W czasie walki, podług relacyi tegoż Pistora, 
„mało porządnych mieszczan brało udział, spokojnie siedzieli 
po domach, wszystkie drzwi były pozamykane. Warszawa na- 
pełniona była motchłochem, jak np. chłopcami różnych rze- 
miosł, po większej części nie miejscowych (a więc jakich?), 



*) Pamiętnik P' i I i p a L i eh o c k i e g o w tomie 11 Pamiętników 
z XVIII w. wydania Ż u p a ń s k i c g o. 



408 

lokajami, woźnicami, jakoteż i chłopstwem ściągniętem ze 
wsi; pomiędzy nimi znajdowali się też i wojskowi tak zwani 
„rozpuszczeni z pułków" *). Jest rzeczą naturalną i przy po- 
ruszeniach ludowych powszechnie obserwowaną, że tłum nie 
porządkuje się nigdy według stanów, lub zamożności; że się 
składa z różnorodnych żywiołów: ale od Kilińskiego wierny^ 
że czynnymi tu były magistrat i cechy rzemieślnicze w po- 
rozumieniu z wojskiem. Walka była trudna i zacięta, bo za- 
łoga rosyjska dwakroć przewyższała liczbą oddziały piechoty 
i jazdy polskiej. Półk Działy ńskiego nie zdołałby przeprzeć 
silnego oddziału rosyjskiego pod kościołem Ś-go Krzyża, gdy- 
by od Saskiego Placu nie uderzył lud na tyły nieprzyjaciela. 
Walka na ulicy Długiej, a szczególnie na Miodowej koło pa- 
łacu ambasady rosyjskiej b^ła wielce uporczywą. Gdy zaś 
wódz rosyjski ustąpił z miasta, wtedy wystąpili jawnie i „po- 
rządni mieszczanie". W Radzie Zastępczej Tymczasowej zasiedli: 
Stanisław Rafałowicz, Gautier, Kiliński, Makarowicz, Czech 
obok Xawerego Działyńskiego, Ciemniewskiego, Wybickiego, 
Szydłowskiego, Debolego, Mikołaja Radziwiłła, Mokronowskie- 
go, Dzieduszyckiego, Kochanowskiego, Horaina i innych pod 
prezydencyą Zakrzewskiego**). Odtąd znajdujemy mieszczan 
we wszystkich deputacyach, radach, we wszystkich władzach 
powstańczych; tak np. w deputacyi Indagacyjnej: Bernaux, 
konsula z Chersonu Zabłockiego, Kilińskiego; w deputacyi 
Żywności: Paschalisa, Meysnera, Taubera, Jakubowicza, Gie- 
ritz'a, Blanka, piekarza Szulca, młynarza Wejdę, kupca Mo- 
rino, (posiedzenia tej deputacyi odbywały się w domu Mey- 
snera); w Administracyi pożyczek skarbowych: Dulfusa i Bo- 
nifacego Szperlinga; w Dyrekcyi biletów Bankowych: Kapo- 
stasa. Piotra Bilinga (zapewne bankiera wileńskiego), Jakóba 



*) Pamiętniki Pi stora w tomie I-ym Pamiętników z XVIII wieku. 
Żupański, str. 54, 65. 

**) Gaz. Wol. Warsz. Nr. 1; liczba zabitych, rannych i jeńców 
ców w Nrze 8, str. 111. 



409 

Kiisel, Jerzego Poths; Mędrzeckiego w Komisyi Porządkowej 
Księstwa Mazowieckiego; w Radzie Najwyższej Narodowej Ka- 
postasa wprawdzie tylko z tytułem zastępcy, ale sprawują- 
cego niejednokrotnie prezydencyę i t. d. *). Barss przeby- 
wał już wtedy w Paryżu. 

Po walce z d. 17 i 18 kwietnia Rada Zastępcza d. 21 
kwietnia nakazała pomnożenie siły wojskowej przez urzą- 
dzenie cechów i ludzi zbrojnych, od posesorów domów do- 
dawanych; z tych utworzono milicyę municypalną. Podczas 
oblężenia Warszawy przez króla pruskiego i jenerała rosyj- 
skiego Fersena, lud miejski sypał szańce i był używany do 
służby wojskowej. Wychodziło po 9.000 na okopy **). 

Pomimo tylu wysileń. pomimo nadzwyczajnych podatków 
i różnych uciążliwości, doznawanych w ciągu oblężenia, mie- 
szczanie warszawscy składali jeszcze ofiary w pieniądzach 
i efektach; wyliczymy je w tomie Ill-cim. 

Najwymowniejszym tłómaczem uczuć ludu miejskiego 
Warszawy jest bez wątpienia ów Kiliński, który przed Igel- 
stromem podawał siebie za przedstawiciela 30.000 rzemieślni- 
ków, bo go na radnego obrali. Ostatniemi czasy (w 1894 r.) 
dużo pisano o nim w dziennikach rosyjskich, jako o sprawcy 
rzezi, podobnej do Nieszporów Sycylijskich, napadającym pod- 
stępnie na śpiących i bezbronnych, dopuszczającym się okru- 
cieństw. Ale szanowne czasopismo historyczne „Staroświecz- 
czy zna Rosyjska" wyświadczyło prawdzie rzetelną przysługę^ 
podając w tłomaczeniu jego Pamiętniki, o których publiczność 
rosyjska mogła nie wiele wiedzieć z krótkiej wzmianki, za- 
mieszczonej przez Bestużewa-Rjumina w spisie źródeł do Hi- 



*) Gaz. Wol. Warsz. Nr. 5, str. 3Q i Nr. 4, str. 49. Gazeta 
Rząd. Nr. 9<), str. 398; Nr. 37, str. 151; Nr. 2, str. 7 i 13. „Journal Hi 
storiqne", str. 32. 

**) Gaz. Wol. Warsz. Nr. 4, str. 26. Nota prezydenta o chleb 
z dnia 13.7 w plice Nr. 48. 



^ 



410 

storyi Rosyi *); tłómacz, p. Worobjow opracował starannie 
biografię i dodał uwagi lub niezbędne sprostowania do tekstu. 
Zapewne imię Kilińskiego oczyści się od niesłuszny cłi zarzu- 
tów; lecz do należytego wyrozumienia jego opowiadań i ozna- 
czenia wartości icli jako źródła łiistorycznego należy wydo- 
być z nicli analizę psycliologiczną. Otóż Kiliński jest prostacz- 
kiem, piszącym bez żadnej wprawy stylistycznej, nawet bez 
ortografii, rozumującym naiwnie, łatwowiernym. Głęboko te- 
dy utkwiła w jego przekonaniu zasłyszana plotka, jakoby 
Rosyanie zabierali się do wymordowania mieszkańców War- 
szawy w kościołacłi podczas rezurekcyi. To przekonanie 
^tało się dla niego pobudką do działania. 



Oglądając się ostatnim rzutem oka na szeregi zgroma- 
dzonych w niniejszym rozdziale pojawów ekonomicznycłi, 
społecznycłi i prawodawczych!, przeświadczamy się, że po 
pierwszym rozbiorze w Polsce zaszła wielka i podziwu godna 
przemiana. Fryderyk II zawiódł się w swojej złośliwej, ma- 
chiawelskiej rachubie: odepchnięta od Bałtyku, przygnębiona 
strasznym uciskiem cłowym, wyzyskiwana bez żadnych 
względów Polska stworzyła własny przemysł wiejski i miej- 
ski, którego produkcya, lubo nie dająca się ująć w liczby 
statystyczne, zaspakajała już w trzecim okresie znaczną ilość 
potrzeb krajowych, wyratowała społeczeństwo od ruiny eko- 



*) PyccKaa CTapHiia 1895 (})enpa.ib h Maprb: 3anHCKn óauijiaM- 
HHKa flHa Kn.iiinciuiro o RapiuaKCKMX'i> co6uTiaxT> 1794 r. ii o CBoett iie- 
ho-tŁ cooÓineHO r. BopoÓbCBiJM^b. Na wstępie czytamy: „O suaneHiii 3a- 
iiHCOKb KH.iiiHCKaro KaK'i> MaTcpiJua A-ia pyccKort JicTopiw nirb HsaoGnocrit 
pacnpocT])aHiiThCfl; Haiua iiayna Kb .iiiirl; oahoio ii3i> ;iyHiuHX'h CBoniik 
iipe;iCTaniiTe.ieft yn^e asbho oópaiH.ia na iiiiit HHHSjanie*. BeTyaceBt Pw- 
mhhl: PyccKafl IlcTopiii Cn6. 1872 t. I crp. 204: IlBan-b Ku.iHiiCKifl (po.i. 
ITfJO, yM. 1819), saMliMaTe.ibHLift cbohmi. ynacTieM-b B-b co(5uTiflxi> BapniSK- 
CKiix'b, ocTaiJH.iTł sanncKii, iioropuMn nnpoqeMT> iia,ao ncibsOBarbCH ct> octo- 

pO:KHOCTbK). 



I 



411 

nomicznej, jaką ujawniły bilanse handlowe z lat 1776 i 1777, 
przechyliła szalę wywozu i przywozu na korzyść swoją, a na- 
wet ukazywała się na targowiskach zagranicznych zachodnich *). 
Nietajona chciwość i drapieżność Fryderyka II była może naj- 
skuteczniejszym bodźcem dla szlachty polskiej do pozbywa- 
nia się zaśniedziałych przesądów przeszłości, do szukania świa- 
tła i dróg nowych. 

W ciągu tegoż, zaledwo kilkanaście lat trwającego okresu, 
wznoszą się widocznie wszystkie miasta, porządkują, zalu- 
dniają, budują, tworzy się stutysięczna Warszawa. Staje się 
ona wnet ogniskiem umysłowego ruchu, jakiego nie znała 
Polska ziemiańska, wieśniacza. Wśród ludności miejskiej uka- 
zują się grupy ludzi przedsiębierczych, bogatych, ukształco- 
nych, uzdolnionych do życia publicznego. Prezydent miasta 
Warszawy, stanąwszy na czele mieszczan Polski całej, upo- 
mina się o prawa obywatelskie, o przypuszczenie do rządu 
Rzeczypospolitej. Temu żądaniu sejm czteroletni uczynił za- 
dość i oto stan miejski, który, poczynając od XIII wieku, nie 
posiadał ani jednej istotnie chlubnej karty w dziejach narodo- 
wych, dorównywa szlachcie, może nawet przewyższa ją 
w gorliwości obywatelskiej, a przez swoich przedstawicieli 
Kapostasa i Kilińskiego dosięga szczytów bohaterstwa. 



* I Nie znamy wartości przemysłu francuzkiego, ani angielskiego: 
zwracamy tylko uwagę, że nie powinniśmy XVIII wieku mierzyć skalą dzi- 
siejszą; zakłady przemysłowe były jeszcze bardzo szczupłe: wszak macłiina 
parowa Watta i przędzalnia Jenny ledwie zaczynały egzystencyę swoją. 



ROZDZIAŁ. VL 



Ogół bogactwa narodowego. 

55. Na wstępie winienem wyznać, że zasób wiado- 
mości moich i wprawy w rzeczach finansowo-ekonomicznych 
nie wystarcza na tak hazardowne i trudne zadanie, jakiem 
jest obliczenie lub sprawdzenie obliczeń bogactwa narodowego. 
Zastrzegam tedy, że wnioski moje w rozdziale niniejszym mogą 
mieć znaczenie hypotezy, do uwagi zaś przyszłych badaczy 
zalecam tylko materyał. 

I). Bankier Kapostas w polemice swojej z Glave'm 
o „plantę Banku Narodowego" rachuje „ogólny szacunek dóbr 
nieruchomych w Polsce praeter propter na 3.000 milio- 
nów złotych" *). 

II). Ksiądz Ossowki ceni dym „na domysł** po 2.000 
złp. **) a ponieważ w r. 1 788 było dymów jak wiadomo (Tab. 1 1) 
w Koronie i Litwie 1,434.919, przeto wartość ich wyniosła 
2,869.838.000 złp. 



*■■ 



^) Dodatek do Dz. Handl. 1890 r. na wklejonym arkuszu, odpo- 
wiedzi punkt P. 

**) O pomnożeniu dochodów publ. karta B. 



413 



III). Podczas rozpraw o podatkach na wojsko Fryderyk 
Moszyński, składając swoje wielokrotnie wspomniane tabele 
przy głosie z d. 19 kwietnia 1790 r., podał w nicłi następne 
obliczenie: 



Intrata cała z dóbr Wart. dóbr w kapit. 



:r o 



o 

o. 06 
O ^ 






Królewskich . 
Duchownych 
Ziemskich . 



Suma 

' Królewskich. 
I Duchownych. 
Ziemskich 



Suma 

Królewskich . 
Duchownych. 
Ziemskich 

Suma 



Miasto Warszawa . . 
Ekonomie królewskie . 
Majątek poddanych 



Suma generalna 



I 543.774 

3.069.486 

11.608.204 

16.221.465 

— ł — ■ -F- ■ Ł. m 

4.632.776 

3.841.682 

36.831.889 

45.306.348 

4.394.698 

3.595.895 

15.150.451 

28.141.045 

2.000.000 

2.000.000 

30.049.637 



t 



30.875.496 

61.389.731 

232.164.084 



324.429.311 



92.655.529 

76.833.649 

736.637.787 

906.126.967 

87.893.789 

71.917.912 

303.009.038 



462.820.740 

40.000.000 

40.000.000 

600.992.780 



118.718.488 



2.374.369.769 



Wszakże sam Moszyński uznał potrzebę poprawki, do- 
daje bowiem w objaśnieniu następne słowa: „Okazana całego 
kraju intrata... wcale jest szczupła naprzeciw Francyi, Anglii, 
Holandyi, Prus i innych, nawet mniej daleko rozległycłi 
państw i królestw. I gdy nawet zastanawiam się, że indu- 
strya nie zwykła się rachować, która wiele przez handel przy- 
czynia bogactw intrat krajowych, i że niedokładne podanie 
intrat wiele mogło uszczuplić tę masę fortuny krajowej: to 
wszelako, choćby się dodało ryczałtem jeszcze czwartą część... 
to wszelako taż intrata... 148,398.110 złp. wyniesie, a eon- 



414 

seąuenter cala masa fortun wszelkich w całym królestwie 
tylko złp. 2.967,962.212 uczyni *). 

Widzimy ztąd, źe w epoce sejmu czteroletniego, według 
upowszechnionego mniemania, wartość wsz>''stkich nierucho- 
mości w Polsce owoczesnej wynosiła około 3 miliardów złp., 
a więc dochód roczny szacowano (w stosunku 5 od sta) na 
150 milionów. 

IV). Deputacya Koekwacyjna sejmu cztero- 
letniego wykonała obliczenie intraty dóbr ziemskich i du* 
chownych na podstawie zebranych ze wszystkich województw 
i powiatów 3288 tranzakcyj, czyli zeznanych przed urzędem 
aktów sprzedaży, zastawów, dzierżaw i t. p. w ciągu ostat- 
niego pięciulecia. Ogromna, z wielką pracą sporządzona tabela 
znajdzie miejsce w tomie Ill-cim pod liczbą 185; tu zanotujemy 
sumy ogólne intraty dóbr ziemskich, odrzucając duchowne, 
w których obliczenie wydaje się nam wątpliwem, gdy dobra 
te nie były sprzedawane, a zatem nie mogły dostarczyć tran- 
zakcyj z bezpiecznym i rzetelnym szacunkiem. W tabeli rze- 
czonej znajduje się właciwie tylko podatek ofiary, lecz ten, 
jak wiadomo, stanowił dziesiątą część dochodów; łatwo więc 
będzie wynaleźć je przez dopisanie jednego zera do każdej 
cyfry podatkowej. I tak wypadnie: 

W prowincyi Wielkopolskiej . . . złp. 27,843.560 

Małopolskiej . . . . „ 47,247.610 
W. X. Litewskiego . „ 36,463.660 

Ogół . . . „ 105,554.840 

Cyfry te mogą być uznane za dowód, że poprzednie 
obliczenie Moszyńskiego, które wydało tylko 63,590.544 złp* 
jest zbyt nizkie i stanowi zal^dwo ^5 poprawnego rezultatu. 
Kapitalizując intratę z 5 *V'o otrzymamy szacunek dóbr zieni- 
jakich całej Polski owoczesnej w cyfrze: 

2.111.096.800 złp. 



« 



) Odrzuciliśmy w całym tym rachunku grosze i denary. 



415 

V. Po ostatecznym rozbiorze (z roku 1795) rząd pru- 
ski wprowadził hypotekę w nabytych świeżo czterech „de- 
partamentach", a Holsche na podstawie szacunku, wpisanego 
do ksiąg hypotecznych, podał cyfry z wykazów szczegóło- 
wych wszystkich dóbr ziemskich, mianowicie: 

Kozleeluść Ilość ti c itt .^ '• wu 

Departamenty w njilach d6br^wi,. ^, ^^^^^T^l^h'' 

1. F'oznański -KIŚ',. 1.140 \.VH 3'>.1»6Ó.940 

2. Kaliski 332 l.(.W)l 1.3^^n 21.r>28.7% 

3. Warszawski 218 1.1 83 1.<X;7 17.3.')3.2% 

Prowincya Sild- 

prenssen z czr;ścią 958'.. 3.3*><) 4.991 78.148.034 

NeascLlesien 

a doliczając przybliżoną wartuść 124 dóbr 
nieoszacowanych 2,<X>.MMX) 



8<.).<J« K)X*}0 =480,000.000 złp. 



Zważywszy, iż objc^ta niniejszą tablicą rozległość wynosi 
0.<;<; dawnej prowincyi Wielkopolskiej, a dziesiątą prawie część 
całego terytoryum Rzeczypospolitej z epoki sejmu czteroletnie- 
go, oraz iż podlui^^ tablicy Moszyńskiego (111) 0.^6 wartości 
dóbr dziedzicznych Wielkopolski stanowią mniej niż ósmą 
część wartości wszystkich dóbr dziedzicznych kraju (prócz in- 
trat chłopskich): zawnioskować należałoby, iż ogół wartości 
tychże dóbr w Polsce v\ynosić powinien był: 

:i/)(X).0<)0.000 złp. 

VI. W roku 1782 Biisching podał, a w r. 1783 
Ś Witkowski powtórzył w swoim Pamiętniku *) „pracowite 
a na wielu dowodach** oparte obrachowanie wszelkich fundu- 
szów, krążących w ciągu roku. mianowicie: 

Wszystek roczny w Koronie 
i Litwie majątek (dochód?) można 
szacować na złp. 1,105.508.845 



V Hiischiiig: M.ii;:izin Xyi, 28 — 30. l»amicln. Hislor. Polit. 1783, 
sir. 480. 



416 

Suma zaś, przy której pomo- 
cy majątek ten między wszystkich 
mieszkańców się dzieli i która skła- 
da się z wielokrotnej cyrkulacyi 
kapitału pieniężnego, wynosi około złp, 200.544.862 

Same interesa, które naród 
papierem stemplowym odbywa, wy- 
noszą co rok około złp. 177,126.444 

Cena rzeczy krajowych i ob- 
cych, na które są nałożone poda- 
tki, jako to: trunki i inne, wyno- 
szą na rok złp. 17,566.239 

Produkta fabryk i manufa- 
ktur, których gospodarze potrze- 
bują co rok i których dostają za 
to, co im nad potrzebę własną rol- 
nictwo wydaje złp. 200,544.862 

Dwie trzecie części produ- 
któw krajowych, które obracane 
bywają na handel tak wewnętrzny, 
jako i zewnętrzny, może być sza- 
cowane do złp. 401,008.724 

Razem jak wyżej. . . złp. 1,105.508 845 

Nie jesteśmy w stanie ani sprawdzić, ani objaśnić nale- 
życie tego rachunku. Dodać tylko możemy, że 17,566.239 zł. 
stanowią dochód skarbów Koronnego i Litewskiego, jak się 
zdaje z roku 1780 (bo znamy tylko rachunki dwuletnie); że 
obliczenia papieru stemplowego bardzo szczegółowe podług 
ilości sprzedanych w roku 1781 arkuszy podał tenże Bii- 
s c h i n g w tomie XVII; nareszcie, że w ostatniej pozycyi 
401 milionów na handel wewnętrzny i zewnętrzny zmieścić 
łatwo może obliczoną przez nas (Nr. 115) wartość wywozu 
zagranicznego If^O milionów zip. Nadto Biisching dodał 
jeszcze kilka własnych wniosków: że na głowę przy ludności 



417 

(zbyt wysoko liczonej) 9,327.668 wypada rocznie 86 złp. na 
nędzne utrzymanie, że wszystkie srebrne i złote naczynia 
w kościołach i klasztoracłi mogą być szacowane (podług in- 
wentarzy po-jezuickicłi) na 7,784.250 złp., że skarb może 
mieć docliodu z podatków 50,136.000 złp. jeśli rząd nałoży 
na właścicieli ziemskicłi 25 proc. z icłi rocznej renty, że bio- 
rąc 13-go człowieka do wojska z ludności włościańskiej (przy- 
puszczalnie liczonej na 1,332.524 mężczyzn) Polska może po- 
stawić 102.502 ludzi pod bronią. 

Porównywając wszystkie powyższe obliczenia, tudzież 
zestawiając je z wypadkami poprzednicłi naszych badań szcze- 
gółowych, przychodzimy- do wniosków następnych: 

Trzymiliardowy szacunek dóbr nieruchomych, podany 
przez Glavego, Kapostasa, oraz wynikający z przeciętnej ceny 
dymu, podług X. Ossowskiego, jest za mały nawet dla samej 
własności wiejskiej. 

O ileż wadliwszą jest rachuba Moszyńskiego, skoro mu 
wartość wszystkich dóbr krajowych, miasta Warszawy i ma- 
jątku włościan wypadła zaledwo na 2.374 milionów, a już 
z doliczeniem przemysłu (industryi) i z poprawką niedokła- 
dności 2.968 milionów. Bylibyśmy zwątpili o wiarogodności 
wszystkich naszych rezultatów, gdyby rachuba ta miała być 
zasadną lub trafną. Na pociechę naszą jednak błędy jej są 
aż nadto wyraźne. Moszyński bowiem oparł ją wyłącznie na 
10 proc. podatku ofiary z dóbr ziemskich, oraz na odpowie- 
dnich mu opłatach 50go, 2()go i 30go grosza z dóbr królew- 
skich i duchownych, a 400.000 zip. od m. Warszawy. Na- 
turę tych podatk(iw poznamy dokładniej w tomie Ill-cim; tu 
zanotujemy tylko, że ofiara była obliczaną wyłącznie od cz}'- 
stych i pewnych dochodów z gospodarstwa wiejskiego, że po- 
datki z królewszczyzn nie odpowiadały rzeczywistej intracie, że 
dobra duchowne były wyjęte zupełnie z pod kontroli skarbowej 
(oprócz podymnego), a kolegium biskupie zawsze traktowało 
podatki krajowe, jako „datek miłosierny", jako jałmużnę skła- 
daną Rzpltej w ilości, o ile być może najoszczędniejszej. Czy- 
liż na takich podstawach można wnioskować o intracie tych 

Wewnętrzne dzieje Polski Korzona. — T. II. 27 



418 

dóbr i o ich wartości w kapitale? Owoce takiej metody oka- 
zały się namacalnie na Warszawie: całą jej wartość Moszyń- 
ski obliczył na 40 milionów, a całą intratę na 2 miliony, gdy 
mieszczanie sami oświadczali, że Warszawa płaci róźnycłi 
podatków do skarbu 3,140.000 złp., a 40 milionów znalazło- 
by się może na zawołanie w kasacłi pierwszorzędnycłi ł)an- 
kierów i kupców. Nadto Moszyński nie cłiciał przypomnieć 
sobie, że cała szlachta zagonowa i wszyscy właściciele ma- 
jątków, mniej niż 10 dymów liczących, ofiary nie płacili 
a więc i do tabeli nie weszli. Z biografii i z politycznych 
dążności Moszyńskiego zrozumiemy później: dlaczego, będąc 
biegłym rachmistrzem, dopuszczał się tak widocznych prze- 
oczeń; dlaczego nie uwzględnił w swojej rachubie przynaj- 
mniej ogółu podatków, albo wartości dymu; do czego potrze- 
bną mu była przesadnie mała (148-milionowa) intrata roczna 
całego narodu. 

Wiarogodniejszym i trafniejszym bezwątpienia jest ra- 
chunek Biischinga; szkoda tylko, że nie jest dość jasnym, 
szczególnie uderza mię dwukrotne dodawanie sumy 200.544.862 
złp. mającej wyrażać „produkta fabryk i manufaktur, których 
gospodarze potrzebują co rok**. Nie rozumiemy o jakich fa 
brykach tu mowa: czy o krajowych — te powinny się zali- 
czyć na „credit**, czy o zagranicznych których produkcya 
przywozowa musi stanowić „debet** w bilansie narodowym? 

Wedle hypoteki pruskiej wartość samych dóbr dziedzi- 
cznych okazuje się o 70 proc. wyższą, niż według rachunku 
Deputacyi Koekwacyjnej. Lecz tak wielkie podniesienie sza- 
cunku wynikło po części z okoliczności chwilowych, miano- 
wicie: niezwykłego ożywienia w handlu zbożowym i dostar- 
czania taniego kredytu przez banki pruskie, a poczęści z po- 
wszechnego popędu właścicieli ziemskich do podawania mo- 
żliwie najwyższego szacunku dóbr swoich w celu zyskania 
jaknajwiększego kredytu *). Więc hypoteka pruska nie może 

') Skarbek hr. Fryderyk mówi: „Ówczesne okoliczności handlo- 
we podniosły cenę ziemiopłodów, a zatem i dóbr gruntowych. Jedni na mc- 



419 

nam służyć za rzetelną miarę szacunku dóbr w epoce przed- 
rozbiorowej, w czasie istnienia ucisku cłowego na komorze 
Fordońskiej i gorszych warunków ekonomicznych, a dzieło 
Deputacyi Koekwacyjnej utrzymuje w obec niej niewzruszoną 
wiarogodność swoją. 

Podług naszych badań u^jaśnily się pozycye następne: 

1) Ilość produkcyi zbożowej 76 do 100 milionów kor- 
cy i wartość ich 383 do 493 milionów złp. w okresie dru- 
gim; skutkiem polepszenia warunków rolniczych i podwyższe- 
nia cen, wartość ta w okresie trzecim dochodzić mogła do 
500.000.000. 

2) Ilość wywożonego za granicę zboża (aż do 2,200.000 
korcy) i wartość brutto całego wywozu w okresie trzecim do- 
sięgająca 150 milionów zip. 

3) Ilość krążącej monety w okresie trzecim, przenoszą- 
ca sumę 200 milionów złp. 

Nie zdołaliśmy zaś ująć w rachubę: 

1) Wartości produktów, sprzedawanych wewnątrz kraju 
na rynkach miejskich i jarmarkach. 



cy kontraktów kupna, drudzy przy podziałach sukcesyi, a nawet za pomo- 
cą zmyślonej Iranzakcyi podawali wysoką cenę dóbr swoich do wykaztiw 
hypotecznych tak dalece, iż po ich uregulowaniu właściciele grunt('>w prze- 
konani byli, że ich majątki istotnie tyle warte były, ile hypotcka wskazy- 
wała, a wierzyciele mniemali być zupełnie pewnymi całości kapitałów, na 
dobra pożyczonych, jeśli cena hypoteczna tych dóbr o połowę, o jedne 
trzecią, a nawet o czwartą część wartość zapisanych dług<'>w przewyższała. 
Tym sposobem stały się hypotcki urzędf)wcm omamieniem, kt<)re, podno- 
sząc nominalną wartość d»'>br, oszukiwało i właścicieli, mniemających się 
być bogatymi, i wierzycieli, którzy in mniemanie dzielili... Do tego dodać 
należy dwie okoliczności, które powiększyły złudzenie hypoteczne i zgubne 
skutki tegoż, to jest; pomyślny stan zagranicznego handlu zbożowego ża 
czasów panowania lVusak<')W i napływ kapitałów banku i instytutów prus- 
kich, szukających mieszczenia na hypotekach dóbr w Tolsce... Któż wów- 
czas nie miał się za bogatszego, jak iiini był w istocie? liyłto rzeczywiście 
sen złoty, po którym żelazne ocucenie nastąpić musiało**. (Dzieje -\ięstwa 
Warszawskiego, l*oznari. Żupański, 18<V.», 1, ")3, '>.').. 



420 

2) Wartości przemysłu krajowego. 

3) Zysków, osiąganych przez stan kupiecki, któr>'ch 
ekonomiści XVIII wieku nie uznawali za czynnik produkcyi, 
ale my powinniśmy rachować jako wartość przybywającą na- 
rodowi skutkiem ułatwienia wymiany i przyśpieszenia obrotu 
funduszów. 

Brak nam tedy trzech ważnych elementów do oblicze- 
nia dochodu a więc i kapitału narodowego. Ośmielamy się 
przecież ułożyć następny rachunek przypuszczalny: 

Obliczamy intratę dóbr ziemskich dziedzicznych podług 
tablicy, ułożonej przez Deputacyę Koekwacyjną (niżej, tom III, 
tab. 185) i kapitalizujemy tę intratę z 57i.; wypadnie nam: 



Nr. 128. 

2,111.100,000 w kapitale i 105,555.000 dochodu rocznego. 

Królewszczyzny i dobra duchowne w tablicy Moszyńskie- 
go stanowią co do wartości trzecią część szacunku dóbr 
ziemskich. W braku ściślejszych danych utrzymujemy ten sto- 
sunek tem chętniej, że się stwierdza z małą różnicą rachun- 
kiem X. Ossowskiego dla królewszczyzn oraz Deputacyi Ko- 
ekwacyjnej dla księżyzn *). Biorąc tedy trzecią część cyfr 
z Nru 128, otrzymamy: 

Nr. 129. 

703,700.000 w kapitale i 35,185.000 dochodu rocznego. 

Sąto cyfry nader skromne w porównaniu z odpowie- 
dniemi cyframi spólczesnej Francyi, która zaledwo o kikaset 



*) Depulacya Koekwacyjną obliczyła 15 proc. z intraty dóbr du- 
chownych na 2/M4.r)ft7 zip., zląd intrata wypada na 19,630.580 złp., a war- 
tość dóbr w kapitale na 392,01 1.0<XJ złp. zaś X. Ossowski przy niskiej ce- 



421 

mil kwadratowych większą od Polski, a w której wartość dóbr 
duchowieństwa przy zaborze ich na skarb w roku 1789 obli- 
czoną była na 2 miliardy liwrów, czyli 3 miliardy złp., dobra 
zaś szlachty emigrantów podległe konfiskacie, a więc nie 
wszystkie szlacheckie, ceniły się podobno na 4 miliardy fran- 
ków, czyli 6 miliardów złp. Przy licytacyi cena zwykle pod- 
skakiwała znacznie *). 

' Ekonomie czyli dobra stołowe królewskie w Litwie i Ko- 
ronie czyniły w latach 1788 — 1791 przeciętnie po 2,783.338 
złp., jak się przekonamy z rachunków skarbu królewskiego 
(niżej, tom III, tabl. 145, nie zaś 2 miliony, jak rachował Mo- 
szyński). Dzierżawca główny i poddzierżawcy zarabiali z pe- 
wnością drugie tyle, więc rachować należy: 



Nr. 130. 

111,333.500 zip. w kapitale i 5,566.680 w dochodzie 

roczn3'm. 

Nie jest nam znaną wartość gruntów szlachty zagono- 
wej oraz właścicieli drobniejszych, których posiadłość obejmo- 
wała mniej niż 10 dymów poddanych. Nie płacili oni podat- 
ku ofiary, a więc nie weszli do obrachunku Deputacyi Ko- 
ekwacyjnej. Ale Moszyński liczy dochód poddanych włościan 
w skromnej cyfrze około 5 złp. rocznie na głowę, lubo nie 
które zamożniejsze grupy holendrów, bojarów i gospodarzy 
miewały z pewnością więcej. Z wszelkiem bezpieczeństwem 
tedy możemy powtórzyć jego c\'fry majątku poddanych: 



nic 2.<Xh» złp. za Jym oszacował starostwa na 3<.H) milionów, a więc oba 
rodzaje dóbr warte według tej rachuby 6^>2 miliony. Ale Michał Ogiń- 
ski Memoircs ]Jsj6, II, 23; powiada; że w epoce sejmu czteroletniego obli- 
czano w przybliżeniu same starostwa na 6(^ł mil.: tylko nic podaje zasad 
rachunku: może się mylić. 

* Sybel: Gcschichte der Revolutionszeit I, 112; iii, 3<^7. 



422 

Nr. 131. 

600,292.780 złp. w kapitale i 30.049.637 dochodu. 

Dla ujęcia w rachubę przemysłu i handlu użyjemy na- 
stępnych kombinacyj: 1) dochód czysty mieszkańców War- 
szawy musiał być przynajmniej 10 razy większy od sumy^ 
płaconych do skarbu podatków, a więc wynosił najmniej 
31,410.000 rocznie; 2) chociaż ludność 100 tysięcznej War- 
szawy stanowi zaledwo szóstą część ludności mieszczańskiej,, 
kraju: lecz uwzględniając, że mniejsze miasta i miasteczka mo- 
gły wejść do szacunku w n-rach poprzednich; uwzględniając 
też gorsze warunki ekonomiczne tych miast, policzymy na 
ich dochód (a mieścić się tu będą: Wilno, Kraków, Poznań, 
Wschowa, Lublin etc.) tylko dwa razy tyle, co na jedne War- 
szawę, czyli 62,820.000 złp.; 3) naród żydowski przy stopie 
3-złotowej podatku pogłównego powinien był płacić 2,700.000' 
złp., (lubo płacił mniej), więc dochód jego liczyć należy przy- 
najmniej 10 razy więcej, czyli po 27,000.000 rocznie. Wy- 
padnie ztąd: 

Nr. 132. 

2,424.600.000 w kapitale i 121,230.000 w dochodzie 

rocznym. 

Z dodania wszystkich powyższych pozycyj (Nry 128 — 
132) otrzymamy ogół bogactwa i dochodu narodowego na 
rok 1791: 

Nr. 133. 

najmniej 6 (dokładniej 5..,.0 miliardów w kapitale, a 300 

milionów w dochodzie. 

Piszemy: „najmniej" dlatego, że w 176 milionach, wy- 
rażających dochód mieszkańców wiejskich figuruje nizka cy- 



423. 

fra mienia włościan i wartości króle wszczyzn, oraz nie znaj- 
duje się wcale własność szlacłity, mającej mniej niż 10 dy- 
mów; zbyt szczupłym też być musi w tym ractiunku docłiód 
mieszczan i żydów 121 milionów złp. na 1,400.000 głów t. j. 
po 86\/2 złp. na głowę rocznie, kiedy utrzymanie żebraka (do- 
rosłego) w Warszawie kosztowało, jak widzieliśmy z Nru 84 
niemniej jak złp. 280. Cłićąc tedy otrzymać maximum, do- 
dać można około 100 milionów w docłiodzie, a i tak jeszcze 
nie dorównamy wartości zbóż brutto, obliczonej w § 23. (I, 
str. 343. Cały obrót roczny tego docłiodu mógł być zała- 
twiony zasobem 200 — 250 milionów gotowizny, gdyż wyma- 
gał tylko dwukrotnego jej obiegu, który wydaje się nam 
wielce prawdopodobnym, ponieważ skarby koronny i litew- 
ski regulowały pobórwszystkicli prawie podatków do rat pół- 
rocznych. 

Jesteśmy przeto pewni, że politycy z XVIII wieku nie 
znali wartości i zasobów Polski, że je szacowali zb>^ nizko. 
Pocłiodziło to po części z braku wiadomości statystycznych 
i wprawy rachunkowej, po części z nałogowego zapatrzenia 
się wyłącznie tylko na własność ziemską i intraty gospodar- 
cze, po części z nastroju pesymistycznego, spowodowanego 
widokiem niemocy politycznej i nieszczęść krajowych. Nastrój 
ten i te błędy rachuby szkodliwie oddziaływać będą na prace 
około reformy państwowej, hamując swobodę myśli i energię 
woli. 

Bo w życiu państwowem, w kierownictwie losami naro- 
dów rozstrzyga o przyszłości nietylko ilość zasobów, ale też 
umiejętność zużytkowania ich. Zamykamy właśnie przegląd 
fizycznych, materyalnych a poniekąd i umysłowych (w dzie- 
dzinie polityczno-ekonomicznej) zasobów Polski z przeświad- 
czeniem, że po wyczerpaniu i bezsilności z czasów bezrządu, 
po katastrofie pierwszego rozbioru, która sprowadziła nie- 
zmierną nędzę, zasoby materyalne i umysłowe wśród najnie- 
pomyślniejszych warunków geograficznych wzrosły z zadzi- 
wiającą szybkością i energią na epokę sejmu czteroletniego, 



424 

f.e po drugiej katastrofie rozbiorowej znajdowały się jeszcze 

w lepszym stanie, niż przed dwudziestu laty. Ale jasny sąd 
o spoieczeńswie sformuiować zdołamy wtedy dopiero, gdy 
zbadamy, o ile to społeczeństwo umiało swoje zasoby zużyt- 
kować na pożytek własny i przyszłych pokoleń. To właśnie 
będzie glównem zadaniem tomów następnycłi. 



(KOSlEr TOW ]>Hl"GIF,RO). 



1 



Spis rzecsy systematyczny. 



Rozdział IV. Handel, kupcy I banklerowle. 

§ 32. Rkui ok;i n:i handel dawny przoJ Stanislau-em Augustem. 
SUin piimyślny wXV, XVI i pierwszej połowie XVII w. Upa- 
dek linndiii cznrnomijrskieKti, powetowany wzrostem handlu 
na Italtyku. Stanuwjskn CidnAska. Cyfry wywnzii. Zanio- 
żnośd szladity i m\etiixxan. Przyczyny upaJku: przywilej wol- 
nnid oJ od, taksy ti>war'jw, ciemnota rządu, pu^.ird.i dla 
sianu kiipiockie},'!), klęski krajowe. Stan handlu i cvfrv wy- 
wozu w epoce Sasnw 

S 33. Wi-kladY te.l^el^■L•znc ckonomisl.iw i «łosv prasv w malervi 
handlu. Mitzler de l^nluir. PruresKniwic uhii .Akademij: To 
]'tawski. Hieronim Sln)jniiwaki. \Valervan Strojnowski, Sta- 
szie, Ki.lliit:ij. Uwaiti obywatelskie. . świtk-iwski. G, P. F'. 
K'. ISjJlfcki, t'z;icki. Karp". Sandomicrznnin. v\nonyni P;itrif>LT. 
.Sa^c 

S 34. Warinki zirwiiclr/.nu liandlu pcilskicKu xi Stanisława Auf^usia. 
h l'iililyka handlowa i'n.s. I'r>-derj-k ii ^Wielki". Sprawo 
l\\\'i.tzyfHka. Lupieztwu jcncrnliiw Thadcna i It«llint;a pod. 
e/.Hs piiTwszeijo ruzhioni. Mennica Talszcrska we Wlciclawku, 
Traktat handlowy z n.ku 177.-i. Gnębienie lidańska. Taryfa 
celna i s/ykany hiunikracyi, Nariiicnnie wyrobów fabrycz- 
nych pniskicli. llWijienie Gd.nńska w roku nS4-l78ó. Wier- 
no-^ć miast.t rzi^diiwi polskiemu. Uli;i zrobione przez Trydc- 
ryka Wilhelma II. .łjiitacya nu sejmie Ciiteroletniin o ustąpie- 
nie GJauska i Torunia. t)(lm.)W.i. Wrażenie konatylucyi ;ł-Bo 

mi.j.-. na GdaTl3Zc;!an 

'.' Sl.is:inki Z Ailstryn. Traktat handlowy z roku 177.i. To- 

di'..ZL'me ^'.li wielickiej. l)it«n<i:^oi J<'>;^t:f.i Tl 

:i- Sl..suiik; z Kosyn. Trakt.ity ITi.N i 177.'.. WulnitSć li.indlu 
.■: '(yv.ił Z-dnionie Chcrs'>nu. Kc-r^yści ciąpnione przez Ukrai- 



426 

str. 

§ 35. Podział urzędowy handlu w Polsce. Zar>'sy ogólne handlu 

zagranicznego, wewnętrznego i tranz>'towcgo 54 

§ 36. Komunikacye lądowe i wodne. Działalność prawodawstwa, 
szlachty i Komisyj Skarbowych. Poczta. Uspławnianie rzek. 
Kanały: Ogiński i Królewski Ó9 

§ 37. Ceny: 1) zbóż i chleba. Charakterystyka ogólna wedhig okre- 
sów i miejscowości. Laszt. Tablice cen pszenicy i żyta. War- 
tość złotego z lat 1786—1793 ' 74 

2) innych artykuhiw żywności; ceny obiadu 89 

3j mieszkań 91 

4) wyrobów rzemieślniczych i fabrycznych 92 

5) koni i furażu 96 

6) pracy ludzkiej 97 

7) Budżet roczny mieszkańca Polski w końcu XVIII wieku 99 
§ 38. Handel wywozowy: 1 ) Zboże z Gdańska, Elbląga, Torunia. 

Królewca, Mcmla, Libawy, Rygi, Chersonu; Ogół ilości i war- 
tości. Porównanie z ilościami dzisicjszemi 105 

2» Włókno 124 

3) Towar leśny 125 

4) Potaż i popiół 126 

5—8) Smoła, miód, wosk, konie 127-128 

9) Bydło 129 

10—12) Wełna, skóry, łój 130 

13) Saletra . . . '. 131 

14 — ló) Pierze i szczecina. 16) Płótno i przędza. . . . 132- 133 

17) Kóżnc drobne artykuły 133 

Wartość całego wywozu brutto 133^ 

§ 39. Handel przywozowy: Wartość niektórych artykułów; zasady 

handlu zbytkowei;o, cennik Tcppcra. Rozrzutność Polaków . 137 

§ 40. Działalność r/.a.du ku podniesieniu handlu. Konstytucye o cle 
generalncm. drogach, wekslach i utrzymaniu praw szlachectwa 
przy zatrudnieniach handlowych. i*racc Komisyj Skarbowych. 
Protckcya w taryfach celnych. Noty Czackiego. Układy o tra- 
ktaty handlowe. Sejm czteroletni. Niepomyślne warunki lV-gii 
okresu 145 

§ 41. Poczet wybitniejszych lirin kupieckich i bankierskich. Sklepy 
towarów wscłi<»dnich, sukien, bławatów, tabaki, ^vin, mód, 
ksi«;garnie, sklepy towarów francuzkich i angielskich. Bankiero- 
wie, szczegnlnic Teppcr z zięciami, Kabryt, Meysner, Blank, 
Kapostas, i 'rot Putocki. Bankructwa 160 

§ 42. PłiUinse handlowe Polski w epoce Stanisława Augusta. Bilan- 
se urz<,'d<»we 177()i 1777, ich upi)wszechnienie i błędne uogól- 
nienie. Okres rozbiorowy niepomyślny. Poprawa od r. 1784. 
Bilanse dochudow cehiych 17łsH- 17*>J. Fiilans Litwy z roku 
17''J ur:<ędi»wy. Wnioski co do okresu iii. Niepomyślne wa- 
runki okresu IV 1-S3 

?; ^'^. Ilość monety tjbici^owcj. Stan zasubu monetarnego z dawniej- 
s/.ych czasiny. Mennica Stanisława .\ugusta. Trzy reformy co 
do stopy zlotOL;«». Tablice wybitych w i*olsce pieniędzy ^y la- 
tach 17r,r, 17'>'4. < )hlic:'.enia społczcsnych polityków i publi- 
cystów. Nas/e wnioski co do monet krajowy cli i zagrnnicz- 
nycii w każdym .'. cUcrech i»kres<')W. Zamknięcie rozdziału . . 193 



Rozdział V. Przemysł I sprawa miejska. 

% 44. Smntny stun miast przed obiorem Stanisława Augusta. Przy- 
czyny upadku i nfdzy stanu miejskiego. Wyznanie Stanisła- 
wa Małachowskiego. Ucisk dziedziców. Nadużycia starostów 
w miastacli kriilewskich, Jurydyki. Wyrugowanie posłów miej- 
skleił z sejmu i elekcyi 313 

g 45. Pierwsze fabryki pańskie z czasów saskich: 

1) Żelazne w biskupstwie krakowskiem, założone przez Zału- 
skieKo_ 225 

2) Żelazne Jana Małachowskiego K. W, K 327 

'S) Szklannc, kamienne etc. Kadzi wiłłuwcj 228 

4) Pasów Słuckioh etc. Michała Iładziwiłła 229 

§ 46. Zakłady przemysłowe tworzone z wuli i Tunduszow lub na 
zachętę Stanisława .Augusta: 

1) Mennica, IM Ludwisnmia i 3) l\ompania Manufaktur weł- 
nianych 230 

4| Belwoderska fajansiiw, 5| Kozienicka broni 236 

.0) Kompania solna Buska (hr. Heusta) . 237 

61 .Micdzianogurska (Komisya górnicza) !38 

7) Manufaktury Grudziefiskie. Antoni Tyzcnhauz: sądy o nim 
\Vyhtckiego i nowocKesnycłi pisarzy; wyliczenia fabryk i za- 
kładów Jego; wady planu i wykonania; bankructwo: nasz sqd 

przemysłowej działalności Tyzenhauza. Ostatnie usiłowania 
Stanisława Augusta : 257 

§ 47. Fabryki zakładane przez panów w drugim okresie: 

1 I Czartoryskich w Staszowie i Korcu 259 

2 Potockich: w Machmlwec, Niemierowio, Tulczynie, Motiyle- 

wie nad Dniestrem " 261 

3 Sapiehów w Kóżiinnic 262 

4 Jabłonowski cli w Siemiatyczach 262 

Cii .Małachowskiego Jacka z hompanią poszukiwania pod Ka- 
czkami 263 

5 l*omatnwsktcł): w Korsuniu, Toraszczy, Sacłin<'iivce. Społe- 
czeństwu fabryki płóciennej w ł.owiczii 263 

7 ; Chrcptowicza w Wiszniewie 265 

h l*oniAskiogo w Dryłowic; sprowadzenie slolarzv-ebcnistów. 265 

9 Dnniłia w Kohylco 266 

U)t Jezierskiego kasztelana łukowskiego charaktetys^yha, 
przudsicliiłłrstwa w ,\licJzieiy, Maleńcu, Gratienicach, Sobieniach 

i Solcy: zapomniane zasługi i rzeczywiste stanowisko jego 266 

% 48. Nicudalno^ć przcdsicłiiorslw przumyslowj-ch szlaclity. 1'iitrzc- 
^a przemysłu Tniq'skiego. Kor/Rdzenia prawodawcze tyczące 
się miasl w pierwszym okresie, Kimstytueye 176S i 1775 r. 281 
S 49. Sprowa miejska w okresie drugim. Głosy literaluiy. Wpływ 
szkiit nowych. Zmiana w ubtczajach. Jiyczliwa dla miust 
działalność Koinisyi Skart>uwcj Koronnej i przemysłowe Jej 
pr/edsi;biorslwu: kopalnie węgła kamiennego Siewierskie, ku- 
tnioe Sucłiedn i liwskie i Sainsonowskie. DzialalnośiJ Kady Nie- 
uslajqcej i IJcpartamcntu Policyi. ]vuMusya Policyi. Stan fim- 
duszów miejskich ' . ... 288 



428 



str. 



§ 50. Rozwuj przemysłu miejskicgu przeważnie w okresie II i III. 
Przemysł Wielkopolski, Małopolski, na Mazowszu, szczegól- 
nie w Warszawie, brak ruchu przemysłowego na Litwie . . 303 

§51. Opis miast pojedynczych 323 

w Litwie: Mińsk . ' 323 

Wilkomierz 326 

Kowno, Nieśwież 326 

Grodno 327 

Wilno 330 

Prowincya Małopolska: Żytomierz 333 

Dubno, Berdyczew 334 

Kamieniec 335 

Mohylów nad Dniestrem, Tulczyn, Lublin 'ASH — 339 

Kazimierz nad Wisłą 341 

Sandomierz 342 

Kraków 343 

Prowincya Wielkopolska: Wschowa 346 

Kawicz 348 

Zduny, Oborniki etc. Poznań 349 

Kalisz 353 

Piotrków Trybunalski 354 

Białystok etc 357 

Warszawa 358 

§ 52. Sprawa miejska na sejmie czteroletnim. Zjazd deputowanych 
od 141 miast do Warszawy na wezwanie Dekcrta. Audven- 
cya u Króla. Kozprawy grudniowe roku 1789. Wyznaczenie 
Ueputacyi .Miejskiej i składane przez nią memoryały mie- 
szczan. Polemika broszurowa: Harss, Jezierski kasztelan łu- 
kowski, Ciłus miast litewskich, Odpowiedź Wójta, Pytanie etc, 
Odezwa Galicyanina, ks. Franciszek Jezierski, Kołłątaja mowa 
i ostatnia przestroga. Kozprawy sejmowe w kwietniu 1791 r. 
Uchwała według projektu Suchorze wskiego 379 

^ 53. Prawo pod tytułem: ,. Miasta nasze królewskie wolne". Usta- 
wa Kządtiwa trzeciego maja i j,l'r/ądzenie wewnętrzne miast 
wolnych**. Treść i wartość. Zapisywanie się szlachty do 
ksuig miejskich, uczty spólne. Wykonanie praw nowych. 
Uspł)subienie iTiieszczan podczas wojny 1792 roku. Sympatye 
Gdańska i Torunia dla ustawy 3 maja 397 

§ 54. Zachowanie się miast w okresie czwartym, szczegcilnie pod- 
czas powstania Kosciuszk«)wskiego. Kraków. Warszawa i Ki- 
linski. Wilnu. Mieszczanie Kurlandyi. Rzut oka ogólny na 
pr/cmysl i sprawę miejskij 4<.»5 

Rozdział VI. Ogół bogactwa narodowego. 



.^ •".. 



kachi.inUi; ryczałlł)wc Kapostasa i X. Ossowskiego, szczcgij- 
liiwy Mcis/ynskicj^ti. iJcputacyi Koekwacyjnej, wykazy hipote- 
c/iK' niiskic, ohlio;iciiie iiiischinga. Nasze wyjaśnienia i wniu- 
>Ui . * '...... 412 



SKOROWIDZ 
Tablic i Numerńw w tomie ll-gjm zawartych. 



Ogół bogactwa narad. 



I 



HAJNOWSZB WYDAWNICTWA 

KSII?CVAWNE 

TEODORA PAPROCKIEGO I S-KI 



Rs. k. 

AiiAtomia gtouy ludzkiej n-rax x B2yj^ Wyklnd po- 
glądowy X tekBl.i?iii objiiKii. jir/.fz d-ift ined. łi. Flauma 
i 5-inn ili-zHworyfciuii ...,., . 1 20 

Antoiika. Hvt;ittDA ludovi a. Trzeba dhać o zdionle, aby się 

iislr/t!i!a flioroby — 40 

Bert Pawe). PitrwHKe »'iaiłoniości z geomotr}'! doświadczalnej 
w uisŁosou-Hiiin do iiilerzi>iiU Oitcliików powienschnl 1 ob- 
jVti;Bi;l. Z.> 111 drzew, w tekicie. Sjiolszczyt S. Srebrny — 90 
W knttouie . 1 10 

Breiłs d-r. luk-n.rz piaktyknji^i?'; w Berlinie. 100 rad dU ntrwo- 
tvyi:li ze s:i'.zf{jijliieiii uwzgl^daienii-m neurastenii, hypo- 
koiiiliyi i liyt-teryi — 25 

Brownsford Antoni. I'udr>;czn[kdo moyonulnogo żywienia zwie- 

r/ijŁ ^o-!|>f'iUrskii;li. Drugie, nowo opracoiyane wydanie 1 50 

Br>kczyriskł A. k--. Dom lloi-y. Pruktyczue wsknzówki budo- 
Kiii.ia, ii.t|.ruwi:<iiiit I iitnsytiiyn'n.nia koMolt^ów na wzór 
dz't'lH ks. U^rliił^r do MontHiilt. Z talilinami, rysowane- 
tui pi/.--/. Wajriei;! H G^urdona. Wydanie drugie, pmejrza 
nt' i po.TRwione 1 50 

ChtnielDHKii.i Piotr i Grabowski Edward. Olirnz literatury po- 

w .-/,'" Ol ii. J K iiirŁ-.-i-/..'/,iiTii»cli i iirzykladnch. 2 toiny, . 8 60 
w oprawie , 10 — 

CheiAski-leskn Teodor, iic/. wyljom. Opowieści jakich wiele . 1 — 

— lii. Ala 1 w iyin i lileiuŁurze. SlH.lyuni . , . 1 35 
C i H I <.> (' H ł c IV i e k II. ^' ykliL<l po;;litdou'y anatomii człowieka 

■/. ti'k-Ł Ul ••:!J.i~ninj;i-jyiu d tei M. Flauma 1 10 drzeworyt. 1 20 

Dąbrowski Ignticy. Fulka. Nowidla 1 60 

Dygasiński AiiolF. <'u>lowno linijki. '/. 21 I uijtruuyiiml .). i>au 

l.i.wi. zii. W kririoiii.' rs. n kL.p. 60. W oprawie. . -i 3) 

— Niirzfwmit « iljtowa. Koiutjdj-a ludowa w 3-ch aktacb. I 2U 

- Pi.ii.>. Powr.!Ś.'! I GO 

Flaum M. dr. O żvdu i śml>TCi. Udczyt popu liiriin -naukowy . — '25 
G^bargkl Stefnii. 'Z.'i^iuiouv w grotich Ojcowa. Z 16 jlu^tra- 

<v;.i,.Ł. W kH!to::i^rs. i krp. (iO. W owi ob. oprawie . 2 — 
Gliński Kazimierz. lSu<l..wi,i.<y E/uzij-Juia. Fowlcśt: . . I 20 

Comulicki Wiktor. I>'i idij i do nieco. Pogadanki na temat 

ll.lJl-.liSlWi. . . . _ Jf) 

- '/\fU:uy k:iji-t, .S/kiru z uHt.ronla 1 — 

firol-EcCikuwska W. B.z woli. PowieśiS . . . . 2 .W 
Guirauit P.iwel. 0|i"wi:idiiuiii lii»'tctryi'Kiie. Urecyii. Zycie do- 

u ..wo i i.ul,li.V/.UH Greków. Przeloiyl J. L. Popławski . ] 60 
' 'ii-.\vi:.>l,ii;(a lil-liirvi ziii'. fin-tya.']!. luftytucyo puhll- 

..-.. I',i:.i-/}1 .I.'!.. 1'Ł'płiiWf.ki 1 50 

' il-.^^i.id.ir.irt lii-tLirycKiio Uzyni. Zycie prywatne i pn- 
...i J.IJ.' I!>:vi,.i,,ii. f'r/.idoŻvl .1 L. Poplawiiki . .180 

Hajotii. 1.!. hid r..wii.-;i; i> spiilf^/UHna w 2 toaach . '2 — 

Hovi'y A Wii;i".ni. 'M,.,:i.lvw«nio iiivś!i. PrKcłużvl z angielskipso 

!li::-v« W.nii.. Z li.v.iioi,u"ivsu:ik!imi ' . . .1^0 

let T. r. S,i-a. J'..«i.-Ji . . ' MU 

lunoszi KIiMCria. 1\i-.;tii!Li> wij-ki.w.- I - 

— M :-.!../! Z i u.si-!i.yiii,d fr. Ko-tr/ewskiBijo Wyd. U. I 2i» 



NAJNOWSZE WYDAWNICTWA 

KSlJ^CłAKMI 

TEODORA PAPROCKIEGO i S-KI 

w Warszawie, Nowy Swiiit -11. 



R^;. k 



1 
2 - 

1 - 



2i) 



łU) 



Konarski Franciszek. Metodyczna fcramatyka jj/yka pol,;kipgo. 1 — 

Kośmirtski Paweł. Poezye " . . 1 — 

Kruk Władysław. Sabinka. Powiastka tlla dzieci. Z iiustr<*- 

cyaiui. W kartonu' — 9'^i 

Lemianowicz Teodor. .I«.*dynat /ka. Szkic z natury . . — 75 

Lłe Jonas. Niobe. Powieść w.»»półi»zcsna. Przokład z orygiuału 

norwoskiffl^o .... 1 50 

Machczyrtski Konrad. Mozujka wilcza, ułożona / nilcdzipiiczyrh 
wFponinioń |)izyjacił'l:i. Z rysnnkami .J. Hyszkiewicza . 

Meodes Catulle. Ryszard \V,ii;iił.T. Piz<*iozyl i biografia Wa- 
gnera opairz\l A. J*ł»n<;M 

Nansen Piotr. Dziennik Juiii. Z n poważnieniu autora przeło- 
żyła z duńskiOi;«ł R. liłM-nstoinówna 

Niedziałkowski Karol ks. Nic tody dro^a, Szanowne panie! (Stu- 
dvum o enian<-vp:icvi koliiet ) 

Oko ludzkio 1 orf»::«ii'' poino^Miieze. Wykład po^lądł)wy 
anatoinii oka. z tekstem ob}{lśuulja/!^ ni prze/, dra inod. 
M. yiaunia i 5 dr/ew«-r\t;inii , .... 

Ottoiengui Rodriguez. Szoze^ólny .-.akiad. Z życia agenta pr>- 
licyjne.ijo. l^rzekłatl z an«;iel>kieoo ..... 

Podręrzu i k k s i łjga r •• k i. l*r/ewodnik juakiyezny dla wn dan- 
ców, k>io3;arzv. pł.»niocuik«'«\\ i praktykantów k^ięg-łr- 
skicii. Na podstawie ^wojrkicli i olu-ych źródeł opraco- 
wany pc«l rudaki-YH 'l\'od«łra ł'aprookic^o .... 

Prażmowska Teresa. Sitci*. I^owieM* ida dorastajł^cej mło- 
dzież}'. V/ karto ni u 

W' o/.dt»hnej opiawie . 

Prus Bolesław. ()powiadaiiia wie«'7orne .... 

R5ntgen dr. W, K. O nowym roizajti prondeni. Z oryj^inału 
przełożył i wiUu|M?ni opatrzył S. Sretirny. tZ portretem 
autora i 7 rysunkami. — 

Sbcztte ftasz*;ta. Kr;.it:.:eezka 'ila 'Jzieoi z obrazkami kolorowan. — 

Strzemeska J. i Werylio M. AV\clM»wanie przedszkolne. Pod- 
ręcznik d!a wycbowawców. Z licznymi drzew, w tek.^de 
i iKł-nia tablica i:ii lit«.-^:ai«nvan«'nłi. Rs. 2, W kartonie 2 

Teresa-Jadwiga. Cicbe nie.wiasty t)powiudania t i>^toryczue dla 

dora.*«trij;iCei niio;J/ii /y. W kart. r<. I kop. (łU, w oprawit* 2 — 

Valmiky. l>amayaiia. Zycie Ramy. Scaroż\ tna powieść indyjska. 
Podhi^ upracowania Hipolita Fauche, z francuskiego 
przełożył A. l.anye 2 40 

Walewska Cecylia. Pod-iu.bane. Noweie 1 i)<J 

Weroic Henryk. Hi.^*or>a pow.-^zecbna^ opowiedziana i zaopa- 

tiznna pvlaid:jmi. 1. l>/i««je starożytm*. Z tabl. chronol. 1 — 

Zagórski Włodzimierz. iCbo hlik). Mój pietws y dzik i inne nowele i Th.) 
— W .\X wiek-.j. J''aniazya liniij«»ry.styi!zi a . . . , — H(.) 

Znicz. Fałv/Ą'Włj .lżwii.'ki . ^ — 75 

Żeromski Stiiifan. s >pow:a lani.i 1)10 

Wy.syika uskutecznia się także za zaliczeniem pouztowem. 



bo 






Jo 



HOOVER INSTITUTION 

To avaid fine, this book should be rcturned o 

or before tfae datę lul stamped below 




3 blGS 070 175 343 



bkf33c