(navigation image)
Home American Libraries | Canadian Libraries | Universal Library | Community Texts | Project Gutenberg | Children's Library | Biodiversity Heritage Library | Additional Collections
Search: Advanced Search
Anonymous User (login or join us)
Upload
See other formats

Full text of "Świat słowiański"

This is a digital copy of a book that was preserved for generations on library shelves before it was carefully scanned by Google as part of a project 
to make the world's books discoverable online. 

It has survived long enough for the copyright to expire and the book to enter the public domain. A public domain book is one that was never subject 
to copyright or whose legał copyright term has expired. Whether a book is in the public domain may vary country to country. Public domain books 
are our gateways to the past, representing a wealth of history, culture and knowledge that's often difficult to discover. 

Marks, notations and other marginalia present in the original volume will appear in this file - a reminder of this book's long journey from the 
publisher to a library and finally to you. 

Usage guidelines 

Google is proud to partner with libraries to digitize public domain materials and make them widely accessible. Public domain books belong to the 
public and we are merely their custodians. Nevertheless, this work is expensive, so in order to keep providing this resource, we have taken steps to 
prevent abuse by commercial parties, including placing technical restrictions on automated ąuerying. 

We also ask that you: 

+ Make non-commercial use of the file s We designed Google Book Search for use by individuals, and we reąuest that you use these files for 
personal, non-commercial purposes. 

+ Refrainfrom automated ąuerying Do not send automated ąueries of any sort to Google's system: If you are conducting research on machinę 
translation, optical character recognition or other areas where access to a large amount of text is helpful, please contact us. We encourage the 
use of public domain materials for these purposes and may be able to help. 

+ Maintain attribution The Google "watermark" you see on each file is essential for informing people about this project and helping them find 
additional materials through Google Book Search. Please do not remove it. 

+ Keep it legał Whatever your use, remember that you are responsible for ensuring that what you are doing is legał. Do not assume that just 
because we believe a book is in the public domain for users in the United States, that the work is also in the public domain for users in other 
countries. Whether a book is still in copyright varies from country to country, and we can't offer guidance on whether any specific use of 
any specific book is allowed. Please do not assume that a book's appearance in Google Book Search means it can be used in any manner 
any where in the world. Copyright infringement liability can be ąuite severe. 

About Google Book Search 

Google's mission is to organize the world's Information and to make it universally accessible and useful. Google Book Search helps readers 
discover the world's books while helping authors and publishers reach new audiences. You can search through the fuli text of this book on the web 



at |http : //books . google . com/ 




Jest to cyfrowa wersja książki, która przez pokolenia przechowywana była na bibliotecznych pólkach, zanim została troskliwie zeska- 
nowana przez Google w ramach projektu światowej biblioteki sieciowej. 

Prawa autorskie do niej zdążyły już wygasnąć i książka stalą się częścią powszechnego dziedzictwa. Książka należąca do powszechnego 
dziedzictwa to książka nigdy nie objęta prawami autorskimi lub do której prawa te wygasły. Zaliczenie książki do powszechnego 
dziedzictwa zależy od kraju. Książki należące do powszechnego dziedzictwa to nasze wrota do przeszłości. Stanowią nieoceniony 
dorobek historyczny i kulturowy oraz źródło cennej wiedzy. 

Uwagi, notatki i inne zapisy na marginesach, obecne w oryginalnym wolumenie, znajdują się również w tym pliku - przypominając 
długą podróż tej książki od wydawcy do biblioteki, a wreszcie do Ciebie. 

Zasady użytkowania 

Google szczyci się współpracą z bibliotekami w ramach projektu digitalizacji materiałów będących powszechnym dziedzictwem oraz ich 
upubliczniania. Książki będące takim dziedzictwem stanowią własność publiczną, a my po prostu staramy się je zachować dla przyszłych 
pokoleń. Niemniej jednak, prace takie są kosztowne. W związku z tym, aby nadal móc dostarczać te materiały, podjęliśmy środki, 
takie jak np. ograniczenia techniczne zapobiegające automatyzacji zapytań po to, aby zapobiegać nadużyciom ze strony podmiotów 
komercyjnych. 

Prosimy również o: 

• Wykorzystywanie tych plików jedynie w celach niekomercyjnych 

Google Book Search to usługa przeznaczona dla osób prywatnych, prosimy o korzystanie z tych plików jedynie w niekomercyjnych 
celach prywatnych. 

• Nieautomatyzowanie zapytań 

Prosimy o niewysyłanie zautomatyzowanych zapytań jakiegokolwiek rodzaju do systemu Google. W przypadku prowadzenia 
badań nad tłumaczeniami maszynowymi, optycznym rozpoznawaniem znaków łub innymi dziedzinami, w których przydatny jest 
dostęp do dużych ilości tekstu, prosimy o kontakt z nami. Zachęcamy do korzystania z materiałów będących powszechnym 
dziedzictwem do takich celów. Możemy być w tym pomocni. 

• Zachowywanie przypisań 

Znak wodny "Google w każdym pliku jest niezbędny do informowania o tym projekcie i ułatwiania znajdowania dodatkowych 
materiałów za pośrednictwem Google Book Search. Prosimy go nie usuwać. 

• Przestrzeganie prawa 

W każdym przypadku użytkownik ponosi odpowiedzialność za zgodność swoich działań z prawem. Nie wolno przyjmować, że 
skoro dana książka została uznana za część powszechnego dziedzictwa w Stanach Zjednoczonych, to dzieło to jest w ten sam 
sposób traktowane w innych krajach. Ochrona praw autorskich do danej książki zależy od przepisów poszczególnych krajów, a 
my nie możemy ręczyć, czy dany sposób użytkowania którejkolwiek książki jest dozwolony. Prosimy nie przyjmować, że dostępność 
jakiejkolwiek książki w Google Book Search oznacza, że można jej używać w dowolny sposób, w każdym miejscu świata. Kary za 
naruszenie praw autorskich mogą być bardzo dotkliwe. 

Informacje o usłudze Google Book Search 

Misją Google jest uporządkowanie światowych zasobów informacji, aby stały się powszechnie dostępne i użyteczne. Google Book 
Search ułatwia czytelnikom znajdowanie książek z całego świata, a autorom i wydawcom dotarcie do nowych czytelników. Cały tekst 



tej książki można przeszukiwać w Internecie pod adresem http : //books . google . com/ 




r 



i.- 
D 



■^^^•'-■- '■ 



ROCZNIK IV. 

TOM I. 




A "^ 



NR. 37. 

STYCZEŃ. 

1908. 










«y 







MIESIĘCZNIK 

POD REDAKCYĄ 

D^ FELIKSA KONECZNEOa 



KRAKÓW 

REDAKCYA UL. PODZAMCZE 14. 

ADMINISTRACYA UL. STRASZEWSKIEGO 8L 



u 



„świat Słowiański" 

miesięcznik poświęcony stowianoznawstwu i przeglądowi spraw^ 
słowiańskich ze stanowiska polskiego, wychodzi z początkiem 
każdego miesiąca w zeszytach 4—5 arkuszowych. — Prenume- 
rata całoroczna wraz z przesyłką pocztową wynosi 10 K., kwar- 
talnie 2 K. 50 hal. Cena jednego zeszytu 1 K. Adres redakcyir 
Kraków, ulica Podzamcze 14. 

Administracya: ul. Straszewskiego L. 8. 

Skład główny na Lwów i Galicyę wschodnią w księ- 
garni H. Altenberga we Lwowie. 

W Poznaniu skład główny w Księgarni Polskie] W. Tern- 

plowicza. Prenumerata roczna 10 marek, kwartalna 2 M. 50 f.». 

zeszyt osobno 1 markę. 



TREŚĆ Nru 37-go: 

(Styczeń 1908). 

Str. 

Slowiafiska obrona Wielkopolski, przez Dra Feliksa Konecznego . 1 

Prusy a Polska, przez Dra Augusta Sokołowskiego ^ 

Pomysty i idee ukralAside prof. M, Hruszewskiego, przez Dra 

Ludwika Kolankowskiego 19 

KonstytBcya w Czarnogórze, przez Dra Zygmunta Stefańskiego . 30 

Tngr posiedzenia ICinbo Słowiańskiego 41 

Przeglfd prasy słowiańskiej: 

Z prasy ruskiej 46 

Dr. Glebowickij o stosunkach polsko-rusko- 

rosyjskich 50' 

Z prasy czeskiej 53 

„ słowackiej 58 

„ słowieAskiej 59 

r, chorwackiej ^ 

„ serbskiej 6^ 

„ Bośni i Hercegowiny 65 

„ bułgarskiej 66 

Ze spraw Starej Serbii i Macedonii 67 

■eccnsye i sprawozdania z dzieł: 

P. Boyer et N. Speranski: Manuel pour l'etude 

de lajangue russe (Henryk Ułaszyn) . . 68- 

Moravski Citanka, uspofadal Fr. Bilf (mg) . . 69 
Ign* Hoiek: Grammatik der neuslavischen Spra- 

che (Jan Magiera) 69 

Przyjaciołom Włodzimierza Spasowicsa ... 71 
Antoni Mazanowski: Gorkij, Czechow, Wieresajew, 

Andrejew (N-ny) 71 

K. A. Borisow-Korseniowski t Sprawozdanie z eks- 
pedycyi w kraje słowiańskie, przedsi^zi^j 
w r. 1903 z ramienia Twtwa Słowiańskiego 

w Moskwie (Sdl) 73 

BUbUMrafia rosyjska (N-ny) 74 



jm 




■i 



Świat Słowiański 



MIESIĘCZNIK 

poświęcony słowianoznawstwu i przeglądowi spraw 
słowiańslcicłi ze stanowislca polsliiego 



POD REDAKCYĄ 

Dra Feliksa Konecznego. 



ROCZniKR lV.go 

TOM I-szy. i 

(Styczeń — Czerwiec 1908). ' 



KRAKÓW — 1908. 






. HARVARD^. 

UNIVER5fTY 
UORARY 
20 SEP 1967 



=::^^^>^/^<^^ 



Redakcya: Kraków, ulica Podzamcze 14. 
Administracya: Kraków, ulica Straszewskiego 8. 



='^^^:>^V:^ 



KRAKÓW - DRUK W. KORNECKIEGO i K. WOJNARA 

POD ZARZĄDEM ADOLFA NOWAKA. 




TREŚĆ tomu I-go 

Rocznika IV-go 
(Styczeń — Czerwiec 1908). 



i 



Str. 

Słowacki i Słowiańszczyzna, przez /Cs. Kdmila KantaJca . . 543 

^ 

Pomysły i idee ukraińskie prof. M. Hruszewskiego, przez Dra 

Ludwika Kolankowskiego 19 

Droga do niewoli. Ustęp z dziejów kozacko-polskich zatargów, 

przez Franciszka Rawitą Gawrońskiego , . . . 121, 248 

Społeczeństwo polskie na Rusi Halickiej i jego położenie poli- 
tyczne w obecnej chwili, przez Henryka Wielowieyskiego 226 

Zabójstwo namiestnika hr. Andrzeja Potockiego 515 

Co robić wobec Rusinów, przez Dra Feliksa Konecznego . . 577 

Rosya sfederowana, przez Edwarda Chwalewika 329 

Sergiusz Szarapow o zjeździe słowiańskim i sprawie polskiej, 

przez F. K 268 

„Nieboska" i „Irydion" w przekładzie rosyjskim, przez Włodzi- 
mierza Nakoniecznego 463 

Słowiańska obrona Wielkopolski, przez Dra Feliksa Konecznego 1 

Prusy a Polska, przez Dra Augusta Sokołowskiego .... 9 

Wywłaszczenie, przez X...kiego z Wielkopolski 445 

Program Wielkopolanina, przez K- J. K 207 

Wobec Rosyi a Prus, przez K- J- K 448 

W razie upadku Rosyi, przez K- J- K 572 

Organizacye niemieckie w Królestwie Polskiem, przez Stefana 

Górskiego 471, 554 

Stosunki etnograficzne na Spiżu, przez Dra Kazimierza Krotoskiego 338 
Paweł Stalmach (w 60-tą rocznicę rozpoczęcia dzieła odrodzenia 
narodowego w Księstwie Cieszyńskiem), przez Teofila Ada- 

meckiego 454 









Str. 

Muzyka polska wśród słowiańskiej, przez Adolfa Chybińskiego 105 

Bilans czeski za rok 1907, przez Jana Magierę 142 

Dubrownik w poezyi i w historyi, przez Tad. Stan. Grabowskiego 357 
Konstytucya w Czarnogórze, przez Dra Zygmunta Stefańskiego 30 
Ze spraw Bułgaryi współczesnej, przez Dra Zygmunta Stefań- 
skiego 238 

Recenzye i sprawozdania 68, 147, 385 

Bibliografia rosyjska 74 



Przegląd prasy słowiańskiej: 
Z prasy ruskiej 
„ rosyjskiej 
„ czeskiej . 
n słowackiej 
„ słowieńskiej 
„ chorwackiej 
„ serbskiej . 
„ Bośni i Hercegowiny . 
„ Czarnogóry 
bułgarskiej 



46, 156, 276, 395, 489, 597 

. 164, 278. 400, 495, 601 

53, 168, 285, 402, 496, 606 

. 58, 172, 288, 409, 609 

59, 174, 289, 410, 500, 610 

60. 177, 291, 412, 504, 614 

65, 183, 294, 418, 508, 619 
. 65, 295, 419, 510, 619 
. 185, 295, 41^' 509, 621 

66, 186, 295, 420, 511, 621 
Zesprawstarej Serbii i Macedonii 67, 186, 296, 421, 512, 622 
Dr. Glebowicki o stosunkach polsko-rusko-rosyjskich . 50 
Z prądu rosyjskiego w Galicyi: „Równi z równymi" . 275 
O zabójstwie namiestnika Galicyi 500, 512 

Kronika 79, 188, 297, 422, 515, 622 

(Rubryki stałe: Zjazd Słowiański, Konstytucya w Rosyi, 
Tolerancya religijna, Rosya a Prusy, Prześladowanie 
w zaborze rosyjskim. Prześladowanie w zaborze pruskim. 
Spór czesko-polski w Księstwie Cieszyńskiem, Kronika 
czeska, słowacka, słowieńska, chorwacka, serbska, 
bułgarska). 




f 



śmiał SłomiaAski. Kocznik IV. łdm I. 

Styczeń 1908. 



SŁOWIAŃSKA OBRONA WIELKOPOLSKI. 

Nie wynajdzie język ludziki wyrazów oburzenia dość silnych, 
żeby napiętnować, należycie projekty rządu pruskiego do ustaw, 
z których jeden usuwa język polski już nietylko ze szkoły, z sądu 
i urzędu, ale nawet z wszelkich zgromadzeń, — drugi zaś wy- 
właszcza nas z posiadania ziemi w najstarszej dzielnicy pia- 
stowskiej. 

Nie wynajdzie język ludzki na to wyrażeń stosownych, 

a choćby wynalazł — 
pytam: — Cóżby nam z tego? 

A więc nie sadźmy się na to, z czego nijakiej korzyści. 
Nie o tem myślmy, jak „protestować", ale, jak sobie radzić. 

Dajmy też spokój wszelakim teatralnościom (a pokazało się 
ich przy tej sposobności dosyć) ^) i wszelkiemu estetyzowaniu po- 
lityki. Pocieszanie się zaś „moralnem zwycięstwem** i „sympa- 
tyami cywilizowanego świata** niech się odbywa przynajmniej tro- 
chę ciszej, żeby nie świadczyło zbyt głośno o naszem... niedo- 
łęstwie politycznem. 

Wzywać bogów i ludzi na świadków krzywdy, przystoi cza- 
sem poetom; reszta nie od tego i nie do tego. 

Bezradności byłoby to tylko dowodem, a kto bezradny, ten 
bezsilny i tego niezawodnie silniejsi pochłoną. 

Jeżeli potęga pruska będzie się rozwijać jeszcze przez lat 30, 
Wielkopolska będzie stracona. 

Mamy więc niewiele czasu na obronę. Wobec tego powinno 
wszystko inne zejść w naszem życiu publicznem na drugi plan. 
Kierownicą wszystkich naszych działań, kombinacyj, układów 
i organizacyj politycznych, musi być myśl antipruska. 

Działać w tym kierunku nie można w Niemczech. Dobrze, 
jeżeli część innych Niemców sama od siebie stawia się przeciw 

O przyznać trzeba, że nie w Wkopolsce. 

świat Słowiański — Nr. 37. ' 



J 



F. KONECZNY 2 

pruskiemu duchowi — ale gdybyśmy my wmieszali się w to 
i chcieli podsycać ten prąd bezpośrednio — wywołalibyśmy sku- 
tek wręcz przeciwny zamierzonemu. 

Działać można tylko w Austryi i Rosyi. 

"W Rosyi nie bardzo właściwą taktyką zmarnowaliśmy już 
niejedno. Jeżeli to prawda, że lepiej późno niż nigdy, niechby 
się choć teraz odezwał tam wśród polskich polityków „czynnych** 
głos, wykazujący rosyjskie zyski z pogodzenia się z Polską 
i wzywający do sprawiedliwości dla korzyści Rosyi, boć 
bez tego nic nie sprawimy. 

Do, ut des. Trzeba Rosyi coś dać, chcąc od niej "coś 
otrzymać. Jeżeli nie mamy nic do dania, zmiłowania losu chyba 
dalej czekać wypadnie. Nic tu nie pomoże, że nam się po spra- 
wiedliwości należy! Ani katolicki Kościół, ani cerkiew prawo- 
sławna nie ogłosiły jeszcze, że przykazania obowiązują także 
w życiu publicznem. A więc pozostawiając to przyszłości, trzeba 
teraz występować nie w imię uczciwości, ale w imię polityki. 

O tyle dopomożemy sobie pod zaborem rosyjskim, o ile bę- 
dziemy tam rosyjskimi politykami, Rosyi przydatnymi. Tak 
się złożyły okoliczności, że dla Polaka dziś droga do Polski przez 
Rosyę. A zacząć trzeba od Rosyi takiej, jaka istnieje w rzeczy- 
wistości. Na pozór — niemożliwość. Polityka nie byłaby jednak 
niczem, gdyby nie była sztuką uskuteczniania tego, co zrazu wy- 
daje się ogółowi niemożebnem. Dlatego też pierwszym warun- 
kiem polityki : nie dbać o popularność. 

Trzeba sobie radzić z Rosyą taką, jaka jest, z reakcyjną, 
generał-gubernatorską, złośliwą i na nas zaciekłą. Kto ma tyl- 
ko 30 lat czasu, nie może czekać na odrodzenie się Rosyi, 
ale musi sam przykładać się z całych sił do jej odrodzenia. 

Wszystko, co mamy, na jej odrodzenie! Tej Rosyi, która 
nas gnębi, trzeba oddać w Dumie na usługi naszą wiedzę, do- 
świadczenie i nasz zmysł polityczny, — ażeby nas gnębić przestała. 

Nie należy wołać do Rosyan : Przestańcie nas gnębić, a zo- 
baczycie, jak pożyteczni wam będziemy! W całej Rosyi niema 
setki ludzi, którzyby to zrozumieli, i trzeba to odwrócić: Trzeba 
pokazać swą pożyteczność, ażeby oni powiedzieli sobie: Pocóż 
ich gnębić, skoro pożyteczni? 

Państwo rosyjskie ma przed sobą tyle jeszcze kłopotów, 
a tak mało ludzi zdatnych do publicznej roboty. My mamy ich 
ilość pokaźną, i gdybyśmy się zabrali do współpracownictwa 



3 SŁOWIAŃSKA OBRONA WIELKOPOLSKI 

około państwowości rosyjskiej, nie byłoby takiego pola, na któ- 
rem udział ten nie byłby wybitnym. A zwłaszcza finanse rosyj- 
skie! Tycłi nie uratuje chyba żaden Rosyanin! A armia, admi- 
nistracya ? 

Zrazu słyszelibyśmy płoszące nas krzyki. Nie ulega wątpli- 
wości, że Nowoje Wremia^) itp. uderzyłyby na alarm, że ^ino- 
rodcy" chcą rządzić Rosyą — bo są Rosyanie, którzy wolą widzieć 
Rosyę upadającą, niż odradzaną polskiemi siłami. Ale kropla wy- 
drąża kamień, a gdy potrzeba przydusi, przyjmie się pomoc i od 
znienawidzonych, bo tonący brzytwy się chwyta. 

Już w r. 1905 wyraził Świat Słowiański przekonanie, że 
tylko Polacy mogą Rosyę ocalić. Dziś jest to coraz pewniej- 
szem, widoczniejszem. Ale nie trzeba tego Rosyanom rzucać 
w oczy, jako naszej chwalby, a ich upokorzenia — i nie trzeba 
chcieć rządzić, a poprzestać na pomaganiu rządzącym 
w kwestyach ekonomicznych, społecznych i administracyjnych. 
Dziedzinami dostarczania tej pomocy są na razie: Duma i jej 
komisye, korporacye tolerowane od biedy przez „konstytucyę", 
piśmiennictwo naukowe i poważna publicystyka. Dosyć pola, 
żeby wykazać, że Rosya ponosi straty, nie wyzyskując polskich 
sił w swym aparacie administracyjnym. 

Udział w pracach państwowych rosyjskich nie jest jeszcze 
pogodzeniem się z Rosyą, jest tylko sposobem na przygotowanie 
w Rosyi terenu do możliwości pogodzenia się z nią. Póki nie- 
mamy języka polskiego w szkole (publicznej, rządowej), w sądzie 
i urzędzie, dopóty jest nam Rosya gnębicielką. Co innego zgoda, 
a co innego polityka, o której się przypuszcza, że do zgody 
w końcu doprowadzi. Tę politykę musi ktoś rozpocząć. Mogą 
zaś być dwie opinie: albo czekać z założonemi rękoma, co los 
przyniesie, aż ją rozpocznie Rosya, — albo też rozpocząć ją sa- 
memu. 

Musimy wytworzyć sobie w Rosyi jakiś punkt zaczepienia, 
żeby móc działać, a nie wyczekiwać bezradnie. Nie widzę zaś 
innego takiego punktu, jak tylko żywy udział w sanacyi we- 
wnętrznych spraw Rosyi, na razie takich, które nawet pod rea- 
kcyjnym rządem uzdrowić się dadzą. 

O korzyściach z pogodzenia się z Polską dla zewnę- 
trznych interesów rosyjskiego państwa niema dzisiaj co mó- 



Może i czeskie Narodni Listy? 



1 



F. KONECZNY 4 

wić. Byłyby one olbrzymie ; — niezawodnie ; ale kulawi nie tań- 
czą, próżno więc przygrywać im. Rosya, nie mogąca wystawić 
ani jednej dywizyi wojska, urządzonego i zaopatrzonego, jak się 
należy, może być wciągnięta w politykę zagraniczną przez inne 
państwo (któreby się w danym razie zajęło wojskowością rosyj- 
ską, jako materyałem wojennym, dając mu ze swego, co 
trzeba, żeby z materyału zrobić armię), ale nie może sama snuć 
samodzielnych kombinacyj w polityce zagranicznej. 

Klucz sytuacyi międzynarodowej jest w Wiedniu, i nie ruszy się 
Rosya z korzyścią dla nas, jak chyba tylko poruszona z Wiednia. 

O spętaniu Austryi przez trójprzymierze była już często mo- 
wa w Świecie Słowiańskim, Położenie tego państwa jest zaiste 
ciężkie: Przymierze z Niemcami jest — dzięki rozmaitym okoli- 
cznościom — wysługiwaniem się Prusom i postawieniem sytuacyi 
w ten sposób, że „sprzymierzeńcowi" pozostawia się czas na 
przygotowanie się i wolny wybór chwili, kiedy zechce zrobić 
pierwszy krok w pochodzie na Pragę, Wiedeń, Lubiane, Tryest. 
A z drugiej strony Austrya nie może zrywać z tym sprzymierzeń- 
. cem, choćby dlatego, że łączy się to i wikła z kwestyą dualizmu 0. 
Polityka zagraniczna Austryi nie może się zmienić, dopóki me 
nastanie zgoła odmienne ugrupowanie się stronnictw i pewna or- 
ganizacya, dopuszczająca w razie sprzyjających innych okoliczno- 
ści, zmianę ustroju państwa. 

Czynnością wstępną, przygotowawczą, winno być porozu- 
mienie się Słowian austryackich i wspólny ich program (przy 
czem taktyka nie musi być jednaką). 

Do spółki słowiańskiej nie przystąpią Rusini. Na 
szczęście jest ona wykonalną bez nich, choćby z powodu poło- 
żenia geograficznego. Wpływ Słowiańszczyzny na Austryę wzmaga 
się stale, a świadomość tego powinna nas przeć do jak najżywszego 
udziału w sprawach słowiańskich, tak, żeby ani jedna z nich nie 
załatwiała się bez nas. 

Manifestacya posłów słowiańskich w parlamencie austryackim 
dnia 28 listopada 1907 przeciw antipolskim projektom pruskim 
była manifestacya słowiańską, ale samą siłą rzeczy zara- 
zem polonofilską. Odkryła się żyła złota dla polskiej poli- 



') Toteż jestto bałamuctwem politycznem, jeżeli się jest przeciwni- 
kiem trójprzymierza, a równocześnie przyjacielem polityki Madiarów. Są 
to i n c o m p a t i b i 1 i a. 



5 SŁOWIAŃSKA OBRONA WIELKOPOLSKI 

tyki w Austryi. Czy są w parlamencie Polacy, którzyby umieli 
wyzyskać ten nastrój, wytwarzający zarazem pewną konfiguracyę 
polityczną, tego przesądzać nie mogę, nie wiedząc, jaki stopień 
znawstwa spraw i umysłów słowiańskich posiadają członko- 
wie Koła Polskiego. Bez znawstwa nie da się nic zrobić. Bodaj 
czy nie pierwszym obowiązkiem posłów polskich byłoby obecnie, 
żeby tego znawstwa nabywali. I na prasie naszej ciążą podobno 
pewne pod tym względem obowiązki. 

Spółka słowiańska w parlamencie wiedeńskim nie może być 
antiniemiecką, lecz tylko antipruską — i gdyby się do tego nie 
ograniczyła, działalność jej byłaby zgubną dla Austryi, korzystną 
niezmiernie dla Prus, a więc fatalną dla Słowiańszczyzny^). 

Nie łudźmy się, żeby się taka spółka dała wytworzyć i utrzy- 
mać pod hasłem jakichś interesów, choćby najgórniejszych, ale 
dalszych. Polityka ma swoje żelazne prawa, a pierwszem z nich 
jest, że — chociaż może ducha czerpać z przeszłości (gdy upada) 
lub z przyszłości (gdy się rozwija), — żywi się jednak wyłącznie 
teraźniejszością. Bez tego pokarmu nie stanie jej ciała i duch 
z niej uleci! 

Chcąc przeto mieć korzyść ze słowianofilstwa na potem, 
musimy się zrobić słowianofilami na teraz, na dzień dzisiejszy. 
Aut — aut. 

I znowu : do, ut des. Trzeba Słowianom austryackim dać 
coś z siebie, należy tak się urządzić, żeby oni mieli z nas ko- 
rzyść, i to czem większą, lem lepiej. Oby mieli z nas pożytku 
tyle, żeby sobie musieli powiedzieć, że się bez nas nie obejdą ! 

Uniwersytet słowieński i drugi czeski na Morawach, język 
czeski urzędowy „wewnętrzny", ochrona mniejszości czeskich, 
słowieńskich i chorwackich, szkoły słowieńskie i koleje dalmackie, 
itp. itp. itp. — oto sprawy, które powinny odtąd zajmować Po- 
ków, jakby własne i winny być przez prasę polską spopularyzo- 
wane jak najprędzej. 

I trzeba to raz już powiedzieć kategorycznie : Kto z nas 
usuwa się od słowianofilstwa, ten podkopuje stanowisko polity- 
czne polskie w Austryi, bo na przyszłość tylko w spółce słowiań- 
skiej i przez nią możemy w Austryi utrzymać się przy wpływach. 
Słowianie powiedzą nam też wreszcie z całą otwartością, że kto 
nie z nimi, ten przeciw nim. Wszelkie antisłowiańskie humory 

') Por. artykuł p. t. Polacy wśród Słowian Austryi w ze- 
szycie z sierpnia— września 1907. 



F. KONECZNY 5 

są fanaberyami politycznemi i niczem więcej, choćby nawet ogra- 
niczały się do... Translitawi'. Trudno żądać od Chorwatów w tej 
połowie monarchii, żeby trzymali z nami, jeżeh* my sympatyi 
chorwaci^ich nie przeniesiemy na „tamtą stronę Litawy". Absur- 
dem jest domagać się czesi^iej przyjaźni, jeżeh' się jej nie ma dla 
Słowaków. 

Jeżeli my ograniczymy nasze słowianofilstwo do Cislitawii, 
natenczas równem prawem mają oni prawo ograniczyć swe 
polonofilstwo do Prus, nie rozciągając go na Rosyę. Jestto zu- 
pełnie a zupełnie to samo. 

Niema mowy o spółce, ani o żadnem porozumieniu sło- 
wiańskiem w Austryi, jeżeli Polacy nie oświadczą się przeciw 
uciskowi madiarskiemu, a pobratymcy nasi przeciw rosyj- 
skiemu. 

Walną usługę mogliby nam oddać ci przywódcy Słowian, 
którzy dnia 28 listopada potępili ucisk pruski, a o których nie 
wiadomo jeszcze, czy potępiają ucisk rosyjski, gdyby oświadczyli, 
że należy nam się pod panowaniem rosyjskim język polski 
w szkole (publicznej), w sądzie i w urzędzie, i gdyby się postarali, 
żeby o tej ich opinii wiedziano w Warszawie i w Petersburgu *). 

Byłoby to z ich strony nietylko upomnieniem w stronę Ro- 
syan, ale ogromnie skuteczną propagandą słowianofilstwa w Pol- 
sce. Zdobyliby Polskę. Jeżeli więc im na nas zależy... 

Lecz nawzajem: Jeżeli nam zależy na nich, trzeba się po- 
zbyć grasujących jeszcze resztek czułości dla... amatorów na 
Morskie Oko. 

Sądzę, że byłyby toclara pacta między nami? 

A clara pacta są potrzebne w sam raz, gdy część na- 
szych obrońców z 28-go listopada daje się znowu zainteresować 
„kazionnem sławjanofilstwem**! równocześnie z Now. 
Wremieniem debatuje o zjazdach słowiańskich w Rosyi'^). 

Pewne sfery petersburskie liczą na to, że słowianofilską pa- 
radą odwrócą Słowiańszczyznę od sprawy stosunków polsko-ro- 
syjskich, a zwabiwszy raz pobratymców, nadadzą propagandzie 
słowiańskiej na nowo charakter antipolski. 



*) Z mówców 28-go listopada pewnymi są pod tym wzglądem: prof. 
Masaryk, Dr. Krek, Dr. Marków; trochę wątpliwym (przepraszam z góry, 
jeżeli się mylę) Hribar, bardzo niepewnym Dr. Kramaf. 

*) Szczegóły w zeszycie poprzednim i niniejszym w Kronice. 



7 SŁOWIAŃSKA OBRONA WIELKOPOLSKI 

Słowianofilstwo pewnego gatunku jest wypróbowanym 
już sposobem na to, żeby ideę słowiańską zabagnić. Jeżeli zjazdy 
dojdą do skutku bez nas i przeciw nam, staną się kamieniem 
węgielnym stałego rozdwojenia. 

Ze zjazdów ma być wprawdzie „polityka wykluczona", ale... 
sam fakt takiego zjazdu ma znaczenie polityczne i nie może 
go nie mieć. Z tem musi się każdy liczyć. 

Sądziłbym,, że kto pragnie wziąć udział w takim zjeździe, 
powinienby przedtem powiedzieć, jak się zapatruje na kwestyę 
wprowadzenia języka polskiego do urzędów, sądów i szkół w Kon- « 
gresówce, jako języka urzędowego. Jeżeli nastąpią takie deklara- 
cye i jeżeli potem nie dadzą z Petersburga znać, że sobie zjazdu 
nie życzą, — natenczas mogliby jechać Polacy razem z innymi, 
a nawet jechać powinni. Zawieziemy pobratymców do Peters- 
burga, ażeby gdzieś w jakiejś przerwie pomiędzy posiedzeniami 
(respektując „niepolityczny" charakter zjazdu z całą skrupulatno- 
ścią) wskazać, że przedstawiciele narodów słowiańskich, pragnący 
dobra Rosyi i Słowiańszczyzny, zapatrują się na stosunki polsko- 
rosyjskie zgodnie z nami. — Doprawdy, w takim razie wartoby 
nam samym wywoływać i urządzać te zjazdy... 

A zatem wypada nam owo grono posłów, ^) zajmujących 
się projektem zjazdu słowiańskiego w Rosyi, skłonić do przemó- 
wienia. Najlepiej byłoby, żeby zapytanie wyszło od osób powa- 
żnych z Petersburga. Wystosowane musiałoby być do każdego 
z nich z osobna. Jako korporacya, nie byliby obowiązani odpo- 
wiedzieć na pytanie polityczne, będąc tylko komitetem zjazdu 
„niepolitycznego**. Ale każdy z osobna, sam za siebie, odpowie 
niezawodnie. Bywają bowiem okoliczności, wśród których zacho- 
wują milczenie tylko ludzie bez charakteru. 

Takie są sposoby ułożenia politycznej spółki słowiańskiej 
w Austryi, ażeby z czasem mogła stać się podporą, na której 
możnaby oprzeć akcyę zmiany ustroju Austryi i odmiany jej po- 
lityki zewnętrznej. Sojuszu Austryi z Rosyą pragniemy wszyscy, 
zajmijmyż się tedy pracami przygotowawczemi, bez których wy- 
konania nie da się zrobić ani kroki^ naprzód. Po równej części 
przypada roboty trochę na nas, trochę na pobratymców. Mamy 
sobie wzajemnie coś dać, żeby móc wzajemnie od siebie żądać. 
Starałem się wyłuszczyć, jakiego rodzaju wzajemne świadczenia 

^) są wymienieni wszyscy w zeszycie poprzednim, na stn 439, 



: 



F. KONECZNY • g 

mają aktualne znaczenie ze względu na stosunek Polski 
i Słowiańszczyzny do Prus. 

Taką — sądziłbym — - może być i musi antipruska robota 
polityczna. Jeżeli kto nie wskaże innej, okaże się, że ta jest 
jedyną i że innej być nie może. A więc. albo ta robota, albo nie 
będzie się nic robić. 

Mamy wóz i przewóz i tylko trzydzieści lat czasu. Jest go 
tak mało, że trzeba zabrać się do rzeczy rączo, energicznie 
i wprządz do tej roboty wszystkie czynniki życia publicznego. 

Spieszyć się musimy tem bardziej, • im niekorzystniejszą jest 
obecnie dla nas konstellacya w Rosyi. Zamknięcie „Macierzy 
Szkolnej" jest dowodem aż nazbyt jaskrawym, że Stołypin 
i B ii Iow, rządy rosyjski i niemiecki, tworzą spółkę, działającą 
zgodnie i celowo przeciw nam. W Petersburgu i w Berlinie je- 
dnako dążą do wytępienia nas, a w Wiedniu wcale nie są uspo- 
sobieni dla nas życzliwie. Tworzy się dokoła nas łańcuch, który 
musimy rozerwać. 

„Prawica" rosyjska zajmuje się nie bez celu na nowo sło- 
wianofilstwem. Marzą oni o tem, żeby przez jakąś akcyę ze- 
wnętrzną wyrwać Rosyę z upadku, skonsolidować ją na nowo. 
Sytuacya międzynarodowa jest zaś obecnie taką, że Rosya nie 
mogłaby znaleść tego rodzaju „roboty" nigdzie indziej, jak tylko — 
przeciw Austryi. Prawosławno-słowiańska agitacya szerzy się zno- 
wu i — czyż to przypadkowy zbieg okoliczności, że równocze- 
śnie podmawia się Austryę do anneksyi Bośni i Hercegowiny, a 
w krajach okupowanych ma się już doskonałą organizacyę anti- 
austryacką i pewność, że anneksya nie obyłaby się bez wojny? 
Nie można Berlinowi odmówić zręczności ! 

Dążymy do przymierza Austryi z Rosyą, . a równocześnie 
odnajdujemy w Petersburgu widoczne ślady usiłowań, żeby przy- 
gotować zatarg pomiędzy temi państwami. Są nad Newą wpływy 
silne, nie chcące przymierza z Austryą. Działajmyż, póki te wpły- 
wy nie zwyciężą! 

Owe marzenia o uspokojeniu Rosyi przez akcyę zewnętrzną 
mogą być dla nas nader korzystne, jeżeli się uda zwrócić je 
w innym kierunku. Nawet Puriszkiewicze mogą nam być przy- 
datni, jeżeli zdołamy wyzyskać ich robotę i zwrócić wodę na 
swój młyn. 

Rosya, skazana skutkiem dezorganizacyi armii na bezczyn- 
ność, chce jednak być czynną, bez względu na wszystkie okoli- 



g PRUSY A POLSKA 

cznóści. Trudno przypuścić zaślepienie takie, żeby Rosya chciała 
działać wyłącznie o własnych siłach, narażając się na nowe po- 
gromy. Armią jej kierowah'by po cichu w danym razie strategicy 
obcy, a wszystko zawisło od tego, którzy? pruscy czy austryaccy? 

My działać możemy, dopóki ten prąd, upatrujący ocale- 
nie w akcyi zewnętrznej, nie skrystahzuje się jeszcze, dopóki 
rzecz się waha. 

Być może, że stronnictwo prące do tej akcyi, nie odniesie 
zwycięstwa. Ale gdyby odniosło i gdyby Rosya została poruszo- 
ną nie z Wiednia, lecz z Berlina, ponieślibyśmy klęskę nadzwy- 
czajną. 

Nie fantazye pisałem. Od miesiąca kursuje w pewnych sfe- 
rach Petersburga memoryał polityczny, opracowany przez człon- 
ków „prawicy**, a mówiący wyraźnie o potrzebie akcyi zewnętrz- 
nej. Źródło, z którego wyszedł, uprawnia do przypuszczenia, że 
intencye autorów nie zwracają się przeciw Prusom, ale raczej 
przeciw Austryi. Dr, Feliks Koneczny, 



PRUSY A POLSKA. 

Projekt wywłaszczenia, wniesiony w Sejmie pruskim, jest 
czynem tak barbarzyńskim i tak wyjątkowym w dziejach Europy 
chrześcijańskiej, że wszelkie usprawiedliwianie tego pospolitego 
rozboju staje się niepodobnem, a potępienie zbytecznem. 1 dlatego 
twierdzimy śmiało, że na całej kuli ziemskiej nie znalazłby się ani 
jeden jurysta, oczywiście niezależny i niepozbawiony poczucia 
sprawiedliwości, któryby się podjął obrony ks. Biilowa i jego 
wniosków przejętych na wskroś duchem pogańskim, urągających 
wprost wzniosłym zasadom Ewangelii, gwałcących brutalnie przy- 
rodzone i ustawami poręczone prawa obywateli w państwie „bo- 
jaźni Bożej*'. 

Skąd one się wzięły i jak mogły powstać wśród społeczeń- 
stwa, chlubiącego się słusznie wysoką kulturą, o to trzeba pytać 
historyi. Ona nam powie, że akt gwałtu i przemocy nie wypły- 
nął bynajmniej z ducha narodu niemieckiego, lecz ma źródło 
swoje w polityce pruskiej, zawsze nieuczciwej i zawsze drapie- 
żnej. Państwo powstałe na cmentarzyskach słowiańskich, niepo- 



AUOUST SOKOŁOWSKI \Q 

siadające właściwie podstawy narodowej — bo niema przecież 
ani narodu ani języka pruskiego, a nazwa Prusy jest przy- 
właszczona — państwo geograficznie rozstrzępione, mogło żyć, 
utrzymywać się i rosnąć jedynie kosztem sąsiadów, wciągając do 
swego sztucznego organizmu obce pierwiastki i w ten sposób 
mechaniczny tworząc egzystencyę, która sama dla siebie była ce- 
lem, o nikogo zresztą i o nic się nie troszczyła ; — niezrównany 
okaz politycznego pasożyta. 

Od samego początku swego istnienia jest też Brandebur- 
gia śmiertelnym wrogiem Słowian wogóle, a w szczególności 
wrogiem Polski. Z naprawy margrabiów padł pod ciosami mor- 
derców wielkopolski Przemysław, w chwili, gdy rozdartą na 
części monarchię Piastowską w jedną usiłował spoić całość; 
margrabiowie uroszczeniami swemi do Pomorza przeszkodzili 
na długi czas przyłączeniu tej prowincyi do Polski. Bliskie są- 
siedztwo Brandeburgii odbijało się nadto szkodliwie na stosun- 
kach wielkopolskich. Stamtąd szedł obcy niemiecki obyczaj. Przy- 
kład „raubritterów" brandeburskich znachodził nad Wartą i Go- 
płem pojętnych naśladowców; konfederacye wielkopolskie brały 
wzory ze związków junkierskich w margrabstwie. 

Równocześnie dotknęła ta zaraza także ziemie nadbałtyckie. 
W w. Xin. powstało tam państwo Krzyżackie. Wiadomo, jakimi 
środkami osiągnęli w owych stronach panowanie zakapturzeni 
protoplaści dzisiejszych Prusaków. Fałszując dokumenty i wyłu- 
dzając podstępnie od Stolicy Apostolskiej ich zatwierdzenie, wy- 
tępili oni w sposób okrutny ludność miejscową, wydarli Polsce 
Gdańsk z Pomorzem i zaczęli ogniem i mieczem „nawracać" po- 
gańską Litwę. 

Zachodnia Europa uwierzyła dobrodusznie w chrześcijańskie 
i cywilizacyjne posłannictwo rycerskiego Zakonu. Z Niemiec, 
z Francyi, nawet z odległej Anglii płynęły rok rocznie tłumy ry- 
cerstwa, żądnego wrażeń i sławy, na rozgłośne krucyaty litewskie, 
Krzyżactwo rosło w potęgę, gromadziło kosztem swoich pod- 
danych nieprzebrane skarby na zamku malborskim, wciskało się 
coraz głębiej w ziemie słowiańskie. 

Gwałtowny napór tego średniowiecznego Prusactwa po- 
wstrzymała dopiero unia polsko-litewska. 

Cały świat słowiański, zjednoczony pod znakiem Orła Bia- 
łego i Pogoni, złamał na polach grunwaldzkich stugłową hydrę 



:n^v 



] \ PRUSY A POLSKA 

Zakonu i obalił gmach, wzniesiony na rozboju, oparty na kłam- 
stwie, spojony krwią ujarzmionych ludów. 

Ale łagodny charakter narodu polskiego nie był zdolnym 
do polityki eksterminacyjnej. Monarchia Jagiellońska powstała na 
zasadzie równości i wolności, a późniejsza Rzeczpospolita nie 
sprzeniewierzyła się nigdy idei równouprawnienia. 

W ten sposób otrzymał i Zakon krzyżacki po pokoju To- 
ruńskim (1466) rozległą autonomię, pozostał państwem w pań- 
stwie i wyzyskał to uprzywilejowane stanowisko na szkodę swego 
zwierzchnika, wspaniałomyślnemu zwycięzcy odpłacił się czarną 
niewdzięcznością. 

Dopomogli mu do tego. Hohenzollernowie. Osiągnąwszy 
panowanie nad Brandeburgią zwrócili się oni z początku ku 
Polsce, szukali związków z Jagiellonami ; jeden z nich był na- 
rzeczonym córki Władysława Jagiełły i tylko śmierć królewny 
Jadwigi przeszkodziła małżeństwu. Lepiej powiodło się drugiemu. 
Ożeniony z siostrą Zygmunta Starego wszedł on w koligacyę 
z domem możnym wtedy i potężnym i na tem połączeniu oparła 
się przyszłość Hohenzollernów. Siostrzeniec Zygmunta, Albrecht, 
został Wielkim Mistrzem krzyżackiego Zakonu, przyjął naukę 
Lutra' i utworzył z Prus Wschodnich księstwo, zawisłe wprawdzie 
od Polski, ale grawitujące oczywiście ku Brandeburgii. 

Że Zygmunt na tę zmianę zezwolił, na to składały się ro- 
zmaite okoliczności, a niewątpliwie także i wzgląd na związki 
familijne, które w rodzinie Jagiellońskiej szczególniejsze miały 
znaczenie. Ów hołd pruski, uwieczniony mistrzowskim pędzlem 
Matejki, jest pomnikiem wielkości Polski, ale także i smutnem 
świadectwem naszej domorosłej, nieprzewidującej polityki. 

Bo odtąd poszły rzeczy dla Prus już łatwo. Albrecht wy- 
zyskiwał dalej przychylne usposobienie swoich krewniaków pol- 
skich, wypraszał u Zygmunta Augusta coraz to nowe dla siebie 
przywileje, a jego stryjowie brandeburscy, korzystając z trudno- 
ści finansowych Rzpitej, umieli wyjednać sobie prawo następstwa 
w księstwie pruskiem i połączyć wkońcu posiadłości margrabskie 
z krzyżacką spuścizną. 

Wojna szwedzko-polska nastręczyła im nową sposobność 
do dalszej emancypacyi. Tak zwany „wielki kurfirst", niepomny 
na swoje obowiązki lennicze względem Polski, prowadził politykę, 
godną późniejszych Hohenzollernów. Łączył się raz ze Szwedem, 
to znów z Rzecząpospolitą, oszukiwał Karola Gustawa i Jana 



:M 



/ 



AUGUST SOKOŁOWSKI \ 2 

Kazimierza, mącił Litwę, gdzie znalazł dogodne dla swoich za- 
miarów narzędzie w równie ambitnym, jak i przewrotnym Bogu- 
sławie Radziwille, aż w końcu uzyskał w traktacie welawskim 
uwolnienie od hołdu i zupełną niezawisłość Prus. . 

Odtąd Polska nie była już dla tego jurgieltnika francuskiego 
potrzebną. Czynił on wprawdzie jeszcze zabiegi o koronę polską, 
przez posła swego Overbecka ofiarował nawet znaczne ustępstwa, 
ale równocześnie nawiązał stosunki z Moskwą. Stał się zdekla- 
rowanym wrogiem Rzeczypospolitej. Osłabienie tego państwa, 
jego upadek i zabór zachodnich prowincyi były odtąd osią i pod- 
stawą polityki pruskiej. 

Cel ten występuje jeszcze wyraźniej od chwili, kiedy Fry- 
deryk I. uwieńczył skronie swoje koroną i przybrał, za zezwole- 
niem Augusta II., tytuł króla pruskiego. W tem, rzekomo hi- 
storycznie uzasadnionem przybraniu nazwy, tkwiła zapowiedź 
dalszych na całość Polski zamachów, przynajmniej oderwania 
Prus Zachodnich z Gdańskiem, Elblągiem i ujściami Wisły, od- 
cięcie Rzeczypospolitej od Bałtyku i doszczętne zrujnowanie pol- 
skiego handlu. 

Główną troską berlińskich dorobkiewiczów była też teraz 
dążność do utrzymania Polski. w niemocy i anarchii. Wypowie- 
dział to jasno i otwarcie następca Fryderyka 1., Fryderyk Wilhelm I., 
w testamencie politycznym,, spisanym w r. 1722, gdzie zalecając 
swoim potomkom przyjaźń rosyjską, dodawał zarazem, że za- 
chowanie istniejącej formy rządu w Polsce leży w interesie pań- 
stwa pruskiego. 

Jeszcze wyraźniej wypowiedzieli zdanie swoje w tym wzglę- 
dzie ministrowie pruscy w memoryale, jaki przedłożyli królowi 
z powodu elekcyi polskiej w r. 1734. 

„Jest to — tak pisali — odwieczną i niezmienną maksymą 
domu Brandeburskiego , niedopuścić nigdy do przemienienia 
Rzeczypospolitej w państwo absolutne. Bo gdyby Polska miała 
króla niezawisłego, któryby umiał używać swej władzy należycie, 
natenczas byłby potężniejszym od swoich sąsiadów i stałby się 
dla nich a szczególniej dla Prus strasznym (formidable) 
i niebezpiecznym**. 

Zasadę powyższą przyjął bez wszelkich zastrzeżeń Fryde- 
ryk II i oparł na niej swój alians z Rosyą (11 kwietnia 1764 r.), 
gdzie w tajnym artykule oba kontrahujące mocarstwa zobowią- 
zały się niedopuścić, w razie potrzeby nawet orężem, do zmiany 



13 PRUSY A POLSKA 

kształtu rządu w Polsce, a mianowicie do zniesienia I i beri 
veto. 

Urzędowi i nieurzędowi historycy rozpisują się szeroko 
o osławionej anarchii polskiej, aby usprawiedliwić rozbiór pań- 
stwa polskiego, ale przemilczają najważniejszą okoliczność, że ten 
bezrząd był podniecany i pielęgnowany starannie przez sąsiadów 
w celach zwykłego rabunku i rozboju, że temu choremu spo- 
łeczeństwu nie pozwolono się leczyć, aby przyspieszyć jego zgubę 
i podzielić się pozostałym po niem spadkiem. Była to zbrodnia 
tak pospolita i wstrętna zarazem, że przed trybunałem historyi 
nic tych ukoronowanych trucicieli żywego organizmu narodowego 
usprawiedliwić nie może. 

A gdy mimo to, ta gnębiona i poniewierana Polska zerwała 
się do czynu, gdy Sejm czteroletni doprowadził do skutku ową 
wspaniałą reformę Rzeczypospolitej in capite et membris, 
gdy zanosiło się na alians polsko-rosyjski, natenczas powstało 
wielkie przerażenie w Berlinie, natenczas ów Brandeburczyk, 
niegdyś „niepomny na maństwo", stał się serdecznym przyjacie- 
lem Polski, ofiarował jej swoją „bezinteresowną" pomoc na wy- 
padek wojny z Rosyą i omamioną podstępnemi obietnicami 
zdradził w chwili stanowczej i wydał na łup Katarzynie, aby 
w razie upadku Rzeczypospolitej, tego swojego sprzymierzeńca 
złupić i ograbić. 

Po trzecim rozbiorze rozpoczęły się rządy pruskie w zie- 
miach polskich, z pozoru łagodne, w istocie niegodziwe, nikczemne 
i żarłoczne. Olbrzymie dobra koronne, których wartość oceniano 
w przybliżeniu na 20 milionów talarów, rozdrapali pomiędzy sie- 
bie pochlebcy i pieczeniarze dworscy, albo ministrowie. Dosko- 
nale urządzone staraniem i kosztem Komissyi Edukacyjnej szkoły 
polskie opustoszały lub marnowały się w skutek zaniedbania; 
horda urzędników pruskich niszczyła kraj i okradała skarb kró- 
lewski ^), a im który z nich był większym szalbierzem, tem świe- 
tniejszą zwykle robił karyerę'-^). 

I cóż dziwnego więc, że ta ludność gnębiona i poniewie- 
rana, na wiadomość o pogromie Jenajskim, chwyciła gromadnie 



O Untersuchung ob dem Kriegsrath Zerboni zu viel geschah, ais er 
nach Glatz, nach Spandau und nach Magdeburg auf die Festung gebracht 
wurde. Leipzig 1801. S. 105. 129 u. f. 

2) Zeznania Zerboniego. Urzędował on jako Kriegs - Domainenrath 
w Piotrkowie. 



AUOUST SOKOŁOWSKI 14 

za oręż, aby jarzmo znienawidzone z karków swoich zrzucić 
i wywrzeć zemstę swoją na tych, co naród polski przez tyle wie- 
ków oszukiwali i do ostatecznego przywiedli upadku. Łaską ce- 
sarza Aleksandra I. i szczególniejszem, acz wcale nie królewskiem 
poświęceniem się pięknej królowej Luizy, utrzymały upokorzone 
i okrojone Prusy swoją egzystencyę, ale dawniejszej świetności 
długo jeszcze odzyskać nie mogły. Po kongresie wiedeńskim było 
to państwo skromne, oglądające się trwożliwie na Petersburg 
i Warszawę, dla Polaków wyrozumiałe, choć nienawidzące ich 
z całej duszy i całego serca. 

Ale stosunki ówczesne nakazywały umiarkowanie. Ten ce- 
sarz rosyjski, a w Warszawie król konstytucyjnego Królestwa 
polskiego, trzymający rękę swoją na starożytnej Piastów i Jagiel- 
lonów 'stolicy, dla Polaków usposobiony przychylnie, mógł łatwo 
to częściowe królowanie swoje zamienić w rzeczywiste władztwo 
nad wszystkiemi ziemiami polskiemi, mógł sięgnąć po Wielko- 
polskę i ujścia Wisły. Stąd poszły zapewne owe wyjątkowe względy 
pruskie dla Wielkopolan, namiestnicze rządy w Poznaniu Anto- 
niego ks. Radziwiłła i projekt utworzenia dywizyi polskiej w W. 
Ks. Poznańskiem. 

Stan taki trwał z małemi zmianami na gorsze aż do r. 1831. 
Powstanie listopadowe wybawiło poniekąd Prusy z trudnego po- 
łożenia. Gabinet berliński zajął, w dobrze zrozumianym swoim 
interesie, od początku najnieprzychylniejsze względem Polaków 
stanowisko. Gdy konsul pruski w Warszawie, Schmidt, łudził 
Chłopickiego nadzieją medyacyi swojego dworu , gdy dyktator 
z niepojętą dziś dla nas naiwnością uwierzył tym zapewnieniom, 
a Skrzynecki przez lekarza Graffego starał się napróżno uzyskać 
poparcie Fryderyka Wilhelma III., działały Prusy najwidoczniej 
w porozumieniu z Rosyą, ustawiły korpus obserwacyjny w Wiel- 
kopolsce, chwytały podróżnych, jadących za paszportami Rządu 
Narodowego, nieprzepuszczały przez granicę nietylko broni i ży- 
wności, ale nawet lekarstw i przyborów aptecznych, i gwałcąc 
w końcu już całkiem otwarcie wszelkie pozory neutralności, do- 
pomogły czynnie i skutecznie Paskiewiczowi do wykonania osta- 
tniej, niezmiernie trudnej i niebezpiecznej operacyi. 

Wielkie było zdziwienie w kołach wojskowych pruskich, 
niewtajemniczonych w politykę gabinetu berlińskiego, gdy wódz 
rosyjski, opuszczając rezolutnie swoją podstawę operacyjną, 
podejmował w lipcu ów hazardowny marsz flankowy wzdłuż pra- 



15 PRUSY A POLSKA 

wego brzegu Wisły, aby od zachodu atakować Warszawę. Nie 
wiedziano oczywiście, że za zezwoleniem i z pomocą „neutral- 
nych" Prus zgromadzili ajenci rosyjscy olbrzymie zapasy żywności 
dla armii rosyjskiej w okolicach Torunia, że przygotowali nawet 
materyały do budowy mostów pod Osiekiem i że to wszystko 
mimo kwarantanny cholerycznej przeprawiono pod opieką władz 
pruskich do Królestwa. A gdy to się stało, natenczas oświadczył 
minister Bernsdorff całkiem otwarcie ambasadorowi francuskiemu 
hr. Flahaut, że Prusy nie poczuwają się zgoła do obowiązku neutral- 
ności względem poddanych, którzy buntują się przeciw swemu królo- 
wi. Tak tylko z pomocą pruską mógł Mikołaj uśmierzyć powstanie. 

Upadek Warszawy powitano z najwyższem zadowoleniem 
w Berlinie i wyzyskano go natychmiast po swojemu w Wielko- 
polsce. Ustąpienie Radziwiłła z namiestnictwa w Poznaniu i kilka 
tysięcy procesów, wytoczonych Wielkopolanom za udział w pow- 
staniu, zapowiadały „nowy kurs** w polityce pruskiej. 

Na razie nie było to rzeczą łatwą, bo opinia publiczna 
w Niemczech całych okazywała jak największą przychylność dla 
sprawy polskiej i dla Polaków w ogóle, a Prusy nie posiadały 
wcale ani tej potęgi, ani tego znaczenia, co obecnie. 

Należało więc działać ostrożnie, unikać zbyt jaskrawych 
gwałtów, liczyć się z głosem i usposobieniem narodu niemieckiego. 

Metoda jednak pozostała metodą. Zaczęły się pojawiać 
projekty germanizacyjne (projekt Flottwella), pierwsze subwencye 
rządowe na skupywanie ziemi polskiej, rugowanie stopniowe 
języka polskiego ze szkół i urzędów. Była to polityka czysto 
pruska, pozornie tylko niemiecka. Naród niemiecki nie odczuwał 
bynajmniej potrzeby eksterminacyjnej walki przeciw Polakom, nie 
odczuwali nawet sami Prusacy. 

Gdy wypadki 1848 r. poruszyły całą środkową Europę, 
oświadczył t. zw. V o r p a r I a m e n t, zebrany w Frankfurcie n. M., 
że „honor Niemiec stawia się w rękojmi, iż hańba 
ciążąca na Niemczech przez rozbiory Polski zma- 
zaną być musi wskrzeszeniem niepodległej Pol- 
ski", a równocześnie obradujący Sejm pruski powitał z rado- 
ścią rozkaz królewski, zapowiadający W. Ks. Po- 
znańskiemu reorganizacyę narodową. 

Wiadomą jest rzeczą, jak skończył się ten ruch podniosły 
i chaotyczny zarazem i jak tryumfująca reakcya umiała go dla 
swoich celów wyzyskać. 



AUGUST SOKOŁOWSKI ]6 

Nastały znów dla nas czasy ciężkie, okres cierpień i prze- 
śladowań i dopiero wojna krymska i śmierć Mikołaja I. przyniosły 
nowe nadzieje i nowe zawody. 

Zdawało się z początku, że następca „niezapomnianego", 
który niegdyś w mundurze polskim przejeżdżał się po ulicach 
Warszawy i o którym sam ojciec zapewniał oficerów polskich, 
że będzie „dobrym Polakiem", zmieni system ucisku panujący 
bez przerwy po r. 1831, że zrozumie, czem jest dla Rosyi i Sło- 
wiańszczyzny w ogóle zażegnanie odwiecznej pomiędzy obu 
narodami waśni, że wejdzie na drogę ustępstw i porozumienia. 

Tego obawiano się w Berlinie i temu postanowiono wszel- 
kiemi sposobami przeszkodzić. Środki, jakich użył rząd pruski, 
były nikczemne i nieuczciwe. Dyrektor policyi w Poznaniu, osła- 
wiony Barensprung, kazał w urzędowej drukarni wydrukować ode- 
zwę nawołującą Polaków do powstania przeciw Rosyi. 

Poseł Władysław Niegolewski odkrył tę prowokacyjną 
robotę publicznie w sejmie pruskim, ale Prusy dopięły zamie- 
rzonego celu, bo wznieciły w urzędowych kołach rosyjskich nie- 
ufność do Polaków, a być bardzo może, że po cichu popierały 
niezadowolenie panujące w Warszawie. 

Szalbierska polityka pruska uprawnia do wszelkich podejrzeń. 

Powstanie styczniowe 1863 r. odbiło się głośnem echem 
w Berlinie i wywołało tam żywy niepokój. 

Zaczęto więc natychmiast działać stanowczo i z gorączko- 
wym pośpiechem. Granica od Prus i Wielkopolski została 
szczelnie zamknięta, do Warszawy pojechało dwóch oficerów 
pruskich, do Petersburga generał Alvensleben z projektem kon- 
wencyi. 

Pozatem już w połowie stycznia zażądał ówczesny następca 
tronu, późniejszy cesarz Fryderyk, od znanego autora historyi 
rosyjskiej, Teodora Bernhardego, opinii o sprawie polskiej. 

Bernhardi nie był obcy kołom dworskim. Przed kilku laty 
(w r. 1855) ułożył on memoryał o stosunkach rosyjskich i prze- 
słał go za pośrednictwem bar. v. Vincken Ollendorf Fryderykowi 
i ojcu jego Wilhelmowi. 

Obajj a zwłaszcza Wilhelm, po podróży swojej do Rosyi, 
w r. 1856, przekonali się, że Bernhardi posiada dokładną znajo- 
mość stosunków rosyjskich i postanowili zatem w obecnem, tru- 
dnem położeniu rady jego zasięgnąć. 



17 Prusy a polska 

Jakoż memoryał Bern hardego, przejęty na wskroś duchem 
polityki pruskiej, zawierał poglądy bardzo ciekawe i dla nas nie- 
obojętne. Streszczały się one w ustępie końcowym, który brzmiał 
tak : „Może nie będzie podobnem przeszkodzić na zawsze odbudo- 
waniu Polski. Okoliczności bowiem mogą się ułożyć w ten sposób, 
że Rosya nie zechce nawet czynić wielkich wysileń, aby zacho- 
wać swoje panowanie w Polsce, a Prusy nie powinny natenczas 
poświęcać się dla utrzymania stosunków, które dłużej trwać nie 
mogą. 

„Ale jeżeli wyzwolenie Polski z pod rządów rosyjskich nie- 
ma być niebezpiecznem dla Prus, to żadną miarą nie może być _ 
dokonanem wcześniej, zanim dwa warunki nie będą spełnione. 
Ono nie może nastąpić, aż wtedy, gdy german izacya W. Ks. Po- 
znańskiego będzie skończoną lub doprowadzoną do tego stopnia, 
że o odrobieniu jej myśleć niepodobna. 

„Ona nie może nastąpić wcześniej, aż Niemcy w tej lub owej 
formie ściśle się zjednoczą, a Prusy naczelne w Niemczech zajmą 
stanowisko. 

„Na razie spełnienie tych warunków jest jeszcze dalekie I dla- 
tego powinny Prusy dołożyć wszelkich starań do stłumienia po- 
wstania polskiego, na wypadek, gdyby Rosya sama tego uczy- 
nić nie mogła". 

Dlaczego zaś odbudowanie Polski byłoby tak niesłychanie 
groźnem dla Prus, to wyjaśnia autor memoryału na innem miejscu. 

Polska bowiem, jako każdy naród rozwijający się, musiałaby 
dążyć do połączenia z morzem, a więc do zdobycia prowincyj 
nadbałtyckich i ujść Wisły, od wieków przeznaczonej niejako na 
drogę handlową dla ziem polskich. 

Nie chcemy przypisywać zbyt wielkiej doniosłości memo- 
ryałowi Bernhardego, ale stwierdzić musimy, że ówczesna poli- 
tyka pruska zastosowała się zupełnie do jego wskazówek i że 
Bismarck w rozmowie z ambasadorem angielskim oświadczył 
wyraźnie i bez ogródek: „Dla nas jest uśmierzenie powstania 
(polskiego) kwestyą życia lub śmierci**. 

A więc strach przed widmem powstającej z grobu Polski 
stanowił przez sto lat z okładem oś, około której obracała się 
polityka pruska. I nikt nie zdoła w nas wmówić, aby państwo 
tak potężne, jak Prusy i tak doskonale uzbrojone, miało się 
lękać czteromilionowej spokojnej ludności polskiej do tego sto- 
pnia, żeby musiało się chwytać środków nadzwyczajnych, deptać 

świat SiowiańskL >- Nr. 37. 2 



I 



AUGUST SOKOŁOWSK] ]g 

prawa przyrodzone, gwałcić ustawy konstytucyjne, popełniać 
czyny barbarzyńskie. 

Są przeto inne do tego pobudki. Jest, a przynajmniej zdaje 
się być przyczyną wzgląd na niepiewne położenie w Rosyi. Co 
się tam stanie, nikt przewidzieć nie zdoła, ale że jakieś porozu- 
mienie polsko-rosyjskie, dziś nieprawdopodobne, bądźcobądź 
leży w granicach . możliwości, że natenczas owa wielka potęga 
słowiańska będzie ostoją dla całego świata słowiańskiego i jak 
powrotna fala zaleje prastare siedziby słowiańskie, zagarnięte 
przez Krzyżactwo i Brandeburczyków, to może być w tej chwili 
marzeniem, a stać się jutro rzeczywistością. 

Ale nawet i takie przypuszczenie nie usprawiedliwia i nie 
uzasadnia gwałtów pruskich. 

Czy ks. Biiiow uzyska zatwierdzenie swoich projektów 
w 'Sejmie pruskim? Zdaje się, że tak. Czy Prusy osięgną cel 
ustawą o wywłaszczeniu zamierzony? Zgadnąć niepodobna, to 
jednak pewne, że w tem obliczeniu, jakby się zdawało, ścisłem 
bardzo, tkwiła omyłka zasadnicza. 

Na schyłku XVliI. w. i wiele lat później rozstrzygano losy 
państwa i narodów w głębi gabinetów dyplomatycznych, bez py- 
tania i udziału interesowanych w tem przedsięwzięciu. W drugiej 
połowie XIX. w. nastąpiła w tym względzie pewna, nieznaczna 
jeszcze zmiana. Konwencya z dnia 8 lutego 1863 r., którą usłu- 
żny faktor berliński, jakkolwiek nieproszony wcale o to i nie- 
wzywany, narzucił swemu przyjacielowi w Petersburgu, wywołała 
w Sejmie pruskim gwałtowną burzę, a w całej Europie niepo- 
mierne zgorszenie. Powikłanie sprawy polskiej z kwestyą duńską 
i niemiecką, uchroniło wtedy Prusy od wielkiego niebezpieczeń- 
stwa. Dziś o żadnej zgoła interwencyi ani myśleć ani marzyć 
nawet nie można, ale manifestacya w parlamencie wiedeńskim 
i surowy sąd, jaki wydała opinia całego ucywilizowanego świata 
o pruskiej polityce, jest znamiennym i znaczącym objawem. Nie- 
obojętną także dla nas, zwłaszcza w skutkach swoich, rzeczą bę- 
dzie solidarność świata słowiańskiego w kwestyi polskiej. Kwe- 
styą ta pogrzebana, jak powszechnie mniemano, stanęła znowu 
na porządku dziennym, zamach pruski stał się kitem, jeżeli nie 
łączącym trwale, to bardzo zbliżającym do siebie narody sło- 
wiańskie. 

Nie przywiązujemy do tego zbyt wygórowanych nadziei, 
stwierdzamy tylko znany fakt z zadowoleniem i uczuciem pewnej 



|C PRUSY A POLSKA 

wdzięczności dla rządu pruskiego, który niewątpliwie nie miał 
zamiaru jednać Polakom przyjaciół wśród świata słowiań- 
skiego. 

August Sokołowski, 



POMYSŁY I IDEE UKRAIŃSKIE 
PROF. M. HRUSZEWSKIEGO. 

Pod tytułem „Oswobożdenie Ross i i i ukraiński] 
wopros (UkraińskijSbornik)" ukazała się w Pe- 
tersburgu książka, mieszcząca w sobie 22 artykułów trzyletniej 
(1905—1907) publicystycznej pracy profesora M. Hrusze- 
wskiego. Nie wszystkie one ujrzały światło dzienne ze szpalt 
pism ; część ich tylko drukowaną była w Ukraińskim Wiestniku, 
część inna w Literaturno-naukowym wistnyku, część znowu gdzie- 
indziej (Rada),. cząść wreszcie pozostała w rękopisie, aż do pu- 
szczenia ich wszystkich razem w świat, w tej nowej szacie Ukra- 
ińskiego Sbornika. 

P. Mychajło Hruszewskij, profesor „historyi powsze- 
chnej ze szczególnem uwzględnieniem historyi Europy wschodniej" 
w uniwersytecie we Lwowie, prezes ukraińskiej Akademii Umie- 
jętności (Naukowemu Tstwu im. Szewczenki brak tego tylko ty- 
tułu i protektoratu jakiego arcyksięcia ; Kruszewski: Oczerk 
istoryi Ukraińsk. Naroda, wyd. U. str. 452), leader poli- 
tyczny — jeśli nie całej Ukrainy — to conajmniej ukraińskiej 
w Galicyi wschodniej partyi ; p. Hruszewski, historyk-publicysta- 
statysta, zasługuje z pewnością w całej pełni na to, by skwapliwie 
brano do rąk jego książki i czytano je uważnie. Ostatnia, po- 
wyższa rzecz jego, zasługuje na to tem bardziej, że będąc mani- 
festem uczuć i dążeń Ukrainy-Rusi w dobie obecnej, stanowi ró- 
wnocześnie objaśnienie programu, dla którego od lat kilkunastu 
p. łlr. z całem zaparciem się i poświęceniem, a i powodzeniem, 
na gruncie galicyjskim pracuje. 

Treść „Ukraińskiego Sborniku** oparta jest na idei prze- 
wodniej, na przekonaniu, że w słynnych październikowych dniach 
1904, zginęła bezpowrotnie biurokratyczna Rosya — zmora na- 
rodów, a poczęła się nowa, wolnej, niekrępowanej swobody oby- 



n 



bR. L. KOLANKO W SKl 



20 



watelskiej. Rozwój tej nowej Rosyi, jako państwa, będzie tak dłu- 
go niemożliwym, dopóki w ramach jej ustroju nie będzie zabez- 
pieczoną możność niczem niekrępowanego bytu tworzących ją 
narodów, póki ludy, wchodzące w skład imperyum. nie będą wi- 
działy w wzmocnieniu i postępie Rosyi, podstawy swego rozwoju 
i siły. Bez przemiany państwa carów w swobodny związek 
narodów, nie można sobie wyobrazić pełnego jego odrodzenia, 
nie podobna uprzytomnić sobie pełnego wyzwolenia z pęt prze- 
żytków minionych, ponurych dni. 

To założenie daje p. Kruszewskiemu podstawę do zidenty- 
fikowania sprawy ukraińskiej ^) i dobra ruskiego narodu z pomyśl- 
nością nowej Rosyi, z jej państwową wielkością. W stwierdzeniu 
tem tkwią już dwa zasadnicze powody, które domagają się co- 
rychlejszego rozwiązania kwestyi ukraińskiej. Pierwszy, to motyw 
ogólno-państwowy, drugi, to ścisła łączność kwestyi ukraińskiej 
z powodzeniem postępowych rosyjskich czynników i kół. Stara, 
biurokratyczna Rosya zepchnęła Ukrainę na takie stanowisko, że 
wszystkie jej dążenia, całe jej życie jest ciągłym protestem prze- 
ciw temu rządowi i systemowi. Ten motyw winien skłaniać — 
zdaniem p. H. — postępowców i konstytucyonalistów rosyjskich 
do jak najenergiczniejszego popierania „sprawy ukraińskiej", a nie 
odkładania jej, jako mniej ważnej, „na dzień drugi*'. Zasługuje 
zaś kwestya ukraińska na poparcie tem większe, że będąc spra- 
wą słuszności historycznej, nie była jednak nigdy w ciągu XIX w. 
ani obecnie stawianą przez Ukraińców z punktu praw historycznych, 
lecz ze stanowiska potrzeb bieżących „30-to milionowego" na- 
rodu, pragnącego możności spokojnego, swobodnego ekonomi- 
cznego i kulturalnego rozwoju w ramach rosyjskiego państwa. 
Rząd rosyjski zrobił ze „sprawy ukraińskiej" rodzaj straszaka dla 
rosyjskiego społeczeństwa, traktując ukraińskie dążności naro- 
dowe, jako objawy separatyzmu i uważając „ukraiństwo" za „im- 
port" obcy. 

Tymczasem — stwierdza p. Hr. — kwestya ukraińska datuje 
się w Rosyi od czasów Chmielnickiego t. j. od r. 1654, kiedy to 

1) Terminologię „u k r a i ń s k i", „naród ukraiński" zamiast naród 
„ruski", uważamy za bardzo niefortunną. Brzmi ona nieco kompromitu- 
jąco, jest bowiem rodzajem zrezygnowania z wielkiej przeszłości ruskiego 
państwa, pewne m zacieśnieniem tradycyi historycznej i nieodpowiada poczuciu 
istotnemu szerokich mas ludowych. — Zatrzymujemy ją też tylko w spra- 
wozdaniu. 



21 POMYSŁY I IDEE UKRAIŃSKIE 

Ukraina połączyła się dobrowolnie z Moskwą, by przy jej 
pomocy uwolnić się od zwierzchnictwa Polski. To dobrowolne 
połączenie przyszło do skutku — opowiada p. Hr. — na 
podstawie unii państwowej z zagwarantowanym dla Ukrainy we- 
wnętrznym samorządem. A zatem : wolno obierany hetman, 
prawo stosunków dyplomatycznych z zagranicą, niezawisłość 
cerkwi, sądu, szkoły, 60-cio tysięczna armia. Wkrótce jednakże 
przyszło do konfliktu między czynnikiem, reprezentującym auto- 
nomię Ukrainy, t. j. starszyzną kozacką, a central istycznemi ten- 
dencyami rządu moskiewskiego. Zwycięstwo poszło na stronę 
Moskwy, grającej na demagogicznych strunach. Masy ukra- 
ińskiego chłopstwa nie poparły starszyzny kozackiej. Za pano- 
wania Piotra W. walka w zasadzie rozstrzygnięta; po Mazepie 
i Połtawie los wolnej Ukrainy zdecydowany. Piotr uchyla wolny 
wybór hetmana — wprowadza rosyjską administracyę. Ostatnie 
resztki politycznych ukraińskich swobód giną za Katarzyny Ii. 
W latach 1775—1783 zniesiona „Sicz" — zatarte ostatnie ślady 
autonomicznych urządzeń. Ukraina przyjmuje to wszystko biernie; 
jedynym może objawem protestu są usiłowania nawiązania sto- 
sunków z Prusami, z Hertzbergiem 1791 r. 

W związku z zarządzeniami centralistyczno-administracyjnemi 
pozostaje celowe niszczenie krok za krokiem poczucia odrębności 
narodowej u ruskiego ludu, podcinanie wszelkich objawów wła- 
snego duchowego życia ukraińskiego narodu. Już od r. 1720 narzuca 
rząd Rusinom systematycznie język rosyjski w książce, cerkwi, 
szkole, od najniższej aż do kwitnącej przedtem pod rządami 
Polski kijowskiej Akademii. Ten system, ukoronowany w r. 1876 
zakazem druku ruskich książek, ma obok usiłowania utopienia 
psychy ukraińskiego ludu w wielkorosyjskiej duszy, obok chęci 
niedopuszczenia mowy ruskiej do wzniesienia się na stopień kul- 
turalnego języka, cel ostateczny: jedna mowa, jedna wiara, 
car = jeden naród. „Ukraińskawo naroda nie było, niet i byt' 
nie możef " — sentencya Wałujewa z r. 1863 — Jo streszczenie 
tej polityki. 

Wyniki ostateczne jej przedstawiają się jako: 
1; kompletny upadek oświaty; 

2) wynarodowienie warstw inteligentnych ; 

3) upadek ekonomiczny i kulturalny (objawy: bunty „cholery- 
czne** i rzezie żydów). 



DR. L. KOLANKOWSKI 22 

Bilans zaś ogólny tych pozycyi przedstawia się jako: po 
pierwsze szkodliwy w najwyższym stopniu dla rosyjskiego państwa 
fakt przeniesienia się ośrodka ciążenia ruskiego narodu poza 
granice Rosyi, na terytoryum austryackie, — po drugie, jako 
szkoda ogólno-ruska. Centralistyczna polityka rządu rosyjskiego, 
gnębiąca ukraiński naród na jego tyłach, uniemożliwiła mu roz- 
winięcie na froncie wszystkich sił do walki (str. 59) z „wieczy- 
stymi wrogami" — Polakami (Hruszewski: Oczerk istor. 
ukr. naroda, wyd. 11., str. 430). 

Te dwa motywy, w łączności z przytoczonymi powyżej, do- 
magają się od rządu i społeczeństwa rosyjskiego co prędszego 
rozwiązania dawno „dojrzałej** ukraińskiej kwestyi, streszczającej 
się obecnie — abstrahując od strony historyczno-politycznej — 
w żądaniach natury ekonomicznej i kulturalnej, jako nieodzownych 
bieżących potrzeb mas ukraińskich. Z tego też stanowiska w imie- 
niu tych mas formułuje p. Hr. ukraińskie postulaty. 

Naczelnem, podstawowem żądaniem jest uznanie naro- 
dowej odrębności Ukraińców. Z uznania tej odrębności 
płynie konieczność zapewnienia jej możności rozwoju i stworze- 
nia odpowiednich do tego warunków. Warunki te leżą tylko 
w ramach federatywnego ustroju rosyjskiego państwa. 

W tych ramach żąda p. Hruszewski wydzielenia etnogra- 
ficznego terytoryum ukraińskiego, jako jednej administracyjnej 
całości i nadania jej samorządu, z sejmem, wychodzącym z wybo 
rów drogą równego, powszechnego, bezpośredniego, tajnego gło- 
sowania. Prawa tego Sejmu — (wzorowane przez p. Kruszew- 
skiego na prawach i postulatach Sejmu galicyjskiego) — obejmo- 
wać mają następujący zakres: ustawodawstwo krajowe, kontrola 
rządu (w Galicyi odpowiedzialność namiestnika przed Sejmem), 
zarząd finansami krajowymi, sprawy cerkwi, szkoły, gospodar- 
stwo krajowe. 

Na tem samorządnem terytoryum jest język ukraiński języ- 
kiem urzędowym (przy zapewnieniu językowi rosyjskiemu chara- 
kteru języka ogólno-państwowego). Język ukraiński ma być dalej 
językiem wykładowym w szkołach ludowych, a obowiązkowym 
przedmiotem nauki w średnich zakładach naukowych. W uniwer- 
sytetach, znajdujących się dziś na ukraińskiem terytoryum (w Char- 
kowie, Kijowie, Odessie) winno się wykładać „nauki ukraińskie" 
na następujących katedrach : 1) języka ukraińskiego, 2) literatury 
ukraińskiej, 3) folkloru ukraińskiego, 4) historyi ukraińskiej, 5) po- 



23 ' POMYSŁY I IDEE UKRAIŃSKIE 

mocniczych historycznych nauk (dyplomatyki, paleografii i t. d.), 
6) archeologii ukraińskiej. 7) ukraińskiego prawa, 8) ekonomii 
i statystyki ukraińskiej, 9) geografii zdrowotnej (medycznej) Ukrainy, 
10) geografii fizycznej Ukrainy. 

Powyższych potrzeb ukraińskiej nauki nie należy traktować 
żadną miarą z lekceważeniem. Poczucie ich bowiem, poczucie 
ważności kwestyi uniwersyteckiej — mówi p. Hr. — siedzi głę- 
boko w duszy ukraińskiego chłopa, żywiącego dla nich pełne 
zrozumienie, jak o tem przokonywa liczny udział chłopów na 
wiecach, urządzanych w sprawie uniwersytetu w Galicyi. Z dru- 
giej strony jest już dziś nauka ukraińska pozytywnym, realnym 
faktem; świadczy o tem cały szereg katedr w uniwersytecie 
lwowskim, z których ukraińska wiedza bije żywem 
źródłem ojczystego słowa. Nieuwzględnianiem życzeń po- 
wyższych, zwłaszcza ostatnich, budzi rząd rosyjski wśród szero- 
kich mas poczucie i świadomość, że w „zdławionej przez polską 
szlachtę i Jezuitów Galicyi** (str. 170) nauka ukraińska znalazła 
schronienie i przytułek, jakiego niema 

„na naszij sławni] Ukrayni, 
na naszij, ne swoje] zemli**. 

Rzrd rosyjski, „opiekun" 25 milionów „Ukraińców", „winien 
się wstydzić", że pierwsze katedry ukraińskie otworzył rząd 
austryacki (str. 169). 

To postępowanie rządu rosyjskiego, sprzeczne z najoczy- 
wistszym interesem Rosyi, stojące równocześnie w sprzeczności 
z ogłoszonemi zasadami konstytucyi, graniczy wprost z jakiemś nie- 
zrozumiałem zaślepieniem. Miasto poważnie zająć się tak ważną 
i piekącą ukraińską sprawą, zbywa ją komitet ministrów „frazesem": 
„obcy import", i przechodzi nad nią do porządku dziennego, nie 
uważając nawet za stosowne traktować ukraiński naród na ró- 
wni, ot choćby z Polakami, dla których tak wiele mimo ich „szo- 
winistycznych niekulturalnych krańcowości" zrobiono. (Chodzi 
p. Hruszewskiemu głównie o zniesienie ograniczeń Polaków w za- 
branych prowincyach). To niekonstytucyjne postępowanie rządu 
i traktowanie Ukraińców „nierówną miarką'* zmusza do szukania 
pociechy w mądrości maksymy galicyjskiego chłopa: „perebu- 
łyśmo panszczynu, perebudemo i konstytucyj u". 
Pociecha płynąca z tego dictum jest tem bardziej jedyną, że niema 
żadnych cbjawów, któreb) zdradzały, że konstytucyjna Rosya od- 



DP. L KOLANKOWSKf 



24 



stąpiła od walujewskiej zasady: „Ukraińskawo naroda nie 
buło, niet' i byt' nie możet" 

Ałe niechaj się Rosya nie łudzi, że zdoła zdusić żywotność 
ukrańskiego narodu. Nie! Nie dopnie tego, bo tuż u jej granic. 
pod Habsburgów berłem, rcśnie, kwitnie i rozwija się „ukra- 
iński Piemont", „ukraiński arsenał"... Galicya 
wschodnia. (Str. 115). 

Represye rosyjskie tylko przyczyniły się do wzniesienia i zna- 
komitego zaopatrzenia tego „arsenału", bo właśnie od r. 1863, 
krępowane w swej działalności wybitniejsze jednostki, przenoszą 
się z Ukrainy rosyjskiej na grunt galicyjski, budzą tu ducha, roz- 
wijają czynność, której rezultaty przedstawiają się następująco 
str. (115^120): 

Język ukraiński jest tu organem działalności literackiej 
i naukowej, językiem cerkwi, szkoły, publicystyki, organem życia 
duchowego i politycznego ruskiego społeczeństwa. W dziedzinie 
oświaty panuje mowa ukraińska w szkołach od najniższych, 
ludowych, do katedr uniwersyteckich. W życiu publicznem jest 
ona językiem uznanym w sądownictwie i administracyi, organem 
mnogich towarzystw i instytucyi. W literaturze myśl i mowa 
ukraińska odnosi coraz większe sukcesy, zwłaszcza w belletrystyce, 
wypierając coraz potężniej z ruskich kół powieść polską. W nauce 
najszlachetniejszymi jej owocami na poważnem polu wiedzy aka- 
demickiej są wydawnictwa Towarzystwa imienia Szew- 
czenki, na polu oświatowem publikacye „Ukraińskiej Wy- 
dawniczej Spółki** i Literaturno Naukowy j Wistnyk. 

W zakresie życia społecznego nastąpiła ścisła konsolidacya 
sił w towarzystwach o charakterze wybitnie ekonomicznym, jak: 
„Riznycia", „Naród na Torhowla**, „Dni ster**, „Kre- 
dytowyj sojuz** i organizacyjnych, jak: „Sokół** (dla inteli- 
gencyi), „Sicz** (dla chłopów), „Pr o świta**. 

Na tych podstawach wzniosła się myśl ukraińska lotnie na 
najwyższe szczyty wyrobienia politycznego, uświadomienia sobie 
zadań przyszłości i znalezienia drogi do ich urzeczywistnienia, 
przyswojenia sobie nowożytnych form politycznego życia, wyro- 
bienia „techniki parlamentarnej walki** (str. 118). 

To tak bujne i wartkie życie narodowe Rusinów w Galicyi 
nie może pozostawać bez wpływu na Ukrainę rosyjską. Ono to 
sprawia, że i ta zabiera głos w ważnych, a żywo jej dotyczących 
sprawach politycznych i społecznych rosyjskiego imperyum. 



25 POMYSŁY I IDEE UKRAIŃSKIE 

Sprawami takiemi są: zorganizowanie na podstawach konsty- 
tucyjnych nowego ustroju, tak cesarstwa jak terytoryów autono- 
micznych, dalej, kwestye: agrarna, żydowska, wreszcie polska. 
Co do pierwszej, proponuje p. Hruszewski centralny, ogólno- 
państwowy, jednoizbowy parlament, wychodzący z delegacyi po- 
szczególnych prowincyonalnych sejmów (po 1 delegacie na 4 po- 
słów sejmowych). Organom centralnym podlegają tylko sprawy 
ogólno-państwowe — (zapewne na wzór delegacyi austryackich, 
a może niem. Reichstagu) — reszta należy do zakresu władzy 
organów samorządu, skonstruowanego w zakresie administracyi 
trzechstopniowo. 

Co do kwestyi żydowskiej — domaga się p. Hruszewski 
w dobrze zrozumianym interesie swego ludu i kraju, zniesienia 
granicy osiedlenia, zamykającej żydowskie ghetta w siedzibach 
ukraińskiego narodu ; przez podniesienie tej tamy umożliwionoby 
odpływ tych czarnych fal na przestrzenne równiny całej Rosyi. 

Za najważniejszą kwestyę bieżącej wewnętrznej polityki ro- 
syjskiej uważa p. Hr. kwestyę agrarną, łączącą się ściśle z kwe- 
styą polską. Ważność jej zrozumiała dobrze Duma, która mu- 
siała się nią zająć, albowiem tylko na drodze rozwiązania przez 
parlament sprawy agrarnej, zyskałaby konstytucya autorytet wśród 
milionowych mas rosyjskich r ruskich. Rozwiązanie kwestyi agrar- 
nej na terytoryum ukraińskiem w myśl żądań ruskich chłopów, 
winno być przez rząd rosyjski uskutecznioftem corychlej. Wiel- 
kąby bowiem i rzetelną było ono korzyścią i to tak ze stano- 
wiska ekonomicznego (podniesienie ukraińskiego chłopa), jak pan- 
ruskiego: — złamanie ekonomicznych i społecznych podstaw 
obcego, polskiego żywiołu na ruskich terytoryach — jak wreszcie 
ze stanowiska państwowości rosyjskiej : — obalenie i doszczętne wy- 
plenienie z tych części byłej Rzeczypospolitej, politycznej, państwo- 
wej polskiej idei. 1 w tem tkwi właśnie wielki ,inarodowy" mo- 
ment kwestyi agrarnej na ukraińskiem terytoryum. Trzeci wiek 
już żyją te zabrane w r. 1772 terytorya poza Polską, a jednak 
na nich „trzyma się oparte na wielkiej ziemskiej własności dalsze 
istnienie historycznej Polski, istnienie zupełnie realne, wcale 
a wcale nie należące do przeżytków** (str. 144). 

Sto kilkadziesiąt lat wysila się Rosya, naród i państwo, by 
w zabranych ziemiach wytępić polską ideę państwową, dotych- 
czas bezskutecznie. Stan taki — mówi p. H. — będzie trwał tak 
długo, dopóki najlepsze polskie żywioły będą dzierżyły w swem 



DR. L. KOLANKOWSKl 26 

ręku całą masę ziemi tak na Ukrainie, jak na Litwie i Białorusi. 
„Tylko usunięcie Polakom z pod nóg tego funda- 
mentu zada im cios stanowczy (str. 144). 

Rosya winna co prędzej to uskutecznić i sprawę agrarną 
na tych terytoryach rozwiązać; w razie przeciwnym może ją 
spotkać pewnego pięknego poranku straszna ewentualność stwo- 
rzenia na powyższych terytoryach nowej Polski. Wszakżeż to 
według zasad rosyjskiej konstytucyi wpływ przeważny w kraju, 
rządy w nim, należą do warstwy wielkich właścicieli ziemskich. 
Jak zaś na takiej podstawie się oprzeć i co na niej zrobić po- 
trafią Polacy, przykładu na to nie trzeba szukać daleko. Dość 
okiem rzucić na Galicyę. Oto tam we wschodniej jej części niema 
bynajmniej Polaków więcej, jak na Ukrainie rosyjskiej ; wszystkiego 
może z jakich 167o ^) 

Mimo to stworzyli oni „państwo w państwie", a miejscową, 
ukraińską ludność — mimo konstytucyi austryackiej — zgnietli 
zupełnie. 1 długo i szeroko, na kilkudziesięciu stronicach (195-264) 
spisuje p. Hruszewskij, zapominając już teraz zupełnie o „Pie- 
montach" i „arsenałach**, regestry niesłychanych krzywd i gwał- 
tów, jakich się Polacy na narodzie ukraińskim w Galicyi dopu- 
szczają. Z potopu oskarżeń i zażaleń nie ratuje się żadna z gali- 



*) Pan Hruszewskij nie zalicza do Polaków polskich rzym.-kat 
chłopów i mieszczan, zwąc ich Ukraińcami rzym.-kat. wyznania. 
Robi w tern oczywiście rachunek samowolny; nazywa Rusinami nie 
wiedzieć jakiem prawem przeszło milion polskiego ludu, wbrew jego naj- 
żywotniejszemu narodowemu poczuciu, stwierdzonemu czynnie najlepiej 
w czasie ostatnich wyborów do parlamentu wiedeńskiego. Postępowanie 
to p. H. w wysokim stopniu, powiadamy, niewłaściwie, wypływa z tendencyi 
przedstawiania Galicyi wschodniej jako jednolitej etnograficznie „ukraiń- 
skiej** całości i domagania się na tej zasadzie wydania jej zupełnego 
w „ukraińskie" ręce. Przy tej statystyce liczy p. H. chyba tylko na naj- 
kompletniejszą naiwność. P. Hruszewskiemu, jako profesorowi historyi 
krajów Europy wschodniej, jako historykowi Rusi, jest z pewnością wia- 
domym dobrze fakt, że połowa prawie dzisiejszych greko-katolików i dobrych 
Rusinów powstała drogą zruszczenia tysięcy polskiej wieśniaczej napływo- 
wej ludności. Możnaby to wykazać nieledwie dokumentami. W obecnych 
czjsach ten proces rutenizacyi ułatwia, zwłaszcza po wsiach, konkordancya 
kościelna. Jako jedno z generalnych świadectw historycznych tego procesu, 
może posłużyć zdanie zapisane około r. 1700 w Pamiętnikach Otwi- 
nowskiego (wyd. poznańskie str. 10): „Po odebraniu Kamieńca r. 1699 
szły tysiące polskich chłopów z Sandomierskiego i Krakowskiego na Ruśt 
gdzie się wynaradawiały". 



J 



27 POMYSŁY i IDEE UKRAIŃSKIE 

cyjskich instytucyi. Od najprymitywniejszej szkółki wiejskiej wy- 
chodząc, kreśli p, Hr. polską „politykę" w gimnazyach ^), dalej 
senatu i fakultetów uniwersytetu we Lwowie (str. 212 
do 230), niedopusz czających za żadną cenę Rusinów 
do habilitacyi i na katedry (zapomniał, co pisał przed- 
tem), wreszcie galicyjskiego Sejmu z jego budżetem i nierówno- 
miernemi w nim pozycyami, jak n. p. za rok 1904: 

zasiłki na polskie podręczniki szkolne 3.000 kor. 
„ruskie „ „ 12.000 „ 

Ten straszny obraz władztwa Polaków i ich celów (Polacy 
uważają Rusinów za materyał do odbudowania historycznej 
Polski) winien posłużyć Rosyi za przestrogę i naukę, winien ją 
ustrzedz od błędu, jaki popełnił rząd austryacki, wydając drogą 
autonomii krajowej rządy Galicyi w polskie ręce. Gdyby rząd 
rosyjski ten sam błąd popełnił i zanim nada Ukrainie samorząd, 
nie wywłaszczył na jej terytoryach Polaków, zasłużyłby na potę- 
pienie tem większe, że go przecież p. Kruszewski jasno i gorliwie* 
ukazując mu stosunki galicyjskie, pouczał i przestrzegał. Z tego ' 
posłannictwa pana Kruszewskiego — stwierdza on — zdają sobie 
Polacy dobrze sprawę i w tem właśnie tkwi wytłumaczenie, dlaczego 
dzienniki polskie we Lwowie, Krakowie, Poznaniu i t. d. uderzyły 
tak na alarm z okazyi pobytu p. H. w Petersburgu na wiosnę 1906 r. 
Polacy bali się (mówi p. Hr. w artykule p. t. „Przerażone 
mrowisko** str. 265— 277), by profesor I wo\yskiego uniwersytetu 
nie skompromitował ich galicyjskich rządów przed ukraińskimi 
posłami nadnewskiego parlamentu i społeczeństwem rosyjskiem, 
i w ten sposób nie utrudnił pozycyi polskiej w Petersburgu 
delegacyi. Polacy bali się i boją, że skoro polityczna myśl ukra- 
ińska przeniknie do świadomości szerokich mas (w pierwszym 
rzędzie miał tego p. H. dokonać na petersburskich ukraińskich 
deputatach) i w całej swej potędze zjawi się na horyzoncie 
Ukrainy rosyjskiej, to wtedy „skończone polskie w Galicyi 
panowanie". 

Zżymanie się zatem Polaków na wieść o petersburskich 
robotach p. Kruszewskiego jest objawem bardzo znamiennym. 
Świadczy ono, że w razie, gdyby uwagi p. K. nie pozostały głosem 
wołającego na puszczy, stworzyłyby one poważną przeszkodę dla 

O W tej pozycyi najwięcej się dostało za tępienie Rusinów dyrekcyi 
gimnazyum w Samborze (str. 244). 



DR. L. KOLANKOWSKI 28 

polskich usiłowań wyłudzenia od niewiedzącego o niczem rządu 
rosyjskiego autonomii krajowej. Gdyby się im to, (soch rany 
hospody!) udało, to wtedyby już pokazali, jak to umieją stworzyć 
„sowierszenno izolirowannoje, iskluczytelno polskoje gosudarstwo 
w gosudarstwi". 

Posłannictwo p. Kruszewskiego byłoby nieskończonem, nie- 
dopełnionem, gdyby nie przedsięwziął kroków celem wydarcia 
jeszcze jednej ruskiej ziemicy, jeszcze jednej „ukraińskiej kości- 
z paszce polskiego molocha. P. Kruszewski ratuje Chełmszczyznę. 
Królestwo polskie ma podobno dostać autonomię — a więc 
zginie w niem i przepadnie na wieki Ruś chełmska. Na pomoc 
zatem ! Już oddawna żądali Ukraińcy od rządu rosyjskiego oddzie- 
lenia od „Priwislinia** Chełmszczyzny. Cóż, — dotychczas bez- 
skutecznie. Może teraz będą wysłuchani. Nadzieja ta ma pewne 
uzasadnienie w tem, że czarno na białem udowadnia p. Hru- 
szewski (polemizując. z artykułem hr. Tyszkiewicza, ogłoszonym 
w sprawie Chełmszczyzny w rosyjskiej prasie) konieczność „wy- 
dzielenia", płynącą z pobudek narodowych, państwowych i świętej 
wiary. Gdyby ta nadzieja miała się okazać płonną — pozostanie 
p. Kruszewskiemu przekonanie dobrze spełnionego obowiązku. 



Pan Hruszewskij jest wielkim i szczerym ruskim, ukraińskim 
patryotą. Jesteśmy o tem najmocniej przeświadczeni. P. Hru- 
szewskij pragnie i dąży do wielkości swego narodu,' chce widzieć 
Ukrainę wolną, silną, zamożną, światłą. Ukraina, naród ruski, 
ma do tego wszelkie prawo i najmocniej życzymy mu osiągnięcia 
tego wszystkiego. Ale p. Hruszewskij jest równocześnie śmiertel- 
nym narodu polskiego wrogiem. Po przeczytaniu jego myśli polity- 
cznych, każdy będzie tego zdania. P. Hr., być może szczerze, mniema, 
że droga do grodu przyszłej sławy Ukrainy wiedzie przez negacyę 
Polski. Pan Mychajło Hruszewskij profesor historyi — a czyż 
nie uderzyło go, że tępienie ruskiego narodu, zniesienie ukraiń- 
skiej odrębności politycznej, skrępowanie ruskiej myśli i mowy 
przez państwo carów, schodzi się jak najdokładniej z datami 
upadku i zgnębienia polskiego państwa, polskiej politycznej idei ? 
Czyż mu niewiadomem, że roboty Piotra W. na Ukrainie schodzą 
się najakuratniej z pierwszemi rosyjskiemi przewagami w Polsce, 
z Piotrowemi gwarancyami polskiej anarchii, że usunięcie wybie- 
ralnych ukraińskich hetmanów, pierwsze ograniczenia językowe, 



29 POMYSŁY I IDEE UKRAIŃSKIE 

^obrusianije" w szkołach ukraińskich przypadają na czas po 
Połtawie i „niemym" warszawskim sejmie (1717)? Czyż nie pomni, 
że rozporządzenia polityczne, admistracyjne, wojskowe (zniesienie 
Siczy i t. d. przeprowadzone na Ukrainie przez Katarzynę IL, 
przypadają na czas po pierwszym rozbiorze Polski? A czyż 
Kapnista zabiegi nie w tejże samej porze (1791 r.) i nie w tej 
samej stronie są podjęte, kiedyto polscy patryoci wielkiego sejmu 
przeprowadzali polsko-pruskie przymierze? Czyż wreszcie, — by 
tę sprawę zakończyć — nie wie p. H., że W a ł u j e w s k i e : 
„Ukraińskawo naroda nie było, niet i byt' nie 
możet'" przypada na czas polskich „za naszą i waszą wolność" 
wysiłków? Czy p. Kruszewskiemu nigdy nie przyszło na myśl, że je- 
dnak stokroć szybciej mógłby ruski naród ujrzeć swą „sławną 
Ukrainę" wolną, gdyby najpierw stanęła silna, nowa Polska? Czy 
p. H. naprawdę jest przekonany, że to, o czem marzy, państwo 
ukraińskie, da mu naród czy państwo rosyjskie dobrowolnie? 
Nam się wydaje, że nie, że droga do wolnego Kijowa prowadzi 
na wolną Warszawę. 

Tymczasem p. Hr. radby dążyć do wielkości swego ludu 
u kraju po trupach „wieczystych** Rusi wrogów — Polaków 
i rozumuje, że dopnie celu przy pomocy Rosyi ; wszystko mu je- 
dno, czy starej — biurokratycznej, czy też „nowej** — „wolnej**. 
I w tem nie wpływa nawet na refleksyę p. H. stwierdzony przez 
niego samego fakt historyczny, realny, że w chwili, kiedy już raz 
Ruś-Ukraina wzywała przez Bohdana Chmielnickiego Moskwę na 
pomoc dla budowy swej wielkości i złamania polskiej idei poli- 
tycznej, że w chwili przejścia Rusi z pod rządów Polski pod Mo- 
skwę, bujnie krzewiła się na ukraińskich ziemiach oświata, roz- 
wijały się szkoły, kwitła literatura, a społeczeństwo ukraińskie- 
ruskie o wiele przewyższało swym rozwojem i stanem społeczeń- 
stwo rosyjskie (str. 35). A dziś? Dziś na Ukrainie rosyjskiej illu- 
stracye do Wałujewskiego ,,ukraińskawo naroda nie było, niet' ^ 

i byt' nie możef**, rezultaty takie, jak: „kompletny brak 
kultury duchowej i materyalnej — cechy charakte- '^ 

rystyczne ukraińskiego narodu na progu XX. w.** \t>. 

(Hruszewskij: str. 38). 

Rezultaty takie, że dziś p. Hruszewskij „przeciw prądowi** 
płynie, nawołując inteligencyę ukraińską do pracy dla własnego 
ludu, kraju, dla własnego dobra. 



/ 



Ale p. Hruszewskij, dbały o teraźniejszość i przyszłość swej 
ojczyzny, wzywa rosyjskicti biurokiatów do ratowania „ukraiń- 
skiej" cliełm^óej ziemicy i wyłączenia jej z Królestwa Polskiego, 
by i ta część ^.Ukrainy* weszła raczej w sferę systematn „rdzen- 
nie" rosyjskiej ..opieki", niżby, nie daj Boże, miało ją spodcać 
tyle ,,klęsk", „ucisku" i „gwałtów" ze strony autonomicznego 
„Priwiślinia", ile spotkało część inną, zostającą pod drugą edy- 
cyą polskich rządów, ile spotkało Rusinów w Galicyi i dopro- 
wadziło w rezultacie do tego, źe ją p. łlruszewski może dziś 
zwać: „Ukraińskim Piemontem" i „kulturalnym ukraińskim arse- 
nałem^ (stn 116). 

Tam owoce rosyjskiej „opieki", tu polskiego „ucisku". 

Z kim iść w dzieje, wybór nie trudny... zwłaszcza dla dba- 
łego o przyszłość ciemnych, biednych 30-milionowych mas pa- 
tryoty. 

Lecz... p. Hruszewskij już wybrał... oddąwna. 

Dr. L Kolankowski. 



KONSTYTUCYA W CZARNOGÓRZE. 

Za slobodu zlatnu. 

Z kraju „gór czarnych i dobrych junaków" dochodzą od- 
głosy walk. Nie są to walki, które jeszcze w siedmdziesiątych 
latach zadziwiały opinię publiczną Europy; od lat prawie trzy- 
dziestu spokój panuje w Cetinju, Nikśiću i białej Podgoricy. 
Czarnogórcy nie chodzą już po „śićar" (łup) za granicę turecką, 
a głowy tureckie od bardzo dawna zniknęły z kamiennej wieży 
na Cetinju. Wojenny lud, którego historyą, rzemiosłem były ciągłe 
walki, utarczki, podchody, zagarnianie stad, zbrojne wycieczki ku 
„krwawemu Spuźowi", musiał rad nie rad poprzestać na ćwicze- 
niach wojskowych i pieśniach, które śpiewają chwałę „siwych 
sokołów'*. 

Dziś walka jest innego rodzaju — walka o konstytucyę. 

I. 

Dotychczasowa organizacya Czarnogóry polega na starej 
podstawie plemiennej. 



31 KONSTYTUCYA W CZARNOGÓRZE 

Kraj cały podzielony jest na dziesięć nahii czyli prowin- 
cyi; są to nahije: katunjska, ćernicka, Ijehanjska, bjelopavlićka, 
piperska, moraćka, vasojevićka (Brdjani), dalej nikSićka utworzona 
z terytoryów hercegowińskich, które w r. 1878 przyłączono do 
Czarnogóry (Banjani, Rudin. NikSić, Duga, Piva, Drobnjak, Jezera, 
KolaSin), wreszcie dziesiąta nabija, w którą weszły terytorya 
albańskie, przyłączone traktatem berlińskim: Spuź, Podgorica, 
Źabijak, *Antivari, Kraina, Dulcigno. Nahije dzielą się na ple- 
miona, każde plemię na bractwa (brastva) z kmetem na czele. 
Jak widzimy, silna organizacya rodowa jest jeszcze podstawą 
społeczną i nadaje krajowi charakter zupełnie wyjątkowy między 
państwami Europy. 

Organizacya wojskowa obraca się również w kadrach po- 
działów socyalnyćh : 8 brygad piechoty i jedna brygada artyleryi 
dzielą się na bataliony (500—1000 ludzi), mniej więcej odpowia- 
dające plemieniu. Batalion składa się z ludzi tegosamego bractwa. 
Czarnogóra może wystawić 36.000 żołnierzy. Sześć bateryi gór- 
skich (po 4 działa 70j 80 mm.) i baterya polna (6 dział 80 mm.) 
stanowią artyleryę. 

Absolutnym panem Czarnogóry jest kniaź. Listę cywilną 
ustanowiono na 200.000 fr., co wobec dochodów (r. 1895) około 
1,500.000 fr. wynosi Y? część tychże. Budżet ostatniego roku wy- 
nosi już około 3 milionów fr. Bardzo znaczną część wydatków 
pokrywa Rosya, która zawsze uważała Czarnogórę za swoją 
straż na Bałkanie. Stosunki te były zawsze ścisłe, z wyjątkieffi 
czasu kniazia D a n i I a, przechylającego się na stronę Napo- 
leona III. Datki Rosyi nie ograniczały się na pieniądzach ; broń, 
a często i żywność szły zbyt często do Czarnogóry z Rosyi, aby 
mieszkańcy nie mieli poczuwać się do wdzięczności dla niej. Po 
śmierci Danila I. kniaź Mikołaj uderzył znów w strunę polityki 
.najściślej rusofilskiej, a Aleksander III. otwarcie głosił go 
najszczerszym przyjacielem Rosyi". 

Ksu Mikołaj, syn wojewody Mirka, sławnego bohatera 
wojny z r. 1862, jest człowiekiem, który prócz niezaprzeczonych 
zasług wojennych i dyplomatycznych, posiada ogromną ambicyę, 
a wcale niemniejszą chciwość. Pod tym względem Petroviće nie 
ustępują „byłym Obren ovićom". 

Zdaje się, że ten prawnuk dawnych władyków jest spraw- 
dzeniem zdania, które wypowiedział Machiawel w swoim „Principe": 
„ludzie mają przed oczyma ten sam cel: chwałę i bogactwa*". 



DR, ZYGMUNT STEFAŃSKI 32 

Człowiek obdarzony wielkiemi zdolnościami, wielkim darem 
poetyckim, tak częstym wśród tego ludu, odziedziczył po swoicłi 
przodkach razem z niezwykłą ambicyą, skłonności absolutystyczne, 
z których znany był aż nadto dom Petrovićów. Tylko że abso- 
lutyzm Petrovićów wobec niewielkiej przestrzeni kraju nazywa się: 
rządem patryarchalnym. Jeszcze przed kniaziem Danilem była to 
teokracya metropolitów, niemniej despotyczna, niż absolutyzm 
świecki; mieszało się do niej sporo dzikości, pochodzącej z su- 
rowości obyczajów ludu, będącego w dągłem pogotowiu wojen- 
nem. Rządy władyki Piotra II., dziada ks. Mikołaja, świadczą 
o tem wymownie. 

Los nie poskąpił księciu zadowolenia ambicyi. Terytoryum 
państewka znacznie powiększyło się przez traktat berliński, przy- 
czem Czarnogóra zamiast upragnionego Kotoru, posiadła dostęp 
do morza w Barze (Antivari); dom Petroviców skoligacił się szczę- 
śliwie z domem rosyjskim i włoskim; majątek, ów drugi cel ludzi 
machiawelicznych, dzięki skrzętności i liście cywilnej przedstawia 
się wcale pokaźnie; utwory poetyczne chwalone są powszechnie, 
również jego geniusz wojenny i dyplomatyczny chwalony jest tak, 
jak to każdemu księciu przystoi. Opiekunka Rosya nie szczędziła 
podarków ; sam książę mówi z zadowoleniem, że niema kłopotu 
z obiorem fabryki armat, jak Serbia : armaty przysyła Rosya. 

Wewnątrz kraju panował jego „bon plaisir" w zupełności. 
»Sve poYoli bożjoj i gospodarevoj", oto była mą- 
drość państwowa, powtarzana przez poddanych cetyńskiego kniazia. 
P e r j a n i c y, czyli straż przyboczna i żandarmerya dworska 
umieli władać postrachem i zgniatać każdy opór plemion. Nie 
chcę powtarzać faktów, opowiadanych mi podczas mej dwukrotnej 
bytności w Czarnogórze, faktów, świadczących o absolutyzmie, 
przechodzącym prawie w barbarzyństwo. Własne obserwacye na 
wędrówce od Cetynja aż do Szkodry daty mi poznać, jak silne 
piętno uniżenia wycisnęło to półwiekowe prawie panowanie abso- 
lutyzmu zupełnego, nieskrępowanego wcale moralnością, na boha- 
terskim narodzie. 

W kraju par excellence ludowym, zdołały się wytworzyć 
dwa stany, dwie kasty, rozdzielające się coraz więcej. 

Z jednej strony wszystko, co miało styczność z urzędem, 
figury dworskie, owi „yelikaśi", którzy puszyli się po Cetinju 
rangą czy orderem, którym wszystko było wolno — istna kary- 
katura kamaryli, wielkich książąt, sawjetników i czynowników. 



33 KONSTYTUCYA W CZARNOÓÓRZE 

Z drugiej misera plebs contribuens, biedacy bez praw, 
bez opieki, sterroryzowani przez „dostojników" i przez nędzę, 
ledwo mogący wyżyć z kawałka kamienistego pola, na którem, 
jak mówią Czarnogórcy, „dyabeł połamałby radło", z kilku nę- 
dznych kóz lub owiec, zbiedzeni głodem chłopi, uganiający się 
za kawałkiem chleba precz poza domem, poza ojczyzną, emigru- 
ją/:y wciąż za lepszą dolą do Ameryki, do Stambułu, do Serbii. 
Dla tych robiono bardzo mało ekonomicznie, za to głuszono 
systematycznie każdą myśl samodzielną, każdą inicyatywę, która 
ifie szła po woli „gospodara", każdy protest przeciw bezprawiu. 
Ogromna, jak na stosunki kraju, liczba politycznych wychodźców 
świadczy dobitnie o tem, co opozycya zowie dziś: „emigracyą 
inteligencyi". 

II. 

Powiew wolności, który po wojnie rosyjsko-japońskiej prze- 
szedł po cesarstwie rosyjskiem, doszedł i Gór Czarnych. Długo- 
letni wzór, naśladowany przez dynastyę Petrovićów, caryzm, 
na którego obraz i podobieństwo kształtował dom św. Piotra^) 
Czarnogórę, skompromitował się niewymownie. 

Nakłaniany od dość dawna przez następcę tronu, kniaź Mi- 
kołaj postanowił urządzić komedyę konstytucyi. Konstytucya miała 
nowym blaskiem opromienić władcę Czarnej Góry, teścia królów, 
trubadura wojen z Turkami ; aureola miała być zrobiona z tea- 
tralnej wolności, kniaź zaś miał po staremu pozostać autokratą. 
-Wszystko po woli Boga i gospodara" z farsą wyborów, mowy tro- 
nowej, mów poselskich, lekkiej, nieżenującej opozycyi, głosowania; 
orzeł bałkańskiego Piemontu miał wznieść się ponad wszystkich 
władców Jugosławii ofiarowaniem krajowi parlamentaryzmu. Sła- 
wę miał zachować kniaź, kraj ponieść koszta bez korzyści. Był 
to gatunek swego rodzaju „societatis leoninae"". 

Akt darowizny konstytucyi uskuteczniono przy formalnej 
obecności posłów, ale zupełnie jednostronnie, jako rozporządze- 
nie najwyższe objawiono go grupie ludzi, którym wzbroniono dy- 
skusyi. Miał być przyjęty taki, jak go dano. Mimoto krytyka opo- 
zycyi nie dała na siebie długo czekać. 

Według aktu s k u p § t i n a nie miała mieć władzy ustawodaw 
czej ; wszelkie prawo inicyatywy zostało jej odjęte : musiała przyj- 



•) jak wiadomo, Petrowićowie, nie zaniedbali mieć i świętego w ro- 
dzie. Jest nim władyka Piotr I. 

świat Stowiańtki. — Nr. 37. ^ 



-H 



DR. ZYOMUNT STEFAŃSKI 34 

mować wszelkie wnioski i projekty rządowe (art. 88 i 89)10. Rów- 
nież nie dano jej żadnego wpływu na zestawianie budżetu, bo 
musi przyjąć wedle art. 91 i 92 budżet zestawiony przez rząd 
i uchwalić wydatki rządowe. Niema nietykalności poselskiej 
ani prawa interpelacyi ministrów. 

Zrzucono więc odium absolutyzmu, nie dając ani odpowie- 
dzialności ministrów, ani wpływu na ustawodawstwo. 

Kniaź, jak dawniej, mianuje członków Rady państwa (drźav- 
ni savjet), a skupśtina musi na członków t. zw. Głównej kon- 
troli wybrać tych kandydatów, których jej rada państwa przed- 
stawi (art 171), a więc w rękach kniazia jest skład tych dwóch 
najważniejszych ciał rządowych. 

Kniaź może rozpuścić skupsztynę na czas nieograniczony, 
a akt rozpuszczenia nie musi zawierać rozporządzenia, kiedy ze- 
brać się ma nowa skupsztyna (art. 17). Rząd ogłaszać może stan 
wyjątkowy, kiedy uzna za stosowne (art. 75). Niema w ustawie 
gwarancyi niezawisłości sędziowskiej, ani gwarancyi wolności 
prasy. 

Charakterystyczne jest zastrzeżone księciu prawo dawania 
tytułów. 

Z całej konstytucyi — zarzuca opozycya — widać jasno, 
że wola kniazia zachowała w zupełności znaczenie prawa, jest 
źródłem wszelkiej władzy. Co do formy, konstytucya jest, zdaniem 
opozycyi, lichą kompilacyą różnych serbskich ustaw z dodaniem 
specyalności czarnogórskich, o których powyżej była mowa. 

III. 

Książe zawiódł się na radości, jaką miała wywołać kon- 
stytucya, protegowana szczególniej przez inteligentnego i wolno- 
myślnego następcę tronu Danii a. 

Pierwsze wybory, nietamowany wyraz narodowej woli. dały 
w czarnogórskiej skupsztynie jednomyślną opozycyę. 

Po Mijukoviću, który nie miał zaufania skupsztyny, na- 
stało ministeryum opozycyjne Marka Radulovića. 

Kniaź nie poznawał swoich Czarnogórców. W miejsce pod- 
danych, krzyczących księciu entuzyastycznie ź i v i o !, partya L zw. 
narodna (ludowa) wkrótce zaznaczyła zupełną niezgodę z wolą 



O Ustav i Rijeć Crnogorske Omladine o prilikama u Crnoj Gori 
(Slav. Jag.) 



35 KONSTYTUCYA W CZARNOGÓRZE 

najwyższą i krytykę. Między plemionami doszło do rozruchów; 
afera ze zniszczeniem drukarni w Nikśiću pobudziła silniejszą 
jeszcze opozycyę. 

Co do kniazia, ten daje wcale ciekawe powody niezadowo- 
lenia Czarnogórców z konstytucyi. Oto co opowiedział jednemu 
z dziennikarzy, którzy odwiedzili go w Cetinju: 

Raz, zanim nadałem narodowi konstytucyę, wezwałem do 
siebie młodego Czarnogórca, aby mi zreferował dzienniki nie- 
mieckie, których sam nie miałem czasu czytać. Razem z dzien- 
nikami dałem mu projekt nowej ustawy. Czarnogórzec, zamiast 
w gazety, zagłębił się w projekt. 

— Więc wy, gospodaru, naprawdę chcecie dać prawo Czar- 
nogórze ? 

— Tak. A jak ci się widzi? 

— Piękne jest, ale wielka szkoda, żeśmy go sami nie wy- 
walczyli. 

Otóż — mówi kniaź — młodzi ludzie nie dbają o konsty- 
tucyę, gdyż ich żadnego trudu nie kosztowała. Nauczyli się w Ser- 
bii, że trzeba każdą rzecz wywalczyć rozruchami, debatami itd. 

Opowiadanie ma pewien wdzięk naiwności, ale tę trudno 
brać w polityce na seryo, tembardziej, że naiwność jest tu silnie 
poszlakowana. 

Ze strony rządowej stwierdzono więc, że Czarnogórcy nie 
dojrzeli do wolności. Podobny argument jest niestety bardzo wy- 
tarty we wszystkich walkach przeciwwolnościowych. Mimo wszy- 
stko, zdaje się nam dość ciężkiem do zrozumienia to, że nie- 
dojrzali do wolności są ci, którzy przez cały ciąg swej historyi 
za nic innego nie walczyli. „Za krst ćastni i slobodu zlatnu** (za 
święty krzyż i złotą swobodę) — to hasło powtarza się przez 
tyle wieków na ustach plemion Czarnej Góry, które potrafiły 
umierać tak chlubnie. Każdy kamień od Krstaca do Szkodry 
(Skutari) świadczy o tem z niezaprzeczoną stanowczością. Jeśli 
ci, co ginęli nad Moraćą, na polach Qrahova, pod Nikśićem 
lub Spuźem przeciw despotyzmowi tureckiemu, niechcą tyra- 
nii w domu, to zdaje się mają do tego zupełne prawo. 

Zaczęła się reakcya. 

Ukazem z 26 czerwca zarządził kniaź Mikołaj rozpuszcze- 
nie skupsztyny. Powody przytoczone przez urzędowy Glas 
Crnogorca zarzucają jej niepłodność. Dr. To mano vi ć na 
czele rządu zaczął agitacyę wszelkiemi środkami, postanawiając 



n 



DR. ŻY0MUr4T STEFAŃSKI 



36 



zgnieść stronnictwo ludowe. Wedle reiacyi emigrantów i młodzie- 
ży czarnogórskiej, gromadzącej się przeważnie w Belgradzie, wię- 
zienia zapełnione stronnikami opozycyi, a rząd nie cofał się przed 
gwałtem, a nawet zabójstwem. Niedawną śmierć nauczyciela Bor- 
ka BożOYića i wojewody Sawy Plamenca przypisują rzą- 
dowi. Wojewoda Lazar Soćica, jeden z najstarszych bojo- 
wników za swobodę, stawiony przed sąd, skazany został na 10 
miesięcy więzienia. 

Emigrantów ścigał rząd i poza granicami Czarnej Góry. 
Czarnogórski agent dyplomatyczny w Kotorze (Cattaro), Rama- 
danoYić, na żądanie ministeryum poczynił kroki, aby Austrya 
wydała z ,Boki kotorskiej" około 200 wychodźców, którzy 
schronili się na terytoryum austryackie przed prześladowaniem. 

Jednym ze środków „porządkowania" kraju jest wydalanie 
„cudzoziemców". Tymi zaś są... Serbowie czyto z Banatu, czy 
z królestwa serbskiego, lub z Chorwacyi. Dziwnie wygląda ze 
stanowiska serbskiego patryotyzmu to stwarzanie podziałów mię- 
dzy Serbami, podziałów stojących w sprzeczności z ideą jedno- 
ści serbskiej. Tern gorzej, że robi to Czarnogóra, na którą Serbi 
nauczyli się patrzeć, jako na bałkański Piemont. Wszakże to kniaź 
jest autorem pieśni ,,Onamol onamo! za brda on a!**, śpie- 
wanej przez patryotów rozczłonkowanej Serbii. 

Urzędowy Glas Crnogorca ogłosił na zarzuty opozycyi, 
powtarzane przez całą serbską prasę postępową, dementi, 
w którem nazywa wymyślonemi wieści z Czarnogóry w pismach 
zagranicznych. Nie może być polityki gwałtu w kraju, gdzie są 
mieszkańcy uzbrojeni, a rząd niema żadnej zbrojnej organizacyi, 
z której pomocą mógłby zadawać gwałty. 

„W całej Czarnogórze niema ani 200 żandarmów, niema 
też stałego wojska w koszarach. Wybory posłów są powszechne 
i tajne, więc rząd nie może stworzyć sobie gwałtem większości, 
jeźli większość nie jest po stronie rządu, ani wywrzeć nacisku 
na zbrojny naród, którym w równej mierze posłużyć się może 
i opozycya. 

„Wieści o kandydaturach kniazia Dani la i Mirka są ab- 
surdem, gdyż konstytucya zabrania im kandydatury. Również 
nieprawdą są głosy o zburzeniu domów opozycyonistów; niemo- 
żliwe to jest w Czarnogórze bez powszechnego przelewu krwi, 
gdyż zbrojni Czarnogórcy nie są skłonni do cierpienia takich 
brutalności. 



37 KONSTYTUCYA W CZARNOGÓRZE 

n Wspominani opozycyoniści : Cero vi ć, Lućić, Śobaić 
i Rad o vi ć są żywi i cali i mogą każdej chwili poświadczyć, 
że ich pracownie są nietknięte, a domy niepoburzone. 

„Ciała Savy Plamenca nie znaleziono na uHcy, lecz 
serdar Plamenec wobec wielu świadków zabił się sam z rewol- 
weru i o swym zamiarze pozostawił piśmienny dowód". 

Rząd twierdzi, że opozycyę przedstawiają niezadowolone 
stare żywioły, które straciwszy władzę przez wprowadzenie kon- 
stytucyi, nie przebierają w środkach, aby ją zdobyć na nowo. 
Co do młodzieży, która się z nimi łączy, to są ludzie, którzy 
z południowym temperamentem prowadzą walkę, aby jak naj- 
prędzej zdobyć władzę i stanowisko. Pomagają im w prasie mal- 
kontenci, trochę emigrantów podających się za narodowych mę- 
czenników, dla utrzymania i dla upozorowania swej emigracyi, 
której przyczyną może być wszystko inne, niż gwałt i wypędza- 
nie. Kniaź ma się trzymać konstytucyi, a rząd Tomanovića 
utrwala konstytucyjny porządek mimo wszelkich trudności i pod- 
nosi kraj ekonomicznie, jak dowodzi ład czarnogórskich finan^ 
sów i pomyślny początek wielkich robót rządowych z pomocą 
obcych kapitałów. 

Ze swej strony opozycya ogłasza, jako dowody porządku 
panującego w Czarnogórze, dokumenty^) urzędowe, jak poniżej 
podany rozkaz komendanta brygady i naczelnika okręgu do M i- 
la Raśovica oficera: 

Dokument, o którego autentyczności zapewniają opozycyo- 
niści, opiewa: 

Milo ! 

Klubowcy (opozycyoniści) przechodzą granicę i przenoszą 
tytoń. Rozkazuję, abyś dawał baczenie tej nocy i kogokol- 
wiek znajdziesz na dwa kilometry od granicy, każ zabić, ale 
zupełnie, aby nie mógł powiedzieć, kto go zabił, gdyż tej nocy 
przyjedzie kniaź z N»kśića, jak mi powiedział wojewoda Mijajlo 
(Vućmić) i trzeba mu pokazać, że wykonywujemy rozporzą- 
dzenia. 

Nagroda dla ciebie, medal za męstwo, a wykonawcom po 
100 koron. 

Rozporządzenie zaraz wykonaj. 

Podgórna 2 października 1907. 

Brygadyer Veliśa Lazarović. 

^) p. Sloboda i 4 listopada 1907. 



^ 



DR. ZYGMUNT STEFAŃSKI 38 

Dokument przytaczamy jako charakterystyczny dla zarzu- 
tó\\, jakie stawia opozycya rządowi. 

Z początkiem listopada odbyły się nowe wybory. Według 
wiadomości opozycyjnych miało dojść do silnych rozruchów w ca- 
łej Czarnogórze, szczególnie między plemionami D rob n ja ci, 
Vasojevići, Kuci, Qrahovljani i Piperi. Podobno cały 
czynny kontyngent wezwany został na Grahovo. Posłowie P a j o 
QrdaSević, Gavro Dźuraśković i Milić schronili się 
za granicę. Wobec licznych aresztowań członków stronnictwa lu- 
dowego, uciekł też dawny prezydent ministrów Andrija Radović. 

IV. 

Obecnie wybory skończone. Stronnictwo ludowe nie wzięło 
w nich udziału, więc skupsztyna składa się ze stronników rzą- 
dowych. Ci ostatni zarzucają opozycyi, że nie ma zupełnie siły 
i że nie mogła zestawić ani jednej listy kandydackiej. 

Opozycyoniści odpowiadali, że ich listy kandydackie były 
niweczone, a ci, którzy je podpisali, więzieni przez władze. Wo- 
bec tego partya wolała zrezygnować z kandydatur, aby nie wy- 
woływać wojny domowej. 

Mimoto w relacyach „narodniaków" słychać było i groźbę: 
„Wiadomo z historyi, że masy trudno powstawały przeciw swym ty- 
ranom, ale i to znane, że takie rządy, jak obecny w Czarnogó- 
rze, zawsze kończyły tragicznie. Historya serbskiego narodu peł- 
na jest takich tragedyj i byłby czas, aby ci, którzy obecnie insce- 
nizują państwową tragedyę w Czarnogórze, ujrzeli, że krew na- 
rodu musi na nich spaść. Kniaź Mikołaj i jego rząd nie mogą 
umyć swych rąk, jak Piłat, z krwi, która się przeleje dla we- 
wnętrznych swobód Czarnogóry.** 

Wyglądało to jakby zapowiedź akcyi podobnej do tej, której 
polem jest dzisiaj Rosya. Wiadomości o chwyceniu na gra- 
nicy ludzi przemycających bomby i o spisku, potwierdziły 
przypuszczenia, że opozycya postanowiła coute que coute 
prowadzić walkę wszelkimi środkami. — Nie świadczy to, aby 
wybrała istotnie środki najodpowiedniejsze. 

Twierdzenie, że „krew tyranów podlewa najlepiej drzewo 
wolności** znane już z wielkiej rewolucyi, należy do dogmatów 
zbyt zwietrzałych, by się nimi politycznie dłużej zajmować. Po- 
dobne medykamenta zwracają się najczęściej przeciw pseudo-do- 




39 KONSTYTUCYA W CZARNOGÓRZE 

ktorom politycznym, a co gorzej, kompromitują sprawę wywo- 
łującą tak głośne a wybuchające afekty. Zdaje się, że 29 maja^) 
nie jest datą szczęśliwą w Serbii, i że z nią nie poczęła się wcale '^ 

złota era kraju. 

Nie podobna nie wspomnieć, że radykalne załatwianie ra- 
chunków jest po części w tradycyi na wschodzie i na południu 
zbyt długo poddanem wpływowi tureckiemu, a niedarmo jeszcze 
używanie handżaru lub „długiej puszki*S jako ostatecznego argu- 
mentu, często można spotkać w pieśniach luddwych, będących 
niezaprzeczenie jednym z kulturalnych czynników ludu. Tylko, że 
dawne „ugrabiti glavu** (zabrać ściętą głowę) zamieniłoby się 
i zmodernizowało, nie bez wpływu terrorystów rosyjskich i po- 
zytywizmu, uważającego handżar za narzędzie zbyt tracące arse- 
nałem romantycznym. 

Nie chcemy przesądzać obecnie autentyczności spisku ; ustalą 
ją w niedalekiej przyszłości sądy. 

Fakt aresztowania Czarnogórców przenoszących bomby, jest 
znany, i nie potrzebujemy go powtarzać. Rząd, recte ks. Mikołaj, 
ma zbyt wiele talentu, żeby tak dobrego zdarzenia nie wyzyskać na 
korzyść zagrożonej popularności, nie pochwalić Boga „wiecznego 
stróża PetroYićów" 2) i nie zgnieść opozycyi. Wprawdzie opozy- 
cya twierdzi, że atentat jest zupełnie podobny do tego, który tak 
dobrze niegdyś posłużył Milanowi, najbystrzejszemu i najwesel- 
szemu z polityków serbskich, jednak atut schwycono skwapliwie 
i skompromitowano wszystkich nieprzyjaciół księcia. Radović, 
b. minister, znajduje się pod dozorem policyjnym w Tryeście, 
mimo energicznych protestów, że nie ma nic wspólnego z aten- 
tatem; dygnitarze i posłowie przeszłej skupsztyny prowadzeni są 
w łańcuchach do Cetinja. Więzienia pełne są tych, którzy tak 
niedawno jeszcze wołali „żivio ustav i gospodar*', ale dementi 
urzędowe zaprzecza, jakoby już w więzieniach miejsca nie było. 
Aresztowano podobno nawet rodzonego brata księżnej Mileny, 1 

Toma Vukotića. 

Mityngi zwoływane przez stronników rządowych potępiają 
wszędzie atentat. Naturalnie potępia go jeszcze bardziej kniaź. 

Otwarto skupsztynę, a książę przemówił w niej z godnością 
dobrego patryarcliy i bliskiego krewnego św. Piotra Petrovića: 



I 



O data zamordowania królewskiej pary serbskiej. 
^) p. mowę tronową kniazia Mikołaja. 



OR. ZYOMUNT STEFAŃSKI 40 

Dałem konstytucyę nie po to, aby bezpłodnie marnować 
siłę w walce partyjnej. 

„Żywioły, które zaraz z początku zawiodły większość 
skupsztyny na manowce, uczyniły jej pracę bezpłodną. Było to 
najcięższe dla mnie, który pokładałem wielkie nadzieje w jej pracy 
na korzyść narodu. Cierpliwie, po ojcowsku, czekałem pół roku, 
spodziewając się z jednej strony, że zdrowa świadomość z jej 
łona przebije sobie drogę, którą wskazuje konstytucya, dobro 
ludu i sławna historya Czarnogóry, a z drugiej strony pragnąc 
w duchu swobody, który odziedziczyłem od moich sławnych 
przodków, ujrzeć jaknajwięcej niepodległości w pracy poszcze- 
gólnych oświeconych osób. Kiedy skupsztyna poczęła iść coraz 
bardziej w fałszywym kierunku, rozwiązałem ją. 

^Mój świadomy naród zaraz zrozumiał powody i potrzebę 
tego czynu, że posłał was, jako narodowych przedstawicieli, w na- 
dziei, że wy będziecie wyrazem jego myśli, miłości, zgody i za- 
pału... 

„W tych dniach odkryto przygotowania do zamachu, aby 
pozbawić Czarnogórę głowy, a oddać ją na łup anarchii i zni- 
szczyć zdobycze mego narodu i domu. Lecz zamach, dzięki Bogu, 
wiecznemu stróżowi Czarnogóry i mego domu, nie udał się 
i nasza ojczyzna ocaloną została od zgubnych następstw. Naród 
mój okazał w tym wypadku wiekową miłość i oddanie krajowi 
i memu domowi". 

Posiedzenie skupsztyny było dogć burzliwe, kiedy rozprawy 
przeszły na sprawę spisku, zebranie wzniosło na wezwanie pre- 
zydenta izby okrzyk „precz ze spiskowcami". Rząd wniósł 
projekt ustawy o ustanowieniu osobnych sądów dla spiskowców. 

Pozostawiając na uboczu rozświetlenie spisku, zwrócić trzeba 
uwagę na rzecz większej wagi, która zadokumentowała się nie- 
dwuznacznie w sprawie : antypatyę i nieprzyjaźń urzędową serb- 
sko-czarnogórską. Czarnogórski rząd wyraźnie rzucił podejrzenie 
na Serbię o faworyzowanie spisku. Nic charakterystyczniejszego, 
jak dementi urzędowego Glasa Crnogorca, twierdzące, że ofi- 
cyalna Serbia i serbska reprezentacya w Cetinju, nie są bezpo- 
średnio odpowiedzialne za sprawę bomb — i odpowiedź urzędo- 
wej serbskiej Samouprayy, dającej taką odprawę dworowi czarno- 
górskiemu : „Jak się zdaje, w Czarnogórze nie liczono się z tru- 
dnościami nagłego przejścia do konstytucyi i obecnie szuka się 
ich powodu poza Czarnogórą. Chociaż z Belgradu przyszło kilka 



41 



TRZY POSIEDZENIA KLUBU SŁÓW. 



bomb i pism, te nie są tak niebezpiecznej natury, jaic to skon- 
statowano w Cetinju. Za wiele się mówi w Cetinju o bombach 
Rajkowića i to w sposób niepoprawny względem żadnego kraju, 
ani względem Serbii. Mimo długiej rezerwy i mało rycerskiego 
postępowania z Serbią, nie można było dłużej milczeć". 

Antagonizm obu serbskich państw datuje się nie od dzisiaj ; 
ma on charakter rywalizacyi dwóch serbskich dynastyi, rywalizu- 
jących w znaczeniu i powadze na tle idei wielkoserbskiej. 

Antagonizm dynastyczny — w historyi ostatnich stu lat na- 
rodu serbskiego zaznaczył się on już tak nieszczęśliwie i tak krwawo! 
Tak zwana teorya o historyi, jako najlepszej „magistra vitae", 
zdaje się zwykle sprawdzać jedynie przez... kontrast z faktami. 

Dr. Zygmunt Stefański. 



TRZY POSIEDZENIA KLUBU SŁOWIAŃSKIEGO. 



Dnia 7 grudnia zeszli się członkowie Klubu, ażeby przez wzajemną 
wymianę myśli i udzielenie sobie uwag, okrfeślić sytuacyę wytworzoną przez 
pruską ustawę o wywłaszczeniu. 

Zebranie zagaił Wielkopolanin, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, 
Dr. Kazimierz Morawski jędrną, męską przemową, nie kryjącą się 
z bólem, ale poszukującą w nim środków do zwiększenia hartu, oporności, 
wzywając do wytrwałości nie dla rezygnacyi, lecz dla dania sposobności 
nadziei. Prof. Dr. August Sokołowski zwrócił uwagę na history- 
czną tradycyę stosunku Prus do Polski (przemówienie jego ogłaszamy 
w całości w dzisiejszym zeszycie). Prof. Dr. Maryan Zdziechowski, 
odróżniając niemieckość wogóle od specyficznego jej rodzaju: prusactwa — 
wykazywał różnice między prądami rwącej się ku ideałom ogólno- ludzkim 
myśli niemieckiej, zwłaszcza z końcem XVIII i początkiem XIX wieku, 
a dzisiejszemi hasłami politycznemi Prusaków. Hr. Adam Żółtowski 
z Poznańskiego zastanawiał się na podstawie stosunków realnych i cyfr 
nad następstwami pruskiej polityki wobec Polaków wogóle, a zwłaszcza 
ustawy o wywłaszczeniu. Obliczenia, robione z zimną krwią, li tylko we- 
dług rozsądku, i przez to właśnie cenne, zajęły wielce słuchaczów. (Prze- 
mówienie to, po uzupełnieniu szczegółowemi datami, podamy w jednym 
z najbliższych zeszytów). — Trzech jeszcze Wielkopolan zabierało głos: 
Ksiądz prałat Pr. Chotkowski, prof. Uniw. Jagieł!., hr. J. Męcińśki, 
prof. dr. Wicherkiewicz — dorzucając cenne przyczynki do zrozu- 
mienia genezy i istoty pruskich projektów z rozn aitych punktów widzenia. 
Były poseł do Dumy, p. Lisocki, mówił o ogólnem położeniu narodu 
polskiego, hr. Jerzy Moszyński o środkach obrony w należytej or- 



TRZY POSIEDZENIA KLUBU SŁÓW. 42 

• 

ganizacyi i taktyce stronnictw na podstawie katolickiej, a redaktor Dr. 
Koneczny o możliwej politycznej doniosłości sprzężenia sprawy pol- 
skiej ze słowiańską, skutkiem manifestacyi posłów słowiańskich w parla- 
mencie wiedeńskim dnia 28 listopada (por. artykuł wstępny niniejszego 
zeszytu). 

Prezes Klubu udzielił do wiadomości zebranych list prof. Pogo- 
d i n a, napisany pod wrażeniem pruskich ustaw, w którym przyjaciel nasz 
składa „hannibalową przysięgę**, że poświęci życie swe sprawie pojedna- 
nia Rosy i z Polską. 

Może być przekonany, że nie zabraknie mu współpracowników w Pol- 
sce i gdyby ich znalazł wśród Rosyan choć setną część tylu, ilu po- 
śród nas — przyszłość Europy byłaby polsko-rosyjską. Niema bowiem 
ani jednego Polaka przeciwnego tej idei, — ale rosyjscy jej przeciwnicy 
stanowią potęgę w rosyjskiem państwie i społeczeństwie. 

Dr. Morawski iunior podał do wiadomości zebranych nade- 
szła właśnie wiadomość o zgromadzeniu publicznem we Frankfurcie n/M., 
gdzie oświadczono się w ostrych wyrazach przeciw antipolskiej polityce 
pruskiej. Do przywódcy tej „opozycyi", profesora marburskiego uniwersy- 
tetu, Waltera Schiickinga, wysłano słowa podzięki, opatrzone 49 
podpisami zebranych. 

Nadeszła następnie odpowiedź na ręce pierwszego z podpisanych, 
brzmi, jak następuje : 

Marburg d. 14 December 1907. 
Hochgeehrter Herrl 

Die mir von Ihnen iibersandte Adresse von Krakauer KoUegen hat 
mir eine aufrichtige Freude bereitet. Diese Freude war um so grosser, 
ais meine Stellung in der Polenfrage mir unter meinen Landsleuten An- 
feindungen aller Art bringt. Man riskirt in Deutschland zur Zeit alles, wenn 
man sich nur etwas Besonnenheit und Gerechtigkeit bewahrt hat. Von je- 
ner Generation, die unter Bismarcks Herrschaft gross geworden, sind keine 
freiheitlichen Regungen zu erwarten ; man strebt ja nicht einmal nach Frei- 
heit fiir sich selber, geschweige denn will man den nationalen Minderhei- 
ten die Freiheit zur tntwicklung ihrer Eigenart gewahren. Ich denke gross 
genug von unserem Volke, um zu hoffen, dass ein anderes- Gescmecht 
neranwachsen wird, dessen politische Ethik dem deutschen Namen mehr 
Ehre machen wird und thue, ais akademischer Lehrer alles, um dieses 
andere Zeitalter mit heranfilhren zu helfen. Bitte, teilen Sie den anderen 
Herren meinen schonsten Dank mit. In vorziigIichster Hochachtung 

Dr. Walter Schiicking, o. ó. Professor der Rechte. 



Następne dwa posiedzenia były poświęcone sprawie ruskiej. 

Dnia 14-go grudnia referował Dr. Ludwik Kolankowski 
o poglądach lwowskiego profesora M. Kruszewskiego na stosunki 
polsko-rusko-rosyjskie. Referat ten podajemy w całości w dzisiejszym ze- 
szycie. 

W dyskusyi zabierali głos p. K. Srokowski, prof. Z d z i e c h o- 
wski, p. Horbaczewski, Dr. Koneczny i X., gość słowacki. 

Nazwiska przejeżdżającego przez Kraków, a na posiedzeniu naszem 
obecnego Słowaka," podać nie możemy; nie było ono nawet znane 
wszystkim obecnym. Tak się postępuje zawsze, ilekroć Słowak jaki znaj- 



43 TRZY POSIEDZENIA KLUBU SŁÓW- 

dzie się wśród irniych Słowian, bo wytoczonoby mu zaraz proces o „pan- 
slawizm"! Tak też postąpiono na ostatnim zjeździe welehradzkim, gdzie 
dwóch obecnych słowackich księży nazywano: „ksiądz Słowak Nr. I." 
i „ksiądz Słowak Nr. II". 

Gość słowacki wziął udział w dyskusyi w sposób mimowolny, ale 
przez to właśnie nadzwyczaj wymowny, a nawet dosadny. 

Korzystając z obecności gościa, poprosił go prezes, żeby udzielił 
Klubowi pewnych wyjaśnień, zwłaszcza w sprawie duchowieństwa „madiaroń- 
skiego". Gość mówił po słowacku i rozumiano go doskonale. Wywiązało 
się wśród posiedzenia intermezzo o stosunkach słowackich, z czego ko- 
rzystając Dj. K o n e c z n y i pragnąc nawiązać do właściwego tematu wie- 
czoru, wystosował do szanownego gościa Słowaka zapytanie: 

„Co robiliby Słowacy i jak zachowaliby się względem Madiarów, 

gdyby w całem słowackiem „okoliu" były słowackie szkoły ludowe, 

gdyby było 5 gimnazyów słowackich, a nadto w madiarskich w miarę 
potrzeby i możności paralelki słowackie, 

gdyby w uniwersytecie w Budapeszcie było 7 katedr słowackich 
i możliwość dalszych habilitacyj słowackich, — póki nie powstanie osobny 
słowacki uniwersytet, 

gdyby całe społeczeństwo madiarskie, posłowie i prasa, profesorowie 
i młodzież — zgadzało się na utworzenie uniwersytetu słowackiego, 

gdyby język słowacki był urzędowym w szkole, sądzie i urzędzie, 
gdyby odbywały się po słowacku rozprawy sądowe; gdyby każda gmina, 
która tylko zechce, mogła nietylko sama po' słowacku urzędować, ale 
i z wyższemi władzami korespondować po słowacku ; gdyby ogłoszenia 
urzędowe były i być musiały także po słowacku; gdyby na całych Wę- 
grzech nie można było dostać żadnego blankietu pocztowego bez słowa- 
ckiego tekstu obok madiarskiego; 

gdyby wszyscy urzędnicy państwowi i autonomiczni w okoliu 
znali język słowacki; 

gdyby stowarzyszenia i instytucye narodowo - kulturalne słowackie 
otrzymywały subwencye od sejmu budzyńskiego, uchwalane przez madiarską 
większość, 

gdyby prezydent budzyńskiego sejmu zagajał sesyę nietylko w madiar- 
skim języku, ale też w słowackim, a słowaccy posłowie przemawiali tam 
zawsze tylko po słowacku, nie doznając o to najmniejszych przykrości, 
tak, że madiarską większość uważałaby to używanie słowackiej mowy 
w parlamencie za proste prawo przyrodzone Słowaków, a sama znałaby 
język słowacki i słuchałaby tych mów zupełnie tak samo, jakby madiarskich; 

czy w takim razie uważaliby Słowacy Madiarów za swych gnębicieli?** 

Zapytanie to wywołało efekt niespodziany. Gość ze Słowaczyzny 
przypuszczał, że wyliczono mu postulaty ruskie i począł tłumaczyć, 
że Słowacy nie mają tak wielkich pretensyi, że o takich „koncesyach" mogą 
myśleć tylko Chorwaci, jako posiadający pewne prawa historyczne, ale 

Słowacy poprzestaliby i byliby zupełnie zadowoleni, gdyby i gość 

zabierał się do sformułowania skromnych postulatów słowackich. Niepo- 
rozumienie było widocznem dla każdego, a jakżeż było ono znamiennem I 
Na prośbę, żeby odpowiedział krótkiem „tak" lub „nie", czy Słowacy 



TRZY POSIEDZENIA KLUBU SŁÓW. 



44 



nazywaliby Madiarów wrogami i gnąbicielami, gdyby posiedli to wszystko, 
co Dr Koneczny wyliczył, — gość okazywał z razu pewne zakłopotanie, 
bo się obawiał, czy to nie jest wyszydzaniem może dążności słowackich 
i znów chciał tłumaczyć, że Słowacy wcale nie tacy wymagający... Popro- 
szony po raz trzeci, żeby dał koniecznie odpowiedź bezpośrednią na zadane 
pytanie, odparł, trochę już zniecierpliwiony: 

— „Ależ w takim razie nazywalibyśmy Madiarów naszymi braćmi!" 
Teraz wytłumaczono słowackiemu gościowi, że Dr Koneczny nie 

wyliczał bynajmniej postulatów ruskich, ale tylko to, co Rusini faktycznie 
posiadają. 

Słowak osłupiał — a po dłuższej chwili powiedział: 

— „W takim razie nie rozumiem Rupinów". 

Epizod f6i, nadzwyczaj znamienny^dowodzi, że nieprzychylne dla 
nas sądy o stosunkach polsko-ruskich opiterają się tylko na ignorancyt, 
tem bardziej, że dziennikarstwo słowiańskie lubi informować się w... prasie 
niemieckiej. Kłamstwa ruskie znalazły rzeczywiście posłuch i wiarę, ale 
ostatecznie ludzie dowiedzą się i przekonają, że to kłamstwa, a natenczas 
wszyscy osłupieją i Rusini nie znajdą zrozumienia nigdzie, prócz u Prusaków. 



Dnia 19 grudnia odbyło się dalsze posiedzenie celem dyskutowania 
spraw ruskich. Pogadanka tyczyła się tym razem głównie t. zw. mosk^lo- 
filstwa wśród Rusinów galicyjskich. Zagajał p. KonstantySrokowski. 
Zaznaczył, że zróżniczkowanie się partyjne i pozornie nawet narodowe 
Rusinów galicyjskich jest dziełem zaledwie ostatnich kilkudziesięciu lat, 
a odbyło się głównie pod działaniem przyczyn zewnętrznych. Jeszcze 
w pierwszej połowie XIX. stulecia, wszystko, co wyrastało ponad prze- 
ciętną masę ludu, lgnęło do kultury polskiej. Dopiero w r. 1848 przy 
pomocy austryackich elementów biurokratycznych zarysowała się odrazu 
odrębność nie tyle narodowa, ile polityczna ruskiej inteligencyi. Od r. 1860 
działać zaczęły na nią wpływy tak panslawistów rosyjskich, jakoteż budzą- 
cego się na Ukrainie ruchu literackiego. Pogodin natchnął do agitacyi 
Antonowicza i Gołowackiego, a pod ich wpływem wytworzył 
się pewien arystokratyzm inteligencyi ruskiej, czarno-żółtej aż do upo- 
dlenia w praktyce, a pozwalającej sobie przytem na wszech rosyjskie 
marzenia. Po r. 1866 agitacya panslawistyczna działa już silnie przy po- 
mocy rubli rosyjskich, zasypuje Galicyę wschodnią ikonami i modlitewni- 
kami. Naumowicz przywiózł z Petersburga na cele propagandy 
milion rubli, a dla jej poparcia pisze Bohdan Didycki broszurę 
o sposobie szybkiego nauczenia się rosyjskiego języka. Moskalo- 
filstwo formowało się coraz wyraźniej, jako kierunek negatywny w sto- 
sunku do popieranego przez Polaków ukrainizmu. Już w Sejmie r. 1860 
proklamował Naumowicz jedność kulturalną, historyczną i plemienną 
ludu ruskiego z rosyjskim. Proiom, późniejsza Ruś galicka, a dzisiejszy 
Galyczanin, stają się organem moskalofilstwa. Wśród ludu zaczyna się 
rozwijać działalność „T-wa im. Kaczkowskiego", które wydawało dla 
niego książki i zakładało czytelnie, propagując w nich moskalofilskie 
tendencye. 



45 TRZY POSrEDZENIA KLUBU SŁÓW. 

W r. 1890 zainaugurował hr. Kazi|mier|z Ba den i erę ugody 
z Ukraińcami. Dała ona moskalofilom znakomitą sposobność do demago- 
giczneji antypolskiej polityki. Wtedy rozeszły się zupełnie oba kierunki ; 
rozdzielała je głównie fonetyka, wprowadzona jeszcze za czasów Gołu- 
chowskiego. Partya moskalofiiska składała się przeważnie ze starych 
księży, lecz wnet utknęła w konserwatyzmie i bezideowości. Dopiero 
w ostatnicłi czasach pojawili się nowi ludzie, pragnący przemienić ją w par- 
tyę liberalną, lecz dotąd nadaremnie. Reforma wyborcza zastała partyę 
moskalofiiska w zupełnym rozkładzie i dlatego tylko pięciu jej przedsta- 
wicieli weszło do parlamentu. 

Moskalofile posiadają obecnie we Lwowie Narodny Dom, (kom- 
pleks budynków wartości kilku milionów), kilka bur^, w których wycho- 
wują w swym kierunku przeszło 500 młodzieży, bibliotekę „Narodnego 
Domu", składającą się z przeszło 40000 dzieł, „Stauropigię", „T^o im; 
Kaczkowskiego", „Maticę g al icko-russką", wydającą Ga/j^czanZ/ia 
i kilka innych instytucyi. Praca ich nie wielka. Obecnie za inicyatywą posła 
Markowa domagają się wprowadzenia do ruskich gimnazyów języka rosyj- 
skiego, utworzenia katedr rosyjskich na lwowskim uniwersytecie, a w na- 
stępstwie utworzenia pełnej rosyiskiej wszechnicy i w tym celu wnoszą 
do rządu petycye. Język ruski uważają tylko za dyalekt, za język zaś lite-, 
racki i naukowy — rosyjski. 

W końcu zaznaczył prelegent, że kierunek moskaiofilski jest dla nas 
w Galicyi pożądany, gdyż tworzy on przeciwwagę hajdamackiej ukraiń- 
szczyzny,— nie należy go jednak czynnie popierać, lecz pozostawić sprawy 
własnemu biegowi. 

W dyskusyi zabrał pierwszy głos p. Czerlunczakiewicz, obecny 
na zebraniu w charakterze gościa jeden z wybitniejszych „moskalofilów" młod- 
szej generacyi. Wyjaśnił, że moskalofilstwa nie należy utożsamiać z uwiel- 
bianiem knuta i cara. Względem Polaków zachowują się oni przyjaźnie 
i pragną z nimi zgody. 

Prof. dr. August Sokołowski zaznaczył, że sojusze i sym- 
patye polityczne powinniśmy stosować do obozów ruskich nie, jako do pe- 
wnych grup, przyznających się do innych narodowości, ale jako do stron- 
nictw o pewnych programach społeczno-politycznych. Musimy przy- 
znać słuszność Ukraińcom, popierającym rozwój swej narodowej indy- 
widualności, ale nie możemy sympatyzować z nimi, gdy za podstawę swej 
polityki biorą tradycye hajdamaczyzny. Z niej nie biorą pierwiastków na- 
rodowych, bo ruch kozacki ich nie posiadał, lecz biorą niekulturalny spo- 
sób walki. Z kozactwa biorą nadto Ukraińcy pierwiastek socyalistyczny 
i hasło: ,,Ukraina bez popa i pana", przez co stają się wrogami prawa 
religii i własności. Mówca woli raczej to stronnictwo, któce nie odnosi 
się do Polaków wrogo i bliższe im jest swym konserwatyzmem t. j. mo- 
skalofilów. 

Dr. Ludwik Kolankowski określał ruch moskaiofilski jako 
dążenia do pokojowego odrodzenia Rusi, jako reakcyę przeciw ukraińskiej haj- 
damaczyznie. Zdaniem mówcy ruch ten nie ma wiele wspólnego z osobi- 
stemi urojeniami moskalofilskich prowodyrów i jest ruchem spokojnych, 
wyżej kulturalnych i zamożnych włościan. Podczas ostatnich wyborów wło- 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAIJ^SKIEJ 4^ 

ścianie głosowali także na Polaków, widząc w nich element twórczy i kultu- 
ralny. 

P. W i e 1 o w i e j s k i podniósł, że ruch ukraiński w Rosyi stał się 
Połakom sympatyczny, ponieważ osłabia on rosyjski rządowy centralisty- 
czny system. W dalekiej perspektywie wydaje się więc użytecznym polskim 
sojusznikiem. Inaczej ma się jednak sprawa na gruncie galicyjskim. Tu 
tendencye ukraińskie zmierzają do odebrania nam ziemi, do zdobycia 
naszym kosztem kulturalnych instytucyi i t. p. Tu Ukraińcy występują 
zaborczo i to z temperamentem znanym... Dlatego rozumnym krokiem 
politycznym byłoby popieranie umiarkowanego ruchu „staroruskiego", 
który mógłby się stać pośrednikiem między żywiołem polskim we 
wschodniej Galicyi, a ludem ruskim. 

Ks. Czermiński T. J. zwrócił uwagę na łącznik religijny, który 
najwięcej przyczyniłby się do pokojowego pożycia obu narodów. Dzisiaj 
jednak wdarł się między lud ruski antagonizm wyznaniowy, a raczej obrząd- 
kowy. Jedna partya wiedzie do hajdamaczyzny, druga do prawosławia. 
Mówca sądzi, że tylko na katolickim gruncie oparta partya, która sięgnę- 
łaby do tradycyi Włodzimierza W..., może się stać czynnikiem zgody obu 
narodów. 

Charakterystyczną była odpowiedź przytomnego reprezentanta mo- 
skalofilstwa; na uwagi ks. Czermińskiego p. Czerluncz akiewicz 
odrzekł, że „w XX wieku*" kwestye religijne są moskalofilom obojętne. 
Ze względu na lud partya stara się utrzymać obrządek wschodni i to w for- 
mie raczej prawosławnej, niż unickiej. 

Toczyła się jeszcze dość długo poufna rozmowa. Nie we wszyst- 
kiem można się było zgodzić z „moskalofilem'^, ale wszyscy uznawali, 
że cokolwiek powiedział, byłojasnem, wyrażnem, niedwuznar 
cznem, sformułowanem należycie. A o to napróżno prosili- 
śmy Ukraińców przez całych sześć lat! 

Byłoby pożądanem, żeby który z oficyalnych przywódców galicyj- 
skich Rosyan przedstawił nam program i ustrój stronnictwa na gali- 
cyjskim terenie. 



Przegląd prasy słowiańskiej. 



Przegląd prasy ruskiej rozpocznę od zaznaczenia stanowiska, jakie 
zajęły dzienniki ruskie wobec projektu wywłaszczenia Polaków w Prusiech. 
Organ ruskich narodowców DUo uważa projekt antypolski za następstwo 
polityki polskiej wobec Rusinów w Galicyi i z tego powodu klub ukraiński 
w Radzie Państwa nie przyłączył się do znanego ogólno-słowiańskiego 
protestu w austryackim parlamencie. Z powodu tego jest też DUo obu- 
rzone, że w wyżej wspomnianym proteście wziął udział poseł W i t y k 
imieniem ukraińskiej partyi socyalistycznej. Organ tej partyi Zemla i Wola 
zapatruje się na projekt antypolski z ogólno-ludzkiego punktu widzenia. 



47 z PRASY RUSKIEJ 

W numerze 48. czytamy: „Oczy całego świata zwrócone są dziś na Po- 
znańskie, gdzie 373 miliona Polaków zakuto w ciężkie kajdany pruskiej 
niewoli. Jeszcze niedawno podnosił się protest przeciwko wszelkim beze- 
ceństwom, jakich dopuszczali się pruscy junkrzy na polskim narodzie. 
Jeszcze w świeżej naszej pamięci są te wszystkie barbarzyńskie ustawy 
pruskiego sejmu, które wypędzały polską mowę ze szkół, urzędów, ko- 
ściołów, które nie dozwalały polskiej dziatwie modlić się w ojczystej 
mowie, które nakładały ciężkie pieniężne kary i więzienia na tych, którzy 
odważyli oburzać się, protestować przeciw pruskiemu łajdactwu. Wyniszczyć 
Polakowi — oto okrzyk pruskiej szlachty i szowinistycznej pruskiej bur- 
żuazyi, który z każdym dniem coraz silniej brzmi po Poznańskiem, w imię 
którego dokonuje pruski rząd mordu na tej części polskiego narodu, którą 
przeznaczenie oddało pod pruską niewolę. Niesłychane to barbarzyństwo obu- 
rzyło cały cywilizowany świat i wywołało gorący protest nietylko w parlamen- 
cie niemieckim, ale i austryackim. Wszystkie narody słowiańskie protestowały 
ustami swych mówców przeciw ciężkiej krzywdzie, jaka się dzieje polskiemu 
narodowi w Poznańskiem. Tylko członkowie ukraińskiego klubu pokazali 
się nikczemnikami. Tylko bezgraniczna głupota, dziecinna 
złości polityczne krótkowi dztwo kazały ukraińskim 
narodowym-demokratom i posłom radykalnym opuścić 
parlament w chwili, kiedy trzeba było bez najmniej- 
szego zastrzeżeń ia, gromko podnieść protest przeciw 
pruskim gwałtom. Swojem nikczemnem postępowaniem skompromi- 
towali się ukraińscy posłowie nietylko przed własnym narodem, ale przed 
całym światem". 

Podobne do DUa stanowisko zajmują Hajdamakl Omawiając projekt 
antypolski w numerze 258. piszą: „Projekt ten jest nadzwyczaj brutalny 
i reakcyjny i mimo tego, że jesteśmy wrogami Polaków, musimy współczuć 
z Polakami pruskimi, którzy znajdują się pod nadzwyczaj ciężkiem jarzmem. 
Zaznaczyć jednak trzeba, że pruscy Polacy prowadzili dotychczas politykę 
nie demokratyczną, ale politykę lizania łap urzędowym sferom. 1 ta polityka, 
którą wzięli przeważnie w swe ręce polscy popi, zawiodła polską ludność 
na brzeg przepaści. Sprawa przymusowego wykupu polskiej ziemi i sprawa 
odebrania polskiej mowie praw w pruskiem państwie poruszyła cały cywi- 
lizowany świat i odbiła się donośnem echem w austryackim parlamencie. 
Posiedzenie z 28. listopada było poważną demonstracyą przeciwko barba- 
rzyńskim ustawom. Tylko klub ukraiński nie brał. w niej udziału i nie był 
obecnym w sali nie dlatego, by sympatyzował z antypolską polityką rządu 
pruskiego, lecz by okazać, że i polskie miarodajne sfery postępują z Ukraińcami 
nie lepiej, jak Prusacy.z Polakami. Dochodzą nas także wieści, że 
węgierski sejm chce urządzić antypruską demonstracyę. Ale protest ten 
może tylko polskiej sprawie jeszcze bardziej zaszkodzić. Cywilizowany 
świat odpowie patryotycznym Madiarom, że oni nie mają prawa protesto- 
wać przeciw pruskiej polityce, bo sami ze Słowianami nie lepiej postępują. 
Kto ma Czernowę na sumieniu — ten musi milczeć. Tam bowiem strzelano 
dp słowackich chłopów w imię madiarskiego patryotyzmu''. 

W 138 numerze Bukowyny mamy rozwiązanie pytania: dlaczego 
klub ukraiński nie brał udziału w antypruskiej demonstracyi. Odpowiedź 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ ^g 

dał poseł ukraiński E. Lewicki w tych słowach: „My nie braliśmy 
udziału w polskiej demonstracyi w parlamencie, bo ucisk nasz w Galicyi 
na to nam nie pozwala. Kiedy Polacy chcieli z tego między innymi Sło- 
wianami ubić kapitały i zarzuca]! nam ,jZdradą słowiańskiej sprawy" — to 
uczynili to niesłusznie, bo my w polityce nie uznajemy żadnego rasowego 
stanowiska, lecz stoimy na wyższe m i od powiędnie jszem stanowisku nacyo- 
nalizmu i bez względu na rasową przynależność! i pochodzenie, życzymy 
każdemu narodowi pełnej swobody, przy czem nasz własny nacyonalny 
interes musi być miarodajnym dla nas i dła naszego postępowania. Z tego 
powodu my wszyscy i t. zw. starorusini opuściliśmy podczas polskiej 
debaty salą, tak, że tylko poseł dr M a rk o w, kióry przemawiał w imieniu 
Moskali i ukraiński socyalista poseł W i tyk wzięli udział w dyskusyi. 
Kiedy będziemy zmuszeni zabrać w przyszłości w tej sprawie głos — to 
prawdopodobnie powiemy Polakom w oczy pełną prawdą za ich własną 
gospodarkę w Galicyi i wtedy oni dobrze skompromitują się ze swoimi 
antypruskimi protestami...** 

Dnia 14 grudnia 1907 r. odbyła się na lwowskim uniwersytecie ima- 
trykulacya nowo-zapisanych słuchaczy. Jak zwykle, tak f t>'m razem nie 
obeszła się ona bez krwawych awantur rusko-polskich. Stroną zaczepiającą 
była ukraińska młodzież, która przez usta swego reprezentanta zaprote- 
stowała przeciw „polskiej" imatrykuJacyi, a następnie zabrała się do kijów 
i demolowania auli. Tylko taktowi rektora i energicznej postawie młodzieży 
polskiej należy zawdzięczyć, że demonstracya skończyła się na pobiciu 
lamp i szyb. Następnie przyszło do walki między studentami obu narodo- 
wości, która zakończyła się kilkunastu rannymi. Dzienniki ruskie zwalają 
całą winę na senat i młodzież polską, W numerze 272. tak pisze o tern 
Diło: „Krwawa imatrykulacya z ostatniej soboty oświeciła znowu jasnym 
blaskiem cały system, pod jakim tyje ruski naród w Galicyi. Dość było 
tego jednego faktu, żeby natychmiast poszła w ruch cała maszyna, która 
wstrzymuje nasz narodowy rozwój w Austryi „ad majorem Poloniae glo- 
riam**. Na naszą młodzież, a równocześnie na całe nasze społeczeństwo 
razem z jego parlamentarnymi przedstawicielami rzuciła się cała polska 
prasa; na nasz organ, który stanął w obronie ukraińskiej młodzieży, na- 
łożyła swą prawicę lwowska prokuratorya — przeciw naszej parlamentar- 
nej reprezentacyi wystąpiła zbitą masą cała rządowa większość, która słu- 
cha komendy polsko-antysemickicgo związku, a mąż zaufania tej większości, 
a równocześnie mąż zaufania rządu, prezydent Izby posłów Weisskir- 
chner starał się ze wszystkich swych sił wywiązać stę dobrze z roli lo- 
kaja Koła polskiego. Słowem, niech tylko stanie się cokolwiek na tle sto- 
sunków polsko-ruskich, a zaraz wszystko, co ma jakikolwiek głos w spra- 
wach publicznych, formuje się w dwa wrogie obozy: z jednej strony naród 
ruski, a z drugiej wszystkie wroj^ie mu żywioły od pedela uniwersyteckiego 
do prezydenta Izby posłów*'. 

Następnie DUo wita zniesienie immatrykulacyi jako 
„widomy znak ustępstwa rządu pod naciskiem ukraiń- 
skich demonstracyi", ale zarzuca rządowi, że nie oświadczył wy- 
raźnie, ani że lwowski uniwersytet jest czysto polski, ani że utrakwi- 
styczny. 



1 



49 z PRASY RUSKIEJ 

Jakto? Wszak minister oświaty mówił przy końcu swego przemó- 
wienia o osobnym ruskim uniwersytecie, a Diło niezadowolone i mówi 
o utrakwizacyi ? ! Znowu Rusini sami nie wiedzą, czego chcą? 

O samej demonstracyi pisze Diło w nrze 271 : „To, co się stało na 
lwowskim uniwersytecie, było uplanowanym rozbojem, podłym i nikczem- 
nym, tem bardziej, że wziął w nim udział rektor i senat" i „dosyć cierpli- 
wości z naszej strony, ruski lew nie śmie drzemać, gdy bandyci synów 
jego masakrują. Ruski naród sam musi wziąć sprawę w ręce, bo pokazuje 
się, że br. Beck nie ma żadnej we Lwowie władzy". Na innem zaś miej- 
scu pisze: „Polała się ruska krew młodzieży sprowokowanej i niespodzie- 
wanie napadniętej setkami zorganizowanych i uzbrojonych band". 

Podobne stanowisko zajęły również inne ukraińskie dzienniki. Ru- 
ska młodzież przyszła na imatrykulacyę z laskami i toporkami i... Polacy 
byli winni!! 

Kłamstwa ruskie nie znajdują już jednak wiary, a jak Rusini „by- 
wają sprowokowani", okazało się w parlamencie, gdy poseł Baczyński 
połamawszy pult, rzucił kawałkiem deski na prezydenta, a zranił słowień- 
skiego posła Ben ko vi ća. Cóż na to pisma ruskie? Diło w artykule 
p. t. „Wrażenie d em ostr acy i" tak pisze: „Demonstracya naszych 
posłów przybrała kolosalne rozmiary i objawiła się z niesłychaną siłą. 
Wrażenie jej na cały parlament było olbrzymie. W całej 
Izbie zakotłowało. Stanęli przeciw sobie, jakby dwa wrogie obozy: z jednej 
strony Koło polskie, chrześcijańsko-socyalni i inni najmici polskiego rzą- 
dzącego systemu — z drugiej Rusini, socyalni-demokraci i grupy opozy- 
cyjnych posłów. Chwila była tak groźna, że omal nie przyszło do ogólnej 
bójki. Szczególnie groźnym byl epizod między p. Trylowskim i pos. 
ks. Żygulińskim z Koła Polskiego. P. Trylowski chwycił za stolik 
stenografów, aby odeprzeć nim rozzwierzęconych na p. Baczyń- 
skiego Polaków i chrześcijańsko-socyalnych. Chciał przeszkodzić temu 
ks. Żyguliński, który przytrzymał stolik. Wszczęła się szarpanina, 
wśród której wojowniczemu „polskiemu ksiądzykowi" skaleczyły się trochę 
palce. Wzburzenie trwało prawie pół godziny, poczem dopiero Izba uspo- 
koiła się o tyle, że można było na nowo otworzyć posiedzenie". 

„Staroruski" Hałyczanin podawszy w artykule p. t. : „Polityka 
skandalów i kompromitacyi'* bezstronny opis hajdamackiej par- 
lamentarnej awantury, konkluduje: „Nasze położenie i nasz stosunek do 
Klubu ukraińskiego i do całej partyi niejednokrotnie już przedstawialiśmy 
w wcale niedwuznaczny sposób. Teraz wypowiemy od siebie jedno tylko 
stanowcze żądanie, aby nas, partyi russko-narodowej nikt 
nigdy nie identyfikował z partyą ukraińską pod jakim- 
kolwiek względem, ponieważ wcale sobie nie życzymy przyjmować jakąbądź, 
choćby daleką odpowiedzialność za tej partyi postępowanie i dzieła". Nadto 
złożył „russko-narodny Klub" następujące oświadczenie: „Russko-narodny 
Klub, jako parlamentarny zastępca kierunku, opierającego się na histo- 
rycznym rozwoju mało-rosyjskiego szczepu w Austryi, z którjm-to kierun- 
kiem polityka i prądy Klubu ruskiego, względnie ^partyi ukraińskiej w zasa- 
dniczem stoją przeciwieństwie, oświadcza uroczyście, że nie solidaryzuje 
się z wczorajszą demonstracya Klubu ruskiego, poniżającą godność parla- 

Swlat Słowiaótkl. - Nr. 37. 4 



n 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 5O 

mentu i wyraża Wysokiej Izbie najgłębsze ubolewanie. Russki narodny Klub 
zajmuje stanowisko, źe inst>'tucye, mające służyć do narodowego rozwoju 
kulturalnego mogą być na gruncie parlamentarnym zdobywane jedynie 
kulturalnymi środkami''. 

Rusłan w numerze 273 w artykule p, t, ,,S m u i n e wypadki 

w Radzie Państwa" tak pisze : , Jesteśmy zniewoleni przyłączyć sią 

do oświadczenia prezesa ukraińskiego Klubu p. Romańczuka i wyrazić 
najgłębszy żal, że poseł Baczyński dał się porwać namiętnościom do 
tego stopnia, że ciężko zranił oderwaną z pultu deską słowieńskiego posła 
Benkovića, który przez długi czas nie mógł wrócić do przytomności. 
Burda, jaką wywołał swym postępkiem p. liaczyński, do której przy- 
łączyli się i inni ukraińscy posłowie, nie przyniosła s ł a w y 1 h o n o r u 
ruskiej sprawie, lecz przeciwnie, wywołała ogólne oburzenie innych par- 
lamentarnych stronnictw, z wyjątkiem chyba socyalistycznych jednostek, które 
stanęły po ich stronie. W chwili właśnie, kiedy się toczy walka o zyskanie 
równouprawnienia w ognisku nauki i kultury, kiedy nagłym wnioskiem 
w uniwersyteckiej sprawie trzeba było zjednać dła ruskiego narodu przy- 
chylność przedstawicieli innych narodów, powinni byli posłowie ruscy użyć 
kulturnego oręża, a nie dać się wyprowadzić z równowagi". Ustęp ten 
radzibyśmy uważać za zadatek, że Rusłan zacznie nabierać odwagi cywilnej, 
przymiotu nieznanego dotychczas Ukraińcom, 

Na zakończenie przytoczę krótki artykuł Oałyczanma, w którym 
tenże opisując niefortunny wiec posła ukraińskiego M. P e t ry c k i e g o 
w Skałacie, tak pisze: „Okrzykami „Precz z Ukrainą'\ ,, Wstyd i hańba 
Ukraińcom" zakończył się wiec p. Petryckiego i rak powinny się kończyć 
wszystkie inne ukraińskie wiece, na których będą się zjav%'iali ukraińscy 
posłowie, uwodziciele ludu ruskiego. Lud ruski przekonał się już, że 
posłowie ukraińscy to ,,p r o s t i j i g e s z e f t r a r y", którzy fr>'nigrczą 
skórą chłopską, którzy ciemnotę i łatwowierność ludu wyzyskują dla 
własnych osobistych celów. Oni — ci ukraińscy posJowie, dawali swym 
wyborcom mnóstwo obiecanek, oni nie :?^czędzili nawet krwi włościan, 
byle tylko zagarnąć w swe ręce drogocenny mandat. A gdy dotarli do 
swego celu — wówczas im już nie w globie los narodu. Liczne ofiary 
ukraińskiej polityki siedzą po dziś dzień w aresztach ; wielu omamionych 
przez ukraińskich posłów włościan „proklynaje nyni wsm U k rai nu*', inni 
znów ciągle jeszcze wyczekują pomocy ukraińskich postów, Ale owi 
uwodziciele nie są w stanie pochwalić się choćby najmniejszym rezultatem. 
Naród ruski, który dotychczas dawał sit^ oszukiwać, dzięki Bogu już 
przejrzał i nie chce słyszeć o żadnych ukraińskich posłach — o żadnej 
Ukrainie. Tu jest ziemia ruska; my urodziliśmy się Rusinami i takimi 
chcemy umierać". £■ Nieb.^. 

W numerach z października (str. 14-19) i listopada (str. 102-11)5). 
1907 r. czeskiego miesięcznika Pokrokovd revue drukuje na propozycyę re- 
daktora czasopisma posła Dra H a j n a ruski moskalofil.a raczej galicyjski Ro- 
syanin, poseł do Rady państwa Dr. Nik. Glebowickij (z rusińska Hli- 
bowickij) artykuł bardzo a bardzo z punktu w(di'.t^nia pobkiei^o ciekawy i in- 
teresujący pod tytułem : Kilka słów o rosyjskiej narodowej 
partyi (Russko-narodnaja partija) w Galicyi. — Artykuł zawiera kró:imki 



5t z PRASY RUSKIEJ 

zarys historyczny Rusi, podkreślając tylko punkty przełomowe w dziejach 
plemion wielko- i małoruskich, które oczywiście autor uważa za jeden 
organizm narodowy. Całą tę część w streszczeniu opuścimy, bo dla Po- 
laka, znającego te dzieje, nie przedstawia to nic ciekawego, podkreślimy 
tylko niektóre charakterystyczniejsze myśli, jak gdyby historyozoficzne, 
z których wynika stanowisko autora, czy to wobec nas, czy „separatystów** 
ruskich, Niemców, albo też współczesnej Rosyi oficyalnej. Dr. Glebowickij 
robi takie rozróżnienia: „Rosya" jest urzędową nazwą państwa rosyjskiego, 
zatem pojęciem terytoryalno-politycznem ; „Ruś" jest pojęciem socyologi- 
czno-etnograficznem i oznacza grupę etnograficzno-kulturalną, przytem — 
zauważa — ilekroć „Ruś" stawała się „Rosyą** (według znaków z Berlina), 
tylekroć nowe nieszczęścia, nowe utrapienia spadały na na- 
ród rosyjski. 

Zdaniem dra Glebowickiego tak, jak wrogowie Słowiańszczyzny roz- 
dmuchali spór rusko-polski, chorwacko-serbski, serbsko-bułgarski i t. d., 
rządząc się zasadą: divide et impera — tak też i zrobili kwestyę „ukraiń- 
sko-hajdamacką" na południu Rusi, na Bukowinie i w Galicy! — kwestyę, 
opartą na „przeklętej tradycyi hetmana Jana (sic) Mazepy**. 

Dzisiejszy ruch „ukraiński", zamieniony z czysto etnograficznego na 
polityczny przez Berlin, ma posłużyć do zrealizowania niemieckiego: „Drang 
nach Osten" ku brzegom Morza Czarnego w celu połączenia się z Bagda- 
dem. Stąd to pochodzi, że wodzowie „politycznego" ukrainofilstwa, pracu- 
jący „pour le roi de Prusse", już dziś krzyczą na swych zgromadzeniach: 
„Ukraina bukowińska i halicka jest i na wieki będzie przednią strażą 
niemieckości". Dzięki temu tylko, że Berlin udaje przyjaciela oficyal- 
n e g o Petersburga, nie utrzymuje otwartych stosunków z prądem 
„ukraińskim**, ale działał swego czasu za pośrednictwem austryackiego 
ministra spraw zagranicznych, Madiara Kalnoky'ego. 

Kwestya rosyjsko-polska może być rozwiązana tylko w Warszawie 
na zasadzie suum cuigue ku pożytkowi obu narodów i całej Słowiań- 
szczyzny, bez względu na to, czy widnokrąg koło Swinemiinde się zachmu- 
rzy, czy nie. ') 

Wykazuje dalej dr Glebowickij historycznie jedność Rusi a tylko 
jej centrum skutkiem warunków politycznych było już to na południu 
(Kijów), już to na północy (Moskwa). O okresie współżycia południo- 
wej Rusi z Polską do 1772 r. wyraża się dr Glebowickij, że Ruś była 
„przez cały ten czas przedmiotem onych nieszczęśliwych politycznych 
eksperymentów, których źródło tkwiło w niezwykłem poddawaniu się 
Polski łacińsko-giermańskim wpływom, których skutki były nad miarę bo- 
lesne tak dla narodu polskiego, jak i dla całej Słowiańszczyzny".-) 



') Doskonale! ale czy do nostruni wolno zaliczyć katolicyzm i wogóle to, co 
w Now. Wremieniti i t. p. nazywa się „zgniłą kulturą Zachodu?' Zobacz tekst dalej i następny 
przypisek. 

-) Wpływów germańskich w polskiem społeczeństwie chyba nie wiele, bez porównania 
więcej francuskich i włoskich. Poddaliśmy się istotnie kulturze zachodniej i bezwarun- 
kowo przy niej pozostajemy. Mniemamy, że m y daliśmy Słowiańszczyinie największych polity- 
ków, uczonych, poetów i artystów, że polska kultura jest w Słowiańszczyinie najpełniejszą 
Czem była Rosya za czasów Kopernika, Kochanowskiego, Zamojskiego? 



PUZECLĄD PIt>^SV StX)WlANSKlEJ 52 

Rozbiory Polski są błędem ros>'jskiej dyplomac>'i, która się dała 
oszukać przechytremu pruskiemu Michlowi. 

Ruś halicka weszła w skład monarchii habsburskiej, jako „Russia 
rubra*, «Roth-ł^ussland', ^.Roth-Reussen** i tak też było aż do pieruszych 
dziesiątków XIX. stulecia. Dopiero od lat sześćdziesiątych twierdzi się. że 
jest naród Rusinów, że ogólno-iiteracki język russki (który- należy od- 
różnić od dyalektu wielkoruskiego) jest Małorusom obcy. Dr Glebo- 
wickij cytuje komika Safira: «Seit der Erfindung der Ruthenen sind btoss 
zwei Jahre vergangen". — Ze względów politycznych propaguje się w Ga- 
licyi myśl, że dla rozwoju narodowości małoruskiej trzeba zerwać z histo- 
ryą, trzeba ignorować wyniki badań naukowych na polu lingwistyki i et- 
nografii, wyzbyć się starej nazwy: ,,Ruś" a przybrać nazwę ^Ukraina", 
będącą nazwą niecałej gubernii, bo nazwa ta była przyjemniejsza dla zwo- 
lenników B i s m a r k a, który wbił w głowy junkrów pruskich, szerzących 
ideę «Drang nach Osten*, plan stworzenia „Wielkiego Księ- 
stwa Kijowskiego*", hołdującego Rzeszy niemieckiej. 
Ze względów również politycznych wyrabia się nerwowo już przez 40 lat 
nowy literacki język „ukraiński" i literaturę. Porównywa tę robotę Glebo- 
wickij do usiłowań stworzenia przez ministra wspólnych finansów, Ka- 
laya, nowej narodowości „bośniackiej** z tamtejszych Serbów. 

Zdaniem dra GL historya oświaty i literatury dowodzi, że na język 
literacki i literaturę ogólno* rus.ką złożyła się praca wielko- i małorusów. 
Świecka literatura russka datuje się od XI., XII.. XIII. w. w Kijowie, gdzie 
też się odradza w w. XVI. W 1564 r. pierwszą russką książkę wydruko- 
wano w Moskwie; stamtąd też przyszedł pierwszy russki drukarz do Lwowa 
Iwan Fiodorów. Na końcu XVI. wieku Kijów stał się centrem kulturalnem 
całej Rusi. Akademia kijowsko-mohylewska, założona przez Piotra Mohyłę 
w 163i. dała całej Rusi oświeconych mężów, którzy działali tak na po- 
łudniu, jak i północy, szerząc wśród ciemnych Wielkorusów oświatę'). 
Uczniowie Akad. kijowskiej kładą pierwsze fundamenty pod budowę ogólno- 
russkiej literatury. Małorussowie : Połockij, Smotrickij, Joan- 
nie k i. j, R a d z i w i ł o w s k i j itd. a szczególnie Epifonij Sławine- 
ckij zgromadzili koło siebie najpostępowszych ludzi na północy Rusi 
i tak przygotowali reformę Piotra Wielkiego. — Niema ani jednego działu 
ogólno-russkiej literatury, czy to naukowej, czy belletrystycznej, w któ- 
rymby nie było pracy wspólnej marzące^jo, poetycznego południa i powa- 
żnej północy Rusi. Dowodem tego są dziesiątki imion małorusów między 
największymi twórcami nowoczesnej literatury otrólno-nisskiej, np. w lite- 
raturze pięknej: Gogol, Korolenko, Macztet, Potapenko, 



A czem jest młoda Rosya, jeżeli nie tworem wpł>wów kultur}' zachodniej? Na której 
kultury tle urabiają się galicyjscy Rosyanie? 

Żal do Polski o to. ie nie była i nie będzie bizantynsko-prawosławną, lepiej pozosuvic 
.kazionnemu słowianofiistwu* i .i&tinnym'. Kto z Polakami chce z^ody^ musi się pogodzić 
z katolickimi i zachodnio-europejskimi, bo... innych niema i nie będzie. 

Niech sobie Rosya nalety do kultury, jakiej chce, a nam niech równą pozostawi 
twolKKlę. Clarapacta. — (Wszystkie przypieki od redakcyi). 

■^, Ani słowa o tolerancyi Polski pod której opieką rozwijała się ta kultura ruska czy 
ruMka. * 



53 z PRASY CZESKIEJ 

Wieliczko, Niemirow i cz-Danczenk O, Danilewskij, K^e- 
s t o w s k i j i inni ; w historyi literatury : Kała j dowie z, Maksimo- 
wicz, Sriezniewskij, Tereszczenko, Bodjańskij, Kosto- 
marow, Nikitienko i in., — w slawistyce : Bodjańskij\Grigo- 
rowicz, w historyi russkiej: Golubińskij, Kostomarow, Ko- 
jałowicz, Antonowicz, Ptasz ick i j,^) Gołowackij, Baga- 
lej, Daszkiewicz, Łazarewskij, Linniczenko, Łuczickij, 
Markiewicz, Szulgin, Ewarnickij i inni. — Najcharakterysty- 
czniejszym zaś, zdaniem Dra Glebowickiego, jest fakt, że ci poeci i pisarze, 
którzy są uważani za pionierów separatystycznego ruchu „ukraińskiego", 
pisah* trzykroć, czterykroć więcej w języku ogólno-russkim, niż w małoru- 
skim dyalekcie, jak o tern świadczą powieści i nowele T. Szewczenki, 
Kwitki-Osnowjanenki, prace D. L. Mordowcewa, Kul i sza 
i wielu, wielu innych. r. 

z powodu zawodu, jaki nas spotkał, brak w tym zeszycie przeglądu prasy rosyjskiej. 
Staraliśmy się niektóre, przynajmniej ważniejsze momenty, podać jeszcze w K r o n i c e, do któ- 
rej Szanownych Czytelników odsyłamy. 

Priasa czeska, zająwszy się gorąco obroną polskości przeciw Prusom, 
zasłużyła sobie prawdziwie, żebyśmy pamiętali o tej bratniej przysłudze 
i okazywali nawzajem więcej zajęcia dla spraw czeskich. 

Głosy czeskich pobratymców odbiły się serdecznem echem w całej 
prasie polskiej. Świat Słowiański bierze w tem z natury rzeczy udział po- 
dwójny. Cieszymy się, że w Warszawie pękły pierwsze lody uprzedzenia 
przeciw Czechom. Krótko przedtem panowało tam właśnie ogromne obu- 
rzenie z powodu dziecinnie-lekkomyślnego artykułu Nar. Listów o Ks. bisku- 
pie Roppie i odzywano się o Czechach wprost ze wzgardą. Dr Kramaf 
i jego towarzysze oddali tym razem wielką przysługę stosunkom polsko- 
czeskim: Warszawa dała sobie wytłumaczyć, że prócz redaktorów 
Nar. Listów, są jeszcze inni Czesi. A miejmyż nadzieję, że Nar. Listy 
przestaną wreszcie być „r e p t i I i ą", (jak pisma takie nazywa się w Rosyi) 
i że znajdzie się nakoniec ktoś, kto będzie w redakcyi pilnował porządku. 

Suum cuique: wobec Prusaka są Nar. Listy polonofilskie 
na wskroś. /f. 

Den (Nr 261), organ dra Kramafa, nie może i nie chce uwierzyć 
polskiej prasie, jakoby przeciwpolska polityka w Królestwie Polskiem, 
zakaz bojkotu towarów pruskich i rozwiązanie Macierzy Szkolnej były 
w związku z pruską polityką przeciwpolska, aby oba uciski były wynikiem 
zjazdu i porozumienia dwu cesarzy w Świnoujściu. 

Zapytajmy jednak: Xiedyż polityka Rosyi była inną, jak prusofil- 
ską? Dotychczas nigdy, ani razu I 

Laskę marszałkowską królestwa Czech zostawił wolną w grudniu 
roku ubiegłego ks. Jerzy Lobkovic, który przez lat 40 brał czynny 
udział w życiu politycznem. Imię swe zapisał kilkakrotnie na ważniejszych 
kartach dziejów czeskich. W dobie B e u s t a walczył w szeregach szla- 

*) Pomyłka ! P t a s z y c k L jest.... Polakiem. Znany nam od wielu lat osobiście. 



1 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 54 

chty historycznej, prawnopaństA\owej» przeciw centralizmowi i przedlita- 
wizmowi, mimo że on i jego stronnictwo w wyborach ponieśli klęską. 
Lepsze szczęście było w wyborach sejmowych r. 1870, z których książę 
wszedł do sejmu z hcznymi wyznawcami prawnopaństwowości czeskiej 
i zagaił ugodę z Niemcami na gruncie autonomii krajowej, już jako m:ir' 
szałek krajowy. W opozycyi przeciw rządowi centralnemu trwał ciąj^ie, co 
było powodem, że nie przyjął zaproszenia do komitetu wystawowt?^o 
w Wiedniu 1872. Rząd bowiem i Niemcy nie chcieli dopuścić, aby krolestM o 
czeskie wystąpiło jako jednostka samoistna na wystawie. Książę Lobkovic 
należał do tego stronnictwa wielkiej własności, którego odezwę rząd skon- 
fiskował, którego reklamacye wyborcze bez rozpatr>'wań wrzucano do 
kosza, którego zastrzeżenie pisemne namiestnik zwrócił na ręce mar>zalka. 
przez godzinę je na swem biurku jedynie zatrzymawszy, przeciw któremu 
rząd wojsko „wyborcze** wysyłał. Petycyę narodu czeskiego z 270.000 pod- 
pisów poniósł sam do tronu — ale jej nie przyjęto. Mimo to trwał w swci 
polityce i wraz z Gregrami i Riegrem podpisał słynne oświad*:zenie 
prawnopaAstwowe. W r. 1879, kiedy czescy posłowie przeszli do czynnej 
polityki, poszedł z nimi i L o b k o v i c do Wiednia. 

Znane jest wystąpienie jego marszałkowskie w r. 1889 na sejmie 
Królestwa przeciw Niemcom, że i bez ich udziału jest sejm praski prawnym 
przedstawicielem kraju. Mimo to brał ciągle udział w obradach nad ugodą 
czesko-niemiecką. Dbał niezwykle o całość samorządu najwyższej rnai^i- 
stratury krajowej. Ostatnią mowę polityczną wygłosił w izbie panóu pa 
ostatnich wyborach parlamentarnych, w której domagał się zmiany zasa- 
dniczej w ustroju państwowym, jako jedynej drogi do zbawienia polityc^nelJo, 

Uznanie i słowa gorące złożyły pod imieniem ustępującego marszałka 
wszystkie pisma ważniejsze czeskie polityczne, szczególnie Den, Narodm 
Listy, Venkov, Hlas Naroda, Przy sposobności poświęciły OstravslU Lisiy 
(145) swą część literacką rozważaniu i objaśnianiu słów księcia, które 
wyrzekł na dorocznem posiedzeniu akademii czeskiej : „Mało jest narodów^ 
któreby taką bezustanną działalnością i wielką ofiarnością swych synów 
oswobodziły się z pęt ciasnych i zdołały osięgnąć taką wyżynę kulturnei^o 
rozwoju. Tę pomyślność zawdzięcza naród czeski jedynie swej własnej 
pracy i ofiarności ciągłej; jej istotnie wszystko zawdzięcza. Ostravsk€ Listy 
stwierdzają przykładami prawdziwość słów lubianego księcia 

Moravskd Orlice (289) nie wróży sobie większej słowiańskości od 
wiedeńskiego Koła polskiego. Wprawdzie rząd pruski przez swe ustawy 
przeciwpolskie „wystawił nowy pomnik z błota dla kultury niemieckiej*" — 
jak już Johannes Scherr wyraził się o polityce niemieckiej — aJe źcby 
owa klęska oddziałała na Polaków w Austryi w duchu słowiańskim, tego się 
nie spodziewa pismo morawskie. Sądzi, że Polacy w Wiedniu teraz jeszcze 
bardziej trzymać się będą tronu habsburskiego i dynasty i, bo „im większy 
ucisk w pruskiej dzielnicy, im mniej równouprawnienia w Rosyi „odrodzo- 
nej", tem bardziej cisną się nasi Polacy ku tronowi i do spełniania 
wszelkich życzeń korony w sprawach polityki wewnętrznej". 

Głosowanie „N d r o d n i h o Klubu" za ugodą napełniło gor> czą 
organ młodoczeski. Ndrodni Listy (334) uważają ugodę obecną za wro^ą 
n ietylko dla prawnopaństwowych ideałów czeskich, ale nawet za niebezpie- 



55 ^ PRASY CZESIflBJ 

czeństwo dla mocarstwowości państwa. Ostro też powstają na „6T' posłów 
czeskich, że ocalili gospodarstwo madiarskie na 10 lat, wsparli madiarską 
oligarchię i rozwiązali jej ręce w boju z narodami niemadiarskimi, obalili 
ideał czteroprzymiotnikowych wyborów w Zalitawii i ułatwili drogii prze- 
mysłowi węgierskiemu na Bałkan. Jednem słowem „doprowadzili do tego, 
że po 10 latach Madiarzy przygotują wszystko, by rozdzielić państwo na 
potężną, samodzielną, politycznie i gospodarczo wrogą nam Wielką Ma- 
diaryę i słabą cząstkę austryacką, która wpadnie w zależność wiisal^ką 
od Niemiec". Inaczej patrzy na sprawę głosowania za ugodą Den (254), 
widząc niezmierną większość za ugodą, większość, któraby nawet bez 67 
głosów czeskich zdołała przeprzeć ugodę. Uważa za szczęście dlii pol iły- 
cznego znaczenia „Ndrodniho Klubu", że nie stawił wszystkiego na jedne 
kartę i że nie pozwolił rządowi załatwić sprawy tak ważnej drogą nie- 
parlamentarną, mg. 

Alf. Ś t ' a s n y, założyciel stronnictwa agrarnego, wystąpił w Sełskfcfi 
Novinach przeciw jego polityce w Radzie państwa wogóle, przeciw zaS 
głosowaniu za austryacko-węgierską ugodą w szczególności, który to czyn 
uważa za haniebny, zą przeprowadzony bez zgody ludu, bez zgody rol- 
nictwa. Interesy czeskich rolników są zupełnie różne od interesów rolników 
niemieckich. „Za ministerski frak na Czechu (K. Prasek) zapłacą Czesi 
drogo, a przewodnicy mogliby byli pomyśleć, jak ciężką odpowiedzialność 
biorą na siebie, jeżeli prowadzą lud do tego, aby całował bicz, którym 
będzie przez długie lata smagany, wielce smagany. Nastanie powszechne 
przeklinanie". n 

Oficyalny organ agraryuszów, Venkov, zaznaczył więc na to wcale wy- 
raźnie, że przyjęcie ugody było jeszcze tym i; a z e m koniecznością, ale w za- 
sadzie są i oni przeciw „ugodzie". W Nrze 298 pojawił się artykuł, nie cie- 
szący się wcale z dojścia do skutku ugody. Z radością powtarza w nim słowa 
prezydenta parlamentu wiedeńskiego, oraz pochwala jego stanowisko 
wobec zapędów madiarskich co do „mieszania" i „niemieszania się" 
w sprawy drugiej połowy monarchii. Głos wiedeński uznaje Venkov 13, 
„początek obrony, zagajonej w przedwieczór jubileuszu dualizniowego. ' 

Łamać dualizm dzisiaj będzie ciężko, ale można się ś 

już wyzwalać z pod jego wpływu. A można to zdziałać rozdzia- I 

łem gospodarczym, którego sobie rolnicy ze wszech sił życzyć muszą ze j 

względu na swe żywotne sprawy". i 

Bojkot pruskich towarów przez Polaków, zapowiedziany przez lwow- 
ską Ligę przemysłową, opatrzyła Morawska Orlice (287) uwagą obszerniejszą, 1 
Pragnie dziennik berneński, aby Polacy, tak serdecznie dziękujący dr. Kra- , 
mar owi za jego stanowisko w manifestacyi parlamentarnej, zwrócili 
się przedewszystkiem z zamówieniami do Czechów, zamiast do Niemców 
austryackich, bo przecież, gdy idzie o uciskanie narodów, Niemcy austry- 
accy stoją obok pruskich i im pomagają. Odezwa nie zadowoliła prasy 
czeskiej i Mor. Orl. cierpką dorzuca uwagę: „Po smutnych doświadcze- 
niach, jakie nam dała czesko-polska wzajemność, zdobywamy nowe i to 
właśnie w chwili, gdyśmy mogli najpewniej oczekiwać, że ta wzajemność 
objawi się dobrymi czynami". I pewnieby się nie zawiedli, gdyby prze- 
mysłczcskitaksięunasogłaszałi reklamował, jak to 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 55 

czynią Niemcy. Ale trzeba nieco trudu, przyjechać trzeba i rozgło- 
sić, co i gdzie i jak może Polak u Czecha nabywać! mg. 

Novy Vik ogłasza w Nrze 10 artykuł, którego bieg myśli jest nast^ 
pujący: W ostatnich czasach znowu wystąpiła na porządek dzienny idea 
słowiańska, co jest najlepszym dowodem jej żywotności, jej przyszłego 
urzeczywistnienia. Niepowodzenie jej dotychczasowe świadczy o tern, że 
była na złych zbudowana fundamentach, że jej urzeczywistnieniu stała na 
przeszkodzie indywidualność każdego narodu słowiańskiego. Jeżeli chcemy 
teraz mówić jeszcze o idei słowiańskiej, musimy znaleźć nowe węzły, 
łączące narody słowiańskie. Historya wykazuje, że Słowian 
łączy lub dzieli religia i na niej oparta cywilizacya — 
stąd też należy przedewszystkiem pracować nad zbliżeniem Słowian 
w^ściślejszym zakresie : Słowian-katolików. Należy utworzyć związek 
dla wzajemnego popierania sią. Rozszerzenie, urzeczywistnienie idei sło- 
wiańskiej może sią odbyć tylko na podstawie katolickiej, trzeba w czyny 
Słowian wprowadzić zasady chrześcijańskie, katolickie. Kto zna kierujące 
idee religijne wśród Słowian, ten zrozumie, że jestto jedną stroną idei 
dotąd niewyrobionej i niejasnej, ale wielkiej: idei „cyr>io- 
metodejskiej". 

Nov^ Vik Nr. 4 pisze p. t. Podział pracy w dzisiejszym ka- 
tolicyzmie u nas: Praca postępuje pomyślnie na podstawie dwóch za- 
sad: na zasadzie podziału pracy według przedmiotów i na zasadzie orga- 
nizacyjnej, w imię złączenia się ku jednemu świadomemu celowi. W te- 
raźniejszem życiu katolickiem u nas widzimy obie zasady chwalebnie za- 
stąpione; koło oznaczonego celu zgromadziło się kilka jednakowo myślą- 
cych dusz, które chętnie pracUfą, aby swój zakres myślenia innym obja- 
wić. Tak przy miesięczniku naukowym Hlidka skupiło się wielu pierwszo- 
rzędnych pracowników, stojących na wyżynie najnowszej doby i ogarnia- 
jących wszystkie naukowe dążności filozoficzno-teologiczne współczesnej 
ludzkości. Za redaktorstwa Dra Pavla Yychodila dosięgła Hlidka 
takiej wyżyny, że czasopisma i innych narodów, jakoto: Niemców, Fran- 
cuzów i Anglików nie mogą się lepszemi pracami poszczycić. Niestety 
musieliśmy czytać w Cechu w niedawnej przeszłości sąd, który Hlidka 
sprowadził do rzędu takich czasopism, od których się dyametralnie różni; 
wszak dziennikarze zazwyczaj nie mają kwalifikacyi do krytyki naukowo- 
zawodowego pisma; w tym wypadku absolutnie zbłądzili. 

Obok Hlidky zgromadził koło siebie większy poczet naukowych 
pracowników, przeważnie historyków Ćasopis kat. duchovenstva, w którym 
mieszczą się prace naszych pierwszych uczonych. Jest on istotą swą więcej 
przeznaczony dla pozytywnej pracy, niźli dla krytyki najnowszych prądów 
w teologii. Zasługą dostojnego księdza kanonika Po d i ahy wzbogacony 
został dodatkiem o sprawach słowiańskich, gdzie spotykamy się z pracami 
działaczy dla idei związania Słowian z Rzymem; rzecz to dla przyszłości 
wielkiego znaczenia i niemałej wagi. — Pracowników na polu artystycznem 
złączył Novy Żiot , aby dowieść, że i nasza katolicka literatura może sta- 
nąć obok współczesnej literatury niekatolickiej. Pojawiały się tu prace 
najlepszych naszych literatów i zaznajamialiśmy się tu ze znakomitymi 
autorami innych narodów. Ze strony artystycznej i literackiej dokonał do- 



57 z PRASY CZESKIEJ 

tąd Nov^ Żivot dzieła wielkiego; jeno dwu rzeczy trzeba żałować : przede- 
wszystkiem, że pierwsi pracownicy nie zostali wierni aż do końca, a po 
drugie, że redaktor od IV. rocznika poczyna nad miarą pokazywać, że jest 
księdzem. Być literatem i księdzem w teraźniejszych czasach nie jest za- 
pewne jedną z lżejszych rzeczy, ale zbyteczne wysuwanie księżego ja jest 
niekorzyścią dla działalności artystycznej. 

Ostatnie skrzydło najnowszego kierunku zeszło się do pracy w ca- 
łym szeregu czasopism, od Rozvoju aż do zamarłego lub opuszczonego 
Rozkvitu, abv szerzyć swe myśli i zjedoywać im znaczenie. Złożonych 
jest w nich wiele ziarn prawdy, któreby rzeczywiście przyniosły korzyść 
Kościołowi, gdyby były w życie wprowadzone, ale forma, którą się chciało 
zjednać prawo bytu dla tych myśli, nie była szczęśliwie wybrana. I refor- 
matorzy muszą zachować pewne ramy, których przekroczyć nie można, 
aby się nie stać z reformatorów rewolucyonistami. i st modus in rebus, 
sunt certi denique fines. 

Czemś pośredniem między pismami naukowemi a artystycznemi jest 
Vlast i koło przy niej zgrupowane. W pierwszych rocznikach stała na 
wysokości zadania, potem się zamknęła przed młodymi pracownikami 
i utknęła w sposób uderzający. Dopiero w najnowszym okresie pojawia się 
zwrot ku polepszeniu. Przybyli nowi współpracownicy. 

To są najwybitniejsze koła katolickiej naukowej pracy literackiej; 
występuje tu jednak luka, której niewypełnienie znaczyłoby bardzo wiele 
na przyszłość. Niema dotąd koła młodych księży, którzyby „modernę" 
widzieli w następujących zjawiskach: przyszłość naszego narodu jest tylko 
w katolicyzmie', albowiem katolicyzm wymaga moralności, a bez surowej 
moralności i odpowiedzialności przed Bogiem za wszystkie swe czyny nie- 
możliwą jest obyczajność, uczciwość; a gdy nie będzie naród obyczajnym — 
nie będzie przyszłości, ponieważ nie będzie miał siły bronić swej egzy- 
stencyi. Katolicyzm nie jest formalizmem, ale życiem według wiary Chry- 
stusowej, a przeto głosiciele jego muszą być przejęci zapałem, ale dzisiejsi 
nie są» chyba wyjątkowo. Dajcie nam kler wykształcony i natchniony, a po- 
tem się nie bójcie jego reformistyczności. Prawdziwy nowator (modernista) 
nie patrzy na Kościół, jako na coś w najnowszym organizmie niestrawnego, 
nie widzi w nim zdrętwiałego formalizmu, ale widzi, że w urządzeniu Ko- 
ścioła i z jego absolutyzmem jest coś wzniosłego, ludzie zaś potrafią nad- 
używać i najświętszych rzeczy. 

Wbrew wszystkim modernistom, którzy nieprawnie sobie przyswa- 
jają ten tytuł, twierdzimy, że system Kościoła nie jest zły, ale, że ludzie 
są źli; dajcie na każde miejsce wielką duszę, a nie będziecie uczuwać ża- 
dnego absolutyzmu, ani strupieszałości. Tylko wielkich, natchnionych, dla 
Chrystusa i narodu żyjących dusz, nam brak i dlatego chcemy zgromadzić 
koło siebie pewien poczet apostolskich księży, braci, którym chcemy mó- 
wić, że naród i Kościół wymaga takich nowatorów, którzy pracują do 
utrudzenia, ofiarowują swe życie dla wywyższenia prawdy Chrystusowej. 
Tylko taka moderna zostawi po sobie w dziejach pamiątkę, tylko ona wy- 
pełni to, czego najnowsza doba żąda. Katolicyzm dziś imponuje tylko osobo- 
wością głosicieli, uczyńmy z siebie, jak mistrz Fr. Bil ek powiada, ludzi pię- 
knych wewnątrz, a nasza praca koło ratunku wiary i narodu nie będzie 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 5g 

marną. Jeden albo dwóch wykonają bardzo wiele. Nie wybierajmy dłygn 
między istniejącymi kierunkami, bo fugii interea, fugit irreparabile tern- 
pus, ale kroczmy tym idealnym gościficem, a zwycięstwo jest nasze. 

Od października b. r. wychodź f w Pradze (ul, Vyśehradska Ć, 39.) 
czasopismo illustrowane (miesięcznik) p. i, Na^e Siopensko, kt<5rego spe- 
cyalnem i wyłącznem zadaniem jest zajmpwanie się Sfowaczyzną* jej 
sprawami, jej cierpieniami. W wydanycb doiącl 3 zeiszytach redakcya z za 
dania swego wywiązała się znakomicie. Największą, rzec można, jej zaletą 
bezstronność, szczerość i brak szowinizmu. Otwarcie powiada redakcya, 
że jeżeli Czesi wsp-erają Słowaków, nic powinni lego czynić z łaski, jak 
gdyby jałmużnę im rzucali, lecz powinni mieć na celu własne dobro, bo 
„praca dla Słowaków jest pracą dla narodu czeskiego*'. Dlatego redakcya 
bierze sobie za zadanie nad tern pracować, aby w zbliżaniu się Czechów 
ku Słowakom tą zasadą się kierowano, nie zaś wyłącznie samem t)iko 
uczuciem, które jak płomień wybucha i jak płomień gaśnie. 

Niemniej widoczną jest miłość i współczucie, jakie redakcya okazuje 
cierpiącemu ludowi słowackiemu. Treść czasopisma jest nader obfita i zaj- 
mująca. Znajdujemy tam urywki z poczyi słowackiej, i slodyum historyczne 
z dziejów kultury Słowaków (zanadto zwięile napisane) opis martyrologii 
słowackiej z ostatnich lat i obrazek z wycieczki w Tatry i na Orawę 
i pieśni ludowe z melodyą i przegląd polityczny i kronikę. Do upiększenia 
czasopisma przyczyniają się wielce ilkistracye, jak: Orawski Zamek, wieś 
Czernowa, cmentarz czernowski, podobizna najgłośniejszego dziś Słowaka: 
ks. H I i n k i i t. p. 

Całość sprawia jak najlepsze wrażenie i rokuje czasopismu najźy- 
czliwsze przyjęcie u szerokiego ogółu przyjaciół biednych Słowaków. Toteż 
prasa czeska z prawdziwą radością i życzliwością powitała to nowe pismo 
i jak najpochlebniej się o niem wyraża, I nasz Świat Słowiański z radoióą 
powitać musi nowego druha i życzyć mu powodzenia jak najlepszego. 
Spodziewać się należy, że czasopismo to w naszem społeczeństwie nie- 
jednego znajdzie czytelnika — ows/em, nie będzie lo przesadą, jeżeli 
powiem, że każdy z nas Polaków, który zna język czeski, powinienby 
czytać Naśe Slovensko, gdyż w niem od raz u ma i lekturę czeską i pozna- 
wanie Słowaczyzny i spraw węgierskich. Prenumerata wynosi 12 K. rocznie. 

Ks. /■>. K. 

Dziennikarstwo słowackie rozwija^ się dodatnio* 
Przed dziesięciu laty wychodziły: Dzisiaj: 

Narodnie Noviny . . .wl20(łogz. SloYcnsky Tyżdennik .wl4ótłOegi^ 

Slovenske Listy 130(ł „ Lud. A'aiw>x>' (skalickie) „ 1 201X1 ^ 

Ludove Nowiny (tur- Xarodni Hiasnik . , ^ t6(K> . 

czańskie) „ 25(X> ,, Narodnie i\'o\fłny okoJo 1000 ^ 

Narodni Hiasnik . . . „ 250(i „ Slov. Robotnicke Noviny w 4200 , 

Novd Doba „ 160(1 „ Napred ....... 420O , 

Naśa Zastava . . . . „ 1400 „ 
Dolnozemski' Siovak . ^ 700 „ 
ZvQlenskc Nonny - . „ 1800 ^ 



\ 



59 z PRASY SŁOWACKIEJ 

Gwałty pruskie i na Słowaczyźnie odbiły się echem. Ostatni numer 
miesięcznika Slovensky Obzor przynosi nam artykuł p. t. , Pruska sprawie- 
dliwość". Nie jest to rzecz wcale gruntowna, co najwięcej informacyjna 
i to dla takich, którzy po raz pierwszy słyszą o gwałtach pruskich. Autor 
tego artykułu, K o n S e I, czerpie fakta z mów posła Chrzanowskiego 
z r. 1903 i 1906. Dobitnie wykazuje samowolę władz sądowych, pisze 
o skonfiskowaniu i zabronieniu rozszerzania patryotycznych ilustracyi 
Kossaka, obrazów Grottgera lub portretu Kościuszki, wspomina 
o konfiskacie „P i eś n i J a n u^ z a" - o okrucieństwach i barbarzyństwie 
nauczycieli ludowych, o sądach, których przewodniczący nie wiedzą nawet, 
kto jest Mickiewicz i t. d. Czemże są jednak te fakta wobec najnow- 
szych okrucieństw, o których autor jeszcze nie wspomina? Zamiast spra- 
wozdań sejmowych z przed kilku lat, lepiej byłby czytywał którykolwiek 
z dzienników polskich, a po^na się fakty daleko smutniejsze i okropniejsze 
ostatniej doby. 

Na wyszczególnienie zasługuje w tymże zeszycie statystyczny wykaz 
cierpień Słowaków. Rządy Kossutowskie są bardziej szowinistyczne od 
poprzednich liberalnych. W ciągu 8 lat rządów liberalnych było skazanych 
83 Słowaków w 27 procesach ogółem na 12 lat i 10.726 K. kary pieniężnej. 
Obecnie za ostatnich dwu tylko lat było skazanych 306 Słowaków w 37 
procesach na 24 lat i 12.012 K. Same liczby mówią wiele. Położenie z ka- 
żdym rokiem zmienia się na gorsze. Od 1 stycznia 1898 do 15 paździer- 
nika 1907 było skazanych 389 osób w 63 procesach na 36 lat i 24.538" K. 

Tylko za rządów Szella w latach 1900—1902 żadnych procesów 
politycznych nie było. 

Na polu pracy oświatowej nie pozostają w tyle kobiety słowackie. 
Czasopismo ich Dennica wychodzi już dziesiąty rok. Naszą literaturą nie- 
wieścią zajmuje się żywo. W ostatnim numerze umieszczona jest nowela 
Orzeszkowej „Iskry" i Konopnickiej „Do gór". -- Slopensky Ob- 
zor zamieścił przekład „K s i ę d z a P i o t r a" T e t m a j e r a. ek. 

Prasa słowieńska zajęła wobec manifcstacyi parlamentarnej 28. listo- 
pada stanowisko nietylko jak najprzyjażniejsze dla nas, ale pełne zapału. 
Obydwa stronnictwa jakby ubiegały się o pierwszeństwo w okazywaniu 
nam sympatyi. Cieszy nas to tembardziej, że stronnictwo liberalne wyda- 
wało się nieraz mniej życzliwem dla nas i nie pragnącem zbliżenia. Dzi- 
wnie plotą się sprawy. Wyrazy sympatyi dla n a j k 1 e r y k a 1 n i e j s z e j 
prowincyi polskiej spopularyzowały w Polsce p. Hribara i mimowoli 
zbliżyły go do Polaków, jego, którego organ, Slovenski Naród, oświadczył 
niedawno, że nie chce żadnego zbliżenia do Polaków (jako strasznych kle- 
rykałów) i dopuścił się nawet sfałszowaiiia tekstów, przekręcając polski 
program polityczny na wręcz przeciwny, żeby z góry zdepopulary- 
zować próby zbliżenia się polskich i słowieńskich posłów w parlamencie 
(zob. Świat Słowiański, zeszyt z października 1907 str. 263). 

Cieszymy się v\' i ę c podwójnie. 

Prasa słowieńska pod względem ilościowym rośnie z zadziwiającą 
szybkością. Oto mamy znowu do zanotowania ukazanie się nowej gazety 
w Celowcu p. t. Korośec. Ten wzrost prasy wywołany jest jedynie coraz 



PRZEOLAD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 5(] 

dalej idącym rozłamem partyjnym w społeczeństwie słowieńskiem. Dz\ś 
zarówno stronnictwo liberalne, jak i katolickie, dążą do tego, aby mieć 
nietylko w każdem mieście na swojej służbie pisma, ale i wszelkiego 
rodzaju instytucye kulturalne, a nawet ekonomiczne. Jesteśmy wiąc świad- 
kami tego objawu, źe się powołuje do życia gazety, stowarzyszenia, kasy, 
nie dlatego, żeby nieodzownie były potrzebne, lecz z tego powodu, iż 
dotychczasowemi pismami, stowarzyszeniami i kasami rządzi przeciwnik 
polityczny. Takie właśnie były pobudki rozpoczęcia wydawnictwa Korośca. 

W Celowcu wychodził Mir, ale ponieważ w ostatnich czasach zaczął 
zdradzać sympatye ku stronnictwu ludowemu, więc daiej go poderwać, 
i w tym celu liberali powołują do życia Korośca. O ile można sądzić 
z pierwszego numeru, Korośec nie będzie się niczem różnił od tylu innycłi 
gazet liberalnych, które powstały w ostatnich czasach. 

Do charakterystyki stosunków dodać jeszcze należy, iż Korośec^ 
wychodzący w Celowcu, drukuje się w Kranju, gdyż w miejscu jest jedna 
tylko drukarnia słowieńska „To w. ś w. Mohorja", w której drukuje się 
Mir. Obydwa zaś nie mogą żadną miarą drukować się w tej samej oficynie. 

Socyaliści słowieńscy mają na swoje usługi trzy pisma: Rdeći Prapor, 
Nasi Zapiski i trzecie dwujęzyczne włosko-słowieńskie. Rdeći Prapor jest 
tygodnikiem i nie wykracza poza przeciętne ramy gazet słowiefiskich, za 
to Nasi Zapiski, trzeba przyznać, prowadzone są poważnie, jak na mie- 
sięcznik przystało. Bardzo miernie musi się jednak powodzić socyalizmou i 
wśród Słowieńców, skoro Nasi Zapiski w długim artykule przez dwj 
numery (St. 6 in 7) zastanawiają się, dlaczego socyalna demokracya nie ma 
znaczniejszego powodzenia w Słowienii. (Zakajne morę imeti so- 
c i jalna demokraci ja pravega uspeha na Slovenskem?) 
Autor tej rozprawki dr H. Tu ma dochodzi do wniosku, że pochodzi to 
z tego powodu, że socyalizm na ziemi słowieńskiej nazbyt się trzyma 
ścisłego marksizmu, zbyt jest międzynarodowy i zajmuje się prawie 
wyłącznie robotnikami przemysłowymi, którzy stosunkowo są nieliczni 
gdy tymczasem olbrzymią większość narodu stanowi rolnicza ludność 
włościańska. Zapewne, wszystko to prawda, ale autor artykułu nie chce 
widzieć tej oczywistej rzeczy, że wśród Słowieńców rozwojowi socyalizmu 
stoi przedewszystkiem na przeszkodzie sprężysta i coraz silniejsza orga- 
nizacya całego ludu pod sztandarem katolickim. 

Zawsze starannie redagowany katolicki miesięcznik naukowy Ćas, 
zamieścił w ostatnich numerach studyum historyczne dra Fr. Grivca 
p. t. „lvan Groźni in R i m". Rozprawa ta oparta jest na materyałach 
znanych już skądinąd. 

Slovenec w dwu numerach umieścił korespondencye o działalności 
związków robotników chrześcijańskich w Warszawie i w Częstochowie. 

Nova Doba zaś w jednym z numerów ostatnich roku ubiegłego dała 
dłuższy artykuł o Polakach w Poznańskiem. Ad. L. Sz. 

W prasie chorwackiej miejsce główne i prawie jedyne zajmuje obe- 
cna walka kraju przeciw agresywnej polityce madiarskiej. Obstrukcya za- 
częta w sejmie peszteńskim czterdziestu delegatów chorwackich uniemo* 




51 2 PRASY CHORWACKIEJ 

żliwiała postęp prac parlamentarnych, tak ważnych w obecnej dobie odno- 
wienia ugody austro-węgierskiej. 

Węgrzy starają się udaremnić obstrukcyę wszelkimi sposobami le- 
galnymi i nielegalnymi. Szowiniści grożą obstrukcyonistom, nazywając 
język chorwacki, uprawniony w sejmie peszteńskim, „psim językiem". Pre- 
zydent Izby J u s t h zachowywał wobec Chorwatów godną uznania bez- 
stronność, potem Naway i Rakowszky odbierali im głos ; prote- 
stujących zbyt energicznie delegatów pozywa się przed wydział nietykal- 
ności poselskiej. 

Madiarzy — pisze Pokret — postanowili energicznie położyć koniec 
chorwackiej obstrukcyi! Pokazało się, że u nich słowo dane i hasła są 
tylko środkiem taktycznym. Wszystko dla ojczyzny — nawet honor, to ich 
dewiza. Ministeryum, aby dojść do władzy, porobiło obietnice Chorwatom. 
Doszedłszy do władzy, poczęli deptać obietnice. Dozwolono wolności 
chorwackiego słowa i znowu jej zaprzeczają. 

Kiedy to stało się nam jasne, musimy się z tem liczyć. Logicznie 
biorąc, Madiarzy nie dotrzymają nigdy słowa, chyba pod przymusem walki, 
akcyi i sytuacyi. Dlatego musi chorwacka • polityka iść w tym kierunku, 
że i ona kierować się będzie sytuacyą, stwarzać ją i stawiać Madiarów 
przed przymusem. Madiarzy rachowali na egzaltacyę swoich zaślepionych 
ludzi i na słabość przeciwników. Rachowali i na nasze rozgorączkowanie: 
zamierzali prowokować naszych delegatów przez obrazy, aby ich wyrzucić 
z sejmu (wspólnego), a z drugiej strony prowokować naród, aby mieć mo- 
żność zgłuszyć go bagnetami. Jedno i drugie przyniosło im zawód. Kiedy 
na radzie ministrów wniesiono formułę kompromisu, Apponyi i Kos- 
suth byli za nią, ale W e k e r I e sprzeciwił się stanowczo, mówiąc, że 
rząd węgierski nie może w żaden sposób ustąpić Chorwatom; teraz wpra- 
wdzie nie wnosi ostrych środków, gdyż nie ma do tego przyczyny i Chor- 
wacya jest spokojna, ale z chwilą pojawienia się demonstracyi, poczyni 
kroki w Wiedniu, aby posłać wojsko. 

Ta uwaga Wekerlego jest dość jasna. On żałuje, że wszystko 
jest spokojne i że nie można wojskiem rządzić w Chorwacyi, ale niech 
będzie przekonany, że naród nie wyjdzie ze spokoju. Ten spokój daleko 
niebezpieczniejszy jest dla niego, niż demonstracye. My nie będziemy pod- 
burzać narodu. Wiemy, że dziś inne nastały czasy, że siłę swoją okaże 
nie na ulicy, ale na wyborach i tu pobije i politykę Wekerlego i przy- 
szłe stronnictwo Rakodczaya. Na gwałt i oszustwo odpowiemy silnym 
spokojem, zgodą i wytrwałością. W tym kierunku odniesiemy zwycięstwo. 

Sejmowa Komisya nietykalności sądziła sprawę zachowania się de- 
legatów Po po vi ća i Su pi I a w sejmie wspólnym. Po po vi ć, który 
postępowanie sejmu nazwać miał „bezecnem**, został skazany na wyklucze- 
nie na czas 15 posiedzeń; S upiło ma przeprosić Izbę. Sprawa ta wywo- 
łana została zachowaniem się prezydenta Izby Navaya, który odebrał 
głos kilku delegatom chorwackim, prowadzącym obstrukcyę, co spowodo- 
wało głośne protesty delegacyi. 

Wreszcie zwołano sejm chorwacki w Zagrzebiu na 12 grudnia. 

Na interpelacyę pos. P o p o v i ć a , który protestował przeciwko tak 
późnemu zwołaniu sejmu, odpowiedział mu Wekerle, że sejm nie mógł 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 52 

być zwołany w lecie, gdyż zachowanie się posłów nie dawało gwarancyi 
dobrych rezultatów obrad. Przedewszystkiem pomieszano pojęcie prawności 
z parlamentaryzmem. Posłom zdawało się, że gdy są w większości, ma im 
być dany ich ban. Nie można pozwolić na ograniczenie prawa korony, 
która mianuje bana według swej woli na wniosek rządu 
węgierskiego, a już zadaniem bana jest stworzyć sobie prawną po- 
zycyę i umożliwić sobie rząd ustawowy. 

„Wezwaliśmy sejm na 12 grudnia, gdyż jesteśmy przy końcu roku 
i nie chcemy pozbawić sejm prawa uchwalenia budżetu, ewentualnie in- 
demnitetu. Jeśli posłowie chorwaccy tutaj (w Peszcie) obstruują i nie mają 
czasu na obrady (w Zagrzebiu), nie mają prawa nazywać bezprawnem 
zwołania sejmu w Zagrzebiu**. 

Ciężkim ciosem dla większości było podzielić swoje siły między 
obstrukcyę w Peszcie i walkę w Zagrzebiu. 

Nadszedł dzień sejmowy, który burzliwością dawał miarę nienawiści, 
jaką wzbudziła w kraju polityka węgierska, zamach na język na kolejach 
chorwackich i mianowanie Rakodczaya banem Chorwacyi. 

Miasto przedstawiało obraz niezwykły. Sklepy zamknięte, garnizon 
gotów do wymarszu, pochody socyalistów i robotników narodowych prze- 
chodziły przez plac Jellaćića. W sejmie ukazały się deputacye obu partyi 
robotniczych z żądaniem wprowadzenia powszechnego prawa głosowania. 

Wreszcie otwarto posiedzenie i ban Rakodczay ukazał się w sali, 
wywołując wzburzenie tak na ławach poselskich, jak na galeryi. 

Koalicya postawiła wniosek nagły o postawienie bana, który przyjął 
godność bańską pomimo naruszenia ustawy przez pragmatykę kolejową, 
w stan oskarżenia. Starćc\ icanie (El ego v i ć) wnoszą o uznanie powyższej 
pragmatyki za nieważną. Próby, czynione przez bana, aby zabrać głos, 
ginęły w okrzykach: „parobek węgierski"! „precz z nim"! Tesame zabu- 
rzenia wywołało przeczytanie reskryptu królewskiego, mianującego nowego 
bana. Wreszcie Rakodczay odczytał reskrypt królewski, datowany 
z 9 grudnia, rozwiązujący sejm, poczem oddalił się szybko z sali. Ulica 
zgotowała mu wielką demonstracyę, nie przyszło jednak do czynnej obrazy. 

Reskrypt królewski rozwiązujący sejm nie zawiera daty nowych wy- 
borów, jednak ustawowo musi się nowy sejm zebrać w 3 miesiące po roz- 
wiązaniu dawnego, więc najpóźniej 12 marca 1908. 

Walka wyborcza będzie niezwykle zacięła. Już posiedzenie sejmowe 
dawało obraz nieprzyjaźni dwóch głównych partyi Chorwacyi: rezolucyo- 
nistów (dzisiejsza względna większość) i prawaszów. Trzecie stronnictwo, 
dawnych madiaronów, nie ma wielkich widoków powodzenia. Naturalnie 
przewidywany jest silny nacisk rządu węgierskiego i usiłowanie stworze- 
nia sobie stronnictwa, mimo, że jak dotąd, nie można pozyskać nawet 
dawnych madiaronów. 

Mimo rozwiązania sejmu chorwackiego, pozostają jego dawni de- 
legaci w parlamencie budzyńskim. 

Dr. Frank, wódz partyi prawa, w interwiewie o przesileniu Chor- 
wacyi, twierdzi, że nadszedł czas, kiedy w kraju musi dojść do steru po- 
lityka czysto chorwacka. Lud nie da się ani madiaryzować, ani italianizo- 
wać; ani serbizm, ani panslawizm nie może mieć znaczenia. Chorw^acy. 



63 2 f^^^ASY CHORWACKIEJ 

zadano głębokie rany \ w tem leży klucz zaburzeń, niebezpiecznych dla 
monarchii. Wzmocnić Chorwacyę, znaczy to wzmocnić monarchię i jej siłę 
działania, a przytem ochraniać i interesy Węgier. Chorwacya jest dynasty- 
czna i pozostanie taką. Mądra polityka musi wybrać sobie z tych faktów 
swoje zadanie. Wówczas kwestya Bośni i Hercegowiny jest łatwą do roz- 
strzygnięcia. Nowe wybory przyniosą zwycięstwo tym tendencyom, a sto- 
sunki kraju skonsolidują się tfwale, bo dotychczasowe eksperymenty zdolne 
są tylko powiększyć zamieszanie. 

Wobec silnego wzburzenia opinii publicznej stronnictwo pra- 
wa (Frankowcy) odbyło niedawno walne zebranie. Po przemowie naczel- 
nika partyi dra F r a n k a, poser E I e g o v i ć omawiał politykę partyi. Dwa 
prądy prowadzą dzisiaj walkę: idea państwowa madiarska i zasady star- 
ćevićańskiej partyi prawa, która uderza w posady obcej władzy -- w po- 
sady ugody (z r. 1867). Dlatego stronnictwo przeciwne jest ugodzie i nigdy 
nie pogodzi się z nią. Inne stronnictwa opierają się na niej, ale prawaszom 
wszystko jedno, czy to są starzy czy młodzi madiaroni (dzisiejsza koali- 
cya serbsko-chorwacka, która wyszła z zasad ugody z r. 1867). Starćevi- 
ćanie, doszedłszy do większości, nigdy nie przyjmą władzy na podstawie 
ugody, tylko z rąk chorwackiego narodu. Dziś czas, aby wszyscy zjedno- 
czeni Chorwaci złamali ugodę i wywalczyć niezawisłość państwową Chor- 
wacyi. To jest zasadnicze hasło przeciw Madiarom i już dlatego samego 
nie może stronnictwo prawa uznać Serbów w Chorwacyi. Gdybyśmy uznali 
Serbów, podzielilibyśmy naród na dwie części, a wówczas nastałoby nie- 
bezpieczeństwo, że nieprzyjaciel nasz pokłóci oba narody. Dziś młodzi 
madiaroni chcą, aby ich odróżniać od starych madiaronów (dawni stron- 
nicy rządu węgierskiego w Chorwacyi). Ale kiedy syn Lajosza Kos- 
sutha powiedział, że nie widzi na mapie Chorwacyi, czegóż oni chcą 
więcej w Peszcie? Oni powinniby się teraz znaleźć z nami i powiedzieć: 
„dotąd, a dalej nie". Większość ponosi odpowiedzialność za swoją ro,botę. 

Zgromadzenie uchwaliło potem rezolucyę na podstawie programu 
2 r. 1894 przeciw ugodzie i obecnej polityce większości. Poza tem posta- 
wiono żądanie wprowadzenia powszechnego prawa głosowania. 

Prasa rezolucyonistów, którzy dziś, po krótkich chwilach przyjaźni 
z koalicyą madiarska, prowadzą zaciętą obstrukcyę w sejmie wspólnym 
w Peszcie, krytykuje zasady prawaszów, dość niebezpiecznych zresztą ry- 
walów tak w sejmie chorwackim, jak przy przyszł>^ch wyborach. 

Kiedy w osiemdziesiątych latach zeszłego wieku — pisze Pokret — 
poczęła się nagle szerzyć partya prawa (stronnictwo nieuznające ugody, 
a dążące do niezawisłości Chorwacyi), była w tem myśl, że Chorwacyę 
oswobodzi Francya, i wogóle jakiś wielki europejski przewrót, który nada 
inną postać Europie. Francya miałaby stworzyć wielkie chorwackie i ka- 
tolickie państwo we własnym interesie, w obronie przed Rosyą i Niemca- 
mi. Napoleońska lllirya, podróże paryskie Kwaternika, dawały pewną 
cechę realności tej naiwnej myśli i usprawiedliwiały ataki Starćevića na 
Serbów, którzy oczekiwali tego samego od Rosyi. Czasy się zmieniły i my 
wszyscy, którzy porzuciliśmy te dzieciństwa, równie jak ci, którzy rzeko- 
mo twardo stoją przy tych samych zasadach, nie mamy już nadziei ze- 
wnętrznej pomocy i śmieszne byłoby na niej opierać program polityczny. 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 54 

Porzuciwszy myśl o francuskiej, a potem o rosyjskiej pomocy, w którą 
tyle wierz> liiStarćević i Barćić, a swego czasu i K w a t e rn i k, 
musieliśmy też porzucić: 

1) myśl, że prostem zaprzeczaniem dualizmu i ugody zburzymy au- 
stro- węgierską monarchią; 

2) walkę z Serbami. 

Jedno i drugie jest śmieszne. Starćević zaprzeczał dualizmowi 
i ugodzie, aby w ten sposób przygotować naród do ataku na austro-wc- 
gierską monarchię A do czego dziś przygotowują Frankowcy-Starćeyićank 
naród, zaprzeczając temu, co istnieje? Do wiary w cuda, że coś się w>'- 
darzy, co wszelką pracę zrobi niepotrzebną; przez 20 lat niech tylko na- 
ród krzyczy i nie uznaje... biedy i głodu. 

Równie śmieszną jest walka z Serbami. Niema do tego powodu, 
bo niema ani Rosyi, któraby stworzyła carstwo serbskie za pomoc Ser* 
bów w zniszczeniu katolicyzmu i wpływu zachodu na Chorwatów, ani 
Francy!, któraby stworzyła Chorwacyę w obronie zachodniej kultury i ka- 
tolicyzmu. 

Czemu więc wy „starzy wojownicy" — woła Pokret — stronnictwa 
prawa, obstajecie przy polityce, której motywy opuściliście? 

Frank żąda, aby Chorwaci nie posyłali już delegacyi do Pesztu. 
Ale tem osiągnie się tylko to, że Madiarzy wolni będą od walki, która jest 
dziś możliwą. Jeśli nie pójdziemy do Pesztu, wówczas siłą będziemy 
musieli oprzeć się poborowi podatków, węgierskiej kolei i szkole. Czy 
Frank gotów jest przeprowadzić stanowczo i poważnie tę gwałtowną walkę? 
Jeśli nie, niech nie oszukuje narodu. — W dzisiejszej opozycyi znajduje- 
my wśród narodu madiarskiego coraz więcej stronników, którzy dość już 
mają kliki obecnie rządzącej. Czy Frank chce przerwać te walkę z jedno- 
stkami, a rozpocząć ją z całym węgierskim narodem? 

Podobnie atakuje Pokret Franka w sprawie powołania go do 
Pesztu i narady z ministrem Wekerlem. Jeśli Frank nie uznaje ugody, 
wówczas i Wekerle nie jest żadnym czynnikiem miarodajnym do uchyle- 
nia przesilenia węgiersko-chorwackiego, a podróż Franka do Pesztu jest 
zaprzeczeniem zasad stronnictwa prawa. 

Slavenska Misao przepowiada chorwackiej koalicyi klęskę w przy- 
szłych wyborach. Opinia chorwacka — twierdzi ten organ — rozczaro- 
wana z powodu pragmatyki kolejowej, poczęła się od niej odwracać. Po- 
łożenie koalicyi było krytyczne, gdyż chcąc iść z narodem, musiała po- 
paść w niełaskę Madiarów. Przechodzi ona teraz fazę krytyczną, której 
kulminacyjnym punktem będą wybory. Z niej wyjdzie koalicya silnie prze- 
rzedzona. SI. Misao skarży się również na ustępstwa, które koalicya dała 
Serbom w Chorwacyi, gdy tymczasem w Bośni i Hercegowinie mniejszość 
chorwacka spotyka się z antypatyą Serbów. 

Jak wiadomo, większość Serbów w Chorwacyi prowadzi walkę wraz 
z Chorwatami przeciw Madiarom. Minister Wekerle ostentacyjnie zaznaaa 
we wspólnym sejmie, że nie uznaje Serbów w Chorwacyi. „Podobne sło- 
wo — pisze Srbobran — powiedział w r. 1848 Lajosz Kossuth serb- 
skiej delegacyi, ale potem dowiedział się o tym narodzie, a nawet prosił 
jego pomocy. I my, zdaje się, przymusimy Wekerlego, że się o nas dowie. 



55 z PRASY SERBSKIEJ 

Walka, którą nasi delegaci prowadzą w Peszcie, przeniesie się na cały 
naród, a wówczas inne bądzie zdanie ministra. Słowa jego są umizgiem do 
pomocy a pewnej partyi chorwackiej (Frankowcy), podczas gdy istotnie tyle 
go obchodzi jedność chorwackiego narodu, ile serbskiego. My wałczyć bę- 
dziemy, póki w Chorwacyi nie ustaną rządy madiarskich ministrów. 

Prasę serbską ostatniego miesiąca zapełniają odgłosy walki obu 
radykalnych partyi (młodych i starych radykałów). Po odroczeniu skupsztyny 
walka opozycyi przeniosła się głównie na agitacyę w wyborach gminnych. 
Wszystkie partye opozycyjne zawarły sojusz wyborczy przeciw rządowi. 
Najgorsza była walka w Belgradzie; głosowało przeszło 6000 wyborców, 
a wybory skończyły się tu zdobyciem większości przez samostalców 
t. j. młodych radykałów przeciw rządowi, gdyż otrzymali oni magistrat 
i 18 krzeseł radzieckich, podczas gdy partya rządowa zyskała tylko 14 
miejsc w Radzie, socyaliści 7, postępowcy 5, nacyonaliści (liberali) 1. Mimo 
to, partya rządowa w porównaniu do dawnych wyborów, zyskała 6 man- 
datów. Najwięcej stracili liberali. 

Wziąwszy na uwagę wybory w całym kraju (1432 gmin), starzy rady- 
kali zdobyli większość stanowczą prawie w % gmin. 

Po dłuższem odroczeniu zebrała się znów skupsztyna 3 grudnia. 
Przed porządkiem dziennym wódz samostalców (młodo-radykałów) 
Ljuba Stojanović wniósł w imieniu partyi protest przeciw sposo- 
bowi przeprowadzenia wyborów gminnych i zapowiedział interpelacyę w tym 
przedmiocie. 

Naturalnie interpelowano ostro rząd w sprawie zabicia w więzieniu 
braci Novakovićów, a odpowiedź rządu, broniąca postępowania policyi , 
wywołała wśród opozycyi silne wzburzenie. 

Sprawa ugody handlowej dotychczas w zawieszeniu, z powodu nie- 
zwykle wygórowanych żądań Austryi. W prasie omawiany jest ogólnie arty- 
kuł wiedeńskiego Wiener Handelsblatt, który uderza na rząd austro-wę- 
gierski, nie dopuszczający Serbii tak ważnego dla niej eksportu żywej nie- 
rogacizny. Artykuł obwinia o to agrary uszów. „Garść agraryuszów bierze 
się w obronę, a za to niech przepadają miliony mieszkańców z powodu 
drożyzny mięsa. Minister rolnictwa oznajmił, że nie puści jednej żywej 
sztuki przez granicę serbską. Serbia żąda pozwolenia importu, a ministe- 
ryum powołuje się na zastarzały przepis ustawy weterynarskiej. Prócz tego 
nie chce ministeryum nawet importu bitych sztuk, a to jest główny punkt 
żądań serbskich. W takich warunkach nie można zawrzeć ugody. Musimy 
zwrócić uwagę, że czas byłby zerwać z taką polityką. Dosyć już gniotli- 
śmy Serbię i dość zadaliśmy ciosów jej dumie narodowej. Ale oręż może 
się przeciw nam zwrócić. Czy wśród naszych 500 posłów nie znajdzie się 
ani jeden, któryby spostrzegł niebezpieczeństwo i przedłożył ministrom, 
żeby i u naszych kupców zasiągnęli informacyi? Wielkie bankructwa są po- 
niekąd skutkiem przeszkód, czynionych wywozowi. Gdy zniszczy się kup- 
ców, niechaj rząd opiera się na agraryuszach, a zobaczymy rezultaty". 

Bośnia i Hercegowina. Rezolucye serbskiej skupsztyny wyznanio- 
wej, o której wspominaliśmy w grudniowym zeszycie naszego pisma, od- 

Świat Słowiański — Nr. 37. 5 



f^ŻEOLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 55 

biły się w ministeryum Austryi i Wągier echem dość nieprzychylnem dla 
bośniackich Serbów. Na naradzie br. Aerenthala z min. Weker- 
1 e m stwierdzono, że postanowienia skupsztyny niezgodne są z postano- 
wieniami kongresu berlifiskiego i dowodzą „niewdzięczności** Serbów dla 
monarchii, która odpowiedziała zadaniom nałożonym na nią przez kongres. 
Rezolucye dowodzą, że droga, którą wskazuje skupszt>'na, prowadziłaby 
do anarchii, a Austro-Węgry nie mogą na to się zgodzić. Również osą- 
dzono fałszywemi wieści, jakoby rząd zajmował się kwesiyą anneksyi. 

Oskarżeni z powodu antirządowej agitacyi dziennika- 
rze serbscy w Bośnii skazani zostali przez sąd w Sarajewie, a to: 
R i s t o P e t r o V i ć na 14 dni aresztu, Vladimir Bujinovićna trzy 
miesiące więzienia, Stevo Stefanović na sześć miesięcy więzienia. 

Godny uwagi jest artykuł pisma Dan serbski) w sprawie polity- 
cznego rozwoju krajów okupowanych: Młoda Bośnia podzieliła się na dwa 
obozy — r ezo I ucyon i stów i samostalców (niezawisłych). Do re- 
zolucyonistów należą miasta, do drugich wsie. Głównym punktem programu, 
w którym się różnią, jest kwestya prawno - państwowego stosunku Bośnii 
i Hercegowiny. Grupa rezolucyonistów twierdzi, że Bośnia i Hercegowina 
są składową częścią Turcyi, którą zarządza monarchia na zasadzie man- 
datu europejskiego. Samostalcy zaś utrzymują, że stanowisko prawno-pad- 
stwowe kraju ma zostać bez zmiany: zmienić je można tylko z woli narodu. 
Przez 30 lat w ziemi naszej pod rządem obcego mocarstwa, odgrywała 
się tragedya narodu, w którym zamiera patryarchalność. Po tych latach, 
w których widzieliśmy różne gry śmieszne i nierozsądne, zdaje się świ- 
tać zorza na niebie politycznem. Zaczyna żyć Młoda Bośnia, nowa gene- 
racya, wychowana w europejskiej kulturze i wspina się na widownię po- 
lityczną, z której zabłyśnie Serbom wolność. 

Artykuł jest alluzyą do wieści, według których Bośnia i Hercego- 
wina ma zmienić dotychczasowy rząd na reprezentacyjny. 

W prasie bułgarskiej dalsza walka między opozycyą a rządem oska- 
rżonym o politykę „stambulowską" ; walka toczy się w sobranju i na mi- 
tyngach z zawziętością właściwą parlamentaryzmowi bałkańskiemu. Jej 
głównem c 1 o u jest dotąd kwestya uniwersytecka, która wywołała 288 mi- 
tyngów. Opozycyą zarzuca rządowi, że chciał odsunąć zupełnie sfery pro- 
fesorskie od polityki i używał do tego najsurowszych środków. 

Trzech ministrów wzięło na siebie w sobranju obronę rządu w kwe- 
styi zaburzeń uniwersyteckich, zrzucając winę na profesorów. Profesorowie 
odpowiedzieli na to man.festem do narodu, w którym podnoszą, że dalej 
walczyć będą o prawo i swobodę nauki na bułgarskim uniwersytecie. 

Prasa opozycyjna krytykuje ostro mowę ministra Genadjewa, 
„przedstawiciela kierunku Stambułów sk i ego", który bronił rządu od zarzu- 
tów złej gospodarki i zubożenia kraju. Emigracya — wedle ministra — nie 
dotyka całego kraju, ale tylko część jego najuboższą, jak Boseljegrad, Sta- 
nimikę i okręg ćeperalski. Emigracya do Ameryki nie jest definitywną, 
gdyż emigranci wracają z pieniądzmi do kraju. Genadjewowi zarzuca prasa 
opozycyjna cynizm w omawianiu kwestyi zamknięcia uniwersytetu; mini- 
ster twierdził, że młodzież ma za to szeroko otwarte uniwersytety obce. 



67 STARA SERfelA I MACEDONIA 

W końcu debaty adresowej w Sobranju minister spraw zewnętrznych 
S t a n ć o w omawiał politykę zewnętrzną Bułgąryi. Skonstatowawszy postęp 
znaczenia księstwa w Europie, minister dementował zawarcie kon- 
wencyi wojskowej z Rosyą, dalej podniósł przyjacielskie stosunki 
z Rumunią, z którą zawarł ugodę handlową i uregulowano granicę Dunaju. 
Co do Serbii, żalił się Stancow na rozłam z powodu Macedonii, mimo że 
Bułgarya okazała wiele dobrej woli. Grecya również w kwestyi macedoń- 
skiej daje powód do niesnasek wskutek działalności band greckich. Dalej 
zaznaczył minister, że- Bułgarya ceni i zna interesy ekonomiczne, wiążące 
ją z Turcyą i niema żadnych zamiarów przeciw jej integralności, ale żąda dla 
swoich rodaków w Turcy i praw, gwarantujących im swobodny rozwój i pod tym 
tylko warunkiem można utrzymać stosunki przyjazne. Wykorzenienie „czet** 
można uskutecznić tylko z pomocą międzynarodowej żandarmeryi. 

Minister zakończył mowę zarzutem, że akcya reform w Macedonii 
dotychczas "nie przyniosła żadnych rezultatów. Rząd użyje wszelkich usi- 
łowań, aby mocarstwa wreszcie stworzyły macedońskim Bułgarom byt od- 
powiadający prawom. Podobne zdanie wyraził też minister prezydent Gu- 
d e w wśród oklasków większości. 

Akcya reform w Macedonii trafia wciąż na przeszkody. Sułtan, 
wspomagany przez Niemcy, opiera się międzynarodowej kontroli nad sądami, 
pod pozorem, że trzeba zachować powagę sułtańską, a w rzeczywistości dla 
wzmocnienia wpływu niemieckiego w Turcy i. Nadzieje co do ustępstw 
sułtana zasadzają się na stanowczych żądaniach Anglii. Wrażenie wywarła 
dymisya gen. Giorgisa, która przekona mocarstwa o konieczności kontroli. 

Gen. De Giorgis jest autorem memorandum, które rozesłano amba- 
sadorom w Konstantynopolu. Memorandum konstatuje, że program murz- 
stadzki, który upoważnia europejskich oficerów do kontroli nad zachowa- 
niem się władz w stosunku do ludności chrześcijańskiej, jest niewykonalny; 
władzom tureckim udało się udaremnić to postanowienie. Swobodne fun- 
kcyonowanie macedońskiej żandarmeryi utrudnione jest ogromnie, równie, 
jak praw o komendy, przyznane gen. De G i o r g i s o w i, częstą interwencyą 
generalnego inspektora H i 1 m i -p a s z y. Potrzeba absolutnie powiększyć 
kadry żandarmeryi i liczbę oficerów, zabronić władzom tureckim dawać 
rozkazy żandarmeryi, dalej utworzyć ruchome kolumny żandarmeryi celem 
wytrzebienia band, z któremi wojsko nie może dać sobie rady. 

Co do reform sądowych, trzeba rozszerzyć atrybucye sądowe szefów 
żandarmeryi. Memorandum wspomina również o rozbrojeniu ludności 
w Macedonii i o stworzeniu w każdej wsi zbrojnych straży w związku 
z żandarmeryą. Z elaboratu De Giorgisa wychodzi jasno dotychczasowe 
niepowodzenie reform, w czem niemałą rolę odgrywa utrudniająca inter- 
wencyą Hilmi-paszy. 

W S k o p 1 j u (Stara Serbia) spłonęło serbskie gimnazyum ; z trudem 
uratowano uczniów, budynek spłonął w całości. Fakt ten ma być ilustracyą 
tej bratobójczej walki, jaką w Macedonii prowadzą Bułgarzy i Serbi. 
Gimnazyum, które jako pewne centrum kulturalne i agitacyjne, od dawna 
nie wygodne było Bułgarom, przez nich podobno zostało zniszczone. 

St. 



KECBNZYE I SPRAWOZDANIA gg 

RECENZYE I SPRAWOZDANIA. 

P. Boyer et N. Speranski : Manuel pour Uetude de la langue russe^ 
Textes accentućs, Commentaire grammatical, remar- 
ques diverses, en appendice Iexique par... Paris, Librairie 
Armand Colin (1905), p. XIV. + 386. 

Książka ma służyć do nauki języka rosyjskiego. Aby z niej ko- 
rzystać, ponieważ „gramatyki" nie zawiera, należy tylko umieć „cz>tać*, 
t. j. znać litery rosyjskie i mieć najogólniejsze pojęcie o deklinacyi 
i konjugacyi w języku rosyjskim. To wystarczy. Z tymi minimalnemi wia- 
domościami należy wprost przystąpić do czytania tekstów, jakie wymie- 
niona książka zawiera. Oto jej treść: 

Introduction (str. !.— XIV.). Jest to obszerny wstęp, w którym 
prof. P. Boyer zaznajamia czytelnika z zawartością książki i daje infor- 
macye, jak z niej korzystać. 

T e X t e s (str. 1 — 239). Część ta zawiera utwory prozaiczne pióra 
Lwa Tołstoja: krótkie bajeczki i opowieści. Dobór i układ znakomit>': 
początkowe teksty zawierają zdania krótkie, pojedyncze, łatwe; w dal- 
szych — coraz to mnożą się zdania złożone, wieloczłonowe, trudniejsze. 
Teksty naturalnie akcentowane. Pod tekstem, u dołu stronic, — obfite uwagi 
z powodu tych lub owych wyrazów, form, zwrotów. Kwestye te omawiane 
są wyczerpująco, a ilustrowane licznemi przytoczeniami, ale nie w sposób 
suchy, przez proste wyliczanie „przytoczników**, lecz w sposób, ożywia- 
jący wykład: poszczególne wyrazy ulegają rozkładowi na części morfokn 
giczne, znaczeniowe, żywo przez rodowitych Rosyan za takie poczuwane. 
Taki właśnie sposób wykładu najprostszą drogą prowadzi do rzeczywistego 
poznania właściwości języka rosyjskiego, do wczucia się w „organizm* 
tego języka, takie zaś „wczucie się" przestaje być nudnem „kuciem**, a staje 
się poniekąd miłem zajęciem, rozrywką. 

Remarques (str. 243—306). Część ta zawiera cały szereg wybor- 
nych artykułów, poświęconych omówieniu różnych zjawisk języka rosyj- 
skiego, w ugrupowaniu przedmiotowem. Poszczególne zjawiska są tu ilustro- 
wane również dość licznemi wyjątkami ze znakomitych pisarzy rosyjskich. 
Przy niektórych kwesty ach uwzględnione zostały również zwyczaje i oby- 
czaje rosyjskie. Słowem uwagi te są poniekąd t. zw. realiami. Dział ten 
daje uczącemu się nietylko możność pogłębienia i uporządkowania wiado- 
mości z zakresu języka rosyjskiego, nabytych przy przerabianiu tekstów, 
stanowiących -główną część książki, — lecz zarazem i „wczucia się" w życie 
rosyjskie, którego „odbiciem" jest właśnie język. 

Index alphabetique (str. 309—320). Indeks ten ma na celu uła- 
twienie uczącemu się odnalezienia wszelkich wyjaśnień rozsypanych w uwa- 
gach do tekstów i zawartych w poszczególnych artykułach części zatytu- 
łowanej: „Remarques". 

Lexique (323-382). Jest to starannie wykonany słownik rosyjsko- 
francuski, obejmujący około 3000 wyrazów rosyjskich. I tu znajdujemy ró- 
wnież odsyłacze do objaśnień w innych częściach książki. — Dokładny spis 
treści (str. 383—386) kończy tę wyborną książkę, bardzo pięknie odbitą 
w drukarni Spamera w Lipsku. 



69 / ReCENZYE I SPRAWOZDANIA 

Bez najmniejszego wahania zaliczamy ów omówiony przez nas „Ma- 
nuel" do najlepszych — w literaturze zachodnio europejskiej — książek tego 
rodzaju. Jest nawet dziełem poniekąd jedynem w swoim rodzaju. U nas nic 
podobnego niema, nawet dla nauki języka francuskiego lub niemieckiego 
i chyba nie prędko czegoś podobnego się doczekamy. Kto zatem zna ję- 
zyk francuski, a przyswoić sobie chce fęzyk rosyjski, temu jak najgoręcej 
polecamy ów „Manuel". I wybór materyału i wykonanie nietylko nie po- 
zostawiają nic do życzenia, lecz budzą wprost podziw, tak ze wględu na 
wyśmienity plan całej pracy, jak i na nie mniej wyśmienite wykonanie ca- 
łości j szczegółów. Autorom tej książki pp. P. Boyer i N. Speranskiemu 
należy się wysokie uznanie i szczera wdzięczność za wypracowanie tak 
pożytecznej i wybornej książki. Henryk Ułaszyn. 

Morav8k^ Ćftanka. Uspoi^adal Fr. Bil^. Vydala Moravsko-Slezska 
Beseda v Praze. Str. 526. Cena 5 kor. 

Już w r. 1901 powstał zamiar i plan wydania „czytanki ludowej" dla 
Morawian. Po latach sześciu dzieło jest gotowe i w rękach czytelników. 
Książka to piękna i cenna, może nam nawet za wzór posłużyć, 
gdyby n. p. nasze „Tow. Szkoły Ludowej** lub „Oświata lu- 
dowa** swą działalność takim pomnikiem upamiętnić ze- 
chciały. 

Jest tu wszystko, co zająć może i musi każdego Morawianina szcze- 
gólnie, a Czech z Królestwa także nie mniej. Jest i opis geograficzny Mo- 
raw, są także obrazki z doby przedhistorycznej tej ziemicy. Nie mało słów 
poświęcono apostołom słowiańskim. Wybitniejsi mężowie morawscy znajdą 
tu swe podobizny literackie, więc dowie się dużo czytelnik o przednich 
braciach czeskich: J. Biahoslawie, Karolu z Żerotina i Komeft- 
skim, dzielnych narodowcach jak S uśil i Kf iżko wskj^, albo gwaro- 
znawca Fr. Bartos. Zajmujące opowiadania o bitwie białogórskiej, albo 
o odrodzeniu Moraw przedstawiają chwile przełomowe w dziejach kraju. 
Inne rozdziały dają obraz strojów narodowych, sztuki i przemysłu cze- 
skiego na Morawach. Uwzględnili także autorowie pieśń ludową, jej melo- 
dyę i treść, wreszcie dyalekty morawskie i plemiona, ziemię tę zamieszku- 
jące. Historyę opowiedziano treściwie w rysach ogólnych, szczególny zaś 
nacisk położony na dzieje najświeższe. Ostatnie rozdziały rozwijają obraz 
szkolnictwa morawskiego i rzucają światło na polityczne stosunki w mar- 
grabstwie. 

Liczne obrazy i podobizny zdobią tę wspaniałą czy^ankę. Będzie 
ona dla niejednego elementarzem miłości Ojczyzny i o d- 
rodzenia narodowego. Takiej książki i my potrzebujemy, 
i eśli pragniemy lud mieć polskim naprawdę. Z czterdziestu auto- 
rów złożono Czytankę Morawską, znajdzie się i u nas sporo do wyboru. 

mg. 

Ign. Hoiek. Grammatik der neuslavischen ^prache. Kremsier 1907. 
Str. 131. Cena 2 kor. 

Czesi ciągle przeciwstawiają Niemcom Słowian i ustawicznie mówią 
o zjednoczeniu słowiaAskiem na wzór zjednoczenia się Niemców. A prze- 



RFCENZYE I SPRAWOZDANIA 7Q 

det Słowianom trzeba przeciwstawić Germanów, rodzinie słowiańskiej fa- 
milię germańską. A jak Germanie nie posiadają jednej literatury germań- 
skiej, ani jednego języka germańskiego, tak i Słowianie nie będą nigdy 
mówili jakim jednym językiem słowiańskim, lecz tylko tym lub owym ze 
słowiańskich. Przecież mimo to profesor kromieryski wydumał sobie taki 
język ogólnosłowiański, jednak nie wszechsłowiański, skoro ma być jedy- 
nie „środkiem pośredniczącym w porozumiewaniu się Słowian monarchii 
austryacko- węgierskiej!" Zatem jakieś austryacko- węgiersko- słowiańskie 
esperanto. 

Z możliwością i rzeczywistością więcej się liczył V. Hruby, kiedy 
pisał swą Praktickou rukojef 'srovnavac[ jazyku slovanskych, przed paru 
laty wydaną. I Hruby chciał ułatwić porozumiewanie się Słowianom, zwła- 
szcza austryackim, bez pomocy niemczyzny. W swej książce wytknął głów- 
ne zasady porównawczej gramatyki języków słowiańskich wszystkich i 
wskazał, jak przy znajomości prawideł podstawnych można sobie samemu 
utworzyć odpowiednie formy wyrazowe w danym języku. Istotnie po wy- 
uczeniu się rad i wskazówek z „Rukojeti** możnaby jakimś volapikłem 
rozmówić się z bratem Słowianinem południowym czy północnym. 

Inaczej postąpił autor i twórca mowy nowosłowiańskiej (nazwanej 
tak zapewne w przeciwieństwie do starosłowiańskiej liturgicznej, która 
jest nibyto tasama w całem prawosławiu i unijactwie). Zapragnął dać Sło- 
wianom, co Luter dał Niemcom. Obrał sobie za podstawę wschodnie na- 
rzecza czeskie i zachodnie słowackie i na czesczyźnie buduje nową „mo- 
wę". Trudne w wysłowieniu lub zbyt „nowożytne" wyrazy czeskie zastę- 
puje słowami z innych języków słowiańskich, zmieniając także w części 
końcówki przypadkowe i czasowe i upraszczając abecadło. Wyrzucone są 
np. qu, r, u, w, x, y, nawet /f, dla obcych słów tylko h zatrzymuje, po ife, 
g, eh może być /, jak w polskim i słowackim, czasowniki mają wyłączną 
końcówkę -m w pierwszej osobie 1. pojed., jednak w przypadkach imien- 
nych widzimy sporą rozmaitość (r om- am- im, och- ach- ich), choć od- 
miennia polska czy rosyjska, ujednostajniona w tych właśnie przypadkach 
dla rodzajów wszystkich, mogła autora i powinna była ku sobie pocią- 
gnąć. Podobnie w podziale „nowosłowiańskich" czasowników, spotykamy 
aż sześć klas z mniejszymi jeszcze poddziałami, choć tu także wzoruby 
nie brakło do rozdzielenia słów na dwie gromady (np. ze spójką i i e: 
niesifóz, wol/sz). 

Autor przyrzeka wydać jeszcze rozmówki i słownik nowego języka. 
Wątpimy jednak, czy przyrzeczenia dotrzyma, bo gramatyka powodze- 
nia nie znajdzie. Jeśli językiem porozumiewania się ma być jakaś po- 
wykręcana czeszczyzna, język nie żywy, ale jakiś „Itlegraficzny", język bez 
literatury i znaczenia kulturalnego, to już raczej niechaj nim będzie mowa 
czeska czysta, mająca życie, historyę i piśmiennictwo. Jeno wtedy powie 
Rusin, Słowieniec, Chorwat, Polak: czemu nie mój język ma mieć to zna- 
czenie? 

Zresztą praktyka życiowa najlepiej oceni i osądzi pomysły twórcy 
języka nowosłowiańskiego. 

Jan Magiera. 



71 RECENZYE I SPRAWOZDANIA 

* Przyjaciołom Włodzimierza Spasowicza. Lwów, 1907. Z drukarni 
Wł. Łozińskiego, str. 161. 

Ukazała się w druku książka, przeznaczona, jak mówi tytuł, dla przy- 
jaciół zmarłego myśliciela i publicysty, która jednak jak najrychlej powinna 
się stać własnością ogółu inteligentnego i to nietylko w Polsce, lecz w całej 
Słowiańszczyźnie. Wszystko bowiem, co w tej książce zawarto, mówi o czło- 
wieku, który sam w sobie jest jasnym, zdecydowanym programem pracy 
słowiańskiej. Książka zawiera możliwie najdokładniejszy zbiór wszelkich 
głosó^(^, jakie się w prasie polskiej i rosyjskiej pojawiły po śmierci Spaso- 
wicza. „Przyjaciołom, co za życia otaczali ś. p. Włodzimierza Spasowicza 
zwartem kołem — mówią słowa przedmowy — nie obojętnymi były głosy, 
l^tóre się ozwały po śmierci jego. W tych głosach bowiem znalazło od- 
dźwięk niejedno, co dotyczy nietylko zmarłego, lecz również pokrewnych 
mu duchem i pojęciem odpowiedzialności w pracy obywatelskiej". Zdanie 
to charakteryzuje ściśle i trafnie znaczenie moralne ludzi typu ś. p. Spa- 
sowicza. Istotą ludzi myślących szlachetnie a ściśle równocześnie — jest 
dar zespalania serc ludzkich ze swoją ideą, głębsza i mocniejsza harmonia 
z towarzyszami broni. Harmonia ta powstaje nie w imię interesów polity- 
cznych, socyalnych czy innych, lecz w imię tego, co najważniejszem jest 
w człowieku: w imię wiary. Drugim nieodmiennym darem umysłowości 
i duszy śp. Spasowicza jest zwycięstwo moralne w dniu śmierci. Bez względu 
na to, kto, jak silnie i o co walczy z takim człowiekiem za jego życia, 
spieszy po jego śmierci z hołdem i do dna szczerem wyznam*em: „Nie 
stało człowieka szlachetnego". Umarł przeciwnik, została jasność myśli ry- 
cerskiej. Toteż słusznymi bez zastrzeżeń są słowa p. Tadeusza Sm arze w- 
s kiego, kończące wspomnienie o Spasowiczu: „od rodaków nie żądał 
nigdy niczego; wierzył, że mu gotują dobre słowo nad trumną". Staraniem 
naszem powinno być, by to słowo podzwonne rozeszło się nietylko mię- 
dzy rodakami ś. p. SpasoA'icza. Azet, 

Antoni Mazanowski. Gorkij, Czechow ^ Wieresajew, Andrejew. Studya. 
Kraków 1907. Str. 169. 

Pisarze, których pseudonimy i nazwiska stanowią tytuł książki, cieszą 
się u nas znaczną popularnością. Zwłaszcza ostatni i dwaj pierwsi. Każdy. 
1<to ma pretensyę do jakiej takiej inteligencyi, zna ich choćby ze słyszenia, 
choćby z tego lub owego utworu, przeczytanego w lichym zazwyczaj prze- 
łcładzie. Ale na palcach możnaby policzyć tych, co mają jasne pojęcie o isto- 
cie i zakresie talentu wymienionych autorów, o wielkości i wartości ich do- 
robku literackiego. Toteż szczęśliwą miał myśl p. Mazanowski, gdy 
postanowił dać naszemu inteligentnemu ogółowi wizerunki przedstawicieli 
„Młodej Rosyi". Ale zdaje nam się, że posługuje się często nieodpowie- 
dnią miarą. Za przykład niech posłuży Wi er esaje w, pisarz o mikrosko- 
pijnie małym talencie, któremu p. Mazanowski każe stanowić „odrębne 
ogniwo w najnowszej powieści rosyjskiej" i poświęca mu więcej miejsca, niż 
Andrejewowi, a prawie tyle, co Czechowowi! 

W każdym razie książka p. M az an owsk i ego nie jest bez war- 
tości. Znajdzie w niej czytelnik streszczenia prawie wszystkich ważniejszych 
utworów omawianych pisarzy, z wyjątkiem dramatów Gorkiego i sporo 



RECENZYE I SPRAWOZDANIA 72 

głosów krytyki rosyjskiej. Tu jednak muszę zrobić zastrzeżenie. Autor nie 
zawsze wiernie oddaje ton tej krytyki, Przykładu dostarczy nam cłioćby pierw- 
sza kartka książki. StudyumoGorkimp. Mazanowski rozpoczyna n.istę- 
stępującym wyjątkiem z artykuł uM. Mieńszykowa: „Z ludowej toni wy- 
pływa na wierzcłi utalentowany pisarz i wnet podbił czytającą Rosyę. Mówię 
o Gorkim: książki jego rozchodzą się z niesłychaną szybkością, imię jego 
mknie lotem z ust do ust w milionowych zakątkach, gdzie tylko tli się życie 
umysłowe. Od Petersburga do Tyfiisu i od Warszawy do Władywostoku nreza- 
wodnie znajdą się wszędy namiętni wielbiciele tego nowego talentu : roz- 
prawiają o nim, gorące toczą spory..." „Tak rozpoczyna studyum — dodaje 
autor — jeden ze stu krytyków rosyjskich, którzy jednomyślnie okrzyknęli 
niezwykły talent w powieściopisarzu, różniąc się chyba w rozbiorze szcze- 
gółowych znamion.'* Na podstawie tych słów możnaby myśleć, że M. M i e n- 
szykow powitał Gorkiego z entuzyazmem. Byłby to błąd. W 1900-ym 
roku, gdy już wyszły pierwsze cztery tomy utworów Gorkiego, pojawił 
się w czasopiśmie Niediela artykuł M. M i e fi sz y k o w a, poświęcony temu 
pisarzowi, a noszący znamienny tytuł: Krasiwij cinizm. Artykuł odzna- 
czał się piękną formą, oryginalnością i trafnością sądu, ale nie miał w so- 
bie nic z dytyrambu. Krytyk rosyjski zastanawiał się nad przyczynami wiel- 
kiego rozgłosu Gorkiego, wyjaśniał je, przyznawał, że „niektóre oix>- 
wiadania p. Gorkiego, zwłaszcza niektóre w nich stronnice zdradzają 
duży talent", lecz jednocześnie dodawał; „Nasz autor jest na szczycie sławy — 
ale jeszcze na początku zawodu; stoi on na rozdrożu i teraz właśnie roz- 
strzyga się fatalna dlań kwestya: będzie z niego wielki pisarz, czy nie? 
Zamiast nadmiernych, wprost niedorzecznych pochwał, zamiast zajadłego 
lżenia, wielkie zdolności p. Gorkiego wymagają gorącej sympatyi, kry- 
tyki surowej, ale sprawiedliwej. Talent pisarski, jak każdy, potrzebuje dłu- 
giej szkoły. Najlepszą szkołą jest życie, jeśli ma jaką taką treść. P. G o rk i j 
jeszcze młody, musi on poprostu jeszcze pożyć, żeby się zupełnie rozwinąć. 
Zobaczymy, co da, gdy będzie miał lat czterdzieści, gdy będzie w wieku 
p. Czechowa. Zobaczymy, co da, gdy będzie miał lat pięćdziesiąt..." Nie 
.jest to bynajmniej wyjątkowo ostry ustęp artykułu M. Mieńszykowa. 
Zresztą i początek tego artykułu ma w oryginale inny odcień, niż w prze- 
kładzie p. Mazanowskiego. W dosłownem tłumaczeniu początek ten 
brzmi : „Z głębin ludowych przyszedł zdolny pisarz i od razu podbił całą 
czytającą Rosyę. Domyślacie się, że mówię o panu Gorkim: właśnie 
jego książki rozchodzą się z niesłychaną u nas szybkością, jego imię prze- 
chodzi z ust do ust w milionach zakątków, gdzie dotąd jeszcze tli się życie 
umysłowe. Gdziekolwiek pojedziecie, od Petersburga do Tyfiisu i od War- 
szawy do Władywostoku, napewno spotkacie entuzyastycznych czcicieli tego 
nowego talentu, rzadziej — jego ganicieli (xy-iHTejeH). O p a n u 
Gorkim mówi się, o niego toczą się gorące spory... Czemże jest ten pan 
G o r k i j ?" I ten artykuł p. Mazanowski włączył do „legionu studyów, 
rozbiorów, porównań i zestawień, wielbiących, pełnych zachwytu i uniesień"*. 
Rzecz oczywista, że nie mam zamiaru iść krok w krok za autorem, by 
sprawdzać i prostować przytaczane przez niego sądy krytyków rosyjskich- 
Byłaby to praca zbędna. Wspomnę tylko jeszcze o recenzyi M. Mi- 
chajłowskiego — recenzyi, napisanej z wielką rezerwą. Napomknąw- 



73 RECENZYE I SPRAWOZDANIA 

szy O meteorach literackich, M icha jło wski j mówi, że każdego no- 
wego autora wita z pewnym sceptycyzmem, bo zawsze sią obawia, że autor 
będzie przygodnym gościem w literaturze. „Sceptycyzm ten — ciągnie dalej — 
powstał naturalnie i względem pana Maksyma Gorkiego. Nie po- 
wiem, żeby był usunięty i teraz, gdy opowiadania p. Gorkiego... 
zostały zebrane i wydane oddzielnie. Ale w każdym razie dwa tomiki jego 
opowiadań diją coś zupełnie określonego, coś, co może dostarczyć i roz- 
koszy artystycznej i pokarmu dla umysłu, co można nietylko z przyjem- 
nością czytać, ale i odczytywać i o czem wspomni historya literatury, choćby 
p. Maksym G o r k i j już nic nie napisał." Ten sam krytyk w tym samym 
artykule zarzuca Gorki emu, prócz innych braków, brak taktu artysty- 
cznego. A teraz prosię przeczytać kilka pierwszych wierszy na drugiej stro- 
nicy książki p. Maza n o wsk i ego. 

Ostatnia uwaga : skoro p. Mazanowski powołuje się na tylu kryty- 
ków rosyjskich, co „jednomyślnie okrzyknęli" talent autora „Byłych ludzi", 
powinien był wspomnieć i o artykule P ł. K r a s n o w a („CaMopoAOKi h Kyjb- 
rypnoft nHiaTCJb'-. „HoBoff- MHpb*% 1900. 10),'gdzie Gorki emu wręcz odmó- 
wiono talentu. N-ny. 

K. A. Borisow-Korzeniowski: Sprawozdanie zekspedycyi 
w kraje słowiańskie, przedsięwziętej wr. 1903 z ramienia 
Towarzystwa Słowiańskiego w Moskwie. Moskwa 1907. Dru- 
karnia Uniwersytecka, str. 75. 

Towarzystwo Słowiańskie w Moskwie, którego prezesem jest p 
Czerep-Spiridowicz, wysłało w r. 1903 p. Borisów a-K o r z e n i o- 
w s k i e g o na cztero-miesięczną ekspedycyę naukową do ziem słowiań- 
kich. Delegat po powrocie złożył wobec Towarzystw., sprawozdanie, które 
jest treścią zacytowanej powyżej broszurki. Dowiadujemy się z niej, że p. 
Borisów zdołał przez ten czas przejechać przestrzeń 8400 kilometrów od 
Lwowa via Kraków, Pragę, Lubiane, Zagrzeb, Białogród do Sofii, zwiedzić 
koło 50 miast słowiańskich — i w każdem z nich ■— wedle sił i środków 
zadość uczynić instrukcyom. jakie nań włożyło Towarzystwo Słowiańskie. 
Instrukcye te, jak się dowiadujemy już z pierwszych stronnic, brzmiały: 
1) reprezentować w krajach zwiedzanych Towarzystwo, którego był dele- 
gatem, 2) przestudyować warunki sytuacyi, w jakiej się znajdują poszcze- 
gólne kraje słowiańskie, wraz z przyjrzeniem się działalności Słowian 
i pracy ich wrogów— poznać stan historyczny, geograficzny, etnograficzny 
krajów, celem zredagowania podręcznika turystycznego po krajach sło- 
wiańskich. 

Nie wiemy, o ile p. Borisów był już przed wyjazdem wyspecyali- 
zowany w znawstwie spraw historycznych, etnograficznych itd. Słowiań- 
szczyzny; krótki jednak przegląd jego sprawozdania upoważnia do wniosku, 
że wycieczka i osobiste zetknięcie się z poszczególnymi krajami i naro- 
dami nie utrwaliły w edukacyi p. Borisowa należytych i ścisłych pojęć sło- 
wianoznawstwa, tak historycznego, jak i nawet geograficznego, chociaż, 
jak się dowiadujemy z opisów pobytu w Sofii i w Belgradzie, p. Borisów 
jest profesorem i członkiem sekcyi geograficznej cesarskiego Towarzystwa 
Nauk. (Ustavna Srbia i Bołgarski Dnewnik) — (str. 63 i 64 bioszury). 



RECENZYE I SPRAWOZDANIA 



74 



Niezależnie od swego tytułu naukowego i delegackiego, słowiano- 
znawca p. Borisów informuje nas z pobytu w Krakowie: 

a) że „S o k ó ł", towarzystwo gimnastyczne w Galicyi, Czechach itd. 
rozpowszechnione, ma cele polityczne i... wojskowe — i że cele te stano- 
wić będą dlań temat specyalnego opracowania (str. 7). 

b) że Kopernik był pracownikiem czy urzędnikiem Biblioteki Ja- 
giellońskiej, (str. 8). 

c) że zmarły niedawno historyk P i e k o s i ń s k i nazywał się nie 
Piekosiński, lecz „Dzikosiński". (str. 10). 

d) zarzut, postawiony Klubowi Słowianki emu w Krako- 
wie, że członkowie jego są patryotami polskimi. („Sławiańskij kłub izobi- 
łujet połonofilami. — str. 10). 

e) że apostoł św. Metody wstąpił na ziemię czeską po raz pier\k'szy 
w r. 13001! (Istorija czeszskago naroda ot dniej kniazia Boziwoja 1300 
goda, kagda wpierwyje pojawiłsia w czeszkoj ziemlie proswietitiel Metho- 
dij — str. 30). 

f) że Jan Hus „męczeńską śmiercią zapłacił za pokrewieństwo 
duchowe z prawosławiem rosyjskiem". (str. 30). 

g) Na str. 36-tej broszury nie możemy się w żaden sposób docz>tać, 
czy Kraina należy do austryackiej, czy do węgierskiej połowy monarchii. 
Pan Borisów pisze bowiem, że na mieszkającego w Lublanie p. Jenkę 
»Węgrzy patrzą, jako na niebezpiecznego rusofila i starają się uczynić nie 
do zniesienia pobyt jego w Krainie; w tym celu śledzą go szpiedzy, wła- 
dza nakłada nań... zwiększone podatki*' itd. 

h) Podobne wahanie co do Krainy spotykamy i na str. 38, gdzie 
powiedziano : „poczucie narodowe w Krainie, bez względu na walkę z kul- 
turtraegerami niemieckimi i prześladowanie węgierskie" itd... 

i) Rudolf i num w Lublanie (!) uznaje delegat za gmach bardzo 
piękny, żałuje tylko, że wybudowano go w stylu renesansowym włoskim, 
skrzywiającym ideę słowiańską Rudolfinum! (str. 39). 

k) Tak samo nie zupełnie jasno rozgraniczają się w umyśle członka 
cesarskiego Towarzystwa Geograficznego pojęcia: Słowieniec i Chorwat. 
P. M a z z u r a, redaktor Obzora, walczy z rządem węgierskim o prawa 
Słowieńców. (str. 43). 

Te kilkanaście cytat wystarczają najzupełniej, by i nasi czytelnicy 
przyznali wraz z Towarzystwem Słowiańskiem w Moskwie p. Boriso- 
wowi prawo reprezentowania Rosy! naukowej na uroczystościach Husa, 
wygłaszania tam mów i przyjmowania bezgranicznego entuzyazmu Cze- 
chów, którzy po bratersku zawsze witali i żegnali wybitnego uczonego 
rosyjskiego, SdL 



(N-ny), Bibliografia rosyjska. 

r. ABAHACbEBb. II r t o p i u H p .1 a h 4 i h. Cnó. Cena 1 rub. 25 kop. 

Autor nie jest w nauce debiutantem. Dał już dwie prace (,r«Mue 
MOMCUTU aifHucTepcKofr 4tflTejbH0CTM Tiopro*. ^.ycJOBin \jit6Ho(l TopruuM bo <^p8H- 
uiH BI XIII. li.), z któremi dotąd nie przestano się liczyć. Za przedmiot naj- 



75" RECENZYE I SPRAWOZDANIA 

nowszy obrał dzieje Irlandyi i doprowadził je do ostatniego dziesięciolecia 
ubiegłego wieku. 

Materyał historyczny do tych dziejów zebrał skrzętnie, soraudził go, 
oświetlił z kilku stron, ale zbudować zeń jednolitej, harmonijnej całości 
nie potrafił. W każdym razie popularną literaturę historyczną zbogacił 
o jedną więcej rzetelnie pożyteczną książkę. 

II. BAl»CyKOB'b. >KM3Hb H Tpyju M. 11. IIoro.iHHa. Km-ni 21. 
Ciió. 1907. Str. 463, cena 2 rub 50 kop. 

Autor umarł, nie zdążywszy doprowadzić do końca zamierzonej 
pracy. Kończy się ona na roku 1S64. Praca olbrzymia rozmiarami, nie- 
wielka wartością. Jest to dość licha kompilacya, zdradzająca „istinno rus- 
skij" umysł autora, który bez wahania wysuwa na pierwszy plan miernoty, 
a o wybitnych cziałaczach nieraz zachowuje głuche milczenie. 

II. <ł>AJ'£EB'Ł. Ul e (' T ł> m t c h u e u 'i> u o e h ii o - ii o j c b o tt k> r t h u i h. 
Ciió. 1907. Cena 15 kop. 

Jest to odbitka z czasopisma „Bu.ioe". Na podstawie niewątpliwych 
danych p. F a 1 e j e w unaocznił krwawe rezultaty sądów polowych. W ciągu 
sześciu miesięcy sądy te rozpatrzyły 1.100 spraw. Uniewinniły tylko 52 
ludzi, około 950 skazały na śmierć, a osiemdziesięciu kilku na utratę wol- 
ności (przeważnie na bezterminowe ciężkie roboty). Autor zwraca również 
uwagę na bezprawne postępowanie tych sądów w poszczególnych wy- 
padkach. 

KIEBCKift H (UECCKIH IIOITOMbl bt> ija3CJit40BaHiax b < eHaTopoub Typay 
H KyabHHHcKaru. C^ npe^iucjoiiiem II. lleiiOMUHuiaro. M34. ,,JtToiiHrua''. Cnó. 
1907. Str. 220, cena 70 kop. 

Na książkę złożyły się dwa raporty senatorów wydelegowanych 
w roku zeszłym przez senat w celu zbadania przyczyn pogromów. Przy 
całej powściągliwości i ostrożności autorów zebrany przez nich materyał 
ma znaczną cenę. 

nPMB.-40U. M. II. BOrO-l-fenOBb. <l>HHaHcw, npaBMTCJbCTBO h o 6- 
uiecTBeHHue hh Teper u. Etoj^eru n 6i04'«eTHoe npaBO ; Hajoru u Na.io- 
rOBBfl ooJUTMKa ; rory^apcTBeHHUJi 40.iri. II34- B. II. IlonoBoft. C116. 1907. Str. 333, 

cena 1 rub. 

Książka p. Bogolepowa składa się z szeregu artykułów, napisa- 
nych z talentem i znajomością rzeczy. Zapoznaje ona czytelnika z wszyst- 
kiemi ważniejszemi kwestyami rosyjskiej gospodarki i polityki finansowej, 
wskazuje mu przyczyny ich niemocy i środki, jakimi mogłyby być ozdro- 
wione. Oto tytuły tych artykułów: „KiO;i*eTł h owAwt-THoe npaBo", „Bw.iwe- 
THoe npaeo FocyAiipcTHenHoft AyMu*\ „4)HHaHru craparo peHCHna** (bardzO cie- 
kawa charakterystyka gospodarki czynowniczej), „llo4aTb Bb 4epeBiit", „Co- 
uiaJbHue HOTHBU AJH BBe4eiłiN no4oxo4łiHro na.iora wb PocciH**, „BoitHa ii rocyAap- 
cTBeHHue «HHaHcu", „O pyccKOMi rory4a})CTReiiH0Mi 40■'b*^ „llojHTMMerKoe SHaneult' 
iocy4apcTBeHHaro Kpe4HTa**. 

M. EAKyUUH'I>. KayTO-repMaHcKafl iiMnepia m couiajbHaH 
poBOJiouifl. KHMroii34. „Fraternitć" Mockbb 1907. Str. 123, cena 65 kop. 

Bakunin (patrz list jego do Ogarewa) miał zamiar napisać te- 
stament polityczny. Zamiar ten został wykonany tylko w części. Fragmenty, 
jakie zostały z projektowanego „testamentu", otrzymały oddzielne tytuły 



RECENZYE I SPRAWOZDANIA 75 

i wyszły w postaci broszur politycznych. Tytuł jednej z nich wypisaliśmy 
powyżej. 

Jak w tytule zaznaczono, składa się ona z dwóch części. Części te 
nie są związane ze sobą organicznie. W pierwszej autor propaguje rewo- 
lucyę społeczną, jako jedyny środek ocalenia Francyi (broszura datuje się 
z czasów wojny francusko-niemieckiej), drugą poświęca historyi Niemiec 
Lepiej wykończona i bardziej charakterystyczna jest część pierwsza. Roz- 
głośny utopista daje w niej nietylko obraz idealnego społeczeństwa, które 
zfzuciło z siebie więzy państwowości, ale wskazuje zarazem środki, pro- 
wadzące, zdaniem jego, bezpośrednio do zrzucenia tych więzów, a pośre- 
dnia do ocalenia Francyi. 

HHK. >IOP030B1>. OTKpoueHiemrpost ii 6yp-fe. lIcTopii bosbh- 
KHOBCHifl anoKaiHncMca. M34. pe^. icypiiajia ,,Bu.ioe*'. Cn6. 1907. Str. 304, cena 
1 rub. 35 kop. 

O książce tej mówiono w Rosyi głośno i wiele. Jest ona wyrazem 
usiłowań, skierowanych ku wykryciu właściwego autora Apokalipsy i ku 
ustaleniu daty „objawienia**. Zdaniem p. Moroz owa, autorem jest Jan 
Złotousty, a „objawienie** należy przenieść na koniec czwartego wieku 
ery chrześcijańskiej. Główną wagę p. Morozów przywiązuje do dru- 
giego odkrycia. Na czemże je opiera? Oto widzi w Apokalipsie wskazówki, 
dowodzące, że objawienie miało miejsce przy pewnym ściśle określonym 
układzie planet, jaki w pierwszem tysiącleciu po Nar. Chr. zdarzył się 
tylko raz jeden w końcu 395. roku. Do tej więc daty trzeba odnieść objawienie 
z Apokalipsy. Tutaj jednak nasuwa się pytanie, czy wspomniane wskazówki 
istnieją rzeczywiście, czy też byt swój zawdzięczają wyłącznie... pomysło- 
wości p. Morozów a. Drugie przypuszczenie zdaje się być pewniejszem. 
Za próbkę uderzającej dowolności, z jaką p. Morozów interpretuje 
tekst, niech posłuży kilkuwierszowy urywek z rozdziału 3-go. W tłumacze- 
niu Wujka brzmi on: „1 widziałem w prawej ręce siedzącego na stolicy 
księgi, napisane wewnątrz i zewnątrz, zapieczętowane siedmią pieczęci. 
1 widziałem Anioła mocnego, głosem wielkim obwoływającego**... P. M o- 
rozow tak go tłumaczy: „W ręku siedzącego na tronie był zwój papi- 
rusu (pas gwiazdozbiorów zodyakalnych), zapisany (figurami z gwiazd) 
wewnątrz i dokoła i zapieczętowany siedmiu pieczęciami (określonymi, 
skupionymi obłokami ?). 1 widziałem potężnego zwiastuna (morze) woła- 
jącego gromkim głosem (swych fal)**... Nie jest-że to naciąganie? 

MP0TA.1III1A. AJbiiaHaxi I. Ilo4i> pe4. ii- fl. AópaHOBHia h Bj. .leHesaro 
Cn(K Becea 1907 r. Cena 75 kop. 

Kilka miernych opowiadań przeważnie małoznanych lub zupełnie 
nieznanych autorów (Al. Remizów, S. Auslender, W. Menżyń- 
s k i, N. Abramowicz, W. L e ń s k i) i garść wierszy panów : K u z- 
mina, S. Parnoka, Ł. Andrusona, A. Błoka, A. Rosławlewa, 
N. Abramowicza, S. Marszaka i J. Godina. 

r COJOIibEfib ^,UBtTu H ja^aH i". Bi MocKBt. 1007. Cena 2 rub. 

Z okładki dowiadujemy się, że książkę odbito w 500 egzemplarzach, 
przeznaczona więc została dla wybranych, dla smakoszów literackich. Po- 
winna ich zadowolić. Rzeczy słabych, jak naprzykład niektóre wiersze, 
zwrócone do współczesnych znakomitości, znajdujemy w niej stosunkowo 



77 WCfiNZYE I SPRAWOZDANIA 

bardzo niewiele, pięknych — dużo, że wspomnimy tylko o mistycznych 
motywach średniowiecznych („BMjtHia cb. BepHapAa**, „Be«iepiiaii iio.ihtbo", 
„IlpecBiiTaR 4tBa u EepHap^-b i i.). Autor, uczefi B r i u s O w a, jest debiu- 
tantem, rokującym wcale ładne nadzieje. Formą opanował w zupełności, 
nie gorzej od swego mistrza, z treści jest lirykiem. 

XVI, XVII, XVIII CKOPHIiKH „SHaniii". Cn6. 1907 Tom po 1 rub. 

Od trzech lat z górą wydaje „Znanje" te almanachy i trzeba przy- 
znać, że za ich pośrednictwem wniosło sporo rzeczy cennych do skarb- 
nicy belletrystyki rosyjskiej. Ostatnie jednak tomy pozostawiają bardzo 
dużo do życzenia. Materyał literacki często bardzo lichy, a co gorsza 
mnożą się objawy, że spekulacya zapanowała nad wymaganiami artysty- 
cznemi. Przez trzy wyżej wymienione tomy ciągnie się powieść Gor- 
kiego „MaTb**, a dalszy ciąg ma jeszcze nastąpić. To samo dzieje się 
z opowiadaniami Garina („HHwenepu") i Weresajewa („Ha BoftHt"). 
„MaTb" Gorkiego, historya matki „uświadomionego" robotnika, jak do- 
tąd, jest w zupełności płodem poronionym. „llH*e epu" mają szczęśliwe 
miejsca, te mianowicie, na których autor występuje, jako znawca psycho- 
logii dziecka. „Ha uoftHt*- czyta się z wielkiem zajęciem, szczególniej roz- 
działy, drukowane w XVIII tomie, gdzie znajdujemy takie ciekawe rzeczy, 
jak cyrkularze Kuropatkina, okólniki wojenno-medycznego inspektora 
i i. Trzecią część XVI tomu zajęły „Pokusy św. Antoniego" Flauberta, 
bardzo ładnie przełożone przez p. Borysa Z a j c e w a, ale chyba zu- 
pełnie tutaj zbyteczne. 

Bardzo mierny „lyaa McnapioTi*" A n d r e j e w a, zupełnie liche, bez- 
sensowne opowiadanie p. A j z m a n a („Cepaue Buria"), oraz wiersze S k i- 
talca i Bunina dopełniają treści trzech ostatnich almanachów, po któ- 
rych oby nastąpiły lepsze I 

100 <I'feTl> BOPbEkl nojibcKaro Hapo4a aa cBo6o4y. Ho B. .luMnaoBCKOHy. 
i. KyjbiHUKOMy m 4p. cocTaBjeHO nojn* pe4. K). I1o4BHHrKaro. KuHroHS^. ,vMo^o4aH 
nojbuia''. MocKBa, 1907. Cena 1 rub. 

Czytelnika wprowadzono w błąd, bo nie jest to żadna kompilacya, 
ale wprost przekład znanej książki p. Limanowskiego, dopełniony nie- 
licznymi wyjątkami z broszur pp. Kulczyckiego i Płochockiego. 
W wielu miejscach tłómacz powstawiał i swoje uwagi, czem bynajmniej 
nie podniósł wartości przekładu. Raczej przeciwnie. 

MA30BEUKlfl. FIojuTH^ecKia iiapriH b% flojibiut. Cł npe4M- 
cJOBieai asTopa. U34. KHHroH34aTe.ibcTBa ..Hi cBibTy'*. Puctobi Ha-4ouy. 1906 
Str. 80, cena 12 kop. 

Dotąd jest to jedyna broszurka, z której czytelnik rosyjski może 
zapoznać się z charakterem wszystkich partyi politycznych w Kongresówce. 
Znajdzie on w niej pogląd ogólny na rozwój społeczeństwa polskiego po 
roku 1864-ym, obraz stosunków społecznych w Polsce dzisiejszej, tudzież 
zapozna Isię z programami poszczególnych partyi. 

KH. C. A- yPyCOBTi. 3 a n II (• K II r y 6 e p h a t o p a. MocBa. 1907. Ma^aHie 
B. M. CaóJHHa. Str. 377 + IX, cena 1 rub. 50 kop. 

Ciekawe zapiski rozgłośnego posła do pierwszej Dumy z czasu, gdy 
po pogromie w 1905-im roku starał się w roli gubernatora kiszyniewskiego 
uspokoić przerażoną ludność. Pełno tu rodzajowych obrazków z państwa. 



RECENZYE I SPRAWOZDANIA ^ 

W którem dotąd najgłośniej rozlega s\ą Szczedrynowskfe „Taszczi i nie 
puszczał !". 

„Zapiski" wyszły po raz drugi w 15 tysiącach egzemplarzy. Jedno- 
cześnie z oryginałem pojawiły się przekłady: francuski, niemiecki i an- 
gielski, każdy po 30 tysięcy egzemplarzy. 

BA.lKPifi BPK)C()B'b .1 H u e ft c K i e f t ii K h II y m i: h ii a. KaurosjjiaTeik- 
cTBo ..CKopnioHl**. MocKBn. 1907. Cena 1 rub. 

W 1899-ym roku pojawił się pod redakcyą akademika Majkowa 
pierwszy tom krytycznego wydania dzieł Puszkin a, W roku następnym 
wyszedł po raz drugi z nielicznemi zmianami. Jui wtedy pp, A. A rch an- 
gielski, W. L i p o w k i, P. Morozów i I wytknęli redaktorowi sporo 
błędów, teraz p. Br iusow zebrał wszystkie, i okazała się ich taka mno- 
gość, że tekst ustalony przez akademika Majkowa po prostu traci 
wszelką wartość. Przedewszystkiem w wielu wypadkach tekst jest niezgo- 
dny z autografem, bądź wskutek niewyraźnego rękopisu, bądź wskutek 
niedbalstwa redaktora. 

Następnie nie podano wszystkich redakcyi, co niewątpliwie należało 
uczynić. Znaki pisarskie poprawiono w ten sposób, że często zmieniają 
sens wiersza. Wreszcie ilekroć razy redaktor mówi o rozmiarze wiersza, 
zawsze popełnia „śmieszne i niedozwolone błędy". Twierdzenie to można 
poprzeć wierszem : 

,,r4t uaiua poaa, 

4py3bA MOM? 

Ybaju posa, 
Ahth 3apH'\ 

który skwalifikowano, jako „połączenie daktyla z trochejem", Z pracy p. 
B r i u s o w a wynika, że pierwszy tom „krytycznego'* wydania dzieł P u- 
s z k i n a wymaga gruntownej przeróbki. 

(K') A. M. flUH MlIPCKI U : M h u k e o h h r, h H ) m k h h t b > m o « o i -ł o r jii- 
mcHlM. Pod tym tytułem wyszedł w Wiestniku Jewropy artykuł p. Jacimir- 
skiego, omawiający nader pochlebnie praci^ profesora naszego uniwersy- 
tetu, Józefa T r e t i a k a : „Mickiewicz i Puszkin'' (Warszawa 19()6)» z której 
zdawaliśmy sprawę w zeszycie 

A. .1. U0r04Min>. Tja BHUH ren en i u MOJbrKol! łi0.t*i iii^rr rKofi im ri« 

(1863— 1907). Petersburg (1907), wydanie Tow. „llimro-biinfHic", w 8-ce, str. 662. 

Z pracy tej umieścimy obszerniejsze sprawozdanie. Książka dopiero 
co wyszła; otrzymawszy ją z końcem grudnia, nie mogliśmy zdążyć do 
niniejszego zeszytu. 

Jestto szczegółowe opracowanie publicystycznej i literackiej strony 
życia publicznego polskiego w Kongresówce od roku 1863 do ostatniej 
chwili. Autor chce, żeby nas w Rosyi dobrze xnano, licząc na to, le 
w takim razie łatwiej też będzie o zgodę. 



, 




79 



KRONIKA 



KRONIKA. 



Czwarty rocznik rozpoczyna Świat 
Słowiański, znalazłszy uznanie w cza- 
sie znacznie krótszym, niż można 
było przypuszczać. Próbujemy być 
h a*s ł e m; nie dbając o popularność, 
pragniemy optimis placere. 

Główny trzon naszej prenumeraty 
byłby pod zaborem rosyjskim. Nasz 
debit w Rosyi trwał... trzy tygodnie. 
W styczniu 1907 otrzymaliśmy debit 
od głównego Zarządu prasy w Pe- 
tersburgu. Natychmiast wniósł prze- 
ciw temu sprzeciw warszawski 
komitet cenzury i z początkiem lu- 
tego nietylko cofnięto nam debit, 
ale zakazano surowo rozsze- 
rzania Świata Słowiańskiego w Ro- 
syi. 

Zakaz przyjęliśmy, jako rodzaj 
świadectwa moralności, — a jesteś- 
my pewni, że społeczeństwo będzie 
nam dopomagało coraz bardziej i wtó- 
rowało coraz silniej. 

Powody zakazu całkiem proste 
i wcale niepolityczne: Propagujemy 
ideę pogodzenia Polski i Rosyi; — 
a cóżby się w takim razie stało z tem 
ćzynownictwem na ziemiach polskich, 
gdzie mając 500 rubli rocznej pen- 
syi, można trzymać konie, pijać szam- 
pana i jeszcze oszczędzać rok rocz- 
nie jakie 3000 rubli? 

Zwracaliśmy już nieraz uwagę, że 
niema dla czynownictwa nic niena- 
wistni ejszego, jak myśl pogodzenia 
Polski z Rosyą. Jakie to np. chara- 
kterystyczne, że „ochrana" pałacu 
taurydzkiego sprzeciwiła się wydaniu 
biletu do biura prasy w Dumie... p. 
Erazmowi Piltzowi, długole- 
tniemu redaktorowi Kraju, ,współ- 
pracownikowi śp. Spasowicza, 
mężowi największych zasług około 
programu porozumienia polsko-ro- 
syjskiego. 

Rosya broni Prusaków zawsze, 
stale I wiernie. Tym razem cenzura 
powyrzucała z pism warszawskich 
artykuły wzywające do bojkotu fa- 
bryk pruskich, a generał Skałłon za- 
bronił odezw i wieców w tej spra- 
wie. Przeciw kilku dziennikom wy- 
stąpiła władza z powodu artykułów 
wjrmierzonych przeciw państwu pru- 
skiemu. 



Spółka zawarta pomiędzy Prusa- 
mi a Rosyą oficyainą i wyższem ;:zy- 
nownictwem w Królestwie, staje się 
coraz widoczniejszą. Charakteryzuje 
ją także następujące „drobne" wy- 
darzenie, którego opis znajdujemy 
w Kuryerze Zagłębia: 

„Grunta niektórych obywateli m. 
Sosnowca przylegają do rzeki Bry- 
nicy, oddzielającej granice nasze od 
Prus. 

„W dniu 11 lipca b. r. landrat ka- 
towicki przez władze miejscowe za- 
wiadomił pp. Hibnera, Dziurowicza, 
Bugaja, Dziurkę, Urgacza, Kokota, 
I Tomeckiego i Mitasa, że grunta ich 
I przy rzece Brynicy na mocy rozkazu 
ministra skarbu w Berlinie stanowią 
1 terytoryum państwa „bojaźni Bożej", 
I wskutek czego będą wywłaszczone 
, na wypadek nieuiszczenia dobrowoł- 
j nie podatków do Prus. 

„Ponieważ grunta te nigdy do Prus 
nie należały i wszelkie podatki opła- 
; cane były do kasy tutejszej (tj. w So- 
snowcu), wyżej wymienieni obywa- 
' tele żądanie władz pruskich uważali 
za zwykły absurd, mimo to wnieśli 
I odpowiednie podanie do guberna- 
tora piotrkowskiego i na- 
czelnika powiatu w Będzi- 
n i e. 
• „W tych dniach p. Hibner i inni 
ku wielkiemu zdziwieniu swemu o- 
trzymali zawiadomienie z Prus, że 
grunta ich (8 mórg) już zostały sprze- 
dane na licytacyi w Mysłowicach za 
sumę aż — 600 mk., wskutek czego 
granice państwa „bojaźni Bożej" 
kosztem miasta Sosnowca zostały 
powiększone o 8 mórg, a granice 
Sosnowca o tyleż zmniejszone. 

„Niesłychane rzeczy, żeby granica 
państwa mogła być naruszoną przez 
samowolne rozporządzenie pruskiej 
administracyi. 

„Ciekawe wywłaszczenie i cieka- 
we rozwiązanie tej sprawy, którą za- 
pewne zajmie się dyplomacya ro- 
< syjska. 

1 „Czy tylko będzie umiała i chcia- 
ła?" 

Naszem zdaniem cała ta rzecz sta- 
ła się za u p r z e d n i e m zezwole- 
; niem gubernatora piotrkowskiego 



KRONIKA 



80 



i dypioinacya rosyjska całkiem slą 
tern K3jmnwa»! nie będzie. 

SpółKQ rosyjsko-pruską KaznacJ^a* 
ją bladze rosyjskie z całą otwarto- 
ścią, jak to doskonale scharaktery- 
zował prof, P o g o d i n w Rieczi 
(jeszcze przed zamknfiąciem szkół 
„Macierzy'*): „SokoK'" polskie zo- 
stały zawieszone^ zato niemieckie 
towarzystwa gimnastyczne w łlodzf 
zostały zaszczycone pozdrowieniem 
generat-gubernatora Kaznakowa, któ- 
ry rozmawiał z mml po niemiecku ^ 
gdy z Polakami żadna władza tutej- 
sza nie bądzie mówiła po pobku. 
Jego Ekscelcncya zrtjcznie podkre- 
ślił ren fakt. że rząd rosyjski ma zu- 
pełne zaufanie do Niemców. Niemie- 
ckie towarzystwa gimnastyczne o- 
trzymały pozwolenie funktyonowa- 
nia z warunkiem, że do nich nie b**- 
dzie przyjęły ani jeden Polak. 

^W r* z, też same niemieckie „So* 
koły* występowały na swych para- 
dach z wielkim krzyżem na pier- 
siach, na wzór Krzyżaków, których 
tradycye pielęgnują z lakiem powie- 
dzeń iem przy życzliwem poparciu 
władz. 

„Osoby, które wysłały te* 
le gramy dziękczynne Jo 
p. Kramafa, narażone są na 
nieprzyjemności: na nabo- 
żeństwie ksiądz Wielkopolaknie mógł 
powiedzieć mowy, która była zapo- 
wiedziana w gazetacii; z drugiej 
strony Niemcy są uUit>ionemi owie* 
czkami rządu rosyjskiego: kurator 
okręgu kijowskiego, Ziłów, który 
pozyskał tak smutny rozgłos w War- 
szawie, zamknął niedawno w gub. 
wołyńskiej kiika szkół polskich, a po- 
zwolił na otworzenie kilku szkół 
niemieckich". 

W sprawie tej pisze książę T r u- 
b e c k i w swym Moskowskim Jęte* 
niedielmka: 

nW interesach Memiec leż>' zer- 
wać łańcuch wiążących je traktatów 
międzynarodowych i przywrócić tra* 
dycyjne ciążenie Peter:;burga ku Ber- 
linowi. Co może być kpszego dla 
przywrócenia poprzedniej solidarno* 
Sci, jak n\^ prowokacya rewolucyi 
polskiej dla zgodnego reakcyjnego 
przymierza obu rządów przeciwko 
Polsce? Mówiliśmy już o we wnętrz- 
nem niebezpieczeństwie takiego po- 
stawienia kwesty i. Z punktu widze- 
nia pohtyki zagranicznej, zbliżenie 



z Niemcami przeciwko Polsce zbu- 
rzyłoby wszystkie iisiMnięfc rT?^T 
nsLS kosztem takich otsar - v^ 

zapewniające i nam bezpit: > 

na Dalekim Wschodzie t w 
Xo się tyczy bezpo^rt 
zultatów zbliżenia Rosyi z :- 

mi, pomogłoby ono do w 
nia władzy policyjnej rzą' 
skiegn w Polsce i w Srodk' 
syi. Jednocześnie t^i oddali i'_^ i.»i_i» 
Ittykę zagraniczną Rosy i pod rozkazy 
gabinetu berlińskiego**. 
Nam się zdaje, że to się \Vit stafo. 
Spotka z Prusami — izja.-*^ ^\^\-^ 
wi^ftskie ... r Ó w n o c z e i. 
Zjazdy słowiaiiskie, proji 
w Rosy i, akceptowane w 
przez komitet słowiańskicl , vi 

do wiedeńskiej Rady Państwa, n& 
którego czele stoi Dr K r a m n r. 
zapowiadają się, jakdotych 
szczególnie. Nte zdob3^to sic: 
czas na żaden pomysł, .^t. 

fundacye na > :.e broszurek 

celem rozpo\^i£eciinienia azbukr 
wśród Słowian. Stare dzieciństwa, 
słowiańskie igraszki, — dobre nj 
ośmieszenie sprawy. 

Nie mamy mc przeciw ten: " " 
tns^t obydwa abecadła (sam 
pod tym względem dobry pizyKr^ui, 
ale jeżeli zjazd niema mc innego 
mieć do roboty, w takim r?" - '^-* 
niepotrzebny. Demonstr 
zaś wynoszenie ^azhuki", j^. . 

na słowiańskie dolegliwości, li 
śmieszne i niesmaczne. Prz>ri' :i ^ 
to zjazd moskiewski z r. 1 867 jL^.li i 
k a z i o n n o i e s ł a w j a n j • i 
stwo przez lat 40 niczego się nie 
nauczyło, w takim razie jest rupie- 
ciem przestarzałym, co się zowie J 

Jak dotychczas, celem zja- 
zdu zdaje się być odwrócenie uwagi 
Słowian za pomocą „słnwiańskit j pa- 
rady'' od an listowi anskiej, bo gruba , 
pruśofilskiej, polityki Rosyi, a wzbu- 
dzenie natomiast nastrojtu i 
jaznego dla Austryi, t, j. 
państwa, z którem pr 
widzteć Rosyę ^ stosu rn 
lepszych. Po!it> ka micyaiiH 1 1 
[est więc wręcz przeciwną 
Dra K r a m a r a. Zobaczyu, , , ^ . 
czeski statysta spostrzeże się, czy 
też da si^ złowić na wędkę „parady*, 
czy też może uda mu się zorgijni- 
zoWać zjazd laki, jakiego potrzeba, 
a więc naiur^^ zgoła odmień- 



81 



KRONIKA 



n e j , niż sobie wyobrażają pierwotni ' 
inicyatorzy, reprezentowani przez ' 
Nowo je Wremia. , 

Zjazd byłby potrzebnym, ażeby 
poruszyć mocniej opinię rosyjską ; 
przeciw Prusom, a ku zgodzie z Pol- ' 
ska. 

wyraził to doskonale p. Stani- 
sław Skarżyński w Pietiersbur- \ 
skich Wiedomostiach (p o I e m i z u- , 
j ą c z Now. Wremieniem o zjazdy j 
słowiańskie): I 

„Podbój cmoralny Słowiańszczy- , 
zny) jest zupełnie n ożliwy do urze- 
czywistnienia: środM do niego są 
w rękach Rosyi, gdyż podbój ten 
zależy w zupełności od pogodzenia 
się z Polakami. 

„Pogodzenie takie, przyjęte w naj- 
obszerniejszem znaczeniu tego sło- 
wa, bez żadnych zastrzeżeń, obłudy 
i intryg, jest to - więcej, aniżeli 

Crzeprawa przez Dunaj przy pomocy 
omb i melinitu; bo — to podbój 
za jednym zamachem wszystkich 
krajów słowiańskich, aż po Tryest 
i Saloniki, to — utrwalenie nieogra- 
niczonego wpływu Rosyi bez strzału 
do południka Pragi czeskiej; to — 
państwo, które w sojuszu z Francyą 
wzniesie się do potęgi, w porówna- 
niu z którą państwa Karola Wiel- 
kiego i Napoleona były tylko two- 
rami nietrwałych, sztucznych kom- 
binacyj, to powszechny pokój euro- 
pejski, gdyż nie znajdzie się wów- 
czas nikt, ktoby odważył się go na- 
ruszyć**. 

Ruś proponuje, żeby zjazd sło- 
wiański odbył się w Zakopanem, , 
a Nowoje Wremia przystaje na to, \ 
byle zjazd ten miał cechę przygoto- 
wawczą do właściwego, mają- 
cego się odbyć w Rosyi. 

My nie mamy powodu, żeby da- 
w^ać w tej sprawie jakąkolwiek ini- 
cyatywę. Czekamy, z czem do 
nas przyjdą,.. Zjazd bez nas był- 
by kompromitacyą, a my nie we- 
źmiemy udziału ani w antypolskim, 
a n iiw a n t y a u s t r y a c k i m. 

^m^.^ O piśmie „słowiańskiem*' ma 
być wygłoszony główny referat na 
przyszłym zjeździe ogólno -słowian - 
skim.Abyświadomośćiznajomość te- 
go pisma rozszerzyć między Słowia- 
nami, używającymi pisma łacińskiego, 
głównie u śród Czechów, ofiarował 
znaczniejszą sumę na cel ten wielki 
przemysłowiec moskiewski, S. N i k. 

świat Słowiański - Nr. 37. 



Graćev. Z tego funduszu ukazuje 
się „Ruskd ćftanka proćesk^ 
Ifd", której już dwie części wydała 
redakcya Zvisti praskich, względnie 
ich redaktor J. V. Aleksander. 

Z sympatyami dla Polaków pod 
zaborem pruskim oświadczyła 
się cała prasa słowiańska, prócz 
„istinnej** rosyjskiej. Wiadomo, że 
władze rosyjskie stanęły w tym wy- 
padku po stronie Prus. Zastosować 
się więc do tego musiała prasa po- 
bierająca subwencye, a na ochotnika 
poszło Nowoje Wremia. 

Wyliczać artykuły słowiańskiej 
prasy, ujmujące się za nami (o ile 
chodzi o zabór pruski), nie- 
sposób; jest ich cały legion. Wszyst- 
kim wraz i każdemu z osobna dzięki. 
Oby ścieśniały się coraz bardziej 
więzy naszej przyjaźni i oby poro- 
zumienie nasze nie było ograniczo- 
ne... geograficznie! Jesteśmy wszę- 
dzie jednacy i spodziewamy się, że 
będąc sympatyczni pobratymcom 
w jednem miejscu, nie będziemy dla 
nich mniej warci gdzieindziej, — ti. 
że będą się ujmować za nami tak 
samo przeciw Rosyi, jak przeciw 
Prusom. 

Bądźcobądź, ilość pism słowiań- 
skich, miłujących Polaka w Prusiech, 
a nienawidzących go w Rosyi, ma- 
leje nadzwyczaj szybko. My musimy 
jednak dążyć do zupełnego wy- 
korzenienia tego absurdu politycz- 
nego. 

Na czoło manifestacyj na rzecz 
Polaków, a przeciw Prusom, wysu- 
nęło się poważne a wielotysięczne 
zgromadzenie w Pradze, dn. 15 
grudnia. Sprawozdania szczegółowe 
podały już pisma codzienne. Poprze- 
stajemy więc na zwróceniu uwagi, 
że zgromadzenie było zwołane i urzą- 
dzone przez reprezentantów wszyst- 
kich stronnictw i że wzięły w niem 
udział najpoważniejsze osobistości 
Pragi, kwiat czeskiej intelligencyi 
i tężyzna czeskiej polityki. 

Z pism rosyjskich stanęły w tym 
wypadku po naszej stronie bez ogró- 
dek te same gazety, które uznają 
nasz postulat polskiego języka urzę- 
dowego. 

Serca polskie wezbrała wdzię- 
czność, a wiadomo, że serce Polaka 
ma pasyę wtrącania się do polityki. 
Posypały się więc telegramy dzięk- 
czynne, nie zawsze pod dobrze ob- 



"7 



Kt^ONIKA 



82 



myślanemi adresami. Czyżby wśród 
tego poruszenia uczuć, a przy chro- 
nicznej drzemce zmysłu politycznego, 
mógł być możliwy telegram nawet 
do Nowego Wremienia? 

Nowoje Wremia podaje następujący 
telegram, o którym twierdzi, że otrzy- 
mało go z Warszawy: 

„Niebezpieczeństwo grozi Słowiań- 
szczyżnie na jej najbardziej ku za- 
chodowi wysuniętej placówce. Za- 
mach, skierowany przeciwko Pola- 
kom z Poznańskiego i Prus Zacho- 
dnich, wkłada na cały świat słowiański 
obowiązek zapomnienia o wszelkich 
rozterkach wewnętrznych i niezwło- 
cznego zjednoczenia się. Ze wszyst- 
kich stron sypią się dowody, że obo- 
wiązek ten został zrozumiany i uświa- 
domiony przez wszystkich przedsta- 
wicieli luaów słowiańskich. W parla- 
mencie austryackim, w wyrazach pło- 
. miennych, omówiono haniebną poli- 
tykę Prusaków. Francuska, a nawet 
i angielska prasa, wypowiedziały się 
z podobnem oburzeniem. Wierząc 
niezachwianie w historyczne posłan- 
nictwo Rosyi w Słowiańszczyźnie i jej 
niezachwianą potęgę, oczekujemy, iż 
jej szlachetni synowie nie omieszKają 
również dołączyć się do powsze- 
chnego protestu całej Słowiańsz- 
czyzny". 

Telegram powyż-zy Now, Wr. uważa 
za znamienną illustracyę współcze- 
snego nastroju społeczeństwa pol- 
skiego, zgoła różną w tonie od tych 
„dumnych deklamacyi" w Dumie „z ka- 
mieniem w zanadrzu", które słyszeli 
dotąd Rosyanie. Prąd to, pisze gazeta 
p. Suworina ojca, nowy i sympaty- 
czny- 

Niemcy, zdaniem Noh^. Wn, najzu- 
pełniej zapomnieli już o tylu i tak 
poważnych usługach Polaków, jakich 
niewątpliwie i niejednokrotnie od 
nich doznali. 

Dziś więc polska prasa uderzyła 
na gwałt, ażeby szukać obrony prze- 
ciw Prusakom w jedności ogólno-sło- 
wiańskiej, którą dotąd częstokroć 
lekceważono, bo i grupa Polaków- 
słowianofilów w Krakowie marzyła 
jeno o zajęciu naczelnego stanowi- 
ska pośród Słowian-katolików, nawet 
ze szkodą dla Rosyi. 

Otóż Polacy powinni zmienić 
z gruntu swoje stanowisko na szlaku 
południowo-russkim, a więc ne po- 
pierać ruchu t. z w. „fałszywych ukra- 



' ińców", a obok tego powstrzymać 
się od propagandy katolickiej na Bia- 
łorusi I w Chełmszczyżnie i utw rzyć 
w uniwersj^tecie lwowskim katedrę 
języka rosyjskiego i takiejże litera- 
tury dla Rusinów. 

To, zdaniem Nowego Wremieni, 

' byłoby najlepszym dowodem, że Po- 
lacy nietylko nauczyli się dawać rady 

I innym, oraz przypominać o obowiąz- 
kach, lecz i sami o tem dla siebie 
pamiętają. 
Nam się ta rze:ztak przedstawia: 
Jakkolwiek zmysłu politycznego 
jest w Warszawie maleńko, a do wy- 

, rywania się „w imieniu narodu pol- 

' skiego" skłonny tam jest ka^dy 
i każda, jednakowoż . w tym wy- 
wypadku... gdy chodzi o taką sławną 
reptiLią,.y zwraca to uwagę, że nie 

, ogłoszono podpisów z tego tele- 

, gramu, chociaż upominała się o to 
prasa polska. 

, A co do uwag, udzielonych nam 

I łaskawie przez reptilią, musimy prze- 
dewszystkiem zaprzeczyć, żeby prąd 
słowianofilski w Polsce pows.tał był 
dopiero w tym miesrgcu. Żariiwa, 
namiętna chęć pogodzenia się z Ro- 
syą, zelektryzowała cały naród 
po ogłoszeniu konstytucyi, ale nalali 
nam zimnej wody na głowy aż nad- 
to tacy ludzie, jak redaktorowie No- 

\ wego Wremienia. 

„Grupa Polaków-słowianofilów w 
Krakowie" głosiła to samo przed 
wniesieniem projektu o wywłaszcze- 
niu, co teraz głosi, a o Naw Wre- 
mienia zawsze tę samą miała opinię. 
Rosya sama zaś postarała się o to, 
żeby jej słowianofilstwo wydawało 
się coraz bardziej podejrzanem. Usta- 
nowienie praw wyjątkowych 
przeciw nam, zmniejszenie ilości po- 
słów polskich do Dumy, nie minęło 
w Słowiańszczyźnie bez wrażenia, 
a zamknięcie szkót „Macierzy" i bez- 
wstydna spółka z Prusami dokona 
reszty. 

Stawianie warunków przez Naw. 
Wremia, pod któremi raczyłoby przy- 
jąć nas do łaski — sprawia wrażenie 
komiczne. Każdy przecież wie, że 
gazeta ta jest „reptilią*\ pismem bez 
zasad, kręcącem się za wiatrem. 
Gdyby zawiał inny wiatr od „kazny*, 
Nowoje Wremia przet' umączyłoby 
natychmiast „Jeszcze Polska 
nie z g i n ę ł a" na rosyjskie i umie- 



83 



KRONIKA 



ściłoby „buntowniczą** pieśń tłustemi 
czcionkami na pierwszej stronicy. 

Murawiew „Wieszatiel'' — kat 
Litwy po roku 1863 — jest oficyal- 
nym bohaterem Rosyi. Postawiono 
mu pomnik, wysławiano tysiące razy 
nietylko w Now, Wremieni, ale w u- 
rzędowym Prawitielstwiennym Wie- 
stniku. 

Gdy Rod iczew przyrównał w Du- 
mie Stoły pi na do Murawiew a, 
obraziła sią prawica i wykluczono 
Rodiczewa na 15 posiedzeń z izby. 

Gdzież konsekwencya? Dla pra- 
wicy, z jej stanowiska, powinno 
to być komplementem, być porówna- 
nym do Murawiewa. Jeżeli to obraza, 
komuż-to w takim razie Rosya 
oficyalna wystawiła pomnik i 
wzięła urzędowo udział w odkryciu 
go? Zakale czy chwale Rosyi? 

Murawiew-Wieszatiel jest 
wciąż jeszcze ideałem warszawskiego 
czynownictwa, — a więc prawica 
nie powinnna się zżymać, gdy się to 
czynownictwo uważa za zakałę Rosyi. 
A u t — a ut. 

Ale szczególniejszy kraj, gdzie 
obrazą jest porównanie do kogoś 
takiego, komu się wystawiło pomnik! 
Słusznie zwrócił uwagę Kraj, że je- 
dnak coś się w Rosyi zmieniło. 

Stosunki polsko-ruskie. Dnia 14-go 
grudnia odbyła się „krwawa imma- 
trykulacya" w uniwersytecie lwow- 
skim, jako dalsze ogniwo w szeregu 
programowo obmyślanych borb ru- 
skich. Przygotowanie bójki i ułożenie 
jej planu z góry, całkiem na zimno, 
jest zupełnie pewne i stwierdzone. 
Młodzież ruska przyszła na salę 
z kijami i obuszkami,a potem oświad- 
czyła, że ją „sprowokowano". Tym 
razem nigdzie im nie uwierzono. 
Przebrała się miarka. 

Nie myślimy wdawać się w roz- 
trząsanie kvvestyi,czy immatryk lacya 
miała się odbywać według takiego 
czy owakiego ceremoniału, bo wiemy, 
że borby będą nawet w takim 
razie, jeżeli immatrykulacyi całkiem 
nie będzie. Borby te nie są bowiem 
środkiem do celu, ale same sobie 
celem. 

Nie można tego traktować, jako 
walki o uniwersytet ruski, skoro 
nikt a nikt z Polaków nie odmawia 
im prawa do własnego uniwersytetu. 

Wszystkie dzienniki polskie 
złożyły JUŻ po raz wtóry oświad- 



czenia, że Rusinom należy się własny 
uniwersytet i że społeczeństwo pol- 
skie pragnie, żeby się to spełniło jak 
najprędzej. 

Prezes Koła Polskiego, dr Głą- 
b i ń s k i , złożył takie oświadczenie 
w parlamencie wiedeńskim. 

Delegacye lwowskich towarzystw 
akademickich polskich wręczyły sena- 
towi akademickiemu adres, opatrzony 
2000 podpisów, w którym domagają 
się wprawdzie utrzymania polskiej 
cechy uniwersytetu, ale zaznaczają 
zarazem, że 

„młodzież polska, wolna od' 
wszelkiej myśli walki kultu- 
ralnej z Rusinami, powita z 
radości ąchwilę, gdy na zie- 
mi polskiej stanie wolne od 
nienawiści plemiennej ogni- 
sko ruskiej wyższej wiedzy". 

Któż więc jest przeciw uniwersy- 
tetowi ruskiemu? Przeciw komu 
i o co ta walka? 

Przeciw Polakom, ale oczywiście 
nie o uniwersytet! Jest to walka 
przeciw polskości w ogóle, z zasady, 
że patryotyzm ruski polega na nie- 
nawiści Polski. Ażeby tę walkę upo- 
zorować, udaje się, że chodzi o 
uniwersytet, a w obcych wmawiało 
się, że my przeszkadzamy im do osią- 
gnięcia tego celu. Wierzono kłam- 
stwu dosyć długo, powiada atoli 
przysłowie, że „kłamstwem cały świat 
przejdziesz, ale nazad nie wrócisz**. 

Świat Słowiański pierwszy uznał 
postulat ruskiego uniwersytetu i.... 
ogłoszono go wrogiem Rusi. Dzisiaj 
całe społeczeństwo postulat ten uznaje 
i.... głoszą, że należy nas wywieszać. 

A skoro niema ani jednego Rusina 
któryby miał odwagę nazwać taką 
politykę po imieniu, musimy wkońcu 
przyjąć do wiadomości, że prąd ukra- 
iński jest dla nas wrogim z zasady, 
że więc niema na to rady. 

Namiestnictwo lwowskie wydało 
okólnik do starostw, nakazujący zu- 
pełną bezstronność w postępowaniu 
i zachowywaniu się urzędników wzglę- 
dem Rusinów bez względu na. 
stronnictwa, czyli — żeby „moskalo- 
filów" nie traktować inaczej, niż 
„Ukraińców". Jest to widoczne zer- 
wanie z prześladowaniem moskalo- 
filstwa. Koniec (nareszcie!) wyciąga- 
nia kasztanów z pieca dla Ukraiń- 
ców! Praktycznie roztropny, jest też 
okólnik ten i teoretycznie zupełnie 



KRONIKA 



84 



i 



usprawiedliwiony, bo co urzędom do 
tego, do jakiego kto należy stronni- 
ctwa? Uderzmy sią w piersi, że zro- 
biliśmy wyłom w zasadzie bezstron- 
ności urzędów dla korzyści „ukraini- 
zmu**, który protegowaliśmy z całych 
sił, a który zwrócił się zato przeciw 
nam i wołał, że jest „ucisk". 

W pre^ydyum wiedeńskiego parla- 
mentu odbyła się już narada co do 
uznania języka rosyjskiego, jako 
„krajowego" w Galicyi. Ewentualno>ć 
tę przewidywaliśmy już w lipcu 1905 
roku. 

(mg,) W Peszcie wyszła książka 
ErnestaBaloghygo„Amagyar 
kultura ćs a nemzetisćgek" 
(kultura madiarska a narodowości), 
której celem jest udowodnienie, że 
w Węjgrzech prócz Madiarów żywioły 
inne nie są kulturne. Szczególne 
ustępy poświęcone są Słowakom. 
Są to zdania takie: ,,Siła kutturna 
objawia się w języku i jego rozwoju. 
Osobnego języka sło Aackiego, raczej 
powiedziawszy, słowackiego litera- 
ckiego języka dzisiaj niema. W Wę- 
grzech są obywatele mówiący po 
słowacku, ale narodowości słowa- 
ckiej niema**. Książce tej niezasłu- 
żenie dużo miejsca poświęcają Nd- 
rodnie Noviny, zwłaszcza gdy same 
uznają, iż „tak nie piszą etnologo- 
wie nawet o Eskimosach i Tungu- 
zach**. 

(mg.) Parana w Brazylii ma dwie 
trzecie ludności polsko-ruskiej, a więc 
słowiańskiej. Prócz Curityby i osady 
Assungny, gdzie w r. 1866 osiedliJo 
sie sporo Niemców i prócz „Nowej 
Italii**, mającej sporo osadników 
z Tyrolu południowego, cały brzeg 
północny rzeki Rio Tabagy zalu- 
dniony lest Polakami. Miasto Pru- 
dentopolis jest ogniskiem „Nowej 
Polski**. Na południu od miasta 
Quarapuava, naprzeciw rzeki Ignassu 
rozpościerają się osady ruskie. Pa- 
rana należała jeszcze w r. 1853 do 
Sao Paulo, w herbie Parany wpisany 
jako rok samodzielności politycznej: 
„Estado do Parana, 19. de Dezem- 
bro 1853". 

Parana ma niewiele mniej od Włoch, 
bo 221.319 kwĄ a tylko 1,700.000 
ludności, w tej liczbie pół miliona 
Polaków i 200000 Rusinów. Osa- 
dnicy niemieccy i włoscy razem 
liczą 500.000 głów. 



KiUiHlytHnja w HosffL 

Pół u rzędowa Rassija w następu- 
jący sposób określa obecny ustrój 
państwowy w Rosyir 

„Władza samowładcza niewątpli- 
wie islnieje. dowiodła ona tego 16 
czen^^ca^ a jako sposób wyjścia r. za- 
gmatwanego stanu rzeczy, jest ona 
drogocennym dobyrkiem, niezastą- 
pionym środkiem do przywrócenia 
zakłóconego porządku. Instytucye re- 
prezentacyjne obok tej władzy istnie- 
ją także, a prawa zasadnicze usta* 
nowity normy ich działalności- Ma- 
nifest z dnia 30- go października, jako 
dobrowolny akt władzy zwierzchni- 
czej, nie ulega wątpliwości, lecz nikt 
chyba nic bądzie twierdziła te krdtkt 
ten manifest wyczerpuje kwestjrę roz- 
miarów praw poddanych rosyjskich* 
jakoteź tego, jak uchronić tych sa* 
mych poddanych od nadużywania 
danych wyrazów. Wszystko to nic 
zostało dotychczas wyrażone w mo- 
cnej, niewzruszonej formie. Wszystko 
to, jak nieostygnięta lawa, nie przy* 
brało jeszcze ostatecznie swej n- 
zyognomli. Wszystko jednak istnieje, 
jedno przy drugiem, I choćby na |>ch 
zór dziwnem się zdawało zestaw* ic- 
nie porządków, nie dających si^ po- 
godzić^ muszą si^ one jednak po- 
godzić 

„Ro^yiprzjznaczonem jest, hyć. mo- 
że, urieczy^^istnić lo „reprezenta- 
cyjiiL" samowładztwo**» które na fa- 
zie wypływa z praw zasadniczych, 
nie znalazłszy dla siebie jeszcze od- 
powiedniej formuły- Twórcjtość Iti- 
dowa do te^o właśnie jest powołana^ 
aby wprowadzać w życie niedające 
s«ę pogodzić na pierwszy rzut oka 
instytucye". 

Cholmskij Narodn^j Listok wyda- 
wany w Seminaryuni Duchownem 
w Ćhefmie, zamieścił w Nrze 21 
następujący artykuł: 
„W raźcie sobie w pami^C 
ludzie r o s y i s c y 1 
Prawa zasadnicze. 

Art. 4, Do Cesarza Rosyjskiego 
należy Zwit^rzchnia WJadza Samo- 
dzierżawna. Być posłusznym Jeąo 
władzy nietylkb z obawy, ale i Jfa 
sumienia sam Bóg nakazuje. 

Art. 22. Panujący Cesarz jako Sa- 
modier^^ca Nieograniczony w ka- 
żdym przeciwnym razie ma wiadzę 
pozbawiać nieposłusznych służących 



85 



KRONIKA 



im praw i postępować z nimi, jako 
z wykraczającymi przeciwko woli 
Monarszej. 

Kodeks karny. 
Art. 99. Winny zamachu na życie, 
zdrowie, wolność lub wogóle/ia nie- 
tykalność Poświęconej Osoby Pa- 
nującego Cesarza, Cesarzowej, lub 
Następcy Tronu, albo na zrzucenie 
Panującego Cesarza z Tronu, lub na 

f)Ozbawienie Go władzy Zwierzchniej, 
ub na ograniczenie praw tejże, ule- 
gnie karze śmierci. 

Za zamach uznaje się tak speł- 
nienie tej ciężkiej zbrodni, jakoteź 
usiłowanie jej popełnienia". 

„Z tego wynika, że wszyscy drżący 
do ograniczenia nieograniczonej Wła- 
dzy Samodierżawnej Cesarza Ro- 
syjskiego i do wprowadzenia w Ro- 
sy! konstytucyi, popełniają zbrodnię, 
przewidzianą w artykule 99 Kodeksu 
karnego". 

Dzienniki rosyjskie stwierdzają co- 
raz to wzrastającą pewność siebie w 
„Związku narodu rosyjskiego". Russk. 
Znamia nietylko nie łagodzi tonu 
swego pod wpływem kar admini- 
stracyjnych, ale przeciwnie, podnosi 
go jeszcze. W jednym z ostatnich 
numerów dziennik zamieszcza fejle- 
ton,wykpiwający kalifa, który ośmie- 
lił sprzeciwić się Związkowi narodu 
rosyjskiego i w końcu usunięty zo- 
stał przez prezydenta, którego „nie 
przestraszycie". Wszystko to obja- 
śnić można tem tylko, że Związek 
czuje się silnym, ochranianym i po- 
pieranym przez mocne dłonie. A i 
w pałacu Taurydzkim rola jego jest 
bardzo niejasna. 

Cenzor w K ijowie, Sidorów, zawia- 
domił gazety miejscowe, aby nie wa- 
żyły się występować przeciwko Du- 
mie, ponieważ trzecia Duma, zda- 
niem prokuratora kijowskiego, jest 
instytucyą państwową. 

Te cztery wiadomości, zestawione 
razem, stają się nader w\mownemi. 
Kamarylla chce reakcyi jak najsil- 
niejszej, a S t o ł y p i n szuka ocale- 
nia w dziwacznej formule „reprezen- 
tacyjnego samowładztwa". Znalazł- 
szy się międzv' młotem a kowadłem, 
okupuje się Związkowi „istiniiych'*, 
czem może (dając im między inne- 
mi na żer sprawę polską), byle nie 
dopuścić do całkowitego odwołania 
konstytucyi. O trzecią Dumę wre ci- 
cha, ale zaciekł^^ walka dwóch wpły- 



I wów: kamarylli, której ramieniem 

I jest Związek i grupy umiarkowanie- 

\ konstytucyjnej, coraz bardziej 
pod tym względem umiarkowanej, 
rezygnującej coraz bardziej z roz- 

' maitych postulatów, byle choć re- 
sztkę utrzymać. 

; Przewidzieć nie trudno, że walka 
ta skończy się zwycięstwem kama- 
rylli, której narzędziem staje się S t o- 
łypin coraz bardziej, jakkolwiek 

' m i m o w o 1 i. 

O wolności osobistej daje pojęcie 

I statystyka uwięzień w jednym mie- 
siącu w jednem mieście. W ciągu li- 
stopada aresztowano w Warszawie 

' 996 osób. Na zesłanie do różnych 
miejscowości cesarstwa, przeważnie 
do gub. wiackiej i tomskiej, skazano 
447 osób na wyjazd zagranicę na 
cały czas trwania stanu wojennego 
11 osób. 

Działalność policyi rosyjskiej, jej 
rozum i metodę mech charaktery- 
zują dwa fakty z ostatnich tygodni: 
W Łodzi był strejk piekarski. 
Już zanosiło się na zgodę. Dnia 20 
listopada 1907 wieczorem odbywało 
się zebranie czeladników i właści- 
cieli piekarń; miało już dojść do 
zgody między nimi po przyjęciu je- 
szcze dwóch punktów, co.do dnia ro- 
boczego i sposobu wymówienia pra- 
cy, w ostatniej chwili jednak dowie- 
działa się o zebraniu policya, która 
przybyła i zaaresztowała 30 delega- 
tów ze strony czeladników, oraz 6 
przedstawicieh' Związku właścicieli 
piekarń. 

Pozorem do aresztowania było, 
że Związek majstrów działał bez za- 
wiadomienia policyi, a więc odby- 
wało się „tajne zebranie", — celem 
zaś było przedłużenie streiku, bo 
niepokoje i rozruchy powiększają 
dochody policyi. 

Naczelnik powiatu telszewskiego 
na x-mudzi, opierając się na cyrku- 
larzu murawiewskim z r. 1863, roz- 
kazał wszystkim właścicielom grun- 
tów przydrożnych powycinać drzewa 
po obu stronach dróg, na szerokości 
pięciu są*ni, w celu łatwiejszej obro- 
ny przed napadami na poczty. 
W Rosyi wszystko na wspak. Na- 

, wet państwowy monopol wódczany 
przyczynia się do szerzenia pijań- 
stwa. W roku 1901 wypito w Rosyi 
4972 milionów wiader wódki, a w 
1906 r. 85'/;, milionów \yader, czyli 



KROKTKA 



86 



te w roku 1906 przepijano w Rosy i 
dziennie na wódce póhora mi* 
liona rubli. W samym Petersburgu 
aresztowano w r. 1906 na ulicach 
przeszło 100.000 pijanych. 

(N-ny). D e t e ga cy a towarzy- 
stwa f a r m a c e a f y c z n e '4 o v; 
Moskw te, która wyjechała do Pelers- 
burga, by starać się o dopuszczenie 
53 iydów- farmaceuto w do słuchania 
wykładów w moskrewskim uniwersy- 
tecie, wróciła z niczem. Minister 
oświaty uznał spełnienie proSby de- 
legacyi za niemożliwe. 

Na'moc>' rozporządzenia admini- 
stracyjnego i władzy sądowej miał 
byC wypuszczony z więzienia Bu- 
tyrskiego w Moskwie niejaki Bo- 
rysów* który leczył się w szpitalu 
więziennym. Administracya więzienia 
^ prze z omyłkę** uwolniła zamiast 
Borysowa innego więźnia, M o- 
r o z o w a, i spostrzegła się dopiero 
wtedy, gdy już było za późno, 

Tambowski gubernator 
Muratów skazał adwokata Sza- 
towa na 500 rubli kary lub trzy- 
miesięczny areszt za mowę, wygło- 
szona w sali sądowej. Sprawa przed- 
stawia się w sposób następującym 
Na jednym z dworców kolej jwych 
przytrzymano młodzieńca, przy któ- 
rym znaleziono trzy rewo! we rj'- Po- 
licy a kijem i pi^^cią wydobyła zeń 
wyznante, że miał on zamiar zabić 
jednego z okoliczny cłi obywateli. 
Przed sędzią śledczym młody czło- 
wiek odwołał swe zeznania, mówiąc, 
że je poczynił w celu uniknięcia 
dalszych pięściowych argumentów 
policyi. To samo powtórzył pr^ed 
sądem. Obro fi ca dotknął w mowie 
tycłi nienormalnych warunków, przy 
których obwiniony ucieka się do 
fałszywego samooskarżenia. Guber- 
nator dopatrzył się w mowie adwo- 
kata „krytyki działalności 
państwowej" i w myśl rozpo- 
rządzeń wyjątkowych skazał go rta 
wymienioną karę. 

*,Symferopolski komitet 
ochrony narodowej" w^ biały 
dzień rozrzuca po mieście „odezwy" 
do »,ludzi rosyjski cłi", by się zao- 
patrywali w broń, która może się 
przydać na „żidow i źidowstwujusz- 
czych". Odezwa głosi co następuje: 
„Wobec zbliżających się w^y borów 
do Dumy źydy puścili pogłoskę, źe 
będą zabijali wyborców z prawicy. 



Na to komitet może odpowiedriec, 
I że za kazdejio zabiteiio z prawic\* 
I żydy i ich adherenci nie doliczą się 
wielu ze swoich. Komitet nie żar- 
tuje", Odezwa koficzy się słowani": 
„Czas z orężem w ręku wypędzi: 
ws?:ystkłch łotrów i yydóW*. 

Osławiony generał B o g d a n fi- 
w i c z zajęty jest i^becnie pisaniem 
historvi panowania cara Aleksan* 
dra Ul Na to nowe wyd3vvf!t4:two 
otrzymał generał bard/o pok^lną 
kwotę. 

I*rześiHffoiVf§iiie w %tilmf^t 
ruHitJHklnin 

Konstyłycya,c^y nje konst} tuLsa.— 
nam chodzi o nas^t- prawa narodo- 
we w pierwszej lintj; a potem do- 
piero o formę rządu, D! itc^o odtąil 
oddzielnie poda waC będziemy wia- 
domości char.:vktervstyc/ne dla roz- 
woju „konstytucyi" w Rosyi» a od- 
dzielnie główne i najbardziej 
z n a m i e n ne objawy prześladowa- 
nia^ na jakie narażeni jesteśmy ^ 
Rosy i. 

'Zamknięciem szkół „Macie- 
rzy", st w ierdjEO no, z^ nawet pry- 
watna polska szkoła jest 
w R o s y I niepewną. 

Od chwrii nałożeń i a» 1. 1. od czefwca 
1906 r powstało 781 kół „Macłerzy*. 

S>tkół. dozwolonych przez wł^dxe 
i posiadających zaiwierJ/nn^ch na- 
uczycieli, było 14 1 » nie/ J 
szkół, zatwierdzonych nj d 
trzecich, a utrzymywanych lub po- 
cieranych przez Towarzystwo P. M^ 
S,. zgodnie z ustawą „\lacferzy'. 

W liczbie wyżej wymienionych Ul 
uczelni znajdują się szkoły średnie, 
założone przez Koła miejscawe Uf 
Pułtusku ( Łęczycy. 

Wiele Kół ujawniło dą żerne U o za- 
kładania domów ludow^cłi^ a' cdti 
pomieszczenia, oprócz błura Koła, 
czytelni, sali zebrań, f" ^ ' n- 

tualnie sklepów śpoji'.\ a* 

jęC itp. Dorny takie P' in 

miejscowościach. K 
ckie subwencyonowa^j . > 
mnazyum płockie, z liczt 
niów; Koło siedleckie — ■-. ,. ., . -< 
laską w Siedlcach, liczącą 32l» u-ż- 
móWt Koło wieluńskie i Koło sie- 
^radiikie szkołę 4-klasową w Sit^ 
radzu. 



87 



KRONIKA 



Założono 317 ochronek, 505 biblio- 
tek i czytelń, zorganizowano znacz- 
ną liczbą kursów dla analfabetów, 
odbyto cały szereg odczytów i po- 
gadanek z różnych dziedzin wiedzy. 

W Warszawie powstało specyalne 
Koło Uniwersytetu Ludowego, roz- 
wijające nader żywą działalność, inne 
znowu Koła na prowincyi: w Pło- 
cku, Łodzi, Lublinie, Nałęczowie, 
Ostrołęce, Kaczynach, Będzinie, So- 
snowcu, Sierpcu, Grodzisku, Kufle- 
wie, Pruszkowie i Opocznie, jako 
jeden z działów swej pracy podjęły 
szereir systematycznych wykładów 
p. n. Uniwersytetów ludowych. Poza 
tern utworzyło się w Warszawie je- 
szcze jedno Koło ze specyalnym za- 
kresem działania, a mianowicie Koło 
zapomóg na wpisy szkolne, które 
w styczniu br. przekształciło się w 
osobne „Towarzystwo wpisów szkol- 
nych". 

Nadto przy wydziale Oświaty Lu- 
dowej utworzone zostało pierwsze 
w Królestwie Polskiem zasobniejsze 
Muzeum szkolne, w którem ofiar- 
nością publiczną i drogą kupna ze- 
brano wcale już pokaźną kolekcyę 
przedmiotów szkolnych, naukowych, 
książek, przeźroczy itd. 

We wszystkich instytucyach „Ma- 
cierzy", Które w okresie sprawo- 
zdawczym nadesłały wył<azy, pobie- 
rało naukę 63. 00 osób, korzystało 
z ochronek 14.401 dzieci, a z czy- 
telń i bibliotek 400.544 osób. Koła 
liczyły na ogół 116.341 członków. 

Gdyby w Kongresówce nie by o 
ani nawet prywatnych szkół pol- 
skich — nie byłoby też dla 
nas różnicy pomiędzy za- 
borem pruskim a rosyjskim. 

Zakładanie stowarzyszeń 
jest tak utrudnione, że równa się to 
zniesieniu prawa o stowarzyszaniu. 

Odmówiono legalizacyi wszystkim 
stowarzyszeniom i związkom, któ- 
rych projekta ustaw przedstawione 
zostały na ostatniem posiedzeniu 
warszaws'<iego gubernialnego urzędu 
do spraw towarzystw; część proje- 
któw odrzucono zasadniczo, wię- 
kszość zaś nie uzyskała zatwierdze- 
nia z przyczyn „formalnych". O te 
zawsze łatwo! 

Horrendum stanowi fakt, że 
ani nawet polski zjazd prawni- 
ków nie może się odbyć w Warsza- 
wie. W warszawskiej Gazecie Sądowej 



czytamy: „Komisya, wydelegowana 
pr7,ez ostatni zjazd prawników i eko- 
nomistów w Krakowie do urządze- 
nia zjazdu w Warszawie w r. 1908, 
upoważnia nas do poinformowania 
ogółu prawników i ekonomistów, że 
z przyczyn od niej niezależnych zjazd 
w Warszawie odbyć się nie może^ 

W Wilnie kurator okręgu nauko- 
wego zgodził się na wprowadzenie 
nauki języka polskiego do szkół 
miejskich, jako przedmiotu obo- 
wiązkowego dla uczniów polskich, 
ale pod warunkiem, że rodzice sa- 
mi poniosą koszta. Są to ludzie u- 
bodzy (zamożni nie posyłają dzieci 
do szkół miejskich), mogący ledwie 
opłacić wpisowe, podwyższone w r. 
1906 do czterech rubli; wydatek zaś 
na naukę języka polskiego wynosił- 
by osobno 5-— 10 rubli rocznie na je- 
dnego ucznia. Zwrócono się więc do 
Rady miejskiej z prośbą, żeby po- 
kryto koszta z funduszów mie>skich 
i Rada Miasta Wilna zgodziła się 
na to. 

Gubernator wileński zaprotesto- 
wał przeciwko uchwale rady miej- 
skiej, a urząd gubernialny do spraw 
miejskich zaopiniował, że uchwała 
Rady miejskiej ma na względzie ko- 
rzyść nie całej ludności miejskiej, 
lecz jednej jej grupy plemiennej. 

Jeden tylko prezydent miasta do- 
wodził, że najuboższą część ludno- 
ści chrześcijańskiej Wilna tworzą 
mieszczanie, katolicy Polacy, i że za- 
spokojenie ich potrzeb wchodzi w za- 
kres obowiązków samorządu miej- 
skiego. Nauka języka rodzinnego, 
obok nauki przedmiotów ogólnych, 
wpływa na podniesienie poziomu mo- 
ralnego i umysłowego, to wszystko 
zaś, co wpłynąć może na podniesie- 
nie poziomu moralnego, cnoćby czę- 
ści ludności, powinno być przedmio- 
tem zabiegów i obowiązkiem samo- 
rządu miejskiego. 

Generał-gubernator wileński, ko- 
wieński i grodzieński zaaprobował 
pogląd wileńskiego gubernialnego 
urzędu do spraw miejskich, minister 
spraw wewnętrznych podzielił po- 
gląd generał-gubernatora, a rada mi- 
nistrów podzieliła pogląd ministra 
spraw wewnętrznych. 

O d e s k i naczelnik miasta zawia- 
domił Zarząd „Ogniska", że pozwo- 
lenie na lekcye i odczyty na tematy 
treści naukowej i estetycznej udzie- 




KROMTKA 



88 



łonem być mote pod warunkiem, 
aby takowe odbywały si^ w jazy ku 
ogólno-państwow-ym, czyli po rosyj- 
sku. Nie wolno więc mieC odczytów 
po polsku. 

Prześladowanie religi j- 
n e dołącza się do prześladowann 
szkół i języka. Po wygnaniu ks. bi- 
skupa Roppa z Wilna grozi się te- 
raz wywiezień i ein w głąb Rosy i pra- 
łatom kapituły, za to, że uznają admi- 
nistratorem dyecezyi wyznaczonego 
do tego przez samego biskupa (jak 
każe prawo kanoniczne) ks. Frąc- 
kiewicza. Władi^e admini:>tracyj- 
ne kazały kapitule wybrać innego 
administratora, wymieniając zarazem 
imiennie tycłi prałatów, którycb wy- 
brać n i e w o \ n o. 

Oblegają już pogtoski o zamierzo- 
nem skasowaniu dyecezyi wilefiskiej. 

Warszawski] Dniewnik donosi, że 
ministeryum spraw wewnętrznych 
uznało za nieodpowiednie, żeby za- 
graniczni misy ona rze katoliccy od- 
wiedzali gubernię lubelską i siedle- 
cką^ polecono przeto rosyjskim przed- 
staw ic i e J stw o rn d y p I o m a ty cz ri y m z a 
granicą, aby przy wizowaniu paszpor- 
tów uprzedzali misyonarzów o po- 
wyższym zakazie. Skutkiem toga 
generat-gubernator warszawski pofe- 
cił właściwym guberna lorom, aby 
nie pozwalali na pobyt rzeczonych 
misyonarzów w gub. lubelskiej i sie- 
dleckiej. 

Znaczy to> że nie wolno przeby- 
wać na Rusi chełmskiej, która jest 
katolicką i to rzymsko - katolicką, 
księżom katolickim. Księża katoliccy 
potrzebują w państwie rosyjskiem 
paszportu nawet na wyjazd do są- 
siedniej parafii, i łych nie puszczało 
się nigdy w Chełmskie. Duszpaster- 
stwem zajmowali się tam przeto 
księża t. z w. „krakowscy". Teraz 
kazuje się tych ścigać na nowo. Po- 
zbawienie katolickiej ludności wszel- 
kiej opieki duchownej ma stać się 
na nowo Środkiem przymusu, żchy 
przyjęli prawosławie. 

A dziunniki czarnosotienne i za 
nimi Nar. Listy rozpisują się o gwał- 
towna propagandzie... katolickiej na 
Rusi Chełmskie], podczas gdy lam 
jest propaganda tylko prawosławna, 
a ludność była, jest i będzie kato 
licką. 

Profesor warszawski h' i 1 e w i c /, 
znany „kazionnyj sławianofil", pro- 



' ponuje całkiem poważnie w Now. 
Wremieniii, żeby społeczeństwo ro- 

I syjskie informowało się o sianie 
spraw „na kresach państwowych" 

i od... duchów- nych prawosławnych 

I i urzędników^ rosyjskich, a więc od 

! osób. mających pieniężny inte- 
res w tein, żeby nie dopuścić do 
naprawy stosunków polska - rosy j- 
skicłi. 

Typem prawosławnego duchow- 
nego jest ów pop w Miorach na Li- 
twie, który wzniósł duży krzyż pra- 
wosławny na cmentarzu o ćwierć 
arszyna od grobu rodziny Konoplań* 
skich, iehy zasłonić krzyż łacifiski, 
ustawiony na ich mogile. 

Informacye od popów i czynowni- 
ków zbiera rząd rosyjski już od lat 

j kilkudziesięciu i doszła przy lem 
Rosya do dwóch rezultatów: źe 
1) państwu rosyjskiemu dzieje się 

I coraz gorzej, 

. ,. 2) ale coraz lepiej popom i czy- 
nownikom. 

Co do popów, jedna poprawka. 
Dzieje im się bardzo dobrze w pro- 
wincyach katolickich; w pra- 
wosławnych ziemiach stanowią pod- 
rzędną i wzgardzoną warstwę spo- 
łeczną, li^kceważoną do najwyższego 
stopnia przez ladajakiego czynów- 
nika. 

(bk.) ri^zeńladowunie w ma- 
hovx*' prus k im . 

Kiedy 28-go listopada posłowie 
słowiańscy urządzili w wiedeńskim 
parlamencie manifestacyę pjolono- 
filską, zad.-moistrowali przeciw n^ej 
Rusini (Ukraificy), motywując lo 
„uciskit^m" Rusinów w Galicyi. Dzien- 
niki ruskie rozpisały się potem ob- 
szerniej na len temat, twierdząc, źe 
Polakom pod pruskim zaborem nie 
dzieje się nic gorszego, jak Rusi- 
nom w Galicy i, a posunięto się na- 
wet do frazesu (mówiąc grzecznie), 
że może teraz opamiętają się Po- 
lacy gdy na własnej skórze doświad- 
czą tego samego, czego się sami do- 
puszczają względem Rusinów. 

Skoro więc ucisk tu i lain jest 
„jednaki", a zatem, żeby niepofsc>' 
czytelnicy Świata Słowiańskie^ 
mieli przykład, jak ruskie pisma po- 
trafią rozumować, dajemy tym ra- 
zem rubrykę mniejszą utnyślnie 
w obszernie|szym nieco zarysie, 



89 



KRONIKA 



WBukowcu, W powiecie wschow- 
skim, robotnik Trawie ki podał 
w zeszłym roku wniosek do komi- 
sarza obwodowego o pozwolenie po- 
budowania domu mieszkalnego na 
parceli, którą dostał z żoną. Zanim 
pozwolenie to otrzymał, zapytał sią 
komisarza, czy może zwozić mate- 
ryał budowlany, na co komisarz sią 
zgodził, jak i na wywiercenie studni 
na placu budowli. Gdy więc przy- 
szło pozwolenie, Trawicki już był 
zwiózł cegły 22 tysiące po 24 mk., 
oraz drzewa za 330 mk., wapno by- 
ło ugaszone, piasek przyszykowany 
i trzeba było tylko zacząć budowlą. 
Gdy wtem zjawił sią woźny komi- 
sarza i zastawszy tylko żoną Tra- 
wickiego, zażądał od niej, aby mu 
wydała z powrotem pozwolenie na 
budową. Trawicka nie spodziewając 
sią niczego złego, pozwolenie wy- 
dała. 

Tymczasem po kilku tygodniach 
nadeszło z rejenc}i rozporządzenie, 
zakazujące budowy domu na mocy 
osławionego § 13b ustawy osadni- 
czej. Trawicki pisał i prosił, gdzie 
tylko wiedzał, lecz na próżno, a tym- 
czasem nagromadzony materyał bu- 
dowlany sią niszczy, drzewo gnije. 
Nie wiedząc sobie rady, Trawicki 
zamierza zarr.ierza wyjechać za za- 
robkiem do Ameryki. 

Ogrodnik p. Jan Zgaiński w Kru- 
szewie miał swego czasu pomocnika 
Ciesielczyka, któremu z powodu zdol- 
ności radził pójść do szkoły ogro- 
dniczej w Koźminie. Ciesielczyk je- 
dnakże nie został przyjęty — dla 
czego, wyjaśnia w liście, z którego 
podajemy, co następuje: 

„Starałem sią mocno o przyjęcie, 
posłałem wszystkie świadectwa, któ- 
re miałem, nawet szkolne, od do- 
ktora, metrykę i świadectwo ubó- 
stwa. Wszystko było bardzo dobre, 
tylko chodziło jeszcze o jedne rzecz. 
Przysłali mi w koficu zapytanie, czy 
mam młodsze jeszcze od siebie ro- 
dzeństwo, czy ono chodzi do szkoły 
elementarnej i czy strejkuje w nie- 
mieckiej nauce religii. Odpisałem 
zaraz, że mam młodsze rodzeństwo 
i ze strejkuje w szkole. Wtedy mi 
odpisano, że takich kandydatów nie 
przyjmują" ! 

W listopadzie przeszłego roku od- 
czytali księża z powiatu kępiń- 
skiego odezwę, wzywającą do na- 



uczania dziatwy polskiej religii św. 
w języku ojczystym i do pielęgno- 
wania pozdrowienia chrześcijańskie- 
go „Niech będzie pochwalony 
Jezus Chrystus". Za tę zbrodnię 
skazała ich izba karna w Ostro- 
w i e na wniosek prokuratora na 200 
marek lub 20 dni więzienia. Skazani 
wnieśli rewizyę do Lipska, a sąd 
rzeszy rewizyę przyjął, przekazując 
sprawę napowrót ostrowskiej izbie 
karnej. Stawać więc będą ponownie 
przed kratkami 26 listopada r. b. : ks. 
ks. proboszczowie J o n a s z Mysło- 
wic, Hundt z Donaborowa, kle- 
mentowski z Baranowa, Suchar- 
ski z Słupi, a 3 grudnia ks. pro- 
boszcz Kozierowski z Siemia- 
nic i ks. proboszcz Nowacki 
z Kępna. 

W Starogardzie w Prusiech 
Królewskich zasądzono 8 księży z de- 
kanatów lidzbarskiego igó- 
rzeńskiego, oskarżonych o po- 
pieranie strejku szkolnego, każdego 
na 600 mk. kary. 

Do redakcyi Dziennika Śląskiego 
przysłał pewien abonent karteczkę, 
zapisaną niemieckiemi literami. Pi- 
sało ją dziecko, kochające bardzo 
matkę, przed pierwszą spowiedzią 
ŚW. Posłuszne napomnieniom kate- 
chety, chciało dziecko przeprosić 
matk^, którą obraziło. Biedne dzie- 
cko, ponieważ szkoła uczy je tylko 
po niemiecku, pisało jak umiało. 
Ale w tej chwili, kiedy dusza jegę 
przemówiła do matki, nie pisało po 
niemiecku, chociaż szkoła nie uczy 
ani pacierza polskiego. Pisało po pol- 
sku. Oto nieudolne, a jednak wzru- 
szające słowa jego prośby do matki: 

Kodiano matko profan xdos dla Bo- 
ga fchmintego i neifcho^inzc Pani ma- 
rle i ofikich kha)intich zo jo xxias So- 
wami mifchlami i Uzinkami obrafchua 
profan xx>os odpufchsfche mi. 

Ażeby księża polscy nie mogli po- 
słować do parlamentu, rozporządził 
prusKi dygnitarz od katolickiej litur- 
gii, X. kardynał wrocławski Kopp, 
że księżom jego dyecezyi nie wolno 
wydalać się z parafii bez jego po- 
zwolenia dłużej nad dwa dni. 

Urząd biskupi niechętnie patrzał 
na posłowanie księży: Skowroń- 
skiego, Brandysa i Jankow- 
ski e g o z Górnego Śląska, dlatego, 
że zasiadają w Kole polskiem. Ani 



KRONIKA 



90 



jednemu nie dano zastępcy w pa- 
rafii. Tylko dorywczo mogli wiąc po- 
słowie ci bawić w Berlinie, o ile są- 
siedni ksiądz ich zastąpił. Dzięki 
dobrej komunikacyi, w niedzielę i 
święta księża posłowie zwykle byli 
w parafii. Obecnie zastępowania 
przez sąsiadów biskupi urząd za- 
kazał, wikarego nie dał, duchow- 
nym z poza dyecezyi, ani z cieszyń- 
skiej części dyecezyi wrocławskiej 
zastępywać nie pozwolił — a w końcu 
zakazał wyjeżdżać .. ze względu na 
„służbę bożą" w parafii. 

Ksiądz Skowroński wobec te- 
go złożył mandat, zaznaczywszy w 
odezwie do wyborców, że „wszelkie 
staranne zabiegi", żeby mógł mieć 
zastępcę (chętnych księży me bra- 
kowało), „doprowadziły tylko do 
smutnych i przygnębiających do- 
świadczeń". 

Niemieckim księżom, posłu- 
jącym z dyecezyi wrocławskiej, robił 
zawsze pruski kardynał wszelkie u- 
łatwienia i nie miewał nigdy obaw 
o rSłużbę bożą", on, który nie chrze 
ścijąńskiemu zaiste Bogu służy. 

Ko misya kolonizacyjna 
wykupiła w północnej części pow. 
bydgoskiego liczne posiadłości na- 
okół Koronowa i tworzy tym spo- 
sobem pierścień, opasujący miaste- 
czko. Kolonizacyę już rozpoczęto, 
w przeciągu lat dwudziestu wybudo- 
wano przeważnie z pomocą „Gustaw- 
adolfferajnu" około tuzina kościo- 
łów protestanckich. Jest to nowym 
dowodem na to, że rządowi nie za- 
leży jedynie na niemczeniu, ale także 
i to w pierwszym rzędzie, na lutrze- 
niu naszych dzielnic. 

Przechrzczono zno\iu w Ks. 
Poznańskiem cały szereg miejsco- 
wości, a mianowicie obwód domi- 
nialny Aniołka w powiecie kępi- 
ńskim na Engelheim; Szkarado- 
wojW pow. rawickim na Deutsch- 
wehr; Godziątawy w powiecie 
ostrzeszowskim na Gliickshof ; Ską- 
pe w pow. wrzesińskim na Ebenin- 
gen ; folwark H i j a c e n t o w o, na- 
leżący pod względem komunalnym 
do domeny S:nc^orz)Bwa w pow. go- 
styńskim, na Ficntenhof i wreszcie 
folwark Maryanowo w powiecie 
wrzesińskim na Klein-Eben. 

Oto garść faktów z kilku ostatnich 
tygodni. 

Ale to rządowi pruskiemu nie wy- 



starcza, wniesiono więc projekty u- 
staw o wywłaszczeniu Polaków, o 
zakazie zupełnym odbywania zgro- 
madzeń Ł obradami w języku pol- 
skim, — ale t tego jeszcze mało. 
Kiiryer Poznański dowiaduje stę z 
poważnej strony niemieckie], że no- 
wy projekt ustawy prasowej ma za* 
wierać przepisy wyjątkowe przeciw 
Polakom, a mianowłcie obowiązek 
podawania tekstu także w języku 
niemieckim, oraz przedkładania tek- 
stu specyalnej cenzurze. 

Frankfurter Zeitung podaje roz- 
mottę, w której jeden NJemiec wy- 
raził wątpi iwo.^ć, czy rządowi uda 
się złamać Polaków: „Natenczas 
powinno się ich (Polaków) w y- 
bijać iak psów" — odparł drugi. 

A teraz weź, czylelniku, do rąk 
ruską gazetę, a znajdziesz tam czarno 
na biatcm, że iusini doznają zupeł- 
nie takiego samego ucisku. Porów- 
naj też, co pisze prof. H ruszę w- 
ski, gtowa galicyjskich Ru- 
sinów (zob. osobny artykuł niniej- 
szego zeszytu). 

Jak si<? postępuje z polską dzia- 
twą w pruskiej szkole, przytoczmy 
jeden tylko wypadek, laki, w którym 
nauczyciel przyznał się: 

Nauczyciel Eberhord z HtJty 
przyznał się przed gnioinieńską Izbą 
karną, że w ciągu najwyżej kwa- 
dransa, jak 10 prokurator stwierdził* 
wymierzył 11 Jctniemu, słabowitemu 
dziewci^ęciu 18 razów trzcinką jak 
palec grubą przez plecy oraz 8 ra- 
zów przez ręce, skutkiem czego dzie- 
WLj^ę miało według Świadectw lekar- 
skich 17 pręg krwią zaszł>'cłi rra 
plecach i krwią na biegłe] plamy na 
rękach. Prokurator wniósł o 10 ma- 
rek kary, wyraźnie dziesięć ma- 
rek kary. do czego się sąd przylą- 

"Paweł Karkut, o którym pisali- 
śmy na tern miejscu w zeszycie li- 
stopadowym, odsiedział w wiązieniu 
szeSC mies.ęcy (najwyższy wymiar 
kary za odmówienie świadectwa w 
sądzie), ^'y puszczono go o 12 godzin 
wcześniej, żeby nie dopuścić owa- 
cyjnego powitania u bramy wiązien- 
ntfj. , 

C?^teroletniego Władzia Stabro* 
w sk i e ^0. bawiącego przez dłuższy 
cza,s u swej rodziny w Chociczy 
pod Slacłicinem, wydaliła policya 
pov^'iaiu średzkiego z granic państwa 



91 



KRONIKA 



pruskiego, aby się snąć nie stał \ 
„niebezpiecznym". 

W Kartuzach pod Gdańskiem, { 
Niemcy wymyślili zaiste ciekawy śro- 
dek przymuszania Kaszubów do wy- 
słuchania niemieckiego kazania. Z 
rh\vi'2|, gdy po mszy św. ksiądz wsta- , 
pi na ambonę, zamyka sią kościół. 

Podobny w\padek zdarzył się w 
Prusiech Królewskich w Choin i ach 
gJzie nówet i podczas świąt Wielka- 
nocnych i Bożego Narodzenia od- 
bywa się tylko nabożeństwo niemie- 
ckie. 

Czeska kronika. 

Akademia Czeska odbyła dnia 
I-go grudnia 1907 r. uroczyste po- i 
siedzenie doroczne. W zagajeniu za- 
znaczył marszałek krajowy ks. Lob- 
kovic założenie z inicyatywy Aka- 
demii nowej a nader ważnej insty- 
tucyi: „Ustav N arodo-hospo- 
d a f s k J" — na który inżynier O- * 
swald Zivotsky zapisał 40.000 
kor. W skład „Ustavu" wchodzą, ja- ; 
ko zwyczajni członkowie, fabrykan- 
ci, kupcy, technicy, inżynierowie, 
handlowcy i finansiści przeważ- 
nie,— a obok nich profesorowie 
uniwersytetu, politechniki i różnych 
szkół technicznych. i 

Poeta Juliusz Zeyer złożył , 
Akademii cały swój majątek i wszy- 
stkie prawa autorskie, co razem wy- 
nosi przeszło 85.000 kor. 

Generalny sekretarz prof. dr. Ray- 
m a n, odczytał kronikę żałobną o- 
statniego roku, poczem wymienił no- 
wych członków. — Z Polaków: Dr. 
Maryan Sokołowski, prof. 
historyi sztuki Uniw. Jagiell. 

Nagród literackich udzielono 9, 
muzycznych 4, za rzeźby i obrazy 3, 
subwencyj i stypendyów rozdzielo- 
no 49. 

Majątek Akademii wynosił z koń- ' 
cem października 1907 r. 1,000.521 
kor., a dochody ostatniego roku admi- 
stracyjnego 106.400 kor. 

(fng.) „Slezan** towarzystwo Ślą- 
zaków i przyjaciół Śląska w Pradze, 
istnieje już dwa lata i wydało swe 
pierwsze sprawozdanie za czas dwu- 
letni. Celem jego jest szerzyć zna- 
joiność tej dzielnicy wśród rodaków ; 
z Korony. Nadto w zakres działa- 
nia towarzystwa wchodzi zakładanie 
książnic i czytelni po Śląsku i utrzy- i 



mywanie stypendyum śląskiego Po- 
czet książnic przez „S I e z a n a" za- 
łożonych wynosi 11 z 895 książ- 
kami i 3 czytelnie dla młodzieży. 
Towarzystwo to w r. 1906 zorgani- 
zowało wielką wycieczkę rolników 
śląskich do Pragi na wystawę go- 
spodarczą, a uczestnicy korzystali 
z podróży bezpłatnej. Dochody „Sle- 
zana" do października 1907 wynio- 
sły 2328 kor, w czem mieści się pię- 
kny zasiłek stolicy czeskiej 500 kor. 

(mg.) Czeski język w wojsku. 
Opavskf Tydennik{Nr, 100) opowiada, 
że żołnierze 54 pułku, wróciwszy ze 
służby w Bośnii na pograniczu tu- 
reckiem, przynieśli odznaczenia woj- 
skowe za celne strzały... w języku 
czeskim, bez przydatku ani jednego 
słowa niemieckiego, ortograficznie 
i ozdobnie wypisane. — Niedawno 
jeszcze „z de" lub „jestem" na 
zebraniach kontrolnych uchodziło za 
przewinienie. Czesi w wojsku na- 
prawdę już znaczą wiele, już mają 
„czeskich" żołnierzy i oficerów. A 
u nas.... 

Cesk^ o8vćtovy svaz. (Czeski 
związek oświatowy). Już 
w latach pięćdziesiątych zwrócił 
uwagę Kareł Havlićek, dotąd 
nieprześcigniony publicysta czeski, 
na to, że mały naród, który dąży do 
zachowania swego bytu, musi naj- 
większą uwagę zwracać na wykształ- 
cenie wszystkich swych warstw, na 
podnoszenie poziomu oświaty. Po- 
głębianie i rozszerzanie po\\szechne- 
ęo wykształcenia jest dla małego na- 
rodu niezmiernie ważne, albowiem 
tylko w ten sposób można pracować 
dla wzmożenia sił narodowych, 
a przez to i dla zabezpieczenia bytu 
narodowego. Tylko intensywnemu 
staraniu o powszechną oświatę ludu 
zawdzięczamy my, Czesi, żeśmy nie 
utonęli w germanizacyjnych dąże- 
niach, popieranych z Wiednia na po- 
czątku przeszłego stulecia i dlatego 
także teraz w kontynuowaniu pracy 
oświatowej najznakomitsi z naszych 
mężów, bez względu na różnice po- 
lit>'czne, starają się o to, aby w du- 
chu Haviićka cały naród mądrze 
i celowo był zorganizowany w tej 
głównej pracy kulturalnej, aby odo- 
sobnione, na niebezpieczeństwo ger- 
manizacyi narażone części narodo- 
wego ciała przejęły się również szcze- 
rze duchem czeskim. Wielcy nasi bu- 



KRONIKA 



92 



dziciele narodowego życia : A m e r- 
ling, Skoda, Kodym, głosili 
hasło: „Przez oświatę do wolności'\ 
które jest istotą życiodajnej pracy 
wszystkich naszych pracownikó\v- 
Fr. Palack]^ mówi w swym poli 
tycznym testamencie: Jud czeski tyl- 
ko przez to może zabezpieczyć swoją 
przyszłość, jeżeli duchem i oświatą 
zwycięży". 

Temto wskazaniem kierując s\ą, 
starały się liczne nader jednostki i li- 
czne organizacye o popularyzowanie 
wiedzy. Już w latach sześćdziesiątych 
poczęła w tym duchu działać „Ume- 
leckd Beseda" (Towarzystwo ar 
tystyczne). Przyłączyły się do niej ry- 
chło przedsięwzięcia o podobnej ten- 
dencyi. W latach ośmdziesiątych zor- 
ganizowana „ J e d n o t a I i d o v l^ 
osv$ty" (Stowarzyszenie oświaty 
ludowej) urządzała już systematy- 
czne wykłady z nauk ścisłych dki 
szerokich mas ludowych. Robotnicy 
zał02yli„RobotnicząAkademię"(D Si- 
ni cka Akademie), a wszystkie 
miastai miasteczka pospieszały urzą- 
dzić publiczne biblioteki i czytelnie. 
Za przykład niech służy fakt, że na 
pograniczu narodowem w samych pól ■ 
nocnych Czechach, we Dvofe Kra- 
I o ve (Królowodwór nad Łabą) w r. 
1881 zorganizowano związek litera- 
cki i czytelniczy: „SI a voj'**), który 
urządzał systematyczne wykłady ze 
wszystkich dziedzin wiedzy i założył 
bibliotekę, która w pierwszym roku 
swego istnienia miała 5000 tomów 
doskonałych książek i grono 800 czy- 
telników! Tak lub podobnie bylu 
w innych miastach Założono w Pra- 
dze związek „S t a I c u" (stałych od- 
biorców), zaopatrujący prowincyti 
w doborową czeską lekturę; kuliru 
nacyjnym zaś punktem tych oświ.i- 
towych dążności są czeskie wykłady 
powszechne uniwersyteckie, bardzo 
liczne kursy naukowe i tak zwana 
„3 t f e d o ś k o I s k a e X t e n s e" (wy- 
kłady, zorganizowane na prowincy{^, 
o poziomie szkoły średniej). 

Ostatnie dziesięciolecie jest świad- 
kicm wsz^^cbstronności usiłowafł. 
zmierzających c!o wykształcenia ludu. 
Aby tę systematyczną dzia- 

') Według Kotta: S!ovnik cesky — toni "> 
(1890) jestto imię władne, znajdujące się w kró^ 
lodworskim rękop. i u hr. Palackiego; etymolog id 
mnie nieznana, chyba: sIavovoj ( wojownik] 
sławy), przyp. tłóm. 



łalncśĆ zorganizować i kie* 
rować z jednego środka, wy- 
szedł z łona piNarodniho vyboru'* 
(Wydział Rady Narodowej^delegacyi 
wszystkich stronnictw) impuls, ażeby 
założyć „O s v e t o v y S v a z ' (zwią- 
zek oświatowy). Było to w roku 1904 
Pierwotnie myślano o lem, żeby był 
niejako odroślą N a r o d n i h o y y* 
boru. ale wnet okazai*o się, że jest 
rzeczą nieodzowną wytworzyć samo- 
dzielną instytucyę, któraby stanowiła 
najwyższy szczebel działahiości o- 
światowej, któraby śledziła jej roz- 
wój, wprowadzała w niej porządek, 
Jiid i systematyczność i była ośrod- 
kiem dla wszelkiej pracy oświatowej 
wśród ludu. 

Siedziba „Svazu" znajduje się 
w Pradze, a we wszystkich celniej* 
szych miastach są miejsca we oddziały. 

O s V' e t o V y S v a z p racuj e w trz ech 
kierunkach. Ma oddział wykładowy, 
który się opiekuje organizowaniem 
sy^i^tematycznych wykładów ludo* 
wych, oddział biblioteczny, zakłada- 
jący wzorowe biblioteki i czytelnie po 
miastach czeskich i oddział ar y sty- 
czny, którego zadaniem jest podao- 
sit! smak artystyczny wśród ogółu re- 
gularnymi wykładami, wystawami 
I koncertami ludowymi. 

Na czele stoi profesor uni wersy- 
tetu, slawista dr. J, L. P a st r n e k. 

Sam S V a z nie posiada żadnego 
politycznego zabarwienia, na jeąc pro- 
^u ustaje agi tacy a partyjna. Tworzy 
on wspólne pole dla pozytywnej pracy 
duchowej wszystkich rzetelnych pri- 
cowników narodowych. 

Ten Svaz ma szczytne zadanie, 
TKi wiązuje do doby narodowego od- 
rodzenia czeskiego, prowadzi „niepo- 
lilycisną politykc'% którą tak usilnie 
zaleca! W a v 1 i C e k. 

„Tylko wewnętrzna siła narodu la* 
bezpfecza jego potęgą i bvt jego. To 
jest wyiyczr^ą czesk>ego Svazu 0- 
ś w i a t o u o g o . JjL aijgner 

(mgj Szkoła ludowa w Czechach 
w r. 1906. Okręjiów szkolnych c^t- 
skŁch było 62, niemieckich B2. S/Kih 
ludowych publicznych liczba o^oln.i 
była ŚA20 z I7J98 klasami, cze^k.N 
,1147, niemieckich 2.273. Siosunc^ 
ludncści czeskiej a niemieckiej 
w Cz uch ach wyraża ^lę liczb-iirii 
62*68 : 37'26, a stosunek tenże^m 
w szkolnictwie układa się jak 5&'06: 
414. Szkół wydziałowych było og6- 



4 




03 



KRONIKA 



łem 330' męskich i 237 żeńskich 
(klas 2.067), z tego czeskich 
342, niemieckich 225. Uczęszczało 
do szkół publicznych dzieci 1,082.318, 
z tego do czeskich 683.561, do nie- 
mieckich 418.673. Nauczycieli ludo- 
wych było 17.469, wydziałowych 
2.820, nauczycielek w szkołach prze- 
mysłowych 3.396, nauczycieli w szko- 
łach prywatnych 894. 

(mg.) Biskupem czesko-bu- 
dzejowickim został Józef 
H u 1 k a, ur. 1851 r. Od r. 1893 był 
kanclerzem biskupinj do r. 1904. Po 
śmierci biskupa N. R i h y (7. lutego 
1907) wybrany wikarym kapitulnym, 
obecnie^ zasiadł na stolicy jako na- 
stępca Rihy. Pochodzi ze stanu wło- 
ściańskiego. 

(mg), Patryotyzm czeski zajaśniał 
pięknym kwiatem w zapisach po- 
śmiertnych obywatela karlińskiego, 
Fr. B e r a n a. Zmarły pochodził 
z warstwy średniej, pracował w bro- 
warach galicyjskich długie lata, nim 
zdołał własny browar w Czechach 
założyć. Za życia już stworzył pię- 
kne fundacye dobroczynne, a osta- 
tnią wolą zapisał 16.000 kor. dla Ma- 
cierzy szkolnej, 10.000 kor dla ubo- 
gich w Karlinie, mniejsze zaś sumy 
w łącznej kwocie 14.000 dla innych 
towarzystw humanitarnych, nadto 
12.000 kor. na cele „Pośumavske 
J e d n o t y". 

(mg.) List otwarty Jarosława 
Rozwody do naczelnego redakto- 
ra Słowa Polskiego ogłosił czeski- 
Den (243). Ponieważ jedyne z pism' 
polskich Słowo Polskie w tragedyi 
czernowskiej broniło Madiarów, prze- 
to znany polonofil czeski wzywa re- 
dakcyę tego dziennika, by wysłała 
swego przedstawiciela z nim razem 
na Słowaczyznę celem zbadania 
i poznania doli słowackiej oczyma 
własnemi. 

{a) Nowa hypoteza Welehradzka. 
O topografii historycznego „wielko- 
morawsKiego" Welehradu wiadomo 
tylko tyle, że n i e stał on na tem 
miejscu, gdzie dzisiejszy. O bada- 
niach tej sprawy tyczących pisaliś- 
my już nieraz w tej rubryce. Obe- 
cnie p. Józef Homola, podaje 
hypotezę, że dawny Welehrad znaj- 
dował się na obszarze dzisiejszej 
gminy „Stare Vessel o". Wywo- 
dzi nasamprzód, że nazwa V e s- 
selo nie pochodzi od wyrazu ve- 



s e 1 i ale od v e s i s e 1 o. To wpro- 
wadza go na myśl, że tu było nie- 
gdyś „selo" książęce. Przemawia 
za tą hypoteza strategiczne położe- 
nie Vessela. Opasane ramieniem 
Morawy, posiada resztki gródka, do 
niedawna zwane jeszcze h radem. 
Gród ten niegdyśbył broniony ostro- 
kołem, oblany ze wszystkich stron 
wodą, a tylko wazki most łączył go 
z osadą. Ponadto Vesselo leży 
w pasie archeologicznym, który się 
ciągnie od wsi Strażnicy aż po Hra- 
dyszcze. W pasie tym napotyka się 
na ślady archeologiczne z najstar- 
szej epoki słowiańskiej, a najwyra- 
I źniejsze ślady są w Vesselu i w jego 
najbliższej okolicy. I tak przy ko- 
I paniu gruntów pod szkołę natrafio- 
. no na resztki popielnic, narzędzia 
, z kamienia i t. d. Wszystko to każe 
I nam przypuszczać, że tu musiała się 
. osiedlić gęściej Igdność, i tu, a nie 
' gdzieindziej musiał być gród ksią- 
1 żąt wielkomorawskich. Podobnież 
: nazwy okolicznych miejscowości 
Mi skazują też na to, jak np. Stra- 
żnice, Ostro h, Hradyszcze. 
Nazwiska te mają pochodzenie woj- 
skowe i nasuwają myśl, że gdzieś 
w pobliżu musiał być gród książęcy. 
I Hypotezę zdaje się potwierdzać obraz, 
, odszukany w kościele św. Bartłomie- 
ja w Vesśelu. Przedstawia św. Cyryl- 
la i Metodego, u spodu wymalowana 
jest „orlica" morawska, a pod nią po 
lewef stronie kościół klasztorny, da- 
lej w prawo gród, kościół miejski 
Św. Bartłomieja i kościół podmiej- 
ski Panny Maryi. Obraz ten pocho- 
dzi z r. 1689 i przedstawia Vesselo, 
I osadę — zdaniem p. H o m o I i - 
I powstałą obok dawnej siedziby ksią- 
żąt wielkomorawskich. 

Hypoteza ma bądźcobądź tyle 
szczegółów za sobą, że powinna 
być traktowaną poważnie, — o ile 
zaś wiemy, nie nastąpiło to dotych- 
czas. 

(mg.) W kalendarzu Ndrodnicłi 
Listu na rok 1908, znajduje się arty- 
kuł Jaromira Hrubeho p. n. „My 
a rakouśti Slovane". Jestto głos 
czeski w chórze, zapoczątkowanym 
w Świecie Słowiańskim w artykułach 
Maryckiego i Konecznego. 
Dwa wspólne cele daje Słowianom 
p. HrubJ: 1) zachowanie swego 
języka w życiu publicznem, oraz 
sztuce i nauce, 2) zachowanie swej 



KROMKA 



04 



7J e m i z wszystkiem, co na niej się 
opiera (rolnictwo, przemysł, handel). 
Te d^a hasła mają iączyC Słowian 
wobec obcych, na nich ma się opierać 
słowiańska wzajemność w życiu na 
zewnątrz ; co do iycia wewnątrz, 
przyjmuje autor stano w i- 
s^k o polskie* o g i o s is o n e w 
Świecie Slowiańskimf w artykule 
z czerwca 1907 pt. „S ł o w i a n 6 f * I- 
ji r w o bez ustępstw**. Co Jo ła- 
łiodzenia sporów na rodown5ci owych, 
myśli słowianofil czeski o jakiejś 
wspólnej konferencyi pokojowej, je- 
Unak zamiar i plan ten me doznał 
jeszcze skrystalizowania. 

(ffJg^) i*Śtyl** nowe czasopismo 
czeskie, poświecone sztukom pię- 
knymi odpowiadające niemieckiej 
Dit Kt^rist, wydało na Gwiazdkę 
pierwszy swój zeszyt. Będzie to mie* 
s ęcznik, służący „pięknu w archi- 
lekturze, wyrobach artystycznych i 
zdobieniu miast". Dotychczas zada- 
nie to spełniały Cj^ąstkowo i przy- 
godnie Votnt Smdry. Cena roczna 
20 kor Pismo stoi pod egidą towa- 
rzystwa sztuk pięknych „Manes"* 
w Pradze. 

(r) W miejskich szkodach m, Ber- 
na klasyfiktije się czeskich uczniów, 
naschwytanych do szkół niemieckich, 
lepiej, obdziela się ich, czem można, 
mogą bezkarnie broić co chcą — byle 
nie uciekli. Wystarczy pogrozić, źe 
uczeń pójdzie do czeskiej szkoły, 
a nauczyciel pozwala na wszystko, 
albo^iiiem ugory byłoby z nmi źle. 
Ze „Schulkreuzerrond*'*u i z publice* 
nycli pieniędzy gmmnycti wyrzuca 
się w ten sposób grosz na deniora- 
lizacyę szkół- nauczyciele niemieccy 
sami teraz uznają, źe sami na siebie 
skręcili bicz, organizując polowania 
na czeską dziatwę 

{rj Stowarzyszenie socyalistycz- 
nych nauczycieli ukonstytuowało się 
w^ Bernie w „Domu robotniczym'*. 
Przemawiał do nich redaktor Rovno- 
sti Tu sar W „postępowej'* ori^a- 
n i żacy i nauczycielskiej przyjęto to 
niemile; wytyka się rozdrabnianie 
sił, a główmc to, że naiiczycielstwo 
w ten sposób idzie w służbę poli- 
tycznego stronnictwa socyal i stycz- 
nego, co interesom zawodowym nie 
wyjdzie na korzyść. A pocóż pro- 
pagowano wśród nauczycieli przez 
dziesięć lat , .wolną my^i''? 

(r.) G i m n a zy ó w jest* n a M o raw ac h 



16 czeskich i 14 niemieckich; szkół 
realnych 17 czeskich i 16 niertiiec- 
kich; 1 czeskie i 3 niemieckie Ircea, 
1 żeńskie czeskie gimnazyum, Zcze* 
skich gimnazyów jest 12 państwo- 
wych, 1 gminne, 3 prywatne. Niem- 
cy mają 11 państ\^ owych, 2 krajo* 
we, a I prywatne, W czeskich gim- 
nazyach jest o^tó*^^ "^099 ucznió'*; 
w niemieckich M39. Na jedno cze- 
skie gimnazyym przypada 29^, na je- 
dno niemieckie 245 uczniów. Tbt 

\ szkół czeskich realnych 4 są p^- 

i stwowe, 13 krajowych, z nemiec- 

I kich 4 państwowe* a 12 k r,i i n u vrH 
W czeskich sokołach re^j f 

! uczniów 4582, w niemiecK • 

Przypada tedy na jedną c/eską re* 

I ałkę 269, na nttmiecką 261 ucznów. 

I Do egzaminu wstępnego do pterii- 
szij klasy zgłosiło się w tym roku 
o 222 uczniów mniej, niż w foku ze- 

I szłym. 

(r) Postęp gerinanizacyi w Ostram 

' skiem. W roku 1900 1 miały crzc- 
skie szkoły w Mor. Ostrawie 
27 klas, 33 nauczycieli i 1125 ucz- 
niów. Latoś mają 30 klas, 36 nati- 

' czycielł I 1550 uczniów. Przeciwnie 
zaś szkół V niemieckie miały w roku 
1900—1. '31 klas, 42 nauczycieli i 
1044 uczniów, do lego zai roku 
wzrosły na 61 klas, 74 naticzycidi i 
3053 uczniów. Przyczyną r--^-* <:f-i- 
tncgo stanu rzeczy niL- są 

, klery kall, ani konserwaiy^c 

' sk a Ostrawa jest w ręk^ 
powców i socyaln\ch dci); 
których działalność ze wzgiędu fi4 
powyższą statystykę mato się Tr,^~ci. 
Takie spostriteżeńie zrobił ' 
fr) Praga z pr^edm ieścia t i 

• I i n e m , S mj c fi o w e m . lir. *>- 
h r a d a m i , Ż t 2 k o % e m ♦ V r .^ «^ 
V I c a m { łiczy 473,072 mieszkci* 
Na Starem Mie:§cie just 37J7i 
Hornim Novem M^siŚ 63.460, na LJui- 
ntni Novćm M^sit' 2l,4.so, na SUU 
Strane 20,799, na Hradćanach '^'' 
na Jascfove4ti76, iiaVyiehrdde 
w Hokśosicdch * Butintch *^T 
w Libni 25,457 — a zatem o^' 
w same i oficyalncj gminie ^" 
jest 222 MSI mieszkańców i 
czv2364H.Smichov55.2.>J ^ 
72:249, 2iżkov 71,319, \ 
mieszkańców. Załogi j- 
nierzy. 

r>TowarzystwOnI^>vfi akadeinae' 
otwarło na Morawach dawno |UZ 



! 



05 



ICRONIKA 



przygotowane gimnazyum żeńskie 
według planów prof. dra Drtiny 
i dra W e i g n e r a , w mieście Va I. 
Mezifići. Duszą zakładu jest p. 
Wiedermanova, która wsławiła 
się na zjeździe „Wolnej Myśli" w Pra- 
dze gwałtowną mową przeciw księ- 
żom. Berneńskie Lidove Noviny u- 
derzyły w surmą radości, ale kato- 
lickie pisma twierdzą, że podstawy 
finansowe zakładu są nader kruche. 

{r) Nadmiar nauczycielek panuje 
w morawskich żeńskich seminaryacn. | 
Zeszłego roku było 101 abituryen- 
tek, a tylko 30 z nich dostało po- ' 
sadę. Latoś jest zapisanych w istnie- | 
jących 4 zakładach morawskich 299 
wychowanek. ' 

(r) Na niemieckim uniwersytecie I 
praskim nastał dopływ studentów z ! 
zagranicy, już to, aby zakład wzmógł I 
się, już to, aby praska niemczyzna 
była wzmocniona. I 

Spór polsko-czeski w Cte" 
szy/iskiefn. 

(aj Dnia 8. grudnia otwarto szkołą , 
górniczą w Dąbrowie przez stałą 
Delegacyą polskich górników i hu- j 
tników. Przeciw założeniu jej wnio- t 
sły gwarectwa śląskie, w których ! 
wyłącznie są Czesi i Niemcy, rekurs j 
do Wydziału krajowego, a to dla- 
tego, że iuż istnieje szkoła górnicza - 
w Mor. Ostrawie. Wydział krajowy 
jednak na posiedzeniu d. 3. grudnia 
odrzucił rekurs, przez co uznał po- 
trzebą tego rodzaju zakładu. 

Szkoła ostra\N ska wystarczała 
przed 30-ma laty, gdy w kopalniach ; 
w rewirze karwińsko-ostrawskim 
było zajętych około 10.000 górników. 
Dziś gdy liczba ich wzrosła do 37 
tysięcy i gdy się weźmie pod uwagę 
okręg górniczy krakowski, który za- 
trudnia przeszło 5.000 górników, 
szkoła ostrawska nie wystarcza 
i gwałtownie potrzeba było założyć 
drugą. Statystyka dyrekcyi górniczej 
wykazuje, że obecnie przeszło 50"/o 
dozorców nie posiada wymaganego 
egzaminu, a procent niekwalifiko- 
wanych dozorców zwiększy się je- 
szcze bardziej po założeniu nowych 
projektowanych szybów. 

W pierwszych dniach grudnia prze- 
niosły Noviny Tśśinske swą reda- 
kcyę z Cieszyna do Frydku. Nare- 
szcie uznały, że nie mają czego szu- . 



kać w Cieszynie i że będą mogły 
rozpocząć wydatniejszą pracę w po- 
wiecie frydeckim, któremu zagraża 
germanizacya. 

W przeciągu listopada wprowa- 
dziło w powiecie cieszyńskim 19 
wsi urzędowanie wyłącznie polskie, 
5 wsi polsko-niemieckie, a 25 wsi 
urzęduje dalej po niemiecku. W po- 
wiecie jabłonkowskim, 6 wsi urzę- 
duje po polsku, 3 wsie po polsku 
i niemiecku, a 12 tylko po niemie- 
cku. Na początku grudnia odbyło 
się zgromadzenie wójtów i radnych 
gminnych powiatu cieszyńskiego i ja- 
błonkowskiego, na którem uchwa- 
lono poczynić starania, by wszyst- 
k i e gminy w powiecie cieszyńskim 
i jabłonkowskim zaprovi adziły od 
1. stycznia 1908 r. język urzędowy 
polski. Przeciw urzędowaniu pol- 
skiemu oświadczyło się tylko 2 wój- 
tów i to z miejscowości czysto pol- 
skich, a mianowicie wójt z Gumien 
i z Szumbarku. 

(k) W ciągu grudnia pozaprowa- 
dzano w kilkunastu jeszcze wsiach 
urzędowanie polskie. W następnym 
zeszycie będzieny mogli podać osta- 
teczny wynik tej pierwszorzędnej 
sprawy, który prawdopodobnie bę- 
dzie lepszy, niż pierwotnie przy- 
puszczaliśmy. 

Ostravskf Dennik , wychodzący 
w Morawskiej Ostrawie, (oddzielo- 
nej od Polskiej O. tylko mostem na 
Ostrawicy) wystąpił wNrze 284 z 12 
grudnia przeciw Światu Słowiań- 
skiemu, pisząc takie np. rzeczy: 

„Z cytat Świata Słowiańskiego 
czuć coś, co każe przypuszczać, że 
z Polakami niema co gadać o ja- 
kiem wspólnem postępowaniu. Po- 
lacy pojmowaliby braterstwo i zgo- 
dę czeskopolską natenczas tylko, 
gdyby Śląsk uznać ziemią polską, 
gdyby Czesi nie starali się nigdzie za- 
jąć tu stanowisk, gdyby pomagali 
Polakom stawiać szkoły polskie ze 
szkodą własnych, gdyby z inteligen- 
tnych Czechów porobili się nieinte- 
ligentni Polacy, gdybyśmy sami do- 
pomagali polonizacyi. Tak pojmują 
Polacy zgodę na Śląsku. A jak na 
Śląsku nie rozumieją jej, podobnież 
niewłaściwie przeprowadzają ^zgo- 
dę" w Galicyi, o ile chodzi o Rusi- 
nów..." itd. — piosenka, którą wszy- 
scy znamy. 

Gdzie Krym, gdzzie Rym, gdzie 



KRONIKA 



% 



karczmy babińskie? Przypomina mi 
się profesor matematyki z gfmna- 
xyum, który tak na^ uczyła jak rt i e 
należy ukłajać proporcyi: 

„Dwie świeCEki łojowe mają się 
lak do citerecli śledzi, jak tr^y for- 
Lepfany do dwójki z zadania pol- 
skiego*'- 
A więc: 

Spór polsko-czeski w Cfeszyńsktem 
ma się tak do ruskiej awanturniczo- 
ścu jak,..? Prosimy Ostravsky Den- 
mk o dokończenie proporcyi. 
A teraz ,,sprostowaniti faktyczne'*: 
Świat Słowiański od samego po- 
czątku (styczeń 1905) yznaje Cze- 
chów w Cieszyńskiem (w powiecie 
frydeckim). 

We wrześniu 1905 wystąpiliśmy 
w artykule ..Spór polsko-czeski na 
Śląsku*' z konkretnym projektem 
kompromisu, a lo jest dowodem, że 
zgody chcemy. 

Doszliśmy następnie do przeko- 
nania» że czem póiniej dojdzie do 
porozumień iii, tern gorzej dla C?.e- 
chów ; pokost czeski po pewnym 
czasie nagie zniknie i nastanie ban- 
kructwo polityczne Czechów w Cie- 
szyi^skiem tern większe, ze tymcza- 
sem (n i e k r ę p o w a n I k o In p r o- 
misem) pójdziemy we Frydeckie. 
Przekonujemy się coraz bardziej, źe 
siły naszego ludu na śląsku są 
w i ę k s z e, niż pierwotnie przypu- 
szczaliśmy, 

^ Zwracałi^smy uwagę Czechów na 
Śląsk ti, że powinni mieć na tyle roz- 
tropność i» żeby nas nie drazniC, bo 
może przyjść taka chwila, źe będą 
gwałtownie pragnąć kompromisu -- 
ale już go sję zawrzeć nie da, bo 
tudność polska na Śląsku będiie zbyt 
rozdrażniona. 

W marcu 1907 podaliśmy* jak so- 
bie wyobrażamy rozgraniczenie pol- 
skiej a czeskiej roboty politycznej 
na Śląsku, artykułem prof. Kazi* 
mierzą Nitscha: „Po 1 s k o-c z c- | 
skagranicajęzykowa", • 

Z całą lojalnością mówimy Cze- 
chom, na czem polega słabość ich 
w Cieszy ńsk i em. Tamtejsza cała ro- I 
bota jest w ręku niepraktycznych i 
dziennikarzy, a „obrona" czeskości 
polega głównie na próżnem gadaniu, 
na dobitkę gadaniu... ordynarnem. 
Takiemu dziennikarzowi zdaje się, ' 
źe zrobił coś dla czeskości, jeżeli I 
nawymySlał Polakom! To dobre dla , 



I dzieci, kłócących się o zabawki, 
w polityce jest to grubym bl^idtm. 
C i esz y m y się n i ez m i er n ie, źe p o I s k a 
prasa na Śląsku wyzbywa si^ corsi 
, bardziej lak cii dzieciństw. 

Czeskie gazety na śląsku o po- 
l 1 1 y c e nie mają wyobrażenia. 
W szczególności Os{favskt D^irpU 
wyrządził sprawie czeskiej na Ślą- 
sku dużo dotkliwych szkód. 

Innym znowu razem zarzuca O- 
Sira rśky Den w / A , z e po 1 sk i e r 
nieznają stosunków i mają z 
macye. 

Co do Świata Sławiańskiego, ru- 
bryka la, chociaż nl^ duza» me |cslj 
redagowaną mniej starannie od h 
nych. Obecnie mamy czterech rele 
. remów, znających Cieszyńskie i 
strav sko'' kapitalnie z w»asi>cf 
obserwacyi, 

Redakcyę Ostrmskiho Drną 
prosimy, ażeby nie prz> pusze 
ani na' chwilę/ że nam -^--^ » 
t a n ią p rzy jem n ość d o k u^ 
powiedzieliśmy co nienii 
liśmy poważnie. Powied. 
wdę po bratersku i p- 
Metoda całej czeskiej pr3. 
Śląsku musi sii^ zmienić, jeże 
łeczeństwo czeskie niema ponieść i 
dotkliwych Strat w przyszłości Po-I 
zwólcie otworzyć sobie oczy ni ' 
sne błędy! 

Kto wskazuje, gdzie iw^cjem błąd^] 
ten widocznie źle nie życzy. 

Pragnęliśmy i teraz jeszcze prdgnie- 1 
my gorąco kompromisu^ a to z na* J 
stępujących dwóch przyczyn: 

i) ażeby tę częsć naszych sH*\ 
która obecnie ua ięziona j. 
z Czechami, zwrócić ku ir 
szej dalszej pracy nad (ij]x^u(j.iirm j 
uświadamianiem ludu, żeby prjy- 
s p r e s j£ y ć jak n a j b a r "■ - • - 
chwilę, kiedy Cieszyńskie 
si ę m ogło o b ci ść bi ' n - . m - . , ^. 
ko w a, Lwowa i Wars ^^a j 

Warszawy), a to dlaic^ , ^.... ..a^r-j 

ność polską módz zwrócłć nm Ki-| 
szuby, 

2) ażeby ta częśt' sił czeskich. 
która obecnie uwięziona jest w wilce I 
z Polakami, mogła się zwródc na 
Wiedeń t północną cz%śC Ausiryi [ 
Dolnej. 

Taka jest w tej sprawie nisii I 
o r y e n i a c y a p o ł i t y c x n a. Po 
szczegóły bliższe odsyłamy do ifiy- | 
kułu p. t. „D \h a najsłabsze 



97 



KRONIKA 



miejsca Słowiańszczyzny" 
w zeszycie z maja 1907. Chodzi o 
sprawę największej doniosłości dla 
całej Słowiańszczyzny, do której 
trzeoa współdziałania Polaków, Cze- 
chów, Słowieńców i Chorwatów. Ar- 
tykuł ten okaże, że nie na frazesach 
oparte jest polskie słowianofilstwo, 
ale na studyach i programie. Jeżeli za- 
dacie sobie pracę, żeby go badać, po- 
znać i zastanowić się nad nim, — kto 
wie, czy nie przyznacie nam słu- 
szności i czy nie zmień icie swej 
taktyki. 

(mg,) Ostravsky Dennika podając 
treść odezwy Sienkiewiczaw spra- 
wie pruskiego projektu wywłaszcze- 
nia, uznał za stosowne zaznaczyć 
swą nieprzyjaźfi względem nas nawet 
przy tej sposobności i powtó- 
rzył po raz niewiedzicć który ze- 
stawienie rzekomego podobieństwa 
położenia Polaków w Prusiech, a.... 
Rusinów w Galicyi wschodniej. 

(k) Panowie! źle się bawicie! Za- 
ostrzać spór może bezkarnie tylko 
taki, kto jest pewny zwycięstwa, 
inaczej powiększa prawdopodobień- 
stwo przegranej. Tyle w imię rozsądku. 

(ek) Słowacka kronika. 

Przemysł w ostatnich czasach ro- 
zwija się bardzo. Nożykarstwo, ce- 
glarstwo, sklarstwo, piwowarnictwo, 
młynarstwo wielki przynosi dochód. 
Wywóz drzewa i węgla zwiększa 
się. Najlepiej rozwija się cukrowni- 
ctwo. Dziewięć cukrowni zajmuje 
6.277 robotn. męskich i 1.371 żeń- 
skich, a potrzebuje 8.291.513 q bura- 
ków, wyrabia 1.372.122 q cukru. W ca- 
łych Węgrzech: 12.180 — 2.546 — 
15.988450 ą — 2.604.577 q. Cukier 
wywożą najwięcej na wschód do Bo- 
śni, Serbii, Bułgaryi, Turcyi, Małej 
Azy i. 

Kasy oszczędności przeznaczają 
z czystych dochodów po 1% lub 2^/o 
na cele kulturalne, n. p. w roku 1906 
przeznaczono 5.504 K. Wprawdzie 
mała to suma w stosunku do 350.056 K. 
czystego zysku, ale i to dobre, zwła- 
szcza, że dawne madiarskie kasy ani 
centa nie przeznaczały na te cele. 
Ruch w kierunku zakładania banków 
lub kas narodowych jest dość silny. 
W ostatnich miesiącach od lipca 1907 
założono 6 kas z kapitałem zakła- 
dowym po 100.000. 

świat Słowiański. — Nr. 37. 



I Z młodszych malarzy słowackich 

trzech głównie zasługuje na wyszcze- 
gólnienie: Mall^, Augusta, Pa- 
covsky. 

Największy talent widać u Augu- 
sty. Mistrzem jest w akwareli. Jakaś 
! dzikość, ale i serdeczna prostota 
przebija z jego głów. Inną cechę ma- 
I ją obrazy malowane na sposób wiel- 
' kiego mistrza słowacko-morawskiego 
Uprki. Dużo w nich światła, życia 
! i wesela w twarzach dziewcząt i ju- 
I naków, wspaniałych ubiorach, pstrych 
od świecidełek i wyszywanek. 
I PacoYSky, impresyonista, o wy- 
i kończenia nie dba. Pierwsze wraże- 
I nie przy „Zachodzie słońca", 
„Orce"-lub „Wschodzie księ- 
' życa" rzuca w śmiałych rysach na 
I płótno. Obrazy jega proste, jak ten 
lud. który ukochał. 
I Maliy techniką i świetnoścą ko- 
I lorytu przewyższa obydwóch, ale brak 
' w jego obrazach te) idealnej dążności, 
jaką na pierwszem miejscu spotykamy 
' u Augusta lub Pacowskiego. 

Wszyscy trzej wielką odgrywają 

' rolę na polu kulturalnem. Mając żywo 

i w pamięci swego mistrza Uprkę, 

' pracują niestrudzenie pośród cierpień 

' i niedostatków życia, około stworze- 

, nia narodowej szkoły malarskiej. 

I {mg) Apel do tronu w szacie po- 

I etyckiej ogłosił znany pieśniarz cze- 

ski, A d o l7 H e y d u k, w obronie Sło- 

' waków. Utwór ukazał się w odcinku 

Narodnich Listów (Nr.MZ) p. n. „Ap- 

pel k trunu za vraźdy v Cer- 

nove". 

Redaktor wychodzących w S k a - 
li c i Ludoyych Novin Juliusz 
I Si ach ta, m?ał proces prasowy przed 
I sądem przeszburskim, skazany na rok 
I twierdzy i 1200 k. grzywny. Obwi- 
niony ani o obronę się nie starał, 
ani też sam nie bronił się wcale, wie- 
dząc, że wynik procesu przesądzony 
z góry. 

Równocześnie wydał arcybiskup 
ostrzyhomski zakaz prenumerowania 
i czytania Ludovych Novin, 

Szykana oocztowa. Poczta węgier- 
ska odmówiła ekspedycyi listu z Niż- 
szego Kubina do Kromieryża na Mo- 
rawach, ponieważ był zaadresowany 
po słowacku i zwróciła go. 

(k) Femka, stowarzyszenie ma- 
diarskie, zwane tak od początkowych 
liter F. M. K. (Fe lvi dek i ma- 
gyar kozmiivelodesi egye- 



KRONIKA 



Ofi 



s U I e t, Stowarzyszenie Oświaty dla 
Górnych Węgier)^ popada w upadek 
pomimo opieki władz. Z początku 
miała Femka ÓU ochronek, madtary- 
żujących dziatwą słowacką, obecnie 
ma ich tylko »i6 Czytelni ludowych 
utrzymują jeszcze 107. ale w w osta- 
tnim roku sami zamknęli 17, gdyż 
zbyt uporczywie świeciły juz pustka- 
mi. Członków liczy stowarzyszenie 
7437, ale połowa zaległa z wkładka- 
mi. Kapitału mają jeszcze bądźco- 
bądź 2o2.4ll kor. do dyspozycyi. 

(ałs) iSloitiriłHkii kronika* 

Starosfowieńskie groby w bohm- 
skiej średniej W>i (Srednja Vas — 
Mitteldorf) odnalezione zostały przez 
dra V S m i d a, kustossta muzeum 
kraiow^ego w Lublanje. 

W miejscowości na ZaJach w pobli- 
żu wymienionej wsi udało si^ wykryć 
23 starosłow^ienskich grobów,' tern 
więcej warlościowycb, źe za\^ierały 
znaczniejszą liczbę różnych drobia- 
zgów i przedmiotów o wy hi lnem zna- 
czeniu archeokigicznum. Sporo uwła- 
szcza znaleiiiono ozdób, używanych 
do upiększania skroni (Schlaefen- 
ringe)Juzto wyrobionych z brnnzu, 
już to ze srebra. Rów^nież wiele 
było kolczyków z przywieszoiiemi 
w kształcie w inoj^ron ozdobami szkła- 
nemi, a przy jednej parze te dodat- 
kowe ozdoby miały formę półksię- 
życów ze srebra. W rei u pochowanych 
było z T>ierściemami, których liczba 
dochodziła do czterech na osobę. 
Pierścionki były albo z bronzu albo 
ze srebra^ masy*ne lub delikatniej- 
szej rolJoty. gładkie lub ozdobione 
rożnem i omamentacyami. Wogólc 
co do formy i wykonania zarówno 
pierścionki jak i ozdoby skroniowe 
odznaczają się wielką rozmaitością, 
co jest tern ważniejsze pnd wzglę- 
dem archeologicznym. Znalazły sią 
też sprzączki bronzowi! okrągłe i 
czworokanciaste, również ornamen* 
towane. W jednym zaś grobie, gd^ic 
pochowana była kobieta, znajdował 
si^ sznur paciorków szklanych i pier- 
ścień z kamieniem^ 

Według trądy cy i, która się dotąd 
przechowała wśród ludności, na Ża- 
lach w swoim czasie był cmentarz 
chrześcijański, a na drugim końcu 
wsi w miejscowości zwanej „na Fo- 
donjicach** chowano dawniej pogan. 



Muzeum krajowe zajęło się p^i/u- 
ktw aniami i w tej częś:i wsu ale 
dotąd odszukało tylko Z Ł*roby. inne 
były już zniszczone, gdyż kof>ł7iG 
tutaj piasek do tuiowy. Git)by pc>* 
chodzą r czasów Karola Wielkti-go 

Poszukiwania tegor^^ ^'^'^ ^ K^^hrii- 
skiej Średniej Wsi -. :^ 

prac ks. Be rl i c a, k > 

ma laty w tejże miejs. ił 

kilka grobów i wykc, rr> 

wał muzeum krajowemu. 

pTowarzystwo historyczne*' (Zijo* 
d o V i n s k o d r u ś i v o) prow adz^cc m 
swoją rękę poszukiwań i :i w Sr^^l 
może się pochwalić niei: i* 

wy mi wynikami. Oto w > ai 

polu proboszcza odkryto podz.enifi| 
budowlę o ścianach 5^1 — 60 cm. ^- 
bości, w której znajdowało się dużo 
kości i szkieletów; przy kilku z nich 
były bronzowe ozdoby skroniowe 
w kształcie littrry S, jakie zawsze są 
w grobach słów leńsk ich. 

DrowieS tege nśek i Koysćić, 
którzy kierowali poszukiwaniami, są 
zdania, źe w owem m ejscu mustaJ^ 
stać niegdyś rzymska wtlla i w \t\ 
ruinach dawni słowieńcy urządzib 
sobie cmentarz, 

W tym roku groby stsirosłowien^ 
skie odkopano również w miejsco- 
wości Hajdin przy PtMJu (Peitiu 
w St y ry ł ) Poprzcd n io podobn e groby 
odnaleziono w Krainie w miejsco- 
wościach Bied (Veldes>* Mcngc^ 
(Mannsburg) i Crnomelj (Tscłle^ 
ncnib]}. 

BiatokralAska kolej, ktiircf hu^ 
dowa już jest posTa nowin Jo* 

niosłe znaczenie dla > * 

Linia kolei będzie szła ou .\(r,vciO 
miasta (N o v o M e s i o — RudoUs- 
wert albo też hJeustadtl w Dolnej 
Krainie) przez M e 1 1 1 k ę (MOlilinij/ 
i K a r I o V e c (Karlsladt) dalej Jo 
Dalmacyi, 2 powodu niedawno otM ar* 
tej kolei państwowej, któr,3 łąay 
W t e d e li z 1 r y e s i e m przez J e* 
s e n i c e { Ass i I n g u K a r \ n t \% Ui- 
blana była poszkodc^ -ci,gdyt 

została na uboczu. ddzeoie 

do skutku obecnie pus^tanowioiD^ 
kolei ożywi znacznie ruch handlo^irf 
Lubiany, gdyż stolica słowień^Ł* 
znajdzie się znowu w węźle wjitfwf 
arteryi komunikacyjnej. Tnaw 
sto z Lubianą jest juź poł^. 
koleją lokalną. 



99 



KRONIKA 



(k) Impertynencya c. k. Dyrekcyi 
kolejowej. Na stacyi w C e ł o w c u 
zażądał proboszcz ksiądz M. Ra- 
zu n biletu po słowiefisku. Panna 
zajęta przy kasie odrzekła, że nie 
ma obowiązku rozumieć „w i n- 
d i s c h". Wyrażenia tego używają 
Niemcy o Słowieńcach w znaczeniu 
pogardliwem. Ksiądz odparł, że pan- 
na urzędniczka nie ma prawa uży- 
wać obelżywych wyrażeń, poczem 
powtórzył swe żądanie po niemie- 
cku, i dostawszy bilet odjechał. 

Drugim razem jadąc, przemówił 
przy kasie znowu po słowiefisku.— 
Panna udzieliła mu pouczenia, że Ce- 
lowiecjest miastem niemieckiem i że 
musi mówić po niemiecku. 

Na skargą wysłaną do c. k. Dy- 
rekcyi Kolejowej w B e I j a k u o- 
trzymał taką odpowiedź: 

„Ponieważ Celowiec jest miastem 
niemieckiem, Dyrekcya nie upatry- 
wała konieczności obsadzenia stacyi 
także urzędnikami władającymi ję- 
zykiem słowiefiskim. Skoro Ksiądz 
po niemiecku umie, prosimy, żeby 
Ksiądz zważał na niemiecki chara- 
kter miasta Lubiany i na przyszłość 
wyrażał swe żądania przy kasie po 
niemiecku, gdyż inaczej mógłby Ks. 
mową słowieńską sprowokować pu- 
bliczność. Wyraz : w i n d i s c h nie 
jest wyzwiskiem, ale wyrazem uży- 
wanym w Karynlyi itd." 

Wdała się tu c. k. Dyrekcya kole- 
jowa w rzeczy bardzo nieswoje, a do 
tego minęła się dwa razy z prawdą. 
Język słowieński nazywa się po nie- 
miecku sIovenisch, a „windisch" 
ma rzeczywiście znaczenie obelżywe 
i tylko w pogardliwym sensie bywa 
używane. W Celowcu mieszkają Sło- 
wieńcy i cała okolica miasta 
jest słowienska. 

Ale minister kolejowy Dr. D e r- 
schatta, jest członkiem germani- 
zatorskiej „S ii d m a r k", co już kil- 
ka razy podnosiliśmy. 

Ciekawa rzecz, jakby się sprawa 
rozstrzygnęła, gdyby ksiądz był wsiadł 
bez biletu, zapłacił karę, a potem 
wytoczył rządowi proces o zwrot 
kwoty, prowadząc go aż do najwyż- 
szej instancyi? 

W Tryeście wśród ludności sło- 
wiefiskiej daje się zauważyć coraz 
większe ożywienie na polu pracy 
społecznej. Przyczyniło się zapewne 
do tego niemało przeświadczenie o 



' swej sile liczebnej, co wykazały osta- 
, tnie wybory powszechne. Dziś bo- 
I wiem w Tryeście więcej jest ludno- 
I ści słowiefiskiej, niż w stołecznej 
ich Lublanie. Toteż zarówno stron- 
nictwo katolicko-ludowe. jak i libe- 
ralne, czynnie zabrały się do pracy 
i dla zdobycia tego ważnego poste- 
runku. Niedawno partya liberalna 
zorganizowała stowarzyszenie robo- 
tnicze pod nazwą „N a r o d n a d e- 
I lavska organizacija", obe- 
I cnie zaś stronnictwo katolickie za- 
kłada d'a utrwalenia swoich wpły- 
j wów drukarnię udziałową „Kat oli- 
I SkotiskovnodruStvo". Jako 
członek założyciel przystąpił również 
i do spółki biskup tryesteński Nagi. 
Ogółem do tej pory przystąpiło prze- 
szło 50 członków i to przeważnie 
wszyscy, jako założyciele. 

Dwa słowniki słowieńskie uka- 
zały się świeżo w handlu księgarskim. 
Pierwszy niemiecko-słowieński wy- 
dała księgarnia F. łi. S c h i m p ff a 
I w Tryeście. Słownik w małym do- 
godnym do codziennego użytku for- 
macie objętości 485 stron, zawiera- 
jący około 100 tysięcy wyrazów, ko- 
sztuje 4 korony. Ta sama księgarnia 
zapowiada w najbliższej przyszłości 
wydanie również słownika słowieA- 
sko-niemieckiego. 

Tymczasem jednocześnie firma wy- 
dawnicza A. Hartlebena w Wie- 
dniu wydała dwa krótkie, również 
do podręcznego użytku przeznaczone 
słowniki słowieńsko-niemiecki i nie- 
miecko-słowieński w cenie po 2 koro- 
ny 50 hal. Słowniki wielkości 13 ar- 
kuszy druku opracował Fr. Kra- 
m a r i ć. 

Trzeci kongres literatów i 
dziennikarzy południowo- 
słowiańskich ma się odbyć 
ostatecznie w Lublanie. Najpra- 
wdopodobniej naznaczony zostanie 
na lipiec, gdyż jest zamiar połącze- 
nia tego zjazdu z obchodem 400-nej 
rocznicy urodzin Primoża Tru- 
b a r a , uważanego za ojca piśmien- 
i nictwa słowieAskiego. Sprawą tą za- 
' jęło się „D r u ś t V o s I o V e n s k i h 
knjiżeynikow in ćasnika- 
I r j e V. 

(st,) Chorwacka kronika. 

Stuletnią rocznicę upadku sła- 

1 wnej rzeczypospolitej du- 



KiONIKA 



too 



b r O W n I c k I e j obchód/ ić będzie 
Dubrownik d^ia 31 stvcznia 190B r. 

t Gjura Stjejiaii Defclić, literat 
i publicysta, zm^rl w końcu paździer- 
nika b. r, D e i e n ć od lal mtt>doici 
brał żywy udziat w mchu literackim 
Chorwacyi redagując Katoti^ki LisU 
potem (jajowe Xa rodne Na^im, 
Domabraih Drugoljub i Vjmac wy- 
dawany przez M a t i c ą H rv a ( s k ą. 
Jego P j e s m a r i ca (r 1863) zyskała 
wielkie powodzertie. Zasłużony bar- 
dzo około rozwoju miasta Zagrze- 
bia zinariy piastował aź do śmierci 
godność „senatora*, 

Instytucya iw. Hieronima w Rzy- 
mie podobno znowu jes! w ntebez* 
pieczefistwie. Według Nar. Usta 
Madiany w poselstwie ausiro*wĘ- 
gierskiejn udowadniają, że nakład do 
nich należy, a nie do Chorwacyi 
f cisyntą starania o oddanie zarządu 
w ręce węgierskie. 

Koleje w Dalmacyl Projekt ko- 
lei dalmatyńsktch oddany pod ob- 
rady parlame marne obejmuje linię od 
K ni na na P r i b u d i ć ku chor- 
wackiej granicy. Ta część kosztować 
ma l2,4Wł.00O kor. Linia kranjska 
kosztować ma 18,400,mJO kor. Nowa 
ugoda zawiera j u n c t i m między 
budową kolei w DaJmacyi i powie* 
kszeniem ruchu na kossycko-bogu* 
mifikiej kolei. 

W programie teatru w Osleku 
znajdujemy /. polskich autorów 
Przybyszewskiego „Dla 
Szczęścia". 

Obstrukcya delegatdw ctiorwa- 
ckkh w Peszcie spotyka się z cią- 
głemi groźbami i obelgami te stro- 
ny Madiarów. Podczas poi>iedzenia 
z 26. listopada wykrzyknął minister 
W e k e r I e : „Wy chciel iby ście spowo- 
dować kryzis. " Nie będziemy was 
więcej ochraniać nawet prised kija- 
mi I" W obelgach odznaczył się szcze- 
gólniej pos. Mark os, który pro- 
ponował Chorwatów, jak psów, wy- 
rzucić Ł'd drzwi. Jakże to niepodo- 
bne do niedawnej sielanki z czasów 
rezolucyi w Rjece? 

W sprawie głagołicy* Najnowszy 
dekret stolicy apostolskiej uznać 
mieli wszyscy biskupi dalmatyńscy 
z wyjątkiem biskupa splitskiego N a- 
kićav 23 niewykonalny i oznajmili, 
ie m^ mogą ogiosić go w dyece- 
zyach. Podobno papież kazał do- 



slircEy^ sobie aktów w celti pn^ 
patrzenia s{>ra^ y. 

W kwesty! żeglugi d^lmistvń 
»ktej p 
ugodę 
Lloyd 
do trze^ 

focztowej I li^yklt:} iiii^Jzy 

rye Stern a 

fa/ij Zaludnia ^ wa 

ckich weJfLfj o^ r 

19t)6 jest nas 
mieszkaricn. 
(Zemifny lÓ.i"^^ n.tr ■ 
15.492, Varażdm 1.^ 
12.474, P- ' " '-"'' 

privnic.j ci 

5.895, i....^. , ;:.. /.,ajw, 

Kriie\ci 4,654, Peir 4,610, 

SenjJ 522 i Bakar 1 : 

Stan szkół Bąini i He^cegowiciY 
podaje sarajewski Skalski v:r'<irnń 
Ostatniego foku było w , 
337 szkół niższych ; i ? 
dowych, 103 wyznań 
szkół wyznaniowych 
sławnych (serbskkh), 31 
(chorwackichK jedn.i f 
i jedna izraelicka. I 
żono 15 nowych ^zk' r-- 

szkailców pr 
dowa (w ok: 

mieszkańców). poL^ieriifu ruuhi; 
26,155 chłopców i L743 dziew- 

czą^ o 91 2 w ' ^ ji^a 

Pobierało n r^ 

ni*i mahom 
sławnego i 

silniejszy prŁj.,.y^. u^*.. « ^m^,^- 

wnaniu z zeszłym rokiem wykazuj 
mahometanie. 

Wy d ział wykonawczy mu zu I maii* 
skiej organ izacyi Bo^nł i H^jf.eLiii- 
winy powziął uchwałę, ^ 
od ministra B u ririna 
przerwanych obr : ju 

krajowego w kv^ o- 

micznej kraju, daSoi, azvhy rz^d 
austrO' w zgierski porozumiewał się 
najprzód z sułtanem cu da wyboru 
z przedsiawicłue^o terna Rri?^yl- 
ulemy {m\\\ . v 

znania mu. .\, 

a nie miano ^wif ^n sjn;. 

Emjgracya ty wiola ^sf-i^-i --^0 

z sandżaku peCkiego (Ip. i 

straszająca. Peć nileźy u.- , . 



01 



KBOKIKA 



zych gniazd albańskich. Już przez 
>statnie dwa lata przeszło 6000 Ser- 
bów emigrowało z Turcyi, obecnie 
ednak całe sioła koło Peci opusz- 
zają ogniska i chronią się do Ser- 
M'i przed napadami Arnautów, tern 
zęstszymi tego roku, że żniwa nie 
iopisały. Rząd serbski namawia emi- 
grantów do powrotu, ale bezsku- 
ecznie. 

Serbski dług państwowy bez na j- 

lowszej pożyczki wynosi franków 
kS4 ,526.000, a mianowicie pożyczka 
osyjska z r. 1876: 3,750.000 franków, 
!^ o pożyczka loteryjna z roku 1881 
5,960.000 fr., 5% z" r 1886:7,947.000, 
(Ożyczka z r. 1888:9,265000 fr., 4% 
Iłu^ konwertowany z roku 1895 fr. 
42,730.000, 6% pożyczka z r. 1897 
ta budowę kolei 129.000 fr, 5% 
Uug z r. 1899: 6,420.000 fr. Resztę 
ajmuje dług z r. 1902. 

(ais) Dr. Jovan Cvijić, profesor 
iniwersytetu w Belgradzie, najwy- 
itniejszy geograf serbski otrzymał 
odność CMOnka honorowego stowa- 
zyszenia „Parnas" w Atenach. 

(ałs) Konkurs dramatyczny, ogło- 
zony w swoim czasie przez dyrekcyę 
?atru belgradzkiego został już roz- 
trzygnięty. Na konkurs nadesłano 45 
ztu k,z pomiędzy których pierwszą na- 
rodę w wysokości 1500 denarów 
rzyznano Bronisławowi NuSićowi 
a 4-aktowy dramat „J e s e n s k i d e ź' ; 
ruga nagrodę 800 denarów otrzy- 
lał MiIivoj P r e d i ć z Nowego Sa- 
u za3-aktową sztukę „Golgota", 
-zecią 400 denarów również N u Si ć 
a jednoaktówkę ,»Dan v krvi". 

Zmarły patryarcha serbski 
leorgije Branković, pozosta- 

ił majątek w kwocie 1,098.000 kor. 
ołowę sumy dziedziczą fundusze 
arodowe. 

Nowy bank serbski z kapita- 
jm 1,000.000 denarów ukonstytuował 
ią w Niszu. Celem jego jest po- 
ieranie przemysłu, eksploatacya 
isów i kopalni w kraju. 

Serbski budżet za r. 1908. Preli- 
linarz budżetu za r. 1908 podaje 
ochód 95,813.000 fr. (5,270.000 wię- 
ej niż w zeszłym roku), rozchód 
5,778 fr. Apanaże króla wynoszą 
,560.000 fr. Między innem i uwagi 
odną jest pozycya 100.000 fr. jako 
ubwencya dla teatru narodowego. 

Po zawarciu ugody handlowej z 



Austro-Węgrami, projektuje król Piotr 
wizytę w Wiedniu, w Petersburgu, 
następnie w Rzymie. 

Powodzenie serbskiej wystawy 
w Londynie jest znaczne, szczególnie, 
co się tyczy produktów rolnycn Ser- 
bii. Również wywołało zaintereso- 
wanie jej bogactwo kopalniane. 

Nowa artylerya serbska wkrótce 
będzie uzbrojona działami z francu- 
skiej fabryki Creu z ot. Pięćbateryi 
jest już gotowych i wypróbowanych. 

Fatalność nocj^ 29 maja. Szef po- 
lićyi belgradzkiej za Obrenovićów 
MarśiCanin, wydał ciekawe pa- 
miętniki tyczące się ostatnich cza- 
sów wymordowanej dynastyi. Cieka- 
wą rzeczą jest, że w wilię zamachu 
pułkownik M i ć a Ż i v a n o v i ć, po- 
informowany o spisku, napisał o nim 
cjo ministra wojny Pavlovića. — 
Żołnierz służbowy oddał mu pismo 
o godz. 8 wieczór, ale Pavlović nie 
przeczytał go odrazu, lecz włoży- 
wszy do kieszeni, zapomniał o niem 
zupełnie. Zamach wykonano w no- 
cy, a spiskowcy znaleźli w kieszeni 
zabitego PavloviCa list Żvanovića, 
który z tego powodu nazajutrz ode- 
brał sobie życie. Nie można powie- 
dzieć, że fatalność nie odegrała roli 
w nocy 29 maja. 

Zamach na iycie kniazia Miko- 
łaja czarnogórskiego wywo- 
łuje zaprzeczenia opozycyonistów. 
B. prezydent ministrów Rado vi ć 
twierdzi, że R a j k o v i ć , areszto- 
wany przy przenoszeniu bomb, jest 
tylko pionkiem w ręku reakcyi; cie- 
kawe byłoby wedle Rado/ića stwier- 
dzić zawartość bomb przez rzeczo- 
znawców. — Opozycya podnosi, że 
kniaź Czarnogórski chce przedsta- 
wić przed wrogami Serbii^ niezado- 
wolenie, jako wynik intryg i „wiel- 
ko -serbskich agitacyi'*, pochodzą- 
cych z Belgradu. 

Now9 skupsztynę czarnogórską 
zagajono 5 grudnia. Przewodniczą- 
cym pierwszego posiedzenia był naj- 
starszy poseł, wojewoda M a S o G u- 
r o V i ć ; wybrano pięć komisyi i tym- 
czasowego przewodniczącego Labu- 
da G oj nića. 

(ais) Książę czarnogórski Miko- 
łaj napisał nową powieść historyczną 
pod tytułem „D e s p a". Treść jej jest 
osnuta na wypadkach z przeszłości 
Czarnogórza. 



KtOKIKA 



102 



(St.) BułfftirHkn kronlkfu 

Lk;cba emigrantów z Bułgaryi 
wzrosła silnie w ostatnich czasach^ 
co opozycya ant i rz lodowa przypisuje 
wielkiemu niezadowoleniu w kraju. 
Ody w r 1904 liczba la wynosiła tyl- 
ko* 308 osób, w pierwsze m pół- 
roczy 1907 wyemigrowało już 7000 
osób. 

Konstantin Vcli^kov ceniony buł- 
garski poeta i polityk, zmarł w Gre- 
nobli. — Jako poeta, odznaczał się 
szczególnie wytworną formą. Prócz 
L tworów oryginalnych, zmarły dał 
ojczyźnie znakomite przekłady B o- 
skiej Komedy i, Hamleta — 
i Mizantropa. W polityce był 
demokratą i liberałem. Niejfdyś mi- 
nister, obecnie walczył przeciw rzą- 
dowi ,,stambułowistów". 

Zaręczyny ks* Ferdynanda Ko- 
burskieąo z ks, Eieonorą Reuss- 
K e s i r ( t z ogłoszono w Sobraniu. 

Handel Bułgaryi rozwija się po- 
myślnie. W pierwszym kwartale roku 
1907 wywiozła Buiitarya 1HA.999IM) 
kilogramów róz nycfi produktów war- 
tości 27 J04,004J franków, podczas gdy 
import produktów przedstawia war- 
lo^t 25,770,000 franków (47,825,000 
kilogramów). 

Borys 5arafow poniósł 12. grudnia 
w Sof i) śmierć z ręki mordercy Naj- 
sławniejszy wódz rewolucyjny Ma- 
cedonri, powracając do doinu nocą 
raze m z G a v rano w e m /,ost ał n a - 
padnięty z tyłu prz^i Panici^ i zabity 
strzałem z rewolweru. Obok nie^o 
zamordowano również Gayranowa. 

Sarafow padł oJiarą nienawiści je- 
dnego z dowódców powstańczych. 
Sandatiskiego, Grupa Sandan- 
skiego o tendencyacb socyałistycz- 
nych dążyła od śmierci Gruewado 
zawładnięcia organ iza cyą rewolu- 
cyjną. Jej delegaci na zebraniu w kla- 
sztorze Rilo obradowali nad środkami 
zagarnięcia funduszów płynących na 
poparcie rcwolucyi. Grupa ta nieco* 
łająca sit? przed teroryzmem chciała 
wymusić posłuch na kongresie *»ze- 
wm^trznej organ[zacyj'\ co spowodo- 
wało zerwanie kongresu. Wogóle 
Sarafow czuł się juz od dawna zagro- 
żony; ]ej*o przyjaciel Peirow opuś- 
cił go po śmierci Gruewa, aby dzia* 
łać na własną ri^kc. 

Podobno Panica wyznaczony zo- 
stał Iłłsern przez pariyc Sandanskiego 



do wykonania mordersiwa, kióregó 

dotąd" nikt nie śtniał i nie clicrat uy^ 
konać mimo znacznej sumy lOJlfU 
' funtów nałożonych przez rząd turectu. 
I jako cena za głowę Sarafow 3 
I Pohcya sofijska przk 
słe rewizye w klubie Cl , r^ 

lyi socyalistycznei. Aresittowano Jsi 
rewolucyonistów. Sam Pan ica zbiegł 
idotycłtczas nie trafiono na jegoślaił 
Aresztowany Ć e r n o p e j e w, ,ed€ił 
t wodzów grupy Sandanskie40i usi- 
łował ocalić się skokiem z drut^ie^o 
piątra z więzienia snfijskrt ■ S 

bezskutecznie. Podczas rt. 
kryto w Sofii skład brom. 

Sarafow jest typem rewolucyoił}- 
Sty, jakich wytwarza;' .^ ^ -----^c 
stosunki krajów nad 
darem. Olbrzymia enei^-^. .-^*^». i*- 
lent organizacyjny, odwaga, prto 
tego skłonność do terroru, do ci)> 
nów wzbudzających grozę, jak słynw) 
zamiar rzezi i^^alonickitM oto ci-:h\ 
charakterystyczne tej^' 
dza powstaficzego, ktłj 
stu dwóch latach zaczął karyer^ nr- 
wotucyjną, a w trzydziestu ktiky o- 
sięgnął sławę europejską i szc2>t 
popularności 

Podczas i) ' powstania w 

Macedonii, p . słowa spol}'- 

kał się w okoiitacti Monastiru z re* 
wolucyonislami, którzy przygorowaii 
aiak na Kruievo;y - j* 

leżących do organiza 
wielbieiiłc be ' ' _^ 

przywiązanii 
ków^ w zbudź jT ćiirjf.' 
bardziej, ze wszelkie 
tania udaremniał z zad^,v» ^dit^^.j ^^ł^ 
biegłością przy pomocy i>d<ianei niu 
ludności. 

Sarafow urodził się we w*si Lju- 
bjeśovow okręgu Nem n ikon im- 
ciec jego był na uczycie 1 1*^ 
Olą bułgarskim. Mlodv ' 
wcześnie powziął plan 
cyi przeciw Turkom. * ' 
dya w Salonikach, udał si^ do Solu. 
gdzie schroniła się i jego rod^ioa 
przed prześiadowaniem. W* 17 roku 
wstąpił do szkoły wojskowej n ukon* 
c żywszy ją, został oficercn- 
ale równocześnie wszedł 
/acyj rewolucyjnej m:i 

W r. 1895, kiedy ro/; 
w Macedonii, przesz ,.^a( ;Mn_M- i 
z 80 ochotnikami granicę i dos^rł 
przez góry aż do Me I n i k it, gdzie 



03 



KBONIKA 



iobył urząd pocztowy i spalił bu- 
y^nek policyjny, pomimo silnego 
arnizonu tureckiego. 

W r. 1899 utuorzył z Davidowem 
Kovaćewem na życzenie kongre- 
j macedońskiego najwyższy komitet 
3wstańczy i rozpoczął niezmordo- 
aną agitacyę, organizowanie komi- 
jtów lokalnych na szeroką skalę. 

Niesłychany jego talent organiza- 
^jny umiał pokryć kraj cały siecią 
iwolucyjnych ogniw, które sprawiły 
lany ostatni wybuch na wielką 
^alę. Jego celem było wywołać in- 
jrwencyę europejską na korzyść 
Litonomii Macedonii, naturalnie nie 
ez tendencyi późniejszego połącze- 
ia z Bułgaryą. 

Powstanie zakończone nieszcząśli- 
ie, sprawiło tylko spustoszenie wy- 
Łerpanego kraju i ogromną emi- 
racyę do Bułgaryi. 

Rywalizacya poszczególnych grup 
wodzów rewolucyjnych niejedno- 
rotnie już była powodem zachwia- 
ia stanowiskiem Sarafowa. I tak 
skarżał go siedm lat temu komi- 
it Zonćewa o sprzeniewierzenie 
mduszów powstańczych, to samo 
skarżenie wniósł w r. 1905 komitet 
łlonicki i uzyskał skazanie Sara- 
)wa na śmierć, co jednak nie zo- 
tało potwierdzone przez komitety 
Monastirze i Skoplju. Obecnie 
awiść partyjna, terror który jest 
golnie uznaną bronią w Macedonii, 
rzygotowały śmierć głośnego „księ- 
a Macedonii". 

(/(.) An^dynastyczne usposobię- 
le młodzieży bułgarskiej charakte- 
fTzuje dosadni, następujące wyda- 
lenie : 

Wśród studentów bułgarskich, prze- 
ywaiących obecnie na uniwersytecie 

Belgradzie, rozeszła się pogłoska, 
ikoby jeden z bułgarskiej kolonii 
:udenckiej udał się do posła buł- 
arskiego R i z o w a i złożył w po- 
jlstwie gratulacye z powodu zarę- 
cyn panującego księcia imieniem 



bułgarskiej młodzieży akademickiej. 
Skoro tylko rozeszła się ta pogło- 
ska, zwołano zaraz zgromadzenie, 
na które stawiło się około 200 z buł- 
garskiej uczącej się młodzieży i u- 
chwalili rezolucyę tej treści, że mło- 
dzież bułgarska nie sympatyzuje wca- 
le z monarchizmem wogóle, 
a zwłaszcza z bułgarskim domem 
książęcym, lecz „wytrwa nadal w prze- 
dnich szeregach demokracyi na po- 
żytek nieszczęśliwej ojczyzny". Przez 
„demokracyę" rozumieć należy w 
tym wypadku po większej części 
socyalizm, który rozpowszechniona; 
jest nadzwyczaj wśród bułgarskiej 
młodzieży, pełnej zawsze obaw, że- 
by nie była za mało „postępową". 

(K.) Stosunki z Turcyą są bardzo 
niejasne, z dnia na dzień nadchodzą 
wieści już-to o zatargach na granicy, 
już-to znowu o „poprawnych" sto- 
sunkach dyplomatycznych. W osta- 
tnich tygodniach bywały utarczki 
żołnierzy bułgarskich z tureckimi 
na granicy państw, niektóre znaczniej- 
sze, bo kilkogodzinne i nie bez 
przelewu krwi. Dzisiejszy rząd nie ma 
widocznie dosyć mocy i powagi, żeby 
temu zapobiedz. Zabrano się jednak 
do „śledztwa" i ułagodzono urzędy 
sułtańskie, a 30. grudnia rozesłano 
biurom korespondencyjnym depesze 
z Sofii, zaznaczające poprawę sto- 
sunków Bułgaryi z Turcyą. 

Wyrazem tego ma być „łaska suł- 
tańska", którą oficyalne sfery Kon- 
stantynopola objawiły w ten sposób, 
że w carogrodzkiem liceum sułtań- 
skiem przeznaczono siedm miejsc 
bezpłatnych dla bułgarskich stypen- 
dystów. 

(/CJ Jednego z przywódców ma- 
cedońskiego powstania , Nikole 
Popowa, napadli w Plewni nie- 
znani mordercy i poranili go śmier- 
telnie. Jestto zapewne dalszy ciąg 
zapasów pomiędzy zwolennikami Sa- 
ratowa a Sandawskiego. 



Druk ukończono 3-go stycznia 1908 r. 



Wydawca i odpowiedzialny redaktor : Dr. Feliks Koneczny. 
Kraków. — Druk W. Korneckiego i K. Wojnara. 



ił Słomiański. 



Cuły 1908. 



Rocznik IV. łom 



lUZYKA POLSKA WŚRÓD SŁOWIAŃSKIEJ.^ 



Muzyka słowiańska przez cały czas swego rozwoju żyła 
e lem, co stworzyli w tej sztuce Włosi, Francuzi i Niemcy. 
pin stanowi szczytny wyjątek, ale z Chopinem nie ustały by- 
iniej silne wpływy Zactiodu na słowiańską muzykę (wystarczy 
lienić Berlioza, Liszta i Wagnera). Najwięcej jednak samo- 
ńd okazał oczywiście najmuzykalniejszy słowiański naród, 
Czesi. Jako niezwykły fenomen należy zanotować, że już 
VI wieku pisano w Czechacłi kompozycye wielogłosowe na 
' męzki, gdy tymczasem wszystkie narody kulturalne posłu- 
iły sią techniką ctiórów mieszanych (chłopcy i mężczyźni). 

fakt jednak nie miał żadnego znaczenia dla rozwoju muzyki 
ł tylko fenomenalnym wypadkiem. Znacznie większą wagę 
iczenie epokowe posiada czeska muzyka z XVIII wieku. Mamy 
lyśli powstanie symfonii. Dotychczasowe badania historyczno- 
yczne wskazywały na Józefa Haydna jako „ojca symfonii**. 
\ki poszukiwaniom i badaniom dra Hugona Riemanna, 
esora umiejętności muzycznych na uniwersytecie w Lipsku, 
konano się, że tę formę symfonii, którą pielęgnowali Haydn 
łzart, stworzył czeski kompozytor Jan Stamitz wrazzMo- 
aninem F r. Ks. Richterem i Antoni Fils. Mimo swych 
visk zgermanizowanych są to muzycy czescy, czego nie od- 
^iają im bynajmniej niemieccy uczeni (R i e m a n n, M e n n i c ke, 
itzschmar). Ci genialni twórcy byli nadwornymi kapelmi- 
imi w Mannheimie i dzięki temu nabrały ich epokowe 
ly znaczenia większego, niż gdyby byli czynnymi w służbie 
zesnych popierających szczególnie muzykę czeskich magna- 

(Logi, Nosiitz-Rh i neck, Netolicky, Czernin, 
rzin, Wrtby, Kinsky). Wpływ tych czeskich mistrzów 



*) Szkic do tej pracy obejmował tylko rzut oka na współcze- 
muzyką polską. Dzięki propozycyi Redaktora rozszerzyłem jej zakres. 



MUZYKA POI-SKA WŚRÓD SKOWIASSICTEJ 



m 



sięgnął nietylko do głębi Niemiec, ale i do Francyi i Anglii- Jit 
w pierwszej połowie XVIII wieku pisane muzyczni nie mają doś£ 
słów na pisanie hymnów ku czci czeskich muzy^kantów, zaltns* 
jących najwybitniejsze miejsca w nadwornycłi kapelach kstąż|t 
niemieckich i będącycli najlepszymi wirtuozami, zwłaszcza skneyp- 
kami. Wszędzie, w każdym traktacie muzycznym czytamy o Czechach. 

My juz wówczas byliśmy w tyle poza naszymi wspol ple- 
mię ńcam i. Wzmianki o muzyce polskiej ograniczają się do«. cha 
rakterystyki poloneza, będącego w Niemczech już w XVII wicia 
w modzie, nie mówiąc już o mazurkach, które zwłaszcza na po- 
czątku tegoż stulecia znachodzą się licznie w tabulaturach nie- 
mieckich i u pieśniarzy (Henryk Albert, W. Haysmann, 
J. L- Hasler). Poza tern nikt się nami nie interesował, bo iet 
i niemiat się czem interesować, skoro to, co u nas w XVIII t. 
tworzono, było tylko naśladownictwem obcych wzorów (głównie 
Włochów), Jestto tern smutniejszy fakt, że nawet o rosyfsksej ma- 
zyce sporo w Niemczech i Francyi pisano (osobne trakia!yV. 

Czesi byli też pierwszymi kompnzvtorarłiix>per polskich, wzgt*;* 
dnie z polskimi tekstami (Maciej k an\ m hi\K Jan S t e f a ml 
obok spolszczonych Niemców, (W ^ i n e r t a i cts ner a) ^). Naj- 
wybitniejszym naszym muzykiem z XVIII wieku jest bez w^tpae^ 
nia Grzegorz Gorczyc ki,— Kurpiński tworzy bowiem 
już w następnem stuleciu, choć w poprzedniem przyszedł m 
świat. Gorczycki jest bez wątpienia genialnym kompozytoa-m. 
ale Czesi mogą nam przeciwstawić znanych i wielbionych po- 
wszechnie swych bardzo W7bitnych kompozytorów: Be ndę. My- 
sliyedka, ^czesKieijo Bacha*' Ćernohot-sk iego. Ze lenkę, 
Zacha, T u m ę, K o ^ e 1 u c h a i R y b ę. Wówczas ograniczanD 
się u nas do muzyki kościelnej i opery. Czesi nietylko tworzyfi 
w zakresie tych rodzajów, ale zdołali zająć bardzo ważne stanr*- 
wisko w rozwoju form instrumentalnych (suita, symfonia, ur 
organowe). Wogóle Czesi najwięcej ze słowiańskich nan/urt^ 
pielęgnują czysty instrunientalizm, który u nas jeszcze do nieda- 
wna zajmował trzecie miejsce po operze i pieśniach (chórach j. 
Nawet Rosya wyprzedziła nas o pól wieku pod tym względoiL 



^jNiewiadomodotychczns, o ile prawdą icst, ze Gorczycki w r 17Jt5 
napisał operą. W każdym razie między r. 17.S5 i 1778, u j. rokit m w>^u 
wierna „Nędzy uszczęśliwionej*" Kamieńskiego, nic na polu npery nie stVNh 
rzono u nas. 



ADOLF CHYBINSKI 

zaś są powody lego stanu rzeczy, nad tern zastanowimy 
3 niżej. 

Dzieje muzyki polskiej w XVIII wieku robią wrażenie, jakby 
Ł niczem się nie zajmowano, co dotyczy muzyki. Faktycznie 
;alniano się importem. Król Stanisław August bynaj- 

nie popierał muzyki, a przynajmniej w tak małej mierze, 
bec jego popierania malarstwa, literatury i nauki, opieka 
nuzykiJ równa się zeru. Za dynastyi saskiej mieliśmy w War- 
£ operę o tyle, o ile elektor saski bawił (lub chronił się) 
Isce. Dawano tam opery Włochów i tworzących pod wpły- 
neapoJitańskiej opery Niemców (Hassę). 
Znacznie większego poparcia doznawała muzyka w Rosyi, 
sej w Petersburgu, dzięki opiece Katarzyny II. Sprowa- 
tak znacznych włoskich kompozytorów, jak: A raj a, G a- 
> i e g o. P a e s i e 1 1 a, S a r t i e g o, C i m a r o s ę, V. M a r- 
g g o, C a V o 5 a etc, którzy byli jej nadwornymi kapelmi- 
li i kompozytorami O- U nas od czasów dynastyi Wazów 
ł zajęcie dla opery i jakkolwiek to, co u nas bjło w XVII 
, nasiaio w Rosyi dopiero w następnem stuleciu, jednakże 
i^łaśnie w czasie panującego u nas zastoju rozpoczęto kon- 
!ntną pracę, w której dzięki wielkiej pieczołowitości carów 
iwycti względem muzyki, nie ustawano, aż wreszcie Rosya 
dziła Polskę i Czechy w stworzeniu narodowej opery. 
Na ogól jednak najwyżej stanęli w XVIII wieku z pośród 
łńskich narodów Czesi, twórcy klasycznej symfonii, „kon- 

at ary urn Europy". Nie da się zaprzeczyć, że wiele 
:ięcza!i swemu geograficznie szczęśliwemu położeniu i przy- 
lości do Ausiro-Niemiec. Praga była wówczas najbardziej 
eckiem ze słowiańskich miast; Czesi bądź z własnej, bądź 
lólnej z Niemcami inicyatywy sprowadzali najwybitniejszych 
ich kompozytorów i niemieckich, a rodzime talenty bądź 
zyżnie, bądź u obcych kształciły się i to nie powierzchownie. 



^) Nie można jednakże nie wspomnieć, że u nas już w XVII wieku 
(S c a c c h i. P a c e 1 1 i, M e r u 1 a i t. d. panowali wszechwładnie, 
irya naszej muzyki od roku ca. 1540 do Moniuszki jest historyą wło- 
wpływów, pojawiających się sporadycznie jako „ars nova" już 
wickt] (Mikołaj z Radomia). — Włosi umieli w Rosyi nagiąć 
miejscowych gusitn^' oryentalnych. Sarti napisał na cześć zwycięstwa 
ikina pod Jassami „T e d e u m" na chór, orkiestrę, dzwony, oraz.. 
f i og\UQ sztuczne dla silniejszego zaznaczenia dynamiki i rytmu 




MUZYKA POLSKA WŚRÓD SŁOWrAŃSKJEJ 



Przytem nigdy nie zaskorupiali się w tem, co trąc i to choćby m 
dawną przeszłością, lecz starali się zawsze iść ręka w itt 
z resztą Europy, w skutek czego niejeden z Czech pochocti^ 
kompozytor, wykształcony na miarę europejską, bądź t^orr 
nowe kierunki i nowe style, bądź też odgrywał w ich rozuti 
pierwszorzędną rolę. Czechy zawdzięczając wiele Niemcom i ^h 
chom, przyswojone środki techniczne albo przekształcali na 
sposób, albo prowadzili je na nowe tory. 

Nie osięgnęliby tak wysokiego stopnia, gdyby nie lo, 
znalazło się kilkanaście rodów magnackich, które z całym 
łem i świadomością czynu popierały muzykę i czeskich m 
U nas ani śladu czegoś podobnego, Wystarczj^ przecz)- 
muzyków należących do domowych kapel magnatów, aby z 
ryczą stwierdzić brak polskich nazwisk ; znajdujemy w nich 
ważnie Czechów, Niemców, Włochów i kilku Francuzów, 
walniano się u nas czembądź, Czesi wybierali to. co najl 
Brak u nas było szkól muzycznych, gdy tymczasem każde 
czeskie, każda większa szkolą i każdy klasztor posiadaty jCi 
o tem świadczą liczne opisy. Prascy studenci uniwersyteccy 
dzają przedstawienia oper i oratoryów, grafa suity, synite 
i uwertury wyłącznie o własnych siłach i własnych środka: 
Jednem słowem — gromadzono zasoby, umiano stwofz>ć ki 
turę muzyczną, obejmującą cały kraj, cały naród. Miejsce Ir. 
kującej opieki królewskiej zajęta opieka magnatów i mieszcu' 
stwa. Czem były Czechy w XVIII wieku, opowiada nam Idb 
wymownych faktów. Oluck, wielki reformator opery, byłwfti 
dze uczniem Czernohorskiego; Haydn, wielki symfonii 
był w r. 1759 kapelmistrzem hr. Morzina" w Łukawcu: Stl 
mitz, Fils, Ben da, Koźeluch, Myslivećek, Dui« 
(zniemczono go na Dusseka), należą do najwybitniejszych koi 
pozytorów z epoki przed Mozartem, a wpływ ich jest tak wtt 
że XVIII wiek przynosi dla Czech nazwę „k on se r w atoryii 
Europy"; Mozart wystawia w Pradze w r 1782 ,Upri 
wadzenie z seraju", w r. 1786 „Wesele Figara*, t 
1787 „Don Juana", a więc premiery najświetniejsze na 
czasy. Wówczas nigdzie jeszcze Mozarta nie rozumiano, a w fti 
dze odnosił tryumfy; gdy zmarł w Wiedniu, zaledwie ki 
przyjaciół za jego trumną postępowało, — w Pradze urządioi 
wspaniałe żałobne uroczystości. 



ADOLF CHYBINSKI 



Jakkolwiek Czesi pozostawali pod wpływem niemiecko-wło- 
, jednakie już od XVII wieku okazywali dążność do samo- 
ści. Pominąwszy już, że wzorem francuskim już w XV wieku 
Eyli kilkogłosowe pieśni na chór z tekstami czeskimi 
wołali u nas naśladownictwo (pieśni drukowane osobno, kan- 
ał puławski i t. d.), pominąwszy dalej, że czeskie ludowe 
li religijne i świeckie bez ustanku wydawano w różnych kil- 
3S0wych opracowaniach (w czem nie przeszkodził nawet na- 
dpalenia 21 kancyonałów czeskich, wydany przez Józefa II. 
1783) — historya opery czeskiej okazuje budzenie się cze- 
;o ducha. Przed r, 1705 przybywa włoska trupa do Pragi 
e operę opartą na czeskiem podaniu o Libuszy. „Libuszę" 
;o kompozytora grano w kilkanaście lat później. Za despo- 
ych rządów austryackich tłumiono objawy narodowe — na- 
nnie. 

Co Niemcy uważali za podporę niemczyzny w Pradze, tego 

Czesi za podstawę dalszego rozwoju narodowej sztuki. — 

erwszej pofowie XIX wieku panuje tam bezsprzecznie prze- 

\y wpływ niemieckiej, potężnej sztuki. Że tak być musiało, 

a w tem nic dziwnego, gdyż trudno było oprzeć się tak sil- 

potentatom muzyki, jak Haydn, Mozart, Beethoven, 

e r i S c h u b e r i. 

Równocześnie dzieją się dziwne rzeczy w Rosyi. 
Nim Stowak Maciej Kamieński zdołał dać Polsce 
^szą polską open^ w r. 1778, już Dymitr Bortniańskij 
al kilka oper, zdobywając powodzenie we Włoszech ; przed 
zaś F o m i n tworzył opery w Petersburgu, również z powo- 
em. Jednak dopiero talent M. Glinki był w stanie dać 
i operę narodową, jaką jest „Żiżń za cara** z r. 1836, 
cej w Rosyi to znaczenie, co u nas wystawiona dopiero 
1 854 „Halka' Moniuszki, i pierwsza czeska narodo- 
)pera t. j. , P r o d a n a n e v e s t a" S m e t a n y (r. 1*866). 
Wielce pouczającem jest porównanie stosunku Glinki i Mo- 
ki do zachodniej muzyki, gdyż to wyjaśnia fakt opóźnienia 
aszej twórczości muzycznej niemal o pół wieku. Moniu- 
o tworzył w czasach, w których Liszt, Berlioz, Wa- 
r i Chopin dali muzyce nowe formy, nowy język, nowy 
ib wyrażania się muzycznego. Ich doniosłe reformy, które 
yły niczem innem, jak dalszem rozwijaniem sztuki klasycz- 
3eethovena, nie miały w Moniuszce zwolennika. Nie- 



mifTKA PotsicA wśttón SLomndtsau 




miecki pseudoklasycyzm Mendelssohna i berlińskiej 
wraz z rossmizmem przeniósł aa pobki gntfU i uprościł |& 
sownie do niewielkiego stanu ómczesnej kultu r>' muzyocnei 
skie). Trzymaiąc się tych ^sad do końca życia, wv"vi ołał przs |i 
zastój, z którego nie uwolnili się jego następcy. Nie przyswołł <oki 
nowego kolorytu orkiestrowego, ani zasady indywidualnego ^^ . 
zania się. ani nowsz>ch pojęć o dramacie muzycznym, ki.jf» 
mogą znaleźć zastosowanie i w |jr>czne[ operze. Jego open" ą 
złożone z ar\i t pieśni s ich operowych odmian. Znaczenie ni^ 
rodowe Moniuszki polega w pierwszym rzędzie na lem, 
czerpie treść swych oper z życia polskiego na wsi, co za 
pociąga opieranie się na ludowych mot>*wach. k(ór>xh 
jako melodyjnego, ale nie ściśle temat)'cznego matery^ału. Na 
posługiwał się techniką muzyczną* która już nawet ' 3 
czasy, nie była świeżą. Mając taki wzór, nie czuli r _ .^ M> 
niuszki potrzeby wzbogacania swego języka mijzycznego now)im 
bardziej plastycznymi i głębszymi środkami, będącymi podsLi u 
wyższej sztuki, wyższego artyzmu. A to prowadziło do jak r^ 
dalej idącego kompromisu z niewielką w owych i następnych co- 
sach kulturą muzyczną. Ze Moniuszko cz>nił kompromis z liy 
nieczności, tego dowodzą jego inne dzieła, które z powodu zitt- 
cznie śmielszych i świeższych pomysłów, nie spotkały się z tói 
uznaniem, co „Halka'' i jej operowe rodzeństwo. Mam na imil 
rtS o n e t y krymskie** - zdaniem mojem — najbardzli 
ty styczne z dziel Moniuszki. Swym zasadom był M. wier 
końca życia (t 1872). W tym czasie muzyka polska nw p*'-4 
piła ani na krok naprzód. 

Dla kierunku chopinowskiego była muzyka polska ^^ _ 
stracona. Opera liryczna i pieśń ludowa, artystycznie ograJ^^r 
jedno- i wielogłosowa, zajęły wszystkie placó>vki* Nawet w ft 
tepianowej muzyce niema śladu wypływu odrębnej inź 

Chopina: trudno bowiem przypuścić, że moc fabryka.. im 

wym stylu pisano pod jego wpływem, skoro już przed nim istni 
ale dopatrywanie się w Chopinie wyłącznie twórcy mazurk 
i polonezów, przyczyniło się do niesłychanego zastoju. Prąd 
trwał niemal do r. 1880. Gdy w lym czasie orkiestra Berlio 
Liszta i Wagnera oraz znaczenie Chopina (o którem u n3»' 
nie miało się pojęcia), przyjęty się w całej Europie od Peiefj- 
burga i Kopenhagi po Florencyę i Medyolan, u nas Minchcs 
mer chciał to niesłychane zacofanie i tkwienie w* starych .iJj 



ADOLF CHYBIŃSKI 

h operach i Weberze odświeżyć Meyerbeerem, nad 
ym dawno już t w vi r c z a Europa przeszła do porządku 
nnego. Nie Wagner ani B e r 1 i o z, jako twórcy nowych 
ości, ani ich pobratymcy duchowi, Chopin i Liszt, ani 
et nie Schumann byh* wzorami, lecz pseudoklasyczny ro- 
tyk Mendelssohn wycisnął swe piętno na naszej mu- 
. A to fatalne jego oddziaływanie, jako jeden z najważniej- 
h czynników zastoju, przetrwało Moniuszkę i weszło w krew 

dziś jeszcze żyjących „następców". Ta absolutna skłonność 
[izystego melodyzmu, do absolutnej homofonii, jaka u nas za- 
ździta siQ z powodu jednostronnego hołdowania melodyom 
^wym i z powodu nadmiernego kultu opery włoskiej, sprawiły, 
e wszystkich mistrzów ten tylko mógł mieć u nas powodze- 
i wpływ, klóry najmniej był trudnym do zrozumienia: wła- 

Mendelssohn ze swą elegancyą i politurą. Brak czynników 
[ących kult symfonii podnieść, zrobił też swoje. Warunki po- 
zno-ekonomiczne oddziaływały również fatalnie. 

Jak przedstawia się kultura muzyczna między r. 1850—1880 
zechach i w Rosyi? 

Praga była do 5-go dziesiątka XIX. wieku miastem wyłą- 
2 niemieckiem, także pod względem muzycznym. Mozart, 
?thoven, Weber i Spohr panowali niepodzielnie. Na 
ifę zawitał Berlioz, lecz wyparł go Mendelssohn, pod 
ego wpływem tworzyli Veit i Kittl. Zwolna zaczyna się 

narodowy, podając — podobnie jak u nas — dłoń men- 
sonizmowi. Rolę czeskich Moniuszków na polu narodowo- 
wej muzyki odgrywają: J. J. Ryba, F. M. Kniźe, V. Vo- 
, Śkraup (senior), Jeleń, a zwłaszcza Fr. Śkraup 
or), twórca hymnu „Kde domov muj". Mimo silnej 
cyi K rej Ce go (nauczyciela Żeleńskiego) wpływ Mendels- 
la szybko niknć|ł, Schumann, a zwłaszcza Berlioz, 
zt i Wagner opanowali umysły, przyczem jednakże Czesi 
tracili swych cech rasowych, uważając tych mistrzów tylko 
lauczycieli, nie za despotów. Sekciarzami być nie pragnęli. 
yw Wagnera, Berlioza i Liszta, tylko jako twórców nowej 
^stry i nowych form, datuje się od r. 1860. U nas Wagner 
yna być znany dopiero po r. 1880, gdyż jednorazowego 
jrania „Lo h e ngri na" i „Tan n h ausera** nie można 
i/ać trwałym kultem, którego i dziś u nas jest stosunkowo 



MUZYKA POLSKA WŚRÓD StOWlAŃSKIEJ 



112. 



niewiele. O Berliozie i Liszcie jako symfonistach również dziś ni 
ma się w Polsce zbyt jasnego wyobrażenia. Inaczej było w Prąd; 

Bedfich (Fryderyk) Smetana, o cztery zaledwie 
młodszy od Moniuszki, choć o pół wieku wyprzedzający g5" 
w śmiałym pochodzie naprzód, już w r 1850, a więc przed 
powstaniem „Halki", stanął na nowt)źytnym gruncie. Nie było 
u nas jeszcze śladu wpływów Chopina, a Smetana jui two 
'W jego duchu, jak tego dowodzą j^fio pien^sze (fortepianów 
utwory ; Minchejmer przeżuwał resztki Meyerbeera, Żeleński 
i Noskowski trwali przy Mendelssohnie i Moniuszce i nie zdołaii 
pojąć jeszcze idei Wagnera i Berlioza, a już Smetana dał Czechom 
narodowy dramat muzyczny, a przede wszystkie m szereg 
tchnących świeżością barw, pomysłów i kunsztownego opraco- 
wania dzieł orkiestrowych, nie schodzących po dziś dzień z pro- 
gramów nawet niemieckich, gdy tymczasem u nas twórczość 
orkiestrowa leżała do r 1880 niemal zupełnie odłogiem, lub m _ 
najwyżej wpatrywała się w łatwy wzór Mendelssohna. W r. t8d^| 
roku wkroczenia Prus do Czech, odbyła si^ w dniu 30 mafi 
premiera opery narodowej „Prodan^ neyesta" % Połączył 
w niej Smetana pierwiastek ludowy liryczny z dramatycznyTri 
patosem i dramatyczną siłą, prostotę pomysłów z kunsziowDem 
opracowaniem, dla którego i Liszt i Wagner mieli szacunek, 
której uznania nie odmówił surowy Brahms. Moniuszko 
zadowolił się rozlewnym liryzmem i idyllami, prymitywTiością 
opracowania i pomysłów. Dzięki genialnemu talentowi, wielkiej 
wiedzy, silnej inwencyi i głębokiemu pojmowaniu art)*ziiiu» oi 
nował odrazu Smetana umysły kulturalnej praskiej publiczno: 
i artystów. Odrazu też zabłysnął jako silna artystyczna indywf* 
dualność* Śmiałość i bezwzględność jego artystycznego „cred 
były nawet dla Pragi zbyt śmiałe. Ale Smetana nie czynił żądny 
kompromisów, jak Moniuszko i jego następcy i lem właśnie 
wyrobił czeskiej muzyce prawo obywatelstwa w Europie i uratował 
ją od zacofania i zastoju, a kompozytorom czeskim dał swobodi 
ruchów, która im pozwalała obywać się bez kompromisu z po! 
cznością. 



*) „Sprzedana narzeczona" ciągle utrzyinaje się na repertuarach nt^ 
mieckfch, u nas.... inaczej. Najwyższy czaSi aby położono kres lenJst*"! 
naszych oper I f 



113 



ADOLF CHYBIŃSKI 



Rok 1880 oznacza u nas brak artystycznego kierunku: 
wyłączne panowanie opery i pieśni, brak instrumentalnej (symfo- 
nicznej) mazyki, brak zdawania sobie przez kompozytorów sprawy 
z tego, te nawet na rzecz absolutnej narodowej tendencyi sztuki, 
nie wolno jest rezygnować z artystycznego wyższego poziomu, 
wreszcie brak zdawania sobie sprawy ze znaczenia 
Chopinajako indywidualności, brak kierunku chopinowskiego. 
Do tego czasu byli Czesi w stanie iść ręka w rękę z potężnymi 
prądami opanowującymi umysły całej Europy, bez wyrzekania 
się rasowych cech. Niestety nie posiadaliśmy geniusza Smetany, 
ani wykształconych pedagogów kompozycyi, którzyby mogli 
wychować generacyę silnych indywidualności artystycznych. Ucznio- 
wie Moniuszki (Noskowski i inni) sami przyznają, że nie 
mogii się od niego nauczyć tyle, aby zdołali choć na odległość 
rywalizować — nie z Wagnerem, Berliozem, Lisztem, Chopinem, 
Schumannem, Brahmsem, ale ani ze Smetana, Dvofźkiem 
i duchowymi uczniami tych mistrzów. Udawali się do obcych 
pedagogów — jakich, o tem będzie mowa niżej. Jakkolwiek już 
przed n 1880 rozpoczął Dvof^k i Fibich, dwaj obok Smetany 
najwięksi twórcy czescy, swą działalność, jednak znaczenie ich 
datuje się od dziewiątego dziesiątka lat XIX w. 

Rozważmy z kolei, co zdobyła Rosy a do r. 1880? 

Wspomnieliśmy już, że Glinka, choć o 16 lat starszy 
od Moniuszki, zdt)łał być świeższym w kolorycie i umiał poznać 
się na przekształceniu faktury orkiestrowej przez Berlioza i Liszta 
i skojarzyć na zewnątrz muzyki leżące idee narodowe z postępem 
technicznym. W zdumienie musi nas jednak wprawić fakt, że 
Rosya wyprzedziła nawet bliżej Zachodu leżących Czechów w za- 
stosowaniu ideałów neoromantycznych do ojczystej produkcyi 
muzycznej. Uczynili to Aleksander Serów (1820—1871) 
i Aleksander Dargomyżski (1813—1869), pierwsi „nowa- 
to rowie" rosyjscy, którzy pismami i utworami walczyli w obronie 
neoromantyzmu, a Wagnera w szczególności (około r. 1860). 
Dargomyżski zrozumiał technikę dramatyczną i usunął 
zwłaszcza w swym „Kamiennym gościu" (1869, tekst Pu- 
szkina) konwencyonalny podział akcyi dramatycznej według form 
czysto muzycznych, stwarzając prócz tego niezależnie od Wagnera 
nowożytny recytatyw muzyczno-dramatyczny. Instrumentacya Se- 
rowa i Dargomyżskiego (mimo braku polifonicznej faktury) była 
jak na owe czasy bardzo żywą, plastyczną, pomysłową, barwną. 



MUZYKA POLSKA WSttÓD StOWlAŃSKIEJ 



114 



W latach trzydziestych i czterdziestych przychodzi na świat 
nowa generacya sześciu wybitnych kompozytorów rosyjskich, któm* 
Rosyi zapewnili jeśli nie zachwyt, to w kaźdytn razie wielki 
respekt Europy I Ameryki, czem żaden z naszych kompozytorów 
dotychczas prócz Chopina nie może się poszczycić Są to: A I e- 
ksander Borodin (1834^ 1887), C e z a r K i u JO (ur- 1835). 
Milij Balakizew {ur 1836), M o d e s t M u s s o r g s k i j 
(1839—1881), P i o t r C z a j k o w s k i i (1840 -18Q3) i Mikołaj 
Rimski i -Korsaków (ur. 1 844), Znaczenie tych kompo- 
zytorów leży głównie na polu instrumehtalnem. Rimskrj-Korsakow 
dał Rosyi pierwszą symfonią (w r. 1865), w r. 1866 pierw^szy 
poemat symfoniczny („S ad k o")-). Jakkolwiek, jako twórcy* oper. 
nie byli ci kom pozy toro wie wierni zasadom reform Wagnera. 
jednak jako sym fon iści zdołali podnieść poziom muzyki rosyj- 
skiej bardzo wysoko i stanąć na równi z trzema czeskimi mi- 
strzami :Dvofźkiem, Smetana i Fibichem, nie ustę- 
pując tak bardzo wybitnym przed r 1880 kompozytorom, jak 
Cezar Franek, Massenet, Saint-Saens we Francyi, 
Verdi, Bo i to i Sgambati we Włoszech, B r u c h i G o I d- 
m a r k w Niemczech, Grieg i Svendsen w Skandynawii. 
Zdobyli wielką kulturę muzyczną, wielkfe inistrzowstwo w opano- 
waniu nowoczesnej orkiestry (Liszt, Ber Moz, Wagner) i połtfonti, 
czynili śmiałe wyprawy w nieznane d^Jedziny harmonii, — obfi- 
towali więc w to wszystko, co kompozytora czyni artystą mte- 
iigentnym, kulturalnym, co pogłębia jego inwencyę, co czynf go 
interesującym i co pozwala mu być w mniejszym lub większym 
stopniu niezależnym i stać na własnych nogach, w przeciwień* 
stwie do tych maroderów, którzy nie mając bądź odrębności 
wrodzonej lub gruntownej wiedzy teoretycznej, albo posiadając 
zapatrywania artystyczne, a więc i technikę kompozycyjną przed- 
wczorajszą, z trudem podążają za rozkwitającą sztuką, powta- 
rzając to, co inni dawno i lepiej powiedzieli, a co może intere- 
sować tylko tych, którzy w swej naiwności i nieznajomości 
całokształtu muzyki europejskiej nie mogą zdać sobie sprawy 
z tego, że na miejscu stać nie w^ o 1 n o , lecz trzeba na własną 

ł) Cezar Kiuj był ucitniem Moniuszki (i Bałaki2:ewa). 

2) Smetana dopiero w n 1874 slwor/ył pierwszy czgslił poemat :iym- 
foniczriy. Ta sami rola przypadła u nas w udziale dopiero Mieczysła- 
wowi Karłowiczowi (*,Powracające fale"* 1904), „Step" Noskowskiego 
jest bowiem uwerturą. 



115 



ADOLF CHYB1NSK1 



rękę nowe odkrywać światy. Mimo, iż wymienieni rosyjscy kom- 
pozytorowie opierali się na Liszcie, Berliozie, Wagnerze i Chopinie, 
jednakże dzięki swym genialnym talentom i naturalnej inwencyi, 
nie wyrzekli się właściwości rasowych. Czego mogli się byli od 
obcych nauczyć, to wyzyskali, a w temperamencie i charakterze 
pozostali Rosyanami. Zrozumiano ich wszędzie, gdyż środki ich 
wyrażania się stały ponad ich narodowemi właściwościami. Zro- 
zumiano ich jako artystów tak samo, jak zrozumiano wszędzie 
trzech czeskich mistrzów. 

Zwrócić należy prócz tego uwagę na wpływ Chopina, 
który, dzięki B a ł a k i z e w o w i , stał się w Rosyi bardzo możnym 
i do dzisiejszego dnia jeszcze trwa w całej swej sile. O całej 
fortepianowej muzyce rosyjskiej naszych czasów można powie- 
dzieć, że hołduje wyłącznie Chopinowi, a muzyka ta jakościowo 
i ilościowo jest olbrzymia. 

Historycznie stwierdzić można, że w tym wypadku Rosya 
wyprzedziła nas co najmnjej o 30 lat. Do r. 1880 posiadała Rosya 
szereg wybitnych dzieł symfonicznych, operowych i kameralnych, 
dla których cała obczyzna miała respekt. Niestety ani jedna z pol- 
skich kompozycyi nie może się tem poszczycić. Przyszły lata 
ośmdziesiąte i dziewięćdziesiąte — a obcy mimo starań Bii Iowa 
nawet „Halki" nie poznali. Ważnym argumentem dla nas, t. j. 
na naszą obronę je^t to, że ani w Warszawie, ani w Galicyi nie 
posiadamy żadnych czynników, któreby mogły się przyczynić do 
reformy, do organizacyi życia muzycznego. Do r. 1880 panował 
u nas zupełny obskurantyzm, obojętność dla muzyki, jednostron- 
ność zapatrywań muzycznych. Dwóch najbardziej wówczas wy 
kształconych muzyków polskich, t. j. Żeleński i Noskow- 
ski, nie mogło rozwinąć większej, skuteczniejszej działalności. 
Tymczasem Czesi i Rosyanie cieszyli się wielkiem poparciem 
swych rządów, względnie domów panujących, które nie szczę- 
dziły środków na popieranie muzyki. Narody te wywalczyły sobie 
uznanie świata muzycznego — z pewnością nie za pomocą wiel- 
kiej, wewnętrznej kultury muzycznej, bo pod tym względem i Cze- 
chom i Rosyanom daleko było do Niemiec, Anglii i Francyi, 
lecz przez to, że wydały z siebie tak genialnych kompozytorów, 
jak Smetana, Fibich i Dvofak, ja!; Borodin, Rimskij- 
Korsakow, Czajkowski j, Głazunow. Ci artyści umieli 
pogodzić pracę dla swoich, znaczenie swe dla Czech i Rosyi, ze 
znaczeniem dla *— świata. Dlatego spotkało ich uznanie i w ojczy- 




MUZYKA POLSKA WŚRÓD SŁOWIAŃSKIEJ \\(^ 

źnie i poza nią. Gdyby byli czynili kompromis z mało kulturalną 
publicznością swych krajów, gdyby jej nie naginali do tego, co 
uznawali za słuszne w imię racyi artystycznej, nie zbudowaliby 
tak potężnych panteonów muzyki w swych ojczyznach. Gdyby 
następnie konserwowali również kompromisowo to, czego mogli 
się nauczyć od Mendelssohna i Włochów, gdyby zarówno rozu- 
mnie, jak i taktownie nie byli przyłączyli się do reform techniki 
kompozytorskiej, jakie zapoczątkował Ber li oz, a poprowadził 
dalej Liszt i Wagner, wtedy mimo swych talentów byliby po- 
zostali w tyle poza zdrowym postępem. Nie chodzi tu o rewo- 
lucyjne lub radykalne nowatorstwa — Dyoi^śk bowiem był 
przyjacielem Brahmsa („konserwatysty") — lecz o to, aby sobie 
przyswoić nowe zdobycze na polu wiedzy muzycznej. 

Inaczej było u nas. Żeleński i Noskowski byli 
uczniami pedagogów, którzy raczyli nie uznawać ani Berlioza, ani 
Wagnera nawet, jako talentów, lecz tkwili głęboko w Mendels- 
sohnie i pseudoklasycyźmie. Ten wpływ, z którego tylko nie- 
znacznie zdołali się otrząsnąć, jest widoczny u Żeleńskiego w uwer- 
turze „Tatry" i innych utworach z przed r. 1885 (głównie w ka- 
meralnej muzyce), u Noskowskiego w uwerturze „Morskie 
O k o". Dlaczego jednak n. p. Z. F i b i c h, największy obok Sme- 
tany i Dvofźka mistrz czeski, mógł zrzucić z siebie jarzmo, na- 
łożone przez naukę u takich handlarzy starożytności, jak J a d a s- 
sohn i Lachner i zaznaczyć swą indywidualność, dlaczego 
Verdi mógł mimo całej swej maestryi uznać epokowość i racyę 
„nowatorstw" Wagnera nawet u schyłku życia, dlaczego Dvordk 
nawet po napisaniu wybitnych kompozycyi przyszedł do przeko- 
nania, że już nie wystarcza inna technika orkiestrowa, jak tylko 
ta, którei podwaliny dał Berlioz i Wagner, oraz Liszt? „Konser- 
watystą" pozostał Dvofdk do końca życia, a jednak ciągle dawał 
świeże myśli, świeży język muzyczny. Tu nie wchodzą w grę 
pierwiastki rasowe, ani forma, lecz harmonia, koloryt, pojęcie 
symfonizmu, rodzaj faktury. Niestety żadnej indywidualno- 
ści, ani talentu, ani artysty uczonego o mierze wymienionych 
rosyjskich lub czeskich nie posiadaliśmy, aby naszej muzyce była 
zapewnioną jeśli nie popularność, to przynajmniej respekt obcych ; 
nikt o nas nic nie wie u obcych, o naszych twórcach, którzy też 
nic nowego ani odrębnego nie powiedzieli, czegoby już dawn(^ 
nie powiedziano u innych Słowian. Nie rozchodzi się tu o wpra- 
szanie się do obcych — ani Czajkowskij, ani Dvofśk, ani 



117 ADOLF CHYBINSKI 

też daleko od nich mniejsi kompozytorowie słowiańscy nie na- 
rzucali się, a jednak ich dzieła są stałym repertoarem nawet na- 
szych odwiecznych wrogów, Niemców. 

A jednak nie można i nie wolno bynajmniej odmawiać No- 
skowskiemu i Żeleńskiemu zasług około naszej muzyki. Od cza- 
sów Chopina są to pierwsi nasi muzycy, rozporządzający wielką 
wiedzą; co więcej — i Żeleński i Noskowski zwolna przycho- 
dzili do przekonania, że żyć epoką Mendelssohna dłużej nie po- 
dobna. Już „Konrad W a 1 1 e n ro d** (1885) krakowskiego 
twórcy zdradza jego zainteresowanie się nowymi technicznymi 
problemami. Opanowania jednakże techniki nowożytnej nie znaj- 
dziemy w żadnem dziele Żeleńskiego i żądać tego od niego nie 
możemy, choć zaznaczyć musimy, że Noskowski bardziej poszedł 
naprzód, dzięki studyom nad Wagnerem i Czajkowskim, co nie 
wpłynęło na jego narodowy charakter, mający jednakże często 
lokalne naleciałości. Obydwaj przyczynili się do znacznego po- 
stępu, jakkolwiek żaden z nich nie wyszedł poza to, co już dawno 
dałDvofźk, Smetana lub Borodin (w swym „Stepie" 1876). 
Obydwaj nasi kompozytorowie, mimo skłonności do nadania 
swej muzyce piętna narodowego, nie mogli szukać wzorów w ojczy- 
źnie, która wprawdzie wydała Chopina, ale nie wydała żadnego 
wielkiego symfonisty. W utworach ich jednakże niema dowodu, 
że znaczenie Chopina zostało u nas zrozumiane. Na twórcę pre- 
ludyów jeszcze nie był nadszedł czas. Gdybyśmy naszą muzykę 
z lat dziewięćdziesiątych chcieli porównać z zagraniczną, nie zna- 
leźlibyśmy wprawdzie stałej liczby na określenie lat opóźnienia, 
ale też możemy powiedzieć, że na tej wysokości znajdowała się 
muzyka czeska koło r. 1870, francuska i niemiecka około 1850 r., 
rosyjska około 1860 r. 

Czy jednakże nie popełniam błędu, biorąc za złe naszej 
muzyce, że opóźnia się w rozwoju? Że nie błądzę, dowodem 
tego, że przechodzimy te same stadya, które przechodziła muzyka 
każdego narodu, czyli że po pewnym czasie będziemy na drodze 
ku przyszłości znajdowali się w tej fazie, w której znajduje się 
obecnie muzyka najbardziej zaawansowanych narodów. Jest to 
tak samo zrozumiała konieczność, jak n. p. stosunek Niemiec 
do włoskiej muzyki w XVII i XVIII wieku. Historya daje nam 
tyle przykładów, że dowodów na stwierdzenie historyi ewolucyi 
muzycznych nie braknie nigdy. Zrozumieli to artyści tej miary, 
co Paderewski, Melcer i Sto jowski i wyjechali do obcych. 



MUZYKA POLSKA WS^ÓD SLOWfAMSKIEJ 



118 



aby wchłonąć ich wysoką kulturtj i nauczyć się tego. czego 
w ówczesnych warunkach nie można było jeszcze u nas uzysknŁ 
Pozostali wierni swej ojczyźnie i umieli środki zdobyte u obcych 
oddać na usługi sztuki ojczystej. 

Paderewski i Melcer obdarzyh nas dwiema operami, 
w których usiłują ideały Wagnera zastosować do muzyki rodzi- 
mej, podczas gdy Żeleński odwrócił się od kierunku poczę- 
tego w „Konradzie Wallenrodzie" i pragnął kierunek mo- 
niuszkowski dalej rozwijać, nie przyjmując reform Wagnera; to 
samo można powiedzieć o Noskowskim, mimo, iż coraz bar- 
dziej przyswajał sobie nowsze środki muzyczne, nie oddalając się 
od tych pojęć harmonicznych, które nabył za młodu. Przykład 
Griega świecił Paderewskiemu i Melcerowi oraz S t o~ 
j o w s k i e m u , którzy wprawdzie pełną garścią czerpali nowe 
pojęcia z muzyki zachodniej i słowiańskiej, ale w charakterze po- 
zostali wierni swej rasie. Rola ich w naszej muzyce jest dlatego 
wielka, gdyż oni właśnie przełamali tamę przesądów i dziś 
jeszcze niestety panujących. Operują oni bądź w orkiestrze, bądź 
w fortepianowej muzyce środkami nowożytnymi, burząc zaśnie- 
działe i chylące się rudery purytanizmu konserwatoryjno^pseodo- 
klasycznego. Gdyby nie byli ci trzej kompozytorowie wirtuozami, 
ignorowanoby ich i dziś jeszcze: wszystko bowiem, co ma na 
sobie piętno nowożytnej wiedzy i techniki, uważano u nas za 
„chorób! i wość" i — obczyznę, mimo iż nosiło w sobie cechy na- 
wskroś słowiańskie, jak to widzimy u Paderewskiego, Melcera 
i Stojowskiego, S t o j o w s k i i Paderewski pierwsi zbli- 
żyli się do kierunku Chopina, co zawdzięczają zapewne 
temu, że są pianistami. Że w orkiestrze nie szukali wzorów u nas, 
lego nie bierzmy im za złe; te bowiem „wzory", które u nas 
mieti do rozporządzenia, dawno już przestały być wzorami u obcych. 

Mimo znaczenia tych trzech kompozytorów polskich* nie 
oceniono ich do dzisiejszego dnia u nas należycie, jakkolwiek 
przyznać należy, że małe, nędzne niemal środki wykonawcze nie 
mogły im pomódz w uznaniu ; nawet Filharmonia warszawska 
nie kwapiła się nigdy zbyt namiętnie w propagandzie ich warto- 
ściowych dzieł. Mają one u nas z historycznego punktu widzenia 
to stanowisko, jakie zajęły w Czechach początkowe dzieła Sme- 
tany i Dvof^ka, w Rosyi zaś pierwsze kompozycye Czajków- 
skiego, Borodina i Rimskrego-Korsakowa, czyli stoją na yittyso- 
kości tych muzyk narodowych z lat ośmdziesiątych. 



119 



ADOLF CHYBINSKl 



Także Zygmunt Noskowski zwolna zaczął rozumieć, że 
nie można stać na miejscu ; zrozumiał znaczenie Wagnera i Czaj- 
kowskiego, czego dowodem jest jego „Step**. Warszawa miała 
większe środki do rozporządzenia, niż inne polskie miasta — 
przytem Noskowski zaczął rozwijać tam działalność pedagogiczną 
na większą skalę. Stamtąd należało się spodziewać generacyi kom- 
pozytorów, którzyby zapewnili symfonicznej muzyce polskiej lepszą 
przyszłość. (Najwybitniejsze bowiem dzieła Stojowskiego, Melcera 
I Paderewskiego nie należały do dziedziny symfonicznej). Jakkol- 
wiek Filharmonia warszawska nie była bezstronną w po- 
pieraniu polskiej muzyki, jednakże przez zapoznanie młodej gene- 
racyi muzycznej z dziełami najwybitniejszych symfonistów czeskich, 
rosyjskich, niemieckich i francuskich, otworzyła jej oczy na nie- 
przebrane skarby muzyczne, nagromadzone w ostatnich dziesiąt- 
kach lat przez wielkich twórców. 

Prócz Mieczysława Karłowicza, kształcili się wszyscy 
najwybitniejsi przedstawiciele najmłodszej symfonicznej muzyki 
polskiej w Warszawie. Wpływ Czajkowskiego i Wagnera 
byt zrazu decydujący w ich technice kompozytorskiej (orkiestro- 
wej), mimo, że ani na chwilę nie stracili ci kompozytorowie 
(Karłowicz, Fitelberg, Różycki, Szymanowski) 
swego narodowego charakteru, który zresztą nie polega na pisa- 
niu tanecznych melodyi i rytmów, ani na naśladowaniu ludowej 
muzyki, lecz na temperamencie i charakterze rasowym. Wszak 
Chopin jest nawskróś polskim (mówiąc ściślej: słowiańskim) 
kompozytorem nawet w preludyach, scherzach, etiudach, sonatach, 
mimo, że zewnętrznych manier rodzimej, ludowej muzyki nie na- 
śladuje. Zwolna mija wpływ Wagnera i Czajkowskiego, gdy ta 
generacya przekonała się, że u nas wprawdzie środki tych dwóch 
mistrzów działają bardzo świeżo i nowo, tak że jeszcze długo 
będzie publiczność nasza obca wszystkiemu, co stworzono po 
nich, ale nasi twórcy nie mogą stać w miejscu i znowu czynić 
kompromisów. Po Wagnerze przyszedł Ryszard Strauss, naj- 
większy dziś kompozytor, który znów pchnął muzykę na dalsze 
tory i wywarł wpływ na całą muzykę słowiańską. Olbrzymie bo- 
gactwa muzyczne, nagromadzone przez niego, nie mogły ani u nas 
przejść bez echa. Porównawszy stan techniki orkiestrowej naszych 
kompozytorów starszych z" mistrzostwem symfonicznych dzieł 
Karłowicza, Fitelberga i Różyckiego, widzimy wprost zdumiewa- 
jące postępy, jakie poczyniliśmy w przeciągu ostatnich siedmiu lat. 



MUZYKA POLSKA WŚRÓD SŁOWIAŃSKIEJ 



Dziś możemy wypowiedzieć śmiałe twierdze* 
nie: nietylko nie jesteśmy opóźnieni w porównaniii 
z muzyką Rosyan i Czechów, ale zaczynamy ic h wyprze- 
dzać. Dane w roku 1906 i 1 907 dwa koncerty polskie w cent mm ha- 
katyzmu, w Berlinie, zjednały naszej muzyce respekt nietylko u ^ 
dliwej i barbarzyńsko surowej prasy muzycznej niemieckiej, lect 
lakze uznanie tak genialnych twórcóWt jak Engelbert H uifiper* 
d i n c k i Ryszard Strauss. Jesito jeden z wielkich, imponu- 
jących rewanżów, danych tym, którzy nas uszczuplają : zaczynamy 
przychodzić w posiadanie tej broni, która muzyce niemieckiej 
data zwycięstwo nad kulturą muzyczną XIX wieku, tej br^it, 
która wymusiła u grymaśnych Niemców szacunek dla rosyjskiej 
i czeskiej muzyki : jesteśmy obecnie uzbrojeni w bron wiedzy, 
wysokiej kultury muzycznej i w wielkie talenty. Tylko przez do* 
ścignięcie reszty Europy będziemy mogli działać pozytywnie i za- 
jąć w XX wieku pozy cyc w muzyce, historycznie nie- 
wzruszoną. Nie wymawiajmy jednak frazesów, ze nasi kom- 
pozytorowie najmłodsi idą za śladami obcych, gdyż nie możemy 
dać im u siebie lepszych wzorów do naśladowania w twór- 
czości orkiestrowej. Że jednak mimo to nie uprawiają między- 
narodowej muzy, tego dowodem słowa jednego z naj wybitniej* 
szych muzyków nienłieckich, wypowiedziane o nich: „Są to 
w całem tego słowa znaczeniu dobrzy Europej- 
czycy, a jednak do dna duszy Słowianie**, Że tak jesi, 
tego dowodem fortepianowe dzieła Szymanowskiego i Ró- 
życkiego, będące szczytnym renesansem kierunku cho- 
pinowskiego: ci dwaj kom pozytorowie pobudzili do życia 
formy zaniedbane, lub wcale nie uprawiane u nas, L j* formy 
nokturnów, preludyów, etiud, scherz, fantazyi, sonat itd. Można 
dojść do przekonania, słuchając ich dzieł, że obecnie nadeszła 
chwila, w której muzyka polska nie potrzebuje robić zawsty^dzo- 
nej miny wobec swych sióstr słowiańskich /Osiągnąwszy wszystkie 
zdobycze kulturalne w sztuce twórczej, mamy prawo wymagać 
od społeczeństwa polskiego, aby też było — kulturalne i na rzecz 
poezyi i malarstwa nie zaniedbywało sztuki Chopina, 

Z przykrością należy stwierdzić, ze krytyka nasza nie zdaje 
sobie sprawy ze znaczenia naszych najmłodszych kompoz>lorów, 
posądzając ich o kosmopolityzm. Jakkolwiek nie jest on żadnym 
grzecłiem w dziele o wielkiej wartością jednakże zwrócić nale^ 
uwagę, że Borodin, Otazunow, Rimskij-Korsakow też byli z po* 



■\.r'-' 



21 



ADOLF CHYBINSKl 



vodu swej kulturalności nazywani w Rosyi kosmopolitami : dziś 
;ą wielbieni, jako wybitnie narodowi rosyjscy twórcy, ponieważ 
:rytyka i publiczność muzykalna w Rosyi przekonała się, że two- 
zenie na wielką orkiestrę, wprowadzenie artystycznego opraco- 
wania dzieła, jakoteż polifonia i nowsze pojęcia harmoniczne, 
łające się wyprowadzić z prapierwiastków #wspólnych każdemii 
:złowiekowi bez względu na jego rasę, nie mają nic wspólnego 
; tendencyami rasowemi, czy też narodowemi. Tak jak u Cho- 
pina pochodzenie słowiańskie występuje w jednych utworach 
nniej, w drugich więcej, tak i w dziełach naszych najmłodszych 
:ompozytorów spotykamy w dziełach indywidualnych mniej, 
V dziełach mniej indywidualnych więcej pierwiastku „narodo- 
wego**, czy też „rasowego**. Nie należy dzieła silnego indywidual- 
ne mieszać z kosmopolityzmem dlalego, że nie jest sumą naro- 
lowego kollektywizmu. Posiadamy bowiem w naszej muzyce ta- 
enty, które są w stanie być wielkiemi nietylko dla nas, ale i dla 
)bcych. Przedewszystkiem zaś zdobędziemy szacunek u obcych 
em, że będziemy mieli wielkich, ale nie tem, że posiadamy tylko 
larodowych muzyków-twórcdw. Muzyka odegra w tym razie 
viększą rolę, niż nawet poezya. Wszak to język współ ny. 
Ddróżniajmy wreszcie istniejący od wieków kosmopolityzm śród- 
:ów od nieistniejącego niemal kosmopolityzmu charakteru twór 
:zości. 

Adolf ChybińskL 



DROGA DO NIEWOLI. 

Ustęp z dziejów kozacko - polskich zatargów. 



I. 

Droga, którą szedł Chmielnicki pod „możną pro- 
ekcyę" cara A I e k s i e j a M i c h a j ł o w i c z a , była długa 
bardzo kręta. Wódz kozacki musiał się prześlizgiwać między 
obłudą, intrygą, groźbą a obawą, że ze stanowiska hetmana koza 
:kiego, przy odmianie szczęścia, zejść może do roli chłopa. 

W maju 1649 r. wysłał Chmielnicki pułkownika Fedora 
iVeszniaka do iyioskwy z listem. Oryginał nie doszedł do 
las, ale treść jest znana z przesłuchania posła. Car Aleksy 
wyznaczył, na uczczenie tego pierwszego wysłańca z zapowiedzią 

świat Słowiański, — Nr. 38. 9 



DROOA no NrEWOLI 



122 



■%^ 



dobrej nowiny, który, jak się zdaje, 5 czerwca s. s. na miejscu 
już stanął, bardzo obfite porcye. Oprócz różnej ryby i kawioru 
kazał mu wydawać dziennie po dwie kwarty gorzałki mocnej, 
dwie kwarty nalewki (romanieja). dwie kwarty wina reńskiego 
dwie kwarty miodu wiśniowego i malinowego, pół wiadra miod\ 
zwykłego, wiadro cedzonego i dwa wiadra piwa dobrego. N 
kilka osób poselstwa wcale niezła miara ^). 13 czerwca s. s. kazai\ 
Weszniakowi stawić się do odprawy. Od tronu odpowiedzi! 
diak Michajlo Wołoszeninow krótko, że „car list przeczytał, a; 
to^ że hetman i wojsko zaporozkie cłiętni są do służby carskit 
i źe miłosierdzia proszą, car łaskawie icłi pocłiwala** i przesy 
Chmielnickiemu „trzy soroka soboli". Przed przybyciem Weszmal 
było jeszcze jakieś poselstwo Siluana Mużyłowskiego, któryż p 
tryarchą Jerozolimskim przyjeżdżał, ale szczegółów o tem i 
posiadamy żadnych. Prawdopodobnie miało ono ten sam cłiai 
kter, co i poselstwo Weszniaka. Car z nadzwyczajną szczodrot 
wością głaskał wszystkich wysłańców Chmielnickiego i jego same] 
a jednego po drugim posyłał gońców na Ukrainę, niby ,i 
wieści", dla badania sytuacyi, a zawsze zaopatrywał icti w soIk 
i ruble dla Chmielnickiego i starszyzny. Podobała się ta łiojnc 
Kozakom. W roku Kj49 posyłał car Wasyla Micha) łowa i < 
mu „żałowania" dla hetmana w sobolach na 500 ruWi ; wkró 
potem pojechał U n k o w s k i i znowu soboli na 300 ru 
przywiózł'-). 

Tego samego dnia kiedy Weszniak był na posłucłiai 
carskiem, t. j, 13 czerwca r. 1649, otrzymał hramotę Aleksie 
Michaj łowicza do Chmielnickiego i wojska zaporozkiego, Chmi 
nic ki — dowiadujemy si^ z tej h ramoty — prosił o przyjęć 
wojska zaporozkiego w „poddaństwo", i o przysłanie wojska c 
wspólnego zwalczania Polaków, ohiecuje za to „umierać 
Carskie Wieliczestw^o". Car słodko przyjął te zapewnienia, 2 
w awanturę nie mieszał sit;» czekał, jaki charakter i rozmiary oi 
przybierze. Zwracał tedy uwagę Chmielnickiego, że Moskwa n 
2 Polakami wieczny pokój, zawarty jeszcze z Michałem Fied< 
rowiczem, że car przeto tego pokoju naruszyć nie może, n 
może dać im zatem pomocy żadnej. „Ale jeżeli król ciebi* 



') Akty JugO' i ZapadBoi Rossii t. IV. Nr. 251. 252. (W dalszyc 
pr^y piskach cyto\vane w skróceniu : A. J. i Z. R). 

-O A. J. i Z. R. IV. Do kład i ukaz w podarkach ect. Nr. 25, 



123 



F. R. GAWROŃSKI 



hetmana i wojsko zaporozkie uwolni z poddaństwa, wówczas 
my przyjmiemy was pod swoją wysoką rękę** ^). Odpowiedź, 
trzeba przyznać, była bardzo lojalną. Car nie miał żadnego po- 
wodu do zrywania pokoju z Rzpltą polską, a awanturę Chmielni- 
ckiego uważał jako sprawę wewnętrzną obcego państwa. Nie 
przeszkadzało mu to głaskać i nie zrażać kozackiego hetmana 
w oczekiwaniu końca tych zatargów — i niedaremnie czekał. 

Mimo wszystko car miał pilne oko zwrócone na teren 
wojny. W końcu września 1649, po zbaraskiem oblężeniu i Zbo- 
rowskich traktatach, już szle na Ukrainę gońca dla zebrania wia- 
domości, dla języka. Ledwie Weszniak odjechał, w tydzień prawie 
po nim kazano wojewodzie brańskiemu Meszczerskiemu 
wystać szpiegów do Chmielnickiego. Wyjechali w tym celu 
Trubczanin, Żerebcowi Iwaszka K o t e 1 k i n. Zetknęli 
się oni z Ctrrnielnickim, bardzo sobie przypadli do gustu, wywia- 
dywali się o cały przebieg wojny i wędrowali nieodstępnie z hetma- 
nem kozackim. Chmielnicki wywnętrzał się, a znając role swoich 
przypadkowych towarzyszy, umyślnie starał się stanąć przed nimi 
w świetle najżyczliwszem dla cara. Opowiadał tedy, jak go 
han krymski zachęcał do wojny z Moskwą, a Chmielnicki 
prosi t hana, aby tego nie czynił. Za zdrowie Aleksieja Michaj- 
łowicza pijał i oświadczał się, „że gotów z całem wojskiem 
służyć carowi tam, gdzie każe. inne miałem zamiary — mówił 
żafośnie — ale car nie zlitował się nad nami, nie dał pomocy 
nam chrześcijanom na wrogów. A Lachowie pohańcy — różne 
u nich wiary, a przeciwko nam chrześcijanom idą razem**. „Mówiąc 
to ptakah' — powiadają, że krokodyl płacze, — a wiedział dobrze, 
dokąd te słowa i łzy trafią^). 

Z innej strony, od Putywla, wysłano w tym samym celu 
jakiegoś Greka Mikołajka Popazowa do patryarchy Pai- 
s i u s z a dla języka^), a wprost do Czehrynia wyjechali Wasyl 
Bury i Marek Antonów. Dla pokrycia celu prawdziwej misyi, 
wzięli oni list do hetmana ze skargą, że carskie tytuły błędnie 
się piszą, że „ludzie litewscy" siedlą się na gruncie carskim. Ale 
hetman tym razem był w złym humorze. Zaczął bez ceremonii 



1) A. J. i Z. R. IV. Nr. 256. Carskaja hram. Alek. Michajł. 
Chmielnickomu. 

2) A. J, i Ł R. IV, Nr.2780tpiskaBrianskawo Wojewody etc. 

3) ibid. Nr. 279. 



DROGA DO NIEWOLI 



124 



łajać wysłańców, nazywając ich po prostu szpiegami. Kazał po- 
wiedzieć w Moskwie, że nietylko Judzie litewscy** siedlić srę będą 
za miedzą graniczną, ale oczekujcie nas rychło pod Putywlem. — 
pójdę ja niezadługo wojną na carstwo moskiewskie. „Wy tylko 
o lasach i pasiekach mówicie — a ja wszystkie miasta moskiew- 
skie i Moskwę całą złamię". I o carze wyrażał się nieprzy- 
stojnie: „i ten, co w Moskwie siedzi- także odemnie nre ucieknie". 
Gniewał się tak mocno o io, że pomocy przeciw Polakom nie 
otrzymał. „Ja powiedział hetman — z carem pokoju nie 

zawierałem i jemu nie przysięgałem^ a ten król polski, któf>' 
pokój zawierał i przysięgał, ten już nie żyje". „Was należałoby 
śmiercią ukarać — mówił do postów — lepszych od was 
polskich posłów karałem, — ale wam życie darowuję"*). Tak 
mówił, ale w kilka miesięcy pisał inaczej. 

I w Moskwie widocznie nie wiele przywiązywano wagi do 
tych gniewów, gdyż w trzy miesiące zaledwie po owych pogróż- 
kach Chmielnickiego, car wystał z listem dcw Czehrynia księcia 
Łariona Łopuchina i AleksiejaTrubeckiego i dodał do Hstu za 
82 rubli soboli. Poselstwo lo nie miało celu jasno wytkniętego. 
Należałoby je zaliczyć raczej do grupy informacyjnycłi, któremi 
Moskwa bardzo często posługiwała się pod byle jakim blałiym 
powodem. Wnosić możemy z tego, że w tej sprawie niezachowało 
się poważnych wskazówek. Obie strony działały zresztą powścią* 
gliwie, załatwiając sprawy ustnie, przez posłańców, w listach zaś 
zadowalano się tylko ogólnikami. Chmielnicki przez Łopuchina 
wysłał list do ulubieńca carskiego, bojaryna Borysa Morozowa, 
prosząc o wstawiennictwo, ażeby „car nie wypuszczał z Łaski 
swej Kozaków, gdyż oni pragną zawsze być sługami carskiego 
Wieliczestwa". Od siebie zaś dodawał życzenia, „ażeby prawosła- 
wny chrześcijański car nad wszystkiemi ziemiami panował"*)* 

Poza plecami Chmielnie kiego występuje W y h o ws k i. Łopu- 
chinowi, będącemu wCzehryniu, robił widocznie obietnice wykry^cia 
jakichś tajemnic, dotyczących hetmana i Kozaków ; zapewne cho- 
dziło tu o korespondencyę Rzpitej z Moskwą; otóż „dla tajemnych 
konferencyi" Wyhowski posyłał Greka II j as za (Eliasza Ma- 

') A. J. i Z. R. IV. Otpiska putiwl. wojewod o pribyti łarutczikow 
etc. Nr. 280. 

•i) A. J. i Z. R. IV. Nr. 316. R. 1651, 11 Marca. Pismo B. Ch. 
kbojarinuBorisu Morozów u. 



125 



F. R. GAWROŃSKI 



nuiłowa). Ale dalszych śladów i szczegółów do całego poselstwa 
Łopucłiina braknie. 

Od Czerwca 1651 korespondencya Cłimielnickiego z Moskwą 
staje się pełniejsza i wyraźniejsza. Od tej cłiwili zaczyna wystę- 
pować coraz cz^iej na widownię pisarz wojskowy, prawa ręka 
Chmielnickiego, Kvan Wyhowski, człowiek ambitny, przebiegły, 
zręczny. Przez rozmaitych pogranicznych wojewodów moskiew- 
skich zgłaszał się on z sympatyami dla Moskwy w taki sposób, 
jakoby działał niby z^ plecami Chmielnickiego, niby się czegoś 
obawiał, a „pragnął z całej duszy służyć Jego Wieliczestwu**. 
Oczywiście takie dobre chęci przyjmowano życzliwie. Stosunkom 
swoim z Moskwą nadawał on pozory tajemniczości, dla nadania 
listom i wynurzeniom większego znaczenia. 24 lipca s. s. 1651 
przyszedł carski ukaz do wojewody putywiskiego Seńka Prozo- 
rowskiego, ażeby przez wysłańca z Moskwy Grzegorza Boli- 
danowa, posłanego do Wyhowskiego z parą soboli i 10 rublami, 
napisał list do niego niby od siebie, nie urzędownie („bez 
imian"). na znak przyjaźni („w lubow"). Pisarz wojska zapo- 
rozkiego ten dowód przyjaźni przyjął i odpisał ^). Listu nie znamy. 

W tej samej misyi do Chmielnickiego, ale w porozumieniu 
z Bohdanowym był także metropolita Nazaretu, który po- 
siadał list do hetmana. Wogóle duchowieństwo greckie w sprawie 
przyłączenia się Kozaczyzny i Rusi do Moskwy odgrywało bardzo 
wybitną rolę. Korzystając z tego, że Aleksy Michajłowicz 
był człowiekiem głęboko religijnym i otaczał duchowieństwo 
wogóle wielką czcią i opieką, włóczyli się ciągle do Moskwy różni 
wędrowni, prawdziwi i samozwańczy metropolici greccy dla hojnej 
jałmużny, którą z rąk carskich otrzymywali. Oni też wywierali 
mocny nacisk na cara w celu przyłączenia „prawosławnych" 
Kozaków do swego państwa i w tajemniczej misyi kręcili się 
ustawicznie między Moskwą a obozem kozackim. Z taką misyą 
przyjechał był właśnie metropolita nazareński Gabryel wraz 
z Bohdanowym do Korsunia, gdzie po rozgromię bereste- 
ckim oparł się Chmielnicki ~ bez Kozaków i bez Tatarów. Ów 
metropolita Gabryel, jadąc za jałmużną do Moskwy, do Chmiel- 
nickiego wstąpił, otrzymał wówczas list do cara i ustne zlecenia. 
Chmielnicki prosił, jak zawsze, aby „wielki hosudar, carskie 



O A. J. i Z. R. IV, Nr. 327. Dwie ot pis ki Pu t i wis kaw O 
Wojewody. 



■ji 



DRDOA DO NrEWOLI 



126 



Wieticzestwo, przyjął Kozaków ze wszystkimi grodami pod swoją 
wysoką ręk^**. Wróciwszy z podróży metropolita oświadczył, źe Itst 
carowi wręczył, dodając^ że car polecit mu ustnie wyrazić Chmiel* 
nickiemu swoją hosudarską łaskawość i nadzieję, ze bronić będzie 
zawsze Małej Rusi i prawosławia. „Hetman, wziąwszy od metro- 
polity list carski, przeczytał go i płakać począł* — było to po 
rozbiciu beresteckiem — ^a plącząc wyrażał niezmierną radość 
z tego, źe car nad prześladowanymi chrześcijany i Małą Rusią 
łaskawość swoją okazał"*. Obiecywał przytem, źe wyszle wkrótce 
do Moskwy posłów, ludzi znakomitych, którzy podziękują carowi 
za jego łaskawość i prosić będą, aby Małą Ruś przyjął pod swoią 
mocną rękę ^). 

Za plecami metropolity i Chmielnickiego zbierał relacye nader 
ciekawe Bohdanów, dotyczące stanu rzeczy na Ukrainie 
i wszedł w bliższe stosunki z Wyhowskim, Pisarz wojska zapo 
rozkiego gorąco dziękował carowi za życzliwość — względnie 
za ruble i sobole przysłane — i pod przysięgą obiecywał wiernie 
służyć, «bez żadnej chytrości". Odyby Chmielnicki porozumiewał 
się z J a n e m Kazimierzem, z hanem krymskim lub leż 
postronnemi państwami, obiecywał o wszystkiem donosić do 
Puiywla. Prosił tylko gorąco o zachowanie tajemnicy, gdyż, gdyby 
o tem dowiedział się Chmielnicki, ukarałby go niewątpliwie. 
Radził, ażeby carskie Wieliczestwo koniecznie Małą Ruś pod 
opiekę swoją przyjął; zaręczał, że wszyscy tego gorąco pragną, 
a carstwo moskiewskie zwiększy się bardzo bez żadnej wojny 
i krwi przelewu. I kasa carska wiele na tem skorzysta, gdyż 
miasta na Rusi są bogate i handlowe -). 

Nasuwa się pytanie^ czy owa tajemnicza akcya Wy ho w sk i ego 
była istotnie tajemnicą dla Chmielnickiego, czy nie wypi>męła 
raczej z porozumienia się obu i nie miała na celu, zapomocą fał- 
szywych informacyi, wywierania nacisku na rząd W. Ks- Mo- 
skiewskiego, ażeby go zdecydować tem rychlej i chętniej do wzię- 
cia w opiekę prawosławia i wypowiedzenia wojny RzpUej? — 
Tajemnicze porozumiewanie się Wyhowskiego za plecami swego 
dobrodzieja, przesyłanie carowi listów hana i sułtana, jakoież 
króla polskiego — wszystko to mogło być akcyą w^spólną, z na* 



») Akty J. i Z. R. IV, Nr. 327. D w i e o t p i s k i p u t i w I W o j e w. i d 
4 Akty J. i Z. R. Nr 328, Sierpień 165L Z a p i s k a p o d i a c z e w© 

O r. B o h d a n o w a i d. 



127 



F. R. GAWROŃSKI 



rad wspólnych wypływającą, — tembardziej, że owe listy wszystkie 
dotyczyły tylko jednego celu, jednego momentu — przyjęcia przez 
Chmielnickiego obcego poddaństwa. Prawiąc o swojej wierności 
dla idei zjednoczenia, jakbyśmy dziś powiedzieli, a właściwie o chęci 
„przyjęcia poddaństwa** moskiewskiego, Wyhowski wysuwał siebie 
jako sprężynę pierwszorzędną, która wpływem swoim mogła zde- 
cydować Chmielnickiego do pójścia w jedną lub drugą stronę. 
Wystawiając siebie jako zwolennika przyłączenia się do „mocnej 
ręki", przyjmował na siebie rolę ajenta politycznego Moskwy, pilnują- 
cego, ażeby sympatye kozackiego hetmana nie zwracały się w inną 
stronę, tylko ku Moskwie. Domysł nasz posiada jedynie prawdo- 
podobieństwo, pewności absolutnej żadnej. Nadaremnie szukali- 
byśmy tej pewności w dokumentach. Akcya taka mogła wypły- 
nąć tylko ze wspólnego ustnego porozumienia się obu przypadko- 
wych wodzów kozaczyzny — Chmielnickiego i Wyhowskiego. Inaczej 
niepodobna sobie wytłumaczyć w jaki sposób wobec czujności 
i podejrzliwości Chmielnickiego, wobec otoczenia zawistnego wy- 
niesieniu się Wyhowskiego, mogło w ciągu kilku lat utrzymać 
się tajemnicze porozumiewanie się Wyhowskiego z Moskwą. Oczy- 
wiście Wyhowski udzielał Moskwie tylko te listy, które dla Chmiel- 
nickiego nie miały żadnego znaczenia, a pozory tajemniczości 
podnosiły znaczenie Wyhowskiego wobec Moskwy, jako człowieka 
przychylnego i działającego gorliwie na korzyść poddania się pod 
„mocną rękę Jego Wieliczestwa". W ten sposób obydwaj wyzy- 
skiwali zręcznie Moskwę, podtrzymywali w niej ciągle nadzieję 
„poddaństwa** hetmana kozackiego. Wyhowski odgrywał rolę 
bodźca. Znosząc się przeto niby tajemnie z Moskwą, Wyhowski 
wraz z Chmielnickim ciągle ją drażnili i zachęcali do wojny 
z Rzpitą polską. Mogła to być po prostu akcya prowadzona bar- 
dzo zręcznie w celu pozyskania sobie jeszcze jednego sojusznika 
ku znienawidzonej, skutkiem swego własnego powodzenia, Rzpltej. 
Nabiera ten domj sł tem większego prawdopodobieństwa, że 
Chmielnicki zapewnił cara, że Tatarzy przeciwko Moskwie nie wystą- 
pią, że on ich powstrzyma od tego kroku. Skutkiem niby tajemni- 
czego porozumiewania się z Moskwą, obaj stawali się pożądani — - 
jeden, Wyhowski, jako informator nastroju i czynów hetmana, 
a drugi, Chmielnicki, którego chęć przyłączenia wzmacniał i pod- 
trzymywał Wyhowski. Tą drogą dochodzili obaj do sobolów 
i rubli: Wyhowski, obiecując „służyć Jego Wieliczestwu i życzyć 
wszelkiego dobrego**, Chmielnicki, obiecując „bić czołem o pod- 



DROOA DO NIEWOLI 



129 



daństw'0 z całem wojskiem Zaporozkiem"* Tej zręcznej akcyi po- 
litycznej przeszkodziły późniejsze wypadki i nieziszczone zamiar)^ 
Chmielnickiego. Gdy go zawiodły nadzieje osadzenia na hośpo- 
darstwie syna, gdy droga do Turcyi była zamknięta, gdy niebez- 
piecznie było wracać do Rzpltej — wówczas postanowił poddać 
się Moskwie i pozyskać w mej obrońcę. 

Ciągłe namowy i wpływy wędrownych metropolitów Ga- 
bryela, Paisiusza, obietnice Nikona. tajemne posetsiwa awantur- 
ników greckich, w rodzaju Taflarego, który występuje w źró- 
dłach moskiewskich jako Petrow, jakoteż innych pośredników, 
którzy się obu stronom sami narzucali, zdecydowały nareszcie 
Chmielnickiego wysłać w poselstwie do Moskwy dla formalnycti per- 
traktacyi, Samuela Bohdanowicza. Dnia 17 grudnia 1652 r 
posłowie stawili się nie na Kazionnnym dworze, lecz u bojaryna 
Grzegorza Puszkina, dumnego djaka W o I o s z e n i n o w a 
i u Ałmaza Iwanowa dla zdania sprawy. Opowiedzieli 
krótko, że „przysłał ich do Carskiego Wieliczestwa hetman Bołidan 
Chmielnicki i całe wojsko zaporozkie i kazali bić czołem, ażeby 
carskie Wieliczestwo dla wiar>' chrześcijańskiej zlitował stc nad 
nimi i kazał przyjąć pod swoją wysoką hosudarską rękę. A je:yf 
im carte miłość swoją okazać zechce, w^ówczasoni. według nakazu, 
sprawę z poselstwa swego szczegółowo zdadzą. Dodali przy tern. 
ze Polacy przystali komisarzy swoich Zaćwilichowskiego 
i Czernego, ale że hetman umyślnie odłożył zakończenie ko- 
misyi, czekając na odpowiedź, jaką przywiozą jego posłańcy 
z Moskwy. Obiecywał imieniem wojska t własnem opuścić 
natychmiast Tatarów, jak tylko car przyjmie ich „pod mocną 
rękę**. 

Bojarowie zachowywali nadzwyczajną, pełną praktycznej roz- 
wagi ostrożność i powściągliwość. Wypytywali zręcznie, czy Ta- 
tarzy są przy hetmanie i ile, kiedy wesele Tymoszowe, gdzie 
Nogajcy koczują, ale najważniejszą sprawę zachował! na koniec. 
Dopiero w końcu stycznia 1653 r. przystąpiono do najważniej- 
szego punktu: celu poselstwa, „Ządacje i prosicie — mówiona 
im — ażeby car przyjął was pod swoją wysoką rękę w poddań- 
stwo wraz z wojskiem zaporozkiem ; — jakim sposobem lo się 
ma stać? Czy będziecie mieszkać po swoich miastach, czy gdzie- 
indziej?**. Posłowie odpowiedzieli: „jak i w jaki sposób mają oni 
pozostać pod mocną ręką carską, o tern nic nie wiedzą, hetman 



29 



F. R. GAWROŃSKI 



lic im nie nakazywał. Sam hetman wie tylko o tem" ^). Na tem 
poselstwo zakończyło się. 

Z tego widać, że obie strony nie zdawały sobie zupełnie 
sprawy, w jaki sposób ma się odbyć ów akt, który nabrał 
później olbrzymiego znaczenia dla Rosyi. Z obu stron były tylko 
:hęci i pragnienia. Jedna strona — Kozacy nie wiedzieli właściwie, 
:zego chcą i jak rozumieją owo „poddanie się pod mocną rękę**, 
Jruga — Moskwa nie miała pojęcia o konstytucyjnem życiu pań- 
stwowem, nie rozumiała go wcale, a będąc autokratyczną na sposób 
ivschodni, posiadając władzę i rząd zcentralizowane i autokra- 
tyczne, nie mogła inaczej rozumieć przyłączenia się Małej Rusi, 
iak tylko w tej formie, jaka jej ustrojowi państwowemu odpo- 
iviadała. Żadna strona nie formułowała warunków poddania się: 
jedna sformułować nie umiała i kręciła się w kółko w ogólni- 
kach, pełnych pokory, obłudy i chęci urzeczywistnienia najbliższych 
planów, druga nie miała wyobrażenia, ażeby mogło być inaczej, 
liż jest w Moskwie. Jedynym łącznikiem z obu stron była wspól- 
ność obrządku religijnego, którą wyzyskiwał rząd moskiewski 
i rozmaici intryganci duchowni i świeccy w celu połączenia się 
i Moskwą Małej Rusi. Jeździli tedy gońcy i posłowie od Chmiel- 
nickiego z objawami pokornego niewolnictwa i prośbą o przyjęcie 
,,pod mocną rękę**, — od cara i objawami dobrych chęci, wyra- 
jami łaskawości, z rublami i sobolami, ale stanowczej decyzyi nie 
Dyło. Trzeba przyznać, że o ile ze strony Kozakó>v cała sprawa 
była traktowaną lekkomyślnie, bez planu, bez wyraźnych zastrzeżeń 
i warunków, o tyle Moskwa rzecz całą prowadziła z dyplomacyą 
i zręcznością prawie genialną. 

Dawała obietnice ogólnikowe, niezobowiązywała się do 
niczego, a ciągle umiała utrzymać stosunek prawie protekcyjny 
i łudziła Kozaków — „żałowaniem carskiem**. Cała jej polityka 
polegała na wyczekiwaniu nadzwyczaj rozważnem i ostrożnem 
i na przygotowaniu się powolnem do ostatniego rozwiązania 
sprawy „poddania się** Kozaczyzny. W sprawę polsko-kozackiego 
zatargu nie wtrącała się wcale. Nie leżało w jej interesie drażnie- 
nie Rzpltej. W Moskwie pamiętano doskonale zwycięskie wojny 
Batorego, zamieszanie wywołane przez Zygmunta 111 i fałszywych 
Dymitrów, które tyle krwi i upokorzenia kosztowało, a ledwie 

^) A. J. i Z. K. t. IV. Nr. 335. Peregowory posłanników 
iVoj. Zapor. 



r 



j 



DRpCiA DO NICWOtJ 



1J0 



i 



za Michała Fiedorowicza Eakończyfo się wiecznym pokojem (.do- 
kończanijęm*'). Niechętnie przeto w Moskwie myślano o nowej 
wojnie, ale przygotowywano się nader gorliwe. Zachow^^^ano więc 
wobec Chmielnickiego stanowisko słodkich obietnic, podsa^ 
interesem współczucia i ogólników o obronie kościoła greckiego- 
Poza te granice nre wychylano się, Moskwa nie była jeszcze go- 
tową do walki. 

Dopiero w kwietniu 1653 n zdecydował si^ car na pośre- 
dnictwo między królem polskim a Kozakami i z tą prop02>^cyą 
wysłał do Chmielnickiego stokiika Jakuba Lic harówa, ob«* 
cuąc pokojem załagodzić obie strony. Byt to zręczny manewr 
dyplomatyczny^ szukanie powodu do wojny. Jakkolwiek Moskwa 
ówczesna nie należała do kultury i państwowości zachodnio-euro- 
pejskiej, miała jednak swoją etykę i zwyczaje państwowe, a na- 
bożny do bigoteryi car Aleksy Michajłowicz nie decydował się 
łamać przysięgi bez powodu, według jego mniemania, słusznego. 
Takiego powodu szukał — a miał go zawsze pod ręką : były 
to omyłki w carskim tytule* wieczna przyczyna niezadowolenia 
Moskwy pod pozorem ,» ujmowania czci carowi**, I teraz car wy- 
zyskiwał ten powód, wysuwając naprzód medyacyę s^oją między 
królem polskim a Kozaczyzna, Wiemy, że to do niczego nie do- 
prowadziło. 

Otóż Chmielnicki z podziękowaniem za tę łaskę carską wysłał 
do Moskwy Kondrata By r I aj a i Siluana Mużyłowskiego. 
Bojarowie obiecali krótko „pożałowanie", ale długo i szeroko 
wypytywali posłów q wszystkiem. co się dzieje w Ukrainie ^), Nie j 
z listów Chmielnickiego, lecz z wypytywań posłów ko^ackicb I 
i gońców, wysyłanych na przeszpiegi, formowano sobie powoli ' 
pogląd na potrzebę i możność przyłączenia Małej Rusi. 

Zanim Chmielnicki wystąpił pod Chocim, gorączkową s&ą 
napierał na cara o przyjęcie wojska zaporozkiego pod mocną 
rękę. Nawiązał on stosunki na dwa fronty : z Turcyą i Moskwą, 
Wysoką Porte łudził obietnicą poddaństwa, potrzebując jej łaski 
dla Tymoszka i mając nadzieję osadzić go na Wołoszczyzn ie lub 
Multanach. Ale względem Turcy i zachowywat taką samą politykę 
wyczekiwania, jaką Moskwa względem niego prowadziła. Wahał 
się między dwiema potęgami: jedną upadającą, drugą rosnącą. 



I 
i 



») A. J. i Z, R. Nr. 337. P r e d to t e n i j a K o n d r a t i j a B u r I a ) a 
iS Muźiłowskawo etc. 



A 



131 



F. R. GAWROŃSKI 



a W lecie 1653 r., przed wystąpieniem pod Chocim, skłonniejszy 
był przyjąć poddaństwo Wysokiej Porty, niż Moskwy. Jeżeli na 
Moskwę nalegał, to tylko dlatego, ażeby jej siły wyzyskać prze- 
ciwko Rzpitej wspólnie z Tatarami, a osłabiwszy ją do stanu 
niezdolności obrony, być jej sąsiadem bez obawy. Nie wiedział 
jeszcze, jak los pokieruje wypadkami wojny na Wołoszczyzn fe. 
Pragnąc tedy cara zdecydować do walki z Rzpitą, straszył 
go, że się podda sułtanowi. A byłoby to sąsiedztwo dla Moskwy 
bardzo niepożądane i niebezpieczne. Moskwa łudziła się szczero- 
ścią przyrzeczeń Chmielnickiego, a hetman rozstawił przy pomocy 
Wyhowskiego bardzo zręcznie sidła, najmniej spodziewając się 
tego, że sam w nie wpadnie i naród własny, ledwie wybijający 
się z pieluch pierwotnego stanu, zapłacze. 

Wysłany jeszcze w czerwcu 1651 do Chmielnickiego goniec 
Jacy na na przeszpiegi, wróciwszy, przywiózł bardzo niepokojące 
wieści: zastał u kozackiego hetmana gońców od cesarza ture- 
ckiego, a pełnomocny poseł miał być w drodze, miał jechać, 
ażeby odebrać przysięgę poddańczą od Chmielnickiego. Hetman 
skarżył się przed Jacyną, że czeka miłosierdzia carskiego i do- 
czekać się nie może. Widocznie los mu przeznaczył poddaństwo 
bisurmańskie. A tymczasem sułtan i posłowie tureccy naglili. 
Byłby niewątpliwie bez wielkiego wahania się uderzył czołem 
padyszachowi, gdyby nie dwie okoliczności: możliwość wyjedna- 
nia hospodarstwa dla Tymoszka i nadzwyczajna powściągliwość 
sułtana. 

Obiecywał on wprawdzie przyjąć pod swoją rękę Koza- 
ków, listami i posłami obsyłał, ale niezdecydował się czynnie 
wystąpić przeciwko Rzpitej. Pretensye o ucisk religijny nic go nie 
obchodziły, a zbyt wielkie wzmożenie się. Kozaków byłoby i dla 
Turcyi szkodliwe, jako nowe źródło niepokojów. Chmielnicki do- 
myślał się polityki tureckiej i dlatego straszył cara poddaństwem 
bisurmańskiem, aby od Turcyi otrzymać hospodarstwo dla 
syna. Kiedy Jacy na przywiózł do Moskwy wiadomości o wiel- 
kich posłach padyszacha, car 22 czerwca 1653 r. wysłał hra- 
motę do Chmielnickiego, pełną ubolewań nad tem, ażeby wiara 
prawosławna w Kozakach nie zaginęła, oświadczył, że „raczył 
przyjąć Kozaków pod swoją wysoką rękę" i zawiadomił, że 
„wydał ukaz, ażeby wojsko zbierało i szykowało się**. Z ostro- 
żnością, właściwą Moskwie, nie dodał, przeciwko komu. W całej 



DROGA DO NtEWOLI 



132 



h ramocie ani słówkiem nie wspomniał o Polakacłi r Rzplie^ 
Z tą h ramotą wyjechał Fiodor Ł o d y ź y ń s k i O- 

Była to już niejako uroczysta zapowiedź przyjęcia pod mo- 
cną rękę Małej Rusi. Ale siedm miesięcy przeszło minęło, zanim 
do kroku stanowczego doszło, a wywołał ten krok przypadet 
Tymczasem latały gońce do Moskwy, wysłańcy z obu stron wy- 
badywali wzajemnie syluacyę. 

W y h o w s k i, niby za plecami Chmielnickiego, ogromnie 
czynną odgrywał rolę: posyłał przez Fomina listy suhana d^ 
Chmielnickiego i pocieszał cara, źe hetman .wierny we wsac)'- 
stkiem" -). W sierpniu wysłano z Moskwy lego samego Iwana Fomina 
do Czehrynia dla zdobycia pewnych wiadomości i w celu tajemnego 
porozumienia się z Wyhowskim. Wytworzyła się taka sytUL' 
sułtan naciska na hetmana, aby przyjął poddaństwo^ Chmiti .,, , 
Avaha się, a Wyhowski występuje jako zdecydowany przyjaciel 
Moskwy i zjednoczenia, który wszysikiemi siłami do tego dąz>* 
' Oczywiście, rola taka była dla Moskwy nadzwyczaj pożądaną, 
a wierzyła ona dobrodusznie, że cała akcya powyższa odbywa się 
bez wiedzy Chmielnickiego. 

Fomin przyjechał do Subotowa. Hetmana nie było w domu — 
„bawił się po pasiekach" okolicznych (folwarkach stepowych). 
ZwTócił tedy listy bańskie, tureckie i polskie z powrotem Wyhow- 
skiemu, zachęcając do ^wiernej służby" i nadal, a obiecując 
tajemnicy dotrzymać. Dla Chmielnickiego wiózł hramotę carską. 
„Hetman wziął ją radośnie, w pieczęć i hramotę pocałował**, głośno 
podziękował Panu Bogu za łaskę, jaką mu zsyła i ..uderzył czo- 
łem** imieniem własnem, pisarza, pułkowników, setników i całego 
wojska zaporozkiego. Po tym ceremoniale nastąpiło wręczanie 
licznych soboli i rubli, przyczem Wyhowski otrzymał tylko parę 
soboli w obecności Chmielnickiego, a u siebie w domu pota- 
jemnie 40 soboli na 70 rubli i 2 pary na 10 rubli* W „świetlicy" 
osobnej, w obecności Wyhowskiego i Chmielnickiego, nastąpiła 
dopiero urzędowa rozmowa — w^ lej samej aż do znużenia formie 
Fomin zachęcał do „wiernej służby" i zart^czał, że ^ dobra służba 
nigdy u cara zapomnianą nie będzie". Chmielnicki zaś cieszył 
się z tego, że wkrótce będzie przyjęty „pod mocną rękę** i zostanie 

O A. J, i Z. R, L X, Nr I. H ramota cara A, M. k Bohd. 
C h m i e I n i c k o m u etc. 

^) A. J. i Z. R. t. IV. Nr. 342. Pisma J, W y łi, k c a r s k n m u pi>^ 
słańcu Fomin u. 



33 



P. R. ÓAWROKSKt 



wiernym chołopem carskim", że wreszcie „car wkrótce da mu 
lomoc na Lachów". Wyhowski zaś cieszył się ze sposobności, 
e będzie mógł nową partyę listów posłać do Moskwy przez 
'ominą, go raco go tylko prosił, ażeby wszystko odbywało się 

V tajemnicy przed Chmielnickim. 

Zapewniwszy sobie wreszcie pomoc hana i zebrawszy dostate- 
zną ilość wojska. Chmielnicki był gotów do wyruszenia na pomoc 
ynowi pod Suczawę. Przyjechał pożegnać Fomina. Pożegnanie to 
ak opisuje goniec carski: „Przed hetmanem prowadzono dwa 
:onie pod kapami, a trębacze w surmy grali, za hetmanem jechało 
)koło stu Kozaków i służby. Fomin spotkał go przed wrotami 
wego mieszkania i czołem uderzył, zapraszając do domu. Hetman 

V podwórze nie wjechał, ale przed wrotami zsiadł z konia pijany: 
)0szedł piechotą do domu, a za nim wszyscy, zsiadłszy z koni, 
)ieszo pbszli. Wszedłszy do izby — pijany — pomodlił się przed 
;więtymi obrazami i usiadł za stołem". Rozpoczęła się rozmowa 
)olityczna — bez znaczenia. Chmielnicki opowiadał, że sułtan 
)desłał posła jego Eljasza z powrotem z przestrachu, jak się 
ylko dowiedział, że hetman chce się poddać carowi, ażeby 
.Moskwa z nim wojny nie prowadziła". Opowiedział następnie, 
:e ma 70.000 wojska, że krymskich i nogajskich Tatarów będzie 
:e 20.000, że idzie pod Borki i tam skupia razem 100.000 wojska 

w końcu znoWu „z wielką prośbą i ze łzami (pijany) wielo- 
krotnie bił czołem, ażeby wielki hosudar, car i wielki książę 
\leksy Michajłowicz, całej Rusi samodzierżec, a mnogich hosu- 
larstw hosudar i abłaadatel nad hetmanem i całem wojskiem 
^aporozkiem litość okazał i przyjął go pod swoją wysoką rękę 
la wieczne chłopstwo, a wojskiem swojem raczył dać pomoc na 
Lachów jak najrychlej" ^). Tak się zakończyło po pijanemu po- 
żegnanie carskiego posła. 

Przyjęcie Chmielnickiego w poddaństwo i wypowiedzenie 
iV0Jny Rzpitej było w zasadzie już postanowione w czasie posel- 
stwa Fomina. Chodziło tylko o formalności : o uchwałę ziem- 
skiego soboru i krok stanowczy ze strony Chmielnickiego, gdyż 
dotychczas nic nie przedsięwzięto w tym kierunku. Dnia 6 kwie- 
tnia 1653 r. wysłano tedy wielkich posłów do hetmana i wojska 
zaporozkiego, Rodiona Strieszniowa i djaka Martemjana Bredi- 



1) A. J. i Z. R. 111. Nr. 343. Statiejnyj spisok Iwana Po- 
miną etc. "" 



^ROOA DD NIEWOLI 



I; 



chi na, Kosztowne to byty poselstwa, ale też Moskwa kupowałaj 
za nie przyszłą wielko&ć swoją i potęgę. W urywku notatki, zro- 
bionej «ku pamięci" Ateksieja Trubeckiego, znajdujemy, że Strie- 
szniow i Bredichin zawieźli soboli i rubli dla Chmielnicki ega, 
Wyhowskiego, starszyzny, całej rodziny Chmielnickiego i innych 
na sumę 2352 rubli, sumę w owe czasy olbrzymią, a mato nie drugiej 
tyle w ciągu roku wysłano przez Fomina, Łodyżyńskiego i innych^). I 
Padyszacti swemu domniemanemu wasalowi przysłał tylko konia) 
i chałaty, Rzplta nic nie dawała - wybór przeto byt łatwy. Zda- 
wało się starszyzn ie i Chmielnickiemu, że zawsze sypać się będą 
ku nim sobole i ruble. 

Strieszniow i Bredichin otrzymali list wierzy teiny do Chmiel- 
nickiego z zawiadomieniem, że poseł kozacki, Harasym Jakow-j 
lew, przyjechał ,,szukać łaski carskiej". Car „łaskawie pochwalał* 
takie chęci, obiecywał łaskę swoją i na przyszłość, przyrzekając, 
źe „służba hetmana nigdy zapomnianą me będzie", Podrói Slrie- 
szniowa i Bredichina wydawała się w Moskwie za powrotną, 
20 września tedy otrzymali nakaz, ażeby spieszyli-). Wogóle sto- 
sunki zaczynały się ożywiać z obu stron* Widać było gorączkowy 
pospiech* Ukazy, listy gońcy krzyżowali się w drodze. Jeszcze 
poselstwo moskiewskie nie zdążyło przybyć na Ukrainę, gdy 
hetman wysłał Ławry na Kapustę, nagląc o pomoc przeciwko La- 
chom. Tymczasem na 1 października s- s. zwołany został sobór 
ziemski w Moskwie, Car polecił być na soborze wielkiemu hosu- 
darowi, najświątobliwszemu Nikonowi» patryarsze moskiewsktemu 
i całej Rusi, arcybiskupom, biskupom, władzom gminnym (czornyje 
własti), bojarom. okotniczym» dumnym ludziom, dworzanom mo- 
skiewskim, dzieciom bojarskim, kupcom i ludziom wszelkich n^*- 
nów"* Nie trzeba sobie tego soboru wyobrażać jako jakiś ple- 
biscyt, gdzie ludność miała wyrazić swoją opinię i chęci, ale po 
prostu nakazane zgromadzenie dla wysłuchania z góry powziętego 
postanowienia, którego wykonanie bynajmniej od ^soboru" nie 
zależało. „Sobór ' nie decydował, tylko zgadzał się na decyzyę 
jemu przedłożoną, załatwiał ją niejako formalnie. Formą swoją 
przypominał slarosłowiańskie '^wiecza" bez ich airybucyi, władzy 
i powagi. 



i) Ibid. t. X, str. 22. 

-) Akty J. i Z. R. t. X., str, 34-35. 



35 



F. R. GAWROŃSKI 



Na owem zgromadzeniu „soboru" odczytano akt oskarżenia 
łanowi Kazimierzowi i Rzpltej. Rozwlekły ten akt, z cią- 
[łemi powtarzaniami tytułów carskich, stosownie do zwyczaju 
>woczesnej dyplomacyi moskiewskiej, zawierał treść bardzo krótką : 
|an Kazimierz zawinił, ponieważ używał tytułów, należącycti carowi, 
>kazał „nieposłuszeństwo" i nie ukarał śmiercią zbrodniarzy 
zładiejew), którzy tytuły carskie błędnie pisali, „nad Kozakami 
)Ozwalał niechrześcijańskie złości czynić**, cerkwi, zabranych przez 
mitów, nie zwrócił, z Kozakami, pomimo pośrednictwa cara, 
jodzić się nie chciał, a wogóle propozycye posłów lekko sobie 
raktował (stawili ni wo czto). Ponieważ pomimo licznych upó- 
nnień „ani król ani senatorowie" w niczem poprawy nie okazali 
posłów hosudarskich odprawiono bez załatwienia, ponieważ 
letman kozacki Bohdan Chmielnicki oddawna już prosi, jako 
) największą łaskę, o przyjęcie pod mocną rękę carską jego 
wojska zaporozkiego, bojarowie postanowili : „za cześć ś. p. cara 
kichała Fiedorowicza, za cześć Aleksie ja Micha j- 
owicza stać i przeciwko królowi polskiemu wojnę prowadzić**; 
.Chmielnickiego zaś przyjąć pod wysoką rękę hosudarską** O- 

W ten sposób postanowioną została wojna z Rzpitą i przy- 
ęcie do „poddaństwa** Chmielnickiego. Hetman wszakże jeszcze 
ostatniego słowa nie powiedział. Jeszcze Soczawa była w oblę- 
:eniu, Tymofej żył, a z nim żyły nadzieje usadowienia się na 
lospodarstwie multańskiem lub wołoskiem. 

Streszniow i Bredichin byli w drodze. Nic jeszcze nie wie- 
Izieli o postanowieniu soboru w Moskwie. Goniec carski dopę- 
Iził ich w podróży z nową hramotą z dnia 2 października s. s 
653 r., pisaną już w tonie stanowczym. Car polecił posłom 
oświadczyć po przyjeździe do Chmielnickiego, że „przyjmuje 
/ojsko zaporozkie ze wszystkiemi miastami i ziemiami w pod- 
laństwo**, a w celu dokonania aktu przyjęcia jadą posłowie carscy 
Vasyl Buturlin z towarzyszami-). 

Streszniow i Bredichin informowali cara z podróży o szcze- 
gółach wojny i o stosunkach różnych. Znamy już te wypadki, 
powtarzać ich przeto w innej formie nie będziemy. Chmielnickiego 
/ Czehryniu nie było. Posłowie chcieli jechać pod Żwaniec, gdzie 



O Akty J. i Z. R. t. X. Nr. 2. 
postanów, wojny etc. 

^) A. J. i Z. R., r. X., str. 35. 



Rieszenije ziemsk. sobora 



DRdOA DO KIEWOU! 



136 



stat % wojskiem Chmielnicki, ale hetman nie pozwolił przyjeżdżać — 
kazał czekać na siebie wCzehryniu '). Posłowie o śmierci Tymo- 
feja już dowiedzieli się. Listy od posłów, prawdopodobnie z kró- 
tkiemi wiadomościami o decyzyi soboru i cara, doszły hetmana 
w Szarogrodzie. skąd tez 28 października s. s. 1653 odpisał 
Bredichinowi, Dziękował carowi za łaskę, obiecywał wtentie 
służyć, a z postem rozmówić się szczegółowo po powrocie. W końcu 
przestrzegał, ażeby „z temi sprawami być ostrożnie w obec 
Tatarów"-). 

Cłiwila dla Chmielnickiego była bardzo stanowcza : śmierć 
syna w Soczawie przeważyła szalę ku stronie 
Moskwy. Nie wierzył ażeby od Polski mógł coś otrzymać 
Turcya nic nie obiecywała^ została Moskwa. Szedł w jej objęcia 
gnany siłą niepohamowanego gniewu, siłą osobistych inler^ŁÓw. 
tą potęgą złego, która na przekór innym gotowa posunąć ^ę 
do samobójstwa, Wyhowski zaręczał także, że .^nie będzie pra- 
cował dla nikogo, tylko dla cara". 

Pomimo że sytuacya pod Żwańcem była zawsze nie 3Edecy* 
dowaną: han nie okazywał wielkiej ochoty do walki, a Chmielnicki 
na niepewne wyniki jej narażać się nie chciał, tembardziej\ że jtts 
z carem nawiązał)^ się stałe stosunki o poddaństwo, — nie ulegl 
natarczywym życzeniom Streszniowa i Bredichina wysłuchania 
poselstwa w obozie. Ale postom było pilno* Pojechali wbrew 
życzeniu hetmana. 22 listopada wyjechali z Czechrynra w . 
stencyi prystawa lljasza Bohaczenka i 16 kozaków % Cięitłw^ 
i długą mieli drogę, Ujasz w drodze ttCiągle był pijany", tak że 
robili dziennie milę, a najwyżej dwie. Niekiedy musieli jechać 
sami, bez żadnej asystencyi, gdyż ,Jljasz, upiwszy się, pozostawał 
na miejscu". Tak dobrnęli z biedą do Humania, Ale pod Ceber* 
manówką napędził ich goniec hetmański z rozkazem zatrzymania 
się w Humaniu. Goniec ów, Ławryn Kapusta, opowiadał w t^je 
mnicy lljaszowi, a lijasz w tajemnicy posłom — za traktament 
zapewne że „han krymski dowiedział się, jakoby hetman cIh.l 
poddać się carowi, mocno się o to gniewał i robił wymówici. 



1) ibid, str 65. 

'^) ibid. str 69, 70. Pisma G e t m a n a i p i s a r i a H * p o s I a D- 
ni k am. 

^) A. J, i Z, R., r. X., Otpiska posłań, o wyj egidzie iz CzV 

g i r i n a etc, stn 74. 



37 



F. R. GAWROŃSKI 



B daremnie krew swoją za wojsko zaporozkie przelewał" ^). 
/ tern tkwiła zagadka, dlaczego obaj, han i hetman kozacki, nie 
acierali na króla pod Żwańcerp. Kłócąc się i dąsając się na 
iebie wzajemnie, doprowadzili do tego, że król pokojem uratował 
esztki wojska i sam się uratował. 

Siedzieli tedy posłowie carscy w Humaniu, nie bez niebez- 
leczeństwa, bez żadnych wieści od hetmana. Posłał wprawdzie 
jasz tłumacza Waśka z listem do hetmana, ale i ten „zapił się 
o drodze i wrócił do Czehrynia". Dnia 14 grudnia wreszcie przyje- 
hał goniec hetmański do Czehrynia z listem. Posłowie donosili 
arowi, że „chytrym sposobem list przeczytali", z którego do- 
nedzieli się, że hetman zawarł pokój z królem-). Wiemy, czego 
wymagał, wiemy, jaką odpowiedź dał jemu Jan Kazimierz. Kozacy 
?dnak rozpuścili pogłoskę, że Jan Kazimierz zapłacił za pokój 
isyrem. Pijanica lijasz opowiadał posłom, że jakoby „han krym- 
ki prosił, ażeby mu pozwolono za szkody i straty, jakie miał, 
łziąć jasyr z kilku miast, a król jakoby pozwolił. Mimo to jednak 
an był tak szlachetny, że na jasyr nie zgodził się, powo- 
ijąc się na przysięgę daną Chmielnickiemu". Król, widząc taką 
^lachetność hana, zamiast z miast ukraińskich, pozwolił mu 
rac jasyr z dwunastu miast polskich 3). I tak pijacka plotka 
bozowa, jako fakt historyczny weszła do dziejów, obwiniając 
rola i Rzpltg. Wyjaśniliśmy tę sprawę według źródeł tureckich 
naszych w innem miejscu, przeto teraz wracać do niej nie będziemy. 

Nareszcie 24 grudnia wyjechali posłowie z Humania do 
'zehrynia na rozkaz hetmański, a 26 t. m. przybył i Chmiel- 
icki- Posłuclianfe było krótkie. Posłowie obwieszczali radosną 
owinę Chmielnickiemu, że car „przyjmuje hetmana i wojsko 
aporozkie pod swoją wysoką rękę** i wysyła wielkich posłów 
^azyiego Buturlina z towarzyszami. Hetman odpowiedział, że już 
drogi zawiadomił Buturlina, ażeby udał się wprost do Perea- 
fawia i tam na niego czekał — z czem posłów odpuścił do 
omu z powrotem ^). 28-go zaś grudnia odpisał carowi z podzię- 
owaniem za łaskę*'). 



^) A. J. 3 Z. R., r. X., Nr. 3. Ot piska posłanników Iz 
mania etc, st. 79. 83. 

-) ibid. str. 87. Otpiska — iz Umani etc. 

^) A, J. i Z. R., t. X., O t p i s k a i z U m a n i etc, sir. 90. 

*} ibid. 91. 

■') A. J. i Z. R., t. X., H r a m o t u h e t. B. C h m i e 1 etc str. 94. 

SfrUt słowiański. — Nr. 38. 10 



DROOA OO NIEWOfJ 



n 



Posłuchanie Strieszniowa i Bredichina odbyło sk bardz 
uroczyście. Zanim do tego doszło, posłowie zobaczyli się z WyS 
howskim, oświadczyli miłość carską i zapowiedzieli oddanie 
soboli, Wyhowski, ♦.stanąwszy przed obrazem Zbawiciela, przez 
gnał się i przyrzekł, te carowi zawsze rad sluzyć będzie**, pr 
sząc, ażeby w obecności łietmana otrzymał tylko jakiś nicv^ielki_ 
podarunek, gdyż hetman i tak krzywem okiem pairzy na nk 
Posłańcy hetmańscy — mówił — którzy do Moskw*y jeździli i sh 
szeli, jak tam Wyhowskiego chwalono za wierną służbę, powr 
ciwszy opowiadali o tem w wojsku i od tego czasu Cłimielni^ 
począł się na niego gniewać *), 

Po tej rozmowie posłowie pojechali do hetmana, Orsz 
konny prowadził Wyhowski. Przed posłami jechał Lew Jernii 
łaje w i wiózł carską hreniotę do Chmielnickiego. Za nimi szfi 
piechotą pułkownicy i starszyzna. Za Jermolajewem wierion 
żałowanie carskie hetmanowi, żonie jego, Jurasiowi, pisarzom 
pułkownikom, starszyżnie. Poseł obwieścił radosną nowiti 
Chmielnickiemu, że car przyjmuje go do poddaństwa i hramoH 
wrQczyt* Hetman przyjął ją „uczciwie", pokłonił się do ^ier 
i w pieczęć pocalow^ał. ,, Dziękuję Panu Bogu 1 jego przeczy 
Boga-Rodzicy, że wielki hosudar car i Wielki X-źe Aleksy M 
chajlowicz, całej Rusii samodzierżca mnie i całe wojsko zapo-" 
rozkie swoją wielką ntewysłowioną miłością ogarnął '** Powie*, 
dziawszy to, hramotę oddał pisarzowi. Po wręczeniu hojnych daróv 
posłowie zażądali widzenia się na osobności. Była lo, że tak 
powiem, tormalność. Obaj, hetman i posłowie powtórzyli sobn 
to, co już wypowiedzieli poprzednio — co do urzędowej stror 
poselstwa-). Zapowiedź wysłania Buturlina także nie była tają 
mnicą. Posłowie moskiewscy pragnęli radosną nowinę obwi 
także starszyznie, lecz hetman wykręcił się tem, że wszyscy m^ 
chali się do domów, niema tedy komu łaski carskiej oświadczać 
Obiecał tylko zawiadomić całą starszyznę, ażeby wszyscy szósteg 
dnia po Nowym Roku (Bohojawlanije) zjechali się do Perea 
sławią ; tam też przysięgę złożymy — mówił, - bez wszelkiego_ 
wahania się. Posłowie wysunęli wobec Chmielnickiego spraw- 
bardzo ważną : hetman prosił cara o pomoc zbrojną. .Jeże 
ratni ludzie carskiego Wieliczestwa — zapytywali posłowie 



*) ibid. sir. I IB, 

4 Akty J. i Z. R. , r X., 124—138. 



139 



F. R. GAWROŃSKI 



przyjdą, skąd mają brać żywność dla siebie i dla koni?** 
Kozacy nigdy się o to nie troszczyli dla siebie; armię swoją 
żywili rabunkiem. Taką też dali odpowiedź. „Jeżeli wojsko carskie 
przyjdzie w lecie — odpowiedział hetman — tedy w zapasy 
mogą zaopatrywać się po drodze, dla żołnierzy można 
.,brać**, gdzie się co zdarzy, a dla koni trawy na polach będzie 
dosyć. A jeżeli w zimie — toć także brać gdzie się zdarzy po 
drodze i zagony rozpuszczać**. Trudno było określić z większą 
jasnością, czem dla ludności miejscowej były wojska kozackie. 
Posłowie radzi byli wybadać stosunek Chmielnickiego do 
hana, obawiając się nieoczekiwanych z tego powodu komplika- 
cyj. Chmielnicki nie dawał ani zadowalniających, ani pewnych 
odpowiedzi. Zaręczał wprawdzie, że han, gdy się tylko dowie, 
że Kozacy poddali się Moskwie, nie wyruszy na cara, z obawy, 
ażeby Kozacy do jego państwa nie wkroczyli, gdyby zaś to na- 
stąpiło, wówczas mogliby Kozacy uderzyć na Tatarów od Dnie- 
pru, a Moskwa od Donu. Wątpić należy, ażeby taka perspekty- 
wa zadowolnić mogła posłów i Moskwę. W kwestyi zawartego 
pokoju pod Żwańcem także nie było pewności. Na zapytanie 
posłów: czy się z królem pogodził, odpowiedział, że nie; godził 
się jakoby tylko han. Trudno sobie wyrobić pojęcie, jak się na 
len pokój obie strony zapatrywały i jaki brał udział Chmielnicki. 
Najprawdopodobniej był stroną bierną, doradczą. Wobec posłów 
moskiewskich wypierał się, twierdził, że rozeszli się bez zawarcia 
pokoju. Na to mu posłowie odpowiedzieli, że czytali list jego 
w Humaniu, w którym sam pisał, że pokój z Polakami zawarł. 
Chmielnicki tłumaczył się, że w ten sposób pragnął zasłonić kraj 
przed rabunkiem Tatarów, gdyż han gniewać się miał na niego 
za to, że nie chciał iść wspólnie z nim przeciwko Polakom. 

Trudno się było prawdy dowiedzieć. Zupełnie inaczej od- 
powiadał w tajemnicy („tajno") Wy howski. Gdy hetman z hanem 
zeszli się nad Bohem, han robił mu wymówki, że bronił go nie- 
jednokrotnie od nieprzyjaciół, niech mu więc teraz przysięgnie, że bę- 
dzie w poddaństwie u hana (pod jewo rukoju), a jeżeli tego nie 
uczyni, han mu pomagać nie będzie. Przysięgli sobie tedy wza- 
jemnie „braterską miłość i przyjaźń**, mieć wspólnych przyja- 
ciół i nieprzyjaciół, a han jakoby przyrzekł, że jasyru brać nie 
będzie, a nieposłusznych będzie karać. 

Jak sobie tę przysięgę tłumaczyli Kozacy, jak ją rozumieli — 
trudno określić. 



^ 



droca do Niewou 



140 



Na tern zakończyło się poselstwo Bredichina i Stneszn-o-^a 
Dotychczas Chmielnicki w porozumiewaniu się z Moikwą 
działał na własną r^kę. Żadnych rad u starszyzny i u nikogo n»e 
zasięga). Najwyżej mógł o lem mówić w domowem otoczę^ ^ 
wśród kilku zaufanych przyjaciół, z Wyhowskim, AJe Chmłełn :* 
nosił (yiuł heimana wojsk zaporozkich, a w\>jsko zaporozkie h., 
tą nomenklaturą, sztandarem, hasłem, koło którego i w Jmłemu 
którego prowadzono walkę. Ono było tym idealnym obrońcą 
wolności kozackiej, na którego powoływano się. Ono było wobec 
ludności, czerni, całej Rusi, czemś podobnem do reprezentanta tej 
swawolnej całości, która z łona swego wj^dzielala jednostki wcho- 
dzące w skład wojska zaporozkiego. Ono miało niewyraźny i de 3^ 
moralny — walki z poganami, mimo to, ze walka owa nu .. 
charakter wzajemnego rabunku i wzajemnego rozboju. Chmiel- 
nicki wiedział o tem dobrze. Kiedy zaczynał walkę z Polakanłi, 
ono dato mu pomoc w swoich oczajduszach. Do nich się odwo- 
ływał. Teraz znaczenie Zaporoza zmalało. Zakryła je sława i roz* 
głos Chmielnickiego. Ale stary hetman kozacki o dawnem zna- 
czeniu Zaporoza pamiętał i w chwili tak ważnej, jak przyłączenie 
się do Moskwy, o sankcyę udał się do Zaporoza, Musiał się prze- 
cież czyjąś wolą i chęcią zasłonić, ażeby się nie narażać na za- 
rzut działania samowolnego. 

Wyprawiwszy Stresznjowa i Bredichina do Moskwy, nalych* 
miast napisał list dó atamana koszowego ze wszystkiem wojskiem 
niźowem zaporozkiem : „Odsyłając na Sicz wypożyczone do 
żwanickiej kampanii wojsko zaporozkie, którego było około dzie* 
więc tysięcy^), przypominał, że już przed rokiem zawiadamiał 
o chęci poddania się carowi moskiewskiemu, ale dotychczas na 
ten list odpowiedzi nie otrzymał. Prosił tedy gorąco, ażeby się 
na Siczy zastanowiono nad lem t dano mu radę, jak ma sobie 
postąpić". „Gdyśmy wojnę z Polakami zaczynali — pisał — działo 
się to nie bez woli i rady waszej, tak samo i tej sprawy (>od- 
dania się pod protekcyę cara moskiewskiego, bez waszej porady 
kończyć nie będziemy"-). List był datowany z Czehrynia 26 gru- 
dnia 1653 r. s. s., a grzeczny lieiman posyłał przy liście małą 
cząstkę carskich darów — tysiąc talarów „gościńca'*. 



1) Wieliczko. L i e t o p i S 1, 166. 

^) ibid. 167. U W i e 1 1 c z k t dala mylna — rok ]6§4. 



141 



F. R. GAWRONSK 



Zaporożcy tym razem nie pozostali dłużni odpowiedzi. 
Dnia 3 stycznia 1654 odpisali. Uważali oni, że do „dawnej przyjaźni 
z Polakami wrócić niepodobna". Za wiele żalów było obustron- 
nych. Kozacy brali w rachubę swoje krzywdy, polskich — nie. 
Nie doradzali tedy starać się o dalszą przyjaźń polską, szukanie 
protekcyi moskiewskiej uważali za rzecz słuszną, radzili tedy roz- 
poczętą sprawę kończyć. Cieszyli się nadzieją, że „samodzierżca 
wszech rosyjski przyjmie ich ochotnie, jako synów wiernych wierze 
prawosławnej, pod swoją protekcyę i nie będzie żądać żadnych 
datków i podatków do kazny swojej monarszej " ^). Wy- 
miana listów, któreśmy w streszczeniu przytoczyli, jest niesły- 
chanie znamienna. W momencie, mającym decydować o orzyszłych 
losach dużego odłamu Rzpitej, na którym osiadła ludność występo- 
wała na widownię dziejową, tak krwawo i tak szczęśliwie, a n i 
Chmielnicki, ani Sicz nie zdobyli się na żaden 
plan i warunki poddania się obcemu mocarstwu. 
Powtarzali tylko znany aż do przesytu ogólnik o „zachowaniu 
wolności starodawnych", nie próbując nawet ująć te żądania w sze- 
reg postulatów, któreby ten ogólnik jako tako wyjaśniały. Wszystko 
obraca się koło jedności religijnej, łaski carskiej i zawziętej do sza- 
leństwa chęci otrzymania posiłków przeciwko Rzpitej. Wojsko 
zaporozkie w naiwnej prostocie nie wie także, czego żądać 
dla siebie i dla „małorosyjskiego narodu" i cieszy się jedynie 
z tego, że „car bardzo jest łaskaw na wojsko zaporozkie i z całej 
duszy pragnie je mieć pod swoją protekcyą". Zamiast projektów, 
planów, uwag, myśli, dotyczących tej protekcyi i jej następstw, 
ataman koszowy zdobywa się tylko na polskie przysłowie: czyń 
mądrze, a patrz końca-). List zaporozki, pozbawiony wszelkiej 
idei politycznej, oddawał w ręce Chmielnickiego władzę czynienia, 
co zechce i jak zechce. 

O ile tedy ze strony Moskwy była wytrzymałość, rozwaga 
i energia godne podziwu, o tyle ze strony kozackiej lekkomyślna 
zawziętość brała górę nad roztropnością. Oślepiały ich sobole 
i ruble, po które jawnie i tajemnie wyciągali chciwe ręce. Do 
chwili dziejowo wielkiej zbliżali się bez przygotowań, prowadzeni 
nie rozwagą, lecz namiętnością. Decydowała o niej starszyzna, 
otaczająca Chmielnickiego, zbogacona i wysunięta na czoło dzięki 



') Wieliczko. Lietop. I. 169, 170. 
2) Wieliczko. Lietop. 1. 170. 



BILANS CZESKI 



142 



jemu, która nie mogła być innego zdania niż wódz, który ją 
stworzył. Wtórowała tym życzeniom czerń wojskowa, ciemna, 
nieopatrzna, łiulaszcza, niedbająca o własne jutro i nie mająca po- 
jęcia o jutrze politycznem, żyjąca rabunkiem i gotowa pójść 
w ogień za tym, kto jej wesołe i bez pracy zajęcie obiecywał lub 
dawał. 

Na takim materyale żaden gmacłi polityczny nie buduje się. 
(Dokończenie nastąpi). 

Franciszek Rawita Gawroński 



BILANS CZESKI ZA ROK 1907. 

Gospodarstwo rozumne wymaga ciągłycłi obliczeń, tak w kie- 
szeni jednej, jak pod jednym dachem, jakoteż w granicacłi pań- 
stwa czy narodu. W myśl tej zasady jednostki, obeznane z pew- 
nemi gałęziami pracy narodowej, corocznie zdają sprawę z po- 
stępów, jakie naród w dziedzinie tej i owej uczynił. Z tycłi li- 
cznycti artykułów, pisanycłi przez specyalistów a ogłoszonycłi 
w kilku numerach Narodnich Listów, powstaje roczna karta dzie- 
jów narodu. Bilans czeski za rok ostatni wykazuje znaczny po- 
stęp, postęp, jakiego pozazdrościć im możemy. 

Wprawdzie płody rolnicze wykazały ubytek pszenicy, 
jęczmienia i owsa w porównaniu z rokiem 1906, żyto przecież 
dopisało lepiej, a uroda ziemniaków była wprost wspaniała. A był 
to rok ulew i powodzi, rok klęsk elementarnych. Odpowiednie 
liczby wytwórczości gleby czeskiej w latach 1906 i 1907 przed- 
wiająsię w hektolitrach: 5,559.344—5,402.145 pszenicy, 10.970.007— 
11,991.616 żyta, 9,542.311 — 8,466.069 jęczmienia i 15,593.277— 
15,045.676 owsa. Choć jęczmień mniej obrodził, przecież słodu 
wyrobiły Czechy 4.052 tysięcy ton (gdy w 1906 tylko 3.892 
mimo że w całej monarchii wytwórczość słodu zniżyła się z 8.977 
na 8.604 tysięcy ton. Połowa zatem bezmała przypadła produkcyi 
czeskiej, a linię połowiczną w roku najbliższym niechybnie Cze- 
chy przekroczą. W konkurencyi ogromnie żywej małe browary 
ponosiły straty, za to wielkie zakłady zwyciężały niepomier- 
nie. Wyrób alkoholu wsparło świeżo założone stowarzyszenie 



143 JAN MAGIERA 

wszystkich rafineryj, które w Pradze zbudowało skład główny 
wszelkiego alkoholu w Czechach pędzonego. 

Związki przemysłowe zapisały w swej kronice same 
tylko drobne towarzystwa, większa jakaś spółka nie powstała, 
natomiast oczekują powszechnie powstania akcyjnej wielkiej gorzelni. 

Szkolnictwo gospodarcze rozwinęło się znacznie 
w roku ostatnim. Organizacya wyższej szkoły rolniczej przy te- 
chnice czeskiej zbliża się do końca. Sejm przyjmuje na fundusz 
krajowy szkoły gospodarskie trzeciego typu. Szkoły gospodarskie 
otrzymamy statut własny. Założono dwie szkoły gospodarstwa 
z kursami zimowymi w Hlinsku i Pfelouću. 

Przemysł skórny miał ostatni rok pomyślny, ale ocze- 
kuje przełomu z nowym rokiem i gotuje się do kartelu. Garbar- 
nie bowiem posiadają zasobne składy skóry droższej, gdy obe- 
cnie napływa wiele surowizny taniej. W roku ubiegłym chciała 
wprawdzie zagranica dostarczyć szewcom czeskim skóry tańszej, 
i tylko „inteligencyi czeskiego szewca zawdzięcza przemysł cze- 
ski swe powodzenie" — piszą Narodni Listy. 

Wyrób bawełniany w Czechach był najświetniejszy 
w lecie ostatniem. Fabryki wszystkie zapełnione zamówieniami aż 
poza połowę roku 1908, niektóre mają zamówienia już na rok 
1909. W przędzalniach i tkalniach niema nic na składzie. Do- 
starczają wyrobu przedewszystkiem zapotrzebowaniom krajowym, 
a resztę dopiero wysyłają za granicę. Rzucono, się też do roz- 
szerzania tej dziedziny przemysłu. W Austryi całej stanęło w roku 
ubiegłym milion wrzecion, z tego czwarta część przypada na 
Czechy. W dziale tkactwa z 10.000 udziałów, — na przedsięwzięcia 
czeskie przypada 3000. Niemałą zasługę udziału czeskich firm 
w kontygencie wywozu do Indyj przypisują posłowi dr. Krame- 
rowi. Przyszłość zatem najbliższa zapowiada się pomyślnie, pe- 
wnego zaćmienia spodziewają się dopiero z rokiem 1909. 

Nie tak już szczęśliwie wiodło się przemysłowi lnia- 
nemu, choć i on wykazał piękne owoce i postępy. Wobec Niemców 
są Czesi jeszcze słabi w tej dziedzinie. Założyli w ostatnim czasie 
jedne tylko fabrykę. Wywóz czeskiego płótna za granicę skiero- 
wany był przeważnie do Węgier i Ameryki. Wełna podobnie 
jedne tylko fabrykę czeską zyskała, stracili natomiast Czesi firmę 
humpolecką (Em, Dite), ważną i z tego powodu, że była dostar- 
czynią wojskową. W konfekcyi czeskiej rękawicznikarstwo 
praskie, ciesząc się sławą ustaloną, przechodzi jeszcze przesilenie 



BILANS Czeski 



144 



ciążkie J tu przemysł czeski zapisuje slraiy. Odbije lednak te 
niepowodzenia w przemyśle papierowym- 

Papiernictwo czeskie pięknie się podniosło w r. 19a7 
Mimo cen podniesionych znacznie^ kiedy firmy wiedeńskie ni^-^- 
dty 2 brakiem 4 milionów kor;, targ czeski szedł w górę- I 
-większe fabryki, własność jednostek, rozszerzono i zmieniono na 
towarzystwa akcyjne z kapitałem 8 mit. kor. Dnia 24 listopada 
zawiązał się w Pradze „S p o I e k v e I k o o b c łi o d n i k u p a p i r u 
w Ćechźch, na Morave a ve Slezsku**. Chociaż Wągny 
zbudowali sobie ostatecznie wielkie dwie papiernie^ aby bojkoto- 
wać papier austryacki, mimo to Czesi dostarczyli w roku tym 
Węgrom znaczną część z 152, 615 qu., które Węgrzy sprowadzić 
musieli. Papierni Austrya posiada przeszło 300, a z tego większość 
przypada na Czechy r obie Austrye. 

N af t^ czeska staniała niezmiernie skutkiem wzmożonej pro- 
dukcyi* Rok ten nazwano krytycznym. Jeśti jeszcze w 3895 roku 
tylko 2 miliony cetnarów metr. nafty wydała czeska ziemia, lo 
pod rokiem 1907 zapisano 11 milionów cetn. metr Prócz .Petro- 
lei" — niema organizacyi. Od maja, kiedy wygasł kartel naftowy, 
cena spadla z 33 na 25 kor. Każdy dobywa naftę ze swego ka- 
wałka, bojąc się, aby mu sąsiadowa studnia nie wypita jego skar- 
bów. Silna konkurencya amerykańskiej ,,Vacuum Oil Company** pod- 
bija podstawę nafty czeskiej. Ciekawe jest zestawienie cen nafty 
w Czechach w sierpniu r. z.- czeska 1*20 kor, „więcej niż dwfe 
korony ponad koszta wyrobu" rumuńska znacznie licfisza 430, 
rosyjska z Baku 460, galicyjska 1 30 kon Przejaśnienia na targu 
naftowym nie rychło należy się spodziewać 

Przemysł chemiczny austryacki zawisł silnie od v -- .- 
nie dziw^ że Czesi na tern polu jeszcze mniej znaczą, niż 
habsburscy. Ale się biorą do dzieła raźno. Mają już swoje sztu- 
czne nawozy, oleje, smarowidła; jedyna w Czechach fahr)'ka kar* 
bidu jest czeska. Dobrze się rozwijają fabryki mydła, olejów ro- 
ślinnych, gliceryny i stearyny, oraz mazi maszynowej i oleju ko- 
kosowego. Najsilniejszego współzawodnika mają w fabryce nie- 
mieckiej Schichta, która ma warunki pomyślne, jak t)1ko mieć 
może wielka pracownia. Spław Labą, kapitał wielki, pomoc i po- 
parcie całej Germanii austryackiej, to warunki, których nie mo^ 
Czesi nie zazdrościć Niemcowi. 

W przededniu wielkiej wystawy przemysłowej w Pradze 
w roku jubileuszowym potężnie się wzmaga przemysł ma- 




145 



JAN MAGIERA 



szynowy czeski. Całkowity obrót pieniężny za maszyny w r. 
1907 obliczono na 60 mil. kor., z tego część dziesiąta przypada 
na eksport czeski za granicę. Dnia 15 listopada utworzyło zwią- 
zek 11 największych firm na przeciąg lat dziesięciu, którego celem 
jest nie oznaczanie cen wyrobów, lecz popieranie i rozwijanie 
specyalfzacyi. Pracownie czeskie otrzymały zamówienia na kilka 
mostów. Wszystkie wykonano siłami krajowemi. Kilka też zakładów 
przemysłowych rozszerzyło się, a konstrukcyę wykonały firmy 
narodowe. Z przedsięwzięć znaczniejszych za rok 1907 wymienić 
należy budowę nowego mostu w Pradze, mosty na Dunaju i Ła- 
bie kolei północno-zachodniej i konstrukcyę wystawową praską. 
Firmy Laurin i Klement, liberecka i praska Ringhoffera z Ćesko- 
morawską Towarną budują dwie fabryki automobilów. Toteż za- 
mierzono już automobilowe połączenia kilku miast z sobą na 
wzór zachodnio-europejski. Siły czeskie zbudowały zeszłego lata 
turbinę parową o 5000 HP. dla praskiej centrali elektrycznej. 
Firmy czeskie odniosły nawet zwycięstwo nad firmami niemiec- 
kiemi w zabiegach o budowę turbiny w centrali elektrycznej 
w Wiedniu. 

Z referatu czeskiego wyjmę ustęp dłuższy: „Konstruktor To- 
warni Ćeskomorawskiej**, inżynier Jan Zvonićek, obecnie pro- 
fesor techniki czeskiej w Bernie, zbudował typ turbiny parowej — 
pierwszy czeski i zarazem pierwszy austryacki — który zapowiada, 
że swym prostym układem i wykonaniem w zupełności dorówna 
systemom obcym, a w niejednem je przewyższy". Próby się po- 
dobno powiodły, a prawo wyrobu turbin Zvonićkowych otrzy- 
mała: «ćeskomoravska strojirna". Poszedł przemysł czeski 
i czynnie do obczyzny, skoro firma Ringhoffera, czeska, otrzy- 
mała zamówienia na zbudowanie dwu cukrowni na Węgrzech 
i we Włoszech. 

O sile akcyjnych fabryk czeskich maszynowych świadczą 
dane z r. 1906 : 





Kapitał akcyjny Zysk 


Dywidenda 




mil. 


1906 


1906 




K. 


K. 


' ,11 


Prvni ćeskomoravska . 


3-158 


597.502 


13 


Breitfeld, Danek. i Sp. . 


. 8-4 


1,416.123 


13 


Ś k d o V y zavody . . 


. 25-0 


1.862.719 


6 


Rustonka 


. 3-2 


187.613 


5 


Prvni bernenk^ . . . 


. 4.0 


917.307 


15 


Brand a Lhuillier . . . 


. 1-6 


132.860 


6'^ 




_Li_Lii 



BILANS CZESKI 



{46 



J903 


1906 


1907 


20 


24 


7 


24 


31 


13 


4 


— 


I 



Ruch budowlany czeski w r 1907 osłabł znacznie 
skutkiem przyczyn rozmaitych, między niemi czytamy lo, co i nas 
gniewa: wysoka cena materyaiu budowlanego dzięki kartelom 
i wzmożone wymagania robotnika, nadto brak przedsięwEjęć 
w budowaniu gmachów państwowych* Piiństwo chętniej dzierża- 
wi liche domy za ceny wysokie, niżby przystąpiło do stawiania 
potrzebnych gmachów, Specyalnością jakąś, pewnie nie tyłko pra- 
ską, jest tak zwane ^krycie", które dozwala budowniczemu da- 
wać firmę swą niezawodowcom. Dzieje się to nieraz za cenę 
marną, jak 40 kor przy budowie kilkopiętrowego domy. Obraz 
zmniejszania się przedsięwzięć budowlanych dają dzielnice stolicy 
w cyfrach : 

Udzielono pozwoleń na budowę w n 
w Starem Mieście 
w Nowem Mieście 
w Józefowie 

tylko dalsze dzielnice, jak Holeśovice (18-22-18) i Liben (8-10-12) 
utrzymują ruch budowlany w mierze równej. Spadek liczb jest też 
na Źi^kowie (o 17 mniej) i KraL Vinohradach (68-26). 

Bez wątpienia, że najlepiej powodziło się w gospodarstwie 
Cześkiem w r 1907 bankom czeski m. Te, co już sprawo- 
zdania swe ogłosiły, wykazują rozkwit wspaniały. ^Źi vnostensk ^ 
banka** wydała 25 tysięcy akcyj po 200 kor. po kursie 235, fun* 
dusz rezerwowy zwiększyła do 8 mil kor., a dywidendę w^ypłact 
67o, Ćeska prumyslovź banka zwiększyła fundusz zapa» 
sowy z 8 na 10 mil, kor., a hypotecznych potyczek udziehła 
13 mii. kor Do swych urzędników bank ten niedawno załtczal 
obecnego ministra dra Fiedlera. Zemsk aba n k a kralovstvi 
ćeskeho wydała za rok ten pożyczek komunalnych 20 mil. kor, 
a jej depozyta 213 mil. kor* dosięgły swej wysokości dzięki 15 
mil. kor. roku ostatniego. Wreszcie centralny bank czeskich kas 
oszczędności (U s l f e d n i banka Ć e s k y c h s p o f i I e I e n) za- 
łożył cztery filie (w Bernie, Wiedniu, Lwowie i Trj^eście). Ogólna 
suma wkładek tej instytucyi wynosi 77,000.000, w czem prz:yrosi 
najświeższy wynosi 2t,0(X),000, catko^vity zaś obrót pieniężny 
przedstawia sumę 4,250 mil. kor, z czego na przyrost ostatni 
przypada 1,500 mil. kor. Filia lwowska zapisała z roku pierw- 
szego 117 mil. kor. obrotu. 



47 RECENZYE I SPRAWOZDANIA 

Przy takim stanie materyalnym społeczeństwa, na takiem tle 
ospodarczo ekonomicznem, może się rozwijać i oświata, bo wa- 
na to zasada; pri mu m vivere, deinde philosoph ari. 

Jan Magiera, 



RECENZYE I SPRAWOZDANIA. 

Ksiądz K. J. Kantak. Państwo — naród — jednostka. Poznań, 1908, na- 
fadem i czcionkami Drukarni i Księgarni św. Wojciecha, 8^, str. 119. 

Zupełną kulturą posiada ten naród, który zagadnienia kulturalne roz- 
rzyga i załatwia własnemi siłami. Do takiego stopnia kultury nam jeszcze 
ileko, ale nabieramy jakiejś żywiołowej rozpadowej siły, żeby ją pozyskać, 
:by uzupełnić braki w dotychczasowych jej zasobach. 

Koroną kultury jest rozwiązywanie zagadnień filozoficznych, ażeby 
>jść do pewnego jednolitego poglądu na wszelkie przejawy życia we- 
nętrznego jednostki i zewnętrznego społeczeństwa. Nie może być na dłuższy 
:ereg pokoleń silnem społeczeństwo, które czynów swych nie opiera na 
>glądach, przyczyniających się do ciągłego wzmagania sił. Czyny są ze- 
n^trzncmi zjawiskami myśli, z ktJrej się płodzą. Zanikną czyny, gdzie usta- 
e myśl Praktyce życia potrzebną jestteorya, jeżeli życie samo 
ema osiąSĆ na mieliźnie. 

Pod tym kątem patrzeć należy na ożywiający się u nas ruch filozo- 
:zny, — który (dodajmy nawiasem) ożywiłby się znacznie, gdyby mu 
e stawiali przeszkód ludzie wpływowi, a nie pojmujący doniosłości rzeczy, 
órym się zdaje, że tu chodzi o jakieś somnia vigilantium i woła- 
cy na filozofią w imię „trzeźwości" : a kysz, a kysz ! 

Jeden przynajmniej dział myśli filozoficznej nie natrafia u nas na 
zesądy antifilozoficzne; być może, że tylko dlatego, że nie uchodzi za 
;ęść filozofii. Działem tym jest nauka o państwie. Ruch w tej dzie- 
nnie umysłowości począł się u nas niedawno, ale dużo już znaczy, że się 
iczął! 

Nie trzeba też gorszyć się zbytecznie, że ten ruch zaczął się od na- 
ladownictwa, a mianowicie od przeniesienia na polskie stosunki i wa- 
inki teor>M państwa pruskiej (w kraju „wszechpolską" się zowie). Ileż 
razy zaczynał się najświetniejszy rozwój jakiejś sprawy od naśladownictw I 
^'le tylko nie brakowało takich, którzy spostrzegą się, że to naśladowni- 
wo i wydadzą z pośród siebie reakcyę przeciw temu, jako odruch pra- 
dziwie narodowy — zacznie się wymiana zdań, wśród której, z biegiem 
asu, dojdzie się do polskiego pomysłu nauki o państwie, tj. pomysłu ta- 
ego, który nłiałby i wartość naukową powszechną i polską wartość prak- 
CŁną^ a społeczeństwu polskiemu dodawałby sił do odzyskania własnej 
iństwowoSci. 



HerENZlfE 1 SPftAWOZOAMA 



I 



Ponieważ ta sama przyczyna w rozmait>Th okolicitiiościach roim^tlt 
wydaje skutki, trudno poypuściC, ^eby pruska leorya państwa mogfa wyjśi 
na dobre Polakom, —a ntemmej iwćno pri^ypuśck, żeby U\ozofi^ des U=* 
bewussien i !eor>'a pafisiwowa, której hasłem Ausrotten') niemołf 
wydać konsekwencyi. nie bardzo fiadających się do wzmagania sil źymT- 
tnych w następnych pokoleniach. 

Ogłoszenie niegdyś p a i^ s i w a w o g u 1 e za przejaw Bóstwa skcm* 
ciyło sią na (oświadczeniu, że tyczy się to lylKo pafistwa pruskiego, Klórr 
samo jest bo^ieni (trudno to pisać przez „duże" B). Jeżeli teoryę pruskĄ 
przeniesiemy konsekwentnie na gruni potski. należałoby i polską pafistuo- 
wo^C (choćby w oderwaniu) ogłosić także bogiem, Ale wstrzymano sit p- 
koś w pół drogi; n iśladownictwo zbyt widoczne działa bowiem rtieestctf- 
cznie na nenAy. 

Przeciw sprusaczeniu myśli polskiej wystąpiło wielu, obecnie ZBŚ ksiądr 
K, J. K a n t a k, ogłosiwszy ksią^kt^. której ty*tJl zacytowaliśmy. Nie wycitr- 
puje ona przedmiotu; nie we wszystkiem jest zupełnie iScisłą; (np, mtóo^ 
ma^a w definicyi socyalizniu; w rozgraniczeniu pojęć społeczeństwa od 
państwa); nie zdaje sobie sprawy z niektórych faktów z dziedziny ewo* 
lucy i historycznej, tak stałych, że możnaby je uznać za -prawa' 
ustanne tarcie pomtądzy państwem a społeczeńsiwem. które wh 
gćy nie „zlewają się" całkowicie): nit uwzględnia całych obszarów dyskir- 
towanej kwesty i (np. oddziaływanie na paiistwo ugrupowania się wai"Stv 
społecznych i ogromny wpływ kwesty i ekonomicznej na granice pjńslira): 
słowem, ma braki, w tern ta^, co podaje, usterki -- a jednak pi r, 

jej więcej miejsca i pragniemy zwróctć na nią uwa^ęogółu* bo kaz. i 

na ten temat jest dorobkiem kulturalnym, a w pracy ks, K a n t a k a "Są»T 
wody i pomysły, stanowić mogące niepoślednie cegiełki do budowy potskic} 
teoryi państwa. A trzeba będzie długo jeszcze cegły te zwozić i utrudit 9^ 
cały szereg pracowników, nim ta hudovka stanie! 

„Wychowania narodowego u nas niestety niema. Za to iradyot* 
lęgowa ne u nas do najwyższej mocy. Xiema rodzi ny» kióraby nie waJczyfi 
lub nie cierpiała za naród, jeśli nie w Kufstcinie, Moabicie lub na Syhir/c 
to w szkole. Państwa nie mamy, ale pamięć Rzpliej unieśliśmy m ^ 
jesteśmy narodem suwerennym, sianowiącym o sobie i każdy z nas azierij 
w sobie cząstką purpury królewskiej, majestatu narodowego/' 

Słowa te, pełne męskiej dumy (str, S>**}, znamionują pisar/a pnteję 
tego na wskró.^ polskością. A palryotyzm to poważny, przeirawtony gmsi- 
townie, skoro duma narodowa nie wyrad^aa się u niego w szowinirnt 

Nie z polskich przesłanek pragnie dojść do określenia stositnkdr 
pomiędzy paiist^em, narodem a jednostką, lecz z ogólnych. Nie naci^i 
teor\ń nigdzie do tego, co się wypadkiem dzieje w Poznaniu iub we Lwo- 
wie, chociai niełylko odczuwa doskonale każdy ból polski, ale i wyrozumie 
każdy polski interes. Umie rozważać je z zimną krwią. Powie w^pitkst, 
że na Litwie iest€:Smy lylko jednym z narodów, które winny byC równo- 
uprawnione, a w głębi Rusi nie mamy już żadnej pr^tyszłości, bo ii^ołiec 
demokraty żacy i społeczeństw liczba nabiera coraz większej wagi, a nas 

^ Qekiwy liki, te H « r 1 m a n » wlAŚtiie fiemrt^y rsiidl to Im tli; 




J^leCEN2VE I SPRAWOZDANIA 



m zbyt niewielu. Nie schlebia rodakom; powie, co myśli, choćby coś naj- 
zykrzejs/u^fr Wskrzeszenie państwa polskiego w granicach dawnej Rze- 
y pitej uważa idL niemożliwość. Wierzy w przyszłość Polski przez urze- 
ywbtiiienie ^ederacyi wschodnio-europejskiej. 

Ks. K a n t a k nie wysnuwa teoryi t. zw. państwa nowożytnego, nie 
uka formuł dla teoretycznego określenia (i sankcyonowania) tego, co się 
:ieie, ale zastanawia się nad tem, jakiem państwo być powinno, przy czem 
ychodzi od /.u pełnego potępienia państwa nowożytnego, 
a słuszność. Słusznie powiada, że państwa dzisiejsze są „urządzeniami 
'zymusowemi, trzymającemi się na gwałcie i trzymającemi się gwałtu'*... 
óre z obywateli czynią „strażników własnego więzienia"... „Ciekawi je- 
eśmy, ile partstw ostałoby się dzisiejszych, gdyby dano wybierać ludziom, 
:y chcą należeć do nich, czy nie", (str. 100). 

Przy określaniu rodzaju państw zarzuca autor dotychczasowe kate- 
srye, jako trzymające się znamion zewnętrznych, i dzieli państwa dzisiej- 
:e na wolnościowe (Anglia, Stany Zjednoczone — a powinien był dodać 
Łwajcaryę i Norwegię) i biurokratyczne, te zaś dzieli na parlamentarno - 
urokratycżnu (Francya, Włochy) i czysto-biurokratyczne (Prusy i Rosya). 

,,W państwach dzisiejszych inna siła rządzi: ani król, ani naród, ani 
Ika rodzin, tylko biurokracya. Dla biurokracyi normą najwyższą jest ru- 
na, celem interes osobisty, pragnieniem: wszędzie się wścibić**... „Gdyby 
kiekolwiek wielkie państwo europejskie (lądowe) zdołało wyłamać się 
pod mocy biurokratycznej, niewątpliwie zyskałoby przewagę nad wszyst- 
iemi innemi". (str. 62)... „W Polsce jedyna Galicya wytworzyła urzędnictwo 
vojSkie, a upadek kraju i niezdolność podźwignięcia tutaj ma swą przy- 
lynę. Jeżeli społeczeństwo w Polsce zajętej przez Prusaków najwięcej 
ykazuje żywotności i mocy — w prostym stosunku to do braku biuro- 
racyi'^ (str. 64)... „Jeżeli coś stanowi o powodzeniu i dobrobycie narodu, 
) brak biurokracyi". (str. 73). 

A jednak biurokratyczne Prusy odznaczają się dobrobytem i cieszą 
ą WŁctkicm powodzeniem; wiemy zaś z historyi, że początkami pruskiego 
rzemysłu zajmowała się biurokracya. Tu wyjaśnić należałoby, czy Prusy 
ynalazły nieszkodliwą formę biurokracyi, a nawet pożyteczną — czy też 
lOże biurokracya ich przestała zajmować się przemysłem. „Wścibstwo" 
ładz w sferę przemysłową ma bowiem wiele stopni. Monografii, zestawiają- 
^ pod tym w zględem przepisy różnych państw, niema ; ale z tego, co się 
tej maleryi wie ogólnie, zdaje się, że najwięcej tego „wścibstwa" jest 
e Włoszech i w Austryi, najmniej (na kontynencie) w Belgii, a zaraz po- 
?ni w Prusiech. Biurokratyzm pruski jest tedy niezupełny, mieści w sobie 
yjątek, który doskonale stwierdza regułę, skoro społeczeństwo rozkwi- 
tało w^ tej dziedzinie, którą biurokracya najmniej się opiekuje. 

Nic bardzo też można się pisać na następujący wywód autora: 

„Co biurokracya robi z narodów, pokazują najlepiej Niemcy spół- 
sesne. Naród ten, który w średnich wiekach tak wielkie rokował nadzieje, 
zisiaj, poza blichtrem cywilizacyi materyalnej chowa takie głębie barba- 
tyfisiwa, że wielka istnieje obawa, azali dla kultury nie zupełnie stracony**. 

Odróżniai: należy prusactwo od samej narodowości niemieckiej! Dzi- 
icjsze Niemcy mają bowiem w sobie takie głębie prawdziwej kultury, 



RECENZ¥E I SPRAWOZDAMIA 



m 



i 



źe zasługują się wielce postępowi ludzkość?, a nabranych jut ^asóbow sur- 
czyłoby Im na długo, choćby nie było dalszych dorobków. Dość upnyich 
mnie sobie naprędce stan jakiejkolwiek nauki; (choćby teologii kaiolickt^l 
lub sztuki w Ruropie i powied^fet! potem z ręką na sercu: Czy byłyby na 
tej samej wyżynie, gdyby i nich wyrzucić niemiecki dorobek? 

Aie można tu zarazem zrobić drugie spostrzeżenie: W lem, co sia- 
nowi istotną kulturę Nietniec, jakżeż mało stosunkowo żywiołu pruskiego? 
Czy zaś żywioł ten staje się stopniowo coraz kulturalniejszym i wic^oe 
Niemcy do SKzególnej syntezy barbarzyństwa państwowego r kulturą spo* 
ieczną, czy też dalszy rozwój prusactwa zagrażałby obniżeniem kultury ni- 
rodu niemieckiego, jako takiego — do rozstrzygnięcia tej kwestyj trzeba^ 
mozolnych, umyślnych studyów, do których materyal zbieraC trsebaby tnió 
samemu, bo się go nigdzie nie znajdzie zebranego i ugrupowanego podt| 
kategoryą badania. Jest to jedna z najzawilszych kwestyj, jakie mogiSle 
istnieją. To pewna, że tylko zbieg szczególnych okoliczności m6gł ^*>t«x»- 
rzyć to^ co możnaby narwać pruskiem zagadiiiemem w historyki kutmry. 
Naśladownictwo nie udałoby się z pewnością nigdzie! 

Nasuwa się jeszcze jedna uwaga: Wartość inst>lucyi poznaje SK 
w dniach klęski. Biurokracya pruska pękła na jeden raz i w proch się 
rozsypała po bitwie pod Jena, Czy dzisiejsza wytrzymałaby podobną walną 
klęskę, czy też powtórzyłaby na nowo poprzednie zjawisko — o tern roogi 
różni różnie sądzić, bo to wkracza )uź w sferę subjektywnych kombitiacyj^ 
Nie brak zapewne ludzi wierr4cycb, że klęski zdoła przetrzymać to t>1kV, 
co jest moralnie zd rowem — zło może za5 krzewić się tylko w powodic- 
niu. póki mu starczy.,, bezkarności. 

Zgodzimy się bądicobądż z autorem, że państwo nie powinno byt 
biurokraiycznem i że „na ten cały mechanizm tyle tylko należy sił Oikit* 
wać, ile potrzeba niezbędnie'* (sin 45). 

Państwo oparte tedy na samopomocy spotecmej, nie spętane bturih 
kracyą, powinno być pożytecznem społeczeństwu, narodowi i jednostce. 
Poczucie narodowe jest rzeczą wyboru, który dokonuje się jednak zazwy* 
czaj w okolicznościach, przesądzających z góry o wyborze (str 83. 9t); 
nikt niema prawa hamować swobody tego wyboru; ucisk narodowy, |aI 
wogóle wszelkie teoryc egoizmu narodowego, zwróconego na krtywdzctik. 
innych, potępić należy- Społeczeństwo ma prawo zwrócić się przeciw p^* 
stwu, nie spełniającemu względem niego obowiązków. ^W r Iłim, gdy 
Chorwaci, Serbowie, Słowacy, połączyli się z wojskami przeciw W^gfOfR. 
mieli najzupełniejsze prawo i słuszność-" (sir 97^ „Przeciwieństwa i nie- 
nawiści narodowe są sztucznym wytworem panujących** (str. 103). „Wmd- 
wiono narodowi, że to jego korzyść ograbienie sąsiada, tak powstały ote- 
nawiści narodowe** (str 102).,. „Bez zamiany środkowej i wschodni^} 
Europy na federacye z samoistnością narodową, nie zdadzą się kongresy 
pacyfikacyjne na nic, czy dyplomatów, czy socyalistów** (sir. IU3)- 

Zajmującym wielce jest rozdziało stosunku Kościota do Państwa. Ąutoc 
twierdzi, że „Kościołowi pochłaniającemu państwo grozi ze^iwiecczcme* 
(sir 69), a „państwu nie wolno wkraczać w dziedzinę kościelną'* (str. 72^ 
„Niema rzeczy zbyteczniejszej i s^kodliwszej, jak „opieka* paMlwa ndd 
Kościołem" (str. 75),.. „Innym wyznaniom należy zapewnić nietalelnoSĆ 



151 



RECENZYE 1 SPRAWOZDANIA 



zupełną i wolność urządzania się według własnego upodobania i na to po- 
łożyć nacisk, że różnica wyznania nie może stanowić przeszkody dla ró- 
wności praw i obowiązków obywatelskich". 

Poglądy takie są powszechne wśród polskiego duchowieństwa, 
w przeciwieństwie do duchowieństwa czeskitego lub chorwackiego. Jakżeż 
śmieszne są wobec tego zarzuty „reakcyjnego klerykalizmu", stawiane nam 
przez pobratymców, nie znających stosunków. Nasi polscy księża, to dziel- 
na gwardya postępu narodowego i społecznego, toteż %o polskiej inteli- 
gencyi powtórzy słowa śp. Szczepanowskiegp (wcale nie „klerykała) . 

„Polska więc i nadal będzie katolicką, albo jej wcale nie będzie". 

Słuszność ma ks. Kantak, stwierdzając, że „najwyżej rozwinięta 
dzielnica Polski, Wielkopolska, jeżeli nie wszystko, to prawie wszystko za- 
wdzięcza Kościołowi, zawdzięcza swą wspaniałą organizacyę społeczną, 
jedyną w swoim rodzaju w Europie". 

I polska teorya państwa katolicką też być musi, jeżeli ma spo- 
łeczeństwu dodać zdatności do czynu. Ks. Kantak ma trwałą zasługę, 
że rozpoczął traktowanie tej sprawy z katolickiego stanowiska. Ma za- 
sługę i n i c y a t o r a. AB. 



Dr K. Szkaradek-Krotoski. Pruski Kulturtrdger z końca XVIII w. 
Poznań. — Czcionkami drukarni Dziennika Poznańskiego, in 8^, str. 42. 
(Odbitka z Dziennika Poznańskiego). 

Możnaby tej książeczce dać drugi tytuł: Żywot człowieka 
pruskiego poczciwego — a kogóżby nie zaciekawił żywot taki ? 
Dlatego obszerniejsze damy sprawozdanie, zwłaszcza, że rzecz będzie 
o Triebenfeldzie, dobrym znajomym z Nru czerwcowego Świata Sło- 
wiańskiego, 

Kiedy pan Triebenfeld, leśniczy w dobrach Ponińskiego, starosty kopa- 
nickiego, stał za krzesłem swojego pana i przysłuchiwał się naradzie -- wtedy 
udał mu się znakomity ,trick", który stał się wytyczną i znamieniem całej 
jego karyery w przyszłości. U Ponińskiego zjechali się członkowie komi- 
syi rozdawniczej dóbr pojezuickich ; radzono, jak rozdzielić wielką ilość 
szczerozłotych kielichów, kosztownych naczyńjkościelnych, sadzonych dro- 
gimi kamieniami, a pochodzących z Kolegiów jezuickich w Poznaniu i Łę- 
czycy. Narada przerodziła się w spór, który zaogniał się z każdą chwilą, 
w miarę jak rosła chciwość komisyi i chęć obłowienia się jak najobficiej. 

Wtedy pan Triebenfeld, człek cichy i pogodnego serca, nie lubiący 
gorętszej wymiany myśli — a powodowany snąć przy tem wrodzonem po- 
czuciem sprawiedliwych działów -- ośmielił się zabrać głos i zapropono- 
wał: Drogie kamienie należy z naczyń wyłupać, a naczynia stopić w sztabki 
po 12 łutów wagi. 

Projekt przyjęto a wykonanie poruczono wnioskodawcy, dozwalając 
mu w nagrodę zatrzymać każdą 21 sztabkę. 

Oczywiście taki procent był o wiele za mały i zgoła niewymierny 
w stosunku do zasług, położonych dla sprawy. Toteż pan Triebenfeld 
z gotowością i miłą chęcią przyjął pomoc pewnego żyda-alchemika, który 
za „honoraryum" w wysokości 4000 talarów, oddzielił złoto od srebra i ka- 
żdą 21 sztabkę ulał ze szczerego złota, powlekając ją cieniutką warstwą 



I 



RECENZYC I SPRAWOZDANIA |5> 

srebra. ^Z mająlkiem J^SGOO talarów udałem się na śląsk i roatpociątinn 
tamże moją karyerę, jako kandydat na lennika" — koftczy poczciwie pru- 
ski kulłurtra^er. 

Oczywiście rozporządzając takim sprjiem, taką su i gemrris etyką — 
pan Tnebeiifeld postępował w karyerze szybko naprzód. 

W 1781 roku spotykamy go na stanowisk y rządcy olbrzymich dóbr 
krotoszyńskich, pozostających wówczas nominaline pod władzą R/.ecry- 
pospolitej, a faktycznie przynależnych do pruskiego rządu, któr>' je ^ajął »u 
rztcz ba^ku morskiego w Berlinie (See- und Salzhandlung Soctetat*) t tit- 
czelny zarząd poruczył kamerze wrocławskiej. Admintsirowal TfiL 
po upadku Górnego, który zdefraudowawszy znaczne sumy. oti^^^^^^.. -^. 
karą w więzieniu w Spandawie. 

Mając lak znakomity przykład w osobie swojego poprzednika a prry- 
tem wrodzone pokrewne skłonności — zdołał nowy rządca rozwinąć cnh 
zasób swoich potaż nych uzdolnień i zajaśnieć całym blaskiem talem łi, ktiirr 
tak pięknie si^ zapowiedział w owej bistoryi z „pojezaickiem" /łotem. 

Rozpoczął od wygnania współadministratora, a od niedawna l^cu 
swojego B ern hardie'go. Postąpit sobie w tym wypidku z całą stanoucio- 
śdą, wypruł z siebie wszelki sentymentalizm, naraził sią nawet oa mmiKs 
ohydnego brutala — ale bo teSC należał do tak zwiinycb „tic3cciw>'Cli !udzf* 
i mógł stać się zawadą w szerokicli planacb Triebenfelda. 

Za to godnego siebie partnera znalazł krotoszyński administrator 
w ministrze Hoymie, ówczesnym namiestniku Śląska, jakżeż bo świetne 
prowadzili wspólnie interesa : kontrabanda fajansowych wyrobów angiet- 
skich i węgierskiego wina, rabu listy czna gospodarka w dobrach, rozmatfega 
rodzaju Iransakcye, w których szalona bezczelność ry^walizuje ze snnrcm 
genialnego oszusta. 

Toteż administrator krotoszyński nabijał kabzę z niesłychaną szyiT- 
kością — a równocześnie za staraniem przyjaciela-ministra otrzymał dy- 
plom ,,szlachecki" (o etymologio!), tytuł radcy leśnictwa i wojennego (sicf^ 
ordery itd. Rząd pruski szczycił się Triebenłeidem, chlubił się tym |>ottiio- 
tem z własnej krwi i kości, który z wzorową ścisłością praklykowmł w swo- 
jem kółku to, co macierzysta władza na szerokiem polu dyplomatycznej 
akcyi rozbioru sąsiedniego kraju, któremti od jakobinizmu grozłły .stra* 
szne anarchii konsekwencye" (odobroczyfico!). Chciałoby się rzeknąć nie-f 
ledwie: similis simili... 

Pan Triebenfeld nie skarżył sfę na służbę; ze stanowiska swojego b>l 
zupełnie zadowolony. Nie znosrł tylko podziału władzy. Atu nasyłają mti ] 
dzierżawcę F r ij s o n a, któr>" w dodatku nie nadaje się do kottipAnii j 
H o y m-T r i e b e n f e 1 d. 

Triebenfeld wysilił całą pomysłowość, zużytkował wszystkie środldj 
którymi posiłkować się umiał : od denuncyacyi i oszczerstwa do otwartego 
gwałtu. I, przy pomocy Hoyma oraz innych urzędników pruskich tego po- 
kroju — zwyciężył: Friison zrzekł się dzierżawy. 

Czy można jednak porównać dochody z administracyi dóbr kroto- 
szyńskich z olbrzymiemi interesami, jakie robił Triebenfeld po drugim i irzc* 
cim rozbiorze Polski przy rozdrapywaniu dóbr kościelnych i k role wsie icłt ? 
Tu chodziło już o miliony. Przy tem żadne r>'zyko — i praca miła w do- 



153 



RECCNZYE I SPRAWOZDANIA 



branej kompanii: od członków dworu, od ministnSw, tajnych i jawnych rad- 
ców — do królewskiego kamerdynera (ale przytem i męża metresy króla). 
A wszystko szło cicho, dyskretnie i zgodnie. Królowi przedstawiano wartość 
skonfiskowanych dóbr o 4—6 razy niższą od rzeczywistej, wykonywano 
koncept donacyjny na imiona ludzi miłych Si»bie i na grzeczności się zna- 
jących — poczem Triebenfeld wpisywał nazwę wsi darowanej — król, któ- 
remu przedstawiano, że idzie tu o bezwartościowe folwarki, podpisywał bez 
wahania. 

W epoce napoleońskiej, w dobie wielkich ludzi i wielkich czynów 
radca „wojenny" Triebenfeld znika z widowni. W latach pod znakiem pło- 
miennego „boga wojny" tacy ludzie, jak Triebenfeld, nie znajdują miejsca ; 
chyba przy dostawach dla armii — ale dzieje milczą o tem. 

Spotykamy go znowu dopiero w 1813 roku. Otrzymał misyę zbierania 
dobrowolnych datków w Księstwie Wacszawskiem od „dobrze usposobio- 
nych" na rzecz pruskiej ojczyzny i pruskiego wojska, jak o tem bliżej 
w czerwcowym zeszycie naszego pisma sam dr. Krotoski już opowie- 
dział. 

Na szczęście „dobrze usposobionych" nie znalazł i interesu — nie 
zrobił. 

Zato przedłożył pruskiemu kanclerzowi referat, zatytułowany : „Szkic, 
jak Polacy zostają wyzyskiwani przez Prusy i jak Prusy przynajmniej swe 
interesa, dotyczące 27-milionowej pożyczki w Polsce mogą obronić". 

W referacie oskarża niewygodnych — broni „politycznych" przyjaciół. 

Z pozą Katona, z bezczelnością nałogowego rzezimieszka pisze 
o urzędnikach pruskich w polskich prowincyach zabranych: „była to banda 
bezwstydnych kreatur i łajdaków, którzy lud podjudzali, ich sprawy w naj- 
straszliwszy sposób wikłali, a w końcu dzielili się resztką mienia nawet 
najuboższych wdów i sierot". 

' Abstrahując od tego, z czyich ust takie oskarżenie wyszło — goto- 
wiśmy przyznać panu radcy słuszność. 

Bandzie „bezwstydnych kreatur i łajdaków" — przeciwstawia autor 
referatu takie szlachetne osobniki, jak Hoym i jemu podobni, oraz „bez- 
imiennego" patryotę, któremu dobro pruskiej ojczyzny przedewszystkiem 
na sercu leży. „Patryota" — jak łatwo się domyśleć — to pan radca od 
lasu i wojny Triebenfeld. 

Zasłużony około szerzenia „kultury" pruskiej żywot zakończył Trie- 
benfeld około 1820 roku. 



Taki był żywot i dzieła „człowieka poczciwego", wystawioiie wedle 
jego autobiografii i wedle źródeł wyłącznie pruskich — a zebrane 
w całość przez dra Szkaradka-Krotoskiego w łamach fejletonu Dziennika 
Poznańskiego i w osobnej odbitce książkowej. Na niewielu stronicach 
zawarł dr. Szkaradek-Krotoski wiele materyału do rozmyślań. Z broszury 
wyłania się plastycznie twarz urodzonego oszusta i złodzieja; i choć wize- 
runek przedstawia pruskiego radcę z krzyżem zasługi na piersiach, nie 
omyli się nawet mało wytrawny agent policyjny i zawoła : trzymaj I łapajl 

Taki człowiek zresztą nie nadaje się nawet do celi więziennej. 

świat Słowiański. — Nr. 38. 1 1 



RECEKZYE I SPRAWOZDANIA 



m\ 



' ,' 



'I < 



On juz od koiebki musiał być pneiarty do cna od£tedxic2oną de 
prawacyą, „morał fnsifiity'* wygryzła z niejo wszelkie pocżucie etyczne. 
Kiedy z głupkowatą miną zawodowego złaczyńcv opowiada o swoich szel- 
tnostwach^ rozumie się, że to indywiduum zatraciło wszelką świadoma^ 

granicy pomiędzy dobretn a złem, źe fen człowiek &ioi po pros! u ,.po lam- 
tej stronie". 

On i jemu podobni kwalifikują się na odosobnienie na jakiejś bcjc* 
ludnej wyspie, gdzie by się po wytracali do si^c^tętu. 

I kiedy dzisiaj pr^ez perspektywę minionego stulecia patriy się na 
tę chmarę Triebenfeldów, która obsiadła żyjące ciało Rzeczy pospolitej 
i w soki jej sączy moralną zarazę, plugawiąc szczytne stówo ^kultura** — ! 
łąk ogarnia, azali lo ciało dość odporne na tę „kulturę larazków*". Bot\ 
cechą wszelakiego robactwa jest niesłychana płodność, rwiękssająca sic 
vv miarę sprzyjających warunków. 

A w państwie „bojaźni Bożej i dobrych obyczajów" warunki te szcr^^j 
golnie sprzyjają hodowli baccilusa „Triebenfeld'*, Na gruncie iii>'2fiion>^ 
nawozem płytkiego szowinizmu, w cieplarniach okrytych specyalnie sprefkiT 
rowanem pos/,yciem narodowego egoizmu, sfałszowanych haseł iritłoścj 
ojczyzny i kultury, rozdmuchanej ambicyi i pyszałkowatoSci. krzewionycti j 
pilnie pragerm jaskich tradycyj antysłowta^skiej nienawiści, brudnych hasd I 
„Drang nach Osten", gwałtów i bezprawi, czynionych niby lo w imi^ jakichś] 
wyższych imperatywów — w.4ród takich w^srunków kwitną tradycye »pru* 
skiego kulturtragera z końca XVIII w*ieku'\ mnoiy się rój Tri€berife1^ó«| 
pod znakiem trój litero w ego hasta. 

Pokarmu im nic brak — kolonlmcyjne worki wypełniają stę miUo^l 
nami, na których żeruje ,,palryotyczna" rodzina Triebenfeldów. Czy tylko 
chęć zysku jest przyczyną takiej polityki? (oczywiście mamy na myśU tylko 
Triebenfcldów, oddzielamy wyraźnie obłąkaną rzesię działających w dobrui 
wierze). Praojciec, radca od lasu i wojny Thebenfeld, nosił sztandar kuł- ' 
tury dla ordynarnego zysku. Oczywiście, cywilizacya id/Je oaprzćd, tulu 
w dalszym rozwoju zboczyć z drogL 

Dzisiaj, kiedy sto lal mir^ęło, polityką w państwie „dobrych oliyczi- 
jów" kierow^aC lubią również pewne, znacznie więcej skomplikowane 
sprężyny. 

Nie zanotowała historya, c^y stary Triebenfeld, obok miana oseusu 
i złodzieja, zasługuje równiet na epitet — p^derasta. 

Dn M^ Szyjkowski, 



A 



:^ 



Int. G. Kallvoda. Volni mysUteie v ĆecMch. (Knihovna Samos! at 
nosti, tom 23). V Praze 1001 Str. 253. Cena 3 koron. 

Ostatni kongres „Wolnej myśli**, pierwszy w Pradze kongres po- 
wszechny, międzynarodowy, dał pobudkę prasie codziennej I pef>*odycznej 
do pilniejszego zajęcia się rozwojem ., wolnej'* czy „niepod tęgiej'" myśli 
w Czechach, Narodni Listy i Den niemal przez miesiąc cały najmowały 
się myślicielami „wolnymi'*, nie mówiąc już o pismach zawodowych nie- 
jako, jak VQimŚkoia lub Votna ntyśienka. Z powodzi artykułów na|\Alc«ef 
zajmujący był artykuł wielki Dnia (Nr. 159) p. n. lołnu myślertka r Cg^ 
chdch i bardzo obszerne, uwag pełne w^lasnych, sprawozdanie z kongresy 



155 



6ECENZYE I SPRAWOZDANIA 



dra T. BartoSka: „Der in te r n at io nale Fr e i de nk er-W elt- 
kongressin Pra g", ogłoszone w październikowym zeszycie pisma 
Ćechische f?evue. „Bohaterom wolnej myśli" w Czechach poświęciło teraz 
wydawnictwo półtygodnika Samostatnost obszerny tom pod tytułem po- 
wyższym. 

Imtę ,,voln6ho myslitele" otrzymał w Czechach męczennik 
ko^tnicki, Jan Hus. Bojownika taboryckiego, Piotra Chelćickiego 
również do myślicieli „wolnych" w Czechach zaliczono. Takież imię przy- 
dano wielkiemu teoretykowi pedagogicznemu, Janowi Amos Komefi- 
s k i e ni u. Do pocztu wyznawców wolnej myśli wcielono też nazwiska bo- 
haterów naukov ych z doby odrodzenia narodowego, Dobrowskiego, 
Pelcla i Jungmanna. Niemniej przyznano tytuł wolnych myślicieli 
pieśniarzowi Hynkowi Masze i politycznemu męczennikowi, jakim był 
Karol Havliće k-B o r o v s k y. Całą generacyę czterdziestego ósmego 
roku spotykamy w dziejach czeskiej myśli „wolnej", są tu Józef Kołdr 
i filozof, poważny myśliciel Smetana, ongiś ksiądz — potem człek 
świecki, któremu ziejni święconej ,.na OlSanech" wzbroniono. W Ćecho- 
w y c h „P i e ś n i a c h n i e w o 1 n i k a" i „M o d 1 i t w a c h do Niezna- 
nego'' lub w Nerudowych „Śpiewach kosmicznych" pojawiają 
s\% myśli i poglądy, które wyznawcy „v o 1 n ć m y § 1 e n k y" za swoje uznają. 

Myśl „niepodległa" złączyła swych czeskich zwolenników niezbyt 
dawno, bo r. 1903 w „Spolek voln^ch myslitelu Augustin 
S m e t a n a*'. Niedługo potem prąd ten przedostał się na Morawy i stwo- 
rzył tam „Spo lek yoln^ch myslitelu na Morav5", a w r. 1905 
w dniu majowym ukazuje się już czeskie pismo miesięczne: Volnd My- 
ślenka. Autor naszej książki twierdzi, że na rozwój „wolnego myślenia" 
w Czechach w latach ostatnich wpływały: rosyjska rewolucya i wzmagająca 
się siła Hatoiickiego klerykalizmu. Staraniem pisarza jest wykazać, że myśl 
niezawisła jest cząstką i płodem nowożytnego życia duchowego, społecz- 
nego; rozpatruje, jaką jest wiara ludu i czem się od niej różni katolicyzm 
praktyczny a prawy, wreszcie o stosunku religii i klerykalizmu i podobnych 
zagadnieniach, których roztrząsanie, a nawet omawianie, innym zostawia- 
my i oddajemy. 

Na uwagach powyższych uważamy obowiązek sprawozdawczy wo- 
bec czytelników Świata Słowiańskiego za spełniony. Jan Magiera. 



A. N. Stie|£litz^ mag. prawa międzynarodowego : Hapoab h s-iacTb bi 
1'oiriH no y*ietiivt i^joefluo^NjoBi. — prelekcya wygłoszona w dniu 11(24) maja 
1907 r na urotizystem zebraniu specyalnej rady w sprawach słowiańskich. -- 
Petersburg, 19Q7. Druk „Nadieżdy", str. 14. 

rowarzystwo petersburskie Russkoje Sobranie utworzyło w łonie 
5w em odrębną sekcyę, która się nazywa :Rada specyalna dla spraw 
słowiańskich. Przewodniczącym sekcyi jest niejaki słowianoznawca, 
p. St ie g I i t z , „magister prawa międzynarodowego". W roczniku zeszłym 
Świata Słowiańskiego mieliśmy sposobność wykazać erudycyę „między- 
narodową'* pana Stieglitza na cytatach z jego własnej broszury p. t. : 
^Rossija i Sławianstw o". Zasadniczą cechą temperamentu p. Stie- 
glitza jest patos, nie tyle wschodu io-słowiańsk i, ile po prostu wschodni. 



PRZHGLAn PRASr SŁOWIAŃSKIEJ 



m 



Koncepcye historyozoficzne zaś magi:&tra me wychylają się wzwyż pOTu*i 
uslaJone poglądy Swieta i Moskowskich Wiedamosii. Poglądy !e są, jak 
wiadomo, radykalną fuzyą ideologii C h o m i a k o w a i K i r i € j e w* 
s k t c h ZQ zwyczajną psychologią policyjną nacyonaliimy Gringfnafhł 
luh Komarowa* 

W najnov^'sxei broszurze p. Stiegltt7, zaznajamia czytelników z p vit 
ciami starych słouianofilów co do isioiy książęcej władna zbratanei r ij 
dową wiarą, co w idei słowianofilskiej było rdzeniem prasiarem in5ryn*,iL 
państwowego Rusi Z przesłanek tych natury historycznej (z pomini^cieoi 
pierwiastka krytyczno-hjstor>*cznego wyprowadza autor zasadę Dumy współ- 
czesnej* jako tnsiylucyi doradczej, nie laś ustawodawczej. 

Zasada ustawodawcza jest oczywiście — w my^l pojęć hieżąc>xh 
p Stieglitza — wynalazkiem „szatana zachodnio-europejskiego". Wywo^ 
naukowe poprzedza p. Stieglitz wstępem na poły hiobowym, na poły tro* 
nicznym, z domieszką energii Machabeuszowej... Sdl^ 



Przegląd prasy słowiańskiej. 



Przegląd prasy ruskiej rozpocząć warto od ogłoszonego »* UMi^i- 

cianinie charakterystycznego listu otwartego. Wy!>tosowali go ruscy włc*- 
Ścianie- wyborcy z powiatu żółkiewskiego i rawskieg>i do swego posła pctil 
dra Dniestrzariskiego, Czytamy w nim* 

„Przy ostatnich wyborach do parlamentu my wszyscy* prtysiąy 
liSmy do urny z tem gorącem pragnieniem* aby wybrać sotrte na pi 
stawie ida takiego ntęża, któryby za nami przemówił ntcraz słowo. 
się za naszemi potrzebami, przedstawił naszą biedę i nędzę. Gd> 
rozglądali za takim człowiekiem, płatni agitatorzy krzyczeli: ^wyt 
S. Dnistrjariskoho, to rusyn sprawedływyj, jeszcze i profesor un 
łu I'* No i my posłuchaliśmy i szliśmy ław^ na wybory, chorych £vtw^ ,,.,,,. 
furami^ nie jednoSmy wycierpię!! — ale jednak zwycięiyliśniy. - Wy, pa- 
nie Stanisławie, zostaliście posłem. Ale co zdziałaliście dla nas ? SieSC 
miesięcy siedzieliście w Wiedniu, bierzecie po 20 koron dz:ennie * dobrze 
się zabawiacie. A lud?. . Dotychczas myśmy nigdzie nie czytali w game- 
tach, abyście choć jeden wniosek przedłożyli w sprawie nasiej biedy i i.U' 
rai i się jej zapobiedz. Jak psy gonili za wami ag latorzy I labralt piemą^ 
dze (np. 3 pisarze wzięli po 10(X1 koron, główny ,,patrjoi" z Ku 
8000 koron) .,» buło im za szczo brechaty", a my głupcy d;il»śm> 
wieśC w pole przez tych nicponiów... Oświadczamy wam panie posie ' 
wszystkim waszym agitatorom » niedouczonym i przeuczonym studentom^ 
źe kołami będziemy od siebie gnali tych, którzy by chcieli nas jeszcze tak 
oszukać, jak nas teraz oszukali**, (Następują podpisy)* 



157 



z PRASY RUSKIEJ 



Wotum nieufności wyrażono jednomyślnie Klubowi ukraiń- 
skiemu na zebraniu delegatów 16 gmin okręgu bursztyńskiego, a w wy- 
stosowanym pod adresem tego klubu piśmie czytamy między innemi: „My 
członkowie trzymilionowego narodu ruskiego w Galicyi, oskarżamy was 
publicznie, żeście, posługując się potwarzami, przekupstwem, demoraliza- 
cyą, terrorem, rozbojami i bezprawiem, zrabowali narodowi ruskiemu na- 
leżne mu miejsca jego reprezentantów w austryackiej Radzie państwa. 
Wykazujemy wam, żeście po zdradziecku, kalając i hańbiąc naszą ojczy- 
znę, historyczną nazwę Rusi, mieli czelność, wy, renegaci, nuenić się na- 
szymi reprezentantami wobec przedstawicieli narodów i rządu Austryi. 
Zarzucamy wam, żeście tej podstępem i gwałtami przywłaszczonej sobie 
pozycyi nadużyli, okrywając niesprawiedliwie przed obliczem świata nasz 
uczciwy i prawy naród ruski niesławą rozzwierzęconej dzikości i zbóje- 
ckich instynktów, a następnie chamsko-upokarzających wykrętów. .Mając 
na myśli te wasze występki, potępiamy was, członków ruteńsko-ukraiń- 
skiego klubu i wzywamy was do złożenia mandatów poselskich. 

„Nasz rtski naród chce uważać reprezentantów swych za braci, 
szczycących się swem imieniem ruskiem, godnością narodową i dbają- 
cych o cześć swego narodu. Wy, ruteńsko-ukraińscy przodownicy, sprze- 
niewierzyliście się wszystkim tym zasadom, wyparliście się imienia ruskie- 
go, tradycyi historycznej; podczas wyborów zbroczyliście się krwią ruskich 
vtłościan, a w parlamencie splamiliście cześć ruskiego narodu. Wyście, pa- 
nowie członkowie parlamentarnego ruteńsko-ukraińskiego klubu, niegodni, 
by zastępywać i reprezentować naród ruski. Dlatego domagamy się od 
was: „złóżcie mandaty!" (Następują podpisy). 

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że każdy gwałt popełniony na 
narodzie polskim, każda krzywda nam wyrządzona spotyka się z gorącym 
oklaskiem taboru ukraińskiego. Bił on oklaski, gdy katowano dzieci 
polskie pod zaborem pruskim, oklaskiwał niedawno projekt pruski wydar- 
cia ziemi ludowi polskiemu, n.e wywołuje w nas więc zdziwienia dziś 
oklask, jakim powitał rozporządzenia carskiego rządu, rozwiązujące na- 
szą oświatową instytucyę w Królestwie Polskiem. 

Przyjmując urzędowo podane przyczyny rozwiązania Macierzy, za 
istotne, pisze Diło z powodu głosów galicyjskiej prasy w ten sposób : 
„Tu nazywa się to rozwiązanie „aktem barbarzyńskim". A cóż powiedzieć 
o tych, którzy w takiej rozstrzygającej chwili rąbią głowy ukraińskich stu- 
dentów za jedno żądanie — usunięcia czczej polskiej imatrykulacyi, która 
chyba nie stanowi zbyt wielkiej ceny w skarbnicy „polskiego stanu posia- 
dania?* Barbarzyństwem jest to, gdy rosyjski sołdat-czynownik gasi pol- 
ską oświatę narodową wśród włościaństwa polskiego — a jakżeż nazwać 
to, że kwiat polskiej inteligencyi zaparł drogę do oświaty .ukraińskiemu 
narodowi, że niweczy się naszą ludową szkołę, że nie dopuszcza się do 
zakładania nowych gimnazyów ukraińskich, że zużywa się swoją siłę na 
to, aby nie dopuścić do żadnych ustępstw, jakie prowadziłyby do założe- 
nia samoistnego ukraińskiego uniwersytetu, nawet takich ustępstw, na ja- 
kie zgodził się rząd centralny, nie zatruty „słowiańską bratnią miłością?!* 
Jak nazwać ostatnie postanowienia językowe galicyjskiego sejmu w dzie- 
dzinie szkolnictwa ludowego, języka urzędowego i języka obrad sejmo- 



PRZeOLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



158 



wych? Jak nazwać zwalczanie naszych starań oświatowych* prześladowań »€ 
działaczy oświatowych, odhrerante mai;pych zapomóg Prośwlcit^ Czyi 
to nie gorsze barbarzyństwo, jak moskiewskie: gdy zwaiytny, ie w Rosyi 
są Polacy narodem nie uprawnionym, podbitym, a my tut^j według ustaw 
konstytucyjnych mbyto jesteśmy równouprawnieni z Polakami. Same fakn 
mówią to za sobą i najlepiej osądzają robotę naszych opiekunów* ^kuf- 
turnych*', kanibaiów. którzy radziby uchodzić za gnębionych i krz>rwdzo- 
nych, za rdzeft społecznych elementów, a w istocie okazują się cynicznymi 
gnąbicieiami naszego narodu, citynnikiem, który doprowadza do naiwrę- 
kszego bezładu w państwie, w którem miałoby panowanie prawo'*. 

Jak wyglądają w świetle prawdy owe „krzywdy" ruskie, jak wygłą 
dają ci pokrzywdzeni Rusi ni, miała „Buropa" niedawno sposobność poznać 
na arenie austryackiego parlamentu. Pomimo, ze na zajście to patrzyła 
cała „Europa'\ nie przeszkadza to zupełnie Rusinom przekręcać je i za* 
dawać kłam naocznym świadkom. 

Grudniowa awantura ukraitlska w parlamencie zdaje się nie hvć 
ostatnią. Tak można sądzić bowiem z artykułu naczelnego ukrał^skiego 
organu Dila. Czytamy w nim: „Musimy przyznać* źe my nie uwatalłby£ifiv 
to za nic poniżającego, ani nieodpowiedniego, gdyby ruscy posło- 
wi e ti i y w a 1 i w parlamencie f f i y c z n e j siły, skoro w okresie 
naszej sprawy narodowej będą zmuszeni jąć się skrajnej, rizyc^nej 
obstrukcyi". A system ten ma być stosowany i tam w parlamencie 
i tu w kraju. Oto pisze Dllo: „Rusini muszą pod naciskiem realnej rze- 
czywistości stanąć na tern stanowisku, że dopóki państwo nie zrobi w Ga- 
licy] ładu, dopóty nie powinno być spokoju ani w kraju ani w parta* 
mencie, — naród nasz zsolidary-zuje się i z najostrzejszymi występami 
swych posłów, skoro oni będą mieli na celu obronę jego praw. A ci, 
którzy by mieli ochotę wyrzucić naszych postów z parlameniu, niech naj- 
pierw wyrzucą nasz naród z opanowanej, zgangrenowanej przez Pofakdtr 
i różnych Luegerów Austryi — iny sami damy sobie radę, Kiedy nnsi 
krzyk rozpaczy tłumi się podstępem I siłą, niema innej rady, jak la- 
mie n i ć parlament w widownię wiecznych skandalów, 
aGalicyę wschodnią w Macedonię'', 

Termin tej przemiany niedaleki. ,»Ruski naród — zdaniem Diia — 
odpowiednią akcyą na wszystkich polach życia publicznego przymusi ceit- 
tralny rząd zająć się polsko-ruską kwestyą znacznie r>*chlej, jak za dzie- 
sięcioleci, na jakie rozłożony jest najnowszy — wykluczający Rusinów « 
swego zakresu działania — program br. Becka". 

Jak ma wyglądać Oalicya po tej zamianie, można tatwo doca^ytać się 
w radykalnych Hajdamakach, w których w ostatnich dniach zamieszczono 
skonfiskowany swojego czasu artykuł p. t. Uderz gromie nad ly« 
domem — jak twierdzi redakcya i obecnie aktualny artykuł. Art>^iil 
ten kończy się taką apostrofą : 

^Naród ukraiński nietylko przeklina ten dom niewoli, sejm kra- 
jowy, ale rzuca także przestrogę pod adresem swoich wrogów, lackicti pa- 
nów. Przestańcie panowie, póki jeszcze czas, bo nastanie dzicfi. kiedy 
uderzy grom gniewu ukraińskiego narodu w ten dom — dom niewoli 



(i 



159 



2 PRASY RUSKIEJ 



i spali go. A wy znacie ten gniew. Za czasów mimowolnego lacko-ukraift- 
skiego złączenia nieraz doświadczyliście tego gniewu. Strzeżcie się!". 

Ale jest sposób ułagodzenia Ukraińców. Podają go Hajdamaki z po- 
wodu jednego z artykułów Dra Koneczrfego w Świecie Słowiańskim, 
„Oto niecłi Polacy uznają, że ziemia ukraińska nieprawnie wydarta ukra- 
ińskim cłiłopom przez lacką szlacłite, musi kiedyś wrócić do jej przyro- 
dzonych właścicieli, niechaj Lachy nie mają pretensyi do za- 
chowania lackiego uniwersytetu we Lwowie, który ze wzro- 
stem naszych sił musi kiedyś upaść, niechaj Lachy zgodzą się na podział 
Galicyi na lacką i ukraińską... a wtedy będzie zgoda**. 

W dniach 25 i 26 grudnia 1907 r. odbył, się w Stanisławowie zjazd 
ukraińskich radykałów. O zjeździe tym pisze socyalno-rewolucyjna 
Zemla i Wola co następuje: „Zjazd był nader liczny. Wzięli w nim udziałdele- 
gaci 26 powiatów w liczbie około 200. Najliczniej reprezentowany był powiat 
tłumacki (30 delegatów), najsłabiej tarnopolski (5 delegatów). Powiat zba- 
raski nie wysłał ani jednego delegata. Prócz delegatów wzięło w zjeździe 
udział około 300 gości. Garść inteligencyi znikała prawie wśród chłopów. 
Na stojące na porządku dziennym referaty nie wystarczyło czasu, który 
cały zajęła dyskusya nad sprawozdaniami z działalności zarządu partyi, 
sprawozdaniem redakcyi partyjnego organu i sprawozdaniami poselskiemi. Ze 
sprawozdania zarządu partyi (ref. poseł Baczyński) dowiedzieliśmy się 
między, innemi, że podczas ostatnich wyborów partya nie doceniła swoich 
sił i dzięki temu zamiast stawiać wszędzie własnych kandydatów, popierała 
kandydatury nacyonalno- i socyalno-demokratyczne.** 

Ze sprawozdania redakcyi Hromadskoho Hołosu dowiadujemy się, 
że drukuje się on w 1300 egzemplarzach i walczy z wielkimi długami. 
Redaktor, aby umożliwić druk pisma, zmuszony był zastawić garderobę 
swej żony, z nadmiaru zaś pracy jeden z redaktorów nabawił się suchot. 
Mówcy, którzy zabierali głos nad referatem redaktora, wszyscy bez wy- 
jątku niemal skarżyli się, że Hromadskij Hołos jest bardzo żle redago- 
wany, a w polemice zamiast poważnego traktowania, używa grubiańskiej 
i nieodpowiedniej besztaniny. Sprawozdanie z parlamentarnej działałności 
składał poseł Trylowski. Jako przewódca partyi i jako organizator Siczy 
jest on bardzo zasłużony, kto jednak posłyszał sprawozdanie tego posła, 
ten pewnie musiał stracić dlań wszelki szacunek. Tak lekceważyć sobie 
uczestników zjazdu i tak kompromitować swoją partyę, lada ktoby nie po- 
trafił. Słyszeli więc od niego ludzie bajki o tem, jak Beck flirtował z Po- 
tocki m, jak Beck i Potocki drżeli przed posłem Baczyńskim, 
ak posłowie ruscy robili obstrukcyę w parlamencie za pomocą gwizdawek 
po 15 et. (w tem miejscu poseł Trylowski uważał za stosowne pokazać 
uczestnikom zjazdu. swoją gwizdawkę i zagwizdał na niej) itp. W sprawie 
akcyi przy njjbliźszych wyborach sejmowych postanowił zjazd postawić 
swoich kandydatów we wszystkich powiatach, w których partya radykalna 
ma wpływy. Wyłoniła się na zjeździe także kwestya, kogo uważać 
mają ukraińscy radykali za bliższego sobie, nacyonalnych czy socyalnych 
demokratów; odpowiedzi jednak na to pytanie nikt nie ośmielił się dać. 

W artykule pt. „N i e dobrze n a B u k o w i n i e** tak pisze o sto- 
sunkach bukowińskich Diło: „Ostatnie parlamentarne wybory na Bukowi- 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWWNSIOEJ 



160 



nie były dla nas cięzkiem Pyrrhusowem zwycięśi^em. Z powodu wietkitj 
dem noty i ud u nie można sit;: było na nim oprzeć. Wiece i agttacye posli 
nie wsządzie poniaji*ały» ^Jyż lud nie ro?; umiał ich dobrze, tak, że trzeba 
było zaprz^iiać do roboty wszl^stko, co nawinęło się pod rąkę. P r z e u o* 
d z i I i >v s z e i k 1 € g o rodzaju żydowscy p r z c m y s ł o w c y , k t ó* 
rzy za ratunek z kryminału, za koncesyę, protckcyą lub 
pozwolenie n a k a r c z m ę o b o w i ą z a ) i s i ^ przerabiać r 
najgorsze wsie. Jak takie żywioły agitują, rzecz wiadoma^ cfso^bf 
z wyborów galicyjskicb. Agitacya taka zraziła poniekąd do nas najlcp' 
szych ludzi. Prócz wszelkiego rodzaju lichwiarzy niecbrzczonych, byty ru- 
skimi agitatorami różne indywidua chrzczone, właściciele dóbr^ dzierżawcy, 
pisarze gminni, wójtowie itd. Rozumie się, źc wszystkim im trzeba było 
dobrze płacić ró^nemi koncesyami, albo obietnicami, które bardzo często 
były p r z e cl w łi e interesom >a' ł o ś c i a fi s i w a. Tą smutną prawda 
przyznała i Bukowyna. Źe i poparcie sfer rządowych nadało wyborom pi*w* 
ne piętno, rozumie siq samo przez się. Irtnym czynnikiem wyborczym byli 
nauczyciele ludowi, którzy, jak teraz się pokazuje, szli do wyborów dla 
własnej korzyści, w nadziei dobrej posady, albo podwyższenia peitsyi, co 
przyrzekli im wszyscy posłowie. Takie wybory pozostawiły wszędzie po 
sobie moralną ruinę. Chara ktcrystycznem było wyrażenie się pewnego 
chłopa, który na „obchodzie zwycięstwa" naso'cb posłów, posiedział do 
jednego z nieb: ,Kj panie, jeszcze jedno takie zwycięstwo, a ż nascbłapów 
i śladu nie stanie!" Po wyborach przyszedł na inteltgencyę olbrzymi polityczny 
katzenjammer (sic) w postaci reakcyi czterech quasi pady i* Natych* 
miast po wyborach zgłosili się nauczyciele po zapłatę, a ponieważ przesi- 
lenie na zadośćuczynienie ich żądaniom nic pozwoliło, a trudno było zro* 
bić kaidego nauciyciela dyrektorem, powstało wśród nich ołbrzjinie* po* 
wszechne niezadowolenie, pisanina, denuncyacya, bezczeszczenie nafua* 
Ciwszych lud;«i itd. Typowy niezadowolony nauczyciel zdobył się w rumuft* 
skiem rusinożerczem piśmie Neue treie Lehrer Ztg. na nasięp u jące oświad- 
czenie: „Posłowie ruscy pędzili nas do roboty między lud, ten pół dzOti 
lud ruski, my tracili siły w nadziei jakiejś korzyści, zakładali Sicze, kasy, 
czytelnie, towarzystwa muzyczne, ale z tego ani ludowi, ani nam nic ńm 
przyszło i z tego my nie będziemy syci* Oczekujemy najrychlejszego zjibi* 
lizowania honorowego zobow iązania, wprzeciwnym bowiem ra- 
zie musielibyśmy zapomnieć o naszym narodzie i gdzie- 
indziej szukać przyjaciół i pomocnik ó w". 

Oto wierna fotografia ukraińskiej etyki i kultury, a o tyle Cetiniel* 
sza i w ia rygo dniej sza, że nae prsze tego jakieś polskie lub niemieckie, nie- 
przychylne Ukraińcom pismo, ale organ naczelny ukraińskiej parlyi i Na- 
rodnego komitetu — Diio. 

W 5-tym numerze swego pisma, w artykule pJ. «W kwcstyi wy- 
woła s z c z e n i a*' podaje Diło następujące przyczyny, które spowodowały 
wniesienie przez rząd pruski projektu wywłaszczenia: „„Panowie PoteCf 
nigdy zapewne nie pomyśleli, źe przyczyną zwrotu w polskiej polityce Prus 
jest wyjątkowe sianów isko Polaków w Galicy*, kosztem ruskie^^u narodu. 
Panowie Polacy zaczęli się zaraz urządzać, jak we własnem państwie, i za- 
częli trąbić na cały świat o polskim Piemoncie, który odt)uduJ€ kiedyś 



61 



z PRASY RUSKIEJ 



obkę. Autonomii Galtcyi nie wyzyskali oni wcale na kulturalne i eko- 
omiczne podniesienie, choćby samego tylko narodu polskiego, lecz przy- 
rali oni rolą wielkich państwowych polityków. Galicyjski sejm stał się 
eminiscencyą dawnych sejmów warszawskich ; całe prywatne i publiczne 
rychowanjc mfało na celu idealizować przeszłość i wkładać w umysł i serce 
>dyny ideał odbudowania Jagiellońskiej Polski od morza do morza. Ta 
atologiczna państwowa idea doprowadziła do politycznej katastrofy Pol- 
kę rosyjską* i rzeczywiście jest pewna prawda w słowach jednego z paź- 
Krernikowców. źe kulturalny i ekonomiczny postęp Polski datuje się od 
debran:a jej autonomii, która podtrzymywała w polskiem społeczeństwie 
acyonalną i historyczno-państwową bezmyślność. Tak więc w polskiej 
uszy za wiele starych szlacheckich grzechów, żeby dojść do zupełnej re- 
wizyt swego nacyonalnego światopoglądu. Skoro tylko zatrzeszczały pod- 
tawy rosyjskiego imperyum, zaraz wystrzeliły stara „fata morgana" i roz- 
?gł się krzyk: zdobywajmy polityczną niezależność. Przewodnik galicyj- 
kiej narodowej dęmokracyi wydał odezwę z wezwaniem do orężnego po- 
,'stania. Całe polskie społeczeństwo w Galicyi owładnęła wszechpolska 
lanija — ja\\ na propaganda restauracyjnych planów, która urządza nietylko 
rucyaty na ruski naród, ale pozyskawszy całą młodzież, wstępuje do ar- 
lii zaborczych mocarstw, żeby być gotową do dzieła. Wszystkie te obja- 
wy musiały w wysokim stopniu zaniepokoić pruskie rządzące sfery; sta- 
ąło im przed oczyma wielkie niebezpieczeństwo. A nuż przyjdzie ta- 
a godzina, a wtedy dynastya musiałaby zlikwidować swoje wielkopań- 
twowe interesy. Postanowiono temu zawczasu przeszkodzić i na polskiej 
iemi zrobić, z Polaków narodową mniejszość, a przez to nie będą potrze- 
owali bać się restauracyjnych dążności zakordonowych Polaków. To po- 
lezę nie faktów jest tak jasne, że tylko zatumanione „polską państwowo- 
cią" polskie społeczeństwo nie widzi tego i nie wyprowadza z tego po- 
ważnych konsekwencyi." 

„Drogę dosympatyi u Rusinów stracili Polacy na zawsze, a wywołali 
obie polężnego wroga- na zachodzie. Ruski naród jest pewny, że potrafi 
\ą obronić, jak to czynił przez lat 500. Bilansem polskiej polityki może 
yć znowu bezpowrotna strata jeszcze jednej zachodniej prowincyi. Rusini 
ie życzą Polakom takiego rezultatu; dla Polaków poznańskich mają 
zczere wspólci^ucie, jako wiekami gnębiona narodowość, która nie zna 
adnych absolutnych idei prócz idei indywidualnego i ogólnego dobra, 
uiturainego rozwoju, politycznej równości i socyalnej sprawiedliwości. 
Jasza sympatya dla gnębionej części polskiego narodu nie powstrzyma 
I as w waice z drugą częścią polskiego narodu, która wydaje ze siebie 
aszych gnębicieli. My jesteśmy pewni, że i wśród nich pojawi się jeszcze 
iedyś jakiś potężny głos z wezwaniem: „Precz ze szla'.heckiem państwo- 
/em maniactwem, naprzód do pracy nad ekonomicznym i kulturalnym 
ozwojem kraju przy nacyonalnej i społecznej sprawiedliwości, na jedyną 
Irogę, która może zaprowadzić do dobra i zgody! Oby tylko taki głos 
lie przyszedł zapóźno!** 

Wybory do galicyjskiego sejmu zbliżają się. Wszystkie partye ruskie 
ozwijaią szatnną agitacyę wyborczą. Cała Galicya wschodnia wiecuje, 
adzi, kłóci się i wojuje insynuacyami. O intenzywności ruchu wiecowego 



PRZEGIĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



162 



wśród Rusindw Świadczy najlepiej fakt, ź| samo Dilo, nie licząc innin^h 
dzienników, w ciągu dwóch dni ogłosiło w swych szpaltach tiist^ 
pujące wiece: Borszczów, Rohatyn, Przemyślany, Skałat, Horodeoki. 
Złoczów, Chodorów, Rawa, Niemirów, Kopyczyftce, BoJechów. Tmti. 
Dobromil, Buczacz, Trembowla, Uhnów - czyli szesnaście wielkich iiriecć* 
przedwyborczych, urządzonych przez jedną party ę w ciągu dwóch drtL }h 
wiecach tych stawia się i uch wata kandydatury, które polem ma zatwienif^kL 
^Narodny Komitef". 

Parły a radykalna ogłosiła już oficyalny spis swoich kandydjlói, 

Ukraińcom i radykałom nie ustąpują w energii agttacyjfiej moski* 
lofile, którzy zupełnie wyraźnie zdeklarowali si^ już. źe przy tych ii^^ybonA 
pójdą ręka w rąką z Polakami. Na wiecu zwołanym prze^ hr E. t>z\t- 
duszyckiego przemawiał mianowicie jeden z najwybitniejszych ddł- 
łaczy moskalofilskich, ks. Korneli Senik z Bereźnicy Królewskiej, ni- 
wołując Rusinów, by odłożyli reraz swe wewnętrzne spory z PoUkanri 
i występowali solidarnie z nimi do zaciekłej walki r prusactwem, ponieinai 
obecna liarbarzyfiska działalność państwa pruskiego jest epizodem od«ie> 
cznej walki plemienia słowiańskiego z germańskienr Dalej wyraził ks. Se* 
n i k nadzieję, że oba bratnie narody w Galicyt potrafią się zgodzie ze sobą 
na wsłystkich polach i po stłumieniu nierozsądnego, na szowinizmie i as* 
bicyii najgorszych instynktach ciemnego tłumu opartego ruchu ukraiAskt€go. 
zdołają doprowadzić kraj do kwitnącego stanu. W tym samym duchu prze- 
mawiał włościanin ruski z Rudnik, D a w y d i a k. 

Również znamienną, jak powyższa, enuncyacyę znajdujemy w Gaif- 
czaninie, który zadawszy sobie pytanie, kto jest dla Rosyi i maskaJafilstna 
niebezpieczniejszy — Polacy czy Ukraińcy » daje na to odpowiedź nast^po- 
jącej treści 1 „Ze stanowiska całokształtu interesów rosyjskich Poiao* nic 
są niebezpieczni, ponieważ są za słabi, aby Rosyi w jakikolwiek spoisob 
zaszkodzić. Inaczej jednak ma się rzecz z Ukraińcami. Ci reprezentuią 
element wnodu w samem wnętrzu rosyjskiego narodu^ oni osłabiają |o 
przez dążność do oderwania się od niego i dlatego teź Rosyanie ftmsti 
ich uważaC za znacznie niebezpieczniejszych wrogów, niż Polaków- Jak 
długo bowiem Rosy a jest jednolitą I zgodną, tak długo może drw Ić solik 
ze wszystkich zewnętrznych wrogów. W chwili jednak, kiedy la jej jedno- 
litość przestanie istnieć, wówczas nawet słaby wróg może ją pokcmid 
Ponieważ zaś najniebezpieczniejszym dla tej rosyjskiej jednoUfoSci rmnh 
dowej jest ukraiński separalyzm, przeto należy go zwakzaC przedewszy^ 
kiem i bezwzględnie". 

Na gruncie jednak galicyjskim, gdzie Polacy są silniejsi od Rusiiidir. 
moskalofile nie mogą na pytanie , kto niebezpieczniejszy, odpowiedtieC 
w podobny sposób dopóty, dopóki Polacy nie zmienią swego na moskftk^ 
filów zapatrywania i nie zrozumieją, że przyszłość ich leży w ścisłej łąci* 
ności z Rosyą. Dopóki to nie istnieje, dopóki Polacy nie złożą konkret* 
nych dowodów na to, że zmienili już swe zapatrywania na partyą moska* 
lofilską w Galicyi, dopóty partya ta nie może z nimi wchodzić w żadea 
sojusz, chociaż nie jest on bynajmniej wykluczony, ponieważ opiera *ję 
na obopólnych korzyściach. Chodzi więc o to tylko, jakie korzyści fW7>- 
rzekną moskal of iłom- Co do ukraiftców, moskalofile mają już tyle do 



163 



z PRASY RUSKIEJ 



wodów ich przewrotności i nielojalności, fanatyzmu itp. ujemnych cech 
charakteru^ jako sojuszników, że wszelki kompromis z nimi jest wyklu- 
czony". 

W przeciwieństwie do tych dyplomatycznych wywodów Gałyczanina 
organ ludowy moskalofilski Russkoje Słowo pisze znacznie wyraźniej 
o zbliżeniu si<; moskalofilów do Polaków. A mianowicie czytamy w nim: 
„..>A co do porozumienia naszego z Polakami, jeszcze raz oświadczamy 
stanowczo i publicznie, co następuje: Tak jest, my chcemy zgody i poro- 
zumienia z Polakami, bo uważamy ich za braci i sąsiadów. Ale gdybyśmy 
się zabierali do utrwalenia takiej zgody i porozumienia, o pozwolenie 
na to nie bodziemy prosili polskich wychowanków i lokajów, t. j. Ukraiń- 
ców, ale sami znajdziemy drog^, bo myśmy tacy sami panowie, jak Polacy. 
„Pan z panem zna się, a durniowi zasię!** £. Nieb.,. 

Ukrainische Rundschau, której wydawnictwo było już nawet na pe- 
wien czas zawieszone, znalazła nowe fundusze, odżyła na nowo. W poło- 
wie stycznia wydano naraz zaległe za zeszły rok zeszyty (11—12). Treść 
ich, jak zawsze, poświęcona wyłącznie jak największemu zaognieniu sporu 
polsko-ruskiego i szkalowaniu Polaków metodą, jakiej przykład daje ar- 
tykułpt. Zur Geschichte der polnischen Kultur in der Ukrainę. 
Opisano tam stracenie Gonty wśród mąk, ale — jak Gonta pastwił się 
nad swymi jeńcami i że sposób stracenia go był karą za setki, a może 
nawet tysiące mordów dokonanych z szatańskiem okrucieństwem przez 
niego samego, lub z jego wolą i rozkazem — karą śmierci „obciążoną", 
dopuszczalną według ówczesnych pojęć prawnych (nie polskich, ale ogól- 
no-europejskich) — o tem ani słówka! 

Sam redaktor, Władimir Kuschnir (nazwiska ruskie piszą się 
w każdym języku inaczej), zamieścił artykuł o pruskiej ustawie 
wywłaszczającej, „Die Enteignungsgestze**. Polacy nie doznają 
krzywdy zbyt wielkiej, bo im się zapłaci za wywłaszczoną ziemię, a w każ- 
dym razie pruskie wy wMszczanie jest drobnostką w porównaniu z wy- 
właszczaniem uprawianem przez Polaków na wielką skalę, jakkolwiek nie 
wydali (przez chytrość i przebiegłość!) specyalnej na to ustawy. Prusy nic 
użyłyby za nic w świecie środków tak ohydnych, jak Polacy w Galicyi 
przeciw Rusinom, — „gan z einfach darum, weil Preussen ein 
wohl^eordneter Staat ist, in welchem Gesetze geachtet 
werden". 

Wywłaszczanie Rusinów rozpoczęto za Kazimierza W. Już wtenczas 
odbierano ruskim właścicielom całe obszary, nadając je polskim magna- 
tom (źródło wiadomości w samej tylko głowie p. Kuschnir a, źródła 
dostępne historykom — polskim czy ruskim — wiedzą tylko o donacyach 
pustek lub ziem książęcych, względnie królewszczyzn). I tak wywłaszcze- 
nie uprawia się od wieków stale i systematycznie. W nowszych czasach — 
jeszcze gorzej, bo przybywa coraz więcej ustaw wywłaszczających, jak- 
kolwiek (z chytrości i przebiegłości) wydawanych pod innemi tytułami 
prawniczemi. A te są: 

1) uregulowanie serwitutów na początku ery konstytucyjnej w Au- 
siryi (głośna sprawa o „lisy i pasowyska", która naraziła gminy ru- 



PHZmL\n PHASlf SŁOWIAŃSKIEJ 



164 



skie na kilka lysfący pr^eg^a^ych procesów sądowych— o cres 
jednak p. K milczy). 

2) tjstawa parcelacyjna^ 

3) ustawa o włościach rentowy eh » 

4) ustawa o krajowych bmrach pośrednictwa prao\ 

wszystkie one świadczą, źe system polski Jn mancher Be- 
z i e h u n g n o c h ii h e r t r f f f t*"^ pruskie prześladowania^ 

Polacy tacy we wszystktem. Welmy dla przyktadu szkolnictwo, 
pojcór mają Rusina swoje własne^ ruskie^ szkoły. ^Aber auch daht 
t e r s I e c k t e i n e S c h u r k e r e i**. Bo w Prusiech chłopiec wyćwiaonr] 
w niemczyzn ie w sokole ludowej łatwo przejdzie przez gininaz>n]m i 
większy zastępy polskiej inteligencyi, podczas gdy ruski chłopczyna* 
chowany w szkole ^utrakwisiycznej** (tak nazywa p. K. ryskre szki 
dowe w Galicyi), nie może potem dać sobie rady w gimnazyum z 
(tj, polskim) językiem wykładowym, a ruskich jest tylko 5, polskich nś 
45 (l\ a to kła mieli — i może wszystkie na dobitkę we wschód niej Orli- 
cy i?), a zatem zakładanie ruskich szkół ludowych ma na celu tamowamc 

rozwoju kulturalnego Rusinów\ darauf berechnet, um die Bildungder tu- 

theniscłien Schulkinder selbst in polnischer Sprachc zu verpdfien\ t^m- 
bardziej, tt są to szkoły niższego typu. nie uprawniające do przejsdi dD 
szkół Średnich. (Typ szkoły ludowej — niższy czy wjższy — zalety od 
wolr gminy; żadna zaś szkoła ludowa nie uprawnia do uczęszczama Jfi 
średniej, lecz trzeba zdawać egzamin wstępny). 

Jest jeszcze jedna okoliczność, świadcząca o tent, te Prusacy ^ 
o wiele łagodniejszymi od Polaków; Wszak ustawy antypolskie przecbodu 
nieznaczną większością, ale we Lwowie głosują wszyscy Polacy za tisti- 
wami antyruskiemi (np. za pięciu gimnazyami? — nie spostrzegł st% f. 
K USC h n i r, ze się złapał we własne kłamstwa). 

Ukratnische Rundschau ma wychodzić w r. 190S w pow^iększonym 
formacie i z dodatkiem ważniejszych mów posłów ruskich w parlameiic« 



W szeregu znamiennych głosów prasy rosyjskiej, najlepiej okreili 
sytuacyę artykuł* w którym Ruś podaje następujący przyczynek do chara* 
klerystyki III Dumy: 

-Pierwsza kadencya (do dnia H siycznia s. s.) trwała dni 45. Godzi 
się zap>iaC, czego dokonali członkowie trzeciego parła mentu? Co dała Of" 
„pracowita" Duma? 

„W ciągu półtora miesięcznej pracy dumskiei, wygłosili z irylwnłj 
parłam e nam ej posłowie 507 mów (nie licząc replik prezesi i 
tari^a). Z liczby 4.^ członków Dumy Państwowej 285 osób zachowało 
pełne n^tilczenie i ani razu nie wystąpiło. 

„Za nich i dla nich mówili: 

„Krupienskij — 27 razy, Bobrinskij Wł. — 26, Rodzianko — l^ 
Uwarow — 14, Bobrinskij Al. — 13, Milukow— 10, Plewako i Kapustii 
9, Rodiczew, Kolubakin. Szingarew, Jefremow, Golicyn, Wła ' 
Maktakow, Bułat, Karinktn — 7 razy. Dalej 6 mówców wysi^;^ .^' ' 

razy, pięciu — po 5, czternastu po 3, dwudziestu o^miu po 2 i sześćdzie- 
sięciu po I razie. 






165 



z PRASY RUSKIEJ 



„Championami wymowy dumskiej okazali się pp : Krupienskij, Bo- 
brinskij, Puriszkiewicz, Rodzianko itp. Jakie zaś rady dawali, jaką głębię 
ciiądrości politycznej zaznaczyli — wiedzą o tem czytelnicy ze sprawozdań 
Dddzielnych posiedzeń Dumy. 

„Pracowita** Duma, która wysłuchała aż 507 mów, dokonała, co na- 
stępuje: 

,,Urządziła 17 posiedzeń. Wybrała prezydyum. Uchwaliła adres naj- 
poddańszy. Usunęła Rodiczewa na mocy 38 artykułu ustawy o Dumie 
Państwowej [ia 15 posiedzeń. Odrzuciła wszystkie formuły przejścia do po- 
rządku dzicnneiio z powodu oświadczenia prezesa Rady ministrów. Odrzu- 
ciła wniosek 30 członków o utworzenie oddziałów dla rozpatrywania spraw 
w stosunku oddzielnych ministeryów. Odrzuciła oświadczenie 33 członków 
Dumy Państwowej o dokonanie wyborów do komisyi w sprawie systemu 
proporcyalnego. 

„A jakież to projekty do praw Duma przyjęła? Oto są: 

1) o zmianie § 335 ust. o służbie rządowej; 

2) o przekształceniu urzędów wojennych gubernatorów Akmolińskiego 
i Semipałatyńskiego w urzędy gubernatorów; 

3) o prolongacie pełnomocnictw dla ministra finansów w sprawie 
określania podatku od dziesięciny ziem ugorujących i nieuprawianych 
w kraju Turkicstańskim; 

4) o wysokości opłat z nieruchomości miejskich; 

5) o uregulowaniu sprawy zarządu świątyni Zmartwychwstania w Pe- 
tersburgu ; 

6) i 7) o zwiększeniu liczby sędziów przysięgłych w Petersburgu 
i Moskwie; 

8) i jedyny rzeczywisty orojekt do prawa — to o wyznaczeniu 
15,182.000 rubli na rzecz głodnej ludności skutkiem nieurodzaju. 

^Nie należy również zapominać i o 9-tym przyjętym projekcie do 
prawa: o duchowieństwie łamanckiem. 

„Wszystkie te projekty należały do rodzaju ministeryalnych. 

„W Dumie wybrano 30 różnorodnych komisyj i U sekcyi. Projekt 
do prawa o zniesieniu podatku osobistego dla ludności Izmailskiego okręgu 
został zwrócony do komisyi z przyczyny zbyt słabego opracowania. Je- 
szcze znacznie przed świętami Bożego Narodzenia, posiedzenia wielu ko- 
misyi nie odbywały się z przyczyny nieobecności członków. 

„Sami posłowie zbyt mało dbali o podanie swych własnych samo- 
dzielnych wniosków. Ministerya zaś wniosły aż 375 projektów do praw 
i wniosków. 

„Mniej lub więcej w sposób podobny, należy przewidywać, będzie 
się odbywało dalsze mielenie strawy biurokratycznej". 

Birtewyje Wiedomosti podały artykuł wstępny w N-rze 10.284 z so- 
boty 5 stycznia st. st. na temat Rosyi wobec idei słowiańskiej: 
Polityka rosyjska winna zawrócić od spraw dalekiego Wschodu do -euro- 
pejskich, „^dyż w innej części świata może działać tylko w tym stopniu, 
w jakim uznaje się za europejską, na kolor słowiański zabarwioną i du- 
chem słowiańskim przesiąkniętą. Gdyby nas zapytano, czy uznaje się ona 
za taką właśnie w obecnej chwili przejściowej, bogatej w wypadki i cenne 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



166 



wskazówki co do najbliiszej przyszłości, t ręką na sercu * z bt^zm m du- 
szy musielibyśmy odpowiedzieć : nie, n i e u z n a j e się, ti i e wyka- 
zuje żywotności, niema dostatecznej wratliwoSct, anii 
natchnienia. Dość obejrzeć stą wokoło, aby zobaczyć, jaka głęboka 
i smutna prawda tkwi w naszych słowach. 

„Pruski projekl prawa oprzymusowem wywłaszczeniu gruntdw polskich. 
zdołał I yź zbliżyć Polaków austryackich z Czechami i zjednoczyć oba fiarody 
słowiańskie na gruncie niektórych ogólnych idei, U nas ten projekt, który] 
wkrótce w postaci uchwalonego prawa ołowianym ciątarem spadnie 
pokrew^ny, silny ! bogaty duchem naród bratni, — u nas, rełdwimy, 
projekt spotyka się z zupełną obojątnoScią ze strony szerokich warsut" 
ludności rosyjskiej. Nasza prasa postępowa komentowała go z ogóln^tA 
punktów widzenia prawa, tudzkośct, sprawiedliwości, daia na swycK szpal-J 
tach dużo miejsca opiniom cudzoziemców, oburzających się na polityka 1 
B u 1 p w a. 

^Lecz czy to wystarcza, aby teraz można było mówić o sztandsne' 
słowiańskim, pod którego osłoną robi się nie urzędową politykę ^ tę 
ostatnią oczywiście pozosiaw^iamy na boku — lecz drugą^ nie w^Ta tając 
się w notach, memoryałach, spotkaniach, lecz dlatego właśnie żywą* ży*« 
wotną, świadczącą o myślach i marzeniach narodu, uwalającej się za] 
starszego i pierwszego w rodzinie, za jej wodza, powołanego przez tiisto* 
r>*ę. Oczywiście mamy tu do czynienia z biernością^ apatyą, ze zjawiskami, 
które nas cofają w tył — do epoki „martwych dusz". 

....„Jeżeli pod żadnym mikroskopem nie zdołamy dojrzeć jakicłikol*] 
wiek rozsądnych tendencyj słowiaf^skrch w naszem życiu politycifiem 
raz, to czyż można mieć nadzieję^ te, kiedy znow^u nadejdą sądne dsi ' 
sztandar słowiański znajdzie się w silniejszycłi rękach, aniżeli to było 
przed 30 laty?.-. A tymczasem czem Jest Rosya bez sztandaru słowiafiskie-j 
go. bez słowiańskiej misy* historycznej? Ciałem bez duszy, dzwrękiem bczj 
treści, pojęciem gcograficznem bez treici duchowej*^ 

Nowo je Wremia wystąpiło przeciw „Macierzy szkolnej** i za to. fóJ 
zakładała szkoły w ChełmszczyZnie. Odpowiedział mu krótko a dosadaie| 
p. Konrad Niedzwiedzki w Rieczl z 18 stycznia. 

Przeczytawszy artykuł „R u s s k i e g o'* w numerze Nowego Wremi^nil 
z dnia^l5 stycznia, istotnie nie można powiedzieć: czego tam m^cef — J 
głupoty, czy podłości. „Polska Macierz Szkolna'\ zdaniem .,R u s ^ k i e go**J 
jest winną, że zajęła się „oświatą polską" w gub. lubelskiej i sietllećkie|J 
a bardzo była obojętną na oświecanie „nawpółkatolickiej" gub. suwalskiej* 
„Przecież Litwini są katolikami-* — iron rz uje autor artykułu i zapomiiia^ 
że zadaniem „Macierzy polskiej*' było nauczanie ludu polskiego, nte zal j 
litewskiego. 

Że Litwini byli pozostawieni „bez dobrodziejstw Macierzy^ polskiej^, | 
jest to zupełnie zrozumiałe dla każdego, kto ma rozum w porządku i ser- 
ce na swojem miejscu. Lec^ dalej czytamy, że w trzech guberniach pol- | 
sk i c h było czło n k ó w „Macie rzy ' * 22 . 1 1 9, a w ,d wóch n a w^ pół rosy j s k ic h ga- 
berniach lubelskiej i siedleckiej 2l,95y, tj, prawie iyleż*\ pomimo, że w* tych | 
ostatnich guberniach „najwięcej jest szkół rządowych dla mas ludowych***. 
Zdawałoby się, że wniosek może być tylko jeden: że napróżno rząd ro- 



67 



z PRASY RUSKIEJ 



^jski traci pieniądze narodu rosyjskiego i polskiego na zrusyfikowanie 
idności katolickiej gub. lubelskiej i siedleckiej I, że — skoro tylko lu- 
ności zostawiono wybór — nie cofnęła się ona przed nowemi oliarami, 
by mieć tylko dla swych dzieci szkołę polską. /(. 

Pani Stefania Laudynowa (Poika) w Nrze 331 Rusi z |0 (23) 
rudnia 1907 r umie.^ciła art>'kuł p. t, „Gdzie Rosy a — naród?** 

powodu milczenia prasy i społeczef^slwa rosyjskiego wobec projektu 
ywtaszczenia Poiaków z ziemi, w sejmie pruskim. Cel polityczny arty- 
ułu nie jest zupełnie jasny — sprawia raczej wrażenie uczuciowego wy- 
!wu i rozczarowania do rosyjskiego społeczeństwa, które nie zdobyło się 
IŻ nfetylko w imię ^braterstwa słowiańskiego" na energiczny protest prze- 
iwho zachłanności germańskiej — ale nawet nie uważało za stosowne 
otępić projektu ze względu na swe uczucia humanitarne, któremi tak po- 
afiło szafować, gdy szło o Serbów i Turków, Bułgarów i Turków — ba 
urów i Anglików I CześC natomiast głosi Słowianom zachodnim, 
tórzy w tak imponujący sposób dali wyraz swej solidarności — realnie* 
ak rosyjscy „bracia Słowianie'* mogą porównaC zachowanie swe nawet 

głosami obcych niesłowiartskich narodów, Francuzów, Hiszpanów, a na- 
et zaatlantyckich Yankesów? — Pani Laudynowa, jako „córka poli- 
^cznie zabitego, ale duszą wolnego narodu*", ^stoi z głębokim smutkiem 
^obec rosyjskiego bezsilnego życia". Ale coś w mrokacli historyi wstaje... 
gnębiony i znieważony duch-człowiek, w którego zwycięstwo zdaje się 

Laudynowa wierzyC. Poza tym artykuł ma ciekawe cechy psy- 
liczne- poza miazmatem, właściwym każdej duszy, żyjącej pod uciskiem, 
znajdującym swój wyra/, w pojęciach takich, jak ,,zdeptane człowieczeń- 
two'' itd., jest lu rzecz więcej Polaków obchodząca, mianowicie; stano- 
isko, datujące się od wielkich romantyków, a jeszcze dośC powszechne, 
? naród polski wciąż gotów na w^ezwanie Europy bronie cywilizacyi, jak 
iwniej przed półksiężycem pod Wiedniem - tak teraz Słowian przed ger- 
lanizmem; — ale czy polo, aby ta Europa obroniona, urządzała potem 
podpisywała rozbiory (wyjąwszy właśnie Ttircyę), albo aby niedalecy 
>racia Słowianie", którym bezpośrednio po naszej śmierci groziłby zalew 
jrmański, znęcali się nad nami, a protegowali tych właśnie Germanów ? 

Sławianskija fzvesiia (Nn 6—7) zamieszczają artykuł p. W. J. N i k o i- 
kiego. który wobec złego stanu rzeczy w Rosyi, który traktuje jako 
ynik jakichś wad u Rosyan, zastanawia się nad samopoznaniem błędów 
łasnych przez naród rosyjski, i nad ich usunięciem — w celach reformy 
^litycznej. Wykazuje to rzecz dawno znaną: nicośC i jałowośC myśli ^ka- 
onnago sławjanolilstwa", niemożność zaczerpnięcia czegoś nowego, wrę- 
bcie jego bizantynizm i uleganie starym nałogom. 

A zatem , jako lekarstwo na niemoc polityczną Rosyi wogóle, 
'oponuje p. N i k o I s k i i następującą receptę : „Spełnianie obowiąz- 
iw wobec Boga i. Ojczyzny, czyli spełnianie obowiązków wobec „pra- 
osławnej wiary, w^obec Tronu i Ojczyzny". Rosyan le nie powinni wy- 
ieszaC „deklaracyi praw", ale „deklaracyę obowiązków** i samoudosko- 
dania się. Do tego wyniku dochodzi p. N i k o I s k i j na podstawie stu- 
ków Dostojewski ego, Tołstoja, Su worów a itd.; kierunek rozwojowy na- 
»du rosyjskiego ma zatem byC wprost odwrotny od normalnego rozwoju 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAlTSKIEJ 



1(» 



cywilfzacyinego. Pojęcia takie, jak: swoboda, równość, bratersiwo 9pn 

wiedliwość, humanizm, altruiim itd., należy odrzucić, bo są ro^ 

i obce, a zastąpić je kompleksem: „obowjąłki wyglądem Boga i bikt. wh« 

Nie zauważa p. N., że pojęcia pierwsze są tylko rozw migiem drugiego 

określenia, a cały jego wywdd czczą frazeologią, lichem kazanictti pob- 

cyjno-cerkiewnem. 

Kwest>^^ „inorodców" opracowuje p. R obszernie, — ale koo- 
kretnej myśli tez brak; na praktyczne wykonywanie przeieA .obouiązkóij 
względem bliźnich'* rzuca światło np= taki jego pogląd na spolszcienie szko 
nictwa w Królestwie Polskiem: 

Polacy chcą, by wykłady odbywały sr^ wyłącznie po polsku (to , 
łącznie" jest pewnego rodzaju insynuacyjką); do szkół tych i^atem 
chodzić tylko ci, co po polsku rozum ieją» - a więc Polac>' chcą srkół i 
dla siebie, wymagają zatem stanowiska uprzywilejowanego, — na taką zaś 
niesprawiedliwość autor zgodzić się nie mo!e, bo o ile jemu wiadomo, szk^j 
wyłącznie dla Rosyan niema w całej Rosy i. Jesi to doskonała — mcstt 
nie w porą — humorystyka — ; czy z dobrą wiarą? — Iruiino wierzyć. 
Ta bizantyńska logika doprowadzi Rosyę niezawodnie do ostalecincj 
ruiny. 

Pan El- El* w Slawiańskkh Izwiestijach Nr. 6-T str 609-— 611 
za stosowne wyrzucać Polakom fałszywoSĆ, cynizm itp* zbrodnie i nu- 
dziera szaty nad ich rządami w Galicyi. Zdaniem jego od XU w, mt óia^ 
RuS Halicka znajdowała się i znajduje w najstraszniejszej opresyi We<lhi( 
jego wiadomości język ludności ruskiej nie jest uwzględniany ani w szkole, 
ni w urzędzie, historyę Rusi o tyle się uwzględnia, o ile się fącn 
z historyą Polski, nic niema o Chniielnickim itd. Teraz zatem, gdy Rosyi 
ma ni Jestem 17 października przyznała równouprawnienie narodowościowe 
(dodajmy na papierze — por obcięcie reprezentacyi Królestwa t ism- 
knięcre Macierzy), nie moie być mowy o zgodzie z tak Łł>*tti narodem 
jak Polacy, którzy pod pozorem obrony swej narodowości datą do pano* 
wania nad Rosyą itd. itd. 

Na chęć mówienia prawJy przez p. El- El- rzucają światło następuiącc 
okoliczności: l)|Statystyka posłów^ ruskich i polskich z Galicyi jest podJUM 
z czasów przed reformą wyborczą, chociaż przy dobrej woli mógł podtit 
teraźniejszy stosunek, bo artykuł wyszedł w listopadzie, Z) milczenie o 7j 
katedrach na Wszechnicy lwowskiej* 3) no i wreszcie tak bezceremnnw 
łgarstwa i fałsze, jak twierdzenie* że języka miejscowej ludności mskie 
uuiKgiędnia się w szkole i urzędzie iip., podc/as gdy w rzeczywistości 
ruski jest urzędowym, a szkół ruskich jest więcej, nit po Isk id 

Jest to widać jeden z tych umysłów (btzantyńskicb), u których nil 
tyle dziwi ich wrogość względem nas, ile trudna do zrozumienia fat&cywci 
i dość naiwny macchiave11izni, bo trudno przypuścić ignorancję tak daleko' 
posuniętą. * (r.J 



Przyspieszony przez rząd termin wyborów sejmowych stał się hi*^ 
słem do ustawienia się w szyki bojowe wszędzie, ale nigdzie nie lazaaczi 
się to tak wyraźnie, jak w prasie czeskiej. O ile można wnosić i 
czasowego zachowania się grup politycznych, nie dąży się do ko\ 



169 



2 PRASY C2ESKIEJ 



SÓW, ale przeciwstawia s\ą coraz jaskrawiej hasło hasłu, starając się o jak 
największe wyodrębnienie się z pośród innych. 

W takiej chwili nabywa też znaczenia deklaracya grupy praw- 
no-pańs twowo-radykalnej, złożona w parlamencie jeszcze 12 gru- 
dnia i wtenczas niemal nie zauważona, ale publikowana dopiero na sa- 
mym końcu grudnia w miesięczniku Pokrokovd Revue. Przytaczamy ją 
w całoSch 

,,Nie dotykając w niczem praw dostojnej świętej korony węgierskiej, 
protestujemy przeciwko przedłożonej ugodzie, zawartej w Peszcie dnia 8 
października 1907, dlatego, że w niej w sposób godzien jak najbardziej po- 
tępienia poniża się starosławną koronę Królestwa Czeskiego do rzędu 
zwykłej, praw pozbawionej prowincyi. 

,,W ziemiach Korony Czeskiej niema innego obowiązującego prawa 
państwowego lub konstytucyjnego, jak tylko prawo historyczne, uznane 
nieprzerwanym szeregiem aktów państwowych, przysiąg koronacyjnych, 
ostatnim razem pismem gabinetowem z dnia 8 kwietnia 1848 r. i królew- 
skim reskryptem z dnia 12 września 1871. 

„Wszystkie t. zw. „ustawy grudniowe" z roku 1867, które fałszywie 
i bezprawnie zwą się zasadniczemi, mianowicie zaś t. zw. prawo z dnia 
21 grudnia 1867 L 146 o wspólnych sprawach i o sposobie ich załatwiania, 
są li tylko „oktrojówką", narzuconą gwałtem, której naród czeski nigdy się 
nie podda i poddać nie może. Przyłączając się do prawnćj ich krytyki 
i potępienia ze strony sławnych poprzedników w walce o niezależność 
państwową narodu, Palackiego i Riegra, oświadczamy niniejszem po- 
nownie, że są bezprawne, że są istotnie samemi tylko rozporządzeniami 
absolutnego cesarza po naradzie z zgromadzeniem niezupełnem, nieupraw- 
nionych należycie notablów, że są faktycznem ujarzmieniem i poddaniem 
w zależność dostojnej korony Czeskiej i sławnego narodu czeskiego. Po- 
nieważ zaś ugoda, przez rząd przedłożona, opiera się na tym bezpraw- 
nym, oktrojowanym akcie z roku 1867, możnaby uchwalenie jej przez 
większość czeskich posłów z ziem czeskich w tej bezprawnej Radzie Pań- 
stwa uważać za przyzwolenie na samą jej bezprawną podstawę, gdybyśmy 
wbrew czyś o terytoryalnie — autonomicznemu zastrzeżeniu większości po- 
słów czeskich z dnia 9 grudnia 1907 publicznie i głośno nie proklamowali 
czeskiego prawa państwowego w pełnym jego zakresie i wadze, otwarcie 
i wyraźnie, tak, aby nikt nie pozostał w najmniejszej wątpliwości 

„Ugoda, przez rząd przedłożona, śmie po raz pierwszy, w międzyna- 
rodowych stosunkach z koroną węgierską i z inną zagranicą, wyłączyć 
równouprawnioną koronę Czeską z pośród międzynarodowej rodziny państw 
cywilizowanych. 

„Ugoda ta z brutalnem świętokradztwem pomija język czeski, od 
wieków język państwowy korony Czeskiej, ojczystą mowę olbrzymiej wię- 
kszości przynależnych do jej politycznego narodu, a również niezaprze- 
czenie według zasad reprezentacyjnych język konstytucyjnej większości 
całości państwowej czeskiej, język narodu, który niegdyś ustrojem i oświatą 
był jednym z najprzedniejszych w Europie, — językowi zaś mówiącej po 
niemiecku mniejszości politycznego narodu korony Czeskiej przyznaje 
z pogwałceniem głównej zasady nowoczesnego ustawodawstwa, hegemonię, 

świat Słowiański. — Nr. 38. 12 




PRZROLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



n 



j( 



m 



moc nienależną mu przemawiania za koronę Czeską i związania jej prii- 
no-państwowej samodŁieJności względem narodów obcych, a do tego obon 
jej jązykiem. Słowem, ugoda przez rząd przedłożona oSmiela się po raz 
pierwszy ogłosić język niemiecki za dyplomatyczny korony Czeskiej. 

Jviy, wierni synowie narodu Czeskiego nie motemy takiego upoko- 
rzenia i tak srogiej obelgi zostawić na przyszłość bez odpowiedzi, a wch^^u 
obecnej, ulegając gwałtownej przemocy, której pospiesza na pomoc tiawtt 
większość własnych narodu czeskiego posłów, tym oto publicznym pro-j 
testem dajemy tymczasem wyraz swemu rozgoryczeniu. 

^Nie przystajenty na to, żeby, według ugody przez rząd przedłóż 
cesarski orzeł miał zakrywać jedyny herb pafistwowy naszej ziemi, 
skiego iwa. Nie jesteśmy ausiryacką prowincyą, ale według prawa dostoj- 
nem, konstytucyjnem Cześkiem królestwem. Królestwo Czeskie jest krajem 

wolnym. 

„Stosunek histor>'Czno-politycznego narodu c2eskiego w Czechach, 
na Morawach i na Śląsku do innych królestw i krajów^ berła lotary-flskit- 
go może być uregulowany jedynie na podstawie czeskiej sankcyi pragma- 
tycznej z roku 1720 i z wyłącznej woli królestwa czeskiego i jego krdia. 
przed nikim nieod powiedział nycti i nikomu niepodległych. 

„Odwołujemy się do uchwały sejmu czeskiego, powziętej w odpowie- 
dzi na reskrypt królewski, a zapadłej ustawową większością czeskich 
przedstawicieli legalnych na sejmie czeskim dnia 10 października 187 1 r., tichwar 
ły stale trwającej, a dotąd ni ez niesionej i do uchwały sejmu morau-skii:go 
z dnia 13 października 1871, o artykułach zasadniczych. Będziemy wsieł- 
kimi jSrodkami narodu cywilizowanego walczyć o to, aby tę ugodę z na- 
rodem czeskim, konstytucyjnie rozpoczętą, zamieniono na związek z ko- 
roną węgiersko-chorwacką z drugiej strony, tudzież ze strony trzeciej 
z królestwem włodzimiersko-halickiem i z austryackiemi prowincyami dzie- 
dzicznemi, żeby ten związek był istotnie wprowadzony w życie, żeby w od- 
powiednim czasie był ochroną państwowej niezależności, oświaty, narodo- 
wości i dobrobytu wolnych jego narodów. 

Wreden dnia 12 grudnia 1907 r. 

Dr. Boa a, Bufival, Fresl, dr. Ant. Hajn, Hubka, Choć, Kalina, Kio- 
fdć. Lisy, Reichstddter, Mag. farm. Żemliłka, posłowie czeskiej prawno- 
państwowej opozycyi w Radzie państwa. 

Praski tyjjodnik „postępowy'* Pręhled z dnia I stycznia \9Q^ zasta- 
nawia się nad polityką dra Kramarza. Za aktywa jej uważa nie bez 
przekąsu projekty ugody z Niemcami, a reformę wyborczą i ugodę ausiro- 
węgierską za przygotowanie do niemieckiej. Dąży do niej dr. Kra mar. 
gdyż sądzi, ze Czesi są naogót słabsi od Niemców, i społecznie i narodo- 
wo i ekonomicznie; na pomoc za.^ innych Słowian liczyć nie motna^ bo 
są jeszcze słabsi od Czechów. — Pfehled sądzi, ze ugoda obecna usta- 
liłaby niepomyślny dla Czechów stan, podczas gdy znajdują się w trakcie 
silnego pod każdym w^zględem rozwoju, na każdem polu, czy to kułtural- 
nem, czy ekonom i cz nem, c/y społecznem, czy wreszcie narjdowein. A za 
tern Czechom nie spieszy się do pokoju. Taksamo i inni Słowianie są na 
drodze do silnego wzmocnienia, Niemcy bronią wszędzie swych upr/ 
lejów a ny eh stanowisk, ale duch demokratyzmu coraz bezwzgJt^. 



li'^ 



z PI^ASY CZESKIEJ 






lujący, jest sprzymierzeńcem Słowian wogóle, a zwłaszcza Czechów. 
Łeba zatem „czekać i róść". Wpływ dra Kra mara maleje, zdaniem 
ehledu, gwałtownie i zdaje się, że spotka go los Riegra: upadek. Nie 
t to winą dra Kram ara, ale wogóle tej właściwości wyborców cze- 
ch, którzy ka^de niepowodzenie uważają za zdradę ze strony swych 
[ywódców i dają sobie to wmówić ich przeciwnikom. Ani im przyjdzie 

myśl, że mogła istnieć niewspółmierność między siłami Czechów, 
:elem, który chcieli osięgnąć. Jeżeli dr K r a m a f wierzy, że katastrofa 
t bliską 3 chce poświęcić swoją przyszłość dla narodu, robiąc ugodę 
!sko-niemiechą — nie czyni dobrze. Upadnie zbytecznie, korzyści naro- 
bi nie przynosząc. Poświęcić się chce — niech się poświęca, ale z ko- 
ścią dla narodu; niech postawi warunki z godność?^, niech przy nich wy- 
a. Jeżeli ugoJa się rozbije, niech ztoży mandat, odsyłając wyborców 

tych, co obiecują więcej, do: Dr. Hajna, Klofaea, Anyża, Gregra 
., zapewniając, że zawsze gotów do służby narodowej. Niestety tak nie 
klei" 

Snaha podaje ciekawy artykuł w sprawie pełnej doniosłości dla po- 
^ki ekonomicznej monarchii: 

Największym wrogiem rozwoju handlowo-ekonomicznego Austryi na 
wianskiem południu są centralistyczno-germanizacyjne tendencye wie- 
Tskie, które wszystkie siły wytężały, aby Dalmacyę, wogóle połu- 
owych Słowian, zniemczyć. Stąd też zaszczepiono w tych ludach nic- 
ość, a ziemie ich zaniedbano pod każdym względem, gdyż Niemcy, a 
iSciwic żydzi mówiący po niemiecku, mający przemysł i handel austry- 
A w swym ręku, nie byli w stanie wyzyskać bogactw naturalnych 
h krajów, a przeszkadzali Słowianom, aby nie dopuścić do ich rozwoju, 
też całe Pobri^eże i Dalmacya nosi straszne ślady tej gospodarki. 
Loleje teraźniejsze, które się ogłasza za wielką koncesyę polityczną dla 
o kraju, dawno winny były powstać, bo one otwierają nowe rynki 
rtu. I tak to opóźnienie bardzo fatalnie oilbije się na Austryi, gdyż 

ona juz silnego współzawodnika w przemyśle węgierskim, a przedtem 
Łwoliła szerzyć wpływ Prusom. Nastręcza się teraz dobra sposobność, 
j szanse Austryi poprawić — mianowicie: projektuje się w Serbii droga 
azna, wiodąca z południa tego kraju ku Adryatykowi. Droga jest na 
:ę Serbii, gdyż bliżej Serbom do Adryi, niż do morza Egejskiego i Czar- 
;Oh z któremi mają połączenie. Droga ta winna być przeprowadzona 
lomocą Austryi, aby przemysł austryacki obok włoskiego wziął ją pod 
[>ie wptywy, wypierając Niemców i Anglików. Tam też i Czesi mogą 
] bywać rynki zbytu. 

W styczniowym zeszycie Slovanskeho Pfehledu Dr. N. N. Novi- 
iw zamieszcza artykuł: „Panslawizm a ruch wolnościowy 

Rosy i'*, htóry nie tyle ma na celu zastanowić się nad wzajemnym 
sunkiem tych dwóch zjawisk, ile wymierza bardzo dobry i zdecydowany 
s panslawizmowi oficyalnemu. Stanowisko Nowi ko wa jest takie : 
ajenine sympatye słowiańsko-rosyjskie i naodwrót, szczególnie pierwsze, 
dlafi faktem niezaprzeczalnym, — ale: jakie mają wogóle one uzasadnie- 

w pojmowaniu dotychczasowem t. j. w sensie z r. 1867?... 



mJKf. 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 

Zdaniem p. Novikowa* nie mają iatlnego zgała* a co 
sza»— tej myśli wprawdzie wprost p. No vi ko w nie wygłosił, alej 
ona z jego artykułu — są złe, gdyż wzmacniają poz>'cyę biur 
syjskiej, która „otwiera dobrodusznie swoje ramrona »,braciom SłoK 
ramiona zakrwawione rosyjską f polską krwią,./* Niema 
żadnego sensu, aby panslawiścl zachodnio* i południowo- 
o wolności i pos^tępie, ufali w opiekli organizacyi pańsus 
która tak dopuszcza własny naród do rządów, ze parę diił przeci 
Stem 17 października wydaje hasło do pogromów inieligeiicyi 4 
czemu tylko strejk kolejowy zdołał przeszkodzić; która urządzał*! ttlief^ 
pogromy, gdy ostatecznie się wyjaśnił rezultat wojny z Japonią; któraj 
mordowała setki własnych robotników, chcących wręczyć petyc>< si 
władcy; która zabijała poJdających si<j powstaftców moskiewskich. 
wreszcie okłamywała przesc swe organy Nowoje Wremta itp. własny naM , 
o przebiegu wojny, której poticya urządziła pogrom w Kt&zy niobie r. i9l& 
która robi zapnniocą swych aŁjeniów ^pojednanie" z Polakami, ^ — ;; 
krzejsza dla uczciwych Rosyan komedyal — z Polakami* których 
kilkudziesięciu lat wiesza, więzi, strzela, okrada zapomocą łapów ^. 
rym sią zakapuje mówić po polsku, kościoły zamyka itd. P, Nov .^, 
poprzestaje na wyliczeniu tych faktów, w razie potrzeby ma ich więc 

Może jeszcze najwii^kszem uzasadnień ieni w oczach Sio. 
lutyzmu rosyjskiego, była armia rosyjska- Ale i to si^ okazało ^ 
dwa razy od czasów^ Napoleona armia rosyjska zp^ierzyła s\ą ł armii 
na sposób europejski zorganizowanemi: na Krymie i w MandJburyu < 
razy została haniebnie pobita. Straszna odpowicdJtialno^Ć spada rta 
kracyę za tą armię, na r/ecz której rosyjski naród n^diarzy adiaje^ 
gros^ i najdzielniejszych swych synów. r. 



Pełni nadziei przyfąli Słowacy „nowy rok odrodzcfiia*, Nanc:?* 
doświadczeniem przy wyborach cztonKów do komitatów^ skuptafą \ 
swe siły, by powszechne prawo wyborcze nie zaskoczyło ich r. - 
wanych, Za kilka miesięcy (może już w kwietniu, jak st^ m: 
dziew^ają) wypadnie im staczać nowe boje. Klika rządowa, któr^ da ^^ 
dawna opierała się zaprowadzeniu tego prawa, ustąpiła trraz konji 
Sci — ba nawet głosie że sama chce powszechnego prawa głosowifti 
Rząd poczyna teraz i o innych ludach nie-madiarskich cośkolwiek 015 
dowodem najnowsze „zlecenie" minislra A n d r a s s e g o. „Byłoby 
nem brzmią słowa ministra — aby urzędnicy komiiatowi : 
ludu, choćby w tym tylko celu, żeby się mogli z ludem porożu t 
jestto wcale „ustępstwem*'. Ustawa bowiem z n 1§6łi orzekła 
źe urzędnik ma rozmawiaC z ludem w języku ojczystym » f że tnową 
dnika ma być mowa ludu. Ustawa jednak nie obowiązuje faktycznie, a it- 
miast surowego nakazu stosowania się do niej, wydaf minister •- 

cenie. Czy znajdą się urzędnicy madiarscy, chcący sią uc/yć po : /■* 

Czyż dostaną posady rządowe patryotyczni Słowacy? — Bój nie ctsiafitt * 
pisze Sło^ensky Tyźdennik. 

Jeszc/e jedna niespodzianka. Po trzech latach systematycznych spr^^ 
wozdań z naszej strony t życia Słowaków, teraz dopiero pa raz 




; Z PRASY SŁOWACKIEJ 

Fołalj się na nasze pismo. W jednym z ostatnich numerów Tfźdennika 
jd ujemy streszczenie artykułu p. R. Z a w i I i ń s k i e g o z grudniowego 
leru. Wyrażając się ich słowami — „Polacy zaiste są powołani do wy- 
ia sądu o nas, ponieważ ich bracia w państwie pruskiem z jeszcze mo- 
!jszym walczą wrogiem jak my, a oni wiedzą, jak się ma walczyC o woi- 
\t narodu". (W tymże numerze znajduje się przekład wiersza Kono- 
i c k i e j : ,,C h o d z i I i t u Nieme y"). 

Przy sposobności darzy Tyźdennik nasz miesięcznik pochwałami. 
Jeczne dzięki; cieszymy się, że zdobywamy sobie coraz więcej gruntu 
jłoMtiańszczyżnie, a z sąsiadami z tamtej strony Tatr pragniei^y jak naj- 
Jeczniejszych stosunków. A że działamy szczerze i kierujemy się wzglę- 
li r ze czowem i, a nie ubocznemi, najlepszym dowodem fakt, źe 
;chletnie zupełne przemilczanie Świata Słowiańskiego przez prasę sło- 
:ką, nie wptywało w niczem na nasze sądy o sprawach słowackich. 

Przemilczanie to miało jeden tylko skutek, a mianowicie: Kiedy 
istopadzie ksiądz HI inka objeżdżał Morawy z odczytami, był za- 
ar zaprosić go też do Krakowa. Odstąpiliśmy j^nak od tej 
Ui, bo ignorowanie Świata Słowiańskiego dawało nam do myśle- 
że może Słowacy nie życzą sobie stosunków z polskiem słowiano- 
wem? A my nie narzucamy się, tylko robimy swoje spokojnie a sy- 
natycznic, pewni, że w końcu „reszta będzie nam przydaną". 

Rząd opracowuje program nowego prawa wyborczego, jakie ono 
zle, z góry można przewidzieć. O ile wiadomo, będzie ono przysługi- 
o wszystkim tym, którzy umieją czytać i pisać po madiarsku, a lym, 
rzy nie znają języka madiarskiego, o tyle, o ile płacą podatki bez- 
rednic. WobL^c tego spodziewać si,* trzeba wielkich obstrukcyi ze strony 
łów nie- węgierskich. Rząd widzi to i już teraz chce się zabezpieczyć; 
e zmienić regulamin sejmowy w tej my.^li, by na wniosek 150 posłów 
tna było zamknąć debaty i by posiedzenia trAały nie 4 godziny, ale 
wieczora. 

Kilka nunicTów (7 — 12) Naśej Zdstavy wyszło w jednym zeszycie, 
wyszczególnienie zasługuje artykuł: Jak budziło się uświadomienie 
odowe wśród Stowaków". Stulecia XVI, XVII i XVIII — oto główne 
jy w teni uświadamianiu. Już w 16 wieku silnie przebudza się żywioł 
odowy. Pierws/y Jan Silvan, poeta, pisze po słowacku. Dzieło, 
ząte przez niego, prowadzi dalej Vavrinc Benediktin. Wielkie 
jego zasługi około rozwoju języka. W 17 wieku wszyscy zajęci sporami 
gijnymi, mało dbają o sprawy narodowe; dopiero później występują 
rćićka, Krman i Piachy, którzy silnymi tony budzą miłość ku 
tvie ojczystej. T5n ostatni zaczął wydawać w 1785 r. pierwsze słowackie 
woStare NQviny. W 18też wieku występuje Be r n old k, autor pierw- 
j gramatyki słowackiej wydanej w r. 1790, oraz wielkiego sześciotomowego 
ownika słowacki ego". On pierwszy zaczął wzbogacać język zwro- 
li ludowymi, a o ile mógł oczyszczał mowę z naleciałości czeskich i nie- 
ckich- Po pracy trzech wieków dopiero w 19 wieku powiał jakiś ożywczy 
w od wieczystych szczytów Tatr i powołał wszystkich do życia pu- 
znego. 



r. 



PRZEOLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



174 



Szczególne m upodobaniem wśród Słowaków cieszy &i^ 
kSechd tatrzańskich Kazimierz Tetmajer W ostaifirm zcs^7\c.l A--/. 
Zastavy znajduje się jego nowela „O Maryli"*. 

Procesy prasowe wytoczono inowu kitku ptsmom. Siofcis^ 
Tyidennik ma ich już 8, a spodziewa się jeszcze w lem półroczu najmniej Ł* 
Narodnie No\;iny 2 procesy, jeden za przedruk listu B j o r n s o n a. >ai«J 
za prosty spis wszystktcti ofiar poii tycznych z ostatnich czasów, Z2 aitjlat 
o Htdrym w poprzednim numerze wspomnieliśmy, „Przyczynek dn srrv 
styki słowackiego utrapienia", wytoczono proces Ant St^f^^nkni 
redaktorowi Slo^enskeho Obioru. 

Oiy wioną akcyę przeciw wyklutym Ludowym Ai 
księża madiarońscy. Skutek ten, że nakład w ostatnim 
o 30O egzemplarzy. 

Ścisły duchowy związek z rodakami w kraju utrzymufą SłłJiiic^ 
w Ameryce zamieszkali. Pod wpływem wypadków w.Czernowei pnm 
we wszystkich więks^sych koloniach odbyły się zgromadzenia protestuj^cr, 
wysłano także prośbę do papieża, by suspendo^'ał biskupa spiskiego Pif* 
vy'ego. Wszędzie posypały się liczne składki na sieroty w Czcmopą 

Zaczął właśnie wychodzić w Ameryce tygodnik dla kabief — Ż» 
sl^ S)^et. et 



mtestącu wmj^ 



} 



Prasa slowieńska również zajęła się sprawą zamierzonego sfii^a 
słowiańskiego i z przyjemnością stwierdzić możemy, iż ZMt&im 
Słoweński Naród, jak i Slov€nec zamieściły artykuł>'. świadczące o poga- 
daniu dobrych inJormacyi w^ tej kwestyi. Slovens&i Naród (Nr 8) w anykuli 
pod tytułem ,.V s e s I o \ a n s k i s h o d I I9I)B" opisuje powstanie projtits 
zjazdu, następnie streszcza artykuł ^ Rusi p, Stanisława Ska rzyfiskici|» 
i notatkę z kroniki styczniowego zeszytu Świata Słowiańskiego. poacJf 
tak mówi: ,. Żądania Polaków znalezienia uprzednio jakiegoś mndi^ 
vivendi z Rosyanami. nim się przystąpi do pr/ygotoftaji do 
w klórymby mieli wziąć udział przedstawiciele wszystkich narodów sii. 
skich, są zupełnie słuszne i właściwe. Również słuszne jest ia J: 
nie narzucania temu zjazdowi jakicłikolwiek celów polrlycznycli. 7 
Polacy w tych swoicli żądaniach nie są osamotnieni, komitet bowiein ii i 
ckich posłów słowiańskich, który w Wiedniu w listopadzie odbył posic* 
dzenie pod przewodnictwem dra Kramafa, wyraził poglądy pnwtej 
same, co i Polacy". 

Streściwszy wniosek, uchwalony na posiedzeniu owego komin 
Slo\^en$ki Naród tak kończy swój artykuł: Bez względu na to, te pan 
różne poglądy co do samej idei, dotąd niema też zgody co do fnlef^a 
tego kongresu. Nowoje Wn^miu początkowo proponowało Petersburg, 
stępnie Moskwę, Ruś orzekła się za polskiem zdrojowisk4eni. Zakop 
w Galicyi, a dr. V e s e I ;? w^ Narodnich Lisłuch za najodpowic 
uznaje miejsce kąpielowe L u b ać o v i c e na Morawach. Wszystko to ' 
zujet żeśmy jeszcze bardzo, bardzo daleko od chwili, ktedy będzie moi 
zwołać taki zjazd wszechsłowiański, w który mby naprawdę wzięfi ud 
przedstawiciele wszystkich bez wyjątku narodów słowiafiskrch. 

/Artykuł Slopenca w tej samej sprawie ukazał się o parę dni 



175 



z PRASY SŁOWIENSKIEJ 



śniej (Nr. 5 b. r.). Po zdaniu sprawozdania z dotychczasowych projektów, 
dotyczących zjazdu, Slovenec tak powiada w zakończeniu: 

„Co SIĘ tyczy Polaków, słusznie zachowują się w rezerwie. Jakże 
mo^ą iść łąci^nie z Rosyanami, gdy ci ich ciągle gnębią. Sprawa wileń- 
skiego biskupa, barona Rop pa, wskazuje, że największą przeszkodą do doj- 
ścia do porozumienia polsko rosyjskiego jest rosyjska biurokracya. Polacy 
napewno nie wezmą udziału w kongresie, zebranym pod protektoratem 
rządu rosyjskiego. Z tych też względów wszyscy trzeźwi politycy rosyjscy 
we wszystkich gazetach rosyjskich nawołują do porozumienia z Polakami. 
Wszystko to dobrze i pięknie, ale wieloletnie doświadczenie doradza Po- 
lakom zachowanie ostrożności. W sprawie bowiem porozumienia Polacy 
są I bądą pesymistami, dopóki biurokracya rosyjska nie zmieni się za- 
sadniczo*'. 

W tymże (5-tym) numerze zamieścił Slovenec korespondencyę z War- 
szawy o wywłaszczeniu w Poznańskiem. Korespondencya zapoznaje głó- 
wnie czytelników słowieńskich z głosami przedstawicieli różnych narodów 
w sprawie wywłaszczenia Polaków. Omawiana też jest ankieta Sienkie- 
wicza i odpowiedź Drumonta w Librę Parole. 

Ćqs. poważny miesięcznik naukowy, redagowany przez ks. dra U S e- 
n i Ć n i k a, w pierwszym zeszycie tegorocznym zamieścił obszerną (str. 92—94) 
recenzyę z książki prof. M. Zdziechowskiego „Die Grundpro- 
bleme Russiands". Autor sprawozdania, dr. F. G r i v ec, powiada 
we wstąpię, iż „w Europie zachodniej dawno już nie wyszła tak głęboko 
przemyślana książka o Rosyi". Dzieło naszego uczonego nazywa „swego 
rodieaju filozofią historyi rosyjskiej polityki i kuhury, napisaną na podstawie 
gruntownych studyów, rzeczywistego przemyślenia i naukowej obserwacyi. 
Po rozpatrzeniu kolejno treści wszystkich rozdziałów, dr. F. Grivec 
kończy swą recenzyę takiemi uwagami :* „Książkę Zdziechowskiego 
czyta się z prawdziwym pożytkiem. Pisana jest pięknym stylem, z polotem 
poetyckim i i*łębokiem przemyśleniem przedmiotu. Ton subjektywny, który 
się wielokrotnie przejawia, nic nie przeszkadza czytelnikowi. Niektóre cha- 
rakterystyki są szczególniej godne uznania, a zwłaszcza charakterystyka 
Wł, S o t o w ] e w a , który słusznie jest ulubieńcem profesora Zdziechow- 
skiego. Niektóre filozoficzne nieścisłości chętnie darujemy autorowi. Nie- 
zbyt szczęśliwym też nam się wydaje ustęp o modernizmie katojickim 
(317—326), w którym podnoszeni sąTyrell i Laberthonnier, naj- 
bardziej zaczepieni przez ostatnią encyklikę papieską, jak również wycie- 
czka przeciw ..specyalnemu oficyalnemu racyonalizmowi i dogmatyzmowi" 
Kościoła katolickiego. Tem niemniej książka jego jest piękną i głęboko 
pouczającą dla tych wszystkich, których zajmuje olbrzymi i zagadkowy 
sfinks rosyi:>H!'', 

Ljtibljunski Zvon w zeszycie styczniowym z 1908 roku podaje obszer- 
niejszą notatki; spra\A ozdawczą o Stanisławie Wyspiańskim z powodu 
jego śmierci. Z tegoż zeszytu dowiadujemy się, że p. Petruśka tłuma- 
czy na słowieńskie Mickiewicza „Konrada Wallenrod a", a sta- 
raniem „Maci erzy S łow i e ń s k i e j" przystąpiono do przekładu „Pana 
Tadeusza". 

Pom in Svet w pierwszym numerze tegorocznym rozpoczął druk 



PRZEaLĄO PtlASy SŁOWIAŃSKIEJ 



IV 



mieć będfiemy, p<5ki nie zapewnimy sobie siły g^arancyą uewnęir^itą. Za- 
sad n tezo jest fifą powszechne prawo głosowania. To są dwa punkty. Mb 
których obraca się sytuacya w Chorwacyl 

Z różnych stron usiłują wszeiktnii sposobami wprowadzić imm 
Tiomenty do walki i zorganizować stosunki pariyine pod innem 
ryami. Chodzi o ożywienie dotąd martwego ..sirannictua naroi3 
(dawni madiaroni z czasów Hederwaryego) i o ewentualne st>^ 
nowej „party i ustawowej". Prawdopodobnie nie uda się pierwsze, n 
jest jednak stworzenie drugiej, zapewne t przyłączeniem nrektón , 
Tiientów byłego nar. stronnictwa. 

Dalej — p sze powyższy organ — stofmy pned faktem, te star* 
czeviCańska party a prawa wytęża wszelkie sił>' przeciw koaJkp' 
i w igodzie z Wekerlem i 7 Rakodczayem zechce zdobyć pomoc 
władz. Owe stronnictwo nie reflektuje poważnie na Formalne w^zięcic rzą 
dów w swoje ręce, ale stawia w walce transcendentalne — że tak powiemy — 
idee i kryterya, które zdolne są odwrócić uwagę od najaktualnie|szycli pjrtii 
tej doby. Wreszcie znajdujemy się wobec faktu, te pod wpjy-wem z t^wnąfn 
rozwija się akcya koło koncenlracyi wszelkich konseiwatywnych i ktery- 
kalnych etememów w Chorwacyi. To jest plan Wiednia, popierany prtcr 
Rzym. Koalicja choniacko-serbska przysiępuje do walki wierna do<ycl^ 
czasowym zasadom. Drogą kompromisów wyborczych usiłować będiit 
wytiAorzyć koncenlracyę w walce koło kwestyi powyżej oznacstofiycti 

Codo ^chorwackiego stronnictwa prawa^ przeciwnego Frankf*- '- 
czyli t z w, p,pravaszom czystym"* » na zgromadzeniu wydziału parr 
uchwal no: 

„Chorwackie stronnictwo prawa przystępuje do wyborów w porozt- 
mieniu z part^^aml, które dziś składają chorwacko-serbską koalicyę* w tym 
celu, aby odeprzeć gwałt madiarski na wszelkich polach naszego iycia pc* 
blicznego, ale przystępuje do wvborów zsamodi£lelneiTi oświad- 
czeniem na podstaw te programu z r. 1894, dopełnionego na o^tamirm 
walnem zebraniu w r, 1907. Stronnictwo ma wolność zawrzeć kompromb 
wyborczy z chorwackiem stronnictwem ludowem i z członkami tych stnio- 
nictw, które pragną szczerze pracować nad zrealizowaniem jego progr:'^' - 

Stronnictwa przygotowują się do wyborów. Franko wcy kand> 
będą według Draa najmniej' w 50 okręgach. Agitacyę rozpoczęło ró^mc:. 
stronnictwo chrześcijańskie i dawna „nar. stranka**, która liczy na 20 okr^ 
^ów ^yborczvch. Party a ludowa kand>dujc również ^ wielkiei Ikzbit 
okręgów, bez kompromisów z żadne m stronnictwem . 

Wedle Siot. RJeći mcyai\\^d wystąpią samodzielnie przeciw wiszystk im 
stronnictwom burżuazyjnym. Jak dotąd, znane są kandydatury: łieitć, 
Korać, BukSeg i Demeirović. 

Koalicya w tych dniach zdec>'duje się co do kandydatów mafącyct) 
wystąpić do walki- 

Osobno idą serbscy radykall 

Wobec tego s i e d m stronnictw przystępuje do walki wyh 
komplikuje niezmiernie sprawę i doprowadzi do znacznej liczby ^. 
wyborów. W każdym razie główna walka toczy się między koaliL 
kowcami. Żadne stronictwo ewentualnie rządowe^ nie odegra n 



179 



z PRASY CHORWACKIEJ 



dzielneJT lecz swcmi kandydaturami wywoła jak najwięcej ściślejszych wy- 
borów. 

Nadzieja Wekerlego w sporze z Chorwacyą buduje sią na zmar- 
twychwstaniu dawnej partyi unionistycznej. Wyśmiewa to Milan Roje 
w interw lewie o stosunkach Chofwacyi. To dawne stronnictwo opierało swoją 
politykę na ugodzie. Ale to właśnie uniemożliwiło mu byt. Było za słabem 
w kraju, gdyż inne partye i naród nie uznawały ugody, nawet jako mini- 
mum swych żądafi i me uważały jej za prawną. Stąd musiano rządzić gwał- 
tem, Ale co najgorsze, nie mogła partya bronić ugody także w górze. K h u e n 
i madiaroni próbowali opierać się naruszeniom ugocjy, ale bez skutku, 
gdyż nie mieli oparcia w narodzie. Także we wspólnym (peszteńskim) 
sejmie nie mogli rozpocząć stanowczej walki. Nie ocaliło tego stronnictwa to, 
że dwa lata temu odnowiło swój program. Rozpadło się, a winni temu Ma- 
diarzy. Nie powstanie ono, póki nie przeprowadzi się słusznie ugoda. Stąd 
następcy R a k o d <: ii a y a nie znajdą stronników, póki nie zmienią postę- 
powania, Wekerle odrzucił nawet rezolucyonistów, którzy mają zaufanie 
narodu, a chcieli przeprowadzenia ugody. Skąd znajdzie unionistów? Przy- 
szłe wybory skońc?,ą się klęską polityki Wekerlego. 

Serbowie należący do koalicyi chorwacko-serbskiej zapowiadają walkę 
zaciętą przeciw- polityce rządowej. Rząd chce upadku koalicyi — pisze za- 
grzebski Srbobran i wzywa na pomoc radykałów (serbskich), klerykałów 
i frankowców. Radykałom stawia się w perspektywie „błagonadiożnost*' 
wysokiego rządu na polu autonomii. Klerykałom obiecuje się stolicę bisku- 
pią w Djakowic , frankowcom zaś zainaugurowanie ery antiserbskiej, 
w której i oni wezmą udział. To jest nowa koalicya. Czwartym jej człon- 
kiem są madiaroni. 

Koalicya zwróciła uwagę całego kulturalnego świata na położenie 
Chorwacyi i Sławonii — trzeba więc Węgrom jej upadku. Upaść ma też 
i dlatego, że zwie się nietylko chorwackiem ale i serbskiem imieniem i mówi 
przed kaźdem forum w imię chorwackiego i serbskiego narodu. To zabolało 
i kamarylę wiedeńską i madiarskich potentatów w Peszcie. Zasadą zgody 
jest równouprawnienie serbskiego i chorwackiego narodu. Ta podstawa 
jest przeciw prawu zakrzyknął Wekerle, dodając: niema serbskiego na- 
rodu! Ponadto gio^i Wekerle uznawanie serbskiego narodu w Chorwa- 
cyi zdradą główną, 

Madiarzy podjudzają inne partye przeciw koalicyi. W walce mają się 
wyczerpać siły narodu, a wówczas Madiarzy zawładną i Serbem i Chorwa- 
tem i Chorwacyą — kończy Srbobran. 

Partye przeciwne koalicyi widzą w dzisiejszej sytuacyi zupełną nicość 
rezultatów politycznych tego stronnictwa, które zapowiadało krajowi złoty 
wiek przez pogodzenie się z Madiarami i popieranie koalicyi węgierskiej. 

Polityka rezolucyonistów — twierdzi Slav, Misao, ćotyia bankructwa, 
jakiego nie pamięta żadne z chorwackich stronnictw w ostatnich 40 latach. 
Ale to jeszcze nie skończone. Wodzowie rezolucyonistów nie chcą wycią- 
gnąć koosekwcncyi. Przegrawszy ostatnią kartę, chcą ocalić siebie, gdy 
zgubili wszystko inne. Stąd niewykluczone nowe ogłupiania narodu i nowe 
eksperymenty. Wodzom rezolucyonistów — pisze ten organ — przedewszyst- 
kicin wodzom, (gdyż większość była oszukana i w dobrej wierze ślepo wy- 



PRZEOI-Ąn PRASY Sł.OWtAŃSKJEJ 



im 



konywała lo. co jej naczelnicy suggerowali). udato się przekonać* kola m.*- 
rodajne, ze om są najznacznieiszynil przedstawicielami tak Chorwatów uk 
I Serbów, podczas gdy potem pokazało się. że się oni w pierwsze ricĄ 
dostali me wiedzą i zasługami, lecz cliytroScią i demagogiczne mi oszu- 
stwami odepchnęli w kąt najbardziej wartościowych palr>'otó» chon»acki£h 
I serbskich i że ani osobiście, ani jako przedstawiciele narodu nie sa *•*' 
lifikowani do roli, którą na sią wzięli. 

Dowiedziano się. że Supilo.ów najznaczmejszy obrońca jednoSa 
chorwackoserbskiej, przed założeniem pisma Novi Ust pnez lOlat wpisniw 
Cmna Hrmska stał na służbie Franka i partyi SlareeviCa i był /di- 
cydowanym przeciwnikiem Serbów, tak. że Bjelanoyić i Fabr.. 
zwali go płatnym denuncyantem. 

Porównując dzisiejszą koalicyę z partyą star>ch madiaronów m< 
hrvatsko Pravo, organ Prankowców (prawaszów): Co do kwesty, je^ 
kowej, starzy madiaroni zawsze twierdzili, że po/a kulisami sejmu 'wtów- 
skiej-o prowadzili ciągle walkę przeciw naporowi madiarskiemu. w obraoie 
praw chorwackiego języka, i że przeszkodzili nawet uprawomocnieniu je- 
żyka madiarskiego w Chorwacyi. Lecz za całej ery staromadiarotłskiej nie 
było przykładu, żeby w sejmie wspólnym cłiciał ktoś uprawomocnia 
język madiarski dla Chorwacyi. lub aby sejm madiarsk. przyznawał sobie 
prawo wydawania ustaw o języku chorwackim. Nie można przesadzać cw 
starzy mad.arom nie bylihy się lepiej trzymali W lym wypadku od koaiiai 
WieśL' o zmianie bana nie wywołała zwrotu w tonie prasy 
Główną zaporą każdego następcy Rakodczaya - oznajmiła koali- 
cya - będz.e bez wąipienia polityka Wek er leg o.' Idea jednolitego 
państwa nie może mie.' powodzenia w Chorwacyi w żadnem stronni- 
ctwie. am też ban wychodzący z lej zasady. Póki istnieje pragmalTka, 
hazdy następca Rakodczaya musi podzielić jego losy. Sytuacva jest dzis 

'Tr. ^''uf' "u '"' ^°^''^'^' Wekerlego. Kossu.h po raz dru«, po«edł 
zadaleko. W tych dniach znowu oświadczył, że o uchyleniu lub zmianie 
pragmatyki mema mowy. Dobry jego gemusz. Wek er le lub St eren y i 
znów go umocnił. A dziśa ni jeden z wodzów nawet „narodnej partyi* (dawni 
stronnicy węgierscy) me może przyjąć pragmatyki po swych n-- ■ - 
mach. I tak nastąpiła sytuacya. że albo w Chorwacyi pójdzi4 wsz 
dotąd , jeszcze gorzej, gdyż nowy ban osiągnie jeszcze mniej, niż R a k o d' 
czay albo, o ite w Chorwacyi nasiaC ma rząJ trwały. Kossuth będzie zmuszo- 
ny cofnąć swoje słowa, względnie ustąpiC, Każda osoba, grupa lub partva 
kloraby chciała dzi5 złożyC rząd, musi się zdecydować wziąC udział w zdra- 
dzieckich robotach i gwałtach, które uniemożliwią ją wSród narodu Ina- 
czej musi pozostać na boku. a nie licytować niżej, niż koalicva Mai 
me mogą dojiC do pokój z Chorwacyą. o ite nie ustąpią rzeciowo i ^-. 
dmczo. 

Wreszcie po długich przygotowaniach usunięto xbvt skompromilo- 
wanego a słabego bana Rakodczaya. Nowy ban chorwacki br 
Kauch przyjęty został w Zagrzebiu demonsiracyą ol.czną kiórer roz- 
miary przechodziły wszelkie oczekiwania. Urzędowe Nar. Novi«e pis,„ 
z oburzeniem, że pozostanie plamą w historyi podobne przyjęcie zastr 
króla w stohcy. Nowy wiceban C r n k o v i C wyraził się o lem .Byli>,nv 



181 



2 PRASY CHORWACKIEJ 



przygotowani na dcmonstracyc, ale nie na tak przekraczającą wszelkie 
granice. Wiemy, gdzie ją zaaranżowano. Demonstracye uliczne nie od- 
straszą nas od podjętego zadania*'. 

Podczas przyj<^cia sfer urzędniczych, rozwinął ban Rauchswój pro- 
gram, który zawiera ogromne koncesye dla Chorwatów. Przyznane ma 
być chorwackiemu sejmowi prawo opodatkowania w drodze doda- 
tku do podatków i prawo zawierania samodzielnej po- 
tyczki. Na powitanie odpowiedział ban, że przyjął w trudnych warun- 
kach zadanie uspokojenia kraju i podparcie wstrząśniętej budowy; 
w swoich czynach zawsze stać będzie na stanowisku art. 1. ugody z roku 
1868 — że królestwa Węgier, Kro^cyi i Sławonii tworzą nierozerwalną 
wspólność. 

Co do pragmatyki kolejowej, która dała powód do walki 
zamierza ban starać się o usunięcie sporu, tak, aby nie było zwycięzców 
ani zwyciężonych. To możliwe jest tylko w drodze regnikolarnych 
d e p u 1 a c y i, 

Koncesye przyznane sejmowi chorwackiemu mają wedle słów bana 
służyć do umożliwienia kulturalnych i gospodarczych inwestycyi kraju. 

Co do kwesty i reformy wyborczej, żądanej przez wszystkie 
prawie party e, ban uznaje, że tylko powszechne prawo głoso- 
wania może sejm przekształcić na prawdziwy parlament i zamierza przed- 
łożyć odpowiedni projekt w najkrótszym czasie. 

Rząd zamierza również rozszerzyć autonomię gminną. 

Ban zapowiedział najbardziej stanowczą represyę wszelkich tendencyi 
zmierzających przeciw dynastyi lub ustawom zasadniczym. „Mam wszelkie 
gwarancye wypełnienia mych zamiarów. Znajdują się one w pierwszej linii 
w życzeniu Monarchy, aby ludy znalazły szczęście w zgodzie wzajemnej, 
dalej w życzliwości miarodajnych kół węgierskich, w jedności chorwackiego 
narodu, wreszcie w mojej osobie, gdyż wszelkie zamiary przeprowadzałem 
z energią i sihią wolą '. 

W Dalmacyi prasa z zadowoleniem wita zapowiedź rządu co do 
inwestycyi. Ten rząd — rzekł w parlamencie poseł Bjeladinović — 
różni się od poprzednich tem przynajmniej, że przyznaje zaniedbanie Dal- 
macyi i obiecuje naseryo; ale i ten rząd ugrzązł w biurokratyzmie. Zamiast 
dobrych policyantów, przysyłajcie nam dobrych uczonych agronomów, 
otwórzcie nam dro^i handlowe do naszych przyrodzonych targów ; zbu- 
dujcie nam kolej wąskotorową z Risna przez Grahovo na NikSić i dalej; 
podnieście nam żeglugę i urządźcie przystanie. Nie uważajcie nas zawsze 
za zdrajców, ale pomóżcie nam! 

Wiekowe zaniedbanie Dalmacyi nie może naprawić się w jednym 
roku; trzeba pracy olbrzymiej, w kraju tak negowanym przez dotych- 
czasowe rządy pod względem kulturalnym i ekonomicznym, że jedynym 
śladem kultury w \vtelu okolicach jest tylko to, co zrobili w krótkim 
czasie swego panowania Francuzi, lub... Rzymianie. 

Piszący te słowa widział lat temu kilka na jednej z wysp jedyną 
drogę będącą w użyciu, z czasów... Dyoklecyana. Innej nie było. Brak wszędzie 
najprymitywniejszych :^rodków rozwoju ekonomicznego, dróg, kolei żela- 
znych, portów (o ile te nie są potrzebne wojsku), brak szkół fachowych. 





PRZEGLĄD PRA5T 5LDW1AKSK1EI 



U 



Dalmacya dotąd nie ma szkół rolniczych ani hindlowych z tr>iątkiein 
jednej w Sfiłjecie, tatoione] dopiero zeszłego raicii, Jeili znBlmzfy sh 
mtliony na zamianę Boki kotorskiej (Caitaro) w groin>' fiort woj* 
powinnyby się znatel^ i na to, ^hy ten lud. któfT doinawał przez 
lat krz>^'dy zaniedbania kultoratnego, podnieSĆ cyinltzac^jnie i ekc 
micznie. a nie sti^arzać wrogów na granicach p^stWM. To dyktuje tett 
rozsądek, któr>' dyktował budowanie twierdz na Krsiacy lub w KnvaSfia 

Zachowanie się dalmacktch posłów w parlamencie u 
walki chon^acko- węgierskiej i ugody, wywołało n>ezadowołenie w pri 
koalicyjnej. Wypadki, które odegrały się w parlamencie wiedel^skiin 
pisze sptiiska Slotoda, organ rezolucyonistów — nie odpowiedi£iał>* t^dM- 
niom narodu w Dalmacyi, ale stoją z nimi w sprzccznodci i «~ywc 
naganę wirdd niezawisłych Chontatów t $ert»ów. SłatodM aiakuj e p^słówj 
którzy pozwalają prowadzić się przez Soćevtća i ^pozwalaią mu nMwg^ 
głosować wyjątkowo Z3 ugodą z Węgrami*'. 

Ale stanowisko postów z Dalmacyr nte wywołało też t zado« 
br, Becka, którj^ wyraził swoje rozczarowanre. W Dalmacyi rozpoczęli 
znaczną akcyę ekonomiczną, w ostatniej umowie t Włochami usunięio 
klauzulę szkodliwą produkcyt kraju, przy ugodzie udało si% rządowi zi-~ 
gwarantować Jinię kolejową przez Dalmacyę, a mimo to posłowie glosiiją 
przeciw ugodzie — to przesada. Nie będziemy za nikim goni^ — powU 
dział br, Beck. Stanowisko kraju nie zgadza się ze swymi reprezentafitami^ 
To, czego posłowie żądają w k w e s t y i chorwackie;, nie jest moili* 
we do wykonania. Nie możemy się mieszać w wewnętrzne stosunK* Wę- ' 
gier, ani w kwesty ę chorwacka- węgierską. 

Nadzieje bana co do stworzenia bloku polityki rządow^i z parni j 
^narodowej" (madiaroni) nie zdają się urzeczywistniać. Pariyi odbyta 1$ bfa.' 
posiedzenie, na którem uchwalono następujące oficyaJne communiąoć : 

Na posiedzeniu komitetu wykonawczego partyi .^narodowe]'* pod | 
wodnictwe:;: prezydenta dra Tomaśtća oświadczył tenże, źc 
uprzedził bana R a u c h a o uznaniu dla jego programu co do rozsze 
rżenia autonomii i o wnioskach, które przedłoży komitetowi wykooa^ 
w czemu party i. W myśl tych wniosków uchwalono jednomyślnie, ^e party 
trzyma się stanowiska wyrażonego w deklaracyi z 3/1 w przedmiocie 
gmatyki kolejowej, a zatem nie może w tym punkcie przysij 
pić do programu bana, chociaż program ten w reszcie poiikldwj 
a szczególniej w kwestyi rozszerzenia autonomii Chorwacyi także 
prawo zawierania pożyczek, spotyka się z uznaniem stronnictwa- Komiiet 
postanowił w przyszłych wyborach nie stawiać oficyalnych kandydAdwJ 
ale pozostawia swoim członkom swobodą brania udztatu w wyboracli iia| 
własną rękę na podstawie programu tejże party i. 

Rząd więc wobec tej deklaracyi nie znajdzie poparcia w źadnentl 
stronnictwie kraju, o ile zechce utrzymać swoje stanowisko w kwestyi| 
języka na kolejach chorwackich, będącej osią sporu. 

PfftSa uderzyła w jednogłośnie wrogi ton przeciw nowemu rządowi I 
Chorwacyi. Godną uznania reklamą — pisze Pokrłi — zacząt ban Rśuchl 
swoją politykę» Dzienniki, szczególnie zagraniczne — rozszerzyły wieści,] 
że jego mianowanie zacznie epokę uspokojenia; Rauch chwalił się swotm] 



J3 



z PRASY SERBSKIEJ 



itryotyzmem, energią I stanowczością w czynach i postanowieniach. Póki 
^ł w Peszcie, wszystko szło dobrzl — prędko mianowano jego i nowy 
ąti. Ale trzeba było jeszcze jednej rzeczy: przybyć do Chorwacyi, prze- 
zić ją \\ imi^ autorytetu, złożyć nowe stronnictwo i zdyskredytować koa- 
;yą. To zawiodło zupełnie. 

Nieprzyjemne zdziwienie wywarł fakt, że ban oficyainą odpowiedź 
I jedną z mów powitalnych wygłosił w języku niemieckim. Odkąd — 
fta prasa - najwyższy dygnitarz chorwacki, urzędnik najwyższy a u t o- 
om i i, która uznaje za urzędowy tylko język chorwacki, uprawniony 
st mówić — urzędowo — po niemiecku z władzami wojskowemi? Czy to 
[ nowe koncesye wojskowe dla Chorwacyi? 

W prasie serbskiej walka rządu P a § i ć a z opozycyą zajmuje 
erwsze miejsce. Ostatnie wybory gminne wykazały, że mimo usiłowafi opo- 
^cyi Pa^ić posiada większość kraju za sobą. Oto liczby stronników po- 
;czególnycti party j w wyborach: za radykałami czyli stronnictwem rzą- 
:)wem głosowało 202.900 wyborców; za „samostalcami" (opozycyą) 99.494, 
icyonaliści zyskali 43.040, postępowcy (recte reakcyonaryusze, gdyż ją- 
^k polityczny wschodu daje często pojęcia przeciwne nazwie) 21.545, stron- 
ctwo chłopskie 1.754 głosów. Z gmin zdobyli radykali 880, samostalcy 
E5, nacyonaliści \\\, postępowcy 61, stronnictwo chłopskie 6. 

Wybory te są miernikiem sił partyjnych i uważa się je w Serbii za 
ażny wyraz opinii kraju. Mylne są więc twierdzenia o braku popular- 
iści radykałów, nie polegają na faktycznych danych, choć rządowi dotąd 
e udało się zawrzeć korzystnej ugody handlowej z Austro-Węgrami. 

Radykali są zdania, że rząd aiistro-węgierski będzie się musiał liczyć 
wynikiem tych wyborów, gdyż kraj wypowiedział jasno opinię i nic cofa 
irego zaufania ministeryum, które wzbrania się zawrzeć ugodę ii to u t 
ri X. 

Układy te» od dawna się toczące, dotąd nieskończone. Obecnie na* 
ąpita znów przerwa z powodu feryj świątecznych. Podobno delegaci zgo- 
lili się już na punkta zasadnicze, lecz dłuższy czas jeszcze potrwa uło- 
mie szczegółów uj^ody. Rezultat układów nie jest jeszcze wiadomy^ to 
rwna, że Serbia nie otrzyma prawa importu żywej trzody i bydła do mo- 
irchii, co stanowi kwestyę ogromnie ważną. Jestto poważna strata Ser- 
i, a zysk dla austro-węgierskich agraryuszów. Zato wolno będzie Serbii 
y wozić mięso t r a n s i t o via Austro- Węgry. 

Opozycyą obiecuje znowu obstrukcyę w skupsztynie, znowu zwoła- 
;j po dłuższem odroczeniu. Obstrukcya, wobec wyników wyborów gmin- 
rch, nie miałaby rozsądnego celu. W razie rozwiązania skupsztyny i no- 
^ch wyborów', obecna większość wyszłaby znów zwycięsko. Rząd P a S i ć a 
e jest zapewne idealny i popełnił wiele fałszywych kroków w polityce, 
imo to fakt, źe zdołał zapewnić sobie stałą większość, wywiera skutki 
(awienne, gdyż ochrania Serbię od tak częstych niestety przesileń par- 
mentarnych. 

Dzisiejszy rząd —krytykuje znany polityk serbski Dr. Vojslav 
eljković — nie ma żadnej dyrektywy w polityce zagranicznej. Zaczął 
I tego, że zawarł braterstwo z Bułgarami, a skończył tem, że wziął na 
ryo pogróżki wojenne tych Bułgarów, którzy prześladowali naszych ro- 



i 



^ 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ |34 

daków w Macedonii. Potem rząd rozpoczął politykę antiaustryacką i znów 
w końcu przychylił się ku Austryi. Stąd Serbia jest obecnie osamotniona, 
co jest tem niebezpieczniejsze, że znajdujemy się w przededniu rozwiąza- 
nia kwestyi macedońskiej. 

Polityka serbska królestwa i jego politycy wywołują wogóle krytyką 
ludzi niepodległych waśniom partyjnym. Głównym jej rysem charaktery- 
stycznym — pisze M i I i ć (pseud.) w Srbobranie — jest niestałość, skłon- 
ność do skoków i nagłych przemian. Brak jej głębi, płytko orze, ale z ha- 
łasem i przekleństwem, nawet wówczas, gdy idzie po terenie równym, jak 
dłoń. Mało w niej elementu ludzkiego, socyalnego i realnego a zato prze- 
waża element ów serbski- — prawosławny, starodawny, kosowski i fraze- 
sowy. A co najgorsze, za mało w niej etyki, tak mało czegoś wyżej kul- 
turalnego, idealnego — bez skrupułu jest aż do ostateczności. 

Najróżniejsze tłumaczenia tej samej zasady są tu możliwe; na po- 
rządku dziennym jeit wyzyskiwanie pewnego ideału w przeciwnym kie- 
runkn i celu. Starzy radykali naprzykład naprzykład nazywają się demo- 
kratami, młodzi radykali również noszą to imię, używają go też n a p r e- 
dnjacy (postępowcy), podobnie jak nacyonaliści. Wszyscy zatem są za 
ochroną i podniesieniem chłopa, za konstytucyą i wolnością, za zjedno- 
czemem Serbów, a przecież walczą z sobą tak strasznie, jakby istniały 
między nimi niezbrodzone morza. 

Stoi się często w zdumieniu wobec tych faktów ! 

Radykali, którzy wzniecali rewolucye, którzy ponosili śmierć za swo- 
bodę, którzy sankcyonowali morderstwo króla, bo było dogodne ich idea- 
owi: wolności narodu, — bronią dziś sofistycznie gwałtów, budują królestwo 
większości, ściskają ciasnodusznie całą władzę w swojej pięści. Napredn ja- 
cy, którzy żądają większej władzy dla króla, silniejszego wpływu królewskie- 
go na sprawy państwa, a mniejszej władzy mas, nie chybią żadnej okazyi, aby 
nie wyśmiać w swym organie panującego. Nacyonaliści, których ideałem 
jest carstwo D u s z a n a, demonstracyjnie siedzą w skupsztynie, gdy się 
czyta imię króla serbskiego; rozwijają nad sobą jak sztandar szczęście 
wszystkich Serbów, a w poglądach swoich na Wielko-serbstwo najmniej 
rachują się z usiłowaniami, myślami i poglądami Serbów za granicami 
(królestwa), na rozwiązanie kwestyi narodowej i najwięcej stoją w przeci- 
wieństwie z tą myślą. Gdzie rozjaśnienie tego, gdzie przyczyna? 

W ludziach, w środowisku, w stosunkach. Mała jest Serbia, za mała, 
za ciasna; zdała idzie poza wielkim światem, a na głównej jest drodze, na 
punkcie zder/.enia silnych i wielkich narodów. — 

Słowa są gorzkie, ale prawdziwe. Wieleż razy, patrząc na te partye, 
rozdzierające się między sobą, nienawidzące się bez miary, goniące do 
władzy za każdą cenę, musiały nam przyjść na myśl stronnictwa umiera- 
jącej rzeczypospolitej polskiej... 

Serbia, na drodze ambicyi i celów mocarstw, słaba, a zagrożona, po- 
zwala sobie z rozrzutnością utracyusza na luksus ciągłych przesileń, wzbu- 
rzania kraju, bawi się w „interesujące" posiedzenia, w interpelacye, ro- 
biące hałas i wiatr, w posłów, z których każdy „zbawia ojczyznę" swym 
nieznużonym nigdy larynxem, zezując przytem z jednej strony ku wy- 
borcom, z drugiej ku ławom ministeryalnym, tak ponętnym dla wszystkich 



^g5 z CZARNOGÓRY 

polityków Serbii. Patrząc na to, ma sią zbyt często doprawdy wrażenie 
zabaw niedorosłych, ale niebezpiecznych — nad przepaścią. 

„Do ziemi trzebaby się pol^łonić męczeńskiemu naszemu chłopu — 
mówi M i I i ć — który to wszystko złe znosi, a jeszcze się pod niem nie 
ugiąr. 

Nowootwarta skupsztyna znów zajmowała się sprawą Novakovi- 
ćów, których zastrzelono w więzieniu. Minister spraw wewnętrznych, P e- 
t r o V i ć, oświadczył, że ma dowody na to, że Milan Novaković przygoto- 
wywał przewrót. Jeszcze jako redaktor pisma Za otadźbinu, wysyłał agi- 
tatorów do Uźic, Palanki i Semendryi, którzy głosili wielkie wypadki, ma- 
jące zajść w Serbii. Minister żałuje szczególniej, że N. został zabity; z powo- 
du dokumentów, które istnieją przeciw niemu, pożądane byłoby schwytać 
go żywcem. 

Opozycya uderzyła ostro na rząd. Marinković widzi w postępo- 
waniu rządu nielojalność, ^ Agatonović (nacyonalista) twierdził, że 
zbrodnia spełniona w serbskiem więzieniu policyjnem, niema podobnych 
nawet w Turcyi. 

Opozycya żąda ukarania winnych. 

W Czarnogórze, wedle prasy opozycyjnej, rządzi najcięższa reakcya. 
Wprawdzie nowa skupsztyna, zbyt karykaturalnie podobna do trzeciej du- 
my rosyjskiej, wyraziła w adresie do kniazia oburzenie z powodu zama- 
chu, „przekleństwo i anathema na sprawców", opozycya jednak twier- 
dzi stanowczo, że zamach był ukartowany przez rząd, który chciał zama- 
skować zły stan wewnętrzny zamachem i bombami. Wedle niej dwaj bra- 
cia Rajkovića, głównego świadka i winowajcy schwytanego z bomba- 
mi, są woźnicami, u kniazia Mirka; sam minister TomanoviĆ miał się wi- 
dzieć w Kotorza z Rajkovićem. 

Według korespondencyi z Cetinja do radykalnych pism serbskich, 
ofiarą rzekomego atentatu padł pierwszy dr. M a r u S i ć, członek „narodnej 
partyi**. Trzydziestu perjaników prowadziło związanego na Cetinje; dano 
również rozkaz zburzenia jego domu. Żona Maruśića chwyciła podobno 
mężowski karabin i broniła domu i małego dziecka. 

Ten i wiele innych przytaczanych faktów świadczyłyby o reakcyi, 
w której „perjanicy" przyjęli rolę sławną, choć mało zaszczytną, dońskich 
kozaków, ratujących uciśnioną autokracyę przed konstytucyą. 

Przeciw obecnym rządom w Czarnogórze oświadczyła 
się cała serbska młodzież uniwersytecka na uniwersytecie zagrzebskim, 
wydając następującą rezolucyę: 

1. Serbska zagrzebska młodzież uniwersytecka najstanowczej osądza 
niekonstytucyjną politykę obecnego rządu czarnogórskiego, który rzekomym 
atentatem przeciw kniaziowi i podsycaniem sporów między dwoma serbskiemi 
państwami chce pozbawić Czarnogórę najlepszych jej synów z pomocą 
wygnania, więzień i zabójstw. 

2. Wyraża najgorętsze sympatye młodzieży akademickiej Czarnogóry 
i wygnanym posłom przeszłej skupsztyny, którzy pragną zwalić absolutyzm 
i przetworzyć księstwo w duchu konstytucyi. 

3. Ubolewa nad starym kniaziem-poetą, który przez swój egoizm 

Świat Słowiauski. — Nr. 38 13 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 



II 



i gwałty swego rządu nad wiernymi poddanymi, przyprowadził dom ksąic: 
do sytuacyi osłabiającej uczucia szacunku dla dynastyi. 

Zato broni zacięcie k!ii3zia i rządu T o m a n o v i ć a 5/, Misao. ircsHą 
z równie pomyślnym skutkiem^ jak broni reakcyi w Rasyi, zapontiniiic 
że równie niebezpieczną jest ahsolutystyczna anarchia z g6r\\ jak tierr^ 
ryzm z dołu i że wszędzie najwyższym panującym w państwie pri*. 
powinna być ustawa zapewniająca wolność bez względu oa 
stanowisko, partyę i opinię polityczną. 



W prasie bułgarskiej nieustannie trwają usiłowania zwaks* 
obecnego rządu i tego, co w tutejszym języku postępowym zwie m 
„stambułowśtmą" (od znanego ministra Sta m buło wa|. Mimo to re 
gime ten od r. 1903 nie zmienia barwy. Nie mogło podkopać go m 
ustąpienie Staj kow a, ani Gatewa, Race Petrcwa, Sawoiri, 
SiSmanowa, ani niedawne morderstwo P e t k o w a, ani mszefta 
mitingi i demonstracye antirządowe i antidynasiyczne, poruszające i wił» 
rzające kraj od tak długiego czasu. Mimo manifesiacyi i st rajko*, nąi 
stoi jak dawniej, oparty na większości skupsztyny i idzre w lym s«yi 
kierunku, nie żenując się burzami w parlamencie i w kraju. O|>oz>ty3 
zarzuca brak ministeryalnej odpowiedzialności, nadużycia, nawet korrupc)^ 
gwałty, złą politykę finansową, która od r. 1903 po^^iększyła dłyg pif- 
stwowy z 250 milionów na 450 milionów fn, ale rząd cieszy się wciąż im 
faniem kniazia Ferdynanda. ^ 

Według głosów opo/ycyj, polityka finansowa zmierza do przes^lca^ 
Sobranie uchwala wciąż nadzwyczajne kredyty na pokrycie def(C>'t6i 
i pozycyi finansowych z lat zeszłych, W tym roku jjcbwalono rip. kredfi 
100.000 fr. na pokrycie pozycyi z r I899I 

W przeszłorocznym budżecie takie nadzwyczajne kredyty na pofa-' 
cie dawnych pozycyi wynoszą 4 milionów franków, tego roku kolo U 
milionów. Każdy budżet zwiększa się ciągle nie w stosunku do ronofi 
ekonomicznego kraju, o 10, 12 i 15",,^, Każde ministerstwo, jak dofiosj S 
Jug, ma oprócz nadzwyczajnych kredytów, stałe kredyty wysokości bardifl 
znacznej. Niedawno uchwalono dla min. rolnictwa 900.000 fr., dla min. Sfirsi 
zewn. 653.000 fr., dla min. spraw wewn. 200.000 fr. 

Opinia publiczna w kraju oddawna więc już zwróciła slą przcoi 
gabinetowi; kwestya uniwersyteckn przyczyniła się znacznie do osiabiciui 
rządu. Wobec tego Bułgarya jest w przededniu przesilenia niinisfer>-almCQ 
Gabinet wręczył już dymisyę ks. Ferdynandów', któr>' zdecydo«'al sj^ 
naradzić z wodzami pariyi opozycyjnych. Najwięcej szans mają ^a $0k| 
demokraci i szef ich Ma I i n o w. Głównymi punktami, które rozsIrzifK 
będą o nowym gabinecie, jest kwestya macedońska i sianomisko wote 
socyalnej polityki dotychczasowego rządu. Malinow jest stronnikiein auto* 
nomii Macedonii z generalnym jLjubernatorem na czele. 

Mimo ostatniej noty werbalnej mocarstw, akcya czet w Macedari 
rozwija się w najlepsze. Anarchia kraju przybrała formę tak chroniczaą 
że dochodzą wciąż wieści n nowych zabójstwach i rabunkach Jako tio*y 
dokument nienawiści bnłgarsko-serbskiej, przynoszą dzienniki operacye po- 



187 



MACEDONIA I STARA SERBIA 



wstańczego wojewody Bułgara Spasowa w kosowskim wilajecie, których 
ofiarą padają chłopi serbscy. Wedle wieści ze Skopija zagrażają Bułgarzy 
cerkwi serbskiej metropolii. 

Beogradske Novine donoszą znów o walkach serbskiego wojewody 
Mihajla, Dana i BoSka z oddziałami tureckich askierów. Serbska „czeta" 
wpadła w zasadzkę koło wsi TreSnjewa, ale niezmieszana ogniem karabi- 
nowym, zdołała przebić się przez askierów. W następstwie tego wieś 
Trśnjewo podległa rabunkowi rozwścieczonych żołnierzy i licznym areszto- 
waniom. 

Tego rodzaju ciągłe wypadki świadczą najlepiej, że cała osławiona 
akcya reform nie przyczyniła się do pacyfikacyi kraju. Prócz walki „rajów" 
X Turkami, prowadzi się równie zaciekle walka serbsko-bułgarska i buł- 
garsko- grecka, żeby nie wspominać już o Arnautach. 

Morderstwo Borysa Sarafowa i Gavranowa jest tylko 
jednym dowodem więcej tej morał i n s a n i t y, jaka wywiązuje się wśród 
łych warunków; wypływają w nich na powierzchnię typy, których szukać 
należy wszędzie, gdzie woda mętna, gdzie rozuzdały się ambicye szuka- 
jące zadowolenia w prawie silniejszego czy chytrzejszego. 

O ile prasa bułgarska podnosi zasługi Sarafowa worganizacyi mace- 
dońskiej, w powstaniu z r. 1903., w zwróceniu uwagi Europy na kwestyę 
krajów nad Strumą i Wardarem, o tyle Serbia, rywalka Bułgaryi w Macedonii, 
ntema powodu do żalu. Prasa serbska przeważnie odmawia Sarafowowi za- 
stułj, jako rewolucyoniście, a zwraca uwagę na to, że Sarafow w swoich 
podróżach po Europie suggerował Europie opinię, że kwestya macedoń- 
ska jest kwestyą czysto bułgarsko-narodową, przez co przyniósł Serbii nie- 
obliczone straty. 



Sytuacya Serbów w Starej SerbK Jest tak opłakaną, że emigracya 
nagle się zwiększa. Od września 1906 do września 1907, 6000 Serbów 
schroniło się zagranicę. Tego roku wśród Albańciyków z okolicy Peći 
(!pek) i Prisztiny, objawia się żywy ruch i agitacy^ na zebraniach, zaczem 
idą morderstwa i rabunki dokonywane na nieszczęśliwych „rajach". Oko- 
lice Peći i Prizrena opustoszały, gdyż tu gwałty arnauckie doszły szczytu. 
Budisavci, Djerekanje, Berkovo, Drenićka Kaza, Krćevo, Dolać i wiele in- 
nych siół wyludniły się zupełnie, gdyż wszyscy mieszkańcy, którzy nie po- 
szli pod nóż, uciekli do Serbii. Od ostatniej wojny serbsko-tureckie} prze- 
szło 80.000 Serbów opuściło Starą Serbię, tę kolebkę dawnego carstwa 
Duszanowego. 1 właśnie te kraje: sandżak pećki, prizreński i nowo-pa- 
zarski, najwięcej zagrożone wskutek dzikości Albańczyków, wyjęte zostały, 
jak wiadomo, od reform wprowadzonych w Macedonii. St, 



KRONIKA 



188 



KRONIKA. 



Słowianofilstwo m sokole £re* 
dniej. Ważną my^l po^ljął prol Jan 
Magiera w artykyle wstępnym 
bernefiskiego deiennika Morawska 
Orlice, w Nrze 13 z dnii 17 -^lyci^aii!. 
Artykuł zatytułowany ,,S I ó v a n- 
s N a my ś 1 e n k a a S k o I a'* potlaje , 
kilka praktycznych i łatwo wyko- 
ttalnycTi wskazówek: 

^Vi dzisiejszych warunkach mog| 
się przecież porozumieć slawrSci 
czescy, polscy i rosyjscy, co godne 
przekłatlu z pii^miennictwa pobrały m- 
czego, jako utwór zrtama^nriy dla 
tego lub oweijo narodu. Można to 
przetłumaczyć i wzbogacać biblro- 
teczki szkolne tymt płodami pobra* 
lymczego naroiiu. Dzieła takie mo- 
żnaby pożyczać uczniom, jako u z w. 
lekturą prywatną, a treści ich można 
użył! także przy zadaniach pisemnych. 
Uczniowskie kółka samokształcenia 
byłyby najlepszą sposobnością do 
p od ob ny eh ć tt i e;s efi - 

„Ucząc języka ojczystego ma sią I 
sporo sposobności dó porównywa- | 
ma objawów językowych i wyrajów 
czeskich, polskich, rosyjskich, tak, 
że uczniowie mogą łatwo poisnać 
ważniejsze zasady liloloijicznc me- 
todą porównawczą. Trochę czasu 
trzeba będ/ie poSwięcić na naukę 
odmiennego abecadła i wymawianie 
odmiennych brzmień: ale wystarczą 
na to 24 godziny, klóre łd^vo 
zyskać w pierwszych dniach nauki 
po świętach, albo tez w ostatnich 
godzinach s/;koInych półroczy. 

„S 1 a w I s t a, przejęty my^lą sło- 
wiańską, zapozna m rodzi e;t przynaj- 
mniej ogólnte z językami i piśmien- 
n ret w am i pobratym czem i . 

„Geografowi nie przeszka Iza 
dotychczas nic, żeby nie miał po- 
mówić o ziemiach słowiańskich ob- 
szerniej, niż o Tyrolu, Pyrenejach 
lub nawet AustraUi. 

„I przyrodnik znajdzie również 
dosyć sposobności i miejsca, żeby 
powiedział młodzieży dokładniej, 
w ramach dzisiejszych planów szkol- 
nych » gdzie i jakie skarby kryje 
w swem łonie bliższy kraj słowiariski. i 

„Podobnież historyk p^rzy dzie- , 
jach powszechnych czy ojczystych i 



niechby wyłoży f 

mej stosunki, po.. :i 

narodów stp 

^ M y ; I i s t ' :\ pr £y da f n yr* 

leż będzie, jcżcli r 
na uczy cielsk iej*0 w K 
dokładniej ideały peaago^ 
rn e n s k i e u o , praski l^i > 

lega zapozna się bliżej z dz* if^^in -scią 
polskiej K o m i s y ł E d u k a c y f- 
n ^L..:' 

Następnie pisze autor o utjjc^ 
mnych wycieczkach, a t*' "-'^j 
szkolna popartą będzie ^. 

pobratymczej immK naic..^_^. ,uj, 
co dziś jest przygód nem, chw ilowc?n 
i indywiduatnem, stanie się stałem 
celowem i rozszerzy *<^ię na sti' 
i tysiące osób", aź ,.Duznjrn\ mc 
lak, że mc y są^ ic 

nam wydawało > . r- 

zrozumSałem"*. 

Autor zdaje sobie spraw- t tcjo. 
że źle jest cncieC ws,' fiar*u- 

3 pełnienie idei słowiai >br4i^ 

sobie w trzech :Ner^'§;^ 

stanowić ma zbt ■■:- nirndó* 

słowiańskich sob c ! e 

właSriie zbliżenie dok >j 

Słowian południowych, i 
niśmy dakonaC podobnie j 

się narodów północnej ij !i> 

wiańsktej. To byłoby kror - 
wszym. Potem nastałby 
żanja [ dokładniejszego r 
się wzajem nic owych du..^ 
południowej i północnej ^ _ . _ 
w tym czisie uzdruwiły się stosuftici 
polsko - rosyjskie „weJłyg prawdy 
i sprawiedliwość t'\ wtenczas iiopierci 
nastałby okres trzeci w urzecfy- 
wisinieniu idei słoWtans>kiC|. 

Dlarej^O'to prof. M a g i e ra w koo- 
kreinych swych propozycyach wy- 
mienia ciągle Polaków, Czechom, 
Rosyan, — pozostaw i aią^r tnnych 
Słowian umy^hiie i la 

drugjm planie. Analu^ 
tamci posiawić nas na Urui;im ; 

Co do tego, mamy pewną 
wóść, ze względów ^i 
cznych. Warstatcm p' ^> 

czywistość, a więc w ty ni i: 

monarchia austryacko - -u 

P r a k t y k a wymiga oj ^ l . if i. 




189 



KRONIKA 



Żeby raczej lepiej znał Słowieńców, 
niż Rosyan; Chorwat prędzej będzie 
miał do' czynienia z Polakiem i Cze- 
chem, niż 7 Bnłiiarem. Stosunki 
polsko- ro^iyjsk i e są lQt tego rodzaju, 
że pręd?.ej ugruDuie się cała Sło- 
wiańszczyzna wobec Rosyi, niż grupa 
czesko- polsko rosyjska. Dlatego wy- 
daje się nam pożądane m, żeby wszy- 
stkich pobraty m có w traktować równo- 
mrernie, na jednym niejako planie. 
Samym zaś projektom i uwagom 
prnf. Magiery należy przyklasnąć 
jak najbardziej. Byłoby pożądanem, 
żeby grono profesorów porozumia- 
wszy się, przeprowadziło tę sprawę 
przez nasze Towarzystwo Nauczy- 
cieli Szkół wyższych. 

Zjazd SiowluńskL 

Nie ulega wątpliwości, że wyso- 
kie sfery P et er s bur g a, pragnąc 
reakcyę zrobiL popularną, postano- 
wiły użyć ku temu (pomięd/y inne- 
m i środkami) także haseł słowiań- 
skich. Jesteśmy jłłtjboko przekona- 
ni, że wyjdą one na wskrzeszaniu 
^kazionnago sławianofilstwa" — że 
użyjemy przysłowia - jak Zabłocki 
na mydle. Te same kierunki, te sa- 
me grupy, a nawet ci sami ludzie, 
którzy /awiedli Rosyą do Cuszymy, 
mają prowati/ii! sfo\viańską robotę 
^ Kosyi, ] chcieliby prowadź ć całą 
Słowiańszczyznę!! Wynik tych robót 
przewidzieć aż nazbyt łatwo. Jeżeli 
Ideą słowiańską nie zajmą się Ro- 
syanie stojący jak najdalej od 
N. Wremieni , jeżeli nie dadzą zja- 
zdowi firmy ludzie stojący z daleleka 
od ^kazny'*, — będzie z tego gru- 
ba kompromitacya. 

Dowodem życzeń wysokich sfer 
jest fakt, że zjazdem zajęła się pra- 
sa półurzędowa. a także pewne in- 
ne objawy. Życzono sobie np., żeby 
Akademia petersburska uczciła pa 
mięC C h o m i a k o u a słowianofila. 
Akademići, która przed wojną sama 
myślała o ^jeźd^cie słowiańskich u- 
czonych, mogłaby i teraz najsna- 
dniej zjazd jaki urządzić; ale nie chce 
i nie może zniżać się do tego po- 
ziomu i dawać swą firmę takiemu 
zabarwieniu sprawy, jakie pragną jej 
nadać sfery urzędowe. Uczciła więc 
Akademia pamięć Chomiakowa, ale 
jako poety i literata, nie podnosząc 



bynajmniej politycznej strony jego 
działalności. 

W Moskwie powstało nowe sto- 
warzyszenie słowiańskie, bo istnie- 
jące pod nazwą słowiańskiego To- 
warzystwa Dobroczynności zostało 
już widocznie nazbyt skompromito- 
wane przez generała S p i r y d o w I- 
cza. Nowe stowarzyszenie nazywa 
się „Towarzystwem im. A k sako- 
wa". Przybranie nazwy od jednego 
z największych wrogów polskości 
jest dla nas nadzwyczaj dogodnem, 
bo nas odrazu ostrzega. 

Prezesem tego stowarzyszenia jest 
N. P. Aksakow, wiceprezesami 
protojerej Wo sto rg o w, K. P. Ste- 
panowiS. F. Szarapow, wy- 
działowymi: J. P. Bartieniew, 
książę A. M. Golicyn, A. N. hpi- 
fanow, J. P. Kupczinow, A. A. 
Mej, A. J. Oznobiszin, hrabia 
W. N. Orłow-Denisow, A. S. 
Sz maków i S. K. Jefron. 

Skład zarządu nie jest więc by- 
najmniej jednolitym pod względem 
politycznym i nie wszyscy jego 
członkowie podzielają zapatrywania 
Aksakowa na sprawę polska. Jakżeż 
więc będą działać wspólnie, skoro 
sprawa polska jest w sam raz kry- 
teryum i wykładnikiem idei słowiań- 
skiej? Uważamy więc Towarzystwo 
imienia Aksakowa albo za skazane 
na bezczynność polityczną, albo też 
za pepinierę przeznaczoną na roz- 
szczepienie się, z której wyjdą na- 
stęonie dwa prądy. Jeden z nich bę- 
dzie po staremu polakożerczym, ale 
drugi polonofłiskim. Witamy więc 
powstanie tego stowarzyszenia rów- 
nie radośnie, jak N, Wremia i Nar. 
Listy, ale z pobudek wręcz prze- 
ciwnych. 

Obok N. Wremieni zajmują się 
najgorliwiej zjazdem słowiańskim 
Narodni Listy. Ścisłe stosunki oby- 
dwóch tych pism zbyt są znane, że- 
by trzeba było zaopatrywać komen- 
tarzem objaw, że N. Listy o tyle 
tylko wiedzą coś o idei słowiańskiej, 
o ile N. Wremia uważa za stosow- 
ne posługiwać się tem hasłem Nie 
mając w tych sprawach ni- 
d y w ł a s n e g o z d a n i a, ^ą N. 
isty jakby czeskiem wydaniem N. 
Wremieni. Póki rosyjski dziennik mil- 
czał o „sławjanofilstwie", nie odzy- 
wał się też ani czeski, bo dla niego 
niema innej idei słowiańskiej, jak 



i 



»r 



^sriRte 



KRONIKA 



1«0 



tytko reakcyjna „kazionnaja"*. Toteż 
ogłasza teraz Suiatu djciefl w diień 
»,z m a r t w y c h ws t a n f e i d e i sł o* 
w i a fi s k i ej w R o sy Y\ a natcłinre' 
nia dodaje mu coraz częściej... War- 
szawski} Dniewn:k\ Dał też wyra^ 
swej radości, że Mosk. Wiedomosti 
dostały się pod redakcyę B u d i ł o< 
w i c 2 a. 

Tak dobrane grono puhlicystycz* 
ne nie dopuszcza ju^ ładnych wąt* 
pliwości, ^aki kierunek pragnie 
nadać projektowanemu zjazdowi zaj- 
mujące się nim petetsburskie Sło 
wiańskie Towarzystwo Dobmczyn* 
ności. Chodzi tylko o to, czy mu 
się to uda? 

Warszawski] Dniewntk pisał .^»Wra- 
camy do wielkiej, powszechnej idei 
słów i ańskie j, a orzeł r ji s y j s k i, 
o któr\'m pisał niegdyś Chomia- 
k o w, wzniesie się wysoko i roz- 
postrze skrzydła nad całą Słowiaft- 

szczyzną*'. 

My , Polacy , mamy sposobność! 
przypatrzeć się tym skrzydłom do- 
kładniej. Bliższy ich opis jest w każ* 
dym zeizycie Świata Śiowtańskiego 
w ru5r>'ce: „p rześiadowanie 
pod zaborem rosyjski m**. 

Warszawskie Stówo (organ reali* 
stów) pisze o projektowanym zje- 
ździe, że ograniczanie go do spraw 
kulturalnych i naukowych jest dzi- 
wne, bo kultura i nauka, to nie wy* 
łącznie słowiańskie sprawy. Słowo 
ma słyszność, bo gdyby pelersbur* 
ska Akademia zwołała n. p. zjazd 
s la wistów, a ograniczyła go do Sło- 
wian, byłoby to czemś monstrualriem 
ze stanowiska naukowego. 
Jakież wykluczyć slawistów z po- 
śród innyćłt narbdów\ choćby tylko 
niemieckich? Zresztą, zjazd taki był- 
by sprawą s 1 a w i s t y c z n ą, (Ij. ję- 
zykoznawczą), ale nie „s ł o w i a n- 
s k ą**. 

Przytaczamy dosłownie drugą po- 
łowę wywodów warszawskiego Słowa: 

„Zjazd słowiański ma racyę bytu 
i może mieć doniosłość tylko jako 
zjazd — polityczny. 

„Tak też, o ile wiemy, pojmuje 
rzecz p. Stoły pin, wielki takiego 
zjazdu — zwolennik. Co sobie p. Sto- 
ły pin obiecuje po zjeździe takim, 
pozostawmy na stronie. Doi*ć, że 
kilkakrotnie juź w rozmowach pry- 
watnych sprawę poruszał, nte po- 



wątpiewając, źe w zjeździe wetmą 
udział — Polacy*. 
„Czy — wezmą? 
„Zależeć lo będzfe od t . v 

ma się zjazd odby^ Jt»?cV 
zjecbania się prze 
kich narodów sttj ^ 

polsko-rosyjskie mc wyjją z za^.?**- 
rowanego koła, w które zabrn^ły, 
jeżeli do tego czBsu wielki adłaiii 
narodu potskiego będzie v^ dalsrym 
cr:jgu na łasce t ńieł^asct c^i 

włactry wv^onawcze|, usr -'^ 

dian tak, jak obecnie i tr^Kiuiącq 
go, jak to obecnie czyni: ieźelt*do 
tego czasu władzj pra ' ^ : " f 
uczyni nic dla ulegali. j- 

sadach słuszności i spi<i« ,tuii«tf»a 
bytu narodowego Polakdw w pail- 

I SI w ie rosy j s k i em — n aó w - » ^ ^ <:3- 
dzimy, nie mielibyśmy rj > 

Zdzie wszecbsłowiafiskini ^^ ■; - 

czyC 

Jakażby tam rola mrara illa nas 
przyparć w udziale? Cóźbyśmy mie- 
li — a raczej: chcieli mi^ć do po- 
wiedzenia przedstawłcielo'^ -:i 
owym zjeździe Jub pfzedsi n 
innych narodów słowiai^ski^hr 

„Zjazd polityczny słowiafiskj miał* 
by jako cel główny przed sobą : utwo- 
rzenie zwartej, solidarnej grupy Wth 

' bec naporu wszelkiego — z zewiiąin. 

i Na zjeździe takim nie pouiftnaliy 

' było być miejsca dla racr ' '^ 

I lub dyskusyj — wewnętr- 

I wewnętrzne, domowe !^'^ . ^ n^ 

I ny być załatwione — : dem. 

' nie powinny go zakłoui*. %> irakoe 
utrwalania się solidarności wszecli- 
słowiańskiej. 

„Organizatorowie zjazdu wezmą to 
domniemanie pod uwag^ .>* 

Gazeta Codiienna — ofigan sfro«* 
nictwa narodowo - demokratvcz!it.%«o 
(„wsiechpolikiego") pośu 
15 dłu^i artykuł sprawie i^ 
wiańskiego. Zwraca uwag^, że pfi> 
jekt przyjąto chłodno nawet u Cze- 
chów, którzy wahają %\^ z powodu 
niejasnego stosunku rządu ro^yj^k^ 
^o i samej Dumy do spra.i ^l 

btwierdza następnie, źe „p. . a- 

pa publicystyki słowiańskiej, Kidra 
zdawała się juz być rozbitą, Dfrxy- 
mała jakieS wskazówki i stała się 
na nowo grupą, mote nic zorgt^ 
nizowaną w Sctsłem znaczeniu tego 
WTrazu, ale odbierającą wsklEÓwki 
z jednego miejsca, f.n po Średni* 



KRONIKA 



W em petersburskiego Słowiań- 
&go Towarzyslwa Dobroczynno- 
, o którem nte trzeba mniemać, 
oby ono samo akcyą k i e r o- 
i ł o". Chodzi o to, żeby przygo- 
rania do zjazdu posunąć tak da- 
o, żeby możn:j byfo uważać zjazd 
zapeuniony — „a potem dopiero 
rócić się ćo Polaków i albo zmu- 

ich (jak sobie to wyobr.żają) do 
iącia udziału w i^jeidzie bez za- 
zeżeń, albo le^ ogłosić ich znowu 

burzycieli jedności słowiańskiej 
wywołać w Stowianszczyżnie nie- 
^C ku Polsce, ażeby wróciły cza- 

kiedy uważano nas za wrogów 
iwianszcity^ny Plan nieźle ułożo- 
, a jednak trudno przypuścić, żeby 
i wykonalny,.." 

iV dalszym ciątju tetjo obszernego, . 
Joskonale ^^yiozuinowanego arty- 
łu, czytamy: 

^Serdeczne stosunki rzą- 
> U' r o s y j s k t e .if o i pruskie- 
» nie dopuszczają, żeby 
azd, odbywający się na 
I s y j s k i c rn t e r y t o r y u m — 
6 łi ł m i e ć c h a r i k t e r a n t y- 

u s k i. Będzie się można ujmo- 
ić tylko za Słowianami uciskany- 

w Austryi. Przeciw lakiej m:mi- 
^tacyłiipanslawis^ycznej" Berlin n c 
;ma Wszystko, co uirudniłoby zbli- 
nic Austryt do Rosy i, jest pożą- 
ne Prusom 1 ich przyjaciołom — 
przy tern ma się pewność, że Po- 
ry w takim zjeździe nie wzięliby 
ztału, a więc zja^^d przyczyniłby 
I nie do zjednoczenia, kcz do roz- 
:ia Słowiańszczyzny. Ale zjazd ta- 

jest już niewykonalnym, odkąd 
iska opinia oświadczyła się prze- 
V trójpr^yrtłierzu, a przez to samo 
stał w austryackim parlamencie 
[>k słowiański co do zagranicznej 
ilityki Austryi". 

„Ani Kramaf. ani żaden poważny 
ilityk czeski nie nłoże brać udziału 
zjeździe, któryby miał mieć choć- 
' najsłabszą cechę manifestacyi 
zectw Austryi". 
Czesi woMÓle nie palą się już do 

azionnago sławjanofil- 

w a". Ani Na rod ni Listy już nic 
e pomogą, bo „z polityków cze- 
ich nte chce nikt dać swego na- 
ciska na firmę do takiej kampanii! 
awet Dr. K r a m a i" nie chce!" 
Na dowody trafności tej oryenta- 
1 politycznej nie trzeba było cze- 



kać długo. W Rusi ukazały się wy- 
jątki z listu „wybitnego działacza sło- 
wiańskiego, członka parlamentu au- 
stryackiego, który brał czynny udział 
w ostatnich naradach posłów sło- 
wiańskich w kwestyi zwołania zja- 
zdu słowiańskiego, (spis tych posłów 
słowiańskich podaliśmy w zeszycie 
grudniowym na str. 439) a który „by- 
najmniej nie jest polonofilem". 

Wyjątki z tego listu ogłasza w Rusi 
sam Nestor (S watko wsk i j): 

Autor listu kładzie nacisk główny 
na stosunek Rosyi do Polski, uwa- 
żając to za punkt ciężkości całej kwe- 
styi słowiańskiej. 

„Gdybyż tylko — pisze on — zro- 
zumiano w Rosyi obecną chwilę hi- 
storyczną w życiu Słowiańszczyzny 
i choć cokolwiek zrobiono w celu 
porozumienia się z Polakami ! 

„U nas (w kraju rodzinnym auto- 
ra, według wszelkiego prawdopodo- 
bieństwa w Czechach) niema potrze- 
by propagowania idei słowiańskiej, 
nie trzeba byłoby czynić tego i w Pol- 
sce, gdzie wszystko zależy jedynie 
od postępowania rządu rosyjskiego 
w stosunku do Polaków". 

„Oba te ustępy — dodaje od sie- 
bie Nestor — podkreślone zostały 
przez autora i stanowią główny punkt 
ciężkości listu. Z Polakami i tylko 
z Polakami możliwa jest idea sło- 
wiańska, polityka słowiańska, zjazd 
słowian- ki i t. p. Słowiańszczyznę 
zakordonową można uważać za zu- 
pełnie przygotowaną, włączając i Po- 
laków, którzy zupełnie zmienili swój 
pogląd na naród rosyjski. Jednakże 
polityka kół, nic uwzględniających 
„chwili historycznej", może stać. 
się, zdaniem mojego wpływowego 
korespondenta, stanowczą przeszko- 
dą dla zjazdu". 

Nestor zaznacza, że autor listu 
bynajmniej nie jest polonofilem, co 
tem większą wagę nadaje jeno sło- 
wom. 

Rosyanie zawsze nam zarzucali 
„odszczepieństwo" od Słowiańszczy- 
zny i głosili, że sprzeniewierzamy 
się ideom, obecnie zaś objektywni 
Słowianie wykazują im, że najmniej- 
sze zrozumienie tej idei zdradzają 
oni właśnie. Zdaniem tych Słowian 
cała polityka rządowa rosyjska wzglę- 
dem Polaków jest zaprzeczeniem 
idei słowiańskiej i przyczynia się 



KHONIKA 



IM 



lytko do przytłumienia tej idei w dii- 
szach wszystkich Słowian, 

Przyznaje to i Nestor. ,tWyo- 
bralmy sobie — powiada on — \t 
zamknięcie polskiej Macierzy Szkol- 
nej moi^o nastąpić podczas zjazdu : 
wszyscy Słowianie rozbiegliby się^ 
a N i emcy z aS pi e wa I i b y im : „ D e'u tsc h - 
land, Deulscbland uhitr alles**, tub 
tei najnowszy wschodnio-niemiecki 
hymn paSr>'otyczny". 

J^zy można spodziewać się — za- 
pytuje dalej Nestor — źe nasza po- 
lityka urzędowa w stosunku do Po- 
laków zmień r się podcza; zjazdu ? 
Oto pytanie, od którego wszystko 
zalety w oczach zagranicznych zwo- 
lenników zjazdu słowia(Vskie^o w Ro- 
sy i" 

Autor listu wątpi w to i dlatego 
uważa za niemoiliwe urzą- 
dzenie zjazdu sfowiafisk iego 
w R o s y I, Zakopane nie uśmie* 
cha mu się jednak także, gdyż chciał* 
by widzieC przedstawicieli slowiafi- 
śfcich w P r a d z e. 

«Po pierwsze — powiada on — 
Czesi urządzają wystav^ę w Pradze 
głównie w celach porozumienia sło- 
wiańskiego. Jakże zatem moźnaby 
ominąć tę wystawę? Po wtóre, % na- 
rodzie czeskim silniej, niż w jakim- 
kolwiek innym, utrwaliła się świa- 
domość słowiafiska i dlatego Środo- 
wisko czeskie byłoby najbardziej po- 
żądane dla ziazdu*". 

Na to p. Nestor mówi : -Wszyst- 
ko 10 prawda, i sama myśł zjazdu 
Słowian w Pradze jest w najwyż 
szym stopniu sympatyczna. 

„Niech się zatem bd będzie zjazd 
w Pradze podczas wystawy! Nie 
przeszkodzi on jednak w nkzem te- 
mu, ażeby przedtem zebrało się 
w Zakopanem ściślejsze kółko osób, 
zainteresowanych ideą słowiafiska. 
Trzeba jeszcze wiele przygotować 
i opracować wobec skomplikowanych 
okoliczności czasu, a do tego celu 
Praga z jej hałaśliwą gościnnością 
i entuzyastycznym tłumem nie bę* 
dzie może bardzo odpowiadać". 

Kto jest autorem tego Mstu, tego 
Nestor nie wyjawia. O ile znamy 
stosunki, możnaby jednak uważać 
ten list tak, jakgdyby pocłiodzfł od 
samego Dra K r a ma i" a. 

Wśród przygoŁOwafi do zjazdu 
przewijają się także handlowcy idei 
słowiańskiej. Niema odpustu bez 



bud kramarskich. A więc rfai^trn 
dla kalendarza wydanego u 
przez Czecha S v a t o p I u 
n i ć k a pt, „R u s s k o - S ł a i 
sk i j J eżegod n ł k* i dta 
rusk^ ćilanky pro Ćeslt 
lid** p. Aleksandra, redaktc<^4 
Zv^$li w Pradze, na krórey ro^śźt- 
rzente dostarczył hmduszu mo^km- 
ski przemysłowiec S, N O r a ( 
Dyrektor zakładu kąptelawegc _ 
haczowicach na Moraw acti aapr 
zjazd do Lub,ic^ow'łc. ala 
szcza, ze w !,i' 

: prof 
;.inic st^ tcfin 



1 1)0 JM) Tb., IV 
B o r z e n k ę. 
miejscu kąpiel' 
Rozumfe sit; 
Zakopane na 



:i r 1 przez się, n 
pii.^kich «i*ytącii« 
oparłoby si^ fafłilu^zacłt 

Projekt urządzenia zjazdu yk Zi 
kopań em znajduje echo przyiazne 
wśród Słowian austrjackich' %c 
ulega wątpliwości że mo^lbr^ 
go urządzić, gdyby nam hył porrjct- 
bny. 

Now&Jf Wnmia w i / te- 

nych artykułów o zje. *-itó* 

skim, pisze, że idea sł i m 

wprawdzie dosyć oig^ ^ bluzy- 

stycznych sobie poSwięcoriycli. it 
cóż z tego, skoro niema międr^ «- 
mi jedności przekonali i kierunki. 
Zestawiając to, co pisuje rreski SUp* 
VQnsky Frthitd, polslii Ś- 
wiańśki , serbski SioiTn 
chorwacka Siavfnska V 
garski Sławjunski 07^ 
że prócz ogólnej teii- 
dzania *<wiadomo:Sci o^ 
nej, trudno znale<t *^ 
rażoną myśl przev • 
bliższych zadaaiai:; 
cy kulturalnej. Kp^ uwd 

vv rosyjskich Siu — fzwtt- 

stiach. Zadaniem tec . sło- 

wial^skiego ma być w>; j iik? 

słowiai*iskiej i wskazanie tycn crót 
i zadań. A kto do te^n nie doj 
ten albo nie dojrz 
domości plemienrK 
mie pracuje ad ni a i u r £ m 
maniae gloria m. 

Przedrukowawszy ten artykuł, 
słuszne Narodnt Osty, dodafą 

^Ostatnie z j 
go przyjęcia, i 
słowiańskim v 
czas wśród p- 

Nowojf W remi a |t"si :>pr\iriL\ . 



193 



KRONIKA 



rodni Listy też. Ale spryt jest 
w polityce tylko prs^y prawą i niczem 
a niczem więcej. Toteż, gdy dwa 
spryiy zejdą się razem (niejako przy- 
słowiowe dwa grzyby w barszczu), 
znoszą się naw-zajem i nie powstaje 
wtenczas nic sprytnego. W tym wy- 
padku niepotrzebnie zupełnie odkry- 
to, że celem zjazdu słowiańskiego 
ma być skłonienie redakcyj pism 
ogólno-słowiafiskicb do zajocia anty- 
polskiego stanowiska. Wsą^k Now. 
Wremia rozumie przez ideę słowiań- 
ską przed ewszystkiem ucisk 
poL kości? To jego „Kulturalna pra- 
ca słowiańska". 

AdGermaniac gloriam pra- 
cuje ten, kto kuje w Rosyi ustawy 
wyjątkowe przeciw Polakom, redu- 
kuje ilość polskich mandatów posel- 
skich, rozwiązuje polską „Macierz 
Szkolną" itp., słowem ten, kto nie 
dopuszcza do pogodzenia Polski z Ro- 
syą, a zatem w pierwszej linii No- 
waie Wremia, 

Myśl zjazdu nie doznała w Polsce 
przyjęcia chiodnicjszego, niż gdzie- 
indziej. A znalazłaby wszędzie 
przyjęcie gorące, gdyby się nią w Ro- 
syi zajmowali i n n i I u d z i e, a nie 
Polakożercy. 

O Świecie Słowiańskim podało N, 
Wremia zupełnie mylne informacye. 
Pismo nasze nie jest poświęcone 
budzeniu „świadomości plemiennej", 
bo niema w ogóle nic ao czynienia 
z frazesami. Jest ono poświęcone sło- 
wianoznawstwu i przeglądowi spraw 
słowiańskich ze stanowiska pol- 
skiego I takiem pozostanie. Nasza 
myśl przewodnia wyrażona jest tak 
jasno, że aź spotkało nas za to uzna- 
nie w formie zakazu rozpo wszech 



niania pisma w Rosyi: jest nią ró- 
wnouprawnienie Polaków w Ro- 
syi. Ale nietyłko myśl przewodnią, 
lecz każdą wogdle kwestyę formu- 
łujemy ściśle i jasna. W trzech ro- 
cznikach naszego pisma zawarty jest 
cały program sprawy słowiańskiej. 
Ate jest to rozrzucone po rozmaitych 
zeszytach, wypowiedziane częściowo 
przy rozmaitych sposobnościach. — 
W sam raz nadszedł czas sposobny, 
żeby to zebrać razem i podać syn- 
tetycznie. Ze względu na przygoto- 
\^'ania do zjazdu słowiańskiego trzeba 
to zrobić koniecznie. 

W następnym kwartale bę- 
dzie ogłoszony j, Program Świata 



Słowiańskiego*", Będzie to p i e r w s z y 
wogóle program słowiań- 
ski; program, a nie deklamacye. 

Konstijtucya w RonyL 

Duma Państwowa istnieje, bo za- 
graniczna hau te-f i n a nce nie 
chciała dać pożyczki, jeżeli nie bę- 
dzie parlamentarnej formy rządu.— 
Ale wynaleziono sposoby, żeby Du- 
mę zrobić nieszkodliwą „samodier- 
żawiu", recte czynownictwu. No- 
wa ordynacya wyborcza zmieniła 
skład rosyjskiej Izby poselskiej, a rząd 
stara się o to, żeby nawet taką 
Dumę — zdepopularyzować. Poda- 
wanie pod jej obrady takich spraw, 
jak o uregulowaniu sprawy zarządu 
cerkwi Zmartwychwstania w Peters- 
burgu, o jednym i drugim urzędzie 
gubernatorskim gdzieś w Azyi — 
o zwiększeniu sędziów przysięgłych 
w Moskwie, o prolongacie pełno- 
mocnictw dla mmistra finansów na 
oznaczenie podatku od ugorów i pu- 
stek w Turkestanie — nie może nie 
podkopać znaczenia Dumy. Takich 
projektów do ustaw ma jeszcze rząd 
w zanadrzu dla Dumy 3751! Dro- 
biazgi kancelaryjne wnosi 
się do Dumy, żeby \^ ośmieszyć i wy- 
kazać, że chociaż jest „pracowita", 
ale właściwie niepotrzebna. To zaś, 
co powinno być zależnem od parla- 
mentu, to załatwia się bez niego 
w kancelaryach. 

Biurokracya ma więc po dawne- 
mu władzę prawodawczą, a biuro- 
kratyczne „kawałki" daje się do za- 
łatwienia Dumie. 

Dzisiejsi sternicy państwa rosyj- 
skiego mają ciekawe zaiste pojęcia 
o konstytucyi. Parlament ma być pa- 
rawanem dla samowładnego czyno- 
wnictwa, posłowie nowym rodzajem 
czynowników-ochotników, a stronni- 
ctwa polityczne organizacyami krze- 
wiącemi propagandę tego, co rząd 
każe. 

Nie wolno tworzyć stron- 
nictw bez pozwolenia rzą- 
du,— oto szczyt rosyjskiej teoryi 
konstytucyonalizmu! — Stronnictwo 
jest stowarzyszeniem — tak rozu- 
mują ministrowie rosyjscy — a za- 
tem potrzebuje pozwolenia władzy, 
czyli t. zw. legalizowania; inaczej 
jest stowarzyszeniem tajnem i pod- 
pada pod kodeks karny. Rząd ma 



KRONIKA 



194 



więc prawo daC pod klucz członków 
wszystkich stronnictw, ktdre uważa 
za niepotrzebne. Mogą istnieć tylko 
te, które rząd u /.aa za stosowne, 
Opozycya jest w takim ra^ie zasa- 
dniczo wykluczona* niema stronnictw 
opozycyjnych (mogą byC tylko tajne 
towar/ĄStwaK a więc,., nie będzie 
też opózycyi w parł jmencie i Rosy a 
będzie „uspokojona" Rząd będzie 
sam panował nad opinią publiczną, 
a w^Sijystko, co tiyJoby rządowi prze- 
Cfwne* pójdzie pod sąd, Nie uwłacza 
to konstytucyi, która w t a k i m 
razie może istnieć dalej; nie u* 
włącza leż parlamentaryzmowi; Du* 
m a mo^e w takich warunkach 
obradować rok po roku. Nowy ten 
systern prawa publicznego nazywa 
si^ «,s a ni o w ł a d z t w e m r e p r e- 
ze n tacy jn em*'. 

„K a d e c i*" napróż no starali się 
o „ulegalizowanie . Odmówiono im, 
a zatem — w my Si zasad samowladz- 
twa reprei^entacyjnego — powinni 
przestać istnieć: obowiązkiem ich 
j; mienić przekonania, a gdy nie mo- 
gą zdobyć się na tyle rosyjskiego 
poczucia obywatelskiego, powinni 
przynajmniej przestać całkowicie zaj- 
mować s ę sprawami publicznemt i 
uwaiać się za cywdnre umarłych. 
Na robienie opozycyi trzeba bowiem 
pozwolenia rządu : a ski^ro kadeci 
nie przestali zajmować się sprawami 
swego narodu i swego państwa i nie 
przestali trwać w opozycyi do rządu, 
są zatem tfijnem stowarzyszeniem- 

Nowo je Wremia piszezcałą otwar- 
tością, że „rewtzye u moskiewskich 
członków komitLiu pariyi konstytu- 
cyjno * demokratycznej zarządzone 
były w lym celu, ażeby oficy al nie 
stwierdzić istnienie tej nielegalnej 
party i politycznej i wykryć jej orga- 
nizacyę. Skonfiskowane podczas re- 
wizyi materyaiy stwieidzaią należe- 
nie do partyi osób, wchodzących w 
skład jej kom i te I u micjskieiro. Obe* 
cnie na podstawie reiiultatów rewi* 
zyi, rozważaną jest kwesty a pocią- 
gnięcia tych osób do odpowiedzial- 
ności sądowej za njjełenie do nie- 
legalnego stowarzyszenia tajnego". 

Wiemy z doświad^:zenia,źeM Wnt- 
mia miewa dar proroczy, — sfery 
oficyalrte bowiem zwykły wyrażać 
w tem piśmie swoje życzenia, zanim 
przystąpią do zamieniania ich w czyn. 



.^Proroctwa" reptylii datują sią i^ c4| 

jat trzydziestu t 

Z powodu rewizyj, odbmc^"*^' 
detów w Moskwie podczas' pt 
wnych świąt Bożego NarodzL 
sał* Nasz Witk dawny Tawaris 

„Stronnictwo Kadetów oti 
przeprowadziło trzy olbr/yiniel 
panie wyborcze, otwarcie praco V 
w dwó h ś. p. Dumach, o I w a H 
pracuje teraz w trzeciej 
prowadzą z n i e m p e r t r - l » 
cy e m in i s t row f e I o" 
przychodzi zdaje się chw^'^ 
ty a ta będzie musiała p 
swą długą oiwartoS;! poir 
che wieści dawno już o ifi 

wały. Obecne fakty ih 
wyraźnie mó*ią, że chwicjnoSC ij 
Imiałość skończyły się i liKwł« 
rzy przvstę;>ują do dzieła. 

„Naturalnie rew izya dostarczy »ma'^ 
teryału* pożądanego, „tajne sto* a-l 
rzyszenie*", m.anuiące si^ ^p3rt>^| 
konstytucyjno-deniokraiycjjną'*, bi- 
dzie wykryte w całej Rosy i, poci 
naturalnie me pozostanie nic mt 
jak tylko przystąpienie do lik« 
cyi w rozmiarach jak n r 

,jCiekawem jest, do j 
pędu dojdź e, konsekwentni*; v^^ ic ^ 
nowy kurs polil>xzny? I faki^ej 
jeszcze jawnie działaj ąc< 
organizacye uznane będi 
z a ,.t a j n e s t o w a r i y s / e n i 
występne ?'* 

Nie wystarczył więc procc< ^ m^-l 
nifesl wyborski i skazanie 
słów pierwszej Dumy na 3 
czne więzienie. Stronnictwo 
przestać istnieć. 

Rozpoczi na się więc przesądowi- J 
nie slronnictw. Chodzi o to, lebv spo- 
łeczeństwo (czy polskie, czy ro 
nie było zorganizowane, 
władztwo r e p r e 2 e n I a c > I a , 
trzyma się bowiem tej samej zas^^ 
c o d a w n i e j s z e n i er e pre z en t a cyj nt 
że społeczeńsiwo nie pow inno 
nic a nic robić, ani mieć żadnej i ni 
ty wy, — bo od tego jest rząd. 
wna obawa i nieopisany w^tr^ij 
wszeiktcj samopomocy s połeć 
stwa pozostały bez jakiejkoli 
zmiany. 

Du Pumy wyniesiony będrie pro- 
jekt o reformie Senatu Jak 4iafii>- 
szą dzienniki petersburskie, rząd u* 
znał za nieodpowiednie pr«j- 
stąpić do g r u n I o w n e t r e t n r- ) 



KRONIKA 



Senatu, lecj poprzestał na pro- 
:\e odpowiedniego , uproszczenia 
:edury w Senacie. Ze jest to nie- 
dne. Świadczy o tern fakt, it np. 
Iniu 1 stycznia 1907 n w samym 
us?ym 'departamencie pozosta- 
0M)0 spr^w nierozstrzygniętych, 
rozmowie z jednym ze współpra- 
fnik^w pism rosyjskich, wicemi- 
er sprawiedliwoici, Lutze, po- 
2rdzit wfadomość o wniesieniu 
jekiu rządowego do Dumy, o je- 
>c/-e^nie naznaczył, że dotyczy on 
w nie szczegółów działalności Se- 
u. Na razre nie może być 
> w y o reformie zasadni- 
^i» gdyż pora nie jest odpowie- 
lI patentu. Wiceminister mniema, 
iyskusya \ przyjęcie projektu rżą- 
cego nie napotka zapewne za- 
*cli trudności. 

lapewne.,. jakież mają być trudno- 
w Dumie, skoro będzie chodziło 
lo o kancelaryjne reformy^ a więc 
tęcz, którą powinten sobie zała- 
C sam Senat! 

lędzie się więc przez kilka łygo- 
debatowało „o reformie Senatu", 
Lym celu» źetiy on zreformowany 
byt! 

"o tylko przykład. Rząd nie do- 
tci w ogóle nigdzie do reformy za- 
lnicze|» bo chodzi mu nie o zmia- 
ustroju Rosy i, lecz o obmyślenie 
co nowych nazw i pozorów dla 
reg o ustroju. 

.Prawdziwi'' (i s t i n n i) Rosyanie 
Ją się musieli podzielić na zwy- 
eh prawdziwych i jakichś jeszcze 
iwdziwsz]/ch, bo w głównym szta- 
stronnictwa nastał „razkoł", 
iryszkiewtcz wydrukow^ał na- 
t w czasopiśmie Kot okol wiersz 
cze^SĆ D u b r o w i n a, zwracając 
agę, że to akrostych. Poc^ątko- 
głoski wierszy tworzą dwa wy* 
:y , „D u b r o w i n ' d u r a W\ 
[akież to „istinne!*' 
związek narodu rosyjskiego uło- 
! program swej dalszej działalności. 
cedewszystKiem postanowiono sta* 
\ się ooddanie w ręce Związku ko 
tetów trzeźwościo, ,^znacyona!izo- 
nie" szkoły, „wydającej obecnie 
voliicyonistów'*, ó usunięcie jno- 
ków'* z bfur rządowych ^ o zdena- 
^nalizowanie Polaków \ innych 
lorodców'* i t d. Jeden z przywód- 
A' Związku pragnie nadto doma- 
t się, aby nie pozwolono na urzą- 



' dzenie Zjazdu słowiańskiego w Ro- 
sy! i aby br. Wittego oddano pod 
dozór policyjny. 

Liczba członków warszawskiego 
Związku prawdziwych Rosy a n. po 
skończeniu kampanii wyborczej zna- 
cznie się zmniejszyła, a i obecnie z 
szeregów Związku ubywa po kilka 

I osób tygodniowo, odmawiając pła* 
cenią składek. Woliec braku Środ- 
ków na pokrycie wydatków bieżą- 
cych, zarząd Związku uchwalił roz- 
począć usilną agitacyę dla zjednania 
nowych członków. Ponieważ i inne 
Związki kresowe spotkał taki sam 
(os, powstał projekt wyjednania dla 
Związków kresowych zapomogi 
rządowej z funduszów dys- 
pozycyjnych m i n i s t e r y u m 
spraw wewnętrznych. 

Mianowanie nowego 'ministra o 
światy, S c h u a r t z a (znanego War- 
szawie z dawniejszych lat) jest dal- 
szym krokiem reakcyjnym. — W uni* 

! wersytctach rosyjskich stanowią do- 

I century prywatne (nie dozwolone przy 
warszawskim uniwersytecie) sposób 
przemycania wolności nauczania. No- 
wy minister 3^apo wiedział, że jest 
stanowczym przeciwnikiem docentur 
i źe chce je zupełnie znieść, 

W rozmowie z dziennikarzami za- 
pewnił D u b ro w i n , że Schwart? 
nietylko „jest członkiem Związku na- 
rodu rosyjskiego, ale należy także 
do zarządu związku; uczestni- 
czył we wszystkich dotychczasowych 
naradach ^jtównego Zarządu", 

R tisskoje Zna mia p o w i t a ł o n o w ego 
ministra z wielkiemi owacyami, na- 
zywając go wprost „czarnosotień- 
cem'*. Już się nawet nie krępują I 

Russkija Wtedomosti zwracają u- 
wagę na następujące curiosum : Kie- 
dy istniała cenzura prewencyjna, nie- 
które instytucye, n. p. wyższe za- 
kłady naukowe , muzea , redakcye 
dzienników — miały prawo odbie- 
rania gazet zagranicznych bez upr^e- 

' dniej cenzury, która innym prenu- 
meratorom tych gazet zania^^ywaia 
nieraz całe szpalty. Obecnie po o- 
głoszeniu „wolności słowa" — insty- 
tucyom tym odebrano wymienione 
prawo. 

W petersburskiej cesarskiej Biblio- 
tece publicznej nie wolno od N. Roku 
korzystać z innych dzienników, jak 
tylko z urzędowych, a każdy chcący 

. wejść do Biblioteki musi przy wej- 



KWMIU 



śda f)4caxać swój paszport (W Rosiri 
są otet>iko zagra ntcine paszporty, 
ale teź ,iieu narzuć*, które %'%zy^cy 
posiadać muszą i beż kt6r>ch' rtk 
uolno wog6le podróhowaC. Nie wok 
iiO przy|^ iitk<Qgo ita mideg, póki 
się od BiigD «ie odbierze pasEpottu, 
któiT nalety zarai okazać w polt- 
cyL Nie wolno odjechać, pÓłci poli- 
€jŁ pasjportti nie zwrócL Każd>' 
więc ob^^watel Rosyi. jeieli odbył 
w swem życiu cłłod)y lednootikiwą 
podróż, ma paszport) 

Prasie wkdzie sią coraz gorzef, 
w miarę, jak konst>tiic>a ros^^ka 
starzeje się. Duto iaiętoby mie|sca 
wyliczać wsz>'slkie kary. więzienne 
i pieniężne. Zwrócimy tylko uwagę 
na coś nowego: 

Kuryer Zsgłctia został skazany 
priQz generał gubernatora na -^ nibłi 
grzywny za .. kr\'tykowante radnych 
miejskich w Sosnowcu^ W ten spo- 
sób każdy, kto da odpowiednią ła* 
pówkę w stosów nem biurze, może 
dnhiiL sobie z opinii publicznej, bo 
może wystarać się o skazanie kry- 
tykującego dziennika w drodze aS- 
ministrac>'jnei. Tak bowiem przed- 
stawia się to w praktyce. 

Ha zakończenie — jak zwykle — 
nas^a rubryka stała o in^dro£ci 
połicyi i wogóle adminisiTacyi ro- 
syjskiej: 

Gazety żydowskie donoszą, że 
w Od es I e skazano na zesłanie żyda 
Sosnowskiego za to, że byl 
,P o a I € ' S y o n". Skazany podał 
skargę do gen Kaulbarsa do- 
wodząc, że ^Poaie- Syon" nie mają 
iadnej łączno^ i z socyatizmem. że 
dążą tylko do osiedlenia żydów w Pa- 
lestynie Gen. Kaulbars zaprosił kilku 
ciczónych żydów, którzy mieli wyją* 
faśJiiC cefe pariyi, poc^em odesłał 
skargę do sądu wojennego, żeby 
wstrzymano wykonanie wyroku» 

W Królestwie Polsk lem jest urzę- 
dów pocztowych wo^óle nie wiele, 
bo w cał>'m kraju niespełna 600. 
Ponieważ władze' nie umieją sobie 
dać rady i bandytami, wymyśliły bar- 
dzo prosty sposób, żeby pieniądze 
pocztowe nie ginęły: oto zwtjają 
urzędy pocztowe! Zamknięto ich już 
okofo 2CN1 f Wytrt orzyiy się więc ta- 
kie warunki, że w niektórych okoli- 
cach osoba, pragnąca n, p zaprenu- 
merować jakieSkolwiek pismo, zmu- 
szona jest udawać się w celu zała- 



19^ 



twicnia tego interesu o piąć Pi 
t wiece} mtwet^ do urzędu, khSrtas 
przysługuje prawo pobierać opll^ 
t ekspćdyoiik*ać listy i przekazy pf 
ciieine. 

Oiff icile est 

ser I berę. Ludzie 

bie dać rady z opr^^^^/s i .; 

kierować całą Słowiańs 

W wymyślaniu d rt - ' - 

czynio«'nictwo ciągle 
wyczerpanej pomysł g -. 

W Częstochow i e 
licya na myśl, ie rob^>r 
gwizdawek alarmów 
brjcznych, żeby dav 
zyi poficyjnej fdzieS w pol>i 
kazano więc używać gwizdu 
Było fo absurdetn i nydawito są 
niewykonalnetti. Ale zaczęto ścą^l 
grzybny i do połowT Stycznia it 
brano już tych Jcar za gwizdamkT 
pokaźną sumę 22 5M rubli. 

Podcias woitły iapoi^sl^i^ paśi^ 
nowiono po 
sz portów / 

na rzecz Czer^nnegu r\r 
nowienie wyszło w for- 
nego ukazu cesarskiegc 
stycznia 1905 r:, i napi^ 
wyraźnie „czasowo, oo w.i«i. u . 
cienia wojny*. Pokoi stawano 2i^ 
sierpnia 19(16 rokti, ratyftkowanoA 
w Ponsmouth l-^patćzlemfkmtMk 
a opłatę podwyższoną poliief^ioB 
do 26-go maja 1906 r 

1 pobicranoby ją do dzi5 dniu z> 
pewne, gdyby nie ttytm 
dzeniu biurokracyi p. S t 
dlewskiei*©- Ten xap<. 
razy nieprawnie pobrmną i 
w maju 1906 zażalenie da 
licmajsira warszawskiego, ^ 
otrzymał odpowiedź, tt 
celehcya nie umai się u 
uczynić zado^C lej prośh 
się więc do general-^utł^ 
kie były losy j^o podań ► ii njc»-a- 
domo. a!e od 2o-go maja 1906 pne- 
stano w Warszawie ściągać dodiliS 
pięciorublowy, a w półtora ra- 
ku potem, w po»-^- -■ .«-..*- . 
19tn zwrócono p. i 
m u 9 rb. H5 kop, U.,..^.... 
brano w ten sposób w, sairit 
lesiwie Polskiem niepra^bnit; ^ . 
najmniej 60XMJ0 rublu 

Jak czynów niawo umie kr:**: *^ 
lem wie dawno Swtat 
Słowian, niechcących tei^. 



KROMlO\ 



nawet nie wszyscy Polacy wie- 
i, jak doskonale zorganizowana 
t ta spółka czynownictwa i do ja- 
'"^^ stopnia używa się aktów urzą* 
U do wspomagania korpora- 
t.wŁ^o złodziejstwa. 

W Rusi wystąpił energicznie p. 
jpczinskil przeciw temu ofi- 
atnemu bandytyzmowi. Nie mógł 
i pisaC o Kongresówce, bo tam 
3 dnie się najwięcej. Przytac?a cie- 
iwy przykład : 

W warszawskim zarządzie inten- 
nuiry spotkano się z nadużyciami, 
które oddano pod sąd kilka osób, 
Sre wymienił z nazwiska. W od* 
iU'iedzi zarząd sądu wojennego 
łosił, na zasadzie przepisów cen- 
r\\ w Rusi kategoryczne za prze - 
ehte: ani naczelnik warszawskiego 
rągu intendantury, generał L u ba, 
i jego pomocnik, generał Modk 
i pułkownik FaUejew; ani pod- 
łkownik P c I r o w, oraz radca 
mu Szansicht i radca dworu 
e w e l| nie byli pociągani do Me&i- 
a, cała sprawa jest wymysłem Rusi, 
t było bowiem żadnego śledztwa 
sędzia Śledczy nie w'ydał ża- 
ego polecenia pociągnięcia kogo- 
plwiek ze wspomnianych osób do 
Ipowiedzialności. 

Tymczasem stała się rzecis niesły- 
iSna: sędzia śledczy wojenny, rze- 
y wisty radca stanu, S z i j a n o w, 
zesłał do redakcyi Rusi urzędowy 
t, zaopatrzony numerem i pieczę- 
I, stwierdzający najstanowczej opo- 
e5Ć autora artykułu w Rusi. Za- 
wno on, jak i p. Kupczinskij, 
okazują, li odnośne akta oddawna 
zesłano gen. -gubernatorowi Skał- 
> no w i, oraz generałowi K a z n a- 
E e i e w o w i, prokuratorowi wojen- 
;mu. A przesłanie aktów spraw y głó- 
rjodowodzącemu przez sędziego 
edczego równa się w procedurze 
dowei chęci pociągnięcia tych lub 
fc'ych podwładnych jego do odpo- 
iedzrainości lub śledztwa. Sędzia 
edczy wojskowy występować bo- 
iem może tylko z propozycyą* 
Obecnie Ruś prowadzi gorącą kam- 
mię przeciw władzom, które zamie- 
iły fałszywe sprostowanie i do dziś 
e chcą się przyznać do istotnego 
anu rzeczy. 

Władze zaś?... Jak donosi KuZmin- 
arawajew w ostatnim numerze Rusiy 
^zpoczęły one dyscyplinarne do- 



cłłodzenie przeciw,., sędziemu Szi* 
Janowowi, zapewne za zdradzę- 
nie prawdy... 

fuyrze ronffJHkim* 

Według informacyi warszawskiego 
korespondenta Rieczy w ciągu osta- 
tnich dwóch miesięcy z Warszawy 
wysłano administracyjnie 
do oddalonych gubernij Rosy* za prze- 
stępstwa polityczne 710 osób; rozkaz 
wyjazdu za granicę na cały czas stany 
wojennego, w dd^gn tych dwóch mie- 
sięcy, otrzymały 23 osoby. 

Po zamknięciu ^Macierzy Szkol- 
nej", wydał Zarząd warszawskiego 
okręgu naukowego przepisy, tyczące 
się wogólc zakładania szkół prywa- 
tnych. Nie wolno społeczeństwu u- 
I kładaC programu szkół, ani ogólnych, 
I ani dla jakiego przedmiotu szkol- 
nego: nie wolno w-ybterać komite* 
tów^ do rozpoznawania i aprobowa- 
nia podręczników szkolnych, nie 
wolno wydawać własnych katalogów, 
ani przyjmować na własną rękę na- 
uczycieli, ani układać samemu po- 
rządek nauki itd., słowem nie wolno 
nic. bo wszystko to należy do urzę- 
dów, a społeczeństwu wolno tylko 
dawać fundusze na utrzymanie szkół 
„prywatnych", które będą jednak we 
wszystkiem zawisłe odczynownictwa. 
Nie Wolno nawet powiększać ilo.^ct 
klas w razie przepełnienia. 

„Pod względem liczby i planu przed- 
miotów szkoły prywatne powinny, 
o ile możności. byC zbliżone do od- 
powiednich szkół rządowych'' (t. j. 
rusyfikacyjnych) Podręczniki mają 
być te same, jak w szkołach rządo- 
wych, a zmienić je można tylko za 
zezwoleniem władzy (a więc histo* 
I ryi polskiej wolno uczyć tylko lak, 
j jak chce czynownictwo). Nietylko 
I nauczyciele szkół pr>'watnych, ale 
' naw^el korepetytorowMe mu- 
! szą mieć upoważnienie od władzy 
(być „błogonadioźni"). O planach na- 
ukowych i podręcznikach szkół pry- 
watnych rozstrzygać będzie.., Rada 
ustanowiona przy Kuratorze Okręgu, 
Przepisy te w^ydano na podstawie 
§§ 3751, 3749, 3761, 3762, 3763, 3765, 
, 37ÓR, 3769 i 3766, Zbioru Praw tomu 
I Xl-go części l-szei» z roku 1893. — 
Ogłoszono więc nam wyraźnie, ze 
w Rosyi nic się nie znueniło i obo- 



KRONIKA 



wiązują względem nas dawne u- ■ 

stawy. I 

Po dawnemu też nie dopuszczą I 
nas do katedr w uniwersytecie war- I 
szawskim: ^ 

Dziennik Ruś podaje na swych j 
szpaltach następującą wiadomość: ! 

„W tych dniach ministerium ośwja- , 
ty rozpatrywało przesłane sobie z u- 
niwersytetu warszawskiego sprawo- 
zdanie o pracach naukowych L u t o- 
s t a f( sk i e g o, pozostawionego przy 
uniwersytecie, w celu przygotowania | 
się do profesury na katedrę prawa ! 
państwowego* 

,,Na prłedstawienie to minister o- 
światy zawiadomił uniwersytet, ,,źe 
prace naukowe, składane na dowód 
osiągniętych postępów, nie mogą 
być w języku polskim'*; że „mi- 
nisteryum asygnuje środki na przy- 
gotowanie profesorów dla Rosyan, 
nie zaś dla uniwersytetów cudzo- 
£ i e m s k i ch"> i że wreszde przygo- 
towanie przyszłych uczonych, niedo 
statecznie obeznanych z językiem 
rosyjskim i ii;norujących literaturę 
rosyjską, nie może byC zadaniem 
rządu". 

Przesiadują nasze instytucye o- 
Światowe nawet w samej Rosy i: 

W Moskwie , generał Alfons 
Szaniawski, Polak, zapisał dom 
dający 45 tysięcy rb. dochodu, na u- 
niwersytet ludowy, z zastrzeżeniem, 
te: „w uniwersytecie ludowym wy* 
głaszane będą odczyty ze wszyst- 
kich dziedzm wiedzy akademickiej, 
wykłady zai mogą się odbywać me- 
tylko po rosyjsku, lecz I w innych 
językach...'* 

Mi nisterstł* o oświaty, przedsiawia- 
jąc ów projekt w Dumie, pomi- 
nęło zupełnie ponkt drugu Podko- 
misya uniwersytecka Dumy oSwiad* 
czyła, że w Moskwie wykłady w in- 
nych językach są niepoir^ebne, — ^ 
W plenum komisy i oświatowej po- 
ruszył lę kweslyę ks, M a c i e ] e- 
wicz^ (poseł wileński), a cała le- 
wica 1 nawet część „październiko- 
wców", stanęli po jego stronie. Gdy 
przyszło jednak do głosowania, da- 
no 14 głosów za, a 19 przeciw. Ko- 
misya prześle swą opinię do prezy- \ 
dyum Dumy, które wniesie sprawę 
na posiedzenie plenarne Dumy» i tu I 
muszą Polacy wystąpić z protestem, 
żeby nam za w^ ł a s n e p i e n i ą- I 



dze wolno było uriądzad pci 
odczyty. 

Generał Szaniawski m^r 
że ftindacya jego stani** ^le n 
kiem zgody poTskcnro^ 
rej stolicy Rosyi i utu 
f undacyę dla Rosyan 
tylko w zamian, ieby w 
Stw'orzonej za polskie 
lerowano język polskj 
przebywa wietu Polakó^ >. 
dacyę przyjął, ale jąz; 
z niej wjTzuci. 

W Dumie agituje si^ P^- 
nam z całych sił. .•Krgumer - 
starczają watszawcy ^i s t 
a często słychać powoły*ar. : 
na dzieło statystyczne prttt W ^ 
J e s t p o w a : ^P r i w i s ' - - 
Kraj" (WarsESwa I90iy *- 
tej pisały właśnie niedawni 
WUdomosti w Nr^e 295 r 

Sprawozdawca, przytocz 
ścisłości i sprzeczności, : 
ogródek; „Ksjążka nap«&» 
człowieka, poiw»ęcające_ 
chwile zajęciom vf warsza'.^ 
mitecie Statystycznym, nic npf ms 
wspólnego z naukowem opracjTw 
niem danych statystycinych Je?* 
książka a t h e s el usihif^ci d^in-^ 
tendencyjnie, ze K 
cały swój dobroh> ( 
słu' fabrycznego* r^ 
i t. d., zawdzięcza ^ 
alnej opiece, oraz z., 
o dobro ludności kres 
Książka p J esipow ,. 
tem, lecz pamfletem n n 
udoinie, me zajmująco i nit r 
konywująco". 

Mimsteryum finansów odtoi-^ 
zatwierdzenia ustawy Banku ^ ^ 
m ł e ś I n i c z e g o w W ? "^-^ ' " * 
ko powód odmowy v 
projekt ustawy zredagi 
duchu sprzecznym z pr 
wiązującymi i że dla B^ _ . 
dyw^ane są operacye, nie ot)|ęte r 
wem o be enem o instytycyach ^ 
dytowych. 

Na Litwie prześladowanie : 
szczyzny coraz ostrzejsze - 

Dnia 11 grudnia z rozporząd: 
władzy zostały zamknięte ochr- 
przy kościołach w W i ł rt i c. 

Policy a w jednej z '■ 
odbterała dz ectom pou 
jęty — i wogóle wszelkse przj 
szkolne. 



199 



KRDMIKA 



Nie brak wi<^c w zaborze rosyj- 
skim momenlów prześladowania zu- 
pełnie takich samych, jak w 
P r u s i e c li. 

fłozpoczęto ze strony ,JstinnyclV' 
agttacyą za w y w ł a s z c z e n i e m 
Polaków na Litwie. 

Nie brak ani nawet projektów i 
prób wszczącia walki o.,, nazwi- 
ska polskie. Sławne centrum 
^btinności'*, Ław'ra Poczajow- 
sKa, przemianowała — jak donosi 
Dziennik Kijowski — wieS B i s k u- 
pice Szlacheckie na Wołyniu, 
m^łasność p. Koszelewskiego » na 
♦*Ai ek sieje wkc**. Tamtejsi h. unici, 
którzy po ukazie tolerancyjnym prze- 
szli na obrządek rzymsko-tcatolicki, 
spostrzegli, źe mają w księgach lud- 
ności nazwiska zrusylikowane. Wielu 
z nicti zwTaca się do wtadz policyj- 
nych o sprostowanie nazwisk w pas- 
porlacb^ ale odsyła stc ich na drojją 
sądową. 

Stan Kościoła katolickiego d/J- 
wnte s\ą przedstawia pod rządem 
„konstytucyjnym'* i „tolerancyjnym": 

W chwili obecnej* po zgonie ks, 
biskupa sandomierskiego Zwierowi- 
cza, nte obsadzone są następujące 
stolice biskupie: mohylewska, wileń- 
ska, sejnei^ska, kielecka i sando- 
mierska. Dodajmy do tego stolice 
biskupie formalnie jeszcze nie ska- 
sowane przez Stolicą Apostolską, a 
mianowicie: kamieniecko- podolską, 
miftską i podlaską, a utrzymamy 8 
dyecezyj, pozbawionych pasterzy. 

Przy tern należy zwrócrć uwa^ę, źe 
podług brzmienia ostatniego kon- 
kordatu i układów dotychczas pra- 
womocnych pomiędzy Rz) mem a 
rządem rosyjskim, przewidziane są 
nastijpujące miejsca sufraganów i za- 
pisane w budżecie państwowym: 

w archidyecezyi mohylowsktej 3 

,, dyecezyi wileńskiej 

archidyecezyi warszawskiej 



dyecezyi 



kowieńskiej 

żytomierskiej 

sejneńskiej 

płockiej 

włocławskiej 

kieleckiej 

lubelskiej 



Razem 17 sufraganij, z któr>xh 
tylko 3 są obsadzone: w Warszawie, 
Kownie i Żytomierzu. W len sposób 
stolic biskupich i sufraganij katoli- 



ckich pod berłem rosyjskie tu w tej 
chwili nieobsadzonych |est razem 24, 

Wolnolć religijną charakteryzuje 
rtastęp.ujący fakt : 

W Żytomierzu duchowny prawo- 
sławny C h o n d r u przyjął katoli- 
cyzm* a ukończywszy łucko-żyto- 
mierskie seminaryum rzym,-kaloL i 
otrzymawszy potwierdzenie Świącen 
kapłańskich został zaliczony do dy- 
ecezyi łucko- żytomierskiej, jako ka- 
płan^ obrządku grecko-katolickiego. 
Niedawno w gazecie Kijewlanin po- 
jawiła si^ pełna oburzenia korespon- 
dencya, że nabożeństwo prawosła- 
wne w Żytomierzu odprawia się w 
kościele katolickim t\lko przy bo- 
cznym ołtarzu. Z tego powodu" Wie- 
stnik Woiyni umieścił odpowiedź ks. 
Chondru, w której dowodzi, że od- 
prawia mszę w liturgii unickiej, a nie 
prawosławnej. Ale juz nazajutrz uka- 
zało się sprostowanie co do powyż- 
szego listu, a mianowicie, ze ksiądz 
Chondru pomylił się, już si^ bowiem 
mszy unickiej w Żytomierzu nie od- 
prawia, a to na mocy zakazu biskupa 
Niedziałkowkiego. 

W tym samym także numerze u- 
mieszczono list urzędnika rzyft^sko- 
katolickiego konsysiorza w Żyto- 
mierzu, p, P. Fijałkowskiego, 
że już od dwóch tygodni zabronił 
ks. biskup mszy unickiej i że ks^ 
C b o n d r u na własne życzenie opu- 
ścił dyeeezyą tucko-źytomierską. 

Biskup katolicki nie mógł oczy- 
wiście zabraniać nawTÓconemuschy- 
zmatykowi odprawiać nabożeństwa 
w^ obrządku greckim, unickim, ani 
też me wydalił go zn lo z dyecezyi, 
lecz zrobiły to władze, nadając ca- 
łemu wydarzeniu na zewnątrz formę 
powyżej wyłus^czoną. 

Zabroniono z największą surowo- 
ścią, żeby podczas wizytacyj bisku- 
pich niewftano biskupów (polskim 
obyczajem) banderyami konnemi, 
żeby przy takich sposobnościach nie 
używano strojów narodowych, nie 
strzelano z moźd^ieży, ani nie wzno- 
szono okrzyków — słowem : nie 
wolno witaC biskupów uroczyście. 
Zupełnie, jak w Prusiech. 

Zakazan<ł zarazem (WarszawskiJ 
Dniewmk z 14 stycznia) śpiewania 
i grania na instrumentach muzycz- 
nych polskich hymnów patryotycz- 
nych i „pieśni rewolucyjnych" i no- 
szenia kostyumów narodowych, kwia- 



KRONJKĄ 



tdw; w^tąg i wogóle emblematów, 
^nagannych pod wzglądem p0Ht>*(:z- 
nym". 

..Wirrni naruszenia niniejszego po- 
stanowienia obowtąpjącego karani 
będą w drodze administracyjnej la* 
mknięciem w więzieniu lub w twier- 
dzy na czas do trzech miesięcy, lub 
grzywnami do trzech tysięcy mbit**. 

A więc będą pr^esy o pieśni i 
piosnki, o emblematy z herbami pol- 
skimi itp. -- W Prusiech jest t a k 
samo. 

Tolerancya religijna islnieje tylko 
na papierze. Rząd rosyjski pojmuje 
wotnoŚ4! sumienia co najwięcej w ten 
sposób t żeby nie prześladować nie- 
praw*osławnychT - ale wolność pro- 
pa$fandy wyznaniowej przyznaje tyj ko 
praw osław*! u. Daw nr Unici w Chełm- 
szczyżnie zdąiyli wyzyskać pierwsze 
tygodnie konstytocyr i przeszli na 
rzymski obrządek; potem nie by ty by 
tego władze uznały, a dziś wysilają 
się na sposoby, jakby ich na nowo 
oderwać od Kościoła katolickiego. 

Wydawane w Krakowie po polsku, 
rosyjsku i rusku „Katolickie od- 
powiedzi", ^K a t o ! i c z e s k i j e 
o t w i e I y" , ^K a t o h c k ! % i d- 
powidi**, W' trzech powyższych ję- 
zykach mają właśnie na cetu parał iżo- 
wat; demagogiczną propagandę pra- 
wosławi£i między ludem ruskim Wo- 
łynia, Białorusi ( Rusi Chełmskiej ^ 
propagandę kierowaną z ośrodka cie- 
nmoty i złej woli prawosławnych mni- 
chów: z P o c 2 a j o w a. Z tego pun- 
ktu widzenia są one dobrodziejstwem 
dla ludu, tumanionego w najgorszy 
sposób przez swych „dusz- pasterzy*'. 
Podzielić je można na następujące 
działy: 

1) Polemiczne w Ściślejszem zna- 
czeniu, poświęcone prostowaniu bez- 
ceremonialnych fałszów^ szerzonych 
przez mnichów z Focza jo w a o ka- 
tohcyzmie — np, w rodzaju, źe ka- 
tolicy uważają papieża za ,, bez- 
grzesznego", lub ie głoszą, aby 
pozyskać neofitów — ii Joann 
Kronsztadski j przeszedł na ka- 
tolicyzm itd. itd. Tytuły niektóre: 
„List otwarty do biskupa Mitorfana*» 
„Rzekoma mowa biskupa Slross- 
mayera przeciwko papiestw^u*\ „Po- 
czajowska prawda" itd. 

2) Historyczne, wykazujące po czat* 
ko w ą łącz n OŚC kości ol ów w sc h od me - 
go i zachodniego np, ,,o odłączeniu 



2CD 



I kościoła Wschodniego od 
I go'\ ^jaką wiarę przyjęli Rusini s 
Włodzimierza'* ild. 

3) Dogmatyczne np. „O pocbiK 
dzeniu św. Ducba*\ „O niepoWi- 
nem poczęciu*' itd. 

4) Dotyczące organ 
nej i zwyczajów ko- 

,,o żonatych popach i b^Łzenuwh 
księtach*\ ^.o soborach pow*szec2»' 
nych*\ ,,Chieb prza£ny% ładnft, af- 
gany" rtd. 
Całość oparta* co zasługufe n 

Podkreślenie, przedewszystkieuj ot 
i^mie św, i utrzymana w tonie tł- 
godnego przekonywania* Ani jeiine* 

go słóweczka : " ' p^^ 

wychodzą Poi Znat 

że OiwiAy w ) u .n^ < u u -i i ^ 1 1 .i ^ skroi 
kulturalnt. \^ Rosy i są zakazaar. 
Jeżeli jednak przez t>1c lat inny- 
mano w tamtych stronach całą ca- 
ra m a n i m a r u m wbrew władmci 
rosyjskim* jeżeli dojeżdżali tam ksv^ 
la „krakowscy'*, nie db^iaco wi^iie- 
nie, — tem łatwiej dr i ulę^ 

tne półarkuszki! (Naii . mo*^ 

na w ksiągarni F r i e d l e i n ^ %» Kfi- 
kowie, nie stanowią żadnej taicm- 
nicy), 

Prowincye ruskie zasypttje 9ą 
pa mf 1 e t y czn e nt i p 
c y a m i, zwróconemi prz ^ 
licyzmowf, a popi era neirn z !u:i«i>- 
Szów^ publiczn>ch Ale katottkor 
nie wolno ^yó 
pularnych, kióreb 

ska katolickiego ^^ruu luuc ullsj 
sią 10 robić w Krakowie. 

Rząd zakaz^^ -- - -znym m> 
syonarzom*' , la Podli- 

Sie i do l Wojtss 

z „krakowsk sini 

nowo. Po CO: ,, .. . ' ^ > 

większej potęi^i abs. 
okazali się ci księża < . 
rządu i jego czynownjcui^ . 

I widoczne ze skutkó* ), a ' t 

I się ich pokonać?! 

liorze prankŁitim 

Izba poselska pruska uchm-aB^ 
ustawę o wywłaszczeń iu. Trudoo 

f przypuścić, ^eby Izba Wyższa bfli 
epszą. 

Nie o to chodzi, co o lem ipjr- 
śhmy, tylko jak na 10 zamierfiu^r 
radzić Zasadniczą oryerttdcyc w H^' 



!01 



K RONIKA 



;prawj€ podalKmy w artykule wsta- 
mym porzedniegozesJ£Vty: Siawiań- 
tka obrona WieikopoLskL 

W następnych zeszytach podamy 
irtykuły roztrząsające tę rzecz bliżej. 

Co o wywłaszczeniu sątlzi Euro- 
ją, oKazała nieoceniona ankieta 
5 i c n k i e w [ c z .1. Referaty jej zna- 
le są 2 pism codziennych. Zebrane 

wydane razem stanowiłyby pierw- 
szorzędny dokument histor>czny,Za- 
jewne istnieje taki zamian 

Zanfm bądziemy mogli ogłosić spe- 
ryalne artykuły, przyrzeczone nam 
askawie przez najgruntowniejszych 
srtawców stosunków wieJkopoIskich 
nie można ich było pisać, póki tekst 
jstawy ulegał wahaniom), - poprze- 
itajemy na podawanej w łem miej- 
scu stale wiązance znamiennych fa 
ttów: 

Chałupnik Paweł Gacków- 
ik i z Błądzina w powiecie świeckim 
V Prusiech Królewskich, nie otrzy- 
nawszy pozwolenia na pobudowanie 
:łiałupy na własnej posiadłości, za- 
nieszkałwwoziecygańskim. 
otrzymał jednak od wójta nakaz ro- 
ebrania ogniska pod karą 30 marek, 
(limo zażalenia landrata, przysłał 
tójt tuż przed wihą sługę wójtow- 
kicgo, który zażądał 10 mk zaliczki 
la rozebranie ogniska, a gdy mu bie^ 
lny chałupnik pieniędgy tych nie dał, 
a f a n t o w a ł mu w ó z, oświadcza- 
|C źe po upływie I tygodnia sprze- 
la go na licytacyi. 

Dnia 7 grudnia z. r. udał się go- 
;podarz Michał Andrzejewski 
lo urzędu stanu cywilnego w Wy- 
koci, by zgłosić urodziny syna, 
.lóremu chciał dać imię Wacław; 
Jrzędnik oświadczył, że takiego imię* 
iia zapisać nie może, tylko w nie- 
riieckiem ttómaczeniu Wenzel, agdy 
K A. odpowiedział, że przecież sy- 
^owi jego jest na imię Wacław, a nie 
- Wenzei, urzi^dnik strasznie się o- 
'urzył i rzucił nawet pióro na zie- 
nię. Wobec tego p. A, lokal urzę- 
Iowy opuścił ( nie|3okazał %\ą wię- 
ej. Tak upłynął miesiąc i wreszcie 
Ima 10 stycznia rb, przyszedł do 
u A. urzędnik sam, prosząc go. by 
tę pofatygował do biura w celu za'- 
itwienia wiadomej sprawy. Pan A 
oszedł też zaraz, a urzędnik był 
ardzo grzeczny i zapisał w księdze 
ardzo ładnie Wacław, a tylko w na- 

Swiat StowiaiukL — Mr. JM, 



wiasie Wenzef: wobec tego więc 
p. A. protokół podpisał. 

Jak wiadomo, w^ Rzeszy Miernik- 
rkiej jest przy wyborach do parfa- 
mentu tajne głosowanie. Oto naj- 
świeższy przykład, jak rząd niemie- 
cki szanuje prawo tajnego głoso- 
wania i kiedy wolno z niego ko* 
rzystać. 
Listowy Salsk i z Lutowa pod Sę- 

i polnem został przymusow^o pozba- 
wiony urzędu, ponieważ stwierdzono, 

' te przy wyborach do parlamentu 

I głosował na polskiego kandydata. 

; Ponieważ początkow^o wypierał się, 

I wytoczono mu proces, w którym go 
zniewolono do złożeniaprzy- 
sięgi; zeznał, źe oddał głos na pol- 
skiego kandydata. 

Policyant z Zabrza pod Bytomiem 
Pietzonke, podszywając się pod na- 

I zwisko Kowalskiego wstąpił do To* 
warzy stwa mężów i młodzieńców 
w Biskupicach Sprawka wydatasrę je- 
dnak i Pietzonkego wykluczono. Otóż 
ten sam pan zbierał w ostatnim cza- 

I Sie za pozwoleniem władzy policyj- 
nej dow^ody na to. że odbywają się 
niezameldowane na poltcyi zgroma- 
dzenia, zwłaszcza w Sokole, Dlatego 
wstąpił do Towarzystwa biskupickie- 
go, a brał także udział w uroczystoś- 
ciach i zebraniach innych towa- 
rzystw. 

bo Rudy przybył na zabawę tam- 
tejszego Towarzystwa młodzieńców, 
|ako członek deputacyi brskupickiego 
Towarzystw^a I Niebawem odbyły się 
rewizye w Towarzystwach w Rudzie, 
Biskupicach i Zabrzu. Policya zabra- 
ła rozmaite papiery, książki, otwarła 
szafę przemocą itp. Prócz tego to- 
czyło się śledztwo w sprawie Soko- 
łów z Krół. Huty i Katowic. Policya 
I prokurator chcą dowieść, źe istnieje 
tajny związek między Sokołami na 
blązku I w Galicy i. Na dowód mają 
służyć zaproszenia gniazd galicyjskich 
na zloty i zabaw'y, hsty w sprawie so- 
kolsktej itd Tymczasem Wydział 
Związku Sokoła wykazał, źe w Ru- 
dzie, Biskupicach i Borzygwerku nie- 
ma wcale Towarzystw sokolskich I 
W Prusifch jest zwyczaj, że mał- 
żonkowie, obchodzący złote wesele, 
skoro nigdy nie byli karani, otrzymują 
na podany do władzy wniosek podarek 
50 marek z funduszu, uchwalonego 
w tyrn celu swego czasu przez sejm 
Kiedy 15. z. m. obchodzili małżon! 

14 



KRONIKA 



20 



kowie Perzyfiscy z Laików w Pru- 
stech Królewskich uroczystość zło- 
tego wesela, na wniosek w sprawie 
podarku odpowiedział landrat kwj* 
dzyfiski, że podania tego pojprzei! nie 
może, ponieważ wnuki p. Perzyn- 
s k i ego brały udział w^ strejku szkol- 
nym. Zażalenie wysłane do prezesa 
regencyi w Kwidzynie, nie odniosło 
skutkiL 

Izba karna w Lesznie skazała 20. 
grudnia r. z. na grzywny gospoda- 
rza Wawrzyniaka za zbieranie pod- 
pisów, iż rodzice zakazują dziectom 
odpowiadać na niemieckiej nauce 
relłgli; kowala Dąbrów icza za namo- 
wą do strajku i gospodarza Hałasa, 
że doradzał i napisał wspólne pismo 
do nauczyciela. 

Córka państwa Sombrowsktcli 
w Gostyń i LU nie zwolniona mimo 
ukończonego 14 roku ze szkoły z po- 
wodu udziału w strejku szkolnym, 
wbrew woli nauczyciela poszła ze 
szkoły do domu, ponieważ tzzuła się 
chorą. Lekarze p, dr. Górski i dr 
Meyer, Niemiec, stwierdzili, że 
uczennica chorą jest na blednicą i 
przez 3 do 4 miesięcy zakazali jej 
uczęszczać do szkoły. Gdy pan S. 
niechciał pozwól i <^ na powtórne zba- 
danie córki przez mteiskiego fizyka, 
wtedy nałożono na niego 50 mk. ka- 
ry za żmudą szkolną. Sprawę oparto 
o sąd. Dopiero w drugiej instancyi 
uwolniono zupełnie p. S., a miano- 
wicie na tej zasadzie, że żaden oj- 
ciec nie jest obowiązany do wzywa- ; 
nia urzędowego lekarza. 

Hakaty zm nietylko wymySla anty- ' 
polskie ustawy, ale jeszcze chce nas i 
przedstawić Jako winowajców 
wobec państwa pruskiego, W len spo- 
sób motywuje też rząd swe postę- 
powanie. Bezustanne powtarzanie 
tego rodzaju przedstawiania sprawy 
mogłoby w koftcu oddziaływać na 
opinię nawet ludzi dobrej woli ^ o to 
też chodzi hakatysiom, żeby podbu- 
rzyć przeciwko nam wszystkich 
Niemców, jako przeciw wichrzycie- 
lom, niedającym ani chwili wytchnie- 
nia władzom stroskanym o pokój 
publiczny i porządek w zagrożonym 
przez Polaków^ kraju. Robiąc nam 
taką opinię, szczują hakalySci prze- 
ciw nam w sposób praktyczny ; z chwi- 
lą, gdyby się ta opinia przyjęła, nie 
mielibyśmy ani jednego głosu nie- ' 
miecktego na naszą stronę ani w sej- ' 



I mie pruskim — ani w parłatti^L 

' Rzeszy, 

Te względy kierowały Drem A ii 
mcm _ ó 1 1 o w s k i m (z KkcM 
nowa), gdy wydawał lis! otwarty c 
siebie do barona Hert linga : '^*»- 
nes Sen dscbreibenan P 

I r a t Dr. Georg F r e i h e r r :; 

I HerlMng iiher d i e Pole 

! frage. 

podziękowawszy be 
go stfonnictwu za z; 
znaczą Dr. Żółtowski, zt 
cy spodziewają się poprauy 
ków nie od rewolucyi, d^ 
najmniej nie wzdychają, :łi 
stu idei kulturalnych w 
Polaków-rewolucyonistów 
niema, bo gdyby by łi, cz> 
policzyła dokładnie. pr, 
pruska? Już przed 5^ 
Prusy uciec się do o' 
stwa i prowokacyi {sp 
s pru nga), chcąc \^ 
me istnienie spisku p^ 
prusktemu. Dziś pok:; 
pruskich biurach rza^,.-i.^. 
hirnijespinst des polnischen A 
des, das den Hakatisten so v^ 
ist". 

O powstaniu nie myslimv 
jcnty sobie sprajA^ę z ' 
my w Rzeszy „ein hci 
ment"*, i tern pozostać 
Spełniamy ohowrązki wz^: 
Siwa, a jeżeli pafisiwo p 
bie osądzać nasze usposij 
przekracza już w tern SW4 
tencyę. Żądanie, źeby>my 
się swej narodowości 
nym absurdem; nie h, 
cięż samobójcami! 

,, Wystrzegałbym się małostkowo 
ś€i, by grać rolę adwokata roda 
ków\ Gdyby mnie się bowiem tMk 
oczyścić ich z jednego zarr •' ^M 
niesie się naiychmiasi nf.i 4 

raczej w^ziąC rzecz ogólnit^j ^ c^j 
cia nasze dla Prus i rządu są w safl 
raz takie, jakiemi w danych ^^^ 
liczno^ciacb być mo^ą i my>v 
A jeżeli kogoś rażą dosadni^^ 
z naszej strony objawy, zapjrumfo 
czy postępowanie z hafni godner 
jesl imienia ludzkiego? Czyt ps 
stwo nowoczesne w przeSlndowa^ 
narodowem może się pusu 
niż Prusy względem nas> ^ 
odbiera nam wszystkiego, co 
wydrzeć nam może? Cha|c . 






A 

H 

komjaf 

nyrzek 

ot»a 



203 



KRONIKA 



mieć należycie nasz stosunek do Nie- 
miec, trzeba o tem pomyśleć -- a dać 
spokój zabawnie- dokuczliwemu py- 
taniu « która strona dała początek 
obecnej walce. W każdym razie nie 
zapędzę się za daleko, gdy powiem, 
iż tylko z niesłychanego zaślepie- 
nia może pochodzić zarzut, że nam 
brak istotnego przywiązania do Prus 
i Rzeszy. 

„Wszystko zło tego świata skręco- 
ne jest w błędnem kole i toczy się 
w nieskończoność. I w takie błędne 
koło popadła w Prusiecb polityka 
wzgtędem Polaków. Główny sternik 
pafistwa niemieckiego oświadczył 
rzeczywiście, że: my dopiero wtedy 
oddamy się całą duszą Prusom, gdy 
one nas całkowicie zdepczą. Co ma 
znaczyć kilka namiętnych wyrażeń, 
lub artykułów dziennikarskich, za- 
barwionych tendencyą agitatorską? 
Źródło złego leży w tem, że pru- 
skie koła rozstrzygające, opętane 
^von einem wahren Damon 
des nationalen Egoismu s'*, 
nie uznają wogóle żadnych innych 
praw, nie szanują żadnej etyki, a 
swoj^ drogą w obłędzie tym prze- 
oczają istotny, własny interes, wiele 
z tego, co myśmy zdziałali, a co 
dzisiaj jako polskie bywa z góry po- 
tępione, ścigane, mogłoby być dla 
Niemiec śmiało prawdziwą chlub ą*'. 

W całym antypolskim systemie 
znać ludzi niezdolnych do przejęcia 
się wyższemi ideałami życia. 

Nasz opór nie od „agitacyi" po- 
chodzi, jak mylnie sądzą w Niem- 
czech — a taka powierzchowność 
1 niedokładność w śledzeniu isto- 
tnych przyczyn prądu, musi pocią- 
gnąć za sobą zgubne następstwa. 

Dr Żółtowski nie omieszkał 
wciągnąć w swój list otwarty 
narzutów — stawianych nam przez 
Niemców z powoau Rusinów: 

„Kto nie chce wierzyć, niechaj 
przyjdzie i przekona się, czy polity- 
cy pruscy nie powinni się raczej ru- 
mienić ze wstydu, gdy się im zwra- 
ca uwagę na postępowanie nasze 
z Rusinami w Galićyi, — aniżeli tak 
bezwstydnie powoływać się na nie. 
A powiadam to, zdając sobie dosko 
nale sprawę zc wszystkich niewła- 
ściwości przez nas popełnionych". 

„Muszę kończyć, żeby. Wielce Sza- 
nowny Panie Baronie, nie nadużyć 
Pańskiej cierpliwości. Chciałbym 



tylko jeszcze uprzedzić jedno py- 
tanie z Pańskiej strony. Jakiż jest 
więc ostateczny cel naszych naro- 
dowych usiłowań ? Minister R h e i n- 
h a b e n twierdził, że my nawet wo- 
bec siebie samych nie mamy od- 
wagi wyrzec się myśli przywrócenia 
państwa Jagiellonów. Ja mniej się 
w tem oryentując, wolę oświadczyć 
skromnie, że tego nie wiem. 
A mam nadzieja, że zyskam tem 
uznanie rozsądfwch mężów w każ- 
dym narodzie. Któż bowiem z ludzi 
myślących śmiałby twierdzić, że wie 
napewno, dok^d niesie nas wszy- 
stkich prąd dziejowy? Sądzę więc, 
że dla naszego narodu wystarcza, 
gdy znamy swe dzisiejsze obowiązki, 
a przyszłość pozostawiamy Opa- 
trzności**. Wolno się oddawać szczy- 
tnemu marzeniu o pokoju bożym, 
który winien zapanować między na- 
rodami, a wśród którego i polski 
naród odzyskałby swe prawa, i to 
właśnie od tych, którzy go dziś prze- 
śladują, niepomni, że sami siebie na 
wrogów sprawiedliwości piętnują 

(r) Czeska kronika. 

Monsignore F. J. Lehner obcho- 
dził niedawno 70 rocznicę urodzin. 
Wielkie miał od młodości zamiło- 
wanie do sztuki, a własną pilnością 
wyrobił się na jej znawca, z czasem 
na dobrego archeologa i historyka 
sztuki. Poprzednicy jego, M i r o s 1 a v 
TyrS i Ot. Hostinsk^ zajmo- 
wali się głównie teoryą, filozoficzno- 
estetyczną stroną przedmiotu, pod- 
czas gdy źródła sztuki badał i ma- 
teryał konkretny do jej dziejów w Cze- 
chach zbierał Niemiec N e u w i r t h. 
Wówczas młody ksiądz Lehner, 
dostawszy się do Pragi, rozpoczął 
intensywną pracę na polu archeolo- 
gii czeskiej, chodził po wsiach i mia- 
stach i różnych zapadłych kątach; 
mierzył, rysował, a wyniki ogłaszał 
we własnem czasopiśmie Method, 
które redagował przez 29 lat. Powoli 
gromadzili się koło niego inni, a roz- 
szerzonej pracy skutkiem było wy- 
dawnictwo illustrowanych Otdzek ar- 
cheologickfch. W roku zaś 1900 po- 
jawił się pierwszy zeszyt pomniko- 
wego dzieła Lehnera „DSjiny u- 
mgni naroda ćeskćh o**. Usy- 
stemizował cały materyał najwcze- 
śniejszej sztuki plastycznej czeskiej, 



^ 



KRONIKA 



204 



usuwając przez to Irudnościi które 
wiciu przedtem odstraszały od badan. 
W innem dzłele ,X eska śkola 
m a I i f s k a XI. v e k a" wykazał 
wyższoiSĆ Czechów w lej sztuce w o- 
wym czasie nad Nremcami. 

Wybitne także /.aśtugi położył o- 
koło muzyki kościelnej, tak, ze scha- 
rakter>zowano go, jako ,,m u s i c a e 
s a c r a e r e si a u r a i o r i n g e n i o- 
s i s s i m u s"'. Jak wielki był upadek 
muzyki kościelnej, charakteryzuje 
dostatecznie n. p. zdanie muzyka 
operowego Spontmi*ego: .^Pr/estra- 
szyłem sią, słysząc najprostsze arye, 
duetty i chóry z ,,Arnridy'' śpiewane 
z lextem: „Tantum ergo S a- 
C r a m e n t u m*\ Nic dziwnego, ze 
tak haniebny stan wywołał głosy 
o naprawą. 

Co w Niemczech zrobił D r P r o- 
s k e, D r. F- r. Witt, na Morau ach 
Pa vel Kfiżkovsky i Holain, 
to w Czechach Lehner Siudya 
historyczne nad muzyką kościelną 
dały mu poznaC jej ogromne bogac- 
two i zaczął propagowaiL nawrót ku 
śpiewowi greyoryansk emu, ku Pa- 
jestrinie i t. d. — Wydawał czas^opt- 
smo CfCilit, pózntej CynU, w któ- 
rych głosił nasiąpującc zasady: 
kompozycyi wokahiej a la Pale- 
5 tri na, ewentualnie z wtórem or- 
gan<^w, nalei^y dawać pierwszehslwo 
przed każdą instrumentalną. Arye, 
duety, tercety, recyiacye itd., ogółem 
w^s^ystko, coby przypominało muzy- 
ką teatralną, jest zakazane. Text nia 
być podłożony słowo w słowo ko* 
lej no, jak w G r a d u a 1 e lub Msz jle, 
nic nie może byi^ dodane, ani opu- 
szczone* nic Ehytcc/nic powtarzane. 
Przygr>'wki i introdukcye na orga- 
nach i instrumentach leź mają liyL* 
wyłączone. — Mons. Lehner sta- 
rał sią wyrobić śpiewaków, ale usta- 
wą towarzystwa, mającego działać 
w tym kierunku, władza odrzuciła, 
jako »,n iebepieczną dla pań- 
stwa''. Msza Palesiriny na ośm 
głosów, śpiewana w Karlinie na 9(K> 
Tętni jubileusz archidyece^yi praskiej, 
podbiła wszystkich. Poczuto wpro- 
wadzać muzyką: Foerstera, kl- 
c h o V s k i e g o K f i I k o w s k i e- 
g o, H r u S k I, Z e I i n k i ild. Mons. 
Lehner popierał ruch wydawni- 
clwramf: MeSni kancional (kan- 
cyonał mszalny), R o r a t e , Z p ^- 
V n i k pro ć e s k e ś k o I y, aby 



smak w warstwach łudowycb «> 
kształcić. Pracuje dalej i po^mięca 
swe zdrowie i sily tej rozk i>-"' ^^^- 
cy» za którą hłstor>'a ku 
skiej nie omieszka mu v^ ._..... . 

należnego miejsca* 

(Musfum berneftt-Kici 
Zorganizowanie zakładu przyro- 
dniczo rolniczego w pałączerjiu i 
uniwersytetem 1 u d o %fc y iii prt>- 
ponuje Jul S t o k 1 a s d. Wspomuft- 
nie siedmdziesięciotetniej rocznicy 
(23 listopada 1837—1907) pierusżet^ 
ifjazdu niemieckkh lekarzy i pnj* 
rodników* w Pradze, w którym uar- 
stniczyli też koryfeusze wietlzy pr/y- 
rodniczej czeskiej: bracia Pre;?lo 
wie, Purkyne* Sternberg » 
C a n a I , daje sposobność p. S ! o- 

klasie w nr, 1 .V ^-. ^ './stów 

z dnia 1 stycznia P sp^a- 

wę urzecz\*wisinie 1 1 ^ ^ m , * .- 1 . . j ^ .. pnt: 
tych pionierów żywionej. My^J :- 
opartą na pr/ekónanm/ ż» ^ 
jako naród mały, mogą w: 
utrzymał^ się na w^żyni. 
nym ludom, jeżeli po i 
hardziej oświecić wszy- 
ludowe i utricymait je na 
pozinniłe cywilizacyjny m» > 
wprowadzi*! już w roku lTQi 
ł: m a n u e I C a n a 1 M a I a b a > .l 
zgromadziwszy koło siebie prziKiU' 
jacy eh ówczesnych uczonych, j9k 
Sc h m i d t , bracia M i k an o w i r 
Presiowie, Corda, N'*^- 
d V o r s k i' i inni — ale dz ; 
zen zaczęte upadło t jego 
Myśl ta żyła jednak w J^ i*H- K^e 
siu, który proroczo w kolicu wrze 
śnią 1837' odezwał się do ^'- 
lekarza P u r k y n e, u:<a2tjj 
siym, zamiejskim jesicze w^t',^^^^ 
Kral, Vmohradom, że ju duch cze- 
pki wystawi sobie uniwersytet tyglo- 
wy**, Marzeniem niewykonalnem była 
ta my:§l i dla H a v I i ^ k a. Ci^$ 
wprowadzić ją w c/yn, Szkoła ta 
wmna być urządzona iak n;iileci'oi. 
według najnowszych zl 
kowych, mitC działy 
zaopatrzone okizami / 
logiczny, zoologiczny^ ^ 
Celem byłoby zbadanie przy. 
rolnicze krajów korony śv 
w a. Jednem ze zadaA lego: 
zjazdu czeskich lekarzy i f : 
ków winno być wybranie '• 
któr>'by się zajął urzeczywis. . 
projektu. 



205 



KRONIKA 



Stowarzyszenie profesorów, o 

charaktłiTze ściśle zawodowym po- 
wstato przed 24 laty; należeli do niego 
wszjscy, zaliczający się do lego sta- 
nu, bez wzglądu na" przekonania par- 
tyjne. Związek osi^imął polepszenie 
bytu, uregulowanie sprawy suplen- 
tów i wiele innych kwesty i, związa- 
nych 7. dobreni wszystkich. Wzrósł 
tez w przeciągu 24 lat swego istnie- 
nia ze stu mnieiwiącej członków na 
1650, przewyższając związek polski, 
mający 130O członków i dwa związki 
niemieckie po 5(X). W \mz r. po- 
wstało czasopismo, informujące prze- 
de wszy stkiem o !j5prawacłT zawodo- 
wych, które mocno się przyczyniło 
dó podniesienia Związku, 

Ostatnie walne zgromadzenie zwró- 
ciło na siebie uwagą szerszej publi- 
czności, a to z powodu walki, sto- 
czonej między „młodymi" t „starymi" 
z powodu zarzutów przeciwko sta- 
remu wydziałów i, który zdaniem prze- 
ci wyników ma być szkodnikiem w zwią- 
zku, satelitą rządu i klerykalizmu, 
podczas gdy „młodzi" mają być przed- 
stawicielami postępu i rozwoju. Nikt 
nie może zarzucać staremu wydzia- 
łowi, że się nie st:irat z całą ener- 
gią o sprawy zawodowe, o polepsze- 
nie bytu itd. Prowadził też pracę na 
zewnątrz, wyi^łoszono na prowincyi 
około H)0 odczytów i wykładów, a 
oddział szkolnictwa żeńskiego był 
czynny bardzo gorliwie. Ale zdaniem 
przeciwników st.iry wyd/.iał nie dość 
ostro występował wobec wiadzy, cho- 
lizito więc o „ostrzejszy ton" i ode- 
centralizacyę, tj. o zniesienie „Ustfe- 
dniho Sfjolku" (centralnego Sto- 
warzyszenia), a zaprowad/.enia wszę- 
dzie miejscowych oddziałów, któreby 
się łączyły w jeden związek. Nie po- 
mogły argumenty „starych*', opozy- 
cya głosowała wprawdzje częściowo 
na starego prezesa, ale do wydziału 
przeparła swą większość. Następne 
zgromadzę n ie rozst rzy ^n ie sprawę de- 
centralizacyi na podstawie wniosku 
dra A p pelta, o ile uzyska ^/ j gło- 
sów. Jeżeli jednak stowarzyszenie 
ma zostać nadal łącznikiem wszyst- 
kich zawodowców, będzie wydział 
musiał szanować przekonania jedno- 
stek, inaczej Związek się rozpadnie, 
co nie byłoby korzystne ani dla sta- 
nu profcsorskiet^o, ani dla działal- 
ności społecznej towarzystwa. Brzmi 
to nawet zabawnie, gdy się słyszy, 



że opozycyę w stowarzyszeniu za- 
wód o w e m stanowią realiści, że za- 
znaczają się tam staroczesi, agrary- 
usze i... socyaliści i że burza powstała 
o to, że stary wydział poszedł w de- 
legacyi powitać ministra P r a S k a 
(agraryusza). A możeby założyć tyle 
stowarzyszeń profesorskich, ile jest 
stronnictw? 

Towarzystwo artystów plastycz- 
nych morawskich odbyło walne zgro- 
madzenie d. 6 stycz. b. r. w Ołomuńcu 
Na podkreślenie zasługuje działalność 
Towarzystwa, mająca na celu wycho- 
wanie artystyczne szerokich warstw 
ludowych przez urządzanie po ma- 
łych miastach prowincyonalnych wy- 
staw, które cieszyły się znacznem 
powodzeniem. I tak n. p. we wysta- 
wie w Hodoninie wzięło udział 
33 artystów ze 177 pracami, zwie- 
dziło wystawę 7.022 osób, a sprze- 
dano 42 obrazów za 9.765 koron. 
W Val. Mezifići artystów 31, prac 
149, sprzedano 27 obrazów za 
5.145 kor., zwiedzających 4.786 osób. 
W Uh. H r a d i ś t i wystawiono 74, 
dzieł, sprzedano 16 za 1500 kor., 
zwiedziło wystawę 750 osób. Razem 
było 13.000 zwiedzających, sprze- 
dano prac za 16.500 kor., czysty 
zysk z dwóch pierwszych wystaw 
wynosi przeszło 2.000 kor. Wymowne 
cyfry! towarzystwo liczy obecnie 28 
członków rzeczywistych, a 221 wspie- 
rających (po 5 kor. rocznie). 

t Jan Ćervenka, poeta, zmarł w 
Pradze dnia 24 stycznia, licząc lat 
46 Studyował prawa, ale poświęcił 
się całkowicie piśmiennictwu. Utwo- 
ry jego poetyczne są w zbiorkach: 
Amoroso, ZtiSenć vlny i naj- 
lepsze) Pisnć Zaviśovy, które 
zapewnią mu imię w dziejach litera- 
tury czeskiej. Utwory prozą wyszły 
w dwóch zbiorach: N o v e 1 1 y i D 6- 
tske Kartony. Tłumaczył C o p- 
peego, Becquera i Caldero- 
n a (Sędzia z Zalamei). Współpra- 
cownictwem zasilał głównie Kvity i 
Lumir. 

Był w końcu zmuszony jąć się 
urzędu i został adjunktem magistra- 
tu przedmieścia praskiego Vinohrady. 

T Karol Wacław Zenger, zmarł 
w Pradze 22 stycznia. Urodzony 1830 
r. w Chomutowie, wstąpił na wydział 
prawniczy, licząc zaledwie 17 lat, a 
ukończywszy prawa, poświęcił się 
....matematyce, astronomii i fizyce. 



KRONIKA 



206 



Otrzymawszy węgierskie stypendyum 
z Wbrunkiem nauczania na Węgrzech, 
był przez dziew tęć lat profesorem 
w Bańskiej Bystrzycy. W r, 1852 po- 
wołano go na politechnikę praską, 
a gdy rozdzielofio ją w r. 1H64 na 
niemiecką i czeską, zgłosił si^ za- 
raz na czeską On pienłszy w Au- 
Stryi zaprowadził osobne wykłady 
elektrotechriłki. Pisał po c?esku, nie- 
miecku i francusku, vi publikacyach 
ak a d e m i r w i e den sk i ej , pa ry sk i e j , b r u - 
kselskiej i praskiej. Był członkiem 
najpoważniejszych korporacyj nau* 
k owych całej niemal Europy* 

Mając lat 77 poddał sią operacyi 
odjęcia nogi, przetrzymał ją, rana 
goiła sią wyśmienicie; uległ jednak 
starczemu zapaleniu płuc. 

(ais) Czech -^ biskupem w Ame- 
ryce święto został mianowany, jak 
donoszą o tern z Cle vel and u (stan 
Ohio;. Jest nim msgr. Józef M. 
K o u d e I k a, dotychczasowy pro- 
boszcz niemieckiego probostwa Św. 
Michała w Cleve1andzie, a leraz o- 
trzymal godność sufragana w tejże 
dyecezyi. Msgr, Koudelka urodził 
się w klatowach w Czechach. W 14 
roku życia i rodzicami wyemigro- 
wał do Ameryki, gdzie otrzymał wy- 
kształceń f€ i wstąpił tlo stanu du- 
chownego. W Clevelandzte zbudo- 
wał piękny koSciół św, Michała kosz- 
tem dwóch milionów koron i szkołę, 
która kosztowała milion koron. 

Biskup Koudelka znany też jest 
ze swej działalności malarskiej i li- 
terackiej* Zbudowany sw©jem sta* 
raniem koSciół sam uj^iększył ma- 
lowidłami; na polu piśmiennictwa 
zasłużył się jako autor książek szkol- 
nych, do nabożeństwa, oraz grama- 
tyki czesho-angielskiej. 

(a) Spór eines/w-potskl 
w CŁenzynfikiem 

Z rozwojem przemysłu i z coraz 
większem zapotrzebowaniem ro* 
botnika wzrasta szybko liczba Po- 
laków w okręgu przemysłowym o- 
strawskim. Niema już prawie miej- 
scowości na tym obszarze, w kto- 
rejby Polacy nie stanowili znacznego 
procentu ludności. Sama Mora w* 
ska Ostrawa ma kilka tysięcy 
ludności polskie}, tak samo Przy* 
wóz, Witkowie e, a w M ary a li- 



ski c h Odrach, tuź pod JMoc. 
Ostrawą, stanowią Polacy trzy crwar- 
te ludności. W całości zarnidma 
okręg osf rawski około 80 tysięcy 
robotników Polaków / Sa to 
prawie wyłącznie emigranci z Gali- 
cyi, — którzy ty n a stałe a^m- 
dają. 

Te 80 tysięcy Polaków nie pDSiada 
ani jednej szkoły publlc^nci p -' ■ 
Istnieje jedna jcdyrta sokoła 
tna w Mor Ostrawie, założof > 
Tow. Szkoły Ludowej, ale r 
nia swego zadania, ho jest /.^. . 
a dwa razy tyle dzieci polskich i 
szcza do szKół czeskich y nit 
ckicb. Gorzej jest we U 
Maryańskicłi Górach. Pr, 
gdzie niema nawet n 

fjolskiej. Jeżeli inżyn 
ub we Fabryce jest L 
robotnik* aby dosta.. 
posyła swe dzieci do 
sklej — a gdy inżynierc 
mrec» posyła je do niem.cvkit). W 
ten sposób wynaradawia się diłfCł 
polskie 1 dziś już można bard 
sto spotka*: w tej okolicy C 
lub Niemców, przynależnycłi np. oo 
Wieliczki, Swoszowic ttd' 

Obecnie rozwinięto a:"*-v 
szkołą polską; praca ta 
jednak łiardzo powoli ■ l.- 

przeważna częśC rnboiri ,u* 

ków nie jest narodowo u 
na i wielki procent stan 
fabeci. A nadto ogół odiiu..- 
ufnie do szkół poTskicb, l>o r 
często można słyszeć od n : 
ków, dzieci nie nauczą sią po nie* 
miecku, a tego najczęściej doma- 
gają się od szkoły. Na ogół b^rdto 
opłakane- stosunki pod tym wzglę- 
dem, 

W Błędowicach Średnich 
w pow. frydeckini domu Po- 

lacy juz od dłuższego c, ih 

polskiej, lecz władze - . *♦ 

opawskie ignorują ich ż^ (a- 

syczną jest odpowiedź w i-j sprawie 
Rady szkolnej, mianowicie, żebv Po- 
lacy z Błędowic Śred" ~ V " :\*c 
dzieci do szkoły p<' i,y- 

wicach Dolnych*(pov^.,^. 
Zatem Polacy w Błędo\ c 

dnicłi mają płacić na Sć^..-i^ *., t;|- 
scową czeską, z której źadnei ko- 
rzyści nie mają, a dzteci posyłać do 
szkoł>' w Błędowicach Dolnych, gdzie 
już i tak jest przepełnienie. 



M 



207 



K1U3NIKA 



(ek) Sto war ku kronika. 

Inspektorzy szkolni przeprowa- 
izają barbarzyńską ustawę Appo- 
lyego. O byle co otrzymują nau- 
zyciele ,^dyscyplinarki". W ostatnich 
zasach musi a no zdjąć ze szKół lu- 
lowych napisy słowackie. Żądano 
ladto, te by nastąpić je madiarskimi 
lapisami, chociaż ustawa nie po- 
siada, że napis być musi, a tylko, 
:e nie może być słowacki. 

Szowinizm madiarski dochodzi aż 
lo głupoty. Niedawno n. p. powstał 
jank ludowy w Ruźomberku. 
3znaczenie miejscowości w języku 
iłowackim nie podobało się władzom, 
slaj wyższy sąd rozkazał nazwę Ru- 
Somberek zamicnit! na Rózsahe- 
iy\ — Drugi faki: Zbierano składki 
*' R o s i n d o I e na sieroty w Czer- 
iovej. Pomimo zakazu „notara**, któ- 
y pieniąd^,e zebrane chciał odebrać, 
:>desłano je na miejsce przeznacze- 
lia. Za to ukarano kilkodniowem 
Aięzieniem. A z drugiej strony hr. 
\ndrassv przeznaczył na ten sam 
:el 1000 koron. 

(ais) Sloirieitska kronika. 

Sprostowanie. W numerze grud- 
niowym z roku ubiegłego w dopi- 
sku do artykułu „Artyzm u Sło- 
iki e ń c ó w" na str. 388, zakradła 
iię pomyłka: „Białą Krainą" 
nazywa się część Krainy Dolnej (Do- 
Icnjsko) — kżąca na pograniczu 
z Chorwacyą. 

Stosunki włosko-słowieńskie co- 
raz bardziej się naprężają. Oto świe- 
co Corriere Friulana w Gorycy pro- 
paguje bojkot kupców słowieńskich, 
grożąc ogłaszaniem nazwisk nabyw- 
ców w handlach i magazynach sło- 
wienskich. Tymczasem poprzestaje- 
my na zanotowaniu tego faktu, gdyż 
zapewne do sprawy stosunków wło- 
skosłowiefiskich wypadnie nam nie- 
raz jeszcze powrócić i szerzej je o- 
mówić. 

Praw swych w Karyntyi Sło- 
wleńcy strzegą i bronią coraz ener- 
giczniej. Gmuia Sele w Karyntyi 
od roku \9\}\\ tj. od czasu, gdy Wy- 
dział krajowy orzekł, iż korespon- 
dencya z władzami ma być prowa- 
dzona tylko po niemiecku, wszyst- 
kie pedanta robiła jedynie w języ- 
ku słowie nsk im. Wydział krajowy 



nie chciał ich uwzględniać i syste- 
matycznie zwracał; zwrócony też zo- 
stał budżet na rok 1908 i prośba o 
podwyższenie dodatków, gdyż była 
również po słowiefisku napisana, 
choć z dołączeniem niemieckiego 
przekładu. Wobec tego gmina wy- 
stąpiła na drogę sądową, oskarżając 
Wydział krajowy o pogwałcenie za- 
sadniczych ustaw państwowych. Roz- 
f>rawy sądowe odbyły się w Ce- 
owcu (Klagenfurt) dnia 16-go stycz- 
nia i sąd przyznał, że karyntyjski 
Wydział krajowy postępkiem swoim 
przekroczył zagwarantowane ustawa- 
mi równouprawnienie języków. Ze 
strony Słowieńców popierał dzielnie 
sprawę adwokat dr. Janko Breje, 
a wyrok zapadły ma doniosłe zna- 
czenie dla wszystkich gmin, w któ- 
rych samowiedza narodowa ludno- 
ści słowieAskiej rozbudziła się już 
w dostatecznej mierze. 

Że ta samowiedza ogarnia coraz 
szerszą połać prowincyi, dowodzi te- 
go coraz większa ilość gmin, z któ- 
rych zarządu wypierani są Niemcy. 
Świeżo właśnie przy ostatnich wy- 
borach gminnych stało się to w gmi- 
nie Vernberg w Karyntyi, gdzie na 
18 członków zarządu Słowieficy zdo- 
byli 11 miejsc, skutkiem czego rzą- 
dy gminy przeszły znowu w ich rę- 
ce po wielu, wielu latach panowania 
niemieckiego. 

Na pograniczu słowieńsko- nie- 
mieckich osiadłości działa niemie- 
cki „S c h u I V e r e i n" , — który 
w ciągu 25-ciolecia swej dotychcza- 
sowej działalności w 46 szkołach 
dał wychowanie 68970 dzieciom. — 
„SUdmark" zaś nabyła 300 morgów 
ziemi z rąk słowieńskich i osiedliła 
na niej włościan niemieckich. Sio- 
venec, podający notatkę o tem, koń- 
czy ją słowami: „Tak postępuje spra- 
wa mostu niemieckiego do Adryaty- 
ku..." Nam się jednak zdaje, że gdy 
wziąć pod uwagę to, co się robi ze 
strony słowieńskiej dla przeciwdzia- 
łania niemczyźnie, w ostatecznym 
wyniku niemieckość nietylko nie ro- 
bi postępów, ale się dosyć znacznie 
cofa. 

Mianowanie ministra południo- 
wo słowiańskiego, jak donosi wie- 
deński korespondent Agramer Zei- 
tungy jest postanowione. Prezes mi- 
nistrów miał dać w tym względzie 
stanowczą obietnicę klubom „Savez 



KRONIICA 



2f» 



juinih Sla\ ena" i „Sio venski klub*. 
Mianowanie ma nastąpić albo t^ruz 
po ukończeniu wyborów do sejmu 
krajowego, albo tei w czasie wio- 
sennej sesyi parlamentu. 

Jeszcze jedtiego Polaka na sezon 
bieżący z a a n jj a ż o w a ł a ope- 
ra słowieńska w Lubiani e. 
Jest nim p. 6o(esła w Sulikowski, 
tenor, będący dotychcisas artystą te- 
atru lwowskiego. Tym sposobem łą- 
cznie z poprzednio wymień ionemi 
osobami teatr lublaf^ski ma w swym 
składzie 4 Polaków i 2 Polki, 

Antoni Foerstcr, nestor i refor* 
mator słowienskiej muzyki kościel* 
nej, obchodził dnia 20 grudnia roku 
ubiegiego70 rocznicę urodzin. Dzieft 
ten był uroczyście obchodzony w sze- 
rokich kołach mieszkańców' Lubia- 
ny i wszystkich przyjaciół rodzimej 
muzyki. Antoni Poerster* od lat wie- 
lu dyrektor chfiru w katedrze lublan- 
skiejt wielce się zasłużył na lem sta- 
nowisku. Posiadając wysokie wy- 
kształcenie muzyczne, nieobliczalne 
zasługi położył jako pedagog na po- 
lu muzyki, a swemi kom pozy cyami 
świeckiem! i religijnemi zajmuje naj~ 
wybiiniejsze stanowisko wśród star* 
szych kompoz>i;orów słowieńskich. 

Lata nie odjęły poloiu artystycz- 
nego zasłużonemu muzykowi sło- 
wie ńsk temu, gdyż oto na krótko przed 
jubileuszem wyszedł nowy zeszyt je- 
go utworów do śpiewu, które tak li- 
czne stowarzyszenia śpiewacze po- 
witały z ogromncm zadowoleniem. 

W fińskim przekładzie ukazał się 
pod koniec roku ubiegłego utwór 
Sło wieńca w Pin landy i. Sło wieńcem 
tym jest lvan Cankar, którego 
„Martina Kaćura'' przeiłoma- 
czyła na fiński p. M a i I a T a I v i o, 
iona znanego sla wisty M i k k o 1 i, 

fłrofesora uniwersytetu w Helsing- 
orsie. 

Matka Sloyenska pod zarządem 
swego nowego prezesa dra 1 1 e S i £ a 
rozwija coraz szerszą działalność i 
z3^'skuje coraz większe poparcie. 
Liczba członków doszła obecnie do 
4,000 t. j. do liczby, jakiej nrgdy nie 
liczyła. 

Matica ogłasza obecnie dwa kon- 
kursy: 

1) z fundacyi im. Jurćił^-Tom* 
śi£a, z powodu stulecia od czasów 
napoleońskiej »,l li i r y i"*. — oraz 
rocznic urodzin StankaVraza i 



L u d w i k a Q a j a, mytnŁaano ihrk 
nagrody po 200 koron za najlepsze 
prace o francuskim okresie ni nem* 
słowiefiskiej, lub o **i1Hr>'fskici ilo- 
bie"" St Yraza alb<» L Gafa. 

Prace mają by»f nie więks' 
4 arkusze druku. Termin nac 
wy znaczą się do dma l-^o gru«ifiia 
1909 roku. 

2) z fundacyumiema Cos ta wy* 
znaczono jedną nagrodę w nrjso- 
kości 200 koron za utw6r literadu 
dowolnej treści, czterech arktiszy 
druku. Rękopisy winny byi! 2ło2cMc 
przed I maja 1909 roku, 

»,M a t i c a"* isakrząinęła s^ę tct 
koło wydania arcydzieł poi^iyt ni- 
rodów słowiańskich. Na p<K:2ąt^ 
mają być przełożone : ^O s hi a n* 
Gundulića, »Pan Tadeusz* 
Mickiewicza t ^ugentys/ 
Oniegin** Puszkina 

Matko Mandie. ^^ 
łącz stronnictwa lib 
dzrł 25-letni jubileusz sv ^, 

ności społecznej, Prof. \ -i. 

dić z urodzenia jest O^ 
kszą część jednak 
pracy dla dobra Sło^'-:;: 

Przed 25'Ciu laty pir/u: .! zawćtf 
pedagogiczny, a objąt redaKcyęctt- 
soptsma Naśa Sioga u Tr>t?oe 
i od lego czasu jako piezes sto%^ 
rzyszeń „E d i n o s V* i »D e I a %* 
sko pod porno drużsiv<r 
(zrzeszenie robomiczc) siał oąjga 
w pierwszych szeregach d/« ^J--^'- 

Współdzfałał przy zakłada 
warzyszen ,,S I o v a n s k o p 
d r u ś t V o'*, ,.K o I o*" (śpię 
„Trzaska p o s o j i 1 n ? c 
sa pożyczkowo - os ze ze : ji 

nK m e i i j s k a z a d r u ^ i i- 

m a 1 1 n s k i s k u p'* ora^ i^4i:tal^ 
„Drużbę s\\ Ćirila tn Me- 
toda" w Lubianie. Dwukrotnie, gdi 
tego zachodziła potrzeba, oNffTTw> 
wał na czas pewien reda- ^fth 

nika Edifwst, a stale za ^^ 

sprawą szkolnictwa sł' go 

w Tryeście i n;ijblTższej 'ch 

nie w aż jednak w d/ ■' 
stał na stanowisku 
i w obchodzie jego ju,'l,cu-/.u t*/ v 
udział tylko zwolennicy kierunku 
liberalnego. 

Obchód urządzony był drtia 12-gO 
stycznia bn: w bankuru- n^ .-^wa 
jubilata uczestniczy ^ 
tej okazy i zebrano 2i _ _ ., 



!09 



KRONIKA 



i' ró\^'nych częściach maj^ być roz- j 
Izielone na rzecz szkolnictwa sło- I 
t'ieńskiego i chorwackiego. Wśród ' 
icznych telegramów, odczytanych w I 
zasie bankietu, znalazło sią też po- i 
winszowanie od b. wicebana chor- i 
vackiego dra N i k o li ć a. 

Wybory do Sejmu krajowego są 
jbecnie osią, koło której obraca się 
:ycie polityczne Słowieficów. Głow- 
ią walka odbędzie się między ka- 
olickiem stronnictwem ludowem i 
^ariyą hberalną. Socyaliści, „Kmets- 
^ a s t r a n k a" i „G o s p o d a r- 
ł k a s t r a n k a" wystawiają kan- 
lydaiów jedynie w pewnych okrę- 
gach, - gdzie mają jakieś widoki 
Łwycitstwa. Walka wyborcza odbę- 
izie się pod hasłem rcforn^y wybor- 
:zej, którą popiera Slovenska 
-judska Stranka. Poprzednio 
stronnictwo ludowe domagało się 
powszechnych wyborów do sejmu 
krajowego i ponieważ jednak rząd 
lał do zrozumienia wcale niedwu 
znacznie, źe na to się nie zgodzi, 
mąc na razie ma być utworzona 
ylko nowa kury a wyborcza z po- 
^szechnem prawem głosowania, o- 
>eimująca 10 mandatów. 

Li be rai i woleliby, żeby wszystko zo- 
stało po dawnemu, gdyż przy po- 
A'szechnem głosowaniu wszelkie 
szanse zwycięstwa posiada stronni- 
ctwo katolickie. 

Agitacyjne zebrania przedwybor- 
cze odbywają się po całym kraju. 
W wielu okręgach kandydatury zo- 
stały już postawione. Prezydent Lu- 
biany I V a n H r i b a r, będący' je- 
dnocześnie posłem do parlamentu i 
do sejmu, zrzekł się obecnie kan- 
dydatury do sejmu. Czyżby to miało 
być rezy gnący ą w obawie niepo- 
myślnego wyniku wyborów? Czas 
w niedalekiej przyszłości rozwiąże 
tę zagadkę. 

(St) Chorii'(wka kronika. 

Nowy ban Chorwacyi br. Paweł 
R a u c h urodził się w r. 1865. Ro- 
dzina jego pochodzi z Siedmiogrodu, 
skąd przesiedliła slą do Chorwacyi 
w r. 1560. — Ojciec jego br. Lewin 
Ra uch był pierwszym banem chor- 
wackim po zawarciu ugody. Br. Pa- 
weł Rauch odbył studya w Zagrze- 
biu, Peszcie i Wiedniu. Jako wirili- 
sta wszedł w skład sejmu od r. 1895. 



W występach swych zaznaczył się 
jako u ni o n i st a wyraźny. W roku 
1900 ustąpił z polityj^i, ale w r. 1905 
występuje znów w sejmie i to z po- 
tępieniem „nar. stranke" (madiaro- 
now). Po rieckiej rezolucyi wstąpił 
do koalicyi chorwacko-serbskiej, któ- 
ra go wybrała delegatem na wspól- 
ny sejm, jednak po dwóch miesią- 
cach zrzekł się mandatu i wystąpił 
z koalicyi. Rola nowego bana jest 
niezmiernie trudna. Zgalwanizować 
i skupić koło siebie elementy unio- 
nistyczne w kraju znajdującym się 
w ogniu antiwęgierskiej agitacyi, nie 
będzie łatwe do wykonania. 

(ais) Liczba wyborców w Chor- 
wacyi i Sławonii według ostatnich 
obliczeń wynosi 47892 tj. ledwie 2 

Rrc. ogólnej ilości mieszkańców. — 
fajmniej wyborców ma okręg Lika- 
Krbava (1358), a najwięcej okręg 
Srijem (13687). Później następują 
okręg Zagrzeb z 8528, Virovitica 
z 5872, Belovar z 4242, Pożega 
z 4069, ModruS Rijeka z 3872 i Va- 
rażdin z 2192 wyborcami. Wśród 
miast najwięcej wyborców ma Za- 
grzeb (3506), — a dalej idą Osjek 
(1531), Zemhn (620) i Yarażdm (605). 
Spalenie chorągwi węgierskiej 
w Rjece. llustracyą obecnej walki 
chorwacko-węgierskiej jest fakt spa- 
lenia chorągwi węgierskiej, powie- 
wającej na gmachu pocztowym w Rje- 
ce. Robotnik Milan Samar gia 
zapaliwszy pakuły uwiązane na kiju, 
przyłożył je do chorągwi z okrzy- 
kiem: „Żivilahrvatska Rje- 
ka". Wywiązała się z tego bójka 
z robotnikiem węgierskim, a zajście 
przybrałoby szersze rozmiary, gdyby 
nie wkroczenie policyi. Spalenie 
chorągwi wywołało silne wrażenie 
na bawiącej tu delegacyi. Jak wia- 
domo, Kjeka prawnie należąca do 
korony chorwackiej, została wcie- 
lona do Węgier mimo protestów 
chorwackich. Jestto jeden z bole- 
snych ciosów zadanych Chorwacyi 
i jedna z przyczyn rozgoryczenia 
przeciw Węgrom. 

Stronnictwo Star£evicśn stawia 
w przyszłych wyborach kandydatów 
w 68 okręgach wyborczych. W Za- 
grzebiu kandyduje prof. Krśnjavi, 
Horvath i PerSić. Supilo, 
wódz rezolucyonistów , kandyduje 
w Delnicach. 
Jeden z najsławniejszych „gu- 



ebokika 



210 



ilBrzy*^ (śpiewaków r^ieśni ludowych) 
BoSni, Has san SaSić, zginął 
w tym miesiąciK upadłszy ze sRały, 
Setki pieśni ludowych o dawnych 
junakach, o walkach z nkaurami" 
umiał SaśiC śpiewać przy guśli. 
Wiele t nich przepisał H o r m a n n 
i umieścił w zbiorze mahometan- 
skich pieśni Bośni i Hercegowiny. 
2 SaSićem zginął jeden z cieka- 
wych typów starych pieśniarzy rapso- 
dów, śpiewających chwałę „dumnej 
Bośni^ 

Budżet Boinł 1 Hercegowiny. 
Wspólny minister finansów Burtan 
przedłożył austro*węfiicrskim deie- 
gacyom budiet krajów okupowanych 
na rok 1908. W budżecie przewidziano 
jako dochód z podatków i innych 
poborów państwowych 66*468 959 k., 
wydatki wynoszą 66,412.018 kor. » za- 
tem prze wyżka dochodów wynosi 
4.941 kor Bośnia utrzymuje się więc 
sama. Kwestyą innego rządu jest, czy 
przewyzka świadczy o kwitnącym 
stanieekonomicznym. N^dza bośnia- 
ckiego chłopa, nierozwiązana dotąd 
kwestya agrarna, tysiące km et ów 
czekających reformy i uwłaszczenia, 
zdawałyby stę świadczyć przeciw. 

Rz^d krajowy Bośni \ Hercego- 
winy wydał rozporządzenie, wedłujj 
którego żaden urzędnik nie powi- 
nien brać udziału w agitacyi, lub 
akcyi natury bądź kulturalnej, bądź 
politycznej. Podobne ścieśnienie wol- 
ności politycznej kół urzędniczych 
nie wydaje' się wcale zgodne z du- 
chem postępu. Wiele jest rzeczy mo- 
żliwych w* krajach za Sawą.„ 

Nowym metropolitą w Saraje- 
wie wybrał patryarchalny synod w 
Konstantynopolu Eugeniusza Le- 
1 1 c ę. 

Redaktor mahometańskiejgo pi- 
sma Musauai, Smail aga Ce ma- 
no vi ć, skazany został przez sąd 
z powodu zbrodni z § 292. 

Baron Beck o Dalmacyu Z powo- 
du interpelacyi posła Malika i tow. 
w sprawie Dalmacyi, odpowiedział 
hr Beck znaczącem oświadczeniem: 
^.Rząd rozwinie politykę inwesty- 
cyi na korzyść Dahnacyi . która 
tworzy z innymi krajami 
zastępowanymi w Radzie 
pat^stwa jedno i na tychsa- 
mych zasadniczych usta- 
wach państwowych stojące 
państwo,— która wchodzi w skład 



I tegoż |>aństwa i według § 11 uńzwj 

I zasadniczej z r. 1867 pokojowo nic 
może być odłączona od całości 
stwowej bez pozwolenia Rady 
stwa**. Br. Beck nie wspomniał 
zupełnie o ugodzie węgierskcKfi 
wackiej, która wspomina o priYf 

' leżności Dalmacyi do Choni:^ 
Nowe ptstno polityczne vt %■■ 
cy» Veiebit zacznie wychodiei^ w Spij- 
cie (Spalato) tego miesiąca. &ędtk 
to organ „stronnictwa chor- 
wackiego*' pod redakcyą posłł 
Dra T r u m b ł ć a. 

Włosi dal maty Ascy wyra rają sw^ 
je sympatye Ghorwacyi u Jc~ 

z Węgra mL Ich organ Dp 
raźa nadzieją, że naród ^m^ i2av. 
swych praw/ walczący o w^knośŁ, 
nie może uledz, choćby go cz^kMh 
dni ci^cźkie. „My Włosi, jako liherftu. 
pragniemy widzieć zw^ycięstwo po 
stronie Chorwatów * Serbów, Clior- 
wacyi i Sławonii**. 

chorwacki dramat V o i n o v i ^ 
^D u h r o \ a ć k a T r i 1 o e i T ;*" vi i 
konanym będzie w pras> 
d ! V a d 1 e. Teatr na \ 
dach wystawi nowy drainat 
K \ c d e r - J e I o V S e k o w e L ^ - 
T r e s i ć a ^F i n r s r e i p u b 1 1 c a e' 
Emigracya chorwacka w połu- 
dniowej Ameryce znajduje się w po- 

' łożeniu dość ^mutnem. W Bu^rtoi 
Ayres jest około 30.0(K) ChOnraf^ 
I Serbów, ale bez żadnej orgatiitt- 



V 



cyi lub siowarzyszenia. 
cząśC stanowi warsrwa r 
robot n i k ó w z p tacą 4 — 6 k - 
jest rzemieślników z zarot' 
szym. Chorwaci, którzy na 
dali te stosunki, podnoszą » 
grantów^ prócz tego bar^ f. i - 
świadomość narodową, 

W kwesty! autonomii wy/ 
wej i szkolnej dia mahometan . 
śni rozpoczęły się obrady " 
wydziałem egzukutywnyfn ; 
mafiskiej organ f żacy I a rządon 
w tym kierunku Istniał 
gdyż rząd starał sią znisz^ 
tonomią. uważając ją za tHMiB 
a nt i austryack tej agitacy i. 

(K) Prawno* pafistw^ stdnowl&ko 
Chorwacyi wobec Węgier ChOf^M* 
cya była aż do r 179(^ zupełn 
podległa, związana t koroną . 
ską li tylko unią personalną. 
udział w elekcyi wspólnego 
Stosunki polityczne wymagały czc>'^- 



KRONIKA 



ozumienia się z Węgrami, a wten- 
% wyprawiał sejm za^^rzebski do 
[ierskiej^o, poselstwa (złożone 
wóch lub trzech osób tyJko), o- 
■zone .<ci«ilą instrukcyą. Uchwały 
nu węgierskiego, choćby powzię- 
ła życzenie tych delei^atów, nie 
ły jednak mocy obowiązującej 
^horwacyi, póki ich sejm zagrzeb- 
nie potwierdzi. 

omiędzy Chorwatami a Królem 
redniczyła Rada bańska (banal- 
svet), istniejąca aż do roku 
3, kfedy M a r y a Teresa kom- 
sncye jej przelała na Radę namie- 
czą węgierską. Sejm chorwacki 
ystał na tą innowacyę dopiero w 
790 i tu koniec niepodległości 
łrwacyL 

le przystał sejm r. 1790 na uzna- 
węgierskiego namiestnictwa, jako 
dzy dla Chorwacyi, tylko tymcza- 
'o, a mianowicie: póki się nie 
yska ziem chorwiickich pozosta- 
fch pod panowaniem weneckiem 
reckiem, ażeby było żupanij chor- 
;kich na tyle, żeby niojfły własnym 
ztem utrzymać wyższą polityczną 
dzĘ (d i c a s t e r i u m). Do tego 

czasu — brzmtała uchwała — 
zie sześć żupanij chorwackich 
jrjmować zlecenia od namiestnic- 

węgierskiego, ale za to ma się 
em namiestnictwie utrzymywać 
jdpowfedniej liczbie urzędników 
rwackich. 

lotywowano więc uchwałę wzglę- 
ii oszczędnościowemi, a nie po- 
:znemi. 

^naC też w tej uchwale, że nietyl- 
nie zaniknęła w Sejmie chorwac- 

1 zasada niepod'c^ło.4ci> ale że 
niędzy posłami istniała ideat. zw. 
Ikochorwacka, nie bt;dąca więc 
kle dzisiejszym wymysłem. Pod 
lowaniem Wenecyihyla Dalmacya, 
I jarzmem tureckicm Serbia, Bo- 
I i Hercegowina. Zastrzegano so- 
, że gdy się odzyska te „ziemie 
TWackie**, będą one pod wspól- 
n rządem, będą miały wespół ne 
ivyżsxe urzędy i będą podpadały 
I kompetencyę „Rady bańskiej", 
której stosowne utrzymanie nie 
rak nie wtenczas .środków 

en sam sejm zajytrzebski 1790 r. 
lał atoli, że odtąd sejm węgierski 
być w^ładzą wspólną dla Węgier 
horwacyi w sprawach p o- 
t k o w y c h. 



Tej powolności względem Węgier 
była ważna przyczyna : obawa przed 
germanizacyą. W r. 1784 wydał Jó- 
zef II. rozporządzenie, że w prze- 
ciągu trzech lat ma się zaprowadzić 
na Węgrzech i w Chorwacyi język 
urzędowy niemiecki, zamiast dotych- 
czasowego łacińskiego. Nie umiejący 
po niemiecku nie mogliby przeto ani 
urzędów piastować, ani należeć do 
korporacji prawodawczych. Węgry 
miały najwięcej sił do oporu prze- 
ciw józefińskim rozporządzeniom i 
do oporu też zabrały się; Chorwa- 
cya, sama za słaba, łączyła się więc 
ściślej z silniejszemi Węgrami. 

Zachodziły też względy natury sta- 
nowej. Józef II. łamał przywileje sta- 
nowe, dążył do emancypacyi ludu, 
pociągał szlachtę do pod^ków. Szla- 
chta chorwacka chętnie tedy przele- 
wała prawo uchwalania podatków na 
sejm budzyński, jako w tej sprawie 
mający być wspólnym, spodzie- 
wając się tam skuteczniejszej obro- 
ny swych przywilejów, bo am nawet 
w Polsce nie mieli magnaci takiej 
potęgi, jak na Węgrzech. 

Józefińskie rozporządzenia trzeba 
było potem cofnąć, pod grozą roz- 

Cadnięcia się monarchii habsburskiej, 
fsunięcie łaciny z węgierskich urzę- 
dów, utorowało tam drogę nie języ- 
kowi niemieckiemu, ale ojczystemu, 
madiarskiemu. 

Chorwaci zaniedbali jednak swój 
język ojczysty, a skoro tylko opę- 
dzili się niemczyźnie, pozostali na- 
dal przy łacinie i tak było aż do r. 
1847. Nigdy, ani razu nie spotykamy 
się w latach 1784—1843 z pomysłem 
zaprowadzenia języka chor\\ackiego, 
jako urzędowego. Ale ani nawet do 
gimnazyów nie wprowadzono nauki 
języka chorwackiego, — podczas gdy 
I w niejednej ze szkół chorwackich 
uczono języka madiarskiego. Dopiero 
w. r. 1843 poseł sejmu chorwackie- 
go Ivan Kukuljević spostrzegł 
się. Był to pierwszy Chorwat, 
który pomyślał o tern, że język chor- 
wacki nietylko mógłby być urzędo- 
wym, ale mm być powinien. Ale wnio- 
sek jego upadł I Dopiero w cztery lata 
potem, dnia 20 listopada 184? zgo- 
dził się sejm chorwacki na wprowa- 
dzenie własnego języka do chorwac- 
kich szkół i urzędów. Spóźnili się. 
Język madiarski był już znacznie le- 
piej do tego wyrobionym, a przytem 



KROKIK^ 



usuwanie łaciny stało si^ Icraz opo- 
zycyą nie przeciw Niemcon^ lecz 
przeciw A^adiarom, z którymi miało 
się wspólny sejm, wspólną juź poli- 
tykę finansową. 

' W ten sposób kwestya języka u- 
rzędowego siata się sporną pomią- 
dzy Wągrami a Chorwacyą, a Chor- 
waci nie mają odtąd polityk t stałej, 
lecz wahają się pomiędzy Budzyniem 
a Wiedniem, srosawnie do tego, skąd 
się spodziewają większego poparcia. 
Atisirya odzyskali Dałmacyę, odzy- 
skała* Bośnię i Hercegowiną — a(e 
nie dla Chorwatów, a Chorwaci stali 
sią piłką w raku Wiednia, trzymają* 
cego sią wciąż jeszcze zasady d i v i- 
de et impera (lublański Ca^), 

(st ) SVi7WiVf kronika* 

Szowinizm urzędowy. Królewski 
rząd serbski w irzeciem wydaniu 
szkolnego podręcznika ^Zemljopis 
Srhje i srbskich ze mai ja'' idzie 
trochę daleko w^ urzędowym szo- 
winizmie, stosowanym do szkół. 

Oto poszczególne ustępy : Str 88. 
C b o r w a c y a i S I a w o n i a. Lud- 
ność 2,400.000. Mieszkańcy są Ser- 
bowie prawosławni i Katolicy, Dwie 
trzecie z nich są katolikami i nazy- 
w^ają się Chorwaci. 

5tr 7L Dal macy a. Mieszkańcy: 
Dalmatyńcy — liczy 600.000 mie- 
szkańców, prawie wszyscy są Ser- 
bami. Na wybrzeżu morskiem są też 
i Włosi. Serbowie podzieleni są na 
dwa wyznania: katolickie i prawo- 
sławne! 

Str. 90. 1 s t ry a jest największym 
serbskim półwyspem. Ma30(UNXłlu- 
dno:ici - ;j Serb6w; a ' -i Włochów. 

Przeglądziem serbskich Ser- 
bia stanowi tylko ' ^ ?iem serbskich. 
Na ziemi serbskiej żyje około 12 mi* 
lionów mieszkańców, z lego 9 milio- 
nów Serbów. W Serbii i Czarno- 
górze żyją tylko Serbowie, w Bai^ce 
I Banacie jest lylko - ;, Serbów, zre- 
sztą Wołosi, Niemcy i Madiarzy. Ale 
w każdym z tych krajów większość 
stanowią Serbi i stąd zowią się one 
kra|ami serbskimi. 

Geografia tego podręcznika jest 
rzeczywiście pouczająca. Wskazuje 
nam nie tyle wiadomości naukowe 
autora, ile to, że nie tak prędko na- 
leży oczekiwać końca sporów chor- 
wacko-serbskich, o ile szowinizm 



1 'iw r 



w podobnie ostrej formie krreei 
ze strony oficyalnej w Serbii. Tatei 
apetyty ńle są tni zdrowe, ^w f^ 

litycznie rozsądne. 

Dochody kolei sertiskiErtt rir 
stwowych wynoszą bruttf 

franków, czyli 1.727 fr Zl 

drogi żelaznej. Ostatni rok pr^jfłui* 

poduyżkę 78.880 franków. 

Dochody z monopoldw 
od I stycznia do 1 4:ri!d'i 
37,787.000 franków. Z ^ 
szło 29 milionów^ fr, id 
i umorzenie długów par^ 

Wywóz serbskicli cerę; 
szedł za 11 miesięcy r. I 
l90.720iXłO kig, wanoict 
W szczególności wywiczi- 
nicv .SfK733 OOO kig.. ryżu 2>*) v' -j • ; 
jęczmienia 2K,249>0lX) kiio^i , ^^ 
7,889000 ktg.,_kukurudJty !»■ v;^>a' 
kd ogra mów. 

Belgradzki sąd unie 
łę, wediUii której zanit.- -. 
go śledztwa w głodnej - 
śmierci braci N o^ 3 ' 
w więzieniu policjjner^ 
znacz aj ą, źe nie udow*o . 
czy władze użyły wszeiK 
i ków, zanim nakazano st- 
I uwięzionych Nora 
w\ąc drugt etap :. 
pew^nego cxasu za ^fuwn. 
ków opo/ycyi przeciw rz. 
śića 

Socyalisct w serbskiej ^np&fff 
nie postaw di wniosek o wyratetr 
sympatyi rosyjskim posłom' druM 

dumy, którym rząd wy* * -- -^ 

pol i Tyczny, Przewodni 
tyny odrzucił w n 're- 
szty na nie może r 
wnętrzne sprawy o-^^ 
Socyalistyczny pose* L 
dłożył petycyę o pow^ 
wyborcze » podpisitne 
osób. 

Między CtarnogiSrf a T 
nują w ostatnich tygodnuic 
bardzo zaostrzone z pov 
na granicy. Turcya p^ 
posłowi w Cetinju żąd u 
dalszych kroków niep 
i ukarania winnych. Na 
granicy skonsygnow^no ! 
nlerzy, na czarnuL 
(AJ Serbowie na \^ 
wacyi posiadają aur nr. 
wą, której geneza jesi 
kawa dlą łusioryka i pra,vn 



pr^itt 



lim 



13 



KRONIKA 



Serbowie nie są tam autochtona- 
imi, lecz potomkami osadników 
edawnej stosunkowo daty, zbiegów 
Tbskicti, chroniących ^\ą na teryto- 
'um chrześcijaiiskie podczas wojen 
reckich. NajAvi<jks^a \\ośC przeszła 
anicę w r. IG90. Cesarz L e o- 
old \., chcąc do tej immigracyi 
ich^cił^, nadał im przywileje, uznał 
h, jako osobny naród i pozwolił na 
imorząd według ich własnego pra- 
a zwyczajowcjJo i na organizacyę 
i podstawie wyznaniowi} niezna- 
*go dotychczas w habsburskich 
nerżawach prawosławia. Serbowie 

nie mogli sią osiedlić w pewnem 
graniczonem terytoryum, dla nich 
Iko przeznaczonem — to było już 
iewy konał ne dla braku takiego pu- 
ego terytoryum — ale osiedlali 
ą miedzy Chorwatami, Rumunami 
ad laram I . W Cho rwący i n ależała wła- 
:a prawodawcza do sejmu chorwac- 
ego. na Węgrzech do węgierskiego. 
&sarz wyjął Serbów z p6d tego u- 
awodaw^stwa^ poddając ich wprost 
jzpo^rednio swej osobistej władzy 
swych następców. Serbski cerkie- 
ny' kongres pod przewodnictwem 
itryarchy uzyskał kompctencyę u- 
awodawczą 'dla nich w sprawach 
etylko kościelnych, ale też i świec- 
ch, o i łeby uchwały jego otrzyma- 
potw i e rdzenie cesarza. Każdy 
iąc Serb pod panowaniem Habs- 
irgów^ gdziekolwiek by pr^.ebywał, 
rł członkiem własnej narodowej 
■ganizacyi kościclno-poiitycznej. 
Była to prawdziwa autonomia 
a r o d o w a, j e d y n y t e g o r o- 
zaju przykład w całej hi- 
t o ry i p o w s z ec h n ej. 
Wągrzy patrzeli na to z razu nie- 
lętnem okiem, ale z czasem oswo- 

się z serbską alonomią i nastały 
>bre wzajemne stosunki. Serbowie 
iś, dziąki autonomii rośli w siły, 
jąwszy się handlu, zwłaszcza zbo- 
>wci;o (który całkiem i!:agarnęli), 
togacili się, a przez tn nabierali 
ż znaczenia i wpływów. Mając auto- 
)mię, nie w^ahali się ponosić zna- 
nych ofiar na cele kulturalne (fun- 
icye ich szkolne wynoszą dzisiaj 
ż przeszło 15 milionów koron), 
osiadając dobrobyt I swobodę, roz- 
nożyir się tak, źe z czasem stali 
I w niektórych okolicach żywiołem 
tnującym i powstały serbskie 
kręgi. Mauiarzy me mogli z ni- 



mi współzawodniczyć na żadnem po- 
lu, — przeciwnie, cofali się przed 
nimi coraz bardziej. W r. 1848 złą- 
czono okręgi posiadające większość 
ludności serbską w osobną całość 
administracyjną pod nazwą Woje- 
wództwa serbskiego {Srbska Wojwo- 
dina)y do czego dopomagał Serbom 
z całą usilnością sejm chorwacki. 

Nastały jednak wśród Serbów prą- 
dy liberalne, niezadowolone z „teo- 
kracyi", z połączenia spraw polity- 
cznych i kulturalnych z cerkiewnemi 
pod przewodem metropolity i syno- 
du cerkiewnego. Rozpoczęli kampa- 
nię przeciw temu, woląc bezpośre- 
dnio należeć pod Węgry i sami Ser- 
bowie doprowadzili do rozwiązania 
„wojwodiny". 

Bulgarskn kronika. 

f5()Spaleniegimnazyum i interna- 
tu serbskiego w Skopij u przez Buł- 
garów wywołuje wielkie oburzenie 
na pobratymców, którzy takimi środ- 
kami chcą stworzyć Wielką Bułga- 
ryę. Zapalono budynek w nocy, a 100 
uczniów omało nie znalazło śmier- 
ci w płomieniach. Ratunek dawali 
obcy konsulowie i sami Turcy, ale 
Bułgarzy patrzyli spokojnie na po- 
żar, a bułgarskie domy w sąsiedz- 
twie gimnazyum pozostały zamknięte. 

(st) Macedońskie muzeum w Sofii. 
Przyjaciele zabitego Borysa Sarafo- 
wa i Iwana Gawranowa, zamierzają 
urządzić w Sofii muzeum macedoń- 
skie. W niem zachowane będą histo- 
ryczne pamiątki powstania, a mię- 
dzy innemi portrety zabitych wodzów 
macedońskich: Djelćewa, Gru- 
jewa, Sarafowa, Gawranowa 
I innych. Wystawiono w Sofii por- 
tret Sarafowa, malowany przez buł- 
garskiego artystę Mihaljova. 

(st) 2!abój8two Sarafowa, którego 
słusznie uważają za duszę rewolucyj- 
nej organizacyi macedońskiej, wywo- 
łało w Bułgaryi ogromne wzburzenie. 
Rząd postanowił ścigać czetę San- 
danskiego, inspiratora zabójstwa. 
Wyprawiono wojsko z Samokova, 
Dubicy i Belbużda i otoczono Sandan- 
skiego, przy którym znajdować się 
ma także Panica w bliskości mona- 
steru Rila. Sandanski będzie się mu- 
siał poddać, gdyż zamknięto go ze 
wszystkich stron. — Nienawiść mię- 
dzy wodzami poszczególnych partyi 



KROKTKA 



W macedońskiej organ izacyr roSnie 
coraz bard?Je]\ wielu przewiduje zu- 
pt;łne rozpadniecie sfę organ i^acyi. 

(st) Specya I na brygada dla wytrze- 
bię nia „czet"* w Macedonii utworzo- 
na została według wiadomości dzien- 
ników konstant>mopoIitafłskich. Bry- 
gada składa si^ z trzech pułków, ka- 
żdy po 4 bataliony z 8(K) żołnierzy. 
Główne garnizony pułków tych bę- 
dą w Salonikach, Bitolju (Monaste- 
r^e) i Skopiju. Dowódżcą tej hryga* 
Uy mianował no generała głównego 
sztabu OalJb-paszĘ, 

(st) Bułgarski budiel pafrstwowy 
na rok 1908 wynosi 126 milionów 
franków, a większy jest od zeszło- 
rocznego o 5 milionów ir 

(^;)30-letnia rocznica wzięcia Sip- 
k i » o be hodzona łiy ła liro cz vScie w Sofi I 
nabożeństwem i bankietem, na któ- 
rym obecni byti weterani, wysokie 
k o ła w o j s ko we i u rst ęd o we , 

(ais) Ksieina ETeonorat nowa żo- 
na księcia Ferdynanda, ma przyzna- 
ne przez sobranje 5<J0OO franków 
apanaży rocznie. 

(ais) Zjazd wydawców pism buł- 
garskich odbył się w Sofii dnia 19 
I 20 stijcznia. Wydawcy bułgarscy 
zrzeszyli się niedawno w celu obro- 
ny swych interesów. Dla omówienia 
tych kwestyj właśnie zwołany został 
len pierwszy zjazd. 

/ais) Sobranje narodowe odmo i 
wiło dalszej emerylyry wdowie po 
był>'m ministrze oświaty i wybitnym ! 
pjsarzu W e 1 i ć k o w i c. Jak z go- i 
ryczą powiada Den: wdowa wraz I 
z córką dla uniknięcia śmierci gło- i 
' dowe|, będą masiały uciekać się 
do mrłosierdzia ludzkiego. 

(ais) Setną rocznicę powstania 
stowarzyszenia krawieckiego w So- 
hi obchodzono w ostatnich trzech 
dniach grudnia roku zeszłego (we- 
dług starego stylo). Obchód ten był 
wypadkiem dnia w Sofii i odbył się 
z wielką uroczystością. 

Trzy wystawy Sztuki są obecnie 
w oofii. W gimnazyum żeńskiem o- 
iwarto wystawę Stowarzyszenia 
„Współczesnej Sztuki bułgarskiej", 
W gmachu szkoły Sztuk Pięknych 
tirządziło wystawę .^towarzyszenie 
artystów bułgarskich", - a równo- 
cześnie urządził malarz Terpco 
wystawę prac własnych w prywatnym 
lokalu. 



Fundacya patriotyczna, ^ 
dniu 1907 przybył do Bułg^ryi, 
dzmą Georgij CankoKit 
pochodzący z bessa rabskich f» 
grantów bułgarskich, k^ 
nieśli się tam z pocza 
wieku — a wzruszony I 
mi swej ojczyzny ustann 
lału 30.000 franków pięć ^;.,,tnuH,, 
dJa sofijskiej młodzieży ginum^ 
nej, tr^.y dla uczniów, a te li 
uczennic. Slypendya te bąóĄ sic'j^ 
zywały stypendyami Ksii^cii R'; - 
ryr, bułgarskiego następ. 
cara rosyjskiego — ros\: 
stępcy ironu i — „cara-o^i^u; 
cielą** Aleksandra II 

Nowe agencye handlowe zifł 
nicziT? bułgarskie bądą umons* 
w Marsylii i w N. Yorku, a to u 
wezwanie rządów tych państw. ?wk 
lepszy 10 dowód wzrostu bałgania 
stosunków handlowyclł. 

Kora wtnnfczy za^iźo'^ 
weniu na kos7t rządu* p^ 
szej stacyi dośw iadczalnei 
garski zabrał się system:, 
podniesienia w krajU ypra^Y _ «, 
I macicy, i nie szczędzi kosztó* ii 
doświadczenia, żeby dojić do 
ków najwłaściwszych dla „ 
skiego klimaiu i wynaleść stos 
metodę uprawy macicy, ib^r " 
gron i przechowywania bułgi 
wina. 

Szkołom tureckim na ten son 
Księstwa przyznał rząd bi; 
pomogę w łączonej kw. 
iranków 

Stan Banku Naród owt. 
skiego wynosił według 
^ 14-go grudnia st. st. 
franków, a biletów banków vc 
w^ obiegu za 53.190 937 ?r 
Obliczenie robi się co r 
taczamy jedno z nich 
bo cyfry przedstawiają rn:ci 
ceL a n aj wymowni ej. 

Nowe koleje ielazne n:' •• * 
stawiać, a mianowicie na 
dra— Vraca— Bojcinoyci- : 
Corloyo — Oreśec — Alex. 
Gołlupan— Widyń (181 ki: 
gałęzitniami: z Bojczynow 
cowicy (38 kim.) i z Brui^^ 
Łomu (24 kim.). Termin wnouci* 
oferi przedsiębiorców wyziucteM 
na dzieli 7 marca n st„ i^pi 
więc budowa rozpocznie się ¥ 
jeszcze roku* 



Druk ukończono 30-go stycznia 1908 r. 



Wydawca i odpowiedmlny redaktor: Dr Fel ik s Koneczn 
Kraków. - Druk W. Korneckiego i K* Wojnara. 




1 



miał Słomlaństii. 



Rocznik IV. łom I. 



Marzec 1908. 



PROGRAM WIELKOPOLANINA. 



Wszelki kierunek^), wszelki ruch nowo powstający, naraża 
ię na nieporozumienia, choćby już dlatego, że ujawnia się prze- 
k wszy siki eni jako krytyka tego, co jest (gdyby wszystko było 
! Obrze, nowy kierunek nie miałby racyi bytu) i braków się 
:zepia. Określenie więc pierwsze nowego kierunku bywa zawsze 
ijemne: odczuwa się raczej, czego nie chce, niż wie się, do czego 
ląży. Oto jedna przyczyna nieporozumienia. Drugą stanowi zła 
vola przeciwników, trzecią obojętność mas szerokich i ich le- 
lislwo, (lic silące się na to, aby się zapoznać z nim dokładniej. 

U nas zaś w Polsce wszelkie nowe kierunki polityczne 
laleko większe, niż gdzieindziej, napotykają trudności, a przynaj- 
nniej kierunki liczące się trzeźwo z faktami i stosunkami. Nie- 
lormalny stan narodu naszegp od lat już stu z górą wytworzył 
aki nastrój. Objawia się to w bałwochwalczej czci pewnych for- 
Tiulek narodowych, stosowanych na oślep. Nikt dobrze nie wie, 
;o one właściwie mają znaczyć, ale każdy prawie ma je na 
jstach. — Każdy kierunek poddający takie formułki krytyce, 
jważa się innu za świętokradztwo. Ileż to bywało zarzutów 
.w imię godności narodowej" o zdradę, o płaszczenie się i t. p., 
lawet w takich wypadkach, gdzie godność narodowa najzupeł- 
liej była obwarowana i przestrzegana z całym pietyzmem. 

Formułki stały się z czasem fetyszami. Jednym z takich 
etyszów, zamienionych na podstawę rozumowania narodowego, 
jy\ akcyomat antagonizmu polsko-rosyjskiego, powiązany bała- 



') Artykuł niniejszy pochodzi od jednego z najwybitniejszych patryo- 
:6w wielkopolskich, którego nazwiska nie można jednak ogłosić z przyczyn 

tatwo zrozumiałych. 



Świai SfGwianaki. - Nr 39. 



15 



[ 




K. J. K- 



21^ 



mutnie z ideą niepodległości. Kierunek, rozpoacty przei Swim 
Słowiański, pragnie porozumienia z Rosyą. Uważano go ^a je 
z najniebezpieczniejszych dla letyszów ow>xh, i óo$ć 
trwały (a tnoże jeszcze powtórzą się) zaczepki, insynuac>*e, 
milczania itp.; zatem i ciągle niepatozumienia co do tego^^ 
czego właściwie dąży to polskie slowianofilstwo, 

A równoc2eśnie wśród pobratymców rzecz gorsza moic 
nachodziło niebezpieczeńslwo, źe tumanionym tak dtugo 
nom przedstawi się słowianoiilstwo polskie po prostsi^ 
^intrygę polską". Próbuje się tego ciągle, powołując »tj 
„znaną niechęć Polaków do Słowian i Słowiańszczyzny^, 
więc naraz słowianolilslwo polskie? To spekulacya Polak<3 
pobratymców ! Tak woła M. Wremia, Swiet czy Mosksm 
WiedomosiL A Czech, Cliorwat lub Stowieniec gotów mj 
słowianolilslwo polskie — to panslawizm, w którym rolę Ro 
samodierźawia i prawosławia gra Polska i katolicyzm. 

Mniemam, że najlepiej przeciwdziałać pojęciom fałsz 
a nawet podobieństwu wytworzenia się ich, przez wy^jaSni* 
stanowiska i znaczenia slowianofilstwa polskiego, przez okrdle 
celu jego i środków; Przekona się tych, którzy przekonani 
chcą i być mogą. Oczywiście Suworinów (senior)^ Tichomir 
itp. przekonać niema sposobu. 

W tern mają zupełną słuszność epigoni Kotkowa, tJt 
wianofilstwo polskie — to interes przedewszystkiern dia 
Nie taki, jak panslawizm dla nich, ale interes narodowy, po 
bnie jak decentralizacya interesem państwowym Austryi lub 
W istocie sf o wianofilstwo jest dla nas ,par excel lence* intern 
narodowym, bo jedyną bodaj drogą, na której dojść możemy < 
samoistności narodowej. 

Człowiek każdy ma prawo przyrodzone do wolności ł|.| 
rozporządzania samym sobą, do pełni życia wewnętrznego, i i 
da się to pogodzić z takąż swobodą u innych, do pełni 
zewnętrznego. Naród każdy ma przyrodzone prawo do samoist 
do pełni życia swego wewnętrznego i zewnętrznego, o ile 10 j 
się pogodzić z takąż samoistnością drugich narodów. Samois 
narodów objawia się dzisiaj w kształcie panstwowoici. 
państwowość rozumiem zupełną niezależność na wewnątrz nan 
i jego ziemi, oraz na zewnątrz. Pod tym drugim wzgl^ 
istnieją pewne więzy: traktaty polityczne, handlowe itd. To j 
nie uwłacza niezależności, bo układy te można rozwiązać. 



219 



PROGRAM WIELKOPOLANINA 



niać itd. Taką niezależność państwową nazywamy niepodle- 
głością. Nie jest ona jedyną formą samoistności narodowej. Kolonie 
angielskie mają zupełną samoistność na wewnątrz, nie ze wszy- 
stkiem na zewnątrz. Są więc samoistne, ale nie są niepodległe. 
I niepodległości są dwa rodzaje : niepodległość narodu z osobna, 
i z drugimi narodami we spółkę. 

Otóż Polska należy do tych krajów, które nie mogą osięgnąć 
i u zżymać niepodległości z osobna. Niepodległa Polska, zdolna 
powstać jedynie przeciwko trzem mocarstwom rozbiorowym, po- 
ciągnęłaby za sobą podział Europy między Francyę i Polskę, 
(dostrzegł to Koźmian w „Rzeczy o r. 1863"), ale na coś podo- 
bnego zanosiło się za czasów Napoleona, lecz dzisiaj chyba 
niesposób o tem marzyć. A nawet gdyby jakim cudem powstała 
taka niepodległa Polska (sama tylko w sobie), nie mogłaby się 
utrzymać. Polska etnograficzna ma granice naturalne tylko na 
północy i na południu, Bałtyk i Karpaty — Sudety; nie ma ich 
na zachodzie, ani na wschodzie. Na zwąrtem terytoryum mieszka 
Polaków 18 milionów, ale mieszka też 4 — 5 milionów Niemców 
i 1 Vi miliona żydów, którzy raczej ciążą ku zachodowi. Państwo 
więc polskie z 24 — 25 milionami ludności znalazłoby się na za- 
chodzie wobec Rzeszy niemieckiej 55-milionowej, a duszącej się 
w ciasnych granicach. Na południu miałoby albo Austryę centra- 
listyczną, lub prawdopodobniej federacyjną, a może szereg 
mniejszych, drugorzędnych państw narodowych. Presya Niemców 
na wschód nie ulega wątpliwości. Polska wobec niej mogłaby 
albo zostać satellitą Niemiec, albo porozumieć się z sąsia- 
dami wschodnimi lub południowymi. Porozumienie takie z natury 
rzeczy byłoby wieczyste i prędzej czy później pociągnęłoby za 
sobą jedność państwową z zachowaniem federacyi. 

Nie pomoże tutaj rachuba na Polskę z r. 1772., na państwo 
polsko-rusko-litewskie. Pomijając już znaną niechęć Rusinów, 
a najbardziej Litwinów do nas, — takiego państwa, mimo nawet 
ewentualnej nazwy, nie możnaby uważać za polskie. To federacya 
polsko-litewsko-ruska! Zupełnie nie widzę powodu, dlaczegoby 
do tej federacyi nie miała należeć i Rosya. Rozwój myśli poli- 
tycznej polskiej i poniekąd i polityki polskiej szedł zawsze w tym 
kierunku, a także i rosyjskiej. Niema zupełnie powodu logicznego, 
diaczegoby wschodnią Europę rozłamy wać na dwa nie związane 
z sobą państwa. Granic naturalnych niema. Od czasów Jagiełły 
starano się złączyć wschodnią Europę. Niedopełnienie tego pomściło 



K, J. K. 



2211 



się na nas — utratą niepodległości i samoistności. Wszystkie te po- 
wody, a także — i najbardziej — układ geograficzny, prowadzą 
do tego, że Polska znajdzie lepsze miejsce dla siebie w fed 
rosyjskiej, niż austryackiej. Między obiema granicą natura] 
Karpaty. Rzecz prosta, źe porozumienie się i współdziahiS^ 
pożądane jest między północno-wschodnią a zachodnio-połudn 
częścią Słowiańszczyzny, które t czasem rno^ą naw^t 
dojść do jedności państwowej. 

Przyszłość Polski okazuje się nam więc, jako członka i^d^ 
racyi polsko-rosyjskiej. Samoistnosć zupełna wewnętrzna rozumie 
się sama przez się. Do kompetencyi rządu wspólnego wieuy 
należeć stosunki z zagranicą, obrona kraju i komunikacya. Kw-; 
stya, czy federacya będzie rzeczpospolitą lub monarchią, 
mi się rzeczą podrzędną. Tylko urządzenia krajowe winny sj; 
obywać bez biurokracyi, podobnie jak w Anglii, To jedynie za- 
pewnia swobodę obywatela. 

Taki przedstawiam program maksymalny dla słowiai 
stwa polskiego. Jest to i masimum dla Polski. Niepodle; 
z osobna skończyłaby się utratą nawet samoistności narodów^ 
Dalecy jesteśmy dzisiaj od tego, aby ujrzeć się w t^kif} 
samoistnej Polsce, Nie może więc ten program być wskazówki 
bezpośrednią dla naszego społeczeństwa, ani dla ładnego 
stronnictwa. Może być chyba celem ostatecznym, linią wytyc^Hł 
dążeniem politycznem, przedstawia bowiem maxifnciXD^ 
jakie możemy osięgnąć. Na razie musimy sobie okreilić ŁakM 
coś innego, ustanowić zasady dla postępowania polityki polskieig 
któreby doprowadziły z czasem do możności postawi r 

gramu maximumJako już aktualnego, jako celu bezpo- 

Na dziś ctiodzi o program dzisiejszy. Poniewat k^źitf 
z trzech zaborów znajduje się w odmiennycłi warunkach, przeto 
i wskazania doby bieżącej będą odmienne dla każdej dzfelnicy- 
Główną przeszkodę stanowią Niemcy. (Nietylko Pmsy, ale 
Niemcy). To musimy sobie raz na zawsze powiedzieć wyraźnie 
Już poprzednio (w zeszycie październikowym 1907) u" 'laj 
zasadniczą sporność interesów pruskich a polskich, tej , :e 

Prusy i Polska, jako organizacye samoistne, nie mogą tstnieć 
obok siebie. Istnieć mogłyby, jak istniały przez długie wieki. — 
Niemcy obok Polski. Naród niemiecki miał jednak zawsze inst>^nk!y 
zaborcze i szowinistyczne większe, niż jakikolwiek naród. Od Ul 
tysiąca, a może i dawniej, wszystkie szczepy niemieckie, mające 



221 



PROGRAln WIELKOPOLANINA 



Styczność z Słowianami, Bawarzy, Frankoni, Sasi, — tępili ich. 
Nic więc dziwnego, że naród niemiecki stworzył tę inkarnacyę 
bezprawia, jaką są Prusy, tego antychrysta, rzekłbym prawie, 
politycznego ; źe odznaczył się jego znakiem i pracuje dla niego. 
Nietylko w Prusiecti, ale i w Austryi pragną Niemcy wynarodo- 
wić Słowian, a w Rosy i najgorszymi są wrogami interesu sło- 
wiańskiego i polityki słowiańskiej, najgorliwszymi ^obrusitjelami". 
Główna twierdza tego wroga, to Berlin, ale ramiona polipa się- 
gają Petersburga, Budzynia i Wiednia i duszą nas* Droga do 
samoistności Polski prowadzi po trupie smoka. Dopiero, gdy 
serce bić przestanie, ramiona obwisną bezwładnie. Chodzi więc 
o to, aby zmódz Prusy^ aby znaleźć tego, kto je zmódz może 
i chce. Zastrzegam się, że nie mówię tutaj koniecznie o wojnie; 
tyle jest sposobów, tt może i obyłoby się bez niej* Zaznaczam 
tylko, źe nawet i wojna byłaby przedsięwzięciem prawem, byłaby 
krucyatą w imię sprawiedliwości i wolności, a akcyi przectw- 
pruskiej nie zabraknie z pewnością błogosławieństwa Boskiego, 

Kto może złamać Prusy ? Anglia sama mogłaby, zdaje się, 
oglodzić je i doprowadzić do ruiny ekonomicznej. To pewna, że 
Francya ani nawet w związku z Włochami i Hiszpanią nie da 
im rady. Rosya nawet w przymierzu z Francyą nic podoła; i to 
nie ulega wątpliwości, przynajmniej, dopóki armią rosyjską kie- 
rować będą Stessle, Grim my i podobni ^istinnorusscy ludzie. 
Zresztą, siła militarna zeszła do minimum, a z nią razem i prestige 
tego państwa, oraz znaczenie międzynarodowe. Austrya sama — 
nie może nawet próbować. Sukcesy pruskie nad Polską, Austryą 
i Francyą zawdzięczają się w większej części cicłiej lub otwartej 
pomocy Rosy i. Dziś protektor zeszedł na protegowanego, a miły 
opiekun ostrzy sobie na niego zęby. Jeden jedyny raz Prusy były 
nad brzegiem przepaści — za czasów K a u n i t z a. O czasach 
napoleońskich nie mówię, bo dzieło geniuszu jednostki (jak 
geniuszu napoleońskiego), nie może stanowić przedmiotu obliczań 
z góry. Jedyny może sposób pognębienia Prus, to koalicya 
rosyjsko-austro-trancuska, to polityka K a u n i t z a. Rola Pola- 
ków w tej koalicji, — to rola Ka unit za: doprowadzenie 
koalicyi do skutku. 

Czy taka koalicya podobna w dzisiejszych czasach ? Nie- 
wątpliwie. Nie utworzy jej może wzgląd dynastyczny, ale interes 
ludów, którym zagraża pruska zachłanność. Wszystkie narody 
Austryi. wszystkie Rosyi — oprócz Niemców, i podobno Ukrain- 



K. I K. 



222 



ców — według planów pruskich mają być nawozem dla n?^*^*" 
^pańskiego". Wszystkich więc sprzęga jeden wróg, a r 
obrona przed nim. Olóź rzeczą polską być winno budzenie 
domości opinii o grożącem niebezpieczeństwie. Akcyi tej puując 
się powinni Polacy w Austryi i w Rosyi. W Austrji więc, jak łci 
juz wywodzono częściej, należy doprowadzić do zerwania lnJj- 
przymierza, a do sojuszu z Rosyą oraz z Fran^ 
w stosunkacii wewnętrznych do stopniowego usunięcia duai 
i przebudowy państwa na zasadach autonomii poszczegó" 
narodów na obszarach przez nie zamieszkałych, 

W Rosyi Polacy mają rolę trudniejszą, aJe obsze — 
Tam powinni doprowadzić do przebudowy państwa na . 
wolnościowych, oczywiście w ten sposób, aby na miejsce centra* 
lizmu 1 panowania niemieckiej biurokracyi, ludność sama ros^po* 
rządzała sobą. 

Szczegółowiej biorąc rzeczy, w Galicyi domaga się toiwiih 
zania kwestya ruska ze stanowiska słowiańskiego. Zdaje m 
że popieranie k outrance mchu ukraińskiego wśród Ru- 
nie było ani shiszne, ani mądre. Działo się to najbardziej z > 
gonizmu do Rosyi. Przede wszystkiem starano się o to, żeby 
Rusini galicyjscy nie zrusyfikowali się. Skutki widoczne : w\ 
waliśmy sobie na kresach wschodnich wrogów nieprzejedn.i 
w Ukraińcach \). Polacy wogóle nie mają ani prawa, ani obowi.: 
mieszać się w wewnętrzne sprawy innych narodów, ani więc 
Rusinów. Jeżeli chcą, niech się uważają za Rosyan ; jeżeli chcą, 
za naród ukraiński. Należy więc coprędzej zawrócić z fałsz>'W*ci 
drogi. Dzisiaj Rusini galicyjscy rozpadli się na dwie narodów* ♦vn 
na Rosyan i Ukraińców, Ukraińcy posiadają zupełne równoi; 
wnienie, Rosyan nie chciano wcale uznawać. Krzywdę tę tr 
naprawić. Najpierw należy język rosyjski zupełnie równoupra 
z ukraińskim w szkole, sądzie i urzędzie. Niech te gminy, k 
chcą, mają szkoły rosyjskie; w gimnazyach rusińskich n, 
urządzić paralelki obok ukraińskich rosyjskie, jeżeli się zi^>^ 
uczniowie i profesorowie chętni, na uniwersytecie należy pozo* 
stawić profesorom i docentom rusińskim do woli, czy chcą 
kładać po ukraińsku lub po rosyjsku, oraz założyć katedrę jęz;, ... 



O Celem unikTiięcia nieporozumień zaznaczam, te przez Rusinów 
rozumiem masę etnojtraficzną, przez Ukraificów zaś naród zinJywidoafi^ 

zowany. 




23 



PROGRAM WICLKOPPLANINA 



>syjskiego, jak istnieje ukraińskiego* Podobnie w sądach i urzę- 
ach należy taksanio używać na żądanie stron języka rosyj- 
kiego ''^), jak ukraińskiego. Taksamo należy równouprawnić 

językiem ukraińskim rosyjski w Sejmie galicyjskim i w Radzie ^ 
^aństwa wiedeńskiej, 

W Królestwie zaś ważna nader sprawa — to autonomia^ 
ad którą trzeba się zastanowić. Autonomia na dziś kompletnie 
ieaktualna, więc należy ją odłożyć. Wogóle kwestya koegzystencyi 
ii ku narodów w państwie bardzo skomplikowana i to jeszcze w paii- 
twie, w którem jedna narodowość przeważa inne, jak dziś w Rosy], 
laleźy w Królestwie dążyć do równouprawnienia języka polskiego 
r szkole, sądzie i urzędzie obok rosyjskiego. A więc szkoły 
minne średnie i wyższe, utrzymywane przez kraj czy państwo, 

językiem wykładowym polskim, a udzielające tych samych praw, 
D szkoły rosyjskie. Słowem do tego samego, co przyznamy 
[osyanom w Galicy i, należy dążyć w Królestwie. Podobnie na 
jtwie, gdzie jesteśmy jednym z narodów dzisiaj faktycznie kra- 
Dwych, możemy się domagać równouprawnienia języka obok 
tewskiego i białoruskiego, na Rusi zaś przynajmniej szkolnictwa 
rywatnego. Samo się przez się rozumie, że otrzymać i utrzymać 
:) wszystko możemy lylko o tyle, o ile Rosya stanie się pan- 
twem praworządnem. Nam nie wystarcza jednak Rosya tylko 
raworządna. Nadto winna być potężna. My potrzebujemy Rosyi 
rzemożnej może jeszcze bardziej od Rosyan samych. Dlatego 
rinniśmy bezzwłocznie pracować nad odrodzeniem Rosyi bez 
względu na ucisk i krzywdy. Powinniśmy wziąć na siebie obo- 
riązki państwowe i spełniać je nietylko poprawnie, ale gorliwie. 
)prÓcz tego należy nieustannie informować o sobie opinię publi- 
zną rosyjską, najlepiej za pomocą prasy, założeniem dziennika 
Dsyjskiego. 

Pozostaje zabór pruski, rozciągnięty na katowni u naszego 
ajgorszego wroga, tak niesłychanie ważny, bo stanowiący przy- 
tęp nasz do morza, posterunek najbardziej zagrożony, bo już 
niemczony do potowy. Wszelkie siły narodowe wytężyć, aby 
m posterunek ocalić, 1 nietylko siły polskie, ale ile możności 
towiańskie. Sił niezajętych z wrogiem zewnętrznym ma jeszcze 

^) Chyba przez tłumaczów, gdyż nie prędko znalazłby sią odpowiedni 
oczet urzędników rosyjskich z obywatelstwem auslryackiem. 
Pnyp. RfdJ 



K I K. 



najwięcej Rosya^ a raczej ma je jedynie. Dlatego i za k oinc: 
należy wszystko dla Rosyan zrobić — dlatego opinię pabliaq 
rosyjską należy pozyskać dla siebie. Po zbrodni wrzesińskiej po- 
traktowano sympatye rosyjskie jako hipokryzyę, teraz ich nimi 
wiele. Trzecia Duma nie oświadczyła się przeciw wywłaszczeni 
jak parlament wiedeński, a pewno i po trochu z naszej^ wmy, 
Niema postępowania fałszywszego, jak wobec głosów pri 
nycłi rosyjskich wskazywać na Królestwo i wołać: Medi) 
te ipsum! Jeszcze wyrzuty nie pogodziły nigi 
zwaśnionych. Przeciwnie, należy podnieść sympatye 
skie choćby tak, jak francuskie lub angielskie, a jeszcze bai 
bo mogą być pożyteczniejsze. 

Pogodzenie się Rosyan z Polakami na gruncie Królestwa, h^- 
dzo trudne, bo tam zawsze jedni uciśnieni, drudzy ciem ^ " '" 
Już nawet człowiek tak nader humanitarny i umiarko\'. 
Straszewicz, zwrócił uwagę *) na całą otchłań tradycyi m 
nawiści między Warszawą a Petersburgiem, Tego wszystkiego 
pomiędzy Moskwą a Poznaniem. Nam tylko lepsza świadomo: 
czy przeszkadza ubóstwieniu Rosyi, podobnie do Serbów lub 
chów. Dla nas dzień wkroczenia wojsk rosyjskich byłby naj 
dośniejszy w życiu. 1 tu w Poznańskiem nie byłoby jut n\ 
śnionych i ciemiężycieli, tylko oswobodziciele uciśnionych, AwKf 
pogodzenie polsko-rosyjskie na gruncie poznańskim, 

Ale pogodzenie się, to nie gadanie, tylko pomoc wzaj 
Jakąż tedy pomoc Poznańczykowi dać może Rosya? M< 
akcyą dyplomatyczną, ale o tem u zniemczonego rządu mei 
i mowy. Pozostaje społeczeństwo. Jak wiadomo, walka polskfr 
pruska odbywa się przedewszystkiem na gruncie ekonor "'"^ 
Otóż tutaj społeczeństwo rosyjskie mogłoby nam dopt' 
dzo, np. przez bojkor towarów pruskich itp. 

Co więcej, czyniono juź pewne próby w tym ki 
Przypominam ofiarę po Wrześni « Słowiański ego Towar; 
Dobroczynności ", przypominam dar S z a r a p o w a dwóch plagw 
Drzymale. Ze strony polskiej także zrobiono próbę. Przy n- 
kładaniu pewnej czytelni w Poznańskiem (piywatnej oczywiidd 
na arkuszach i kopertach, oraz na stemplu, umieszczono M 
polskich napisy rosyjskie. Niektóre {łisma narodowo -demokraty^ 
czne rzuciły się na podpisującego z zarzutami moskalofilsti^ 



*) W polemice z Kojałowiczem w Siawie 1907. 



225 



PROGRAM WIELKOPOLANINA 



lizania się hakatystom rosyjskim, ale przeważna większość prasy 
zrozumiała, o co chodzi, i milcząco zaaprobowała. — Niewątpli- 
wie to drobnostki, których nie można przeceniać, ale drobnostki 
symptomatyczne. 

Obok tego trzeba we wszystkich trzech zaborach, na całej 
ziemi polskiej, przedsięwziąć jeszcze inną akcyę. Pospolity pa- 
tryotyzm u nas ma stronę odwrotną, antagonizm rosyjski. Orężne 
walki wieku dziewiętnastego nagromadziły aż za wiele tradycyi 
w tym względzie. Np. przeważna większość pieśni tzw. patryoty- 
cznycli jest zarazem antyrosyjska. Obchody pamiątkowe naszych 
błędów politycznych, jakiemi były powstania, jeszcze potęgują 
to uczucie. Nawet zmienił się refren hymnu narodowego „Boże 
coś Polskę**, aby ułożonemu na cześć „cesarza- wskrzesiciela** na- 
dać cechę antyrosyjską. Prawda, że największe umysły polskie. 
Słowacki, Wroński, Wielopolski, byli nietylko sło- 
wianof iłami, ale (w zasadzie) i przyjaciółmi Rosyi. Ale moc tra- 
dycyi taka silna, że nawet tak niepospolity człowiek, jak Szcze- 
pan o w s k i , nie umiał wyzwolić się z pod tego rzekomego 
antagonizmu. Tutaj należy rozpocząć pracę w tym kierunku, aby 
na miejsce tego, co nas dzieli z Rosyą, a k ce n t o w a ć to, co 
nas tączy, bo przecież przez dzieje razem nam iść wypadnie — 
lub razem zginąć. Nikt dzisiaj nie opiewa bojów polsko-litewskich 
z okresu przed unią. Tak też czas byłoby skończyć z tradycyą 
nienawiści do Rosyi, czas powiedzieć sobie prawdę, że powstania, 
to robota pourleroidePrusse i nie bawić się w „ideał 
kolorowego ułana" (Słowacki) Wiemy to wszystko, prawda, ale 
przejść to winno z powierzchni rozumu w sam głąb duszy. Jeżeli 
już antagonizm koniecznie być musi w patryotyzmie naszym, 
niechże to będzie ów prawdziwy, historyczny, polsko - niemiecki. 
Ale jeszcze nie przełożono na polskie tej pieśni czeskiej : 

My chceme svobodu 

Slovanskeho narodu, 

Ale nikdy ne pujdeme 

Nemcum pod nohu. 

K. J. K. 



H, WIELOWICYSK! 



m 



SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE NA RUSI HALICKIEJ 
i jego położenie polityczne w obecnej cfiwilL 

Zwrot polityczny, jaki nastąpić musiał slcutkieni wprowads> 
nej świeżo reformy wyborów do Izby poselskiej i jej dalssyd 
na innych polach konsekwencyj, objawia się ze szczególną wy- 
razistością w Galicyi wschodniej. 

Żywiot polski tej części kraju odczuwa doniosłość zaseki 
zmiany zarówno jako zdemokratyzowanie reprezeniacyi, wylifera* 
nej odtąd na drodze powszechnego równego głosowania — pk 
przedewszystkiem w przesunięciu proporcyi wpływów obu na/o* 
dowości, kraj ten zamieszkujących. Że zaś dotychczasowy s>*slen 
reprezentacyjny na zasadzie kuryalnej oparty, dawał upaywM* 
jowane stanowisko ludności polskiej, - przeto reforma godo 
wprost w to stanowisko i rolę. jaką dotychczas ta ludność od- 
grywała. 

Jakie wynikają stąd polityczne konsekwencye i jak uksitał- 
tuje się najbliższy program działalności mniejszości połskicti, 
w tych zwłaszcza okręgach, gdzie im się przeciwstawiają znaczniej 
sze większości ludności ruskiej? Obserwując proces polityctn). 
rozgrywający się na tym terenie, mogliśmy już dawno przewidy- 
wać, iż dalsze utrzymywanie dotychczasowych przywilejów (korys 
większej własności, odrębność obszaru dworskiego itd,), — pk-^ 
kolwiek dla interesów ludności polskiej całego kraju na 
korzystne — bezpośrednich posiadaczy owego przywileju siaii 
w położeniu coraz to trud nie jszem, oddając im przywództwa 
narodowej, a tem samem narażając na ws^stkłe skutki, ja 
rozgoryczenie stąd płynące za sobą pociąga. Szczególnie objaral 
się to w położeniu polskich ziemian, żyjących pośród przewiżł* 
jącej ludności ruskiej. 

Niejeden z nich czuł już dawno trudności swej roli, 
na efemerycznym przywileju opartej, bezowocność i niebeiine-| 
czeństwo walki w tem odosobnieniu, w jakiem żyje na wsi, 
a także odczuwał przykrość politycznej rozterki na rodzmnjinl 
zagonie, na którym od dzieciństwa razem pracował z tą ludnościij 
i bądżcobądż od jej dobrej wolt i życzliwości w codziennem ^*- 
ciu jest zależnym. Musiał jednak z rezygnacyą przyjmować brze- 
mię położenia: gdyby się bowiem n. p. usuwał od agitacyi w>-| 
borczej na korzyść narodowo-polskiego, lub choćby tylko rząd(hl 



27 



SPOŁECZEKSTWO POLSKIE 



/ego kandydata, usłyszałby zarzut, że nie spełnia obowiązku bę- 
ącego korrelatem przywileju, klasowego i narodowego, jakim go 
ibdarzono. Nie dziwne też wcale, że cała rusińska agitacya, za- 
ówno konserwatywna jak radykalna, z całą namiętnością zwró- 
iła się właśnie przeciw tym czynnikom, przez które utrzymuje 
lę hegemonia żywiołu polskiego w Galicyi, — a zrozumiałym się 
taje rezultat ostatnich wyborów do Rady państwa, gdzie na pod- 
tawie czteroprzymiotnikowego prawa wyborczego w dziewięciu 
/schodnio - południowych okręgach wiejskich nie wybrano a n i 
ednego z dotychczasowych reprezentantów, pomimo 
^tu realnych usług, jakie oddali ludności. 

Rezultat to jednak symptomatyczny; jest on wyrazem kię-' 
ki, jaką poniosło społeczeństwo polskie w całej swej dotychcza- 
owej polityce na Rusi, jest dowodem, iż przy całej dobrej woli 
chęci służenia krajowi, społeczeństwo to nie zdołało zaskarbić 
obie sympatyt i zaufania najbliżej z niem współżyjącej ludności 
raczej postępowaniem swojem spotęgowało rozłam przez austrya- 
kle rządy zaszczepiony. Jestto dalej przegrana w walce, którą 
ię wiodło o narodową hegemonię w kraju, rozpoczętej hasłem 
inorowania Rusinów , a opartej przedewszystkiem o wiarę 
f nieśmiertelność przywilejów, któreśmy posiedli w zaraniu 
onstytucyi. < 

Bezpośrednim zaś skutkiem tego jest refleksya, że jakąkol- 
ńek dotychczas prowadzono politykę, — - od chwili radykalnego 
przesunięcia jej podstawy rozpocząć się musi nowy okres 
mblicznej dziatalności wśród tak odmiennych już dzisiaj wa- 
unków, 

2a punkt wyjścia tej analizy wziąć tu wypadnie przedewszyst- 
iem stosunek sił narodowych w owych okręgach kraju. — 
est on — idąc za określeniami najnowszej ustawy wyborczej 
Iwojaki : 

W 16-tu okręgach wiejskich, wybierających obecnie po 2 
łosłów do parlamentu, wynosi ilość Polaków powyżej 257o ogól- 
lego zaludnienia, W 9-ciu podobnych okręgach nie dochodzi ta 
roporcya do 25%, — wahając się wielokrotnie nawet poniżej 107o. 
) ile w tych pierwszych było w pewnej mierze możliwem prze- 
rowadzenie kandydata polskiej Rady narodowej na posła mniej- 
zości (na zasadzie proporcyonalności), — choć i tutaj spotka- 
śmy się z zawodami — o tyle nie dozwalała już sama istota 
stawy na sukces podobny w tych ostatnich, a wszelkie podno- 



a WIELOWIEYSKI 



22S 



szone w tym kierunku usiłowania spełzły na niczem i wywolah 
rozgor>'Czenie. 

Czy z tego jednak wypływa, że żywioł polski w tej aęśd 
kraju ma zostać wykluczonym od służby publicznej, w kiórej 
tyle położył zasług? W konsekwencyi ustawy, oraz terytoryał- 
nego podziału kraju, przeprowadzonego za wolą decyduh^ '^ 
czynników narodowości polskiej, możnaby się lego oh 
zwłaszcza gdyby we wnioskacft demokratycznych stron niciw u* 
warta zasada reformy wyborów do Sejmu została ur^eczywK 
stnioną. 

Że przewidują to sami jej projektodawcy — wynika [ot 
z icłi autentycznych zastrzeżeń o zachowaniu ^ stan u postadania^ 
który dla żywiołu polskiego chcą uratować. Ktokolwiek jedoil 
rozważył konsekwencye czteroprzymiotnikowego głosowania i przjj* 
rżał się skuteczności proponowanych w tej mierze środków — 
rozumie dokładnie, że przeprowadzony już krok pierwszy refonny 
zadaje tak ciężki cios dotychczasowej polityce żywiołu potskii^ 
na Rusf, a w szczególności ziemiaństwa, ii w najbli^zej pm- 
szłości będzie się ono musiało albo zupełnie wyrzec pub'\ 
służby, albo też swoją metodę działania gruntownej pouu^ 
rewizyi. 

Są już tacy, którzy już dawniej, w przewidywaniu, iź przy- 
wileje stanowe r narodowe nie noszą cechy wieczności i że ni 
nich oparta hegemonia mniejszości z niemi się skończy — wy- 
cofali się z trudnej sytuacyi. Jedni przyjęli narodowość otoczenia, 
odkrywając w sobie dawne ruskie tradycye rodzinne, — drudzy 
pozbawiają się posiadanej ziemi, oddając ją żywiołom obcym 
lub miejscowej parcelacyi, skoro koJonizacyi polskiej nie podjc* 
ty na seryo sfery do tego powołane, pomimo ich własnych ha- 
seł, które ich pasowały na jedynie prawdziwych rzeczników pol* 
skości... 

Czyiiż to jednak droga, którą pochwalić może patryota t cqr 
jej nie powinno zwalczać sumienie narodowe i przywiązanie do 
tylów iekowej trądy cy i ? 

W obec gorzkiego plonu nienawiści, jaki zebrała dotychcza- 
sowa polityka polska na Rusi, a zarazem braku poparcia ze strony 
stronnictw ludowych polskicli, bratających się z „hajdamactwem^ 
ruskiem przeciw polskiej szlachcie i inteligencyi ^) — trudno sic 

^) Cechującym jest na tym punkcie epizod mowy ritskiego po$*i 

Budzynowskiego w parłam encie» w której w^^ród wyuzdanych inwektyw 



29 



SPOł-ECZENSTWO POLSKIE 



hyba oburzać na tych, którzy ustępują z placu, nie czując w so- 
le sity do codziennej walki z otaczającym żywiołem, którego 
Obra wola i życzliwość dla ich egzystencyi konieczna... Ci jednak, 
tórzy pozostają na miejscu - muszą się przystosować do no- 
wych warunków politycznego bytu, w którym już może zostaną 
ylko równouprawnionemi jednostkami. Przystosowame to zas 
>olegać będzie na zrozumieniu konsekwencyj 'demokratycznego 
iysiemu do wprowadzenia którego decydujące sfery społeczeń- 
stwa polskiego, a specyalnie narodowa demokracya, zasadniczo 
jię przyczyniły. 

IL 

Zniesienie kuryj wyborczych jest zrównaniem prawa do 

wtsdzy 

Komukolwiek ta władza przypadała tytułem przywileju sta- 
nowego który był zarazem narodowym - zrozumieć musi. ze 
ia postradał. Odzyskać zaś może w niej udział tylko z ręki czyn- 
nika, w pełnej mierze nią obdarzonego : więc od większości ró- 
wnouprawnionych współobywateli. . , » „„ 

Czy to dziś jednak możliwe wśród burzy, jaka od lat sze- 
regu huczy na wiecach ruskich, grzmi z ambon i jako nieubła- 
ganych wrogów piętnuje wszystkich, na których się opierał do- 
tychczasowy system, pomimo realnych zasług, jakie om po- 
kładali około dobra tejże samej ludności? 

Pomijając utopistów, którzy jeszcze w ostatnich, juz po re- 
formie odbytych wyborach, próbowali przeprowadzić kandydatów 
z obozu skrajnie narodowego polskiego w okręgach o przewa- 
żającej większości rusińskiej. - a osiągnęli przez to jużto wybór 
żvda-syonisty, jużto najskrajniejszych hajdamaków - można stwier- 
dzić u trzeźwo myślących to wrażenie, iż wymaganie od włościa- 
nina rusińskiego, by głosował na członka stronnictwa występu- 
jącego jako narodowy antagonista, staje się coraz trudniejszem 
i mniej bezpiecznem przedsięwzięciem. _ 

Że udawało się to do niedawna jeszcze przy systemie ku- 
ryalnym. kiedyto z IV i V kuryi wybierano z owych okręgów 

p^^^^kTtym sferom społeczeństwa polskiego. P°*-«^^^. ^'^^'l^ł nj 
~Tve włościan polskict, i nie spotkał sią z zaprzeczeniem ^^ s^ony 
eh SezenYantcSw. Uznae należy, co prawdn, zwrot w opinii ludowców 
t tyTpScie: czy b.dzie on jednak ,r..łyn., zaieiy od rozwoju Świa- 
domości narodowej polskiego luJu i jego dojrzałości. 



^f 



a WmLOWl£|$IQ 



dwa razy tyle członków Koła polskiego, co Rusinów — lem 
się dzisiaj trttdno bałamucić : dwuslopniowośc wy tjom i titai 
wpływ rządu był śfodkłem majory^acyi ruskicłi czynników 
dowo uświadomionych i wyłioru najtep:^ eh wprawdzie kraj 
reprezentantów^ lecz między nimi i lakicJi, którzy o sprairie 
skiej juźto wiedzieć nie chcieli, juzto jej w swem polit\' 
skostnieniu dojrzeć nie mogli ^) ; — przy powszechnem gl 
fliu i dzisiejszem usposobieniu ludności, rezultatu podoi 
jyż chyba nie osiągnie 

A jednak — tyle spraw wspólnych, tyle identycrnycfc 
resów lokalnych, powiatowych, kraioM^^ych i państwowych, 
te dwa czynniki różnojęzyczne we wspólnych aspiracyacb, 
niach i uprawnionych źądaniacłi — tylokrotnie kon 
porozumienie i współdziałanie — do całego postępu n 
niezbędnem przodownictwo wykształconych i większymi środka 
mi obdarzonych ziemian* prz>^ poparciu zastępów ludu od 
pozbawionego dotychczas własnej rolniczej inteligencyi. 

Wszak to tak stare hasto: pójŚć w lud i złoty most nań 
pomiędzy stany ; długo trwa jednak walka o jego uznanie, i 
brona odrębności ob^aru dworskiego jest wyrazem nieduzi koff- 
serwatysiów podolskich do szerokich widnokręgów sikoły Itti- 
kowskiejL,. Zwycięży wreszcie ta idea, wprawdzie nie jako 
narodowy, aie jako niwelacyjny postulat hberalizmu wiedeńskiego^ 
ale jak późno i jak ciężkie skutki rozdziału i rozłamu p02& 
staną w przyszłości do naprawienia! 

Bo jeśli na zachodzie są do usunięcia góry upizedzes sił- 
nowych, kióre stworzyły antagonizm stronniciw ludo^yTh 
ciwko dworom — to cóż dopiero na Rusi? 

A jednak o wiele łatwiej było tam „pójść w lud* przed 
czterdziestu, kiedy to po plebaniach jeszcze mówiono po poL*^ 
a poczciwy chłopek rusiński w polskiej mowie dziedzica wito 
wyższość kulturalną, do której nie myślał zwrócić się z nknm 



') Pouczającą w tej mierze jest dyskusy^ sejmu galie 
1861,, gdzie po jednej stronie — liczącej się z Iradycyairn 
stanęli : X, J e r z y Lubomirski, Adam P o t o c k i » S z o j ś Jt i n 
party a krakowska ; — po przeciwnej: Leszek Borkowski, GrochoH 
ski i Ziemia łkowski — 1 d ostatni zwyciężyli ku ^adowaJemu tra^l 
tadracyi* — a także i X. N a u m o w i c £ a, przyszłego dztabczsi * Cłiehfr j 
szczytnie. 



^mm 



31 



SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE 



cią, a w osobie jego widział naturalnego obrońcę wobtóc wła- 
Izy, głodu i lichwy! 

Przeciwko zawiązaniu bliższego stosunku z ludem wystąpił 
ednak konserwatyzm arystokratyczny, a przeciwko uznaniu naro- 
lowości — tromtadracya nacyonalistyczna : wspólnemi siłami (przy 
jomocy Św. Jura) stworzono rozłam pomiędzy dworem a chatą 
kazano temu pierwszemu teraz jeszcze przeprowadzać wszech- 
polskich kandydatów głosami Rusinów... 

Czyż to nie błędne koło? 

Pójść w lud należy — boć to prawo natury i społeczeństwa, 
by żywioły dzielące los wspólny wzajemnie się wspierały, — ale 
podtrzymywanie waśni hasłami hegemonii narodowej tylko utrudnić 
może tę działalność. Pójść w lud musimy, gdyż wśród niego 
gyjemy, mową jego znamy i kochamy i odwiedzamj^ chętnie 
cerkiewki przeważnie przez przodków naszych zbudowane, dla 
kultury jego petną mamy życzliwość, — a bez niego nie upra- 
wimy naszego zagonu -- i dlatego musimy żądać, by nie zmuszano 
nas w imię źle zrozumianego programu narodowego do rozdmu- 
cłiiwania antagonizmu wysiłkami utrzymania preponderancyi, 
którą mieliśmy dotąd z łaski Wiednia, a którą musieliśmy utracić. 

Wszak to stanowisko, do którego żywioł polski i na przy- 
szłość ma prawo — odzyskać może jeszcze na innej drodze ! 
Wpływ intelligeocyi i kultury, wpływ wyższości ziemianina pol- 
skiego wśród rusińskiej ludności, pozbawionej właściwych obroń- 
ców sprawy rolnej ; jego działalność na polu ogólnych interesów 
kraju, gdzie już oddał Rusi tyle usług w przeciwieństwie do na- 
rodowych boryteli, (którzy zawsze szli w Wiedniu z wrogami kraju, 
a w Sejmie buntowali chłopd przeciw zbawiennym projektom ^ — 
to wszystko momenta, które oddając z natury rzeczy ziemiań- 
stwu naczelną rolę we wszystkich sprawach wspólnych — czynią 
je naturalnym zastępcą ludu ruskiego na wszystkich polach, gdzie 
interes gospodarczy na pierwszy plan występuje. 

W podobnem położeniu znajduje się także i ze swej strony 
żywioł polski w miastach w tej samej części kraju położonych. 
Jakkolwiek już nie tak izolowany narodowo, gdyż znajduje się 
tam w pokaźnej cyfrze, która w wyborach municypalnych daje 
mu częstokroć przewagę nad ruskim, zwłaszcza przy dotychcza- 

^) Nie zapomną pewnej dyskusyi w Sejmie w sprawie ustawy komas- 
sacyjnej, gdzie poseł adwokat dr. O. dowodził, iż cel jej zmierza do odebra- 
nia cłiłopom gruntów Jepszych w zamian za lichsze itd. 



m 



H. WIELOWIEYSKI 



m 



sowem poparciu ludności żydowskiej — pozostaje i on w dą 
styczności z Rusinami, czy to na punkcie wymiany produłct6t, 
czy to w działalności urzędowej lub nauczycielskiej. Na ws^stkkk 
tych polach jest on czynnikiem kulturalnym, oddającym znaoK 
usługi ruskiej społeczności, a równocześnie nie obojętnym najg 
usposobienie f zaufanie, które tylokrotnie wynosiło prowincyo- 
nalnych sędziów, rejentów lub starostów do godności reprezcii* 
tantów kuryi włościanskiej lub powszechnej w Radach powiiio* 
wych, Sejmie i Radzie państwa. 

Ażeby zachować tę rolę, zarówno w teraźniejszości, jak 
w przyszłości pożądaną, muszą te wszystkie czynniki polskie 
w tej części kraju usunąć ze swego programu walkę o narodową 
hegemonię, którą obecnie tracą wra^ z przywilejem ku ryalnym- 
i stanąć na gruncie neutralnym, w granicach programu kra- 
jowego i sztandar wspólnych interesów całej ludności piasto* 
wać, nie odmawiając ludności rusińskiej poparcia nawet spcqr* 
ficznie narodowych postulatów, jak równouprawnienie jęz>ta 
i rozwój szkolnictwa, a zwłaszcza założenie osobnego ijm>er5y* 
tetu, który będzie nietylko ogólno krajową kulturalną zdobyczą, 
ale uwolni uniwersytety polskie od balastu mniej kulturalnych 
elementów; 



III 

Jeszcze jeden wzgląd ważny wpłynąć tu musi na polttyooe 
stanowisko naszego spoleczeńslwa na Rusi halickiej. 

Chwila obecna, w której dojrzewają doniosłe zdarzema po- 
lityczne po tamtej stronie kordonu : krystalizacya wzajemnych sto* 
sunków dwóch od wieków współżyjących, dziś już cłioćby czc* 
ściowo do stanowienia o sobie powołanych narodów, t j pol- 
skiej mniejszości i milionów ludności małoruskiej w południowej 
części państwa rosyjskiego — winna być racyonalnie wyzyskaną 
dla wspólnej przyszłości. 

Rozum polityczny wskazuje, iż chwili takiej nie wolno rcK* 
poczynać walką i rozterką w tak bliskiem sąsiedztwie, gdyi a* 
trułaby stosunki na stokrotnie większym terenie, niż przestnen 
kilkunastu powiatów Galicyi i utrudniłaby osiągnięcie tych wielkirt 
wolnościowych i obywatelskich postulatów, jakie są pragnieniem 
wszystkich plemion jęczących tam pod jarzmem dzisiejszego zgu* 
bnego systemu. 



33 



SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE 



Ażeby zmienić ten system, a na jego miejsce wprowadzić 
ad europejski z zabezpieczeniem prawa egzystencyi wszystkim 
mieszkańcom — potrzeba zgodnego współdziałania inteligencyi 
łoiskiej, rozsianej po całem terytoryum dawnej Litwy i Rusi, 
ludnością rusińską, mało jeszcze kulturalną, bo zdziczałą wśród 
epresyi religijnej, narodowej i politycznej od czasów wojen ko- 
:ackich. 

Czyliż to współdziałanie i teraz możliwe inaczej, jak pod 
em starem Jagiellońskiem hasłem równouprawnienia, przy skru- 
)ulatnem unikaniu wszelkich zakusów supremacyi i hegemonii? 

Jeżeli w czasach, kiedy obrona kresów od hord tatarskich 
Arymagała przyznania przywilejów szczególnych tym obrońcom, 
:zy nimi byli zaporożscy Kozacy, czy polskie rycerstwo kre- 
dowe, — to dziś, wobec coraz dalej sięgającego tryumfu idei ró- 
ivności prawa i demokratyzowania się ustroju reprezentacyjnego, 
Litrzymać można już tylko ten jeden przywilej, jaki daje wyższa 
Kultura, wyższa zdolność organizacyjna i cnota publiczna. 

Na tej podstawie może nasz żywioł polski na dalekiej Rusi 
lawiązać tak tragicznie przerwaną nić swego posłannictwa, — lecz 
pod warunkiem, że prawdziwa jego wartość uznaną zostanie do- 
browolnie przez ludność, wśród której od wieków zamieszkał. 

Czyż wobec tak wielkich zadań, czekających nas w najbliższej 
może przyszłości na wielkich przestrzeniach dawnej Ojczyzny, — 
a które tak trafnie pojęła organizacya „stronnictwa krajowego" 
na Litwie i Rusi - nie należy nam już i po tej stronie kordonu 
wszelkiemi siłami dążyć do współdziałania i zażegnania między- 
plemiennej waśni, z której korzysta tylko wróg wspólny? Prze- 
wrót polityczny, dokonany tak niespodzianie za inicyatywą rządu 
auslryackiego i polskich stronnictw demokratycznych, powinien 
zostać punktem wyjścia rewizyi stosunku obu współżyjących czyn- 
ników narodowych Rusi halickiej i sanacyi choroby, jaka się tam 
gnieździ. 

Hasła bojowe, głoszone przez pewne, niby „nowoczesne", 
stronnictwa palryotyczne, będące w gruncie dalszym ciągiem uto- 
pistów starej emigracyi i mające z niemi fatalną wspólność prze- 
ceniania sil narodowych i lekkomyślność podtrzymywania bez- 
nadziejnych konfliktów — będą w tem położeniu coraz wyraźniej 
odczuwane, jako ton fałszywy, utrudniający naturalny rozwój 
i współżycie obu, nierozdzielnie ze sobą złączonych społeczeństw. 



świat Słowlańiki. — Nr. 39. 



16 




H. WIELOWTEYSKl 



m 



IV. 



Powyższy szkic sytuacyi, napisany jeszcze jesiem l 
g(ej» nie mógł uwzględnić zdarzeń najświeższej doby i dlaic^i. 
wymaga paru stów uzupełnienia. 

Zawiązanie Unii sironnictw demokratycznych i wystąpi r: 
członków narodowo*demokratycznych z Rady Narodów ;■ 
dedniu wyborów sejiTi owych, odezwa wyborcza Rady N 
— wreszcie odezwa wyborcza stronnictwa siarorus^<iego — oM 
wiązanka faktów, które na stosunki omówione w poprzdniil' 
rozdziałach nie pozostaną bez wpływu. 

Pierwszy z tych faktów, połączony z ponowieniem \t^ 
czteroprzymiotnikowego glosowania do Sejmu, jako ha^ta ho> 
wego przy wyborach — jest zaostrzeniem położenia, prze/ r.' 
formę Rady państwa tak radykalnie na korzyść ludności ru^;v:j 
zmienionego. 

O ile przed ogłoszeniem odezwy wyborczej tych stronnic 
wierzyliśmy chętnie, ze metoda kompromisu, zapowiedziana 
wszystkich, doprowadzi do złagodzenia skutków powszechr 
glosowania na terenie wyborów sejmowych f innych —o tyte( 
czuć już trudności porozumienia, wynikające z oslrzejsz* 
koby tonu, z którym wejdą niektóre frakcye demokratya 
reprezentacyi kraju* 

Natomiast uważać można wystąpienie stronnictwa nam^ 
wO'demokratycznego z Rady Narodowej, za zdarzenie dodar-c 
dla najbliższych wyborów, zarówno jak dla dalszego rozwoiu [^^ 
litycznego w Galicy i wschodniej* Objawia się to już w 
wie wyborczej Rady Narodowej, która licząc sią z na}}ef 
mi tradycyami polityki krajowej — na terenie stosunku do 
giej narodowości zachowuje ton przyjacielski, braterski, tchr 
ideą ścisłego równouprawnienia i wspólnej służby kraioi*4 
brony wspólnych, a tak licznych interesów, jakie łączą nai 
wości obie wobec wrogich wpływów centralizmu austryackie 
teraz jeszcze nie mogącego zapomnieć, że eksploatował kraj t» 
dla swych celów. 

Zgodnie też z tonem tym pojednawczym, brzmiącym zcaĄ 
szczerością z każdego słowa odezwy, vsfystcpuje także Rada Na* 
rodowa w dzisiejszym swym składzie także i w sferze czyfl** 
jaki reprezentują kandydatury zalecone kuryi wiejskiej wschodnĄ 
Galicyi. 



>35 



SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE 



Oto brakło tam teraz tych głośnych, z taką brawurą na wie- 
cach ogłaszanych kandydatur, których zdolność poselska mie- 
rzoną była wymownem formułowaniem „myśli nowoczesnego Po- 
laka*", to jest walki o preponderancyę narodową tam nawet, gdzie 
sił do walki brakuje; natomiast widzimy nazwiska ludzi znanych ze 
swojej pracy codziennej wśród ludu i dla ludu w gminie, powiecie. 
Sejmie, Towarzystwach i Kółkach rolniczych. — ludzi znanych z tak- 
townej polityki wśród różno-plemiennej ludności, i cieszących się 
zaufaniem tejże ludności. Nie sztandar interesów jednego narodu 
poniosą oni do Sejmu, — jak ich znam wszystkich, — nie hasła 
walki eksterminacyjnej, błąkające się zarówno w enuncyacyach 
hajdamackich, jak także i w literaturze wszechpolskiej ^), —ale pracę 
dla kraju, ią samą. którą już tyle namacalnych usług oddali lu- 
dności ruskiej, z niitości do wspólnej ziemi i z mądrego przeko- 
nania, że tylko w ścisłem porozumieniu podnieść można jej chle- 
bność, obronić od niebezpieczeństw, zapewnić jej szczęśliwą przy- 
szłość ! ^) 

Program ich wcale nie szumny: nie obiecuje wielkich zdo- 
byczy politycznych , ani „wyodrębnienia Oalicyi**, ani wywła- 
szczenia folwarków, (na które tak pochopnie zgodzili się mene- 
rzy narodowej demokracyi Królestwa), ani też soli lub tytoniu 
„za darmocht^".... natomiast wiedzą i najradykalniejsi ruscy na- 
rodowcy, że uM^iów tych wrogami ludu ruskiego nazwać nie 
wolno, choć polskie mają serce. Ludzie ci — to nie tromtadra- 
cya, która gorącemi hasłami podnieca do czynów szalonych lub 
obudzą nadzieje ułudne, — ani nawet wsteczna podolszczyzna 
typu Golejewskiego, która nie mogła zrozumieć praw ludu. 
zwłaszcza rusińskiejjo, do narodowej świadomości. Widzieli oni 
próby supremacyi w czasach przywilejów kuryalnych, — ale także 
i próby szowinistycznych kandydatur z ostatnich wyborów, skąd 

^) Np. na str. 100, Dmowskiego: „Myśli nowoczesnego Polaka", 
gdzie jest mowa o alternatywie albo „spolonizowania Rusinów", albo o tern, 
by im „kazać zdohy^^ ać drogą ciężkich wysiłków to, co chcą mieć..." (\Vy- 
danje 11, 1004). 

-) Uwadze czytelnika polecam niektóre szczegóły dotychczasowej 
działalności ziemian polskich na Rusi, wyliczonych w rozprawce p. t. „Re- 
prczentacya rolnictwa w przyszłym parlamencie" (Tygodnik rolniczy, Kra- 
ków, kwiecień 19(17)., gdzie uwydatnia sią n. p. skuteczność działalności 
,,Tow. uprawy tytoniu \ założonego i prowadzonego przez ziemian w inte- 
resie prawic czysto chłopskim — i miliony, jakie plantatorowie zyskali 
skutkiem 20-leiniej opieki tegoż Towarzystwa. 



»>pc>rT^ r^n: 



?.^oj 



f-ir> !^»onon paa poafinoeme 



katary YSzsciipocsc^ 



rfOfif pSByOtJLiBf 



V Rado* Xarodo»q 



Rsśóe N jtfo dowg j 0^ taaif>3ai6m^ tUdor, co inawda. M d^ 
Matwrj i ginsno p i o ga i wi ^p ob fcie aa ^nDtiniowm kTa|OW8>\ 
fakm ^ńigmf fta Unrie i iba, — ate du ioi de taao >^^f>> 
wią t^ ttiii odtam pobfciei poltffcziiei organiiaori, faki^ ^ 
ność odcsm w tjrdi fiqdatsqrcli kitssMdi nassef ii^or>-cznc] pi» < 
stwowośd. 

Że zas rae tak zapelfiie bema di i cjoe m' iea in pnedstą^mą- 
cm międzynarodcme] ugodo«rosd na naszym li^tmie — dawoden 
fakt naincmszy, któfy otok politycznego 
kowa przy debacie poicptafącej zbrodnk ^.« ,..^, , 
Polakach — stanowi ob^aw dotychczas mehym-aly. Oio 
najpcmaCTieiszej części społeczeństwa r 
razem najdawaieiśzyni ceynntkteni po^ - 
odezwał sic glos protestu przeciw \i 
bte spokojnych mi^;zkaficów tego samego zakątka i ha^h 
rowania drogi do pokojowego współż^ mh pler 

wianskrch**. Po t)Iu dziesiątkach lat j. , .... leąo ba... 
mieszającego narodowe postulaty z ordynarną agttac>*ą Si 
i dążeniem do wyparcia póhora miliona Polaków z 
siedziby — po szeregach demonsiracyj ^p- ' ' — 
kienii wprosi szczycą się „bohaterowie* n -. 
sytetu i połamanych ławek partamemu, - odezwanie się 
jest symptomem dodatnim, objawem r^Tom ku europef: 
sformułowaniu polityki i zasługuje na szacunek, pomimo 
antagonizmu politycznego, który tu pojoiowaiiym jest p 
jako „otwarły, kulturalny i uczciwy..," 

Że na takim teren te pracy i wałki znaleść się muszą pcnkit 
wspólne, w których porozumit*nie z miejsca dopuszczalne, — do* 
wodzą wzmianki odezwy odnoszące sit^ do spraw a^ramyc* 
I kredytowych, w których chyba interes obu narodów je-^ 
tyczny. Czy jednak już dziś i na pulu szkolnictwa nie :, » 
możności porozumienia? Czyż wobec istnienia 2000 szkół ludo- 
wych ruskich, założonych za wiedzą i wolą sp.7kczeosiwa pi>l' 
skiego, tylu szkól średnich ruskicli, o ktrjrych to tylko możetny 




237 



SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE 



powiedzieć, co w daleko wyższym stopniu dotyczy i szkół pol- 
skicli że wszystkie chorują na przepełnienie i wołają o zró- 
wnanie ze szkolnictwem zachodnicłi krajów austryackich, — czyż tu 
ma ieźeć teren nieubłaganej walki? 

A wreszcie sprawa uniwersytetu !... 

Któż dziś wątpia że gdyby nie peryodyczne burdy hajdama- 
ckie, wyprawiane we Lwowie, społeczeństwo polskie z całą ener- 
gią dawno już, byłoby się wyraziło z żądaniem założenia trze- 
ciefjo uniwersytetu krajowego dla bratniej narodowości? — wbrew 
cłiyba paru skostniałym zacofańcom lub tromtadratom opie- 
rającym swą polityczną pozycyę, — podobnie jak ruscy pajdo- 
kraci — na głośnych bojowych hasłach tam, gdzie spokojna 
praca oświatowa dla obu narodów najpierwszą potrzebą? 

Inna sprawa, — co prawda — z walką wewnętrzną, jaką 
z całą siłą zapowiada staroruska odezwa przeciw radykalnym 
i ;,ukraii'iskim st^paratystom". 

Obstając przy postulacie ugody z ludnością ruską, z którą 
źywiol polski nierozłącznie spleciony — nie możemy w tej chwili 
przechylać się na stronę tego lub owego obozu i na siebie np. 
przyjmować decyzyt,' co do języka, w którym oświata ruska, zwła- 
szcza uniwersytecka, ma być prowadzoną. 

Sympatye do ludu mało-ruskiego i zżycie się z nim w co- 
dziennym stosunku wskazywałyby nam jego język, jako zdolny 
do kulturalni:] przyszłości i zasługujący na poparcie w tej mie- 
rze. Nienawiść dzika, jaką pała do nas cała inteligencya ukra- 
ińska — przemawia zaś za liczeniem się z kierunkiem reprezen- 
towanym przez sfery poważne, stojące w ścisłej łączności z wiel- 
kim narodem fosyjskim, a skłaniające się ideowo do owego w Ro- 
syi kiełkującego kierunku, który prowadzony przez takich patry- 
otów, jak Solowiew y, Trubeccy, Rodiczewy i tylu, tylu innych, 
w Polakach widzi sojuszników w pracy riad odrodzeniem wiel- 
kiego państwa i całej Słowiańszczyzny. 

Walka rozegrać się musi na terenie narodowości ruskiej ; 
naszą jes[ dotąd rola widza, który życzliwie, lecz z myślą o szer- 
szych wspólnych potrzebach i zadaniach, powinien śledzić jej roz- 
wój i dbać tylko o lo, żeby nie przekroczyła granicy walki „kul- 
turalnej I uczciwej". 

//.. Wielowieyski. 



2. STEFAŃSKI 



23^ 



ZE SPRAW BUŁGARYl WSPÓŁCZESNEJ. 



Ostatnie wypadki bałkańskiego księstwa, sprawa unjrn^ 
sytetu w Sofii, ogólne wzburzenie wśród inteligencyi^ setki 
tyngów» zmiana ministcrynm, wreszcie fakta, tyczące się 
donii, jak kwestya „czel". nota werbalna mocarstw, zabóp 
Sarafowa, — zwrncity znów nwa^ę europejska na ten kraj 
kich nadziejach i małych t^rodkach, który min)o zaburzi!n i wi 
politycznych przecież idzie wciąż naprzód z wiarą w lepszą pr: 
szłość. Naród przed ćwierć wiekiem wyzwolony i pod lurecki^ 
ucisku, postępuje kulturalnie mimo -swoich polityków i mil 
rządu, który niestety rzadko łączy energię ze świadomością 
zadań, Ostatnia wystawa w Londynie, którą mieliśmy sposoba 
zwiedzić, wykazała rzeczywiście znaczny krok naprzód w roz 
kulturahiym. 

Politycznie nie może Bułgarya wyjść jeszcze ciągle le: 
niepewności, chaosu, partyjnych nienawiści, którym od^ 
wstrząsuienia z góry, niemajuce zwykle wiele wspóliiK-.^^. . 
ciem szerokich warstw społecznych, 

L 

Moment historyczny, jak u wszystkich narodów, któft 
doszły do zupełnej konsolidacyi, odgrywa w Bulgaryi rolę 
czącą i wyciska na tendencyacli Bułgaryi współczesnej az 
silne piętno. Jak wiadomo^ naród len jui^ w 13 wieku 
gnał szczyt potęj^i pod panowaniem dynasty! narodowej. 
stwo graniczyło z trzema morzami, a 'car bułgarski tytułował ; 
^imperator B u 1 g a r o r u m et B I a c o r u m*. Stolicą 
była pitTwntnie Ochrydri, pt>tern Trnovo, „drugi Konstantyno 
jak je nazywali Grecy. Cała Macedonia należała wówczas do ^ 
stwa bułgarskiego, ale po śmierci ostatniego z Ass^ 
ją D u s z a n S i I n y, car serbski. Państwo mimo ^..^....., 
tęgi — nie trwało długo. Rozbite na dwie części, jedne ze 
Widdyń, drugą i Trnovem, padło ostatecznie pod ciosami Os 
nów. W r. 1382 zajęli oni Sofię; — z wzięciem Widdynia r. 1^ 
gaśnie ostatni błysk niezawisłości bułgarskiej. 

Zniknęła nawet nazwa Bułgaryi, zmieniona na bcg^lj 
begluk Rumclii. Podt^bnie jak w Serbii, wielka ilośc md 
moZniejszych przyjęta nmhymctanizmj tworząc później, Uk 



239 



ZE SPRAW BUŁOARYI 



begowie Bośni i Serbii, kastę zaciekłą w fanatyzmie religijnym. 
Lud pnzostał w ucisku wiernym dawnej religii, ale z czasem 
cerkwią buł^^rską owładnęli w zupełności popi greccy, fanatyczni 
i małej kultury, nienawidzący wszystkiego, co bułgarskie. Imię 
bułgarskie i tradycyę utrzymywała tylko pieśń ludowa i łiajducy 
„junacy gór zielonych". 

Wiek 19. przynosi dopiero odrodzenie. Naród był jednak 
zbyt słaby i zbyt mało uświadomiony, .by jak Serbia w bołiater- 
skim wysiłku zdobyć sobie niepodległość. Kończy się na nieuda- 
nych próbach, w których rozbrzmiewają sławą imiona niektórych 
hajduków. W r. 1875 ruch rewolucyjny wzniecony w Panadżur- 
dżiszczu, Kopriyszticy, Gabrowie, Drenowie zgaszono w potokach 
krwi, w rzeziach słynnych pod nazwą „bulgarian horror s". 
Wzbudziły one krzyk oburzenia w całej Europie, a G lad sto no- 
wi podyktowały znane mowy w obronie ginących. 

3 lipca 1887 rosyjska armia przechodzi Dunaj, a 3 marca 
J 878 traktat w San Stefano stwarza Wielką Bułgaryę 
z granicami aż po Pindus i morze egejskie, z większą częścią 
Macedonii. 

Sprzeciw Austryi i Anglii położył koniec Wielkiej Bułgaryi. 
W traktacie berlińskim zmodyfikowano warunki z San Stefano, 
stwarzając k^nna Bułgaryę i autonomiczną Rumelię wschodnią 
(przyłączoną dopiero w r. 1886 do Bułgaryi), a pozostawiając 
Macedonię Turcy i i obowiązkiem „reform". 

O ile chudzi o interesy mocarstw, pomysł pozostawienia Ma- 
cedonii w rękach tureckich, był rzeczywiście niesłychanie zręczny 
Nictylko zapobieżono utworzeniu się silnego organizmu państwo- 
wego, zdolnego dn własnego życia politycznego i do inicyatywy, 
ale rzucono kość niezgody między państwa bałkańskie. Koło 
niej osłabiają się i rozdzierają z kolei Bułgarya, Grecya, Serbia. 
Z drugiej strony Albania w przyszłej autonomii albańskiej ma 
prelensyę także do wilajetów Saloniki, Monastir i Kossowo. Na- 
wet Rumunia protc^uije tam swoich Kuco-Wałachów czyli „Cin- 
carów". 

Stworzono na Bałkanie materyał palny, każdej chwili gotów 
do wybuchu i mogący sprowadzić interwencyę tego, cui p r o- 
d e s t. Ten widoczny jest bardzo wyraźnie na horyzoncie. To 
dawny, bardzo dawny podróżny do Saloniki; nie spieszy się, 
ale idzie uparcie i wytrwale via Sarajevo-Plevlje-Novi Bazar. 
Obecnie uzyskał nową kolej. Złośliwi twierdzą, że on jedynie 



t, srrEPANSKl 



pobudzi radykalnie małych pretendentów do spadku po .cbonni 
człowieku*, który nic tnoże skonać. 

Rosya nie zdobyła wiele wdzięczności w oswahodior: - 
kraju. Nic znaczy to, aby Bułgarzy okazali się niewdzięc- 
o ile nie bodziemy uważać 2a niewdził^czno?;ć icli woli wyrar. 
pozostania Bułgarami za każdą cenę, nawet /. pomocą Atistri. 
czy Anglii przeciw wybawicielom. Inną jest rzeczą wotou 
nik ze spiżu „carowi oswobodzicielowi'*^ a inną mieć - 
w Sofii... panem. — A manifeslacye rosyjskiej opinii pi 
przez długi czas wyrażały nadzieję ^ przywrócenia panov^ 
^iyjskiego w Bułgaryi**. O przywróceniu tem mówiono ji- . 
po roku 1890-tym w ten sposób, jak o przywróceniu Ali \ 
i Lotaryngii rzeczypospoHtej francuskiej. 

U* 

Traktat berliński nie zadowolnit panslw hałkańsktch. St^ 
dotknięta została boleśnie w swoich interesacłi narodou 
daniem Bośni i Hercegowiny Austro-Węgrom. Bułgarskir. 
nia, tak pobudzone świetnynn nabytkami pokoju w San 
runęły nagle. Nowe państwo bałkańskie znalazło się spm 
dzone do granic bardzo szczupłych, rozbite na trzy ^^ 

słabe, by wydobyć się z pod wpływów ^oswobod^i^ 

prowadzić życie samoistne, a 2byt rozbudzone, by zrzec %\% nad 
unifikacyi. 

Za współczesną Buł^aryą włóczy się wciąż cień prz- - -- 
poczęty z momentu hislurycznego, a zwany — Wielką \ 

Państwo to obejmować ma niestety tery tory a wch 
w zakres innych państw - marzeń, równie „wielkich*. W 
loinanii współzawodniczy Wielka Serbia i Wielka Grecya, 
hując od tego, źe terytorya wspomniane należą Jeszcze de 
do Turcyi, której członki chore i przeznaczone do atnj 
przedstawiają pewien e m b a r r a s de r i c h c s s e i źródło 
zgody politycznych chirurgów. 

Kwesty a Macedonii postawiła odrazu przeciw Bnigaryi 
Serbię. Ku nieobliczonym szkodom obu narodów ' ^^^rf 

dnictwo to ujawniło się już w bratobójczej wojnie -- -1^^^ 

garskiej, obecnie rozgrywa się niemniej tragicznie w zbrodnio 
rozdzieraniu się w wiiajecie skopljańskim i mtmastirskini 
rya pretenduje do całej Macedonii, uważając to za ^ 
egzystencyi ; agitacyę rozpoczęto bardzo wcześnie, zaki^ . 



41 



ZE SPRAW BUŁGAR YI 



inóstwo szkół bułgarskich i wciągając nawet ludność serbską 
a północy. Z drugiej strony Serbia, straciwszy Bośnię i Her- 
^gowinę, rzuciła się również na ten teren, wspominając nie 
ez słuszności, że wilajet Kossowo (Skoplje) jest kolebką Du- 
eanowego carstwa. 

Nigdzie szowinizm nie zakwitnął wspanialej, jak na tej ni- 
rie bujnej w nienawiść, rzezie i akta barbarzyństwa. Konkuren- 
3m wydaje się, że wobec rozkładu i możliwego podziału Turcyi, 
ależy udowodnić i udokumentować przed Europą tytuł własno- 
ci, który, według ich przekonania, roztrzygnie w przyszłości kwe- 
tyę ich ^wielkości ^ Jak dotąd, rozstrzyga się tylko od lat wielu 
westya, kto zada więcej klęsk przeciwnikowi, kto więcej wytrzebi. 

Zaczęła się nad Wardarem i Strumą obok agitacyi szkolnej, 
iziałalność „czet*'. Nie są to hajducy z czasów Karadżordża 
nb z czasów^ walk o wolność Bułgaryi, pół-zbójeccy partyzanci 
wobody, nieubłagani wrogowie panowania tureckiego, walczący 
łod ^barjakiem/' krzyża. 

Dzisiejsze czety mają dostarczyć przedewszystkiem jak naj- 
więcej dowodów, że niema Serbów w Macedonii i viceversa, że 
liema tam Bułgarów. To jest idea, pod której hasłem zarzy- 
lają się wzajemnie Bułgarzy i Serbowie, egzarchiści i patryar- 
hisci, pod której hasłem niszczy się nieszczęśliwą ludność tych 
/ilajetów i trzyma ją w anarchii i terrorze, jakby nie dość było 
narchii tureckiej. Takim dokumentem własności miało być, zdaje 
ię, spalenie serbskiego gimnazyum w Skoplju, jako gniazda pro- ' 
lagandy serbskiej, albo skandale z wydzieraniem sobie cerkwi 
lod okiem tureckich zaptijów. Doprawdy, patrząc na te fakta 
łarbarzyristwa, z pełną racyą mogli oni mówić pogardliwie : „głu- 
^ie giaury! sami się wytrzebią, nie potrzeba noża i albańskiej 
trzelby. 

Historyczna spuścizna, przetłomaczona na dzisiejszy szowi- 
izm i bezwzględność, zaciążyła nad stosunkami obu bratnich 
arodów w sposób, który może rozstrzygnąć o ich bycie, nie 
ając im dojść do porozumienia, niwecząc wszelkie próby zbli- 
enia. Idea federacyi południowo-słowiańskiej, jedyna, która mo- 
ta by doprowadzić do zgody, do możności odparcia naporu z ze- 
mątrz, ginie w zalewie szowinistycznym, tuła się bezsilna po 
łowach nielicznych marzycieli, widzących przyszłość lepiej, niż 
graniczone mózgi fanatyków nienawiści i „wielkości", zdobytej 
D trupach współplemieńców. 



r STirjursKi 

Charakterystycine jest ^e na wertialną notę moc 
w kweslyi *ys)(ania i popieranit akcyi •C2€f przez bałka 
państwa, lak Serbia jak Bułgaiy^a odpowiedziały : zwalając 
winę na współzawodników* 

tlL 

O ile w polityce zewnętrznej Bułgatya i*Jitc dr- 
jej z samego początku państwowego bytu, drogą i: . . 
fia której jednak osiągnęła wobec ly walów niezaprzeoi 
rzyści, o tyle stan jej wewnętrzny nie przedstawia się 

,Dwie są partye w Bułgaryi — pisze ^^borny ztii 
stosunków proL J i re£ e k *) — Utalentowani samoucy i lu 
kształceni za granicą zapatrują się na cywilizowane 
i pragną ustaitć w kraju zasady nowoczesnego prawnego pi 
rozwijając żywot moralny na podstawie kulturalnej. Druga 
przedstawia stare nieuctwo z fizyczną silą. Przed 25 laty, 
w Butgaryi miałem sposobność widzleif ludzi, którzy 
j odważnie chwalili się smoją nieświadomością, Są jeszcze li 
których ideał państwowy jest zupełnie oryenialny, a f^riy 
Turcyę, Afganistan lub Persyę"' 

Miejsce pozytywnego prograrnu w celach podniesień 
tury, miejsce akcyi świadome], mającej podwalinie w poT 
kraju i narodu, zastępuje obfitość party j. Obfito^ ta jest 
charakterystyczna tam, gdzie brak idei ; niema myśli 
dniej, ale zawsze znajdą się osobiste ambicye, interesy ii 
duów i koteryi, znajdą się klany ludzi złączonych pod 
egoizmu, których sztandarem rzeczywistym jest: dojic 

W Bulgaryi jest 8 stronnictw politycznych. Jak na kU} 
objętości, naprawdę dosyć, — zapytaćby nawet należało, czy 
zanadto, czy rzeczywiście partye te są wykładnikiem myśli 
tycznej. Kwesty a jest tern łatwiejszą do rozstrzygnięcia^ Jte 
narodu w tych sporach jest stosunkowo bardzo slaby. Stroni 
powołane do rządu, zdobywa sobie większość środkami maj 
zwykle mało wspólności z wolnem wyrażaniem opinii K 

Tak więc prócz demokratów (dawnych Karaweto^ 
dziś pod wodzą Ma I i n owa, mamy upadłych obecnie Sta 
wistów, stronnictwo autokracyi, tradycyjnie od Stambułowi 
przyjaznych wpływom rusyjskinL Dalej podnoszą wciąż ji 



^} Były profesor uniwersytetu sofijskiego. 



43 



ZE SPRAW BULGARYI 



ło wę Z a n k o w i ś c i ^ osławieni wichrzeniem kraju na korzyść 
losyi od początku odrodzonej Bulgaryi. Tych idea! jest dość 
rzystępny : Biiłgaryajako południowa gubernia rosyjska, wystarcza 
m zupełnie. Zapisali si^ oni wit;;cej niż smutnie w jej dziejach, 
iroźąc poważnie idei samoistności księstwa. Bunty, zamachy, 
ewolucye były ich płodem, uradzonym z zaciekło:>ci partyjnej 
rosyjskiego rubla. Ten był niezmiernie trudny do schwycenia, 
, Zgniotę wichrzycieli i każę rozstrzelać wodzów — wykrzyknął 
az Stambułów w pasy i, która go charakteryzowała — ale gdy- 
>ym mógł dostać w ręce lamtych!" „Tamci" to był Pobie- 
lonoscew i compagnia bella, która tłomaczyła sobie 
oswobodzenie Bułgaryi, jako zamienienie paszalika tureckiego na 
"osyjski. 

Osobistości odgrywają też rolę główną w stronnictwacłi 
iberałów R a dosł a w owi slow i oddzielonej od nich parlyi 
r o n Ć o w i s t ó w. 

Wymienić jeszcze należy silną liczebnie partyę n a r o d n j a- 
ków czyli partyę ludową, której jednym z wodzów jest OeŚew, 
najbogatszy człowiek w Bułgaryi ; r a d y k a 1 n y c h d e m o k r a- 
to w z radą z 5 członków na czele, wreszcie socyalistów; 
ci mimo braku przemysłu w kraju mają zwykle 10 — 15 posłów 
w sobranju — widocznie Bułgarya przypuszcza, że są oni ko- 
nieczni dla nadania jej cechy « nowożytnego" państwa. 

Scharakteryzować partye polityczne nie jest rzeczą łatwą. 
Nie jest to przesadą powiedzieć, źe wszystkie lub prawie wszy- 
stkie są bardzo zaawansowane w zasadach. Odkryły bowiem za- 
dziwiająco prędko i inteligentnie, że pierwszą i najbardziej mo- 
dernistyczną zasadą i hasłem partyjnem jest - dojść do władzy. 
Reszta jest zasadą mniejszej wagi i mniejszej wartości, zdolną 
dn modyfikacyi w miarę okoliczności. O ile w Serbii naród cały 
brał zawsze udział w życiu politycznem bardzo silnie, a wywal- 
czywszy sobie sam wolność^ rzucił się aż zanadto w wir walk 
partyjnych pod tem luh owem hasłem, o tyle w Bułgaryi partye były 
raczej rzeczą osób. Politycy z zawodu, adwokaci bez klienteli, 
wszelkiego rodzaju „arywiści" tworzyli stronnictwa, których ideą 
był przedewszystkiem rząd, zadowolenie ambicyi, dostanie się do 
tego, co pospolicie nazywają we Francy i a s s i e 1 1 e a u b e u r re* 
Umysły zmącone nienawiściami, skłonne są zbyt często do po- 
święcenia interesów ogólnych dla egoizmu partyjnego. 



z. STEFAŃSKI 



m 



Równolegle z teni idzie brnk statutu urzędniczejro. L 
są raczej nagrodą za należenie do partyi, która dostała v 
władzy* Z kaźdern ftowem przesileniem polityczneiii Bi^K 
staje nowych propraetorów, którzy spieszą ^ię niezmiern:. . 
dowaiiiem", gdyż wkrótce przyjdą nowi. Jak na lem wvi 
kraj, łatwo odgadnąć> 

Niema również sędziowskiej i n a m o v i b i 1 i t ^ >- j 
z rnóich znajomych w ciągu 5 lat siedni razy zTZUCBny hylz] 
sady sędziego. Wypadki te należą do zwykłych i nikt sicillil 
dziwi ; raczej oczekuje się na swoją kolej. 

Wobec lego w stanie nrztjdnjczyni nie należy szukać 
cydowanej i stałej opinii pnbliczncj, ale opinię partyi* 

Niebyło jej teź szczególniej w ostatnich czasach w na rodni 
sobranjn. Większość nległa jest rządowi w spo^b mdoj 
cujący z godnością narodowego leprezenlanta. Zbyt często «f 
wystarczy apozycyjnej parlyi zrobić nadzieję władzy, aby 
czyta z opozycyą. Okazało się to niedwuznacznie w losadi 
t ni ego bloku opozycyjnego. 

Tylko wobec tego stanu rzeczy możiiwą była zdumieć 
działalność ministeryów P e t k o w a i P e 1 r o w a, obsługując 
tokratyczne ambicye księcia, znanego z częstych pielgrzyt 
dworach zagranicznych w poszukiwaniu łask i korony król* 
O ile mogłem uważać jeszcze przed pięciu laty w niej 
po Bułgaryi, kniaz-pielgrzyin był chyba nnjiricpopularnicjsi 
bislością w księstwie. Niepopularnoi^ć la wcale nie ma prz; 
w wybujaniu umysłu lego władcy ponad spoleczefiś 
w zbytniej wielkości duszy. Rzeczy to są zbyt znanc» 
miał nad niemi rozwodzić. 

Ostatni doradcy zrobili go jeszcze niepopnlamiejszytri, 
to możliwe. 

Prezydent ministrów Pet ko w, dawny uczestink u 
1877, w której stracił rękę, był za księcia Aleksandria 
urzędnikiem w ministeryum spraw wewnętrznych. Wyszedł i ' 
do więzienia, gdyż używając urzędowego heklografu, \^ 
czną ilość proklamacyi przeciw księciu. Opuściwszy Cv 
redaktorem pisma luimorystycznc^o Swirćko (ł^łt-^t). Ani: 
cista napadał w niem bezwstydnie każdy krok ówczctinego fit^^ 
Za Stambułowa został znów^ urzędnikiem i podporą wł^i^^ 
Wreszcie ks, Ferdynand oddał mu w ręce losy krain Pv*k-« 



^5 



2E St>RAW BUŁOARYt 



corzysta! z tcRO, by pogrążyć go w zaburzenia i zadać śmier- 
Ifiy cios iiniwersytetuwi sofijskieniu. 

IV. 

Spraw.1 to wielce charakterystyczna. Na jej tle wybuchnął 
Inym płomieniem spór między oboma obozami bułgarskiego 
3oleczenstwa. Uniwersytet w ostatnim czasie stał się hasłem wo- 
ninem opozycyi. 

Ta instytiicyn naukowa, utworzona za kniazia Ferdynanda 
r r. 1888, pierwotnie jako „Wyższa szkoła", w r. 1894 zamie- 
iona zostałd na uniwersytet z trzema fakultetami : historyczno- 
lozofic^nym, fizyczno -matematycznym i prawnym. Liczył on 
O profesorów i 1386 studentów. Wśród profesorów, przewa- 
faźnic Bułgarów, znajdują się ludzie bardzo wybitni, jak historyk 
tteratury i folklorysta Dr. Ivan Śiśmanow i slawista Dr. Lj u- 
> o m i r M i I e t i ć, którego studya o dyalektach wschodnio-bułga- 
skich wydała akademia wiedeńska. Usiłowania tych kół naukowych 
:raju widoczne są też w wydawnictwach, jak organ „bułgarskiego 
owarzystwa literackic^^o", „zbornik" ministerstwa oświaty, wy- 
ła wnictwa tow. przyrodniczego, seminaryum słowiańskiej filo- 
ogii etc. 

Stosunki mit;dzy rządem a uniwersytetem od dawna nic 
odpowiadały wzjzlędom należnym najwyższej instytucyi naukowej 
craju. Ludzie zajc^ci polityką, w ciasnocie swych pojęć, nie liczyli 
iię zupełnie z powaj^ą uniwersytetu, traktując profesorów raczej 
jak pewną katcj^oryę urzt;dników państwowych, podległych rządowi 
imiijących prowadzić je.^o politykę. Nie było w Bułgaryi tego ścisłe- 
go związku mit;dzy narodem a uniwersytetem, jak w Serbii, ceniącej 
wysoko kulturalną pracą i wybierającej z łona uniwersytetu swych 
prezydentów trabinetn, juk Vu i ć, prof. ekonomii, lub Stój a novi ć, 
znakomity wydawca pomników staroserbskich i starosłowiańskich. 
Bułgarscy profesorowie, podobnie jak urzędnicy, nie posiadają 
nawet prawa jj^łos il 

Kola rządowe nie chciały wcale widzieć w uniwersytecie 
silnej placówki opinii publicznej, a usiłowania nietylko studen- 
tów, ale i p r o [ e s o r ó w, zabrania głosu w sprawach politycz- 
nych, a nawet zajęcie się poważniejsze sprawami publicznemi 
było źle widziane i pociągało „niełaskę" kół oficyalnych i księcia. 
Prufesorow^ie jak T o d o r o w. Kirów, D a n a j 1 o w, Faden echt , 
zapoznali się z nią wyraźnie. 



'i 



Z. STEFA SSKl 

Rozłam szedł coraz dalej, Z akazyi }ybileuszu piervs2q 
książki nowobulgarskiej, władyki Sofroiija, który abcho*1^r, 
był uroczyście przez inleli^eiicyę kraju, zaznaczył się rozłam jc^łtt: 
bardziej. Rząd iiiezadowoloiiy z osób urządzających jubileusz, tm 
mał się zdała i niechętnie, co wywołało usprawicdiiwior 
Prof. T o d o r o w wystąpił dość ostro w piśmie Den i łcry i v --^ 
zia Ferdynanda i jego zachowania się wobec narodu, A»t u 
większe oburzenie wywołał w sobranju prezydenl ininisłrdw P<t» 
k o w. Gdy prof. T o d o r o w wystąpił z artykułem o kw* 
dniczej w Bułgaryi, Pet ko w oświadczył wobec posłów, 
pia działalność Todorowa, a gdyby był niinistrem oświaly^ .--- 
by go za uszy i wyrzucił z uni wersy tetir* Jak na Iconsh 
nego ministra, a nie na rosyjskiego gubernatora, wcale ' 

Kiedy strajk wybuchnął na kolejach bułgarskich, soc> 
czna część studentów brała udział w tym ruchu; rząd» który jw* 
stanowił żelazną ręką zgnieść strajk, oskarżył o pomaganie 
trzech profesorów wydziału prawnego. 

Wreszcie wybuchła kryzis podczas otwarcia nowego tcsłu 
narodowego w Sofii* 

Jest zwyczaj w Bułgaryi — mówi prof, Ji reće k ^ łi 
się święci nowy dom» zarzyna się jagnię albo przynajmn:-. 
guta. Przy poświęceniu teatru zarżnięto uniwersytet. 

Na uroczystość otwarcia d. 3 stycznia 1907 zaprosił rząd tyl' 
dobrze widzianych; wielu profesorów niemiłych wJadzom n«». '1' 
stało zaproszenia. Nieliczni studenci, którzy je otrzymati, nit , 
szii na uroczystość, natomiast razem z kolegami i licznymi 
watelami miasta urządzili manifestacyę przed teatrem. 

Kniaź Ferdynand, cały dwór, minister P e t k o w zostali 
gwizdani. Demonstracyi położyła dopiero koniec policya t wi 
sprowadzone przez Petkowa. Teraz nastąpiło zarzoięde bai 
Ofiarą był najprzód minister oświaty S e S ni a n o w ; następnie 
knięto uniwersytet i rozpuszczono tymsamym ukazem wszystki 
profesorów i docentów. Ukaz przyjęło bez zarzutu na rod A] 
sobranje, zupełnie podobne w swym liberalizmie do Irzi 
dumy. Nie zapytano nawet o zdanie senatu akademickiego, ij 
rując zupełnie ustawę z r 1894, która dokładnie podaje spu^ 
w jaki może nastąpić zamknięcie uniwersytetu. Studentom', '^^^- 
rzy demonstrowali, pochwytała policya i zamknęła ich w koiii* 
rach wojskowych, zatrzymując zdatnych do wojska. 

Jednem słowem w konstytucyjnej Bułgaryi ożył mikolajcw* 



2E SPRAW BUŁOARYI 



i regime w całej pełni, z wszechwładzą księcia, rządami policyi 
>atalionami karnymi. „Takiego faktu nie było w Rosyi nawet 
Bogoljepowa i Plewego — dodaje prof . J i r e ć e k, któ- 
:^o nikt nie posądzi o przesadę lub mało objektywny sąd. — 
?by na to rzekli Bułgarzy z r. 1879, że to wojsko narodowe, pozdra- 
ane wówczas okrzykami radości, służyć ma za rodzaj kary". 

Rząd postanowił wnieść nową ustawę, znoszącą zupełnie 
i tonom ię uniwersytecką, z prawem mianowania profesorów bez 
dnego wniosku senatu, gdyż uniwersytet miał być obsadzony 
eaturami rządowemi i służyć za podporę tronu księcia Koburga 
stambułowskiego ministeryum. 

Sobranju przypadł niemały zaszczyt potakiwania tym uka- 
>m, niszczącym jedyne centrum kulturalne kraju. Większość ma^ 
iwsze racyę, szczególnie, gdy jest karna i uległa. 

Dalszy ciąg tej smutnej sprawy znają czytelnicy Świata 
łowiań&kiego i miesięcznych przeglądów spraw bułgarskich. Uni- 
wersytet „zreorganizowany" otwarto na nowo, ale zapisała się 
micsznie mała liczba studentów. Ogół postanowił bojkotować 
o zupełnie. Natomiast cała inteligencya wyrzekła protest jedno- 
tośny przeciw niesłychanej samowoli księcia i jego popleczników. 

To jest tło, na którem odegrały się ostatnie walki antirzą- 
iowe i zmiany w ministeryum. Życzyć należy, żeby były za- 
azem radykalną zmianą regimu i przywróceniem stosunków na- 
irawdę konstytucyjnych. 

Nowy gabinet demokratyczny M a 1 i n o w a ma się zająć spra- 
^■ą uniwersytetu ; profesorów już przywrócił ; w programie jego 
eźy też statut urzędniczy. — W sprawach Macedonii stanowisko 
ego będzie prawdopodobnie radykalniejsze, niż poprzedniego 
gabinetu. 

Dr, Zygmunt Stefański. 



p. R GAWROŃSKI 



DROGA DO NIEWOLI 
Ustęp z dziejów kozacko-pobktcłi. 

(Dokoaczenie) 

!l 

Chmielnicki zapowiedział postom carskim, żę ioH 
rejaslawia jedzie i tam B u t u r I i n a z towarzyszami oczddiic 
będzie* Zdawało się, że na ten zjazd przyb^ą obie slronyi 
jektem warunków poddania się, że Kozacy określą bitżej 
„wolnoścł** i zechcą zabezpieczyć je (rwale. 

Zdążało tedy do miejsca przeznaczenia poselslwo ni05kie» 
skie. wystane jeszcze w październiku. Na czele jego stał Wisil 
Wasylewicz Buiurlin. namiestnik twerski, a lowarzjrsajl 
mu książę Grzegorz Romodanowski, Fiodor Wlodf 
mirowicz Buturlini Wasyl Ki kin. Iwan A( ferie 
Łarion Ł o p u c h i n i wielu innych bojarów, stolników, 
czy cii, dworzan. Wieźli bogate dary dla wszystkich, kto mógł i 
jakikolwiekbądż głos w sprawie przyłączenia się Kozaków A» 
W, X, Moskiewskiego — dla metropolity, Chmie^ 
jego rodziny, starszyzny, wreszcie — dla tych wsz^, .. ,^.. ; 
dawać wypadnie**.*) Moskwa rozumiała całą doniosłość teg j ^ 
pad ku 1 dlatego sypała sobolami i rublami na wszystkie strooi. 

Dobrze tedy zaopatrzeni na drogę, wyruszyli posłowie 
Ukrainę, zasięgając na każdym przestanku, przy każdej pnygy 
dnej sposobności języka o bieżących wypadkach, zdarzetiiaA 

^ Według ,,Rospisi" przeinaczono: metropolicie ktiowskiemu 
Soroka soboli, po HJO rubli sorok: biskupowi cjternthowskiemu t s*w^ 
za 80 rubli, I la. 70 rb.; arcłiimandrycie peczerskiemu sorok za 1*^ 
Oprócż tego do rozdania 20 Soroków wartości 8iK) rubli* C h n 
cklemui buławę, chorągiew, ferezyę, czapkę spiczastą 40 
204ł rubli. 2 soroka po 150 rubli, S soroka po 100, I za 90 
80 rubli, 3 po 70, 40 po 60, 2 soroka po 50 rb. Tymo5 
(klóry już nie źył, o czem w Moskwie dowiedziano sią później t ^uiJt:^ 
]2(i rb ,, 1 za 100, 2 po 80, 1 za 70, 1 za 50 rb. Razem na 500 ntt>li. TM 
pisarzowi I w ano w i W y h o w s k i e ni u , a oprócz tego poleco 
w tajemnicy sorok za 80, sorok za 7o, sorok za 50 rubli, D^ 
kownikom po sorok u wartości 70 rb., dwom asa w ułom iiboj&koi»^ ^ 
sorok u wartoSc! 80 rb, i po parze soboli po JO rubli. Na rozdanie sefl»^ 
kom i różnym, komu wypadnie, na zapas 20 soroków soboli cIol>r>^cli •-*• 
tości 2(X)0 rubli- A oprócz te^o na zapas gotówką 400 złotych i 2U0 }t^m 
ków. (Akta J. i Z. IŁ t. X, NI). 



!49 



OROOA DO NIEWOLI 



>sobach i z dokładnością drobiazgową informując o wszystkiem 
ząd carski. Szli bardzo powoli, wysyłając gońców bądź na Ukra- 
nę, bądź do Moskwy z relacyami, i otrzymując ciągle dodatkowe 
nstrukcye i nakazy. Dnia 3 grudnia s. s. stanęło poselstwo za- 
edwie w Putywlu ^). Tu przybył także goniec Chmielnickiego, puł- 
kownik kalnicki Iwan Fledorenko. Przyjechał on z obozu 
)od Barem i przywiózł list do Bulurlina. List był datowany 
: Baru 8 listopada s, s. Chmielnicki informował. B u t u r 11 n a 
y położeniu pod Żwańcem, obiecywał złożyć przysięgę carowi 
la poddaństwo, ,,na wieczne czasy", ja"v tylko sytuacya pod Żwań- 
:em wyjaśni się i zakończy, poselstwo zaś moskiewskie zapraszał 
do Perejastawia, gdzie miało na niego oczekiwać,-) Posłowie wy- 
pytywali Fiedorenka, swoim zwyczajem, i wiernie powtórzyli wszy- 
stko w „otpisce'^ carowi. Nic w tej relacyi nie było ważnego — 
Łnanejuż skądinąd fakty. Poselstwo moskiewskie zatrzymało się 
w Putywlu, oczekując na przysłanie darów dla Chmielnickiego, 
Fiedorenko 6 grudnia wyjechał z Putywla wprost do 
Pereaslawia, a posłowie od siebie wysłali gońców Jakuba P o r^ 
t o m o i n a i Grzegorza K I u c z a r o w a także do Pereaslawia 
z poleceniem „mocno ale tajemnie dowiadywać się, gdzie rze- 
czywiście znajduje się Bohdan Cłimielnicki, ile ma wojska, ile 
Tatarów, czy Krymcy już opuścili łietmana, czy pokój zawarty"^) 
Kontrolowano w ten sposób relacye kozackie. Nareszcie 17 gru- 
dnia otrzymali h ramotę carską, aby sami do Pereasławia wprost * 
wyruszyli i oczekiwali tam na przybycie hetmana, a 20 grudnia 
tabor poselski wyruszył już w drogę^). Ale nazajutrz dogonił icłi 
goniec Streszniowa i Bredichina z listami do cara bar- 
dzo niepokojącemi: że hetman zawarł pokój z królem i hanem 
krymskim na warunkacłi Zborowskich, źe urzędy polskie mają 
być przywrócone w miastach ukraińskich, a o szczegółach ma 
zdecydować zjazd w Kijów iu. Posłowie zawiadomili cara, że o tern 
wszystkiem „własnoręczny list hetmana czytali"'-)^ Buturlin 
tę ekspedycyę przeczytał i mocno się zaniepokoił. Lękał się ja^ 
kiego podstępu ze strony Chmielnickiego. Zatrzymał więc wśród 
stepu cały tabor poselski. Wysłali natychmiast gońca do pułków- 

O Akty J. [ Z. R. X. 165. 
3) ibid. 167. 

^) A. J. i Z. R. X, 176. 
I ^J ibid. 180. 
^) ibid. 184. 

Świal Słowiański. — Nt. 39. |7 



P. % OAWRONSKt 



a 



nika Fiedorenki dla sprawdzenia, o ile wiadomości powyissą 
pewne, a gdy się okażą klamltwemi, wówczas dopiero w dilsą 
drogę wyruszą. Nazajutrz przyjechał do obozu goniec im:* 
Griszka Starkow i przywiózł listy do Bu tur! i na ad Chrr r 
nickiego i Wyhowskiego* Listy te, jakoież osobiste rnda^ża: 
Starkowa, uspokoiły Buturlina, Obaj dygnitarze kozaccy p6i| 
z pod Husiatyna. Wyłiowski slodko-brzmiąceml słowy, wkM ■ 
wodzi komplementów, zawiadamiał, że król polski robf > 
starania, ażeby hana odciągnąć od Kozaków i straszył Mo>bt 
że Polacy mają zamiar wraz z Tatarami na nią uderz 
oświadczał równocześnie nadzieję, „ze chrześcijaństwo puu>*^^ 
nim połączy się**. Chmielnicki to samo powtarzał, ocsit 
się z przyjazdu posłów, zawiadamiała że wraca z wyjslciem Ib 
domu i — zwykły dodatek do wszystkich listów — prosi) 0|^ 
moc wojskową przeciwko Lachom')- 

To dopiero zdecydowało Buturlina do ruszetiia tatoi 
w dalszą drogę. W Karabutowie byli w cerkwi. Cel i 
byt tajemnicą. Buturlin donosił carowi z zadowoki; . :., .. •. 
dność, zgromadzona w cerkwi, gdy odmawiano modlitwą o fli- 
goietnie tycie cara. „radowała się radością i płakała i nMc. 
że Pan Bóg kazał im być pod mocną hosodarską ręką"-). 

Wielki akt dziejowy, którego znaczenia, z powodu 2byt bi 
skiej perspektywy, jedna strona nie doceniała jeszcze, 4rup- 
nierozumiała zupełnie, zbliżał się do rozwiązania. Chmidadi 
doprowadził politykę narodową do tego stopnia napięcta, isA 
niego osobiście nie było już lepszego wyjścia, jak oMtm ^ 
pod protekcyę cara moskiewskiego. Do tego fałszywegu 
pchało go utosażmienie i narzucanie innym swoich j: 
stych uczuć i polityki z polityką i uczuciami tiemiiych i 'V 
jętnych mas ludowych. — Z Korsuoia, 21 grudnia i i itó^ 
zawiadamiał Chmielnicki Buturlina, że jedzie do Czechni!* 
spraw wojskowych i prosił posła, ażeby podążał do l'c:a^ 
wia, dokąd obiecywał sam przybyć dla narady w .carskidiito 
zackich sprawach". W całej tej akcyr, we wszystkich lislachCIwB* 
nickiego czuć nerwowość nienormalną, niepokój niewytlómaoroi^ 
Zdawałoby się, że ten człowiek, widząc katastrofę nieumknirM 
rad ją przyspieszyć i dąży ku niej prawie z zamkniętemi oaji» 



O Akty J, i Z. R. X, łB8-t90, 
') A, j. i Z. X, 193. 



25 1 



DROGA DO NJEWOU 



Chmielnicki lęka się, że coś może stanąć na przeszkodzie przy- 
jazdowi Buturlina do Pereasławia! „Gdyby Twoja Miłość — pi- 
sze — teraz do nas pr^y jechać nie chciał, zaniepokoiłoby to 
wojsko nasze, gdyż o łasce Jego Carskiego Wieliczestwa już nie- 
którym ze starszyzny powiedzieliśmy.** O Mogła się niepokoić star- 
szyzna tem, że ją łaska carska minie, ale wojsko i czerń były 
tylko komparsami w tei całej tragi-komedyi. 

Na pięć wiorst przed Pereasławiem powitał poselstwo mo- 
skiewskie pułkownik Paweł Tetera. Asy sten cya jego skła- 
dała się z 60() Kozaków z chorągwią na czele, z trąbami i litau* 
rami. Było to 31 grudnia 1653. Niedojeżdżając do posłów, Te* 
tera zsiadł z konia, i zbliżywszy się do nich, powitał panegiry- 
czną, pełną okolicznościowej przesady, przemową. „Z radością — 
mówił — witamy wasze szczęśliwe przyjście. Oddawna serca na- 
sze gorzały tęsknotą, ciesząc się słodyczą wieści, że dążycie ku 
nam, jako wykonawcy carskiej obietnicy". Cieszył się, że jako 
^najmniejszy z niewolników**, może », najniżej pokłonić się po* 
słom** i do Pereasławia zaprosił. Łatwo przyjmowała Kozaczy- 
zna H miłość" carską, ale trudno było potem ^ od prosić się" 
od niej, 

W Pereasławiu protbpop powitał również górnemi słowy 
posłów carskich, ciesząc się z tego, że ^zjednoczą się Mała i Wielka 
Ruś pod jedynowładną mocną ręką błahoczesiywego wschodniego 
cara", a do wspólnej radości wzywał „synó\v Syońskich, góry 
wysokie i kraje północne*".-) Tetera usprawiedliwił nieprzybycie 
Chmielnickiego i zapowiedział, że na 3 stycznia ló54 niewątpli- 
w^ic w Pereasławiu stanie. Tak więc zbliżał się B u t u r I i n do 
wykonania „bożego i carskiego dzieła"*.^) 

Rozpoczął się zjazd w Pereasławiu. Dnia 6 stycznia 1654 
przyjechał Chmielnicki, 7-go Wyhowski, w tym sa- 
mym czasie zjeżdżała się starszyzna. Po przybyciu Wyhowskiego, 
Chmielnicki posłał Teterę do Buturlina z oświadczeniem, że się 
pragnie z nim widzieć prywatnie, ale nie życzy sobie oddania 
hramoty carskiej i ceremoniału. Nazajutrz nastąpiło spotkanie 
się obu. Widzenie się, oprócz wymiany komplementów, nie miało 



') Akiy J^ i Z. R. X., 198, 
'-^j Akty J. i Z. R. X, 206. 

■*) H ramota carska do liuturlina z Moskwy (X, 214) datowana 27 -go 
grudnia (1653). 



«■ 



żadnego poważnego celu. Btfturlin mówit o wietkiej hsce< 
sklej, jaka spotyka Kozaków i Chmielnickiego, a hdiłiifl n^' 
wnial że ,gO!omi są wszyscy głoHY potożyć za. cara i mi i 
być powolnymi woli hosudarskiej**, Wyhowski gómolomt s.- 
»>Tażał, że , A I e k s y M i c h a j I o w i c z zlitował się md mę 
ojcowizną. Kijowem i Małą Rusią i jak orzeł przykrywa gmiali 
swoje, tak car przyjmuje ich pod swoją wysoką rękf*, Z tteJki? 
radości zapewne pczyszedł nazajutrz rano i oświadczył ButurlidOfi 
że u betfnana odbyta stę tajemna rada ze starszyzną kmió^ 
i lie postanowiono na oiej ^podkłonić si^** pod wysoką r^ 
Aleksieja MJchajłowicza *)< 

O drugiej godzinie popołudniu Chmielnicki ka^ x» 
tac czarną rad^j L j* wszystkich, kto tylko chciaJ przyjść, liEhf, 
zwyczajem Kozaków, naradzić stę nad tern, co się stać mail 
By ta lo wszakże tylko formalność. Wszyscy robili (o. caep 
Chmielnicki chciał, a najmniejsza opozycya kończyła się pod » 
btą. Uderzono tedy w bębny i przez godzinę caią z«ołyra» 
czerń na miejscu zboru. Zebrało się mnóstwo rożnego sm 
ludzi. W środku tej wielkiej kupy, która miała niby decydoK^ 
o losach chwili i losach dwóch państw, zrobiono wielka 
dla hetmana, pułkowników, starszyzny. Wszedł do lego kok 
Chmielnicki pod buńczukiem, za nim sędziowie, asawułouie. ^ 
sarz i ot>ecni pułkownicy. Godną uwagi jest rzeczą, że n\t 
tylko wyższego duchowieństwa, ale iadncgft 
niebyło przy tym akcie wcale, A przecież Chmi# 
cki występował jako obrońca religii i pod hasłem lej obrony pot 
dawał się Moskwie, 

Gdy już się wszyscy zgromadzili, a Chmielnicki stafff 
w środku koła. asauła wojskowy nakazał milczenie, a hetman ofe^ 
zwał się w te słowa: „Panowie pułkownicy, asawułowie, setBCj 
całe wojsko zaporoskie i wszyscy prawosławni chrzeki>CBt' 
Wiadomo w^am, w jaki sposób uwolnif nas Bóg z rąk 
prześladujących cerkiew bożą, a napełniających gniey»i..- — 
chrześcijaństwo naszego wschodniego obrządku. Od szeaio ^ 
żyjemy już bez króla w naszym kraju, w ciągłych wałkach i » 
lewie krwi z gnębicielami i wrogami naszymi, pragnącymi k 
gruntu zniszczyć cerkwie nasze, ażeby nawet imię ruskie TSf/i^ 
niane było na nasze} ziemi. Sprzykrzyło się takie życie. Nic *► 



O Akty J. i Z. R. X, 216. 



153 



DROGA DO NJEWOLI 



:emy już dłużej żyć bez króla. Zebrałem was przeto dziś na ra- 

ię, abyście z czterech panów wybrali sobie jednego***). Mowa 
>yła z ogromną zręcznością zbudowana. Hetman kładł nacisk na 
o, co było najbardziej dla czerni zrozumiałe i dostępne, po- 
:hlebiał jej, przesadzał lam, gdzie były najdrażliwsze dla niej 
punkty i w końcu prowadził do tego celu, do jakiego pragnął. 
Najprzód tedy wyłajał Turków za to, że ..Grecy cierpią ucisk od 
bezbożnych", potem dostało się Krymowi za to, że z powodu przy 
jaźni — dobrowolnie przyjętej — „wiele nieszczęść na kraj spa- 
dło". Ale najgorszą miała być Rzpita, ^gdzie żyda i psa lepiej 
uważano^ niż chrześcijanina". Oczywiście, po takiej rekomenda- 
cyi pozostawał najgodniejszym zaufania i miłości „car wschodnia 
jednakiego z Rusią prawdziwego greckiego zakonu". Otóż ten 
»,car chrześcijański zlitował się nad nieskończenie wielkiem cier- 
pieniem prawosławnej religii i Małej Rusi, a sześcioletniemi bła- 
ganiami nie wzgardziwszy, skłonił nareszcie swoje miłościwe 
serce ku Rusi, przysłał z oświadczeniem swoich wielkich ludzi. 
Jeż! i tego cara szczerze i wiernie umiłujemy — spokojniejszego 
przytułku dla nas nie widzę. Kto zaś z nami iść nie chce, niech 
idzie, gdzie chce — wolna każdemu droga/' Ostatnie słowa 
brzmiały, jak rozkaz, którego usłuchać należało. Tak też je zro- 
zumiano. Czerń krzyknęła; „wolimy przejść pod cara wschodniego, 
prawosławnego, a pod jego mocną ręką w naszej wierze praw- 
dziwnej umierać, niż iść pod władzę nienawistnego poganina," 
Głos ten, trochę podejrzany, zdecydował o w^szystkiem. Nie było 
właściwie żadnej rady, żadnej dyskusyi, nikt nie śmiał wobec 
hetmana podnosić jakiejkolwiek opozycyi. Później pułkownik pe- 
reasławski Tetera obchodził koło, w którem była zgromadzona 
starszyzna z hetmanem, i zapytywał: czy wszyscy się na to zgadzają? 
Odpowiedzieli tylko ci, którzy najbliżej starszyzny stali, którzy 
słyszeli pytanie Tetery, - że zgadzają się. W dalszych kręgach 
koła, zważywszy, że owa rada odbywała się na wielkiej płasz- 
czyźnie przed cerkwią, nikt nietylko nie mógł słyszeć przemó- 
wienia Chmielnickiego, ale nie mógł nawet widzieć ani hetmana* 
ani nikogo ze starszyzny. 

Tego samego dnia, po radzie, Chmielnicki z całą 



') Akly J. i Z. R.X. 217 n. n. Cały akt poddania się ze szczegółami 
^oarry jedynie z relacyi BuiurMaa, jakoteź następujące po nim najbliż- 
sze wypadki. 



F. H. QAWR0tVSK1 



1^ 



Starszyzną udał się do B u t u r I i n a , gdzie nastąpiło um^im 
niejako odprawienie poselstwa, wbrew zwyczajowi — nre w iv 
mu gospodarza. Starszyzna widziała wory obładowane sobo^ 
mi spieszno im było, Butarlin wręczył Cłimlelnickiema kh 
motę carską^ którą hetman z wielką radością przyjąi^^szy, pca* 
łował, a rozpieczętowawszy, oddal Wytiowskiemu z polecerai 
przeczytania głośno wszystkim zgromadzonym. Po cei 
zapytywania wzajemnego o zdrowie carskie i wojska 
skiefio, zabrał głos Buturlin, wyjaśniając postanowienie cai 
tłumacząc, dlaczego car zdecydował się pokój zerwać, a v*Dp 
zaporoskie „ze wszystkiemi miastami i ziemiami" pod protekc^t 
przyjąć. Przyczyny dyplomatyczne, że tak powiem, znamy \ń 
„nieposłuszeństwo** króla polskiego, nieżyczącego sobie prai 
ctiylić się do pośrednictwa cara w sprawie zatargu z Koacor- 
zną, odprawa z niczem posłów moskiewskicłi ze Lw^owa i %itsi* 
cte, owa wieczna przyczyna — wrzekome prześladowanie cibrz|db 
wscłi od niego. 

Po wysłuchaniu tej mowy* hetman ze starszyzną udśśi 
do sobornej cerkwi Uśpienia Boga-rodzicy B u I u r I i n m0 
bardzo zręcznie* Za powodzią słów o łasce carskiej, nie ^ 
Chmielnickiemu prawie przyjść do słowa, o warunkach poddana 
się nie wspomniał naw^et. Zasypawszy potokiem obietnic i ta.^ 
zahypnotyzował niemi starszyznę i od razu poprowadził ich ^ 
soboru. W cerkwi nie było ani metropolity kijot- 
s k i e g o, ani a r c h i m a n d r y t y, ani b i s k u p ó w r o^ 
kich» lecz popi moskiewscy, przysłani wraz z Buiurlinem - 
kazański archimandryta Prochor i protopop Andrejan 
ze służbą cerkiewną. Na tę uroczystość pojechał hetman z 
carskimi carską karetą do soboru. Protopop pereasławskf 
gorz z niższem duchowieństwem wszystkich cerkwi powił 
jarów i hetmana. Niesiono krzyże, dymiły się wonne kadri 
a chór śpiewaków odśpiewał : niech będzie imię Pańskie bio^- 
sławione teraz i na wieki. Po tej ceremonii duchowienitwfi 
w bogate ornaty przybrane, chciało przystąpić do przyjęcia crą- 
sięgi od Chmiehiickiego według roty przysłanej z Moskwy -jjh 
nagle stała się rzecz nieoczekiwana: 

Chmielnicki zażądał, ażeby posłowie złożyli wpierw pny 
sięgę w imieniu cara, że hetman i wojsko zaporozkie nk Mł 
wydani królowi, źe car będzie ich bronił, że ^wolności mc nz* 
ruszy", żeby kto był Kozakiem i mieszczaninem — pozostał nttc, 



'3 

^itiHH 
kadzOT 



>55 



DROGA po NIEWOLI 



1 starszyźnie aby były wydane „na majętności" hramoty '). Oto 
\\r taki sposób sformutował Chmielnicki krótko 
warunki poddania się carowi. Uderza w nich z jednej 
strony, co do całej kozaczyzny charakter zbyt ogólnikowy, 
z drugiej, co do starszyzny, zbyt interesowny i klasowy. 
Teraz dopiero rozpoczęty się narady. 
B u t u r I i n odpowiedział, źe w Moskwie jest zwyczaj, ażeby 
poddani przysięgali carowi, ale nie — car poddanym, „Tego ni- 
gdy nie było — rzekł stanowczo — i nie będzie". Zachęcał tedy, 
ażeby hetman i wojsko zaporozkie i dalej wiernie służyli carowi, 
tak, jak zaczęli, i przysięgli na to na ewangelii, a car nietylko 
majętności im nie odejmie, lecz większemi jeszcze obdarzy. Het- 
man wyszedł z cerkwi i począł się naradzać z pułkownikami. 
Bojarowie i duchowieństwo czekali w cerkwi. Sytuacya była dra- 
żliwa. Cofnąć s'c trudno — za daleko rzeczy zaszły. Car mógłby 
wojnę rozpocząć z Kozakami, a tymczasem stosunki z Krymem 
i Turcyą zostały zerwane, a na przychylne stanowisko Rzpllej 
wiele liczyć nie można było. Naradziwszy się ze starszyzną, het- 
man posłał do Buturlina Teterę i Sachnowicza, pułko- 
wnika mirhorodzkiego, ażeby starali się nakłonić posłów mo- 
skiewskich do złożenia przysięgi. B u tu r 1 in tłumaczył wysłańcom, 
że to „rzecz nie przystojna, ażeby w imieniu hosudara, przysięgać, że 
tego nigdy nie bywało". Tetera powołał się na przysięgę królów 
polskich. Buturlin odrzekł — że to „królowie niewierni i nie 
samodzierżcy**; przypominał im, jak się cieszyli, kiedy słuchali 
dziś rtCarskie miłościwe słowo'' i zachęcał, ażeby szli do cerkwi 
przysięgać, a „carskie słowo zmienne nie bywa". Wysłańcy 
miękli. „Hetman wierzy, ale Kozacy nie wierzą" — wykręcali 
się pułkownicy. I^uturlin odparł zarzut bardzo zręcznie: sami — 
mówił — prosiliście o łaskę carską, sami obiecywaliście wiernie 
i szczerze służyć, a jeżeli teraz są ludzie ciemni, którzy takie 
„nieprzystojne" słowo głoszą, należy tych ludzi opamiętać, prze- 
konać, a wierność swoją carowi okazać. Znowu tedy pułkownicy 
poszli do hetmana z relacyą. Jakich używano argumentów, co 
mówiono ze sobą — o tern nie mamy żadnej wiadomości. Dość, 
że po naradach hetman, Wyhowski i starszyzna wrócili do 
cerkwi i oświadczyli, że „we w sz y s t k i e m polegają na 
lasce carskiej, że wszyscy na ewangelii przysiądz gotowie że 



■) A. J. i t. R. X, 225, 



r. EOA* 



za idrowie an^ot 0cmy swojt poktod9« a sprawy siroje 
i wofsto zaporozkie przedłożą osolmo*J) Po lem oswladcafe 
Ooijfi przysiągę Chmielnicki* Wyhowski i starszytią 
że *ma}ą pozoslić pod cacd^ ręką z zieiiiiafiii i ffoimi m 
wida« n i e ro ii eny ałirie*. 

Był 10 tryninf Birtntiita weftl Otrzymał gp nietylko 
swofęi zręczności, lecz także dzięki energicziieiiio nacisko' 
wywierał na stais^rznę, p ra e dsta wiając \ą dotirodziejsma, 
spłynąć na nich z łaski carskiej. Z czernią kozaczą m 
konferował, nie iicz>1 się, ona była tylko ornamentem 
cznym bez znaczenia i pow^*. 

Gdy już wsQ'StkJe trudności zostały usunięte, 4o 
prz^^prowadzil tieimana i 5tarsz)znę archtmandryta Proc ho 
strony wysokiego duchowieńsiwa raskiego« v 
nie którego t>1e wypowiedziano frazesów, nie była et 
depiitacyt. Chmielnicki, składając przysięgę — płakał 
zawsze łzy na zawołaniu. Może przeczuwał, że to m 
poltt>'czne v^7niagać ł>ędzie dużej umiejętności przystmowtak^ 
do now>'Ch stosunków, wiele wzajemnej wyrozumiałości li 
Cisku I łamania się dwóch sił, dwóch światów kttlti 
dwóch prądów państwowych. Dotychczas był)* tylko obiemi 
leraz oti^ierała się droga do cz>'nów. A nikt, żadna stn>ni 
wiedziała, jaka przepaść leży pośrodku. 

Stało się* W lichej mieścinie ruskiej, która była m 
dnym z ognisk staro- niskiej dynastjl, dokonał się wielki 
dziejowy, któr>' wywołał olbrzymi przewrót państwowy ^ 
północno* wschodzie Europy, dał początek innego ukszt* 
się politycznego i doprowadził w końcu do ruiny u. 
państwo na północnym wschodzie Europy, a założył pod 
pod nowe potężne państwo — Rosyę, Nikt w Europie, 
polityk nie rozumiał doniosłości tego wielkiego zdarzenia, a ^' 
mniej może sam Chmielnicki przewidywał, że w idei samOfb" 
dności i jedności państwowej ówczesnego W. Ks. MoskiewsktógOs 
wychodzącego zaledwie z zamętu walk wewnętrznych, toiph'^ 
się samorząd Kozaczyzny i zniknie, ledwie wyłaniająca się i^ 
t Rzpttą. idea odrębności narodowej i państwowej. Neru'W 
gwałtowny temperament Chmielnickiego nie wytrzymał Pospie 
szył się. Dążąc do samodzielności, - utracił ją w chwili aaf- 



*) A. J. i Z. R, X., 227. 



,7 DROGA DO KIEWOLI 

niej spodziewanej, „Gdyby jeszcze — mówi Engel — rok je- 
?n był przeczekał, do chwili, kiedy Karol Gustaw wkro- 
;ył do Polski, miałby najpiękniejszy czas do uzyskania samo- 
Lielności. Ale los nie przeznaczył, zdaje się, w udziale Ukrainie 
imodzielnego życia", O 

Przysięga przez starszyznę i lietmana była tedy wykonaną, 
toczenie Ctimielnickiego, jezli nie rozumiało, to odczuwało do- 
osłość spełnionego faktu. Wielu ludzi płakało. A Buturlini pa- 
ząc na te łzy, donosił carowi, że ,Jud płakał z radości, ze będzie 
dtąd pod wysoką ręką hosudarską". 

Cały orszak hetmański ze starszyzną , z cerkwi udał się na 
łłór poselski i tu odbyło się uroczyste wręczenie darów car- 
ncłi, Buturlin wręczał po kolei chorągiew, buławę, ferezyę, 
[aplcę i sobole i przy każdem wręczeniu wygłaszał wyuczone 
a pamięć mowy. Przy oddawaniu chorągwi zawiłym cerkiewne- 

krasomóstwa stylem, życzył zwycięstwa nad wrogami, wzy- 
ając do pomocy wszystkich świętych, — Barbary, której część 
ała miała leżeć w soborze Św. Michała w Kijowie, Antoniego 
Teodozego Peczerskich i wielu innych. Przy oddaniu buławy radził, 
i by „wojsko swoje dobrze urządził**, przy wręczeniu ferezyi, 
torą Chmielnicki miał pokryć swoje hetmańskie plecy, porów- 
ał cara do orła, pokrywającego skrzydłami swemi orlęta. Potem 
3zdano „żałowanie carskie '^ Chmielnicki, ustrojony w nową fe- 
^zyę i czapkę, w asystencyi starszyzny i licznego tłumu ludności, 
iechotą szedł od Buturlina do swego dworu. Przed nim nie- 
iono rozwiniętą chorągiew carską. Niedawno jeszcze w tej sa- 
lej mieścinie przyjmował komisarzy polskich, którzy mu w imie- 
ilujana Kazimierza wręczali także buławę, chorągiew i 
ębny — jako znak władzy. Następnego dnia, 9 stycznia 1654 
. s-t składali przysięgę w tej samej cerkwi setnicy, asawułowie 

ci wszyscy, którzy poprzedniego dnia nie mieli czasu przy- 
ięgać. 

Dnia 10 stycznia hetman złożył znowu wizytę Buturli- 

1 owi. Poseł carski wystąpił teraz w innej roli. „Biłeś czołem — 
łowiadał Chmielnickiemu — wielkiemu hosudarowi ze 
vszystkiemi grodami i ziemiami, trzeba tedy, ażebyś dat spis tych 
niejsc, grodów i ziem, które byty we władaniu wojska Zapo- 
ozkiego. Życzę sobie w niektórych miastach odebrać przysięgę 



I) Gesch. d. Ukrainę u. d. Cosaken. 



F. R aAWRONSKI 



osobiście, a do innych poślę swoich stolników. stT^|M3jd 
i dworzan"** Zamiast odpowiedzi, C h fn iel nickt jął opowiadau 
co się działo^ kiedy stal obozem pod Husiatynem i nawnSd 
rozmowę zupełnie na inny temat. I W y h o w s k h w 
w ton hetmana, mówił także o tern, jak Sefer- kazy* aga 
rowal z kanclerzem. Buturlin wysłuchał cierphwie 
szczególików politycznych bez znaczenia, a potem wródl 
swego tematu. „Biłeś czołem — powiadał = z w)*słańcein 
Ławrynem Kap usta. 'żeby car posłał do Kilowa i 
innych miast swoich wojewodów, a z nimi ze 3000 żołtii 
Teraz wojsko gotowe. — Wielki car i hosudar pożałował 
i wysłał do Kijowa bojarzyna i namiestnika rostowskiego 
Fiedora Kurakina i kniazia Fiedora Wołkonskic 
Są już w^ Putywlu, Trzeba, żebyś postał kogoś z godnych 
na ich przyjęcie w Kijowie '% Hetman zdaje się byl zado" 
z tego. Obiecał ich przyjąć, a prosił o większe jesscze 
Nie dOi>trzegt tego, że Moskwa już brała Ruś w posiadanie 
On ciągle myślał jeszcze o tern, żeby zgnieść Polaków, i 
widział ręki, która nad nim już zawisła. 

W kilka dni po przysiędze poczęły nasuwać się Chmielić 
ckiemu pewne obawy i wątpliwości. Nie wypowiedział tego, wt 
cofał się. Miał swoją metodę postępowania — zwlekać. Liajł 
na nią. Ale obawy te wypowiadały się w interpelacyactł, czytno- 
nych Buiurlinowi. Poddawszy £ię bez namysłu i bez wa^^ 
wysoką rękę, począł badać Buturlina w chęci dowiedzen 
jak ta łaska będzie wyglądać Mówił tedy posłowi: w woisfcs 
zaporozkiem trzeba, żeby każdy pozostał na swojem r 
według „czynu", żeby szlachcic był szlachcicem, kozak koz^^Tw... 
a mieszczanin mieszczaninem; Kozacy powinni mieć swój qt 
wojskowy, żony kozackie po śmierci mężów żeby władały m* 
jętn ościami ich, „wolności" żeby car nie pozwalał odbierać. Woj- 
ska — prosił, — aby było 60.000: „Im więcej wojska, tern ww 
czci przybędzie carowi**. Przechwalał się. że miał pod Zlioroi^TW 
300.000, Prosił, ażeby „odkupów*' nie odbierać od tych, któiĘf 
je trzymają teraz. Buturlin albo odpowiedzi zbywał dyskretne^ 
milczeniem, albo dawał głuche obietnice^ że „wszystko będzie, coof 
rozkaże", Chmielnicki i Wyhowski nie zapomnieli i o sprawadJ 
swoich osobistych: jeden zapowiadał, że będzie prosić o pnH 
Czeh ryński na buławę, a Wyhowski — że będzie prosić o pnę* 
Zwolenie władania nietylko tern i majętnościami, któremi tent 



59 



DROGA DO NIEWOLI 



łada, lecz także i o inne upomni się. Niezaniedbał także przy- 
Dchlebiać się, obiecując, że Litwę dobrze dla cara usposobi. 
yła mowa i o tern, żeby podatki wybierali ludzie przeznaczeni 
rzez Chmielnickiego, nie zaś przez Moskwę. Słowem, rozmowę 
I można uważać za coś podobnego do omawiania 
unktów przedugodowych — po ugodzie, — za chęć 
ybadania Moskwy. Wątpić należy, czy wrażenie otrzymane było 
obre. Sytuacya byta taka: Kozacy przysięgli na wierne i wiecz- 
e poddaństwo, ale warunki poddania się nie były omówione. 
Idali slę» mówiąc krótko, na łaskę i. niełaskę. Posłowie mo- 
kiewscy nie dali żadnych gwarancyj, żadnych przyrzeczeń — 
^prócz ogólnikowych. Kozacy, zaskoczeni okazałością i uroczy- 
tością, jaką posłowie nadali całemu aktowi swego przyjazdu, 
ilegli niejako nastrojowi. Po dwóch dniach wszakże już rozwaga 
lakazywała im szukać oparcia poważniejszego, niż przyrzeczenia 
łowne. 

Dnia 12 stycznia s. s. przybyła deputacya do Butórlina, 
;łoźona z Wyhowskiego, sędziego wojskowego S a m o j 1 y, 
młkowników pereaslawskiego Pawła Te tery, mirhorodzkiego 
jrzegorza Sachnowicza i innych. „Nie przysięgaliście — mó- 
viono — w imieniu waszego cara, dajcież przynajmniej jakieś 
}isemne poręczenie, że nasze wolności, prawa i majętności w ca- 
ości zachowane b^dą, ażebyśmy, wróciwszy do pułków, coś 
)rzecie mogH pokazać. I przedtem bywały u nas ugody z kró- 
ami, z panami radnymi za podpisami senatorskimi. 1 wy od car- 
skiego Wieliczestwa przysłani jesteście z pełną mocą i macie 
Drawo to uczynić. A jeśli nie uczynicie i pisemnego poręczenia 
lie dacie, to wasi stolnicy i dworzanie nie mają poco jechać do 
miast, gdyż wywołają tylko niepokoje, i teraz mamy wiadomość 
z Bialej-Cerkwi i innych miast, że Tatarzy następują — jechać 
tam przeto stolnicy i dworzanie wasi nie mogą". O 

„To co wy mówicie — odpowiedziano im — nie jest rze- 
czą poważną. Wspominać nawet o tem nieprzystojnie. Słyszeliście 
już od nas, że Jego Wieliczestwo wolności od was nie odejmuje, 
w miastach pozwolił do swego ukazu być waszym urzt^dni- 
kom, odbywać sądy według waszych praw, majętności od was 
odbierać nie każe- Musicie przeto tak czynić, ażeby bożą i hosu- 
darską sprawę dokończyć według carskiego ukazu, ażeby według 



*) Akty J. [ z. R. X., 247. 



P. ft, GAWROŃSKI 



iJb 



tego ukazu wszystkich przyprowadzić do przysięgli a lam, ^ 
są Tatarzy, mogą teraz stolnicy i dworzanie nie jechać* 

Deputacya odjechała z tern, że odpowiedź przyniosą tik^, 
jaką im da hetman. Po naradach ze starszyzną, których trcsć 
nie jest nam zupełnie znaną* wrócił Sachnowicz do Butur 
lina, „Hetman i pułkownicy — powiedział — we w^ 
kiem polegają na woli ca rskiej."*^) Po lej odp'. 
Chmielnicki zażądał, żeby mu Buturlin przysłał spis stolnikó* 
i dworzan z wyznaczeniem, dokąd mają jechać.-) 

Najważniejsza sprawa, która mogła wywołać zerwanie 
dy, została załatwioną. Ale wątpliwości nie usunięte. Ledwie 
legacya od hetmana zażegnaną zostafa* zjawiła się szlacli^ 
„żądając, żeby im sądy szlacheckie i majętności zatrzymał 
przytem złożyli imienny spis województw i urzędów, z wyszc 
gólnieniem, komu je rozdać należy**, Buturlin odpowietoał 
deputacyi szlacheckiej, że to jest zwyczaj nieprzyzwoity, naiM- 
Gzać sobie przed czasem urzędy, „O takich rzeczach — dodał- 
nawet pomyśleć nie wypada**. Zgorszony takiem „niepmstm 
nem" żądaniem szlachty, zagroził, że powie o tern Cłimiejr 
mu. Deputacya jęta wymawiać się, że uczyniła to bez woii w* 
tmana. „We wszystkiem niech się dzieje wola carska — zakoś- 
czyli pokornie — a my przysięgliśmy na wierność i nazwiśi 
nasze podpiszemy"^) 

Najważniejsze przeszkody zostały usunięte: starszyzna i Chn 
nicki uspokojeni, ugłaskani, obdarowani, mogli oczekiwać 
dalszą łaskę carską. Pozostawało jeszcze duchowil 
stwo. Widzieliśmy, że go brakło przy uroczystości poddania i 
carowi i wykonywaniu przysięgi. Już to samo było don 
opozycyjnego stanowiska, jakie zajęto. Rolę porożu mierna 



1) A, J, i Z, R, X., 248. 

^) Do grodów kijowskiego pułku wysłany został stolnik Ki kła* 
kaniowskiego kniaź Bothowski, do czerkaskiego Tymofiei Spasi 
1 e w, do czechry reskiego kniaź Z w e n i g r o d z k i» do biatocerkie^i^iefo 
Łopuchin, do korsuńskiego kniaź Gorcz akow, do huniańskiegolstl 
n i e w. do pawołockiego T e 1 e p n i e w\ do przyluckiego K o U o w s 
do Winnickiego Gleb o w, do bractawskiego kniaź Boriatyfiski, Do 
ków za Dnieprem, do czernichowskiego kniaź Neswickt, do niiyWkii 
D m i t r i e w, do kropiwteńskiego Ttirgeniew, do pereasławskiego I 
d y ż e n s k i, do mirogroditkiego W o j e j k ó w« do połtawskiego Andm 
Spasiteiew. (A, J. i Z, R. X.» 231), 

a) A. J. i R. X., 248. 



1 




261 



DROGA DO NFEWOLr 



't niem przyjął na siebie Buturlin. Dnia 14 stycznia 1654 r 
miał wyjechać do Kijowa. Dzień przedtem zjawił się u niego 
z pożegnaniem Chmielnicki, z nieodstępnym Wyhow- 
skim i starszyzną. Był ubrany w „carskie żałowanie", czapkę 
i ferezyę, otrzymane w darze. W mowie do Buturlina powtórzył 
wiernopoddańcze swoje uczucia, poddanie się zupełne pod wolę 
carską i chęć umierania za niego. Wyhowski wyraził tęsknotę 
do oglądania „przejasnych oczu hosudarskich", a starszyzna że- 
gnała wysłańca carskiego z „nadzieją na łaskę". Tegoż dnia 
Chmielnicki, Wyhowski i część starszyzny odjechah* do Czehrynia. 
Nazajutrz, 14 stycznia, orszak poselski z Buturlinem na 
czele, udał się do Kijowa. O dziesięć wiorst za Dnieprem po- 
witał przybywających setnik kijowski, a z nim, z rozwiniętymi 
chorągwiami, przeszło 1000 Kozaków. Przed Złotą Bramą ocze- 
kiwał metropolita Sylwester Kosów, biskup czernihowski 
Z osi ma, archimandryta peczerski Józef z ihumenami i namie- 
stnikami. Wszyscy, saniami wyruszywszy, zatrzymali się przed 
Złotą Bramą. Metropolita powitał przybyłych nie jako przedsta- 
wicieli nowego pana, lecz jako gości. Zapraszał ich do sie- 
dziby pierwszego btahoczestywego kniazia i „całował ich — sło- 
wnie tylko — imieniem Wielkiego księcia Włodzimierza i Apo- 
stoła Andrzeja".^) Żadnych aluzyi do tylko - co spełnionego faktu, 
żadnych przyrzeczeń, upokorzeń, obietnic. Wypowiedziawszy mo- 
wę powitalną, metropolita pojechał do cerkwi św. Zofii, a po- 
selstwo moskiewskie za nim wraz z licznym orszakiem ducho- 
wieństwa. W cerkwi metropolitalnej odbyło się solenne nabożeń- 
stwo i wręczenie darów. Poczem odezwał się Buturlin: „Poprze- 
dniemi laty niejednokrotnie udawał się Chmielnicki do cara 
z prośbą, aby go przyjął pod swoją wysoką rękę, ale ty, me- 
tropolito, nie biłeś czołem nigdy, nie pisałeś nigdy i carskiej 
łaski nie szukałeś. Powiedz nam, dlaczegoś nie bił czołem i nie 
prosiłeś?" Słowa te, zwrócone do najwyższego dostojnika ko- 
ścioła wschodniego na Rusi, brzmiały bardzo energicznie i su- 
rowo. Mógł Buturlin pozwolić sobie na to, bo już miał Chmiel- 
nickiego za sobą. Metropolita odpowiedział spokojnie, że „nie 
wiedział o tern, kiedy hetman o protekcyę do cara udawał się.-) 
Odpowiedź ta nie mogła zadowolnić Buturlina. Dnia 17 stycznia 



') A. J. i Z, R. X., 252. 
n Akty J. i Z. R. X., 254. 



przyjął Kijów ze wszystkimi mieszkańcami pod wj'K)lcą r^ 
carską* a setników, asautów, kozaków i mieszczan do pmą 
przywiódł* ażeby zawsze, „nieodstępnie ze wszystkiemi mmsm 
i ziemiami byli pod ręką hosudarską".*) Była to do pewitep 
stopnia formuła polityczna, którą bez zmiany przy każdej sjm- 
sobności powtarzał. 

Tegoż dnia wysłał do metropolity stolnika Wasyla Kilciii 
a do archimandryty peczerskiego Iwana Ptak i dyna, ly. 
ażeby przystali do przysięgi wszystkicti ludzi im podwhaaja | 
i mieszkających w obrębie klasztorów. Okazało się, ie UTEtJ 
ductiowieństwo ruskie wcale nie myślało o lem, ażeby .pódl* 
nić się" innemu panu. Metropolita i archimandryta odpi 
zgpdnie, że służba ich od nich wyłącznie zależy, płatną jesi 
nich i dla tego Carskiemu Wieliczestwu przysięgać nie 
Nie była to odpowiedź ani przekonywująca, ajii stanowcza, 
żyt się B u t u r I i n carowi na „nieprzystojność** metropolity, ki 
dla carskiego Wieirczestwa okazywał się nieprzychylnym 
siany do niego z pers wazy ami dumny diak Łopuctjin, 
czył, że metropolita wywołuje rozdwojenie (raskoJ), i radzit 
by gniewu carskiego na siebie nie ściągat. Metropolita odpo' 
że to jest sprawa „pana z panem**, a on, jako duchowna 
wtrącać się do tego niechce. Widzenia się z Buturhnem 
wił, usprawiedliwiając się, że „nie ma o czem z nim mói 
Nazajuirz odbyta się widocznie jakaś narada duchowiensiwa, 
pomimo stanowczego tonu odpowiedzi metropolity, pi 
goniec do Buturiina z oświadczeniem, że szlaclrta służebna, 
dzy i czeladź monasterska gotowi są złożyć przysięgtj na 
ność carowi. I przysięgli. W ten sposób usuniętą została ji 
jedna przeszkoda — z najważniejszych. 

Cały akt przyprowadzenia do przysięgi Rusi odbywał 
z nadzwyczajną szybkością. Rzplta tak była nieprzygotowani 
tego, że dowiedziała się już po wszystkiem. Nie przed: 
żadnego kroku do przeszkodzenia, jak gdyby to wszystko 
wiiło się W obcem państwie, chociaż dość było wysłacS 
chorągwi, — całe poselstwo, gdy się już znalazto w Kijowie, 
pełnie prawie pozbawione siły wojskowej, uwięzić — w 
w ten sposób reakcyę i tych, którzy poddawali się i przy 
biernie. Dopiero, jak się zdaje, z listu Tyszkiewicza doto- 

'> ibid 255. 



>63 



Df^OOA DO NIEWOLI 



cterza na początku marca pisanego, dowiedziano się w Warsza- 
yvie, że Kijów, Czernihowszczyzna i Bracfawszczyzna po Teterów 
już si^ poddały carowi moskiewskiemu. Przyjazd postów mo* 
skiewskich i ich wola stanowcza strwożył całą Ukrainę. Opowia- 
dano sobie, że do przysięgi pędzono przemocą, ze Chmielnicki 
z dostatkami uciekł na Don, źe Tatarzy wrócili, że chorągwie 
polskie następują.^) 

Zdobywszy bez walki oręźntj Kijów, Buturlin ruszył do 
Niiyna, powitany przez protopopa miejscowego panegiryczną 
przemową, cieszącego się, że „ogląda wielką łaskę Pana Boga'\ 
W ciągu prawie jednego miesiąca całą Ruś niemal do przysięgi 
przywiedziono. „W tym stanie — słusznie pisze polski historyk — 
w jakim znajdowała się Ukraina, nie było innego wyjścia, jak 
poddanie się Rosyi, Starszyzna miała do wyboru: albo — oddać 
wszystkie starostwa i ziemie możnowładców, iść w poddaństwo 
Rzpitej i pod zwierzchnictwo tatarskie — albo poddać się Mo- 
skwie. Mimo to jednak nagłe zjawienie Moskali, zajmujących 
grody wojska zaporozkiego na rzecz cara, wywołało oburzenie 
i niechęć. Poddaństwo moskiewskie uważali za rzecz chwilowej 
polityki, tak jak dawniej poddaństwo tatarskie i tureckie. Tym- 
czasem Moskwa szła na trwałe: żądała przysięgi i czyniła obie- 
tnice, któremi mogła otumanić czerń, a skrępować i ubezwladnić 
hetmana i starszyznę. Pułkownicy B o h u n, Si r k o, H ł a dk i, 
Hulanicki, już dawniej otwarcie przeciw poddaństwu wystą- 
pili; starszyzna pułku bractawskiego i humańskiego nie chciała 
się z Chmielnickim komunikować t do Pereasławia jechać; star- 
szyzna pułku kropiwieńskiego i półtaw^skiego, gdzie Moskwę obito 
kijami, odmówiła przysięgi, a Chmielnickiemu kazali powiedzieć, 
że za kotki (sobole) dusz sprzedawać nie będą. Ale żelazna ręka 
hetmana w^ zarodzie opór zdusiła: wszyscy zostali pociągnięci do 
odpowiedzialności. H lad ki o mało głową nie przypłacił, Sir- 
ko nie czekał sądu i uciekł na Niż, Hulanicki ukrył się w mo- 
nasterze. Tylko Bohun pozostał na stanowisku » jakkolwiek 
przysięgi złożyć nie chciał. Reszta malkontentów^ przycichła i mu- 
siała się powoli zgodzić z losem, jedni ze strachu, drudzy w na- 
dziei, źe hetman to nowe poddaństwo na pożytek i stawę woj- 
ska zaporozkiego wyzyska".-) 



'] L, Kubala: Przysięga 
Historyczny, 1904 zeszyt 11, 5tr. 227, 
^) ibid 227, 228. 



w P e r e a s ł a w i u etc. Kwartalnik 



^^ 



F. R. GAWROŃSKI 

Zaporożcy jeszcze w marcu przysięgi na poddaństwo 
złożyli, na co bojarowie moskiewscy mocno napieralL Jeśli 
pomnimy sobie korespondencyę Chmielnickiego z koszowym 
łatwo dojść do wniosku, że miądzy starszyzną a wojskiem & 
porozkiem nie było jedności i że tych, rozmiłowanych w pół- 
dzikiej wolności ludzi, nie łatwo było skłonić do szukania !»• 
wego pana. Chmielnicki, zawdzięczający Zaporożu cafe sfOt 
powodzenie» leraz tłumaczył się przed carem, ze to «inali t 
dzie, których w rachubę brać nie należy**.*) 

Nie będziemy śledzić dalszych zwycięskich wędrówtk Br 
turlina, ani jego wysłańców ; dość że Ukrainę do przysięgi pm- 
wiedlir) Tak więc Chmielnicki, który, walcząc z Rzplią, prae^^ 
kładal jej punkty ugody, umawiał się na ich podstawie, m^ 
przysięgi od królów i deklaracyi łaski, poddał się bez iMsMi 
Moskwie, pokonany tym argumentem, że układać się i om 
I żądać od niego przysięgi, jest — nieprzystojnie. 

W Niżynie otrzymał Buiurtin hramolę carską, limE 
stycznia s. s., wzywającą go do Moskwy. Przywózł ją nre tcfc 
kto, ale ulubieniec carski Artem on Matwiejew, maśi 
strzelców moskiewskich. Byto to zapowiadanie wielkiej łaski op- 
skiej\ o której już w liście car wspomniał.^) Jakoż istotnie er 
polecił powitać Buturlina z niezwykłem odznaczeniem. I tsś 
słuszność. To, czego dokonał namiestnik twerskr, było tał:^*"*'* 
zwykłem. Na powitanie Buturlina wyjechał aż do Kaługi :. 
Aleksy Goło win dziękować za to, że „wszystko ua^ 
według ukazu "'^), Hojnie obdarzył car całe poselstwo ruWanu, 
sobolami, majętnościami. Dwa słupki w hramocie carskiej ii|i*^ 
sanę zostały samem i darami. Dumny diak, wręczając te dali 
przemówił do Buturlina w imieniu cara, dziękując za to, ii to 
prowadził przysięgą pod wysoką rękę Ruś „z grodami i ziei 
mi na wieki, nierozerwalnie", że skłonił metropolitę i ardii 
drytę peczerskiego Józefa Tryznę do pozwolenia M 
przysięgi na wierność szlachcie i służbie swojej"* — i znowu 
dary w kubkach, sobolach i rublach.^) 



J) A. J, Z. R. X., 442. 

-) Szczegóły mieszczą się w dokumencie pi Perepisnyjak»i 

poświadionnych kprisiagie etc. (A. J, i 2. R. X, W n. ir. W 

3) ibid- 276. 

*) Akty J, I Z. R. X., 277. 
^) ibid. 285, 



mm 



>65 



DROOA DO NIEWOLI 



Chmielnicki siedział w Czehryniu i naradzał się nad 
Lrtykolami dla mającego się wysłać do cara poselstwa, gdy Mo- 
skwa z nadzwyczajną energią obejmowała kraj cały, olbrzymią 
3olać obcego państwa — bez przeszkody. Korzystała z lada spo- 
sobności, żeby utrwalić się silniej, żeby powagę swoją państwo- 
Ną narzucić. Ledwie, wrócił Buturlin, car wysłał 8-go lutego s. s. 
reodora Pottiewa „do Chmielnickiego i wojska zaporo- 
Łkiego"* — które dotychczas nie złożyło przysięgi na wierność — 
i radosną nowiną o urodzeniu się syna Aleksieja.^) Z tego 
lowodu radość była powszechna, bo i Chmielnicki odpisał, że 
.nowiną tą niewymownie szczęśliwą podzielił się z pułkownika- 
mi, setnikami, asaufami, z całem wojskiem zaporozkiem, z całym 
światem chrześcijańskim, a wszyscy niewypowiedzianą radością 
rozweselili się i ucieszyli." A przy tej sposobności oświadczył, że 
«chce prosto, szczerze, wiernie, z całej siły służyć, sprzyjać, do- 
brego życzyć, dopóki świata i słońca**-) Nawet Sylwester Kosów 
uczynił zadość formalności politycznej i — cieszył się z naro- 
dzin nowego kniazia. Dalej nawet poszedł, bo do kilkotygodnio- 
wego carewicza wystosował osobną hramotę z powinszowaniem 
przyjścia na świat/*) I archimandryta T ryz na pospieszył rów- 
nież z wyznaniem radości. Był to wstęp do pogodzenia się z lo- 
sem. Prawdziwie wschodnim zwyczajem nie żałowano sobie wza- 
jemnie najpiękniejszych frazesów. 

Nie powstrzymywało to wszakże Moskwy od energicznego 
dążenia do zawładnięcia Rusią. Dnia 30 stycznia tenże Fiodor 
Ku raki n i tenże Fiodor W oł koński otrzymali „nakaz" udać 
się do Kijowa „na hosudarską służbę". Byli to pierwsi moskiew- 
scy wojewodowie kijowscy. Chodziło o to, ażeby, niezadowoliwszy 
się przysięgą, objąć Kijów w posiadanie faktyczne. Ze stanowiska 
Moskwy byt to krok, o ile stanowczy, o tyle polityczny. Dzie- 
jowego znaczenia Kijowa dla Rusi Chmielnicki nie rozumiał i nie 
doceniał. Zahaczywszy się w wojnę z Rzpitą o lichy futor kre- 
sowy, zabudował się i rozpanoszył się w Czehryniu, skąd 
bliżej mu było do Krymu, a dalej od Rzpltej. Zdawało mu się, 
te wśród sosnowych borów na piaskach, w lichej kresowej mie- 
ścinie stworzy stolicę kozaczyzny i że od niego rozpoczną się 
nowe dzieje. Moskwa patrzyła w dalszą przyszłość — dla niej 



O ibid, 307. 

-^) A. J. I Z. R. X., 317. 

3) ibid. 322, 323 i 324. 

Świat Slowiańskt. — Nr. 3^. 



18 



F. R. GAWROŃSKI • 266 

liche mieściny, Pereasław, Niżyn, Hadiacz, Konotop, Czehiyń nie 
miały żadnego znaczenia, nie miały żadnego nimbu dziejowego 
nad sobą i dlatego też faktyczne opanowanie Rusi zaczęła od 
Kijowa, gdzie były jeszcze ruiny teremów książęcycłi, potomków 
tych, którzy panowali na Moskwie i gdzie dotychczas istniała 
najstarsza siedziba metropolii ruskiej. Kijów miał dla Moskwy 
powagę przeszłości. Mając go w ręku, mogła się nie liczyć z Cze- 
hrynami i Niżynami. Słusznie tedy w stronę Kijowa skierowała 
pierwsze swoje kroki. Wojewodom i bojarom, wysłanym do Ki- 
jowa, już nietylko dała ruble i sobole na drogę, lecz dobrze 
uzbrojonych 100 „dzieci bojarskich". 500 strzelców, 2000 żoł- 
nierzy, 5 puszkarzy. Cała ta ekspedycya była pod wodzą puł- 
kownika znają Q u cyn a, któremu dodano 10 miedzianych pi- 
szczali (kijów strzeleckich), 100 żelaznych kul do nicłi i 500 pu- 
dów prochu M. 

Nowi wojewodowie otrzymali bardzo surowe instrukcye. 
Polecono im przedewszystkiem opatrzyć w Kijuwie miejsca do 
ufortyfikowania, ażeby tam można było bezpiecznie z wojskiem 
przebyA^ać, nakazano zachować największą ostrożność i czujność, 
szpiegów wysyłać na wszystkie strony, dowiedzieć się, jakie są 
majętności królewskie, arcybiskupie, biskupie, pańskie, szlacłieckie. 
kto, ile i jakie bierze pobory. Wojewodowie, doczekawszy się 
w Putywlu przybycia z wojskiem pułkownika Gucyny, wyruszyb 
w drogę całym taborem, a 23 lutego stanęli już w Kijowie. 

Posłany wszakże przez nich raport carowi, we cztery dni 
po przybyciu, brzmiał niepomyślnie. Jakkolwiek, według relacyi 
wojewodów, metropolita, pułkownicy, wójtowie, burmistrze i wszyscy 
ludzie bardzo się ucieszyli z przybycia żołnierzy, ale — nie było 
co jeść, nie było gdzie się przytulić. Tabor wojewódzki zatrzymał 
się na Padole. Był tam niewielki ostrożek, od Dniepru do gór 
sięgający na szerokość 300 sążni, z 6 basztami. Ostrokół w widu 
miejscach wyłamany, przez wyłomy porobiono drogi. Był zatem 
i mały i nie dawał żadnej obrony. Nie o wiele lepiej przedstawiał 
się litewski zameczek na górze, który relacya nazywa „wojewódz- 
kim dworem"^). Zameczek wprawdzie ogrodzony i z basztami, 
ale baszty stare, liche, wody brak. Wykopał był niegdyś dla swo- 
jej potrzeby wojewoda Kisiel studnię na 50 sążni głęboką, ak 
woda była bardzo zła. Innej wody brakło zupełnie. Zameczek, 

' A. J. i Z. R. X. 354. 
2) A. J. i Z. R. X. 386. 






267 DROOA DO NIEWOLI 

Stojący w odosobnieniu na szczycie góry, nie dawał żadnej obrony 
od strzałów armatnich. Już przedtem bisi^up Wereszczyńsi^i zwracał 
na to uwagę. Gdy go budowano, jeszcze walczono szablą i łukiem. 
K u r a k i n , rozpatrzywszy się w okolicy, wybrał miejsce, jako 
najstosowniejsze na fortecę, na wzgórzu koło soboru św. Zofii, 
gdzie był niegdyś gród Wielkich Książąt kijowskich. Miejscowość 
ta tembardziej mu się podobała, że na wypadek oblężenia, gdyby 
zachodziła potrzeba dania przytułku ludności okolicznej, łatwo 
dałoby się terytoryum obronne powiększyć. Ale ponieważ miej- 
scowość ta należała do metropolity, wojewodowie udali się do 
niego i sprawę przedłożyli. 

Natrafili na opór. Dopóki chodziło o grzeczności, metropo- 
lita słów nie żałował; gdy przyszło wszakże do wzięcia w posia- 
danie kawałka ziemi — odmówił. Daremnie wysilali się wojewo- 
dowie na przekonanie metropolity, tłumacząc mu, że tu chodzi 
o obronę miasta. 

— „Jeżeli chcecie bronić Kozaków — odpowiedział — mo- 
żecie o 20 wiorst od Kijowa bronić". 

Wojewodowie uciekli się do zwykłej w takich razach for- 
muły : — prosiliście o poddaństwo, przysięgaliście, a teraz war- 
cholicie. 

— „Chmielnicki wam poddał się — mówił — a ja z pokłonami 
i prośbą nie posyłał, pod waszą protekcyę nie poddawał się 
i żadnej waszej władzy nie uznaję. 

Metropolita uniósł się, widząc natarczywe żądanie woje- 
wodów : ę 

— „Nie patrzcie początku, lecz końca. Obaczycie, co się 
stanie" — 

Snąć nie mógł sobie wyobrazić, ażeby Rzpita mogła patrzeć 
spokojnie na gospodarowanie w swoim domu, bez wypowiedze- 
nia wojny. Ale wojewodowie byli natarczywi. Oświadczyli, że słu- 
chać będą nie jego, lecz carskiego ukazu i miejsce obronne 
budować zaczną. Nazajutrz pułkownik kijowski wraz z burmistrzem 
i ławnikami udali się do metropolity. Jakie były narady — nie 
wiemy; dość, że metropolita wobec siły — pozwolił na budowa- 
nie grodu ^). 

Ale me osobliwie działo się w Kijowie wojewodom i żoł- 
nierzom. Brakło im soli, miejsca na mieszkanie i żywności-). 

') A. J. i Z. R. X. 386-391. 
- 2) A. J. i Z, R. X. 401. 



r.K. ^ 268 

Kiedy kazano sołdatom brać się do roboty, odpowiadali, że są 
głodni, że bez jadła pracować nie mogą, że z głodu ginąć im 
wypadnie. A tymczasem z Moskwy nic nie przysyłano. Tam byii 
tak zajęci przygotowaniem gorączkowem do wojny z Rzpltą, że 
zapomnieli o Kijowie. 

Franciszek Rawita Gawroński. 



SERGIUSZ SZARAPOW O ZJEŹDZIE SŁOWIAŃSKIM 
I SPRAWIE POLSKIEJ. 



Najciekawszym „wypadkiem dnia** w prasie rosyjskiej jest ode- 
zwanie się Se rgiusza Szarapowa, jego list otwarty do prof. Bo- 
rze n ki, który urósł w dwuarkuszowy artykuł p. t. „Woz możen-lJ 
sławjanskij sjezd?**, a z którego szanowny autor pozwolił nas 
korzystać w korekcie. Wyjdzie równocześnie ze Światem Słamiańskim 
w organie ofiarodawcy pługów Drzymale, w jego SwibodnL 

Ten „List" będzie kiedyś jednym z najciekawszycłi dokumentów dc 
studyowania umysłowości rosyjskiej. Urósł on pod piórem autora w roz- 
prawę na przeszło dwa arkusze druku, — a niema w nim programu, 
jak zabrać się do rzeczy, żeby była wykonalną. Toteż moż- 
na mu przyznać wiele zalet, można uznać zapał autora, dobrą «-olc 
i rozległy jego horyzont, lecz... brak mu siły twórczej. 

Ale podajmy wpierw streszczenie „Listu" : 

W r. 1889 odbywał Szarapow podróż po Słowiańszczyźnie z ra- 
mienia Towarzystwa Słowiańskiego w Petersburgu, głównie celem przygo- 
towania zjazdu słowiańskiego. Droga wiodła przez Warszawę, Poznań, 
na Turczański św. Marcin (Słowaczyzna), Pragę, Wiedeń, Lubiane, Zagrzeb. 
Budzyń, Nowy Sad, Belgrad, Sofię do Carogrodu. Nie były to dla Szara- 
powa nowinki, nie pierwszy raz miał podróżować po ziemiach słowiań- 
skich i w kwestyi słowiańskiej wogóle nie był nowicyuszem. Warsza^^c 
znał dobrze jeszcze z r. 1885, a u Aksakowa złożył szczegółowe za- 
piski o swych ówczesnych rozmowach z Polakami. Nie długo więc bawk 
w Warszawie w r. 1889; spieszyło mu się do Poznania, najmniej zarażo- 
nego „polskiemi przesądami" (jakie przesądy — - religijne czy polityczne — 
ma tu S. na myśli, tego sam nie powiada). 

Redaktor Dziennika Poznańskiego, ś. p. Dobrowolski, urządził u sie- 
bie zebranie, nieliczne, lecz w dobranem gronie „głębokich znawców spra- 
wy i szczerych Słowian". 

Zadowolony był też z odwiedzin Turcz. św. Marcina i Pragi. U ś. p. 
Edwarda Gregra bywały zebrania od 11-tej wieczorem do T-mej rano. 



mm w K^ L [ ^'-^ 



269 jERoiusr szarapow 

Odwiedziny dalszych miast słowiańskich *nie przyniosły już właści^ 
wie nic nowego; powtarzały się raczej wrażenia (polityczne), odniesione 
z Poznania i Pragi. Rezultat był taki, że p. Szarapow doszedł do następu- 
jącego przekonania: 

Zjazd słowiański poważny, któryby wydał poważne wyniki, jest nie- 
możliwy, póki przedtem nie załatwi się spraw polsko-rosyjskich. 

Tosamo przekonanie, nabyte w r. 1889 (na podstawie rozmów z wy- 
bitnymi mężami całej Słowiańszczyzny), żywi Szarapow również obecnie. 

Kwestya słowiańska nie jest sprawą kultury lub dobroczynności, 
chociaż takie pojmowanie jej dogadzałoby p. Stołypinowi; tu trzeba się 
rozprawić przedewszystkicm z polityką. Rozdrobniona Słowiańszczyzna 
nie da rady wrogom, którymi jest otoczona. Rasa żółta — panislamizm — 
pangermanizm — sprzyhiierzają się pod przewodem Niemiec przeciw Sło- 
wianom. 

Przed wojną japońską była sprawa słowiańska w teoryi daleką, 
a w praktyce szeregiem sporów lokalnych, a Polskę uważało się za mar- 
twą. Polacy mieli znaczenie polityczne tylko w Austryi, gdzie uprawiali 
politykę „niemal antisłowiańską, idąc ręka w rękę z tamtejszymi Nierpcami 
dla swych lokalnych celów w Galicyi". Teraz, w zmienionym zupełnie sta- 
nie rzeczy, współdziałanie polityczne narodów słowiańskich stało się kwe- 
stya bezpośrednio aktualną, a jestto „kwestya życia i śmierci, a z w ł a- 
szczadla Rosy i" — a „pierwszą i zasadniczą sprawą tej nowej sło- 
wiańskiej działalności" staje się „zmartwychwstająca" kwestya polska. 

Przedtem były tylko pewne sympatye słowiańskie, ale nie mogło być 
mowy o polityce ogólno-słowiańskiej, a to właśnie z powodu Polski, 
„rusyfikowanej według wzorów niemieckich". Bułgarya, Serbia, Czechy 
obawiać się musiały, że w danym razie byłyby zamienione w „P r i w e ł- 
t a w s k i j" i ,P r i d u n a j s k i j kraj", lub „bałkańskie generał-guberna- 
torstwo" z zatraceniem samoistności narodowej. Dzięki owej „przeklętej" 
kwestyi polskiej, wypadło Rosyi „rozczarować się" co do Słowian, aż prze- 
stała zajmować się sprawą słowiańską całkiem, a „zachodni Słowianie byli 
zniewoleni, radzi nieradzi, trzymać się Austryi", podczas gdy południowi 
stawali się jakby Austryi wasalami ; a tymczasem Niemcy, utwierdziwszy swe 
wpływy w Carogrodzie, torowały sobie drogę ku Oceanowi indyjskiemu. 

Tern bardziej obecnie jest sprawa polska wstępem (preddwerjem) do 
kwestyi słowiańskiej, której Rosya teraz już nie może ignorować, bo od- 
osobniona od Słowiańszczyzny, naraża się na „olbrzymie katastrofy". Po 
klęsce wojennej rozpaczliwe położenie wewnętrzne, a przytem „bezsilność 
kulturalna", upadek dawnych ideałów, obawa przed nowymi, a społeczeń- 
stwo rozbite na partye, z których „każda zdążyła już wykazać osłupiającą 
nicość duchową" i zupełny brak pierwiastków twórczych, mogących wieść 
ku odrodzeniu, tudzież „zupełną atrofię poczucia narodowego", wypacza- 
nego natomiast w karykaturę — a rządy w ręku biurokracyi i Duma nie- 
wiele warta. „Oto, z jakiemi siłami staje Rosya przed rozwiązaniem naj- 
trudniejszych zdaje się w całej swej historyi spraw". Można z tem co naj- 
wyżej podtrzymywać od biedy porządek publiczny i załatwiać, sprawy bie- 
żące, a i to tylko dzięki apatyi, w jaką popadły żywioły rewolucyjne, — 
a „przed nami burze i katastrofy", na które Rosya nietylko nieprzygoto- 



F. K. 



m 



wana, ale ,.sami związaliśmy sobie ręce w dziele odrodzenia Rosyi**. Zdąś 
się szybkim krokiem ku — coraz gorszej przyszłości (tu w obszemieiszyi! 
ustępie nie szczędzi autor listu barw najczarniejszych). 

Stan Słowiafisiczyzny jest pod względem politycznym opłakany, ak 
jakież olbrzymie postępy w dziedzinie kultury, a przytem co za gorący 
patryotyzm u wszystkich narodów słowiańskich — prócz Rosyan! Słova- 
nie wyrobili w sobie cenne przymioty społeczne obywatelskie, w które 
„o tyle są bogaci, o ile ubodzy my Rosyanie". 

Inteligencya rosyjska jest zgoła odmienną od warstw inteligentnych 
innych narodów słowiańskich; cechy są nawet wręcz przeciwne, a poró- 
wnanie wychodzi na niekorzyść rosyjskiej. 

Najwyższą wśród Słowian kulturę posiada Polska, a siła społeczna 
Polski silniejszą jest od rosyjskiej, zahartowaną wśród prześladowania. 
Odrodzenie społeczne Polski dokonywało się wszechstronnie, aż dozwiązks 
warstw wyżej oświeconych z ludem; kiedy nastała kryzys rosyjska te 
1904/5, było to odrodzenie już dokonanem. Już i chłop polski wyrósł w 
obywatela, „stanąwszy przed nami w takich wspaniałych okazach, jak np. 
poseł do Dumy N a k o n i e c z n y, lub ci wójtowie gminni, których widzia- 
łem w Królestwie Polskiem". A lud ten przynosi narodo\%'i te właśnie 
przymioty, przez których brak upadła dawna Polska. Nigdy historya nie 
dała jeszcze przykładu równoczesnego odrodzenia i upadku, i to tak wy- 
bitnie, — jak obecnie tuż obok siebie: Polski a Rosyi. Trzeba t>'ni faktora 
spojrzeć prosto w oczy, żeby wysnuć z nich słuszne wnioski: tego wła- 
śnie wymaga patryotyzm rosyjski. A wniosek jest taki: 

Odrodzenie Rosyi musi się rozpocząć od szczerego i uczciwego poco- 
zumienia z Polską. Bez tego niema co mówić o słowianofilstwie, an 
o zjazdach. 

Słowiańszczyzna bez tego, — to dwa obozy. 

Pierwszy obóz : wschodnio prawosławny pod przewodem Rosyi. Ak 
obóz ten jest teraz rozbity w walkach o formę rządu. Ściągnęli Rosyanie 
sami na swój kraj zarazę „konstytucyonalizmu i parlamentaryzmu", podczas 
gdy ocalenie „związane jest ściśle ze sprawą wskrzeszenia w całej pełni i całej 
sile naszego historycznego, przed-piotrowego samowładztwa^ - 
W stanie niniejszym Rosya nie trafi ani nawet do prawosławnych Słowiaf. 
bo nie zbliża się ku nim, lecz od nich oddala. Pomysł zjazdu nie znalai 
też echa ani u Serbów, ani u Bułgarów. 

Drugi obóz: zachodnio-katolicki, nie mający ani jednej własnej a 
ganizacyi państwowej, rozporządzający tylko ideami i pomysłami polit\- 
cznemi. Obóz ten nie dochodzi nawet do solidarności w parlamende wie 
deńskim , bo niema jednomyślności między Polakami a Czechami^ 
a choćby była, sprawa nie bardzo zyskałaby, „bo zachodnia Słowiańszcz)- 
^na jeszcze wogóle nie roztrząsała kwestyi swej przyszłości-), a jest l 

') w sprawach zasadniczych - zawsze. Ale parlament wiedeński urządzony jest jesza^ 
na zasadzie centralistycznej i obraduje nad mnóstwem spraw, które winny należeć do r 
mów krajowych, a w których jednomyślność niemożliwa, bo są zależne od warunków lokalu] : 
Tak trzeba patrzeć krytycznie na niesłusznie całkiem osławioną rzekomą .niezgodę* Słowtaa 
stryackich. Przyp. Red. 

') Od przeszło trzech lat wychodzi pismo, poświęcone specyalnie temu, ale p. Sza - 
powowi nieznane, bo w Rosyi zakazane: Świat Słowiański. 



271 SERGIUSZ SZARAPOW 

cały szereg kombinacyj (Ausirya i Węgry rozdzielone, federacya naddunaj- 
ska, kompromis austro-węgiersko-czesko-chorwacki itd.), jedna od drugiej 
mniej żywotne , bo „Słowiańszczyzna zachodnia nie sprawi nic bez 
wschodniej"*). 

Idea słowiańska jest czemś bezprzedmiotowem, póki Bułgarya, Ser- 
bia i — zwłaszcza Polska, nie będą spoglądać na Rosyę, jako na „izbawi- 
tielnicu i objedinitielnicu", a to może nastąpić dopiero wówczas, gdy „za- 
łatwi się spór rosyjsko-polski, gdy Polacy będą współdziałać z Rosyanami 
w jednym wspólnym domu i kiedy tym domem, jednako drogim i miłym 
dla Rosyan i Polaków — będzie Kosya". 

Czemźe mógłby się zająć obecnie zjazd słowiański? Chyba tym spo- 
rem, a forum byłoby zgoła niekompetentne do tej „naszej czysto domowej 
sprawy**. Zainteresowaną jest w niej wprawdzie cała Słowiańszczyzna, ale 
załatwić ją mogą tylko Polacy i Rosyanie „bez jakichkolwiek pośred- 
ników". 

Autor „Listu" jest głęboko przekonany, że porozumienie dojrzewa 
już — ; „cała bieda tylko w tem", że społeczeństwo rosyjskie nie zna „nowej 
Polski**, a powtarza rady „katkowskiego nacyonalizmu". 

Choćby zapomnieć na chwilę o ogromie idei słowiańskiej, mogącej 
wytworzyć „potęgę równie groźną na lądzie, jak anglosaksońska na morzu**, 
a ograniczyć się ściśle do Rosyi współczesnej — i w tych ciasnych grani- 
cach okaże się załatwienie sporu z Polską niezbędnem. „Głupia robota 
mechanicznej rusyfikacyi** zniechęca Polaków do Rosyi, a wielkie ich 
siły żywotne zużywają się z konieczności na samoobronę; — pp poro- 
zumieniu się miałaby Rosya z nich użytek. 

Z kolei roztrząsa p. S z a r a p o w, czego trzeba, żeby nastała zgoda, 
i — o ile obie strony są przygotowane do podjęcia tego dzieła? 

Polacy gotowi są „przyjąć wspólną z nami państwowość", byłe nie 
być w państwie obywatelami „drugiego rzędu**. Mając własną kulturę i własne 
tradycye, muszą mieć „swoje osobne prava i urządzenia, gwarantujące 
zupełną samoistność (samostojatelnost) terytoryalną (zemskuju), plemienną 
i ekonomiczną i dalszy rozwój kulturalny polskiego narodu. Całokształt 
tych żądań dano we wniosku o autonomię, wniesionym przez Koło pol- 
skie do drugiej Dumy. Projekt-to w wysokim stopniu umiarkowany i ucz- 
ciwie pomyślany — a jeżeli ja wystąpiłem przeciw niemu w Liście otwar- 
tym do p. D m o w s k i eg o, to nie dla istoty jego, ale raczej dla sposobu 
przeprowadzenia go, w czem, jak się niestety okazało — miałem zupełną słu- 
szność*'. Na Litwie i Rusi („według polskiej terminologii**) Polacy uznają się 
mniejszością i żądają tylko swobody rozwoju kulturalnego; gdyby zaś przytem 
poczynili jakie zdobycze, państwo powinno się zachowywać wobec tego cał- 
kiem biernie. Zresztą „zachodnia*Ruś** była za polskich czasów bardziej rosyj- 
ską, niż teraz, a poczęła się na dobre polszczyć i katoliczyć pod rządami 
Rosyi. Za polskich rządów trzymano się upornie prawosławia, pod rosyj- 
skimi rządami opuszczali je masowo „Małorosyanie**. Mniejszość obdarzo- 
na wyższą kulturą, a posiadająca choć trochę wolności i praw politycz- 
nych, działa zaczepnie niejako wobec mniej kulturalnej większości, chcąc 



') 1 nawzajem; nie sprawi n^c wschodnia bez zachodniej. Przyp. Red. 




r- K. 272 

ją dla swej pozyskać kultury; ale przez to właśnie pobudza do działania 
i oporu siły kulturalne tej większości. Toteż p. Szarapow przypuszcza, 
że równouprawnienie Polaków wyszłoby bardzo na dobre kulturze rosyj- 
skiej na Litwie i Rusi; bo musiałaby się bronić (a bez państwowej pomo- 
cy) przeciw polskiej. Poznańskie przykładem, jak obrona wzmacnia siły. 
podnosi kulturę i poczucie narodowe. 

Przyjąć żądania polskie — leży w interesie samejźe Rosyi. 

A jakie warunki mają Polakom podać Rosyanie? 

Jest pomiędzy nami różnica kultur: tu pierwiastki bizantyńskie, tara 
łacińskie — jedne i drugie obce duchowi słowiańskiemu, toteż i tu i tam 
odbywa się głuchy podziemny proces wyzbycia się tych elementów .nano- 
szonych". 

„Missyą Słowiańszczyzny jest dać syntezę Wschodu i Zachodu, do- 
stroić harmonijnie zasadę państwową z formułami prawa, oczyścić chrze- 
ścijaństwo od ziemskich politycznych naleciałości, a nakoniec daleki ideał 
przywrócenia rozerwanej jedności kościelnej**. 

Sprawa posuwa się z obydwóch stron. U Rosyan kruszy się cerkie- 
wny bizantynizm, Polacy wyzwalają się z fanatyzmu katolickiego, ale — 
„zachodnie ideały walki o prawo jeszcze wśród nich silne, i oto w teiii 
bodaj czy nie główna trudność na drodze do naszego porozumienia się*. 
Polacy sympatyzują z nieszczęsnym prądem konstytucyjnym, wiodącym 
Rosyę na bezdroża, bo to kwiat pusty; a Polacy nie rozumieją, że samo- 
władztwo jest tylko „zepsute dwuwiekowym petersburskim okresem i osła- 
bione samowolą biurokracyi*', — ale Rosya „chce jego odrodzenia i odno- 
wienia, a nie likwidacyi*". Zapomnieli też Polacy, że Rosya wzięła wpra- 
wdzie udział w rozbiorach, ale kiedy Polska i tak upaść musiała, — ale 
potem „przy pierwszej sposobności" Rosya nietylko wskrzesiła Polskę etno- 
graficzną, ale „gotowa była wskrzesić Polskę historyczną, zwracając jej 
rosyjskie ziemie Zachodniego Kraju". A koronacye na królów polskich, 
a potem jeszcze, po r. 1831, uznanie narodowych praw Polaków, a r^or- 
my Aleksandra II., przerwane powstaniem 1863 roku ? Potem dopiero 
nastała era nacyonalizmu Katkowa w stosunku do Polaków. 

Obecnie, za skłonność Rosyan do porozumienia, powinni Polacy zer- 
wać z rosyjskiem stronnictwem konstytucyjnem, z „zapadnikami i kosmo- 
politami", z którymi się łączą niepotrzebnie „w imię swych głupio pojmo- 
wanych (durno poniatych) idei narodowych"^. Póki to niemożebne, dopóty 
porozumienie niemożebne (do tiech por primirenie newozmożno). fAyŚi 
tę rozwinął już p. Szarapow szczegółowo w „Liście otwartym' do p. 
Dmowskiego. 

Przechodzi następnie rosyjski publicysta do dwóch zwykłych zarzu- 
tów, stawianych Polakom przez Rosyan: fanatyzmu katolickiego i narodo- 
wego. 

Katolicyzm już w Polsce upada (Maryawici^), indyferentyzm itd.), o prze- 
wodniej roli Kościoła niema już mowy ; przeciwnie, katolicyzm przechodzi 

^) Pozwalamy sobie zwrócić uwa^ę na to, źe sam p. Szarapow stwierdził nieco wy 
żej różnicę dwóch kultur. W tem miejscu nieświadomie podkreślił ją. Przyp. Red. 

') Ważą tyle, co gąsienica na ładownym wozie. A sprawy katolicyzmu nie rozumie ac- 
tor całkiem, czemu się zresztą nie można dziwić. Pnyp, Red. 



273 SERGIUSZ SZAftAPOW 

* 

na stanowisko obronne. Chybaby w Chełmszczyźnie i w „Kraju Zacho- 
dnim** 

Narodowy fanatyzm polskj wzrasta natomiast ciągle, ale winna temu 
niemało Rosya sama (prześladowaniem narodowem), prowokując uczucia 
narodowe, w czem Nowoje Wremia tak celuje, nie mówiąc już o drugo- 
rzędnych „gazetkach" tego pokroju »). 

Z wszystkiego, co powiedziałem — reasumuje p. Szarapow — 
wynika, że jest coś pilniejszego od urządzania zjazdów słowiańskich, coś, 
co musi je poprzedzić: pogodzenie Polaków z Rosyanami, ale „nie z poręki 
tego lub owego stronnictwa u nas (Rosyan), lecz całego naszego wykształ- 
conego ogółu, a przedewszystkiem naszych stronnictw i organizacyj naszej 
prawicy". 

Skoro nastąpi pogodzenie się, „w ten dzień kwestya słowiańska za- 
łatwi się sama przez się, bez najmniejszego z naszej strony trudu", a za- 
chodni i południowi Słowianie pogarną się ku Rosyi. Germania cofnie się 
przed Zjednoczoną Słowiańszczyzną i „bez wystrzału opuści zajętą ziemię 
słowiańską" (Madiarzy nie wchodzą tu nawet w rachubę, są na to zbyt 
nieliczni), nie mogąc marzyć o mocowaniu się ze Słowiańszczyzną, która 
będzie mogła użyć wszystkich sił na obronę od rasy żółtej. 

Jak dojść do upragnionej zgody z Polską? 

Przed wszelkim zjazdem słowiańskim niechaj się odbędzie kilka 
zjazdów polsko-rosyjskich... celem... ustanowienia programu, jak załatwić 
spór^). Z razu może lepiej, żeby zjazdy nie były publiczne, dopóki nie ułoży 
się głównych wytycznych porozumienia. Inicyatywa mogłaby wyjść od 
Stowarzyszenia Im. Aksakowa, a wydającego się po swej reorganizacyi 
dostatecznie neutralnem". Ewentualnie mógłby się zjazd odbyć gdzieś za 
granicą. Obradowałby „oczywiście" po rosyjsku, bo z Rosyan rzadko kto 
umie po polsku, a cała inteligencya polska z Królestwa Polskiego włada 
językiem rosyjskim, a „z pośród Polaków oni sami kompetentni są w spra- 
wie porozumiewania się". Koszta zjazdu niewielkie; wystarczy 2 do 3 ty- 
sięcy rubli. 

Pierwszy zjazd niczego nie postanowi, da tylko wymianę myśli, 
zbiór wszelkich opinij. Na tej podstawie opracuje się referaty dla przyszłego 
zjazdu, o wiele już liczniejszego, który będzie już mógł powziąć posta- 
nowienia. 

Taka jest treść „Listu otwartego" p. Szarapow a, datowanego 
ze Smoleńska dnia 10 stycznia 1908. 

Przystępując do interpretacyi tego „Listu" ze stanowiska polskiego, 
wyraźmy przedewszystkiem Szanownemu autorowi podziękowanie za życzli- 
wość. Zaliczamy go stanowczo do naszych przyjaciół, pomimo to, że należy 
do przeciwników konstytucyjnej formy rządu, której my jesteśmy gorącymi 
zwolennikami, bo — taka nasza tradycya historyczna. Ale nie jesteśmy 
sekciarzami i nie zażegnywamy się od ludzi odmiennych zapatrywań, 
zwłaszcza, gdy (jak w tym wypadku), dążą do tego samego celu, jak my. 

') Zapomniał p. Szarapow o Rossii. 

^ Ze strony polskiej program gotów jut dawno i wiadomy każdemu, cliodzi więc za- 
pewne tylko o program Rosyan? Przyp. Red. 



^ 



F. K. 



274 



Forma rządu jest dla nas sprawą drugorzędną, byleśmy mieii pra«7 
narodowe i chyba p. S z a r a p o w nie przypuszcza, że stanęlibyśmy w opo- 
zycyi przeciw uznaniu języka polskiego za urzędowy, gdyby to miało na- 
stąpić drogą „niekonstytucyjną**. Wobec tego wytaczanie nam sprawy o tu- 
sze sympatytE konstytucyjne jest rzeczą bardziej literacką, niż polityczną. 
Trudno, żeby Poła.< miał być przeciwnikiem konstytucyjnej formy rządu. 
Powinno p. Szarapowowi wystarczyć, że gdybyśmy mieli wolność na- 
rodową, nie potrzebowalibyśmy szukać związku z konstytucyonalistaim 
rosyjskimi celem osiągnięcia tej wolności — i na tem należy 
się zatrzymać. To wystarcza dla polityka. Przecież my żadnej fonny 
rządu Rosyi narzucić nie możemy. Posuwać się dalej, znaczyłoby żądać 
od nas, żebyśmy zmienili nasz sposób rozumowania, a to byłoby szczy- 
tem nietolerancyi. Póki istnieje pewien naród, rozumuje i odczuwa po swo- 
jemu — i na tem polega nawet jego istnienie. 

Śmiałe, otwarte wystąpienie p. Szarapowa ma wartość przez to, 
że pochodzi z łona prawicy rosyjskiej, a więc z obozu, z którego docho- 
dzą stale same tylko głosy nienawiści (jakżeż więc mieliśmy z nim sym- 
patyzować ? I). 

Czy wystąpienie to będzie miało polityczną wartość, zależeć 
będzie od tego, czy p. S z a r a p o w nie pozostanie ze swą życzliwością 
dla nas jedynym wśród rosyjskiej prawicy? W takim razie „L i s t* jego 
miałby rzeczywiście pomimo to wartość moralną — i wielką — ale też na 
tem koniec. 

Wiadomo, że znaczna (prawdopodobnie olbrzymia) większość pn- 
wicy nie podziela zapatrywań p. Szarapowa. Być nawet może, że nie 
odezwie się tam ani jeden głos za jego dążeniami. Przypuśćmy, że pe- 
wna cz^śC tego obozu pójdzie jednak za nim. W takim razie nastąpi coś 
więcej, niż rozdział jednego stronnictwa na dwa odcienia. To nie 
odcień, to sprawa zasadnicza : czy prześladować Polaków, czy dać im wol- 
ność narodową. Po w stałoby nowe stronnictwo. 

Czemuż ono się nie tworzy? Wszak do tego nie trzeba zjazdów. 
Co więcej, zjazd polsko-rosyjski (z samymi tylko zwolennikami samo- 
władztwa) jest niemożliwy, dopóki takie stronnictwo nie powstanie, bo 
jakżeż będziemy naradzali się nad zgodą, póki wśród rosyjskich przeciwni- 
ków konstytucyi niema takich, którzyby zgody pragnęli? 

Jeżeli p. Sza rapów jest nietylko literatem, ale politykiem, 
będzie robił propagandę dla swego kierunku, a z naszej strony będą mu 
towarzyszyły życzenia powodzenia. 

„Listowi otwartemu do prof. Borzenki" zarzucić można, 
że nie wyłania się z niego konkretnie program autora. Postać p. Szara- 
powa przedstawia się w nim ledwie ułamkowo. Bliższe wiadomości o jego 
osobie, pracach i programie politycznym, podaliśmy już w Świecie Słowiań- 
skim, yf/ zeszycie z czerwca 1905, w artykule: Rosya federacyjna. 
Sergiusz Szarapow: Samoderżawie i samouprawlenie". 

Artykuł ówczesny kończy się w te słowa: 

„Uznając dobrą wolę i szczerą chęć rozwiązania sprawy polskiej 
w zgodzie z interesem państwowym Rosyi, a bez uszczerbku dla nasz)'ch 
potrzeb narodowych, wyrażamy obawę, że wśród zwolenników samodzier- 






275 ^ ^^^^ ROSWBJ 

źawia niema drugiego Szarapowa. Wiemy, że przyklaskuje się 
p. Szarapowowi, ilekroć piorunuje przeciw konstytucyonalizmowi, ale zdaje 
się, źe nikt go nie słucha, gdy przemawia w sprawie polskiej. Radzibyśmy 
mieć wyjaśnienie w tej sprawie**. 

Minęły trzy lata, a zdanie to wygląda, jakby dziś napisane. Kiedy 
p. Szarapow będzie mógł nan] donieść, że się przestarzało — wtenczas 
dopiero wystąpienie jego pocznie mieć znaczenie polityczne. F. /f. 



Przegląd prasy słowiańskiej. 



W zeszycie styczniowym str. 50— 53 zdawaliśmy sprawę z referatu dra 
Glebowickiego ot. zw. stronnictwie „moskalofilskiem* w Galicyi, 
zamieszczonym w jednym z czeskich miesięczników. Pozostawały nam 
wówczas pewne wątpliwości co dp stosunku p. Q. do t. zw. „kazionnago 
sławjanofilstwa", pewne szczegóły i odcienia, które mogły schodzić na 
drugi plan w artykule przeznaczonym dla Czechów, które jednak tu, w Ga- 
licyi, nabierają wielkiego znaczenia. 

Dr. Glebo wieki jest twórcą programu Klubu russko-naro- 
d o w e g o w wiedeńskim parlamencie, który też sam motywował w pięciu 
obszerniejszych artykułach, umieszczonych z początkiem stycznia w Ga- 
(yczanZ/i/^ („Ru ssko-narod nyj Klub i jego politiczeskoje 
naprawienie" — ostatni artykuł w numerze z 30 grudnia 1907 — 12-go 
stycznia 1908. Sięgnąwszy do tego źródła, nie znaleźliśmy żadnej różnicy 
pomiędzy tem, co p. G. pisał dla obcych, a co dla swoich, a tylko dokła- 
dniejsze wyłuszczenie pewnych punktów. 

W ustępie poświęconym stosunkom stronnictwa do Słowiańszczyzny 
spotkaliśmy się ze szczerością. Otwarcie np. powiedziano wszystko 
o walce o liczbę mandatów poselskich z Galicyi i o interwencyi ówcze- 
snej dra K r a m a f a ; otwarcie, a bez rekryminacyi i jakichkolwiek wycie- 
czek. Wogóle, z całego elaboratu dra Glebowickiego wieje powaga 
i rozwaga. Ustęp o Polakach napisany jest w ten sposób, źe nabiera się 
pewności, że autor należy do tycb grup, które chcą widzieć Rosyę odro- 
dzoną, wolną od przymieszek i dodatków .,kazionszczyzny**. Pali chyba 
mosty za sobą względem obozu nam nieprzychylnego ten, kto na hasło 
stosunków polsko-rosyjskich obiera dewizę staropolską: równi z rów- 
nymi. (Słowa te wydrukowane po polsku, latynką). I my niczego więcej 
nie chcemy. 

Mniemamy przeto, że poważna dyskusya z członkami i zwolennika- 
mi russko-narodnago Kluba jest najzupełniej możliwą. 

Stwierdzić należy dwa faktys 

1) ruch ukraiński popieraliśmy i doczekaliśmy się, że galicyjscy 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIANSKIB^ 276 

Ukraińcy oświadczyli się za Prusakiem przeciw nam i dążą do sojuszi 
z „kazionszczyzną", życząc nam wszędzie wszystkiego złego; 

2) ruch rosyjski w Galicyi tępiliśmy, — a „rus^cy" biorą naszą stro- 
nę i przeciw Prusakowi i przeciw „kazionszczyźnie", życząc nam wsrysr 
kiego dobrego i w Prusiech i w Rosyi, a pragnąc zgody w Galicyi. 

Należy więc obmyśleć modum vivendi z galicyjskimi Rosyana- 
mi i radzibyśmy wiedzieć, jak go sobie w szczegółach wyobrażaią. K 

Prasa ruska zajęta wyborami do Sejmu galicyjskiego, miała oczy- 
wiście przedewszystkiem na myśli to, * przyszły sejm ma się zająć spra- 
wą reformy wyborczej. Ale równocześnie nastąpił zupełny rozłam między 
Ukraińcami a moskalofilami. 

W obozie ukraińskim nastąpiła jaka taka konsolidacya między roz- 
maitymi odcieniami. Radykali po upadku Hajdamaków zbliżyli się do na- 
rodowej ukraińskiej demokracyi i prowadzą kampanię przeciw duchowień- 
stwu. Odpowiada im godnie Osnowa w 6 numerze w artykule pL Dya- 
belska robota. Czytamy tam: „Z różnych stron nadchodzą wieści 
o niesłychanej walce partyjnej przy teraźniejszych wyborach sejmowydL 
W wielu nawet okręgach przyszło nawet do bójek i przelewu krwi. 1 kto 
z kim bił się, kto kogo pokrwawił? Brat brata, Rusin Rusina, włościanin 
włościanina, chrześcijanin chrześcijaninal **... Zawinili to„ ci, którzy według 
swego programu są apostołami nienawiści tj. nasi radykał i — Tak' 
Radykali w pierwszej mierze są przyczyną tej naszej bratobójczej walki, 
radykali w pierwszym rzędzie prowadzą u nas tę dyabelską robotę_ 
Ale jest jeszcze ktoś prócz radykałów, który prowadzi taką samą dyabel- 
ską robotę: to nasi moskalofile. Aż do roku 1907 byliśmy wszyscy w Ga- 
licyi Rusinami i dobrze nam z tem było. Aż nagle w r. 1907 kilku płatnych 
rosyjskich zaprzedańców przyszło do tego przekonania, że my nie RusiHi, 
lecz Moskale... Radykali i moskalofile pracują dalej razem nad tem, aby 
naszych chłopów poróżnić, rzucić jednych na drugich, by tem łatwiej módz 
w mętnej wodzie łowić ryby..." 

Charakterystycznem jest, jakie Osnowa stawia horoskopy co do kwestyi 
ruskiej w przyszłym sejmie: „...Jeżdi przejdą moskalofile w większej liczbie do 
sejmu i tam zbratają się z Polakami, wtedy c^eka ruski naród ciężka walka na 
dwa fronty o byt narodowy, a wtedy nastanie rzeczywiście walka Rusi- 
nów o życie lub śmierć. Jeżeli zaś moskalofile przepadną, wtedy ruska 
polityka i wogóle ruskie życie w Galicyi pójdzie inną, czyściejszą drogą. 
Jeżeli natomiast przejdą do sejmu w znacznej liczbie radykali i socyaliśd 
i zaczną tam w spółce z żydami i polskimi socyalistami swoją robotę, 
wtedy czeka nas znowu inna walka — wałka kulturna. Boć trudno, żeby 
ruski naród — naród chrześcijański — cierpiał u siebie radykalną i socyałi- 
styczną hołotę. W końcu jeżeli przejdą narodowi demokraci i po chrze- 
ścijańsku myślący — wtedy zgoda. Nastałyby bowiem dla Rusinów jaśniej- 
sze chwile". 

Ludowe pisma ruskie, jak socyalistyczna Zemla i wola i radykalny 
Hromadski Hołos zapełniają swe szpalty podobnie jak Osnowa wyborcze- 
mi odezwami i zalecaniami swych kandydatów. Natomiast Bukowjna śpi 
snem sprawiedliwych, a tylko kiedyniekiedy zamieszcza korespondencye 



p^mw 



277 



z PRASY RUSKIEJ 



Z akcyi wyborczej w Galicyi i wznosi w ki ku numerach peany na cześć 
wicemarszałka dra Smal-Stockiego (Ukrainiec), ozdobionego świeżo 
austryackim orderem. Rusłan w walce wyborczej nie bierze żadnego udziału, 
ale za to DUo przepełnione jest sprawozdaniami z terenu walk wybor- 
czycłi, oraz piętnowaniem rzekomych nadużyć ze strony zwolenników 
„polskiego stanu posiadania" w Galicyi wschodniej. W nrze 40 czytamy: 

„Projekt reformy usunął na dalszy plan wszystkie polityczne i so- 
cyalne różnice, dzieląc całą ludność naszego kraju na dwa narodowe ta- 
bory; na tabor ruskich narodowych mas, które domagają się dla siebie 
równego z polskim narodem prawa wyborczego i na tabor polskich za- 
bortów, którzy przy przeprowadzeniu reformy wyborczej, chcieliby ustawą 
nietylko zabezpieczyć sobie dotychczasowe panowanie nad naszym naro* 
dem, ale nadto rozszerzyć je i wzmocnić... Dla tego patryotycznego celu 
pogodzili się ludowcy ze szlachtą, a miejska demokracya zapomniała, że 
w interesie demokracyi sejmu nie jest reprezentacya osłabiona jak najbar- 
dziej szlacheckim w sejmie elementem... Jak we wszystkich historycznych 
dlą doli Ukrainy momentach, Polska i Rosya, ci dwaj wieczni wrogowie, 
walczący ze sobą o panowanie nad Ukrainą, porozumiewali się ze sobą, 
żeby nie dopuścić do jej wyzwolenia, tak i teraz zaborczy pochód histo- 
rycznej Polski w ruskie wyborcze okręgi znalazł przychylnych sprzymie- 
rzeńców w galicyjskich przedstawicielach rosyjskiej państwowej idei, w mo- 
skaiofilach... Gdyby wybory były u nas aktem konstytucyjnym, a nie aktem naj- 
wyższej samowoli polskich kół politycznych — my moglibyśmy być spo- 
kojni o rezultat wyborów. Ale teraz w oczekiwaniu wyborów jesteśmy 
przeciążeni niepewnością, czy wroga siła znowu nie udaremni naszych usi- 
łowań, czy historyczna Polska w dzień wyborów nie zabierze nowych krwa- 
wych ofiar..." 

Tamże donosi DUo w korespondencyach z brodzkiego powiatu, że 
„ceną, za jaką dziesięciu moskalofilskich kandydatów dostało od „Rady 
Narodowej" i „rządu krajowego" nominacyę na „rządowych staroruskich 
kandydatów" jest przyrzeczenie, że oni, jako posłowie^ zgodzą się na pol- 
ski projekt sejmowej reformy wyborczej, nie będą w sejmie przemawiali 
po rosyjsku, a na naukę rosyjskiego języka otrzymają moskalofilskie to- 
warzystwa subwencyę sejmową". 

Przytoczywszy całą odezwę wyborczą Ruskiej Rady, tak pisze 

niej DUo: „...Oto ta bezwstydna robota naszych moskalofili! Z Polaka- 
mi zgoda i miłość, a z Ukraińcami-Rusinami walka na życie i śmierć! 

1 któż — pytamy -- podejmuje tę walkę z naszym narodem? Tych kilku 
bezczelnych „perekińczyków", którzy zajęli tłuste posady po „Narodnych 
Domach" i „Stauropigiach", którzy zdradzili swoją wiarę i narodowość, 
którzy zaprzedali się Moskwie za grube pieniądze. Tych kilkunastu sfana- 
tyzowanych i bez charakteru młodzików, którzy umieją tylko urządzić 
„jaja i mordobicia", i całemi nocami rozpijają się po lwowskich szynkach? 
1 oni stają do walki z ruskim narodem!!" 

Dnia 25 lutego ponieśli Ukraińcy w kuryi wiejskiej, stosownie do 
przewidywań, ogromną klęskę, gdyż na trzydziestu kilku postawionych kan- 
dydatów wyszło tylko 9. Moskalofile otrzymali 10 mandatów, radykali zaś 
3. Z wyjątkiem dra Oleśnickiego i K- Lewickiego padli wszyscy 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 219 

ukraińscy przywódcy, jak redaktor Diła Och ry mowie z, dr. D. Saw- 
czak i i. Przepadł również słynny radykał dr. Trylowski. Natomi^ 
moskalofile odnieśli dość znaczne zwycięstwo i wprowadzili do s^ma 
swego leadera dra D u d y k i e w i c z a. E^ Nieb.^ 

Przegląd prasy rosyjskiej rozpoczniemy dziś wspomnieniem histo- 
rycznem, zaczerpniętem z Russkiej Stariny, Jest tam artykuł p. 1. ,Z za 
kulis dyplomacyi^ pióra I. S. Karcowa, tyczący sią polityk6» 
„słowianofiskich" z okresu poprzedzającego wojnę rosyjsko-turecką 1877 
ku. Podajemy go w streszczeniu: 

Ambasador rosyjski w Konstantynopolu generał Mikołaj Igoi- 
tiew trząsł Porta przez lat 12 (1864— 1Ś76), zwany nie próżno .wicesuł- 
tanem**. Teoretycznego wykształcenia politycznego nie posiadał, ale umiał 
sobie radzić w praktyce i oryentował się szybko. Gdy raz z powodu buł- 
garskich spraw cerkiewnych radca ambasady odezwał się, że Rosya przy- 
jęła prawosławie z Bizancyum, obruszył się, że to nieprawda, bo^ od śv. 
Cyryla i Metodegol Ign atiew stał się przedstawicielem nietylko Rosji 
ale i „słowiańszczyzny", w pewnem przynajmniej rozumieniu tego wyrazu. 
W Petersburgu miał przeciwników, a głównie kopał pod nim dołki Str^ 
m o n c h o w, dyrektor departamentu azyatyckiego. 

W Wiedniu byi wówczas ambasadorem Eugeniusz Nowi ko t, 
typ wprost przeciwny. Wykształcony naukowo, magister uniwersytetu mo- 
skiewskiego (dyssertacyę napisał o Husie); lubiał rozważyć każdą spravc 
historycznie, ale zato oryentował się w sytuacyi słabo i nie umiał obcho- 
dzić się z ludźmi. 

Wśród radców ambasady wiedeńskiej najzdolniejszym był Sergiusz 
Spirydonowicz Tatiszczew, zapamiętały gracz, hulaka i kobie- 
ciarz, człowiek bez majątku, a żyjący na wielką skalę. Podejrzywano ^ 
o handel tajemnicami ambasady, że sprzedał rządowi austryackiemu sekre! 
klucza do depesz, ale podejrzenia były niesłuszne. Książę Ypsilanti. 
poseł grecki, z którym grywał na spółkę, zapłacił za niego 100.000 złr. 

Tatiszczew pracował około przymierza francusko-rosyjski^a 
był pośrednikiem z rządem bułgarskim, a w Londynie, z polecenia Wit- 
tego, był zwiastunem przyjaźni angielsko-rosyjskiej; pracował potajenuiie, 
a zawsze skutecznie. 

Wielkie wpływy miała cesarzowa Marya Teodorówna. Niera- 
kini z rodu, przejęła się Rosyą na wskroś, pojmując ją po myśli utworóir 
poetyckich M. S. Chomiakowa i F. Tiutczewa; w tym duchu wy- 
chowywała syna, Aleksandra, powierzywszy go rękom P o b i e d o- 
n o s c e w a. Zasady słowianof iłów starała się cesarzowa zastosować w po- 
lityce, uważając oswobodzenie prawosławnych Słowian nie za interes pań- 
stwowy, ale za dzieło miłości, wypływające z misyi historycznej. 

Za panowania Aleksandra 11 dla wpływu zagranicznego drzwi były 
szeroko otwarte. Ciotka cesarza, wysoce wykształcona Wielka Księżna 
Helena Pawłówna otwarcie podawała się za Niemkę, gorąco sympatyzo- 
wała ze zjednoczeniem Niemiec i utrzymywała bezpośrednie stosunki 
z pruskiemi sferami rządowemi. Brat cesarzowej, ks.Aleksande r Heski, od 
innych monarchów brał różne polecenia natury politycznej i załatuiał je 



279 ^ PRASY ROSYJSKIEJ 

na dworze rosyjskim. Synowi jego, młodemu Aleksandrowi Batten- 
berskiemu, cesarzowa Marya Aleksandrówna pomogła zostać pier- 
wszym księciem Bułgaryi. 

Artykuł ten nie podaje nic syntetycznego, ale odkrywa ciekawe 
szczegóły, mające wartość historyczną; dlatego nie było może od rzeczy 
utrwalić je tutaj dla polskiego ogółu, zajmującego się temi sprawami. 

Od słowianofilstwa dawnego przejdźmy do współczesnego. Tu należy 
się pierwsze miejsce z „urzędu" niejako, petersburskiemu Towarzystwu Sło- 
wińskiemu, w którego lokalu zbierają się mundury,archłreje, archiman- 
dryty, generałowie (wojskow: i „cywilni" — specyalność rosyjska), a od- 
czyty miewają takie powagi w slawofagii, jak prof. K u łakowski j i Fi- 
le w i c z, dyskusya zaś bywa tak czczą i bez treści, że nikt nie bierze tej 
instytucyi "ha seryo. (Doszłe nas w ostatnich tygodniach dwie niezależne 
od siebie relacye dwóch Polaków z Petersburga, którzy z ciekawości przy- 
byli na zebranie, zgodne są w tem, że z Towarzystwem tem nie należy 
liczyć się poważnie). 

Towarzystwu wydarzyło się „nieszczęście". Na jednem z posiedzeń) 
zniecierpliwieni komedyą „ kazionnago sławjanofilstwa " członkowie po- 
częli wołać, że nie chcą mieć już z tem do czynienia i wolą przyznać się, 
że prawy Rosyanin kocha nadewszystko Niemców, bo Prusy, to stary wy- 
próbowany druh Rosyi. Ale „w górze" uważano, że les enfants ter- 
ribles nie potrzebnie się wygadały. Na następne więc posiedzenie obrano 
sobie sprawę wywłaszczenia w Wkopolsce. Jak czytamy w sprawozdaniu 
w Kraju (Nr. 20), prelegent p. Baszmakow „nie powiedział nawet wy- 
raźnie, czy chwali, czy potępia Prusaków", ale zato zabrał po nim głos 
prof. F i 1 e w i c z i ulżył swemu „prawdziwie" rosyjskiemu sercu oświad- 
czeniem, że Polacy nie zasługują na żadne współczucie, bo prześladują 
Rosyan w Galicyi. Powiedział to w czasie, kiedy ci galicyjscy Rosyanie 
oświadczają się z najlepszą przyjaźnią dla Polski i pragną z nami sojuszu. 
Palnął więc p. Filewicz takiego politycznego „bąka", że doprawdy 
z obrad tego Towarzystwa Słowiańskiego robi się komiczna farsa. Ci lu- 
dzie nic nie wiedzą, w niczem się nie oryentują, są poprostu zabawni. 

Wraz po tem posiedzeniu pojawił się w półurzędowej Rossii fejle- 
totl podpisany skromnym kryptonymem: Wieszczy Oleg'), p. t. 
„Obsużdenie pol sk ag o wo prosa w słowianskomobszcze- 
stwie". Pretensyonalny autor zna się dobrze na dyalektyce czynowniczej 
i popełnił klasyczny zaiste jej przykład : 

Oto w Rosyi panują dwa prądy co do sprawy polskiej: jest wpraw- 
dzie (przyznaje to autor) polonofobia, ale jest też prąd drugi „w d u c h i e 
polonofilskago irredentizm a". (? Polak pierwszy raz słyszy 
o tem, czeka więc zaciekawiony... dowodów tej rosyjskiej sympatyi dla 
„polskiego irredentyzmu"). Obydwa prądy są złe, trzeba jakiegoś trzecie- 
go, „nowego słowa", które wypowie wieszczy Oleg (od czegóż byłby 
wieszczym ?) 

Jest w Goethem wspaniały ustęp, kiedy Faust zabiera się do 



') Ten sam, który w listopadzie 1907 dał .odprawę' Anatolowi Leroy Beaulteo 
w Journal de St. Petersbourg. 



PRZEGLĄP PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 280 

tłumaczenia Pisma Św. i zastanawia się, jak oddać werset- In initio 
erat verbum. Co właściwie było na początku? — Przypomniało mi sią 
to, kiedy wyczytałem w Rossii ciężko-nAiwne nastrajanie czytelnika m 
przyjęcie .,nowego słowa": 

„Dajcie najpierw uczucie, a potem zjawi się myśl, w koAcu za- 
rysuje się wykończony progra m *' 

a gdy w rosyjskim języku słyszy się sentymentalne fik)zoto- 
wanie, wie się już, że ukaże się w końcu nie filozof, ani nie poeta, aie 
ciężka łapa uzbrojona w nahajkę. Każdy „istinny** ma skłonność do pisa- 
nia elegii, elegii na cześć nahajki. 

„W o t moja formuła: Wolność politycznego samookreślania s^ 
otrzymają Polacy tylko z rąk nacyonaliznlu rosyjskiego (russkago nado- 
nalizma), albo nie otrzymają tego daru nigdy". Co ma znaczyć ,,n)s>jski 
nacyonalizm", tego Oleg nie wieszczy. 

Ale Polacy w Prusiech bardzo mu się podobają, bo pracują sobie 
na polu ekonomicznem, a są względem państwa lojalni; nie spiskują - 
Gdyby Polacy w Rosyi postępowali tak samo, znalazłyby się „punkty sty- 
czne pomiędzy nimi a społeczeństwem rosyjskiem, na tym właśnie gniode 
ekonomicznym". Wtenczas rozwiąże się kwestyę polską w atmosferze sło- 
wianofilskiej. Chodzi tylko o to, „żeby pk-zybywało jak najprędzej fakuh, 
pozwalających utworzyć system naszej polityki wewnętrznej, przychylny 
dla Polaków". 

1 na tem koniec. Autor jest widocznie wieszczkiem na prawdę, bo 
mówi ciemno, zagadkowo, niezrozumiale. Ale kto z Rossią dużo już mi^ 
do czynienia, zrozumie, bo umie czytywać... elegie... / 

A więc : Jeżeli Polacy nie będą w opozycyi przeciw obecnemu syst^ 
mówi (każda opozycya jest spiskiem i buntem), natenczas rząd systen:! 
tego nie zmieniłby wprawdzie, ale nie przeszkadzałby może eko- 
nomicznej organizacyi społeczeństwa polskiego... 

Wszystko, co jest poza groszem, wekslem, procentem, jest „irredes- 
tyzmem**. O takich żądaniach, jak język polski w szkole, w sądzie i un^ 
dzie, niema nawet co mówić ; jakoż w długim fejletonie niema o tem ani 
wzmianki, ani nawet negatywnie. Formuła „nacyonalizmu" rosyjskiego jes 
znaną: samodierżawie, prawosławie, narodnost (czytaj : rusyfikacya). Póki 
nie przestaniemy więc być zwolennikami konstytucyi, póki nie wyzbędzienj 
się przywiązania do Kościoła katolickiego, fók\ nie będziemy uważali u 
rzecz całkiem naturalną, że rządzą nami „abrusitielje", że język polski 
jest wykluczony z tycia publicznego i że kuje się przeciw nam ustawy 
wyjątkowe — dopóty nie można Kongresówce pozwolić ani nawet na 
swobodę ekonomiczną organizowania się i nikt niema prawa żądać tego 
od Rosyi, — przejętej zresztą słowianofilstwem z wszelką a wszelką pewnośdą' 

Ot, na początku było uczucie czegoś niesmacznego (jak wszelka 
obłuda), potem zjawiła się myśl zjadliwa, aż w końcu zar>'sował się 
„wykończony progra m". Rzeczywiście I Ze wszystkich, układanych 
przez oficyalną Rosyę, ten byłby najbardziej wykończony. 

Ale w dyalektyce czynowniczej musi być zawsze kłamstwo, choćby 
w formie zatajenia prawdy. Podobają się Wieszczemu Polacy w Prusiech, 
tylko zataił, że... Prus .nienawidzą i jakiej życzą temu państwu przyszłości.^ 



281 2 P^^SY ROSYJSKIEJ 

Jeżeli więc szczytem „ustępstw" dla nas ze strony Rosyi ma być, żeby nam 
wolno było (i to warunkowo), co nam wolno w Prusiech, — natenczas 
ambo meliores, amy musielibyśmy z naszej strony szukać „trzeciego 
słowa" dla naszej polityki. 

Pierwszem słowem były pov.stania. 

Drugiem zupełne, szczere pogodzenie się z Rosyą i wspólna z nią 
praca polityczna za cenę równouprawnienia. 

To drugie „słowo" jeszcze nie przebrzmiało, na szczęście dla Rosyi; 
ale jeżeli Imperyum rosyjskie postara się o to, żeby ono nie mogło mieć 
realnego znaczenia, w takim razie będziemy musieli poczekać, aż przyszłe 
Wielkie Księstwo Moskiewskie samo nas się kiedyś zapyta, jakie jest 
nasze „trzecie słowo". Bo że Rosya rozpadnie się, jeżeli się z nami nie 
pogodzi, to nie ulega wątpliwości; my jedni moglibyśmy utrzymać „impe- 
ryum". 

A więc odpowiedź Rossii taka: Albo dostaniemy w Rosyi język pol- 
ski w szkole, sądzie i urzędzie i będziemy dążyć do autonomii — albo 
też sam bieg wypadków (już zgoła bez naszego przyczynieitia się) da nam... 
jeszcze więcej, bo przewagę nad Rosyą. Imperyum rosyjskie może się 
utrzymać tylko w spółce z nami, ale żadną miarą przeciw nam. 

Rozumieją to już niektórzy Rosyanie. Książę Grigorij Trube- 
c k o j pisze w Nrze 5 Moskowskago Jeżeniedielnika, w artykule p. t. 
„Awstria, Rossijaisławianstwo": 

„Solidarność słowiańska może się stać potężną dźwignią naszej po- 
lityki wewnętrznej, ale pod jednym tylko warunkiem: musimy jasno i sta- 
nowczo zdać sobie sprawę z naszych praw i obowiązków wobec Słowian... 

Ale nie można jednocześnie prowadzić polityki słowiańskiej na 

Bałkanach i antysłowiańskiej w Polsce 

„Na sprawę słowiańską spadł pierwszy ciężki cios w Will wieku 
w formie podziału Polski. Rosya przyjęła udział w tym czynie bratobój- 
czym, za który okrutnie karała ją na przestrzeni całego XIX w. nemezys 
dziejowa. Teraz, kiedy zostaliśmy pozbawieni naturalnej przedniej straży 
przeciw germanizmowi, jaką była Polska, daleko trudniej nam jest praco- 
wać nad wytworzeniem systemalju przeciwwagi słowiańskiej. Lecz na tem 
właśnie polega misya historyczna Rosyi i tego wymagają jej realne 
interesy. 

„W naszych oczach germanizm w Austryi i Niemczech podaje sobie 
ręce w walce ze Słowianami. 

„Cóż robi w tym samym czasie Rosya? 

„Robi ona to wszystko, czego robić nie powinna. Żyje ona z dnia 
na dzień. Rząd jej nie może się podnieść nad poziom walki policyjnej z ka- 
detami, ziemcami i Polakami. Wszystko to wydaje mu się ważniejszem, 
niż zadania światowe Rosyi, niż jej realne interesy międzynarodowe. 

„Pojmowanie kwestyi narodowościowej przez nasz rząd, świadczy 
tylko o naszej skłonności do naśladownictwa ślepego. 

„Przyjmując od Greków prawosławie, przyjęliśmy niewolniczo wszy- 
stkie modlitwy i w tej liczbie modlitwę dziękczynną z powodu uwolnienia 
Konstantynopola od napadu Rosyan. 

„We współczesnym okresie naszej historyi naśladujemy w dalszym 

świat SłowiańikL — Nr. 39. ^^ 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 282 

ciągu Niemców pod każdym względem. Kiedy zaś zjawił się popyt na szo- 
winizm, zapożyczyliśmy go od Niemców, razem ze ślepą nienawiścią do 
Polaków. 

„Czy nie czas już jest ułożyć prawdziwie rosyjską modlitwę o zesł^ 
nie zwycięstwa panom Bulowowi i Aerenthalowi w ich walce 
ze Słowianami ?-* 

Z powodu artykułu Now, Wremieni, wywodzącego, że Rosya prze- 
grała wojnę dlatego, że w zarządzie marynarki było kilku oficerów Poli- 
ków, wystąpił Nestor w Rusi z artykułem, z którego przytaczamy głó- 
wny ustęp: 

„Znów po ziemi rosyjskiej szaleją bez kontroli szajki szubienia- 
ników, bez wstydu i czci dbających wyłącznie o swoją korzyść lab zado«2- 
lających swe haniebne żądze pod głośną firmą obrońców ładu w paAstvk 
Spojrzyjcie, kto szczuje na Polaków, kto wyróżnia się w roli naganiacza. 
Nie mówiąc o typowym baszybuzuku Mienszykowie (baszybozsk 
przecież znaczy po turecku „zerwigłowa", ochotnik), kto pisze korespon 
dencye do N. Wr z Polski i Kraju Zachodniego? Miejscowi urzędnicy 
rosyjscy, prowadzący z narodem polskim walkę na noże, lub tacy, co zo- 
stawili po sobie w Polsce smutne wspomnienie. Nom i na w tym w^ypa&n | 
nawet nie sint, ale istotnie sunt o diosa Imiona ich są znienawidzone, wic 
nie będziemy ich tu wyliczać, ale niech nam kto wskaże choć Jednep 
z piszących do Now. Wr. w sprawach polskich, któryby był człowietocB 
niezależnym, nie urzędnikiem... Czy Mienszykowa przekona faktyczm 
dowód, że jeżeli ministrowie Polacy: Dunajewski, Gołuchowsk, 
K o r y t o w s k i i t. d. mogą być od głów do stóp politykami austryadLi- 
mi, to dlaczegoby u nas, pod warunkiem jednakowej wolności polityczną 
Polacy nie mogli być prawdziwymi działaczami państwowymi?... Postanjcic 
się o to, by nasi Polacy i inni współobywatele nierosyjscy byli traktowa? 
na równi z „obywatelami pierwszej klasy**, a zobaczycie, że będą wspd^ 
zawodniczyć z tymi w wierności państwu. Ale wy tego nie zrobicie, boścs 
„oprycznicy**, i dobro ziemi nic was nie obchodzi. Chcecie tylko, żeby sfeiy 
rozdzielające między was dobra ziemi, trwały w tem mylnem przekonaiFL 
że jedynie wy swą wierną służbą ocalacie państwo**. 

Księciu Meszczerskiemu udało się scharakteryzować dosfco-l 
nale biurokracyę w wydawanym przez się Gratdaninie, piśmie — mida| 
konserwatywnem, którego ideałem oligarchia rodów arystokratycznydi 
skupionych około tronu. Nie należy książę M. do konstytucyona]istói.| 
ale czynowniczych rządów ma już zo uszy. Artykuł p. t. „Pan w wice| 
mundurze** ma świetne ustępy: 

„Przed laty cesarz Mikołaj rzekł, że Rosyą rządzi nie on, ale cziff] 
dzieści tysięcy „stoło-naczelników**. Dziś Gratdanin zapewnia, że Ro§] 
bez przerwy rządzą ci sami urzędnicy, którzy z niesłychaną wprawą okp 
rewolucyę 1905 roku, co to miała ich pożreć. 

„I w rzeczy samej — czyż to nie genialna rzutkość? Gdy w Ros? 
był spokój, zręczny „pan we wicemundurze** pisał dla niej ustawy i pobiej 
rał podatki na swe utrzymanie. „Pan w wicemundurze** nie pozwalał R( 
myśleć inaczej, niż sam myślał; opornych zręcznie usuwał do dali 
gubernii. Gdy na głowę „pana w wicemundurze*' spadła bieda w 



'f.pjr^ip 



283 



z PRASY ROSYJSKteJ 



wojny japońskiej, sprytnie zwalił winę na „podstęp Japończyków". Gdy 
wojnę przegrał, zwalił winę na Anglików. Gdy nagle wezbrała w Rosyi 
fala rewolucyi, schował się za parawan i stamtąd objawiał liberalne myśli, 
a nawet podawał się za gorącego zwolennika reform. 

„Domagano się konstytucyi, „pan w wicemundurze" zgodził się chę- 
tnie na to. Domagano się wolności zebrań — wszystkim pozwolił zbierać 
się i gadać, gazetom pozwolił pisać, co im się podoba, robotnikom straj- 
kować, ile chcą, obcym narodowościom hałasować o autonomię. Niech się 
wygadają — rzekł „pan w wicemundurze". Gdy się wygailali, wtedy spry- 
tnie połapał gorące głowy i zamknął je na czas dłuższy tam, gdzie jest 
zimno. 

„Nawet udał, że wierzy w parlament i pozwolił dwom Dumom wy- 
powiedzieć wszystko, co czuły. A potem obie Dumy oddał pod sąd za na- 
ruszenie jakiegoś paragrafu kodeksowego i pozbył się krytyków. Zostawił 
Rosyi trzecią Dumę, bardzo potulną i rzekł: wszak macie już parlament! 

„A sam najspokojniej w świecie usiadł na dawnem miejscu, gdzie 
mu tak wygodnie". 

Graźdanln nie wierzy nic a nic w cnoty „pana w wicemundurze". 
Dawniej chował się tylko za osobę panującego, dziś chowa się jeszcze 
i za Dumę; nawet czuje sę tam bezpieczniej. A choć w Rosyi zmieniło się 
wiele rzeczy, nie zmienił się ani jeden gubernator i ani jeden strażnik. 
Czy to nie spryt? Czy to nie geniusz? Przebyć takie perturbacye, ominąć 
wszelkie niebezpieczeństwa, zgodzić się na wszelkie zmiany i w rezultacie ^ 

wszystko zostawić po dawnemu? — kończy swe wywody organ księcia 
Meszczerskiego. 

Istotnie, spryt czynownictwa jest niewyczerpalny; poradzą sobie ze 
wszystkiem i nawszsytkiem zarobią, chociaż nie dogodzą nikomu, prócz 
samych siebie. 

Ale jest w Rosyi instytucya inna, wszystkim dogadzająca, 
dla której każdy ma jakieś słowo pochwały: — Kozacy. Opiewani przez 
poezyę polską i ruską, uważani za swoich przez Rusinów i Rosyan, przez 
liberałów i czarnosotieńców, słowem — ulubieńcy całej Sarmacyi 1 1 Wido- 
cznie w Kozaku jest wszystko?! A może też w nim niema właściwie nic, 
ale to nic a nic? Może sprawa kozacka, jak była w XVII. w., tak też i te- 
raz jest tylko kwestyą ekonomiczną^pewnej społeczności, pojmującej walkę 
o byt w sposób archaiczny, a oryentalny, im najbardziej przypadający do 
gustu? Kto im zapewni ich sposób bytu ekonomicznego, nie wymagający 
wysiłków woli, ani pomysłowości, ani wogóle żadnej konkurencyi, żadnych 
przymiotów inywidualnych >), ten ich ma. A że do nich zagląda bieda, 
więc Nowoje Wremia z przezornością ogłasza artykuł, z którego cytujemy 
główny ustęp: ' 

„Historyczną zasługą kozaczyzny jest stłumienie dzisiejszej rewolu- 
cyi. Jeżeli państwo nasze, sparaliżowane w centrach władzy, jeszcze nie 



^) Bardzo a bardzo przepraszani poetów wszystkich trzech narodów. Zapobiegam też 
z góry nieporozumieniu, żeby nie przypuszczano, że potępiam opiewanie Kozaków. Byle pięknie, 
byle artystycznie, można opiewać — cokolwiek, a więc i Kozaków. Swoją drogą piękno arty- 
styczne, a swoją drogą prawda naukowa. Wyjaśniłoby się wiele w dziejach Rusi, gdyby 
uwzględniono w nich moment ekonomiczny. 



■*5 




PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 284 

runęło pod naciskiem buntu „inorodców" i własnej anarchii, zawdzięcza: 
to należy w znacznej mierze Kozakom, ich odwaga rycerska, ich nieza- 
chwiana wierność dla Tronu, ich niezamącone jeszcze poczucie narodowe 
ratuje Rosyę. Lecz ta drogocenna siła pafistwowa niknie. Jeżeli nie prn> 
dziemy z pomocą Kozakom, jeżeli nie dopomożemy im, państwo strar 
jeden z głównych fundamentów, na którym się trzyma. 

„Na mocy „hramoty" cesarzowej Katarzyny II. w r. 1793 Kozakoa 
dońskim nadane zostało ogromne terytoryum przestrzeni 15,000.000 dztesioai. 
Nadana im ziemia była tak rozdzielona, że na każdego w r. 1835 pfzv|e- 
dało 30 dziesięcin, a oprócz tego dla przyszłego przyrostu ludności koza- 
ckiej były zapasy ziemi w stanicach i ogólny zapas wojskowy. Ziemia Ko- 
zaków dońskich była uwolniona od wszelkich podatków paAstwowydi 
i ziemskich. Za tę ziemię obowiązani oni byli wystawić, w razie wojdt. 
60 pułków (trzech powołań), przeszło 20 bateryi i do 12 osobnych sear 
na służbę zaś wewnętrzną 14 miejscowych oddziałów. 

„W obecnej chwili skarb ma z obwodu wojska dońskiego 14,000.08) 
rubli z podatku wódczanego, zwraca zaś Kozakom około półtora miliora 
rubli. Nadział gruntowy przestrzeni 30 dzies. — wobec przyrostu ludno- 
ści — spadł do 15, a w niektórych miejscowościach do 7 a nawet do 5 
dziesięcin. Wolne grunta stanicowe są wydzierżawione przez rząd i na t«; 
dzierżawie Kozacy tracą około 17,870.000 rubli. 

„Wobec tego zubożenia Kozaków, nie dziw, że wzrasta wśród aid 
niezadowolenie. Rząd bierze od Kozaków za dużo, a daje im za mała 
Przypuśćmy, że ogromna większość Kozaków pod względem polit>'ain:i 
jest jeszcze prawomyślną, nie ulega jednak wątpliwości, że i wśród met 
rozgrywa się proces destrukcyjny. Propaganda przy pomocy mów agiu- 
cyjnych i prasy miejscowej, znajdującej się w rękach rewolucyjnych, «l2łi 
truciznę politycznego rozkładu w umysły Kozaków. 

„Kozaczyzna — woła p, Mienszykow - to siła i duma Ross. 
ale nie należy zapominać, że sprawcami największych rewolucyj i buntw 
byli u nas także Kozacy. W pamiętnych czasach, kiedy usunięto dynasiyc 
Wariagów, Kozacy zrujnowali Rosyę nie mniej od Polaków i Szwedói 
razem wziętych. W późniejszych wiekach szalone bunty Rjazina, Ba 
ł a w i n a, zdrada Mazepy, Pugaczow — wszystko to w sła^-ns 
historyi Kozaków stanowi czarną kartę. 

„Kozakom należy przywrócić ich samorząd, ich dochód wódczanr 
i niektóre inne. Oprócz tego należy zwrócić Kozakom pewną niezależnos 
od kancelaryj petersburskich. 

„Kozaczyzna jest silą realną i niezbędną, której zniszczenie byłobf 
szaleństwem, równoznacznem ze samobójstwem". 

1 w tym duchu rozwodzi się dalej p. Mienszykow na przestrzeń; 
kilku szpalt w Nowem Wremieniu. 

W Moskowsklm Jeżeniedielniku w numerach 2, 3, 4 znajdujemy ar- 
tykuły prof. M. Zdziechowskiego o modernizmie katolickim p. i 
a) Krytycyzm filozof iczny, b) Kryty cyzm historyczny i :) 
Encyklika Pascendi. — Artykuły te pisane są w formie listów ^ 
księcia Grzegorza Trubeckiego, który się zwrócił był do prol 
Zdziechowskiego w imieniu redakcyi z pro4bą o zaznajom ienłec?}: 



285 ^ PRASY CZESKIEJ 

telników rosyjskich z nowoczesnemi prądami myśli katolickiej. We wstę- 
pie prof. Zdz. zaznacza, że decydując się uczynić zadość życzeniu reda- 
kcyi i wtajemniczyć czytelników jej organu w kryzys wewnętrzny , przez 
który obacny kościół katolicki przechodzi, kierował się przeświadczeniem, 
że kryzys ten świadczy nie o rozkładzie, jak sądzą wrogowie katolicyzmu, 
lecz przeciwnie o potężnej jego żywotności. 

Mosk. Jeźeniedielnik w Nr. 3 zamieszcza w nieco skróconym prze- 
kładzie artykuł p. K. K. „Prób 1 e m zgody z Rosyą**, poprzedzając 
go następującą notatką: „Przytaczamy artykuł ten, sądząc, że rosyjską opi- 
nię publiczną zainteresują poglądy umiarkowanych ale wpływowych sfer 
zakordonowej inteligencyi polskiej w kwestyi stosunku Polski do Rosyi". 

Dawno już zwracamy uwagę na zupełną dezorganizacyę polityczną 
w Czechacti, gdzie stare programy już się przeżyły, a nowych jeszcze nie- 
ma. W Nrze 20 praskiego tygodnika Pr^^/^rfa stwierdza Dr. E. Leder er 
w artykule „Sdruźeni jednotlivcu vedle stra n", że zamiast 
skupienia nastało rozbicie. Obecnie wyborcy czescy powierzają swe inte- 
resy ludziom ze swego środowiska i rozbrzmiewa hasło: Ludu rolniczy, 
wybieraj rolnika, — ludu rękodzielniczy, wybieraj rękodzielnika ! Zamiast 
podziału pracy, na nowo ślepa wiara w „swojego" człowieka. Wieśniacy 
mniej, niż przeciętni, rzemieślnicy bez zajęcia — mają być naszymi prawo- 
dawcami. Jest to smutnem świadectwem nietylko dla samych uyborców, 
ale jeszcze smutniejszem dla intelligencyi, że sprawiła ludowi zawód do 
tego stopnia, iż się odwrócił od nie;. Wszędzie chaos i zamieszanie... Nie 
udała się koncentracya stronnictw... „Nawołujmyż do współdziałania wszy- 
stkich ludzi chętnych a energicznych, do pracy nowej, nawołujmy opty- 
m i s t ó w, którzyby wnieśli radość pracy do całego naszego społeczeństwa 
w dobie upadku ducha... Moźliwem jest skojarzenie drobnych grup praco- 
wników bez względu na ich przynależność do tego lub owego stronnictwa..." 
Na początek wzywa Prehled, żeby się zebrało grono osób, któreby do- 
starczało informacyj o zagranicy, informując ją wzajemnie o sprawach cze- 
skich? Albo czy nie należałoby organizować się do walki z niemczyzną 
na wzór pruski, zakupując dobra ziemskie także w okręgach „mieszanych" 
i parcelując je między czeskich osadników ? Niech da dobry przykład gmi- 
na miasta Pragi ze swym majątkiem Littengrijn, położonym gdzieś w okrę- 
gu chebskim, „z którym nie wie, co robić, a który kosztuje gminę tyle 
pieniędzy**... 

Ten artykuł jest typowy dla dzisiejszego stanu myśli politycznej cze- 
skiej. Poczynają już przezierać, że są w chaosie (o czem my wiemy od 
trzech latj, ale radząc, jak z niego wyjść, popadają weń na nowo, gotowi 
pomieszać biuro korespondencyjne z parcelacyą w jeden bigos. 

Stan przejściowy. Coś się łamie w duszy czeskiej. Bujają jakieś 
przeczucia nowych myśli, jeszcze nawet nie określonych, a głód pojęć 
konkretnych morzy ich coraz bardziej. W czem przyczyna tego stanu 
i jakie z niego wyjście, pisaliśmy już nieraz. Możemy czekać spokojnie, 
aż minie przesilenie, bo oni nieświadomie zmierzają — ku nam. 

Przez kilka tygodni były na widowni projekty ugody czesko- 
niemieckiej, której jednak pragną po jednej i drugiej stronie tylko mniej 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 2g^ 

liczne i mniej wpływowe grupy polityczne. Czechów, robiących i bez niej 
coraz większe postępy, ugoda tamowałaby tylko, krępując ich nieuchroe- 
nemi w takim razie warunkami i zastrzeżeniami. A niemiecki minister bei 
teki, Peschka, powiedział na publicznem zebraniu w Gradcu, że .walki 
potrwa, póki jedna z narodowości nie ulegnie drugiej. Mamy otuchę, u 
my jesteśmy właśnie tymi, którzy osiągną cel zamierzony, a to z ponioą 
wszystkich swych rodaków ze wszystkich krajów świata, gdzie tylko Kkm- 
cy przebywają**, a więc... nie bez pomocy Prus. 

Ciekawa rzecz, jak długo będzie jeszcze p. Pescłika mógł brć 
ministrem... austryackim? 

Wobec takich horoskopów ugody, baron Beck, który zrazu glo^ 
że ugoda jest zasadniczym punktem programu gabinetu, cofnął się, ośvi2i- 
czając na posiedzeniu komisyi budżetowej, że „nie da się ukrzyżować sa 
ugodowej Golgocie** i nie myśli przypłacić akcyi tej upadkiem gabineto. 

Dla Austryi jest jednak ugoda czesko-niemiecka 
nie na żarty koniecznością pat^stwową, — a choćby lyr 
ko na kilka latl Bez załatwienia spraw chorwacko-madtarskiej i cz^ 
sko niemieckiej nie może Austrya poruszać się swobodnie 
w polityce zagranicznej, a zwłaszcza wycofać sięzeso- 
juszu z Prusami. Trzeba wpierw ułagodzić i pozyskać niemiecką la- 
dność Czech. 

Ugoda czesko-niemiecka, rozważona na tern tle, nabiera europejskia 
doniosłości, a dla sprawy słowiańskiej, w tem zaś przedewszystkiem ia 
polskiej, nabiera pierwszorzędnej wagi. 

Sprawa rozstrzygnie się w nowym Sejmie czeskim. Wybory sejmo- 
we przyniosły nową klęskę młodoczechom ; Dr. Kramaf musi użyć po- 
mocy głosów socyalistycznych, żeby przejść przy wyborach ściślejszyci 
Wszystkie stronnictwa zabawiły się .podczas agitacyi wyborczej v n- 
dykalizm, co jest złym znakiem dezorganizacyi politycznej, ogamiająoej 
Czechów coraz bardziej. Można powiedzieć o stronnictwach czeskich, t 
prowadziły kampanię wyborczą — pozaswemi programami, afo 
już pachnie bankructwem politycznem. (Realiści milczeli o ugodzie, którd 
są zwolennikami; agraryusze wydzwaniali nie agrarne hasła, ale .wolną 
szkołę** i t. p.) K 

W Slovanskym Pfehledzie Nr. 4-tym ogłosił dr. praw i fil. i<oi 
M a r S a n artykuł p. t. „K w e s t y a p o 1 s k a w tP r u s i e c h od r 1815". 
Praca ta zasługuje na uwagę, jako wykazująca dużo zmysłu historyczna 
i dobrze uwydatnia tendencye pruskie względem Polaków. Jest to zesta- 
wienie szeregu faktów, świadczących, jak Prusy z początku miały nadzieja 
zgermanizowania Polaków łagodnie, jak następnie doznawszy rozczarora- 
nia, chwytały się coraz gwałtowniejszych środków, z których najbardziej 
barbarzyfiskim jest prawo o wywłaszczeniu. 

Wzrost zaciekłości pruskiej bardzo dobrze uwydatnia zestawienie dar 
ograniczeń językowych i spisów ludności, z których wynikało, źc PolaL7 
nie wymierają. I tak : po kongresie wiedeńskim w 1815 r. językiem urzę- 
dowym i szkolnym był język polski. W r. 1817 ogłaszają niemiecki za ró- 
wnouprawniony. Od 1830—1870 r. wypiera się urzędników Polaków coraz 
bardziej, wymaga się przekładu podań polskich na niemiecki, a Flott- 



287 ^ ^^^^^ CZESKIEJ 

w e 1 ! już zaczął wojnę ekonomiczną z Polakami milionem talarów. Niemcy 
wierzyli, że Polacy wymierają, ale spis ludności 1. XII. 1870 r. rozwiał te 
złudzenia; więc w r. 1872—1874 wyrzucają język polski ze szkół i urzędów 
zupełnie. Zaczyna się też historya szykan policyjnych. W 1886 r. wydala 
się 30.000 Polaków poddanych austryackich i rosyjskich, i daje się 100 mi- 
lionów marek na kolonizacyę, w 1898 r. drugie sto, w cztery lata później 
150 milionów, a teraz znowu z prawem wywłaszczania 400 milionów, ra- 
zem: 750 milionów mk. Niekorzystne dla Polaków przesunięcie ludności 
w okresie 1900 1905 r. z 61-32«/o na 61-21% przedstawia się dr. MarSa- 
nowi, jako skutek forsownej kolonizacyi niemieckiej — a nie natural- 
nego przyrostu. Podnosi dr. Mar San organizacyjność Wielkopolan i ich 
trzymanie się narodowości, stawiając ich za wzór innym Słowianom. -- 
Z drugiej strony podkreśla zanik samodzielności wśród Niemców poznań- 
skich, hodowanych sztucznie przez państwo. Jasną dlań jest rzeczą, że 
zwrotu w antypolskiej polityce pruskiej niema się czego spodziewać; ale 
nie zgnębi ona Polaków, tylko odstręczy ich jeszcze bardziej od Niemców, 
a pchnie ku Słowianom. W związku z tą ostatnią myślą jest inna (Nr. 5 
str. 212): oto mniema dr. MarSan, że Wkopolanie zrozumieli, jak baga- 
telne są zwady i utarczki pomiędzy Słowianami, że są szkodliwe, bo wy- 
chodzą na korzyść wrogowi. 

Od siebie możemy zapewnić, że Wkopolska uważa rozterki słowiań- 
skie za szkodliwe, ale wcale nie za drobne. Dr. M a r ś a n , zanim 
takie zdanie napisał, winien się był poinformować lepiej o stosunkach pa- 
nujących na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej polskiej pod zaborem ro- 
syjskim, których twórcami są także „bracia Słowianie". 

Pokrokovd Revue ogłosiła artykuł w dwóch ostatnich zeszytach pióra 
Ant. Rautenkranza o „pruskiej wewnętrznej koloniza- 
c y i"*, której działalność rozpatruje rzeczowo z nowego punktu widzenia, 
nie przypisując projektu wywłasi^czenia wyłącznie niepowodzeniu pruskiej 
polityki kolonizacyjnej. 

Akcya ta jest dawniejszą, niż ustawy przeciwpolskie. Zrazu wymie- 
rzoną była przeciw niesumiennej spekulacyi parcelacyjnej, ale prawo z r. 
1904 zwrócono niebawem specyalnie przeciw Polakom. Ingerencyi państwa 
wymagają istotnie nienormalne stosunki agrarne sześciu prowincyj 
wschodnich (Prusy Wsch. i Zach., Poznańskie, Pomorze, Brandeburgia 
i Śląsk), ze zbytnią przewagą wielkiej własności (w Poznańskiem w roku 
1882 — 75*25Vo wszystkiej ziemi, w Prusiech Królewskich 80'330/o), ale dzia- 
łalność komisyi objęła niemal tylko Poznańskie i Prusy Królewskie, ma- 
jąc głównie na oku wykup ziemi z rąk polskich i komisya koloni- 
zacyjna coraz bardziej przybierała charakter antypolski. — Osadzono już 
lOO.OOO Niemców. Wydaje się to Prusakom tempem za powolnem i stąd 
projekt wywłaszczenia. Głównym zaś czynnikiem postępu i oporu Pola- 
ków nie jest wcale duchowieństwo (jak się powszechnie przypuszcza), ale 
po prostu demokratyzowanie się społeczeństwa. 

Praca p. Rautenkranza oparta jest na materyale poważnym 
(głównie niemieckich ekonomistów) i ma charakter rozprawy naukowej. 

Z powodu aktualności reformy szkoły średniej Novy Vik Nr. 17 
występuje z narzekaniem, że w Czechach jeszcze nie wprowadza się ję- 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 2$ 

zyków słowiańskich do nauki szkolnej, a z gimnazyów wychodzą wdąż 
„analfabeci słowiańscy", nie wychodzący poza widnokrąg kultun' czeskki 
i niemieckiej. Dalej posunęli się w tym kierunku Bułgarzy i Serboi-K, 
którzy zaprowadzili obowiązkową nauką języka rosyjskiego. 

W młodoczeskim miesięczniku Ć^5iia/?^V£^^ Dr. Će lakovsky. sp^ 
cyalista w zakresie spraw szkolnych, występuje za narodowym samorzącks 
szkolnym — tak, aby każda narodowość była w swojej szkole gospodarzem. 
Dowodzi on, że takim podziałem spraw szkolnych wcale się nie narazi di 
szwank jedności i niepodzielności kraju. Wzorem ma być prawo moraT- 
skie z 1905 r. (lex Perek, omawiana w swoim czasie w Świecie Sło- 
wiańskim). Podział winien iść jeszcze -dalej i w ministerstwie należy utwo- 
rzyć osobną sekcyę szkolną czeską. Hlidka, referując o tern, uważa, że 
jest to nietylko możliwe, ale, że rozwój na pewno pójdzie w tym ki^ 
runku. r. 

Na Słowacxyźnie nowy zaczyna się ruch, nowe życie. Poczucie pk- 
miennej jedności z Czechami szerzy się z dziwną siłą. Gdziekolwiek się 
przyjdzie — pisze Slovenski Obzor — znajdzie się czeską książkę. My- 
dlarzy wszelkimi sposobami chcą się bronić przed „inwazyą czeską*". Czq^ 
lata nie zdziałały, tego dokonała Ćernova. Sentymentów w polit>xe nie- 
ma, są tylko skutki nieubłaganej konieczności. Dla utrzymania ścisłej łą- 
czności założono w Pradze stowarzyszenie: Ćeskosl o vansk a Jedno 
ta, które obrało sobie za zadanie wieść systematyczną akcyę dla u7»-al- 
czenia należnych praw Słowakom. Punkta wytyczne w tej pracy podało 
pismo czeskie Pokrok w artykule: Jak budeme pracovati pro Slo- 
V e n s k o ? Punkta te następujące : 

1) Pozyskanie jak największej ilości członków do ĆeskosIov. Je- 
dnoty. 

2) Wydawanie broszurek 4-halerzowycb informujących o doli Sło- 
waków^ 

3) Rozszerzanie pism i książek słowackich w Czechacłi i odwrotnie. 

4) Stałe umieszczanie w pismach korespondencyj ze Słowaczyznj. 

5) Skierowanie ruchu turystycznego na Słowaczyznę. 

^) Pośrednictwo w szukaniu pracy dla robotników słowackich, przy- 
bywających do Czech na zarobek, uświadamianie ich i walka z alkohokn. 
Założenie w tym celu kas oszczędności, przyjmujących nawet jediK>hał^ 
rzowe wkładki. Wydawanie odpowiednich broszur. 

'7) Zakładanie bibliotek po wsiach. 

8) Nauczanie Czeszek haftu słowackiego. (Hafty te zna dziś cab 
Europa, ale pod nazwą „węgierskich". Na wystawie paryskiej w 1900 roku 
zebrali za nie Madiarzy dość pieniędzy). 

9) Zabezpieczenie przyszłości sierót po zabitych w Ćemovej. 

10) Wydawanie w języku francuskim, angielskim i niemieckim cza- 
sopisma, informującego dobrze świat nietylko o doli Słowaków, lecz także 
o innych niemadiarskich narodach w Węgrzech, a także o Polakach w za- 
borze pruskim. 

Pierwszy kamień pod budowę przyszłości już położono — zaacto 
wydawać czasopismo Naśe Slovensko, o którem już pisaliśmy. Każdy no- 



289 ^ PRASY SŁOWIENSKIEJ 

wy zeszyt zasługuje na coraz większe pochwały. Jestto wydawnictwo 
wspaniałe. Umieszcza widoki zamków orawskich, przykłady „wyszywek", 
barwne fotodruki obrazów współczesnych malarzy słowackich. Treść obfita 
i różnorodna ; poezye i rozprawy historyczne, etnograficzne, artykuły poli- 
tyczne, obfita kronika. Każdy niemal artykuł wydobywa coś z pyłu zapo- 
mnienia i przedstawia rzecz we właściwem świetle. 

Madiarzy urządzają sobie brzuchomówstwo w ten sposób, że wydają 
organ madiarski po słowacku, Slovenske Noviny, którym mamią czasem 
naiwnych, nie znających stosunków. Po wypadkach w Czernowej rozesłano ^ 
je pismom polskim; dwa (jedno lwowskie i jedno warszawskie) dały się 
wtenczas wziąć na lep. Podobno urządza się nawet czasem komedyę skon- 
fiskowania jakiego numeru. Wiedzmyż więc, że Slovenske Noviny utrzy- 
mywane są z odsetek skonfiskowanego przerz rząd w r. 1875 funduszu 
Macierzy Słowackiej. 

Te Slwenske Noviny napisały teraz z powodu pruskiego projektu 
o wywłaszczeniu, co następuje : 

„Z postępowania pruskiej władzy nasi narodowi agitatorzy wiele się 
mogą nauczyć. W Prusiech chce władza koniecznie pozbawić Polaków 
ziemi praojców, u nas zaś władza usilnie stara się o to, aby narodowości 
posiadały majątki nieruchome. W Prusiech chce władza odbierać Polakom 
majątki, by ich tym sposobem pozbawić praw tak politycznych jak i kon- 
stytucyjnych, u nas zaś zamierza władza rozszerzyć prawo wyborcze bez 
względu na narodowość.^) W Prusiech wypędzają Polaków z prastarych 
ojcowizn, u nas z otwartemi rękami przyjmuje się wracających z Ameryki, 
dokąd dobrowolnie wyemigrowali. W Prusach nie śmią Polacy ani w spra- 
wach prywatnych używać swego języka ojczystego, u nas mówi się 
językiem narodowym i w zgromadzeniach komitatowych. Polakom w Pru- 
siech nawet przez myśl nie przejdzie wydawać polskie 
polityczne pisma, u nas wszystkie narodowości mają cały szereg 
politycznych dzienników i wielki poczet politycznych czasopism. A mimo 
tego wszystkiego nasi agitatorzy nie wstydzą się narzekać na ucisk naro- 
dowy. Niech idą do Prus, tam ich dokładnie nauczą, że wszystko może 
sią stać w imię korzyści dla jedności państwa. Tam im w przeciągu 24 
godzin pokażą, jak postępuje się z tymi, którzy odważają się występować 
przeciw jedności państwa. Taka nauczka należałaby im się..." Komentarz 
zbyteczny. ek. 

Prasa słowiańska całkowicie pochłonięta jest wyborami do sejmu 
krajowego i nic ją obecnie poza tą sprawą nie obchodzi. Nawet zabój- 
stwo króla portugalskiego, któremu tyle miejsca poświęciły wszystkie pi- 
sma europejskie, od gazet słowieńskich nie otrzymało należytej daniny, 
bo wybory panują na wszystkich szpaltach wszystkich dzienników i tygo- 
dników wszystkich stronnictw. Zwykle spokojny półtygodnik Nova Doba 
na czas kampanii wyborczej począł wychodzić codziennie i rzucił się za 
pamiętale w wir walki, rozdając hojnie cięcia na prawo i lewo, zarówno 



') ale ograniczając je do umiejących czytatf i pisać po madiarsku jeżeli Korona temu 
nie zapobiegnie. Przyp. Red. 



1 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 290 

katolickiemu stronnictwu ludowemu jak i partyi liberalnej. Wz^ędnie roj- 
spokojniejszy w tonie jest obecnie Slovenec, gdyż Słovenski Naród i po^ 
wodu porażki kandydata liberałów przy wyborach w Styryi, wyszedł m 
ostatecznie z równowagi i miota s\ą gorączkowo przeciw swym polłtyaorr 
przeciwnikom. 

Wobec takiego wyborczego nastroju całej prasy, prawdziwą niespo- 
dzianką jest artykuł Slovenca (Nr. 20) pod tytułem „Żrtve liberali- 
zma"*, w którym obszerniej są omówione stosunki polsko-pruskie w dąfc 
ubiegłego stulecia, a następnie rozpatrzony został obecny projekt wyria- 
szczenia ; autor artykułu zestawia ten ostatni fakt z wypędzeniem zakon- 
ników z Francyi i genezę tych dwóch zdarzeń widzi w hasłach liberalizmu, 
popierając swe zdanie podobnym poglądem niemieckiego filozofa Paoist 
n a, wyrażonym przezeń przy rozpatrywaniu postępowania przedstawkieli rzą- 
du względem murzynów w Afryce i Polaków w Poznańskiem. Tak wi^ we- 
dług założenia Sloveaca Polacy pod zaborem pruskim są ^ofiarami liben- 
lizmu", któremu hołdują sfery rządzące Prusami. 

W miesięcznikach za luty przeważnie panuje belletrystyka; zpraczii- 
nej dziedziny zwraca uwagę dłuższy artykuł dra Karola Hinterlechnerz 
„Slovenska znanstvena organizacija in naśe vseućili- 
Sko ypraSanje**, podany przez Lubljanski Zvon. Do streszaenja tri 
rozprawki wrócimy, gdy druk jej zostanie ukończony w najbliższym sa- 
merze Zvona. 

Nova Domovina w Clevelandzie w Ameryce, która od pewnego czaa 
poczęta wychodzić jako dziennik, obecnie z powrotem będzie się ukaz]r 
wała tylko trzy razy tygodniowo. Tym sposobem w Ameryce obecnie zo- 
stanie tylko jeden dziennik słowieński, a mianowicie wydawany przez Sa- 
ks e r a Glas Naroda. — Kratkoćasje^ slovenski magazin za leposlm - 
pod tym tytułem ma niebawem powstać w Chicago pismo słowieńskie. 

Wybory sejmowe w Krainie odbywały się w końcu lutego 
i w pierwszych dniach marca. Do sejmu kraińskiego wybiera 11 postóf 
ludność niemiecka, 10 wielcy właściciele ziemscy, a pozostała iudnok* 
rdzenna w liczbie okoto pół miliona powołuje wszystkiego 25 poslói 
Potrzeba reformy wyborczej jest bijącą w oczy. Pod tern też hasłem o^ 
będą się obecne wybory. Waha zapowiada się nader zacięta: katolickić 
stronnictwo ludowe stawia kandydatury w 10 okręgach na 16 posłów, t 
berali w 7 okręgach na 8 posłów, socyaliści w 4 okręgach na 6 postów, 
tak zwana gospodarska stranka w 2 okręgach na 4 posłów, nie licząc róż- 
nych kandydatów niezależnych. Słowem niema okręgu, gdzieby wybory od- 
były się bez zaciekłej walki, gdyż występujące stronnictwa nie są skłonK 
do kompromisów. 

Lubiana ma 3137 wyborców, głosuje na 2 posłów; Kranj posiał* 
236 wyborców; Skofja Loka — 132; Idrja — 357. W kuryi wielkich właści- 
cieli ziemskich znajduje się 82 wyborców. 

Kampania wyborcza rozpoczęła się pomyślnie dla ludowego stroo- 
nictwa katolickiego, gdyż w okręgu cylejskim w Styryi, gdzie liberaii m 
przód głosili już swe zwycięstwo, kandydat ich otrzymał tylko 1331 gło- 
sów, a kandydat „Kmećkej Zvezy" Fr. Terglaw 2676 głosów, cz}^ 
przeszło dwa razy więcej. ais. 



2^ 1 z PRASY CHORWACKIE 

W prasie chorwackie] walka z banem Rauchem i agita- 
c ya wyborcza zajmują naczelne miejsce. Nowy ban, R a u c h , którego 
samo nazwisko jest zbyt niepopularne w Chorwacyi, jest synem człowieka, 
który 40 lat temu potrafił złożyC sejm na podstawie oktrojowanego prawa 
^^'yborczego i przeprowadzić ugodę negowaną przez kraj. Obecny ban 
Rauch jest wezwany z ramienia madiarskiego do przeprowadzenia żądań 
madiarskich w sprawie pragmatyki kolejowej. 

Ban ogłosił swój program. Stoi on w nim na stanowisku ma- 
diarskiem; wedle niego Chorwacya jest tylko terytoryum politycznem, uży- 
>vającem pewnej autonomii, a bfjdącem wzglądem każdego trzeciego jedną 
nierozłączną całością z Węgrami. Tu więc przeważyło szowinistyczne zapa- 
trywanie madiarskie jednego i jednolitego państwa. 

Kwestyę pragmatyki kolejowej oznacza ban, jako sporną (!), 
i należącą przed forum regnikolarnych deputacyi. Stanowisko chorwackie 
jest tu zupełnie inne: kwestya nie jest wcale sporną, gdyż na podstawie 
ugody językiem urzędowym w Chorwacyi jest tylko język chorwacki. Dal- 
szymi punktami programu jest prawo przyznane krajowi uchwalania d o- 
datków do podatków i prawo samoistnych pożyczek z przyzwole- 
niem węgierskiego ministra finansów. 

Prasa krytykuje ostro te punkta. Nadają one Chorwacyi „charakter 
jednej wielkiej gminy w państwowej jedności madiarskiej*'. 

Bezwątpienia haniebne jest — pisze Pokret — że autonomiczne kró- 
lestwo nie może dotąd uchwalić pożyczek, ani czynić inwestycyj przecho- 
dzących rachunki, na które pozwala drugie państwo. Żądania w tym kie- 
runku są dawne i mówił o nich poseł Ś u r m i n. Ale sposób, w jaki za- 
łatwia sprawę Rauch, jest straszny. Potrzebujemy inwestycyi i pożyczek, 
ale w pierwszym rzędzie trzebaby wyświetlić rachunki między Chorwacya 
i Węgrami. Chorwacya nie dostaje 44% od podatków i dochodów pobra- 
nych na jej terytoryum; przeciwnie, jest tak wyzyskiwaną, że dostaje le- 
dwie 2QPio i traci rocznie około 20 milionów. To jest punkt finansowy, 
który należy ustalić, a wówczas znajdą się pieniądze na inwestycye. Do 
tego nie trzeba zupełnie rewizyi ugody, ale administracyjna droga wystar- 
czy. Rauch przychodzi z dodatkami do podatków. Niech się więc dalej 
sypią chorwackie pieniądze w kieszeń madiarską, a jeżii Chorwacya chce 
inwestycyj, niech płaci osobno. Inwestycye madiarskie płacą się groszem 
chorwackim, dla nas pozostaje podniesienie podatków. 

Koncesye, które ma dostać Chorwacya — krytykuje Srbobran — są 
tern, co posiada każda austryacka pfowincya, a nawet każda gmina wy- 
znaniowa. A kwestyą jest, czy nam i dotychczas tego prawa można było 
zaprzeczać. Proponują je nam Madiarzy w swej wielkoduszności i myślą 
nas niem nagrodzić w wypadku, jeżeli przystaniemy na język madiarski 
w Chorwacyi. To jest impertynencya. Zamiast rewizyi ugody w kierunku 
samodzielności finansowej, potrzebnej bezwarunkowo krajowi, dostajemy 
komunalne prawo dodatków do podatków i pożyczek. Ofiarują je nam, 
aby osłabić nasze żądania samodzielności finansowej i uniemożliwić wszelką 
korzystniejszą ugodę finansową z Węgrami. 

Rauchowi chodzi o „status quo", póki regnikolarne deputacye nie 
załatwią „spornej kwesty i językowej". Gdybyśmy przyjęli tę formułę, by- 



n 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 292 

łaby to gwarancya dla Madiarów, ze status quo pozostanie nim ra 
wieki, a z nim uprawnienie języka madiarskiego w Chorwacji. 

Dalej wspomina program o przyspieszeniu reformy wyborczej, po- 
mijając formalne iunctim z reformą węgierską, ale nie mówi nic i> 
raźnego o tem, jak ma się tę reformę przeprowadzić. Wreszcie oznajm 
ban energiczne postępowanie przeciw „antydynastycznym tendencyoir. 
To jest płaszczyk, pod którym rząd będzie przeprowadzał różne macfeira- 
cye wyborcze. „Żelazna ręka" bar. R a u c h a złamie się w walce przeor 
narodowi, jak złamał się ban Rakodczay. 

Pos. dr P o I i t, charakteryzując sytuacyę, twierdzi, że rząd liczy 
w kwesty i stworzenia swego stronnictwa na usposobienie nieprzyjazne Ser- 
bom pewnych partyi. Są niemi: partya klerykalna i starćevićańska. Raudi 
chciałby z Chorwatów utworzyć stronnictwo podobne chrześdjafeko- 
socyalnemu w Austryi; ale klerykali, nieprzyjazni Serbom, jeszcze bar- 
dziej nienawidzą Madiarów. Co do starćevićan, ci z powodu swego wiełko- 
chorwackiego programu nie mogą wejść w rachubę. Pozostają jeszaeito 
jedynie, serbscy radykali, którzy za pewne koncesye idą z rządem. Z unio- 
nistycznem stronnictwem, które zamierza rząd stworzyć ze zbiegów róźnydi 
partyi, nie da się rządzić krajem. Stąd prawdopodobne jest, że Ra och 
rządzić będzie przemocą, podobnie jak jego ojciec przed 40 laty. 

Silne wzburzenie w prasie wywołały świeże rewelacye posłi 
S u p i I a w sprawie zamiarów rządu węgierskiego kupienia od Chor- 
wacyi Bakrai Kraljevicy. Minister W e k e r I e zawezwał Supila 
do siebie i oznajmił mu, że musi budować fortecę koło Rjeki; ponie«i2 
niema na to miejsca na Rjece, więc proponuje odstąpienie miejscowośd 
Bakar i Kraljevica choćby na 99 lat. O tych planach wiedział też minister 
Chorwacyi J o s i p o v i ć, ale był z nimi w zgodzie. S u p i I o odpowiedział' 
natychmiast odmownie. 

Minister J o s i p o v i ć usiłował osłabić rewelacye S u p i 1 a. Wedhii 
niego nie chodziło o przyłączenie wspomnianych terytoryów do Rjeki, ale 
o najem tytułem prywatno-prawnym. Dla politycznego przyłączenia trzebatn 
zgody sejmu chorwackiego. Rząd węgierski myśli i nadal, o ile zdarzysz 
sposobność, wykonać swój plan. 

To d e m e n t i nie osłabia niczem faktu. Najem byłby rzecz>'wiśdc 
najmem, o ile rząd wspólny byłby takim rzeczywiście, i gdyby Chorwacya 
miała rzeczywistą ingerencyę w tych sprawach. Tak, jak jest obecnie, na- 
jem jest zbyt podobny najmom portów w Chinach przez mocarstwa. Rząi 
kupiwszy Bakar i Kraljevicę mógłby zbyt łatwo znaleźć tytuł i do 
dalszych kroków. Chęć Węgier, aby upokorzyć Chorwacyę i stworzyć 
służalczą większość w sejmie, nie zdąża do niczego innego, jak do urze- 
czywistnienia planów szowinistów węgierskich z jej pomocą. W każd^is 
razie odkrycia S u p i I a dowodzą, że Węgrom ciasno i że nie mogą oni 
tam przedsięwziąć ani większych zakładów do budowy okrętów, ani po- 
>viększyć przewozu. Chorwacya w obecnym stanie nie ma zupełnie powodu 
do tego im pomagać. 

Cała młodzież uniwersytecka zaprotestowała jednogłośnie przeciw 
temu, że ban R a u c h podczas audyencyi uczynił odpowiedziąinemi władze 
uniwersyteckie za czyny studentów poza uniwersytetem, tudzież przeci* 



2Q3 ^ PRASY CHORWACKIEJ 

tonowi, w jakim to uczynił. Słowa bana, że na uniwersytecie zagrzebskim 
>vładają wpływy postronne i że one wywołały demonstracye przeciw ba- 
nowi, nazywa protest insynuacyą, która chciałaby skruszyć moralny opór 
studentów. 

Odgłos wywołał w prasie proces Dra Franka przeciw R a d i ć o v i, 
założycielowi partyi ludowej. Oskarżenie nastąpiło wskutek trzech artyku- 
łowy R a d i ć a w piśmie Dom, Radić zarzuca, że Frank nie walczy szczerze 
o samodzielność finansową Chorwacyi i nazywa go cudzym najemnikiem. 
Proces zakończył się skazaniem Radića. 

Drugim motywem agitacyi w prasie jest kampania wyborcza. Chor- 
wacya i Sławonia podzielona jest na .83 okręgów wyborczych. Prawo gło- 
sowania mają wszyscy pełnoletni obywatele, którzy płacą 60 koron bez- 
pośrednich podatków (w co nie wchodzą podatki gminne). W miastach 
i żUpaniach liczkiej i modruszko-rjeczkiej wystarczy podatek 30 koron. 
Inteligencya, jak urzędnicy paftstwowi, doktorzy wszystkich fakultetów, 
aptekarze, inżynierzy, oficerowie na pensyi, księża etc, mają głos niezale- 
żnie od płaconego podatku. 

Poza tem ci, co płacą więcej niż 10 koron podatku, wybierają je- 
dnego na 50 wyborcę. 

Widzimy stąd, że obok Prus, Chorwacya ma jedną z najzacofafi- 
szych ustaw wyborczych. W Chorwacyi jest zaledwie 60.000 wyborców, za- 
tem 2®/o liczby mieszkańccw, z tego około 15.000 urzędników państwowych. 
Tylko w tym stanie rzeczy udało się Węgrom utrzymywać przez lat 20 
regimehr. Khuena. 

Serbi mogą rachować na około 25 mandatów. Niektórzy z nich na- 
leżą do stronnictwa koalicyi serbsko-chorwackiej, inni głosują z radykała- 
mi i stronnikami br. Raucha. 

W koalicyi przeciwrządowej pozostały ze stronnictw chorwackich : 
chorw. stronnictwo prawa (nie Frankowcy czyli prawasze czyści), chorw. 
postępowcy i klub niezawisły kupiący się obok byłego podbana Ni ko lica. 
W klubie tym znajdują się ludzie, którzy nie należą do żadnego stronni- 
ctwa, ale wejdą do sejmu z powodu swego znaczenia w kraju. Tu należą 
V. Nikolić, Dr. Bacaj, Roje, prof. uniwersytetu i finansista Dr. 
Frań Vrbanić, literat Babić-Gjalski itd. 

Jako samodzielny kandydat poza powyższemi stronnictwami kandy- 
duje znany ojciec duchowy koalicyf F. S u p i 1 o. Jego kontr-kandydatem 
jest Dr. Fr. P o t o ć n j a k , za którym głosować będą frankowcy i klerykali. 

Frankowcy zdobędą więcej niż 25 manJatów, 5 dostanie się prawdo- 
podobnie stronnictwu chłopskiemu, koalicya liczy na 50 mandatów, choć 
cyfry te mogą spotkać się z niespodziankami wyborczemi. Agitacya jest 
niezmiernie żywa, a kraj cały oczekuje z naprężeniem dnia wyborów. 

st. 

Związek popierania prasy katolickiej imienia papieża Piusa IX roz- 
począł wydawanie tygodnika Jutro, Inicyatorem tego wydawnictwa jest dr. 
Antoni Mahnić, biskup z wyspy Krk. O ile sądzić można z pierwszych 
numerów, nowy tygodnik będzie się starał o silniejsze rozbudzenie ruchu 
cłirześcijafisko-społecznego w Chorwacyi. Dotychczas głównym przedsta- 
wicielem ruchu katolickiego w Chorwacyi było Hrvatstvo w Zagrzebiu, re- 



PRZEGLĄD PRASY SŁOWIAŃSKIEJ 2% 

gresistów weszli do niego Sarafow iLudskanow, progresiśd upaś 
się za nimi i porozumienie skończyło się od razu. 

Drugim motywem ważnym dla nowego rządu jest to, że przy jefo 
utworzeniu zbyt wielką rolę grała osobista wola kniazia. Kniaź oddał tel^ 
ministerstwa spraw zewnętrznych, swojej kreaturze gen. Paprikowovl 
Również i w ministeryum wojny pozostał minister stambułowisto«sk 
N i k o 1 a j e w, obecnie jako demokrata. Nie są to dobre znaki dla parlanep- 
tarności rządowej. — Wskazują one, że demokraci przyjęli od ksicia 
władzę na podstawach nie o wiele innych od tych, które istniały dotąi Nie 
ustał wcale rząd osobisty. Przybył M a 1 i n o w, ale system zostaje tensan. 

Jedno przyznaje SI. Jug nowym ministrom, to, że znani są z uod- 
wości i z kwalifikacyi, czego nie można było powiedzieć o dotychczaso- 
wych ministrach. To stawia ten rząd o wiele wyżej, niż stambułowski. 

Organ dzisiejszego rządu Preporec twierdzi, że demokraci przyRi 
władzę, aby ukończyć niektóre kwestye kulturalnego i ekonomianefo 
znaczenia, których nikt inny nie był w stanie rozstrzygnąć. Co do kiesty. 
macedońskiej, wedle Preporca rząd stać będzie na stanowisku, że kwestyi 
ta jest kwestyą bułgarską, a ludność Macedonii składa się z Bol^ 
rów, których najenergiczniej trzeba wziąć w obronę. 

M a I i n o w oznajmił w interwiewie, że gabinet postępować b^e 
w kwestyi macedońskiej lojalnie i poprawnie, i nie zamierza wdawać się 
w żadną lekkomyślną politykę. Gwałty terrorystów macedońskich spot- 
kają się z jego represyą. Wewnętrznie przez przywrócenie silnego airtth 
rytetu rządu zamierza nadać nowy kierunek zachwianym stosunkom kr^o 

Pierwszym krokiem gabinetu było załatwienie przesilenia ministeri- 
alnego przez przywrócenie całego personalu profesorskiego dymisyonowa- 
nego w zeszłym roku en bloc. 

Wśród aresztowań z powodu zabójstwa Sarafow a, wymienia 
prasa bułgarska aresztowanie byłego serbskiego oficera Gj. Gjorgjiko- 
vića, który miał uczestniczyć w zamachu. Aresztowano go w chwili, gd) 
chciał przemknąć się z Bułgaryi do Macedonii. Pograniczne straże znaii- 
zły go blisko granicy pół zmarzniętego. 

Stara Serbia i Macedonia. Austro- Węgry postanowiły zrobić krok^ 
którego ważność zbyt jest znaną, by ją tu konstatować. Kolej przez san- 
dżak nowobazarski zagraża przedewszystkiem i bezpośrednio interesom 
Serbii, przecinając punkt będący kluczem pozycyi. Monarchia może stąJ 
uniemożliwić opór Serbii i Czarnogóry, przedzielonej tą częścią Staraj 
Serbii. Marzenia o unifikacyi serbskiej są dziś bardziej zagrożone, niż kie- 
dykolwiek od czasów okupacyi Bośni i Hercegowiny, a preponderenQi 
Austro-Węgier na Bałkanie konstatuje się przez to zbyt wyraźnie, żeby nie 
wywoływać protestacyi interesowanych mocarstw i mniej skutecznych pro* 
testacyi państw bałkańskich. 

Austrya otrzymując od sułtana koncesyę na kolej z granicy bośnia- 
ckiej do Mitrowicy, wykonywuje bez wątpienia tylko prawo przyznane i« 
przez traktat berliński. Monarchia powołuje się na interesy czysto ekono- 
miczne i twierdzi, że sprawa ta nie ma nic wspólnego z programem miin- 



297 



KRONIKA 



stadzkim ani z porozumieniem austro-rosyjskiem w kwestyi reform na 
Bałkanie. 

Ze strony rosyjskiej podnoszą się jednak zarzuty, że uprzywilejo- 
wanie przez Turcyę jednego mocarstwa, w chwili, gdy toczy się sprawa 
reform sądowych, może podnieść i utwierdzić opór Turcyi przeciwko tymże 
reformom. W każdym razie porozumienie austro-rosyjskie doznało powa- 
żnego wstrząśnienia, a prasa przewiduje nowe grupowanie się mocarstw 
zainteresowanych na bliższym wschodzie. Porozumienie anglo-rosyjskie 
przewidywane jest przez większą część prasy europejskiej. 

Tymczasem akcya czet idzie dalej. Styczeń przyniósł starcia między 
serbską czetą wojewody Denka a wojskiem tureckiem. Inna czeta napa- 
dniętą została przez Turków koło Zvećana. W Brutoku Selu zapalili znów 
Bułgarzy serbską szkołę, z którą zgorzało też wiele domów. 

Z Saloniki donoszą o zgonie jednego z wpływowych Serbów, proty 
Stój aria Raśića, który był wybitnym działaczem wśród ludu Starej 
Serbii. st. 



KRONIKA. 



t Stanisław Żółtowski, gorliwy 
członek grona wydawniczego nasze- 
go pisma, zmarł w Zakopanem w lu- 
tym 1908 roku, przeżywszy lat 59. 

Należał do tych rzad)(ich ludzi, 
którzy zapatrzeni w górne ideały, 
nie zatracają sztuki stąpania po zie- 
mi i dzięki temu są najpoży- 
teczniejsi, bo umiejąc zamieniać 
myśli w czyny, użyźniają ziemię pod 
plony dobra pospolitego. 

Ś. p. hrabia Stanisław Żół- 
towski urodził się w wielkopol- 
skim Niechanowie w r. 1849, uczył 
siew poznańskim zakładzie ks. Ko- 
zmiana, następnie teoryi i prakty- 
ki rolniczej w Niemczech, poczem 
zajął się sam gospodarstwem dzie- 
dzicznego majątku i mieszkał na 
wsi 

Wspólnie ze ś. p. T. Kai ks te i- 
nem dał inicyatywę do założenia 
poznańskiego Banku Ziemskiego, tej 
naszej warowni w zagrożonej Wko- 
polsce. Bank powstał z kapitałem 
1,200.000 marek, zwiększonym z cza- 
sem prawie w czwórnasób. Był pre- 
zesem Banku od początku aż do 
czasu, póki mu zdrowie pozwalało. 

Przez długie lata przewodniczył też 

Świat Słowiański. — Nr. 39. 



' centralnemu Towarzystwu rolnicze- 
mu i tak je podniósł, że stanowi 

; dziś chlubę wielkopolskiego społe- 
czeństwa. 

I Prace i zabiegi ś. p. Stanisława 

. Żółtowskiego były tem wydatniej- 

j sze, że umiał ludzi koło siebie sku- 
piać, poznawał się na nich i osa- 

I dzał ich na właściwem polu działa- 

; nia. Jestto pewnego ^ rodzaju zdol- 
ność twórcza, ożywiająca otoczenie, 

I puszczająca w ruch coraz nowe sprę- 
żyny, mnożąca się potem jakby wła- 

' snym rozpędem. Ten rozpęd do 
czynu umiał on nadawać. 

I Poza głównemi dziełami swego 

' życia bywał też czynny we wszyst- 
kiem, co dotyczyło dobra publicz- 
nego. Można o nim powiedzieć, że 
nie mógł przenieść widoku sprawy 

I publicznej, żeby się nią nie zaj^ć, 
jeżeli choć trochę wchodziła w dzie- 
dzinę jego możności. 

A był skromny, nikomu się nie 
narzucał, reklamy sobie nie robił. 

I Miał wysoce etyczne pojęcie godno- 
ści osobistej. 

Świat Słowiański traci w nim je- 
dnego ze swych najstarszych nie- 

, tytko przyjaciół, lecz opiekunów. 

20 



KRONIKA 



W coraz gorszym stanie zdrowia 
szukał ulgi w Zakopanem i tam też 
zbożnego a pożytecznego żywota 
dokonał, dodawszy swemi zasługami 
nowego dziedzictwa imieniu Żół- 
towskich. 

Zwłoki przewieziono do Wkopol- 
ski, a w piątek, dnia 7 lutego z ko- 
ścioła farnego w Gnieźnie do gro- 
bów familijnych w Niechanowie. — 
Udział w pogrzebie był nadzwyczaj 
liczny. Z Poznania przyjechał do 
Gniezna pociąg nadzwyczajny, prze- 
pełniony uczestnikami smutnego ob- 
chodu. Obszerna świątynia zaledwie 
zdołała pomieścić przybyłych. 

Niebawem rozległy sią' wzrusza- 
jące dźwięki wigilii, poczem odpra- 
wiono żałobną mszę św. Następnie 
wśród bicia dzwonów i smętnych 
pieśni licznie zgromadzonego du- 
chowieństwa obywatele na barkach 
swoich zanieśli trumnę na karawan. 
Cały pochód ruszył ku Niechanowu, 
gdzie zwłoki złożono w grobowcu 
tylko z udziałem najbliższej rodziny. 

Mów żałobnych nie wygłoszono. 
Nie byłoby to z pewnością po my- 
śli zmarłego, który lepiej, niżby to 
uczynić zdołała najświetniejsza mo- 
wa, zapisał się w pamięci potomno- 
ści słowami krótko przed zgonem 
wyrzeczonemi: „Gdyby nas wywła- 
szczyli, wywieźcie ciało moje z Nie- 
chanowa !*" 

Nie wygłaszano mów żałobnych, ale 
mówiono o nim w całej Polsce, a od- 
daleni przyjaciele pisywali do siebie 
w listach o wrażeniu tego zgonu. 
Jeden z takich listów posiadamy 
w redakcyi. Osłaniając dyskrecyą 
nazwiska korespondenta i adresata, 
nie popełnimy niedyskrecyi,gdy przy- 
toczymy z listu ustęp, starczący za 
wszystką mowę żałobną: 

„...W papierach mego Ojca znala- 
złem dawno już temu skrawek, bez 
początku, bez końca, który z pamięci 
cytuję, a nie wiem, czy do kogokol- 
wiek słowa te z taką prawdą zasto- 
sować można, jak do ś. p. Stani- 
sława: „Bez stanowiska urzędowego 
doszedł przecież u nas do takiego 
wpływu, do takiej, że tak powiem 
władzy. Bo sercem władał i rzą- 
dził sercami naszemi. Bo nieskazi- 
telną cnotą wzbudzał w nas wszyst- 
kich niezachwianą Wiarę. Bo Miło- 
ści pełnem sercem wzbudzał u wszyst- 
kich miłość. Bo nieograniczonem 



298 



i zawsze do czynu gotowem poślij 
ceniem krzepił w nas nadzieję. A tak 
sercem opanowawszy serca nasze, 
władał i rządził nami. A cóż p 
tężniejszego nad miłość, cóż święt- 
szego nad poświęcenie". 

, 'kiedym to czytał lata tęgo, srj- 
kałem, do kogo te słowa odnosi! 
się mogły? Z żyjących wówaasos 
jeden w sercu mojem na nie zasła 
giwał i do Niego myśl moja pobie- 
gła. Dziś dzielę się z Tobą spuści- 
zną owej chwili. Był jeszcze wót 
czas czynny, chociaż już chor>'. Te 
„rządy" jego trwały prawie do ost^ 
tniej chwili, bo społeczeństwo pn> 
wykło w nim upatrywać własśe 
sumienie, tak słusznie busolą okrę- 
tową nazwane I nie dziw, bo zawsze 
świecił radą i przykładem. Społeczna 
służbę pojmował, jako kapłańsrAO. 
rdzennie, głęboko, istotnie religijnit 
Nie szczędził na nią ani sił, xii 
zdrowia. Mawiał, że dobrze mu s-c 
śpi dopiero, kiedy „ukrzyźowan;. 
roboią". Religijność istotna, nie br 
goterya, była do tego stopnia (^ 
mertonem jego duszy, że myśl o nim 
mimowolnie katechizm przypomina. 
ów katechizm, który dziećmi powtr 
rzaliśmy, jak papugi, a w dojrzahin 
zaledwo wieku zdołamy uznać teii 
czem jest istotnie, a mianowicie nai- 
głębszem psychotogicznem streszcze- 
niem wszelkiej etyki. Po trzech cno- 
tach, które katechizm nazywa .bo- 
ski em i", wylicza on cnoty ^kanh- 
nalne**. Czyż nie Jego one' najściilej 
znamionują? Uważaj : Roztropność - 
Sprawiedliwość — Wstrzemiąźii- 
wość — Męztwo". — A dalej o« 
„dary Ducha św." Dar rozumu, dar 
rady, dar męstwa, dar umiejętnośd- 
pobożności, bojaźni bożej — ayi 
nie najdokładniej do Niego stosoia! 
można? Cóż to wszystko dowodzi? 
Jednego tylko, — co Go najbardziq 
cechowało' i czem nad innemi góro- 
wał: chcirakterem ; męskim, obw 
telskim, szlachetnym nawskróś cha- 
rakterem. Społeczeństwo poznańskie 
zahartowane w walce z warunkann 
wyjątkowo trudnemi, uznawało i po- 
dziwiało w nim jego charakter. 
Dlatego dziś, gdy coraz wyraźniej 
i coraz głębiej poczuwać poa)T« 
całą wagę i całą dostojność tego, co 
przez wyraz : charakter — rozu- 
miemy, obowiązkiem, przj-sługą pu- 
bliczną jest wykazać to natymłzo- 



299 



KRONIKA 



rze obywatela. Kogośmy stracili, 
wiemy my, których zaszczycał Swą 
przyjaźnią, ale wiedzieć powinni i 
drudzy, którzy Go nie znali, aby 
doznać pokrzepienia. — S u r s u m 
c orda, które bije z tej trumny, to 
chleb pożywny dla skołatanego na- 
rodu I społeczeństwa, bo czyste i 
wielkie serce zawiera. Wiesz, jakie 
plany snuł na wypadek wywłaszcze- 
nia, w przeddzień własnej śmierci? 

„Z domu i ogrodu — mówił — nie 
dam sią wywłaszczyć, a skoro tylko 
tyle mi zostawią, zrobię spółkę z ja- 
kim Andrzejewskim^). Butów ludzie 
zawsze potrzebują, mam tyle komi- 
nów, że mi fabryki nie mogą za- 
kazać; postawię w ogrodzie, wśród 
swoich chcę pracować i umierać I** 
Znałeś go, u niego nie było fraze- 
sów, tylko myśl zdrowa i prosta 
i hart żelazny niezłomnej woli w 
poczuciu obowiązku. Wielki chara- 
kter to wszystko zawiera. Ze łzami 
w oczach słuchałem łych słów, ze 
łzami dziś je piszę....** 

Nie żal pracować dla społeczeń- 
stwa, gdzie takie się pisują listy 
prywatne. A nie może być lepszego 
dowodu, że Stanisława Żół- 
towskiego umiano ocenić. 

A to wspomnienie żałobne niech 
dopomoże do przekazania Jego pa- 
mięci. 

t Ludomir Gadon, członek K I u- 
bu Słowiańskiego od samego 
początku i przyjaciel naszego pisma, 
zmarł w Krakowie dnia 15 lutego 
1908, przeżywszy lat 76. Urodził się 
na Żmudzi w r. 1832. Szkoły ukoń- 
czył w Mitawie, uniwersytet w Dor- 
pacie. W r. 1863 przebywał w Lon- 
dynie, jako sekretarz agencyi dyplo- 
matycznej; w r. 1864 wyjechał do Pary- 
ża. W r. 1867 objął sekretaryat w H o- 
tel Lambert! obowiązki te spra- 
wował do śmierci ks. W ład. Czar- 
toryskiego. W roku 1889 został 

') Szewc poznański. 



' sekretarzem Towarzystwa historycz- 
, no-Iiterackiego i dyrektorem Biblio- 
, teki polskiej w Paryżu, aż do prze- 
I kazania zakładu tego krakowskiej 
Akademii Umiejętności w n 1^2. 
Wydał kilka ważnych dzieł: »Rzut 
; oka na 50-letnie koleje Towarzy- 
stwa historyczno-literackiego w Pa- 
I ryżu", „Przejście Polaków przez 
Niemen**, „Z życia Polaków we Fran- 
cji**, „Książę Adam Czartoryski**. 
Głownem dziełem ś. p. Gadona, nad 
którem po powrocie do kraju sze- 
reg lat pracował, jest źróclłowa i 
gruntowna trzytomowa „hmigracya 
polska", wydana w r. 1902. 
; Pamięć jego uczcił Prezes K 1 u- 
bu Słowiańskiego, prof. Z. 
, Z d z i e c h o w s k i, na posiedzeniu 
I dnia 15 lutego w te słowa: 
' „Straciliśmy w nim gorliwego 
członka Klubu, przyjaciela pisma na- 
szego i naszej pracy. Wybitny przed- 
stawiciel emigracyi naszej, pracowity 
i utalentowany badacz jej dziejów, 
uosabiał w gronie naszem tradycyę 
ostatniej walki o niepodległość, któ- 
: ra ostatnim będąc u nas wyrazem 
romantyzmu politycznego, zajaśniała 
, nam pożegnalnym blaskiem roman- 
tycznego piękna. Ale tradycyę tę 
I zmarły łączył z głębokiem zrozu- 
mieniem tych naszych zadań, które 
stanęły przed narodem po strasznej 
klęsce 6ó roku i tych nowych dróg, 
któremi pokolenie nasze jest zmu- 
szone kroczyć. Tem tłómaczę sym- 
patyę, którą nas stale wspierał. Do- 
stojna, pełna dystynkcyi duchowej 
postać tego starca była dla nas ży- 
wem przypomnieniem powinności 
naszycn, pobudką do pracy, wezwa- 
niem do miłości tej, która go w mło- 
dych latach zbroiła do walki o pra- 
wa narodu i towarzyszyła mu aż do 
' ostatniego westchnienia. Grudę umi- 
' łowanej ziemi litewskiej, z której 
pochodził, przechowywał u siebie; 
I ostatniem życzeniem jego było, aby 
mu nią grób posypano**. 



W obronie Polakównstanął i naj- 
silniej wystąpił przeciw przymierzu 
Austro-Węgier z Prusami L j u b a 
Babic (Sandor Gjalski), po- 
sunąwszy się aż do odmowy kredy- 
tów ministerstwu spraw zagranicz- 
nych. O tym „chorwackim Sienkie- 
wiczu", a miłym gościu Klubu Sło- 



wiańskiego z gościny w Krakowie 
z początkiem czerwca 1907, znajdą 
czytelnicy obszerniejszą wiadomość 
w zeszycie z lipca 1907. 

Nowy projekt zgody z Rosina- 
mi. Dr. Bronisław Potocki, 
adwokat w Samborze w Galicyi 
wschodniej, podaje w ostatnim ze- 



KRONIKA 



300 



szycie krakowskiej Krytyki następu- 
jący projekt: 

• Krajowe dodatki do państwowych 
podatków bezpośrednich, wynoszące 
obecnie w Galicyi 16,00q.000 koron, 
tudzież dochód, uwidoczniony w bu- 
dżecie krajowym w rubryce „oświa- 
ta i sztuka*', a przynoszący rocznie 
około 4,000.000 koron, należy prze- 
znaczyć na cele kulturajne polskie 
i rusige. Każdy obywatel, płacący 
podatek, złoży deklaracyę, na czyje 
cele przeznacza swą wpłatę, czy na 
polskie, czy na ruskie, a w ten spo- 
sób powstaną dwa odrębne fundu- 
sze oświatowe, polski i ruski, zawia-' 
dywane przez sekcye narodowe sej- 
mu galicyjskiego, każda z tych se- 
kcyj obradowałaby w sprawach o- 
światowych odrębnie, mając prawo 
do uchwał obowiązujących w tym 
zakresie (ale też tylko w tym za- 
kresie) bez' odnoszenia się do dru- 
giei sekcyi narodowej. 

Na razie, w granicach obecnej au- 
tonomii krajowej, tyczyłoby się to 
tylko szkół ludowych, lecz w razie 
rozszerzenia autonomii, przeszłoby 
takie urządzenie na gimnazya i uni- 
wersytety. Toteż Rusmi oświadczyli- 
by się w takim razie —.według przy- 
puszczeń dra P o t o c k i e g o — ró- 
wnież za rozszerzeniem autonomii 
Galicyi (czemu dziś stanowczo są 
przeciwni). Ustałyby spory w dzie- 
dzinie szkolnictwa i wyrzekania na 
ucisk, mające tu właśnie największy 
pochop. Odrębne gimnazya polskie 
I ruskie będą mogły lepiej odpowia- 
dać potrzebom każdego z tych na- 
rodów i „dopiero wtedy będziemy 
mogli naprawdę pomyśleć o stwo- 
rzeniu polskich szkół narodowych 
w Galicyi". Wobec zupełnej autono- 
mii kulturalnej, mniej też będzie już 
zależało na liczebnym stosunku pol- 
skich a ruskich mandatów sejmo- 
wych, bo sekcye narodowe decydo- 
wałyby bez względu na ilość posłów. 

Dr. Potocki przypuszcza , że 
w takim razie przestałoby się roz- 
legać ruskie hasło „za San I" ~ a na- 
wet, gdyby ono pomimo to nie u- 
stało, „odniesiemy korzyść olbrzy- 
mią moralną", bo — zdaniem dra 
Potockiego — nie będzie nam 
można zarzucać ucisku Rusinów 
w Galicyi. — A od czego zła wola? 

W każdym razie projekt jest po- ] 
ważny i zasługuje na to, żeby go i 



rozważyć. Ale chcieiibyśniv wpien 
wiedzieć, czy dogadza Rosinom? 

Posiedzenie Klubu Słowiafiski^ 
go odbyło się dnia 15 lutego. Refe- 
rował p. Henryk Wielowiey- 
ski na temat „Społeczeństwo 
polskie na Rusi halickiej 
i jego położenie polityczne wobe 
cnej chwili". Referat podajemy w ca- 
łości w niniejszym zeszycie. W>¥o- 
łał on ożywioną dyskusyę, w której 
prócz prelegenta zabierali 0ospp. 
Schtitz, A. Czermiński, prol 
Zdziechowski, prof. A. Soko- 
ł o w s k i, prof. Cybulski i Dr 
Koneczny. 

Omawiano między innemi dzia- 
łalność stronnictwa wszech- 
polskiego względem Rusinów 
w Galicyi wschodniej, jego zalety i 
wady, korzyści i szkody «7nikłe 
z popełniania błędów polityan>xh 
Wszyscy przyznawali stronnictwu ił 
sługę w organizowaniu społeczeń- 
stwa, w rozbudzeniu świadomości 
narodowej, wytykano jednakie tik- 
tykę względem Rusinów nie zawsze 
właściwą , pociągającą aęstokroc 
skutki wręcz przeciwne zamierzo- 
nym. 

Zdaniem Dra Konecznego nigi) 
żadna sprawa ogólno-narodowa nie 
da się załatwić przez jedno stn»- 
nictwo. Organizacya stronnicza, ni^ 
zbędna do osiągnięcia pewn^ 
szczególnego, bezpośredniego celB, 
pociąga za sobą w działaniu pe«1^ 
jednostronność. Tyczy się to każdcp 
stronnictwa i nie może być inaczti, 
bo to leży w naturze rzeay. Tei 
bardziej nie może być załatwioni 
przez jedno stronnictwo sprawa tai 
skomplikowana, jak rusko -polski 
w Galicyi wschodniej. Załat^ieme 
jej przez jedno stronnictwo j€a 
utopią, a jeżeli jakie stronnictwo bę- 
dzie tam chciało zrobić wszystko, 
skończy się na tern, że nie W^ 
zrobione dobrze, a na każdem pote 
będą niespodzianki. 

Zdaniem mówcy należy uznaćpra- 
cę około budzenia świadomości na- 
rodowej wśród ludności mazurskiej 
w Galicyi wschodniej i gdyby strw- 
nictwo wszechpolskie zechciało się 
specyalizować niejako do tego, mo- 
głoby osięgnąć rezultaty wspaniałe, 
w szybszem jeszcze tempie. Ale dzia- 
łalność ta wymaga taktyki odmiennej. 
aniżeli druga połowa zadania: za- 



301 



KRONIKA 



pewnienie inteligencyi polskiej sta- 
nowiska politycznego i społecznego 
w tamtej połowie kraju. Jedno stron- 
nictwo obydwóch tych celów nie mo- 
że nietylko osiągnąć, ale ani nawet 
pracować nad niemi równocześnie 
z widokami powodzenia. Świadomość 
narodową polską budzić wypada nie- 
raz przeciw Rusinom, a znaczenie 
i wpływy trzeba zdobywać wśród 
Rusinów. 

Każdy zresztą niemal powiat wy- 
maga innej taktyki. Są okolice; gdzie 
nie mielibyśmy nic do czynienia prze- 
ciw Rusinom, gdyby oni nie wystą- 
C owali zasadniczo przeciw nam. 
Umożliwienie Polakom życia wśród 
Rusinów — musi należeć także do 
zadań polityki polskiej, inaczej mo- 
żemy sią doczekać, że żaden polski 
ziemianin nie będzie chciał mieszkać 
tam na wsi. Program p. Wielo- 
wieyskiego zawiera w sobie i n 
nucę takie nowe stronnictwo, ja- 
kiego właśnie potrzeba celem pod- 
jęcia zadań, których stronnictwo 
wszechpolskie żadną miarą spełniać 
dobrze nie może, a zatem — kon- 
kluduje mówca — spełnienie myśli 
p. Wielowieyskiego byłoby u- 
zupełnieniem politycznem, zajęciem 
roli, która inaczej będzie leżała od- 
łogiem i jeżeli w lwowskim zarządzie 
stronnictwa wszechpolskiego maja 
większość osoby posiadające zmysł 
polityczny — nowej tej pracy prze- 
szkadzać nie będą. 

Na posiedzeniu dnia 22 lutego wy- 
głosił O. Marcin Czermiński 
ciekawy wykład o rzeczypospolitej 
mniszej na górze Athos. Wykład ten 
niezmiernie ciekawy wprowadził słu- 
chaczy w nieznany i tajemniczy świat 
życia religijnego na wschodzie. 

Na górze Athos, w połowie drogi 
z Saloniki do Konstantynopola, prze- 
bywa obecnie koło 10.000 mnichów 
w 20 monasterach, 11 „skitach** i kil- 
kuset grotach, „kelliacli" i „meto- 
chionacn**. Trzy monastery są sło- 
wiańskie: ŚW. Pantalejmona rosyj- 
ski; Chilandari serbski i Zograf buł- 
garski; reszta, to jest 17, są greckie. 
Zarządem kieruje delegacya z 20 
członków (po jednym z każdego mo- 
nasteru); wybierają z pośród siebie 
profosa, tj. przewodniczącego. W ten 
sposób, choć większość mnichów sta- 
nowią Słowianie — samych Rosyan 
jest przeszło 5000 — rządy są gre- 



ckie; tem się tłumaczy stałe, nurtu- 
jące rzeczpospolitą mniszą i nieza- 
wsze ukrywane niezadowolenie Sło- 
wian. 

Z wyjątkiem gubernatora tureckie- 
go, kilku przy nim urzędników i gar: 
stki serderów macedońskich dla 
obrony i us ugi monasterów, niema 
na Athosie osób tureckich. Niewiii- 
stom wstęp jest wzbroniony, toteż 
nawet gubernator turecki żyje tu 
bez rodziny, aby uszanować prasta- 
re zwyczaje, uświęcone tradycyą, się- 
gającą wieku X. 

Mnisi dzielą się na dwie katego- 
rye: cenobitów i diorytmitów. Pierw- 
si mają w ręku 1 1 monasterów; żyją 
w nich życiem wspólnem, mają rzą- 
dy monarchiczne, tj. podlegają wła- 
dzy przełożonego i nie mogą posia- 
dać własności prywatnej. W dzie- 
więciu pozostałych monasterach, na- 
leżących do diorytmitów, — życia 
wspólnego niema; rządy są republi- 
kańskie; mnisi mają prawo posiadać 
i pomnażać własność prywatną. — 
Grupują się w kółka, złożone z 5— 6 
osób, zależne od swoich patronów, 
którzy razem tworzą senat rządzący 
monasterem. 

Rosyjski monaster jest cenobicki, 
a dyscypliną swą nadają ton całemu 
życiu na Athosie. Reguła jest nad- 
zwyczaj surowa. Nabożeństwo trwa 
całą noc; zaczyna się o pierwszej 
po północy i trwa do siódmej rano 
I dłużej. Prócz tego są nabożeństwa 
poobiednie. Mięsa mnisi nie używa- 
ją nigdy; posty są ścisłe, ciężkie 
i częste. Monaster św. Pantalejmo- 
na wywiera wpływ religijny w duchu 
prawosławia ną całą Rosyę; środka- 
mi do rozszerzenia tego wpływu są 
z jednej strony wydawnictwa broszur 
treści pobożnej, z drugiej liczne i 
częste pielgrzymki z Rosyi w gru- 
pach po 500 osób i więcej. 

Prelegent poznał najbliżej mona- 
ster rosyjski; uderzył go ład i po- 
rządek panujący w nim i także w ro- 
syjskich skitach i kelliach. Doświad- 
czył też prawdziwie słowiańskiej ser- 
decznej gościnności, pomimo, że nie 
taił swego charakteru kapłana kato- 
lickiego. Znalazł tam wielu ludzi do- 
brej woli i wiary, którzy zdała od 
kontrowersyi religijnych i politycz- 
nych przybyli na Athos, ażeby życie 
swoje złożyć Bogu w ofierze i zba- 
wić duszę. 



KRONIKA 



302 



Statystyka narodowości Węgier. 

Według urzędowego spisu z r. 1900 
Węgry (bez Chorwacyi i Sławonii) 
liczyły 16,838.000 mieszkańców. Z te- 
go Madlarów 8,651.520 a niemadia- 
rów 8,186.735. Z liczby tej przypada 
na Słowian 3,256.108, na Rumunów 
2,798.559, Niemców 1,999.060 ró- 
żnych innych 129.837. — Ze Słowian 
jest: Słowaków 2,002.165, Serbo- 
Chorwatów 629.169, Rusinów 424.774, 
Bułgarów, Czechów i Polaków jest 
razem 200 tysięcy. 

Zjazd słowiańskL 

Vos, vos, sed non vobis... 
sprawdziło się obecnie na propaga- 
torach kazionnago sławjano- 
filstwa. Zabrali się do urządze- 
nia zjazdu, zebrali nawet na ten cel 
pieniądze, — a tymczasem spotkało 
ich nietylko f i a s c o, ale przeciwni- 
cy ich podjęli ich własny projekt 
przeciw nim. I gotów się odbyć zjazd 
w Pradze na tle polonofilizmu i au- 
stro-slawizmu. 

Dr. K r a m d f, dawny arcykapłan 
kultu oficyalnej Rosyi, zbuntował się 
do reszty. W organie swym Den za- 
brał głos, jak najgorszy „buntow- 
szczyk", stając przeciw słowianofil- 
stwu Aksakowa z hasłem: „sa- 
modierżawie, prawosławie, narod- 
nost", — a biorąc stanowczo stronę 
„nowej Rosyi": 

„Nowa Rosya zgłasza się do sło- 
wa! Ciężkie doświadczenia, przegra- 
na wojna i rewolucya, nauczyły ją 
zapatrywać się poważnie i trzeźwo 
na rzeczywistość, doprowadziły do 
poznania, iż nie można pogardzać 
sympatyami narodów słowiańskich, 
przeciwnie, że Rosya ich potrzebuje, 
nie chcąc pozostać sama i opusz- 
czona w morzu nieprzyjaciół... Ze 
szczerością rosyjską, właściwą cha- 
rakterowi słowiańskiemu, przyznaje 
się do tych błędów, nie obawia się 
powiedzieć, że ci inni Słowianie, któ- 
rych dotychczas lekceważyła, są 
w istocie lepszymi Słowianami, ani- 
żeli wielki naród rosyjski i nie u- 
krywa się z tem, że nie chce być 
osamotnioną. Nie żąda już, ab>; inni 
uznali to, co uważała za swój do- 
gmat, ponieważ sama stawia nową, 
zdrową zasadę, nam wszystkim tak 
drogą: wolność, równość i brater- 
stwo". 



Słowa te wyrzekł Dr. Kramdf 
w artykule poświęconym projektowi 
zjazdu słowiańskiego ; miało to więc 
znaczyć, że nie chce zjazdu urządzane- 
go przez „starą Rosyę**, przez epi- 
gonów Aksakowa. 

Zjazd propagujący w Rosyi „wol- 
ność, równość, braterstwo" Słowia- 
nom (a więc Polakom), nie byłby rzą- 
dowi wcale na rękę. „K a z i o n n y j e" 
zatrąbili więc do odwrotu: 

Wychodzi w Kijowie czasopismo 
czeskie p. t. Rusk^ Cech, poświęcone 
nie polityce, ale materyalnym inte- 
resom Czechów, przybywających li- 
cznie do Rosyi za chlebem, — nie 
czarnosotienne wcale duchem, a na 
zewnątrz — możnaby powiedzieć — 
„szarosotienne" o tyle, o ile czło- 
wiekowi szukającemu zarobku za- 
wsze lepiej nie być podejrzanym 
u władzy. 

Po prof. Borzence objął teraz 
rolę Inny profesor, a mianowicie 
Włodzimierz Wisko watów 
(nieznane w świecie naukowym na- 
zwisko), który obrał sobie Ruskiego 
Czecha za trybunę i tak w tem ki- 
jowskiem czasopiśmie pisze: 

„Sądzę, że zjazdu ogólno-słowiań- 
skiego nie można zwoływać urzę- 
dowo i zgadzam się w ^m z posłami 
parlamentu austryackiego. Mniemam, 
że sprawę tę załatwi się praktycznie, 
urządzając wystawę słowiań- 
ską artystyczno-przemy- 
słową, a zjazd możnaby odroczyć 
do czasu wystawy. 

„Wniosłem w tym celu pro- 
śbę do Najj. Cesarza Rosyi, 
żeby raczył dać zezwolenie na wy- 
stawę powszechno-słowiańską w Mo- 
skwie w roku 1910. Nie wątpię, że 
Najwyższe zezwolenie będzie udzie- 
lone. W prośbie zaznaczono z na- 
ciskiem, że jest to przedsięwzięcie 
prywatne i będzie zrobione prywa- 
tnym nakładem. 

„Na prezydenta honorowego za- 
proponowałem Wielkiego księcia 
Konstantego Konstantyno- 
wi c z a, a jestem przekonany, że się 
zgodzi. — Na rzeczywistego zaś pre- 
zydenta zamierzam poprosić naszego 
starego wojownika za Słowiańszczy- 
znę, hrabiego Mikołaja Pawłowicza 
Ignatiejewa, nie wątpiąc ró- 
wnież o jego zgodzie. 

,.Skoro nadejdzie Najwyższe ze- 
zwolenie, utworzę komitet wysta- 



303 



KRONIKA 



wowy dla zorganizowania całej spra- 
wy i zebrania funduszów składkan^i 
wśród osób, którym zależy na spra- 
wie słowiańskiej i ogólno-słowiafi- 
skim zjeździe. 

„Delegaci komitetu pojadą do kra- 
jów słowiańskich, zaprosić wystaw- 
ców, a crzy tej sposobności mogliby 
też zwrócić rozmowę na temat zja- 
zdu słowiańskiego. 

„Na wszystkich wystawach po- 
wszechnych, światowych, była Rosya 
reprezentowana nader słabo. Na wy- 
stawie słowiańskiej musi się przed- 
stawić wspaniale". 

Tyle prof. Wiskowatow w Ru- 
skim Czechu, 

Rzecz naturalna, że nie wniósł on 
podania do tronu, nieporozumiawszy 
się wpierw, z kim należało. Na 
pierwszą zaś tubę nowej wiadomo- 
ści wybrano wychodzące w Rosyi 
pismo czeskie, bo Czesi byli ty- 
mi, którzy poprzednie projekty ka- 
zali pogrzebać. Tak się rzeczy zło- 
żyły, że nie „polska intryga" popsuła 
tym razem szyki, ale arcysłowiań- 
scy Czesi. Jesteśmy im bardzo wdzię- 
czni za wyręczenie nas. Czy będzie 
w Petersburgu jaka wystawa w roku 
1910, zobaczymy, a tymczasem na 
wiosnę już tego 1908 roku jest wy- 
stawa w Pradze, na którą trzeba 
jechać. 

Istnieje też zamiar odbycia zjazdu 
słowiańskiego w Pradze podczas tej 
wystawy. Owszem, pojedziemy. Ale 
czy Rosyanie przyjadą? „Kazionni" 
nie mają po co, a zwolennicy „wol- 
ności, równości, braterstwa" narazi- 
liby się na to, że po powrocie z Pra- 
gi dostaliby się do więzienia. 

Artykuł, a raczej rozprawę Sza- 
ra po w a w sprawie zjazdu stresz- 
czamy w osobnym artykule. 

liosya a Priisy. 

Bojkot towarów pruskich musi się 
pod rosyjskiem panowan em doko- 
nywać... przeciw władzom. Cała pra- 
sa oficyalna i „kazionno-sławjano- 
f liska" uderzyła na nas w obronie 
Prus. Najdalej posunął się Kijewla- 
nin, bo nazwał tę akcyę antypruską 
wprost w ysf ę p n ą. Tego samego 
zdapia był generał-gubernator war- 
szawski Skał łon, bo na pisma 
warszawskie posypały się kary pie- 
niężne za artykuły o bojkocie i za 



ostrzejsze słowa pod adresem Prus. 
Nawet jedno humorystyczne pismo 
dostało grzywny „za ubliżenie gło- 
wie sąsiedniego mocarstwa**. Kary 
wymierzono b^z procesów praso- 
wych, w drodze administracyjnej. 

Władze Kongresówki okazują co- 
raz dobitniej, że wolą Niemców, niż 
Polaków. Pozamykawszy stowarzy- 
szenia gimnastyczne, zrobiono wy- 
jątek dla niemieckich. W samej Ło- 
dzi jest ich pięć. Pozwolono im być 
czynnemi pod warunkiem, że mogą 
do nich należeć sami tylko Niemcy, 
tj. z zastrzeżeniem, żeby nie wynaj- 
mowali od nich sali pod jakim po- 
zorem..: gimnastycy polscy! Ulegali- 
zowano w Łodzi w ostatnim czasie 
około 30 stowarzyszeń niemieckich, 
podczas gdy polskich nowych zabra- 
nia się, a dawne szykanuje się w nie- 
możliwy sposób. 

Gorąca miłość Prus, tkwiąca na 
dnie oficyalnego rosyjskiego „sło- 
wianofilstwa** nie wytrzymała, żeby 
pozostać dłużej w stanie utajonym, 
wiadomym tylko Polakom. Wybu- 
chnęła więc i w petersburskiem To- 
warzystwie Słowiańskiem i na ła- 
mach Now, Wremieni (zob. przegląd 
prasy rosyjskiej). Swoja drogą w t r z y 
dni potem pisało N, Wremia o 
„intrydze niemiecko austryacko-tu- 
reckiej" i oświadczyło, że należy iść 
z Anglią, a nie z Niemcami. Wiemy 
dobrze, że będzie tam niejeden je- 
szcze artykuł przeciw Anglii, a za 
Niemcami, bo od czegóż .jest re- 
ptilia? 

To samo Now, Wremia występo- 
wało przeciw bojkotowi towarów pru- 
skich... aw tym samym nume- 
rze pisze w mnym artykule, co na- 
stępuje: 

„Tylko Niemcy mogą nam dopo- 
módz, żebyśmy wyszli z obecnego 
ciężkiego położenia. Tylko idąc ręka 
w rękę z Niemcami możemy wpły- 
nąć na uspokojenie mas ludowych 
w Rosyi. — Co się tyczy Słowian, 
ci nie wnosz^f uspokojenia do na- 
szego życia wewnętrznego, ale wpro- 
wadziliby raczej do nas nowe tylko 
czynniki rozkładu**. 

Now. Wremia ubolewa nad tem,. 
że „u niektórych Rosyan germano- 
fobia przyćmiła rozum**, tak, że „o- 
strzą oni zęby przeciwko Niemcom 
niewiadomo dla jakiej i czyjej ko- 
rzyści**, działając w ten sposób tylko 



KRONIKA 



304 



na szkodę interesom rosyjskim. Tu 
maluje publicysta pisma „słowiano- 
filskiego" wspanjałe perspektywy, ja- 
kie czekają Rosyę, gdy zapewni so- 
bie na arenie wszechświatowej po- 
moc potężnych Niemiec. Wówczas 
nastąpiłby niemal podział świata — 
Niemcy zagarnęłyby Hoiandyę, Bel- 
gię, Danię, Rosya zaś mogłaby w dal- 
szym ciągu prowadzić swą politykę 
azyatycką na wielką skalę. 

Takie są marzenia „słowianofilów" 
z Now. Wremienia, do wypełnienia któ- 
rych mają im pomagać Polacy i inni 
Słowianie, jeśli nie chcą się narazić 
ze strony rosyjskiej na zarzut „zdra- 
dy Słojviańszczyzny" — powiada na 
to słusznie warszawska Gazeta Co- 
dzienna, 

Ale szczytem marzeń „kazionnych" 
słowianofilów jest, żeby doprowadzić 
do konfliktu Rosyi zAustryą, bo też 
za to czekałaby ich największa wdzię- 
czność Berlina. Gdy nie udał się 
zjazd słowiański, mający być wielką 
demonstracyą przeciw Austryi, pró- 
bowano wyzyskać zamiar stawiania 
austryackiej kolei w stronę Mitro- 
wicy i robiono to tak zręcznie, że 
dali sie porwać zgiełkowi nawet po- 
ważni ludzie, i to nietylko w Rosyi. 

Nowa kolej austryacka na Bałka- 
nie, przewidziana w kongresie ber-- 
lińskim, notyfikowana była zawcza- 
su dyplomatycznie, tak, że pod tym 
względem wszystko było w porząd- 
ku. Powodu zaś, że teraz przystą- 
pi się do jej budowy, szukić należy 
nie tyle w osłabieniu Rosyi, jak ra- 
czej w poróżnieniu Serbii z Czar- 
nogórą i Bułgaryą. 

Winnych polityki bar. Aeren- 
t h a 1 a odnalazło w lot Nowoje Wre- 
mia. Są nimi oczywiście Polacy, 
„dyszący tylko nienawiścią ku Ro- 
syi". Ich obowiązkiem było bronić 
w Austryi interesów rosyjskich, a nie 
zrobiwszy tego, dopuścili się zdrady 
wobec Rosyi i całej Słowiańszczy- 
zny... bo „Polacy wci^ jeszcze grają 
rolę słowiańskich obuszków do nie- 
mieckich siekier, rąbiących las sło- 
wiański". 

Na zaczepki Now. Wremienia od- 
powiedział petersburski Kraj: 

„Nie! naród polski polityki anty- 
słowiańskiei prowadzić nie będzie. 
Wiemy dobrze, gdzie największe 
grozi nam niebezpieczeństwo i wie- 
my, że jest ono zarazem niebezpie- 



czeństwem dla całej Słowiańszczy- 
zny. Po wydartej nam ziemi naszych 
praojców sunie potęga pruska ku 
Wschodowi, toruje sobie drogę, by 
wedrzeć się do Rosyi, do tej Rosyi, 
której czujność usypia jeszcze słod- 
kiemi słówkami i usypia, niestety, 
skutecznie. Wiemy, że nasz ratunejk 
w odrodzeniu Rosyi, w jej p tędze 
i w przejęciu się kierowników poli- 
tyki rosyjskiej zdrową ideą słowiań- 
ska, że trójprzymierze śródeuro- 
pejskie jest dla nas szkodliwe, bo 
zmusza Austro- Węgry do wysługi- 
wania się Berlinowi, że zastąpić je 
trzeba * przymierzem austro - rosyj- 
skiem, wolnem od wpływu niemie- 
ckiego, przymierzem nietylko państw, 
ale narodów słowiańskich, ratujących 
swój byt, swoją samoistność cywi- 
lizacyjną i polityczną przed nawałą 
germańską. Wiedzą o tem także 
w Berlinie, skąd czynią się wysile- 
nia, by Austryę z Rosyą, ku uciesze 
i korzyści pruskiej, poróżnić. I zna- 
my drogę, po której kroczyć nam 
należy. W Austryi doprowadziła njs 
do zgody i solidarności ze Słowia- 
nami. Po tej stronie kordonu, do- 
prowadzić musi do zgody i porozu- 
mienia z Rosyanami. 

„Gotowiśmy pracować wespół z ni- 
mi nad odrodzeniem wielkiego pań- 
stwa, które wspólną nam będzie 
obroną i chlubą, gdy znajdziemy 
w niem wolność, sprawiedliwość 
i wielkiego ducha samoistnego, nie 
oglądającego się na wskazówki pru- 
skie i nie wysługującego się najwię- 
kszemu wrogowi Słowiańszczyzny. 

„Z Rosyanami razem nie damy po- 
tędze germańskiej ani rozpanoszać 
się na ruinach słowiańskich na po- 
łudniu, ani sięgać po... wschodnie 
wybrzeża Bałtyku". 

Bądźcobądź, znać pewne oziębie- 
nie stosunków pomiędzy Austryą a 
Rosyą, ( o razi tem bardziej, że nie- 
dawno były one tak dobre, nawet 
wyborne. 

„Działo śię zaś to— pisze Kraj— za 
czasów sterowania polityką zagrani- 
czną Austro-Węgier przez najrodowit- 
szego Polaka, jednego z wybitnych au- 
stryackich mężów stanu, przez hr. G o- 
łuchowskiego. Na najdrażliwszym 
gruncie : spraw bałkańskich, nie uchy- 
biając w niczem interesom Austryi, 
potrafił hr. Gołuchowski utrzymy- 
wać doskonałą zgodę Austryi z Ro- 



305 



KRONIKA 



syą, zgodę tak wielkiej wagi dla 
Rosyi, że drgnęła cała opinia pu- 
bliczna rosyjska pod wrażeniem 
ciosu, zadanego tej zgodzie przez 
następcą Gołuchowskiego — rodo- 
witego Niemca, bar. Aehrenthala. 
„Wypadł taki skład okoliczności. 
Zapewne. Jeżeli jednak na różne 
historyczne składy okoliczności lu- 
bią powoływać się niektórzy rosyj- 
scy publicyści, niechże wolno nam 
będzie przypomnieć im niemniej oto 
historyczny skład okoliczności, mo- 
gę^cy słusznie stanowić przeciwwagę 
niejednym — podejrzliwym uprze- 
dzeniom. Fakty mają tę nieocenioną 
właściwość, że najczęściej komen- 
tarza nie potrzebują." 

Znany publicysta rosyjski. P. S t r u- 
w e, były redaktor Oswobożdienia, 
wystąpił w ostatnim zeszycie mie- 
sięcznika Russkaja Myśl ze zna- 
miennym artykułem o kwesty i pol- 
skiej. Autor uważa kwestyę polską 
za wybitnie polityczną, a nawet „za 
międzynarodowo-poiityczną par ex- 
cellence". 

Wbrew pospolitemu mniemaniu, 
p. S t r u w e widzi nie ze strony Nie- 
miec grożące Rosyi utracenie Kró- 
lestwa Polskiego, lecz — ze strony 
Austro-Węgier. 

„Jeżeli w Rosyi nie zostanie za- 
wczasu rozstrzygnięta kwestya pol- 
ska, jeżeli zabór rosyjski nadal po- 
zostawać będzie ogniskiem niezado- 
wolenia, albo jeżeli osłabienie siły 
mocarstwowej Rosyi będzie trwało 
nadal, to Rosyę oczekuje potężny 
cios — już nie ze Wschodu, ale 
z Zachodu. Wojna zaś nieszczęśliwa 
z Austryą przy nieprzychylnej neu- 
tralności Niemiec — nieprzycnylnej, 
bo dla Niemiec jest wygodniejszem 
wzmocnienie sięjmniej słowiańskie- 
go państwa Austro-Węgier, niż bar- 
dziej słowiańskiej Rosyi, — grozi tej 
ostatniej utratą Królestwa Polskiego, 
które odejdzie do Austro-Węgier, 
a kraj Nadbałtycki do Niemiec". 

Mając za punkt wyjścia interes 
Rosyi, p. S t r u w e oświadcza: 

„Dła siły politycznej Rosyi jest 
niezbędnem zachowanie pod berłem 
rosyjskiem Królestwa Polskiego". 

Zachować zaś Królestwo da się 
jedynie drogą zniesienia przyczyn 
niezadowolenia Polaków przez prze- 
prowadzenie daleko idących reform. 
-Gdyby nawet liberalne rozstrzy- 



gnięcie kwestyi polskiej przypadło 
Niemcom nie do gustu, to same 
Niemcy bez Austro-Węgier niczego 
przeciwko Rosyi nie przedsięwezmą, 
bo przeciwko Niemcom w tym wy- 
padku będą Anglia i Francya". 

Niema niemieckiego niebezpie- 
czeństwa. Niemcy nie dążą do za- 
brania Królestwa: 

„Dla Niemiec wystarczy Poznań- 
skie, które one z takim wysiłkiem 
i z takim uporem próbują germani- 
zować. Wcielenie do ich granic no- 
wych milionów innoplemieńców i ka- 
tolików, którzy staliby się przewa- 
żającym elementem w państwie, dla 
Niemiec z ich tradycyami historycz- 
nemi jest rzeczą niemożliwą". 

Myli się p. Struwe. Kongresówka 
nie byłaby wcieloną do Prus, lecz 
ogłoszonoby ją autonomiczną pro- 
wincyą z ograniczoną nadzwyczaj 
konstytucyą. Nie wybierałaby posłów 
do parlamentu Rzeszy, ani do sejmu 
pruskiego.' Zniszczonoby j^ ekono- 
micznie i zamjenionoby w jeden ol- 
brzymi obóz wojsk pruskich. 

Przyłączenia Kongresówki do Au- 
stryi możebyśmy się tak dalece nic 
bali, ale Austrya wzięła rozpęd w cał- 
kiem inną stronę, na półwysep bał- 
kański. 

W każdym razie n<jmilszem było- 
by nam równouprawnienie nas w Ro- 
syi i doprowadzenie do skutku so- 
juszu Austryi z Rosyą. 

Konstytiuiya iv Jłosyl. 

Zasada „rep ezentacyjnego samo- 
dierżawia", że mogą być takie tylko 
stronnictwa, na jakie rząd zezwoli, 
wydaje coraz dalsze konsekwencye. 
Ministerstwo spraw wewnętrznych 
orzekio, że nauczyciele ludowi nie 
mogą być kadetami, a książę Świa 
topełk-Mirski (dawny minister 
spraw wewnętrznychl), wybrany sę- 
dzią pokoju w powiecie charkow- 
skim, nie dostał zatwierdzenia, jako 
zbyt liberalny. 

W tych warunkach musi być co- 
raz gorzej prasie i uniwersytetom. 
Oficyalnie niema „cenzury", ale są 
„kary prasowe", któremi ściga się 
prasę opozycyjną, tak, że ten sposób 
wykonywania cenzury jes't faktycznie 
o wiele gorszym od dawnego. Po 
zapłaceniu kilku tysięcy rubli grzy- 
wien redakcya, pozbawiona fundu- 



KBOKIKA 



szów, liczy si^ już z każdem słów- 
kiem. A cenzura — ta nowa, kon- 
stytucyjna — dochodzi do fanatycz- 
nej zaciekłości, skoro np. Gazeta 
Codzienna w Warszawie zapłaciła 
500 rb. kary za ustęp drukowanej 
w fejletonie powieści S. C as a no- 
wy „Więcej, niż miłość". Po- 
wieść tłumaczona z hiszpańskie- 
go, — autora jej Rosyatyle obcłio- 
dzi, co śnieg zeszłej zimy i pewnie 
ani razu w życiu o niej nie myślał; 
ale w fejletonie Nr. 15-go dopatrzo- 
no się „treści wysoce tendencyjnej 
i przeciwpaAstwowej** i skazano Ga- 
zeta Codzienną na 500 rubli kary. 
Apelacyi niema. Mogliby skazać na 
5000 rb. za umieszczenie listy gości 
hotelowych — i także nie byłoby 
apelacyi. 

Uniwersytety tracą resztki auto- 
nomii. Do kijowskiego uniwersytetu 
wyznaczono dziesięciu stójkowych, 
żeby utrzymywali tam porządek. 

„1 s t i n n i" zbawiają Rosyę z ca- 
łych sił. Puriszkiewicz zorgani- 
zował swój własny „Związek A r- 
chaniołaMichała". Poszedł tam 
na luminarza prof. prawa karnego 
w uniwersytecie petersburskim, S i er- 
g i e j e w s k i j i zaczął od referatu 
o Finlandyi, bo „prawdziwy Rosya- 
nin" musi być zawsze zajęty... bu- 
rzeniem czegoś. — Program nowego 
Związku obejmuje więc zburzenie 
autonomii Finlandyi i oddanie jej na 
łup czynownictwu. W tym celu ma 
się odbyć wyprawa wojenna na ,,zdo- 
bycie" tej prowincyi, żeby z nią roz- 
prawić się potem „prawem wojen- 
nem". - Program „archanielskiego" 
Związku głosi, że nie wszystkie u- 
chwały Dumy powinny mieć moc 
obowiązującą, bo. . opozycya mo- 
głaby mieć większość, a wówczas 
dążyć będziemy do rozkładu pań- 
stwa itp. Przedstawiciele „kresów" 
mogą mieć w Dumie tylko głos do- 
rad :zy i to tylko w sprawach, doty- 
czących ich prowincyi. 

Russkoje Znamia zamieściło arty- 
kuł, wzywający do zabijania kade- 
tów: 

„Naród rosyjski, wyprowadzony 
z cierpliwości, rozprawia się prze- 
cież po swojemu z koniokradami 
i „ekspropriatorami", dlaczegóż nie 
ma w ten sam sposób rozprawić się 
z masonami?! 

„Dokuczyło już narodowi rosyjskie- 



JM 



mu patrzeć na to, jak biurokrara 
niańczy się z Milukowym, Hess8Ui> 
mi, Nabokowym, Bakuninem i imit 
mi wodzami „kadiuków^. Nie spó» 
sób bez oburzenia czytać o liot 
dzieckiej działalności Miluko«*a, \Ą 
ra przyciąga do niego sera oixc 
plemieńców, nienawidzących Rost 
Przez ślepą nienawiść do dyiusń 
Romanowych, Milukow i kadeci gi 
towi są sprzedać Rosyę Ameryb 
nom i ze złośliwą uciechą przyio 
łują wszelkie nieszczęścia na zieoi 
rosyjską. Wojna, poi^^stanie, lujśc 
żółtych twarzy, cholera, dżuma - 
wszystko to są dla partyi wolnośi 
ludu pożądani goście. Alecierplit 
ludzi rosyjskich wyczerpała si^ 
całkowicie". 

Na jakich żywiołach opiera 
„Związek narodu rosyjskiego" (i c: 
wny Dubrowina i nowy Pur 
s z k i e w i c z a), widać z następyii 
cego wydarzenia: 

Członkowie Związku narodu n 
syjskiego w W i e 1 i ż u, zwródii ^ 
do prawosławnej władzy duchot i 
w Witebsku z podaniem o pozroli 
nie przeniesienia sztandaru z cetii 
do soboru katedralnego. Na poi 
nie powyższe władza duchowna a 
powiedziała, co następuje: 

„Pozwala się poświęcić sztaaa 
tam, gdzie będzie przecho«')iraB 
t. j. w soborze. Na specyalne pr 
cesye synod nie dał pozwolenii 
A ponieważ niektórzy ałonkw 
Związku narodu rosyjskiego v Y 
tebsk. i w innych miastach sk 
nieposkramianem umiłowanieni i 
dki, przynoszą hańbę wierze praw 
sławnej, proszę przeto bardzo 2*Ti 
kowców wieliskich, aby przy po^« 
ceniu sztandaru złożyli głośną pr 
wszystkich przysięgę, że bądą ffi 
kali pijaństwa i awantur**. 

Tacy są szeregowcy tej armii; J 
ma ona sztab swój wśród szladij 
Adres szlachty moskiewski 
do tronu, w którym proszą form 
nie o odwołanie konstytucyi, i« 
nietylko — jak pisze Ruś — -«" 
rem zaślepienia politycznego, brakii 
wychowania i tępości'*, - ale do 
wodem, że w walce Europy z ^\ 
wśród rosyjskiego narodu, pojęć: 
azyatyckie mają jeszcze sił spoit) 
w każdym razie dosyć na to, że*} 
raczej zniszczyć Rosyę, niż pozłol*^ 



07 



KRONIKA 



la europejskie formy życia publicz- 
lego. 

Moskowskija Wiedomosti zacho- 
/ano więc nadał dla reakcyjnego 
.nacyonalizmu". Uniwersytet mo- 
ikiewski otrzymał od spadkobier- 
:ów Gringmutha tylko drukar- 
lię, aie nie pismo. Drukarnię odda- 
ło zniszczoną i niemal bez czcionek 
w piwnicy znaleziono kajdany, w któ- 
e za czasów pańszczyźnianych za- 
kuwano za karę składaczy). Nowym 
edaktorem został prof. B u d i ł o- 
V i c z , ogromny słowianofil — oczy- 
kviście w stylu „kazionnym". Toteż 
noskiewskie Towarzystwo słowiań- 
skie urządziło mu bankiet, na któ- 
rym B u d i ł o w i c z przyrzekł, że 
\ioskow. Wiedomosti\i0^os^^iX\^^ wier- 
le swym tradycyom i dotychczasowej 
działalności. Pozostaną więc polako- 
Iterczemi do zaciekłości. 

Na cześć Budiłowicza przemawiał 
ktoś, kto udawał kilka razy (i bę- 
dzie jeszcze udawać nieraz) przyja- 
ciela Polaków : W i e r g u n. 

Rząd niema żadnego wogóle pro- 
gramu. Niedawno popierał demon- 
stracyjnie „istinnych", a teraz zaka- 
zuje czynownikom zapisywać się do 
„Związku", spostrzegłszy się, że mu 
ten Związek wyrasta ponad głowy. 
Ale „Związek" ma poparcie w kamary- 
li, wysyłał już deputacyę do cara, mając 
wielka otuchę, że otrzyma audyencyę, 
i dopiero w ostatniej niema) chwili 
udało się Stołypinowi zamienić 
demonstracyjną audyencyę ,,istin- 
nych" na ogólne przedstawienie się 
członków Dumy. Stąd zabawna sy- 
tuacya, że w wycieczce Dumy do 
Carskiego Sioła, prezydent Ć bo- 
rni ako w nie brał udziału oficyal- 
nie, — jak sam oświadczył! 

Rząd myli się, sądząc, że da się 
odnaleść „złotą średnią drogę" po- 
między konstytucyonalistami a czar- 
ną sotnią. Polityczne j u s t e m i- 
1 i e u może być tylko pomiędzy róż- 
nymi prądami pozytywnymi, ale szu- 
kać go pomiędzy afirmacyą a ne- 
gacyą, to śmieszne. W takim razie 
trzeba wybierać jedno z dwojgia. Kon- 
stytucya przy systemie generał- gu- 
bernatorskim, — to niewykonalne. 

Na zakończenie słówko o mądro- 
ści urzędów rosyjskich: Ministeryum 
komunikacyi wydało na rok 1908 
mapę kolei żelaznych i rozesłało ją 
wszystkim dyrekcyom kolejowym. Jak 



zapewnia Ruś, mapa ta pod wzglę- 
dem geograficznym jest prawdziwym 
dziwolągiem. Niema naprzykład wca- 
le Mohylowa gubernialnego nad Dnie- 
prem, natomiast ĆLutym drukiem, u- 
stanowionym dla miast gubernial- 
nych, wydrukowano Mohylów — mia- 
sto powiatowe gub. podolskiej. Sta- 
cya Nowosielcze, znajdująca się nad 
granicą austryacką, zamieszczoną zo- 
stała ponownie obok Homla, w gub. 
mohylowskiej , obok Nowobielicy. 
Kolej szeroko torowa z Wołogdy do 
Urocza, wykazaną została jako wą- 
zkotorowa, choć przerobioną została 
na szerokotorową na mocy rozpo- 
rządzenia samego ministeryum. No- 
wej kolei z Mikołajewa do Cherso- 
nia, długości 60 wiorst, wcale nie 
umieszczono na mapie. Port Batum 
zamieszczony został na lądzie, w od- 
ległości 100 wiorst od morza Czar- 
nego. Jeziora Eltońskiego, mającego 
200 wiorst kw., niema wcale na mapie. 

Tolerancya religijna. Zanosi się 
na całkiem jawne zniesienie jej, zu- 
pełnie oficyalnie; w rzeczywistości 
nie trwała i tak dłużej, jak kwartał 
po ogłoszeniu ukazu tolerancyjnego. 

Reakcya obejmuje też coraz bar- 
dziej cerkiew. Biskupa Anto- 
niusza zmuszono już do dymisyi, 
a skład Synodu powiększono o 5 
miejsc (zsiedmiu na dwanaście), ale na 
nowe miejsca zamianowano samych 
tylko biskupów podzielających prze- 
konania „Związku Narodu rosyjskie- 
go". Widocznie kroi się na jakieś 
ważne reakcyjne postanowienia. 

Nowy synod prawosławny, jak pi- 
sze Ruś, zajął się likwidacyą r. 1905. 
Po usunięciu biskupa Antonina 
i po pozbawieniu godności kapłań- 
skiej duchownego Piętrowa, przy- 
stąpił do rozważenia starych grze- 
chów wielu biskupów prawosławnych. 
Biskupi -K i r i o n z Kowna, Ser- 
giusz z Jamburga i kilku innych 
będzie usuniętych. Biskup Kirion 
obwiniony jest o to, że w r. 1905, 
kiedy był pomocnikiem egzarchy 
w druzyi, odgrywał wybitną rolę 
w separatystycznym ruchu gruziń- 
skim. Sergiusz zaś jamburski w r. 
1905 odprawił nabożeństwo żałobne 
za ks. Sergiusza Trubeckiego, 
wygłaszał kazania liberalne i t. d. 
Pierwszy z tych dwóch biskupów, 
Kirion, złożył już synodowi prośbę 
o dymisyę. 



KRONKA 



30$ 



Russkoje Znatnia ma projekt go- 
towy: „Rządzący Synod świątobli- 
wy — pisze to pismo — powinien 
się przejąć wielkiem niebezpieczeń- 
stwem, grożącem Kościołowi prawo- 
sławnemu, a z nim razem i samemu 
istnieniu Rusi świętej. Synod powi- 
nien niezwłocznie donieść Jego Ce- 
sarskiej Mości o umyśl nem lekcewa- 
żeniu przez urzędników opinii Sy- 
nodu w sprawach wiary i prosić 
o wyłączenie prawa o wolności wy- 
znaniowej 2 pod kompetencyi Izby 
Państwowej, dla rozważenia go przez 
dostojników Kościoła prawosławne- 
go". I stało się rzeczy wiście, że. Rada 
ministrów przedstawiła Synodowi 
projekty szczegółowych ustaw tole- 
rancyjnych (w wykonaniu niejako 
ukazu). Synod zaś oświadczył si 
ostro przeć w samej zasadzie tole- 
rancyi relig jnej, obstając przy za- 
chowaniu wszystkich prerogatyw , 
z jakich dawniej korzystał kościół 
prawosławny i żądając zaprowadze- 
nia cenzury kościelnej dla wyda- 
wnictw , przedstawień teatralnych 
i przemówień, oraz surowych kar na 
osoby, porzucające stan duchowny. 

Co do przechodzenia z wyznania 
prawosławnego na inne, synod żą- 
da, aby przejście to było dopuszcza- 
ne nie maczej, jak po 40-dniowem 
oddziaływaniu duchownych prawo- 
sławnych na odpadającego od tego 
wyznania. Następnie synod żąda: 
ażeby osoby, które zmieniły wyzna- 
nie prawosławne, były uważane za 
przyjęte do innego wyznania, jeżeli 
przedstawią władzom świadectwa od 
duchowieństwa prawosławnego, że 
40-dniowe namawianie nie odniosło 
skutku; ażeby propaganda wyznania 
przysługiwała tylko religii prowa- 
sławnej; aby co do procesyi katoli- 
ckich zawczasu porozumiewano się 
z władzą duchowną prawosławną; 
ażeby przy budowie domów modli- 
twy mnych wyznań zapytywano bi- 
skupów prawosławnych, czy nie u- 
znają ku temu przeszkód. 

Cerkiew chce być nadal pod opieką 
policyi, a nawet jednym z jej de- 
partamentów. Grozi jej też to samo, 
co państwu : rozpadniecie się. 
Ilość sekt zwiększa się ciągle; sam 
Synod to stwierdził, jakkolwiek po- 
większa się ciągle ilość „misyj pra- 
wosławnych". 

„Missye** te — to albo knut 



i areszt — albo przekupstwo. Dla 
Chełmszczyzny np. opracota- 
ny został projekt ustawy nonnaia^ 
dla bractw prawosławnych, które za- 
kładane być mają w każdej par^ 
Aby przyciągnąć do bractw tych Ukie 
b. unitów, mają się one zajmoT^ 
także i sprawami społecznemi, a głó- 
wnie wyjednywaniem dla włolśa 
różnych ulg podatkowych przj 
nabywaniu drzewa zlasói 
skarbowych i przy kupcie 
gruntów, oraz zapomógni 
kształcenie dzieci. 

Tak wygląda propaganda praio- 
sławna. Ale katol ickiemo K(h 
ś c i o ł o w i nie wolno urządzać pro- 
pagandy ani nawet słowem. 

O prześladowaniu procesyj pisaf- 
śmy już. Obecnie dowiadujemy &^ 
że wyjdzie w tej sprawie jakieś raz- 
porządzenie ministeryalne, ooni- 
ście ścieśniające swobodę Kośdoii 
Niedawno bowiem prawosła**ny h- 
skup miński zwrócił się do vłidn 
z propozycyą zakazu urządzania ka- 
tolickich proces\i, mających -jik 
twierdzi, znaczenie niet^le religipt 
ile polityczne i manifestacyjne. O- 
trzymał odpowiedź, że ,Syńod sko- 
munikuje się w tej kwestyi z niiDi- 
steryum spraw wewnętrznych w cm 
opracowania takich środków, aidw 
owe procesye nie nosiły charakten 
demon^^tracyi politycznych i nie tv 
ły środkiem do propagandy kaid- 
ckiej". 

Kapituła wileńska, niechcąc narw- 
kaz rządu wybrać zastępcę usiac- 
tego ze stolicy biskupiej X. RopPJj 
doznaje dalszych skutków ,kon3|M 
tucyjnej tolerancyi". Dwóch książy-J 
ks. M o k r z e c k i e g o i ks. FoM 
d o n a — wydalono z Wilna, -Ą 
a trzech innych wezwano na raz 
„dla wyjaśnienia" do kancelaiy^^' 
nerał-gubernatora. 

Po ogłoszeniu tolerancyi »yni« 
założono w Królestwie Pobkjel 
Związek Katolicki, mafrl 
w Warszawie swój centralny Korot; 
organizacyjny. Działalność zupetal 
legalna, na zasadzie statutów zatł^H 
dzonych przez ministra spra»^ 
wnętrznych jeszcze 20 marca 1^ 
obejmuje całe Królest)»'0, a ł^ 
i Chełmszczyznę. Rzecz prosta, « 
do Związku garną się prz^^^S 
stkiem księża, także księża cbew 
scy, ci sami, którzy przed ,konsO' 



309 



KRONIKA 



tucyą" byli tam pod dozorem poli- 
cyjnym z powodu „opornych" unitów. 
Dnia II lutego 1908 otrzymało pre- 
zydyum związku dłuj^ie pismo od 
warszawskiego generał-gubernatora, 
z ostrem skarceniem z powodu tych 
księży, „względem których władza 
rządowa zmuszoną była uciekać się 
do środków karzących" (ale przed 
konstytucją!!)... „których szkodliwy 
kierunek jest w zupełności stwier- 
dzony"... poczem gubernator oświad- 
cza po prostu, że to „uznaję za nie- 
zgodne z widokami rządu", a więc 
zamyka się instytucye Związku w 86 
gminach i zakazuje się w nich dzia- 
łać Związkowi w jakikolwiek sposób. 
Na razie w 86 „tylko" gminach. 
Należy oczekiwać niebawem zupeł- 
nego rozwiązania „Związku", podo- 
bnież, jak się stało z „Macierzą 
Szkolną", która także nie miała za- 
szczytu „być zgodną z widokami 
rządu". 

O finansach rosyjskich miał z po- 
czątkiem lutego odczyt w Towarzy- 
stwie prawniczem w Krakowie poseł 
do Dumy Żukowski, niepośledni 
znawca tej rzeczy. Podajemy z nie- 
go główne punkty w streszczeniu: 

Budżet rosyjski na rok gospodar- 
czy 1908, wyrażający się w olbrzy- 
miej sumie ogólnej 2 i pół miliarda ! 
rubli, jest absolutnie najwyższym dziś j 
w świecie. Nominalnie dorównują 
mu wprawdzie w tym kierunku bu- 
dżety Rzeszy niemieckiej włącznie , 
z budżetami państw, Rzeszę stano- 
wiących; realnie są one niższe atoli 
od preliminarza budżetowego Rosyi, 
z powodu zasilania niemieckiego 
skarbu centralnego przez skarby 
państw poszczególnych, wskutek cze- 
go udziały tych ostatnich (opłaty 
matrykularne, wnoszone do skarbu 
Rzeszy) dwukrotnie są w tej ogólnej 
sumie liczone: raz jako dochód ce- 
sarstwa niemieckiego, drugi raz, ja- 
ko wydatki państw niemieckich. 

Prócz tej cechy charakterystycznej, 
którą nazwać można statyczną, 
posiada budżet rosyjski jeszcze nie- 
mniej ważną i znów sobie jedynie 
właściwą cechę. Oto w stosunku do 
innych państw, cechuje go najwyższa 
procentowa energia wzrostu tak 
w dziale wydatków, jak dochodów. 
1 tak, w pierwszym kierunku wzrost 
wynosił w ostatniem siedmioleciu 
więcej, niż 32 prc, w drugim około 



30 prc. Czyli innemi słowy: dynami- 
ka budżetu w Rosyi jest najsilniej- 
sza, najznacznieisza na świecie, co 
referent wykazał na licznydh pray- 
kładach w odniesieniu do państw in- 
nych. Nie dość jednak na tem. Pre- 
legent na podstawie szacunku, przez 
biuro statystyczne podobno ze wzglę- 
dną dokonanego ścisłością, stwier- 
dził, że oprócz dwóch powyższych, 
t^ecią z rzędu ekonomiczną cecnę 
budżetu rosyjskiego stanowi, że jast 
on stosunkowo najcięższym dla lu- 
dności; wobec tego bowiem, że łą- 
czna wartość produkcyi krajowej 
w Rosyi wynosi w przybliżeniu ro- 
cznie około 10 miliardów rubli (w tem 
3/5 na rolnictwo, a 2/. na przemysł), 
budżet ten wynosi aż 25 prc. tej war- 
to.ści. Współczynnik ten w innych 
państwach jest znacznie niższy: na- 
przykład we Francy i wyraża się 
w cyfrze 16, w Niemczech 18, w Sta- 
nach Zjednoczonych Ameryki Pół- 
nocnej 4. 

W budżecie rosyjskim zapisuje się 
przeszło 65^ o dochodów, jako do- 
chody z przedsiębiorstw państwo- 
wych: telegraf, poczta, monopol spi- 
rytusowy, mennica, koleje, aomeny 
i górnictwo skarbowe. Ale na zarząd 
tych przedsiębiorstw wydaje się za 
dużo i coraz więcej; wydatki tego 
działu wzrosły w ostatniem dziesię- 
cioleciu o 370 milionów rnbli. 

Równocześnie wzrosły wydatki na 
administracyę państwową v we wszyst- 
kich ministeryach, wraz z budżetem 
oświaty) o 230 mil. rubli, — na woj- 
sko o 80 mil., — na pensye i zapo- 
mogi o 60 mil., — a na wydatki 
„w służbie kredytu publicznego*" o 
110 mil. rubli. 

Ogółem wzrosły dochody w osta- 
tniem dziesięcioleciu o 640 miliony, 
a rozchody o 850 milionów rubli. 

Dochód z monopolu spirytusu do- 
szedł już do zenitu, a nawet netto 
maleje już, skutkiem szybszego wzro- 
stu kosztów administracyi. Podob- 
nież przy kolejach skarbowych po- 
większa się tylko dochód brutto, 
ale faktycznie niedubór netto jest 
znaczny i coraz większy. 

Finanse Rosyi mogłyby się po- 
prawić tylko przez dźwignięcie go- 
spodarstwa społecznego. Tego zaś 
dokonać może tylKO głębsza myśl 
ekonomiczna, która wzmoże inicya- 
tywę prywatną, uwolni ją z więzów 



1 



KRONIKA 



3» 



J 



opieki biurokratycznej i nada gospo- 
darce obecnej kierunek zasadniczo 
odmienny. 

(bk) Prześladowanie w za- 
borze p^niskitn. 

W ostatniej już korekcie wypada 
nam dopisać wiadomość o uchwale- 
niu wywłaszczenia przez Izbę Panów. 
Przewidywaliśmy. Do artykułu „Sł«- 
wiańska obrona Wkopolski" 
(w zeszycie styczniowym) nie mamy 
nic do dodania. 

Projekt wraca do Izby poselskiej; 
sprawa się przedłuża, ale życzenie 
cesarza Wilhelma .będzie spełnione 
w każdym razie. Życzymy długiego 
panowania, żeby się doczekał z ko- 
lei losu spełnienia naszych życzeń. 

Jeszcze Polska nie zginęła. 

Dziennik Śląski podaje następu- 
jącą, ciekawą statystykę, jak ludność 
niemiecka, reprezentowana w parla- 
mencie, zapatruje się na politykę 
rządu pruskiego: 

I tak partye: 

otrzymały przy mają 
ost wyb. do parł. w parłam, 
głosów posłów 

Nar. liberałów 1,637.049 55 
Konserwatyst. 1,760.209 61 
Rzeszy 471.863 24 

Reform (antys.) 248.534 6 

Zjedn.gosp. „ 223.996 19 
Razem 3,641.650 165 

Potępiają politykę hakatystyczną 
następujące partye parlamentu: 
Socyal.-dem. 3,259.020 42 
Centrum 2,179.743 105 

Woln. ludowa 736.006 28 
Koło polskie 453.858 20 

Wolnom. Zjedn. 359.320 14 

Połud. niem. lud. 138.607 7 

Alzatczycy, Duń- 
czyki i inne party e 486.554 15 
Razem 7,613.107 232 

Z tego zestawienia wynikałoby, że 
partye, reprezentujące 7,613.107 gło- 
sów są przeciwko polityce hakaty- 
stycznej, partye zaś reprezentujące 
3,641.650 głosów są jej zwolenni- 
kami. 

Poprawka, wniesiona przez Izbę 
Panów do projektu ustawy o wy- 
właszczeniu nie ujęłaby jej bynaj- 
mniej ostrości. Doskonale zoryento- 
wał się w tem Dziennik Poznański, 
którego wywody tu przytoczymy: 



„Napozór nowa ustawa wydaje sie 
mniej okrutna i mniej dla nas nie^ 
bezpieczna, ponieważ z góryw>kto- 
cza olbrzymią część polskich mająt- 
ków. Tymczasem w praktyce nJiia 
się ona skazaniu na powolne %t- 
marcie całej polskiej własnośa b« 
mówiąc już o tej mniejszości śir* 
żych właścicieli większych i mniej- 
szych, przeciwko którym ostrze usfr 
wy wprost jest skierowane. Istan 
ta bowiem równa się zakazowi lur 
powania ziemi przez Polaków. Któt 
bowiem dzisiaj odważy się kupcnof 
majątek, z którego mogą gojotio 
wywłaszczyć i wywłaszczą niecłc- 
bnie? I kto przebyć zechce lat dz^ 
sięC, niepewny dnia i godziny, pod 
grozą miecza Damoklesa, który wsid- 
kie agronomiczne ulepszenia i u- 
kłady musi sparaliżować i zatrzynuf' 
Ekonomiczne zaś skutki nowej usi- 
wy przedewszystkiem w>Tażą się i 
wielkiej obniżce wartości ziemi Sa- 
mo z siebie się rozumie, że spać 
cena towaru, na który ustał popn 
Kupcy, którzy z powodu wysokid 
cen ziemi równie wysokie gospoda- 
rzom dać mogli kredyty, wobec 
zmniejszonego bezpieczeftstwa, kre- 
dyty te zaraz wypowiedzieć b^ 
zniewoleni klientom swym polskiiŁ 
tak samo jak i niemieckim. Dalsrył 
skutkiem ustawy będzie zubożeiw 
całego kraju, przez zmniejszenie it 
dajności ziemi, zwłaszcza pny obe 
cnej gospodarskiej wątpliwej inno- 
ści kolonistów. Równocześnie z lct 
ską, którą prawo poniesie od siły. 
zaginie też i wpływ umoralniający, 
który właściciel Polak wywierał I w 
własnych swoich ludzi i na okoi- 
cznych gospodarzy, a ostateczny roz- 
brat między dwoma narodowo^dara 
we wszystkich stosunkach jeszac 
jaskrawiej i szkodliwiej się odbiit* 

Statystyka czynnności Komisji ko- 
lonizacyjnej w Poznańskiem z osiai- 
nich trzech lat przedstawia się nh 
stępująco: 37 majątków ziemsktó 
podzieliła na 850 parceli, na którrcJ 
chłopi niemieccy mogą się zaraz osie- 
dlić, założyła 52 wsie kolonizaoinć 
i- osadziła na nich 1800 rodzin go- 
spodarskich, oraz pewną ilośi rodin 
robotniczych, razem okrągło H3 
dusz. Gdyby tak dalej szło, w ciąga 
10 lat powiększyłaby się ludnos 
niemiecka w Poznańskiem i w Pf^" 
siech królewskich o 150 tysięcy głoi. 



j 



311 



KRONIKA 



Kuryer Poznański podaje nastę- 
pującą wiadomość o jednym z „wo- 
zów Drzymały" na Kaszubach: 

Ciekawe pismo odebrał gospodarz 
August Pawelczyk ze Sierakowic w 
powiecie kartuskim od wójta, które 
dosłownie podług Gazety Toruń- 
skiej tak brzmi: 

Lissniewo, d 10 Februar 1908. 
,Sie haben im Herbst vorigen 
J.hres ohne polizeiliche Genehmi- 
gung eine Wohnung mit Feuerungs- 
anlagen in einem wagenkasten auf 
łłirer Parzelle in Abb. Sierakowitz 
errichtet. Icłi gebe Ihnen hiermitauf, 
diese Wołingelegenheit sofort von 
demGrundstuckzuentfernen,andern- 
falls ich gegen Sie eine Zwangsstrafe 
von 60 M., im Unvermógensfalle eine 
Woche Haft festsetzen werde". 

Der Amtsvorsteher: Hiibnen 
W Szymonowie pod Rawiczem 
Niemiec-katolik Wolf starał się w ra- 
wickim banku o pożyczkę na pier- 
wszą hipotekę. Bank postanowił mu 
pieniędzy pożyczyć pod warunkiem, 
że się piśmiennie zobowiąże swego 
gospodarstwa nigdy Polakowi nie 
sprzedawać. WolT odpowiedział je- 
dnak, że sobie rąk wiązać nie myśli 
i wziął pożyczkę z polskiej kasy. 
Był on przedtem ławnikiem gmin- 
nym. Dnia 1 lutego br. został za- 
wezwany na termin do komisarza 
obwodowego, który mu oświadczył, 
że go z urzędu składa za to, że 
z polskiego banku wziął pieniądze. 
Za „energiczne postępowanie" 
podczas strejku szkolnego 
posypał się w dalszym ciągu na 
jedne stronę grad orderów (1 11 osób 
udekorowano) na drugą zaś więzie- 
nia i grzywny. 

Za odpisywanie kartek z protestem 
przeciwko udzielaniu religii w języ- 
ku niemieckim skazany został dnia 
20 maja roku ubiegłego 20 letni Jó- 
zef Chmielewski z Kobelnrcy na 50 
mk. kary lub lOdni więzienia. Rewizya 
założona do Lipska miała ten sku- 
tek, że sprawę oddano do powtórne- 
go rozpatrzenia przed sąd ziemiański 
w Poznaniu, który jednak potwier- 
dził niestety wyrok poprzedniej in- 
staucyi. 

6 lutego zaczął odsiadywać w wię- 
zieniu szubińskim 4 tygodniową kaźlV 
więzienną ks. wikaryusz Stanisław 
Posadzy z Szubina za udział 
w strejku szkolnym. Do więzienia 



towarzyszono mu w powozach, a przed 
sądem zebrał się tak wielki tłum 
polskiego ludu różnych stanów, że 
powóz musiał zatrzymać się, nie do- 
jechawszy na miejsce. Gdy ksiądz 
wysiadł, otoczyli go rodacy zbitą 
masą, postanowiwszy sobie stać tak 
noc całą, byle tylko mieć go jak 
najdłużej międy sobą. Dopiero na 
prośbę starszego księdza proboszcza 
rozeszli się. 

W Kuryerze Poznańskim czytamy : 
Sejm pruski w tym roku przeznaczył 
na budowę kościołów w Poznańskiem 
i Prusiech 3 miliony, z czego 2V3 mają 
dostać ewangelicy, a *,2 miliona 
Niemcy katolicy; Polacy nie otrzy- 
mają nic. Tym jzasem w Poznańskiem 
i Prusiech królewskich skarżą się 
gminy niemieckie katolickie, że rząd 
o ich potrzeby wcale nie dba. N. p. 
w Bydgoszczy już od kilku lat sta- 
rają się o nowy kościół i chociaż 
już cały materyał przygotowali, wła- 
dza stale odmawia. W Pile liczy pa- 
rafia katolicka 9500 dusz, mały ko- 
ściół z XVI. w. pomieści zaledwie 
850 osób, postanowiono tedy już 
1904 r. zbudować nowy, ale rejencya 
bydgoska nie daje nawet odpowie- 
dzi na prośbę. 

Prezes regencyi poczdamskiej 
Szulenburg wysłał do landratów 
następujący okólnik: „Proszę o po- 
wiadomienie mnie, czy czasem nie 
pomnożyły się wypadki używania 
polskiego języka w kościołach ka- 
tolickich i przytem zarazem dodaćj 
czy zachodzi według liczby po poP 
sku mówiących członków gminy ko- 
ścielnej potrzeba używania polskiego 
języka." 

Bojkot pruskich towarów dał się 
już dotkliwie niemieckim kupcom 
w Katowicach we znaki. W przeciągu 
niespełna półtora miesiąca, a więc 
od chwili rozpoczęcia bojkotu towa- 
rów pruskich, ogłosiły już bankructwo 
cztery większe firmy. Jak obeznani 
ze stosunkami handlowemi twierdzą, 
jest to dopiero początek całego sze- 
regu większych lub mniejszych ban- 
kructw, jakie w niezadługim czasie 
mają nastąpić. Obliczają, że w takich 
składach katowickich, gdzie napływ 
dzienny wynosił 80 do 100 marek, 
obecnie wynosi bardzo często zale- 
dwie 10 marek. 

W Krotoszynie Niemcy bojkotują 
kupców polskich za to, że nie ilu- 



KRONIKA 



minowali w dniu urodzin cesarskich. 
Członek Towarzystwa kupieckiego 
w Krotoszynie, którego nazwiska ko- 
respondent nie wymienia, poinfor- 
mował bezpośrednio oficerów, że To- 
warzystwo postanowiło zaniechać ilu- 
minacyi. 

NIemczenie nazw trwa ciągle. Pa- 
kosław w pow. rawickim podzielony 
został na gminę z nazwą Pakoswalde 
i obwód dominialny Horlau. Bogda- 
nowo pod Obornikami zamieniono 
na Bogenau, Markowice wieś i do- 
minium pod Środą na Markenfelde 
i wreszcie Potrzanowo w powiecie 
obornickim na Eitelfelde. Gminy 
Wszędzin i Kołodziejewko oraz ob- 
wód dominialny Wszędzin w powie- 
cie mogileńskim połączono w jedne 
wspólną gminę pod nową nazwą 
Schetzingen. 

Były redaktor Gazety Grudziądz- 
kiej p. Stanisław Pasz liński powró- 
cił w poniedziałek z więzienia central- 
nego we Wronkach, w którem głó- 
wnie z powodu strajku szkolnegd 
przesiedział około 7 miesięcy. 

Odbyła się ścisła policyjna rewizya 
w księgarni Józefa Chociszew- 
skiego w Poznaniu. Poszukiwano 
gier: „Lech**, „Podróż po ziemiach 
polskich" i „Odry". Przed trzema laty 
toczył się z powodu tych wydawnictw 
proces, który trwał przeszło rok; 
prokurator wniósł o pół roku wię- 
zienia, jednakże sąd uwolnił p. Cho- 
ciszewskiego, ale zarządził konfiskatę 
„Lecha" i „Odry", a „Podróż" uznano 
za niezagrażającą państwu pruskiemu. 
Po trzech latach nabrano przekona- 
nia, że „Podróż" jest niebezpieczną, 
zatem zabrano resztę egzemplarzy, 
także i nowe wydanie „Lecha", a 
„Odry" nic nie znaleziono. 

W Berlinie rektor uniwersytetu 
wydał odezwę do studentów-Pola- 
ków, w której przypomina im prze- 
pisy z r. 1886 i z r. 1902. zakazujące 
studentom Polakom należeć do zwią- 
zków i stowarzyszeń polskich. 

Agent gazet polskich p. G 1 a z o w- 
s k i, jego zona 1 8 znajomych z Piekar 
i okolicy, stanęli przed sądem izby 
karnej w Bytomiu, ponieważ w mie- 
szkaniu pierwszych z wymienionych 
się zeszli i śpiewali polskie pieśni. 
Policya była zdania, że takie „ze- 
brania" mają jej być uprzednio za- 
meldowane. Sąd wszystkich uwolnił, 
stwierdziwszy, że chodziło tu tylko 



312 



o przygodne i luźne zejście się zna- 
jomych, którzy sobie coś zaśpiewali. 

Właściciel apteki w Jeżycach, Ha- 
nisch, zakazał swemu personalowi 
rozmawiać ze sobą po polsku, a to 
na tej podstawie, że goście niemieccy 
uskarżali się na nietaktowne zacho- 
wanie się personalu, którzy wobec 
nich mówili po polsku. Zdarzenie po- 
wyższe jest charakterystyczne prze- 
dewszystkiem dlatego, że miało miej- 
sce w miejscowości zamieszkałej 
przez 80"/o Polaków, a tylko 2a»/o 
Niemców. 

Do jednego księdza w Prusiech 
Królewskich przyszedł stary sklepi- 
karz i dał na mszę św. za Niemców. 
Zacny człowiek twierdził bowiem, 
że ws/ystkie prawa wyjątkowe, ja- 
kiemi Prusak nas dręczy, pochodzą 
z zaślepienia i trzeba modlić się za 
nich, by się nawrócili. 

(bk,) Prześladowanie w za^ 
borze rosyjskim. 

Jedynemu obecnie posłowi miasta 
{ Warszawy p. Dmowskiemu, od- 
' mówiono pozwolenia na sejmik re- 
lacyjny, na którym chciał zdać spra- 
I wę wyborcom ze swych prac i za- 
I biegów w trzeciej Dumie państwowej. 
I Natomiast bez najmniejszej trudno- 
I ści uzyskał takie pozwolenie spe- 
I cyalny poseł od ludności rosyjskiej, 
p. A 1 e k s i e j e w , który opowie- 
dział w klubie rosyjskim paru set- 
kom zgromadzonych urzędników 
o swych wysiłkach przy zwalczaniu 
„intrygi polskiej". 

Wniesiono do Dumy projekt usta- 
wy zabraniającej Polakom ponownie 
nabywać ziemię na Rusi, a więc żeby 
przywrócić ustawę z r. 1864, zniesioną 
przed trzema laty. Wniosek żąda, 
żeby sprzedaż ziemi mogła się do- 
konywać tylko za pośrednictwem 
Banków ziemskich, „oddanie ich zaś 
w ręce nabywców może nastąpić 
tylko za zezwoleniem miejscowych 
komisyi rolnych na zasadach, któ- 
remi kieruje Bank włościański". 

Punkt trzeci wniosku opiewa do- 
słownie: 

„3) Na Wołyniu, w kraju Południo- 
wo-Zachodnim i w innych miejsco- 
wościach kresowych, prawo nabywa- 
nia gruntów powinno przysługiwać 
tylko rdzennej ludności rosyjskiej". 
W klubie rosyjskim w Warszawie 



313 



KRONIKA 



kurator okręgu naukowego, Biela- 
jew, powróciwszy z Petersburga, 
gdzie bawił w sprawach szkolnych 
Królestwa Polskiego , opowiadał, 
że petersburskie ministeryum oświa- 
ty nie myśli o żadnych zmianach 
i niema obaw, „by szkoła rządowa 
przyczyniła się kiedykolwiek do u- 
szczerbku państwowości rosyjskiej''. 
Dnia 5-go maja 1906 r. wydany 
został ukaz w sprawie wprowa- 
dzenia języka polskiego w szkołach 
ludowych w rejonie wileńskiego o- 
kręgu naukowego, a mianowicie wy- 
łącznie w gub. grodzieńskiej, sąsia- 
dującej z Królestwem Poiskiem — 
w której kilka powiatów, jak biało- 
stocki, brzesko-Iitewski i bielski, sta- 
nowi naturalne przedłużenie etno- 
graficzne Królestwa Polskiego. Ukaz 
ten do tej pory nie został wyko- 
nany i wykładu języka polskiego 
w gub. grodzieńskiej nie wprowa- 
dzono. Fakt ten władze tłómaczą 
tem, że dotąd nie został wyjaśniony 
skład ludności w powiatach powyż- 
szych. W celu dOKonania zaś spisu 
ludności według narodowości, wła- 
dze gubernialne w Grodnie nie przed- 
siębrały dotąd żadnych kroków. 

Minister komunikacyi wydał roz- 
kaz, żeby reforma szkoły techni- 
cznej kolei warszawsko-wiedeńskiej 
została niezwłocznie wprowadzona 
w życie, t. j., by w niej wykładano 
wszystkie przedmioty (prócz polskie- 
go I religii) w języku rosyjskim. Sta- 
rania, jaKie czyniła Rada zarządza- 
jąca kolei warszawsko-wiedeńskiej, 
aby szkołę oddać pod zarząd mini- 
steryum oświaty i nadać jej chara- 
kter prywatny, pozostały bez skutku. 
W Humaniu odbywają się lekcye 
języka polskiego w prywatnej szkole 
handlowej. Na lekcye, odbywające 
się w godzinach pozaszkolnych, u- 
częszczali uczniowie miejscowego 
gimnazyum. Obecnie władze szkolne 
wydały surowy zakaz grożący wyda- 
leniem za udział w lekcyach języka 
polskiego. 

W Głębokiem (powiat dziśnień- 
ski) w d. 9 stycznia, komisarz poli- 
cyjny Fiedotow zamknął ochronkę, 
w której uczyło się sto dzieci. Po- 
licya wkroczyła podczas lekcyi: na 
rozkaz Fiedotowa strażnicy odbie- 
rali elementarze (Promyka i rosyj- 
skie); zdjęto ze ścian poglądowe 

świat Słowiański. — Nr. 39. 



karty, zabrano klasowe tablice, a dzia- 
twę rozpędzono nahajkami. 

Już w czasie świąt odgrażał się 
Fiedotow, że ochronkę zamknie, po- 
nieważ mu poseł, pop Wieraskin, spo- 
koju nie daje. Nikogo z członków 
komitetu Oświaty p. komisarz o swym 
zamiarze nie zawiadomił. 

Oryginalny sposób odbierania przy- 
sięgi ustalił się w zjeździe sędziów 
pokoju w Płocku. Przysięgę odbiera 
tam od świadków katolików... woźny 
sądowy, pomimo, że w każdym kom- 
plecie jest sędzia gminny katolik. 
Gdy zdarzyło się, iż obrońca strony 
zażądał, ażeby przysięga od świadka 
odebraną była przez sędziego gmin- 
nego, znającego język polski, prezes 
przychylił się, co prawda, jak pisze 
Głos Płocki, do tego żądania, ale 
wpierw sam odczytał niezmiernie 
prędko rotę przysięgi po rosyjsku, 
następnie zaś polecił sędziemu gmin- 
nemu przetłumaczyć rotę na język 
polski i według tego przekładu od 
świadka odebrać przysięgę. Nadmie- 
nić należy, że podług prawa przy- 
sięga w zasadzie powinna być skła- 
dana przed duchownym wyznania 
świadków. 

Zjazd sędziów pokoju 1. okręgu 
gubernii warszawskiej, pod prezyden- 
cyą wiceprezesa G. M. Grabowskie- 
go, zawezwał do złożenia przysięgi 
nowo obranych ławników sądów 
gminnych, mianowicie: Marcina Czer- 
wińskiego ławnika sądu gminnego 
w osadzie Góra Kalwarya w powie- 
cie grójeckim, Tomasza Gurzyńskie- 
go ławnika sądu gminnego w osa- 
dzie Goszczyn w powiecie gróje- 
ckim i Franciszka Banasiaka, ławni- 
ka sądu gminnego w mieście Radzy- 
minie w powiecie radzymińskim. 
Gdy powyższym ławnikom zapro- 
ponowano wygłoszenie roty przy- 
sięgi w języku rosyjskim, ci stanow- 
czo odmówili. Wobec odmowy ław- 
ników, prezydujący zaniechał zupeł- 
nie obrzędu odebrania przysięgi i za- 
komunikował, iż o całem zajściu po- 
wiadomi ministra sprawiedliwości. 

Mieszkańcy Dąbrowy Górniczej 
i Zagórza wystąpili do gubernatora 
piotrkowskiego o zalegalizowanie 
stowarzyszenia „Zapomoga", mają- 
cego na celu niesienie pomocy mło- 
dzieży, uczącej^ się w szkołach po- 
czątKOwych. Podanie to zwrócone 
zostało do naczelnika powiatu dla 

21 



KRONIKA 




dostarczenia danych, jaką mianowicie 
pomoc nieść będzie stowarzyszenie 
uczącej się młodzieży, pieniężną czy 
też w podręcznikach szkolnych i z ja- 
kich źródeł czerpać będzie fundusze 
na tę pomoc. 

Gubernialna komisya w Żytomie- 
rzu odmówiła zatwierdzenia dwóch 
stowarzyszeń polskich, a mianowicie: 
1 ) przemysłowo-handlowo-rzemieśl- 
niczego towarzystwa „Postęp" i 2) 
rzymsko-katolickiego związku kultu- 
ralnego. 

Administracya wydała rozporzą- 
-dzenie, by sprawdzano jak najczę- 
ściej księgi 1 rachunki wszystkich 
stowarzyszeń polskich. Represye ta- 
kie przedsięwzięto względem Towa- 
rzystwa „Oświata**. 

Gubernator warszawski zatwier- 
dził ustawę warszawskiego chrześci- 
jańskiego Towarzystwa kooperacyj- 
nego „Mydlarstwo", lecz założycie- 
om zaproponowano — jak donosi 
Warsz. Dniewnik — ażeby prowa- 
dzenie ksiąg i koresponaencyi przy- 
stosować do wymagań najwyżej 
zatwierdzonej w d. 6 czerwca i905 r. 
uchwały komitetu ministrów o uży- 
waniu języka rosyjskiego w stowa- 
rzyszeniach, funkcyonujących w Kró- 
lestwie Polskiem. 

Równocześnie generałgubemator 
wydał polecenie gubernatorom, aby 
żądały od Towarzystw kooperacyj- 
nych spożywczych prowadzenia ko- 
respondencyi i ksiąg rachunkowych 
w języku rosyjskim. 

Władze policyjne zabraniają — jak 
wiadomo — związkom zawodowym 
organizować zebrań a poza obrębem 
swych lokalów. Z tego powodu od- 
wołano już kilka zgromadzeń ogól- 
nych Związków, zwoływanych do lo- 
kalów wynajętych specyalnie. Zakaz 
ten rozszerzono i na zebrania z tań- 
cami. Na dzień 23 lutego zapo- 
wiedziana była mianowicie w sali 
Stowarzyszenia Techników w War- 
szawie wieczornica z tańcami, orga- 
nizowana przez polski Związek za- 
wodowy drukar?y i litografów. A^ła- 
dze zabroniły tej wieczornicy. 

Ministeryum spraw wewnętrznych 
poleciło uwolnić od obowiązków pro- 
boszcza parafii Będziny, księdza An- 
toniego Margońskiego, za pro- 
wadzenie aktów stanu cywilnego w 
języku polskim. 
Władze wileńskie zamknęły dnia 



\1 Mego Dziennik Wileński. Wycho- 
dzi natomiast Goniec Wilerlski. 

(K) Wypadki spieszą się! Przed 
odbiciem arkusza musimy dopisać^ 
że zamknięto „Oświatą* niet>'lko 
w Kijowie, ale już i w Wilnie. Nie- 
ma więc obecniewcalej Ro- 
syi żadnej większej polskiej 
instytucyi kulturalnej. Na- 
woje Wremia może być zadowołone 
(a może i Nar. Listy?)) 

Spieszą się wypadki ku_ 
rozpadnięciu się Rosy i. 

Program Świata Słowiańskiego ma 
wprawdzie w pierwszej linii troskę 
o utrzymanie Rosyi, ale musi się 
także liczyć z drugą ewentualnością: 
że pragnienie to byłoby nie wy- 
konalne m, o co sama Rosya tik 
gorliwie się stara. A przygotowania 
się na każdą ewentualność w-yma- 
ga polityka realna. 

Czeska kronika, 

t Svatopluk Cech, ulubiony poeta 
narodu czeskiego, zmarł dnia 23-^ 
lutego. 

Urodzony 1846 r. we wsi Ostre- 
dku pod Beneśowcm, t^dzie ojdec 
jego był ekonomem, uczył się u 
Pijarów w Pradze, DOtem studyo^a; 
prawa i pozdawał wszystkie egza- 
miny państwowe. Równocześnie pró- 
bował sił w literaturze, a pociąg dc* 
poezyi stał się niebawem siłą potę- 
żniejszą od wszelkicłi innych wzglę- 
dów. Za lat studenckich był współ- 
redaktorem „Almanachu ćeskeho 
studentstya", ogłaszał wiersze w cza- 
sopismach literackich Ruc/i i K^etr. 
Od r. 1869 był fejletonistą Pokroii, 
w r. 1871 został współredaktorem 
Svitozora, gdzie umieszczał dużo 
swych utworów wierszem i prozą. 

W r. 1873 wsiąpił na koncypienta 
do kancelaryi adwokackiej w Sianem 
i., począł wydawać większe poematy. 
W almanachu ^Umćlecke Besedr 
praskiej ukazał się znaczniejszy c>id 
S n o V e, a w Lumirze siedm pieśni 
poematu epickiego Adamitę. 
Ż końcem tegoż samego jeszcze 
roku 1873-go rzucił palestrę. a zo- 
stał współredaktorem Lumira. Ale 
po trzech latach próbował jeszcze 
raz zawodu prawniczego i wytrwał 
w nim tym razem całe trzy :ata. 
W r. 1879 stał się sam wydawcą 
Kvitów (na spółkę z bratem Wło^ 



I 



315 



KRONIKA 



dzimierzem i Drem Serwacym 
H e 1 1 e r e m). Tam ukazał się prze- 
piękny poemacik V e s 1 1 n u lipy, 
l>agmar, Zp6vnik Jana Bu- 
riana ii. Od r. 1881 począł umie- 
szczać fejletony w Nar. Listach, 
(przez krótki czas był tam nawet 
redaktorem fejletonu), które trakto- 
wał lekko, jako pańszczyznę z ko- 
nieczności» jak wogóle dużo (bardzo 
dużo) drobiazgów swego pióra. Nie 
życzył sobie nawet żeby wiedziano, 
kto jest autorem i używał w tym 
celu aż kilkunastu pseudonimów. 
Około r. 1883 był już ulubieńcem 
narodu. Petrkliće, Hanuman 
(satyryczne), a zwłaszcza LeSe- 
tinsk^ Kovaf zapewniły mu po- 
pularność i pierwszorzędne stano- 
wisko na czeskim Parnasie. Epos 
SI a vi a (1884) wstrząsnęło społe- 
czeństwem: Następowały potem 
szybko po sobie poematy epiczne 
Dagmar, Vdclav z Michalo- 
V ic (1886 już trzecie wydanie), liry- 
czne wspaniałe J i tf n i p isn6(1887) 
i cały szereg innych utworów, aż 
wreszcie w r. 1894 niezrównane, 
potężne, głębokie dzieło najszczer- 
szego natchnienia poetyckiego P i- 
sng otroka (wr. 1907 trzy- 
dzieste wydanie). 

Wydał nadto kilkanaście utworów 
satyrycznych i humorystycznych. 
Wszystkie mają wartość literacką 
taką, iż powiedzieć można śmiało, 
że gdyby nie był pisał nic innego, 
jak tylko humoreski, należałby i tak 
do historyi literatury. 

Odbył cztery większe podróże: 
nad morze Czarne, do Włoch, do 
Danii i Anglii (dla studyów do poe- 
matu Dagmar) i na Wschód mu- 
zułmański (r. 1876 z zasiłkiem sto- 
warzyszenia S V a t o b o r). Poza tem 
spędził całe niemal życie pod Pragą. 
Nie w Pradze, ale pod Pragą. Zrazu 
mieszkał na przedmieściu Ymohrady, 
kiedy tam można było jeszcze wi- 
dzieć z okien pracowni pola i łąki, 
ale gdy Vmohrady zamieniały się 
na miasto, przeniósł się na Letnę. 
1 tam dogonił go ruch budowlany, 
tramwaje etc. uciekał przed atmo- 
sferą wielkomiejską coraz dalej. Dlu- 
die lata mieszkał w Obfistvi pod 
Mielnikiem, a dokonał zaś żywota 
w willi Havrance pod Troją. 

Uważano go za mizantropa. Nie- 
słusznie. Ludzi kochał, nie znosił 



tylko banalności stosunków powsze- 
dniego życia i uciekał przed tą sztu- 
cznością, jaka się wytwarza wokół 
człowieka sławnego, żyjące- 
go wśród tłumu. Nie lubiał kadzideł, 
I chciał mieć spokój — ten człowiek 
prawdziwie wielki, sam sobie wy- 
starczający, a na szczęście ar- 
tysta, nie potrzebujący więc ludzi, 
jako materyału do swych robót. Nie 
chcąc być niczem więcej, jak tylko 
Sv toplukiem Cechem — odrzucał 
wszelkie „stanowiska", a zwłaszcza 
nie chciał mieć nic do czynienia 
z rządem i urzędem. Nie przyjmo- 
wał ani stypendyów rządowych, ańi 
nie dał się na starsze lata miano- 
wać członkiem Izby Panów. A kiedy 
w r. 1393 obchodzono 25-lecie jego 
działalności twórczej, stawili się na 
obchód wszyscy, — prócz jubilata, 
który uciekł z Pragi. 

Był czas, że zdawało mu się, ja- 
koby obecność jego potrzebną była 
w parlamencie. (Poeci miewają cza- 
sem takie hallucynacye „praktycz- 
ności" — por. Asnyk). Dostał man- 
dat bez trudu, ale roli politycznej 
nie odegrał żadnej, a posłowanie 
skończyło się efektem przypomina- 
jącym pewien epizod z życia Ma- 
tejki. 

Rada miejska „miast prazkich" po- 
stanowiła nadać mu obywatelstwo 
honorowe. Ale poecie nie podobała 
się debata nad tym wnioskiem i spo- 
sób motywowania go. Zwrócił więc 
odwrotną pocztą przysłany sobie dy- 
plom obywatelstwa honorowego, za- 
wiadamiając o tem Radę miejską 
krótkiem, suchem pismem, bez po- 
dania motywów. A zarazem urządził 
demonstracyę inną, we własnem mnie- 
maniu zapewne gorszą od tamtej. 
Oto na pismo swe nalepił stempel 
na 50 centów, ściśle biurokratycznie. 
Równocześnie zrzekł się godności 
członka Akademii i mandatu posel- 
skiego— i pojechał sobie do Włoch. 

Tłumaczono te dąsy poety wzglę- 
dami politycznemi, te jednak, które 
wymieniano, były dość nieuchwytne. 
Wystarczy jednak zdać sobie sprawę, 
że człowiek do obcowania z ogółem 
nie nawykły, gdy nagle miał do czy- 
nienia z aparatem ten ogół repre- 
zentującym, nie umiał się w tem 
zoryentować, niejedno sobie fałszy- 
wie tłumaczył, niejedno go raziło 



KRONIKA 



316 



i wzajemne spotkanie nie mogło 
się skończyć inaczej, jak konfliktem. 

Svatopluk Cech umiał obco- 
wać z ogółem tylko jako z „czytel- 
nikami", podobny w tem zresztą do 
wielu poetów. I już potem przez re- 
sztę życia tylko do „czytelników" się 
zwracał. — Nastąpiły dalsze a świe- 
tne utwory, Snih, Pohadka o 
ćarovnem pavouku, Modlit- 
byk Neznameniu, poemat dra- 
matyczny. Rohać na Si on 5, a w 
końcu oryginalne wielce S e k a ć e. 

Svatopluk Cech był i jest 
ogółowi czeskiemu bliższy i droż- 
szy — i to znacznie — od V r c h 1 i- 
c k i e g o, a to dlatego, że jest c z e- 
s k i m nawskróś, aż do ekskluzyw- 
ności. Towarzyszył swą Muzą ka- 
żdemu prądowi, każdemu ruchowi 
w Cześkiem życiu (podobny w tem 
do Kraszewskiego) i powie- 
działbym, że wszystko, co czeskie, 
jest wćechu, aw każdym Czechu 
jest coś z Ć e c h a. Lekturę też S v a- 
topluka Cecha polecić wypada 
każdemu, kto chce się zapoznać z 
duchem czeskim. Jego wiersze Czesi 
najchętniej deklamują, w nim się ko- 
chają i prawie wszyscy gniewają się 
o to, że obcy znają i oceniają lepiej 
Yrchlickiego. 

LeSetinsky Kovdf zrobił go 
ulubieńcem narodu. Ten symboliczny 
kowal ma w sobie zaciekłość obrony 
ojcowizny, jak bohater „Placówki" 
Prusa, ale jest inteligentny, wie, 
źe chodzi nietylko o ojcowiznę, ale 
o ojczyznę. Poemat powstał w cza- 
sach, kiedy istotnie kapitał niemie- 
cki starał się wykupywać ziemię w 
północnych Czechach i kiedy tam 
germanizacya szerzyła się najbar- 
dziej. Poemat miał naprawdę zna- 
czenie polityczne, zelektryzo- 
wał mniejszości czeskie w okręgach 
mieszanych. A że jest w nim zara- 
zem nastrój wybitnie demokratyczny, 
podobał się tem bardziej. 

A cóż dopiero mówić o popular- 
ności Pieśni niewolnika (Pi- 
s n 6 o t r o k a). To społeczna i po- 
lityczna ewangelia czeskiego ludu, 
a każdy wiersz rodzajem strzelistej 
modlitwy czeskiego patryotyzmu. Ale 
bo też nie obmyślił nigdy żaden 
poeta stosowniejszej formy dla swych 
myśli; w tych „pieśniach" sam rytm 
działa już podniecająco. 

Co Czesi myślą o „swym" Cechu 



i jak go cenią, pouczają o tem do- 
skonale pierwsze zdania nekrologu, 
poświęconego mu przez uczonego 
historyka literatury V. F 1 a j ś h a n- 
s a. Zaczyna się tak : 

„On był... Te dwa słówka Man- 
zoniego wbijają mi się w myśl tak, 
że się ich pozbyć nie mogę. Od- 
szedł jak Napoleon — zie- 
mia zmieniła się przez zgon 
jego". 

A nikt z Czechów nie będzie tych 
słów uważa ^ za przesadę 1 

Ale jjrawdą zupełną jest, co Flajś- 
hans pisze dalej w Nar. Listach: 

„Będzie nam zawsze czegoś nie- 
dostawać — on był podobno -^stat- 
nim wśród nas, który władał jeszcze 
ponad wszystkiem i którego kochali 
wszyscy. Nie był stronniczy, był 
zawsze przedewszystkiem Czechem". 

a potem znowu: 
„Był doprawdy^ Napoleonem w pań- 
stwie naszej póezyi i piśmiennictwa: 
zdobył nieznane królestwa i rozniecił 
wszędzie pochodnię wolności; oczy 
całego narodu były wpatrzone w nie- 
go — w jego ręku powiewał nasz 
sztandar białoczerwony, nad nim 
wzbijał się wysoko Słowiańszczyzny 
orzeł biał y". 

Ideą słowiańską przejęty był Cech 
na wskroś; pojmował lą zaś nie je- 
dnako w rozmaitych okresach życia, 
ale nie był nigdy zwolennikiem sto- 
pienia się „słowiańskich potoków 
w rosyjskim strumieniu". Najszerzej 
wyłożył swe poglądy w dwóch poe- 
matach : Evropa i Slavie. Wy- 
tknął Rosyi prześladowanie Polaków 
bez ogródek. 

Dużo pierwiastków Muzy Cecha 
jest dostępnych tylko dla Czechów, 
a w najlepszym razie dla znających 
dokładnie czeską umysłowość. Ale 
i to, co przystępnem tam jest dla 
każdego kulturalnego Europejczyka, 
wystarcza najzupełniej, żeby 
w nim uznać wybitnego poetę z Bo- 
żej łaski. To nie ulega najmniejszej 
wątpliwości. Polot ducha, głębia u- 
czucia i misttrność formy łączyły się 
w nim nadzwyczaj szczęśliwie i wy- 
dały szereg dzieł niepospolitych, 
wśród których nia brak istnych pereł 
poezyi. 

Był w każdym razie i człowiekiem 
i artystą tej miary, że zgon jego 
staje się datą w historyi narodu. 



317 



KRONIKA 



f Jfn Palack^, syn słynnego hi- 
storyka i polityka, zmarł w Pradze 
dnia 24 lutego, doczekawszy sią 77 
lat wieku swego. Był profesorem 
geografii w uniwersytecie czeskim. 
Wychowany starannie pod ojcow- 
skiem okiem, miał nadto jeszcze ta- 
kicłi nauczycieli jak Tomek ijung- 
mann. W r. 1848 dostał się do nie- 
woli „cesarskich", jako członek legii 
akademickiej i został wymieniony 
za jefica rewolucyonistów T h u n a. 
On-to na spółkę ze Śafafikiem 
wymyśh'ł w r. 1848 „słovanskou tri- 
koloru" (czerwone, białe, niebieskie), 
tak powszechnie w krótkim czasie 
przyiętą u Czechów i Słowieńców. 
Zdał potem doktoraty filozofii i praw, 
praktykował trzy lata u adwokata i 
w sądzie krajowym, a w r. 1856habili- 
tował się na docenta.... geografii. 
W r. 1866 zaprzestał wykładów, a po- 
święcił się sprawom gospodarstwa 
krajowego. W latach 1867—1877 po- 
słował do Sejmu, był nawet człon- 
kiem Wydziału krajowego; zasłużył 
się około poprawy krajowych zakła- 
dów sanitarnych. W r. 1878 powraca 
do docentury, w r. 1885 zostaje pro- 
fesorem. Zasiada powtórnie w Sej- 
mie w latach 1883- 1889, po zem do- 
piero po więciłsię całkiem geografii. 
A pracował dla niej z nadzwyczaj- 
ną gorliwojcią, jak wogóle Eawsze 
we wszystkiem, czego się podjął 

Pisywał zawsze dużo, mając czas 
na wszystko, pracowity niesłychanie 
i wytrwały. Ód młodości pisywał do 
mnóstwa dzienników, do wszystkich 
prawie czeskich i wielu obcych — 
I do naukowych czasopism i do po- 
litycznych gazet. Wydał też kilka bro- 
szur politycznych. Należał do stron- 
nictwa konserwatywnego. 

Zakładał stowarzyszenia rolnicze, 
był czynny przy zakładaniu banków 
i stowarzyszeń ubezpieczeń, zajmo- 
wał się też hodowlą koni. Zasługą 
jego starań i zabiegów było obniże- 
nie podatku gruntowego w Czechach 
(1883), w której to sprawie wydał 
szereg broszur. 

Nie trzeba sądzić, że robił to 
wszystko kosztem geografii. Wcale 
nie! Niejeden profesor, nie zajmu- 
jący się niczem poza swym przed- 
miotem, zrobił dla niego mniej, niż 
Palacky dla geografii w Czechach. 
Rozpraw i rozprawek naukowych w 
rozmaitych językach napisał kilka- 



dziesiąt i nie wiele dałoby się w całej 
Europie odszukać Towarzystw geo- 
graficznych i pokrewnych, którychby 
nie był członkiem. Wziął też czynny 
udział w przeszło 20 zjazdach nau- 
kowych we wszystkich stronach 
Europy. 

Wystar.^ł się dla uniwersytetu cze- 
skiego o instytut geografi- 
czny i opatrzył go pięknemi zbio- 
rami. Znajdujący się tam zielnik do 
geografii roślin jest najlepszym tego 
rodzaju zbiorem całego świata, a 
obejmuje przeszło 12.000 gatunków. 

Był to więc mąż niepospolity, a 
za nadzwyczajną swą pracowitość 
tem większego godzien uznania, że 
bogaty z urodzenia i coraz bardziej 
bogacący się, właściciel dóbr i wie- 
lokrotny kamienicznik — nie miał 
w życiu tej potrzeby, która zmusza 
do „zapracowywania się**. Ale w Cze- 
chach pracowitość należy do zwy- 
czajów narodowych. 

Svaz katolickj^ch spisoYatelCi će- 
sk^ch (Związek czeskich pisarzów 
katolickich) powstał w Pradze. Za- 
pisało się oarazu 60 członków roz- 
maitych stron Korony i Moraw. Dwie 
okoliczności wróżą dobrze o nowem 
stowarzyszeniu: Zapisali się „starzyk 
i „młodzi", jest więc nadzieja, że 
znikną wady, a rozwiną się zalety 
i tych i tamtych, że „Svaz" stanie 
się środowiskiem, w którem najszla- 
chetniejszy zapał i godna największej 
czci idealność czeskiej „moderny ka- 
tolickiej" oprze się o zmysł organi- 
zacyjno-hierarchiczny starszych i na- 
bierze od nich zrównoważenia 
na zewnątrz bez ujmy dla istoty o- 
wych dążeń. Pragniemy tego gorąco. 
Drugą pomyślną okolicznością jest 
serdeczne powitanie „Svazu" przez 
Novy Vik. Uważamy to za dowód, 
że katolicyzm niema tu służyć za 
płaszczyk dla tandetnego konserwa- 
tyzmu, którego objawów — niestety — 
było już dosyć wśród duchowieństwa 
czeskiego. Nowy „Svaz" wydaje się 
nam czemś bliższem tego ducha, jaki 
wśród duchowieństwa polskiego prze- 
niknął już dawno aż do stolic bi- 
skupich. 

Prezesem jest J. S. Baar, wice- 
prezesem Al. Dostał. 

O nowych prądach wśród ducho- 
wieństwa czeskiego spodziewamy się 
zamieścić ziebawem artykuł pióra 
bardzo kompetentnego. 



KRONIKA 



318 



Czeski budżet oświatowy wyno- 
sił w r. 1861—1862, podczas pierw- 
szego sejmu krajowego, około 3 mi- 
lionów koron, a z końcem roku 1907 
osięgnął kwotą 43506.000 kor., sta- 
nowiąc przeszło połowę wydatków 
z funduszów krajowych. 

W ostatnich pięciu latach przybyło 
74 czeskich szkół wydziałowych w sa- 
mej Koronie, a 167 ludowych. Mały 
stosunkowo przybytek ludowych tłu- 
maczy się tem, że wsi bez szkoły 
w Czechach już niema; powstają 
więc nowe szkoły o tyle, o ile po- 
mnaża się ilość szkół ludowych 
w gminie. 

Najwyższy trybunał w Wiedniu 
orzekł, że język czeski jest równo- 
uprajvnionym językiem urzędowym 
we wszystkich sądach całych Czech, 
a więc także w okolicach niemieckich, 
gdzie mianuje się z reguły urzędni- 
kami sądowymi tylko Niemców i u- 
rzęduje się z własnego pochopu tylko 
po niemiecku. NieKtóre takie sądy 
niemieckie wysnuwały z tego wnio- 
sek, że ani nawet na żądanie stron 
nie muszą urzędować po czesku i od- 
mawiały przyjmowania czeskich po- 
dań. Czesi poczęli tedy demonstra- 
cyjnie posyłać do takich sądów po- 
dania czeskie, przeszli przez wszyst- 
kie instancye, aż w końcu sprawę 
wygrali. 

Skutkiem orzeczenia najwyższego 
trybunału będą się Niemcy musieli 
albo uczyć po czesku, albo dopuścić, 
żeby przy każdym sądzie „niemiec- 
kim", był też czeski urzędnik. 

Ustrój obwodowy, mający powstać 
przez połączenie kilku powiatów 
w większą całość administracyjną, 
mogliby Czesi przyjąć zdaniem Dra 
Kra mara tylko wrazie zabezpie- 
czenia zupełnego równouprawnienia 
w obwodach mieszanych, żeby mniej- 
szości czeskie miały wszelką rękoj- 
mię dalszego rozwoju kulturalnego. 
Znaczna część kompetencyi namie- 
stnictwa musiałaby też przejść na 
władze obwodowe, a za to wiele a- 
gend ministeryalnych należałoby przy- 
znać namiestnictwu, tak, ażeby na- 
miestnictwo było ostatnią instancyą 
we wszystkiem, co nie dotyczy rze- 
czywiście całego państwa. 

Adwokatów było na Morawach 
z końcem 1907 roku 357, z czego 
162 Czechów, a 195 Niemców; kon- 
cypientów 105, a mianowicie : 70 cze- 



I skich, a 35 niemieckich. Na przy- 

I szłość są więc horoskopy lepsze. 

I W samem Bernie było adwokatów 

98, z tego 75 Niemców i 23 Czechów; 

koncypientów 42, niemieckich 19, 

a czeskich 23. 

Sędziów mianuje rząd na Mora- 
wach bardzo stronniczo. Przy osta- 
tnim „awansie" uwzględniono tylko 
8 Czechów, a Niemców 20, a więc 
w stosunku wprost przeciwnym do 
procentu czeskiego a niemieckiego 
zaludnienia Moraw. 

W Banlcu austryacko-węgierskim 
mieliśmy „sprawę czeską" na 
walnem zgromadzeniu dnia 3 lutego. 
Czesi chcieli przeprowadzić wybór 
rodaka W o h a n k i na wakujący (po 
śmierci Suessa) urząd jednego z sze- 
ściu przedlitawskich Radców gene- 
ralnych banku. 

Udział w walnem zebraniu przy- 
sługuje tym, którzy złożą w banku 
do końca listopada poprzedniego ro- 
ku 20 akcyj zapisanych na swe imię. 
Akcyj jest 150.000, ilość maxymalna 
uczestników walnego zgromadzenia 
mogłaby więc wynosić 7500 osób. 
Ale wielu ma akcyj ponad 20, wielu 
zaś mniej; odpadają też tu akcye 
znajdujące się w ręku osób niewła- 
snowolnych, ściganych sądownie lub 
pozostających w t. zw. konkursie, — 
tudzież .akcye, które przeszły za gra- 
nicę. Uwzględniwszy to wszystko, 
można jednak śmiało przypuszczać, 
że na walne zgromadzenie mogłoby 
się stawić przynajmniej 2000 osób, 
gdyby chciały i upatrywały w tem 
swój interes. Akc)onaryusze są je- 
dnak w znacznej części obojętni 
w rzeczach ekonomii politycznej, a 
do sporów narodowościowych tem 
bardziej mieszać się nie chcą; byle 
mieli dochód, mniejsza im o to, ja- 
kim systemem i pod czyją egidą. 

Faktem jest, że akcyonaryuszów 
czeskich jest więcej, niż 
węgierskich. Węgrzy mają sze- 
ściu radców, Czesi ani jednego. — 
W ostatnim roku przybyło niemie- 
ckich akcyonaryuszów 41, czeskich 
15; stosunek na jedno krzesło ra- 
dzieckie wystarczający. 

Na zgromadzenie przybyło zale- 
dwie 727 członków. Czeskiego inte- 
resu bronił Dr K r a m d i", ale wniosek 
jego nie przeszedł. W o h a n k a do- 
stał 252 głosów, a Niemiec — b. mi- 
nister Prade — 465 głosów. Po- 



319 



KRONIKA 



rażkę tą wyzyskuje sią w obecnej 
kampanii (do Sejmu) przeciw Kra- 
mafowi. 
Czesi zażądają prawdopodobnie 

f)rzy następnem odna\yianiu przywi- 
eju Banku zmiany statutu, żeby byli 
(podobnie jak Wągrzy> reprezento- 
wani ex officio w Radzie generalne!. 

(ais) „Kfestńnskń MySTenka^, pi- 
smo religijne w duchu „moderny** 
wydawane przez byłego księdza 
Dlouhego Pokornego zostało 
zabronione w dyecezyi praskiej. 

(ais) Ewa Vrchlicka, córka zna- 
komitego poety czeskiego, poświęciła 
się karyerze aktorskiej. Młoda ar- 
tystka rozpoczęła występy w teatrze 
berneńskim , pozyskawszy odrazu 
względy publiczności i uznanie kry- 
tyki. 

(ais) Robotnicy czescy d o Sz w a j- 
caryi zostali powołani do powsta- 
jącej tam pierwszej fabryki wyrobów 
porcelanowych. 

(r) Pas królowej Eliszki. W Ces- 
kym Ćasopisu historyckym zeszyt 1. 
1908 r. wywodzi p. Kareł B. Mddl, 
źe pas, znajdujący się w Kralowym 
Hradcu i figurujący stale i tradycyjnie, 
jako dar królowej Eliszki (Elżbiety), 
małżonki, później wdowy po Karolu 
IV, jest pochodzenia o wiele później- 
szego, że zatem nie można z napi- 
su czeskiego, znajdującego się na 
nim: „Na tom sv6tg żadna 
j i n a** wnioskować, jak to dotąd 
czyniono, że Karol IV czuł się Cze- 
chem, używając czeszczyzny w swem 
domowem pożyciu, jako swej mo- 
wy ojczystej. Wywody swoje opiera 
p. Mddl na drobiazgowym rozbio- 
rze techniki szlifowania kamieni dro- 
gich, znajdujących się w pasie — 
mianowicie: są one rzezane sposo- 
bem dyameniowym,tarczowatym. Ze 
statutu zaś złotników nowomiejskich, 
zatwierdzonego 30 października 1478 
r. widać, że w Czechach wtedy do- 
piero zaczęto tym sposobem szlifo- 
wać drogie kamienie, że zaś pas 
kralowehradecki jest roboty czeskiej, 
jak dobry czeski napis dowodzi, więc 
czas jego powstania trzeba przenieść 
na okres przynajmniej około roku 
1478, nie zaś na czas od 1363—1378 
t. j. na czas zaślubin i współżycia 
Karola IV z Elżbietą Pomorską. — 
P. M d d I mniema na podstawie 
wzmianki w testamencie Zuzanny 
wdowy Rormajstrowej z Divic z 5 



września 1491 r., że jest on jej da- 
rem, ale żadnych pewniejszych do- 
wodów na to niema. 

(r) Koniec legendy MR^kopis^Jw". 
Jako jeden z najważniejszych do- 
wodów prawdziwości rękopisu kró- 
lodworskiego obrońcy jego przy- 
taczali dokument zw. „Pamćt Pfi- 
b'y slavskd**, zawierający też same 
niektóre właściwości językowe, co 
rękopis. Obecnie p. Gustaw Frie- 
drich w Ćesk, ćasop. hist. {zeszyt I 
z roku 1908) wykazuje, że i „Pa- 
mćt** jest falsyfikatem z czasu około 
1834 r. Dowody p. Friedricha są 
dwojakiego rodzaju, wynikające z 
rozbioru techniki pisma i historyczne. 

Atrament jest żelazisto-galasowy, 
zatem skład jego nic nie mówi, bo 
atramentem takim pisano od śre- 
dnich wieków aż do XIX w. Ale ba- 
danie wykazuje: że pisano już na 
papierze bardzo starym, gdyż 1) 
w miejscach, gdzie się często doty- 
ka kart palcami przy ich przewra- 
caniu, atrament słabo wsiąkł w pa- 
pier, dostał się na brud i tłuszcz 
osiadły z palców. 2) Wszędzie atra- 
ment słabo się rozchodził około li- 
ter po papierze, co dowodzi, że pa- 
pier już zmienił swój skład chemi- 
czny, na co trzeba dużego czasu. 
Według „P a m 6 1 i" herb miasta Przy- 
bysławia (dwa noże na krzyż z ksią- 
żęcą czapką u góry) ma pochodzić 
z XV w. — tymczasem wiemy, że 
herb ten miasto otrzymało dopiero 
w 1622 r. po odebraniu go Rudolfo- 
wi Żejdlicowi za udział w czeskiem 
powstaniu w r. 1622, a daniu księ- 
ciu kardynałowi Franciszkowi z Die- 
trichśtejna, który ten herb miał i dał 
go miastu w miejsce herbu starego, 
panów z Ronowa. Treść historyczna 
„Pa m 6ti" jest prawdziwą, ale zgo- 
dna z kroniką H a j k a, który te zda- 
rzenia podaje o miejscu innem. Tak 
więc ostatnia podpora autentyczno- 
ś>c\ rękopisu królodworskiego upada. 

(r) Nowe wiadomości do dziejów 
roku 1848. W Ćesk. ćas. hist. ogłasza 
p. B a X a dokumenty dowodzące, jak 
hr. Leon Thun starał się w maju 
1848 r. wyzyskać nowe zaburzenia 
wiedeńskie i ucieczkę cesarza do 
Insbruku na korzyść większego złą- 
czenia Czech i Moraw przez zorga- 
nizowanie jednej prowizorycznej Ra- 
dy w Pradze. Porozumiał się on 
z szefami innych okręgów i z wice- 



KRONIKA 



320 



prezydentem Moraw i Śląska, La- 
źanskym — a chciał jeszcze, aby 
sią porozumiał w tej sprawie Na- 
rodni Vybor Królestwa Czech ze 
Stanami Moraw. Na to mu jednak 
odpisano, że V y b o r ma tylko fun- 
kcye administracyjne, a postano- 
wienie takie może tylko wyjść od 
cesarza. Memoryał T h u n a nie sku- 
tkował. N o s t i t z 28. VI. zawyro- 
kował, że rzecz trzeba odłożyć ad 
acta, w dwa dni po rozwiązaniu Nar. 
V^boru a dzień przed rozwiąza- 
niem tymczasowej Rady, formalna 
zaś decyzya była dana w dniu dy- 
misyi Thuna. 

Stenografia kwitnie w Czechach, 
mogąc się wykazać licznem gronem 
uczonych stenografów, opracowują- 
cych ją nauko\\o już od wielu lat. 
Niedostateczność zasad systemu G a- 
belsbergera dla stenografii cze- 
skiej i wogóle słowiańskiej, stwier- 
dzono już dawno; brak mu i mate- 
ryału graficznego na tg i sposobów 
ściślejszego oznaczania głosek mięk- 
kich. Już w r. 1888 uznał to zjazd 
czeskich stenografów w Bernie mo- 
rawskiem. Zajęto się też utworze- 
niem oryginalnego systemu słowiań- 
skiego. 

Pierwszy wystąpił K rond I, ogła- 
szając w Tisnopisnem Vistniku swój 
„Pokus" (Próbę) w r. 1890. W trzy 
lata później począł wydawać tamże 
Józef D ii r I c h swój własny „Pokus", 
a nad trzecim pracował prof. H o I a s 
(ostatnia przeróbka w broszurce wy- 
danej 1905 r. p. t. N a s t i n, szkic). 
Diirich nie zdążył opracować szcze- 
gółowo swej „próby", nie mogąc po- 
święcić się rzeczy należycie, bo za- 
jęcie inspektora szkolnego krajowego 
na Morawach zabiera mu czas. Ho- 
lasa praca jest jakby kompromisem 
pomiędzy systemem Krondla a Dii- 
richa, a zmieniana, „udoskonalana" 
bez końca, nie jest właściwie nigdy 
gotową. Tylko D ii r i c h opracował 
wszystko do najdrobniejszych szcze- 
gółów i wydał owoc 35-letniej pracy 
w r. 1907 powtórnie p. t. Pokus 
o jednotny tesnopis slo- 
V a n s k y. Napsal Josef Diirich. Druhć 
vyddni. Autografoval E. Strikar. Ndkl. 
yfastnim. Str. 165, XCVII. 

Komisya naukowa stenografów cze- 
skich nie wydała jeszcze orzeczenia 
ostatecznego, który z tych systemów 



ma się zaprowadzić w szkołach cze- 
skich. 

(ek) „Zadruha**, praskie towarzystwo, 
popierające przemysł ludowy, zbiera 
1 zachowuje, jako okazy sztuki lu- 
dowej, rozmaite wyroby ceramiczne, 
hafty i t. d., a zarazem pośredniczy 
w ich sprzedaży, przyczyniając się 
tern do należytego wynagrodzenia 
znojnej pracy. 

Towarzystwo to sprzedało w trze- 
cim roku istnienia, 1903-cim, wyro- 
bów za 14,992 kor. — w r. 1904 za 
24.694 k. — w r. 1905 za 31.000 k., 
a wr. 1906 za 50.000 koron. Obecnie 
przystąpili do stowarzyszenia Sto- 
wacy. 

(a) Spór ezesko-polaki w Cle- 
9ixijńskiem. 

Akcya w sprawie wprowadzenia 
języka polskiego do urzędów gmin- 
nych przybiera coraz większe roz- 
miary. W ostatnim czasie odbyło się 
zgromadzenie wójtów powiatu biel- 
skiego i tu olbrzyma większością 
głosów uchwalono wprowadzić urzę- 
dowanie polskie; podobnież na zgro- 
madzeniu wójtów powiatu fryszta- 
ckiego. 

Dotąd wprowadziły urzędowanie 
polskie następujące wsie: Powiat 
bielski: Cisownica, Landek, Ligota, 
Mazańcowice,Lazy, Lipowiec, Ustroń; 
Powiat fryśztacki : Dąbrowa, Łąki, 
Stonawa, W. Kończyce, Marklowice 
i Zebrzydowice. W powiecie cieszyń- 
skim urzęduje obecnie 28 wsi po 
polsku, 4 po polsku i niemiecku, 
a 14 jeszcze po niemiecku. Są to 
następujące: Dobracice, Dolne i Gór- 
ne Domasłowice i Dolne Toszono- 
wicc (\^ ydziały gminne w tych wsiach 
są czeskie), Górne Cierlicko, Ligota 
kameralna. Grodziszcz, Gumna, Nie- 
bory, Siblca, Szobiszowice, Trzycież 
i Wielopole (wydziały gminne pol- 
skie!!) i Trzyniec, gdzie w wydziale 
gminnym mają większość Niemcy. 
W powiecie jabłonkowskim urzęduje 
po polsku 9 wsi, po polsku i nie- 
miecku 2, i 8 po niemiecku. 

Wspomnieć trzeba, że niektóre wsi 
już oddawna urzędowały po polsku 
jak np. Dębowiec, Marklowice, a Ko- 
cobędz i Zebrzydowice przed dwo- 
ma laty wprowadziły polskie urzę- 
I dowanie gminne. 
j Wieś Rychwałd jest obecnie 



1 



521 



KRONIKA 



niejscem zaciętej walki między Po- 
akami i Czechami. Zbliżają się wy- 
bory gminne i obie strony rozwinęły 
igitacyę, aby zapewnić sobie wię- 
kszość w wydziale gminnym Dotąd 
nieli ją Polacy, lecz nie wiadomo, 
aki obrót wezmą obecne wybory. 

Michałkowłce zostały t. zw. 
nieiscowością targową, poto, aby 
vyciział gminny czeski mógł miano- 
vać obywateli honorowych i w ten 
iposób przy zbliżających się wybo- 
jach zapewnić sobie I. Koło. 

(ek) 8liyw€U'yk€i kronika. 

(K) t Ksiądz Andrzej Kmet, za- 
łożyciel i prezes słowackiego To- 
ivarzystwa Muzealnego, zmarł w Tur- 
:zafiskim św. Marcmie dnia 16 lu- 
tejło, licząc lat 67. 

Urodzony w r. 1841 w Bzenicy, 
komitatu tekowskiego, uczęszczał do 
nmnazyum w Słowackiej Szczawnicy. 
Wtenczas byli tam jeszcze czescy 
profesorowie, rozbudz-^jący wśród 
młodzieży uświadomienie narodowe. 
5eminaryum kończył w Ostrzyho- 
miu. Już podczas studyów pisywał 
do czasopism Cnill a Method i Yoj- 
Mch. Jako pleban zajął się ekono 
micznem podniesieniem ludu. Był 
łvspółpracownikiem Obzora, wyda- 
Aranegd przez L i c h a r d a. Napisał 
książkę Hospodar na Sloven- 
> k u, która nie dostała się nigdy do 
•ąk spodziewanych czytelników, bo 
vłaśnie, gdy druk ukończono w r. 
1875 — zamknął rząd Macierz 
Słowacką, która „Hospodara" 
vzięła w nakład, a konfiskując ma- 
ątek Macierzy, skonfiskował tei ca- 
y nakład świeżo wytłoczonej książ- 
ki, która niewiadomo nawet gdzie 
iię podziała. W r. 1871 wydał dwa 
iziełka w założonej w Budzyniu 
,L u d o we j B i b 1 i o t e c e*". 

Od r. 1878 zajął się botaniką, o- 
>racowując pilnie florę słowacką 
„Niektóre odchylky u rastlin" i 
.Floristom slovenskym" 1892). Inte- 
esował się też archeologią, odko- 
pywał mogiły, a przy tem kollekcyo- 
lował sławne słowackie „wyszyw- 
ki", a potem wszystko w ogóle, co 
)yło znamiennego dla ludowej twór- 
:zości. 

Kiedy w r. 1895 udało się otrzy- 
Tiać u rządu pozwolenie na Towa- 
ivarzystwo Muzealne (jedyna instytu- 



cya naukowa słowacka, tolerowana 
dotychczas przez rząd) i gdy wre- 
szcie otwarto upragnione Muzeum 
w Turcz. ŚW. Marcmie, oddał mu 
ksiądz Kmet wszystkie swe zbiory, 
bogate już i wielostronne. W tym 
okresie swego życia wyda^ kilka 
prac z zakresu archeologi i folkloru!" 
(O y^śivkach v HontS — Starożit- 
nosti V Hontfi — Yeleba Sitna itd.). 

W r. 1906, przechodząc na emery- 
turę, przeniósł się do Turcz. św. 
Marcina, żeby być przy Muzeum, 
pracować już wyłącznie w niem 
I dla niego. Nie długo było mu 
danem 1 

Cześć jego pamięci, za to, że za- 
wsze, w najtrudniejszych warun- 
kach, umiał sobie wynaleść zajęcie 
korzystne dla swej Słowaczyzny, że 
nie było dla niego nigdy prze- 
szkód. Kiedy siedział w zapadłym 
kącie na „najchudszej** farze, na bo- 
tanika chociaż się zamienił, a prze- 
cież pokazał, że« zawsze będzie ro- 
bił coś słowackiego. 

Chronologia madiaryzacyi. Ma- 
diarszczyzna, chociaż tak zaczepna, 
sama od niedawna dopiero, stosun- 
kowo jest „piśmienną". Naukę ję- 
zyka madiarskiego zaprowadzono 
w szkołach średnich i uniwersytecie 
po raz pierwszy dopiero roku 1791. 
A w 36 lat potem rozpoczęła się już 
nagonka na starsze w państwie 
węgierskim języki. 

W r. 1827 w Lajos-Komarne wię- 
ziono i chłostą karano tych, którzy 
niechcieli w obrzędach kościelnych 
zaniechać języka słowackiego. Ar- 
cybiskup Potacsics kazał każde- 
mu, kto przemawiał po słowacku, 
wymierzyć 12 kijów przed swym pa- 
łacem. 

R. 1840 pismo madiarskie Szdza- 
dunk, postawiło żądanie, żeby każdy 
węgierski poddany, znający język ma- 
diarski, dostawał rocznie nagrody 
1 zł. za szerzenie kultury madiar- 
skiei. 

W r. 1847 więzienia napełnione 
„spiskowymi" ; na szubienicy znale- 
źli śmierć Daxner, Francisci 
i Bak ul i n i. 

W r. 1861 wprowadzono język wy- 
kładowy madiarski do gimnazyum 
w Banskiej-Bystrzycy. W następnych 
latach zakładają inne gimnazya ma- 
diaryzacyjne. 

Od wprowadzenia dualizmu w r. 



1 



KiiomKA 



322 



1867 i zrównania Wągier z Austryą, 
dążą już wszelkiemi siłami do utwo- 
rzenia jednojązycznego państwa ma- 
diarskiego. 

Po roku 1873 prześladowanie się 
wzmaga. Odbierano matkom dzieci 
i posyłano je w strony madiarskie, 
by wzmocnić wymierające własne 
plemię. Rok to tylko trwało, bo za 
prześladowanymi ujęła się cała Eu- 
ropa. 

W r. 1875 zamykają M a t i c ę S 1 o- 
V e n s k ą, majątek jej stutysięczny 
konfiskują. 

W r. 1879 wprowadzają język ma- 
diarski do szkół ludowych. Równo- 
cześnie zaczynają się liczne wydala- 
nia studentóvv ze szkół średnich 
i wytszych za używanie w rozmo- 
wach języka słowackiego. 

W r. 1883 powstaje Towarzystwo 
oświatOAe dla Węgier północnych 
„F e m k a", którego celem jest ma- 
diaryzowanie Słowaków. 

W r. 1886 uprowaJzają w strony 
madiarskie 170 słowackich sierót, 
a w następnym roku około 85. 

Wr. 1892 zabroniono odsłonić po- 
mnik Dr. M. H u r b a n a, gdyż syn 
jego napisał artykuł: H y e n i z m 
na Węgrzech, za co ukarano go 
rokiem więzienia i 55750 zh. kary. 
W tymże roku wywieziono dzieci 
z okolic Żabobrek i Vel. Topolćan 
do Hódmezo-Yasarhelyu, gdzie je na 
targu sprzedawano; 30 jednak 
uciekło. 

Od r. 1895 zaczyna się znana doba 
Banffyego. 

W r. 1902 minister Wlassics 
wydaje rozporządzenie, by uczono 
w szkołach ludowych 9 godzin ty- 
godniowo mówić, a 8 pisać i czytać 
po madiarsku, z nadmienieniem, że 
tych 17 godzin można w razie po- 
trzeby rozszerzyć na 24 godzin. 

A wypadki z ostatnich lat stoją 
żywo wszystkim w pamięci. 

Wielka żywotność Słowaków, na 
wolności zamieszkałych, w Ameryce, 
zadziwić może wszystkich. Główne 
ich stowarzyszenie t. zw. N a r o d n y 
Slov. S pol ok liczyło w przeszłym 
roku 28.269 członków, oddziałów zaś 
miało 599. Drugie stowarzys/:enie 
„S 1 o V e n s k a 1 1 g a'* za same od- 
znaki miało dochodu 2.089 dolarów. 
Największe kolonie słowackie są 
w Clevelandzie, w Chicago i wNew- 
Yorku; ta ostatnia przystępuje wła- 



I śnie do budowy domu narodowego. 
I Dziennikarstwo także rozwija si^ 
I doskonale. — Ważniejsze tygodniki 
I są: Americkoslovenske Noviny; Je- 
I dnoła; Slovensky Hlasnik; Hlas; 
I Bratsvo; Slovensky SokoL Dwa razy 
I tygodniowo wychodzi: Slovensky 
; Dennik i Slovak w Amerike. Niektóre 
I z tych pism, zwłaszcza Amer. slov. 
' Noviny i Jednota, drukują 20 i 25 
I tysięcy egzemplarzy. Szkoda tylko, 
j że brak tam za morzem w dzień ni- 
! karstwie słowackiem umysłów głęb- 
; szych ; pisma te są bądźcobądź pły- 
i tkie i powierzchowne. 

Spółka wydawnicza św. Wojciecha 

liczyła w ubiegłym roku członków 

' 18.902, nowych przybyło 2.850. Ksią- 

' żek sprzedano za 55.301 koron. Ma- 

' jatek SDÓłki wynosi 307,008 kor. 

(K) Śerwllizm biskupów wegier- 
I skich względem rządu dochodzi ]uż do 
! komizmu. Oto „kwiatek",* godzien 
i najlepszych czasów cenzury mikoła- 
1 jewskiej: 

1 Wyszła niedawno książka po sło- 
1 wacku „ŻivotJeźiśa Krista**, 
I zwykłe ludowe „devotionale", stara- 
niem arcydyakona ks. Jana K r s a k a, 
proboszcza w Lutili na Słowaczyznie, 
a nakładem Towarzystwa św. Woj- 
ciecha. W biskupiem „imprimatur* 
na wydanie tej książki znajduje się 
taki ustęp: 

„Zgadzam się, ale z uwagą, żeby 
dla uniknięcia wszelkiego nieporo- 
I zumienia i usunięcia podejrzeń — 
w przedmowie, w ustępie : „...I w na- 
szej kochanej mowie słowackiej 
każda niemal wioska ma sw^ą gwarę", 
a również w 5-tym arkuszu na pierw- 
' szej stronicy w zdaniu: „pięknie pi- 
sze nasz S u § i 1" — opuścić wy- 
razy „k o c h a n e j" i „nas z", bo 
w takiej czysto religijnej książce są 
i tak zbyteczne". 

Podpisany na tym „kwiatku" jest 
biskup z Bystrzyckich Bań Farkas. 
Podając to do wiadomości czeski 
oważny tygodnik katolicki, Novf 
^śk, pisze: 

„Protestujemy, żeby w takich wy- 
padkach biskup przemawiał imieniem 
Kościoła katolickiego, podczas 
gdy mówi w imieniu Kościoła „ma- 
d i arsk i ego". 

Do redakcyi Ludowych Nowin, pi- 
sma słowackiego, zakazanego cyr- 
kularzem biskupów węgierskich, wy- 
syłają księża morawscy imieniem 



pc 
Vi 



323 



KRONIKA 



rozmaitych grup i korporacyj adresy 
r<5^vnobrzmiąee, w których stwierdza 
siQ najzupełniejszą prawowierność 
prześladowanego p'sma wobec do- 
gmatyki i etyki katolickiej, „albowiem 
zasłużone skarcenie poszczególnych 
osób i duchowieństwa madiarskiego 
i renegackiego za ich grube prze- 
stępstwa polityczne i nieuczciwe po- 
stąpowanie, jakiego dopuszczają się 
^'z^lędem ludu słowackiego, ani też 
>valki z ich zaślepionym szowinizmem 
nacyonalistycznym — nie mają być 
uważane za wykroczenia przeciw 
Kościołowi, wierze lub etyce katoli- 
ckiej. Wyrażając Ludovym Novinom 
zaufanie, prosimy, żeby wytrwały 
nadal na stanowisku chrześcijańsko- 
katolickiem i narodowem. 

Ilość prenumeratorów wyklętych 
Łudovjcn Novin wzrasta stale. 

Biskup spiski Parvy wytoczył 
śledztwo ks. T o m a n k o w i na 
Orawskiem o sprawę t)olityczną, o 
nieuznawanie państwowości węgier- 
skiej. Przesłuchano około stu świad- 
ków i musiano śledztwa zaniechać, 
a swoją drogą otrzymał ksiądz od 
biskupa ostrzeżenie, żeby się trzy- 
mał z daleka od „panslawistycznej 
agitacyi** (t. j. patryotyzmu słowa- 
ckiego), bo inaczej będzie suspen- 
dowany. 

(ek) Dziekan P a z u r i k, który 
brał udział w poświęceniu kościoła w 
Ć e r n o V e i , groził z kazalnicy, że 
husarzy sprowadzi, jeżeli ludzie nie 
będą chodzić do kościoła. 

Administratora parafii w Ruźom- 
berku, Fischera, dla bezpieczeń- 
stwa, żołnierz odprowadził do domu 
po kazaniu, w którem wyklinał dro- 
gie Słowakom pisma, Tyzdennik i Lu- 
aove Noviny. 

Słowacy w Baczcu. Jest to okręg, 
położony na południe od komitatu 
peszteńskiego, między Dunajem 
a Cisą, zamieszkały przez rozmaite 
narodowości, Słowian, Madiarów 
i Niemców. Ziejnia tu nadzwyczaj 
żyzna i urodzajna i dlatego to w wie- 
ku J7. i 18. przywędrowały te ludy 
w te kraje wyludnione po nawałach 
tatarskich i tureckich. Katoliccy 
Słowacy zmadiaryzowani już; starzy 
tylko ludzie mówią jeszcze po sło- 
wacku. Jedna tylko wioska katolicka 
S e I e n ć a nie uległa madiaryzacyi. 
Natomiast ewangeliccy Słowacy wszy- 
scy zachowali język ojczysty. Dya- 



lekt ich średniowieczny, a katolików 
w Selenći prastary; nie pozmieniali 
swych narzeczy, chociaż stykali się 
ze sobą blisko 150 lat. Większe sło- 
wackie gminy są: Petrovec (8 tys.), 
Kysać (5 tys.), Hlożany, Pivnice, 
Kulpin, Lalit', Selenća, Palanca, 
Novy-Sad. Wszystkich Stowaków 25 
tysięcy. Urodzaje bardzo piękne, 
szczególniej udaje się pszenica, ku- 
kurudza, konopie, które dochodzą 
do wysokości Ź metrów. Niejednego 
stać na 100.000 złr., bo grunt bar- 
dzo drogi; dość jednak mężczyzn 
nie posiadających gruntu, wywędro- 
wało do Ameryki. Lud dość uświa- 
domiony. W samym Petrovcu roz- 
chodzi się Tyzdennik w 300 egz., 
Hldsnik w 200, Dolnozemski Slovak 
w 150. Świadectwo politycznego 
uświadomienia wystawili sobie przy 
przeszłych wyborach w kulpińskim 
okręgu, oddając wszyscy głos na 
H o d ż ę. 

(Naśe Slovensko, art. P e t r o v c a). 

(K)TTzech posłów słowackich wy- 
dał parlament węgierski sądom, ściga- 
jącym ich za przekroczenia polity- 
czne, po prostu za to, że bronią 
praw swego narodu i języka. Star- 
czy Madiarom pozór byle jaki : 

W zeszłym roku odbywał się zjazd 
czeskich dziennikarzy w H o d o n i- 
n i e na Morawach, stolicy moraw- 
skiej Slowaczyzny (część Moraw jest 
bowiem etnograficznie słowacką).— 
Kilku literatów i dziennikarzy zro- 
biło po zjeździe wycieczkę na tamtą 
stronę granicy i znalazło gościnę na 
kilka godzin u słowackiego posła 
dra Błaha. Obecnie dr. Błaho 
stanie przed sądem za to, że „prze- 
chowywał u siebie cudzoziemców, 
nie zawiadomiwszy o tem władz". 

Równocześnie będą mieli procesy 
posłowie Skyćak i Ivanka. 

Parlament węgierski nie waha się 
znosić nietykalności poselskiej o by- 
le co, pod najbłahszym pozorem, 
choćby o to, że Słowak przyjął Cze- 
cha na podwieczorek podczas wy- 
cieczki 1 1 

(ais) Słowleuska kronika. 

Ilość dzieci w wieku szkolnym 

w Krainie pod koniec roku 1906 
przedstawiała się w liczbach nastę- 
pujących: chłopców 46.148 i dziew- 
cząt 46.097. Z tych liczb w różnych 



KRONIKA 



szkołach ludowych prywatnych i pu- 
blicznych uczyło sią 43.378 chłopców 
i 43.890 dziewcząt ; w szkołach wydzia- 
łowych 94 chłopców i 201 dziewcząt; 
w szkołach średnich 1.122 chłopców 
i 220 dziewcząt; w domu kształciło 
się 32 chłopców i 81 dziewcząt; 
przedwcześnie szkoły opuściło 70 
chłopców i 121 dziewcząt; z powo- 
du kalectw fizycznych i umysłowych 
uczyć się nie mogło 226 chłopców 
i 207 dziewcząt. 

Z zestawienia tych liczb wynika, 
iż w Krainie bez nauki zostawało 
w tym okresie 1226 chłopców i 1397 
dziewcząt tj. 265 proc. i 3 proc. 
ogólnej ilości. Odsetka nieznaczna, 
ale Słowieńcy radziby, żeby i tej 
minimalnej ilości analfabetów wśród 
młodzieży nie było. Zapewne do 
tego dojdą niedługo, — czego gwa- 
rancyę daje wzrastająca w naro- 
dzie spoistość organizacyi społecz- 
nych. 

Facsimile poezyi Preśerna wyd* 
wkrótce lublańskadrukarniaBlasnika. 
Wydawnictwo dokonane będzie we- 
dług tego samego rękopisu Preśerna, 
który służył przy druku pierwszego 
wydama poezyi w r. 1847, dokonane 
w tejże samej tłoczni. Rękopis od- 
naleziony został w r. 1900 i wkrótce 
potem powstała właśnie myśl tego 
wydawnictwa, które dopiero teraz 
dochodzi do skutku. Egzemplarz 
będzie kosztował 20 koron. 

Nowy teatr będzie wybudowany 
w Ce łowcu (Klagenfurt). Koszto- 
rys zrobiono na 600.000 koron. 
Połowę tej sumy pokrywa rząd, 
zarząd krajowy i l-sza karyntyjska 
kasa oszczędności, drugą połowę 
miasto Celowiec. 

Prof. Karol Śtrekelj, zasłużony 
wydawca słowieńskich pieśni ludo- 
wych, których już wyszło dwanaście 
obszernych zeszytów, bodący dotych- 
czas profesorem nadzwyczajnym, 
został obecnie mianowany zwyczaj- 
nym profesorem filologii słowiań- 
skiej na uniwersytecie w Gradcu. 

Dwa słowniki słowiefiskie uka- 
zały się świeżo w handlu księgar- 
skim. Pierwszy niemiecko słowieński 
wydała księgarnia F. H. Schimpffa 
w Tryeście. Słownik w małym, do- 
godnym do codziennego użytku for- 
macie, objętości 485 stron, zawiera- 



jący około 100 tysięcy wyrazów, ko- 
sztuje 4 korony. Ta sama księgarnia 
zapowiada w najbliższej przyszłości 
wydanie również słownika słowień- 
sko-niemieckiego. 

Tymczasem jednocześnie firma wy- 
dawnicza A. Hartlebena w Wie- 
dniu wydała dwa krótkie również 
do podręcznego uiytku przeznaczo- 
ne słowniki, słowieńsko - niemiecki 
i niemiecko-słowieński, wcenie 2 ko- 
ron 50 hal każdy. Słowniki wiel- 
kości 13 arkuszy druku opracował 
Fr. Kramarić. 

Trzeci kongres literatów i 
dziennikarzy południowo- 
słowiańskich ma się odbyć 
ostatecznie w L u b 1 a n i e. Naj- 
prawdopodobniej naznaczony zosta- 
nie na lipiec, gdyż jest zamiar po- 
łączenia tego zjazdu z obchodem 
400 rocznicy urodzin P r i m o ź a 
T r u b a r a, uważanego za ojca pi- 
śmiennictwa Słowieńskiego. Sprawą 
tą zajęło sie „Druśtvo sloven- 
skih knjiżevnikov in ća- 
s n i kar j e v". 

Starosłowieńskie groby w bo- 
hińskiej Średniej Wsi (Srednaja 
Vas = Mitterdorf) odnalezione zo- 
stały przez dr V. Smida kustosza 
muzeum krajowego w Lublanie. 
W miejscowości na Żalach w po- 
bliżu wymienionej wsi udało się wy- 
kryć 23 starosłowieńskich grobów, tern 
więcej wartościowych, że zawierały 
znaczniejszą liczbę różnych drobiaz- 
gów i przedmiotów o wybitnem zna- 
czeniu archeologicznem. Sporo zwła- 
szcza znaleziono ozdób, używanych 
przez dawnych Słowieńców do upię- 
kszania skroni (Schlaefenringe) już 
to wyrobionych z bronzu, już to ze 
srebra. Również wiele było kolczy- 
ków z przywieszonemi w kształcie 
winogron ozdobami szklannemi, 
a przy jednej parze te dodatkowe 
ozdoby miały formę półksiężyców 
ze srebra. Wielu pochowanych było 
z pierścieniami, których liczba do- 
chodziła do czterech na osobę. 
Pierścionki były albo z bronzu albo 
ze srebra, masywne lub delikatniej- 
szej roboty, gładkie lub ozdabiane 
różnymi brnamentacyami. Wogóle 
co do formy i wykonania zarówno 
pierścionki, jak i ozdoby skroniowe 
odznaczają się wielką rozmaitością, 
co jest tem ważniejsze pod wzgi ,- 
dem archeologicznym. Znalazły się 



325 



KRONIKA 



też sprzączki bronzówe okrągłe 
i czworokanciaste, również orna- 
mentowane. W jednym zaś grobie, 
gdzie pochowana była kobieta, znaj- 
dował się sznur paciorków szklan- 
nych i pierścień z obsadzonym w nim 
kamieniem. 

Według tradycyi, która się dotąd 
przechowała wśród ludności, na Ża- 
lach w swoim czasie był cmentarz 
chrześcijański, a na drugim końcu 
wsi w miejscowości zwanej „na Po- 
donjicach** chowano dawniej pogan. 
Muzeum krajowe zajęło się poszu- 
kiwaniami i w tej części wsi, ale 
dotąd odszukało tylko 2 groby, inne 
były już zniszczone, gdyż kopano 
tutaj piasek do budowy. Groby po- 
chodzą z czasów Karola Wielkiego. 
Poszukiwania tegoroczne w bohiń- 
skiej Średniej Wsi są dopełnieniem 
pracks.B er li ca, który przed dwoma 
laty w tejże miejscowości odkopał 
kilka grobów i wykopaliska ofaro- 
wał muzeum krajowemu. 

^Towarzystwo historyczne" („Zgo- 
dovinsko druStYo") prowadzące na 
swoją rękę poszukiwania w Styryi, 
może się pochwalić niemniej cieka- 
wymi wynikami. Oto w SrediSću na 
polu proboszcza odkryto podziemną 
budowlę o ścianach 50— oO cm. gru- 
bości, w której się znajdowało dużo 
kości i szkieletów; przy kilku z nich 
były bronzówe ozdoby skroniowe 
w kształcie litery S, jakie zawsze są 
w grobach słowieńskich. 

Drowie StegenSek i Kovaćić, 
którzy kierowali poszukiwaniami, są 
zdania, iż w owem miejscu musiała 
stać niegdyś rzymska willa i w jej 
ruinach dawni Słowieńcy urządzili 
sobie cmentarz. 

W tym roku groby starosłowień- 
skie odkopano również w miejsco- 
wości Hajdin przy Ptuju (Pettau 
w Styryi). Poprzednio podobne groby 
odnaleziono w Krainie w miejsco- 
wościach Bied (Veldes), MengeS 
(Mannsburg) i Crnomelj (Tscher- 
nembl). 

Białokraińska kolej, której bu- 
dowa już jest postanowiona, ma do- 
niosłe znaczenie dla Słowieńców. 
Linia kolei będzie szła od Nowego 
M<asta (Novo Mesto — Rudolfs- 
wert albo też Neustadtl w Dolnej 
Krainie) przez M e 1 1 i k e (Mottling) 
i Karlovec (Karlstadt) dalej do 
Dalmacyi. Z powodu niedawno otwar- 



tej kolei państwowej, która łączy 
Wiedeń z Tryestem przez J e- 
senice (Assling w Karyntyi), Lu- 
biana była poszkodowana nieco, 
gdyż została na uboczu. Doprowa- 
dzenie do skutku obecnie postano- 
wionej kolei ożywi znacznie ruch 
handlowy Lubiany, gdyż stolica sło- 
wieńska znajdzie się znowu w węźle 
ważnej arteryi komunikacyjnej. Nowe 
Miasto z Lubianą jest już połączone 
koleją lokalną. 

Leopold Friedriech, Słowieniec 
ze SrediSća w Styryi, został dyrekto- 
rem instytucyi finansowej „National- 
bank of Commerce" w Nowym Yorku. 
Bank ten jest jednym z największych 
w Ameryce. 

Dr, IleSić, prezes „Macierzy sło- 
wieńskiej" urządził w Lublanie bez- 
płatne kursy języka chorwackiego. 

»Podporno dru§tvo organistOY" 
powstało w Krainie, organizując całą 
grupę fachowców, którzy dotąd nie 
byli zjednoczeni. Zebranie organiza- 
cyjne odbyło się w Lublanie w sali 
hotelu „Union** dnia 19-go lutego. 
Do stowarzyszenia odrazu przystą- 
piło wielu członków. 

I jeszcze jeden Polak został za- 
angażowany do teatru lublańskiego : 
jest nim p. Stanisław Orzel- 
s k i, który na bieżący sezon zimowy 
był zakontraktowany do opery w Bu- 
dapeszcie. Wskutek jednak nieporo- 
zumienia z dyrekcyą opuścił Buda- 
peszt, z czego skorzystała Lubiana, 
aby ściągnąć go do siebie. P. St. 
Orzelski występował już tam po- 
przednio i cieszył się niezwykłą sym- 
patyą bywalców teatralnych. 

nZłote Runo'' Przybyszew- 
skiego było grane w teatrze lu- 
blańskim dnia 11 -go lutego. Krytyka 
przyjęła sztukę nader przychylnie. 

Simon Jane2ić, wieloletni i za- 
służony dyrektor towarzystwa wy- 
dawniczego ŚW. Mohora, zmarł w Ce- 
lowcu w 67-vm roku życia. Pracą 
swą i zapobiegliwością znacznie się 
przyczynił do obecnego rozwoju tego 
stowarzyszenia. 

Wystawa artystów słowieńskich, 
zjeanoczonych w klubie „Sava",. 
została otwarta w Warszawie 
w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pię- 
knych. Bior^ w niej udział następu- 
jący artyści: Ryszard jakopić (24 
obrazy), Jan Grohar ^9 obrazów), 
Maciej Jama (13 obrazów). Mateusz 



KRONIKA 



326 



Sternen (14 obrazów), Róża Klein- 
Sternenowa (3 obrazy), Piotr Żmitek 
(4 obrazy) i Frań Berneker (5 rzeźb). 
Ogółem wystawa obejmuje 67 obra- 
zów i 5 rzeźb najwybitniejszych 
współczesnych artystów słowień- 
skich. Na otwarcie wystawy przybył 
z Lubiany do Warszawy artysta ma- 
larz Jan G r o h a r. Wracając, wstą- 
pił do Krakowa. 

Wystawa sztuki słowieńskiej od- 
będzie się również w Krakowie. 

(St) Chorwacka kronika. 

Stowarzyszenie „Jadran** powsta- 
ło świeżo w Tryeście w celu oświa- 
ty i pomocy materyalnej dla robo- 
tników chorwackich i serbskich. Ser- 
bów i Chorwatów jest w Tryeście 
koło 15.000, w tem 10 tysięcy Dal- 
matyńców. Przewodnią ideą tego no- 
wego stowarzyszenia będzie prze- 
ciwdziałanie wynaradawianiu się te- 
go licznego zastępu ludności sło- 
wiańskiej. 

(ais) Druga połud niowo- sło- 
wian s k a wystawa artystyczna ma 
być otwarta w Zagrzebiu z począt- 
kiem maja b. r. Urządzeniem wysta- 
wy zajmuje się zarząd stowarzysze- 
nia „Lada". Wystawa bądzie trwała 
przez miesiąc. 

(ais) Duchowny Petrow, były po- 
seł do drugiej Dumy, spodziewany 
jest w Chorwacyi, Serbii i Bułgaryi. 
gdzie ma mieć odczyty o potrzebie 
reformy kościoła wschodniego. Skąd- 
inąd wiadomo jest, że wiadomość 
o zamierzonym wyjeździe O. Petro- 
wa zagranicę ogromnie zaniepoko- 
iła reakcyjne koła rosyjskie i nawet 
wśród posłów z prawicy powstał 
projekt wystąpienia do rządu, aby 
O. Petrowowi nie wydawano pa- 
szportu zagranicznego. 

Żelazna ręka bar. Raucha po- 
częła się już dawać we znaki w agi- 
tacyi wyborczej. Kiedy kandydat 
rządowy Ć a n ak przybył do Udbiny 
na zebranie przedwyborcze, wyborcy 
powitali go burzliwą demonstracyą. 
Żandarmi odrazu użyli broni i zra- 
nili ciężko pięć osób. 

Już dzisiaj przewidywać można, 
że nacisk rządowy przy wyborach 
przypominać będzie najcięższe chwile, 
jakie Chorwacya przeżyła w dobie 
pougodowej. 

Port Neum-Klek wedle wiado- 



mości z Wiednia urządzony ma b;^ 
jako port handlowy krajów okiqxr 
wanych. Projekt ten prócz handb- 
wej miałby wielką wagę wojskoTą. 
wycieczka dei^atów aastro-^t- 
gierskich do Pol i i R jęki wy- 
warła najlepsze wrażenie. Ddefs 
chorwacki T o m i ć i ć wydał spra- 
wozdanie z tej wycieczki, w którefs 
konstatuje znakomity esprit du 
c o r p s u oficerów, dyscyplinę ma- 
rynarzy i przywiązanie do paAst*^ 
tudzież wysoką wartość marynaii. 
Budowa torpedowców w Rjece i o- 
krętów wojennych w Tryeście poka- 
zała delegatom, na jak wysokim sio- 
pniu stoi w Austryi ten dział. Ći> 
czenia marynarskie wypadły pomyśl- 
nie. Wyborny porządek panuje ni 
okrętach i w arsenale, świadczy 
, o nagłym rozwoju marynarki i o a- 
I letacn głównego admirała hr. Mod- 
; t e c u c c u 1 i. Jak wiadomo, wybomyd 
; marynarzy dostarcza Austryi nii- 
■ morska ludność Dalmacyi i Istrji. , 

Są to ludzie znani z swych zalet nie- 
, tylko w monarchii, ale poszukift^i 
I do marynarki kupieckiej za granks 
Marya Jurić (pseud. Zagor- 
k a) literatka chorwacka wielkiej pch 
pularności, obchodziła jubileusz svq 
pracy. Teatr zagrzebski poświęci-? 
wieczór tej uroczystości, daj ąc utwo- 
ry tej autorki „u lovu", JSto t&a 
umije" i „Intermezzo". Obchód miał 
ton bardzo serdeczny. Mimo pew- 
nych braków technicznych w korne- 
dyach Zagorki, dają im sukces obser- 
wacya ostra i żywa, lekki i optymi- 
styczny sposób, w jaki rozwija swofe 
sceniczne satyry. — Wykonanie ko- 
medyi było wyborne. 

Spijet, jedno z najoryginalniejszyd: 
miejsc w Dalmacyi, miasto wbudo- 
wane w starożytny pałac Dyokłec\- 
ana, będzie obchodzić w maju b. r.u- 
roczystość ukończenia restauracyi 
wspaniałej kampanilli, około któr^ 
prowadzono roboty od wielu laL — 
Z tej okazyi zawiązał się komitet 
urządzający w Spijecie wystawę sztu- 
ki w salach „Chorw. Domu**. Mię- 
dzy innymi wezmą w niej udział Do- 
nadini, V u k o v a c profesor z Pragi, 
Rednić, MeStrović, Vućet!Ć 
i Murat z Belgradu, Medorić, 
Vidović i wielu innych. 

Ludność Zagrzebia wzrosła od r. 
1880 o lOOo/o t. j. do liczby 61.000 
mieszkańców. Liczba robotników po- 



J27 



KRONIKA 



roiła się w peryodzie 1880-1900. 
Tworzą oni połowę całej ludności, 
zagrzeb można więc słusznie na- 
;wać miastem robotniczem. 

(St.) Serbska kronika. 

W beli^radzie otwarto wystawę 
> brąz ów znanego malarza serb- 
ikiego Paska Vueetića na do- 
:hód dotkniętych głodem w Kosowie. 

Wywóz węgla z Serbii zwiększa 
5ię ciągle, szczególniej do Bułgaryi, 
Turcyi i Węgier. Wywóz wynosił 

V ostatnim czasie 133 wagonów na 
Iziesięć dni. 

Kurs serbskich papierów pań- 
Jtwowych wykazuje stałą zwyżkę, 
przyczyna tego jest polepszenie się 
inanaów i regularne wypełnianie 
:oboWiązafi zaciągniętych przez ad- 
ninistracyę monopolów w stosunku 
io zagranicznych banków. 

Nowe dzieło serbskiego uczone- 
K) Dra CvijiCa „O ispiti van ju 
Jżerdapa" wyjdzie w niemieckim 
ęzyku, również jak dzieło tegoż 
lutora „M a c e d o n i a". 

Serbi na Węgrzecli. Wedle urzę- 
lowej statystyki węgierskiej, niezu- 
)ełnie wiarogodnej, liczba Serbów 
la Węgrzech wynosi 495.105. Żyją 
)ni prawie wyłącznie w 3 źupaniach : 

V baćvodroSkiej 197.000, w teme- 
;zwarskiej 62.813 i w torontalskiej 
[86.231. w innych źupaniach są 
>erbi rozproszeni w drobnych mniej- 
szościach. Relatywną większość mają 
)ni tylko w torontalskiej żupanii. 

Serbskie szkoły w T u r c y i istnieją 
eszcze od 18 w., a szkoły mona- 
iterskie jeszcze dawniej. Do szczytu 
ioszedł ich rozwój w latach 1830-60, 
X)Czem liczba ich spadała w skutek 
)owstania serbskiego, wojny serbsko- 
iireckiej, wreszcie w skutek propa- 
gandy bułgarskiej. Przed wojną mieli 
eszcze Serbi 153 szkół, podczas gdy 
Bułgarzy około r. 1858 tylko cztery. 
Dbecnie proporcya zwróciła się na 
korzyść Bułgaryi. 

Najkłamliwsze wieści o Serbii 
iuszcza od czterech lat prasa za- 
graniczna, o rewolucyach i spiskach, 
ttórym nie wierzy już najnaiwniejszy 
izytelnik. Obecnie znów wynalazła 
prasa głód w Serbii. Wprawdzie 
przeszły rok nie należał do świe- 
tnych w zbiorach, głód jednak 
lależy stanowczo do „kaczek", któ- 



rych legiony płodzą się szczegól- 
niej w redakcyach wiedeńskich. 

Nowy dziennik polityczny począł 
wychodzić w Belgradzie, Polinćki 
Pregled pod redakcyą pr.ofesora 
serbskiego uniwersytetu, Zivojina 
P e r i ć a. 

Rozłam między Serbią a Czar- 
nogórą od czasu sławnej afery 
z bombami zaznacza się coraz sil- 
niej. Min. To m a n o V i ć oświadczył, że 
rząd czarnogórski oczekiwał od Ser- 
bii więcej wzajemności w sprawie 
zamachu. Proklamacye do buntu 
drukowane były w Belgradzie; w wy- 
dawaniu spiskowców rząd serbski 
stawia zbyt wielkie trudności. 

Tymczasem w Cetinju aresztowa- 
nia idą w dalszym ciągu. W więzieniu 
znajduią się b. ministrowie Ivano- 
V i ć i R a i ć e V i ć, b. posłowie P i- 
letić, Maruśić, Bakić, Vuk- 
c e V i ć i inni. Podobno reakcya za- 
mierzała nawet uwięzić niektórych 
członków kniaziowskiego domu, ale 
zostawiono ich w spokoju na inter- 
wencyę królowej H e 1 e n y. Na gra- 
nicy postawiono silne straże. 

Proces o spisek rozpocznie się 
w przyszłym miesiącu. Tymczasem 
rząd odbywa polowanie na „dowody" 
zbrodni. Zastanawiające jest, że 
sprawę sądzić będzie nadzwyczajny 
sąd doraźny. 

Bułgarska kronika. 

(ais) Oskar Iskender, publicysta, 
redaktor wydawanych we francuskim 
języku pism La Bułgarie i Coarier 
des Balcans zmarł w połowie lutego 
w Sofii. Zmarły urodził się w Kon- 
stantynopolu a studya filozoficzne 
odbył we Włoszech. Działalność jego 
była pożyteczna dla Bułgaryi. Umarł 
w biedzie. 

(ais) Trzydziesta rocznica oswo- 
bodzenia Bułgaryi ma być obcho- 
dzona z wielką uroczystością dnia 
3-go marca. Dla urządzenia godnie 
tego obchodu zorganizował się u- 
myślny komitet, który wezwał wszy- 
stkie stany i ludność wszystkich miast, 
aby w tych uroczystościach wzięła 
pknajgorliwszy i najliczniejszy udział. 
Rząd jednak trzyma się na uboczu. 

Wielkie budowle zamierza wznieść 
rząd, a mianowicie nowy gmach dla 
ministerstw i nowy pałac ksią- 
żęcy, tudzież kilka jeszcze pomniej- 
szych budynków rządowych. 



Druk ukończono 3-go marca 1908 r. 



Wydawca i odpowiedzialny redaktor i Dr. Feliks Koneczny. 
Kraków. — Druk W. Korneckiego i K. Wojnara. 



1 



^^m 



^iDiał SłoiDiański. Rocznik IV. łam 1. 

KwiecieA 1908. 



ROSYA SFEDEROWANA. 

Rozwój stosunków społeczno-politycznych w Rosyi, podą- 
żając za rozrostem sił ekonomicznych, wysunął nareszcie i w pań- 
stwie „białego cara" na porządek dzienny zagadnienia autono- 
miczno-federacyjne. Wprawdzie zalała je obecnie wezbrana fala 
reakcyi, ale pod zczerniałą zewnętrzną powłoką żar silny tli się 
i po przejściu fali gotów na nowo silnym buchnąć płomieniem. 
Podsycają go nadto ciągle różne czynniki pierwszorzędnej wagi. 

Państwo rosyjskie należy przedewszystkiem do najrozleglej- 
szych państwowości w świecie. Już wskutek tego, że w okresach 
jak największego nawet na pozór absolutyzmu, Rosya w rzeczy- 
wistości nie była rządzona przez jedną wolę samowładcy; po- 
szczególni wyżsi administratorowie, zarządcy większych lub 
mniejszych dzielnic, zawsze posiadali niezmierną władzę i często 
postępowali samowolnie, nie licząc się z rozkazami z Petersburga. 
Działalność Murawiewa w Wilnie była jaskrawym tego przykładem. 
Zresztą stan podobny trwa w Rosyi dotychczas, volens nolens, 
urabiając grunt pod posiew decentralizacyi. 

Niepodobieństwem jest dalej, w takiem wielonarodowem 
państwie, jak Rosya, złożonem nadto z części sprzecznych nie- 
kiedy ze sobą pod względem społecznego rozwoju, stosowanie 
jednych i tych samych praw do wszystkich. Jeszcze większem 
niepodobieństwem jest powstrzymanie dążności odśrodkowo- 
autonomicznych przez autokratyczną biurokracyę wobec rozbu- 
dzenia się ducha narodowego wśród wielu narodowości, siłą 
kaduka lub przewrotnością losu do rydwanu wszechrosyjskiego 
wprzągniętych. 

Stąd kwestya autonomiczna w Rosyi należy do kwestyi 
równie ostrych, jak agrapa lub robotnicza, zwłaszcza, że ściśle 
związana jest z palącą kwestyą narodowościową w państwie. 
Wszędzie też dążenie do pozyskania samodzielności nietylko 
w zarządzaniu gospodarstwem miejscowem, ale i w stanowieniu 

świat Słowiański. — Nr. 40. 22 



EDWARD CHWALEWSKI 

własnych praw miejscowych przybrało szersze rozmiary i pogłę- 
biło się wraz z ogólnym rozwojem idei demokratycznej i poczucia 
własnej odrębności narodowej. 

Oprócz Polaków energicznie pracują na rzecz tej idei Mało- 
rusini, Białorusini, Litwini, Łotysze, Gruzini oraz inne pomniejsze 
narodowości i plemiona, zbudziwszy się do życia z wiekowego 
odrętwienia, ba, całe nawet dzielnice, jak Syberya, jak nawet 
niektóre rdzennie rosyjskie prowincye, rozwijające się zdała od 
głównych ognisk życia państwowego. 

Odczuwali wielką wagę tej idei i posłowie Dumy pierwszego 
powołania i tłumnie, mimo różnic partyjnych, zaciągali się do 
zawiązanego, zdaje się, z inicyatywy A. Lednickiego, koła auto- 
nomistów. Niestety, rozpędzeni przez podmuch reakcyi, nie zdą- 
żyli sprawy tej skutecznie rozwiązać, wskazali jednak wytyczne 
punkty drogi, po której kroczyć należy dla osiągnięcia zamierzo- 
nego celu : stwierdzili ścisłą łączność idei decentralizacyi z kwestyą 
narodowościową w Rosyi. 

Aczkolwiek zdajemy sobie doskonale sprawę z tego, że 
daleko łatwiej jest rozstrzygnąć zagadnienie powyższe w formie 
zasadniczej, niż nadać mu kształty konkretne, jednakże pokusimy 
się, na zasadzie ostatniego spisu jednodniowego w Rosyi r. 1897, 
przedstawić poglądowo, jak najsłuszniej w razie zwycięstwa idei 
decentralistycznej wyglądałyby przyszłe Stany autonomiczne Rosyi 
sfederowanej, przy należyłem uwzględnieniu czynnika narodo- 
wościowego. 

Wprawdzie spis jednodniowy r. 1897, dokonany zś rządów 
wszechwładnego maiordoma Plewego, aż pstrzy się cały od 
wszelkiego rodzaju subjektywizmów biurokratycznych i nieści- 
słości, Jest jednakże jedynem źródłem, na którem w Rosyi urzę- 
dowej bardziej, niż 'na innych, polegać można. Ma jeszcze jedną 
wadę: jest przestarzałym. Od czasu jego sporządzenia upłynęło 
przeszło lat dziesięć, w ciągu których Rosyą wstrząsnęła rewo- 
lucya, a ruch narodowy również wszędzie dokonał ogromnych 
postępów. Z tego względu wszelkie wywody wyciągnięte z ze- 
stawień statystycznych przy ocenianiu sił narodowości podbitych, 
a odradzających się, uważać należy jako minimum, a nie maximum 
rzeczywistego stanu rzeczy. Cóż jednak robić; drugiego spisu 
podobnego, pomimo ogólnego oczekiwania, dotychczas nie było. 

Otóż według tego spisu jednodniowego z r. 1897 ludność 



331 



ROSYA SFEDEROWAKA 



państwa rosyjskiego wraz z Finlandyą składała się z narodowości 
następujących : 



1. Wielkorusy . . 


55,673.000 czyli 


43.307o 


2. Małorusy . . 


. 22,415.000 


n 


17.417o 


3. Polacy . ; . . 


7,931.000 


n 


6.177o 


4. Białorusini . . 


5,886.000 


n 


4.577« 


5. Żydzi .... 


5,063.000 


n 


3.94"/o 


6. Kirgizi . . . 


4,084.000 


rt 


3.187o 


7. Tatarzy . . . 


3,738.000 


» 


2.91 7» 


8. Finnowie . . . 


2,191.000 


n 


1.717o 


9. Niemcy